background image

95 TEZ

na temat

 USPRAWIEDLIWIENIA

Z WIARY

autor: Morris Venden

background image

- 206 -

JEZUS 

90. Jezus był jak Adam przed upadkiem w tym, że miał bezgrzeszną naturę — 

nie narodził się w oddzieleniu od Boga. Jezus był jak Adam po upadku, 

gdy chodzi o siłę fizyczną, sprawność umysłową i wartość moralną (cha-

rakter) (Łk 1,35; Hbr 2,17−18). 

91. Jezus nie miał nad nami przewagi w pokonywaniu pokus (Hbr 4,15). 
92. Jezus pokonywał pokusy w taki sam sposób, w jaki my możemy je poko-

nać — przez moc z góry, a nie przez moc pochodzącą z Niego (J 14,10). 

93. Grzechy były dla Jezusa odpychające. Jak długo polegamy na Bogu, tak 

długo grzechy także w nas budzą odrazę (Hbr 1,8−9). 

94. Nigdy nie możemy być takimi, jakim był Jezus, ale możemy czynić tak, jak 

Jezus postępował (J 14,12). 

95. Problem grzechu to zerwana społeczność człowieka z Bogiem. Celem zba-

wienia jest odnowienie więzi między Bogiem a człowiekiem (Ap 19,7−9). 

background image

- 207 -

Teza 90. „Jezus był jak Adam przed upadkiem w tym, że miał bezgrzeszną 

naturę — nie narodził się w oddzieleniu od Boga. Jezus był jak Adam po 

upadku, gdy chodzi o siłę fizyczną, sprawność umysłową i wartość moral-

ną (charakter).” 

Czasami ludzie pytają, czy Jezus był jak Adam przed upadkiem, czy jak Adam 

po upadku. Odpowiedź brzmi tak! 
Aby  zrozumieć  tę  odpowiedź,  musimy  uświadomić  sobie,  o  których  aspek-

tach życia Jezusa mówimy. Możemy podzielić Jego ludzką osobowość na czte-

ry aspekty: natura duchowa, siła fizyczna, sprawność umysłowa i wartość mo-

ralna, czy też charakter. 
Jezus był jak Adam przed upadkiem w swojej duchowej naturze. „Chrystus jest 

nazwany drugim Adamem. W czystości i świętości, złączony z Bogiem i umi-

łowany przez Niego, rozpoczął (swoje ludzkie życie — przyp. tłum.) tam, gdzie 

rozpoczął (je) pierwszy Adam. Chętnie przeszedł po gruncie, na którym Adam 

upadł i odkupił jego upadek” (The Seventh−day Adventist Bible Commenta-

ry, t. 7A, s. 650). 
Chrystus był w pełni człowiekiem, ale całkowicie bezgrzesznym. Tylko On, 

jako jedyna istota ludzka od czasów Adama, mógł sobie rościć prawo do bez-

grzeszności. Pod koniec swojej misji mógł wypowiedzieć słowa, których nikt 

nie mógł zakwestionować: „nadchodzi bowiem władca świata, ale nie ma on 

nic do mnie” (J 14,30; „Nie ma on jednak nic swego we Mnie” — BT). „Nie po-

winniśmy mieć żadnych wątpliwości co do doskonałej bezgrzeszności ludzkiej 

natury Chrystusa” (Ellen G. White, Wybrane poselstwa, Radom 2008, t. I, s. 

241). I jeszcze jeden komentarz Ellen G. White na ten temat: „Miał stanąć na 

czele ludzkości, przyjmując naturę człowieka, ale bez jego grzeszności” (The 

Seventh−day Adventist Bible Commentary, t. VII, s. 912). 
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że mamy tutaj sprzeczność, ponie-

waż w pewnym sensie przyjął na siebie naszą winę, nasz grzech i nawet na-

szą grzeszną naturę. Chociaż jednak przyjął naszą winę, sam nie stał się win-

ny, bo wtedy również On potrzebowałby Zbawiciela. Przyjęcie naszej grzesz-

nej natury nie uczyniło Jego natury grzeszną. Jezus przyjął naszą winę i nasz 

grzech jako nasz Zastępca. 
Gdy anioł przyszedł z wizytą do Marii, oznajmiając jej rychłe narodziny Me-

sjasza, powiedział: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego zacie-

ni cię. Dlatego też to, co się narodzi, będzie święte i będzie nazwane Synem 

Bożym” (Łk 1,35). Jezus Chrystus urodził się w inny sposób niż my. O nikim 

z nas nie można było powiedzieć: „to, co się narodzi, będzie święte”. Podobnie 

jak Adam przed upadkiem, Jezus miał ludzką naturę z możliwością ulegania 

background image

- 208 -

pokusie. Ponieważ jednak nigdy nie poddał się grzechowi, pozostał bezgrzesz-

nym (zob. Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, Warszawa 2008, s. 75−76). 

