background image

 

Barbara Boswell 

 

Idealny mąż 

 

 

 

 

S

S

C

C

A

A

N

N

 

 

d

d

a

a

l

l

o

o

u

u

s

s

 

 

background image

Rozdział 1 

 
– Naprawdę chcesz tam jechać?  – dopytywała się  Brenna  Worth, przypatrując 

się badawczo swojej najlepszej przyjaciółce, Holly Casale. 

–  Od  miesięcy  walczę  ze  swoją  rodziną,  a  teraz  jeszcze  ty...  –  roześmiała  się 

Holly. – Nie rozumiesz, że to dla mnie gratka? Będę jedynym psychiatrą w klinice 
Widmarków,  a  to przecież  największa  przychodnia  w  mieście.  Jeśli  kiedykolwiek 
zechcę  zmienić  pracę,  to  ich  nazwisko  wystarczy  mi  za  najlepsze  referencje.  Nie 
muszę  zaczynać  od  zera,  rozumiesz?  Już  dostałam  propozycję  pracy  w 
Stowarzyszeniu  Pomocy  Zagrożonym  Nastolatkom.  Oczywiście  społecznie.  Poza 
tym będę sprawować nadzór nad młodzieżą jednego z tamtejszych liceów. 

– Też społecznie – prychnęła Brenna. – Na śmierć się zapracujesz. Oczywiście 

społecznie. 

–  Dla  mnie  to  doskonała  okazja  poznania  środowiska  i  problemów,  z  jakimi 

borykają się tamtejsze dzieci. Praca z dziećmi to moja pasja. 

– Nastolatki z kłopotami to nie dzieci, tylko niebezpieczeństwo, które najlepiej 

omijać  z  daleka.  –  Brenna  nie  kryła  rozczarowania.  –  Dlaczego  nie  przyjęłaś 
propozycji  pracy  tutaj?  Twoja  mama  mówiła,  że  miałaś  aż  trzy  oferty.  Tak  się 
cieszyłam, że znów będziemy  mieszkać blisko siebie, a ty wybrałaś sobie Dakotę. 
Jakby nigdzie bliżej cię nie potrzebowali. 

– Mówisz jak moja matka – obruszyła się Holly. – Kiedy jej powiedziałam, że 

wybieram  się  do  Sioux  Falls,  stwierdziła,  że  skoro  muszę  mieszkać  daleko  i  w 
paskudnym  klimacie,  to  trzeba  się  było  zdecydować  na  Alaskę.  Tam  jest  dużo 
samotnych mężczyzn i któryś z nich na pewno nadałby się na męża. 

– Twoja matka ma hopla na punkcie małżeństwa – skrzywiła się Brenna. 
– Żeby tylko ona! Ciotki też mi nie dają spokoju. Nie spoczną, dopóki mnie nie 

wydadzą  za  mąż.  –  Holly  uśmiechnęła  się  smutno.  –  Chyba  że  przedtem  umrę. 
Wyobraź  sobie,  że  mam  już  pięć  egzemplarzy  „Porad”.  Wszystkie  w  twardej 
oprawie. 

Holly  wyjęła  je  z  szafki.  Autorzy  książki  radzili  pannom,  jak  skutecznie 

zaciągnąć wybranego mężczyznę do ołtarza. 

– Mama kupiła tę książkę tego samego dnia, kiedy wprowadzono ją  na rynek. 

Drugą  dała  mi  ciocia  Hedy,  a  trzecią  ciocia  Honoria.  Kilka  dni  później  moje 
kuzynki, Hillary i Heather, także przysłały mi po jednym egzemplarzu. Siostra bez 
przerwy wypytuje mnie o jakieś szczegóły, żeby sprawdzić,  czy wreszcie tę cenną 

background image

pozycję  przeczytałam;  Wszystkie  święcie  wierzą,  że  bez  ich  pomocy  nigdy  nie 
znajdę męża. 

– Nie możną powiedzieć, żeby grzeszyły delikatnością. 
–  Szczególnie  kiedy  chodzi  o  małżeństwo.  Weź  sobie  jedną.  –  Holly  podała 

przyjaciółce książkę: – Ty też jeszcze jesteś panną i te bezcenne rady  mogą ci się 
przydać. 

– Nawet mi nie wspominaj o małżeństwie – przerwała jej Brenna: Odsunęła się 

od książek jakby były radioaktywne. – Ani myślę urządzać polowania na męża. 

–  Moja  rodzina  uznałaby  to  za  bluźnierstwo.  –  Holly  spoważniała.  –  Albo  za 

objaw choroby umysłowej. Teraz już rozumiesz, dlaczego musiałam znaleźć sobie 
pracę  daleko  od  domu.  Naprawdę  bardzo  ich  wszystkich  kocham,  ale  nie  mogę  z 
nimi  mieszkać,  boby  mnie  zamęczyli  albo  wydali  za  mąż  za  jakiegoś  idiotę.  Co 
zresztą na jedno wychodzi. 

Holly ze zgrozą wspominała wszystkich starych i młodych mężczyzn, z którymi 

matka,  ciotki,  kuzynki  i  starsza  siostra  usiłowały  ją  wyswatać.  Jedni  byli 
koszmarni,  inni  trochę  mniej,  ale  każdy  nie  do  przyjęcia.  Przynajmniej  nie  w 
charakterze  męża,  bo  z  kilkoma  z  nich  Holly  nawet  się  zaprzyjaźniła.  Jednak 
damska  część  jej  rodziny  była  niepocieszona,  że,  jak  dotąd,  nie  udało  się  Holly 
zdobyć  najwyższego,  trofeum  –  zaręczynowego  pierścionka.  Marzyły  o 
wyprawieniu  kolejnego  wesela,  a  gdyby  dopięły  swego,  zaraz  zaczęłoby  się 
dopytywanie, kiedy Holly wreszcie zacznie rodzić dzieci. 

–  To,  że  Heidi  ma  wkrótce  wyjść  za  mąż,  na  pewno  ci  nie  pomaga  – 

powiedziała współczująco Brenna. 

Heidi  była  kuzynką  Holly.  Dopiero  co  skończyła  dwadzieścia  lat,  a  już  na  jej 

palcu  połyskiwał  złoty  pierścionek  z  brylancikiem.  Narzeczony  Heidi  studiował  i 
nie  było  go  stać  na  nic  lepszego,  ale  dla  rodziny  najważniejsze  było  to,  że  Heidi 
wychodzi za mąż. 

–  Biedna  mama  aż  się  rozchorowała,  kiedy  na  rodzinnym  spotkaniu  Heidi 

powiedziała o swoich zaręczynach – westchnęła Holly. – Oczywiście, udawała, że 
jest zachwycona, ale w domu dostała  mdłości. Twierdziła, że się zatruła, ale mnie 
nie tak łatwo nabrać. 

–  Powinna  być  dumna,  że  jej  córka  skończyła  z  wyróżnieniem  medycynę  na 

Uniwersytecie Michigan i jeszcze zrobiła specjalizację z psychiatrii – irytowała się 
Brenna. A tymczasem rozchorowała się, bo to nie ona, lecz jej siostra ma na głowie 
organizację wesela. 

–  Niestety.  Dla  mojej  mamy  naprawdę  ważne  jest  to,  że  skończywszy 

background image

dwadzieścia  dziewięć  lat,  nie  mam  nawet  narzeczonego,  nie  mówiąc  o  mężu  i 
gromadce dzieci. 

– Ależ mnie to wszystko wkurza! – denerwowała się Brenna. 
– Niepotrzebnie. Jako świeżo upieczony psychiatra radzę ci skierować gniew na 

coś pożytecznego. Mogłabyś,  na przykład, pomyśleć o tym, żeby odwiedzić  mnie 
w Sioux Falls, jak tylko się tam urządzę. Obiecaj, że do mnie przyjedziesz, Bren. 

– Obiecuję. – Brenna wreszcie się uśmiechnęła. – Muszę się pospieszyć, bo tam 

zima wcześnie się zaczyna. Podobno na początku września. 

–  Dakota  nie  leży  za  kręgiem  polarnym,  a  mieszkańcy  Michigan  nie  powinni 

narzekać na pogodę w żadnym innym miejscu na świecie. 

–  Już  zaczynasz  bronić  swego  nowego  miejsca  zamieszkania,  więc  mam 

nadzieję,  że  będziesz  się  tam  dobrze  czuła.  Sioux  Falls  ma  szczęście,  że  zdobyło 
takiego lekarza... 

–  Brenna  zerknęła  ha  przyjaciółkę.  –  Może  spotkasz  tam  mężczyznę  swoich 

marzeń. Wyobrażasz sobie, jak byś uszczęśliwiła swoją matkę? 

Jak na zawołanie do pokoju weszła Helenę Casale. 
– Jak ci idzie pakowanie, Holly? – zapytała, spoglądając na rozłożone na łóżku 

walizki. 

– Całkiem nieźle. 
–  Nie  zapomnij  zabrać  tej  książki.  Nigdy  nie  wiadomo,  co  cię  tam  spotka.  – 

Helenę  włożyła  do  walizki  córki  jeden  –  egzemplarz  „Porad”,  a  drugi  podała 
Brennie.  –  Ty  też  weź  sobie  jedną,  kochanie.  Autorzy  gwarantują,  że  jeśli  będzie 
się  postępowało  według  ich  wskazówek,  to  wybrany  przez  ciebie  mężczyzna  na 
pewno się oświadczy. 

Holly  i  Brenna  spojrzały  po  sobie.  Wyjazd  do  Sioux  Falls  był  rzeczywiście 

jedynym  sposobem  uwolnienia  się  od  kochającej  rodziny,  obsesyjnie  pragnącej 
wydać Holly za mąż. 

 
Tuż  przed  startem  wykryto  jakąś  usterkę  w  samolocie,  przez  co  lądowanie  w 

Sioux Falls opóźniło się o całe dwie godziny. Rafe Paradise raz jeszcze spojrzał na 
zegarek. 

– Czas nie będzie płynął szybciej od patrzenia na zegarek – stwierdziła siedząca 

obok niego ponętna blondynka. 

– Minęło dopiero dziesięć minut, odkąd ostatni raz sprawdzałeś, która godzina. 

Spieszysz się do domu? 

–  Właściwie  to  wcale  się  nie  spieszę.  –  Rafe’owi  udało  się  uśmiechnąć. 

background image

Spieszył  się  dlatego,  że  musiał.  Jednak  nie  miał  ochoty  tłumaczyć  się  siedzącej 
obok  niego  eleganckiej  kobiecie,  która  przez  całą  drogę  z  nim  flirtowała.  Zanim 
samolot wzbił  się  w  powietrze,  zdołała  ustalić,  że  nie  ma  żony,  mieszka  w  Sioux 
Falls  i  jest  prawnikiem.  A  potem  już  bez  przerwy  coś  do  niego  mówiła. 
Powiedziała  mu,  że  nazywa  się  Lorna  Larson,  mieszka  w  Twin  Cities  i  leci 
służbowo do Sioux  Falls. Zareklamowała się jako  fachowiec od telekomunikacji  i 
objaśniła,  że  Sioux  Falls  stało  się  ważnym  ośrodkiem  telekomunikacyjnym 
Ameryki.  Tak  jakby  Rafe,  rdzenny  mieszkaniec  tego  miasta,  mógł  tego  nie 
wiedzieć.  Ale  nie chciało mu się z  nią rozmawiać. Wiedział, że  gdyby znała jego 
sytuację, jej landrynkowy uśmiech zgasłby jak przepalona żarówka. Tak kończyły 
się jego flirty. 

Rafe stwierdził ze smutkiem, że jego potrzeby seksualne całkiem zanikły, skoro 

nie brakuje mu kobiety. Od czasu gdy przed rokiem dostał w spadku swoje siostry 
przyrodnie (Rafe  nie  umiał znaleźć lepszego określenie  na sposób, w jaki te dwie 
młode  damy  pojawiły  się  w  jego  domu),  skończyło  się  bezpowrotnie  jego  życie 
towarzyskie.  Nie  pamiętał  nawet,  kiedy  ostatni  raz  był  z  kobietą.  Na  pewno  dużo 
wcześniej,  zanim  Camryn  i  Kaylin  się  do  niego  wprowadziły.  No  i  zanim  jego 
podopieczny  Trent  i  brat  Trenta,  Tony,  z  częstych  gości  zmienili  się  w  stałych 
mieszkańców  jego domu. Raz  nawet spróbował się z kimś spotkać, ale skończyło 
się to całkowitą klapą. 

Nieświadoma niczego Lorna Larson podała mu swoją wizytówkę. 
–  Na  odwrocie  napisałam  adres  hotelu,  w  którym  się  zatrzymałam  – 

powiedziała,  uśmiechając  się  do  niego  obiecująco.  –  Zadzwoń  do  mnie. 
Wybierzemy się na drinka. 

Rafe  grzecznie  coś  odpowiedział  i  schował  wizytówkę  do  kieszeni  marynarki. 

Wiedział,  że  jak  tylko  znajdzie  się  w  domu,  przejdzie  mu  ochota  na  drinki  i  w 
ogóle  na  cokolwiek.  Zwłaszcza  że  nie  było go  w  domu  już  dwa  dni  i  nie  potrafił 
sobie  nawet wyobrazić,  co  dzieciaki  przez  ten  czas  narozrabiały.  Dobrze  choć,  że 
zdążył  przed  wyjazdem  poprosić  pracującego  w  policji  kolegę,  żeby  od  czasu  do 
czasu  zaglądał  do  jego  domu.  W  przeciwnym  razie  cała  złota  młodzież  z  Sioux 
Falls urządziłaby sobie u niego prywatkę. 

Oto  jak  dzieci  zaprzątają  mój  umysł,  pomyślał  rozgoryczony  Rafe.  Miła  i 

chętna Lorna już odeszła w zapomnienie, choć wciąż jeszcze siedzi obok mnie. 

–  Mamy  nowych  sąsiadów  i  będzie  wesoło.  A  ich  dzieciaki  pójdą  z  nami  do 

szkoły.  Będziemy  grać  w  golfa...  –  Dziesięcioletni  Trent  przerwał  rapowanie,  ale 
nie przestał wystukiwać rytmu drewnianymi  linijkami po stole.  – Jaki jest rym do 

background image

golfa? 

–  Do  golfa  nie  ma  żadnego  rymu  –  odparła  szesnastoletnia  Kaylin.  –  Użyj 

jakiegoś  innego  słowa.  Może  być  piłka.  Dużo  słów  rymuje  się  z  piłką.  Bryłka, 
przesyłka, zmyłka... 

– Zamknijcie się nareszcie! – uciszyła ich siedemnastoletnia Camryn. Leżała na 

kanapie  z  lodowym  kompresem  na  głowie  i  miną  cierpiętnicy.  –  A  ty  przestań 
walić w stół, Trent. Głowa mi pęka. 

–  Miałaś  mnie  nazywać  Lwem  –  przypomniał  jej  Trent.  –  Znowu  się  wczoraj 

upiłaś? 

–  Nawet  gdybym  się  upiła,  to  i  tak  bym  ci  o  tym  nie  powiedziała.  Zaraz  byś 

poleciał  do  Rafe’a  na  skargę.  –  Camryn  jęknęła.  –  Daj mi  dwie  aspiryny,  Kaylin. 
Przynieś też colę. I lody. 

– Już idę. – Kaylin posłusznie podreptała do kuchni. 
– Ona nie jest twoim niewolnikiem – ujął się za Kaylin Trent. – Niewolnictwo 

jest karane. 

–  Morderstwo  też,  ale  jak  zaraz  się  nie  uciszysz,  to  przysięgam,  że  cię 

zamorduję – ostrzegła go Camryn. 

– Nie boję się ciebie, bo jest mi jak w niebie. – Trent znowu zaczął rapować. – 

Jesteś brzydka jak noc i wredna jak kloc. 

: Camryn rzuciła w niego torebką z lodem. Trent uchylił się i torebka uderzyła 

w  drzemiącego  w  rogu  pokoju  psa,  który  obudził  się  i  głucho  warknął.  –  Biedny 
Hot  Dog.  –  Trent  chciał  pogłaskać  psa,  ale  ten  wyszczerzył  zęby.  Chłopiec 
natychmiast cofnął rękę. – Dlaczego Hot Dog mnie nie lubi? 

–  Ciebie  lubi,  tylko  nie  znosi,  kiedy  się  go  budzi  –  powiedziała  Camryn.  – 

Chodź do mnie piesku. Przepraszam. Nie chciałam cię uderzyć. 

–  To  prawda.  Chciała  uderzyć  mnie,  a  trafiła  w  ciebie  –  potwierdził  Trent. 

Wyciągnął  rękę  do  psa, ale  ten  znów  na  niego  zawarczał.  –  Wiesz,  on  przez  cały 
czas jest zły. Nie tylko wtedy, kiedy się go budzi. 

– Bo  mu tu źle – wytłumaczyła psa Camryn.  – Wolał  mieszkać w  Las Vegas. 

Wcale  mu  się  nie  dziwię.  Nie  ma  na  świecie  takiego  idioty,  który  wolałby  Sioux 
Falls od Las Vegas. 

– Ja kocham Sioux Falls – oświadczył Trent. 
–  Tylko  dlatego,  że  ty  i  Tony  mieszkacie  tu  od  urodzenia.  Nie  macie 

porównania  –  wytłumaczyła  mu  Camryn  i  westchnęła  jak  osoba  ciężko 
doświadczona przez życie. – A właściwie gdzie jest twój brat? Już dawno powinien 
tu być. 

background image

– Spał wczoraj u Steensów. Oni dzisiaj idą do zoo i powiedzieli, że obu nas ze 

sobą zabiorą. A wiesz, jak będę grał w golfa tak dobrze jak Tygrys Woods, to będę 
jeździł po całym świecie. I do Las Vegas też pojadę. 

–  I  zaraz  przegrasz  w  automacie  wszystkie  zarobione  pieniądze.  Całe  pięć 

dolarów. – Camryn zaśmiewała się z własnego dowcipu. 

–  A  ja  uważam,  że  Trent  pozostanie  mistrzem  –  włączyła  się  do  rozmowy 

Kaylin, która właśnie przyniosła zamówione przez siostrę lekarstwa, picie i lody. – 
Będzie lepszy niż Tygrys Woods. 

–  Kupię  wielki  dom  w  Las  Vegas  –  rozpromienił  się  Trent.  –  Wszyscy 

będziemy  mogli  tam  mieszkać.  Ty,  Camryn,  Tony,  Rafe  i  Hot  Dog.  No  i  moja 
mama, jeśli będzie chciała. 

– Flint i Eva też? – zapytała dociekliwa Camryn. 
– Nie  ma  mowy. – Trent z przekonaniem  pokręcił  głową.  – Flint będzie wolał 

zostać tutaj i spokojnie pracować, a Eva.. , – Za żadne skarby świata nie zgodziłaby 
się mieszkać z nami pod jednym dachem – dokończyła za niego Camryn. – Ona nas 
nienawidzi. 

– Nie wiesz przypadkiem, dlaczego? – spytał Trent. – A może wolałabyś, żeby 

nas lubiła? 

– Nasze marzenia nikogo nie obchodzą – westchnęła Kaylin. 
Chwilę  później  do  domu  wszedł  Rafe  Paradise.  Camryn  właśnie  jadła  lody  i 

popijała  je  colą,  a  Kaylin  siedziała  w  ulubionym  głębokim  fotelu  Rafe’a.  Na 
domiar  złego  trzymała  na  kolanach  najgrubszego  potwora  o  paskudnym 
charakterze* jakiego Rafe spotkał w swoim życiu – Hot Doga. Ten wstrętny stwór 
upodobał  sobie  fotel  Rafe’a  i  przy  każdej okazji  się  w  nim  rozkładał,  zostawiając 
wszędzie swoje kłaki. 

Trent leżał na podłodze i oglądał telewizję. Jak zwykle, była to jakaś kretyńska 

kreskówka, w której przedziwne potwory strzelają do siebie z broni laserowej, nie 
czyniąc sobie, na szczęście, żadnej krzywdy. 

Na widok Rafe’a Trent zerwał się na równe nogi i pobiegł się przywitać. Rafe 

nie miał sumienia robić mu awantury o to, że ogląda takie głupoty. 

– Cześć, Rafe – powiedziała Kaylin. – Jak minęła podróż? 
Rafe na nią także nie nakrzyczał. W końcu to ona siedziała w jego fotelu, a nie 

Hot Dog, a tylko psu było to surowo zakazane. 

–  Całkiem  nieźle  –  mruknął  Rafe.  Nie  zamierzał  wprowadzać  dzieci  w 

szczegóły swojej pracy, co zresztą i tak śmiertelnie by je znudziło. 

Zerknął na Camryn, która udawała, że nie zauważyła jego obecności. Polewała 

background image

lody colą i tę obrzydliwą papkę wkładała sobie do ust. 

– I to ma być śniadanie? – skrzywił się Rafe. 
– Na inne nie mam ochoty – odparła Camryn. 
– Ale to jest niezdrowe. Przed wyjazdem zrobiłem zakupy. Lodówka jest pełna. 

Mamy jajka, sok i... 

– Daj spokój, Rafe – przerwała mu Camryn. – Na samą myśl o tym robi mi się 

niedobrze. 

– Usmażysz mi jajko na grzance, Rafe? – poprosił Trent. 
– Takie, jakie robi moja mama? 
Rafe  spojrzał  na  niego  spłoszony.  Nie  miał  pojęcia,  jak  przyrządzała  jajka 

matka Trenta. 

– Ja mu zrobię – zaofiarowała się Kaylin, wstając z fotela. 
– Czy jeszcze ktoś ma jakieś życzenia? 
– Ja dziękuję – odparł Rafe, wdzięczny, że choć jedna osoba w tym domu chce 

go wyręczyć. 

Zresztą Kaylin zawsze była wesoła i chętnie we wszystkim pomagała. Nie to co 

Camryn  –  odpychająca  i  wiecznie  nadąsana,  z  wymaganiami  nie  z  tej  ziemi. 
Niestety,  obie  siostry  z  nieznanych  przyczyn  zadawały  się  z  zupełnie 
nieodpowiednim towarzystwem. 

–  Lwie  –  Rafe  zawsze  pamiętał,  żeby,  zwracając  się  do  Trenta,  używać  jego 

ulubionego przezwiska – czy dziewczynki wychodziły z domu wczoraj wieczorem? 

– Nie mam pojęcia – odparł Trent. – Grałem na komputerze. Ten futbol, który 

od ciebie dostałem, , jest rewelacyjny! Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. 

Ale Rafe nie dał się nabrać. Wiedział, że chłopiec nie chce donosić. Może san? 

tak  zdecydował,  a  może  Camryn  zagroziła  mu  mękami  piekielnymi,  gdyby  śmiał 
się wygadać. 

– O której dziewczynki wróciły wczoraj do domu?  – zadał to samo pytanie  w 

nieco zmienionej formie. 

– Już mówiłem, że nie wiem. Grałem w futbol. – Trent nie dał się złapać na ten 

chwyt. 

– Zapomniałam ci powiedzieć, że Tony jest u Steensów – powiedziała Camryn 

tonem,  którym  zawsze  wzbudzał  w  Rafie  poczucie  winy.  –  Pewnie  już  o  nim 
zapomniałeś? Nawet o niego nie zapytałeś. 

–  Właśnie  miałem  zamiar  zapytać.  –  Rafe  oczywiście  poczuł  się  winny,  choć 

wcale nie zapomniał o ośmioletnim Tonym. 

Spojrzał  na  Trenta,  na  Camryn,  potem  na  psa  i  nagle  wydało  mu  się,  że  to 

background image

koszmarny sen. Minął już cały rok, a Rafe wciąż nie mógł uwierzyć, że ta banda z 
piekła  rodem  naprawdę  mieszka  z  nim  pod  jednym  dachem.  Nie  rozumiał,  jak  to 
się stało, że z własnej woli zamienił  niefrasobliwy  los kawalera  na życie w domu 
wariatów. 

–  Dzisiaj  wprowadzają  się  nowi  sąsiedzi.  –  Trent  znów  położył  się  przed 

telewizorem. – Czy wóz meblowy już przyjechał? Widziałeś? 

– Nie widziałem –  mruknął Rafe. Już współczuł tym biednym ludziom, którzy 

zdecydowali  się  wynająć  łub,  co  gorsza,  kupić  drugą  połowę  bliźniaka.  W  jednej 
części  domu  mieszkał  Rafe  wraz  ze  swymi  podopiecznymi.  Lambertowie, 
bezdzietne  małżeństwo,  które  mieszkało  tam  przedtem,  wynieśli  się  poza  miasto, 
bo mieli powyżej uszu awantur i innych wybryków czwórki dzieci i psa. 

– A może już przyjechał. – Trent zerwał się na równe nogi. – Polecę, sprawdzić. 
Jak  powiedział,  tak  zrobił.  Trzasnąwszy  drzwiami,  wypadł  na  ulicę.  –  Moja 

głowa! – Camryn chwyciła się za skronie. 

– Gdzie byłaś wczoraj i o której wróciłaś do domu? – zapytał Rafe. Nie cierpiał 

roli cerbera, którą mu narzucono, nie pytając o zdanie i nie dbając, czy się; do niej 
nadaje. 

–  Pojechałyśmy  zagrać  z  przyjaciółmi  w  bilard,  a  potem  wstąpiłyśmy  na  lody 

do  Dairy  Queen.  No  i  oczywiście  byłyśmy  w  domu  przed  dziesiątą.  –  Camryn 
uśmiechnęła się słodko. 

Rafe tylko przez pierwszych kilka dni dawał się jej nabierać. Szybko odkrył, że 

Camryn to w rzeczywistości diabeł w dziewczęcej skórze. 

–  Jasne  –  prychnął.  –  A  poza  tym  ty  i  Kaylin  jesteście  prymuskami.  Każda  w 

swojej klasie. 

Prawdopodobieństwo  takiego  cudu  było  równie  niewielkie  jak  to,  że  Camryn 

powiedziała  prawdę  o  wczorajszym  wieczorze.  Kaylin  nie  widziała  nic  złego  w 
tym, że ktoś ma w szkole same tróje, a o Camryn lepiej w ogóle nie mówić. 

–  Gdzie  Trent?  –  zapytała  Kaylin,  która  właśnie  weszła  do  pokoju  z 

zamówionym przez chłopca śniadaniem. 

–  Daje  się  we  znaki  nowym  sąsiadom.  Albo  przynajmniej  próbuje  – 

powiedziała Camryn. Spojrzała na talerz i usiadła. – Umieram z głodu! Możesz mi 
dać tę grzankę? 

– To śniadanie Trenta – przypomniał jej Rafe. 
–  Jak  wróci  to  zrobię  mu  drugą.  Zresztą  i  tak  by  ostygła  –  wstawiła  się  za 

siostrą Kaylin. 

Podała jej talerz i szklankę z sokiem. Odsunęła drzemiącego na fotelu Hot Doga 

background image

i usadowiła się obok niego. 

– Pójdę się rozpakować – mruknął Rafe. Nie miał ochoty szarpać się z dziećmi, 

jeśli nie musiał. 

 

background image

Rozdział 2 

 
Ledwie  Holly  zdążyła  zatrzymać  samochód  przed  domem,  wybiegł  jej  na 

spotkanie mały chłopiec. 

–  Jestem  Lew  –  oświadczył,  gdy  tylko  wysiadła.  –  Mieszkam  obok  –  pokazał 

palcem  drzwi  prowadzące  do  mieszkania  w  drugiej  połowie  bliźniaka.  –  Mamy 
wspólną ścianę. Jeśli ja albo mój brat w nią zapukamy, to na pewno usłyszysz. 

Chłopiec  wydawał  się  bardzo  z  tego  zadowolony.  Holly  jednak  nie  była 

uszczęśliwiona taką perspektywą. 

– Ja i Tony, to mój brat, znamy alfabet Morsea – pochwalił się Lew. – Nie tylko 

SOS. Znamy wszystkie litery! 

– Musieliście się długo uczyć – powiedziała uprzejmie Holly. 
– No. Ciebie też nauczymy. Będziemy mogli sobie rozmawiać przez ścianę. Jak 

masz na imię? 

– Holly. 
– Mogę tak do ciebie mówić? A może wolisz... 
– Możesz mówić do mnie Holly – wpadła mu w słowo. 
Uśmiechnęła  się  do  chłopca.  Długa  podróż  śmiertelnie  ją  zmęczyła.  Była 

głodna,  kości  ją  bolały,  a  na  domiar  złego  właśnie  się  dowiedziała,  że  wóz 
meblowy  nie  przyjedzie  dzisiaj,  tylko  nie  wiadomo  kiedy.  Najwcześniej  jutro  po 
południu. 

Lew bez przerwy o czymś opowiadał, wywijając przy tym na wszystkie strony 

kijem  golfowym.  Holly  usiłowała  go  słuchać,  ale  w  głowie  jej  huczało,  więc  nie 
bardzo mogła się skupić. 

–  Chcesz  zobaczyć  mój  strzał?  –  zapytał  Lew  i  nie  czekając  na  odpowiedź, 

ustawił piłeczkę golfową na trawniku. 

Holly patrzyła, jak celuje w piłkę, jak piłka wiruje w powietrzu i uderza w sam 

środek szyby jej nowego domu. Szkło rozsypało się w drobny mak. 

– Nienawidzę tego! – jęknął Lew. – Dlaczego szkło zawsze musi się tłuc? 
– Masz mocne uderzenie, Lwie – powiedziała Holly, spoglądając ze smutkiem 

na  rozbite  okno.  –  Uważam,  że  powinieneś  ćwiczyć  na  polu  golfowym  albo  na 
boisku. Tam nie ma szyb i nic ci nie będzie przeszkadzało. 

–  Chyba  masz  rację  –  westchnął  chłopiec.  –  Rafe  też  mi  to  bez  przerwy 

powtarza. 

– Znów stłukłeś szybę, Trent? – rozległ się męski głos. 

background image

Właściciel  tego  miłego  głosu  był  wysoki,  ciemnowłosy,  ubrany  w  dżinsy, 

skórzane mokasyny i białą bawełnianą koszulkę. 

–  To  właśnie  jest  Rafe.  –  Chłopiec  pospiesznie  wsunął  kij  golfowy  w  dłoń 

Holly. – Możesz mu powiedzieć, że sama stłukłaś szybę? Ja polecę po piłkę. 

Ale Rafe był szybszy i Trentowi nie udało się uciec. 
– Witamy nową sąsiadkę – powiedział, patrząc to na chłopca, to na trzymającą 

kij golfowy Holly. – Nazywam się Rafe Paradise. 

Holly wydało się, że jego słowa zabrzmiały jak przestroga, ale zaraz pomyślała, 

że  jest  przemęczona  i  dlatego  wszystko  wydaje  jej  się  dziwniejsze,  niż  jest 
naprawdę.  –  Dziękuję.  –  Holly  mimo  wszystko  nie  chciała  być  nieuprzejma.  – 
Jestem Holly Casale. Przyjechałam tutaj z Michigan. 

– Ona uwielbia grać w golfa – zawołał Trent. – Wspaniale strzela! 
–  Nie  wygłupiaj się,  Trent.  Wiem,  że  to ty  stłukłeś  szybę.  –  Rafe  wyjął  z  rąk 

Holly kij golfowy. – Oczywiście zapłacę za szkody. 

–  Jesteś  na  mnie  wściekły!  –  jęknął  Trent.  –  Nienawidzisz  mnie!  Na  pewno 

wyrzucisz mnie z domu! – Chłopiec rozpłakał się i uciekł. 

– Może powinieneś za nim pobiec? – zaniepokoiła się Holly. – On może uciec... 
–  On  nie  ma  dokąd  uciec  i  doskonale  o  tym  wie.  Gdyby  pojechał  do  matki, 

zaraz  odesłałaby  go  tu  z  powrotem.  Pewnie  pobiegnie  do  Steensów.  To  najlepsi 
sąsiedzi na świecie. 

Holly  i  Rafe  patrzyli,  jak  Trent  zatrzymuje  się  przed  drzwiami  jednego  z 

pobliskich domów i jak uśmiechnięta kobieta wpuszcza go do środka. 

– Tak jak przypuszczałem, schował się u Steensów. – Rafe odetchnął z ulgą. – 

Chcę,  żeby  Trent  poniósł  konsekwencje  tego,  co  zrobił.  Może  do  końca  wakacji 
kosić ci trawę przed domem. Oczywiście zapłacę za nową szybę. 

– Czegoś tu nie rozumiem – powiedziała Holly. – Mały twierdził, że ma na imię 

Lew, a ty mówisz do niego: Trent. 

–  Kilka  miesięcy  temu  kazał  nazywać  się Lwem.  Chce  zostać  mistrzem  golfa, 

jak  Tygrys  Woods.  Ale  naprawdę  nazywa  się  Trent  Krider.  Jestem  jego  starszym 
bratem. 

– Ach, tak. – Holly nie potrafiła ukryć zaskoczenia. 
–  Organizacja  Starszych  Sióstr  i  Braci  przydzieliła  mnie  Trentowi  jako 

opiekuna – wyjaśnił Rafe. – Tylko w ten sposób jasnowłosy i niebieskooki chłopiec 
może zostać bratem półkrwi Indianina. 

Holly  zaczerwieniła  się  aż  po  cebulki  włosów.  Bezmyślnie  spojrzała  na 

znoszone mokasyny Rafe’a. 

background image

– Mój prapradziadek przekazał mi je w spadku. – Rafe natychmiast zauważył je 

spojrzenie. – Był wodzem  i władcą tych ziem. Nazywał się Ognista Strzała. Teraz 
w sierpniu jest za ciepło na skórzane spodnie. Trzymam je w wigwamie za domem. 
Pióropusz też. 

Holly jęknęła w duchu. Niechcący obraziła nie tylko tego miłego człowieka, ale 

i jego dumnych przodków. 

– Ja nie chciałam... – wyjąkała. – Nie miałam zamiaru nikogo obrażać... 
– Powiedziałaś tylko „ach, tak”, a to jeszcze nie jest zniewaga – odparł Rafe. 
–  Ale  zachowałam  się  nieładnie.  –  Holly  pogrążała  się  coraz  bardziej.  – 

Spojrzałam na mokasyny... 

– A czy to przestępstwo? 
– Człowieka można obrazić tonem, spojrzeniem, a nawet milczeniem. 
–  To  miał  być  żart.  –  Rafe  wreszcie  się  nad  nią  ulitował.  –  Sądząc  po  twojej 

reakcji, nie był udany. 

Holly milczała, zawstydzona. 
– Naprawdę nie czuję się urażony – przekonywał ją Rafe. 
– Jesteś bardzo wyrozumiały. 
– A co ja  mam  powiedzieć? Jeszcze się nie wprowadziłaś, a  mój podopieczny 

już wybił ci szybę. 

– Wypadki chodzą po ludziach. – Holly wreszcie się uśmiechnęła. 
Rafe  patrzył  na  nią  jak  urzeczony.  Nagle  zrozumiał,  że  pożąda  tej  obcej 

kobiety. Zupełnie bez sensu i bez powodu. Nigdy przedtem nic podobnego mu się 
nie przytrafiło. Owszem, zdarzało się, że spodobała mu się ta czy owa, ale żeby tak 
nieoczekiwanie  i  bez  wstępów  nagle  mieć  erekcję?  Od  samego  patrzenia?  Lorna 
Larson,  która  usiłowała  go  uwieść,  absolutnie  nic  nie  wskórała,  a  ta  cała  Holly... 
Czary czy co? 

Na  jego  szczęście  Holly  nie  zauważyła,  że  dżinsy  Rafe’a  podejrzanie  się 

wybrzuszyły.  Z  nieszczęśliwą  miną  spoglądała  na  swój  wyładowany  po  dach 
samochód. Zamiast być z tego zadowolonym, Rafe poczuł się dotknięty. Ja płonę, a 
ona myśli o rozpakowywaniu swoich maneli, pomyślał z goryczą. 

– Muszę się brać do roboty – westchnęła  Holly, podchodząc do samochodu.  – 

Miło było cię poznać, Rafe. 

– Może ci pomóc? – Rafe podreptał za  nią jak Hot Dog za pączkiem. Nic tak 

skutecznie nie przeganiało zdrożnych myśli jak ciężka fizyczna praca. 

– Pewnie! – rozpromieniła się Holly. 
Otworzyła wszystkie drzwi samochodu i Rafe’owi znów zrobiło się przykro, że 

background image

jej tylko przeprowadzka w głowie, podczas gdy on po raz pierwszy od tak dawna 
zapragnął kobiety. A przecież panie za nim szalały... 

No  cóż,  to  żadna  zniewaga,  przekonywał  się  zupełnie  nie  przekonany  Rafe. 

Skoro  już  do  tego  doszło,  że  staje  mi  na  widok  obcej  dziewczyny,  to  znaczy,  że 
najwyższy  czas  umówić  się  z  jakąś  chętną  panienką.  Gdzie  ja  wrzuciłem 
wizytówkę tej Lorny? Do śmietnika w kuchni czy do kosza w łazience? 

– Trent mi powiedział, że mieszka obok – odezwała się Holly, wyjmując z auta 

torbę podręczną. – W twoim domu? 

–  Zgadza  się.  Razem  ze  swym  młodszym  bratem  Tonym.  –  Rafe  nie  mógł 

oderwać oczu od zgrabnej pupy Holly. 

– Jak to możliwe? – zdziwiła się Holly. – Organizacja – Starszych Sióstr i Braci 

opiekuje się dziećmi w ich rodzinnym domu. Opiekunowie nie mieszkają z nimi na 
stałe. 

Nawet  jej  głos  mnie  podnieca,  myślał  Rafe,  niezdolny  skupić  się  na 

czymkolwiek  innym  niż  ciało  nowej sąsiadki.  Na  jej  wypielęgnowanych  dłoniach 
nie było ani obrączki, ani nawet zaręczynowego pierścionka. Od razu to zauważył i 
bez skrupułów zaczął sobie wyobrażać, co mogłyby mu robić te jej długie palce... 

–  Kiedyś  też  byłam  Starszą  Siostrą  –  mówiła  Holly,  wyjmując  z  samochodu 

drugą  torbę.  –  To  było  nawet  przyjemne.  Szczególnie  po  wariackim  okresie 
studiowania.  Medycyna  to  trudne  studia.  Stephanie,  moja  podopieczna,  jest  już 
dorosła,  ale  często  do  siebie  pisujemy  albo  przynajmniej  rozmawiamy  przez 
telefon. 

– Jesteś lekarką? – zapytał zdumiony Rafe.. 
– I co w tym dziwnego? 
–  Jesteś  za  młoda  na  lekarkę.  I  o  wiele  za  ładna  –  dodał,  biorąc  podaną  mu 

przez Holly walizkę. 

– Dziwny komplement. 
–  To  nie  komplement,  tylko  stwierdzenie  faktu.  Moja  młodsza  siostra  studiuje 

medycynę w Sioux Falls. Całkiem nieźle sobie radzi. 

– Rozumiem, że jest brzydka i wygląda staro. 
– Trafiony, zatopiony, pani doktor – roześmiał się Kate. – Eva jest młoda, ładna 

i bardzo zdolna. 

Holly otworzyła drzwi i oboje weszli do mieszkania. Rafe rozejrzał się dookoła. 
–  Lustrzane  odbicie  mojego  –  powiedział.  I  zaraz  pomyślał  o  istotach,  które 

przyjął pod swój dach. – Tylko bardziej sympatyczne, na pewno spokojniejsze. 

Holly postawiła torby na podłodze. 

background image

– To chyba ta ściana, na której Trent i Tony wystukują wiadomości alfabetem 

Morse’a – powiedziała, spoglądając na jedną ze ścian przedpokoju. 

– Teraz już wiesz, dlaczego pośrednik zaoferował ci taką korzystną cenę za to 

mieszkanie? – Rafe uśmiechnął się gorzko. 

– Na razie tylko je wynajmuję. Jak mi się spodoba, to może kupię. 
– Mądra decyzja – pochwalił Rafe. – Nie jesteś w sytuacji bez wyjścia. – Dokąd 

mam zanieść te walizki? 

Patrzył  na nią i widział przede wszystkim  wielkie oczy i długie, zgrabne nogi. 

Co gorsza, mimo że dźwigał ponad pięćdziesiąt kilogramów bagażu, ani na chwilę 
nie przestał jej pożądać. Jęknął cicho. 

– Och, przepraszam. Ja tu gadam, a ty stoisz z tym ciężarem. – Holly opacznie 

zinterpretowała  wydawane  przez  Rafe’a  dźwięki.  –  Zanieś  do  sypialni,  jeśli 
możesz. Potem już sama sobie z nimi poradzę. 

Weszli na górę. Rafe starał się nie myśleć o tym, że obie te sypialnie dzieli od 

siebie  niezbyt  grubą  ściana,  że  każdej  nocy  Holly  będzie  blisko  niego... 
niedostępna! Postawił walizki na podłodze. 

