background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

ROZDZIAŁ XVII 

Ostatni dobry spośród szlachetnych 

Jakkolwiek mogłoby się zdawać, na myśl mi przychodzi 

Że jedyne, co przystoi, to bycie pełnym dobroci 

Uprzejme serca czymś więcej niż korony 

A prosta wiara jest większa niż Normańska krew. 

- ALFRED TENNYSON, LADY CLARA VERE DE VERE 

Ciemnowłosa  Charlotte  była  pochylona  nad  listem,  gdy  Gabriel  wszedł  do  pokoju 

gościnnego.  Było  w  nim  chłodno.  Ogień  w  palenisku  już  dawno  wygasł.  Gabriel 
zastanawiał  się,  dlaczego  Sophie  go  nie  podtrzymała  –  za  dużo  czasu  spędzała  na 
treningu.  Jego  ojciec  nie  miałby  do  tego  cierpliwości.  Lubił  służących,  którzy  potrafili 
walczyć, ale wolał, żeby nabyli tę wiedzę przed rozpoczęciem pracy dla niego. 

Charlotte podniosła wzrok. 

 - Gabriel – odezwała się. 

 - Chciałaś mnie widzieć? – Starał się mówić pewnie. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że 

ciemne oczy Charlotte mogą przejrzeć go na wylot, jakby był ze szkła. Zerknął na kartkę 
leżącą na biurku. 

 - Co to? 

Zawahała się. 

 - List  od konsula.  – Jej usta  zacisnęły się w cienką, nieszczęśliwie wyglądającą linię. 

Zerknęła  w  dół  i  westchnęła.    –  Wszystko,  czego  pragnęłam,  to  prowadzenie  tego 
Instytutu tak jak mój ojciec. Nigdy nie przyszło mi na myśl, że to może być aż tak trudne. 
Powinnam  znów  do  niego  napisać,  ale…  -  przerwała  z  fałszywym,  pełnym  napięcia 
uśmiechem.  -  …ale  nie  wzywałam  cię  tutaj  po  to,  żeby  mówić  o  sobie  –  powiedziała.  – 
Gabrielu,  przez  ostatnich  kilka  dni  wyglądałeś  na  zmęczonego  i  spiętego.  Wiem,  że 
wszyscy jesteśmy strapieni i obawiam się, że w tym całym zamieszaniu twoja… Sytuacja 
może popaść w zapomnienie. 

 - Moja sytuacja? 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 -  Twój  ojciec  –  uściśliła,  wstając  z  krzesła  i  podchodząc  do  niego.  –  Zapewne  go 

opłakujesz. 

 - A co z Gideonem? – zapytał. – To także jego ojciec. 

 -  Gideon  zrzucił  żałobę  po  ojcu  już  jakiś  czas  temu  –  oznajmiła.  Ku  jego  zdziwieniu 

stała  tuż  przy  jego  łokciu.  –  Dla  ciebie  to  musi  być  nowe  i  bolesne.  Nie  chcę,  byś 
pomyślał, że o tym zapomniałam. 

 -  Po  wszystkim,  co  się  stało…  -  zaczął,  a  jego  gardło  zaczęło  zaciskać  się  z 

oszołomienia  i  jeszcze  czegoś,  czego  nie  chciał  za  dobrze  rozpoznać.  –  Po  Jemie,  Willu, 
Jessamine  i  Tessie,  po  tym,  jak  twoja  rodzina  prawie  została  podzielona  na  pół,  nie 
chcesz, żebym myślał, że zapomniałaś o mnie? 

Charlotte położyła rękę na jego ramieniu. 

 - Te straty nie sprawiają, że twoja jest mniej ważna. 

 -  Tak  nie  może  być  –  powiedział.  –  Nie  możesz  chcieć,  żebym  poczuł  się  lepiej. 

Kazałaś mi zastanowić się, czy nadal jestem lojalny mojemu ojcu czy Instytutowi… 

 - Gabrielu, nie. Nic podobnego. 

 - Nie mogę dać ci odpowiedzi, której chcesz – rzekł. – Nie mogę zapomnieć o tym, że 

został ze mną. Moja matka zmarła, Gabriel odszedł, a Tatiana jest bezużyteczną idiotką. 
Nigdy  nie  było  nikogo  innego,  kto  miałby  mnie  wychować.  Nie  miałem  nic  oprócz 
mojego  ojca,  byliśmy  tylko  we  dwóch,  a  teraz  ty,  ty  i  Gideon,  spodziewacie  się,  że  nim 
wzgardzę, ale nie potrafię. Był moim ojcem i… - Jego głos się załamał.  

 -  Kochałeś  go  –  powiedziała  łagodnie.  –  Wiesz,  pamiętam  cię,  kiedy  byłeś  małym 

chłopcem, a także twoją matkę. Pamiętam również twojego brata, który zawsze był przy 
tobie.  Dłoń  ojca  na  twoim  ramieniu.  Jeśli  to  ma  jakiekolwiek  znaczenie,  wierzę  też,  że 
naprawdę cię kochał. 

 - To bez znaczenia. Bo zabiłem swojego ojca – odparł Gabriel trzęsącym się głosem. – 

Wbiłem mu w oko strzałę. Przelałem jego krew. Ojcobójstwo… 

 - To nie było ojcobójstwo. Już nie był twoim ojcem. 

 - Jeśli to nie był mój ojciec, jeśli nie zakończyłem życia mojego ojca, to gdzie on jest? - 

Gabriel wyszeptał. - Gdzie jest mój ojciec? - I poczuł Charlotte odwracającą go, aby objąć 
go tak, jak zrobiłaby to matka, trzymać go, kiedy sucho szlochał na jej ramieniu, czując w 
gardle  smak  łez,  których  nie  był  w  stanie  przelać.  -  Gdzie  jest  mój  ojciec?  –  spytał 
ponownie,  a  kiedy  mocniej  go  objęła,  czuł  jej  żelazny  uścisk,  siłę,  z  jaką  go  trzymała  i 
zastanawiał się, jak kiedykolwiek mógł pomyśleć, że ta mała kobietka jest słaba. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

Do: Charlotte Branwell 

Od: Konsul Josiah Wayland 

 

Droga Pani Branwell, 

Informator,  którego  imienia  nie  może  pani  obecnie  wyjawić?  Mogę  zaryzykować 

stwierdzenie,  że  nie  ma  żadnego  informatora  i  to  wszystko  jest  Pani  własną  inwencją, 
taktyką, aby mnie przekonać o Pani racji. 