W  ten  sposób  Chrystus  stał  się  drugim  Adamem  i  odkupił  nas  z  upadku 

pierwszego Adama (zob. 1 Kor 15,21−22). 
Również sam początek Jezusa na tej ziemi był inny od początku Adama. Po 

pierwsze, Chrystus urodził się! Adam — nie. Pierwszy człowiek został stwo-

rzony! Jezus nie rozpoczął swojego życia na ziemi z przewagą, z jaką Adam 

wszedł w życie. „W ciągu czterech tysięcy lat ludzkość utraciła swą dawną 

siłę fizyczną, wartości umysłowe i moralne; Chrystus przyjął na siebie ułom-

ności zdegenerowanej ludzkości, gdyż tylko w ten sposób mógł wyratować lu-

dzi od najgłębszego upadku” (tamże, s. 75). 
Zatem Chrystus przyjął mniej siły fizycznej od tej, którą posiadał Adam. Nie 

był tak wysoki jak Adam, ponieważ wzrost rasy ludzkiej zmniejszał się od cza-

sów stworzenia. Jezus Chrystus nie był tak silny jak Adam. Męczył się i po-

trzebował odpoczynku, gdy Adam by go nie potrzebował. Możemy przytoczyć 

przykłady z życia Jezusa: noc na jeziorze, gdy mocno spał, i odpoczynek przy 

studni Jakuba w Samarii. Były to sytuacje, w których nawet uczniowie Jezu-

sa byli w stanie działać dalej. 
Chrystus  jako  człowiek  nie  był  tak  bystry  jak  Adam!  Mądrość,  widoczna 

w Jego służbie, pochodziła z góry, od Jego Ojca, nie z Niego samego. Nie 

używał swojego boskiego „IQ”. W kwestii mądrości, a nawet w kwestii pla-

nów na każdy dzień, polegał na swoim Ojcu. 
Jezus Chrystus nie posiadał tej samej miary wartości moralnej, jaką posiadał 

Adam. Czym jest wartość (siła) moralna? Ellen White, używając tego termi-

nu, nie definiuje go. Jednak wartość moralna związana jest z mocą charakteru, 

jaką posiada dany człowiek, ze stopniem, w jakim kontroluje swoje postępo-

wanie. Jeżeli Chrystus miał mniejszą wartość moralną niż Adam przed upad-

kiem, to byłby słabszy od Adama, a tym samym miałby mniejszą zdolność 

opierania się pokusom w Jego ludzkiej naturze, bez mocy pochodzącej z góry. 
Cóż za niesamowity wyraz miłości Boga, który był chętny pozwolić swojemu 

Synowi przyjść na tę ziemię i podjąć w naszym zastępstwie takie ryzyko. Oj-

ciec zezwolił Chrystusowi, „aby stanął On wobec wszelkich niebezpieczeństw, 

na jakie narażona jest każda dusza ludzka, aby stoczył bitwę, jaką toczy każ-

dy syn człowieczy, ryzykując niepowodzenie i utratę wieczności” (tamże, s. 

28). My sami pragniemy osłonić naszych bliskich przed mocą szatana. Jednak 

„Bóg swego jedynego Syna wystawił do najcięższej walki i na najgroźniejsze 

ryzyko, aby ścieżka życia była dla nas, maluczkich, bezpieczna. Oto jest mi-

łość! Podziwiajcie, niebiosa, i dziw się, ziemio!” (tamże). 

background image

- 209 -

Teza 91. „Jezus nie miał nad nami przewagi w pokonywaniu pokus.” 

W obecnej sytuacji ekonomicznej wielu ludzi boryka się z problemami finan-

sowymi. Jeśli zaliczasz się do tej grupy, możesz wziąć udział w seminarium 

pt.: „Jak nie wydawać więcej, niż się zarabia”. Seminarium prowadzi John D. 

Rockefeller. Chcesz przyjść? Może coś dla studentów: „Zadania domowe bez 

bólu głowy”. IQ wykładowcy: 200. A może coś z dziedziny sportu? Co byś po-

wiedział na zajęcia z akrobacji spadochronowych z aniołem Gabrielem? 
Jeżeli Jezus przyszedł na tę ziemię po to, aby być jedynie naszym Zbawicie-

lem, to sposób, w jaki żył, może nie mieć tak dużego znaczenia. Jeżeli jednak 

przyszedł, aby być naszym wzorem, aby pokazać nam, jak żyć, to musiał żyć 

tak, jak i my mamy żyć. W przeciwnym wypadku nie moglibyśmy skorzystać 

z Jego przykładu. 
„Jako jeden z nas miał dać przykład posłuszeństwa. W tym celu przyjął na-

szą postać i dzielił wszystko, co przynosi nasze życie. »Musiał we wszystkim 

upodobnić się do braci« (Hbr 2,17). Szatan mógłby przedstawić moc Bożą jako 

niewystarczalną dla nas, gdybyśmy mieli cierpieć coś, czego nie przecierpiał 

Jezus” (Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, Warszawa 2008, s. 14). 
We wszystkich dyskusjach i debatach na temat natury Chrystusa, dwie głów-