– Serdeczne dzięki – zawołała Holly. – One są strasznie ciężkie. 
– Nie ma za co. Kiedy przyjedzie wóz meblowy? 
– Pośrednik powiedział, że może jutro, ale tak naprawdę to nie wiadomo kiedy. 
– Równie dobrze może przyjechać za miesiąc – mruknął Rafe. 
–  Też  się  tego  obawiam.  Na  szczęście  najpotrzebniejsze  rzeczy  upchnęłam  w 

samochodzie. Jakoś sobie poradzę. 

–  Jesteś  niepoprawną  optymistką  –  stwierdził  Rafe.  Chyba  właśnie  to 

najbardziej  mu  się  w  niej  spodobało.  On  spodziewał  się  od  życia  wszystkiego 
najgorszego.  –  Nieważne,  że  nie  masz  na  czym  spać  ani  na  czym  usiąść,  ważne 
jest,  że  możesz  pomagać  chorym.  Jaką  masz  specjalność?  Będziesz  pracowała  w 
którejś z tutejszych klinik, czy otworzysz własny gabinet? 

– Będę pracowała w klinice Widmarków. Zaczynam w poniedziałek, więc mam 

jeszcze  kilka  dni  na  urządzenie  się  w  nowym  domu.  Jeśli,  oczywiście,  wóz 
meblowy nie spóźni się za bardzo. Jestem psychiatrą. 

– Psychiatrą? – zdumiał się Rafe. 
Może oni  mają jakieś swoje sposoby odgadywania ludzkich  myśli? – przeraził 

się na wszelki wypadek. 

–  Nie  analizuję  każdego  słowa  wszystkich  napotkanych  ludzi  –  uspokoiła  go 

Holly.  Ludzie  zwykle  byli  zaskoczeni,  kiedy  poznawali  jej  specjalność,  ale  ten 
mężczyzna  wydawał  się  wręcz  przerażony.  –  Nie  muszę  sobie  zdobywać 

background image

pacjentów. Słowo honoru, że nie będę cię namawiać na terapię. 

A  więc  jest  psychiatrą,  pomyślał  Rafe.  No  to  pewnie  potrafiłaby  mi 

wytłumaczyć, dlaczego tak bardzo jej pragnę. 

Gdyby Holly rzeczywiście potrafiła czytać w myślach, bardzo by się zdziwiła: 

Rafe  wyobrażał  sobie  nieprzyzwoite  rzeczy.  Bohaterką  tych  marzeń  była  piękna  i 
nieprzystępna pani doktor Casale. 

Raz  jeszcze  zerknął  na  jej  pozbawione  jakichkolwiek  ozdób  dłonie.  Skoro 

wykonywała  tak  niezwykły  zawód,  to  może  i  małżeństwa  nie  traktowała  jak 
tradycyjna  kobieta.  Nie  wszystkie  zamężne  kobiety  noszą  obrączki,  a  co  dopiero 
takie, które specjalizują się w psychiatrii. 

– Kiedy przyjeżdża twój mąż? – zapytał Rafe. Zaryzykował to niezbyt zręczne 

pytanie, bo chciał wreszcie mieć jasność. Przynajmniej w tej jednej sprawie. 

– Ja nie mam męża – odparła Holly. 
– Wobec tego narzeczony. Zamieszkacie razem? 
– Narzeczonego też nie mam. Zachowujesz się jak moja matka  – skrzywiła się 

Holly.  –  Ona  też  mnie  bez  przerwy  wypytuje  o  narzeczonych  i  kiedy  wreszcie 
wyjdę za mąż. 

–  Ty  też  możesz  mnie  pytać,  o  co  zechcesz.  –  Rafe  postanowił  się 

zrehabilitować. 

–  Wolę  nie  próbować.  Tak  się  przestraszyłeś,  kiedy  powiedziałam,  że  jestem 

psychiatrą. Zaraz byś sobie pomyślał, że chcę cię zdiagnozować. 

– Wcale się nie przestraszyłem. Ja też jestem kawalerem i nie mam narzeczonej. 

– Rafe, nie pytany, sypał informacjami jak z rękawa. – Czy masz zamiar. 

– Jeśli mnie zapytasz, czy szukam kogoś odpowiedniego na męża, to nie ręczę 

za siebie – ostrzegła go Holly. 

– Ach, więc tym cię nęka twoja mama – roześmiał się Rafe. 
– Gdyby tylko mama – westchnęła Holly. – Siostra, ciotki i kuzynki też mi nie 

dają  spokoju.  Uwielbiają  łączyć  ludzi  w  pary.  Jak  dotąd  tylko  ze  mną  im  się  nie 
udało. 

– Stanowisz nie lada wyzwanie, co? 
Holly  natychmiast  zauważyła  nagłą  zmianę  w  tonie  jego  głosu.  Profesjonalne 

wyszkolenie  kazało  jej  zwracać  uwagę  na  takie  drobiazgi  jak  zmiana  tonu  czy 
sposobu wyrażania się. Wiedziała, że tym razem Rafe nie mówił już o swatkach z 
rodziny  Casale.  Popatrzyła  na  niego.  Po  raz  pierwszy  spojrzała  na  niego  jak  na 
mężczyznę.  Wiedziała,  dlaczego  wcześniej  tego  nie  zrobiła.  Była  zmęczona  po 
podroży,  chciała  jak  najprędzej  przenieść  swój  dobytek  do  domu,  ale  nade 

background image

wszystko nie mogła sobie pozwolić na to, aby spodobał jej się mężczyzna związany 
z  inną  kobietą.  Teraz,  kiedy  okazało  się,  że  jej  sąsiad  jest wolny,  mogła  wreszcie 
patrzeć na niego jak kobieta na mężczyznę. 

Był  bardzo  wysoki,  miał  czarne  włosy,  orli  nos  i  brązową  skórę.  Jego  oczy... 

Holly  zapatrzyła  się  w  jego  ciemne  oczy.  Były  nie  tylko  inteligentne,  ale  także 
bardzo pociągające... 

Boże, o czym ja myślę? – przeraziła się Holly. Rafe ogromnie jej się spodobał. 

Serce podeszło jej do gardła. A przecież nie była kobietą, która ledwie spojrzy na 
mężczyznę,  a  już  trzęsie  się  jak  galareta.  Zawsze  uważała  się  za  osobę  rozsądną. 
Zdaniem  rodziny  –  aż  nazbyt  rozsądną.  Tym  razem  jednak  rozsądna  i  logicznie 
myśląca  Holly  Casale  poczuła,  że  powinna  trzymać  się  z  daleka  od  tego 
przystojnego mężczyzny, który zburzył jej wewnętrzny spokój. 

–  Wypakuję  resztę  rzeczy  –  powiedziała.  Jej  samej  własny  głos  wydał  się 

dziwnie nienaturalny. 

Rafe  spojrzał  na  nią  zaskoczony.  Holly  zarumieniła  się.  Pomyślała,  że  on 

pewnie  już  wie,  jak  wielkie  wywarł  na  niej  wrażenie.  Bez  najmniejszego  wysiłku 
obudził w Holly coś, czego żadnemu innemu mężczyźnie przez tyle lat obudzić się 
nie  udało.  Rafe  Paradise  sprowadził  pewną  siebie  i  ustabilizowaną  zawodowo 
kobietę, jaką była Holly Casale, do poziomu zakochanej nastolatki. 

Wybiegła z pokoju  i pognała  na dół, jakby ją ktoś  gonił. Rafe  ledwie  mógł za 

nią nadążyć. 

– Dobrze się czujesz? – zapytał. 
Miły  głos  Rafe’a,  ten  sam  głos,  który  jeszcze  przed  chwilą  nie  budził  w  niej 

żadnych emocji, tym razem zabrzmiał jak pieszczota. Holly zadrżała. 

– T.. . tak – wyjąkała. Czuła się idiotycznie. Przyszło jej nawet do głowy, żeby 

wreszcie  przeczytać  „Porady”,  ale  zaraz  odsunęła  od  siebie  tę  myśl.  Postanowiła, 
że weźmie się w garść i nigdy więcej nie dopuści do tak niezręcznej sytuacji. 

Holly  i  Rafe  patrzyliby  na  siebie  dłużej,  gdyby  nie  przerwał  im  pogardliwy 

dziewczęcy głos. 

– Ta muzyka na twoich kasetach nie nadaje się do słuchania. 
Oboje  odwrócili  się  w  tej  samej  chwili.  Za  kierownicą  samochodu  Holly 

siedziała kilkunastoletnia panienka. Przeglądała kasety, które trzymały  Holly przy 
życiu przez całą drogę do Sioux Falls. 

– Camryn! – syknął Rafe i w mgnieniu oka znalazł się przy samochodzie. 
–  Boże  wielki!  –  jęczała  Camryn,  która  ani  na  chwilę  nie  przerwała  swego 

zajęcia. – Co za starocie! Nawet ty masz lepsze – zwróciła się do Rafe’a. 

background image

– Natychmiast wysiadaj! – Rafe chwycił Camryn za ramię i usiłował wyciągnąć 

ją z auta. – Nie masz prawa... 

–  Naprawdę  bardzo  żałuję,  że  to  zrobiłam  –  przerwała  mu  Camryn  z  jawną 

kpiną w głosie. – Co najmniej przez tydzień będę  miała koszmarne sny z powodu 
tego, co tu zobaczyłam. Ty naprawdę słuchasz tych okropności? – Camryn zaczęła 
się  pastwić  nad  Holly.  –  A  może  to  tylko  okładki,  a  w  środku  masz  kasety  z 
porządną muzyką? 

–  Dziękuję,  że  dałaś  mi  szansę  na  honorowe  wyjście  z  sytuacji.  Niestety,  na 

kasetach są te utwory, których nazwy wypisano na pudełkach – powiedziała oschle 
Holly. 

Camryn wyglądała  fatalnie: Miała krótko ostrzyżone, lepkie od lakieru włosy  i 

koszmarny,  choć  modny  makijaż,  który  najładniejszą  kobietę  upodabniał  do 
nieboszczyka. 

Mimo  sierpniowego  upału  nosiła  czarne  legginsy  i  czarną  krótką  koszulkę 

odsłaniającą brzuch. Oczywiście  miała też kolczyk w pępku. Holly zresztą bardzo 
by  się  zdziwiła,  gdy  by  Camryn  nie  nosiła  tej  wątpliwej  ozdoby.  Jednak  zdołała 
pod tą charakteryzacją dostrzec prawdziwie wybitną urodę Camryn. Nie rozumiała 
tylko, dlaczego ta dziewczyna wolała wyglądać szokująco aniżeli atrakcyjnie. 

– Kim ty właściwie jesteś? – zapytała wrogo Camryn jakby miała przed sobą co 

najmniej seryjnego mordercę. 

– Będę tu mieszkała i właśnie. się wprowadzam... 
– O rany! – prychnęła ze wstrętem Camryn. 
–  Pozwól,  że  ci  przedstawię  moją  przyrodnią  siostrę.  –  Rafe  westchnął 

zrezygnowany. – To jest Camryn. Ona  i jej siostra, Kaylin,  też ze  mną  mieszkają. 
Przepraszam cię za jej zachowanie. To się już więcej nie powtórzy. 

– Zauważyłaś, jak on wymawia słowo „przyrodnia”? – skrzywiła się Camryn. – 

Zawsze w ten sposób podkreśla że tylko częściowo jest ze mną spokrewniony. 

– Zauważyłam – powiedziała cicho Holly. 
Zauważyła  także,  że  Rafe  patrzy  na  tę  swoją  młodszą  siostrę  przyrodnią  tak, 

jakby  była  przybyszem  z  obcej  planety  Taki  sam  wyraz  twarzy  mieli  krewni 
zbuntowanych nastolatków, z którymi Holly prowadziła terapię w Michigan. 

–  Przygotuj  się  do  kolejnych  przeprosin,  Rafe,  bo  właśnie  nadchodzi  twoja 

druga siostra przyrodnia – zapowie działa Camryn. 

Rafe zacisnął usta. Camryn trafiła w sedno: nigdy nie mówił o nich inaczej jak 

„moje  siostry  przyrodnie”  i  nigdy  inaczej  o  nich  nie  myślał.  Zawsze  pamiętał,  że 
tylko  ojca  mieli  wspólnego  i  nie  przyszło  mu  do  głowy,  że  są  po  pro  stu  jego 

background image

młodszymi siostrami. Może gdyby nie Eva, która była jego prawdziwą, uwielbianą 
młodszą siostrzyczką, jego stosunek do Camryn i Kaylin byłby nieco inny. Bardzo 
długo  ich  nie  widział  i  pewnie  dlatego  nie  był  z  nimi  tak  mocno  związany  jak  z 
Evą.  Duża  różnica  wieku,  jaka  ich  dzieliła,  i  wojownicze  charaktery  obu 
dziewczynek w niczym nie ułatwiały sprawy. 

Kiedy  Eva  miała  tyle  lat,  co  Camryn  i  Kaylin,  była  zupełnie  inna.  Dawała  się 

lubić. Może gdyby jego siostry przyrodnie były choć trochę podobne do Evy... Ale 
one były jej przeciwieństwem. 

Rafe zerknął na Holly. Popatrywała to na obie siostry, to na niego, a minę miała 

przy  tym  taką,  jak  mikrobiolog,  który  właśnie  odkrył  nowy  gatunek  wirusa. 
Zmysłowy  błysk,  który  na  moment  zapalił  się  w  jej  oczach,  zgasł.  W  tej  chwili 
Holly interesowała się swoim sąsiadem jedynie zawodowo: jako przedstawicielem 
dysfunkcjonalnej rodziny Paradise. 

– Cześć – powiedziała Kaylin. 
–  Cześć  –  przywitała  ją  Holly.  –  Nazywam  się  Holly  Casale  i  będę  waszą 

sąsiadką. 

– A ja jestem Kaylin. Mac jest moją małą starszą siostrzyczką. – Kaylin objęła 

siostrę ramieniem. 

Była  co  najmniej  dziesięć  centymetrów  wyższa  od  Camryn.  Włosy  też  miała 

czarne,  tylko  długie.  Ubrana  była  w  rozciągnięte  spodnie  i  taki  sam  bezkształtny 
podkoszulek. 

–  A  ty  jesteś  moją  dużą  młodszą  siostrzyczką  –  dodała  z  uczuciem  Camryn. 

Potem  spojrzała  na  Rafe’a  i  Holly,  a  jej  ciemne  oczy  znów  gniewnie  zabłysły.  – 
Ciekawe, co powiesz, kiedy poznasz Evitę. Przekonasz się, dlaczego Rafe... 

– Uspokój się, Camryn – przerwał jej zniecierpliwiony Rafe. – A skoro już obie 

tu  jesteście,  pomóżcie  Holly  wy–  pakować  rzeczy  z  samochodu.  Przynajmniej do 
czegoś się przydacie. 

– Evitę? – Holly nie bardzo rozumiała, o czym mówiła Camryn. – Chodzi ci o 

film? A może o ścieżkę dźwiękową? Tego akurat nie mam. 

Siostry  spojrzały  na  siebie  i  parsknęły  śmiechem.  –  Evita  to  nie  ścieżka 

dźwiękowa. To zła siostra Rafe’a i  Flinta  – wyjaśniła Camryn. – Normalna, a nie 
przyrodnia. 

– To ta Eva, o której mi mówiłeś? – zapytała Rafe’a Holly. – Ta, która studiuje 

medycynę? 

Nie  musiała  zgłębiać  tajników  psychiatrii,  żeby  się  domyślić,  że  używane 

wobec przyrodniej siostry zdrobnienie nie było wyrazem miłości. 

background image

–  Ta  sama  –  potwierdziła  Kaylin.  –  Czarownica  przebrana  za  lekarza,  A  nasz 

drogi Flint to ciemna strona Rafe’a. Są bliźniakami. 

–  Naprawdę  masz  brata  bliźniaka?  –  zdziwiła  się  Holly.  Nie  była  pewna,  czy 

dziewczynki sobie z niej nie żartują. 

– Mam – mruknął Rafe. 
Nie mógł się wyprzeć własnego brata, choć wiedział, że to nie jest bezpieczne. 

W  końcu  miał  przed  sobą  psychiatrę.  Obaj  z  Flintem  często  byli  zapraszani  do 
udziału  w  badaniach  naukowych.  Jako  bliźnięta  jednojajowe  półkrwi  indiańskiej 
uważani  byli  przez  naukowców  za  skarbnicę  wiedzy.  Rafe  nie  chciał,  żeby  Holly 
traktowała go jak szczura laboratoryjnego. 

– Eva nie jest czarownicą, a Flint to nie diabeł – poczuł się w obowiązku stanąć 

w obronie rodzeństwa. 

Wyciągnął  z  samochodu  wielką,  ważącą  co  najmniej dwadzieścia  kilogramów 

walizę. Mięśnie na jego ramieniu napęczniały jak balony. 

Kaylin wzięła pojemnik z butami i podążyła za Rafe’em. 
Tylko Camryn się nie poruszyła. Patrzyła na Holly, która odprowadzała Rafe’a 

spojrzeniem. Już wiedziała, że nowa sąsiadka się nim interesuje. 

– Sama widzisz, jak bardzo Rafe nas nie lubi – uśmiechnęła się najpiękniej, jak 

potrafiła.  –  Ale  on  jest  dobry.  Kiedy  mama  zachorowała,  obiecał  jej,  że  po  jej 
śmierci obie z Kaylin będziemy  mogły z nim zamieszkać. Nie mamy żadnej innej 
rodziny. Kiedy mama umarła, przyjechał i zabrał nas do siebie. Ani Flint, ani Eva 
nigdy by... 

– Przestań się nad sobą użalać, Camryn, i weź się do roboty – przerwał jej Rafe. 

Nawet się nie zatrzymał. 

Nigdy  nie  rozmawiał  z  obcymi  o  sprawach  rodzinnych.  A  już  na  pewno  nie  z 

psychiatrą.  Zapomniał  o  profesji  Holly,  bo  patrzył  na  nią  jak  na  kobietę,  jednak 
pojawienie  się  uprzykrzonych  przyrodnich  sióstr  podziałało  na  niego  jak  sole 
trzeźwiące. 

– Nie muszę! – wrzasnęła za nim Camryn. – I wcale się nad sobą nie użalam. 
–  Z  tego,  co  mi  powiedziałaś,  wynika,  że  masz  do  tego  pełne  prawo.  –  Holly 

położyła  jej  dłoń  na  ramieniu.  Naturalny  instynkt  i  zdobyta  wiedza  nie  pozwoliły 
jej pozostać obojętną na wrogość niepodzielnie panującą w tej rodzinie. 

– Przykro mi, że wasza mama nie żyje. 
–  Tata  też  –  powiedziała  Camryn:  –  Nawet  go  nie  znałyśmy.  Rozwiódł  się  z 

mamą,  kiedy  ja  miałam  dwa  lata,  a  Kaylin  rok  i  od  tamtej  pory  nigdy  go  już  nie 
widziałyśmy  Rafe’a  i  całą  resztę  też  zobaczyłyśmy  dopięto  rok  temu,  po  śmierci 

background image

mamy. 

Holly  bardzo  się  przejęła  tą  dramatyczną  historią,  ale  nie  dała  tego  po  sobie 

poznać. Była przecież profesjonalistką. – Nie widziałyście rodzeństwa przez prawie 
całe swoje życie? – beznamiętnie zestawiła fakty, które jej przedstawiono. 

–  No  właśnie.  –  Camryn  skinęła  głową.  –  Ja  mam  siedemnaście  lat,  a  Kaylin 

szesnaście. Resztę możesz sobie policzyć. 

–  Nie  widzieliście  się  przez  czternaście  lat!  –  Holly  bez  zarzutu  wykonała 

zadanie. 

Nic  dziwnego,  że  Rafe  patrzy  na  nie  jak  na  przybyszów  z  innej  planety, 

pomyślała. 

– No właśnie. Czternaście  lat! Jesteś prawdziwym  geniuszem  matematycznym 

–  zakpiła  Camryn.  –  Ale  pamiętaj,  że  oni  są  tylko  naszym  przyrodnim 
rodzeństwem. Oni nigdy tego nie zapomną. 

– A chciałabyś, żeby zapomnieli? – zapytała Holly. 
Ale zanim Camryn zdążyła odpowiedzieć, wrócił Rafe. 
–  Nie  wiem,  czy  wiesz,  że  pani  Casale  jest  psychiatrą  –  powiedział  niby  od 

niechcenia. 

– Odmawiam rozmowy z psychiatrą. – Camryn naprawdę się przeraziła. – Nie 

jestem wariatką. 

– Jasne, że nie – zgodził się Rafe. – Nie daj się nabrać, Holly. Camryn nie jest 

biedną sierotką. To wampirzyca. 

– Jestem  nieokrzesanym  i źle wychowanym bachorem  – oświadczyła Camryn. 

– Mam rację, Rafe? 

–  Wszyscy  mi  to  bez  przerwy  powtarzają.  –  Rafe  prawie  się  uśmiechnął.  – 

Niektórzy  nawet  twierdzą,  że  jesteś  najpotworniejszym  bachorem,  jaki 
kiedykolwiek nawiedził Sioux Falls, a może nawet całą Dakotę. 

– Tak mówi nauczycielka historii, a nauczyciel od muzyki całkowicie się z nią 

zgadza. – Camryn promieniała. 

– Nie boisz się, że będę twoją sąsiadką? – zwróciła się do Holly. – Powinnaś. I 

lepiej  nie  próbuj  ze  mną  żadnych  sztuczek,  bo  nie  ręczę  za  siebie.  Jestem 
nieobliczalna. 

Rafe  przypomniał  sobie,  że  ktoś  tak  właśnie  określił  Camryn,  nie  pamiętał 

tylko,  czy  był  to  trener  siatkówki,  czy  nauczyciel  zajęć  praktycznych.  Cały 
personel  szkoły,  do  której  chodziła  Camryn,  miał  na  jej  temat  coś  złego  do 
powiedzenia. 

– Nie boję się ciebie, Camryn i nie miałam zamiaru próbować na tobie żadnych 

background image

sztuczek.  –  Holly  była  nieporuszona.  –  Ciekawi  mnie  tylko,  dlaczego  zarówno  ty, 
jak i twój brat tak bardzo się bronicie przed jakakolwiek formą... 

–  Terapii  rodzinnej?  –  dokończyła  za  nią  Camryn  takim  tonem,  jakby  właśnie 

zaproponowano jej przełknięcie trutki na szczury. 

– A więc ten pomysł nie jest ci obcy – stwierdziła Holly. 
– Nie ma o czym  mówić, pani doktor – prychnęła Camryn. – Nigdy się już do 

ciebie nie odezwę. 

– Nikt z rodziny Paradise nigdy w życiu nie był u psychiatry – sekundował jej 

Rafe. 

– Uważaj na nią, Rafe – ostrzegła go Camryn. – Ona może tak zakuglować, że 

naprawdę staniemy się dobrzy. 

Holly pomyślała, że oni pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są po 

tej  samej  stronie,  co  z  całą  pewnością  nieczęsto  im  się  dotąd  zdarzało.  Jeśli  w 
ogóle. A więc jednak coś ich łączy. Holly bardzo się z tego ucieszyła. 

–  To  dla  mnie  jest  zbyt  łatwe  –  uśmiechnęła  się.  –  Chyba  dam  sobie  z  wami 

spokój. 

Rafe  nie  mógł  oderwać  od  niej  oczu.  Kiedy  Holly  Casale  się  uśmiechała,  jej 

twarz rozświetlała się i trudno było się jej oprzeć. Znów jej pożądał. A przecież nic 
nie zrobiła, tylko się uśmiechnęła. 

– Nie będę pomagała w przeprowadzce doktorowi od wariatów – oświadczyła 

Camryn. – Zresztą mam inne plany. 

Rafe nie wiedział, czy powinien jej kazać, żeby jednak została i pomogła Holly. 

Nic nie słyszał o żadnych planach Camryn, choć dziewczynki rzadko kiedy pytały 
go  o  zdanie  w  jakiejkolwiek  sprawie.  Właściwie  nigdy.  Zawsze  robiły  to,  co 
chciały,  w  nadziei,  że  nikt  ich  na  tym  nie  przyłapie,  a  przyłapane  nie  okazywały 
najmniejszej skruchy. 

Spojrzał  na Holly. Jej oczy powiedziały  mu, że ona doskonale wie, jak bardzo 

Rafe  nie  potrafi  sobie  poradzić  ze  swoimi  przyrodnimi  siostrami.  Najpierw  się 
zdenerwował,  ale  zaraz  poczuł  się  lepiej.  Bardzo  potrzebował  pomocy,  lecz  nie 
wiedział, gdzie jej szukać. Holly pewnie i to odgadła. 

Oboje patrzyli na Camryn, która nonszalanckim krokiem zmierzała do domu. A 

raczej do mieszkania Rafe’a. 

– Nie odzywaj się – powiedział Rafe. 
– Mówisz do mnie? – zdziwiła się Holly. – Nawet mi to do głowy nie przyszło. 

Już ci mówiłam, że nie muszę sobie szukać pacjentów. Ja tylko. 

–  Ależ  to  ciężkie!  –  jęknęła  Kaylin.  Udało  się  jej  wyciągnąć  z  samochodu 

background image

telewizor. Powolutku niosła go w stronę domu. 

– Postaw to, Kaylin! – zawołał Rafe. – Ja go zaniosę. 
– Dobrze. – Dziewczyna zachwiała się pod ciężarem telewizora. Pochyliła się, 

żeby postawić go na ziemi, i wtedy ręce odmówiły jej posłuszeństwa. 

Telewizor upadł na chodnik i rozbił się na drobne kawałki. 
 

background image

Rozdział 3 

 
–  O  Boże!  –  Kaylin  się  rozpłakała.  –  Naprawdę  nie  zrobiłam  tego  specjalnie! 

Wypadł mi. Przepraszam. 

–  Wygląda  jak  wybebeszony  pstrąg  –  stwierdził  ponuro  Rafe,  spoglądając  na 

części, które wysypały się spod pokrywy odbiornika. 

– Głupi śmieć! – Kaylin z całej siły kopnęła telewizor, który i tak do niczego się 

już nie nadawał. – Durne stare pudło! 

–  Trudno  się  z  tobą  nie  zgodzić.  –  Holly  bez  emocji  badała  stan  telewizora.  – 

Kiedyś telewizory były znacznie bardziej odporne na wstrząsy. Nie to co teraz... 

– No... – Zaskoczona Kaylin przestała płakać, choć wciąż jeszcze nie panowała 

nad głosem. – Gdyby był porządniejszy, toby się tak strasznie nie potłukł. 

– Nie potłukłby się wcale, gdybyś go nie upuściła – przypomniał jej Rafe. – Na 

miłość boską, Kaylin... 

– Jesteś na  mnie wściekły!  Ty  mnie  nienawidzisz!  – zawołała  Kaylin. – Teraz 

już na pewno wyrzucisz mnie z domu! 

Odwróciła się na pięcie i pobiegła do tego samego domu, z którego spodziewała 

się zostać wyrzucona. Rafe i Holly w milczeniu patrzyli na siebie. 

– Założę się, że Trent zapożyczył ten  dramatyczny okrzyk od  Kaylin.  –  Holly 

pierwsza  przerwała  panującą  ciszę.  –  Oboje  mają  talent  do  odgrywania 
dramatycznych scen. 

–  Cała  czwórka  go  ma.  Nie  wiem,  jak  mam  cię  przepraszać,  Holly.  –  Rafe 

spojrzał na swoją sąsiadkę, potem na pogruchotany telewizor, a w końcu na wybitą 
szybę.  –  Wiem,  że  to  niczego  nie  zmieni,  ale  naprawdę  bardzo  mi  przykro,  że 
dzieci... 

–  Nie  musisz  mnie  przepraszać.  Naprawdę  nic  wielkiego  się  nie  stało. 

Telewizor i tak już był na wykończeniu. Mam drugi, nowocześniejszy. 

–  Owszem,  stało  się  –  zaoponował  Rafe.  –  Od  chwili  gdy  tu  przyjechałaś, 

wszystko dzieje się nie tak, jak powinno. I to dzięki naszej rodzinie z piekła rodem. 

Rafe  najchętniej zapadłby  się  pod  ziemię.  Nie  dość,  że  Trent,  a  potem  Kaylin 

porozbijali  należące  do  Holly  rzeczy,  to  jeszcze  on  i  Camryn  naurągali  wybranej 
przez Holly profesji. 

– Na twoim miejscu uciekłbym gdzie pieprz rośnie. 
–  Nie  licz  na  to  –  powiedziała  Holly.  Zaraz  jednak  go  pożałowała.  Miał  taką 

smutną  minę...  –  Za  to  chętnie  napiłabym  się  czegoś  zimnego  –  uśmiechnęła  się, 

background image

chcąc mu dać okazję do drobnej przysługi. – Jestem śmiertelnie zmęczona. 

–  Zaprosiłbym  cię  do  siebie,  ale  nie  Wiem,  czy  zaryzykujesz  przestąpienie 

progu  mojego  domu.  –  Rafe  wciąż  miał  ponurą  minę.  –  Jeśli  nie  boisz  się 
przebywać  w  miejscu,  w  którym  w  każdej  chwili  coś  może  na  ciebie  spaść.  Te 
dzieci to wcielone diabły. 

–  Nie  wierzę  w  diabły.  To  tylko  dzieci,  które  demonstrują  brak  poczucia 

bezpieczeństwa.  Dobrze  choć,  że  potrafią  zwerbalizować  swój  strach.  To  znaczy, 
że mają do ciebie zaufanie. Wierzą, że je obronisz, że ich nie zawiedziesz... 

–  Mogłabyś  to powiedzieć  po  ludzku?  –  przerwał  jej  Rafe.  –  Nie  znam  biegle 

narzecza psychiatrów. 

– Nie ma sprawy. – Holly wcale się nie obraziła. – Chodzi o to, że na świecie są 

różne  rodziny.  Ty  i  dzieci  jesteście  w  trakcie  formowania  swojej  i  za  to  was 
podziwiam. 

– Nie rozumiem, dlaczego. Po tym wszystkim, co tu zobaczyłaś, powinnaś  już 

być  w  drodze  do  agencji  i  znaleźć  sobie  jakiś  normalny  dom  z  normalnymi 
sąsiadami. 

Holly  spojrzała  na  niego  i  znów  poczuła  ogarniające  ją  pożądanie.  Mało 

brakowało,  a  byłaby  dotknęła  Rafe’a,  ale  nie  starczyło  jej  odwagi.  I  tak  już 
podejrzewał  ją  o  ukryte  zamiary.  Mógłby,  na  przykład,  pomyśleć  sobie,  że  Holly 
chce wobec niego zastosować jakiś rodzaj terapii dotykowej. Albo że ma na niego 
ochotę.  To  akurat  było  prawdą,  lecz  Holly  nie  była  jeszcze  gotowa  do  przyjęcia 
konsekwencji, jakie pociągnęłoby za sobą jej wyjawienie. 

–  Gdybym  wycofywała  się  przy  najmniejszej  trudności,  nigdy  nie 

skończyłabym  medycyny  –  oświadczyła,  krzyżując  dłonie  na  piersiach.  Tylko  w 
ten  sposób  mogła  się  powstrzymać  od  dotykania  Rafe’a.  –  Wprowadzam  się  do 
tego  mieszkania  i  kropka.  Jestem  też  wystarczająco  odważna,  żeby  pójść  do 
twojego  domu  i  napić  się  tam  czegoś  zimnego.  Jeśli,  oczywiście,  zdecydujesz  się 
mnie zaprosić. 

–  Jeśli  naprawdę  tego  chcesz,  to chodźmy.  –  Rafe  wzruszył  ramionami.  –  Ale 

pamiętaj, że cię ostrzegałem. 

Mało  brakowało,  a  byłby  wziął  ją  za  rękę,  tak  bardzo  naturalny  wydał  mu  się 

ten gest. Na szczęście powstrzymał się w ostatniej chwili. 

Naturalny?  Przecież  dopiero  co  poznał  tę  kobietę.  Rafe  nie  mógł  się  nadziwić 

samemu  sobie.  Nie  należał  do  ludzi,  którzy  lubią  dotykać  innych.  Wszystkie  jego 
narzeczone  –  w  czasach,  kiedy  miał  jeszcze  czas  i  siły  na  kontakty  z  kobietami  – 
zawsze skarżyły  się  na  to,  że za  rzadko  je  dotyka.  Rafe  nigdy  nie  uznawał  takich 

background image

demonstracyjnych  przejawów  sympatii  jak,  na  przykład,  trzymanie  się  za  ręce. 
Tymczasem niewiele brakowało, żeby wziął Holly za rękę i zaprowadził do swego 
domu. 

Chcąc uniknąć kłopotliwych sytuacji, poszedł szybko przodem, jakby przed nią 

uciekał.  Holly  niespiesznie  podążyła  za  nim.  Nie  zależało  jej  na  tym,  żeby  go 
dogonić. 

 
Holly  usiadła  na  kanapie.  Rafe  podał  jej  colę,  a  sam  usadowił  się  w  fotelu  z 

puszką piwa. 

– Zawsze miałem dobrze zaopatrzony barek – tłumaczył się Rafe. – Ale odkąd 

Camryn,  Kaylin  i  ich  znajomi  wypili  mi  wszystko  do  ostatniej  kropli,  kiedy 
poszedłem do kina, przestałem przechowywać w domu alkohol. Co najwyżej piwo, 
a i to w niewielkich ilościach. Zresztą do kina też już nie chodzę. Mój brat twierdzi, 
że  całkiem  zwariowałem,  skoro  godzę  się  prowadzić  takie  życie.  Odkąd  dzieci  tu 
zamieszkały, nie było ani jednego dnia, żeby Craig lub Donna Lambert na coś się 
nie skarżyli. To ci ludzie, którzy kupili sąsiednie mieszkanie, a potem nie mogli się 
doczekać, kiedy wreszcie będą mogli się go pozbyć.. 

–  Czy  tobie  w  ogóle  kiedykolwiek  przyszło  do  głowy,  że  ci  Lambertowie  to 

ludzie, którzy wiecznie szukają dziury w całym? – zapytała Holly. – Może jedyną 
więzią, jaka; ich jeszcze łączyła, była walka z twoimi podopiecznymi? Może w ten 
sposób  próbowali  ratować  swoje  rozpadające  się  małżeństwo?  Zamiast  stawić 
czoło  prawdziwemu  problemowi,  wynaleźli  sobie  problem  zastępczy,  na  którym 
oboje wspólnie mogli się skupić. W niektórych rozpadających – się rodzinach rolę 
kozła ofiarnego gra często jedno z własnych dzieci i... 

– Czy tobie w ogóle kiedykolwiek przyszło do głowy, że nie każdą sytuację od 

razu trzeba analizować? – przerwał jej Rafe. 

–  Lambertowie  skarżyli  się,  ponieważ  mieli  po  temu  powody.  Trent  i  Tony 

chcieli być  marynarzami, więc ćwiczyli porozumiewanie się alfabetem Morsea  na 
ścianie łączącej nasze mieszkania. Uprawiali różne dyscypliny sportu, w zależności 
od tego, do jakiej kariery w danym momencie się przygotowywali. A to oznaczało 
wrzaski, skakanie, rzucanie i walenie różnymi przedmiotami. Chyba potrafisz sobie 
to wyobrazić? 

–  Zapewne  są  powody,  dla  których  sport  uprawia  się  raczej  na  dworze  niż  w 

domu. – Holly nie dała się zbić z pantałyku. – Ale przecież to tylko chłopcy. Craig 
Lambert  sam  też  kiedyś  był  chłopcem.  Donna  także  miała  naście  lat  i  powinna 
rozumieć... 

background image

– W wieku kilkunastu  lat Donna  Lambert w niczym  nie przypominała  Kaylin, 

ani tym bardziej Camryn. 

– Chcesz powiedzieć, że wychowywała się w klasztorze? 
–  Nie  nazwałbym  tego  klasztorem,  ale  rzeczywiście  była  kimś.  Zanim  jednak 

nazwiesz ją nieczułą egoistką... 

– Ach, więc była nieczułą egoistką – ucieszyła się Holly. 
– Nie była! 
– Przecież sam to powiedziałeś. Chociaż nie wprost. 
– A obiecałaś nie analizować każdego mojego słowa – poskarżył się Rafe. 
–  Przepraszam.  Im  więcej  dowiaduję  się  o  tych  Lambertach,  tym  mocniej 

solidaryzuję  się  z  dziećmi.  Twoi  sąsiedzi  jawią  mi  się  jako  para  złośliwych 
kłamców. 

–  Ciekawe,  co  powiesz  za  tydzień,  kiedy  sama  zostaniesz  naszą  sąsiadką.  Nie 

poznałaś  jeszcze  Hot  Doga.  To  szatan  –  w  psiej  skórze.  Przyjechał  tu  razem  z 
dziewczynkami.  Szczeka  i  wyje,  kiedy  przyjdzie  mu  na  to  ochota.  Najczęściej 
nachodzi go to w środku nocy. – Rafe zerwał się, jakby go coś ugryzło, i chodził po 
pokoju  tam  i  z  powrotem.  –  Kiedy  jestem  w  domu,  staram  się  jakoś  nad  tym 
wszystkim  panować.  Ale  nie  zawsze  jestem.  Muszę  pracować.  Czasami  nawet 
wyjeżdżam  służbowo  na  dzień  lub  dwa.  Jeśli  Lambertowie  rzeczywiście 
chorobliwie  poszukują  dziury  w  całym,  to  z  pewnością  myśmy  ich  do  tego  stanu 
doprowadzili. 

Holly spokojnie popijała colę. Rafe odmalował życie w swoim domu – a także 

życie  w  jego  sąsiedztwie  –  w  tak  czarnych  barwach,  że  trudno  byłoby  wymyślić 
coś gorszego. Ona jednak przysięgła sobie, że nie będzie skarżyć się bez przerwy 
jak  Lambertowie.  W  końcu  wszystkie  dzieci  hałasują.  To  ich  przywilej.  Holly 
lubiła dzieci. Psy zresztą też. 

Rozejrzała się po pokoju. Na telewizorze stały dwa oprawione w ramki zdjęcia. 

Na jednym z nich Holly rozpoznała Trenta. 

–  Nie  powiedziałeś  mi  jeszcze,  jak  to  się  stało,  że  chłopiec,  którym  się 

opiekowałeś, i jego brat z tobą zamieszkali – odezwała się Holly. 

–  Nie  krępuj  się.  –  Rafe  zauważył,  z  jakim  zdumieniem  przyglądała  się 

stojącym  na telewizorze zdjęciom.  – Możesz zapytać, czy ten chłopiec  na drugim 
zdjęciu jest bratem Trenta. Przecież widzę, że umierasz z ciekawości. 

– To za dużo powiedziane. Zastanawiałam się tylko, czy ten mały Mulat nie jest 

przypadkiem bratem Trenta. 

–  Owszem,  jest.  Tony  jest  przyrodnim  bratem  Trenta.  Tylko  mi  tu  nie  rób 

background image

wykładów  na  temat  tego,  w  jaki  sposób  używam  słowa  „przyrodni”.  To  nie  jest 
zniewaga, tylko  fakt biologiczny.  Tracey  Krider jest  matką obu chłopców,  – tylko 
ojców mają różnych. Niestety, obaj tatusiowie opuścili nasz stan, a Tracey związała 
się z facetem, który nie ma ochoty trzymać w domu cudzych dzieci. 

– Dlatego chłopcy zamieszkali z tobą – dokończyła Holly. 
Rafe usiadł na drugim końcu kanapy. Od Holly dzieliły go tylko dwie poduszki. 

Dość blisko, żeby  mógł poczuć jej zapach, ale stanowczo za daleko, żeby  móc jej 
„przypadkiem” dotknąć. Odchylił głowę do tyłu i zaczął mówić: 

–  Zostałem  opiekunem  Trenta,  kiedy  ten  chłopiec  miał  siedem  lat.  Kilka  lat 

później w pewnym sensie odziedziczyłem Tonyego. Organizacja nie mogła znaleźć 
dla  niego  opiekuna.  Bardzo  dużo  dzieci  czeka  na  opiekunów,  a  mało  jest  ludzi, 
którzy  chcieliby  się  nimi  zajmować...  –  Rafe  wzruszył  ramionami.  –  Chłopcy 
często spędzali ze mną weekendy i zawsze jeden miesiąc wakacji. A kiedy Tracey 
zakochała  się  w  tym  chłystku,  Trent  i  Tony  zamieszkali  tu  na  stałe.  Tracey 
przekazała mi prawa rodzicielskie. A zaraz potem przyjechały dziewczynki. 

