background image

FELIKS W. KRES 

MAG

Ciężkie, złote drzwi rozchyliły się powoli pozwalając wślizgnąć się memu 
zaciekawionemu spojrzeniu do wielkiej sali wykładanej szmaragdowymi 
kafelkami. Mieszkałem w pałacu, ale w lazience. Pani nigdy dotąd nie byłem. Po 
pierwsze dlatego, że nikt jeszcze nie dostąpił tego zaszczytu, a po wtóre pałac 
był tak wielki, że mało kto znał więcej, niż dziesiątą jego część. Bywało, że 
dworzanie zamieszkujący północne skrzydło w ciągu całego życia nie dotarli 
dalej, niż do skrzydła północno-wschodniego. Postąpiłem dwa kroki naprzód, 
wzrok mój prześliznął się po tysiącu srebrnych, nie grubasznych od ramienia 
kolumn. Misternie rzeźbione, delikatnie, lecz ze stanowczą siłą podpierały sufit, 
kryjący się za lekką, błękitno-białą mgiełką. Otaczały one zwartym szykiem 
niewielki, owalny basenik, wypełniony granatową wodą. Uczyniłem kolejne dwa 
kroki. Niski, melodyjny, przypominający tchnienie głos zaanonsował - Jego 
Wysokość Książę Deloa, Twój Nadworny Mag o Pani- Potrafiłem wyglądać tak, 
jak chciałem. Teraz musiałem ukazać się Najpiękniejszej jako człowiek, na 
którego nie warto napluć. Choć lekko już oszołomiony otaczającym mnie 
Pięknem, wierzyłem jednak, że mi się to uda; Najpiękniejsza widziała mnie 
zaledwie kilka razy.

Ukląkłem i na kolanach poczołgałem się ku drzwiom. Gdy do nich dotarłem, 
dotknąłem głową posadzki o odtąd toczyłem ją po błyszczących jak zwierciadła 
srebrnych płytkach. Odbijała się w nich moja wykrzywiona kretyńsko twarz, 
mrugały z posadzki lekko zezujące oczy półidioty.
- Zatrzymaj się, Książę. Wstań! - Głos był dźwięczny, młody, stanowczy. Głos 
Pani.
Byłem tak zdumiony, że na moment zapomniałem o głupkowatym wyrazie 
twarzy. Musiała to zauważyć, bo gdy odrywałem głowę podłogi, powiedziała:
Jeszcze jedna oznaka twojego nienaturalnego zachowania się i zabiję cię. Wiem 
doskonale, że nie jesteś głupcem.
Powoli odpężyłem się, przekształcając pokrywająca moją twarz maskę w swoje 
zwykłe rysy.
- Wybacz, Królewno Światła - wyszeptałem - nie wierzę we własne szczęście. 
Nikt przedemną nie dostąpił zaszczytu klęczenia przed Tobą przez cały czas 
trwania rozmowy.
- Istotnie, jesteś pierwszym człowiekiem, któremu na to pozwoliłam. Lecz nie 
koniec na tym. Wolno ci patrzeć na mnie przez cały czas trwania rozmowy.
Zadrżałem:
- Pani moja, nie śmiem...
- Powiedziałam, że pozwalam, więc spiesz się, bym nie pożałowała swych słów.
Oszołomiony pięknem Jej głosu powoli unisłem oczy. Natychmiast poraził mnie 
blask rozsiewany przez cudowne oszlifowane diamenty, z których zbudowany 
był niski, z trzech stron otoczony ścianą kolumn stół. Na nim leżała Córa 
Niebios. Niewolnice i niewolnicy odstępowali Jej boskie ciało, namaszczając je 
cudownie pachnącymi olejkami
Klęczałem w milczeniu, z rozkoszą kontemplując piękno opalonego na brąz 
ciała Boskiej Pani. Widziałem Ją z bliska po praz pierwszy,  ogóle byłem chyba 
pierwszym ( nie licząc rzecz jasna niewolników) człowiekiem, który mógł 
patrzeć na nią z tak niewielkiej odległości. Dworzanie i lud podziwiali Ją 