ne kwestie wywołują najpoważniejsze różnice zdań: po pierwsze, co to zna-

czy, że Jezus był kuszony we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grze-

chu (zob. Hbr 4)? I po drugie, jak Jezus mógł się urodzić bezgrzesznym, mając 

ludzkie pochodzenie? Żadna z tych dwóch kwestii nie ma bezpośredniego od-

niesienia (zastosowania) do naszego życia. Pouczono nas również, że obie te 

sprawy są dla nas tajemnicą i że nie powinniśmy spędzać wiele czasu na pró-

bach jej rozwikłania (zob. Ellen G. White, w: The Seventh−day Adventist Bi-

ble Commentary, t. V, s. 1128−1129). 
Z drugiej strony prawie każdy wydaje się zgadzać w dwóch innych kwestiach 

dotyczących tego tematu: Jezus nie miał nad nami żadnej przewagi w prze-

zwyciężaniu pokuszenia oraz zwyciężył grzech w taki sam sposób, w jaki i my 

możemy to uczynić. Są to bardzo praktyczne sprawy, na temat których otrzy-

maliśmy wiele natchnionych informacji. 
Nawet w myślach Jezus nie poddał się pokusie. Takie samo zwycięstwo może 

być również naszym udziałem (zob. Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, 

Warszawa 2008, s. 80). Ap 3,21 mówi, że możemy zwyciężyć w taki sam spo-

sób, w jaki Jezus zwyciężył. „Dzięki zwycięstwu Chrystusa te same przywile-

je, które On posiadał, zostały nadane człowiekowi. W życiu człowieka może 

objawić się moc spoza niego, czyli z góry, może on nawet stać się uczestni-

kiem boskiej natury, dzięki której może uniknąć skażenia, jakie na tym świe-

background image

- 210 -

cie pociąga za sobą pożądliwość” (Ellen G. White, w: Signs of the Times, 16 

I 1896). 
Wynika z tego, że Jezus nie miał nad nami przewagi w pokonywaniu grzechu. 

Dlatego jest w pełni kompetentny do wskazania nam, jak żyć. Przybył na tę 

ziemię i doświadczył potrzeb oraz słabości ludzkich, aby móc przyjść z pomo-

cą tym, którzy muszą żyć z ograniczeniami człowieczeństwa. 
Bez  wątpienia  Jezus  miał  nad  nami  różnego  rodzaju  przewagę,  ponieważ 

z pewnością był Bogiem, tak samo jak i człowiekiem. Jednak nigdy nie sko-

rzystał z przywilejów, jakie posiadał od urodzenia. I jak długo z nich nie ko-

rzystał, tak długo właśnie te same elementy przewagi stawiały Go w równie 

lub nawet w bardziej niekorzystnej sytuacji niż nasza. 
Na przykład, Jezus miał rzeczywistą przewagę nad nami w kwestii zachowa-

nia, ponieważ nigdy nie zgrzeszył. A ponieważ nigdy nie zgrzeszył, nigdy też 

nie mógł być kuszony, aby nadal grzeszyć, co w naszej sytuacji jest niezwy-

kle istotne, ponieważ impet (pęd) grzechu jest jedną z największych sił cią-

gnących nas w dół. Z drugiej strony Chrystus znajdował się w niekorzyst-

nym położeniu, gdy rozpatrujemy Jego społeczność z Ojcem, ponieważ Chry-

stus posiadał wrodzoną moc, dzięki której mógł żyć bez zależności od Ojca. 

My takiej mocy nie mamy. Kto ma większą pokusę, aby żyć niezależnie? Ten, 

kto ma moc, aby prowadzić takie życie, czy ten, kto jej nie ma? 
„Trudnym  zadaniem  było  dla  Księcia  życia  przyobleczenie  swojej  boskości 

w człowieczeństwo w celu realizacji planu, którego podjął się dla zbawienia 

ludzkości. W przybytkach niebieskich oddawano Mu cześć, a nieograniczona 

władza była Jego udziałem. Pozostawanie na poziomie człowieczeństwa było 

dla Jezusa tak trudne, jak dla ludzi trudne jest wzbicie się ponad niski poziom 

ich zdeprawowanej natury i bycie uczestnikami boskiej natury” (Ellen G. Whi-

te, w: The Seventh−day Adventist Bible Commentary, t. VII, s. 930). 
Gdy  zatem  chodziło  o  podstawową  kwestię  dotyczącą  grzechu  i  pokusze-

nia,  czyli  o  zerwanie  społeczności  z  Bogiem,  Chrystus  nie  tylko  nie  miał 

nad nami przewagi, ale znajdował się w niekorzystnej sytuacji. „Człowiek nie 

jest w stanie zbawić się sam, ale Syn Boży toczy za niego walkę i stawia go 

w dogodnej pozycji przez obdarowanie go boskimi cechami” (Ellen G. White, 

w: Review and Herald, 8 II 1898). 
Życie Jezusa Chrystusa daje nam pewność, że możemy pokonać pokusy. Jak 

Chrystus otrzymał zwycięstwo dzięki poleganiu na swoim Ojcu, tak i my mo-

żemy otrzymać zwycięstwo przez poleganie na Nim. Już dzisiaj możemy znaj-

dować się w „dogodnej pozycji”. 

background image

- 211 -

Teza 92. „Jezus pokonywał pokusy w taki sam sposób, w jaki my może-

my je pokonać — przez moc z góry, a nie przez moc pochodzącą z Niego.” 

