background image

Dwie zawsze o jednym - seks tantryczny

Paulina Reiter rozmawia z Alicją Długołęcką 2011-08-12, ostatnia aktualizacja 2011-08-12 14:50:47.0

Dla Wschodu nasz zachodni seks, to tylko wzajemna masturbacja. Pozostajemy zamknięci używając drugiej 
osoby do osiągania przyjemności seksualnej

Kulminacja tańca czyli orgazm "jest to chwila, w której mężczyzna może obdarzyć swoją ukochaną mocą i pewnością 
siebie jaka przystoi bogini". Czyli - udany seks, to taki po którym kobieta czuje się piękna i silna. 

W naszej cywilizacji dla udanego seksu kluczowa jest spontaniczność i ilość. Wschodnie podejście polega na tym, że 
skoro to oczywiste, że płomień będzie z czasem gasł, to należy się skupić nad jakością, rutynę zastępując rytuałem 

Wymiana polega na tym że kobiecy pierwiastek duchowy zalewa mężczyznę, a pierwiastek męski związany z energią 
fizyczną, cielesną, zmysłową zalewa kobietę.

W naszej kulturze orgazm kojarzy się z tym, że odpływamy, w swój świat. Tu przeciwnie - kiedy przeżywamy orgazm 
patrzymy sobie w oczy.

Porównajmy wschodnie określenie męskiego członka - judeitowa różdżka, berło światła, jaspisowa łodyga z naszym 
fiutem czy siusiakiem, czy nawet antycznym penisem lub członkiem uczestniczącym. Porównajmy drogocenne wrota, 
jaspisową bramę, kwiat piwonii, złoty lotos z naszą cipą, dziurą czy wstydliwym sromem i militarną pochwą.

Skoro zażyczyła sobie pani dowiedzieć się czegoś o seksie tantrycznym przyniosłam pani słynną, wznowioną ostatnio 
książkę "Sztuka świadomego kochania". To pierwsza książka, którą czytałam zaznajamiając się z tajnikami miłości 
tantrycznej, tytuł dla mnie tak podstawowy, że wzrusza mnie, że nie zna pani tej pozycji. 

Paulina Reiter: Proszę mnie oprowadzić po tym wschodnim seksie. Co to w ogóle jest ta tantra?

Alicja Długołęcka: Tantryzm jest systemem filozoficznym, ezoterycznym, którego korzenie sięgają 4 tysięcy lat. Jego 
najstarsze źródła wywodzą się z religii indyjskich i hinduizmu, które później zostały wzbogacone o tantrę tybetańską, 
czyli buddyjską. Słowo "Tantra" najczęściej tłumaczy się jako ciągłość świadomości, taki stan bezegoistycznego 
istnienia. Dla tych, którzy wybierają tę drogę, kluczowy jest mistycyzm, praca nad zdolnością koncentracji, analiza 
granicznych stanów np. snu i ekstazy seksualnej, bo poszerzają one pole świadomości, a tym samym kontakt ze 
światem. Proponuję porzucić ten wątek, bo jest zbyt szeroki. Natomiast na drugim, tym związanym z erotyką, możemy 
się zatrzymać. 

Sięgając do najstarszych źródeł- "tantra" to warsztat tkacki. W tym warsztacie mamy wątek i osnowę, czyli boga Sziwę i 
boginię Sakti - uosobienia pierwiastków męskiego i żeńskiego. Oni snują sobie wątek tego świata. Maksyma 
wyznawców tantryzmu, brzmi: "Sziwa bez Sakti jest trupem", bo w tantrze mężczyzna bez kobiety nie istnieje. Kobieta 
jest źródłem jego życiodajnej mocy, energii, którą go może obdarzyć. Rozbudzanie energii bogini w kobiecie jest istotą 
relacji seksualnej, bo dopiero wtedy mężczyzna staje się pełny i prawdziwy. Jak pani widzi, źródła tej filozofii są ściśle 
sprzężone z erotyką. 

