background image

McKenzie Sophie 

 
 
 

River i Flynn 01 

 

Zawrót głowy 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Eoinowi - on już wie 

background image

1. 
 
Wyjrzałam przez okno busa. Padał deszcz, trotuary były szare 

i  lśniące.  Domy,  tak  jak  niebo  nad  nimi,  też  były  szare,  ale 
jaśniejsze, bledsze. 

Szaro. Pochmurno. Nudno. Oto ja. Oto moje życie. 
Może właśnie dziś wszystko się zmieni. 
Może. 
- Chyba jesteśmy już prawie na miejscu - powiedziała Emmi, 

nie patrząc na mnie. - Powiedz mi, River... Zależy ci na tym? 

Odchrząknęłam.  „To"  było  rolą  Julii  w  sztuce  Szekspira. 

Jechałyśmy  właśnie  do  męskiego  gimnazjum  św.  Anakleta, 
które  zaprosiło  uczennice  z  10  i  II  klasy  naszej  szkoły  na 
przesłuchanie kandydatek do ról kobiecych. 

Julia  to  oczywiście  najważniejsza  kobieca  rola w  tej  sztuce. 

Lecz nie dlatego tak bardzo pragnęłam ją dostać. 

Znowu wyjrzałam przez okno. Padało coraz bardziej. Krople 

deszczu bębniły o blaszany dach busa. Słyszałam to dudnienie, 
mimo że wewnątrz panował gorączkowy gwar. Siedziało nas w 
nim  piętnaście,  prawie  same  dziewczyny  z  ostatnich  klas,  z 
kółka teatralnego, które pani Yates prowadziła w ramach zajęć 
pozalekcyjnych. Byłam absolutnie przekonana, że żadna z nich 
nie traktowała tego przesłuchania zbyt poważnie. 

 

background image

Ale  ze  mną  było  inaczej.  Chciałam  zostać  Julią  w  tym 

przedstawieniu. Dlatego że chciałam być Julią w prawdziwym 
życiu. 

Chciałam kochać. 1 być kochaną. 
Miałam szesnaście lat i nigdy jeszcze nie spotkałam chłopaka, 

który  podobałby  mi  się  naprawdę.  To  znaczy  -  było  paru 
całkiem fajnych, i jeszcze więcej takich, z którymi można się 
powygłupiać.  Ale  żaden  z  nich  nie  wywoływał  we  mnie 
uczucia, które  choć  trochę przypominałoby miłość. Umiałam 
godzinami marzyć o miłości. Lubiłam sobie wyobrażać, jak On 
miałby  wyglądać.  Byłby  wysoki,  z  mocną  szczęką.  Miałby 
piwne oczy o łagodnym, głębokim spojrzeniu i ciemne włosy, 
opadające  falami  na  kark.  1  nie  mógłby  oderwać  ode  mnie 
wzroku.  Ruszylibyśmy  ku  sobie,  przyciągani  magnetyczną 
siłą.  A  potem  zaczęlibyśmy  rozmawiać  i  nie  moglibyśmy 
przerwać,  odkrywając,  jak  wiele  nas  łączy,  opowiadając  o 
wszystkich  naszych  nadziejach,  marzeniach  i  obawach.  A 
potem  zaczęlibyśmy  się  całować.  Powoli,  z  uczuciem, 
romantycznie... 

- Hej, River! - w moje myśli wtargnął nagle rozbawiony głos 

Emmi. — Powiedz wreszcie! Walczysz o rolę Julii czy nie? 

Spojrzałam na nią. Miała twarz w kształcie serca i dołeczki w 

policzkach.  Moja  przyjaciółka  była  prawdziwą  pięknością, 
obdarzoną  ciemnymi,  pełnymi  blasku  oczami  i  długimi  do 
pasa,  lśniącymi  włosami.  Była  inna  niż  ja,  pewna  siebie  i 
wyluzowana.  Każdy  powiedziałby  bez  namysłu,  że  to  ona 
powinna zagrać Julię. 

Ale ja wiedziałam, że tak naprawdę to nie jest rola dla niej. 

Julię  powinna  grać  dziewczyna,  która  potrafi  przynajmniej 
wyobrazić sobie, że mogłaby się naprawdę zakochać. 

background image

A przecież dla Emmi — nie miałam wątpliwości - miłość by-

łaby  czymś  niewyobrażalnym.  Równie  niewyobrażalnym  jak 
wyrzeczenie  się  flirtów  z  wszystkimi  chłopakami,  których 
spotyka na swojej drodze. 

-  Nie  widzę  powodu,  żeby  odpuścić  —  wzruszyłam  ramio-

nami, siląc się na obojętny ton, żeby nie pokazać, jak ważne 
jest dla mnie to przesłuchanie. — Przecież nie będzie osobnego 
przesłuchania  do  tej  roli,  więc  każda  się  o  nią  stara.  Ale  nie 
myśl, że ta sprawa spędza mi sen z powiek. 

Emmi pokazała zęby w szerokim uśmiechu. 
- Tak, River, wierzę ci. 
Znowu  wzruszyłam  ramionami  i  odwróciłam  się  do  okna. 

Paliły mnie policzki i na pewno zrobiłam się czerwona. Czu-
łam się tak, jakby Emmi przejrzała moje myśli. 

Nasz  bus  wjechał  na  rozległy,  prawie  pusty  parking.  Przed 

nami stał duży betonowy budynek. Wydawał się opustoszały. 
Spojrzałam na  zegar na  wyświetlaczu  telefonu. Była  czwarta 
po południu. 

- Wygląda na to, że wszyscy chłopcy poszli już do domu — 

powiedziała Emmi. Była zawiedziona. 

-  Tym  lepiej  -  odpowiedziałam,  wstając.  Między  fotelami 

utknęła kolejka czekających na otwarcie drzwi.  - Nie potrze-
bujemy publiczności. 

Emmi roześmiała się. 
-  Więc  nie  znalazłyśmy  się  tu  dlatego,  że  potrzebujemy 

publiczności? 

Wysiadłyśmy z busa i zaczęłyśmy bezładnie dreptać wokół. 

Deszcz zelżał, zamienił się w drobny kapuśniaczek. Dla moich 
włosów była to najgorsza rzecz, jaka mogła się zda- 

 

background image

rzyć, bo wystarczała odrobina wilgoci, żeby zaczęły się skrę-

cać w pierścionki. 

Podszedł  do  nas  wysoki,  bardzo  chudy  mężczyzna  o  my-

ślącym czole i ciemnych włosach, ściągniętych z tyłu gumką. 
Za nim stanął chłopak w czarnych spodniach, białej koszuli i 
krawacie  w  czarno-zielone  paski.  Taki  był  mundurek  szkoły 
św. Anakleta. 

Pani Yates uśmiechnęła się jakoś nerwowo. 
— To pan Nichols, opiekun kółka teatralnego - powiedziała. 
-  Witajcie,  dziewczęta  -  odezwał  się  mężczyzna  tubalnym 

głosem,  jakiego  nikt  by  się  nie  spodziewał  w  jego  chudym 
ciele.  —  Nazywam  się  Nichols.  Miło  mi  powitać  was  w 
murach naszej szkoły. 

Uśmiechnął się do nas wszystkich promiennie, a dodatkowy, 

specjalny uśmiech przeznaczył dla pani Yates. 

— Chodźcie, nie stójmy tu na deszczu. 
Wyciągnął dłoń i nieco teatralnym gestem wskazał chłopaka, 

który stał obok niego. 

- Jeśli któraś z was chce iść do łazienki, James Molloy pokaże 

wam, gdzie to jest. 

Piętnaście par oczu spojrzało na Jamesa Molloya. 
Miał  jasne  włosy  i  miłą  twarz,  choć  nieco  pryszczatą. 

Zawstydził się i oblał rumieńcem, lecz mimo to wydał mi się 
sympatyczny. Sympatyczny, chętny do pomocy i przyjazny. 

Nie  sposób  zakochać  się  w  kimś,  kto  jest  po  prostu  sym-

patyczny. 

Pan  Nichols  ruszył  szybkim  krokiem  w  stronę  budynku 

szkolnego, dając nam znać ruchem ręki — równie przesadnym 
jak wcześniej - że mamy iść za nim. 

 

background image

Więc wszystkie popędziłyśmy. 
James  Molloy  tak  manewrował,  żeby  znaleźć  się  —  no, 

gdzie? — tuż obok Emmi. 

—  Cześć  —  powiedział,  pełen  nadziei,  i  znowu  się  zaczer-

wienił. 

Emmi obdarzyła go olśniewającym uśmiechem. 
— Cześć — zaszemrała. — Jestem Emmi. Nie udało mi się 

powstrzymać chichotu. 

James Molloy miał taką minę, jakby się udławił. Rozpaczli-

wie zastanawiał się, co by tu jeszcze powiedzieć. 

Znalazłyśmy  się  przy  ciężkich  drewnianych  drzwiach,  za 

którymi  zniknął  we  wnętrzu  budynku  pan  Nichols.  James 
przytrzymał  je  przed  Emmi  i  wepchnął  się  tuż  za  nią,  przed 
samym moim nosem. 

— Idziemy do świetlicy dla klas maturalnych — oznajmił. — 

To tam odbędzie się przesłuchanie. 

Emmi  rzuciła  mu  przez  ramię  powłóczyste  spojrzenie  i 

spytała głosem miękkim jak jedwab: 

— A chłopcy? Będą to obserwować? 
Naprawdę  robiła  wszystko,  co  mogła,  żeby  zawrócić  mu  w 

głowie. Ale widziałam, że to tylko dla efektu. Sprawiało jej to 
przyjemność,  że  może  zawojować  każdego  chłopaka,  jaki 
wpadnie jej w oko, ale nigdy nie miałam wrażenia, że na któ-
rymkolwiek z nich jej naprawdę zależy. Gdyby tak się zacho-
wywała każda inna z nas, szybko zostałaby okrzyknięta zimną 
suką. Jej jednej jakoś wszystko uchodziło. 

Biedny James Molloy był czerwony jak pomidor. 
— No więc... — wyjąkał. — To znaczy... Na razie nie. Ale 

pan  Nichols  poprosił  tych,  którzy  grają  główne  role,  żeby 
zostali po 

background image

lekcjach i zagrali parę scen z dziewczynami, które wybierze 

do drugiego etapu przesłuchania. 

- Aha - powiedziała Emmi, która już wiedziała, co to oznacza. 
Och,  to  oznaczało,  że  w  przesłuchaniach  będę  uczestniczyć 

chłopcy.  Spojrzałam  na  Emmi,  zdumiona.  Jak  to  możliwe, 
żeby zupełnie nie miała tremy? 

- Więc chłopcy już dostali role? — spytała nieśmiało Grace. 

Grace to druga z moich przyjaciółek. Jest zupełnie inna 

niż  Emmi:  spokojna  i  nieśmiała.  Od  niepamiętnych  czasów 

chodzi z jednym i tym samym chłopakiem. 

James kiwnął głową, po czym poprowadził nas przez chłodne, 

dość  zaniedbane  korytarze  do  dużego  pomieszczenia, 
wyposażonego w byle jaki stół, rzędy szafek zamykanych na 
klucz i kilka jaskrawoczerwonych kanap. 

-  Proszę,  zdejmijcie  kurtki  i  rozgośćcie  się  —  tubalny  głos 

pana Nicholsa odbił się echem od gołych ścian. 

-  To  właśnie  jest  świetlica  klas  maturalnych  -  całkiem 

niepotrzebnie  wyjaśnił  James,  wpatrzony  w  maleńki  pryszcz 
na policzku Emmi, tuż obok nosa. 

Emmi  skinęła  głową  z  roztargnieniem  i  udała  się  na  drugi 

koniec sali. Obróciłam się do Jamesa. 

- Jaką rolę będziesz grał? — spytałam. 
- Rolę Merkurcja - odpowiedział i znowu się zaczerwienił. - 

Merkurcjo  to  najlepszy  przyjaciel  Romea.  Śmiesznie  się 
złożyło, bo chłopak, który gra Romea, akurat jest  moim naj-
lepszym przyjacielem. 

Jego spojrzenie odpłynęło w bok i spoczęło na Emmi, która 

niespokojnie nawijała na palec kosmyk swoich wspaniałych 

background image

długich włosów. Widziałam, jakim wzrokiem wpatrywał się 

w jej wysoką, szczupłą postać. Zawsze jakimś cudem udawało 
jej  się  mieć  spódnicę  od  mundurka  o  kilka  centymetrów 
krótszą, niż każe regulamin, bluzę bardziej dopasowaną, a do 
tego odsłaniała dekolt, rozpinając guziki pod szyją. Chodziła, 
kołysząc  tyłkiem,  i  robiła  wrażenie  nieprawdopodobnie 
długimi nogami. 

Straciłam  nadzieję.  Pomyślałam,  że  nie  dostanę  roli  Julii, 

chyba  żeby  Romeo  okazał  się  karłem  albo  pan  Nichols  był 
całkiem ślepy. 

Wiedziałam,  że  i  tak  ucieszy  mnie  sukces  Emmi.  Ale  tak 

bardzo pragnęłam dostać tę rolę — a przy niej nie miałam na to 
żadnych szans. 

—  Moją  najlepszą  przyjaciółką  jest  Emmi  -  powiedziałam 

tonem zwierzenia. 

James Molloy przyjrzał mi się uważnie. 1 w tej samej chwili 

spojrzałam na siebie jego oczyma. Byłam niezbyt wysoka. Nie 
bardzo  szczupła.  Byłam...  och!  Byłam  podobna  do  niego. 
Sympatyczna i trochę pryszczata. 

W tej samej chwili dwie dziewczyny zatrzymały się przy nas, 

chichocząc jak szalone, i poprosiły Jamesa, żeby zaprowadził 
je do łazienki. 1 cała trójka zniknęła mi z oczu. 

Odszukałam Emmi i Grace. 
— Mam straszną tremę — pisnęła Grace. 
— Opamiętaj się, Grace - odezwała się Emmi, przeciągając 

słowa.  -  Przecież  to  nic  nie  jest.  Masz  tylko  powiedzieć 
kawałek  tekstu.  Najgorsze,  co  może  cię  spotkać,  to  fakt,  że 
dostanie ci się rola anonimowej mieszkanki Werony. Będziesz 
statystowała. 

Ale Grace wyglądała, jakby uszło z niej powietrze. Wiem, że 

Emmi nie chciała sprawić jej przykrości, lecz potrafiła być 

background image

naprawdę  szorstka.  Przede  wszystkim  Grace  przyjechała  tu 

głównie dla nas. Żeby dotrzymać nam towarzystwa. Owszem, 
ona także należała do kółka teatralnego, ale scena nie była jej 
żywiołem. 

Uśmiechnęłam się do niej. 
— Na pewno wypadniesz doskonale — powiedziałam. — 1 

świetnie wyglądasz. 

Uśmiechnęła się do mnie z wdzięcznością. 
— Ty też świetnie wyglądasz, River. Chciałabym mieć taką 

figurę  jak  ty  -  westchnęła  i  poprawiła  swoje  delikatne  loki 
rudawoblond. - Bardzo ci dobrze w tych włosach ściągniętych 
do tyłu. Bo są takie gęste. Szczęściara z ciebie. 

Dobra,  dobra.  Po  prostu  chciała  być  dla  mnie  miła.  Wspo-

minałam  już  chyba  o  tych  moich  okropnych,  kręcących  się 
włosach... A jeśli chodzi o figurę... Może byłaby niezła, gdyby 
udało mi się zrzucić parę kilo... Ale choćbym wyskakiwała ze 
skóry, waga nigdy nawet nie drgnęła. 

— Dzięki, Grace... Emmi ziewnęła. 
— Czym wy się w ogóle przejmujecie? — odezwała się do 

Grace. - Zaraz będzie po wszystkim, będziesz mogła zadzwo-
nić do Darrena i opowiedzieć mu, jak ci poszło. 

— Darrenowi wcale się nie spodobał ten pomysł, żebym grała 

w przedstawieniu w męskiej szkole - westchnęła Grace. 

Emmi przewróciła oczami. 
— Ale to nie twój problem, prawda? 
Ścisnęłam  współczująco  dłoń  Grace,  choć  prawdę  mówiąc, 

nie mogłam zrozumieć, co Grace widzi w Darrenie. To palant, 
w  dodatku  pryszczaty,  podczas  gdy  Grace  była  ładną 
dziewczy- 

 

background image

ną,  miała  błękitne  oczy  i  cerę  bez  skazy.  Poza  tym  nie 

wierzyłam,  żeby  Darren  był  choćby  w  najmniejszym  stopniu 
zdolny  do  namiętnych  uczuć.  Ale  patrząc  na  bladą, 
niespokojną  twarz  Grace,  zaczynałam  wątpić,  czy  ona  sama 
jest do nich zdolna. 

Ta myśl mnie przygnębiła. Wydawało się całkiem możliwe, 

że Grace do końca swoich dni nie pozna prawdziwej miłości na 
śmierć i życie. 

Jak większość ludzi, być może. 
Modliłam się, żeby ze mną było inaczej. 
Przymknęłam  oczy  i  próbowałam  skoncentrować  się  na 

fragmencie tekstu, który miałam powiedzieć. 

W sali ucichło. Pan Nichols odchrząknął. 
— Zacznijmy od prostego ćwiczenia — powiedział. — Pro-

szę, stańcie tak, żeby każda z was miała trochę miejsca wokół 
siebie,  przymknijcie  oczy  i  wyobraźcie  sobie,  że  znajdujecie 
się na ruchliwym targowisku w Weronie. Zwróćcie uwagę na 
krzątaninę,  poobserwujcie  mieszkańców  miasta  ubranych  w 
długie stroje, zajętych własnymi sprawami. Spróbujcie poczuć 
zapach  świeżo  upieczonego  chleba,  soczystych  owoców 
leżących  na  straganach,  ciepło  promieni  słonecznych  na 
skórze... — ciągnął jednostajnym głosem. 

Westchnęłam.  Pani  Yates  też  uwielbiała  takie  bzdury. 

Przymknęłam oczy i zaczęłam sobie wyobrażać swojego ide-
alnego chłopaka. 

Po  chwili  pan  Nichols  kazał  nam  przemieścić  się  do  cen-

tralnego punktu targowiska, gdzie miałyśmy usiąść w kręgu. 

— Teraz otwórzcie oczy i niech każda z was zajmie miejsce... 

Zaczniemy  przesłuchania  w  takiej  kolejności,  w  jakiej  bę-
dziecie siedziały. 

background image

Przez chwilę wpadałyśmy jedna na drugą, szukając wolnych 

miejsc. Udało mi się usiąść na bocznym oparciu jednej z sof, 
obok Emmi. 

— Zaczynamy — oznajmił pan Nichols, który nagle stał się 

energiczny  i  rzeczowy.  —  Proszę,  żeby  każda  z  was  się 
przedstawiła, zanim powie swój fragment tekstu. — Popatrzył 
w stronę drzwi. - James, powiedz chłopakom, że za pół godziny 
będziemy  gotowi.  1  nie  zapomnij  zamknąć  za  sobą  drzwi. 
Która z was zgłosi się na ochotnika? 

Wszystkie pilnie wpatrywałyśmy się we własne kolana. Obok 

mnie poruszyła się Emmi. 

- Dobrze, mogę być pierwsza - powiedziała. 
Miękko  kołysząc  biodrami,  wyszła  na  środek.  Spojrzała  na 

pana  Nicholsa  i  uśmiechnęła  się  skromnie.  Wielkie  nieba, 
jeszcze nawet nie zaczęła, a już grała jakąś rolę. 

Pani  Yates skinęła głową. Jak wszystkie nasze nauczycielki 

lubiła Emmi za to, że była zawsze gotowa zabrać głos w obec-
ności całej klasy, a także za dobre wychowanie, które prezento-
wała przynajmniej w ich obecności. 

Emmi  wygłosiła  swoją  kwestię  —  był  to  fragment  sceny 

balkonowej.  Była  dobra...  Poruszała  się  z  naturalnym  wdzię-
kiem, mówiła głosem pełnym emocji. A mimo to nie miało się 
wrażenia,  że  naprawdę  przeżywa  uczucia,  o  których  mówi. 
Przyglądałam się panu Nicholsowi. Patrzył na nią uważnie, śle-
dził wzrokiem każdy jej ruch. Na koniec rzuciła mu spojrzenie 
spod rzęs. Znów kiwnął głową i uśmiechnął się do pani Yates. 

Wspaniale. 
A  potem  wszystko  potoczyło  się  w  kierunku  zgodnym  z 

ruchem wskazówek zegara. Grace była następna. Inaczej 

 

background image

niż Emmi, nie wyszła na środek. Wstała tylko i ze swojego 

miejsca  wyrecytowała  wybrany  fragment  mocnym,  czystym 
głosem. 

Wyszło jej to naprawdę świetnie. Może troszkę sztywno, ale 

każde  słowo  wypowiadała  z  uczuciem  i  ani  jednego  nie  za-
pomniała.  Asha  Watkins  zgubiła  się  i  zamilkła,  a  Maisie 
Holtwood  nie  chciała  nawet  zacząć.  Następne  były  dwie 
dziewczyny,  które  wygłaszały  swoje  fragmenty  ze  wzrokiem 
wbitym w podłogę. 

1  tak  to  szło.  Po  jakichś  dwudziestu  minutach  pan  Nichols 

siedział  z  twarzą  ukrytą  w  dłoniach  i  wyglądał,  jakby  się 
strasznie  nudził.  Na  ustach  Emmi  pojawił  się  nieznaczny 
uśmiech. Jak dotąd, żadna nie mogła się z nią równać. 

Ze względu na kolejność, w jakiej siedziałyśmy, miałam być 

ostatnia. Robiłam, co mogłam, żeby tremę utrzymać w ryzach 
aż do końca. 

Było  jeszcze  kilka  dziewczyn,  które  wypadły  całkiem  po-

prawnie.  Daisy  Walker,  wysoka,  o  wystających  kościach 
policzkowych  i  ciemnych,  pięknych  oczach,  była  naprawdę 
niezła.  Do  swojego  występu  włączyła  nawet  ruch  i  wzorem 
Emmi wymownie wznosiła ręce. 

Byłam  coraz  bardziej  zdenerwowana.  Czas  wlókł  się  bez 

końca. A potem nagle przyśpieszył i oto pan Nichols spojrzał 
na mnie. 

— Prosimy... — powiedział. 

background image

2. 
 
Wstałam.  Byłam  zdecydowana  stanąć  na  scenie,  jak  Emmi. 

To znaczy, na środku sali. 

Wydawało  mi  się,  że  to  strasznie  daleko,  szłam  i  szłam.  A 

potem  spojrzałam  na  pana  Nicholsa  i  poczułam,  że  drżą  mi 
kolana. Serce waliło mi tak głośno, że chyba wszyscy musieli 
to słyszeć. 

-  Nazywam  się  River  Armstrong  -  powiedziałam  drżącym 

głosem.-Powiem fragment sceny drugiej z drugiego aktu. 

Za szybko, pomyślałam. Trzeba zwolnić. 
Zaczęłam mówić, starając się utrzymać w niskich rejestrach 

głosu i poruszać się płynnie. 

Bardzo lubiłam ten fragment. Kiedy w szkole omawialiśmy 

Romea i Julię, sztuka z początku mnie nudziła - cała ta wojna 
dwóch rodów wydawała mi się głupia i bez sensu. Ale potem 
doszliśmy do scen, rozgrywających się między parą zakocha-
nych. Do scen miłosnych. 

Czułam,  że  się  rumienię,  tak  mocne  były  słowa,  które 

wypowiadałam.  Patrzyłam  przed  siebie,  nie  koncentrując 
wzroku  na  nikim  i  na  niczym.  1  na  chwilę  zapomniałam,  że 
jestem zwyczajną, niezbyt szczupłą River Armstrong, która nie 
była w nikim zakochana, w której nikt się nie kochał. Stałam 
się Julią. 

 

background image

A przecież jest to żądanie zbyteczne, Bo moja miłość równie 

jest głęboką, jak morze, równie jak ono bez końca; Im więcej ci 
jej udzielam, tym więcej Czuję jej w sercu.* 

 
Te słowa płynęły prosto z głębi mojej duszy. Bo kochałam tak 

mocno, że zapomniałam o sobie samej. Złożyłam dłonie, żeby 
nie  drżały.  1  wtedy  powoli  podniosłam  wzrok.  Pan  Nichols 
patrzył na mnie przenikliwym spojrzeniem. 

Kiwnął głową. 
— Dobrze. — Potoczył wzrokiem po sali. — Teraz zostawię 

was  na  chwilę.  Poproszę,  żeby  nam  przyniesiono 
podwieczorek. 

1 wyszedł. 
Nagle  poczułam  się  strasznie  niezręcznie.  Przylgnęłam  do 

Grace i Emmi. 

— Byłaś wspaniała, Riv - uśmiechnęła się do mnie Grace. 
— Dzięki — powiedziałam, rumieniąc się. Emmi podniosła 

brwi. 

—  Nie  mówiłaś  mi,  że  wszystko  ci  jedno,  jaką  dostaniesz 

rolę? 

Poczułam, że jestem już czerwona jak burak. Emmi zaczęła 

się śmiać. 

— Chyba robiłaś ze mnie balona. Byłaś świetna, stara krowo. 

Założę się, że dadzą ci tę rolę. 

Uśmiechnęłam się do niej. 
 
 
 
 
 
*  Wszystkie  fragmenty  sztuki  Romeo  i  Julia  Szekspira  w 

przekładzie J. Paszkowskiego. 

 

background image

—  Tobie  dadzą.  Wypadłaś  fantastycznie.  Uścisnęłam  ją  i 

opadłam na kanapę. 

Poczułam nagłą ulgę na myśl, że mam to już za sobą. Dałam 

radę. 1 wszystko wyszło jak należy. W tamtej chwili w ogóle 
nie myślałam już o miłości. Ani o tym, że chcę zagrać Julię. 
Tylko cieszyłam się obecnością moich przyjaciółek. 

— Grace, ty też byłaś świetna - powiedziałam. - Darren chyba 

będzie  musiał  się  pogodzić  z  myślą  o  twoich  występach  na 
scenie w męskiej szkole. 

Blada twarz Grace zaróżowiła się z radości. 
— Naprawdę tak myślisz, Riv? 
Po  paru  minutach  pan  Nichols  pojawił  się  z  tacą,  na  której 

stały jednorazowe kubeczki, miska herbatników i parę karto-
nów z sokami. 

Kiedy już wszystkie miałyśmy sok w kubeczkach, przystąpił 

do rzeczy. 

—  Poziom  dzisiejszych  przesłuchań  był  bardzo  wysoki  — 

powiedział  i  odkaszlnął.  —  Jutro  przekażę  dyrekcji  waszej 
szkoły listę  dziewcząt zaproszonych  do  statystowania, a  dziś 
chciałbym jeszcze zobaczyć  w akcji następujące  osoby, mię-
dzy które rozdzielimy najważniejsze role: Daisy Walker, Grace 
Duckworth, Emmi Bains i River Armstrong. 

A  więc  tak!  Dostanę  jedną  z  ważnych  ról  kobiecych.  Ale 

którą?  W  grę  wchodziła  oczywiście  rola  Julii,  jej  piastunki 
Marty, która opiekowała się nią od maleńkości, a także matek 
Julii  i  Romea.  Wiedziałam  już,  że  którąś  z  nich  zagram  na 
pewno. 

Którąś z nich. Ale to jeszcze za mało. Nie chciałam być jakąś 

tam  nudną  matką  albo  równie  nudną  piastunką.  Musiałam 
koniecznie zostać Julią! 

 

background image

Znowu wszystkie mówiły jedna przez drugą. Spojrzałam na 

Emmi. Miała zaciśnięte usta. Ona też chciała być Julią. Byłam 
pewna. Chciała tego bardziej, niż była gotowa przyznać. 

— Nie do wiary! — pisnęła Grace, tuląc się do nas obu jed-

nocześnie. Z mojego kubka trochę soku wylało się na bluzę. 

— Ojej... — powiedziałam. Grace szybko się odsunęła. 
— Wybacz mi, Riv. Strasznie mi przykro. 
Spróbowała własnym rękawem zetrzeć z mojej bluzy ciemną 

plamę.  Odsunęłam  się.  Ładny  pasztet.  Będę  teraz  musiała 
wystąpić z tym paskudnym zaciekiem. 

—  Zaprowadzić  cię  do  łazienki?  —  spytał  James  Molloy, 

który w mgnieniu oka znalazł się przy mnie. Uśmiechał się, ale 
chociaż mówił do mnie, patrzył tylko na Emmi. 

Kiwnęłam głową i poszłam za nim. 
—  Wracaj  prędko,  Riv!  -  Grace  zawołała  za  nami  jakoś 

płaczliwie. 

—  A  ty  nie  zapomnij  przygotować  sobie  coś  jeszcze,  co 

mogłabyś znowu na mnie wylać - mruknęłam pod nosem. 

James roześmiał się. 
— Nie przejmuj się tą plamą - powiedział pogodnie. -Nikt nie 

zwróci na nią uwagi. 

1 zawahał się. 
— Myślę, że mogłabyś zdjąć tę bluzę... To znaczy, chciałem 

powiedzieć... 

Zaczerwienił  się  i  przyśpieszył  kroku.  Spojrzałam  na  jego 

plecy  odziane  w  białą  koszulę  i  z  irytacją  przewróciłam 
oczami. 

Droga  do  damskiej  łazienki  zajęła  nam  parę  minut.  James 

wyjaśnił mi, czerwieniąc się znowu jak piwonia, że damska ła- 

 

background image

zienka jest tylko jedna w całej szkole, bo wśród uczniów nie 

ma  ani  jednej  dziewczyny.  Kolejnych  kilka  minut  zajęła  mi 
próba  spłukania  plamy,  a  potem  jeszcze  poprawiałam  sobie 
makijaż.  Był  raczej  dyskretny.  Tylko  trochę  tuszu  do  rzęs  i 
błyszczyk  do  ust.  Starałam  się  nie  patrzeć  na  swoje  odbicie 
więcej niż to konieczne. Nie chciałam utracić resztek pewności 
siebie. 

A  potem  popędziliśmy  z  powrotem  do  sali  rekreacyjnej. 

Znowu drżały mi ręce. Bałam się, że na domiar złego jeszcze 
się spóźnię. 

Oprócz  nas,  pana  Nicholsa  i  pani  Yates  w  sali  było  teraz 

czterech  chłopaków.  Wszyscy  czterej  stali  pod  ścianą  obok 
pana Nicholsa. Moje serce biło tak mocno, jakby chciało wy-
skoczyć z klatki piersiowej. Kiedy weszłam, spojrzeli na mnie 
wszyscy czterej. Ale wbiłam wzrok w podłogę, a potem popa-
trzyłam na Emmi. 

Uśmiechnęła  się  do  mnie,  żeby  dodać  mi  odwagi.  Była  aż 

irytująco wyluzowana. 

Pan  Nichols  przyczesał  dłonią  gładkie ciemne  włosy  i  zajął 

się organizacją przesłuchań. Grace dostała fragment roli pani 
Kapuleti, czyli matki Julii. Jej partnerem był rudy chłopak, gra-
jący ojca. Potem czytała kwestię Piastunki w scenie, w której ja 
wystąpiłam jako matka Julii. 

Nasze kwestie nie były długie, obejmowały po kilka wersów. 

Pan  Nichols  zmieniał  co  chwilę  męskich  aktorów,  a  nam 
przydzielał  to  tę,  to  inną  rolę,  tak  że  w  końcu  straciłam  ro-
zeznanie,  w  czym  już  grała  ta  albo  tamta.  Wiedziałam  tylko 
tyle, że nikt jeszcze nie zagrał sceny miłosnej. 1 wreszcie pan 
Nichols wywołał wysokiego, ciemnowłosego chłopaka, który 
dotąd podpierał ścianę jako ostatni w szeregu. 

 

background image

-  Flynn,  kolej  na  ciebie.  Chodź,  zagrasz  z  Emmi  —  powie-

dział. 

Chłopak wybiegł na środek sali. Choć na nas nie patrzył, było 

w nim coś takiego, co sprawiało, że trzymał w napięciu całą 
salę i wszyscy patrzyli tylko na niego. 

To Romeo. Nie mogło być inaczej. 
—  Akt  drugi,  scena  szósta  —  powiedział  pan  Nichols  z 

teatralnym gestem. - Flynn, zaczynasz od tego wersu: OJ

 

Julio, 

jeśli miara twej radości... 

Emmi wytarła dłonie o spódnicę. 
1  Flynn  wreszcie  podniósł  wzrok.  Kiedy  mówił  pierwszy 

wers,  patrzył  jeszcze  na  drzwi,  ale  przy  drugim  obrócił  się  i 
spojrzał  na  Emmi.  Mówił,  a  jego  spojrzenie  błądziło  po  jej 
twarzy. 1 znowu spojrzał w inną stronę. 

Patrzyłam  na  niego  jak  zahipnotyzowana.  Był  świetny. 

Niewiarygodnie dobry. O

 

niebo lepszy od wszystkich innych. 

Miał mocny, czysty i dźwięczny głos. W tekście jest wiele ar-
chaicznych, dziwacznych wyrażeń, nad którymi trzeba się było 
chwilę  zastanowić,  żeby  je  zrozumieć.  1  właśnie  o  tym 
myślałam, kiedy czytałam tekst. Ale kiedy Flynn wypowiadał 
swoje kwestie, wszystko w nich stawało się zrozumiałe samo 
przez się. 

Kiedy  Emmi  zaczęła  mówić,  wpatrywałam  się  w  twarz 

Flynna.  Nie  był  przystojny  na  sposób  oczywisty.  To  znaczy, 
nie miał ani gorących ciemnych oczu, ani kwadratowej szczęki 
chłopaka z moich marzeń. 

Ale było w nim coś ujmującego. Coś takiego, co sprawiało, że 

nie mogłam oderwać od niego oczu. Patrzyłam, jak czupryna 
opada mu na czoło. Patrzyłam na kształt jego nosa, łagod- 

 

background image

nie zaokrąglonego na samym koniuszku. Na ruch ust, kiedy 

mówił. Jego twarz była naprawdę pełna wyrazu. Wystarczyło 
jedno spojrzenie, ledwie dostrzegalny grymas ust, i otwierało 
się przed nami całe jego serce, poruszone, pełne gniewu albo 
miłości. 

Obok  mnie  coś  drgnęło.  Obejrzałam  się.  To  James  Molloy. 

Nie odrywał wzroku od tyłka Emmi. Ale wyczuł, że na niego 
spojrzałam, i na chwilę przeniósł wzrok na mnie - zakłopotany 
i jakoś zawstydzony. 

— Są dobrzy, prawda? — szepnął. Kiwnęłam głową, czując 

suchość w ustach. 

— Jak mu na imię? - spytałam. 
—  Patrick  —  odpowiedział  szeptem  James.  —  Ale  on  nie 

znosi tego imienia. Trzeba zwracać się do niego po nazwisku, 
inaczej uda, że nie słyszy. 

Znowu spojrzałam na Flynna. Emmi kończyła swoją kwestię. 
Flynn patrzył na nią i wydawał się znudzony. Jakby wiedział, 

że ona sama nie wierzy w swoje słowa. Jakby zgadł, że nie jest 
zdolna do prawdziwie namiętnych uczuć. 

A  może  to  nie  to?  Może  wolałby  się  z  nią  całować,  niż  jej 

słuchać? 

Emmi skończyła mówić. 
— Bardzo ładnie - pochwalił śpiewnie pan Nichols. - Dobra 

robota.  Teraz,  Flynn,  jeszcze  raz  to  samo,  ale  tym  razem  z 
River. 

Zaczerwieniłam  się  na  dźwięk  mojego  imienia,  wypowie-

dzianego w obecności wszystkich tych chłopaków... i w obec-
ności Flynna. Każdy zawsze prosił, żeby je powtórzyć. 1 cho- 

 

background image

ciaż, odkąd skończyłam podstawówkę, prawie nikt już się ze 

mnie  nie  wyśmiewał,  niektórzy  robili  zdumioną  minę,  jakby 
uważali, że moje imię brzmi dziwacznie albo głupio. 

Nie chciałam, żeby Flynn się ze mnie śmiał. 
Tymczasem Emmi wycofała się i zajęłam jej miejsce. Kartka 

z tekstem drżała w moich dłoniach. Przede mną, w odległości 
wyciągniętego  ramienia,  stał  Flynn.  Och,  czemu  nie  jestem 
wyższa? Moje oczy znajdowały się na wysokości jego klatki 
piersiowej.  1  tam  właśnie  zatrzymał  się  mój  wzrok.  Jego 
krawat  był  poluzowany,  biała  koszula  wypuszczona  na 
wierzch.  Kiedy  czytał  swoją  kwestię,  głos  miał  tak  samo 
dźwięczny i wyrazisty jak przedtem. Ale łatwo poznałam, że 
tym  razem  wydobywał  go  z  siebie  w  sposób  mechaniczny. 
Jakby jego myśl bujała gdzie indziej. 

Być może przy Emmi. 
Spojrzałam mu w twarz, kiedy wypowiedział ostatnie wersy: 
...i  niech  muzyka  ust  twoich  Objawi  obraz  szczęścia,  jakie 

spływa... 

1 nasze spojrzenia się spotkały. O mój Boże! 
Jego wzrok przeszywał mnie na wylot, jakby Flynn chciał się 

dowiedzieć, kim jestem. Kim jestem naprawdę. 

Jeszcze nikt nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób. 
A  oczy  miał  naprawdę  prześliczne.  Zielonkawo-złote. 

Osadzone w najlepszej możliwej odległości jedno od drugiego. 

...objawi  obraz  szczęścia,  jakie  spływa  na  nas  oboje  w  tym 

błogim spotkaniu. 

 

background image

Skończył i nastąpiła zbyt długa pauza. Zagapiłam się! Kolej 

na mnie. Ale na śmierć zapomniałam, w którym miejscu mam 
zacząć czytać. Zajrzałam do tekstu i zaczęłam wpatrywać się w 
niego rozpaczliwie. 

Palec Flynna wskazał mi właściwe miejsce. 
Poczułam, że jestem całkiem czerwona, ale zaczęłam czytać. 
Czytałam z uczuciem. Z początku czułam się zbyt niepewnie, 

żeby podnieść wzrok. Kiedy wreszcie udało mi się to uczynić, 
brwi Flynna były lekko ściągnięte. 

Lecz mej miłości skarb jest tak niezmierny... 
Wypowiedziawszy  te  słowa,  zrozumiałam,  co  go  tak  zdzi-

wiło: mój głos tymczasem obniżył się do szeptu. 

1 w tej samej chwili wiedziałam już, dlaczego Julia mówiła 

właśnie o czymś najbardziej osobistym i najgłębszym, mówiła 
o  swojej  miłości  do  Romea,  która  była  tak  wielka,  że  umysł 
nawet w połowie nie mógłby jej ogarnąć. Wypowiedziałam te 
słowa tak, jakbyśmy byli sami w tej sali. 

Natychmiast  zmieniłam  ton.  Przez  to  wypowiedziałam  o 

wiele za głośno kolejny wers: 

...Ze i połowy sumy tej nie zdołam zliczyć. 
Flynn  aż  się  cofnął,  zaskoczony  moim  nieoczekiwanie  do-

nośnym tonem. 

Wszyscy zaczęli się śmiać. 
Ładna  historia.  A  potem  już  szło  mi  coraz  bardziej  bez-

nadziejnie. Zaczęliśmy inną scenę. Zająknęłam się parę razy. 

 

background image

Przypomniałam sobie o plamie na swetrze i próbowałam za-

słonić ją kartką z tekstem. Kiedy dobrnęliśmy do końca, Flynn 
patrzył na mnie jak na wariatkę, a na sali raz po raz rozlegały 
się chichoty. 

Pan Nichols wywołał Daisy Walker, żeby czytała z Flynnem, 

a potem wszystkie popędziłyśmy na dół i zapakowałyśmy się 
do busa. 

Przez całą drogę powrotną siliłam się na wesołość, lecz byłam 

prawie  umierająca.  Emmi  twierdziła,  że  wypadłam  bardzo 
dobrze.  Wiedziałam,  co  o  tym  sądzić:  chciała  być  dla  mnie 
miła. 

Tę  drugą  część  przesłuchania  po  prostu  zwyczajnie  zawa-

liłam. 

Przez  Flynna.  Dlatego  że  tak  na  mnie  patrzył  swoimi  pięk-

nymi zielono-złotymi oczami. 1 dlatego że był tak wspaniałym 
aktorem. 

Robiłam,  co  mogłam, żeby o  tym  zapomnieć.  Przyłączałam 

się do Emmi, kiedy żartowała z Grace i Darrena, a potem sama 
śmiałam się z Jamesa Molloya, który dla niej stracił głowę. 

Ale nikt nie próbował żartować ze mnie. Wiedziałam dobrze, 

co  to  znaczy.  To  znaczyło,  że  zrobiłam  z  siebie  absolutną  i 
beznadziejną idiotkę. 

Jedynym pocieszeniem była dla mnie myśl, że Emmi nie wie, 

dlaczego tak się wygłupiłam. Pewnie wydaje się jej, że to ze 
zdenerwowania, dlatego że tak bardzo zależało mi na tej roli. 
Na nic innego raczej by nie wpadła. 

Dwa dni później pani Yates wezwała do siebie naszą czwórkę, 

czyli te, które miały dostać role mówione. Zrobiła z tego 

 

background image

spotkania  całe  przedstawienie,  bo  zaczęła  od  tego,  że 

będziemy reprezentować naszą szkołę, dlatego podczas prób w 
szkole męskiej oczekuje się od nas zachowania na poziomie. 
Ple, ple, ple. 

1 dopiero potem przeszła do ról. 
Grace została panią Kapuleti, matką Julii. Daisy została panią 

Monteki,  matką  Romea.  Wstrzymałam  oddech.  1  w  końcu 
dowiedziałam  się.  Emmi  będzie  Julią.  Ja  będę  Piastunką. 
Piastunką.  Niewysoką,  niezbyt  szczupłą.  Sympatyczną. 
Sympatyczną... Posmutniałam. 

