background image

U progu wrześniowego sprawdzianu – polskie lotnictwo wojskowe w oczach 

sojuszników. 

 

Mimo  upływu  lat  lotnictwo  wojskowe  II  Rzeczypospolitej  wciąż  budzi 

zainteresowanie. Kontrowersje i emocje z owym zainteresowaniem związane stają się zwykle 

bardziej  intensywne  gdy  przychodzi  poddać  analizie  zagadnienia  dotyczące  ostatnich 

miesięcy  pokoju,  poprzedzających  wybuch  wrześniowej  zawieruchy.  Tu  wciąż  jeszcze 

pojawia się szereg intrygujących znaków zapytania, a ciekawość kusi, by próbować posunąć 

się  nawet  poza  horyzont  roku  1939  –  kreśląc  niespełnione  scenariusze.  W  ostatnich  latach 

kwestiom  funkcjonowania  polskich  sił  powietrznych  w  wymienionym  okresie  poświęcono 

szereg  publikacji.  Choć  nie  każda  z  nich  uznana  być  może  za  w  pełni  udaną,  to  jednak  do 

obiegu trafiło szereg istotnych informacji. 

Autorzy  wzmiankowanych  tekstów  wykorzystali  (nie  zawsze  zresztą  umiejętnie) 

szereg źródeł – poprzestając jednak na materiałach wytworzonych w Polsce. Trudno się temu 

dziwić  –  wszak  omawiana  problematyka  dotyczyła  w  ogromnej  większości  zagadnień 

stanowiących w swoim czasie wojskową tajemnicę – i choćby z tej racji nie mogły być one 

szerzej  znane  cudzoziemcom.  Tak  też  rzecz  jasna  było  w  istocie.  A  jednak…  Zagraniczne 

archiwa  i  zbiory  dokumentów  kryją  materiały,  które  okazać  się  mogą  użyteczne  dla 

zainteresowanych  tematyką  funkcjonowania  sił  powietrznych  II  RP  u  progu  wojny.  Te 

ostatnie  bowiem były w tym czasie pilnie obserwowane przez rezydujących w Polsce bądź ją 

odwiedzających  zagranicznych  dyplomatów  i  wojskowych.  Zaś  zawarte  w  składanych  ongi 

raportach wyniki tych obserwacji przetrwały do dziś. 

Oczywiście wśród tych obserwatorów prym wiedli przedstawiciele państw szczególnie 

związanych  z  Rzeczpospolitą  więzami  o  charakterze  politycznym  i  wojskowym.  W 

początkach roku 1939 oznaczało to wciąż przede wszystkim – Francję. 

Współpraca  Paryża  i  Warszawy  w  zakresie  lotnictwa  wojskowego,  miała  długą 

tradycję.  Starsza  nawet  od  zawartego  w  lutym  1921  roku  sojuszu,  rozwijała  się  w  dość 

nierównym rytmie przez cały okres międzywojennego dwudziestolecia. Jesienią 1938 roku, w 

dobie kryzysu monachijskiego i akcji zaolziańskiej, znalazła się (nie pierwszy zresztą raz) w 

regresie. Widomym tego wyrazem stało się odwołanie planowanej uprzednio właśnie na ten 

czas polsko-francuskiej konferencji dotyczącej lotniczej kooperacji. 

Nawet  jednak  i  w  tej  sytuacji  lotnictwo  wojskowe  wschodniego  sojusznika  wciąż 

znajdowało się w polu zainteresowań Francuzów. Dał temu wyraz reprezentujący nad Wisłą 

background image

interesy  Paryża  ambasador  Léon  Noël  w  raporcie  skierowanym  do  ministra  spraw 

zagranicznych  Georgesa  Bonneta  11  stycznia  1939  r.  Donosił  w  nim,  że  wedle  jego 

informacji polska ekspozycja na zakończonym  właśnie paryskim Salonie  Lotniczym  została 

powszechnie  oceniona  wysoko.  Dodatkowym  jej  walorem  stała  się  zaś  możliwość 

poczynienia  –  także  i  przez  francuskich  gospodarzy  –  obserwacji  co  do  stanu  w  jakim 

znajdują się obecnie siły powietrzne sprzymierzeńca. 

Wnioski  zaś  –  zdaniem  Noëla  –  były  niejednoznaczne.  Z  jednej  strony  Polacy  jako 

jedyni  zdołali  w  Paryżu  zaprezentować  pełny  zestaw  aparatów  niezbędnych  dla 

nowoczesnego  lotnictwa.  Z  drugiej  –  jedynie  dwie  spośród  przedstawionych  konstrukcji 

przeszły  już  próby  w  powietrzu.  Całość  zaś  polskiego  lotnictwa  składa  się  zaledwie  z  900 

przestarzałych  płatowców

1

.  Strona  polska  musi  więc  podjąć  forsowny  wysiłek  w  celi 

modernizacji swych eskadr. A i to okazać się może niewystarczające, gdyż – zauważał Noël z 

wyraźnym  zaniepokojeniem  –  wedle  obserwacji  poczynionych  przez  naszego  attaché 

lotniczego  nawet  wysłane  na  paryską  wystawę  prototypy  mają  charakterystyki  gorsze  – 

szczególnie  z  punktu  widzenia  prędkości  –  od  analogicznych  płatowców  niemieckich, 

włoskich, angielskich czy francuskich

2

Nadzieję  ambasadora  budziła  natomiast  rozbudowa  polskiego  przemysłu  lotniczego. 

Podkreślał on fakt uruchomienia w ostatnim czasie dwóch nowych zakładów produkujących 

silniki i płatowce. Przy wykorzystaniu tych nowych mocy produkcyjnych, stwierdzał, polska 

produkcja lotnicza zdoła zapewne wzrosnąć do 100 płatowców na miesiąc, co pozwolić może 

na niemal całkowite odnowienie materiału aeronautycznego w ciągu roku. Jednakże – studził 

Noël  rozbudzane  w  ten  sposób  nadzieje  –  do  wykonania  tego  pięknego  programu  brakuje 

„nerwu wojny”, gdyż szacuje się, że koszt tych 1200 przewidywanych samolotów osiągnąłby 

200 milionów złotych. Wiadomo zaś, że w budżecie na rok 1938 zapisano na ten cel 50 mln zł 

–  w  kolejnym  więc  należałby  umieścić  dalsze  150  milionów.  Tymczasem  w  projekcie  tego 

ostatniego  widnieje  jedynie  71  mln  zł.  Budzi  to  już  obawy  polskich  lotników,  a  echo  ich 

skarg, raport swój kończył francuski dyplomata nieco enigmatycznie – dociera także i do nas

Trudno orzec czy i na ile te sceptyczne w ogólnym wydźwięku oceny wpłynąć mogły 

na  podjętą  w  Paryżu  decyzję  o  wznowieniu  lotniczej  współpracy  z  Warszawą,  zamrożonej 

faktycznie jesienią poprzedniego roku. Faktem jednak pozostaje, że ledwie w kilka tygodni po 

ich  wysłaniu  do  Paryża  rozmowy  istotnie  zostały  wznowione.  W  pierwszej  połowie  lutego 

                                                           

1

 W datowanej 30 I 1939 r. notatce Deuxieme Bureau siły polskiego lotnictwa oszacowane zostały na 500 do 600 

samolotów pierwszej linii

2

 Funkcję attaché lotniczego w Ambasadzie Republiki Francuskiej w Warszawie płk Arbitre.