Niektórzy mówią o tantrze, że to system służący mężczyznom do uprawiania seksu z dużą ilością młodych 
kobiet. 

To typowe dla ludzi zachodu, którzy traktują inne sposoby myślenia o seksie cynicznie i powierzchownie. Ostrzegam, że 
szukając informacji w internecie rzeczywiście możemy trafić na sekciarskie zaproszenia i opisy jakiś orgii, gdzie dobór 
partnerów jest dowolny. To dorabianie teorii do seksu grupowego w orientalnej scenografii. "Mistyczne orgie" pojawiały 
się, ale były osadzone w zupełnie innej historycznej i kulturowej rzeczywistości i dotyczyły adeptów jogi. Istotą tantry w 
sferze seksualnej jest wzajemne dopełnianie się kobiety i mężczyzny, co umożliwia im dostęp do wyższej, prawdziwszej 
świadomości. Nie ma na to miejsca w przygodnych relacjach. To co jest charakterystyczne dla tantry i jej buddyjskiego 
rozwinięcia, czyli taoizmu, to takie podejście do seksualności, które jest zaprzeczeniem spontaniczności. Czyli czym?

Planowaniem?

Raczej rytuałem - czymś, co nam się kojarzy z rutyną. Przekornie powiem, że taki zrytualizowany seks to właśnie 
wyższa szkoła jazdy. W naszej cywilizacji ważna jest spontaniczność i ilość stosunków. Wschodnie podejście polega na 
tym, że zdając sobie sprawę, jak kapryśny jest płomień pożądania, skupiamy się na samopoznaniu i jakości. W takim 
wydaniu seks nie jest ani zabawą, ani niekontrolowanym porywem zmysłów, lecz przeżyciem duchowym. W zachodnim 
ujęciu tantra i taoizm często zostają odarte z duchowego rdzenia i traktuje się je ciekawostkowo, np. tylko gdzie i jakim 
palcem nacisnąć, żeby się powstrzymać od wytrysku. 

Omówmy sytuację pary, która jest ze sobą od jakiegoś czasu, ich seks traci spontaniczność. Rozumiem, ze 
tantra jest dla nich ciekawą propozycją. 

Wdrażanie w tantrę przypomina typową terapię seksualną par, z tą różnicą, że z terapeutą nie rozmawia się o aspektach 
duchowych. A pierwiastek duchowości jest jednak dla wielu ludzi podstawą pogłębionej relacji seksualnej z osobą bliską 
i ważną. Autorzy książki - Masters i Johnson - małżeństwo, które od 20 lat prowadzi zajęcia dla par - zaczyna od technik 
medytacyjnych i koncentracji umysłu. Jak to przełożyć na codzienne życie? Rozmawiałyśmy już o tym przy okazji 
fantazji erotycznych (marcoweWOExtra), że kobieta do satysfakcjonującego seksu potrzebuje przestrzeni - dosłownie i 
mentalnie. Brakuje nam koncentracji na spotkaniu z drugą osobą, otwarcia i poczucia bezpieczeństwa. Długotrwałe 
związki często to zatracają. Niespełnione marzenia, zmęczenie i lęki sprawiają, że zamykamy się na siebie samych i na 
drugą osobę.. 

Czyli pierwszą zasadą jest to, że mamy się oderwać od codzienności, prania, zakupów, kredytów. Być tu i teraz 
z partnerem. 

Tak. Ale w "świadomym kochaniu" chodzi o coś więcej- żeby autentycznie skupić się na seksie. A nie na dylematach 
związanych z relacją z partnerem lub ciałem. Na to też jest miejsce w związku, ale nie w tym momencie. W seksie 
chodzi o seks i na tej tajemnicy, którą niesie ze sobą bliskość z osobą drugiej płci należy się koncentrować. Tantra 
zaleca medytacje, które oddziałują na intuicję, empatię i zmieniają wytyczone myślowe szlaki: jak on to odbierze, czy on 
mnie kocha i dlaczego ciało się nie słucha. O medytacji powiem krótko, że wiąże się z technikami oddechowymi i 
koncentrowaniem się na określonych obszarach energetycznych. 

