background image

Ksiądz już nie wyklucza swego ojcostwa 

mam 

2009-01-20, ostatnia aktualizacja 2009-01-20 21:58  

 

Częstochowska prokuratura skierowała do sądu wniosek o ustalenie, czy były proboszcz 
parafii w Janikach jest ojcem dziecka swej parafianki. Chce też, by dziecko nosiło 
nazwisko księdza, a on sam płacił matce alimenty - 350 zł miesięcznie.  

O proboszczu z Janik w powiecie kłobuckim już pisaliśmy, afera ta wybuchła bowiem w 
połowie lipca ubiegłego roku. Do szpitala na Parkitce trafiła 30-letnia Edyta L., 
gospodyni proboszcza. Ks. Wieńczysław  Ł. woził  ją na badania, przekonał, by rzuciła 
palenie, nie piła, wyremontował jej pokój, a potem odwiedzał w szpitalu. Kiedy 
urodziła się zdrowa dziewczynka, kapłan miał zapytać lekarkę opiekującą się 
noworodkami, czy "nie dałoby się coś zrobić, by to dziecko nie żyło?". Lekarka 
zawiadomiła przełożonych, a ci prokuraturę. Wszczęto  śledztwo w sprawie 
domniemanego nakłaniania do zabójstwa noworodka. Ostatecznie prokuratura sprawę 
umorzyła. 

Odsunięty przez przełożonych od probostwa i posług kapłańskich w Janikach ks. 
Wieńczysław Ł. nie przyznawał się do ojcostwa. W kurii metropolitalnej przyjęto jego 
tłumaczenia,  że tylko niekonwencjonalnie pomagał swej parafiance. Prokuratura 
natomiast od początku chciała dowieść,  że to on spłodził z Edytą L. córkę. Dziś 
duchowny nie jest już tak stanowczy i - jak dowiedzieliśmy się w prokuraturze - nie 
wyklucza,  że może być ojcem dziecka. Zresztą nadal troskliwie opiekuje się swą 
parafianką. 16 stycznia prokuratura skierowała do sądu wniosek o ustalenie ojcostwa. 
Jest niemal pewne, że trzeba będzie przeprowadzić badania DNA. 

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa 

 

background image

 

2

Nie ma chętnych do sutanny 

Michał Stangret 

2009-01-27, ostatnia aktualizacja 2009-01-27 20:08  

 

Jeszcze nigdy do drzwi kościelnych seminariów nie pukało tak mało kandydatów. Do 
niektórych nie zgłosił się ani jeden chętny. Powód: pogarszający się wizerunek 
społeczny duchownych  

Jeszcze dwa, trzy lata temu do diecezjalnych i zakonnych seminariów zgłaszało się 
rocznie 1800 młodych ludzi, którzy chcieli zostać księżmi, zakonnikami i siostrami 
zakonnymi. To o 100 osób mniej niż wcześniej. Księża spadek ten tłumaczyli m.in. 
niżem demograficznym i wyjazdami młodzieży za granicę do pracy. Uspokajali, że nie 
ma mowy o kryzysie powołań. Jednak najnowsze dane nie pozostawiają  wątpliwości: 
liczba chętnych gwałtownie spada. W ubiegłym roku akademickim w seminariach 
kształciło się tylko 1,6 tys. osób, a w tym - zaledwie 1,3 tys. 

Po raz pierwszy do niektórych zakonów - np. do słynących z opieki nad chorymi i 
ziołolecznictwa bonifratrów, oaulistów czy barnabitów - nie zapukał ani jeden chętny. 
Do marianów, pijarów czy karmelitów - zaledwie po dwóch, trzech. Żadnych nowych 
kandydatów do kapłaństwa nie ma w ordynariacie polowym, a do seminarium w 
Łowiczu zgłosił się tylko jeden kandydat. - Aby normalnie prowadzić zajęcia, łączymy 
naszych czterech pierwszoroczniaków z grupą czterech osób, które zgłosiły się do 
pobliskiego Zgromadzenia Ducha Świętego - mówi ks. Wojciech Szukalski z Wyższego 
Seminarium duchownego w Bydgoszczy. Podobnie jest w co trzecim polskim 
seminarium. 

Skąd ten kryzys? Bp Wojciech Polak, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. 
Powołań, uważa,  że duży wpływ mają niedawne głośne odejścia z Kościoła znanych 
księży i zakonników. Ks. Szukalski wskazuje na pogarszający się wizerunek społeczny 
osób duchownych. - Wielu rodziców ma problemy z przyjęciem decyzji ich dzieci o 
wstąpieniu do seminarium czy zakonu. Coraz więcej grzechów ludzi Kościoła wychodzi 
obecnie na jaw. I choć z jednej strony to pozytywna rzecz, bo zmusza nas, księży, 
byśmy robili rachunek sumienia, to jednak trudno oczekiwać od młodych, by z chęcią 
zasilali nasze szeregi, a od ich rodziców, by byli z tego zadowoleni - mówi ks. 
Szukalski. 

background image

 

3

Księża skarżą się też na negatywną presję ze strony rówieśników: młody kandydat do 
kapłaństwa często musi się liczyć z utratą znajomych. - Nie robię z księży 
męczenników, ale wystarczy założyć koloratkę i przejść się po mieście, by usłyszeć 
dziesiątki wyzwisk. Że księża są chciwi, że się mądrzą, jak żyć uczciwie, a sami mają 
tyle na sumieniu. I weź tu, młody człowieku, załóż sutannę, noś  ją do końca  życia i 
tłumacz się ze wszystkich grzechów ludzi Kościoła. Wielu młodych ludzi uważa, że to 
zbyt trudne wyzwanie - mówi. 