Nie sposób zakochać się w kimś, kto jest tylko sympatyczny. 
 

background image

3. 
 
Próby zaczęły się w następny poniedziałek. 
Tego  dnia  przygotowywałam  się  do  wyjścia  z  domu  z  naj-

większą uwagą, długo przeglądając się w wysokim łazienko-
wym lustrze. 

Nie  wiedziałam,  co  zrobić,  żeby  szara  szkolna  rozpinana 

bluza leżała na mnie tak zgrabnie jak na Emmi. Moja obciskała 
biust w sposób niezbyt estetyczny, a przy talii układała się w 
nieładne fałdy. 

Tych fałd nie sposób się było pozbyć. 
Wyglądałam grubo. W najlepszym razie niezgrabnie. 
Musiałam przyznać, że świetnie się nadaję do roli Piastunki, 

czyli tej całej nieszczęsnej Marty. 

Westchnęłam i pociągnęłam rzęsy tuszem. 
Przez cały miniony weekend rozmyślałam na temat Flynna. 

Zastanawiałam się, jaki jest. Intrygował mnie. Jak on to robił, 
że  wystarczyło,  żeby  przeszedł  przez  salę,  i  już  ściągał  na 
siebie wszystkie spojrzenia? Zadziwiał mnie kontrast między 
jego zwykłą znudzoną miną a zainteresowaniem, jakie zapło-
nęło w zielono-złotych oczach, kiedy na mnie spojrzał — jakby 
chciał  mnie  prześwietlić  i  dowiedzieć  się,  kim  naprawdę 
jestem. 

Wystarczyło  już  samo  to  spojrzenie,  żebym  uznała  go  za 

kogoś wyjątkowego, niepodobnego do żadnego z chłopaków, 
których dotąd znałam. 

 

background image

Koniecznie chciałam porozmawiać z nim po próbie. Żeby się 

o  nim  czegoś  dowiedzieć.  Tak  pewnie  wypowiadał  swoje 
kwestie,  że  musiał  chyba  znać  całą  sztukę  na  pamięć. 
Wyobraziłam  go  sobie  w  jego  pokoju,  jak  czyta,  oparty  o 
poduszki, sceny miłosne Romea i Julii. Tak jak ja. 

Być może w ogóle czytał mnóstwo książek. Różnych. Może 

nawet lubił poezję. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Ale to, co 
czułam, nie było miłością. Nie mogłabym nawet powiedzieć, 
że  on  mi  się  podoba.  To  było  tylko...  powiedzmy...  zacie-
kawienie. 

1  wtedy  nagle  przypomniała  mi  się  śliczna,  uwodzicielska 

buzia Emmi. 

Flynn nawet na mnie nie spojrzy. Nie będzie widział świata 

poza nią - fałszywą Julią, swoją partnerką. 

— Ty! Bagienko! Pośpiesz się! 
To Stone, mój młodszy brat, wydzierał się przed drzwiami od 

łazienki. 

Westchnęłam.  Stone  ma  prawie  czternaście  lat  i  jest  naj-

gorszym durniem na świecie. Kiedy wpadł na ten pomysł, żeby 
przezwać  mnie  Bagienkiem,  pękał  z  dumy  przez  długie 
tygodnie. Łatwo zgadnąć, że to miał być żart z mojego imienia. 
1 z tego, że włosy mam w odcieniu rzecznego szlamu, a oczy w 
równie nieciekawym kolorze stojącej wody. 

— ile czasu chcesz tam jeszcze siedzieć? — wrzeszczał, wa-

ląc w drzwi. 

Z ociąganiem odkleiłam się od lustra. Nie ma mowy, żebym 

wpuściła Stonea do łazienki, zanim skończę makijaż. Ale jeśli 
się  nie  pośpieszę,  gotów  zawołać  mamę.  A  ja  tego  ranka 
naprawdę nie miałam ochoty na awanturę. 

 

background image

Sięgnęłam  znowu  po  tusz  i  zbliżyłam  twarz  do  lustra.  W 

mojej twarzy nic mi się nie podobało. Nos był zbyt świecący, 
oczy położone za blisko, a usta zbyt małe. 

— Bagienko! Słyszysz, co się do ciebie mówi? 
— Zaraz wychodzę! — zawołałam. 
Stone zaklął na cały głos, a potem usłyszałam jego oddalające 

się kroki. 

Jeszcze  pół  roku  temu  Stone  był  całkiem  miłym  chłopcem. 

Łagodnym,  nieśmiałym  dzieckiem,  które  z  nikim  się  nie 
kłóciło i spędzało prawie cały swój wolny czas nad  kolekcją 
naklejek  z  piłkarzami.  Miałam  wrażenie,  że  się  zmienił 
dosłownie  z  dnia  na  dzień,  chociaż  rozumiem,  że  to 
niemożliwe.  A  teraz  zachowywał  się,  jakby  nienawidził 
wszystkich  i  wszystkiego.  Całe  dnie  spędzał  zamknięty  w 
swoim pokoju, słuchając głośnego, agresywnego rapu. 

Mama  twierdzi,  że  to  tylko  zwykłe  trudności  wieku  dora-

stania. Ze nie ma czym się przejmować. 

Znowu zbliżyłam twarz do lustra i skończyłam nakładać tusz. 

Stone  nie  mylił  się  w  swojej  ocenie  moich  oczu  i  włosów. 
Musiałam  to  przyznać.  Włosy  zgniłobrązowe,  oczy  brudno-
szare. 

Mama czekała na mnie przy drzwiach frontowych. Była już 

ubrana do pracy, miała na sobie granatową garsonkę, jej włosy 
były  odrzucone  na  plecy  w  starannie  wystudiowanym 
nieładzie. Nikt by nie uwierzył, że kiedyś lubiła nosić długie 
hipisowskie spódnice i palić z ojcem trawkę, kiedy już wysłali 
nas do łóżek. 

—  Nie  chcę  cię  zatrzymywać  -  powiedziała.  -  Ale  muszę 

zamienić z tobą dwa słowa. 

 

background image

Przyjrzałam jej się. Byłyśmy do siebie podobne. Nie mogłam 

zaprzeczyć. Włosy i oczy miałyśmy takie same. 1 mocne rysy. 
Ale mamie było w tym ładnie. Jej to wcale nie szpeciło. 

- River, to ważne - powiedziała niecierpliwie. 
-  Co  się  stało?  -  spytałam,  a  mój  umysł  zrobił  już  przegląd 

spraw,  o  które  mogło  jej  chodzić.  Może  była  chora  na  jakąś 
śmiertelną  chorobę,  o  której  dotąd  nikomu  nie  powiedziała? 
Nie. O tym nie mówiłaby mi w pośpiechu przed wyjściem do 
pracy. To raczej coś związanego ze Stoneem. Może męczył ją 
znowu, że chce zamienić się ze mną na pokoje, bo mój był dwa 
razy większy. Nic z tego. Niech sobie to wybije z głowy. 

-  Chodzi  o  dzisiejsze  popołudnie  -  powiedziała  mama  i 

popatrzyła na zegarek. 

Zmarszczyłam brwi. Dzisiejsze popołudnie? A co to za oka-

zja? Może jej urodziny, znowu? W zeszłym roku o nich zapo-
mnieliśmy.  Była  bardzo  zawiedziona.  Ale  to  niemożliwe,  jej 
urodziny  są  przecież  w  lutym.  A  mamy  dopiero  koniec 
września. 

- O to przedstawienie, w którym masz grać — powiedziała. — 

O to miejsce... i w ogóle. 

Potrząsnęłam głową. 
- Nie rozumiem. Mama westchnęła. 
-  Wiesz,  że  dawałam  wam  zawsze  dużo  swobody,  River, 

nigdy niczego ci nie zabroniłam. 

To prawda. 
-  Ale  te  próby  mają  się  odbywać  w  męskiej  szkole.  W  ka-

tolickiej szkole dla chłopców. W normalnych okolicznościach 
nie  wpuszcza  się  tam  dziewczyn.  A  ty  jeszcze...  No  cóż, 
chciałam  powiedzieć,  że  jako  dojrzała  kobieta  z  pewnym 
doświad- 

 

background image

czeniem  wiem,  jacy  są chłopcy. W  tym  wieku  bez  przerwy 

tylko sprawdzają, jak daleko można się posunąć i... 

-  Na  miłość  boską,  mamo!  -  zawołałam.  Byłam  zbyt  za-

skoczona i zażenowana, żeby uświadomić sobie własne emo-
cje.  Jak  mogła  ostrzegać  mnie  przed  chłopcami,  których  nie 
widziała na oczy? Przypomniał mi się Flynn i jego przeszywa-
jące na wylot spojrzenie. Spojrzenie, którym mnie przeświet-
lał. To nie miało nic wspólnego z seksem. 

-  Posłuchaj,  żałuję,  że  moja  matka  mnie  nie  ostrzegła 

-westchnęła mama, czerwieniąc się z lekka. — Bo prawda jest 
taka, że chłopcy zrobią wszystko, na co im się pozwoli. 

Patrzyłam  na  nią,  czując,  że  płoną  mi  policzki,  jakby  ten 

rumieniec przeniósł się z mamy na mnie. 

- Tak jest, Bagienko - za plecami mamy pojawił się Stone z 

drwiącym  uśmieszkiem  na  pryszczatej  twarzy.  —  1  prze-
ważnie niewiele ich obchodzi dziewczyna, która przypadkiem 
wpadła im w łapy. 

-  Stone,  cicho  bądź  —  mama  niecierpliwie  przewróciła 

oczami,  ale  widziałam,  że  byłaby  nawet  skłonna  się  z  nim 
zgodzić. Bo przecież właśnie to miała mi do powiedzenia, czyż 
nie? Jej zdaniem trzymani krótko chłopcy z katolickiej szkoły z 
pewnością musieli być tak zdesperowani, że nie przepuściliby 
niczemu podobnemu do dziewczyny, nawet gdyby to było coś 
tak odrażającego jak ja. 

Poczułam  łzy  pod  powiekami.  Ale  nie  chciałam  pozwolić, 

żeby którekolwiek z nich — mama albo Stone - zauważyli, jaka 
jestem wściekła. 

-  Właśnie,  Stone,  zamknij  się!  -  warknęłam.  1  wyszłam, 

trzasnąwszy drzwiami. 

 

background image

4. 
 
Tego  dnia  byłam  z  każdą  godziną  coraz  bardziej  wypro-

wadzona z równowagi. Zanim nasza czwórka — Emmi, Grace, 
Daisy i ja - wsiadłyśmy do autobusu jadącego w stronę szkoły 
św.  Anakleta,  żołądek  zdążył  mi  się  już  zacisnąć  w  twardy 
supeł. 

— A więc nie będzie dziś dla nas minibusa - skonstatowała 

gorzko  Emmi.  -  Tamci  mogliby  chociaż  przysłać  po  nas 
samochód,  przecież  robimy  im  uprzejmość,  że  zgadzamy  się 
wystąpić w tym ich całym przedstawieniu. 

Nie  wiedzieć  czemu  Emmi  udawała,  że  to  przedsięwzięcie 

strasznie ją  nudzi. Powiedziała nawet, że  się zastanawia, czy 
nie zrezygnować z roli Julii. 

— Za dużo tekstu — marudziła. — 1 nie podoba mi się żaden 

z tych chłopaków, których tam widziałyśmy. 

Kiedy  to  usłyszałam,  moje  serce  aż  podskoczyło  z  radości. 

Jeśli Emmi nie zamierza pochwycić Flynna w swoje szpony, to 
może jednak będę miała okazję, żeby z nim pogadać. Właśnie 
zastanawiałam się, czy nie zacząć jej namawiać, żeby w ogóle 
wycofała się z obsady, kiedy Grace popatrzyła znacząco naj-
pierw na mnie, potem na nią. 

— Tam będzie więcej chłopaków, Emmi - uśmiechnęła się. - 

Będą tacy, których jeszcze nie widziałyśmy. Statyści i obsługa 
sceny. 

 

background image

Oczy Emmi rozbłysły. 
— Masz rację — powiedziała. — A jeśli wziąć pod uwagę, że 

ty masz Darrena... 1 że Daisy Walker - zniżyła głos do szeptu 

-  składa  się  głównie  z  grubego  tyłka,  River  i  ja  będziemy 

miały  w  czym  wybierać.  Mam  nadzieję,  River,  że  nie 
pokłócimy się o chłopaka — zaśmiała się. 

Zamiast odpowiedzi tylko zgrzytnęłam zębami. 
Zostałyśmy zwolnione z ostatniej lekcji, dzięki czemu mog-

łyśmy zdążyć dojechać autobusem do szkoły św. Anakleta aku-
rat wtedy, kiedy lekcje się tam kończyły. Gdy wkraczałyśmy 
do wielkiego, kamiennego holu, właśnie dzwonił dzwonek. Po 
lewej stronie znajdowała się kancelaria. Sekretarka kazała nam 
poczekać i pobiegła do pokoju nauczycielskiego po pana Nich 
olsa. 

Chichocząc  nerwowo,  stałyśmy  przed  drzwiami  kancelarii, 

podczas gdy obok przewalały się gromady chłopców w różnym 
wieku  i  wszyscy  gapili  się  na  nas,  wytrzeszczając  oczy  ze 
zdumienia.  Popychali  się,  przepychali,  pokazywali  nas  sobie 
palcami, ale żaden nie zbliżył się i nie odezwał się do nas po 
ludzku. 

— Myślałby kto, że pierwszy raz w życiu widzą dziewczyny 
- szepnęła mi do ucha Emmi. 
Przypomniałam  sobie,  co  mama  mówiła  mi  z  rana.  No  tak. 

Ale żaden z tych chłopców nie był Flynnem. 

Po  paru  minutach  główny  hol  opustoszał.  Podszedł  do  nas 

James Molloy, rumieniąc się i uśmiechając głupkowato. 

— Cześć — zwrócił się do lewej łopatki Emmi. — Mam was 

zaprowadzić do sali prób. 

 

background image

Mrugnęłam do Grace. Odpowiedziała uśmiechem. Tak, fajnie 

było przyjaźnić się z Grace i Emmi. Cokolwiek zdarzyłoby się 
którejś z nas, zawsze trzymałyśmy się razem. 

Kiedy wkraczałyśmy do sali prób, moje serce biło jak szalone. 

Była to jedna z klas szkolnych. Większa od świetlicy, w której 
byłyśmy za pierwszym razem. Wszystkie ławki odsunięto pod 
ścianę. Ta sala też zwracała uwagę swoim zaniedbaniem. Do 
odłażących tapet przypięto pinezkami kilka plakatów i czyjąś 
pracę  trymestralną.  Duża,  obdrapana  biała  tablica  stała  na 
stelażu w kącie przy drzwiach. 

Ogarnęłam  tę  salę  szybkim  spojrzeniem.  Serce  nie  prze-

stawało bić jak szalone. Nie chciałam się do tego przyznać na-
wet przed sobą samą, ale szukałam wzrokiem Flynna. 

Naliczyłam  przynajmniej  dziesięciu  chłopaków.  Stali  pod 

ścianą, oparci o ławki. Prawie wszyscy wpatrywali się w Emmi 
—  która  zajęła  miejsce  na  samym  środku,  i  w  dodatku 
wciągnęła  tam  za  sobą  czerwoną  jak  burak  Grace, 
przemawiając  do  niej  nienaturalnie  ożywionym  głosem, 
wysuwając  do  przodu  wargi  i  odrzucając  włosy  do  tyłu 
efektownym gestem. 

Jeszcze raz przyjrzałam się tym chłopakom. Flynna nie było 

wśród nich. Jak to możliwe, żeby nie przyszedł? Przecież grał 
główną  rolę!  1  naraz  przyszła  mi  do  głowy  okropna  myśl. 
Może stało mu się coś złego? Albo został skreślony z obsady? 

— Nic ci nie jest? — spytał James Molloy, zbliżywszy się do 

mnie niepostrzeżenie. 

- Nie - mruknęłam. - Wszystko w porządku. 
-  Nazywasz  się...  River,  prawda?  -  odezwał  się  znowu. 

Popatrzyłam na niego. 

— Tak. Czemu pytasz? 
 

background image

—  Tak  sobie  -  zająknął  się  James.  -  Zastanawiałem  się... 

Mówiłaś mi, że jesteś najlepszą przyjaciółką Emmi... więc po-
myślałem sobie... że to ciekawe. To znaczy, obie jesteście... 

1 zamilkł. Ściągnęłam brwi. 
—  Co  w  tym  ciekawego?  —  spytałam.  James  spojrzał  na 

Emmi. 

-Jeden z moicb kolegów chciał się dowiedzieć... to znaczy... 

czy ona... może przypadkiem wiesz... czy... No bo jesteś... no... 
jej najlepszą przyjaciółką. Mówiłaś mi. 

1  wtedy  przypomniało  mi  się,  co  powiedział  James  przy 

poprzednim spotkaniu. 

— A ty jesteś najlepszym przyjacielem Flynna. Tak? 
— No, jestem - powiedział i wzruszył ramionami. 
—  A  gdzie  on  się  podział?  -  spytałam  nonszalancko.  -  Nie 

będzie go na próbie? 

James potrząsnął głową. 
— Miał być. Ale powiedział panu Nicholsowi, że musi zała-

twić jakąś ważną sprawę rodzinną. Wyszedł zaraz po lekcjach. 

—  Aha  —  mruknęłam,  strasznie  zawiedziona.  Ale  przynaj-

mniej wiedziałam już, że Flynn pozostał w obsadzie. Będą ko-
lejne próby i zobaczę go jeszcze. Spojrzałam z ukosa na Jame-
sa, mając nadzieję, że nie zauważył mojego rozczarowania. Nie 
zauważył. Gapił się na Emmi. 

—  Nie,  Emmi  nie  ma  chłopaka  -  powiedziałam.  James 

przeniósł na mnie zaskoczony wzrok. 

—  Przecież  właśnie  o  to  chciałeś  zapytać,  prawda?  Próba 

trwała niewiele ponad godzinę. Pan Nichols kazał 

każdemu przeczytać jakiś fragment tekstu z pierwszych ak- 
 

background image

tów. Kwestie Romea czytał sam. Emmi chyba czuła się z tym 

nieswojo, ale nie podnosiła głowy, skoncentrowana na tekście, 
który miała wygłosić, więc nie widziałam, jaką ma minę. 

Po  próbie  paru  chłopców  podeszło  do  nas  i  próbowało  nas 

zagadywać. Stałam między Emmi i Grace. Wydawało mi się, 
że jestem brzydka  i nie  potrafię się zachować. Emmi  była  w 
swoim żywiole, raz po raz odrzucała włosy do tyłu i rozsyłała 
olśniewające uśmiechy. Grace wydawała się stremowana, ale 
była  dla  chłopców  miła.  Zauważyłam,  że  niektórzy, 
onieśmieleni pewnością siebie Emmi, która zachowywała się 
jak  seksbomba,  zaczynali  uśmiechać  się  do  Grace.  A  Grace 
żartowała z  nimi, rzucając nieśmiałe spojrzenia spod długich 
rzęs. 

Westchnęłam. Dla nich wszystkich to była tylko zabawa. Coś 

takiego jak taniec. Nikt w tym towarzystwie nie powiedziałby, 
co  naprawdę  czuje.  Nie  miałam  ochoty  brać  w  tym  udziału. 
Miotałam się między zazdrością o Emmi, która potrafi tak bez 
wysiłku oczarować każdego, i zniecierpliwieniem, jakie budził 
we  mnie  bezsens  całej  tej  zabawy.  Wkrótce  wymknęłam  się 
stamtąd i sama wróciłam do domu autobusem. 

W  czwartek  przyjechałyśmy  na  kolejną  próbę.  Tym  razem 

miała obejmować trzy ostatnie akty. Flynna nie było. Znowu 
miał coś do załatwienia — wyjaśnił mi enigmatycznie James. 
Ale  nie  ujawnił  żadnych  szczegółów, a  ja  nie  mogłam  go za 
bardzo  wypytywać,  bo  przecież  chodziło  o  prywatne  sprawy 
Flynna. 

W  następny  poniedziałek  byłam  już  całkiem  pewna,  że  nie 

spotkam Flynna na próbie. A jeśli się pojawi - myślałam sobie - 
przekonam się tylko, że moja wyobraźnia wyposażyła 

 

background image

go w cechy, których wcale nie miał. Prawdopodobnie - myśla-

łam sobie — w rzeczywistości nie różni się niczym szczegól-
nym od innych chłopaków. 

Tym razem próba miała się odbyć w zmniejszonej obsadzie. Z 

naszej czwórki przyjechałyśmy tylko Emmi i ja. James czekał 
przy  wejściu  i  zaprowadził  nas  do  pomieszczenia,  które 
znałyśmy z pierwszego przesłuchania, czyli do sali rekreacyj-
nej  dla  klas  maturalnych.  Chłopcy  już  czekali.  Ten  wysoki, 
rudowłosy,  który  miał  grać  ojca  Julii,  i  dwaj  nieduzi, 
przedstawiający się jako Sługa Pierwszy i Sługa Drugi. 

James  został  z  nami  jeszcze  przez  chwilę.  Zagadywał  do 

prawej łopatki Emmi, a potem zmył się, usprawiedliwiając się 
pod nosem, że nie występuje w scenie, którą pan Nichols wy-
brał na dzisiejszą próbę. 

To  była  scena  piąta  z  pierwszego  aktu.  Spotkanie  Romea  i 

Julii. 

Otworzyły się drzwi i wszedł pan Nichols z szyją obwiązaną 

długachnym  szalikiem.  Poprawił  na  sobie  porozciągany 
sweter. Dobrze zbudowany chłopak z jasną czupryną wszedł w 
ślad  za  nim.  Poznałam  go,  był  na  poprzedniej  próbie.  Grał 
Tybalta - postać, która ginie z ręki Romea. 

Pan Nichols uśmiechnął się z roztargnieniem do Emmi i do 

mnie, a  potem  stanął  przed  nami  wszystkimi,  opierając  się  o 
stół i krzyżując długie, chude nogi. 

- Dziś zajmiemy się kluczową sceną - oznajmił. - Pierwszym 

spotkaniem sławnej pary z Werony. 

„Sławną  parą  z  Werony"  nazywał  Romea  i  Julię  i  zawsze 

chichotał, kiedy wypowiadał te słowa. Ale oprócz niego nikt 
nigdy się nie roześmiał. 

 

background image

Pan  Nichols  z  roztargnionym  wyrazem  twarzy  owinął 

szy-szalikiem jeszcze grubiej. 

- Więc dobrze - zaczął. - Zaczniemy od... 1 nagle zamrugał. 
-  Gdzie  u  licha  podział  się  Flynn?  Potoczył  po  sali 

rozgniewanym spojrzeniem. Nikt nie odpowiadał. 

A potem drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy w nich Flynna. 
 

background image

5. 
 
—  Przepraszam  za  spóźnienie,  proszę  pana  —  powiedział 

Flynn bez cienia skruchy w głosie. Pewnym krokiem ruszył do 
najbliższej  ławki  i  oparł  się  o  nią  nonszalancko.  -  Musiałem 
zostać w klasie chwilę dłużej. 

Moje serce znowu biło ze wszystkich sił. Flynn naprawdę był 

kimś wyjątkowym. Wszyscy na niego patrzyli, a on zupełnie 
nic sobie z tego nie robił. 

— Cieszy mnie, że w końcu udało ci się do nas trafić  - po-

wiedział pan Nichols i odchrząknął nerwowo. 

Wstrzymałam oddech. Czy na tym koniec całej sprawy? 
Pan Nichols zawahał się. Byłam pewna, że miał ochotę po-

rządnie zrugać Flynna, ale coś go powstrzymywało. 

Flynn stał z założonymi ramionami i patrzył lekceważąco na 

nauczyciela. 

Pan  Nichols  przeniósł  swoją  uwagę  na  dwóch  chłopców, 

którzy grali Sługi. Chciał, żeby wypowiedzieli swoje kwestie. 
Zrobili  to,  ale  źle.  Nauczyciel  zatrzymał  ich  gestem  i  zaczął 
szczegółowo wyjaśniać, jak należy rozumieć te wersy. Chłop-
cy kiwali głowami i powtarzali: „Tak, tak, rozumiemy", w tym 
samym  czasie  raz  po  raz  rzucając  spojrzenia  na  Emmi  i  na 
mnie. 

Nie  chciałam  gapić  się  na  Flynna.  Jego  narzucająca  się 

obecność jakoś zbijała mnie z tropu. Nie umiałam sobie tego 

 

background image

wyjaśnić. Był jak piorun, który ma za chwilę uderzyć. Czeka 

się na to jak na grzmot podczas burzy, kiedy już błysnęło. 

Podniosłam wzrok nieznacznie, powoli i ostrożnie, tylko na 

tyle, by zerknąć na jego twarz. Wpatrywał się we własne buty. 
Były zniszczone i zdarte. Przyjrzałam się spodniom i koszuli. 
Wszystko,  co  miał  na  sobie,  wydawało  się  strasznie  sprane  i 
znoszone.  Wcześniej  nie  zwróciłam  na  to  uwagi,  ale  wytarte 
spodnie  prawie  prześwitywały  na  kolanach,  a  na  biodrze 
odciskał się rąbek wpuszczonej pod spód koszuli. 

Ale  to  wszystko  wcale  nie  przeszkadzało  mu  wyglądać  ab-

solutnie wspaniale. 

Naraz zjeżyły mi się włosy. Flynn patrzył na mnie. Poczułam 

to. O mój Boże, zauważył, że mu się przyglądałam! Wbiłam 
wzrok w podłogę, a potem pozwoliłam mu błądzić po ścianach. 

A jednak byłam pewna, że nadal na mnie patrzy. Podniosłam 

wzrok. 

Impet jego spojrzenia omal nie zwalił mnie z nóg. Jego twarz 

była pełna napięcia. Gniewna. Jakby przypuszczał, że zechcę 
go wyśmiać, i zabraniał mi tego wzrokiem. Ja także się w niego 
wpatrywałam. Czułam się jak ryba złapana na haczyk. Ale co 
się właściwie stało? Dlaczego był taki wściekły? 

Moje serce tłukło się o żebra tak głośno, że ledwie słyszałam, 

co  mówi  do  nas  pan  Nichols.  Chciałam  odwrócić  wzrok  od 
Flynna, ale nie mogłam. Jakby zamknął mnie w swoim spoj-
rzeniu, przyszpilił i uwięził. 

Kiedy  tak  patrzyliśmy  na  siebie,  jego  wzrok  powoli  zła-

godniał.  Nie,  Flynn  się  nie  uśmiechnął.  Ale  gniew  wyraźnie 
ustąpił. 

 

background image

Patrzyłam  na  niego  dalej,  jak  zahipnotyzowana  kształtem 

jogo twarzy, jego rysami. Nie była to twarz przystojna w po-
tocznym sensie, ale dostrzegałam w niej... nie wiedziałam na-
wet, jak to określić... piękno. Jego oczy na pewno były piękne. 
Lśniły złociście pod jasnym czołem, jak u lwa. 

1 wtedy głos pana  Nicholsa zabrzmiał jeszcze potężniej niż 

zwykle. 

— A więc powtórzymy to jeszcze raz, a potem przejdziemy 

do pierwszej sceny z udziałem Romea i Julii. Flynn odwrócił 
spojrzenie. 

Kiedy wszyscy chodzili, stawali, wygłaszali swoje kwestie i 

słuchali  komentarzy  pana  Nicholsa,  Flynn  powoli  przeszedł 
bliżej  środka  sali.  Tak  jak  przedtem,  stawiał  długie,  pewne 
kroki.  Nie  do  wiary,  jakie  mocne  i  przejmujące  było  to 
wrażenie,  że  żar  przenika  całe  moje  ciało.  1  jak  od  razu 
wiedziałam, co on oznacza, jak instynktownie to pojęłam, choć 
nigdy wcześniej nie czułam niczego podobnego. 

Chciałam,  żeby  mnie  objął.  Żeby  mnie  pocałował...  Popa-

trzyłam na własne dłonie. Naprawdę drżały. 

Flynn zaczął mówić. O

 

mój Boże! Już zdążyłam zapomnieć, 

jakim doskonałym jest aktorem. Nikt z pozostałych nie mógł 
się z nim równać. To był zupełnie inny poziom. 

Kochałżem dotąd? OJ

 

zaprzecz, mój wzroku.' Boś jeszcze nie 

znał równego uroku. 

Powrócił do miejsca, w którym stał wcześniej, przy ławkach. 

Nie mogłam oderwać od niego oczu. Ale więcej już na mnie 
nie spojrzał. 

 

background image

W  drugiej  części  tej  sceny  brali  udział  tylko  dwaj  chłopcy 

grający  Tybalta  i  ojca  Julii.  Ich  występy  wydawały  mi  się 
zupełnie nieciekawe. Oprócz Flynna niczyja gra nie była godna 
zapamiętania. 1 nagle przypomniałam sobie o Emmi. Czyżby 
coś  zauważyła?  Obejrzałam  się,  gotowa  stawić  czoło  jej 
zdumionemu  spojrzeniu  spod  uniesionych  brwi.  Ależ  nic 
podobnego!  Ze  zmarszczonym  czołem  szukała  czegoś  w 
tekście. Czując na sobie mój wzrok, spojrzała, uśmiechnęła się 
i gestem wskazała mi miejsce obok siebie. 

- Widzisz tu jakiegoś ładnego chłopaka? — spytała szeptem. 

Ja też się uśmiechnęłam i potrząsnęłam głową przecząco. 

To,  co  zdarzyło  się  przed  chwilą  między  Flynnem  i  mną, 

pozostało  tajemnicą.  Czymś  osobistym.  Nie  życzyłam  sobie, 
żeby  ktokolwiek  robił  sobie  z  tego  żarty.  Nawet  najlepsza 
przyjaciółka. 

- Ja też nie widzę. Chociaż... w ostateczności ten by się nadał - 

ruchem  głowy wskazała  mi  blondyna,  który grał  Tybalta.  — 
Nazywa się Alex. 

Spojrzałam na niego. Alex-Tybalt był mocnej budowy, miał 

regularne rysy bez wyrazu i byczy kark. 

Nic specjalnego. Mniej więcej moja liga. 
Naraz przypomniało mi się, jak brzydko i grubo wyglądałam z 

rana  w  łazienkowym  lustrze.  Przeniosłam  wzrok  na  Flynna. 
Właśnie sprawdzał coś w tekście. Tak jak przed chwilą Emmi. 

Posmutniałam. Nie miałam u niego żadnych szans. Po co się 

oszukiwać? 

-  Teraz  słuchajcie  wszyscy.  Zajmiemy  się  sceną,  w  której 

dochodzi do spotkania sławnej pary z Werony - zahuczał pan 

 

background image

Nichols. — Czy ktoś zechce nam powiedzieć, o co chodzi w 

tej scenie? 

Odpowiedziała mu martwa cisza. 
— Chcę, żebyśmy sobie wyjaśnili, co tak naprawdę wydarza 

się w tej scenie. 

Znowu cisza. 1 wtedy Alex z wahaniem podniósł rękę. 
— Słucham? 
—  Więc...  W  tej  scenie  chodzi  o  to,  że  Romeo  i  Julia  się 

całują. 

—  Ta-ak  —  powiedział  powoli  pan  Nichols.  Owinął  sobie 

dłoń  końcem  szalika.  —  Ale  co  się  wydarza  przed 
pocałunkiem? 

Cisza była niewzruszona. Pan Nichols odkaszlnął. 
— No dobrze, spróbujmy sobie to wyobrazić. Co się dzieje, 

zanim kogoś pocałujecie? 

Gdzieś z boku rozległ się pojedynczy chichot. Nikt nie chciał 

odpowiedzieć. 

— No, nad czym tu się zastanawiać? — spytał pan Nichols, 

poirytowany. — Chyba nie powiecie mi, że nikt z was nigdy 
się nie całował? 

Jeszcze kilka chichotów. Mój wzrok błądził po sali. Wszyscy, 

nie wyłączając Emmi, wydawali się strasznie zakłopotani. Ale 
nie  Flynn.  Przyjrzałam  mu  się  jeszcze  raz  i  nadal  miałam 
wrażenie, że jest raczej znudzony. 

—  No,  dobrze  —  pan  Nichols wzniósł  oczy do  góry,  pełen 

zniecierpliwienia, i wskazał palcem Alexa. 

—  Odpowiedz  mi.  Co  się  dzieje,  zanim  pocałujesz  dziew-

czynę. 

Alex  pobladł,  bo  zrozumiał,  że  nie  ma  ratunku.  Nastąpiła 

długa pauza. 

 

background image

- Nie wiem, proszę pana — wyjąkał w końcu. — To wszystko 

dzieje się samo. 

- Ach, więc „samo się dzieje"! - powiedział pan Nichols nie 

bez sarkazmu. —  Rozumiem. Chłopak widzi  na  ulicy dziew-
czynę, zbliża się do niej i wszystko „dzieje się samo". 

Po  sali  przebiegł  nerwowy  śmiech.  Możliwe,  że  ja  też  się 

śmiałam. Ale Flynn się nie śmiał. 

-  No,  zastanówcie  się.  Co  się  musi  najpierw  wydarzyć? 

Matlock! — pan Nichols zwrócił się do Pierwszego Sługi. 

Matlock wzruszył ramionami. 
- Nie mam pojęcia, proszę pana. Musi ją objąć? Pan Nichols 

westchnął ciężko. 

- Wielki Boże! - zawołał. - Więc widzisz dziewczynę na ulicy. 

Podchodzisz do niej. Łapiesz ją w objęcia. 1 wtedy ją całujesz. 
Tak? - potrząsnął głową. - Powiedz mi, Matlock, czy w twoim 
wypadku ta metoda się sprawdza? 

Na sali rozległ się nieco głośniejszy wybuch śmiechu. 
-  No,  kochani,  zastanówcie  się  —  powiedział  żywo  pan  Ni-

chols.  -  To  przecież  nie  jest  żadna  filozofia.  Co  się  musi 
wydarzyć, zanim kogoś pocałujecie? 

-  Niech  pan  nam  powie  —  to  był  głos  Flynna.  Mówił  spo-

kojnie, powieki miał opuszczone. 

-  Nie,  Flynn  -  pan  Nichols  klasnął  w  dłonie.  —  Ty  nam  to 

powiesz. Bo to jest część twojej roli. Romeo zaleca się do Julii. 
Ale w jaki sposób? 

-  Próbuje  ją  rozbawić,  proszę  pana  -  odparł  Flynn,  nie 

podnosząc głowy. 

- Właśnie. Więc wróćmy do naszej próby. Nie, nie będziecie 

się teraz całować, wcale tego nie wymagam. 

 

background image

Miałam  wrażenie,  że  Emmi,  która  siedziała  obok  mnie, 

odetchnęła z ulgę. 

Wstała  i  zbliżyła  się  do  Flynna.  Pan  Nichols  wskazał  im 

obojgu  miejsce  na  środku  sali.  Każde  z  nich  wypowiedziało 
kilka wersów. Wtedy pan Nichols zatrzymał ich i kazał wyjaś-
nić sens tych kwestii. Flynn nie miał z tym żadnego problemu. 
Ale Emmi z największym trudem usiłowała sklecić jakąś odpo-
wiedź, czerwona na twarzy. 

Pan Nichols zmarszczył brwi. 
-  Tak,  kochani,  domyślamy  się,  że  Romeo  chciałby  skraść 

Julii pocałunek, podczas gdy ona wolałaby poprzestać na trzy-
maniu się za ręce. Mówią o pielgrzymach i świętych. Julia za-
uważa, że usta służą pielgrzymom do modlitwy. Romeo jako 
„pielgrzym"  prosi  Julię,  żeby  jako  „święta"  nagrodziła  jego 
modlitwę  pocałunkiem.  Niechże  ich  usta  czynią  to,  co  ręce. 
Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjm. A Julia odpowiada: 
Niewzruszonymi  pozostają  święci,  choć  gwoli  modłów 
niewzbronne ich chęci. Czy ktoś potrafi mi wyjaśnić, co Julia 
ma na myśli? 

Siedziałam  na  swoim  miejscu,  a  krew  huczała  mi  w  skro-

niach. Wiedziałam, o czym mówi Julia. Wiedziałam i bardzo 
chciałam, żeby Flynn wiedział, że wiem. A jednak... a jednak... 
przerażała mnie sama myśl, że miałabym przy wszystkich wy-
powiedzieć to na głos. 

Wzrok pana Nicholsa błądził po naszych twarzach. 
- Ktoś wie? Odwagi! 
Wzięłam głęboki wdech i wyrzuciłam to z siebie: 
- Julia podjęła flirt... To znaczy, daje mu do zrozumienia, że 

sama nie zrobi pierwszego kroku, ale jeśli zrobi go on, to 

 

background image

ona  go  nie  odepchnie...  To  znaczy,  obiecuje  mu,  że  jego 

modlitwy zostaną nagrodzone pocałunkiem... 

—  Tak!  —  pan  Nichols  wzniósł  ramiona  w  zwycięskim 

geście.  Emmi  kiwała  głową,  zadowolona,  że  już  nie  musi 
wymyślać odpowiedzi. 

— 1 co w odpowiedzi czyni Romeo? — spytał pan Nichols. 
—  Całuje  Julię  i  mówi  jej,  że  całując  go,  dała  mu  rozgrze-

szenie — odpowiedział cicho Flynn. 

— Tak. 1 co dalej? 
Mój wzrok napotkał spojrzenie Flynna. Byłam pewna, że wie, 

ale czekał. Chciał, żebym sama to powiedziała. Zwróciłam się 
do pana Nicholsa. 

—  Julia  mówi,  że  całując  ją,  zostawił  swoje  grzechy  na  jej 

ustach — powiedziałam i zawahałam się. — To niezbyt miłe z 
jej  strony.  Ale  ona  tak  naprawdę  mówi  to  tylko  dlatego,  że 
chciałaby, żeby znowu ją pocałował. 

— Tak! - zawołał pan Nichols, wstając. - 1 co dalej? 
— On ją całuje — powiedział Flynn. — Żeby zmazać z jej ust 

swoje  grzechy.  Żeby  ją  od  nich  uwolnić.  Bardzo  sprytne. 
Wydaje się, że robi to dla niej. Ale przecież od początku właś-
nie tego chciał. 

Kiedy dopowiedział ostatnie słowa, znowu na mnie spojrzał. 

1  znowu  owładnęło  mną  to  samo  uczucie  żaru.  Ogarnął  całe 
moje ciało, teraz poczułam go jeszcze mocniej niż przedtem. 
Emmi wyszła na środek. 

Patrzyłam,  jak  gra  tę  scenę  razem  z  Flynnem. Naszą  scenę. 

Byłam zazdrosna. Naprawdę zazdrosna, nic nie mogłam na to 
poradzić.  A  potem  przyszła  kolej  na  mnie.  Wypowiedziałam 
swoje kwestie, nie patrząc na Flynna. Zabrakło mi odwagi. 

 

background image

Kiedy dojechaliśmy do końca mojej sceny, pan Nichols zabrał 

nas  wszystkich  na  dół,  do  sali  rekreacyjnej  dla  klas 
maturalnych,  gdzie  czekał  na  nas  podwieczorek:  soki  i  cia-
steczka. Emmi była w złym humorze, nie wiadomo dlaczego. 
Powiedziała  mi,  że  już  ma  dość,  i  nawet  powtórzyła  to  dwa 
razy. Zaczęłyśmy się umawiać, że pójdziemy na pizzę razem z 
Grace. Wiedziałam, że zaraz będę musiała wyjść razem z nimi. 

Ale nie chciałam wychodzić. Chciałam zostać. Pochyliłam się 

do Alexa — przecież Emmi sama mówiła mi, że Alex jej się 
podoba! - i szepnęłam mu na ucho, że pewnie chciałaby z nim 
porozmawiać. 

To  odniosło  spodziewany  skutek.  Odsunęłam  się  od  Alexa, 

który już po paru sekundach podszedł do Emmi i z przejęciem 
zaczął coś do niej mówić. 

Kiedy poszłam nalać sobie soku, Emmi chichotała z Ałe-xem 

w najlepsze. Musiałam zająć czymś ręce, zanim... 

Poczułam,  że  jest  blisko,  zanim  go  zauważyłam.  Jakby  bu-

rzowa chmura zawisła nad moją głową. 

— Jesteś katoliczką? 
Odwróciłam  się  w  jego  stronę,  trzymając  ostrożnie  plasti-

kowy kubeczek. 

Flynn patrzył na mnie, a spojrzenie miał tak przenikliwe, że 

czułam się, jakby przejrzał mnie na wylot. 

— To znaczy... nie. 
No, pięknie, River. Oto prawdziwie błyskotliwa riposta. 
— Aha... - Flynn wydawał się lekko zaskoczony. - Pomyśla-

łem... Bo miałem wrażenie, że rozumiesz tak dobrze tę sprawę 
grzechu... tę historię z pielgrzymem i świętą... 

 

background image

Czułam, że drżę mi usta. Czemu pytał, czy jestem katoliczką? 

1  naraz  przypomniałam  sobie,  że  przecież  jesteśmy  w  kato-
lickiej  szkole  męskiej.  Może  w  domu  nie  pozwalają  mu 
spotykać się z dziewczynami innych wyznań? 

Z

 

największym trudem udało mi się wyjąkać parę słów: 

-  Bardzo  żałuję,  ale  niestety  nie  jestem...  to  znaczy...  nie 

jestem katoliczką. 

Jak idiotycznie to zabrzmiało! 
- Nie masz czego żałować - uśmiechnął się Flynn. - Tak jest 

dużo lepiej. 

Wstrzymałam oddech. Nigdy dotąd nie  widziałam, żeby się 

uśmiechnął.  Uśmiech  odmienił  jego  twarz,  ożywił  ją,  dodał 
wdzięku i zupełnie nowego rodzaju atrakcyjności. 

A potem odwrócił się i odszedł. Po chwili Emmi już szeptała 

mi na ucho, że Alex to skończony nudziarz. 

Wyszłyśmy. 
Ale przedtem jeszcze raz spojrzałam na Flynna. Nie widział 

mnie. 