Strona 1 z 4

Dwie zawsze o jednym - seks tantryczny

2011-08-13

http://wyborcza.pl/2029020,75515,10108670.html?sms_code=

background image

Jakich obszarach?

Trudno nam będzie uciec od pojęcia czakramów, siedlisk energii, które ulokowane są w całym ciele. Otwierając 
wszystkie te ośrodki otwieramy się na pełne przeżywanie. W bezbóstwowym taoiźmie, buddyjskiej ścieżce, czerpiącej z 
tantry, w każdym z nas jest pierwiastek yin i yang, czyli energia żeńska i męska. Kobieta jest w stanie wyzwolić potężną 
siłę żeńską yin, a mężczyzna potężną siłę yang. Bez spotkania tych sił i wzajemnej wymiany nie jesteśmy w stanie 
osiągnąć harmonii. Ludzie praktykujący tantrę uważają - i coś w tym jest niestety - że seks w cywilizacji zachodniej 
przypomina wzajemne masturbowanie się. Czyli, że pozostajemy zamknięci i używamy drugiej osoby do osiągania 
przyjemności seksualnej. Chociaż w głębi tęsknimy za zjednoczeniem i głęboką bliskością. 

Ale czary-mary. I jak to można zrobić? Utrzymując kontakt wzrokowy przez cały czas, jak przeczytałam w 
internecie?

Będziemy też mówić o kontakcie wzrokowym, niech pani poczeka. Na razie jesteśmy na etapie podstawowym. Przykład 
praktyczny to tzw. medytacja zasilająca. Ale wcześniej warto wspomnieć, że ważne jest otoczenie - miejsce, które jest 
nietykalne, które służy nam tylko do seksu. W sypialni nie pracujemy. 

O, to jest filozofia dla ludzi z dużymi mieszkaniami. 

Dlaczego pani kpi? Sypialnia ma być piękna. Ma się kojarzyć z miłością a nie z wzajemnymi pretensjami. Intymna i 
oddzielona. Potrzebujemy rytualizacji -wielu ludzi, kiedy chce się zastanowić nad sobą i podjąć ważne decyzje życiowe 
idzie na samotną wędrówkę w góry, albo nad morze. Albo zamykamy się w domu, wyłączamy telefony, słuchamy 
muzyki. Sypialnia to powinno być miejsce, w którym nie rozmawiamy do jakiego przedszkola posłać dziecko, jaki kupić 
telewizor. Ma kojarzyć się z relaksem, snem, intymnym spotkaniem. 

I jak już mamy tę sypialnię to możemy zacząć medytację zasilającą. Co to znaczy?

To takie leżenie na łyżeczkę ze sobą. Jeśli ludzie się od siebie oddalili, ale nie odczuwają wzajemnej niechęci i 
świadomie podejmują decyzję, że chcą być ze sobą i chcą ten związek rozwijać, to umawiają się, że poświęcą sobie 
czas, żeby się do siebie przytulić i tak ze sobą poleżeć. 

Według tantry mężczyzna i kobieta harmonizują w ten sposób swoje energie. To ma psychologiczne przełożenie, 
przecież chodzi o to, żeby poczuć swoje istnienie wzajemnie, bicie serca, zharmonizować oddech i skoncentrować się 
bliskości fizycznej. Osoba, która jest z tyłu, jest tą, która otacza opieką i daje energię. W medytacji zasilającej należy te 
role zmieniać w zależności od tego, kto w danym dniu bardziej potrzebuje "dokochania". 

A kiedy dojdziemy do seksu? Bo, jakby, cały czas nic się nie dzieje. 