Jaki sposób ma Kościół na kryzys powołań? - Potrzeba więcej księży, którzy w bardziej 
przekonujący sposób dawaliby młodym  świadectwo,  że warto iść drogą kapłaństwa - 
twierdzi bp Polak. 

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: 

metro@agora.pl

 

 

background image

 

4

Ksiądz pragnie żony 

Księża jasno mówią: "Skoro nie mogą legalnie żyć z kobietą, zrobią to po cichu". 
Rozmowa z prof. Józefem Baniakiem 

Katarzyna Wiśniewska 

2009-01-27, ostatnia aktualizacja 2009-01-26 17:27  

Pana badania, jeszcze nieopublikowane, mogą być szokujące: prawie 54 proc. księży w 
Polsce chciałoby mieć własne rodziny. 

- Tak, dokładnie 53,7 proc. Badania nad celibatem księży prowadzę długo, dlatego nie 
uważam najnowszych wyników za zaskakujące. Już w latach 80. spory odsetek księży 
opowiadał się za tym, by celibat nie był obowiązkowy, tylko fakultatywny, tak jak w 
Kościele prawosławnym lub greckokatolickim. Dzisiaj to się znacznie pogłębiło. 
Wzrasta odsetek księży, którzy chcieliby sami decydować o formie własnego  życia 
kapłańskiego - w celibacie czy z własną rodziną. Kleryk, który odczuwa powołanie 
kapłańskie, a jednocześnie interesuje się kobietą, naraża się na kłopoty: nie dostanie 
święceń kapłańskich, jeśli swoje zainteresowania ujawni władzy seminaryjnej. 
Tymczasem z badań wynika, że klerycy i księża w większości są heteroseksualnymi 
mężczyznami i większość z nich potrzebuje osobistej relacji z kobietą, chce mieć 
własną rodzinę i dzieci. Potwierdzają to liczne listy, które otrzymuję od księży. 
Ostatnio napisał do mnie ksiądz z archidiecezji krakowskiej, który od sześciu lat żyje w 
związku z kobietą, którą kocha i jest przez nią kochany, a sam nie potrafi wyjść z tego 
impasu. Niemal błagał mnie o pomoc w sensownym rozwiązaniu własnego problemu 
życiowego. 

Co mu pan odpowiedział? 

- Po prostu przedstawiłem mu trzy rozwiązania: że może odejść z kapłaństwa i ożenić 
się z tą kobietą, jeśli nie wyobraża sobie dalszego życia bez niej; że może przejść do 
Kościoła chrześcijańskiego, w którym nie ma celibatu, i zawrzeć małżeństwo; że może 
zrezygnować z kontaktów z nią, pozostawić ją, jak uczyniło to wielu innych księży, i na 
nowo  żyć uczciwie w celibacie. Nie można na dłuższą metę  żyć w schizofrenii, w 
jakimś rozdwojeniu moralnym. W odpowiedzi napisał mi, że już 11 jego kolegów 
odeszło z kapłaństwa, kilku się  ożeniło, więc on musi to wszystko jeszcze raz 
przemyśleć. Ostatecznej jego decyzji jeszcze nie znam. 

Dlaczego księża chcą mieć  rodziny?  Dlaczego  zjawisko  to  się pogłębia?  
 

background image

 

5

- Większość kleryków i księży jest pozytywnie nastawiona do małżeństwa i rodziny. 
Wielu wcześniej było kochanych przez kobiety i zakochanych w kobietach, a 
jednocześnie chcieli też zostać księżmi. Wybrali stan duchowny i celibat, choć nie 
wiedzieli, jakie kłopoty czekają na nich w normalnym życiu kapłańskim. Księża nie 
biorą się z księżyca, a klerycy niczym specjalnym nie różnią się od młodzieży w ich 
wieku. A do seminariów często przychodzą maturzyści, którzy mają poważne 
problemy z własną wiarą i religijnością. Ponadto dziś ksiądz żyjący w celibacie już 
przestał być jedynym autorytetem moralnym i wzorem do naśladowania.  

W jakim wieku są księża, którzy mają trudności z celibatem? Zwykle mówi się o tzw. 
kryzysie wieku średniego, po czterdziestce. 

