background image

PIUS XI 

ENCYKLIKA 

AD CATHOLICI SACERDOTII FASTIGIUM 

 

do czcigodnych braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów,Biskupów i innych 

Ordynariuszów. Pokój i Jedno  ze Stolic  Apostolsk  Utrzymuj cych, o Kapła stwie 

Katolickim

*

 

CZCIGODNI BRACIA 

Pozdrowienie i Błogosławie stwo Apostolskie. 

Od chwili, w której niezbadane wyroki Opatrzno ci Bo ej wyniosły Nas a  na szczyt 

kapła stwa katolickiego (Ad catholici sacerdotii fastigium), nie przestali my nigdy  ywej 

po wi ca  uwagi tym z wielu synów Naszych w Chrystusie, którzy, kapła sk  obdarzeni 

godno ci , podj li si  powinno ci stania si  "sol  ziemi i  wiatłem  wiata" (Mat. V, 13, 14); 

nigdy te  nie zaniechali my szczególnej pieczy około tej wielce Nam drogiej młodzie y, która 

w cieniu u wi conych murów przygotowuje si  i urabia do obj cia tak wzniosłego 

posłannictwa. 

Ju  w pierwszych miesi cach Pontyfikatu Naszego, zanim według zwyczaju odezwali my si  

słowem uroczystym do całego  wiata katolickiego (Encykl. Ubi arcano z dn. 23 grudnia 1922 

r.), wyłuszczyli my w Li cie Apostolskim "Officiorum omnium" (AAS t. XIV, 1922, str. 449 

nn.), wysłanym do drogiego Nam syna, prefekta  w. Kongregacji dla Seminariów i 

Uniwersytetów, prawidła, według których nale y kształci  i utwierdza  młodych lewitów. 

Ilekro  pieczołowito  pasterska skłania Nas do gł bszego rozpatrywania spraw i potrzeb 

Ko cioła, obejmuje ona przede wszystkim kapłanów i kleryków, których, jak wiecie, 

szczególnie miłujemy. 

Wymownym dowodem tej troski Naszej pasterskiej o kapłanów s  liczne seminaria, które 

b d  to zało yli my tam, gdzie ich nie było, b d  te  niemałym nakładem w nowych i 

obszerniejszych umie cili my gmachach i wyposa yli my hojnie, aby godniej i odpowiedniej 

zadanie swe mogły spełni . 

Je li wi c po pi dziesi ciu latach Naszego kapła stwa postanowili my obchodzi  uroczy cie 

ow  szcz liw  chwil , uczynili my to, przychylaj c si  sercem ojcowskim do synowskich 

ycze , napływaj cych z całego  wiata, dlatego, poniewa  wiedzieli my,  e chodziło tu nie 

tylko o uczczenie Naszej osoby, lecz raczej o słuszne wysławienie wielkiej godno ci samego 

kapła stwa. 

Podobnie te  zarz dzili my Konstytucj  Apostolsk  "Deus scientiarum Dominus", z dn. 24 

maja 1931 r., reorganizacj  studiów w Uniwersytetach ko cielnych w tej my li, aby poziom 

wykształcenia i zbo nej wiedzy duchowie stwa podnosił si  coraz to wy ej (AAS t. XXIII, 

1931, str. 241 nn.). 

Posłnnictwo kapła skie

(1)

 

background image

Cel jednak, który sobie teraz zakre limy, tak  posiada doniosło  i tak  wag ,  e wydaje si  

Nam rzecz  słuszn  rozwie  si  nad nim szerzej w tej Encyklice, aby nie tylko ci, którzy 

bezcenny skarb wiary chrze cija skiej posiadaj , ale tak e ci, co szczerym sercem prawdy 

szukaj , poznali wzniosły majestat kapła stwa katolickiego oraz wielki po ytek, który z woli 

Opatrzno ci Bo ej dla wszystkich z kapła stwa wypływa. Pragniemy, aby dokładnie 

rozwa yli to ci przede wszystkim, których głos wewn trzny i łaska niebia ska do stanu 

duchownego poci ga. 

Rozwa ania te uwa amy za słuszne szczególnie pod koniec tego roku, który u stóp pos gu 

nie nobiałego i ja niej cego Niepokalanej w Lourdes widział w czasie nieprzerwanego 

triduum Eucharystycznego kapłanów wszelkich j zyków i wszelkich obrz dków w blasku 

wiatła niebia skiego, kiedy to ostatnie promienie łaski rozsiewał dobiegaj cy kresu Jubileusz 

Odkupienia ludzko ci, rozszerzony na cały  wiat katolicki, owego Odkupienia, którego 

współpracownikami s  czcigodni i wielce Nam drodzy kapłani. Nigdy nie zadali sobie oni 

wi cej trudu, ani wi cej około sprawy chrze cija skiej si  nie zasłu yli, ni  w ci gu tego 

Miło ciwego Lata, kiedy to, jak podnie li my w Konstytucji Apostolskiej "Quos nuper", 

obchodzono tysi cdziewi setlecie ustanowienia kapła stwa katolickiego (AAS t. XXIV, 

1933, str. 5 - 10). 

Jak Encyklika niniejsza  ci le i harmonijnie zgadza si  z Encyklikami, wydanymi ze wzgl du 

na potrzeby czasu poprzednio, w których to w  wietle nauki katolickiej wyło yli my co 

wa niejsze zagadnienia, dr cz ce i niepokoj ce nowoczesnego człowieka, tak te  zamierzamy 

w niej uzupełni  dawniej poruszone wzniosłe wskazania i niejako je uwie czy . 

Z powołania bowiem i z nakazu Bo ego jest kapłan głównym apostołem i niestrudzonym 

krzewicielem wychowania chrze cija skiej młodzie y ( Encyk. Divini illius magistri z dn. 31 

grudnia 1929 r.) i w imieniu i mocy Bo ej błogosławi chrze cija skie mał e stwo i broni jego 

wi to ci i nierozerwalno ci przeciw zakusom  dz i nami tno ciom (Encykl. Casti connubii 

z dn. 31 grudnia 1930 r); głosi braterstwo ludzi, przypomina wszystkim wzajemne obowi zki 

sprawiedliwo ci i miło ci ewangelicznej, na koniec wskazuje jakby palcem ludziom bogatym 

i ubogim dobra prawdziwe, których gor co po da  nale y, usiłuje uspokoi  umysły 

roznami tnione kryzysem gospodarczym i moralnym, a przez to przyczynia si  w niemałej 

mierze do usuni cia albo przynajmniej do złagodzenia zadra nie  i tar  społecznych (Encykl. 

Quadragesimo anno z dn. 15 maja 1931 r.). Ponadto zach ca do owej  wi tej pokuty i 

ekspiacji, do której wezwali my wszystkich ludzi uczciwych, aby wedle sił uczyniono zado  

za ow  bezbo no , za obrzydliwo  i zbrodnie, tak bardzo ha bi ce dzi  i pustosz ce rodzaj 

ludzki; dzi  bowiem potrzeba nam, jak nigdy przedtem, zmiłowania Bo ego i przebaczenia 

(Encykl. Caritate Christi z dn. 3 maja 1932 r.). Przeciwnicy Ko cioła znaj  niew tpliwie 

bardzo dobrze skuteczno  działania kapła skiego; tym bardziej jednak - jak to z  alem 

stwierdzili my w Li cie, wysłanym do drogiego Nam narodu meksyka skiego (Encykl. 

Acerba nimis z dn. 29 wrze nia 1932 r.) - zwalczaj  kapła stwo, pragn c usun  je całkowicie 

z społecze stwa, a tym samym przygotowa  sobie drog  do zupełnego wymazania imienia 

katolickiego; ale chocia  tak uporczywie d

 do celu, niew tpliwie nigdy go nie osi gn . 

I. KAPŁAN JEST JAKBY DRUGIM CHRYSTUSEM. 

Rodzaj ludzki odczuwał zawsze potrzeb  kapłanów, tj. m ów, którzy by z urz du, prawnie 

im powierzonego, po redniczyli mi dzy Bogiem a lud mi, których całe  ycie byłoby 

po wi cone sprawom odnosz cym si  do wiecznego Boga i którzy by zanosili pro by, 

błagania i ofiary w imieniu społecze stwa, które rzeczywi cie zobowi zane jest do kultu 

background image

publicznego i w Bogu winno uzna  swój pocz tek i swego Pana, Jemu nieustannie składa  

dzi ki, o przychylno  Jego zabiega  i za cel ostateczny Go sobie postawi . Jak zgodnie z 

wi tymi prawami przyrodzonemu u wszystkich ludów, znanych nam z obyczajów, 

znajdujemy kapłanów, cz sto co prawda pró nym oddanych zabobonom, tak te  kapłani, aby 

ich nie zabrakło, szczególn  ciesz  si  czci , gdziekolwiek ludzie wyznaj  jak  religi  i 

gdziekolwiek stawiaj  ołtarze. 

Kiedy za  Bo e zabłysło Objawienie, posługa kapła ska zaja niała godno ci  wiele wy sz . 

Zapowiada j  Melchizedek (Gen. XIV, 18), kapłan i król, którego posta  Paweł  w. odnosi do 

osoby i do kapła stwa Jezusa Chrystusa (Hbr V, 10; VI, 20; VII, 1, 10, 11, 15). 

Je li wi c kapłan wedle trafnego okre lenia tego  Pawła  w. co prawda "z ludzi wzi ty, lecz 

dla ludzi bywa postanowiony w tym, co do Boga nale y" (Hbr V, 1), przeto posługa jego nie 

odnosi si  do spraw ludzkich i przemijaj cych, cho by wszelkiej pochwały godnych, lecz do 

Bo ych i wiecznych; do spraw, którymi ludzie w nie wiadomo ci swej gardzi  i z których 

szydzi  mog , którym podst pna zło  i szał bezbo nych przeszkadza  mo e - jak to z 

wielkim  alem niejednokrotnie w ostatnich czasach widzieli my - które jednak stanowczo 

pierwszego domagaj  si  miejsca w prywatnym jak i publicznym  yciu ludzko ci, maj cej 

wyra n   wiadomo ,  e dla Boga została stworzona, a tym samem uzna  winna, i  w nim 

tylko znajdzie spokój. 

Ksi gi Starego Zakonu okre laj   ci le obowi zki, czynno ci i obrz dki kapła stwa, 

ustanowionego wedle przepisów, które Moj esz z natchnienia i rozkazu Bo ego ogłosił. Zdaje 

si , jakoby Bóg sam w przewiduj cej trosce wrazi  chciał w pierwotne jeszcze umysły 

ydowskie t  jedn  wielk  prawd , której  wiatło przepaja  miało wszystkie przyszłe 

zdarzenia, prawa, godno ci i urz dzenia:  e ofiara oraz kapła stwo ten główny ma cel, by w 

wszystkich sercach rozbudzało oczekiwanie Mesjasza i przez to stało si  przyczyn  i jakby 

ródłem nadziei, chwały, mocy i wolno ci (Zob. Hbr r. XI). 

Nie na to tylko zbudowano  wi tyni  Salomona, słynn  z bogactw i przepychu, jak te  z 

urz dze  i obrz dków, aby stała si  ziemskim przybytkiem Bo ego majestatu, lecz  eby była 

tak e zapowiedzi  mesja skiego kapła stwa i mesja skiej ofiary; chocia  to wszystko było 

figur  i zapowiedzi , jednak tyle miało tajemniczej mocy,  e nawet Aleksander Wielki przed 

u wi con  osob  Najwy szego Kapłana zwyci skie swe czoło pochylił (Zob. Joz. Flaw., 

Antiquit., ks. XIII r. 8); i sam Bóg był niejako zagniewany na bezbo nego króla Baltazara, 

kiedy ten przez profanacj  naczy  liturgicznych ohydnie sobie post pił (Zob. Dan. V, 1 - 3). 

Lecz kapła stwo Starego Zakonu powag  swoj  i chwał  st d jedynie czerpało,  e było 

zapowiedzi  kapła stwa nowego i wiecznego Zakonu, darowanego przez Jezusa Chrystusa i 

krwi  prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka ustanowionego. 

Mówi c ogólnie i krótko o wielko ci, godno ci i zakresie władzy kapła skiej, apostoł 

narodów w ten sposób jakby rylcem prze wiadczenie swoje okre la: "Tak niechaj człowiek o 

nas rozumie jako o sługach Chrystusowych i szafarzach tajemnic Bo ych" (I Kor. IV, 1). 

Kapłan jest sług  Chrystusowym; jest przeto jakby narz dziem w r ku Bo ego Zbawiciela w 

tym celu, aby w czasie dalej prowadził godne podziwu jego dzieło, które w nadziemskiej 

skuteczno ci swojej odnawiaj c ludzko , obdarzyło j  kultem szlachetniejszym. Kapłan jest 

nawet, jak z cał  słuszno ci  mawia  zwykli my, "drugim Chrystusem", skoro przedstawia 

Jego osob  wedle słów Ewangelii: Jako mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam" (Io XX, 

background image

21); podobnie jak Mistrz jego i on głosi "chwał  na wysoko ci Bogu" i pokój doradza 

"ludziom dobrej woli" (Łuk. II, 14). 

Władza niepoj ta. 

Ju  za , jak naucza Sobór Trydencki (Ses. XXII, r. 1), Jezus Chrystus ustanowił podczas 

ostatniej Wieczerzy kapła stwo i ofiar  Nowego Zakonu: "Bóg nasz i Pan raz tylko co 

prawda przez  mier  chciał si  Bogu Ojcu ofiarowa  na ołtarzu krzy a celem dokonania 

wiecznego odkupienia. Poniewa  jednak razem ze  mierci  nie miało si  sko czy  Jego 

kapła stwo (Hbr VII, 24), dlatego w czasie Ostatniej Wieczerzy, w tej nocy, której był 

wydany (I Kor. XI, 23), pragn c zostawi  oblubienicy swej, Ko ciołowi, jak tego natura 

ludzka si  domaga, widom  ofiar , która by odtwarzała krwaw  ofiar , która raz tylko na 

krzy u miała si  spełni , pragn c nadto, aby pami  jej do ko ca wieków przetrwała (I Kor. 

Xl, 24 nn.), a moc jej słu yła na odpuszczenie codziennych naszych grzechów, ogłosił siebie 

kapłanem na wieki wedle porz dku Melchizedekowego (Ps. CIX, 4), a ciało swoje i krew pod 

postaciami chleba i wina Bogu Ojcu zło ył w ofierze i pod tymi  postaciami do po ywania je 

podał apostołom, których wówczas ustanowił kapłanami Nowego Zakonu, oraz nakazał im i 

ich nast pcom w kapła stwie dokonywa  ofiary temi słowy: "To czy cie na moj  pami tk " 

(Łuk. XXII, 19; I Kor. XI, 24). 