background image

czasem, gdy znużona przebywaniem w pałacu przechadzała się po parku lub 
też zażywała kąpieli w Jeziorze, lecz nigdy podczas rozmowy z Nią. Zresztą 
 zaszczytu rozmowy z Panią dostępowali tylko nieliczni. Nic więc dziwnego, że 
klęczałem na srebrnej posadzce oszołomiony nie tylko Pięknem, ale i tyleż 
zdumiewającą, co zagadkową łaskawością Pięknej Pani.
- Wezwałam cię, Książę, w związku z niepokojącymi wydarzeniami, jakie 
ostatnio miały miejsce na terenie naszego kraju - Najpiękniejsza z wdziękiem 
przetoczyła się na brzuch, wystawiając plecy na zabiegi niewolników. 
Potrząsneła złotowłosą łaskawością. - Wiesz zapewne, o czym mówię? 
- Nie, o Najpiękniejsza - poczułem, że skóra mi cierpnie na grzbieice.
- Czyżby? Doniesono mi, że ty, Książę, brałeś udział w Wielkim Zebraniu 
Magów. Czyżbyś nie wiedział, o czym tam rozmawiano?
Zaniepokoiłem się nie na żarty. A więc jednak...
- Wiem o wszystkim, co zostało tam powiedziane, o Pani.
- I cóż - wąska, wypielęgnowana dłoń wyciągnęła się ku jednemu z 
niewolników, który natychmiast, za pomocą małego pędzelka, począł ją 
pokrywać czarnymi i czerwonymi kwiatami. 
Poczułem, że bladnę. Zrozumiałem, że jedynym moim ratunkiem jest sugestia. 
Przez długą chwilę walczyłem z obezwładniającym Pięknem, nim udało mi się 
skoncentrować.
- Pani - zacząłem cichym, monotonnym głosem - wiesz dobrze, że jestem 
Twoim najwierniejszym i najpokorniejszym sługą. Iwesz też, że nigdy nie 
kłamię i to, co powiem...
Zauważyłem, jak malutkie, śliczne wykrojone usteczka ściągały sie w wąską 
ryskę. W tej samej chwili moi Sprzymierzeńcy zasygnalizowali mi 
niebezpieczeństwo. Nim zdążyłem zorientować się w sytuacji, otrzymałem 
potężny cios biczem przez plecy. Zachwiałem się, wtedy spadło drugie 
uderzenie. Upadłem na twarz, na posadzkę.
- Przewidziałam twoje sztuczki, Książę - posągowe ciało drżało od 
powstrzymywanego śmiechu. - Mam Sprzymierzeńców Koldorna. Są oni 
potężniejsi od twoich. Będziesz mówił?
Z trudem podnisłem się na kolana. Natychmiast spadł na mnie trzeci cios, tym 
razem przez głowę. Bicz przeciął skórę, poczułem na twarzy lepkie strumyczki 
krwi. Znów upadłem
- Pani, wybacz mi - wycharczałem - powiem wszystko. Na Wielkim Zebraniu 
obecnych było dwudziestu siedmiu Czarowników ze wszystkicg regionów kraju. 
Wybacz mi, Pani! Zgrzeszyłem ciężko, to prawda...
Bicz po raz czwarty przeciął moją skóre.
- O czym mówiliście? - Najpiękniejsza z zadowoleniem przyglądała się kwiatom 
na swej drobnej dłoni.
Próbowałem wymyślić jakieś zręczne kłamstwo, ale ból i Piękno odbierały mi 
przytomność. Wykrztusiłem:
- Wysnuliśmy teori, że to człowiek powinien dominować nad Pięknem, powinien 
wyzwolić się spod jego władzy...
- Co takiego?! - zdumiała się Pani. - Mów dalej!
- To wszystko, Zorzo...
- Na pewno? - Najpiękniejsza skinęła głową, bicz znowu przeciął moją skórę.
- Na pewno, o Najpiękniejsza...
Następnie uderzenie.
- Pani, powiedziałem już wszystko, uwierz mi!
- Wystarczy. - Boska Pani zmarszczyła rozkosznie nosek i zaśmiałą się 
dźwięcznie. - A teraz słuchaj, Deloa, Co ci powiem; nie zabiję cię, choć 
powinnam. Będziesz żył, ale dla mnie. Od jutra mój wysłannik będzie 
przekazywał ci szczegółowe rozkazy. Od tego, czy i jak je wykonasz, będzie 
zależała twoja dalsza kariera i... życie. 
Lektyka była wymoszczona puchem, ale moje poszarpane ciało reagowało 
bólem na najdelikatniejszy nawet dotyk. Przez całą drogę zaciskałem z bólu 

background image

zęby. Gdy tylko niewolnicy donieśli lektykę do moich apartamentów, 
natychmiast przy pomocy Sprzymierzeńców sporządziłem maść gojącą. 
Odetchnąłem z ulgą, gdy rany zabliźniły się w oczach.
"Sprzymierzeńcy, co mam robić?"
"Porozum się z uczestnikami Wielkiego Zebrania. Przedstaw im sytuacje"
"Zrobie tak, jak radzicie, ale gdzie ich szukać?"
"Deltreos przebywa obecnie w stolicy. Przeniesiemy cię do niego".
Deltreos był jednym z najpotężniejszych Magów w Państwie. Niezwłocznie 
powierzyłem swą świadmość Sprzymierzeńcom i natychmiast ujrzałem 
komnatę Deltreosa. On sam pochylał się nad stołem, na którym rozłożone były 
karty gęsto zapisanego papieru.
- Czekałem na ciebie, Mistrzu Deloa - powiedział, nie unosząc nawet głowy. - 
Moi sprzymierzeńcy towarzyszyli ci podczas wizyty u Najpiękniejszej. Pragnę ci 
podziękować w imieniu całego Wielkiego Zebrania. Zachowałeś sie, jak 
przystało na członka naszego zgromadzenia.
"Dlaczego, Mistrzu, twoi sprzymierzeńcy nie ukazali się oczom mej duszy?"
- Dusza twa, Deloa, była kontrolowana przez Koldorona i jego 
Sprzymierzeńców.
"Jak to? Więc Kolodorn był w łazience Pani?"
- Owszem, pod postacią jednego z jej niewolników. Ale ty, Deloa, nie mogłeś o 
tym wiedzieć, Kolodorn ma potężniejszych Sprzymierzeńców niż ty.
"Co mam robić, Mistrzu?" - zapytałem po długiej chwili milczenia.
- Możesz wrócić do pałacu, ale nie wolno ci przyjmować posłańców od 
Najpiękniejszej, ani spotykać się z Pięknem.
"Nie chcę wracać do pałacu, Mistrzu. Nic tam po mnie. Powiedz mi co moge 
zrobić dla Sprawy, a będę posłuszny".
Mistrz Deltreos bardzo powoli uniusł głowę znad stołu. Jego nieobecne oczy 
świadczyły oczy świadczyły o tym, że Mag rozmawia ze Sprzymierzeńcami. 
Myśl jego i Sprzymierzeńców biegły nieuchwytnymi dla mnie drogami. Minęła 
długa chwila, nim się odezwał:
- Jedynie Ludzie-zza-gór - powiedział - nie podlegają Pięknu. Tylko przy ich 
pomocy możemy udowodnić, że piękno nie znaczy: Dobro.
"Mistrzu - powiedziałem cicho - wybacz, lecz nie zrozumiałem wszystkich słów 
wygłoszonych przez ciebie na Wielkim Zebraniu. Czy mógłbyś mi je teraz 
wyjaśnić?"
Mistrz Deltreos powoli zbierał myśli. Wreszcie rzekł:
- Nie, Deloa. Niewiele zrozumiałeś, bo chciałem, byś niewiele zrozumiał. 
Czasem lepiej jest niewiedzieć wszystkiego, bezpieczniej. Powiem ci tylko, że 
nie jesteś jedynym, który nic nie zrozumiał. Tylko dwaj Mistrzowie oprócz mnie 
znają Tajemnicę. Są to Elosteo i Hagrodoa. Prosiłaś mnie o zadanie - otrzymasz 
je. Udasz się do Ludzi-zza-gór, porozumiesz się z nimi. Zrozumiesz wszystko, 
gdy spotkasz się tam z Hagrodoa. A teraz, Mistrzu Deloa, złożymy wizytę 
Najpięknieszej.