- Zauważyłem,  że w latach 80. kryzys kapłaństwa z celibatem dotykał w większości 
księży w średnim wieku: młodszych proboszczów czy zakonników. Obecnie to problem 
coraz młodszych księży, będących kilka lat po święceniach. Dotyczy zwłaszcza tych o 
nieuformowanej emocjonalności i seksualności. Młodzi księża, którzy po święceniach 
trafili do pierwszej parafii, szybko spostrzegają,  że  życie wygląda inaczej, niż 
ukazywano im je w seminarium. W seminarium kobiety, seks, miłość, małżeństwo i 
rodzina to tematy tabu, nietraktowane poważnie, wręcz zakazane. A w parafii kobiety 
są wszędzie i kontakty księdza z nimi są możliwe bez żadnych utrudnień, kobiety są 
obiektami jego działań zawodowych. O emocje i erotykę nie jest trudno w tych 
relacjach. 

Jak prowadził pan badania - rozmawiał pan z księżmi osobiście? Nie mieli oporów, żeby 
mówić na ten temat? 

- Badania prowadzę z pomocą moich współpracowników i samych księży. Oczywiście, 
że księża takie opory mieli i nadal mają, gdyż sami obawiają się konsekwencji ze 
strony władz kościelnych za udzielanie takich informacji. Zwykle około połowy 
pytanych wyraża zgodę, reszta nie chce. Niekiedy długo czekam na ich zgodę i na 
wypowiedź. Wypowiedzi tych, którzy się zgadzają na udział w badaniach, są pełne i 
szczere. Zresztą pytania badawcze są tak skonstruowane, że bez trudu wykażą każdą 
fałszywą wypowiedź. Krytyka moich badań przez władze kościelne i niektórych księży 
wynika z ich podejścia do tego problemu. W Kościele liczy się dobra opinia o nim jako 
instytucji, nawet kosztem dobra księdza jako jednostki. 

Ilu księży chce odejść z kapłaństwa lub o tym myślało? 

- Na 823 badanych księży diecezjalnych i zakonnych 52 proc. przeżywało lub przeżywa 
głęboki i przewlekły kryzys swojej tożsamości kapłańskiej. Z tej grupy jakaś jedna 
trzecia twierdzi, że nie jest w stanie sobie z tym kryzysem poradzić, i rozważa 
odejście z kapłaństwa. To w ogromnej większości księża z autentycznym powołaniem 
kapłańskim, czyli tzw. charyzmą kapłańską, bardzo niewielki odsetek trafił do 

background image

 

6

kapłaństwa przypadkiem, bez sensownych motywacji religijnych lub religijno-
świeckich. Jednak i ich nie ominął kryzys egzystencjalny i tożsamościowy związany z 
obecną formą kapłaństwa. Za główną przyczynę tego uważają oni obowiązkowy celibat 
i samotność, którą on wywołuje. Chcieliby prowadzić normalne życie małżeńskie i 
rodzinne, a jednocześnie wykonywać zadania kapłańskie. Niemożliwość zrealizowania 
tych obu powołań - kapłańskiego i rodzinnego - jest w ich ocenie podstawowym 
czynnikiem kryzysu. 

Często się zdarza, że tacy księża  żyją w mniej lub bardziej stałych związkach z 
kobietami? 

- Sam byłem zaskoczony, kiedy aż połowa badanych na pytanie, czy zna księży 
utrzymujących więzi emocjonalne i seksualne z kobietami, odpowiedziała,  że ma 
kolegów księży, którzy spotykają się z kobietami i utrzymują z nimi takie więzi, jak i 
takich, którzy mają  własne dzieci. Księża poznają te kobiety bliżej w różnych 
okolicznościach, ale najczęściej - choć wydaje się to nieprawdopodobne - w 
konfesjonale. Podczas spowiedzi dotyka się często spraw związanych z relacjami 
damsko-męskimi, także erotyką i seksem, a więc trudnych i delikatnych. One często 
wytwarzają więzi emocjonalne między kobietą i spowiednikiem, zwłaszcza wtedy, 
kiedy kobieta spowiada się  długo u tego samego kapłana. Ponadto jedna trzecia 
badanych przyznała, że im samym "zdarzyły się" luźne związki z kobietami lub seks bez 
zobowiązań. Podobnie jak w sprawie księdza proboszcza z Janik [poprosił lekarzy, żeby 
"zrobili coś",  by  jego  dziecko  umarło] - to przykład kapłana rozbitego moralnie, 
niedojrzałego emocjonalnie i społecznie, nieradzącego sobie z potrzebą seksualną, 
bojącego się chorobliwie konsekwencji wynikających z romansu z parafianką, 
wypierającego się  własnego dziecka. Z badań i z innych źródeł znam licznych księży 
mających dzieci, jak i takich, których sądy zmuszały do uznania własnych dzieci. Znam 
też księży, którzy akceptują i kochają  własne dzieci, a "bycie księdzem" nie 
przeszkadza im w okazywaniu tej miłości ojcowskiej. W ankiecie pytałem też, czy seks 
może być wartością autoteliczną, niezwiązaną z miłością i małżeństwem, czyli celem 
samym w sobie. Liczni księża odpowiadali twierdząco na to pytanie, nie biorąc pod 
uwagę ograniczeń etyki katolickiej w tej kwestii. 

Księża?! 