Jezus Chrystus cały dzień ciężko pracował — uczył ludzi i uzdrawiał ich. Gdy 

nadszedł wieczór, popłynął razem z uczniami na drugi brzeg jeziora. Jezus był 

wyczerpany. Zaledwie rozpoczęli swoją podróż, a On już zasnął z tyłu łodzi. 
Uczniowie nawet nie zwrócili na to uwagi. Byli rybakami, nie nauczycielami. 

Przez cały długi dzień Jezus wykonywał swoje dzieło, a teraz nadszedł czas, 

aby oni wykonali swoją pracę. Chociaż uczyli się od Jezusa, to mogliby się 

czuć zakłopotani, gdyby musieli służyć ludowi, tak jak czynił to ich Mistrz. 

Jednak praca związana z morzem i łodziami to była ich działka. Byli przeko-

nani, że poradzą sobie niezależnie od tego, co by się wydarzyło. 
Z początku nie przejmowali się tą burzą. Na tym morzu (czyli na Jeziorze Ga-

lilejskim — przyp. tłum.) widzieli ich już wiele i poradzili sobie z każdą. Wal-

ka o utrzymanie kontroli nad łodzią tak pochłonęła ich uwagę, że w krytycz-

nej  chwili  zapomnieli,  że  Jezus  jest  na  pokładzie.  Niewiarygodne,  prawda? 

Dziwimy się, jak mogli o Nim zapomnieć. 
A ileż razy my zapomnieliśmy o Jezusie? Czy zdarzyło ci się to kiedyś? Czy 

kiedykolwiek byłeś o krok od wypadku samochodowego i okazało się, że ra-

tując się, polegałeś na swoich umiejętnościach kierowcy, zamiast wołać o po-

moc z góry? Czy kiedykolwiek przeżyłeś poważny kryzys w rodzinie — at-

mosfera robiła się coraz bardziej gorąca, wypowiadane były coraz ostrzejsze 

słowa, a ty starałeś się uciszyć burzę i pamiętałeś, aby się pomodlić... po ca-

łym zajściu? Co robisz, gdy jedno z twoich dzieci ulega wypadkowi lub nagle 

zachoruje? Do kogo dzwonisz najpierw — do lekarza rodzinnego czy do Wiel-

kiego Lekarza? Nawet dzisiaj możemy zapomnieć, że Jezus znajduje się na po-

kładzie, czyż nie? 
Doświadczenie Jezusa i Jego uczniów tej pamiętnej nocy na jeziorze jest dla 

nas  dzisiaj  przypowieścią,  mówiącą  nam,  jak  Jezus  przezwyciężał  pokusze-

nie. „Gdy Chrystus obudził się, aby stanąć wobec burzy, był zupełnie spokoj-

ny. Nie było śladu strachu w Jego słowach lub spojrzeniu, bowiem strach nie 

mieszkał w Jego sercu. Ale On nie położył się na spoczynek w świadomo-

ści swej wszechmocy jako Pan nieba i ziemi. Złożył On z siebie tę władzę, 

mówiąc: »Nie mogę sam z siebie nic uczynić« (J 5,30). Chrystus ufał w moc 

Ojca. Była to wiara w boską miłość i opiekę, na której polegał Jezus, a potę-

ga słów, które uciszyły burzę, stanowiła potęgę Boga. Wzorem Jezusa oddają-

cego swój odpoczynek opiece Ojca powinniśmy szukać wytchnienia, zdając się 

na opiekę naszego Zbawiciela” (Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, War-

szawa 2008, s. 239). 

background image

- 212 -

Ellen  White  w  swoim  rozważaniu  idzie  dalej,  porównując  burzę  na  morzu 

z burzami kuszenia, jakie spotykamy na naszej drodze życia. „Jakże często po-

stępujemy w podobny sposób! Gdy zbiera się nad nami nawałnica pokus, gdy 

nadchodzą błyskawice i fale zalewają nas, usiłujemy stawić czoło burzy sami, 

zapominając o Tym, który może nam udzielić pomocy. Wierzymy w naszą wła-

sną siłę aż do momentu utracenia nadziei i znalezienia się o krok od zagła-

dy. Wówczas przypominamy sobie o Chrystusie i jeśli poprosimy Go o ratu-

nek, nasze wołanie nie będzie daremne. Choć ze smutkiem wypomina nam na-

szą niewiarę i zadufanie we własne siły, to jednak nigdy nie odmówi pomo-

cy w potrzebie” (tamże). 
Radosną nowiną jest to, że Jezus zwyciężył w taki sam sposób, w jaki i my 