Najpiękniejszą odnaleźliśmy w jednej z Jej osobistych komnat. Towarzyszył jej 
Koldoron, lecz nie obawialiśmy się go. Połączenie siły naszych 
Sprzymierzeńców pozwoliły nam na zatajenie swej obecności.
Przyczailiśmy się pod sufitem tuż przy najpotężniejszej, centralnej kolumnie, 
bogato zdobionej srebrem. W tym miejscu sufit wykonany na podobieństwo 
morskich fal marszczył się na kształt ogromnego wiru. Zawieszona w powietrzu 
mgiełka przywodziła na myśl rozpylone nad wściekłe uderzającymi o siebie 
falami drobinki wody. 
Pani, stąpając lekko po uginającej się pod jej bosymi stopami podłodze 
podeszła do klęczącego przy drzwiach Koldorona. Piękno Jej lekkiego kroku 
uderzyło we mnie jak obuchem. Przez chwilę byłem gotów ujawnić się, błagać 
Ją o przebaczenie za swe szpiegowskie zamiary, za kradzież Jej Piękna...
"Uspokój się Deloa - Deltreos zasyczał tak obrzydliwie, że przywróciło mi to 

background image

przytomność. - Patrz i słuchaj".
Znów spojrzałem w dól. Koldoron mówił właśnie:
- Proponuję poczekać na rozwój wypadków, o Pani. Uczestników Wielkiego 
Zebrania nie wolno lekceważyć.
- Wygubimy ich przy pomocy Deola - głos Pani brzmiał jak cudna muzyka. 
Słuchając Jej głosu czułem dreszcze na całym ciele. 
- Mylisz się, o Najpiękniejsza. Deola nie będzie pracował dla nas.
- Jak to?
- Możesz mi wierzyć, Zorzo. Sprzymierzeńcy Deloa niewiele są warci, natomiast 
on sam... Nie ma Maga, o Pani, który potrafi odczytać jego myśli. 
- Wynika z tego, że i ty ich nie jesteś w stanie przeniknąć?
"Deola!" - głos Deltreosa wyrwał mnie z wywołanego Pięknem odrętwienia. 
Znów zaczołem zwracać uwagę na rozmowę.
- Masz słuszność, o Pani - mówił Koldoron. - Deloa potrafi ukryć swoje myśli 
nawet wtedy, gdy jest oszołomiony Pięknem.
- A więc potrafisz powiedzieć, co myślał, gdy z nim rozmawiałam?
- Nie o Pani. Wiem tylko, że mówił prawdę. Ale czy całą prawdę...
Najpiękniejsza gniewnie zacisnęła usta.
- Więc to tak... Co radzisz?
- Już powiedziałem, o Pani: czekać na rozwój wypadków.
Pani potrząsneła głową.
- Nie- powiedziała stanowczo. - Nie wolno nam tego zostawić. Okazuje się, że 
Deola jest niebezpieczniejszy niż przypuszczałam. Musimy go usunąć. Czy 
zrobisz, Koldoronie?
Czarownik z uśmiechem skinął głową. 
"Tak więc Mistrzu Deola, sprawa się skomplikowała - Deltreos był wyraźnie 
zatroskany. 
- Będziesz musiał walczyć z Koldoronem".
"Wiesz doskonale, Mistrzu - odparłem - że Koldorn jest silniejszy ode mnie".
"Koldorn tak, lecz nie jego słudzy, którzy już zaczęli cię szukać. Zrobimy tak: 
ja zajmę się Koldoronem, podczas gdy ty spróbujesz wydostać się z pałacu. 
Jeżeli ci się to uda przedostań się do Kraju Za Górami. A teraz szybko wracaj 
do swego ciała".
"A ty, Mistrzu?"
"Ja już nie mam na to czasu. Zmierzę się z Kldoronem tylko przy pomocy swej 
Świadomości i Sprzymierzeńców".
"Mistrzu..."
"Pospiesz się, Deola. Czas ucieka".
"Żegnaj Mistrzu".
Szybko jak myśl połączyłem się ze swym ciałem. Przebiegłem przez kilka pokoi 
i znalazłem się przed drzwiami wiodącymi na korytarz pałacowy. Zamykając za 
sobą drzwi swego pięknego mieszkania, byłem niemal pewien, że robię to po 
raz ostatni. Spokojnym krokiem ruszyłem wesoło-ponurym korytarzem, 
którego ściany świeciły rubinową ciemnością. Wzrok gubił się między ciemno-
jasnymi ścianami, obejmując jedynie najbliższe metry chodnika. Wszystkie 
korytarze pałacu były zbudowane w taki sposób, by człowiek czuł się w nich jak 
w labiryncie, mimo iż biegły prosto jak strzelił. Trzeba było nie lada wprawy, by 
nie wpaść na osnute purpurową, jasną (ciemną?) mgłą ściany.
Szedłem. Spokojnie.
"Powinienem był wziąć lektykę" - pomyślałem. "Idący pieszo Książę Deola musi 
zwracać na siebie uwagę. Na szczęście korytarz jest pusty..."
Sprzymierzeńcy. Sygnał - niebezpieczeństwo. Unik. Błękitna kula eksplodująca 
nad głową. Skok. Długi, co najmniej dwudziestometrowy. CIOS!
Trzymałem go za gardło patrząc, jak płonie jego ciało. Uczeń Koldorona.
I znów: Sprzymierzeńcy - sygnał. Unik, Kątem dłoni w przecinające powietrze 
splecione ręce napastnika. Swąd zwęglonej skóry i wrzask tamtego.
Sprzymierzeńcy - informacja: jeszcze trzech. Skok.