Rozmawiał z Pierwszym i Drugim Sługą i z panem Kapuleti, 

którzy słuchali go z zapartym tchem. 

 

background image

6. 
 
—  Jak  idą  przygotowania  do  przedstawienia?  —  spytała 

mama fałszywie ożywionym głosem. Tego tonu używa tylko 
wtedy,  kiedy  myśli  o  czymś  innym.  Prawdziwy  komunikat 
brzmi tak: „Co prawda mój czas jest bezcenny, ale trzeba cza-
sem poświęcić chwilę na rozmowę". 

Podniosłam  głowę  znad  stołu  kuchennego,  na  którym  leżał 

egzemplarz sztuki. 

— Dziękuję, w porządku — odpowiedziałam. 
Był  sobotni  poranek,  dwa  tygodnie  po  tej  pierwszej  praw-

dziwej próbie. Na następną Flynn nie przyszedł, więc nie wi-
działam się z nim, odkąd zadał mi to dziwaczne pytanie, czy 
jestem katoliczką. 

Mama zajrzała mi przez ramię do tekstu. 
— Jeszcze się uczysz roli? - spytała. - Myślałam, że po takim 

czasie masz ją w jednym palcu. 

Zamknęłam  swój  egzemplarz  Romea  i  )vlii,  żeby  nie  zo-

baczyła, którą scenę czytam. To była scena, w której Romeo 
wyznaje  Julii  swoją  miłość.  Scena,  w  której  -  jak  wiadomo 
-Piastunka nie występuje. 

Mama  usiadła  obok  mnie.  Położyła  dłoń  na  egzemplarzu 

sztuki i na mojej dłoni, której nie zabrałam. 

— Wszystko w porządku, River? — odezwała się. — Pytam, 

bo odkąd zaczęły się te próby, zawsze jesteś taka milcząca... 

 

background image

Wzruszyłam  ramionami,  nie  odrywając  wzroku  od  jej  pa-

znokci. Były pokryte granatowym lakierem, ozdobione malut-
kimi srebrnymi gwiazdeczkami i sierpami księżyca. Paznokcie 
mojej  mamy  były  jedyną  choć  trochę  niekonwencjonalną 
rzeczą, jakiej można się było w niej jeszcze doszukać. To, że 
porzuciła  ideały  ruchu  hipisowskiego,  stało  się  przyczyną 
rozstania moich rodziców. Rozwiedli się parę lat temu, kiedy 
byłam w połowie siódmej klasy. Mama wyznała mi ostatnio, że 
w jej poczuciu ona, w przeciwieństwie do ojca, dojrzała już do 
dorosłości. Ale wcale nie jestem pewna, czy to naprawdę było 
takie proste. Myślę raczej, że zmęczyła się udawaniem kogoś, 
kim nigdy nie była. 

Teraz  pracuje  w  biurze.  Nadal  narzeka  na  opresyjne  spo-

łeczeństwo,  na  głupotę  władz  i  chciwość  kapitału,  ale  łatwo 
wyczuć, jakie to u niej powierzchowne. Gdyby nagle rozpoczę-
ła się otwarta walka przeciwko tyranii światowych korporacji, 
mama  być  może  natychmiast  poszukałaby  sobie  spokojnego 
miejsca i zajęła się malowaniem paznokci. 

— Wiesz przecież, że możesz ze mną rozmawiać o wszystkim 

— powiedziała cicho.  — Cokolwiek  by to było, możesz być 
pewna, że mam to za sobą. 

Podniosłam  na  nią  wzrok.  Nie  wierzyłam,  że  kiedykolwiek 

pozwoliła sobie poczuć to, co ja czułam w obecności Flynna. 
Byłam przekonana, że nawet  w czasach, kiedy wydawało jej 
się,  że  żyje  życiem  ruchów  alternatywnych,  zawsze  chciała 
mieć  wszystko  pod  kontrolą.  Wystarczyło  na  nią  spojrzeć, 
choćby teraz — kiedy starannie ubrana i uczesana wychodziła 
na jakąś konferencję w swojej firmie. W sobotę! Zauważyłam, 
że  naprawdę  się  postarała:  oprócz  zwykłej  szminki  użyła  też 
kredki  do  ust.  A  cienie  do  powiek  —  chyba  je  ostatnio 
zmieniła? 

 

background image

— Czy w twoim biurze pojawił się nowy facet? — spytałam. 

Mama zaczerwieniła się pod warstwą podkładu na policzkach. 

— Prawdę mówiąc, tak — odpowiedziała. — Jest miły. Roz-

wiedziony. Ma dwoje dzieci. Jedno z nich w wieku Stone'a. 

Roześmiałam się, a mama zmarszczyła brwi. 
— Rozmawiałyśmy o tobie, nie o mnie — przypomniała. — 
0 tym, że jesteś taka milcząca, odkąd zaczęły się te próby. Go-

dzinami siedzisz zamknięta w swoim pokoju! 

Objęła mnie ramieniem i przytuliła. 
— Poznałaś jakiegoś chłopaka na tych próbach? Odsunęłam 

się. Mama zawsze próbowała wyciągnąć ze 

mnie  wszystko  co  się  da  na  temat  moich  spraw  osobistych. 

Nikomu jeszcze nie opowiadałam o tym, co czuję w obecności 
Flynna. Po co miałabym o tym mówić? Sto tysięcy mil dzieliło 
mnie od bliższej znajomości z Flynnem. Był zbyt atrakcyjny 

i zbyt tego świadomy, żeby zainteresować się kimś takim jak 

ja. Gdybym komuś o nim powiedziała, mogłabym liczyć tylko 
na współczucie albo - co jeszcze bardziej przykre  - na dobre 
rady. 

—  Odezwij  się,  River  -  cisnęła  mama.  -  Kiedyś  rozmawia-

łyśmy o wszystkim, rozmawiałyśmy codziennie. 

To  była  prawda.  Parę  lat  temu,  po  odejściu  ojca,  kurczowo 

trzymałam się mamy, jak ktoś, kto wypadł za burtę, trzyma się 
koła ratunkowego. Opowiadałam jej o wszystkim, co działo się 
w szkole. Czym się tam zajmowałam. Kto się z kim przyjaźnił. 
1 powtarzałam jej każde słowo nauczycieli. 

Ale pewnego razu, ojciec zabrał Stone'a i mnie na spotkanie z 

nową  dziewczyną.  Nazywała  się  Gemma.  Była  młodsza  od 
mamy, miała długie do pasa czarne włosy i marzycielskie 

 

background image

spojrzenie. Była po prostu przeciwieństwem mamy. Albo też 

kimś podobnym do mamy z dawnych czasów. 

Ojciec i Gemma mieszkali w komunie. Hodowali ekologiczne 

warzywa,  pracowali  w  polu.  Ojciec  od  lat  marzył  o  takim 
życiu. Ale mama wyśmiewała te jego marzenia, mówiła, że są 
dziecinne i nieżyciowe. 

W  każdym  razie,  odkąd  poznałam  Gemmę,  zmienił  się  mój 

sposób  patrzenia  na  mamę.  Widziałam,  jaki  szczęśliwy  jest 
ojciec dzięki Gemmie i dzięki życiu, jakie razem prowadzą. 1 
czułam gniew na mamę. Jakbym ją obwiniała za to, że nie jest 
tym kimś, kogo ojciec potrzebował do szczęścia. 

— A może to z powodu twoich przyjaciółek? — odezwała się 

mama,  kładąc  plecy  na  oparciu krzesła i  przyglądając  mi  się 
badawczo. - Pokłóciłaś się z Emmi albo z Grace? 

Potrząsnęłam głową. Na miłość boską, czy ona nie widzi, że 

nie chcę o tym rozmawiać? 

Ale mama nie ruszała się z miejsca i nie zdejmowała ze mnie 

uważnego  spojrzenia.  Byłam  gotowa  powiedzieć  jej  co-
kolwiek, byle tylko odczepiła się ode mnie. 

Wzięłam głęboki oddech. 
— Trudno mi się pogodzić z tym, że nie dostałam roli Julii — 

powiedziałam. 

To  była  akurat  prawda,  choć  nie  z  tego  powodu  zaczęłam 

zamykać się w swoim pokoju na długie godziny. 

Mama uśmiechnęła się z triumfem, przekonana, że wreszcie 

udało jej się przełamać moje milczenie. 

—  Kochanie,  nie  bądź  dzieckiem  -  powiedziała.  -  Rola 

Piastunki jest wspaniała. To rola charakterystyczna. Piastunka 
jest wiele ciekawsza od tej płaczliwej Julii. 

 

background image

— Nie zgadzam się z tobą, że Julia jest płaczliwa — powie-

działam, czując, jak wzbiera we mnie gniew. 

Mama wzniosła oczy do góry. 
-Julia  przez  cały  czas  chodzi  nieprzytomna  z  powodu 

chłopaka  i  w  końcu  zabija  się  z  miłości.  Nie  jest  to  raczej 
przykład dzielnej, niezależnej dziewczyny, prawda? 

Przełknęłam  ślinę.  Nie,  naprawdę  nie  chciałam  podjąć  z 

mamą  tej  dyskusji.  Ale  było  we  mnie  coś,  co  krzyczało  ze 
wszystkich  sił:  „A  co  to  ma  za  znaczenie,  czy  jest  dzielna  i 
niezależna? Tu chodzi o co innego! O to, że można umrzeć z 
miłości! Bo miłość jest czymś najważniejszym na świecie!". 

Ale  tego  nie  powiedziałam,  tylko  zabrałam  ze  stołu  eg-

zemplarz sztuki. 

—  Masz  rację,  mamo,  ale  nikt  się  po  niej  nie  spodziewa 

dzielności i niezależności. To nie jest sztuka feministyczna. 

Opuściłam kuchnię i wróciłam do mojego pokoju. 
Trochę później wyszłam z domu. Byłam umówiona z Emmi i 

Grace w jednej z kawiarenek przy High Street. Zamierzałyśmy 
potem  wybrać  się  na  poszukiwanie  butów.  To  znaczy,  tak 
naprawdę, Emmi miała w planie poszukiwanie butów, a Grace 
przymierzała dziesiątki par i wzdychała raz po raz nad tym, jak 
trudno  znaleźć  cokolwiek  na  jej  mały  rozmiar.  Co  do  mnie, 
kupowanie  ciuchów  i  obuwia  strasznie  mnie  nudzi  —  choć 
wiem,  że  dla  nich  by  to  brzmiało  jak  prowokacja.  Chodzę  z 
nimi na zakupy, bo przyjęłam do wiadomości, że właśnie tym 
powinny się zajmować dziewczyny w wolnym czasie. A Emmi 
zawsze  robi  z  tego  zabawę,  nakłaniając  nas,  żebyśmy 
przymierzały  najbardziej  prowokujące  ubrania  i  najdroższą 
biżuterię. Ale ja pra- 

 

background image

wie nigdy nic nie kupuję. W przeciwieństwie do Emmi, która 

ma szafę wielką jak piętrowy autobus. 

Było  cieplej,  niż  myślałam,  więc  w  drodze  na  to  spotkanie 

zdjęłam kurtkę i zostałam w obcisłej bluzce, którą miałam pod 
spodem. Pomyślałam, że przedtem nie była tak obcisła. Pewnie 
skurczyła się w praniu. 

Miałam nadzieję, że to bluzka się skurczyła. Bo istniała też 

inna  możliwość,  zbyt  przygnębiająca,  żebym  cbciała  ją  roz-
ważać. 

Kiedy  byłam  już  na  High  Street,  obejrzało  się  za  mną  paru 

facetów. Nie znoszę tych facetów, gapiących się na mój biust. 
Więc  gniewnie  machnęłam  kurtką,  zamierzając  włożyć  ją  na 
siebie. Z dwojga złego lepiej się spocić, niż pozwolić, żeby tak 
się gapili. 

1  wtedy  go  zobaczyłam.  To  znaczy,  zobaczyłam  Flynna. 

Szedł  spacerowym  krokiem  w  moją  stronę.  Nie  zauważył 
mnie. Był zajęty rozmową. O Boże! Rozmawiał z dziewczyną. 
Zesztywniałam, a kurtka zawisła w mojej wyciągniętej ręce. 

Ta  dziewczyna  wyglądała  wspaniale.  Była  wysoka,  prawie 

jego wzrostu, szczupła i gibka, z burzą rudych włosów. 

Oboje  nosili  dżinsy.  Ona  miała  do  nich  taki  niesłychanie 

modny pasek, za jakim wszyscy się akurat uganiali. A on był w 
spranym  zielonym  podkoszulku.  Ona  patrzyła  na  niego  z 
uśmiechem, jakby rozbawił ją jakimś żartem. 

Miałam wrażenie, że moje serce zdrętwiało z zimna i wpadło 

do żołądka. Czułam, że za chwilę się rozpłaczę. Flynn obejrzał 
się  za  jakąś  dziewczyną  w  króciutkiej  spódniczce.  Potem 
pochylił głowę i włosy tak ładnie opadły mu na czoło. Spojrzał 
na  zegarek.  Powiedział  coś  do  rudowłosej,  a  ona  kiwnęła 
głową. 

 

background image

Byli już całkiem blisko i wyraźnie widziałam ich twarze. Jej 

uroda była elegancka, wyrafinowana. Miała długi, wąski nos, 
na czubku zaokrąglony, taki jak u niego. 

Westchnęłam,  przypominając  sobie,  co  mówiła  Emmi:  że 

ludziom podobają się osoby, które są do nich podobne. 

Dawniej myślałam, że to bzdury. 
Dzieliło mnie od nich nie więcej niż dwadzieścia metrów. Za 

chwilę będziemy się mijać, pomyślałam. Co robić? 

Coś we mnie wołało, że trzeba rzucić się do ucieczki. Ale inna 

część  mnie,  znacznie  większa,  była  zdecydowana  iść  dalej  i 
mijając ich, spokojnie powiedzieć: „Cześć!". 

Czułam, że jestem w stanie to zrobić jakby nigdy nic. Bo cóż 

to takiego wielkiego powiedzieć: „Cześć!"? Przecież Flynn i ja 
graliśmy w tym samym przedstawieniu. A poza tym chciałam 
wiedzieć,  kim  ona  jest  dla  niego.  Może  -  nie  da  się  tego 
wykluczyć, choć nastawiać się na to nie warto przy jej olśnie-
wającej urodzie - byli tylko przyjaciółmi? 

Powoli mijała sekunda za sekundą. Flynn i dziewczyna byli 

tuż.  Podjęłam  już  decyzję.  Minę  ich,  patrząc  na  niego.  Jeśli 
mnie  zauważy,  powiem:  „Cześć".  Jeśli  nie  spojrzy  na  mnie, 
przejdę obok bez słowa. 

Szłam  więc  przed  siebie  z  ciężkim  sercem,  z  kurtką  prze-

wieszoną przez ramię. 

 

background image

7. 
 
Ledwie zauważałam innych przechodniów. Było wśród nich 

kilka  matek  z  wózkami  i  grupka  trzynastoletnich  chłopców, 
zaciągających  się  po  kolei  jednym  papierosem  pod  zabitym 
deskami oknem nieczynnego sklepu. 1 starsza pani z zakupami 
w torbie na kółkach. 

Ale kiedy mijałam Flynna, wszystko to znikło gdzieś w tle, 

tak samo jak zapach spalin, warkot silników i gwar rozmów. 
Nie odrywałam od niego wzroku. Czy jeśli będę się w niego 
wpatrywać  wystarczająco  mocnym  spojrzeniem,  zauważy 
mnie?  Nie.  Nie  zauważył.  Dzieliły  nas  już  tylko  dwa  metry. 
Metr. Mniej niż metr. 

1 właśnie wtedy nagle podniósł na mnie wzrok. 
Zatrzymałam się natychmiast. Choć przygotowywałam się na 

to od dobrych paru minut, byłam w szoku. Oszołomiona pod 
skupionym, uważnym spojrzeniem, jakim zajrzał mi w oczy. 

Nie odrywając ode mnie wzroku, Flynn zrobił jeszcze jeden 

krok, a potem on także się zatrzymał. Dziewczyna, która szła 
obok niego, ruszyła do przodu niecierpliwie. 

— Cześć! — powiedziałam. Och, jak to zabrzmiało! Jakbym 

wyrzuciła z siebie to słowo ostatkiem sił, na wpół uduszona. 

Flynn przymrużył oczy. 
— River? — powiedział i uśmiechnął się. 
 

background image

Kiwnęłam głowę z ogłupiałą miną. Jego uśmiech sprawił, że 

wszystko się we mnie poruszyło. Ścisnęłam kurczowo swoją 
kurtkę. 

- Skąd się tu wzięłaś? — spytał Flynn. 
- Mieszkam... w okolicy - wyjąkałam. - Przed chwilą... przed 

chwilą wyszłam z domu. 

Nawet nie wspomniałam o tym, że byłam umówiona z Emmi i 

Grace. 

Zapadła cisza. Rudowłosa pociągnęła go za rękaw, ale Flynn 

dalej patrzył na mnie. 

- A ty? -  spytałam.  -  Co tu robisz? To  nie są okolice twojej 

szkoły. 

- Nie są  —  przyznał Flynn i przyczesał  dłonią włosy.  - Od-

prowadzam  Siobhan  do  jej  nowej  pracy.  Do  salonu 
fryzjerskiego,  który  otworzyli  niedawno  przy  Broadwayu. 
Wybrałem się z nią teraz, żebym wiedział, gdzie to jest, kiedy 
wieczorem po nią pójdę. 

Uśmiech zamarł mi na ustach. Gdyby byli tylko przyjaciółmi, 

nie odbierałby jej stamtąd po pracy. 

- Aha — powiedziałam, spuszczając wzrok. — No, tak... 
-  Może  się  z  nami  przejdziesz?  -  zaproponował.  -  To 

niedaleko, prawda, Siob? 

Przepiękne  zielone  oczy  Siobhan  spojrzały  na  mnie,  co 

uznałam za oznakę nieprzyjaznego zaniepokojenia. 

- Niedaleko - potwierdziła. - Ale chodźmy już. Nie chcę się 

spóźnić. 

Ruszyliśmy  przed  siebie.  Flynn szedł  pośrodku  i  opowiadał 

Siobhan, że zna mnie z prób do szkolnego przedstawienia. 

 

background image

Byłam  kompletnie  zdezorientowana.  Co  on  wyprawiał? 

Zapraszał mnie na wspólny spacer ze swoją dziewczyną, i to 
nie  zważając  na  jej  widoczny  brak  entuzjazmu?  Siobhan  pa-
trzyła pod nogi, na mnie nie spojrzała ani razu. Po paru chwi-
lach zatrzymaliśmy się przed eleganckim salonem fryzjerskim 
z czarnymi literami nad wejściem, układającymi się w napis: 
Goode s Hair Days. Tak się nazywało to miejsce. 

— No to do zobaczenia o szóstej - powiedział Flynn. Siobhan 

kiwnęła głową, wymamrotała jakieś słówko na pożegnanie, po 
czym otworzyła drzwi i wśliznęła się do środka. 

Flynn spojrzał na mnie i znowu się uśmiechnął. 
—  Może  poszlibyśmy  gdzieś  na  kawę?  —  spytał. 

Zamrugałam  z  bezgranicznego  zdumienia.  Czyżby  nie  za-
uważył, że Siobhan jest wściekła? 

— To znaczy... 
Uśmiech  zniknął  z  twarzy  Flynna.  Przyglądał  mi  się  przez 

chwilę, potem się skrzywił. 

— Jak nie, to bez łaski — odwrócił się na pięcie i zaczął od-

dalać się szybkim krokiem w głąb ulicy. 

Popatrzyłam  w  ślad  za  nim,  wstrząśnięta.  1  naraz  przesko-

czyłam kilkumetrową przepaść, jaka otworzyła się już między 
nami. 

—  Tak!  -  zawołałam,  prawie  bez  tchu,  prawie  biegnąc,  by 

dotrzymać  mu  kroku.  -  To  znaczy...  Chciałam  iść  z  tobą  na 
kawę. Naprawdę! — 1 wskazałam wzrokiem salon fryzjerski. 
— Ale czy ona nie miałaby nic przeciwko temu? 

Flynn zmarszczył brwi. 
— Siobhan? A niby dlaczego? Jest tak przejęta swoją nową 

pracą, że nic innego jej nie obchodzi. - Zatrzymał się i zaczął 

 

background image

się śmiać na cały głos. Jego oczy lśniły. W jaskrawym świetle 

dnia były raczej zielone niż złote. — Siobhan jest moją siostrą! 

1  śmiał  się  dalej,  kiedy  weszliśmy  do  małej  kafejki,  która 

znajdowała  się  w  następnym  budynku  przy  tej  samej  ulicy. 
Było w niej pełno ludzi, którzy odpoczywali po sobotnich za-
kupach w okolicznych sklepach. Pomiędzy stolikami tłoczyły 
się wypchane zakupami plastikowe reklamówki. 

Podeszłam  z  Flynnem  do  kontuaru,  czerwieniąc  się  z  za-

kłopotania. Nie tylko dlatego, że całkiem fałszywie odczytałam 
relację,  jaka  ich  łączyła  —  na  miłość  boską,  River,  przecież 
wystarczyło  spojrzeć  na  ich  identyczne  nosy!  —  lecz  także 
przez  to,  że  zdradziwszy  się  ze  swoją  obawą,  pokazałam 
Flynnowi, jak wielką wagę miało dla mnie jego zaproszenie na 
kawę:  zupełnie  jakby  proponował  mi  randkę.  Podczas  gdy  z 
jego strony był to najprawdopodobniej zwyczajny koleżeński 
gest. 

Wziąwszy  głęboki  oddech,  usiłowałam  uspokoić  myśli. 

Spojrzałam na rzędy ciastek ułożone za szybą bufetu. Kątem 
oka zauważyłam, że Flynn wyciąga drobne z kieszeni dżinsów. 
Przełożył bilon do jednej ręki, a drugą go przeliczył. Miał trzy 
monety  funtowe,  trzy  pięciopensówki,  garść  dwudziestek  i 
dziesiątek. 

— Nie martw się o kasę — powiedziałam. — Mam. 
Flynn przeniósł na mnie wzrok i wcale się już nie uśmiechał. 

Usta miał zaciśnięte, w oczach zapaliły się gniewne błyski. 

— Ja też — powiedział. — Nie rób z tego problemu. Patrzył 

na mnie, zły, jakby spodziewał się, że wątpię 

w jego wypłacalność. 
Moje serce załomotało głucho. Odwróciłam wzrok. Co z nim 

jest nie tak? Przypomniałam sobie, jak wściekle na 

 

background image

mnie  popatrzył  wtedy,  na  pierwszej  próbie,  kiedy  przyłapał 

mnie  na  przyglądaniu  się  zdartym  butom  i  znoszonym 
spodniom. 

— River... 
Podniosłam wzrok. W jego oczach nie było już gniewu, ale 

nie spuszczał ze mnie uważnego spojrzenia. 1 znowu doznałam 
tego  niezwykłego,  przemożnego  uczucia.  Oblała  mnie  fala 
gorąca  i  nogi  same  chciały  nieść  mnie  ku  niemu.  Ale  tym 
razem  nie  zaufałam  temu  uczuciu.  Bo  nie  byłam  pewna, czy 
mam ufać Flynnowi. 

— jeśli chcesz, mogę ci nawet postawić ciastko. Uśmiechał 

się  blado,  trzymając  bilon  na  otwartej  dłoni.  Potrząsnęłam 
głową. 

Kiedy  stanęliśmy  w  kolejce  do  kasy,  zapadła  między  nami 

niezręczna cisza. Flynn zamówił dwie kawy cappuccino. Duże. 

Kiedy  przepychaliśmy  się  przez  zatłoczoną  salę  do  małego 

stolika przy oknie, byłam na niego zła. 

Usiedliśmy. Flynn wypił łyk kawy. Odchyliłam się do tyłu i 

skrzyżowałam ramiona. 

—  Nie  podobało  mi  się  to  -  powiedziałam.  -  Nie  byłeś  dla 

mnie zbyt uprzejmy. 

W jego oczach dostrzegłam zaskoczenie. 
— Tak... — odwrócił wzrok. — Przepraszam. 
1  znowu  wypił  łyk  kawy.  Przyjrzałam  się  uważniej  jego 

koszulce.  Była  nie  tylko  spłowiała.  Także  porozciągana,  jak 
rzeczy,  które  prano  zbyt  wiele  razy.  W  dobrym  gatunku,  ale 
zupełnie zniszczona. Dżinsy również. Te rzeczy pochodziły ze 
sklepu  z  używaną  odzieżą.  Tak  samo  jak  spodnie  od  jego 
szkolnego stroju. 

 

background image

Wyglądał mimo wszystko świetnie. Ale nie dało się ukryć, że 

wszystko to kosztowało grosze. 

-  Czemu  robisz  takie  bało  z  tego,  że  nie  masz  pieniędzy?  - 

spytałam. 

Flynn znowu na mnie spojrzał. Jego wyrazista twarz pokazała 

mi  bez  ogródek,  że  jest  oburzony  bezczelnością  mojego 
pytania. 

Właściwie sama byłam nią oburzona. Ale Flynn miał w sobie 

coś, co zachęcało do beztroskiej ciekawości. Wydawał się taki 
otwarty.  Taki  bezpośredni.  Czemu  nie  miałabym  być  taka 
sama? 

Flynn odstawił filiżankę i oparł się o tył krzesła. 
-  Widać,  że  masz  forsy  jak  lodu  -  powiedział.  -  Inaczej  nie 

zadawałabyś głupich pytań. 

Znowu  zrobiło  mi  się  ciężko  na  sercu.  Przez  długą  chwilę 

milczeliśmy, mierząc się wzrokiem. Czułam się, jakbym stała 
przed klatką lwa, przerażona. Ale i szczęśliwa, że jestem blisko 
kogoś tak silnego jak on. 

- Wcale nie mam forsy jak lodu - próbowałam się wycofywać. 
Flynn uśmiechnął się szyderczo. 
- Na pewno dają ci kieszonkowe. 
- No i co z tego? — spytałam, prostując się. —  O

 

ile wiem, 

prawo tego nie zabrania. 

Twarz Flynna znów rozjaśniła się w uśmiechu. Jakby słońce 

wyszło zza chmur po burzy. 

- Twarda z ciebie sztuka - powiedział i uśmiechnął się jeszcze 

szerzej. — Twarda sztuka. Tak powiedziałaby moja mama. 

 

background image

Poczułam się od razu lepiej, więc też się uśmiechnęłam. 
— Masz jeszcze jakieś rodzeństwo oprócz Siobhan? — spy-

tałam. 

Flynn kiwnął głową. 
— Młodszą siostrę - powiedział. 
Pochyliłam się ku niemu, ku jego oczom, które prześwietlały 

mnie na wylot, ku zgrabnemu nosowi i pięknej linii ust. 

—  Ja  mam  młodszego  brata  -  powiedziałam.  -  Nazywa  się 

Stone. W ogóle się do mnie nie odzywa. W zasadzie jest pa-
skudny, ale... — urwałam. 

Na jego twarzy odmalował się wyraz niedowierzania. 
— Masz brata, który nazywa się Stone? — powtórzył. 
Poczułam, że się czerwienię. Nie lubię, kiedy ludzie natrzą-

sają się z naszych imion. Przecież to nie nasza wina, że mama i 
ojciec przez całe lata dziewięćdziesiąte palili trawę i demon-
strowali przeciwko żywności modyfikowanej genetycznie. 

Wzruszyłam ramionami, wbiłam wzrok w stół i sięgnęłam po 

filiżankę.  Flynn przyłożył  swój  mocny  palec  do  mojej  dłoni. 
Jego dotyk aż palił. 

—  Przepraszam  -  powiedział.  -  Znowu  coś  palnąłem. 

Spoglądaliśmy  na  siebie.  A  potem  wypiłam  łyk  kawy,  roz-
paczliwie zastanawiając się, co powiedzieć. 

—  Twoja  siostra  jest  bardzo  ładna  -  odezwałam  się.  -  Jest 

piękna, naprawdę. 

— Tak sądzisz? - Flynn wydawał się zaskoczony. Kiwnęłam 

głową. 

—  Ma  cudowne  włosy.  1  wspaniałą  figurę.  Flynn  skrzywił 

się. 

— Chyba nie jesteś lesbijką, co? 
 

background image

-  Nie!  -  powiedziałam  gniewnie  i  poczułam,  że  znowu  się 

czerwienię. — Chociaż nie widziałabym w tym nic złego. Ale 
nie. 

Flynn zaśmiał się. 
- Tym lepiej dla mnie — powiedział. 
1  dalej  nie  odrywał  ode  mnie  oczu.  Od  tego  spojrzenia 

ścierpła mi skóra. 

Chciał  przez  to  powiedzieć...  że  jest  mną  zainteresowany? 

Tak, zdecydowanie dał mi do zrozumienia właśnie to. 

1 dalej na mnie patrzył. Lub raczej zaglądał mi do wnętrza. 
Właśnie wtedy zapiszczał mój telefon. 
Aż podskoczyłam. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni spodni. 

Kiedy pochyliłam się nad wyświetlaczem, zaczerwieniłam się 
jeszcze bardziej. Bo czy to nie obciach podskoczyć na dźwięk 
własnego telefonu? 

Gdzie jesteś? Idziemy z Grace obejrzeć sklepy na Broadwayu. 

Jeśli zaraz nie przyjdziesz, pójdziemy same, więc się pośpiesz! 
Uściski. 

To od Emmi. Zupełnie zapomniałam, że czekają na mnie już 

od pół godziny. 

Och, nie! W drodze do sklepów na Broadwayu muszą minąć 

naszą kafejkę! Pomyślałam, że przejdą obok okna, przy którym 
siedzimy. Rozejrzałam się. Wszystkie inne stoliki były zajęte. 

Jeśli  Emmi  i  Grace  spojrzą  w  to  okno  i  zobaczą  mnie  z 

Flynnem... 

Nie mogłam sobie na to pozwolić. Ta znajomość z Flynnem 

wydawała mi się czymś strasznie niepewnym. Kruchym. A w 
moich uczuciach panował niewyobrażalny zamęt. Nie, 

 

background image

w  żadnym  wypadku  nie  byłam  gotowa  powiedzieć  o  niej 

Emmi  i  Grace.  Najpierw  muszę  sama  się  w  tym  wszystkim 
rozeznać.  Na  razie  była  to  nasza  osobista  sprawa  -  moja  i 
Flynna. 

Niczyja więcej. 
Flynn podniósł brwi. 
— Od kogo to? Potrząsnęłam głową. 
-  Od  nikogo  ważnego  -  powiedziałam.  Nie  chciałam  opo-

wiadać mu, że miałam się spotkać z Emmi i Grace. Bo mógłby 
zaproponować, że pójdzie razem ze mną. Albo coś w tym ro-
dzaju. 

- Muszę już lecieć - powiedziałam, wstając. - Jestem z kimś 

umówiona. 

Flynn  także  wstał.  Był  o  tyle  wyższy  ode  mnie!  Nagle  po-

czułam się śmieszna. Nie sięgałam mu nawet do ramienia. Po-
patrzyłam  na  niego.  Wydawało  mi  się,  że  po  raz  pierwszy 
stracił  pewność  siebie.  Jakby  nie  wiedział,  co  teraz  ma 
powiedzieć albo zrobić. 

— Dzięki za kawę — powiedziałam. W ustach zaschło mi cał-

kiem.  Wcale  nie  chciałam  się  z  nim  rozstawać.  Ale  Emmi  i 
Grace mogły tu być już za chwilę. 

Obróciłam się na pięcie i wyskoczyłam na ulicę jak torpeda. 
 

background image

8. 
 
Pozostała  część weekendu  upłynęła  mi  na  rozpamiętywaniu 

wszystkiego, co zdarzyło się w kafejce. 1 na rozmyślaniach o 
Flynnie. 

Czułam,  że  zakochałam  się  bez  pamięci.  Dziwne  to  było 

uczucie. Każda myśl o Flynnie zaprzątała mnie bez reszty, po-
chłaniała całą moją energię. 

Byłam  zdumiona,  że  tak  mało  o  nim  wiem.  Owszem,  wie-

działam, że nie jest przy forsie, wiedziałam, że ma dwie siostry, 
ale to już wszystko. W związku z tym, czego się dowiedziałam, 
od razu pojawiło się nieprzebrane mnóstwo nowych pytań, na 
które nie mogłam uzyskać żadnej odpowiedzi. 

Dlaczego był taki wściekły, kiedy domyśliłam się, że nie ma 

pieniędzy? Można spotkać wiele osób, u których jest krucho z 
forsą,  ale  Flynn  zachował  się  tak,  jakby  uważał  to  za  naj-
większy wstyd. 

1 czemu był taki opiekuńczy w stosunku do swojej siostry? 

Kiedy  się  nad  tym  zastanowiłam,  wydało  mi  się  to  strasznie 
dziwne, że miał odebrać ją z pracy. Bo przecież była od niego 
starsza.  Jeśli  on,  starszy  ode  mnie  o  rok,  był  jej  młodszym 
bratem, to znaczy, że musiała mieć przynajmniej osiemnaście 
lat. Więc dlaczego nie mogła wracać do domu sama? 

W  nocy  z  soboty  na  niedzielę  przewracałam  się  z  boku  na 

bok,  nie  mogąc  zasnąć.  Gdybym  dłużej  została  z  nim  w 
kawiarni, 

 

background image

pewnie  poznałabym  przynajmniej  niektóre  odpowiedzi. 

Moglibyśmy 

też  porozmawiać  o  przedstawieniu.  1 

dowiedziałabym  się,  dlaczego  tak  się  ucieszył,  że  nie  jestem 
katoliczką.  Albo  dlaczego  nikomu  nie  pozwala  używać 
swojego imienia — Patrick. 

Miałby też szansę poprosić mnie o numer telefonu. 
Och! Przecież ja sama mogłam poprosić go o numer telefonu! 
A  zamiast  tego  pobiegłam  spotkać  się  z  Emmi  i  Grace,  z 

którymi wypiłam jeszcze jedną kawę, po czym wyruszyłyśmy 
do sklepów, gdzie — jak można się było spodziewać — Emmi 
przepuściła swoje oszczędności na trzy pary niesłychanie sek-
sownych szpilek, a Grace zastanawiała się ponad pół godziny 
nad nową parą butów sportowych. 

Kusiło mnie, żeby opowiedzieć im o Flynnie. Wiedziałam, że 

gdyby  takie  spotkanie  zdarzyło  się  którejkolwiek  z  nich, 
wałkowałyby je do upadłego. Przecież kiedy Grace zaczynała 
opowiadać o Darrenie, gadała i gadała, i nie mogła przestać. A 
Emmi nie omieszkała wspomnieć, że Alex chce pójść z nią na 
jakieś party w przyszłym tygodniu. 

Ale nie, nie mogłam. Nie dlatego, że brakowało mi pewności 

co  do  zamiarów  Flynna.  Raczej  z  innego  powodu.  Moje 
uczucia były zbyt gorące. 

Wszystko we mnie tęskniło za Flynnem. 
Na  poniedziałkową  próbę  jechałam  w  stanie  najwyższej 

ekscytacji. Spodziewałam się, że tego dnia Flynn powie mi coś 
ważnego. 

Ale  Flynna  nie  było.  1  tym  razem  nawet  James  nie  umiał 

powiedzieć, co się stało. 

 

background image

Gorzko rozczarowana, po próbie powlokłam się z powrotem 

do domu w towarzystwie Emmi i Grace. Obie gadały jak najęte 
o tej próbie, która mimo nieobecności Flynna wypadła bardzo 
dobrze. 

—  To  był  dopiero  ubaw,  kiedy  pan  Nichols  kazał  Alexowi 

walczyć tekturową szpadą! — powiedziała Emmi. 

Grace zachichotała. 
—  A  jaką  minę  zrobił,  kiedy  szpada  zaczęła  powiewać! 

Śmiały się jak szalone, wspominając tę scenę. 

—  Moim  zdaniem  bez  sensu  było  grać  to  bez  Romea  -  po-

wiedziałam ponuro. 

Emmi i Grace wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. 
— Moim zdaniem bez niego jest lepiej - powiedziała Emmi i 

przyjrzała mi się. — On mi się wydaje trochę dziwny. Wiesz, o 
co  mi  chodzi.  Porywczy.  Jakby  stawiał  wszystko  na  ostrzu 
noża. 

Wzruszyłam ramionami. 
— 1 co z tego? 
— 1 zawsze jest w złym humorze — dodała Grace. — Prawdę 

mówiąc, trochę się go boję. 

— Na miłość boską, Grace! — roześmiała się Emmi. — Nie 

bój  się  byle  czego.  To  tylko  dziwak.  1  wiecie  co?  Nie  jest 
nawet zbyt przystojny. 

Odsunęłam  się  od  nich,  ciesząc  się  w  duchu,  że  nie  powie-

działam im ani słowa o moich uczuciach wobec Flynna. 

Flynn  pojawił  się  na  następnej  próbie.  Mieliśmy  wtedy 

zawsze po dwie próby tygodniowo, zaraz po szkole, w ponie-
działki  i  czwartki.  Był  październik  -  już  prawie  połowa  try-
mestru  —  a  sztuka  miała  zostać wystawiona  pod  sam  koniec 
trymestru, czyli w połowie grudnia. 

 

background image

Pierwsze  dziesięć  minut  próby  zajęło  panu  Nicholsowi 

wygłoszenie mowy o tym, jak ważne jest, żebyśmy do połowy 
trymestru  wszyscy  wykuli  na  blachę  nasze  role.  1  pogroził 
nam, że jeśli się ich nie nauczymy, to przez cały listopad próby 
będą się odbywały codziennie. 

Starałam się złowić spojrzenie Flynna, ale na próżno. Przez 

cały czas, kiedy pan Nichols przemawiał, Flynn niewzruszenie 
wbijał  wzrok  w  swój  egzemplarz  tekstu.  Podczas  próby  nie 
spojrzał na mnie ani razu. 1 nie zszedł ze wszystkimi do sali 
rekreacyjnej na podwieczorek. Mój żołądek zacisnął się i ska-
mieniał.  Co  się  stało?  Kiedy  poszliśmy  na  kawę,  byłam  już 
pewna, że jest mną zainteresowany. Więc czemu teraz zupełnie 
nie  zwraca  na  mnie  uwagi?  Czyżbym  zrobiła  mu  jakąś 
przykrość? 

W następnym tygodniu w poniedziałek pan Nichols dał znać, 

że  na  próbie  nie  będę  potrzebna,  ale  w  czwartek  Flynn 
zachował  się  tak  samo  jak  ostatnio.  Zupełnie  nie  zwracał  na 
mnie  uwagi.  Wychodziłam  z  siebie.  Nie  miałam  pojęcia,  co 
takiego mogło się stać. 

Zaczęłam o nim śnić. Sny były długie, ich akcja rozwijała się 

powoli.  Flynn  krążył  w  nich  wokół  mnie  jak  lew,  zataczał 
coraz mniejsze kręgi, a w końcu brał mnie w objęcia i całował. 
Budziłam  się  cała  spocona.  1  już  nie  mogłam  zasnąć.  Nie 
byłam w stanie przestać o nim myśleć. 

Emmi uparła się, żebyśmy obie z Grace poszły na party, na 

które wybierał się z nią Alex. Dzielnica, w której się odbywało, 
była  dość  daleko.  Umówiłam  się  z  mamą,  że  wszystkie  trzy 
wrócimy razem nocnym autobusem i będziemy spały u mnie. 
To  oznaczało,  że  możemy  zostać  tam  dłużej  —  nawet  do 
pierwszej w nocy. 

 

background image

Dziewczyny przyszły do  mnie wcześniej, z  ciuchami  i  kos-

metykami.  Rozstawiłyśmy  w  moim  pokoju  polowe  łóżka  i 
rozpoczęłyśmy  przygotowania  do  imprezy.  Jedna  drugiej 
malowała  paznokcie,  układałyśmy  sobie  fryzury  i 
przymierzałyśmy  ubrania.  Emmi  włożyła  obcisłą  sukienkę  i 
pantofle  na  zabójczo  wysokich  obcasach,  które  kupiła  dwa 
tygodnie  wcześniej.  Błysk  w  jej  oku  mówił  mi,  że  tego 
wieczoru  Alex  będzie  uszczęśliwiony.  Ale  nie  wspomniała  o 
nim ani słowem. Przez cały czas mówiłyśmy o Darrenie. 

— Darren jest w porządku — powiedziała Grace jakoś tak bez 

entuzjazmu.  —  Tylko  że  ostatnio  zaczął  mi  się  wydawać 
troszkę nudny. 

Wymieniłyśmy z Emmi spojrzenia: mogłyśmy już dawno jej 

to powiedzieć, gdyby chciała słuchać. Potem Emmi namówiła 
Grace  do  włożenia  tej  kusej  bluzeczki  na  ramiączkach.  To 
zupełnie  nie  było  w  stylu  Grace  -  ale  wyglądała  w  niej  fan-
tastycznie.  Domyśliłam  się,  że  Emmi  postanowiła  wyswatać 
Grace  z  którymś  z  niczego  niepodejrzewających  kolegów 
Ale-xa.  Chciała,  żebyśmy  wszystkie  miały  chłopaków  na 
poziomie.  Zwłaszcza  możliwość  umawiania  się  na  podwójne 
randki  musiała  bardzo  ją  pociągać.  Emmi  była  niezwykle 
ożywiona. 

—  A  ty,  River?  W  czym  pójdziesz?  -  spytała  znad  głowy 

Grace,  której  jasne  włosy  zaplatała  właśnie  w  cieniutkie 
warkoczyki. 

—  Ja?  Chyba  w  tym  —  wskazałam  bladoniebieski  podko-

szulek bez rękawów i stare dżinsy, które miałam na sobie. 

— Nie ma mowy — Emmi potrząsnęła włosami z taką miną, 

jakby znalazła dla siebie nowe odpowiedzialne zadanie. Prze-
trząsnęła moją szafę i wyciągnęła z niej krótki czarny top na ra-
miączkach cienkich jak nitki makaronu. 