 

background image

1939  r.  w  Warszawie  zjawiła  się  delegacja  Sztabu  Generalnego  l’Armée  de  l’Air,  z  szefem 

jego  Oddziału  II  (Informacyjno-Wywiadowczego)  ppłk.  de  Vitrolles  na  czele.  Ze  strony 

polskiej  w  spotkaniu  udział  wzięło  siedmiu  oficerów  lotnictwa,  spośród  których  najstarszy 

rangą i funkcją był szef Sztabu Lotniczego Sztabu Głównego płk. Stanisław Ujejski. Podjęte 

rozmowy  dotyczyły  szeregu  kwestii  o  charakterze  technicznym,  podporządkowanych 

zagadnieniu o charakterze nadrzędnym:  jakie są  z punktu widzenia technicznego możliwości 

działania lotnictwa francuskiego lub polskiego z terytorium drugiego państwa

3

.  

Mimo  roboczego  charakteru  i  stosunkowo  niskiego  szczebla  kontaktu  przybyła  do 

Warszawy  misja  wykonywała  także  zlecone  jej  przez  francuskie  Ministerstwo  Spraw 

Zagranicznych zadanie rozeznania się w nastrojach polskich partnerów oraz ich stosunku do 

idei  pogłębienia  lotniczych  kontaktów  z  Paryżem.  Reakcja  strony  polskiej  okazała  się 

pozytywna  –  jak  się  wydaje  nawet  ponad  francuskie  oczekiwania.  Wobec  nowej  sytuacji, 

która  kształtować  się  zaczęła  w  Europie  począwszy  od  15  marca,  kiedy  wojska  niemieckie 

wkroczyły  do  Pragi,  konstatacja  ta  uznana  została  w  Paryżu  za  niezwykle  istotną.  Mamy 

interes  w  faworyzowaniu  tych  dobrych  skłonności  [Polaków],  ze  względu  na  kluczową  rolę 

jaką  odegrać  może  Polska  w  przypadku  konfliktu,  szczególnie  w  kwestiach  lotnictwa  – 

stwierdzono w jednej ze sporządzonych w kwietniu 1939 r. nad Sekwaną analiz. 

Na  znaczeniu  zyskiwał  też  raport  dotyczący  polskich  sił  powietrznych,  który 

sporządzili oficerowie goszczącej w lutym w Warszawie misji. Trafił on początkowo do rąk 

szefa  Sztabu  Generalnego  l’Armée  de  l’Air  gen.  Josepha  Vuillemina,  który  –  uznając  jego 

wagę – przekazał  go Szefowi Sztabu Generalnego  armii  francuskiej  gen. Maurice Gamelin. 

Nie  był  to  jednak  jeszcze  koniec  podróży  wzmiankowanego  dokumentu.  Ten  ostatni 

zakończył  ją  dopiero  na  biurku  sprawującego  funkcję  ministra  Obrony  Narodowej  i  Wojny 

premiera  Édouarda  Daladiera.  Upoważnił  on  gen.  Gamelina  do  dalszych  w  tej  kwestii 

poczynań, zastrzegając sobie prawo do ogólnego nad nimi nadzoru. 

Jakież  to  dane  zawierał  raport,  któremu  w  ciągu  tygodni  przyszło  zrobić  tak 

błyskawiczną karierę?  Udzielając odpowiedzi na to pytanie oprzeć się możemy na datowanej 

5 maja 1939 r. wersji z zasobu francuskiego Gabinetu Ministra Obrony Narodowej i Wojny, 

opracowanej na podstawie materiałów Oddziału II Sztabu Generalnego Lotnictwa. To właśnie 

                                                           

3

  Rozmowy  prowadzone  były  w  dniach  8,  9,  10,  11  oraz  15  lutego.  Dotyczyły  w  szczególności  uzbrojenia 

bombowego, uzbrojenia pokładowego oraz łączności sił powietrznych obu sojuszników Omawiane zagadnienia 
stanowiły kontynuację dialogu podjętego po raz pierwszy na konferencji w Paryżu między 12 a 18 października 
1937 r.  

background image

w tej postaci najpewniej z dokumentem zapoznał się Daladier, o czym świadczy zdobiąca go 

pieczątka „Widziane przez Ministra”. 

Analiza  została  uporządkowana  wedle  klucza  rzeczowego.  Rozpoczynała  ją  seria 

informacji  dotyczących  kwestii  osobowych.  Lotnictwo  polskie  –  stwierdzili  autorzy  –  liczy 

obecnie  10 500  ludzi,  w  tym  1 100  oficerów  i  2 800  podoficerów.  Posiada  jednak  znaczące 

rezerwy,  a  w  razie  wybuchu  konfliktu  jego  stany  pokojowe  mogą  zostać  co  najmniej 

podwojone. Niepokój budzić może natomiast kryzys  na szczytach hierarchii, skąd, skutkiem 

nieporozumień ze Sztabem Głównym, został zmuszony odejść gen. Ludomił Rayski

4

.  

Materiałowe zasoby polskiej awiacji ocenione zostały na 950 samolotów bojowych (z 

tego  550  w  pierwszej  linii),  zorganizowanych  w  45  eskadr.  Ogólną  wartość  tego  sprzętu 

uznano  za  ograniczoną,  wskazując,  że  jest  on  jedynie  połowicznie  nowoczesny,  na  co 

wskazywać  miała  choćby  szybkość  maksymalna  rozwijana  przez  podstawowe  typy  maszyn 

(myśliwskie – 350 km/h, bombowe – 320 km/h). Autorzy raportu zwrócili jednak także uwagę 

na zapoczątkowaną już modernizację, odnotowując 3 eskadry bombowe osiągające 410 km/h 

[…] w trakcie wyposażania. Za istotny atut  uznali również rozbudowane w ostatnim  czasie 

zaplecze przemysłowe:  5 fabryk o łącznym zatrudnieniu 10 000 pracowników.  Ogólną moc 

produkcyjną  tych  wytwórni  oszacowano  w  raporcie  wysoko,  zakładając,  że  miesięcznie 

wykonać będą mogły 100 płatowców oraz 150 silników. 

Taka zestawione informacje skłaniać mogły do ostrożnego optymizmu. I rzeczywiście 

taki właśnie wydźwięk miała zamykająca dokument konkluzja. Polskie Lotnictwo Wojskowe – 

stwierdzono  w  niej  –  przedstawia  obecnie  siłę  ograniczoną,  której  jednak  nie  należy 

lekceważyć.  Posiada  środki  by  rozwijać  się  szybko,  pod  warunkiem,  że  będzie  wspomagane 

finansowo i materiałowo.  