- Tak, choć wydaje się to nieprawdopodobne i nie do zaakceptowania. Z różnych badań 
wiadomo, iż jest to też efekt wszechobecności seksu: w sztuce, kulturze, rozmowach. 
Więc nie dziwmy się tym wynikom. Jak twierdzą moi respondenci, około 12 proc. 
księży  żyje w stałych związkach z kobietami, czyli w związkach konkubenckich. Ja 
sądzę, że w rzeczywistości jest to znacznie większy odsetek, a wiem też, iż wzrasta on 
wśród młodych księży. 

Czy celibat to główny powód porzucania kapłaństwa? 

background image

 

7

- W zasadzie tak. W blisko 68 proc. Konflikty z przełożonymi, z władzą kościelną i 
wewnątrz środowiska księży są na dalszym miejscu, a jeszcze dalej są kłopoty z własną 
wiarą i religijnością czy też zaniedbania zawodowe w parafii. Z reguły jednak kryzys 
zaczyna się od trudności w życiu religijnym księdza, w jego modlitwie i brewiarzu, w 
osobistej spowiedzi, w zaniedbywaniu medytacji religijnej, a dopiero to wywołuje 
rozterki moralne i zachęca do podejmowania laickiego stylu i trybu życia codziennego, 
w którym brak kobiety, seksu czy miłości oznacza z reguły pustkę nie do zniesienia. 

Celibat jest w Kościele przedstawiany jako nobilitacja. A pan twierdzi, że to rodzaj 
wykluczenia społecznego. 

- Z teologicznego i kościelnego punktu widzenia można uznawać celibat jako 
"nobilitację" czy "wyróżnienie" księdza w szerszej społeczności. Natomiast z 
psychologicznego i socjologicznego punktu widzenia celibat oznacza faktycznie rodzaj 
alienacji czy wyłączenia mężczyzny z normalnego życia ludzkiego, z podstawowych 
jego sfer, jakimi są małżeństwo i rodzina. W dodatku wmawia się księdzu doktrynalnie, 
iż tego "poświęcenia" wymaga od niego sam Bóg czy też "dobro" Kościoła i wiernych. 
Tymczasem z badań wynika, że aż 77 proc. dorosłych i 83 proc. młodzieży w Polsce 
sprzeciwia się celibatowi księży - chcą oni, by księża mogli się żenić i zakładać swoje 
rodziny. Uważają, że wtedy księża lepiej rozumieliby problemy małżeńskie i rodzinne 
wiernych, a nie koncentrowaliby się na seksie czy jego ograniczeniach. Kościół rzymski 
wprowadził celibat, by sprawniej administracyjnie zarządzać swoimi kadrami i 
dobrami, potrzebny był większy porządek organizacyjny, strukturalny i ekonomiczny, w 
którym nie będzie ryzyka, że dzieci księży odziedziczą kościelne dobra po swoich 
ojcach czy też zaistnieją kłopoty z przenoszeniem księży na inne placówki, w czym ich 
rodziny mogłyby stanowić realne utrudnienie. Natomiast względy religijne nie są w tym 
zakresie przekonujące. Wielu księży mówi, że celibat wyklucza ich z życia 
społecznego. Kościół - ich zdaniem - w przesadny sposób sakralizuje pojęcie powołania, 
przypisując do niego kapłańską bezżenność. Zamiast wzmocnienia powołania 
kapłańskiego teologia celibatu prowadzi do podkreślania "inności" księży i odrębności 
świata, który sami tworzą. Poczucie wykluczenia to jedna strona medalu. Z drugiej 
strony jest silna próba kompensacji zaistniałych braków i kłopotów życiowych. Miałem 
do czynienia z klerykami, którzy traktowali się nawzajem "inaczej", czyli lepiej niż 
świeckich kolegów ze studiów teologicznych czy humanistycznych. Podkreślali,  że są 
"przeznaczeni do wyższych celów" niż świeccy. Takie nastawienie potem przekłada się 
na postawę księży wobec świeckich, z których wielu uważa się za tę "ważniejszą" część 
Kościoła, a niektórzy żałują, że świeccy już przestali całować księży po rękach, jak to 
się działo w młodości ich rodziców. 

A jak w seminariach przygotowuje się do życia w celibacie? 

- Ks. prof. Grzegorz Ryś powiedział kiedyś, że o celibacie w ogóle rzadko się mówi w 
seminarium. Zamiast tego kontroluje się zachowania, w których celibat jest łamany czy 

background image

 

8

wystawiany na próbę. Usłyszałem kiedyś od jednego z kapłanów, że o celibacie trzeba 
mówić religijnie, po kościelnemu. Nic bardziej błędnego. Klerykom trzeba mówić, co 
ich w życiu ominie, podkreślać piękno małżeństwa, posiadania potomstwa, żeby 
wiedzieli, z czego rezygnują. Zamiast tego nauka skierowana jest przeciw małżeństwu i 
seksowi, chyba że trafi się w seminarium mądry psycholog, który będzie podkreślał 
wartość małżeństwa i rodziny. Ale na ogół zamiast na elementy pozytywne kładzie się 
nacisk na negatywne. Przełożonych w seminarium interesuje tylko to, czy kleryk miał 
lub ma dziewczynę. Po takiej formacji księża mają problem ze swoją seksualnością, 
emocjonalnością, ich osobowość jest niespójna. Uważam,  że już najwyższy czas na 
radykalne zmiany w formacji seminaryjnej alumnów. Przyszłych księży oddziela się od 
dziewcząt - ale co to da? Księża jasno mówią: "Skoro nie mogą legalnie żyć z kobietą, 
zrobią to po cichu". 