 

background image

-  Włożysz  to  -  zdecydowała.  -  W  tym  twoje  cycki  będę 

wyglądały zabójczo. 

Kupiłam sobie ten top pod wpływem jakiegoś impulsu wiele 

tygodni temu. Podobał mi się, ale zawsze, kiedy go przymie-
rzałam,  wydawało  mi  się,  że  jestem  w  nim  za  gruba.  1  zbyt 
goła. 

- Wszyscy będę się na mnie gapili - powiedziałam. 
- No i co z tego? — Emmi wzniosła oczy ku górze. — Prze-

cież  właśnie  o  to  chodzi,  żeby  się  gapili,  nie?  U  ciebie 
przynajmniej jest na co się gapić! 

-  River  szuka  wielkiej  miłości  -  zachichotała  Grace.  -  Nie 

pragnie, żeby obcy faceci zaglądali jej w dekolt. 

Emmi parsknęła śmiechem. 
-  Nie  można  mieć  jednego  bez  drugiego  -  powiedziała 

stanowczo. - No, wkładaj to. 

1  w  końcu  włożyłam  ten  top,  ale  na  wierzch  narzuciłam 

żakiet. Jeśli będę się czuła zbyt niepewnie, mogę zostać w ża-
kiecie — powiedziałam sobie. Choć prawdę mówiąc, miałam 
nadzieję, że w tym topie będę wyglądać fantastycznie i że zo-
stanę w żakiecie, tylko jeśli Flynn nie przyjdzie. 

Kiedy zeszłyśmy na dół, po holu snuł się Stone. Udawał, że 

przegląda  jakieś  czasopismo,  ale  nie  uszły  mojej  uwagi 
przeciągłe,  maślane  spojrzenia,  jakimi  wodził  za  Emmi,  gdy 
przed wyjściem rzuciłyśmy się jeszcze do lustra, żeby popra-
wić sobie usta ostatnimi pociągnięciami szminki. 

Głupek  -  pomyślałam.  Ale  przypomniało  mi  się,  jak  sama 

gapiłam się na Flynna podczas prób i co czułam, kiedy nasze 
spojrzenia się spotykały, i wtedy zaczerwieniłam się tak moc-
no, że Grace i Emmi zaczęły się dopytywać, czy na pewno nic 
mi nie dolega. 

 

background image

9. 
 
Jechałyśmy na to party bez końca. Weszłam cała w nerwach - 

wątpiąc, czy Flynn tam będzie, i jednocześnie mając nadzieję 
na spotkanie. 

Nie było go. 
1  sama  impreza  też  była  niezbyt  udana.  Kiepska  muzyka, 

mało ludzi. 

Ledwie  przyszłyśmy,  Alex  wyrwał  Emmi  spomiędzy  nas  i 

gdzieś ją zabrał. Po paru sekundach obok Grace i mnie zma-
terializował  się  James  Molloy  z  paroma  butelkami  piwa  w 
każdej  ręce.  Ze  sposobu,  w  jaki  uśmiechał  się  do  Grace, 
zrozumiałam, że jego fascynacja Emmi to już przeszłość. Tym 
razem  mówił  do  nas  z  zaskakującą  pewnością  siebie. 
Popatrzyłam  na  Grace.  Hmmm...  Ona  nie  była  aż  tak 
zaskoczona. Rumieniła sie i uśmiechała do niego nieśmiało. 

Nie dałabym trzech groszy za przyszłość związku Darrena i 

Grace. Wyglądało na to, że Darren pójdzie w odstawkę, zanim 
się obejrzy. 

James  nie  wiedział,  czy  Flynn  przyjdzie.  Z  nerwów  szybko 

wypiłam dwa piwa. A potem, gdy Flynn się nadal nie zjawiał, a 
Grace i James nie widzieli świata poza sobą, z nudów wypiłam 
trzecie. 

Właśnie  udało  mi  się  wyplątać  z  męczącej  konwersacji  z 

rudzielcem, który grał ojca Julii w naszym przedstawieniu, 

 

background image

gdy  nagle  zjawił  się  Flynn.  Była  już  prawie  jedenasta. 

Rozejrzałam się i zauważyłam go. Stał przy wejściu do salonu. 
Wyglądał na zmęczonego, ale i tak był zachwycający. 

Wstrzymałam oddech, kiedy rozglądał się po pokoju. 
Zauważył mnie. 
Ale  jego  wzrok  prześliznął  się  po  mnie,  jakby  mnie  nie 

widział. Wbił spojrzenie w podłogę, a ręce w kieszenie. 

Popatrzyłam  na Grace.  Było  już  oczywiste,  że  James  na  nią 

przerzucił swoje uczucia. Stała oparta plecami o ścianę, a on 
położył się niemal na jej ramionach. Tyle tylko, że jeszcze się 
nie zaczęli całować. 

Podeszłam do nich. 
—  James...  -  odezwałam  się  cicho.  Odwrócił  się  w  moją 

stronę. 

—  Przyszedł  Flynn  -  powiedziałam  nonszalanckim  tonem. 

James ani trochę nie zainteresował się tą informację. 

— Aha — powiedział i znowu pochylił się nad Grace. 
— Ale dlaczego przyszedł tak późno? — pytałam dalej. Teraz 

już nawet się nie obrócił. 

— Pewnie dopiero co wyszedł z pracy. 
Przysunął się do Grace jeszcze bliżej i uśmiechnął się do 
niej. 
Z pracy? A jaką Flynn może mieć pracę w sobotni wieczór? 

Jeszcze  przez  chwilę  patrzyłam  na  niego  z  daleka,  po  czym, 
wzmocniona  trzema  piwami,  postanowiłam  się  z  nim 
rozmówić. Musiałam przejść przez cały pokój, ale nie byłam 
jeszcze  nawet  w  połowie  drogi,  kiedy  zauważył  moje 
spojrzenie. Poznałam po jego minie: wiedział, że idę do niego. 
Zrobił w tył zwrot i zniknął za drzwiami. 

 

background image

Zatrzymałam się w pół kroku na środku pokoju. Czułam się 

mniej  więcej tak, jakby mnie  spoliczkował. Dlaczego  tak  się 
zachował? Czyżby nie  chciał ze mną  rozmawiać? Czując się 
bezgranicznie  upokorzona,  powróciłam  na  swoje  poprzednie 
miejsce. Teraz James i Grace już się całowali w najlepsze. 

Spodziewałam się, że tak będzie. 
Poszłam  do  kuchni.  Muzyka  grała  tam  głośniej  i  czterech 

chłopaków kłóciło się o to, który z nich wypił więcej na po-
przedniej imprezie. 

Podeszłam do stołu i sięgnęłam po otwartą butelkę, która na 

nim  stała.  Zawartość  była  różowa  i  słodka.  Smak  miała 
wstrętny, ale to było bez znaczenia. Kiedy wróciłam do salonu, 
oczy  miałam  pełne  łez.  Wypiłam  z  gwinta  parę  łyków  i 
opadłam na jedyne wolne miejsce do siedzenia — na szeroką, 
miękką kanapę. Chłopak, który siedział na jej drugim końcu, 
przysunął się do mnie. 

- Cześć, mała - powiedział, zionąc piwnym oddechem. 
Uniosłam głowę i jeszcze raz łyknęłam z butelki. Była prawie 

pusta. Po moich policzkach spłynęło kilka ciężkich, gorących 
łez. 

Co za idiotyczne party. Chłopcy szaleją za Grace i Emmi. A ja 

jestem niekochana przez nikogo, jak zawsze. 

Podszedł  do  mnie  inny  chłopak  i  podsunął  mi  jeden  z  tych 

gotowych, butelkowanych drinków z soku i rumu. Wzięłam od 
niego butelkę, otworzyłam ją i wypiłam duszkiem do dna. On 
tymczasem pochylił się nade mną i zaczął rozmowę o jakimś 
zespole muzycznym, którego nigdy nie słyszałam. Och... Cze-
mu chłopcy muszą być aż tak nudni? 

Po kwadransie byłam już nie tylko zmęczona, ale na domiar 

złego  miałam  mdłości.  Wymamrotałam,  że  muszę  iść  się 
wysikać, i zataczając się, wyszłam do przedpokoju. Pomyśla- 

 

background image

łam, że kiedy przemyję twarz zimną wodą, od razu poczuję się 

lepiej. W poszukiwaniu łazienki zaczęłam wchodzić po scho-
dach na piętro. 

Idąc,  lekko  się  chwiałam.  W  połowie  drogi  straciłam  grunt 

pod nogami i nagle upadłam na poręcz schodów. Czyjaś ręka 
podparła moje plecy i uratowała mnie przed katastrofą. 

- Czy twojemu chłopakowi to nie przeszkadza, że szlajasz się 

sama  po  imprezach  i  dajesz  w  szyję?  -  spytał  znajomy,  iro-
niczny głos. 

Obróciłam się i znowu utraciłam równowagę. 
O  stopień  niżej  ode  mnie  stał  Flynn.  Teraz  nasze  głowy 

znalazły się na tym samym poziomie. Patrzyłam na niego, pła-
wiąc się w złocistym blasku jego oczu i w tej samej chwili dy-
sząc gniewem za to lekceważenie, które wyrażał jego ton. 

-  Nie  daję  w  szyję!  -  wybełkotałam,  wściekła.  -  1  nie  mam 

chłopaka. 

Wyniośle  obróciłam  się  do  niego  plecami  i  pokonałam  po-

zostałe  stopnie.  Kiedy  dotarłam  na  podest,  musiałam  puścić 
poręcz schodów  — a  wtedy podest  natychmiast zaczął wiro-
wać wokół mnie. Mój żołądek ściskały spazmy bólu. Podnios-
łam ramię, próbując złapać równowagę. Flynn nadal był obok 
mnie. Pochwycił moje ramię. 

-  Wszystko  w  porządku?  —  spytał  nieco  łagodniej. 

Przełknęłam ślinę. 

- Nic mi nie jest - burknęłam. Żołądek przewrócił się we mnie 

do  góry nogami.  O  Boże!  -  Tylko  że...  Tylko że  chyba  będę 
wymiotować. 

W  pobliżu  znalazły  się  jakieś  drzwi  i  Flynn  je  przede  mną 

otworzył. Łazienka. Kiedy odsunął się, żeby mnie do 

 

background image

niej przepuścić, spazm bólu powrócił. Weszłam, zatrzasnęłam 

za  sobą  drzwi  i  osunęłam  się  na  kolana  przed  muszlą 
klozetową. Po chwili żołądek wyrzucił do niej całą swoją za-
wartość. 

— Aaaa - jęknęłam. Łzy wytrysnęły mi z oczu. Czoło miałam 

mokre od potu, a przełyk spuchnięty i obolały. Brrr... Rzyganie 
jest  ohydne.  Nieczęsto  mi  się  to  zdarza...  To  znaczy,  nie 
pamiętam, kiedy ostatnio... Ale wiem, że tego nienawidzę. 

Czyjaś dłoń dotknęła moich włosów. 
—  Och!  —  Zerwałam  się  na  równe  nogi  i  obróciłam  się. 

Flynn  mnie  podtrzymał.  Drzwi  łazienki  były  zamknięte.  O 
Boże! On tu był. On był tu, kiedy ja... Odjęło mi mowę i tylko 
się w niego wpatrywałam. Nie mogłam po prostu uwierzyć, że 
naprawdę  widział,  jak  puszczałam  pawia.  Szybko  opuściłam 
deskę i zaczerwieniłam się. 

— Teraz lepiej? - Flynn pociągnął łyk z plastikowego kubka, 

który  ze  sobą  przyniósł.  Jego  zawartość  była  całkiem  prze-
zroczysta. 

— Ty też nie jesteś zbyt ostrożny — uśmiechnęłam się z przy-

musem,  usiłując  ukryć  swoje  bezgraniczne  zmieszanie.  - 
Czysta wódka? Będziesz następny. 

Spojrzał na mnie bez uśmiechu i podsunął mi ten kubek. 
— To woda — powiedział. — Nie piję alkoholu. Nie mogłam 

w to uwierzyć. 

— Wypij - powiedział. — Ja i tak już chciałem wychodzić. 

Wzięłam od niego kubek i pociągnęłam z niego łyczek. 

Woda.  Złagodziła  uczucie  pieczenia  w  przełyku.  Przede 

wszystkim  chciałam  przepłukać  sobie  usta.  Ale  tego  nie 
mogłam zrobić, póki Flynn na mnie patrzył. 

 

background image

Więc tylko otarłam usta grzbietem drżącej ręki. Usiadłam na 

podłodze i oparłam się o bok wanny. Przynajmniej mnie już nie 
mdliło. 

Flynn pochylił się nade mną. 
- Chciałbym się upewnić, że nic ci nie jest. Zawahał się. 
- Czemu nie pijesz alkoholu? - spytałam, nie mogąc oderwać 

myśli od tej najnowszej rewelacji. 

Wzruszył ramionami i uśmiechnął się ironicznie. 
-  Zobacz  —  powiedział,  wskazując  muszlę  klozetową  za 

swoimi plecami — co z tobą zrobił alkohol. 

Zaczerwieniłam się. 
- Ale... Ale czy chodzi o to, że nie lubisz jego smaku? 
-  Nie,  nie  o  to  -  Flynn  umilkł  na  chwilę.  -  Czy  to....  czy  to 

prawda, co mi powiedziałaś? Ze nie masz chłopaka? 

Zmarszczyłam  brwi.  Głowę  miałam  jakby  jaśniejszą  niż 

przedtem,  ale  jednak  nie  całkiem  jasną.  Dlaczego,  u  diabła, 
pomyślał, że mam chłopaka? 

- Prawda - powiedziałam. Flynn przyglądał mi się uważnie. 
-  Bo  wtedy,  w  którąś  sobotę...  kiedy  poszliśmy  na  kawę... 

dostałaś  esemesa  i  nagle  uciekłaś.  1  zrozumiałem,  że... 
ktokolwiek to był... nie chciałaś, żeby wiedział, że spotkałaś się 
ze mną. 1 — wzruszył znowu ramionami - założyłem, że to był 
twój chłopak. 

-  To  była  Emmi  -  powiedziałam.  -  Emmi  i  Grace.  Byłam  z 

nimi umówiona. Ot i wszystko. 

Nie,  oczywiście,  że  to  jeszcze  nie  było  wszystko.  Nie  po-

wiedziałam mu, jak bardzo bałam się, żeby nie zobaczyły mnie 
z nim w tej kawiarni... ale... 

 

background image

Przyszła mi do głowy nowa myśl. 
- Dlaczego nie spytałeś, czy mam chłopaka? - odezwałam się. 
Flynn milczał i nie patrzył na mnie. 
Nie spytał, bo mu się podobasz, ty idiotko — pomyślałam. - 

Nie chciał ryzykować upokorzenia, którego by doznał, gdybyś 
mu powiedziała, że chodzisz z kimś innym. 

Odbiło  mi  się i czknęłam. 1 nagle poczułam się delirycznie 

szczęśliwa. 

Podobam mu się! Podobam mu się! 
Tylko że... 
Do  mojego  z  lekka  zamroczonego  umysłu  powoli  docierała 

przerażająca  prawda  o  tej  sytuacji.  Byłam  pijana.  A  on  nie 
tylko trzeźwy, ale w dodatku z jakiejś nieznanej mi przyczyny 
w ogóle nie pił. 1 jeszcze gorzej. Och! Bardzo, bardzo źle, fa-
talnie. Przecież przed chwilą właśnie widział, jak rzygałam. To 
musiał być najobrzydliwszy widok w dziejach ludzkości. 

Flynn wstał i wyciągnął do mnie rękę. 
—  Powinnaś  łyknąć  świeżego  powietrza  —  powiedział. 

Ujęłam tę rękę i pozwoliłam, żeby mnie podniósł. Nie 

puszczał mojej ręki, kiedy byliśmy na podeście, ani potem, na 

schodach. Na zewnątrz było całkiem cicho. Słyszeliśmy tylko 
niezmordowane  dudnienie  —  bum,  bum,  bum  -  za  naszymi 
plecami, w salonie. Przeszliśmy parę kroków i zaczęłam drżeć 
z zimna. Niestety, mój żakiet został w środku. 

Zimne powietrze otrzeźwiło mnie do reszty. Przypomniało mi 

się, że zanim puściłam pawia, płakałam. Zaczęłam żałować, że 
nie spojrzałam w lustro, zanim wyszłam z łazienki. 

 

background image

Flynn znowu mi się przyglądał. Odwróciłam się i polizałam 

palec. Przeciągnęłam nim pod oczami, z rozpaczliwą nadzieją, 
że w ten sposób zetrę ślady rozmazanego tuszu. 

Położył mi dłonie na ramionach i przyciągnął mnie do siebie. 

Teraz drżałam jeszcze bardziej. Byłam w tym czarnym topie na 
ramiączkach, więc naprawdę marzłam. Zaczął rozcierać moje 
plecy.  Jego  oczy  w  świetle  ulicznych  latarni  przybrały 
stonowany odcień ciemnozłoty. 

-  Dlaczego  tak  nienawidzisz  alkoholu?  -  spytałam  powoli. 

Przestał rozcierać mi plecy i opuścił ręce. 

-  Nie  nienawidzę  alkoholu  —  powiedział.  —  Po  prostu  nie 

lubię widoku pijanych. 

Obok  nas  przemknął  samochód.  Nie  wiedziałam,  co 

powiedzieć. 

Przecież upiłam się tylko dlatego, że na mnie nie patrzyłeś - 

pomyślałam. 

Flynn spojrzał w ciemne niebo ponad moją głową. A potem 

cofnął się o krok i odsunął. 

- Lepiej się czujesz? Kiwnęłam głową, że tak. 
- Flynn... Podniósł brwi. 
-  Ja...  chciałabym  z  tobą  porozmawiać.  Przymknęłam  oczy. 

Czy to zabrzmiało bardzo żałośnie? 

Lepiej się zamknij, River - pomyślałam. — Przynajmniej póki 

nie wytrzeźwiejesz. 

Jego palce łagodnie pogłaskały mój policzek. 
Poczułam  dreszcz  na  skórze  w  miejscu,  którego  dotykał. 

Podniosłam wzrok. Patrzył na mnie. W jego oczach dostrzeg- 

 

background image

łam czułość, która mieszała się z rozdrażnieniem. Moje serce 

biło  jak  szalone  i  ledwie  trzymałam  się  na  nogach.  Pocałuj 
mnie — myślałam. - Pocałuj mnie. 

Pochylił się, jakby chciał mnie pocałować. 1 wtedy szepnął: 
— Podobasz mi się, River. Ale nie pocałuję cię, kiedy jesteś 

pijana i pachniesz pawiem. 

Wyprostował się znowu, z uśmiechem. Był to uśmiech pełen 

pewności siebie, niesłychanie seksowny, piękny. 

— Mogę cię za to odwieźć do domu - dodał. - Jeśli chcesz. 

Zamrugałam powiekami. Och, tak, bardzo bym chciała. 

1 wtedy coś sobie przypomniałam. 
— Nic z tego - powiedziałam, zacinając się. - Umówiłam się 

na wspólny powrót z Emmi i Grace. One będą u mnie spały. 

Flynn znowu na mnie patrzył. Jego oczy prześwietlały mnie 

na wylot. 

—  Muszę  już  iść  -  powiedział.  -  Mama  w  tym  tygodniu 

pracuje  na  nocną  zmianę,  więc  powinienem  wrócić  przed 
dwunastą  piętnaście.  Inaczej  Caitlin  i  Siobhan  zostaną  bez 
opieki. 

Na końcu języka miałam pytanie, dlaczego Siobhan nie może 

zaopiekować się Caitlin. 1 dlaczego w ogóle ktokolwiek ma się 
kimkolwiek  opiekować.  Ale  jego  spojrzenie  odebrało  mi 
resztkę  śmiałości.  Lub  może  uczyniła  to  mieszanka  piwa  z 
rumem. 

—  Obiecaj  mi,  że  wejdziesz  teraz  do  środka  i  odnajdziesz 

Jamesa  z  Grace.  Powiesz  Jamesowi,  że  proszę  go,  żeby  od-
wiózł was do domu. Obiecaj mi, że zrobisz to jak najszybciej. 
Dobrze? 

Kiwnęłam głową. 
 

background image

Wskazał dłonią frontowe drzwi. 
— Będę patrzył, jak wchodzisz. No, idź. 
Ruszyłam  ostrożnie  w  stronę  tych  drzwi.  Czułam  się 

idiotycznie szczęśliwa. Zanim weszłam, obejrzałam się. Flynn 
jeszcze tam stał. Podniósł dłoń i pomachał mi. A potem wbił 
ręce w kieszenie i zniknął w ciemności. 

 

background image

10. 
 
Kiedy  znalazłam  się  z  powrotem  w  salonie,  od  razu  pode-

szłam do Grace i Jamesa. Nie widzieli świata poza sobą nawza-
jem.  Stałam  obok  nieb  przez  dłuższą  chwilę,  zanim  w  ogóle 
raczyli zwrócić na mnie uwagę. 

— Miałam kłopoty z żołądkiem - powiedziałam. 
— Oj, przykro mi, Riv — Grace zrobiła współczującą minę. 

Ale widziałam, że wcale nie chce jeszcze wychodzić. James nic 
nie odpowiedział. Zwróciłam się do niego. 

—  Flynn  o  tym  wie.  Musiał  wyjść,  ale  chciał,  żebym  cię 

poprosiła... - urwałam. Oprócz tego, że nie chciałam mówić o 
Flynnie w obecności Grace, dotarło do mnie naraz, że w ogóle 
nie ma takiej potrzeby, żeby James nas odwoził. Emmi, Grace i 
ja mogłyśmy świetnie poradzić sobie same. 

Ale James już kiwnął głową. 
— Chciał, żebym cię odwiózł? Dobrze - odpowiedział. 
— Co takiego? — Grace spojrzała na niego, niezadowolona. 
—  Chciałem  powiedzieć,  że  odwiozę  was  obie  —  dorzucił 

James pośpiesznie. 

Grace ściągnęła brwi. 
— Aż tak niedobrze z tobą, Riv? 
Przełknęłam ślinę. Nie, nie było aż tak źle, już nie. Ale obie-

całam  to  Flynnowi.  James  miał  dopilnować,  żebym 
bezpiecznie wróciła do domu. Obiecałam przecież, że wyjdę z 
party jak naj- 

 

background image

prędzej. Ściągnęłam brwi. Poczułam, że ta obietnica nie miała 

większego sensu, chociaż nie umiałabym tego uzasadnić. 

— Grace, poszukaj Emmi. Powiedz jej, że River źle się czuje. 

1 że musimy już jechać. A ja tymczasem przyniosę jej szklankę 
wody. 

Grace  obrzuciła  go  uważnym  spojrzeniem  i  kiwnęła  głową. 

Zniknęła  gdzieś  poza  salonem.  Gdy  tylko  wyszła,  James 
chwycił mnie za ramię. 

- Jesteś pewna, że to nic poważnego? Popatrzyłam na niego. 
— Nie jestem chora. To Flynn chciał, żebyś odwiózł mnie do 

domu.  Chciał,  żebyśmy  pojechali  natychmiast.  Ale  moim 
zdaniem nie ma takiej potrzeby. Czuję się lepiej. Mogę wrócić 
z Emmi i Grace. 

James potrząsnął głową. 
— On się na mnie wścieknie, jeśli nie zrobię tego, o co mnie 

prosił  —  powiedział,  czerwieniąc  się.  -  Grace  i  tak  miała 
nocować u ciebie, prawda? 

Zmarszczyłam brwi. 
— Wścieknie się? Co chciałeś przez to powiedzieć? Dlaczego 

miałby się wściec? Nic z tego nie rozumiem. 

- Mamy z Flynnem taką umowę. On mi pozwala odpisywać 

prace domowe z angielskiego i historii. A kiedy prosi mnie o 
rzeczy tego rodzaju, robię to. Bez dyskusji. 

Zmarszczyłam brwi jeszcze mocniej. 
- Często cię prosi, żebyś odwoził do domu jego... znajome? 
- O to jeszcze nie prosił. Ale czasem chce, żebym odebrał z 

pracy jego siostrę. Kiedy sam nie może po nią pojechać. Raz 
się spóźniłem. Był taki zły, że omal mnie nie pobił. 

 

background image

—  Dlaczego  odbiera  swoją  siostrę  z  pracy?  —  spytałam. 

James wzruszył ramionami. 

— Nie mam pojęcia. Nie powiedział mi. Mówił tylko, że musi 

to robić — James umilkł i znowu się zaczerwienił. — Słuchaj, 
to dla mnie żaden problem odwieźć cię do domu. 

— No, dobrze - powiedziałam powoli. Jednak trochę jeszcze 

kręciło mi się w głowie. Dlaczego Flynn był taki opiekuńczy w 
stosunku do swojej siostry? 1 dlaczego teraz chciał... 

— Czemu się o mnie troszczy? - spytałam. 
—  Prawdopodobnie  niepokoi  go,  że  będziesz  wracała  po 

pijanemu.  On  ma  chyba  jakiś  uraz  na  tym  tle.  Nigdy  nie  wi-
działem go ze szklanką piwa w ręce. A jeśli się go namawia, 
potrafi być naprawdę nieprzyjemny. 

Posmutniałam. Lista rzeczy, które sprawiają, że Flynn robi się 

nieprzyjemny,  wydłużała  się  z  każdym  naszym  spotkaniem. 
Pieniądze. Alkohol. 1 ludzie, którzy mają ochronić jego siostrę 
przed jakimś tajemniczym niebezpieczeństwem, ale się spóź-
niają. 

Zauważyłam Grace. Bez Emmi, ale za to z naszymi okryciami 

przewieszonymi przez ramię. 

—  No,  dobrze  -  szepnęłam,  przypominając  sobie,  że  nie 

byłam przekonana do tego pomysłu z odwiezieniem mnie do 
domu przez Jamesa. - Mogę zrozumieć, dlaczego chciał, żebyś 
to  zrobił,  ale  dlaczego  upierał  się,  żeby  to  było  „jak  najprę-
dzej"? Czy nie lepiej, żebym usiadła sobie spokojnie na kana-
pie i najpierw trochę oprzytomniała? 

Popatrzyłam na Jamesa, zastanawiając się, jaka jeszcze mi się 

dzisiaj odsłoni rewelacja na temat osobowości Flynna. James 
poczerwieniał jeszcze bardziej. 

 

background image

-  To  znaczy...  —  zaczął,  patrząc  na  Grace,  która  się  do  nas 

zbliżała. — Myślę, że chodzi mu o to, żebyś nie jechała... nie 
wiadomo z kim. 

Nazajutrz była niedziela. Stone i ja wybraliśmy się odwiedzić 

ojca  w  jego  komunie.  Przez  całą  drogę  prawie  się  nie 
odzywałam.  Moje  myśli  zajęte  były  wyłącznie  Flynnem  i 
wydarzeniami ostatniej nocy. 

Po części byłam udręczona tym, że widział, jak wymiotuję. 

Ale  pamiętałam  też,  jak  na  mnie  patrzył...  Mówił,  że  mu  się 
podobam... 

To ostatnie pośrednio potwierdził James. Przez całą drogę był 

zajęty wyłącznie Grace, ale w pewnym momencie wspomniał 
mimochodem, że podobam się Flynnowi. Potem Grace przez 
pół  nocy  wierciła  mi  dziurę  w  brzuchu,  domagając  się 
szczegółów. Powtarzałam uparcie, że między Flynnem i mną 
nic  się  nie  dzieje.  1  nie  kłamałam.  Przecież  nawet  mnie  nie 
pocałował. 

Powiedziałam  jej,  że  zaopiekował  się  mną,  kiedy  dostałam 

mdłości, i że nie przypominam sobie dokładnie, jak to było. 

Emmi nie chciała z nami pojechać. Z Grace postanowiłyśmy 

powiedzieć  mojej  mamie,  że  chciała  wrócić  do  domu. 
Nazajutrz  rano  przyjechała  do mnie  po  swoje  rzeczy.  1  opo-
wiedziała nam ze wszystkimi najdrobniejszymi szczegółami o 
nocy spędzonej z Alexem. 

Zauważyłam, że nie przypadło jej do gustu to, co powtórzyła 

jej Grace - że podobam się Flynnowi. 

— On jest trochę dziwny, River. Nie uważasz? - spytała. — 

Każdą sprawę gotów jest postawić na ostrzu noża. No popatrz, 
co zrobił wczoraj wieczorem. Wpadł na party tylko na 

 

background image

chwilę, a i tak udało mu się zmusić trzy osoby, żeby zmieniły 

plany i zrobiły to, czego sobie życzył. Po prostu wyprawił was 
do domu. 

Wzruszyłam ramionami. 
— Chciał jak najlepiej — powiedziałam. Ale trudno było nie 

przyznać  Emmi  ani  trochę  racji.  Tak,  ta  jego  nagła  opie-
kuńczość była dziwna. Jakbyśmy miały jechać na drugi koniec 
świata. Albo jakbym była kimś bardzo dla niego ważnym. 

Ale  jednak  —  westchnęłam  w  duchu  —  właśnie  dlatego 

Flynn wydawał mi się taki cudowny. Bo wszystko brał na po-
ważnie. 1 budził we mnie tak szalone emocje. 

Czas,  który  spędzaliśmy  w  komunie,  zawsze  toczył  się 

powoli. Stone świetnie się bawił, pomagając ojcu i Gemmie w 
kopaniu ziemniaków. Mój brat uwielbia tę całą ekologię i pracę 
w ogrodzie, zwłaszcza kiedy ma pewność, że koledzy go nie 
zobaczą. Snułam się tu i tam, udając, że coś robię, ale sercem 
byłam gdzie indziej. 

Ojciec  chyba  to  zauważył.  Nigdy  jakoś  szczególnie  nie  po-

dobało mi się w tej jego komunie. Tak naprawdę nie ma tam 
nic ciekawego, tylko pola i baraki. 1 pośrodku wielki budynek 
starej farmy. To miejsce leży niedaleko od Londynu. Ale jed-
nak  wystarczająco  daleko, żeby się  poczuć jak na  wsi zabitej 
deskami. 

Tym razem byłam tak zatopiona w myślach, że przez połowę 

czasu  tylko  stałam  oparta  o  widły  i  gapiłam  się  na  pola 
uprawne, na drzewa i rząd domków sąsiadujących z komuną. 

—  Co  się  z  tobą  dzieje?  -  spytał  ojciec,  podchodząc.  Za-

czerwieniłam  się.  Akurat  wspominałam,  jak  Flynn  pogłaskał 
mnie po policzku. Ojciec zażartował: 

 

background image

—  Boisz  się,  że  zdrapiesz  sobie  lakier  z  paznokci? 

Potrząsnęłam głową. Nie byłam w nastroju do żarcików. 

Ojciec przechylił głowę na bok i uśmiechnął się lekko. 
-  Lżej  duszy,  gdy  druga  się  nad  nią  wzruszy  -  powiedział. 

Ojciec miał w zanadrzu od metra takich starych obciachowych 
powiedzonek.  Już  od  dawna  był  zawsze  taki  spokojny  i 
zrelaksowany, jakby to, co się dzieje, w ogóle go nie dotyczyło. 
Odkąd ostatnio go widziałam, urosła  mu króciutka broda. W 
kącikach oczu i na skroniach miał zmarszczki. Pogłębiały się, 
kiedy mrużył oczy, pracując na słońcu. 

—  Widzę,  że  życie  wiejskie  cię  nuży  —  powiedział  i 

uśmiechnął się tym wyluzowanym uśmiechem. 

Wzruszyłam ramionami. 
Oparł się o widły i pochylił w moją stronę. 
- Co cię gryzie, River? 
Stał  obok,  milczał  i  spodziewał  się,  że  coś  mu  powiem. 

Odwróciłam  wzrok  i  znowu  patrzyłam  na  drzewa.  Dzień był 
pochmurny. Jak na  połowę października  -  nawet dość ciepły. 
Ale szary, ciemny. Niebo wyglądało tak, jakby za chwilę miał 
spaść deszcz. Powietrze było ciężkie, nieprzyjemne. Nawet to 
przypomniało mi o Flynnie. Pomyślałam o tym, że sama jego 
obecność zmieniała coś w atmosferze. 

Ojciec  dalej  milczał  i  czekał.  Mama  już  dawno  zaczęłaby 

mnie  ciągnąć  za  język.  Za  to  Emmi  i  Grace  w  ogóle  nie 
potrafiły zamilknąć ani na chwilę. Bardzo łatwo było uniknąć 
opowiadania  im  o  tym,  co  czułam.  Tak  naprawdę  przecież 
wcale  nie  potrafiły  słuchać.  Ale  ojciec  był  inny.  Odkąd 
zamieszkał w komunie, stawał się coraz spokojniejszy i coraz 
bardziej  zrównoważony.  Wiedział,  kim  jest  i  czego  mu 
potrzeba. Znalazł swoje miejsce. 

 

background image

Wiatr szumiał w drzewach, rozwiewał mi włosy, rzucał mi je 

w twarz. Założyłam je sobie za uszy i odwróciłam się do ojca. 

- Poznałam kogoś, tato - powiedziałam. 
Ojciec skinął głową prawie niezauważalnie. Nie odezwał się. 
-  Bardzo  mi  na  nim  zależy  -  moje  policzki  płonęły  mimo 

zimnego  wiatru.  Popatrzyłam  w  dół,  na  widły  oblepione 
ziemią. 

Nastąpiła długa chwila ciszy. Potem ojciec odchrząknął. 
- A on? 
Wzruszyłam ramionami. 
—  Myślę,  że  też  mnie  lubi.  Jeszcze  ze  sobą  nie  chodzimy, 

ale... Wbiłam widły w ziemię. Czułam na sobie wzrok ojca. 

— Tato, on mi się bardzo podoba, ale są w nim takie rzeczy, 

których  nie  rozumiem.  Na  przykład  dostaje  szału,  kiedy 
wychodzi na jaw, że nie ma pieniędzy. 1 jest nadopiekuńczy w 
stosunku do swojej starszej siostry. A Emmi i Grace mają go za 
dziwaka i mówią, że wszystko bierze zbyt poważnie. Ale... 

Chciałam jeszcze opowiedzieć, co czuję, kiedy Flynn na mnie 

patrzy, jak strasznie silne i niepokojące były te uczucia, ale są 
rzeczy, o których po prostu nie da się rozmawiać z własnym 
ojcem. 

Ojciec westchnął. 
— Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie poznać drugiej osoby, 

River - powiedział łagodnie. - To znaczy, nie do końca. Nawet 
tutaj,  w  komunie,  gdzie  staramy  się  być  otwarci  na  cały 
wszechświat,  nie  możemy  odczepić  się  od  tego  wszystkiego. 
Od polityki, od bagażu naszych emocji, od różnych głupstw, z 
powodu których nie mamy dla siebie nawzajem dość uwagi. 

Położył ciężką, pokrytą pęcherzami dłoń na moim ramieniu. 
 

background image

- Ale to, że młody człowiek jest pełen gniewu, wydaje mi się 

normalne — dodał. — Ja też taki byłem. 1 wciąż jeszcze by-
wam pełen gniewu, kiedy widzę niesprawiedliwość, okrucień-
stwo. 

Pochyliłam się nad widłami i zaczęłam znowu kopać. Ojciec 

się do mnie przyłączył. Po chwili wyprostował się i spojrzał na 
mnie z uśmiechem. 

- Zawsze żałuję, że wasza matka nie zgodziła się, żebyście tu 

zamieszkali. To miejsce daje siłę, żeby zmagać się ze światem 
zewnętrznym. 

Potrząsnęłam głową. 
- Wiesz, River... 
Ale zanim ojciec dokończył zdanie, przybiegł do nas Stone, 

żeby pokazać, jaki dziwaczny kartofel znalazł w ziemi. 

-  Tam  jest  takich  więcej!  -  zawołał.  Wyglądał,  jakby  nagle 

ubyło mu parę lat i jakby znowu stał się dzieciakiem. 

Ojciec roześmiał się i poszedł oglądać te kartofle. Kopałam 

dalej.  Wzruszałam  ziemię  widłami  i  wyciągałam  z  niej 
kartofle, zastanawiając się nad słowami ojca. Czy to prawda, że 
nie możemy poznać drugiej osoby? Przecież tym właśnie jest 
miłość:  głębokim  zrozumieniem,  prawdziwie  bliskim 
związkiem. 

Byłam  przekonana,  że  ojciec  mylił  się  także  w  innych 

sprawach. Jak życie w komunie mogło pomóc w zmaganiu się 
ze światem? Przecież gdybym żyła w komunie, nigdy nie po-
znałabym Flynna! 

Westchnęłam, pochyliłam się i pozbierałam kartofle. 
 

background image

11. 
 
Nazajutrz  po  lekcjach  pojechałyśmy  z  Emmi  i  Grace 

autobusem  do  szkoły  św.  Anakleta.  Emmi  przez  całą  drogę 
częstowała mnie złośliwymi uwagami na temat Flynna. 

-  Zasługujesz  na  kogoś  fajniejszego  -  powtarzała  do 

znudzenia.  —  Widziałaś,  jak  wygląda  jego  szkolny  strój? 
Jakby dostał go z trzeciej ręki! 

-  River  myśli,  że  to  właśnie  bardzo  romantyczne  —  powie-

działa z udaną powagą Grace. - Jest biedny i nie może jej dać 
niczego oprócz miłości. 

Złożyła dłonie i zatrzepotała rzęsami. 
-  Lepiej  się  zamknijcie  -  burknęłam,  zła.  Zaczęły  się  śmiać. 

Emmi szturchnęła mnie w bok. 

-  Dziewczyno,  przecież  my  tylko  żartujemy!  -  zawołała. 

-Niech  będzie  i  Flynn,  jeśli  się  tak  uparłaś.  To  znaczy, 
naprawdę  jest  trochę  dziwny.  Jak  dla  mnie  zbyt  poważny. 
Jakby wszystko stawiał na ostrzu noża. Ale przecież naprawdę 
jest inteligentny, i wielu ludziom strasznie się podobają te jego 
wyskoki. 

Wywróciłam oczami z irytacją. Mówiła o Flynnie tak, jakby 

naprawdę zrobił coś szczególnego. 

- Ale jedno ci powiem — dorzuciła Emmi, zniżając głos. — 

Na pierwszej randce będzie chciał cię zaciągnąć do łóżka. 

Grace zachichotała. 
Zaniemówiłam i patrzyłam na Emmi. 
 

background image

- Ma to wypisane na czole - wyjaśniła tajemniczo. - Widać po 

nim, że jest z tych, co to nie lubią czekać. 

Po czym zwróciła się do Grace i zaczęła ją wypytywać, czy 

James Molloy potrafi się całować. Patrzyłam, jak Grace czer-
wieni się, wyznając, że jest w tym całkiem niezły. 1 że zerwie 
dla niego z Darrenem. 

Co  ta  Emmi  znowu  wymyśliła?  Jak  dotąd,  nawet  nie  ca-

łowaliśmy się  z Flynnem, a  znamy się  już  od wielu tygodni. 
Nie lubi czekać? To ostatnia rzecz, którą można by powiedzieć 
o Flynnie. Nie był ani trochę bezczelny. Potrząsnęłam głową. 
Może  dla  Emmi  znajomości  z  chłopakami  kręcą  się  wokół 
seksu, ale moja znajomość z Flynnem była zupełnie inna. 

Autobus  wlókł  się  bez  końca.  Przez  to  spóźniłyśmy  się  na 

próbę  o  dziesięć  minut.  Brakowało  tygodnia  do  połowy 
trymestru,  więc  kiedy  dotarłyśmy  na  miejsce,  pan  Nichols 
zdążył już wejść na najwyższe obroty. 

-  Za  tydzień  wszyscy  macie  znać  na  pamięć  swoje  role 

-mówił,  chodząc  po  sali  wielkimi  krokami.  —  Niedługo 
zaczniemy  łączyć  je  w  całość  na  prawdziwej  scenie.  1 
będziemy mieli po trzy próby w tygodniu. 

Rozejrzałam  się  za  Flynnem.  Zobaczyłam  go  na  końcu 

długiego  rzędu  odsuniętych  pod  ścianę  stolików.  Stał  z 
założonymi  ramionami. Patrzył na  pana Nicholsa. Minę miał 
gniewną, ponurą. 

- Nie mogę przychodzić trzy razy w tygodniu — powiedział. - 

Pan o tym dobrze wie. 

Ostatnie  słowa  wypowiedział  tonem  tak  lekceważącym,  że 

spodziewałam  się  gwałtownej  reakcji  pana  Nicholsa  i  byłam 
zaskoczona, że Flynn nie został od razu ukarany. 

 

background image

Pan Nichols przymrużył oczy. 
-  Nie  powiedziałem,  że  każdy  ma  przychodzić  trzy  razy  w 

tygodniu,  Flynn...  -  W  tym  momencie  zauważył  w  drzwiach 
Emmi,  Grace  i  mnie.  -  No,  widzę,  że  w  końcu  dotarłyście. 
Cieszę  się.  Wejdźcie,  dziewczęta.  Nie  mamy  czasu  do 
stracenia. Dziś zaczynamy od sceny z aktu 1. 

Tego popołudnia Flynn grał lepiej niż kiedykolwiek. Widać 

było,  że  jest  nie  w  humorze,  ale  wydawało  się,  że  nawet  ze 
swego złego nastroju potrafi zbudować rolę. Jego Romeo wy-
rzucał z siebie słowa z sarkazmem i furią, nie mogąc pogodzić 
się z banicją, na którą Książę skazał go za zabójstwo Tybalta. 
Pan  Nichols  jak  zwykle  nie  miał  dla  niego  żadnych  uwag. 
Flynn nie potrzebował pomocy, tak jak pozostali. Poruszał się i 
mówił  w  sposób  całkowicie  naturalny,  i  każde  zdanie,  jakie 
wypowiadał, od razu odsłaniało swój sens. 

Wkrótce przyszła kolej na moje wejście. Kolana drżały pode 

mną, kiedy zbliżałam się do Flynna. 

Ukrył  twarz,  tak  jak  przy  naszym  pierwszym  spotkaniu,  i 

nagle odsłonił ją jednym ruchem, chwytając mnie za ramię. 

