background image

CHARLOTTE HUGHES 

 
 
 

Spróbujmy po raz drugi 

 
 
 
 

 

 
 
 
 
 

Tłumaczył: Robert Krasnodębski 

background image

PROLOG 

 
Ból  w  piersi  był  rozdzierający.  Miał  wrażenie,  jakby  ktoś  miażdżył  i 

wykręcał wewnętrzne organy. Kiedy próbował usiąść w łóżku, na jego twarzy 
pojawiły się kropelki potu.  

Lucas zastanawiał się przez chwilę, czy tak wygląda śmierć. Z pewnością 

nie  można  tak  cierpieć  i  żyć.  Do  licha,  skończył  dopiero  trzydzieści  pięć  lat! 
Czyżby  to  było  serce?  W  zeszłym  roku  jego  ojciec  zmarł  niespodziewanie  na 
zawał. Nie zdziwiłoby więc Lucasa, gdyby i z nim stało się to samo. Zdawał sobie 
sprawę, że nie dba o siebie. Palił, pił, kiepsko się odżywiał i nigdy nie uprawiał 
żadnych sportów. Żył z dnia na dzień, nie snuł żadnych planów, starając się za 
wszelką cenę zapomnieć o przeszłości. A teraz miałby zapłacić za to, umierając w 
łóżku, samotnie i do tego cuchnąc piwem? 

Lucas zaczął wyobrażać sobie swój własny nekrolog. Informacja o śmierci 

ojca  zawierała  jedynie  kilka  słów:  „Konrad  McKay,  specjalista  od  pakowania 
mięsa, zmarł w wieku pięćdziesięciu pięciu lat”.  

Te trzy linijki w gazecie to pełny obraz nędznej egzystencji tego człowieka.  
„A co ja właściwie osiągnąłem do tej pory?”  – pomyślał. Zarobił trochę 

pieniędzy na handlu nieruchomościami, jeździł drogim samochodem i mieszkał w 
jednej z najbardziej luksusowych dzielnic w Houston. Tak naprawdę, nie miało to 
jednak  żadnego  znaczenia.  Utracił  bowiem  to,  co  rzeczywiście  było  dla  niego 
ważne – rodzinę.  

Z przykrością uświadomił sobie, że dzieci szybko zapomniałyby o nim, a 

była żona wcale by go nie opłakiwała. Nie utrzymywali żadnych kontaktów od 
czasu,  gdy  odeszła  od  niego  trzy  lata  temu.  Widywali  się  jedynie,  aby  ustalić 
spotkania Lucasa z dziećmi.  

Honey Buchannan. Zamknął oczy i głęboko westchnął. Kochał ją i zawsze 

będzie kochał. Honey jednak wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że nie chce 
mieć z nim więcej nic wspólnego. Dzwonił, pisał, a nawet kilka razy próbował się 
z  nią  spotkać,  ale  zawsze  na  przeszkodzie  stawała  zarządzająca  rezydencją 
Buchannanów Vera, która strzegła Honey z gorliwością żandarma.  

Ból  wzmagał  się.  Lucas  miał  uczucie,  jakby  rozcinano  mu  pierś  ostrym 

nożem. Z trudem sięgnął po telefon i wykręcił numer pogotowia. Ktoś od razu 
podniósł słuchawkę.  

– Potrzebna mi karetka – powiedział z wysiłkiem. – Mam atak serca.  
 
Lucas McKay uznał, że gdyby nagradzano za głupotę, z pewnością zająłby 

pierwsze miejsce. Wysiadł ze swojego białego cadillaca i potykając się szedł w 
kierunku domu. Przedpołudniowe słońce raziło go w oczy.  

Przekręcił  klucz  w  zamku  i  otworzył  drzwi.  W  mieszkaniu  panował 

background image

ogromny bałagan; ubrania i buty porozrzucane były po całej podłodze, na stoliku 
i  na  ladzie  kuchennej  stały  brudne  popielniczki  i  naczynia.  Nikt  by  nie 
przypuszczał, że to mieszkanie kosztowało ćwierć miliona dolarów.  

Na stoliku położył małą papierową torebkę z receptą i otworzył lodówkę. 

Pokój wypełnił się zapachem skwaśniałego mleka i nie dojedzonej pizzy. Były to 
te potrawy, z których lekarz kazał mu zrezygnować w najbliższej przyszłości.  

„Muszę coś zmienić w swoim życiu” – postanowił. Myślał o tym przez cały 

ranek, kiedy leżał nagi na metalowym stole, oczekując na wyniki badań. Wszedł 
do łazienki i  spryskał  twarz zimną  wodą.  „O  Boże,  jaki  ze  mnie beznadziejny 
facet”  –  uświadomił  sobie,  patrząc  na  swoje  odbicie  w  lustrze.  Ciemne  włosy 
posiwiałe na skroniach wymagały ostrzyżenia. Miał nalaną twarz, oczy nabiegłe 
krwią. Był w kiepskiej formie i to go szczególnie martwiło. Zawsze przecież był 
dumny ze swojego wyglądu.  

Pokuśtykał do sypialni i usiadł na brzegu łóżka. Jego spojrzenie odruchowo 

padło na stojące na nocnej szafce zdjęcie chłopca i dziewczynki. Tęsknił za nimi. 
Brakowało mu ich niewinności, entuzjazmu i radości życia.  

Chwilę  potem  wstał  i  doprowadził  się  do  porządku.  Zdecydował,  że 

zrezygnuje z egzystencji, jaką wiódł przez ostatnie trzy lata. Postanowił pojechać 
do Sweetbriar do Texasu, a nawet przeprowadzić się tam na stałe w razie potrzeby 
i odzyskać miłość Honey i dzieci.  

background image

ROZDZIAŁ 1 

 
Rezydencja  Buchannanów,  otoczona  wysokimi  sosnami,  stuletnimi 

dębami,  magnoliami  i  drzewami  kauczukowymi,  wydawała  się  Lucasowi  jak 
zawsze  okazała  i  imponująca.  Przypominała  mu  sędziwą  gwiazdę  kina,  która 
chociaż  straciła  nieco  ze  swojego  blasku,  nadal  posiadała  pełną  świadomość 
własnej wartości.  

Pamiętał, kiedy po raz pierwszy, jeszcze jako dziecko, ujrzał rezydencję, 

siedząc  na  tylnej  platformie  ciężarówki  swojego  ojca.  Z  oddali  patrzył  na 
budowlę  z  różowej  cegły.  Już  wówczas  wiedział,  że  Bóg  nie  stworzył  ludzi 
równymi. Dlaczego pozwalał na to, aby jeden chodził spać głodny, a drugi miał 
więcej  niż  potrzebował?  „Major  Buchannan  musi  czymś  się  wyróżniać”  – 
pomyślał wtedy i postanowił to „coś” odkryć.  

Zaparkował  swojego  cadillaca  na  kolistym  podjeździe  otoczonym 

krzewami  nieco  zwiędniętych  róż,  sprawiających  wrażenie  zmęczonych 
sierpniowym upałem. Spoglądał na dom, w którym teraz mieszkała jego ex-żona i 
dzieci. Serce waliło mu jak młot, a myśli pełne obaw nie dawały spokoju.  

„Czy  byli  szczęśliwi?  Jak  zareaguje  na  mój  widok?”  –  zaczął  się 

zastanawiać.  

Wciąż pamiętał chwilę, gdy po raz pierwszy zobaczył Honey Buchannan. 

Wytworna, w żółtej płóciennej sukience i harmonizującym z nią kapeluszu, była 
prawą  ręką  swojego  ojca  na  politycznych  zebraniach  w  mieście.  Od  razu 
zdecydował, że musi ją zdobyć.  

Wysiadłszy z samochodu, rozprostował ramiona, minął wysypaną żwirem 

alejkę i  wszedł po schodach na  werandę, gdzie stare,  wiszące od lat  lampiony 
kołysały się łagodnie, poruszane gorącym, przynoszącym czerwony pył wiatrem. 
Gdy pukał do frontowych drzwi, mógł wyczuć piasek w gardle. Chwilę później 
drzwi otworzyła Vera Styles, gospodyni Honey.  

Lucasowi  zrobiło  się  nieprzyjemnie,  kiedy  zmierzyła  go  chłodnym 

wzrokiem.  Spostrzegł,  że  prawie  się  nie  zmieniła.  Upał  nie  wpłynął  na  nią  w 
żaden sposób. Szpakowate włosy miała jak zwykle starannie związane na karku, a 
jej fartuszek był świeży i biały, niczym płynące po niebie obłoki. „Ciekawe, jak 
się  czuje  stara  Vera”  –  pomyślał,  patrząc  w  szare,  uważne  i  wciąż  żywe  oczy 
gospodyni.  

– Dzień dobry, Vero – rzucił na powitanie, uśmiechając się najserdeczniej, 

jak potrafił.  

W odpowiedzi obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem i wyprostowała się.  
– Czy jest Honey? – spytał.  
– Nie ma.  
– A co z dziećmi? – spróbował ponownie. – Czy są gdzieś tutaj? 

background image

– Nie.  
Lucas starał się ukryć niezadowolenie. Vera wyraźnie zamierzała utrudnić 

mu sytuację.  

– Czy mogłabyś powiedzieć, co się z nimi dzieje? – poprosił.  
– Todd i Melissa wyjechali wczoraj na dwa tygodnie na obóz parafialny – 

poinformowała.  

Lucas  poczuł  się  głęboko  rozczarowany.  Naprawdę  pragnął  zobaczyć 

swoje  dzieci,  a  teraz  wszystko  wskazywało  na  to,  że  będzie  musiał  poczekać 
nieco dłużej.  

– A pani McKay jest w pracy – dodała Vera.  
Lucas zdziwił się. Nie pamiętał, aby Honey przepracowała chociażby jeden 

dzień  w  swoim  życiu.  Zajmowała  się  jedynie  działalnością  charytatywną. 
Wiedział  jednak,  że  zawsze  miała  ochotę  na  podjęcie  jakiejś  pracy.  To  o  to 
głównie kłócili się w ostatnim roku swojego małżeństwa.  

– Co ona robi? – zapytał.  
– Czy przyszedł pan tu, aby przysporzyć kłopotów, panie McKay? – Vera 

skrzyżowała pulchne ręce na obfitym biuście.  

– Nie, nie – odpowiedział szybko. – Chciałem tylko uzgodnić, kiedy będę 

mógł spotkać się z dziećmi po ich powrocie. To wszystko.  

Lucas  zastanawiał  się,  dlaczego  tak  się  przed  nią  tłumaczy,  ale  prawdę 

powiedziawszy,  zawsze  miał  dużo  respektu  dla  Very,  pomimo  jej  widocznej 
niechęci  do  niego.  Vera  zaczęła  pracować  u  Buchannanów  jeszcze  przed 
urodzeniem  Honey,  a  gdy  po długiej  chorobie zmarła  matka  Honey,  zajęła się 
wychowywaniem  dziewczynki.  I  Lucas  wiedział,  że  chociaż  Vera  swym 
surowym wzrokiem mogła śmiało konkurować z bazyliszkiem, to z drugiej strony 
potrafiła być najukochańszą i najbardziej troskliwą opiekunką. Todda i Melissę 
kochała tak samo mocno jak Honey.  

Vera  przyglądała  się  Lucasowi  przez  moment  z  miną  kurczaka 

obserwującego tłustą gąsienicę, gotowego w każdej chwili skoczyć i chwycić ją w 
pazury. Zmarszczyła nos i uśmiechnęła się pogardliwie.  

–  Pani  McKay  prowadzi  szkółkę  drzew  i  różnego  rodzaju  traw  na 

peryferiach  miasta,  niedaleko  Smithfield  Lake  –  poinformowała  ku  jego 
zdziwieniu.  

– Dziękuję. – Skinął głową i skierował się do wyjścia. Vera przeszła przez 

werandę i zatrzymała się.  

–  Lucasie  McKayu,  jeśli  wyrządzisz  jakąś  krzywdę  panience,  będziesz 

miał ze mną do czynienia – powiedziała stanowczo.  

Lucas  przystanął  na  stopniu  schodów  i  spojrzał  na  nią.  Usta  miała 

ściągnięte, jakby ssała cytrynę.  

– Do zobaczenia. – Uśmiechnął się szeroko. – Może kiedyś zjemy razem 

lunch.  

background image

Wzruszyła  ramionami,  a  potem  długo  patrzyła  za  oddalającym  się 

samochodem Lucasa.  

– Boże, mam nadzieje, że nie zrobiłam nic złego – westchnęła głośno.  
 
Honey Buchannan-McKay bębniła palcami w zniszczony metalowy pulpit, 

podczas  gdy  jej  towarzysz  studiował  cyfry  z  raportu  przygotowanego  przez 
księgowego. Ton jego głosu był tak ponury, jak mroźne grudniowe niebo.  

– Jest źle, Honey – stwierdził, a jego szwedzki akcent brzmiał wyraźniej 

niż zazwyczaj. – Nie mam pojęcia, co robić.  

Honey westchnęła ciężko i sięgnęła po sprawozdanie.  
– Pozwól, Eryku, że spojrzę na to – zaproponowała. Uważnie wpatrywała 

się  w  uporządkowaną  kolumnę  cyfr.  Wyglądało  to  poważniej,  niż  myślała. 
Interesy nie szły już tak dobrze jak w zeszłym roku.  

– Jesteśmy bez grosza, Honey – podsumował Eryk. – Nie mamy środków 

na sfinalizowanie dostaw w tym miesiącu. Wkrótce się ochłodzi i nasza sytuacja 
będzie wyglądała jeszcze gorzej.  

– Nie mogę zainwestować więcej pieniędzy. Przeznaczyłam już lwią część 

tego, co miałam – tłumaczyła się. – Sprzedałam wszystko z wyjątkiem domu i 
mebli. Nie chciałabym, aby i to przepadło.  

– Nigdy cię o to nie prosiłem. – Eryk siedział na rozwalającej się skórzanej 

sofie stojącej w drugiej części pokoju.  

– Trzeba będzie znowu obniżyć koszty – zasugerowała. Nie do zniesienia 

wydawała się jej myśl, że prawdopodobnie będą musieli ostatecznie zrezygnować 
z  działalności.  –  A  to  przypomina  mi,  że  mamy  jeszcze  ciężarówkę  do 
rozładowania – dodała.  

Pamiętała,  jak  po  ostatnim  rozładunku  bolały  ją  plecy.  Od  czasu  kiedy 

odeszli dwaj ostatni pracownicy, sama wykonywała wszystkie prace fizyczne. W 
razie  dalszego  pogorszenia  sytuacji  zwolnią  jeszcze  Betsy  zatrudnioną  w 
charakterze kasjerki.  

– Musi istnieć jakieś wyjście – rzucił Eryk, wzruszając ramionami.  
Jego słowa nie zabrzmiały jednak zbyt optymistycznie.  
Po  kilku  minutach  Eryk  i  Honey  wyszli  z  biura,  nadal  rozmawiając  o 

swoim trudnym położeniu. Byli tak pochłonięci dyskusją, że nawet nie zauważyli 
białego cadillaca wyjeżdżającego zza frontowej ściany budynku.  

 
Kiedy dwadzieścia minut później Lucas wrócił do swojego hotelu, ciągle 

znajdował się pod wrażeniem rozmowy, którą usłyszał. Był poruszony widokiem 
Honey, chociaż widział ją tylko przez chwilę. A niech to, wciąż mu się podobała.  

W  jej  wyglądzie  nastąpiły  tak  duże  zmiany,  że  miałby  trudności  z 

rozpoznaniem byłej małżonki na ulicy. Zastanawiał się, co stało się z jej staranną 
chłopięcą fryzurą, którą nosiła w okresie, kiedy byli razem? Teraz włosy miała 

background image

zwichrzone, a ciężkie, niesforne loki opadały w nieładzie na ramiona. Aż kusiło 
Lucasa,  aby  zanurzyć  w  nich  palce.  A  ubranie?  W  niczym  nie  przypominało 
kobiety, która trzy lata temu w kostiumie Diora i pantoflach firmy Gucci, wyszła 
z  sądu  po  rozprawie  rozwodowej.  Wyblakłe  dżinsy  opinały  ją  do  granic 
przyzwoitości. „A kim, do diabła, był ten Eryk, wysoki Szwed z jej biura, który 
wyglądał,  jakby  spadł  z  księżyca?”  –  zastanawiał  się  Lucas.  Z  przykrością 
zauważył, że Honey dobrze czuła się w towarzystwie tego mężczyzny, dyskutując 
z nim o sprawach finansowych.  

Gdy  tylko  wrócił  do  hotelu,  zadzwonił  do  swojego  starego  przyjaciela, 

pracownika  Miejskiej  Kasy  Pożyczkowej.  Po  długiej  rozmowie  udało  mu  się 
dowiedzieć, że Honey ma poważne kłopoty finansowe. Nie mógł w to uwierzyć. 
Podziękował koledze, zapraszając go przy najbliższej okazji na piwo i odłożył 
słuchawkę.  

Usiadł  na  łóżku,  aby  przemyśleć  wszystko,  co  wiedział  w  tej  sprawie. 

Imperium Buchannanów nie rozpadło się tak z dnia na dzień. Kryzys rozpoczął 
się  sześć  lat  temu.  Inwestycje  w  przemysł  naftowy  stawały  się  coraz  mniej 
opłacalne, ale major Buchannan nadal twierdził, że ropa naftowa to złoty interes. 
Potem, gdy zrozumiał swój błąd i chciał się wycofać, było już za późno. Lucas w 
głębi duszy cieszył się, że ten stary drań żył wystarczająco długo i zdążył jeszcze 
na  własne  oczy  ujrzeć  upadek  swojej  firmy.  „Istnieje  na  tym  świecie 
sprawiedliwość”  –  pomyślał  z  satysfakcją.  Lucas  bardzo  długo  nie  wiedział  o 
bankructwie  majora  Buchannana.  Pozostało  ono  tajemnicą  również  dla  jego 
córki.  Wszystko  wyszło  na  jaw,  gdy  Honey  zażądała  części  majątku.  Wtedy 
jednak byli już z Lucasem w separacji i nie dzieliła się z nim swoimi problemami. 
Po pogrzebie ojca Honey postanowiła zostać w Sweetbriar, aby – jak powiedziała 
Lucasowi – uporządkować pewne sprawy. Sądził, że chce po prostu uregulować 
różne  kwestie  związane  z  majątkiem,  który  odziedziczyła.  Mogło  jej  to  zająć 
kilka tygodni. Nie przyszło mu nawet do głowy, że jego żona zajmuje się głównie 
ich małżeństwem. Dwa tygodnie później otrzymał pozew o rozwód.  

 
Lucas  siedział  do  późna  w  nocy,  zastanawiając  się  nad  swoim  dalszym 

postępowaniem. Tej nocy, bardziej niż kiedykolwiek, brakowało mu papierosów. 
Od  czasu  gdy  opuścił  szpital  nie  palił,  nie  pił  i  brał  lekarstwa  zgodnie  z 
zaleceniami lekarza. Co prawda, fizycznie czuł się dużo lepiej, ale jego kondycja 
psychiczna pozostawiała wiele do życzenia. Nie mógł przypuszczać, że spotkanie 
Honey po tylu latach wywrze na nim takie wrażenie.  

Obudził  się  wcześnie  rano  i  zadzwonił  do  agencji  handlu 

nieruchomościami,  w  której  kiedyś  pracował,  zanim  za  pomocą  majora 
Buchannana się nie wzbogacił. Telefon odebrał Max, jego dawny szef. Był trochę 
zdziwiony, gdy usłyszał Lucasa, lecz bardzo się ucieszył.  

–  Postanowiłem  kupić  dom  w  Sweetbriar  –  wyjaśnił  Lucas,  kiedy 

background image

wymienili już uprzejmości. – Coś odpowiedniego dla rodziny. Zapłacę gotówką, 
ale chciałbym przeprowadzić się jak najszybciej. Jeśli się wszystko dobrze ułoży, 
chętnie go wynajmę.  

Następnego  dnia  Lucas  McKay  nabył  olbrzymi  dom  w  stylu 

wiktoriańskim,  z  dużą  werandą  wokół  i  staromodnymi  witrażowymi  oknami. 
Wymagał  on,  co prawda,  pomalowania,  zarówno  w  środku,  jak  i na  zewnątrz, 
generalnie  jednak  sprawiał  wrażenie  solidnego.  W  dużo  gorszym  stanie 
znajdował  się  teren  wokół  domu.  Zniszczona  trawa  przypominała  wysuszone 
siano,  kwiaty  róż  pokrywały  czarne  plamy,  a  krzewy  otaczające  budynek  po 
prostu zwiędły. Mimo tego Lucas był bardzo zadowolony. Już sobie wyobrażał, 
że mieszka tutaj z całą rodziną.  

–  W  porządku,  biorę  to  –  poinformował  Maxa,  wyjmując  książeczkę 

czekową. – Wprowadzam się jeszcze dzisiaj.  

Następnego dnia Lucas zrównał całą działkę wokół domu.  
Dwa  dni  później  zadzwonił  do  firmy  Honey.  Telefon  odebrała  Betsy 

Clemmons.  

– Właśnie kupiłem stary dom na Rutts Road – powiedział, przechodząc od 

razu do sedna sprawy. – Posiadłość jest bardzo zaniedbana. Zapłacę dodatkowo, 
jeśli  pani  McKay  przyjdzie  tam  dzisiaj  po  południu  i  określi  koszty 
zagospodarowania tego terenu.  

 
Ciężarówka Honey podskakiwała na wyboistej drodze, a leżące na tylnej 

platformie ogrodnicze narzędzia obijały się o siebie, wywołując dużo hałasu. W 
oczach Honey malował się niepokój.  

„Jadę na jakieś pustkowie, aby spotkać się z obcym facetem, który nawet 

nie raczył podać Betsy swojego nazwiska” – pomyślała. Zdecydowanie nie lubiła 
takich sytuacji. Podobnie zresztą jak Eryk. Gdyby nie musiał dostarczyć darniny 
do sąsiedniego hrabstwa, z całą pewnością nalegałby, żeby wzięła go ze sobą. 
Betsy  również  zaoferowała  jej  swoje  towarzystwo,  ale  Honey  nie  chciała 
zamykać magazynu i ryzykować utratę ewentualnych klientów.  

Dom  stanowiący  cel  podróży  zobaczyła  już  z  daleka  i  stwierdziła,  że 

otaczający  go obszar  przypomina  raczej  krajobraz po bitwie. Cały  teren  został 
rozkopany, a trawa i krzewy wyrwane. Rosły jedynie drzewa. Dom z tandetnymi 
ozdobami  nie  wyglądałby  wiele  gorzej,  gdyby  postawić  go  na  wielkim 
asfaltowym parkingu.  

Honey wjechała na podjazd i zaparkowała obok nowego białego cadillaca. 

Główną alejką dotarła do werandy. Jeszcze raz pokiwała głową z dezaprobatą, 
spoglądając na ponury dziedziniec.  

Zatrzymała  się,  licząc,  że  ktoś  podejdzie  do  drzwi  i  nie  będzie  musiała 

wchodzić do środka.  

– Halo! – zawołała. – Jest tam kto? Zastanawiała się, od kiedy stała się taka 

background image

tchórzliwa.  

„To  wina  Very”  –  pomyślała.  Vera  zawsze  czyta  jej  na  głos  wszystkie 

przerażające historie opisywane w gazetach.  

Usłyszawszy zbliżające się kroki, chciała jeszcze uciec, ale otworzyły się 

drzwi i na werandę wyszedł wysoki mężczyzna.  

Jej obawy okazały się słuszne, ten mężczyzna był bardziej niebezpieczny, 

niż mogła sobie wyobrazić, – Cześć, Honey! – rzucił na powitanie.  

Stała bez ruchu, wpatrując się w niego. Serce jej biło jak młot, a w żołądku 

czuła  silny  ucisk.  To  było  jak  zły  sen  –  ponury  krajobraz,  okropny  upał, 
opuszczony dom na pustkowiu i Lucas uśmiechający się do niej życzliwie.  

Ubrany  w  czarne  spodnie  i  biały  sweter  podkreślający  jego  opaleniznę 

wciąż wydawał się jej bardzo przystojny. Co prawda, na jego skroniach pojawiło 
się trochę siwych włosów, ale dodawało mu to jedynie uroku.  

– Lucasie, co ty tutaj robisz? – zapytała drżącym z wrażenia głosem.  
Lucas  przeszedł  przez  werandę  i  zszedł  wolno  po  schodach,  nie 

spuszczając  wzroku  ze  stojącej  przed  nim  kobiety.  Ciepły  wiatr  rozwiewał  jej 
długie blond włosy, przypominające dojrzałe łany pszenicy. Ile razy przeżywał tę 
scenę w swoich marzeniach? De razy pragnął, aby znowu spojrzeć w jej oczy, 
które błyszczały niczym szmaragdy, kiedy promieniała szczęściem, a w chwilach 
gniewu  stawały  się  matowe?  Ale  teraz,  gdy  była  tutaj  we  własnej  osobie,  nie 
wiedział, co powiedzieć.  

– Przyjechałem do domu. – To wszystko, co przyszło mu do głowy.  
Honey  sprawiała  wrażenie  zaskoczonej,  usiłowała  zrozumieć,  o  co  mu 

chodzi.  

–  Co  masz  na  myśli  mówiąc,  że  przyjechałeś  do  domu?  Opuściłeś 

Houston? 

– To jest teraz mój dom – wyjaśnił Lucas, wskazując zamaszystym gestem 

budynek stojący z tyłu.  

Honey cofnęła się, nie bardzo wiedząc, jak zareagować. Vera, co prawda, 

poinformowała ją o wizycie Lucasa. Zdziwiły się nawet, że nie przyszedł drugi 
raz do domu ani nie odwiedził Honey w jej firmie.  

– Co się stało? – zapytała podejrzliwie. – Czy to jakiś żart? Po co właściwie 

tu przyjechałeś? 

Podszedł do niej bliżej. Teraz dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Patrzył 

na delikatne rysy  jej twarzy i cerę w kolorze dojrzałej brzoskwini.  „Nigdy nie 
wyglądała tak pięknie” – pomyślał. Obcisłe, nieco już sprane dżinsy wspaniale 
podkreślały  jej  kobiecą  figurę.  Uśmiechnął  się,  gdy  dostrzegł  małą  wytartą 
dziurkę na kolanie spodni. Miał przed sobą zupełnie inną Honey niż ta, z którą się 
ożenił, ale ta zmiana bardzo przypadła mu do gustu.  

– Chciałbym odzyskać swoją rodzinę – powiedział szczerze.  
Jego  wzrok  przenikał  przez  jej  białą,  świeżą  jak  wrześniowy  poranek 

background image

bluzkę. Pragnął wziąć ją w ramiona i przytulić twarz do jej delikatnego jak płatki 
róży ciała, wyłaniającego się dyskretnie spod rozchylonego kołnierza bluzki.  

– I zrobię w tym celu wszystko – dodał.  
– Dzieci teraz nie ma.  
–  Przecież  wiesz,  że  nie  mówię  tylko  o  dzieciach.  Jego  odpowiedź 

wprawiła ją w zakłopotanie.  

– Tym razem naprawdę się pomyliłeś. Jeśli chociaż przez chwilę myślałeś, 

że ja mogłabym... że... moglibyśmy...  

– Czekałem trzy lata, abyś się opamiętała – zauważył.  
– Opamiętała! 
– Ale ty nie chcesz spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się, że mnie wciąż 

kochasz.  

– Ty rzeczywiście jesteś psychicznie chory.  
–  Zamierzam  osiedlić  się  tutaj  w  Sweetbriar  i  nie  ustąpię,  dopóki  nie 

uświadomisz sobie, że nie możesz beze mnie żyć.  

Ogarnęła  ją  konsternacja.  Lucas  stał  tak  blisko.  Czuła  zapach  wody 

kolońskiej  i  ciepło  emanujące  z  jego  ciała.  Dostrzegła  złote  cętki  na  jego 
brązowych oczach. Pragnęła odejść, ale czuła, że nie jest w stanie zrobić kroku.  

– To wszystko... – zaczęła. – To dlatego kupiłeś ten dom? 
– Być może.  
–  Zatem  kompletnie  oszalałeś,  przypuszczając,  że  podejmę  z  tobą 

współpracę. Przecież wyjaśniłam ci to już trzy lata temu, że nie chcę mieć z tobą 
więcej do czynienia.  

– Honey, ja się zmieniłem.  
– Bzdura.  
–  I  zamierzam  ci  to  raz  na  zawsze  udowodnić.  Pokażę,  że  potrafię  być 

takim mężem i ojcem, o jakim marzyłaś.  

– Ale ja nie chcę mieć męża – zaprotestowała, usiłując powstrzymać się od 

płaczu.  

Była zła. Naprawdę wierzyła, że przyjęcie tego zamówienia pomoże jej i 

Erykowi rozwiązać problemy finansowe. Niestety, przyjazd tutaj okazał się stratą 
czasu.  

– Niepotrzebny mi mąż, który decydowałby za mnie. Teraz sama kieruje 

swoim postępowaniem i świetnie sobie z tym radzę. Taki styl życia bardzo mi 
odpowiada. Zatem zrób nam obojgu przysługę i wróć do Houston, tam jest twoje 
miejsce.  

Honey ruszyła do wyjścia, ale Lucas stanowczym ruchem zatrzymał ją.  
– Nie tak szybko.  
Honey odwróciła się i spojrzała na niego z napięciem.  
– Weź te ręce ode mnie – powiedziała prawie szeptem. Lucas był szczerze 

zdziwiony.  

background image

– Uspokój się, na miłość boską.  
– Odejdź ode mnie – powtórzyła. Puścił ją.  
–  Kiedyś  lubiłaś,  jak  cię  dotykałem.  Pamiętasz?  Wyraz  twarzy  Honey 

wystarczył za odpowiedź – pamiętała.  

– Doskonale znałem najwrażliwsze miejsca na twoim ciele i wiedziałem, 

jak sprawić ci rozkosz. Nie zapomniałem tego  – dodał cicho. – Pewnego dnia, 
nawet szybciej, niż przypuszczasz, poprosisz mnie, abym znów cię pieścił.  

Mówił  to  z  ogromną  pewnością  siebie,  cechującą  ludzi,  którzy  zwykle 

osiągali to, co chcieli.  

Honey  miała  łzy  w  oczach.  Była  coraz  bardziej  rozgniewana.  Po  trzech 

latach  znów  się  pojawił  w  jej  życiu,  rozbudzając  dawno  zapomniane  uczucia. 
Wciąż  nad  nią  panował.  Potrafił  uderzyć  we  właściwą  strunę.  Powróciły 
wspomnienia. O tak, doskonale wiedział, gdzie i jak ją pieścić. Już dawno odkrył 
wszystkie  najczulsze  punkty  jej  ciała.  Uwielbiała,  gdy  delikatnie  całował  ją  w 
kark, a jego ciepły oddech ogrzewał jej nagie ramiona. Pamiętała, jak subtelnie 
pieścił ustami jej talię, zgięcia pod kolanami i uda. Na samo wspomnienie poczuła 
dreszcz rozkoszy. Przez trzy lata żyła w wewnętrznym przekonaniu, że lepiej jej 
bez  Lucasa,  z  czasem  nawet  przestała  odczuwać  jego  brak.  Nie  zapomniała 
jednak nigdy tych cudownych momentów, gdy leżała naga w jego ramionach, i 
jego  oczu,  które  stawały  się  czarne  jak  smoła  w  chwilach  największej 
namiętności.  

Musiała  upłynąć  długa  chwila,  zanim  Honey  uspokoiła  się.  Podniosła 

wysoko głowę i obrzuciła go surowym spojrzeniem.  

–  Nie  mam  wpływu  na  to,  gdzie  mieszkasz  –  odezwała  się  w  końcu 

drżącym głosem. – Jeśli zdecydujesz się powrócić do Sweetbriar, to twoja sprawa 
i, oczywiście, możesz spotykać się z Toddem i Melissą. Mnie jednak zostaw w 
spokoju.  

Tym razem, gdy skierowała się ku wyjściu, nie próbował jej zatrzymać.  
– A co z moją posiadłością? – Zdążył jeszcze zapytać.  
– Znajdź sobie kogoś innego.  
Lucas patrzył, jak wsiadła do swojej półciężarówki i odjechała. Stał jeszcze 

długo, pogrążony w rozmyślaniach. Dlaczego tak nim gardziła? Czy tak bardzo 
go nienawidziła, że wolała narazić się na bankructwo, niż podjąć u niego pracę? 

background image

ROZDZIAŁ 2 

 
Po  południu,  kiedy  Eryk  wrócił,  Honey  opowiedziała  mu  o  swoim 

spotkaniu z Lucasem.  

–  Czuję  się  nie  w  porządku  wobec  ciebie  –  przyznała.  –  Mamy  szansę 

zarobić na tym dużo pieniędzy, a ja nie potrafię się uporać z własnymi uczuciami.  

Eryk, który właśnie skończył pracę, zdjął podkoszulek i wytarł nim mokrą 

od potu klatkę piersiową i czoło.  

– Nie wygłupiaj się – zaoponował. – Nie oczekuje od ciebie, abyś robiła 

coś, co ci nie odpowiada.  

Usiadł na starej kanapie i założył nogę na nogę.  
–  Poza  tym,  przecież  uprawa  i  sprzedaż  darniny  przynosi  nam  niezły 

dochód  i  jeśli  wszystko  pójdzie  dobrze,  to  w  przyszłości  zajmiemy  się 
kompleksowym zagospodarowaniem terenów zielonych – dodał.  

Honey nie odpowiedziała, więc mówił dalej: 
– Ciągle kochasz tego faceta, prawda? 
– Czy to tak bardzo rzuca się w oczy? – zapytała ponuro.  
– To jest wypisane na twojej twarzy, skarbie. Co zamierzasz teraz zrobić? 
– Chcę trzymać się od niego jak najdalej.  
–  Zdajesz  chyba  sobie  sprawę,  że  to  nie  będzie  takie  łatwe,  szczególnie 

teraz,  gdy  mieszka  w  tym  samym  mieście.  Spotkasz  się  z  nim  wcześniej  czy 
później.  

Honey  przyznała  mu  rację.  W  mieście  wielkości  Sweetbriar  z  całą 

pewnością widywaliby się od czasu do czasu. Przez ostatnie trzy lata skutecznie 
unikała  jego  telefonów,  nie  odpowiadała  na  listy.  Teraz  nie  mogła  przed  nim 
uciec,  tym  bardziej,  że  Lucas  zamierzał  spędzać  więcej  czasu  z  dziećmi. 
Wcześniej ustalała terminy jego wizyt za pośrednictwem Very, która chętnie się 
tym zajmowała. W tej sytuacji nie mogła liczyć na swoją gospodynię. Poza tym, 
nie  powinna  stale  wyręczać  się  kimś  we  wszystkich  trudnych  i  niezręcznych 
sprawach. Westchnęła głęboko.  

„O  ile  było  prościej,  gdy  Lucas  mieszkał  w  Houston”  –  pomyślała. 

Najbardziej  zaniepokoiła  się  swoją  reakcją  na  jego  widok.  Już  od  dawna 
próbowała stłumić uczucia, jakie żywiła do tego mężczyzny, wierząc, że to tylko 
kwestia  czasu.  Ale,  niestety,  pomyliła  się.  Jej  uczucia  w  stosunku  do  Lucasa 
pozostały tak samo silne i wciąż niebezpieczne.  

– Czasami lepiej stawić czoło problemom, które nas najbardziej przerażają 

– stwierdził Eryk po chwili. – Przez ostatnie trzy lata bardzo się zmieniłaś i z 
pewnością twój ex-mąż nie ma już na ciebie takiego wpływu.  

– A więc uważasz, że powinnam przyjąć tę pracę? 
– To zależy wyłącznie od ciebie, ale, moim zdaniem, nigdy nie uwolnisz 

background image

się od tego mężczyzny, jeśli nie przestaniesz przed nim uciekać.  

Słowa  Eryka  wydały  się  Honey  godne  zastanowienia.  Uznała,  że  miały 

głęboki  sens.  Ceniła  Eryka  jako  człowieka  bardzo  zrównoważonego.  Honey 
potrafiła godzinami bezskutecznie zastanawiać się nad każdą decyzją. Wynikało 
to z faktu, że nigdy nie podejmowała ich za wiele w swoim życiu. Eryk natomiast, 
zanim  coś  postanowił,  spokojnie  i  rzeczowo  analizował  sytuację,  rozważając 
wszystkie możliwe alternatywy. Dużo się od niego nauczyła. Była mu wdzięczna 
za jego przyjaźń, za to, że chętnie omawiał z nią różne problemy, nie próbując 
przy tym narzucać jej swojego zdania. Kiedy zaś decydowała się na coś, zawsze 
aprobował  jej  wybór,  niezależnie  od  wynikających  z  tego  konsekwencji.  Eryk 
korzystał  również  z  jej  pomocy.  Miało  to  dla  Honey  ogromne  znaczenie  i 
sprawiało jej dużą satysfakcje. Nie pamiętała bowiem, aby ktokolwiek wcześniej 
potrzebował  jej  rady.  Lucas  bardzo  rzadko  dzielił  się  z  nią  sprawami 
zawodowymi, nigdy też nie wiedziała, czy jej ewentualne sugestie brał poważnie 
pod uwagę.  

W głębi duszy powzięła decyzje, wciąż jednak nurtowały ją wątpliwości, 

jak  zniesie  codzienne  spotkania  z  Lucasem.  To  nie  było  takie  łatwe.  Zdawała 
sobie sprawę, że znów odżyją dawne wspomnienia. Przypomni sobie te cudowne 
chwile namiętności, jego czarne jak smoła oczy i pełne usta żądne pocałunków. 
Te  same  oczy  wyrażały  miłość,  troskę  i  jednocześnie  rozpierającą  dumę,  gdy 
urodziła Todda i Melissę.  

Rozwód z Lucasem stał się w jej dotychczasowym życiu najtrudniejszym 

posunięciem. Przeżyła go bardziej niż przedwczesną śmierć matki. Wywarł na 
niej  większe  wrażenie,  niż  mieszkanie  pod  jednym  dachem  z  bardzo 
konserwatywnym  i  despotycznym  ojcem,  który  nie  pozostawiał  jej  swobody 
decyzji nawet w najprostszych sprawach. Jednak rozstanie z Lucasem było tak 
samo konieczne, jak wcześniej poślubienie go. Uciekła z nim, aby uwolnić się od 
dominacji  ojca,  ale  niestety  okazało  się,  że  wpadła  z  deszczu  pod  rynnę. 
„Niewątpliwie Lucas mógł w tym zakresie bez obaw rywalizować z majorem” – 
pomyślała. Obydwaj byli ludźmi tego samego pokroju.  

Honey  uświadomiła  sobie,  jak  wiele  zmian  zaszło  w  jej  życiu  w  ciągu 

ostatnich trzech lat. Teraz usamodzielniła się i przynosiło jej to dużo satysfakcji. 
Dobry nastrój udzielił się również dzieciom. Dobrze się rozwijały i wyglądały na 
szczęśliwe.  Honey  miała,  co  prawda,  kłopoty  finansowe,  ale  sądziła,  że  je 
pokona. Zaczęła wierzyć w siebie i nie mogła pozwolić, aby Lucas pozbawił ją 
tego, co osiągnęła.  

– Podejmuje się tej pracy – zdecydowała ostatecznie. Postanowiła, że zrobi 

to właśnie teraz, gdy Todd i Melissa byli na obozie. Nie chciała ich w to wszystko 
mieszać. – Zaraz tam pojadę i zajmę się wszystkim. Powinnam to zrobić od razu.  

Eryk wyglądał na zadowolonego.  
– Czy mam jechać z tobą? – zapytał.  

background image

– Nie, dam sobie radę sama.  
Uśmiechnął się szeroko i skinął głową na znak aprobaty.  
– Jesteś wspaniałą dziewczyną, Honey. Pokaż mi, na co cię stać.  
 
Lucas właśnie wynosił z poddasza stare meble, gdy Honey wkroczyła do 

jego domu.  

– Nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli wejdę? – zapytała, kiedy nie 

zaprosił jej do środka.  

–  Co  się  stało?  Zapomniałaś  swoich  narzędzi  ogrodniczych?  –  W  jego 

głosie dało się wyczuć nutkę sarkazmu.  

