background image

IMMANUEL KANT 

 

 

PROLEGOMENA

 

DO WSZELKIEJ PRZYSZŁEJ METAFIZYKI,

 

KTÓRA BĘDZIE MOGŁA

 

WYSTĄPIĆ JAKO NAUKA

 

 

 

Przekład BENEDYKTA BORNSTEINA

 

na nowo opracowała JANINA SUCHORZEWSKA 

 

Tytuł oryginału:

 

Prolegomena 

zu 

einer jeden künftigen Metaphysik 

die als Wissenschaft wird auftreten können

 

 

Redaktor: Irena Krońska

 

 

Copyright © for the Polish edition

 

by Wydawnictwo Naukowe PWN Sp. z o.o.

 

Warszawa 1993

 

ISBN 83-01-11368-5 

 
 

 
 
 

 
 
 
 
 
 
 

OD WYDAWCY 

 

background image

 

2

Wydaniem Uzasadnienia metafizyki moralności Redakcja Bib-

lioteki  Klasyków  Filozofii  PWN  zapoczątkowała  w  1953  roku 
publikację  w  ramach  Biblioteki  przekładów  podstawowych  dzieł 
Kanta.  Tłumaczenie  Mścisława  Wartenberga  opracował  Roman 
Ingarden,  znawca  filozofii  niemieckiej,  członek  Komitetu  Re-
dakcyjnego  BKF.  W  1957  roku  w  jego  przekładzie,  ze  wstępem  i 
przypisami  jego  autorstwa  ukazała  się  Krytyka  czystego  rozumu. 
Wielokrotnie  wprowadzał  tu  Ingarden  nowe  polskie  odpowiedniki 
terminów Kantowskich — nowe w stosunku do tradycyjnie przyjętych 
— uzasadniając szczegółowo swe decyzje translatorskie w przypisach. 

Jako  trzecia  z  prac  Kanta  ukazały  się  w  Bibliotece  Klasyków 

Filozofii  Prolegomena  do  wszelkiej  przyszłej  metafizyki,  która  będzie 
mogła  wystąpić  jako  nauka.  
Przekład  Benedykta  Bornsteina 
opracowała  Janina  Suchorzewska  —  wszak  od  wznowienia  w  1927 
roku, które stało  się podstawą wydania,  minęło ponad  trzydzieści lat. 
Opiekę  naukową  nad  tekstem  sprawował  i  tym  razem  Roman 
Ingarden. 

W  roku  1964  została  opublikowana  w  przekładzie  Jerzego 

Gałeckiego,  przejrzanym  przez  Adama  Landmana,  Krytyka  władzy 
sądzenia,  
a  w  1972  roku  —  również  w  przekładzie  Jerzego 
Gałeckiego — Krytyka praktycznego rozumu. 

W  latach  osiemdziesiątych  w  cyklu  wznowień  ukazały  się 

wszystkie  wydane  dotychczas  przez  PWN  prace  Kanta  poza 
Prolegomenami. 
Uważamy,  że  warto  przypomnieć  czytelnikom  tę  ostatnią  książkę. 
Znajdą  oni  w  niej  bowiem  główne  myśli  z  Krytyki  czystego  rozumu, 
ale 

wyrażone 

znacznie 

bardziej 

przystępnie 

niż 

tym 

fundamentalnym dziele.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

3

SPIS TREŚCI 

 
Od  Redakcji  
 

PROLEGOMENA 

 

[Wstęp]  
Uwagi  wstępne  o  swoistym    charakterze  wszelkiego  poznania  me-
tafizycznego (§ 1—3)     
 
Pytanie ogólne: Czy metafizyka jest w ogóle możliwa (§ 4) 
 
Pytanie  ogólne:  W  jaki  sposób  możliwe  jest  poznanie    [płynące]  z 
czystego rozumu  (§5)      
 
Główne pytanie transcendentalne: 

Część  pierwsza.  W  jaki  sposób  jest  możliwa  czysta 

matematyka (§6-13) 

Uwagi I—III 
Część 

druga. 

jaki 

sposób 

jest 

możliwe 

czyste 

przyrodoznawstwo (§ 14—38)    

Dodatek do czystego przyrodoznawstwa (§39) 
Cześć trzecia. W jaki sposób metafizyka jest w ogóle możliwa  

(§40—56). 

I. Idee psychologiczne (§ 46—49 
II.  Idee kosmologiczne  (§ 50—54) 
III.  Idea teologiczna (§ 55) 

 
Uwaga ogólna w sprawie idei transcendentalnych (§ 56) 
 
Zakończenie. O  określeniu  granic  czystego   rozumu   (§57—60) 
 
Rozwiązanie  pytania  ogólnego:  W  jaki  sposób  jest  możliwa  meta-
fizyka jako nauka 
 
Dodatek  o  tym,  co  stać  się  może  dla  urzeczywistnienia  metafizyki 
jako nauki 

Przykład sądu o Krytyce przed jej zbadaniem 
Propozycja takiego zbadania Krytyki, po którym będzie można 
wydać sąd o niej 

background image

 

4

 

 

 

 

OD REDAKCJI 

 

Prolegomena  Kanta  ukazują  się  w  naszym  języku  po  raz 

czwarty:  pierwszy  przekład  dał  w  r.  1901  R.  Piątkowski,  drugi  w  r. 
1918  B.  Bornstein.  Ten  wznowiono  w  r.  1927.  Na  drugim  wydaniu 
przekładu  Bornsteina  oparte  jest  niniejsze  tłumaczenie,  na  nowo 
opracowane  dla  Biblioteki  Klasyków  Filozofii  przez  dr  Janinę 
Suchorzewską.  Tłumaczenie  to  z  ramienia  Komitetu  Redakcyjnego 
Biblioteki  Klasyków  Filozofii  przeczytał  przed  oddaniem  do  druku 
prof.  Roman  Ingarden,  mający  w  Komitecie  pieczę  nad  dziełami  z 
zakresu  filozofii  niemieckiej  do  Kanta,  i  przeczytałam  takie  ja  jako 
sekretarz  Komitetu  i  redaktor  tej  książki.  Wynikiem  tych  lektur  była 
pewna  liczba  dodatkowych  zmian,  głównie  stylistycznych  i 
terminologicznych. 

Przekład  Bornsteina,  który  dobrze  służył  kilku  pokoleniom 

polskich filozofów i adeptów filozofii, jest już od dawna wyczerpany, 
a egzemplarze znajdujące się w bibliotekach publicznych i naukowych 
aa  zbyt  nieliczne,  by  zaspokoić”  potrzebę  tej  lektury  nawet  już  tylko 
dla  studiów  uniwersyteckich.  Toteż  Komitet  Redakcyjny  Biblioteki 
Klasyków  Filozofii  postanowił  wydać  ponownie  tę  książkę,  której 
znajomość  jest  niezbędna  dla  studiujących  i  uprawiających  filozofię. 
Tłumaczenie  Bornsteina,  napisane  przed  przeszło  czterdziestu  laty, 
wymagało 

jednak 

przed 

wznowieniem 

pewnej 

rewizji 

unowocześnienia, co też zostało dokonane. 

Wersja  niniejsza  od  tłumaczenia  podstawowego  różni  się 

przede  wszystkim  terminologią.  Z  uwagi  na  najściślejszy  związek 
Prolegomenów  z  Krytyką  czystego  rozumu  wydało  się  rzeczą 
potrzebną, wręcz niezbędną, zastosowanie w Prolegomenach tej samej 
terminologii,  jaką  w  swoim  niedawno  w  Bibliotece  Klasyków 
Filozofii  ogłoszonym  przekładzie  Krytyki

1

  wprowadził  Roman 

Ingarden. Charakterystykę i szczegółowe uzasadnienie tej nowej — w 
stosunku  do  tradycyjnie  u  nas  stosowanej  —  polskiej  terminologii 
kantowskiej  znajdzie  Czytelnik  w  przypisach  R.  Ingardena  do 

                                                           

1

 Krytyka czystego rozumu, przełożył oraz opatrzył wstępem i przypi-

sami Roman Ingarden, 2 tomy, Biblioteka Klasyków Filozofii, PWN, 
Warszawa 1957. 

background image

 

5

przekładu  Krytyki  czystego  rozumu.  Tutaj  przypomnę  tylko,  że 
odpowiednikiem kantowskiego terminu Verstand nie jest u Ingardena 
«rozsądek»  —  jak  u  Chmielowskiego,  Bornsteina,  i  w  ogóle  w 
dotychczasowej naszej literaturze filozoficznej — ale «intelekt»

2

 — z 

wyjątkiem  tych  przypadków,  gdzie  Kant  używa  wyrazu  Verstand  nie 
jako  określonego  terminu  technicznego,  ale  w  znaczeniu  potocznym 
(jak  w  zwrotach:  «zdrowy  rozsądek»,  «zdrowy  rozsądek  ludzki», 
«pospolity rozsądek»). Terminowi Anschauung odpowiada nie — jak 
dotychczas  —  «ogląd»,  lecz  «naoczność»  lub  «dane  naoczne»

3

 

(jednakże forma czasownikowa anschauen jest zazwyczaj tłumaczona 
przez czasownik «oglądać»). Terminowi Empfindung, który Bornstein 
tłumaczył  jako  «czucie»,  odpowiada  w  niniejszym,  przekładzie 
używany dziś powszechnie termin «wrażenie». 

Oprócz  zmian  terminologicznych  wprowadzono  również  do 

przekładu Bornsteina zmiany stylistyczne, których celem było nadanie 
tekstowi większej czytelności i bardziej nowoczesnej składni, oraz — 
w  pewnych  przypadkach  tego  Wymagających  —  dokonano  uściśleń 
lub poprawek merytorycznych. 

Na 

marginesach 

tłumaczenia 

zaznaczono 

paginacje 

powszechnie  w  literaturze  o  Kancie  cytowanego  wydania  Pruskiej 
Akademii  Nauk,  w  którym  Prolegomena  (wraz  z  Krytyką  czystego 
rozumu, 

wyd. 

I, 

Uzasadnieniem 

metafizyki 

moralności 

Metafizycznymi podstawami przyrodoznawstwa) znajdują się w tomie 
IV

4

Prolegomena  są  —  po  Uzasadnieniu  metafizyki  moralności  i 

Krytyce  czystego  rozumu  —  trzecim  dziełem  Kanta  wydanym  w 
Bibliotece.  Klasyków  Filozofii.  W  przygotowaniu  znajdują  się: 
Krytyka władzy sądzenia Krytyka praktycznego rozumu, oraz  Pisma 
mniejsze. 

Irena Krońska 

 Warszawa, w styczniu  1960 r. 
 
 
 
 

                                                           

2

 Por. Krytyka czystego rozumu, wyd. cyt., t. I, przypis na str. 14—15. 

3

 Por. op. cit., t. I, przypis i na str. 19. 

4

  Kants  Gesammelte  Schriften  herausgegeben  von  der  Königlich 

Preußischen Akademie der Wissenschaften, Band IV, Erste Abteilung: 
Werke, Vierter Band, 
Berlin 1911. 

background image

 

6

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

PROLEGOMENA 

DO WSZELKIEJ PRZYSZŁEJ METAFIZYKI 

KTÓRA BĘDZIE   MOGŁA WYSTĄPIĆ 

JAKO NAUKA 

 
 
 
 
 

Prolegomena  niniejsze  są  przeznaczone  do  użytku  nie  [255] 

uczniów,  lecz  przyszłych  nauczycieli,  a  i  tym  służyć  powinny  nie  do 
tego,  by  uporządkować  wykład  pewnej  nauki  już  istniejącej,  lecz 
przede wszystkim, by samą tę naukę wynaleźć. 

Bywają  uczeni,  dla  których  historia  filozofii  (zarówno 

starożytnej,  jak  i  nowożytnej)  jest  już  ich  filozofią;  niniejsze 
Prolegomena nie dla nich są napisane

5

. Muszą oni czekać, dopóki nie 

ukończą swej pracy ci, co usiłują czerpać ze źródeł samego rozumu, i 
wtedy dopiero przyjdzie kolej na nich, by obwieścili światu o tym, co 
się  stało.  W  przeciwnym  razie  nie  można  by  powiedzieć  nic,  co 

                                                           

5

  Kant  ma  tu  na  myśli  Garvego,  który  w  swej  recenzji  z  Krytyki 

czystego rozumu, zamieszczonej w  «Göttingische gelehrte Anzeigen» 
(B. B.) 

background image

 

7

według  ich  mniemania  nie  zostało  już  dawniej  przez  kogoś 
powiedziane.  I  rzeczywiście  mogłoby  to  też  stać  się  nieomylną 
przepowiednią  wszystkiego,  co  nastąpi  w  przyszłości.  Rozum  ludzki 
bowiem  w  ciągu  wielu  stuleci  snuł  różne  fantazje  na  temat 
niezliczonej ilości przedmiotów, łatwo przeto może się zdarzyć, że dla 
każdej nowej rzeczy można będzie znaleźć jakąś dawną, która będzie 
do niej pod pewnym względem podobna. 

Zamiarem moim jest przekonać wszystkich, którzy uważają, iż 

warto się zajmować metafizyką, że muszą koniecznie odłożyć na czas 
jakiś  swą  pracę,  wszystko,  co  było  dotychczas,  uznać  za  niebyłe,  a 
przede  wszystkim  postawić  pytanie:  Czy  też  coś  takiego  jak  meta-
fizyka jest w ogóle możliwe?. 

Jeżeli metafizyka jest nauką, to dlaczego nie może uzyskać, jak 

inne  nauki,  powszechnego  i  trwałego  uznania?  Jeżeli  nią  nie  jest,  to 
jakże się dzieje, że pod  [256] pozorem nauki panoszy się nieustannie i 
uwodzi  rozum  ludzki  nigdy  nie  wygasającymi,  ale  i  nigdy  nie  speł-
niającymi  się  nadziejami?  Przeto  czy  przedstawimy  dowód  naszej 
wiedzy, czy też niewiedzy, to w każdym razie trzeba raz wreszcie coś 
pewnego  rozstrzygnąć  o  naturze  tej  zamierzonej  nauki,  nie  sposób 
bowiem, by taki stan rzeczy trwał dłużej. Wydaje się prawie śmiechu 
warte, że gdy każda inna nauka nieustannie posuwa się naprzód, w tej 
oto,  która  chce  być  mądrością  samą,  którą  każdy  zapytuje  jak 
wyrocznie,  kręcimy  się  wciąż  w  kółko  na  tym  samym  miejscu,  nie 
posuwając  się  ani  o  krok  naprzód.  A  ubyło  jej  również  wielu 
zwolenników  i  nie  widać,  żeby  ci,  co  mają  się  za  dość  silnych,  by 
jaśnieć  w  innych  naukach,  chcieli  swą  sławę  narażać  tutaj,  gdzie 
każdy, kto zresztą we wszelkich innych sprawach jest nieukiem, rości 
sobie  prawo  do  wydawania  rozstrzygającego  sądu;  albowiem  w  tej 
dziedzinie  istotnie  nie  ma  jeszcze  pewnej  miary  i  wagi,  które  by 
pozwalały odróżnić gruntowność od płytkiej gadaniny. 

A  jednak  nie  jest  czymś  niesłychanym,  że  po  długim 

opracowywaniu  pewnej  nauki,  gdy  wszyscy  są  pełni  podziwu,  jak 
daleko się już w niej posunięto, ktoś w końcu zada sobie pytanie: Czy 
i w jaki sposób  nauka  taka jest w ogóle  możliwa? Rozum ludzki  jest 
bowiem  tak  pochopny  do  budowania,  że  już  niejednokrotnie  wznosił 
wieżycę,  którą  jednakże  później  znów  rozbierał,  ażeby  zobaczyć,  w 
jakim też stanie są jej  fundamenty.  Nigdy nie jest za późno na to, by 
stać  się  rozumnym  i  mądrym:  jeżeli  wszakże  zrozumienie  rzeczy 
przychodzi późno, to coraz trudniej jest je zastosować. 

Pytanie,  czy  jakaś  nauka  jest  możliwa,  zakłada,  że  się  ojej 

rzeczywistości  powątpiewa.  Powątpiewanie  takie  obraża  jednak  tych 

background image

 

8

wszystkich,  których  cale  szczęście  polega,  być  może,  na  posiadaniu 
tego rzekomego klejnotu. Dlatego też ten, kto pozwala sobie na takie 
powątpiewanie,  musi  się  zawsze  przygotować  na  opór  ze  wszystkich 
stron.  Jedni,  ze  swymi  metafizycznymi  podręcznikami  w  ręku,  będą 
spoglądać nań z pogardą, pełni dumy w świadomości swego dawnego 
i dlatego właśnie za prawowite uważanego posiadania. Inni, którzy nic 
nigdzie  nie  widzą  ponad  to,  co  jest  jednakie  Z  czymś  dawniej  już 
gdzieś  przez  nich  widzianym,  nie  zrozumieją  go.  I  wszystko  przez 
pewien  czas  pozostanie  w  takim  stanie,  jak  gdyby  nie  zaszło  nic,  co 
pozwalałoby obawiać się lub oczekiwać bliskiej zmiany. 

Mimo to jednak odważam się przepowiedzieć, że samodzielnie 

myślący  czytelnik  tych  Prolegomenów  nie  tylko  zwątpi  o  swej 
dotychczasowej  nauce,  lecz  w  następstwie  [257]  tego  całkowicie  się 
przekona,  że  nauka  taka  wcale  istnieć  nie  może,  o  ile  nie  stanie  się 
zadość wyrażonym tu żądaniom, na których opiera się jej możliwość; 
a ponieważ to się jeszcze nigdy  nie stało —  że nie  ma jeszcze  wcale 
metafizyki.  Ale,  że  zarazem  popyt  na  nią  wszak  nigdy  ustać  nie 
może

6

, gdyż interes powszechnego rozumu ludzkiego zbyt ściśle jest z 

nią związany, wiec przyzna, że jej całkowita reforma lub raczej nowe 
jej narodziny, według planu dotychczas zupełnie nieznanego, zbliżają 
się niechybnie, choćby przez pewien czas opierano się temu ze wszech 
sił. 

Od  czasu  prób  Locke'a  i  Leibniza,  a  raczej  od  powstania 

metafizyki,  jak  daleko  sięga  jej  historia,  nie  było  zdarzenia,  które  by 
mogło być bardziej rozstrzygające dla losu tej nauki niż atak, z którym 
przeciw  niej  wystąpił  David  Hume.  Nie  wniósł  on  światła  do  tego 
rodzaju poznania, wykrzesał jednakże iskrę, od której można by było 
zapalić  światło,  gdyby  natrafiła  na  wrażliwy  font,  którego  zarzewie 
podtrzymywano by troskliwie i podsycano. 

Głównym  punktem  wyjścia  Hume'a  było  jedno  jedyne,  lecz 

ważne,  pojęcie  metafizyki,  mianowicie  pojęcie  związku  przyczyny  i 
skutku  
(a  także  pojęcia  pochodne:  siły,  działania  itd.).  Zawezwał  on 
rozum,  który  udaje,  że  pojęcie  to  spłodził,  ażeby  zdał  sprawę  z  tego, 
jakim prawem  myśli on sobie, iż coś  mogłoby  być tak uposażone, że 

                                                           

6

 [przyp. Kanta]:  

Rusticus exspectat, dum defluat amnis, at ille 
Labitur et labetur in omne volubilis aevum. 
Horacy 
[Wieśniak  czeka,  aż  potok  przepłynie,  lecz  on  toczy  i  toczyć  będzie 
wiecznie swe skłębione wody.  (Epist, 2, 42 n.)] 

background image

 

9

jeżeli  zostaje  przyjęte,  to  przez  to  i  coś  innego  koniecznie  musi  być 
przyjęte — to bowiem głosi pojęcie przyczyny. Dowiódł w sposób nie 
dający się zaprzeczyć, że jest rzeczą dla rozumu zupełnie niemożliwą 
pomyśleć takie połączenie a priori i na podstawie pojęć, zawiera ono 
bowiem  konieczność;  tymczasem  nie  da  się  wcale  zrozumieć, 
dlaczego  z  tego  powodu,  że  coś  istnieje,  coś  innego  musiałoby 
również  z  koniecznością  istnieć,  i  w  jaki  przeto  sposób  dałoby  się  
priori 
wprowadzić pojecie takiego połączenia. Stąd wywnioskował, że 
rozum oszukuje się tym  pojęciem całkowicie, że błędnie uważa je  za 
swe  własne  dziecko,  gdy  tymczasem  jest  ono  tylko  bękartem 
wyobraźni,  która,  zapłodniona  przez  doświadczenie,  podciągnęła 
pewne  przedstawienia  pod  prawo  kojarzenia  i  wypływającą  stąd 
konieczność  podmiotową,  tj.  nawyknienie,  podaje  za  konieczność 
przedmiotową,  uznawaną  na  podstawie  zrozumienia  (Einsicht).  Stąd 
zaś wysnuł wniosek, że rozum nie posiada żadnej władzy pomyślenia 
takich połączeń, choćby tylko w ogólnej postaci, gdyż wszystkie jego 
pojęcia byłyby wtedy jedynie zmyśleniami i wszelkie jego rzekomo 
priori 
istniejące poznania byłyby tylko pospolitymi doświadczeniami, 
opatrzonymi  fałszywą  etykietą.  To  zaś  jest  równoznaczne  z  tym,  że 
metafizyki w ogóle nie ma i być leż nie może

7

Choć wniosek Hume'a był zbyt pospieszny i niesłuszny, to był 

on  jednak  przynajmniej  oparty  na  badaniu,  a  badanie  to  zaiste  było 
warte  tego,  żeby  dobre  głowy  jego  czasów  zjednoczyły  się,  by  to 
zadanie  w  tym  rozumieniu,  w  jakim  on  je  przedstawił,  rozwiązać  w 
sposób, o ile możności, bardziej szczęśliwy, z czego rychło wyniknąć 
by musiała całkowita reforma nauki. 

Jednakże  los  od  dawna  metafizyce  nieprzyjazny  chciał,  by 

                                                           

7

  [przyp.  Kanta]:  Mimo  to  Hume  tę  oto  burzącą  filozofię  nazywał 

właśnie  metafizyką  i  przypisywał  jej  wysoką  wartość.  «Metafizyka  i 
etyka – mówi on (Szkice, część IV, str. 214 przekładu niemieckiego) – 
są 

najpoważniejszymi 

gałęziami 

etyki; 

matematyka 

przyrodoznawstwo  nie  posiadają  nawet  połowy  tej  wartości».  Ten 
przenikliwy  człowiek  zwraca  tu  jednak  uwagę  tylko  na  negatywny 
pożytek,  jaki  umiarkowanie  przesadnych  roszczeń  spekulatywnego 
rozumu 

przedstawiałoby 

dla 

całkowitego 

usunięcia 

tylu 

nieskończonych a zaciętych sporów, bałamucących ród ludzki, stracił 
przy  tym  jednak  z  oczu  pozytywną  szkodę  wynikającą  z  tego,  że 
rozumowi  odebrane  zostają  najważniejsze  perspektywy,  według 
których  jedynie  może  on  wytyczyć  woli  najwyższy  cel  wszelkich  jej 
dążności». 

background image

 

10 

Hume  nic  został  przez  nikogo  zrozumiany.  Nie  można  bez  odczucia 
pewnej  przykrości  przyglądać  się  temu,  jak  jego  przeciwnicy,  Reid, 
Oswald,  Beattie,  a  ostatnio  jeszcze  Priestley,  zupełnie  nie  trafili  w 
sedno jego zagadnienia i przyjmując stale za uznane to, co on właśnie 
podawał  w  wątpliwość,  a  dowodząc  zaciekle,  częstokroć  z  wielkim 
brakiem  skromności,  tego,  o  czym  wątpić  mu  nigdy  na  myśl  nie 
przyszło,  nie  poznali  się  do  tego  stopnia  na  jego  wskazówce,  gdzie 
szukać poprawy, że wszystko pozostało po dawnemu, jak gdyby zgoła 
nic  nie  zaszło.  Nie  na  tym  polegało  zagadnienie,  czy  pojecie 
przyczyny  jest  słuszne,  przydatne  i  niezbędne  dla  całego  poznania 
przyrody,  tego  bowiem  Hume  nigdy  nie  podawał  w  wątpliwość,  lecz 
[259] na tym, czy jest ono a priori pomyślane przez rozum i czy przez 
to  posiada  niezależną  od  wszelkiego  doświadczenia  wewnętrzną 
prawdziwość  i  ma  dlatego  także  bardziej  rozległą  przydatność,  nie 
ograniczoną  wyłącznie  do  przedmiotów  doświadczenia.  W  tej  to 
sprawie  Hume  oczekiwał  wyjaśnienia  (Eröffnung).  Wszak  chodziło 
tylko  o  pochodzenie  tego  pojęcia,  nie  zaś  o  jego  niezbędność  w 
użyciu.  Gdyby  tylko  pochodzenie  zostało  wykryte,  to  już  same  przez 
się dane byłyby warunki i zakres używalności tego pojęcia. 

Ażeby  sprostać  temu  zadaniu,  musieliby  jednak  przeciwnicy 

tego  znakomitego  człowieka  wniknąć  bardzo  głęboko  w  naturę 
rozumu,  o  ile  ten  zajęty  jest  tylko  czystym  myśleniem  —  to  zaś  nie 
było  im  bardzo  na  rękę.  Wynaleźli  więc  sposób  dogodniejszy,  ażeby 
bez  wszelkiego  zrozumienia  rzeczy  upierać  się  przy  swoim: 
mianowicie  powoływanie  się  na  pospolity  rozsądek  ludzki.  Jest 
rzeczywiście wielkim darem niebios posiadać prosty (gerade) lub, jak 
to  teraz  nazywają,  zdrowy  (schlicht)  rozsądek  ludzki.  Lecz  trzeba 
dowieść  przez  czyny,  że  się  go  posiada,  przez  zastanowienie  i 
rozumność  w  tym,  co  się  myśli  i  mówi,  nie  zaś  przez  to,  że  się  nań 
powołujemy jak na wyrocznię wtedy, gdy nic możemy nic rozsądnego 
przytoczyć  na  swe  usprawiedliwienie.  Powoływać  się  na  pospolity 
rozsądek  ludzki  wtedy  dopiero,  kiedy  krucho  już  z  rozumieniem  i 
nauką  —  to  jeden  z  tych  subtelnych  wynalazków  nowszych  czasów, 
za  których  pomocą  najbanalniejszy  gaduła  może  z  dobrą  otuchą 
podjąć i wytrzymać walkę z najgruntowniejszą głową. Dopóki jednak 
pozostaje  jeszcze  jakaś  resztka  rozumienia,  będziemy  się  zaiste 
wystrzegać uciekania się do tego ratunku. Przy bliższym rozpatrzeniu 
ów  apel  nie  jest  niczym  innym,  jak  tylko  powoływaniem  się  na  sąd 
tłumu  —  poklask,  wobec  którego  filozof  się  rumieni,  popularny  zaś 
dowcipniś triumfuje i panoszy się. Sądziłbym przecież, że Hume mógł 
równie dobrze jak Beattie mieć pretensję do tego, 

background image

 

11 

ż

e    posiada  zdrowy    rozsądek    (einen  gesunden    Verstand),  a  nadto 

jeszcze  do  tego,  czego  ów  na  pewno  nie  posiadał,  mianowicie  do 
rozumu  krytycznego,  który  trzyma  na  wodzy  pospolity  rozsądek,  by 
nie zapuszczał się w spekulacje lub, gdyby tylko o nie chodziło, by nie 
pragnął  i  niczego  rozstrzygać,  albowiem  nie  umie  zdać  rachunku  ze 
swych  zasad;  bo  tylko  w  ten  sposób  pozostanie  on  zdrowym 
rozsądkiem.  Dłuto  i  młotek  mogą  doskonale;  służyć  do  obrobienia 
sztuki  drzewa,  ale do robienia . miedziorytów  trzeba użyć rylca. Tak 
wiec  obydwa,  zarówno  zdrowy  rozsądek  (gesunder  Verstand),  jak  i 
rozum spekulatywny (spekulativer Verstand), dają się użyć, lecz [260] 
każdy na właściwy sobie sposób: pierwszy, gdy idzie o sądy, które w 
doświadczeniu    znajdują    bezpośrednie

 

zastosowanie,  drugi  zaś,  gdy 

trzeba wydawać sądy ogólne na podstawie samych tylko pojęć, jak np. 
w  metafizyce,  gdzie  zdrowy  rozsądek  —  tak  sam  siebie,  lecz    często  
per antiphrasin

8

, nazywający — nie posiada wcale wyrobionego sądu. 

Przyznaję  szczerze:  napomnienie  Davida  Hume'a  było  właśnie 

tym  pierwszym  sygnałem,  który  przed  wielu  laty  przerwał  moją 
drzemkę  dogmatyczną  i  nadał  całkowicie  inny  kierunek  moim 
badaniom  w  dziedzinie  filozofii  spekulatywnej.  Byłem  daleki  od 
dawania  posłuchu  jego  konkluzjom,  które  stąd  tylko  pochodziły,  że 
nie  uświadomił  sobie  swego  zadania  w  całości,  lecz  wpadł  tylko  na 
pewną  jego  część,  która  bez  uwzględnienia  całości  nie  może  sprawy 
wyjaśnić. Jeżeli wychodzimy z myśli, którą nam ktoś inny pozostawił, 
z myśli dobrze uzasadnionej, aczkolwiek jeszcze nie przeprowadzonej 
całkowicie,  możemy  spodziewać  się,  że  przy  dalszym  przemyśleniu 
posuniemy  się  dalej,  niż  to  uczynił  ów  bystry  człowiek,  któremu 
zawdzięczamy pierwszą iskrę tego światła. 

Starałem się więc najpierw zbadać, czy zarzutu Hume'a nie da 

się  przedstawić  ogólnie,  i  wkrótce  odkryłem,  że  pojęcie  związku 
przyczyny  i  skutku  nie  jest  bynajmniej  jedynym  pojęciem,  dzięki 
któremu  intelekt  myśli  sobie  a  priori  o  związkach  miedzy  rzeczami, 
co więcej, że właśnie metafizyka całkowicie z takich pojęć się składa. 
Starałem  się  nawet  upewnić  co  do  ich  liczby,  a  że  to  mi  się  udało 
według  życzenia,  mianowicie  wywieść  ją  z  jednej  jedynej  naczelnej 
zasady,  więc  wziąłem  się  do  dedukcji  tych  pojęć

9

,  co  do  których 

                                                           

8

 Per   antiphrasin — w   znaczeniu   wprost   przeciwnym, jakby dla 

ironii. (B. B.) 

9

 Mowa tu o zasadniczej dla systemu Kanta dedukcji transcendentalnej 

czystych  pojęć  intelektu,  czyli  kategorii  (por.  Krytykę  czystego 
rozumu, Analityki transcendentalnej
 księgę I, poddział II). (J. S.) 

background image

 

12 

byłem  już  pewien,  że  nie  pochodzą  z  doświadczenia,  jak  to  załatwił 
Hume,  lecz  wypływają  z  czystego  intelektu.  Dedukcja  ta,  która 
mojemu  bystremu  poprzednikowi  wydawała  się  niemożliwa,  a  która 
nikomu  poza  nim  nawet  na  myśl  nie  przyszła,  choć  wszyscy  bez 
obawy posługiwali się tymi pojęciami, nie pytając, na czym się opiera 
ich  przedmiotowa  ważność  —  ta  dedukcja,  powiadam,  była 
najtrudniejszym 

zadaniem, 

jakie 

kiedykolwiek 

można 

było 

przedsięwziąć  na  rzecz  metafizyki.  I  co  przy  tym  najgorsze,  to  to,  że 
metafizyka,  o  ile  tylko  gdziekolwiek  coś  z  niej  istnieje  —  nie  mogła 
mi  tu  w  najmniejszym  stopniu  pomóc,  ponieważ  owa  dedukcja  musi 
dopiero  rozstrzygnąć  możliwość  metafizyki.  Ponieważ  zaś  udało  mi 
się  rozwiązać  zagadnienie  Hume'a  nie  tylko  w  pewnym 
poszczególnym  przypadku,  lecz  i  w  odniesieniu  do  władzy  czystego 
rozumu,  przeto  mogłem  stawiać  kroki  pewne,  choć  wciąż  jeszcze 
[261] powolne, by w końcu określić zupełnie i według ogólnych zasad 
cały  zakres  czystego  rozumu,  zarówno  co  do  jego  granic,  jak  i  treści 
—  a  to  było  tym  właśnie,  czego  potrzeba  metafizyce,  by  mogła 
zbudować swój system według bezpiecznego planu.

 

Obawiam się jednak, że opracowanie problemu Hume’a w jego 

możliwie najszerszym zakresie (mianowicie Krytykę czystego rozumu) 
spotka  ten  sam  los,  jakiego  doznał  sam  problem,  kiedy  po  raz 
pierwszy  został  przedstawiony.  Będą  ją  błędnie  oceniali,  gdyż  jej  nie 
rozumieją;  nie  będą  jej  rozumieli,  gdyż  mają  wprawdzie  ochotę  te 
książkę  przerzucić,  lecz  nie  przemyśleć;  a  nie  zechcą  zadać  sobie  w 
tym  celu  trudu,  bo  dzieło  to  jest  suche,  bo  jest  niejasne,  bo  przeczy 
wszelkim utartym pojęciom, a poza tym jest obszerne. Otóż przyznaję, 
ż

e nie spodziewałem się usłyszeć z ust filozofa skargi, że wykład jest 

niedostatecznie popularny, za mało zajmujący i nie przypada do gustu, 
wtedy,  gdy  chodzi  o  samo  istnienie  sławionego  i  dla  ludzkości 
niezbędnego  poznania,  które  nie  może  być  utworzone  inaczej,  jak 
wedle  prawideł  szkolnej  dokładności;  dokładność  tę  z  czasem  może 
zastąpić popularność, ale nigdy nie można od niej zaczynać. Jednakże, 
co  się  tyczy  pewnej  niejasności,  która  pochodzi  z  rozległości  planu, 
przy której nie można uzyskać dobrego przeglądu głównych punktów, 
o które chodzi w badaniu, to pod tym względem zarzut jest słuszny; i 
za pomocą niniejszych Prolegomenów pragnę zaradzić tej niejasności.

 

Tamto  dzieło,  które  przedstawia  czystą  władzę  rozumu  w 

całym  jej  zakresie  i  granicach,  pozostaje  przy  tym  zawsze  podstawą, 
do  której  te  Prolegomena  odnoszą  się  tylko  jako  ćwiczenia  wstępne; 
albowiem  tamta  Krytyka  musi  jako  nauka  istnieć  w  postaci  systema-
tycznej  i  aż  do  najdrobniejszych  szczegółów  wykończonej,  zanim 

background image

 

13 

można  będzie  pomyśleć  o  tym,  by  pozwolić  metafizyce  wystąpić  lub 
też mieć choćby odległą na to nadzieję.

 

Dawno  się  już  przyzwyczajono,  żeby  stare,  zużyte  poznania 

widzieć  na  nowo  ustrojone  dzięki  temu,  że  wydobywa  się  je  z 
dawnych  połączeń  i  dostosowuje  do  nich  szatę  systematyczną  wedle 
własnego  dowolnego  kroju,  lecz  pod  nowym  tytułem.  Niczego  też 
innego  większość  czytelników  nie  będzie  z  góry  oczekiwała  i  od 
tamtej  Krytyki.  Niniejsze  Prolegomena  doprowadzą  ich  jednakże  do 
tego,  że  zrozumieją,  iż  to  jest  całkowicie  nowa  nauka,  której  nikt 
przedtem  [262]  nawet  pomysłu  nie  uchwycił,  której  sama  nawet  idea 
była nieznana i dla której z jej całkowitego dotychczasowego dorobku 
nie  można  było  użyć  nic  więcej  prócz  jednej  jedynej  wskazówki 
zawartej  w  wątpliwościach  Hume'a.  Hume  jednak  również  nie 
przeczuwał możliwości tego rodzaju formalnej nauki i chcąc swojemu 
okrętowi  zapewnić  bezpieczeństwo,  osadził  go  na  mieliźnie 
(sceptycyzmu),  gdzie  może  sobie  leżeć  i  gnić;  mnie  zaś,  przeciwnie, 
chodzi  o  danie  mu  sternika,  który  by  według  niezawodnych  zasad 
sztuki  sterowania,  opartych  na  znajomości  globu  —  zaopatrzony  w 
dokładną  mapę  morza  i  kompas  —  mógł  go  pewnie  poprowadzić   
tam,   dokąd   mu   się  wydaje   właściwe. 

Zbliżanie się do nowej nauki, która jest całkiem odosobniona i 

jedyna w swoim rodzaju, z tym z góry powziętym przeświadczeniem, 
ż

e  można  ją  ocenie  za  pomocą  gdzie  indziej  zdobytych  rzekomych 

wiadomości  —  choć  one  to  właśnie  są  tym,  czego  realność  trzeba 
przede wszystkim całkowicie podać w wątpliwość — prowadzi tylko 
do tego, że wszędzie dopatrujemy się tego, co już skądinąd było nam 
znane,  gdyż  np.  wyrażenia  brzmią  podobnie  do  tamtych  —  tylko  że 
wszystko  musi  się  nam  wydawać  zniekształcone,  bezsensowne  i 
dziwaczne, bo podkładamy pod nie nic myśli autora, lecz swój własny 
sposób  myślenia,  który  przez  długie  przyzwyczajenie  stał  się  naszą 
naturą. Ale obszerność dzieła, o ile podstawy swe ma w samej nauce, 
nie  zaś  w  wykładzie,  oraz  nieunikniona  przy  tym  oschłość  i  szkolna 
dokładność  są  to  własności,  które  dla  rzeczy  mogą  być  nawet  wielce 
korzystne,  dla  samej  jednak  książki  muszą,  bądź  co  bądź,  wypaść 
niekorzystnie. 

Nie każdemu dane jest pisać tak subtelnie, a przy tym przecież 

tak  pociągająco,  jak  David  Hume,  albo  też  tak  gruntownie,  a 
równocześnie  tak  wykwintnie,  jak  Mojżesz  Mendelssohn;  jednakże  i 
ja  —  pochlebiam  sobie  —  potrafiłbym  uczynić  wykład  swój 
popularnym,  gdyby  mi  chodziło  tylko  o  nakreślenie  planu,  a  pozo-
stawienie  jego  wypełnienia  innym,  i  gdyby  mi  na  sercu  nie  leżało 

background image

 

14 

dobro  nauki,  która  mnie  tak  długo  zajmowała.  Wiele  bowiem  trzeba 
było  wytrwałości  i  nawet  niemało  samozaparcia,  ażeby  pokusę 
uzyskania  rychło  przychylnego  przyjęcia  poświęcić  dla  widoków  na 
uznanie pognę wprawdzie, lecz za to trwałe. 

Tworzenie  planów,  to  często  zbytkowne  i  chełpliwe  zajęcie 

umysłowe, dzięki któremu nadaje się sobie pozór twórczego geniuszu, 
wymagając  tego,  czego  samemu  nie  potrafi  się  dokonać,  ganiać  to, 
czego  przecież  nie  umie  się  lepiej  wykonać,  i  projektując  to,  [263]  o 
czym  się  samemu  nie  wie,  gdzie  da  się  znaleźć.  Chociaż  już  do 
porządnego  planu  ogólnej  krytyki  rozumu  należałoby  coś  więcej,  niż 
można  by  przypuszczać,  jeżeli  nie  miałoby  to  być,  jak  zwykle, 
deklamowanie  pobożnych  życzeń.  Jednakże  czysty  rozum  jest 
dziedziną  tak  wyodrębnioną,  tak  w  samej  sobie  wszędzie  zwartą,  że 
nie  można  dotknąć  żadnej  jego  części,  nie  poruszając  przy  tym 
wszystkich pozostałych, i nie można nic osiągnąć, nie wyznaczywszy 
uprzednio każdej części jej miejsca i jej wpływu na inne, albowiem — 
ponieważ nie ma nic poza rozumem, co by sprostować mogło nasz sąd 
w  jego  obrębie  —  ważność  i  używanie  każdej  jego  części  zależy  od 
stosunku,  w  jakim  się  ona  znajduje  do  pozostałych  części  rozumu  i 
ponieważ—  jak  w  uczłonowanej  budowie  ciała  pewnego  organizmu 
—  przeznaczenie  każdego  członka  da  się  wyprowadzić  tylko  z 
zupełnego  pojęcia  całości.  Dlatego  o  krytyce  takiej  można 
powiedzieć,  że  nie  jest  nigdy  niezawodna,  jeżeli  nie  jest  wykończona 
całkowicie 
i aż do najdrobniejszych elementów czystego rozumu, i że 
o  dziedzinie  tej  władzy  trzeba  rozstrzygnąć  i  określić  wszystko  albo 
nic. 

Lecz  jakkolwiek  sam  plan,  który  poprzedzałby  Krytykę 

czystego  rozumu,  byłby  niezrozumiały,  niepewny  i  nieużyteczny,  to 
przeciwnie,  staje  się  pożyteczniejszy,  jeżeli  po  niej  następuje. 
Albowiem dzięki niemu jesteśmy w możności objąć całość, sprawdzić 
z  osobna  główne  punkty  tej  nauki  i  wyłożyć  niejedno  lepiej,  niż 
mogliśmy to uczynić przy pierwszym opracowaniu tego dzieła. 

Otóż  po  ukończeniu  dzieła  taki  plan  może  już  tutaj  być 

przeprowadzony  według  metody  analitycznej,  natomiast  samo  dzieło 
musiało być wyłożone koniecznie według metody syntetycznej, ażeby 
nauka  ukazała  nam  całe  swoje  rozczłonkowanie  jako  budowę 
organiczną całkiem szczególnej władzy poznawczej w jej naturalnym 
powiązaniu.  Kto  zaś  sam  ten  plan,  którym  w  postaci  Prolegomenów 
poprzedzam  wszelką  przyszłą  metafizykę,  znów  uzna  za  niejasny, 
niechaj zważy, że przecież nie jest potrzebne, by każdy studiował me-
tafizykę,  że  zdarza  się  nierzadko  talent,  który  czyni  dobre  postępy  w 

background image

 

15 

gruntownych, a nawet głębokich, naukach bardziej zbliżających się do 
naoczności  (Anschauung)

,

  któremu  jednak  nie  powodzi  się  w 

badaniach  prowadzonych  za  pomocą  samych  tylko  pojęć  abstrak-
cyjnych,  i  że  w  takim  przypadku  należy  swoje  zdolności  [264] 
umysłowe  skierować  na  inny  przedmiot;  że  wszelako  ten,  kto 
zamierza sąd wydać o metafizyce, a nawet ją napisać, musi koniecznie 
uczynić zadość wymaganiom tutaj postawionym, wszystko jedno, czy 
odbędzie  się  to  w  ten  sposób,  że  przyjmie  on  moje  rozwiązanie,  czy 
też  je  gruntownie  obali  i  inne  na  jego  miejsce  poda  —  pominąć  go 
bowiem  nie  może  —  i  że  w  końcu  ta  tak  okrzyczana  niejasność 
(zwykła  pokrywka  własnej  wygody  i  głupoty)  również  przynosi 
korzyść,  ponieważ  ludzie,  którzy  wobec  wszystkich  innych  nauk 
zachowują  ostrożne  milczenie,  w  kwestiach  metafizyki  przemawiają 
po  mistrzowsku  i  zuchwale  wyrokują,  niewiedza  ich  bowiem  nie 
odbija  tutaj  tak  wyraźnie  od  uczoności  innych  —  ale  za  to  jakże  się 
różni  od  prawdziwych  zasad  krytycznych,  które  przeto  można 
wychwalać za to, że 
 

Ignavum, fucos, pecus a praesepibus arcent. 

 

                                                                       Verg.

10

 

 
 
 
 
 

 

 

UWAGI  WSTĘPNE [265]

 

O SWOISTYM  CHARAKTERZE WSZELKIEGO  

POZNANIA METAFIZYCZNEGO 

 
 

§ 1 

O ŹRÓDŁACH METAFIZYKI 

 

Jeżeli  chcemy  pewne  poznanie  przedstawić  jako  naukę,  to 

                                                           

10

 Plemię   leniwe trutniów z  dala od ułów   trzymają   (Wergiliusz, 

Georgica IV, 168). (B. B.) 

background image

 

16 

musimy  przede  wszystkim  móc  dokładnie  określić  to,  co  różni  tę 
naukę  od  wszystkich  innych,  a  więc  co  jej  tylko  jest  właściwe,  iv 
przeciwnym bowiem razie granice wszystkich nauk zlewają się z sobą 
i  żadna  z  nich  nie  może  być  gruntownie  traktowana  zgodnie  ze  swą 
naturą. 

Bez  względu  na  to,  czy  ta  swoista  właściwość  polega  na 

różnicy  przedmiotu,  czy  źródeł  poznania,  czy  rodzaju  poznania,  czy 
też  paru,  jeżeli  nie  wszystkich  tych  czynników  razem  wziętych,  w 
każdym  razie  na  tym  dopiero  opiera  się  idea  możliwej  nauki  i  jej 
właściwej dziedziny. 

Przede  wszystkim,  co  się  tyczy  źródeł  poznania  me-

tafizycznego,  to  już  w  jego  pojęciu  zawiera  się  to,  że  nie  mogą  one 
być  empiryczne.  Zasady  tego  poznania  (a  do  nich  należą  nie  tylko 
jego  zasadnicze  twierdzenia,  lecz  i  zasadnicze  pojęcia)  nigdy  przeto 
nie  mogą  być  zaczerpnięte  z  doświadczenia,  bo  poznanie  to  ma  być 
nie fizyczne, lecz metafizyczne, tj. leżące poza granicą doświadczenia. 
A  więc  podstawą  tego  poznania  nie  będzie  ani  doświadczenie 
zewnętrzne,  które  stanowi  źródło  właściwej  fizyki,  ani  wewnętrzne, 
które stanowi [266] podstawę psychologii empirycznej. Jest więc ono 
poznaniem a priori, czyli poznaniem [płynącym] z czystego intelektu 
i z czystego rozumu.

 

W  tym  jednak  nie  różniłoby  się  ono  niczym  od  czystej 

matematyki; musi więc nosić nazwę czystego poznania filozoficznego. 
Co  się  tyczy  jednak  znaczenia  tego  wyrażenia,  to  odwołuję  się  do 
Krytyki czystego rozumu ([A], str. 712 i nast.

11

), gdzie różnica między 

tymi  dwoma  sposobami  używania  rozumu  wyłożona  została  jasno  i 
zadowalająco. — Tyle o źródłach poznania metafizycznego. 

 

 

§ 2 

O RODZAJU POZNANIA, 

KTÓRE JEDYNIE MOŻE BYĆ NAZWANE 

METAFIZYCZNYM

 

 

                                                           

11

  Patrz  Krytyka  czystego  rozumu,  2  tomy,  tłum.  R.  Ingarden,  Biblio-

teka Klasyków Filozofii, PWN, Warszawa 1957; na marginesach tego 
przekładu są podane strony I wydania niemieckiego (A), na które po-
wołuje  się  Kant  w  Prolegomenach,  toteż  cytowane  tu  i  w  dalszym 
ciągu ustępy Krytyki znajdzie Czytelnik w polskim przekładzie. (I. K.) 

background image

 

17 

a) O RÓŻNICY  

MIĘDZY    SYNTETYCZNYMI   A   ANALITYCZNYMI    

SĄDAMI   W   OGÓLE 

 

Poznanie  metafizyczne  musi  zawierać  same  sądy  a  priori  — 

tego  wymaga  właściwość  jego  źródeł.  Lecz  niezależnie  od  tego,  czy 
sądy  posiadają  takie  czy  inne

 

pochodzenie,  czy  również  co  do  swej 

formy logicznej przedstawiają się tak czy inaczej, istnieje jednak mię-
dzy  nimi  różnica  pod  względem  treści,  na  skutek  której  są  one  albo 
tylko  wyjaśniające  i  nic  nie  dodają  do  treści  poznania,  albo  też  są 
rozszerzające i dane poznanie powiększają; pierwsze będziemy mogli 
nazwać sądami analitycznymi, drugie — syntetycznymi.

 

Sądy  analityczne  wypowiadają  w  orzeczeniu  tylko  to,  co  w 

pojęciu podmiotu było już rzeczywiście pomyślane, choć nie tak jasno 
i nie z taką samą świadomością. Jeżeli powiadam: «Wszystkie ciała są 
rozciągłe»  —  to  w  najmniejszym  nawet  stopniu  nie  rozszerzyłem 
przez  to  swego  pojęcia  ciała,  lecz  tylko  pojęcie  to  rozłożyłem,  gdyż 
już  przed  wydaniem  sądu  rozciągłość  o  owym  pojęciu  rzeczywiście 
pomyślałem, choć jej o nim wyraźnie nie orzekłem; sąd ten jest więc 
analityczny. Natomiast zdanie: «Niektóre ciała są ciężkie» — zawiera 
w  orzeczeniu  coś,  co  nie  jest  rzeczywiście  pomyślane  w  ogólnym 
pojęciu  ciała:  powiększa  więc  ono  moje  poznanie,  dołączając  coś  do 
mego pojęcia, i musi się przeto [267] nazywać sądem syntetycznym.

 

 
 

b) WSPÓLNĄ NACZELNA  ZASADĄ WSZYSTKICH SĄDÓW 

ANALITYCZNYCH JEST ZASADA SPRZECZNOŚCI 

 

Wszystkie sądy analityczne opierają się całkowicie na zasadzie 

sprzeczności  i  są  co  do  swej  natury  poznaniami  a  priori,  niezależnie 
od  tego,  czy  pojęcia  stanowiące  ich  materię  są  empiryczne,  czy  też 
nie.  Ponieważ  orzeczenie  twierdzącego  sądu  analitycznego  jest  już 
przedtem  pomyślane  w  pojęciu  podmiotu,  przeto  nie  można  go  bez 
sprzeczności  o  podmiocie  zaprzeczyć;  tak  samo  jego  przeciwieństwo 
w  sądzie  analitycznym,  lecz  przeczącym,  trzeba  z  koniecznością  o 
podmiocie  zaprzeczyć,  i  to  także  na  zasadzie  sprzeczności.  Tak  się 
rzecz ma ze zdaniami: «Każde ciało jest rozciągłe» i «Żadne ciało nie 
jest nierozciągłe (proste)». 

Z  tego  to  właśnie  powodu  wszystkie  zdania  analityczne  są 

sądami  a  priori,  nawet  wtedy,  gdy  ich  pojęcia  są  empiryczne,  np. 
«Złoto  jest  żółtym  metalem»;  ażeby  to  wiedzieć,  nie  potrzeba  mi 

background image

 

18 

bowiem żadnego  dalszego doświadczenia poza  moim  pojęciem złota, 
które zawiera w sobie to, że ciało to jest żółte i że jest metalem; gdyż 
to  właśnie  stanowiło  moje  pojęcie  i  nie  musiałem  nic  innego  zrobić, 
jak je rozłożyć, nie oglądając się za niczym innym poza nimi. 

 
 

c) SĄDY SYNTETYCZNE WYMAGAJĄ INNEJ ZASADY 

NACZELNEJ 

NIŻ ZASADA SPRZECZNOŚCI 

 
Istnieją sądy syntetyczne a posteriori, których pochodzenie jest 

empiryczne; ale są również takie, które są pewne a priori i wypływają 
z  czystego  intelektu  i  rozumu.  Lecz  jedne  i  drugie  w  tym  się  z  sobą 
zgadzają, że nigdy nie mogą powstać na podstawie samej tylko zasady 
analizy, mianowicie zasady sprzeczności; wymagają one jeszcze innej 
zupełnie  zasady  naczelnej,  chociaż  z  każdej  zasady,  jakąkolwiek  by 
ona  była,  muszą  być  zawsze  wyprowadzane  zgodnie  z  zasadą 
sprzeczności. 
Albowiem  nic nie  może  się sprzeciwiać tej zasadzie  — 
mimo  że  nie  wszystko  da  się  z  niej  wyprowadzić.  Przede  wszystkim 
lądy syntetyczne podzielę na klasy. 

1.  Sądy  doświadczalne  są  zawsze  syntetyczne.  Byłoby  [268] 

bowiem niedorzecznością opierać sądy analityczne na doświadczeniu, 
skoro nie mogę wykroczyć poza moje pojęcie, by sąd taki utworzyć, i 
zbędne jest mi przeto do tego wszelkie świadectwo doświadczenia. Że 
ciało  jest  rozciągłe  —  jest  to  zdanie  pewne  a  priori,  nie  zaś  sąd 
doświadczalny.  Zanim  bowiem  przystępuję  do  doświadczenia, 
posiadam  już  wszelkie  warunki  swego  sądu  w  pojęciu,  z  którego 
pozostaje mi tylko wydobyć orzeczenie zgodnie z zasadą sprzeczności 
i  przez  to  równocześnie  uświadomić  sobie  konieczność  tego  sądu,  o 
której doświadczenie nigdy by mnie nie pouczyło. 

2.  Sądy  matematyczna  są  wszystkie  syntetyczne.  Zdanie  to 

dotychczas, jak się zdaje, uszło całkowicie uwagi analityków rozumu 
ludzkiego,  a  nawet  wydaje  się  wprost  przeciwne  wszelkim  ich 
przypuszczeniom,  choć  jen  niezaprzeczenie  pewne,  a  w  skutkach 
swych  nader  ważne.  Widząc  bowiem,  że  wszystkie  wnioski  mate-
matyków  rozwijają  się  wedle  zasady  sprzeczności  (czego  wymaga 
natura  wszelkiej  pewności  apodyktycznej),  wmówiono  w  siebie,  że  i 
odnośne  zasady  dałyby  się  poznać  na  podstawie  zasady  sprzeczności 
— w czym się bardzo  pomylono. Zdanie syntetyczne bowiem można 
wprawdzie  pojąć  zgodnie  z  zasadą  sprzeczności,  lecz  tylko  w  ten 
sposób, że zakładamy inne zdanie syntetyczne, z którego tamto da się 

background image

 

19 

wywieść, a nigdy samo w sobie. 

Przede  wszystkim  należy  zauważyć,  że  właściwe  twierdzenia 

matematyczne  zawsze  są  sądami  a  priori,  a  nie  są  empiryczne, 
albowiem  towarzyszy  im  konieczności,  która  nie  może  być 
zaczerpnięta z doświadczenia. Gdyby jednak nie chciano się tu ze mną 
zgodzić,  to  dobrze.  Ograniczę  w  takim  razie  swoje  twierdzenie,  do 
czystej matematyki, której pojęcie już zawiera w sobie, to, że obejmuje 
ona poznanie nie empiryczne, lecz tylko czyste poznanie a priori

Początkowo można byłoby sobie myśleć, że zdanie «7+5 = 12» 

jest jedynie zdaniem analitycznym, które według zasady sprzeczności 
wynika z pojęcia sumy siedmiu i pięciu. Jednakże, jeżeli rozpatrujemy 
rzecz  bliżej,  to  się  przekonujemy,  że  pojęcie  sumy  siedmiu]  i  pięciu 
nic  więcej  w  sobie  nie  zawiera  nad  połączenie,  obu  liczb  w  jedną 
jedyną,  przez  co  wcale  jeszcze  nie  pomyślało  się  o  tym,  jaka  jest  ta 
jedyna  liczba,  łącząca  w  sobie  tamte  dwie.  Pojęcia  dwunastu  wcale 
jeszcze  nie  pomyślałem  przez  to,  że  mam  na  myśli  tylko  owo 
połączenie siedmiu i pięciu; i choćbym  nie wiem jak długo rozkładał 
swe pojęcie takiej możliwej sumy, to [269] jednak dwunastki tam nie 
znajdę.  Musi  się  wyjść  poza  te  pojęcia,  przywołując  na  pomoc 
naoczność, odpowiadającą jednemu z nich, np. swoje pięć palców lub 
(jak to czyni Segner

12

 w swej Arytmetyce) pięć punktów i dołączając 

do  pojęcia  siedmiu  kolejno  po  sobie  dane  w  naoczności  jednostki 
piątki.  Dzięki  więc  zdaniu  «7+5  =  12»  rozszerzamy  rzeczywiście 
swoje  pojęcie  i  dołączamy  do  pierwszego  pojęcia  nowe,  które  w 
tamtym wcale nie było pomyślane. Znaczy to, że zdanie arytmetyczne 
jest  zawsze  syntetyczne,  o  czym  przekonujemy  się  jeszcze  wyraźniej 
biorąc  nieco  większe  liczby;  jasne  jest  bowiem  zupełnie,  że  możemy 
wtedy  pojęcie  kręcić  i  obracać,  ile  chcemy,  mimo  to  jednak  bez 
przywołania  na  pomoc  naoczności,  przez  sam  tylko  rozbiór  naszych 
pojęć, nigdy sumy nie znajdziemy. 

Również  żadna  zasada  czystej  geometrii  nie  jest  analityczna. 

Ż

e  linia  prosta  jest  najkrótszym  połączeniem  Wiedzy  dwoma 

punktami,  jest  to  zdanie  syntetyczne.  Albowiem  moje  pojęcie  czegoś 
prostego  nie  zawiera  z  wielkości,  lecz  tylko  jakość.  Pojęcie  przeto 
czegoś najkrótszego zostaje tutaj całkowicie dołączone i przez Żaden 
rozbiór  nie  można  go  wydobyć  z  pojęcia  linii  prostej.  Musi  się  więc 

                                                           

12

  Segner,  na  którego  Kant  powołuje  się  również  w  Krytyce  czystego 

rozumu,  był  matematykiem,  żyjącym  w  XVIII  w.  Arytmetyka  jego 
nosi tytuł: Anfangsgründe der Mathematik: (Zasady matematyki) wyd. 
II, Halle 1773. (B. B.) 

background image

 

20 

przywołać  na  pomoc  naoczność,  dzięki  której  synteza  staje  się 
możliwa. 