możemy zwyciężyć. Jest to dobra nowina, ponieważ On prowadził takie życie, 

jakie i my musimy prowadzić. Nie miał nad nami przewagi, ponieważ żył, po-

legając na swoim Ojcu. Jest to dobra nowina, ponieważ Jezus otrzymał zwy-

cięstwo i przez Niego my również możemy je otrzymać. Dzięki Jego uspra-

wiedliwiającej łasce Jego zwycięstwo zostaje zapisane na nasze konto, gdy 

przychodzimy do Niego po przebaczenie. Jednak Jezus udostępnia nam o wie-

le więcej niż tylko zastępcze zwycięstwo. Dzięki Jego mocy działającej w na-

szym życiu możemy poznać Jego zwycięstwo także w doświadczeniu. „Jezus 

nie uzewnętrzniał żadnych cech ani mocy, które nie mogłyby stać się własno-

ścią prawdziwie weń wierzącego człowieka. Jego doskonałe ludzkie przymioty 

mogły być udziałem wszystkich Jego naśladowców, gdyby ci poddali się woli 

Bożej tak, jak On to uczynił” (tamże, s. 479). „On [Chrystus] stawił opór kusze-

niu dzięki mocy, jaką może uzyskać człowiek. Uchwycił się tronu Bożego i nie 

ma mężczyzny ani kobiety, którzy nie mieliby dostępu do tej samej pomocy 

przez wiarę w Boga. Człowiek może stać się uczestnikiem boskiej natury; nie 

żyje nawet jedna dusza, która nie mogłaby wzywać pomocy niebios w poku-

szeniu i próbie. Chrystus przyszedł, aby objawić źródło swej mocy, aby czło-

wiek nigdy nie był zdany na swoje niewspomagane ludzkie możliwości” (Ellen 

G. White, Wybrane poselstwa, Radom 2008, t. I, s. 377). 
Chrystus wyrzekł się swojej boskiej mocy, gdy przyszedł na tę ziemię. Jednak 

to właśnie dzięki boskiej mocy okazał się zwycięzcą. Odrzucił możliwość ko-

rzystania z przyrodzonej boskości i zamiast tego polegał na mocy, która po-

chodziła z góry. Ta sama moc jest dostępna również dla nas. W naszym ży-

ciu boskość może być połączona z człowieczeństwem tak, jak była połączo-

na w życiu Jezusa Chrystusa. Stając się „uczestnikami boskiej natury”, może-

my być zwycięzcami (2 P 1,4). 

background image

- 213 -

Teza 93. „Grzechy były dla Jezusa odpychające. Jak długo polegamy na 

Bogu, tak długo grzechy także w nas budzą odrazę.” 

Ponieważ Jezus przeżył całe swoje ziemskie życie w zależności od Ojca, po-

nieważ nigdy nie poddał się pokusie oddzielenia się od Niego nawet na chwi-

lę, szatan nie mógł Go kusić grzechami (w liczbie mnogiej). Grzechy były dla 

Jezusa odpychające. 
Liczne dowody na to znajdujemy w natchnionych pismach. W Liście do He-

brajczyków czytamy o Chrystusie: „Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidzi-

łeś nieprawość” (1,9). „Jako jeden z nas zmuszony był nieść ciężar naszej winy 

i upodlenia. Bezgrzeszny musiał odczuć wstyd grzechu. Miłujący pokój musiał 

żyć pośród walk, a w tym samym czasie prawda musiała współżyć z kłam-

stwem, a czystość z zepsuciem. Każdy grzech, każda niezgoda, każda nieczysta 

żądza odprowadzająca od Boga sprawiały Mu duchową udrękę” (Ellen G. Whi-

te, Życie Jezusa, wyd. XIV, Warszawa 2008, s. 70). „Nienawidząc grzechu do-

skonałą nienawiścią, mimo to [Jezus] zgromadził w swojej duszy grzechy całe-

go świata” (Ellen G. White, Wybrane poselstwa, Radom 2008, t. I, s. 300−301). 

„Jego  charakter  objawiał  doskonałą  nienawiść  względem  grzechu”  (Ellen  G. 

White, The Seventh−day Adventist Bible Commentary, t. V, s. 1142). „Chrystus 

zawsze pozostawał w najdalej idącej nienawiści względem grzechu. (...). Czy mo-

żemy pojąć znaczenie tego, że Chrystus ‘cierpiał, będąc kuszonym’? Ponieważ 

był wolny od skazy grzechu, doskonała wrażliwość Jego świętej natury powo-

dowała, że każdy kontakt ze złem sprawiał Mu niewypowiedziany ból” (tamże, 

t. VII, 904.927). „Jezus nie znosił tylko jednej rzeczy na świecie — grzechu. Nie 

mógł nigdy ukryć swego bólu, gdy był świadkiem złego postępku. (...). Cierpiał 

odpowiednio do swej doskonałej świętości i do swej nienawiści wobec grzechu. 