W zachodnim sensie nic. Ale ja będę uparta i zanim zaczniemy rozmawiać o stymulowaniu wędzidełka na członku lub 
tego w ustach, nad zębami, to zatrzymamy się na poczuciu wzajemnej uwagi i bliskości. Drugi punkt programu to praca 
nad komunikacją, niedopuszczanie do dysharmonii. 

Tantryczne pary się nie kłócą? 

Kłócą, kłócą, tylko że na bieżąco. W udanym związku można spierać się każdego dnia o różne rzeczy, ale ludzie 
przytulają się przy śniadaniu, dają sobie buzi, wieczorami głaszczą się po głowach - bliskość fizyczna wiele mówi o 
bliskości psychicznej. Tantra mówi o tym oczywiście w kategoriach energetycznych - jeśli oddalamy się od siebie za 
bardzo, zaczynamy się odpychać. Dlatego trzeba być uważnym i rozwiązywać konflikty na bieżąco. Jeśli będziemy 
chodzić z nierozwiązanymi problemami to jak się będziemy chcieli przytulić na łyżeczkę to nas odrzuci na drugą ścianę. 
Powtórzę - podstawą udanej relacji seksualnej jest zachowanie bliskości fizycznej. Gdy jesteśmy w jawnym lub utajonym 
konflikcie to jednym z pierwszych symptomów jest to, że nie chcemy się dotykać. W sypialni nie ma miejsca na kłótnię i 
rywalizację, to miejsce w którym wracamy do obietnicy którą sobie daliśmy, czyli, że podstawą naszego związku jest 
budowanie więzi. To miejsce w którym pokazujemy sobie, że istotniejsze od tego czy pojedziemy na urlop w czerwcu, 
czy we wrześniu jest to, żeby nie stracić ze sobą tej więzi. 

Co zrobić kiedy czujemy, że się oddalamy?

Pierwszy stopień to przełamanie własnego oporu i wyjście na przeciw partnerowi. Drugi: odzyskanie łączności fizycznej 
np. poprzez wspomnianą medytację zasilającą. Trzeci to porozumiewanie się mową nieoskarżającą. To jest też w terapii 
par - ludzie uczeni są żeby się nie oskarżać tylko mówić o problemie i dodatkowo zapewnić partnera, że jeśli mamy inny 
pogląd to nie oznacza, że go odrzucamy. Bez tego o czym teraz rozmawiamy, podawanie instrukcji stymulacja członka 
na pięć sposobów jest pozbawione sensu. 

Ta rozmowa chyba będzie musiała być w odcinkach, bo widzę, że zanim taka para trafi do łóżka, miną wieki. 

Spokojnie. Uprzedzałam, że to podejście do seksu nie boi się czasu. Jesteśmy już blisko. Przechodzimy do miłosnych 
podarunków. To może być słowo, powiedzenie „jesteś piękna”, „jesteś super facetem”, jakiś drobiazg, wysłanie z pracy 
linku do ulubionej piosenki,. Miłosne prezenty też budują harmonię. Jeśli relacja nie jest jasna, to wkradnie się 
nerwowość i pośpiech. Pośpiech jest wpisany w nasz styl życia.

Czy Pani wie, że według źródeł tantrycznych od ponad 5 tysięcy lat jesteśmy w wieku "kali jugi", wieku ciemności, w 
którym rządzi męska energia i nie troszczymy się o jakąkolwiek równowagę, a jedynie o czerpanie energii z kobiety na 
użytek męskiej siły i długowieczności. Dla zwolenników tantry ważniejsze są te strasznie dawne czasy, sprzed wieku 
ciemności, kiedy panował wiek prawości i prawdy "satja juga" i rola seksualności, energii kobiecej, była doceniana. 
Czyli, pani Paulino, według tantry rozbudzenie kobiety jest wartością. Wyzwolona energia kobieca jest najsilniejszą 
energią jaka istnieje, jej moc jest porażająca. 