Holly z podziwem patrzyła  na tego człowieka, który zaopiekował się cudzymi 

dziećmi  i  wziął  pod  swój  dach  własne  osierocone  siostry  przyrodnie.  A  przecież 
mógł  powiedzieć,  że  nic  go  nie  obchodzą.  Rafe  Paradise  był  szlachetnym 
człowiekiem. 

Tak  bardzo  chciała  mu  powiedzieć,  że  go  podziwia,  że  jest  absolutnie 

wyjątkowy,  bo  większość  mężczyzn  nie  bierze  odpowiedzialności  nawet  za 
kwiatek  w  doniczce,  nie  mówiąc  już  o  czwórce  cudzych  dzieci.  Jednak  nie 
wiedziała, jak to powiedzieć. Ona, zwykle taka wygadana, nagle nie umiała znaleźć 
odpowiednich  słów.  Zaczęła  więc  zadawać  pytania.  Na  tym,  między  innymi, 
polegała jej praca, a w pracy Holly zawsze była bezkonkurencyjna. 

– A czy dzieci trzymają się razem? 
–  Tak.  Oczywiście,  często  się  kłócą,  ale  jak  przyjdzie  co  do  czego,  zawsze 

trzymają sztamę. Często mam przeciwko sobie Bandę Czworga. 

– Dziwi cię to? 
Chyba zadała o jedno pytanie za dużo. A może nie tyle pytanie, ile ton, jakim je 

wypowiedziała, był niewłaściwy. Rafe uśmiechnął się złowieszczo. Otworzył oczy 
i spojrzał na Holly. 

–  Tak,  pani  doktor.  Bardzo  mnie  to  dziwi.  Chcesz  mi  wytłumaczyć,  dlaczego 

dzieci się przeciwko  mnie jednoczą?  Skoro tak ładnie podsumowałaś  Lambertów, 
to może teraz zanalizujesz mnie i dzieci. Mam się położyć na kanapie, pani doktor? 

– Przepraszam – speszyła się Holly. – Skrzywienie zawodowe. 

background image

Pomyślane  jako  złośliwy  przytyk  pytanie  rykoszetem  uderzyło  Rafe’a. 

Wyobraził  sobie,  że  leży  na  kanapie,  Holly  siedzi  obok  niego  i...  znów  poczuł 
podniecenie. Zakręciło mu się w głowie, zaszumiało w uszach. 

Dopiero  po  chwili  uświadomił  sobie,  że  szum  jest  jak  najbardziej  realny. 

Prędko  zlokalizował  jego  źródło:  odtwarzacz  CD  w  pokoju  dziewczynek.  Oto 
przyszedł ratunek, o który Rafe tak gorąco się modlił. Z takimi problemami potrafił 
sobie radzić. 

–  Jeśli  jeszcze  raz  będę  musiał  wam  przypomnieć  o  ściszeniu  tej  muzyki,  to 

oddam wasze płyty pensjonariuszom tutejszego więzienia! – zawołał Rafe, stając u 
stóp schodów. 

Z góry rozległy się narzekania  i  nawet trzasnęły drzwi, ale piekielny  harmider 

nieco ucichł. 

–  Dlaczego  grozisz  im,  że  oddasz  płyty  więźniom?  –  zapytała  rozbawiona 

Holly. 

–  Sam  nie  wiem.  W  końcu  ci  biedni  ludzie  i  tak  już  odsiadują  wyroki.  Prawo 

zabrania nakładać na więźniów dodatkowe kary. 

–  Myślisz,  że  słuchanie  tych  płyt  byłoby  dla  nich  nie  do  zniesienia?  – 

roześmiała się Holly. 

–  Uważasz  mnie  za  tyrana,  co?  –  Rafe  spojrzał  w  stronę  swego  ulubionego 

fotela, ale nie ruszył się z miejsca. Wolał zostać blisko Holly. – Zaraz mi powiesz, 
że tłumię kreatywność dzieci. 

Był  wykończony  wiecznym  trzymaniem  nerwów  na  wodzy,  a  teraz  musiał 

jeszcze walczyć z pożądaniem. Usiadł  na kanapie tuż obok Holly. Tym razem  nie 
zachował przyzwoitej odległości. 

– No bo przecież nastolatki wyrażają się poprzez muzykę – mówił, jakby chciał 

wyrzucić  z  siebie  nagromadzone  frustracje  i  rzeczywiście  leżał  na  kozetce  u 
psychoanalityka.  –  Chociaż  ja  w  żaden  sposób  nie  mogę  nazwać  muzyką  tego, 
czego oni słuchają. To mi wyżera mózg. 

– Mnie także trudno nazwać te dźwięki muzyką – pocieszyła go Holly. Wiele ją 

kosztowało zachowanie spokoju i udawanie, że nic, absolutnie nic nadzwyczajnego 
się z nią nie dzieje. Rafe siedział stanowczo za blisko. 

Zrobił to celowo, pomyślała, nerwowo zaciskając dłonie. Usiłowała przemyśleć 

całą sytuację, ale trudno jest spokojnie cokolwiek analizować, kiedy ciało płonie z 
pożądania. Całą siłą woli zmusiła się, żeby nie myśleć o tym, co czuło jej ciało. 

– Wcale nie uważam, że tyranizujesz dzieci. – Holly starała się mówić na temat. 

– Dziewczynki nie muszą wyrażać swej osobowości aż tak głośno. Jesteś dorosły i 

background image

odpowiadasz  za  nie,  więc  powinieneś,  a  nawet  masz  obowiązek,  ustalić  rozsądne 
granice. Dzieci bardzo tego potrzebują. Ich niewłaściwe zachowanie to najczęściej 
prośba o ustalenie granic. 

– Jasne. – Rafe głośno się roześmiał. – Najlepiej zaraz idź na górę i sama im to 

powiedz. 

Położył dłoń na ramieniu Holly. 
– Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że jednak nie powinnaś chodzić na 

górę – powiedział bardzo cicho. 

– W ogóle nie odchodź. 
Holly  zdumiała  się,  jak  łatwo  potrafił  ją  skłonić  do  posłuszeństwa.  Wcale  nie 

miała  ochoty  się  ruszać.  Może  tylko  trochę  się  do  niego  nachylić...  Żeby  prędzej 
poczuć dotyk jego warg... Najpierw musnęły płatek ucha, potem przesunęły się na 
szyję. 

Robił to powoli, a Holly chciała szybciej i więcej. Drżała w jego ramionach. 
– Mam przestać? – szepnął jej do ucha. 
– Nie – powiedziała samym tylko ruchem warg. 
Wpatrywała  się  w  jego  zmysłowe  usta  i  pragnęła,  żeby  ją  całował.  Nie 

rozumiała, co się z nią dzieje. Nigdy w życiu nic podobnego się jej nie przytrafiło. 
Nie miała zwyczaju całować się z nieznanymi mężczyznami. Ze znanymi także nie. 

–  Naprawdę?  –  zapytaj  jakby  jej  odpowiedź  szczerze  go  zdziwiła.  Powoli 

zbliżył usta i delikatnie ją pocałował. 

... Holly obiema dłońmi chwyciła go za koszulę. Bała się, że Rafe zaraz się od 

niej  odsunie.  Ale  on  znów  ją  pocałował.  Tym  razem  mocniej,  dłużej...  Holly 
znalazła się w nieznanym świecie zmysłowych doznań tak rozkosznych... – Cześć, 
Rafe! 

Dwa  chłopięce  głosy  tak  bardzo  do  tego  świata  nie  pasowały,  że  w 

okamgnieniu  go  zniszczyły.  Rafe  zerwał  się  na  równe  nogi  i  jak  oparzony 
odskoczył  od  kanapy.  W  ostatniej  chwili  zdołał  dopaść  fotela.  Był  czerwony  jak 
burak  i  tak  przestraszony,  jak  przyłapany  na  brojeniu  mały  chłopiec.  Holly 
przypuszczała, że sama wygląda podobnie. Nie miałaby siły wstać, nawet gdyby od 
tego zależało jej życie. 

– Steensowie pojechali do zoo, ale my postanowiliśmy zostać z tobą – oznajmił 

Trent, wpadając do pokoju. 

– Strasznie za tobą tęskniłem! – zawołał Tony. – Zabierzesz nas kiedyś do zoo? 
– Zabiorę, ale nie dzisiaj – odparł Rafe. 
Spojrzał  na Holly  i w jej oczach wyczytał tę samą  myśl, która i jemu przyszła 

background image

do  głowy.  Mieli  wielkie  szczęście,  że  chłopcy  nie  przyłapali  ich  na  gorącym 
uczynku.  Gdyby  weszła  tu  któraś  z  dziewczynek,  od  razu  by  się  zorientowała,  co 
zaszło. 

– Cześć, Holly. – Trent się do niej uśmiechnął. – To jest Holly – poinformował 

brata. – Wprowadziła się do tego mieszkania obok. 

– Masz dzieci? – zapytał Tony, przyglądając się jej z zainteresowaniem. 
– Nie mam – odparła. 
– Nie lubisz dzieci? – wypytywał ją Tony. – Lambertowie nie lubili. No to my 

też ich nie lubiliśmy. Byli okropni. 

– Ja lubię dzieci – zapewniła go Holly. 
Było jej bardzo trudno rozmawiać z dziećmi, gdy spoczywało na niej zmysłowe 

spojrzenie Rafe’a. Niemal czuła je na swoich wargach. Jak pocałunek. 

Na szczęście chłopcy nie zwracali na nich uwagi. Włączyli telewizor i włożyli 

do magnetowidu jakąś kasetę. 

–  Co  będziemy  robić?  –  zapytał  Trent,  wyciągając  zza  kanapy  piłkę  do 

koszykówki. Z całej siły cisnął ją o ścianę. 

– Co za rzut! Widziałeś? 
– To żaden rzut – prychnął Tony. – Każdy głupi umie trafić w ścianę. Nie rusza 

się i jest duża. 

–  Rafe!  Powiedz  mu  coś!  –  protestował  Trent.  Rzucił  w  brata  piłką,  ale  ten 

zręcznie się uchylił. 

–  Co  mam  mu  powiedzieć,  Lwie?  Tony  ma  rację  –  odezwał  się  Rafe.  –  Nie 

zastanawiałeś  się  nad  tym,  dlaczego  odbijanie  piłki  od  ściany  nie  jest  dyscypliną 
sportową? To za łatwe. 

–  A  ja  i  tak  uważam,  że  to wspaniały  strzał  –  Trent  upierał  się  przy  swoim.  I 

żeby zademonstrować, że nic sobie nie robi z ich zdania, raz jeszcze cisnął piłką o 
ścianę. 

Holly się uśmiechnęła. Nie mogła się powstrzymać. 
–  Uważasz,  że  to  zabawne?  –  Rafe  wstał  z  fotela  i  podszedł  do  niej.  Był  taki 

wysoki, przystojny i bardzo męski. 

–  Zobaczymy,  jak  będziesz  się  śmiała,  kiedy  siedząc  w  swoim  mieszkaniu, 

usłyszysz nagle walenie w ścianę albo jakieś inne hałasy. 

Wyciągnął  rękę.  Muskularną,  opaloną  i  taką  silną.  Chwilę  potrwało,  zanim 

Holly zorientowała się, że Rafe pomaga jej wstać. Nie od razu puścił jej dłoń. 

– Proszę mi więcej nie rzucać piłką o ścianę – powiedział Rafe do chłopców. – 

Nie wolno wam bawić się piłką w domu. Jasne? Możecie to robić na podwórku. 

background image

– Zagrasz z nami, Rafe? – dopraszał się Tony. 
–  Musimy  przenieść  rzeczy  Holly  z  samochodu  do  domu  –  odparł  Rafe.  – 

Możecie nam pomóc, jeśli chcecie. 

– Ja chcę! – zawołał Trent. 
– Przy okazji będziesz mógł zabrać swoją piłeczkę golfową – dodał Tony. 
Trent  spojrzał  na  brata,  potem  zerknął  na  Rafe’a,  a  w  końcu  na  Holly.  Minę 

miał nieszczęśliwą. Widać było, że nie ma ochoty aby ktokolwiek przypominał mu 
niemiłe poranne zajście. 

–  Wiem,  że  nie  chciałeś  zbić  szyby,  Lwie.  –  Holly  musiała  coś  zrobić,  żeby 

chłopcu nie było aż tak przykro. – Zresztą nie ty jeden miałeś dzisiaj pecha. Kaylin 
też zdarzył się wypadek. 

– Co stłukła Kaylin? – Tony był bardzo ciekaw. 
– Telewizor Holly – powiedział cicho Rafe. – Upuściła go na ziemię. 
– O rany! To gorsze niż wybita szyba. – Trent natychmiast przestał się martwić. 

– Gdzie on jest? 

– Koło samochodu – powiedział Rafe. 
Chłopcy bez słowa wypadli z domu, chcąc jak najprędzej obejrzeć to, co zostało 

z telewizora. 

Holly i Rafe spojrzeli po sobie. Przez chwilę Holly zdawało się, że on znów ją 

pocałuje.  W  każdym  razie  na  pewno  miał  na  to  ochotę.  Ona  także  bardzo  tego 
pragnęła. Tak bardzo, że zapomniała nawet o nastoletnich pannicach urzędujących 
w  swoim  pokoju  na  górze  i  o  małych  chłopcach,  którzy  w  każdej  chwili  mogli 
wrócić do domu. 

– Czy na pewno tego chcesz? – zapytał Rafe, puszczając dłoń Holly Pytanie to 

wydało  jej  się  całkiem  nie  na  miejscu.  Jej  dłoń  pozbawiona  oparcia,  pozbawiona 
ciepła  Rafe’a,  stała  się  bezużyteczna.  Holly  sama  wydała  się  sobie  bezużyteczna. 
Tylko dlatego, że Rafe nie trzymał jej już za rękę, że więcej jej nie pocałował. 

Bez  słowa  wyszła  za  nim  na  podwórko.  Nigdy  dotąd  nie  doświadczyła  takiej 

huśtawki  uczuć,  nic  więc  dziwnego,  że  uważała  się  za  osobę  zrównoważoną  i 
opanowaną.  Tymczasem  wystarczyło  pół  godziny  w  towarzystwie  Rafe’a 
Paradisea, żeby odkryć drugą, bardzo niepokojącą stronę swej natury. 

Holly  przypomniały  się  lata,  kiedy  była  zakochana  w  Devlinie  Brennanie. 

Wtedy  była  taka,  za  jaką  się  uważała:  spokojna,  zrównoważona  i  zawsze 
opanowana,  co  było  bardzo  ważne,  ponieważ  Devlin  jej  nie  kochał.  Los  chciał, 
żeby zostali przyjaciółmi, i Holly w końcu się z tym pogodziła. Nawet do głowy jej 
nie przyszło, żeby popaść w depresję tylko dlatego, że sprawy nie ułożyły się po jej 

background image

myśli. 

A więc dlaczego teraz tak mi smutno? – pomyślała zaskoczona własną reakcją. 

I to tylko dlatego, że Rafe już nie trzyma mnie za rękę i że nie pocałował mnie po 
raz drugi? 

Powoli podeszła do Rafe’a i chłopców, którzy, zafascynowani, oglądali rozbity 

telewizor. Trent chciał nawet poprosić Kaylin, żeby jeszcze raz to zrobiła, ale Rafe 
stanowczo się temu sprzeciwił. Trent i Tony musieli pogodzić się z faktem, że nie 
zobaczą na własne oczy, jak rozbija się telewizor. 

Wielokrotnie odbywali drogę od samochodu do domu i z powrotem. Przez cały 

ten  czas  Holly  rozmawiała  wyłącznie  z  dziećmi,  całkowicie  ignorując  Rafe’a.  On 
także  nie  zwracał  na  nią  najmniejszej  uwagi.  Zanim  skończyli  rozpakowywanie, 
Holly  zaprzyjaźniła  się  z  Trentem  i  Tonym.  Poprosili  ją  nawet,  żeby  pojechała  z 
nimi do zoo, zabrała ich do kina, zagrała z nimi w piłkę i żeby koniecznie przyszła 
do nich wieczorem na kolację. 

–  Dajcie  jej  spokój,  chłopcy  –  wtrącił  się  Rafe.  –  Nie  widzicie,  że  jest 

wykończona? Pewnie nie może się doczekać, kiedy znajdzie się w hotelu i będzie 
mogła odpocząć. 

– Możemy pojechać z tobą do hotelu? – zapytał Tony. – W hotelu zawsze jest 

basen. 

– Przestańcie się naprzykrzać, chłopcy – powiedział Rafe. 
– Ja nie mam nic przeciwko temu, żebyście sobie popływali – oznajmiła Holly. 

– Oczywiście, jeśli Rafe się zgodzi. 

– Pozwolisz  nam  pojechać, Rafe?  – zapytał  Trent z  taką  nadzieją w  głosie, że 

chyba nikt nie miałby serca mu odmówić. 

–  Najpierw  muszę  porozmawiać  z  Holly.  W  cztery  oczy  –  dodał  Rafe,  bo  bez 

tego chłopcy na pewno nie zostawiliby ich samych. 

– Nie  możesz z nią  rozmawiać, kiedy  nas tu  nie będzie  – protestował Tony. – 

Musimy przypilnować, żebyś się zgodził. 

– Logicznie rozumujesz – pochwaliła go Holly. 
–  Wy  idźcie  się  pobawić  –  zarządził  Rafe.  –  A  ty  chodź  ze  mną.  –  Pociągnął 

Holly  za  rękę  i  poprowadził  do  jej  mieszkania.  Zanim  zdążyła  zaprotestować,  już 
była w środku. 

– Nie lubię, kiedy się mnie ciągnie jak worek – oświadczyła. – Wolę od razu ci 

to powiedzieć, żebyś... 

Nie zdążyła skończyć zdania, bo Rafe chwycił ją za ręce i przycisnął do ściany. 
– Żebym co? – zapytał. – Słucham. Zdaje się, że chciałaś mi coś powiedzieć. 

background image

Zamiast się  obrazić,  Holly  się  roześmiała.  Jednak  kiedy  Rafe  zbliżył  twarz  do 

jej  twarzy,  kiedy  znów  poczuła  podniecenie,  nie  tylko  swoje,  ale  i  jego,  śmiech 
zamarł jej na ustach. 

– Rafe – wyszeptała. – Co ty wyprawiasz? 
–  Sam  nie  wiem  –  mruknął.  –  Wiem  tylko,  że  ty  też  mnie  pragniesz.  Mam 

rację? 

Nie  umiała zaprzeczyć. Kiedy Rafe puścił jej ręce, objęła go za szyję i  mocno 

przytuliła się do niego. Pocałował ją. Najpierw delikatnie, potem mocniej... 

Miał rację. Holly rzeczywiście bardzo go pragnęła. 
 

background image

Rozdział 4 

 
Całowali się, jakby cały świat nagle przestał istnieć. Bo rzeczywiście nic ich w 

tej  chwili  nie  obchodziło  poza  zdumiewającą  żądzą,  która  i  w  niej,  iw  nim 
wybuchła nagle, bez żadnego ostrzeżenia. 

Rafe  pieścił  ją  i  tulił  do  siebie,  szeptał  do  ucha  słowa,  których  Holly  nigdy 

przedtem nie słyszała. Przywarła do niego całym ciałem, spragniona jego pieszczot, 
jego bliskości. Nawet ubranie stało się tylko niepotrzebną barierą. 

Kiedy  rozległ  się  pierwszy  łomot,  Rafe  właśnie  rozpinał  suwak  jej  szortów.  Z 

początku  nie  zwrócili  na  to  uwagi,  pochłonięci  własnymi,  nie  cierpiącymi zwłoki 
sprawami.  Udawali,  że  nie  słyszą  następujących  po  sobie  uderzeń,  ale  W  końcu 
hałas stał się tak natarczywy, że zaczął im przeszkadzać. 

Rafe odsunął się od Holly. Był wściekły. 
– Co to za hałas? – zapytała niezbyt przytomnie Holly. 
– Alfabet Morse’a – warknął Rafe. Delikatnie odsunął ją od siebie. – SOS. To 

właśnie  ten  dźwięk  możesz  usłyszeć  o  każdej  porze  dnia  i  nocy.  Rozumiesz  już, 
dlaczego Lambertowie stąd uciekli? 

Rafe rzucił się do ściany  i zawzięcie walił  w, nią pięściami.  Holly patrzyła  na 

niego w milczeniu. To, że porozumiewał się z chłopcami w ten sposób, wcale nie 
wydawało jej się dziwne. Choć kilka godzin temu zapewne uznałaby to co najmniej 
za niecodzienne. 

– Czy coś się stało? – zapytała w końcu. – Może oni potrzebują pomocy? 
– Skądże! Znudziło ich czekanie. Chcą, żebym im pozwolił pojechać z tobą na 

basen. 

–  I  wszystko  to  przekazali  ci  alfabetem  Morsea?  –  Na  Holly  ta  informacja 

zrobiła wielkie wrażenie. 

– Oszalałaś? To tylko SOS, ale nie trzeba być jasnowidzem, żeby się domyślić 

całej reszty. 

Rafe uderzył w ścianę tak mocno, że pewnie pospadały z niej wszystkie obrazy. 

Tym razem chłopcy nie odpowiedzieli. 

W  domu  zapanowała  cisza.  Holly  prawie  pożałowała,  że  hałas  nie  trwa  nadal. 

Teraz  musiała  się  wreszcie  zastanowić  nad  tym,  co  robiła,  zanim  Trent  i  Tony 
nadali  swoje  SOS.  Nie  rozumiała,  jak  to  się  stało,  że  omal  nie  kochała  się  z 
zupełnie obcym mężczyzną. 

– W co ty ze mną grasz, Holly? – zapytał opryskliwie Rafe. 

background image

– Nie rozumiem. 
– Chodzi mi o to, co ty wyprawiasz z dziećmi. – Rafe szybko się pozbierał. Był 

zły, że ona jest taka opanowana. Po tym wszystkim... – Udajesz ich kumpla, chcesz 
ich zabrać na basen. Jeśli robisz to po to, żeby... 

– Niczego nie udaję i nie mam żadnego ukrytego celu – przerwała mu Holly. – 

Polubiłam Trenta i Tanyego. W ogóle lubię dzieci i... 

– Zbyt wielu dorosłych sprawiło tym chłopcom wielki zawód – Rafe wpadł jej 

w  słowo.  –  Kochankowie  ich  matki  okazywali  im  zainteresowanie  tylko  wtedy, 
kiedy  chcieli  –  zdobyć  Tracey.  Potem  kazali  się  im  wynosić.  Na  koniec  sama 
Tracey  wyprawiła  ich  z  domu,  bo  jej  kolejny  kochanek  nie  mógł  znieść 
przebywania pod jednym dachem z dziećmi innego mężczyzny. 

– Uważasz, że ja też ich porzucę? Pobawię się nimi, a potem powiem, żeby mi 

nie zawracali głowy? – Holly się obraziła. 

– Nie mam pojęcia, co zrobisz. Przecież wcale cię nie znam i... – patrzył na nią 

zafascynowany.  Nigdy  dotąd  nie  widział,  żeby  ktoś  aż  tak  się  czerwienił. 
Wyobraził  sobie  te  części  ciała  Holly,  które  też  pewnie  się  zaczerwieniły,  tylko 
były przykryte ubraniem. 

– Oczywiście, że mnie nie znasz. A ja nie znam ciebie. A to oznacza, że to... to 

co się tu stało, w ogóle nie powinno mieć miejsca. 

Poruszyła  temat,  którego  Rafe  starannie  unikał.  Nie  miał  zamiaru  zastanawiać 

się, dlaczego zrobił to, co zrobił, i co z tego wynika. Był jednak pewien, że Holly 
nie odmówi sobie przyjemności zanalizowania tej niecodziennej sytuacji. 

– Nie zmieniaj tematu. Rozmawialiśmy o dzieciach. 
–  O  niczym  nie  rozmawialiśmy.  Ty  oskarżyłeś  mnie  o  używanie  dzieci  dla 

osiągnięcia  własnych  egoistycznych  celów  –  oświadczyła  Holly.  –  Nigdy  bym 
czegoś podobnego nie zrobiła, choć wiem, że mi nie wierzysz. 

Holly  odwróciła  się  na  pięcie  i  wyszła  z  domu.  Rafe  pobiegł  za  nią,  bo  cóż 

innego  mógł  w  tej  sytuacji  zrobić.  Pędzę  jak  zgłodniały  wilk  za  swoją  ofiarą, 
pomyślał. Ależ ona umie sobie radzić z facetami. Tyle lat studiowała ludzką naturę, 
więc nic dziwnego, że wie, jak zagrać, żeby człowiek zrobił dokładnie to, o co jej 
chodzi. 

Mimo tych paskudnych myśli, zamiast wrócić do domu, nadal biegł za nią. Nie 

mógł oderwać oczu od długich nóg Holly, od jej zgrabnych pośladków. Nawet nie 
zauważył, że z parkingu zniknął jego samochód. Holly to zauważyła. 

–  Gdzie  się  podział  twój  dżip?  –  zapytała,  tak  zaskoczona,  że  jej  własne 

problemy natychmiast zeszły na dalszy plan. 

background image

Rafe  patrzył  nieprzytomnie  na  puste  miejsce,  na  którym  zostawił  auto  po 

powrocie z lotniska. Powoli dotarło do niego, że samochodu nie ma tam, gdzie być 
powinien. Dlaczego go tam nie ma, zrozumiał bardzo szybko. 

– Nie, to nie  możliwe – powiedział do siebie. – Nie  mogły  mi tego zrobić. Te 

małe potwory ukradły mi samochód! 

– Widzę, że skłonność do dramatyzowania jest w waszej rodzinie zwyczajem – 

skomentowała jego wybuch Holly. 

– Ja nie dramatyzuję – warknął Rafe. – Jestem wściekły. W tej chwili wybiegli 

z domu Trent i Tony. 

– Możemy już jechać na basen! – zawołał radośnie Tony. 
– Czy wiedzieliście, że Camryn  i  Kaylin chcą wziąć  mój samochód?  –  napadł 

na nich Rafe. 

–  Jasne  –  odparł  Trent.  –  Próbowaliśmy  ci  to  powiedzieć.  Słyszałeś  przecież 

nasze SOS. 

– I kazałeś nam się zamknąć – dodał Tony. – No to pomyśleliśmy sobie, że im 

pozwoliłeś. 

–  A  więc  dlatego  wystukaliście  SOS?  –  Rafe  miał  minę  zbitego  psa.  –  A  ja 

myślałem, że znudziło wam się czekanie. 

– Pewnie że się nam znudziło – przyznał Tony. – Ale z tego powodu nie warto 

było wzywać pomocy. 

– Kazałeś im się zamknąć w odpowiedzi na SOS? – zdziwiła się Holly. – Jesteś 

czarujący. 

–  Nie  powiedziałem,  żeby  się  zamknęli,  tylko  żeby  przestali  wzywać  pomocy 

bez powodu. 

–  Na  to  samo  wychodzi  –  podsumował  Trent.  –  Camryn  powiedziała,  że  się 

nudzi  i  skoro  jest  samochód  Holly,  to  ona  może  sobie  pożyczyć  twój.  Wzięły 
kluczyki i pojechały. 

Rafe bez słowa poszedł do domu, zostawiając Holly i chłopców na chodniku. 
–  Rafe  nie  cierpi,  kiedy  one  biorą  jego  samochód  –  tłumaczył  Holly  Trent.  – 

Nawet  kiedy  im  pozwala,  to  muszą  powiedzieć,  dokąd  jadą  i  kiedy  wrócą.  I  nie 
mogą się spóźnić. 

– To oczywiste – uśmiechnęła się Holly. 
–  Jedźmy  już  na  basen.  –  Znudzony  czekaniem  Tony  zaczął  się  gramolić  do 

samochodu. 

Holly westchnęła. Wszystko coraz bardziej się komplikowało. Nie mogła tak po 

prostu odjechać z chłopcami choćby dlatego, że ich opiekun jeszcze nie wyraził na 

background image

to  zgody.  Co  gorsza,  miał  taki  humor,  że  gdyby  zabrała  chłopców,  mógłby  ją 
oskarżyć o porwanie. 

–  Musimy  najpierw  zapytać  Rafe’a,  czy  możemy  jechać  –  powiedziała.  Znów 

była spokojna i opanowana. 

– Rafe bardzo chciał, żebyśmy z tobą pojechali – zapewnił ją Trent. 
– Pewnie masz rację, ale mnie jeszcze tego nie powiedział. 
–  Holly  spodziewała  się  protestów,  lecz  chłopcy  bez  mrugnięcia  okiem 

posłusznie podreptali za nią do domu. 

Rafe stał przy wiszącym w kuchni telefonie. 
–  Nie  odbierają  –  powiedział  na  widok  Holly.  –  Ale  ja  je  przeczekam.  Nie 

przestanę  dzwonić,  dopóki  nie  podniosą  słuchawki.  Choćby  tylko  po  to,  żeby 
wreszcie telefon przestał dzwonić. 

–  On  dzwoni  na  numer  telefonu,  który  ma  w  samochodzie  –  wyjaśnił  Tony. 

Usiadł  na  blacie  kuchennym  i  machał  –  nogami,  nie  zwracając  uwagi  na  to,  że 
kopie znajdującą się pod spodem szafkę. 

–  Nigdy  nie  odbierają  tego  telefonu.  –  Trent  usiadł  obok  brata.  –  Tak  głośno 

włączają muzykę, że prawie nie słychać dzwonienia. 

– Nie mam zamiaru się poddać – oświadczył Rafe. 
–  Może  pojechały  nad  rzekę  –  podpowiedział  Tony.  –  Dziś  jest  strasznie 

gorąco, ale woda i tak jest zimna. 

–  Zabiję  je,  jak się  zbliżą  do  rzeki!  –  ryknął  Rafe.  –  One  nie  potrafią  pływać! 

Chłopcy, powiedzcie mi prawdę. Czy powiedziały, że jadą nad rzekę? To naprawdę 
bardzo ważne. 

– Nie jestem skarżypytą – oświadczył Trent. 
– To nie jest skarżenie – wtrąciła się Holly. – Nie rozumiesz, że dziewczynkom 

grozi  niebezpieczeństwo? Jeśli Camryn  i  Kaylin pojechały  nad rzekę, to mogą się 
utopić. Z wodą nie ma żartów. , – Nie utoną. – Trent wzruszył ramionami. – Sam, 
Grabie i Becker z nimi pojechali. Oni są duzi. 

– Wzrost nie ma w tym wypadku znaczenia. Pływanie w rzece to nie to samo co 

pływanie  w  strzeżonym  basenie  –  tłumaczyła  mu  Holly.  –  Jeśli  dziewczynki  nie 
potrafią pływać, to rzeka może być dla nich bardzo niebezpieczna. 

Spojrzała  na  Tony’ego,  który  przestał  kopać  szafkę  i  z  zainteresowaniem 

słuchał słów Holly. Na pewno coś wiedział. Sprawa była na tyle poważna, że Holly 
zdecydowała się użyć podstępu. 

– Oczywiście rozumiecie, że nie pojedziemy na basen, dopóki dziewczynki się 

nie znajdą – oświadczyła stanowczo. – Przecież nie możemy się bawić, wiedząc, że 

background image

Camryn i Kaylin grozi niebezpieczeństwo. 

– Powiedziały, że jadą nad rzekę popływać – nic wytrzymał Tony. 
– Skarżypyta bez kopyta! – zawołał Trent. 
– Tony przejmuje się losem dziewczynek i chce im pomóc – wytłumaczyła mu 

Holly. – Ja uważam, że jest bohaterem. 

Tony był bardzo dumny z siebie. Zapomniał, że u podstaw jego bohaterskiego 

czynu leżała przemożna chęć wykąpania się w basenie. 

– Powiedziały, w którym miejscu chcą pływać? – zapytał Rafe, wciąż uwiązany 

do słuchawki. – Sioux to wielka rzeka z wysokimi wodospadami. Jeśli nie wiemy, 
dokąd pojechały, możemy ich szukać choćby tydzień. 

–  Pewnie  w  swoje  ulubione  miejsce  –  powiedział  Tony.  –  Tylko  że  ja  nie 

pamiętam, gdzie to jest. Było ciemno, kiedy Camryn nas tam zabrała. 

–  Camryn  zabrała  was  w  nocy  nad  rzekę?  –  Teraz  Rafe  naprawdę  się 

przestraszył. 

– Raz nas zabrała. Nie, dwa razy – odezwał się Trent. – Kilka tygodni temu. Ty 

wyjechałeś, a ona miała nas pilnować. 

– Urządzili sobie dyskotekę nad rzeką. Fajnie się bawili. Ja i Trent zresztą też. – 

Tony uśmiechnął się do brata. – Pamiętasz zawody w rzucaniu kamieniami? 

– No! – rozpromienił się Trent. – Ale woda była zimna jak lód. Noga o mało mi 

nie zamarzła, kiedy ją włożyłem do rzeki. 

–  Boże  drogi!  –  Przerażony  Rafe  spojrzał  na  Holly.  –  Zabrały  dzieci  na 

potańcówkę nad rzeką! Przecież to się mogło skończyć tragedią! 

– Ale się nie zakończyło. Chłopcy są cali i zdrowi. 
–  Za  to  nie  ma  dziewczynek!  –  Rafe  był  zrozpaczony.  –  –  Tak  się 

rozzuchwaliły! Wydaje im się, że są nietykalne. Boże wielki, dlaczego ja zawsze o 
wszystkim dowiaduję się ostatni! 

Relacja  Trenta  i  Tony’ego  całkowicie  wytrąciła  Rafe’a  z  równowagi.  Holly 

zrobiło się go żal. Natychmiast zapomniała o niedawnej kłótni i o nienawiści, jaką 
do  niego  poczuła  potem.  Teraz  najważniejsze  było  to,  co  działo  się  z  Camryn  i 
Kaylin.  Rafe  robił,  co  mógł,  żeby  jakoś  poradzić  sobie  z  wychowaniem  czwórki 
cudzych  dzieci,  a  dziewczynki  bardzo  się  starały,  żeby  mu  w  tym  przeszkodzić. 
Tak przynajmniej oceniała sytuację Holly. 

–  A  jednak  Camryn  wykazała  się  odrobiną  odpowiedzialności  –  zaczęła 

ostrożnie  Holly.  Zawsze  w  każdej  najgorszej  nawet  sytuacji  starała  się  znaleźć 
pozytywny  element.  –  Nie  chciała  zostawić  chłopców  samych  w  domu,  więc 
zabrała  ich  ze  sobą  na  imprezę.  Wprawdzie  nie  było  to  najrozsądniejsze 

background image

rozwiązanie... 

–  Już  dobrze,  jestem.  –  W  słuchawce  niespodziewanie  odezwała  się  Camryn. 

Była zniecierpliwiona i zła. 

Muzyka w samochodzie grała tak głośno, że nawet w kuchni Rafe’a dałoby się 

przy niej tańczyć. 

– Natychmiast odwieź samochód do domu – polecił Rafe. 
– A co mi zrobisz, jak go nie odwiozę? 
–  Zadzwonię  na  policję  i  każę  cię  aresztować  za  kradzież.  Pobyt  w  więzieniu 

raczej ci się nie spodoba. 

– Ja miałabym iść do więzienia? – roześmiała się Camryn. 
– Do pierdla! – dodał męski głos, a zaraz potem dał się słyszeć potężny wybuch 

śmiechu zarówno chłopców, jak i dziewczyn. 

–  Jeśli  za  pół  godziny  nie  podstawisz  mi  samochodu  pod  –  dom,  to  daję  ci 

słowo,  że  zadzwonię  na  policję.  –  Rafe  nie  miał  już  wątpliwości,  że  Camryn 
pojechała ze swoją paczką: sama okoliczna łobuzeria. 

–  Rób  sobie,  co  chcesz,  mój  starszy  przyrodni  bracie,  bo  ja  na  pewno  za  pół 

godziny  nie  wrócę  –  prychnęła  Camryn,  a  w  tle  wtórował  jej  chóralny  śmiech.  – 
Cześć! 

Camryn  się  wyłączyła.  Rafe  stał,  trzymając  się  słuchawki  głuchego  już 

telefonu,  jakby  to  była  ostatnia  deska  ratunku,  która  właśnie  wyślizguje  mu  się  z 
rąk. Ponownie kręcił numer telefonu zainstalowanego w samochodzie. 

– Dlaczego jej nie zapytałeś, dokąd jedzie? – zdziwił się Trent. Obaj z Tonym 

już rozumieli, że nieprędko pojadą na obiecany basen. 

– Z ust mi to wyjąłeś – mruknęła Holly. 
– Wyłączyła się, zanim zdążyłem zapytać – parsknął Rafe. 
– Nierealne groźby są nieefektywne – zauważyła Holly. 
– Mogłabyś się wyrażać jaśniej? – Rafe posłał jej mordercze spojrzenie. 
– To, że nie zadzwonisz na policję i nie zawiadomisz o kradzieży samochodu. 
– Tak sądzisz? No to zaraz się przekonasz. – Rafe wystukał jakiś inny numer. 
– Jeśli kilkunastoletnia panienka bez pozwolenia bierze należący do jej rodziny 

samochód, to z całą pewnością jest to irytujące, ale nawet przy najgorszej woli nie 
da się tego nazwać kradzieżą – mówiła Holly spokojnie. – Wie o tym policja, ty też 
o tym wiesz, a Camryn, Kaylin i ich przyjaciele wiedzą najlepiej. 

Rafe  odłożył  słuchawkę.  Zrobił  to  tak  delikatnie,  że  Holly  mogła  sobie 

wyobrazić, ile go kosztowało nieroztrzaskanie tego kawałka plastiku o podłogę. 

– Mówisz tak, jakbyś się znała na przepisach prawnych – powiedział cierpko. 

background image

– Rafe jest prawnikiem – wyrwał się Trent, który od jakiegoś czasu z wielkim 

zainteresowaniem przyglądał się dorosłym. 

–  Tym  mniej  przekonywająca  była  twoja  groźba  –  powiedziała  Holly.  – 

Dziewczynki wiedzą, że nic im nie możesz zrobić. 

–  Twierdzisz,  że  wszystko,  co  robię,  nie  ma  sensu?  –  Rafe  stanął  twarzą  w 

twarz ze swoją oskarżycielką. 

Jednak Holly nawet nie pomyślała o tym, żeby się wycofać. Zapragnęła się do 

niego przytulić. Tylko po to, żeby go choć trochę pocieszyć. 

–  Nic  takiego  nie  powiedziałam.  –  Była  opanowana,  pewna  siebie.  –  Jesteś 

mądry,  odpowiedzialny  i  dzieci  wiedzą,  że  zawsze  mogą  na  ciebie  liczyć.  Nie 
należało  straszyć  Camryn  więzieniem,  bo  ona  nie  wierzy,  że  mógłbyś  jej  coś 
takiego zrobić. Dlatego twoja groźba jest nieefektywna. Groźba, a nie ty. To wielka 
różnica. 

– Głowę dam sobie uciąć, że tym samym  tonem przekonujesz wariata, że jego 

telewizor  nie  przekazuje  poleceń  do  elektrod,  które  mu  kosmici  wszczepili  do 
mózgu – skrzywił się Rafe. Oparł dłonie na ramionach Holly. Tak bardzo chciał ją 
do siebie przytulić. Tylko po to, żeby poczuć się pewniej. 

– To telewizor może przekazywać takie polecenia? – zawołał Trent. – Ekstra! 
Rafe opuścił ręce. Nie mógł teraz przytulić Holly. Co więcej, musiał uważać na 

swoje słowa. Nie byli przecież sami. 

  –  Rafe  tylko  żartował.  –  Holly  uśmiechnęła  się  do  chłopca.  –  Możemy 

poszukać dziewczynek. Przecież mamy drugi samochód. 

– Dobrze, jedźmy – zgodził się bez namysłu Rafe. 
Dopiero  wówczas,  kiedy  wszyscy  czworo  wsiadali  do  samochodu,  Rafe 

uprzytomnił  sobie,  że  zanim  Holly  zaproponowała  pomoc,  on  sam  chciał  ją  o  to 
poprosić.  Nie  wiadomo  jakim  cudem  Holly  stała  się  mu  bliska,  jakby  od  zawsze 
należała do rodziny. 

Rafe usiadł za kierownicą. Holly odwróciła się do chłopców i pokazała im, jak 

się obchodzić z telefonem komórkowym. 

–  Przez  cały  czas  dzwońcie  –  powiedziała.  –  A  jeśli  się  odezwą,  od  razu 

zapytajcie, dokąd jadą. 

–  Gdybym,  zamiast  straszyć,  od  razu  je  o  to  zapytał,  pewnie  już  byśmy 

wiedzieli, gdzie się te diablęta podziewają – westchnął Rafe. 

– Byłeś zdenerwowany – tłumaczyła mu cierpliwie Holly. 
– To  miłe z twojej strony, że nie proponujesz mi  i  moim przyrodnim siostrom 

kursu porozumiewania się ze sobą. 

background image

– Powinniście skorzystać z fachowej pomocy w tej dziedzinie, ale ponieważ ty 

już o tym wiesz, nie muszę tego wciąż powtarzać. 