Niech  Pani  przestanie  sprawiać  wrażenie  papugi  nierozważnie  powtarzającej 

„Natychmiast  marsz  na  Cadair  Idris”  przez  całą  dobę  i  zamiast  tego  pokaże  mi,  jak 
wypełnia swoje obowiązki jako przewodnicząca londyńskiego Instytutu. Obawiam się, że w 
innym przypadku będę musiał uznać, że nie nadaje się Pani do ich wykonywania i zwolnić 
Panią natychmiastowo.  

Na  dowód  swojej  zgody  musi  Pani  całkowicie  zaprzestać  mówienia  o  tej  sprawie  i 

błagania  członków  Enklawy  o  wzięcie  udziału  w  bezowocnych  poszukiwaniach.  Jeśli 
dowiem  się,  że  przedłożyła  Pani  tę  sprawę  przed  jakiegokolwiek  innego  Nefilim,  będę 
zmuszony rozpatrywać to jako największe nieposłuszeństwo i podjąć odpowiednie kroki. 

 Josiah Wayland,  

Konsul Clave 

Sophie przyniosła Charlotte list, kiedy ta jadła śniadanie.  Otworzyła go za pomocą 

noża do masła, przełamując pieczęć Waylanda (podkowa z C symbolizującym Konsula 

pod spodem) i właściwie rozerwała kopertę przez zapał do przeczytania go. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

Reszta  ją  obserwowała.  Henry  z  troską  na  jego  jasnej,  otwartej  twarzy,  kiedy  dwie 

czerwone plamy powoli wykwitały na policzkach Charlotte, gdy jej oczy przebiegały po 
kolejnych wersach listu. Pozostali siedzieli spokojnie, zajęci własnymi posiłkami. Cecily 
nie  mogła  powstrzymać  myśli,  jak  dziwny  jest  widok  grupy  mężczyzn  czekających  na 
reakcję kobiety. 

Chociaż była to mniejsza grupa mężczyzn niż powinna. Nieobecność Willa i Jema była 

jak  świeża  rana,  czyste,  białe  przecięcie,  które  jeszcze  nie  zdążyło  wypełnić  się  krwią, 
szok jeszcze zbyt mocny, aby można było poczuć ból. 

 - Co to? – zapytał z niepokojem Henry. – Charlotte, moja droga… 

Kobieta  czytała  słowa  wiadomości  pozbawionym  emocji  głosem  podobnym  do 

dźwięku  metronomu.  Kiedy  skończyła,  odepchnęła  od  siebie  list,  nadal  mu  się 
przypatrując.  

 - Ja po prostu nie mogę… - zaczęła. – Nie rozumiem. 

Henry zaczerwienił się pod swoimi piegami. 

 -  Jak  śmie  pisać  do  ciebie  w  ten  sposób  –  powiedział  z  niespodziewaną  srogością  – 

Jak śmie zwracać się do ciebie w ten sposób, odrzucać twoje obawy… 

 -  Może  ma  rację.  Być  może  jest  szalony,  możliwe,  że  wszyscy  jesteśmy  –  rzekła 

Charlotte. 

 - Nie jesteśmy! – zawołała Cecily i zauważyła Gabriela zerkającego na nią ukradkiem. 

Jego wyraz twarzy był trudny do rozszyfrowania. Był blady, odkąd przyszedł do jadalni, 
niewiele  mówił  i  jadł,  zamiast  tego  wpatrując  się  w  obrus,  jakby  ten  skrywał  w  sobie 
odpowiedzi  na  wszystkie  pytania  we  wszechświecie.    –  Mistrz  jest  na  Cadair  Idris. 
Jestem tego pewna. 

Gideon marszczył brwi. 

 -  Wierzę  ci  –  powiedział.  –  Wszyscy  wierzymy,  ale  bez  pozwolenia  Konsula  nic  nie 

może być przedstawione Radzie, a bez Rady nie dostaniemy żadnej asysty.  

 -  Portal  jest  prawie  gotowy  do  użycia  –  wyznał  Henry.  –  Kiedy  będzie  działał, 

powinniśmy  być  w  stanie  przetransportować  do  Cadair  Idris  tak  wielu  Nocnych 
Łowców, ilu będzie potrzebnych w danym momencie. 

 -  Ale  nie  ma  żadnych  Nocnych  Łowców,  których  moglibyśmy  tam  wysłać  – 

odpowiedziała  Charlotte.  –  Zobacz,  tutaj.  Konsul  zabrania  mi  mówić  Enklawe  o  tej 
sprawie.  Jego  autorytet  jest  ponad  moim.  Gdybyśmy  tak  zlekceważyli  jego  rozkaz, 
moglibyśmy stracić Instytut. 

 -  I?  –  Cecily  gorąco  zażądała  odpowiedzi.  –  Bardziej  troszczysz  się  o  swoją  pozycję, 

czy o Willa i Tessę? 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - Panno Herondale… – zaczął Henry, ale Charlotte uciszyła go gestem. Wyglądała na 

bardzo zmęczoną. 

 -  Nie,  Cecily,  to  nie  tak,  ale  Instytut  zapewnia  nam  ochronę.  Bez  niego  możliwość 

pomocy Willowi i Tessie jest poważnie zagrożona. Jako głowa Instytutu, mogę zapewnić 
im wsparcie, jakiego samotny Nocny Łowca nie może… 

 -  Nie  –  zaprzeczył  Gabriel.  Odepchnął  swój  talerz,  a  jego  szczupłe  palce  były  pełne 

napięcia i jasne, gdy gestykulował. – Nie możesz. 

 - Gabrielu? – zapytał Gideon. 