Można się jej wystraszyć. 

Nie trzeba, bo "rozbudzony kobiecy ogień przynosi dobrodziejstwo obojgu kochankom"- nie niszczy męskiego 
potencjału, wręcz przeciwnie. Kiedy kobieta podnosi swój potencjał płciowy wzmacnia swoją duchowość. Wymiana 
polega na tym że kobiecy pierwiastek duchowy zalewa mężczyznę, a pierwiastek męski związany z energią fizyczną, 
cielesną, zmysłową zalewa kobietę. 

Ale jak to się robi?

Jak to się robi! Jak to się robi! Irytuje mnie to pani wypytywanie o techniki, bo naprawdę nie to jest kluczowe. Ale dobrze, 
przechodzimy do kwestii związanych z anatomią. Skoro już mamy czas i miejsce na spotkanie, to musimy jakoś ze sobą 

Strona 2 z 4

Dwie zawsze o jednym - seks tantryczny

2011-08-13

http://wyborcza.pl/2029020,75515,10108670.html?sms_code=

background image

rozmawiać. Porównajmy wschodnie określenie męskiego członka - judeitowa różdżka, berło światła, jaspisowa łodyga z 
naszym fiutem czy siusiakiem, czy nawet antycznym penisem lub członkiem uczestniczącym. Porównajmy drogocenne 
wrota, jaspisową bramę, kwiat piwonii, złoty lotos z naszą cipą, dziurą czy wstydliwym sromem i militarną pochwą. 
Adepci tantry używają też słów, których w pościelowych rozmowach używali Sziwa i Sakti - lingam i joni. A zgadnie pani 
co to jest święte miejsce?

To coś w ciele?

Tak. I zanim dojdziemy do tego, gdzie ucisnąć jakim palcem to musimy mieć świadomość, że je mamy. Święte miejsce 
to miejsce opisywane jako punkt G. A klejnot w koronie?

Łechtaczka. 

Właśnie. Obszar określany jako punkt G jest znany i opisany od paru tysięcy lat. W tantrze jest uznawany za siedlisko 
emocji związanych z seksualnością. Dlatego zakłada się, że można odczuwać silny lęk przed pobudzaniem go, jeśli w 
kobiecie jest lęk przed takim granicznym doświadczaniem, to będzie się kontrolować. W książce są dokładne opisy jak 
odnaleźć to miejsce, jak je stymulować, jak go dotykać. To co w zachodniej kulturze jest ciekawostką - kobiecy wytrysk -
tutaj to sam początek, jeszcze przecież nie doszłyśmy do stosunku seksualnego. Kolejność jest zupełnie inna. Podstawą 
jest cielesne poznanie - najpierw samodzielnie, potem z partnerem. Pobudzenie "świętego miejsca" jest kluczowe dla 
stosunku seksualnego. Bo w kategoriach energetycznych, jeśli kobieta jest nierozbudzona, to mężczyzna w takim 
kontakcie pozbywa się energii i tyle - jest oklapciały i nic nie dostaje. Nie ma wymiany. Seks nie ma sensu. Znajdzie 
Pani opisy w jakiej pozycji to robić, jak mężczyzna ma odnaleźć to miejsce, które palce ma tam trzymać. Chodzi o to, 
żeby kobieta usiadła przed mężczyzną, żeby się siebie nie wstydzili, nie zastanawiali się czy korzystnie wyglądają. 
Mężczyzna ma swobodny dostęp do waginy. Palce jednej dłoni spokojnie pozostają w joni, druga dłoń wywiera lekki 
ucisk na łechtaczkę, lub spoczywa między piersiami, w okolicy serca. Albo uciska kość łonową w przyjemny sposób 
ugniatając kluczowe miejsce z góry. 