Gdy wzmiankowany raport krążył po gabinecie ministra Daladiera było już oczywiste, 

że  Francja  będzie  zmuszona  w  tej  finansowej  i  materiałowej  pomocy  partycypować,  a  jej 

więzi z nadwiślańskim sprzymierzeńcem zostaną wzmocnione. Trwały też przygotowania do 

wizyty,  którą  nad  Sekwaną  złożyć  miała  polska  wojskowa  delegacja,  z  ministrem  spraw 

wojskowych  (występującym  jako  przedstawiciel  Generalnego  Inspektora  Sił  Zbrojnych 

marszałka  E.  Śmigłego-Rydza)  gen.  Tadeuszem  Kasprzyckim  na  czele.  Wśród  uczestników 

                                                           

4

 Tak w oryginale. Chodziło jednak zapewne o kierowany przez gen. bryg. Stanisława Ujejskiego Sztab Lotniczy 

Sztabu  Głównego.  W  niewiele  późniejszym  (datowanym  5  IV  1939  r.)  raporcie  brytyjskiego  attaché 
wojskowego ppłk. E. R. Sworda decyzję o dymisji generała Rayskiego jako dowódcy o wybitnych zdolnościach 
uznano za  bardzo poważną, uznając ją za konsekwencję dziwnych stosunków, które od pewnego czasu istniały 
między Sztabem Głównym, a dowódcą polskich sił powietrznych
, pośrednio wywołanych przez wprowadzoną od 
roku 1926 dwutorowość procesów decyzyjnych.  

background image

rozpoczętych  oficjalnie  16  maja  rozmów  znaleźli  się  także  lotnicy  –  zastępca  szefa  Sztabu 

Lotniczego  Sztabu  Głównego  ppłk  Stanisław  Karpiński  i  attaché  lotniczy  Ambasady  RP  w 

Paryżu  ppłk  pil.  Franciszek  Ksawery  Piniński  po  stronie  polskiej,  a  w  gronie  gospodarzy  – 

gen. Joseph Vuillemin oraz szefowie Oddziałów II i III Sztabu Generalnego Lotnictwa – ppłk 

de Vitrolles i płk Jean Bergeret. Już w pierwszym dniu obrad przewodniczący obu delegacji 

(gen.  Kasprzycki  i  gen.  Gamelin)  uzgodnili  wyłonienie  podkomisji  lotniczej  dla 

szczegółowego  omówienia  współpracy  lotniczej  polsko-francuskiej  na  wypadek  wojny.  W 

skład  utworzonego  w  ten  sposób  ciała  weszła  piątka  wzmiankowanych  wyżej  oficerów 

lotnictwa,  która  już  w  godzinach  popołudniowych  16  maja  podjęła  rozmowy  w  celu 

wstępnego omówienia dotyczących zagadnień oraz ustalenia zasady współdziałania lotnictwa 

i  programu  pracy  ekspertów

5

.  Dyskusje,  których  treść  jest  znana  z  kilkakrotnie 

publikowanego  protokołu

6

,  dotyczyły  zagadnień  szczegółowych,  nie  dostarczając  zapewne 

stronie  francuskiej  zbyt  wielu  nowych  elementów  do  formułowania  całościowych  ocen 

polskiego  lotnictwa.  Podobny  charakter  miały  też  obrady  Polsko-Francuskiej  Komisji 

Lotniczej, które odbyły się w paryskim Ministerstwie Lotnictwa w dniach 25 i 26 maja, już po 

wyjeździe gen. Kasprzyckiego

7

Konsekwencją tych nowych kontaktów oraz poczynionych w ich trakcie uzgodnień i 

zobowiązań  stała  się  ożywiona  korespondencja,  krążąca  w  następnych  miesiącach  między 

Warszawą  i  Paryżem.  Choć  sama  w  sobie  istotna,  odnosiła  się  jednak  do  konkretnych 

przedsięwzięć  podejmowanych  lub  (częściej)  zamierzonych  przez  sojuszników,  nie  zaś  do 

kwestii  o  bardziej  ogólnym  charakterze.  Te  ostatnie  stały  się  ponownie  aktualne  dopiero  w 

ostatnich  dniach  sierpnia  1939  roku  –  gdy  lawinowo  rozwijające  się  wydarzenia  wyraźnie 

dowodziły, że rychły wybuch wojny przestał być już jedynie czysto teoretyczną możliwością. 

30  sierpnia  w  serii  wysłanych  z  Paryża  depesz  strona  francuska  zwróciła  się  do  Szefa 

polskiego Sztabu Lotniczego o przekazanie szeregu kluczowych informacji, dotyczących m. 

in.  szczegółowego  rozwinięcia  i  rozmieszczenia  […]  sił  lotniczych,  przewidywanych 

wzmocnień  jednostek  czynnych  jednostkami  rezerwy,  obecnego  stanu  produkcji  [lotniczej] 

oraz  –  co  może  zaskakiwać  –  najwyraźniej  nieznanej  (a  w  każdym  razie  nie  dość  znanej) 

paryskim  wojskowym  myśli  manewru  Szefa  Lotnictwa  Naczelnego  Wodza.  Żądane  przez 

                                                           

5

 Wedle sformułowań z polskiej redakcji podpisanego 17 V 1939 r. protokołu obrad Podkomisji, zaopatrzonego 

w poprawki wprowadzone na podstawie uzgodnionego tekstu francuskiego. 

6

 W języku francuskim: Bellona (Londyn), 1958, z. II, s, 165-179, tłumaczenie polskie:  Wojna obronna Polski 

1939. Wybór źródeł, pod. kier. W. J. Kozłowskiego, Warszawa 1968, s. 247-258 

7

 W trakcie tych ostatnich uzgodniono zasady działania lotnictwa sojuszników  w początkowym okresie  wojny, 

sprawy  związane  ze  skierowaniem  do  Polski  zgrupowania  lotnictwa  francuskiego  oraz  jego  utrzymaniem  i 
zaopatrzeniem, zagadnienia kooperacji w zakresie łączności, uzbrojenia, meteorologii oraz szyfrów. 

background image

Francuzów dane opracowano niezwłocznie, zestawiając  je w datowanym 31 sierpnia piśmie 

L.  1054/Tjn./S.Lot.39.  Wątpić  jednak  można,  że  doszło  do  jego  ekspedycji.  Sprawę 

realizowano  w  wielkim  pośpiechu  –  dokument  trafić  miał  w  ręce  francuskiego  attaché 

lotniczego w Warszawie płk. Arbitre najpóźniej jutro do godz. 7.00 i wyruszyć w drogę przez 

Kopenhagę do Paryża jako część pilnej służbowej poczty tajnej godzinę później. Tyle, że owo 

jutro przypadało 1 września… 

Wielka  Brytania,  drugie  ze  związanych  z  Polską  w  roku  1939  sojuszem  mocarstw, 

siłom  powietrznym  Rzeczypospolitej  poświęcała  nie  mniej  uwagi  od  Francji.  Może  to 

zaskakiwać,  zważywszy  iż  sojusznicze  więzy  Warszawy  i  Londynu  kształtować  się  zaczęły 

dość późno, bo dopiero wiosną 1939 roku, a kształt formalnego przymierza zyskały dopiero 

na kilka dni przed wybuchem wojny – 25 sierpnia. 