Holly  nawet  nie  bardzo  się  dziwiła,  że  jej  znajomość  z  sąsiadami  w  nowym 

miejscu zamieszkania  tak dziwnie się zaczęła. Jakby od początku spodziewała się 
takiego obrotu sprawy, jakby to wszystko, co zdarzyło się w ciągu kilku ostatnich 
godzin,  było  od  dawna  zaplanowane.  Ta  dziwna  rodzina  stała  jej  się  tak  bliska, 
jakby przez całe życie im pomagała. 

–  Rafe  –  Trent  nagle  coś  sobie  przypomniał.  –  Kiedy  Camryn  pierwszy  raz 

zabrała  nas  nad  rzekę,  to  najpierw  pojechaliśmy  na  pizzę.  To  była  największa 
pizza, jaką w życiu widziałem. 

– To bardzo ważne, co mi powiedziałeś – ucieszył się Rafe. – Pamiętasz może 

coś jeszcze, co dotyczy tej pizzerii? 

–  Tam  był  stół  bilardowy  –  odezwał  się  Tony.  –  I  automat  do  gry.  Camryn 

pozwoliła mi zagrać. 

– To chyba będzie DeLallos – powiedział Rafe. – Mały barek, ale ludzie często 

jeżdżą  tam  z  dziećmi.  Fama  głosi,  że  podają  największą  pizzę  w  całym  stanie. 
Zresztą chyba tak jest naprawdę. Mają takie wielkie patelnie. Dwa razy większe niż 
w normalnych pizzeriach. 

– Czy to niedaleko rzeki? – zapytała z nadzieją Holly. 
– Całkiem blisko – potwierdził Rafe. 
W  tej  okolicy  wzdłuż  rzeki  rosły  drzewa.  Jechali  bardzo  wolno,  aż  wreszcie 

zauważyli zaparkowany na leśnej drodze samochód Rafe’a. 

– Mamy je! – zawołała uradowana Holly. 
Dopiero co wydawało jej się, że ich poszukiwania nie dadzą rezultatu. Sioux to 

wielka rzeka z mnóstwem zakoli. Znalezienie na. jej brzegu zielonego dżipa to jak 
szukanie  igły w stogu siana. Tym bardziej że Camryn  i  Kaylin  wcale nie  musiały 
pojechać nad rzekę. To prawdziwy cud, że je odnaleźli. 

–  Ja  pójdę  przodem  –  powiedział  Rafe,  zatrzymując  samochód  Holly  obok 

własnego.  –  Wy  idźcie  za  mną  gęsiego.  Jak  wam  powiem,  że  macie  uważać  na 
trujący bluszcz, to uważajcie. 

Zrobili,  co  kazał.  Holly  zamykała  pochód.  Nie  widziała  wprawdzie  ani 

trującego bluszczu, ani żadnych tego rodzaju roślin, ale na samo ich wspomnienie 
czuła  swędzenie  skóry.  Nie  minęły  dwie  minuty,  gdy  całą.  czwórka  stanęła  nad 
brzegiem rzeki. Na ziemi leżały ubrania. 

– Pływają na golasa! – oburzył się Rafe. 
– Tu są ubrania Camryn i Kaylin. – Trent pokazał porządnie złożone spodnie i 

background image

bluzki dziewczynek. 

– Uduszę je gołymi rękami – burknął Rafe. 
– Gdzie oni są? – Holly wpatrywała się w wodę. – Dlaczego ich nie widać? 
Daleko  od  brzegu  rozległy  się  krzyki.  Dzieciaki  nie  mogły  sobie  poradzić  z 

prądem i wzywały pomocy. 

–  Hej!  –  Trent  i  Tony  podskakiwali,  machając  rękami  i  wrzeszcząc 

wniebogłosy. – Tu jesteśmy! 

– Mają kłopoty – powiedział Rafe, rozbierając się pospiesznie. – Holly, wracaj 

do samochodu i dzwoń po pogotowie. Wytłumacz im dokładnie, gdzie jesteśmy. A 
wy, chłopcy biegnijcie do dżipa i przynieście koce. 

–  Rafe,  nie  rób  tego!  –  prosiła  Holly,  chcąc  go  powstrzymać  przed 

wskoczeniem do lodowatej wody. – Poczekaj, aż przyjadą ratownicy. Wszystkich i 
tak nie wyciągniesz. 

– Natychmiast dzwoń po pogotowie! – zawołał Rafe, zanim wskoczył do wody. 

– I niech żadne z was nie waży się choćby palca włożyć do rzeki! 

Holly pobiegła do samochodu. Zabrała ze sobą chłopców. Wolała  mieć  ich  na 

oku, tym bardziej że Rafe kazał im przynieść koce z samochodu. 

Zadzwoniła  na  pogotowie.  Niestety,  nie  znając  okolicy,  nie  potrafiła 

precyzyjnie określić, gdzie się znajdują. Miała jednak nadzieję, że ratownicy jakoś 
do nich trafią. 

Kiedy  wraz  z  Trentem  i  Tonym  wróciła  nad  rzekę,  na  brzegu  stali  już  dwaj 

wyrośnięci  chłopcy.  Włożyli  ubranie  na  mokre  ciała  i  szczękając  zębami,  ponuro 
gapili się w wodę. 

–  To  jest  Grabie,  a  to  Becker  –  powiedział  Tony,  wskazując  po  kolei  obu 

młodzieńców. 

–  Nie  dam  wam  koca  –  poinformował  ich  Trent.  –  Przyniosłem  je  dla 

dziewczynek. 

Holly podeszła do młodzieńców. Zbadała im puls. Był w normie. Oddychali też 

normalnie,  a  więc  nie  ucierpieli  z  powodu  swojej  lekkomyślności.  Dopiero  teraz 
Holly ogarnęła taka wściekłość na tych dwóch wielkich idiotów, którzy narazili nie 
tylko własne życie, ale także życie dziewczynek i... Rafe’a. 

–  To  Camryn  nas  tu  przywiozła  –  bronił  się  Grabie.  Miał  taką  minę,  jakby 

chciało  mu  się  płakać.  –  Myśmy  nie  chcieli  wchodzić  do  wody,  ale  ona  nas 
zmusiła. 

.  –  Camryn  jest  o  wiele  drobniejsza  od  ciebie.  Jakim  cudem  mogła  cię  do 

czegoś zmusić? Powinieneś ją powstrzymać. 

background image

– Camryn potrafi postawić na swoim – chlipnął Becker. 
– Zaraz zaczniecie mi wmawiać, że wody Sioux rozstępują się na jej życzenie – 

mruknęła Holly. Całkowita niefrasobliwość tych młodych ludzi doprowadzała ją do 
szału. Nie potrafiła się zdobyć na spokój i zawodowe opanowanie. 

– Tony, natychmiast odsuń się od wody! 
– Ja wcale nie chciałem do niej wchodzić – zapewnił ją Tony. Zaraz też znalazł 

się tuż obok Holly. 

Patrzyli, jak Rafe holuje Kaylin do brzegu. 
– Macie tu stać i nie ruszać się – rozkazała Holly. Zrzuciła pantofle i weszła do 

rzeki. Otuliła kocem zapłakaną Kaylin. 

–  Nie  mogliśmy  dopłynąć  do  brzegu  –  szlochała  Kaylin.  –  A  potem  nie 

mieliśmy sił i Camryn poszła pod wodę. Camryn! – zawołała histerycznie. 

– Rafe ją wyciągnie – pocieszała dziewczynkę Holly. 
– A jeśli Camryn utonie? – płakała Kaylin. – Co się ze mną stanie? 
– Holly wytarła dziewczynkę kocem i pomogła jej się ubrać. Kaylin trzęsła się, 

oddychała ciężko i miała znacznie przyspieszony puls. 

–  Camryn  nic  złego  się  nie  stanie  –  zapewniła  ją  Holly,  choć  nie  miała 

zwyczaju dawać obietnic bez pokrycia. 

Ale  cóż  innego  mogła  powiedzieć  tej  trzęsącej  się  z  zimna  i  ze  strachu 

dziewczynce? Miała jej zrobić wykład na temat nieposłuszeństwa i kłopotów, jakie 
z  niego  wynikają?  Morały  należało  odłożyć  na  później.  Na  później  musiała  też 
odłożyć  uświadomienie  Rafe’owi,  jak  bardzo  jest  związany  ze  swoimi  siostrami. 
Ani  przez  moment  nie  zastanawiał  się,  czyje  ratować,  choć  przecież  i  on,  i  one  z 
uporem godnym lepszej sprawy powtarzali, że są tylko przyrodnim rodzeństwem. 

Kiedy Rafe przyholował do brzegu Camryn, Holly także weszła do wody, żeby 

otulić  dziewczynę  kocem.  Ratownicy,  którzy  tymczasem  zdążyli  przyjechać, 
wyciągnęli Sama, piątego amatora kąpieli. Camryn i Sam byli w najgorszym stanie 
i trzeba im było podać tlen. 

– Czy Camryn umrze? – pytała trwożliwie Kaylin. 
–  Nie  umrze.  –  Holly  otoczyła  dziewczynkę  ramieniem.  –  Ale  wszyscy 

będziecie musieli pojechać do szpitala. 

– Ja nie chcę! – rozbeczała się Kaylin. – Ja chcę do domu! Przecież nic nam jest 

nie jest! 

–  Każda  niedoszła  ofiara  utonięcia  musi  być  hospitalizowana  –  oświadczył 

surowo jeden z ratowników. – Nałóż maskę tlenową. 

– Nie! – krzyknęła  Kaylin. – Nie  masz prawa  mnie zmuszać! Nie  utonęliśmy! 

background image

Nie widzi pan, że jesteśmy zdrowi? 

–  Zdarzają  się  przypadki  śmierci  spowodowanej  niedotlenieniem  organizmu  – 

wtrącił się drugi ratownik. 

–  To,  że  jesteś  przytomna,  nie  znaczy  jeszcze,  że  jesteś  zdrowa.  –  Holly 

nałożyła  Kaylin  maskę  tlenową.  –  Oni  nie  oszukują.  Zdarzają  się  przypadki 
śmiertelne. To takie opóźnione działanie tego, coście przed chwilą przeżyli. Trzeba 
wam zrobić wszystkie badania, żeby wykluczyć jakiekolwiek ryzyko powikłań. 

–  Gdyby  nie  Rafe,  tobyśmy  się  utopili  –  stwierdziła  Kaylin,  spoglądając  na 

brata. 

–  Raczej tak.  –  Holly  nie  miała  zamiaru  bagatelizować  sytuacji.  Co  więcej,  w 

tym  przypadku  koniecznie  trzeba  było  uświadomić  Kaylin,  jak  ważną  rolę  w  ich 
życiu  odgrywa  Rafe.  –  Wasz  brat  bardzo  się  o  was  martwił.  On  jest  do  was 
ogromnie przywiązany. 

– Po tym wszystkim? – wyszeptała przerażona Kaylin. Nie mogła oderwać oczu 

od  siostry,  którą  ratownicy  na  noszach  dźwigali  do  karetki.  –  Teraz  Flint  i  Eva 
przekonają go, żeby nas wyrzucił. 

– Rafe na pewno was nie wyrzuci. – Holly przytuliła Kaylin. Nie powinna była 

obiecywać  czegoś,  co  od  niej  nie  zależało.  Jednak  instynkt  podpowiadał  jej,  że 
mówi prawdę. 

Spojrzała  na  Rafe’a.  Był  już  ubrany  i  rozmawiał  z  policjantem.  Mimo  powagi 

sytuacji zrobiło się jej przykro, że nie może już patrzeć na jego pięknie zbudowane 
ciało.  Stanęły  jej  przed  oczami  przyklejone  do  intymnej  części  ciała  mokre 
spodenki Rafe. Nie mogła uwierzyć, że ona, Holly Casale, w takiej chwili myśli o 
mężczyźnie.  Zawsze  była  przede  wszystkim  lekarzem,  a  dopiero  później  kobietą. 
Na  to  później  nigdy  nie  starczało  czasu.  Dopiero  teraz...  Opanowała  się  szybko. 
Musiała zająć się roztrzęsioną dziewczynką. 

–  Karetka  odwiezie  do  szpitala  Camryn  i  Sama  –  powiedział  Rafe.  –  Ja  z 

chłopcami  pojadę  za  nimi.  Zabiorę  też  Grable’a.  To  ten  wielki  imbecyl,  którego 
mam ochotę rozedrzeć na kawałki. Czy mogłabyś zabrać tego drugiego? 

– Drugiego imbecyla? – upewniła się Holly. – Jeśli może cię to pocieszyć, ja w 

pierwszej chwili też miałam ochotę rozedrzeć ich obu na kawałki. To mija. 

– Skoro tak twierdzi lekarz... – Rafe lekko się uśmiechnął. – Czy możesz zabrać 

ze sobą Kaylin? Ratownicy twierdzą, że z nią jest wszystko w porządku, ale lepiej 
będzie,  jeśli  pojedzie  z  tobą  niż  z  nimi  w  karetce.  Tylko  przy  tobie  jest  w  miarę 
spokojna. 

Ujął dłoń Holly, podniósł ją do ust i pocałował. Ale zaraz, jakby dopiero teraz 

background image

zdał sobie sprawę z tego, co robi, gwałtownie ją puścił. 

–  Nie  ma  sprawy  –  powiedziała  Holly  spokojnie,  choć  serce  biło  jej  jak 

oszalałe. 

– Czy ona dojdzie do samochodu? – Rafe spojrzał na Kaylin. Mało brakowało, 

a byłby położył dłoń na jej ramieniu. Jednak w ostatniej chwili ją cofnął, jakby nie 
był pewien, czy wolno mu to zrobić. – Może ją zanieść? 

Holly  widziała,  jak  bardzo  jest  niepewny.  Szkoda,  że  nie  zwrócił  się 

bezpośrednio do siostry, że opanował chęć przytulenia jej. Pocieszające było tylko 
to,  że  ta  rodzina,  której  członkowie  w  żaden  sposób  nie  potrafili  się  ze  sobą 
porozumieć,  w  rzeczywistości  stanowiła  prawdziwą,  kochającą  się  wspólnotę. 
Holly widziała to na własne oczy, toteż była pewna, że terapia rodzinna nie będzie 
ani długa, ani bardzo trudna. 

– Dasz radę dojść do samochodu? – Holly zwróciła się do Kaylin. 
– Chyba zwymiotuję – jęknęła Kaylin. 
Odwróciła się, odeszła kilka kroków i zaczęła gwałtownie wymiotować. Holly 

trzymała ją za głowę. Kiedy minął kryzys, Rafe bez pytania wziął siostrę na ręce i 
zaniósł do samochodu. 

Holly  podążyła  za  nimi  w  towarzystwie  czterech  chłopców.  Grabie  i  Becker 

byli przemoczeni, zziębnięci i posłuszni jak baranki. Trent i Tony aż podskakiwali 
z nadmiaru nagromadzonej w nich energii. 

Kiedy  dotarli  do  samochodów,  karetka  i  wóz  policyjny  właśnie  odjeżdżały. 

Rafe  posadził  Kaylin  na  przednim  siedzeniu  samochodu  Holly.  Becker  wgramolił 
się na tylne siedzenie. 

– Szpital jest o dwadzieścia minut stąd – powiedział Rafe. – Jedź za mną. 
Polecenie było ostre i stanowcze, ale tym razem Holly wcale się nie przejęła. W 

ciągu kilku godzin poznała tego człowieka tak dobrze jak mało kogo. Można było 
na  nim  w  pełni  polegać,  a  jeśli  czuł  się  lepiej,  wydając  polecenia,  to  jej  to  nie 
przeszkadzało. 

 

background image

Rozdział 5 

 
Rafe’owi  głowa  pękała  od  niezrozumiałych  terminów,  jakimi  posługiwali  się 

lekarze. Dziękował Bogu, że była z nim Holly, która inteligentnie odpowiadała na 
wszystkie pytania. Gdyby on sam musiał to robić, pewnie wyszedłby na idiotę. 

Gdy znów zostali w poczekalni sami, Holly wyjaśniła mu, że dzieciaki zostały 

zbadane, że wszystko jest w porządku i nic im nie grozi. 

– To po kiego grzyba faszerowali nas tymi wszystkimi mądrościami? – irytował 

się Rafe. 

–  To  jest  szpital  kliniczny  –  powiedziała  Holly,  jakby  ta  nazwa  wszystko 

wyjaśniała.  Ponieważ  jednak  Rafe’owi  niczego  to  nie  wyjaśniało,  musiała 
wytłumaczyć  bardziej  szczegółowo.  –  Ci  młodzi  ludzie  w  białych  fartuchach  to 
studenci. Lekarz, który badał dzieci, skorzystał z okazji, żeby ich czegoś nauczyć. 

– A mnie się zdaje, że to nie jest w porządku, żeby straszyć rodzinę wszystkimi 

możliwymi powikłaniami. Chyba że mnie też uważali za studenta. 

Rafe  był  oburzony.  Bardzo  dobrze  mu  to  zrobiło.  Rozgrzał  się,  powróciły  mu 

siły  i  zniknął  strach,  który  zjawił  się  na  widok  walczących  z  żywiołem 
dziewczynek. 

–  Nie  mam  zamiaru  odpowiadać  na  żadne  twoje  pytania  –  powiedziała 

spokojnie  Holly.  –  Nie  interesuje  cię  nic  poza  tym,  żeby  się  z  kimś  pokłócić.  Ja 
akurat nie mam na to ochoty. 

– Umiesz czytać w myślach? – zapytał obcesowo Rafe, choć wiedział, że miała 

rację. A może to właśnie dodatkowo go zdenerwowało. 

– Naprawdę bardzo chcesz się z kimś pokłócić. Niestety, tym  razem  nie  mogę 

ci służyć. – Odwróciła się i poszła w drugi koniec poczekalni,  gdzie Trent i Tony 
robili wszystko, co mogli, żeby zniszczyć automat z napojami. 

Holly dała im kilka żetonów, które chłopcy natychmiast zamienili na colę. 
–  Fajnie  tu.  –  Trent  rozejrzał  się  dookoła.  –  Duży  telewizor,  picie  i  jedzenie. 

Szkoda że nie mają gier telewizyjnych. 

Chłopcy  dopadli  do  telewizora,  wzięli  pilota  i  jak  opętani  zaczęli  zmieniać 

kanały. 

–  Wiem,  że  to  szpital  kliniczny  –  powiedział  Rafe,  jakby  ani  na  chwilę  nie 

przerywali rozmowy. 

Stał  tuż  za  plecami  Holly.  Od  chwili  przybycia  do  szpitala  coś  go  do  niej 

ciągnęło  tak  bardzo,  że  nie  mógł  znajdować  się  dalej  niż  pół  metra  od  tej 

background image

dziewczyny. Tłumaczył sobie, że to dlatego, iż ona jest lekarzem, zna się  na tym, 
co  tu  się  dzieje,  i  potrafi  mu  przetłumaczyć  na  ludzki  język  wszystko,  co  mówią 
lekarze. Niestety, wiedział, że to tylko pół prawdy. Tą drugą połową nie chciał się 
teraz zajmować. 

– Eva ma tu praktyki z interny. 
– Chcesz do niej zadzwonić? Może powinieneś ją zawiadomić, że jej  młodsze 

siostry są w trakcie, badań i że zostaną na obserwacji? 

– Pewnie do niej zadzwonię, ale nie teraz. Nie przeżył– bym kolejnego kryzysu 

rodzinnego.  Słyszałaś,  co  Camryn  i  Kaylin  mówiły  o  Evie.  Niestety,  ich  niechęć 
jest odwzajemniana. 

–  Eva  nie  lubi  dziewczynek?  –  zapytała  Holly.  Doskonale  pamiętała,  co 

Camryn i Kaylin mówiły o złej czarownicy Evicie. 

– Można by to tak ująć. – Rafe uśmiechnął się smutno. 
– Naprawdę jednak należałoby powiedzieć, że ona ich nienawidzi. 
– Dlaczego? 
– Poznałaś przecież te dziewczyny. 
–  Owszem,  poznałam,  ale  wcale  ich  nie  znienawidziłam.  Powiem  ci  więcej: 

polubiłam Camryn  i  Kaylin. – Dopiero teraz Holly zrozumiała straszną prawdę.  – 
Czy właśnie dlatego Eva nienawidzi swoich sióstr? Jest zazdrosna... 

–  Gdybym  ci  płacił  za  porady,  mógłbym  może  znieść  twoje  niezdrowe 

zainteresowanie  moimi  sprawami  –  przerwał  jej  ostro  Rafe.  –  Ale  ponieważ  nie 
pytałem cię o radę... 

– Teraz sam sobie przerwał i zajął się ważniejszymi sprawami. – Tony, przestań 

skakać po krzesłach. A ty, Trent, nie majstruj przy telewizorze. 

–  A  więc  Eva  jest zazdrosna  o  to,  że  dziewczynki  z  tobą  mieszkają  –  mówiła 

Holly jakby do siebie. – Wolałaby  nadal pozostać twoją jedyną  małą siostrzyczką. 
Nienawidzi Camryn i Kaylin za to, że uzurpują sobie prawo do tego, co tylko jej się 
należy. 

– Nie używaj przy mnie takich słów. Normalni ludzie ich nie używają i żyją. Na 

sam dźwięk słowa „uzurpować” mam ochotę rzucić czymś ciężkim. 

– Biedny Rafe. – Holly ani trochę się nie przestraszyła. 
–  Strasznie  to  przeżywasz.  Postąpiłeś  właściwie,  przyjmując  pod  swój  dach 

osierocone  siostry.  Nie  spodziewałeś  się  złości  i  zazdrości  Evy,  które,  dam  sobie 
głowę uciąć, skrupiły się na tobie. 

Rafe spojrzał jej w oczy. Była bardzo przenikliwa i... życzliwa. Nie mógł z nią 

walczyć. 

background image

– To rzeczywiście nie było dla Evy łatwe – przyznał. – Do dziś trudno jej się z 

tym pogodzić. 

Tym  razem  Holly  nic  nie  powiedziała,  tylko  patrzyła  na  niego  tymi  swoimi 

pięknymi,  dobrymi  oczami.  Rafe  nagle  zapragnął  opowiedzieć  jej  o  tym 
wszystkim, o czym nigdy nikomu nie mówił. 

– Mama umarła na zapalenie opon mózgowych. Eva miała wtedy sześć lat. Nie 

minął  rok,  jak  ojciec  ożenił  się  z  wredną  i  mściwą  wiedźmą.  Zresztą,  mówiąc 
szczerze, Marcine była zwykłą dziwką. To wszystko stało się tak szybko, że żadne 
z nas, dzieci, nie zdążyło się jeszcze podnieść z jednego nieszczęścia, a już spadało 
na  nas  następne. Mama  umarła, ojciec się  ożenił,  urodziły się Camryn  i  Kaylin,  a 
na  koniec  Marcine  zniknęła,  zabierając  ze  sobą  dzieci.  Od  tamtej  pory  nie  dała 
znaku  życia.  Szczerze  mówiąc,  specjalnie  się  tym  nie  przejmowaliśmy.  Nie 
chcieliśmy  nigdy  więcej  mieć  do  czynienia  z  tą  babą.  Ja,  Flint  i  Eva  byliśmy 
szczęśliwi,  że  sobie  poszła,  ale  strata  dzieci...  To  były  takie  słodkie  kruszynki  – 
dokończył, zawstydzony własną słabością. 

Nie  rozumiał,  jak  to  się  stało,  że  opowiedział  ten  fragment  losów  rodziny 

Paradise.  Były  to  sprawy,  o  których  nawet  z  Flintem  i  Evą  nie  rozmawiał.  Oni 
uważali, że roztrząsanie przeszłości to strata czasu. 

– Muszę przyznać, że umiesz słuchać – westchnął. 
–  Widzę,  że  mówisz  o  tym  niechętnie,  ale  i  tak  dziękuję.  Czy  mogę  ci  zadać 

jeszcze jedno pytanie? 

– Próbuj. 
– Jak to się stało, że przez tyle lat nie wiedzieliście, co się dzieje z Marcine i jej 

dziećmi? 

– Tata próbował je odnaleźć. – powiedział Rafe, jakby się bronił, choć nikt nie 

postawił  mu  żadnego  zarzutu.  –  Zatrudnił  nawet  prywatnego  detektywa.  Ale 
Marcine  wciąż  zmieniała  miejsce  pobytu.  Jak  tylko  detektyw  ją  namierzył, 
natychmiast się  wyprowadzała.  Pewnie  wynajęty  przez  ojca  facet nie  był  asem  w 
swoim  fachu,  ale  w  tamtych  czasach  tata  nie  mógł  sobie  pozwolić  na  nikogo 
lepszego. Sześć lat temu tata zginął w wypadku samochodowym. Spodziewaliśmy 
się, że Marcine pojawi się po swoją część spadku albo chociaż po akt zgonu; żeby 
dostać jakieś pieniądze z opieki społecznej. Nawet wtedy nie dała znaku życia. 

– Nie chciała, żebyście znaleźli dzieci – podsumowała Holly. 
–  Przynajmniej  tak  to  wyglądało.  Po  śmierci  taty  przestaliśmy  jej  szukać.  I 

nagle,  jak  grom  z  jasnego  nieba,  po  czternastu  latach  milczenia  Marcine  nagle  do 
mnie  zadzwoniła.  Przeszła  żółtaczkę  i  miała  kompletnie  zniszczoną  wątrobę. 

background image

Czekała na przeszczep, ale wolała na wszelki wypadek zabezpieczyć dziewczynki. 

– Pewnie bardzo się zdziwiłeś. Po tylu latach... 
–  To  mało  powiedziane.  –  Rafe  westchnął.  –  Marcine  ani  trochę  się  nie 

zmieniła:  wciąż  była  tą  samą  wrogo  nastawioną  do  świata  wiedźmą.  Powiedziała 
mi  bez  ogródek,  że  dzwoni  do  mnie  tylko  dlatego,  że  nie  ma  innego  wyjścia.  Jej 
jedyna  krewna  ma  prawie  dziewięćdziesiąt  lat  i  sąd  na  pewno  nie  przyznałby  jej 
opieki nad dziećmi. Powiedziała  mi też, że wolałaby  gryźć kamienie, niż prosić o 
coś  kogokolwiek  z  naszej  rodziny.  W  jej  mniemaniu  moja  opieka  –  była  tylko 
odrobinę  lepszym  rozwiązaniem  niż  pozostawienie  dzieci  na  łasce  urzędników 
opieki społecznej. 

– Czy przeszczep się nie udał? 
– Nie doczekała przeszczepu. Pojechałem  do  Las Vegas po dziewczynki  i, tak 

jak obiecałem, zatrzymałem je u siebie. To było ponad rok temu – Rafe westchnął. 
– No i odtąd w naszej rodzinie wszyscy się nawzajem nienawidzą. 

– To nieprawda, Rafe. 
–  Tylko  przez  wzgląd  na  ojca  zgodziłem  się  zaopiekować  Camryn  i  Kaylin  – 

ciągnął Rafe, jakby jej nie słyszał. – Wiedziałem, jak bardzo chciał je odzyskać. To 
niesprawiedliwe,  że  gdy  one  wreszcie  wróciły  do  Sioux  Falls,  jego  już  nie  ma  na 
świecie. 

– To rzeczywiście niesprawiedliwe. 
–  Chociaż  gdyby  tata  żył,  pewnie  byłoby  jeszcze  gorzej.  Marcine  przez  całe 

życie nastawiała dziewczynki przeciwko niemu. Camryn i Kaylin uważają, że tata 
ich  nie  chciał,  że  źle  traktował  ich  matkę  i  temu  podobne  brednie.  W  ogóle  nie 
przyjmują  do  wiadomości,  że  mogło  być  inaczej.  Flint  i  Eva  dostają  szału,  kiedy 
one szkalują naszego tatę. 

–  A  Camryn  i  Kaylin  robią  to przy  każdej  sposobności,  bo  doskonale  wiedzą, 

jaka będzie reakcja. Mam rację? 

– Ty rzeczywiście potrafisz czytać w myślach. 
–  Nie  potrafię,  tylko  wiem,  jak  się  zachowują  bardzo  smutne  nastolatki. 

Dziewczynki  uważają,  że  w  ten  sposób  demonstrują  lojalność  wobec  zmarłej 
matki. 

–  Ich  ojciec  też  nie  żyje,  a  wobec  niego  nie  są  lojalne.  Chociaż  to  jego 

oszukano. Marcine ukradła mu dzieci! 

Holly  uznała,  że  pora  się  wycofać.  Nie  było  to  odpowiednie  miejsce  do 

roztrząsania tak bolesnych spraw. 

– Może wolałbyś, żebym to ja zawiadomiła Evę, że dziewczynki są w szpitalu? 

background image

– zręcznie zmieniła temat. – Mogłabym z nią porozmawiać jak lekarz z lekarzem. 

Wiedziała  z  doświadczenia,  że  kiedy  człowiek  przestawi  się  na  „bycie 

lekarzem”,  nie  pozwala  sobie  na  emocjonalne  wybuchy.  Uczą  tego  zaraz  na 
początku studiów, a potem bez przerwy w tym ćwiczą. Ona sama nigdy nie traciła 
panowania  nad  sobą  w  obecności  pacjenta  czy  choćby  nawet  drugiego  lekarza.  I 
nagle  ją  olśniło.  Zawodowe  opanowanie  rozciągnęła  także  na  życie  prywatne. 
Chyba  tylko  dlatego  nigdy  nie  zrobiła  awantury  ani  matce,  ani  innym  krewnym, 
które koniecznie chciały ją wydać za mąż za byle kogo. 

–  Wiem,  że  chciałaś  dobrze,  Holly,  ale  nie  musisz  mnie  chronić  przed  moją 

własną  siostrą  –  powiedział  Rafe.  –  Sam  w  odpowiedniej  chwili  powiem  Evie  o 
tym, co się stało. 

Holly spojrzała na  niego. Ależ on jest przystojny, pomyślała. Z każdą godziną 

wydawał się jej coraz przystojniejszy. Przypomniała sobie, jak dobrze się czuła w 
jego  ramionach.  Tak  dobrze,  że  aż  się  zapomniała,  co  nigdy  dotąd  jej  się  nie 
zdarzyło. Odwróciła się, nie chcąc, żeby Rafe zobaczył, jak się rumieni. 

– Rafe! – Do pokoju wpadła młoda kobieta tak do niego podobna, że Holly od 

razu wiedziała, z kim ma do czynienia. Biały fartuch, który miała na sobie, był na 
nią o wiele za duży. Jakby w pośpiechu chwyciła pierwszy, jaki jej się nawinął pod 
rękę.  –  Kolega  mi  powiedział,  że  tu  jesteś.  Mój  Boże,  Rafe!  Te  małe  potwory 
mogły cię zabić! – Eva rzuciła się bratu na szyję. – Dobrze się czujesz? Zrobili ci 
badania? Musisz. 

– Nic  mi  nie jest i  nie trzeba  mnie badać. – Rafe delikatnie odsunął siostrę od 

siebie. – Ale Camryn i Kaylin... 

–  Mają  dobrą  opiekę.  Wszyscy  tu  koło  nich  skaczą.  –  Eva  nie  ukrywała 

oburzenia.  –  Ale  ja  się  martwię  o  ciebie.  Pływałeś  w  lodowatej  wodzie,  żeby 
uratować te wredne bachory. Jak mogłeś ryzykować dla nich życie? Nie wiem, co 
bym zrobiła, gdyby ci się coś stało! 

– Ale nic mi się nie stało, kochanie. Dla mnie nie było to wcale niebezpieczne. 

Możesz zapytać... – Ponad głową Evy spojrzał na Holly. 

–  Nazywam  się  Holly  Casale.  –  Holly  w  lot  zrozumiała  jego  niemą  prośbę.  – 

Jestem lekarzem. 

Jej spokojne słowa wywołały pożądany efekt. Eva natychmiast odsunęła się od 

brata. Wyprostowała się i drżącą ręką uścisnęła wyciągniętą do niej dłoń Holly. 

–  Miło  mi  panią  poznać  –  powiedziała.  –  Jestem  Eva  Paradise.  Mam  w  tym 

szpitalu praktyki. Moim opiekunem jest doktor Gordon. 

Holly skinęła głową, jakby doskonale wiedziała, kim jest doktor Gordon i jakie 

background image

miejsce  zajmuje  w  szpitalnej  hierarchii.  Prędko  zapewniła  Evę,  że  pływanie  w 
rzece  w  żaden  sposób  nie  zaszkodziło  jej  bratu,  po  czym  odpytała  biedną 
dziewczynę  z  objawów  laryngospazmii  u  ludzi,  którym  groziło  utonięcie.  Miała 
wprawę. Przez cały ostatni rok była opiekunem studentów w szpitalu klinicznym w 
Michigan. 

– Jeszcze tego nie przerabialiśmy. – Eva zaczerwieniła się po same uszy. 
–  Ten  temat  jest  omawiany  na  kursie  anatomii.  –  Holly  surowo  zmarszczyła 

brwi.  Nie  spodziewała  się  po  Evie  tak  niskiego  poziomu  wiedzy.  –  Może  wobec 
tego powtórzymy sobie fizjologię krtani. – Spojrzała wyczekująco na Evę. 

– Dajże jej święty spokój – wtrącił się Rafe. 
– Rafe, proszę cię – jęknęła przerażona Eva. – Pani doktor ma rację. Powinnam 

to wiedzieć. Ja to wiem! 

Zaczęła  opowiadać  o  fizjologii  krtani  jak  wywołana  do  tablicy  mała 

dziewczynka. Akurat w tej chwili ktoś z personelu szpitala wszedł do poczekalni i 
odgonił Trenta i Tony’ego od telewizora, który kompletnie rozregulowali. Chłopcy 
schronili się pod opiekuńcze skrzydła Rafe a. 

– O, nie! – Eva omal nie zemdlała na ich widok. – Oni też tu są? 
– Możemy już pojechać na basen? – zapytał Tony. – Rafe, obiecałeś. 
– Na jaki znowu basen? – oburzyła się Eva. – Rafe o mało nie utonął, ratując te 

dwie rozpuszczone idiotki, a wy go jeszcze ciągniecie na basen? 

–  Uważaj,  Evita,  bo  powiem  Camryn  i  Kaylin,  jak  je  nazwałaś  –  zagroził  jej 

Trent. – Wiesz, jak Rafe świetnie pływa?  Wcale nie  miał zamiaru się topić. Żałuj, 
że tego nie widziałaś! 

–  Proponuję,  żeby  zapoznała  się  pani  z  historiami  choroby  trójki  pacjentów, 

którzy  pozostaną  w  szpitalu  na  obserwacji,  doktor  Paradise  –  powiedziała  Holly 
lodowatym  tonem,  zarezerwowanym  dla  nie  przygotowanych  do  ćwiczeń 
studentów.  –  W  tej  liczbie  są  oczywiście  dwie  młodsze  siostry  pani.  Proszę  sobie 
także powtórzyć wszystko, co pani powinna wiedzieć o budowie krtani. 

Słowa  Holly  wywołały  pożądany  efekt.  Eva  pożegnała  się  i  wyszła  z 

poczekalni. 

– Ale szybko się jej pozbyłaś! – Trent był pod wrażeniem. 
– Możemy wreszcie jechać na basen? – dopominał się Tony. 
–  Niezły  pomysł.  Ty  zostaniesz  w  szpitalu,  a  ja  zabiorę  chłopców  na  basen  – 

zwróciła  się  do  Rafe’a.  –  Potem  do  ciebie  zadzwonię  i  umówimy  się,  skąd  ich 
odbierzesz. 

 

background image

Rafe  był  jej  wdzięczny  za  propozycję,  choć  nie  bardzo  wiedział,  czy  może  ją 

przyjąć. Z drugiej strony, Trent i Tony nie mogli dłużej siedzieć w poczekalni, bo 
rozebraliby  ją  na  części.  Ze  ścianami  włącznie.  Holly  okazała  się  niezastąpiona. 
Rafe pomyślał sobie  nawet, że  może bogowie  mu  ją zesłali. Wolałby, żeby z nim 
została. Był pewien, że wszystko między nim, Evą, Camryn  i Kaylin  lepiej by się 
ułożyło,  gdyby  była  przy  tym  Holly.  Tak  bardzo  się  bał,  co  się  stanie,  jeśli  Eva 
znów  się  pojawi.  Zaraz  jednak  poczuł,  że  zdradza  ukochaną  siostrę.  Holly 
potraktowała ją obrzydliwie, a Rafe nawet palcem nie ruszył w jej obronie. Biedna 
Eva  pół  nocy  będzie  ślęczała  nad  książkami  w  obawie,  że  jutro  doktor  Casale 
dokładnie przepyta ją ze wszystkich problemów związanych z tą przeklętą krtanią. 
A  przecież  jest  przemęczona.  I  tak  się  zdenerwowała.  Rafe  wiedział,  jak  bardzo 
Eva go kocha. Zawsze byli sobie bliscy, ale po śmierci ojca starszy brat stał się jej 
jedynym  oparciem.  Trudno  mieć  do  niej  pretensję  o  to,  że  nie  lubi  ludzi,  którzy 
roszczą  sobie  do  niego  prawo.  A  jednak  Holly  ma  do  Evy  pretensję  o  jej  niechęć 
wobec dziewczynek. 

Rafe nie rozumiał, co się z nim dzieje. Zawsze był spokojny, opanowany. Flint 

żartobliwie  nazywał  go  opoką.  Tymczasem  w  obecności  Holly  zaczynały  nim 
rządzić  uczucia.  Stawał  się  miękki jak  wosk.  Jeśli  miał  pozostać  rodzinną  opoką, 
musiał jak ognia unikać tej kobiety. Postanowił, że tak właśnie zrobi. Później. 

Holly  pojechała  z  chłopcami  do  hotelu.  Właściwie  był  to  niewielki  motel 

niedaleko  autostrady,  taki,  w  którym  chętnie  zatrzymywały  się  podróżujące 
rodziny.  Był  tam  basen,  kawiarnia  i  sklep  z  upominkami.  Trent  i  Tony  byli 
zachwyceni. Kiedy już się dość napływali i zjedli kolację w hotelowej restauracji, 
Holly  zabrała  ich  do  sklepu.  Pozwoliła  każdemu  wybrać  sobie  jedną  rzecz.  Była 
zachwycona  chłopcami  i  ubawiona  ich  wyczynami.  Chciała  opowiedzieć  o 
wszystkim Rafe’owi, ale gdy po nich przyjechał, był zdenerwowany i opryskliwy. 
Nie obchodziło go nic poza tym, żeby jak najprędzej zgarnąć Trenta i Tonyego do 
samochodu.  Koniecznie  też  chciał  zwrócić  Holly  pieniądze  za  wszystko,  co  im 
kupiła. 

Oczywiście  odmówiła,  ale  dopiero  gdy  odjechali,  zaczęła  się  zastanawiać, 

dlaczego  w  ogóle  poczuła  się  z  tego  powodu  urażona.  Chłopcy  nie  byli  na  jej 
utrzymaniu,  oddała  ich  opiekunowi  przysługę,  zajmując  się  nimi,  nic  więc 
dziwnego,  że  zaproponował  przynajmniej  zwrot  poniesionych  kosztów.  A  jednak 
czuła, że coś tu nie gra. 

Wykąpała  się,  umyła  głowę  i  włożyła  koszulę.  Była  to  obszerna  bawełniana 

bluza,  którą  przed  samym  wyjazdem  dostała  od  Brenny.  Położyła  się  do  łóżka  i 

background image

włączyła telewizor. Drgnęła gwałtownie, kiedy zadzwonił telefon. Serce biło jej jak 
oszalałe.  Przestało,  gdy  okazało  się,  że  to  jej  mama  chciała  sprawdzić,  czy 
wszystko u niej jest w porządku. 

Holly  zadzwoniła  do  niej  po  przyjeździe  do  Sioux  Falls  i  nagrała  na 

automatyczną  sekretarkę  wszelkie  niezbędne  dla  rodziców  informacje,  lecz  matka 
wolała dowiedzieć się wszystkiego osobiście. 

– Pomyślałam sobie, że pewnie jest ci smutno samej w hotelu – mówiła matka. 

– Zadzwoniłam, żeby cię pocieszyć. 

– Świetnie się czuję, ale miło, że dzwonisz. 
Matka opowiedziała jej o wszystkim, co wiązało się ze ślubem kuzynki Heidi: o 

prezentach  od  rodziny  i  znajomych,  o  pięknych  kreacjach  i  szaleństwie 
przygotowań. 

–  Taka  byłam  pewna,  że  wyjdziesz  za  mąż  za  Devlina  Brennana  –  matka 

poruszyła ulubiony temat. 