Od owej chwili zacz li apostołowie i ich nast pcy w kapła stwie składa  Bogu ow  "ofiar  

czyst ", przepowiedzian  przez proroka Malachiasza, przez któr  imi  Bo e wielkie jest 

mi dzy narodami " (Zob. Malach. I, 11), a która odt d po wszystkich cz ciach ziemi i o 

ka dej godzinie dnia i nocy wznoszona do nieba, a  do ko ca wieków nieustannie ziszcza  si  

b dzie. 

Jest ona prawdziw  czynno ci  ofiarn , nie samym znakiem tylko; okazuje sw  moc 

skuteczn , godz c ludzi z obra onym grzechami majestatem Boga. "Bóg, ofiar  t  

przebłagany, u ycza łaski i daru pokuty i odpuszcza najwi ksze nawet grzechy" ( w. Sob. 

Tryd. ses. XXII, r. 2). Obja nia to tak e ten e Sobór Trydencki nast puj cymi słowy: "Jedna 

bowiem i ta sama jest ofiara, ten sam jest teraz za po rednictwem kapłanów ofiarnik, który 

wówczas samego siebie oddał na krzy u, a tylko sposób ofiarowania jest odmienny"  w. Sob. 

Tryd. ses. XII, r. 2). 

Jasno wynika st d niewypowiedziana dostojno  kapłana katolickiego, który posiada władz  

nad Ciałem Jezusa Chrystusa i cudownym sposobem sprowadza go na ołtarze oraz r kami 

niejako Zbawiciela Bo ego składa wiecznemu majestatowi Boga niesko czenie mił  mu 

ofiar . "S  to rzeczy zadziwiaj ce", woła słusznie  w. Jan Chryzostom, "zadziwiaj ce i 

niepoj te (O Kapła stwie, ks. III, Migne P. G. XLVIII, 642). 

Ale poza tym kapłan otrzymał nie tylko władz  nad prawdziwym Ciałem Jezusa Chrystusa, 

ale uzyskał te  wydatny i bardzo rozległy wpływ na mistyczne ciało Jego, to jest na Ko ciół. 

Nie potrzeba, Czcigodni Bracia, rozwodzi  si  długo nad uwydatnieniem przepi knej nauki o 

mistycznym ciele Jezusa Chrystusa, która tak mił  była  w. Pawłowi. Uczy ona,  e Bo a 

osoba Wcielonego Słowa oraz wszyscy, których jako braci przygarn ł i do których dociera 

Bo e Jego tchnienie, jedn  niejako tworz  społeczno , której Głow  jest Chrystus. Kapłan 

za  jako zwykły szafarz wszystkich prawie sakramentów, rozprowadzaj cych niby strumyki 

łask  Zbawiciela na cał  społeczno  ludzk , na to jest ustanowiony "szafarzem tajemnic 

Bo ych" (I Kor. IV, 1),  eby je rozdzielał poszczególnym członkom mistycznego ciała Jezusa 

Chrystusa. Dlatego stoi u boku wiernych w ka dej wa niejszej godzinie  miertelnego ich 

background image

ycia, aby moc  od Boga otrzymanej władzy darzył ich t  łask , która jest pocz tkiem  ycia 

nadprzyrodzonego, albo pomna ał ju  posiadan . Kiedy człowiek na  wiat przychodzi, kapłan 

uwalnia go u chrzcielnicy od winy pierworodnej i udziela mu szlachetniejszego i cenniejszego 

ycia, mianowicie  ycia nadprzyrodzonego, czyni cego go synem Boga i Ko cioła. Aby 

zahartowa  go do walki duchowej, kapłan specjaln  obdarzony godno ci  zalicza go przez 

sakrament Bierzmowania w szeregi  ołnierzy Chrystusowych. Kiedy za  pachol  ju  

rozpozna  i oceni  umie chleb anielski, kapłan  ywi je i pokrzepia tym  ywot daj cym 

pokarmem. Je li za  upadnie, podnosi go sługa Ko cioła przez sakrament pokuty i w imieniu i 

mocy Bo ej go wzmacnia. Gdy natomiast mał e stwo wzywa go niejako do współpracy z 

twórcz  pot g  Boga, aby dar  ycia przeszedł na potomnych i rosła liczba nie tylko wiernych 

na ziemi, ale tak e błogosławionych w szcz liwo ci wiecznej, i wówczas wspiera go kapłan, 

błogosławi c jego mał e stwo i czyst  jego miło . Kiedy wko cu zbli a si  kres 

miertelnego  ycia, a człowiekowi potrzeba mocy i pomocy, by mógł stan  w obliczu Boga 

S dziego, znowu przychodzi sługa Jezusa Chrystusa, pochyla si  nad zbolałem ciałem 

umieraj cego, namaszcza je  wi tem olejem, rozgrzesza i pociesza. Towarzysz c w ten 

sposób wiernym podczas całej ich ziemskiej pielgrzymki i zawiódłszy ich po same bramy 

wieczno ci, kapłan odprowadza ich zwłoki do grobu, odmawiaj c nad trumn  ich modły 

liturgiczne, tchn ce nadziej  nie mierteln . Nie zapomina jednak i o duszach ich, a je li 

potrzeba im oczyszczenia i ulgi, wspiera je swymi modłami. Wskazuj c wiernym drog  

praw , nios c im ulg  i zbawienie, udzielaj c darów niebia skich,  pieszy im nieustannie z 

pomoc , od urodzenia a  do grobu, a  do rado ci niebieskich. 

Sługa przebaczenia 

Z po ród wielu władz, które kapłan ku dobru mistycznego ciała Jezusa Chrystusa posiada, 

zamierzamy si  rozwie  dłu ej nad jedn , wymienion  ju  wy ej; mamy na my li ow  

władz , "której - aby przytoczy  zdanie  w. Jana Chryzostoma - Bóg nie udzielił ani aniołom, 

ani archaniołom" (O kapła stwie, ks. III, 5), mianowicie władz  odpuszczania grzechów: 

"których odpu cicie grzechy, s  im odpuszczone; a których zatrzymacie, s  zatrzymane" (Jan 

XX, 23). Pełna tajemniczej grozy jest ta władza i tak Bogu tylko wła ciwa,  e nawet pycha 

ludzka musiałaby odrzuci  mo liwo  powierzenia jej ludziom: "Któ  mo e odpuszcza  

grzechy, je li nie sam Bóg?" (Mar. II, 7). 

I naprawd , widz c człowieka tak  sprawuj cego władz , nie mo emy powstrzyma  si , aby, 

nie na sposób faryzeuszów, ale pod wpływem wielkiego zdumienia nie powtórzy  słów: 

"Któ  jest ten, co nawet grzechy odpuszcza" (VII, 49). A jednak Chrystus, Bóg-człowiek, 

który miał i ma "moc na ziemi odpuszczania grzechów" (Łuk. V, 24), podzielił si  ni  z 

kapłanami w tej my li, aby w nadmiarze miłosierdzia Bo ego umo liwi  oczyszczenie duszy, 

którego potrzeb  sumienie ludzkie tak gł boko odczuwa. 

St d wielka wypływa pociecha dla ka dego winowajcy, niepokojonego wyrzutami sumienia i 

ałuj cego, bo słyszy nad sob  wypowiedziany w imieniu Boga wyrok: "Ja ci  rozgrzeszam z 

grzechów twoich". Chocia  słyszy go z ust takiego człowieka, który sam musi prosi  innego 

kapłana o wyrok podobny, nie umniejsza to w jego oczach wielko ci zmiłowania Bo ego, 

lecz wydaje si  ono jeszcze wznio lejsze; poznaje bowiem,  e to raczej r ka Bo a, ni  ludzka 

dokonuje zdumiewaj cego tego dzieła. Dlatego - aby przytoczy  słowa sławnego pisarza, 

który z rzadk  u  wieckich przenikliwo ci  mówi o rzeczach  wi tych - "ilekro  kapłan, dr c 

na my l o własnej niegodno ci a ogromie piastowanej władzy, wzniesie nad pochylon  głow  

nasz  po wi cone swe r ce; ilekro  upokorzy si  tym,  e stał si  szafarzem krwi  wi tego 

przymierza; ilekro  wypowie zdumiony słowa, daj ce  ywot; ilekro  sam pełen winy 

background image

rozgrzesza grzesznika, powstajemy od jego stóp z tym prze wiadczeniem,  e my nie 

dopu cili si  do czego  niegodnego... Wszak e kl kaj c u stóp człowieka, przedstawiaj cego 

osob  Jezusa Chrystusa, czynimy to w tej my li, aby uzyska  bezcenn  godno  dzieci i 

synów Bo ych" (Manzoni, Osservazioni sulla morale cattolica, r. XVIII). 

Skoro ta władza, osobnym sakramentem powierzona kapłanowi, z niezniszczalnego wypływa 

charakteru, przez który stał si  "kapłanem na wieki" (Zob. Ps. CIX, 4), na podobie stwo 

Tego, w którego kapła stwie uczestniczy, dlatego nie jest znikoma i przemijaj ca, ale stała i 

trwała. Chocia by kapłan z ułomno ci ludzkiej popadł w bł dy i ha b  si  okrył, nie zdoła 

nigdy zetrze  z duszy charakteru kapła skiego. A nadto zdobywa kapłan w sakramencie 

kapła stwa nie tylko ten charakter kapła ski, nie tylko owe wzniosłe, wy ej wymienione 

uprawnienia, ale wzbogaca si  jeszcze now , osobn  łask  i osobn  pomoc . Je li tylko 

zechce ochoczo i wiernie współpracowa  z działaniem niebia skich tych darów, b dzie mógł 

zawsze godnie i bez zniech cenia wypełnia  trudne obowi zki swego stanu i nie ul knie si  

tej strasznej odpowiedzialno ci, przed któr  dr eli nawet tacy mocarze chrze cija skiego 

kapła stwa, jak Chryzostom, Ambro y, Grzegorz Wielki, Karol Boromeusz i wielu innych. 

Apostoł prawdy i miło ci 

Kapłan jest nadto sług  Chrystusowym i szafarzem tajemnic Bo ych (Zob. I Kor. IV, 1) tak e 

w "głoszeniu słowa" (Dz. Ap. VI, 4) i to z obowi zku, którego odrzuci  nie mo e i z nakazu 

Zbawiciela, którego mu pomin  nie wolno: "Id cie wi c i nauczajcie wszystkie narody... 

nauczaj c je, by przestrzegały wszystkiego, cokolwiek wam przykazałem" (Mat. XXVIII, 19, 

20). Ko ciół Jezusa Chrystusa, stró  i nieomylny nauczyciel Objawienia Bo ego, rozdziela 

wsz dzie za po rednictwem kapłanów skarby prawdy Bo ej, głosz c tego, który jest " wiatło 

prawdziwe, które o wieca ka dego człowieka, gdy na ten  wiat przychodzi" (Jan I, 9) i Bo  

rozsiewa hojno ci  owo nasienie, małe co prawda i przez m dro  ludzk  wzgardzone, które 

jednak na podobie stwo ziarna gorczycznego mocne i gł bokie zapuszcza korzenie w duszach 

tych, którzy szczerze po daj  prawdy, i które staje si  drzewem tak mocnym i 

niewzruszonym,  e  adne burze zniszczy  go nie mog  (Zob. Mat. XIII, 31-32). 

W ród ró norakich bł dów, zrodzonych przez umysł ludzki, nad tych bezprawn  i 

nieokiełznan  swawol , w ród powszechnego upadku obyczajów, spowodowanego 

niegodziwo ci  ludzk , Ko ciół Bo y stoi niby latarnia morska, wskazuj ca statkom drog  

po ród ciemno ci; on to gani wszelkie odchylenie na jedn  albo drug  stron , on wszystkim 

razem i ka demu z osobna wskazuje drog  prawn . I biada, gdyby ta latarnia, nie mówimy, 

wygasła - bo niew tpliwie na podstawie niezmiennych obietnic Chrystusowych nigdy si  to 

nie stanie - ale, gdyby nie pozwolono jej rozsiewa  swoich blasków. Wszyscy widz  ju  

jasno, jak gł boko ludzko  upadła przez to,  e zuchwale odrzuciła Objawienie Bo e a 

przyj ła zwodnicze wskazania bł dnej filozofii i moralno ci, podszywaj cej si  pod imi  

nauki. Je li ludzko  w ród powodzi bł dów i wyst pków nie stoczyła si  jeszcze na samo 

dno upodlenia, zawdzi cza to prawdzie chrze cija skiej, przenikaj cej do wszystkich 

narodów. Ko ciół bowiem spełnia powierzone sobie "głoszenie słowa" przez kapłanów 

swoich, stoj cych na wszystkich szczeblach hierarchii, których wysyła na cały  wiat, aby 

niestrudzenie głosili ow  prawd , która jest jedyn  podstaw  wszelkiej cywilizacji i bez której 

adnej cywilizacji zachowa  nie mo na. 

Słowo kapłana dociera do wszystkich ludzi i niesie im  wiatło i pokrzepienie; słowo kapłana 

wynurza si  pogodnie nawet z najgł bszego wiru pokus i złudze , zach ca do cnoty i 

nieustraszenie obwieszcza prawd : ow  prawd , która blaskiem swym roz wietla trudne 

background image

zagadnienia  ycia ludzkiego i do ładu je sprowadza; zach ca do takiej cnoty, jakiej nie złami  

adne przeciwno ci, której nawet  mier  nie zniszczy, raczej zapewni jej stało  i 

nie miertelno . 

Je li za  po kolei rozpatrzymy przykazania, które kapłan, by wiernie spełnił swe zadanie, 

cz sto przypomina  musi, i je li rozwa ymy wewn trzn  ich sił , stwierdzamy niew tpliwie 

wielki i dobroczynny wpływ jego na odnowienie obyczajów i uspokojenie umysłów. Dzieje 

si  to zwłaszcza wtenczas, kiedy wielkich i małych poucza o tym, jak krótkie i przemijaj ce 

jest  ycie doczesne, jak znikome s  dobra ziemskie a bezcenne dla duszy nie miertelnej dobra 

duchowe oraz jak surowy b dzie wyrok S dziego wiecznego, który nieomylnym spojrzeniem 

Swych oczu wszystkie serca przenika "i odda ka demu według uczynków jego" (Mat. 16, 27). 

Nie ma  rodka skuteczniejszego ni  takie i tym podobne pouczenia, na u mierzenie 

rozbudzonych nami tno ci, na ukrócenie nadmiernego ubiegania si  o dobra ziemskie. 

Chciwo  ta znieprawia i upadla, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, tyle dusz i powoduje,  e 

poszczególne warstwy społeczne miast wspiera  si  wzajemnie, nami tnie si  zwalczaj . 