background image

Stali kilka metrów przede mną i strzelali. Unik. Błękitne kule eksplodujące 
wokół mnie. Unik. Unik. Skok. CIOS! CIOS! CIOS! Koniec?
Gwałtowny wir powietrzny, rozpadający się przede mną. Człowiek. Koldoron.
Błysk. Skok! Zabiłem? Błysk.
Biegnę Kiedy wreszcie zrozumiałem
                                                       kiedy wreszcie rozumiem
                                                                                              kiedy 
wreszcie zrozumiem
                                                          że nie zyję

że jestem martwy martwy jak myśl oszołomionego pięknem pałacowego lokaja 
martwy jak bez sensu to wszystko a zwłaszcza piękno zdumiewające 
bezsensem piękno głupie piękno rozumne piękno odrażające piękno czy ono 
jest czy warto było dla niego przebudowywać świat deltreos uważa że tak że 
ważne jest iż ludzie zrozumieli

Uniósł ramiona w górę. I wolno, przerażająco wolno poszybował ku niebu.

Leciał coraz szybciej, lodowate powietrze usztywniło jego ciało, chlaszcząc je 
mroźnym biszem. W oddali majaczyły...

Ale czy zrozumieli dlaczego ten przewrót czy oni w ogóle są w stanie coś 
jeszcze rozumieć ot choćby teraz stoją wszyscy przy sztalugach i fortepianach 
malując i komponując inni rzeźbią jeszcze inni budują gmachy niemal tak samo 
piękne jak pałac pani wszystko to dla piękna którego go niewolnikami choć o 
tym nie wiedzą są niewolnikami książąt i grafów takich jak ja czy 
najpiękniejsza a to tylko dlatego że my urodziliśmy się piękni a oni nie. 

 ...szczyty Gór. Jeszcze chwila...

co teraz zrobi koldoron przecież on jest dobrym człowiekiem każdy człowiek 
przekonany o słuszności swoich racji zasługuje na szacunek choćby w imię tych 
racji mordował torturował gwałcił na pogardę zasługują tylko ci którzy czynią 
zło dla sławy zysku proszę bardzo recepta na sumienie na silną wolę potrzebną 
do walki z wadami dlaczego dopiero teraz to rozumiem koldoron to święty 
człowiek bo uważa że ma racje pragnie dobra państwa a zło czyni tylko z 
jednego ściśle określonego punkt widzenia który wcaleprzecież nie jest jego 
punktem jest mi przykro że znaleźli się ludzie którzy odrzucili piękno którzy 
gotowi są krzyknąć mi w twarz nie jesteś pięknem myśli najpiękniejsza a ja 
przecież naprawdę jestem piękna tylko dlatego zajmuje tron gdyby znalazła się 
w kraju dziewczyna piękniejsza ode mnie z radością oddałbym jej władzę 
trudno mieć do niej pretensje o to że ludzi odrzucających piękno uważa za 
nienormalnych trudno też ją winić za okrucieństwo względem poddanych 
uczono ją tego od dziecka najpiękniejsza ma rację a może nie sądzi że tylko 
piękno jest sprawiedliwe bo każdy jest taki jaki jest przy urodzeniu mu matka 
natura wyznacza miejsce w społeczeństwie to sprawiedliwe bo wszystkie inne 
kryteria według których wybiera się władców nie wytrzymują krytyki na 
przykład wiedzę jeden zdobędzie bo ma pieniądze na nauczycieli drugi zaś nie 
bo urodził się na ulicy a nawet gdyby nauka była bezpłatna to i tak nie sposób 
wyeliminować wszystkich okoliczności rzutujących na proces uczenia się na 
przykład trudne dzieciństwo i cóż z tego że uwzględni się to na egzaminach 
składanych przed radą ojców żadne punkty dodatkowe nie zapełnią luki w 
wiadomościach bo przecież mimo wszystko ten lepiej usytuowany będzie 
wiedział więcej i to on powinien zająć odpowiedzialne stanowisko wybierać 
arystokracje biorąc pod uwagę stopień zamożności to już zupełny absurd bo 
przecież nikt nie wybiera sobie biednych czy bogatych rodziców poza tym nie 
wolno dopuścić do tego żeby władza była dziedziczna a piękno piękno jest 
bezwładnie sprawiedliwe dla wszystkich dlatego dawno temu czarownicy 

background image

uzależnili ludzi od niego okazuje się jednak że to też nie jest optymalne 
rozwiązanie a może należałoby wziąć od uwagę wszystko i wiedzę i zamożność 
ale to chaos chaos chaos co zrobi najpiękniejsza deltreos w tej chwili przelatuje 
nad górnymi niedługo będzie na miejscu sprzymierzeńcy gdzie jesteście 
dlaczego dziwne pozwoliliście bym zginął dziwne to martwe życie dlaczego 
dziwne byłem przecież magiem słowa słowa słowa muszę zmartwychwstać chcę 
zmartwychwstać sprzymierzeńcy pomóżcie mi jak strasznie jest wiedzieć 
wszystko i nie móc ingerować w bieg wydarzeń wiedzieć chaos chaos w głowie 
sprzymierzeńcy sprzymierzeńcy sprzymierzeńcy 

... i miał je już za sobą. Był w Kraju Ludzi-Zza-Gór. Jeszcze jeden wysiłek. 
Dysząc parą Mocy przemykał jak błyskawica nad ogromnymi przestrzeniami. I 
oto jest na miejscu. Zmniejszył szybkość i jak ogromny, ciężki ptak opadł na 
dach jednego z domów Stolicy Ludzi-Zza-Gór. Musiał jak najszybciej odnaleźć 
Hagrodoa. Był zmęczony.