Znacznie już jednak wcześniej  – jak wskazują zachowane dokumenty  –  Brytyjczycy 

skrupulatnie  gromadzili  informacje  na  temat  polskiego  lotnictwa  wojskowego,  nie 

zaniedbując  periodycznie  składanych  wizyt  w  zakładach  produkcyjnych  i  jednostkach 

bojowych.  Teraz,  gdy  31  marca  1939  r.  premier  Rządu  Jego  Królewskiej  Mości  w  trakcie 

przemowy wygłoszonej w Izbie Gmin udzielił Rzeczypospolitej gwarancji niezależnego bytu, 

a  kilka  dni  później  nad  Tamizę  udał  się  celem  ugruntowania  rysującego  się  sojuszu  obu  

państw minister Józef Beck, informacje te stawały się szczególnie cenne.  

I  zostały  dostarczone  bezzwłocznie.  5  kwietnia  1939  r.  rezydujący  w  Berlinie  (ale 

akredytowany  również  w  Warszawie)  attaché  lotniczy  płk  John  Lyne  Vachell  przekazał  na 

ręce  brytyjskiego  ambasadora  w  Warszawie  sir  Howarda  Kennarda  analizę  zatytułowaną 

Value of the Polish Air Force in War, starając się przedstawić w niej krótko swój pogląd na to 

jaki  wpływ  wywrzeć  może  polskie  Lotnictwo  Wojskowe  na  przebieg  wojny,  w  której  Polska 

jest  atakowana  przez  Niemcy,  a  Francja  i  Wielka  Brytania  wypełniają  złożone  ostatnio 

obietnice i przychodzą Polsce z pomocą. Pięć dni później owo memorandum znalazło się w 

Londynie. 

Poziom  osiągnięty  przez  siły  powietrzne  RP  został  w  nim  oceniony  wysoko. 

Rozwijane są one konsekwentnie – zauważał autor raportu – a ich organizacja, wyszkolenie i 

wyposażenie  zasługują  na  najwyższe  pochwały,  biorąc  pod  uwagę  ograniczenia 

spowodowane przez brak funduszy. Jednakże, dodawał, ów brak funduszy zmusza dowódców 

formacji do szeregu bolesnych kompromisów, zaś w  nieoficjalnych rozmowach zmuszeni są 

oni przyznać, że wiele elementów wojennych przygotowań wyglądałoby zupełnie inaczej bez 

tej finansowej mizerii. 

background image

Zresztą  –  podkreślał  płk  Vachell  –  polskie  siły  powietrzne,  choć  ich  personel  nosi 

odmienne  uniformy  i  cieszy  się  pewną  niezależnością  stanowią  po  prostu  część  armii  – 

podobnie  jak  kawaleria  czy  artyleria.  Głównym  zadaniem  lotnictwa  jest  wspomaganie  w 

razie wojny armii lądowej, do tego też dostosowana jest jego siła bojowa i wyposażenie. Być 

może  pierwszym  krokiem  ku  zmianie  tego  stanu  rzeczy  okaże  się  wprowadzenie  do  służby 

średnich  bombowców  PZL  P-37  Łoś,  dostosowanych  do  ataków  na  obiekty  inne  niż  tylko 

wąsko  pojmowane  cele  wojskowe.  Jednak  jak  dotąd  maszyny  te  są  nieliczne  (50 

egzemplarzy),  ponadto  zaś  –  dodawał  brytyjski  oficer  –  wedle  mojej  wiedzy  obecnie  byłyby 

one wykorzystane do pomocy armii lądowej.  

Łosie  są  zresztą,  twierdził,  jedynym  nowoczesnym  sprzętem  polskiego  lotnictwa  – 

wszystkie  zaś  pozostałe  typy  samolotów  bojowych  muszą  być  określone  jako  […] 

przestarzałe  wedle  współczesnych  standardów  –  i  już  od  dawna  wymagają  wymiany

Myśliwiec (PZL 11) jest znacząco wolniejszy niż którykolwiek z niemieckich samolotów, które 

mogą  być  użyte  w  czasie  wojny  –  i  musi  być  zupełnie  nieefektywny.  Sytuacja  jest  o  tyle 

niepokojąca,  że  nowy  typ,  który  winien  go  zastąpić,  znajduje  się  dopiero  w  fazie  testów,  a 

jego  produkcja  może  się  rozpocząć  dopiero  w  ciągu  następnych  sześciu  czy  dziewięciu 

miesięcy. Być może samolot dalekiego rozpoznania i lekki bombowiec (PZL 23) nie okaże się 

bardzo  łatwą  ofiarą  nowoczesnego  niemieckiego  myśliwca,  w  przypadku  jednak  typu 

bliskiego rozpoznania taka nadzieja byłaby płonną. W tym ostatnim przypadku prezentowany 

na paryskiej wystawie i  posiadający  całkiem dobre osiągi  następca [LWS-3 Mewa, dop. W. 

M.]  jest  już  co  prawda  w  trakcie  produkcji  –  ale  trudno  spodziewać  się  by  eskadry  zdołano 

weń wyposażyć przed końcem roku. Nawet zresztą i to nie jest pewne. 

Podobnie  jak  jego  francuscy  koledzy,  także  i  płk  Vachell  za  mocną  stronę  polskiego 

lotnictwa wojskowego uznał jego zaplecze produkcyjne. Imponujące postępy zachodzą tu w 

bardzo  krótkim  okresie  czasu,  zaś  rozpisana  właśnie  Pożyczka  Obrony  Przeciwlotniczej 

pozwolić może na przezwyciężenie głównego ograniczenia, które stanowią środki finansowe. 

Sądzę  więc,  że  jeśli  więc  Polska  uzyska  12  miesięcy  wytchnienia,  a  poprzednie  restrykcje 

finansowe  znikną,  może  ona  uczynić  wielkie  postępy,  zaś  jej  siły  powietrzne,  choć  wciąż 

zdecydowanie  słabsze  liczebnie  od  niemieckich,  a  w  pewnym  stopniu  ustępujące  im  też  pod 

względem jakości, odegrać mogą znacznie większą rolę niż można by przypuszczać obecnie – 

kończył  brytyjski  attaché  tę  część  swej  analizy  brzmiącą  nieco  chropawo,  ale  niewątpliwie 

bardzo interesującą konkluzją. 