Mówiłaś o Jufii? Cóż się z nią dzieje? 
Stanął za mną, nie puszczając mojego ramienia. Na moment 

zapomniałam, że to tylko teatr. Namiętność w jego oczach była 
tak  autentyczna...  Nie  wsłuchiwałam  się  w  słowa,  tylko  w 
falujący rytm zdań i w cierpienie brzmiące w jego głosie: 

Cóż  się  z  nią  dzieje?  O,  pewnie  mię  ona  ma  za  mordercę 

zakamieniałego... 

 

background image

Trudno było uwierzyć, że nie mówi o sobie, z głębi duszy. Na 

jego twarzy malowała się miłość i rozpacz. Obsesyjnie myślał 
o  Julii,  tylko  o  niej.  Musiał  koniecznie  dowiedzieć  się,  czy 
znienawidziła go za to, że zabił Tybalta, jej kuzyna. 

A potem ja wygłosiłam swoją kwestię: 
Nic, tylko szlocha i szlocha, i szlocha; To się na łóżko rzuca, 

to powstaje, to woła; Tyhah! to krzyczy: Romeo/ 

Jakże  pragnęłam,  żeby  to  dla  mnie  były  przeznaczone  jego 

gwałtowne  uczucia.  Żeby  to,  co  przeżywał,  dotyczyło  nas 
dwojga. 

A później, w swojej scenie z Julią, stał się spokojny i łagodny. 

Patrzył  na  Emmi  tak,  jakby  oprócz  niej  w  tej  sali  nie  było 
nikogo. Zazdrość sączyła się w moje serce jak trucizna. Nagle 
uprzytomniłam sobie, że w toku akcji będzie musiał ją pocało-
wać, i to nie raz. Jeszcze nie dzisiaj, być może, ale w pewnym 
momencie trzeba będzie się z tym zmierzyć w czasie prób. 1 
potem będzie ją całował na próbie generalnej. 1 jeszcze pod-
czas dwóch przedstawień, które mieliśmy dać. 

Zrobiło mi się słabo. Nie byłam już w stanie znieść dudnienia 

własnego serca. Nie mogłam nawet na niego spojrzeć, by nie 
jęknąć z bólu. 

Wyszłam z sali prób i udałam się do łazienki. Tam postarałam 

się  wziąć  kilka  głębokich  oddechów.  Usiłowałam  jakoś  się 
pozbierać.  To  przecież  nie  jego  wina.  Ani  jej.  Te  pocałunki 
były w didaskaliach. 

Zacisnęłam zęby.  Powinien  był  się  ze  mną  spotkać.  Powin-

niśmy byli o tym porozmawiać. Powinien był mnie pocałować. 

 

background image

Może gdybym wiedziała, na czym stoję, łatwiej by mi  było 

patrzeć, jak całuje Emmi na scenie. 

Spojrzałam w lustro. Ujrzałam dobrze znany, kojarzący się z 

bagienkiem  widok:  włosy  w  kolorze  szlamu,  oczy  w  nie-
ciekawym kolorze stojącej wody. Ale coś się jednak zmieniło 
w  mojej  twarzy.  Mój  Boże,  myśl  o  nim  nadawała  blask 
mojemu  spojrzeniu.  Zaczerwieniłam  się  na  myśl,  że  każdy 
dostrzeże to bez trudu. 1 znowu zacisnęłam zęby. 

Nic mnie to już nie obchodziło, że każdy się może domyślić. 

Flynn  wiedział, co  czuję.  Dowiedział  się  na  tamtym  party. 1 
podobałam mu się. Czy to nie wystarczy? 

Próba zakończyła się wkrótce po moim powrocie. Od razu do 

mnie  podszedł.  Kiedy  wszyscy  pchali  się  do  wyjścia,  zaczął 
mówić  o  naszym  spotkaniu  na  party.  Dopytywał  się,  czy 
dotarłam  bezpiecznie  do  domu.  Ale  czułam,  że  zaczął  tę 
rozmowę tylko po to, żebyśmy mieli czym się zająć, póki sala 
nie opustoszeje. 

1  w  końcu  pan  Nichols  kazał  nam  wyjść.  Ruszyliśmy  do 

drzwi  razem  z  nim  i  poczekaliśmy,  aż  zgasi  światło. 
Odprowadził nas korytarzem aż do schodów, a potem popędził 
gdzieś  przed  siebie,  zaalarmowany  odgłosami  bójki,  która 
wybuchła piętro niżej. 

Ledwie zniknął nam z oczu, Flynn chwycił mnie za rękę. 
Bez słowa pociągnął mnie za sobą tym samym korytarzem z 

powrotem do sali prób. Wśliznęliśmy się do środka. Była po-
grążona w ciemności, ale nie takiej zupełnej. Na stoły i na po-
pękane  linoleum  podłogi  padała  żółtawa  poświata  latarni 
ulicznych,  które  stały  przed  szkołą.  W  białej  tablicy,  stojącej 
przy drzwiach, ich światło odbijało się jak w lustrze. 

 

background image

Staliśmy  twarzą  w  twarz.  Oczy  Flynna,  jak  odlane  ze 

szczerego złota, zdawały się świecić własnym blaskiem w jego 
ukrytej w cieniu twarzy. Moje serce biło jak szalone, a Flynn 
patrzył na mnie i patrzył. 

Był  nieprawdopodobnie  seksowny  i  miał  w  sobie  coś,  co 

zupełnie odbierało mi pewność siebie. 

Niech się teraz dzieje, co chce — pomyślałam. — Nie mów 

nic. 

Tak, właśnie. 
—  Dlaczego  nie  możesz  przychodzić  na  próbę  trzy  razy  w 

tygodniu? — usłyszałam swój własny, trochę piskliwy głos. 

- To by kolidowało z moją pracą - odpowiedział cicho Flynn. 

Nie zauważyłam, żeby mrugnął powieką. Ani razu. 

- Jaka to praca? - spytałam. 
—  Roznoszę  po  domach  warzywa  z  organicznych  hodowli. 

Wieczorem,  dwa  albo  trzy  razy  w  tygodniu.  W  soboty  do 
czwartej myję samochody, a potem pomagam w kawiarni. W 
niedziele  od  dziesiątej  do  drugiej  sprzątam  w  klubie 
sportowym. 

Wytrzymywał mój wzrok, nieugięty jak lew, i jak lew gotowy 

do soku. 

Drżałam na całym ciele. 
Jego  hipnotyczne  spojrzenie  nie  pozwalało  mi  opuścić 

wzroku. 

— Więc kiedy odrabiasz lekcje? — zdumiałam się. Zamknij 

się, River — pomyślałam. — Ani słowa więcej. 

- W niedzielne popołudnia - odpowiedział. - 1 wieczorami, po 

powrocie do domu. 

Zbliżył się do mnie jeszcze o krok. Niemal czułam, jak po-

wietrze między nami elektryzuje się i strzela tysiącami maleń-
kich iskierek. 

 

background image

- Nie mówmy teraz o odrabianiu lekcji - wyszeptał. 
W ogóle nie byłam już w stanie mówić o czymkolwiek. Każde 

słowo uwięzłoby mi w gardle. Przymknęłam oczy i poczułam, 
że on pochyla głowę, a jego usta są coraz bliżej, coraz bliżej. 

Poddałam  się  pocałunkom.  Łagodnym,  delikatnym,  lekkim. 

Całe moje ciało zmiękło. 

-  Flynn?  -  usłyszeliśmy  podniesiony  głos  pana  Nicholsa, 

niosący się echem po korytarzu. — River? 

Odskoczyłam i gwałtownie odwróciłam twarz w stronę drzwi. 

Ledwie odnotowałam, że Flynn pozostał tam, gdzie stał, kiedy 
mnie całował. Głos pana Nicholsa nie wywołał w nim żadnej 
reakcji. 

Drzwi otworzyły się z hałasem. Wysoka, szczupła sylwetka 

pana Nicholsa odcinała się ostro na tle jaskrawo oświetlonego 
korytarza. 

Patrzył na nas szeroko otwartymi oczami. 
-  Co  wy  tutaj  robicie?  Wyjdźcie  natychmiast!  —  krzyknął. 

Czerwona jak burak, pobiegłam w stronę drzwi. Usłyszałam, 
jak pan Nichols ostrym tonem strofuje Flynna: 

- Na co czekasz? Ruszaj się! 
Ale nie słyszałam, co Flynn mu odpowiedział, i nie wiem, czy 

w ogóle padła jakaś odpowiedź. 

Biegłam  przed  siebie,  aż  dopadłam  schodów,  i  popędziłam 

schodami w dół, i w końcu wpadłam do świetlicy. Została tam 
nieliczna grupka chłopców. Zauważyłam Emmi i Grace. Daisy 
już wyszła. 

Ruszyłam w stronę Emmi. Stała z Alexem i obejmowali się 

ramionami. Na mój widok Emmi podniosła wysoko brwi, ale 
na szczęście nie powiedziała ani słowa. 

 

background image

Po  jakichś  pięciu  minutach  zjawił  się  Flynn,  nachmurzony. 

Napił  się  soku,  a  potem  rozejrzał  się  po  sali,  szukając  mnie 
wzrokiem.  Jego  spojrzenie  nakazało  mi  podejść.  Podeszłam 
posłusznie, natychmiast. 

- Co się stało? - spytałam szeptem. Wciąż jeszcze czułam na 

wargach dotyk jego ust. 

Flynn  wzruszył  ramionami.  W  jaskrawym  świetle  jarze-

niówek jego twarz wydała mi się blada i znużona. 

- Nic. To co zawsze. Cholerni nauczyciele chcą mną rządzić. - 

Skrzywił usta. - Jakby to było, do cholery, jakąś zbrodnią, że... 

Spojrzał  na  mnie  i  zawahał  się.  Miałam  wrażenie,  że  na 

chwilę opuściła go pewność siebie. 

- W czwartek mnie tu nie będzie — powiedział. — Pracuję. 
Patrzyłam  na  niego  w  milczeniu.  Czwartkowa  próba  miała 

być ostatnią przed  przerwą półtrymestralną. Jeśli teraz się ze 
mną nie umówi, nie zobaczę go przez dwa tygodnie. 

Umów się ze mną... — pomyślałam. — Na co czekasz? Zrób 

to! Hałas w sali rekreacyjnej wzmógł się, bo wszyscy zaczęli 
sięgać  po  kurtki  i  torby.  Serce  mi  biło.  No,  dalej!  Na  co 
czekasz! 

Twarz Flynna spochmurniała. Czyżby się znowu rozgniewał? 

Ściągnęłam brwi. Nie. To nie gniew. Nagle zrozumiałam, o co 
tu chodzi. Flynn był zakłopotany. 

Niewiele  brakowało,  bym  otworzyła  usta  ze  zdumienia. 

Zakłopotany? Flynn? 

- River! - zawołała od drzwi Emmi. - Idziemy! Usłyszałam jej 

śmiech i śmiech któregoś z chłopaków. 

 

background image

Och, zamknijcie się — pomyślałam. - Bądźcie cicho. Flynn 

zmrużył  oczy.  Jakby  z  największym  wysiłkiem  zmuszał  się, 
żeby na mnie spojrzeć. 

— Możesz podać mi swój numer telefonu? - spytał. 
Jego głos zabrzmiał gniewnie. Ale ja już wiedziałam, że to nie 

gniew. Zrozumiałam, że jest strasznie zawstydzony, bo bardzo, 
bardzo  pragnął mieć  mój  numer  telefonu i  nie chciał, żebym 
odgadła, jakie to dla niego ważne. 

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. 
—  Jasne  -  odpowiedziałam.  -  Najlepiej  ty  podaj  mi  swój 

numer, a ja... 

Słowa  zamarły  na  moich  ustach,  kiedy  spojrzenie  Flynna 

stwardniało. 

Niech to diabli - pomyślałam. - Wygłupiłaś się, River, znowu 

się wygłupiłaś. 

Prawdopodobnie nie było go stać na telefon komórkowy. 
— Albo nie! - zawołałam. - Poczekaj! 
Zanim zdążył się odezwać, skoczyłam w stronę swojej torby, 

wyrwałam  z  niej  egzemplarz  sztuki,  wróciłam  do  Flynna  i 
zapisałam  swój  numer  na  dole  ostatniej  strony  tekstu.  Kiedy 
Emmi zajrzała do sali, oderwałam kawałek papieru z numerem 
i podałam Flynnowi. Schował go do kieszeni. Po czym odszedł 
bez słowa. 

— Proszę, jaki zły - powiedziała Emmi. - Nawet się nie po-

żegnał. Mówię ci, River, lepiej uważaj. Obawiam się, że może 
być z niego damski bokser. 

Potrząsnęłam głową. 
— Flynn nie jest taki, jak myślisz — powiedziałam. — Na-

prawdę, Emmi, wcale go nie znasz. 

 

background image

Nie zdziwiłabym się, gdyby mi wytknęła, że ja też nie znam 

Flynna. Ale widocznie mój głos wyjątkowo akurat tym razem 
zabrzmiał tak pewnie, że Emmi dała za wygraną. 

 

background image

12. 
 
Przez  trzy  dni  umierałam,  czekając  na  jego  telefon.  Prze-

stałam  jeść.  Nie  spałam.  Pilnowałam,  żeby  bateria  telefonu 
była zawsze naładowana, i nie odchodziłam od niego dalej niż 
na metr. 

Nie dzwonił, i nie dzwonił, i nie dzwonił. 
Emmi  -  która  oczywiście  widziała,  jak  mu  dawałam  swój 

numer — spytała, czy już zadzwonił. Z początku próbowałam 
jej wmówić, że mieliśmy spotkać się tylko po to, żeby poroz-
mawiać  o  przedstawieniu.  Ale  niełatwo  było  oszukać  Emmi. 
Więc wszystko jej w końcu wyznałam. 

Rozpaczliwie pragnęłam komuś o tym opowiedzieć. A Emmi 

— mimo swojej cynicznej postawy wobec chłopaków i randek 
—  była  do  tego  najwłaściwszą  osobą.  Mogła  nie  rozumieć 
Flynna,  ale  miała  w  tych  sprawach  więcej  doświadczenia  niż 
ktokolwiek inny. 1 wiedziałam, że mogę na niej polegać. 

— Bądź spokojna — powiedziała mi. — Jeśli mu zależy, za-

dzwoni. 

Obawiałam się, że to może nie być tak proste. Wiedziałam, że 

mu zależy. Przekonałam się o tym wiele razy. Ale wiedziałam, 
że dla Flynna stawka była wyższa. Wyczuwałam w tym jakiś 
związek  z  jego  skłonnością  do  gniewu.  1  z  jego  dumą.  Nie 
rozumiałam tego wszystkiego, ale wyczuwałam, że to są spra-
wy, z którymi muszę się liczyć. 

 

background image

Wreszcie zadzwonił po czwartkowej próbie, na którą -tak jak 

zapowiadał — nie przyszedł. 

— Cześć — powiedział. 
Na sam dźwięk jego głosu mój żołądek wywinął koziołka. 
-  Cześć  -  odpowiedziałam,  starając  się,  żeby  to  zabrzmiało 

jakby nigdy nic. — Rozwiozłeś już te warzywa? 

-  Tak  —  w  jego  głosie  było  słychać  zmęczenie.  -  Cholerni 

dziwacy.  Nawet  sobie  nie  wyobrażasz,  ile  kosztuje  ta 
organiczna żywność. 

Akurat przypadkiem wiedziałam. Komuna, w której mieszkał 

ojciec,  była  jednym  z  producentów  zaopatrujących  lokalny 
rynek produktów ekologicznych. Zawsze ubolewał nad tym, że 
ich warzywa są tak drogie. Zaraz jednak dodawał, że ich cena 
jest  uzasadniona  dodatkową  pracą,  jaką  trzeba  włożyć  w  te 
uprawy. 

— Ale może warto zapłacić więcej za zdrowsze jedzenie? - 

spytałam ufnie. 

— Jeśli cię na to stać! — prychnął Flynn. Zapadła cisza. 
— To jak? Spotkamy się w weekend? — odezwał się znowu. 
- Tak - odpowiedziałam. Usta miałam całkiem suche. 
- Może skoczymy na kawę? - zaproponował. — W niedzielę? 
— Dobrze — powiedziałam. — W tym samym miejscu? 
- Nie, miałem na myśli coś innego. Priory Park. Jest tam mała 

letnia  kawiarenka,  jeszcze  otwarta.  Widziałem  w  zeszłym 
tygodniu.  Teraz  otwierają  ją  tylko  na  pół  dnia.  To  jak? 
Możemy się tam spotkać? Na przykład o trzeciej? 

-Tak. 
 

background image

1  to  był  już  prawie  koniec  naszej  rozmowy.  Cboć  wyszło 

jakoś  niezbyt  zręcznie,  nie  przejmowałam  się  tym  wcale. 
Uzyskałam  to, czego  pragnęłam.  Byłam  z  nim  umówiona  na 
randkę. 

Na pierwszą randkę. 
Bez  końca  zastanawiałam  się,  co  na  siebie  włożyć.  Nie  za-

mierzałam o to pytać Emmi ani Grace. Ale i tak musiałam im 
powiedzieć, że idę spotkać się z Flynnem, bo Emmi raz po raz 
dopytywała się, czy już zadzwonił. A stąd był już tylko krok do 
nieuniknionej dyskusji na temat stroju i makijażu. 

Grace była za stylem sportowym, naturalnym. 
—  Dżinsy,  trampki  i  tylko  odrobina  szminki  do  ust  — 

powiedziała. - Prostota. 

Nie byłam do tego przekonana. Grace w takiej prostocie było 

o  wiele  bardziej  do  twarzy  niż  mnie.  Miała  ładne,  regularne 
rysy  i  niewinny  wygląd.  Wyglądałabym  jak  słonica  w  tych 
dżinsach i trampkach, bez makijażu. 

— Coś seksownego — poradziła mi Emmi. Coś takiego sama 

by  włożyła  na  moim  miejscu.  —  Ale  nie  możesz  w  tym 
wyglądać jak dziwka. Bo zaraz by zaczął się do ciebie kleić. 
Pamiętaj, że jest w gorącej wodzie kąpany. 

Radziła  mi  włożyć  znowu  ten  czarny  top  na  cienkich 

ramiączkach. Nie, pomyślałam, nie ma mowy. Nie włożę go na 
spotkanie w środku dnia. 

Stanęło w końcu na dżinsach i dopasowanej bluzce z miękkiej 

tkaniny.  Bluzka  była  dość  wytworna,  ale  dzięki  dżinsom  nie 
wyglądałam  w  niej  na  przesadnie  wystrojoną.  1  była 
bladoniebieska — co podkreślało domieszkę błękitu w moich 
niezbyt ciekawych szaroburych oczach. 

 

background image

Zamierzałam włożyć też żakiet, ale już w sobotę zrobiło się 

dziwnie  ciepło.  Ani  trochę  wiatru  i  piękne  słońce.  Mimo 
wszystko  zabrałam  żakiet  ze  sobą.  Żebym  miała  czym  się 
okryć, jeśli zechcę. 

Kiedy  w  niedzielę  dotarłam  do  tej  kawiarenki,  było  w  niej 

tłoczno.  1  nigdzie  nie  mogłam  wypatrzeć  Flynna.  Za  radę 
Emmi  umyślnie  przyszłam  lekko  spóźniona.  Było  piętnaście 
po trzeciej. Więc powinien już być. Powinien już być! Gdzie 
on się podziewał? 

Obeszłam  salę  dookoła,  a  potem  okrążyłam  tylną  część  pa-

wilonu, w której mieściły się łazienki. 1 w końcu zauważyłam 
go  na  zewnątrz.  Oparty  o  stolik,  przyglądał  się  dwóm 
przechodzącym  obok  wysokim,  szczupłym  dziewczynom. 
Obrócił  głowę,  odprowadzając  je  wzrokiem  do  betonowej 
sadzawki przed tarasem kawiarni. 

Wtedy  dopiero  się  rozejrzał.  1  dostrzegł  mnie.  Uśmiechnął 

się, ale ja jakoś nie mogłam odpowiedzieć mu uśmiechem. Wy-
parowały ze mnie resztki pewności siebie. Nie wytrzymałabym 
konkurencji z takimi dziewczynami jak te dwie. 

Podszedł z zatroskaną miną. 
—  Cześć  —  powiedział  trochę  niepewnie.  —  Wszystko  w 

porządku? 

Kiwnęłam głową. Wiedziałam, że powinnam powiedzieć coś 

lekkiego, zabawnego. Ale nie mogłam się na to zdobyć. Do-
tarło do mnie właśnie, jaka byłam głupia. Flynn był kimś wy-
jątkowym.  Doskonałym  aktorem.  Obdarzonym  prawdziwą 
charyzmą. 1 był przystojny. Nigdy nie znajdę się w tej samej 
lidze. Mogłam równie dobrze od razu wrócić do domu. 

- River? - odezwał się Flynn, jeszcze bardziej zaniepokojony. 

— Co z tobą? 

 

background image

Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego piękne oczy. Był na 

mnie skoncentrowany tak mocno, że reszta świata mogłaby nie 
istnieć. Ale to mnie jakoś nie pocieszyło. 

— Nic, w porządku - odpowiedziałam. 
Mimo  to  nie  spuszczał  ze  mnie  badawczego  spojrzenia, 

którym chciał wyciągnąć ze mnie prawdę. Zmarszczył brwi. 

—  Nie,  nie  jest  w  porządku.  Co  się  dzieje?  Postanowiłam 

zademonstrować optymizm i pewność siebie. Zablefować. 

—  W  porządku  —  powtórzyłam,  podnosząc  brwi,  co,  jak 

sądziłam, wyglądało inteligentnie i dodawało mi atrakcyjności. 
- Tylko zastanawiam się, dlaczego faceci zawsze gapią się na 
takie  dziewczyny.  —  Zaśmiałam  się  nieco  wymuszonym 
śmiechem,  żeby  zaznaczyć,  że  to  drobiazg,  do  którego  nie 
przywiązuję  wagi.  —  Wiesz...  —  ciągnęłam  dalej.  —  Nie 
mogą  się  powstrzymać,  jeśli  dziewczyna  jest  seksowna.  Tak 
mają zaprogramowane mózgi... Coś w tym rodzaju. 

— Tu nie chodzi o mózgi — uśmiechnął się Flynn. 1 patrzył 

na mnie dalej. Czytał we mnie jak w książce. - Dlaczego ci się 
wydaje, że nie jesteś atrakcyjna? - spytał, przeciągając głoski. 

Tak,  naprawdę  potrafił  przejrzeć  mnie  na  wylot.  Znał  moje 

najtajniejsze myśli. Nie do wiary. Serce biło mi mocno. 

— O czym ty w ogóle mówisz? — spytałam beztrosko. Flynn 

sięgnął po moją dłoń i ukrył ją w swojej. 

—  Nie  rozumiem,  co,  u  diabła,  może  ci  się  nie  podobać  w 

twoim wyglądzie — powiedział, marszcząc brwi. 

Nie mogłam uwierzyć, że słyszę to, co słyszę. Ze mówimy o 

tak trudnych sprawach, i to już w pierwszych minutach spo- 

 

background image

tkania. Wzruszyłam ramionami, marząc o tym, żeby przestał 

tak na mnie patrzeć. Ale nie przestał. Czekał na odpowiedź. 

— Daj spokój — powiedziałam, wydymając wargi. — Prze-

cież chyba widzisz, że nie mam figury supermodelki. 

Postarałam się użyć takiego tonu, jakbym nie przywiązywała 

do tego wielkiej wagi. Ale wiedziałam, że Flynna nie oszukam. 

Wbiłam wzrok w beton pod nogami. 
—  River.  Uwierz  mi  —  powiedział  Flynn.  —  Wyglądasz 

fantastycznie. 

Policzki  mi  zapłonęły.  Serce  biło  coraz  szybciej.  Czyżby 

naprawdę tak sądził? 

— No, dobra. Chudym, wysokim dziewczynom jest ładnie w 

designerskich  ciuchach.  Ale  nie  każdy  gustuje  w  wyżłach. 
Niektórzy lubią... To znaczy, chciałem powiedzieć... 

Utknął i znowu zmarszczył brwi. 
— Mniejsze pieski? — spytałam, spojrzawszy mu w oczy. 
Roześmieliśmy  się  oboje.  1  nagle  zniknęła  gdzieś  cała  nie-

zręczność tej sytuacji. Flynn przysunął się bliżej. Objął mnie w 
pasie  ramieniem.  A  potem  opuścił  dłoń,  zatrzymując  ją  na 
biodrze. 

—  Nie  rozumiesz,  o  co  w  tym  chodzi?  Niektórzy  świetnie 

wyglądają. Inni świetnie się czują w swojej skórze. Niewielu 
jest takich, którzy mają jedno i drugie. 

Koniuszki  jego  palców  musnęły  moją  pupę.  Spuścił  oczy. 

Miałam wrażenie, że jego rozpalone spojrzenie przenika całe 
moje ciało, parząc piersi i brzuch. 

Byłam tak wytrącona z równowagi, że mogłam  - tak mi się 

wydawało — zemdleć w każdej chwili. Jak to możliwe, żeby 

 

background image

ktoś, kogo ledwie znałam, doprowadzał mnie do takiego sta-

nu? A serce nie przestawało mi bić jak młot. Nie miałam poję-
cia, co się ze mnę dzieje. 1 co powinnam zrobić. 

Jakieś dziecko krzyknęło tuż obok nas. Nagle przypomniałam 

sobie, że stoimy przed kawiarnię i otaczają nas inni ludzie. 

Flynn położył palce na moim brzuchu i zabrał je. Uśmiechnę! 

się. 

— Chodźmy na spacer. 
Wziął mnie za rękę i ruszyliśmy aleję przez rozległy trawnik, 

oddalając  się  od  kawiarni.  Doszliśmy  do  węższych  alejek, 
obrośniętych drzewami i krzewami. Kręciło mi się w głowie. 
Moje serce szalało. Pragnęłam jego bliskości bardziej niż kie-
dykolwiek i czegokolwiek na świecie. 

Flynn milczał. Dopiero kiedy trawnik się skończył, przystanął 

i odwrócił się do mnie. 

-  Znajdziemy  sobie  jakieś  spokojne  miejsce,  żeby  usiąść? 

Kiwnęłam głowę. 

Skręciliśmy  w  wąską,  odludną  ścieżkę.  Po  paru  metrach 

Flynn  zszedł  z  niej  i  wszedł  między  drzewa,  delikatnie 
pociągając mnie za sobą. Znaleźliśmy się na maleńkiej polance 
otoczonej  zaroślami.  Usiedliśmy  na  gołej  ziemi,  zasłanej 
patykami i liśćmi. 

Oczy Flynna płonęły. Na tle liści wydawały się jasnozielone. 

Pochylił się ku mnie i czupryna opadła mu na oczy. Pocałował 
mnie w usta. Był to pocałunek niepodobny do tamtego, w sali 
prób. Mocniejszy i bardziej erotyczny. Jego język ocierał się o 
mój.  Zdawał  się  czytać  w  nim.  Tak  jak  przedtem  jego  oczy 
czytały w moich. 

 

background image

Nie miałam zbyt wielkiego doświadczenia w takich sprawach, 

ale  to  był  bez  wątpienia  najwspanialszy  pocałunek  w  moim 
życiu. 

Zupełnie inna liga pocałunkowa niż do tej pory. 
Jego  dłoń  przesunęła  się  po  moich  plecach.  Zarzuciłam  mu 

ramiona na szyję i przylgnęliśmy do siebie jeszcze mocniej. 

Wciągnęłam  powietrze  w  odruchu  zaskoczenia,  gdy  jego 

dłonie  zaczęły  wędrować  po  moim  ciele.  Usłyszałam  swój 
własny  jęk.  Zabrzmiał  jak  jakiś  obcy  odgłos,  dolatujący  z 
daleka.  Jego  ręce  były  dosłownie  wszędzie,  jakby  chciały 
zagarnąć  mnie  całą.  Przemykały  po  moim  czole,  po  plecach, 
wślizgiwały się pod bluzkę, podciągnęły ją i dotykały brzucha. 
Obejmowałam  go  mocno,  podczas  gdy  on  dyszał  coraz 
głośniej... 1 wtedy jego dłonie przesunęły się jeszcze niżej... do 
moich  dżinsów...  i  zaczęły  majstrować  przy  zamku 
błyskawicznym. 

Nie! 
Podziałało  to  na  mnie  jak  kubeł  zimnej  wody  wylany  na 

głowę. Tego już było za wiele. 1 zbyt szybko się to wszystko 
działo. 

-  Nie  rób  tego  -  powiedziałam.  Zamarł  na  chwilę,  a  potem 

zabrał ręce. Odsunął się. 

Ja też się odsunęłam. Drżącymi rękami poprawiłam na sobie 

bluzkę. Nie mogłam uwierzyć, że posunęliśmy się tak daleko. 
Słyszałam  głosy  ludzi  na  ścieżce,  o  parę  metrów  od  nas. 
Wyczesałam palcami z włosów trochę ziemi i zeschłych liści. 

- Przepraszam - uklęknął przede mną i spojrzał badawczo. — 

Nie wiem, co powiedzieć... Wybacz mi. 

 

background image

— W porządku - odpowiedziałam, przygryzając wargę. Tak, 

Emmi miała rację. Flynn chciał seksu na pierwszej randce. Ale 
przecież  i  ja...  Posunęłam  się  tak  daleko,  zupełnie  tracąc 
głowę... 

— Przestraszyłeś mnie — te słowa wyszły z moich ust, zanim 

się  zorientowałam,  że  je  wypowiadam.  Klęczałam,  przy-
garbiona, upokorzona. Nie chciałam, żeby odgadł, co czułam w 
tamtej chwili — jak bardzo go pragnęłam. 

Położył rękę na moim ramieniu. 
— River... - odezwał się drżącym głosem. 
Podniosłam  wzrok.  Miał  łzy  w  oczach.  Przysięgam.  Praw-

dziwe łzy. 

—  Sprawiłem  ci  przykrość?  Potrząsnęłam  głową.  Dławiło 

mnie w gardle. 

—  Nie.  Ale...  -  uśmiechnęłam  się  z  przymusem.  -  Założy-

łabym się, że Romeo i Julia nie mieli podobnych problemów. 

Flynn też się uśmiechnął. 
— Bo bez przerwy gadali. 
— Może i my powinniśmy tego spróbować - powiedziałam. 

Flynn patrzył mi w oczy przez długą chwilę. 

—  Nie  masz  pojęcia,  jak  bardzo  nie  chce  mi  się  grać  w  tej 

cholernej sztuce - powiedział. 

 

background image

13. 
 
Gapiłam się na niego, zupełnie zaskoczona tym wyznaniem. 
—  Ale  to  przecież  piękna  sztuka...  1 ty jesteś  w  niej  wspa-

niały.  Grasz  tak  naturalnie,  jakby  wszystkie  kwestie  były 
twoje. 

Wzruszył ramionami. 
— Nie  powiedziałem, że sztuka mi  się  nie podoba, chociaż 

częściowo  jest  po  prostu  głupia.  Ale  nie  znoszę  tego  przed-
stawienia.  Tych prób, tego  zostawania  w  szkole  po  lekcjach. 
Właśnie tego. 

Zmarszczyłam brwi. 
— Więc dlaczego się zgodziłeś? Flynn spojrzał na mnie spod 

oka. 

—  Obiecujesz,  że  nikomu  tego  nie  powtórzysz?  Kiwnęłam 

głową i poczułam dreszcz na myśl, że powierzy 

mi swoją tajemnicę. 
— Pan Nichols prosił mnie i błagał, żebym zagrał Romea. To 

znaczy, nie klęczał przede mną, ale nudził i nudził bez przerwy. 
A  ja  mówiłem  mu,  że  nie  mam  czasu  na  takie  rzeczy.  1  w 
końcu  powiedział  mi,  że  jeśli  chcę  mieć  najlepszy  wynik  na 
maturze z angielskiego, to lepiej, żebym się zgodził. 

Złapałam się za głowę. 
— Żartujesz! — powiedziałam. Flynn wstał. 
 

background image

- Wtedy zmieniłem front. Powiedziałem: dobrze, zagram w tej 

sztuce, ale nie będę przychodził na próby, jeśliby kolidowały z 
moją pracę. 1 zgadzam się tylko, pod warunkiem że obieca mi 
pan dobry stopień z angielskiego, tak mu powiedziałem. 

Otworzyłam szeroko oczy. 
- Niemożliwe. 
Zerwałam  się  na  nogi  i  ruszyłam  w  ślad  za  Flynnem  przez 

zarośla. Razem wyszliśmy z powrotem na ścieżkę. 

- Może to wszystko nie było powiedziane tak prosto z mostu - 

Flynn  otrzepał mi  plecy z  ziemi  i  zeschłych  liści.  -  Ale  obaj 
wiedzieliśmy, o co się toczy gra. Pan Nichols potrzebuje mnie 
w tej cholernej sztuce, żeby nie zrobiła klapy. A ja potrzebuję 
piętki z angielskiego na maturze. 1 tyle. 

Patrzyłam na niego, a mój umysł słaniał się pod ciężarem tych 

rewelacji.  Teraz  zrozumiałam,  dlaczego  pan  Nichols  zawsze 
tak oględnie obchodził się z Flynnem. Dlaczego nigdy nie robił 
afery z jego nieobecności na próbach. Trudno mi było przyjęć 
do  wiadomości,  że  nauczyciel  może  robić  z  uczniem  takie 
interesy.  Ale  biorąc  pod  uwagę  charakter  Flynna  i  to,  jak 
wspaniałym był aktorem - mogłam w to wszystko uwierzyć. 

- Jestem pewna, że i bez moich zachwytów wiesz, jaki jesteś 

dobry — powiedziałam z ironicznym uśmiechem. 

Objął mnie ramieniem. 
- Ale będzie mi przyjemnie, jeśli się pozachwycasz — musnął 

ustami moje włosy. 

Szliśmy dalej. Byłam zdumiona tym, że rozmawiamy ze sobą, 

jakby nic się  nie  stało. Jak naturalne wydawało mi  się  to, że 
wędrowaliśmy  razem  ścieżkę  krótko  po  tamtej  scenie  pełnej 
nieokiełznanych namiętności. 

 

background image

- Ale dlaczego jesteś w tym taki dobry? W tej roli... i w ogóle? 

- spytałam. 

Flynn wzruszył ramionami. 
-  Mam  dobrą  pamięć,  ot  i  wszystko.  Wystarczy  mi  raz  po-

słuchać,  co  pan  Nichols  ma  do powiedzenia  na  temat  jakiejś 
sceny, i już to wiem. A wtedy to już nic trudnego powiedzieć 
swoją kwestię w sposób naturalny. 

Moim zdaniem wypowiedzenie jakiejkolwiek kwestii w spo-

sób naturalny było w tym wszystkim najtrudniejsze. Ale nie za-
mierzałam  znowu  zacząć  wychwalać  Flynna  za  to,  jaki  jest 
wspaniały. 

- Czemu uważasz, że sztuka jest głupia? — pytałam dalej. - 

Mnie się bardzo podoba. Zwłaszcza te sceny, w których Romeo 
i Julia mówią o swoich uczuciach. 

Flynn zaczął się śmiać. 
-  Są  takie  przegadane.  Romeo  budzi  współczucie.  Musi  bez 

przerwy  nawijać  o  tym,  jaka  Julia  jest  cudowna,  a  przecież 
myśli  tylko  o  jednym  —  chce  się  z  nią  przespać.  To  znaczy 
chciałby, gdyby mógł. A ta cała poezja to zawracanie głowy. 
Powiedzmy... prawie cała. 

Poczułam lód koło serca. 
- Nie lubisz poezji? - mój głos zabrzmiał słabo i bezbronnie. 
Ścisnął mocniej moje ramię. 
- Gdybyś musiała wybierać między kimś, kto pisze dla ciebie 

wiersze, a kimś, kto chce cię całować, kogo byś wybrała? Ale 
na  zawsze.  Tylko  jednego.  Wolisz  dostawać  wiersze  czy 
pocałunki? 

Zastanowiłam się. 
 

background image

— Pocałunki — powiedziałam. — Bo w pocałunkach ten ktoś 

byłby  bardziej  obecny.  1  ja  także  byłabym  w  nich  bardziej 
obecna. Ale to nie znaczy, że poezja jest nic niewarta. 

Uśmiechnął się. 
— No właśnie - powiedział. 
Wyszliśmy  na  otwartą  przestrzeń  i  usiedliśmy  w  trawie. 

Słońce już nie świeciło tak jaskrawo, schowało się za chmury. 
Wyciągnęłam z torby żakiet i zaczęłam go wkładać. 

-  To  nie  do  wiary...  Jak  możesz  myśleć,  że  kiepsko  wyglą-

dasz?  -  odezwał  się  Flynn,  mierząc  mnie  wzrokiem.  -  Kiedy 
zobaczyłem cię na ulicy w tej bluzce... — przewrócił oczami. 
—  Potem  piliśmy  kawę,  a  ja  myślałem  tylko  o  tym,  że 
chciałbym cię całować. 

- Naprawdę? - spytałam i poczułam strumień ciepła płynący 

przez moje ciało. 

Flynn objął mnie i przyciągnął do siebie, tak że nasze czoła i 

nosy niemal się dotykały. 

— Pamiętasz, co mi przedtem powiedziałaś? — zapytał bar-

dzo cicho. — Nie chcę popsuć tego, co jest między nami. Niech 
to się wszystko dzieje powoli, tak powoli, jak tylko będziesz 
chciała. 

Spojrzałam mu w oczy, a moje serce znowu biło jak młot. To 

wszystko wydawało mi się szalonym snem. On patrzył na mnie 
tak,  jakby...  jakby  naprawdę  pragnął  tylko  mnie.  Mnie  całej. 
Nie tylko mojego ciała, jak twierdziła Emmi. 1 nie w sposób 
cyniczny, jak przypuszczała mama. Tylko naprawdę. 

Flynn pocałował mnie delikatnie i odsunął się. 
- Mogę cię o coś spytać? Przełknęłam ślinę. 
 

background image

-Pytaj. 
- Skąd wzięło się to twoje... egzotyczne imię? 
Słowo  „egzotyczne"  wybierał  z  widoczną  ostrożnością. 

Podobało mi się to. Zdecydowanie tak. 

Podobało mi się, że tak się starał, żeby znaleźć odpowiednie 

słowo. Bo wiedział, że dla mnie to ważne. 

-  Moi  rodzice  przechodzili  fazę  fascynacji  ruchami  alter-

natywnymi - powiedziałam. — Prawdę mówiąc, ojciec jeszcze 
z niej nie wyszedł. Są rozwiedzeni. Ojciec mieszka w komunie 
na  wsi,  godzinę  drogi  od  Londynu.  Być  może  roznosisz  po 
domach warzywa, które on uprawia. 

Flynn wydął policzki. 
-  Łatwo  ci  było  pogodzić  się  z  tym,  że  odpadł  od  społe-

czeństwa? 

Potrząsnęłam głową. 
-  Tak  naprawdę  przecież  wcale  nie  odpadł.  Należy  do  tej 

komuny. A poza tym przez cały czas pracuje jako nauczyciel. 
Na pół etatu. Jemu tak bardzo nie zależy na tym, co materialne. 
Na pieniądzach. 

Ugryzłam się w język, żałując, że znowu wypowiedziałam to 

niebezpieczne słowo na „p". 

- A co z tobą? - spytałam, zanim się zdążył odezwać. -Flynn to 

nazwisko.  Na  imię  masz  Patrick.  James  mi  powiedział. 
Dlaczego nie chcesz, żeby wszyscy tak do ciebie mówili? 

Flynn leżał na trawie i patrzył w niebo. Milczał tak długo, że 

już zwątpiłam, czy odpowie. Kiedy się odezwał, jego głos był 
poirytowany. 

- Patrick to imię mojego ojca - powiedział. Nie zrozumiałam. 

Ściągnęłam brwi. 

 

background image

A więc nie lubił swojego ojca... Ale... 
-  Ale  Flynn  to  jego  nazwisko,  tak?  Potrząsnął  głową,  nie 

patrząc na mnie. 

- Oni się nigdy nie pobrali. 
- Rozumiem — powiedziałam, cboć dalej nie rozumiałam. — 

To jak cię nazywają twoje siostry? Flynn? Przecież one też się 
tak nazywają. 

Flynn przewrócił się na bok. 
- Którą mamy godzinę? - spytał. Spojrzałam na wyświetlacz 

telefonu. 

- Dochodzi piąta. Wstał. 
- Muszę już iść - powiedział. — Mam odebrać Caitlin od jej 

przyjaciółki i zaprowadzić do domu. A potem idę po Siobhan. 
Jestem z nią umówiony na szóstą. Wieczorem wypadła mi do-
datkowa zmiana w kawiarni. 

-  Na  miłość  boską,  Flynn!  -  powiedziałam,  podnosząc  się  z 

ziemi. — Ktoś mógłby pomyśleć, że jesteś odpowiedzialny za 
całą rodzinę. 

Chciałam  tylko  zażartować,  ale  Flynn  popatrzył  na  mnie  z 

tym znanym mi już lodowatym błyskiem w oku. 

-Jestem  —  odpowiedział.  -  Mama  haruje  na  dwóch  etatach. 

Nie  może  być  w  domu  przez  cały  czas.  Więc  muszę  dbać  o 
siostry. 

Zerknęłam  na  niego,  a  w  moim  sercu  wzbierała  tymczasem 

panika.  Nie  chciałam,  żebyśmy  pożegnali  się  w  taki  sposób. 
Nie chciałam, żeby odszedł rozgniewany. Nie po tak wspania-
łym spotkaniu, nie po tym, jak mi obiecał, że wszystko między 
nami będzie się działo powoli... 

 

background image

Przez chwilę patrzyliśmy jedno na drugie, a potem on wziął 

mnie  w  ramiona.  Jak  dobrze  mi  było  w  jego  ramionach, 
mocnych, muskularnych. Oparłam głowę o jego pierś. Słysza-
łam, jak pod bawełnianym podkoszulkiem bije jego serce. 