(...). Wzburzała Go myśl, iż znajduje się pomiędzy ludźmi osaczonymi przez sza-

tana” (Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, Warszawa 2008, s. 55.502). 
Czasami ludzie próbują udowodnić, że Chrystus był kuszony do złego w taki 

sam sposób, w jaki kuszony jest grzesznik, gdy żyje w oddzieleniu od Chry-

stusa. Ludzie ci mówią, że grzechy i pokusy, jakimi szatan prowokował Chry-

stusa na tym świecie, były dla Niego atrakcyjne; jednak Jezus zacisnął zęby, 

uniósł wysoko głowę i odmówił zrealizowania tego, do czego skłaniały Go 

Jego naturalne, wrodzone pragnienia. Nic nie może być dalsze od prawdy. 
Według innej teorii grzeszne rzeczy pociągały Chrystusa. Doświadczał pożą-

dania, chciwości i gniewu, ale z powodu miłości do Ojca odmówił czynienia 

tego, co w przeciwnym wypadku sprawiłoby Mu radość. Również takiego po-

glądu nie potwierdzają natchnione źródła. Chociaż prawdą jest, że Jego miłość 

do Ojca była silna, to Jego nienawiść do grzechu także była silna. Grzech był 

dla Jezusa odpychający, a nie pociągający. 

background image

- 214 -

Dobra nowina, wynikająca ze studium życia i natury Chrystusa, jest taka, że 

Jego pogląd na grzech i zło jest osiągalny również dla nas. Nie musimy pro-

wadzić chrześcijańskiego życia, marząc o tym, aby dołączyć do świata w jego 

grzechach, ale jednocześnie zaciskać zęby i na siłę powstrzymywać się od 

tego. Nie musimy starać się wypracować wystarczająco dużo miłości wzglę-

dem Boga, tak aby powstała w nas chęć zaparcia się naszych wrodzonych in-

stynktów po to, by uradować Boga. Możemy doświadczyć tego samego rodza-

ju zwycięstwa, jakie było udziałem Jezusa — a jest to zwycięstwo nie tyl-

ko nad grzesznymi czynami, ale także nad grzesznymi pragnieniami. Jest to 

zwycięstwo, które sięga poza nasze postępowanie i dotyka samych pragnień 

i upodobań naszego serca. Grzechy mogą być dla nas tak samo odpychające, 

jak były dla Jezusa. 
Ponownie dowody zawarte w natchnionych pismach są przytłaczające. „Gdy 

jesteśmy odziani w sprawiedliwość Chrystusa, grzech nie sprawia nam przy-

jemności. (...) Możemy popełnić błędy, ale będziemy nienawidzić grzechu, któ-

ry spowodował cierpienie Syna Bożego” (Ellen G. White, Messages to Young 

People, s. 338). „W praktyce poznali zło grzechu i jego siłę, (...) poczucie winy 

i nieszczęścia (...). W odnowionym sercu istnieje (...) nienawiść do grzechu” 

(Ellen G. White, Wielki bój, wyd. XIV, Warszawa 2008, s. 448.351). O na-

wróconej osobie: „Jego dawne życie jest dla niego odrażające i nienawistne. 

Nienawidzi grzechu” (Ellen G. White, Testimonies, t. II, s. 294). „Gdy zgod-

nie z naszym przywilejem poznania Boga poznamy Go wreszcie, życie na-

sze stanie się pasmem nieustannego posłuszeństwa. Przez poznanie charak-

teru Chrystusa, przez wspólnotę z Bogiem osiągniemy stan, w którym całko-

wicie znienawidzimy grzech” (Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, Warsza-

wa 2008, s. 480). 
Czy grzechy sprawiają ci przyjemność, czy też są dla ciebie odrażające i nie-

nawistne? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czy zgodnie z przywi-

lejem poznania Boga poznałeś Go czy nie. Nie możesz nienawidzić grzechu, 

usilnie starając się, aby go nienawidzić. Uczysz się nienawidzić grzechu przez 

podjęcie wysiłku ku poznaniu Boga i obcując z Nim z dnia na dzień. Nie ma 

znaczenia, gdzie rozpoczynasz studium na temat usprawiedliwienia z wiary 

w Jezusa Chrystusa. Zawsze kończysz w tym samym miejscu: Czy znasz Jezu-

sa Chrystusa? Poznanie Go jest podstawą wszystkich innych rzeczy, które są 

jego następstwem. Poznanie Boga to życie wieczne. 

background image

- 215 -

Teza 94. „Nigdy nie możemy być takimi, jakim był Jezus, ale możemy czy-

nić tak, jak Jezus postępował.” 

Czy pamiętasz, jak śpiewałeś pieśń: „Być jak Jezus”? 