– Znowu zaczynasz, mamo – zirytowała się Holly. 
–  Przez  całe  studia  trzymaliście  się  razem  i  nawet  praktyki  mieliście  w  tym 

samym szpitalu – westchnęła matka z żalem. 

– Nie rozumiesz, że byliśmy przyjaciółmi?  – przerwała jej Holly. – Zawsze ci 

to mówiłam, tylko nie chciałaś mi wierzyć. 

– Nadal ci nie wierzę – jęknęła matka. – Devlin się ożenił, ma dziecko, a ty... 
Holly nie miała zamiaru tłumaczyć matce, że przyprowadzała Devlina do domu 

tylko po to, żeby rodzina wreszcie przestała ją umawiać z obcymi facetami. Devlin 
bez mrugnięcia okiem się na to zgodził i Holly do końca życia miała mu być za to 
wdzięczna.  Nigdy  też  nie  miał  się  dowiedzieć,  jak  bardzo  była  w  nim  zakochana. 
Dla  niego  była  wyłącznie  kumpelką,  na  której  zawsze  mógł  polegać  i  której 
wyświadczał  przysługę,  udając  jej  narzeczonego.  Teraz  był  szczęśliwym  mężem  i 
kochającym  ojcem.  I  chyba  dobrze  się  stało,  bo  chociaż  Holly  była  w  nim 
zakochana,  to  przecież  nigdy  w  jego  obecności  nie  przeżyła  dreszczu  rozkoszy,  o 
jaki przyprawił ją uścisk Rafe’a Paradisea. 

– Straciłaś tyle lat na prowadzanie się z tym Brennanem – marudziła matka. – I 

w  końcu  wylądowałaś  gdzieś  na  końcu  świata,  gdzie  nie  ma  żadnego  porządnego 
mężczyzny... 

–  W  Sioux  Falls  jest wielu  porządnych  mężczyzn  i  tylko  –  nieliczni  z  nich  są 

żonaci – zapewniła ją Holly, mając przed oczami Rafe’a. 

–  Autorzy  „Porad”  twierdzą,  że  dobrym  miejscem  na  zawarcie  znajomości  są 

organizacje samotnych rodziców. 

background image

–  Pewnie  masz  rację,  ale  sęk  w  tym,  że  ja  nie  mam  dzieci,  więc  nic  tam  po 

mnie. 

Wobec  tego  matka  nie  omieszkała  jej  wytknąć,  że  jeśli  prędko  nie  znajdzie 

sobie  męża,  to  nigdy  nie  zostanie  matką.  Holly  miała  tego  serdecznie  dosyć.  Na 
szczęście  matka  zmieniła  temat,  informując  ją,  że  za  tydzień  powinna  dostać 
zaproszenie na ślub Heidi. 

–  Ciocia  Honoria  znalazła  fantastycznego  mężczyznę,  który  zresztą  też  jest 

zaproszony – dodała na zakończenie. 

– Nie może się doczekać, żeby cię poznać. 
W tej chwili Holly zdecydowała, że za nic w świecie nie pojedzie na ślub Heidi. 

Lubiła  tę  małą,  ale  co  za  dużo,  to  niezdrowo.  Nie  miała  ochoty  po  raz  kolejny 
męczyć się z wybranym przez ciotki kandydatem do jej ręki. Właśnie zastanawiała 
się, jaki by tu wymyślić pretekst, kiedy ktoś cicho zapukał do drzwi. 

–  Wpuść  mnie,  Holly  –  dobiegł  jej  uszu  głos  Rafe’a.  –  Wiem,  że  jeszcze  nie 

śpisz. 

–  Czy  coś  się  stało?  –  zapytała,  otwierając  drzwi.  Była  pewna,  że  Rafe  nie 

niepokoiłby jej o tej porze, gdyby nie potrzebował pomocy. 

–  Nie,  wszystko  w  porządku.  Dzwoniłem  do  szpitala.  Dziewczynki  czują  się 

dobrze. – Bez zaproszenia wszedł do pokoju. – Bardzo się na mnie gniewasz? 

– Dlaczego miałabym się na ciebie gniewać? – Holly była z siebie zadowolona. 

Spokojna, opanowana doktor Casale. Jak zawsze. 

– Paskudnie cię potraktowałem. – Zamknął za sobą drzwi. – Przepraszam. 
– Nic podobnego – zaprzeczyła natychmiast, choć sama najlepiej wiedziała, że 

tak właśnie było. – Ja w każdym razie nie czuję się urażona. 

–  Paskudnie  cię  potraktowałem  i  poczułaś  się  urażona  –  oświadczył  nie 

znoszącym sprzeciwu tonem Rafe. – Przepraszam. 

– Nie musiałeś tu przyjeżdżać, żeby mi to powiedzieć. – Holly w końcu zrobiło 

się go żal. Był wykończony i wyglądał żałośnie. 

– Tak sądzisz? – Patrzył na nią pożądliwie. Holly dopiero teraz poczuła się nie 

ubrana. 

– Gdzie chłopcy? – zapytała nieco drżącym głosem. 
–  Kiedy  wróciliśmy  do  domu,  dzieciaki  Steensów  już  na  nich  czekały.  Ich 

rodzice  rozbili  namiot  w  ogródku  i  cała  czwórka  miała  tam  nocować.  No  wiesz, 
śpiwory, latarki... Przecież nie mogłem im tego zabronić. 

–  Rzeczywiście  nie  mogłeś  –  zgodziła  się  Holly,  czując,  jak  rytm  jej  serca 

przyspiesza coraz bardziej. – Ci Steensowie to chyba bardzo mili ludzie. 

background image

–  Owszem.  Jutro  ich  poznasz.  Chcą  ci  urządzić  przyjęcie  powitalne.  – 

Zakłopotany, rozcierał mięśnie karku. 

– Boli cię? – zapytała współczująco Holly. – Bardzo dużo dzisiaj pływałeś. I to 

bez rozgrzewki. 

– Czuję się tak, jakby mnie łamano kołem. Nie miałem pojęcia, że tyle  mięśni 

naraz może człowieka boleć. 

– Źle się czujesz? 
– Skądże! Nic mi nie jest. 
– A przyznałbyś się, gdyby coś ci dolegało? 
– Jasne, że nie! – Rafe zdecydowanie pokręcił głową. 
–  Tak  mi  się  zdawało.  Bardzo  trudno  leczy  się  mężczyzn.  Jedni  udają 

niezwyciężonych, a inni umierają przy pobieraniu krwi. 

– Eva mówi to samo. Z obydwoma typami miała już do czynienia. 
– Możesz jej powiedzieć, że będzie jeszcze gorzej. – Holly spojrzała na niego. – 

Mam ze sobą leki przeciwbólowe. Zaraz ci dam ibuprofen. 

–  Dobrze.  –  Rafe  usiadł  na  łóżku,  jakby  nigdzie  się  nie  wybierał.  –  Ale 

chciałbym cię prosić o masaż. 

Holly podała mu tabletkę i szklankę z wodą, pewna, że w sprawie masażu tylko 

sobie  żartował.  Rafe  tymczasem  zdjął  koszulę,  odsłaniając  wspaniale  umięśniony 
tors. 

–  Mam  się  położyć?  –  zapytał  i  nie  czekając  na  odpowiedź,  rozciągnął  się  na 

łóżku. 

Holly zapatrzyła się na jego nagie plecy i na całą resztę obciągniętą znoszonymi 

dżinsami. Zaraz też przypomniała sobie, jak wyglądała ta reszta, kiedy cały mokry, 
w przyklejonych do ciała slipkach wychodził z wody. 

– Zapomniałaś, jak się to robi?  – zapytał tak jakoś dziwnie. Tym razem  Holly 

nie  potrafiła  odgadnąć,  czy  była  to  prowokacja,  czy  tylko  drobna  złośliwość.  – 
Skazałaś biedną Evę na całą noc ślęczenia nad anatomią. Może sama też powinnaś 
sobie co nieco powtórzyć. 

–  Nie  muszę  –  odparła  z  dumą.  Zła  była  na  siebie,  że  zachowuje  się  jak 

pensjonarka. Widziała przecież w życiu niejedno męskie ciało, a zrobienie masażu 
nie  stanowiło  dla  niej żadnego  problemu.  Należało  wziąć  się  w  garść  i  zachować 
jak lekarz. Spokojnie. Bez emocji. 

 

background image

Rozdział 6 

 
Holly  uklękła  na  łóżku  obok  Rafe’a.  Zaczęła  od  szyi.  Jęknął  cicho.  Holly  nie 

była  pewna,  czy  rzeczywiście  z  bólu.  Przygryzła  wargę  i  kontynuowała  masaż. 
Niebawem jednak okazało się, że, klęcząc obok niego, nie zdoła wykonać zabiegu 
prawidłowo.  Bardzo  zdenerwowana,  usiadła  okrakiem  na  biodrach  Rafe’a.  Przed 
samą  sobą  udawała,  że  niczego  szczególnego  nie  czuje  i  żadne  głupie  myśli  nie 
przychodzą jej do głowy. 

Najpierw dokładnie wymasowała mu ramiona, potem plecy. Przy każdym ruchu 

ocierała  się  udami  o  pośladki  Rafe’a  i  coraz  trudniej  było  jej  udawać,  że  nic 
specjalnego się nie dzieje. 

– Zawodowy masażysta zrobiłby to lepiej – powiedziała, żeby przerwać napiętą 

ciszę. – Ja nie mam wprawy. 

Mówienie  okazało  się  jeszcze  gorsze  niż  cisza.  Holly  zaczerwieniła  się  po 

cebulki włosów. Dobrze choć, że Rafe nie mógł tego zobaczyć. 

Przypomnę  sobie  budowę  układu  mięśniowego,  postanowiła  Holly.  Będę 

powtarzała nazwę każdego masowanego mięśnia. Jak na ćwiczeniach z anatomii. 

Pomysł  był  dobry,  niestety  mało  skuteczny.  Coraz  bardziej  się  podniecała. 

Zrozumiała, że przegrała już w chwili, gdy dała się namówić na masaż. 

–  Na  tym  koniec  –  powiedziała,  z  trudem  siląc  się  na  spokój.  –  Ręce  mnie 

rozbolały. 

Była  to  oczywiście  prawda,  ale  nie  najważniejsza.  Holly  wiedziała,  że  jeśli 

natychmiast nie przestanie, to cała ta przygoda fatalnie się skończy. Zeszła z Rafe’a 
i uklękła obok niego na łóżku. Nie miała siły odejść dalej. 

–  A  klatka  piersiowa?  –  upomniał  się  Rafe.  –  Mięśnie  z  przodu  też  mnie 

strasznie bolą. 

Nie otwierał oczu. Napięcie  mięśniowe, które wciąż odczuwał,  niewiele  miało 

wspólnego  z  akcją  ratunkową  w  rzece.  Dotyk  dłoni  Holly,  jej  pośladki  na  jego 
biodrach... Nigdy w życiu nie czuł się tak wspaniale i nie pamiętał, kiedy był taki 
podniecony. Jeśli w ogóle. 

– Ja naprawdę.... – zaczęła Holly. Umilkła, kiedy Rafe przewrócił się na plecy i 

przekonała się na własne oczy, że on także jest bardzo spragniony. 

–  Chodź  do  mnie  –  wyciągnął  do  niej  rękę.  –  Skończmy  to,  cośmy  zaczęli, 

dobrze? 

Oczywiście, mogłaby pomyśleć, że chodzi mu o masaż. Nie pomyślała. Już raz 

background image

dała się nabrać. Wyobraziła sobie, że zrobi mu masaż i na tym koniec – on pojedzie 
do domu, a ona pójdzie spać. Teraz przynajmniej wiedziała, o co naprawdę chodzi. 
Nie było sensu protestować. 

Usiadła  na  jego  wezbranej  męskości  i  w  milczeniu  zabrała  się  do  masowania 

mięśni  klatki  piersiowej  Rafe’a.  Najpierw  leżał  bez  ruchu,  obserwując  ją  spod 
przymkniętych powiek. To, co robiła z nim teraz, trudno byłoby nazwać masażem 
leczniczym. 

Rafe  był  człowiekiem  czynu  i  nie  mógł  długo  przyjmować  pieszczot  Holly, 

skoro  czuł,  że  ona  także  pragnie,  aby  jej  dotykał.  Wsunął  dłonie  pod  obszerną 
koszulę, którą miała na sobie. Holly zamarła. Nawet wtedy, kiedy zaczął ją pieścić, 
nie miała siły się poruszyć. Zaprotestowała dopiero wówczas, gdy przerwał. 

– Spokojnie, skarbie – szepnął. – Ja chcę tylko zdjąć z ciebie to paskudztwo. 
Po  chwili  Holly  siedziała  na  nim  naga,  nie  mając  na  sobie  niczego  oprócz 

białych majteczek, które niewiele zakrywały. 

– Jesteś piękna – powiedział Rafe, nie mogąc od niej oczu oderwać. Wyciągnął 

ręce. Pieścił jej piersi, głaskał płaski brzuch. 

– Jesteś zdenerwowana – stwierdził. – Nie trzeba. 
– Nic na to nie poradzę. Ja... Nie mam wielkiej wprawy – Holly tłumaczyła się 

jak  mała  dziewczynka.  Rzeczywiście,  nigdy  żadnemu  mężczyźnie  nie  pozwoliła 
dotykać się w taki sposób. 

– Mam przestać? – zapytał. 
Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Jedyne  przeżycie  seksualne  miała  za  sobą  już 

dawno  i  zapamiętała  z  niego  tyle,  że  seks  boli,  jest  obrzydliwy  i  upokarzający. 
Miała  nadzieję,  że  mistrz  szkolnej  drużyny  koszykówki,  któremu  uległa  po  kilku 
szklankach  piwa,  od  tego  wieczoru  będzie  jej  narzeczonym,  że  wszystkie 
dziewczyny  będą  jej  go  zazdrościły.  Tymczasem  on  nawet do  niej  nie  zadzwonił. 
Żeby  tylko!  Nawet  „dzień  dobry”  jej  nie  powiedział,  kiedy  następnego  dnia 
spotkali się na korytarzu. Pewnie jej nie poznał. 

Holly  dobrze  wykorzystała  tamtą  gorzką  lekcję.  Zacięła  się.  Zerwała  z 

balującym  towarzystwem  i  ostro  wzięła  się  do  nauki.  Tylko  dzięki  temu  została 
prymuską w szkole średniej, a potem najlepszą studentką na roku. 

–  Wyglądasz  tak,  jakbyś  się  mnie  bała.  –  Rafe  usiadł  i  posadził  ją  sobie  na 

kolanach. – Nie bój się. Nie trzeba. 

Przytulił  ją  do  siebie  i  Holly  przestała  się  opierać.  Uznał  więc,  że  otrzymał 

zezwolenie.  Pieścił  ją  tak,  aby  dać  jej  maksimum  przyjemności,  samemu  biorąc 
przy tym więcej, niż się spodziewał. Holly tak się podnieciła, że właściwie było jej 

background image

już wszystko jedno, jak to się skończy. 

I  wtedy  właśnie,  jak  na  złość,  powróciła  jej  świadomość.  Znów  myślała 

sprawnie  i  spokojnie.  Poczuła  się  tak  samo  jak  w  tamtej  obcej  sypialni  z 
chłopakiem, którego prawie nie znała, a mimo to oddała mu się bez reszty. Tamten 
też niczego jej nie obiecywał, ani nawet nie skłamał, że ją kocha. 

Tyle  się  w  moim  życiu  zmieniło,  ale  zasadnicze  sprawy  wciąż  wyglądają  tak 

samo, pomyślała znów rozsądna Holly. Jestem dorosłą kobietą, a zachowuję się jak 
wtedy, kiedy miałam szesnaście lat. 

– Nie mogę, Rafe – wyszeptała. – Przepraszam cię, ja... 
Usiłowała  zsunąć  się  z  jego  kolan,  ale  jej  nie  puścił.  Przestraszyła  się,  że  za 

późno zaprotestowała i że jeśli do czegoś dojdzie, to sama będzie temu winna. Jeśli 
nie chciała się z nim kochać, należało od razu mu to powiedzieć. 

Jednak ją puścił. Delikatnie położył na łóżku. 
– Miałaś rację – powiedział, wkładając koszulę. – Nie należało tu przyjeżdżać. 
–  Wcale  tego  nie  powiedziałam.  –  Holly  pospiesznie  naciągnęła  na  siebie 

koszulkę.  –  Nie  o  to  mi  chodziło.  O  Boże,  już  sama  nie  wiem,  co  mówię. 
Zachowuję się jak idiotka – jęknęła. Wiedziała, że czeka ją nie przespana noc. 

–  Nic  podobnego  –  zapewnił  ją  Rafe.  –  To  ja  się  głupio  zachowałem. 

Przyjechałem tu po to, żeby się z tobą przespać. 

– Myślę, że mogłabym ci wytłumaczyć to, co się stało.. 
–  jąkała  się  Holly.  –  Naukowo...  Z  psychologicznego  punktu  widzenia...  Silne 

emocje, niebezpieczeństwo powodują wzmocnienie popędu seksualnego i... Popęd 
seksualny  manifestuje  się  przyspieszonym  biciem  serca,  przyspieszonym 
oddechem, rumieńcem – recytowała Holly. 

–  Dajże  mi  wreszcie  spokój  z  tą  twoją  psychologią  –  przerwał  jej  Rafe.  – 

Mieliśmy na siebie ochotę, zanim pojechaliśmy nad rzekę. Naprawdę nie musisz mi 
niczego tłumaczyć. 

Holly wyciągnęła rękę. Musiała go dotknąć. To było silniejsze od niej. 
– Mam zostać? – Rafe oparł dłonie na jej biodrach. Delikatnie pocałował ją w 

szyję. 

–  Tak  –  szepnęła.  Teraz,  kiedy  wszystko  sobie  przemyślała,  opuściły  ją 

wątpliwości. Była dorosła, pragnęła tego mężczyzny i on jej pragnął. Mieli do tego 
prawo. 

Zaczęli się całować. Holly tuliła się do niego tak mocno, jakby chciała wedrzeć 

się do jego wnętrza. Pragnęła czegoś, czego istnienie dopiero przeczuwała i chciała 
przeżyć to z Rafe’em. Tylko z nim. 

background image

– Nie wytrzymam dłużej – jęknął Rafe. – Powiedz mi, czy pójdziesz ze mną do 

łóżka, czy mam wracać do domu. 

– Muszę ci coś wytłumaczyć.  – Holly stała bliziutko, roztrzęsiona, ze łzami w 

oczach. – Mam pewne problemy z seksem. Muszę to wszystko przeanalizować... 

Łzy  wzbudziły  w  nim  czułość,  ale  naukowa  paplanina  Holly  sprawiła,  że 

znalazł się przy drzwiach. 

–  Masz  rację  –  powiedział.  –  Stanowczo  za  szybko  się  to wszystko dzieje.  W 

końcu  jesteśmy  sąsiadami.  Będziemy  mieli  dość  problemów.  Nie  warto  jeszcze 
mieszać do tego seksu. Dobranoc, Holly. I dzięki za pomoc. 

Wyszedł.  Holly  usiadła  na  łóżku,  ukryła  twarz  w  dłoniach.  Rafe  zachował  się 

jak dorosły, odpowiedzialny człowiek, ona tymczasem postąpiła jak małolata. Tak 
jakby  od  tamtego  pierwszego  razu  nic  się  w  jej  kobiecej  psychice  nie  zmieniło, 
jakby zastygła w pozie zawiedzionej, zniesmaczonej nastolatki, która dla własnego 
dobra na zawsze wyrzekła się seksu. 

Dopiero teraz spojrzała na siebie z zupełnie innej perspektywy. Devlin Brennan, 

w którym rzekomo była zakochana przez tyle lat, ani razu nawet nie spróbował jej 
pocałować.  Zapewne  dlatego,  „że  nie  przekazała  mu  żadnego  sygnału  mogącego 
sugerować, że zostanie przyjęty. Dopóki nie poznała Rafe’a, była śpiącą królewną 
czekającą na pocałunek księcia. A kiedy książę wreszcie się zjawił, przegoniła go, 
mimo  że  pragnęła  go  bardziej  niż  własnego  szczęścia.  Na  domiar  złego,  zamiast 
zostawić  sprawy  własnemu  biegowi,  zaczęła  się  idiotycznie  tłumaczyć.  Rafe  miał 
tyle  obowiązków,  tyle  kłopotów...  Na  pewno  nie  potrzebował  kobiety,  która 
zamiast się z nim kochać, analizuje swoją skrzywioną osobowość. 

Nie  wiedziała,  czy  po  tym  wszystkim  będzie  mu  mogła  jeszcze  kiedykolwiek 

spojrzeć w oczy. 

Przez  całą  drogę  do  domu  Rafe  myślał  o  Holly.  Uważał,  że  dobrze  zrobiła, 

wyrzucając  go  na  zbity  pysk.  Miał  przeczucie,  że  ta  kobieta  nie  jest zdobyczą  na 
jedną noc, a nawet gdyby ona się na takie traktowanie zgodziła, to jemu jedna noc z 
Holly  Casale  z  całą  pewnością  nie  wystarczy.  Była  jak  narkotyk.  Wystarczyło 
spróbować, żeby się uzależnić. 

Tymczasem w domu czekał na niego Flint, jego bliźniaczy brat. 
– Eva do mnie dzwoniła – wytłumaczył Flint swoją nie zapowiedzianą wizytę. 

– Powiedziała mi, co te diablice dziś wymyśliły. Po tegorocznych deszczach Sioux 
stała się bardzo niebezpieczna. Mogłeś utonąć, ratując te koszmarne bachory. 

– To nasze przyrodnie siostry, Flint. Są dziećmi naszego taty. 
–  One  są  dziećmi  Marcine,  Rafe.  Zabrała  je  i  uformowała  na  swój  obraz  i 

background image

podobieństwo. Gdyby zostały tutaj... 

– Mieszkałyby z tatą. Z  nami. Dobrze wiesz, że tata do śmierci o  nich  mówił. 

Zapisał im nawet udziały w swojej firmie. 

–  Tylko  im  nie  mów,  że  mają  jakieś  udziały  w  Paradise  Outdoors!  –  przeraził 

się  Flint.  –  Wyobrażam  sobie,  jak  te  kreatury  z  pomocą  jakiegoś  plugawego 
adwokaciny wyciągają od nas forsę, rujnując firmę i. 

–  Jestem  prawnym  opiekunem  dziewczynek  i  nie  mam  zamiaru  mówić  im  o 

tym, że są właścicielkami czwartej części rodzinnej firmy – zapewnił brata Rafe. – 
Są  za  młode.  Przehulałyby  te  pieniądze  w  ciągu  kilku  dni,  a  to  są  fundusze 
przeznaczone na studia. 

–  Studia?  Te  oślice  miałyby  się  dostać  na  studia?  Nie  ma  na  świecie  takiej 

uczelni, która zgodziłaby się je przyjąć. 

–  Rzeczywiście,  nie  są  orłami.  –  Rafe  westchnął  ciężko.  –  Kaylin  ma 

wprawdzie  fatalne  stopnie,  ale  gdyby  chciała,  szybko  mogłaby  je  poprawić.  A 
Camryn  jest  bardzo  zdolna.  Naprawdę.  Nauczycielka  mi  powiedziała,  że  od 
piętnastu lat uczy i jeszcze nie miała uczennicy, która by tak wspaniale pisała. 

– To dlaczego miała poprawkę z angielskiego? 
– Bo zjawia się w szkole tylko wtedy, kiedy  ma  na to ochotę. To, że powinna 

mieć poprawkę, uzgodniliśmy wspólnie z nauczycielką. Żeby dać Camryn nauczkę. 
I  wyobraź  sobie,  że  zdała  na  szóstkę.  Zrobiła  wszystko,  co  miała  do  zrobienia 
podczas wakacji. Nauczycielka radzi... 

– Wiesz, co mnie w tym wszystkim najbardziej martwi? 
–  przerwał  mu  Flint.  –  Zamiast  używać  życia,  ty  użerasz  się  z  cudzymi 

dzieciakami. Powiedzmy, że dziewczynki są z nami jakoś spokrewnione, ale Trent 
i Tony nie są żadną rodziną i mają matkę. Zanim ta cała hałastra się tu sprowadziła, 
byłeś  normalnym  mężczyzną,  miałeś  przyjaciół,  kobiety.  ..  Wybacz,  że  cię  o  to 
pytam, ale kiedy ty ostatni raz byłeś z kobietą? 

– Ja również mógłbym cię zapytać o to samo – odciął się Rafe. 
–  Owszem,  ale  ja  mam  powody.  Jestem  pracoholikiem.  Paradise  Outdoors  to 

moje życie. Ty zawsze byłeś towarzyski, a ja trzymałem się na uboczu. 

– Czy tobie kiedykolwiek przyszło do głowy, że ja mogę się martwić o ciebie i 

Evę? Nie  macie przyjaciół, żyjecie wyłącznie pracą.  – Rafe postanowił przejść do 
ataku. 

–  Ty  twierdzisz,  że  Paradise  Outdoors  to  wszystko,  czego  ci  trzeba  do 

szczęściara Eva mi wmawia, że zajęcia i praktyki zajmują jej cały boży dzień. A ja 
podejrzewam, że wy się ukrywacie przed światem za tą swoją pracą. Przed ludźmi, 

background image

przed uczuciem... Może dlatego, że tacie nie udało się z Marcine. 

– To największa bzdura, jaką słyszałem!  – zawołał Flint. Rafe pomyślał sobie, 

że być może trafił w dziesiątkę. Nigdy nie widział swego spokojnego brata w takim 
stanie.  –  Pewnie  znów  przeczytałeś  jakiś  głupi  artykuł  w  poradniku 
psychologicznym. Kiedy ty znajdujesz na to czas? 

–  Paradise  Outdoors  było  małym  lokalnym  przedsiębiorstwem,  kiedy  je 

przejąłeś  –  kontynuował  nie  zrażony  Rafe.  Dzień  spędzony  z  dobrym  psychiatrą 
przysłużył  mu  się  lepiej  niż  najlepszy  nawet  artykuł  z  dziedziny  psychologii.  – 
Rozwinąłeś firmę tak, że jest jednym z najbardziej – liczących się przedsiębiorstw 
na  rynku  amerykańskim.  Jako  prawnik  podziwiam  twoją  operatywność,  jako 
udziałowiec cieszę się zwiększonymi dochodami, ale jako brat bardzo się o ciebie 
martwię.  Stałeś  się  niewolnikiem  tej  firmy,  Flint.  Żyjesz  jak  pustelnik.  Ja 
przynajmniej nie mam w sobie nic z pustelnika. 

–  Gadasz  bzdury.  –  Flint spojrzał  na  zegarek.  –  Zrobiło  się  późno,  a  ja  muszę 

rano być na nogach. 

W tej chwili rozległo się żałosne wycie. 
– Hot Dog! – Rafe przypomniał sobie o psie. – Dobrze że Lambertowie już się 

wyprowadzili. 

–  Zapomniałem  ci  powiedzieć,  że  ten  piekielny  zwierzak  rzucił  się  na  mnie, 

kiedy  wszedłem  do  domu  –  poskarżył  się  Flint.  –  Dobrze  że  miałem  przy  sobie 
odstraszacz na psy produkcji Paradise Outdoors. Bydlak zwiewał, aż się kurzyło. 

–  Nie  dziwię  się.  Nasze  produkty  są  najwyższej  jakości.  Niezadowolonym 

zwracamy  pieniądze.  –  Rafe  z  dumą  wygłosił  slogan  reklamowy  firmy.  –  Nie 
wiesz, gdzie on teraz jest? 

–  Biedne  stworzenie  pognało  na  górę.  Jeśli  będziesz  miał  szczęście,  to  może 

rzuci się z okna – zakpił Flint. Pożegnał się szybko i wyszedł. 

Rafe  poszedł  do  pokoju  dziewczynek.  Hot  Dog  leżał  na  łóżku  Camryn. 

Podniósł głowę, ale kiedy przekonał się, że to nie jego pani, zawył rozpaczliwie. 

Po raz pierwszy odkąd Hot Dog zjawił się w tym domu, Rafe poczuł do niego 

sympatię. Zrobiło mu się nawet żal biednego zwierzaka. 

– Nie płacz – mruknął. – Mnie też jest źle na świecie. 
 

background image

Rozdział 7 

 
Rafe  miał  nadzieję,  że  najgorszy  dzień  w  życiu  ma  już  za  sobą.  Biedny,  nie 

wiedział,  co  go  czeka  nazajutrz.  Ledwie  pojawił  się  w  szpitalu,  napadła  na  niego 
Eva. 

–  Może  byś  wreszcie  przestał  udawać  męczennika  i  odesłał  te  rozpuszczone 

bachory do jakiegoś przyzwoitego domu dziecka – zaczęła bez wstępu. – Marcine 
wzięła  na  nas  odwet,  przysyłając  je  do  ciebie.  Niech  się  z  nimi  męczą  jej  krewni 
albo zajmą się władze. Ty już dość się nacierpiałeś. 

–  Odwiedziłem  kuzynkę  Marcine.  Ta  kobieta  jest  dziewięćdziesięcioletnią 

staruszką i nie ma pojęcia, na jakim świecie żyje. Co chwila mnie pytała, kto wygra 
wojnę. Nie poradzi sobie z Camryn i Kaylin. 

– Więc pozwolisz, żeby te dziewczyny zrujnowały ci życie? 
–  Nie  mają  takiej  możliwości.  –  Rafe’owi  coraz  trudniej  było  zachować 

cierpliwość. 

–  Przy  mnie  nie  musisz  się  zgrywać,  Rafe.  Kocham  cię  i  bardzo  się  o  ciebie 

martwię.  Zapracowujesz  się,  a  w  domu  masz  tylko  kłopoty  ż  cudzymi  dziećmi. 
Trenta  i  Tonyego  także  w  to wliczam.  To,  że  mają  nieodpowiedzialną  matkę,  nie 
znaczy  jeszcze,  że  ty  musisz  ich  sobie  brać  na  głowę.  Wszyscy  cię  bez  litości 
wykorzystują. Najwyższy czas z tym skończyć. 

–  Rafe  nie  starał  się  niczego  więcej  wyjaśniać.  Nie  miał  ochoty  na  kolejną 

awanturę.  Eva  uważała  go  za  męczennika  lub  za  masochistę.  Flint  podzielał  jej 
opinię, czemu dał wyraz poprzedniego wieczoru. 

W  drodze  do  domu  Rafe  oświadczył  Camryn  i  Kaylin,  że  nie  wolno  im  bez 

pozwolenia  brać  jego  samochodu,  nie  mówiąc  już  o  zbliżaniu  się  do  rzeki. 
Dziewczynki  nie  były  tym  zakazem  zachwycone.  Rafe  spodziewał  się,  że  będą 
choć  trochę  wystraszone,  może  nawet  odrobinę  grzeczniejsze.  Bardzo  się 
przeliczył. Siostry były jeszcze bardziej wojownicze niż zazwyczaj. 

Ledwie  zatrzymał  samochód,  wypadły  z  niego,  jakby  się  paliło,  i  pognały  do 

domu. Rafe mógł pobyć przez chwilę sam. Niestety, w końcu też musiał wysiąść z 
samochodu, który w tej chwili wydawał  mu się  jedynym spokojnym  miejscem  na 
ziemi. 

Niechętnie  powlókł  się  do  domu.  Zanim  zdążył  wejść  na  schodki,  przyjechał 

Flint.  Rafe  nie  posiadał  się  ze  zdumienia.  Tym  bardziej  gdy  zauważył,  że  brat 
przywiózł ze sobą dwie szałowe blondynki. Jedną z nich była Lorna Larson, która 

background image

poprzedniego  dnia  siedziała  obok  niego  w  samolocie.  Rafe  miał  wrażenie,  że  od 
tamtego poranka minęły cztery lata. 

Trafiłem  w dziesiątkę, pomyślał Rafe, spoglądając na rozpromienionego brata. 

Powiedziałem  mu,  że  żyje  jak  pustelnik,  więc  postanowił  mi  udowodnić,  że  to 
nieprawda. 

– Rzeczywiście! – zawołała Lorna, patrząc to na Rafe’a, to na Flinta. – Jadłam 

śniadanie w hotelowej kawiarni, kiedy akurat wszedł tam Flint. Myślałam że to ty, i 
nie uwierzyłam, kiedy mnie zapewniał, że jest twoim bratem. 

Rafe z niesmakiem obserwował, jak Lorna, która dopiero wczoraj ostrzyła sobie 

na  niego  zęby,  dziś  już  flirtowała  z  jego  bratem.  Flint  tylko  trochę  zesztywniał, 
kiedy  wzięła  go  za  rękę.  W  normalnych  warunkach  nigdy  by  żadnej  kobiecie  na 
coś  podobnego  nie  pozwolił.  Widać  postanowił  za  wszelką  cenę  kontynuować  tę 
farsę, skoro wytrzymał nawet kontakt fizyczny z zupełnie obcą osobą. 

– Nawet moje prawo jazdy nie wystarczyło jej za dowód – mruknął Flint. 
– Ale teraz już wiesz, że ja jestem Rafe, a on Flint. 
–  A  ja  Nicolette  Kline  –  przedstawiła  się  druga  blondynka.  Była  wyższa  od 

Lorny i miała znacznie dłuższe włosy. 

–  Nicolette  pracuje  w  tutejszym  oddziale  firmy,  którą  reprezentuje  Lorna  – 

dokończył  prezentacji  Flint.  Sztuczny  uśmiech  ani  na  chwilę  nie  opuszczał  jego 
twarzy. – Pomyślałem sobie, że moglibyśmy się gdzieś razem wybrać. 

Rafe  jęknął  cicho.  A  więc  Flint  poczuł  się  tak  bardzo  dotknięty,  że  nie  tylko 

znalazł sobie panienkę, żeby udowodnić bratu, że nie jest pustelnikiem, ale jeszcze 
przyprowadził  drugą  dla  niego.  Z  dwojga  złego  Rafe  wolał  spędzić  dzień  na 
omawianiu warunków pokojowych z Camryn  i Kaylin,  niż  uczestniczyć w randce 
dla czworga, którą wymyślił jego brat. 

Już  miał  się  wymówić,  kiedy  wymówka  sama  wkroczyła  na  scenę.  I  to  nie 

jedna, lecz trzy: Trent, Tony i Holly. Chłopcy biegli do domu, ile sił w nogach, a za 
nimi z  godnością podążała  Holly.  Była  ubrana w skromną  letnią sukienkę. Włosy 
związane miała w koński ogon. W porównaniu z nią długonogie blondynki Flinta, 
ubrane  według  zasad  najnowszej  mody,  wyglądały  jak  przebrane  manekiny.  Rafe 
poczuł niesmak na samą myśl, że musiałby coś takiego pocałować. 

– Zabraliśmy Holly do Steensów, jak tylko przyjechała – wołał z daleka Tony. 

–  Pani  Steens  piecze  tort.  Powiedziała,  że  nas  poczęstuje.  Czekoladowy.  Mój 
ulubiony. 

–  A  skąd  ty  się  tu  wziąłeś,  Flint?  –  zapytał  wyraźnie  niezadowolony  Trent.  Z 

niesmakiem przyjrzał się obu blondynkom. – A to co za jedne? 

background image

– Koleżanki Flinta – wyjaśnił Rafe. 
Holly zatrzymała się w pewnej odległości, niepewna, jak się zachować. Wobec 

tego Rafe podszedł do niej. 

– Przyjechali, żeby mnie zabrać na wycieczkę – mówił, patrząc z niemą prośbą 

w oczy  Holly. Tak bardzo chciał, żeby  go zrozumiała, żeby znów  mu pomogła.  – 
Właśnie  miałem  im  powiedzieć,  że  mamy  już  plany  na  dzisiejszy  dzień.  Prawda, 
kochanie? 

– Tak, jedziemy z dziećmi do zoo – poparła go Holly. Rafe’owi kamień spadł z 

serca. 

– Ekstra! – Trent znów się uśmiechnął. 
–  Już  od  wczoraj  nie  możemy  się  doczekać  tej  wycieczki!  –  Tony  był  w 

siódmym niebie. 

Rafe z lubością obserwował miny nieproszonych gości. Flint, Lorna i Nicolette 

najpierw się zdumieli, potem zgłupieli, a na końcu zdenerwowali. 

– Chłopcy, powiedzcie Camryn i Kaylin, żeby zaraz były gotowe do wyjścia  – 

Holly zwróciła się do Trenta i Tony’ego. 

– One też z nami jadą? – zapytał z niedowierzaniem Trent. 
– Jasne. – Holly nie miała wątpliwości. 
Chłopcy pognali do domu. Każdy chciał jako pierwszy zanieść dziewczynkom 

dobrą  wiadomość.  Jakoż  już  po  chwili  w  domu  rozległy  się  gniewne  okrzyki 
urażonych nastolatek. 

– Do zoo? – Camryn jak bomba wypadła z domu. – Ani mi się śni... – zamilkła 

na  widok  niespodziewanych  gości.  –  O  rany!  Czy  mi  się  zdaje,  czy  to  zły  brat  z 
Piękną i Piękniejszą? 

– Camryn! – zawołali z naganą w głosie obaj bracia. 
–  Chcieli  zabrać  ze  sobą  Rafe’a,  ale  on  woli  pojechać  z  nami  do  zoo  – 

tłumaczył jej rozradowany Tony. 

Za nim pojawili się Trent i Kaylin. 
–  Miałeś  rację  –  powiedziała  Kaylin,  obejrzawszy  sobie  Flinta  i  jego 

przyjaciółki.  Szepnęła  coś  Trentowi  do  ucha.  Oboje  wybuchnęli  gromkim 
śmiechem. 

–  Może  byś  nas  przedstawił,  Rafe  –  zaproponowała  Holly,  chcąc  odwrócić 

uwagę gości od niestosownego zachowania młodzieży. 

–  Nie  ma  sensu.  –  Camryn  była  bezlitosna.  –  Ja  nie  jestem  ciekawa,  co  to za 

jedne, a im też nic nie przyjdzie z tego, że dowiedzą się, jak mam na imię. 

–  Wstydź  się,  Flint!  Jak  możesz  przywozić  bratu  prostytutki!  Zapomniałeś,  że 

background image

mieszkają z nim dzieci? – Kaylin otuliła Tony’ego opiekuńczym ramieniem. 

– Jakie prostytutki? – oburzył się Flint. 
– Chyba tylko ty tego nie zauważyłeś! – Camryn roześmiała się tak głośno, że 

słychać ją było na całej ulicy. – Gołym okiem to widać. Spójrz, jak są ubrane! I te 
ich włosy! Ile się teraz bierze za usługę? – zwróciła się do Lorny i Nicolette. 

Blondynki  miały  mord  w  oczach,  jednak  nie  odezwały  się  ani  słowem, 

czekając, aby któryś z braci ukrócił skandaliczne zachowanie się dziewczynek. Ale 
Rafe nie spieszył się z interwencją. 

– Te małe potwory obrażają naszych gości! – nie wytrzymał Flint. – Zrób coś! 

Powiedz im, żeby były cicho. 

Rafe  nie  miał  ochoty  nic  robić.  Tym  razem  nie  przeszkadzało  mu,  że 

dziewczynki  niewłaściwie  się  zachowują,  i  one  o  tym  wiedziały.  A  jednak  Flint 
miał rację. Należało przywołać je do porządku. 

– Te panie pracują w telekomunikacji – powiedział do dzieci. 
– Ach, więc tak się to teraz, nazywa? – prychnęła Kaylin. 
– Flint, natychmiast zawieź nas z powrotem do hotelu – zawołała bliska histerii 

Lorna. 

– Nieźle! We trójkę do hotelu! – kpiła Camryn. – Ile cię to będzie kosztowało, 

Flint? 

– Uspokój się wreszcie, ty wredny bachorze! – Flint był czerwony ze złości. 
– Ratunku! – Widząc, że Flint się do niej zbliża, Camryn schowała się za Rafe’a 

i Holly. 

Holly  miała  wielką  ochotę  się  roześmiać,  lecz  wrodzone  poczucie  obowiązku 

jej  na  to  nie  pozwoliło.  Nie  mogła  zachęcać  rozbrykanej  Camryn  do  jeszcze 
gorszego zachowania. 

– Chodźmy. – Wzięła Camryn pod rękę. 
– Popatrz na  mojego przyrodniego brata!  Gdyby nie było tu Rafe’a, na pewno 

by mnie oskalpował! – dramatyzowała Camryn, posłusznie idąc z Holly do domu. 
Reszta dzieci podreptała za nimi. Jak kaczuszki za panią matką. 

– Oskalpować cię to mało! – wrzasnął za nią Flint. – Jesteś... 
– Bądź łaskaw jej nie wyzywać – przerwał mu Rafe. – To jeszcze dziecko, a ty 

podobno jesteś dorosły. 