 - Nie będę cicho – rzekł Gabriel i wstał, jakby miał zamiar wygłosić mowę albo uciec 

od  stołu.  Cecily  nie  była  pewna.  Przeniósł  spojrzenie  swoich  zielonych,  nawiedzonych 
oczu  na  Charlotte.  –  Tego  dnia,  gdy  Konsul  tu  przybył,  kiedy  przyprowadził  mnie  i 
mojego  brata  na  przesłuchanie,  groził  nam  tak  długo,  aż  obiecaliśmy,  że  będziemy  cię 
szpiegować. 

Charlotte pobladła. Henry zaczął się podnosić. Gideon błagalnie wyciągnął rękę. 

 -  Charlotte  –  zaczął.  –  Nigdy  tego  nie  zrobiliśmy.  Nigdy  nie  przekazaliśmy  mu  ani 

słowa.  Tak,  czy  inaczej,  nic  z  tego  nie  było  prawdą.  –  Zmienił  zdanie,  rozglądając  się, 
podczas  gdy  reszta  obecnych  w  pokoju  wpatrywała  się  w  niego.  –  Trochę  kłamstw. 
Odwrócenie uwagi. Przestał pytać po dwóch listach. Wiedział, że to mu się nie przyda.  

 - To prawda, proszę pani. – Z rogu pokoju dobiegł cichy głosik. Sophie. Cecily prawie 

nie zauważyła, że ona tam jest, blada, w białym czepku.  

 - Sophie!  - Henry brzmiał, jakby był kompletnie zszokowany. – Wiedziałaś o tym? 

 -  Tak,  ale…  -  Jej  głos  zadrżał.  –  On  okropnie  groził  Gideonowi    i  Gabrielowi,  panie 

Branwell.  Powiedział,  że  wykluczy  Lightwoodów  z  listy  Nocnych  Łowców,  że  Tatiana 
wyląduje  na  ulicy.  A  oni  nadal  niczego  mu  nie  powiedzieli.  Kiedy  przestał  pytać, 
pomyślałam, że stwierdził, iż niczego się nie dowie i się poddał. Przepraszam. Ja tylko… 

 -  Nie  chciała  cię  zranić  –  powiedział  desperacko  Gideon.  –  Proszę,  pani  Branwell, 

niech pani nie wini za to Sophie. 

 - Nie winię – odparła Charlotte. Jej ciemne oczy przeskakiwały z Gabriela na Gideona, 

to znów na Sophie.  – Ale wydaje mi się, że to nie cała historia, prawda? 

 - To już naprawdę wszystko… - zaczął Gideon. 

 - Nie – zaprzeczył Gabriel.  – To nie wszystko. Gedeonie, kiedy przyszedłem do ciebie 

i powiedziałem, że Konsul nie chce, żebyśmy raportowali mu o Charlotte, nie mówiłem 
prawdy. 

 - Co? – Gideon wyglądał na przerażonego. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - W dniu ataku na Instytut wziął mnie na stronę – wyznał Gabriel. – Powiedział mu, 

że  jeśli  pomógłbym  mu  odkryć  nieprawidłowości  w  pracy  Charlotte,  oddałby  nam 
posiadłość  Lightwoodów,  przywróciłby  naszemu  nazwisku  honor,  zatuszowałby  to,  co 
zrobił nasz ojciec… - Wziął głęboki wdech. – I powiedziałem mu, że to uczynię. 

 - Gabrielu…  - jęknął Gideon i ukrył twarz w dłoniach.  

Gabriel wyglądał, jakby miał się rozchorować, chwiejąc się na swoich stopach. Cecily 

była  rozdarta  pomiędzy  żalem  i  przerażeniem,  wspominając  noc  w    sali  treningowej, 
kiedy powiedziała mu, że wierzy w to, iż podejmie on dobre decyzje. 

 -  To  dlatego  wcześniej  byłeś  tak  przerażony,  kiedy  wezwałam  cię  na  rozmowę  – 

domyśliła  się  Charlotte  ze  wzrokiem  utkwionym  w  Gabrielu.  –  Myślałeś,  że  się 
dowiedziałam. 

Henry  zaczął  się  podnosić.  Jego  sympatyczna,  otwarta  twarz  pociemniała  ze 

wściekłości, której Cecily nigdy wcześniej na niej nie widziała.  

 -  Gabrielu  Lightwoodzie  –  rzekł.  –  Moja  żona  nie  okazała  ci  niczego  poza 

uprzejmością, a ty tak się odpłacasz? 

Charlotte położyła dłoń na ramieniu swojego męża, chcąc go powstrzymać. 

 - Henry, zaczekaj – odezwała się. – Gabrielu, co zrobiłeś? 

 -  Podsłuchałem  twoją  rozmowę  z  Aloysiusem  Starkweatherem  –  odpowiedział 

pustym  głosem.  –  Później  napisałem  list  do  Konsula  mówiący,  że  opierałaś  swoje 
żądania  na  tym,  że  udał  się  do  Walii,  podążając  za  słowami  wariata,  że  byłaś  zbyt 
łatwowierna, uparta… 

Oczy Charlotte wydawały się wbijać w Gabriela niczym paznokcie. Cecily pomyślała, 

że nigdy nie chciałaby poczuć takiego wzroku na sobie, nigdy w życiu.  

 - Napisałeś go – rzekła. – Ale czy go wysłałeś? 

Gabriel powoli nabrał powietrza. 

 - Nie – oznajmił i sięgnął do swojego rękawa. 

Wyciągnął złożony arkusz papieru i rzucił go na stół. Cecily wpatrywała się w niego. 

Był poznaczony odciskami palców i miękki na brzegach, jakby był rozkładany i składany 
ponownie wiele razy.  

 - Nie byłem w stanie tego zrobić. Niczego mu nie przekazałem. 

Cecily wypuściła powietrze. Nie zdawała sobie sprawy, że wstrzymywała oddech. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

Sophie wydała delikatny dźwięk. Ruszyła w kierunku Gideona, który wyglądał, jakby 

otrząsał  się  po  ciosie  w  brzuch.  Charlotte  pozostała  tak  spokojna  jak  do  tej  pory.  
Podeszła do stołu, wzięła list, spojrzała na niego i odłożyła na miejsce. 