Dzi , kiedy egoizm krzewi si  tak niezmiernie, kiedy wsz dzie prawie wybuchaj  spory 

nami tne i zgubna rodzi si  m ciwo , powinni my tym wi cej i tym gorliwiej głosi  i 

przypomina  "nowe przykazanie" (Jan XIII, 14) Jezusa Chrystusa, przykazanie miło ci, 

wszystkich obowi zuj ce, nie maj ce granic i nie wył czaj ce nawet wroga. 

W ci gu dwudziestu wieków wymownie i jasno przejawiła si  zbawienna moc słowa 

kapła skiego, w którym odtwarza si  i odbija " ywa mowa Bo a... i skuteczna i 

przera liwsza, ni li wszelaki miecz z obu stron ostry", a które stało si  "przenikaj ce a  do 

rozdzielenia duszy i ducha" (Zob. Hbr IV, 12) i wsz dzie zach ca ludzi do wzniosłych i 

bohaterskich czynów i uszlachetnia serca. 

Wszelkie dobrodziejstwa, które społecze stwo chrze cija skie przyniosło  wiatu, si gaj  

korzeniem jako do odległego pocz tku swego do słowa i do trudu katolickiego kapłana. Daje 

to nam niezłomn  nadziej  na przyszło , skoro wedle nieprzedawnionych obietnic Jezusa 

Chrystusa mamy "mocniejsz  mow " (II Piotr. I, 19). 

Tak e dzieła misyjne, wykazuj ce t  sam  wspaniał   ywotno , jak  z mocy Bo ej posiada 

Ko ciół, rozwijaj  si  i post puj  głównie dzi ki kapłanom, którzy w niezmiernym i 

niewypowiedzianym trudzie rozszerzaj  jako krzewiciele wiary i miło ci granice Królestwa 

Bo ego na ziemi. 

Po rednik mi dzy Bogiem a lud mi 

Kapłan jest w ko cu, podejmuj c równie  i w tej dziedzinie posłannictwo Jezusa Chrystusa, 

który "sp dzał noc cał  na rozmowie z Bogiem" (Łuk. VI, 12) i "zawsze  yje, aby si  

wstawiał za nami" (Hbr VII, 25), publicznym i urz dowym po rednikiem wobec Boga dla 

wszystkich. Na nim spoczywa obowi zek składania Bogu Najwy szemu nie tylko ofiary w 

cisłym słowa znaczeniu, lecz tak e "ofiary chwały" (Ps. XLIX, 14) w ł czno ci z modłami 

publicznymi. On to w psalmach, błaganiach i hymnach, wyj tych po wi kszej cz ci z Pisma 

w., przynosi codziennie Bogu po wiele razy hołd winny i spełnia w ten sposób w imieniu 

ludzi obowi zek przebłagania tak potrzebny w czasach dzisiejszych, jak nigdy przedtem 

burzliwych, i pomocy Bo ej potrzebuj cych. Kto wypowie, ile kl sk modlitwy kapłana 

odwróciły od wyst pnej ludzko ci i ile i jak niewypowiedzianych dobrodziejstw na ni  

sprowadziły? 

background image

Je li ju  modlitwa prywatna posiada tak uroczyste i ogromne obietnice Jezusa Chrystusa 

(Zob. Mat. VII, 7 - 11; Mar. XI, 24; Łuk. XI, 9 - 13), to niew tpliwie wi ksz  jeszcze moc  i 

skuteczno ci " odznaczaj  si  modły urz dowe, ofiarowane w imieniu Ko cioła, umiłowanej 

oblubienicy Zbawiciela. Chocia  chrze cijanie w szcz ciu zbyt cz sto zapominaj  o Bogu, 

jednak w gł bi duszy  ywi  to niezłomne przekonanie,  e modlitwa ufna wszystko u Boga 

uprosi  mo e, i dlatego w wszystkich okoliczno ciach  yciowych uciekaj  si  do tej modlitwy 

i prosz  o ni  kapłanów w czasie niepowodze  osobistych lub kl ski powszechnej. Od 

modl cego kapłana domagaj  si  pociechy w wszelkiego rodzaju nieszcz ciach; do niego 

uciekaj  si , prosz c o pomoc niebia sk  w czasie całej swej ziemskiej pielgrzymki. 

Naprawd  "kapłan stoi pomi dzy Bogiem a ludzk  natur : z nieba podaje nam dary Boga, do 

nieba wznosi nasze modlitwy i jedna nas z rozgniewanym Bogiem" ( w. Jan Chryzostom. 

Hom. 5 na Izajasza). 

Zreszt , jak wspomnieli my wy ej, zdaje si   e nawet wrogowie Ko cioła dostrzegaj  i 

uznaj  wielk  godno  i sił  kapła stwa katolickiego, skoro na pierwszym miejscu i z 

szczególniejsz  gwałtowno ci  zwalczaj  kapłanów, wiedz c dobrze, jak  ci le Ko ciół 

zwi zany jest z swymi sługami. Ci sami na koniec wrogowie, którzy tak zaciekle wyst puj  

przeciw kapła stwu, zwalczaj  te  nami tnie Boga, a to przynosi kapłanom szczególny 

zaszczyt i czyni ich tym czcigodniejszymi. 

II. CNOTY I WIEDZA KAPŁA SKA 

Olbrzymia jest zatem, Czcigodni Bracia, godno  kapła ska. Szczytnego jej blasku nie 

zaciemni  opłakane i po ałowania godne przewiny nielicznych kapłanów z ułomno ci natury 

ludzkiej spełnione. Rzadkie te uchybienia nie mog  pogrzeba  w niepami ci zasług tylu 

kapłanów, wybitnych cnotami, wiedz ,  arliwo ci , m cze stwem. Tym wi cej,  e 

niegodno  człowieka nie uniewa nia jego czynno ci kapła skich: wiadomo bowiem,  e 

niegodno  kapłana nie narusza wa no ci sakramentów, które skuteczno  swoj  czerpi  z 

krwi Jezusa Chrystusa, a nie z  wi to ci kapłana. Owe  rodki wiecznego zbawienia działaj , 

eby u y  okre lenia teologicznego "ex oper  operato" (z wewn trznej swojej dzielno ci). 

Jasn  jednak jest rzecz ,  e godno  taka domaga si  od wszystkich, którzy ni  zaszczyceni 

zostali, wzniosło ci ducha, czysto ci serca i nieskazitelno ci  ycia, odpowiadaj cej 

majestatowi i  wi to ci posłannictwa kapła skiego. Ono to, jak nadmienili my, postawiło 

kapłana jako po rednika pomi dzy Bogiem a lud mi, w zast pstwie i z nakazu tego, o którym 

powiedziano,  e jest "jeden po rednik Boga i ludzi, człowiek Jezus Chrystus" (I. Tym. II 5). 

Kapłan powinien wi c w miar  sił swoich d y  do doskonało ci tego, którego sprawuje 

posłannictwo, powinien  wi to ci   ycia i dobrymi uczynkami przypodoba  si  Bogu, 

poniewa  Bóg ponad dym kadzielny, ponad przepych  wi ty  ceni i miłuje cnot . "Poniewa  

(kapłani) stoj  - jak mówi  w. Tomasz - pomi dzy Bogiem a lud mi, powinni ja nie  

czysto ci  sumienia w obliczu Boga i dobrej sławy za ywa  u ludzi" (Sum. Theol, Suppl. q. 

36, a. I ad 2). 

Kto przeto  wi ty urz d piastuje, a  ycie wiedzie gorsz ce, dopuszcza si  profanacji i staje si  

wi tokradc : "Kto nie jest  wi ty, nie powinien  wi tych sprawowa  czynno ci" (Decret.

dist. 88, kan. 6). 

Dlatego ju  w Starym Testamencie nakazał Bóg swoim kapłanom i lewitom: "Niech e tedy 

wi tymi b d , bom i ja  wi ty jest, Pan, który ich u wi cam" (Lew. XXI, 8). M dry za  

background image

bardzo król Salomon w pie ni na po wi cenie  wi tyni o to wyra nie prosi Boga dla synów 

Aarona: "Kapłani twoi niech si  oblok  w sprawiedliwo  a  wi ci twoi niechaj si  wesel " 

(Ps. XXXI, 9). Naprawd , Czcigodni Bracia - przytaczamy tu słowa  w. Roberta Bellarmina - 

"je li tak wielkiej sprawiedliwo ci i  wi to ci i  arliwo ci wymagano od owych kapłanów, 

którzy owce i woły ofiarowali i wysławiali Boga za dary doczesne, czegó , pytam si ,  da  

b d  od tych kapłanów, którzy Baranka Bo ego składaj  w ofierze i za wieczne dzi kuj  

dobra?" (Explanat. in Psalmos, Ps. CXXXI, 9). "Wielka jest co prawda godno  prałatów - 

powiada  w. Wawrzyniec Justynian - ale wi ksze jest brzemi : na wysokim stopniu 

postawieni s  na oczach ludzi, godzi si  przeto, aby w oczach Wszystko widz cego stan li na 

wy ynach cnoty; inaczej bowiem wywy szeni s  nie na zasług , lecz na własn  zgub " De 

instit. pr l.. r. II). 

Na ladowanie Chrystusa 

W rzeczy samej wymienili my ju  krótko wszystkie powody na wykazanie wzniosło ci 

kapła stwa katolickiego. Przychodz  Nam one znowu na my l, kiedy pragniemy usilnie 

zach ci  kapłanów do całkowitej  wi tobliwo ci  ycia, do której s  zobowi zani. Jak bowiem 

uczy Doktor Anielski, "do godnego sprawowania  wi ce  nie wystarcza zwykła dobro  

(moralna), lecz wymaga si  dobroci wybitnej; jak ci, którzy przyj li  wi cenia, ponad lud w 

stopniu  wi cenia s  postawieni, tak te   wi to ci  powinni ten lud przewy sza " (Sum Theol

uzup., q. 35, r. I ad 3)). Wszak e ofiara Eucharystyczna, w której nieskalany Baranek, 

gładz cy grzechy  wiata, ofiaruje si  Bogu, w szczególniejszy sposób domaga si  od kapłana, 

aby  wi to ci   ycia i czysto ci  obyczajów wedle sił przypodobał si  Bogu, któremu 

codziennie przynosi ow  najczcigodniejsz  ofiar , b d c  Słowem Bo ym, które z miło ci 

stało si  człowiekiem. Dlatego Ko ciół przez usta biskupa napomina diakona przyjmuj cego 

wi cenia kapła skie: "Rozwa cie, co czynicie, na ladujcie, co sprawujecie" (Pontif. Rom. 

przy  wi . kapł.). 

Kapłan jest poza tym szafarzem łask Bo ych, które jak ze  ródła wypływaj  z sakramentów; 

nie godzi si , aby taki szafarz sam był pozbawiony tej drogocennej łaski, albo warto ci jej nie 

uznawał, i opieszale jej bronił. Nadto kapłan ma uczy  prawd wiary; ale  nigdy nie mo na 

godnie i skutecznie wykłada  praw religijnych, je li cnota nie potwierdza pouczenia wedle 

przysłowia: "Słowa poruszaj , przykłady poci gaj ". Kapłan ma równie  obowi zek 

obwieszczania prawa ewangelicznego; je li przeto pragnie, aby słuchacze prawo to przyj li, 

osi gnie to najpewniej i najskuteczniej z pomoc  łaski Bo ej, je li lud ujrzy,  e kaznodzieja 

sam  wi to ci   ycia i własnym przykładem głoszone prawdy potwierdza. Przyczyn  tego 

objawu podaje przenikliwie  w. Grzegorz Wielki tymi słowy: Taki gło  łatwiej trafia do serc 

słuchaczy, który zaleca  ycie kaznodziei, poniewa  wykonanie tego, co nakazuje, ułatwia 

własnym przykładem, pokazuj c jak nale y post powa " (Listy, ks. 1, list 25).  wi te ksi gi 

pouczaj  nas,  e tak wła nie post pował boski Zbawiciel, który "pocz ł czyni  i uczy " (Dz. 

Ap. I, 1), a tłumy witały go radosnymi okrzykami nie tylko dlatego,  e "nigdy człowiek nie 

przemówił tak, jak ten wła nie" (Jan VII, 46), ale głównie z tego powodu,  e "dobrze 

wszystko czynił" (Mar. VII, 37). Tych za , którzy "mówi , ale nie czyni ", mo na by 

przyrówna  do pisma uczonych i do faryzeuszów, których Chrystus zganił - nie naruszaj c 

jednak powagi słowa Bo ego, które głosili z urz du - kiedy tymi słowy lud napominał: "Na 

katedrze moj eszowej zasiedli uczeni i faryzeusze. Wszystko zatem, cokolwiek by wam 

powiedzieli, zachowajcie i czy cie, ale według ich uczynków nie czy cie" (Mat. XXIII, 2, 3). 

Ktokolwiek przykładem własnego  ycia nie poleca prawdy przedło onej, ten niew tpliwie 

niszczy jedn  r k , co drug  zbudował. Łaskawie natomiast błogosławi Bóg trudom tych 

nauczycieli Ewangelii, którzy wpierw z całej duszy zaczynaj  pracowa  nad własnym 

background image

u wi ceniem; wtedy zjawiaj  si  obficie kwiaty i owoce ich apostolstwa, potem ich zroszone, 

a oni sami w czasie  niw "wróc  z weselem, nios c snopy swoje" (Ps. CXXV, 6). 

Nale y jeszcze nadmieni ,  e kapłan niebezpieczn  bardzo popełnia pomyłk , je li pod 

wpływem  le poj tej gorliwo ci zaniedbuje własne u wi cenie, a wszystkie swe siły po wi ca 

prawom zewn trznym, cho by najlepszym swego posłannictwa. Tak bowiem post puj c, nie 

tylko na szwank nara a wieczne swoje zbawienie - czego l kał si  dla siebie apostoł narodów 

tymi słowy: "Karz  ciało moje i w niewol  podbijam, bym sn , gdy nauczam innych, sann 

nie został odrzucony" (I Kor. IX, 27) - ale, cho by nawet łaski Bo ej nie utracił, zagubił w 

sobie nieuchronnie owo dobroczynne tchnienie Ducha  wi tego, które udziela zadziwiaj cej 

mocy i skuteczno ci zewn trznym czynno ciom apostolstwa. 