– W niczym nie przypomina dziecka – prychnęła Lorna. 
–  Nie  mamy  zamiaru  marnować  naszego  cennego  czasu  na  zabawianie  się  w 

niańki  bandy  rozwydrzonych  bachorów  –  oświadczyła  Nicolette.  –  Natychmiast 
stąd odjeżdżamy! 

background image

Obie panie zrobiły w tył zwrot i usadowiły się w samochodzie. 
– Teraz rozumiesz, dlaczego nie umawiam się z kobietami? – zwrócił się Rafe 

do brata, gdy zostali sami. – Ledwie pojawi się tu jakaś kobieta, dzieci zaraz czują 
się  zagrożone.  Boją  się,  że  każe  mi  je  wyrzucić  z  domu.  Kiedy  ostatnim  razem 
przyprowadziłem  do  domu...  Szkoda  gadać.  Wystarczy,  jeśli  powiem,  że  Piękna  i 
Piękniejsza i tak zostały ulgowo potraktowane. 

Rafe  sam  był  zdumiony  własną  przenikliwością.  A  więc  to  takie  proste? 

Żałował, że wcześniej nie zauważył tej zależności. 

–  Przeciwko  tej  twojej  panience  nic  nie  mają.  –  Flint  z  niedowierzaniem 

przyglądał się bratu. – Kto to jest? Nie mówiłeś mi, że masz dziewczynę. 

–  Bo  nie  mam.  –  Rafe  wzruszył  ramionami.  –  Nazywa  się  Holly  Casale. 

Jesteśmy przyjaciółmi. 

–  Przyjaciółmi,  powiadasz?  –  Flint  nie  dał  się  nabrać.  –  Powiedziałeś  do  niej 

„kochanie”.  W  życiu  nie  słyszałem,  żebyś  mówił  w  ten  sposób  do  jakiejkolwiek 
kobiety. Widziałem, jak się na siebie gapiliście. 

Przerwał mu przenikliwy dźwięk klaksonu. 
– Nie zazdroszczę. ci, Flint – zauważył Rafe. – Może wolałbyś pojechać z nami 

do zoo? 

–  Wolałbym,  żeby  mnie  grizli  pożarł  żywcem  –  mruknął  Flint.  –  Zawiozę  te 

damy do hotelu i wracam do pracy. 

Holly klęczała na podłodze w kuchni i głaskała Hot Doga. Pies wpatrywał się w 

nią  rozanielonym  spojrzeniem,  Rozłożył  się  nawet,  żeby  mogła  go  podrapać  po 
brzuchu. Gdy tylko Rafe się do nich zbliżył, pies zerwał się na równe nogi i groźnie 
zawarczał. 

– Nie denerwuj się, piesku –  uspokoił  go  Trent. – To jest Rafe, a nie jego zły 

brat. 

– Skończcie wreszcie z tym złym bratem – uciął Rafe. – Flint wcale nie jest zły. 

Tak długo go prowokujecie, aż wreszcie traci cierpliwość. Specjalnie to robicie. 

– Flint nas nienawidzi – odezwała się Kaylin. – A my go nie lubimy. I tych jego 

panienek też. 

–  Wcale  się  nie  dziwię,  że  Flint  musi  płacić  za  takie  rzeczy  –  roześmiała  się 

Camryn. – Jest koszmarny. 

–  Ja  jestem  tak  samo  koszmarny  jak  on  –  zapewnił  ją  Rafe.  –  A  te  panie  nie 

były prostytutkami. Wolałbym, żebyś o tym nie zapominała. 

– Guzik mnie oni obchodzą. – Camryn wzruszyła ramionami. – Najważniejsze, 

że sobie pojechali. 

background image

A  więc  jednak  miałem  rację,  pomyślał  Rafe,  po  raz  kolejny  zaskoczony  swą 

świeżo objawioną znajomością dziecięcej psychiki. Ale Flint też dobrze zauważył. 
Dzieciaki  zaakceptowały  Holly.  Widocznie  nie  czują  się  zagrożone.  Ciekawe,  jak 
by się zachowały, gdyby wiedziały, co do niej czuję. 

Przypomniał  sobie  poprzedni  wieczór,  piękne  i  powolne  jego  dłoniom  ciało 

Holly... Znów jej pragnął. 

– Dziękuję za pomoc, Holly – powiedział, kiedy trochę się pozbierał. – Dobrze, 

że wymyśliłaś ten wyjazd do zoo. Mam wobec ciebie dług wdzięczności. 

– Nie ma problemu. – Holly podała psu jeszcze jedno ciasteczko. – Możesz mi 

się  zaraz  odwdzięczyć.  Dzwoniłam  do  firmy,  która  ma  przywieźć  moje  meble. 
Dzisiaj na – pewno nie przyjadą, więc bardzo chętnie wybrałabym się do zoo. Nie 
mam  ochoty  siedzieć  w  motelu  przed  telewizorem,  mimo  że  mam  do  wyboru  aż 
siedemdziesiąt pięć kanałów. 

Sama  się  zdziwiła,  jak  łatwo  jej  poszło.  Obawiała  się,  że  swoim  wczorajszym 

zachowaniem  wszystko  zepsuła,  że  będzie  jej  wstyd,  a  Rafe  się  na  nią  obrazi. 
Tymczasem  oboje  zachowywali  się  tak  swobodnie,  jakby  nic  między  nimi  nie 
zaszło. 

Ale  kiedy  Rafe  podał  jej  rękę,  chcąc  pomóc  podnieść  się  z  podłogi,  poczuła 

dreszcz.  Na  nic  się  zdały  zapewnienia  i  dawane  samej  sobie  obietnice.  Pragnęła 
tego  mężczyzny  jak  nikogo  na  świecie.  Spojrzała  na  niego.  W  oczach  Rafe’a 
zobaczyła  odbicie  własnych  myśli.  A  przecież  nie  byli  sami!  Dzieci  i  pies...  Na 
wszelki wypadek natychmiast się od Rafe’a odsunęła. 

– Chyba nie zmieścimy się wszyscy do jednego samochodu – powiedziała nieco 

drżącym głosem. – Proponuję, żebyśmy pojechali dwoma samochodami. Ja zabiorę 
Camryn i Kaylin, a Trent i Tony pojadą z tobą. 

– Pozwolisz mi prowadzić, Holly? – zapytała Kaylin. – Mam prawo jazdy. 
– Jasne – odparła bez wahania Holly. 
Rafe i dziewczynki patrzyli na nią ze zdumieniem. 
– Naprawdę? – Kaylin nie wierzyła własnemu szczęściu. 
Holly  wiedziała,  że  dziewczynka  tylko  po  to  pytała  ją  o  zgodę,  żeby  mieć 

pretekst do awantury, kiedy jej odmówią. Była zupełnie zbita z tropu. Rafe zresztą 
też. 

–  Czy  ty  aby  naprawdę  wiesz,  co  robisz?  –  zapytał.  –  Nie  musisz  jej  dawać 

samochodu. Zbili ci szybę, rozwalili telewizor... 

–  Jeśli  władze  stanu  Dakota  uznały,  że  można  Kaylin  wydać  prawo  jazdy,  to 

dlaczego ja  miałabym kwestionować jej umiejętności? – zapytała Holly. – Zresztą 

background image

jeśli nie zacznie jeździć, to nigdy nie zostanie dobrym kierowcą. 

–  Fakt  –  przyznała  Camryn.  –  Ale  ja  z  nią  nie  jadę.  Za  bardzo  się  denerwuję. 

Pojadę z Rafe’em, bo chociaż nienawidzę zoo, to wolę dotrzeć tam w całości. 

–  Naprawdę  nie  musisz  tego  robić  –  powiedział  Rafe,  kiedy  dzieci  usadowiły 

się w samochodach, a on i Holly zamykali drzwi od domu. 

– Chodzi ci o wyprawę do zoo czy o to, że Kaylin poprowadzi mój samochód? 
– Jedno i drugie. 
Byli  tak  blisko  siebie,  że  Rafe  mógłby  wziąć  ją  za  rękę  i  nikogo  by  to  nie 

zdziwiło. Poza nim samym. Już miał to zrobić, ale Holly zeszła ze schodków. 

Jeszcze jedna stracona szansa, westchnął, podążając za nią. 
–  Jeśli  masz  inne  plany,  to  sama  pojadę  z  nimi  do  zoo.  –  Holly  błędnie 

zrozumiała jego westchnienie. 

– A co niby miałbym robić? Pojechać za Flintem i tymi jego panienkami? 
– Naprawdę nie masz na to ochoty? – droczyła się z nim Holly. 
– Naprawdę. Są za łatwe. 
– Nie rozumiem. – Holly udała zdziwienie, choć miło jej się zrobiło. 
– Jest taka stara indiańska legenda o wilku, który wolał gonić zdobycz, niż zjeść 

tę, która siedziała nieruchomo. 

Więc  może  nie  wszystko stracone,  pomyślała.  W  zasadzie  nie  była  zazdrosna, 

ale  przykro  jej  było  patrzeć  na  pożądliwe  spojrzenia,  jakimi  Piękna  i  Piękniejsza 
pożerały obu braci. 

Holly szybko wsiadła do samochodu. Ucieszyła się  nawet, że będzie jechała z 

niedoświadczonym  młodym  kierowcą.  Taka  terapia  szokowa  była  jej  potrzebna, 
żeby znów stać się spokojną, opanowaną doktor Casale, która nie bywa zazdrosna i 
zawsze zachowuje się rozsądnie. 

–  Jak  minął  tydzień?  –  zapytała  z  nadzieją  w  głosie  Helene  Casale.  Holly 

rozmawiała z matką co niedziela i zawsze słyszała to samo pełne nadziei pytanie. 

–  Wczoraj  pojechałam  po  zakupy  z  dziećmi  sąsiadów  Kupiliśmy  zeszyty  i 

wszystko,  co  potrzebne  do  szkoły.  Dzisiaj  poszliśmy  do  kina,  a  po  południu 
jesteśmy zaproszeni na przyjęcie. Dopiero co wróciłam do domu. 

Holly miała za sobą kilka miłych dni, w ciągu których ani przez chwilę się nie 

nudziła. Wiedziała jednak, że nie zadowoli matki. 

–  Chcesz  powiedzieć,  że  całe  dwa  dni  spędziłaś  z  sąsiadami?  Znowu?  – 

przeraziła się Helen. – Odkąd przyjechałaś do Sioux Falls, spędzasz z tymi ludźmi 
każdą wolną chwilę. Nie uważasz, że pora zająć się własnymi sprawami? Powinnaś 
dokądś  chodzić.  Broń  Boże  nie  do  zoo  ani  po  zakupy  z  dziećmi  sąsiadów.  W  ten 

background image

sposób nigdy nie poznasz żadnego samotnego mężczyzny. 

Holly omal nie wybuchnęła śmiechem. Dotąd nie wspomniała matce, że dzieci, 

z  którymi  spędza  tyle  czasu,  są  pod  opieką  samotnego  mężczyzny.  Helenę  była 
przekonana, że jej córka zaprzyjaźniła się z normalną rodziną, lecz Holly nie miała 
zamiaru wyprowadzać jej z błędu. 

Stosunki  pomiędzy  nią  i  Rafe’em  nadal  były  przyjacielskie.  Od  tamtego 

pierwszego  wieczoru  w  motelu  nawet  nie  spróbował  jej  pocałować.  A  jednak 
przyjaźń z tym mężczyzną w niczym nie przypominała tej, jaka łączyła ją z Devem. 
Ta nowa przyjaźń była nasączona seksem jak gąbka. 

–  Opowiedz  mi  lepiej,  jak  tam  przygotowania  do  ślubu  Heidi.  –  Holly  wolała 

zmienić temat. 

–  Nie  wszystko  idzie  gładko,  ale  Honoria  jakoś  sobie  radzi.  Nie  mogę  się 

doczekać, kiedy znów cię zobaczę. 

Holly  zmieszała  się.  Wprawdzie  umówiła  się  z  kolegami,  że  przez  te  dwa  dni 

nie  będzie  dyżurować,  ale  zrobiła  to  właściwie  tylko  na  wszelki  wypadek.  Wciąż 
jeszcze  nie  była  pewna,  czy  pojedzie  do  domu.  Na  użytek  rodziny  przygotowała 
sobie  bajeczkę  o  pacjentce  z  psychozą  maniakalną,  która  bardzo  się  do  niej 
przywiązała i akurat dzisiaj dostała ataku, więc Holly w żaden sposób nie może jej 
zostawić pod opieką innego lekarza. 

Rozległo się łomotanie w ścianę. 
– Przepraszam cię, mamo, ale ktoś się dobija do drzwi – powiedziała Holly. Jak 

miała  wytłumaczyć  matce,  że  dzieci  sąsiadów  stukają  w  ścianę,  kiedy  czegoś  od 
niej potrzebują? – Zadzwonię do ciebie później, dobrze? 

– Idź, otwórz te drzwi, Holly. Aż tutaj słychać łomot. I nie musisz już do mnie 

dzisiaj dzwonić. W przyszłym tygodniu sobie porozmawiamy. 

Holly  pobiegła  do  sąsiadów.  Otworzyła  jej  na  wpół  rozebrana  Camryn. 

Trzymała w ręku kij baseballowy. 

–  Bogu  dzięki,  że  jesteś!  –  Wciągnęła  Holly  do  środka.  –  Chłopcy  próbowali 

mnie nauczyć alfabetu Morsea, ale ja nijak nie. mogę tego pojąć, więc pukałam w 
ścianę kijem. Dobrze, że mnie zrozumiałaś. 

– Powiesz mi wreszcie, co się stało? 
–  Rafe  rozmawia  przez  telefon  z  Tracey  Krider.  No  wiesz,  z  matką  Trenta  i 

Tonyego. Podsłuchiwałam w kuchni. Tracey chce zerwać z tym swoim kopniętym 
narzeczonym  i  zabrać  chłopców  do  domu.  No  to  Rafe  ją  zaczął  straszyć  sądem. 
Powiedział,  że  nie  odda  jej  chłopców,  więc  się  popłakała.  Strasznie  mi  jej  żal.  – 
Camryn była szczerze zatroskana. – Trent i Tony bardzo ją kochają. Tęsknią za nią, 

background image

chociaż nie opowiadają o tym bez przerwy. 

–  Domyślam  się.  Prawie  wszystkie  dzieci  kochają  swoje  matki,  choć  niektóre 

wcale nie powinny mieć dzieci. 

–  Ty  nie  znasz  Tracey.  Ona  nie  jest  zła,  tylko  trochę  trzepnięta.  Trent  się 

urodził,  kiedy  miała  szesnaście  lat.  Do  tego  wychowano  ją  w  przekonaniu,  że 
kobieta  nie  jest  nic  warta,  jeśli  nie  ma  przy  sobie  mężczyzny.  Naprawdę  kocha 
chłopców. To nie jej wina, że nie umie sobie znaleźć normalnego faceta. 

–  Dokładnie  to  sobie  przemyślałaś  –  powiedziała  zaskoczona  Holly.  –  Czy 

chłopcy wiedzą, o czym Rafe rozmawia z ich matką? 

– Nie wiedzą nawet, z kim rozmawia. Kazałam Kaylin czymś ich zająć. Siedzą 

w naszym pokoju i słuchają tych swoich głupich płyt – skrzywiła się Camryn. 

– Chcesz, żebym ich zabrała do siebie? – zapytała Holly. 
–  Nie,  ja  ich  zabiorę  na  lody,  a  ty  zostań  i  pogadaj  z  Rafe’em.  Jesteś  jedyną 

osobą,  która  ma  na  niego  jakiś  wpływ.  Pamiętasz,  jak  po  tej  historii  z  rzeką 
wymyślił sobie, że do końca wakacji na krok się nie ruszymy z domu I ty mu wtedy 
wytłumaczyłaś, że to bezproduktywne i żeby nam pozwolił chodzić do pracy. 

Holly doskonale pamiętała tamtą rozmowę. Pamiętała także, że użyła wówczas 

słowa  „bezproduktywne”,  tyle  że  rozmawiała  z  Rafe’em  w  cztery  oczy. 
Tymczasem okazało się, że oczu może i było tylko czworo, ale za to uszu znacznie 
więcej. Tak samo jak przy dzisiejszej rozmowie z Tracey. 

– Muszę wiedzieć, co się tu dzieje – tłumaczyła się Camryn. 
–  Rozumiem  –  powiedziała  Holly  bez  cienia  wyrzutu  w  głosie.  Rzeczywiście 

rozumiała Camryn doskonale. Przez czternaście lat wychowywała ją kobieta, która 
ukrywała  się  przed  własnym  mężem.  Otwarte  uszy  i  oczy  musiały  mieć  w  tamtej 
rodzinie  wielkie  znaczenie,  a  przyzwyczajenie  staje  się  drugą  naturą.  –  Jednak 
chciałabym  ci  zwrócić  uwagę  na  pewien  drobiazg.  Tylko,  proszę,  nie  poczuj  się 
urażona.  Zawołałaś  mnie  na  pomoc,  .  bo  stwierdziłaś,  że  biedna  Tracey  musi 
walczyć o swoje dzieci z mężczyzną reprezentującym wpływową rodzinę Paradise. 
Czy ta sytuacja niczego ci nie przypomina? 

–  Rzeczywiście  niezły  z  ciebie  psychiatra.  –  Camryn  była  raczej  zadowolona 

niż  obrażona.  –  Ale  ja  wcale  nie  chcę,  żeby  Rafe  przestał  widywać  chłopców. 
Uważam, że nawet jeśli zamieszkają z matką, powinien się często z nimi spotykać. 
Trent i Tony bardzo go potrzebują. Jest dla nich jak ojciec. 

–  Nigdy  nie  żałowałaś,  że  matka  nie  pozwoliła  ci  poznać  własnego  ojca?  – 

zapytała ostrożnie Holly. 

–  Czasami  –  odparła  obojętnie  Camryn.  –  Mama  dostawała  białej  gorączki, 

background image

kiedy ktoś o nim wspominał, więc ani ja, ani Kaylin nigdy o niego nie pytałyśmy. 
Kiedyśmy  tu  przyjechały,  obejrzałyśmy  wszystkie  jego.  zdjęcia.  Były  tam  i  takie, 
na których trzymał mnie i Kaylin na rękach. Na oko wygląda na porządnego faceta. 

– Rafe’owi nigdy tego nie powiedziałaś – zauważyła Holly. – Że o Flincie czy 

Evie nie wspomnę. 

– Flint i Eva dostają piany, kiedy ja i Kaylin mówimy źle o ojcu. To strasznie 

zabawne. – Camryn się uśmiechnęła. 

– Założę się, że gdybyś mogła, też byś to robiła. Nie lubisz ich tak samo jak my. 
– Prawie się nie znamy – broniła się słabo Holly. – Za wcześnie na oceny. 
–  Za  to  oni  już  cię  ocenili.  Zdecydowali,  że  cię  nie  lubią!  –  wykrzyknęła 

Camryn.  –  Eva  się  ciebie  boi.  Już  jęczy  Rafe’owi  nad  uchem,  co  to  będzie,  jak  ją 
przydzielą  do  któregoś  z  twoich  pacjentów  podczas  praktyk  z  psychiatrii.  Uważa, 
że zamienisz jej życie w piekło, ponieważ jesteś nienormalna. 

– Ale dlaczego? – Holly poczuła się dotknięta. 
–  Bo  przyjaźnisz  się  ze  mną  i  z  Kaylin.  Skoro  tak,  to  musisz  być  tak  samo 

stuknięta  jak  my.  Jasne?  Flint  uważa  cię  za  wojującą  feministkę.  Twierdzi,  że 
trzymasz  naszą  stronę  po  to,  żeby  pomóc  nam  wydrzeć  udziały  w  Paradise 
Outdoors, które nam ojciec zapisał. 

–  Nie  chciałabyś  wstąpić  do  CIA?  –  zapytała  Holly.  –  Masz  niezwykły  dar 

zdobywania tajnych informacji. 

Było jej naprawdę przykro. Flint i Eva przy każdym spotkaniu zachowywali się 

bardzo oficjalnie, ale do głowy jej nie przyszło, że jej nie lubią. Przypuszczała, że 
są wstydliwi i źle się czują wśród obcych. 

–  Nie  przejmuj  się  tymi  dwoma  głupolami.  –  Camryn  od  razu  zauważyła,  że 

Holly posmutniała. – Oni  nienawidzą wszystkich wartościowych  ludzi. Czy  mogę 
pojechać z chłopcami twoim samochodem? A ty zostań i porozmawiaj z Rafe’em. 
Jeśli  powie  chłopcom  o  rozmowie  z  Tracey,  kiedy  będzie  wściekły,  to  cała  ta 
historia może się bardzo paskudnie skończyć. 

– Pozwolę ci wziąć samochód pod warunkiem, że nie zrobisz żadnego głupstwa 

– powiedziała Holly po chwili namysłu. Musiała przyznać, że Camryn dość trafnie 
oceniła sytuację. – Pojedziesz z chłopcami na lody i nawet na kilometr nie zbliżysz 
się do rzeki. Poza tym... 

– Ile razy mam ci to powtarzać? – podniesiony głos Rafe’a słychać było nawet 

w kuchni. 

– Zabieraj chłopaków, Camryn – powiedziała Holly. – Nie zamykałam drzwi, a 

ty doskonale wiesz, gdzie leżą kluczyki. I weź z portmonetki dziesięć dolarów. Jest 

background image

na górze... 

– Wiem, gdzie trzymasz portmonetkę – przerwała jej Camryn. 
Holly nawet się nie zdziwiła. Gdy nieświadomi niczego chłopcy wyszli z domu 

razem  z  Camryn  i  Kaylin,  poszła  na  górę.  Już  miała  zapukać  do  drzwi  sypialni 
Rafe’a, gdy on sam z impetem je otworzył. 

Malujący  się  na  twarzy  Rafe’a  gniew  ustąpił  miejsca  uśmiechowi.  Był 

naprawdę  zadowolony,  że  Holly  do  niego  przyszła.  Przez  chwilę  miała  nawet 
nadzieję, że ją przytuli. Tym razem na pewno by go nie odepchnęła. 

– Miałaś robić sałatkę na przyjęcie u Steensów – powiedział. – Trzeba ci może 

czegoś pożyczyć? 

– Nie trzeba. – Holly obawiała się, że to, co  ma  mu do powiedzenia, znów  go 

rozwścieczy. 

– Czy coś się stało? – Rafe spoważniał. 
–  Pozwoliłam  Camryn  wziąć  mój  samochód  –  zaczęła  Holly.  –  Pojechała  z 

chłopcami na lody. 

–  Zapomniałaś,  że  do  końca  wakacji  obie  mają  zakaz  –  opuszczania  domu  z 

wyjątkiem dni, w które pracują? – zdenerwował się Rafe. – Sama powiedziałaś, że 
to sprawiedliwa kara za ten incydent z kąpielą w rzece. 

–  Wyjazd  z  Trentem  i  Tonym  na  lody  nie  jest  rozrywką  –  broniła  się  słabo 

Holly. 

–  Nie  rozumiesz,  że  to  tylko  pretekst?  W  dodatku  idiotyczny.  Przecież  ona 

zaraz pojedzie do tych młodocianych bandytów, których nazywa przyjaciółmi. 

– Camryn bała się, że Trent i Tony usłyszą, jak kłócisz się z ich matką – wpadła 

mu  w  słowo  Holly.  –  Uznałam,  że  ma  rację,  i  pozwoliłam  jej  zabrać  chłopców, 
żebyś miał czas trochę ochłonąć. 

– Już ochłonąłem! – ryknął Rafe. 
Holly pożałowała, że nie pojechała z dziećmi. Postanowiła natychmiast wracać 

do domu. Zeszła na dół. Rafe podążył za nią. 

– Uwierzyłaś, że pojadą na lody? – Zastąpił jej drogę. – One są jak więźniarki, 

które  myślą tylko o tym, jak by wydostać się z więzienia! Diabli wiedzą, gdzie je 
tym razem poniosło! Nie mogę uwierzyć, że tak się dałaś nabrać! Te sprytne... 

Przerwał, widząc, że Holly otwiera drzwi. 
–  Skąd  ona  wiedziała,  że  rozmawiam  z  Tracey?  –  Dopiero  teraz  dotarło  do 

niego,  że  zapomniał  o  najważniejszym.  –  Odebrałem  telefon  w  swoim  pokoju. 
Drzwi były zamknięte... 

–  W  tym  domu  nie  dzieje  się  nic,  co  zdołałoby  umknąć  uwagi  Camryn  – 

background image

oświeciła go Holly. – A w tej sprawie rzeczywiście miała rację. Obiecała mi... 

– Najpierw mnie szpieguje, a potem obiecuje ci, że będzie grzeczna. Jak mogłaś 

jej  dać  samochód!  –  Rafe  znów  –  był  wściekły.  Chwycił  Holly  za  ręce,  aż  ją  to 
zabolało. – Nie wierzę, rozumiesz? Aż taki głupi nie jestem. 

Holly usiłowała zachować spokój. Zawsze jej się to udawało wobec najbardziej 

nawet  agresywnych  pacjentów.  Jednak  wrzaski  Rafe’a  wzbudziły  w  niej  długo 
tłumiony gniew. 

–  W  co  nie  wierzysz?  Że  Camryn  niepokoi  się  o  chłopców,  czy  że  dałam  się 

oszukać w sprawie samochodu? 

– W co ty ze mną grasz, kobieto? 
Holly  zacisnęła  zęby.  Pewnie  zdziwiłoby  ją  to  pytanie,  gdyby  Camryn  nie 

opowiedziała  jej,  jakie  wstrętne  rzeczy  wygadują  o  niej  Flint  i  Evita.  Nie 
rozumiała,  jak  to  możliwe,  by  inteligentny  mężczyzna  mógł  uwierzyć  w  takie 
brednie. 

–  Dobrze,  jeśli  chcesz,  to  ci  powiem!  –  Oczy  jej  płonęły.  –  Jestem  wojującą 

feministką  i  zrobię  wszystko,  żeby  uwolnić  Camryn  i  Kaylin  spod  twojej 
dominacji,  ty  męski  szowinisto.  Zresztą  nie  robię  tego  za  darmo.  Chcę  przejąć 
udziały w Paradise Outdoors, które zapisał dziewczynkom ich ojciec. Nie mogę się 
już doczekać, kiedy wreszcie będziemy mogły zniszczyć tę waszą ukochaną firmę. 

Rafe puścił ją. Holly skorzystała z okazji i wybiegła na ulicę. 
– A w wolnych chwilach układam plany zniszczenia kariery zawodowej Evy – 

zawołała, kiedy poczuła się bezpieczna, poza jego zasięgiem. – Jestem nienormalna 
i  uwielbiam  marnować  ludziom  życie.  Tylko  po  to  specjalizowałam  się  w 
psychiatrii. Teraz, nie wzbudzając podejrzeń,  mogę robić ludziom wodę z  mózgu. 
Zresztą  dlatego  się  z  tobą  zaprzyjaźniłam.  Chcę,  żebyś  był  tak  samo  nienormalny 
jak ja! 

Wściekła  i  urażona  do  żywego  wpadła  do  swego  mieszkania.  Z  pasją 

zatrzasnęła za sobą drzwi. 

– Niech go szlag nagły trafi! – zawołała coraz bardziej wściekła. – I tę dwójkę 

paranoików razem z nim! 

 

background image

Rozdział 8 

 
Rafe  przez  dziesięć  minut  stał  w  drzwiach  i  przyglądał  się,  jak  Holly  sieka 

potrzebne do sałatki składniki. Miała taką minę, jakby ćwiartowała wrogów. 

W ogóle nie zauważyła jego obecności. Zapomniała zamknąć drzwi na zamek i 

Rafe  wszedł  tuż  za  nią.  Chciał  się  dalej  kłócić,  ona  tymczasem  nawet  go  nie 
zauważyła. Przyszedł wściekły, chciał się na niej wyładować, ale kiedy tak na nią 
patrzył,  bezbronną  i  załamaną,  choć  wciąż  jeszcze  wściekłą,  zachciało  mu  się 
przytulić ją do siebie, pocieszyć... 

Spróbował  skoncentrować  się  na  czymkolwiek.  Spojrzał  na  ścianę,  na  zegar... 

Nie minęło dziesięć sekund, jak znów patrzył na Holly, na jej długie nogi, szczupłe 
biodra... Jęknął cicho. 

To wystarczyło, żeby zorientowała się, że nie jest sama. 
– Po co przyszedłeś? – zapytała poirytowana. 
–  Drzwi  były  otwarte.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Zrozumiałem  to  jako 

zaproszenie. 

– Źle zrozumiałeś. 
– Nie chcesz, żebym został? 
– Nie chcę. Wyjdź, proszę. 
– Nie  ma  mowy. – Rafe potrzebował jeszcze trochę czasu. Na co? Nie bardzo 

wiedział. Gapił się na nią jak cielę na malowane wrota. 

–  Muszę  wiedzieć,  jak  zdobyłaś  poufne  informacje  dotyczące  mojej  rodziny  – 

powiedział  stanowczym  tonem.  Taki  sposób  wymyślił,  żeby,  nie  tracąc  honoru, 
jeszcze trochę z nią zostać. 

–  Nie  domyślasz  się?  –  skrzywiła  się  Holly.  –  Założyłam  w  twoim  domu 

podsłuch. Wiem wszystko, co się tam dzieje, i mam zamiar sprzedać te informacje 
temu, kto najlepiej za nie zapłaci. Zapomniałeś, że jestem stuknięta? 

– Czy mogłabyś odłożyć ten nóż? – Rafe wreszcie się uśmiechnął. 
–  Jestem  zajęta.  –  Holly  dopiero  teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  wymachuje  mu 

przed nosem ostrym nożem. Odwróciła się do Rafe’a plecami. – Wracaj do siebie i 
zostaw mnie w spokoju. 

– Boję się, że mnie znienawidzisz, jeśli rzeczywiście zostawię cię w spokoju. – 

Stanął tuż za jej plecami. 

– Nie ma obawy. – Holly zacisnęła palce na trzonku noża. Jego oddech łaskotał 

ją w ucho. – Chcę, żebyś sobie poszedł. 

background image

Nie posłuchał. Położył dłonie na jej ramionach. Delikatnie. 
– I nie obchodzi cię to, czego ja chcę? – zapytał cicho. 
Holly zapragnęła przytulić się do niego i zapomnieć o całym świecie. Dopiero 

po chwili zrozumiała, że się uspokoił. 

– Dobrze że już ci przeszło. – Odłożyła nóż. 
– Nie pamiętam nawet, dlaczego się wściekałem. – Musnął ustami jej włosy. 
– Ale ja pamiętam. – Odwróciła się do niego. – Uważasz, że mam jakiś ukryty 

cel i spiskuję przeciwko... 

–  To  Flint  tak  twierdzi.  –  Rafe  głaskał  ją  po  plecach.  –  Paradise  Outdoors  to 

jego  pasja,  jego  życie,  najukochańsze  dziecko.  Jeśli  w  grę  wchodzi  dobro  firmy, 
zachowuje się nieracjonalnie. Dokładnie tak samo jak nadopiekuńczy tatuś. 

–  Ale  to  ty  mnie  zapytałeś,  w  co  gram,  a  nie  Flint  –  przypomniała  mu  Holly. 

Bez wielkiego przekonania próbowała uwolnić się z jego uścisku. Na szczęście jej 
nie puścił. 

–  Chciałem  zrobić  komuś  awanturę,  a  ty  akurat  byłaś  pod  ręką.  To  chyba 

logiczne. 

–  Dosyć  –  oświadczyła  Holly  po  chwili  zastanowienia.  –  Rozmowa  z  Tracey 

bardzo cię zdenerwowała. Słyszałam, jak na nią krzyczałeś. 

–  A  ona  na  mnie  nie.  Ofiara  losu!  Nie  potrafi  się  bronić  i  dlatego  ludzie  ją 

wykorzystują.  Czasami  tak  mnie  wkurza.  ..  Popłakała  się,  a  ja  poczułem  się  jak 
potwór. 

– Dlatego na mnie nawrzeszczałeś. 
–  A  ty  nie  byłaś  mi  dłużna  –  uśmiechnął  się  Rafe.  –  Nie  gniewaj  się,  to 

komplement. 

– Masz dziwny sposób komplementowania kobiet – mruknęła Holly, bez oporu 

poddając się jego pieszczotom. 

–  Flint  będzie  niepocieszony,  kiedy  mu  powiem,  że  dziewczynki  wiedzą  o 

udziałach – westchnął Rafe. – Kiedy Camryn się o tym dowiedziała? 

– Nie wiem – mruknęła Holly. 
Czuła,  że  Rafe  jest  podniecony.  Zrobiło  się  jej  przyjemnie,  że  to  ona  tak  na 

niego  działa.  Przez  całe  lata  dla  wszystkich  znajomych  mężczyzn  była  tylko 
kumplem.  Dopiero  teraz  któryś  z  nich  odkrył  w  niej  kobietę.  Przytuliła  się  do 
Rafe’a.  Nie  miała  ochoty  zastanawiać  się  nad  losami  rodzinnej  firmy.  Nawet 
kłopoty Tracey niewiele ją w tej chwili obchodziły. 

–  Znając  Camryn,  przypuszczam,  że  od  dawna.  –  Rafe  pocałował  Holly  w 

czoło. – Zawsze wszystko wyniucha. 

background image

– Taką ma naturę. – Nie mogła dłużej stać nieruchomo, kiedy tak słodko robiło 

jej  się  od  pieszczot  Rafe’a.  Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  patrząc  prosto  w  oczy, 
powiedziała: 

– Ja naprawdę nie prowadzę żadnej gry. Musisz mi uwierzyć. 
– Ja o tym wiem, Holly. – Pochylił się i delikatnie ją pocałował. Potem mocniej. 

I  jeszcze.  –  Bardzo  cię  pragnę  i  chcę  się  z  tobą  kochać..  Czekałem  na  właściwy 
moment...  Wydaje  mi  się,  że  wreszcie  nadszedł.  Od  miesiąca  widujemy  się 
codziennie. Chyba można powiedzieć, że już się znamy. 

– Można – mruknęła, przytulając się do niego całym ciałem. 
– Pozwolisz mi, Holly? – zapytał. – Teraz? Natychmiast? 
– Tak, Rafe – szepnęła. – Ja też tego chcę. 
Już  wiedziała,  że  go  kocha.  Ufała  mu,  szanowała  go  i  podziwiała.  Miała 

wrażenie,  jakby  całe  życie  czekała  na  tego  właśnie  człowieka.  Widocznie  był  jej 
przeznaczony. 

Rafe wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku. 
–  Muszę  ci  się  do  czegoś  przyznać  –  powiedział,  rozpinając  koszulę.  –  Wcale 

nie miałem ochoty się z tobą kłócić. Jak tylko cię zobaczyłem, od razu chciałem się 
z tobą kochać. 

– Ja też – westchnęła Holly. 
–  Nie  masz  już  żadnych  problemów  z  seksem?  –  uśmiechnął  się,  zdejmując 

spodnie. 

– Nie mam. Wszystkie przeanalizowałam. To była prawda. Rafe stał przed nią 

nagi,  piękny  i  wcale  jej  nie  przerażał.  Podniecał  ją.  Coraz  bardziej.  Tak  długo  na 
niego czekała... 

– Wtedy też bardzo chciałam, ale taka byłam zdenerwowana – przyznała Holly. 

– Nawet nie wiesz, ile razy wspominałam tamten wieczór. 

– Z innym zakończeniem? – domyślił się  Rafe. Położył się obok  niej i powoli 

rozpinał  guziki  jej  bluzki.  –  Ja  też  o  niczym  innym  nie  mogę  myśleć.  Codziennie 
wyobrażam sobie tamten wieczór i jak by to było, gdybyś mi pozwoliła zostać. 

–  Ale  dobrze  się  stało,  że  nie  pozwoliłam  –  przestraszyła  się  Holly.  –  Sam 

powiedziałeś, że... 

– A pamiętasz, jak powiedziałem, że za dużo analizujesz. Zaraz cię pocałuję, bo 

inaczej nigdy nie przestaniesz gadać. 

– Niezły pomysł – zdążyła powiedzieć Holly, zanim ją pocałował. 
Potem już żadne słowa nie były jej potrzebne. Jeszcze przez chwilę bała się, że 

może nie spełnić oczekiwań Rafe’a. Tyle o niej myślał, takie cuda sobie wyobrażał, 

background image

a ona była zupełnie zielona. Zaraz jednak i ta myśl gdzieś się zgubiła. Został tylko 
on  i  ona,  radość  bliskości,  przyjemność,  a  potem  nieprzewidywalny,  niesamowity 
szał spełnienia. 

Leżeli  wyczerpani,  przytuleni  do  siebie  i  całkowicie  obojętni  wobec 

zewnętrznego świata. Dzwonek telefonu wydał im się dźwiękiem nie z tej ziemi. 

– Nie odbieraj – poprosił Rafe. – Nie masz dziś dyżuru. 
– A jeśli to Camryn? 
– Usłyszymy, jak się włączy automatyczna sekretarka. Jeśli dzwoni Camryn, to 

odbierzesz. 

Automat włączył się po szóstym dzwonku. 
–  Cześć,  Holly,  mówi  Collin  –  odezwał  się  miły  męski  głos.  –  Chciałem 

zapytać,  co  porabiasz.  Poprosiłbym  cię  żebyś  do  mnie  zadzwoniła,  ale  ponieważ 
wiem, że tego nie zrobisz, ja zadzwonię później. Do usłyszenia. 

–  To  Collin  Widmark.  –  Holly  poczuła,  że  Rafe  zesztywniał.  Przytuliła  go  do 

siebie, jakby chciała go pocieszyć. 

. – Syn doktora Widmarka? – przeraził się Rafe. 
Jak ja mogłem o nim zapomnieć! Przecież Holly co dziennie się z nim spotyka. 

Może  stary  Widmark  specjał  nie  ją  u  siebie  zatrudnił,  żeby  znaleźć  synalkowi 
dobrą żonę. Całe miasto wie, że starzy nie mogą się już doczekać wnuków. 

–  Często  do  ciebie  dzwoni?  –  zapytał,  czując  wzbierającą  w  nim  wściekłość. 

Nie spodziewał się, że potrafi być zazdrosny. 

–  Często.  Jest  koronnym  dowodem  na  to,  że  niektóre  zalecane  w  „Poradach” 

zasady bywają skuteczne. 

– Mogłabyś to wytłumaczyć jaśniej? 
– Pewnie. – Holly pocałowała go w szyję. – Collin jest przystojnym mężczyzną 

z  dobrej,  zamożnej  rodziny,  więc  kobiety  się  za  nim  uganiają.  Toteż  za  nic  nie 
może zrozumieć, że istnieje na świecie choć jedna taka, która jest odporna na jego 
urok. Uważa, że tylko udaję nieprzystępną Nawet mi to powiedział. Dlatego ciągle 
do mnie wydzwania. 

– Nigdy  mi o nim nie mówiłaś. – Rafe wreszcie się od prężył. Nawet przytulił 

Holly do siebie. 

–  Bo  nie  było  o  czym.  Czyżbyś  był  zazdrosny?  –  roześmiała  się, 

uszczęśliwiona. – Miło to usłyszeć. 

– Nie ma się z czego śmiać – zdenerwował się Rafe, Nie chcę, żeby ta kreatura 

do ciebie wydzwaniała. 

– Chyba nikt nigdy nie ośmielił się powiedzieć o Collinie w ten sposób. – Holly 

background image

śmiała się serdecznie. – On w każdym razie uważa się za księcia z bajki. 

–  Ale  ty  tak  nie  uważasz?  –  zapytał  podejrzliwie.  Wciąż  miał  ochotę  spuścić 

Collinowi łomot za to, że miał czelność zadzwonić do Holly. 

– Jasne, że nie. – Holly go pocałowała. 
– On jeździ czerwonym porsche – mruknął ponuro. 
–  Zauważyłam.  Czy  ty  naprawdę  myślisz,  że  dla  mnie  najważniejszy  u 

mężczyzny jest jego samochód? 

– Myślę, że nie – przyznał. 
W  końcu  dopiero  co  poszła  do  łóżka  z  facetem,  który  ma  zwykłego  dżipa  i 

czwórkę cudzych dzieci. Fakt, że Rafe wiele zrobił, żeby nie miała czasu na żadne 
życie prywatne. Żadne oprócz tego, które wiązało się z jego rodziną. Ale w końcu 
Holly była dorosłą kobietą i mogła się wyrwać spod kontroli. Na szczęście tego nie 
zrobiła. 