 - Dlaczego go nie wysłałeś? – zapytała. 

Spojrzał na nią. Wymienili ze sobą dziwne spojrzenia. Potem powiedział: 

 - Miałem wiele powodów, aby rozpatrzyć to na nowo.  

 -  Dlaczego  do  mnie  nie  przyszedłeś?  –  spytał  Gideon.  –  Gabrielu,  jesteś  moim 

bratem… 

 - Nie możesz podejmować za mnie wszystkich decyzji, Gideonie. Czasami sam muszę 

dokonywać  wyborów.  Jako  Nocni  Łowcy  musimy  być  bezinteresowni.  Ginąć  za 
Przyziemnych,  za  Anioła  i  przede  wszystkim  za  samych  siebie.  To  nasze  zasady. 
Charlotte  żyje  zgodnie  z  nimi,  nasz  ojciec  nigdy  tego  nie  robił.  Wcześniej  popełniłem 
błąd,  będąc  lojalnym  wobec  krewnych  zamiast  zasad,  zamiast  wszystkiego.  I  zdałem 
sobie sprawę, że Konsul mylił się co do Charlotte. – Gabriel nagle przerwał, a jego usta 
zacisnęły się w wąską, białą linię. – Nie miał racji. –Zwrócił się do Charlotte: – Nie mogę 
zmienić  tego,  co  zrobiłem  dawniej  albo  tego,  czego  zrobienie  rozważałem.  Nie  znam 
żadnego  sposobu  na  wynagrodzenie  ci  mojej  wątpliwości  w  twój  autorytet  albo  mojej 
niewdzięczności.  Wszystko,  co  mogę  uczynić,  to  powiedzieć  ci,  co  wiem:  nie  możesz 
czekać na pozwolenie  Konsula Waylanda, które  nigdy nie  nadejdzie. Nigdy nie  wejdzie 
na Cadair Idris dla ciebie, Charlotte. Nie chce się zgodzić na żaden plan, który ma twoją 
pieczęć autoryzacji. Chce, żebyś zniknęła z Instytutu. 

 - Ale to on mnie tu umieścił – zaoponowała Charlotte. – Wspierał mnie. 

 -  Bo  myślał,  że  będziesz  słaba  –  odparł  Gabriel.  –  Bo  wierzy,  że  kobiety  są  słabe  i 

łatwo nimi manipulować. Ty udowodniłaś, że tak nie jest, czym zmarnowałaś cały jego 
plan. On nie tylko pragnie twojej dyskredytacji, on jej potrzebuje. Mówił mi jasno, czego 
chce,  nawet  kiedy  nie  mogłem  odkryć  żadnego  powiązania  z  prawdziwie  złymi 
działaniami,  przyznałby  mi  prawo  do  wymyślenia  kłamstwa,  które  by  cię  obciążało. 
Przynajmniej dopóki brzmiało przekonująco. 

Charlotte zacisnęła usta. 

 - Zatem nigdy we mnie nie wierzył – wyszeptała. – Nigdy. 

Henry zacisnął chwyt na jej ramieniu.  

 -  Ale  powinien  –  powiedział.  –  Lekceważył  cię,  ale  to  nie  jest  tragedią.  To,  że 

udowodniłaś,  że  jesteś  lepsza,  mądrzejsza  i  silniejsza  niż  ktokolwiek  się  spodziewał, 
Charlotte, to triumf. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

Charlotte  przełknęła  ślinę,  a  Cecily  zastanawiała  się  przez  moment, jakby  było  mieć 

kogoś, kto patrzyłby na nią tak, jak Henry patrzył na Charlotte – jakby była cudem.  

 - Co mam zrobić? 

 - Co będzie według ciebie najlepsze, kochanie – podparł Henry. 

 - Jesteś przewodniczącym Enklawy i  Instytutu – rzekł Gabriel. – Wierzymy w ciebie, 

nawet jeśli Konsul w ciebie nie wierzy. – Pochylił głowę. – Od tego dnia jestem ci lojalny. 
We wszystkim, co jest dla ciebie ważne. 

 -  To  jest  warte  wielkiej  umowy  –  odrzekła  Charlotte,  a  w  jej  głosie  było  coś,  cichy 

autorytet, który sprawił, że  Cecily też chciała wstać i  zadeklarować swoją lojalność, po 
prostu po to, żeby wygrać balsam docenienia przez Charlotte. Uświadomiła sobie także, 
że nie może sobie wyobrazić takich odczuć w stosunku do Konsula. I to dlatego Konsul jej 
nienawidzi,  
pomyślała.  Ponieważ  jest  kobietą  i  już  zdążył  się  przekonać,  że  ona  może 
zaskarbić sobie lojalność w taki sposób, w jaki on nigdy nie mógł.
 - Będziemy postępować 
tak,  jakby  Konsul  nie  istniał  –  Charlotte  kontynuowała.  –  Jeśli  jest  naprawdę 
zdeterminowany,  żeby  mnie  stąd  usunąć,  to  nic  mnie  nie  ochroni.  Teraz  znaczenie  ma 
tylko to, co musimy zrobić, zanim będzie miał szansę, aby nas zatrzymać. Henry, kiedy 
będzie gotowy twój wynalazek? 

 - Jutro – odparł natychmiast. – Mogę pracować w nocy... 

 -  Zostanie  użyty  po  raz  pierwszy  –  odezwał  się  Gideon.  –  Nie  wydaje  się  wam  to 

trochę ryzykowne? 

 -  Nie  mamy  innego  sposobu,  żeby  dostać  się  do  Walii  na  czas  –  odpowiedziała 

Charlotte.  –  Po  tym,  jak  wyślę  wiadomość,  będziemy  mieli  bardzo  mało  czasu,  zanim 
Konsul przyjdzie, żeby usunąć mnie z mojej posady. 

 - Jaką wiadomość?  - zapytała oszołomiona Cecily. 

 - Mam zamiar wysłać ją do wszystkich członków Clave – odpowiedziała. – Na raz. Nie 

do Enklawy. Do Clave. 