Niektóre  inne  zasady,  które  geometrzy  zakładają,  są 

Wprawdzie  rzeczywiście  analityczne  i  opierają  się  na  zasadzie 
sprzeczności;  służą  one  jednak,  jako  zdania  identyczne,  tylko  za 
ogniwa  w  łańcuchu  metody,  nie  zaś  za  zasady  naczelne,  np.:  a  =  a, 
całość równa jest samej sobie, lub (a + b)>a — tj. całość jest większa 
od  swej  części.  Lecz  nawet  i  te  zasady,  choć  są  one  ważne  na 
podstawie  samych  tylko  pojęć,  dopuszcza  się  w  matematyce  tylko 
dlatego,  że  można  je  przedstawić  w  naoczności.  Tym,  co  zazwyczaj 
skłania  nas  tu  do  przekonania,  że  orzeczenie  takich  apodyktycznych 
sądów tkwi już w naszym pojęciu i że przeto sąd jest analityczny, jest 
jedynie  dwuznaczność  wyrażenia.  Powinniśmy  mianowicie  do 
pewnego  danego  pojęcia    dołączyć    w      myśli    orzeczenie    i      ta   
konieczność związana  jest już z tymi pojęciami. Lecz kwestia polega 
tu  nie  na  tym,  co  powinniśmy  dołączyć  w  myśli  do  danego    pojęcia, 
lecz  co w  pojęciu   tym   rzeczywiście, chociaż  niejasno,  myślimy — 
a    wtedy  się    okazuje,    że      t  orzeczenie  związane  jest  wprawdzie  z  
tamtym    pojęciem  w  sposób  konieczny,  wszelako  nie  bezpośrednio, 
lecz za pośrednictwem naoczności, która musi się do niego dołączyć

13

.  

[272]  Tym,  co  jest  istotne  i  co  odróżnia  czyste  poznanie 

matematyczne    od    wszelkiego    innego    poznania  a  priori,  jest  to,  że 
musi  się  ono  odbywać  w  ten    sposób,  że  nie  wychodzi  z  pojęć,  lecz 
zawsze tylko z konstrukcji pojęć (Krytyka [A], str. 713). Ponieważ w 
twierdzeniach    swych  poznanie  to  musi  wychodzić  poza  pojęcie  ku 
temu,  co  jest  zawarte  w  danych  naocznych  odpowiadających  temu 
pojęciu,  więc  jego  twierdzenia  nigdy  nie  mogą  i  nie  powinny 
powstawać przez rozbiór pojęć, tj. analitycznie, i są przeto wszystkie 
syntetyczne. 

Nie  mogę  jednak  nie  zwrócić  uwagi  na  szkodę,  jaką      r 

wyrządziło  filozofii  zaniedbanie  tego  spostrzeżenia  —  tak  łatwego 
zresztą  i  na  pozór  mało  znaczącego,  że  Hume,  gdy  poczuł  godne 
filozofa  powołanie,  by  objąć  wzrokiem  całą  dziedzinę  czystego 
poznania  a  priori,  w  której  intelekt  ludzki  rości  sobie  prawo  do  tak 
wielkich  posiadłości,  wyłączył  z  niej  tak  nierozważnie  całą,  i  to 
najważniejszą,  jej  prowincję,  mianowicie  czystą  matematykę,  w  tym 
przywidzeniu, że jej natura i, by tak powiedzieć, jej konstytucja opiera 

                                                           

13

  Następnych  pięć  ustępów  aż  do  końca  paragrafu  2,  zgodnie  z 

propozycją Vaihingera przeniesiono tu z paragrafu 4, gdzie zajmowały 
miejsce po pierwszym ustępie tego paragrafu. (B. B.) 

background image

 

21 

się  na  zupełnie  innych  zasadach,  mianowicie  jedynie  na  zasadzie 
sprzeczności. I choć podziału sądów nie przeprowadził tak formalnie i 
ogólnie  ani  przy  użyciu  takich  nazw,  jak  ja  to  tutaj  czynię,  to  jednak 
wychodziło  to  na  to  samo,  jak  gdyby  był  powiedział:  czysta 
matematyka zawiera tylko zdania analityczne, metafizyka zaś — zda-
nia syntetyczne a priori. Otóż w tym pomylił się Hume bardzo i błąd 
ten wpłynął stanowczo niekorzystnie na cale jego pojmowanie rzeczy. 
Gdyby  nie  to,  rozszerzyłby  pytanie  swe  dotyczące  pochodzenia 
naszych sądów syntetycznych daleko poza swoje metafizyczne pojęcie 
przyczynowości  i  rozciągnąłby  je  także  na  możliwość  matematyki  
priori;  
albowiem  i  ją  musiałby  również  uznać  za  syntetyczną.  Lecz 
wtedy  nie  mógłby  Hume  w  żadnym  razie  swych  twierdzeń 
metafizycznych  [273]  opierać  na  samym  tylko  doświadczeniu,  gdyż 
musiałby  konsekwentnie  uzależnić  od  doświadczenia  również  i 
pewniki  czystej  matematyki,  na  co  jednak  był  umysłem  zbyt 
wnikliwym. Dobre towarzystwo, w którym znalazłaby się metafizyka, 
uchroniłoby  ją  przed  niebezpieczeństwem  niegodziwego  jej  potrakto-
wania, gdyż cięgi dla niej przeznaczone musiałyby również dosięgnąć 
matematyki,  co  jednak  nie  stanowiło  i  nie  mogło  stanowić 
przekonania  Hume'a.  I  w  ten  sposób  ów  bystry  człowiek  zostałby 
wciągnięty  w  rozważania,  które  musiałyby  być  podobne  do  tych, 
jakimi się teraz zajmujemy, tylko że przy jego niezrównanie pięknym 
wykładzie byłyby one nieskończenie wiele zyskały. 

3.  Właściwe  sądy  metafizyczne  są  wszystkie  syntetyczne. 

Należy odróżnić sądy należące do metafizyki od sądów metafizycznych 
we  właściwym  sensie.  Wśród  tych  pierwszych  jest  bardzo  wiele 
sądów analitycznych, lecz są one tylko środkiem do  uzyskania  sądów  
metafizycznych,    które  stanowią  wyłączny  cel    tej    nauki  i  które 
zawsze  są    syntetyczne.  Jeżeli      bowiem    do    metafizyki    należą 
pojęcia  takie,  jak  np.  pojęcie  substancji,  to  i  sądy,  które    powstają  
przez  sam  tylko  rozbiór  tych  pojęć, należą z konieczności również 
do metafizyki, np. «Substancją jest  to, co istnieje tylko jako podmiot» 
itd.  —  i  za  pomocą  szeregu  takich  sądów  analitycznych  staramy  się 
zbliżyć  do  definicji  pojęć.  Ponieważ  jednak  analiza  czystego  pojęcia 
intelektu  (a  takie  pojęcia  zawiera  metafizyka)  odbywa  się  w  ten  sam 
sposób, co i rozbiór każdego innego pojęcia,  choćby i empirycznego, 
które  do  metafizyki  nie  należy  (np.  «powietrze  jest  cieczą  sprężystą, 
której  sprężystości nie usuwa żaden znany nam stopień zimna»), więc 
swoiście  metafizyczne  jest  tu  wprawdzie  pojęcie,  lecz  nie  sąd 
analityczny.  Albowiem  nauka  ta  posiada  coś  odrębnego  i  jej  tylko 
swoistego  w  sposobie  wytwarzania  swych  poznań  a  priori,  który 

background image

 

22 

trzeba przeto odróżnić od tego, co posiada ona wspólnego z wszelkimi 
innymi  poznaniami  intelektualnymi;  tak  np.  zdanie:  «Wszystko,  co 
jest w rzeczach substancją, jest trwale» — jest zdaniem syntetycznym 
i swoiście metafizycznym. 

Gdy  pojęcia  a  priori,  stanowiące  materię  i  narzędzia  do 

budowy  metafizyki,  zostały  już  według  pewnych  zasad  zebrane, 
wtedy  rozbiór  tych  pojęć  nabiera  wysokiej  wartości;  można  go 
również  wyłożyć  jako  osobną  część  (jak  gdyby  philosophia 
definitiva),  
zawierającą  same  tylko  zdania  analityczne  należące  do 
metafizyki,  w  wyodrębnieniu  od  wszystkich  sądów  syntetycznych, 
stanowiących  samą  metafizykę.  Albowiem  w  istocie  owe  [274] 
rozbiory  [pojęć]  nigdzie  indziej,  jak  tylko  w  metafizyce  przynoszą 
znaczniejszy  pożytek,  tzn.  w  zamiarze  uzyskania  twierdzeń 
syntetycznych,  które  ma  się  utworzyć  z  owych  uprzednio 
zanalizowanych pojęć. 

Zakończenie więc niniejszego paragrafu brzmi: Metafizyka ma 

w sposób właściwy do czynienia z syntetycznymi zdaniami a priori, 
one  to  jedynie  stanowią  jej  cel;  do  osiągnięcia  tego  celu  potrzebuje 
wprawdzie  pewnego  rozbioru  swych  pojęć,  a  tym  samym  i  sądów 
analitycznych,  lecz  postępowanie  to  nic  jest  przez  to  inne  niż  w 
każdym  innym  rodzaju  poznania,  gdzie  przez  rozbiór  naszych  pojęć 
staramy  się  jedynie  o  to,  by  się  stały  one  wyraźne.  Jedynie 
wytwarzanie poznania a priori, zarówno za pomocą naoczności, jak i 
pojęć, wreszcie [tworzenie] także syntetycznych zdań a priori, i to w 
poznaniu filozoficznym, stanowi istotną treść metafizyki. 

 
 

 
 
 

§ 3 

UWAGA DOTYCZĄCA OGÓLNEGO PODZIAŁU 

SADÓW  

NA ANALITYCZNE l SYNTETYCZNE 

 

Podział  ten  jest  niezbędny,  gdy  chodzi  o  krytykę  intelektu 

ludzkiego,  i  zasługuje  dlatego  na  to,  by  stać  się  w  niej  klasycznym; 
poza  tym  nie  wiedziałbym,  gdzie  mógłby  on  przynieść  jakiś 
znaczniejszy  pożytek.  I  w  tym  też  widzę  przyczynę,  dlaczego 
filozofowie 

dogmatyczni, 

którzy 

poszukiwali 

ź

ródeł 

sądów 

background image

 

23 

metafizycznych zawsze tylko w samej metafizyce, nie zaś poza nią, w 
czystych  prawach  rozumu  w  ogóle,  zaniedbali  przeprowadzenia  tego 
podziału,  który  zdaje  się  narzucać  sam  przez  się,  i  tego,  jak  sławny 
Wolff  oraz  idący  jego  śladami  bystry  Baumgarten  mogli  w  zasadzie 
sprzeczności  szukać  dowodu  zasady  racji  dostatecznej,  która  jest 
oczywiście  zasadą  syntetyczną.  Natomiast  już  u  Locke’a  w 
Rozważaniach dotyczących rozumu ludzkiego znajduję wskazówkę do 
tego podziału. W 4 bowiem księdze, w 3 rozdziale, w paragrafie gin., 
gdy Locke, omówiwszy już poprzednio rozmaite powiązania przedsta-
wień  w  sądach  i  ich  źródła,  przy  czym  jedno  z  tych  źródeł  widzi  w 
tożsamości  lub  w  sprzeczności  (sądy  analityczne),  drugie  zaś  w 
istnieniu  przedstawień  w  podmiocie  (sądy  syntetyczne),  przyznaje  w 
paragrafie  10,  że  nasze  poznanie  (a  priori)  z  tego  ostatniego  źródła 
jest bardzo szczupłe i prawie żadne. Jednakże w tym, co powiada on o 
tym  rodzaju  poznania,  jest  tak  mało  czegoś  określonego  i  ujętego  w 
prawidła,  że  nie  można  się  dziwić,  jeżeli  nikt,  nie  wyłączając  nawet 
Hume'a,  nie  zaczerpnął  stamtąd  pobudki  do  podjęcia  badań  nad  tego 
rodzaju  zdaniami.  Albowiem  takich  ogólnych,  lecz  mimo  to 
określonych,  zasad  niełatwo  uczymy  się  od  innych,  którym  się  one 
tylko  w  sposób  niejasny  snuły  po  głowach.  Trzeba  wpierw  przez 
własne  rozmyślanie  samemu  dojść  do  nich,  a  później  znajduje  się  je 
także  gdzie  indziej,  gdzie  na  pewno  nie  napotkalibyśmy  ich  pierwej, 
gdyż  sami  autorzy  nie  wiedzieli  nawet,  że  taka  idea  znajduje  się  u 
podstaw  ich  własnych  uwag.  Ale  ci,  którzy  nigdy  sami  nie  myślą, 
posiadają  jednak  tak  bystry  wzrok,  że  wszystko,  cokolwiek  się  im 
pokaże,  wyszperają  w  tym,  co  już  dawniej  było  powiedziane,  choć 
przedtem nikt się tego nie mógł tam dopatrzyć. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

PROLEGOMENÓW  PYTANIE OGÓLNE: [271] 

 

background image

 

24 

CZY METAFIZYKA JEST W OGÓLE MOŻLIWA? 

 

§ 4 

 

Gdyby  rzeczywiście  istniała  metafizyka,  która  mogłaby  się 

utrzymać  jako  nauka,  gdyby  można  było  powiedzieć:  «oto  tu  jest 
metafizyka,  tej  macie  się  tylko  nauczyć,  a  ona  was  nieodparcie  i 
niezmiennie  przekona  o  swej  prawdzie»,  wtedy  pytanie  to  byłoby 
niepotrzebne  i  pozostawałoby  jedynie  pytanie,  które  dotyczy  raczej 
wypróbowania  naszej  bystrości  niż  dowodu  istnienia  samej  rzeczy, 
mianowicie:  W  jaki  sposób  jest  ona  możliwa  i  w  jaki  sposób  rozum 
poczyna  sobie,  by  dojść  do  niej?  Ale  w  tym  przypadku  rozumowi 
ludzkiemu  nie  poszło  tak  gładko.  Nie  można  wskazać  ani  jednej 
książki,  jak  pokazuje  się  np.  Euklidesa,  i  powiedzieć:  «Oto  meta-
fizyka,  tu  znajdziecie  najważniejszy  cel  tej  nauki,  poznanie 
najwyższej  istoty  i  przyszłego  świata,  dowiedzione  na  podstawie 
zasad  czystego  rozumu».  Można  wprawdzie  wskazać  wiele  zdań, 
które  są  apodyktycznie  pewne  i  nie  były  nigdy  podawane  w 
wątpliwość,  lecz  są  one  wszystkie  analityczne  i  dotyczą  raczej 
materiałów  i  narzędzi  do  zbudowania  metafizyki  aniżeli  rozszerzenia 
poznania,  co  w  niej  powinno  być  właściwym  naszym  celem  (por. 
wyżej § 2, sub c). I choć pokazujecie również zdania syntetyczne (np. 
zasadę  racji  dostatecznej),  których  —  jak  to  było  przecież  waszym 
obowiązkiem  —  nie  dowiedliście  nigdy  za  pomocą  samego  tylko 
rozumu, a więc a priori, a co do których mimo to chętnie przyznamy 
wam racje, to jednak, gdy chcecie posługiwać się nimi dla osiągnięcia 
głównego waszego celu, wpadacie w twierdzenia tak niedopuszczalne 
i  tak  niepewne,  że  zawsze  jedna  metafizyka  przeczy  drugiej  bądź  w 
wygłaszanych  twierdzeniach,  bądź  też  w  ich  uzasadnieniu,  i  tym 
sposobem  sama  niweczy  swe  roszczenia  do  trwałego  uznania.  Próby 
stworzenia  takiej  nauki  bez  wątpienia  stanowiły  nawet  pierwszą 
przyczynę  tak  wcześnie  powstałego  sceptycyzmu,  sposobu  myślenia, 
w którym rozum występuje tak gwałtownie przeciwko samemu sobie, 
ż

e mógł on powstać tylko przy całkowitym zwątpieniu w zaspokojenie 

najpoważniejszych  zadań  rozumu.  Ludzie  bowiem  początkowo, 
znacznie  dawniej,  zanim  w  sposób  metodyczny  zaczepi  przyrodzie 
zadawać  pytania,  wysuwali  pytania  jedynie  pod  adresem  swego 
odosobnionego rozumu, wyćwiczonego już do pewnego stopnia przez 
pospolite  doświadczenie;  rozum  bowiem  jest  nam  wszak  zawsze 
obecny, praw zaś przyrody trzeba zazwyczaj mozolnie poszukiwać. W 

background image

 

25 

ten  oto  sposób  metafizyka  płynęła  po  wierzchu  jak  piana,  przy  czym 
skoro tylko jedna piana została zebrana i znikła, zaraz na powierzchni 
zjawiała  się  nowa,  którą  jedni  zawsze  pożądliwie  zbierali,  gdy  inni, 
zamiast  w  głębi  szukać  przyczyny  tego  zjawiska,  uważali  się  już  za 
mądrych dlatego, że wyśmiewali próżną pracę tamtych

14

Przesyceni  więc  dogmatyzmem,  który  nas  niczego  [274]  nie 

uczy,  a  równocześnie  i  sceptycyzmem,  który  nam  w  ogóle  nic  nie 
obiecuje,  nawet  stanu  spoczynku  w  dozwolonej  niewiedzy,  wzywani 
do  działania  doniosłością  poznania,  którego  nam  potrzeba,  a  dzięki 
długiemu doświadczeniu nieufni wobec wszelkiego poznania, które w 
naszym mniemaniu posiadamy lub które nam się narzuca pod tytułem 
czystego  rozumu,  mamy  jeszcze  tylko  jedno  krytyczne  pytanie,  po 
którego  rozwiązaniu  musimy  urządzić  nasze  przyszłe  postępowanie: 
Czy  metafizyka  jest  w  ogóle  możliwa  ?  Lecz  na  pytanie  to  musimy 
odpowiedzieć  nie  za  pomocą  sceptycznych  zarzutów  skierowanych 
przeciw  pewnym  twierdzeniom  jakiejś  rzeczywistej  metafizyki  (gdyż 
teraz żadnej jeszcze nie uznajemy), lecz wychodząc z tylko problema-
tycznego 
jeszcze dotychczas pojęcia takiej nauki. 

W  Krytyce  czystego  rozumu  przystąpiłem  do  rozważania  tego 

pytania w sposób syntetyczny, mianowicie tak, że badałem sam czysty 
rozum  i  starałem  się  u  samego  tego  źródła  wedle  naczelnych  zasad 
określić  zarówno  elementy,  jak  i  prawa  jego  czystego  użycia.  Jest  to 
praca  ciężka  i  wymaga  czytelnika  zdecydowanego  na  stopniowe 
wmyślanie się w system, który jako czegoś danego nie zakłada jeszcze 
nic  prócz  samego  rozumu,  a  więc  stara  się  wyprowadzić  poznanie  z 
jego  pierwotnych  zarodków,  nie  opierając  się  na  żadnym  fakcie. 
Prolegomena  natomiast  mają  być  ćwiczeniami  wstępnymi,  mają  one 
raczej  wskazać,  co  należy  czynić,  ażeby  pewną  naukę  w  granicach 
możliwości  urzeczywistnić,  niż  by  ją  samą  wykładać.  Muszą  się 
przeto  opierać  na  [275]  czymś  znanym  już  jako  niezawodne,  co  z 
zaufaniem  przyjąć  można  za  punkt  wyjścia,  i  wznieść  się  stamtąd  do 
ź

ródeł  jeszcze  nie  znanych  —  a  odkrycie  ich  nie  tylko  wytłumaczy 

nam  to,  co  już  wiedziano,  lecz  zarazem  przedstawi  nam  zasięg  wielu 
poznań,  które  wszystkie  płyną  z  tych  samych  źródeł.  Postępowanie 
metodyczne 

Prolegomenów, 

zwłaszcza 

tych, 

które 

mają 

przygotowywać do przyszłej metafizyki, będzie zatem analityczne.

 

Szczęśliwie  jednak  się  zdarza,  że  choć  nie  możemy  uznać 

rzeczywistości  metafizyki  jako  nauki,  możemy  jednak  z  ufnością 

                                                           

14

  Tu  następowało  owych  pięć  ustępów,  przeniesionych  do  §    2.  (B. 

B.) 

background image

 

26 

powiedzieć,  że  pewne  czyste  syntetyczne  poznanie  a  priori  istnieje 
rzeczywiście  i  że  jest  dane,  mianowicie  czysta  matematyka  i  czyste 
przyrodoznawstwo; 
obie te nauki zawierają bowiem twierdzenia, które 
zawsze  uznawane  są  za  apodyktycznie  pewne,  po  części  przez  sam 
tylko  rozum,  po  części  przez  powszechną  zgodę  [płynącą]  z 
doświadczenia,  i  pomimo  to  uznawane  są  zawsze  za  niezależne  od 
doświadczenia.  Jesteśmy  więc  w  posiadaniu  pewnego  przynajmniej 
nie-zaprzeczonego  syntetycznego  poznania  a  priori,  i  nie  po-
trzebujemy  się  pytać,  czy  jest  ono  możliwe  (bo  jest  rzeczywiste), 
tylko:  Jak  jest  ono  możliwe?  —  [mianowicie  w  tym  celu],  aby  z 
zasady  możliwości  danego  nam  poznania  móc  wyprowadzić  również 
możliwość wszelkiego innego poznania.

 

 
 

 

PYTANIE OGÓLNE: 

 

W JAKI SPOSÓB MOŻLIWE JEST POZNANIE  

[PŁYNĄCE] Z CZYSTEGO ROZUMU? 

 

§5 

 

Widzieliśmy  powyżej  ogromną  różnicę  między  sądami 

analitycznymi  i  syntetycznymi.  Możliwość  sądów  analitycznych 
można  było  pojąć  bardzo  łatwo;  opiera  się  ona  bowiem  na  zasadzie 
sprzeczności.  Możliwość  zdań  syntetycznych  a  posteriori,  tj.  takich, 
które  czerpie  się  z  doświadczenia,  również  nie  wymaga  żadnego 
specjalnego objaśnienia, samo bowiem doświadczenie nie jest niczym 
innym, jak ciągłym zespalaniem (syntezą) spostrzeżeń. Pozostają więc 
nam  tylko  zdania  syntetyczne  a  priori,  których  możliwość  trzeba 
koniecznie  wyszukać  i  zbadać,  gdyż  musi  ona  opierać  się  na  innych 
zasadach naczelnych niż zasada sprzeczności.

 

Nie  powinniśmy  jednak  dopiero  szukać  możliwości  [276] 

takich  zdań,  tj.  pytać,  czy  są  one  możliwe.  Albowiem  dość  ich  jest 
danych rzeczywiście, i to z niezaprzeczoną pewnością — a że metoda, 
której  się  teraz  trzymamy,  ma  być  analityczna,  więc  zaczniemy  od 
tego,  że  takie  syntetyczne,  lecz  czyste,  poznanie  rozumowe  istnieje 
rzeczywiście.  Ale  potem  musimy  jednak  zbadać  podstawę  tej 
możliwości i zapytać, w jaki sposób poznanie to jest możliwe, aby na 

background image

 

27 

podstawie  zasad  możliwości  tego  poznania  móc  następnie  określić 
warunki,  zakres  i  granice  jego  użycia.  Właściwe  przeto,  ze  szkolną 
precyzją określone zadanie, od którego wszystko zależy, brzmi: W jaki 
sposób  możliwe  są  zdania  syntetyczne  a  priori?  
Gwoli  popularności 
wyraziłem  je  powyżej  nieco  inaczej  —  mianowicie  jako  pytanie  o 
możliwość poznania [płynącego] z czystego rozumu. Mogłem  to tym 
razem śmiało uczynić bez uszczerbku dla poszukiwanego zrozumienia 
rzeczy  (Einsicht),  gdyż  wobec  tego,  że  chodzi  tu  przecież  jedynie  o 
metafizykę  i  jej  źródła,  stosownie  do  poczynionych  wyżej  uwag 
przypomnimy sobie w każdej chwili, jak się spodziewam, że mówiąc 
tu o poznaniu [płynącym] z czystego rozumu, mamy na myśli jedynie 
poznanie syntetyczne, nigdy zaś analityczne

15

.  

Otóż  od  rozwiązania  tego  zadania  zależy  całkowicie 

powodzenie lub upadek metafizyki, a więc cala jej egzystencja. Może 
ktoś  swe  twierdzenia  metafizyczne  wykładać  z  nie  wiem  jakimi 
pozorami  [prawdy],  może  [277]  gromadzić  w  sposób  przytłaczający 
wnioski na wnioskach — jeżeli jednak nie mógłby przedtem dać zado-
walającej  odpowiedzi  na  to  pytanie,  to  mam  prawo  powiedzieć: 
wszystko  to  jest  czcza,  bezpodstawna  filozofia  i  mądrość  fałszywa. 
Przemawiasz  za  pomocą  czystego  rozumu  i  rościsz  sobie  prawo  do 
tego,  że  niejako  stwarzasz  poznanie  a  priori^  skoro  nie  tylko 
dokonujesz rozbioru danych pojęć, lecz i podajesz, że zachodzą nowe 
związki,  które  nie  polegają  na  zasadzie  sprzeczności,  a  o  których 

                                                           

15

  [przyp.  Kanta]:  Nie  sposób  zapobiec  temu,  by  w  miarę  ciągłego 

postępu  poznania  pewne  klasyczne  już  wyrażenia,  które  pochodzą 
jeszcze  z  czasów  dzieciństwa  nauki,  nie  były  później  uznane  za 
niedostateczne  i  źle  dostosowane,  a  pewne  nowe  i  bardziej 
odpowiednie  ich  użycie  nie  było  narażone  na  niebezpieczeństwo 
pomieszania z dawnym. Metoda analityczna, o ile przeciwstawiamy ją 
syntetycznej,  jest  czymś  zgoła  innym  niż  ogól  zdań  analitycznych; 
oznacza  ona  tylko,  że  wychodzimy  od  tego,  czego  szukamy,  tak  jak 
gdyby  ono  było  dane,  i  wznosimy  się  do  warunków,  przy  których 
jedynie  jest  ono  możliwe.  Przy  tej  metodzie  często  posługujemy  się 
samymi  zdaniami  syntetycznymi,  jak  tego  daje  przykład  analiza 
matematyczna,  i  metodę  tę  można  by  lepiej  nazwać  metodą 
regresywną,  
w  odróżnieniu  od  syntetycznej,  czyli  progresywnej. 
Nazwa «analityka» występuje jeszcze jako główny dział logiki, i tam 
oznacza logikę prawdy i jest przeciwstawna dialektyce, właściwie bez 
względu  na  to,  czy  poznania  do  niej  należące  są  analityczne,  czy 
syntetyczne. 

background image

 

28 

jesteś  przeświadczony,  że  je  rozumiesz,  tak  zupełnie  niezależnie  od 
wszelkiego doświadczenia. W jaki też sposób to ci się udaje i jak się 
chcesz  usprawiedliwić  z  tego  rodzaju  uroszczeń  ?  Nie  można  ci 
zezwolić  na  powoływanie  się  na  zgodność  z  powszechnym  rozumem 
ludzkim, gdyż jest to świadek, którego powaga polega tylko na opinii 
publicznej. 
 

Quodcumque ostendis miki sic, incredulus odi. 

Horacy

16

 

Jednakże  odpowiedź  na  to  pytanie,  aczkolwiek  niezbędna,  jest 

zarazem  i  trudna;  i  jakkolwiek  główna  przyczyna  tego,  że  od  dawna 
nie postarano  się na nie odpowiedzieć, leży  w tym, iż na  myśl nawet 
nikomu  nie  przyszło,  aby  o  coś  takiego  można  było  zapytywać,  to 
jednak  jest  i  druga  tego  przyczyna,  to  mianowicie,  że  zadowalająca 
odpowiedź  na  to  jedno  pytanie  wymaga  myślenia  o  wiele  bardziej 
wytrwałego,  głębokiego  i  mozolnego,  niż  tego  kiedykolwiek 
wymagało najbardziej nawet obszerne dzieło metafizyczne, obiecujące 
przy  pierwszym  pojawieniu  się  nieśmiertelność  swemu  autorowi. 
Każdy  też  rozumiejący  rzecz  czytelnik,  skrupulatnie  przemyślawszy 
to  zadanie  co  do  jego  wymagań,  z  początku  przestraszony  jego 
trudnością,  musi  uważać  je  za  nierozwiązalne  i,  gdyby  rzeczywiście 
nie  istniały  takie  czyste  syntetyczne  poznania  a  priori,  za  zupełnie 
niemożliwe. I tak też rzeczywiście zdarzyło się z Davidem Hume'em, 
choć pytanie to przedstawia! sobie o wiele mniej ogólnie, niż to tutaj 
zachodzi  i  zachodzić  musi,  jeżeli  odpowiedź  na  nie  ma  być 
rozstrzygająca  dla  całej  metafizyki.  Jakże  bowiem  jest  możliwe  — 
mówił ów człowiek bystry — że jeżeli dane mi jest pewne pojęcie, to 
mogę  wyjść  poza  nie  i  powiązać  z  nim  inne,  nie  zawarte  zupełnie  w 
tamtym,  i  to  w  taki  sposób,  jak  gdyby  to  pojęcie  koniecznie  do 
tamtego należało. Tylko doświadczenie może nam dostarczyć tego ro-
dzaju  powiązań  (taki  wyprowadzał  on  wniosek  z  tamtej  trudności, 
którą uznał za niemożliwość) i wszelka owa rzekoma konieczność lub 
—  co  na  jedno  wychodzi  —  uznawane  za  nią  poznanie  a  priori  nie 
jest  niczym  innym,  jak  tylko  długotrwałym  przyzwyczajeniem  uzna-
wania  czegoś  za  prawdziwe  i  uważania  z  tego  powodu  konieczności 
podmiotowej za przedmiotową. 

Jeżeli czytelnik uskarża się na uciążliwość i trud, [278] których 

                                                           

16

 Cokolwiek mi w ten sposób pokazujesz, w to nie wierzę i tego nie 

przyjmuję (Epist. II 3, 188). 

background image

 

29 

mu  przysporzę  przez  rozwiązanie  tego  zadania,  to  niechże  tylko 
spróbuje  sam  je  rozwiązać  w  sposób  łatwiejszy.  Może  poczuje  się 
wtedy  zobowiązany  wobec  tego,  kto  go  wyręczył  w  pracy  wymaga-
jącej  badań  tak  głębokich,  i  może  okaże  raczej  pewne  zdziwienie  z 
powodu  łatwości,  z  jaką  ze  względu  na  naturę  tej  rzeczy  można 
osiągnąć  rozwiązanie.  Kosztowało  to  też  cale  lata  pracy,  ażeby 
zadanie to móc rozwiązać w całej jego ogólności (w tym znaczeniu, w 
jakim  używają  tego  słowa  matematycy,  mianowicie  w  sposób 
wystarczający dla wszystkich przypadków) i żeby je też w końcu móc 
przedstawić w postaci analitycznej, w jakiej czytelnik je tutaj znajdzie. 

Tak  więc  wszyscy  metafizycy  są  w  czynnościach  swych 

uroczyście i zgodnie z prawem zawieszeni tak długo, dopóki nic dadzą 
zadowalającej  odpowiedzi  na  pytanie:  W  jaki  sposób  są  możliwe 
syntetyczne  poznania  a  priori?  
Albowiem  tylko  na  tej  odpowiedzi 
polega  uwierzytelnienie,  którym  muszą  się  wykazać,  jeżeli  mają 
przedłożyć  nam  coś  w  imieniu  czystego  rozumu;  bez  takiego  zaś 
uwierzytelnienia  mogą  się  tylko  tego  spodziewać,  że  ludzie  rozumni, 
których  już  tylekroć  oszukano,  odprawią  ich  bez  dalszego 
rozpatrywania ich przedłożeń. 

Jeżeli  jednak  chcieli  oni  zajęcie  swe  uprawiać  nic  jako  naukę, 

lecz  jako  sztukę  przekonywania  zbawiennego  i  dostosowanego  do 
powszechnego  rozsądku  ludzkiego,  to  sprawiedliwie  nie  można  im 
zabronić  tego  zajęcia.  Wtedy  będą  oni  przemawiali  skromnym  ję-
zykiem  rozumnej  wiary  i  przyznają,  że  nic  wolno  im  nawet  snuć 
przypuszczeń,  
a  cóż  dopiero  wiedzieć  cokolwiek  o  tym,  co  leży  poza 
granicami  wszelkiego  możliwego  doświadczenia,  i  że  mogą  jedynie 
przyjąć  (nie  do  spekulatywnego  użytku,  gdyż  z  tego  muszą  zre-
zygnować, lecz tylko do praktycznego) to, co się w życiu przydaje, a 
nawet  jest  niezbędne  do  kierowania  rozsądkiem  i  wolą.  W  ten  tylko 
sposób będą oni mogli używać imienia ludzi pożytecznych i mądrych, 
i  to  tym  więcej,  im  bardziej  rezygnują  z  tytułu  metafizyków;  ci 
bowiem pragną być spekulatywnymi filozofami. Że zaś, gdy chodzi o 
sądy a priori, nie można narażać się na nikłe prawdopodobieństwa (co 
bowiem  wedle  wszelkich  pozorów  poznaje  się  a  priori,  to  już  tym 
samym uchodzi za konieczne), więc nie można [279] im zezwolić, by 
bawili  się  w  przypuszczenia;  twierdzenia  ich  muszą  być  wiedzą  — 
albo w ogóle są niczym. 

Można  powiedzieć,  że  cała  filozofia  transcendentalna,  która  z 

konieczności  poprzedza  wszelką  metafizykę,  nie  jest  niczym  innym, 
jak całkowitym rozwiązaniem postawionego tutaj pytania, tylko że w 
systematycznym  porządku  i  we  wszystkich  szczegółach,  i  że  przeto 

background image

 

30 

nie  mamy  dotychczas  wcale  filozofii  transcendentalnej.  To  bowiem, 
co nosi takie miano, jest właściwie częścią metafizyki; owa zaś nauka 
ma  dopiero  rozstrzygnąć  o  możliwości  metafizyki  i  musi  przeto 
wszelką  metafizykę  poprzedzać.  Nie  należy  się  również  dziwić,  że 
potrzeba tu całej nauki, i to pozbawionej wszelkich pomocy ze strony 
innych  nauk,  a  więc  całkiem  nowej  nauki,  by  dać  dostateczną 
odpowiedź  na  jedno  tylko  jedyne  pytanie,  jeżeli  połączone  jest  to  z 
mozołem i trudnościami, a nawet z pewną niejasnością. 

Przystępując  teraz  do  rozwiązania  tego  zadania,  i  to  według 

metody analitycznej, w której zakładamy, że takie poznania z czystego 
rozumu  istnieją  rzeczywiście,  możemy  się  powołać  tylko  na  dwie 
nauki poznania teoretycznego (a tylko o takim poznaniu tu mówimy), 
mianowicie  na  czystą  matematykę  i  czyste  przyrodoznawstwo.  Tylko 
one  bowiem  zdolne  są  przedstawić  nam  przedmioty  w  danych 
naocznych  (in  der  Anschauung).  Jeżeliby  przeto  w  tych  naukach 
występowało  poznanie  a  priori,  tylko  one  mogłyby  pokazać  in 
concreto  
jego  prawdziwość,  czyli  jego  zgodność  z  przedmiotem,  tj. 
jego  rzeczywistość,  z  której  wychodząc  można  by  następnie  posunąć 
się  na  drodze  analitycznej  do  podstawy  jego  możliwości.  Ułatwia  to 
bardzo  postępowanie,  w  którym  rozważania  nie  tylko  zostają 
zastosowane  do  faktów,  lecz  nawet  od  nich  wychodzą,  miast 
syntetycznego, w którym trzeba by było je całkowicie wyprowadzać z 
pojęć. 

Aby jednak od tych rzeczywistych, a zarazem uzasadnionych , 

czystych poznań a priori wznieść się do poznania możliwego, którego 
poszukujemy,  mianowicie  do  metafizyki  jako  nauki,  trzeba  objąć 
naszym  głównym  pytaniem  jeszcze  to,  co  daje  do  niej  okazję  i  co 
znajduje  się  u  jej  podstawy  jako  poznanie  a  priori,  które  dane  jest 
jedynie  w  sposób  naturalny,  choć  co  do  swej  prawdziwości  nie  jest 
niepodejrzane,  a  którego  opracowanie  bez  wszelkiego  krytycznego 
rozważania  jego  możliwości  zwykle  już  nazywa  się  metafizyką  — 
słowem, trzeba objąć naszym głównym pytaniem sprawę wrodzonego 
uzdolnienia  do  takiej  nauki.  W  ten  sposób  główne  pytanie 
transcendentalne  dzieli  [280]  się  na  cztery  inne  pytania  i  zgodnie  z 
tym stopniowo będzie rozwiązywane: 

1.

 

W jaki sposób jest możliwa czysta matematyka? 

2.

 

W jaki sposób jest możliwe czyste przyrodoznawstwo? 

3.

 

W jaki  sposób jest  możliwa   metafizyka   w   ogóle? 

4.

 

W jaki sposób jest możliwa metafizyka jako nauka? 

Jakkolwiek  rozwiązanie  tych  zadań  ma  zasadniczo  przedstawić 

istotną  treść  Krytyki,  to  jednak  jest  widoczne,  że  posiada  ono  coś 

background image

 

31 

swoistego,  co  już  i  samo  przez  się  jest  godne  uwagi,  mianowicie 
wyszukanie dla istniejących nauk

17

 źródeł w samym rozumie, ażeby w 

ten  sposób  czynem  samym  zbadać  i  wymierzyć  jego  zdolność 
poznania  czegoś  a  priori.  Przez  to  zaś  zyskują  same  te  nauki, 
wprawdzie  nie  w  swej  treści,  lecz  w  ich  trafnym  użyciu,  a  dzięki 
swemu  wspólnemu  pochodzeniu  rzucając  pewne  światło  na  pytanie 
wyższe, dają zarazem sposobność do lepszego wyjaśnienia ich własnej 
natury. 

 
 
 

GŁÓWNEGO PYTANIA 

TRANSCENDENTALNEGO 

CZĘŚĆ PIERWSZA 

 

W JAKI SPOSÓB JEST MOŻLIWA 

CZYSTA MATEMATYKA? 

 

§ 6 

 

Mamy  tu oto wielkie i wypróbowane poznanie, które już teraz 

posiada  podziwu  godną  objętość  i  obiecuje  nieograniczone  jej 
rozszerzenie.  Wiedzie  ono  z  sobą  pewność  na  wskroś  apodyktyczną, 
tj.  bezwzględną  konieczność,  a  więc  nie  opiera  się  na  podstawach 
doświadczalnych;  jest  więc  czystym  wytworem  rozumu;  ponadto  zaś 
jest  poznaniem  całkowicie  syntetycznym.  «Jakżeż  tedy  jest  dla 
rozumu ludzkiego możliwe osiągnięcie takiego poznania całkowicie 
priori ?». Czy 
wobec tego, że zdolność ta nie opiera się i nie może się 
opierać  na  doświadczeniu,  nic  zakłada  ona  jakiejś  głęboko  ukrytej 
podstawy  poznawczej  a  priori,  która  jednak  mogłaby  ujawnić  się  w 
tych  swych  działaniach,  jeżelibyśmy  tylko  pilnie  prześledzili  ich 
pierwsze początki? 

 

 

§ 7 

                                                           

17

  W  oryginale:  «zu  gegebenen  Wissenschaften»,  tzn.  «dla  danych 

nauk» — ale po polsku to jest dziwaczne, a właściwy sens, o który tu 
chodzi, oddaje nasze tłumaczenie. (R. I.) 

background image

 

32 

 

Przekonujemy  się jednak, że  wszelkie poznanie  matematyczne 

[281]  posiada  tę  swoistą  cechę,  że  pojęcie  swoje  musi  wpierw 
przedstawić  w  naoczności,  i  to  a  priori,  a  więc  w  takiej  naoczności, 
która  „nie  jest  empiryczna,  lecz  czysta.  Bez  tego  środka  nie  może 
matematyka  uczynić  ani  jednego  kroku.  Stąd  sądy  jej  są  zawsze 
intuicyjne,  gdy  tymczasem  filozofia  musi  się  zadowolić  sądami 
dyskursywnymi, [płynącymi] z samych tylko pojęć; swe apodyktyczne 
teorie  może wprawdzie objaśniać za pomocą danych  naocznych, lecz 
nigdy  nie  może  ich  wyprowadzić  z  tego  źródła.  Spostrzeżenie  to, 
dotyczące  natury  matematyki,  już  nam  daje  oto  wskazówkę  co  do 
pierwszego  i  naczelnego  warunku  jej  możliwości:  mianowicie 
podstawę matematyki musi stanowić jakaś czysta naoczność, w której 
może ona wszystkie swe pojęcia przedstawiać in concreto, a jednak 
priori,  
czyli,  jak  się  mówi,  może  je  konstruować.  Gdyby  się  nam 
udało  odnaleźć  tę  czystą  naoczność  i  jej  możliwość,  to  łatwo  już 
dałoby się objaśnić, w jaki sposób w czystej  matematyce są  możliwe 
zdania syntetyczne a priori, a więc i w jaki sposób jest możliwa sama 
ta  nauka.  Albowiem  podobnie  jak  naoczność  empiryczna  bez  trud-
ności  umożliwia  to,  że  za  pomocą  nowych  przez  samą  naoczność 
nasuwanych  orzeczeń  syntetycznie  rozszerzamy  w  doświadczeniu 
nasze  pojęcie,  które  sobie  tworzymy  o  jakimś  przedmiocie  naocznie 
danym,  to  toż  samo  czynić  będzie  również  i  naoczność  czysta,  z  tą 
tylko różnicą, że w drugim przypadku sąd syntetyczny będzie a priori 
pewny oraz apodyktyczny, w pierwszym zaś pewny tylko a posteriori 
i  empirycznie.  Ta  bowiem  zawiera  to  tylko,  co  napotyka  się  w 
przypadkowej naoczności empirycznej, tamta natomiast zawiera to, co 
w czystej naoczności z konieczności musi się dać znaleźć

18

gdyż jako 

                                                           

18

 W oryginale to zdanie brzmi: «weil diese nur das enthalt, was in der 

zufälligen  empirischen  Anschauung  angetroffen  wird,  jene  aber,  was 
in  der  reinen  notwendig  angetroffen  werden  muss».  Owo  «diese»  i 
«jene»  tłumaczył  Bornstein  przez  «ogląd»  —  podstawiając  za  te 
zaimki  wskazujące  «Anschauung».  Czysto  gramatycznie  z  uwagi  na 
rodzaj  żeński  tych  zaimków  byłoby  to  dopuszczalne,  ale  meryto-
rycznie  całe  zdanie  zmienia  się  w  tautologię,  pozbawioną  mocy 
argumentacyjnej.  Trudno  więc  tak  tłumaczyć,  jak  to  uczynił 
Bornstein. ściśle biorąc, nie wiadomo, do czego odnieść oba te zaimki. 
Raczej  należy  przeto  tłumaczyć  dosłownie  i  pozostawić  tekst  w 
przekładzie  w  tym  samym  stopniu  niezrozumiałym,  jak  w  oryginale. 
(R. I.) 

background image

 

33 

naoczność  a  priori  jest  nierozłącznie  połączona  z  pojęciem  przed 
wszelkim doświadczeniem 
lub poszczególnym spostrzeżeniem. 

 
 

§8

 

 

Jeśli  uczynimy  ten  krok,  to  trudności,  jak  się  wydaje,  nie 

maleją,  lecz  wzrastają.  Teraz  bowiem  pytanie  brzmi:  W  jaki  sposób 
jest  możliwe,  by  coś  a  priori  naocznie  oglądać
  (anzuschauen)  ? 
Oglądanie (Anschauung) jest to wyobrażenie (Vorstellung) takie, jakie 
by  bezpośrednio  zależało  od  obecności  przedmiotu.  Dlatego  też 
wydaje  się  rzeczą  niemożliwą  coś  a  priori  w  sposób  pierwotny 
oglądać:  wtedy  bowiem  oglądanie  musiałoby  [282]  się  dokonywać 
bez  przedmiotu  wcześniej  danego  lub  teraz  obecnego,  do  którego  by 
się  odnosiło,  nie  mogłoby  więc  być  oglądaniem.  Pojęcia  wprawdzie 
posiadają  taką  naturę,  że  niektóre  z  nich,  te  mianowicie,  które 
zawierają tylko myślenie jakiegoś przedmiotu w ogóle, możemy sobie 
zupełnie  dobrze  utworzyć  a  priori,  nie  pozostając  sami  w 
bezpośrednim  stosunku  do  przedmiotu,  jak  np.  pojęcie  wielkości, 
przyczyny  itd.,  lecz  nawet  i  te  pojęcia,  aby  posiąść  znaczenie  i  sens, 
wymagają  pewnego  użycia  in  concreto,  tj.  zastosowania  do 
jakiejkolwiek  naoczności,  dzięki  której  zostaje  nam  dany  ich 
przedmiot.  Ale  w  jaki  sposób  oglądanie  (Anschauung)  przedmiotu 
może wyprzedzać sam przedmiot? 

 

 

§ 9

 

 

Gdyby  oglądanie  nasze  musiało  być  tego  rodzaju,  że 

przedstawiałoby rzeczy tak, jak one są same w sobie, to oglądanie nie 
mogłoby się nigdy dokonać a priori, lecz byłoby zawsze empiryczne. 
Albowiem  o  tym,  co  jest  zawarte  w  przedmiocie  samym  w  sobie, 
mogę  wiedzieć  tylko  wtedy,  gdy  mi  jest  obecny  i  dany.  Zapewne,  i 
wtedy  również  jest  rzeczą  niepojętą,  w  jaki  sposób  oglądanie  rzeczy 
obecnej  mogłoby  mi  pozwolić  poznać  ją  taką,  jaką  ona  jest  sama  w 
sobie,  skoro  jej  własności  nie  mogą  przewędrować  do  mojej  władzy 
wyobrażenia (Vorstellungskraft). Ale gdy zgodzimy się nawet na taką 
możliwość,  to  przecież    tego  rodzaju  oglądanie  nie  zachodziłoby  
priori, 
tj. zanim przedmiot byłby mi przedstawiony, bez tego bowiem 
nie  można  by  było  wymyślić  żadnej  podstawy  odnoszenia  się  mego 

background image

 

34 

wyobrażenia do przedmiotu, chyba że polegałoby ono na natchnieniu 
A  więc  tylko  w  jeden  jedyny  sposób  jest  możliwe,  żeby  oglądanie 
moje  wyprzedzało  rzeczywistość  przedmiotu  i  było  poznaniem  
priori:  
mianowicie,  jeżeli  nie  zawiera  ono  w  sobie  nic  innego,  jak 
tylko  formę  zmysłowości  wyprzedzającą  we  mnie,  podmiocie

19

wszelkie rzeczywiste podniety (Eindrücke), którymi  zostaję pobudzony 
przez  przedmioty.  
Albowiem  to,  że  przedmioty  zmysłowe  mogą  być 
oglądane jedynie zgodnie z tą formą zmysłowości, to mogę wiedzieć 
priori.  
Stąd  wniosek,  że  zdania,  które  dotyczą  jedynie  tej  formy   
oglądania      zmysłowego,  będą  możliwe  i  ważne  dla  przedmiotów 
zmysłowych:  jak  również  i  odwrotnie,  że  dane  naoczne 
(Anschauungen), które są możliwe a priori, nie mogą dotyczyć nigdy 
innych rzeczy,   jak    tylko   przedmiotów   naszych    zmysłów. 
 

 

[283] § 10 

 

A  więc  tylko  przez  formę  zmysłowej  naoczności  możemy 

rzeczy oglądać a priori, wskutek czego jednak przedmioty poznajemy 
tylko tak, jak one dla nas (dla naszych zmysłów) mogą się przejawiać 
(erscheinen), 
nie po znając ich takimi, jakimi mogą być same w sobie. 
I to założenie jest bezwarunkowo konieczne, jeżeli zdania syntetyczne 
a  priori  mają  być  uznane  za  możliwe,  albo,  w  przypadku  gdy  je 
rzeczywiście znajdujemy, jeżeli ich możliwość ma być zrozumiana i z 
góry określona.  

Otóż  przestrzeń  i  czas  są  tymi  danymi  naocznymi 

(Anschauungen),  które  czysta  matematyka  kładzie  u  podstaw 
wszystkich  swych  poznań  i  sądów,  występujących  zarazem  jako 
apodyktyczne i konieczne. Matematyka „bowiem musi wszystkie swe 
pojęcia przedstawić najpierw w naoczności, czysta zaś matematyka — 
w  czystej  naoczności,  tj.  musi  je  konstruować.  Bez  takiej  naoczności 
nie  może  ona  ani  kroku  uczynić  (nie  może  bowiem  postępować 
analitycznie,  to  znaczy  przez  rozbiór  pojęć,  lecz  tylko  syntetycznie), 
dopóki mianowicie brak jej czystej naoczności, w której jedynie może 
być  dany  materiał  do  sądów  syntetycznych  a  priori.  Geometria 
kładzie u [swych] podstaw czystą naoczność przestrzeni. Arytmetyka 
nawet  swoje  pojęcia  liczb  wytwarza  przez  kolejne  dołączanie 
jednostek  w  czasie;  zwłaszcza  jednak  czysta  mechanika  może 
wytworzyć  swe  pojęcia  ruchu  tylko  za  pomocą  wyobrażenia  czasu. 

                                                           

19

 Dosłownie: «w moim podmiocie» (in meinem Subjekte) (I. K. ) 

background image

 

35 

Oba zaś te przedstawienia są tylko danymi naocznymi; jeżeli bowiem 
z empirycznych danych naocznych ciał i ich zmian (ruchu) usuniemy 
wszelki  pierwiastek  empiryczny,  mianowicie  to,  co  należy  do 
wrażenia  (Empfindung),  to  pozostanie  jeszcze  przestrzeń  i  czas.  Są 
one  przeto  czystymi  danymi  naocznymi,  które  stanowią  a  priori 
podstawę oglądów empirycznych i  dlatego same nigdy nie  mogą być 
usunięte.  Przez  to  jednak  właśnie,  że  są  one  czystymi  danymi 
naocznymi, wykazują, że są tylko formami naszej zmysłowości, które 
muszą  wyprzedzać  wszelkie  oglądanie  empiryczne,  tj.  spostrzeżenie 
rzeczywistych  przedmiotów,  i  zgodnie  z  którymi  można  przedmioty 
poznawać  a  priori,  lecz  co  prawda  tylko  tak,  jak  się  nam  one 
przejawiają. 

 
 

§ 11

 

 

A  więc  zadanie  niniejszego  rozdziału  jest  rozwiązane.  Czysta 

matematyka jako poznanie syntetyczne a priori jest tylko dzięki temu 
możliwa,  że  nie  odnosi  się  do  żadnych  innych  przedmiotów,  lecz 
jedynie  do  samych  tylko  przedmiotów  zmysłów,  których  naoczności 
[284]  empirycznej    za  podstawę  służy  a  priori  czysta  naoczność 
(przestrzeni  i  czasu).  Ta  zaś  może  być  taką  podstawą  dlatego,  że  nie 
jest  niczym  innym,  jak      samą      tylko  formą  zmysłowości,  która 
poprzedza  rzeczywiste  przejawianie  się  (Erscheinung)  przedmiotów, 
umożliwiając je dopiero rzeczywiście. Jednakże ta władza oglądania 
priori 
dotyczy nie  materii zjawiska  (Erscheinung), tj. tego, co  w nim 
jest  wrażeniem,  ta  bowiem  stanowi  czynnik  empiryczny,  lecz  tylko 
formy  zjawiska:  przestrzeni  i  czasu.    Gdyby  kto  miał  choćby 
najmniejsze  wątpliwości  co  do  tego,  że  przestrzeń  i  czas  są  okre-
ś

leniami  przysługującymi  nie  rzeczom  samym  w  sobie,  lecz  samemu 

tylko  ich  stosunkowi  do  zmysłowości,  to  rad  bym  wiedzieć,  w  jaki 
sposób można uznać, że jest możliwe wiedzieć a priori, a więc przed 
wszelkim zaznajomieniem się z rzeczami,  mianowicie, zanim jeszcze 
są one nam dane, jaka musi  być ich naoczność — a to wszak właśnie 
zachodzi  tutaj  z  przestrzenią  i  czasem.  Jest  to  jednak  zupełnie 
zrozumiałe,  skoro  się  uzna  je  za  formalne  tylko  warunki  naszej 
zmysłowości,  przedmioty  zaś  jedynie  za  zjawiska;  wtedy  bowiem 
formę  zjawiska,  tj.  czystą  naoczność,  możemy  istotnie  przedstawić 
sobie z nas samych

20

 , tj. a priori. 

                                                           

20

  Owo  «z  nas  samych»  (ans  uns  selbst)  nasuwa  trzy  możliwe  inter-

background image

 

36 

 
 

§ 12 

 

Ż

eby dla wyjaśnienia i potwierdzenia dodać coś jeszcze, trzeba 

tylko 

przyjrzeć 

się 

zwykłemu 

niezbędnie 

koniecznemu 

postępowaniu  geometrów.  Wszelkie  dowody  całkowitej  równości 
dwóch danych figur sprowadzają się ostatecznie do tego, że przystają 
one  do  siebie  (jedna  bowiem  może  być  we  wszystkich  swych 
częściach  przeniesiona  na  miejsce  drugiej)  —  co  oczywiście  nie  jest 
niczym  innym,  jak  zdaniem  syntetycznym,  opartym  na  bezpośredniej 
naoczności,  a  naoczność  ta  musi  być  czysta  i  dana  a  priori,  gdyż  w 
przeciwnym  razie  nie  mogłoby  zdanie  to  uchodzić  za  apodyktycznie 
pewne,  lecz  posiadałoby  tylko  pewność  empiryczną.  Znaczyłoby  to 
tylko:  zawsze  spostrzegamy  to  w  ten  sposób,  i  zdanie  to  posiada 
ważność  tylko  w  tych  granicach,  jakie  osiągnęło  dotychczas  nasze 
spostrzeżenie. Że przestrzeń zupełna  (która już nie jest sama granicą 
innej  przestrzeni)  posiada  trzy  wymiary  i  że  przestrzeń  w  ogóle  nie 
może ich posiadać  więcej, to opiera się na twierdzeniu, że w jednym 
punkcie  nie  może  się  pod  kątem  prostym  przeciąć  więcej  nad  trzy 
linie;  twierdzenia  tego  jednak  nie  można  zupełnie  dowieść  [przez 
wywód]  z  pojęć,  lecz  opiera  się  ono  bezpośrednio  na  danych 
naocznych,  i  to  na  czystych  danych  naocznych    a  priori,    gdyż  jest  
apodyktycznie  pewne.  To,  że  można  wymagać  prowadzenia  linii  w 
nieskończoność  (in  indefinitum)  lub  przedłużenia  szeregu  zmian  do 
nieskończoności  (np.  przestrzeni  przebieżonych  przez  ruch)  —  to 
wszak  zakłada  wyobrażenie  (Vorstellung)  przestrzeni  i  czasu,  które 
może  się  opierać  jedynie  na  naoczności,  mianowicie,  o  ile  nie  jest 
niczym  ograniczone;  z  pojęć  bowiem  takiego  wyobrażenia  nie  mo-
glibyśmy  nigdy  wywnioskować.  A  więc  przecież  rzeczywiście  u 
podstaw matematyki znajdują się czyste dane    naoczne a priori, które 
umożliwiają  jej  syntetyczne  i  apodyktycznie  ważne  twierdzenia,  i 
dlatego też nasza transcendentalna dedukcja  pojęć przestrzeni i czasu 
wyjaśnia  równocześnie  możliwość  czystej  matematyki.      Bez      takiej   
dedukcji   i   bez   przyjęcia,   że wszystko,  cokolwiek by  było dane 

                                                                                                                                                    

pretacje : 
a) jako z nas samych pochodzącą, 
b) w obrębie nas samych występującą, 
c)  przy  pomocy  tylko  nas    samych      (bez    pomocy  żadnego    przed-
miotu)  zachodzącą. (J. S.) 

background image

 

37 

zmysłom  (zewnętrznym    —  w    przestrzeni,    wewnętrznym    —    w  
czasie)  oglądamy  jedynie  tak,  jak  się  komu  przejawia,  ale  nie  tak, 
jakim  jest  samo  w  sobie,  można  by  było  tę  matematykę  wprawdzie 
uznać (einräumen), ale nigdy pojąć (einsehen). 
 
 

§ 13 

 

Ci,  którzy  nie  mogą  jeszcze  wyzwolić  się  od  myśli,  jakoby 

przestrzeń  i  czas  były  rzeczywistymi  własnościami  związanymi  z 
rzeczami  samymi  w  sobie,  mogą  ćwiczyć  swą  bystrość  na  niżej 
podanym paradoksie. A gdy po daremnych próbach jego rozwiązania 
przynajmniej  na  chwil  kilka  wyzbędą  się  przesądów,  dojdą  zapewne 
do  przekonania,  że  jednak  to  zredukowanie  przestrzeni  i  czasu  do 
samych  tylko  form  naszego  zmysłowego  oglądania  jest,  być  może, 
uzasadnione.  