Je li zreszt  wszystkich chrze cijan obowi zuje to przykazanie: B d cie  tedy doskonałymi, 

jak i Ojciec Wasz niebieski doskonały jest" (Mat. V, 48), o ile wi cej powinni do siebie 

odnosi  te słowa Mistrza Bo ego kapłani, którzy osobnym wezwaniem Boga do 

ci ci lejszego na ladowania Jezusa Chrystusa s  powołani. Dlatego te  Ko ciół nało ył na 

wszystkich duchownych surowy ten obowi zek, wł czaj c go do ustaw swoich: "Duchowni 

powinni  wi tsze, ni  ludzie  wieccy wie   ycie wewn trzne i zewn trzne i przy wieca  im 

przykładem cnót i wzorowym  yciem" (Cod Iur. Can., kan. 124). Poniewa  za  kapłan 

"miasto Chrystusa poselstwo sprawuje" (II Kor. V, 20), dlatego powinien tak  y , aby do 

siebie mógł odnie  te słowa apostolskie: "B d cie na ladowcami moimi, jakom ja jest 

na ladowc  Chrystusa" (I Kor. IV, 16; XI, 1); powinien  y , jak drugi Chrystus, który 

blaskiem swej cnoty o wiecił cał  ludzko  i jeszcze o wieca. 

Pobo no  kapła ska 

Lubo w duszy kapłana wszystkie cnoty krzewi  si  maj , przystoj  jednak niektóre w 

szczególniejszy sposób sługom Bo ym. Przede wszystkim pobo no , wedle napomnienia 

Apostoła narodów danego wielce umiłowanemu uczniowi Tymoteuszowi: "A  wicz si  w 

pobo no ci" (I Tym. IV, 7). Skoro bowiem kapłan tak  ci le, tak serdecznie i cz sto z Bogiem 

przestaje, wynika st d jasno,  e wszystkie jego czynno ci przesi kni te by  musz  

pobo no ci . Poniewa  za  pobo no  "do wszystkiego jest po yteczna'' (Tam e IV, 8), tym 

wi cej potrzebna jest do kapła skiego zadania. Gdzie brak lub zaniedbanie pobo no ci, tam 

nawet naj wi tsze zaj cia i najwznio lejsze obrz dy odbywaj  si  mechanicznie i z 

przyzwyczajenia. Skoro niema w nich ducha, niema te   ycia. 

Ale pobo no , o której, Czcigodni Bracia, mówimy, nie jest powierzchown  i czysto 

zewn trzn  pobo no ci , która jedynie schlebia duszy, ale jej nie  ywi ani do  wi to ci nie 

pobudza; mamy raczej na my li ow  gruntown  pobo no , która nie ulega zmiennym 

nastrojom duszy, ale opiera si  na tak mocnych podstawach wiary i rozbudza tak silne 

przekonanie,  e kto j  posiada, oprze  si  zdoła wszelkim pokus podmuchom. 

Chocia  przede wszystkim wznosi  si  winna do Ojca w niebiesiech, niech niemniej obejmuje 

Bogarodzic  Dziewic . Kapłani bowiem maj  z gor tsz  ni   wieccy do Matki Bo ej odnosi  

si  miło ci , poniewa ; jak kapłan  ci le jest zwi zany z Chrystusem, tak te  Maryja na 

zawsze zł czona jest, z Boskim Zbawicielem. 

Celibat 

background image

Inn  przepi kn , a z pobo no ci   ci le zł czon  ozdob  kapła stwa katolickiego jest 

czysto  obyczajów, która duchownych obrz dku łaci skiego, posiadaj cych  wi cenia 

wy sze w całej pełni i w zupełnym oddaniu tak silnie obowi zuje,  e gdy si  jej 

sprzeniewierzaj , popełniaj  tym samym  wi tokradztwo (Cor. Iur. Can. can. 132 § 1). 

Chocia  prawo takie nie wi e duchownych Ko cioła wschodniego, jednak i tam jest celibat 

ko cielny w wielkim powa aniu, a w pewnych wypadkach - zwłaszcza gdy chodzi o wy sze 

stopnie hierarchii - jest warunkiem i nakazem. 

e cnota ta przystoi sługom Bo ym, poznajemy ju  w  wietle rozumu. Skoro bowiem "Bóg 

jest duchem" (Jan IV, 24), wydaje si  rzecz  bardzo odpowiedni , aby ten, co si  Bogu oddaje 

na słu b , poniek d "wyzbył si  ciała". Ju  starzy Rzymianie uwa ali to za bardzo stosowne. 

Kiedy najsławniejszy ich mówca przytoczył starodawne ich prawo: "Do bogów przyst puj w 

czysto ci", tymi je słowy obja nił: "Prawo nakazuje przyst powa  do bogów w czysto ci, to 

jest z czyst  dusz , od której wszystko zale y; nie wył cza to czysto ci ciała, bo nale y to tak 

rozumie ,  e skoro dusza przewy sza ciało, a uwa a si ,  e nale y je zachowa  w czysto ci, 

wi c tym bardziej trzeba dba  o czysto  duszy" (M. T. Cic., De leg. ks. II r. 8, 10). W 

ksi gach Starego Testamentu za  nakazał Moj esz w imieniu Boga Aaronowi i synom jego, 

by w ci gu tygodnia, w którym odbywały si  ich wy wi cenia, nie wychodzili z namiotu, a 

tym samym zachowali przez wszystkie te dni wstrzemi liwo  (Zob. Lev. VIII, 33-35). 

A od sługi Nowego Zakonu, który tak bardzo przewy sza kapłana Starego Zakonu, wymaga 

si  bez w tpienia wi kszej jeszcze czysto ci. Pierwsze zarysy celibatu zawarte s  w 33 

kanonie Soboru Elwiryjskiego, który odbył si  na pocz tku czwartego wieku, kiedy sro yło 

si  jeszcze prze ladowanie chrze cijan, co  wiadczy o tym,  e celibat dawno ju  był w 

zwyczaju. Przepis ów prawny nadaje tylko moc prawn  pewnemu,  e tak powiemy, 

postulatowi, wypływaj cemu z Ewangelii i z nauki apostołów. Poniewa  Mistrz Bo y, 

którego wysławiamy jako "kwiat Matki Dziewicy" (Zob. Brew. Rzym., Hymn, ad Laud in 

festo SS. Nom. Iesu), zawsze tak wysoko stawiał dar czysto ci,  e wynosił go ponad zwykł  

cnot  ludzk  (Zob. Mat. XIX, 11); poniewa  od najmłodszych lat chciał si  wychowa  w 

domu nazareta skim, razem z Maryj  i Józefem,  yj cymi w dziewictwie; poniewa  

szczególn  miło ci  pokochał czyste dusze jak Jana Chrzciciela i Jana Ewangelist ; poniewa  

na koniec wierny tłumacz prawa ewangelicznego i nauki Chrystusowej, Apostoł narodów, 

wysławia bezcenne dziewictwo - zwłaszcza, o ile si  przyczynia do gorliwszej słu by Bo ej - 

pisz c "Kto bez  ony jest, stara si  o to, co Pa skiego jest, jakoby si  podobał Bogu" (I Kor. 

VII, 32), dlatego musiało to wszystko, Czcigodni Bracia, ten wywoła  skutek,  e kapłani 

Nowego Przymierza usłyszeli wezwanie niebia skie do wyj tkowej tej i jedynej cnoty i 

zapragn li przył czy  si  do liczby tych, "którym dano jest poj  to słowo" (Zob. Mat. XIX, 

11) oraz dobrowolnie przyj li ten obowi zek, który pó niej stał si  wi

cym przepisem w 

całym ko ciele Łaci skim. Wszak e Sobór Kartagj ski pod koniec wieku czwartego zach ca: 

"aby my równie  zachowali to czego uczyli apostołowie i sama przestrzegała staro ytno " 

(Sob. Kart. II, kan. 2; zob. Mansi, Collect. Conc. t. III, k. 191). 

Nie brak te  nawet u najwybitniejszych Ojców Ko cioła Wschodniego  wiadectw, 

wysławiaj cych wzniosło  celibatu ko cielnego i dowodz cych,  e tak e w tej sprawie 

panowała w owym czasie mi dzy Ko ciołem Zachodnim i Wschodnim zgoda tam wsz dzie, 

gdzie przestrzegano surowszych zasad  ycia. Tak wi c -  eby tylko znakomitsze przytoczy  

przykłady -  w. Epifanjusz pod koniec czwartego wieku o wiadcza uroczy cie,  e celibat 

rozci ga si  a  do subdiakonów: "Kto dot d  yje w mał e stwie i dzieci wychowuje, tego, 

chocia by był m em jednej  ony, (Ko ciół) w  aden sposób do  wi ce  diakona, kapłana, 

background image

biskupa ani subdiakona nie dopuszcza; dopuszcza tylko takiego, co albo wyrzeka si  

współ ycia z  on , albo przez  mier   on  utracił; dzieje si  to zwłaszcza tam, gdzie  ci le 

przestrzegaj  kanonów ko cielnych" ( w. Epif. Adversus h res Panar. 59, 4; Migne PG. t. 41, 

k. 1024). Lecz ponad wszystkich wymowny wydaje si  w tej sprawie Syryjczyk  w. Efrem, 

diakon edesse ski i Doktor całego Ko cioła, który "słusznie nazwany jest cytr  Ducha 

wi tego" (Brew. Rzym., dn. 18 czerwca, lekc. VI). Wierszem przemawia w te słowa do 

przyjaciela swego, biskupa Abrahama: "Słusznie nosisz imi  Abrahama, poniewa  i ty stałe  

si  ojcem wielu; poniewa  jednak nie masz  ony, jako Abraham miał Sar , dlatego  on  

twoj  jest trzódka twoja. Wychowaj jej synów w prawdzie swojej, niech stan  si  duchowymi 

dzie mi twymi i synami obietnicy, aby stali si  dziedzicami w Edenie. O pi kny owocu 

czysto ci, w którym upodobało sobie kapła stwo... zawrzał róg i nama cił ci , r ka spocz ła 

na tobie i wybrała ci , Ko ciół upatrzył i pokochał ci " (Carmina Nisibaena, pie  19). A na 

innym miejscu: "Nie wystarcza kapłanowi, ofiaruj cemu  ywe ciało, i imieniowi jego 

oczyszczenie duszy i poskromienie j zyka i umycie r k i rozja nienie całego swego ciała, lecz 

o ka dym czasie cały czysty by  powinien, poniewa  jako po rednik postawiony jest mi dzy 

Bogiem a lud mi. Chwała niech b dzie temu, który oczy cił swe sługi" (Tam e, pie  18). To 

samo utrzymuje Chryzostom: "Dlatego powinien by  kapłan tak czysty, jak gdyby znajdował 

si  w niebie w ród Pot g anielskich (O kapł., ks. III r. 4). 

Zreszt  sama wzniosło  kapła stwa katolickiego, oraz,  eby u y  wyra enia  w. 

Epifanjusza, jego "niesłychana dostojno  i godno " (Adv. h res. Panar. 59, 4; Migne PG t. 

41, k. 1024), o której wspomnieli my powy ej, wymaga owej najwi kszej ozdoby 

kapła stwa, jaka jest celibat, i uzasadnia potrzeb  prawa, nakładaj cego na sługi ołtarza taki 

obowi zek. Czy  temu, kto piastuje urz d przewy szaj cy poniek d urz d duchów 

niebia skich, "które stoj  przed Panem" (Zob. Tob. XII, 15), nie przystoi wedle sił wie  

ycie niebia skie? Czy  temu, kto cały ma by  "w tych rzeczach, które Pana s '" (Zob. Łuk. 

II, 49; I Kor. VII, 32), nie godzi si , aby wyrzekł si  spraw przyziemnych i  eby "obcowanie 

jego było w niebiesiech"? (Zob. Filip. III, 20). Czy  temu, kto gorliwie i wytrwale pracowa  

powinien nad zbawieniem dusz i dzieło Odkupienia wspomaga , nie wypada, aby był wolny 

od trosk rodzinnych, które by niemał  cz

 energii jego pochłon ły i rozproszyły? 

Jest to zaiste widok wspaniały i godny podziwu, zadziwiaj cy tak cz sto w Ko ciele 

katolickim, kiedy spogl da si  na młodych lewitów, którzy przed  wi ceniem 

subdiakonackim, zanim oddadz  si  w cało ci na wył czn  słu b  Bo , z wolnej i 

nieprzymuszonej woli wyrzekaj  si  rado ci i pociech uczciwie dost pnych w innym stanie! 

Mówimy: z wolnej i nieprzymuszonej woli; chocia  bowiem po  wi ceniach nie mog  ju  w 

zwi zki mał e skie wst powa , to jednak do  wi ce  przyst puj  z własnej tylko woli, przez 

adne prawo i przez nikogo nieprzymuszeni (Zob. Cod. Iur. Can., kan. 971). 

Nie chcemy jednak, aby słowa Nasze, zalecaj ce celibat ko cielny, zrozumiano jako nagan  

odmiennego zwyczaju, panuj cego w Ko ciele Wschodnim, lecz pragniemy jedynie 

podkre li  t  prawd ,  e celibat uwa amy i za szczególny tytuł do chwały dla kapła stwa 

katolickiego i  e on wydaje si  Nam najlepiej i najwi cej odpowiada  zamiarom 

Naj wi tszego Serca Jezusowego w sprawie dusz kapła skich. 

Pow ci gliwo  wobec dóbr ziemskich 

Nie tylko jednak zamiłowaniem czysto ci, lecz niemniej pow ci gliwo ci  wobec dóbr 

ziemskich maj  si  słudzy Bo y odznacza . Wolni od egoizmu i nie ulegaj c  adnej pokusie 

winni i  przez ten  wiat, na którym wszystko oblicza si  na pieni dze i gdzie za pieni dze 

background image

wszystko mo na sprzeda  i kupi . Odrzucaj c daleko od siebie wszelk  my l o ziemskich 

korzy ciach, niech nie ubiegaj  si  o zysk pieni ny, lecz o po ytek dusz nie miertelnych, 

niech nie po daj  i nie szukaj  swojej chwały, lecz chwały Bo ej. Nie maj  te  na ladowa  

tych, którzy urz d swój na własn  wyzyskuj  korzy  i marz  o karierze. Niech b d  

"dobrymi  ołnierzami Chrystusowymi", którzy "nie bawi  si  sprawami  wieckimi, aby si  

temu podobali, któremu si  oddali" (II Tym. II, 3, 4). Niech b d  sługami Boga i ojcami dusz; 

niech pami taj ,  e trudów ich i gorliwej pracy  adne skarby, ani zaszczyty ziemskie opłaci  i 

wynagrodzi  nie mog . Chocia  nie zakazano im takich pobiera  "opłat, które wedle słów 

Apostoła: "Którzy ołtarzowi usługuj , uczestnikami s  ołtarza. Tak te  Pan postanowił tym, 

którzy Ewangeli  opowiadaj , aby z Ewangelii  yli" (I Kor. IX, 13, 14), nieodzowne s  do ich 

godziwego utrzymania, jednak "na uczestnictwo Pana wezwani", jak ju  sama nazwa "kleru" 

wskazuje, powinni tylko o tak  ubiega  si  zapłat , jak  Chrystus apostołom przyobiecał: 

"Zapłata wasza obfita jest w niebiesiech" (Mat. V, 12). Biada kapłanowi, który nie pomny na 

obietnice Bo e oka e si  "chciwy zysku szkaradnego" (Tyt. I, 7) i zmiesza si  z tłumem i 

upodobni si  do  wieckich ludzi, na których słowami Apostoła tak Ko ciół si  u ala: 

"Wszyscy swego szukaj , a nie tego, co jest Jezusa Chrystusa" (Filip II, 21). W ten bowiem 

sposób nie tylko sprzeniewierzyłby si  obowi zkom swoim, ale stałby si  te  przedmiotem 

pogardy dla powierzonego pieczy swej ludu; zauwa yłby on bowiem niew tpliwie,  e  ycie 

jego nie zgadza si  z owymi zasadami Ewangelii, które Mistrz Bo y jasno obwie cił, a on 

ludowi ma głosi : "Nie gromad cie sobie skarbów na ziemi, gdzie sól i rdza niszcz  i gdzie 

złodzieje wykopuj  i kradn , ale gromad cie sobie skarby w niebie" (Mat. VI, 19, 20). Je li 

rozwa ymy,  e niska chciwo , jak o tym z  alem opowiadaj  Ewangeli ci, doprowadziła 

Judasza, jednego z apostołów Chrystusa, "jednego z dwunastu", do upadku i zguby, 

zrozumiemy łatwo, ile niezmiernych szkód wyrz dziła ta chciwo  Ko ciołowi w ci gu 

wieków. Chciwo  bowiem, któr  Duch  wi ty nazywa "korzeniem wszego złego" (I Tym. 