 -  Ale  tylko  Konsul  ma  prawo…  -  zaczął  Henry,  ale  później  zamknął  swoje  usta  jak 

pudełko. – Ach. 

 -  Napiszę  im,  jak  wygląda  sytuacja  i  poproszę  o  pomoc  –  rzekła  Charlotte.  –  Nie 

jestem  pewna,  na  jaką  odpowiedź  możemy  liczyć,  ale  na  pewno  kilku  stanie  po  naszej 
stronie. 

 - Ja będę z tobą. – powiedziała Cecily. 

 -  I  oczywiście  ja  –  dodał  Gabriel.  Jego  twarz  wyrażała  rezygnację,  nerwowość, 

rozważanie i determinację. Cecily nigdy nie lubiła go bardziej. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - I ja – rzekł Gideon. – Ale… - Jego wzrok, którym patrzył na brata, był zmartwiony – 

Jest  nas  jedynie  sześcioro,  jedno  ledwo  wytrenowane,  kontra  każda  moc,  jaką  Mistrz 
zgromadził… - Cecily była gdzieś pomiędzy przyjemnością płynącą z tego, że policzył ją 
jako jedną z nich, a poirytowaniem faktem, że określił ją jako słabo wytrenowaną. – To 
może być samobójcza misja. 

Sophie znów przemówiła miękkim głosem: 

 - Możecie mieć tylko sześciu Nocnych Łowców po waszej stronie, ale macie także co 

najmniej dziewięciu wojowników. Ja też przeszłam trening i chciałabym walczyć razem z 
wami, tak samo jak Bridget i Cyryl. 

Charlotte wyglądała na w połowie zadowoloną i w połowie zaskoczoną. 

 - Ale Sophie, ty dopiero zaczęłaś trening… 

 - Trenowałam dłużej niż panienka Herondale – odpowiedziała Sophie. 

 - Cecily jest Nocnym Łowcą. 

 -  Panna  Collins  ma  naturalny  talent  –  rzekł  Gideon.  Mówił  powoli,  zmieszanie 

malowało się na jego twarzy. Nie chciał Sophie w bitwie, w niebezpieczeństwie, ale nie 
był  w  stanie  kłamać  na  temat  jej  umiejętności.  –  Powinna  być  dopuszczona  do 
Dostąpienia i zostać Nocnym Łowcą. 

 - Gideonie… - zaczęła zaskoczona Sophie, ale Charlotte już na nią patrzyła chętnym, 

ciemnym wzrokiem. 

 - Czy tego chcesz, Sophie, kochana? Dostąpić? 

Sophie zająknęła się. 

 -  To…  Tego  zawsze  chciałam,  pani  Branwell,  ale  nie  jeśli  miałoby  to  oznaczać 

opuszczenie  służby  u  pani.  Była  dla  mnie  pani  taka  uprzejma,  nie  chciałabym 
odwdzięczać się opuszczaniem pani. 

 - Nonsens – rzekła Charlotte. – Mogę znaleźć inną pokojówkę. Nie mogę znaleźć innej 

Sophie. Jeśli bycie Nocnym Łowcą jest tym, czego chcesz, dziewczyno, chciałabym, żebyś 
wyznała mi to wcześniej. Mogłabym pójść do Konsula, zanim popadłam z nim w konflikt. 
Nadal, gdy wrócimy… 

 

Przerwała, a Cecily usłyszała niewypowiedziane słowa.  Jeśli wrócimy. 

 - Kiedy wrócimy, poprowadzę cię do Dostąpienia – dokończyła Charlotte. 

 - Też wspomnę o jej sprawie  – dodał Gideon. – Jakby nie było, miejsce w Radzie po 

ojcu należy do mnie. Jego przyjaciele mnie posłuchają. Nadal są lojalni naszej rodzinie. I 
poza tym, jak inaczej moglibyśmy wziąć ślub? 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - Co? – odezwał się Gabriel, wykonując rękoma gwałtowny gest, przez który zrzucił 

najbliższy talerz na podłogę, gdzie się rozbił. 

 - Wziąć ślub? – spytał Henry – Żenisz się z przyjaciółką twojego ojca z Rady? Którą? 

Gideon  odrobinę  zzieleniał.  Oczywistym  było,  że  nie  chciał  tego  powiedzieć  i  nie 

wiedział, co teraz zrobić. Z przerażeniem wpatrywał się w Sophie, ale nie wyglądało na 
to, żeby miała mu pomóc. Wyglądała na zszokowaną jak ryba nagle wyrzucona na brzeg.  

Cecily wstała i upuściła serwetkę na talerz.  

 -  W  porządku  –  rzekła,  próbując  użyć  tonu  jak  najbardziej  zbliżonego  do  tego, 

którego  używała  jej  matka,  kiedy  kazała  zrobić  coś    w  domu.  –  Wszyscy  niech  stąd 
wyjdą. 

Charlotte, Henry i Gideon podnieśli się. Cecily wyrzuciła ręce w górę. 

 -  Nie  ty,  Gideonie  Lightwoodzie  –  powiedziała.  –  Szczerze!  Ale  ty  –  wskazała  na 

Gabriela – przestań się gapić. I rusz się. – Łapiąc go za tył marynarki, prawie wyciągnęła 
go z pokoju. Henry i Charlotte mocno się zapierali.  

W momencie, kiedy opuścili pomieszczenie, Charlotte z Henry’m u jej boku ruszyła w 

kierunku  pokoju  gościnnego  w  celu  napisania  zapowiedzianej  wiadomości  do  Clave. 
(Zatrzymała się na chwilę na zakręcie  korytarza, aby zerknąć na Gabriela z dziwacznie 
rozbawionym  wyrazem  twarzy,  ale  Cecily  podejrzewała,  że  on  tego  nie  zauważył). 
Pozbyła się tej myśli ze  swojej głowy szybko, niedbale. Była zbyt  zajęta  przyciskaniem 
ucha do drzwi jadalni, starając się usłyszeć, co się dzieje w środku. 