Zaletą celibatu jest to, że księża nie dzielą czasu między rodzinę i parafian, mogą 
poświęcić się całkowicie wiernym. 

- To mit. Księża rzymscy z powodzeniem mogliby prowadzić  życie małżeńskie i 
rodzinne bez uszczerbku dla zadań kapłańskich i dla spraw kościelnych. Wiem to, bo 
rozmawiam z księżmi prawosławnymi i greckokatolickimi, z ich żonami i dziećmi, 
którzy ten problem są w stanie przezwyciężyć. Dla porównania dodam, że prof. Ludwik 
Janiszewski kiedyś badał problemy rodzin marynarzy i rybaków i zastanawiał się nad 
"typem" kobiety, która spełniałaby warunki idealnej żony. Kobiety "z lądu", 
niewychowane w kulturze i tradycji morskiej, z reguły nie wytrzymywały rozłąki z 
mężem, długich oczekiwań na jego powroty i rozbijały rodziny. Kobiety z "kultury 
morskiej" dawały sobie radę i trwały w rodzinach. 

Idealna żona dla księdza to pewnie katechetka? 

- Księża pytani o taki ideał  żony na pierwszym miejscu wskazywali, o dziwo, na 
świeckie zawody, w tym medyczne: lekarka, pielęgniarka, potem na nauczycielkę i 
ekonomistkę. Katechetka wcale nie znalazła się na pierwszym miejscu. Zawód księdza 
jest specyficzny, kobieta musi umieć "dzielić się" mężem z Kościołem. W Kościele 
prawosławnym  żony księży mają pełną  świadomość,  że niejeden wieczór, zamiast 
spędzać z rodziną, mąż będzie musiał poświęcić ludziom, którzy poproszą go o pomoc, 
o rozmowę, o spowiedź. Większość  żon księży prawosławnych to rzeczywiście 
absolwentki teologii, przygotowywane do tego, że mąż  będzie należał nie tylko do 
nich, ale i do Kościoła. Zdarza się nawet, że biskup nie akceptuje kandydatki na żonę. 
Żony księży prawosławnych same bardzo często angażują się w życie parafii, pomagają 
swoim mężom kapłanom w prowadzeniu parafii i kancelarii, prowadzą śpiew z dziećmi 
i młodzieżą, uczą religii itp. Tak samo mogłoby być w Kościele rzymskokatolickim. Nie 
wątpię, iż wtedy księża bardziej angażowaliby się w prace kościelne, lepiej także 
wykonywaliby zobowiązania wobec świeckich, a przede wszystkich nie 
"teoretyzowaliby" ich życia i żyliby z nimi w dialogu i harmonii. 

background image

 

9

Księża żonaci są lepsi w kontaktach z wiernymi? 

- Co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Przede wszystkim są bardziej nauczeni 
kontroli własnych zachowań, umieją z ludźmi rozmawiać, przestają się ich bać, 
traktują ich serio jako swoich pracodawców. Ponadto nie wywyższają się i nie 
zamykają w swoim wąskim świecie, skoro sami prowadzą życie jak zwyczajni ludzie. 

Z drugiej strony każdy  kleryk  wie,  na  co  się decyduje, idąc do seminarium czy 
klasztoru. Ci, którzy odchodzą, może - jak się często tłumaczy - "nie mają powołania"? 

- Twierdzenie, że 18-letni chłopak, wstępując do seminarium czy do klasztoru, dobrze 
wie, na co się decyduje, że rozumie bezbłędnie własny wybór i jego późniejsze skutki, 
to kolejny mit, a wręcz antyteza psychologiczna. Rozwój emocjonalny to proces, który 
nie jest zakończony, gdy człowiek osiąga pełnoletność czy kiedy ma dwadzieścia parę 
lat. A jak w Polsce wygląda przygotowanie do życia w rodzinie, jaka jest edukacja 
seksualna dzieci i młodzieży, kto i w jakim zakresie przygotowuje młodzież do życia 
małżeńskiego i rodzinnego? Seminaria duchowne, izolując kleryków od tych spraw, nie 
tylko nie nadrabiają braków rodzinnych i szkolnych, ale je pogłębiają. Dlatego często 
po wielu latach klerycy rewidują swoje poglądy na kapłaństwo i celibat. Niektórzy są w 
stanie tak żyć, ale inni nie potrafią  żyć "podwójnie" i sami odchodzą. Oczywiście nie 
wszyscy muszą być księżmi - to jeden z argumentów Kościoła w obronie celibatu. 
Jednak gdy ktoś celibatu nie jest w stanie wytrzymać, to jeszcze nie znaczy, że nie ma 
powołania kapłańskiego. Niestety, takie stanowisko obowiązuje w Kościele: celibat 
weryfikuje i ocenia zasadność powołania kapłańskiego, przydatność kleryka do 
kapłaństwa. 