—  Nie  śmiałam  się  z  ciebie  —  powiedziałam  cicho.  -  Ta 

twoja  odpowiedzialność  za  innych  jest  czymś  wspaniałym. 
Większość  chłopaków  w  tym  wieku  potrafi  myśleć  tylko  o 
sobie. 

Pochylił się nade mną. Pocałował mnie w nos, a potem w usta. 
Nie  wiem,  jak  długo  tak  staliśmy,  pochłonięci  wyłącznie 

pocałunkiem. 

A potem powiedział: 
—  Przepraszam,  że  byłem  nieprzyjemny.  To  dlatego,  że 

czasem czuję się winny. 

Chciałam  zapytać,  o  co  mu  chodziło.  Winny?  Z  jakiego 

powodu? Ale on już otrzepywał trawę ze swetra, gotów ruszyć 
w stronę parkowej bramy. Szłam obok niego. Gardło miałam 
ściśnięte. 

Kiedy cię znowu zobaczę? — spytałam w myślach. 
Mimo całej otwartości, z jaką przedtem rozmawialiśmy, nie 

odważyłam  się  o  to  spytać.  Milczał,  póki  nie  doszliśmy  do 
bramy parku. Tam skręciliśmy w stronę głównej ulicy. 

— To jak? Spotkasz się ze mną jutro? — spytał. — Mam dużo 

zadane.  1  muszę  napisać  wypracowanie,  ale  możemy  się 
umówić  na  popołudnie.  Mama  i  Siobhan  będą  w  pracy,  a 
Caitlin ma jakieś zajęcia w szkolnej świetlicy. 

Popatrzyłam na jego przejętą minę. Miał wypisane na czole, 

jak bardzo chce spotkać się ze mną nazajutrz. 

— Oczywiście — uśmiechnęłam się. — Bardzo chętnie. 
 

background image

14. 
 
Weszłam  na  Facebooka,  żeby  napisać  do  Emmi  i  Grace.  A 

potem  spotkałyśmy  się  we  trzy. W  końcu  wylądowałyśmy  w 
małej  włoskiej  restauracji.  Jadłyśmy  spaghetti  z  sosem 
pomidorowym i rozmawiałyśmy o chłopcach. 

Opowiedziałam  im  o  randce  z  Flynnem.  Ze  było  mi  z  nim 

dobrze,  ale  zachowałam  rozsądek  i  panowałam  nad 
emocjami...  Uważałam  na  to,  co  się  między  nami  dzieje... 
Oczywiście  zupełne  kłamstwo.  Ale  prawdy  nie  mogłam  im 
powiedzieć. To wszystko było zbyt osobiste. 

Jak zawsze, Emmi i tak gadała za nas trzy. Ostatnio spędzała z 

Alexem prawie cały wolny czas. I

 

jak mogłyśmy przypuszczać, 

nie zajmowali się niczym oprócz seksu. Emmi z zadowoleniem 
opowiadała  nam  o  wszystkich  miejscach,  w  których  się  to 
działo. 

—  W  piątek  po  południu  na  basenie.  Zamknęliśmy  się  w 

kabinie, cali mokrzy... 

— Nie było wam zimno? — spytała Grace, marszcząc brwi. 

Emmi puściła to mimo uszu. 

—  A  potem,  wracając  do  domu,  w  autobusie  numer  91  na 

górnym podeście. Przeżycie nie z tej ziemi. Z przodu siedziało 
parę osób. Nikt się nie zorientował. 

Emmi zakręciła spaghetti na widelcu i obniżyła głos. 
— A dziś po południu - powiedziała - byliśmy w kinie. Na 

jakimś nudziarstwie. Przekradliśmy się do damskiej łazienki, i 
tam... 

 

background image

Włożyła  spaghetti  do  ust  i  potoczyła  po  nas  triumfującym 

spojrzeniem. 

Nie  mogłam  oderwać  od  niej  wzroku.  Koniecznie  musi  tak 

rzeczowo  opowiadać  o  tych  szczegółach?  Brzmiało  to  mniej 
więcej tak, jakby opowiadała nam o myciu zębów. 

Nie  po  raz  pierwszy  Emmi  zdumiewała  mnie  swoją  kom-

pletnie  wyzutą z  uczuć  postawą wobec  seksu.  Nigdy  nie  po-
sunęłam się tak daleko jak ona, ale mogłam sobie wyobrazić, w 
jakich emocjach robiłabym to z Flynnem. To by było dla mnie 
przeżycie nie z tej ziemi. 

Grace zmarszczyła zgrabny nosek. 
— Co? W toalecie? Emmi, uważaj. Możesz... 
—  Nie,  nie  mogę.  Używamy  prezerwatyw  —  powiedziała 

wyzywająco Emmi. 

—  Grace  chciała  powiedzieć,  że  w  toalecie  możesz  złapać 

jakieś zarazki - uśmiechnęłam się, po czym uroczyście skłoni-
łam przed nią głowę. - Emmi, należy ci się mistrzostwo świata. 
Mistrzostwo świata! 

Ale  Emmi  nie  była  tym  zakłopotana,  żeśmy  sobie  z  niej 

żartowały. Przeciwnie, im bardziej starałyśmy się udawać, że 
wszystko to nie robi na nas wrażenia, tym wyraźniej patrzyła 
na  nas  z  góry.  Jakby  widziała  coś  niewłaściwego  w  tym,  że 
żadna z nas dwóch nie straciła jeszcze dziewictwa. Jakby nam 
czegoś brakowało — może oryginalności, może pewności sie-
bie, może odwagi. 

Nie. W żadnym wypadku nie mogłam im opowiedzieć, jak to 

naprawdę było z Flynnem w parku. Jak potężne emocje mną 
owładnęły. Co czułam, kiedy mnie całował i obejmował — że 
moje  serce  biło  tak  mocno,  jakby  miało  za  chwilę 
eksplodować, 

 

background image

że mój oddech był jakby niezależny ode mnie i wydawało mi 

się, że za chwilę stracę przytomność. 

Spotkaliśmy się z Flynnem nazajutrz, tak jak było umówione. 

Znowu było ciepło i znowu siedzieliśmy w parku, na trawie, w 
otwartej przestrzeni. Flynn pisał pracę trymestralną z historii. 
Ja przyniosłam sobie książkę, ale właściwie jej nie czytałam. 
Siedziałam,  opierając  się  o  nogi  Flynna,  i  cieszyłam  się 
promieniami jesiennego słońca, które ogrzewały mi twarz. 

1 wciąż zdumiewałam się tym, jak łatwo mi z nim być. Jak-

byśmy znali się od niepamiętnych czasów. Jakbyśmy nawet nie 
potrzebowali nic mówić, żeby się porozumieć. 

Flynn  pracował  w  pośpiechu,  jego  usta  poruszały  się,  kiedy 

szukał czegoś w podręcznikach, a potem pisał kilka kolejnych 
zdań. Po dziesięciu minutach był już tak pogrążony w tej pracy, 
że — byłam tego pewna — zapomniał o mojej obecności. 

Wróciłam więc do lektury. Ale nie byłam w stanie podążać za 

akcją  książki.  Każda  myśl  w  mojej  głowie,  każdy  nerw  w 
moim ciele był skoncentrowany na Flynnie. Domyślałam się, 
że Flynn ma wiele tajemnic, których nie zdradza nikomu. Za-
chłannie pragnęłam dowiedzieć się o nim więcej. 

Zamknęłam  książkę  i  odwróciłam  się,  żeby  na  niego  popa-

trzeć. Natychmiast podniósł wzrok. 

- Wybacz mi, jeszcze chwila. 1 przejrzał swoją pracę. 
—  Muszę  to  dzisiaj  skończyć.  Obiecałem  mamie,  że  jutro 

pomogę jej w pracy, a na środę i czwartek wziąłem dodatkowe 
godziny w kawiarni. 

Wzięłam  głęboki  oddech.  Wiedziałam,  że  rozpoczynanie 

rozmowy o zajęciach Flynna oznacza wejście na obce teryto- 

 

background image

rium,  leżące  niebezpiecznie  blisko  drażliwej  sprawy  braku 

pieniędzy. 

—  Kim  jest  z  zawodu  twoja  mama?  -  spytałam  ostrożnie. 

Nasze  spojrzenia  się  spotkały.  Jego  oczy  pociemniały  nagle, 
jakby znowu podejrzewał, że będę się z niego natrząsać. 

— Sprzątaczką — odparł krótko. — Pracuje w wielkim biurze 

w Archway. 

Powoli  kiwnęłam  głową,  czując,  że  jeśli  teraz  wypowiem 

niewłaściwe  słowo,  Flynn  zerwie  się  i  odejdzie,  zostawiając 
mnie samą. 

— Proszę, nie gniewaj się, że o to pytam — zaczęłam, biorąc 

go  za  rękę.  —  Ale  dlaczego  wczoraj  powiedziałeś,  że  masz 
poczucie winy, kiedy widzisz, że twoja mama i siostra pracują? 

W  jego  oczach  zapaliły  się  niebezpieczne  iskierki.  Ale  ręki 

nie zabrał. 

— Bo przynoszą do domu więcej pieniędzy niż ja — mruknął. 
Ściągnęłam brwi. 
—  Ale  ty  chodzisz  do  szkoły.  A  kiedy  nie  jesteś  w  szkole, 

przeważnie zajmujesz się zarabianiem pieniędzy. 

— Właśnie - powiedział. - Ciągle siedzę w szkole. Mógłbym 

sobie darować ostatni rok. Mógłbym pracować na pełny etat. 
Wtedy  byłbym  naprawdę  pomocny.  A  jestem  na  ich 
utrzymaniu. Pieniądze, które zarabia mama, plus zasiłki, wy-
starczają na komorne i inne opłaty. Siobhan zarabia na jedze-
nie.  A  moje zarobki  pozwalają nam  tylko  od  czasu  do  czasu 
kupić coś do ubrania. Nie czuję się z tym dobrze. 

W jego oczach zapłonęła porywczość, która mnie przeraziła. 
 

background image

— Ale jednak nie rzuciłeś szkoły. 
—  Muszę  mieć  maturę,  żeby  się  dostać  na  prawo  —  po-

wiedział. - Jako prawnik zarobię dziesięć razy więcej niż przy 
tym idiotycznym sprzątaniu, myciu samochodów, roznoszeniu 
cholernych ekologicznych warzyw. 

—  Naprawdę  chcesz  być  prawnikiem?  —  skrzywiłam  się 

lekko. Trudno mi było wyobrazić sobie Flynna w jakimś biu-
rze, ubranego w garnitur i krawat, pochylonego nad nudnymi 
kodeksami. 

— Nie - westchnął Flynn. Puścił moją rękę i zerwał źdźbło 

trawy, rosnące pomiędzy nami. — Niezupełnie. Ale chciałbym 
mieć taki zawód... który ludzie szanują. Który im imponuje. 1 
chciałbym dobrze zarabiać. Wtedy mógłbym pomóc mamie. 

Mówił  bardzo  cicho,  a  mimo  to  jakoś  gniewnie.  Ale  byłam 

absolutnie pewna, że i tym razem to jest tylko zakłopotanie. 

— A twój ojciec? — brnęłam dalej, onieśmielona. — Nie daje 

wam pieniędzy? 

Flynn  parsknął  szyderczym  śmiechem.  Przez  chwilę  spo-

dziewałam się, że coś powie, ale nic już nie powiedział. Chęt-
nie  pociągnęłabym  go  za  język,  gdyby  starczyło  mi  odwagi. 
Postanowiłam wrócić do pierwszej części tej rozmowy. 

— A dlaczego postanowiłeś zostać akurat prawnikiem? A nie 

na przykład lekarzem? Albo finansistą? 

Myślałam,  że  padnie  szlachetnie  brzmiąca  odpowiedź  -że 

chciałby  pomagać  ludziom  niesłusznie  oskarżonym  albo 
zwalczać przestępczość, albo coś w tym rodzaju. 

Ale on tylko westchnął. 
—  Radzę  sobie  z  matematyką,  ale  jej  nie  lubię.  A  fizyka  i 

chemia mnie nudzą - przynajmniej w tym szkolnym wyda- 

 

background image

niu. Wydaje mi się, że prawo pójdzie mi łatwiej. A po nim, 

jeśli  pracuje  się  dla  przedsiębiorstw,  pieniądze  są  wcale  nie-
małe. 

Siedziałam  obok  niego,  usiłując  wszystko  to  ogarnąć 

umysłem. Nigdy nie myślałam o swojej przyszłej pracy w taki 
sposób.  Czasem  myślałam,  że  cbcę  zostać  dziennikarką.  A 
czasem, że psychologiem. 1 raczej sądziłam, że te zawody są 
nieźle  opłacane.  Ale  nigdy  nie  wybrałabym  sobie  zawodu, 
kierując  się  wyłącznie  zarobkami,  jakie  można  w  nim 
osiągnąć. 

- Ile osób o tym wie? — spytałam. Popatrzył na mnie. 
- O tym, że chcę zostać prawnikiem? Potrząsnęłam głową. 
- O tym, dlaczego chcesz zostać prawnikiem. 
- Tylko mama i Siobhan - jego oczy wświdrowywały się we 

mnie. — 1 ty. 

Spojrzał na źdźbło trawy, które trzymał w palcach, a potem 

rozdzielił je na dwie połówki paznokciem kciuka. 

-  Nie  wiem,  jak  to  się  dzieje,  że  ciągle  ci  coś  o  sobie  opo-

wiadam. 

Przez chwilę rozkoszowałam się tym wyznaniem. Krążyło w 

moich  żyłach,  ogrzewało  mi  serce.  A  potem  zapytałam  go  o 
jego byłe dziewczyny. 

Trochę  się  żachnął,  potem  przyznał  się  do  paru  historii  bez 

znaczenia  —  na  jedną  noc,  jak  się  wyraził  —  i  w  końcu  po-
wiedział mi o dwóch dziewczynach, z którymi chodził po parę 
miesięcy. Twierdził, że nie pamięta nawet ich imion. 

Nawet  jeśli  trochę  przesadzał,  to  w  porównaniu  z  tym,  co 

sama miałam na koncie, jego doświadczenie było ogromne. Bo 

 

background image

ja przez ostatnie dwa lata całowałam się parę razy i zawsze 

byłam tymi pocałunkami rozczarowana. Miałam tylko jednego 
chłopaka na poważnie. Nazywał się Oliver Brown. Poznałam 
go w zeszłym roku na jakiejś imprezie i zaczęłam z nim roz-
mawiać, bo miał ładne oczy. Chodziliśmy ze sobą przez trzy 
miesiące. Ale oprócz pocałunków tylko trochę się przytulali-
śmy. Potem z nim zerwałam. Wiedziałam, że nie jestem w nim 
zakochana.  A  to,  że  go  lubiłam  i  że  mi  się  podobał,  nie 
wystarczało. 

Flynn  i  ja  spotkaliśmy  się  jeszcze  kilka  razy  w  czasie  tej 

przerwy  trymestralnej.  Rozmawialiśmy  —  o  szkole  i  o 
przedmiotach,  które  chciał  zdawać  na  maturze.  Wybrał 
historię,  angielski,  francuski  i  geografię.  Co  do  mnie, 
zamierzałam  zapisać  się  w  przyszłym  roku  na  zajęcia 
fakultatywne  z  angielskiego  i  historii,  więc  zasypałam  go 
pytaniami  o  lektury,  jakie  miał  zadane,  i  co  o  nich  sądzi. 
Szybko  zorientowałam  się,  że  dla  Flynna  książki  są  czymś 
zupełnie  innym  niż  dla  mnie.  Dawałam  się  ponieść  fabule, 
zachwycałam  się  postaciami.  Dla  niego  książki  były  tylko 
środkiem do celu. Miały mu pomóc w zdobyciu kwalifikacji, 
które z kolei przyniosą mu prestiż i pieniądze. Pomyślałam, że 
w ogóle nie znał radości płynącej z czytania. Ale i przedtem nie 
miałam wrażenia, że książki obchodziły go same w sobie. 

Nauczyłam się omijać tematy, które wprawiały go w gniew. 

Była ich cała lista. Źle reagował nie tylko na sprawy związane 
z pieniędzmi lub alkoholem. Wybuchnął, kiedy spytałam go o 
jego katolicyzm. 

-  Nie  jestem  katolikiem.  Już  nie.  Kościół  katolicki  jest  ob-

łudny,  arogancki  i  wtyka  nos  w  nie  swoje  sprawy.  Dawno 
wypisałem się z tego towarzystwa. Jasne? 

 

background image

Najbardziej się irytował, kiedy pytałam go o dom i rodzinę, na 

przykład  o  to,  dlaczego  musi  się  opiekować  starszą  siostrą. 
Parę  razy  nawet  podniósł  na  mnie  głos.  Nauczyłam  się,  że 
muszę zamilknąć, gdy tylko dostrzegę to chmurne spojrzenie 
spod  opuszczonych  powiek,  bo  ono  oznaczało,  że  Flynn  jest 
już na granicy wybuchu. 

Mówiłam sobie, że to przecież nie ma znaczenia. 
Tematów do rozmowy i tak nigdy nam nie brakowało. Opo-

wiadałam  mu  o  mojej  mamie  i  ojcu,  i  jak  to  było,  kiedy  się 
rozstawali. Opowiadałam mu, jaki jest Stone - że nazywa mnie 
Bagienkiem  i  jest  strasznie  złośliwy.  Opowiadałam  mu  o 
książkach, które czytałam, o filmach, które widziałam, i o tym, 
co robiłyśmy z moimi przyjaciółkami. 

Flynn  opowiadał  mi  o  miejscach,  w  których  pracował.  To, 

które sprzątał w niedzielę wieczorem, było klubem sportowym. 
A  dokładniej  —  bokserskim.  Naprawdę.  Za  sprzątanie 
dostawał  trochę  pieniędzy  i  dodatkowo  mógł  brać  udział  w 
treningach. 

— Lubię boksować — powiedział, kiedy spytałam, po co mu 

treningi  bokserskie.  —  To  dla  mnie  ważne.  Dzięki  temu 
potrafię się obronić. 

- Chcesz przez to powiedzieć, że nauczyłeś się walczyć? Ale 

do czego ci się to może przydać? 

Mruknął  pod  nosem  coś  o  zakazanej  okolicy,  w  której 

mieszka. 

Wiedziałam, że to nie wszystko. Było coś jeszcze, o czym nie 

chciał powiedzieć. 

Ale najwięcej rozmawialiśmy o przedstawieniu Romea i Julii. 

O  tym,  jak  kto  radzi  sobie  z  rolą.  1  o  tym,  jak  bardzo  go 
denerwuje pan Nichols. 1 jak strasznie nudne są dla nas oboj- 

 

background image

ga niektóre fragmenty sztuki — a jak wspaniałe są niektóre 

inne. 

Pewnego dnia wypytałam go dokładnie o Emmi i o to, jak się 

czuje, grając z nią w parze. 

— Ujdzie — wzruszył ramionami. — To znaczy, radzi sobie 

jako Julia, ale sama w sobie jest trochę za bardzo... 

Urwał i odegrał złośliwą pantomimę odrzucania  włosów do 

tyłu,  robiąc  przy  tym  minę,  w  której  rozpoznałam  Emmi  jak 
żywą. 

—  Czasem  -  powiedział  -  wydaje  mi  się,  że  jedyne,  co  ją 

naprawdę obchodzi, to chęć, żeby zrobić wrażenie swoim wy-
glądem. 

Uśmiałam się, ale nie bez poczucia winy z powodu własnej 

nielojalności. 

— Emmi jest w porządku — zaprotestowałam. — Z daleka 

może wydawać się trochę powierzchowna, ale potrafi być do-
brą przyjaciółką. 

Flynn pokiwał głową. 
— 1 naprawdę dobrze wygląda — dodałam. — Jest śliczna. 
— Co to, to tak — przyznał Flynn. 
Umilkliśmy na chwilę. Kilka kropelek zawiści wsączyło się w 

moje ściśnięte serce. Więc Flynn uważał, że Emmi jest śliczna! 
Jasne,  że  tak  uważał!  Przecież  nie  on  jeden!  To  przecież 
jeszcze  nie  znaczy,  że  woli  ją  ode  mnie!  Flynn  objął  mnie 
ramieniem. 

— Nie mówmy o Emmi. Te sceny z Romea i Julii, które z nią 

gram, to nie jest rzeczywistość. Ona nie znaczy dla mnie tyle 
co ty. 

1 zaczął mnie całować. Nasze pocałunki - to nie do wiary - z 

czasem stawały się coraz doskonalsze. Flynn nie obma- 

 

background image

cywał mnie tak bardzo, w każdym razie nie przez cały czas, 

kiedy byliśmy razem w parku, i nie sięgał więcej do guzika od 
moich dżinsów. Ale kiedy mnie całował, jego dłonie błądziły 
po moim ciele. 1 drżałam. 

Śmiał się z tego. Mówił, że jestem bardzo pobudliwa. 
Ale to nie ja byłam taka pobudliwa. 
Tylko on. 
Albo oboje. Stawaliśmy się tacy, kiedy byliśmy razem. 
 

background image

15. 
 
Przerwa  półtrymestralna  dobiegła  końca.  W  jej  ostatni 

weekend pogoda zepsuła się zupełnie. Po paru ciepłych, bez-
wietrznych  dniach  temperatura  spadła  i  zaczęło  padać  -  nie 
bardzo, ale za to przez cały czas, bez przerwy. 

Zrobiło  się  zbyt  mokro  i  zimno,  żeby  siedzieć  w  parku. 

Zwłaszcza dla Flynna, który albo w ogóle nie miał kurtki, albo 
miał  taką,  w  której  wstydził  się  pokazywać.  Zabrakło  mi 
odwagi, żeby spytać, jak to naprawdę jest. 

W piątek zmusiłam go, żeby pozwolił mi postawić mu kawę 

w  kawiarni,  w  której  spotkaliśmy  się  na  samym  początku 
naszej znajomości. Zgodził się. Musiał przyznać, że tak będzie 
sprawiedliwie, skoro on wtedy płacił. Ale już na samą myśl o 
pieniądzach  zaczynał  tracić  humor.  Wiedziałam,  co  go 
wprawiało w zażenowanie: to, że miałam więcej pieniędzy od 
niego. 1 nadal nie rozumiałam, czemu robi z tego taką wielką 
sprawę. Przecież wiedział, że wcale nie jestem jakoś specjalnie 
bogata — nic z tych rzeczy. 

Wciąż miałam nadzieję, że zaprosi mnie do domu. Ale tego 

nie zrobił. 1 w końcu umówiliśmy się, że w niedzielę po połu-
dniu przyjdzie do mnie. Wolałabym chyba raczę) spotkać się z 
nim  znowu  w  jakiejś  taniej  kawiarence,  ale  wtedy  znowu 
pojawiłby się problem - kto ma płacić. 

Mamie nie mówiłam zbyt wiele o Flynnie. Wiedziała tylko, że 

spotkałam się z nim parę razy i że wpadnie do mnie, 

 

background image

żebyśmy mogli przepytać się nawzajem z ról. To oczywiście 

nie miało nic wspólnego z prawdę — Flynn już na pierwszej 
próbie znał swoją rolę na pamięć, a ja znałam na pamięć prawie 
całą sztukę. 

Stone  pojechał  do  ojca  na  cały  weekend.  Wiedziałam,  że 

mama nie wróci przed piątą. Flynn zapowiedział się na czwar-
tą. Wszystko pójdzie dobrze, przekonywałam sama siebie, cała 
w nerwach. Zdąży poczuć się u nas swobodnie, zanim przyj-
dzie mama. Ale mama żartowała sobie ze mnie bez przerwy, 
odkąd  jej  powiedziałam,  że  w  naszym  przedstawieniu  Flynn 
ma rolę Romea. 

- Więc jednak dalej chcesz grać Julię? - spytała i szturchnęła 

mnie w ramię, jakby myślała, że powiedziała coś niesłychanie 
zabawnego. 

Nie mogłam się go doczekać od samego rana, ale gdy tylko 

otworzyłam mu drzwi i spojrzałam na niego, wiedziałam już, 
że to będzie katastrofa. 

Miał zaciśnięte szczęki i ręce w kieszeniach. Niemal fizycznie 

czułam pulsowanie jego gniewu, kiedy przez hol prowadziłam 
go do kuchni. Otworzyliśmy sobie po puszce coli i zjedliśmy 
po parę herbatników. 

Flynn milczał. Opowiadałam mu o tym, jak spotkałam się z 

Emmi i Grace poprzedniego wieczoru. Robiłam, co mogłam, 
żeby  nasza  rozmowa  nie  otarła  się  o  żaden  trudny  temat. 
Dopiero później pomyślałam o tym, co czuł Flynn, słuchając o

 

tym,  jak  siedzieliśmy  sobie  w  pubie,  kiedy  on  był  w  pracy. 
Opowiadałam mu o Emmi i Grace, które przyszły z Jamesem 

i  Alexem.  1  że  było  tam  jeszcze  wielu  innych  chłopaków  z 

jego szkoły. 

 

background image

Podkreśliłam, że jeśli o mnie chodzi, wypiłam tylko jednego 

drinka, potem próbowałam powiedzieć mu, że za nim tęskni-
łam, że nikt z tych ludzi nie był tak interesujący jak on, ale wte-
dy mi przerwał. 

—  Będę  mógł  w  końcu  zobaczyć  twój  pokój?  -  zapytał 

agresywnym tonem. 

Zaprowadziłam go na górę, pełna obaw. 
Na  sprzątanie  poświęciłam  długie  godziny, a  potem  jeszcze 

dodałam trochę artystycznego nieładu, żeby przypadkiem nie 
wyjść na pedantkę. Ale Flynn w ogóle nie zwracał uwagi na 
takie  rzeczy.  Przyjrzał  się  drewnianej  szafie,  małemu 
biureczku  i  narzucie  w  zielono-niebieską  szachownicę. 
Zatrzymał wzrok na paru starych butelkach i dzbankach, które 
stały na półce. A potem podszedł do okna i wyjrzał na ulicę. 
Stanęłam  za  nim.  Ściskał  szklankę  z  colą  tak  mocno,  że 
zbielały mu stawy palców. 

— Flynn, co się dzieje? - spytałam. 
Obrócił się do mnie z tym zimnym błyskiem w oku. 
— 1 tak nie zrozumiesz. 
— Czego nie zrozumiem? - spytałam z biciem serca. 
—  Nie  zrozumiesz,  co  ci  się  trafiło  -  powiedział  i  zatoczył 

ręką łuk, jakby chciał nią wskazać cały dom. - To wszystko, te 
wspaniałości. Myślisz, że to ci się należy z natury rzeczy, tak? 

— Nie - powiedziałam, marszcząc brwi. - 1 nie powodzi nam 

się  tak  dobrze,  jak  myślisz.  Mama  musi  pracować.  A  ojciec 
pomaga  na  tyle,  na  ile  może.  No,  dobrze,  mamy  dość  pie-
niędzy, żeby mieszkać w tym domu, ale to jeszcze nie jest bo-
gactwo. Więc nie rozumiem... 

 

background image

- Właśnie. Nie rozumiesz. Nie wiesz, jak się czuję ci, którzy 

nic  nie  maję  —  mówił  coraz  głośniej,  jakby  za  chwilę  miał 
zaczęć krzyczeć. — Nie rozumiesz, jak to jest, kiedy cięgle na 
wszystko ci brakuje. Pracujesz i pracujesz, i wszystko się roz-
chodzi na komorne, na podłe żarcie, na używane ciuchy, i nie 
zostaje już nic, żebyś mogła sobie kupić cholernę parę butów. 

Ostatnie słowa rzucił mi prosto w twarz, a oczy pociemniały 

mu z gniewu. 

Twarde ziarnko gniewu zakiełkowało w moim sercu. 
-  To  nie  moja  wina  -  powiedziałam,  starając  się  zapanować 

nad drżeniem głosu. - Ja nie urządzałam świata. 

Oczy miałam pełne łez. Odwróciłam się tyłem do niego, żeby 

nie widział, jak bardzo mnie zranił. 

-  To  do  mnie  dotarło  na  ostatniej  próbie  tego  idiotycznego 

przedstawienia  -  warknął  Flynn.  -  Romeo  wygłasza  taką 
kwestię:  Głód z twych  lic, z  oczu  patrzy niedostatek;  Łatana 
nędza wisi na twym grzbiecie. Świat ci nie sprzyja, ani prawo 
świata... Zgadnij, skąd wiem, jak to powinno zabrzmieć? Stąd, 
że  te  wersy  mówię  o  moim  życiu!  -  podniósł  głos  jeszcze 
bardziej.  - Widzę, jak  niedostatek patrzy z oczu mojej  matki. 
Widzę, jak inni pogardzają nią dlatego, że nie ma pieniędzy. 

Teraz już wrzeszczał. 
- Kiedy widzę ludzi takich jak ty, chce mi się... 
-  Zamknij  się!  -  krzyknęłam,  odwracając  się  do  niego. 

-Rozumiem, nie masz pieniędzy. To nie daje ci prawa do nie-
nawiści wobec tych,  którzy maję ciut więcej. Słyszysz mnie, 
Flynn? Moja rodzina nie jest odpowiedzialna za to, że twojej 
się nie powodzi. Nie patrzymy z góry na ciebie ani na twoją 
mamę! To się dzieje tylko w twojej głowie! 

 

background image

Na dole trzasnęły drzwi kuchenne. To mama na swój subtelny 

sposób  dała  mi  znać,  że  wróciła  do  domu.  No,  pięknie. 
Ciekawe, ile słyszała z naszej kłótni. 

Flynn  patrzył  na  mnie  z  nieprzeniknionym  wyrazem  oczu. 

Położyłam dłonie na jego ramionach. 1 natychmiast poczułam, 
jak  ustępuje  napięcie  w  jego  ramionach,  jak  coś  się  w  nich 
rozluźnia. 

—  Przepraszam  —  powiedział  niepewnie.  —  Jestem 

wściekły,  bo  nie  mogę  zaprosić  cię  na  normalną  randkę. 
Doprowadza  mnie  to  do  szału,  że  musisz  spędzać  sobotni 
wieczór  w  towarzystwie  facetów,  którzy  myślą  tylko  o  tym, 
którą by tu poderwać. 1 być może w jedną godzinę wydajesz 
wtedy więcej kasy, niż ja zarabiam przez cały dzień. 

Westchnął ciężko, przeciągle. 
Objęłam go za szyję. Miał takie piękne oczy - pełne uczucia, 

lśniły w przyćmionym świetle. 

— Akurat wczoraj nie wydałam ani pensa — uśmiechnęłam 

się. — To chłopcy stawiali nam drinki. 

— Myślisz, że od tego poczuję się lepiej?  - mruknął Flynn. 

Ale  na  jego  ustach  pojawił  się lekki  uśmiech.  Spojrzał  mi  w 
oczy  tym  swoim  głębokim,  niesłychanie  seksownym  spoj-
rzeniem. — A ty im się nie rewanżowałaś? 

1 położył dłonie na moich biodrach. 
Zadrżałam. Stanęłam na palcach i wznosząc usta do jego ust, 

wyszeptałam: 

—  Nie.  Odłożyłam  pieniądze,  żeby  postawić  ci  drinka  dziś 

wieczorem. — Zanim zdążył mi odpowiedzieć, zamknęłam mu 
usta  pocałunkiem  i  ciągnęłam  dalej:  -  Proszę,  pozwól  mi, 
Flynn. Proszę, nie rób z tego jakiejś wielkiej sprawy. Czemu 

 

background image

nie  rozumiesz,  że  pieniądze  są  tylko  pieniędzmi?  A  jeśli 

przypadkiem  mam  parę  groszy  więcej  niż  ty,  czemu  nie 
możemy się tym podzielić? 

Spojrzał na mnie złotymi oczami. 
- To tak nie działa - powiedział. 
-  Ale  mogłoby  -  uśmiechnęłam  się.  -  Będzie  tak,  jak  ze-

chcemy. Nie myśl, że to by było tak, jakbyś coś ode mnie wy-
ciągał. Przecież zarabiasz mnóstwo pieniędzy... No, w każdym 
razie coś tam zarabiasz. 1 oddajesz je mamie, tak? 

Kiwnął głową. 
- Więc ja ci zwrócę małą część. 
-  Nigdy  nie  słyszałem  czegoś  bardziej  odjechanego  — 

roześmiał się i musnął ustami mój policzek. A potem chwycił 
zębami moje ucho. - Twarda z ciebie sztuka - mruknął i jego 
dłonie ześliznęły się na moją pupę. 

Mama  bez  pukania  otworzyła  drzwi.  Oboje  aż 

podskoczyliśmy.  Szybko  odsunęłam  się  od  niego.  Mama 
zmierzyła Flynna wzrokiem od stóp do głów, po czym zwróciła 
się do mnie. Czułam, że twarz mi płonie. 

-  Skończyliście  już  uczyć  się  ról?  -  spytała  głosem  ocie-

kającym ironią. 

- Czemu nie pukasz? — odszczeknęłam. 
Mama zignorowała mnie. Wyczekująco popatrzyła na Flynna. 
Ale Flynn nic nie powiedział. 
Mama zbliżyła się, wyciągając do niego rękę. 
- Zgaduję, że to ty jesteś Flynn. 
Uścisnął jej dłoń. Zauważyłam z podziwem, że zrobił to nie 

czerwieniąc się, bez śladu onieśmielenia. 

 

background image

Mama  wyglądała  absolutnie  przerażająco.  Nosiła  garsonkę, 

która  robiła  wrażenie  bardzo  drogiej.  Miała  gruby  makijaż  i 
pantofle  na  obcasach  tak  wysokich,  że  wzrostem  niemal  do-
równywała w nich Flynnowi. 

Cofnęła się o krok, nie spuszczając z niego wzroku. 
— Słyszałam jakieś krzyki — powiedziała. O mój Boże... 
—  To  sztuka,  mamo.  Powtarzaliśmy  role  -  powiedziałam 

szybko. 

Mama uniosła brew. 
— Nie pamiętam żadnej takiej sceny z Romea i Julii, w której 

Romeo krzyczałby na Piastunkę. 

Flynn skrzyżował ramiona na piersi. Na jego twarzy pojawił 

się ten sam chmurny wyraz, z jakim patrzył już ze sto razy na 
pana Nicholsa. 

— To nie była sztuka — powiedział. — River i ja pokłócili-

śmy się. 

— Tak? — Brwi mamy znowu podjechały do góry. — A o 

co? 

— Mamo! — Serce podeszło mi do gardła. Napięcie między 

nimi było niemal fizycznie wyczuwalne. 

Flynn patrzył jej w oczy z kamiennym spokojem. 
—  O  co?  —  powtórzyła  mama.  —  Sądzę,  że  mam  prawo 

wiedzieć, dlaczego krzyczysz na moją córkę w moim własnym 
domu. 

— Nie, nie ma pani prawa  - odpowiedział Flynn, a na jego 

twarzy odmalowało się znudzenie. — To nie pani rzecz. 

— Flynn! — jęknęłam. To prawda, mama nie umiała się za-

chować, ale czy nie słyszał, jak chamsko to zabrzmiało? 

Mama zamrugała oczami. 
 

background image

- Chciałabym, żebyś opuścił ten dom, Flynn — powiedziała. 

Co takiego? Nie! Jak mogło do tego dojść?! 

- Poczekajcie - odezwałam się. 
Ale Flynn ruszył już w stronę drzwi. 
- Cześć, River - rzucił, nie oglądając się za siebie. Usłyszałam 

odgłos jego kroków na schodach. Podbiegłam 

do drzwi. 
-  River!  -  mama  podniosła  głos.  -  Nie  pozwalam  ci  z  nim 

wyjść. 

Obróciłam się w jej stronę. 
- Jak mogłaś tak się zachować? — krzyknęłam. 1 zbiegłam po 

schodach. 

Dogoniłam Flynna, kiedy był już prawie u wylotu ulicy. Zła-

pałam go za rękę i przez parę minut maszerowaliśmy w milcze-
niu.  Nie  wiedziałam,  dokąd  idę.  Po  prostu  nie  mogłam 
pozwolić, żeby odszedł w takim gniewie, pełen złych emocji. 
Kiedy szliśmy, nie przestawały kłębić się między nami. 

Wspominałam tę chwilę, kiedy spiorunował wzrokiem moją 

mamę.  Dlaczego  tak  się  zachował?  Dlaczego  nawet  nie 
spróbował być trochę bardziej uprzejmy? 

Flynn popatrzył na mnie. 
- Ale draka - uśmiechnął się. 
-  Flynn,  to  wcale  nie  było  zabawne  -  odpowiedziałam.  — 

Czemu nie stać cię na odrobinę grzeczności? 

Wydął usta. 
-  Ona  pierwsza  zachowała  się  niegrzecznie.  Przewróciłam 

oczami ze zniecierpliwieniem. 

-  Nie  słyszysz,  jak  dziecinnie  brzmi  to,  co  mówisz?  Flynn 

wyrwał dłoń z mojej dłoni. 

 

background image

Zatrzymał  się  i  patrzył  na  mnie  wzrokiem  ponurym  jak 

gradowa chmura. 

— Tak? No to wracaj do mamusi. 
— Opamiętaj się, Flynn. Chodzić z tobą to jakby chodzić z 

jakąś przeklętą tykającą bombą! 

Zamilkłam. Te słowa o chodzeniu z nim wymsknęły mi się 

same, nie chciałam ich użyć. Prawda była taka, że w ostatnim 
tygodniu  spędziliśmy  ze  sobą  mnóstwo  czasu,  ale  nie  padły 
żadne wyznania, z których by wynikało, że jesteśmy oficjalną 
parą. 

Flynn zmarszczył czoło. 
— Co powiedziałaś? 
—  Słyszałeś  —  ucięłam,  nie  odnosząc  się  do  kwestii  „cho-

dzenia z nim". — Wystarczy powiedzieć niewłaściwe słowo i 
od  razu  wybuchasz.  Bez  ostrzeżenia.  Bez  pertraktacji.  Bez 
strefy zdemilitaryzowanej. Od razu wielkie bum! 

W oczach Flynna zapaliła się iskierka uśmiechu. 
— Wielkie bum? — powtórzył powoli. 
Patrzyłam na niego i mój gniew stopniowo się ulatniał. Nie 

umiałam  być  zła  na  niego.  Był  na  to  zbyt...  zbyt  ładny.  Ko-
chałam każdy centymetr jego twarzy. Linię nosa i ust. To była 
najpiękniejsza, najsubtelniejsza twarz, jaką widziałam w życiu. 

Drżałam.  Wybiegłam  z  domu  w  podkoszulku,  a  właśnie 

zapadał zmierzch i robiło się coraz chłodniej. Flynn objął moje 
ramiona tak jak tamtego wieczoru, kiedy upiłam się na party. 
Twarz mu się rozluźniła i pojawił się na niej śliczny uśmiech. 

— Więc chodzimy ze sobą? Oficjalnie? — spytał, przyciąg-

nąwszy mnie do siebie. 

Wstrzymałam oddech. 
 

background image

- Chyba tak - wyjąkałam, głaszcząc jego plecy i tęskniąc za 

nim tak bardzo, że omal nie umarłam. — Przynajmniej dopóki 
uda się utrzymać twoje wielkie bum pod kontrolą. 

Zadrżałam znowu. Rozcierał mi ramiona. 
- Gdybym miał ze sobą kurtkę, dałbym ci ją - zamruczał. 
—  Wiem  —  odpowiedziałam,  naśladując  ostry  ton,  jakim 

mówił do mnie wcześniej. — Ale nie stać cię na tę cholerną 
kurtkę. 

Przez chwilę obawiałam się, że znowu się obrazi, ale tak się 

nie stało. 

- Właściwie to jakąś nawet mam - roześmiał się. - Ale jest tak 

paskudna, że nie potrafię się zmusić, żeby ją na siebie włożyć. 
Mama  kupiła  mi  ją,  nie  pytając  o  zdanie.  W  lumpeksie 
kosztowała  dwa  funty.  Dla  niej  to  cholernie  duży  wydatek. 
Była  z  siebie  strasznie  zadowolona.  Ale  tej  kurtki  nie  da  się 
nosić. Wygląda jak zdjęta z mojego oj... 

Urwał nagle i zanurzył twarz w moich włosach. 
— Powiedz, River — odezwał się stłumionym głosem. — Z 

tym drinkiem to jeszcze aktualne? 

Kiwnęłam głową. 
Nie  wypuszczając mnie z objęć, obsypał pocałunkami moją 

szyję. Zaparło mi dech. Wiedziałam, że upadł jakiś mur, który 
stał między nami. 1 znalazłam się bliżej niego. Przestał mnie 
trzymać na dystans. 

— Mam chyba dość kasy, żeby postawić ci drinka — mruczał. 

—  A  dla  siebie  zamówię  szklankę  wody  z  kranu.  Potem  ty 
postawisz  mi  sok  pomarańczowy,  a  potem  znowu  zamówię 
wodę z kranu. 

 

background image

- Flynn... - Łagodnie odsunęłam jego głowę. W jego oczach 

była wzruszająca czułość. Chciałam powiedzieć mu, że się w 
nim  zakochałam  bez  pamięci.  Ale  to  nie  był  odpowiedni 
moment. 

Nie teraz. Jeszcze nie. 
 

background image

16. 
 
Minęły trzy tygodnie. Spotykaliśmy się z Flynnem tak często, 

jak tylko mogliśmy. Po próbach i w weekendy. Przeważnie we 
dwoje. Tylko czasem szliśmy gdzieś razem z Grace i Jamesem. 

Flynn nigdy nie pił razem z nami żadnego alkoholu. Czasem 

pozwalał, żeby ktoś z  nas  - James albo ja  - postawił mu sok 
pomarańczowy.  Ale  bardzo  pilnował,  żeby  się  potem  zre-
wanżować. 

Straciłam  już  rozeznanie,  ile  razy  widziałam  go  przelicza-

jącego bilon na dłoni, zanim podszedł do baru, albo zastana-
wiającego się w napięciu, czy stać go na paczkę chipsów, na 
filiżankę kawy. 