Gabriel po krótkiej przerwie oparł się o ścianę obok drzwi. Był zarówno blady, jak i 

zaczerwieniony. Jego źrenice rozszerzyły się w szoku.  

 -  Nie  powinnaś  tego  robić  –  powiedział  w  końcu.  –  Podsłuchiwanie  jest  w 

najwyższym stopniu niestosowne, panno Herondale. 

 -  To  twój  brat  –  wyszeptała  Cecily  z  uchem  przy  drewnie.  Mogła  usłyszeć 

mamrotanie, ale nic konkretnego. – Powinieneś chcieć wiedzieć. 

Przeciągnął  po  włosach  obiema  rękoma  i  odetchnął  jak  ktoś,  kto  przebiegł  długi 

dystans.  Później  odwrócił  się  do  niej  i  wyjął  z  kieszeni  kamizelki  swoją  stelę.  Szybko 
narysował na nadgarstku runę, potem położył płasko dłoń na drzwiach.  

 - Tym razem chcę. 

Wzrok Cecily wędrował z jego ręki na zamyśloną twarz. 

 - Słyszysz ich? – zapytała. – Och, to nie w porządku! 

 - To wszystko bardzo romantyczne – rzekł Gabriel, a później zmarszczył czoło. – Albo 

byłoby,  gdyby  mój  brat  byłby  w  stanie  wydobyć  z  siebie  słowo  bez  brzmienia  jak 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

dusząca  się  żaba.  Obawiam  się,  że  nie  zapisze  się  w  historii  jako  jeden  z  najlepszych 
zalotników. 

Cecily skrzyżowała ramiona zirytowana.  

 -  Nie  wiem,  czemu  to  dla  ciebie  takie  trudne  –  powiedziała.  –  Czy  może  martwi  cię 

fakt, że twój brat chce poślubić służącą? 

Kiedy Cecily zobaczyła surowy wyraz twarzy Gabriela, pożałowała, że była dla niego 

uszczypliwa zaraz po tym wszystkim, co przeszedł.  

 -  Nic,  co  może  zrobić,  nie  może  być  gorsze  od  tego,  co  uczynił  mój  ojciec. 

Przynajmniej gustuje w ludzkich kobietach. 

Póki co, trudno było mu nie dokuczać. Był taki denerwujący. 

 - Ciężko to uznać za wielkie poparcie dla kobiety tak dobrej, jak Sophie. 

Gabriel spojrzał na nią tak, jakby miał ostro się odciąć, ale potem lepiej to przemyślał.  

 - Nie to miałem na myśli. Jest świetną dziewczyną i będzie dobrym Nocnym Łowcą, 

kiedy Dostąpi. Przyniesie dumę naszej rodzinie i Anioł wie, że jej potrzebujemy. 

 - Wierzę, że ty także przyniesiesz rodzinie dumę – powiedziała cicho Cecily. – To, co 

właśnie zrobiłeś, co wyznałeś Charlotte, wymagało odwagi. 

Gabriel nie ruszał się przez chwilę. Później wyciągnął do niej rękę. 

 -  Weź  mnie  za  rękę  –  rzekł.    –  Będziesz  mogła  przeze  mnie  słyszeć,  co  się  dzieje  w 

jadalni,  jeśli chcesz. 

Po chwili  wahania Cecily złapała rękę Gabriela. Była ciepła i szorstka. Mogła poczuć 

tętnienie  krwi  pod  jego  skórą,  dziwnie  kojące  –  i  w  rzeczy  samej,  jeśli  miała  ucho 
przyciśnięte  do  drzwi,  mogła  słyszeć  przez  niego  cichy  pomruk  wypowiadanych  słów: 
miękki, niezdecydowany głos Gideona i ten delikatny należący do Sophie. Zamknęła oczy 
i słuchała. 

 

 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

- Och – westchnęła Sophie anemicznie i usiadła na jednym z krzeseł – Och, mój… 

Nie  była  w  stanie  zrobić  niczego  innego.  Jej  nogi  były  chwiejne  i  niepewne.  W  tym 

czasie  Gideon  stał  przy  kredensie,  wyglądając  na  spanikowanego.  Jego  brązowo-blond 
włosy były dziko zmierzwione, ponieważ cały czas przeczesywał je dłońmi.  

 - Moja droga panno Collins… - zaczął. 

 - To… - Sophie zaczęła i zatrzymała się. – Ja nie… To trochę niespodziewane. 

 -  Czyżby?  –  Gideon  odszedł  od  kredensu  i  pochylił  się  nad  stołem.  Rękawy  jego 

koszuli  były  lekko  podwinięte.  Sophie  przyłapała  siebie  na  przyglądaniu  się  jego 
nadgarstkom,  porośniętym  lekkimi  blond  włoskami  i  poznaczonymi  białymi 
wspomnieniami  po  Znakach.  –  Z  pewnością  byłaś  w  stanie  zauważyć  cały  respekt  i 
szacunek, jaki do ciebie miałem. Podziw. 

 -  Cóż  –  odezwała  się  Sophie.  –  Podziw.  –  Udało  jej  się  wymówić  to  słowo  tak,  że  w 

rzeczy samej zabrzmiało bardzo blado. 

Gideon zarumienił się. 

 - Moja droga panno Collins – zaczął od nowa. – Prawdą jest, że moje uczucia do ciebie 

wykraczają  daleko  poza  podziw.  Opisałbym  je  jako  najbardziej  żarliwe  uczucie.  Twoja 
uprzejmość,  piękno,  wielkie  serce…  One  mnie  onieśmielają,  co  jest  jedynym  powodem 
mojego  zachowania  dzisiejszego  ranka.  Nie  wiem,  co  we  mnie  wstąpiło,  że 
postanowiłem powiedzieć na głos najdroższe życzenia mojego serca. Proszę, nie czuj się 
zobowiązana  do  przyjmowania  moich  oświadczyn,  tylko  dlatego,  że  były  publiczne. 
Wszelki wstyd z tym związany powinien i będzie mój. 

Sophie spojrzała na niego. Kolor na jego policzkach pojawiał się i znikał, sprawiając, 

że jego zmieszanie było oczywiste.  