„Być jak Jezus!” pieśnią mą;  

Wszędzie chętnie nucę ją... 

Czy można być jak Jezus? Czy też ta pieśń była błędem? Czy można być jak 

Jezus w pewnych kwestiach, a w innych nie? 
Przede wszystkim wiemy, że w jednej kwestii nigdy nie będziemy jak Jezus 

— On jest Bogiem, a my nie. On jest naszym Stworzycielem, a my jedynie 

Jego stworzeniami. Możemy stać się uczestnikami boskiej natury, dzięki temu, 

że Bóg zamieszka w naszym życiu. Na zawsze jednak pozostaniemy istotami 

ludzkimi. Zatem w tym sensie nigdy nie będziemy jak Jezus. 
„Wcielenie Chrystusa zawsze było i zawsze będzie tajemnicą. To, co zostało 

nam objawione, jest przeznaczone dla nas i dla naszych dzieci, ale niech żad-

na istota ludzka nie waży się traktować Chrystusa jako człowieka zupełnie 

takiego, jak każdy z nas, ponieważ tak być nie może” (Ellen G. White, w: The 

Seventh−day Adventist Bible Commentary, t. V, s. 1129). 
Nawet jeśli ograniczymy nasze porównanie do ludzkiego aspektu natury Je-

zusa, to i tak uświadamiamy sobie, że nigdy nie możemy być dokładnie tacy 

jak On. Chrystus urodził się jako „Święte” (Łk 1,35 BT), z natury bezgrzesz-

ny od urodzenia (jak zauważyliśmy w tezie nr 90). My urodziliśmy się w od-

dzieleniu od Boga, z natury grzeszni od urodzenia. Jak długo będziemy żyli 

na tym świecie, nasze natury będą się różniły (zob. Ellen G. White, Przypo-

wieści Chrystusa, wyd. III, Warszawa 2002, s. 100). 
Inna kwestia, która zawsze będzie nas różnić, to nasza grzeszna przeszłość. 

Mamy bardzo kiepski życiorys. Przez całą wieczność będziemy potrzebowa-

li  usprawiedliwiającej  i  przebaczającej  łaski  Chrystusa,  która  zakryje  na-

sze przeszłe grzechy. Ponieważ Jezus Chrystus nigdy nie zgrzeszył, nie miał 

grzesznej przeszłości. 
Mimo to wciąż możemy być jak Jezus! Możemy żyć tak, jak żył Jezus i praco-

wać tak, jak On pracował. Możemy otrzymać zwycięstwo nad pokusami w taki 

sam sposób, w jaki On je otrzymał, tzn. przez poleganie na mocy z góry, a nie 

na mocy pochodzącej z nas samych. Możemy żyć w społeczności z Bogiem, 

tak jak żył Jezus, a wtedy zauważymy, że różnice między nami nie powodują 

żadnych konfliktów (nie mają znaczenia)! 
Jezus żył jak człowiek. Przez całe swoje życie na tej ziemi nigdy nie użył swo-

jej boskiej mocy, aż do poranku zmartwychwstania. 

background image

- 216 -

Wszystkie cuda, jakich Jezus dokonał — wzbudzanie z martwych, uzdrawianie 

chorych, oczyszczanie trędowatych, wypędzanie demonów, chodzenie po wo-

dzie, czytanie w ludzkich myślach 
— zostały dokonane również przez Jego naśladowców. Czyny dokonane przez 

Jezusa były czynami dokonanymi przez Jego Ojca. Czytamy o tym w Ewange-

lii Jana: „Ojciec, który jest we mnie, wykonuje dzieła swoje” (14,10). 
Wielokrotnie Ellen White w książce Życie Jezusa wspomina, że „boskość pro-

mieniowała poprzez ludzką postać” (lub „przenikała przez człowieczeństwo”). 

Pierwszy raz było to przy pierwszym oczyszczeniu świątyni, gdy wydawało 

się, że zasłona człowieczeństwa na moment została uchylona i ludzkość mo-

gła ujrzeć ukrytą boskość. Jednak nawet w tych wypadkach sformułowanie tej 

myśli ma duże znaczenie. Czytamy, że boskość przeświecała przez człowie-

czeństwo, a nie wyszła poza człowieczeństwo. Nawet wtedy Ojciec wszyst-

ko kontrolował i to właśnie boskość Ojca została objawiona przez Jego Syna. 
Jednak czymś dużo ważniejszym od cudów dokonanych przez Jezusa jest zwy-

cięstwo, które otrzymał On w walce z wrogiem. 
Chrystus otrzymał zwycięstwo dzięki społeczności ze swoim Ojcem, przez cał-

kowitą zależność od Ojca. Jego zwycięstwo może być naszym zwycięstwem. 

Dzieła Ojca były widoczne w życiu Jezusa i tak samo może On działać w nas, 

„albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego 

wolą” (Flp 2,13 BT). 

background image

- 217 -

Teza 95. „Problem grzechu to zerwana społeczność człowieka z Bogiem. 