spokojnie nie wolno poddawać się szaleństwu zabawne szalony martwy mag 
trzeba myśleć precyzyjnie dlaczego teraz piękno nie ma na mnie wpływu jest 
dla mnie tylko pustym słowem więc to wszystko ciało ciało a może i myśli nie 
wiem nie wiem przecież nawet kim czym teraz jestem czy myślą chyba tak 
jeżeli rozumuję a może tylko świadomością nie to za mało znaczy świadomość 
też zapewne ale nie tylko dusza bzdura to niepoważne a właściwie dlaczego nie 
dusza wszak nic wspólnego z ciałem mieć nie może a więc i z myślami 
produkowanymi przez ciało bzdury jałowe rozważania w końcu jakie to ma 
znaczenie kim czym jestem co teraz zrobi koldoron o panie jak to się wszystko 
skończy co zrobi deltreos nie rozumiem o czym mówią z hagrodoa co zrobi 
najpiękniejsza jakie to zabawne jaj widok działał na mnie jak narkotyk a teraz 
cóż patrzę na nią jak na laleczkowato ładną smarkulę ile ona ma lat 
siedemnaście szesnaście jestem byłem od niej o czterdzieści lat starszy jaka 
ona jest pusta jakie puste jest jej piękno które ludzie muszą podziwiać skąd u 
mnie takie inne obce spojrzenie na świat nie ma w nim miejsca na dobro nie 
ma miejsca na zło wszystko zmierza ku pięknu.
 

- Wiesz równie dobrze jak ja, Deltreosie, że żadna wojna nic tu nie pomoże. 
Niepotrzebnie rozpętałeś tę awanturę w pałacu. Wiem, wiem, że Deola był 
przesłuchiwany, ale przecież można to było jakoś delikatniej załatwić. Obaj 
doskonale wiemy, że nie wolno nam ludzi siłą zmuszać do czegokolwiek. Nasza 
rola polega na przekonaniu, a nie na nakazywaniu, czy zakazywaniu. 
Oczywiście, że jest to zadanie dla wielu pokoleń czarowników... Zresztą wiesz o 
tym wszystkim równie dobrze jak ja, Deltreosie...

to są słowa a działanie w jaki sposób przekonać ludzi pod bokiem koldorona 
najpiękniejsza i ich służących a zresztą nie mam pojęcia jak można odebrać 
ludziom poświadczenie którego korzenie są głęboko zapuszczone w 
podświadomość przecież ci ludzie podczas seansów hipnotycznych krzyczą 
kocham piękno a dopiero później kocham żonę dzieci matkę i ojca wprawdzie 
potężny mag może wmówić dowolnie wielkiej rzeszy ludzi wszystko na co ma 
ochotę do czego sugestia ale przecież nie chodzi o to by uczynić z ludzi 
bezwolnie marionetki tak właśnie postąpiono trzysta lat temu ludzie piękno to 
wszystko piękno to życie piękno to miłość krzyczeli czarownicy niech piękno 
będzie dla was bogiem potężny orlonoe zastosował hipnozę dziedziczną 
zniewalając na raz kilkadziesiąt pokoleń mieszkańców kraju tylko po to co to 
wszystko teraz trzeba inaczej nie wolno po raz drugi nakazywać ludziom 
czegokolwiek trzeba przekonać tylko czarownicy to potrafią jak trudno zdjąć zły 
czar co zrobi deltreos co zrobi hagroda co zrobikoldoron zginie a nie obawiający 
się mocy piękna czarownik zza gór pojawi się nagle tuż przy stojącej na 
najwyższej wieży placu najpiękniejszej i ukazując na kłębiące się na placu 

background image

tłumy powie patrz najpiękniejsza gdy zrzucę cię stąd na ziemię ci ludzie będą 
krzyczeć z zachwyt obserwując twój lot po śmierć bo dla nich to będzie piękne 
bo to jest piękne ale w moim narodzie przerażenie i zgroza stłumiłyby w 
ludziach zachwyt a tu jest odwrotnie i twardym miękkim wzrokiem będzie 
spoglądał na cofającą się tyłem w głąb tarasu pobladłą ze strachu panią i gdy 
wezwani strażnicy przybiegną by go pojmać 

"Oto śmierć Czarownika" - pomyślał Koldoron, stojąc nad płonącym ciałem 
Deola. " Podobno zwykły człowiek, gdy umiera widzi w ciągu ułamka sekundy 
całe swoje życie, Czarownik zaś ogląda wydarzenia, które dopiero nastąpią..."

Lektyka była wymoszczona puchem, ale moje poszarpane ciało reagowało bólem na 
najdelikatniejszy nawet dotyk. Przez całą drogę zaciskałem z bólu zęby. Gdy tylko 
niewolnicy donieśli lektykę do moich apartamentów, natychmiast przy pomocy 
Sprzymierzeńców sporządziłem maść gojącą. Odetchnąłem z ulgą, gdy rany 
zabliźniły się w oczach.
"Sprzymierzeńcy, co mam robić?"
"Porozum się z uczestnikami Wielkiego Zebrania. Przedstaw im sytuacje"
"Zrobie tak, jak radzicie, ale gdzie ich szukać?"
"Deltreos przebywa obecnie w stolicy. Przeniesiemy cię do niego".
Deltreos był jednym z najpotężniejszych Magów w Państwie. Niezwłocznie 
powierzyłem swą świadmość Sprzymierzeńcom i natychmiast ujrzałem komnatę 
Deltreosa. On sam pochylał się nad stołem, na którym rozłożone były karty gęsto 
zapisanego papieru.
- Czekałem na ciebie, Mistrzu Deloa - powiedział, nie unosząc nawet głowy. - Moi 
sprzymierzeńcy towarzyszyli ci podczas wizyty u Najpiękniejszej. Pragnę ci 
podziękować w imieniu całego Wielkiego Zebrania. Zachowałeś sie, jak przystało na 
członka naszego zgromadzenia.
"Dlaczego, Mistrzu, twoi sprzymierzeńcy nie ukazali się oczom mej duszy?"
- Dusza twa, Deloa, była kontrolowana przez Koldorona i jego Sprzymierzeńców.
"Jak to? Więc Kolodorn był w łazience Pani?"
- Owszem, pod postacią jednego z jej niewolników. Ale ty, Deloa, nie mogłeś o tym 
wiedzieć, Kolodorn ma potężniejszych Sprzymierzeńców niż ty.
"Co mam robić, Mistrzu?" - zapytałem po długiej chwili milczenia.
- Możesz wrócić do pałacu, ale nie wolno ci przyjmować posłańców od 
Najpiękniejszej, ani spotykać się z Pięknem.
"Nie chcę wracać do pałacu, Mistrzu. Nic tam po mnie. Powiedz mi co moge zrobić 
dla Sprawy, a będę posłuszny".
Mistrz Deltreos bardzo powoli uniusł głowę znad stołu. Jego nieobecne oczy 
ś