Prowadził pan też badania wśród byłych księży. Czy wielu wróciłoby do kapłaństwa, 
gdyby mogli mieć żony i rodziny? 

- Około 78 proc. byłych księży chciałoby być nadal kapłanami, będąc jednocześnie 
mężczyznami  żonatymi. Wielu czeka na taką decyzję papieża, ufa i ma nadzieję,  że 
kiedyś Kościół rzymski przyjmie ich punkt widzenia. I wtedy będą mogli wrócić do 
grona kapłanów i podjąć obowiązki wynikające ze święceń, których - jako charyzmy - 
nikt i nigdy nie może ich pozbawić. Silnie wierzą,  że kiedyś "Duch Święty ułatwi 
papieżowi zrozumienie tego problemu", a Kościół wtedy będzie lepiej funkcjonował. 

Gdy ktoś wspomina o możliwości wyboru celibatu na zasadzie dowolności, Kościół 
rzymskokatolicki i jego władze reagują bardzo gwałtownie. 

- To prawda. Po pierwsze, celibat księży ułatwia zachowanie dyscypliny i organizacji 
pracy duszpasterskiej. Księży kawalerów można dowolnie przenosić z miejsca na 
miejsce, nie licząc się z nikim i niczym, bo ksiądz nie ma żony i rodziny. Po drugie, 
perspektywa podziału dóbr i wielu środków kościelnych, gdy ksiądz ma rodzinę, byłaby 

background image

 

10

niekorzystna dla Kościoła jako instytucji, więc jego hierarchia broni tego punktu 
widzenia i utrzymuje celibat w obecnej formie jako konieczny warunek sprawowania 
kapłaństwa. 

Drugi argument jest poniekąd zrozumiały... 

- W Kościele prawosławnym ten problem został modelowo rozwiązany, ponieważ księża 
dostają pensje, pracują i służą ludziom, a za ten trud są wynagradzani. W ten sposób 
sami nie partycypują w bogactwach Kościoła, dobra parafialne nie są ich rodzinnymi 
dobrami. To odsuwa obawę,  że Kościół jako instytucja musiałby się dzielić swoim 
majątkiem z klerem i z jego rodzinami. 

Zwolennicy obowiązkowego celibatu mówią,  że podkreśla on wymiar mistyczny 
Kościoła. Księża mieliby żony, dzieci, a w dodatku dostawaliby pensję. Czy to ma 
jeszcze coś wspólnego z religijną mistyką? 

- Bez obawy, przecież mistykami byli też świeccy katolicy, a życie rodzinne w tym im 
nie przeszkadzało. Z drugiej strony na życie mistyczne księży i zakonników należy 
patrzeć z dużą dozą ostrożności; zajmuję się tym zagadnieniem jako filozof religii i 
uważam ten argument za chybiony. Mając żonę (zwykle są to kobiety bardzo religijne), 
można być równie pobożnym księdzem, jak będąc księdzem w celibacie. Analogicznie 
można by się zastanawiać nad tym, czy lekarz spędzający pół  życia na dyżurach w 
szpitalu i przychodni może być dobrym mężem i ojcem albo religijnym człowiekiem. 
Wszystko da się pogodzić. Nie należy przeceniać zbytnio religijnego charakteru i celu 
zawodu księdza, lecz trzeba koniecznie spojrzeć na niego z perspektywy potrzeb i 
oczekiwań ludzi religijnych. Taki bowiem jest cel posług religijnych księdza - to on jest 
dla ludzi, jak każdy inny profesjonalista, a nie oni dla niego. Przesadna sakralizacja 
tego zawodu i powołania nie musi się wiązać z prawdziwą mistyką religijną. 

Przeciwnicy zniesienia celibatu argumentują też, że rozwody żonatych księży mogłyby 
wywołać skandale wśród świeckich. 

- Kościół rzymskokatolicki nie uznaje rozwodów małżeńskich, ale jednocześnie coraz 
częściej zachęca do szukania takich przeszkód, na podstawie których mógłby orzec o 
tzw. niebytności małżeństwa, czyli o tym, że ono nigdy nie zaistniało, choćby nawet 
zostało skonsumowane i było potomstwo. Gros katolików świeckich to stanowisko 
kościelne nazywa zwykłymi rozwodami. Myślę,  że obawa o rozwody księży jest na 
wyrost, a świeccy i tak większe grzechy wybaczają swoim duszpasterzom niż ich 
ewentualne rozwody. W Kościele prawosławnym rozwód księdza jest możliwy, ale na 
bardzo trudnych warunkach. Ponadto taki ksiądz nie może ożenić się po raz drugi, 
nawet jeśli jest wdowcem. To bardzo dobre rozwiązanie, z którego mógłby skorzystać 
Kościół rzymskokatolicki, jeśli odważyłby się kiedyś inaczej, bardziej po ludzku, 

background image

 

11

spojrzeć na celibat swoich kapłanów i na trudności, jakie powoduje on w ich życiu 
osobistym. 