VI. 10), mo e człowieka doprowadzi  do najgorszej zbrodni; a chocia by kapłan nie posun ł 

si  tak daleko, jednak pod wpływem zgubnej tej nami tno ci stanie w jednym szeregu z 

wrogami Boga i Ko cioła i  wiadomie czy nie wiadomie dopomo e do urzeczywistnienia 

niecnych ich zamiarów. 

Natomiast prawdziwa i szczera pow ci gliwo  wobec dóbr ziemskich pozyska kapłanowi 

wszystkie serca; tym wi cej,  e serce kapła skie, oderwane od  wiata i moc sw  czerpi ce z 

wiary, przepełnione jest wielkim miłosierdziem ku wszystkim nieszcz liwym i cierpi cym. 

Miłosierdzie to czyni go naprawd  ojcem ubogich. Pami taj c na słowa Jezusa Chrystusa: 

"Cokolwiek uczynili cie jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie cie uczynili" (Mat. 

XXV ,40), otacza ubogich i obejmuje miło ci  samego Zbawiciela. 

Gorliwo  

Wolny przeto od wszelkich wi zów, przykuwaj cych go zbyt silnie z sprawami ziemskimi, to 

znaczy wolny od własnej rodziny i trosk o utrzymanie, kapłan zapłonie ogniem owej 

niebia skiej miło ci, miło ci dusz, która jasnym płomieniem bije z Serca Jezusa Chrystusa a 

nie pragnie niczego, jedno, aby przenikała dusze apostolskie i rozpaliła  wiat cały (Zob. Łuk. 

XII, 49). T  gorliwo ci  o chwał  Bo  i o zbawienie dusz - pozostawion  nam, jak uczy 

Pismo  w. (zob. Ps. LXVIII, 10; Jan II, 17), przez Zbawiciela - gorze  ma kapłan w takim 

stopniu,  eby, zapomniawszy o własnych korzy ciach, wszystkie swe siły po wi cał 

szczytnemu posłannictwu swemu i bogaty w do wiadczenie coraz lepiej i coraz skuteczniej 

zadanie swe spełniał. 

background image

Kiedy kapłan rozwa a wskazania Ewangelii, kiedy słyszy skarg  dobrego Pasterza: "I drugie 

owce mam, które nie s  z tej owczarni, i one potrzeba, abym przywiódł" (Jan. X, 16), kiedy 

widzi "pola, które ju  bielej  pod  niwo" (Jan IV, 35), czy  wtenczas nie zaofiaruje "Panu 

niwa" niestrudzonej swej współpracy, nie zapłonie gor cem pragnieniem, by bł dz ce 

owieczki na praw  sprowadzi  drog ? Czy  mo e patrze  oboj tnie na nieprzejrzane tłumy 

"upadaj ce jako owce, nie maj ce pasterza" (Mat. IX, 36), nie tylko w dalekich krajach 

misyjnych, ale, niestety, tak e w miastach i wioskach od wieków do wieków 

chrze cija skich, czy  raczej nie odczuje wówczas w gł bi duszy owego przejmuj cego bólu, 

który tak bardzo i tak nieustannie raził Bo  dusz  Jezusa Chrystusa? (Zob. Mat. IX, 36; XIV, 

14; XV, 32; Mar. VI, 34; VIII, 2 itd.). Kapłan, mówimy, który dobrze wie,  e z ust jego 

wychodz  słowa  ywota, a z r k jego łaski odrodzenia i zbawienia? Nie miertelne dzi ki 

niech b d  Najwy szemu Bogu,  e taki płomie  apostolskiej gorliwo ci niby ozdoba 

drogocenna wie czy czoło kapłanów; dzi ki,  e pozwolił Nam ujrze  ku wielkiej pociesz  

ojcowskiego serca Naszego, jak Czcigodni Bracia Nasi i ukochani synowie - tj. biskupi i 

kapłani, - tworz c zwarty i wybrany hufiec, tak ochoczo wezwanie Najwy szego Sternika 

Ko cioła przyj li,  e coraz  ywszym pochodem po same kra ce ziemi si gaj  w tej my li, 

eby wsz dzie stacza  pokojowe, lecz uporczywe boje prawdy przeciw bł dom,  wiatła 

przeciw ciemno ciom i Królestwa Bo ego przeciw panowaniu szatana. 

Posłusze stwo 

Ale z tego samego powodu,  e kapłan katolicki jest  ołnierzem czynnym i wytrwałym, 

wynika nieodzownie,  e przyj ty winien by  duchem karno ci, czyli - jak mówimy po 

chrze cija sku - poczuciem posłusze stwa. Mamy na my li owo posłusze stwo, dzi ki 

któremu ró ne stopnie hierarchii ko cielnej przepi kn  tworz  cało , i dzi ki któremu 

"Ko ciół  wi ty otacza, upi ksza i panuje w nim zadziwiaj ca ró norodno , skoro jednych 

wy wi ca si  na biskupów, innych na kapłanów ni szego stopnia, a wszyscy ci liczni 

członkowie o ró nej godno ci składaj  si  na jedno ciało Chrystusowe" (Pont Rom.,  wi . 

kapł). 

Posłusze stwo to  lubowali kapłani Biskupowi w chwili  wi ce ; podobnie biskupi w tym 

dniu, w którym otrzymali pełni  kapła stwa, zaprzysi gli uroczy cie posłusze stwo widomej 

Głowie Ko cioła, nast pcy  w. Piotra Namiestnikowi Jezusa Chrystusa. 

Takie zatem posłusze stwo niech coraz  ci lej tak ł czy ró ne stopnie hierarchii i 

poszczególnych członków mi dzy sob  oraz z papie em,  eby Ko ciół wojuj cy stał si  dla 

przeciwników gro ny "jako wojsko uszykowane porz dnie" (Zob. Pie  nad pie . VI, 3, 9). 

Posłusze stwo powstrzymuje nadmiern  gorliwo ; pobudza i zach ca opieszałych i 

gnu nych; ka demu wła ciwie wyznacza zadanie; ka dy te  tak na swoim posterunku 

powinien pracowa , by w niczym nie sprzeciwiał si  przeło onej władzy, inaczej bowiem 

utrudni tylko wielce doniosł  działalno  Ko cioła na ziemi. Niech ka dy przyjmie rozkazy 

przeło onych jakby to były rozkazy samego Jezusa Chrystusa, który naprawd  jednym jest 

wodzem i twórc  wiary katolickiej przez wszystkich słuchany i który za nas "stał si  

posłuszny a  do  mierci, a  mierci krzy owej" (Zob. Filip. II, 8). 

Bo y bowiem i najwy szy kapłan chciał nam w szczególniejszy sposób objawi  

najdoskonalsze swoje posłusze stwo wobec Ojca Przedwiecznego. Przeliczne tego  

posłusze stwa  wiadectwa znajdziemy w pismach proroków i ewangelistów: "Wchodz c na 

wiat, mówi: nie chciałe  ofiary i obiaty, ale  mi ciało sposobił... tedym rzekł: oto id ; na 

pocz tku ksi gi napisane jest o mnie, abym czynił, o Bo e, wol  twoj " (Heb. X, 5, 7). 

background image

"Moim pokarmem jest pełni  wol  tego, który mnie posłał" (Jan IV, 34). Podobnie wisz c na 

krzy u, nie pr dzej oddał sw  dusz  w r ce Ojca niebieskiego, zanim uroczy cie nie 

o wiadczył,  e wypełniło si  wszystko, co Ksi gi  wi te o nim przepowiedziały - to jest 

posłannictwo powierzone mu przez Ojca a  do owej tajemniczej skargi "pragn ", któr  na to 

wypowiedział, "aby si  wykonało pismo" (Jan. XIX, 28). 

Niew tpliwie chciał zachowaniem swoim to szczególnie podkre li ,  e najgor tsza nawet 

gorliwo  zawsze najzupełniej podporz dkowa  si  powinna woli Bo ej; to znaczy niech 

zawsze dostroi si  do woli tych, którzy osob  Ojca zast puj  i przykazania jego nam podaj , 

tj. do woli prawowitych przeło onych. 

Wiedza 

Ale obraz kapłana katolickiego, który na oczach całego  wiata nakre li  zamierzamy, nie 

byłby zupełny, gdyby my pomin li jedn  jeszcze ozdob  duszy kapła skiej, której Ko ciół od 

niego wymaga, to jest wiedz . Otrzymawszy bowiem od Jezusa Chrystusa prawo i obowi zek 

głoszenia prawdy: "Nauczajcie... wszystkie narody" (Mat. XXVIII, 19), został kapłan tym 

samem "nauczycielem w Izraelu" (Jan III, 10). Prawidła zbawienia nakazano nam głosi . A 

mamy si  dzieli  niemi, jak napomina Apostoł narodów "z m drymi i niem drymi" (Rzym. I, 

14). Ale jak kapłan mógłby innym udziela  wiedzy, je liby jej sam nie posiadał? Przez usta 

proroka Malachjasza Duch  wi ty poucza: "Wargi kapłana b d  strzec umiej tno ci i zakonu 

pyta  b d  z ust jego" (Mal. II, 7), nikt jednak nie zdoła surowiej napomnie  w sprawie 

wiedzy kapła skiej ni  sam Bóg słowy Ozjasza: "I e  ty odrzucił umiej tno , odrzuc  ci , 

aby  mi w kapła stwie nie słu ył" (Os. IV, 6). Przeto jest rzecz  konieczn , aby kapłan 

posiadał tak gruntown  znajomo  wiary i moralno ci katolickiej, aby je mógł innym 

wykłada  i wiernym wyja nia  dogmaty, prawo oraz liturgi  Ko cioła, któr  sam sprawuje; 

jest dalej rzecz  nieodzown , aby moc  i  wiatłem swej wymowy zwalczał ignorancj  w 

sprawach religijnych, która mimo tak zadziwiaj cego post pu nauk  wieckich, jeszcze zawsze 

niemało umysłów zaciemnia. Zasad  dobitnie wygłoszon  przez Tertuliana: "(Prawda) tego 

tylko po da, aby jej nie pot piano, zanim si  j  pozna" (Tert. Apolog.., r. 1), dzi , jak nigdy 

przedtem, zachowa  nale y. Powinien te  kapłan chroni  dusze przed uprzedzeniami i 

bł dnymi mniemaniami, nagromadzonymi przez przeciwników Ko cioła. Powinien 

nowoczesnym ludziom, tak bardzo prawdy spragnionym, podawa  j  z swobodn  szczero ci ; 

chwiejnych i w tpi cych na duchu powinien podnosi  i wzmacnia  i doprowadzi  ich do 

bezpiecznej przystani wiary katolickiej, tak gor co umiłowanej przez pouczonych; 

uporczywym na koniec zakusom zuchwałego bł du powinien si  cał  moc  i z niewzruszon  

odwag  przeciwstawi . 

Kapłan zatem, nawet w ród zaj  i trosk swego urz du, powinien, Czcigodni Bracia, wedle sił 

i mo no ci powtarza  przynajmniej wa niejsze nauki teologiczne i na podstawie tej wiedzy, 

której nabył w seminarium, codzie  pogł bia  swe wykształcenie teologiczne,  eby mógł tym 

skuteczniej głosi  słowo Bo e i duszami kierowa  (Zob. Cod. Iur. Can. kan. 129). Poza tym 

jak si  tego domaga godno  jego stanu i celem pozyskania posłuchu i nale ytego powa ania 

u ludu, niech przyswoi sobie - co niew tpliwie jego działalno  duszpastersk  uczyni 

skuteczniejsz  - te wiadomo ci, które s  dzi  własno ci  wspóln  ludzi wykształconych. 

Niech b dzie obyty z wszelkim post pem, jak Ko ciół katolicki obejmuje wszystkie wieki i 

wszystkie narody, jak błogosławi i popiera wszelkie dobre pomysły, jak wspomaga rozwój 

wszelkich nauk, cho by  miałych, byle prawdziwych, a nigdy si  ich nie l ka. W wszelkich 

bowiem dziedzinach wiedzy słudzy Ko cioła szli zawsze na czele post pu; były nawet czasy, 

kiedy tak dalece przodowali,  e "duchowny" znaczyło to samo co "uczony". Ko ciół nie tylko 

background image

przechował i ocalił skarby antycznej kultury, które bez jego opieki i bez wysiłku zakonników 

byłyby prawie wszystkie zagin ły. Przez sławnych swoich Doktorów wykazał jasno,  e nauki 

wieckie mog  si  przyczyni  do lepszego poznania i do obrony wiary katolickiej. My sami 

podali my niedawno taki dowód, kiedy w poczet  wi tych niebia skich i Doktorów Ko cioła 

zaliczyli my nauczyciela wielkiego Akwinaty, to jest  w. Alberta, którego ju  współcze ni 

mu ludzie uczcili mianem Wielkiego i Doktorem wszech nauk nazywali. 