W takiej relacji seksualnej nie ma miejsca na poczucie wstydu. Ale to wynika z szacunku do cielesności np. klasyczne 
techniki oralne są nazywane składaniem hołdu lingamowi i joni. W tantrze miłość oralna stoi nawet wyżej niż stosunek 
seksualny, bo jest oddaniem hołdu płci przeciwnej. I oczywiście mamy tu zupełnie bezpruderyjne opisy technik 
stymulacji narządów płciowych. Uwaga - joni lubi być traktowana w sposób delikatny, z kolei lingam lubi być traktowany 
mocniej niż powszechnie kobiety uważają. Ponadto w seksie tantrycznym autoerotyzm jest wpisany w relację 
partnerską. Masturbacja przy partnerze jest całkowicie naturalna. Mamy też metody pogłębiania, przedłużania i 
podnoszenia przeżywania orgazmu. Przechodzimy do rzeczy bardzo ezoterycznych. Podam tylko jeden przykład -
spijanie nektaru z trzech wierzchołków. Partnerzy całują się tak by stykać się wędzidełkami w górnej wardze, do tego 
stykają się piersiami i wzgórkami łonowymi. 

Tego nie da się nauczyć w weekend. 

Tak samo jak z medytacją. Tu chodzi o celebrowanie. I nic się nie stanie jeśli jakiegoś dnia nie wyzwalamy swojej 
energii. Postęp jest kwestią kompletnie względną. Ważne, że mężczyzna ma pamiętać, żeby nie dać się ponieść, bo 
wtedy staje się zbyt yang, zbyt mocny i dochodzi do zbyt szybkiego rozładowania energii i po wszystkim. To jest nauka 
utrzymywania określonego poziomu pożądania. Na tym też polegają te techniki, widzimy to na starych erotycznych 
obrazach japońskich, że ludzie są zespoleni a kobieta czesze włosy. Albo czyta książkę. U nas nie do pomyślenia.

Kolejna kwestia to nektar bogini.

Czyli kobiecy wytrysk. 

Nektar powstaje gdy uaktywnia się święte miejsce, niekoniecznie w wyniku stymulacji, bo kobieta o silnej energii 
orgazmicznej może wydzielać tzw. amritę bez orgazmu. Amrita jest związana ze stanem fizycznego poddania się światu 
- może pojawić się w stanach radości, zaangażowania, fantazjowania. Jest kumulacją tej kobiecej energii. Amrity nie da 
się wywołać jedynie jakąś sprawnością techniczną, jakimś specjalnym rodzajem stymulacji, potrzebny jest stan ducha, 
umysłu. 

Rzeczywiście tantra bardzo koncentruje się na kobiecie. A co z seksualnością męską?

W seksualność męską w kulturze zachodu wpisane jest dążenie do orgazmu i my jako kobiety też mamy to 
wdrukowane, że mężczyzna osiąga przyjemność jeżeli ma wytrysk. W filozofii wschodu istotą nie jest ejakulacja. Istotą 
jest wymiana energii, którą mężczyzna traci podczas orgazmu. Jeśli coś ma sens, to wymiana. A nie żeby kobieta nie 
uruchamiała tej swojej energii, czyli seks był dla niej źródłem frustracji psychofizycznej, a dla mężczyzny utratą sił 
witalnych. A bardzo często tak jest. 

To co najczęściej wyskakuje w internecie jak się wstuka „tantra” to umiejętność kontrolowania wytrysku i 
przedłużania stosunku. 