Pomyślał,  jak  dziwnie  układają  się  ludzkie  losy.  Dzieci,  które  tak  bardzo 

przeszkadzały  mu  w  związkach  z  innymi  kobietami,  w  sprawie  Holly  okazały  się 
nieocenionymi  pomocnikami.  Uwielbiały  ją  i  ufały  jak  nikomu  na  świecie.  Bo  też 
bardzo  poważnie  traktowała  rolę,  jaką  na  siebie  przyjęła.  Pomagała  im,  radziła,  a 
kiedy  Rafe  musiał  wyjechać,  opiekowała  się  dziećmi  przez  całe  dwa  dni.  Odkąd 
pojawiła się w ich życiu, stało się ono spokojniejsze i łatwiejsze do zniesienia. 

Od pierwszego dnia bardzo pragnął mieć Holly tylko dla siebie. Był gotów dać 

jej tyle czasu, ile potrzebowała, ale pod warunkiem, że żaden inny  mężczyzna nie 
będzie miał do niej przystępu. Dzieci stanowiły barierę nie do przebycia i Rafe bez 
skrupułów korzystał z ich ochrony. 

– Kiedy zaczął do ciebie dzwonie? – Mimo wszystko nie mógł się uspokoić. 
–  O  rany!  –  westchnęła  Holly.  –  W  niektórych  sprawach  jesteś  tak  samo 

dociekliwy jak moja matka. Collin przyszedł do biura zaraz pierwszego dnia, a od 
następnego zaczął mnie nękać telefonami. Zawsze mu odmawiałam, Rafe. I nigdy, 
nawet przez chwilę, nie miałam ochoty się z nim umówić. Czy to ci wystarczy? 

–  Wystarczy.  I  tak  już  za  dużo  czasu  nam  ten  facet  zajął.  –  Pocałował  ją 

namiętnie, ale tym razem Holly mu się nie poddała. 

– Musimy porozmawiać o Tracey – powiedziała. 
– O niej też nie mam ochoty rozmawiać. 
– Ale to ważne. Podobno ma zamiar zerwać z tym narzeczonym, który nie lubi 

dzieci. 

– Przynajmniej tak mi powiedziała. – Rafe usiadł na łóżku. Zrozumiał; że Holly 

nie dopuści go do siebie, dopóki nie załatwi tego, co jej Camryn zleciła. – Dzisiaj, 

background image

bo nie wiadomo co jej jutro przyjdzie do głowy. Od dwóch miesięcy nie – widziała 
dzieci,  a  teraz  nagle  sobie  o  nich  przypomniała.  Oni  za  tydzień  idą  do  szkoły. 
Muszą mieć spokój. 

– Ale jeśli Tracey rzeczywiście chce. 
– Nie wiem, czy chce aż tak bardzo, żeby zerwać z narzeczonym. Powiedziała, 

że ma zamiar od niego odejść. Jeszcze tego nie zrobiła. 

– Może potrzebny jej pretekst. Gdyby chłopcy wrócili do domu... 
– Naprawdę nic mnie nie obchodzi, czego potrzebuje Tracey. Zanim zrzekła się 

praw  rodzicielskich  na  moją  korzyść,  ostrzegłem  ją,  że  dzieci  to  nie  worki  z 
piaskiem  i  nie  pozwolę  przerzucać  ich  z  miejsca  na  miejsce,  zależnie  od  czyichś 
potrzeb.  Mój  przyjaciel,  specjalista  od  spraw  rodzinnych,  spisał  kontrakt.  Jak 
przyjdzie co do czego, pokażę go w sądzie. 

– Tracey nie ma pieniędzy na sądzenie się z tobą. 
– Nie próbuj mnie wzruszyć, Holly. Tracey  nie jest biedną, bezbronną  istotką. 

Nie  zna  się  na  ludziach  i  ze  zdrowym  rozsądkiem  też  u  niej  nie  najlepiej.  Z 
radością oddała własne dzieci obcemu facetowi. 

– Czy chłopcy już wcześniej mieszkali u obcych ludzi? 
– zapytała Holly. 
– Nie. – Rafe westchnął ciężko. 
–  A  przez  ten  czas,  kiedy  byłeś  opiekunem  Trenta,  zauważyłeś,  żeby  go 

zaniedbywała albo źle traktowała? 

–  Jasne,  że  nie!  –  oburzył  się  Rafe.  –  Gdyby  tak  było,  musiałaby  odpowiadać 

przed sądem. 

–  Rozumiem.  Trent  i  Tony  to  wrażliwe  i  dobrze  przystosowane  dzieci.  Nie 

byliby tacy, gdyby matka źle ich traktowała, zanim zamieszkali u ciebie. 

– Znów mówisz jak psychiatra. – Rafe patrzył na nią z niedowierzaniem. Że też 

dał się tak podejść! 

–  Dziękuję  za  komplement  –  uśmiechnęła  się  do  niego  słodko.  –  Za  to  ty 

mówisz jak prawnik. 

–  Ten  narzeczony  Tracey  może  chłopcom  zrobić  krzywdę.  –  Rafe  usiłował 

podtrzymać swój sprawiedliwy gniew. 

–  Jest  porywczy  i  nie  cierpi  dzieci.  Tracey  sama  mi  to  powiedziała.  Dlatego 

odesłała Trenta i Tony’ego do mnie. 

– Ale skoro mówi, że ma zamiar z nim zerwać, to może należałoby ją do tego 

zachęcić?  Straszenie  sądem  do  niczego  dobrego  nie  doprowadzi.  Biedna  Tracey, 
nie  mając  innego  wyjścia,  pozostanie  w  tym  związku,  który  dla  niej  też  jest 

background image

niedobry. 

– Holly... 
–  Miłość  matki  i  dziecka  to  najsilniejsza  więź  na  świecie,  Rafe.  Jeśli  Trent  i 

Tony chcą mieszkać z matką i ona też tego chce... 

–  Nie  jesteśmy  w  gabinecie  –  przerwał  jej  Rafe.  –  A  Tracey  Krider  nie  jest 

twoją pacjentką. 

– Ale może nią zostać. – Holly nie miała zamiaru ustąpić. 
–  Moglibyśmy  nakłonić  ją  do  zerwania  z  narzeczonym  i  do  stworzenia 

chłopcom domu. Może nawet uda się zrobić z niej silną, niezależną kobietę, a nie 
wieczną ofiarę losu. 

– Nie stać jej na twoje porady, moja droga. 
– Zrobię to społecznie. 
– Naprawdę? – Rafe patrzył na nią z niedowierzaniem. 
– Zrobiłabyś to dla niej? 
– Nie dla niej, tylko dla Trenta i Tony’ego. Ale jeśli mam pomóc chłopcom, to 

najpierw muszę pomóc ich matce. Ty przecież myślisz tak samo. 

– Chyba jednak  mnie przeceniasz  –  mruknął Rafe. – Tracey doprowadza  mnie 

do szału. 

– A mimo to starasz się jej pomóc. I nie tylko jej. Jesteś dobrym człowiekiem, 

Rafe. Najlepszym ze wszystkich, jakich znam – powiedziała z uczuciem. 

Tak  bardzo  go  kochała.  Prawdziwą,  pełną  miłością.  Tak  że  cielesną.  W  tej 

chwili  przede  wszystkim  cielesną.  Nie  spodziewała  się,  że  może  go  zapragnąć  tak 
szybko. Przecież dopiero co się kochali. 

– Chcę cię – szepnęła, przytulając się do niego. 
Rafe’owi  nie  trzeba  było  tego  dwa  razy  powtarzać.  Całował  ją,  jakby  ze  dwa 

lata się nie widzieli. 

W  ciszę  letniego  dnia  wdarło  się  głośne  trzaśnięcie  drzwiczek  samochodu. 

Potem następne. I jeszcze jedno. 

A potem coraz głośniejsze nawoływania Camryn, Kaylin, Trenta i Tonyego. 
Holly i Rafe spojrzeli po sobie. 
– Camryn powiedziała, że pojedzie z chłopcami na lody  i zaraz wraca. – Holly 

niechętnie odsunęła się od Rafe’a. 

– Dotrzymała słowa. 
– Nie do wiary. – Rafe drżał z nie zaspokojonej żądzy. – Jeden jedyny raz nie 

miałbym  nic  przeciwko  temu,  żeby  ta  dziewczyna  się  spóźniła,  a  ona  właśnie  ten 
jeden raz musiała przyjechać punktualnie. Taka już jest ta moja młodsza siostra. 

background image

Holly  zauważyła,  że  pominął  przymiotnik  „przyrodnia”.  Bardzo  się  ucieszyła. 

Ciekawa była, czy on też to zauważył, ale nie śmiała pytać. 

– Pójdę do dzieci – powiedziała, ubierając się pospiesznie. – Ty nie musisz się 

spieszyć. 

– Chyba zaaplikuję sobie zimny prysznic  – mruknął Rafe, siadając na łóżku. – 

Czy mogę... 

Holly  zatrzymała  się  w  drzwiach.  Rafe  patrzył  na  nią  tak,  jakby  chciał  ją 

rozebrać wzrokiem. 

– Przyjdę wieczorem, dobrze? 
Holly skinęła głową. Musiała biec, bo już któreś z dzieci z całych sił waliło w 

ścianę. 

 

background image

Rozdział 9 

 
–  Chyba  niezbyt  dobrze  cię  zrozumiałem  –  powiedział  siedzący  za  biurkiem 

Flint. – Czy mógłbyś mi to jaśniej wytłumaczyć? 

Gabinet  Flinta  w  niczym  nie  przypominał  przestronnych  pokoi,  w  jakich 

zasiadali  szefowie  dobrze  prosperujących  firm.  Był  mały,  bez  jednego  okna. 
Monotonię  pomalowanych  na  beżowo  ścian  i  prostych  drewnianych  mebli 
ożywiały tylko kolorowe plakaty, reklamujące produkty Paradise Outdoors. 

Rafe  pomyślał,  że  ten  gabinet  jest  dokładnie  taki  jak  jego  właściciel:  nudny  i 

męczący.  Był  pewien,  że  brat  dokładnie  słyszał,  o  co  go  Rafe  prosił,  tylko 
potrzebował  czasu,  żeby  zacząć  myśleć  o  czymkolwiek  innym  niż  Paradise 
Outdoors.  Wcale  nie  miał  ochoty  zwracać  się  do  niego  o  pomoc,  ale  ponieważ 
Holly nalegała, postanowił spróbować. 

– Słuchaj uważnie – powiedział. – Wybieram się na ślub... 
– Wybierasz się z Holly Casale na ślub jej kuzynki – powtórzył Flint to, co już 

raz usłyszał. – I chcesz, żebym na ten czas zamieszkał u ciebie z dziećmi? – zapytał 
zdumiony.  Ton  jego  głosu  sugerował,  że  z  dwojga  złego  wolałby  krzesło 
elektryczne. 

– To tylko dwa dni. – Rafe jeszcze raz próbował go przekonać. – Wyjeżdżamy 

w piątek po południu i w niedzielę wracamy. 

–  Obecność  na  rodzinnym  ślubie  z  kobietą  może  być  niebezpieczna  – 

przestrzegł go Flint. – Ludzie zaraz Bóg wie co sobie myślą. Zwłaszcza ta kobieta i 
jej rodzina. 

– Wcale nie mam ochoty tam jechać, ale obiecałem Holly. Jeśli pojedzie sama, 

to matka, ciotki i kuzynki znów będą ją próbowały wyswatać. Tym razem znalazły 
jej  technika  dentystycznego.  Podobno  ma  czterdzieści  siedem  lat,  jest  bardzo 
nieśmiały i mieszka z mamusią. 

– Jeśli pojedziesz, jej rodzina pomyśli, że ty jesteś jej narzeczonym. 
– To nie ma znaczenia. Oboje wiemy, że jadę tam tylko po to, żeby ją uchronić 

od towarzystwa starego maminsynka. 

– Przykro mi, ale ja niestety nie mogę ci pomóc – powiedział Flint. – Przez cały 

weekend  będę  w  biurze.  Instalujemy  całkiem  nowy  system  księgowania. 
Prawdziwy cud techniki. Pokazać ci prospekt? 

–  Nie  trzeba.  Wierzę  ci  na  słowo.  –  Rafe  westchnął  zrezygnowany.  –  Wobec 

tego rozumiem, że ty też nie zostaniesz z dziećmi. 

background image

– Też? Czyżbyś prosił o to Evę? Wcale się nie dziwię, że ci odmówiła. 
–  Chciałem  ją  prosić,  ale  po  namyśle  doszedłem  do  wniosku,  że  nie  warto. 

Znam odpowiedź. 

–  Skoro  koniecznie  musisz  jechać  na  ten  ślub,  to  zostaw  ich  samych  – 

zaproponował Flint. – Nieraz ich zostawiałeś. 

–  Odkąd  Holly  się  wprowadziła,  ani  razu  nie  byli  sami.  Zresztą  przedtem  też 

zostawiałem ich najwyżej na jedną noc. 

–  No  to  może  matka  Trenta  i  Tony’ego?  Mówiłeś,  że  teraz  częściej  ich 

odwiedza. 

–  Holly  z  nią  pracuje.  Tracey  na  razie  wywiązuje  się  sumiennie  z  ustalonego 

programu  spotkań  z  dziećmi,  ale  jeszcze  nie  zerwała  z  tym  przeklętym 
narzeczonym,  Nie  zaryzykuję  powierzenia  dzieci  jej  opiece,  dopóki  będzie  od 
niego w jakikolwiek sposób zależna. 

– Zresztą Camryn i Kaylin i tak zapędziłyby Tracey w kozi róg. – Flint machnął 

ręką. – To tak jakbyś kazał kurze pilnować młodych wilków. 

–  No  właśnie.  Chociaż  i  z  tym  Holly  nieźle  sobie  radzi.  Bardzo  często 

rozmawia z Camryn. Nie wiem, o czym, ale mała ostatnio trochę się zmieniła. Na 
lepsze. 

–  Chyba  trochę  za  bardzo  się  zaangażowałeś  –  zaniepokoił  się  Flint.  –  Ta 

kobieta zupełnie cię ubezwłasnowolniła. Nie dalej jak wczoraj rozmawiałem o tym 
z Eva. Holly Casale spiskuje z bachorami i cała piątka nastawia cię przeciwko nam. 

– Tylko mi tu nie wyjeżdżaj z tą waszą spiskową teorią dziejów – jęknął Rafe. – 

Mam tego powyżej uszu. 

Przykro mu się zrobiło. Przepaść pomiędzy nim a rodzeństwem z dnia na dzień 

stawała  się  coraz  większa.  Ich  stosunki  popsuły  się,  kiedy  Camryn  i  Kaylin 
pojawiły się w jego życiu, ale od przyjazdu Holly zrobiło się jeszcze gorzej. 

Holly twierdziła, że poczuli się zagrożeni i dlatego coraz bardziej odsuwali się 

od brata. A ponieważ, jak dotąd, nigdy nie myliła się w swych ocenach, to pewnie i 
tym  razem  miała  rację.  Robiła,  co  mogła,  żeby  go  pogodzić  z  rodzeństwem. 
Właściwie gdyby nie ona, to chyba zupełnie przestałby się do nich odzywać. Holly 
uważała,  że  wszyscy,  włączając  w  to  Tracey,  powinni  być  jedną  kochającą  się 
rodziną i że to wcale nie jest niemożliwe. Rafe podziwiał jej optymizm, chociaż go 
nie podzielał. 

– Spodziewam się, że wkrótce się pobierzecie – powiedział ponuro Flint. 
–  Bzdura!  –  roześmiał  się  Rafe.  –  Nigdy  nawet  nie  rozmawialiśmy  o 

małżeństwie.  Dobrze  nam  ze  sobą  i  to  wszystko.  Po  co  to  psuć  jakimś  głupim 

background image

ślubem? 

– A czy ją pytałeś o zdanie? 
– Nie było takiej potrzeby. 
–  No  to  lepiej zapytaj,  bo  może  się  okazać,  że  jednak  jest między  wami  jakaś 

różnica zdań. Każda kobieta chce wyjść za mąż, Rafe. Mają to zapisane w genach. 

– Generalizujesz. Nasza Eva. 
–  Eva  teraz  studiuje  i  o  niczym  innym  nie  myśli.  Jej  kobiece  potrzeby  muszą 

zaczekać.  Holly  Casale  pewnie  zrobiła  to  samo:  na  czas  studiów  przestała  być 
kobietą. Ale studia skończyła, ma dobrą pracę i jej wrodzony instynkt macierzyński 
prędzej czy później da znać o sobie. Wtedy okaże się, że ty, braciszku, jesteś akurat 
pod  ręką,  w  sąsiednim  domu.  Pewnie  nikt  jej  nie  chce,  skoro  nawet  te  twoje 
bachory  jej  nie  przeszkadzają.  A  może  są  dla  niej  tylko  środkiem  do  osiągnięcia 
celu, czyli zaciągnięcia cię przed ołtarz. 

– Jesteś doskonałym biznesmenem, Flint, ale na ludzkiej psychice się nie znasz. 

– Rafe z politowaniem pokiwał głową. – Twoja teoria jest całkowicie błędna, żeby 
nie powiedzieć: idiotyczna. 

–  Niech  ci  będzie.  –  Flint  wzruszył  ramionami.  –  Co  zamierzasz  zrobić  z 

dzieciakami? : 

– Pojadą z nami. 
– Do Michigan? Zwariowałeś? 
– Czy ja wyglądam jak wariat? 
–  Może  to  i  dobry  pomysł.  –  Flint  uważnie  przyjrzał  się  –  bratu,  jakby 

rzeczywiście  oceniał  stan  jego  umysłu.  –  Kiedy  rodzina  Holly  późna  Camryn  i 
Kaylin, natychmiast zdyskwalifikuje cię jako kandydata na zięcia. Z takimi genami. 

Flint  śmiał  się  jeszcze,  gdy  Rafe  wychodził  z  gabinetu.  Ponury  jak  gradowa 

chmura. 

Rozmowa z bratem wytrąciła  go z równowagi.  Holly doskonale wiedziała, jak 

koszmarne potrafią być Camryn i Kaylin, jakim utrapieniem bywają Trent i Tony, a 
jednak zdecydowała się zaprezentować ich swoim najbliższym i to w tak trudnym 
dniu  jak  dzień  ślubu.  Może  rzeczywiście  chodziło  o  to,  żeby  wszyscy  stali  się 
wielką, kochającą się rodziną? Nie pomogło tłumaczenie sobie, że Holly jest inna, 
że na pewno nic podobnego by nie wymyśliła. Flint zabił mu niezłego ćwieka. 

Ten ćwiek siedział mu w głowie jeszcze wieczorem kiedy oboje z Holly zostali 

sami  w  kuchni.  Dziewczynki  odrabiały  lekcje  w  swoim  pokoju,  a  Trent  i  Tony 
leżeli już w łóżkach. 

Rafe nie mógł się nadziwić, jak przyjemnie, płynie życie w jego domu. Oboje z 

background image

Holly  pomagali  chłopcom  odrabiać  lekcje,  co  dało  doskonałe  rezultaty,  bo  gdy 
jeden  dorosły  zajmował  się  jednym  dzieckiem,  temu  ostatniemu  łatwiej  było  się 
skupić  i  poprawnie  wykonywać  zadania.  Z  dziewczynkami  Holly  zawarła  jakiś 
skomplikowany  układ,  na  mocy  którego  od  liczby  zdobytych  przez  nie  punktów 
zależało  korzystanie  z  jej  samochodu.  Punkty  były  za  zachowanie,  za  wyniki  w 
nauce i Bóg jeden wie za co jeszcze. W każdym razie działały cuda. 

Chyba  nie  mógłbym  się  już  bez  niej  obejść,  pomyślał  Rafe,  spoglądając  na 

Holly.  I  zaraz  przypomniał  sobie,  co  mu  Flint  powiedział  o  tym,  że  czworo 
podopiecznych Rafe’a jest dla niej tylko środkiem do osiągnięcia celu. Postanowił 
z nią o tym porozmawiać. 

– Flint uważa, że skoro twoja rodzina ma fioła na punkcie ślubów, to pewnie i 

nas zaraz zechcą swatać – zaczął. – Powiedziałem mu, że jesteś tak samo daleka od 
myśli o małżeństwie jak i ja. 

Holly  dech  zaparło  z  wrażenia.  Skąd  ta  pewność?  –  pomyślała  rozżalona. 

Rzeczywiście,  nigdy  nie  rozmawialiśmy  o  małżeństwie.  Z  wyjątkiem  żartów  z 
mojej niepoprawnej rodziny.  Ale tam chodziło o niewłaściwych  mężczyzn. Teraz, 
kiedy  poznałam  właściwego...  Na  pewno  nigdy  mu  nie  mówiłam,  że  nie  chcę 
wychodzić za mąż. Jak mogłam  mówić, skoro już od pewnego czasu bardzo chcę. 
Za niego. A tu się okazuje, że on nie chce się żenić. 

Tysiące myśli kłębiło jej się w głowie. Może warto byłoby go zapytać, dlaczego 

nie  uprzedził jej, że jest „daleki od  myśli o  małżeństwie”, kiedy zaproponował jej 
seks.  Albo  kiedy  tak  układał  jej  popołudniowe  spotkania  z  pacjentami,  żeby 
zdążyła  odebrać  ze  szkoły  Trenta  i  Tonyego.  Albo  kiedy  zostawił  na  jej  głowie 
sprawę żywienia rodziny. Oczywiście, on płacił rachunki, ale nie musiał już myśleć 
o tym, że lodówka jest pusta albo że dzieciom nie chciało się do niej sięgnąć. Holly 
chętnie brała na siebie coraz więcej obowiązków i naprawdę nie spodziewała się za 
to żadnej nagrody, ale żeby aż tak... 

Nie  robiła  tego  po  to,  żeby  go  zaciągnąć  przed  ołtarz,  tylko  dlatego,  że 

sprawiało jej to przyjemność, i  naprawdę  go kochała. Nie  mogła patrzeć, jaki jest 
przemęczony. A jednak nie spodziewała się usłyszeć od Rafe’a, że „jest daleki od 
myśli o małżeństwie”. Z nią. 

– Holly? – powiedział Rafe, jakby zadał pytanie wymagające natychmiastowej 

odpowiedzi. Przyglądał jej się badawczo, a minę miał jak gradowa chmura. 

– Przepraszam, zamyśliłam się. – Holly prędko się pozbierała. 
– W trakcie rozmowy? – Rafe wydawał się urażony. 
Czyżby sądził, że muszę uważać na każde jego słowo? 

background image

–  pomyślała  dotknięta  do  żywego.  Boże,  czyżbym  dotąd  tak  właśnie 

postępowała?  Pewnie  mu się zdawało, że powinnam się  uśmiać z tego dowcipu  o 
małżeństwie. 

–  Mam  jedną  pacjentkę  z  psychozą  maniakalną  –  powiedziała,  zebrawszy 

resztki podeptanej dumy. – Bardzo się do mnie przywiązała. Kiedy się dowiedziała, 
że  wyjeżdżam,  poczuła  się  odrzucona.  Boję  się,  żeby  znów  nie  podjęła  próby 
samobójczej. Pewnie nie będę mogła pojechać na ślub Heidi. 

Widziała,  że  Rafe’owi  ulżyło.  Dopiero  teraz  naprawdę  się  wściekła.  Nie 

obeszło  go,  że  nie  skomentowała  jego  antymałżeńskiej  deklaracji.  Nawet  nie 
próbował  podważyć  bajeczki,  którą  mu  przed  chwilą  opowiedziała.  Odetchnął, 
kiedy się okazało, że nie musi nawet rozmawiać o małżeństwie. 

– Chociaż z drugiej strony – kontynuowała, wstając – obiecałam  rodzicom, że 

przyjadę.  No  i  trudno  mi  sobie  wyobrazić,  że  mogłabym  się  nie  zjawić  na  ślubie 
Heidi. Jestem jej najukochańszą ciotką. Więc chyba jednak pojadę. 

– A co z twoją pacjentką? Nie rzuci się z okna? 
–  Postaram  się  ją  przekonać,  że  nie  opuszczam  jej  na  zawsze.  –  Holly 

uśmiechnęła  się  z  przymusem.  –  A  jeśli  uznam,  że  może  sobie  zrobić  coś  złego, 
przed wyjazdem skieruję ją do szpitala. 

Spojrzała  na  zegarek.  Gest  zupełnie  bez  sensu,  bo  na  wprost  jej  oczu  wisiał 

duży ścienny zegar. 

–  Zupełnie  zapomniałam.  Siostra  miała  do  mnie  wieczorem  dzwonić.  Muszę 

wracać do domu. 

– Możesz stąd do niej zadzwonić. – Rafe nie chciał, żeby wychodziła. 
–  Założę  się  z  tobą  o  miesięczny  czynsz,  że  któraś  z  dziewczynek  właśnie 

rozmawia  przez  telefon.  –  Holly  udało  się  utrzymać  na  twarzy  uśmiech,  choć 
wszystkie mięśnie ją od tego rozbolały. 

Rafe podszedł do wiszącego w kuchni aparatu. Podniósł słuchawkę. 
–  Proszę  mi  nie  przeszkadzać  –  rozległ  się  poirytowany  głos  Camryn.  – 

Rozmawiam. 

– Miałaś odrabiać lekcje – powiedział Rafe. 
–  Właśnie  odrabiam.  –  Camryn  nie  dała  się  zbić  z  tropu.  –  Przez  telefon.  Czy 

mógłbyś odłożyć słuchawkę? 

Holly szła w stronę drzwi, a Rafe za nią. 
– Zaczekaj – poprosił. – Telefon zaraz będzie wolny – Naprawdę chcę być już 

w domu. 

– Ale ja chcę, żebyś została. – Chwycił ją za rękę. 

background image

Przyzwyczaił  się  do  tego,  że  wspólnie  spędzają  wieczory.  Oglądali  razem 

telewizję, czytali, albo rozmawiali, dopóki dzieci nie poszły spać. Potem oboje szli 
do Holly, gdzie wreszcie naprawdę byli sami. Ale jej trudno było sobie wyobrazić, 
że mogłaby oglądać film albo, co gorsza, iść do łóżka z mężczyzną, który głośno i 
wyraźnie oświadczył, że nie ma zamiaru zalegalizować ich związku. 

– Muszę trochę pobyć sama, Rafe. – Spróbowała uwolnić rękę. 
– Pójdę z tobą. – Przytulił  ją do siebie. – Nie  musimy czekać, aż dziewczynki 

położą się spać. Ja też chcę być z tobą sam, kochanie. 

– Źle mnie zrozumiałeś. – Holly bardzo się zdenerwowała. Nie potrafiła dłużej 

panować  nad  sobą.  –  Chcę  być  sama,  bez  nikogo.  Odkąd  przyjechałam  do  Sioux 
Falls,  nie  miałam  ani  jednego  wolnego  wieczoru  –  dodała  zdziwiona,  że  dopiero 
teraz zwróciła na to uwagę. 

Przebywanie  z  Rafe’em  i  z  dziećmi  stało  się  dla  niej  tak  normalne,  że  nie 

zauważyła nawet, jak dokładnie ta rodzina wypełniła jej życie. 

Wolną ręką otworzyła drzwi. Rafe także ją puścił. 
–  Dobrze  –  powiedział,  zaskoczony  jej  niezwykłym  zachowaniem.  –  Idź  do 

domu,  porozmawiaj spokojnie  z  siostrą,  a  ja  przyjdę  około  jedenastej.  Może  koło 
dziesiątej? – zapytał z nadzieją w głosie. 

– Nie, dzisiaj nie przychodź. 
– Ale... 
–  Naprawdę  nie  możesz  wytrzymać  jednego  dnia?  –  zirytowała  się  Holly 

Wyszła, nie oglądając się za siebie. 

Go ją ugryzło? – zastanawiał się Rafe, patrząc, jak zamyka za sobą drzwi swego 

mieszkania. Na klucz. Jasne, że mogę wytrzymać jeden dzień. Nawet dłużej. 

Z całej siły zatrzasnął drzwi. Odwrócił się i... stanął twarzą w twarz z Kaylin. 
– Kłopoty? – zapytała, patrząc na niego przenikliwie. 
–  Nie  twoja  sprawa!  Nie  mam  zamiaru  z  tobą  rozmawiać,  Kaylin  wzruszyła 

ramionami i weszła do kuchni. Rafe poszedł za nią. 

– Długo nas podsłuchiwałaś? – zapytał. 
– Niedługo. Od dwóch  miesięcy bez cienia litości wykorzystujesz Holly, więc 

nic dziwnego, że wreszcie nerwy jej puściły. I tak długo wytrzymała. 

– Bzdury gadasz! 
– Samą prawdę i tylko prawdę. 
– Czy wyście jej przypadkiem nie zdenerwowały? Co jej zrobiłyście? 
–  My  nie,  ale  ty  tak.  –  Kaylin  westchnęła  jak  doświadczona  przez  życie  stara 

kobieta. – Mężczyzna nie da kobiecie chwili spokoju. Mama zawsze to powtarzała. 

background image

Mówiła, że... 

–  Nie  interesuje  mnie,  co  mówiła  wasza  matka.  A  wszystko,  co  mówiła  o 

mężczyznach, powinnyście jak najprędzej zapomnieć, bo Marcine Paradise nie była 
w tej sprawie autorytetem. 

– Za to ty jesteś wybitnym znawcą kobiet. – Kaylin zwróciła oczy ku niebu.  – 

Chryste,  Rafe!  Wszystko  schrzaniłeś.  Myślałam,  że  skoro  udało  ci  się  zdobyć 
Holly,  to  jesteś  facetem  do  rzeczy.  Tymczasem  okazuje  się,  że  jesteś  tak  samo 
dysfunkcjonalny jak Flint i Eva. 

– Nie wymądrzaj się, tylko zmiataj na górę. 
–  Ja  i  Camryn  zresztą  też  jesteśmy  dysfunkcjonalne.  –  Kaylin  próbowała  go 

ugłaskać.  –  Trent  i  Tony  także  wyrosną  na  idiotów,  a  wszystko  dlatego,  że  ich 
matka jest tak samo kopnięta jak my wszyscy. 

– Ja nie jestem kopnięty, Kaylin. Jestem dobrym... 
– Holly była naszą jedyną nadzieją na normalność. – Kaylin przestała udawać i 

pokazała,  jak  bardzo  jest  wściekła.  –  Ale  ty  wszystko  zepsułeś!  Nigdy  nie 
będziemy  normalni,  bo  ty  nawet  jednej  nocy  jej  nie  odpuścisz.  Wcale  się  nie 
dziwię, że sobie od nas poszła. 

– Natychmiast idź do swojego pokoju! – polecił Rafe. 
Ale  Kaylin  ani  myślała  go  słuchać.  Wybiegła  z  domu  i  popędziła  prosto  do 

Holly. Rafe pobiegł za nią. W połowie drogi stanął jak wryty. 

Nie mogę tam teraz iść, pomyślał. Holly gotowa sobie pomyśleć, że specjalnie 

posłałem  do  niej  Kaylin,  żeby  mieć  pretekst.  A  ponieważ  Kaylin  jest  na  mnie 
wściekła, przysięgnie, że tak właśnie było. Tylko po to, żeby zobaczyć, jak Holly 
robi mi awanturę. 

Stojąc w cieniu, patrzył, jak Holly wpuszcza dziewczynkę do domu. 
–  Nienawidzę  swojego  brata!  –  oświadczyła  Kaylin,  kręcąc  się  nerwowo  po 

kuchni  Holly.  W  końcu  bez  pytania  otworzyła  sobie  lodówkę.  –  Mogę  wziąć 
sałatkę? 

– Proszę bardzo. – Holly wręczyła jej łyżkę i miseczkę. Przy niej łatwo jej było 

wejść  w  rolę  dorosłej  osoby  która  na  wszystko  znajdzie  radę.  –  Dlaczego  go 
nienawidzisz, Kaylin? 

– Za to, że nie daje ci spokoju! – Kaylin zabrała się do jedzenia. 
– Podsłuchiwałaś. – Holly zaczerwieniła się po same uszy. 
–  Pewnie.  Jestem  po  twojej  stronie.  Wszyscy  mężczyźni  to  świnie.  Mama 

zawsze nam to powtarzała, – Nasze matki często przekazują nam prawdy, w które 
same wierzą, a które nie. zawsze są prawdziwe. Nie wszyscy mężczyźni to świnie. 

background image

A  już  na  pewno  nie  twój  ;brat.  Bardzo  o  was  dba  i  starą  się  robić  wszystko  tak, 
żeby wam było jak najlepiej. 

– Skoro jest taki wspaniały, to dlaczego nie chcesz go widzieć? Masz go dosyć, 

Holly! Czy nas też już nie lubisz? Mnie, Camryn, Trenta i Tony’ego? 

– Nic podobnego, kochanie – zapewniła ją Holly. – Ją, po prostu... Mam dzisiaj 

paskudny humor, więc wyżyłam, się na twoim bracie. 

Nawet nie, skłamałam, pomyślała Holly, Tylko nie powiedziałam jej, że to Rafe 

mnie do tego stanu doprowadził. W końcu nie muszę jej wszystkiego mówić. 

– Mamie też się to zdarzało. Kiedy coś jej nie wyszło w pracy, po powrocie do 

domu  wrzeszczała  na  mnie  i  Camryn.  Nienawidzę,  kiedy  ludzie  krzyczą,  a  ty 
krzyczałaś na Rafe’a. 

– Owszem, krzyczałam. Przykro  mi, że się zdenerwowałaś, ale  ludzie czasami 

się kłócą. To normalne. I wcale nie znaczy, że ja i Rafe nie lubimy ciebie, Camryn 
czy chłopców. Oboje bardzo was kochamy. 

– Czy ty jeszcze kochasz Rafe’a? 
–  Zrozum,  Kaylin.  –  Holly  spuściła  oczy.  –  To,  co  czuję  do  ciebie,  do  twojej 

siostry i do chłopców, nie ma nic wspólnego z tym, co łączy mnie z Rafe’em. Chcę, 
żebyś wiedziała, że zawsze będę waszym przyjacielem... 

–  Bo  Camryn  mówi,  że  ty  go  nie  kochasz  –  wpadła  jej  w  słowo  Kaylin.  – 

Uważa, że chodzisz z nim do łóżka, bo tak ci wygodnie, bo jest twoim sąsiadem i w 
ogóle. Mówi, że go kopniesz, kiedy poznasz kogoś, kto da ci to, na czym naprawdę 
ci zależy. 

– A na czym mi zależy? 
– No wiesz, fajne życie. – Kaylin była wyraźnie przygnębiona. – Camryn mówi, 

że życie z Rafe’em nie jest dla ciebie fajne. Wcale się nie dziwię. Musisz się użerać 
z Flintem i Evą, którzy są straszni i nienawidzą cię. A do tego jeszcze Trent, Tony i 
Tracey,  którym  wciąż  musisz  pomagać.  Nie  mówiąc  już  o  mnie  i  Camryn.  My 
wprawdzie  niedługo  dorośniemy  i  pójdziemy  na  swoje,  ale  zawsze.  –  Kaylin 
wzruszyła ramionami. – Ja uważam, że kochasz Rafe’a, ale Camryn twierdzi, że to 
niemożliwe. 

Holly byłaby się roześmiała, gdyby nie to, że tak bardzo chciało jej się płakać. 

Camryn,  ta  mała  cyniczka,  całkiem  opacznie  zrozumiała  sytuację.  To  Rafe 
wykorzystywał Holly, bo tak mu było wygodnie, ponieważ mieszkali obok siebie. 
Za  to Kaylin  trafiła  w  dziesiątkę.  Holly  kochała  Rafe’a,  ale  za  nic  na  świecie  nie 
przyznałaby  się  do  tego  jego  młodszej siostrze  przyrodniej.  Nie  po  tym,  jak  Rafe 
oświadczył, że nie ma zamiaru się żenić. 

background image

–  Lubię  takie  życie,  Kaylin.  Dla  mnie  to  właśnie  jest  fajne.  –  Holly  zebrała 

wszystkie siły. Udało jej się uśmiechnąć. 

– Pamiętasz, jak wam  mówiłam, jakie to ważne, żeby każdy sam dbał o swoje 

szczęście, nie czekając, aż ktoś mu je poda na srebrnej tacy? 

– Pamiętam. Mogę u ciebie obejrzeć telewizję? 
– A lekcje odrobiłaś? 
– Odrobiłam.. Pozwól mi zostać, dobrze? Nie chcę jeszcze wracać do domu. 
Holly poczuła, że została złapana w pułapkę. Kaylin chciała ją wypróbować. 
– Musisz zadzwonić do brata i zapytać go o zgodę – powiedziała, wychodząc z 

kuchni. Nie chciała być przy tej rozmowie. 

–  Rafe  powiedział,  że  to  zależy  od  ciebie  –  oznajmiła  Kaylin,  wchodząc  do 

pokoju. – A ty się przecież zgodziłaś. 

–  Oczywiście  –  potwierdziła  Holly.  Wiedziała,  że  każde  jej  słowo  zostanie 

dokładnie powtórzone. – Cieszę się, że przyszłaś. .. 

Miała  nadzieję,  że  wszystkie  jej  słowa  zostaną  powtórzone  Rafeowi.  Niech 

zrozumie, że wcale nie potrzebowała samotności, tylko nie chciała go widzieć. 

 

background image

Rozdział 10 

 
Holly  przeżyła  koszmarny  tydzień.  Gdyby  nie  to,  że  nie  mogła  pozostawić 

dzieci  samych,  unikałaby  Rafe’a  jak  zarazy.  Przypuszczała,  że  on  czuł  się 
podobnie,  ponieważ  rozmawiał  z  nią  tylko  wtedy,  kiedy  było  to  absolutnie 
konieczne  i  wyłącznie  o  sprawach  dzieci.  No  i  oczywiście  nawet  nie  spróbował 
zostać  z  nią  sam  na  sam.  Żyli  jak  rozwiedzeni  małżonkowie,  którzy  tolerują  się 
nawzajem tylko przez wzgląd na dzieci. 

Holly  uważała,  że  dobrze  się  stało.  Wolała  znać  najgorszą  prawdę,  niż  żyć 

złudzeniami. Nie miała zamiaru wycofywać się z życia dzieci. Naprawdę bardzo je 
polubiła i cieszyła się, że jej obecność daje im poczucie pewności siebie. Ale za nic 
w  świecie  nie  zgodziłaby  się  pozostać  pogotowiem  seksualnym  dla  ich  prawnego 
opiekuna,  który  był  daleki  od  myśli  o  małżeństwie,  choć  nie  miał  nic  przeciwko 
wykorzystywaniu jej ciała. 

Jemu także nie było przyjemnie. Postępowanie Holly wobec dzieci nie zmieniło 

się  ani  na  jotę,  natomiast  jego  traktowała  jak  zło  konieczne.  Rafe  nie  śmiał  się 
nawet  poskarżyć  na  tę  paskudną  zmianę  w  ich  życiu.  Bał  się,  żeby  Holly  nie 
pomyślała sobie, że znów chodzi mu o seks. 

W  rzadkich  chwilach,  gdy  nie  tęsknił  za  nią  i  za  tym,  jak  się  sprawy  między 

nimi  niegdyś  miały,  przypominał  sobie,  jak  go  odtrąciła,  i  szalał.  Usiłował  wtedy 
przekonać  samego  siebie,  że  jej  nie  potrzebuje,  bo  jest  dorosłym,  niezależnym 
mężczyzną, który w ogóle nikogo nie potrzebuje. Czasami nawet mu się udawało. 

Zwykle  jednak  przewracał  się  w  łóżku,  bezskutecznie  usiłując  zasnąć,  i 

zastanawiał  się,  dlaczego  jest  mu  tak  źle.  Pewnej nocy,  około  trzeciej nad  ranem, 
wszystko  nagle  stało  się  jasne.  Wstał,  włożył  dres  i  wyszedł  na  dwór.  Tylko  w 
jednym  oknie  paliło  się  światło:  u  Holly.  Nie  wiedział,  jak  to  się  stało,  ale  kilka 
chwil później pukał do drzwi jej domu. 

– Co się stało? – zapytała przerażona. – Czy dzieci... 
– Dzieciom  nic  nie  jest. – Przyglądał się jej uważnie, jakby z jej twarzy  mógł 

wyczytać to, czego nie chciała mu powiedzieć. Tym razem  mu się udało. – Ty też 
nie możesz spać? 

– Czytałam – broniła się słabo. 
–  Czyżby?  –  Nieproszony  wszedł  do  środka.  –  To  pewnie  bardzo  ciekawe, 

skoro aż tak się zaczytałaś. 

Holly usiadła na kanapie i obronnym gestem przycisnęła do siebie książkę. 

background image

– Co czytasz? – Rafe podszedł do niej. 
– Satyrę. Bardzo zabawna. Zaśmiewałam się do rozpuku. 
– Może i ja bym się pośmiał. Jaki to ma tytuł? 
– „Porady”. 
– Pierwsze słyszę. – Wzruszył ramionami. – Pożycz mi, jak przeczytasz. 
– Chętnie – uśmiechnęła się sztucznie. Za nic nie dałaby mu tej książki do ręki. 