Dzi  nie mo emy  da  niew tpliwie od kapłanów, aby w wszystkich dziedzinach wiedzy 

przodowali, ju  cho by dlatego,  e suma wiedzy ludzkiej rozrosła si  do tak olbrzymich 

rozmiarów,  e jeden człowiek nie tylko nie mo e wybi  si  w ró nych jej dziedzinach, ale te  

cało ci ogarn  nie mo e. Nale y jednak m dr  rad  zach ca  tych spo ród kleru, którzy 

odczuwaj  szczególny poci g i maj  odpowiednie zdolno ci do tej lub owej dziedziny nauki i 

sztuki, o ile nie s  sprzeczne z ich powołaniem kapła skim; je li si  bowiem utrzymaj  w 

swoich granicach i stosowa  b d  do przepisów ko cielnych, wyjdzie to tylko na dobro 

Ko cioła i na wi ksz  chwał  jego Głowy, Jezusa Chrystusa. Nie wystarczy te  dla 

pozostałych kapłanów, aby zadowolili si  wykształceniem, które dawniej uchodziło za 

dostateczne, lecz powinni zdoby  pełniejsz  i rozleglejsz  wiedz  w ró nych dziedzinach, 

wiedz  odpowiadaj c  wspaniałemu i powszechnemu rozwojowi nauk, do którego kosztem 

niezmiernych wysiłków doszła nowo ytna cywilizacja, góruj c pod tym wzgl dem nad 

ubiegłymi wiekami. 

Je li Bóg "igraj c na okr gu ziemi" (Przyp. VIII, 31) nieraz, a nawet za naszych czasów do 

stanu kapła skiego dopu ci  raczył takich m ów, którzy przeszli ju  prawie przez cały 

zakres wiedzy, o której mówili my powy ej, i je li przez nich wielkich rzeczy dokonał, stało 

si  to niechybnie dlatego, aby my wi cej cenili  wi to  ni  uczono  i aby my sw  wiar  

raczej na Bo ym ni  na ludzkim opierali fundamencie. W tej sprawie nale ałoby od czasu do 

czasu powtórzy  sobie i gł boko rozwa y  ow  my l zbawienna: "Wybrał Bóg to, co u  wiata 

głupie, aby zawstydził, co m dre... aby  aden  miertelny nie chlubił si  przed nim" (I Kor. I, 

27, 29). Ale jak w przyrodzonym porz dku rzeczy cuda Bo e tylko na chwil  zawieszaj  

działanie praw przyrody, lecz ich nie znosz , tak nie mog  zmniejszy , a tym mniej obali  

siły argumentów przez Nas przytoczonych ci m owie, u których  wi to   ycia wypływaj ca 

z wielkiego wyrobienia wewn trznego uzupełnia niejako wszystkie inne braki. 

Uwa amy,  e dzi  wi cej ni  kiedykolwiek powinni kapłani przy wieca  przykładem cnoty i 

m dro ci, aby "dobr  wonno  Chrystusow " (Zob. II Kor. II, 15) naokoło siebie roztaczali, 

poniewa  Akcja katolicka - owo dzieło sprawiaj ce nam tyle pociechy i wesela i pobudzaj ce 

dusze do wy szej doskonało ci - zbli a ludzi  wieckich do kapłanów i  ci lej ich z nimi 

wi e, aby podali im r k  pomocn  i znale li w nich przewodników w wierze i wzór  ycia 

chrze cija skiego i apostolskiej gorliwo ci. 

III. PRZYGOTOWANIE ODPOWIEDNIE 

Je li wi c godno  kapła ska jest tak wielka, je li wymaga tak wybitnych zalet duszy, wynika 

z tego, Czcigodni Bracia, nieodzowna konieczno , aby kandydatów do kapła stwa 

odpowiednio wychowa .  wiadom i pomny tej konieczno ci. Ko ciół nie po wi cał mo e w 

ci gu wieków  adnej innej sprawie tyle troskliwej i matczynej uwagi, co urobieniu kapłanów. 

Wie bowiem doskonale, jak dalece obyczaje narodów i ich stosunek do wiary zale y od pracy 

kapłanów, ale wie tak e,  e ich trud i mozół czerpie swe siły i opiera si  na wychowaniu, 

które otrzymali, skoro i do nich odnosz  si  słowa Ducha  wi tego: "Młodzieniec wedle 

drogi swej post puje; chocia by si  postarzał nie odst pi od niej" (Przyp. XXII, 6). 

background image

Troska o seminaria 

Dlatego Ko ciół z natchnienia Bo ego nakazuje wsz dzie zakłada  Seminaria, w których 

kandydaci do stanu duchownego maj  si  wychowywa  pod szczególnie troskliw  opiek . 

Przeto niech ci spo ród Was, Czcigodni Bracia, którzy współdziałaj  z Nami w rz dach 

Ko cioła, pami taj  o Seminariach jak o  renicy oka, niech im po wi caj  lwi  cz

 trosk 

swoich. Niech bardzo starannie dobieraj  rektorów i profesorów, a szczególnie tego, na 

którym ci y obowi zek pełen odpowiedzialno ci, kształtowania dusz przyszłych kapłanów. 

Dopuszczajcie do tego  wi tego grona tylko kapłanów o wypróbowanej cnocie. Nie wahajcie 

si  te  bra  ich nawet z takich stanowisk, które pozornie s  wa niejsze, które jednak nie mog  

równa  si  z t  główn  i niezast pion  działalno ci . Szukajcie ich nawet poza granicami 

swojej diecezji i gdziekolwiek znajdziecie godnych i odpowiednich kandydatów na urz d tak 

przedostojny. Niech b d  tacy,  e cnót kapła skich b d  uczy  raczej przykładem, ni  

słowem. Wiedz  niech tak podaj , by w duszach alumnów wskrzesili silnego, m skiego i 

apostolskiego ducha. Z ich trudu niech w Seminarium zakwitnie pobo no , czysto , karno  

i gorliwo  w naukach. Niech starannie chroni  młodociane dusze nie tylko przed pon tami 

zdro nymi w zakładzie, lecz tak e przed gro niejszymi niebezpiecze stwami, na które 

nara eni b d  w  wiecie, a którym wszak e oprze  si  musz : "aby wszystkich zbawili" (I 

Kor. IX, 22). 

Aby przyszli kapłani zdoby  mogli tak  wiedz , jakiej wymagaj  czasy dzisiejsze i o jakiej 

mówili my wy ej, jest rzecz  niezwykłej wagi, by po odebraniu tzw. humanistycznego 

wykształcenia przyswoili sobie gruntownie filozofi  scholastyczn  i na niej urabiali swoje 

pogl dy: "wedle metody, nauki i zasad Doktora Anielskiego" (Cod. Iur. Can., kan. 1366 § 2). 

Ta "philosophia perennis", jak j  nazwał wielki Nasz Poprzednik, Leon XIII, jest im nie tylko 

potrzebna, aby gł biej wnikn li w prawdy wiary, ale tak e, by si  ustrzegli wszelkich bł dów 

nowoczesnych i  eby w przyszłych swoich badaniach naukowych okazali tak  bystro  

umysłu, by dokładniej mogli prawd  od fałszu odró ni  ni  ci, którzy tego wykształcenia 

filozoficznego nie posiadaj , chocia by mieli rozleglejsz  wiedz . 

Je liby jednak, jak si  to zdarza gdzie niegdzie, zbyt szczupły obszar diecezji albo 

po ałowania godny brak powoła  kapła skich, albo na koniec niedostatek  rodków i brak 

odpowiednich ludzi nie pozwolił na to, by ka dy Biskup miał własne Seminarium, wedle 

norm Kodeksu (Cod. Iur. Can. Tyt. XXI, kan. 1352 - 1371) i wedle innych przepisów 

Ko cioła dobrze urz dzone, wtedy byłoby rzecz  najlepsz , gdyby s siedni Biskupi w duchu 

braterskim zł czyli swe siły i przenie li je do wspólnego Seminarium, które by całkowicie 

odpowiadało wzniosłym swym celom. 

Niemałe korzy ci, które st d wypłyn , zrównowa  niew tpliwie poniesione trudy i nakłady. 

Prawda,  e nieraz Biskupi bolej  widz c,  e ich kandydaci do stanu duchownego na pewien 

czas przebywaj  zdała od Pasterza, któryby pragn ł przela  swego ducha apostolskiego na 

przyszłych współpracowników; bolej , widz c ich wyrwanych ze stron rodzinnych, gdzie 

kiedy  pracowa  maj , ale twierdzili my,  e nawet te wzgl dy b d  w nadmiarze wyrównane, 

poniewa  otrzyma ich w swoim czasie z powrotem, wyposa onych hojnie w wszelkie dobra 

duchowe, które z tym wi kszym dla diecezji po ytkiem rozdawa  b d  innym. Dlatego nie 

tylko nie przestali my zaleca  i popiera  przedsi wzi  tego rodzaju, ale w razie potrzeby 

doradzali my je usilnie i wprowadzali. Tam, gdzie, okazała si  potrzeba, zało yli my za cen  

wielu stara  i wielu, jak wszyscy wiedz , nakładów z Swej strony, nie mało takich 

Seminariów regionalnych albo przynajmniej rozszerzyli my je lub ulepszyli. Uwa amy za , 

background image

e je li co, to taka praca wyjdzie na korzy  Ko cioła i dlatego tak e na przyszło  z pomoc  

Bo  w tym duchu starania podejmiemy. 

Dobór kandydatów 

Wszystkie jednak szlachetne te wysiłki, maj ce alumnom zapewni  jak najlepsze 

wychowanie, min  si  z celem swoim, je li nie przeprowadzi si  starannej selekcji 

zgłaszaj cych si  kandydatów. Nad t  selekcj  czuwa  winni wedle sił wszyscy wychowawcy 

przyszłego kleru. Rektorzy, ojciec duchowny i spowiednicy - ka dy w granicach swego 

urz du i obowi zków swoich - powinni z jednej strony z cała gorliwo ci  popiera  i 

wzmacnia  powołania kapła skie, lecz z drugiej strony powinni te  z t  sam  gorliwo ci  

powstrzymywa  w odpowiednim czasie od  wi ce  tych, którzy wedle ich przekonania nie 

maj  odpowiednich warunków godnego spełniania obowi zków kapła skich. I chocia  o 

wiele lepiej jest jak najwcze niej do tego wydalenia przyst pi , poniewa  wszelka zwłoka 

staje si  tu ci kim bł dem i powa n  szkod  przynosi, to jednak, cokolwiek by było 

powodem zwlekania, nale y z cał  bezwzgl dno ci  natychmiast bł d naprawi , skoro si  

tylko omyłk  poznało. Ci, którzy ponosz  za to odpowiedzialno , nie mog  si  w tym 

wzgl dzie kierowa  fałszywie poj t  lito ci , poniewa  taka lito  byłaby zbrodni  nie tylko 

wobec Ko cioła, który otrzymałby nieu ytecznego i niegodnego sług , ale tak e wobec 

młodzie ca, który przez to,  e obrał fałszyw  drog , stałby si  zgorszeniem dla siebie i innych 

z wielkim uszczerbkiem dla zbawienia wiecznego. 

Ci ka odpowiedzialno  przeło onych Seminarium 

Przeło ony, który roztropnie i czujnie swym Seminarium kieruje, który ka dego ze swych 

wychowanków troskliw  otacza opiek  i przyrodzone ich zdolno ci oraz skłonno ci bada 

gorliwie, stwierdzi z łatwo ci , który z nich ma prawdziwe powołanie kapła skie. To 

powołanie do stanu kapła skiego nie opiera si , jak to dobrze wiecie, Czcigodni Bracia, na 

uczuciach i nastrojach, których brak nieraz, lecz na prawej skłonno ci i gor cem pragnieniu 

kapła stwa, w poł czeniu z tymi zaletami ciała i duszy, które ich czyni  takiego stanu 

godnymi. Kto si  o godno  kapła sk  z tego jedynie szlachetnego ubiega powodu, aby 

po wi ci  si  na słu b  Bo y i na zbawienie dusz, a równocze nie posiada poza tym albo 

pozyska  pragnie szczer  pobo no , nieskazitelno   ycia i odpowiednia, jak wykazali my, 

wiedz , tego bez w tpienia sam Bóg wzywa do kapła stwa. Kto przeciwnie, by  mo e pod 

wpływem niem drych rodziców, do Seminarium wst puje, spodziewaj c si  dla siebie w 

przyszło ci korzy ci materialnych - co dawniej mogło zdarza  si  cz ciej; - kto nie umie 

nagi  si  do karno ci i posłusze stwa, mało okazuje pobo no ci, mało zamiłowania do pracy 

i mało gorliwo ci o zbawienie dusz; kto zdradza szczególny pop d do zmysłowo ci a dług  

prac  nad sob  nie udowodnił,  e pokusie zdoła si  oprze ; kto na koniec okazuje tak mało 

zdolno ci,  e mo na powiedzie , i  nie zdoła uko czy  przepisanych nauk, ten nie jest 

powołany ani odpowiedni do stanu duchownego. Je li takiego dopuszcza si  do Seminarium, 

trudno go pó niej st d wydali  i zdarzy  si  mo e,  e we mie on na siebie trudne obowi zki 

kapła skie, chocia  ani Bóg, ani własna skłonno  do stanu duchownego go nie przeznaczyła. 

Niech przeto rozwa  rektorzy Seminariów, niech u wiadomi  sobie ojcowie duchowni i 

spowiednicy, jak ci k  odpowiedzialno  - wobec Boga, wobec Ko cioła, wobec 

młodzie ców samych - bior  na siebie, je li nie uczyni  wszystkiego, co do nich nale y, aby 

nie zaszła taka pomyłka. Je li mówimy,  e ojcowie duchowni i spowiednicy s  

odpowiedzialni za tak  omyłk , nie nale y tego tak rozumie , jakoby mogli działa   rodkami 

zewn trznymi, gdy  sprzeciwia si  temu i delikatno  ich zadania i wi cej jeszcze tajemnica 

spowiedzi, - powinni natomiast skutecznie oddziaływa , na dusze młodzie ców i po 

background image

ojcowsku, ale z cał  stanowczo ci  nimi kierowa , jak tego wymaga dobro ich dusz 

nie miertelnych. Dlatego powinni sami - zwłaszcza, je li rektorzy albo zgoła obowi zku 

swego nie pełni , albo pełni  go opieszale i niedbale - z cał  bezwzgl dno ci  i to z urz du 

nalega  na nieodpowiednich i niegodnych kandydatów, aby, póki czas, opu cili mury 

Seminaryjne. W tej sprawie powinni wybra  zawsze drog  pewniejsz , która tylko korzy  

przynosi alumnom, skoro nie dopuszcza ich do stanu, który stałby si  dla nich przyczyn  

wiecznej zguby. 