Jeżeli  dwie  rzeczy  są  całkowicie  jednakowe  pod  każdym 

względem,  jaki  tylko  w  każdej  z  nich  z  osobna  można  poznać  (we 
wszystkich  własnościach  należących  do  wielkości  i  jakości),  to  musi 
wszak  z  tego  wynikać,  że  jedną  z  nich  we  wszystkich  przypadkach  i 
stosunkach można postawić na miejscu drugiej, przy czym zamiana ta 
nie  spowoduje  najmniejszej  nawet  dostrzegalnej  różnicy.  I  w 
rzeczywistości  tak  się  też  ma  rzecz  w  geometrii  z  figurami  płaskimi; 
natomiast  rozmaite  figury  sferyczne  wykazują,  pomimo  owej 
całkowitej  zgodności  wewnętrznej,  jednak  taką  różnicę  w  ze-
wnętrznym stosunku, że jednej nie można wcale przenieść na miejsce 
drugiej;  tak  np.  dwa  trójkąty  sferyczne  dwóch  półkul,  mające  za 
wspólną  podstawę  pewien  łuk  równika,  mogą  być  zupełnie  równe  co 
do boków i kątów, tak że w żadnym z nich, jeżeli go opiszemy, [286] i 
to  kompletnie,  nie  znajdziemy  nic,  czego  by  równocześnie  nie  było  i 
w  opisie  drugiego  (mianowicie  na  przeciwległej  półkuli)  —  a  jednak 
nie można jednego z nich przenieść na miejsce drugiego (mianowicie 
na  przeciwległą  półkulę).  Mamy  tu  więc  przecież  pewną  różnicę 
wewnętrzną, której żaden intelekt nie może podać jako wewnętrznej i 
która  się  przejawia  tylko  przez  zewnętrzny  stosunek  w  przestrzeni

21

Lecz  przytoczę  tu  wypadki  bardziej  pospolite,  które  mogą  być 

                                                           

21

  Tym  paradoksem  przedmiotów  symetrycznych  zajmował  się  Kant 

już w r. 1768 w rozprawie O pierwszej podstawie różnicy kierunków w 
przestrzeni. 
Powraca jeszcze do niego w r. 1785 w swych Podstawach 
metafizycznych przyrodoznawstwa. (B. B.)
 

background image

 

38 

zaczerpnięte z potocznego życia. 

Co  też  może  być  do  mej  ręki  lub  ucha  bardziej  podobne  i  we 

wszystkich  szczegółach  bardziej  im  równe  niż  obraz  w  zwierciadle  ? 
A jednak nie mogę ręki takiej, jaką widzę w zwierciadle, przenieść na 
miejsce  jej  oryginału;  jeżeli  bowiem  oryginał  ten  był  prawą  ręką,  to 
tamta  w  zwierciadle  jest  lewą,  i  obraz    prawego  ucha  jest  lewym 
uchem,  które  nigdy  nie  może  zająć  miejsca  pierwszego.  Otóż  nie 
mamy  tu  żadnych  różnic      wewnętrznych,      które      by  jakikolwiek  
intelekt  mógł  pomyśleć,  a  przecież  różnice  te  są  wewnętrzne,  jak  o 
tym  zmysły  uczą,  lewa  bowiem  ręka,  pomimo  wszelkiej  wzajemnej 
równości  i  podobieństwa  z  ręką  prawą,  nie  może  się  zawrzeć  w  tych 
samych co ona granicach (nie mogą przystawać do siebie); rękawiczka 
z  jednej  ręki  nie  może  być  założona  na  drugą.  Jakież  jest  więc 
rozwiązanie?  Oto  przedmioty  te  nie  są  —  jak  by  ktoś  myślał  — 
przedstawieniami  rzeczy,  jakimi  one  są  same  w  sobie  i  jakimi  by  je 
poznał czysty intelekt, lecz są to naoczne dane zmysłowe, tj. zjawiska, 
których  możliwość  polega  na  stosunku  pewnych  nieznanych  rzeczy 
samych  w  sobie  do  czegoś  innego,  mianowicie  do  naszej 
zmysłowości. Tej to [zmysłowości] przestrzeń jest Formą zewnętrznej 
naoczności,  a  wewnętrzne  określenie  każdej  przestrzeni  jest  możliwe 
tylko przez określenie jej zewnętrznego  stosunku do całej przestrzeni, 
której   część   ona   stanowi  (stosunku  do  zmysłu   zewnętrznego

22

), 

tj. część możliwa tu jest tylko dzięki całości, co nigdy nie zachodzi w   
przypadku  rzeczy  samych  w  sobie  jako  przedmiotów  samego  tylko 
intelektu,  zachodzi  natomiast  w  przypadku  samych  tylko  zjawisk. 
Dlatego  też  różnicy  rzeczy  podobnych  i  równych,  a  jednak  nie 
przystających  do  siebie      (np.  w  odwrotnym  kierunku  skręconych 
ś

limaków),  nie  możemy  uczynić  zrozumiałą  za  pomocą  żadnego 

                                                           

22

  W  tekście  niemieckim  zdanie  powyższe  brzmi:  «Von  dieser  [scil. 

Sinnlichkeit] ist nun der Raum die Form der äußeren Anschauung, und 
die  innere  Bestimmung  eines  jeden  Raumes  ist  nur  durch  die 
Bestimmung des äußeren Verhältnisses zu dem ganzen Raume, davon 
jener ein Teil ist (dem Verhältnisse zum äußeren Sinne), d. i. der Teil 
ist  nur  durchs  Ganze  möglich...».  Wyrazy  wzięte  w  nawias 
uzależnione są, zapewne omyłkowo, na skutek pośpiechu pisarskiego, 
od przyimka «zu», tak że stanowią wyjaśnienie do wyrazów «zu dem 
ganzen  Raume»,  zamiast,  jak  się  wydaje,  wyjaśniać  wyrazy  «des 
äußeren  Verhältnisses».  Przypuszczamy  więc,  że  nawias  zawierać 
miał  wyrazy  «des  Verhältnisses  zum  äußeren  Sinne»,  a  nie  «dem 
Verhältnisse zum äußeren Sinne». (J. S.) 

background image

 

39 

pojęcia,  lecz  tylko  przez  stosunek  do  prawej  i  lewej  ręki,  który  do-
tyczy bezpośrednio naoczności. 
 
 

UWAGA I [287] 

 

Czysta matematyka, a w szczególności czysta geometria, może 

tylko  pod  tym  warunkiem  posiadać  realność  przedmiotową,  że 
dotyczy  jedynie  przedmiotów  zmysłów,  co  do  których  jednak  jest 
niewzruszoną  zasadą,  że  nasze  zmysłowe  przedstawienie  nie  jest 
wcale przedstawieniem rzeczy samych w sobie, lecz tylko sposobu, w 
jaki  nam  się  one  przejawiają.  Stąd  wynika,  że  twierdzenia  geometrii 
nie  są,  jak  by  kto  może  przypuszczał,  określeniami  samego  tylko 
tworu  naszej  poetyckiej  fantazji  i  że  nie  mogłyby  więc  być  z  całą 
pewnością  odniesione  do  przedmiotów  rzeczywistych,  lecz  że  są  z 
koniecznością ważne dla przestrzeni,  a przeto też i  dla wszystkiego,  
co  się  może  w  przestrzeni  trafić;  przestrzeń  bowiem  nie  jest  niczym 
innym, jak formą wszystkich zjawisk zewnętrznych, w której jedynie 
mogą nam być dane przedmioty zmysłów. Zmysłowość, której formę 
geometria  przyjmuje  za  podstawę,  jest  tym,  na  czym  polega 
możliwość zjawisk zewnętrznych; nie mogą więc one nigdy zawierać 
niczego  innego  niż  to,  co  geometria  im  przepisuje.  Zupełnie  inaczej 
byłoby, gdyby zmysły musiały przedstawiać sobie przedmioty takimi, 
jakimi  one  są  same  w  sobie.  Wtedy  bowiem  z  przedstawienia 
przestrzeni,    które  geometra  wraz  z  wszelkiego  rodzaju  jej 
własnościami  przyjmuje  a  priori  za  podstawę,  wcale  jeszcze  nie 
wynikałoby,  że  to  wszystko  wraz  z  tym,  co  z  tego  wywnioskujemy, 
musiałoby  w ten  właśnie sposób  mieć się w przyrodzie.  Uważano by 
wtedy przestrzeń geometry za czyste zmyślenie i nie uznawano by jej 
ważności przedmiotowej; nie można bowiem wcale zrozumieć, w jaki 
sposób  rzeczy  musiałyby  się  koniecznie  zgadzać  z  obrazem,  który 
sobie o nich sami z siebie i z góry tworzymy. Jeżeli jednak obraz ten, 
lub  raczej  ta  naoczność  formalna,  jest  istotną  własnością  naszej 
zmysłowości, za pomocą której jedynie bywają nam dane przedmioty, 
ta zaś zmysłowość przedstawia nie rzeczy same w sobie, lecz tylko ich 
zjawiska, to już bardzo łatwo daje się pojąć i jest zarazem nieodparcie 
dowiedzione,  że  wszystkie  zewnętrzne  przedmioty  naszego  świata 
zmysłowego  muszą  koniecznie  z  zupełną  dokładnością  zgadzać  się  z 
twierdzeniami  geometrii;  zmysłowość  bowiem  dzięki  swej  formie 
naoczności  zewnętrznej  (przestrzeni),  którą  zajmuje  się  geometria, 
sprawia dopiero, że owe przedmioty jako same tylko zjawiska stają się 

background image

 

40 

możliwe.  Pozostanie  na  zawsze  w  historii  filozofii  zjawiskiem 
godnym  uwagi,  że  był  taki  czas,  kiedy  nawet  matematycy  będący 
zarazem filozofami poczęli wątpić, wprawdzie nie o słuszności swych 
twierdzeń geometrycznych, o ile one dotyczyły tylko przestrzeni, lecz 
o przedmiotowej ważności [288] i zastosowaniu do przyrody samego 
tego pojęcia i wszystkich jego geometrycznych określeń. Obawiali się 
bowiem,  że  linia  w  przyrodzie  mogłaby  się  przecież  składać  z 
punktów  fizycznych,  a  zatem  prawdziwa  przestrzeń  w  przedmiocie 
mogłaby  się  składać  z  części  prostych,  chociaż  przestrzeń,  którą 
geometra  ma  na  myśli,  nie  mogłaby  się  wcale  z  nich  składać.  Nie 
doszli oni do poznania tego, że ta przestrzeń w myśli sama umożliwia 
dopiero przestrzeń fizyczną, tj. rozciągłość materii, że nie jest ona ani 
trochę  własnością  rzeczy  samych  w  sobie,  lecz  tylko  formą  naszej 
zmysłowej  władzy  przedstawiania  sobie,  że  wszystkie  przedmioty  w 
przestrzeni  to  tylko  same  zjawiska,  tj.  nie  rzeczy  same  w  sobie,  lecz 
przedstawienia  naszej  zmysłowej naoczności. Nie zrozumieli też, że 
ponieważ  przestrzeń,  jak  ją  sobie  myśli  geometra,  jest  całkiem   
dokładnie  formą  zmysłowej    naoczności,  którą  znajdujemy  w  nas 
samych  a  priori  i  która  zawiera  w  sobie  podstawę  możliwości  
wszystkich  zjawisk    zewnętrznych      (co    do    ich  formy),  przeto 
zjawiska muszą koniecznie i jak najściślej zgadzać się z twierdzeniami 
geometry, które on wyprowadza nie z jakiegoś   zmyślonego pojęcia, 
lecz  z  podmiotowej  podstawy  wszystkich  zjawisk  zewnętrznych, 
mianowicie  z  samej  zmysłowości.  W  ten  tylko,  a  nie  w  żaden  inny, 
sposób    może    się      zabezpieczyć  geometra  przeciw  wszelkim 
szykanom  płytkiej  metafizyki  co  do      niewątpliwej  przedmiotowej 
realności  swych  twierdzeń,  bez  względu  na  to,  jak      bardzo  dziwne 
muszą się one  wydawać tej metafizyce wobec tego,   że  ta  nie  cofa 
się aż do źródeł swych pojęć. 

UWAGA II 

 

Wszystko,    co  ma    być  nam    dane  jako  przedmiot,  musi  nam 

być dane naocznie. Do wszelkiej zaś naszej naoczności dochodzi tylko 
za  pośrednictwem  zmysłów;  intelekt  nic  nie  ogląda,  lecz  tylko 
rozważa.  Ponieważ  jednak  zmysły  na  zasadzie  tego,  cośmy  obecnie 
wykazali,  nie  pozwalają  nam  nigdy  i  pod  żadnym  względem  poznać 
rzeczy  samych  w  sobie,  lecz  tylko  ich  zjawiska,  te  zaś  są  tylko 
przedstawieniami  zmysłowości,    «więc  wszystkie  ciała  wraz  z 
przestrzenią,  w  której  się  znajdują,  trzeba  uważać  jedynie  za 
przedstawienia  w  nas  samych,  nie  istniejące  nigdzie,  jak  tylko  w 
naszych myślach». Nie jest że to oczywisty idealizm? 

background image

 

41 

Idealizm  polega  na  twierdzeniu,  że  nie  ma  innych  istot  niż 

istoty myślące; pozostałe rzeczy, co do których przypuszczamy, że je 
w danych naocznych spostrzegamy, byłyby to tylko przedstawienia w 
istotach [289] myślących, którym w rzeczywistości nie odpowiadałby 
ż

aden  przedmiot  znajdujący  się  na  zewnątrz  nich.  Ja  natomiast 

powiadam:  Dane  nam  są  rzeczy  jako  na  zewnątrz  nas  znajdujące  się 
przedmioty  naszych  zmysłów,  tylko  że  o  tym,  czym  one  mogą  być 
same  w  sobie,  nic  nie  wiemy,  a  znamy  tylko  ich  zjawiska,  tj. 
wyobrażenia, które w nas wywołują, pobudzając nasze zmysły. W ten 
sposób  przyznaję  w  istocie,  że  istnieją  poza  nami  ciała,  tj.  rzeczy, 
które, choć ich zupełnie nie znamy ze względu na to, czym mogą być 
same  w  sobie,  poznajemy  jednak  dzięki  wyobrażeniom  otrzymanym 
przez  ich  wpływ  na  naszą  zmysłowość  i  którym  nadajemy  nazwę 
ciała,  tak  że  ten  wyraz  oznacza  tylko  zjawisko  owego  nam  nie 
znanego,  a  mimo  to  rzeczywistego,  przedmiotu.  Czyż  można  to 
nazwać idealizmem? Wszak to jest wprost jego przeciwieństwo. 

Ż

e  bez  ujmy  dla  rzeczywistego  istnienia  rzeczy  zewnętrznych 

można o wielu ich określeniach (Praedicate) powiedzieć, iż należą nie 
do tych rzeczy samych w sobie, lecz do ich zjawisk, i że nie posiadają 
poza  naszym  przedstawieniem  własnego  istnienia  —  to  powszechnie 
przyjmowano  i  przyznawano  już  dawno  przed  Lockiem,  przede 
wszystkim  jednak  po  nim.  Do  tych  określeń    należą:    ciepło,  barwa, 
smak  itd.  Że  jednak  oprócz  nich,  dla  ważkich    przyczyn,  do  samych 
tylko  zjawisk  zaliczam  również  i  pozostałe  jakości  ciał,  tak  zwane 
primariae

23

:      rozciągłość,      położenie    i      w    ogóle  przestrzeń  ze 

wszystkim,  co  jest  z  nią  związane  (nie-przenikliwość,    czyli  
materialność,  kształt itd.)  — to przeciw temu nie można   przytoczyć 
tu  żadnej  racji.  I  w  tym  samym  stopniu,  jak  nie  można  nazwać  idea-
listą  tego,  kto  chce  barwy  uważać  nie  za  własności  związane  z 
przedmiotem  samym  w  sobie,  lecz  tylko  za  własności  związane  ze 
zmysłem    wzroku  jako  jego  modyfikacje,  tak  też  nie  można  systemu 
mego  nazwać  idealistycznym  z  tego  tylko  powodu,  iż  uważam,  że 
jeszcze  więcej  własności,  ba,  wszystkie  nawet  własności,  składające 
się na naoczną postać ciała, 
należą tylko do jego zjawiska. Albowiem 
nie  usuwa  się  przez  to  istnienia  rzeczy,  która  się  przejawia,  jak  to 
zachodzi  w  rzeczywistym  idealizmie,  lecz  tylko  pokazuje  się,  że  za 
pomocą zmysłów nie możemy tej rzeczy wcale poznać takiej, jaka ona 

                                                           

23

  Qualitales  primariae,  tzw.  jakości  czy  własności  «pierwsze»,  tzn. 

pierwotne,  w  przeciwieństwie  do  tzw.  jakości  «wtórnych»  (barwa, 
smak itp.). (B. B.) 

background image

 

42 

jest sama w sobie. 

Pragnąłbym  bardzo  wiedzieć,  jakie  musiałyby  być  moje 

twierdzenia,  żeby  nie  zawierały  w  sobie  idealizmu.  Bez  wątpienia 
musiałbym  powiedzieć,  że  przedstawienie  przestrzeni  nie  tylko 
zupełnie  odpowiada  stosunkowi,  [290]  w  jakim  znajduje  się  nasza 
zmysłowość  do  przedmiotów,  to  bowiem  powiedziałem,  lecz  że  jest 
ono nawet zupełnie podobne do przedmiotu — twierdzenie, w którym 
tak  samo  nie  mogę  dopatrzyć  się  żadnego  sensu,  jak  w  tym,  że 
wrażenie  barwy  czerwonej  jest  podobne  do  własności  cynobru,  który 
wywołuje we mnie to wrażenie. 

 
 

UWAGA III 

 

Na  tej  podstawie  można  bez  trudu  odeprzeć  pewien  łatwy  do 

przewidzenia, lecz błahy, zarzut: «że mianowicie na skutek idealności 
przestrzeni i czasu cały świat zmysłowy zamieniłby się w samą tylko 
złudę».  A  mianowicie,  najpierw  wypaczono  wszelki  filozoficzny 
pogląd  na  naturę  poznania  zmysłowego  przez  to,  że  uznano 
zmysłowość  jedynie  za  mętny  sposób  przedstawiania  sobie,  za 
pomocą  którego  [jednak]  wciąż  jeszcze  poznawalibyśmy  rzeczy 
takimi, jakimi one są, tylko bez możności doprowadzenia wszystkiego 
w  takim  naszym  przedstawieniu  do  jasnej  świadomości;  myśmy 
natomiast dowiedli, że zmysłowość polega nie na tej logicznej różnicy 
jasności  czy  niejasności,  lecz  na  genetycznej  różnicy  pochodzenia 
samego  poznania,  gdyż  poznanie  zmysłowe  zupełnie  nie  przedstawia 
rzeczy takimi, jakimi one są, lecz tylko sposób, w jaki pobudzają one 
nasze  zmysły,  i  że  zmysłowość  daje  intelektowi  do  rozważania  tylko 
zjawiska,  a  nie  same  rzeczy.  Otóż  po  tym  niezbędnym  sprostowaniu 
budzi  się  zarzut,  pochodzący  z  nie  dającego  się  wybaczyć  i  prawie 
rozmyślnego  błędnego  rozumienia,  jakoby  mój  system  zamieniał 
wszystkie  rzeczy  świata  zmysłów  w  samą  tylko  złudę  (in  lauter 
Schein)..
 

Gdy  jest  nam  dane  zjawisko,  to  mamy  jeszcze  zupełną 

swobodę,  jak  na  tej  podstawie  chcemy  rzecz  osądzić.      Mianowicie 
zjawisko  polegało    na    zmysłach  osądzenie  zaś  na  intelekcie,  i 
powstaje  jedynie  pytanie'  czy  w  określeniu  przedmiotu  zawarta  jest 
prawda  czy też me  Różnica zaś między prawdą a marzeniem sennym 
polega  me  na  własności  przedstawień  odnoszących  się  do 
przedmiotów,  te  bowiem  w  obydwóch  przypadkach  są  jednakowe, 
lecz  tylko  na  powiązaniu  tych  przedstawień      według    prawideł  

background image

 

43 

określających  ich związek w pojęciu przedmiotu oraz na możliwości 
lub niemożliwości  ich  współistnienia  w jednym  doświadczeniu I nie 
zjawiska to sprawiają, jeśli poznanie nasze złudę bierze za prawdę, tj. 
jeżeli naoczność, przez którą dany - jest nam przedmiot, uważa się za 
pojęcie  przedmiotu  lub  tez  za  pojęcie  jego  istnienia,  które  intelekt 
może  tylko  pomyśleć.  Zmysły  przedstawiają  nam  bieg  planet  już  to 
jako  postępowy,  już  to  jako  wsteczny,  i  nie  ma  w  tym  ani  błędu,  ani 
też prawdy; dopóki bowiem poprzestajemy na tym, że na razie jest to 
tylko  zjawisko  to  me  wydajemy  jeszcze  wcale  sądu  o  przedmiotowej 
naturze  ich  ruchu.  Ponieważ  jednak  łatwo  powstać  może  błędny  sąd, 
jeżeli intelekt  nie stara się temu zapobiec by  ten podmiotowy  sposób 
przedstawiania  sobie  [rzeczy]  me  był  uważany  za  przedmiotowy, 
przeto powiada się: wydaje się, że planety cofają się; ta ułuda jednak 
me  idzie  na  rachunek  zmysłów,  lecz  intelektu      gdyż  jemu  jedynie 
przystoi na podstawie zjawiska wydawać sąd obiektywny. 

W ten sposób, gdybyśmy nawet wcale nie zastanawiali się nad 

pochodzeniem naszych przedstawień i gdybyśmy nasze naoczne dane 
zmysłowe, bez względu na to, co w sobie zawierają, wiązali w jednym 
doświadczeniu  w  przestrzeni  i  czasie,  według  prawideł  związku 
wszelkiego  poznania,  to  już  wtedy  w  zależności  od  tego,  czy 
bylibyśmy nieostrożni, czy też przezorni, mogłaby powstać albo złuda 
zwodnicza,  albo  też  prawda.  Dotyczy  to  jedynie  użycia  przedstawień 
zmysłowych  przez  intelekt,  nie  zaś  ich  pochodzenia.  Podobnie,  gdy 
uważam  wszystkie  przedstawienia  zmysłów  wraz  z  ich  formą, 
Mianowicie z przestrzenią i czasem, tylko za zjawiska, przestrzeń zaś 
i czas za samą jedynie formę zmysłowości, której poza zmysłowością 
wcale  nie  spotyka  się  w  przedmiotach,  i  gdy  posługuję  się  tymi 
przedstawieniami  tylko  w  związku  z  możliwym  doświadczeniem, 
wtedy to, że uważam je za same tylko zjawiska, nie skłania wcale do 
błędu    ani  nie    zawiera  złudy;  mogą  one  bowiem  pomimo  to  trafnie 
wiązać  się  z  sobą  w  doświadczeniu  według  prawideł  prawdy.  W  ten 
sposób  wszystkie  twierdzenia  geometrii,  dotyczące  przestrzeni,  są 
ważne  również  dla  wszystkich  przedmiotów  zmysłów,  a  więc  ze 
względu na wszelkie możliwe doświadczenie, niezależnie od tego, czy 
przestrzeń  uważam  za  samą  jedynie  formę  zmysłowości,  czy  też  za 
coś,  co  tkwi  w  samych  rzeczach  —  choć  tylko  w  pierwszym 
przypadku pojąć mogę, w jaki sposób jest możliwe głoszenie a priori 
owych  twierdzeń      o  wszystkich  przedmiotach  zewnętrznego 
oglądania.  Poza  tym  pozostaje  wszystko  ze  względu  na  wszelkie 
możliwe  doświadczenie  w  tym  samym  stanie,  jak  gdybym  zupełnie 
nie był dokonał owego odstępstwa od pospolitego mniemania.  

background image

 

44 

Jeżeli jednak ośmielę się wyjść z moimi pojęciami przestrzeni i  

czasu    poza  wszelkie    możliwe    doświadczenie  —  czego  nie  można 
umknąć, jeśli podam je jako własności przywiązane do rzeczy samych 
w  sobie  (cóż  [292]  bowiem  mogłoby  mi  wtedy  przeszkodzić  w 
sądzeniu,  że    przecież    przysługują    one    tymże    rzeczom,    nawet 
gdyby zmysły nasze były inaczej  urządzone i odpowiadały im lub też 
nie odpowiadały)—wówczas powstać może poważny błąd polegający 
na  złudzeniu,  w  którym  za  powszechnie  ważne  podałbym  to,  co 
stanowiło  związany  jedynie  z  tym  podmiotem,  którym  ja  jestem, 
warunek

24

  oglądania  rzeczy  i  obowiązywało  z  pewnością  [tylko] 

wszystkie  przedmioty  zmysłów,  a  wiec  wszelkie  możliwe  
doświadczenie  —  ponieważ   odniosłem  pojęcia przestrzeni i czasu 
do  rzeczy  samych  w  sobie,  a  nie  ograniczyłem  ich  do  warunków 
doświadczenia.  

Jest więc tym większym błędem [przypuszczać], że nauka moja 

o  idealności  przestrzeni  i  czasu  czyni  z  całego  świata  zmysłowego 
złudę, i  nauka ta,  przeciwnie, stanowi jedyny środek, aby jednemu z 
najważniejszych    poznań,      temu    mianowicie,    które    wygłasza  
priori    
matematyka,      zapewnić    zastosowanie    do  rzeczywistych 
przedmiotów  i  zapobiec  temu,  by  nie  uważano  go  jedynie  za 
złudzenie.  Bez poczynienia tego spostrzeżenia byłoby bowiem rzeczą 
niemożliwą  rozstrzygnąć,  czy  dane  naoczne  przestrzeni  i  czasu,  któ-
rych nie zaczerpnęliśmy z żadnego   doświadczenia, a które przecież 
priori  
tkwią  w  naszym  przedstawieniu,  nie  są  jedynie  stworzonymi 
przez  nas  samych  urojeniami,  którym  żaden  przedmiot,  przynajmniej 
w  sposób  im  dorównujący,  nie  odpowiada,  czy  więc  sama  geometria 
nie  jest  jedynie  złudą;  gdy  tymczasem  jej  bezsporną  ważność  w 
odniesieniu  do  wszystkich  przedmiotów  świata  zmysłowego 
mogliśmy  wykazać  dlatego  właśnie,  że  te  przedmioty  są  tylko 
zjawiskami. 

Po  wtóre,  jest  tym  większym  błędem  [przypuszczać],  że  te 

moje zasady, zamiast  przynieść prawdę doświadczeniu, zamieniają je 
jakby w samą tylko złudę przez to, że z przedstawień zmysłów czynią 
zjawiska,  i  wręcz  przeciwnie,  stanowią  one  jedyny  środek,  by 
zapobiec  złudzie  transcendentalnej,  która  od  dawna  wprowadzała  w 
błąd  metafizykę  i  właśnie  przez  to  zwiodła  ją  do  [podejmowania] 
dziecinnych  usiłowań  uganiania  się  za  bańkami  mydlanymi,  że 
zjawiska,  które  są  przecież  samymi  tylko  przedstawieniami,  brano  za 

                                                           

24

  «Związany  ...  warunek»    —    w  oryginale:  «bloss  meinem  Subjekt 

anhangende Bedingung». (I. K.) 

background image

 

45 

rzeczy  same  w  sobie.  Stąd  zaś  wynikły  wszystkie  owe  szczególne 
pojawiania  się  antynomii  rozumu,  o  której  później  wspomnę,  a  która 
zostaje  usunięta  przez  tę  jedną  uwagę,  że  zjawisko,  dopóki  go 
używamy  w  doświadczeniu,  daje  prawdę,  natomiast  skoro  tylko 
przekracza granice doświadczenia i staje się transcendentne, wytwarza 
jedynie złudę. 

Ponieważ  więc  rzeczom,  które  przedstawiamy  za  pomocą 

zmysłów,  pozostawiam  ich  rzeczywistość  i  tylko  nasze  zmysłowe 
oglądanie  tych  rzeczy  ograniczam  w  tym  kierunku,  że  ono  pod 
ż

adnym  względem,  nawet  w  czystych  [293]  danych  naocznych 

przestrzeni  i  czasu,  nie  przedstawia  nic  więcej,  jak  tylko  samo 
zjawisko owych rzeczy, a nigdy nie przedstawia własności im samym 
przysługujących, przeto nie ma tu powszechnej złudy, którą miałbym 
w  zmyśleniu  przypisywać  naturze.  Toteż  mój  protest  przeciwko 
pomawianiu  mnie  o  idealizm  jest      tak    zwięzły  i  przekonujący,  że 
mógłby    się    wydawać  nawet  zbyteczny,  gdyby  nie  było  niepowoła-
nych  sędziów,  którzy  dla  wszystkiego,  co  odbiega  od  ich  opacznego, 
choć  pospolitego,  mniemania,  radzi  by  mieć  jakąś  dawną  nazwę,  a 
nigdy  nie  wydają  sądu  o  duchu  nazw  filozoficznych,  lecz  tylko 
trzymają się liter, wobec czego są też gotowi stawiać własne urojenia 
na  miejsce  pojęć  dobrze  określonych  i  w  ten  sposób  wypaczać  je  i 
zniekształcać. Albowiem to, że ja sam tej swojej teorii nadałem nazwę 
idealizmu  transcendentalnego,  nie  może  nikogo  upoważniać  do  mie-
szania  tego  idealizmu  z      empirycznym      idealizmem  Descartes'a 
(chociaż 

ten 

idealizm 

był 

tylko 

zagadnieniem, 

którego 

nierozwiązalność  —  według  mniemania  Descartes'a  —  dawała 
każdemu swobodę odrzucenia istnienia świata cielesnego, jako że nie 
może  ono  —  jak  mniemał  —  zostać  rozstrzygnięte  w  sposób  zado-
walający)  lub  z  mistycznym  i  marzycielskim  idealizmem  Berkeleya 
(przeciwko  któremu,  jak  i  przeciwko  innym  podobnym    urojeniom, 
Krytyka  nasza  zawiera  raczej  właściwy  środek  zaradczy).  Albowiem 
mój tak przeze mnie nazwany idealizm nie dotyczył istnienia rzeczy (a 
powątpiewanie  o  ich  istnieniu  stanowi  właściwie  idealizm  w 
przyjętym  znaczeniu),  gdyż  wątpić  o  tym  nigdy  mi  na  myśl  nie 
przyszło, lecz dotyczył tylko   zmysłowego   przedstawienia   rzeczy,   
do      czego  przede  wszystkim  należy  przestrzeń  i  czas;  i  o  nich  to,  a 
więc  w  ogóle  o  wszystkich  zjawiskach  wykazałem  jedynie,  że  nie  są 
one  rzeczami  (lecz  tylko  sposobami  przedstawiania      [sobie  rzeczy])   
ani też własnościami (Bestimmungen) należącymi do rzeczy samych w 
sobie.  Takiemu  błędnemu  rozumieniu  powinno  było  zapobiec  słowo   
«transcendentalny»,   które   u  mnie  nigdy  nie „oznacza odnoszenia 

background image

 

46 

się  naszego  poznania  do  rzeczy,  „lecz  tylko  do  władzy  poznawczej   
(Erkenntnisvermögen). 
Póki jednak ta nazwa powodować  może nadal 
błędne  rozumienie,  wolę  ją  raczej  wycofać  i  nazwę  swój  idealizm 
krytycznym.    Jeżeli  jednak  istotnie  godny  jest  odrzucenia  idealizm, 
który  rzeczywiste  rzeczy  (nie  zjawiska)  zamienia  w  same 
przedstawienia, to jakże nazwać taki idealizm, który odwrotnie, same 
tylko  przedstawienia  czyni  rzeczami?  Myślę,  że  można  go  nazwać 
idealizmem  marzącym  (träumend)  w  odróżnieniu  od  poprzedniego,  
który niechaj   nosi  nazwę   marzycielskiego (schwärmend); obydwa 
miał 

pohamować 

mój 

idealizm, 

zwany 

gdzie 

indziej 

transcendentalnym, a lepiej: krytycznym. [294] 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 

GŁÓWNEGO PYTANIA 

TRANSCENDENTALNEGO CZĘŚĆ DRUGA 

 

W JAKI SPOSÓB JEST MOŻLIWE CZYSTE 

PRZYRODOZNAWSTWO? 

 

§ 14 

 

Przyroda  jest  to  istnienie  (Dasein)  rzeczy,  o  ile  ono  jest 

określone  według  praw  ogólnych.  Jeżeliby  przyroda  miała  oznaczać 
istnienie rzeczy samych w sobie, to nigdy nie moglibyśmy jej poznać, 
ani  a  priori,  ani  a  posteriori.  A  priori  nie,  w  jakiż  bowiem  sposób 
mielibyśmy  wiedzieć,  co przysługuje rzeczom samym w sobie, skoro 
nie  można  tego  nigdy  osiągnąć  przez  rozbiór  naszych  pojęć  (przez 
sądy analityczne); chcę bowiem wiedzieć nie o tym, co jest zawarte w 
moim  pojęciu  pewnej  rzeczy  (to  bowiem  należy  do  logicznej  istoty 

background image

 

47 

pojęcia),    lecz    o    tym,    co  się    w  rzeczywistości    rzeczy  dołącza  do 
tego  pojęcia  i  przez  co  rzecz  sama  w  swym  istnieniu  jest  określona 
poza  moim  pojęciem.  Intelekt  mój  tudzież  warunki,  przy  których 
jedynie może on powiązać określenia rzeczy w ich istnieniu, nie  prze-
pisuje rzeczom  samym żadnych prawideł;  rzeczy te nie stosują się do 
mego  intelektu,  lecz  intelekt  mój  musiałby  się  do  nich  stosować;  
musiałyby więc one być mi dane uprzednio, ażeby można było z nich 
wydobyć te określenia, lecz wtedy nie poznawalibyśmy tych rzeczy 
priori.
 

Również i a posteriori poznanie natury rzeczy samych w sobie 

byłoby  niemożliwe.  Bo  jeżeli  doświadczenie  ma  mnie  pouczyć  o 
prawach,  którym  podlega  istnienie  rzeczy,  to  prawa  te,  o  ile  dotyczą 
rzeczy  samych  w  sobie,  musiałyby  przysługiwać  im  z  koniecznością   
także  poza   moim   doświadczeniem.   Otóż   doświadczenie poucza 
mnie wprawdzie o tym, co istnieje i jak istnieje, nigdy jednak, że coś 
musi istnieć koniecznie tak,  a nie inaczej. A więc nigdy nie może ono 
[nas] pouczyć o naturze rzeczy samych w sobie. 

 

 

§ 15

 

 

Jesteśmy  jednak  rzeczywiście  w  posiadaniu  czystego 

przyrodoznawstwa,  które  a  priori  i  z  wszelką  koniecznością, 
wymaganą  dla  zdań  apodyktycznych,  głosi  prawa,  którym  podlega 
przyroda.  Trzeba  mi  tu  tylko  [295]  powołać  na  świadka  tę 
propedeutykę nauki o przyrodzie, która pod nazwą przyrodoznawstwa 
ogólnego  poprzedza  wszelką  fizykę  (opartą  na  zasadach  empirycz-
nych).  Znajdziemy  tam  matematykę  zastosowaną  do  zjawisk  oraz 
czysto dyskursywne zasady ([wyprowadzone] z pojęć), które stanowią 
część  filozoficzną  czystego  poznania  przyrody.  Jest  jednak  w  niej 
również  niejedno,  co  nie  jest  zupełnie  czyste  i  niezależne  od  źródeł 
doświadczalnych:  jak  np.  pojęcie  ruchu,  nieprzenikliwości  (na  czym 
opiera  się  empiryczne  pojęcie  materii),  bezwładności,  i  inne  pojęcia, 
które nie pozwalają uważać jej za przyrodoznawstwo zupełnie czyste. 
Przy  tym  dotyczy  ona  tylko  przedmiotów  zmysłów  zewnętrznych,  a 
więc  nie  przedstawia  przykładu  przyrodoznawstwa  ogólnego  w 
ś

cisłym  tego  słowa  znaczeniu;  to  bowiem  musi  podciągnąć  przyrodę 

w  ogóle  pod  prawa  ogólne,  niezależnie  od  tego,  czy  dotyczy  ono 
przedmiotu  zmysłów  zewnętrznych  czy  zmysłu  wewnętrznego 
(zarówno  przedmiotu  fizyki,  jak  i  psychologii).  Między  zasadami 

background image

 

48 

owej  fizyki  ogólnej  znajdują  się  jednak  pewne  zasady,  które 
rzeczywiście  posiadają  żądaną  przez  nas  ogólność:  jak  np. 
twierdzenie, że substancja pozostaje i trwa, że wszystko, co się dzieje, 
zawsze  bywa  z  góry  określone  przez  pewną  przyczynę  według  praw 
stałych  itd.  Są  to  rzeczywiście  ogólne  prawa  przyrody,  które  istnieją 
całkowicie 

priori. 

Istnieje 

więc 

faktycznie 

czyste 

przyrodoznawstwo,  i  zachodzi  oto  pytanie:  w  jaki  sposób  jest  ono 
możliwe?
 

 

 

§ 16

 

 
Słowo 

«przyroda» 

przybiera 

jeszcze 

inne 

znaczenie, 

określające  mianowicie  przedmiot,  podczas  gdy  w  wyżej  podanym 
znaczeniu  oznaczało  tylko  prawidłowość  (Gesetzmäßigkeit)    określeń 
istnienia  rzeczy  w  ogóle.  A  więc  przyroda  rozpatrywana  materialiter 
jest to ogól wszystkich przedmiotów doświadczenia. Z nią tylko mamy 
tu do czynienia, bo inaczej, gdyby rzeczy,  które nigdy nie mogą stać 
się  przedmiotami  doświadczenia,  miały  być  poznane    co    do    swej  
natury, doszlibyśmy z konieczności do pojęć, których znaczenie nigdy 
nie  mogłoby  być  dane  in  concreto  (na  jakimś  przykładzie  w  możli-
wym  doświadczeniu),  i  o  naturze  tych  rzeczy  musielibyśmy  tworzyć 
sobie  same  takie  pojęcia,  co  do  których  wcale  nie  można  by  było 
rozstrzygnąć,  czy  są  one  realne,  tj.  czy  rzeczywiście  odnoszą  się  do 
przedmiotów,  czy  [296]  też  są  samymi    tylko  tworami  myśli.  
Poznanie  tego,  co  nie  może  być  przedmiotem  doświadczenia,  byłoby 
hiperfizyczne, a z takim poznaniem nie mamy tu wcale do czynienia, a   
tylko  z  poznawaniem  przyrody,  którego  realność  może  być 
potwierdzona  przez  doświadczenie,  aczkolwiek  jest  ono  możliwe  
priori 
i wyprzedza wszelkie doświadczenie. 
 

 
 
 

§ 17

 

 

Tym, co formalne w przyrodzie w tym znaczeniu ciaśniejszym, 

jest zatem  prawidłowość wszystkich przedmiotów doświadczenia i,  o 
ile  poznajemy  ją  a  priori,  ich  prawidłowość  konieczna.  Lecz 
wykazaliśmy  właśnie,  że  praw  przyrody  nie  można  nigdy  poznać  

background image

 

49 

priori w odniesieniu do przedmiotów rozpatrywanych nie w związku z 
możliwym  doświadczeniem,  lecz  jako  rzeczy  same  w  sobie.  Nie 
mamy też jednak tu do czynienia z rzeczami samymi w sobie (jakie są 
ich własności, to pozostawiamy w zawieszeniu), lecz tylko z rzeczami 
jako  przedmiotami  możliwego  doświadczenia;  ich  to  ogół  właściwie 
jest  tym,  co  nazywamy  tutaj  przyrodą.  I  oto  zapytuję,  czy  —  gdy 
mowa  o  możliwości  apriorycznego  poznania  przyrody  —  lepiej  jest 
zagadnienie postawić w ten sposób: jak jest możliwe poznanie a priori 
koniecznej  prawidłowości  rzeczy  jako  przedmiotów  doświadczenia, 
czy też: jak jest możliwe poznanie a priori koniecznej prawidłowości 
samego 

doświadczenia 

odniesieniu 

do 

wszystkich 

jego 

przedmiotów w ogóle. 

Przy  bliższym  rozpatrzeniu  widzimy,  że  czy  kwestię  tę 

przedstawimy  tak,  czy  inaczej,  rozwiązanie  jej  wypadnie  zupełnie 
jednakowo  w  odniesieniu  do  czystego  poznania  przyrody  (które 
właściwie  stanowi  tu  jądro  zagadnienia).  Albowiem  prawa 
podmiotowe,  przy  których  jedynie  możliwe  jest  doświadczeniowe 
poznanie  rzeczy,  obowiązują  również  dla  tych  rzeczy  jako  przed-
miotów  możliwego  doświadczenia  (ale  naturalnie  nie  obowiązują  dla 
nich jako rzeczy samych w sobie, którymi wszakże tutaj wcale się nie 
zajmujemy).  Wychodzi  zupełnie  na  jedno,  czy  powiem,  iż  sąd 
spostrzeżeniowy  nie  może  nigdy  uchodzić  za  doświadczenie  bez 
[przyjęcia]  prawa  głoszącego,  że  gdy  spostrzegamy  jakieś  zdarzenie, 
to  odnosimy  je  do  czegoś,  co  je  poprzedza  i  po  czym  ono  według 
prawidła powszechnego następuje — czy też powiem, że wszystko, o 
czym  doświadczenie    uczy,      że    się      dzieje,      musi    mieć  jakąś 
przyczynę. 

[297]  Jest  jednakże  przecież  stosowniej  obrać  pierwsze 

sformułowanie.  Albowiem,  ponieważ  a  priori  i  przed  wszelkimi 
danymi  przedmiotami  możemy  posiadać  poznanie  warunków,  przy 
których  jedynie  jest  możliwe  doświadczenie  dotyczące  tych 
przedmiotów,  ale  nigdy  nie  możemy  posiadać  poznania,  jakim  to 
prawom  mogą  one  podlegać  same  w  sobie  bez  związku  z  możliwym 
doświadczeniem, przeto naturę rzeczy będziemy mogli badać a priori 
tylko  w  ten  sposób,  że  wykryjemy  warunki  i  powszechne  (choć 
podmiotowe) prawa, przy których zachowaniu jedynie takie poznanie 
jest możliwe jako doświadczenie (co do samej tylko formy), i zgodnie 
z tym określimy możliwość rzeczy jako przedmiotów doświadczenia.  
Gdybym  atoli  obrał  drugi  sposób  wyrażania  się  i  a  priori  szukał 
warunków,  przy  których  możliwa  jest  przyroda  jako  przedmiot 
doświadczenia, to mógłbym łatwo narazić się na błędne zrozumienie i 

background image

 

50 

wyobrazić sobie, że mam tu mówić o przyrodzie jako o rzeczy samej   
w   sobie.   Wtedy   zaś   bezowocnie   błądziłbym w nieskończonych   
usiłowaniach,  by odszukać   prawa dla rzeczy, z których nic nie jest 
mi dane. 

Będziemy tu przeto mieli do czynienia tylko z doświadczeniem 

i  powszechnymi  oraz  a  priori  danymi  warunkami  jego  możliwości  i 
na  tej  podstawie  określimy  przyrodę  jako  całkowity  przedmiot 
wszelkiego możliwego doświadczenia. Sądzę, że zostanę zrozumiany, 
iż nie mam tutaj na myśli prawideł obserwowania przyrody, która już 
jest dana — te zakładają już bowiem doświadczenie. Chodzi mi więc 
nie  o  to,  w  jaki  sposób  (przez  doświadczenie)  możemy  od  przyrody 
nauczyć się jej praw — wtedy bowiem nie byłyby to prawa a priori 
nie dawałyby nam czystego przyrodoznawstwa; lecz chodzi mi o to, w 
jaki  sposób  warunki  aprioryczne  możliwości  doświadczenia  są 
równocześnie źródłem, z którego muszą być wyprowadzone wszystkie 
powszechne prawa przyrody. 

 

 

§ 18

 

 

Musimy  tedy  najpierw  zauważyć,  że  choć  wszystkie  sądy 

doświadczeniowe  są  empiryczne,  tj.  podstawę  swój  ą  maj  ą  w 
bezpośrednim  spostrzeżeniu  zmysłowym,  to  jednak  nie  wszystkie 
sądy empiryczne są już tym samym sądami doświadczeniowymi, lecz 
ż

e do tego, co empiryczne, i w ogóle do tego, co jest dane zmysłowej 

naoczności,  dołączyć  się  muszą  specjalne  pojęcia,  początek  swój 
mające  całkowicie  a  priori  w  czystym  intelekcie,  pod  które  najpierw 
może  być  podciągnięte  wszelkie  spostrzeżenie,  a  za  których  pomocą 
następnie może ono być zamienione w doświadczenie. 

Sądy empiryczne, o ile posiadają ważność przedmiotową, [298] 

są  sądami  doświadczeniowymi,  te  zaś,  które  są  tylko  podmiotowo 
ważne
,  nazywam  sądami  jedynie  spostrzeżeniowymi.  Te  drugie  nie 
wymagają  żadnego  czystego  pojęcia  intelektu,  lecz  tylko  logicznego 
powiązania  spostrzeżeń  w  jednym  podmiocie  myślącym.  Pierwsze 
sądy  wymagają  natomiast  prócz  przedstawień  zmysłowej  naoczności 
jeszcze specjalnych pojęć wytworzonych pierwotnie w intelekcie, które 
sprawiają  właśnie  to,  że  sąd  doświadczeniowy  jest  ważny 
przedmiotowo.
 

Wszystkie    nasze  sądy  są  najpierw  tylko  sądami  spo-

strzeżeniowymi  ;      są    one    ważne  jedynie    dla    nas,      tj.  dla    tego 

background image

 

51 

podmiotu,    którym  my  jesteśmy

25

,  i  dopiero  później      nadajemy    im  

nowe    odniesienie,      mianowicie  odniesienie    do  przedmiotu,    i 
chcemy,  żeby taki sąd był także zawsze ważny dla nas, a tak samo dla 
każdego człowieka. Jeżeli bowiem sąd zgodny jest z przedmiotem, to 
wszystkie  sądy  o  tym  samym  przedmiocie  muszą  być  również  i 
między  sobą  zgodne;  i  w  ten  sposób  przedmiotowa  ważność  sądu 
doświadczeniowego  nie  oznacza  nic  innego,  jak  jego  konieczną 
ważność  powszechną.  Ale  i  odwrotnie,  jeżeli  znajdujemy  powód,  dla 
którego  uważamy  pewien  sąd  za  powszechnie  ważny  w  sposób 
konieczny  (a  nie  polega  to  nigdy  na  spostrzeżeniu,  lecz  tylko    na  
czystym    pojęciu    intelektu,    pod    które  podciągnięte  jest  
spostrzeżenie),   to   musimy   uważać  go również za przedmiotowy, 
tj.  taki,  że  wyraża  on  nie  tylko  stosunek  spostrzeżenia  do  podmiotu, 
lecz także pewną własność przedmiotu. Nie  byłoby bowiem powodu, 
dla jakiego sądy  innych ludzi  musiały  by  koniecznie   zgadzać się   z   
moim   sądem,   gdyby nie jedność przedmiotu,   do którego  się one 
wszystkie  odnoszą  i  z  którym  się      zgadzają,      a  dlatego      i  ze  sobą   
wszystkie zgadzać  się muszą. 

 

 

§ 19

 

 

A  więc  przedmiotowa  ważność  i  konieczna  ważność 

powszechna  (dla  każdego)  to  pojęcia  zamienne,  i  choć  przedmiotu 
samego  w sobie nie znamy, to jednak, jeżeli   pewien  sąd  uznajemy  
za    powszechnie    ważny,  a  więc  i  za  konieczny,  rozumiemy  przez  to 
właśnie jego ważność   przedmiotową.   Poznajemy   przedmiot przez 
ten  sąd  (choćby  zresztą  co  do  tego,  jakim  by  mógł  być  sam  w  sobie, 
pozostawał  nieznany),  przez  powszechnie      ważne      i    konieczne   
powiązanie    danych  spostrzeżeń.    A  ponieważ    to  zachodzi  przy 
wszelkich  przedmiotach      zmysłowych,      przeto      sądy 
doświadczeniowe  czerpać  będą  swą  ważność  przedmiotową  nie  z 
bezpośredniego  poznania  przedmiotu  (które  jest  niemożliwe)  [299], 
lecz  tylko  z  warunku  powszechnej  ważności  sądów  empirycznych, 
która,  jak  powiedzieliśmy,  nigdy  nie  opiera  się  na  empirycznych  i  w 
ogóle  zmysłowych  warunkach,  lecz  na  czystym  pojęciu  intelektu. 
Przedmiot  pozostaje  sam  w  sobie  zawsze  nieznany;  jeżeli  jednak 
powiązanie  przedstawień,  których on dostarcza naszej zmysłowości, 
jest  przez  pojęcie    intelektu  określone  jako  powszechnie  ważne,  to 

                                                           

25

 Dosłownie: «dla naszego podmiotu» ( für unser Subjekt ) (I. K.) 

background image

 

52 

przez  ten  stosunek  zostaje  określony  przedmiot,  a  sąd  jest 
przedmiotowy.  

Wyjaśnijmy  to  bliżej.    Że  w  pokoju  jest  ciepło,  że  cukier  jest 

słodki,  piołun zaś  wstrętny

26

,  są to  sądy ważne tylko podmiotowo. 

Nie  wymagam  wcale,  abym  był  zawsze  tego  zdania,  lub  żeby  każdy 
inny  człowiek  był  tego  samego  zdania,  co  ja.  Sądy  te  wyrażają  tylko 
pewien  stosunek  dwóch  wrażeń  do  tego  samego    podmiotu, 
mianowicie  do  mnie  samego,  a  i  to  tylko  w  moim  obecnym  stanie 
spostrzegania,  i  dlatego  też  nie  mają  one  posiadać  ważności  dla 
przedmiotu.  Sądy  takie  nazywam  sądami      spostrzeżeniowymi. 
Zupełnie inaczej rzecz się ma z sądem doświadczeniowym. Czego do-
ś

wiadczenie uczy mnie w pewnych   okolicznościach, tego uczyć mnie 

musi zawsze, i także każdego innego; ważność jego nie ogranicza się 
do  podmiotu  lub  chwilowego  jego  stanu.  Dlatego  wypowiadam  
wszystkie  tego  rodzaju  sądy  jako  przedmiotowo  ważne.  Np.  gdy 
mówię:  «powietrze  jest  sprężyste»,  to  sąd  ten  jest  na  razie  tylko 
spostrzeżeniowy,  odnoszę  tylko  dwa  wrażenia  w  moich  zmysłach  do 
siebie.  Jeżeli  zaś  chcę,  żeby  sąd  ten  nazywał  się  doświadczeniowym, 
to wymagam, by to  powiązanie  podlegało  warunkowi,   który  czyni 
je powszechnie ważnym.  Chcę więc,  ażebym ja zawsze i żeby także 
każdy  inny    musiał  w  tych  samych  okolicznościach  podzielać 
koniecznie to samo spostrzeżenie. 

 

 

[300] § 20 

 

Będziemy  przeto  musieli  zanalizować  doświadczenie  w  ogóle, 

ażeby zobaczyć, co się zawiera w tym wytworze zmysłów i intelektu i 

                                                           

26

 [przyp. Kanta]: Chętnie przyznaję, że przykłady te nie przedstawiają 

takich  sądów  spostrzeżeniowych,  które  stad  by  się  mogły 
kiedykolwiek sądami doświadczeniowymi, nawet gdybyśmy dodali do 
nich pojęcie intelektu; albowiem sądy te odnoszą się tylko do uczucia, 
które  każdy  uznaje  tylko  za  podmiotowe  t  które  przeto  nigdy  nie 
powinno  być  przypisane  przedmiotowi,  i  dlatego  też  nigdy  nie  mogą 
one  stać  się  przedmiotowymi.  Chciałem  tylko  na  razie  dać  przykład 
sądu,  który  jest  ważny  jedynie  podmiotowo  i  nie  zawiera  w  sobie 
ż

adnej podstawy do koniecznej ważności powszechnej, a przez to i do 

odnoszenia  się  do  przedmiotu.  Przykład  sądów  spostrzeżeniowych, 
które  dzięki  dołączonemu  pojęciu  intelektu  stają  się  sądami 
doświadczeniowymi, podam w następnym przypisie. 

background image

 

53 

w  jaki  sposób  jest  też  możliwy  sąd  doświadczeniowy.  U  podstawy 
znajdują  się  tu  dane  naoczne,  których  jestem  świadom,  tj.  spo-
strzeżenie (perceptio) należące tylko do zmysłów. Jako drugi czynnik 
należy  tu  również  sądzenie  (które  tylko  intelektowi  przysługuje).  
Otóż  to  sądzenie  może  być  dwojakie:  po  pierwsze,  gdy  tylko 
porównuję spostrzeżenia i łączę je w świadomości mego stanu, lub po 
wtóre, gdy je łączę w ogóle w jednej świadomości

27

. Pierwszy sąd jest 

tylko  sądem  spostrzeżeniowym  i  posiada    ważność    podmiotową;   
przedstawia    on  jedynie  powiązanie  spostrzeżeń  w  moim  stanie 
umysłu,  bez  odniesienia  do  przedmiotu.  Dlatego  też  do    [uzyskania] 
doświadczenia  nie  wystarcza,  jak  to  sobie  pospolicie  wyobrażają,  
porównywać    spostrzeżenia    i  wiązać  [je]  za  pomocą  sądzenia  w 
[pewnej] świadomości. W ten sposób nie powstaje żadna powszechna 
ważność  i  konieczność    sądu,    dzięki  którym  jedynie  może  on  być 
przedmiotowo ważny i być doświadczeniem. 

A więc jeszcze całkiem inny sąd najpierw się dokonuje, zanim 

ze spostrzeżenia może powstać doświadczenie. Dana naoczność musi 
być  podciągnięta  pod  pewne  pojęcie,  które  określa  formę  sądzenia  w 
ogóle  w  odniesieniu  do  naoczności,  empiryczną  świadomość 
naoczności  wiąże  w  ogóle  w  jednej  świadomości

28

  i  przez  to  sądom 

empirycznym nadaje powszechność. Pojęcie tego rodzaju jest czystym 
pojęciem  intelektu  a  priori,  które  nie  czyni  nic  innego,  jak  tylko  w 
ogóle  wyznacza  naoczności  sposób,  w  jaki  można  jej    użyć  do 
sądzenia.  Jeśli  tego  rodzaju  pojęciem  będzie  pojęcie  przyczyny,  to  
określa  ono  ze  względu  na  sądzenie  w  ogóle  tę daną naoczność, 
która  jest  pod  nie  podciągnięta,  np.  naoczność  powietrza,  a 
mianowicie,  że  pojęcie  powietrza  w  stosunku  do  rozprężania      służy  
w    sądzie  hipotetycznym  za  poprzednik  w  stosunku  do  następnika.   

                                                           

27

  W  oryginale:  «oder  zweitens,  da  ich  się  in  einem  Bewusstsein 

überhaupt  verbinde».  Niektórzy  neokantyści  marburscy  łączą  owo 
«überhaupt» z  «Bewusstsein» i czytają to zdanie:  «lub  po wtóre, gdy 
łączę  je  w  świadomości  w  ogóle».  Sądzą  przy  tym,  że  owa 
«świadomość  w  ogóle»  jest  czymś  innym  od  indywidualnej 
ś

wiadomości, 

uważają 

to 

pojęcie 

za 

podstawowe 

dla 

transcendentalizmu  Kantowskiego.  W Prolegomenach pojawiłoby się 
ono tutaj po raz pierwszy. (R. I.) 

28

  W  oryginale:  «das  empirische  Bewusstsein  der  letzteren  in  einem 

Bewusstsein  überhaupt  verknüpft».  Można,  jak  poprzednio,  wiązać 
«überhaupt»  z  «Bewusstsein»  i  tłumaczyć:  «wiąże  empiryczną 
ś

wiadomość... w świadomości w ogóle». (R. I.) 

background image

 

54 

Pojęcie  przyczyny jest to więc czyste pojęcie intelektu, które różni się 
całkowicie  od  wszelkiego  możliwego  spostrzeżenia  i  służy  tylko  do 
tego,  by  przedstawienie  przez  nie  objęte  określić  ze  względu  na  są-
dzenie w ogóle i w ten sposób umożliwić sąd ważny powszechnie. 

Otóż zanim z sądu spostrzeżeniowego będzie mógł powstać sąd 

doświadczeniowy, 

potrzeba, 

aby 

spostrzeżenie 

[301] 

było 

podporządkowane  pod  jedno  z  takich  pojęć  intelektu;  np.  powietrze 
podpada pod pojęcie przyczyny, które sąd o powietrzu w stosunku do 
rozprężenia  się  określa  jako  sąd  hipotetyczny

29

.  Przez  to 

przedstawiamy  sobie  to  rozprężanie  się  nie  jako  należące  jedynie  do 
mego spostrzegania powietrza w pewnym moim stanie lub w szeregu 
moich  stanów,  czy  też  jako  należące  do  stanu  spostrzegania  innych 
ludzi

30

, lecz jako należące do tego spostrzegania w sposób konieczny, 

sąd  zaś:  «powietrze  jest  sprężyste»  staje  się  powszechnie  ważny  i 
przez  to  dopiero  staje  się  sądem  doświadczeniowym,  że  poprzedzają 
go pewne sądy, które podciągają naoczną daną powietrza pod pojęcie 
przyczyny  i  skutku,  a  przez  to  określają  spostrzeżenia  we  mnie,  w 
podmiocie

31

,  nie  tylko  w  ich  wzajemnym  stosunku  do  siebie,  lecz  co 

do formy sądzenia w ogóle (tutaj formy hipotetycznej), i w ten sposób 

                                                           

29

  [przyp.  Kanta]:  Ażeby  mieć  przykład  łatwiej  zrozumiały,  weźmy 

przypadek  następujący:  Jeżeli  słońce  oświeca  kamień,  wtedy  ten  się 
ogrzewa.  Ten  sąd  jest  sądem  tylko  spostrzeżeniowym  i  nie  zawiera 
konieczności, choć mogłem to spostrzegać nie wiem jak często i choć 
równie często mogli to spostrzegać inni; spostrzeżenia są tu zazwyczaj 
tylko w ten sposób połączone. Jeżeli   jednak   powiadam:    «Słońce  
ogrzewa    kamień»,  to  dołącza  się  tu  do  spostrzeżenia  jeszcze 
intelektualne  pojecie  przyczyny,  które  wiąże  w  sposób  konieczny 
pojecie  ciepła  z  pojęciem  światła  słonecznego,  i  wtedy  sąd 
syntetyczny  z  koniecznością  staje  się  ważny  powszechnie,  a  wiec 
przedmiotowy, i ze spostrzeżenia przekształca się w doświadczenie. 