Ale  całości  zawartych  w  dokumencie  bynajmniej  ona  nie  zamykała.  Racjonalne  jest 

bowiem,  wywodził  autor,  postawienie  pytania  w  jaki  sposób  Francja  lub  Wielka  Brytania 

background image

mogą obecnie najlepiej  pomóc Polsce w powietrzu. Polskie lotnictwo jest  ściśle związane z 

armią  lądową,  i  choć  nawet  do  roli  czynnika  wspierającego  tą  ostatnią  w  porównaniu  z 

Niemcami  jego  wyposażenie  wydaje  się  nieodpowiednie,  nie  jest  prawdopodobnie  mniej 

odpowiednie  niż  wyposażenie  większej  części  reszty  polskich  sił  zbrojnych.  Nawet  więc 

natychmiastowe zaopatrzenie eskadr lotniczych RP w sprzęt brytyjski czy francuski niewiele 

zmieni, do czasu podobnego przezbrojenia wyposażonej w większości w przestarzały sprzęt 

armii. Przypuszczać można wręcz, że w obecnym stanie polskie lotnictwo radzić sobie będzie 

nie  gorzej  niż  inne  formacje,  a  liczba  posiadanych  […]  samolotów  jest  prawdopodobnie 

odpowiednia  do  współpracy  z  armią  lądową

8

.  Przebazowanie  do  Polski  eskadr  z  Zachodu 

stanowić by musiało część szerszego strategicznego planu, którego szczegółów autor raportu, 

jak sam podkreślał, znać nie mógł. Z perspektywy jednak wojskowego attachatu, stwierdzał, 

nie wydaje się ono celowe nawet gdyby ewentualne cele leżały bliżej polskiej niż francuskiej 

granicy,  choćby  ze  względu  na  problemy  zaopatrzeniowe.  Skłonny  był  natomiast  uznać  za 

potencjalnie  użyteczne  brytyjskie  lub  francuskie  dostawy  bomb,  karabinów  maszynowych, 

amunicji  czy  paliwa  –  zastrzegając  równocześnie,  że  brak  mu  obecnie  informacji,  które 

pozwolić by mogły na sformułowanie bardziej konkretnej w tej kwestii opinii.  

Nie znaczy to, że płk Vachell nie dostrzegał innych możliwości materiałowej pomocy 

dla  Polski.  Za  najważniejsze  uznał  jednak  nie  tyle  dostawy  płatowców,  ile  udostępnienie 

stronie polskiej nowoczesnych silników lotniczych. Dotychczas, zauważał, polskie samoloty 

wykorzystują  silniki  wytwarzane  na  licencji  brytyjskiej  firmy  the  Bristol  Company,  i  stąd, 

całkiem oczywiście, najnowocześniejsze konstrukcje nie są im udostępniane. Skutkiem takiej 

praktyki ich osiągi muszą być zawsze nieco niższe względem sąsiadujących mocarstw, takich 

jak Niemcy. Postulat zerwania z tą praktyką i umożliwienia Polakom wytwarzania brytyjskich 

silników najnowszej konstrukcji formułował brytyjski attaché już wcześniej – teraz zaś uznał 

za  konieczne  podkreślić,  że  w  obecnych  warunkach  jego  argumentacja  jeszcze  zyskuje  na 

znaczeniu.  

Nieco  paradoksalnie  jednak  za  kwestię  kluczową  w  przedstawionej  analizie  uznane 

zostały nie tyle środki finansowe czy nowoczesny sprzęt, ile – czas. Jakakolwiek pomoc czy 

działania  naprawcze  mogą  bowiem  okazać  się  efektywne  tylko  pod  warunkiem,  że  Niemcy 

dadzą  Polsce  rok  lub  więcej  nim  przyjdzie  jej  zdawać  test.  W  ciągu  nadchodzących  12 

                                                           

8

  Inaczej  przedstawiał  to  brytyjski  attaché  wojskowy  w  Warszawie  ppłk  Edward  Roland  Sword,  pisząc  w 

przygotowywanym  równolegle  ze  swoim  kolegą  z  placówki  lotniczej  (i  również  datowanym  5  IV  1939  r.) 
raporcie: Wydajność tych sił [armii lądowej  – W. M.] jest poważnie ograniczona przez nieodpowiednie polskie 
Lotnictwo Wojskowe oraz przez poważne braki w zakresie artylerii przeciwlotniczej i ciężkiej, broni pancernej i 
transportu mechanicznego

background image

miesięcy  polskie  możliwości  działań  w  powietrzu  będą  natomiast  szczególnie  nikłe. 

Rzeczpospolita  będzie  miała  do  dyspozycji  nie  więcej  niż  około  600  samolotów

9

,  spośród 

których  wiele  posiada  na  tyle  niższe  osiągi,  że  nie  stanowią  wyzwania  wobec  niemieckich 

maszyn,  którym  miałyby  się  przeciwstawić.  Lotniczym  eskadrom  pozostanie  więc  jedynie 

wspierać armię lądową, ale i jej siły nieuchronnie zostaną zmuszone do odwrotu, skazane na 

oczekiwanie  rezultatów  francuskiego  i  brytyjskiego  nacisku  z  zachodu,  lub  efektów 

długotrwałej morskiej blokady.  

W  połowie  kwietnia  1939  r.  strona  polska  zasugerowała  Brytyjczykom  podjęcie 

rozmów międzysztabowych przedstawicieli obu armii. Propozycja została zaakceptowana, o 

czym  Foreign  Office  poinformowało  warszawską  ambasadę  18  kwietnia.  Same  rozmowy 

rozpoczęte zostały w Warszawie niewiele ponad miesiąc później – 23 maja 1939 r. Podobnie 

jak  we  wcześniejszych  o  kilka  dni  obradach  polsko-francuskich,  także  i  tu  istotna  część 

konwersacji  dotyczyć  miała  dotyczyć  zagadnień  lotniczych.  Stąd  też  w  dyskusji  nie  mogło 

zabraknąć  przedstawicieli  sił  powietrznych  obu  partnerów.  Po  stronie  brytyjskiej 

reprezentował je płk P.D. Davidson, ze strony polskiej w obradach brał udział gen. Stanisław 

Ujejski.  W  posiedzeniach  poświęconych  kwestiom  współpracy  lotniczej  uczestniczył  też  w 

roli sekretarza attaché wojskowy i lotniczy RP w Londynie ppłk Bohdan Kwieciński

10

. Także 

i w tym przypadku protokoły rozmów zostały opublikowane, zbędne więc wydaje się bardziej 

obszerne  omawianie  ich  przebiegu

11

.  Warto  jednak  wspomnieć,  że  przybyszom  z  Wysp 

przedstawiono  między  innymi  podstawowe  dane  odnośnie  organizacji  oraz  wyposażenia 

polskiego  Lotnictwa  Wojskowego,  na  które  według  wzmiankowanych  danych  składać  się 

miało:  a/  36  samolotów  (4  eskadry)  typu  „Łoś”  (PZL-37),  b/  170  samolotów  (17  eskadr) 

liniowych  typu  „Karaś”  (PZ-23),  c/  150  samolotów  (15  eskadr)  myśliwskich  plus  8 

samolotów  dla  dowódców  dywizjonów  typu  P.11  –  te  samoloty  są  przestarzałe,  d/  126 

                                                           

9

  We  wcześniejszym  o  dwa  tygodnie,  przeznaczonym  dla  ambasadora  Kennarda  raporcie  z  22  III  1939  r.  płk 

Sword liczebność  tych  sił określił nieco niżej, na  prawdopodobnie  500 samolotów pierwszej linii. Także i ten 
dokument 24 marca znalazł się w Foreign Office

10

  Wbrew  natomiast  informacjom  podawanym  kilkakrotnie  (także  na  łamach  „Lotnictwa”)  w  kategorycznej 

formie przez T. Pawłowskiego w obradach nie uczestniczył ppłk. dypl. Tadeusz Wasilewski, pełniący ówcześnie 
funkcję  attaché  wojskowego  RP  w  Belgradzie.  Przywoływany  przez  wzmiankowanego  autora  jako  podstawa 
jego wywodu dokument z  zasobu Instytutu im. generała  Władysława  Sikorskiego  w  Londynie  nie  jest  więc  (i 
być  nie  może!)  „Relacją  płka  dypl.  Tadeusza  Wasilewskiego  z  konferencji  wojskowych  polsko-francuskich  i 
polsko-angielskich  z  maja  1939  roku”
,  lecz jedynie  sporządzonym  w  marcu  1940  r.  przez  płk.  Wasilewskiego 
(wówczas – Szefa O. II Sztabu Naczelnego Wodza) na rozkaz gen. Władysława Sikorskiego streszczeniem ich 
protokołów. 