Cofnął  się,  aby  ją  przepuścić.  Po  ich  ostatniej  rozmowie  popadł  w  zły 

nastrój. „Czego ona, do diabła, chce tym razem? Może ma zamiar rzucić mi w 
twarz kilka kolejnych obelg” – zastanawiał się. Jego samopoczucie pogorszyło się 
jeszcze bardziej, gdy okazało się, że większość „antyków” pozostawionych przez 
poprzednich  właścicieli  to  jedynie  bezwartościowe  rupiecie,  stanowiące 
wyposażenie  kuchni.  Zaklął,  kiedy  się  im  dokładniej  przyjrzał.  Lata  pracy  w 
handlu nieruchomościami powinny go nauczyć, że zanim się coś kupi, trzeba to 
dokładnie obejrzeć. Po prostu nie pomyślał o tym. Niemniej jednak, zdziwił się, 
widząc Honey w swoim domu.  

Honey zauważyła, że Lucas przebrał się w ubranie robocze, stare dżinsy i 

bawełnianą  koszulkę,  która  zwisała  luźno,  odsłaniając  część  owłosionej  klatki 
piersiowej. Czarne włosy na piersi błyszczały ponętnie i Honey musiała wytężyć 
całą  siłę  woli,  aby  nie  zerkać  w  tym  kierunku.  „Z  pewnością nie  ma  drugiego 
mężczyzny o tak muskularnych ramionach” – pomyślała.  

–  Nie,  wróciłam,  ponieważ  moglibyśmy  dojść  do  porozumienia  – 

wyjaśniła, starając się zachować naturalne brzmienie głosu. – Jeśli nadal jesteś 
zainteresowany zagospodarowaniem terenu wokół domu, to chciałabym podjąć tę 
pracę.  

Gdy nic nie odpowiedział, kontynuowała: 
–  Ale  najpierw  musimy  ustalić  pewne  rzeczy.  Lucas  sprawiał  wrażenie 

zaskoczonego.  

– Jakie na przykład? 
–  Odłóżmy  na  bok  nasze osobiste  sprawy  i  zapomnijmy  o  przeszłości  – 

powiedziała stanowczo i bez ogródek.  

Co  prawda  do  Lucasa  należało  podjecie  ostatecznej  decyzji,  ale  Honey 

miała prawo do satysfakcji, gdyż postawiła go wobec konieczności wyboru.  

Mimo  że  razem  z  Erykiem  potrzebowali  pieniędzy,  to  podświadomie 

pragnęła,  aby  Lucas  odrzucił  jej  ofertę.  Nie  była  przygotowana  na  takie 
emocjonalne  przeżycia  w  związku  z  otrzymaniem  tej  pracy.  Po  chwili  Lucas 
skinął głową.  

– Przepraszam za moje zachowanie, przykro mi.  

background image

I  rzeczywiście  zrobiło  mu  się  przykro,  ale  z  innego  powodu.  „Jedynie 

przyczyny finansowe skłoniły Honey do podjęcia tej pracy” – pomyślał z żalem. 
Przez moment zastanawiał się, czy to nie Eryk namówił ją do tego, a podejrzenia 
te  trochę  go  zirytowały.  On  nigdy  nie  zmusiłby  Honey  do  zrobienia  czegoś 
jedynie z pobudek czysto materialnych. Sam oszczędzałby i poniżał się, gdyby 
zaszła taka potrzeba i jeśli to miałoby mu pomóc w utrzymaniu rodziny. Ona nie 
była przyzwyczajona do takiej pracy. Honey, podobnie jak jej ojciec, była bardzo 
dumna i Lucas wiedział, że wszelkie próby pomocy z jego strony spowodowałyby 
jedynie dalsze pogorszenie stosunków między nimi.  

Prośba  Lucasa  o  wybaczenie  zaskoczyła  Honey  i  wprawiła  ją  w 

zakłopotanie.  Rzadko  zachowywał  się  w  ten  sposób.  Z  reguły  uważał,  że  ma 
rację.  Honey  zdawała  sobie  jednak  sprawę,  że  Lucas  McKay  nigdy  nie  robił 
niczego bez powodu i takie niecodzienne zachowanie musiało coś oznaczać. Ale 
teraz nie miała czasu zastanawiać się nad tym.  

– Wybaczam ci – powiedziała, uśmiechając się do niego serdecznie. – Jeśli 

już zamierzasz tu zamieszkać, to przynajmniej spróbujmy pozostać przyjaciółmi 
– zasugerowała.  

Propozycja  ta  nie  przypadła  mu  do  gustu,  ale  nie  wyraził  głośno  swej 

opinii.  

– Jak tam dzieci? – zapytał, zmieniając temat.  
–  W  porządku  –  odparła.  –  W  tym  roku  Todd  zdał  do  trzeciej  klasy,  a 

Melissa do pierwszej. Spotkali tutaj wielu przyjaciół, w szkole i w kościele. Todd 
gra w baseball.  

– Dobry jest? Potakująco skinęła głową.  
– Eryk, mój wspólnik, dużo z nim trenuje. „Wyjaśniło się więc, kim był ten 

mężczyzna  w  jej  biurze”  –  pomyślał  Lucas.  W  dalszym  ciągu  dręczyły  go 
wątpliwości,  czy  tych  dwoje  nie  łączy  coś  więcej  niż  tylko  wspólna  firma. 
Zirytowała go  również  wiadomość,  że obcy  mężczyzna  grywał  w  piłkę  z  jego 
rodzonym  synem,  podczas  gdy  on  przez  ostatnie  trzy  lata  nie  miał  zbyt  wielu 
okazji, aby się z nim chociażby spotkać.  

– A Melissa chciałaby chodzić na lekcje tańca – mówiła dalej Honey. – Z 

każdym dniem staje się coraz bardziej podobna do ciebie.  

– Nie żartuj.  
– Po tobie odziedziczyła charakterek – dodała ze śmiechem. – I nie muszę 

ci chyba opowiadać, ile w związku z tym sprawia problemów.  

Lucas zmarszczył brwi, wyrażając dezaprobatę.  
– Być może nikt nie stara się jej zrozumieć.  
–  Wychowawczyni  w  przedszkolu  uważa,  że  Melissa  jest  bardzo 

rozpieszczona – powiedziała.  

Rozbawiło ją, że Lucas występował w obronie córki, chociaż w ogóle nie 

znał sytuacji.  

background image

–  Vera  wciąż  miewa  swoje  dziwactwa  –  stwierdził  Lucas,  próbując 

przedłużyć rozmowę. – Ona się już chyba nie zmieni.  

Lucas nie bardzo wiedział, o czym mogliby jeszcze porozmawiać. Honey 

najwyraźniej  nie  interesowało,  jak  mocno  za  nią  tęsknił.  Brakowało  mu  jej  w 
łóżku  i  w  codziennym  życiu.  Pragnął  znowu  widzieć  ją,  gdy  budzi  się  rano, 
dotykać  jej  ciepłego  i  zaróżowionego  od  snu  ciała.  Po  prostu  chciał  się  z  nią 
kochać, tęsknił za czymś, co przed rozwodem traktował jako rzecz tak naturalną. 
A teraz, kiedy Honey była tak blisko, tylko na wyciągnięcie ręki, musiał całą siłą 
swej  woli  powstrzymywać  się  i  ukrywać  prawdziwe  uczucia.  Sytuacja  ta 
sprawiała mu olbrzymi ból. On, który zawsze brał to, na co miał ochotę, czuł się 
bezradnie.  

– Cóż, myślę, że powinienem pokazać ci cały teren – stwierdził.  
Poszedł  za  nią  w  kierunku  frontowych  drzwi.  Otworzył  je,  starając  się 

zachować pewien dystans miedzy nim a Honey. Nie chciał jej spłoszyć.  

Kiedy  wyszli  na  zewnątrz,  Honey  pokręciła  głową  na  widok  tego,  co 

zobaczyła.  

– Lucasie, czy to ty zrobiłeś? Gdy potwierdził, dodała: 
– Nie sądzisz, że postąpiłeś zbyt drastycznie? 
–  Trawa  całkiem  wyschła,  więc  postanowiłem  zasiać  nową  –  zaczął 

wyjaśniać. – Później jednak doszedłem do wniosku, że nie wiem, jak się do tego 
zabrać, a poza tym nie chciałem czekać tak długo, aż trawa wyrośnie.  

Świadomie nie mówił jej całej prawdy, ale gdyby Honey dowiedziała się, 

do czego się posunął, aby ponownie ją zobaczyć, mogłaby posądzić go o utratę 
zmysłów. Chociaż, w gruncie rzeczy, sam już zaczął się o to podejrzewać.  

– Zatem chcesz obłożyć cały teren darniną? – Tak.  
– To jest dosyć kosztowne.  
– Pieniądze nie grają w tym wypadku żadnej roli. Tych słów pożałował już 

w  chwili,  gdy  je  wypowiadał.  Znając  trudną  sytuację  finansową  Honey,  nie 
powinien popisywać się własnym bogactwem. Z drugiej jednak strony pragnął, 
aby wiedziała, że jest w stanie jej pomóc. Prawdę powiedziawszy, nie podobała 
mu się ta gra, jaką prowadził z Honey. Dlaczego po prostu nie pójdzie do banku i 
nie dokona jakiejś istotnej wpłaty na jej rachunek? „Niezwykle trudno zachować 
zimną krew, gdy rodzina ma kłopoty” – pomyślał.  

Honey zeszła na dół po schodach i uważnie przyjrzała się okolicy.  
– Co się stało z krzewami? 
–  Też  je  wyrwałem.  Były  już  brzydkie,  a  krzewy  róż  dostały  jakiejś 

choroby  –  wyjaśnił.  –  Chciałbym  zagospodarować  cały  ten  teren.  Marzę,  aby 
powstał tutaj cudowny ogród, może nawet ze stawem rybnym, spokojne miejsce, 
gdzie mógłbym po pracy usiąść i... oddać się rozmyślaniom.  

– Oddać się rozmyślaniom? A od kiedy ty masz czas na takie rzeczy?  – 

zapytała rozbawiona.  

background image

– Powoli wycofuje się z interesów i dysponuję dużą ilością wolnego czasu, 

między innymi również na rozważania  – dodał, robiąc przy tym taką minę, że 
Honey nie miała wątpliwości, o jakich innych sprawach pomyślał.  

Zaczerwieniła się i odwróciła głowę.  
– Nie wyobrażam sobie ciebie siedzącego tutaj zbyt długo – stwierdziła.  
Uklękła  i  wzięła  do  ręki  grudkę  ziemi.  Była  ciekawa,  co  się  stało  z 

prowadzoną  przez  Lucasa  agencją  obrotu  nieruchomościami,  która  przecież 
stanowiła treść jego życia. Nie zapytała jednak o to. Pytanie takie stworzyłoby 
jedynie okazje do nawiązania stosunków na gruncie osobistym, Honey natomiast 
zamierzała ograniczyć łączące ich kontakty tylko do spraw zawodowych.  

– Honey, ja się zmieniłem  – usiłował ją przekonać. Nie zareagowała na 

jego  słowa.  Lucas  uklęknął  obok  niej  i  patrzył,  jak  bawi  się  grudką  ziemi, 
obracając  ją  w  swojej  szczupłej  dłoni.  Zgniotła  ją  lekko.  Oczami  wyobraźni 
widział,  jak  ta  ręka,  a  nawet  obie  ręce  pieszczą  delikatnie  jego  ciało.  Lekko 
potrząsnął głową, chcąc przerwać te myśli.  

Honey rozłożyła dłoń i z uwagą obserwowała leżącą na niej ziemię.  
–  Musimy  wziąć  kilka  próbek  i  ustalić  odczyn  gleby  –  wyjaśniła  mu.  – 

Zanim  położymy  darninę,  proponowałabym  zastosować  trochę  środków 
użyźniających. Chciałabym, żeby nasze przedsięwzięcie się powiodło.  

– Przerwała nieco speszona, kiedy spostrzegła, że nie spuszcza z niej oka. – 

Ty w tym czasie mógłbyś wybrać drzewa i krzewy, które tu zasadzimy. Gdy tylko 
obejrzę ten teren, opracuję dla ciebie jakiś projekt.  

– Jak długo potrwają te prace? 
– Kilka dni, chyba że zamierzasz mieć wyjątkowo ekstrawagancki ogród, 

odpowiedni do prowadzenia medytacji – dodała z uśmiechem.  

Lucas  wstał  i  włożył  ręce  do  kieszeni.  Potrzebował  więcej  czasu,  aby 

odzyskać Honey.  

– Cóż, rzeczywiście myślałem o jakimś bardziej oryginalnym ogrodzie i 

dziedzińcu  –  potwierdził.  –  Przywiązuję  do  tego  dużą  wagę.  Poza  tym, 
planowałem  zbudować  tutaj  ładne  boisko  dla  dzieci,  kiedy  przyjdą  mnie 
odwiedzić.  

– Dobrze, postaramy się zrealizować twoje plany – zgodziła się, skinąwszy 

entuzjastycznie  głową.  –  Proponuje  usytuować  je  tam,  pod  tymi  wielkimi 
drzewami. Znam miejsce, gdzie możesz zamówić odpowiedni sprzęt. A później 
zajmiemy się terenem wokół boiska.  

– Ile czasu to zajmie? Honey wzruszyła ramionami.  
–  Nie  wiem,  ale  wybierzmy  miejsce  i  zacznę  pracować.  Postaram  się 

skończyć jak najszybciej.  

Delikatnie  dotknął  jej  ramienia,  jednak  cofnął  rękę,  kiedy  spojrzała  na 

niego z wyrzutem.  

– Nie, nie spiesz się – powiedział. – Jeśli wszystko zrobisz dobrze, to nie 

background image

interesuje mnie, ile ci to czasu zabierze. Aha, i jeszcze jedno. Chciałbym, żebyś 
zajęła się tym osobiście.  

– Nie martw się, wszystko będzie w porządku – zapewniła, śmiejąc się po 

raz pierwszy, odkąd tu przybyła.  

Lucas już zapomniał, jak bardzo lubił słuchać jej śmiechu.  
– A teraz wracaj do domu i skończ to, co robiłeś, a ja przystępuję do pracy.  
–  Do  domu?  –  Takiego  rozwiązania  Lucas  w  ogóle  nie  uwzględnił  w 

swoich planach. – A jeśli pojawią się jakieś problemy? 

– Zapukam do ciebie. Tutaj będziesz tylko przeszkadzał.  
– Ależ Honey...  
– Później, jak już skończę, wrócę do biura i narysuję projekt. Wpadnę z 

nim jutro... może w porze lunchu.  

– W porze lunchu? – zaczął zastanawiać się.  
– Chyba że ci to nie pasuje.  
– Nie, nie – zaprzeczył szybko. – Oczywiście, że mi odpowiada.  
Odwróciła  się  i  poszła  w  kierunku  swojej  półciężarówki.  Lucas  z 

przyjemnością  obserwował,  jak  kołysze  biodrami;  Podobało  mu  się,  że  po 
urodzeniu Todda jej biodra nieco się zaokrągliły, stały się pełne i bardzo kobiece. 
Lubił  ją  w  drogiej  bieliźnie,  którą  nosiła.  Chociaż  często  robiła  zakupy  na 
wyprzedażach, to jeśli chodzi o bieliznę, zawsze wybierała tę najwyższej jakości.  

Doskonale pamiętał, jaka była lekka, delikatna i wiotka  – jak pajęczyna. 

Samo wspomnienie już wzbudzało w nim uczucie podniecenia.  

 
Lucas nie był w stanie niczym się zająć, wiedząc, że Honey pracuje tuż 

obok. Przemierzał salon w tę i z powrotem, zatrzymując się od czasu do czasu, 
aby wyjrzeć przez okno i spojrzeć na nią. Badała ziemię, zapisując coś czasami w 
swoim żółtym notesie. Później, bez słowa pożegnania, wsiadła do ciężarówki i 
odjechała.  

Resztę dnia Lucas poświęcił na sprzątanie domu. Zastanawiał się, dlaczego 

właściwie nie wynajął kogoś do zrobienia porządków, ale w zasadzie nie miał 
żadnego  innego  zajęcia.  Na  wspomnienie  tego  poczuł  ucisk  w  gardle.  „Czy 
rzeczywiście dobrze zrobiłem, wystawiając agencję obrotu nieruchomościami na 
sprzedaż?”  –  pomyślał  z  niedowierzaniem.  Być  może  podjął  tę  decyzję  zbyt 
pochopnie.  Pamiętał,  ile  lat  ciężkiej  pracy  poświęcił  tej  firmie.  Jeszcze 
prawdopodobnie  teraz  jego  pełnomocnik  prowadził  rozmowy  z  potencjalnymi 
akcjonariuszami. Ale z drugiej strony, jeśli sprzeda spółkę za cenę zbliżoną do tej, 
której żądał, to wystarczy na resztę życia dla niego i Honey.  

Lucas postanowił zadzwonić do swojego pełnomocnika i dowiedzieć się, 

co  się  dzieje  w  Houston;  przypomniał  sobie  jednak,  że  telefon  zainstalują  mu 
dopiero jutro.  

„Zostało  jeszcze  tyle  do  zrobienia”  –  pomyślał,  rozglądając  się  wokół. 

background image

Dom wymagał wielu napraw zarówno w środku, jak i na zewnątrz, nie mówiąc 
już o malowaniu. Drewniane podłogi i okna były oblepione brudem.  

Ze  starej  lodówki  wyjął  napój  w  puszce  i  usiadł  przy  kuchennym  stole. 

Znów zaczął rozważać, czy przypadkiem nie zwariował, decydując się na kupno 
tego domu. Kompletnie nie wiedział, jak go urządzić, jakie wybrać meble. Chciał 
zagospodarować  teren wokół domu; nic prostszego, w ten sposób miał okazję, 
aby  widywać  Honey.  Teraz  zabrakło  mu  pomysłu,  co  zrobić  z  całą  resztą.  Po 
chwili  wyszedł  do  samochodu  i  wziął  teczkę,  w  której  znalazł  notatnik. 
Postanowił sporządzić listę.  

 
Kiedy  Honey  przyjechała  następnego  dnia  w  południe,  w  całym  domu 

roznosił  się  zapach  meksykańskiej  potrawy,  a  Lucas  ciężko  pracował,  myjąc 
drewniane podłogi.  

–  Znajdziesz  chwilę  czasu,  aby  przejrzeć  ten  projekt?  –  zapytała  go, 

przypominając sobie nagle, że od rana nic nie jadła.  

– Oczywiście.  
Lucas  otworzył  drzwi  i  pozwolił  jej  wejść,  zastanawiając  się,  czy  jest 

zorientowana, jak bardzo pragnął ją znowu zobaczyć.  

–  Zasiadam  właśnie  do  lunchu,  nie  chciałabyś  mi  towarzyszyć?  – 

zaproponował.  

Pokręciła głową.  
– Nie mam czasu. Rozbawiło go to.  
–  Od  kiedy  to  jesteś  zbyt  zajęta,  aby  zjeść  meksykańską  zapiekankę?  – 

zdziwił się. – O ile pamiętam, było to twoje ulubione danie. Pamiętam również 
wiele  piątkowych  wieczorów,  które  spędzaliśmy  razem  w  Fiesta  Palace  w 
Houston. Byłaś  wtedy  w  ciąży  –  dodał.  –  Zawsze  twierdziłem,  że  te  wszystkie 
pikantne  kolacje  stanowiły  jedną  z  przyczyn  wcześniejszych  o  trzy  tygodnie 
narodzin Todda.  

Honey uśmiechnęła się grzecznościowo, ale ponagliła go.  
–  Lucasie,  jeśli  pozwolisz,  trochę  się  pospieszę.  Nie  chciała  wspominać 

wieczorów, kiedy siedziała naprzeciwko Lucasa w restauracji w Houston. Jego 
oczy były prawie czarne w świetle świec. Drażnił się z nią, mówiąc, że zjadłaby 
taką  ilość  potraw,  ile  sama  ważyła.  A  później  w  sypialni  przynosił  jej  wielką 
szklankę  lodowatej  wody,  aby  mogła  ugasić  pragnienie.  Nadawali  tym 
wieczorom  bardzo  intymny  charakter,  kochając  się  do  późna w  nocy.  To  były 
najwspanialsze  wspomnienia  Honey.  Kiedy  jednak  praca  Lucasa  zaczęła 
kolidować  z  ich  wspólnymi  piątkowymi  spotkaniami,  a  on  coraz  więcej  czasu 
spędzał  poza  domem,  te  cudowne  chwile  już  nigdy  nie  powróciły.  W  końcu, 
zamiast co wieczór wracać do domu, Lucas wynajął w centrum apartament. Gdy 
Honey  zaproponowała,  aby  przeprowadzili  się  bliżej  miasta,  odmówił.  Lubił 
bowiem wracać na weekendy do domu, gdzie mógł znaleźć zaciszne schronienie. 

background image

Honey  czuła  coraz  większą  urazę  do  Lucasa,  nikomu  się  jednak  z  tego  nie 
zwierzała, już dawno nauczyła się zachowywać własne uczucia dla siebie.  

– Myślę, że nie sprawi ci różnicy, jeśli porozmawiamy przy jedzeniu?  – 

zapytał Lucas, przerywając jej rozważania.  

– Oczywiście, że nie. Postaram się mówić krótko.  
–  Chodźmy  do  kuchni  –  poprosił.  –  Muszę  już  wyjąć  zapiekankę  z 

piekarnika.  

– Gdzie się nauczyłeś przyrządzać te potrawy? – zapytała, idąc za nim do 

kuchni.  

– Wynająłem kobietę do sprzątania zaraz po... – Przerwał na chwilę. – Po 

tym, jak wyprowadziłaś się tutaj z dziećmi, i ona mnie nauczyła.  

Nie chciał wspominać tych dni tuż po jej odejściu ani sprzedaży domu.  
Lucas wziął kuchenną rękawicę i otworzył piekarnik. Poczuli smakowity 

zapach  enchiladas.  Lucas  zamknął  oczy.  „Odchoruję  to”  –  pomyślał.  Zdawał 
sobie sprawę, że nie powinien jeść pikantnych potraw, ale znając słabość Honey 
do meksykańskiej kuchni, wiedział, że poświęcenie to mogło się opłacić. Wyjął 
rondel i postawił go na kuchence.  

– Chyba jest już dobre – stwierdził. – Ser wystarczająco się zapiekł.  
Honey spojrzała ponad jego ramieniem.  
– Też tak uważam – zgodziła się, z rozkoszą marząc o pysznym lunchu. – A 

teraz może porozmawiamy o twojej posiadłości – przypomniała.  

– Przynajmniej napij się czegoś zimnego – zaproponował Lucas.  
Otworzył  lodówkę  i  rzucił  jej  zimną  puszkę,  zanim  zdążyła  cokolwiek 

powiedzieć. Złapała ją jedną ręką. „Nie wytrwa dłużej niż pięć minut” – pomyślał 
Lucas i uśmiechnął się do siebie.  

Nałożył sobie na talerz enchiladas, wziął widelec i napój w puszce, i usiadł 

przy stole obok Honey.  

– Dobrze, pokaż mi, co przywiozłaś – rzekł. Honey przekartkowała notes i 

znalazła  projekt  zagospodarowania  terenu,  który  przygotowała  dla  Lucasa. 
Starała się zignorować aromatyczny zapach jedzenia.  

–  Musimy  najpierw  określić,  jak  przebiegają  rury  kanalizacyjne,  sieć 

gazowa i ciepłownicza oraz linie wysokiego napięcia. Trzeba również zobaczyć, 
które części działki są bardziej nasłonecznione, a które po – zostają w cieniu.  

Przerwała, aby złapać oddech. Zaburczało jej w żołądku.  
– Tutaj, z tej strony domu proponuję umieścić świerki i może jeszcze kilka 

tam, bliżej podjazdu – mówiła dalej.  

Lucas  ukroił  kawałek  enchiladas  i  włożył  do  ust.  Zamknął  oczy  i 

delektował się smakiem potrawy.  

– Mmm... Nie ma nic lepszego niż przyrządzone samodzielnie enchiladas. 

Wiesz, o czym myślę, prawda? Musiałem wyjść, żeby kupić garnek, naczynia i 
srebrne sztućce – dodał, śmiejąc się cicho. – Ale warto było.  

background image

– A tutaj sugerowałabym zasadzić jakieś ozdobne drzewka – kontynuowała 

Honey, nerwowo stukając ołówkiem o blat stołu.  

– Co rozumiesz przez „ozdobne”? 
– Takie nieduże drzewka, które upiększają ogrody. Wybierz taki z ozdobną 

korą czy liśćmi. Może kilka drzewek owocowych.  

–  Podoba  mi  się  ten  pomysł.  Chciałbym  coś  o  ładnych  i  spokojnych 

kolorach, na przykład białym i różowym.  

– Cóż, Lucasie, masz spory wybór. Nie wiadomo, czy twoja działka jest 

wystarczająco  duża.  Doradziłabym  ci  czereśnie,  oczywiście,  jeśli  ci  się 
spodobają,  są  całkowicie  odporne  na  mróz.  A  później  uzupełnilibyśmy  całą 
kompozycję pięknym kwitnącym wrzosem. Wszyscy lubią wrzos, W ciężarówce 
mam nawet kilka katalogów, mógłbyś je obejrzeć – zaproponowała.  

–  To  zajmie  dużo  czasu,  powiedziałaś  przecież,  że  się  spieszysz  – 

zauważył.  

–  Aż  tak  bardzo  się  nie  spieszę  –  odparła.  Lubiła  przeglądać  katalogi  i 

wybierać  odpowiednie  drzewa  czy  rośliny  dla  określonych  miejsc.  Czuła,  że 
dobrze to robi. Wielu klientów przychodziło do niej już z gotowymi planami. W 
przypadku Lucasa natomiast, który w ogóle nie znał się na tych sprawach, mogła 
puścić wodze fantazji i zaprezentować swoje umiejętności. Uczęszczała przecież 
na wieczorowe kursy architektury terenów zielonych.  

– Przyniosę ten katalog – zaproponowała, podnosząc się z krzesła.  
Lucas uśmiechnął się.  
–  A  ja  w  tym  czasie  nałożę  ci  na  talerz  enchiladas.  Honey  zaczęła  się 

sprzeciwiać, ale przerwał jej.  

– Honey, przez stół słychać, jak ci burczy w żołądku. Dlaczego robisz z 

tego taki problem? 

Chętnie powiedziałaby mu, nie mogła jednak. Jak wytłumaczyłaby, że nie 

chce  siedzieć  z  nim  przy  jednym  stole  i  jeść  enchiladas,  gdyż  nie  ma  ochoty 
przypominać  sobie  tych  wszystkich  wspólnie  spędzonych  chwil.  Przecież, 
podejmując pracę u Lucasa, udowodniła sobie i wszystkim wokół, że przestała go 
unikać. Z pewnością zjedzenie lunchu z tym mężczyzną nie oznaczało od razu 
zacieśniania osobistych kontaktów.  

– Dobrze, Lucasie, skorzystam z twojej propozycji – zgodziła się w końcu, 

uśmiechając  się,  aby  rozładować  powstałe  napięcie.  –  W  takim  razie  razem  z 
Erykiem też zabierzemy cię któregoś dnia na lunch, w formie rewanżu.  

Wyszła szybko po katalogi.  
Lucas wzruszył ramionami, podszedł do piecyka i napełnił jej talerz. Co 

prawda, ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, był wspólny lunch z Erykiem, ale w tej 
chwili nie zwrócił na to uwagi. Cieszył się, że znów spędzą razem z Honey trochę 
czasu.  

 

background image

Lucas  odkrył  coś  podniecającego  w  obserwowaniu  Honey,  z  apetytem 

jedzącej meksykańską potrawę. Zapomniał o kłopotach, których przysporzyło mu 
przygotowanie lunchu.  

– Wypijesz filiżankę kawy? – zaproponował, gdy już skończyła.  
– Chętnie – odparła, głaszcząc się po brzuchu. – Prawdę powiedziawszy, 

lunch  był  wyśmienity.  Przez  następny  tydzień  powinnam  odżywiać  się  tylko 
sałatkami, żeby wrócić do formy.  

Lucas zaparzył kawę w nowym automatycznym ekspresie kupionym razem 

z  naczyniami  i  napełnił  dwie  filiżanki.  Postawił  je  na  stole.  Honey  otworzyła 
właśnie  jeden  z  katalogów  przyniesionych  z  ciężarówki  i  przeglądała  go, 
zwracając  uwagę  na  te  drzewa,  które  nadawały  się  na  działkę  Lucasa.  Lucas 
przysunął  się  bliżej.  Chciał  lepiej  widzieć  wszystkie  ilustracje,  ale  gdy  poczuł 
zapach jej perfum, nie mógł w ogóle skoncentrować się na tym, co mówiła. Nie 
były to, co prawda, te perfumy, które wybrał dla niej osobiście tuż po ślubie, ale 
również bardzo mu się podobały.  

–  Honey,  co  skłoniło  cię  do  podjęcia  tego  rodzaju  pracy?  –  zapytał  po 

chwili.  

Z przyjemnością patrzył, jak błyszczały jej oczy, kiedy opowiadała mu o 

różnych drzewach i krzewach. Uśmiechnęła się nieśmiało.  

– Po prostu nic innego nie potrafię – stwierdziła. – W tych szkołach, do 

których wysyłał mnie ojciec, uczono mnie przede wszystkim układania kwiatów i 
towarzyskich manier. Niestety, w dzisiejszym świecie tego rodzaju umiejętności 
nie cieszą się szczególnym uznaniem.  

Lucas poczuł ścisk w gardle, gdy pomyślał, że Honey martwi się o swoją 

przyszłość. „To przecież ja powinienem opiekować się i zaspokajać potrzeby jej i 
dzieci” – pomyślał ze smutkiem. Odkąd tylko pamiętał, wszystko w swoim życiu 
musiał  sam  wywalczyć,  ale  nie  chciał,  aby  Honey  i  dzieci  doświadczyły  tego 
samego.  

– Co zamierzałaś studiować? 
Lucas nic nie wiedział o zainteresowaniach Honey i czuł się z tego powodu 

zakłopotany. Zastanawiał się, jak mógł żyć z nią przez pięć lat i niczego się nie 
domyślać.  

Wzruszyła ramionami.  
–  Marzyłam  o  zawodzie  architekta.  I  pewnie  dlatego  praca,  którą  teraz 

wykonuję,  tak  bardzo  mnie  pasjonuje.  Zamiast  budynków  projektuję  tereny 
zielone. Gdy firma się rozwinie, mogłabym zajmować się planowaniem całych 
osiedli.  

Lucas  zaczaj  zastanawiać  się  nad  tym,  co  powiedziała.  Znał  majora  i 

wiedział, że nie pozwoliłby on, aby Honey została architektem, ale nie rozumiał 
dlaczego.  Pamiętał,  jak  ojciec  zachęcał  Honey  do  działalności  charytatywnej. 
Chwalił  się  tym  nawet  wobec  swoich  klientów.  Może  nie  chciał,  aby  ludzie 

background image

uważali,  że  nie  jest  w  stanie  utrzymać  swojej  córki,  czy  też  nie  chciał,  aby 
należała do tak zwanej klasy pracującej. Działalność dobroczynna przestała się jej 
podobać, gdy zmuszono ją do przyjmowania czeków. Lucas czuł się winny, on 
również miał w tym swój udział.  

– Zatem, życzyłbyś sobie czegoś ładnego i delikatnego zarazem. Uważam, 

że te dwukrotnie kwitnące wrzosy będą najodpowiedniejsze.  

Uśmiechnęła się. „Nigdy jeszcze nie wyglądała tak pięknie i pociągająco” 

–  pomyślał  Lucas.  Zapragnął  wziąć  ją  w  ramiona  i  powiedzieć,  jak  mocno  ją 
kocha i jak bardzo za nią tęskni. Chciał ją przytulić i całować tak długo, aż ustąpią 
wszystkie jej kłopoty i obawy. Nie był jednak pewien, czy właśnie tego od niego 
oczekiwała. Zdał sobie sprawę, że w ogóle jej nie znał.  

Patrzył na leżący przed nim otwarty katalog, próbując się skupić na tym, co 

Honey opowiadała o tym drzewie.  

–  Tak,  zdecydowanie  mam  ochotę  na  coś  ładnego  i  delikatnego  – 

potwierdził.  

Podniósł wzrok i zobaczył, że Honey przygląda mu się z uwagą. Ledwo się 

powstrzymał, aby nie pochylić się nad nią i jej nie pocałować. Nigdy nie pragnął 
Honey bardziej niż w tej chwili. Pożądanie przerodziło się w ból.  

Ku  zaskoczeniu  Lucasa  Honey  zarumieniła  się.  Zdziwił  się  jeszcze 

bardziej, dostrzegając, że drżą jej ręce, gdy podnosiła filiżankę do ust.  

– Czy coś się stało? – spytał.  
– Nic, w porządku. – Zarumieniła się ponownie.  
– Czujesz się nieswojo w moim towarzystwie, prawda? 
Zaśmiała się nerwowo i odwróciła wzrok.  
– Może troszeczkę.  
– Dlaczego? 
Odważyła się spojrzeć na niego.  – Nie powinno cię to dziwić. Jesteśmy 

przecież rozwiedzeni, a ta sytuacja wydaje się bardzo nietypowa.  

– Czy twoja nerwowość wynika z tego, że wciąż cię pociągam? 
– Absolutnie nie.  
Nie przekonała go ta odpowiedź.  
–  Nie  zaprzeczaj.  Znam  cię  lepiej  niż  ktokolwiek  inny.  Wciąż  ci  się 

podobam.  Twoje  oczy  mocno  błyszczą,  a  na  twarzy  pojawił  się  rumieniec. 
Doskonale pamiętam, co to oznacza.  

– Nie drwij ze mnie, Lucasie – powiedziała stanowczo.  
– Ja nie żartuję z ciebie, ja śmieję się z nas obojga. Im głębiej staramy się 

ukryć własne uczucia, tym bardziej jesteśmy sobą zafascynowani.  

–  Mów  za  siebie  –  odparła.  –  Ja  przyjechałam  tutaj  jedynie  po  to,  aby 

zagospodarować teren wokół twojego domu.  

–  I  nie  pragniesz  przekonać  się,  czy  nadal  nie  potrafimy  dojść  do 

porozumienia? Zaczerwieniła się.  

background image

– Oczywiście, że nie.  
Westchnęła  ciężko  i  zamknęła  katalog  z  takim  trzaskiem,  że  Lucas  aż 

podskoczył.  

 
– O Boże, spójrz, która godzina! Muszę już iść – zdecydowała.  
Wstała szybko, o mało nie przewracając krzesła.  
– Tak, rzeczywiście musisz. – Lucas uśmiechnął się. Odwróciła głowę.  
– Co chciałeś przez to powiedzieć? 
– Ty się po prostu boisz – odparł spokojnie, podnosząc się z krzesła.  
Dzieliło  ich  tylko  kilka  centymetrów.  Stał  tak  blisko,  że  mógł  dostrzec 

gwałtownie pulsującą tętnicę na jej szyi. Wyciągnął palec i delikatnie jej dotknął. 
Honey  wzdrygnęła  się,  nie  ruszając  jednak  z  miejsca.  Zachowanie  to  Lucas 
potraktował  jako  milczące  przyzwolenie  i  objął  Honey.  Ich  spojrzenia 
skrzyżowały się.  

– Kochanie, twoje serce bije jak szalone.  
– Nie nazywaj mnie tak.  
–  Jeśli  tak  bardzo  się  mnie  obawiasz,  może  powinnaś  następnym  razem 

wziąć ze sobą wspólnika.  

Przypierał ją do muru i zdawał sobie z tego sprawę, ale cierpliwość nigdy 

nie była jego mocną stroną.  

– Nie boję się ciebie.  
– A więc dlaczego, do diabła, od trzech lat mnie unikasz? – zapytał. – Nie 

odpowiadałaś na moje listy, telefony, nie chciałaś się ze mną spotkać. Wiesz, co o 
tym wszystkim sądzę? 

– Nie mogę się doczekać, aby to usłyszeć – powiedziała z sarkazmem w 

głosie.  

– Myślę, że gra, którą prowadzisz, to tylko pozory.  
– Nie znasz mnie, Lucasie – zaprzeczyła, przysuwając swoje rzeczy tak, że 

musiał  zabrać  rękę.  –  Zmieniłam  się.  Teraz  sama  podejmuje  decyzje  i  za  nie 
odpowiadam.  

– I to mi się podoba. Ale wciąż masz jednak do mnie słabość i jesteś tego 

świadoma.  Oczywiście,  możesz  się  z  tym  nie  zgodzić,  ale  w  ten  sposób 
oszukujesz samą siebie.  – Mówiąc to, wzrokiem pieścił jej usta.  – Umierasz z 
ciekawości,  czy  jeszcze  potrafię  wprawić  cię  w  stan  rozkoszy?  Na  zawsze 
pozostanie to w twojej pamięci, prawda? Wystarczy spojrzeć na twoją twarz. I 
właściwie  dlaczego  postanowiłaś  mnie  nie  widywać?  Doszłaś  do  wniosku,  że 
dzięki temu łatwiej i szybciej zapomnisz? Nigdy by ci się to nie udało.  

– Przestań! 
Honey  odwróciła  się  gwałtownie,  mrugając.  Usiłowała  powstrzymać 

zmysłowe  wspomnienia  wywołane  słowami  Lucasa.  Jego spokojny,  aksamitny 
głos wciąż mocno na nią działał. Skierowała się w stronę drzwi.  

background image

– Co się stało, Honey? Czyżby prawda sprawiała ci aż taką przykrość? – 

zapytał, idąc za nią.  

Mógł na zawsze usunąć ją ze swojego życia. Teraz jednak zabrnął już za 

daleko, aby się wycofać. Czekał trzy lata i jeśli nie wykorzysta sytuacji, chyba 
oszaleje.  Wyprzedził  ją  i  stanął  szybko  w  drzwiach.  Honey  bezskutecznie 
próbowała go ominąć. Jej oczy wyrażały panikę i złość jednocześnie.  

– W czasie naszego małżeństwa nigdy nie spojrzałem ani nie pomyślałem o 

innej kobiecie. Wiesz o tym? 

– Ponieważ byłeś zbyt pochłonięty sobą.  
– Chciałem coś w życiu osiągnąć, abym mógł zapewnić ci wszystko, do 

czego  wcześniej  przywykłaś.  Pragnąłem  znaleźć  w  twoich  oczach  uznanie,  a 
mogłem  to  zrobić  jedynie  dzięki  ciężkiej  pracy.  I  dostałaś  ode  mnie  przecież 
wiele wspaniałych rzeczy: piękny dom...  

– Cudowne więzienie! 
– Więzienie? – powtórzył zaskoczony.  
– Tak, Lucasie, więzienie. Nie miałam własnego życia. Stanowiłam tylko 

swego rodzaju dodatek do twojego – rodziłam twoje dzieci, zabawiałam twoich 
klientów i ogrzewałam twoje łóżko.  

– Och, nigdy nie przypuszczałem, że kochanie się ze mną nie sprawiało ci 

żadnej przyjemności! 

– Nie sprawiało.  
Lucas potraktował to jako osobisty policzek.  
–  Zatem  usiłujesz  mnie  przekonać,  że  szłaś  ze  mną  do  łóżka  jedynie  z 

obowiązku – powiedział, zgrzytając zębami Cały drżał. W jego umyśle panowała 
pustka. Trzy lata marzeń, pragnień i tęsknot wydały się stracone.  

–  Może  już  zapomniałaś,  co  było  między  nami,  może  powinienem  ci 

przypomnieć? 

– Nie rób tego, Lucasie.  
Do  jej  oczu  napłynęły  łzy,  ale  zanim  zdołała  cokolwiek  dodać,  Lucas 

pocałował ją. Zrobił to z takim zapałem i pożądaniem, jakiego nie doświadczyła 
w  ciągu pięciu lat ich  małżeństwa.  Przycisnął  ją do siebie;  poczuła  jego silne, 
muskularne ciało. Zawirowało jej w głowie, kiedy delikatnie rozchylił jej usta i 
wsunął  język.  Biodrami  odepchnął  Honey  od  drzwi.  Nie  potrafił  się  już 
opanować, kiedy znowu zaznał tej niezapomnianej słodyczy. Pragnął jej z taką 
desperacją, jak nigdy przedtem. Pocałunek przedłużał się, a Lucas uświadomił 
sobie, że byłby w stanie bez żadnych skrupułów posiąść ją tutaj, na podłodze. 
„Zmarnowałem okazję” – pomyślał i jednocześnie przeraził się, jak łatwo stracił 
panowanie nad sobą. Podniósł głowę i zaczerpnął powietrza. Cały drżał i czuł się 
ogólnie osłabiony, jakby odbył dziką, szaloną przejażdżkę konną. Stanął jednak 
jak  wryty,  dostrzegając  łzy  w  oczach  Honey.  Widok  ten  zrobił  na  nim  duże 
wrażenie.  

background image

– Doprowadziłem cię do płaczu. Nienawidził siebie za to, co zrobił.  
– Do diabła, tak! – odparła, unosząc dumnie głowę. Łzy spływały jej po 

twarzy i nie mogła zaprzeczyć.  