Celem zbawienia jest odnowienie więzi między Bogiem a człowiekiem.” 

Jezus Chrystus pragnie poślubić swoją oblubienicę! „I słyszałem jakby głos 

licznego tłumu i jakby szum wielu wód, i jakby huk potężnych grzmotów, któ-

re mówiły: Alleluja! Oto Pan, Bóg nasz, Wszechmogący, objął panowanie. We-

selmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, 

i oblubienica jego przygotowała się; i dano jej przyoblec się w czysty, lśnią-

cy bisior, a bisior oznacza sprawiedliwe uczynki świętych. I rzecze do mnie: 

Napisz: Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka” (Ap 

19,6−9). 
Więź między ludźmi a Bogiem została zerwana w Edenie. Gdy Adam i Ewa 

zgrzeszyli, to skryli się przed Bogiem i już z ochotą nie przychodzili, by się 

z Nim spotkać. Już więcej nie mogli przechadzać się z Nim w powiewie dzien-

nym. 
Adam i Ewa postanowili nie ufać Temu, który był jedynie godnym zaufania 

i dlatego ich więź (społeczność) z Bogiem została zerwana. 
Jednak Bóg nie chciał, aby na tym zakończyła się historia ludzkości. Utrzy-

manie kontaktu ze stworzonymi dziećmi było dla Niego tak ważne, iż był go-

tów pójść na krzyż, aby odnowić zerwane więzi. Przyszedł osobiście, aby cho-

dzić wśród ludzi, tym razem okryty człowieczeństwem, aby zasypać przepaść 

uczynioną przez grzech. 
„Odkąd Jezus przyszedł, aby zamieszkać z nami, wiemy, że Bóg zna nasze tro-

ski i współczuje z nami w naszym boleściach. Każdy syn i córka Adama zro-

zumie, że nasz Stworzyciel jest przyjacielem grzeszników. W każdej bowiem 

lekcji o łasce, w każdej radosnej obietnicy, w każdym czynie miłości, w każ-

dym boskim walorze przejawiającym się w życiu Zbawiciela na ziemi widzi-

my spełnienie się słów: Bóg z nami” (Ellen G. White, Życie Jezusa, wyd. XIV, 

Warszawa 2008, s. 14). 
Teraz Jezus pragnie poślubić swoją oblubienicę. Co to znaczy kogoś poślubić? 

To znaczy stworzyć bliską, osobistą i trwałą więź. 
Pewnego razu na lotnisku w Tokio wraz z moją żoną spotkaliśmy Szweda, 

który podróżował do Seulu, aby spotkać się ze swoją przyszłą żoną. Nigdy 

wcześniej się nie spotkali. Porozumiewali się za pośrednictwem koresponden-

cji i wymienili między sobą wiele listów. Teraz mieli po raz pierwszy spo-

tkać się osobiście. To było zupełnie zrozumiałe, że ten człowiek nie mógł się 

doczekać, aż zobaczy wybrankę swojego serca. Z niecierpliwością oczekiwał 

dnia ślubu. Pragnął z nią przebywać — i to na zawsze. 

background image

- 218 -

Przez  modlitwę  i  studiowanie  Słowa  Bożego  korespondujemy  z  Jezusem. 

Uczymy się Go kochać, ponieważ On nas pierwszy umiłował. Razem z Nim 

możemy wyglądać dnia zaślubin, gdy spotkamy Go osobiście i pozostaniemy 

z Nim już na zawsze. 
Czasami ludzie obawiają się, że codzienna społeczność z Chrystusem może się 

stać kolejnym sposobem zapracowania uczynkami na nasze zbawienie. Jednak 

społeczność nie jest środkiem do osiągnięcia celu. Więź z Bogiem jest celem 

samym w sobie! Nie po to utrzymujemy więź z Chrystusem, aby dostąpić zba-

wienia. Zostaliśmy zbawieni po to, aby móc utrzymywać więź z Chrystusem! 
„Gdy  przez  Jezusa  dostąpimy  pokoju,  niebo  rozpocznie  się  dla  nas  już  tu-

taj. Odpowiadamy na Jego wezwanie: Chodź, ucz się ode Mnie. I w ten spo-

sób rozpoczynamy wieczne życie. Niebo jest ciągłym zbliżaniem się do Boga, 

przez Chrystusa. Im dłużej przebywamy w niebieskiej atmosferze, tym więcej 

chwały otwiera się przed nami; im więcej wiemy o Bogu, tym intensywniej bę-

dziemy odczuwać szczęście. Krocząc z Chrystusem ścieżkami ziemskiego ży-

cia, doznamy pełni Jego miłości i uczucia szczęścia z powodu Jego obecności. 

Wszystko, co zdolna jest przyjąć ludzka natura, będzie tutaj naszym udzia-

łem. Lecz czy da się to porównać z tym, co czeka nas później?” (tamże, s. 236). 
Jezus pragnie zaślubin! A ty?