11

  Tekst  kopii  oryginału  w  języku  francuskim:  „Bellona”  (  Londyn),  1957,  z.  III-IV,  s.  25-57.  Niepełne  i 

miejscami  błędne  tłumaczenie  polskie:  Wojna  obronna  Polski  1939.  Wybór  źródeł,  pod.  kier.  W.  J. 
Kozłowskiego, Warszawa 1968, s. 264-277, 279-284. 

background image

samolotów (18 eskadr) współpracy (obserwacyjnych) typu R.13

12

, te samoloty są przestarzałe. 

W  przygotowaniu  przezbrojenie  i  wymiana  na  nowy  typ  „Mewa”.  Posiadane  rezerwy 

określono na: a/ ponad 100% samolotów bombowych, b/ około 40% samolotów liniowych

13

c/  około  40%  samolotów  myśliwskich,  d/  około  100%  samolotów  obserwacyjnych,  e/  około 

1200  samolotów  szkolnych,  zaś  stan  liczebny  personelu  latającego  na  568  oficerów,  712 

podoficerów-pilotów,  492  obserwatorów  oraz  298  strzelców  pokładowych.  Partnerów 

poinformowano  także  o  organizacji  naziemnej  i  instalacjach  zaplecza  lotnictwa,  zapasach 

paliwa  i  amunicji  (na  2  ½  -  3  miesiące  wojny)  oraz  rozmieszczeniu  polskich  zakładów 

przemysłu  lotniczego.  Na  życzenie  płk.  Davidsona  przedstawiono  też  dane  taktyczno-

techniczne  niektórych  polskich  płatowców,  potraktowane  zresztą  z  nadmiernym 

optymizmem

14

. Potwierdzona została wreszcie oficjalnie informacja płk. Vachella, iż polskie 

lotnictwo  działać  zamierza  w  ścisłym  związku  z  działaniami  wojsk  lądowych.  Polscy 

uczestnicy  konferencji  wyjaśnili,  że  nie  są  przewidywane  operacje  bardzo  głębokie,  zaś  do 

ewentualnych bliższych bombardowań użyte być może 60-70 samolotów liniowych z 4 eskadr 

bombowych

Część przedstawionych w Warszawie danych była już Brytyjczykom znana, niektóre 

od kilku lat

15

. Tym niemniej z pewnością obecnie uzyskali nowe elementy do swych analiz. 

Sami  członkowie  wysłanej  do  Polski  misji  oceny  polskiego  lotnictwa  sformułowali  w 

datowanym 12 czerwca 1939 r. raporcie krótko, rzeczowo, i bez sentymentów. Składa się ono 

–  stwierdzili  –  głównie  z  bombowców  średniego  zasięgu,  myśliwce  stanowią  jedynie  30% 

ogółu  sił  i  są  niskiej  jakości.  Lotnictwo  Wojskowe  będzie  użyte  niemal  wyłącznie  do 

współpracy  z  armią  lądową,  rajdy  lotnicze  w  głąb  Niemiec  będą  prowadzone  jedynie  w 

ramach represji, w sprzyjających warunkach, przy małym prawdopodobieństwie nadmiernych 

strat

Choć  wysiłki  podjęte  przez  Polskę  w  celu  rozbudowy  i  zwiększenia  wydajności 

przemysłu zbrojeniowego zrobiły na  członkach delegacji wielkie wrażenie, to nie podzielali 

                                                           

12

 Taka forma zapisu we francuskim oryginale. W polskiej nomenklaturze: R-XIII. 

13

  Rezerwa  ta  zmniejsza  się,  gdyż  wzmiankowany  typ  nie  jest  już  fabrykowany,  sprecyzował  gen.  Ujejski  dzień 

później. 

14

  Tak  np.  prędkość  wciąż  znajdującego  się  w  fazie  testów  myśliwca  PZL-50  „Jastrząb”  określono  na 

nieprawdopodobnym poziomie do 550 km/h, przy uzbrojeniu w 4-6 karabinów maszynowych

15

  Spora  część  zapytań  kierowanych  do  polskiego  O.  II  SG  przez  brytyjskich  attaches  wojskowych  w  latach 

poprzedzających  wybuch  wojny  dotyczyła  właśnie  zagadnień  lotniczych.  Tak  np.  krótkie  opisy  oraz  dane 
taktyczno-techniczne polskich samolotów wojskowych przekazano stronie brytyjskiej jeszcze w listopadzie 1936 
r.  Komplet  ten  (za  wyjątkiem  nowo  opracowanego  bombowca  PZL  P-37  Łoś)  wciąż  zachowywał  aktualność 
latem  1939  r.  Polska  otwartość  wobec  Londynu  nie  była  jednak  bezgraniczna  –  np.  od  roku  1937  zaprzestano 
udostępniania brytyjskim attaches dokładnych informacji na temat budżetu lotnictwa. 

background image

oni wiary podejmujących ich oficerów co do możliwości utrzymania w ruchu odwiedzonych 

zakładów nawet w trakcie wojny. Cytując więc gospodarzy, dowodzących, że w hiszpańskich 

fabrykach  [w  okresie  wojny  domowej  –  W.M.]  bombardowania  tak  naprawdę  nigdy  nie 

przerwały produkcji, podkreślali z wyraźną konsternacją, iż Polacy nie stosują maskowania, 

ani nie konstruują schronów dla personelu; żywią nieusprawiedliwioną wiarę w celny ogień 

dział przeciwlotniczych

Także i ten dokument, podobnie jak jego francuski odpowiednik, zawędrował wysoko 

w  polityczno-wojskowej  hierarchii.  Zaraz  po  powstaniu  stał  się  przedmiotem  obrad 

podporządkowanego Komitetowi Obrony  Imperialnej Deputy Chiefs of Staff Sub-Committee 

(Podkomitetu  Zastępców  Szefów  Sztabów),  który  opatrzył  go  własnym  komentarzem.  3 

września  1939  r.,  w  dniu  przystąpienia  Wielkiej  Brytanii  do  Wojny  oba  wzmiankowane 

dokumenty przedłożone zostały Gabinetowi Wojennemu premiera Chamberlaine’a. 