***Prof. Józef Baniak - pracownik Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama 
Mickiewicza w Poznaniu. Specjalizuje się w socjologii religii i religijności, a także 
socjologii moralności. Opublikował m.in. książkę "Rezygnacja z kapłaństwa i wybór 
życia małżeńsko-rodzinnego przez księży rzymskokatolickich w Polsce. Studium 
socjologiczne" (Kraków 2001). 

Źródło: Duży Format 

background image

 

12

Kłopoty z celibatem 

Katarzyna Wiśniewska 

2009-01-26, ostatnia aktualizacja 2009-01-25 18:45  

 

 

Ponad połowa polskich księży chciałaby mieć żony i dzieci - takie wyniki badań mogą 
wprawić w zdumienie.  

Profesor Józef Baniak, socjolog religii z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. 
Adama Mickiewicza w Poznaniu, badania nad celibatem prowadzi od wielu lat. W 2001 
r. opublikował książkę o efektach prac nad przyczynami rezygnacji z kapłaństwa. Teraz 
spytał 823 księży diecezjalnych i zakonnych, jak przeżywają celibat. Z tych trudnych, 
nieraz bolesnych rozmów wywnioskował,  że dla wielu księży brak rodziny jest 
wyrzeczeniem ponad siły. Ponad jedna trzecia badanych przyznała, że zdarzyły im się 
luźne związki z kobietami. 

Kościół katolicki uznaje celibat za szczególne i piękne powołanie. Zdaniem prof. 
Baniaka jest odwrotnie: uważa on celibat za rodzaj wykluczenia społecznego. - Zamiast 
wzmocnienia powołania kapłańskiego teologia celibatu prowadzi do podkreślenia 
"inności" księży i odrębności świata, który sami tworzą - mówi nam. 

Można uważać takie sądy za zbyt ostre i uogólniające. W końcu wielu księży potrafi 
przekonująco wyjaśniać sens celibatu nie tylko słowami, ale i życiem. 

Byłoby jednak błędem te momentami szokujące statystyki zlekceważyć czy 
potraktować jako atak na Kościół. Temat badań prof. Baniaka stanowi w Kościele 
temat tabu. Przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik w wywiadzie dla "Niedzieli" 
stwierdził niedawno, że pisma katolickie nie powinny udzielać  głosu byłym księżom, 
żeby "nie robić z nich bohaterów". 

Analogicznie ci, którzy w kapłaństwie trwają, mogą mówić o celibacie, pod warunkiem 
że w samych superlatywach. Badania prof. Baniaka ten schemat przełamują. 

Czytając rozmowę z prof. Baniakiem w poniedziałkowym "Dużym Formacie", warto 
wiedzieć, że wbrew potocznym opiniom Kościół wprowadził celibat stosunkowo późno, 
a powody takiej decyzji nie były  święte. Jak pisał kilka lat temu ks. Grzegorz Ryś w 
książce "Celibat", bezżeństwa od księży zaczęli  żądać papieże w XI w. By zapobiec 

background image

 

13

dziedziczeniu kościelnych majątków przez dzieci księży, uznawano je za nieprawe. 
Tyle  że pobudki ekonomiczne niezbyt się nadawały dla uszu owieczek. Eksponowano 
więc wartość dziewictwa, deprecjonując znaczenie współżycia seksualnego. Nakaz 
celibatu utrwalił II Sobór Laterański (1139 r.). Ale celibat ma swoje głębokie 
teologiczne uzasadnienie, które wybrzmiało w późniejszych wiekach. Za wzór księżom 
Kościół stawia Chrystusa i apostołów, którzy "zostawili wszystko i poszli za Nim" 
(Ewangelia wg św. Łukasza). 

Jest i druga strona medalu, wcale nie mniej ważna niż zgorszenie, jakie wywołują 
wśród katolików księża, którzy nie wytrzymują celibatu i wiodą podwójne życie. Z 
obserwacji prof. Baniaka wynika, że nie brak kapłanów przekonanych, że ich powołanie 
jest lepsze i dają odczuć świeckim, że są stworzeni do "wyższych celów". A przecież nie 
to chce powiedzieć dziś Kościół, broniąc idei celibatu. 

Rozmowę z prof. Józefem Baniakiem można przeczytać w poniedziałkowym "Dużym 
Formacie". 

Źródło: Gazeta Wyborcza 

background image

 

14

Seks w teatralnej kruchcie 

Joanna Derkaczew 

2009-01-15, ostatnia aktualizacja 2009-01-15 10:37  

 

 

Kolejne tabu zostaje skomercjalizowane. Po seksie hetero- i homoseksualnym także 
seks sakralny okazuje się bezpiecznym, zabawnym tematem teatru mieszczańskiego. 
Czy na scenach z życia seksualnego księży będziemy się odtąd  śmiać jak na 
"Testosteronie"?  