Była tak zła, że ledwo mówiła.  
– Teraz jesteś zadowolony? – Próbowała się opanować, ale jej głos drżał 

nie  mniej  niż  kolana.  –  Sprawa  polega  na  tym,  że  zawsze  bierzesz,  co  chcesz, 
niezależnie od zgody drugiej strony. Poza tym, ty właściwie tylko bierzesz.  

– Honey, mam także dużo do zaoferowania – powiedział, dziwiąc się, że w 

sytuacji, gdy stanowił jeden kłębek nerwów, jego głos brzmiał tak spokojnie.  

–  Niestety,  nie  znasz  podstawowej  zasady,  jeśli  chodzi  o  dawanie  – 

stwierdziła. – Przypominasz w tym mojego ojca. Tak bardzo pochłania cię twoja 
własna osoba, że nie dostrzegasz potrzeb innych ludzi.  

–  Nie  jestem  twoim  ojcem!  Jestem  twoim  mężem  i  mógłbym  stać  się 

cholernie dobrym facetem, gdybyś mi tylko na to pozwoliła.  

– Nie jesteś moim mężem – zaprzeczyła stanowczo. – Rozwiodłam się z 

tobą, nie pamiętasz? 

Wzruszył ramionami.  
–  Nie  ma  to  dla  mnie  żadnego  znaczenia  i  zdajesz  sobie  z  tego sprawę. 

Mogłabyś  rozwodzić  się  ze  mną  dziesiątki  razy,  ale  w  głębi  duszy  wiesz,  że 
należymy do siebie. Wcześniej czy później uświadomisz to sobie i wtedy wrócisz 
do mnie.  

Podszedł bliżej. 
–  Nie  wracajmy  do  przeszłości,  kochanie.  –  Jego  głos  prawie  się 

załamywał.  –  Nie  chciałbym  ci  sprawić  bólu,  ale  nie  powstrzymam  się  przed 
niczym, aby cię odzyskać.  

Ku jego zdziwieniu Honey uśmiechnęła się.  
– Myślę, że mnie nie doceniasz. Czyżbyś zapomniał, kim jestem? 
Słowa Honey wzbudziły zainteresowanie Lucasa.  
– O czym ty mówisz? – zapytał.  
– Jestem córką majora Buchannana, przypominasz sobie? Co prawda, nie 

stałam się taka nieznośna i zarozumiała jak on, ale odziedziczyłam po nim wiele 
cech, których nawet nie uświadamiałam sobie trzy lata temu.  

– Co usiłujesz przez to powiedzieć? 
– Nie pozwolę, abyś znowu jakby nigdy nic wkroczył do mojego życia i 

decydował o każdym moim kroku. Jasne? 

Nie odpowiedział, wyrwała więc z notesu kartkę papieru i wręczyła mu ją.  
–  Oto  przybliżony  kosztorys  zagospodarowania  twojej  posiadłości.  Jeśli 

cię to nadal interesuje, to zadzwoń do mojego biura i umów się, tak jak każdy, na 
spotkanie.  

Odwróciła się i wyszła.  
Lucas, nie wiedząc, co powiedzieć, podążył za nią. Stanął na werandzie, 

background image

gdy Honey dotarła do swojej półciężarówki i patrzył, aż samochód zniknął z pola 
widzenia. Lucas czuł się kompletnie zaskoczony. Co się stało z tą kobietą, którą 
poślubił  dziewięć  lat  temu?  „Odzyskanie  jej  wydaje  się  trudnym  zadaniem”  – 
pomyślał.  Zaklął  pod  nosem  i  wrócił  do  domu.  Odczuwał  silne  pieczenie  w 
żołądku, zaszkodziła mu zapiekanka zjedzona w czasie lunchu.  

background image

ROZDZIAŁ 3 

 
„Sweetbriar  prawie  nie  zmieniło  się  w  ciągu  tych  paru  lat”  –  pomyślał 

Lucas,  gdy  następnego  ranka  jechał  przez  to  spokojne,  małe  miasteczko  na 
spotkanie  z  Honey.  Ludzie  poruszali  się  jakby  w  zwolnionym  tempie, 
zatrzymując się, aby porozmawiać z przyjaciółmi i sąsiadami o interesach, inni 
zamiatali chodniki przed swoimi sklepami i polerowali okna wystawowe.  

Lucas  wciąż  pamiętał,  jak  bardzo  się  obawiali,  gdy  w  Sweetbriar 

postanowiono  zbudować  wielki  kompleks  handlowy.  Mówiono,  że  miasteczko 
już nigdy nie będzie takie samo. Około stu rodzin przeprowadziło się wtedy tutaj. 
Lucas czuł się w pewnym stopniu winien z tego powodu. Brał bowiem udział w 
planowaniu  tego  przedsięwzięcia.  Nie  zastanawiał  się,  czy  mieszkańcy  chcieli 
takich  zmian,  ale  przecież  dzięki  temu  mogliby  znaleźć  nowe  miejsca  pracy, 
powstałyby wyższe szkoły. Naprawdę wierzył, że te zmiany spowodują rozwój 
miasta. Chociaż perspektywa zarobienia dużych pieniędzy także miała wpływ na 
jego postępowanie.  

Ostatecznie zbił fortunę.  
Przez  wiele  miesięcy  pracował  w  Podunk,  w  agencji  handlu 

nieruchomościami,  razem  z  Maxem  jedzącym  olbrzymie  ilości  cebuli  i 
używającym cygar śmierdzących jak palona guma. Na samo wspomnienie tego 
przechodziły  mu  ciarki.  Lucas  cholernie  się  cieszył,  że  należało  to  już  do 
przeszłości.  

Miał  jednak szczęście,  w  tej  firmie  bowiem  dowiedział się o  projektach 

dotyczących kompleksu handlowego i zdołał przekonać majora Buchannana do 
swojego  planu.  Nie  był  on,  co  prawda,  w  pełni  legalny,  ale  nie  stanowił 
przestępstwa, za które groziłaby kara więzienia. Major, zachłanny podobnie jak 
Lucas,  przystąpił  do  spółki  i  zainwestował  w  tereny  nadające  się  pod  budowę 
sklepów.  Wszystko  po  to,  aby  właśnie  w  Sweetbriar  zdecydowano  się 
zlokalizować nową inwestycję. Major Buchannan podjął pewne ryzyko i opłaciło 
mu się to. Lucas przekonał inwestorów, aby kupili sto akrów ziemi Buchannana 
za  cenę  dziesięciokrotnie  przewyższająca  jej  wartość.  Major  okazał  swą 
wdzięczność,  ofiarując  Lucasowi  nowy  model  mercedesa.  Lucas  podziękował 
mu, ale miał ochotę mu wtedy powiedzieć, że zamiast samochodu wolałby jego 
córkę.  

Lucas  minął  właśnie  zakład  fryzjerski  i  uśmiechnął  się.  „Ciekawe,  czy 

Ozzie Burns wciąż bierze trzy dolary za ostrzyżenie, czy starzy mężczyźni grają 
tam jeszcze w warcaby co środę” – zastanawiał się.  

Gdy dostrzegł fabrykę pakowania mięsa, uśmiech zniknął z jego twarzy. 

Odżyły  niemiłe  wspomnienia.  Pomyślał  o  swoim  ojcu,  który  trzydzieści  lat 
poświęcił tej fabryce, o pracujących z nim kobietach ze szpakowatymi włosami. 

background image

Pamiętał  ich  spuchnięte  stopy,  nabrzmiałe  żylaki  na  nogach  powstałe  od 
wieloletniego stania przy taśmie. On również spędził wiele godzin w tej fabryce 
w  czasie  wakacji  i  w  weekendy.  Wydawało  mu  się,  że  jego  palce  i  całe  ręce 
zawsze  będą  brudne  od  zakrwawionego  i  surowego  mięsa.  Przypomniał  sobie 
panujący tam smród, który przenikał jego włosy i ubrania. Postanowił wtedy, że 
wydostanie  się  stamtąd  za  wszelką  cenę.  Nie  chciał  skończyć  jak  jego  ojciec, 
zawsze w poplamionej krwią podkoszulce, opinającej duży, owłosiony brzuch. 
Trudno się dziwić, że matka zostawiła go, odchodząc z kimś innym.  

Lucas  odetchnął  z  ulgą,  kiedy  fabryka  zniknęła  mu  z  pola  widzenia. 

Wyjechał z miasta, mijał niewielkie farmy, aż w końcu dostrzegł firmę Honey. 
Było  dosyć  wcześnie,  nie  wybiła  jeszcze  dziewiąta,  zastanawiał  się  więc,  czy 
Honey zdążyła już przyjechać.  

Znalazł  ją  z  tyłu  budynku,  gdzie  układała  snopki  wysuszonej  słomy. 

Odniósł wrażenie, że jest sama. Policzki miała wilgotne, a twarz zaróżowioną od 
panującego  od  rana  upału.  Bardzo  atrakcyjnie  wyglądała  w  obcisłej  bluzeczce 
podkreślającej  jej  bujny  biust.  Nigdy  nie  zapomniał  tych  cudownych  piersi  z 
różowymi  sutkami  wielkości  półdolarówki  i  brodawek,  które  w  chwilach 
podniecenia stawały się twarde jak kamyczki. Wciąż pamiętał, jak smakowały, 
gdy pieścił je delikatnie językiem.  

–  Czy  moglibyśmy  porozmawiać?  –  zapytał  w  końcu,  usiłując 

powstrzymać pobudzoną wyobraźnię i starając się zignorować łagodny dreszczyk 
podniecenia rozgrzewający ciało niczym drogi koniak.  

Honey nie przerwała pracy.  
–  Zależy  o  czym  –  odparła.  –  Jeśli  o  zagospodarowaniu  terenu  wokół 

twojego  domu,  to  proszę  bardzo,  ale  jeśli  przyjechałeś  tutaj,  żeby  mnie 
zadręczać...  

– Jestem tutaj, bo chciałbym się dowiedzieć, kiedy rozpoczniesz pracę na 

mojej działce. – Przerwał jej ostro. Gdy spojrzała na niego zdziwiona, dodał: – 
Słuchaj, mnie również nie jest łatwo. Teraz wiem, że powinienem był dobrze się 
zastanowić, zanim wykarczowałem wszystkie krzewy tylko po to, aby się z tobą 
znów zobaczyć. Niestety, już się stało, zniszczyłem cały dziedziniec, a ponieważ 
twoja  firma  jako  jedyna  w  mieście  zajmuje  się  zagospodarowaniem  terenów 
zielonych,  zwracam  się  do  was  o  pomoc.  Możecie  przyjąć  tę  pracę  lub 
zrezygnować.  

Zrobił przerwę, zastanawiając się, czy nie zabrnął za daleko.  
– W tym czasie postaram się zachowywać właściwie – dodał.  
Cóż, wyjaśnił jej wszystko. Teraz do Honey należy ostateczna decyzja, czy 

przyjmie jego ofertę, czy odrzuci. Spojrzał na nią. Wyraz jej twarzy wskazywał, 
że  odniósł  sukces,  spychając  ją  do  obrony.  Taktykę  tę  często  stosował  w 
interesach.  W  ostatniej  chwili  udawało  mu  się  rozstrzygać  wszystko  na  swoją 
korzyść, kiedy wydawało się już, że transakcja nie dojdzie do skutku. Metoda ta 

background image

sprawdzała się wielokrotnie.  

Honey podniosła się i otrzepała ręce.  
–  W  porządku  –  powiedziała.  –  Chyba  raczej  zrezygnuję.  Lucas  aż 

otworzył usta ze zdziwienia.  

– Co? 
Zatem  jego  strategia  w  stosunku  do  Honey  okazała  się  nieskuteczna. 

Musiał spróbować czegoś innego.  

–  Ale  dlaczego  podjęłaś  taką  decyzję?  Przecież  to  naprawdę  dobra 

propozycja. Brak ci zmysłu do interesu, Honey.  

–  Być  może.  Ale  nie  zamierzam  tolerować  twojego  zachowania.  Twoja 

bezczelność stała się nie do zniesienia. Poza tym, nie pozwolę, abyś wtargnął do 
mojego życia i dyktował mi, jak mam postępować.  

– Czyżbym naprawdę był taki grubiański? 
Gdy  nie  odpowiadała,  westchnął  i  przejechał  ręką  po  włosach. 

„Powinienem zacząć od nowa” – pomyślał. Źle się do tego zabrał. Każde jego 
słowo, wszystkie  wysiłki, podejmowane w  celu pojednania, pogarszały  jedynie 
stosunki  między  nimi.  Pokiwał  głową.  Jego  nadzieje  na  odzyskanie  Honey 
stawały się coraz mniej realne. Lucas czuł się bardzo zawiedziony.  

–  Co  mam  zrobić,  aby  usunąć  narosłe  między  nami  nieporozumienia?  – 

Jego  słowa  nie  wywołały  żadnej  reakcji.  –  Nie  możemy  rozwiązać  naszych 
osobistych  problemów,  ale  bardzo  cię  proszę,  doradź  mi  przynajmniej,  jak 
uporządkować moją posiadłość.  

–  A  jednak  potrafisz  być  uprzejmy.  Nie  zapomniałeś  swoich  dobrych 

manier. Innym klientom jakoś nie sprawia to specjalnej trudności.  

Lucas uśmiechnął się szeroko. Został skarcony jak uczniak.  
–  Postaram  się  być  miły  dla  ciebie  –  powiedział,  zniżając  głos  tak,  aby 

podkreślić ukrytą aluzję.  

Honey  zignorowała  jednak  uwagę  Lucasa,  chociaż  jego  ochrypły  głos 

spowodował, że przeszedł ją dreszcz. „Ten mężczyzna to prawdziwy szelma  – 
pomyślała.  –  Po  tych  wszystkich  latach  usiłuje  wtargnąć  do  mojego  życia  i 
rozkazywać mi, jakby miał do tego prawo”. Wydawało się to paradoksalne, ale ta 
sytuacja śmieszyła ją i jednocześnie denerwowała. Być noże dlatego, że Lucas 
zachowywał się w tak charakterystyczny dla siebie sposób. Potrafił zaorać całą 
działkę, gdyż odpowiadało to jego planom. Z drugiej strony, był człowiekiem o 
wielu skrajnościach. Po raz pierwszy umówiła się z nim na obiad, gdy wręczył jej 
czek  na  dziesięć  tysięcy  dolarów  na  rzecz  instytucji  dobroczynnej,  którą 
kierowała.  „Czyżby  nie  istniały  dla  niego  żadne  granice,  kiedy  pragnął  coś 
osiągnąć?” – zastanawiała się.  

– Współpraca z tobą wzbudza we mnie obawy – stwierdziła po chwili. – 

Nie  bardzo  wiem,  czego  się  mogę  po  tobie  spodziewać  i...  nie  jestem  pewna, 
czego ty właściwie ode mnie chcesz.  

background image

Już na końcu języka miał odpowiedź na to pytanie, ale powstrzymał się. 

Rozmawiali przecież o tym dzień wcześniej i Honey stanowczo odrzuciła jego 
propozycję. Spędził smutne popołudnie, biorąc środki przeciwbólowe i planując 
następne posunięcie.  

–  Ja  jedynie  chciałbym,  abyś  uporządkowała  mój  ogród,  zanim  wrócą 

dzieci – wyjaśnił. – Dzieci z pewnością mogłyby tam miło spędzać czas.  

Wzruszyła  się,  że  Lucas  tak  troszczy  się  o  dzieci,  ale  jednocześnie 

podchodziła do tego z rezerwą.  

–  W  tej  chwili  mam  trudności  ze  znalezieniem  kogoś,  kto  położyłby 

darninę. Eryk pracuje teraz nad innym projektem.  

– Dobrze, ale możesz przynajmniej zrównać teren, użyźnić go i pomóc mi 

wybrać, i zasadzić drzewa i krzewy.  

– Sądzę, że tak, tylko...  
– Nie ma czasu do stracenia. Z pewnością nie muszę ci przypominać, że 

Todd  i  Melissa  przyjeżdżają  za  dziewięć  dni  Honey  nie  zareagowała  na  jego 
słowa.  

– Zrobiłbym wszystko bez twojej pomocy  – mówił dalej. – Powinienem 

jednak jeszcze pomalować dom.  

– Zamierzasz malować sam? 
Skinął  głową.  Prawdę  powiedziawszy,  podjął  się  tego,  gdyż  pragnął 

wywrzeć  wrażenie  na  Honey,  a  poza  tym,  nie  miał  na  razie  lepszego  zajęcia. 
Liczył, że ujrzy go w innym świetle – jako domatora, który lubi zajmować się 
własnym domem. Musiał przecież od czegoś zacząć.  

–  Do  zewnętrznych  elewacji  wynająłem  zawodowych  malarzy.  Zaczną 

jednak dopiero za kilka dni. Z resztą dam sobie radę sam. Umebluję dom dopiero 
wtedy,  gdy  malowanie  zostanie  skończone.  Przypuszczam,  że  nie  będziesz 
chciała mi pomóc przy zakupie mebli? 

– Bynajmniej.  
Zaśmiał się cicho. Ta „nowa” Honey mówiła wszystko bez ogródek.  
– A pokoje Melissy i Todda? Nie orientuję się, co im się podoba, a ty znasz 

się na tym. W naszym domu w Houston urządziłaś to wspaniale.  

–  Czyżby?  Nigdy  mi  o  tym  nie  mówiłeś.  Uszczypliwy  ton  jej  głosu 

wskazywał, że wolałaby to usłyszeć wtedy.  

– Cóż, istnieje wiele rzeczy, o których ci nie mówiłem, choć powinienem.  
Pragnął  wyrazić  swój  zachwyt  jej  cudownymi  niebieskimi  oczami  i 

jedwabistymi  włosami  lśniącymi  w  słońcu,  które  przypominały  mu  złote  łany 
pszenicy. Niestety spóźnił się z tym o dziewięć lat. Bardzo tego żałował, ale teraz 
nie miało to już żadnego znaczenia.  

– Prowadzę firmę i nie dysponuję taką ilością wolnego czasu, aby pomóc ci 

w  urządzeniu  domu.  Chętnie  jednak  polecę  ci  jakiegoś  dobrego  dekoratora  – 
dodała uprzejmym tonem.  

background image

Lucas uśmiechnął się.  
– Wiesz, coraz częściej dochodzę do wniosku, że mnie nie lubisz. Musiałaś 

nad tym pracować czy stało się to zupełnie naturalnie? Honey zaczerwieniła się.  

– Nie czuję do ciebie niechęci, ale po prostu staram się ograniczyć nasze 

kontakty jedynie do spraw zawodowych.  

–  Obawiasz  się,  że  gdybyś  zajęła  się  urządzaniem  mojego  domu,  to 

ponownie zakochałabyś się we mnie, czy nie tak? 

–  Nie  dokuczaj  mi.  Wiesz  przecież,  równie  dobrze  jak  ja,  że  dla  dobra 

naszych dzieci powinniśmy pozostać w przyjaznych stosunkach.  

–  Nie  marzę  o  niczym  innym,  odkąd przyjechałem  tutaj  – odpowiedział 

stanowczo.  

– Nie, Lucasie, ty jedynie usiłujesz wciągnąć mnie do łóżka.  
Skrzyżował ręce na piersi i pochylił lekko głowę.  
– Czy to tak bardzo rzuca się w oczy? – zapytał rozbawiony. – A ja przez 

cały czas wierzyłem, że uda mi się ukryć moje subtelne plany.  

– Subtelność nigdy nie była twoją mocną stroną.  
– Ani cierpliwość, ale szybko się uczę. Pragnę cię, nie chciałbym jednak 

brać niczego na siłę. Poczekam, aż sama do mnie przyjdziesz.  

– Przestań! 
–  Gdy  dostrzeżesz,  jak  bardzo  się  zmieniłem,  jaki  potrafię  być  czuły  i 

troskliwy, będziesz chciała, abym do ciebie wrócił.  

Uśmiechał  się,  gdy  to  mówił.  Podobało  mu  się  takie  wzajemne 

przekomarzanie. Było to coś zupełnie nowego, innego i niezwykle ekscytującego. 
Kiedyś zgadzała się z nim w każdej sprawie i prawdę powiedziawszy, był tym 
nieco znudzony.  

– Szkoda tylko mojego czasu – stwierdziła, sięgając po następny snopek.  
– Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak mi przykro, gdy widzę, że pracujesz 

fizycznie – kontynuował. – Wcześniej nigdy bym na to nie pozwolił.  

– Z pewnością masz rację.  
– Teraz jednak rozumiem, jakie to ważne dla ciebie i nie sprzeciwiałbym 

się temu.  

– Dziękuję, jesteś naprawdę cudowny.  
– Nie możesz mnie jednak winić za to, że chcę cię chronić.  
Honey właśnie skończyła ustawiać snopki i spojrzała na niego.  
– Chronić przed czym? Pytanie zaskoczyło Lucasa.  
– Przed tym – odparł, wskazując na ciężkie snopki.  
– Przed snopkami siana? 
–  Nie,  raczej...  przed  różnymi  problemami.  Wolałbym,  żebyście  mieli 

lżejsze życie niż ja, bez zmartwień i kłopotów. Pragnę dać wam wiele pięknych 
rzeczy, elegancki dom, ładne ubrania i...  

– Wszystko to brzmi zbyt archaicznie, żeby nie powiedzieć – nudno.  

background image

–  Honey,  to  wypływa  z  mojej  miłości  do  was.  Honey  wydawała  się 

zaskoczona, nie tyle słowami Lucasa, co tonem jego głosu. Skinęła głową.  

– Wiem, ale w ten sposób pozbawiłeś moje życie jakiegokolwiek sensu.  
– Nie zdawałem sobie z tego sprawy.  
– Bo nie mogłeś.  
– Przypuszczam, że byłem wstrętnym egoistą. Honey uklękła, aby zebrać 

źdźbła trawy, które wypadły ze snopków.  

– Przypuszczam... – powtórzyła.  
– Chciałbym ci to teraz wynagrodzić. Pokręciła głową.  
–  Nie,  Lucasie,  nawet  nie  próbuj.  Żyj  własnym  życiem,  a  mnie  pozwól 

decydować  o  moim.  Kupiłeś  duży  dom,  powinieneś  więc  zastanowić  się  nad 
powtórnym małżeństwem i założyć nową rodzinę.  

Słowa  te  tak  zaskoczyły  Lucasa,  że  przez  chwilę  nie  wiedział,  co 

powiedzieć.  Honey  sprawiła  mu  większy  ból,  niż  mógł  sobie  wyobrazić. 
Poradziła mu, aby się związał z inną kobietą. Po raz pierwszy zaczai naprawdę 
podejrzewać, że przestała go kochać.  

– Nie martwiłabyś się tym? – zapytał cicho. – Rzeczywiście nie miałabyś 

nic przeciwko temu, żebym codziennie sypiał z inną kobietą? 

– Sądzę, że dobrze by ci to zrobiło.  
– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – stwierdził z naciskiem.  
Pragnął ją chwycić, potrząsnąć i zmusić, by go przeprosiła. Był to jednak 

dziecinny pomysł i Lucas zdawał sobie z tego sprawę. Uklęknął obok Honey i 
czekał, aż podniesie głowę i spojrzy na niego.  

–  Usiłujesz  wmówić  mi,  że  nie  wzruszy  cię,  gdy  do  mojego  domu 

sprowadzi się inna kobieta, z którą będę się kochał co noc i budził u jej boku 
każdego ranka? – powtórzył. – Otóż, nie wierzę ci. Z pewnością przeżyłabyś to 
bardzo.  

–  Prawdopodobnie  na  początku.  –  Przyznała  w  końcu.  –  Ale  istnieje 

przecież wiele gorszych rzeczy, które mogłyby mnie spotkać.  

– Jakie na przykład? – zainteresował się.  
– Mieszkanie z tobą pod jednym dachem.  
–  Zrobiłaś  się  złośliwa  na  stare  lata,  zupełnie  się  tego  po  tobie  nie 

spodziewałem.  

–  Nie  zamierzałam  być  okrutna.  –  Dostrzegła  smutek  na  jego  twarzy  i 

poczuła  się  winna  z  tego  powodu.  –  Powoli  jednak  uczę  się,  jak  zdobywać  w 
życiu to, czego się chce. Dopóki nie spotkałam Eryka, nic nie wiedziałam na ten 
temat. Dopiero teraz dowiaduję się, w jaki sposób domagać się czegoś, jak się 
bronić i jak nie dawać wodzić się za nos. Jeśli w związku z tym stałam się trochę 
opryskliwa, to przepraszam.  

Serce podeszło mu do gardła. Dłonie zacisnęły się w pięści.  
– Eryk, a kim on jest dla ciebie? 

background image

Honey spostrzegła zdenerwowanie Lucasa.  
– Co prawda, to nie twoja sprawa, ale odpowiem ci na to pytanie. Uważam 

Eryka  za  swojego  najlepszego  przyjaciela,  jakiego  kiedykolwiek  miałam.  Jest 
jedyną osobą, która liczy się z moim zdaniem, przywiązuje wagę do moich opinii, 
pomysłów i marzeń.  

– Czy on też tak buja w obłokach? 
– Spodziewałam się, że nie zrozumiesz tego, ale to nieważne. Zastanówmy 

się nad zagospodarowaniem twojej działki.  

– Kochasz go? – Lucas nie dawał za wygraną.  
– Oczywiście.  
Lucas zbladł. Wstał i odwrócił się, aby nie patrzeć jej w oczy. Nie potrafił 

znieść, że Honey może należeć do innego mężczyzny.  

– Zamierzasz go poślubić? 
– Nie, w ogóle nie myślę o ponownym małżeństwie. Podoba mi się życie, 

jakie teraz wiodę.  

Lucas  popatrzył  na  nią.  Teraz,  kiedy  wiedział,  że  nie  ma  żadnych 

matrymonialnych  planów,  poczuł  się  trochę  pewniej.  Pocieszał  się,  że  gdyby 
naprawdę kochała swojego wspólnika, spróbowałaby jeszcze raz.  

– Czy kiedykolwiek myślałaś o starości? Zawsze wyobrażałem sobie, że 

razem pokonamy ten etap w naszym życiu. Dzieci już dorosną, a my wreszcie 
będziemy  mieli  czas  dla  siebie.  Zgromadzone  oszczędności  zapewniłyby  nam 
niezależność  finansową.  Moglibyśmy  podróżować  po  świecie  i  robić  wiele 
innych,  wspaniałych  rzeczy.  Tak  trudno  w  życiu  coś  przewidzieć,  ale  naszym 
atutem byłoby wzajemne zaufanie.  

–  Dlaczego  miałabym  spędzać  resztę  życia  z  obcym  człowiekiem? 

Niestety,  Lucasie,  staliśmy  się  sobie  obcy.  W  pogoni  za  sukcesem  nie 
dostrzegałeś, jak bardzo cię potrzebowaliśmy – i ja, i dzieci. Przypominasz sobie 
o nas tylko wtedy, gdy ci to odpowiada.  

– Czyżby z naszego małżeństwa pozostały ci tylko złe wspomnienia? Ja 

pamiętam również cudowne chwile, kiedy spaliśmy razem, a ja przytulałem cię, 
dopóki  nie  usnęłaś.  Budziliśmy  się  w  środku  nocy  i  kochaliśmy  przy  świetle 
księżyca zaglądającego przez okno sypialni.  

– Lucasie, przestań! 
– ...a rano, gdy otwierałem oczy, znów byłaś przy mnie. Pamiętam twoją 

zaróżowioną od snu twarz i ciepłe ciało.  

–  Doskonale  to  sobie  przypominam,  ale  z  mojego  punktu  widzenia 

wyglądało to nieco inaczej. Zawsze w pośpiechu wyskakiwałeś z łóżka, bo nie 
chciałeś spóźnić się na umówione spotkanie. – Musiałem zarabiać na utrzymanie.  

–  Tak,  rzeczywiście.  Ale  nie  przyszło  ci  na  myśl,  że  w  zasadzie  nie 

potrzebowaliśmy tak dużego domu, cadillaca, mercedesa i jachtu za 50 tysięcy 
dolarów, z którego prawie nie korzystaliśmy. Przecież ja też mogłam podjąć jakąś 

background image

pracę i w ten sposób cię odciążyć.  

– Owszem, nie pomyślałem o tym.  
– A jeśli chodzi o dzieci, to popadłeś w istne szaleństwo. – Pokiwała głową.  
– Chciałem, aby miały lepiej niż ja, gdy byłem dzieckiem.  
– Oczywiście, że chciałeś. Ale one miały tak dużo zabawek, że same już 

nie wiedziały ile.  

– No tak, ale ty rozdałaś prawie wszystkie na cele dobroczynne – zauważył.  
–  Ponieważ  pragnęłam,  aby  wreszcie  doceniły  to,  co  mają.  Może  nawet 

zaczną  teraz  zarabiać  na  swoje  zabawki,  tak  jak  inne  dzieci  w  ich  wieku.  Nie 
chciałam niczego podawać im na talerzu. Życie, jak sam zresztą wspominałeś, 
jest pełne niespodzianek, a Todd i Melissa nie zawsze mogą mieć tak dobrze jak, 
w dzieciństwie. – Przerwała, aby zaczerpnąć powietrza. – Powinny wiedzieć, że 
wszystko ma swoją cenę.  

– W porządku, przyznaję ci rację. – Usiadł na snopku siana. – Ale ty nie 

wiesz, co to za uczucie, gdy człowiek czegoś bardzo pragnie i jednocześnie zdaje 
sobie sprawę, że jest to dla niego nieosiągalne, gdyż nie spotyka się z szacunkiem 
w oczach ludzi. – Spojrzał na nią i westchnął. – Chciałem zdobyć uznanie. Może 
dążyłem do tego złą drogą, ale nie znałem innego sposobu, aby to osiągnąć.  

Spojrzała na niego i usiadła obok.  
– Cieszę się, że to mówisz – powiedziała po chwili.  
– Pomoże mi to zrozumieć, dlaczego byłeś taki... szalony. Teraz już wiem, 

że nie zaniedbywałeś nas świadomie.  

– Zaniedbywałem was? – powtórzył kompletnie zaskoczony.  
– Zawsze myślałam, że ja i dzieci byliśmy tylko jedną z twoich rzeczy, tak 

jak dom czy samochód. Na szczęście, wszystko się już wyjaśniło.  

–  Nigdy  nie  przypuszczałem,  że  tak  to  odbierałaś.  To  moja  wina. 

Powinienem uzmysłowić wam, jak ważną rolę odgrywaliście w moim życiu.  – 
Przerwał.  

– Czy zechcesz mi wybaczyć? 
Spojrzał na nią prosząco. Wytrzymała jego spojrzenie, chociaż wewnątrz 

drżała z emocji.  

– Tak, mogę ci wybaczyć. Oczywiście, że tak.  
– Honey, a czy możesz mnie znowu pokochać? Przeszedł ją dreszcz. Nie 

powie mu prawdy – wiedziała w głębi duszy.  

– Lucasie, zawsze będę cię szanowała. Byłeś moim pierwszym mężczyzną, 

przez pięć lat stanowiliśmy rodzinę, no i jesteś ojcem moich dzieci.  

– To mi nie wystarczy, Honey. Chcę więcej. Pragnę takiej miłości, o jakiej 

większość  ludzi  może  tylko  pomarzyć,  chcę  być  blisko  ciebie  tak,  abyśmy 
stanowili jedność.  

– Żądasz ode mnie zbyt dużo.  
Uśmiechnęła się słodko, aby złagodzić ból, który mu zadała.  

background image

– Teraz może i tak. – Schował ręce do kieszeni. Z trudem powstrzymywał 

się przed wzięciem jej w ramiona i pocałowaniem. – Ale mówiłem ci, że jestem 
bardzo cierpliwy. Poczekam, jeśli będę musiał.  

Honey  zorientowała  się,  że  Lucas  bardzo  chce  ją  odzyskać.  Znała  go 

dobrze  i  wiedziała,  że  jeśli  czegoś  pragnie,  to  poświęci  wszystkie  siły  temu 
celowi. Przeraziło ją to, że był zdolny porzucić własną firmę i przejechać przez 
pół stanu tylko po to, aby zamieszkać blisko niej. Zrobiła duży błąd, zgadzając się 
pracować dla niego. Gdyby była trochę sprytniejsza, wyręczyłaby się Erykiem, a 
sama zajęła innymi sprawami. Ale Eryk nie miał teraz czasu, a Lucas dał jej do 
zrozumienia, że mu się spieszy.  

Serce  waliło  jej  mocno.  Czuła  pieszczotliwy  wzrok  Lucasa  na  swojej 

twarzy tak wyraźnie, jak gdyby dotykał jej ręką. Obiecała sobie już nigdy przed 
nim nie uciekać. Wiedziała, że wreszcie może stanąć z nim twarzą w twarz.  

background image

ROZDZIAŁ 4 

 
Honey podjęła pracę na posiadłości Lucasa następnego dnia rano. Na tylnej 

platformie  ciężarówki  przywiozła  duży  pług.  Urządzenie  to  wzbudziło 
zainteresowanie Lucasa.  

– Buldożer, który wynająłeś, aby usunąć całą trawę i krzewy, mocno ubił 

ziemię  –  wyjaśniła mu.  –  Musimy  ją  zaorać,  zanim  dodamy  nawóz  i  ułożymy 
darninę.  

Honey odeszła na chwilę do samochodu po narzędzia.  
– A do czego ci ta łopata? – spytał, gdy wyciągnęła ją z ciężarówki.  
– Zamierzam wykopać dół.  
– Po co? 
Honey westchnęła.  
– Chcę dokładniej zbadać strukturę gleby na tym terenie.  
– Dlaczego? 
Zaczęła się niecierpliwić.  
– Aby upewnić się, że nie będzie tu problemów melioracyjnych. Lucasie, 

przecież obiecałeś nie przeszkadzać mi i...  

–  W  porządku  –  zgodził  się,  podnosząc  ręce  na  znak  kapitulacji.  –  Ale 

może przed pracą dasz się namówić na filiżankę kawy? 

– Nie, dziękuję. Przecież wypiłam już dwie filiżanki. Teraz, jeśli byś nie 

miał nic przeciwko temu...  

– Sama zrobisz całą tę robotę? Pokręciła głową.  
–  Nie,  później  przyjedzie  jakiś  człowiek  do  obsługi  pługa,  ale  przedtem 

musze zająć się jeszcze kilkoma rzeczami.  

– Jakiś człowiek? 
Honey czuła się coraz bardziej zirytowana.  
– Wynajęłam go do pomocy z agencji pośrednictwa pracy. Lucasie, proszę, 

idź już – powiedziała, wskazując w kierunku domu.  

– Idę już, idę – zamruczał pod nosem.  
Kątem oka Honey obserwowała oddalającego się Lucasa. Stare, spłowiałe 

dżinsy  ochlapane  białą  farbą  i  sprany  granatowy  podkoszulek  opinały  jego 
szczupłe ciało, podkreślając męską sylwetkę i dobrze rozwinięte mięśnie. Widok 
smukłych bioder i szerokiej klatki piersiowej pobudził jej wyobraźnię. Tyle razy 
widziała go pod prysznicem i wiedziała, jak wygląda nago. Pamiętała szczupłe, 
opalone ciało Lucasa, owłosione od głowy aż po koniuszki palców u stóp. Na 
samo wspomnienie tego zaczerwieniła się.  

Do  czasu  poznania  Lucasa  Honey  nie  miała  żadnego  mężczyzny.  Była 

dziewicą.  Oczywiście,  odczuwała  określone  potrzeby,  ale  panicznie  bała  się 
seksu. W dużym stopniu przyczynił się do tego jej ojciec. Ciągle opowiadał o 

background image

młodych  dziewczętach,  które  zanim  naprawdę  zrozumiały,  co  oznacza  słowo 
seks, zrujnowały swoje życie wskutek chorób, niepożądanej ciąży czy różnych 
emocjonalnych  problemów  związanych  z  przedwczesną  inicjacją  seksualną. 
„Mężczyzna nigdy nie będzie szanował kobiety, która utrzymuje z nim stosunki 
przedmałżeńskie”  –  przestrzegał  ją  ojciec  wielokrotnie.  Pod  wpływem  tych 
opowieści  Honey  już  bardzo  wcześnie  zdecydowała,  że  nie  poświęci  swojego 
życia jedynie dla kilku chwil rozkoszy.  

Major czuwał nad dziewictwem córki od momentu, gdy w wieku jedenastu 

lat zaczęła się rozwijać. Niewinność Honey stanowiła dla niego powód do dumy. 
Była częstym tematem ogólnych dyskusji prowadzonych przy stole.  

„Nie  chcę,  aby  ludzie  w  mieście  mówili,  że  wychowuję  dziwkę”  – 

powtarzał  jej  wielokrotnie.  Nie  pozwalał  Honey  na  różne  rozrywki,  z  których 
korzystali jej rówieśnicy. A kiedy wreszcie zgadzał się, aby gdzieś poszła, zawsze 
towarzyszyła jej Vera w charakterze przyzwoitki. Potem, gdy  była już starsza, 
major  wysłał  ją  do  przyklasztornej  szkoły  dla  panien  z  bogatych  rodzin. 
Dziewczęta nie miały tam okazji zetknąć się z płcią odmienną. Od czasu do czasu 
chodziły,  co  prawda,  na  wieczorki  taneczne,  ale  zawsze  pod  ścisłą  kontrolą 
opiekunek. W tej szkole po raz pierwszy zetknęła się z problemami, o których tak 
często opowiadał jej ojciec. Jedna z jej koleżanek zaszła w ciążę. Był to wstyd dla 
całej szkoły i dla rodziny dziewczyny. Honey nie potrafiła wyobrazić sobie, jak 
zareagowałby  jej  ojciec,  gdyby  ona  znalazła  się  w  podobnej  sytuacji.  Ciążę 
usunięto, ale pojawiły się komplikacje i dziewczyna o mało nie umarła. Nigdy 
już,  jak  się  Honey  później  dowiedziała,  nie  mogła  mieć  dzieci.  Wypadek  ten 
stanowił kolejną przestrogę dla Honey. Zauważyła jednak, że coraz więcej myśli 
o  seksie,  o  wiele  za  często,  jak  na  skromną  dziewczynkę.  Pod  wpływem 
opowiadań  majora  o  zboczeńcach,  których  interesuje  tylko  seks,  sama  zaczęła 
podejrzewać się o jakieś dewiacje.  

Po  raz  pierwszy  zobaczyła  Lucasa  siedzącego  w  prywatnym  gabinecie 

majora.  Wydał  się  Honey  niesamowicie  męski  i  niezwykle  pociągający. 
Zafascynował ją. Postanowiła, że musi go zdobyć. Tak bardzo różnił się od jej 
kolegów, o twarzach wysypanych trądzikiem, którzy w jej towarzystwie jąkali się 
z wrażenia i przestępowali z nogi na nogę. Lucas, natomiast, był stuprocentowym 
mężczyzną,  zdecydowanym,  pewnym  siebie  i  najprzystojniejszym,  jakiego 
kiedykolwiek widziała.  

Major musiał zauważyć, jakie wrażenie Lucas wywarł na jego córce. Starał 

się bowiem utrzymać Honey jak najdalej od niego. Niestety, tym razem mu się nie 
udało.  

Honey  pokręciła  głową  i  wzięła  łopatę.  Kopała  zawzięcie.  Usiłowała 

skupić się na tym, co robi, nie chciała już myśleć o przeszłości i rozważać, co by 
było, gdyby... Grę w tak zwane gdybanie dobrze znała, opanowała ją wręcz do 
perfekcji.  

background image

„Co by było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej?” – zastanawiała się 

często.  Gdyby  Lucas  –  zamiast  gonić  za  sukcesem  –  więcej  czasu  poświęcał 
swojej rodzinie, gdyby ona bardziej stanowczo tego zażądała, gdyby postawiła na 
swoim, podjęła jakąś pracę i zaczęła sama podejmować decyzje, czy wreszcie, 
gdyby przestała zajmować się klientami Lucasa w każdy weekend i znalazła sobie 
własnych przyjaciół? 