Powszechnie żartuje się, że mężczyzna ma dwa ośrodki decyzyjne- siebie i swojego penisa. Dojrzałość seksualna 
mężczyzny polega na tym, że rządzi swoim członkiem. Istotą tych technik jest zapanowanie nad swoją seksualnością -
żeby świadomie wywoływać pożądanie, hamować, trochę popuszczać, znowu hamować, potęgować napięcie. To 
techniki wymyślone parę tysięcy lat temu. Opierają się na opanowaniu mięśnia łonowo-guzicznego, dotyczy to i kobiet i 
mężczyzn. Mięśnie te sprzyjają powstrzymywaniu wytrysku czy wywoływaniu pulsacji, co sprzyja zwiększeniu zakresu 
doznań seksualnych. To sposób na dochodzenie do orgazmu wyższego rzędu. Polega to na tym, żeby mężczyzna 
potrafił być też yin - dlatego zalecane są techniki takie jak ta, żeby penis był umieszczony w pochwie również kiedy nie 
jest w stanie erekcji. Mężczyzna nie musi być cały czas aktywny, a nawet nie powinien, bo może wtedy koncentrować 
się na relacji z kobietą zamiast na rozładowaniu. W takich chwilach mężczyzna jest w stanie przyjąć energię z wyższych 
poziomów - np. z poziomu serca - który jest u rozbudzonej kobiety otwarty. Z kolei kobieta powinna być gotowa na 
przyjęcie energii z niższych poziomów, tych które wiążą się ze świadomym przeżywaniem rozkoszy cielesnej. To, 
przyzna Pani, daje do myślenia. 

To prawda. I to wszystko robimy patrząc sobie w oczy?

Tak, bo spojrzenie to podstawowe narzędzie budowania intymności. W naszej kulturze orgazm kojarzy nam się z tym, 
że odpływamy, w swój świat. Tu przeciwnie - kiedy przeżywamy orgazm patrzymy sobie w oczy. Kompletnie inna bajka. 

Czy różnica między naszym seksem a tym wschodnim jest taka jak między fast foodem i slow foodem? Niezbyt 
mi się podoba to porównanie, ale niech będzie. Dodałabym, żeby to było wspólne gotowanie. Razem kroimy warzywa, 
oblizujemy palce, smakujemy, doprawiamy. Ważne są ćwiczenia oddechowe, wiążą się z tym, czy umiemy powstrzymać 
orgazm, a potem mu się poddawać. Są też ćwiczenia przenoszenia koncentracji na wyższe poziomy. To praktyki 

Strona 3 z 4

Dwie zawsze o jednym - seks tantryczny

2011-08-13

http://wyborcza.pl/2029020,75515,10108670.html?sms_code=

background image

wewnętrzne. 

A zewnętrzne?

Ściśnięcie określonych miejsc w obszarze moszny i w obszarze wędzidełka w kluczowym momencie. Jak panią to 
interesuje to proszę bardzo mam taką ciekawostkę, że istnieje związek między wędzidełkiem na penisie i tym nad górną 
wargą. 

Nie!

Tak samo u kobiety, między łechtaczką i wędzidełkiem w ustach. Ma to związek ze stymulacją i symboliką, całując się 
możemy sobie wizualizować te drugie wędzidełka i to działa bardzo podniecająco. Patrzy pani sceptycznie? Większość 
wspomnianych do tej pory technik znalazła poparcie w seksuologii tworzonej na początku dwudziestego wieku a 
przecież pisano o nich tysiące lat temu. Pewnie dlatego, że te techniki przeszły weryfikację na ogromnych próbach 
ilościowych- miliony ludzi żyjące setki lat temu praktykowały je z zapałem. I jeśli wracamy współcześnie do sprawy tak 
oczywistej jak kobiecy wytrysk, na dowód pokażę pani teraz starą japońską rycinę z kobietami, które zbierają miłosny 
nektar do specjalnych miseczek, to może i w tej teorii z wędzidełkami, coś jest na rzeczy. Może neurolodzy kiedyś 
odkryją jakąś zależność? A teraz przechodzimy do stosunku, na co pani długo czekała, zwanego tu "tańcem miłości".

Krok pierwszy.