Ilekro  za  nie b d  jasno widzieli, czy nale y z cał  stanowczo ci  wyst pi , niech całego 

swego u yj  autorytetu, wypływaj cego z dostojno ci urz du i z ojcowskiej miło ci, któr  

alumnów otaczaj , a eby do dobrowolnego wyst pienia nakłoni  tych, którzy nie s  o ywieni 

duchem nale ytym. Spowiednicy za  niech  ywo pami taj  o tym, co  w. Alfons Liguori w 

podobnej powiedział sprawie: "Najcz ciej tak bywa,  e im surowiej wówczas spowiednik 

post puje, tym lepiej słu y sprawie zbawienia; przeciwnie za ; im łagodniej obchodzi si  z 

penitentami, tym wi ksze okazuje im okrucie stwo.  w. Tomasz z Villanowy nazywał takich 

zbyt łagodnych spowiedników "bezbo nie pobo nych". Taka miło  sprzeciwia si  miło ci" 

( w. Alf. M. de Liguori, Dzieł  ascet., t. III wyd. Marietti, 1847, str. 122). 

Odpowiedzialno  Biskupów 

Ale odpowiedzialno  wy ej wymieniona spada z natury rzeczy przede wszystkim na 

Biskupa, któremu Ko ciół nakazuje  ci le, by "nikomu nie udzielał  wi ce , dopóki by na 

podstawie wyra nych dowodów moralnej nie zyskał pewno ci o tym, czy kanonicznie jest 

odpowiedni; w przeciwnym bowiem razie nie tylko ci ko grzeszy, ale nara a si  te  na 

niebezpiecze stwo uczestniczenia w grzechach cudzych" (Cod. Iur. Can., kan. 973, 3). 

Przepis ten prawny jest jakby echem słów  w. Pawła, wypowiedzianych do Tymoteusza: "R k 

na nikogo pr dko nie wkładaj i nie stawaj si  uczestnikiem grzechów cudzych" (I Tym. V, 

22). "Co znaczy wkłada  pr dko r ce - jak wyja nia Poprzednik Nasz,  w. Leon Wielki - je li 

nie to: przypuszcza  nie wypróbowanych do godno ci kapła skiej zanim osi gn li wiek 

nale yty, zanim zdali egzamin, zanim przywykli do posłusze stwa, zanim okazali ducha 

karno ci? I co znaczy: by  uczestnikiem grzechów cudzych, je li nie to,  e udzielaj cy 

wi ce  staje si  takim, jak ten, którego nie nale ało wy wi ci ?" ( w. Leon W., Listy, 12; 

Migne, P. L., LIV. 647); poniewa , jak mówi  w. Chryzostom do Biskupa: "Za przeszłe i 

przyszłe grzechy jego poniesiesz kar  ty tak e, który godno ci mu udzieliłe " ( w. Chryzost., 

Hom. 16 na Tym.; Migne, P. G. LXII, 587). 

Pełne doniosło ci to zdanie, Czcigodni Bracia, oznacza ow  straszliw  odpowiedzialno , 

któr  przera ony znamienity Biskup medjola ski,  w. Karol Boromeusz, zwykł był mawia : 

"W tej sprawie nawet drobne zaniedbanie z mej strony mo e  ci gn  na mnie bardzo wielk  

win " ( w. Karol Borom., Hom. do ordyn. dn. 1 czerwca 1577; Homilie, wyd. Ambr. 

Medjolan, 1747, t. IV, str. 270). Stosujemy si  wi c do zbawiennego napomnienia  w. Jana 

Chryzostoma: "Nie po pierwszej, nie po drugiej lub trzeciej próbie, lecz dopiero, kiedy  si  

dokładnie rozejrzał i zbadał, wtedy r ce wkładaj" ( w. Jan Chryzost., Hom. 16 na Tym; 

Migne, PG., LXII, 587). Nale y to przede wszystkim odnie  do  wi tobliwo ci kandydatów. 

Bo wedle zdania pobo nego Biskupa i Doktora  w. Alfonsa M. Ligourego "nie wystarczy, by 

Biskup nic złego o kandydacie nie wiedział, lecz musi te  by  pewny o rzeczywistej jego 

godno ci" ( w. Alf. M. Liguori, Teol. Mor. o  wi c, kapł., n. 803). Nie l kajcie si  te  zarzutu 

nadmiernej surowo ci, je li w poczuciu swego obowi zku i korzystaj c z uprawnie ,  dacie 

przed  wi ceniami dowodów nale ytej godno ci, albo w wypadku w tpliwym odkładacie 

wi cenia na czas pó niejszy. "Odpowiednie bowiem drzewo budulcowe - jak prze licznie 

background image

mówi Grzegorz Wielki -  cina si  w lasach, ale na budow  wci ga si  je, kiedy w ci gu 

długich dni wyschło zupełnie i do nieodzownego u ytku stało si  zdatne; gdyby przypadkiem 

zaniedbano tej przezorno ci, cały gmach pr dzej by si  załamał pod nadmiernym ci arem" 

( w. Grzeg. W., Listy, ks. IX, l, 106; Migne PŁ. LXX, 1031); z porównaniem tym zgadzaj  

si  pi kne słowa Doktora Anielskiego: "Stan duchowny wymaga poprzedniej  wi to ci... 

dlatego ci ar  wi ce  nale y nało y  na  ciany, które przez  wi to  utraciły ju  wszelk  

wilgo  złego" ( w. Tom. z Akwinu, Sum. Teol., 2 - 2, kw. 189, art. 1 do 3). 

Je li zreszt  wszyscy i ka dy w swoim zakresie wiernie przestrzega  b d  przepisów 

ko cielnych, je li stosowa  si  b d  do wskazówek, które w tej sprawie przed niewielu laty za 

po rednictwem  w. Kongregacji Sakramentów wydali my (Instructio super scrutinio 

candidatorum instituendo antequam ad ordines promoveantur z dn. 27 grudnia 1930; AAS., t. 

XXIII, str. 120), wtedy po wi kszej cz ci ustan  przyczyny, dla których Ko ciół tyle łez 

wylał i które tyle zgorszenia wywołały u ludu. Zwracaj c si  w tym miejscu do przeło onych 

zakonnych, napominamy ich z całej duszy, aby przygotowuj c swoich alumnów do 

kapła stwa, nie tylko stosowali si  do przepisów, które tak samo dla nich jak dla 

duchowie stwa  wieckiego wydali my (Instructio ad supremos Religiosorum etc. 

Moderatores de formatione clericali etc. z dn. 1 grudnia 1931; A. A. S. t. XXIV, str. 64 - 81), 

lecz  eby tak e to wszystko, co tu w ogóle o wychowaniu przyszłych kapłanów 

wyłuszczyli my, do swoich odnie li stosunków, a to z tego cho by powodu,  e Biskup, 

zabieraj cy si  do wy wi cenia młodych zakonników, polega przede wszystkim na zdaniu 

przeło onych. 

Pró ne obawy o kandydatów 

Biskupi i przeło eni zakonni nie powinni te  niczego nie opuszcza  z wymaganej surowo ci z 

obawy,  e zabraknie w diecezji albo w zakonie kapłanów. Taki argument pozorny wytoczył 

ju   w. Tomasz z Akwinu, aby z zwykł  sobie jasno ci  i bystro ci  wykaza  jego 

bezpodstawno : "Bóg nie opuszcza nigdy Ko cioła swego do tego stopnia,  eby nie znalazła 

si  wystarczaj ca dla potrzeb ludzi ilo  dobrych kandydatów, gdyby niegodnych 

przep dzono, a godnych zatrzymano" ( w. Tom. z Akwinu, Sum. Teol. Dod., kw. 36, art. 4 do 

1). Nadto ten e sam przesławny Doktor, przytaczaj c prawie słowo w słowo my li IV Soboru 

Latera skiego (r. 1215, kan. 22), bardzo słusznie zauwa ył: "Gdyby nie mo na znale  tylu 

kapłanów ilu ich mamy, wtedy byłoby lepiej mie  niewielu dobrych, ni  wielu złych" ( w. 

Tom. z Akwinu, m. przyt.). Z doniosłem tym zdaniem zgadza si  zupełnie, co powiedzieli my 

do licznego grona biskupów włoskich, kiedy przemawiali my z okazji mi dzynarodowej 

pielgrzymki seminarzystów, przybyłych zewsz d do Rzymu, aby uczci  Nasz Jubileusz 

kapła ski. Wtedy to wyja nili my,  e lepiej jest, by znalazł si  cho by jeden tylko kapłan, ale 

dobrze do  wi tego posłannictwa swego przygotowany, ni  wielu, ale mało albo wcale 

nieprzygotowanych. W tych sprawach nie mo e Ko ciół niczego zaniedba ,  eby nie 

potrzebował płaka  z powodu własnych kapłanów (Zob. Osservatore Rom. r. LXIX n. 21022, 

r. 1929 n. 176; 29 - 30 lipca 1929). Z jakim dr eniem, Czcigodni Bracia, musieliby my kiedy  

zdawa  spraw  "Ksi ciu pasterzów" (Zob. I Piotra V, 4) i najwy szemu Biskupów dusz (Zob. 

I Piotr. II, 25), gdyby my opieszałym pasterzom i niedo wiadczonym nauczycielom oddali 

piecz  nad ludem! 

Chocia  wychowawcy seminaryjni nie maj  specjalnego obowi zku troszczenia si  o 

dostateczn  ilo  alumnów, to jednak ka dy powinien przyczyni  si  do tego, by w miar  

wzrastania duchowych potrzeb społecze stwa rosły te  szeregi dzielnych i do wiadczonych 

pracowników w winnicy Pa skiej. W tym celu polecamy  rodek ponad wszystkie inne 

background image

skuteczny i dla wszystkich dost pny, to jest gorliw  modlitw  w my l przykazania Chrystusa, 

który powiedział: " niwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Pro cie tedy Pana  niwa, 

aby wysłał robotników na  niwo swoje" (Mat. IX, 37, 38). Która  pro ba mo e by  milsza 

Naj wi tszemu Sercu Zbawiciela? Albo która  mo e si  spodziewa  pr dszego i 

zupełniejszego wysłuchania ni  ta, która tak zgodna jest z najgor tszym pragnieniem Bo ego 

owego Serca? "Pro cie - przeto - a b dzie wam dane" (Mat. VII, 7). W modłach swoich 

błagajcie Boga, aby raczył da  Ko ciołowi dobrych i bardzo  wi tobliwych kapłanów. Nie 

odmówi on błaganiom waszym, gdy  w wszystkich wiekach u yczał takich kapłanów, a 

zwłaszcza w czasach, które zdawały si  najmniej sprzyja  powołaniom kapła skim; 

najlepszym tego dowodem s  obok innych wybitni kapłani i zakonnicy XIX w. Z po ród nich 

niby gwiazdy niezwykłej jasno ci wybijaj  si  dzi ki ogromnym, cho  ró nego rodzaju, 

zasługom owi trzej olbrzymi  wi to ci, których z wielk  Nasz  rado ci  zaliczyli my w 

poczet  wi tych; mamy na my li  wi tych: Jana Marj  Vianney, Józefa Benedykta Cottolengo 

i Jana Bosko. 

Poparcie z strony Akcji Katolickiej 

Mimo wszystko jednak nie nale y  adnego  rodka ludzkiego zaniedbywa , by troskliw  

opiek  otoczy  i rozbudzi  ziarno powołania kapła skiego, które Bóg tak hojn  dłoni  rozsiał 

w szlachetnych sercach młodzie ców. Dlatego te  pochwalamy i błogosławimy i z całej 

duszy z tego miejsca zalecamy owe zbawienne i niezwykł  ofiarno ci  prowadzone a z 

natchnienia Ducha  wi tego podj te poczynania, by chroni , popiera  i mno y  powołania 

kapła skie. Nader słusznym okazuje si  o wiadczenie wybitnego apostoła miło ci,  w. 

Wincentego à Paulo: "Czegokolwiek pragn liby by dokona , zawsze dojdziemy do 

przekonania,  e nigdy nie było nam dane do wi kszego dzieła przyło y  r ki, ni  kiedy 

mogli my przyczynia  si  do istnienia dobrych kapłanów" (Zob. O. Renaudin,  w. Win. à 

Paulo, r. V). Nic bowiem Bogu nie jest milsze, nic dla Ko cioła zaszczytniejsze, nic dla ludzi 

po yteczniejsze, ni  bezcenny dar  wi tego kapłana. Je li wi c ten, co kubek wody poda 

najmniejszemu z uczniów Chrystusa, "nie straci zapłaty swojej" (Mat. X, 42), jak , my licie, 

zapłat  i nagrod  otrzymaj  ci, którzy "w nieskalane r ce młodego lewity wkładaj  niejako 

wi ty Kielich, rumieni cy si  krwi  Zbawiciela, i dopomagaj  mu, by mógł ku niebu 

podnie  ten zadatek pokoju i szcz cia ludzkiego? 

I znowu z ch tn  przychodzi pomoc  tak niesłychanie Nam droga Akcja Katolicka, tak wielce 

przez Nas zalecana, popierana i chroniona, która, zaprz gaj c laików do wspólnej pracy z 

hierarchi  ko cielna, nie mo e te  pomin  tak wa nego zagadnienia. Ku wielkiej rado ci 

naszej widzimy,  e ten wyborowy hufiec, jak na wszystkich innych polach działalno ci 

chrze cija skiej, tak i w tej sprawie wybitnie si  odznacza. Bóg za  zdaje si  w ten sposób 

hojnie wynagradza  ow  gorliwo ,  e zadziwiaj c  ilo  młodzie ców z katolickich' 

stowarzysze  młodzie y powołuje do stanu kapła skiego i do zakonów. To. te  słusznie 

mo na powiedzie ,  e Akcja Katolicka jest jak rola urodzajna, w której spoczywaj  ziarna 

wszystkich cnót, albo słuszniej jeszcze,  e jest jak ogród, troskliwie oparkaniony i dobrze 

uprawny, w którym kwitn  bezpiecznie najpi kniejsze kwiaty. Niech członkowie Akcji 

Katolickiej wiedz , jakiem powa aniem cieszy si  ich dzieło, niech b d  przekonani,  e 

pomna aj c szeregi duchowie stwa  wieckiego i zakonnego, najpełniej uczestnicz  w 

godno ci i dostoje stwie owego "królewskiego kapła stwa", o którym Ksi e Apostołów 

wszystkich odkupionych uroczy cie zapewnił (Zob. I Piotr., II, 9). 

Współpraca rodziny 

background image

Głównym za  i jakby przyrodzonym wirydarzem, w którym kiełkowa  i z którego wyrasta  

maj  kwiaty powoła  kapła skich, jest bez w tpienia rodzina chrze cija ska, która po 

Bo emu my li i po Bo emu  yje. Wiadom  bowiem jest rzecz ,  e wi kszo  Biskupów i 

kapłanów, "których chwał  głosi zgromadzenie" (Eccli. XLIX, 15), wzi ła zarodki swej 

godno ci i  wi to ci albo od ojca, odznaczaj cego si  siln  wiar  i cnot , albo od czystej i 

pobo nej matki, albo w ko cu od całej rodziny, w której nieskalanie w całej pełni krzewiła si  

miło  Boga i ludzi. 