Honey  myślała  o  tym  po  raz  kolejny,  zdając  sobie  jednak  sprawę  z 

bezsensowności swoich rozważań. W czasie ich małżeństwa Honey nie potrafiła 
przeforsować swoich racji. Próbowała mocniej związać Lucasa z rodziną, ale był 
zbyt zajęty, aby zauważyć, jak bardzo go potrzebowała. Nie mógł zrozumieć, że 
chciałaby  sama  zrobić  coś,  z  czego  mogłaby  być  dumna.  Zasugerował  jej 
uczęszczanie na kursy ceramiczne. Pochłonięty swoją pracą, nie dostrzegał ani 
żony, ani dzieci.  

Zdecydowała,  że prościej  się  rozwieść, niż  żyd  w  samotności i  ciągłych 

frustracjach. Poza tym – mówiąc szczerze – nie traciła zbyt wiele, Lucas nigdy do 
niej nie należał.  

Gdy dwadzieścia minut później Lucas wyszedł na werandę, trzymając w 

rękach  dwie  szklanki  ze  świeżo  wyciśniętą  lemoniadą,  zobaczył  Honey 
pochyloną  nad  bagażnikiem  ciężarówki  i  usiłującą  coś  w  nim  znaleźć.  Szedł 
szybko  przez  dziedziniec,  całą  swoją  uwagę  skupiając  na  oszronionych 
szklankach. Nie chciał wylać ich zawartości.  

–  Masz  ochotę  na  coś  zimnego?  –  zawołał.  Honey  spojrzała  na  niego  i 

westchnęła.  „Czy  nie  ma  sposobu,  żeby  uwolnić  się  od  tego  człowieka?  – 
pomyślała. – Czy nie wystarczy, że myślę o nim cały czas? Czy muszę jeszcze 
znosić jego towarzystwo?” – zastanawiała się.  

Natychmiast  jednak  zapomniała  o  wszystkim,  gdy  zorientowała  się,  że 

Lucas zmierza wprost na miejsce, gdzie wykopała przed chwilą prawie metrowej 
głębokości dół.  

– Lucasie, uważaj! – krzyknęła. Niestety, spóźniła się o ułamek sekundy. 

Wyraz  zdziwienia  pojawił  się  na  twarzy  Lucasa,  kiedy,  stawiając  lewą  nogę, 
poczuł, że nie znajduje ona oparcia. Całym ciałem runął na ziemię, wypuszczając 
szklanki. Szklanki stłukły się, a lemoniada, której przygotowanie kosztowało go 
tyle pracy, wylała się. Lucas upadł twarzą na ziemię.  

– Lucasie! 
Honey rzuciła wszystko, co trzymała w rękach, i pobiegła do niego.  
Chwilę potem Lucas podniósł głowę i oparł się na łokciach, przeklinając i 

plując ziemią.  

– Co to jest, do cholery? – zapytał, przyglądając się swojej nodze zakopanej 

w ziemi aż po kolano.  

– Tak mi przykro, próbowałam cię ostrzec. Honey strzepywała ziemię z 

jego twarzy i oczu, z niepokojem patrząc, czy nic mu się nie stało.  

background image

– Poczekaj, pomogę ci się podnieść.  
Jęknął głośno, gdy usiłowała uwolnić mu nogę.  
– O nie, nie myślisz chyba, że ją złamałeś? Lucas pokręcił głową.  
– Jak na złamaną, za mocno boli. Znów wypluł ziemię.  
– Proszę, spróbuj wstać  – nakłaniała go pieszczotliwie, przekładając mu 

rękę, aby mógł się oprzeć na jej ramieniu.  

Lucas  był  szczerze  wzruszony  jej  troską.  Zdał  sobie  nagle  sprawę,  że 

Honey  czuje  się  odpowiedzialna  za  jego  wypadek,  w  przeciwnym  razie  nie 
troszczyłaby się tak o niego.  

Uśmiechnął się w duchu na myśl o tym odkryciu. Postanowił wykorzystać 

nadarzającą się okazję i trochę posymulować.  

Na jego twarzy pojawił się grymas bólu.  
– To może być złamanie, Honey – powiedział, zaciskając zęby.  
Honey wyglądała na przerażoną.  
– To moja wina – przyznała.  
Po wielu wysiłkach Lucasowi udało się wyciągnąć nogę.  
– Oprzyj ją tutaj, na moich kolanach. Obejrzę ją. Z przyjemnością spełnił 

jej prośbę. Stał na jednej nodze, chwiejąc się lekko. Honey zaś pochyliła się do 
przodu,  żeby  zbadać  chorą  stopę.  Zdjęła  but,  skarpetkę  i  drżącymi  palcami 
obmacała mu kostkę. Lucas upajał się jej delikatnością.  

– Boli cię? – zapytała.  
– Jak cholera.  
Każdy jej dotyk wywoływał dreszcz podniecenia.  
Zamknął oczy i zacisnął zęby. Pamiętał, jak te cudowne ręce pieściły jego 

ciało. Tęsknota za tymi pieszczotami stawała się nie do zniesienia.  

– Widzę, że rzeczywiście cię boli – stwierdziła Honey, dostrzegając wyraz 

cierpienia na jego twarzy. – Muszę zawieźć cię do lekarza.  

Otworzył szybko oczy.  
– Do lekarza? – powtórzył zaskoczony.  
– Trzeba natychmiast prześwietlić tę nogę.  
–  Nie  –  sprzeciwił  się  zdecydowanie.  Honey  ze  zdziwieniem  podniosła 

głowę. – Nie? 

– Hmm... Nie mam swojego lekarza – wyjaśnił po chwili zastanowienia. – 

Wiesz, jestem tu od niedawna. – Usiłował znaleźć jakąś wymówkę.  

– Zaprowadzę cię do mojego lekarza – zaproponowała.  
– I będę czekał cały dzień na wizytę.  
– Nie w nagłych wypadkach.  
–  Prawdę  mówiąc,  nie  sądzę,  abym  ją  złamał  –  powiedział,  zmieniając 

swoją  poprzednią  diagnozę.  –  Patrz,  mogę  ją  obciążyć  –  stwierdził,  próbując 
stanąć na chorej nodze. – Nie mógłbym tego zrobić, gdyby była złamana.  

– Lucasie, musisz iść do lekarza – nalegała. – Może zerwałeś ścięgna.  

background image

Na  twarzy  Honey  malował  się  niepokój  i  Lucas  czuł  się  winny  z  tego 

powodu.  Nie  zamierzał  jednak  wyjawić  jej  prawdy  i  tym  samym  rozwiać  jej 
obawy.  

–  Dlaczego  najpierw  nie  zastosujesz  mi  jakichś  domowych  metod 

leczenia? – zaproponował. – Jeśli okażą się nieskuteczne, to wtedy zwrócimy się 
do lekarza. Dobrze? 

– W porządku. – Niechętnie się zgodziła, przypominając sobie, jak bardzo 

Lucas nienawidził wizyt u lekarzy.  

W czasie ich małżeństwa wiele razy chodził do pracy, mimo że był chory i 

wyglądał okropnie. Wolał leczyć się sam.  

Zamiast go nadal przekonywać, przełożyła sobie jego rękę przez ramię, aby 

pomóc mu dojść do domu.  

– Nie rozumiem ciebie – mruknęła pod nosem, gdy wchodzili po schodach. 

– Kiedy trzeba iść do lekarza, zachowujesz się tak, jak Todd i Melissa.  

Uśmiechnął się. Cieszył się, że ma ją tak blisko siebie. Jej grube, lśniące i 

pachnące kwiatami włosy opadały mu na ramię.  

– W gruncie rzeczy jesteśmy przecież dużymi dziećmi.  
Popatrzyła w niebo.  
–  Nie  uwierzę,  że  ty  się  czegokolwiek  obawiasz.  Stanęli  na  szczycie 

schodów. Spojrzeli na siebie.  

– Niech cię to nie zdziwi – powiedział. – Uczucie strachu nie jest mi obce, 

jedynie lepiej niż inni potrafię to ukryć.  

Honey miała ochotę zapytać go, czego się naprawdę bał w swoim życiu, ale 

nie  zrobiła  tego.  W  rozmowach  z  Lucasem  postanowiła  unikać  tematów 
osobistych, a ta dyskusja zaczęła wyraźnie przybierać taki charakter. Otworzyła 
drzwi i weszli do środka.  

–  Dokąd  idziemy?  –  zapytała,  gdy  znaleźli  się  w  salonie.  –  Chcesz  się 

położyć? 

– Wolałbym najpierw się umyć – odparł. – Czuję piasek w oczach. Dostał 

się również pod koszulkę.  

– Tak mi przykro z tego powodu.  
–  Przestań  się  martwić,  to  był  przecież  wypadek.  Pomogła  mu  dojść  do 

łazienki,  ale  zatrzymała  się  w  progu  i  Lucas  już  sam  podszedł  do  dużej, 
staromodnej umywalki.  

– Podać ci coś? – zaproponowała, czując się trochę onieśmielona zaistniałą 

sytuacją.  

–  Jeśli  byś  mogła,  to  daj  mi  czysty  ręcznik  –  powiedział,  wskazując  na 

szafkę obok drzwi.  

Skinęła głową. Sięgnęła do szafki i wyjęła z niej puszysty ręcznik, jeszcze z 

metką.  Zerwała  ją  i  odwróciła  się  w  stronę  Lucasa.  Właśnie  zdejmował 
podkoszulek, Honey stanęła i z otwartymi ustami obserwowała go.  

background image

Lucas  odkręcił  kurek  i  nabrał  trochę  wody  w  swoje  duże  dłonie.  Umył 

twarz i klatkę piersiową, a później ochlapał obsypane piaskiem plecy. W końcu 
włożył głowę pod kran i masował ją palcami. Honey obserwowała każdy jego 
ruch. Miał jak dawniej szerokie barki i ramiona, a przy tym wąskie biodra. Gdy 
się odwrócił i sięgnął po ręcznik, zauważył, że wciąż mu się przygląda. Honey 
podała mu ręcznik, starając się uniknąć jego wzroku.  

– Dziękuje.  
Wziął od niej ręcznik i energicznie wytarł głowę, a później przewiesił go 

sobie przez ramię. Z satysfakcją spostrzegł, że Honey zerka na niego. „Nie jestem 
jej tak obojętny, jak próbuje mi wmówić” – pomyślał. Spojrzał na nią.  

Honey  odruchowo  chwyciła  za  klamkę.  Miała  ochotę  uciec  z  łazienki, 

która nagle wydała się jej zbyt ciasna. Niestety, zdawała sobie sprawę, że musi 
zostać z Lucasem.  

– I jak to wygląda? – zapytała, wskazując ruchem głowy na stopę.  
– Skręcona.  
– Chyba trochę spuchła, nie sądzisz? 
Spojrzał na swoją stopę, ale nie zauważył żadnej zmiany.  
– Może odrobinę.  
– Przydałyby się okłady z lodu. Masz jakiś worek z lodem? 
Gdy pokręcił głową, mówiła dalej.  
– Nie szkodzi. Przygotuję sama.  
– Naprawdę, nie chciałbym sprawiać ci kłopotu.  
–  Nie  żartuj.  Chodź,  pomogę  ci  przejść  do  salonu,  tam  będziesz  mógł 

usiąść.  

Zawahała się przez chwilę. Chciała przygotować się psychicznie, zanim ją 

znów obejmie. Podeszła bliżej.  

Oparł  się  o  jej  ramię  i  utykając  wszedł  do  pokoju.  Siadając  na  wielkiej 

miękkiej kanapie, lekko pociągnął ją za sobą. Poczuł, jak zesztywniała w jego 
ramionach.  

– Przepraszam – powiedział, gdy udało się jej uwolnić.  
Kolana  jej  drżały.  Był  tak  blisko,  że  czuła  zapach  jego  ciała.  Wilgotne 

włosy delikatnie musnęły jej rękę, wprowadzając ją w stan podniecenia.  

– Ufff, w porządku! – odetchnęła z ulgą, ale jej głos zabrzmiał inaczej niż 

zwykle. – Poczekaj, zaraz wrócę – poinformowała go i szybko wyszła.  

Gdy dotarła do kuchni, z trudem łapała powietrze. Stanęła przy zlewie i 

wzięła  głęboki  oddech.  Miała  uczucie,  jakby  jej  płuca  nagle  się  skurczyły. 
Chwyciła  się  mocno  lady  kuchennej  i  zamknęła  oczy,  starając  się  opanować. 
Wciąż pociągał ją tak samo jak wtedy, gdy ujrzała go po raz pierwszy. Nic się nie 
zmieniło.  Z  tą  różnicą,  że teraz  –  po pięciu  latach  wspólnego życia  –  zdawała 
sobie sprawę, do czego te uczucia mogą doprowadzić i doskonale wiedziała, jak 
tłumić pragnienia, które pojawiały się za każdym razem, gdy na nią patrzył.  

background image

Kilka minut później Honey wróciła do salonu, niosąc zrobiony domowym 

sposobem  worek  z  lodem.  Lucas  leżał  na  kanapie,  trzymając  chorą  nogę  na 
oparciu.  

– Uważaj, to jest zimne – ostrzegła go, wskazując na worek z lodem.  
Położyła  worek  na  górnej  części  stopy,  ale,  ku  jej  przerażeniu,  worek 

ześliznął się. Próbowała jeszcze kilka razy, jednak wciąż z tym samym skutkiem. 
W  końcu  postanowiła  go  przytrzymać,  aby  nie  spadał.  Honey  zdawała  sobie 
sprawę, że Lucas nie spuszczał z niej wzroku.  

– Usiądź – zaproponował po jakimś czasie.  
Przesunął  swoje  długie  nogi  na  koniec  kanapy,  robiąc  jej  w  ten  sposób 

trochę  miejsca.  Honey  siedziała  sztywno,  całą  uwagę  koncentrując  na  stopie 
Lucasa. Nie podobała jej się sytuacja, w jakiej się znalazła.  

Z niepokojem myślała o nagim torsie Lucasa. Nie mogła patrzeć na jego 

twarz, nie widząc owłosionej klatki piersiowej i muskularnych ramion.  

„Jak mu zasugerować, aby włożył koszulę” – zastanawiała się. Starała się 

nie dotykać palcami jego stopy. Każdy dotyk mógł wyzwolić uczucia, których tak 
bardzo się obawiała. Kurczowo ściskała worek z lodem, jakby był liną ratunkową.  

Lucas  zauważył  zakłopotanie  Honey  i  sprawiło  mu  to  przyjemność. 

Siedziała wyprostowana. Bała się poruszyć, aby nie otrzeć się o jego łydkę. W 
pokoju panowała cisza.  

Lucas nie odrywał od Honey oczu, obserwując nierytmiczne falowanie jej 

piersi.  Oddychała  szybko,  udając  zainteresowanie  swoimi  włosami.  „Jest 
niespokojna  jak  wsadzony  na  drzewo  kociak”  –  pomyślał,  a  spostrzeżenie  to 
wywołało dreszcz satysfakcji. Może go nie kochała, ale niewątpliwie wiedziała o 
jego uczuciach.  

– Boli cię? – zapytała Honey, chcąc przerwać zbyt długie milczenie.  
Spojrzała  na  niego  niepewnie.  Lucas  odczuwał  ból,  ale  nie  miał  on  nic 

wspólnego ze stopą.  

– Trochę – odparł.  
– Sądzę, że musimy zawinąć nogę bandażem elastycznym.  
„To znaczy, że znów mnie dotknie” – pomyślał.  
– Tak, to dobry pomysł – zaakceptował chętnie. Westchnęła.  
– A może powinieneś jechać do mnie? 
– Jechać do twojego domu? – powtórzył zaskoczony.  
Skinęła głową.  
– Cóż, przez jakiś czas nie powinieneś nadwerężać tej stopy – powiedziała. 

– Przynajmniej dzień lub dwa. Jeśli pojedziesz ze mną, to zapewnię ci opiekę. Nie 
będziesz martwił się o malowanie i gotowanie. Poza tym, dręczą mnie wyrzuty 
sumienia i chciałabym ci jakoś pomóc.  

Doskonale  zdawała  sobie  sprawę,  że  to  nie  tylko  kwestia  wyrzutów 

sumienia. O  wiele bezpieczniej  czuła  się we  własnym  domu,  wiedząc, że  Vera 

background image

jest w pobliżu. Gdyby został tutaj, musiałaby go ciągle odwiedzać i zajmować się 
nim, a to oznaczało spędzanie z nim wielu godzin sam na sam. Zabranie go ze 
sobą wydawało się mniej... niebezpieczne, przeanalizowała.  

–  W  domu  mam  apteczkę  –  dodała.  –  Z  pewnością  znajdę  coś,  aby  ci 

obandażować stopę. Chyba że jednak zdecydujesz się pójść do lekarza.  

– Nie wydaje mi się to konieczne – stwierdził, próbując spojrzeć na swoją 

stopę przez jej ramię. – Po prostu potrzebny mi odpoczynek.  

– A więc jedziesz ze mną? Przynajmniej na dzisiejszą noc? Mogę odwieźć 

cię jutro rano.  

Lucas usiłował zachować spokój i nie okazywać, jak bardzo cieszy się z tej 

propozycji.  

– Nie chciałbym ci przeszkadzać – powiedział poważnym tonem.  
–  Ależ  nie  ma  żadnego  problemu  –  zapewniła  go.  –  Cały  dzień  możesz 

odpoczywać  i  oglądać  video  czy  opalać  się  przy  basenie,  oczywiście,  jeśli 
obiecasz, że nie będziesz nadwerężał stopy.  

„To  brzmi  jak  cudowna  bajka  –  pomyślał  Lucas.  –  Czyżby  szczęście 

zaczęło się do mnie uśmiechać?” 

– Cóż, jeśli jesteś tego pewna. W takim razie zabiorę trochę rzeczy.  
– Ja to zrobię – zaproponowała zadowolona, że nadarzyła się okazja, aby 

wyjść z pokoju. – Powiedz mi tylko, co chcesz.  

Honey poszła do sypialni, aby spakować Lucasa.  
– Nie zapomnij o moich kąpielówkach – zawołał. – Powinnaś je znaleźć w 

dolnej szufladzie tej starej komody. Pamiętaj również o bieliźnie.  

Uśmiechnął się do siebie, zastanawiając się, czy Honey ciągle jeszcze nosi 

ten  niebieski  kostium  kąpielowy  bez  ramiączek,  w  którym  tak  ponętnie 
wyglądała.  

W  pokoju obok  Honey  grzebała  w  górnej  szufladzie  bardzo  zniszczonej 

komody, szukając skarpetek i bielizny Lucasa. Żałowała, że nie zgodziła się, aby 
spakował się sam.  

„Nic  nie  jest  bardziej  podniecające,  niż  dotykanie  męskiej  bielizny”  – 

pomyślała, czując wypieki na twarzy.  

Wyjęła rzeczy i wsunęła szufladę, robiąc jednak przy tym dużo hałasu.  
– Wszystko w porządku? – zapytał Lucas zaniepokojony tym odgłosem.  
– Tak – mruknęła niewyraźnie. – Gdzie mogę znaleźć jakąś reklamówkę 

czy torbę, aby włożyć te rzeczy? 

Lucas  uśmiechnął  się  szeroko.  Założyłby  się  o  ostatniego  centa,  że 

oglądanie jego bielizny wprawiło Honey w stan podniecenia.  

– W gabinecie stoi mała walizeczka – poinformował ją. – Na pewno nie 

potrzebujesz mojej pomocy? 

– Poradzę sobie – zapewniła go. – Które koszule i buty mam zabrać? 
–  Wybierz  sama.  Zawsze  miałaś  dobry  gust.  Honey  zacisnęła  zęby  i 

background image

zdecydowanie  wkroczyła  do  gabinetu.  Stały  tam  walizki  Lucasa;  wzięła 
najmniejszą i rzuciła ją na łóżko. Wydawało się jej, że pogniecione prześcieradła 
patrzyły na nią z takim pożądaniem jak bielizna Lucasa. Skończyła pakowanie w 
rekordowym  czasie.  Stwierdziła,  że  ta  metoda  sprawi  jej  mniej  kłopotów.  Nie 
miała  ochoty  zastanawiać  się,  jaką  bieliznę  chciałby  wziąć  ze  sobą,  czy  która 
koszula lepiej harmonizuje z jego ciemną karnacją i... Honey zamknęła walizkę i 
zatrzasnęła zamki.  

–  Gotowy?  –  zapytała,  gdy  chwilę  później  stanęła  przed  nim,  usiłując 

sprawić wrażenie spokojnej i opanowanej. – Ach, przepraszam, musisz przecież 
jeszcze w coś się ubrać! – dodała, kiedy zobaczyła jego nagi tors.  

Jak mogła zapomnieć? Poszła ponownie do sypialni.  
–  Pamiętaj  o  szczoteczce  do  zębów  –  przypomniał  jej,  próbując 

powstrzymać się od śmiechu.  

„Cóż, życie zaczęło wyglądać znów bardzo optymistycznie” – pomyślał.  
Honey wróciła ze szczoteczką do zębów i czystą koszulą.  
– Mam nadzieję, że włożysz ją sam – stwierdziła, rzucając mu koszulę na 

kolana.  

– Jeśli nie będę miał innego wyjścia... – odparł, robiąc przy tym wymowną 

minę.  

Honey nie odpowiedziała. W tak napiętej atmosferze, jaka istniała między 

nimi, wzajemne przekomarzanie się w sprawach seksualnych wydawało jej się 
nie na miejscu.  

Wzięła walizkę i pomogła mu wyjść.  
Drogę  do  domu  Honey  przejechali  bardzo  szybko.  Lucas  kurczowo 

chwytał się klamki przy drzwiach, gdy ciężarówka podskakiwała na wyboistych 
wiejskich drogach, i zastanawiał się, dlaczego tak się spieszą. Może Honey nie 
chce  tracić  cennego  czasu,  który  spędzą  razem,  przekonywał  sam  siebie.  Ale 
kiedy dotarli do rezydencji Buchannanów, jego nadzieje okazały się płonne. Vera 
powitała ich przy drzwiach wejściowych, rzucając pełne grozy spojrzenie.  

– Co się stało? – zapytała.  
Wyprostowała się, okazując swoje niezadowolenie, kiedy Honey pomagała 

Lucasowi przejść przez korytarz.  

– Lucas zwichnął nogę – poinformowała Honey. – A ponieważ nie chciał 

iść do lekarza, zaproponowałam mu, aby pozostał dzień lub dwa tutaj.  

– Tutaj? – powtórzyła Vera z przerażeniem w głosie. Spojrzała na Lucasa, a 

on uśmiechnął się do niej.  

Vera odwróciła wzrok z siłą, która mogła przyprawić o zawrót głowy.  
– Dlaczego tutaj? 
– Bo to przeze mnie zdarzył się ten wypadek – odpowiedziała Honey.  
Zamknęła drzwi i postawiła na podłodze walizkę.  
– Nie mam czasu na wyjaśnienia – dodała w pośpiechu. – Muszę już wyjść.  

background image

– Wyjść? – Vera i Lucas zapytali niemal równocześnie.  
Lucas podszedł bliżej, zapominając jednak o utykaniu. Spostrzegł, że nie 

uszło to uwadze Very.  

– Dokąd idziesz? 
–  Wracam  na  twoją  posiadłość  –  odparła.  –  Przecież  mówiłam  ci,  że 

przyjedzie ktoś, aby zaorać teren, pamiętasz? – Ponownie zwróciła się do Very: – 
Połóż  mu  lód  na  tę  stopę,  a  gdy  opuchlizna  zniknie,  obandażuj  mu  ją.  Wiesz, 
gdzie leży apteczka.  

Vera aż zaczerwieniła się ze złości. W pierwszej chwili nie zareagowała.  
– Chcesz, żebym ja to zrobiła? – odezwała się w końcu.  
Ton jej głosu wskazywał, że wolałaby zbierać z pastwisk krowie łajno, niż 

spełnić prośbę Honey.  

–  Proszę,  Vero,  oczywiście,  jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu  – 

powiedziała Honey. – Nie mogę tracić więcej czasu. A ty, Lucasie... – Przerwała i 
rzuciła mu surowe spojrzenie. – ...nie nadwerężaj stopy. A teraz wychodzę.  

Zanim zdążyli zaprotestować, była już za drzwiami.  
Vera milczała, przyglądając się jego nodze. Lucas tymczasem słuchał, jak 

Honey włączyła silnik ciężarówki i powoli jechała wysypaną żwirem drogą.  

„Czym zasłużyłem sobie na taki los?” – pomyślał, patrząc na Verę.  
– Co właściwie tutaj robisz, Lucasie McKay’u? – zapytała.  
Zawahał się. „Łatwo mogłem oszukać Honey, ale Vera nie uwierzy w to 

skręcenie  – pomyślał. Honey jest tak łatwowierna i naiwna, że nie rozszyfruje 
jego planów. Natomiast ta kobieta – tak. Miał do wyboru dwie możliwości: albo 
kontynuować tę komedię, albo wszystko jej wyjaśnić.  

– Skręciłem nogę – powiedział, uśmiechając się niewinnie.  
Wybrał pierwszy wariant.  
–  Czyżby?  –  Spojrzała  z  politowaniem.  Skrzyżował  ręce  na  piersiach  i 

oparł się plecami o ścianę. Plan numer jeden nie powiódł się.  

–  Jesteś  dla  mnie  zbyt  trudnym  przeciwnikiem  –  przyznał  szczerze.  – 

Próbuje odzyskać swoją żonę i dzieci – mówił dalej już poważnym głosem. – Jak 
dotąd niczego jeszcze nie osiągnąłem. Teraz wszystko zależy od ciebie. Możesz 
mi pomóc albo zdradzić Honey moje zamiary.  

– Dlaczego niby miałabym ci pomóc? – Vera nawet nie drgnęła.  
Opuścił ręce i przysunął się krok bliżej.  
–  Dlatego,  że  ją  wciąż  kocham  i  doskonale  wiesz  o  tym.  –  Dotknął  jej 

twarzy.  –  A  także  dlatego,  że  jestem  ojcem  Todda  i  Melissy.  I  zrobię  dla  nich 
wszystko.  

– Zabierz palec z moich ust, zanim ci go odgryzę i splunę nim w ciebie – 

ostrzegła go.  

Szybko schował dłoń do kieszeni. Tam przynajmniej była bezpieczna.  
– A teraz ty łaskawie posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. – Zrobiła krok 

background image

do przodu.  

Stali tak blisko siebie, że Lucas czuł zapach jej perfum przypominających 

wanilię.  

–  Nie pozwolę,  abyś  przychodził do tego  domu  i  rozkazywał  mi.  Kiedy 

Honey  była  twoją  żoną  i  razem  mieszkaliście,  obchodziła  cię  tyle,  co 
zeszłoroczny śnieg. Jaką mam pewność, że to się więcej nie powtórzy? 

Nie wahał się ani chwili.  
– W głębi duszy wierzysz mi, kiedy mówię, jak mocno kocham Honey – 

odpowiedział  szczerze.  –  Wiesz,  że  jestem  dobrym  człowiekiem.  Ludzie 
popełniają  błędy,  ale,  Bóg  mi  świadkiem,  odpokutowałem  za  swoje  grzechy. 
Proszę,  zaufaj  mi.  A  poza  tym,  tak  naprawdę,  to  nie  powinnaś  mnie  osądzać. 
Dzieciństwo Honey nie należało do najszczęśliwszych i to ty ponosisz za to winę 
na równi z jej ojcem! 

Vera potrząsnęła z oburzeniem głową.  
– Nie wiem, o czym mówisz.  
– Honey była zbyt mała, aby zostać tylko z ojcem. Mogłaś coś zrobić. Ba, 

nawet  powinnaś.  I  jeszcze  jedno.  Nigdy  nie  traktowałem  źle  Honey.  Jeśli 
podejmowałem za nią decyzje, to tylko dlatego, że sama nie potrafiła kierować 
własnym  życiem.  Tak  niestety  została  wychowana.  –  Przerwał  na  chwilę.  – 
Myślę, że potrzebuje mnie teraz.  

– Honey nie wymaga już twojej opieki. – Wyczuł satysfakcję w jej głosie.  
– Z pewnością nie jestem jej niezbędny przy podejmowaniu decyzji, ale na 

pewno potrzebuje miłości, a ja mogę jej to ofiarować. Czyżbyś przekonała ją, że 
jest inaczej? 

–  Do  niczego  jej  nie  przekonywałam  –  odparła.  –  Nie  masz  także  racji, 

obwiniając  mnie  o  jej  nieudane  dzieciństwo.  –  Twarz  Very  poczerwieniała  ze 
złości.  –  Wiele  razy  broniłam  ją  przed  majorem  Buchannanem.  Często  nawet 
kłóciłam się z nim, a  potem musiałam błagać, aby nie wyrzucał mnie z pracy. 
Nauczyłam się trzymać język za zębami. Gdybym odeszła, Honey zostałaby sama 
na tym świecie. Obdarzyłam ją miłością. Zastąpiłam jej oboje rodziców. Nie wiń 
mnie za wszystko.  

Przerwała  nagle,  usiłując  zaczerpnąć  głęboko  powietrza.  Pobladła.  Nie 

uszło to uwadze Lucasa.  

– Co się stało? – Podszedł do niej.  
– A co się miało stać? Zdenerwowałeś mnie, ty wariacie.  
Potknęła się, oparła plecami o ścianę i ciężko osunęła na stojącą tam ławkę. 

Lucas zmarszczył brwi.  

– Jesteś chora? 
– Mam przecież siedemdziesiąt lat, oczywiście, że jestem chora.  
– Przepraszam za moje zachowanie. Czy mogę coś dla ciebie zrobić? 
– Nie, zaraz mi przejdzie. – Usiadła wygodniej. – Po prostu starzeję się.  

background image

–  Właśnie  dlatego  powinnaś  ułatwić  mi  odzyskanie  Honey  i  dzieci.  Na 

pewno chcą być razem ze mną. Pomożesz mi? 

Przez chwilę patrzyła na niego.  
– Nie, nie pomogę ci, Lucasie – powiedziała w końca. – Musisz zrobić to 

sam. Ale nie powiem jej o tej twojej nodze, jeśli ma to oczywiście dla ciebie takie 
znaczenie. Chodźmy teraz do kuchni, obandażuję ci ją.  

Wstała i skierowała się w stronę drzwi. Lucas podążał za nią. Nagle się 

zatrzymała – Tylko pamiętaj, nie popełnij drugi raz tego samego błędu, chłopcze 
– ostrzegła go. – Jeśli znowu skrzywdzisz Honey, tym razem będziesz miał ze 
mną do czynienia.  

 
Wieczorem,  kiedy  Honey  wróciła  do  domu,  spocona  i  zmęczona,  Lucas 

leżał na kanapie, oglądając telewizję. Zabandażowaną nogę wygodnie wyciągnął 
przed sobą.  

– Co z nogą? – zapytała.  
Jej widok sprawił mu taką radość, że z trudem powstrzymał się, aby do niej 

nie podejść.  

– Myślę, że znacznie lepiej – odpowiedział słabym głosem.  
Do pokoju weszła Vera, niosąc na tacy dzbanek mrożonej herbaty dwie 

szklanki.  

– Tego właśnie potrzebowałam. – Honey z widoczną ulgą osunęła się na 

krzesło. Gospodyni napełniła jedną szklankę i podała ją Honey.  

– Vero, ja też poproszę, oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko temu – 

odezwał się Lucas.  

Spojrzała na niego ponurym wzrokiem. Honey nie zauważyła tej raptownej 

zmiany w zachowaniu Very. Roześmiała się.  

–  Cieszę  się,  że  dobrze  się  czujecie  w  swoim  towarzystwie.  Vero,  co 

sądzisz o nodze Lucasa? 

Vera usiadła przy stoliczku.  
– Nie wygląda to najlepiej – odpowiedziała, spuszczając wzrok na ziemię.  
Honey podniosła brwi ze zdziwienia.  
– Naprawdę, ale to chyba nic poważnego? 
– No cóż. – Vera popatrzyła na niego, napełniając herbatą drugą szklankę. 

– Sądzę, że powinien zostać tu kilka dni. Może mu się przecież pogorszyć.  

– Kilka dni? Myślałam, że to była tylko drobnostka.  
– Zaraz po twoim wyjeździe poczułem się znacznie gorzej. – Lucas wtrącił 

się do rozmowy. – Wygląda to dosyć nieprzyjemnie, o ile mogę coś powiedzieć.  

Honey wydawała się zaskoczona.  
– Strasznie cię jeszcze raz przepraszam. Nie wiedziałam. Mocno boli? 
– Trochę. Ale wytrzymam – odpowiedział dziarskim głosem.  
–  Vero,  dlaczego  nie  zrobiłaś  Lucasowi  jednego  z  tych  drinków,  które 

background image

zawsze  podawałaś  ojcu  podczas  jego  ataków  reumatyzmu?  Pamiętasz,  to  z 
gorącego grogu.  

– W taki upał? – zdziwiła się Vera.  
–  Tutaj  w  środku  wcale  nie  jest  tak  gorąco.  Poza  tym,  jestem  przecież 

odpowiedzialna za ten wypadek, a nic innego nie możemy teraz zrobić. Nie masz 
chyba nic przeciwko temu? 

Vera spojrzała na niego.  
– Nie, nie mam – mruknęła pod nosem, chociaż jej spojrzenie wskazywało, 

że myśli zupełnie inaczej. Skierowała się do drzwi; długo słyszeli, jak szła wolno 
korytarzem.  

Honey uśmiechnęła się do Lucasa i wypiła łyk mrożonej herbaty.  
–  Kiedy  tylko  spróbujesz  grogu  Very,  od  razu  zapomnisz  o  bólu  – 

zażartowała i spojrzała na zegarek. – Powinnam szybko skoczyć pod prysznic, 
jeszcze przed kolacją. Wspominałam ci, że Eryk przyjdzie do nas wieczorem.  

Zakrztusił się nagle herbatą.  
– Eryk – powtórzył niewyraźnie.  
– Opowiedziałam mu o twoim wypadku i o tym, że zostaniesz u mnie parę 

dni. Chciał koniecznie spotkać się z tobą i dlatego zaprosiłam go na kolację  – 
kontynuowała. – Może być w każdej chwili, więc lepiej już pójdę do łazienki.  

Wstała  i  ruszyła  w  stronę  schodów.  Przy  drzwiach  zatrzymała  się, 

przepuszczając Verę.  

– Proszę, oto twoje lekarstwo. – Gospodyni energicznie postawiła szklankę 

przed Lucasem. – Smacznego – dodała przez zaciśnięte zęby.  

Honey nie zauważyła aluzji ukrytej w wypowiedzi Very.  
–  Idę  wziąć  prysznic,  Vero.  Zaraz  Eryk  przyjdzie  na  kolację.  Nie  masz 

chyba nic przeciwko temu? 

Vera potrząsnęła głową.  
– Czy mogłabyś jeszcze podłożyć poduszkę pod tę chorą nogę Lucasa? Tak 

jest mu chyba niewygodnie.  

– Uhm – brzmiała odpowiedź.  
–  Spróbuj  znaleźć  też  telepilota,  gdyż  nie  chcę,  aby  Lucas  musiał 

podchodził do telewizora. – Spojrzała na niego. – A ty zarezerwuj sobie parę dni. 
Zostaniesz tutaj tak długo, dopóki nie wyleczysz całkowicie nogi. Vera dotrzyma 
ci towarzystwa.  

Odwróciła  się  i  opuściła  pokój,  nie  dostrzegając  spojrzenia,  jakim 

obrzuciła ją gospodyni.  

Honey  weszła  pod  prysznic.  Gorący  strumień  wody,  niczym  zmysłowy 

obłok, sprawił jej dużą przyjemność. Z zamkniętymi oczyma namacała butelkę 
szamponu.  Polała  go  sobie  na  głowę.  Zapach  szamponu  nieoczekiwanie 
przypomniał jej dzieci. Uśmiechnęła się łagodnie.  

Tęskniła  za  nimi.  Często  liczyła  dni  dzielące  ją  od  ich  powrotu.  Nieraz 

background image

chciała już wziąć samochód i pojechać na obóz, aby je zobaczyć, ale wiedziała, że 
Todd nie wybaczyłby jej tego. Nieustannie dręczyła ją myśl, że są za małe, aby 
pozostawały przez dwa tygodnie bez jej opieki. Mimo wszystko zdecydowała się 
je wysłać na ten obóz. Nie chciała zadręczać dzieci, postępując tak, jak jej ojciec.  

„Jakoś  przeżyję  jeszcze  ten  jeden  tydzień”  –  pomyślała.  Dalej  będzie 

wysyłała  kartki  pocztowe  i  paczki,  nie  odwiedzi  jednak  obozu.  Zresztą,  miała 
teraz pełne ręce roboty, od kiedy pojawił się Lucas. Musi przecież uporządkować 
parę spraw.  

Honey  spłukała  włosy  i  zaczęła  namydlać  ciało.  Ani  przez  chwilę  nie 

przestawała myśleć o siedzącym na dole mężczyźnie, który znów pojawił się w 
jej życiu, wprowadzając tyle zamieszania.  

„Chyba oszalałam, zapraszając go do swojego domu” – stwierdziła. Wtedy 

uznała to nawet za niezły pomysł, ale teraz, kiedy okazało się, że zostanie u niej 
dłużej,  niż  pierwotnie  planowała,  trochę  się  tego  obawiała.  Wspólny  obiad  z 
pewnością  rozbudzi  wspomnienia,  przypomni  spędzone  razem  chwile.  Honey 
wzruszyła się. Ostatnio większość czasu pochłaniało jej powstrzymywanie się od 
płaczu. Ciągle myślała o nim. Pamiętała ich pierwsze spotkanie, gdy wręczył Jej 
czek i zaprosił na obiad.  

Tej  nocy  poszła  z  nim  do  łóżka.  Zawsze,  kiedy  to  sobie  przypominała, 

czuła się trochę skrępowana. Na pewno nie zwierzy się nigdy z tego córce. Wtedy 
jednak  wydawało  jej  się  czymś  naturalnym  zakończyć  wieczór  w  ramionach 
mężczyzny. To przecież ona zasugerowała, aby poszli do niego. Pamiętała, jak 
Lucas zdziwił się tą propozycją. Na samo wspomnienie oblała się rumieńcem.  

W głębi duszy jednak zdawała sobie sprawę, że teraz też by tak postąpiła. 

Lucas jako kochanek był dla niej bardzo czuły. Tak długo pieścił ją i całował, aż 
poczuła się całkowicie bezpieczna w jego ramionach. Rozumiał jej obawy, kiedy 
delikatnie muskał ustami całe jej ciało, brzuch, piersi, pośladki, uda. W końcu 
zanurzył  swoją  twarz  w  złocistych  lokach  na  podbrzuszu.  A  gdy  przeżyła 
pierwszy w swoim życiu orgazm, wiedziała już, że major oszukał ją, opowiadając 
o tym, co może się zdarzyć w stosunkach między kobietą i mężczyzną.  

Nie czuła się wcale winna, wprost przeciwnie, miała wrażenie, jakby niebo 

się przed nią otworzyło. Przekonała się, że jest zdolna do miłości, miłości, której 
tak bardzo brakowało jej u rodziców. Nie poczuła żadnego bólu, kiedy wszedł w 
nią. Ogarnęła ją rozkosz, jakiej nigdy przedtem nie zaznała. Potem Lucas otarł jej 
twarz  i  uda  mokrą  chusteczką,  patrząc  na  nią  rozkochanym  wzrokiem.  Gdy 
przycisnął ją do swojej piersi i usłyszała bicie jego serca, wiedziała, że go kocha 
miłością,  o  której  pisali  wielcy  poeci.  Nigdy  wcześniej  nie  była  bardziej 
szczęśliwa.  

Gdy rano wróciła do domu, ogarnął ją strach. Na ustach czuła jeszcze smak 

pocałunków Lucasa, włosy miała potargane. Major czekał na nią, tak wściekły jak 
nigdy.  Wzdrygnęła  się  na  samą  myśl  o  tym,  co  wtedy  przeżywała.  Był  z  nią 

background image

jednak Lucas, stał przed ojcem, którego tak się bała i nienawidziła jednocześnie.  