30

  Zdanie  to  brzmi  w  tekście  w  ten  sposób:  «Dadurch  wird  nun  nicht 

diese  Ausdehnung  als  bloß  zu  meiner  Wahrnehmung  der  Luft  in 
meinem  Zustande  oder  in  mehreren  meiner  Zustande  oder  in  dem 
Zustande  der  Wahrnehmung  anderer  gehörig...».  Oczywista,  że 
zamiast «in dem Zustande der Wahrnehmung... anderer» powinno być 
«zu dem Zustande...». Gdybyśmy zostawili «in», to mielibyśmy wtedy 
«zu  meiner  Wahrnehmung  der  Luft...  in  dem  Zustande  der 
Wahrnehmung anderer» — co jest oczywistym nonsensem. (J. S.) 

31

 «We mnie, w podmiocie» — dosłownie: «w moim podmiocie» («in 

meinem Subjekt»). 

background image

 

55 

czynią sąd empiryczny sądem powszechnie ważnym. 

Jeżeli  zanalizujemy  wszystkie  nasze  sądy  syntetyczne,  o  ile 

mają  one  ważność  przedmiotową,  to  się  okaże,  że  nigdy  nie  składają 
się z samych danych naocznych, które — jak to się pospolicie mniema 
— tylko przez porównanie zostały powiązane [z sobą] w sądzie. Sądy 
te byłyby niemożliwe, gdyby do pojęć wyprowadzonych z naoczności 
nie dołączyło się jeszcze czyste pojęcie intelektualne, pod które tamte 
pojęcia zostały podciągnięte i w ten sposób dopiero z sobą powiązane 
w  sądzie  przedmiotowo  ważnym.  Nawet  sądy  czystej  matematyki  w 
jej  najprostszych  pewnikach  nie  są  wyjęte  spod  tego  warunku. 
Twierdzenie:  linia  prosta  jest  najkrótszą  [z  linii]  między  dwoma 
punktami,  zakłada,  że  linia  jest  podciągnięta  pod  pojęcie  wielkości, 
które z pewnością nie jest samą tylko daną naoczną, lecz siedlisko swe 
ma jedynie w intelekcie i służy do tego, żeby mając na uwadze sądy, 
które  mogą być o niej  wydane, określić tę daną naoczną  (linii) co do 
ich  ilości,  a  mianowicie  [302]  wielości  (jako  judicia  plurativa

32

), 

albowiem przez sądy takie rozumiemy, że w danej naoczności zawar-
tych jest wiele czynników jednorodnych. 

 

 

§ 21

 

 

Ażeby więc wyłożyć możliwość doświadczenia, o ile opiera się 

ono  na  czystych  pojęciach  intelektu  a  priori,  musimy  najpierw 
przedstawić  w  [postaci]  tablicy  zupełnej  to,  co  należy  do  sądzenia  w 
ogóle,  oraz  rozmaite  zawarte  w  nich  momenty  intelektu;  albowiem 
najściślej  równolegle  do  tych  momentów  wypadną  czyste  pojęcia 
intelektu, które nie są niczym innym, jak pojęciami danych naocznych 
w  ogóle,  o  ile  te  ze  względu  na  ten  lub  inny  moment  sądu  (zu 
Urteilen)  
są  określone  same  w  sobie,  a  więc  w  sposób  konieczny  i 
powszechnie  ważny.  Przez  to  zostaną  też  zupełnie  ściśle  określone 
aprioryczne  zasady  możliwości  wszelkiego  doświadczenia  jako 

                                                           

32

 [przyp. Kanta]: Tak wolałbym nazywać sądy, które w logice zwane 

są particularia. Ta ostatnia bowiem nazwa zawiera już w sobie myśl, 
ż

e  nie  są  one  powszechne.  Kiedy  jednak  zaczynam  od  jedności  (w 

sądach  jednostkowych)  i  w  ten  sposób  posuwam  się  do  ogółu,  to 
stosunku  do  ogółu  nie  mogę  tu  jeszcze  wprowadzać;  myślę  tu  tylko 
wielość  bez  ogółu,  lecz  nie  wyjątek  z  ogółu.  Jest  to  potrzebne,  jeżeli 
momenty  logiczne  mamy  podłożyć  pod  czyste  pojęcia  intelektu;  w 
logicznym jednak użyciu może wszystko zostać po dawnemu. 

background image

 

56 

przedmiotowo  ważnego  poznania  empirycznego.  Nie  są  one  bowiem 
niczym  innym,  jak  twierdzeniami,  które  wszelkie  spostrzeżenie 
(zgodnie z pewnymi ogólnymi warunkami naoczności) podciągają pod 
owe czyste pojęcia intelektu. 

 
 

 

LOGICZNA TABLICA SĄDÓW 

 

1. 

Co do ilości 

Ogólne 

Szczegółowe 

Jednostkowe 

2. 

Co  do jakości 

Twierdzące 

Przeczące 

Nieskończone 

3. 

Co do stosunku 

Kategoryczne 

Hipotetyczne 

Rozjemcze 

4. 

[303] Co do modalności 

Problematyczne 

Asertoryczne 

Apodyktyczne 

 
 

TRANSCENDENTALNA TABLICA POJĘĆ INTELEKTU 

 

1. 

Co do ilości 

Jedność (miara) 

Wielość (wielkość) 

Wszystkość (całość) 

2. 

Co do jakości 

Realność 

Przeczenie 

Ograniczenie 

3. 

Co do stosunku 

Substancja 

Przyczyna 

Wspólnota 

4. 

Co do modalności 

Możliwość 

background image

 

57 

Istnienie 

Konieczność 

 
 
 
 
 
 
 

CZYSTA TABLICA FIZJOLOGICZNA 

OGÓLNYCH ZASAD PRZYRODOZNAWSTWA 

 

1. 

Pewniki 

naoczności 

2. 

Ant yc ypacje 

spostrzeżenia 

3. 

Analogie 

doświadczenia 

4. 

Postulat y 

empirycznego myślenia w ogóle

33

 

 
 

§ 21 a [304] 

 

Ażeby  wszystko,  co  dotychczas  zostało  powiedziane,  ująć  w 

jedno pojęcie, trzeba najpierw przypomnieć czytelnikowi, że nie mówi 
się,  tu  o  powstawaniu  doświadczenia,  lecz  o  tym,  co  się  w  nim 
zawiera. Pierwsza  sprawa należy  do psychologii empirycznej i nawet 

                                                           

33

  Zestawione  tutaj  przez  Kanta  trzy  tablice  pozwalają  nam  dostrzec 

związek  i  ścisłą  korelację  elementów  jego  systemu  oraz 
architektoniczną  symetrię  tegoż:  podziałowi  sądów  (tablica  logiczna) 
odpowiada  podział  kategorii  (tablica  transcendentalna);  podziałowi 
zaś 

kategorii 

odpowiada 

podział 

«zasad 

naczelnych 

przyrodoznawstwa», 

czyli 

naczelnych 

zasad 

możliwości 

doświadczenia  (tzw.  «czysta  tablica  fizjologiczna»).  Mamy  tu 
zharmonizowane  trzy  systemy:  logiczny,  transcendentalny  i  czystego 
przyrodoznawstwa.  Por.  §  23  (zob.  Jeanne  Suchorzewska,  Le  schéme 
geometrique du systéme Kantien 
w «Rapports et comptes rendus du II 
congrés polonais de philosophie à Varsovie», 1930). (J. S.) 

background image

 

58 

tam  nie  mogłaby  nigdy  być  należycie  rozwinięta  bez  sprawy  drugiej, 
która należy do krytyki poznania, a specjalnie intelektu. 

Doświadczenie składa się z danych naocznych, które należą do 

zmysłowości,  i  z  sądów,  które  są  wyłącznie  sprawą  intelektu.  Te 
jednak  sądy,  które  intelekt  tworzy  jedynie  ze  zmysłowych  danych 
naocznych,  są  jeszcze  dalekie  od  sądów  doświadczeniowych. 
Albowiem  w  pierwszym  przypadku  sąd  wiązałby  tylko  spostrzeżenia 
tak,  jak  są  one  dane  w  naoczności  zmysłowej,  w  drugim  natomiast 
sądy mają powiedzieć to, co zawiera w sobie doświadczenie w ogóle, 
a więc nie samo  tylko  spostrzeżenie, posiadające ważność tylko pod-
miotową.  Sąd  doświadczeniowy  musi  przeto  do  naoczności 
zmysłowej  i  jej  logicznego  powiązania  (skoro  naoczność  ta  została 
drogą porównania uogólniona) dodać w sądzie jeszcze coś, co określa 
sąd  syntetyczny  jako  konieczny,  a  przez  to  i  powszechnie  ważny,  to 
zaś nie może być niczym innym, jak pojęciem przedstawiającym daną 
naoczną jako samą w sobie określoną raczej ze względu na jedną niż 
inną formę sądu, tj. pojęciem tej syntetycznej jedni danych naocznych, 
którą  można  przedstawić  tylko  za  pomocą  pewnej  danej  funkcji 
logicznej sądów. 

 

 

§ 22 

 

Wynik    tego  jest  następujący:  rzeczą  zmysłów  jest  oglądać, 

rzeczą intelektu myśleć. Lecz myśleć, to znaczy łączyć przedstawienia 
w  jednej  świadomości.  To  połączenie  powstaje  albo  tylko  w 
odniesieniu do podmiotu i jest przypadkowe, albo też zachodzi bezwa-
runkowo    i  jest    konieczne    oraz    przedmiotowe.    Połączenie 
przedstawień w jednej świadomości jest sądem. A więc myśleć znaczy 
tyle,  co  wydawać  sąd  albo  odnosić  wyobrażenia  do  sądów  w  ogóle. 
Stąd też sądy bywają albo  tylko podmiotowe, jeżeli przedstawienia są 
odniesione  jedynie  do  świadomości  w  jednym  podmiocie  i  w  niej   
połączone,   albo  też bywają przedmiotowe, jeżeli   przedstawienia  są  
połączone    w  jednej  [305]    świadomości      w    ogóle,      a    więc    w  
sposób   konieczny. Momenty logiczne wszystkich sądów — to tyleż 
możliwych  sposobów  łączenia  przedstawień  w  jednej  świadomości. 
Jeżeli  jednak  służą  one  jako  pojęcia,    to  są  to  pojęcia  koniecznego 
połączenia  przedstawień  w  świadomości,  a  więc  są  to  zasady 
(Prinzipien)  sądów  przedmiotowo  ważnych.  To  połączenie  w  jednej 
ś

wiadomości  jest  albo  analityczne,  za  pomocą  tożsamości,  albo  też 

background image

 

59 

syntetyczne,  za  pomocą  zestawienia  lub  przyłączenia  do  siebie 
rozmaitych  przedstawień.  Doświadczenie  polega  na  syntetycznym 
powiązaniu  zjawisk  (spostrzeżeń)  w  jednej  świadomości,  o  ile 
powiązanie to jest konieczne. Stąd też czyste pojęcia intelektu są to te 
pojęcia,  pod  które  muszą  być  najpierw  podciągnięte  wszystkie 
spostrzeżenia,  zanim  będą  mogły  służyć  do  utworzenia  sądów 
doświadczeniowych, w których syntetyczna jedność spostrzeżeń bywa 
przedstawiana jako konieczna i powszechnie ważna

34

 

 
 
 

§  23

 

 

Sądy,  rozpatrywane  tylko  jako  warunek  połączenia  danych 

przedstawień  w    [jednej]    świadomości,  są  prawidłami.  O  ile  zaś  te 
prawidła przedstawiają połączenie jako konieczne, to są prawidłami 
priori, 
a o ile nie ma nad nimi innych, z których są wyprowadzane, to 
są  zasadami.  Ponieważ  zaś  ze  względu  na  możliwość  wszelkiego 
doświadczenia, gdy rozpatrujemy w nim tylko formę myślenia, nie ma 
ż

adnych  warunków  sądów  doświadczeniowych  prócz  tych,  które 

podporządkowują  zjawiska  stosownie  do  rozmaitej  formy  ich  [306] 

                                                           

34

  [przyp.  Kanta]:  W  jakiż  jednak  sposób  to  zdanie,  że  sądy 

doświadczeniowe mają zawierać konieczność w syntezie spostrzeżeń, 
może  się  zgadzać  z  moim  powyżej  wielokrotnie  podkreślanym 
twierdzeniem,  że  doświadczenie  jako  poznanie  a  posteriori  może 
dostarczać 

sądów 

tylko 

przypadkowych? 

Jeżeli 

powiadani: 

doświadczenie  uczy  mnie  czegoś,  to  mam  na  myśli  zawsze  tylko 
spostrzeżenie,  które  jest  w  nim  zawarte,  np.  że  po  oświetleniu 
kamienia  przez  słońce  zawsze  następuje  ciepło,  i  o  tyle  też  zdanie 
doświadczeniowe  jest  zawsze  przypadkowe.  Że  [natomiast]  to 
ogrzanie wynika z oświetlenia przez słońce w sposób konieczny — to 
jest  wprawdzie  zawarte  w  sądzie  doświadczeniowym  (dzięki  pojęciu 
przyczyny),  lecz  tego  nie  uczę  się  przez  doświadczenie,  lecz 
odwrotnie,  doświadczenie  wytwarza  się  dopiero  przez  to  dodanie 
pojęcia  intelektualnego  (przyczyny)  do  spostrzeżenia.  W  jaki  sposób 
spostrzeżenie dochodzi do tego stanu, w tej kwestii należy zajrzeć do 
Krytyki, do rozdziału o transcendentalnej władzy rozpoznawania, [A], 
str. 137 i nast. 

background image

 

60 

naoczności  pod  czyste  pojęcie  intelektu,  czyniące  sąd  empiryczny 
przedmiotowo  ważnym  —  więc  warunki  te  są  zasadami  a  priori 
możliwego doświadczenia. 

Zasady  możliwego  doświadczenia  są  zaś  zarazem  prawami 

przyrody,  które  mogą  być  poznane  a  priori.  I  w  ten  sposób  zostaje 
rozwiązane  zadanie,  które  tkwi  w  naszym  drugim  pytaniu:  W  jaki 
sposób  jest  możliwe  czyste  przyrodo  znawstwo?  
Albowiem  czynnik  
systematyczny,  wymagany  dla  formy  nauki,  da  się  tu  w  zupełności 
znaleźć,  gdyż  poza  wzmiankowanymi  formalnymi  warunkami 
wszystkich  sądów  w  ogóle,    a  więc  też      wszystkich    prawideł    w  
ogóle,  których    dostarcza  logika,    żadne  inne  już  nie  są  możliwe.  
Warunki    te  stanowią  więc  system  logiczny,  oparte  zaś  na  nich  po-
jęcia,  zawierające  warunki  a  priori  wszelkich  syntetycznych  i 
koniecznych 

sądów, 

stanowią 

dlatego 

właśnie 

system 

transcendentalny.  I  wreszcie  zasady,  za  pomocą  których  wszystkie 
zjawiska  bywają  podciągane  pod  te  pojęcia,  stanowią  system 
fizjologiczny,  tj.  system  przyrody,  który  wyprzedza  wszelkie 
empiryczne  poznanie  przyrody,  umożliwia  je  dopiero,    i  dlatego  też 
można  go  nazwać  właściwym  ogólnym  i  czystym  przyrodo-
znawstwem. 

 

 

§  24 

 

Pierwsza

35

  z  owych  zasad  fizjologicznych  podciąga  wszelkie 

zjawiska,  jako  dane  naoczne  w  przestrzeni  i  czasie,  pod  pojęcie 
wielkości i o tyle też jest zasadą naczelną zastosowania matematyki do 
doświadczenia.  Druga  zasada  nie  podciąga  właściwie  pod  pojęcie 
wielkości  tego,  co  we  właściwym  sensie  empiryczne,  a  mianowicie 
wrażenia  oznaczającego  czynnik  realny  danych  naocznych;  wrażenie 
bowiem nie jest daną naoczną, która by zawierała w sobie przestrzeń 
lub czas, chociaż umieszcza przedmiot mu odpowiadający zarówno w 
przestrzeni,  jak  i  w  czasie.  Ale  między  realnością  (wrażeniowym 
wyobrażeniem,  Empfindungsvorstellung)  a  zerem,  tj.  zupełną  próżnią 
naoczności  w  czasie,  zachodzi  jednak  pewna  różnica,  mająca  pewną 

                                                           

35

 [przyp. Kanta]: Te trzy kolejne paragrafy z trudnością będzie można 

należycie  rozumieć  bez  zajrzenia  do  tego,  co  mówi  o  tych  zasadach 
Krytyka.  Mogą  one  jednak  przynieść  ten  pożytek,  że  łatwiej  będzie 
uzyskać  przegląd  tych  zasad  i  zwrócić  uwagę  na  momenty  główne. 
[Por. Kryt. cz. roz. [A], str. 158; [B], str. 148, 202, 207. (J. S.)

background image

 

61 

wielkość.  Albowiem  między  każdym  danym  stopniem  światła  a 
ciemnością,  między  każdym  stopniem  ciepła  a  zupełnym  zimnem, 
między każdym stopniem ciężkości a bezwzględną lekkością, między 
każdym  stopniem  zapełnienia  przestrzeni  a  przestrzenią  całkowicie 
próżną, zawsze pomyśleć sobie można jeszcze [307] mniejsze stopnie, 
podobnie 

jak 

nawet 

między 

ś

wiadomością 

całkowitą 

nieświadomością (ciemnością psychologiczną) istnieją zawsze jeszcze 
niższe  stopnie.  Dlatego  też  niemożliwe  jest  spostrzeżenie,  które  by 
wykazywało  brak  bezwzględny,  np.  ciemność  psychologiczna,  której 
by nie można uważać za świadomość przewyższoną tylko przez inną, 
silniejszą  —  i  tak  we  wszystkich  przypadkach  wrażenia.  Z  tego 
powodu  intelekt  może  antycypować  nawet  wrażenia  stanowiące 
właściwą  jakość  przedstawień  empirycznych  (zjawisk),  a  to  za 
pomocą zasady, że wszystkie one, a więc i to, co realne we wszelkim 
zjawisku,  posiada  stopnie  —  i  to  stanowi  drugie  zastosowanie 
matematyki (mathesis intensorum

36

do przyrodoznawstwa. 

 

 

§ 25

 

 

Gdy chodzi o stosunek zjawisk, i to jedynie co do ich istnienia, 

to określenie tego stosunku nie jest matematyczne, lecz dynamiczne, i 
nie  może  nigdy  być  przedmiotowo  ważne,  a  więc  przydatne  do 
doświadczenia,  jeżeli  nie  podlega  zasadom  a  priori,  które  dopiero 
umożliwiają  poznanie  doświadczeniowe  dotyczące  zjawisk.  Dlatego 
też  zjawiska  muszą  być  podciągnięte  albo  pod  pojęcie  substancji, 
które jako pojęcie samej rzeczy leży u podstaw wszelkiego określenia 
bytu, albo, po wtóre, pod pojęcie skutku w stosunku do przyczyny, o 
ile  napotykamy  między  zjawiskami  następstwo  w  czasie,  tj.  pewne 
zdarzenie, 

albo 

też 

pod 

pojęcie 

wspólnoty 

(wzajemnego 

oddziaływania),  o  ile  współistnienie  ma  być  poznane  przedmiotowo, 
tj.  przez  sąd  doświadczeniowy

37

.  I  w  ten  oto  sposób  zasady  a  priori 

Znajdują  się  u  podstawy  sądów  przedmiotowo  ważnych,  choć 
empirycznych, tj. u podstawy możliwości doświadczenia, o ile ma ono 
wiązać  w  przyrodzie  przedmioty  według  ich  istnienia.  Te  zasady  są 

                                                           

36

 Mathesis intensorum, czyli nauka o wielkościach intensywnych. (B. 

B.) 

37

  Substancja,  przyczynowość  i  wzajemne  oddziaływanie  –  trzy 

kategorie  stosunku,  na  których  opierają  się  dynamiczne  zasady 
doświadczenia, tzw. «analogie doświadczenia». (J. S.) 

background image

 

62 

właściwymi  prawami  przyrody,  które  mogą  nosić  nazwę  dyna-
micznych. 

Do  sądów  doświadczeniowych  należy  wreszcie  również 

poznanie  zgodności  i  powiązania  —  [chodzi  tu]  nie  tyle  [o 
powiązanie] zjawisk  między sobą w doświadczeniu, ile raczej [o] ich 
stosunek  do  doświadczenia  w  ogóle

38

.  Stosunek  ten  zawiera  w  sobie 

ich  zgodność  z  formalnymi  warunkami  poznawanymi  przez  intelekt, 
lub  też  ich  związek  z  czynnikiem  materialnym  [308]  zmysłów  i 
spostrzeżenia,  lub  też  z  obydwoma  połączonymi  w  jedno  pojęcie,  a 
więc  zawiera  możliwość,  rzeczywistość  i  konieczność  według  praw 
powszechnych.  To  zaś  stanowiłoby  metodologię  fizjologiczną 
(odróżnienie prawdy od hipotez i granice pewności tych ostatnich). 
 

 

§  26

 

 

Trzecia tablica zasad, wyprowadzona wedle metody krytycznej 

z  natury  samego  intelektu,  wykazuje  w  sobie  doskonałość 
(Vollkommenheit),  która  stanowi  o  jej  wyższości    nad      każdą    inną, 
jaką  kiedykolwiek  o  rzeczach  samych  ludzie  starali  się  (choć 
daremnie) ułożyć w sposób dogmatyczny lub starać się może będą w 
przyszłości:  mianowicie    wszystkie  syntetyczne  zasady  a  priori  są  w 
niej  wyprowadzone  w  zupełności  i  na  podstawie  jednej  zasady 
naczelnej,  mianowicie  na  podstawie  władzy  wydawania  sądów  (das 
Vermögen zu Urteilen) 
w ogóle, która stanowi istotę doświadczenia ze 
względu  na  to,  co  jest  w  nim  z  intelektu;  stąd  więc  można  mieć 
pewności, iż nie ma już więcej tego rodzaju zasad (a tego zadowolenia 
nigdy  nie  może  dać  metoda  dogmatyczna).  Ale  to  nie  jest  jeszcze 
wcale największą zaletą tej tablicy.  

Trzeba  mianowicie zwrócić uwagę na  argument podstawowy, 

który  wykrywa  możliwość  tego  poznania  a  priori,  a  zarazem 
wszystkie  tego  rodzaju  zasady  ogranicza  do  pewnego  warunku, 

                                                           

38

  W  oryginale:  «...  die  Erkenntnis  der  Uebereinstimmung  und 

Verknüpfung:  nicht  sowohl  der  Erscheinungen  untereinander  in  der 
Erfahrung,  als  vielmehr  ihr  Verhältnis  żur  Erfahrung  überhaupt...». 
Zdanie  to  jest  syntaktycznie  niespójne,  i  dlatego  Natorp  proponował 
czytać  «im  Verhältnis»  (zamiast:  «ihr  Verhältnis»)  —  ale  emendacja 
ta nie wydaje się dobra. Raczej mamy w tekście do czynienia z pewną 
eliptycznością,  którą  wyjaśniają  słowa  dodane  w  przekładzie  (w 
nawiasach graniastych). (I. K.) 

background image

 

63 

którego  nie  należy  nigdy  przeoczyć,  jeżeli  zasady  te  nie  mają  być 
błędnie  zrozumiane  i  w  użyciu  rozszerzone  dalej,  niż  na  to  pozwala 
pierwotne  znaczenie,  które  im  nadaje  intelekt:  mianowicie,  że 
zawierają one tylko warunki możliwego doświadczenia w ogóle, o ile 
ono podlega prawom a priori, Tak więc nie powiadam, że w rzeczach 
samych  w  sobie  zawarta  jest  wielkość,  w  ich  realności  —  stopień,  w 
ich  istnieniu  —  powiązanie  cech  przypadkowych  w  substancji  itd., 
tego  bowiem  nikt  dowieść  nie  może,  gdyż  jest  bezwarunkowo 
niemożliwe  takie  syntetyczne  powiązanie  na  podstawie  samych  tylko 
pojęć,  w  którym  brak,  z  jednej  strony,  wszelkiego  stosunku  do 
naoczności  zmysłowej,  a  z  drugiej,  wszelkiego  ich  powiązania  w 
możliwym  doświadczeniu.  Istotne  więc  ograniczenie  pojęć  w  tych 
zasadach  polega  na  tym,  że  wszystkie  rzeczy  tylko  jako  przedmioty 
doświadczenia  
podlegają  w  sposób  konieczny  a  priori  wymienionym 
warunkom. 

Po  drugie,  wynika  stąd  również  pewien  im  swoiście  właściwy 

sposób  ich  dowodzenia,  to  mianowicie,  że  wspomniane  zasady 
odnosimy  nie  wprost  do  zjawisk  i  ich  stosunku,  lecz  do  możliwości 
doświadczenia,  którego  [309]  tylko  materię,  nie  zaś  formę,  stanowią 
zjawiska,  tj.  że  odnosi  się  je  do  zdań  syntetycznych  przedmiotowo  i 
powszechnie  ważnych,  czym  właśnie  sądy  doświadczeniowe  różnią 
się  od  sądów  tylko  spostrzeżeniowych.  Odbywa  się  to  w  ten  sposób, 
ż

e  zjawiska,  jako  same  tylko  dane  naoczne,  zajmujące  pewną  część 

przestrzeni  i  czasu,  podpadają  pod  pojęcie  wielkości,  które  to,  co  w 
nich  różnorodne,  jednoczy  syntetycznie  a  priori  według  prawideł;  a 
nadto, że o ile spostrzeżenie poza naocznością zawiera w sobie jeszcze 
wrażenie,  między  którym  to  wrażeniem  a  zerem,  tj.  zupełnym  jego 
zniknięciem, zawsze dokonuje się przejście przez umniejszanie, to, co 
realne  w  zjawiskach,  musi  posiadać  pewien  stopień,  bo  choć

39

  samo 

wrażenie nie zajmuje żadnej czyści przestrzeni lub czasu

40

, to jednak 

                                                           

39

 W tekście oryginału występuje spójnik «sofern» (= o ile), który nie 

jest zrozumiały w związku z całym zdaniem. Tłumaczenie Bornsteina, 
choć niedosłowne, oddaje jednak prawdopodobnie trafnie myśl Kanta. 
(J. S.) 

40

  [przyp.  Kanta]:  Ciepło,  światło  itd.  są  w  małej  przestrzeni  równie 

wielkie  (co  do  stopnia),  jak  i  w  wielkiej;  podobnie  przedstawienia 
wewnętrzne, ból, w ogóle świadomość, nie są co do stopnia mniejsze 
w  zależności  od  tego,  czy  trwają  krótko,  czy  długo.  Dlatego  też 
wielkość  jest  tu  w  jednym  punkcie  i  w  jednej  chwili  równie  wielka, 
jak  i  w  dowolnie  wielkiej  przestrzeni  lub  czasie.  Przeto  stopnie  są  to 

background image

 

64 

przejście  z  pustego  czasu  lub  przestrzeni  do  wrażenia  jest  możliwe 
tylko  w  czasie;  chociaż  więc  wrażenie  —jako  jakość  oglądu 
empirycznego  co  do  tego,  czym  się  ono  różni  swoiście  od  innych 
wrażeń, nigdy a priori nie może być poznane, to jednak w możliwym 
doświadczeniu  w  ogóle  będzie  ono  mogło  być  jako  wielkość 
spostrzeżenia  odróżnione  co  do  intensywności  od  każdego  innego  z 
nim  jednorodnego  wrażenia.  Przez  to  zaś  staje  się  dopiero  możliwe  i 
zostaje  określone  zastosowanie  matematyki  do  przyrody  z  uwagi  na 
naoczność zmysłową, przez którą przyroda jest nam dana. 

Główną  jednak  uwagę  musi  zwrócić  czytelnik  na  sposób 

dowodzenia zasad występujących pod nazwą analogii doświadczenia. 
Nie  dotyczą  one  bowiem  wytwarzania  danych  naocznych  —  jak 
zasady  zastosowania  matematyki  do  przyrodoznawstwa  w  ogóle  — 
lecz [310] połączenia ich istnienia w jednym doświadczeniu, to zaś nie 
może  być  niczym  innym,  jak  określeniem  istnienia  w  czasie  według 
praw  koniecznych,  przy  których  jedynie  to  określenie  jest 
przedmiotowo ważne, a więc jest doświadczeniem. Przeto dowód tych 
zasad  dotyczy  jedności  syntetycznej  powiązania  wedle  praw 
powszechnych nie rzeczy samych w sobie, lecz spostrzeżeń, i to nie ze 
względu  na  ich  treść,  lecz  ze  względu  na  określenie  czasu

41

  i  na 

stosunek  istnienia  w  czasie.  Te  prawa  powszechne  zawierają  więc  w 
sobie  konieczność  określenia  istnienia  w  czasie  w  ogóle  (zatem 
określenia według apriorycznego prawidła intelektu), jeżeli określenie 
empiryczne w czasie  względnym  ma być przedmiotowo ważne, czyli 
ma  być  doświadczeniem.  Nie  mogę  tutaj,  w  Prolegomenach,  nic 
więcej  dodać,  jak  tylko  zalecić  czytelnikowi,  który  trwa  w  
przyzwyczajeniu      uważania  doświadczenia  za  tylko  empiryczne 
nagromadzenie spostrzeżeń i który z tego powodu nie myśli, że sięga 
ono o wiele dalej   od  spostrzeżeń,  że mianowicie nadaje powszechną 

                                                                                                                                                    

wielkości, lecz nie w danych naocznych, a tylko ze względu na samo 
wrażenie,  lub  też  są  wielkością  podstawy  naoczności,  i  mogą  być 
oceniane jako wielkości tylko za pomocą stosunku i do o, tj. prze?: to, 
ż

e każde wrażenie w ciągu pewnego czasu przez nieskończone stopnie 

pośrednie  dojść  może  do  zniknięcia  lub  też  przez  nieskończoność 
momentów  przyrostu  może  wzrosnąć  od  zera  do  pewnego 
określonego  wrażenia  (quantitas  qualitatis  est  gradus,  stopień  jest  to 
wielkość jakości). 

41

 W oryginale «Zeitbestimmung», co jest dwuznaczne. Może chodzić 

o  określenie  samego  czasu  albo  o  określenie  co  do  czasu  (czasowe) 
tego, co jest w czasie. (J. S.) 

background image

 

65 

ważność sądom i wymaga dlatego czystej jedności intelektu, która jest 
a  priori  wcześniejsza,  ażeby  baczną    zwrócił    uwagę    na    tę    różnicę  
pomiędzy  doświadczeniem  a    samym  tylko    doborem  spostrzeżeń  i  z 
tego punktu widzenia osądził  ten sposób dowodzenia. 

 
 

§ 27 

 

Tu jest miejsce właściwe, aby do gruntu wyplenić wątpliwości 

Hume'a. Słusznie twierdził on, że w żaden sposób za pomocą rozumu 
nie  pojmujemy  możliwości  przyczynowości,  tj.  odnoszenia  się 
istnienia jednej rzeczy do istnienia czegoś innego przez tę rzecz z ko-
niecznością ustanowionego. Ja zaś dodam tu jeszcze, że równie  mało 
rozumiemy  pojęcie  subsystencji,  tj.  konieczności    tego,  aby  u 
podstawy istnienia znajdował się podmiot, który sam nie mógłby być 
orzeczeniem  jakiejś  innej  rzeczy,  a  nawet,  że  nie  możemy  sobie  wy-
robić  pojęcia  o  możliwości  takiej  rzeczy  (chociaż  w  doświadczeniu 
możemy  wskazać  przykłady  jego  użycia),  i  podobnie,  że  taka  sama 
właśnie  niepojętość  dotyczy  również  wspólnoty  rzeczy,  nie  można 
bowiem  zupełnie  zrozumieć,  w  jaki  sposób  ze  stanu  jednej    rzeczy 
można   wyprowadzić   wniosek  co do stanu zupełnie innych rzeczy, 
leżących poza nią, i odwrotnie, a także, w jaki   sposób substancje,  z   
których   każda   posiada przecież własne oddzielne istnienie, mają od 
siebie  wzajemnie  zależeć,  i  to  w  sposób  konieczny.  Jednakże  jestem 
bardzo daleki od tego, aby uważać pojęcia te za zapożyczone tylko  z  
doświadczenia, a konieczność w nich wyrażoną za urojoną i za samo 
tylko złudzenie będące wynikiem długotrwałego nawyku. Przeciwnie, 
wykazałem  w  sposób  wystarczający,  że  pojęcia  te  i  zasady  z  nich 
płynące  są  pewne  a  priori  przed  wszelkim  doświadczeniem  i 
posiadają  niezaprzeczoną  prawdziwość  przedmiotową,  oczywiście 
jednak tylko w obrębie doświadczenia. 

 

 
 

§ 28

 

 

Aczkolwiek  więc  nic  posiadam  najmniejszego  pojęcia  o  takim 

powiązaniu  rzeczy  samych  w  sobie,  w  którym  by  one  mogły  istnieć 
jako  substancja  lub  działać  jako  przyczyna,  albo  też  być  we 
wspólnocie  z  innymi  rzeczami  (jako  części  realnej  całości),  a  tym 

background image

 

66 

mniej  jeszcze  mogę  pomyśleć  tego  rodzaju  własności  w  zjawiskach 
jako  zjawiskach  (gdyż  pojęcia  te  nie  zawierają  nic,  co  by  leżało  w 
zjawiskach, a tylko to, co jedynie intelekt musi pomyśleć), to przecież 
posiadamy  pojęcie  powiązania  przedstawień  w  naszym  intelekcie,  a 
mianowicie  w  sądach  w  ogóle,  i  to  pojęcie  takie:  że  przedstawienia 
przynależą  do  siebie  w  jednym  rodzaju  sądów  jako  podmiot  w 
stosunku  do  orzeczenia,  w  innym  —  jako  racja  w  stosunku  do 
następstwa,  a  w  trzecim  —  jako  części  stanowiące  razem  całość 
możliwego  poznania.  Poznajemy  nadto  a  priori,  że  bez  traktowania 
przedstawienia przedmiotu jako określonego ze względu na jeden lub 
drugi z tych momentów, nie moglibyśmy mieć wcale poznania, które 
byłoby  ważne  dla  przedmiotu.  Gdybyśmy  się  zaś  zajmowali 
przedmiotem  samym  w  sobie,  to  nie  byłaby  możliwa  ani  jedna  taka 
cecha, po której mógłbym poznać, że przedmiot ten jest określony co 
do jednego lub drugiego ze wspomnianych momentów, tj. że podpada 
pod  pojęcie  substancji  lub  przyczyny,  lub  też  (w  stosunku  do  innych 
substancji)  pod  pojęcie  wspólności.  O  możliwości  bowiem  takiego 
powiązania samego bytu nie mam żadnego pojęcia. Lecz zagadnienie 
nie  polega  na  tym,  w  jaki  sposób  są  określone  rzeczy  same  w  sobie, 
lecz  w  jaki  sposób  jest  określone  poznanie  doświadczeniowe  rzeczy 
co  do  wspomnianych  momentów  sądów  w  ogóle,  tj.  w  jaki  sposób 
rzeczy  jako  przedmioty  doświadczenia  mogą  i  powinny  być  pod-
porządkowane  owym  pojęciom  intelektu.  I  w  tym  przypadku  jest 
jasne,  że  pojmuję  całkowicie  nie  tylko  możliwość,  lecz  także 
konieczność  podporządkowania  wszelkich  zjawisk  tym  pojęciom,  tj. 
użycia tych pojęć do zbudowania zasad możliwości doświadczenia. 

 
 

[312] § 29 

 

Wystawmy  na  próbę  problematyczne  pojęcie  Hume'a  (tę  jego 

crux  metaphysicorum

42

),  mianowicie  pojęcie  przyczyny.  Otóż 

najpierw  za  pośrednictwem  logiki  jest  mi  a  priori  dana  forma  sądu 
warunkowego w ogóle, mianowicie forma używania pewnego danego 
poznania jako racji, a innego jako następstwa. Jest jednak możliwe, że 
napotkamy  w  spostrzeżeniu  prawidło  stosunku,  które  głosi,  że  po 
pewnym  zjawisku  stale  następuje  inne  (choć  nie  odwrotnie).  I  to  jest 
przypadek, żeby się posłużyć sądem hipotetycznym i np. powiedzieć: 

                                                           

42

  Crux  metaphysicorum  (=  krzyż  metafizyków)  znaczy  tu:  problem 

trudny, zasadniczy. (B. B.) 

background image

 

67 

«Jeżeli  ciało  jest  dostatecznie  długo  oświetlane  przez  słońce,  to  się 
ogrzewa».  Nie  ma  tu  jeszcze  czynności  konieczności  powiązania,  a 
więc pojęcia przyczyny. Idę jednakże dalej i powiadam: «Jeżeli zdanie 
powyższe,  będące  tylko  podmiotowym  powiązaniem  spostrzeżeń,  ma 
być  zdaniem  doświadczeniowym,  to  musi  być  uznane  za  konieczne  i 
powszechnie  ważne».  Takim  zaś  byłoby  zdanie  następujące:  «Słońce 
jest  przez  swe  światło  przyczyną  ciepła».  Powyższe  prawidło  em-
piryczne  uważa  się  teraz  za  prawo,  i  to  prawo  ważne  nie  tylko  dla 
zjawisk,  lecz  ważne  dla  zjawisk  w  celu  uzyskania  możliwego 
doświadczenia,  które  wymaga  prawideł  bez  wyjątku,  a  więc 
koniecznie  ważnych.  Pojmuję  tedy  dobrze  pojęcie  przyczyny  jako 
pojęcie  koniecznie  należące  do  samej  tylko  formy  doświadczenia;  a 
także jego możliwość jako syntetycznego zjednoczenia spostrzeżeń w 
jednej  świadomości  w  ogóle.  Natomiast  nie  rozumiem  wcale 
możliwości  rzeczy  w  ogóle  jako  przyczyny,  a  to  dlatego,  że  pojęcie 
przyczyny wcale a wcale nie oznacza warunku należącego do rzeczy, 
lecz tylko do doświadczenia, tj, że to doświadczenie może być tylko o 
tyle  przedmiotowo  ważnym  poznaniem  zjawisk  i  ich  następstwa  w 
czasie, o ile zjawisko poprzedzające daje się połączyć z następującym 
według prawidła sądów hipotetycznych. 

 

 

§ 30

 

 

Dlatego  też  czyste  pojęcia  intelektu  nie  posiadają  żadnego   

zupełnie    znaczenia,  jeżeli      oddalają      się      od  przedmiotów 
doświadczenia  i  chcą  być  stosowane  do  rzeczy  samych  w  sobie 
(noumena).    Służą  one  niejako  jedynie  do  sylabizowania  zjawisk,  by 
móc je odcyfrować jako doświadczenie.  Zasady wypływające  z  ich 
stosunku  do  świata  zmysłowego  służą  naszemu  intelektowi  [313] 
tylko  do  używania  w  doświadczeniu;  poza  nim  są  to  dowolne 
połączenia bez przedmiotowej rzeczywistości i ani nie można a priori 
poznać  ich  możliwości,  ani  też  potwierdzić  ich  związku  z 
przedmiotem jakimkolwiek przykładem,  ani  choćby tylko uczynić  go 
zrozumiałym.  Wszelkie  bowiem  przykłady  mogą  być  zaczerpnięte 
wyłącznie    z  jakiegoś    możliwego    doświadczenia.  Przeto  i 
przedmiotów  owych  pojęć  nie  można  napotkać  nigdzie  indziej,  jak 
tylko w możliwym doświadczeniu.  

To  zupełne  rozwiązanie,  choć  wbrew  spodziewani  u  Hume'a 

uzyskane,  postawionego  przezeń  problemu  pozwala  zachować 

background image

 

68 

czystym pojęciom intelektu ich pochodzenie a priori, a powszechnym 
prawom  przyrody  ich  ważność  jako  prawom  intelektu.  Dzieje  się  to 
jednak w ten sposób, że to rozwiązanie ogranicza ich użycie tylko do 
doświadczenia,   gdyż  możliwość  ich  ma  swą  podstawę jedynie w 
stosunku  intelektu  do  doświadczenia.  Nie  jest  tedy    tak,      żeby    one  
wynikały  z  doświadczenia,  lecz doświadczenie z nich wypływa. Ten 
wręcz  odwrotny  sposób  powiązania  nigdy  Hume'owi  na  myśl  nie 
przyszedł.  

Wynika 

stąd 

tedy 

następujący 

rezultat 

wszystkich 

dotychczasowych badań: «Wszystkie  syntetyczne  zasady a priori nie 
są  niczym  więcej,  jak  zasadami  możliwego    doświadczenia»,  i  nie 
mogą    nigdy    odnosić    się  do  rzeczy  samych  w  sobie,  lecz  tylko  do 
zjawisk  jako  przedmiotów      doświadczenia.  Dlatego  też  zarówno 
czysta  matematyka,  jak  i  czyste    przyrodoznawstwo,  nigdy  nie  mogą 
dotyczyć  czegoś  więcej,  jak  samych  tylko  zjawisk,  i  tylko  to 
przedstawiają,  co  albo  czyni  w  ogóle  możliwym  doświadczenie,  albo 
też  co,  będąc  wyprowadzone  z  tych  zasad  naczelnych,  musi  się 
zawsze dać przedstawić w jakimś możliwym doświadczeniu. 

 

 

§ 31 

 

Mamy w ten sposób nareszcie coś określonego i coś, czego się 

możemy  trzymać  przy  wszelkich  przedsięwzięciach  metafizycznych, 
które  dotychczas  dosyć  śmiało,  lecz  zawsze  na  oślep,  kroczyły 
poprzez  wszystko  bez  różnicy.    Dogmatyczni    myśliciele    nie 
dopuszczali  nigdy  do  siebie  myśli,  że  cel  ich  usiłowań  miałby  być 
wytknięty  na  tak  krótką  metę.  Nie  przyszło  to  na  myśl  nawet  tym, 
którzy  durni  w  swój  rzekomo  zdrowy  rozum  wyszli  z  poprawnymi 
wprawdzie  i  naturalnymi,  ale  tylko  do  doświadczalnego  użytku 
przeznaczonymi,  pojęciami  i  zasadami  czystego  rozumu  na 
poszukiwanie  poznań,  dla  których  nie  znali,  ani  znać  nie  mogli, 
określonych  granic,  a  to  dlatego,  że  nad  naturą,  ani  nawet  nad 
możliwością takiego czystego intelektu, nie [314] rozmyślali nigdy ani 
też  rozmyślać nie  byli zdolni.  

Niejeden  naturalista  czystego  rozumu  (mam  tu  na  myśli 

człowieka, który sądzi, że jest zdolny bez wszelkiej nauki rozstrzygać 
w  sprawach  metafizyki)    mógłby  wprawdzie    udawać,  że  to,  co  tutaj   
zostało    wyłożone  z  takimi  przygotowaniami  lub,  jeżeli  woli,  z  taką 
rozwlekłą  pedantyczną  wystawnością,  dawno  już  dzięki  proroczemu 

background image

 

69 

duchowi  swego  zdrowego  rozumu  nie  tylko  przypuszczał,  lecz  i 
wiedział oraz rozumiał: «że mianowicie   całym   naszym   rozumem   
nie      możemy      nigdy  wyjść  poza  zakres  doświadczenia».  Jednakże 
gdy  wypytujemy  go  stopniowo  o  jego  zasady  rozumu,  musi  on 
przecież  przyznać,  że  między  nimi  jest  wiele  takich,  których  nie 
zaczerpnął  z  doświadczenia,  które  przeto  są  od  doświadczenia 
niezależne i ważne a priori. W jaki tedy sposób i na jakiej  podstawie 
chce on utrzymać w szrankach dogmatyka — i siebie samego — który 
posługuje się tymi pojęciami i zasadami   poza granicami   wszelkiego   
możliwego      doświadczenia      dlatego  właśnie,  że  są  one  poznawane 
niezależnie  od  doświadczenia?  A  nawet  on,  ów  adept  zdrowego 
rozumu, nie jest znów tak pewny tego, że, mimo całą swą rzekomą a 
tanio  zdobytą  mądrość,  nie  zapuści  się  niepostrzeżenie  poza  granice 
przedmiotów  doświadczenia  w  dziedzinę  urojeń.  Jest  on  też  na  ogół 
dość  głęboko  w  nie  uwikłany,  chociaż  swym  bezpodstawnym 
uroszczeniom  daje  pewien  piękny  pozór  za  pomocą  popularnego 
języka,  w  którym  podaje  wszystko  jako  tylko  prawdopodobieństwo, 
rozumne przypuszczenie lub analogię. 

 

 

§ 32

 

 

Już  od  najdawniejszych  czasów  filozofii  badacze  czystego 

rozumu  wyobrażali  sobie,  że  oprócz  przedmiotów  zmysłów

43

,  czyli 

zjawisk  (phaenomena),  stanowiących  świat  zmysłowy,  są  jeszcze 
specjalne przedmioty intelektu (noumena), które stanowić miały świat 
intelektualny.  A  że  zjawisko  (Erscheinung)  i  złudę  (Schein)  uważali 
za to samo (co zresztą epoce jeszcze mało wykształconej można było 
wybaczyć),  więc  przyznawali  rzeczywistość  jedynie  przedmiotom 
intelektu (Verstandeswesen). 

W  istocie,  jeżeli  przedmioty  zmysłów  uważamy,  i  słusznie,  za 

same tylko zjawiska, to przez to przyznajemy jednak zarazem, że u ich 
podstaw znajduje się rzecz sama w sobie, chociaż jej nie znamy takiej, 
jaką jest sama w sobie, a znamy tylko jej zjawisko, tj. sposób, w jaki 
owo coś nieznanego pobudza nasze [315] zmysły. Intelekt więc przez 
to  właśnie,  że  przyjmuje  zjawiska,  przyznaje  również  istnienie 

                                                           

43

  W  tekście:  «Sinnenwesen».  Na  początku  następnego  a  linea  Kant 

sam  mówi  już  «Gegenstände  der  Sinne».Na  ogół  jednak  używa  chęt-
niej,  wobec  swej  predylekcji  do  wyrażeń  scholastycznych,  terminu 
Sinnenwesen. (B. B.) 

background image

 

70 

rzeczom  samym  w  sobie,  i  o  tyle  też  możemy  powiedzieć,  że 
przedstawienie  przedmiotów,  które  znajdują  się  u  podstaw  zjawisk,  a 
więc przedmiotów samego tylko intelektu, nie tylko jest dopuszczalne, 
lecz nawet nie da się uniknąć. 

Nasz  wywód  krytyczny  nie  wyłącza  też  wcale  tego  rodzaju 

rzeczy  (noumena),  lecz  raczej  ogranicza  zasady  estetyki  w  tym 
kierunku, że nie mają się one rozciągać na wszystkie rzeczy, przez co 
wszystko  zamieniłoby  się  w  samo  tylko  zjawisko,  lecz  ważne  być 
mają  tylko  dla  przedmiotów  możliwego  doświadczenia.  A  więc 
przedmioty  intelektu  będą  na  tej  podstawie  dopuszczone,  lecz  przy 
wyraźnym  zaznaczeniu  następującego,  nie  znoszącego  wyjątków 
prawidła:  że  o  tych  czystych  przedmiotach  intelektu  zgoła  nic  okre-
ś

lonego  nie  wiemy  ani  wiedzieć  nie  możemy,  gdyż  zarówno  nasze 

czyste  pojęcia  intelektu,  jak  i  czyste  dane  naoczne,  dotyczą  tylko 
przedmiotów  możliwego  doświadczenia,  a  więc  samych  tylko 
przedmiotów  zmysłowych,  a  gdy  tylko  od  nich  się  oddalimy,  to 
pojęcia owe tracą wszelkie znaczenie. 

 
 

§ 33

 

 

Jest  istotnie  coś  zdradliwego  w  naszych  czystych  pojęciach 

intelektu  z  uwagi  na  to,  że  nęcą  nas  do  transcendentnego  użytku;  tak 
bowiem nazywam ich używanie wykraczające poza wszelkie możliwe 
doświadczenie.  Nie  tylko  bowiem  to,  że  nasze  pojęcia substancji,  
siły,    działania,      realności    itd.    są    zupełnie  niezależne  od 
doświadczenia i nie zawierają w sobie żadnego zmysłowego zjawiska, 
ż

e  więc    istotnie,  jak  się  zdaje,  dotyczą  rzeczy  samych  w  sobie 

(noumena),  lecz  bardziej  jeszcze  umacnia  nas  w  tym  przypuszczeniu 
to,  iż  zawierają  w  sobie  konieczność      określenia,  której 
doświadczenie  nigdy  nie  dorówna.  Pojęcie  przyczyny  zawiera 
prawidło,  według  którego  z  jednego  stanu  wynika  drugi  w  sposób 
konieczny, doświadczenie jednak może nam tylko pokazać, że często 
lub  co  najwyżej  zazwyczaj  po  jednym  stanie  rzeczy    następuje  inny, 
nie  może  nam  przeto  dostarczyć  ani  ścisłej  powszechności,  ani 
konieczności itd. 

Dlatego  też  wydaje  się,  że  pojęcia  intelektu  posiadają  zbyt 

wiele znaczenia i treści na to, żeby sam tylko użytek w doświadczeniu 
mógł  wyczerpywać  całe  ich  przeznaczenie.  I  oto  niepostrzeżenie 
intelekt  dobudowuje  sobie  do  domu  doświadczenia  o  wiele  jeszcze 

background image

 

71 

[316] rozleglejszą przybudówkę, którą zapełnia samymi przedmiotami 
myślowymi  (Gedankenwesen),  nie  spostrzegając  nawet,  że  ze  swymi 
skądinąd słusznymi pojęciami zapuścił się poza granice ich użytku. 

 

 

§ 34

 

 

Potrzebne  były  przeto  dwa  ważne,  a  nawet  niezbędne,  choć 

nadzwyczaj  suche,  dociekania  w  Krytyce,  [A],  str.  137  i  nast.,  oraz 
[A], str. 235 i nast.  W pierwszym z nich pokazaliśmy, że zmysły  nie 
dostarczają  nam  czystych  pojęć  intelektu  in  concreto,  lecz  tylko 
schematu  do  ich  użytku,  oraz  że  odpowiadający  mu  przedmiot 
napotykamy  tylko  w  doświadczeniu  (jako  w  wytworze  intelektu  z 
materiałów  zmysłowości).  W  drugim  (Krytyka  [A],  str.  235) 
pokazujemy, że mimo niezależności naszych czystych pojęć intelektu 
i  zasad  od  doświadczenia,  a  nawet  mimo  ich  pozornie  większego 
zakresu  użycia,  nie  można  jednak  za  ich  pomocą  niczego  pomyśleć 
poza  dziedziną  doświadczenia,  albowiem  nie  mogą  one  nic  innego 
uczynić,  jak  tylko  określić  formę  logiczną  sądu  w  odniesieniu  do 
danych  naocznych.  Wobec  tego  jednak,  iż  poza  dziedziną 
zmysłowości  nie  ma  żadnej  zgolą  naoczności,  owym  czystym  po-
jęciom  brak  całkowicie  znaczenia,  gdyż  za  pomocą  żadnego  środka 
nie  można  ich  przedstawić  in  concreto.  Wszelkie  tego  rodzaju 
noumena  oraz  cały  ich  ogół,  świat  czysto  myślowy  (intiligibile 
Welt)

44

, nie są niczym innym, jak przedstawieniami pewnego zadania, 

którego przedmiot jest sam w sobie zupełnie możliwy, którego jednak 
rozwiązanie  jest  wobec  natury  naszego  intelektu  całkowicie 
niemożliwe,  gdyż  nasz  intelekt  nie  jest  władzą  oglądania,  lecz  tylko 
władzą  łączenia  danych  naocznych  w  jednym  doświadczeniu.  W 

                                                           

44

  [przyp.  Kanta]:  Nie  zaś,  jak  się  mówi  pospolicie,  świat 

intelektualny.  Albowiem  intelektualne  (intellektuell)  są  poznania, 
które  uzyskujemy  dzięki  intelektowi,  i  poznania  takie  odnoszą  się 
również do naszego świata zmysłowego, natomiast czysto myślowymi 
(intelligibel)  
nazywają  się  przedmioty,  ó  ile  mogą  być  przedstawione 
jedynie  przez  intelekt  i  do  których  żadna  naoczność  zmysłowa  nie 
może się odnosić. Wobec tego jednak, że każdemu przedmiotowi musi 
przecież  odpowiadać  jakaś  możliwa  naoczność,  musielibyśmy  sobie 
pomyśleć intelekt, który by bezpośrednio rzeczy oglądał; lecz o takim 
intelekcie,  a  więc  i  o  przedmiotach  intelektu  (Verstandeswesen),  do 
których ma się on odnosić, nie mamy najmniejszego pojęcia. 

background image

 

72 

doświadczeniu  [317]  tym  muszą  się  więc  zawierać  wszystkie 
przedmioty  dla  naszych  pojęć,  a  poza  doświadczeniem  wszelkie 
pojęcia pozbawione będą znaczenia, gdyż nie można pod nie podłożyć 
ż

adnej naoczności. 

 
 

§ 35

 

 

Można  jeszcze,  być  może,  wybaczyć  wyobraźni,  gdy  niekiedy 

fantazjuje,  tj.  nie  trzyma  się  oględnie  granic  doświadczenia,  bo 
przynajmniej przez taki swobodny polot staje się żywsza i silniejsza i 
zawsze  będzie  łatwiej  powściągnąć  jej  śmiałość,  aniżeli  zaradzić  jej 
znużeniu.  Jeżeli  jednak  intelekt,  który  powinien  myśleć,  zamiast  tego 
fantazjuje  —  to  tego  mu  nigdy  nie  można  wybaczyć,  gdyż  w  nim 
jednym  cała  ostoja,  jeżeli  zachodzi  potrzeba  postawienia  granic 
fantazjowaniu wyobraźni. 

Z początku intelekt postępuje w tej sprawie bardzo niewinnie i 

skromnie.  Najpierw  daje  sobie  radę  z  poznaniami  elementarnymi, 
które są mu właściwe przed wszelkim doświadczeniem, choć pomimo 
to muszą mieć zawsze zastosowanie w doświadczeniu. Stopniowo od-
rzuca  te  szranki,  bo  i  cóż  miałoby  mu  w  tym  przeszkodzić,  skoro 
intelekt zupełnie swobodnie czerpie swe zasady z samego siebie? I oto 
najpierw  będziemy  mieli  nowo  wymyślone  siły  w  przyrodzie,  potem 
istoty  poza  przyrodą,  słowem  świat,  do  którego  urządzenia  nic  może 
nam zabraknąć materiału budowlanego, gdyż bujna fantazja dostarcza 
go  w  obfitości,  a  doświadczenie,  choć  go  nie  potwierdziło,  lecz  i  nie 
obaliło  go  nigdy.  W  tym  też  tkwi  przyczyna,  dlaczego  młodzi 
myśliciele  tak  lubią  metafizykę  traktowaną  w  sposób  prawdziwie 
dogmatyczny  i  często  jej  poświęcają  swój  czas  i  swój  talent,  który 
mógłby się przydać na co innego. 

Na  nic  się  jednak  nie  zda  chcieć  powściągnąć  owe  bezpłodne   

próby      czystego  rozumu  za  pomocą  rozmaitych  napomnień, 
mówiących  o  trudności  rozwiązania  pytań  tak  głęboko  ukrytych,  za 
pomocą  skarg  na  ograniczoność  naszego  rozumu  oraz  sprowadzania 
twierdzeń  do  poziomu  samych  tylko  przypuszczeń.  Dopóki  bowiem 
nie    będzie  wyraźnie    ukazana    niemożliwość  tych  prób  i 
samopoznanie  rozumu  nie  stanie  się  prawdziwą    nauką,  w    której 
zakres  trafnego  użytku  rozumu  będzie,  że  tak  powiem,  z 
geometryczną  pewnością  odgraniczony  od  zakresu  jego  użytku 
czczego  i  bezowocnego,  dopóty  owe  próżne  usiłowania  nigdy 

background image

 

73 

całkowicie nie ustaną. 

§ 36 

[

318] 

W JAKI SPOSÓB JEST MOŻLIWA SAMA PRZYRODA?