wiadczyły oczy świadczyły o tym, że Mag rozmawia ze Sprzymierzeńcami. Myśl 

jego i Sprzymierzeńców biegły nieuchwytnymi dla mnie drogami. Minęła długa 
chwila, nim się odezwał:
- Jedynie Ludzie-zza-gór - powiedział - nie podlegają Pięknu. Tylko przy ich pomocy 
możemy udowodnić, że piękno nie znaczy: Dobro.
"Mistrzu - powiedziałem cicho - wybacz, lecz nie zrozumiałem wszystkich słów 
wygłoszonych przez ciebie na Wielkim Zebraniu. Czy mógłbyś mi je teraz wyjaśnić?"
Mistrz Deltreos powoli zbierał myśli. Wreszcie rzekł:
- Nie, Deloa. Niewiele zrozumiałeś, bo chciałem, byś niewiele zrozumiał. Czasem 
lepiej jest niewiedzieć wszystkiego, bezpieczniej. Powiem ci tylko, że nie jesteś 
jedynym, który nic nie zrozumiał. Tylko dwaj Mistrzowie oprócz mnie znają 
Tajemnicę. Są to Elosteo i Hagrodoa. Prosiłaś mnie o zadanie - otrzymasz je. Udasz 

background image

się do Ludzi-zza-gór, porozumiesz się z nimi. Zrozumiesz wszystko, gdy spotkasz 
się tam z Hagrodoa. A teraz, Mistrzu Deloa, złożymy wizytę Najpięknieszej.

Najpiękniejszą odnaleźliśmy w jednej z Jej osobistych komnat. Towarzyszył jej 
Koldoron, lecz nie obawialiśmy się go. Połączenie siły naszych Sprzymierzeńców 
pozwoliły nam na zatajenie swej obecności.
Przyczailiśmy się pod sufitem tuż przy najpotężniejszej, centralnej kolumnie, bogato 
zdobionej srebrem. W tym miejscu sufit wykonany na podobieństwo morskich fal 
marszczył się na kształt ogromnego wiru. Zawieszona w powietrzu mgiełka 
przywodziła na myśl rozpylone nad wściekłe uderzającymi o siebie falami drobinki 
wody. 
Pani, stąpając lekko po uginającej się pod jej bosymi stopami podłodze podeszła do 
klęczącego przy drzwiach Koldorona. Piękno Jej lekkiego kroku uderzyło we mnie 
jak obuchem. Przez chwilę byłem gotów ujawnić się, błagać Ją o przebaczenie za 
swe szpiegowskie zamiary, za kradzież Jej Piękna...
"Uspokój się Deloa - Deltreos zasyczał tak obrzydliwie, że przywróciło mi to 
przytomność. - Patrz i słuchaj".
Znów spojrzałem w dól. Koldoron mówił właśnie:
- Proponuję poczekać na rozwój wypadków, o Pani. Uczestników Wielkiego 
Zebrania nie wolno lekceważyć.
- Wygubimy ich przy pomocy Deola - głos Pani brzmiał jak cudna muzyka. Słuchając 
Jej głosu czułem dreszcze na całym ciele. 
- Mylisz się, o Najpiękniejsza. Deola nie będzie pracował dla nas.
- Jak to?
- Możesz mi wierzyć, Zorzo. Sprzymierzeńcy Deloa niewiele są warci, natomiast on 
sam... Nie ma Maga, o Pani, który potrafi odczytać jego myśli. 
- Wynika z tego, że i ty ich nie jesteś w stanie przeniknąć?
"Deola!" - głos Deltreosa wyrwał mnie z wywołanego Pięknem odrętwienia. Znów 
zaczołem zwracać uwagę na rozmowę.
- Masz słuszność, o Pani - mówił Koldoron. - Deloa potrafi ukryć swoje myśli nawet 
wtedy, gdy jest oszołomiony Pięknem.
- A więc potrafisz powiedzieć, co myślał, gdy z nim rozmawiałam?
- Nie o Pani. Wiem tylko, że mówił prawdę. Ale czy całą prawdę...
Najpiękniejsza gniewnie zacisnęła usta.
- Więc to tak... Co radzisz?
- Już powiedziałem, o Pani: czekać na rozwój wypadków.
Pani potrząsneła głową.
- Nie- powiedziała stanowczo. - Nie wolno nam tego zostawić. Okazuje się, że 
Deola jest niebezpieczniejszy niż przypuszczałam. Musimy go usunąć. Czy zrobisz, 
Koldoronie?
Czarownik z uśmiechem skinął głową.

Tak więc Mistrzu Deola, sprawa się skomplikowała - Deltreos był wyraźnie 
zatroskany. 
- Będziesz musiał walczyć z Koldoronem".
"Wiesz doskonale, Mistrzu - odparłem - że Koldorn jest silniejszy ode mnie".
"Koldorn tak, lecz nie jego słudzy, którzy już zaczęli cię szukać. Zrobimy tak: ja 
zajmę się Koldoronem, podczas gdy ty spróbujesz wydostać się z pałacu. Jeżeli ci się 
to uda przedostań się do Kraju Za Górami. A teraz szybko wracaj do swego ciała".
"A ty, Mistrzu?"

background image

"Ja już nie mam na to czasu. Zmierzę się z Kldoronem tylko przy pomocy swej 
Ś

wiadomości i Sprzymierzeńców".