–  Nigdy  już  nie  pozwolę  ci  jej  skrzywdzić.  –  Lucas  zasłaniał  ją  przed 

majorem własnym ciałem. – Ona zostanie moją żoną.  

Honey  była  tak  dumna  z  niego,  że  nawet  nie  zwróciła  uwagi,  iż  Lucas 

oficjalnie  się  jej  przecież  nie  oświadczył.  On  tymczasem  pokiwał  głową  i 
powiedział z sarkazmem: 

– Zresztą, majorze, Honey nosi już pod sercem twojego wnuka.  
Ojciec  o  mało  nie  dostał  ataku,  kiedy  usłyszał  te  wiadomość.  Po  raz 

pierwszy widziała, jak desperacko usiłował zachować zimną krew. Zaczerwienił 
się.  

–  W  takim  razie  bierz  ją  –  zdecydował.  –  Teraz  nikt  już  jej  nie  zechce. 

Niech wiec zostanie z synem pakowacza mięsa.  

Honey opuściła dom rodzinny, zabierając ze sobą tylko tę jedną sukienkę, 

którą  miała  na  sobie.  Lucas  obiecał  następnego  dnia  uzupełnić  jej  garderobę. 
Kupił  Honey  takie  same  płócienne  rzeczy,  jakie  nosiła  całe  życie.  Nie 
powiedziała mu, że bardzo nie lubi tego stylu, po prostu nie chciała zrobić mu 
przykrości.  

– Nikt nie może mi zarzucić, że nie jestem w stanie ubrać cię tak dobrze, 

jak ojciec – stwierdził z dumą.  

Poprosiła go także, aby pomógł jej wybrać bieliznę i do dzisiaj pamiętała, 

jak się ucieszył, gdy zobaczył ją w tych rzeczach, które sam zaproponował.  

Pobrali  się  dwa  dni  później  w  Sweetbriar.  Jedynym  świadkiem  był 

przyjaciel  Lucasa,  Max.  Swój  miesiąc  miodowy  spędzili  w  małym  mieście  w 
Meksyku.  Cafe  dni  leżeli  na  tarasie  hotelu,  opalając  się,  nocami  zaś  długo  się 
kochali.  

Doskonale  pamiętała,  jak  pewnej  nocy,  kiedy  już  odpoczywali  po 

miłosnych  uniesieniach,  Lucas  powiedział  jej,  ze  ma  twarz  anioła,  a  ciało 
prostytutki. Długo potem płakała w poduszkę, nie rozumiała, jak można mówić 
takie  komplementy  kobiecie.  Marzyła  o  tym,  aby  powiedział,  że  jest  pełna 
wdzięku  jak  polny  kwiatek  albo  przyrównał  jej  urodę  do  górskiego  kryształu. 
Lucas  nie  należał  jednak  do  mężczyzn,  którzy  w  ten  sposób  adorują  kobiety. 
Słowa,  jakie  jej  szeptał,  gdy  się  kochali,  w  niczym  nie  przypominały  tych 
pięknych  opisów  miłości,  znanych  z  literatury  i  których  oczekiwała  od 
wyśnionego  kochanka.  Były  tak  ostre,  że  jeszcze  dzisiaj  na  ich  wspomnienie 
oblewała się rumieńcem.  

Z  prysznica  zaczęła  lecieć  zimna  woda.  Honey  zadrżała,  a  sutki  na  jej 

piersiach skurczyły się. „Ciekawe, czy to efekt zimna, czy też marzeń o Lucasie” 
– pomyślała. Lucas zawsze oddziaływał na nią w określony sposób. Drżała w jego 
ramionach, a jej rozpaloną twarz oblewał rumieniec. Wewnątrz czuła dreszcze 
podniecenia, delikatne ciepło rozpływało się po jej ciele, sprawiając, że stawała 
się uległa.  

background image

W  jej  oczach  znów  pojawiły  się  łzy.  Czy  Lucas  domyślał  się,  co 

przeżywała, odkąd przyjechał do miasta? Cały czas próbowała zachować pozory. 
Chciała  uchodzić  za  kobietę  zdecydowaną,  niezależną,  która  już  dawno 
zapomniała o przeszłości. Czasami nawet udawało jej się przekonać o tym samą 
siebie.  Miłość  do  tego  mężczyzny  przypominała  Honey  wietrzną  ospę,  gdy 
gorączka  opada,  ale  człowiek  ciągle  ma  ochotę  się  podrapać.  Tak,  wciąż  go 
pragnęła.  

Dwadzieścia  minut  później  Honey  zeszła  na  dół,  ubrana  w  śnieżnobiałe 

szorty  i  czerwoną  bluzkę,  zrobioną  na  drutach.  Miała  delikatny  makijaż,  a  jej 
włosy były jeszcze mokre.  

„Nigdy nie wyglądała piękniej” – pomyślał Lucas. Jej policzki przybrały 

kolor  bluzki,  a  oczy  błyszczały  jak  klejnoty.  Nie  zdążył  jej  jednak  tego 
powiedzieć, zadzwonił bowiem dzwonek u drzwi i Honey pobiegła otworzyć.  

–  Lucasie,  to  jest  Eryk  Severnson  –  przedstawiła  wysokiego  blondyna. 

Lucas  podparł  się  nogą  leżącą  na  poduszce  i  wyciągnął  dłoń,  którą  młody 
mężczyzna serdecznie uścisnął.  

–  Bardzo  chciałem  cię  poznać  –  powiedział  z  wyraźnym  szwedzkim 

akcentem. – Honey wiele mi o tobie opowiadała.  

Lucas nie bardzo wiedział, jak zareagować, zaskoczony wzrostem Eryka. 

Sam był dość wysoki, mierzył prawie sto dziewięćdziesiąt centymetrów i rzadko 
musiał  podnosić  głowę  do  góry  podczas  rozmowy  z  drugą  osobą,  ale  ten 
złotowłosy olbrzym przewyższał go o dobrych dwadzieścia centymetrów. Poza 
tym zbudowany był jak atleta.  

„Od kiedy to Honey lubi kulturystów? – pomyślał. – Ten facet z pewnością 

bierze sterydy” – pocieszył się w duchu.  

–  Miło  mi  –  odpowiedział,  wiedząc,  że  tym  razem  kłamie.  Ciekawe, 

dlaczego  Eryk  chciał  się  z  nim  spotkać?  Chyba  nie  był  zadowolony  z  jego 
obecności  pod  tym  dachem?  Szczery  uśmiech  na  twarzy  Europejczyka 
wskazywał jednak coś innego.  

– Słyszałem, że miałeś dzisiaj wypadek. – Eryk spojrzał na zabandażowaną 

nogę. – To nic poważnego, prawda? 

Lucas potrząsnął przecząco głową.  
– Chyba nie, to tylko mała kontuzja.  
– Vera sądzi inaczej. Lucas musi odpocząć. Poprosiłam go, aby został tu, 

aż wyzdrowieje. – Honey stanęła obok Eryka.  

Lucas  uważnie  obserwował  reakcje  młodego  mężczyzny,  kiedy  Honey 

podeszła do niego. Spostrzegł nagle, że oboje tworzą idealną parę. Jasnowłosi, 
ogorzali od pracy na świeżym powietrzu. Zaciekawiło go, ile czasu Eryk spędzał 
z Toddem i Melissą i czy kiedykolwiek wzięto go za ich ojca. One też przecież 
miały takie jasne włosy. Zacisnął zęby ze złością. Z trudem powstrzymał się, aby 
nie wstać i nie zapytać, czy coś ich nie łączy.  

background image

Na  szczęście  Vera  przerwała  jego  rozważania,  wchodząc  do  salonu  i 

informując, że kolacja już gotowa. Eryk podszedł do niego i zaoferował swoją 
pomoc.  

– Nie jestem przecież inwalidą. – Lucas zsunął się z kanapy i pokuśtykał w 

stronę drzwi.  

–  Oczywiście.  Nie  chciałem  cię  urazić.  Po  prostu  nie  wiemy,  jak  to 

wygląda. Jeśli się zgodzisz, to zabiorę cię jutro do kliniki. Mamy ubezpieczenie 
od tego rodzaju zdarzeń, wiesz chyba o tym? 

Lucas zatrzymał się w pół drogi.  
– W porządku, wezmę je. Pewnie boisz się, żebym nie wytoczył ci procesu.  
– Lucasie! – Honey rozdzieliła dwóch mężczyzn. – Przestań! Nie obrażaj 

moich gości.  

– Daj spokój. – Przerwał Eryk. – Jestem pewny, że Lucas nie miał nic złego 

na myśli.  

Lucas spostrzegł wyraz dezaprobaty na twarzy Honey i zorientował się, że 

tym razem przesadził.  

– Honey ma racje – powiedział w końcu. – Nie chciałem być niegrzeczny. 

Przepraszam za to, co powiedziałem. – Przerwał, czując się jak skarcony uczniak. 
– Czuję się trochę sfrustrowany. Będę przecież przykuty do łóżka przez pewien 
czas. – Wyciągnął rękę do Eryka. – Mam nadzieję, że nie żywisz do mnie urazy.  

Szwed nie wahał się ani chwili.  
– Oczywiście, że nie. – Mocno uścisnął podaną dłoń.  
–  Na  pewno  martwisz  się  o  swoje  interesy?  –  zapytał  już  w  jadalni, 

przysuwając krzesło Lucasowi. – Gdybym tylko mógł ci w czymś pomóc...  

Lucas  kompletnie  nie  wiedział,  co  o  tym  wszystkim  sądzić.  Czy  Eryk 

chciał rzeczywiście się z nim zaprzyjaźnić, czy  może jednak bał się procesu o 
odszkodowanie? 

– Mam dużo pracy związanej z wykończeniem domu – stwierdził. – Pragnę 

się z tym uporać, zanim Todd i Melissa wrócą z obozu.  

– Przepraszam was na momencik – wtrąciła Honey. – Sprawdzę, czy Vera 

mnie przypadkiem nie potrzebuje.  

Zniknęła za obrotowymi drzwiami.  
–  A  co  konkretnie  musisz  zrobić?  –  zapytał  Eryk,  siadając  na  swoim 

krześle.  

– Skończyć malowanie, powiesić firanki i zasłonki na oknach i oczywiście 

kupić meble, chociaż, prawdę powiedziawszy, za bardzo się na tym nie znam.  

– Doskonale cię rozumiem. Kiedy ja się meblowałem, poprosiłem Honey o 

pomoc. Powinieneś uczynić to samo.  

– Już to zrobiłem, ale nie zgodziła się. – Lucas ściszył nagle głos.  
Honey  pchnęła  obrotowe  drzwi  i  weszła  do  jadalni,  niosąc  w  rękach 

półmisek z wołowiną w warzywach. Eryk nie tracił jednak czasu.  

background image

– Jak mogłaś odmówić Lucasowi pomocy w urządzeniu domu? – zapytał.  
Pytanie to tak zaskoczyło Honey, że zatrzymała się na środku pokoju.  – 

Co? 

–  Lucas  ma  problemy  z  wyborem  mebli do swojego domu,  a  ty  mu  nie 

chciałaś doradzić.  

Honey spojrzała z gniewem na Lucasa. Zdenerwowało ją to, że poruszył 

ten temat przy jej wspólniku. Roześmiała się nerwowo.  

– Nie jestem przecież dekoratorką wnętrz.  
– Ale mnie jednak pomogłaś! 
–  Proponowałem  nawet,  że  jej  zapłacę  –  dodał  Lucas,  nie  zważając  na 

ostrzegawcze spojrzenia Honey.  

– Dobrze, dobrze – przerwała ostro. – Pomogę. Podsunęła mu półmisek.  
– Nałóż sobie – zaproponowała z zaciśniętymi zębami.  
„Znów dopiął swego” – pomyślała. Tym razem podpuścił Eryka. Ciekawe, 

czy Szwed zorientował się w tej grze? Nie, był zbyt na to naiwny, aby dostrzec 
metody, jakimi posługiwał się Lucas. Oczywiście mogła mu wszystko wyjaśnić, 
ale jeszcze pomyśli, że jest zbyt podejrzliwa i traktuje Lucasa opryskliwie. Ba, 
mógł nawet posądzić ją o to, że chce znowu uciec przed Lucasem. Pragnęła tego 
uniknąć, zwłaszcza że niewiele by się pomylił.  

Odetchnęła głęboko. Poczekała przez chwilę, aż Lucas nałoży sobie mięso 

z półmiska, który mu podała. Wyglądał tak niewinnie. Nikt nie domyśliłby się, do 
czego jest zdolny.  

„On doskonale wie, co robi” – pomyślała. Oszukał Eryka, z nią jednak mu 

się nie uda. Uśmiechnęła się słodko. Postanowiła, że nie sprawi mu przyjemności, 
pokazując, jak bardzo to wszystko przeżywa.  

–  Pomogę  ci  –  powtórzyła.  –  Prawdę  powiedziawszy,  zamierzałam  to 

uczynić,  zwłaszcza  po  tym,  co  cię  spotkało.  Rano  zamówię  dwóch  malarzy,  a 
kiedy noga się zagoi, pojedziemy razem do salonu meblowego. Co ty na to? 

– Wspaniale. Dziękuję, Honey. Naprawdę doceniam twoje poświęcenie. – 

Z trudem powstrzymał się od triumfalnego uśmiechu.  

Kolacja  upłynęła  w  miłej  atmosferze  i  Lucas,  ku  swojemu  zaskoczeniu, 

odkrył, że polubił Eryka. Oczywiście w dalszym ciągu uważnie go obserwował. 
Przypatrywał się wszystkim gestom i spojrzeniom, które mogłyby zdradzić, co 
właściwie łączy Honey i Eryka.  

„Jeśli  coś  między  nimi  było,  to  są  bardzo  dyskretni”  –  pomyślał. 

Zaniepokoił  się,  kiedy  Szwed  zaczął  opowiadać  o  swojej  ojczyźnie.  Ten 
mężczyzna  mocno  tęsknił  za  swoją  rodziną,  przyjaciółmi,  krajem  swoich 
przodków.  

W  pewnym  momencie  Honey  przechyliła  się  w  jego  kierunku  i  swoją 

szczupłą  dłonią  przykryła  dłoń  Eryka.  Na  ten  widok  Lucas,  mając  usta  pełne 
wołowiny, omal się nie zakrztusił. Po chwili przeprosił wszystkich, przeszedł do 

background image

drugiego pokoju i znowu położył się na kanapie. Nie chciał być świadkiem tego, 
jak Honey umawia się z Erykiem. Jako rozwódka miała do tego pełne prawo, ale 
Lucas nie potrafił się z tym pogodzić.  

„Czy poszli już razem do łóżka?”  – zastanawiał się. Czy Eryk poznał ją 

równie dobrze, jak on podczas pięciu lat ich małżeństwa? Ogarnął go smutek. Nie 
wyobrażał sobie Honey w ramionach innego mężczyzny.  

Było jeszcze wcześnie, kiedy Eryk pożegnał się i Lucas z zadowoleniem 

obserwował znikającą w alejce wysportowaną sylwetkę Szweda. W tym czasie 
Honey pomagała Verze w kuchni posprzątać po kolacji. Potem przyszła do salonu 
i usiadła naprzeciwko Lucasa.  

–  Powinnam  przekonać  Verę,  aby  przestała  zajmować  się  już  domem  – 

odezwała się. – Jest już stara i nie daje rady. Ale ilekroć proszę ją o to, zawsze 
twierdzi, że ma jeszcze dość siły i energii.  

Spostrzegła nagle album fotograficzny leżący na stoliku.  
– Widzę, że oglądasz zdjęcia dzieci.  
– A tak. Szybko rosną.  
–  Powinieneś  zobaczyć,  jak  szybko  wyrastają  ze  swoich  rzeczy.  – 

Roześmiała się głośno.  

Lucas  zastanowił  się,  czy  Honey  stać  było  na  zakup  nowych  ubrań  dla 

Todda  i  Melissy.  Nie  zapytał  jednak  o  to.  Wysyłał,  co  prawda,  czek  każdego 
miesiąca,  ale  z  pewnością  przy  takich  kłopotach  finansowych,  jakie  ostatnio 
przeżywała, nie była to zbyt wielka pomoc.  

– Nie zdawałem sobie sprawy, ile dla mnie znaczą, dopóki ich nie straciłem 

– powiedział. – Proszę, opowiedz mi o nich.  

background image

ROZDZIAŁ 6 

 
Po chwili Honey uśmiechnęła się i usiadła wygodnie na krześle. Uwielbiała 

opowiadać o swoich dzieciach, często pokazywała znajomym ich fotografie. Była 
z nich dumna i nie wstydziła się tego. Wiedziała, że Lucas jest bardzo spragniony 
wszystkich wiadomości o Toddzie i Melissie.  

– Od czego by tu zacząć? – zastanawiała się. – Wspominałam ci już chyba, 

że Todd gra w szkolnej lidze baseballa.  

– Na jakiej pozycji? 
– Na trzeciej bazie. Todd wolałby, co prawda, rzucać piłką, ale, zdaniem 

trenera, jest na to jeszcze za słaby.  

Lucas słuchał i próbował jednocześnie wyobrazić sobie, co czuje jego syn, 

nie grając na wymarzonej pozycji i zdał sobie nagle sprawę, że kompletnie nie 
wie,  o  czym  może  myśleć  ośmioletni  chłopiec.  Przez  tyle  lat  zaabsorbowany 
sprawami zawodowymi, tak mało czasu poświęcał swoim dzieciom i żonie. Nie 
znał ich marzeń i zainteresowań.  

– W tym roku zamierza zapisać się do drużyny skautów – kontynuowała 

Honey.  –  A  Melissa,  jak  tylko  dorośnie,  pragnie  zostać  samarytanką.  Oboje 
bardzo  lubią  takie  rzeczy.  Uwielbiają  także  zabawy  na  świeżym  powietrzu. 
Dlatego  właśnie,  pomimo  pewnych  obaw,  wysłałam  je  na  obóz  wędrowny 
zorganizowany przez naszą parafię.  

– Jakie masz obawy? 
– Wiesz, Melissę puściłam dopiero pierwszy raz samą. Wydaje mi się, że 

nie jest jeszcze na to wystarczająco duża.  

–  Nie  sądzę,  przecież  to  już  mała  kobietka.  –  Lucas  starał  się  uspokoić 

Honey.  

–  Nie  masz  pojęcia,  ile  zdrowia  kosztowała  mnie  ta  decyzja...  i  nadal 

kosztuje. Ale postanowiłam podarować jej trochę wolności pomimo jej młodego 
wieku. Nie chce, aby dorastała w takich warunkach jak...  – Przerwała nagle. – 
Nigdy nie będę jedną z tych przewrażliwionych matek, które nadmiarem troski 
dręczą swoje dzieci.  

Zrobiło  mu  się  przykro,  gdy  zorientował  się,  że  nawiązała  do  własnego 

dzieciństwa.  

– Daj spokój, wszystko się dobrze ułoży – powiedział po chwili.  
– Mam nadzieje, że zaprzyjaźni się z innymi dziećmi – mówiła dalej. – Jest 

raczej nieśmiała i skryta. Trudno jej nawiązać kontakt z rówieśnikami.  

–  Nie  wyobrażam  sobie  nieśmiałej  Melissy  –  oburzył  się.  –  Zawsze 

wydawała się taka towarzyska, otwarta na otaczający ją świat. Typowa córeczka 
tatusia  –  dodał  z  dumą  w  głosie.  –  Pamiętam,  jak  płakała,  kiedy  była  jeszcze 
malutka. Brałem ją  wtedy ze sobą do łóżka,  razem słuchaliśmy  muzyki, a ona 

background image

zawsze zasypiała na moich rękach.  

Honey miała ochotę przypomnieć mu zupełnie inne sytuacje, gdy, zajęty 

pracą, nie mógł znaleźć czasu dla własnej córki, a Melissa godzinami wyglądała 
przez okno, czekając na ukochanego tatusia. Nie powiedziała jednak tego.  

– Wydaje mi się, że zabawa z innymi dziećmi nie sprawia jej przyjemności. 

Często  się  z  nimi  bije.  Nie  mam  pojęcia,  dlaczego  tak  postępuje.  Może  chce 
zwrócić na siebie uwagę. W każdym razie ta sytuacja powoduje masę kłopotów w 
szkole.  

Twarz  Lucasa  wyrażała  zaniepokojenie.  Honey  zaczęła  zastanawiać  się, 

czy  nie  powiedziała  mu  za  dużo.  Co  prawda,  wcześniej  czy  później  Lucas 
dowiedziałby się o problemach z Melissą i miał do tego pełne prawo, ale...  

Pytanie  Lucasa  przerwało  jej  rozważania.  –  To  chyba  nic  poważnego, 

prawda? 

– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami.  
– Jak to nie wiesz? 
– Naprawdę nie wiem – powtórzyła.  
Honey, widząc, że Lucas coraz bardziej się denerwuje, zdecydowała nie 

trzymać  go  dłużej  w  nieświadomości  i  postanowiła  ostatecznie  wyjawić 
wszystkie problemy, jakie miała z Melissą.  

– Zapisałam ją na wizytę do wybitnego specjalisty za trzy tygodnie.  
– A czym, do cholery, on się zajmuje? Honey westchnęła głęboko.  
– To psycholog dla dzieci. Lucas przeraził się.  
– Wysyłasz sześcioletnią dziewczynkę do psychologa. – Nie pozwolił jej 

przerwać. – Na Boga, Honey, czy ty nie przesadzasz? 

Honey spojrzała na niego z wyrzutem.  
–  Nie  sądzę.  Uwierz  mi,  długo  nad  tym  myślałam,  ale  Melissa  sprawia 

także inne kłopoty. Zabiera cudze rzeczy.  

– Czego to dzieci nie robią – zbagatelizował.  
–  To  staje  się  powoli  jej  przyzwyczajeniem.  Wynosi  z  domu  różne 

przedmioty, ale przede wszystkim – i to mnie najbardziej martwi – przywłaszcza 
sobie rzeczy należące na przykład do nauczycieli. W sklepie nie mogę spuścić z 
niej oka, aby czegoś nie ukradła.  

–  Prawdopodobnie  chce  na  siebie  zwrócić  uwagę,  Honey.  Teraz  ciężko 

pracujesz i z pewnością nie poświęcasz jej wystarczającej ilości czasu. Nie tylko 
jej zresztą – dodał.  

– Wiem, że całą winę zwalasz na moją pracę – powiedziała spokojnie.  
Czuła  jednak,  jak  powoli  ogarnia  ją  irytacja,  taka  jak  w  czasie  obiadu, 

kiedy Lucas przekonał Eryka i obydwaj nakłaniali Honey, aby pomogła Lucasowi 
w urządzeniu domu.  

– Czy nigdy nie przyszło ci do głowy, że to ty możesz być przyczyną całej 

tej historii? 

background image

– W jaki sposób? Przecież widziałem ją w zeszłym roku tylko parę razy.  
– Właśnie dlatego.  
Lucas  zdenerwował  się,  opuścił  nogi  na  podłogę  i  oparł  się  łokciami  o 

kolana.  

– Nie odwracaj kota ogonem, Honey – zaoponował. – Starałem się przez 

ten  rok  spotykać  z  dziećmi  tak  często,  jak  tylko  mogłem.  Gdybyś  została  w 
Houston, byłoby mi wygodniej.  

– Wygodniej! 
Gwałtownie się podniosła. Jej policzki przybrały barwę czerwonej bluzki, 

którą miała na sobie.  

–  Wygodniej!  –  powtórzyła  z  naciskiem,  kładąc  ręce  na  biodrach.  – 

Znalazłbyś wytłumaczenie, nawet gdyby mieszkały z tobą pod jednym dachem! – 
prawie krzyknęła.  

Także wstał, przez chwilę zapominając o chorej nodze.  
– Nie zaprzeczysz chyba, że mieszkając tak daleko od siebie, stwarzamy 

pewne  trudności.  A  poza  tym,  nie  mogę,  tak  jak  większość  ludzi,  wyjechać  z 
miasta w weekend. Wtedy mam najwięcej pracy.  

– O tak, dokładnie pamiętam, jak wiele weekendów spędzałeś poza domem 

– szepnęła ironicznie. – Nie wspominając o pozostałych pięciu dniach tygodnia. I 
nocach  –  dodała.  –  Nie  zapomnieliśmy,  jak  przez  wiele  nocy  musiałeś  ciężko 
pracować.  

Zacisnął dłonie.  
– To był mój zawód.  
– Nie, Lucasie, to było twoje życie.  
Honey  drgnęła  wyraźnie  przestraszona.  Lucas  z  powrotem  usiadł  na 

kanapie.  

– To była moja praca – powtórzył już znacznie spokojniej. – Dobrze wiesz, 

że  cię  nie  oszukiwałem  i  nie  przesiadywałem  pijany  w  barach.  Ciężko 
harowałem,  aby  zapewnić  odpowiedni  poziom  życia  naszej  rodzinie. 
Zaakceptowałaś to przecież.  

Usiadła na krześle, a jej twarz przybrała łagodniejszy wyraz.  
– Zaakceptowałam to. Dobrze wiem, że robiłeś wszystko tak, jak potrafiłeś 

najlepiej. I doceniam to.  

Spojrzał na nią zdziwiony.  
– Chyba jednak nie w pełni – zauważył gorzko. – Odeszłaś ode mnie.  
– Czułam się zmęczona samotnością – wyjaśniła. – Zmęczona spędzaniem 

całych dni i wieczorów tylko z naszymi dziećmi, a kiedy ty wróciłeś wreszcie w 
nocy do domu, mogłam tylko patrzeć, jak zasypiasz na kanapie zbyt znużony, by 
robić  coś  innego.  W  pewnym  momencie  zdałam  sobie  sprawę,  że  w  gruncie 
rzeczy spełniam jedynie role piastunki dla naszych maleństw. Jeszcze przed ich 
urodzeniem  często  wyobrażałam  sobie  nasze  wspólne  spacery,  wyjazdy  na 

background image

pikniki.  Bardzo ci zazdrościłam,  że  codziennie spotykałeś się z  interesującymi 
ludźmi, robiłeś ciekawe rzeczy, podczas gdy ja siedziałam w domu z dziećmi. Nie 
dlatego, żebym ich nie kochała  – szybko dodała. – Ale nigdzie nie chodziłam, 
byłam  odizolowana  od  świata...  i  skrępowana  jak  w  okresie  dorastania.  Czy 
wiesz, co to znaczy? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co czuje człowiek, który 
nie ma do kogo otworzyć ust, który nie zrealizował swoich marzeń tylko dlatego, 
że nie mógł robić tego, na co naprawdę miał ochotę? Bałam się podjąć najprostszą 
decyzję bez twojej akceptacji. Skończyłam dwadzieścia pięć lat, a kompletnie nie 
znałam życia. Przerwała i wzięła głęboki oddech.  

– Przypuszczam, że teraz poznałaś je lepiej.  
– Potrafię sama troszczyć się o siebie – powiedziała z nieukrywaną dumą. – 

I o dzieci.  

W pierwszej chwili chciał zaoponować i udowodnić Honey, jak bardzo się 

myli.  Wiedział  przecież  o  bankructwie  firmy,  którą  prowadziła.  Ostatecznie 
jednak postanowił nie odgrywać się, mimo że mocno uraziła jego męską dumę. 
Pokiwał tylko głową i zauważył ironicznie: 

– Życie jest rzeczywiście zabawne, prawda? 
– Co przez to rozumiesz? 
–  Człowiek  pracuje  dzień  i  noc,  wierząc,  że  coś  osiągnął.  A  w  gruncie 

rzeczy nie ma to żadnego znaczenia – stwierdził niespodziewanie. – W końcu i 
tak wszyscy kończą tak samo – samotni i pełni obaw.  

–  Pełni  obaw?  –  Słowa  Lucasa  zaintrygowały  Honey.  W  ciągu  tylu 

spędzonych wspólnie godzin dopiero drugi raz przyznał się do strachu. „Ciekawe, 
dlaczego” – pomyślała.  

– Boję się, że straciłem cię na zawsze.  
Honey uciekła spojrzeniem w bok, ale Lucas mówił dalej: 
–  Kiedy  przypomnę  sobie,  jak  dobrze  było  nam  razem,  ogarniają  mnie 

obawy,  że  nie  przeżyję  już  nigdy  równie  cudownych  chwil.  A  naprawdę  było 
wspaniale, niezależnie od tego, co teraz twierdzisz.  

Przerwał i podążył spojrzeniem za jej wzrokiem. Przez chwilę patrzyli w 

milczeniu przez okno.  

–  Czasami  nawet  myślę,  że  lepiej  by  się  stało,  gdybyśmy  się  nigdy  nie 

spotkali – dodał po chwili.  

– Dlaczego? – zapytała.  
To ostatnia refleksja Lucasa zaskoczyła ją całkowicie.  
–  Przynajmniej  nie  przeżywałbym  takich  rozterek  jak  w  tej  chwili.  Nie 

zarzucałbym  sobie  tych  wszystkich  popełnionych  błędów,  przez  które  tyle  w 
życiu straciłem.  

– Gdybyśmy nie byli razem, nie mielibyśmy Todda i Melissy – powiedziała 

ze smutkiem w głosie.  

Nie  znała  nigdy  Lucasa  od  tej  strony.  Nie  przypuszczała,  że  jest  taki 

background image

wrażliwy. Chciała podejść do niego, objąć go i pocieszyć. Wiedziała jednak, że 
może to się okazać zbyt niebezpieczne.  

– Masz rację, mamy Todda i Melissę. – Uśmiechnął się łagodnie, myśląc o 

swoich dzieciach.  

Bardzo  pragnął  znowu  je  zobaczyć.  Kochały  go  całym  sercem,  czego, 

niestety, nie mógł oczekiwać od Honey.  

– I nikt mi ich nie odbierze – stwierdził.  
Wyprostował się. Poczuł się nagle bardzo zmęczony, bardziej niż w ciągu 

tych kilku ostatnich miesięcy. Przyjaźń Honey i Eryka zaniepokoiła go. Chciał 
wiedzieć, co ich naprawdę łączy, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie ma 
prawa  zadawać  takich  pytań.  Mógł  jedynie  interesować  się  sprawami 
dotyczącymi ich dzieci.  

Lucas  postanowił  walczyć  z  Honey  o  to,  aby  nie  posyłała  Melissy  do 

psychologa.  Uważał,  że  nie  wolno  małej  dziewczynki  traktować  jak  dziecka 
upośledzonego  tylko  dlatego,  że  ma  kłopoty  w  kontaktach  z  rówieśnikami. 
„Melissa jest słabiej rozwinięta fizycznie niż większość sześciolatków, nic więc 
dziwnego, iż  często z  nimi  walczy”  –  pomyślał. Honey  traktowała  zachowanie 
córki jako formę agresji, podczas gdy Melissa w rzeczywistości usiłowała znaleźć 
swoje  miejsce  w  grupie.  „Dziewczynka  została  tylko  z  matką,  a  separacja 
rodziców  niewątpliwie  odcisnęła  piętno  na  psychice  dziecka”  –  stwierdził  i 
obiecał sobie naprawić wszystko po jej powrocie z obozu. Nagle nasunął mu się 
jeszcze  jeden  wniosek.  „Skoro  Honey  nie  ma  pieniędzy,  to  z  pewnością  nie 
kupuje  małej  zabawek”  –  pomyślał.  Nic  więc  dziwnego,  że  dziecko  zabiera 
innym to, czego samo nie dostaje.  

Postanowił jednak nie poruszać tego tematu. Teraz jego głowa zaprzątnięta 

była zupełnie innymi sprawami.  

Przez cały czas przed oczyma miał widok Honey i Eryka, śmiejących się i 

serdecznie rozmawiających. Ona dotykała jego ręki. Łączące ich stosunki wydały 
się Lucasowi trudne do zaakceptowania. Nie wyobrażał sobie również, jak zniesie 
dalsze życie bez niej. W ciągu tych trzech lat wierzył, że ich separacja ma tylko 
czasowy  charakter.  Nawet  po  chwilowym  okresie  załamania,  spowodowanym 
ostatecznym wyrokiem sądowym, rozwiązującym ich małżeństwo, w głębi duszy 
uważał, że wszystko można jeszcze naprawić. Miał zresztą w tym doświadczenie 
wyniesione  z  pracy  zawodowej.  Wiele  razy  znajdował  się  w  niekorzystnej 
sytuacji, ale zawsze udawało mu się osiągnąć to, co zamierzał. Nie przewidział 
jednak, że może pojawić się u boku Honey inny mężczyzna, zdolny pokrzyżować 
jego  plany.  Przyjął  to  jako  swego  rodzaju  wyzwanie.  Do  tej  pory  czuł  się 
całkowicie  pewny,  że  po  tym  wszystkim,  co  razem  przeżyli,  Honey  nigdy  nie 
pokocha kogoś innego. Teraz nie był już pewny niczego. Nie mógł jednak ulegać 
emocjom, musiał zachować zimną krew, tak jak w interesach.  

– Sądzę, że powinienem pójść już do łóżka – powiedział w końcu.  

background image

Nie  miał  ochoty  dłużej  się  z  nią  sprzeczać  ani  wracać  do  przeszłości. 

Potrzebował  trochę  czasu,  aby  wiele  spraw  rozważyć  od  nowa  i  ułożyć  plan 
działania.  Poza  tym,  nie  chciał  już  myśleć  o  niej...  i  o  Eryku,  oczywiście.  Te 
natrętne wspomnienia doprowadzały go prawie do szaleństwa. Obawiał się, że 
zrobi coś głupiego. Przeraziła go świadomość utraty rozumu z powodu kobiety. 
Nagle przypomniał sobie o skręconej nodze. Pokuśtykał z trudem w stronę drzwi.  

– Dobranoc, Honey! – powiedział smutnym głosem i wyszedł.  
Honey siedziała dalej, zastanawiając się, co powinna teraz zrobić. Zostawić 

go samego czy pójść za nim i spróbować jeszcze wyjaśnić parę spraw. Nigdy do 
tej  pory  nie  widziała  Lucasa  tak  zrezygnowanego  i  to  ją  przeraziło.  Nie 
przypuszczała  także,  że  tak  mocno  tęsknił  za  dziećmi.  Znów  ogarnęły  ją 
wątpliwości.  Poczuła  się  nie  w  porządku  wobec  Lucasa.  Opuściła  Houston, 
znacznie  utrudniając  mu  w  ten  sposób  kontakt  z  dziećmi.  Odchodząc  nie 
zastanawiała  się  nad  tym,  jak  Lucas  przeżyje  to  rozstanie.  „Jest  tak  zajęty,  że 
nawet nie zauważy naszego wyjazdu” – myślała wówczas.  

Wstała i zrobiła parę kroków.  
„Nie zasłużył sobie na takie traktowanie” – stwierdziła. Bez względu na to, 

co się wydarzyło między nimi, nie miała prawa wyjechać bez uprzedzenia. A jak 
to przyjęli Todd i Melissa? Czy zraniła ich równie mocno? 

Zrobiło się jej przykro, że Lucas oskarżył ją o zbyt pochopne wysyłanie 

Melissy  do  lekarza.  Przecież  ona  całymi  tygodniami  zastanawiała  się,  zanim 
podjęła  tę  decyzje.  Oczywiście,  jako  ojciec  miał  do  tego  pełne  prawo,  ale  w 
gruncie  rzeczy  pragnęła,  aby  ją  poparł  albo  przynajmniej  spokojnie 
przedyskutował z nią całą sprawę zamiast jedynie krytykować.  

„Może Melissa rzeczywiście uspokoi się teraz, kiedy będzie więcej czasu 

spędzać ze swoim tatusiem” – pomyślała.  

Najbardziej  jednak  rozzłościło  ją  to,  że  całą  winą  za  powstałą  sytuację 

obciążył  jej  pracę.  Lucas  nie  mógł  wiedzieć,  jak  trudno  pogodzić  pracę 
zawodową  z  wychowaniem  dzieci.  „Ile  razy  on  spóźnił  się  na  spotkanie  z 
nauczycielem  czy  na  jakieś  ważne  szkolne  uroczystości”  –  próbowała 
usprawiedliwiać się sama przed sobą.  

Lucas  miał  jednak  własne  poglądy,  które  nie  zawsze  jej  odpowiadały. 

Dawniej musiała je podzielać bez względu na to, czy się z nimi zgadzała, czy nie. 
Teraz wszystko się zmieniło, jej zdanie stało się równie ważne.  

Honey  nie  mogła  zasnąć  tej  nocy,  mimo  że  była  bardzo  zmęczona.  W 

końcu zapaliła lampę i usiadła, przyglądając się sypialni należącej kiedyś do jej 
matki.  Vera  nalegała,  żeby  przeniosła  się  do  tego  pokoju,  pokoju,  który 
fascynował  Honey  w  dzieciństwie.  Teraz jednak  drażniły  ją  te  stare  barokowe 
meble  i  złoto-niebieskie  zasłony.  Zawsze  preferowała  style  klasyczne  i  często 
łapała  się  na  tym,  że  niezbyt  pochlebnie  myśli  o  przodkach  mających  tak 
odmienny od niej gust.  

background image

Te meble były obsesją majora i prawie wpadał w szał, ilekroć próbowała 

coś  zmienić  w  domu  tak,  aby  bardziej  przypominał  mieszkanie  niż  muzeum. 
Dopiero  kiedy  odziedziczyła  całą  posiadłość,  w  tym  oczywiście  i  dom, 
zorientowała się, że po prostu nie mieli pieniędzy na przemeblowanie. Udało się 
jej jedynie zmienić wystrój pokoju dziecinnego. Na ścianach powiesiła kolorowe 
plakaty i zdjęła ciężkie zasłony zatrzymujące dopływ światła. Zaniosła je zresztą 
na strych i miała nadzieję, że będą leżały tam w zapomnieniu.  

Pomyślała o matce. Spędziła ona ostatni rok swego życia w tym właśnie 

pokoju, leżąc w łóżku ze wzrokiem utkwionym w sufit. „Ciekawe, czy ta kobieta 
była kiedykolwiek szczęśliwa?” – zastanawiała się Honey.  

Vera  niewiele  opowiadała  jej  o  matce;  podobno  była  jedną  z 

najpiękniejszych  kobiet  w  okolicy.  „Włosy  matki  przypominały  wykradzione 
słońcu promienie” – twierdziła gospodyni.  

Honey  nie  pamiętała  pięknej  Lacy  Buchannan.  Kobieta,  która  sobie 

przypominała, była słaba i wątła, a jej złote włosy były  matowe i pozbawione 
życia,  tak  jak  oczy,  którymi  patrzyła  na  córkę.  Honey,  oczywiście,  wtedy  nie 
wiedziała, na co umarła matka. Powiedziano jej tylko, że odeszła. Śmierć Lacy 
Buchannan przeszła nie zauważona.  

Honey patrzyła przez dłuższą chwilę na sufit, zastanawiając się, jakie to 

uczucie;  leżeć  całymi  dniami  w  łóżku  i  o  niczym  nie  myśleć.  A  może  jednak 
matka miała jakieś marzenia? Czy major stłumił je tak, jak to próbował uczynić w 
stosunku  do  niej?  Zrobiło  się  jej  przykro.  Pod  wpływem  tych  wspomnień 
znienawidziła majora jeszcze bardziej.  

Odsunęła kołdrę i spuściła nogi na podłogę. Nie chciała już dłużej myśleć o 

kobiecie, która kiedyś leżała w tym samym łóżku. Poza tym, Lacy Buchannan 
pogodziła się ze śmiercią na długo przed tym, zanim wydała ostatnie tchnienie. 
„Mogła powalczyć, zamiast tak szybko się poddać” – doszła do wniosku Honey.  

Nie ubierając się nawet w płaszcz kąpielowy, szybko wyszła z sypialni i 

zeszła  na  dół.  Nie  mogła  już  ani  minuty  dłużej  myśleć  o  przeszłości.  Są,  co 
prawda, ludzie żyjący przeszłością i to odciska na nich niezatarte piętno. Honey 
pragnęła wykorzystać swoje doświadczenia, ale tylko jako swego rodzaju lekcję. 
Nienawidziła majora, ale z drugiej strony żal jej było tego człowieka, niezdolnego 
zarówno  do  dawania,  jak  i  do  brania  miłości.  Wychowywana  w  atmosferze 
obojętności, w dzieciństwie często sądziła, że nigdy nie będzie w stanie nikogo 
pokochać,  ale  Vera  nauczyła  ją  tego.  Kochała  Honey  bardzo  mocno,  co  w 
znacznym stopniu rekompensowało oziębłość rodziców.  