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się spędzać czasu z kimś, dla 

kogo liczy się każdy pens. To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. 
Nikt z nas nie mógł szastać forsą. Oczywiście oprócz Emmi. 
Pozostali  musieli  uważać,  na  co  wydają  pieniądze.  Ale  jeśli 
chodzi  o  Flynna,  problem  był  o  wiele  bardziej  dolegliwy. 
Wyglądało to tak, jakby zmagał się z własnym sumieniem za 
każdym razem, kiedy płacił za cokolwiek. 1 z czasem zaczęłam 
w końcu rozumieć, dlaczego brak pieniędzy tak bardzo dał mu 
się we znaki. 

Ciążył nad całym jego życiem. Nad wszystkim, co robił. Nad 

jego planami na przyszłość. 

 

background image

Rozmawialiśmy  wiele  razy  o  jego  pomyśle,  żeby  zostać 

prawnikiem. Robiło mi się nieswojo na myśl, że prawo samo w 
sobie  nie  interesuje  go  ani  trochę.  Tylko  pieniądze,  które 
mógłby zarabiać w tym zawodzie. 1 prestiż, jaki można zyskać 
dzięki tej pracy. 

To  było przeciwieństwo wszelkich  nauk, jakie wyniosłam z 

domu. Próbowałam powiedzieć o tym Flynnowi, ale rozgnie-
wał się i oskarżył mnie, że go nie rozumiem. Po raz kolejny. 

Byłam już prawie zdecydowana porozmawiać o tym z ojcem. 

Nie  widziałam  się  z  nim  od  dnia,  kiedy  kopaliśmy  kartofle. 
Przez  ostatnich  kilka  tygodni  nie  chciałam  do  niego  jeździć. 
Stone  jeździł  do  ojca  w  każdą  niedzielę.  Ale  teraz  niedziela 
stała się dniem moich spotkań z Flynnem. 

Mama nie mogła się z tym pogodzić, że dalej chodzę z Flyn-

nem. Kiedy wróciłam do domu w tamtą niedzielę, wiele godzin 
po tym, jak go wyrzuciła za drzwi, miałyśmy długą rozmowę o 
tej  znajomości.  Mama  mówiła  o  tym,  jaki  jej  się  wydał 
zawzięty, jaki gniewny. 

-  Miałam  do  czynienia  z  podobnymi  chłopakami  -  po-

wiedziała mi. - On nie uznaje żadnych autorytetów. To kawał 
łobuza, River. 

—  Mamo,  nie  rób  z  siebie  faszystki  —  burknęłam.  Ale  po 

części byłam gotowa przyznać jej rację. Flynn przez cały czas 
walczył  z  autorytetami.  Bez  przerwy  pomstował  na  swoich 
szefów we wszystkich tych miejscach, gdzie pracował. 1 nie 
wiadomo,  ile  razy  widziałam  jego  szokująco  aroganckie 
zachowania wobec pana Nicholsa. 

Brałam to pod uwagę, że mama może mi zabronić spotkań z 

Flynnem. Ale ona pewnie wiedziała, że jeśli zagra za 

 

background image

ostro, nic nie wskóra. Jeszcze bardziej się uprę, żeby z nim 

chodzić. Więc siedziała cicho i miała nadzieję, że w końcu się 
sobą  znudzimy,  a  tymczasem  z  satysfakcją  cytowała  mi  sta-
tystyki  na  temat  ciąż  u  nieletnich  dziewcząt  i  mruczała  pod 
nosem  posępne  ostrzeżenia,  żebym  nie  dała  sobie  wejść  na 
głowę. 

Flynn  nie  chciał  już  do  nas  przychodzić.  Zauważyłam,  że 

mama jest z tego bardzo zadowolona. Prawdę mówiąc, Flynn 
nieźle ją  przestraszył. Myślę, że wiele osób się go obawiało. 
Jego znoszony szkolny strój, doskonałość jego aktorstwa, to, że 
zawsze  był  bez  grosza,  a  przede  wszystkim  abstynencja 
-wszystko to sprawiało, że inni trzymali się od niego z daleka. 
Lecz mimo że odstawał, nikt nie próbował go ośmieszyć. 1 nie 
był  ignorowany,  co  łatwo  mogłoby  spotkać  kogoś  innego  na 
jego miejscu. 

Otaczał go podziw, okazywano mu respekt. Co prawda, bez 

szczególnej sympatii. Na to był zbyt wielkim samotnikiem. 1 
chociaż  wielu  myślało,  że  fajnie  by  było  się  z  nim 
zakolegować,  jeden  tylko  James  Molloy  mógł  się  uważać  za 
jego  przyjaciela.  Lubiłam  na  nich  patrzeć,  kiedy  byli  razem. 
Nieśmiałe,  uprzejme,  ciche  jąkanie  się  Jamesa  jakoś 
zmiękczało  twarde  kanty  osobowości  Flynna.  Spędzali  dużo 
czasu  na  dyskusjach  o  boksie  i  piłce  nożnej,  z  których  to 
sportów żaden mnie nie interesował ani trochę. 

Parę  razy  widziałam  Siobhan,  starszą  siostrę  Flynna,  kiedy 

poszłam razem z nim, żeby odebrać ją z zakładu fryzjerskiego, 
gdzie pracowała. To, co z początku wydało mi się u niej prze-
jawami  niechęci,  okazało  się  chorobliwą  nieśmiałością.  Sio-
bhan często uśmiechała się do mnie takim trochę nerwowym 

 

background image

uśmiechem — ale w mojej obecności prawie się nie odzywała 

i nigdy nie spojrzała mi prosto w oczy. 

Zastanawiałam  się,  czy  jest  jakiś  związek  między  jej  wy-

jątkową nieśmiałością a opieką, jaką roztaczał nad nią Flynn. 
Ale dawno już przestałam zadawać mu podobne pytania. 

Była  połowa  listopada.  Próby  do  Romea  i  Julii  stały  się  i 

ciekawsze, i trudniejsze niż przedtem. Teraz odbywały się na 
prawdziwej  scenie,  w  głębi  ogromnej  szkolnej  auli.  Pan 
Nichols  zdecydował,  że  Maz  -  przyjaciel  Alexa  —  zostanie 
naszym  inspicjentem.  Wszyscy  byli  z  tego  zadowoleni,  ale 
Liam, asystent Maza, nie budził sympatii. Zwłaszcza Flynnowi 
nie  podobał  się  sposób,  w  jaki  Liam  się  rządził,  z  wyraźną 
przyjemnością  domagając  się  naszych  podpisów  za  każdym 
razem, kiedy wydawał nam rekwizyty z szafy stojącej za ku-
lisami. 

Nauczycielka wychowania plastycznego zaangażowała się w 

przygotowanie  dekoracji  i  kostiumów.  Pan  Nichols  był 
zwolennikiem nowoczesności w inscenizacjach, więc przygo-
towano czarne spodnie i marynarki dla Flynna, Jamesa i innych 
wykonawców ważnych ról męskich. Emmi miała wystąpić w 
niebieskiej  jedwabnej  sukience  wieczorowej  na  wąskich 
ramiączkach.  Z  bliska  widać  było,  że  sukienka  jest  mocno 
sfatygowana,  ale  z  daleka,  z  widowni,  prezentowała  się  na 
scenie bardzo efektownie. 

Przypadł mi w udziale strój niańki: czarna bluzka i spódnica, a 

do  tego  biały  krochmalony  fartuszek.  Zdaniem  Flynna 
wyglądałam w tym bardzo seksownie. Ale nie miałam złudzeń, 
mój kostium był naprawdę okropny. 

 

background image

17. 
 
Od dawna prawie nie rozmawiałam z Emmi. Ona i Alex bez 

przerwy kleili się do siebie, jak wariaci. Schowali się nawet za 
szafę  z  rekwizytami  pewnego  popołudnia,  kiedy  wszyscy 
pozostali słuchali wskazówek pana Nicholsa. Ale ta historia z 
Alexem  wcale  nie  oznaczała,  że  Emmi  przestała  flirtować  z 
innymi  chłopakami  z  obsady  albo  że  zrezygnowała  z  tego 
numeru z  odrzucaniem włosów do tyłu, w którym Flynn po-
trafił ją tak doskonale naśladować. 

Byłam zaniepokojona za każdym razem, kiedy przypominało 

mi się, że na scenie będzie się całowała z Flynnem. Ale na razie 
podczas  prób  nie  ćwiczyli  jeszcze  tych  pocałunków,  a  ja 
starałam się zbyt wiele nad tym nie rozmyślać. 

1 w końcu, w ostatnim tygodniu listopada, kiedy do premiery 

zostało  już  tylko  kilkanaście  dni,  Emmi  zaproponowała, 
żebyśmy po próbie poszli gdzieś razem we czwórkę, ona, Alex, 
Flynn i ja. Nie bardzo miałam na to ochotę, ale Emmi zawsze 
potrafiła przeprowadzić swoją wolę. Urządziła całe przedsta-
wienie,  obiecując,  że  postawi  nam  wszystkim  drinki  —  a  ja 
przekonałam Flynna, że nie ma w tym nic złego i że nie będzie 
oczekiwała rewanżu od nikogo z nas. 

A  więc  nasza  czwórka  -  a  potem  dołączyli  do  nas  jeszcze 

Grace  z  jamesem  —  wyruszyła  do  jednego  z  miejscowych 
pubów, gdzie niezbyt rygorystycznie sprawdzano dokumenty z 
datą urodzenia. 

Chłopcy  wzięli  pieniądze  od  Emmi  i  poszli  do  baru,  żeby 

zamówić drinki dla wszystkich. Emmi zażyczyła sobie koktaj-
lu alkoholowego w odrażającym kolorze jaskraworóżowym z 
dodatkiem czystej wódki. Wypiła to w dwie minuty i wysłała 
Alexa po powtórkę. 

 

background image

Zauważyłam, że nie bardzo mu się to podobało, ale zgodził się 

iść. 

Po dziesięciu minutach Emmi piła już czwartego drinka i w 

szybkim tempie wyzbywała się ostatnich zahamowań. 

-  Hej,  Flynn!  -  zawołała  nieco  bełkotliwie.  -  Jak  myślisz, 

kiedy  zaczniemy  się  całować?  Oczywiście  mam  na  myśli 
scenę! 

Moje  serce  zadudniło  głucho.  Alex,  który  siedział  obok 

Emmi, cały zesztywniał. 

Flynn spojrzał na Emmi chłodno. 
-  Kiedy  pan  Nichols  nam  każe  -  powiedział  poirytowanym 

głosem. 

Emmi pochyliła się nad stołem. 
- Taaa... - zaśmiała się po pijacku. - Mnie też się za bardzo nie 

śpieszy! 

Nastąpiło pełne napięcia milczenie. 
- Emmi — powiedziałam, patrząc jej w oczy — uspokój się. Z 

uśmiechem oparła się o tył krzesła. 

- Sama się uspokój, River — zachichotała. — Próbuję tylko 

oswoić z tym wszystkich zawczasu. To znaczy, musimy się na 
to przygotować, bo sytuacja będzie dość głu... 

-  Nie,  nie  będzie  -  przerwał  jej Flynn.  -  Nic  podobnego.  To 

tylko pocałunek. Polega to na tym, że usta muszą się dotknąć. 
Nie będzie nic więcej. 

Emmi wlała w siebie resztkę czwartego drinka. 
- Polega to na tym, że usta muszą się dotknąć - zachichotała 

znowu  i  przeniosła  spojrzenie  na  mnie.  —  Współczuję  ci, 
River, jeśli pocałunek nie jest dla niego niczym więcej. 

Czułam,  że  Flynn  jest  coraz  bardziej  zły.  Objęłam  go 

ramieniem. 

 

background image

- Nie zwracaj na nią uwagi — szepnęłam. — 1 pocałuj mnie. 

Odsunął do tyłu swoje krzesło i pociągnął mnie za rękę. 

Wylądowałam  na  jego  kolanie. Z  uśmiechem  zwróciłam  ku 

niemu twarz. Z początku poczułam napięcie w jego ustach -z 
gniewu  na  Emmi  —  ale  wsunęłam  język  między  jego  wargi, 
próbując  dać  mu  do  zrozumienia,  że  bardzo  go  kocham,  i  w 
końcu rozluźnił się całkiem. 

Nagle poczułam się niezręcznie. Przed chwilą Emmi mówiła 

o  naszych  pocałunkach,  a  teraz  całowaliśmy  się  na  oczach 
wszystkich! Flynn wsunął mi rękę pod bluzkę. Nie bardzo mi 
się  to  podobało,  kiedy  byliśmy  w  miejscu  publicznym,  ale 
właściwie  nikt  na  nas  nie  patrzył,  wszyscy  byli  zajęci 
gadaniem.  1  zapomniałam  o  nich.  Tak  naprawdę  chodziło 
przecież  tylko  o  Flynna.  Ja  też  wsunęłam  ręce  pod  jego 
podkoszulek. Dotknęłam jego twardych mięśni, jego mocnych, 
kwadratowych ramion. 

- Czego ode mnie chcesz?! - krzyknął męski głos. 
Ten  krzyk  przywołał  mnie  do  rzeczywistości,  to  znaczy  do 

stolika  w  pubie.  Odwróciłam  się  w  tamtą  stronę  i  zdążyłam 
zobaczyć, jak Alex odsuwa krzesło i gwałtownie wstaje. Emmi 
- bo to na nią Alex krzyczał - siedziała z buntowniczą miną nad 
resztką kolejnego drinka. 

Drzwi trzasnęły i Alex zniknął. Spojrzałam na Emmi. Dwie 

wielkie  łzy  płynęły  po  jej  policzkach.  Musiało  stać  się  coś 
bardzo złego. Bo Emmi nigdy nie płakała. 

Wstała i zataczając się z lekka, ruszyła w stronę toalet. 
Pochyliłam się do Jamesa i Grace. 
- Co się właściwie stało? Grace zmarszczyła brwi. 
 

background image

-  Emmi  chciała  wysłać  Alexa  po  jeszcze  jednego  drinka. 

Powiedział, że jego zdaniem wypiła już dość. Ona się wtedy 
wściekła, a on wstał i wyszedł. 

Zwróciłam się do Flynna. 
- Pójdę zobaczyć, czy nic jej nie jest. 
Przewrócił  oczami  nad  jej  głupotę,  ale  kiwnął  mi  głowę  i 

został przy stole. Grace razem ze mnę udała się do damskiej 
łazienki. 

Emmi siedziała w kabinie i płakała jak bóbr. 
-  Co  się  stało?  -  spytałam,  stając  w  korytarzyku.  Ręce  mi 

drżały. Bałam się tego, co powie: że podoba jej się Flynn albo 
coś  w  tym  rodzaju.  Ale  ona  nie  odpowiedziała,  tylko  dalej 
szlochała. 

-  Płaczesz  dlatego,  że  pokłóciłaś  się  z  Alexem?  -  spytała 

nieśmiało Grace. 

Emmi załkała głośniej. 
- Nie. 
- Jesteś w cięży? — spytałam. 
- Nie - Emmi przestała płakać i popatrzyła na nas gniewnie. 

— To nie ma nic wspólnego z żadnym chłopakiem. 

Pochyliła się do przodu i znowu zaniosła się łkaniem. Grace i 

ja wymieniłyśmy zaniepokojone spojrzenia. 

- Więc o co chodzi? - pytałam dalej. - Masz kłopoty w domu? 
- Och, dajcie mi spokój! — wyprostowała się, pełna złości. - 

To przez tę sztukę. 

Zapadło  skonsternowane  milczenie.  Co  to,  u  diabła,  mogło 

znaczyć?  Moje  myśli  wróciły  do  Flynna.  Czyżby  ta  sprawa 
miała jakiś związek z tym, że on i Emmi grali parę? 

 

background image

Potrząsnęłam jej ramieniem. 
— Jak to przez sztukę, Emmi? O co ci chodzi? 
Zapadła  długa  cisza.  Emmi  przestała  płakać.  Chwiejnie 

podeszła do umywalek i opłukała sobie twarz zimną wodą. 

- Boję się - powiedziała. W lustrze widziała nasze odbicia. - 

Boję się, bo widzę, jakie to trudne i jaka jestem w tym słaba. 
Boję  się,  że  wszyscy  się  będą  ze  mnie  śmiali,  kiedy  mnie 
zobaczą na scenie. 

Przyglądałam się jej odbiciu. Nie, chyba nie powiedziała tego 

na  serio.  Emmi  była  najbardziej  pewną  siebie  osobą,  jaką 
znałam.  1  nawet  teraz,  z  podpuchniętymi  od  płaczu  oczami, 
wyglądała ślicznie. 

Grace potrząsnęła głową. 
—  Emmi,  na  pewno  dasz  sobie radę.  Umiesz  rolę,  świetnie 

wyglądasz i... 

-  Nie  jestem  tak  dobra  jak  Flynn  -  powiedziała  Emmi. 

Odwróciła się tyłem do lustra i spojrzała mi w oczy. - Jest fan-
tastyczny. Nie mam szans mu dorównać. 

Usta jej drżały. Podeszła, potykając się, i padła mi w ramiona. 
Płakała dalej w moich objęciach. Grace wymknęła się, żeby 

powiedzieć  chłopcom,  że  wezwiemy  taksówkę.  Emmi  nie 
przestawała szlochać. 

Głaskałam ją po ramieniu, tak jak mama w dawnych czasach 

głaskała mnie albo Stonea, kiedy byliśmy chorzy. Nie mogłam 
uwierzyć  w  to,  co  przed  chwilą  usłyszałam.  Emmi  się  boi? 
Zabrakło  jej  pewności  siebie?  Odkąd  poznałam  ją  w 
pierwszym dniu podstawówki, nie traciła jej nigdy, w żadnych 
okolicznościach. 

 

background image

-  Dzięki,  River  —  wymamrotała  Emmi.  -  Dobra  z  ciebie 

dziewczyna... Po tym, co ci mówiłam... o pocałunkach... Tak, 
wiem. Zachowałam się jak głupia krowa. 

Poczułam przypływ sympatii do mojej przyjaciółki. 
- Głowa do góry, Emmi — powiedziałam, przytulając ją. — 

To  przecież  nie  jest  aż  tak  strasznie  ważne...  A  poza  tym... 
potrafisz zagrać Julię. Całkiem nieźle ci to wychodzi. Musisz 
tylk o w siebie uwierzyć. Postaraj się. 

Czknęła i kiwnęła głową. A potem przymknęła oczy. 
- Możemy stąd wyjść? — spytała. — Przyda się łyknąć trochę 

świeżego powietrza. 

- Jasne. 
Wyprowadziłam ją z toalety. Na końcu korytarza były drzwi 

przeciwpożarowe,  uchylone  i  zablokowane  jakąś  skrzynką. 
Wyszłyśmy  na  zewnątrz.  Znalazłyśmy  się  przy  wewnętrznej 
alejce na tyłach pubu. Powietrze było mroźne. Ogrzewałam się, 
rozcierając sobie ramiona. Emmi podeszła do ceglanego murku 
i usiadła na nim, wznosząc oczy ku rozgwieżdżonemu niebu. 

-  Byłoby  lepiej,  gdybyś  to  ty  zagrała  Julię,  River  -  powie-

działa cicho. 

Oparłam  się  o  ścianę  obok  drzwi  przeciwpożarowych  i  pa-

trzyłam,  jak  mój  oddech  w  mroźnym  wieczornym  powietrzu 
zamienia się w białą mgiełkę. 

- Ale nie zagram. Pan Nichols wybrał ciebie do tej roli. 
-  Tylko  dlatego,  że  spaprałaś  swój  występ  podczas  drugiej 

rundy  przesłuchań  —  Emmi  zaśmiała  się.  —  W  pierwszej 
rundzie byłaś ode mnie o niebo lepsza. Idę o zakład, że coś ci 
nie wyszło z powodu Flynna. Bo on ci się podobał. Ironia losu, 

 

background image

prawda? Nie dostałaś roli Julii tylko dlatego, że za bardzo ci 

się podobał Romeo. 

Zaczerpnęłam  chłodnego  powietrza.  Nigdy  wcześniej  nie 

patrzyłam na to w ten sposób. Ale tak właśnie było. 1 Emmi 
miała rację, to była ironia losu. 

Drzwi  przeciwpożarowe  otworzyły  się  tak  gwałtownie,  że 

omal nie dostałam nimi w twarz. Dwóch facetów mniej więcej 
dwudziestoletnich  —  w  każdym  razie  na  tyle  wyglądali  — 
wytoczyło  się  na  drogę.  Byli  wysocy,  potężnie  zbudowani. 
Blondyn  i  brunet.  W  ciemności  nie  widziałam  wyraźnie  ich 
twarzy. 

Brunet natychmiast zauważył Emmi. 
-  Cześć,  mała  -  powiedział  głośno,  głupkowatym  tonem.  — 

Wyszliśmy na męską rozmowę, a spotykamy dzidzię. Szukałaś 
męskiego towarzystwa? 

Emmi  potrząsnęła  głową  i  zeskoczyła  z  murku.  Niestety 

alkohol jeszcze jej nie wywietrzał z głowy. Źle wylądowała i 
zatoczyła się. Ciemnowłosy znalazł się przy niej w mgnieniu 
oka i już trzymał ją za tyłek. 

Patrzyłam na to w szoku. Chciałam się ruszyć — żeby przyjść 

Emmi z pomocą albo przynajmniej pobiec po pomoc do pubu. 
Ale  stałam  jak  wrośnięta  w  ziemię.  Żaden  z  tych  dwóch  nie 
zauważył,  że  spod  drzwi  przeciwpożarowych  ktoś  ich 
obserwuje. 

Emmi próbowała się wyrywać. Ciemnowłosy złapał ją za 
rękę. 
— Czemu jesteś niegrzeczna? Przecież ja chcę ci tylko pomóc 

— kpił. 

Włożył  dłoń  pod  jej  spódnicę.  Emmi  wyrywała  się  coraz 

energiczniej, zapierając się nogami o beton. Moje serce waliło 
jak młot. 

 

background image

Zrób  coś,  River  —  pomyślałam.  -  Sprowadź  pomoc. 

Ciemnowłosy  odwrócił  się  do  kumpla  i  zaśmiał  się.  Właśnie 
wtedy mnie zauważyli. 

— Patrz — powiedział cicho — przyprowadziła nawet kole-

żankę. 

Jasnowłosy, jeszcze bardziej napakowany od tamtego, ruszył 

w moją stronę. Pochylił się nade mną. Poczułam na twarzy jego 
oddech zalatujący przetrawionym piwem. Oczy były ukryte w 
cieniu, ale widziałam drwiący grymas na jego ustach. 

— Chodź — powiedział Facet o Piwnym Oddechu. — Zaba-

wimy się. 

— Nie chcę! - zamierzałam wrzasnąć, ale udało mi się wy-

dobyć z siebie tylko przerażony pisk. 

Usiłowałam  się  uwolnić,  on  był  jednak  nieporównanie  sil-

niejszy ode mnie. W ciągu paru sekund zawlókł mnie w kąt, w 
którym ten drugi obmacywał Emmi. Walczyła ze wszystkich 
sił, choć nie przestawała szlochać. 

—  River!  —  zawołała.  —  Zrób  coś!  Wzbierała  we  mnie 

panika. 

—  Proszę,  przestańcie  —  powiedziałam  słabiutkim  głosem. 

— Chcemy wrócić do środka. 

Facet o Piwnym Oddechu ścisnął moje ramię jeszcze mocniej. 
— Nie bądź taka niemiła - powiedział. - Możemy się chyba 

trochę zabawić? 

Emmi skuliła się i płakała dalej. Ciemnowłosy uśmiechnął się 

do  kumpla,  zadowolony  z  siebie,  i  znowu  zaczął  się  z  nią 
mocować. Opierała się. 

Uśmiech zniknął z twarzy osiłka. 
 

background image

-  Nie  wyrywaj  się,  ty  głupia  krowo.  Obserwowałem  cię  już 

przedtem. Jesteś nawalona. Więc nie udawaj niewiniątka. Na 
pewno chcesz. 

— Nie chcę - chlipnęła Emmi. 
Gdy  spojrzałam  na  jej  przerażoną,  zalaną  łzami  twarz,  mój 

własny  strach  zamienił  się  w  dziką  furię.  Już  prawie  wy-
śliznęłam  się  z  rąk  Faceta  o  Piwnym  Oddechu  i  wreszcie 
odzyskałam głos. 

—  Zostawcie  nas!  -  wrzasnęłam.  -  Łapy  precz!  Pochwycił 

mnie znowu. Ale po chwili na drugim końcu tej 

betonowej wewnętrznej alejki ujrzałam jakąś postać. Pędziła 

ku  nam  tak  szybko,  że  nie  mogłam  się  jej  nawet  dobrze 
przyjrzeć. To był Flynn. 

Flynn rzucił się na Faceta o Piwnym Oddechu. Uderzył go z 

główki w mostek. 

- Nie dotykaj jej! - warknął. 1 poprawił pięścią w nos. Facet o 

Piwnym Oddechu puścił mnie. Cofnął się chwiejnie i zasłonił 
twarz rękami. 

— Ty... ty... — wypuścił z siebie potok wulgarnych określeń, 

a krew tymczasem lała się spomiędzy jego palców. - Nos mi 
złamałeś, sukinsynu! 

Flynn obrócił się z zaciśniętymi pięściami. Ale ciemnowłosy 

był  szybszy.  Usłyszałam  odgłos  ciosu  —  to  Flynn  dostał  od 
niego  pięścią  w  twarz.  Zatoczył  się  do  tyłu.  Podbiegłam  do 
nich. Krew szumiała mi w uszach. 

- Zostaw go! - wrzasnęłam. 1 kopnęłam. Trafiłam napastnika 

w łydkę. 

Zaskowyczał.  Tymczasem  Flynn  doszedł  do  siebie  i  wy-

mierzył mu cios w szczękę. Bum! Na plączących się nogach 

 

background image

osiłek zbliżył się do tego drugiego i zawisł na jego ramieniu. 
- Chodźmy stąd - Facet o Piwnym Oddechu pociągnął za sobą 

koleżkę. Odeszli betonową alejką. 

- Stare cioty! — wrzeszczał za nimi Flynn.  — Brandzlerzy! 

Światło nagle zalało betonową alejkę, widocznie wewnątrz 

ktoś przekręcił odpowiedni kontakt. W tym świetle zobaczy-

łam  twarz  Flynna,  wykrzywioną  z  wściekłości.  Dwaj 
napastnicy zniknęli już w mroku. 

Rozejrzałam  się.  Emmi  osunęła  się  na  beton  pod  murem  i 

szlochała, zgięta wpół. Znowu przeniosłam wzrok na Flynna. 
Dyszał ciężko, siny z gniewu. Lecz furia nagle gdzieś zniknęła, 
a jego oczy spojrzały na mnie z troską. 

- Nic ci się nie stało? 
Potrząsnęłam głową. Teraz z wnętrza pubu dochodziło więcej 

głosów. Za chwilę wszyscy tu będą. Flynn odwrócił głowę i już 
nie widziałam jego twarzy. Podeszłam do niego. 

Usta  mu  drżały,  jakby  miał  się  za  chwilę  rozpłakać.  Z  roz-

ciętej wargi ciekła krew. Kiedy tylko przestał zaciskać pięści, 
na  jego  twarzy  pojawił  się  ten  zdumiewający  wyraz 
bezbronności.  Miał  minę  dziesięcioletniego  chłopca,  który 
zgubił mamę. Taką minę, jakby jego świat się kończył. 

Podbiegli  do  nas  James  i  Grace,  a  za  nimi  połowa  gości  z 

pubu. Grace była już przy łkającej Emmi, próbowała podnieść 
ją i postawić na nogi. Znowu spojrzałam na Flynna. Szczęka 
już mu nie drżała, spojrzenie miał takie jak zawsze. 

Pojawił się właściciel pubu i zaczął zadawać mnóstwo pytań. 

Tłumaczyliśmy mu, że było ciemno i nie widzieliśmy dobrze 
twarzy napastników. Właściciel oświadczył, że widział 

 

background image

ich przedtem przy barze, ale to nie byli stali klienci. Poczułam 

ulgę. Wszystko wskazywało na to, że najgorsze już minęło. Na 
szczęście nikomu nic się nie stało. Oprócz Flynna. 

Ktoś przyniósł mu okład  z  lodu zawiniętego w serwetkę  na 

rozciętą  wargę.  Przytrzymywałam  ten  okład,  czując,  jak  lód 
topnieje  i  woda  spływa  mi  po  rękach.  Kiedy  zamieszanie 
wokół nas ucichło, zaczęłam drżeć na całym ciele. 

—  Widziałaś  mój  prawy  hak?  —  uśmiechnął  się.  —  Aż 

grzmotnęło. 1 lewy prosty też zrobił swoje. 

Potrząsnęłam głową. 
— Przestań - powiedziałam. 
Nie  udawaj,  że  to  był  tylko  pojedynek  w  stylu  macho  — 

pomyślałam. - Nie udawaj, że to dla ciebie drobiazg. Pogłaskał 
moje włosy. 

—  Już  dobrze  —  powiedział.  —  Już  dobrze.  Ale  nie  było 

dobrze. 

Rozpłakałam się i nie mogłam przestać. Nie płakałam z po-

wodu tych dwóch typów ani z powodu tego, co mogło się stać. 
Płakałam  z  powodu  wszystkiego  razem.  Z  powodu  tego,  co 
czułam, kiedy patrzyłam na Flynna. 1 że tak bardzo pragnęłam 
jego uczuć. Nie wystarczała mi ta bliskość, której doznawałam 
podczas  pocałunków.  Potrzebowałam  słów.  Potrzebowałam, 
być może, wiersza miłosnego. 

Zdałam  sobie  sprawę  z  tego,  jak  niewiele  mi  o  sobie  po-

wiedział. O swoich rodzicach w ogóle prawie nic. Nie miałam 
pojęcia, dlaczego jest taki opiekuńczy wobec sióstr. 1 nie wie-
działam, skąd w nim przez cały czas tyle gniewu. 

Nie mówił mi nic o uczuciach, jakie miał dla mnie. 
 

background image

Przyjechała taksówka, którą zamówiła Grace. Oboje z Jame-

sem posadzili w niej Emmi, mnie i Flynna. Ale dla nich obojga 
nie było już dość miejsca, więc zostali. 

Widziałam, że James wetknął Flynnowi banknot do rąk - na 

taksówkę. Widziałam gniewne spojrzenie Flynna, które mnie 
rozzłościło. Na miłość boską, jak mógł pozostać taki sztywny 
w  sprawach  kasy  po  wszystkim,  co  się  przed  chwilą  stało? 
Czyżby odwiezienie Emmi i mnie było dla niego mniej ważne 
niż to, kto płaci za taksówkę? 

W  taksówce  Flynn  objął  mnie  ramieniem.  Ale  byłam  już 

coraz bardziej rozdrażniona. Jego dłoń ciążyła mi nieznośnie. 
Spojrzałam na niego. Emmi siedziała skulona, wciśnięta w kąt 
przy drzwiach, i łkała bezgłośnie. 

- Jesteś pewna, że nic jej się nie stało? - spytał Flynn szeptem. 
Dlaczego tak się troszczył o Emmi? Przecież ja też zostałam 

zaatakowana. 

Ale  ledwie  to  pomyślałam,  zawstydziłam  się.  Emmi  była 

naprawdę  w  strasznym  stanie,  a  prawdę  mówiąc,  to,  co  się 
wydarzyło przed incydentem na tyłach pubu, też nie było dla 
niej łatwe. 

- Emmi... — odezwałam się cicho. — W porządku? Kiwnęła 

głową, ale nie spojrzała na mnie i nie przestała 

płakać. 
Przeniosłam wzrok na Flynna. Obserwował ją, wydawał się 

zaniepokojony.  W  moim  sercu  znowu  zagnieździła  się  za-
zdrość. 

Wzruszyłam ramionami. 
- Spróbuj ty - powiedziałam i odsunęłam się od niego. 
 

background image

Flynn zmarszczył brwi, ale pochylił się nad Emmi i dotknął 

jej ramienia. 

— Emmi... 
Podniosła wzrok. Jej twarz była mokra od łez. Rzuciła mu się 

na szyję i zaczęła szlochać jeszcze głośniej niż przed chwilą. 

Flynn  patrzył  na  nią  trochę  przestraszony,  a  potem  uczynił 

jedyną rzecz, która miała sens. Objął ją ramieniem. 

-  Emmi  -  odezwał  się  uspokajającym  głosem.  -  Jesteś  już 

bezpieczna. Wszystko dobrze. Jesteś bezpieczna, to już minęło. 

Zmierzyłam ich gniewnym spojrzeniem. Byłam teraz tak zła, 

że  głos  uwiązł  mi  w  gardle.  Rozpaczliwie  pragnęłam,  żeby 
Flynn ją odepchnął i znowu mnie przytulił. To było coś irra-
cjonalnego i małostkowego - lecz nie mogłam się od tego po-
wstrzymać. Tak często wyobrażałam sobie, jak się obejmują na 
scenie, jako Romeo i Julia, i tak bardzo nie mogłam znieść tych 
wyobrażeń, które jakoś wciąż stały mi przed oczami. A teraz 
właśnie  patrzyłam  na  nich  oboje,  prawie  że  w  sytuacji 
pocałunku. 

1 byłam sama sobie winna, bo to ja popchnęłam Flynna w jej 

ramiona. 

Wiedziałam o tym i przez to byłam jeszcze bardziej wściekła. 

Emmi  szlochała  bez  przerwy  przez  całą  drogę  do  domu,  i 
jednocześnie  nie  puszczała  Flynna  ani  na  chwilę.  Kilka  razy 
odwracał  się  w  moją  stronę,  widziałam  jego  przepraszające 
spojrzenie.  Kilka  razy  wyciągał  rękę  w  moją  stronę,  jakby 
chciał i mnie przygarnąć. Ale odsunęłam się. Nie ma mowy — 
pomyślałam - nie będziesz przytulał nas obu. 

Starałam się nie odzywać, póki nie zatrzymaliśmy się przed 

domem Emmi. Pomogliśmy jej zadzwonić do frontowych 

 

background image

drzwi.  Jej  rodzice  widzieli  Flynna  po  raz  pierwszy,  a  ona 

wciąż  płakała  i  nie  można  się  było  z  nią  porozumieć,  więc 
oboje zaczęli wypytywać mnie, co się właściwie stało. 

Kiedy im wszystko wyjaśniłam, groza tego, co nas spotkało, 

ich  po  prostu  przytłoczyła.  Mnie  samej  robiło  się  słabo  na 
myśl,  w  jak  wielkim  byłyśmy  niebezpieczeństwie.  1  jak 
straszne to było przeżycie. 

Lecz wcale do nieb nie dotarło, że ja też przez to przeszłam. 

Kiedy  skończyłam,  matka  Emmi  objęła  ją,  wydając  z  siebie 
histeryczne  okrzyki,  a  ojciec  w  dość  nieprzyjemny  sposób 
kazał Flynnowi opisywać szczegółowo, jak poradził sobie z na-
pastnikami. 

Kiedy  wróciliśmy  do  taksówki,  miałam  ściśnięte  gardło  i 

wrzała we mnie furia, jakiej dotąd nie znałam. A przecież nic 
mi już nie groziło. Niebezpieczeństwo miałam za sobą, więc co 
się właściwie ze mną działo? 

Flynn podał kierowcy mój adres i z głębokim westchnieniem 

odchylił głowę na oparcie tylnego siedzenia. 

— Jakie to było straszne — jęknął. 
Obrócił  się  do  mnie  i  objął  mnie  ramieniem.  Siedziałam 

sztywno, gdy pochylił się i pocałował mnie w kark. 

-  River,  co  się  stało?  -  Nagle  się  wyprostował  i  objął  mnie 

mocniej. 

Nie wiedziałam. Taka mogła być jedyna uczciwa odpowiedź. 

Czułam się, jakby coś gotowało się we mnie pod ciśnieniem, 
jak w szybkowarze. W moim wnętrzu kłębiły się trudne emocje 
i  nie  wiedziałam,  jak  je  wypuścić.  Ale  nawet  tego  nie 
potrafiłabym ująć w słowa, więc milczałam. 

Flynn odsunął się i znowu westchnął. 
 

background image

— Mam nadzieję, że Emmi przyjdzie do siebie — powiedział. 

— Te łobuzy nieźle ją przestraszyły. 

Znowu Emmi. Moje gniewne emocje zogniskowały się w tym 

jednym  punkcie  i  zazdrość  wybuchła  we  mnie,  rozpryskując 
się na tysiąc odłamków, każdy naładowany nienawiścią. 

-  Ćwiczyliście  razem  przed  waszym  Wielkim  Występem?  - 

spytałam ironicznie. 

— Co? — Flynn spojrzał na mnie, zdumiony. 
Poznałam po jego minie, że nie ma pojęcia, o czym mówię. 

Albo grał. Nagle uprzytomniłam sobie, że jest przecież świet-
nym  aktorem  i  gdyby  chciał,  mógłby  zagrać  wszystko.  Nie 
zgadłabym, że kłamie. 

Ta myśl nie przyniosła mi spokoju. 
- Przyjemnie było przytulać Emmi? - syknęłam. Wiedziałam, 

że to z mojej strony okropnie niesprawiedliwe, 

ale już nie mogłam się powstrzymać. Flynn wydął usta. 
— Nie wygłupiaj się, River. 
Ściągnął brwi. Chyba czekał na przeprosiny i pocałunki. 
To właśnie chciałam zrobić - przeprosić go i pocałować. Lecz 

przeszkodziły  mi  te  ostre  jak  noże  odłamki  zazdrości.  Więc 
tylko patrzyłam na niego i czekałam, aż powie mi, że to mnie 
kocha,  nie  ją.  Ze  wolałby  zjeść  psią  kupę,  niż  pocałować 
Emmi. 

Ale on tego nie powiedział. 
- Słuchaj, River - powiedział, wzdychając. - Wiem, że jesteś 

wykończona. Ja naprawdę też ledwo się trzymam na nogach. 
Rozumiesz? Więc nie opowiadaj mi tu jakichś głupot o Emmi, 
tylko mów, co się z tobą dzieje. 

 

background image

jego  głos  był  spokojny,  ale  usłyszałam  ten  lodowaty  ton  i 

wiedziałam,  że  już  buzuje  w  nim  gniew.  To  mnie 
rozwścieczyło do reszty. 

— Nie wpuściłeś mnie do swojego życia! — powiedziałam. 

— To znaczy, pozwoliłeś mi wejść na próg, ale ani kroku dalej. 

— O czym ty mówisz, u diabła? 
— O twojej przeszłości. O matce i ojcu. O tym, dlaczego nie 

znosisz  alkoholu...  O  twoim  podejściu  do  pieniędzy.  1  do 
Siobhan. Nigdy nie byłam u was w domu, Flynn! - słowa same 
wyskakiwały mi z ust. - Chciałabym, żebyś mi bardziej ufał! 

Flynn wzniósł oczy do nieba. 
—  Daj  mi  szansę,  River  —  odpowiedział.  —  Chodzimy  ze 

sobą dopiero parę tygodni. 

— No i co z tego? — teraz już krzyczałam. — Romeo i Julia 

spotkali się tylko kilka razy, a byli gotowi umrzeć z miło... 

— Och, zamknij się! — wrzasnął Flynn. — Nie mów mi o tej 

cholernej sztuce! To fikcja, pieprzona fikcja, River! Opamiętaj 
się! W rzeczywistości ludzie nie zachowują się tak jak oni! 

Odsunął  się  ode  mnie,  jak  mógł  najdalej,  na  drugi  koniec 

tylnego siedzenia. 

Łzy  napłynęły  mi  do  oczu.  Spojrzałam  na  taksówkarza.  Z 

wystudiowaną  miną  udawał,  że  nie  zwraca  na  nas  uwagi, 
wzrok wbił w przednią szybę. 

Otworzyła  się  we  mnie  otchłań  lęku  i  samotności.  Przypo-

mniał mi się ten moment, kiedy jasnowłosy osiłek wlókł mnie 
po betonowej alejce, a we mnie wzbierała panika. Wtedy by-
łam tak przerażona tylko przez chwilę. Zaraz potem zjawił się 
Flynn i uratował mnie. 1 zranili go, kiedy z nimi walczył. A ja 
teraz podniosłam na niego głos. 

 

background image

Pochyliłam się w jego stronę i dotknęłam jego ramienia. 
— Flynn... 
Był nieugięty. Czułam, że gniew wciąż jeszcze w nim pulsuje. 
— Przepraszam - powiedziałam. - Wiem, że się wygłupiam. 

To  dlatego  że...  że  tak  bardzo  się  przedtem  przestraszyłam. 
Bałam się, że ci dwaj... zrobią nam krzywdę. 

To  nie  była  prawdziwa  przyczyna  mojego  zachowania,  to 

zazdrość  kazała  mi  oskarżyć  Flynna,  że  nie  chce  się  przede 
mną  otworzyć. Ale  byłam  pewna, że  tylko  takie  postawienie 
sprawy  może  mi  przynieść  uścisk  i  zgodę  w  ciągu  dwóch 
minut. 

Flynn obrócił się do mnie i westchnął jeszcze raz. 
—  Nie  mam  humoru  i  trudno  mi  się  opanować,  spróbuj  to 

zrozumieć - mruknął. 

Spojrzałam  na  jego  twarz.  Wokół  jego  rozciętej  wargi,  w 

miejscu,  w  które  uderzył  go  pięścią  jeden  z  tamtych  dwóch, 
pojawił się spory, podpuchnięty siniak. Wydawało mi się, że to 
się stało już sto lat temu. Pogłaskałam delikatnie jego policzek. 

—  Nie  chcę  wracać  do  domu  —  szepnęłam.  —  Zabierzesz 

mnie do siebie? 

Flynn patrzył na mnie przez długą chwilę i milczał. W końcu 

powiedział powoli: 

—  Nigdy  nikogo  nie  zaprosiłem  do  domu.  Nigdy.  Nikogo. 

Wstrzymałam oddech. Słyszałam, jak mocno bije moje serce. 

— Nie jestem kimś pierwszym z brzegu — zawahałam się, a 

potem  słowa,  których  wcale  nie  zamierzałam  wypowiedzieć, 
same wyskoczyły mi z ust. - Ja cię kocham. 