3  lipca  notatkę  zatytułowaną  Poland.  The  Aircraft  Industry  rozesłał  do  potencjalnie 

zainteresowanych (w tym  Admiralicji,  Air  Ministry  i  War  Office) inny jeszcze z brytyjskich 

organów  szczebla  centralnego  –  wchodzące  w  skład  Departamentu  Handlu  Zamorskiego 

Board  of  Trade  Centrum  Wywiadu  Przemysłowego  (Industrial  Intelligence  Centre).  Choć 

dokument  ten  został  formalnie  opracowany  przez  cywilną  komórkę  rządową,  to  jego  treść 

uprzednio  skonsultowano  z  wywiadem  sił  powietrznych.  Dla  naszych  rozważań  czyni  go  to 

bardziej jeszcze interesującym.  

Jego autorzy,  nie bez pewnego zdziwienia, rozpoczęli swą  analizę stwierdzeniem, że 

w stosunku do poprzedniej podobnej analizy, przedstawionej w dokumencie ICF/287 z 26 XI 

1936 r., przeciętna wydajność polskich wytwórni nie uległa zmianie, jeśli zaś – to obecnie jest 

nieco  niższa  niż  przed  dwoma  z  górą  laty,  kiedy  to  oszacowano  ją  na  70  płatowców  i  65 

silników lotniczych miesięcznie. Tymczasem obecnie – stwierdzano w dokumencie – wynosi 

ona  w  przypadku  płatowców  60  egzemplarzy  na  miesiąc

16

.  Dodatkowa  informacja,  wedle 

której  w  momencie  podjęcia  produkcji  przez  nowe  fabryki  (tj.  do  stycznia  1940  r.)  ów 

wskaźnik  podniesie  się  wyraźnie,  sięgając  110  płatowców,  osłabiała  wymowę  tych 

niepokojących danych tylko częściowo. 

                                                           

16

 20 średnich bombowców PZL P.37 Łoś w PZL WP-1 (w praktyce – jak wynikało z dodatkowej uwagi – nieco 

więcej:  1  samolot  dziennie  przy  pracy  na  2  zmiany)  oraz  20  samolotów  obserwacyjnych  LWS-3  Mewa  i  20 
maszyn szkolnych łącznie w Lubelskiej Wytwórni Samolotów i Podlaskiej Wytwórni Samolotów. Rzeczywista 
produkcja wymienionych fabryk była w tym czasie zdecydowanie niższa, głównie z racji zmiennych dyspozycji 
otrzymywanych przez wytwórnie. 

background image

Tym  bardziej,  że  dalsze  wywody  nie  brzmiały  bynajmniej  uspokajająco.  Polska 

produkcja  myśliwców  –  wynikało  z  przedstawionej  notatki  –  właściwie  nie  istnieje.  W  grę 

wchodzą  jedynie  nieistotne  ilości  samolotów  PZL.11,  których  produkcja  właśnie  jest 

podejmowana

17

. W produkcji brak też jakichkolwiek maszyn rozpoznania dalekiego

18

.  

Sytuacja jest bardziej jeszcze dramatyczna  – wszystkie maszyny wykonywane obecnie 

ustępują  odpowiednim  typom  w  lotnictwie  niemieckim  oraz  innych  siłach  powietrznym,  za 

wyjątkiem  być  może  średniego  bombowca  PZL.37.  Przyczynę  zaś  tego  stanu  rzeczy  –  tu 

analiza  IIC  powtarzała  tezy,  którymi  nie  tak  dawno  posłużył  się  płk  Vachell  –  stanowią 

problemy  z  silnikami  lotniczymi,  które  niemal  wszystkie  są  typami  zagranicznymi, 

wytwarzanymi na podstawie licencji, a w związku z tym przestarzałymi, o niższych osiągach

19

W omawianym dokumencie kwestia ta doczekała się jednak istotnego uzupełnienia. Polska – 

stwierdzano  –  jest  także  zależna  od  importu  ze  względu  na  dostawy  pewnych  elementów 

silników,  takich  jak  iskrowniki,  łożyska  kulkowe,  a  także  zakupuje  za  granicą  […]  śmigła 

przestawne w locie, choć uzyskała już licencję na ich wyrób

Za  pewien  atut  polskiego  przemysłu  lotniczego  (bardzo  –  jak  się  niebawem  miało 

okazać – problematyczny) uznał autor analizy rozmieszczenie jego zakładów, ulokowanych w 

Warszawie oraz na obszarach położonych na wschód od niej (głównie w Centralnym Okręgu 

Przemysłowym),  tak  daleko  jak  to  tylko  możliwe  od  nieprzyjacielskich  rajdów  lotniczych  i 

działań lądowych ze wschodu i zachodu

Niestety  –  była  to  właściwie  jedyna  względnie  choćby  pomyślna  informacja. 

Zakończenie  notatki  brzmiało  bowiem  znów  minorowo:  Polska  jest  także  daleka  od 

samowystarczalności  w  zakresie  surowców  niezbędnych  dla  produkcji  lotniczej,  szczególnie 

aluminium,  a  choć  jej  potrzeby  paliwowe  są  w  okresie  pokoju  pokrywane  w  stopniu 

satysfakcjonującym,  jest  wysoce  prawdopodobne,  że  ich  zaspokojenie  w  razie  wojny  nie 

zaspokoi  wymagań,  choć  ma  zostać  wybudowana  nowa  fabryka  wysokooktanowej  benzyny 

lotniczej

                                                           

17

  Już  więc  w  początkach  lipca  1939  r.  w  Londynie  najwyraźniej  dobrze  się  orientowano  w  polskich  planach 

podjęcia produkcji PZL P.11g „Kobuz”, nieco nawet „przyspieszając” moment jej uruchomienia. 

18

  Jak  wynika  z  załączonej  do  dokumentu  tabeli,  Brytyjczycy  wiedzieli  o  nowym  samolocie  dalekiego 

rozpoznania  i  lekkiego  bombardowania  (jak  określony  został  PZL  P.46  Sum),  ale  błędnie  uznali,  ze  jego 
produkcja  w  PZL  WP-1  na  podwarszawskim  Okęciu  stanie  się  możliwa  dopiero  po  pełnym  uruchomieniu 
mieleckiej  PZL  WP-2  i  przeniesieniu  do  niej  wytwarzania  PZL  P.37  –  a  więc  w  ciągu  kilku  najbliższych 
miesięcy (do I 1940 r.). 

19

  W  załączonej  tabeli  wzmiankowana  została  możliwość  podjęcia  przez  Wytwórnię  Maszyn  Precyzyjnych 

„Avia”  wytwarzania silników lotniczych na licencji francuskiej firmy Gnome-Rhône. Błędnie jednak przyjęto, 
że obejmie ona jednostki napędowe typu GR K.14 No. 1 (a nie GR 14M, jak zakładano w istocie). 

background image

Z  pewnością  omówione  w  tekście  dokumenty  stanowią  tylko  część  wszystkich 

przygotowanych  w  1939  roku  opracowań,  w  których  zachodni  sojusznicy  dokonywali 

zestawień  informacji  o  Lotnictwie  Wojskowym  Rzeczypospolitej  oraz  podejmowali  próby 

oceny  jego  potencjału.  Poddany  analizie  zbiór  wydaje  się  jednak  wystarczająco  liczny  i 

reprezentatywny  by  zaryzykować  można  sformułowanie  na  jego  podstawie  uogólniających 

wniosków, choćby o wstępnym jedynie charakterze. 