W ciemności łatwo odnalazła drogę do jadalni. Po tylu latach mieszkania w 

tym  domu  znała  go  na  pamięć.  Żaden  kąt  czy  zakamarek  nie  miał  przed  nią 
tajemnic. Wiedziała, w którym miejscu jest najbardziej zniszczony dywan, gdzie 
wiszą  ciężkie  kotary  zagradzające  wejście  promieniom  słonecznym  wytrwale 
usiłującym  wedrzeć  się  do  środka.  Na  razie  zachowała  te  zasłony,  planowała 

background image

jednak, że pewnego dnia, kiedy będzie miała czas i środki finansowe, zdejmie je i 
powiesi nowe, które rozjaśnią pokoje. Pragnęła zapewnić dzieciom więcej światła 
w życiu.  

Popchnęła  obrotowe  drzwi  i  weszła  do  kuchni.  Zatrzymała  się  nagle  na 

widok Lucasa stojącego przed otwartą lodówką.  

– Co tutaj robisz? – zapytała zdziwiona.  
Lucas wyprostował się i wyjął karton mleka. Był do połowy rozebrany.  
– Opróżniam twoją lodówkę. Czy masz coś przeciwko temu? 
– Nie, możesz się obsłużyć.  
Pożałowała  nagle,  że  nie  ubrała  się  przed  zejściem  na  dół.  Chociaż  jej 

bladoróżowa  koszula  nocna  nie  była  całkiem  przezroczysta,  jednak  czuła  się 
trochę  zażenowana,  stojąc  tak  przed  nim.  „Po  prostu  muszę  zachowywać  się 
naturalnie – zdecydowała. – Wezmę to, po co przyszłam, i wyjdę”.  

– Chcesz trochę mleka? – Lucas trzymał karton w ręku i obserwował ją.  
– Nie, dziękuje.  
Honey próbowała zachować spokój. Na miłość boską, dlaczego drażnił ją 

tą obnażoną klatką piersiową? Starała się nie zwracać uwagi na nieprzyzwoicie 
nisko opuszczone spodnie Lucasa, odsłaniające jego pępek i pierścienie ciemnych 
włosków,  ponętnie  wyłaniające  się  spod  sprzączki  paska.  „Mógł  się  chociaż 
zapiąć  przed  zejściem  na  dół”  –  pomyślała.  Zezłościło  ją  to.  Wyglądał  bardzo 
seksownie,  stojąc  tak  w  słabym  świetle  lodówki.  Doskonale  widziała  napięte 
mięśnie  klatki  piersiowej.  Podeszła  do  kontaktu  mieszczącego  się  w  pobliżu 
drzwi i zapaliła światło, zakłócając tę intymną atmosferę. Lucas skrzywił się i 
zamknął lodówkę.  

Wyjęła z kredensu dwie czyste szklanki.  
– Trzymaj. – Podała mu jedną. Wyprężyła się, gdy ich dłonie zetknęły się 

podczas tej czynności.  

– Nie możesz usnąć? – zapytał po napełnieniu szklanki.  
Jednocześnie spojrzał na jej nocną koszulę. „Od kiedy zaczęła chodzić w 

różowych  rzeczach?”  –  zastanowił  się.  Nawet  nieźle  pasował  jej  ten  kolor, 
podkreślał złotą cerę i piękne niebieskie oczy. Poza tym, koszula ściśle przylegała 
do jej ciała, uwydatniając smukłość bioder i krągłość piersi Honey.  

–  Nie  –  potrząsnęła  głową  w  przeczącym  geście.  Włożył  karton  do 

kredensu i napił się trochę mleka.  

– Na zdrowie! Dlaczego nie możesz zasnąć? – zapytał.  
– Nie mam pojęcia. – Honey podeszła do kredensu i z następnej szuflady 

wyciągnęła butelkę brandy.  Nalała sobie do pełna i podniosła szklankę do ust. 
Spostrzegła nagle, że Lucas przygląda się jej uważnie.  

– Dlaczego tak na mnie patrzysz? 
– Pierwszy raz widzę cię, jak pijesz alkohol. Kiedy zaczęłaś to robić? 
– Niczego nie zaczynałam. Po prostu nie mogę zasnąć i mam ochotę na łyk 

background image

koniaku.  

Wypiła  trochę  brandy,  ale  w  dalszym  ciągu  przeszkadzało  jej  to,  że  nie 

odrywał od niej wzroku.  

– Chcesz może napić się ze mną? 
– Nie, dziękuję. Dzisiaj wolę mleko. Stuknęli się szklankami.  
– Twoje zdrowie. – Napiła się znowu.  
–  Uważaj,  żebyś  nie  zepsuła  sobie  wątroby  –  powiedział,  wiedząc  z 

własnego doświadczenia, jak mocno choroba może utrudnić życie.  

Między innymi właśnie dlatego pił teraz mleko. Swoje lekarstwa zostawił 

w domu, nie chcąc, aby Honey dowiedziała się o jego dolegliwościach.  

–  Dlaczego  nie  zrobisz  sobie  gorącego  kakao?  –  zasugerował.  –  Z 

pewnością masz je gdzieś tutaj.  

– Nie lubię gorącego kakao.  
Wydawało się jej, że nie słuchał, zajęty szukaniem brązowego pojemnika 

w kredensie.  

– Pamiętasz, jak przygotowywałem ci gorące kakao, kiedy byłaś w ciąży i 

też nie mogłaś zasnąć? – Znalazł wreszcie pojemnik, którego szukał i zdjął go z 
półki. – A kiedy już je wypiłaś, drapałem cię delikatnie po plecach, aż stawałaś się 
senna.  

Uśmiechał się, szukając tym razem garnka, w którym mógłby zagotować 

mleko.  

– Przeciągałaś się w moich ramionach jak kotka i...  
– Lucasie, nie słuchasz tego, co mówię do ciebie! – powiedziała głośno, aż 

drgnął  gwałtownie.  Odwrócił  głowę,  spojrzał  na  nią,  a  jego  oczy  wyrażały 
zdziwienie.  

– Czy mógłbyś wreszcie przestać mówić? – zażądała. – Wysłuchaj chociaż 

raz w życiu, co mam ci do powiedzenia.  

– Oczywiście, Honey. Ja tylko myślałem, że...  
–  Tylko  myślałeś.  Jak  zwykle  tylko  myślałeś  –  mówiła,  sugestywnie 

machając rękoma. – Ty zawsze myślisz. Nie tylko za siebie, ale też i za mnie. Nie 
potrzebuję, aby ktoś to robił. A jeśli chodzi o brandy, to zdecydowanie wolę ją od 
kakao. I nikt mi nie przeszkodzi w jej wypiciu.  

– Pij, jeżeli masz ochotę.  
Przechyliła szklankę i  jednym  haustem  opróżniła  jej  zawartość.  Alkohol 

zapiekł ją w żołądku. Zakrztusiła się, zanim jeszcze zdążyła odstawić szklankę. 
Jej oczy napełniły się łzami, które zaczęły spływać po policzkach, a twarz oblała 
się rumieńcem.  

– No i jak, lepiej? – zapytał z uśmiechem.  
– O wiele.  
– Świetnie. Dlaczego więc nie nalejesz sobie drugiego? 
– Z przyjemnością to zrobię. – Sięgnęła po butelkę. Lucas nieoczekiwanie 

background image

chwycił ją za rękę.  

– Co się z tobą dzieje, Honey? Zachowujesz się jak szalona.  
– Zabierz tę rękę! 
– Nie zabiorę, dopóki się nie uspokoisz. Nie pozwolę, abyś popełniła jakieś 

głupstwo.  

Ich spojrzenia skrzyżowały się. Przez moment w jadalni panowała idealna 

cisza, przerywana głębokimi oddechami. Pierś Honey falowała zgodnie z rytmem 
bicia  jej  serca.  Nie  uszło  to  uwadze  Lucasa.  Przez  koszulę  dostrzegł  także 
naprężone, sterczące sutki. Ten widok bardzo go podniecił.  

W końcu Honey puściła butelkę. Nie miała zamiaru się z nim kłócić, a poza 

tym  straciła  ochotę  na  kolejnego  drinka.  Lucas  postawił  brandy  obok  mleka  i 
sięgnął po papierowy ręcznik.  

Honey, wciąż trzymając pustą szklankę, czuła się trochę głupio. Jej oczy 

znowu napełniły się łzami, ale nie wywołał ich alkohol. Zrobiło się jej smutno, 
kiedy  pomyślała  o  nieobecnych  dzieciach,  kłopotach  finansowych  i  o  samym 
Lucasie. Poczuła się taka samotna. Widziała tylko Lucasa stojącego przy zlewie 
nad odkręconym kranem.  

Tymczasem Lucas zmoczył ręcznik i wykręciwszy go, odwrócił się w jej 

kierunku.  

–  Co  się  stało?  –  zapytał  ze  współczuciem  w  głosie.  Podniósł  ręcznik  i 

wytarł delikatnie jej oczy.  

–  Próbuję  tylko  oczyścić  twoją  twarz  –  szepnął  niepewnym  głosem.  – 

Wszędzie masz tusz od rzęs.  

Kiedy  stała  nadal  nieporuszona,  dotknął  lekko  jej  oczu  wilgotną 

chusteczką,  usiłując  zatrzymać  cieknące  po  policzkach  łzy.  Ta  mokra  twarz 
Honey wydała mu się nagle bardzo ponętna.  

– Pamiętasz, kiedy ostatni raz wycierałem ci łzy z twarzy? – zapytał czule.  
Odwróciła wzrok, nie była w stanie patrzeć dłużej w brązowe oczy Lucasa. 

Oczywiście, że pamiętała. Przeszedł ją gwałtowny dreszcz.  

– Nie, nie – świadomie zaprzeczyła.  
– Kiedy urodziła się Melissa. Chyba nigdy przedtem ci nie mówiłem, jak 

śmiertelnie byłem przestraszony tej nocy. Śmiertelnie przestraszony – powtórzył.  

– Dlaczego? – Spojrzała na niego.  
Zabrał ręce z jej twarzy i położył na ramionach.  
–  Po  tym  wszystkim,  co  przeżyłaś  podczas  porodu  Todda,  czułem  się 

podle,  że  nie  uczęszczałem  z  tobą  na  zajęcia  w  szkole  rodzenia.  Gdybym  tam 
chodził, z pewnością wiedziałbym, jak się zachować tamtej nocy. Gdybym tylko 
był bardziej wymagający w stosunku do siebie.  

Doskonale rozumiała jego rozterki. Sama przecież niejednokrotnie też tak 

„gdybała”.  

– Wciąż pamiętam te bóle – powiedziała z grymasem na twarzy.  

background image

– Widzisz, ale gdybym tylko wiedział, co robić, uczyniłbym wszystko, aby 

złagodzić  twoje  cierpienia.  Niepotrzebnie  krzyczałem  na  doktora.  Do  tej  pory 
zresztą  zastanawiam  się,  dlaczego  mnie  wtedy  nie  wyrzucił.  –  Westchnął 
głęboko. – Za każdym razem, kiedy próbowałem ci pomóc, wszystko obracało się 
przeciwko mnie.  

Przerwał, a jego oczy zalśniły z emocji. Bez słowa Honey dotknęła jego 

policzków. Zmiękło jej serce na widok cierpienia Lucasa.  

– Proszę, nie obwiniaj się teraz o to. To już tylko przeszłość. Zapomnij o 

niej – poprosiła.  

– Wiem o tym, ale ta przeszłość wyryła piętno na moim obecnym życiu – 

odpowiedział smutnym głosem.  

Pomyślał o Honey i Eryku. Ciągle miał ich widok przed oczyma. Nawet 

teraz sprawiało mu to duży ból.  

Honey czuła, jak łzy wolno spływają po jej policzkach.  
– To naprawdę nie była twoja wina – starała się go przekonać. Wzruszyła 

się. – Ja też popełniłam wiele błędów, postępowałam zbyt egoistycznie, pragnąc, 
abyś spędzał z nami więcej czasu. Nie bardzo wiedziałam, czego właściwie chcę 
od życia.  

Lucas podniósł ręce i delikatnie ujął jej twarz w swoje szorstkie dłonie.  
–  Byłem  twoim  mężem  i  powinienem  przecież  znać  twoje  potrzeby  i 

pragnienia.  

– Nie mogłeś jednak czytać w moich myślach. Instynktownie przytulił ją 

do siebie, a jego usta czule musnęły jej czoło. Nie broniła się. Objął ją, czując, jak 
koszula nocna Honey miło łaskocze jego ramiona. Pocałował wilgotne, słone od 
łez powieki. Zarzuciła mu ręce na szyję, jej ciało było ciepłe i miękkie. Całował 
mokre ślady na jej policzkach tak długo, aż ich usta zetknęły się w zmysłowym, 
gorącym pocałunku.  

background image

ROZDZIAŁ 7 

 
Honey lekko zesztywniała, kiedy usta Lucasa dotknęły jej warg. Po chwili 

rozchyliła je, a jego język wśliznął się do środka, łapczywie szukając rozkoszy, o 
których przez ostatnie trzy lata mógł tylko pomarzyć.  

Pocałunek  ten  był  zaprzeczeniem  wszystkich  planów,  jakie  powziął  w 

stosunku  do  niej.  Gorącym,  pełnym  namiętności  pocałunkiem  ofiarowywał 
całego siebie. Nie chciał jej jednak spłoszyć. Nie zamierzał brać więcej, niż sama 
pragnęła  mu  ofiarować.  Lucas  zdawał  sobie  sprawę,  że  w  swoim 
dotychczasowym życiu głównie brał, ale teraz postanowił więcej dawać.  

Nawet gdyby Lucas starał się przekonać sam siebie, że poza całusem nie 

zamierza posunąć się dalej, to przecież nie był z kamienia. Zignorowanie silnego 
pożądania,  które  go  ogarnęło,  okazało  się  niezwykle  trudne.  Wyobrażał  sobie 
nagie, gorące ciało Honey, jej miękkie, delikatne piersi przytulone do jego torsu. 
Marzenia te wywołały silną falę pożądania. Przeszedł go dreszcz rozkoszy, który 
wstrząsnął całym jego ciałem. Honey, wystraszona nagłym ruchem, cofnęła się 
trochę.  

– Czy coś się stało? – zapytała.  
Lucas  zrobił  krok  do  tyłu  i  schował  ręce  do  kieszeni.  Nie  chciał  już  jej 

więcej dotykać. Praktycznie stracił kontrole nad swoim ciałem. Pragnął Honey 
tak bardzo, aż do bólu. Była przecież wciąż jego kobietą i obawiał się, że może 
kiedyś próbować to na siłę udowodnić. Życie nauczyło go, że nie powinien żądać 
od niej czegoś tylko dlatego, że sam tego chce. Bez względu na to, jak mocno jej 
pragnął, postanowił do niczego jej nie zmuszać.  

– Jest już późno – stwierdził. – Lepiej odprowadzę cię do twojego pokoju.  
Honey była kompletnie rozczarowana. Tylko ona wiedziała, jak cudownie 

się czuła, pozostając w jego objęciach, czując dotyk jego ust na swoich wargach, 
tuląc  się  do  jego  piersi,  podczas  gdy  ręce  mężczyzny  obejmowały  ją  w  talii. 
Przecież  często  marzyła  o  takiej  chwili,  pragnęła,  by  ktoś  się  nią  opiekował. 
Chciała  znaleźć  takie  miejsce  na  ziemi,  w  którym  mogłaby  odizolować  się  od 
wszystkich nurtujących ją problemów, zapomnieć o nich. Teraz w głębi duszy 
wiedziała już, że to miejsce odnalazła w ramionach Lucasa.  

Bez  słowa  odwróciła  się  i  popchnęła  obrotowe  drzwi  między  kuchnią  a 

jadalnią.  Lucas  starał  się  dotrzymać  jej  kroku,  szukając  w  ciemnościach  po 
omacku drogi. Honey uśmiechnęła się, kiedy potknął się po raz kolejny.  

– Poczekaj, weź mnie za rękę – zaproponowała. – Pokażę ci drogę, znam 

przecież ten dom jak własną kieszeń.  

Lucas  ujął  podaną  dłoń,  zaskoczony  trochę  gładkością  jej  skóry.  Był 

bardzo zadowolony, że zawsze pracowała w rękawiczkach, chroniąc w ten sposób 
ręce przed zniszczeniem. Zamknął oczy. Próbował wyobrazić sobie te delikatne 

background image

dłonie  czułe  pieszczące  jego  nagie  ciało.  Podążał  za  nią  w  ciemności, 
uświadamiając  sobie,  że  w  zasadzie,  po  tylu  latach  samodzielnego  kierowania 
wszystkimi sprawami, po raz pierwszy zdał się na nią. „Nie jest to takie straszne” 
stwierdził  po  chwili  zastanowienia.  Stanowczy,  silny  i  pewny  uścisk  ex-żony 
wywołał uśmiech na jego twarzy. Rozbawiła go myśl, że Honey kontrolowała go, 
nawet  w  sytuacji  tak  prostej,  jak  szukanie  w  ciemnościach  drogi  do  sypialni. 
„Żeby tylko pomogła mi znaleźć drogę do swojego serca” – pomyślał.  

Dotarli wreszcie do schodów. Jarzyła się tam mała nocna lampka i Honey 

puściła  dłoń  Lucasa.  Wolno  wchodzili  na  górę,  a  każde  z  nich  pragnęło,  aby 
chwila ta nigdy się nie skończyła. Na piętrze Honey niechętnie podeszła do drzwi 
sypialni. Kiedy chwyciła klamkę, Lucas ujął jej dłoń.  

– Czy naprawdę musisz wejść do środka? – zapytał z błaganiem w oczach. 

– Może zostalibyśmy tutaj i porozmawiali chwilkę.  – Wskazał głową na małą, 
wyściełaną sofę znajdującą się pod przeciwległą ścianą. – Tylko małą chwilę – 
dodał, kiedy nie odpowiedziała.  

– O czym chcesz porozmawiać? 
Wzruszył ramionami, czując się jak niedoświadczony młokos na pierwszej 

randce.  Obracał  nieruchomościami  wartymi  miliony  dolarów,  uczestniczył  w 
inwestycjach z najbogatszymi ludźmi w kraju, a zupełnie nie miał pojęcia, o czym 
rozmawiać  sam  na  sam  z  własną  żoną.  Zwykle  ubrany  był  w  garnitur  z 
najlepszych  firm  krawieckich,  w  czasie  podróży  mieszkał  w  najdroższych 
hotelach, jadał w najelegantszych restauracjach, ale teraz nie miało to znaczenia. 
Bosy, w zniszczonych dżinsach starał się odzyskać jej miłość. Nie chciał tracić 
już żadnej okazji.  

– Po prostu porozmawiać. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz mieliśmy 

okazję to robić.  

Honey odetchnęła głęboko.  
– Możemy porozmawiać w środku.  
– W środku? – Zbladł. – Masz na myśli swoją sypialnię? Skinęła głową. 

Roześmiał się i oparł rękami o ścianę, niedaleko jej głowy.  

–  Nie  sądzę,  aby  to  był  dobry  pomysł,  obawiam  się  po  prostu,  że  nie 

czułbym zbyt wielkiej ochoty do... do rozmowy.  

Uśmiechnął się znowu, a jego głos wydobywał się z głębi piersi. Ten niski, 

gardłowy tembr wywołał dreszczyk, który przeszedł po obnażonych ramionach 
Honey.  

– Kiedy zapraszasz mężczyznę do swojej sypialni, powinnaś zastanowić 

się nad tym, jakie mogą być tego konsekwencje – dodał z szelmowskim wyrazem 
twarzy. – To może być niebezpieczne.  

Wiedział, że drażnił ją trochę. Honey spojrzała na niego.  
–  Jestem  przecież  dorosłą  kobietą,  Lucasie.  Nie  wziąłeś  pod  uwagę,  że 

może nie chcę być całkiem... bezpieczna.  

background image

Jeszcze zanim odwróciła się i otworzyła drzwi do sypialni, z satysfakcją 

zobaczyła,  jak  zarozumiały,  próżny  uśmiech  zniknął  z  jego  warg,  a  kiedy 
usłyszała odgłos głośno przełykanej śliny, poczuła silne zadowolenie z faktu, że 
Lucas McKay nie jest taki twardy, za jakiego chce uchodzić.  

Lucas  pamiętał  tylko  Honey  wchodzącą  przed  nim  do  sypialni.  Głośny 

trzask  zamykanych  drzwi  wystraszył  go  mocno  i  przywrócił  mu  świadomość. 
Cicho  wymamrotał  przekleństwo  pod  nosem,  zły  sam  na  siebie  za  ten  atak 
strachu.  

Po chwili spojrzał na Honey, która z wdziękiem szła przez pokój w stronę 

łóżka.  Z  przyjemnością  dostrzegł  jej  kształtne  uda  opięte  nocną  koszulą. 
Zatrzymała się na wprost lampy i odwróciła w jego kierunku. Światło z lampy 
prześwitywało przez koszulę i Lucas widział dokładnie zarys jej nagiego ciała. 
Przez  chwilę  zastanowił  się,  czy  zrobiła  to  celowo,  aby  go  sprowokować. 
Przeszedł go dreszcz rozkoszy.  

– Nie ruszaj się – wyszeptał ochrypłym głosem. – Stój tam po prostu przez 

chwilę.  

Stała nieporuszona, obserwując, jak powoli i wnikliwie się jej przygląda. 

Wzrok  Lucasa  wędrował  po  jej  ciele,  począwszy  od  stóp  i  kształtnych  łydek. 
Przypominał  sobie  uda  Honey,  najdelikatniejszą  rzecz,  jakiej  kiedykolwiek  w 
życiu  dotykał.  Nerwowo  przełknął  ślinę,  kiedy  pomyślał  o  tym  cudownym 
skarbie ukrytym między nimi. Doskonale pamiętał tę część jej ciała, pachnącą, 
pokrytą  delikatnymi  włoskami  w  kolorze starego  złota.  Drżał cały,  czuł każdy 
swój nerw. Mocno zacisnął dłonie i zazgrzytał zębami, będąc prawie pewnym, że 
ten odruch zaprowadzi go na fotel dentystyczny. Wreszcie Honey zdjęła przez 
głowę koszulę nocną.  

Lucas uśmiechnął się szeroko, czując się jak mały chłopiec w sklepie ze 

słodyczami. Jeśli rzeczywiście chciała tylko porozmawiać, popełniła duży błąd.  

– Nie wiem, jaką grę prowadzisz, Honey, ale uważaj, żeby to nie obróciło 

się przeciwko tobie.  

–  Nie  prowadzę  żadnej  gry  –  odpowiedziała.  –  Oboje  zdajemy  sobie 

sprawę, że to tylko kwestia czasu, kiedy znowu będziemy razem. Czyż nie tak 
mówiłeś  mi  pierwszego  dnia  po  przyjeździe?  –  Nie  dała  mu  nawet  czasu  na 
odpowiedź. – Przypuszczam, że właśnie dlatego byłam z tobą przez tych pięć lat, 
mimo mojej izolacji i osamotnienia. Ilekroć szliśmy do łóżka, miałam pewność, 
że mnie zauważysz i będziesz kochał.  

– Zawsze cię kochałem, Honey.  
– Ale teraz jest to jedyne miejsce, gdzie możesz to udowodnić, prawda? – 

Wskazała na łóżko ruchem głowy. – Tylko tu jesteś w stanie otworzyć się przede 
mną, tu czuję się całkowicie bezpieczna.  

Przysunęła się bliżej do niego.  
– Nie jestem zupełnie pewna, czy to wszystko jest naturalne – szepnęła ze 

background image

śmiechem. – Ale to istnieje od początku i nigdy nie zginęło. Pragnę cię dzisiaj 
równie mocno, jak osiem lat temu.  

Jej słowa brzmiały jak muzyka. Lucas prawie nie wierzył własnym uszom. 

Zmniejszył  dzielący  ich  dystans,  nie  dotknął  jej  jednak,  pełen  obaw,  że  zaraz 
rozpłynie się we mgle. Patrzył na nią z podziwem, tak jak spragniony patrzy na 
butelkę wody. Był zresztą spragniony widoku Honey.  

Trzy długie lata marzył o niej. Dziwił się, jak w ogóle to wytrzymał.  
– Zawsze byłaś taka piękna, Honey – powiedział bezwiednie. – Ale teraz 

wydajesz się trochę... zmęczona.  

Nie  mógł  już  dłużej  powstrzymać  się,  żeby  jej  nie  dotknąć.  Odetchnął 

głęboko i przytulił ją do siebie. Poczuła, jak muskularna klatka Lucasa dotyka jej 
piersi, a naprężone sutki ocierają się o szorstkie włosy. Lucas westchnął i zamknął 
oczy. „Tak cudownie jest chyba w raju” – pomyślał.  

I  kiedy  wreszcie  pocałował  ją,  miał  uczucie,  jakby  to  był  ich  pierwszy 

pocałunek. Długo pieścił jej miękkie, wilgotne wargi, zanim wsunął między nie 
język.  

– Chcę cię uczesać – powiedział nagle, odsuwając się od niej.  
Prośba ta zaskoczyła Honey.  
– Teraz? – zapytała. Uśmiechnął się.  
– Tak, właśnie teraz. Gdzie jest grzebień? 
– Na mojej toaletce.  
Honey nie potrafiła ukryć rozczarowania. Jak mógł myśleć o czesaniu jej 

włosów, gdy ona pragnęła, aby znów ją wziął w ramiona i spełnił je najsłodsze 
marzenie? 

– Mogłabyś mi go podać? 
Zamrugała  ze  zdziwienia  oczami.  „A  więc  jednak  mówił  poważnie”  – 

pomyślała. Odszukała wzrokiem nocną koszulę i sięgnęła po nią.  

–  Wolałbym,  żebyś  jej  nie  wkładała.  Oczywiście,  jeśli  nie  masz  nic 

przeciwko temu – zasugerował.  

Kiedy usiłowała protestować, żartobliwie uszczypnął ją w nos.  
– Przez trzy lata nie widziałem swojej żony. Chciałbym więc popatrzeć na 

nią teraz.  

Honey podała mu szczotkę do włosów. Siedziała na brzegu łóżka, a Lucas 

przysunął się bliżej. Szczotka prześlizgiwała się z łatwością po jej włosach. Lucas 
prowadził szczotkę, poczynając od czubka głowy, zmierzając w kierunku pleców. 
Honey  słyszała  jego  oddech  i  czuła  ciepło  jego  ciała.  Zamknęła  oczy.  Myślą 
powróciła do czasów, gdy Vera każdego wieczora przed zaśnięciem czesała jej 
włosy. Uspokoiło ją to i poprawiło samopoczucie.  

– Dlaczego pozwoliłaś włosom tak urosnąć? – zapytał niskim zmysłowym 

głosem, którego dźwięk sprawił, że zadrżała.  

–  Nie  wiem,  może  dla  wygody.  Mogę  je  umyć  i  pozostawić  do 

background image

wyschnięcia.  Przedtem  musiałam  poświęcać  dużo  czasu  na  ułożenie  jakiejś 
fryzury.  

– Podobają mi się.  
– Dziękuję.  
– Nigdy ich nie ścinaj – powiedział.  
Honey  zesztywniała.  Nie  była  pewna,  czy  odpowiada  jej  sposób,  w  jaki 

mówił o jej włosach. Przypomniało się jej, jak w przeszłości tym samym tonem 
decydował, jakie ma kupić ubrania, perfumy i wiele innych rzeczy. Lubiła swoje 
długie włosy, ale prędzej zgodziłaby się na obcięcie ich, niż dopuściła do tego, 
aby Lucas rozkazywał, co ma z nimi robić.  

– Zobaczę jeszcze – rzekła.  
–  Marzę  o  tym,  żeby  zerwać  polne  kwiaty  i  wpiąć  je  w  twoje  włosy  – 

ciągnął, uśmiechając się do siebie, gdy nagle uświadomił sobie, że ona wcale nie 
jest zachwycona poprzednią uwagą. – Wiesz, czego pragnę, pewnego dnia, gdy 
będziesz miała czas? 

– Czego? 
– Chciałbym wplatać w nie wstążki. – Mówiąc to, nie przestawał jej czesać. 

Jego  głos  brzmiał  tak  cicho  i  nisko,  że  ledwie  go  słyszała.  –  Pamiętam,  jak 
pewnego razu widziałem młodą dziewczynę, która miała włosy przyozdobione w 
ten właśnie sposób i bardzo mi się to podobało. Czy nie zechciałabyś tego samego 
zrobić dla mnie? – poprosił.  

„Naprawdę,  kiedy  chciał,  potrafił  być  przeuroczym  łajdakiem”  – 

pomyślała Honey, czując skurcze w żołądku.  

– Dobrze, mogę zrobić – odrzekła w końcu. Lucas rozdzielił jej włosy na 

karku, przełożył je na bok, pozwalając im swobodnie opadać z ramion na piersi. 
Następnie bardzo ostrożnie przybliżył do nich usta. Delikatny meszek na jej karku 
nastroszył się i Lucas zaśmiał się.  

– Lubię sposób, w jaki twoje ciało reaguje na mnie. Jego usta dotykały jej 

ramion, wędrując od prawego do lewego. Honey przymknęła oczy i przechyliła w 
bok głowę.  

Lucas językiem badał dokładnie każdy krąg na jej plecach, co sprawiało, że 

dostała  gęsiej  skórki.  Usiadła,  zamknęła  oczy  i  przez  chwilę  poddała  się 
cudownym doznaniom, wywołanym przez tę pieszczotę. Jego ręce poprzez talię 
powoli ześlizgiwały się coraz niżej w kierunku bioder. Całując jej usta i oczy, 
podrażniał jedwabistą skórę na udach. Nieco szorstkimi dłońmi przesuwał się w 
kierunku tej części ciała, która z niecierpliwością oczekiwała dotyku. W końcu 
Honey jęknęła zawiedziona, wiedząc, że nie wytrzyma już dłużej.  

A wtedy on, jakby czekając na ten znak, położył rękę na jej łonie. Honey 

westchnęła.  Chwilę później  poczuła  jego  palce  wślizgujące  się  do  jej  wnętrza. 
Sprawiło jej to olbrzymią rozkosz, ledwo powstrzymała się od krzyku.  

– Jesteś mokra, Honey – powiedział, uśmiechając się z satysfakcją.  

background image

– Tak – potwierdziła, zamykając oczy.  
Jego  palce  zanurzyły  się  głębiej,  a  ona  pochyliła  się  i  pozwoliła  im  na 

śmielszą  penetrację.  Wyjął  je  delikatnie,  po  czym  włożył  ponownie, 
doprowadzając ją do orgazmu. Jego usta muskały okolice szyi i uszu, dotyk jego 
palców wprawiał w stan ekstazy. Honey ledwie mogła usiedzieć, w czasie gdy 
uprawiał swe czary, a jego podniecenie przeistoczyło się w coś, co pozwoliło mu 
pogrążyć  się  w  białej,  wspaniałej  otchłani.  Odrzuciła  w  tył  głowę  i  krzyknęła 
cicho. Lucas z ustami przytkniętymi do jej uszu prowadził ją w świadomości do 
takich miejsc, gdzie porządna kobieta nigdy nie powinna się znajdować.  

Gdy zamilkły głosy jej ciała, położył ją delikatnie na łóżku.  
– Zamierzam cię teraz skosztować – powiedział, całując wąski przesmyk 

między  piersiami.  Ominął  środek  brzucha  i  ostrożnie  dotknął  ustami 
najwrażliwszego miejsca i gdy jeszcze raz porwała ją fala szaleństwa, wdarł się w 
nią, zagłębiając się coraz bardziej.  

Lucas wiedział już, że odnalazł w końcu drogę do domu.  
 
Obudziła  się  jakiś  czas  później  w  czułych  objęciach  małżonka.  Po 

delikatnym oddechu docierającym do jej uszu zorientowała się, że jest pogrążony 
w  głębokim  śnie.  Spróbowała  się  poruszyć,  ale  sprawiało  jej  to  trudność.  Jego 
ramiona  ciasno  otaczały  jej  talię,  a  ich  nogi  były  ściśle  splecione.  Zawsze 
przytulał ją zbyt mocno i prawie obawiała się, że może ją udusić. Jego ciało było 
potężne, ciepłe i takie wygodne. Nagle wydało się jej zabawne dzielenie łóżka z 
mężczyzną po trzech latach samotnych nocy.  

W  końcu  udało  się  jej  uwolnić  z  jego  objęć.  Wyskoczyła  z  łóżka  i 

uśmiechnęła się lekko, uświadamiając sobie, że jest naga. Podeszła do jednego z 
wysokich  okien,  odgłos  jej  kroków  stłumił  puszysty  dywan.  Odsunęła  ciężką 
zasłonę i spojrzała na ciemną taflę nieba. Księżyc wstał nisko nad horyzontem.  

Honey spojrzała na sylwetkę śpiącego mężczyzny, ledwie dostrzegalną w 

mroku. Serce w niej zadrżało. Poczuła coś w rodzaju strachu przeszywającego jej 
ciało  od  stóp  do  głowy.  Dlaczego,  do  licha,  zaprosiła  go  do  swojej  sypialni? 
Przecież  ostatnie  przebłyski  zdrowego  rozsądku  ostrzegały  ją  przed  tym. 
Dlaczego uwolniła swoje uczucia i wyluzowała zmysły, pozwalając mu wejść, 
chociaż wiedziała, że nie jest to bezpieczne? Ale nigdy nie myślała racjonalnie, 
rozum i poczucie dumy gdzieś się ulatniały.  

Czego od niej oczekiwał? Zastanawiała się, czy mogła być z nim szczera, 

dzielić  się  z  nim  przeżyciami,  które  są  na  tyle  intymne,  że  nie  należy  o  nich 
rozmawiać nawet z najlepszymi przyjaciółkami. Czy chciałby przejść nad tym do 
porządku  dziennego?  Wątpliwe.  Naturalnie  Lucas  będzie  dążył  do  tego,  aby 
ponownie wejść w jej życie. A co z jej światem, który wytrwale budowała bez 
niego? 

Popełniła poważny błąd, zapraszając go do łóżka. Ofiarowała mu bezcenną 

background image

cząstkę samej siebie, cząstkę, której nie dzieliła z innym mężczyzną. Lucas nie 
lubił  półśrodków.  Zawsze  chciał  wszystkiego.  Żądał  nie  tylko  jej  miłości  i 
wierności,  ale  także  myśli  i  snów,  wszystkiego,  co  stanowiło  jej  egzystencję. 
Dążyłby do panowania nad nią całkowicie, tak jak to uczynił w nocy. Niczym 
doświadczony chirurg podzieliłby jej świat na części, które miałyby prawo być 
wolne od jego władzy. Mógłby ją zmienić w kobietę całkowicie od niego zależną 
i uległą, której teraz nie przypominała ani trochę.  

Zasunęła  zasłonę  i  na  palcach  podeszła  do  łóżka,  zajmując  miejsce  po 

swojej stronie, ostrożnie, aby nie obudzić Lucasa. Przesunęła się na sam brzeg, 
lecz za chwilę zbliżył się do niej, jakby nawet we śnie potrzebował jej obecności. 
Jego silne duże dłonie objęły ją i przyciągnęły do siebie. Czuła łzy palące jej oczy. 
To takie cudowne  – leżeć naprzeciw niego. To musi być niebiańskie uczucie  – 
każdej nocy kochać się z nim do utraty tchu i zasypiać, pogrążywszy się w jego 
mocnych ramionach. Tak, kochała go i ta miłość była tak silna i głęboka, jak w 
dniu, kiedy go poślubiła. Ale za uczucia trzeba płacić, a ona nie chciała poświęcać 
swej duszy.  

Poczuła,  że  Lucas  porusza  się,  a  jego  ręce  znowu  zaczynają  muskać  jej 

ciało. Przegiął się w jej stronę, a serce Honey zaczęło bić szybciej, gdy poczuła 
jego twardość na swoim biodrze. Zaśmiał się w ciemności i delikatnie odwrócił ją 
twarzą ku sobie. Szukał jej ust, a gdy je znalazł, pokrył je gorącymi pocałunkami. 
Odpowiadała tym samym. Rozwarła szeroko wargi, aby wpuścić jego swawolny 
język.  

background image

ROZDZIAŁ 8 

 
Kiedy następnego dnia rano Lucas otworzył oczy, było już po dziesiątej. 

Odkrył, że miejsce obok niego jest puste. Na poduszce widniał jeszcze ślad po 
głowie  Honey.  Zawołał  ją,  myśląc,  że  poszła  do  łazienki,  ale  nie  otrzymał 
odpowiedzi. Serce w nim zamarło. Nie tracąc ani sekundy, zsunął nogi z łóżka i 
sięgnął po dżinsy.  

„Och, co za noc” – westchnął, zakładając spodnie. Przeciągnął się niczym 

zadowolone zwierzę. Tak wspaniale nie czuł się już od miesięcy. Wydawało mu 
się, że znajduje się w harmonii z całym światem. Z radości zanucił starą ulubioną 
melodię. Chyba to prawda, że miłość ma w sobie czarodziejską moc. Odgłosy 
dochodzące z żołądka przypomniały mu, że istnieją bardziej przyziemne sprawy. 
Nie zjadł poprzedniego wieczoru zbyt obfitej kolacji, a przecież wspólna noc z 
Honey była wyczerpująca. W tej chwili miał na myśli jedynie dwie rzeczy: zjeść 
cokolwiek i znaleźć Honey.  

Lucas poczuł podniecenie na samo wspomnienie byłej żony.  
Pragnął  jej.  Tak  jak  żywność  stanowiła  pokarm  dla  jego  ciała,  tak 

obcowanie z Honey było pokarmem dla jego duszy. Nic dziwnego. Kochali się 
długo, a kiedy obudził ją krótko przed świtem, pożądał jej znowu. Była miękka, 
ciepła i uległa. Później, patrząc, jak śpi, uświadomił sobie, jak bardzo ją kochał.  

A  Honey  McKay  nadal  była  w  nim  zakochana,  utwierdzał  się  w  tym 

mniemaniu,  spryskując  w  łazience  twarz  zimną  wodą.  Nie  powiedziała  mu 
wprawdzie  tego  wprost,  ale  w  głębi  duszy  żywił  przekonanie,  że  nigdy  nie 
przestanie go kochać.  

Czytał  to  w  jej  oczach,  gdy  wsuwał  się  w  nią,  a  ona  okręcała  swoje 

jedwabiste nogi wokół jego bioder.  

Żołądek  Lucasa  znowu  zaczął  wydawać  pomruki,  kiedy  wycierał  twarz 

ręcznikiem  przesiąkniętym  zapachem  Honey.  Wydawało  mu  się,  że  ex-żona 
przygotowuje na dole śniadanie dla nich obojga. Wyszedł z pokoju. Pokonując 
jednym  krokiem  dwa  stopnie,  wbiegł  po schodach, spodziewając  się  ją ujrzeć. 
Teraz,  gdy  wszystko  układało  się  dobrze  między  nimi,  zamierzał  nalegać,  aby 
niezwłocznie pobrali się ponownie. Oczywiście nie przestał myśleć o Honey jako 
o  swojej  żonie.  Czuł  się  tak  samo,  jak  w  dniu,  gdy  pracownik  Urzędu  Stanu 
Cywilnego w Sweetbriar oznajmił, iż są mężem i żoną.  

Możliwe, że spędzą jeszcze jeden miodowy miesiąc. Mogą wrócić do tego 

samego  małego  hotelu  w  Meksyku.  Tym  razem  nie  narzekałby  i  nie  robiłby 
uników, gdyby poprosiła o wspólne zwiedzanie zabytków. Obiecywał sobie, że 
teraz  wszystko  będzie  wyglądało  inaczej.  Honey  nauczyła  go  doskonale,  iż  w 
równym  stopniu  powinien  szanować  swoje  i  jej  potrzeby.  Ta  nowa  Honey, 
myśląca  wystarczająco  dużo  o  sobie  i  wysuwająca  żądania,  bardzo  mu  się 

background image

podobała.  

Gwiżdżąc  przemierzył  pokój  gościnny  i  pchnął  wahadłowe  drzwi  do 

kuchni. Głos uwiązł mu w gardle, kiedy spostrzegł Verę pochyloną nad zlewem.  