 

 

Pytanie  to,  będące  najwyższym  punktem,  jaki  kiedykolwiek 

filozofia  transcendentalna  może  osiągnąć  i  do  którego  musi  być 
doprowadzona jako do swego kresu i wykończenia, zawiera właściwie 
dwa pytania: 

Po  pierwsze:  W  jaki  sposób  jest  w  ogóle  możliwa  przyroda  w 

znaczeniu  materialnym,  mianowicie  z  uwagi  na  to,  że  jest  dana 
naocznie,  jako  ogół  zjawisk?  W  jaki  sposób  możliwe  są  przestrzeń, 
czas  i  to,  co  obydwa  wypełnia,  przedmiot  wrażenia?  Odpowiedź 
brzmi:  Za  pośrednictwem  tej  własności  naszej  zmysłowości,  dzięki 
której  bywa  ona  w  sposób  dla  niej  swoisty  poruszana  przez 
przedmioty, które są jej nieznane same w sobie i całkowicie różne od 
owych  zjawisk.  Odpowiedź  ta,  została  podana  w  samej  książce

45

  w 

Estetyce  transcendentalnej,  tutaj  zaś,  w  Prolegomenach,  została 
podana przez rozwiązanie pierwszego głównego pytania. 

Po  drugie:  W  jaki  sposób  jest  możliwa  przyroda  w  znaczeniu 

formalnym,  jako  ogół  prawideł,  którym  podlegać  muszą  wszystkie 
zjawiska, jeżeli mamy je pomyśleć jako powiązane ze sobą w jednym 
doświadczeniu?  Odpowiedź  nie  może  wypaść  inaczej,  jak  w  ten 
sposób:  Przyroda  jest  możliwa  tylko  dzięki  tej  właściwości  naszego 
intelektu, za , pomocą której wszystkie owe przedstawienia zmysłowe 
bywają odniesione w sposób konieczny do jednej świadomości. Przez 
to  dopiero  staje  się  możliwy  ten  swoisty  rodzaj  naszego  myślenia, 
mianowicie  myślenia  według  prawideł,  a  za  ich  pośrednictwem  staje 
się  możliwe  doświadczenie,  które  należy  całkowicie  odróżnić  od 
wglądu (Einsicht) w przedmioty same w sobie. Odpowiedź ta została 
w  samej  książce  podana  w  Logice  transcendentalnej,  tu  zaś,  w 
Prolegomenach, w rozwiązaniu drugiego głównego pytania. 

W jaki zaś sposób możliwa jest sama ta szczególna właściwość 

naszej  zmysłowości  czy  też  naszego  intelektu  oraz  owej  koniecznej 
apercepcji,  będącej  podstawą  intelektu  i  całego  myślenia,  tego  nie 
można  już  dalej  rozwiązać  ani  odpowiedzieć  na  to,  gdyż  właściwość 
ta wciąż jest nam potrzebna do wszelkiej odpowiedzi i do wszelkiego 
myślenia o przedmiotach. 

Wiele jest praw przyrody, o których wiedzieć możemy tylko za 

                                                           

45

 Tj. w Krytyce czystego rozumu. 

background image

 

74 

pośrednictwem  doświadczenia;  lecz  prawidłowości  w  powiązaniu 
zjawisk,  tj.  przyrody  w  ogóle,  nauczyć  się  nie  możemy  przez  żadne 
doświadczenie,  samo  bowiem  doświadczenie  wymaga  takich  praw, 
[319] które a priori są podstawą jego możliwości. 

Możliwość doświadczenia w ogóle jest więc zarazem ogólnym 

prawem przyrody i zasady tej możliwości są same prawami przyrody. 
Albowiem przyrodę znamy tylko jako ogół zjawisk, tj. przedstawień w 
nas  samych,  i  z  tego  powodu  prawo  ich  powiązania  zaczerpnąć 
możemy  wyłącznie  tylko  z  zasad  powiązania  zjawisk  w  nas  samych, 
tj.  z  warunków  koniecznego  zjednoczenia  w  jednej  świadomości; 
które stanowi możliwość doświadczenia. 

Już  główne  twierdzenie  rozwijane  w  całym  tym  rozdziale, 

mówiące, że ogólne prawa przyrody mogą być poznane a priori, samo 
przez  się  prowadzi  do  twierdzenia,  że  naczelne  prawodawstwo 
przyrody musi znajdować się w nas samych, tj. w naszym intelekcie, i 
ż

e  powinniśmy  dążyć  nie  do  tego,  żeby  ogólne  prawa  tego 

prawodawstwa 

wyprowadzić 

przyrody 

za 

pośrednictwem 

doświadczenia,  lecz  odwrotnie,  żeby  przyrodę  co  do  jej  ogólnej 
prawidłowości  wyprowadzić  jedynie  z  warunków  możliwości 
doświadczenia, znajdujących się w naszej zmysłowości i w intelekcie. 
W jaki sposób bowiem byłoby inaczej możliwe poznanie a priori tych 
praw,  skoro  nie  są  one  jakimiś  prawidłami  analitycznego  poznania, 
lecz  prawdziwym  syntetycznym  jego  rozszerzeniem?  Taka,  i  to 
konieczną  zgodność  zasad  naczelnych  możliwego  doświadczenia  z 
zasadami  możliwości  przyrody  może  zachodzić  tylko  z  dwóch 
przyczyn: albo prawa te zostają za pośrednictwem doświadczenia za-
pożyczone  od  przyrody,  albo  odwrotnie,  przyroda  zostaje 
wyprowadzona  z  praw  możliwości  doświadczenia  w  ogóle  i  jest 
całkowicie  tym  samym,  co  sama  tylko  ogólna  prawidłowość 
doświadczenia.  Pierwsze  przeczy  samemu  sobie,  albowiem  ogólne 
prawa przyrody mogą i muszą być poznane a priori (tj. niezależnie od 
wszelkiego  doświadczenia)  i  założone  u  podstawy  wszelkiego 
empirycznego  użytku  intelektu;  pozostaje  więc  tylko  druga 
możliwość

46

                                                           

46

  [przyp.  Kanta]:  Jeden  tylko  Crusius  znał  drogę  pośrednią, 

mianowicie  że  duch,  który  nie  może  błądzić  ani  zwodzić,  zaszczepił 
nam  pierwotnie  te  prawa  przyrody.  Wobec  tego  jednak,  że  często 
przecież  mamy  tutaj  wplątane  również  i  zawodne  zasady  (czego 
niemało przykładów dostarcza nam sam system tego filozofa), wobec 
braku  zatem  pewnych  sprawdzianów  dla  odróżnienia  prawdziwego 

background image

 

75 

[320]  Musimy  jednak  odróżnić  empiryczne  prawa  przyrody, 

które  zakładają  zawsze  istnienie  poszczególnych  spostrzeżeń,  od 
czystych,  czyli  ogólnych,  praw  przyrody,  które  nie  mają  u  swej 
podstawy  poszczególnych  spostrzeżeń,  a  zawierają  tylko  warunki  ich 
koniecznego zjednoczenia w jednym doświadczeniu. Ze względu na te 
ostatnie  prawa  przyroda  i  możliwe  doświadczenie  są  w  zupełności 
jednym  i  tym  samym.  A  że  w  przyrodzie  prawidłowość  polega  na 
koniecznym  powiązaniu  zjawisk  w  [jednym]  doświadczeniu  (bez 
czego  nic  możemy  poznać  żadnego  zgoła  przedmiotu  świata 
zmysłowego), a  więc  na pierwotnych prawach intelektu, przeto, choć 
brzmi to początkowo dziwnie, lecz jednak jest pewne, gdy ze względu 
na  te  prawa  powiem:  Intelekt  nie  czerpie  swych  praw  (a  priori)  z 
przyrody, lecz je przyrodzie dyktuje. 

 

§ 37

 

 

Chcielibyśmy  to  na  pozór  ryzykowne  zdanie  wyjaśnić  za 

pomocą  przykładu,  który  by  pokazał,  że  prawa  odkrywane  przez  nas 
w  przedmiotach  zmysłowej  naoczności,  zwłaszcza  gdy  są  uznane  za 
konieczne,  są  już  przez  nas  samych  uważane  za  prawa,  które  wpro-
wadza  intelekt,  chociaż  są  one  pod  każdym  względem  podobne  do 
praw przyrody, które przypisujemy doświadczeniu. 

 
 

§ 38

 

 

Gdy  rozpatrujemy  własności  koła,  dzięki  którym  figura  ta 

jednoczy w sobie od razu tak wiele dowolnych określeń przestrzeni w 
prawidle  ogólnym,  to  nie  możemy  się  powstrzymać  od  tego,  by 
przedmiotowi  geometrycznemu  nie  przypisać  pewnej  natury.  Tak  np. 
dwie  linie  przecinające  się  nawzajem  i  przecinające  zarazem  koło, 
przeprowadzone  zupełnie  dowolnie,  dzielą  »ę  przecież  zawsze  tak 
prawidłowo,  że  prostokąt  zbudowany  z  części  jednej  linii  jest  równy 
prostokątowi zbudowanemu z części drugiej linii. I oto zapytuję: Czy 
prawo to tkwi w kole, czy też w intelekcie, tj. czy figura ta zawiera w 
sobie  podstawę  tego  prawa  niezależnie  od  intelektu,  czy  też  intelekt, 

                                                                                                                                                    

pochodzenia  od  nieprawdziwego,  sprawa  użycia  takiej  zasady 
przedstawia  się  bardzo  wątpliwie,  nigdy  bowiem  nie  możemy 
wiedzieć  z  pewnością,  co  wpoił  w  nas  duch  prawdy,  a  co  ojciec 
kłamstw. 

background image

 

76 

skonstruowawszy  samą  figurę  podług  swych  pojęć  (mianowicie 
równości  promieni),  wkłada  w  nią  równocześnie  prawo,  że  cięciwy 
przecinają  się  według  proporcji  geometrycznej?  [321]  Jeżeli 
prześledzimy  dowód  tego  prawa,  to  zaraz  zauważymy,  że  może  ono 
być  wyprowadzone  jedynie  z  warunku,  który  intelekt  założył  u 
podstawy  konstrukcji  tej  figury,  mianowicie  z  równości  promieni. 
Jeżeli  teraz  pojęcie  to  rozszerzymy,  ażeby  móc  dalej  jeszcze 
dochodzić  jedności  rozmaitych  własności  figur  geometrycznych, 
podlegających wspólnym prawom, i rozpatrywać będziemy koło jako 
przecięcie  stożkowe,  które  przeto  wraz  z  innymi  przecięciami 
stożkowymi podlega tym samym zasadniczym warunkom konstrukcji, 
to  przekonamy  się,  że  wszystkie  cięciwy  przecinające  się  wewnątrz 
przecięć  stożkowych,  a  więc  wewnątrz  elipsy,  paraboli  i  hiperboli, 
czynią to zawsze w ten sposób, że prostokąty z ich części zbudowane 
nie  są  wprawdzie  równe,  lecz  zawsze  zachowują  ten  sam  stosunek 
względem siebie. Jeżeli stąd posuniemy się dalej jeszcze, mianowicie 
przejdziemy  do  podstawowych  twierdzeń  astronomii  fizycznej,  to 
odsłoni się fizyczne prawo wzajemnego przyciągania, obejmujące całą 
przyrodę  materialną,  prawo,  którego  prawidło  powiada,  że 
przyciąganie  zmniejsza  się  odwrotnie  do  kwadratu  odległości  od 
wszelkiego  przyciągającego  punktu  zupełnie  tak  samo,  jak  wzrastają 
powierzchnie  kuł,  na  które  siła  ta  się  rozpościera.  Wydaje  się  to  ko-
niecznie zawarte w naturze samych rzeczy i z tego też powodu zwykle 
bywa wykładane jako dające się poznać a priori. Jakkolwiek proste są 
ź

ródła tego prawa, gdyż polegają jedynie na stosunku powierzchni kuł 

o  rozmaitych  promieniach,  to  jednak  następstwa  jego  są  tak 
doskonałe,  ze  względu  na  rozmaitość  ich  zgodności  i  ich 
prawidłowość,  że  nie  tylko  wszystkie  możliwe  drogi  ciał  niebieskich 
odbywają się według przecięć stożkowych, lecz zachodzi między nimi 
również taki stosunek, iż nie można wymyślić żadnego innego prawa 
przyciągania  jako  nadającego  się  do  systemu  świata,  jak  tylko  prawo 
odwrotnego stosunku kwadratu odległości. 

Jest  to  więc  przyroda,  która  opiera  się  na  prawach 

poznawanych  przez  intelekt  a  priori,  i  to  przede  wszystkim  na 
podstawie  ogólnych  zasad  określenia  przestrzeni.  Otóż  zapytuję:  Czy 
te prawa przyrody tkwią w przestrzeni, a intelekt uczy się ich, starając 
się tylko dociec bogatej treści, która jest w niej zawarta, czy też prawa 
te  tkwią  w  intelekcie  i  w  sposobie,  w  jaki  określa  on  przestrzeń 
stosownie  do  warunków  jedności  syntetycznej,  do  której  się 
sprowadzają  wszystkie  jego  pojęcia?  Przestrzeń  jest  czymś  tak 
jednorodnym i co do wszelkich szczegółowych właściwości czymś tak 

background image

 

77 

nieokreślonym,  że  skarbnicy  praw  przyrody  na  pewno  szukać  w  niej 
nie  będziemy.  Przeciwnie,  tym,  co  nadaje  przestrzeni  kształt  koła, 
figury,  stożka  i  kuli  —  jest  intelekt,  [322]  o  ile  zawiera  w  sobie 
podstawę jedności ich  konstrukcji. Sama bowiem tylko  ogólna forma 
naoczności,  zwana  przestrzenią,  jest  wprawdzie  podłożem  wszelkich 
danych  naocznych,  dających  się  określić  jako  poszczególne 
przedmioty, i w podłożu tym zaiste zawarty jest warunek możliwości i 
rozmaitości 

danych 

naocznych, 

lecz 

jedność 

przedmiotów 

wyznaczona  jest  przecież  jedynie  przez  intelekt,  i  to  stosownie  do 
warunków tkwiących w jego własnej naturze. 

W ten sposób intelekt jest początkiem powszechnego porządku 

w przyrodzie przez to, że ujmuje wszelkie zjawiska we własne prawa r 
dzięki  temu  dopiero  stwarza  a  priori  doświadczenie  (co  do  jego 
formy). Dzięki temu wszystko, cokolwiek ma być poznane za pośred-
nictwem doświadczenia, bywa w sposób konieczny poddane prawom 
intelektu.  Albowiem  mamy  tu  do  czynienia  nie  z  przyrodą  rzeczy 
samych  w  sobie,  
która  jest  niezależna  zarówno  od  warunków  naszej 
zmysłowości,  jak  i  intelektu,  lecz  z  przyrodą  jako  z  przedmiotem 
możliwego  doświadczenia.  I  tutaj  to  intelekt,  umożliwiając 
doświadczenie,  sprawia  zarazem,  że  świat  zmysłowy  albo  wcale  nie 
jest przedmiotem doświadczenia, albo jest przyrodą. 

 

 

§ 39 

DODATEK DO CZYSTEGO PRZYRODOZNAWSTWA 

 

O SYSTEMIE KATEGORYJ 

 

Nic nie  może  być bardziej dla filozofa pożądane nad  możność 

wyprowadzenia  a  priori  z  jednej  zasady  naczelnej  całej  rozmaitości 
pojęć  lub  zasad,  które  przedtem  w  użyciu  in  concreto  przedstawiały 
mu się jako rozproszone, i zjednoczenia w ten sposób wszystkiego w 
jedno  poznanie.  Poprzednio  wierzył  on  tylko,  że  to,  co  pozostało  po 
dokonaniu pewnej abstrakcji i co dzięki porównaniu [poszczególnych 
poznań]  między  sobą  zdawało  się  stanowić  szczególny  ich  rodzaj, 
zostało zebrane całkowicie w jedną całość. Był to jednak tylko pewien 
agregat.  Teraz  zaś  wie,  że  ściśle  tylko  tyle,  nie  mniej  i  nie  więcej, 
stanowić może ten rodzaj poznania, oraz rozumie konieczność swego 
podziału,  który  jest  pojmowaniem.  I  teraz  dopiero  posiada  pewien 
system. 

background image

 

78 

Wyszukanie  w  pospolitym  poznaniu  pojęć,  których  podstawy 

nie  stanowi  żadne  poszczególne  doświadczenie,  a  które  mimo  to 
występują  we  wszelkim  poznaniu  doświadczeniowym,  stanowiąc  jak 
gdyby  tylko  formę  jego  powiązania,  nie  wymaga  większego 
rozmyślania  [323]  ani  też  większego  zrozumienia  rzeczy  niż  wy-
szukanie  w  ogóle  w  jakimś  języku  prawideł  rzeczywistego  użytku 
wyrazów i zebranie w ten sposób elementów do gramatyki (w istocie 
oba badania są też z sobą bardzo blisko spokrewnione), bez możności 
jednak podania właśnie podstawy tego, dlaczego każdy język posiada 
akurat tę właśnie, a nie inną, właściwość formalną, a tym bardziej bez 
wyjaśnienia  tego,  że  można  napotkać  tyle  właśnie,  nie  mniej  i  nie 
więcej, takich formalnych określeń języka. 

Arystoteles  zebrał  pod  nazwą  kategoryj  dziesięć  takich  pojęć 

pierwotnych

47

Do 

tych 

pojęć, 

które 

nazywano 

również 

predykamentami, 

musiał 

później 

dołączyć 

jeszcze 

pięć 

postpredykamentów

48

,  które  jednak  po  części  mieszczą  się  już  w 

tamtych  (jak  prius,  simul,  motus).  Lecz  ta  rapsodia

49

  mogła  uchodzić 

raczej  za  wskazówkę  dla  przyszłego  badacza  niż  za  prawidłowo 
rozwiniętą myśl (Idee), która by zasługiwała na uznanie, i dlatego też 
wraz  z  większym  oświeceniem  (Aufklärung)  filozofii  zarzucono  ją 
jako zupełnie nieużyteczną. 

Przy  badaniu  czystych  (nic  empirycznego  nie  zawierających) 

elementów  poznania  ludzkiego  udało  mi  się  dopiero  po  długim 
rozmyślaniu  z  pewnością  odróżnić  i  wyodrębnić  czyste  elementarne 
pojęcia zmysłowości (przestrzeń i czas) od pojęć elementarnych inte-
lektu.  Na  tej  podstawie  z  tamtego  wykazu  wyłączone  zostały 
kategorie: siódma, ósma i dziewiąta. Pozostałe nie mogły mi się na nic 
przydać,  gdyż  nie  było  zasady,  według  której  intelekt  dałby  się 
całkowicie wymierzyć, a wszystkie jego funkcje, z których wypływają 
jego czyste pojęcia, dałyby się określić w pełnej ich liczbie i zupełnie 

                                                           

47

 [przyp.  Kanta]:  1. Substantia. 2. Qualitas.  3. Quantitas. 4.  Relatio. 

5.  Actio.  6.  Passio.  8.  Ubi.  9.  Situs.  10.  Habitus.  (Substancja,  jakość, 
ilość,  stosunek,  czynność,      bierność,  kiedy,  gdzie,  położenie,    stan  
(Zusand). 

48

  [przyp.  Kanta]:  Oppositum,  Prius,  Simul,  Motus,  Habere, 

(Przeciwieństwo, wprzód, razem, ruch, mieć). 

49

  Przez  «rapsodie»  pojmuje  Kant  dorywczość  i  brak  powziętej 

zasady,  które  zarzuca  Arystotelesowi  w  jego  układzie  kategoryj.  — 
Tego  samego  wyrażenia  używa  Kant  w  tym  samym  zastosowaniu  w 
Kryt.  cz. roz. (J. S.) 

background image

 

79 

dokładnie. 

Ażeby znaleźć jednak taką zasadę naczelną, rozglądałem się za 

taką  czynnością  intelektu,  która  zawiera  w  sobie  wszystkie  inne,  a  w 
której  różnice  zachodzą  tylko  dzięki  rozmaitym  modyfikacjom,  czyli 
momentom  w  podciąganiu  rozmaitości  wyobrażeń  pod  jedność 
myślenia w ogóle; i wtedy znalazłem, że ta czynność intelektu polega 
na  sądzeniu.  Tutaj  już  miałem  oto  przed  sobą  gotową,  choć 
niezupełnie  od  braków  wolną,  pracę  logików,  dzięki  której  mogłem 
przedstawić  zupełną  tablicę  czystych  funkcji  intelektu,  nie  określo-
nych jednak co do żadnego przedmiotu. W końcu [324] odniosłem te 
funkcje  sądzenia  do  przedmiotów  w  ogóle  lub  raczej  do  warunku 
określenia  sądów  jako  przedmiotowo  ważnych.  I  tak  powstały  czyste 
pojęcia  intelektu,  co  do  których  mogłem  nie  mieć  wątpliwości,  że 
właśnie one tylko, i tylko w tej liczbie, nie mniejszej ani nie większej, 
mogą  stanowić  całe  nasze  poznanie  rzeczy  z  samego  tylko  intelektu 
płynące.  Nazwałem  je,  jak  należało,  po  dawnemu  kategoriami.  Przy 
tym  zastrzegłem  sobie,  że  gdy  powstanie  system  filozofii  trans-
cendentalnej, gwoli której zajmowałem się teraz tylko krytyką samego 
rozumu,  to  do  nich  całkowicie  dołączę  pod  nazwą  predikabiliów 
wszystkie  pojęcia,  które  dają  się  z  tych  kategorii  wyprowadzić  przez 
ich  powiązanie  bądź  między  sobą,  bądź  też  z  czystą  formą  zjawiska 
(przestrzeń  i  czas),  bądź  z  jego  materią,  o  ile  ta  nie  jest  jeszcze 
określona empirycznie (przedmiot wrażenia w ogóle). 

Istotny jednak moment w tym systemie kategoryj, odróżniający 

go  od  owej  dawnej  rapsodii,  która  rozwijała  się  bez  jakiejkolwiek 
zasady naczelnej, i pozwalający dopiero na zaliczenie go do filozofii, 
polega  na  tym,  że  za  jej  pomocą

50 

można  było  dokładnie  określić 

znaczenie  czystych  pojęć  intelektu  i  warunek  ich  użycia.  Albowiem 
okazało się wtedy, że pojęcia te same przez się nie są niczym innym, 
jak  tylko  funkcjami  logicznymi,  jako  takie  zaś  nie  stanowią  wcale 
pojęcia  jakiegoś  przedmiotu  samego  w  sobie,  lecz  wymagają,  aby  u 
ich podstawy znajdowała się naoczność zmysłowa, I wtedy służą tylko 
do tego, by  sądy  empiryczne, które co do wszelkich funkcji sądzenia 
poza tym są nieokreślone i obojętne, określić ze względu na te funkcje 
i  nadać  im  przez  to  ważność  powszechną  i  za  ich  pomocą  uczynić 
możliwymi w ogóle sądy doświadczeniowe. 

                                                           

50

  W  oryginale:  «vermittelst  derselben»,  a  z  budowy  zdania  wynika-

łoby,  że  to  «derselben»  odnosi  się  do  filozofii.  Prosiłoby  się  raczej 
«desselben»  -  wówczas  odnosiłoby  się  to  do  systemu  kategorii  («za 
jego, tj. systemu kategorii pomocą»). (R. I.) 

background image

 

80 

Takie wniknięcie w naturę kategoryj, ograniczające je zarazem 

do użycia w samym tylko doświadczeniu, zgoła na myśl nie przyszło 
ani pierwszemu ich twórcy, ani też nikomu po nim; ale bez takiego ich 
rozumienia  (najściślej  zależącego  od  ich  wywodu,  czyli  dedukcji)  są 
one zupełnie nieprzydatne i przedstawiają tylko mizerny wykaz nazw, 
bez  objaśnienia  i  bez  prawideł  używania.  Gdyby  coś  podobnego 
przyszło  kiedyś  na  myśl  starożytnym,  to  bez  wątpienia  cała  nauka  o 
czystym poznaniu rozumowym, która pod nazwą metafizyki przez tak 
wiele  stuleci  niejedną  tęgą  głowę  zepsuła,  doszłaby  do  nas  w  zgoła 
innej postaci i oświeciłaby [325] intelekt ludzki zamiast — jak to się 
faktycznie  stało  —  wyczerpywać  go  w  ciemnych  i  próżnych  do-
ciekaniach i czynić go nieprzydatnym dla prawdziwej nauki. 

Ten 

system 

kategorii 

nadaje 

znów 

systematyczność 

wszelkiemu  traktowaniu  każdego  przedmiotu  czystego  rozumu  i 
dostarcza  niewątpliwej  wskazówki  czy  też  nici  przewodniej  do  tego, 
w  jaki  sposób  i  poprzez  jakie  etapy  badania  winno  się  prowadzić 
wszelkie metafizyczne rozważanie, jeżeli ma ono być zupełne. System 
ten  bowiem  wyczerpuje  wszystkie  czynniki  intelektu,  którym  musi 
być  podporządkowane  wszelkie  inne  pojęcie.  W  ten  sposób  powstała 
również  tablica  zasad,  a  jej  zupełności  można  być  pewnym  tylko 
dzięki  systemowi  kategorii.  Nawet  w  podziale  pojęć  wybiegających 
poza  fizjologiczny  użytek  intelektu  (Krytyka  [A],  str.  344;  również 
[A], str. 415)  mamy zawsze tę samą nić  przewodnią.  Wobec tego, że 
nić  ta  musi  zawsze  być  przeprowadzona  przez  te  same  stałe,  w 
intelekcie ludzkim a priori wyznaczone punkty, to zawsze tworzy ona 
zamknięte  koło,  które  nie  pozostawia  żadnej  wątpliwości,  że 
przedmiot  czystego  intelektualnego  lub  rozumowego  pojęcia,  jeżeli 
ma być rozważany filozoficznie i według zasad a priori, może być w 
ten  sposób  całkowicie  poznany.  Nie  mogłem  nie  skorzystać  z  tych 
wytycznych  nawet  wtedy,  gdy  szło  o  jeden  z  najbardziej 
abstrakcyjnych  podziałów  ontologicznych,  mianowicie  o  rozmaite 
rozróżnienia  pojęć  «coś»  i  «nic»,  aby  stosownie  do  tego  ułożyć 
prawidłową i konieczną tablicę (Krytyka [A], str. 292

51

). 

                                                           

51

 [przyp. Kanta]: O przedstawionej tablicy kategorii można poczynić 

rozmaite  trafne  uwagi,  jak  to:  1.  że  trzecia  kategoria  powstaje  z 
pierwszej  i  drugiej  przez  ich  połączenie  w  jedno  pojęcie;  2.  że  w 
kategoriach wielkości i jakości zachodzi jedynie postęp od jedności do 
wszystkości  lub  od  czegoś  do  niczego  (w  tym  celu  kategorie  jakości 
musiałyby  takie  miejsca  zajmować:  realność,  ograniczenie,  całkowite 
przeczenie)  bez  correlata  lub  opposita,  gdy  tymczasem  te  ostatnie 

background image

 

81 

[326]  Ten  to  system,  podobnie  jak  każdy  prawdziwy  system 

oparty na pewnej zasadzie ogólnej, i w tym również ukazuje pożytek, 
którego  nie  można  się  dość  nachwalić,  że  usuwa  wszelkie  obce  mu 
pojęcia,  które  by  się  inaczej  mogły  wśliznąć  między  czyste  pojęcia 
intelektu,  i  wyznacza  każdemu  poznaniu  właściwe  miejsce.  Pojęcia, 
które  pod  nazwą  pojęć  refleksyjnych  ułożyłem  w  tablicę,  posługując 
się  również  nicią  przewodnią  kategorii,  mieszają  się  w  ontologii,  nie 
posiadając  do  tego  uprawnienia  ani  też  uzasadnionego  roszczenia, 
pomiędzy czyste pojęcia intelektu, jakkolwiek te ostatnie są pojęciami 
powiązania, a przez to i samego przedmiotu, tamte zaś [tj. refleksyjne] 
są  jedynie  pojęciami  samego  tylko  porównania  pojęć  już  danych  i 
mają  dlatego  zupełnie  inną  naturę  i  zastosowanie.  Dzięki  mojemu 
(wedle  praw  przeprowadzonemu)  podziałowi  (Krytyka  [A],  str.  260) 
pojęcia te zostają wydzielone z tej mieszaniny. O wiele jaśniej jednak 
bije  w  oczy  pożytek  owej  wyodrębnionej  tablicy  kategorii,  jeżeli 
tablicę  transcendentalnych  pojęć  rozumowych,  posiadających  zgoła 
inną  naturę  i  pochodzenie  niż  owe  pojęcia  intelektu  (a  stąd  tablica  ta 
musi  też  mieć  inną  formę),  oddzielimy,  jak  się  to  zaraz  stanie,  od 
owych pojęć. Tego tak koniecznego wyodrębnienia nigdy przecież nie 
dokonano  w  żadnym  systemie  metafizyki,  i  dlatego  też  owe  idee 
rozumowe  mieszają  się  bez  różnicy  z  pojęciami  intelektu,  jak  gdyby 
należały,  niby  rodzeństwo,  do  tej  samej  rodziny.  Wobec  braku 
osobnego  systemu  kategorii,  pomieszania  tego  nie  można  było  nigdy 
uniknąć. 

                                                                                                                                                    

towarzyszą kategoriom stosunku i modalności; 3. że jak w dziedzinie 
logicznej  sądy  kategoryczne  stanowią  podstawę  wszystkich  innych 
sądów,  tak  kategoria  substancji  stanowi  podstawę  dla  wszystkich 
pojęć  rzeczy  rzeczywistych;  4.  że  jak  modalność  w  sądach  nie  jest 
specjalnym  orzeczeniem,  tak  również  pojęcia  modalności  nie  dodają 
do  rzeczy  żadnych  określeń  itd.  Rozważania  takie  są  [326]      bardzo 
pożyteczne. Jeżeli poza tym wyliczymy  wszystkie predikabilia, które 
możemy w sposób dosyć zupełny zaczerpnąć z każdej dobrej ontologii 
(np.  Baumgartena),  i  podporządkujemy  Je  według  klas  kategoriom, 
przy  czym  nie  należy  zaniechać  dołączenia  możliwie  zupełnego 
wyanalizowania  wszystkich  tych  pojęć,  to  w  ten  sposób  powstanie 
czysto  analityczna  cześć  metafizyki,  która  nie  zawierając  jeszcze 
ż

adnego  systematycznego  zdania,  mogłaby  poprzedzać  cześć  drugą 

(syntetyczną;,  a  przez  swą  określoność  i  zupełność  byłaby  nie  tylko 
pożyteczna,  lecz  dzięki  systematyczności  miałaby  w  sobie  jeszcze 
nadto pewne piękno. 

background image

 

82 

 
 
 

 
 

GŁÓWNEGO PYTANIA 

TRANSCENDENTALNEGO CZĘŚĆ TRZECIA 

[327]

 

 

W JAKI SPOSÓB METAFIZYKA 

JEST W OGÓLE MOŻLIWA? 

 

§ 40 

 

Czysta  matematyka  i  czyste  przyrodoznawstwo  wcale  nie 

wymagałyby  dla  swego  własnego  bezpieczeństwa  i  pewności  takiego 
wywodu,  jakiego  co  do  obu  tych  nauk  dokonaliśmy  dotychczas; 
pierwsza bowiem opiera się na własnej oczywistości, druga zaś, choć 
płynie  z  czystych  źródeł  intelektu,  opiera  się  przecież  na  doświad-
czeniu  i  na  powszechnym  potwierdzeniu  przez  nie;  a  tego  ostatniego 
ś

wiadectwa  dlatego  nauka  ta  nie  może  zupełnie  odrzucić  i  obejść  się 

bez  niego,  że  pomimo  całej  swej  pewności  nie  może  jednak,  jako  fi-
lozofia,  nigdy  dorównać  matematyce.  Obie  więc  nauki  wymagały 
wspomnianych  badań  nie  dla  nich  samych,  lecz  dla  innej  nauki, 
mianowicie dla metafizyki. 

Metafizyka 

poza 

pojęciami 

dotyczącymi 

przyrody, 

znajdującymi  zawsze  zastosowanie  w  doświadczeniu,  ma  jeszcze  do 
czynienia z czystymi pojęciami rozumowymi, które nie są nigdy dane 
w  żadnym  kiedykolwiek  możliwym  doświadczeniu,  a  więc  z 
pojęciami,  których  realności  przedmiotowej  (tj.  tego,  że  nie  są  one 
tylko  urojeniami),  i  z  twierdzeniami,  których  prawdy  lub  błędu  nie 
można przez żadne doświadczenie potwierdzić lub wykryć. A ta część 
metafizyki  jest  poza  tym  tą  właśnie,  która  stanowi  istotny  jej  cel,  do 
czego  wszystko  inne  służy  tylko  jako  środek.  W  ten  sposób  nauka  ta 
wymaga takiej dedukcji dla samej siebie. Przedłożone więc nam teraz 
pytanie  trzecie  dotyczy  niejako  jądra  i  szczególnej  właściwości 
metafizyki:  tego  mianowicie,  że  rozum,  zajmując  się  tylko  samym 
sobą  i  zastanawiając  się  nad  własnymi  pojęciami,  uzyskuje  rzekomo 
bezpośrednio  stąd  wynikającą  znajomość  przedmiotów,  która  nie 

background image

 

83 

wymaga  pośrednictwa  doświadczenia,  a  nawet  w  ogóle  przez 
doświadczenie nie może być uzyskana

52

Nie  rozwiązawszy  tego  pytania,  rozum  nigdy  siebie  nie 

zadowoli.  Stosowanie  w  doświadczeniu,  do  którego  rozumowi  każe 
się ograniczyć czysty intelekt, nie wypełnia całkowicie jego własnego 
przeznaczenia.  Każde  pojedyncze  [328]  doświadczenie  jest  tylko 
częścią  całego  obszaru  jego  dziedziny.  Absolutna  całość  wszelkiego 
możliwego  doświadczenia  
sama  nie  jest  doświadczeniem,  a  przecież 
ona  to  stanowi  konieczne  zagadnienie  dla  rozumu,  i  „to  takie,  że  dla 
samego  tylko  przedstawienia  sobie  tego  zagadnienia  potrzebne  są 
rozumowi zgoła inne pojęcia niż owe czyste pojęcia intelektu, których 
użytek  jest  tylko  immanentny,  tj.  dotyczy  doświadczenia  w  tych 
granicach,  w  jakich  może  ono  być  dane,  gdy  tymczasem  pojęcia 
rozumowe  dotyczą  zupełności,  tj.  kolektywnej  jedności  całego 
możliwego  doświadczenia,  i  przez  to  wykraczają  poza  wszelkie  dane 
doświadczenie i stają się transcendentne. 

Podobnie  więc  jak  intelekt  wymagał  dla  doświadczenia 

kategoryj,  tak  samo  rozum  zawiera  w  sobie  podstawę  dla  idej,  przez 
co  rozumiem  pojęcia  konieczne,  których  przedmiot  nie  może  być 
jednak  dany  w  doświadczeniu.  Te  idee  tak  samo  tkwią  w  naturze 
rozumu,  jak  tamte  w  naturze  intelektu,  i  jeżeli  towarzyszy  im  ów 
pozór, który łatwo może nas zwieść, to pozór ten jest nieunikniony — 
choć możemy się ustrzec przed «by nie wiódł nas na pokuszenie». 

Ponieważ  wszelka  złuda  polega  na  tym,  że  podmiotową 

podstawę  sądu  uważa  się  za  przedmiotową,  przeto  samopoznanie 
czystego  rozumu  [wziętego]  w  jego  transcendentnym  (przesadnym) 
użyciu 

będzie 

jedynym 

ś

rodkiem 

zapobiegawczym 

przeciw 

błądzeniom,  w  które  popada  rozum,  jeżeli  mylnie  rozumie  swe 
przeznaczenie  i  w  sposób  transcendentny  do  przedmiotu  samego  w 
sobie  odnosi  to,  co  dotyczy  tylko  jego  własnego  podmiotu,  i 
kierowania nim we wszelkim użyciu immanentnym. 

§41

 

                                                           

52

  [przyp.  Kanta]:  Jeżeli  można  powiedzieć,  że  pewna  nauka  jest 

przynajmniej  w  idei  wszystkich  ludzi  rzeczywista,  skoro  zostało 
ustalonej  iż  natura  ludzkiego  rozumu  stawia  przed  każdym 
człowiekiem zadania, które do nauki tej [328] prowadzą, i że dlatego 
też  zawsze  są  nieuniknione  liczne,  choć  chybione,  próby  ich 
rozwiązania  —  to  trzeba  będzie  również  powiedzieć:  metafizyka  jest 
subjective  (i  to  w  sposób  konieczny)  rzeczywista.  Pytamy  tedy  teraz 
słusznie, w jaki sposób jest ona możliwa (objective). 

background image

 

84 

 

Odróżnienie  idej,  tj.  czystych  pojęć  rozumowych,  i  kategoryj, 

czyli  czystych  pojęć  intelektu,  jako  poznań  zgoła  różnego  rodzaju, 
pochodzenia  i  użytku,  stanowi  tak  ważny  czynnik  przy  zakładaniu 
podwalin  pod  naukę,  która  ma  w  sobie  zawierać  system  wszystkich 
tych poznań a priori, że bez takiego odróżnienia metafizyka jest [329] 
bezwzględnie  niemożliwa  lub  jest  co  najwyżej  bezładną  partacką 
próbą  sklecenia  domku  z  kart  bez  znajomości  materiałów,  z  którymi 
ma  się  do  czynienia,  i  ich  przydatności  do  tego  czy  innego  celu. 
Gdyby  krytyka  czystego  rozumu  zdziałała  to  jedno  tylko,  że  po  raz 
pierwszy wskazałaby wyraźnie tę różnicę, to już przez to samo więcej 
by  się  przyczyniła  do  wyjaśnienia  naszego  pojęcia  metafizyki  i  do 
kierowania  badaniami  w  jej  dziedzinie  niż  wszystkie  bezpłodne  usi-
łowania  uczynienia  zadość  transcendentnym  zadaniom  czystego 
rozumu,  jakie  od  dawien  dawna  podejmowano,  nigdy  nie 
przypuszczając,  że  znajdujemy  się  tu  w  dziedzinie  zupełnie  innej  niż 
dziedzina  intelektu.  Z  tego  też  powodu  jednym  tchem  wymieniano 
pojęcia  intelektu  i  rozumu,  jak  gdyby  to  były  pojęcia  tego  samego 
rodzaju. 

 

 

§ 42

 

 

Wszelkie  czyste  poznania  intelektualne  mają  to  do  siebie,  że 

ich  pojęcia  mogą  być  dane  doświadczeniu,  a  ich  zasady  dadzą  się 
potwierdzić  przez  doświadczenie;  natomiast  transcendentne  poznania 
rozumowe  ani,  co  się  tyczy  ich  idej,  nie  mogą  być  dane  w  doświad-
czeniu,  ani  też,  o  ile  chodzi  o  ich  twierdzenia,  nie  mogą  być  nigdy 
przez doświadczenie ani potwierdzone, ani odparte. Dlatego też błąd, 
który się tu może wśliznąć, nie da się wykryć inaczej, jak tylko przez 
sam  czysty  rozum.  Jest  to  jednak  bardzo  trudne  zadanie,  gdyż  tenże 
rozum  za  pomocą  swych  idej  staje  się  w  sposób  naturalny 
dialektyczny,  a  ta  nieunikniona  złuda  nie  da  się  utrzymać  w  ryzach 
przez żadne przedmiotowe i dogmatyczne badanie rzeczy, lecz jedynie 
przez podmiotowe badanie samego rozumu jako źródła idej. 

 

 

§ 43

 

 

Było  to  w  Krytyce  zawsze  moją  największą  troską,  żeby  nie 

background image

 

85 

tylko starannie odróżnić rodzaje poznania, lecz zarazem, by wszystkie 
do  każdego  z  nich  przynależne  pojęcia  wywieść  ze  wspólnego  im 
ź

ródła. Czyniłem to zaś nie tylko w tym celu, by dowiedziawszy  się, 

skąd  te  pojęcia  pochodzą,  móc  z  pewnością  określić  ich  użycie,  lecz 
nadto  by  osiągnąć  tę  nigdy  jeszcze  nie  przeczuwaną,  ale  bezcenną 
korzyść, jaką jest poznanie a priori, a więc na podstawie ostatecznych 
zasad, zupełności w wyliczeniu, klasyfikacji i specyfikacji pojęć. Bez 
tego  wszystko  w  metafizyce  będzie  jedynie  [330]  rapsodią,  w  której 
nigdy  nie  wiadomo,  czy  to,  co  jest  w  naszym  posiadaniu,  jest 
wystarczające, czy też czegoś, i gdzie, brak jeszcze. Korzyść tę można 
wprawdzie  osiągnąć  tylko  w  czystej  filozofii,  ale  stanowi  też  ona  jej 
istotę. 

Ponieważ źródło kategoryj znalazłem w czterech czynnościach 

logicznych  wszelkich  sądów  intelektu,  przeto  było  rzeczą  zupełnie 
naturalną poszukiwać początku idej w trzech czynnościach wniosków 
rozumowych.  Skoro  bowiem  są  już  dane  tego  rodzaju  czyste  pojęcia 
rozumowe (idee transcendentalne), to — jeżeli tylko nie zechce się ich 
uważać  za  wrodzone  —  można  je  napotkać  jedynie  w  tej  samej 
czynności  rozumowej,  która,  o  ile  dotyczy  jedynie  formy,  stanowi 
czynnik  logiczny  wniosków  rozumowych,  o  ile  zaś  przedstawia  sądy 
intelektu  jako  a  priori  określone  co  do  tej  lub  innej  formy,  stanowi 
znów pojęcia transcendentalne czystego rozumu. 

Różnica formalna zachodząca między wnioskami rozumowymi 

czyni  koniecznym  ich  podział  na  kategoryczne,  hipotetyczne  i 
rozjemcze. Oparte na tym podziale pojęcia rozumowe zawierają więc, 
po  pierwsze,  ideę  zupełnego  podmiotu  (substantiale),  po  drugie,  ideę 
zupełnego szeregu warunków, po trzecie, określenie wszystkich pojęć 
w  idei  zupełnego  ogółu  możliwości

53

.  Pierwsza  idea  była 

                                                           

53

  [przyp.  Kanta]:  W  sądzie  rozjemczym  traktujemy  cały  zakres 

możliwości  w  odniesieniu  do  pewnego  pojęcia  jako  podzielony. 
Ontologiczna  zasada  wszechstronnego  określenia  rzeczy  w  ogóle  (ze 
wszystkich  możliwych  przeciwstawnych  orzeczeń  jedno  przysługuje 
każdej  rzeczy),  będąca  równocześnie  zasadą  wszystkich  sądów 
rozjemczych,  zakłada  jako  podstawę  ogól  wszelkiej  możliwości,  w 
którym  możliwość  każdej  rzeczy  w  ogóle  uważana  jest  za  określoną. 
Służy  to  jako  małe  wyjaśnienie  powyższego  zdania,  że  czynność 
rozumowa  w  rozjemczych  wnioskach  rozumowych  jest  co  do  formy 
tożsama z tą czynnością, która stwarza ideę ogółu wszelkiej realności, 
zawierającą  w  sobie  czynnik  pozytywny  wszelkich  orzeczeń 
przeciwstawnych. 

background image

 

86 

psychologiczna,  druga  kosmologiczna,  trzecia  teologiczna,  a  że 
wszystkie  trzy,  jednakże  każda  na  swój  sposób,  dają  powód  do 
dialektyki,  więc  na  tym  oparłem  podział  całej  dialektyki  czystego 
rozumu:  na  paralogizm,  na  antynomię  i  wreszcie  na  ideał  czystego 
rozumu.  Przez  ten  zaś  wywód  uzyskujemy  zupełną  pewność,  że 
przedstawiliśmy tu w sposób całkowicie zupełny wszystkie roszczenia 
czystego  rozumu  i  że  żadnego  z  nich  brakować  nie  może,  albowiem 
sama  władza  rozumowa,  z  której  jedynie  biorą  one  początek,  zostaje 
przez ten podział całkowicie wyczerpana. 

 
 

§ 44 

[

331]

 

 

Przy  tym  rozważaniu  jest  w  ogólności  jeszcze  godne 

zastanowienia, że idee rozumowe nie są bynajmniej, jak np. kategorie, 
pożyteczne przy zastosowaniu intelektu do doświadczenia, lecz są dla 
tego zastosowania zupełnie zbędne, a nawet są przeciwne maksymom 
rozumowego  poznania  przyrody  i  stoją  im  na  zawadzie;  mimo  to  ca 
jednak  konieczne  w  innym  celu,'  który  trzeba  dopiero  określić.  Czy 
dusza  jest  substancją  prostą,  czy  nie,  to  przy  wyjaśnianiu  zjawisk 
duszy  może  być  dla  nas  rzeczą  zupełnie  obojętną,  ponieważ  za 
pomocą  żadnego  możliwego  doświadczenia  nie  potrafimy  pojęcia 
istoty  prostej  uczynić  zrozumiałym  w  sposób  zmysłowy,  a  więc  in 
concreto.  
Okazuje  się  więc,  że  to  pojęcie  jest  zupełnie  czcze,  gdy 
chodzi  o  spodziewany  wgląd  w  przyczynę  zjawisk,  i  że  nie  może 
służyć  za  zasadę  wyjaśnienia  tego,  czego  dostarcza  nam  wewnętrzne 
lub  zewnętrzne  doświadczenie.  Tak  samo  idee  kosmologiczne 
dotyczące  początku  świata  lub  jego  wieczności  (a  parte  ante)  nie 
mogą nam pomóc do tego, by na tej podstawie wyjaśnić jakiekolwiek 
zdarzenie  w  samym  świecie.  Według  trafnej  maksymy  filozofii 
przyrody  musimy  się  wreszcie  powstrzymać  od  wszelkiego 
wyjaśnienia  urządzenia  przyrody,  które  by  wypływało  z  woli  Istoty 
Najwyższej,  to  bowiem  nie  jest  już  filozofią  przyrody,  lecz 
przyznaniem  się,  że  z  tą  filozofią  jest  u  nas  krucho.  A  więc  idee  te 
mają  zupełnie  inne  przeznaczenie,  jeśli  chodzi  o  ich  stosowanie,  ani-
ż

eli  kategorie,  dzięki  którym  oraz  dzięki  opartym  na  nich  zasadom 

samo  doświadczenie  staje  się  dopiero  możliwe.  Tymczasem  nasza 
ż

mudna analityka intelektu byłaby przecież zupełnie zbyteczna, gdyby 

nasz  zamiar  nie  był  na  nic  innego  skierowany,  jak  tylko  na  samo 
poznanie  takiej  przyrody,  jaka  może  być  dana  w  doświadczeniu. 

background image

 

87 

Albowiem zarówno w matematyce, jak i w przyrodoznawstwie, rozum 
i bez całej tej subtelnej dedukcji zupełnie pewnie i dobrze daje sobie 
radę.  Łączy  się  więc  nasza  krytyka  intelektu  z  ideami  czystego 
rozumu w jeden zamiar, który wykracza poza stosowanie intelektu w 
doświadczeniu. O takim zaś przekraczającym doświadczenie stosowa-
niu  intelektu  powiedzieliśmy  wyżej,  że  jest  ono  całkiem  niemożliwe 
oraz  pozbawione  przedmiotu  i  znaczenia.  A  przecież  musi  istnieć 
zgodność  między tym, co należy do natury rozumu, a tym, co należy 
do  natury  intelektu,  i  pierwszy  musi  się  przyczyniać  do  doskonałości 
drugiego, a nie może w żaden sposób wprowadzać do niego zamętu. 

Rozwiązanie  tej  kwestii  jest  następujące:  Czysty  rozum  przez 

swe idee nie ma na względzie specjalnych przedmiotów leżących poza 
obszarem  doświadczenia,  [332]  lecz  domaga  się  tylko  zupełności 
użycia intelektu  w związkach doświadczenia. Ta zaś zupełność  może 
być tylko zupełnością  zasad, nie  zaś zupełnością danych naocznych i 
przedmiotów,  żeby  zaś  ją  sobie  przedstawić  w  sposób  określony, 
rozum myśli ją sobie Jako poznanie przedmiotu, którego poznanie jest 
ze względu na owe prawidła zupełnie określone; ale przedmiot ten jest 
tylko  ideą,  mającą  jak  najbardziej  zbliżyć  poznanie  intelektualne  do 
tej zupełności, którą ową idea oznacza. 

 
 
 

§ 45 

UWAGA TYMCZASOWA 

DOTYCZĄCA DIALEKTYKI CZYSTEGO ROZUMU

 

 

Pokazaliśmy  wyżej  w  §§  33  i  34,  że  to,  iż  kategorie  są  wolne 

od  jakiejkolwiek  domieszki  zmysłowego  określenia,  może  łatwo 
skłonić  rozum  do  rozszerzenia  ich  użycia  całkowicie  poza  wszelkie 
doświadczenie,  na  rzeczy  same  w  sobie.  A  przecież  kategorie,  będąc 
jedynie  czynnościami  logicznymi,  choć  mogą  same  przez  się 
przedstawiać rzecz w ogóle, niezdolne są jednak dać określone pojęcie 
o  jakiejkolwiek  rzeczy,  ponieważ  same  nie  znajdują  danych 
naocznych,  które  by  im  in  concreto  mogły  nadać  znaczenie  i  sens. 
Takimi przedmiotami hiperbolicznymi są oto przedmioty, które noszą 
nazwę 

noumenów, 

czyli 

czystych 

istności 

intelektualnych 

(Verstandeswesen)  (lepiej:  istności  myślowych,  Gedankenwesen),  jak 
np. substancja, lecz pomyślana bez trwałości w czasie, lub przyczyna, 
która  by  jednak  nie  działała  w  czasie  itd.;  przydajemy  im  bowiem 

background image

 

88 

orzeczenia,  które  służą  jedynie  do  tego,  by  uczynić  możliwą 
prawidłowość  doświadczenia,  a  jednocześnie  pozbawiamy  je  wszel-
kich  warunków  naoczności,  pod  którymi  jedynie  doświadczenie  jest 
możliwe, na skutek czego pojęcia owe tracą znów wszelkie znaczenie. 

Nie  ma  jednak  niebezpieczeństwa,  aby  intelekt  sam  z  siebie, 

nie zmuszony przez obce prawa, tak zupełnie dobrowolnie wykraczał 
poza swe granice w dziedzinę ; samych tylko istności myślowych. Ale   
gdy      rozum,  którego  nigdy  nie  może  zadowolić  żaden  użytek 
doświadczeniowy prawideł intelektu, jako że użytek ten i jest zawsze 
jeszcze  uwarunkowany,  domaga  się  dopełnienia  do  zupełności  tego 
łańcucha  warunków,  wtedy  w  intelekt  zostaje  ze  swego    zakresu 
wyparty  już  to,  by,  przedstawić  sobie  przedmioty  doświadczenia  w 
szeregu;  rozciągającym  się  tak  daleko,  że  żadne  doświadczenie  nie 
może  go  objąć,  już  to  nawet,  żeby  (dla  wykończenia  [333];  tego 
szeregu)  szukać całkowicie poza doświadczeniem noumenów, o które 
rozum  mógłby  zaczepić  ów  łańcuch  i  w  ten  sposób,  uniezależniony 
wreszcie  od  warunków  doświadczenia,  nadać  swemu  postępowaniu   
przecież cechę zupełności. To są właśnie idee transcendentalne; choć 
wedle    prawdziwego,  lecz  ukrytego,  celu  natury  naszego  rozumu  nie 
są  one  nastawione  na  wytwarzanie  przesadnych  pojęć,  lecz  tylko  na 
nieograniczone  rozszerzenie  używania  doświadczenia,  to  jednak 
dzięki  nieuniknionej      złudzie  wyłudzają  od  intelektu  stosowanie 
transcendentne. 

To 

stosowanie 

transcendentne, 

jakkolwiek 

zwodnicze,  nie  da  się  jednak  zatrzymać  w  granicach  doświadczenia 
przez żadne postanowienie, lecz tylko przez pouczenie naukowe, a i to 
z trudem. 
 
 
 

§   46 

I. IDEE PSYCHOLOGICZNE 

(Krytyka [A], str. 341 i nast.)

 

 

Już dawno zauważono, że we wszystkich substancjach jest nam 

nieznany  właściwy  podmiot,  mianowicie  to,  co  pozostaje  po 
wyłączeniu  wszystkich  cech  przypadkowych  (jako  orzeczeń),  więc 
samo  to,  co  substancjalnej  i  wielokrotnie  podnoszono  skargi  z 
powodu  takiego  ograniczenia  naszego  poznania.  Trzeba  tu  jednak 
zauważyć,  iż  nie  należy  zarzucać  umysłowi  (Verstand)  ludzkiemu,  iż 
nie  zna  tego,  co  w  rzeczach  substancjalne,  tj.  że  może  to  określać 

background image

 

89 

tylko dla siebie, lecz raczej to, że domaga się, by substancję, która jest 
jedynie  ideą,  poznać  na  równi  z  danym  [nam]  określonym  przed-
miotem.  Czysty  rozum  wymaga,  abyśmy  do  każdego  określenia 
(Prädikat)  rzeczy  wyszukali  przynależny  mu  podmiot,  do  tego  zaś 
podmiotu,  który  w  sposób  konieczny  znowu  jest  tylko  określeniem, 
wyszukali  z  kolei  znów  jego  podmiot,  i  tak  dalej  w  nieskończoność 
(lub  tak  daleko,  jak  możemy  sięgnąć).  Ale  z  tego  wynika,  że  nic  z 
tego,  do  czego  możemy  dotrzeć,  nie  powinniśmy  uważać  za 
ostateczny  podmiot  i  że  najgłębiej  choćby  wnikający  intelekt,  nawet 
gdyby  cała  przyroda  stała  przed  nim  otworem,  nie  mógłby  pomyśleć 
samej  substancji.  Albowiem  specyficzna  natura  naszego  intelektu 
polega  na  tym,  że  o  wszystkim  musi  myśleć  dyskursywnie,  tj.  za 
pomocą  pojęć,  a  więc  za  pomocą  samych  tylko  określeń,  przy  czym 
zawsze przeto brak będzie absolutnego podmiotu. Dlatego też wszyst-
kie  realne  własności,  za  pomocą  których  poznajemy  ciała,    są 
wyłącznie  cechami  przypadkowymi,  nawet  [334]  nieprzenikliwość, 
którą  zawsze  należy  sobie  przedstawiać  jako  działanie  pewnej  siły, 
działanie, dla którego brak nam podmiotu. 

Tymczasem wydaje się, jakobyśmy w świadomości nas samych 

(w  podmiocie  myślącym)  posiadali  to,  co  substancjalne,  i  to  w 
bezpośredniej  naoczności.  Wszystkie  bowiem  określenia  zmysłu 
wewnętrznego odnoszą się do Ja jako podmiotu, ten zaś nie może już 
dalej  być  pomyślany  jako  określenie  jakiegoś  innego  podmiotu. 
Wydaje  się  więc,  że  zupełność  w  odnoszeniu  danych  pojęć  jako 
określeń  do  podmiotu,  będąc  nie  samą  tylko  ideą,  lecz  przedmiotem, 
mianowicie 

samym 

absolutnym 

podmiotem, 

jest 

dana 

doświadczeniu.  Lecz  próżne  to  oczekiwanie.  Albowiem  Ja  nie  jest 
wcale  pojęciem

54

,  lecz  jest  tylko  oznaczeniem  przedmiotu  zmysłu 

wewnętrznego,  o  ile  nie  poznajemy  go  bliżej  przez  żadne  określenie. 
Przeto  samo  w  sobie  nie  może  być  wprawdzie  określeniem  innej 
rzeczy, lecz w równej  mierze nie  może być też określonym pojęciem 

                                                           

54

  [przyp.  Kanta]:  Gdyby  przedstawienie  apercepcji,  Ja,  było 

pojęciem,  za  pomocą  którego  coś  byłoby  pomyślane,  to  moglibyśmy 
go używać również jako określenia innych rzeczy lub też zawierałoby 
ono w sobie tego rodzaju określenia. Otóż Ja nie jest niczym  więcej, 
jak tylko poczuciem istnienia bez jakiegokolwiek pojęcia, i jest tylko 
przedstawieniem  tego,  do  czego  się  wszelkie  myślenie  odnosi 
(relatione accidentis)
[Relatione  accidentis  =  stosunkiem  akcydensu,  w  charakterze 
akcydensu. (B. B.)

background image

 

90 

bezwzględnego  podmiotu,  a  tylko,  jak  we  wszystkich  innych 
przypadkach,  może  być  odnoszeniem  się  zjawisk  wewnętrznych  do 
ich  nieznanego  podmiotu.  Mimo  to  idea  ta  (która,  jako  zasada 
regulatywna,  jest  bardzo  przydatna  do  zupełnego  zniweczenia 
wszelkiego  materialistycznego  wyjaśniania  zjawisk  wewnętrznych 
naszej  duszy)  przez  zupełnie  naturalne  nieporozumienie  staje  się 
powodem  wysoce  ponętnego  argumentu,  żeby  z  owego  rzekomego 
poznania  tego,  co  substancjalne  w  naszej  istocie  myślącej,  wy-
wnioskować  jej  naturę,  jako  że  tej  natury  poznanie  wykracza 
całkowicie poza całość doświadczenia. 

 
 

§ 47

 

 

Ale  niechby  nawet  to  Ja  myślące  (dusza)  jako  ostateczny 

podmiot  myślenia,  którego  nie  możemy  sobie  przedstawić  jako 
określenia  innej  rzeczy,  nosiło  nazwę  substancji;  mimo  to  jednak 
pojęcie  to  pozostaje  całkowicie  puste  i  bez  żadnych  następstw,  jeżeli 
nie  możemy  o  duszy  dowieść  trwałości,  a  więc  tego,  co  pojęcie 
substancyj czyni płodnym w doświadczeniu. 