Pocałunki. Nie tylko w usta ale na całym ciele. Przerzucając się na naszą nomenklaturę jest to ukochanie całego ciała z 
koncentrowaniem się na różnych aspektach - i tych ściśle zmysłowych i tych komunikacyjnych i tych duchowych. Mamy 
różne pocałunki wargami, językiem, ukąszenia miłosne, wydmuchiwanie wdechów. O szczegółach może pani poczytać 
w wielu książkach. 

Krok drugi. 

Dotyk, który jest określany jako pocałunek dłoni. Świadomy dotyk. Także przykładanie dłoni bez wykonywania ruchów. 
Nie ma gorszych i lepszych miejsc w ciele. Stopniujemy dotyk od delikatnego głaskania poprzez drapanie, wszystko jest 
dokładnie opisane w Kamasturze. 

Trzeci krok. 

Słynny trzeci krok czyli 1001 ruchów - stosunek seksualny. To oczywiście symbol i nie chodzi o to żeby liczyć. Chodzi o 
niepoliczalność o nieskończoność. Partnerzy cały czas są ze sobą w kontakcie, są świadomi. Mamy czas by wykonywać 
ruchy od yin do yang. Książka opisuje różne rodzaje pocierania, tempo, kąt. Wszystko to służy temu, by pobudzać w 
trakcie stosunku święte miejsce kobiety i klejnot w koronie. Zasadniczo wyróżnia się pięć pozycji: horyzontalną, w której 
kobieta jest pod spodem, horyzontalną, w której mężczyzna jest pod spodem, pozycję boczną, w której partnerzy 
zwróceni są do siebie przodem, pozycję, w której mężczyzna znajduje się z tyłu kobiety oraz pozycja tantryczna. 
Kochankowie wtedy siedzą naprzeciwko siebie, kobieta siedzi na udach mężczyzny. Może podłożyć poduszki pod 
pośladki. To pozycja twarzą w twarz, kiedy partnerzy patrzą sobie w oczy.

Pełna otwartość. Tak. Dlatego również odgłosy miłosne są bardzo ważne, ale nie takie udawane, tylko takie 'ze 
środka”. Dlatego warsztaty służące wyzwalaniu kobiecej seksualności opierają się z jednej strony na uwolnieniu napięć 
z dna miednicy i na wyzwalaniu głosu. Te dźwięki to bardzo ważny element stosunku - można dzięki nim kierować tym, 
co robi partner i partnerka, a w kategoriach energetycznych jest wyzwalające. Na koniec mamy kulminację tańca czyli 
orgazm. Mam taki piękny cytat: „jest to chwila, w której mężczyzna może obdarzyć swoją ukochaną mocą i pewnością 
siebie jaka przystoi bogini”. W przełożeniu na język relacji - udany seks, to taki po którym kobieta czuje się piękna i silna. 

Niby takie proste. 

I oczywiste, prawda? Zachęcam, za tantrą, by do siebie mówić językiem miłości w momentach ekstazy, bo w tym 
momencie słyszymy sercem i to co powiedziane zapada w nas najgłębiej. Partner powinien kobiecie mówić, że ją kocha, 
że jest dla niego ważna, że jest piękna w jego oczach. W takich momentach nie myślimy logicznie, nie analizujemy, tylko 
to, co słyszymy głęboko w nas zapada i czyni nas kobietami silnymi i akceptującymi swoją seksualność. 

A po tańcu?

Bardzo ważny moment. To ciekawe, że w tantrycznym ujęciu to mężczyzna wtedy bardziej potrzebuje bliskości niż 
kobieta. To on pozbył się swojej energii i staje się receptywny, przyjmujący. To czas, którego nie warto marnować, bo 
mężczyzna jest otwarty na energię yin i ma otwarte serce. Para powinna nadal się przytulać, oddychać razem, 
jednoczyć się na poziomie duchowym. W ten sposób tworzy się intymną więź. 

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 4 z 4

Dwie zawsze o jednym - seks tantryczny

2011-08-13

http://wyborcza.pl/2029020,75515,10108670.html?sms_code=