– Gdzie jest Honey? – zapytał, niecierpliwie rozglądając się wokoło.  
– Co to ma znaczyć, gdzie jest Honey? – Vera podniosła oczy. – Pracuje, 

jak zawsze o tej porze.  

– Poszła do pracy? Dzisiaj? – zdziwił się.  
– Czy zaistniały jakieś przyczyny, dla których miałaby nie pójść? 
Lucas poczuł, że jego podniecenie maleje na tę wiadomość. Z trudem udało 

mu się ukryć rozczarowanie.  

–  Wydaje  mi  się,  że  raczej  nie.  Ale  czy  nie  powiedziała,  że  ma  dziś 

pracować u mnie? 

– Nic nie mówiła, a ja nie pytałam. – Vera powróciła do swoich zajęć.  
– Jeszcze chwilę. – Lucas nie chciał dopuścić do przerwania rozmowy. – 

Jestem  pewien,  że  doskonale  wiesz,  dokąd  poszła  Honey.  A  tak  poza  tym, 
dlaczego wszystko mi utrudniasz? 

–  Mówiłam  ci  już,  że  nic  nie  wiem.  –  Przewróciła  oczami,  okazując 

zniecierpliwienie. – Mogę ci tylko powiedzieć, że dzwonił Eryk i...  

– Dzwonił Eryk? – Zimny dreszcz przebiegł po jego plecach na sam dźwięk 

tego imienia.  

– Tak. Honey musiała wcześnie wyjść, żeby się z nim spotkać. Czy chcesz 

może kawę na śniadanie? – spytała. – Nie dostaniesz zbożowej, bo jakiś głupiec 
zapomniał  wstawić  mleko  do  lodówki,  i  skwaśniało  –  wyjaśniła,  a  spojrzenie, 
jakim go obdarzyła, świadczyło, iż doskonale wie, kto jest temu winien.  

– Dziękuję. – Jego apetyt nagle gdzieś przepadł. – Czy mogę w tej okolicy 

pożyczyć jakiś pojazd? 

– Nie.  
– Niemożliwe, Vero. Widziałem na zewnątrz stary samochód, który należy 

do ciebie.  

–  Owszem,  ale  ci  go  nie  udostępnię  –  powiedziała.  Lucas  poczuł  się 

zirytowany tą całą sytuacją. Musiał bardzo szybko odnaleźć Honey i dowiedzieć 
się raz na zawsze, kim był dla niej Eryk. Zastanawiał się, z jakich to powodów 
telefonował do niej rano. Nie wyobrażał sobie, że po wspólnej, tak niesamowitej 
nocy  mogłaby  kochać  się  z  innym  mężczyzną.  Uświadamiał  sobie  jednak,  że 
istnieje mnóstwo spraw, o których nie wie i których nie rozumie.  

– Czy jest w mieście wypożyczalnia samochodów? – spytał.  
–  Kiedyś  prowadził  ją  Homer  Beechum,  ale  ją  właśnie  zamknął,  żeby 

uniknąć płacenia podatku od zysku.  

– Zatem nie ma nic – rzekł z niedowierzaniem.  
– To nie Houston – powiedziała. – Nie musimy korzystać z autobusów i 

tramwajów.  

background image

Zniecierpliwienie Lucasa sięgnęło zenitu.  
– W takim razie co ty na to; że kupię samochód od ciebie? 
– Nie jest na sprzedaż.  
– Zapłacę ci, powiedzmy, osiemset dolców – zaproponował. – Dwa razy 

więcej, niż wynosi jego wartość.  

–  Biorąc  pod  uwagę  okoliczności,  nie  mogę  wziąć  mniej  niż  półtora 

tysiąca. – Jej wzrok był nieustępliwy.  

– Półtora tysiąca dolarów? – Nie wierzył własnym uszom.  
Vera wzruszyła ramionami i odwróciła się.  
–  Niech  tam.  Tysiąc  dolarów  –  powiedział.  –  Moja  ostateczna  oferta. 

Sprawy przyjmą niekorzystny dla mnie obrót, jeżeli natychmiast nie dostanę się 
tam, gdzie zamierzam – dodał, gdy Vera pozostawała nadal nieustępliwa.  

Rozważała wszystko, wycierając ręce w ściereczkę kuchenną.  
– Przyniosę kluczyki – rzekła.  
Lucas  wziął  prysznic  w  rekordowym  tempie.  Potem  szybko  pojechał do 

swojego  domu,  kierując  starym,  rozwalającym  się  autem  Very.  Przepłacił 
zdrowo,  lecz  czy  miał  jakieś  inne  wyjście?  Po  prostu  nie  mógł  się  obejść  bez 
natychmiastowego transportu.  

Kiedy przybył na miejsce, ujrzał Honey i Eryka stojących obok zniszczonej 

ciężarówki, rozmawiających i przeglądających jakieś dokumenty. Poczuł, że zęby 
mu się zaciskają ze złości na widok tej pary. Zaparkował samochód i wysiadł z 
niego.  

Honey wyglądała na zdziwioną, gdy go zobaczyła.  
– Jakim cudem udało ci się nakłonić Verę, żeby pożyczyła swoje auto? – 

zapytała.  

–  To  długa  historia  –  powiedział,  zmniejszając  dystans  pomiędzy  nimi. 

Chłodno ukłonił się Erykowi. – Muszę z tobą porozmawiać, Honey.  

– Twoja stopa! – krzyknęła nagle. – Nie utykasz już ani trochę. Gdzie jest 

bandaż? 

Zaklął w duchu. Zupełnie zapomniał o nodze.  
–  Och!  Teraz  jest  znacznie  lepiej  –  tłumaczył  się.  –  Mogę  całkiem 

swobodnie chodzić.  

– Wcale nie kulałeś dzisiejszego ranka – podkreślił Szwed.  
Honey  posłała  Lucasowi  lodowate  spojrzenie.  Ogłupiały  wyraz  jego 

twarzy pozwolił jej upewnić się, że została oszukana. Na samą myśl o tym oblała 
się rumieńcem.  

–  To  niemalże  cudowne  wyzdrowienie,  nieprawdaż?  –  stwierdziła 

złośliwie.  

Zorientował  się,  że  nie  była  do  niego  przychylnie  nastawiona,  a  to 

sprawiło, iż jeszcze bardziej zapragnął z nią porozmawiać w cztery oczy.  

– Możemy wejść do domu? – spytał. – Chcę ci coś powiedzieć.  

background image

– Ja również – rzekła. – Eryk zaraz zacznie podlewać twoją działkę.  
– Tak wcześnie? 
– Przecież powiedziałeś, że się spieszysz – wyjaśniła. – Woda wsiąkła w 

glebę  w  miejscu,  gdzie  wczoraj  pracowaliśmy,  więc  na  razie  nie  możemy  nic 
zrobić,  zanim  jej  nie  osuszymy.  –  Przerwała  na  moment,  aby  zaczerpnąć 
powietrza.  

Mówiła zbyt szybko z powodu zdenerwowania. Była wściekła, że Lucas 

znowu zastosował jeden ze swych dawnych numerów. Jego stopa wcale nie była 
skaleczona. Zapewne wydawało mu się, że w ten sposób doprowadzi do zgody 
między nimi. Zastanawiała się, czy ten człowiek nigdy nie przebiera w środkach, 
gdy zamierza coś osiągnąć.  

–  Teraz  mamy  problem  z  powodu  braku  krzewów  ozdobnych  – 

kontynuowała  swoją  wypowiedź.  –  Nie  jest  to  oczywiście  wielki  kłopot,  ale 
zawsze  staram  się  mieć  wszystko  przygotowane  przed  rozpoczęciem 
nawadniania. Zaraz położymy nawóz i wyznaczymy na tyłach miejsca na teren 
wypoczynkowy. A ty powinieneś podjąć decyzję odnośnie zieleni, jaką chciałbyś 
mieć.  

Lucas był lekko wytrącony z równowagi. Zastanawiał się przez chwilę, jak 

mogła rozprawiać o takich błahostkach, gdy istniały przecież ważniejsze sprawy.  

– Czy mam to robić teraz? 
– Tak, musimy to uczynić natychmiast. – Popatrzyła mu prosto w oczy. – 

Gdy  powiedziałeś,  że  zależy  ci  na  czasie,  potraktowałam  to  poważnie  i 
powzięłam szczególne starania, żeby mogło to zostać wykonane jak najszybciej.  

Była  coraz  bardziej  podenerwowana.  Włożyła  tyle  trudu  w 

zagospodarowanie jego działki, toteż teraz wiła się ze złości, czując, jakby przez 
jej plecy przebiegał sznur mrówek. Po wspólnie spędzonej nocy praca u Lucasa 
sprawiała jej trudność. A na dodatek on wcale nie ułatwiał jej sytuacji.  

– Nie zmieniłem planów  – powiedział, dochodząc do wniosku, że przez 

chwilę może podjąć temat swojej posiadłości. – Co zatem? 

– Pojedziemy do  magazynu i wybierzemy rośliny, które chcesz  mieć na 

swojej działce. Musimy, co prawda, poczekać na obniżkę cen sadzonek drzew, 
ale  są  krzewy  i  kwiaty.  Oczywiście,  pokażę  ci,  które  będą  prezentowały  się 
najlepiej.  

Lucas zastanowił się. Mogą porozmawiać w drodze do magazynu.  
Prawdopodobnie  Honey  nie  uznawała  łączenia  spraw  zawodowych  z 

osobistymi, co wyjaśniałoby, dlaczego utrzymywała taki dystans.  

– W porządku – przystał, przypuszczając, że gdy znajdą się tylko we dwoje 

w ciężarówce, będzie miał okazję do podzielenia się z nią swoimi refleksjami. 
Może  nawet  pojadą  do  urzędu  i  ustalą  oficjalną  datę  ślubu.  Po  tej  pełnej 
szaleństwa nocy był niemal pewien, że ona równie jak on niecierpliwie oczekuje 
dnia, kiedy zamieszkają razem.  

background image

– Chodź ze mną i Erykiem do twojego samochodu – zaproponowała.  
– Jak to z Erykiem? – Zmarszczył brwi. – Myślałem, że zamierzasz położyć 

darninę? – Spojrzał pytająco na Szweda.  

– Mam wystarczająco dużo ludzi, którzy przy tym pracują. – Eryk wystąpił 

krok do przodu. – Pomogę Honey. Nie poradzi sobie sama z przewiezieniem tylu 
sadzonek.  

– Ja mogę przewieźć.  
– Ty? – powiedzieli równocześnie Eryk i Honey.  
– A dlaczego nie? 
– Niektóre są dosyć ciężkie. – Szwed wzruszył ramionami.  
–  Czy  według  ciebie  wyglądam  na  słabeusza?  –  obruszył  się,  po  czym 

uświadomił sobie, że rzeczywiście nie wyglądał okazale przy mężczyźnie tych 
rozmiarów, co emigrant ze Skandynawii.  

– Oczywiście, że nie – brzmiała natychmiastowa odpowiedź.  
Lucas za wszelką cenę postanowił nie dopuścić, aby Eryk i Honey zostali 

sami.  

– Bardzo mi zależy, żeby wam pomóc. Mogę sortować sadzonki według 

gatunków.  

– No dobrze – ustąpiła w końcu Honey. – Sama nie wiem, dlaczego próbuję 

się z tobą kłócić. Zawsze i tak postawisz na swoim.  

– Gotowy? – spytał Eryk, zajmując miejsce za kierownicą.  
– W porządku – odparł, patrząc mu prosto w oczy. Wiedział, że zrobiłby 

wszystko, aby usunąć tego faceta z życia byłej żony.  

 
Ranek spędzony w magazynie wspólnie z Honey minął Lucasowi bardzo 

szybko.  Chodził  za  nią  jak  małe  szczenię,  podczas  gdy  ona  pomagała  mu  w 
wyborze kwiatów i krzewów do jego posiadłości.  

– Nie musisz decydować o wszystkim już dzisiaj – powiedziała.  
– Nawet nie miałem pojęcia, że istnieje tak wiele gatunków roślin – zdziwił 

się, wyrażając uznanie dla wiedzy Honey w tej dziedzinie. Opowiadała o nich jak 
o swoich dzieciach, podkreślając ich każdą charakterystyczną cechę wyjaśniając, 
gdzie będą rosły i wyglądały najlepiej.  

– Och, tysiące! – rzekła. – W ręku trzymam tylko te najpopularniejsze.  
Zaprowadziła go do następnego działu.  
– A te proponuję umieścić tam, gdzie występuje erozja gleby. – Okręciła 

wokół palca jeden zdrowy listek. – Te młode lubią dużo słońca i wydaje mi się, że 
powinieneś być z nich zadowolony.  

–  A  co  z  tymi?  –  spytał,  wskazując  na  grupę  krzewów  obsypanych 

drobnymi kwiatami.  

– Azalie. Wybierzemy kilka. Do tego jeszcze parę gardenii. Tych powyżej. 

Powąchaj tylko, jak pachną.  

background image

Lucas  szedł  za  nią,  upajając  się  jej  widokiem.  Ubrana  była  w  krótkie 

granatowe  szorty  i  białą  bluzkę  bez  rękawów,  odsłaniającą  opalone  ramiona. 
Zatrzymała się przed jednym z krzewów i zerwała mały kwiat. Wyjął go z jej rąk 
i powąchał.  

– Ładnie – powiedział, a oczy ich spotkały się. – Ale wolę twój zapach.  
Honey odwróciła głowę.  
–  Myślę,  że  na  dzisiaj  skończyliśmy  –  zdecydowała.  –  Później  dodamy 

jeszcze parę kwitnących drzew i...  

Lucas rozejrzał się dokoła, aby upewnić się, czy Eryk jest zajęty.  
– Co się dzieje? – zażądał wyjaśnień. – Dlaczego traktujesz mnie jak kogoś, 

kto uczynił coś złego? 

– Nie rozumiem, o czym mówisz. – Spuściła oczy.  
– Czy zaczynasz żałować tego, co zaszło między nami ostatniej nocy? 
W odpowiedzi zarumieniła się.  
– Wobec tego nie widzę problemu.  
– Nie wiem, czy to był dobry pomysł – odparła. – Jesteśmy po rozwodzie i 

każde z nas ma własne życie.  

– Jeśli o to chodzi, to tę kwestię możemy zaraz rozwiązać.  
– Co masz na myśli? 
Zbliżył  się  do  niej  i  ostrożnie  włożył  jej  kwiatek  za  ucho.  Honey  lekko 

zesztywniała, lecz nie odezwała się.  

–  Możemy  natychmiast  pojechać  do  urzędu  i  ustalić  termin  ślubu  – 

powiedział,  kładąc  jej  dłonie  na  ramionach.  –  Za  kilka  dni  będziemy  znowu 
małżeństwem.  

Cofnęła  się,  skutecznie  uwalniając  z  jego  objęć.  Jej  twarz  wykrzywił 

nerwowy grymas.  

– O czym ty mówisz? 
–  To  powinno  być  oczywiste.  Chcę,  abyśmy  byli  znowu  razem.  Proszę, 

zostań moją żoną.  

Honey  zesztywniała.  Powinna  była  spodziewać  się,  te  to  nastąpi,  ale 

wydarzenia  ostatniej  nocy  sprawiły,  iż  od  chwili  przebudzenia  nie  potrafiła 
myśleć  jasno  i  rozsądnie.  Świadomość,  że  nadal  go  kocha,  wzbudziła  w  niej 
dziwny lęk, gdyż wiedziała, jak ogromną władzę ma nad nią Lucas. Jeszcze raz 
udowodnił, że w łóżku jest absolutnym mistrzem. Zawsze będzie dążył do tego, 
aby panować nad nią – nie tylko w nocy, ale i w każdym momencie życia.  

– Małżeństwo mnie nie interesuje – wyraziła w końcu swoje zdanie.  
– Co przez to rozumiesz? 
–  Po  prostu  nie  chcę  być  więcej  od  kogoś  zależna.  Sposób,  w  jaki  żyję 

obecnie, zupełnie mi odpowiada.  

– Naprawdę, Honey? – spytał z niedowierzaniem, zaciskając jednocześnie 

pięści ze złości. Nigdy do tej pory nie zdarzyło się, aby Honey sprzeciwiła mu się 

background image

w  czymkolwiek.  –  Czy  zatem  zadowoli  cię,  że  przez  resztę  życia  będziesz 
mieszkać w wielkim ciemnym domu i spać w pustym łóżku? 

– Sugerujesz, że potrzebuję do szczęścia mężczyzny? 
– Nie każdego. Mnie.  
–  Jest  mi  dobrze,  Lucasie.  Mam  pracę,  którą  lubię,  dwoje  cudownych 

dzieci...  

– Które powinny mieć ojca.  
–  Już  raz  miały,  pamiętasz?  –  przypomniała  mu.  –  Nie  zamierzam 

wychodzić za mąż dla dobra Todda i Melissy. Są teraz szczęśliwi, prawidłowo się 
rozwijają. Melissa ma wprawdzie swoje kłopoty, ale to normalne w jej wieku. 
Poza tym, nie chcę, abyś traktował mnie tak, jak poprzednio.  

– Mówiłem ci, że się zmieniłem. Tym razem wszystko będzie inaczej.  
– Ale wciąż jesteś tym samym Lucasem, który robi wszystko, na co ma 

ochotę,  nie  licząc  się  z  innymi.  Począwszy  od  urządzania  działki,  udawania 
chorego i Bóg wie czego jeszcze.  

– Zachowywałem się tak, bo pragnę, żebyś wróciła. – I mam ci uwierzyć? – 

Honey była nieustępliwa. – W takim razie dlaczego nigdy nie brałeś pod uwagę 
moich pragnień i potrzeb? 

–  Po  ostatniej  nocy  dużo  nad  tym  myślałem.  Przyznaję,  że  popełniałem 

błędy, ale ty również się zmieniłaś – stwierdził.  

– Nigdy nie potrafiłeś znieść tego, że sprawy toczą się nie według twoich 

planów – powiedziała ostrym tonem.  

– Mylisz się – zaprzeczył. – Jeśliby to była prawda, nie pozwoliłbym ci 

odejść  trzy  lata  temu  razem  z  dziećmi.  Nie  masz  racji,  twierdząc,  że  nie 
pragnąłem  twojego  dobra.  To  niesprawiedliwe...  –  Przerwał,  gdyż  pojawił  się 
Eryk, wyglądający na zakłopotanego tym, że im przeszkodził.  

– Czy jesteście gotowi? Możemy już załadować ciężarówkę? 
Honey spuściła głowę. Nie mogła pozwolić, aby Lucas ujrzał smutek w jej 

oczach.  

– Tak. Myślę, że już wszystko mamy  – odpowiedziała, rzucając byłemu 

małżonkowi przelotne spojrzenie, po czym przyłączyła się do Szweda.  

 
McKay  przepracował  cały  dzień  z  zapałem,  o  jaki  nigdy  siebie  nie 

podejrzewał.  Za  wszelką  cenę  chciał  zapomnieć  o  ostatnich  wydarzeniach.  Co 
sprawiło, że Honey mu odmówiła? I to w chwili, gdy wszystko wydawało się być 
na  dobrej  drodze.  Wysiłek  fizyczny  nie  pomógł  mu  jednak  uwolnić  się  od 
rozterek.  Równocześnie  z  Erykiem  kopał  dołek  za  dołkiem,  nie  przerywając 
nawet  wtedy,  gdy  tamten  jeździł  ciężarówką  do  magazynu  po  sadzonki. 
Ignorował  Honey  zupełnie.  Doszedł  do  wniosku,  że  najlepszym  wyjściem  z 
sytuacji będzie czasowe milczenie.  

Zdawał sobie sprawę, że bezsensem było myślenie, iż po zaledwie jednej 

background image

wspólnie spędzonej nocy, Honey zgodzi się znowu zostać jego żoną.  

Jak mógł być tak ślepy? Snuł te rozważania, wbijając raz po raz łopatę w 

ziemię, gdy zjawił się Eryk. Na  widok tego człowieka Lucas poczuł przypływ 
niechęci i ponownie zaczął zastanawiać się, czy Severnson nie przyczynił się do 
jego porażki.  

Pod koniec dnia Lucas nie mógł nadziwić się zmianom, jakie zaszły na jego 

posiadłości.  Działka  została  obsadzona  krzewami  i  otoczona  drewnianym, 
stylowym  płotem.  Na  specjalnie  wyznaczonym  i  przygotowanym  przez  Eryka 
odcinku pojawiły się kwiaty. Lucas pomyślał, że całość prezentuje się okazale i 
oryginalnie.  

– Efekt będzie jeszcze lepszy, gdy zasadzimy sosny, morwy i umieścimy 

skalniaki – rzekła Honey oficjalnym tonem. – Zostało jeszcze zagospodarowanie 
ogrodu  i  terenu  rekreacyjnego.  Powinieneś  jak  najszybciej  skontaktować  się  z 
jakąś  firmą  budowlaną.  –  Rozejrzała  się,  unikając  wzroku  Lucasa.  –  Robi  się 
ciemno. Czy podwieźć cię do domu, Eryku? 

– Nie, dziękuję. Pojadę z jednym z pracowników. – Potrząsnął przecząco 

blond czupryną.  

Lucas  patrzył,  jak  Honey  bez  słowa  pożegnania  oddala  się,  wsiada  do 

ciężarówki i odjeżdża. Został sam z Erykiem.  

– Jesteś zmęczony, Severnsonie? – spytał, spoglądając spod przymkniętych 

powiek.  

Eryk starą chustką otarł krople potu nad brwiami.  
–  Nie  za  bardzo.  Kufel  zimnego  piwa  powinien  postawić  mnie  na  nogi. 

Zawsze tak robię po ciężkim dniu – powiedział.  

–  Rozumiem,  co  masz  ma  myśli.  –  Jeszcze  raz  ogarnął  wzrokiem 

posiadłość,  usatysfakcjonowany,  iż  również  przyczynił  się  do  jej  wspaniałego 
wyglądu.  Był  wyczerpany,  ale  jednocześnie  szczęśliwy.  Odetchnął  głęboko 
świeżym powietrzem.  

– Czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli ci będę towarzyszył? – 

spytał.  

Eryk wyglądał na zdziwionego.  
– Nie wiem, czy spodobałoby ci się to miejsce – zawahał się. – Jest dosyć 

specyficzne.  Nic  podobnego  w  Houston  nie  ma.  Mnóstwo  młodych  ludzi 
przychodzi tam po pracy. A poza tym, nie masz przecież nic do przebrania.  

– Możemy jechać tak, jak stoimy.  
– Dobrze, ale chciałbym umyć twarz, ręce i uczesać włosy.  
– Jeżeli chcesz, możesz skorzystać z mojej łazienki – zaproponował Lucas.  
– Świetnie – ucieszył się Eryk.  
 
Dwadzieścia minut później, kiedy Eryk zwolnił pracowników, wyruszyli w 

drogę.  Po  kwadransie  dotarli  na  miejsce.  Lucas  zaparkował  swojego  cadillaca 

background image

przed  budynkiem  z  czerwonej  cegły,  samotnie  stojącym  na  przedmieściach 
miasteczka.  

– Prawdopodobnie nie będzie ci się podobało – ponownie wyraził swoje 

obawy Eryk. – Chyba nie zwykłeś bywać w tego...  

– Och, jeśli o to chodzi, to na własne oczy widziałem nędzne kowbojskie 

bary! – Lucas zamknął samochód i wszedł za Szwedem do środka. Panował tam 
półmrok, więc na początku nic nie mógł dostrzec. Zatrzymał się przy drzwiach 
wejściowych  i  skierował  wzrok  w  stronę  bardziej  oświetlonej  części 
pomieszczenia. Mała tawerna była prawie pusta, z wyjątkiem kilku mężczyzn w 
kapeluszach siedzących przy barku.  

– Usiądźmy przy stoliku z tyłu – powiedział Eryk, kierując tam kroki. – 

Tam nikt nam nie będzie przeszkadzał.  

Lucas  zauważył,  że  jego  towarzysz  czuje  się  tutaj  dosyć  pewnie. 

Przypomniał sobie okres ze swej niedalekiej przeszłości, kiedy często odwiedzał 
podobne  miejsca.  Zajęli  wcześniej  wybrany  stolik.  Natychmiast,  nie  wiadomo 
skąd, pojawił się barman.  

– Chyba zamówię colę. – Lucas pochylił się w stronę Eryka. – Mam wrzód 

żołądka i alkohol mógłby jeszcze pogorszyć sytuację.  

–  Dla  mnie  jak  zwykle  piwo.  –  Eryk  poczekał,  aż  kelner  przyjmie 

zamówienie,  po  czym  zwrócił  się  do  Lucasa:  –  Czy  Honey  wie  o  twoich 
dolegliwościach? 

– Nie i nie chcę, żeby wiedziała.  
– Tak będzie najlepiej.  
– Dlaczego tak uważasz? – Lucas wyostrzył czujność. Eryk uśmiechnął się.  
–  Spróbuję  ci  to  wyjaśnić.  Gdybyś  był  w  moim  rodzinnym  kraju  i 

patrzyłbyś  na  kobietę  w  sposób,  w  jaki  patrzysz  na  Honey,  znaczyłoby  to,  iż 
chcesz ją poślubić.  

– Tak – przyznał mu rację. – Pragnę, abyśmy znowu byli razem. Myślę, że 

teraz taka szansa istnieje.  

– Po co mi to mówisz? 
Lucas  nie  odpowiedział  od  razu.  Do  baru  zaczęli  przychodzić  nowi 

mężczyźni. Dwóch z nich stało obok szafy grającej, wybierając muzykę i kłócąc 
się przy tym dosyć głośno.  

– Chcę wiedzieć, kim jest dla ciebie Honey.  
– To trudne pytanie. – Szwed zamyślił się.  
– Kochasz ją? – Lucas wolał mieć jasną sytuację.  
–  Oczywiście  –  padła  szybka  odpowiedź.  –  Nie  ma  na  świecie  drugiej 

osoby, z którą czułbym się tak związany.  

–  Jak  teraz  postąpimy?  –  spytał  zaniepokojony.  Przerwali  na  chwilę 

rozmowę, gdy kelner przyniósł napoje.  

– To wygląda jak miejsce tylko dla mężczyzn. – McKay usiadł wygodniej 

background image

na krześle. – A wracając do problemu Honey...  

Nagle  ktoś  położył  mu  rękę  na  ramieniu.  Odwrócił  się.  Przed  nim  stał 

wysoki, szczupły szatyn.  

– Zatańczymy? – spytał.  
–  Taniec?  Z  kim?  –  Lucas  rozejrzał  się.  Nie  było  tu  żadnej  kobiety. 

Dostrzegł  za  to  dwóch  mężczyzn  na  parkiecie  kołyszących  się  w  rytm  wolnej 
muzyki.  

– Jasne, że ze mną. – Nieznajomy wyglądał na nieco zaskoczonego tym 

pytaniem.  

– Nie, mój drogi – odparł Lucas ironicznym tonem. – Nie należę do tego 

rodzaju ludzi.  

– To dlaczego siedzisz w barze dla homoseksualistów? 
–  Bar  dla  homoseksualistów?  –  Lucas  napotkał  rozbawione  spojrzenie 

Eryka. – Czy wiedziałeś o tym? 

– Oczywiście. A jeżeli ty nie masz ochoty zatańczyć, ja to zrobię.  
– Ty? – Lucasowi zaczęło brakować słów ze zdziwienia, ale w końcu się 

uśmiechnął.  

– Co cię tak rozbawiło? – Eryk wydawał się być dotknięty.  
Lucas poklepał go po ramieniu.  
–  Cieszę  się,  bo  teraz  wiem,  że  zostaniemy  świetnymi  kumplami  – 

powiedział.  –  I  jako  przyjaciel...  Czy  mógłbyś  mi  pomóc  w  dyskretny  sposób 
opuścić to miejsce? 

background image

ROZDZIAŁ 9 

 
Następnego  dnia  rano  Lucas  pojawił  się  w  swojej  posiadłości,  wezwany 

przez  malarzy  wynajętych  przez  Honey.  Następnie  zostawił  ich  i  pojechał  do 
domu  towarowego  po  farby,  postanawiając,  iż  przy  okazji  wybierze  tapety  do 
łazienki. Gdy przejrzał katalogi, doszedł do wniosku, że zupełnie nie wie, na co 
się zdecydować. Pomyślał, że zabierze je do domu i poprosi Honey o pomoc.  

Ale po ich wczorajszej wymianie poglądów, obawiał się, że ona może nie 

zechcieć z nim rozmawiać. Nie spodziewał się, że odzyskanie Honey sprawi mu 
tyle trudności.  

Przez chwilę obserwował pejzaż za szybą. Uświadomił sobie, że lato zbliża 

się ku końcowi. Todd i Melissa wrócą wkrótce z wakacji. Nie mógł się doczekać, 
kiedy znowu ich spotka. Żałował, że nie zdołał rozwiązać sytuacji z Honey.  

Lucas  spojrzał  na  klony  odcinające  się  wyraźnie  na  tle  kępy  sosen  i 

zauważył, że liście już zaczęły zmieniać swą barwę. Ogarnęło go przygnębienie. 
Pomyślał,  że  wszystko  kiedyś  przemija  i  wcale  nie  jest  pewne,  że  uda  mu  się 
skłonić Honey do powrotu. Smutek pogłębił się, gdy zdał sobie sprawę, że są to 
trzecie z kolei wakacje, które spędzał samotnie. Rozważał, czy szanse na powrót 
Honey  są  większe teraz,  czy  wtedy,  kiedy  przyjechał  tu  po  raz  pierwszy.  Gdy 
trzymał ją w ramionach, był niemal pewny jej miłości, tego, że jeszcze wszystko 
jest możliwe.  

Przebył  ostatni  kilometr  drogi  do  domu  i  zdecydował,  że  pomoże  przy 

malowaniu domu. Stwierdził ponuro, że właściwie nie ma nic lepszego do roboty. 
Bez  pracy,  domu,  rodziny,  bez  żadnych  szczególnych  zainteresowań.  Zawsze 
brakowało mu czasu na jakieś hobby i uprawianie sportów. Zastanawiał się, jak 
trzydziestopięcioletni  mężczyzna  może  czuć  taką  pustkę?  Parkując  samochód 
przed  bramą  wjazdową  do  swojej  posiadłości,  zauważył  stojącą  nie  opodal 
ciężarówkę  Honey.  Błyskawicznie  zapomniał  o  swoim  zamiarze  pomocy 
malarzom.  Odnalazł  swą  byłą  żonę  na  tyłach  działki,  podlewającą  wczoraj 
posadzone rośliny.  

–  Co  słychać?  –  rzucił  na  powitanie,  stając  przed  nią,  podczas  gdy  ona 

wyprostowała się, trzymając w rękach gumowy wąż.  

Ogarnęła go fala gorąca na jej widok.  
– Czy nie wydaje ci się, że twoja darnina wygląda wspaniale dzisiejszego 

ranka? – Potrząsnęła kucykiem z tyłu głowy.  

– Tak, rzeczywiście. – Rozejrzał się z udanym zainteresowaniem.  
To, czy jego darnina pogłębiła się w ciągu nocy, było w tej chwili ostatnią 

rzeczą,  o  której  chciał  rozmawiać.  Zmarnowali  już  przecież  tyle  czasu, 
rozprawiając o tak mało znaczących sprawach.  

– Za kilka tygodni nawet jej nie poznasz – obiecała. Lucas musiałby być 

background image

ślepy, żeby nie zauważyć, jak jest zmęczona. Kąciki ust opadły w dół, pod oczami 
pojawiły  się  sine  koła.  Wyglądało  na  to,  że  coś  ją  trapi.  Z  trudem  opierał  się 
pragnieniu porwania jej w ramiona, całowania po oczach, usunięcia wszystkich 
jej problemów. Chciał już dzisiaj uregulować kwestie honorarium za wykonaną 
pracę.  

– Mizernie wyglądasz. Czyżbyś źle spała dzisiejszej nocy?  – spytał, gdy 

zaczęła ziewać.  

Doskonale wiedział, co może sprawić, że zapomni o wszystkich troskach i 

uśnie jak małe dziecko. Honey spojrzała szybko na niego, dopatrując się cienia 
aluzji, ale nic takiego nie mogła dostrzec.  

– Tęsknię za dziećmi – powiedziała. – Tłumaczę sobie, że to jeszcze tylko 

kilka dni, ale... – Przerwała. Z piersi wyrwało się jej westchnienie. – Nic na to nie 
mogę  poradzić.  –  Westchnęła  ponownie.  –  Piszę  do  nich  prawie  codziennie  – 
kontynuowała. – Następnym razem zamierzam wystąpić o pozwolenie rodzicom 
na wizyty.  

– Czas się wyraźnie dłuży, gdy za kimś tęsknimy. Najlepiej wtedy znaleźć 

sobie  jakieś  zajęcie.  –  Przybrał  ton  i  minę  człowieka  doświadczonego  w  tych 
sprawach.  

– Czy to ci pomagało? – spytała.  
–  Nie  zawsze.  –  Uśmiechnął  się.  –  Wakacje  zawsze  są  ciężkie,  nawet 

wtedy, gdy staram się o tym nie myśleć.  

Przypomniał  sobie,  że  przerażało  go  oglądanie  świątecznych  dekoracji 

każdego roku w Houston. Oczywiście, że regularnie w czasie świąt odwiedzał 
dzieci,  ale  nie  było  to  to  samo,  co  wspólne  życie  z  nimi.  Brakowało  mu 
śmiesznych,  niezdarnych  rysunków  Todda  i  Melissy,  Honey  krzątającej się po 
kuchni, atmosfery świątecznych przygotowań i znajomego zapachu, który witał 
go, gdy za każdym razem przekraczał próg swojego domu.  

– To był błąd z mojej strony, że zgodziłam się, aby odjechały tak daleko – 

głośno snuła swoje refleksje.  

Lucas  bacznie  wpatrywał  się  w  taflę  jeziora,  od  której  odbijały  się 

promienie słoneczne, tworząc na jego powierzchni drobne kryształki.  

– Wydaje mi się, że to zupełnie naturalne, iż tak za nimi tęsknisz.  
– Szczerze mówiąc, nie przypuszczałam, że potrafisz mnie tak dokładnie 

zrozumieć – powiedziała zaskoczona.  

Spojrzała na niego. Nigdy jeszcze nie wydał jej się tak pociągający, jak w 

tym momencie. Zapragnęła dotknąć jego twarzy, pociemniałej z powodu zarostu. 
W  blasku słońca brązowe  oczy  były  bardziej  wyraziste niż  zazwyczaj,  a  gęste 
włosy przybrały barwę ciemnego mahoniu. Fascynowały ją jego potężne muskuły 
i silne ramiona. Jej uwagę przyciągnęła rozpięta pod szyją koszula, odsłaniająca 
owłosiony tors.  

– To bez znaczenia, co myślę – rzekła. – Najważniejsze, że mamy mnóstwo 

background image

pracy.  

– Mam nadzieję, że mi wybaczysz, iż zająłem ci tyle czasu – przeprosił, 

widząc poczucie winy malujące się w jej oczach.  

–  Tu  nie  ma  nic  do wybaczania  –  odparła.  –  Ale  lepiej  postąpimy,  jeśli 

zaraz zaczniemy. Powinniśmy dzisiaj zakończyć większość prac. A jutro możemy 
pojechać do salonu meblowego w Fort Worth i zamówić parę rzeczy do twojego 
mieszkania.  

– Czy mam rozumieć, że chcesz mi pomóc? Honey poczuła lekki przypływ 

złości,  jak  zawsze,  gdy  głos  Lucasa  przybierał  odcień  ironiczny.  Odnosiła 
wrażenie, że Lucas dąży do tego, aby spędzać z nią jak najwięcej czasu. Sama się 
do tego przyczyniła, zapraszając go do swojej sypialni i opowiadając o swoich 
problemach,  co  akurat  uważała  za  słuszne.  Potrzebowała  kontaktu  z  ludźmi, 
poczucia bezpieczeństwa i bliskości czyjegoś ciała.  

Uświadomiła sobie, że popełniła jeden z największych błędów w swoim 

życiu.  Nauczyła  się,  że  konsekwencje  podjętych  przez  siebie  decyzji  ponosić 
będzie przede wszystkim ona sama.  

– Tak naprawdę, to myślałam nawet o wycofaniu się po twojej sztuczce z 

nogą – rzekła. – Ale Eryk nalegał, abym tego nie robiła. Zaoferował się, że sam 
zobaczy, co jest w magazynach.  

Lucas poczuł się nieco rozczarowany, że jej decyzja o dotrzymaniu umowy 

została podjęta pod wpływem Szweda, ale postanowił brać od Honey tylko to, co 
była skłonna mu dać dobrowolnie.  

– Musimy zaplanować jutrzejszy dzień – powiedziała. – Nie mamy zbyt 

wiele czasu.  

– Zabiorę cię przede wszystkim na lunch w jakieś miłe miejsce.  
Kiedy zaczęła protestować, przerwał jej.  
– Chyba w końcu mogę coś dla ciebie zrobić, zwłaszcza że zrezygnowałaś 

z dnia pracy. Oczywiście, zapłacę ci.  

– Nie przyjmę żadnych pieniędzy – odpowiedziała urażona, że ośmielił się 

jej  to  zaproponować.  –  Możemy  wyjechać  jutro  o  ósmej.  Nie  zajmie  nam  to 
więcej niż godzinę. W Fort Worth zawsze jest duży wybór mebli.  

Nie  zważając  na  jej  nieprzychylność,  Lucas  postanowił  nie  dawać  za 

wygraną.  

– Czy nie mógłbym ci w czymś pomóc? Mój dom pachnie jak fabryka farb 

i  nie  mogę  tam  teraz  przebywać.  A  poza  tym  wczorajsza  praca  na  świeżym 
powietrzu sprawiła mi przyjemność.  

Zastanawiała  się  przez  chwilę.  Wiedziała,  że  jeżeli  nie  przydzieli  mu 

jakiegoś zajęcia, zamęczy ją na śmierć i najlepszym rozwiązaniem jest obarczenie 
Lucasa licznymi obowiązkami.  

– No dobrze – ustąpiła. – Tylko proszę, postaraj się nie skaleczyć.  
Honey wyglądała tak poważnie, że nie ośmielił się nawet uśmiechnąć.  

background image

–  A  jeżeli  mi  się  coś  zdarzy,  czy  będziesz  mnie  pielęgnować  tak  jak 

ostatnio? 

–  Nie.  Tym  razem  zrobisz  to  na  własną  odpowiedzialność  –  odrzekła 

chłodno.  

Do obiadu Lucas zdołał zapełnić sadzonkami cały odcinek wzdłuż drogi 

wjazdowej. Za punkt honoru postawił sobie dotrzymanie kroku szesnastoletnim 
chłopcom zatrudnionym przez Eryka. Około południa zabrali torby z prowiantem 
i  usiedli  w  cieniu  starego  dębu,  gdzie  Lucas  wraz  z  Honey  przygotowywali 
kanapki.  

– To rzeczywiście bardzo niezwykły kształt.  – Wskazał na altanę. – Nie 

spodziewałem się, że efekt będzie aż tak rewelacyjny.  

– Ja też jestem z niej zadowolona – powiedziała Honey. – Przedstawię ci 

teraz plan konserwacji. Sam, bez specjalnych nakładów, możesz poradzić sobie z 
utrzymaniem jej w pierwotnie nadanym kształcie. Jeśli to zaniedbasz, będziesz 
musiał ponieść spore koszty.  

Zamyślił się. Już raz zaniedbał swój związek małżeński, a teraz ma okazję 

zaprzepaszczenia szansy odnowienia go.  

– Masz rację – przytaknął. Pragnął jednak porozmawiać na całkowicie inny 

temat.  

– Słyszałam, że kupiłeś stary samochód Very – zainteresowała się Honey.  
–  Niestety,  nieustępliwa  stara  Vera  okazała  się  dla  mnie  dosyć  skąpa.  – 

Skrzywił się na samo wspomnienie tej transakcji.  

–  Nie  wiem,  ile  zapłaciłeś  za  niego,  ale  każda  suma  byłaby  zbyt  duża. 

Pojechała dzisiaj kupować nowy.  

– Mam nadzieję, że skończy z cytrynowym kolorem – powiedział. – Może 

kiedyś  popsuje  się  na  jakiejś  drodze,  a  ja  będę  jedynym  kierowcą 
przejeżdżającym obok.  