Trwałości  nie  możemy  jednak  nigdy  dowieść  na  podstawie 

[335]  pojęcia  substancji  jako  rzeczy  samej  w  sobie,  lecz  tylko  dla 
celów  doświadczenia.  Wykazaliśmy  to  w  sposób  dostateczny  przy 
pierwszej  analogii  doświadczenia  (Krytyka  [A],  str.  182);  jeżeli  zaś 
kogoś  ten  dowód  nie  zadowoli,  to  niechaj  sam  spróbuje,  czy  mu  się 
uda  z  pojęcia  podmiotu,  który  sam  nie  jest  określeniem  innej  rzeczy, 
wyprowadzić, że jego istnienie jako podmiotu jest zupełnie trwałe i że 
nie  może  on  powstać  lub  zginąć  ani  sam  przez  się,  ani  przez 
jakąkolwiek  przyczynę  naturalną.  Tego  rodzaju  zdania  syntetyczne  
priori  
nie  mogą  być  nigdy  udowodnione  same  w  sobie,  lecz  zawsze 
tylko  w  stosunku  do  rzeczy  jako  przedmiotów  możliwego 
doświadczenia. 
 

 

§48

 

 

Jeżeli  przeto  chcemy  z  pojęcia  duszy  jako  substancji 

wnioskować ojej trwałości, to może to być ważne w stosunku do niej 
tylko  dla  możliwego  doświadczenia,  a  nie  może  odnosić  się  do  niej 
jako  rzeczy      samej  w  sobie  i  poza  wszelkim  możliwym 

background image

 

91 

doświadczeniem. Otóż warunkiem podmiotowym wszelkiego naszego 
możliwego doświadczenia  jest   życie;   możemy więc  wnioskować i   
tylko  o  trwałości  duszy  w  ciągu  życia,  ponieważ  śmierć  j    człowieka 
jest  końcem  wszelkiego  doświadczenia,  jeśli  chodzi  o  duszę  jako 
przedmiot  doświadczenia  —  o  ile  nie  udowodnimy  czegoś 
przeciwnego, co właśnie stanowi zagadnienie. A więc trwałość duszy 
daje  się  wykazać  tylko  w  życiu  człowieka  (przeprowadzenia  tego 
dowodu  na  pewno  nikt  od  nas  nie  wymaga),    a  nie  po  śmierci    (na 
czym nam właśnie zależy); a to  dla tej   ogólnej  przyczyny, że jeżeli 
pojęcie  substancji  ma być uważane za  złączone w  sposób konieczny 
z  pojęciem  trwałości,    to  może  to    zachodzić  tylko  według  zasady 
możliwego  doświadczenia,  a  więc  też  tylko  ze  względu  na  możliwe 
doświadczenie

55

 

 

§ 49 [336]

 

                                                           

55

 Jest to istotnie bardzo dziwne, że  metafizycy  zawsze tak beztrosko 

przemykali  się  obok  zasady  trwałości  substancji,  nie  próbując  nigdy 
jej udowodnić; niewątpliwie wynikało to stąd, że gdy zabierali się do 
pojęcia substancji, to  widzieli, że całkowicie ich opuszczają wszelkie 
dowody.  Rozsądek  pospolity,  który  doskonale  zdawał  sobie  sprawę, 
ż

e  bez  tego  założenia  niemożliwe  jest  zjednoczenie  spostrzeżeń  w 

doświadczeniu,  [336]  zastąpił  ten  brak  pewnym  postulatem. 
Albowiem z samego doświadczenia nie mógł przenigdy wyprowadzić 
tej  zasady,  już  to  z  tego  powodu,  że  nie  może  tak  daleko  śledzić 
materyj  (substancyj)  we  wszystkich  ich  zmianach  i  rozkładach,  by 
znaleźć, że  materia nigdy się nie zmniejsza, już to dlatego, że zasada 
ta  zawiera  w  sobie  konieczność,  która  zawsze  jest  oznaką  pewnej 
zasady  a  priori.  Otóż  zasadę  tę  zastosowali  oni  bez  skrupułu  do 
pojęcia duszy jako substancji i wnioskowali o jej koniecznym trwaniu 
dalszym  po  śmierci  człowieka  (głównie  dlatego,  że  prostota  tej 
substancji,  wywnioskowana  z  niepodzielności  świadomości)  chroniła 
ją przed zniszczeniem na skutek rozkładu). Gdyby znaleźli prawdziwe 
ź

ródło tej zasady — co wymagało jednak badań o wiele głębszych niż 

te, które mieli kiedykolwiek ochotę zacząć — to przekonaliby się, że 
owo  prawo  trwałości  substancji  zachodzi  tylko  w  zastosowaniu  do 
doświadczenia i może się odnosić do rzeczy o tyle tylko, o ile te mają 
być  w  doświadczeniu  poznane  i  połączone  z  innymi,  nigdy  zaś  do 
rzeczy niezależnych od wszelkiego możliwego doświadczenia, a więc 
nie może też być zastosowane do duszy po śmierci. 

background image

 

92 

 

Ż

e  naszym  spostrzeżeniom  zewnętrznym  nie  tylko  odpowiada 

coś  rzeczywistego  na  zewnątrz  nas,  lecz  musi  odpowiadać,  tego 
również  nie  możemy  nigdy  dowieść  z  powiązania  rzeczy  samych  w 
sobie;  natomiast  możemy  tego  dowieść  w  zastosowaniu  do 
doświadczenia.  To  znaczy:  że  coś  istnieje  w  sposób  empiryczny,  a 
więc jako zjawisko w przestrzeni na zewnątrz nas — to można dobrze 
udowodnić;  z  innymi  bowiem  przedmiotami  niż  przedmioty  należące 
do  możliwego  doświadczenia  nie  mamy  do  czynienia,  właśnie 
dlatego, że nie mogą nam one być dane w żadnym doświadczeniu i są 
dla nas niczym. Empirycznie na zewnątrz mnie jest to, co oglądamy w 
przestrzeni:  a  że  przestrzeń  ta  wraz  ze  wszystkimi  zawartymi  w  niej 
zjawiskami  należy  do  wyobrażeń,  których  powiązanie  według  praw 
doświadczenia  w  równym  stopniu  dowodzi  ich  przedmiotowej 
prawdy,  jak  powiązanie  zjawisk  zmysłu  wewnętrznego  dowodzi 
rzeczywistości mojej duszy (jako przedmiotu zmysłu wewnętrznego), 
przeto  za  pośrednictwem  zewnętrznego  doświadczenia  jestem 
ś

wiadom  w  równym  stopniu  rzeczywistości  ciał  jako  zjawisk  ze-

wnętrznych 

przestrzeni, 

jak 

za 

pomocą 

doświadczenia 

wewnętrznego  jestem  świadom  istnienia  w  czasie  mojej  duszy,  którą 
też  poznać  mogę  tylko  jako  przedmiot  zmysłu  wewnętrznego  przez 
zjawiska  tworzące  pewien  stan  wewnętrzny  i  której  istota  leżąca  u 
podstawy  tych  zjawisk  jest  mi  nie  znana.  Toteż  idealizm  Kartezjusza 
odróżnia tylko zewnętrzne doświadczenie [337] od sennego marzenia 
i prawidłowość jako kryterium prawdziwości doświadczenia od braku 
prawidłowości  i  błędnej  złudności  marzenia  sennego.  Zakłada  on  z 
góry  w obydwu przypadkach przestrzeń i czas jako warunki istnienia 
przedmiotów  i  zapytuje  tylko,  czy  rzeczywiście  znajdują  się  w 
przestrzeni  przedmioty  zmysłów  zewnętrznych,  które  tam  na  jawie 
umieszczamy, tak samo jak rzeczywiście przedmiot zmysłu wewnętrz-
nego,  dusza,  istnieje  w  czasie,  tj.  czy  doświadczenie  posiada 
niezawodne  kryteria  pozwalające  odróżnić  je  od  urojenia.  Łatwo  też 
da się tutaj usunąć powątpiewanie, i usuwamy  je też  zawsze  w życiu 
codziennym przez to, że w obydwu przypadkach badamy powiązania 
zjawisk  według  powszechnych  praw  doświadczenia  i  gdy 
wyobrażenie  rzeczy  zewnętrznych  całkowicie  się  z  nimi  zgadza,  nie 
możemy  wątpić  o  tym,  że  rzeczy  te  stanowią  prawdziwe 
doświadczenie.  Idealizm  materialny,  wobec  tego,  że  zjawiska 
rozpatrywane  są  tylko  według  ich  powiązania  w  doświadczeniu,  daje 
się  bardzo  łatwo  usunąć.  To,  że  ciała  istnieją  na  zewnątrz  nas  (w 
przestrzeni),  stanowi  równie  pewne  doświadczenie,  jak  to,  że  ja  sam 

background image

 

93 

istnieję  (w  czasie)  według  wyobrażenia  zmysłu  wewnętrznego, 
bowiem pojęcie na zewnątrz nas oznacza tylko istnienie w przestrzeni. 
Ponieważ  jednak  w  zdaniu:  Ja  jestem  —  to  Ja  oznacza  nie  tylko 
przedmiot  naoczności  wewnętrznej  (w  czasie),  lecz  i  podmiot 
ś

wiadomości,  tak  jak  i  ciało  oznacza  nie  tylko  zewnętrzną  daną 

naoczną  (w  przestrzeni),  lecz  także  i  rzecz  samą  w  sobie,  która 
znajduje  się  u  podstawy  tego  zjawiska,  więc  na  pytanie,  czy  ciała 
(jako  zjawiska  zmysłu  zewnętrznego)  istnieją  poza  moimi  myślami  
przyrodzie  jako  ciała,  możemy  bez  wszelkiego  wahania  dać 
odpowiedź przeczącą. Ale zupełnie tak samo ma się rzecz z pytaniem, 
czy  ja  sam  jako  zjawisko  zmysłu  wewnętrznego  (dusza  w  ujęciu 
psychologii  empirycznej)  istnieję  w  czasie  poza  moją  władzą 
przedstawiania  sobie,  albowiem  na  to  pytanie  również  musimy 
odpowiedzieć  przecząco.  W  ten  sposób  wszystko,  jeżeli  zostaje 
sprowadzone  do  swego  prawdziwego  znaczenia,  jest  rozstrzygnięte  i 
pewne.  Idealizm  formalny  (wszędzie  indziej  nazywany  przeze  mnie 
transcendentalnym)  rzeczywiście  uchyla  idealizm  materialny,  czyli 
kartezjański.  Skoro  bowiem  przestrzeń  nie  jest  niczym  innym,  jak 
tylko  formą  mojej  zmysłowości,  to  jest  ona  jako  przedstawienie  we 
mnie  równie  rzeczywista,  jak  ja  sam,  i  chodzi  jeszcze  tylko  o 
empiryczną prawdę zjawisk w przestrzeni zawartych. Jeżeli jednak tak 
nie  jest,  jeżeli  przestrzeń  i  zjawiska  w  przestrzeni  są  czymś  na 
zewnątrz nas istniejącym, to wtedy żadne kryteria doświadczenia poza 
naszym  spostrzeżeniem  nie  mogą  nigdy  udowodnić  rzeczywistości 
tych przedmiotów będących poza nami. 
 

 

[338] § 50 

II. IDEE KOSMOLOGICZNE 

(Krytyka [A], str. 405 i nast.)

 

 

Ten  wytwór  czystego  rozumu  w  jego  transcendentnym  użyciu 

jest  najdziwniejszym  fenomenem  rozumu,  i  on  też  ze  wszystkich 
działa  najsilniej,  by  obudzić  filozofię  z  jej  dogmatycznej  drzemki  i 
pobudzić ją do zajęcia się trudną sprawą krytyki rozumu. 

Nazywam  tę  ideę  kosmologiczną  dlatego,  że  przedmiot  swój 

wybiera tylko w świecie zmysłowym i nie potrzeba jej innego świata 
poza  tym,  którego  rzeczy  są  przedmiotami  zmysłów,  toteż  o  tyle  jest 
ona z tego świata (einheimisch) i nie jest transcendentna, nie jest więc 
jeszcze,  jak  dotąd,  ideą.  Natomiast  pomyśleć  sobie  duszę  jako 

background image

 

94 

substancję  prostą  znaczy  już  tyle,  co  pomyśleć  sobie  pewien 
przedmiot  (czynnik  prosty),  jakiego  zmysły  nie  mogą  sobie  wcale 
wyobrazić.  Mimo  to  idea  kosmologiczna  tak  dalece  rozszerza  jednak 
powiązanie  tego,  co  uwarunkowane,  z  jego  warunkiem  (wszystko 
jedno,  czy  będzie  ono  matematyczne,  czy  też  dynamiczne),  że 
doświadczenie  nigdy  nie  może  jej  dorównać,  i  w  tym  względzie  jest 
przeto  zawsze  ideą,  której  przedmiot  nigdy  nie  może  być  w  żadnym 
doświadczeniu dany w sposób adekwatny. 

 
 

§ 51

 

 

Tu  przede  wszystkim  pożytek  systemu  kategoryj  występuje  w 

sposób tak wyraźny i niezaprzeczony, że gdyby nawet nie było więcej 
dowodów  tego  pożytku,  to  i  ten  dostatecznie  wykazałby  niezbędność 
kategoryj w systemie czystego rozumu. Takich idej transcendentnych 
jest nie więcej niż cztery: tyle, ile jest klas kategoryj; w każdej z nich 
jednak idee dotyczą tylko bezwzględnej zupełności szeregu warunków 
danego  czynnika  uwarunkowanego.  Zgodnie  z  tymi  ideami 
kosmologicznymi mamy też tylko czworakie twierdzenia dialektyczne 
czystego rozumu, które już przez to, że są dialektyczne, dowodzą,  że 
każdemu  twierdzeniu  według  równie  prawdopodobnych  zasad 
czystego  rozumu  przeciwstawia  się  zasada  z  nim  sprzeczna. 
Przeciwieństwu  temu  nie  może  zapobiec  żadna  metafizyczna  sztuka 
najsubtelniejszych  odróżnień,  lecz  tylko  ta,  która  każe  filozofowi 
cofnąć  się  do  pierwszych  źródeł  samego  czystego  rozumu.  Ta 
antynomia,  nie  [339]wymyślona  w  sposób  dowolny,  lecz  tkwiąca  w 
naturze  rozumu  ludzkiego,  antynomia  nieunikniona  i  nieustająca, 
zawiera  następujące  cztery  twierdzenia  wraz  z  twierdzeniami  im 
przeciwnymi. 
 

 

1. 

 

Twierdzenie  
Ś

wiat posiada początek (granicę) 

co do czasu i przestrzeni. 

Twierdzenie przeciwne 
Ś

wiat jest co do czasu i 

przestrzeni 
nieskończony. 

 

2. 

background image

 

95 

 

Twierdzenie 
Wszystko na świecie składa się z 
tego, co proste. 

Twierdzenie przeciwne 
Nie ma nic prostego, wszystko 
jest złożone. 

 

3. 

 

Twierdzenie 
Istnieją w świecie przyczyny 
[wytworzone] przez wolność. 

Twierdzenie przeciwne 
Nie ma żadnej wolności, lecz 
wszystko jest przyrodą. 

 

4. 

 

Twierdzenie 
W   szeregu  przyczyn  świata jest 
jakaś istota konieczna. 

Twierdzenie przeciwne  
W szeregu tym nic nie jest 
konieczne, lecz wszystko w nim 
jest przypadkowe. 

 
 
 

§ 52 

 

Mamy  tu  najosobliwszy  fenomen  ludzkiego  rozumu,  na  który 

nie można znaleźć przykładu w żadnym innym użyciu rozumu. Jeżeli 
zjawiska świata zmysłowego, jak to się zwykle zdarza, myślimy sobie 
jako  rzeczy  same  w  sobie,  jeżeli  zasady  ich  połączeń  przyjmujemy 
jako zasady powszechne, mające ważność dla rzeczy samych w sobie, 
a nie tylko dla doświadczenia, [340] co również jest rzeczą zwykłą, a 
nawet,  jeżeli  nie  przeprowadzi  się  naszej  krytyki,  nieuniknioną,  to 
wyłania się wtedy pewna nieoczekiwana sprzeczność, której nigdy nie 
można  usunąć  na  zwykłej  drodze  dogmatycznej.  Zarówno  bowiem 
danego  twierdzenia,  jak  i  twierdzenia  jemu  przeciwnego  można 
dowieść  za  pomocą  jednakowo  przekonujących,  jasnych  i  nie-
odpartych  dowodów  —  bo  za  słuszność  wszystkich  tych  dowodów 
ręczę  —  i  rozum  staje  wobec  rozdwojenia  siebie  samego:  stan,  z 
którego  sceptyk  się  raduje,  a  który  w  filozofie  krytycznym  musi 
budzić zastanowienie i niepokój. 

§ 52 b 

 

Można w metafizyce bajać w rozmaity sposób bez obawy o to, 

background image

 

96 

ż

e  się  zostanie  schwytanym  na  nieprawdzie.  Jeżeli  bowiem  tylko  nie 

przeczymy  sami  sobie,  co  najzupełniej  jest  możliwe  w  zdaniach 
syntetycznych, choć całkowicie zmyślonych, to we wszystkich takich 
przypadkach, gdzie pojęcia przez nas łączone są samymi tylko ideami, 
które  nie  mogą  być  zupełnie  (co  do  całej  swej  treści)  dane  w 
doświadczeniu,  nigdy  nie  możemy  być  odparci  przez  doświadczenie. 
W  jakiż  sposób  bowiem  chcielibyśmy  za  pomocą  doświadczenia 
rozstrzygnąć, czy świat istnieje odwiecznie, czy też ma początek? Czy 
materia  jest  nieskończenie  po-dzielna,  czy  też  składa  się  z  części 
prostych? Tego rodzaju pojęcia nie mogą być dane w żadnym, nawet 
możliwie  najszerszym,  doświadczeniu,  a  więc  błędność  zdania 
twierdzącego  lub  przeczącego  nie  da  się  wykryć  za  pomocą  tego 
probierza. 

Jedyny  możliwy  przypadek,  gdzie  rozum  wbrew  swej  woli 

ujawniłby  swoją  ukrytą  dialektykę,  którą  podaje  fałszywie  za 
dogmatykę,  byłby  wtedy,  gdyby  rozum  oparł  pewne  twierdzenie  na 
jednej  powszechnie  uznanej  zasadzie,  a  z  innej  zasady  równie 
uprawnionej, przy największej poprawności wnioskowania, wyprowa-
dziłby  twierdzenie  przeciwne.  Otóż  tego  rodzaju  przypadek  zachodzi 
tutaj  rzeczywiście,  mianowicie  ze  względu  na  cztery  naturalne  idee 
rozumu,  z  których  wypływają  z  jednej  strony  cztery  twierdzenia,  a  z 
drugiej  —  tyleż  twierdzeń  przeciwnych,  każde  przy  poprawnym 
wynikaniu  z  powszechnie  uznanych  zasad,  przez  co  ujawnia  się 
dialektyczna złuda czystego rozumu w użyciu tych zasad, złuda, która 
w przeciwnym razie na zawsze musiałaby pozostać ukryta. 

Tutaj  więc  mamy  rozstrzygającą  próbę  wykrycia  w  sposób 

konieczny  błędu,  który  się  kryje  w  założeniach  [341]  rozumu

56

.  Z 

dwóch  zdań  sprzecznych  oba  nie  mogą  być  błędne,  chyba  że  samo 
pojęcie  stanowiące  ich  podstawę  zawiera  w  sobie  sprzeczność.  Np. 

                                                           

56

  [przyp.  Kanta]:  Pragnę  przeto,  by  krytyczny  czytelnik  zajął  się 

specjalnie  tą  antynomią,  sama  bowiem  przyroda  wystawiła  ją,  zdaje 
się,  w  tym  celu,  by  wprawić  w  kłopot  rozum  w  jego  zuchwałych 
uroszczeniach  i  zmusić  go  do  poddania  próbie  samego  siebie. 
Zobowiązuję się wszelki dowód, jaki podałem zarówno dla tezy, jak i 
dla  antytezy,  uzasadnić  i  w  ten  sposób  wykazać  pewność 
nieuniknionej  antynomii  rozumu.  Jeżeli  zaś  to  osobliwe  zjawisko 
doprowadzi czytelnika do tego, że cofnie się do zbadania leżących tu 
u podłoża założeń, to wtedy będzie się czuł zmuszony głębiej zbadać 
wraz  ze  mną  pierwszą  podstawę  wszelkiego  poznania  czystego 
rozumu. 

background image

 

97 

dwa  zdania:  «Koło  czworokątne  jest  okrągłe»  oraz  «Koło 
czworokątne  nie  jest  okrągłe»  są  obydwa  błędne.  Albowiem,  co  się 
tyczy  pierwszego,  jest  błędem,  że  wzmiankowane  koło  jest  okrągłe, 
ponieważ jest ono czworokątne, lecz  jest  również błędem,  że nie jest 
okrągłe, tj. że posiada kąty, ponieważ jest ono kołem. Na tym bowiem 
polega  cecha  logiczna  niemożliwości  pewnego  pojęcia,  że  przy  tym 
samym  założeniu  dwa  sprzeczne  zdania  byłyby  zarazem  błędne, 
wobec  tego  zaś,  że  trzeciego  zdania  pośredniego  między  nimi 
pomyśleć  nie  można,  więc  przez  owo  pojęcie  nic  się  w  ogóle  nie 
myśli. 
 

 

§ 52 c 

 

Otóż  takie  sprzeczne  pojęcie  znajduje  się  u  podstawy  dwóch 

pierwszych  antynomii,  które  nazywam  matematycznymi,  ponieważ 
zajmują  się  dołączaniem  lub  dzieleniem  czynnika  jednorodnego,  i  w 
ten  sposób  wyjaśniam,  jak  może  się  zdarzyć,  że  zarówno  teza,.  jak  i 
antyteza w obydwóch antynomiach są fałszywe. 

Jeżeli  mówię  o  przedmiotach  w  czasie  i  przestrzeni,  to  mówię 

nie  o  rzeczach  samych  w  sobie,  o  nich  bowiem  nic  nie  wiem,  lecz 
tylko o rzeczach występujących w zjawisku, tj. o doświadczeniu jako 
szczególnym  rodzaju  poznania  przedmiotów,  który  jedynie  jest 
dostępny  człowiekowi.  Otóż  o  tym,  co  myślę  w  przestrzeni  lub  w 
czasie, nie powinienem mówić, że istnieje w przestrzeni i czasie samo 
w sobie i bez tej mojej myśli; wtedy bowiem przeczyłbym sam sobie, 
gdyż  przestrzeń  i  czas  wraz  ze  zjawiskami  w  nich  nie  są  czymś,  co 
istnieje  samo  w  sobie  i  poza  moimi  przedstawieniami,  lecz  są  tylko 
sposobami  przedstawiania,  a  powiedzenie,  że  sam  sposób 
przedstawiania  istnieje  także  poza  naszym  przedstawianiem  [342], 
zawiera  sprzeczność  oczywistą.  Przedmioty  zmysłów  istnieją  przeto 
tylko  w  doświadczeniu;  natomiast  nadawać  im  własne,  samodzielne 
istnienie  również  bez  doświadczenia  lub  przed  doświadczeniem,  to 
znaczy  wyobrażać  sobie,  że  doświadczenie  także  istnieje  bez 
doświadczenia lub przed doświadczeniem. 

Jeżeli  zapytuję  teraz  o  wielkość  świata  co  do  przestrzeni  i 

czasu,  to  na  podstawie  wszystkich  swoich  pojęć  tak  samo  nie  mogę 
powiedzieć,  że  jest  ona  nieskończona,  jak  że  jest  skończona. 
Albowiem  ani  jedno,  ani  drugie  nią  może  być  zawarte  w 
doświadczeniu,  gdyż  nie  jest  możliwe  doświadczenie  nieskończonej 

background image

 

98 

przestrzeni  lub  nieskończonego  ubiegłego  czasu,  ani  też  doświad-
czenie ograniczenia świata przez próżną przestrzeń lub poprzedzający 
próżny  czas;  są  to  tylko  idee.  Tak  więc  wielkość  świata,  w  ten  lub 
inny sposób określona, musiałaby tkwić w nim samym niezależnie od 
wszelkiego  doświadczenia.  To  jednak  jest  sprzeczne  z  pojęciem 
ś

wiata zmysłowego, będącego tylko ogółem zjawisk, których istnienie 

i  powiązanie  zachodzi  jedynie  w  przedstawieniu,  mianowicie  w 
doświadczeniu, albowiem sam ten świat nie jest rzeczą samą w sobie, 
lecz tylko sposobem przedstawiania. Stąd zaś, że pojęcie istniejącego 
dla  siebie  świata  zmysłowego  zawiera  sprzeczność,  wynika,  iż 
rozwiązanie  zagadnienia  dotyczącego  jego  wielkości  będzie  zawsze 
błędne,  bez  względu  na  to,  czy  będziemy  próbowali  dać  na  nie 
odpowiedź twierdzącą, czy też przeczącą. 

To samo odnosi się i do drugiej antynomii, dotyczącej dzielenia 

zjawisk. Zjawiska bowiem są tylko przedstawieniami, a części istnieją 
tylko  w  przedstawieniu  zjawisk,  a  więc  w  dzieleniu,  tj.  w  możliwym 
doświadczeniu,  w  którym  są  dane;  dzielenie  to  daje  się  doprowadzić 
tylko  tak  daleko,  jak  daleko  sięga  doświadczenie.  Przyjąć,  że 
zjawisko,  np.  zjawisko  ciała,  samo  w  sobie,  przed  wszelkim 
doświadczeniem,  zawiera  wszystkie  części,  do  których  może  dotrzeć 
jakiekolwiek  możliwe  doświadczenie,  to  znaczy  nadawać  samemu 
zjawisku, mogącemu istnieć tylko w doświadczeniu, zarazem istnienie 
własne,  poprzedzające  doświadczenie,  lub  też  twierdzić,  że  same 
przedstawienia  istnieją  już    przedtem,  zanim  je  napotykamy  we 
władzy  przedstawiania.  To  zaś  przeczy  sobie,  a  przeto  wyklucza 
wszelkie  rozwiązanie  źle  zrozumianego  zagadnienia,  niezależnie  od 
tego, czy twierdzimy w tym rozwiązaniu, że ciała składają się same w 
sobie  z  nieskończenie  wielu  części,  czy  też  ze  skończonej  liczby 
części prostych. 

 
 

§ 53 [343] 

 

W  pierwszej  (matematycznej)  klasie  antynomii  błędność 

założenia polegała na tym, że to, co samo sobie, przeczy (mianowicie 
zjawisko  jako  rzecz  sama  w  sobie),  przedstawiamy  sobie  jako  dające 
się  zjednoczyć  w  jednym  pojęciu.  Natomiast,  co  się  tyczy  drugiej, 
mianowicie  dynamicznej  klasy  antynomii,  to  mylność  założenia 
polega  na  tym,  że  to,  co  się  daje  zjednoczyć,  przedstawiamy  sobie 
jako  sprzeczne;  przeto  gdy  w  pierwszym  przypadku  oba  przeciwne 

background image

 

99 

sobie  twierdzenia  byty  fałszywe,  to  znów  tutaj  twierdzenia,  które  się 
sobie  przeciwstawia  tylko  przez  nieporozumienie,  mogą  być  obydwa 
prawdziwe. 

Mianowicie  połączenie  matematyczne  zakłada  koniecznie  (w 

pojęciu  wielkości)  jednorodność  tego,  co  podlega  połączeniu, 
natomiast połączenie dynamiczne nie wymaga tego wcale. Jeżeli idzie 
o wielkość czegoś rozciągłego, to wszystkie części muszą być jedno-
rodne z sobą i z całością; natomiast w powiązaniu przyczyny i skutku 
możemy  wprawdzie  także  napotkać  jednorodność,  lecz  nie  jest  ona 
konieczna.  Albowiem  przynajmniej  pojęcie  przyczynowości  (za 
pośrednictwem  której  coś  jest  urzeczywistnione  przez  coś  od  siebie 
zupełnie różnego) takiej jednorodności nie wymaga. 

Gdybyśmy  przedmioty  świata  zmysłowego  brali  za  rzeczy 

same  w  sobie,  a  wyżej  przytoczone  prawa  przyrody  za  prawa  rzeczy 
samych  w  sobie,  to  sprzeczność  byłaby  nieunikniona.  Tak  samo, 
gdybyśmy  podmiot  wolności  przedstawiali  sobie  na  równi  z  innymi 
przedmiotami  jako  samo  tylko  zjawisko,  to  również  nie  moglibyśmy 
uniknąć  sprzeczności;  albowiem  twierdzilibyśmy  i  zaprzeczali 
równocześnie  to  samo  i  w  tym  samym  znaczeniu  o  tym  samym 
przedmiocie.  Jeżeli  jednak  konieczność  przyrody  odnosi  się  jedynie 
do  zjawisk,  wolność  zaś  jedynie  do  rzeczy  samych  w  sobie,  to  nie 
powstaje  żadna  sprzeczność,  jeżeli  przyjmiemy  lub  dopuścimy  oba 
rodzaje  przyczynowości  —  choćby  było  rzeczą  bardzo  trudną,  lub 
nawet niemożliwą, uczynić zrozumiałą przyczynowość tego drugiego 
rodzaju. 

W obrębie zjawisk każdy skutek jest zdarzeniem, czyli czymś, 

co  zachodzi  w  czasie;  stosownie  do  powszechnego  prawa  przyrody 
musi  go  wyprzedzać  pewne  określenie  przyczynowości  przyczyny 
(pewien jej stan), po czym następuje skutek wedle stałego prawa. Ale 
to, co przyczynie nadaje przyczynowość, musi również być czymś, co 
się  zdarza,  czyli  co  się  dzieje.  Przyczyna  musiała  zacząć  działać,  
przeciwnym  bowiem  razie  pomiędzy  nią  a  skutkiem  nie  można  by 
było pomyśleć [344] następstwa czasowego. Skutek istniałby zawsze, 
i  tak  samo  przyczynowość  przyczyny.  A  więc  wśród  zjawisk 
określenie przyczyny do działania również musiało powstać, przeto na 
równi ze swym skutkiem musi być wydarzeniem, które znów posiadać 
musi  swą  przyczynę  itd.,  zatem  konieczność  przyrody  musi  być  tym 
warunkiem,  na  mocy  którego  są  określane  przyczyny  działające. 
Natomiast  jeżeli  wolność  ma  posiadać  własność  pewnych  przyczyn 
zjawisk, to  musi być ona ze względu na  te zjawiska jako wydarzenia 
władzą  zapoczątkowywania  ich  z  siebie,  samej  (sponte),  tj.  bez  tego, 

background image

 

100 

by przyczynowość przyczyny mogła się zacząć sama i żeby przeto nie 
wymagała  żadnej  innej  podstawy  nadającej  jej  początek.  Wtedy 
jednak ta przyczyna powinna co do swej przyczynowości nie podlegać 
czasowym  określeniom  swego  stanu,  tj.  powinna  nie  być  wcale  zja-
wiskiem, 
tj. musielibyśmy ją uznać za rzecz samą w sobie, a tylko jej 
skutki  za  zjawiska

57

.  Jeżeli  można  pomyśleć  sobie  bez  sprzeczności 

taki  wpływ  istności  rozumnej  (Verstandeswesen)  na  zjawiska,  to  z 
wszelkim  powiązaniem  przyczyny  i  skutku  w  świecie  zmysłowym 
będzie  wprawdzie  związana  konieczność  przyrody,  tej  jednakże 
przyczynie,  która  sama  nie  jest  zjawiskiem  (choć  stanowi  jego 
podstawę),  będzie  przyznana  wolność,  a  więc  będzie  można  bez 
sprzeczności przyrodę  i wolność przypisać tej samej rzeczy, lecz pod 
rozmaitymi względami, raz jako zjawisku, drugi raz jako rzeczy samej 
w sobie. 

Posiadamy w sobie władzę nie tylko związaną z jej podstawami 

subiektywnie  ją  określającymi,  a  będącymi  [345]  naturalnymi   
przyczynami  jej działań, i o tyle też będącą władzą istoty, która sama 
należy  do  zjawisk;  lecz  władzę  tę  również  odnosimy  do  podstaw 
obiektywnych,  które  są  tylko  ideami,  o  ile  podstawy  te  mogą  tę 
władzę określić. Związek ten wyraża się przez powinność.  Władza ta 

                                                           

57

 [przyp. Kanta]: Idea  wolności zachodzi jedynie w  stosunku czegoś 

umysłowego  (des  Intellektuellen),  jako  przyczyny,  do  zjawiska  jako 
skutku. Toteż  materii  nie  możemy  przypisać wolności ze względu  na 
jej nieustanne działanie, dzięki któremu wypełnia ona swą przestrzeń, 
choć  działanie  to  odbywa  się  wedle  zasady  wewnętrznej.  I  nie 
możemy  też  pojęcia  wolności  uznać  za  odpowiednie  dla  czystych 
przedmiotów  intelektu,  np.  dla  Boga,  o  ile  działanie  jego  jest 
immanentne.  Albowiem  jego  działanie,  choć  niezależne  od 
zewnętrznych przyczyn określających, jest jednakże określone w jego 
wiecznym rozumie, a wiec w naturze boskiej. Wtedy tylko, gdy przez 
pewne działanie coś się ma rozpocząć, a więc skutek pojawić się ma w  
szeregu  czasowym,  a  więc  w  świecie  zmysłowym  (np.  początek 
ś

wiata),  tylko  wtedy  nasuwa  się  pytanie,  czy  przyczynowość 

przyczyny sama również musi się rozpocząć, czy też przyczyna może 
wszcząć skutek bez zaczęcia się tej jej przyczynowości. W pierwszym 
przypadku  pojęcie  przyczynowości  jest  pojęciem  konieczności 
przyrody, w drugim jest pojęciem wolności. Stąd czytelnik zrozumie, 
ż

e wobec tego, iż wolność tknąłem za władzę rozpoczynania zdarzeń 

spontanicznie  (von  selbst),  określiłem  ściśle  to  właśnie  pojęcie,  które 
stanowi zagadnienie metafizyki. 

background image

 

101 

zwie  się  rozumem,  i  o  ile  pewną  istotę  (człowieka)  rozpatrujemy 
jedynie  ze  względu  na  ten  obiektywnie  dający  się  określić  rozum,  to 
nie  możemy  jej    uważać  za  przedmiot  zmysłowy,  lecz  wspomniana 
właściwość  jest  właściwością  rzeczy  samej  w  sobie.  Tego,  że 
właściwość  ta  jest  możliwa,  nie  możemy  wcale  zrozumieć, 
mianowicie tego, w jaki sposób powinność, a więc coś, co się jeszcze 
nigdy  nie  stało,  określa  czynność  tej  istoty  i  może  być  przyczyną 
działań,  których  skutek  jest  zjawiskiem  w  świecie  zmysłowym. 
Tymczasem  jednak  przyczynowość    rozumu  co  do  skutków  [wy-
stępujących] w świecie zmysłowym byłaby wolnością, o ile uważano 
by,  że obiektywne podstawy, które same są ideami, skutki te określają. 
Albowiem  działanie  wolności  nie  zależałoby  od  podmiotowych,  a 
więc  również  i  czasowych,  warunków,  i  nie  zależałoby  przeto  od 
prawa  przyrody,  które  służy  do  określania  tych  warunków  —  a  to 
dlatego, że podstawy rozumowe nadają działaniom prawidła w sposób 
ogólny  na  mocy  zasad  naczelnych,  niezależnie  od  wpływu 
okoliczności czasu lub miejsca.  

To, co tutaj przytaczam, służy tylko jako przykład wyjaśniający 

i  nie  należy  koniecznie  do  naszego  zagadnienia,  które  musi  być 
rozstrzygnięte  na  podstawie  samych  pojęć,  niezależnie  od  własności, 
które napotykamy w świecie rzeczywistym. 

Otóż  mogę  powiedzieć  bez  sprzeczności:  Wszelkie  czynności 

istot rozumnych, o ile są zjawiskami (o ile występują w jakimkolwiek 
doświadczeniu), podlegają konieczności  przyrody;  wolne  natomiast  
są    te    same  czynności  w  odniesieniu  do  rozumnego  podmiotu  i  do 
jego władzy działania według samego tylko rozumu. Czegóż bowiem 
się  wymaga  od  konieczności  przyrody?  Nie  więcej,  jak  tylko  tego, 
ż

eby  każde  zdarzenie  w  świecie  zmysłowym  dało  się  określić  wedle 

stałych  praw,  a  więc  żeby  stało  w  związku  z  przyczyną  w  zjawisku, 
przy  czym  znajdująca  się  u  podstawy  rzecz  sama  w  sobie  i  jej 
przyczynowość  pozostają  nieznane.  Powiadam  jednak:  Prawo 
przyrody  pozostaje,      
niezależnie  od  tego,  czy  istota  rozumna  jest 
przyczyną skutków świata zmysłowego na podstawie rozumu, a więc 
przez  wolność,  czy    też    wyznacza  je  nie  z  motywów  rozumowych. 
Jeżeli  bowiem  zachodzi  pierwszy  przypadek,  to  czynność    dokonuje  
się    według    maksym,  których  skutek  w  zjawisku  zawsze  będzie 
zgodny  ze  stałymi  prawami;  jeżeli  zaś  zachodzi  drugi  przypadek  i 
czynność nie dokonuje się według zasad naczelnych rozumu, to wtedy 
[346]  jest  ona  poddana  empirycznym  prawom  zmysłowości,  i  w 
obydwóch  przypadkach  skutki  łączą  się  według  stałych.  Więcej  też 
nie  wymagamy  do  uznania  konieczności  przyrody  i  więcej  też  o  niej 

background image

 

102 

nie  wiemy.  Jednakże  w  pierwszym  przypadku  rozum  jest  przyczyną 
tych  praw  przyrody  i  jest  przeto  wolny,  w  drugim  zaś  skutki 
przebiegają  według  samych  tylko  naturalnych  praw  zmysłowości, 
ponieważ    rozum  nie  wywiera  na  nie  żadnego  wpływu:  przez  to 
jednak rozum sam nie jest określany przez zmysłowość (co jest rzeczą 
niemożliwą),  a  więc  i  w  tym  przypadku  jest  wolny.  Wolność  nie 
przeszkadza tedy naturalnemu prawu zjawisk, tak samo jak i prawo to 
nie uszczupla wolności praktycznego użytku rozumu, który to użytek 
ma  związek  z  rzeczami  samymi  w  sobie  jako  podstawami  określa-
jącymi. 

Przez  to  zostaje  więc  ocalona  wolność  praktyczna,  ta 

mianowicie,  która  nadaje  rozumowi  przyczynowość  wedle  podstaw 
określających  obiektywnie,  przy  czym  konieczność  przyrody  nie 
ponosi  najmniejszego  uszczerbku  co  do  tych  samych  skutków  jako 
zjawisk.  Uwagi  te  mogą  też  posłużyć  do  wyjaśnienia  tego,  cośmy 
powiedzieli  o  wolności  transcendentalnej  i  jej  zgodności  z 
koniecznością  przyrody  (w  tym  samym  podmiocie,  lecz  nie  pod  tym 
samym  względem).  Albowiem  co  do  wolności,  to  wszelki  początek 
działania  pewnej  istoty  [płynący]  z  przyczyn  przedmiotowych  jest  ze 
względu  na  te  określające  podstawy  zawsze  pierwszym  początkiem, 
chociaż  działanie  to  jest  w  szeregu  zjawisk  początkiem  tylko 
podrzędnym,  przed  którym  musi  się  dokonać  pewien  stan  przyczyny, 
który  to  działania  określa,  a  zarazem  sam  jest  określony  przez 
przyczynę  nieco  go  wyprzedzającą.  Tak  więc  w  istotach  rozumnych, 
albo  w  ogóle  w  istotach,  w  których,  i  o  ile,  przyczynowość  jest 
określona  jako  w  rzeczach  samych  w  sobie,  można,  nie  popadając  w 
sprzeczność  z  prawami  przyrody,  pomyśleć  władzę  rozpoczynania 
samemu szeregu stanów. Albowiem stosunek czynu cło obiektywnych 
motywów rozumowych nie jest stosunkiem czasowym; to, co określa 
przyczynowość,  nie  wyprzedza  tutaj  działania  co  do  czasu,  jako  że 
takie  motywy  określające  nie  przedstawiają  związku  przedmiotów  ze 
zmysłami,  a  więc  z  przyczynami  w  zjawisku,  lecz  przedstawiają 
przyczyny  określające  jako  rzeczy  same  w  sobie,  które  nie  podlegają 
warunkom  czasu.  W  ten  sposób  działanie  może  być  ze  względu  na 
przyczynowość rozumu uważane za pierwszy  początek, lecz  zarazem 
ze  względu  na  szereg  zjawisk  można  je  uważać  [347]  przecież  za 
początek tylko podrzędny; a więc bez sprzeczności działanie  może 
być pod tamtym względem uważane za wolne, pod tym zaś względem 
(jako że jest tylko zjawiskiem) za poddane konieczności przyrody. 

Co  się  tyczy  czwartej  antynomii,  to  zostaje  ona  usunięta  w 

sposób  podobny,  jak  konflikt  rozumu  z  samym  sobą  w  antynomii 

background image

 

103 

trzeciej. Jeżeli bowiem odróżnimy przyczynę w zjawisku od przyczyny 
zjawisk,  
o  ile  tę  drugą  można  pomyśleć  jako  rzecz  samą  w  sobie,  to 
oba  zdania  mogą  zupełnie  dobrze  istnieć  obok  siebie:  mianowicie 
zdanie,  że  nie  ma  w  ogóle  żadnej  przyczyny  świata  zmysłowego 
(według  tego  rodzaju  praw  przyczynowości),  której  istnienie  byłoby 
bezwarunkowo  konieczne,  aż  drugiej  strony  zdanie,  że  ten  świat 
jednak  jest  związany  z  jakąś  istotą  konieczną  jako  swą  przyczyną 
(lecz  jest  to  związek  innego  rodzaju  i  według  innego  prawa). 
Niezgodność tych dwóch zdań zachodzi jedynie przy nieporozumieniu 
polegającym  na  tym,  że  to,  co  jest  ważne  tylko  dla  zjawisk, 
rozszerzamy na rzeczy same w sobie i w ogóle mieszamy obie rzeczy 
w jednym pojęciu. 

 

 

§ 54

 

 

Tak  się  tedy  przedstawia  postawienie  i  rozwiązanie  całej 

antynomii, w którą rozum widzi się uwikłany przy stosowaniu swych 
ostatecznych  zasad  do  świata  zmysłowego.  Już  samo  postawienie  tej 
antynomii  byłoby  niemałą  zasługą  dla  zdobycia  wiedzy  o  rozumie 
ludzkim,  chociażby  nawet  rozwiązanie  tej  sprzeczności  nie  miało 
jeszcze  zupełnie  zadowolić  czytelnika,  mającego  do  zwalczenia 
ś

wieżo  wykazaną  mu  złudę  naturalną,  którą  dotychczas  uważał  za 

prawdę.  Jeden  bowiem  wynik  jest  tu  mimo  wszystko  niechybny, 
mianowicie:  ponieważ  jest  rzeczą  niemożliwą  wydostać  się  z  tego 
konfliktu  rozumu  z  samym  sobą,  dopóki  przedmioty  świata 
zmysłowego  bierze  się  za  rzeczy  same  w  sobie,  a  nie  za  to,  czym  są 
rzeczywiście,  tj.  za  same  tylko  zjawiska,  przeto  czytelnik  będzie 
zmuszony  jeszcze  raz  przedsięwziąć  dedukcję  wszelkiego  naszego 
poznania a priori i sprawdzić tę, którą ja podałem, a to w tym celu, by 
dojść w tej kwestii do rozstrzygnięcia. Więcej na teraz nie wymagam: 
jeżeli bowiem czytelnik przy tym postępowaniu wmyśli się tylko dość 
głęboko w naturę czystego rozumu, to oswoi się już z pojęciami, które 
jedynie  umożliwiają  usunięcie  konfliktu  rozumu.  [348]  Bez  tego 
nawet  od  najbardziej  uważnego    czytelnika  nie  mogę  oczekiwać 
zupełnego uznania. 

 

 

§ 55 

III. IDEA TEOLOGICZNA

 

background image

 

104 

(Krytyka [A],  str.  571  i nast.)

 

 

Trzecią  transcendentalną  ideą,  która  daje  materiał  do 

najważniejszego,  choć  przy  spekulatywnym  tylko  traktowaniu 
nadmiernego  (transcendentnego)  i  z  tego  powodu  dialektycznego 
użytku  rozumu,  jest  ideał  czystego  rozumu.  Tutaj  rozum  nie  zaczyna 
od  doświadczenia  —  jak  to  czynił  w  idei  psychologicznej  i  kosmo-
logicznej — i nie ulega pokusie, by przez wzmocnienie podstaw dążyć 
do  osiągnięcia,  o  ile  możliwe,  bezwzględnej  zupełności  ich  szeregu, 
lecz zrywa całkowicie z tym szeregiem i wychodząc z samych pojęć, 
od tego, co mogłoby stanowić bezwzględną zupełność rzeczy w ogóle, 
a  więc  za  pomocą  idei  najdoskonalszej  Praistoty,  schodzi  do 
określenia  możliwości,  a  stąd  także  ^rzeczywistości  wszystkich 
innych  rzeczy.  Wobec  tego  samo  założenie  takiej  istoty,  pomyślanej 
wprawdzie  nie  w  szeregu  doświadczeń,  lecz  przecież  dla  celów  do-
ś

wiadczenia  gwoli  zrozumiałości  jego  powiązania,  porządku  i 

jedności,  tj.  idea,  daje  się  tutaj  łatwiej  odróżnić  od  pojęcia 
intelektualnego  niż  w  przypadkach  poprzednich.  Toteż  łatwo  było 
tutaj  ukazać  złudę  dialektyczną,  wypływającą  stąd,  że  warunki 
podmiotowe  naszego  myślenia  uważamy  za  przedmiotowe  warunki 
samych  rzeczy,  a  hipotezę  konieczną  dla  zaspokojenia  naszego 
rozumu  za  dogmat.  Nie  mam  przeto  nic  więcej  do  przypomnienia  o 
uroszczeniach teologii transcendentalnej, albowiem to, co mówi o tym 
Krytyka, jest zrozumiale, jasne i rozstrzygające. 

 

 

§ 56 

UWAGA OGÓLNA 

W SPRAWIE IDEI TRANSCENDENTALNYCH

 

 

Przedmioty  dane  nam  przez  doświadczenie  są  dla  nas  pod 

wielu  względami  niezrozumiałe  i  wielu  pytań,

 

do  których  nas 

prowadzi  prawo  przyrody,  nie  można  [349]  rozwiązać,  o  ile 
wzniesiemy  je  na  pewną  wyżynę,  choć  zawsze  zgodnie  z  tymi 
prawami,  jak  np.  pytania,  dlaczego  ciała  przyciągają  się  wzajemnie. 
Jeżeli  jednak  przyrodę  pozostawiamy  całkowicie  na  uboczu  lub  w 
przebiegu 

jej 

powiązań 

przekraczamy 

wszelkie 

możliwe 

doświadczenie,  a  więc  zagłębiamy  się  w  same  idee,  wówczas  nie 
możemy  powiedzieć,  że  przedmiot  jest  dla  nas  niezrozumiały  i  że 
natura  rzeczy  stawia  przed  nami  zadania  nierozwiązalne.  Wtedy 

background image

 

105 

bowiem  nie  mamy  wcale  do  czynienia  z  przyrodą  lub  w  ogóle  z 
danymi  przedmiotami,  lecz  tylko  z  pojęciami  mającymi  wyłącznie 
ź

ródło  w  rozumie  i  z  samymi  tylko  przedmiotami  myśli,  w  stosunku 

do  których  wszelkie  zadania  wypływające  z  ich  pojęcia  muszą  być 
rozwiązalne,  gdyż  rozum  bądź  co  bądź  może  i  musi  zdać  całkowicie 
sprawę  z  własnego  postępowania

58

.  Wobec  tego,  że  idee 

psychologiczne,  kosmologiczne  i  teologiczne  są  wyłącznie  czystymi 
pojęciami  rozumowymi,  które  nie  mogą  być  dane  w  doświadczeniu, 
przeto pytania, które rozum stawia nam co do nich, są nam zadawane 
nie przez przedmioty, lecz przez same maksymy rozumu dla własnego 
jego  zaspokojenia  i  musi  istnieć  możliwość  otrzymania  na  nie 
wszystkie  wystarczającej  odpowiedzi.  To  zaś  odbywa  się  w  ten 
sposób, że wykazujemy, iż są one zasadami mającymi na celu dopro-
wadzenie  używania  intelektu  do  całkowitej  zgodności,  zupełności  i 
syntetycznej jedności, i o tyle mają ważność Tylko dla doświadczenia, 
lecz  odnośnie  do  jego  całości.  A  chociaż  bezwzględna  całość 
doświadczenia  jest  niemożliwa,  to  przecież  idea  całości  poznania 
według  zasad  naczelnych  w  ogóle  jest  tym  jedynym,  co  może  nadać 
poznaniu  pewien  szczególny  rodzaj  jedności,  mianowicie  jedność 
systemu,  bez  której  poznanie  nasze  składa  się  tylko  z  ułamków  i  nie 
może  się  nadać  do  celu  najwyższego  (który  zawsze  jest  tylko 
systemem [350] wszystkich celów). Mam zaś tutaj na myśli nie tylko 
cel    praktyczny,    lecz  i    najwyższy  cel  spekulatywnego  użytku 

                                                           

58

 [przyp. Kanta]: Mówi przeto trafnie p. Platner w swych Aforyzmach 

§§  728,  729:  «Jeżeli  rozum  stanowi  sprawdzian,  to  nie  jest  możliwe 
ż

adne  pojęcie,  które  byłoby  dla  rozumu  ludzkiego  niezrozumiale. 

Niezrozumiałość  zachodzi  jedynie  w  tym,  co  rzeczywiste.  Tutaj 
powstaje ona z niedostateczności idei nabytych». Brzmi to więc tylko 
paradoksalnie,  a  poza  tym  nie  jest  dziwne,  gdy  powiemy,  że  w 
przyrodzie  wiele  jest  dla  nas  spraw  niezrozumiałych  (np.  zdolność 
rozrodcza);  skoro  jednak  wzniesiemy  się.  jeszcze  wyżej  i  wyjdziemy 
nawet poza przyrodę, to znów wszystko stanie się dla nas zrozumiałe; 
wtedy  bowiem  opuszczamy  całkowicie  przedmioty,  które  mogą  być 
nam dane, i zajmujemy się tylko ideami, za pomocą których możemy 
zupełnie  dobrze  zrozumieć  prawo,  które  rozum  przez  nie  przepisuje 
intelektowi dla jego użytku w doświadczeniu, albowiem to prawo jest 
własnym wytworem rozumu. 
[Ernest  Platner  (1744—  1818),  antropolog,  profesor  medycyny  i 
filozofii w Lipsku. W tekście mowa o jego Aforyzmach filozoficznych 
(Philosophische Aphorismen, 
2 t., Lipsk 1776—1782). (B. B.)

background image

 

106 

rozumu. 

Idee  transcendentalne  wyrażają  więc  właściwe  przeznaczenie 

rozumu,  mianowicie  jako  naczelnej  zasady  systematycznej  jedności 
używania intelektu. Jeżeli jednak tę jedność sposobu poznania uważa 
się  za  tkwiącą  w  przedmiocie  poznania,  jeżeli  uważa  się  ją  za  kon-
stytutywną, 
choć właściwie jest ona tylko regulatywna, i  wmawia się 
sobie,  że  za  pomocą  tych  idei  musi  się  rozszerzyć  swoją  wiedzę 
daleko  poza  granice  wszelkiego  możliwego  doświadczenia,  a  więc  w 
sposób transcendentny, choć jedność ta służy tylko w tym celu, by do-
ś

wiadczenie w jego własnych granicach zbliżyć, o ile tylko można, do 

zupełności,  tj.  nie  ograniczać  jego  postępu  przez  nic,  co  nie  może 
należeć  do  doświadczenia  —  to  jest  to  po  prostu  nieporozumienie  w 
ocenie swoistego przeznaczenia naszego rozumu i jego zasad, i pewna 
dialektyka,  która  po  części  wprowadza  zamęt  do  użytku  rozumu  w 
doświadczeniu, po części rozdwaja sam rozum. 

 
 
 

ZAKOŃCZENIE

 

 

O OKREŚLENIU GRANIC CZYSTEGO ROZUMU 

 

§ 57 

 

Po  tych  bardzo  jasnych  dowodach,  które  daliśmy  powyżej, 

byłoby  niedorzecznością  spodziewać  się,  że  dowiemy  się  o 
jakimkolwiek przedmiocie czegoś więcej ponad to, co należy do jego 
możliwego  doświadczenia,  lub  też  rościć  sobie  pretensje  do  tego,  że 
możemy  choćby  w  najmniejszym  stopniu  poznać  rzecz,  o  której 
przyjmujemy,  iż  nie  jest  przedmiotem  możliwego  doświadczenia,  i 
określić  jej  własności  jako  rzeczy  samej  w  sobie.  W  jakiż  bowiem 
sposób chcielibyśmy dokonać tego określenia, jeżeli czas, przestrzeń i 
wszelkie pojęcia intelektu, a tym bardziej jeszcze pojęcia zaczerpnięte 
w świecie zmysłowym przez empiryczną naoczność lub spostrzeżenie, 
nie mają i mieć nie mogą innego użytku, jak tylko ten, by umożliwić 
doświadczenie.  Jeżeli  zaś  ten  warunek  pominiemy  nawet  w 
odniesieniu  do  czystych  pojęć  intelektu,  to  nie  będą  one  wcale 
określać  żadnego  przedmiotu  i  w  ogóle  nie  będą  mieć  żadnego 
znaczenia. 

Byłoby  jednak,  z  drugiej  strony,  jeszcze  większą  nie-

background image

 

107 

dorzecznością zgoła nie uznawać żadnych rzeczy samych w sobie, lub 
chcieć  doświadczenie  nasze  przedstawić  [351]  jako  jedynie  możliwy 
sposób poznania rzeczy, a więc nasze oglądanie w przestrzeni i czasie 
jako  jedynie  możliwe  oglądanie,  nasz  zaś  dyskursywny  intelekt  — 
jako  prawzór  wszelkiego  możliwego  intelektu,  a  zatem  chcieć,  żeby 
zasady  możliwości  doświadczenia  były  uważane  za  ogólne  warunki 
rzeczy samych w sobie. 

Stąd  też  nasze  zasady  naczelne,  ograniczające  użytek  rozumu 

jedynie  do  możliwego  doświadczenia,  mogłyby  same  stać  się 
transcendentne  i  krańce  naszego  rozumu  przedstawiać  jako  krańce 
możliwości  samych  rzeczy  —  za  przykład  tego  posłużyć  mogą 
Dialogi  Hume'a  —  gdyby  troskliwa  krytyka  nie  strzegła  granic 
naszego  rozumu  również  co  do  jego  empirycznego  użytku  i  nie 
wytknęła kresu jego uroszczeniom. Sceptycyzm powstał pierwotnie z 
metafizyki  i  jej  pozbawionej  kontroli  dialektyki.  Początkowo  jedynie 
gwoli  stosowania  rozumu  w    doświadczeniu  przedstawiał  on 
wszystko,    co    takie  stosowanie  przekracza,  jako  błahe  i  zawodne; 
stopniowo  jednakże,  skoro  sobie  uświadomiono,  że  to  wszakże  te 
same  zasady  a  priori,  którymi  posługujemy  się  w  doświadczeniu, 
prowadzą niepostrzeżenie i, jak się zdawało, z  tym  samym właściwie 
uprawnieniem dalej niż sięga doświadczenie, wtedy zaczęto podawać 
w  wątpliwość  same  zasady  doświadczenia.  Nie  sprawia  to  nam 
wielkiego  kłopotu,  ponieważ  zdrowy  rozsądek  zawsze  obroni  swe 
prawa w tym względzie; a jednak powstał tu pewien szczególny zamęt 
w  nauce,  która  nie  umie  określić,  do  jakich  granic  i  dlaczego  tylko 
dotąd,  a  nie  dalej,  możemy  zaufać  rozumowi.  Atoli  zamętowi  temu 
możemy  zaradzić  i  na  przyszłość  zapobiec  wszelkiemu  jego 
nawrotowi tylko przez formalne i z zasad wyprowadzone wytyczenie 
granic użytkowania naszego rozumu.  