"Mistrzu..."
"Pospiesz się, Deola. Czas ucieka".
"Żegnaj Mistrzu".
Szybko jak myśl połączyłem się ze swym ciałem. Przebiegłem przez kilka pokoi i 
znalazłem się przed drzwiami wiodącymi na korytarz pałacowy. Zamykając za sobą 
drzwi swego pięknego mieszkania, byłem niemal pewien, że robię to po raz ostatni. 
Spokojnym krokiem ruszyłem wesoło-ponurym korytarzem, którego ściany świeciły 
rubinową ciemnością. Wzrok gubił się między ciemno-jasnymi ścianami, obejmując 
jedynie najbliższe metry chodnika. Wszystkie korytarze pałacu były zbudowane w 
taki sposób, by człowiek czuł się w nich jak w labiryncie, mimo iż biegły prosto jak 
strzelił. Trzeba było nie lada wprawy, by nie wpaść na osnute purpurową, jasną 
(ciemną?) mgłą ściany.
Szedłem. Spokojnie.
"Powinienem był wziąć lektykę" - pomyślałem. "Idący pieszo Książę Deola musi 
zwracać na siebie uwagę. Na szczęście korytarz jest pusty..."
Sprzymierzeńcy. Sygnał - niebezpieczeństwo. Unik. Błękitna kula eksplodująca nad 
głową. Skok. Długi, co najmniej dwudziestometrowy. CIOS!
Trzymałem go za gardło patrząc, jak płonie jego ciało. Uczeń Koldorona.
I znów: Sprzymierzeńcy - sygnał. Unik, Kątem dłoni w przecinające powietrze 
splecione ręce napastnika. Swąd zwęglonej skóry i wrzask tamtego.
Sprzymierzeńcy - informacja: jeszcze trzech. Skok.
Stali kilka metrów przede mną i strzelali. Unik. Błękitne kule eksplodujące wokół 
mnie. Unik. Unik. Skok. CIOS! CIOS! CIOS! Koniec?
Gwałtowny wir powietrzny, rozpadający się przede mną. Człowiek. Koldoron.
Błysk. Skok! Zabiłem? Błysk.
Biegnę Kiedy wreszcie zrozumiałem
                                                       kiedy wreszcie rozumiem
                                                                                              kiedy wreszcie 
zrozumiem
                                                          że nie zyję

ż

e jestem martwy martwy jak myśl oszołomionego pięknem pałacowego lokaja 

martwy jak bez sensu to wszystko a zwłaszcza piękno zdumiewające bezsensem 
piękno głupie piękno rozumne piękno odrażające piękno czy ono jest czy warto było 
dla niego przebudowywać świat deltreos uważa że tak że ważne jest iż ludzie 
zrozumieli

Uniósł ramiona w górę. I wolno, przerażająco wolno poszybował ku niebu.

Leciał coraz szybciej, lodowate powietrze usztywniło jego ciało, chlaszcząc je 
mroźnym biszem. W oddali majaczyły...

Ale czy zrozumieli dlaczego ten przewrót czy oni w ogóle są w stanie coś jeszcze 
rozumieć ot choćby teraz stoją wszyscy przy sztalugach i fortepianach malując i 
komponując inni rzeźbią jeszcze inni budują gmachy niemal tak samo piękne jak 
pałac pani wszystko to dla piękna którego go niewolnikami choć o tym nie wiedzą są 
niewolnikami książąt i grafów takich jak ja czy najpiękniejsza a to tylko dlatego że 
my urodziliśmy się piękni a oni nie. 

background image

 ...szczyty Gór. Jeszcze chwila...

co teraz zrobi koldoron przecież on jest dobrym człowiekiem każdy człowiek 
przekonany o słuszności swoich racji zasługuje na szacunek choćby w imię tych racji 
mordował torturował gwałcił na pogardę zasługują tylko ci którzy czynią zło dla 
sławy zysku proszę bardzo recepta na sumienie na silną wolę potrzebną do walki z 
wadami dlaczego dopiero teraz to rozumiem koldoron to święty człowiek bo uważa 
ż

e ma racje pragnie dobra państwa a zło czyni tylko z jednego ściśle określonego 

punkt widzenia który wcaleprzecież nie jest jego punktem jest mi przykro że znaleźli 
się ludzie którzy odrzucili piękno którzy gotowi są krzyknąć mi w twarz nie jesteś 
pięknem myśli najpiękniejsza a ja przecież naprawdę jestem piękna tylko dlatego 
zajmuje tron gdyby znalazła się w kraju dziewczyna piękniejsza ode mnie z radością 
oddałbym jej władzę trudno mieć do niej pretensje o to że ludzi odrzucających 
piękno uważa za nienormalnych trudno też ją winić za okrucieństwo względem 
poddanych uczono ją tego od dziecka najpiękniejsza ma rację a może nie sądzi że 
tylko piękno jest sprawiedliwe bo każdy jest taki jaki jest przy urodzeniu mu matka 
natura wyznacza miejsce w społeczeństwie to sprawiedliwe bo wszystkie inne 
kryteria według których wybiera się władców nie wytrzymują krytyki na przykład 
wiedzę jeden zdobędzie bo ma pieniądze na nauczycieli drugi zaś nie bo urodził się 
na ulicy a nawet gdyby nauka była bezpłatna to i tak nie sposób wyeliminować 
wszystkich okoliczności rzutujących na proces uczenia się na przykład trudne 
dzieciństwo i cóż z tego że uwzględni się to na egzaminach składanych przed radą 
ojców żadne punkty dodatkowe nie zapełnią luki w wiadomościach bo przecież mimo 
wszystko ten lepiej usytuowany będzie wiedział więcej i to on powinien zająć 
odpowiedzialne stanowisko wybierać arystokracje biorąc pod uwagę stopień 
zamożności to już zupełny absurd bo przecież nikt nie wybiera sobie biednych czy 
bogatych rodziców poza tym nie wolno dopuścić do tego żeby władza była 
dziedziczna a piękno piękno jest bezwładnie sprawiedliwe dla wszystkich dlatego 
dawno temu czarownicy uzależnili ludzi od niego okazuje się jednak że to też nie jest 
optymalne rozwiązanie a może należałoby wziąć od uwagę wszystko i wiedzę i 
zamożność ale to chaos chaos chaos co zrobi najpiękniejsza deltreos w tej chwili 
przelatuje nad górnymi niedługo będzie na miejscu sprzymierzeńcy gdzie jesteście 
dlaczego dziwne pozwoliliście bym zginął dziwne to martwe życie dlaczego dziwne 
byłem przecież magiem słowa słowa słowa muszę zmartwychwstać chcę 
zmartwychwstać sprzymierzeńcy pomóżcie mi jak strasznie jest wiedzieć wszystko i 
nie móc ingerować w bieg wydarzeń wiedzieć chaos chaos w głowie sprzymierzeńcy 
sprzymierzeńcy sprzymierzeńcy 