Wyj tki od tej reguły potwierdzaj  tylko ogóln  reguł  przez Boga ustanowion . Gdzie 

bowiem rodzina  yje w tak  wi tem usposobieniu,  e rodzice na wzór Tobiasza i Sary prosz  

Boga o liczne potomstwo, "w którym by było błogosławione imi  Pa skie na wieki wieków 

(Tob. VIII, 9), a dzieci, z wdzi czno ci  jako dar niebia ski i dowód miło ci Bo ej przyj te, 

od zarania ich  ycia zaprawiaj  w boja ni Bo ej, miło ci do Jezusa ukrytego w Eucharystii i 

do Matki Bo ej oraz ucz  czci dla m ów Bogu po wi conych i miejsc  wi tych; gdzie 

rodzice daj  swym dzieciom doskonały przykład rzetelno ci, pracowito ci i pobo no ci; gdzie 

dzieci widz ,  e rodzice wzajemnie si  miłuj , do sakramentów cz sto w roku si  zbli aj  i 

nie tylko nakazanej abstynencji i postu przestrzegaj , ale poddaj  si  równie  dobrowolnym 

umartwieniom; gdzie cała rodzina wspólnie do Boga si  modli; gdzie dzieci patrz , jak 

rodzice lituj  si  nad wszelk  n dz  i wedle sił i mo no ci wspieraj  ubogich, tam sił  rzeczy 

wszyscy synowie na ladowa  b d   ycie i przykład rodziców, a przynajmniej jeden z nich 

usłucha owego wezwania Mistrza Bo ego: "Pójd  za mn " (Mat. IX, 9) i "uczyni  ci  rybitw  

ludzi" (Zob. Mat. IV, 19). O szcz liwi mał onkowie, którzy, cho by wspaniałomy lnie nie 

upraszali od Boga takiego wezwania niebia skiego dla swoich synów, co w dawniejszych 

wiekach cz ciej ni  dzi  si  zdarzało, którzy jednak nie tylko nie powstrzymuj  swych 

synów, je li Bóg ich woła, lecz uwa aj  to nawet za szczególny zaszczyt dla rodziny i za 

dowód Bo ej miło ci! 

Nie brak jednak rodziców, mieni cych si  katolikami - zwłaszcza w ród wy szych i 

wykształce szych warstw społecze stwa, - którzy nie tylko niech tnie Bogu oddaj  swoich 

synów, ale nie l kaj  si  powołania ich zwalcza  takimi  rodkami, które nie tylko zagra aj  

owemu powołaniu, ale tak e wierze i wiecznemu zbawieniu ich syna, którego przecie  

kocha  powinni. Złe te przykłady poci gaj  nieuchronnie ten skutek,  e niewielu 

młodzie ców z wy szych stanów wst puje w szeregi kapłanów. Objaw ten jest tak samo 

po ałowania godny, jak nieszcz sny zwyczaj wieków dawniejszych, kiedy to rodzice synów 

swych przeznaczali do słu by ko cielnej wbrew ich woli, albo oddawali do niej synów 

niezdolnych. Chocia  pon ty współczesnego  ycia i niezliczone podniety zepsucia, które 

zwłaszcza w .ludniejszych miastach zagra aj  młodzie y, a w nie których okolicach tak e 

szkoły s  główn  przyczyn ,  e w rodzinach szlacheckich i bogatych tak cz sto ludzie głusi s  

na wezwanie Chrystusa, to jednak trzeba to z cał  moc  podkre li ,  e przyczynił si  do tego 

tak e w tych domach zanik  ywej wiary. Gdyby bowiem mał onkowie chrze cija scy 

rozwa ali wszystko w  wietle wiary, czy by dla swoich synów mogli wy sz  wybra  

godno , dostojniejszy urz d ni  ten, który, jak to wykazali my, jest godzien podziwu 

aniołów i ludzi? Gorzkie do wiadczenie długich wieków uczy,  e pewna zdrada rodziców - 

nie uwa ajcie tego okre lenia za ostre, - którzy potomstwo swoje do powołania odwiedli, stała 

si  obfitym  ródłem łez dla ich dzieci, ale tak e dla niem drych rodziców. Nie daj Bo e, aby 

ich łzy były spó nione i przez cała płyn ły wieczno ! 

IV. DO KAPŁANÓW CAŁEGO  WIATA 

background image

Teraz za  zwracamy si  z słowem ojcowskim do was, drodzy synowie, wszyscy kapłani 

wieccy i zakonni, gdziekolwiek rozproszeni jeste cie po  wiecie. Wynurzamy wam, "chwale 

naszej i weselu" (Tym. II, 20), którzy ci ar dnia i upalenia" (Mat. XX, 12) m nie i 

wielkodusznie znosicie i pomagacie Nam i Braciom Naszym, Biskupom, pa  owieczki 

Chrystusa, wynurzamy wam dzi ki za wasze trudy i mozoły oraz zach camy was do pracy, 

jakiej dzisiejsze wymagaj  czasy. Im wi cej zachwiany wydaje si  bieg czasu, tym wi kszej 

gorliwo ci i tym ochotniejszej gotowo ci do zbawienia dusz  da si  od was, którzy "jeste cie 

sol  ziemi i  wiatło ci   wiata" (Mat. V. 13 - 14). 

Aby jednak praca wasza z natchnienia i pomocy Bo ej po dane i obfite wydała owoce, 

powinni cie odznacza  si   wi to ci   ycia. Ta główna ozdoba kapłana katolickiego ma tak  

warto ,  e bez niej wszystkie inne zalety duszy prawie nic nie znacz , z ni  natomiast mo na 

dokona  zadziwiaj cych rzeczy, cho by si  nie posiadało innych darów w stopniu wybitnym. 

Dowodzi tego -  eby dwa tylko przytoczy  przykłady -  w. Józef z Kopertynu, a w nowszych 

czasach ów skromniutki  w. Jan M. Vianney, którego ogłosili my wzorem dla wszystkich 

duszpasterzy i niebia skim ich patronem. Dlatego "przypatrzcie si  - korzystamy z 

napomnienia Doktora narodów - waszemu powołaniu (I. Kor. I, 26), bo je li to dobrze 

rozwa ycie, nauczycie si  coraz wi cej ceni  łask  udzielon  wam przy  wi ceniach i 

nabierzecie potrzebnej mocy, "aby cie post powali w sposób godny tego powołania, którym 

zostali cie powołani" (Efez. IV, 1). 

Rekolekcje 

Do osi gni cia wielce zbawiennych waszych zamiarów pomo e wam niew tpliwie w obfitej 

mierze ów  rodek duchowny, który  . p. Poprzednik Nasz, Pius X, w swej pełnej pobo no ci 

"Egzorcie do kleru katolickiego" (AAS t. XLI, str. 555 - 577), któr  jak najcz ciej 

powinni cie odczytywa , uwa a za najskuteczniejszy celem zachowania i pomno enia łaski 

kapła skiej.  rodek ten zalecali my niejednokrotnie przy ró nych sposobno ciach, zwłaszcza 

za  w Encyklice Naszej "Mens Nostra" (AAS t. XXI, str. 689 - 706), usilnie wiernym, usilniej 

jeszcze kapłanom: mamy na my li Rekolekcje Duchowne. Jak z okazji złotych Gód Naszych 

kapła skich nie mogli my, synowie Nasi, pi kniejszego znale  i zbawienniejszego sposobu 

na ich upami tnienie, ni  ow  gor c  zach t  w wspomnianej Encyklice Naszej,  eby czerpa  

"ow  wod , tryskaj c  ku  ywotowi wiecznemu" (Zob. Jan IV, 14), z tego  ródła, które z 

Opatrzno ci Bo ej otworem stoi w Ko ciele, tak po raz drugi napominamy was, drodzy 

synowie, tym dro si, im wytrwałej współpracujecie z Nami nad szerzeniem Królestwa 

Chrystusowego w ród ludzi,  eby cie nie pomijali tego skutecznego  rodka u wi caj cego. 

Korzystajcie, ile tylko mo ecie, z rekolekcji zamkni tych wedle wskazówek przez Nas 

udzielonych, nie tylko w terminach prawem przepisanych (Zob. Cod. Iur. Can. kan. 126, 595, 

1001, 1367), ale wedle mo no ci cz ciej i dłu ej. A poza tym wyznaczcie sobie w ka dym 

miesi cu dzie  jeden, w którym, dalecy od spraw  wiata, po wi cie si  modlitwie i 

rozmy laniu, jak to od dawna czynili pobo ni kapłani (Zob. AAS t. XXI, str. 705). Z takich 

rekolekcji wypłyn  mo e i ten po ytek,  e nawet kapłan przez Chrystusa "na słu b  Pa sk " 

nie powołany, który ze wzgl dów materialnych stan ten sobie obrał, mo e "łask  Bo  

o ywi  na powrót" (II Tym. I, 6), bo skoro i on zawsze z Chrystusem i Ko ciołem jest 

zwi zany, przyj  musi uległe owo napomnienie  w. Bernarda: "Dobrymi uczy  odt d swe 

cie ki i pragnienia swoje, a  wi tem uczy  swe posłannictwo: je li przedtem nie było 

wi to ci  ycia, niech b dzie przynajmniej potem" (List. 27. do Ardut.). Łask  t  daje Bóg 

ka demu, a udziela jej w sposób szczególniejszy temu, który przyjmuje sakrament 

Kapła stwa, aby niew tpliwie mógł przy szczerej woli nie tylko dawniejsze naprawi  bł dy, 

ale tak e godnie spełni   wi te swoje powołanie. 

background image

Kiedy za  uko czycie  wi te te rozwa ania w zaciszu, wyjdziecie z nich zapewne z wi ksz  

miło ci  Boga, z wzmo on  gorliwo ci  o zbawienie dusz, z zaostrzon  czujno ci  wobec 

pokus  wiata. A zalety te przystoj  wi cej ni  kiedykolwiek kapłanom dzi , kiedy, je li z 

jednej strony zamiera  ywa wiara i upada moralno , to z drugiej strony wieje pot ny pr d 

odrodzenia religijnego, a Duch  wi ty przenika cały kr g ziemi i pot nym swym tchnieniem 

odnawia oblicze  wiata (Zob. Ps. CIII, 30). Przej ci tym tchnieniem Ducha  wi tego 

poniesiecie płomie  miło ci Bo ej, niby ogie  nigdy nie gasn cy, do udr czonej i 

niespokojnej ludzko ci, przepoicie j  duchem chrze cija skim a nawet do zbawienia ja 

doprowadzicie, bo jedynie w Chrystusie, który jest "prawdziwie Zbawicielem  wiata" (Jan 

IV, 42), mie ci si  nadzieja zbawienia dla ludzi. 

Do przyszłych kapłanów 

Lecz zanim Encyklik  t  zako czymy, zwracamy do was, młodzie cy do kapła stwa 

dorastaj cy, my li swe i uczucia gor ce i napominamy was z całej duszy, aby cie gorliwie i 

godnie przygotowali si  na dostojne i tak upragnione swoje posłannictwo. Na was zasadza si  

cała nadzieja Ko cioła oraz narodów; po was spodziewaj  si  owocnej współpracy w dziele 

Odkupienia, a zwłaszcza owego  ywego i skutecznego poznania Boga i Jezusa Chrystusa, na 

którym polega  ywot wieczny (Zob. Jan XVII, 3). Dlatego miejcie teraz ten główny cel na 

oku i d cie do niego, aby cie wyrobili w sobie pobo no , czysto , pokor , posłusze stwo, 

karno  ducha i wiedz , a przez to stali si  kiedy  takimi kapłanami, jakimi Chrystus widzie  

was pragnie. B d cie przekonani,  e od wytrwało ci i gorliwo ci, któr  po wi cacie swemu 

przygotowaniu, a która ma by  wielka i usilna, ale nie nadmierna, zale y w wielkiej mierze 

cała wasza przyszła działalno  kapła ska. Dlatego z wszystkich sił pracujcie nad tym, 

aby cie ju  teraz ja nieli owymi zaletami, których Ko ciół przed  wi ceniami tymi słowy od 

was domaga  si  b dzie: "M dro  niebia ska, nieskalane obyczaje i wypróbowana 

sprawiedliwo  niech was poleca", aby "wo   ycia waszego była pociech  Ko ciołowi, 

aby cie i przykładem budowali dom, to jest rodzin  Bo a" (Zob. Pont Rom. przy  wi . 

kapł.). 

Tylko w ten sposób podtrzyma  zdołacie chwalebn  tradycj  kapła stwa katolickiego i 

najwydatniej przyczynicie si  do przy pieszenia szcz liwej tej chwili, kiedy dla całej 

ludzko ci za wita błogosławiony ów dzie , gdy wszyscy z rado ci  korzysta  b dziemy z 

owoców "Pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym". 

Nowa Msza  w. wotywna 

Na koniec donosimy wam, Czcigodni Bracia, a za waszym po rednictwem tak e wszystkim 

synom tak  wieckim jak zakonnym,  e w dowód wielkiej Naszej wdzi czno ci za gorliw  

wasz  współprac  w tym podj t  celu, aby wierni jak najwi cej odnie li korzy ci w roku 

jubileuszowym Odkupienia Bo ego, pragn c równie , aby przetrwała pami  i chwała 

kapła stwa Chrystusowego, w którym wszyscy słudzy Bo y nieprzerwanie uczestnicz , 

postanowili my po wysłuchaniu zdania  w. Kongregacji Obrz dków, przygotowa  osobn  

wotyw  na cze  "Najwy szego i Wiekuistego Kapłana Jezusa Chrystusa" i równocze nie z t  

Encyklik  drukiem j  ogłosi , wotyw  t  b dzie mo na z uwzgl dnieniem przepisów 

liturgicznych odprawia  co czwartek. 

Błogosławie stwo 

background image

Nie pozostaje Nam ju  nic innego, Czcigodni Bracia, jak udzielenie Błogosławie stwa 

Apostolskiego i ojcowskiego tym wszystkim, którzy go od wspólnego Ojca oczekuj  i pragn . 

Jak ono z uczucia wypływa gł bokiej wdzi czno ci za tyle wielkich dobrodziejstw, 

uzyskanych od Boga w tym roku jubileuszowym, tak te  niech b dzie zapowiedzi  i 

zadatkiem szcz cia i pomy lno ci w zbli aj cym si  roku nowym. 

Dan w Rzymie u  w. Piotra, dnia 20 grudnia 1935 r., pi dziesi tym szóstym Naszego 

kapła stwa, czternastym Naszego Pontyfikatu. 

PIUS PP. XI 

 

 

 

 

Przypisy: 

* W tłumaczeniu J. E. X. Biskupa Dr. Okoniewskiego. 

1. Podziałów tych niema z wyj tkiem liczb I - IV w tek cie oryginalnym; umieszczamy je dla 

wi kszej przejrzysto ci.