Jest  to  istotnie  prawda,  że  poza  granicami  wszelkiego 

możliwego  doświadczenia  nie  możemy  podać  żadnego  określonego 
pojęcia  tego,  czym  mogą  być  rzeczy  same  w  sobie.  Nie  możemy 
jednak  całkowicie  powstrzymać  się  od  stawiania  pytań  dotyczących 
tych  rzeczy.  Doświadczenie  bowiem  nigdy  w  zupełności  nie  czyni 
zadość rozumowi; w szukaniu odpowiedzi na pytania odsyła nas coraz 
to  dalej  wstecz  i  sprawia,  że  jesteśmy  niezaspokojeni,  jeżeli  nie 
znajdujemy  całkowitego  wyjaśnienia.  Każdy  dostatecznie  może  się  o 
tym  przekonać  z  dialektyki  czystego  rozumu,  która  dlatego  właśnie 
ma dobrą  podstawę subiektywną. Jeśli [z jednej strony] osiąga się  co 
do tego, jaka jest natura naszej duszy, jasną świadomość podmiotu, a 
[z  drugiej  strony]  dochodzi  się  do  przekonania,  że  zjawiska  tego 

background image

 

108 

podmiotu nie dadzą się wyjaśnić materialistycznie, to czyż można się 
powstrzymać  od  postawienia  pytania,  czym  w  takim  razie  jest 
właściwie  dusza,  a  jeżeli  żadne  pojęcie  [352]  doświadczeniowe  nie 
okaże się; tu wystarczające, od przyjęcia dla tego tylko celu pewnego 
pojęcia rozumowego (prostej, niematerialnej istoty), chociaż wcale nie 
można  wykazać  jego  realności  przedmiotowej?  Któż  może  się 
zadowolić  samym  poznaniem  doświadczeniowym  przy  traktowaniu 
wszelkich kosmologicznych pytań, dotyczących trwania świata i jego 
wielkości, wolności lub konieczności zachodzącej w przyrodzie, skoro 
— jakkolwiek będziemy sobie poczynali — wszelka odpowiedź dana 
na podstawie zasad doświadczenia rodzi dalsze pytanie, które również 
domaga 

się 

odpowiedzi, 

przez 

to 

wyraźnie 

wykazuje 

niedostateczność  wszelkich  fizycznych  sposobów  objaśnienia,  jeżeli 
chodzi  o  zaspokojenie  rozumu?  W  końcu,  wobec  zupełnej 
przypadkowości i zależności wszystkiego, co tylko można pomyśleć i 
przyjąć  na  podstawie  zasad  doświadczenia,  któż  nie  widzi  niemożli-
wości  zatrzymania  się  przy  tych  zasadach  i  nie  czuje  się  zmuszony, 
wbrew  wszelkim  zakazom  zapuszczania  się  w  idee  transcendentne, 
szukać  przecież  spokoju  i  zaspokojenia  poza  wszystkimi  pojęciami, 
które  może  usprawiedliwić  przez  doświadczenie,  w  pojęciu  istoty, 
której  idea  nie  daje  się  wprawdzie  sama  w  sobie  co  do  swej 
możliwości zrozumieć, lecz nie daje się też i obalić; dotyczy bowiem 
pewnej istności tylko intelektualnej (Verstandeswesen), ale też takiej, 
ż

e  nie  mając  jej  idei  rozum  na  zawsze  musiałby  pozostać  niezaspo-

kojony. 

Granice  (Grenzen)  zakładają  zawsze  (u  istot  rozciągłych) 

pewną  przestrzeń,  którą  napotyka  się  na  zewnątrz  pewnego 
określonego  miejsca  i  która  je  sobą  obejmuje;  ograniczenie 
(Schranken)  nie  wymaga  tego,  lecz  jest  samą  tylko  negacją,  która 
dotyczy  wielkości,  o  ile  ta  nie  jest  bezwzględnie  zupełna.  Ale  nasz 
rozum  widzi  niejako  wokół  siebie  pewną  przestrzeń  dla  poznania 
rzeczy  samych  w  sobie,  choć  nigdy  nie  może  mieć  o  nich  pojęć 
określonych i jest ograniczony (eingeschränkt) tylko do zjawisk. 

Dopóki  poznanie  rozumowe  pozostaje  jednorodne,  dopóty  nie 

można  pomyśleć  żadnych  jego  określonych  granic.  W  matematyce  i 
przyrodoznawstwie rozum ludzki uznaje wprawdzie ograniczenie, lecz 
nie granice, tj. uznaje wprawdzie, że jest coś poza nim, dokąd on nie 
może  nigdy  dotrzeć,  lecz  nie  uznaje,  żeby  jego  wewnętrzny  postęp 
mógł być w jakimś punkcie zakończony.  Rozszerzanie poznania  (der 
Einsichten) 
w matematyce i możliwość coraz to nowych odkryć idzie 
w  nieskończoność;  podobnie  rzecz  się  ma  z  odkrywaniem  nowych 

background image

 

109 

własności  przyrody,  nowych  sił  i  praw,  dzięki  nieustannym 
doświadczeniom  i  ich  jednoczeniu  za  pomocą  rozumu.  A  jednak  nie 
można  nie  przyznać,  że  i  tu  jest  ograniczenie,  matematyka  [353] 
dotyczy  bowiem  tylko  zjawisk,  a  to,  co  nie  może  być  przedmiotem 
zmysłowej naoczności, jak pojęcia metafizyki i etyki, leży całkowicie 
poza zakresem  matematyki i w tym kierunku nie może się ona nigdy 
posunąć—  ale  też  to  nie  jest  jej  potrzebne.  Nie  ma  tu  więc  ciągłego 
postępu i zbliżania się do tych nauk, nie ma jak gdyby punktu czy linii 
styczności  z nimi. Przyrodoznawstwo nigdy  nam nie odsłoni  wnętrza 
rzeczy, tj. tego, co nie jest zjawiskiem, lecz może mimo to służyć jako 
naczelna  podstawa  wyjaśnienia  zjawisk;  bo  też  nie  potrzebuje  ono 
tego  do  swych  fizycznych  wyjaśnień;  ba,  gdyby  nawet  skądinąd 
ofiarowano  przyrodoznawstwu  coś  takiego  (np.  wpływ  istot 
niematerialnych),  to  powinno  ono  taki  dar  odrzucić  i  wcale  go  nie 
wprowadzać do dalszego biegu swych wyjaśnień, a wyjaśnienie swoje 
zawsze  na  tym  tylko  opierać,  co  jako  przedmiot  zmysłów  może 
należeć  do  doświadczenia  i  da  się  związać  z  naszymi  rzeczywistymi 
spostrzeżeniami, według praw doświadczenia. 

Atoli  metafizyka  w  próbach  dialektycznych  czystego  rozumu 

(które są podejmowane nie dowolnie i nie lekkomyślnie, lecz dlatego, 
ż

e pcha ku temu natura parnego rozumu) prowadzi nas do tych granic. 

Idee  transcendentalne  dlatego  właśnie,  że  choć  obyć  się  bez  nich  nie 
możemy,  nigdy  jednak  nie  dają  się  zrealizować,  służą  nie  tylko  do 
rzeczywistego  wskazania  nam  granic  czystego  użytku  rozumowego, 
lecz do wskazania także sposobu ich wyznaczenia; na tym też polega 
cel  i  pożytek  tego  przyrodzonego  uzdolnienia  naszego  rozumu,  które 
wydało  na  świat  metafizykę  jako  swe  dziecię  najukochańsze.  Te 
narodziny,  jak  i  każde  inne  w  świecie,  należy  przypisać  nie 
dowolnemu  przypadkowi,  lecz  pierwotnemu  zarodkowi,  mądrze  do 
wielkich  celów  uorganizowanemu.  Albowiem  metafizyka  bardziej 
może  niż  każda  inna  nauka  jest  w  swych  podstawowych  zarysach 
założona w nas przez naturę samą. Toteż nie można jej uważać wcale 
za  wytwór  dowolnego  wyboru  lub  za  przypadkowe  rozszerzenie  w 
postępie doświadczeń (od których się ona całkowicie odgradza). 

Rozum  we  wszystkich  pojęciach,  we  wszystkich  prawach 

intelektu,  które  mu  wystarczają  do  empirycznego  użytku,  a  więc  w 
obrębie świata zmysłowego, nie znajduje jednak zadowolenia z siebie, 
gdyż  wciąż  na  nowo,  bez  końca  powracające  pytania  odbierają  mu 
nadzieję na całkowite ich rozwiązanie. Takimi właśnie zagadnieniami 
rozumu  są  idee  transcendentalne,  których  zadaniem  jest  owo 
ostateczne  dopełnienie  (Vollendung).  [354]  Otóż  rozum  widzi  jasno, 

background image

 

110 

ż

e takiego dopełnienia nie może w sobie zawierać świat zmysłowy, a 

przeto i te wszystkie pojęcia, które służą jedynie do zrozumienia tego 
ś

wiata:  przestrzeń,  czas  i  wszystko,  cośmy  przytoczyli  pod  nazwą 

czystych  pojęć  intelektu.  Świat  zmysłowy  to  tylko  łańcuch  zjawisk 
powiązanych  z  sobą  według  praw  powszechnych,  nie  posiada  przeto 
sam dla siebie istnienia (Bestehen); nie jest  właściwie rzeczą samą w 
sobie i odnosi się przeto z konieczności do tego, co zawiera podstawę 
tych  zjawisk,  do  istot,  które  mogą  być  uznane  nie  tylko  za  zjawiska, 
lecz za rzeczy same w sobie. Jedynie przez ich poznanie może rozum 
spodziewać  się,  że  w  zupełności  zaspokoi  swe  dążenie  w  posuwaniu 
się od tego, co uwarunkowane, do jego warunków.  

Powyżej  (§  33,  34)  ukazaliśmy  ograniczenie  rozumu  co  do 

wszelkiego 

poznania 

istności 

jedynie 

myślowych 

(blosser 

Gedankenwesen). Obecnie, ponieważ idee transcendentalne sprawiają, 
ż

e  przecież  z  konieczności  musimy  posunąć  się  aż  do  nich,  i 

doprowadziły  niejako  do  zetknięcia  się  przestrzeni  wypełnionej 
(doświadczenia)  z  próżną  (o  której  nic  wiedzieć  nie  możemy,  z 
noumenami), możemy wyznaczyć również i granice czystego rozumu. 
We  wszelkich  bowiem  granicach  jest  także  coś  pozytywnego  (np. 
powierzchnia  jest  granicą  przestrzeni  bryły,  a  przy  tym  sama  jest 
przestrzenią;  linia  jest  przestrzenią  stanowiącą  granicę  powierzchni; 
punkt  jest  granicą  linii,  lecz  mimo  to  ciągle  jeszcze  jest  miejscem  w 
przestrzeni),  natomiast  ograniczenie  zawiera  w  sobie  same  tylko 
przeczenia.  Ograniczenie,

 

które  wskazaliśmy  w  przytoczonych 

paragrafach,  już  nie  wystarcza,  skoro  znaleźliśmy,  że  coś  jeszcze  i 
poza nim się znajduje (choć nigdy nie poznamy, czym to jest samo w 
sobie).  Albowiem  teraz  wyłania  się  pytanie;  Jak  zachowuje  się  nasz 
rozum przy takim powiązaniu tego, co znamy, z tym, czego nie znamy 
i nigdy nie poznamy? Mamy tu rzeczywiście powiązanie czegoś zna-
nego  z  czymś  całkowicie  nieznanym  (i  co  takim  na  zawsze 
pozostanie),  i  choćby  to  nieznane  nie  miało  się  stać  ani  odrobinę 
bardziej  znane  —  czego  też  w  rzeczywistości  nie  należy  się 
spodziewać  —  to  jednak  pojęcie  tego  powiązania  musi  dać  się 
określić i doprowadzić do wyraźności. 

Powinniśmy  przeto  pomyśleć  sobie  istotę  niematerialną,  świat 

intelektu  oraz  najwyższą  ze  wszystkich  istot  (a  wszystko  to  są 
noumena), ponieważ rozum w nich tylko, jako w rzeczach samych w 
sobie, znajduje dopełnienie i zaspokojenie, których nigdy nie może się 
spodziewać przy wyprowadzeniu zjawisk z jednorodnych [355] z nimi 
podstaw,  i  ponieważ  te  zjawiska  odnoszą  się  rzeczywiście  do  czegoś 
od nich różnego (a przeto całkowicie z nimi niejednorodnego), jako że 

background image

 

111 

zakładają  przecież  zawsze  rzecz  samą  w  sobie  i  na  nią  przeto 
wskazują, bez względu na to, czy możemy ją bliżej poznać, czy też nie 
możemy. 

Ż

e  jednak  nigdy  nie  możemy  poznać  tych  istności 

intelektualnych  (Verstandeswesen)  w  tym,  czym  one  mogą  być  same 
w sobie, tj. jako określonych, a mimo to musimy je przecież przyjąć w 
stosunku do świata zmysłowego i z nim wiązać za pomocą rozumu, to 
będziemy  mogli  przynajmniej  pomyśleć  to  powiązanie  za  pomocą 
takich pojęć, które wyrażają stosunek tych istności intelektualnych do 
ś

wiata  zmysłowego.  Jeżeli  bowiem  istność  intelektualną  myślimy  za 

pomocą  samych  tylko  czystych  pojęć  intelektu,  to  nie  myślimy  sobie 
przez  to  rzeczywiście  nic  określonego.  Pojęcie  nasze  jest  przeto  bez 
znaczenia.  Gdy  zaś  myślimy  ją  za  pomocą  własności  zapożyczonych 
ze świata zmysłowego, to przestaje już ona być istnością intelektualną, 
a  zostaje  pomyślana  jako  jedno  ze  zjawisk  i  należy  do  świata 
zmysłowego. Weźmy jako przykład pojęcie Istoty Najwyższej. 

Pojęcie  deistyczne  jest  zupełnie  czystym  pojęciem  rozu-

mowym,  które  jednakże  przedstawia  jedynie  rzecz  zawierającą 
wszelką  realność,  lecz  bez  możności  określenia  jakiegokolwiek 
czynnika  tej  realności  —  do  tego  trzeba  by  bowiem  powołać  się  na 
przykład  wzięty  ze  świata  zmysłowego,  a  wtedy  mielibyśmy  zawsze 
do  czynienia  tylko  z  przedmiotem  zmysłów,  nie  zaś  z  czymś  zgoła 
różnorodnym,  co  wcale  nie  może  być  przedmiotem  zmysłów. 
Gdybym  przypisał  tej  rzeczy  np.  intelekt,  toż  nie  posiadam  wszakże 
ż

adnego  innego  pojęcia  intelektu,  jak  tylko  takie,  jakim  jest  mój 

intelekt,  a  więc  takie,  któremu  dane  naoczne  muszą  być  dostarczone 
za 

pośrednictwem 

zmysłów 

który 

zajmuje 

się 

podpo-

rządkowywaniem tych danych pod prawidła jedni świadomości. Ale w 
takim  razie  elementy  mego  pojęcia  tkwiłyby  zawsze  w  zjawisku,  a 
wszakże właśnie niedostateczność zjawisk zniewoliła mnie do wyjścia 
poza nie do pojęcia istoty, która jest zupełnie od zjawisk niezależna i 
nie  jest  z  nimi  związana  jako  z  warunkami  swego  określenia.  Jeżeli 
jednak,  aby  mieć  sam  czysty  intelekt,  oddzielę  intelekt  od 
zmysłowości,  to  nie  pozostanie  nic  innego,  jak  sama  tylko  forma 
myślenia bez naoczności, a przez to nie mogę poznać nic określonego, 
a  więc  żadnego  przedmiotu.  W  tym  celu  musiałbym  sobie  pomyśleć 
inny intelekt, który by oglądał przedmioty, lecz o takim nie posiadam 
najmniejszego  pojęcia,  ludzki  bowiem  intelekt  jest  dyskursywny  i 
może  poznawać  tylko  przez  pojęcia  ogólne.  To  samo  [356]  mnie 
również  spotyka,  gdy  Istocie  Najwyższej  przypisuję  wolę.  Do  tego 
pojęcia  dochodzę  bowiem  tylko  w  ten  sposób,  że  wysnuwam  je  z 

background image

 

112 

mojego  doświadczenia  wewnętrznego,  przy  czym  jednak  zawsze  u 
podstaw znajduje się zależność zaspokojenia od przedmiotów, których 
istnienie  jest  nam  potrzebne,  a  więc  zmysłowość.  To  zaś  jest 
całkowicie sprzeczne z czystym pojęciem Istoty Najwyższej. 

Zarzuty  Hume'a  przeciwko  deizmowi  są  słabe  i  trafiają  co 

najwyżej  w  dowody,  nigdy  zaś  w  samo  twierdzenie  doktryny 
deistycznej. Atoli o ile chodzi o teizm, który ma powstać przez bliższe 
określenie  owego  w  deizmie  tylko  transcendentnego  pojęcia  Istoty 
Najwyższej,  to  zarzuty  te  są  bardzo  silne  i,  gdy  pojęcie  to  jest  już 
ukształtowane,  w  niektórych  (w  rzeczywistości  zaś  we  wszystkich 
zwykłych)  przypadkach  są  nie  do  obalenia.  Hume  trzyma  się  zawsze 
tego,  że  za  pomocą  samego  tylko  pojęcia  Praistoty,  której  nie 
przypisujemy  innych  orzeczeń,  jak  tylko  ontologiczne  (wieczność, 
wszechobecność,  wszechmoc),  nie  myślimy  w  rzeczywistości  nic 
określonego,  lecz  że  muszą  się  tu  jeszcze  dołączyć  własności,  które 
mogą  wytworzyć  pojęcie  in  concreto.  Nie  wystarczy  powiedzieć:  on 
jest  przyczyną,  lecz  trzeba  dodać,  jak  jest  wyposażona  jego 
przyczynowość,  np.  przez  intelekt  i  wolę.  I  tutaj  zaczynają  się  ataki 
Hume'a przeciw samej rzeczy, mianowicie przeciw samemu teizmowi, 
gdy poprzednio atakował on tylko podstawy dowodów deizmu, co nie 
przedstawia 

szczególnego 

niebezpieczeństwa. 

Niebezpieczne 

argumenty Hume'a odnoszą się wszystkie do antropomorfizmu, który, 
zdaniem  jego,  jest  nieodłączny  od  teizmu  i  czyni  go  sprzecznym  z 
samym sobą. Jeżeli jednak ten antropomorfizm odrzucimy, to upadnie 
zarazem  i  teizm,  a  pozostanie  tylko  deizm,  z  którego  nic  zrobić  nie 
można,  który  nie  może  się  nam  do  niczego  przydać  ani  służyć  za 
podstawę  religii  i  moralności.  Gdyby  było  rzeczą  pewną,  że 
antropomorfizmu  nie  da  się  w  ten  sposób  uniknąć,  to  jakiekolwiek 
byłyby  dowody  istnienia  Istoty  Najwyższej,  i  choćby  wszystkie  były 
przyjęte,  to  przecież  pojęcia  tej  Istoty  nigdy  nie  udałoby  się  nam 
określić bez uwikłania się w sprzeczności.  

Jeżeli  z  zakazem  unikania  wszelkich  transcendentnych  sądów 

czystego  rozumu  łączymy  pozornie  sprzeczny  z  nim  nakaz 
dochodzenia  aż  do  pojęć  znajdujących  się  poza  zasięgiem  użytku 
immanentnego  (empirycznego),  to  się  przekonujemy,  że  oba  mogą 
razem  się  utrzymać,  lecz  właśnie  tylko  na  granicy  wszelkiego 
dozwolonego użytku rozumu, albowiem ta granica należy zarówno do 
obszaru  doświadczenia,  jak  i  do  obszaru  istności  czysto  myślowych. 
Przez  to  [357]  zostajemy  równocześnie  pouczeni  co  do  sposobu,  w 
jaki  owe  godne  uwagi  idee  służą  jedynie  do  wyznaczenia  granic 
rozumu  ludzkiego,  mianowicie,  by  z  jednej  strony  nie  rozciągać 

background image

 

113 

nieograniczenie  poznania  doświadczeniowego,  co  prowadziłoby  do 
tego, że nic więcej, jak tylko świat mielibyśmy do poznania, a z dru-
giej strony, by nie wychodzić jednak poza granice doświadczenia i nie 
chcieć o rzeczach leżących poza nim, jako o rzeczach samych w sobie, 
wydawać sądów. 

Zatrzymujemy  się  wszakże  na  tej  granicy,  jeżeli  sąd  nasz 

ograniczamy jedynie do stosunku, w jakim świat może się znajdować 
względem Istoty, której samo pojęcie leży poza wszelkim poznaniem 
dostępnym dla nas w obrębie świata. Wtedy bowiem Istocie Najwyż-
szej nie nadajemy żadnej z tych własności samych w sobie, za pomocą 
których  myślimy  sobie  przedmioty  doświadczenia,  i  w  ten  sposób 
unikamy  antropomorfizmu  dogmatycznego,  ale  przypisujemy  je 
jednak  stosunkowi  tej  Istoty  do  świata  i  pozwalamy  sobie  na  antro-
pomorfizm symboliczny, który w rzeczywistości dotyczy tylko języka, 
a nie samego przedmiotu. 

Jeżeli  powiadam:  Jesteśmy  zmuszeni  rozpatrywać  świat  w  ten 

sposób,  jak  gdyby

59

  był  on  dziełem  najwyższego  intelektu  i  woli,  to 

nie  powiadani  wtedy  rzeczywiście  nic  więcej  nad  to:  w  jakim 
stosunku  znajduje  się  zegar,  okręt,  pułk  —  do  mechanika, 
budowniczego, dowódcy, w takim samym stosunku znajduje się świat 
zmysłowy (lub to wszystko, co stanowi podstawę tego ogółu zjawisk) 
do  owego  czynnika  nieznanego,  którego  przez  to  nie  poznaje 
wprawdzie  co  do  tego,  czym  jest  on  sam  w  sobie,  poznaję  jednak  ze 
względu  na  to,  czym  on  jest  dla  mnie,  mianowicie  ze  względu.,  na 
ś

wiat, którego jestem cząstką. 

 

 
 
 

§ 58 

 

Tego rodzaju poznanie jest poznaniem według analogii, która nie jest, 
jak  się  zazwyczaj  wyraz  ten  pojmuje,  jakimś  niezupełnym 
podobieństwem  dwóch  rzeczy,  lecz  oznacza  zupełne  podobieństwo 
dwóch stosunków zachodzących między dwiema całkowicie do siebie 

                                                           

59

  Jak  gdyby:  «als  ob».  —  To  powtarzające  się  i  w  dalszym  ciągu 

parokrotnie  Kantowskie  «als  ob»  dało  asumpt  Vaihingerowi  do  jego 
«filozofii fikcji», «Philosophie des Als-Ob». (J. S.) 

background image

 

114 

niepodobnymi  rzeczami

60

.  Za  pośrednictwem  tej  analogii  pozostaje 

jednak  pewne  dla  nas  dostatecznie  określone  [358]  pojęcie  Istoty 
Najwyższej,  chociaż  odrzuciliśmy  wszystko,  co  mogło  je  określić 
bezwzględnie i samo  w sobie; albowiem określamy je w stosunku  do 
ś

wiata,  a  więc  i  w  stosunku  do  nas,  i  to  nam  wystarcza.  Zarzuty 

Hume'a przeciwko tym, którzy pojęcie to chcą określić bezwzględnie 
czerpiąc do tego materiał z samych siebie i ze świata, w nas nie godzą. 
Nie może on nam również zarzucić, że nic zgoła nam nie pozostanie, 
jeżeli  z  naszego  pojęcia  Istoty  Najwyższej  zostanie  usunięty 
przedmiotowy antropomorfizm. 

Albowiem  jeżeli  tylko  przyzna  się  nam  z  początku  (jak  to  też 

czyni w swych Dialogach Hume w osobie Filona przeciw Kleantowi) 
jako  konieczną  hipotezę  deistyczne  pojęcie  Praistoty,  w  którym  to 
pojęciu  myślimy  sobie  tę  Praistotę  za  pomocą  samych  orzeczeń 
ontologicznych,  substancji,  przyczyny  itd.  (co  musi  się  uczynić,  gdyż 
rozum  ulega  w  świecie  zmysłowym  tylko  takim  warunkom,  które 
zawsze  znowu  są  uwarunkowane,  i  bez  tego  nie  może  znaleźć 
zaspokojenia,  i  co  też  zasadnie  można  uczynić  bez  uwikłania  się  w 
antropomorfizm,  który  przenosi  określenia  ze  świata  zmysłowego  na 

                                                           

60

 [przyp. Kanta]: W ten sposób zachodzi analogia miedzy stosunkami 

prawnymi  czynów  ludzkich  i  stosunkami  mechanicznymi  sił 
poruszających:,  nigdy  nie  mogę  nic  względem  drugiego  człowieka 
uczynić,  nie  dając  mu  prawa,  [358]  by  w  tych  samych  warunkach 
uczynił  względem  mnie  to  samo;  zupełnie  tak  samo  jak  żadne  ciało 
nie  może  na  inne  ciało  działać  przez  swą  siłę  poruszającą,  nie 
wywołując  tego,  że  to  inne  ciało  równie  silnym  odpowie  mu 
działaniem.  Tutaj  prawo  i  siła  poruszająca  są  to  rzeczy  zgoła 
niepodobne,  lecz  w  ich  stosunku  zachodzi  jednak  zupełne 
podobieństwo.  Za  pomocą  takiej  analogii  mogę  przeto  dać  pojecie 
stosunkowe  o  rzeczach  bezwzględnie  mi  nie  znanych.  Np.  ten  sarn 
stosunek, jaki zachodzi miedzy przysparzaniem szczęścia dzieciom 
a  
i  miłością  rodziców  =  b,  zachodzi  również  między  pomyślnością 
rodu  ludzkiego  —  c  i  tym  nieznanym  w  Bogu  =  x,  co  zwiemy 
miłością;  i  to  nie  w  ten  sposób,  żeby  to  nieznane  posiadało 
najmniejsze  podobieństwo  z  jakąkolwiek  ludzką  skłonnością,  lecz  że 
stosunek  tej  miłości  do  świata  możemy  ustanowić  jako  podobny  do 
tego  stosunku,  w  jakim  pozostają  do  siebie  wzajemnie  rzeczy  tego 
ś

wiata.  To  zaś  pojęcie  stosunkowe  jest  tutaj  tylko  kategorią, 

mianowicie  pojęciem  przyczyny,  które  nie  ma  nic  wspólnego  ze 
zmysłowością. 

background image

 

115 

Istotę  zgoła  od  świata  różną,  albowiem  owe  określenia  są  tylko 
pewnymi  kategoriami,  które  nie  dają  wprawdzie  określonego  pojęcia 
tej  Istoty,  lecz  przez  to  właśnie  nie  dają  również  takiego  jej  pojęcia, 
które  byłoby  ograniczone  do  warunków  zmysłowości),  to  wtedy  nic 
nie może nam przeszkodzić, żeby przypisać tej Istocie ze względu na 
ś

wiat przyczynowość za pomocą rozumu (Kausalität durch Vernunft) 

w ten sposób przejść do teizmu, nie będąc zmuszonym do nadania jej 
samej  w  sobie  tego  rozumu  jako  własności  do  niej  przynależnej. 
Albowiem  co  się  tyczy  pierwszego  punktu,  to  jedyna  możliwa  droga 
prowadząca  do  tego,  żeby  [359]  użytek  rozumu  ze  względu  na 
wszelkie  możliwe  doświadczenie  posunąć  w  świecie  zmysłowym  do 
najwyższego  stopnia,  w  całkowitej  przy  tym  jego  zgodności  z  sobą 
samym, polega na tym, że znowu przyjmujemy najwyższy rozum jako 
przyczynę wszelkich związków w świecie. Taka zasada musi być dla 
rozumu  zawsze  korzystna  i  nie  może  mu  nigdzie  zaszkodzić  w  jego 
użytku naturalnym. Co zaś do drugiego punktu, to przez to rozum nie 
zostaje jednak przeniesiony jako własność na Praistotę samą w sobie, 
lecz tylko na jej stosunek do świata zmysłowego, i całkowicie przeto 
unikamy  antropomorfizmu.  Tutaj  bowiem  rozpatrujemy  tylko 
przyczynę  formy  rozumowej  (Vernunftform),  którą  wszędzie 
napotykamy  w  świecie.  Najwyższej  zaś  Istocie  przypisujemy 
wprawdzie  rozum,  o  ile  ona  zawiera  w  sobie  podstawę  tej  formy 
rozumowej  świata,  lecz  tylko  według  analogii,  tj.  o  ile  to  wyrażenie 
wskazuje tylko stosunek, w jakim nieznana nam najwyższa przyczyna 
pozostaje do świata, aby móc w nim wszystko określić w najwyższym 
stopniu  rozumnie.  A  przez  to  unikamy  posługiwania  się      własnością 
rozumu, aby pomyśleć Boga, a tylko za jej pomocą myślimy świat w 
ten  sposób,  jaki  jest  konieczny,  by  według  pewnej  zasady  naczelnej 
osiągnąć,  o  ile  to  tylko  możliwe,  największy  użytek  rozumowy  w 
stosunku do świata. Przyznajemy przez to, że  Istota Najwyższa co do 
tego, czym jest sama w sobie, pozostaje dla nas całkowicie niezbadana 
i  nawet  nie  da  się  pomyśleć  w  sposób  określony.    To  powstrzymuje 
nas  od  tego,  by  z  naszych  pojęć,  jakie  posiadamy  o  rozumie  jako 
przyczynie  sprawczej  (za  pośrednictwem  woli),  robić  użytek  trans-
cendentny prowadzący do tego, że określa się naturę boską za pomocą 
własności zawsze jednak tylko zapożyczonych z natury   ludzkiej i w  
ten sposób gubi się w pojęciach z gruba ciosanych lub fantastycznych. 
Z  drugiej  zaś  strony  chroni  to  nas  od  tego,  by  nie  przeładowywać   
rozważań      nad      światem      hiperfizycznymi  objaśnieniami 
[ukształtowanymi]  według  naszych  pojęć  o  rozumie  ludzkim,  które 
przenosimy  na  Boga.  Chroni  nas  to  również  od  odwodzenia  tych 

background image

 

116 

rozważań  od  właściwego  ich  przeznaczenia,  wedle  którego  mają  być 
badaniem  samej  tylko  przyrody  za  pomocą  rozumu,  nie  zaś 
zuchwałym  wyprowadzaniem  jej  zjawisk  z  najwyższego  rozumu. 
Sformułowaniem  odpowiadającym  naszym  słabym  pojęciom  będzie, 
co  następuje:  Myślimy  sobie  świat  tak,  jak  gdyby  co  do  swego 
istnienia  i  wewnętrznego      określenia      pochodził    od      najwyższego   
rozumu,  dzięki  czemu  po  części  poznajemy  własność  przysługującą 
samemu  światu,  bez  uroszczenia  wszakże,  że  przez  to  określić 
zamierzamy  własność  jego  przyczyny  samej  w  sobie,  po  części  zaś  z 
drugiej  znów  strony  podstawę  tej  własności  (formy  rozumowej  w 
ś

wiecie)  wkładamy  w  stosunek  naczelnej  przyczyny  do  świata,  [360] 

nie  uważając,  by  świat  sam  dla  siebie  był  w  tym  względzie 
wystarczający

61

W  ten  sposób  trudności,  które  zdawały  się  przeciwstawiać 

teizmowi,  znikają  dzięki  temu,  że  z  zasadą  Hume’a  aby  rozumu  nie 
używać  dogmatycznie  poza  obszarem  wszelkiego  możliwego 
doświadczenia,  łączymy  inną  zasadę,  którą  Hume  całkowicie 
przeoczył,  tę  mianowicie,  aby  dziedziny  możliwego  doświadczenia 
nie uważać za coś, co w oczach naszego rozumu ograniczałoby samo 
siebie.  Krytyka  rozumu  wyznacza  tu  prawdziwą  drogę  pośrednią 
pomiędzy  dogmatyzmem,  który  Hume  zwalczał,  a  sceptycyzmem, 
który  na  jego  miejsce  chciał  wprowadzić;  drogę  pośrednią  nie  taką, 
jak  inne  drogi  pośrednie,  które  się  sobie  proponuje  niejako 
mechanicznie  (coś  z  tego  i  coś  z  owego)  i  które  nikogo  wiele  nie 
nauczą,  lecz  taką,  którą  można  dokładnie  wyznaczyć  według  zasad 
naczelnych. 

 

 

§ 59 

 

Na  początku    tej    uwagi  posługiwałem  się  obrazem 

                                                           

61

  [przyp.  Kanta]:  Powiem  w  ten  sposób;  przyczynowość  przyczyny 

naczelnej  jest  tym  ze  względu  na  świat,  czym  rozum  ludzki  jest  ze 
względu  na  swe  dzieła  sztuki.  Natura  przyczyny  naczelnej  pozostaje 
mi  przy  tym  nieznana  ;  porównuję  tylko  znane  mi  jej  działanie 
(porządek  świata)  i  jego  zgodność  z  rozumem,  ze  znanymi  mi 
działaniami  rozumu  ludzkiego  i  dlatego  nazywam  przyczynę  tę 
rozumem,  nie  przypisując  jej  zupełnie  przez  to,  jako  własności,  tego, 
co  przez  tę  nazwę  rozumiem  u  człowieka,  lub  czegoś  mi  poza  tym 
znanego. 

background image

 

117 

symbolicznym  granicy,  ażeby  ustalić  ograniczenie  rozumu  co  do 
odpowiedniego  dlań  użytku.  Świat  zmysłowy  zawiera  w  sobie  tylko 
zjawiska,  nie  będące  wszak  rzeczami  samymi  w  sobie;  te  ostatnie 
(noumena)  intelekt  musi  przyjąć      dlatego  właśnie,  że  przedmioty 
doświadczenia  uznaje  za  same  tylko  zjawiska.  W  naszym  rozumie 
jedne  i  drugie  są  razem  objęte  i  zachodzi  pytanie:  W  jaki  sposób 
postępuje  rozum,  aby  ograniczyć  intelekt  w  stosunku  do  obu  tych 
dziedzin? Doświadczenie,  które  zawiera w sobie wszystko, co należy 
do  świata  zmysłowego,  samo  siebie  nie  ogranicza;  od  każdej  rzeczy 
uwarunkowanej    dochodzi  zawsze  tylko  do  innej  rzeczy 
uwarunkowanej.    To,  co  ma  ograniczać  doświadczenie,  musi  leżeć 
całkowicie  poza  doświadczeniem,  a  tym  jest  dziedzina  czystych 
istności  intelektualnych.  Ale  dziedzina  ta  jest  dla  nas  próżną 
przestrzenią,  o  ile  chodzi  o  określenie  natury  tych  istności  [361] 
intelektualnych,  i  o  tyle  też,  jeżeli  chodzi  o  dogmatycznie  określone  
pojęcia,      nie      możemy    wydostać    się    poza    dziedzinę  możliwego 
doświadczenia.  Ponieważ  jednak  granica  sama  jest  czymś 
pozytywnym,  należącym  zarówno  do  tego,  co  znajduje  się  wewnątrz 
niej,  jak  i  do  przestrzeni  leżącej  poza  danym  ogółem,  przeto 
przedstawia ona jednak   pewne   rzeczywiste  pozytywne poznanie, w 
którym rozum przez to tylko bierze udział, że rozpościera się aż do tej 
granicy,  w  ten  sposób  jednak,  że  nie  stara  się  jej  przekroczyć, 
albowiem  poza  tą  granicą  znajdzie  przed  sobą  próżną  przestrzeń,  w 
której  może  wprawdzie  myśleć  formy  rzeczy,  lecz  nie  rzeczy  same. 
Atoli ograniczenie obszaru doświadczenia przez coś, co jest poza tym 
rozumowi nieznane, jest jednak poznaniem, które pozostaje rozumowi 
jeszcze i na tym stanowisku. Wskutek tego rozum nie zamyka się we-
wnątrz  świata  zmysłowego  ani  też  nie  wybiega  fantazją  poza  jego 
granice, lecz tylko, jak przystoi  znajomości granicy, ogranicza się do 
stosunku zachodzącego między tym, co leży na zewnątrz tej granicy, a 
tym, co jest wewnątrz niej zawarte. 

Teologia  naturalna  jest  takim  pojęciem  na  granicy  rozumu 

ludzkiego,  ponieważ ten widzi się zmuszonym  wyjrzeć  ku idei Istoty 
Najwyższej  (a  pod  względem  praktycznym  również  i  do  idei  świata 
będącego  światem  czysto  myślowym

62

)  nie  po  to,  by  coś  określić  co 

do tej istności tylko intelektualnej (dieses blossen Verstandeswesens)
a wiec określić coś poza światem zmysłowym, lecz by własnym swym 
użyciem  w  granicach  tego  świata  pokierować  według  zasad 

                                                           

62

  «Świata  będącego  światem  czysto  myślowym»  —  einer 

intelligibelen Welt. (I. K.) 

background image

 

118 

naczelnych  o  ile  możności  największej  (zarówno  teoretycznej,  jak 
praktycznej)  jedności  i  aby  dla  osiągnięcia  tego  celu  posługiwać  się 
związkiem  tego  świata  z  jakimś  rozumem  samodzielnym  jako 
przyczyną  wszystkich  tych  powiązań.  Nie  znaczy  to  jednak,  że  przez 
to  zmyślamy  sobie  tylko  jakąś  istność,  lecz  ponieważ  poza  światem 
zmysłowym  musi  się  koniecznie  coś  dać  znaleźć,  co  tylko  przez 
czysty  intelekt  zostaje  pomyślane,  więc  to  coś  tylko  w  ten  sposób, 
choć, co prawda, jedynie według analogii, określamy. 

W  ten  sposób  pozostaje  w  mocy  nasze  wyżej  sformułowane 

zdanie,  stanowiące  rezultat  całej  Krytyki,  mianowicie  «że  rozum  za 
pomocą  wszystkich  swych  zasad  a  priori  nigdy  nas  o  niczym  więcej 
nie poucza, jak tylko o przedmiotach możliwego doświadczenia, a i co 
do nich tylko o tym, co może być poznane w doświadczeniu. Atoli to 
zastrzeżenie  nie  przeszkadza  temu,  by  rozum  mógł  nas  doprowadzać 
aż  do  obiektywnej  granicy  doświadczenia,  mianowicie  do  związku  z 
czymś,  co  samo  nie  jest  przedmiotem  doświadczenia,  lecz  musi  być 
ostateczną  podstawą  wszystkich  tych  przedmiotów.  Przy  tym  jednak 
rozum nie poucza nas, jakie to coś jest samo w sobie, lecz tylko czyni 
to  w  związku  ze  swym  własnym  zupełnym  i  ku  celom  najwyższym 
zwróconym  użyciem  w  dziedzinie  możliwego  doświadczenia.  I  to 
[362]  stanowi  też  cały  pożytek,  jakiego  możemy  sobie  przy  tym  w 
sposób rozumny życzyć i z jakiego mamy powód do zadowolenia. 

 

 

§ 60

 

 

Przedstawiliśmy  tedy  metafizykę  według  jej  podmiotowej 

możliwości, tak jak metafizyka ta jest dana rzeczywiście w naturalnej 
skłonności  (in  der  Naturanlage)  
rozumu  ludzkiego,  w  tym 
mianowicie, co stanowi istotny cci jej opracowania, tj. ze względu na 
jej  podmiotową  możliwość.  Okazało  się  jednak  przy  tym,  że  jeżeli 
rozumu  nie  hamuje  i  nie  utrzymuje  w  granicach  pewna  dyscyplina, 
możliwa tylko dzięki krytyce naukowej, to owo tylko naturalne użycie 
takiego  uzdolnienia  naszego  rozumu  wikła  go  w  przesadne  wnioski 
dialektyczne, już to pozorne, już to nawet z sobą niezgodne, i że poza 
tym  ta  mędrkująca  metafizyka  jest  dla  posunięcia  naprzód  poznania 
przyrody  zbędna,  a  nawet  szkodliwa.  Ale  wciąż  jeszcze  pozostaje 
zadaniem,  które  warto  zbadać,  wykrycie  celów  przyrody,  ku  którym 
mogłaby  zmierzać  ta  skłonność  naszego  rozumu  do  pojęć 
transcendentnych; albowiem wszystko, co istnieje w przyrodzie, musi 

background image

 

119 

przecież  być  pierwotnie  skierowane  ku  jakiemuś  pożytecznemu 
celowi. 

Badanie  tego  rodzaju  w  istocie  rzeczy  nasuwa  wątpliwości; 

przyznaję  też,  że  to,  co  tutaj  potrafię  o  tym  powiedzieć,  będzie  tylko 
domniemaniem, podobnie jak wszystko, co dotyczy pierwszych celów 
przyrody.  Może  mi  to  być  też  dozwolone  jedynie  w  tym  przypadku, 
gdy 

kwestia 

nie 

dotyczy 

obiektywnej 

ważności 

sądów 

metafizycznych,  lecz  tylko  przyrodzonej  do  nich  skłonności,  i  leży 
poza systemem metafizyki w antropologii. 

Jeżeli rozpatruję wszystkie idee transcendentalne, których ogół 

stanowi  właściwe  zadanie  naturalnego  czystego  rozumu,  zadanie, 
które go zmusza do zaniechania rozważania samej tylko przyrody i do 
wyjścia  poza  wszelkie  możliwe  doświadczenie  oraz  do  stworzenia  w 
tym  usiłowaniu  tego  (wszystko  jedno,  czy  będzie  to  wiedza,  czy 
mędrkowanie),  co  nosi  miano  metafizyki,  wtedy  spostrzegam,  że  ta 
skłonność naturalna ma na celu uwolnić na tyle myśl naszą od więzów 
doświadczenia  i  od  ograniczenia  każącego  jej  rozważać  samą  tylko 
przyrodę, by przynajmniej ujrzała przed sobą otwartą dziedzinę, która 
zawiera  w  sobie  jedynie  przedmioty  [przeznaczone]  dla  czystego 
intelektu,  których  żadna  zmysłowość  dosięgnąć  nie  może;  co  prawda 
nie  w  tym  celu,  byśmy  się  przedmiotami  tymi  zajmowali 
spekulatywnie  (nie  znajdujemy  tu  bowiem  gruntu  pod  nogami),  lecz 
aby  nadać  [363]  powszechność  zasadom  praktycznym,  które  nie 
widząc  przed  sobą  takiej  przestrzeni  dla  swych  koniecznych 
'oczekiwań  i  nadziei,  nie  mogłyby  się  wznieść  do  powszechności, 
wymaganej niezbędnie przez rozum w celach moralnych. 

I  oto  znajduję,  że  idea  psychologiczna,  choćby  nie  pozwalała 

mi  zupełnie  wniknąć  w  czystą  i  ponad  wszelkie  pojęcia 
doświadczeniowe  wzniesioną  naturę  duszy  ludzkiej,  jednak  dosyć 
wyraźnie  wskazuje  przynajmniej  na  niedostateczność  tych  pojęć  i 
odwodzi  mnie  w  ten  sposób  od  materializmu  jako  pojęcia  psy-
chologicznego  nieprzydatnego  do  wyjaśnienia  przyrosty,  a  nadto 
zacieśniającego  rozum  pod  względem  praktycznym.  Tak  samo  idee 
kosmologiczne,  dzięki  widocznej  niewystarczalności  wszelkiego 
możliwego  poznania  przyrody  do  zaspokojenia  rozumu  w  jego 
uprawnionych  poszukiwaniach,  służą  do  tego,  by  powstrzymać  nas 
przed  naturalizmem,  który  chce  przyrodę  przedstawić  jako 
samowystarczalną.  Wobec  tego  wreszcie,  że  wszelka  konieczność 
przyrody  w  świecie  zmysłowym  zawsze  jest  uwarunkowana,  gdyż 
zawsze  zakłada  zależność  jednych  rzeczy  od  innych,  a  konieczności 
bezwarunkowej poszukiwać należy tylko w jedności jakiejś przyczyny 

background image

 

120 

różnej  od  świata  zmysłowego,  przy  czym,  gdyby  przyczynowość  tej 
przyczyny  była  tylko  przyrodą,  to  znów  nie  mogłaby  nigdy  uczynić 
zrozumiałym  istnienia  czegoś  przypadkowego  jako  jej  skutku,  przeto 
za  pomocą  idei  teologicznej  rozum  wyzwala  się  od  fatalizmu,  i  to 
zarówno  od  fatalizmu  ślepej  konieczności  przyrody  w  powiązaniu 
samej  przyrody  pozbawionej  pierwszej  zasady,  jak  i  od  fatalizmu 
zawartego  w  przyczynowości  tejże  samej  zasady,  i  prowadzi  do 
pojęcia  przyczyny  przez  wolność  (einer  Ursache  durch  Freiheit),  
zatem  do  pojęcia  najwyższej  inteligencji.  W  ten  sposób,  jakkolwiek 
idee  transcendentalne  nie  służą  do  tego,  by  nas  pozytywnie  pouczać, 
to jednak służą w tym celu, by zuchwałe i zacieśniające pole rozumu 
twierdzenia  materializmu,  naturalizmu  i  fatalizmu  obalić,  a  przez  to 
zyskać  dla  idei  moralnych  przestrzeń  poza  dziedziną  spekulacji.  I  to, 
jak  mi  się  wydaje,  dawałoby  do  pewnego  stopnia  wyjaśnienie  owej 
naturalnej skłonności. 

Pożytek  praktyczny,  jaki  przynieść  może  nauka  wyłącznie 

spekulatywna,  leży  poza  granicami  takiej  nauki,  może  więc  być 
uważany  tylko  za  pewnego  rodzaju  scholion  i,  jak  wszelkie  scholia, 
nie należy do samej nauki jako jej część. Mimo to jednak związek ten 
znajduje się co najmniej wewnątrz granic filozofii, przede wszystkim 
tej, która czerpie z czystych źródeł rozumowych, gdzie spekulatywne 
użycie rozumu w metafizyce musi koniecznie tworzyć jedność z jego 
użyciem  [364]  praktycznym  w  etyce.  Dlatego  też  nieunikniona 
dialektyka  czystego  rozumu,  rozpatrywana  w  metafizyce  jako 
skłonność naturalna, zasługuje na to, aby została wyjaśniona nie tylko 
jako złuda, którą trzeba rozwiać, lecz również, co do swego celu, jako 
pewne  urządzenie  przyrody  (Naturanstalt)  —  chociaż  tego,  jako 
czegoś nadobowiązkowego, nie ma się prawa wymagać od właściwej 
metafizyki. 

Za  drugie  scholion,  bardziej  jednak  z  treścią  metafizyki 

spokrewnione, 

należałoby 

uważać 

rozwiązanie 

zagadnień 

poruszonych w Krytyce [A], str. 647—668. Tam bowiem wyłożone są 
pewne zasady rozumowe, określające a priori porządek przyrody, czy 
też  raczej  intelekt,  który  praw  tego  porządku  poszukiwać  powinien 
przez  doświadczenie.  Zasady  te  wydają  się  konstytutywne  i 
prawodawcze  dla  doświadczenia,  choć  wypływają  z  samego  tylko 
rozumu,  którego  nie  powinno  się,  tak  jak  intelekt,  uważać  za  zasadę 
możliwego doświadczenia. Czy zgodność ta polega na tym, że tak jak 
przyroda  sama  w  sobie  nie  tkwi  w  zjawiskach  ani  w  ich  źródle, 
zmysłowości, lecz polega tylko na związku zmysłowości z intelektem, 
podobnie  i  temu  intelektowi  tylko  w  związku  z  rozumem  mogłaby 

background image

 

121 

przypaść  w  udziale  całkowita  jedność  jego  stosowania  (w  jednym 
systemie)  gwoli  całemu  możliwemu  doświadczeniu,  czy  więc  i 
doświadczenie poddane byłoby pośrednio prawodawstwu rozumu, nad 
tą  kwestią  niechaj  nadal  zastanawiają  się  ci,  którzy  naturę  rozumu 
chcą śledzić również poza jego użyciem w metafizyce, jeszcze nawet 
w  ogólnych  zasadach,  mających  na  celu  usystematyzowanie  historii 
naturalnej  w  ogóle.  Zadanie  to  bowiem  przedstawiłem  wprawdzie  w 
samym dziele jako ważne, lecz nie próbowałem go rozwiązać

63

[365]  Na  tym  kończę  analityczne  rozwiązanie  postawionego 

przeze  mnie  głównego  pytania:  W  jaki  sposób  jest  możliwa 
metafizyka  w  ogóle?  —  wzniósłszy  się  od  tego  stanu,  w  którym 
użycie  metafizyki  dane  jest  rzeczywiście,  przynajmniej  w  skutkach, 
do podstaw jej możliwości. 

 
 
 
 

ROZWIĄZANIE OGÓLNEGO PYTANIA 

PROLEGOMENÓW:

 

 

W JAKI SPOSÓB JEST MOŻLIWA METAFIZYKA 

JAKO NAUKA?

 

 

Metafizyka,  jako  naturalna  skłonność  rozumu,  istnieje 

rzeczywiście,  lecz  sama  przez  się  jest  też  (jak  tego  dowiodło 
analityczne  rozwiązanie  trzeciego  głównego  pytania)  dialektyczna  i 
zwodnicza. Chcieć więc od niej uzyskać zasady, i w ich użyciu iść za 
naturalną  wprawdzie,  niemniej  jednak  błędną  złudą  —  to  znaczy 

                                                           

63

  [przyp.  Kanta]:  Moją  nieustanną  troską  w  Krytyce  było  nie 

zaniedbać  niczego,  co  mogłoby  doprowadzić  do  zupełności  zbadanie 
natury czystego rozumu, choćby to miało leżeć nie wiem jak głęboko 
ukryte.  Otrzymawszy  wskazówkę  dotyczącą  tego,  jakie  badanie 
należy  jeszcze  przeprowadzić,  każdy,  zależnie  już  od  swojej  woli, 
będzie  mógł  posunąć  je  tak  daleko,  jak  sam  zechce.  A  wskazań  tych 
można  słusznie  oczekiwać  od  tego,  kto  wziął  sobie  za  zadanie 
wymierzyć  cały  ten  obszar,  aby  W  następstwie  pozostawić  go  innym 
dla  przyszłej  uprawy  i  dowolnego  podziału.  Tutaj  też  należą  obydwa 
scholia,  które  wobec  swej  oschłości  niełatwo  mogłyby  pociągnąć  ku 
sobie amatorów i dlatego też podane zostały tylko dla znawców. 

background image

 

122 

nigdy  nie  stworzyć  nauki,  lecz  tylko  próżną  sztukę  dialektyczną,  w 
której  jedna  szkoła  może  drugą  wyprzedzić,  lecz  żadna  nigdy  nie 
może zdobyć uprawnionego i trwałego uznania. 

Ażeby  metafizyka  mogła  obecnie  rościć  prawo  nie  tylko  do 

zwodniczego  wmawiania  czegoś,  lecz  i  do  pełnego  zrozumienia  i 
poznania (Einsicht) oraz przekonania co do słuszności, na to potrzeba, 
by  krytyka  rozumu  wyłożyła,  i  to  w  postaci  zupełnego  systemu, 
wszystko,  co  następuje,  a  więc:  zasób  całkowity  pojęć  a  priori,  ich 
podział według różnych źródeł, zmysłowości, intelektu i rozumu, dalej 
zupełną  ich  tablice  i  rozczłonkowanie  wszystkich  tych  pojęć,  wraz  z 
tym wszystkim, co daje się stąd wywnioskować, następnie zaś przede 
wszystkim, za pomocą dedukcji tych pojęć, możliwość syntetycznego 
poznania  a  priori,  zasady  użycia  tych  pojęć,  a  w  końcu  ich  granice. 
Zawiera więc Krytyka, i tylko ona, cały dokładnie sprawdzony i uza-
sadniony  plan,  a  nawet  wszystkie  środki  wykonania,  według  których 
może być urzeczywistniona metafizyka jako nauka; za pomocą innych 
dróg i środków jest ona niemożliwa. Zachodzi więc tu pytanie nie tyle 
co do tego, w jaki sposób zajęcie to jest możliwe, jak raczej co do tego 
tylko,  w  jaki  sposób  je  uruchomić  i  odwieść  dobre  głowy  od 
dotychczasowego opacznego i bezpłodnego, a skłonić do nieomylnego 
jej  opracowania,  i  w  jaki  sposób  takie  zjednoczenie  usiłowań  dałoby 
się najodpowiedniej skierować ku wspólnemu celowi. 

Jedno  jest  pewne:  kto  raz  zasmakował  w  krytyce,  [366]  temu 

obrzydła  na  zawsze  wszelka  dogmatyczna  gadanina,  którą  dawniej 
tolerował z konieczności, gdyż rozum jego potrzebował czegoś, czym 
by  się  zajął,  a  nic  lepszego  znaleźć  nie  mógł.  Krytyka  pozostaje 
zupełnie w takim stosunku do zwykłej metafizyki szkolnej, jak chemia 
do  alchemii  lub  astronomia  do  wróżbiarskiej  astrologii.  Ręczę  za  to, 
ż

e  ktokolwiek  przemyślał  i  zrozumiał  zasady  krytyki,  choćby  tylko 

według  tych  Prolegomenów,  ten  nigdy  nie  wróci  do  owej  starej  i 
sofistycznej  pseudonauki;  będzie  on  z  pewną  rozkoszą  spoglądał  ku 
metafizyce,  która  teraz  jest  już  rzeczywiście  w  jego  mocy,  nie 
wymaga  już  odkryć  przygotowawczych  i  po  raz  pierwszy  może 
dostarczyć  rozumowi  trwałego  zadowolenia.  Na  tym  bowiem  polega 
pierwszeństwo, na które spośród wszystkich możliwych nauk jedynie 
metafizyka  może  liczyć  z  pewnością,  że  mianowicie  może  ona  być 
doprowadzona do- doskonałości i do stanu trwałego, w którym już nie 
powinna  ulegać  dalszym  zmianom  i  nie  jest  też  zdolna  do  rozrostu 
przez  nowe  odkrycia.  Tu  bowiem  rozum  ma  źródła  swego  poznania 
nie w przedmiotach i w ich danych naocznych (które nie mogą go już 
o niczym więcej pouczyć), lecz w  samym  sobie. I  skoro zasady  swej 

background image

 

123 

władzy przedstawił w zupełności i w sposób określony, zabezpieczony 
przeciw  wszelkim  nieporozumieniom,  to  nic  już  nie  pozostaje,  co 
mógłby  czysty  rozum  a  priori  poznać,  a  nawet  co  do  czego  mógłby 
stawiać uzasadnione pytania. Niewątpliwie nadzieja na zdobycie wie-
dzy  tak  określonej  i  zamkniętej  w  sobie  posiada  szczególny  powab, 
bez  względu  na  wszelki  pożytek  (o  którym  później  jeszcze  będę 
mówić). 

Wszelka  fałszywa  sztuka,  wszelka  mądrość  próżna  trwa  tylko 

do  czasu,  w  końcu  bowiem  niszczy  samą  siebie,  i  najwyższy  stopień 
jej kultury jest równocześnie chwilą jej upadku. Że czas ten nadszedł 
teraz, jeżeli  idzie o  metafizykę, tego dowodem  stan, w który  popadła 
ona  u  wszystkich  oświeconych  narodów,  pomimo  całej  gorliwości,  z 
jaką zresztą wszelkie nauki bywają przez nie uprawiane. Dawny ustrój 
studiów  uniwersyteckich  zachowuje  jeszcze  jej  cień,  i  jedna  tylko 
Akademia Nauk przez wyznaczanie nagród pobudza jeszcze od czasu 
do  czasu  do  podjęcia  w  niej  takiej  lub  innej  próby;  ale  do  nauk 
ś

cisłych  już  się  metafizyki  nie  zalicza  i  gdybyśmy  np.  jakiegoś 

utalentowanego  męża  nazwać  chcieli  wielkim  metafizykiem,  to 
wyobraźmy  sobie,  w  jaki  sposób  przyjąłby  on  tę  pochwałę  w  dobrej 
myśli wypowiedzianą, lecz w nikim zaiste nie budzącą zazdrości. 

Choć  jednak  czas  upadku  wszelkiej  dogmatycznej  [367] 

metafizyki  bezsprzecznie  już  nadszedł,  to  brak  przecież  jeszcze 
niejednego, by móc powiedzieć, że pojawił się już czas jej odrodzenia 
za pomocą gruntownej i zupełnej krytyki rozumu. Wszelkie przejścia 
od  pewnej  skłonności  do  skłonności  jej  przeciwstawnej  przechodzą 
przez stan obojętności, a chwila ta, choć najbardziej niebezpieczna dla 
autora,  jest  jednak,  jak  mi  się  wydaje,  najbardziej  sprzyjająca  dla 
nauki.  Gdy  bowiem  przez  całkowite  rozdzielenie  uprzednich 
powiązań  wygasa  duch  partyjności,  wówczas  umysły  znajdują  się  w 
najlepszym  usposobieniu,  aby  stopniowo  dać  posłuch  propozycjom 
mającym na celu wytworzenie związków według innego planu. 

Jeżeli  powiadam,  że  spodziewam  się  po  niniejszych 

Prolegomenach, iż ożywią one, być może, badania na polu krytyki, a 
powszechnemu  duchowi  filozofii,  któremu  w  spekulatywnej  części 
brak,  jak  się  zdaje,  pokarmu,  dostarczą  nowego  i  wiele  obiecującego 
przedmiotu  badań,  to  już  z  góry  mogę  sobie  przedstawić,  że  każdy, 
kogo  zniechęciły  i  znudziły  cierniste  ścieżki,  po  których  wiodłem  go 
w  Krytyce,  będzie  mnie  pytał,  na  czym  też  tę  nadzieję  opieram. 
Odpowiadam: Na nieodpartym prawie konieczności. 

Ż

e  duch  ludzki  poniecha  całkowicie  badań  metafizycznych, 

tego  nie  należy  oczekiwać,  podobnie  jak  nie  oczekujemy  tego,  że 

background image

 

124 

kiedyś  przestaniemy  zupełnie  oddychać,  aby  wciąż  nie  zaczerpywać 
powietrza  zanieczyszczonego.  Będzie  przeto  zawsze  istniała  na 
ś

wiecie  metafizyka,  i  to  u  wszystkich  ludzi,  a  zwłaszcza  u  ludzi 

myślących.  W  braku  jasnych  wskazówek  każdy  ją  sobie  sporządzi 
według  własnego  pomysłu.  Otóż  to,  co  dotychczas  nosiło  miano 
metafizyki,  nie  może  zadowolić  żadnego  umysłu  krytycznego.  Jest 
jednakże  rzeczą  również  niemożliwą  całkowicie  wyrzec  się  me-
tafizyki.  Trzeba  przeto  wreszcie  podjąć  próbę  krytyki  czystego 
rozumu albo, jeżeli taką krytykę już mamy, podjąć badania nad nią i 
poddać  ją  powszechnemu  rozpatrzeniu,  gdyż  tylko  w  ten  sposób 
można  zaradzić  owej  palącej  potrzebie,  która  jest  czymś  więcej 
jeszcze niż prostą żądzą wiedzy. 