Zacząć wypadnie od banalnej w świetle dotychczasowych wywodów konstatacji: siły 

powietrzne  RP  stanowiły  przedmiot  zainteresowania  rezydujących  w  Warszawie  attaches 

wojskowych Francji oraz Zjednoczonego Królestwa. Wyniki swoich obserwacji ujmowali oni 

w kierowanych do przełożonych z Paryża i Londynu raportach. Te zaś – ja wiele wskazuje, 

nie były odkładane ad acta bez uważniejszej lektury. Co więcej – do pogłębiania wiedzy na 

temat  polskiej  wojskowej  aeronautyki  wykorzystywano  także  inne  sposobności  –  jak 

techniczne konferencje oficerów lotnictwa, czy rozmowy międzysztabowe. 

 

Informacje, które w ten sposób uzyskano oraz budowane na ich podstawie oceny trącą 

pewną  powierzchownością  (co  może  być  jednak  w  pewnym  przynajmniej  stopniu 

spowodowane  syntetycznym  zwykle  charakterem  poddanych  tu  analizie  dokumentów),  w 

zdecydowanej  większości  uznać  wypadnie  je  jednak  za  stosunkowo  precyzyjne.  Wyraźnie 

świadomi  bardzo  ograniczonej  siły  polskiego  lotnictwa  autorzy  raportów  nie  ustrzegli  się 

jednak  tendencji  do  przeszacowywania  opisujących  tę  siłę  wartości.  Liczbę  płatowców 

pierwszej linii określali więc zwykle na 500 – 600, częściej skłaniając raczej się ku wyższym 

rejestrom tak wyznaczonego przedziału

20

. Zbyt wysoko oceniano też możliwości produkcyjne 

budzącego  wyraźny  respekt  zagranicznych  obserwatorów  polskiego  przemysłu  lotniczego. 

Przewijająca się w dokumentach liczba 100 możliwych miesięcznie do wykonania płatowców 

jest zdecydowanie wyższa od danych warszawskiego Sztabu Lotniczego, który w zestawieniu 

z  31  VIII  1939  r.  wielkość  obecnej  produkcji  miesięcznej  określił  na  62  samoloty  różnych 

typów  oraz  35  (nie  zaś  150  –  jak  skłonni  byli  zakładać  Francuzi!)  silników  lotniczych, 

dopiero  w  6-8  miesiącu  wojny  przewidując  wzrost  do  poziomu  95  płatowców  i  45  siników. 

Tu więc – co może zaskakiwać – najbliższe prawdy (choć też zbyt optymistyczne) okazały się 

nie  tyle  szacunki  wojskowego  wywiadu,  czy  powiązanych  z  nim  attachés,  ile  dane 

dostarczone przez cywilne Industrial Intelligence Centre

                                                           

20

 Tymczasem wyjściowa liczebność polskich eskadr wynosiła 1 IX 1939 r. najprawdopodobniej 392 samoloty, 

do których doliczyć wypadnie 12 samolotów Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Oczywiście do uzyskanej w ten 
sposób  liczby  404  maszyn  dodać  można  jeszcze  przynajmniej  samoloty  znajdujące  się  w  rezerwie  –  wątpić 
jednak należy, czy autorzy uwzględnionych w tekście dokumentów zaliczali je do płatowców „pierwszej linii”. 

background image

 

Walory  bojowe  zdecydowanej  większości  maszyn  znajdujących  się  w  polskich 

eskadrach  oraz  ich  dostosowanie  do  potrzeb  współczesnego  pola  walki  powszechnie 

uznawano  za  niskie,  w  uzasadnieniach  szczególną  uwagę  zwracając  na  ich  osiągi,  w  tym 

przede  wszystkim  niewielką  prędkość  maksymalną.  Choć  zagranicznym  obserwatorom  nie 

umknęły  działania  podejmowane  na  rzecz  przezbrojenia  polskich  eskadr  w  nowoczesne 

płatowce,  to  jednocześnie  zauważali  oni  trzeźwo,  że  proces  ten  dopiero  został 

zapoczątkowany,  a  jego  realizacja  nawet  w  najbardziej  sprzyjających  warunkach  wymagać 

będzie wielu miesięcy i bardzo znacznych (a być może nawet – nazbyt wielkich w stosunku 

do  możliwości)  nakładów  finansowych.  Przekonanie  o  wysokich  walorach  tych  nowych 

konstrukcji  nie  było  zresztą  powszechne,  w  niektórych  ocenach  sceptycznie  zaznaczano,  że 

nawet  i  one  wydają  się  w  pewnym  stopniu  ustępować  najnowszym  rozwiązaniom 

zagranicznej konkurencji. 

 

Poddany  analizie  materiał  nie  jest  ani  wystarczająco  obfity,  ani  wystarczająco 

wymowny  by  autor  ważył  się  na  próbę  dalej  posuniętej  generalizacji,  czy  wskazywania 

istotniejszych  różnic  w  sposobie  kreślenia  ocen  przez  komentatorów  francuskich  i 

brytyjskich.  Wydaje  się  jednak,  że  ci  pierwsi  formułowali  swe  opinie  z  większą  empatią, 

nieco bardziej starali się też je niuansować, podczas gdy brytyjskie raporty brzmieć się zdają 

bardziej rzeczowo i bezosobowo, a zawarte w nich oceny są oparte na bardziej rozbudowanej 

analizie,  a  także  –  wyraźnie  bardziej  sceptyczne.  Być  może  było  to  wynikiem  faktu,  że 

sojusznicze  związki  Warszawy  i  Paryża  miały  już  stosunkowo  długą  tradycję,  a  francuscy 

dyplomaci i wojskowi zdecydowanie więcej okazji (i powodów!) niż ich brytyjscy koledzy by 

zapoznawać  się  ze  specyfiką  nadwiślańskiego  alianta  i  jego  sił  zbrojnych

21

.  Jednakże,  raz 

jeszcze  wypadnie  podkreślić,  zagadnienie  to  wymaga  jeszcze  obszerniejszej  kwerendy 

źródłowej i szerzej zakrojonych badań. Które to badania autor zamierza zresztą podjąć. 

                                                           

21

 Charakterystyczne, że  w roku 1939 w Warszawie  funkcjonował francuski attachat lotniczy, złożony z trzech 

oficerów  (płk  Arbitre  i  dwóch  posiadających  dyplomatyczną  akredytację  jego  pomocników).  Analogiczna 
placówka brytyjska miała dwuosobową obsadę – ale obaj składający się na nią oficerowie na stałe rezydowali w 
Berlinie. 

           Wojciech Mazur