 - Ale nie oświadczyłeś się. 

Gideon spojrzał zaskoczony. 

 - Ja… Co? 

 - Nie oświadczyłeś się – powiedziała Sophie ze spokojem. – Ogłosiłeś wszystkim przy 

śniadaniu,  że  masz  zamiar  mnie  poślubić,  ale  to  nie  oświadczyny.  To  tylko  deklaracja. 
Oświadczyny będą wtedy, kiedy mnie o to zapytasz. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - Właśnie to powstrzymuje mojego brata – rzekł Gabriel, wyglądając na uradowanego 

w  sposób,  jaki  zazwyczaj  wygląda  młodsze  rodzeństwo,  kiedy  ich  bracia  bądź  siostry 
zostali usadzeni. 

 - Och, cicho! – szepnęła Cecily, mocno ściskając jego rękę .– Chcę usłyszeć, co mówi 

pan Lightwood! 

 -  Dobrze  więc  –  powiedział  Gideon  w  zdecydowany  (jeszcze  lekko  przerażony) 

sposób,  tak  jak  święty  Grzegorz,  wyruszając  na  walkę  ze  smokiem.  –  Zatem  będą 
oświadczyny. 

Oczy Sophie śledziły go, gdy szedł do niej przez pokój i uklęknął u jej stóp. Życie było 

niepewne,  ale  było  kilka  chwil,  które  chciało  się  zapamiętać,  odcisnąć  w  umyśle,  żeby 
wspomnienie mogło później zostać przywołane, jak kwiat zasuszony pomiędzy kartkami 
książki – podziwiany i wspominany na nowo. 

Wiedziała, że nie będzie chciała zapomnieć sposobu, w jaki Gideon sięgnął po jej dłoń 

własną drżącą ręką, albo tego, w jaki sposób przygryzał wargę, zanim zaczął mówić. 

 -  Moja  droga  panno  Collins  –  odezwał  się.  –  Proszę,  wybacz  mi  ten  niestosowny 

wybuch. To proste, że mam tak… tak wielki szacunek… Nie, nie szacunek, uwielbienie do 
ciebie,  że  czuję,  jak  ono  toruje  mi  drogę  każdego  dnia.  Od  kiedy  przyszedłem  do  tego 
domu, coraz mocniej uderzało mnie twoje piękno, odwaga i szlachetność. To zaszczyt, na 
który nigdy nie zasłużę, ale jak najbardziej gorliwie dążę do tego, żebyś mogła być tylko 
moja… To znaczy, jeśli zgodziłabyś się zostać moją żoną. 

 - Miłościwy – rzekła pełna zaskoczenia Sophie. – Ćwiczyłeś to? 

Gideon mrugnął. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - Zapewniam, że to była całkowita improwizacja. 

 - Cóż, to było urocze. – Sophie uścisnęła jego dłonie.   – I tak. Tak, kocham cię, i tak, 

wyjdę za ciebie, Gideonie.  

Piękny uśmiech pojawił się na jego twarzy. On zaskoczył ich oboje, sięgając do niej i 

całując  ją  mocno  w  usta.  Trzymała  jego  twarz  w  swoich  dłoniach,  kiedy  się  całowali. 
Smakował  delikatnie  liśćmi  herbacianymi.  Jego  usta  były  miękkie,  a  pocałunek 
całkowicie  słodki.  Sophie  tonęła  w  nim,  w  pryzmacie  chwili,  czując,  że  nic  na  całym 
świecie jej nie zagraża, 

Dopóki głos Bridget, ponuro dochodzący z kuchni, nie przerwał jej szczęścia. 

 

W czwartek byli poślubieni 
A w piątek zostali straceni. 
I pogrzebali ich na cmentarzu obok siebie, 
Och, ma miłości, 
I pogrzebali ich na cmentarzu obok siebie. 
 
Odrywając się od Gideona z pewną niechęcią, Sophie wstała i wygładziła suknię. 

 -  Proszę  mi  wybaczyć,  panie  Lightwood…  To  znaczy  Gedeonie…  Ale  muszę 

zamordować kucharkę. Zaraz wracam. 

 - Och – westchnęła Cecily. – To było takie romantyczne! 

Gabriel zdjął rękę z drzwi i uśmiechnął się do niej. Jego twarz zmieniała się, kiedy się 

uśmiechał.  Wszystkie  ostre  rysy  ulegały  wygładzeniu,  a  jego  oczy  z  koloru  lodu 
zmieniały barwę na zieleń wiosennych liści w blasku słońca.  

 - Płaczesz, panno Herondale? 

Zamrugała  wilgotnymi  rzęsami,  nagle  zdając  sobie  sprawę,  że  on  nadal  trzymał  jej 

dłoń. Cały czas mogła poczuć delikatny puls w jego nadgarstku. Pochylił się ku niej, a ona 
wyłapała jego wczesnoporanny zapach – mieszankę herbaty i mydła do golenia.  

Prędko się odsunęła, uwalniając swoją rękę. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

 - Dziękuję za umożliwienie mi posłuchania – rzekła. – Muszę… Iść do biblioteki. Jest 

coś, co muszę zrobić przed jutrem. 

Jego twarz zmarszczyła się w zmieszaniu. 

 - Cecily… 

Do: Edmund i Linette Herondale 

Ravenscar Manor 

West Riding, Yorkshire 

 

Kochana Mamo, kochany Tato, 

Zaczynałam ten list tak wiele razy i nigdy go nie wysłałam. Za pierwszym razem przez 

poczucie winy. Wiedziałam, że byłam przekorna i nieposłuszna, kiedy Was opuściłam i nie 
byłam w stanie zmierzyć się z dowodami mojego złego postępowania czarno na białym. 

Później  tęskniłam  za  domem.  Tak  bardzo  mi  was  brakowało.  Tęskniłam  za  zielonymi 

wzgórzami  wyrastającymi  za  dworem,  fioletowym  wrzosem  kwitnącym  latem  i  mamą 
śpiewającą w ogrodzie. Tu było zimno, wszystko było czarne, brązowe i szare, występowały 
gęste mgły i duszące powietrze. Myślałam, że umrę z samotności, ale jak mogłam Wam to 
powiedzieć? W końcu to był mój wybór. 