– Po co przyszedłeś? 

–  Pamiętasz,  jak  mi  opowiadałaś  o  pacjentce  z  psychozą  maniakalną?  O  tej, 

przez którą nie możesz pojechać na ślub kuzynki? 

– Dlaczego akurat teraz mnie o nią wypytujesz? 
– Ta pacjentka nie istnieje, Holly – mówił, jakby w ogóle nie usłyszał pytania. – 

To bajeczka, którą sobie wymyśliłaś na wypadek, gdybyś w końcu zdecydowała się 
nie jechać. 

– No i co z tego? – zapytała obojętnie. 
–  Jak  to  co?  –  Rafe  spodziewał  się,  że  jego  epokowe  odkrycie  zrobi  na  niej 

większe  wrażenie.  –  O  tym  rozmawialiśmy  tamtego  wieczoru,  kiedy  na  mnie 
nawrzeszczałaś. To właśnie od tamtej pory wszystko się zmieniło. 

Holly  coraz  mocniej  przyciskała  do  siebie  książkę.  Gniew,  który  przez  cały 

tydzień  utrzymywał  ją  przy  życiu,  nagle  osłabł.  Wreszcie  zauważyła,  że  to  jest 
Rafe, ten sam co zawsze, bezradny i całkowicie zagubiony w świecie uczuć. On nie 
byłby w stanie świadomie nikogo wykorzystywać. A już na pewno nie ją. 

Naprawdę  nie  miał  pojęcia,  dlaczego  nagle  ich  stosunki  tak  bardzo  się 

ochłodziły. Po tygodniu przypomniał sobie nic nie znaczącą rozmowę i doszedł do 
wniosku, że to od niej wszystko się zaczęło. Nawet nie próbował udawać, że wie, o 
co  chodzi.  Zupełnie  zapomniał,  że  przedtem  mówił  o  małżeństwie.  Skąd  miał 
wiedzieć,  co  naprawdę  zabolało  Holly?  Żył  w  przekonaniu,  że  ona  nie  chce 
wychodzić za mąż. 

–  Jest  późno,  Rafe.  Oboje  musimy  rano  wstać  –  westchnęła,  zrezygnowana. 

Spojrzała na zegar. – Dokładnie za trzy godziny. 

– Niech szlag trafi spanie. Ja nie jestem śpiący. – W  mgnieniu  oka znalazł się 

przy niej. Wziął ją w ramiona i mocno do siebie przytulił. Całował jaj włosy, oczy, 
usta.  –  Tak  bardzo  się  za  tobą  stęskniłem.  Nawet  nie  wiesz,  jak  bardzo  cię...  – 
zamilkł  przestraszony  tym,  co  chciał  powiedzieć.  To  nie  była  właściwa  droga.  – 
Cokolwiek źle zrobiłem, bardzo cię za to przepraszam. Przepraszam, kochanie. 

– Za co mnie przepraszasz, Rafe? – Spojrzała na niego. 
– Zrobiłem coś, co bardzo cię zdenerwowało – przyznał skruszony. 

background image

–  Aż  tak  bardzo  zależy  ci  na  seksie,  że  gotów  jesteś  przyznać  się  do 

wszystkiego, cokolwiek ci zarzucę? 

– Na tobie  mi zależy, kochanie, a nie  na seksie. Seks jest tylko częścią ciebie. 

Wybacz mi, proszę. 

– Dla mnie ostatni tydzień też nie był przyjemny – przyznała. – Ale nie mam w 

tej chwili w nastroju na patetyczne sceny. Mam umówionych pacjentów... 

Pocałunek  Rafe’a  zamknął  jej  usta.  Wiedział,  że  Holly  już  się  na  niego  nie 

gniewa, i niczego więcej nie było mu trzeba do szczęścia. 

Przestała się opierać. Tak miło było znów być blisko niego. Teraz już nawet nie 

widziała  nic  złego  w  tym,  żeby  kontynuować  ten  romans,  który  obojgu  sprawiał 
przyjemność. W końcu byli dorośli. Informacja, że Rafe nie zamierza się żenić, nie 
była  przyjemna.  I  jeszcze  ta  forma!  Ale  jak  każda  terapia  wstrząsowa,  ta  także 
przyniosła pozytywne rezultaty. To dzięki niej Holly wydoroślała i zrozumiała, że 
nie  trzeba  człowieka  kochać,  żeby  iść  z  nim  do  łóżka.  Lektura  „Porad” 
przypomniała  jej  o  jeszcze  jednej  istotnej  sprawie.  Holly  nie  miała  obsesji  na 
punkcie  małżeństwa.  Przez  ostatni  pracowity  miesiąc  jakby  trochę  o  tym 
zapomniała.  Tym  łatwiej  przyszło  jej  uznać,  że  nie  ma  nic  złego  w  tym,  żeby 
prowadzić  takie  życie,  jakie  dotąd  prowadziła.  Skoro  i  tak  nie  zależało  jej  na 
małżeństwie.  Przecież  i  bez  urzędowego  papierka  było im  razem  dobrze,  więc  po 
co  to  zmieniać?  Nie  warto  wszystkiego  tak  skrupulatnie  przemyśliwać,  bo  to  do 
niczego  dobrego  nie  prowadzi.  Można  się  co  najwyżej  doprowadzić  do  ciężkiej 
nerwicy. 

Dopiero  po  chwili  skojarzyła,  ,  że  znów  obudziła  się  w  niej racjonalna  doktor 

Casale.  Kazała  jej  zamilknąć  i  poddała  się  uczuciom.  Wreszcie  mogła  swobodnie 
całować Rafe’a. 

Nie  zauważyła,  jak  to  się  stało,  że  znaleźli  się  w  sypialni.  Leżeli  na  łóżku, 

pieścili się i całowali. Po tygodniu abstynencji tak bardzo byli siebie spragnieni, że 
Rafe musiał mocno trzymać się w ryzach, żeby dać Holly to wszystko, do czego ją 
przyzwyczaił. Ale ona nie chciała. Pragnęła tylko się kochać. Szybko  i ostro. Bez 
niepotrzebnych czułości. 

Leżeli  obok  siebie  spoceni  i  wymęczeni.  Rafe  pogłaskał  Holly  po  głowie, 

spojrzał jej w oczy. Nie rozumiał, dlaczego wciąż były smutne. 

– Jesteś dziś jakaś inna – mruknął. 
– Nie chce mi się rozmawiać, Rafe. – Holly zamknęła oczy. – Jestem strasznie 

zmęczona. Muszę choć trochę pospać. 

– O to mi właśnie chodzi. Nigdy nie byłaś tak zmęczona, żebyś nie chciała ze 

background image

mną rozmawiać. 

– Ale teraz jestem. 
– Ja... My... – Nie wiedział, jak do niej dotrzeć. Naprawdę zasypiała. – Dobrze 

ci było? – zadał jedno z najgłupszych pytań na świecie. 

– Znakomicie się spisałeś – pochwaliła go sennym głosem. 
– Nie o to chodzi. Przecież to nie popisy... 
– Czego ty jeszcze ode  mnie chcesz?  –  Holly  otworzyła oczy. – Nie gniewam 

się na ciebie, poszliśmy do łóżka, było świetnie. O co ci jeszcze chodzi? 

– Nie powiedziałaś, że mnie kochasz. – Wreszcie dotarło do niego to, czego mu 

tym  razem  brakowało.  Przedtem  zawsze  to  powtarzała.  Nie  miał  pojęcia,  że  tak 
potrzebuje tych wykrzykiwanych w ekstazie słów. Jeszcze coś tej nocy zrozumiał. 
– Ja chyba nigdy nie powiedziałem ci, że cię kocham. 

Żadnej  kobiecie  tego  nie  powiedział.  Dla  niego  nie  były  to  puste  słowa,  lecz 

zobowiązanie  najwyższej  wagi.  A  ponieważ  Rafe  zawsze  wywiązywał  się  ze 
zobowiązań,  bardzo  uważał,  żeby  ich  pochopnie  nie  zaciągać.  Ale  Holly 
powiedział, że ją kocha. Przed chwilą. 

Nie  skakała  z  radości  i  nie  umówiła  się  z  nim  na  kupowanie  zaręczynowego 

pierścionka. Nie postanowiła zarezerwować restauracji na przyjęcie. 

– To fajnie. – Ziewnęła i przewróciła się na bok. – Dobranoc, Rafe. 
Fajnie?  –  pomyślał  zaskoczony.  Holly  mówi  jak  Camryn  i  Kaylin.  Dla  nich 

wszystko jest fajne. Oprócz tego, co nie jest fajne. 

Rafe w tej chwili czuł się całkiem nie fajnie. Omal szlag go nie trafił, ale choć 

miał na to ogromną ochotę, nie odważył się zbudzić Holly. 

 
Holly  przez  cały  tydzień  usiłowała  przekonać  Rafe’a,  że  wcale  nie  musi  jej 

towarzyszyć,  że  sama  może  pojechać  na  ślub  Heidi.  Teraz  on  wymyślał powody, 
dla  których  koniecznie,  absolutnie  musi  z  nią  pojechać.  Posunął  się  nawet  do 
kłamstwa. Powiedział jej, że linie lotnicze nie zwrócą pieniędzy za wykupione już 
bilety. Holly zadzwoniła do  ich biura  i dowiedziała się, że to nieprawda. Dała się 
przekonać  dopiero  wtedy,  kiedy  okazało  się,  że  Trent,  Tony  i  Kaylin  naprawdę 
bardzo chcą pojechać do Michigan, choć chłopców intrygowała raczej sama podróż 
niż udział w rodzinnej uroczystości. 

–  Jak  z  tobą  nie  pojadę,  będziesz  miała  na  głowie  technika  dentystycznego  – 

przypomniał jej żartobliwie, przywołując powód, dla którego został zaproszony. 

–  Nic  podobnego.  –  Holly  najwyraźniej  nie  potrzebowała  już  jego  ochrony.  – 

Powiem mu, że mam w Sioux Falls kochanka. Rodzina będzie musiała przyjąć do 

background image

wiadomości, że nie zamierzamy legalizować tego związku. 

Rafe  nie  rozumiał,  dlaczego  jej  oświadczenie  tak  bardzo  go  zaniepokoiło.  W 

końcu  powiedziała  tylko  to,  co  on  sam  niezliczoną  ilość  razy  tłumaczył  Evie  i 
Flintowi. Oboje twierdzili, że Holly chce go zaciągnąć do ołtarza i że jeśli pojedzie 
do  Michigan,  to  wpadnie  w  misternie  skonstruowaną  pułapkę.  Rafe  przypuszczał 
jednak, że i tym razem się mylili. Bliższa prawdy była wszechwiedząca Camryn. 

–  Holly  nie  chce,  żebyś  z  nią  jechał,  bo  nie  ma  ochoty  wysłuchiwać  kazań  na 

temat tego, że jesteś dla  niej nieodpowiednią partią. Sama doskonale o tym  wie  – 
powiedziała, wysłuchawszy teorii Flinta. 

– Ja jestem odpowiednią partią! – . obruszył się Rafe. 
–  Nie  łudź  się.  –  Camryn  z  politowaniem  pokiwała  głową.  –  Jest  jej  z  tobą 

wygodnie, to wszystko. Nie rozumiem, dlaczego tak się irytujesz. Przecież ty też ją 
wykorzystujesz. 

– Ja nie wykorzystuję, Holly! – oświadczył wówczas stanowczo. 
Dopiero potem zaczął się zastanawiać, czy Holly nie podziela punktu widzenia 

Camryn.  Któregoś  wieczoru  odważył  się  ją  nawet  o  to  zapytać.  Kochali  się  jak 
szaleni, ale Rafe nie był usatysfakcjonowany. Oczywiście nie seksualnie. W – tych 
sprawach  całkowicie  sobie  wystarczali.  Brakowało  mu  czegoś,  co  kiedyś  między 
nimi  było,  a  ostatnio  zupełnie  zanikło.  Rafe  nie  wiedział,  dlaczego.  Nie  miał 
pojęcia nawet, co to było. 

Holly wyśmiała jego obawy, zapewniła, że nie czuje się wykorzystywana i... to 

wszystko. Gna, zawsze taka wygadana, stała się niezwykle małomówna. 

Pomyślał,  że  może  właśnie  jej  słów  tak  bardzo  mu  brakuje.  Zazwyczaj,  kiedy 

już  dość  się  nacieszyli  swymi  ciałami,  leżeli  przytuleni  do  siebie  i  Holly 
opowiadała  mu  o  tym,  co  myśli,  co  czuje.  Teraz,  ledwie  skończyli,  natychmiast 
zapadała w sen. Właściwie powinien się cieszyć, że tak mało od niego wymaga, on 
tymczasem  wcale  nie  był  zadowolony.  Po  długich  rozmyślaniach  doszedł  do 
wniosku, że chce, aby Holly czegoś od niego wymagała. Nie czegoś w ogóle, tylko 
konkretnie:  zaangażowania  emocjonalnego.  Niestety,  Holly  niczego  od  niego  nie 
chciała. 

Kiedy  przyjechali  do  hotelu,  w  którym  miało  się  nazajutrz  odbyć  przyjęcie 

weselne, zastali tam już całą resztę przyjezdnych krewnych i znajomych. Rodzina 
była  oczywiście  poinformowana,  że  Holly  nie  przyjedzie  sama.  Wreszcie 
uświadomiła  matkę,  że  sąsiedzi,  z  którymi  się  tak  bardzo  zaprzyjaźniła,  nie  są 
normalną  rodziną,  a  mieszkające  u  Rafe’a  dzieci  są  tylko  jego  podopiecznymi. 
Wciąż jednak utrzymywała, że ona i Rafe są jedynie przyjaciółmi. 

background image

Przy  pierwszej  nadarzającej  się  okazji  ciotka  Honoria  wzięła  Holly  na  stronę, 

żeby wygłosić swoją opinię. 

–  Bardzo  się  cieszę,  że  przywiozłaś  ze  sobą  przyjaciół  –  powiedziała.  –  Mam 

nadzieję,  że  nie  zrezygnujesz  z  poznania  tego  miłego  technika  dentystycznego. 
Dobrze, że pomagasz Rafe’owi i tym biednym osieroconym dzieciom, ale on z całą 
pewnością  nie  nadaje  się  na  męża.  Zwłaszcza  dla  ciebie,  Holly.  Gdybyś  miała 
gromadkę własnych dzieci, to co innego. Ale ty, Bogu dzięki, jesteś wolna. 

Matka i ciotka Hedy także nie kryły swego zdania. Stwierdziły bez ogródek, że 

nie  pozwolą  się  Holly  wiązać  z  takim  człowiekiem,  choćby  nawet  złote  góry  jej 
obiecywał. Powiedziały  nawet – co zdarzyło się  im po raz pierwszy, odkąd  Holly 
sięgała  pamięcią  –  że  ona  przecież  nie  musi  się  wcale  spieszyć,  ma  jeszcze  dużo 
czasu, żeby wyjść za mąż i na pewno bez trudu znajdzie odpowiedniego kandydata. 

Rafe się wściekał. Rodzina Holly była mu zdecydowanie przeciwna. Nie tylko 

czuł  ich  rezerwę,  ale  na  własne  uszy  słyszał,  co  o  nim  mówią.  Jak  na  złość  o 
niczym  innym  nie  mówili,  tylko  o  nim  i  Holly,  Nawet ślub,  który  miał  się  odbyć 
nazajutrz, stał się wydarzeniem drugoplanowym. 

Rafe nie mógł znieść tych szeptów i niechętnych spojrzeń, więc schronił się w 

hotelowym pokoju. 

– Czuję się tak, jakbym był trędowaty – poskarżył się Camryn. – Może oni nie 

lubią  Indian?  Jej  siostra  tak  na  mnie  patrzyła,  jakby  się  dziwiła,  że  nie  mam  na 
twarzy barw wojennych. 

– Chciałbyś, żeby tylko o to chodziło – odparła z wyższością Camryn. – Ich nie 

obchodzi, , kim jesteś. Uważają, że nie nadajesz się na męża Holly, ponieważ masz 
na głowie mnie i dzieciaki. Ich zdaniem, zrujnowalibyśmy jej życie. Zresztą, może 
mają rację. 

– Czy Holly nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia? – skrzywił się. Rafe. 
–  Pewnie,  że  ma.  Zresztą  ona  lepiej  pasuje  do  nas  niż  do  tej  swojej  durnej 

rodzinki.  Są  koszmarni.  Z  wyjątkiem  Heidi,  ale  ona  jutro  bierze  ślub.  Ta  dopiero 
zmarnuje sobie życie! Jest bystra, inteligentna i zdolna, a oni wydają ją za mąż za 
takiego chłystka. 

Rafe  patrzył  z  podziwem  na  swoją  młodszą  siostrę.  Zawsze  wszystkiemu 

przeciwna, niezadowolona i zadziorna, tym razem wzbudziła jego sympatię. Miała 
całkowitą  rację:  Holly  jest  ich,  a  to,  co  myśli  na  ten  temat  jej  rodzina,  nie  ma 
najmniejszego  znaczenia.  Postanowił  nie  dopuścić  do  tego,  żeby  rodzina 
przekabaciła Holly na swoją stronę. 

– Posłuchaj, Camryn, chciałbym zaprosić Holly na drinka. Czy zgodziłabyś się 

background image

przez  ten  czas  zająć  Trentem  i  Tonym?  Oglądają  telewizję,  więc  może  będzie 
trochę spokoju. 

–  Nie  ma  sprawy  –  zgodziła  się  ochoczo  Camryn.  –  A  pozwolisz  mi zaprosić 

koleżankę? 

– Czyżbyś i w Michigan miała jakichś znajomych? 
– Heidi jest moją koleżanką. Zadzwonię do niej i poproszę, żeby do nas wpadła. 
–  Chyba  nie  ma  w  tym  nic  złego  –  zastanawiał  się  głośno  Rafe.  –  Zresztą 

wątpię, żeby się zgodziła. O ile wiem, jest teraz na przyjęciu z narzeczonym i ich 
przyjaciółmi. 

Camryn dopadła telefonu, zanim jej brat zdążył wyjść z pokoju. 
–  Twoja  rodzina  mnie  nienawidzi  –  skarżył  się  Rafe,  siedząc  w  hotelowym 

barze  nad  szklanką  martini.  Rzadko  pił  alkohol,  ale  po  niezbyt  serdecznym 
powitaniu, jakie zgotowali mu najbliżsi Holly, potrzebował czegoś mocniejszego. 

– Oni nie mają nic przeciwko tobie jako człowiekowi. – Holly położyła dłoń na 

jego  udzie.  Nie  spodziewała  się  takiej  niechęci  ze  strony  całego  klanu.  –  Ale 
rzeczywiście zachowują się okropnie. Przepraszam cię za nich, Rafe. 

– Nie przepraszaj, To nie twoja wina.. – Przykrył jej dłoń swoją. – Mnie nawet 

do  głowy  nie  przyszło,  żeby  cię  przeprosić  za  niezbyt  elegancki  sposób,  w  jaki 
Flint i Eva traktują ciebie. 

– Nie  możemy odpowiadać za to, co wyprawiają  nasi bliscy. Cieszę się, że ze 

mną przyjechałeś. 

– Ja też się cieszę, kochanie. 
– Chociaż zanosi się na to, że przez dwa dni będziemy musieli walczyć z całym 

światem? 

– Nie obchodzi mnie reszta świata, póki ty jesteś po mojej stronie. 
–  Mnie  także.  –  Holly  była  szczerze  wzruszona  tą  deklaracją.  A  ponieważ 

martini uderzyło jej do głowy, zapomniała, że nie lubi publicznie okazywać uczuć. 
Przysunęła się do Rafe’a i pocałowała go w policzek. 

Rafe  nie  czekał  na  zaproszenie.  Pocałował  ją  namiętnie,  jakby  byli  zupełnie 

sami. – Holly! 

Powoli dotarło do niej, że ktoś ją woła. To nie mógł być Rafe, ponieważ w tej 

chwili ją całował. Właśnie – przestał, ale ona ani myślała się od niego odsuwać. 

– Powiedziałaś nam, że jesteście tylko przyjaciółmi! 
Oboje  z  Rafe’em  jednocześnie  odwrócili  głowy  Nad  ich  stolikiem  stały  dwie 

wzburzone matrony. Holly westchnęła i wtuliła twarz w ramię Rafe’a. 

Rafe  pamiętał,  że  te  dwie  panie  także  były  wcześniej  na  przyjęciu.  Jakieś 

background image

kuzynki Holly czy coś takiego. Z całą pewnością jednak ich imiona zaczynały się; 
na  H.  Rafe  pomyślał,  że  panujący  w  tej  rodzinie  idiotyczny  zwyczaj  nadawania 
dzieciom  imion  zaczynających  się  na  H  doskonale  pasuje  do  tego  oryginalnego 
klanu. Postanowił też od razu, że kiedy on i Holly będą mieli dzieci, żadne z nich 
nie dostanie imienia zaczynającego się na tę literę. 

–  Chyba  jednak  łączy  was  coś  więcej  –  powiedziała  z  nieukrywanym 

obrzydzeniem jedna z kuzynek. 

–  Nigdy  nie  widziałyśmy,  żeby  Holly  i  jej  tak  zwany  przyjaciel,  Devlin 

Brennan, trzymali się za ręce, że o takiej poufałości nie wspomnę – dodała druga. 

– Owszem, łączy nas coś więcej – oświadczył Rafe. – Zamierzamy się pobrać. 
Nie chciał, żeby Holly musiała się przyznawać, że są kochankami. Wprawdzie 

byli kochankami i przyjaciółmi, ale oprócz tego łączyło ich dużo, dużo więcej. 

– Boże wielki! – zawołała ciotka Hillary. 
–  Domyśliłam  się  tego,  jak  tylko  was  zobaczyłam  razem  –  dodała  ciotka 

Hayley. – Moje gratulacje! 

– Czy  masz świadomość, że obie na pewno już wiszą na telefonie?  – zapytała 

Holly,  gdy  ciotki  pospiesznie  wybiegły  z  baru.  –  Za  dziesięć  minut  cała  rodzina 
będzie wiedziała, że się pobieramy. 

–  No  i  dobrze,  –  Rafe  wstał.  Wziął  Holly  za  ręce  i  podniósł  ją  z  krzesła.  – 

Dzieci  zajęły  apartament,  więc  jeśli  chcemy  mieć  trochę  spokoju,  musimy  coś 
wymyślić. 

Holly zachwiała się. Rafe objął ją ramieniem i przytulił do siebie. . 
– Zakręciło ci się w głowie? – zapytał, wyprowadzając ją z baru. 
– Troszeczkę – odparła Holly. Natychmiast zauważyła obie ciotki siedzące przy 

telefonach  w  hotelowym  holu.  –  Powinnam  napić  się  kawy.  Muszę  spokojnie 
pomyśleć, jak odkręcić tę plotkę, którą one właśnie rozsiewają. 

– To nie żadna plotka. Ja naprawdę chcę się z tobą ożenić. 
– Czy ty aby nie za dużo wypiłeś, Rafe? 
–  Tylko  jedno  martini.  Nie  jestem  pijany.  Przysięgam.  –  Oparł  obie  dłonie  na 

ramionach Holly i spojrzał jej głęboko w oczy. – Mówiąc szczerze, nigdy w życiu 
nie  byłem  –  bardziej  przytomny.  Kocham  cię.  Wiem,  że  ty  też  mnie  kochasz. 
Zostań moją żoną, dobrze? 

–  Dwa  tygodnie  temu  zapewniłeś  swego  brata,  że  nie  jesteś  zainteresowany 

małżeństwem. – Holly omal się nie rozpłakała. 

–  Dwa  tygodnie  temu...  –  Spojrzał  na  nią  zdumiony.  –  Dwa  tygodnie  temu 

zachowałem się jak idiota – powiedział cicho, tuląc ją do siebie. 

background image

– Trudno ci odmówić racji. 
–  Dobrze,  że  się  zgadzasz,  bo  nie  mam  zamiaru  się  z  tobą  kłócić.  Wynajmę 

pokój, żeby nikt nam nie przeszkadzał. Najpierw będziemy się kochać, a potem ci 
się oświadczę. Zgoda? A może wolisz, żebym postąpił odwrotnie? 

– Niech będzie po twojemu – mruknęła Holly. 
–  Tak  bardzo  cię  kocham,  Rafe  –  powiedziała,  kiedy  wyczerpani  leżeli  obok 

siebie.  –  Nie  przypuszczałam,  że  można  kogoś  aż  tak  kochać.  Te  ostatnie  dwa 
tygodnie... 

–  Czy  moglibyśmy  wymazać  je  z  pamięci?  –  przerwał  jej  Rafe.  –  Nigdy  w 

życiu nie było mi tak źle. Wiedziałem, że coś jest nie tak, ale nie miałem pojęcia, 
co to takiego. Tak bardzo się zmieniłaś. Byłaś tuż obok mnie, a ja mimo to bardzo 
za tobą tęskniłem. Nie rozumiałem, co się dzieje. 

– Strasznie jesteś tępy, kochanie – powiedziała słodko Holly. 
– Jak długo miałaś zamiar mnie dręczyć? 
– Nie miałam żadnego konkretnego planu, ale musiałam się jakoś bronić. 
–  To  znaczy,  że  nie  jesteś  wiele  lepsza  ode  mnie  –  ucieszył  się  Rafe.  – 

Zapomniałaś o pierwszym przykazaniu psychologa: szczera rozmowa. 

– Zapomniałam. – Holly przytuliła się do niego. – Nie pozwól mi nigdy więcej 

powtórzyć tego błędu. 

– Nie pozwolę. – Rafe ją pocałował. – A tobie nie wolno wątpić w moją miłość. 

Tak bardzo cię kocham, Holly. Ale jest jeden problem. Od rana cała twoja rodzina 
będzie  cię  przekonywać,  że  nie  jestem  dla  ciebie  odpowiednią  partią.  Sam  nie 
wiem, czy nie mają racji. 

– Nie mają – odparła zdecydowanie Holly. – Jesteś najlepszą partią na świecie. 

Całe życie na ciebie czekałam. 

– O Boże, jak dobrze – westchnął uszczęśliwiony Rafe. – Tak właśnie powinno 

być. Wreszcie ze mną, rozmawiasz. 

Nie odwracasz się do mnie plecami, nie zasypiasz... 
–  Każdy  lubi  posłuchać,  jaki  jest  wspaniały.  –  Holly  uśmiechnęła  się 

tajemniczo,  –  Ty  rzeczywiście  jesteś  cudowny,  chociaż  łatwo  cię  wyprowadzić  w 
pole. Ja wcale nie zasypiałam, Rafe. Udawałam, ale nie spałam. 

– Mam nadzieję, że było ci tak samo źle jak mnie. 
– Przypuszczam, że znacznie gorzej. 
 
Następnego  ranka  obudził  ich  dzwonek  telefonu.  Zaspany  Rafe  podniósł 

słuchawkę. . 

background image

–  Macie  zamiar  przespać  cały  dzień?  –  usłyszał  kpiący  głos  Kaylin,  Z 

przerażeniem  spojrzał  na  zegarek.  Była  dziesiąta.  Nigdy  w  życiu  nie  spał  aż  tak 
długo.  Ale  kiedy  Holly  się  do  niego  uśmiechnęła,  wyrzuty  sumienia  ustąpiły  jak 
ręką odjął. 

– A ty skąd wiesz, gdzie jesteśmy? – dopiero teraz się zdziwił. 
–  Nie  wróciłeś  na  noc,  więc  zadzwoniłam  do  recepcji  i  zapytałam  o  numer 

drugiego  pokoju  wynajętego  na  twoje  nazwisko  –  wytłumaczyła  mu  Kaylin. 
Rzeczywiście, nie – było to zbyt skomplikowane.  – Moje gratulacje, Rafe. Bałam 
się, że wszystko popsułeś, ale na szczęście w porę się opamiętałeś. Tak się cieszę, 
że  się  pobierzecie!  Powiedz  Holly,  że  obie  z  Camryn  nie  możemy  się  doczekać, 
kiedy zostanie panią Paradise. Flint i Eva pękną ze złości. 

– Skąd wiesz, że Holly też tu jest? – Rafe puścił płazem tę ostatnią uwagę. – I w 

ogóle. 

–  Chryste,  Rafe!  Wiem,  że  Holly  jest  z  tobą  i  słyszałam,  żeście  się  wczoraj 

zaręczyli.  Co  najmniej  czterdzieści  pięć  osób  z  jej  rodziny  dzwoniło  do  nas  w  tej 
sprawie. Od świtu. 

– Dzwonili do was? 
–  Nie  do  nas,  tylko  do  ciebie.  Nikomu  nie  przyszło  do  głowy,  że  możesz  się 

przed nimi ukrywać. Ale nie denerwuj się, nic im nie powiedzieliśmy. 

– Coście im nagadały, Kaylin? – zapytał wystraszony Rafe. 
– Różnie. Albo że razem z Holly  jesteście w wannie, albo że pod prysznicem, 

albo że jeszcze śpicie  i żadne z was  nie  może w tej chwili podejść do telefonu.  – 
Kaylin  się  roześmiała.  –  Zatkało  ich!  Słowo  ci  daję!  Dzwonię,  żeby  cię  zapytać, 
czy mamy ich dalej spławiać. 

–  Skoro  i  tak  są  już  przekonani,  że  nie  zdołają  się  mnie  pozbyć,  to  równie 

dobrze  możemy  zjeść  śniadanie,  zanim  stawimy  im  czoło.  Wytrzymacie  jeszcze 
godzinę? 

–  Jeśli  sobie  życzysz,  to  nawet  cały  dzień.  Myśmy  już  jedli.  Kelner  przyniósł 

nam śniadanie do apartamentu – opowiadała podekscytowana Kaylin. – Zamówcie 
sobie jajka po wiedeńsku. Są pyszne! A chłopcy Wzięli czekoladę z bitą śmietaną. 
Też ekstra. 

Rafe  pomyślał,  że  kulinarne  szaleństwa  dzieciaków  będą  go  kosztowały 

majątek,  ale  tym  razem  wyjątkowo  nie  miał  nic  przeciwko  temu.  Nie  czuł  też 
wyrzutów  sumienia,  że  kazał  dziewczynkom  bajerować  rodzinę  Holly.  Był 
szczęśliwy, że nie musi się spieszyć. 

Holly postanowiła nie pokazywać się rodzinie na oczy. Nie chciała dobrych rad 

background image

ani  ostrzeżeń,  których  na  pewno  by  jej  nie  szczędzili,  gdyby  nie  unikała  rodziny. 
Oboje  z  Rafe’em  zabrali  Trenta  i  Tony’ego  do  sali  automatów,  gdzie  chłopcy  do 
woli  korzystali  z  najróżniejszych  gier  telewizyjnych.  Camryn  i  Kaylin  nie  miały 
ochoty opuszczać eleganckiego apartamentu. 

Do  ślubu  Heidi  została  zaledwie  godzina,  gdy  Holly  zdecydowała,  że  czas 

pojechać  do  rodziców  i  przebrać  się  na  uroczystość.  W  domu  panował  chaos. 
Mężczyźni zebrali się w pokoju telewizyjnym i oglądali jakiś bardzo ważny mecz. 
Co  dziwniejsze,  nikt  ani  słowem  nie  wspomniał  o  niestosownych  zaręczynach 
Holly. Wkrótce wszystko się wyjaśniło. 

– Heidi zginęła! – krzyczała ciotka Hedy. – Honoria myślała, że mała chce się 

wyspać. Koło południa weszła do jej pokoju i wtedy okazało się, że jej tam nie ma. 
W ogóle nie wróciła na noc! 

– Może spała u narzeczonego – powiedziała Holly. – Dzwoniliście do niego? 
–  No  pewnie!  –  parsknęła  ciotka  Heather.  –  Od  wczoraj  jej  nie  widział. 

Pokłócili się na przyjęciu. 

– Dzwoniliście do jej przyjaciół? Do znajomych? – pytała Holly. 
–  Dzwoniliśmy  do  wszystkich  po  kolei.  –  Hope,  siostra  Holly,  ocierała 

chusteczką  zapłakane  oczy.  –  Nigdzie  jej  nie  ma.  Ktoś  widział,  jak  wieczorem 
jechała gdzieś samochodem. Zupełnie sama. 

–  Zawiadomiliście  policję?  –  Holly  usiłowała  zachować  spokój.  Bardzo  się 

denerwowała.  Gazety  wciąż  donosiły  o  szkaradnych  zbrodniach  popełnianych  na 
młodych kobietach. 

–  Honoria  nie  pozwoliła.  –  Matka  Holly  była  załamana.  – Jest  przekonana,  że 

Heidi  ma  zły  humor  i  że  zjawi  się  przed  samą  ceremonią.  Ostatnio  bez  przerwy 
chodziła naburmuszona. 

– Co wy wygadujecie? – zdziwiła się Holly. Heidi miała pogodne usposobienie 

i złe humory zdarzały jej się niezwykle rzadko. 

–  Ostatnio  bardzo  się  zmieniła  –  powiedziała  kuzynka  Hayley.  –  Bez  przerwy 

się nam sprzeciwiała. 

–  Myślałyśmy,  że  to  z  nerwów  –  dodała  ponuro  Hillary.  –  Ślub  to  wielkie 

przeżycie. 

–  Czy  Heidi  nie  mówiła  przypadkiem,  że  nie  chce  wychodzić  za  mąż?  – 

zapytała podejrzliwie Holly. 

Ciotki spojrzały po sobie. 
–  Nie  brałyśmy  tego  poważnie  –  odezwała  się  wreszcie  ciotka  Hedy.  –  Która 

młoda kobieta nie chciałaby mieć takiego pięknego ślubu, jaki zaplanowałyśmy dla 

background image

Heidi? 

Holly była jedną z takich kobiet. Jej udało się przeciwstawić  matrymonialnym 

planom  damskiej części  swojej  rodziny.  Nie  miała  zamiaru  wychodzić  za  mąż  na 
siłę. Dopiero kiedy poznała Rafe’a.. . No, ale on był jej przeznaczony. A i tak nie 
była pewna, czy zdecydują się na huczny ślub. 

Heidi zapewne tak była zajęta przygotowaniami do uroczystości, że umknął jej 

uwagi fakt, iż całą resztę życia będzie musiała spędzić z niewłaściwym mężczyzną. 
Pewnie dopiero wczoraj sobie to uświadomiła. 

– Podobno jest tu niezła restauracja – powiedziała Camryn. – Czy mogę wziąć 

samochód i pojechać tam z Kaylin? 

Rafe był już w garniturze. Za niecałą godzinę miał  się zacząć ślub, tymczasem 

Camryn wciąż jeszcze nie była ubrana, a Kaylin, Trent i Tony dotąd nie wrócili z 
salonu gier. Cała trójka była w dżinsach i sportowych koszulkach. W żaden sposób 
nie mogli się pokazać na uroczystości w takim stanie. 

–  Nie  pozwolę  ci  prowadzić  wynajętego  samochodu.  A  nawet  gdyby,  to  nie 

masz  czasu  na  wypad  do  restauracji.  Lepiej  zacznij  się  przebierać.  Ja  pójdę  po 
Kaylin i chłopców. 

– Nie ma pośpiechu. – Camryn ani myślała ruszyć się z fotela. Nawet wówczas, 

kiedy zadzwonił telefon. 

–  Rafe!  –  krzyczała  do  słuchawki  Holly.  –  Heidi  zniknęła!  W  domu  istne 

piekło, a ja nie mam pojęcia... 

– Heidi zniknęła? – powtórzył Rafe. Spojrzał na Camryn, która właśnie zaczęła 

sobie malować paznokcie. – Camryn, Holly mówi, że Heidi zniknęła. 

– Wiem – odparła wyniośle Camryn. – I raczej nieprędko wróci. 
–  Holly,  przyjedź  tu  zaraz  –  powiedział  Rafe,  posyłając  Camryn  mordercze 

spojrzenie. 

Usiłował się czegoś od niej dowiedzieć, ale Camryn wolała poczekać na Holly. 

Argumentowała,  że  nie  ma  sensu  powtarzać  tego  samego  dwa  razy  i  właściwie 
trudno było się z nią nie zgodzić. Tym bardziej że Rafe’owi wcale nie zależało na 
tym, żeby dwa razy słuchać tego, czego wolałby w ogóle nie usłyszeć. 

–  Jestem  prawie  pewien,  że  Camryn  wie,  gdzie  jest  Heidi  –  powiedział,  gdy 

Holly zjawiła się w ich apartamencie. – Obawiam się, że zniknięcie panny młodej 
to jej sprawka. 

– Tak się cieszę, że zgodziłaś się zostać żoną Rafe’a. – Camryn obdarzyła Holly 

anielskim uśmiechem. 

– Czy wiesz, gdzie jest Heidi? – zapytała Holly. 

background image

–  W  drodze  do  Las  Vegas.  –  Camryn  spojrzała  na  zegarek.  –  Chociaż  pewnie 

już tam dojechała. Pojechała autobusem. Dałam jej adresy kilku moich znajomych. 
To fajni ludzie, prawie w jej wieku. Na pewno da sobie radę. 

– Do Las Vegas? – Holly usiadła na łóżku. 
•  –  Zostawiła  mi  pierścionek.  –  Camryn  podała  Holly  złoty  pierścionek  z 

brylancikiem. – Prosiła, żeby to oddać temu chłystkowi. 

–  Boże  wielki!  –  Rafe  usiadł  obok  Holly.  –  A  ja  myślałem,  że  takie  rzeczy 

zdarzają się tylko w kiepskich filmach. 

–  Dlaczego  Heidi  nikomu  nie  powiedziała,  że  jedzie  do  Las  Vegas?  –  Holly 

starała  się  zachować  spokój.  Oczyma  duszy  widziała  piekło,  jakie  się  rozpęta, 
kiedy rodzina dowie się o wszystkim. 

–  Mnie  powiedziała  –  broniła  uciekinierki  Camryn.  –  To  było  jedyne 

rozwiązanie. Nie chciała wychodzić za mąż za tego faceta, ale nie umiała się z tego 
wyplątać.  Powiedziała  mi,  że  odkąd  dała  się  namówić  na  ten  ślub,  czuje  się  tak, 
jakby  leżała  na  szynach,  po  których  pędzi  pociąg  bez  hamulców.  No  to  ja  jej 
powiedziałam, że jeśli nie chce zostać ofiarą katastrofy kolejowej, powinna wstać i 
uciec. 

– Dobrze jej poradziłaś – pochwaliła Holly. 
–  Kazałam  jej  kupić  bilet  do  Las  Vegas.  –  Camryn  promieniała.  –  To  dobre 

miejsce  na  nowy  początek  życia.  Mama  tak  powiedziała,  kiedyśmy  się  tam 
przeprowadziły. 

–  No  i  co  my  teraz  zrobimy?  –  Rafe  był  zdruzgotany.  –  Twoja  rodzina  i  bez 

tego mnie nie aprobowała. Zobaczysz, co będzie, jak się dowiedzą, że dzięki mojej 
siostrze panna młoda rzuciła narzeczonego i zwiała do Las Vegas. 

–  Mnie  tylko  Heidi  żal  –  mruknęła  Holly.  –  Biedactwo,  –  nie  miała  się  nawet 

komu zwierzyć. Nawet mnie nie miała odwagi przyznać się do swoich wątpliwości. 

–  Ty  byłaś  zajęta  –  rozgrzeszyła  ją  Camryn  –  wobec  czego  ja  cię  zastąpiłam. 

Zastanawiam  się  nawet,  czy  przypadkiem  nie  pójść  na  psychologię.  Chyba  mam 
talent. 

Zanim Rafe zdążył się odezwać, Holly podniosła do ust jego dłoń i pocałowała. 
– Moja rodzina ma wielkie szczęście, że ty i Camryn do niej wejdziecie. Zaraz 

sama im to powiem. Ale najpierw zadzwonię do ciotki, żeby ją uspokoić, że Heidi 
nic się nie stało, tylko wyjechała do Las Vegas. 

– Moglibyśmy zabrać dzieciaki do tej restauracji, o której ci opowiadałam  – 

powiedziała  Camryn  z  nadzieją  w  głosie.  –  Chyba  że  wolisz  zostać  i  wspomóc 
Holly, kiedy będzie przekazywała rodzinie dobrą nowinę. 

background image

– Na pewno  nie zostawię Holly samej z tym bałaganem  – zapewnił  ją Rafe. – 

Załatwimy to razem. 

–  Jeśli  zechcesz  kiedyś  wyjść  za  mąż,  Camryn  –  Holly  pogłaskała  Rafe’a  po 

policzku  –  poszukaj  sobie  człowieka  odważnego,  na  którym  można  polegać. 
Takiego jak twój brat. Spotkasz go, choćbyś nie wiem jak długo miała czekać.