... i miał je już za sobą. Był w Kraju Ludzi-Zza-Gór. Jeszcze jeden wysiłek. Dysząc 
parą Mocy przemykał jak błyskawica nad ogromnymi przestrzeniami. I oto jest na 
miejscu. Zmniejszył szybkość i jak ogromny, ciężki ptak opadł na dach jednego z 
domów Stolicy Ludzi-Zza-Gór. Musiał jak najszybciej odnaleźć Hagrodoa. Był 
zmęczony.

spokojnie nie wolno poddawać się szaleństwu zabawne szalony martwy mag trzeba 
myśleć precyzyjnie dlaczego teraz piękno nie ma na mnie wpływu jest dla mnie tylko 
pustym słowem więc to wszystko ciało ciało a może i myśli nie wiem nie wiem 
przecież nawet kim czym teraz jestem czy myślą chyba tak jeżeli rozumuję a może 
tylko świadomością nie to za mało znaczy świadomość też zapewne ale nie tylko 
dusza bzdura to niepoważne a właściwie dlaczego nie dusza wszak nic wspólnego z 

background image

ciałem mieć nie może a więc i z myślami produkowanymi przez ciało bzdury jałowe 
rozważania w końcu jakie to ma znaczenie kim czym jestem co teraz zrobi koldoron 
o panie jak to się wszystko skończy co zrobi deltreos nie rozumiem o czym mówią z 
hagrodoa co zrobi najpiękniejsza jakie to zabawne jaj widok działał na mnie jak 
narkotyk a teraz cóż patrzę na nią jak na laleczkowato ładną smarkulę ile ona ma 
lat siedemnaście szesnaście jestem byłem od niej o czterdzieści lat starszy jaka ona 
jest pusta jakie puste jest jej piękno które ludzie muszą podziwiać skąd u mnie takie 
inne obce spojrzenie na świat nie ma w nim miejsca na dobro nie ma miejsca na zło 
wszystko zmierza ku pięknu.
 

- Wiesz równie dobrze jak ja, Deltreosie, że żadna wojna nic tu nie pomoże. 
Niepotrzebnie rozpętałeś tę awanturę w pałacu. Wiem, wiem, że Deola był 
przesłuchiwany, ale przecież można to było jakoś delikatniej załatwić. Obaj 
doskonale wiemy, że nie wolno nam ludzi siłą zmuszać do czegokolwiek. Nasza rola 
polega na przekonaniu, a nie na nakazywaniu, czy zakazywaniu. Oczywiście, że jest 
to zadanie dla wielu pokoleń czarowników... Zresztą wiesz o tym wszystkim równie 
dobrze jak ja, Deltreosie...

to są słowa a działanie w jaki sposób przekonać ludzi pod bokiem koldorona 
najpiękniejsza i ich służących a zresztą nie mam pojęcia jak można odebrać ludziom 
poświadczenie którego korzenie są głęboko zapuszczone w podświadomość przecież 
ci ludzie podczas seansów hipnotycznych krzyczą kocham piękno a dopiero później 
kocham żonę dzieci matkę i ojca wprawdzie potężny mag może wmówić dowolnie 
wielkiej rzeszy ludzi wszystko na co ma ochotę do czego sugestia ale przecież nie 
chodzi o to by uczynić z ludzi bezwolnie marionetki tak właśnie postąpiono trzysta 
lat temu ludzie piękno to wszystko piękno to życie piękno to miłość krzyczeli 
czarownicy niech piękno będzie dla was bogiem potężny orlonoe zastosował hipnozę 
dziedziczną zniewalając na raz kilkadziesiąt pokoleń mieszkańców kraju tylko po to 
co to wszystko teraz trzeba inaczej nie wolno po raz drugi nakazywać ludziom 
czegokolwiek trzeba przekonać tylko czarownicy to potrafią jak trudno zdjąć zły 
czar co zrobi deltreos co zrobi hagroda co zrobikoldoron zginie a nie obawiający 
się mocy piękna czarownik zza gór pojawi się nagle tuż przy stojącej na najwyższej 
wieży placu najpiękniejszej i ukazując na kłębiące się na placu tłumy powie patrz 
najpiękniejsza gdy zrzucę cię stąd na ziemię ci ludzie będą krzyczeć z zachwyt 
obserwując twój lot po śmierć bo dla nich to będzie piękne bo to jest piękne ale w 
moim narodzie przerażenie i zgroza stłumiłyby w ludziach zachwyt a tu jest 
odwrotnie i twardym miękkim wzrokiem będzie spoglądał na cofającą się tyłem w 
głąb tarasu pobladłą ze strachu panią i gdy wezwani strażnicy przybiegną by go 
pojmać 

"Oto śmierć Czarownika" - pomyślał Koldoron, stojąc nad płonącym ciałem Deola. " 
Podobno zwykły człowiek, gdy umiera widzi w ciągu ułamka sekundy całe swoje 
ż

ycie, Czarownik zaś ogląda wydarzenia, które dopiero nastąpią..."