Następny pojawił się smutek. Planowałam,  że tu przyjadę i zabiorę ze sobą Willa, aby 

mu pokazać, gdzie są jego obowiązki i zabiorę go do domu. Ale Will miał własne idee co do 
obowiązków, honoru i złożonych obietnic. Zobaczyłam,  że nie  mogę sprowadzić do  domu 
kogoś, kto już tam jest. Nie wiedziałam, jak Wam to powiedzieć. 

Kolejne było szczęście. To może wydawać wam się dziwne, tak jak i mi na początku, że 

nie  byłam  w  stanie  wrócić  do  domu,  bo  znalazłam  coś,  co  mnie  zadowalało.  Kiedy 
trenowałam, aby zostać Nocnym Łowcą, czułam w mojej krwi emocje, te same, o których 
mówiła mama za każdym razem, kiedy przechodziliśmy z Welshpool do widoku Dyfi Valley. 
Z  serafickim  nożem  w  ręku  jestem  kimś  więcej  niż  tylko  Cecily  Herondale,  najmłodszą  z 
trójki rodzeństwa, córką dobrych rodziców, która kiedyś miała zostać korzystnie wydana 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

za  mąż  i  wydać  na  świat  potomstwo.  Jestem  Cecily  Herondale,  Nocnym  Łowcą,  a  moja 
pozycja jest wysoka i chwalebna. 

Chwała.  Cóż  za  dziwne  słowo,  coś,  czego  kobiety  nie  powinny  chcieć,  ale  czy  nasza 

królowa nie jest triumfatorką? Czy królowa Bess nie była nazywana Gloriana? 

Ale  jak  mogłabym  wam  powiedzieć,  że  wybrałam  chwałę  zamiast  pokoju?  Ciężko 

wypracowanego pokoju, po tym jak opuściliście Clave, aby zapewnić go mi? Jak mogłabym 
powiedzieć,  że  byłam  szczęśliwa  jako  Nocny  Łowca  bez  wspominania  waszego 
największego  nieszczęścia?  To  życie,  od  którego  się  odwróciliście,  życie,  w  którym 
szukaliście niebezpieczeństw, aby chronić mnie, Willa i Ellę. Co miałabym powiedzieć, aby 
nie złamać Waszych serc?  

Teraz…  Teraz  to  zrozumiałe.  Zdałam  sobie  sprawę,  jak  wiele  oznacza  kochanie  kogoś 

bardziej niż samego siebie. Teraz już wiem, że nie chcieliście, żebym była taka jak wy, tylko 
żebym była szczęśliwa. I daliście mi – daliście nam – wybór. Widzę tych, którzy dorastali w 
Clave  i  którzy  nigdy  nie  mieli  wyboru,  kim  chcą  zostać  i  jestem  wdzięczna  za  to,  co 
zrobiliście.  Wybór  życiowej  drogi  to  coś  całkiem  innego  niż  rodzenie  się  do  konkretniej. 
Nauczyło mnie tego życie Jessamine Lovelace. 

A co do Willa i sprowadzania go do domu: Wiem, Mamo, bałaś się tego, że Nocni Łowcy 

zabiorą Twojemu delikatnemu chłopcu całą miłość. Ale jest  kochany i kocha. Nie zmienił 
się. I kocha Was, tak samo jak ja. Pamiętajcie o mnie, ja będę zawsze pamiętała o Was. 

Wasza kochająca córka, 

Cecily 

Do: Członkowie Clave Nefilim 

Od: Charlotte Branwell 

 

Moi drodzy Bracia i Siostry w broni, 

Moim smutnym obowiązkiem jest zrelacjonowanie Wam tego, że pomimo przestawienia 

Konsulowi Waylandowi niepodważalnego dowodu potwierdzonego przez jednego z moich 
Nocnych Łowców, że Mistrz, jeden ze śmiertelnych wrogów Nefilim, pojawił się w naszych 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Shadys

 

Korekta:

 

Gladys 

czasach, jest rezydentem Cadair Idris w Walii – nasz szanowny Konsul w tajemniczy sposób 
zignorował  tę  informację.  Ja  traktuję  wiedzę  o  lokalizacji  naszego  wroga  i  możliwość 
zniszczenia jego planów unicestwienia nas jako sprawę najwyższej wagi. 

Dzięki  środkom  przewidzianym  przeze  mnie  i  mojego  męża,  słynnego  wynalazcę 

Henry’ego  Branwell,  Nocni  Łowcy  do  mojej  dyspozycji  w  londyńskim  Instytucie  będą 
pracować  z  największym  wysiłkiem,  aby  przybyć  do  Cadair  Idris  i  tam  poświęcić  nasze 
życia,  by  powstrzymać  Mistrza.  Najbardziej  smuci  mnie  fakt  opuszczania  Instytutu  bez 
ochrony, ale jeśli Konsul Wayland może być skłoniony do jakichkolwiek działań, będziemy 
wdzięczni  za  wysłanie  strażników  do  ochrony  opuszczonego  budynku.  Jest  nas 
dziewięcioro,  troje  nie  jest  nawet  Nocnymi  Łowcami,  ale  dzielnymi  Przyziemnymi 
trenowanymi przez nas w Instytucie, którzy zgłosili się na ochotników do walki. Nie mogę 
powiedzieć, że mamy duże nadzieje, ale wierzę, że musimy spróbować. 

Oczywiście,  nie  mogę  nikogo  z  Was  zmusić.  Jak  przypomniał  mi  Konsul  Wayland,  nie 

jestem na wystarczająco wysokiej pozycji, aby dowodzić siłami Nocnych Łowców, ale będę 
czuła się zobowiązana, jeśli ktoś z Was zgodzi się ze mną, że Mistrz musi zostać pokonany i 
to teraz oraz przybędzie jutro do Instytutu w Londynie i udzieli nam wsparcia. 

Z poważaniem, 

Charlotte Branwell,  

Przewodnicząca Instytutu w Londynie