Organizowanie prostytutek w formacje parazakonne wydaje się problemem żywo 
przejmującym dyrektorów warszawskich scen. Po "Pantelonie i wizytantkach" Maria 
Vargasa Llosy (o siostrach niosących wolną, acz płatną miłość  żołnierzom w puszczy 
amazońskiej) w Teatrze Studio także Teatr na Woli zajął się sex-misjonarkami. 

"Siostrami przytulankami" nazwały się dwie profesjonalistki zatrudnione, by ulżyć 
zakonnikom w trudach celibatu. Ich sprowadzenie uchwalono demokratycznie, po serii 
bójek i homoseksualnych zbliżeń wśród braci. Miały rozładować atmosferę, wprowadzić 
w zapuszczone klasztorne mury "kobiecą  rękę", a przy okazji uwolnić się od świata 
alfonsów i "opiekunów". 

Autor Marek Modzelewski (autor m.in. "Koronacji" o kryzysie egzystencjalnym 
trzydziestolatka, "Dotyku" o coming-outach, "Imienin" wystawianych niedawno przez 
Teatr Radia TOK FM) wykorzystał stary schemat znany od "Dam i huzarów" Fredry po 
"Seksmisję": jednopłciowe społeczności są może pełne patologii, ale gdy pojawia się 
płeć przeciwna - szaleństwo dopiero się zaczyna. Przybycie Sylwii i Sabiny początkowo 
jest miłą odmianą, szybko jednak wyzwala w duchownych najgorsze instynkty. 

Napięcia hormonalne w kruchcie, celach i na plebaniach to nie nowość. Przez cały 
ubiegły rok ogarniały kolejne polskie sceny. 

Skandale erotyczne z udziałem księży i kleryków, liczne porzucenia kapłaństwa, 
apostazje, spadek powołań, apele o zniesienie celibatu - wszystko to wydawało się 
tematem chwytliwym, gorącym, pikantnym (o rynkowej atrakcyjności skojarzeń 
sakralno-seksualnych wie już od dawna Madonna). 

background image

 

15

Żaden ze spektakli pełnych "odważnych" scen nie przyniósł jednak głębszej refleksji 
nad kryzysem struktur kościelnych, hipokryzją hierarchów, niezdolnością 
rozwiązywania wewnętrznych problemów. 

Nie przynosi ich także spektakl Giovanny'ego Castellanosa, debiutującego w Warszawie 
Kolumbijczyka. Co więcej - nie tylko po filmach Felliniego ("Rzym"), Bunuela 
("Viridiana") czy Kawalerowicza ("Matka Joanna od Aniołów") sprzed 40-50 już lat, ale 
nawet po "Plebanii" trudno dziś uznać przedstawienie choćby za obrazoburcze. Nic nie 
zmieniają tu odwołania do wiary jako ucieczki przed występnym życiem czy wiary jako 
ekstazy (wyeksponowane na scenie witraże Wyspiańskiego przedstawiają  świętych w 
mistycznym upojeniu). Nie wystarczy założyć obrożę i wykonać kilka tańców 
homoerotycznych, by uderzyć w podstawy moralności - czy to burżuazyjnej, czy 
katolickiej. Zgrabne negliże obok habitów, porno-gadżety w sąsiedztwie krzyży stały 
się dopuszczalne w farsach i kabaretach. W najmniej ambitnych, mieszczańskich 
teatrach. 

Nic dziwnego więc,  że publiczność, zamiast wychodzić masowo z teatru i ciskać 
klątwy, może się rubasznie podśmiewać. Może - póki nie pojawi się zgrzyt. Castallanos 
najpierw rozmontował napięcie między sacrum a profanum komediową konwencją, 
wkleił pielgrzymkowe piosenki z YouTube, zbudował karykaturalne postaci braciszków 
gejów, braciszków krętaczy, braciszków podlotków, potem zaś próbował tchnąć w tę 
serię skeczy egzystencjalną grozę. Historia zaczyna oscylować między krwawym 
horrorem a telenowelą, z melodramatyzmem, czarnymi charakterami i 
schematycznymi dialogami, w których prostytutki marzą o domkach z ogrodem, a 
panowie szukają rozgrzeszenia w ich ramionach. 

To, że spektakl jest pełen klisz i odpychający wizualnie, nie jest jednak tak ciekawe 
jak beztroska reakcja publiczności. Czy mamy do czynienia z jakąś przemianą 
obyczajową? Czy po homoseksualizmie i innych "niegrzecznych" tematach także Kościół 
stał się jednym z ulubieńców bezpiecznego, mieszczańskiego kina i teatru? 

''Siostry przytulanki'', Marka Modzelewskiego, reż. Giovanny Castellanos 

wystepują: Marian Kociniak, Szymon Kuśmider, Przemysław Bluszcz, Rafał Rutkowski i 
Maciej Wierzbicki (Teatr Montownia), Borys Jaźnicki, Agnieszka Michalska i Ewelina 
Starejki 

Teatr na Woli w Warszawie, premiera 10 stycznia 

Źródło: Gazeta Wyborcza 


Document Outline