– Jesteś potworny, Lucasie. – Honey żartobliwie poklepała go po ramieniu. 

Wyglądała na rozbawioną. – Chętnie byś się jej pozbył, prawda? Ale ta kobieta 
jest dla mnie jak matka.  

– Oszczędzę ją dla ciebie – złagodniał.  
Honey nie potrafiła zdobyć się na natychmiastową odpowiedź, ale dołożyła 

wszelkich wysiłków, żeby zachować resztki samokontroli. Nie umiała patrzeć w 
jego  twarz  bez  pragnienia  dotknięcia  jego  wyraźnie  zarysowanej  szczęki. 
Myślami  wróciła  do  wspólnie  spędzonej  nocy,  kiedy  trzymał  ją  w  swoich 
ramionach i czuła, jaki jest potężny, silny i ciepły. Znała zapach jego ciała równie 
dobrze, jak swój. Było jej bliskie, co nie znaczyło, że nie chce go poznać jeszcze 
bardziej.  

– Lepiej wróćmy do pracy. – Honey wstała. Lucas podniósł się również i 

podszedł do niej ze zwinnością dzikiej pumy.  

– Zawsze tak kończysz naszą rozmowę – powiedział, zniżając głos o pół 

background image

tonu.  –  Nie  możemy  wytrzymać  pięciu  minut  bez  wspomnieli  tamtej  nocy,  a  i 
innych również – dodał. – Bez myślenia o tych, które nadejdą.  

– Lucasie... – Spojrzała wymownie, podnosząc jedną rękę, aby go uciszyć.  
Odległość między nimi była tak niewielka, że wyczuwała ciepło emanujące 

z jego ciała. Lucas pieszczotliwie ogarnął jej twarz wzrokiem. Cofnął się o krok i 
końcami  palców  musnął  jej  policzek.  Poczuła  się  zagrożona,  nie  będąc  pewną 
jego następnego kroku.  

– Dlaczego koniecznie chcesz ze mną walczyć, Honey? – spytał, czule się 

do niej uśmiechając. Był to uśmiech, który łaskawy ojciec posyła psotnej córce. – 
Dlaczego  udajesz,  że  chcesz,  aby  wszystko  między  nami  zostało  ostatecznie 
skończone? 

Jego  miękki  jak  aksamit  głos  powodował  przyjemne  łaskotanie  we 

wnętrzu, jakiego nigdy przedtem nie odczuwała. Nagle poczuła się jak pogrążona 
w letargu. Nie mogła powstrzymać opadania powiek, a ciało przybrało na wadze 
co najmniej dwa razy.  

– Niczego nie udaję, Lucasie – odparła.  
– Nie? – Przechylił głowę. – Czasami naprawdę trudno mi w to uwierzyć.  
 
Lucas przyjechał po Honey następnego ranka też przed ósmą i zastał ją już 

gotową,  ubraną  w  starannie  odprasowane  spodnie  dżinsowe  i  bluzkę  z 
podwyższonymi  ramionami  w  kolorze  cegły,  który  doskonale  podkreślał 
brzoskwiniową  barwę  policzków.  Jej  długie  włosy  splecione  były  w  warkocz, 
przewiązany luźno wstążką opadającą na ramiona.  

Lucas  szedł  za  Honey,  napawając  się  zarówno  widokiem  jej  pięknych 

włosów,  jak  i  lekko  kołyszących  się  bioder,  których  smukłość  podkreślały 
dopasowane dżinsy. Uśmiech zgasł na jego twarzy, gdy zajmując miejsce obok 
niej w samochodzie, zauważył jej zatroskany wzrok.  

–  Dlaczego  taka  smutna?  –  spytał,  składając  mapę,  którą  przeglądał 

wcześniej.  Zamierzał  wybrać  drogę  podrzędną  prowadzącą  do  Fort  Worth, 
uważając, że pejzaż wiejski dostarczy więcej miłych wrażeń. W przeszłości nigdy 
o  tym  nie  był  przekonany,  wybierał  zwykle  najszybsze  połączenia,  nie 
poświęcając wiele czasu na odkrywanie, co znajduje się po drodze. Ponadto droga 
podrzędna była znacznie dłuższa, co oznaczało, że spędzi z Honey więcej czasu.  

– Niepokoję się o Verę – wyznała w końcu. – Artretyzm dolega jej coraz 

bardziej.  

–  Czy  uważasz,  że  rozsądne  było  pozostawienie  jej  w  domu?  –  Uniósł 

jedną brew do góry. – Meble zawsze zdążymy kupić.  

Był  to  akt  niesamowitego  poświęcenia  z  jego  strony,  ale  wiedział,  że 

Honey będzie źle spędzać czas, niepokojąc się stale o swą opiekunkę.  

– Och, powinno być wszystko w porządku – powiedziała Honey po chwili 

zastanowienia.  –  Prosiłam,  żeby  dzisiaj  odpoczęła.  Postarzała  się  ostatnio  i  nie 

background image

podoła już obowiązkom, zwłaszcza wtedy, gdy wrócą Todd i Melissa.  

– Co więc chcesz zrobić? 
– Pewnie wynajmę kogoś do pomocy. Sama też nie mam czasu zajmować 

się domem. A dzieci potrzebują stałej opieki po powrocie ze szkoły. Vera była dla 
nich  jak  babcia.  –  Westchnęła, odrzucając  głowę  do  tyłu.  –  Nie  wiem,  jakbym 
sobie bez niej poradziła.  

–  Nie  musisz  się  na  razie  martwić.  Rozwiązujesz  problemy  szybciej  i 

sprawniej, niż ci się wydaje.  

– Co przez to rozumiesz? – spytała.  
–  Mówiłaś  mi,  że  nigdy  nie  mogłaś  decydować  sama  o  sobie,  lecz  to 

nieprawda.  –  Przerwał  na  chwilę,  koncentrując  się  na  tym,  aby  nie  zgubić 
właściwej drogi. – Straciłaś bardzo wcześnie matkę i udało ci się z tego szybko 
otrząsnąć, podczas gdy mogło to zostawić trwały ślad, jak w większości tego typu 
przypadków.  

Pamiętał, jak sam przeżył śmierć matki. I mimo że posiadał liczną rodzinę, 

długo nosił w sercu niezabliźnioną ranę.  

– Poza tym praca, której się podjęłaś, odstraszyłaby większość łudzi. We 

wczesnej młodości organizowałaś oficjalne obiady i spotkania.  

– Tak, ale z pomocą Very – podkreśliła, ale wiedziała, że Lucas ma rację. 

Została zmuszona do pełnienia wszystkich domowych obowiązków już bardzo 
wcześnie.  W  wieku  dwunastu  lat  wiedziała,  które  wino  pasuje  do  określonej 
potrawy, jak należy przygotować stół i usadowić gości. Potrafiła przeprowadzić 
inteligentną  konwersację,  w  razie  konieczności  unikać  drażliwych  tematów, 
umiała  zająć  się  tymi,  którzy  wypili  zbyt  dużo.  Niestety,  żadna  z  tych 
umiejętności  nie  okazała  się  przydatna  w  momencie,  kiedy  została  zmuszona 
sama zarabiać na życie.  

– Wydaje mi się, że przyczynił się do tego major, który starał się spełniać 

wszystkie twoje pragnienia – usłyszała głos Lucasa. – Myślał, że tym sposobem 
staniesz się na tyle od niego zależna, aby go nigdy nie opuścić.  

– Nie rozumiem.  
– Major potrzebował ciebie znacznie bardziej niż ty jego. Potrzebował cię, 

abyś wypełniała te wszystkie obowiązki, których nie była w stanie wykonywać 
jego żona. Zabronił ci uczęszczać do studium architektury dlatego, że obawiał się 
ciebie stracić. To była jedna z przyczyn, dla której sprzeciwiał się robieniu przez 
ciebie kariery. Pragnął zachować cię dla siebie. – Lucas spojrzał na nią i zdziwił 
się, widząc zmieniony wyraz jej twarzy. – Wybacz, może nie powinienem o tym 
mówić.  

–  Masz  rację,  Lucasie  –  zwróciła  się  do  niego.  –  Ale  ja  nigdy  nie 

rozważałam tego od tej strony. Nigdy nie myślałam, że major aż tak bardzo mnie 
potrzebował.  

– Wiesz, major i ja byliśmy w pewnym sensie podobni. Obaj popełnialiśmy 

background image

te same błędy; nie braliśmy pod uwagę twoich pragnień.  

– Nie miałam nadziei, że sobie to kiedykolwiek uświadomisz...  
– Starałem się to ukryć nawet przed sobą.  – Na jego twarzy pojawił się 

lekki  uśmiech.  –  Oczywiście,  musiało  upłynąć  trochę  czasu,  zanim  do  tego 
doszedłem. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba.  

Honey odwróciła się i przez moment wpatrywała się w okno, nie chcąc, aby 

Lucas zauważył, że to szczere wyznanie wywołało łzy w jej oczach.  

– Prowadziliście z majorem jakiś wspólny interes, nieprawdaż? 
– Można to i tak określić – odparł.  
– Czy to było niezgodne z prawem? 
– Nie, to było trochę inaczej – powiedział, zastanawiając się nad czymś. – 

Pomogło  zrządzenie  losu.  Przypadkowo  usłyszałem  informację  o  zamiarze 
podziału  sieci  domów  towarowych,  na  długo  przedtem,  jak  zostało  to 
wprowadzone  w  życie.  Oczywiście  major  i  ja  przyczyniliśmy  się  do  tego.  Ja 
miałem koncesję na prowadzenie działalności, co pozwalało uniknąć konfliktu z 
prawem,  ale  musiałem  znaleźć  kogoś,  kto  przyłączy  się  do  mnie,  kogoś,  kto 
dysponuje siłą i pieniędzmi. Tym człowiekiem był właśnie major Buchannan – 
dodał.  –  Ja  jedynie  pozostawałem  w  cieniu  i  sporządzałem  plany  strategiczne, 
podczas gdy major działał. Przez jakiś czas tworzyliśmy dobry zespół. Ja miałem 
dostęp  do  informacji  i  wiedzę  o  nieruchomościach,  w  twój  ojciec  pieniądze, 
pozycję i kontakty.  

– Przecież mogłeś mieć problemy.  
– Mogłem jedynie utracić koncesje, jeśli to masz na myśli.  
Patrzył  na  nią,  zaciekawiony  jej  reakcją,  ale  nie  potrafił  niczego 

wywnioskować z wyrazu jej twarzy.  

– Powiedziałeś, że stanowiliście z majorem dobry zespół. Co zmieniło ten 

fakt? 

– Ty. – Lucas spojrzał prosto na nią. – Stosunki między nami pogorszyły 

się od momentu, gdy uświadomił sobie, że jesteśmy razem. Nie uważał mnie za 
odpowiedniego  kandydata.  –  Skrzywił  się  pogardliwie.  –  Byłem  wystarczająco 
dobry, aby zasilać stan jego konta w banku, ale za mało, by mieć jakiekolwiek 
zamiary względem jego córki. To, jak wiesz, mnie nie powstrzymało. I oto cała 
historia.  

– Czy wykorzystałbyś drugi raz taką okazję, gdyby zaistniała? – spytała. – 

Czy robiłbyś znowu karierę dla pieniędzy? 

A  więc  taką  miała  opinię  na  ten  temat.  Nie  była  też  specjalnie 

rozczarowana ani zaskoczona, czego się spodziewał.  

–  Wydaje  mi  się,  że  nie  –  rozważał  pytanie.  –  Później  wielokrotnie 

żałowałem  tego  okresu  w  moim  życiu.  A  czy  zrobiłbym  to  ponownie?  Chyba 
tylko wtedy, gdyby miało to służyć dobru mojej rodziny.  

Honey zastanawiała się nad jego słowami.  

background image

– Już raz powiedziałeś mi, że masz mnie, ponieważ uczyniłeś mojego ojca 

bogatszym człowiekiem.  

Lucas  poczuł  się,  jakby  w  gardle  miał  rozżarzony  węgiel.  Zauważył,  że 

samo wspomnienie o tym sprawia jej ból.  

–  Wypiłem  tamtej  nocy  zbyt  wiele.  Pamiętam,  że  świętowaliśmy  wtedy 

zawarcie mojej największej transakcji. – W jego głosie słychać było skruchę i żal. 
– Przeprosiłem ich zaraz następnego dnia i teraz przepraszam znowu, jeśli to coś 
zmieni. Oboje wiemy, że nie kupuje się miłości.  

– Czy wiedziałeś o tym wówczas? 
– Naprawdę pragnąłem twojego uczucia. I dlatego byłem tak zdruzgotany, 

gdy  odeszłaś,  i  jeszcze  bardziej,  gdy  odkryłem,  że  nie  mogę  cię  skłonić  do 
powrotu.  

– Czy nadal uważasz, że należę do ciebie? 
– Nie. – Mięśnie jego twarzy napięły się. Wiedział, że od jego odpowiedzi 

zależy  bardzo  wiele.  –  Czuje,  że  sercem  należysz  do  mnie,  ale  nie  chcę,  abyś 
czyniła coś wbrew swojej woli. Poczekam jeszcze trochę... – Przerwał. – A potem 
pomyślę, co zrobić w wypadku, gdybyś zdecydowała się nie wrócić.  

Honey była poruszona do głębi. Nigdy dotąd Lucas nie rozmawiał z nią tak 

szczerze. Poczuła, że serce mocniej bije jej z wrażenia.  

– Lucas – szepnęła i położyła dłoń na jego ręce. Podniósł ją do swoich ust i 

pocałował.  Przymknął  oczy,  czując,  że  Honey  jest  mu  w  tym  momencie  tak 
bliska,  jak  nigdy  przedtem.  Ten  jeden  prosty  gest  zawierał  w  sobie  więcej 
czułości niż wszystkie inne, dawał jej pewność, że zdobywa coś, czego nigdy nie 
odda i nie będzie z nikim dzielić.  

– Wiesz, czego pragnę? – Posłała mu ciepłe spojrzenie. – Pragnę, abyśmy 

się mogli kochać.  

background image

ROZDZIAŁ 10 

 
Krew odpłynęła z twarzy Lucasa i o mały włos nie zboczył z drogi. Nagle 

puścił  ręce  Honey  i  ponownie  skupił  swą  uwagę  na  kierowaniu  samochodem. 
Gdy w końcu opanował sytuację, spojrzał na siedzącą obok kobietę.  

– Możemy, kochanie, oczywiście. – Jego głos brzmiał miękko.  
Parę  minut  później  Lucas  skręcił  z  głównej  drogi  na  boczną,  wysypaną 

żwirem,  po  obu  stronach  otoczoną  wysokimi  sosnami.  Przez  chwilę  jechali 
ścieżką, gdzie gęsto rosnące drzewa utrudniały poruszanie się. Jechali tak długo, 
aż znaleźli się poza zasięgiem wzroku, po czym Lucas zatrzymał samochód pod 
wysokim  dębem  i  wyłączył  silnik.  Przysunął  się  do  niej,  a  Honey  chętnie 
przytuliła  się  do  niego.  Usta  ich  połączyły  się,  oboje  zadrżeli.  Te  godziny 
oczekiwania uczyniły ich zbliżenie jeszcze bardziej rozkosznym. Lucas dotknął 
jej twarzy i włosów, skierował dłoń w stronę dekoltu, rozpinając maleńki guzik. 
Gdy bluzka i biustonosz leżały już na tylnym siedzeniu, Lucas położył głowę na 
jej piersiach i napawał się ich zapachem. Honey westchnęła, odrzuciła głowę do 
tyłu. Kiedy sięgnął ręką w kierunku zamka od spodni, była zbyt szczęśliwa, aby 
mu pomóc.  

– Lucasie! – jęknęła, gdy palcami doprowadzał ją do szczytu podniecenia. 

– Naprawdę cię pragnę, ty o tym wiesz. Zawsze o tym wiedziałeś.  

Skinął głową i z jej pomocą pozbył się ubrania. Gdy ponownie odwrócili 

się do siebie, oboje byli nadzy.  

Honey wyglądała eterycznie, jak istota nieziemska, gdy promienie słońca 

oświetliły jej nagie piersi i brzuch.  

Uniósł lekko głowę i pieścił ją swoimi brązowymi oczami.  
– Nigdy przedtem nie kochałam się w samochodzie – wyznała.  
Uśmiechnęła się lekko, po czym pocałowała go myśląc, że nie ma drugiego 

takiego wspaniałego mężczyzny. Ogarnęła ją pokusa, aby zapytać o inne kobiety 
w  jego  życiu.  Powstrzymała  się  jednak.  Nie  miała  prawa  ingerować  w  jego 
kontakty w okresie, kiedy nie byli małżeństwem.  

Lucas uniósł ją ponad siebie. Jednym ruchem spowodowała jego twardość i 

utonęła w nim, krzycząc z rozkoszy. Ich wargi połączyły się, gdy ciała kołysały 
się w równym rytmie na przednim siedzeniu cadillaca. W końcu wyczerpani padli 
sobie w ramiona, ustami tłumiąc westchnienia wydobywające się z piersi.  

 
Wyprawa  do  Fort  Worth  zakończyła  się  powodzeniem.  Udane  zakupy 

uczcili w meksykańskiej restauracji. Apetyt dopisywał Honey jak rzadko. Oprócz 
swojej, zjadła jeszcze połowę porcji Lucasa.  

–  Podoba  mi  się  wszystko,  co  wybrałeś  –  powiedziała,  gdy  wsiadali  do 

samochodu pełnego przeróżnych sprawunków.  

background image

– Co to znaczy: ja wybrałem? – Uśmiechnął się. – Przecież to ty dobierałaś 

wszystko sama.  

– Tak, ale dzielnie mi przy tym pomagałeś – odparła w obronie własnej.  
–  Mam  nadzieje,  że  Todd  i  Melissa  ucieszą  się  ze  swoich  nowych 

kompletów sypialnych – powiedział. – Chciałbym, żeby wybrali narzuty i zasłony 
do swych pokoi.  

–  Możesz  być  pewien,  że  będzie  to  coś  błyszczącego,  a  zasłony  raczej 

prześwitujące. – Spojrzała na niego porozumiewawczo.  

Gawędzili swobodnie w czasie drogi powrotnej. Honey nie przypominała 

sobie, kiedy ostatni raz udało jej się spędzić tak miło czas w towarzystwie byłego 
małżonka. Ich zbliżenie tego ranka było niesłychanie intymne i niepowtarzalne. 
Lucas ujął jej dłoń i delikatnie uścisnął. Jego ciemne oczy mówiły więcej niż usta. 
Może później będzie miała wątpliwości i ochotę na wzajemne obwinianie, ale w 
tej chwili czuła się szczęśliwa.  

Gdy Honey poruszyła temat swojej pracy, Lucas postanowił porozmawiać 

o tym, o czym myślał ostatniej nocy.  

– Chciałbym przedyskutować z tobą pewne sprawy dotyczące twojej firmy 

– zaczął.  

– Przedyskutować? A w jakim celu? 
–  Myślę,  że  Eryk  tęskni  za  Szwecją  –  powiedział.  Honey  nie  bardzo 

wiedziała, jaki to ma związek ze sprawami firmy.  

– Tak, myślę, że tak – odpowiedziała jednak.  
– Czy jego styl życia homoseksualisty nie wpłynął na to, że opuścił kraj? – 

ciągnął dalej.  

–  W  jaki  sposób  się  o  tym  dowiedziałeś?  –  Honey  podniosła  zdziwione 

oczy.  

– Poszedłem z nim na piwo do baru, gdzie był stałym bywalcem.  
– Co zrobiłeś, gdy się zorientowałeś? – zainteresowała się.  
– Jak najszybciej wyszedłem. Nie miałem ochoty tańczyć, więc nie było 

powodów, żeby zostawać – wyjaśnił śmiejąc się.  

Honey zrobiła rozbawioną minę. Zastanawiał się, czy zdaje sobie sprawę 

ze swojego seksownego wyglądu. Silna, ale na tyle subtelna, aby wydawać się 
zupełnie kobieca.  

–  Mam  nadzieję,  że  nie  powiedziałeś  nic,  co  mogłoby  zranić  uczucia 

Eryka? – zapytała.  

–  Nie  posądzaj  mnie  nawet  o  to,  Honey.  Nie  przywiązuję  wagi  do 

homoseksualnych skłonności Eryka.  

Lucas nie ujawnił do końca swoich myśli. Nie zamierzał przyznawać się, 

jaką  poczuł  ulgę,  gdy  odkrył,  że  Eryk  nie  stanowi  dla  niego  zagrożenia,  jeśli 
chodzi  o  Honey.  Mogła  sporządzić  listę  jego  grzechów  w  alfabetycznym 
porządku, ale tym razem nie przyczynił się do jej powiększenia.  

background image

– Prawdziwa tragedia to nie fakt, iż jest homoseksualistą – powiedział po 

chwili  zastanowienia.  –  Najgorsze,  że  nie  ma  kontaktu  z  rodziną  i  nie  może 
założyć własnej. Inaczej mówiąc, skazany został na samotność.  

Zgadzała  się  z  tą  opinią.  Wiedziała,  że  gdyby  tylko  Eryk  posiadał 

odpowiednie środki, prawdopodobnie  wróciłby  do  Szwecji.  Nigdy  nie  czuł  się 
naprawdę szczęśliwy w Stanach i czasami dręczyło ją poczucie winy, gdyż miała 
pewność, że Eryk pozostaje tu ze względu na nią i ich firmę.  

Spotkali  się  zaraz  po  jej  rozwodzie  na  wystawie  podczas  badania 

szczególnie  pięknych  i  egzotycznych  roślin.  Był  to  moment,  kiedy  oboje 
desperacko  pragnęli  przyjaźni.  Nie  wiedziała  wtedy  jeszcze,  że  jest 
homoseksualistą, a ujął ją swoją wrażliwością. Nigdy nie próbował się do niej 
zbliżyć. Później, gdy odkryli wspólne zainteresowania ogrodnictwem i pejzażem, 
zaczęli realizować pomysł rozpoczęcia działalności w tej dziedzinie.  

Jakkolwiek Honey wiedziała, że Eryk uwielbiał swój fach i pracę w firmie, 

to jednak podejrzewała, że czułby się szczęśliwszy, robiąc to samo w Szwecji. Na 
razie  nie  mogła  sobie  pozwolić  na  wykupienie  jego  części,  a  sprzedaż  komuś 
innemu w ogóle nie była brana pod uwagę.  

Nigdy jeszcze nie czuła się tak wspaniale, gdy z Lucasem omawiała ich 

wspólne przedsięwzięcia i problemy osobiste Eryka.  

– Cieszę się, że zgadzamy się co do Eryka i że akceptujesz go takim, jaki 

jest – powiedziała. – Ale ja nadal nie wiem, jaki to ma związek z moją firmą.  

– Chciałbym wykupić jego udziały – wyraził wreszcie swój zamiar.  
Nie odpowiedziała od razu, ale nie musiała. Błysk w jej oczach wyjaśniał 

wszystko.  

– Oczywiście żartujesz. – Nie było to pytanie, lecz stwierdzenie, a ton jej 

głosu nie wróżył nic dobrego.  

Lucas doszedł do wniosku, że poruszył niebezpieczny temat. Zastanawiał 

się, czy wie, jak bardzo przypomina w tym momencie swego ojca, gdy się złościł.  

–  Pozwól  mi,  proszę,  dokończyć  –  nie  ustępował.  –  Jestem  w  stanie 

przemienić firmę w kopalnię złota...  

–  Ale  co  ty  wiesz  o  komponowaniu  krajobrazu,  Lucasie?  –  Jej  głos  był 

ponury i suchy, niczym pokryta pyłem szara droga, którą właśnie mijali.  

– Niestety, nie mam pojęcia o tych sprawach.  
– Dokładnie.  
– Ale mogę zapewnić ludzi i dostawy – nie dawał za wygraną. – Ty i Eryk 

marnowaliście mnóstwo czasu na zdobywanie i dostarczanie środków. Dlaczego 
by  nie  pozwolić,  aby  taki  człowiek  jak  ja  przejął  pałeczkę  w  tej  dziedzinie  i 
przyłączył się do was? 

– Dobrze, ale ja zdecyduję, na jakich warunkach. Jej reakcja zaskoczyła go. 

Na chwilę przerwał rozmowę i prowadził samochód w milczeniu.  

–  Dlaczego  nie  wysłuchałaś  do  końca  tego,  co  chciałem  powiedzieć?  – 

background image

spytał i skręcił w drogę wiodącą do jej domu. – Dlaczego nie pozwolisz, abym ci 
pomógł? 

Odwróciła się w jego stronę.  
–  Po  prostu  nie  możesz  mi  pomóc,  Lucasie.  Musiałbyś  przedstawiać 

projekty, podejmować decyzje w sprawach, na których się nie znasz – wyjaśniała. 
– W końcu ja sama straciłabym kontrolę nad sytuacją.  

–  Mógłbym  być  cichym  wspólnikiem  –  powiedział,  gdy  dojechali  na 

miejsce i Lucas zaparkował samochód.  

– Nigdy nie potrafiłeś być cichy, jeśli coś dotyczyło twojego życia – Honey 

uśmiechnęła się z powątpiewaniem.  

Mięśnie jego twarzy naprężyły się, gdy wpatrywał się w drzewo, starając 

się utrzymać panowanie nad sobą. Nie miał okazji dotychczas poznać Honey od 
tej strony i teraz trudno mu było się z tym oswoić.  

–  Nie  uwierzyłabyś,  jak  potrafię  utrzymać  swój  język  na  wodzy,  jeżeli 

muszę.  

– Czego chcesz w ten sposób dowieść? – spytała ostro.  
Oczy ich spotkały się. Przez chwilę toczyli pojedynek bez słów. Ciężko 

było uwierzyć, że to ta sama kobieta, z którą kochał się kilka godzin wcześniej, 
łagodna i uległa.  

– Na przykład nie wypowiadałem się jeszcze w sprawie Melissy  – rzekł 

dosadnie.  –  Nie  popieram  tego,  że  zabierasz  ją  do  psychologa,  tym  niemniej 
powstrzymałem  się  od  przeszkodzenia  ci  w  tej  kwestii,  gdyż  wiem,  że  nie 
czyniłabyś tego bez uprzedniego przemyślenia.  

Honey oniemiała.  
– Wiem, że czujesz się urażona – ciągnął dalej. – Ale to tak samo, jak ja, 

gdy dowiedziałem się, że nie przyjmiesz oferowanej pomocy z mojej strony. To 
nie takie proste – znieść świadomość, że twoja rodzina daje sobie radę bez mojej 
osoby. Mógłbym pozwać cię do sądu i zabrać dzieci, gdybym miał pewność, że to 
by wystarczyło.  

– Czy oskarżasz mnie o to, że zaniedbywałam Todda i Melissę? 
–  Obawiam  się,  że  byłaś  tak  dumna,  że  nie  pozwalało  ci  to  przyjść  i 

poprosić mnie o pomoc.  

–  Nie  musiałam  tego  robić  –  odparła  z  godnością.  –  Jestem  zdolna  do 

zapewnienia im wszystkiego.  

– Jak? Wykorzystałaś przecież już cały powierzony majątek.  
– Skąd o tym wiesz? – otworzyła usta ze zdziwienia. Uświadomił sobie, że 

chyba powiedział za dużo.  

– Słyszałem twoją rozmowę z Erykiem, gdy pierwszy raz przyjechałem do 

twojego biura.  

– Śledziłeś mnie? 
– Nie, to był przypadek.  

background image

– Niesamowite, że zawsze podsłuchujesz rozmowy. Najpierw o podziale 

do...  

– Dosyć! – krzyknął, aż podskoczyli oboje. – Posłuchaj, Honey, stawiam 

wobec ciebie sprawę jasno. Jeżeli popełniłem kiedyś jakieś błędy w swoim życiu 
osobistym i zawodowym, to proszę, wybacz mi je. Wybacz – powtórzył.  

Honey dotknęła klamki, ale powstrzymał ją.  
– Posłuchaj mnie – zażądał.  
Zdawała sobie sprawę ze swojej przewagi. Skrzyżowała ręce i czekała.  
– Spróbuj, Lucasie. Może uda ci się dopiąć swego.  
– Nie mogę się cofnąć i zmienić przeszłości. – Dotknął ręką czoła. Było 

spocone. – Ale zapłaciłem już za swoje błędy, bardziej niż ci o tym wiadomo, a 
teraz zależy mi na rozwiązaniu problemu naszych wzajemnych stosunków.  

– One nie istnieją – rzekła.  
– Mogą, jeśli się o to postaramy. – My? 
– Wszystko rozbija się o branie i dawanie, Honey. Mogę dawać, lecz tylko 

wtedy, gdy napotkam wyciągniętą dłoń.  

– Co ty mówisz? 
Lucas podrapał się w brodę, świadomy, że może albo wszystko wygrać, 

albo stracić.  

– Pragnę odrobić czas stracony w stosunku do ciebie i do dzieci, ale nie 

zamierzam  żyć  z  tym  obciążeniem  przez  resztę  życia.  Chcę  zacząć  z  czystym 
sumieniem, chcę pójść z tobą na kompromis i oczekuję tego samego od ciebie. – 
Przerwał. – I jeszcze jedno.  

– Słucham? – Jej zaciśnięte usta drżały.  
–  Nie  traktuj  mnie  w  ten  sposób.  Mogę  posunąć  się  za  daleko.  –  Jego 

cierpliwość wyczerpała się.  

– Jednak pójdę.  
Nacisnęła klamkę, otwierając szeroko drzwi i wybiegła, nie pamiętając o 

ich zamknięciu. Lucas obserwował ją, gdy biegała, i poczuł, że świat się dla niego 
skończył.  

 
Trzy dni później promienie słońca obudziły Honey, padając na jej twarz. 

Otworzyła  oczy  i  ujrzała  Verę  stojąca  przed  wysokimi  okiennicami,  gdzie 
przewiązywała ciężkie welurowe zasłony czymś, co wyglądało jak kawałki liny. 
Usiadła na łóżku.  

–  Co  robisz?  –  spytała,  śledząc  świetlisty  promyk  przecinający  perski 

kilim. Pyłki kurzu w blasku słońca wyglądały niczym złote ziarenka piasku.  

–  Próbuję  wpuścić  słońce  –  wyjaśniła.  –  Czy  nie  wydaje  ci  się,  że  już 

najwyższa pora wstać? 

W odpowiedzi Honey miękko opadła na łóżko.  
– Vero, zostaw mnie dziś samą, proszę. Jestem zbyt zmęczona, żeby wstać.  

background image

– To samo powiedziałaś wczoraj i przedwczoraj.  –  Vera  podeszła bliżej 

łóżka. – Eryk telefonował dwa razy, pytając, co się z tobą stało.  

Honey przyciągnęła kołdrę do policzka i odwróciła się tak, że opiekunka 

nie mogła dostrzec jej łez.  

– Powiedz mu, że zaziębiłam się i będę jutro. Vera nie odpowiedziała od 

razu. Podeszła bliżej i usiadła obok Honey.  

– Nie zamierzam tego robić. Honey spojrzała pytająco.  
– A jak się zaczęło z twoją matką? – przypomniała.  
– Na początku również nie chciała opuścić łóżka.  
– Nie jestem podobna do matki – powiedziała Honey, szczękając zębami.  
Vera zachowywała się, jakby wcale nie słyszała uwagi Honey.  
– Najpierw zaczynała spać dłużej, spóźniała się na przyjęcia i spotkania. 

Potem unikała nawet spotkań z przyjaciółmi, a w końcu odmawiała pójścia do 
fryzjera. – Vera potrząsnęła smutno głową. – Nie chciała też schodzić na posiłki.  

– Moja matka była słaba – westchnęła Honey ze łzami. – Pozwalała ojcu na 

górowanie  nad  sobą  i  później  nie  umiała  sobie  poradzić  z  tą  całą  sytuacją. 
Utorowała mu drogę do panowania nade mną.  

– Tak, ale nie trwało to długo, bo ty szybko się z tego wyzwoliłaś.  
– I poślubiłam mężczyznę dokładnie takiego samego jak on.  
–  Możliwe,  że  to  dlatego,  iż  fascynowałaś  silnych  mężczyzn.  A  może 

dlatego, że jesteś silną kobietą, tak inną od matki.  

– Cieszę się, że to słyszę. Zawsze obawiałam się, że skończę tak jak ona.  
– Dlatego uważam, że potrzebujesz silnego, zdecydowanego mężczyzny – 

wyraziła swe zdanie Vera.  

– Ostatnio źle postępujesz. – Jak to? 
– Nie wybieraj udręki, gdy na świecie jest tyle rzeczy przyjemnych.  
Dwie kobiety padły sobie w objęcia.  
– Kocham cię, Vero – wyszeptała Honey. – Wiem, że zawsze chciałaś dla 

mnie dobrze.  

–  Jest  jeszcze  ktoś,  kto  pragnie  tego  samego  dla  ciebie  –  powiedziała 

szczerze.  

–  Lucas?  –  Honey  podniosła  oczy.  –  Byłam  przekonana,  że  go 

nienawidzisz.  

– Nieprawda, uważałam go tylko za łajdaka, ale o dobrym sercu. Będzie się 

troszczył o ciebie i dzieci ze wszystkich sił. Wiem, że go kochałaś jak nikogo 
innego, ale teraz to jest raczej bez znaczenia, skoro gdzieś zniknął.  

– Co? – Honey straciła oddech.  
–  Chyba  wyjechał.  Byłam  dwa  razy  u  niego,  żeby  odebrać  weksel  za 

samochód, lecz nikogo nie zastałam.  

Honey  nie  marnowała  ani  sekundy.  Wyskoczyła  z  łóżka  i  podbiegła  do 

szafy, wyjmując z niej żółtą, bawełnianą sukienkę.  

background image

–  Nie  mogę  pozwolić,  aby  wyjechał!  –  krzyknęła.  –  Poza  tym,  Todd  i 

Melissa przyjeżdżają dzisiaj. Nie mogę pozwolić, aby go przy tym nie było.  

– Nie spodziewałaś się chyba, że będzie na ciebie czekał przez całe życie? – 

zachichotała Vera.  

 
Lucas spojrzał na swój zegarek, gdy skręcał w boczną drogę prowadzącą 

do  swego  domu.  Był  wyczerpany  po  dwóch  dniach  pracy  w  Houston,  ale 
zadowolony.  Zgromadził  potrzebne  dokumenty,  uzyskał  pełnomocnictwo  i 
zawarł chyba niezłą umowę. Marzył o gorącym prysznicu i o odpoczynku.  

W pół godziny później siedział na werandzie i rozmyślał o dzieciach, które 

miały dziś wrócić z wakacji, i o Honey.  

„Spróbuję  jeszcze  raz  to  wszystko  naprawić”  –  postanowił.  Nie  potrafił 

myśleć o tej kobiecie bez cienia emocji. Nagle ujrzał znajomą ciężarówkę mknącą 
w kierunku jego posiadłości. Postanowił się ulotnić.  

Zobaczył Honey w żółtej sukience, rozglądającą się w okolicach werandy. 

Usiadła  na  stojącym  tam  fotelu  na  biegunach.  Nie  drgnęła,  gdy  zbliżał  się  z 
przewieszoną przez ramię marynarką. Spoglądała na niego niebieskimi oczami, 
wysuwając do przodu długie, smukłe nogi. Postanowił przestać dostrzegać takie 
rzeczy. Fizycznie i emocjonalnie było to nie do wytrzymania.  

Honey  w  milczeniu  obserwowała,  jak  wchodzi  po  schodach.  Marynarka 

luźno  zwisała  mu  na  ramieniu,  rękawy  koszuli  zawinięte  do  łokcia  odsłaniały 
opalone  ręce.  Jaskrawy  krawat  był  poluzowany,  rozpięty  pod  szyją  kołnierzyk 
odsłaniał owłosioną klatkę piersiową.  

Honey  wolno  podniosła  się  z  fotela  i  stanęła  na  najwyższym  stopniu 

schodów, tak by mógł widzieć jej nogi. Objęła rękami jedną z kolumn i poczęła 
wodzić palcami po jej gładkiej powierzchni.  

– Świetny strój do pracy na działce – powiedział z typową dla siebie ironią.  
– Nie przyszłam tu po to, żeby pracować na działce. – Wyraźnie oddzielała 

słowo od słowa. – Przyszłam popracować nad tobą.  

Nad  górną  wargą  Lucasa  wystąpiły  kropelki  potu,  gdy  pochłaniał 

wzrokiem  stojącą  przed  nim  kobietę.  Jej  oczy  błyszczały  figlarnie.  Nie 
przestawała gładzić dłońmi kolumny, przytulając się do niej mocniej i wykonując 
wokół  niej  kocie  ruchy.  Naraz  Lucas  uświadomił  sobie,  że  niebieskooka 
czarodziejka  usiłuje  go  zwabić.  Przemierzał  wolno  stopień  po  stopniu,  by  na 
końcu stanąć przy niej tak blisko, że w jego oczach odbijały się złote ogniki jej 
źrenic. Udami musnął jej nogi.  

–  A  więc  przychodzisz,  żeby  nade  mną  popracować?  –  spytał  dziwnie 

zachrypniętym głosem. – Nie wiedziałem, że tego wymagam.  

–  Masz  rację.  Szkoda  na  to  czasu.  –  Mówiąc  te  słowa,  wsunęła  kolano 

między jego nogi.  

Lucas nabrał powietrza. Jego ciało stawało się gorące.  

background image

– Przyszłam odpowiedzieć na twą propozycję.  
– Propozycję? 
– Przystaję na kompromis. – Jej głos brzmiał łagodnie i namiętnie. Wspięła 

się na palce stóp w oczekiwaniu na pocałunek. Ich usta i języki zespoliły się w 
jedno.  

– Czy mam rozumieć, że wyjdziesz za mnie? – odezwał się po chwili.  
– Tak.  
– A gdzie zamieszkamy? 
– Możemy tutaj, jeśli chcesz, a mój dom zostawimy dla Very. Jest za wielki 

i za ponury, żeby prowadzić w nim życie rodzinne. Będziemy pracować wspólnie 
w  mojej  firmie.  Rozmawiałam  z  Erykiem  i  zgodził  się  na  sprzedaż  swoich 
udziałów.  Ale  najpierw  pomożemy  mu  w  kłopotach,  bo  jest  to  mój  dobry 
przyjaciel.  Potem  rozwiążemy  problem  Melissy,  zbudujemy  ogród  na  tyłach 
posiadłości, abyśmy mieli gdzie odpoczywać na stare lata...  

– Czy jesteś pewna, że już wszystko wymieniłaś? 
– Dotrzymuję słowa. – Uśmiechnęła się. – Jestem rozsądną kobietą.  
– A ja kim jestem? 
– Jesteś upartym facetem. Ale zamierzam to zmienić – dodała.  
– Właśnie to robisz – powiedział, czule ją całując.  
– Chce, żebyś wiedziała, iż już nigdy nie będę ci niczego narzucał. Lubię 

cię taką zmienioną. Nie, kocham – poprawił się.  

– I ja cię kocham, Lucasie. I nigdy nie przestane.  
Przez chwilę trzymali się w objęciach.  
– I jeszcze jedno. – Honey spojrzała w jego twarz.  
– Lucasie, mogą zaistnieć przypadki, że będę domagała się nieco władzy z 

twojej strony. Są momenty, kiedy poddawanie się jest przyjemnością – szepnęła, 
oblewając się rumieńcem.  

Uśmiech, jakim ją obdarzył, był bezwstydny.  
– O to możesz się nie martwić. Lubię się czuć jak zdobywca. To jedno, co z 

pewnością mogę o sobie powiedzieć.  

– Lubię „to jedno”.  
– Ale nie zwalnia cię to z wszelkiej inicjatywy.  
– Kto wie? Jeżeli trochę poćwiczymy...  
–  Zdaje  się,  że  nowe  meble  zostały  dostarczone  wczoraj.  Moglibyśmy 

wypróbować materace – zaproponował.  

Spojrzała na zegarek.  
– Mamy wystarczająco dużo czasu do przyjazdu naszych dzieci.  
Jego dzieci. Zobaczy je za kilka godzin. Ale najpierw będzie kochał Honey, 

swoją żonę, wiedząc, iż należy do niego na zawsze. Wplótł jej palce między swoje 
i  ramię  w  ramię  zeszli  z  werandy.  Spoglądał na  nią  z  uwielbieniem  i  to  samo 
dostrzegł w jej oczach. Wszystko było tak, jak powinno być.