Gdy  kończę  czytać  jakieś  dzieło  treści  metafizycznej,  które 

przez  określoność  swych  pojęć,  przez  rozmaitość,  porządek  i  łatwy 
wykład  zarówno  zajmowało  mnie,  jak  i  kształciło,  nie  mogę,  odkąd 
wiem, czym jest [368] krytyka, powstrzymać się od pytania: Czy autor 
ten posunął metafizykę choć o krok naprzód? 
Uczonych  mężów, któ-
rych  dzieła  były  dla  mnie  pod  innym  względem  pożyteczne  i 
przyczyniały się zawsze do kształcenia mych sił umysłowych, proszę 
o  wybaczenie  mi,  jeżeli  wyznam,  że  zarówno  w  ich,  jak  i  w  moich 
własnych  pomniejszych  próbach

64

  (na  rzecz  których  przemawia 

przecież  miłość  własna)  nie  mogłem  znaleźć  najmniejszego  nawet 
postępu  nauki, a to z  tego zupełnie naturalnego powodu, że nauki tej 
jeszcze nie było i że nie można jej też po kawałku zbudować, lecz jej 
zarodek  musi  być  uprzednio  całkowicie  już  uformowany  w  krytyce. 
Ażeby  jednak  zapobiec  wszelkim  nieporozumieniom,  należy 
przypomnieć  sobie  to,  co  już  było  powiedziane:  że  analityczne 
traktowanie  naszych  pojęć  przynosi  wprawdzie  znaczny  pożytek 
intelektowi,  lecz  nauki  (metafizyki)  w  najmniejszym  stopniu  nie 
posuwa naprzód, ponieważ owe rozczłonkowania pojęć przedstawiają 
tylko  materiał,  z  którego  dopiero  nauka  ma  być  wyciosana.  Możemy 
przeto  jak  najpiękniej  rozczłonkować  i  określić  pojęcie  substancji  i 
cech  przypadkowych  —  jest  to  rzecz  doskonała,  jako  przygotowanie 
do jakiegoś przyszłego użytku; jeżeli jednak wcale nie mogę dowieść, 
ż

e we wszystkim, co istnieje, substancja trwa, a zmianie ulegają tylko 

cechy  przypadkowe,  to  przez  wszystkie  owe  rozczłonkowania  nauka 
w  najmniejszym  stopniu  nie  posunęła  się  naprzód.  Otóż  metafizyka 
nie  zdołała  dotychczas  dowieść  w  sposób  a  priori  ważny  ani 

                                                           

64

 Kant ma tu na myśli swoje prace z okresu przedkrytycznego (1748 

— 1770).  (B. B.) 

background image

 

125 

powyższego  twierdzenia,  ani  zasady  racji  dostatecznej,  tym  mniej 
jeszcze  jakiegoś  bardziej  skomplikowanego  twierdzenia,  np. 
należącego  do  psychologii  lub  do  kosmologii,  i  w  ogóle  żadnego 
twierdzenia  syntetycznego.  A  więc  przez  całą  tamtą  analizę  nic  nie 
zdziałano, nic nie stworzono, niczego nie posunięto naprzód, a nauka 
mimo cały ten zgiełk i wrzawę ciągle jeszcze tam się znajduje, gdzie 
była  za  czasów  Arystotelesa,  chociaż  prace  przygotowawcze  do  niej, 
gdyby  tylko  znaleziono  nić  przewodnią  prowadzącą  do  poznań 
syntetycznych,  wypadłyby  bezsprzecznie  lepiej  niż  kiedykolwiek 
przedtem. 

Jeśli  ktoś  czuje  się  tym  obrażony,  to  może  łatwo  obalić  to 

oskarżenie, przytaczając chociaż jedno zdanie syntetyczne należące do 
metafizyki,  które  podejmie  się  udowodnić  a  priori  sposobem 
dogmatycznym.  Albowiem  tylko  wtedy,  gdy  tego  dokona,  przyznam 
mu, że rzeczywiście posunął tę naukę naprzód, choćby twierdzenie to 
i  poza  tym  było  dostatecznie  potwierdzone  przez  pospolite 
doświadczenie.  Nie  może  być  żądania  bardziej  umiarkowanego  i 
bardziej 

słusznego, 

przypadku 

(niechybnie 

pewnym) 

niewykonania  go  —  [369]  dekretu  bardziej  sprawiedliwego  nad  ten, 
ż

e metafizyka, jako nauka, dotychczas wcale nie istniała. 

Przeciw  dwom  tylko  rzeczom  muszę  się  zastrzec  w  razie, 

gdyby wyzwanie moje zostało przyjęte: po pierwsze, przeciw zabawie 
prawdopodobieństwo i snucie przypuszczeń, która w równej mierze 
nie  przystoi  metafizyce,  jak  geometrii;  po  drugie,  przeciw  rozstrzy-
ganiu  za  pomocą  różdżki  czarodziejskiej  tak  zwanego  zdrowego 
ludzkiego rozsądku (des sogenannten gesunden Menschenverstandes)

która  bije  nie  każdego,  lecz  kieruje  się  według  osobistych 
właściwości. 

Albowiem  co  się  tyczy  pierwszego,  to  nie  można  znaleźć  nic 

bardziej  niedorzecznego  nad  chęć  oparcia  sądów  w  metafizyce,  w 
filozofii  [płynącej]  z  czystego  rozumu,  na  prawdopodobieństwie  i 
przypuszczeniu.  Wszystko,  co  ma  być  poznane  a  priori,  jest  tym 
samym  podawane  za  apodyktycznie  pewne  i  musi  też  być  w  ten 
sposób  dowiedzione.  Równie  dobrze  można  byłoby  geometrię  lub 
arytmetykę  opierać  na  przypuszczeniach.  Co  się  bowiem  tyczy 
arytmetycznego 

calculus 

probabilium, 

to 

zawiera 

on 

nie 

prawdopodobne,  lecz  zupełnie  pewne  sądy  o  stopniu  możliwości 
pewnych  przypadków,  przy  danych  takich  samych  warunkach,  które 
to  przypadki  w  sumie  wszystkich  możliwych  przypadków  całkiem 
niezawodnie  zajść  muszą  zgodnie  z  prawidłem,  choć  prawidło  to  nie 
jest 

dostatecznie 

określone. 

odniesieniu 

do 

każdego 

background image

 

126 

poszczególnego przypadku tylko w empirycznym przyrodoznawstwie 
można tolerować przypuszczenia (za pomocą indukcji i analogii), przy 
czym  jednak  przynajmniej  możliwość  tego,  co  przyjmuje,  musi  być 
całkowicie pewna. 

Gorzej  jeszcze  przedstawia  się  sprawa  z  powoływaniem  się  na 

zdrowy  rozsądek  ludzki,  gdy  mowa  o  pojęciach  i  zasadach,  nie  o  ile 
mają one być ważne w odniesieniu do doświadczenia, lecz o ile chcą 
być  podawane  jako  ważne  również  i  poza  obrębem  warunków 
doświadczenia.  Czymże  bowiem  jest  zdrowy  rozsądek  (der  gesunde 
Verstand)
?  Jest  to  rozsądek  pospolity  (der  gemeine  Verstand),  o  ile 
wydaje  sądy  słuszne.  A  czym  jest  ów  pospolity  rozsądek?  Jest  to 
władza poznania oraz  użytku prawideł in concreto, w odróżnieniu od 
intelektu spekulatywnego (der spekulative Verstand)

t

 który jest władzą 

poznania  prawideł  in  abstracto.  Rozsądek  pospolity  zaledwie  tedy 
zdoła zrozumieć prawidło, że wszystko, co się zdarza, jest przez swą 
przyczynę określone, nigdy jednak nie będzie mógł wniknąć w nie w 
całej  jego  ogólności.  Wymaga  więc  z  tego  powodu  przykładu  z 
doświadczenia  i  skoro  słyszy,  że  przykład  taki  nie  orzeka  nic  innego 
nad  to,  co  myślał  zawsze,  gdy  mu  stłuczono  [370]  szybę  lub  gdy 
zniknął  mu  jakiś  sprzęt  domowy,  wtedy  zasadę  tę  rozumie  i  ją 
przyjmuje.  Rozsądek  pospolity  ma  zastosowanie  tylko  o  tyle,  o  ile 
prawidła  swe  (choć  są  one  w  nim  rzeczywiście  a  priori)  może 
zobaczyć  potwierdzone  w  doświadczeniu;  zrozumienie  przeto  tych 
prawideł  a  priori  i  niezależnie  od  doświadczenia  należy  do  intelektu 
spekulatywnego  i  znajduje  się  całkowicie  poza  widnokręgiem 
rozsądku  pospolitego.  Atoli  metafizyka  ma  przecież  do  czynienia 
jedynie z tym drugim rodzajem poznania, i na pewno źle to świadczy 
o  naszym  zdrowym  rozsądku,  gdy  powołujemy  się  jako  na 
poręczyciela  na  tenże  zdrowy  rozsądek,  który  nie  ma  tu  nic  do 
powiedzenia  i  na  który  też  normalnie  patrzymy  z  lekceważeniem, 
chyba  że  jesteśmy  w  trudnym  położeniu  i  nie  umiemy  sobie  w  swej 
spekulacji ani poradzić, ani pomóc. 

Jest  to  zwykły  wybieg,  jakim  się  posługują  ci  fałszywi 

przyjaciele pospolitego rozsądku ludzkiego (który go czasem stawiają 
wysoko,  na  ogół  jednak  nim  gardzą),  kiedy  mówią,  że  muszą  jednak 
ostatecznie  istnieć  pewne  twierdzenia,  które  byłyby  bezpośrednio 
pewne  i  co  do  których  nie  tylko  nie  trzeba  dawać  dowodu,  lecz  w 
ogóle  nie  trzeba  z  nich  zdawać  sprawy,  gdyż  w  przeciwnym  razie 
nigdy byśmy z podstawami naszych sądów nie doszli do końca. Atoli 
dla  dowodu  owego  prawa  nie  mogą  oni  (z  wyjątkiem  zasady 
sprzeczności, która jednak nie wystarcza do wykazania prawdy sądów 

background image

 

127 

syntetycznych) przytoczyć nigdy jakiegoś innego niewątpliwego sądu, 
który  mogliby  bezpośrednio  przypisać  pospolitemu  rozsądkowi 
ludzkiemu, jak tylko twierdzenia matematyczne, np. że dwa razy dwa 
jest cztery, że między dwoma punktami jest tylko jedna linia prosta, i 
wiele innych.  Lecz są to sądy,  które o niebo całe różnią się od sądów 
metafizyki.  W  matematyce  bowiem  mogę  za  pomocą  samego  swego 
myślenia  wytworzyć  (skonstruować)  to  wszystko,  co  przedstawiani 
sobie  za  pomocą  pewnego  pojęcia  jako  możliwe.  Dołączam  kolejno 
do  jednej  dwójki  drugą    dwójkę  i  sam    tworzę  liczbę  cztery  lub 
prowadzę w myśli od jednego punktu do drugiego rozmaite linie, przy 
czym  mogę  przeprowadzić  tylko  jedną    taką    linię,  która    we  
wszystkich swych częściach (zarówno równych, jak i nierównych) jest 
do siebie  podobna. Jednakże za pomocą  całej swej siły myślenia nie 
zdołam z pojęcia pewnej rzeczy wyprowadzić pojęcia czegoś innego, 
czego  istnienie  związane  jest  koniecznie  z  pierwszą  rzeczą,  lecz 
muszę  się  tu  odwołać  do  doświadczenia,  i  aczkolwiek  intelekt  mój   
dostarcza  mi  a  priori  (zawsze  jednak  w  związku  z  możliwym 
doświadczeniem) 

pojęcia 

takim 

powiązaniu 

(pojęcia 

przyczynowości),    to  jednak  nie  mogę,  tak  jak  to  czynię  z  pojęciami 
matematyki,  przedstawić  go  a  priori  w  naoczności,  a  przeto  [371] 
możliwości  jego  wyłożyć  a  priori,  owszem,  pojęcie  to  wraz  z 
zasadami jego  zastosowania, jeżeli ma  być ważne a priori — czego 
przecież  żąda  metafizyka  —  zawsze  wymaga      uprawnienia      i   
wywodu      swej        możliwości.  W  przeciwnym  bowiem  razie  nie 
wiadomo,  jak  daleko  sięga  jego  ważność  i  czy  może  ono  być  użyte 
tylko  w  doświadczeniu,  czy  też  i  poza  nim.  A  więc  w  metafizyce,  
jako      nauce      spekulatywnej  czystego  rozumu,  nigdy  nie  można  się 
powoływać  na  pospolity  rozsądek  ludzki;  można  to  natomiast  czynić 
wtedy,  gdy  się  jest  zmuszonym  ją  porzucić  i  zrezygnować  (w 
pewnych 

sprawach) 

ze 

wszelkiego 

czystego 

poznania 

spekulatywnego, które zawsze  musi być  środkiem, a przeto i z samej 
metafizyki  i  jej  pouczeń,  i  gdy  okazuje  się,  że  rozumna  wiara  jest 
jedynie  dla  nas  możliwa,  a  dla  potrzeb  naszych  również  i 
wystarczająca (a być może, że bardziej od samej wiedzy zbawienna). 
Albowiem wtedy postać rzeczy zmienia się zupełnie. Metafizyka musi 
być nauką nie tylko w całości, lecz i we wszystkich swych częściach, 
w przeciwnym razie jest niczym; albowiem jako dociekanie czystego 
rozumu  może  się  oprzeć  jedynie  na  ogólnych  zrozumieniach 
(allgemeine 

Einsichten). 

Poza 

metafizyką 

jednak 

prawdo-

podobieństwo  i  zdrowy  rozsądek  ludzki  mogą  zupełnie  dobrze 
posiadać  pożyteczny  i  uprawniony  użytek,  lecz  według  całkowicie 

background image

 

128 

własnych  zasad,  których  znaczenie  zawsze  jest  zależne  od  związku  z 
czynnikami praktycznymi. 

Oto,  czego  dla  możliwości  metafizyki  jako  nauki  czuję  się  w 

prawie wymagać. 

 
 
 
 
 
 

DODATEK 

 

O TYM, CO STAĆ SIĘ MOŻE DLA 

URZECZYWISTNIENIA METAFIZYKI 

JAKO NAUKI 

 

Wobec  tego,  że  żadna  z  dróg,  którymi  dotychczas  kroczono, 

celu  tego  nie  osiągnęła  i  bez  uprzedniej  krytyki  czystego  rozumu  cel 
ten nie będzie nigdy osiągnięty, nie pozbawione słuszności wydaje się 
wymaganie, aby poddano ścisłemu i starannemu zbadaniu próbę, która 
tutaj  została  przedstawiona,  chyba  że  uważa  się  za  jeszcze  bardziej 
wskazane  zrzec  się  raczej  całkowicie  wszelkich  roszczeń  do 
metafizyki. W tym przypadku nie można temu nic zarzucić, o ile tylko 
pozostaje  się  wiernym  swemu  postanowieniu.  Idąc  za  rzeczywistym 
biegiem  rzeczy,  a  nie  za  takim,  jaki  być  powinien,  spotykamy 
dwojakiego  rodzaju  sądy:  sąd,  który  poprzedza  badanie—  taki  jest  w 
naszym  przypadku  sąd,  kiedy  to  czytelnik,  na  podstawie  swojej 
metafizyki,  wyrokuje  o  krytyce  czystego  rozumu  (która  możliwość 
metafizyki ma dopiero zbadać); a następnie drugi: sąd,

 

który następuje 

po badaniu, kiedy to czytelnik potrafi na czas pewien odsunąć na bok 
wnioski, 

wypływające 

badań 

krytycznych, 

dosyć 

silnie 

sprzeciwiających  się  przez  niego  metafizyce,  i  najpierw  bada 
podstawy, na których owe wnioski się opierają. Gdyby to, co wykłada 
pospolita  metafizyka,  było  niewątpliwie  pewne  (tak  pewne  jak  np. 
geometria), to pierwszy sposób wydawania sądu byłby słuszny; jeżeli 
bowiem wnioski wyprowadzone z pewnych zasad są w sprzeczności z 
niewątpliwymi prawdami, wtedy zasady owe są błędne i należy je bez 
wszelkich  dalszych  badań  odrzucić.  Jeżeli  jednak  tak  nie  jest,  jeżeli 
metafizyka 

nie 

posiada 

zapasu 

bezsprzecznie 

pewnych 

(syntetycznych)  twierdzeń,  a  może  nawet  przeciwnie,  jeżeli  znaczna 

background image

 

129 

liczba  jej  twierdzeń,  zarówno  ułudnych,  jak  i  najlepszych,  w  swych 
wnioskach  pozostaje  z  sobą  w  sprzeczności  i  w  ogóle  nie  można  w 
niej znaleźć jakiegoś pewnego kryterium prawdziwości twierdzeń we 
właściwym  znaczeniu  metafizycznych  (syntetycznych),  to  pierwszy 
sposób  wydawania  sądu  nie  może  mieć  miejsca;  w  takim  wypadku 
zbadanie  zasad  krytyki  powinno  wyprzedzać  wszelki  sąd  o  ich 
wartości lub braku wartości. 

 
 

PRZYKŁAD SĄDU O KRYTYCE PRZED 

JEJ ZBADANIEM 

 

Sąd  tego  rodzaju  można  znaleźć  w  «Göttingische  gelehrte 

Anzeigen» w trzecim dodatku z dn. 19 stycznia 1782 r., str. 40 i nast. 

Gdy autor dobrze obeznany z przedmiotem swego dzieła, które 

starał  się  opracować  całkowicie  na  podstawie  rozmyślań  własnych, 
dostanie  się  w  ręce  recenzenta,  który  ze  swej  strony  jest  dosyć 
wnikliwy, ażeby dotrzeć do momentów, na których właściwie polega 
wartość  lub  brak  wartości  dzieła,  tj.  recenzenta,  który  nie  trzyma  się 
słów,  lecz  stara  się  wniknąć  w  rzecz,  a  nie  tylko  przesiewa  i  bada 
zasady,  z  których  autor  wyszedł,  to  choćby  surowość  sądu  nie 
podobała  się  autorowi,  publiczność  pozostaje  na  to  obojętna,  gdyż 
odnosi  korzyść.  Nawet  sam  autor  może  być  zadowolony,  bo  ma 
sposobność do sprostowania lub  wyjaśnienia  [373] swych prac,  które 
od  razu  zostały  zbadane  przez  znawcę,  j  w  ten  sposób,  jeżeli  jest 
przekonany,  że  w  zasadzie  ma  słuszność,  ma  możność  usunąć 
zawczasu  kamień  obrazy,  który  w  przyszłości  mógłby  jego  dziełu 
przynieść szkodę. 

Ja  wobec  mego  recenzenta  znajduję  się  w  zupełnie  innym 

położeniu.  Wydaje  się,  że  on  wcale  nie  rozumie,  o  co  właściwie 
chodziło w badaniu, którym się zajmowałem (z powodzeniem czy bez 
powodzenia). Gzy powodem tego był brak cierpliwości, niezbędnej do 
przemyślenia obszernego dzieła, czy też zły humor z powodu reformy 
grożącej  nauce,  w  której,  jego  zdaniem,  wszystko  już  od  dawna 
doprowadzone  było  do  porządku,  czy  też,  czego  przypuszczać  nie 
chcę,  naprawdę  ograniczona  zdolność  pojmowania,  która  mu  nie  po-
zwoliła  wznieść  się  myślą  ponad  swoją  szkolną  metafizykę,  dość,  że 
przebiega  on  z  impetem  długi  szereg  zdań,  przy  których,  bez 
znajomości  ich  przesłanek,  nie  można  w  ogóle  nic  pomyśleć,  tu  i 
ówdzie  rozsiewa  swe  zarzuty,  których  zasadność  dla  czytelnika 

background image

 

130 

równie mało jest widoczna, jak mało zrozumiałe są zdania, przeciwko 
którym zarzuty te mają być skierowane; w ten sposób nie może on ani 
publiczności pouczyć, ani też mi w najmniejszym stopniu zaszkodzić 
w  opinii  znawców.  Z  tych  powodów  pominąłbym  całkowicie 
powyższą  ocenę,  gdyby  nie  dawała  mi  ona  sposobności  do  pewnych 
wyjaśnień,  mogących  w  pewnych  przypadkach  zabezpieczyć 
czytelnika tych Prolegomenów przed nieporozumieniem. 

Ażeby jednak zająć stanowisko, z którego najłatwiej można by 

całe  dzieło  przedstawić  w  sposób  dla  autora  niekorzystny,  nie 
potrzebując  przy  tym  trudzić  się  jakimś  specjalnym  badaniem, 
recenzent  zaczyna  i  kończy  w  ten.  sposób,  że  mówi;  «Dzieło  to 
stanowi  system  transcendentnego

65

  (lub,  jak  on  to  tłumaczy,  wyż-

szego

66

) idealizmu». 

[374]  Rzuciwszy  tylko  okiem  na  te  słowa,  od  razu  zrozu-

miałem,  co  to  będzie  za  recenzja;  mniej  więcej  taka,  jak  gdyby  ktoś, 
kto  nigdy  nie  słyszał  o  geometrii  i  nie  widział  żadnej  książki  z  tej 
dziedziny, dostał do rąk Euklidesa i proszony o wypowiedzenie sądu o 
tym  dziele,  przy  którego  przerzucaniu  natrafił  na  wiele  figur, 
powiedział  mniej  więcej  tak:  «Książka  ta  jest  systematycznym 
podręcznikiem  rysunku;  autor  posługuje  się  specjalnym  językiem  dla 

                                                           

65

  W  recenzji  getyngeńskiej,  o  której  pisze  tu  Kant,  jest 

«transcendentalnego»  (des  transcendentellen);  «transcendentnego» 
jest  zapewne  błędem  drukarskim  w  tekście  Kanta;  por.  niżej  w 
przypisie «transcendentalny» (transcendental). (I. K.) 

66

  [przyp.  Kanta]:  Na  Boga,  tylko  nie  «wyższy».  Nie  dla  mnie  są 

wysokie  wieże  i  do  takich  wież  podobne  metafizyczne  wielkości, 
wokół których, jednych i drugich, zwykle bywa wicie wiatru. Miejsce 
moje 

to 

płodne 

bathos 

[głębia] 

doświadczenia, 

wyraz 

«transcendentalny»  —  którego  znaczenia,  od  tak  wielu  stron  przeze 
mnie  wyjaśnionego,  recenzent  nawet  nie  pojął  (tak  pobieżnie 
wszystko  rozpatrywał!)  —  oznacza  nie  coś,  co  wykracza  poza 
wszelkie  doświadczenie,  lecz  coś,  co  doświadczenie  wprawdzie  (a 
priori)  
wyprzedza,  nie  jest  jednak  do  niczego  więcej  przeznaczone, 
jak  tylko  do  umożliwienia  poznania  doświadczeniowego.  Skoro 
pojęcia  przekraczają  doświadczenie,  wtedy  użytek  ich  zwie  się  [374] 
transcendentnym i taki użytek odróżnia się od użytku immanentnego, 
tj.  ograniczonego  do  doświadczenia.  Przeciw  wszelkim  tego  rodzaju 
nieporozumieniom  zabezpieczyliśmy  się  dostatecznie  w  samym 
dziele.  Recenzent  jednak  korzyść  swą  widział  w  opieraniu  się  na 
nieporozumieniach. 

background image

 

131 

podania przepisów ciemnych i niezrozumiałych, które w rezultacie nie 
mogą  jednak  doprowadzić  do  niczego  więcej,  jak  tylko  do  tego,  co 
każdy  osiągnąć  zdoła  za  pomocą  dobrego,  naturalnego  mierzenia  na 
oko itd.». 

Ale przyjrzyjmy się jednak bliżej, co to jest za idealizm, który 

przewija  się  przez  całe  moje  dzieło,  choć  bynajmniej  nie  stanowi 
jeszcze duszy systemu. 

Teza  wszystkich  prawdziwych  idealistów,  począwszy  od 

szkoły  eleackiej  do  biskupa  Berkeleya  włącznie,  zawarta  jest  w 
następującej  formule:  «Wszelkie  poznanie  za  pomocą  zmysłów  i 
doświadczenia  to  nic  innego,  jak  tylko  złuda,  jedynie  w  ideach 
czystego intelektu i rozumu jest prawda». 

Zasada natomiast, która moim idealizmem całkowicie kieruje i 

go  określa,  brzmi  tak:  «Wszelkie  poznanie  rzeczy  na  podstawie 
samego  tylko  czystego  intelektu  lub  czystego  rozumu  to  nic  innego, 
jak tylko złuda, i jedynie w doświadczeniu jest prawda». 

To  jest  przecież  akurat  przeciwieństwo  tamtego,  właściwego 

idealizmu. Jak się to więc stało, że posługuję się terminem «idealizm» 
dla  celów  wręcz  odwrotnych,  a  dopatruję  się  go,  tak  jak  mój 
recenzent, wszędzie? 

Usunięcie  tej  trudności  polega  na  czymś,  co  przy  dobrej  woli 

łatwo  można  by  zrozumieć  na  podstawie  kontekstu  całości  dzieła. 
Przestrzeń  i  czas  wraz  ze  wszystkim,  co  w  sobie  zawierają,  nie  są 
rzeczami lub ich własnościami samymi  w sobie, lecz należą tylko do 
ich  zjawisk.  Dotąd  należę  więc  do  tego  samego  wyznania,  co  tamci 
idealiści.  Tylko  że  oni,  a  zwłaszcza  Berkeley,  uważali  przestrzeń 
jedynie  za  empiryczne  wyobrażenie;  podobnie  jak  istniejące  w 
przestrzeni  zjawiska,  mielibyśmy  i  przestrzeń  wraz  ze  wszystkimi  jej 
własnościami  poznawać  jedynie  za  pomocą  doświadczenia  lub 
spostrzeżenia.  Ja  natomiast,  po  pierwsze,  wykazuję,  [375]  że 
przestrzeń  (jak  również  i  czas,  na  który  Berkeley  nie  zwrócił  uwagi) 
wraz  ze  wszystkimi  jej  określeniami  może  być  przez  nas  poznana  
priori,  
albowiem  przestrzeń,  podobnie  jak  i  czas,  jest  w  nas  przed 
wszelkim  spostrzeżeniem  czy  doświadczeniem,  jako  czysta  forma 
naszej  zmysłowości,  i  umożliwia  wszelką  naoczność  zmysłową,  a 
przeto  i  wszelkie  zjawiska.  Z  tego  wynika  następnie:  ponieważ 
prawda  polega  na  powszechnych  i  koniecznych  prawach  jako  swych 
kryteriach, przeto u Berkeleya doświadczenie nie może mieć żadnych 
kryteriów prawdy, gdyż dla zjawisk doświadczenia nie została (przez 
niego)  przyjęta  żadna  podstawa  a  priori.  Stąd  zaś  wynikło  [u 
Berkeleya],  że  doświadczenie  nie  jest  niczym,  jak  tylko  samą  złudą, 

background image

 

132 

gdy  u  nas  przeciwnie,  przestrzeń  i  czas  (w  połączeniu  z  czystymi 
pojęciami  intelektu  a  priori)  określają  dla  wszelkiego  możliwego 
doświadczenia  prawo,  dające  zarazem  pewne  kryterium  dla 
odróżnienia w nim prawdy od złudy

67

Mój  tak  zwany  (właściwie  krytyczny)  idealizm  jest  wiec 

idealizmem  zupełnie  swoistego  rodzaju,  mianowicie  takim,  że  obala 
idealizm  zwykły.  Dzięki  niemu  dopiero  wszelkie  poznanie  a  priori, 
nawet poznanie geometryczne, uzyskuje realność przedmiotową, która 
bez  tej  dowiedzionej  przeze  mnie  idealności  przestrzeni  i  czasu  nie 
mogłaby być głoszona, nawet przez najgorliwszych realistów. Wobec 
takiego  stanu  rzeczy  życzyłbym  sobie,  w  celu  uniknięcia 
nieporozumień,  żebym  temu  swemu  pojęciu  mógł  nadać  inna  nazwę 
—  lecz  zmienić  go  całkowicie  się  nie  da.  Niechaj  mi  przeto  będzie 
wolno  nazywać  je  w  przyszłości,  jak  to  już  wyżej  wspomniałem, 
idealizmem formalnym, a lepiej jeszcze: krytycznym, ażeby odróżnić 
go  od  dogmatycznego  idealizmu  Berkeleya  i  sceptycznego  idealizmu 
Kartezjusza. 

Poza  tym,  w  ocenie  mojej  książki  nie  znajduję  nic  godnego 

uwagi. Autor tej oceny sądzi o wszystkim całkowicie en gros — jest to 
sposób  mądrze  obrany,  bo  [376]  przy  tym  nie  zdradza  swej  własnej 
wiedzy  czy  niewiedzy.  Jeden  jedyny  wyczerpujący  sąd  en  détail  do-
tyczący głównej kwestii ujawniłby, być może, albo mój błąd, albo też 
miarę  zrozumienia  rzeczy,  jakie  posiada  recenzent  w  tego  rodzaju 
badaniach.  Ażeby  zaś  czytelnikom,  wyrabiającym  sobie  zwykle 
pojęcie  o  książkach  tylko  na  podstawie  informacji  dziennikarskich, 
odebrać zawczasu chęć do przeczytania samej książki, użył recenzent 
nieźle pomyślanego wybiegu, mianowicie wyrecytował jednym tchem 
wielką  liczbę  zdań,  które  wyrwane  ze  związku  z  ich  dowodami  i 
wyjaśnieniami  (a  że  są  jeszcze  przy  tym  tak  antypodycznie 
przeciwstawne  wszelkiej  metafizyce  szkolnej),  muszą  z  konieczności 

                                                           

67

  [przyp.  Kanta]:  Właściwy  idealizm  ma  zawsze  jakiś  cel 

fantastyczny  (schwärmerisch), i  nie  może też mieć innego; natomiast 
mój idealizm jest tylko po to, by można było pojąć możliwość naszej 
wiedzy  a  priori  o  przed  miotach  doświadczenia,  co  przedstawia 
zagadnienie dotychczas nie [375] tylko nie rozwiązane, lecz nawet nie 
postawione. Przez to zaś upada cały idealizm fantastyczny, który (jak 
to  widać  już  u  Platona)  z  istnienia  naszych  poznań  a  priori  (nawet  z 
poznań  geometrycznych)  wnioskował  o  jakimś  oglądaniu  innym 
aniżeli zmysłowe (mianowicie umysłowym), ponieważ nikomu nawet 
na myśl nie przyszło, żeby i zmysły również miały oglądać a priori. 

background image

 

133 

brzmieć 

niedorzecznie. 

Znudziwszy 

tym 

czytelnika 

aż 

do 

obrzydliwości,  a  następnie  zaznajomiwszy  mnie  z  pełną  głębokiego 
sensu sentencją, że ustawiczna złuda jest prawdą, zakończył dosadną, 
choć  ojcowską  nauczką:  «Na  co  ta  walka  z  powszechnie  przyjętym 
sposobem wyrażania się, na co i po co to idealistyczne rozróżnianie?» 
—  sąd,  który  całą  swoistość  mojej  książki,  poprzednio  uznanej  za 
metafizyczną herezję, redukuje w końcu do samego tylko nowatorstwa 
językowego. Dowodzi to jasno, że mój niepowołany sędzia nic a nic z 
niej nie zrozumiał, a przy tym również nie zrozumiał dobrze i samego 
siebie

68

Tymczasem  recenzent  przemawia  jak  mąż  świadomy  swego 

ważnego i znakomitego zrozumienia rzeczy, które jednak niby jeszcze 
trzyma  w  ukryciu.  Jeżeli  chodzi  o  metafizykę,  to  ostatnio  nie 
zaznajomiłem się z niczym, co mogłoby upoważniać do takiego tonu. 
Postępuje on jednak bardzo niesłusznie, nie ujawniając światu swoich 
odkryć, albowiem bez wątpienia wielu jeszcze ludziom przytrafia się, 
tak  jak  mnie,  że  pomimo  wszystkich  pięknych  rzeczy,  które  w  ciągu 
długiego  czasu  pojawiły  się  w  tej  dziedzinie,  nie  byli  jednak  w  moż-
ności przekonać się, że nauka dzięki tym rzeczom [377] posunęła się 
choćby o cal naprzód. A zresztą zaostrzać definicje, kulawe dowody w 
nowe  szczudła  zaopatrywać,  na  pstrej  szacie  metafizyki  naszywać 
nowe  łaty  lub  nadawać  jej  odmienny  krój,  to  wszystko  zapewne 
jeszcze  napotkać  można,  lecz  świat  nie  tego  żąda.  Świat  ma  do  syta 
twierdzeń metafizycznych; chce teraz, aby została zbadana możliwość 
tej  nauki  i  źródła,  które  mogą  dostarczyć  jej  pewności,  chce 
sprawdzianów  pewnych,  pozwalających  odróżnić  dialektyczną  złudę 
czystego  rozumu  od  prawdy.  Klucz  do  tego  musi  zapewne  posiadać 

                                                           

68

  [przyp.  Kanta]:  Recenzent  częstokroć  walczy  ze  swoim  własnym 

cieniem.  Gdy  ja  prawd?  doświadczenia  przeciwstawiam  marzeniom 
sennym,  on  zupełnie  nie  bierze  pod  uwagę,  że  mowa  tu  tylko  o 
znanym  z  filozofii  Wolfa  somnio  objective  sumto  [o  śnie  branym 
przedmiotowo],  który  ma  tylko  znaczenie  formalne,  przy  czym 
zupełnie  nie  chodzi  o  różnicę  snu  i  jawy,  i  w  filozofii 
transcendentalnej chodzić też o nią nie może. Zresztą nazywa on mój 
wywód  kategorii  i  tablice  zasad  intelektu  «powszechnie  znanymi 
zasadami  logiki  i  ontologii,  wyrażonymi  w  sposób  idealistyczny». 
Wystarczy,  by  czytelnik  tylko  zajrzał  w  tej  kwestii  do  niniejszych 
Prolegomenów,  a  przekona  się,  że  marniejszego  i  nawet  pod 
względem  historycznym  bardziej  nietrafnego  sądu  nie  można  było 
wydać. 

background image

 

134 

mój  recenzent,  w  przeciwnym  bowiem  razie  nie  przemawiałby  nigdy 
tonem tak wyniosłym. 

Zaczynam  jednak  podejrzewać,  że  taka  potrzeba  nauki  może 

mu  nigdy  na  myśl  nie  przyszła;  gdyby  było  inaczej,  to  ocenę  swą 
skierowałby  na  ten  punkt,  a  próba,  nawet  chybiona,  w  sprawie  tak 
ważnej  zyskałaby  jego  szacunek.  A  jeżeli  tak,  to  znowu  jesteśmy 
dobrymi  przyjaciółmi.  Może  on  w  swą  metafizykę  zagłębiać  się  tak 
głęboko,  jak  tylko  chce,  nikt  mu  w  tym  nie  będzie  przeszkadzał;  ale 
nie  wolno  mu  wyrokować  o  tym,  co  leży  poza  metafizyką,  o  jej 
ź

ródłach znajdujących się w rozumie. Że jednak podejrzenie moje nie 

było  bezpodstawne,  na  to  mam  dowód  w  tym,  że  nie  wspomniał  on 
ani słówkiem nawet o możliwości syntetycznego poznania a priori, co 
stanowiło  właściwe  zadanie,  od  którego  rozwiązania  całkowicie 
zależy  los  metafizyki,  i  do  czego  dążyła  całkowicie  moja  Krytyka 
(podobnie  jak  tutaj  moje  Prolegomena).  —  Idealizm,  na  który 
sprawozdawca się natknął i na którym też utknął, został wprowadzony 
do  mego  systemu  tylko  jako  jedyny  środek  rozwiązania  tego  zadania 
(chociaż  dla  innych  jeszcze  racji  otrzymuje  on  również  potwier-
dzenie).  I  tutaj  musiałby  recenzent  wykazać,  że  albo  tamto 
zagadnienie  nie  posiada  tej  wagi,  jaką  mu  przypisuję  w  Krytyce  (a 
również  i  teraz  w  Prolegomenach),  albo  też,  że  za  pomocą  mojego 
pojęcia  zjawiska  nie  daje  się  to  zagadnienie  wcale  rozwiązać; 
ewentualnie,  że  w  inny  sposób  może  być  lepiej  rozwiązane;  o  tym 
jednak  nie  znajduję  w  recenzji  ani  słowa.  Recenzent  nic  więc  nic 
zrozumiał  z  mego  dzieła  i,  być  może,  również  nic  z  ducha  i  istoty 
samej  metafizyki.  Chyba  działał  tu  może,  co  wolę  przypuścić, 
pośpiech  zwykły  u  recenzentów;  rozgniewany  trudnościami 
związanymi z pokonywaniem tylu przeszkód, rzucił cień niekorzystny 
na leżące przed nim dzieło, przeinaczając jego zasadnicze rysy nic do 
poznania. 

[378]  Brakuje  jeszcze  bardzo  wiele  do  tego,  by  czasopismo 

naukowe, 

choćby 

jego 

współpracowników 

wyszukiwano 

największym  doborem  i  starannością,  mogło  również  i  na  polu 
metafizyki, tak jak i gdzie indziej, zachować zasłużone skądinąd dobre 
imię.  Wszak  inne  nauki  i  wiadomości  posiadają  każda  swoją  miarę. 
Matematyka  posiada  ją  w  samej  sobie,  historia  i  teologia  w  księgach 
ś

wieckich  lub  świętych,  przyrodoznawstwo  i  sztuka  lekarska  w 

matematyce  i  doświadczeniu,  prawo-znawstwo  w  księgach  ustaw,  a 
nawet przedmioty sztuki we wzorach starożytnych. Jedynie dla oceny 
rzeczy,  która  zwie  się  metafizyką,  trzeba  taką  miarę  dopiero  znaleźć 
(ja podjąłem próbę określenia zarówno tej miary, jak i jej stosowania). 

background image

 

135 

Cóż  jednak  czynić  należy  do  czasu,  póki  jej  się  nie  wynajdzie,  jeżeli 
jednak  trzeba  wyrokować  o  tego  rodzaju  dziełach?  Jeżeli  dzieła  te 
mają  charakter  dogmatyczny,  to  niechże  je  ocenia,  jak  kto  chce;  nikt 
nie  utrzyma  przez  dłuższy  czas  swej  wyższości  nad  innym  i  zawsze 
znajdzie  się  ktoś,  kto  mu  za  to  znów  odpłaci.  Jeżeli  jednak  dzieła  te 
mają charakter krytyczny, i to nic w odniesieniu do innych pism, lecz 
w  odniesieniu  do  samego  rozumu,  tak  że  miara  oceny  nie  może  już 
być  przyjęta  z  góry,  lecz  jest  dopiero  poszukiwana,  wtedy  zarzuty  i 
nagany  nie  są  wprawdzie  zabronione,  lecz  mimo  wszystko  podstawę 
musi  tu  stanowić  chęć  porozumienia  się,  albowiem  potrzeba  jest  tu 
wspólna  wszystkim,  a  brak  potrzebnego  zrozumienia  nie  dopuszcza 
ż

adnej sędziowskiej rozstrzygającej powagi.  

Aby  jednak  w  tej  mojej  obronie  nawiązać  równocześnie  do 

zainteresowania  filozofującego  ogółu,  proponuję  próbę,  która  byłaby 
rozstrzygająca  dla  sposobu,  w  jaki  wszystkie  badania  metafizyczne 
winny być skierowane ku ich wspólnemu celowi. Próba ta niczym nie 
różni  się  od  tego,  co  czynili  matematycy,  ażeby  w  sporze  o 
pierwszeństwo  wykazać  wyższość  swoich  własnych  metod.  Rzucam 
memu  recenzentowi  wyzwanie,  by  udowodnił  swoim  sposobem,  ale 
jak się należy, na zasadach apriorycznych się opierając, choćby jedno 
jedyne  uznane  przez  siebie  zdanie  istotnie  metafizyczne,  tj. 
syntetyczne  i  poznane  na  podstawie  pojęć  a  prioń,  choćby  jedno  z 
najniezbędniejszych,  jak  np.  zasada  trwałości  substancji  lub 
koniecznego  określania  zdarzeń  świata  przez  ich  przyczynę.  Jeżeli 
tego  uczynić  nie  zdoła  (a  milczenie  jest  przyznaniem  się  do  tego), 
wtedy  musi  zgodzić  się  na  to,  że  ponieważ  metafizyka  bez 
apodyktycznej  pewności  twierdzeń  tego  rodzaju  jest  zgoła  niczym, 
przeto ich możliwość lub niemożliwość [379] musi być rozstrzygnięta 
przede  wszystkim  w  krytyce  czystego  rozumu.  Jest  on  więc 
zobowiązany  albo  przyznać  słuszność  moim  zasadom  krytyki,  albo 
dowieść ich nieważności. Ponieważ jednak z góry już widzę, że choć 
tak beztrosko polegał dotychczas na pewności swych zasad, to jednak, 
ponieważ  chodzi  tu  o  próbę  ścisłą,  nie  znajdzie  on  w  całym  zakresie 
metafizyki  ani  jednej  takiej  zasady,  z  którą  mógłby  śmiało  wystąpić, 
przeto gotów jestem przystać na najkorzystniejszy dla niego warunek, 
jakiego można oczekiwać w sporze o pierwszeństwo, mianowicie chcę 
mu odjąć onus probandi i biorę go na siebie.  

W  niniejszych  Prolegomenach  i  w  mojej  Krytyce  [A],  str. 

426—461,  znajdzie  mój  recenzent  osiem  twierdzeń,  z  których  w 
każdej  parze  znajdują  się  twierdzenia  sobie  przeczące,  a  wszystkie 
jednak  w  sposób  konieczny  należą  do  metafizyki,  która  musi  je  albo 

background image

 

136 

przyjąć, albo obalić (choć nie ma wśród nich ani jednego, którego by 
w swoim czasie nie był przyjął jakiś filozof). Otóż ma teraz swobodę, 
by  wybrać  sobie  według  upodobania  jedno  z  tych  ośmiu  twierdzeń  i 
przyjąć  je  bez  dowodu,  który  mu  daruję  —  lecz  tylko  jedno  z  tych 
zdań (bo marnowanie czasu będzie równie mało pożyteczne dla niego, 
jak  i  dla  mnie);  następnie  niech  zbija  mój  dowód  odnośnego  zdania 
przeciwnego. Jeżeli jednak zdołam dowód ten uratować i w ten sposób 
wykazać,  że  zgodnie  z  zasadami,  które  musi  koniecznie  uznać  każda 
dogmatyczna  metafizyka,  można  akurat  tak  samo  jasno  dowieść 
twierdzenia  sprzecznego  z  tamtym,  uznanym  przezeń  za  swoje,  to  w 
ten  sposób  będzie  wykazane,  że  w  metafizyce  tkwi  grzech 
pierworodny,  którego  nie  możemy  ani  objaśnić,  ani  tym  bardziej 
usunąć,  jeżeli  nie  dotrzemy  do  miejsca  jej  urodzenia,  do  samego 
czystego  rozumu.  W  ten  sposób  albo  moją  Krytykę  należy  przyjąć, 
albo  też  na  jej  miejsce  dać  lepszą.  W  każdym  jednak  razie  musi  ona 
być  przynajmniej  zbadana,  i  to  jest  jedyna  rzecz,  jakiej  teraz  żądam. 
Jeżeli  natomiast  nie  zdołam  uratować  swego  dowodu,  w  takim  razie 
po  stronie  mego  przeciwnika  stoi  niewzruszenie  jedno  syntetyczne 
twierdzenie  a  priori,  wypływające  z  zasad  dogmatycznych;  moje 
oskarżenie  pospolitej  metafizyki  byłoby  przeto  niesłuszne,  a  ja 
oświadczam  gotowość  uznania  za  uprawnioną  jego  nagany  mojej 
Krytyki  (choć  wiele  jeszcze  brakuje  do  tego,  aby  takie  było  tego 
następstwo).  Do  tego  jednak  trzeba  by  było,  jak  mi  się  wydaje,  aby 
recenzent  porzucił  swoje  incognito  —  inaczej  bowiem  nie  widzę,  w 
jaki  sposób  mógłbym  uniknąć  tego,  abym  miast  przez  jedno  zadanie 
nie był zaszczycony, czy też  napastowany przez więcej takich zadań, 
ze 

strony 

bezimiennych, 

przecież 

[380] 

niepowołanych 

przeciwników. 
 
 
 
 

PROPOZYCJA TAKIEGO ZBADANIA KRYTYKI, 

PO KTÓRYM BĘDZIE MOŻNA WYDAĆ O MEJ SĄD

 

 

Jestem  zobowiązany  Szanownej  Publiczności  także  za 

długotrwałe  milczenie,  jakim  zaszczyciła  moją  Krytykę.  Dowodzi  to 
bowiem 

przecież 

wstrzymania 

się 

od 

sądu, 

poniekąd 

przypuszczenia,  że  w  dziele,  które  porzuca  wszelkie  utarte  drogi,  a 
idzie  nową,  co  do  której  niełatwo  od  razu  się  zorientować,  przecież 

background image

 

137 

może  być  coś  takiego,  co  ważną,  lecz  obecnie  obumarłą  gałąź 
poznania  ludzkiego  zdoła  doprowadzić  do  nowego  życia  i  płodności. 
Dowodzi to ostrożności, by przez sąd zbyt pospieszny nie złamać i nie 
zniszczyć  wątłej  jeszcze  latorośli.  Próbę  opóźnionego  z  takich 
powodów  sądu  spostrzegam  teraz  dopiero  w  «Gothaische  gelehrte 
Zeitung»

69

,  a  jego  gruntowność  (nie  biorąc  tu  pod  uwagę  mojej 

podejrzanej  w

r

e  własnej  sprawie  pochwały)  każdy  czytelnik  sam 

zauważy  na  podstawie  jasnego  i  nie  sfałszowanego  przedstawienia 
jednego ustępu, dotyczącego pierwszych zasad mego dzieła. 

Wobec  tego,  że  w  żaden  sposób  nic  można  z  pobieżnego 

przeglądu  wydać  natychmiastowego  sądu  o  całości  rozległego 
gmachu,  proponuję  zbadanie  budowy  od  podstaw,  część  po  części, 
posiłkując  się  przy  tym  niniejszymi  Prolegomenami  jako  ogólnym 
zarysem,  z  którym  przy  sposobności  można  by  porównywać  sarno 
dzieło.  Gdyby  ta  propozycja  nie  miała  żadnej  innej  podstawy,  jak 
tylko  moje  urojone  pojęcie  o  ważności  dzieła  (próżność  zwykle 
dotyczy  własnych  wytworów),  to  byłaby  ona  dowodem  braku 
skromności i zasługiwałaby na odrzucenie z niechęcią. Sprawy jednak 
całej  filozofii  spekulatywnej  znajdują  się  w  tym  stanie,  iż  grozi  im 
zupełne wygaśnięcie,  pomimo że rozum ludzki lgnie do nich z nigdy 
nie  dającą  się  stłumić  skłonnością,  która  tylko  dlatego,  że  jest 
nieustannie  narażana  na  zawody,  usiłuje  obecnie,  choć  na  próżno, 
przemienić się w obojętność. 

Trudno  przypuścić,  aby  w  naszej  myślącej  epoce  nie  znalazło 

się  wielu  zasłużonych  mężów,  chętnych  do  skorzystania  z  każdej 
dobrej  sposobności,  by  współpracować  dla  wspólnej  sprawy  coraz 
bardziej oświecającego się rozumu, jeżeli istnieje tylko jakaś nadzieja 
osiągnięcia w ten sposób celu. Matematyka, [381] przyrodoznawstwo, 
prawo,  sztuki,  nawet  etyka  itd.  całkowicie  jeszcze  duszy  nie 
wypełniają;  zawsze  pozostanie  w  niej  jeszcze  pewne  miejsce 
przeznaczone dla samego tylko czystego i spekulatywnego rozumu, a 
próżnia zmusza nas tutaj do szukania w dziwolągach, błahostkach lub 
też w mrzonkach zajęcia choćby pozornego, w istocie zaś rzeczy tylko 
pewnej  rozrywki,  gwoli  przygłuszenia  natrętnego  wołania  rozumu, 
który zgodnie ze swym przeznaczeniem dopomina się o coś, co by go 
zadowoliło  dla  niego  samego,  a  nie  wprawiało  go  w  działanie  dla 
zamiarów  obcych  lub  dla  zaspokojenia  skłonności.  Wobec  tego 
przypuszczam,  że  uzasadnione  będzie  sądzić,  iż  rozpatrywanie  tej 
dziedziny  rozumu  istniejącego  dla  samego  siebie,  jako  że  w  tej 

                                                           

69

 Autorem wspomnianej  tu  recenzji był Ewald,   ( B. B.) 

background image

 

138 

właśnie  dziedzinie  muszą  się  łączyć  w  jedną  całość  wszelkie  inne 
wiadomości,  a  nawet  cele,  posiadać  będzie  wielki  urok  dla  każdego, 
kto  tylko  spróbował  w  ten  sposób  rozszerzyć  swe  pojęcia,  i  mogę 
nawet powiedzieć, że urok ten jest większy niż w jakiejkolwiek innej 
wiedzy  teoretycznej,  którą  też  niełatwo  zdecydowalibyśmy  się 
zamienić na tamtą. 

Dlatego  jednak  proponuję  wziąć  niniejsze  Prolegomena,  nie 

zaś  samo  dzieło,  jako  plan  i  nić  przewodnią  badania,  aczkolwiek  i 
teraz  jeszcze  nie  jestem  zupełnie  zadowolony  z  tego,  co  dotyczy 
treści,  porządku,  metody  oraz  staranności,  którą  stosowałem,  by 
każcie  twierdzenie  przed  jego  podaniem  dokładnie  zważyć  i 
sprawdzić  (lat  bowiem  całych  do  tego  było  potrzeba,  bym  się  poczuł 
całkowicie  zadowolony  nie  tylko  z  całości,  lecz  niekiedy  choćby  z 
jednego jedynego twierdzenia ze względu na jego źródła). Niezupełnie 
jednak  jestem  zadowolony  ze  swego  wykładu  w  niektórych  ustępach 
nauki  o  elementach,  np.  o  dedukcji  pojęć  intelektu  lub  o 
paralogizmach  czystego  rozumu,  pewna  bowiem  rozwlekłość 
przeszkadza  tam  jasności.  Zamiast  tych  ustępów  można  za  podstawę 
badania  przyjąć  to,  co  w  tym  względzie  mówi  się  tu,  w 
Prolegomenach. 

Niemcy  zażywają  sławy,  że  tam,  gdzie  potrzebna  jest 

wytrwałość  i  niezmordowana  pilność,  dalej  zajść  mogą  aniżeli  inne 
narody. Jeżeli mniemanie to jest uzasadnione, to właśnie nastręcza się 
tu  sposobność  dokonania  czegoś,  co  dotychczas  jednak  się  nie 
udawało,  mianowicie  doprowadzenia  do  końca  sprawy,  co  do  której 
pomyślnego  wyniku  nie  ma  prawie  wątpliwości  i  w  której  wszyscy 
ludzie  myślący  biorą  równy  udział.  W  ten  sposób  potwierdzić  by 
można  owo  pochlebne  mniemanie;  a  możemy  to  uczynić  tym 
snadniej, że nauka, której sprawa ta dotyczy, posiada taki szczególny 
charakter,  iż  może  od  razu  być  doprowadzona  do  zupełnej 
całkowitości  i  do  takiego  stanu  trwałego,  poza  który  [382]  nie  może 
się  już  ani  o  krok  dalej  posunąć  i  przez  dalsze  odkrycia  ani  się 
rozszerzyć,  ani  też  ulec  zmianom  (nie  biorę  tu  pod  uwagę  upiększeń 
osiąganych  przez  tu  i  ówdzie  zwiększoną  jasność  lub  też  przez 
dołączenie  pożytku).  Jest  to  wyższość,  jakiej  żadna  inna  nauka  nie 
posiada  i  posiadać  nie  może,  albowiem  żadna  nie  dotyczy  władzy 
poznania  tak  całkowicie  izolowanej,  od  innych  władz  niezależnej  i  z 
nimi  nie  pomieszanej.  Temu  mojemu  wymaganiu  zdaje  się  też 
sprzyjać  chwila  obecna,  gdyż  prawie  że  nie  wiadomo  teraz  w  Niem-
czech,  czym  by  się  można  było  zająć  obok  tzw.  nauk  pożytecznych, 
ażeby przy  tym jednak nie była to tylko zabawa, lecz równocześnie i 

background image

 

139 

sprawa, za pomocą której osiągamy jakiś trwały cel. 

Muszę  pozostawić  innym  obmyślenie  sposobów,  za  pomocą 

których  można  by  zjednoczyć  usiłowania  uczonych  zmierzające  do 
takiego  celu.  Jednakże  nie  mam  zupełnie  na  myśli,  aby  od 
kogokolwiek wymagać prostego zastosowania się do mych poglądów 
albo schlebiania  mi w  tym kierunku. Mogą zdarzać się przy  tym, jak 
to  bywa,  napaści,  powtórzenia,  ograniczenia  lub  też  potwierdzenia, 
uzupełnienia  i  rozszerzenia;  byle  tylko  sprawa  zbadana  była  od 
podstaw,  to  niechybnie  dzięki  temu  powstanie  system  naukowy, 
choćby  nie  mój,  który  stać  się  może  przekazaniem  dla  przyszłych 
pokoleń — system, za który będą one miały powód być wdzięczne. 

Za  szeroko  trzeba  by  się  rozwodzić,  gdybyśmy  tu  wskazać 

chcieli, jakiej to metafizyki spodziewać się można po dojściu do ładu 
z  zasadami  krytyki,  i  aby  wykazać,  że  metafizyka  ta,  przez  to,  że 
postradałaby piórka fałszywe, bynajmniej nie musiałaby przedstawiać 
się  mizernie  i  być  sprowadzona  do  niepozornej  tylko  postaci. 
Przeciwnie,  pod  innym  względem  mogłaby  przedstawiać  się  jako 
zasobnie i przyzwoicie wyposażona. Inne natomiast znaczne korzyści, 
które taka reforma przyniosłaby w rezultacie, wpadają od razu w oko. 
Pospolita metafizyka okazywała się przecież przez to już pożyteczna, 
ż

e wyszukiwała pojęcia elementarne czystego intelektu w tym celu, by 

je  uczynić  przez  rozczłonkowanie  wyraźnymi  i  przez  wyjaśnienia 
określonymi,  dzięki  czemu  przyczyniała  się  do  kultury  rozumu,  bez 
względu na to, w jakim kierunku zechciałby się on następnie zwrócić. 
Ale  to  jednak  jest  już  wszystko,  co  uczyniła  dobrego.  Tę  swoją  za-
sługę  unicestwiała  znów  przez  to,  że  jej  ryzykowne  twierdzenia 
sprzyjały zarozumiałości, subtelne wybiegi i upiększenia — sofistyce, 
a  łatwość,  z  jaką  przy  odrobinie  mądrości  szkolnej  załatwiała  się  z 
najcięższymi  zadaniami  —  płytkości,  która  tym  bardziej  jest  zdrad-
liwa, że może czerpać po części z języka naukowego, po części zaś z 
poglądów popularnych, i w ten sposób jest wszystkim dla wszystkich, 
a  w  istocie  rzeczy  jest  w  ogóle  niczym.  Krytyka,  przeciwnie,  daje 
sądowi naszemu miernik, za pomocą którego można w sposób pewny 
odróżnić  wiedzę  od  pseudowiedzy;  i  dzięki  temu,  że  w  metafizyce 
może  ona  być  w  pełni  zastosowana,  ugruntowuje  sposób  myślenia, 
który  swój  wpływ  dobroczynny  roztacza  następnie  na  wszelkie  inne 
użycie  rozumu,  a  przede  wszystkim  budzi  po  raz  pierwszy 
prawdziwego  ducha  filozoficznego.  Nie  należy  też  lekceważyć 
również  i  tych  usług,  które  krytyka  wyświadcza  teologii  przez  to,  że 
uniezależnia  ją  od  sądu  dogmatycznej  spekulacji,  a  tym  samym 
właśnie  zabezpiecza  ją  całkowicie  przed  wszelkimi  napaściami  ze 

background image

 

140 

strony  tego  rodzaju  przeciwników.  Albowiem  pospolita  metafizyka, 
choć  obiecywała  teologii  znaczną  pomoc,  przecież  nie  mogła  w 
następstwie dotrzymać swych obietnic, a wzywając jeszcze na pomoc 
dogmatykę spekulatywną to tylko sprawiła, że nieprzyjaciołom swym 
dała  do  ręki  broń  przeciwko  samej  sobie.  Marzycielstwo,  które  w 
oświeconej  epoce  nie  może  się  pojawić,  chyba  że  kryje  się  za 
metafizyką szkolną, pod której opieką ośmiela się jak gdyby szaleć w 
walce  z  rozumem,  zostaje  przez  filozofię  krytyczną  wygnane  z  tej 
ostatniej  swojej  kryjówki.  A  poza  tym  wszystkim  nie  może  przecież 
nie  być  rzeczą  ważną  dla  nauczyciela  metafizyki,  jeżeli  za  zgodą 
powszechną będzie już mógł powiedzieć, że to, co wykłada, nareszcie 
jest  także  nauką  i  że  społeczeństwo  przez  to  korzyść  prawdziwą 
odnosi. 

 

KONIEC