1 znowu nastąpiła chwila ciszy. A potem pochylił się i wy-

szeptał mi do ucha: 

— Przepraszam. 
 

background image

I odsunął się, nie dotykając mnie. 
Potem  jechaliśmy  w  milczeniu.  Byłam  całkiem  odrętwiała. 

Spodziewałam się, że kiedy mu powiem o swojej miłości, on 
wyzna  od  razu,  że  też  mnie  kocha.  Wyobrażałam  sobie,  że 
kiedy go poproszę jasno i wprost, żeby mi zaufał i zabrał mnie 
do  domu,  zrobi  to.  Wierzyłam,  że  siła  naszych  uczuć,  pasja, 
namiętność - usunie wszelkie przeszkody. 

Kiedy dotarliśmy do mojego domu, musiałam pogodzić się z 

tym,  że  było  inaczej.  Źle  oceniłam  jego  uczucia.  Flynn  był 
tylko inteligentnym chłopakiem z piętnem ubóstwa na czole i 
hormonami, dzięki którym mógł tak wspaniale całować. A jego 
żarliwym pragnieniem było zarabiać dużo pieniędzy. 

1 nic więcej. Albo też nic, czym chciałby się ze mną dzielić. 
Nie kochał mnie. 
Nie był podobny do Romea. 
 

background image

18. 
 
Mama złapała się za głowę, kiedy zobaczyła moją zapłakaną 

twarz  i  rozbitą  wargę  Flynna.  Więc  musiałam  jeszcze  raz 
wyjaśniać,  co  się  stało.  Flynn  stał  obok,  nachmurzony,  i  nie 
patrzył  na  żadną  z  nas.  Było  oczywiste,  że  nie  może  się  już 
doczekać, kiedy sobie pójdzie. Powiedział „dobranoc" i nawet 
mnie nie pocałował. Na pożegnanie tylko ścisnął mocniej moje 
ramię. 

Zaczęłam  gramolić  się  po  schodach,  podczas  gdy  mama 

krzątała się już koło mojej gorącej kąpieli. Chciała usłyszeć coś 
więcej o zajściu w pubie. Ale zapewniłam ją tylko, że nic mi się 
nie  stało  i  że  wszystko  to  trwało  zaledwie  parę  minut,  i  nie 
chciałam już o tym rozmawiać. 

Zostawiła  mnie  w  spokoju.  Chciała,  żebym  się  dobrze  wy-

spała. 

Ale nie mogłam spać. 
Nazajutrz był czwartek. Powiedziałam mamie, że nie czuję się 

na siłach iść do szkoły. 

Prawda była inna. Nie czułam się na siłach iść na próbę. 
Nie czułam się na siłach spotkać Flynna. 
Uprzytomniłam  sobie,  że  nie  mam  z  nim  kontaktu.  Nie 

używał  komórki.  Nie  podał  mi  nawet  numeru  stacjonarnego. 
Powiedział, że w domu nie mają telefonu. 

 

background image

Otóż właśnie. 
Wzięłam to za kolejny dowód, że niewiele dla niego znaczę. 1 

wpadłam w jeszcze głębszą, bezdenną rozpacz. 

Wieczorem zadzwoniła Emmi, ale i z nią nie miałam ochoty 

rozmawiać.  Nie  przeszła  mi  jeszcze  złość  na  nią  za  to,  że  w 
taksówce płakała na ramieniu Flynna. Być może, gdyby nie to, 
nie wpadłabym w taki gniew i wtedy... 

Nie.  W  głębi  serca  wiedziałam,  że  Emmi  nie  była  niczemu 

winna. Ale i tak nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Dlatego 
że grała z nim w parze. Była jego Julią. A ja nie byłam nikim 
dla niego. 

Mama pozwoliła mi zostać w domu także nazajutrz. Zwykle 

spotykałam się z Flynnem w piątek wieczorem. Ale tym razem 
nie  zadzwonił.  A  poza  tym  i  tak  nie  mogłabym  się  z  nim 
spotkać. Trudno mi było sobie z tym poradzić, że tak bardzo go 
kochałam i że on nie czuł tego samego co ja. 

Snułam się po domu przez cały weekend i czekałam na jego 

telefon.  Mama  zaczynała  się  o  mnie  już  na  serio  niepokoić. 
Namawiała  mnie  do  jedzenia  i  wypytywała,  dlaczego  nie 
umówiłam się z Emmi i Grace. Chciała nawet, żebym zawiado-
miła policję o ataku w pubie. 

Powiedziałam  jej,  że  nic  mi  nie  jest  i  że  idę  się  spotkać  z 

Emmi. 

Kiedy  dotarłam  do  parku,  Emmi  znowu  zadzwoniła.  Tym 

razem odebrałam telefon, bo obawiałam się, że inaczej gotowa 
jest zadzwonić na numer stacjonarny. 

Rozmawiałyśmy  przez  chwilę  i Emmi  spytała  mnie, jak  się 

ma  Flynn.  Powiedziałam  jej,  że  Flynn  przestał  się  ze  mną 
kontaktować. 

 

background image

- Niemożliwe - powiedziała Emmi. — Oczywiście dalej jest 

trochę  dziwny,  ale  widać,  jak  bardzo  mu  na  tobie  zależy. 
Myślisz, że inaczej walczyłby tak dzielnie w twojej obronie? 

Walczyłby. Dlatego że trenuje boks. Dlatego że ma w sobie 

tyle wściekłości. 

Ale  nic  nie  odpowiedziałam.  Pożegnałam  się  z  nią  i  drżąc, 

obeszłam park dookoła. Dzień był strasznie zimny. Pierwszy 
grudnia. Zostały nam już tylko dwa tygodnie do premiery. A 
potem mamy dać dwa przedstawienia. 

To naprawdę niewiele. Kiedy to się stanie, już nigdy więcej 

nie zobaczę Flynna. 

Kiedy  wróciłam  z  parku,  był  u  nas  ojciec.  Mama  i  Stone 

wyszli z kuchni i zostawili nas samych. Piliśmy herbatę. 

Przez chwilę milczeliśmy oboje. Dziwnie było widzieć ojca w 

naszym domu - wydawał się jakby nie na swoim miejscu z tą 
świeżo  zapuszczoną  brodą,  w  opadających  sztruksowych 
spodniach. Aż trudno było uwierzyć, że kiedyś tu mieszkał. 

- Nie przyjeżdżasz do mnie od tak dawna — powiedział. Ale 

nie było wyrzutu w jego głosie. Tylko trochę łagodnej 

ciekawości. 
Nie odpowiedziałam. 
Ojciec dopił herbatę i odstawił filiżankę. 
- Powiedz mi - powiedział spokojnie - co się właściwie z tobą 

dzieje. 

Wzruszyłam ramionami. Ojciec czekał i nie nalegał. 
Ale tym razem nie chciałam z nim o tym rozmawiać. Więc 

siedziałam obok niego i milczałam. Ojciec odchrząknął. 

 

background image

-  Rozumiem.  Nie  masz  ochoty  o  tym  mówić.  W  porządku. 

Chciałem  tylko,  żebyś  wiedziała,  że  jeśli  będziesz  mnie  po-
trzebowała, możesz na mnie liczyć. 

-  Tato...  —  odezwałam  się  cicho  i  bezdźwięcznie.  Łza  po-

toczyła się po moim policzku. Ojciec zbliżył się i położył dłoń 
na moim ramieniu. Wdychałam znajomy zapach starego swetra 
i ziemi, z nutą dymu z ogniska. 

-  Tato,  on  mnie  nie  kocha  -  powiedziałam  łamiącym  się 

głosem. - Jest taki zamknięty w sobie. Próbowałam się dobijać, 
ale nie wpuścił mnie. Nie wiem, co złego zrobiłam. Och, tato! 
To wszystko jest nie do zniesienia... 

Rozpłakałam  się.  Przytulił  mnie  mocniej.  Głaskał  moją 

głowę. Pozwolił mi wypłakać cały ten smutek. 

-  Nie  zrobiłaś  nic  złego  —  powtarzał  mi.  —  Wolno  płakać. 

Wolno płakać. 

Wydawało  mi  się,  że  trwało  to  bardzo  długo,  i  nic  się  nie 

działo, i tylko głaskał mnie przez cały czas. 

A kiedy podniosłam wzrok, jego oczy świeciły jak brylanty. 

Jakby i on miał w oczach łzy. 

W poniedziałek poczułam się silniejsza i wróciłam do szkoły. 

Przez  cały  dzień  jakoś  się  trzymałam.  Powiedziałam  Emmi  i 
Grace, że z Flynnem zrywam ostatecznie. 1 trzymałam fason 
jeszcze w drodze do szkoły św. Anakleta. 

Ale kiedy weszłam do auli, zobaczyłam go na scenie. 1 za-

pragnęłam  umrzeć  na  miejscu.  Grał  scenę  z  piątego  aktu,  w 
której Romeo myśli, że Julia nie żyje. 

Pan Nichols wezwał Emmi na scenę, żeby Flynn miał przed 

oczami Julię, leżącą jak martwa. Patrzyłam, jak przesu- 

 

background image

wa dłonie wzdłuż jej ciała - prawie muskając je, ale nie doty-

kając. 

Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia, Wdzięków twych 

zatrzeć nie zdołała jeszcze. 

Emmi wyglądała ślicznie, kiedy tak leżała na scenie. 
Słuchałam głosu Flynna, kiedy mówił te wersy z głębi swojej 

rozpaczy,  zatracony  w  niej  bez  reszty.  Po  próbie  wyszłam 
pośpiesznie,  zanim  zdążył  do  mnie  podejść.  Nazajutrz 
zadzwoniłam  do  szkoły  św.  Anakleta  i  powiedziałam,  że 
jestem  chora  i  nie  będę  obecna  na  próbach  aż  do  końca 
tygodnia. 

Planowałam kolejny spokojny weekend. W piątek po szkole 

poszłam  na  zakupy  z  Emmi  i  Grace.  Wróciłyśmy  późnym 
popołudniem, bo każda z nich potrzebowała czegoś nowego na 
party, na  które  się wybierały w sobotę. Powiedziałam im, że 
może pójdę tam z nimi, i udałam, że chcę przymierzyć jakąś 
spódnicę,  którą  widziałam  rzekomo  na  wystawie  sklepu  na 
High Street. Przed szóstą już tam byłam. Wiedziałam, że o tej 
porze  Siobhan  kończy  pracę  w  zakładzie  fryzjerskim. 
Czekałam po drugiej stronie ulicy, wypatrując Flynna. 

Pojawił  się  w  ciągu  dwóch  minut.  Szedł  ulicą  krokiem,  w 

którym dostrzegłam zaledwie nieznaczny ślad tej dumy, z jaką 
się zwykle poruszał. Zatrzymał się przed zakładem fryzjerskim 
i oparł plecy o latarnię. Wbił ręce w kieszenie, zgiął jedną nogę 
i postawił podeszwę na słupie latarni. 

Nie rozejrzał się, więc nie mógł mnie dostrzec. 
Łapczywie  pochłaniałam  wzrokiem  jego  widok.  Na  ulicy 

panował jeszcze dość duży ruch i widziałam, jak od czasu do 

 

background image

czasu ogląda się za ludźmi, którzy go mijali. Zaczynało padać 

— deszcz na razie tylko kropił. Flynn spojrzał w niebo i włosy 
znad czoła opadły mu do tyłu. Skrzyżował ramiona, mrucząc 
coś pod nosem. Nie miał kurtki. Uśmiechnęłam się, bo odgad-
łam, co mruczy: „gówniana pogoda". 

Siobhan  wyszła  na  ulicę.  Spojrzała  w  moją  stronę,  zanim 

zdążyłam  się  wycofać.  Przez  chwilę  byłam  pewna,  że  mnie 
zauważyła - ale nie pomachała mi i Flynn się nie obejrzał, więc 
pomyślałam, że jednak nie zostałam dostrzeżona. 

Odeszli razem, pogrążeni w rozmowie. Kiedy patrzyłam, jak 

się  oddalają,  kłębiły  się  we  mnie  emocje.  Jak  bardzo 
chciałabym teraz iść obok Flynna, rozmawiając z nim... Jakże 
zazdrościłam  jego  siostrze...  1  jak  tęskniłam  za  nim...  W  sa-
mym  środku  mojego  serca  zionęła  pustką  ogromna  czarna 
dziura. 

Wracając do domu, zboczyłam z drogi i zajrzałam do parku. 

Deszcz przestał padać, ale zerwał się wiatr. Nie chciałam, żeby 
mama  zauważyła,  że  płakałam.  Liczyłam  na  to,  że  mroźne 
grudniowe  powietrze  ochłodzi  moje  spuchnięte  powieki.  Ale 
nic  z  tego.  Kiedy  zatrzymałam  się  przy  parkowej  bramie, 
znowu  ścisnęło  mi  się  gardło.  Każdą  komórką  mojego  ciała 
płakałam za Flynnem. 

Aż się zgarbiłam, nie mogąc udźwignąć tego cierpienia. 
— Nie płacz. — Mocny, wyraźny głos Flynna zabrzmiał tuż 

obok mnie. 

Odwróciłam się gwałtownie. Stał nie dalej niż metr ode mnie, 

a jego lwie oczy lśniły w świetle ulicznej latarni. 

Moje  dłonie  zaczęły  z  furią  ścierać  z  policzków  ślady  łez. 

Flynn podszedł jeszcze bliżej. 

 

background image

—  To  Siobhan  cię  wypatrzyła  —  powiedział.  —  Nie 

pozwoliła mi wsiąść do autobusu. Kazała mi pójść za tobą. 

Patrzyłam na niego z biciem serca. Wiatr hulał wokół i smagał 

moją twarz. 

-  Niesłychane!  -  powiedziałam,  starając  się,  żeby  mój  głos 

brzmiał  pewnie.  —  Mnie  się  nigdy  nie  udało  do  niczego  cię 
nakłonić. 

Uśmiechnął się. 
—  Siobhan  powiedziała,  że  zachowuję  się  jak  głupek.  Po-

wiedziała, że jeśli kochasz mnie naprawdę, to nie ma znacze-
nia, gdzie mieszkam i jak żyjemy. A jeśli się tego wstydzę, to 
mój problem. Nie powinienem go przerzucać na ciebie. 

-  Wiesz  co?  -  zawahałam  się.  -  To  samo  powiedział  mój 

ojciec. Mniej więcej. 

-  A  widzisz?  -  uśmiechnął  się  jeszcze  szerzej.  -  Faceci  z 

komuny, fryzjerki... Co oni tam mogą wiedzieć? 

Patrzyłam  na  niego  z  zachwytem.  Jak  pięknie  wyglądał! 

Dlaczego?  Dlaczego  nie  mógł  być  choć  trochę  brzydszy? 
Czułam, że za chwilę znowu się rozpłaczę. Wszystko, tylko nie 
to. Nie może tak być, że on stoi obok i żartuje, a ja tęsknię za 
nim tak bardzo, że aż zapiera mi dech. 

Znowu  zaczęło  padać.  Staliśmy  dalej  i  krople  deszczu 

spływały po naszych twarzach. 

Oczy Flynna zamgliły się. 
— Myślę o tobie bez przerwy, nie mogę przestać - powiedział. 
Poczułam, że mam serce w gardle. Cały świat jakby się za-

trzymał.  Przestałam  słyszeć  szum  jadących  samochodów, 
plusk deszczu i wiatr w koronach drzew. Wszystko zniknęło. 

 

background image

Wszystko oprócz Flynna. 
- Możemy wrócić do tego, o czym wtedy mówiłaś?  — ode-

zwał się. — Chciałaś, żebym zaprosił cię do siebie. Pamiętasz? 

Kiwnęłam głowę. Nie mogłabym tego zapomnieć! 
-  Pamiętasz,  co ci  na  to  odpowiedziałem? Znowu  kiwnęłam 

głowę. 

-  Ze  nigdy  nikogo  nie  zaprosiłeś  do  domu.  Nigdy  i  nikogo. 

Flynn przysunął się jeszcze bliżej. Dzieliły nas już tylko 

centymetry. Z jego czupryny spadła kropla wody i spłynęła po 

policzku. 

-  A  taki  był  następny  wers  twojej  roli:  „Ja  nie  jestem  kimś 

pierwszym z brzegu. Kocham cię". 1 to był wielki, wspaniały 
wers.  Tylko  że...  —  pochylił  głowę  i  nasze  nosy  prawie  się 
dotykały.  —  Tylko  że  wtedy  jeszcze  nie  umiałem  swojej 
kwestii  —  westchnął.  -  Więc  powiedziałem  tylko: 
„Przepraszam". 

Cały świat zmniejszył się teraz do rozmiarów jego oczu. 
-  A  jaka  była  twoja  kwestia?  —  spytałam  szeptem. 

Uśmiechnął się. 

- Brzmiała tak: „Dobrze, jedźmy do mnie. Tam się dowiemy, 

czy naprawdę mnie kochasz. 

background image

19. 
 
Było już wpół do siódmej, kiedy wysiedliśmy z autobusu przy 

Archway. Skręciliśmy za róg i szliśmy ulicę Holloway, gdzie 
mieszkał Flynn. 

Ulica  była  ruchliwa  i  brudna,  pełna  samochodów,  ludzi, 

odpadków.  Wyczuwałam  napięcie  Flynna.  W  autobusie 
milczeliśmy  prawie  przez  cały  czas.  Jakbyśmy  znaleźli  się 
poza czasem i przestrzenią. 

Ale czekaliśmy na to, co miało się wkrótce wydarzyć. 
Moje  serce  biło  mocno,  kiedy  szłam  obok  Flynna,  mijając 

niekończący  się  ciąg zabitych  deskami  kiosków  i  sklepików, 
wystawy  sex-shopów  i  lumpeksów.  Zatrzymał  się  w  końcu 
przy  schodkach  wciśniętych  między  ponurą,  oświetloną 
jarzeniówkami  kafejkę  a  tanią  agencję  wynajmu  mieszkań. 
Schodki  prowadziły  do  drzwi,  a  przy  nich  było  aż  sześć 
dzwonków. Ale ponad tymi drzwiami naliczyłam tylko cztery 
okna. 

Flynn  obrócił  klucz  w  zamku  i  pchnął  drzwi.  Poczułam 

wszechogarniający zapach pleśni. Dłoń Flynna uderzyła w ja-
kiś  przedpotopowy  włącznik  wystający  ze  ściany.  Nad 
naszymi głowami rozbłysło światło i zgasło znowu. 

Zaklął pod nosem. Podszedł do schodów, które majaczyły w 

głębi,  i  zaczął  wchodzić  na  górę.  Na  drugim  piętrze  zapach 
zgnilizny  już  prawnie  zniknął.  Znaleźliśmy  się  na  podeście, 
przy którym było troje drzwi. Flynn skręcił w stronę tych po 

background image

prawej  i  otworzył  je  kluczem.  Kiedy  weszłam  za  nim  do 

środka, drżały mi ręce. Nie miałam pojęcia, czego tak się boję. 
Ale wiedziałam, że to, czego właśnie zamierzamy dokonać, to 
naprawdę wielka rzecz. 

Za  drzwiami  leżał  długi  na  dwa  metry  wytarty  chodnik. 

Dwoje drzwi po lewej stronie i dwoje po prawej. 

-  Nie  ma  tu  dużo  do  oglądania  -  powiedział  Flynn  schryp-

niętym głosem. Otworzył pierwsze drzwi po prawej. Zobaczy-
łam łazienkę z maleńką wanną przy jednej ścianie, sedesem i 
umywalką  przy  drugiej.  Zdążyłam  tylko  ogarnąć  wzrokiem 
całość. Wszystko to było stare i dość zniszczone, ale czyste. 

Otworzył  następne  drzwi.  Za  nimi  ujrzałam  salon  -  jeśli 

można  go  tak  określić.  Miał  około  pięciu  metrów  kwadrato-
wych powierzchni. Na podłodze leżały trzy małe pufy. Stał tam 
telewizor, a z boku pod ścianą blat z kuchenką. W kącie zauwa-
żyłam  złożone  w  stos  szkolne  podręczniki  Flynna.  Nie 
wiedzieć czemu na ich widok coś mi się ścisnęło w gardle. 

Flynn zamknął drzwi. 
- Wystarczy? - spytał. 
Potrząsnęłam głową. Obrócił się i otworzył pierwsze drzwi po 

lewej stronie ciasnego korytarzyka. Leżała tam Siobhan. Spała, 
a  jej  rude  włosy  były  rozrzucone  na  poduszce  podwójnego 
łóżka, które zajmowało prawie całą powierzchnię pokoju. Przy 
dalszej  ścianie  stała  maleńka  bieliźniarka  z  szufladami  i 
wieszak na ubrania, zrobiony z metalowej szyny. 

-  Zawsze  stara  się  przespać  zaraz  po  powrocie  z  pracy  - 

powiedział  szeptem  Flynn.  -  Mówi,  że  w  nocy  źle  sypia,  bo 
mama chrapie. 

Ostrożnie zamknął drzwi i otworzył następne. 
 

background image

Ten pokój był mniejszy od poprzedniego. Kotara dzieliła go 

na  dwie  części.  Po  jednej  stronie  leżał  na  podłodze  materac 
przykryty spraną narzutą w duży wzór - to były lalki Barbie.   
Przy  samej  kotarze  w  dwóch  kartonach  leżały  ubrania  i 
zabawki. Między kartonami i materacem zmieściłaby się tylko 
stopa dziecka. 

- Tu mieszka Caitlin - powiedział Flynn. 
Zrobił  krok,  uchylił  kotarę  i  zaprosił  mnie  do  zasłoniętej 

części pokoju. 

- Moja sypialnia - oznajmił ironicznie. Wśliznęłam się tam za 

nim. 

Pod  dalszą  ścianą  leżał  na  podłodze  materac.  Książki, 

czasopisma  i  ubrania  były  rozrzucone  na  pozostałej 
powierzchni. Cała ta przestrzeń nie miała więcej niż dwa i pół 
metra długości na półtora szerokości. 

Patrzyłam na to z otwartymi ustami. Obejrzałam się w stronę 

korytarza  i  pozostałych  pomieszczeń.  Wszystko  to  razem 
zajmowało mniej miejsca niż nasz salon. 

Wstydziłam  się  spojrzeć  Flynnowi  w  oczy.  Zapadła  długa 

cisza.  W  końcu  wbił  ręce  w  kieszenie  i  zrobił  krok  w  stronę 
drzwi. 

- Mam cię odprowadzić na przystanek? - spytał głucho. 
Nie  poruszyłam  się.  Patrzyłam  na  ten  materac  i  na  bałagan 

wokół niego. Zauważyłam na parapecie okna nad materacem 
otwarty egzemplarz Romea i Julii. Zbliżyłam się i wzięłam go 
do ręki. Kwestie Romea były podkreślone ołówkiem. 

Niebo  tu  jest,  Gdzie  Julia  żyje;  lada  pies,  kot,  lada  Mysz 

marna, lada nikczemne stworzenie 

 

background image

Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć, Tylko Romeo nie może. 
Usiadłam na materacu i włączyłam małą lampkę stojącą obok 

na podłodze. 

Podłoga  zatrzeszczała.  Podniosłam  wzrok.  Flynn  patrzył  na 

mnie. W jego oczach było tyle cierpienia, że nie byłam w stanie 
tego znieść. 

Łykałam łzy i gardło miałam ściśnięte do bólu. Jeszcze kilka 

dni  temu  chciałam  zadać  mu  mnóstwo  pytań  na  temat  jego 
domu. Ale teraz, kiedy już w nim byłam, wszystkie wydawały 
mi się nieistotne. 

- Pomyślałem, że kiedy zobaczysz, kim naprawdę jestem, nie 

będziesz chciała mieć ze mną nic wspólnego. 

Kiwnęłam  głową.  Usiadłam  i  pociągnęłam  go  za  sobą  na 

materac.  Łza  spłynęła  po  moim  policzku.  Flynn  pochylił  się 
nade mną i pocałował to miejsce. 

Długo leżeliśmy obok siebie w milczeniu. Oparłam głowę na 

piersi Flynna. Jego dłoń gładziła moje włosy. Uśmiechnęłam 
się do siebie. To było cudowne. Mogliśmy być razem, nie za-
śmiecając słowami przestrzeni między nami. 1 wiedziałam, że 
słowa przyjdą w swoim czasie. 

Po jakimś czasie Flynn nabrał powietrza. 
-  Mój  ojciec  jest  alkoholikiem  -  powiedział  spokojnym 

głosem.  Ale  pod  tym  spokojem  wyczułam  skłębione  emocje 
-gniew, żal i upokorzenie. Nie poruszyłam się. Czułam, że nie 
chciałby, żebym patrzyła na niego, kiedy będzie mówił. 

- Urodził się w małym miasteczku koło Birmingham. Matkę 

poznał, kiedy miała szesnaście lat. Pojechał na wakacje 

 

background image

do Irlandii - ciągnął dalej Flynn. - Był od niej starszy. Bardzo 

przystojny. Zasypywał ją obietnicami. Potem zaszła  w ciążę. 
Rodzina wyrzuciła ją z domu — wiesz, jak to bywa. Przykładni 
katolicy.  Zapyziałe  irlandzkie  miasteczko.  Wielki  skandal  na 
całą okolicę. Więc wyjechali i zamieszkali w Londynie. Przez 
krótki  czas  pracował  jako  robotnik.  Ale  pił  coraz  więcej.  1 
urodziła  się  Siobhan.  Mama  zaszła  znowu  w  ciążę  prawie 
natychmiast. Miała już dwójkę dzieci. 1 ani grosza w kieszeni. 
Ojciec stracił pracę z powodu alkoholu. Mama zaczęła sprzątać 
w różnych miejscach, żeby związać koniec z końcem. Pamię-
tam,  jak  zabierała  mnie  ze  sobą,  kiedy  byłem  mały.  1 
widziałem te wszystkie nadęte krowy, które patrzyły na nią z 
góry. Ot, dziewucha z  dwójką dzieci. Żyjąca na kocią łapę z 
miejscowym alkoholikiem. 

Zgrzytnął zębami i dorzucił: 
— Ludzie nie potrafią się odkleić od tych swoich pieprzonych 

stereotypów. 

Leżałam  i  milczałam,  i  biło  mi  serce.  Flynn  wziął  głęboki 

oddech. 

— Więc tak sobie żyli. Mama znowu zaszła w ciążę. Poroniła. 

A potem, pewnego dnia, ojciec odszedł. Bez słowa. Nawet się z 
nami nie pożegnał. Miałem wtedy ze trzy albo cztery lata. Nie 
widzieliśmy go przez długi czas. Nie wiem, dlaczego zniknął. 
Ale  pamiętam,  jak  wrócił.  Wysoki,  ciemnowłosy  obcy 
człowiek  o  dziwnym  zapachu.  Spocony,  z  kwaśnym 
oddechem.  Wprowadził  się  do  nas.  Żadne  z  nas  tego  nie 
chciało, ale mama się go bała. Myślę, że bała się go zawsze. 
Ale  wtedy  byłem  już  starszy  i  ten  strach  widziałem  w  jej 
spojrzeniu.  -  Zamilkł  na  chwilę.  —  A  potem  urodziła  się 
Caitlin. Mój ojciec próżno- 

 

background image

wał, snuł się po domu przez cały dzień. Pił, kiedy mama była 

w pracy. Pamiętam, jak wrzeszczał i ciskał się, kiedy wracałem 
ze szkoły... 

Flynn urwał i zamilkł. Nie wiedziałam, czy powie coś jeszcze. 

Miałam  ochotę  go  przygarnąć,  przytulić  i  powiedzieć,  jak 
bardzo mu współczuję. 

Ale było coś takiego w jego uścisku, w ruchu jego dłoni, która 

gładziła moje włosy, co kazało mi się domyślić, że współczucie 
było ostatnią rzeczą, jakiej Flynn mógł ode mnie chcieć. Litość 
byłaby nie na miejscu. 

Po długiej pauzie znowu zaczął mówić. Tym razem jego głos 

drżał od stłumionego gniewu. 

-  Ojciec  zaczął  bić  mamę.  Najpierw  to  były  klapsy  i 

sztur-chańce. A potem tylko gorzej. Nawet nie wiedziałem, jak 
bardzo  źle.  Nie  byłem  świadomy  wszystkiego,  co  się  u  nas 
działo. Ale Siobhan wszystko wiedziała. Opiekowała się mną. 
Zabierała mnie z pokoju, kiedy oni się kłócili. Siedzieliśmy na 
łóżku, przytuleni. Opowiadała mi bajki o tym, jak to pewnego 
dnia staniemy się bardzo bogaci, zamieszkamy w ogromnym 
domu, mama i ojciec będą dla siebie mili i... 

-  Och,  Flynn...  -  jęknęłam  bezwiednie.  1  zalałam  się  łzami. 

Trudno  było  znieść  myśl  o  skulonym,  przerażonym  chłopcu. 
Płakałam z twarzą wtuloną w jego pierś. 

Znów  łagodnie  pogłaskał  moje  włosy.  Pociągnęłam  nosem. 

Coś  tu  było  nie  tak...  Czy  to  na  pewno  on  powinien  mnie 
pocieszać, a nie ja jego? 

-  Kiedy  miałem  dwanaście  łat,  baliśmy  się  go  wszyscy, 

zawsze, w dzień i w nocy. Kiedyś pobił mamę pięściami, tak 
mocno, że wylądowała w szpitalu. Bałem się, że nie wróci. 

 

background image

Nie rozumiem, dlaczego z nim została. Ale wtedy jeszcze się 

nie  wtrącałem  do  ich  spraw.  Póki  jest  się  małym  dzieckiem, 
siedzi się cicho. Wkrótce potem w pół roku urosłem o dziesięć 
centymetrów. 1 zacząłem rozumieć, że to, co się u nas dzieje, 
nie  jest  normalne.  Ze  nie  każdy  ma  ojca  pijaka,  który  bije 
mamę. 

Flynn  usiadł  i  rozpiął  parę  guzików  u  kołnierzyka  koszuli. 

Odsłonił  ramię.  Na  obojczyku  miał  nieładną,  białą  bliznę. 
Spojrzał na mnie po raz pierwszy, odkąd zaczął tę opowieść. 

— Próbowałem go powstrzymać, kiedy rzucił się z pięściami 

na mamę. Dostał szału. Rzucił się na mnie z rozbitą butelką - 
mówił dalej głuchym głosem. - Gdybym nie był wystarczająco 
szybki, trafiłby mnie w twarz. Albo w krtań. 

Patrzyłam na tę bliznę, mrugając bezradnie powiekami. Moje 

serce  nie  pojmowało  tego, o czym mówił. 1 przez co  musiał 
przejść. 

Flynn schował bliznę i zaczął zapinać koszulę. 
—  Z  pewnego  punktu  widzenia...  dobrze  się  stało.  Nigdy 

wcześniej nie uderzył nikogo z nas, dzieci. Ale tamtego dnia to, 
że  mnie  zranił,  wytrąciło  mamę  z  jej  poczucia  bezradności. 
Wyrzuciła  go  z  domu  i  poszła  na  policję.  Ojciec  przez  jakiś 
czas siedział w więzieniu. Kiedy go wypuścili, dostał sądowy 
zakaz zbliżania się do mamy i do nas... 

Przyjrzałam mu się. Widać było jeszcze siniak, pamiątkę po 

walce  stoczonej  w  alejce  za  pubem.  Pogłaskałam  palcami 
maleńką bliznę, ślad po rozcięciu wargi. 

— 1 nie widziałeś go, odkąd... Odkąd to się wydarzyło? Flynn 

dotknął  czołem  mojego  czoła.  Przestał  zapinać  guziki  i 
zaczepił palcem o mój guzik pod szyją. 

 

background image

—  Widziałem.  Nie  wolno  mu  tutaj  przychodzić.  Ale  przy-

chodzi. Najczęściej żąda pieniędzy. Właśnie dlatego odbieram 
Siobhan z pracy. Ojciec wie, że ona ma miękkie serce... w po-
równaniu ze mną i mamą. A poza tym, kiedy jest pijany... 

Patrzył  na  mnie  przez  długą  chwilę.  1  zaczął  rozpinać  mi 

bluzkę. Zdjął ją ze mnie, pochylił głowę i zaczął całować mój 
kark.  jego  palce  majstrowały  przy  zapięciu  biustonosza.  Po-
chyliłam  się,  żeby  ułatwić  mu  zadanie.  1  zamknęłam  oczy. 
Czułam, jak zdejmuje mi go, trzymając za ramiączka. 

— Jaka jesteś piękna - wyszeptał. 
—  To  dlatego,  że  na  mnie  patrzysz  —  odpowiedziałam 

szeptem. 

Położyłam się znowu na materacu. Całował mnie i całe moje 

ciało było skąpane w cudowności tej chwili. Byliśmy sobie tak 
bliscy jak nigdy przedtem. Słyszeliśmy tylko własne oddechy. 

Póki w zamku nie zgrzytnął klucz. 
 

background image

20. 
 
Nagle otworzyłam oczy. 
— Flynn... 
Odsunął się ode mnie z ociąganiem. 
— To mama i Caitlin. Wracają z kościoła. 
— Co? - pisnęłam, sięgając pośpiesznie po stanik. Usiadłam i 

przewróciłam  go  na  właściwą  stronę.  -  Jak  mogłeś  mnie  nie 
uprzedzić? Jestem rozebrana! Mogą teraz... 

Słowa uwięzły mi w gardle. Wyobraziłam sobie, że od razu do 

nas wejdą. 

Obróciłam na sobie stanik haftkami do przodu, zapięłam go, 

przesunęłam zapięcie na plecy i wciągnęłam ramiączka. 

— Przecież Siobhan była w domu przez cały czas... Wcale cię 

to nie zaniepokoiło - powiedział Flynn i przewrócił oczami z 
udawanym zniecierpliwieniem. 

Wielkie  nieba!  Zadrżałam.  Na  śmierć  zapomniałam,  że  za 

ścianą śpi siostra Flynna! Flynn wstał. 

— Na miłość boską - mruknął pod nosem. Po czym obrócił się 

i  uśmiechnął. - Muszę ci coś powiedzieć o tym zaczynaniu i 
przerywaniu, River. To mnie kiedyś zabije. 

Zgromiłam  go  wzrokiem,  poprawiając  ramiączko.  Flynn 

sięgnął ręką i zrzucił mi je. 

 

background image

- Wybacz - śmiał się. — To przez ciebie. Bo wyglądasz tak, 

jak wyglądasz. 

1  podał  mi  bluzkę.  Wciągnęłam  rękawy.  Kiedy  zapinałam 

guzik u kołnierzyka, usłyszałam, jak otwierają się drzwi. 

-  Flynn,  jesteś  w  domu?  -  spytał  dziewczęcy  głos.  Flynn 

zniknął na chwilę po drugiej stronie kotary. 

-  Caitlin,  prosiłem  cię,  żebyś  pukała  -  powiedział  na  wpół 

poważnie. 

-  To  jest  mój  pokój  tak  samo  jak  twój  -  odpowiedziała 

gniewnie  Caitlin.  Wstałam  i  dopięłam  ostatni  guzik.  Flynn 
najpierw zajrzał, uchylając kotary, a potem ją odsunął. 

-  Chodź  tu,  River,  poznajcie  się  z  Caitlin  -  powiedział  z 

uśmiechem. 

Wchodząc do części pokoju, którą zajmowała Caitlin, czułam 

się jakoś bardzo niepewnie. Dziewczynka stała przy drzwiach, 
ubrana  w  długą  różową  spódnicę  i  biały  podkoszulek.  Miała 
osiem albo dziewięć lat. Ładna. Jej włosy były ciemnorude jak 
u Siobhan, ale całe w lokach i krótko obcięte. Jasnoszare oczy 
na mój widok zrobiły się wielkie jak spodki. 

- To jest River - powiedział Flynn. Caitlin patrzyła na mnie. 
- Cześć, Caitlin - powiedziałam. 
Dalej  na  mnie  patrzyła.  W  tym jej  spojrzeniu  była  hardość, 

taka sama jak u Flynna. Flynn wzniósł oczy do góry. 

-  Zwykle  usta  ci  się  nie zamykają,  Caitlin.  Coś  ci  się  stało? 

Teraz Caitlin przeniosła wzrok na niego. 

- To twoja dziewczyna? Flynn objął mnie ramieniem. 
 

background image

-  Tak  -  powiedział.  Pochylił  się  i  szepnął  mi  do  ucha:  — 

Poczekaj chwilę, powiem mamie, że tu jesteś. Bo jeśli od razu 
do niej pójdziemy, przerazimy ją. Zgoda? 

Kiwnęłam  głową.  Ja  też  byłam  trochę  przestraszona  całą  tą 

sytuacją.  Znalazłam  się  w  domu  Flynna,  wysłuchałam  jego 
historii,  a  teraz  poznałam  jego  młodszą  siostrę  i  miałam  być 
przedstawiona  mamie.  Czułam  się  trochę  przytłoczona.  Ale 
przecież  jeszcze  niedawno  tego  właśnie  chciałam.  Serce  we 
mnie  rosło,  kiedy  przypominałam  sobie,  jaki  odprężony  był 
Flynn,  kiedy całował  mnie  przed  chwilą.  Jacy  byliśmy  sobie 
bliscy. Jak jeszcze nigdy. 

Flynn wymknął się z pokoju, zostawiając mnie samą z Caitlin. 

Dziewczynka znowu mi się przyglądała. Rozejrzałam się po jej 
pokoju,  zastanawiając  się,  o  czym  możemy  rozmawiać.  Mój 
wzrok  natrafił  na  tę  spraną  narzutę  w  lalki  Barbie,  która 
przykrywała materac. 

- Lubisz się bawić Barbie? — spytałam. 
- Ani trochę — skrzywiła się pogardliwie Caitlin. — Lubiłam, 

kiedy byłam mała. Ta narzuta jest bardzo stara. 

- Rozumiem - przygryzłam wargę. Przypomniałam sobie, co 

powiedział mi Flynn. - Więc byłaś z mamą w kościele? 

Kiwnęła głową i usiadła na materacu naprzeciwko mnie. 
- Jak tam było? Zdziwiła się bardzo. 
- Nie chodzisz do kościoła? 
- Nigdy. 
-  W  ogóle  nie?  Ani  razu?  -  Caitlin  była  zszokowana  tą 

wiadomością.  - Nawet  na  Boże Narodzenie  i  Wielkanoc,  jak 
Siobhan? 

 

background image

Znowu zaprzeczyłam. 
— Nie jestem katoliczką. 
Caitlin kiwnęła głową. Zaczynała rozumieć. 
— A co to za imię? Dlaczego nazywasz się Reeva? 
—  River  -  poprawiłam.  -  Wiesz,  jak  rzeka.  Woda,  która 

płynie. Caitlin zrobiła minę. 

— Dziwne imię - powiedziała. 
—  Wiem  -  przyznałam.  —  Kiedy  byłam  w  twoim  wieku, 

wszyscy się ze mnie wyśmiewali. 

Miałam wrażenie, że to zainteresowało Caitlin. 
— Poszłaś na skargę do nauczycielki? 
— No coś ty! 
—  Na  miłość  boską,  Paddy!  —  usłyszałam  w  korytarzu 

kobiecy  głos,  mówiący  z  mocnym  irlandzkim  akcentem.  - 
Zostawiłeś biedną dziewczynę samą w tym twoim bałaganie? 

Kroki  były  coraz  bliżej.  Napotkałam  spojrzenie  Caitlin. 

Uśmiechnęła się. 

Kiedy drzwi się otworzyły, zerwałam się na równe nogi. 
W  drzwiach  stanęła  matka  Flynna.  Była  mniejsza  i  szczu-

plejsza, niż się spodziewałam. Wyższa ode mnie nie więcej niż 
o centymetr czy dwa. Włosy miała ciemnorude, takie same jak 
Siobhan i Caitlin. Ale wyglądała na strasznie przemęczoną i to 
mnie najbardziej w niej uderzyło. Blade czoło przecinały głę-
bokie zmarszczki, a oczy były podkrążone. 

Przyglądałyśmy  się  sobie  przez  krótką  chwilę.  Ona  się 

odezwała pierwsza. 

— Miło mi cię poznać, River. Szkoda, że Paddy trzymał cię 

tam za kotarą. Nie wiem, co on sobie myśli. Ma tam bałagan 
nie z tej ziemi, wszystko rozwalone na podłodze... 

 

background image

— Ale... 
— Chodź ze mną. Nastawimy wodę. 
Złapała mnie za łokieć i pociągnęła na drugą stronę korytarza 

do maleńkiego saloniku, który był także kuchnią. Flynn usiadł 
na jednej z puf. Oparł brodę na dłoniach i przyglądał się nam z 
lekkim rozbawieniem. 

— Rusz się, Paddy — powiedziała jego matka. — Rusz się i 

zaparz nam herbatę. Na co jeszcze czekasz? 

Flynn  zerwał  się  i  podszedł  do  nas.  Jakoś  zmieściliśmy  się 

wszyscy w tym maleńkim aneksie kuchennym przy drzwiach. 
Ale było ciasno, więc jego matka wycofała się i teraz ona sie-
działa na pufie pod przeciwległą ścianą. 

Napotkałam spojrzenie Flynna, kiedy napełniał imbryk wodą 

z  kranu.  Rumienił  się  z  lekka,  wydawał  się  zarazem  roz-
bawiony i zawstydzony. 

— Pijesz z cukrem? - spytał. 
Stanęłam na palcach i szepnęłam mu do ucha: 
— Dziękuję, Paddy. 
Nie  byłam  pewna,  czy  jeszcze  pamiętał,  że  wiele  tygodni 

temu  wypytywałam  go,  jak  go  nazywa  rodzina.  1  że  wtedy 
zostawił moje pytanie bez odpowiedzi. 

Pochylił się z uśmiechem i pocałował mnie w policzek. 
— Dla ciebie... Flynn - szepnął. - Okej, Bagienko? 
A kiedy się wyprostował, zauważyłam, że spojrzał na matkę. 

Tymczasem  włączyła  sobie  telewizor.  Patrzyła  w  ekran  i 
bębniła palcami po kolanie, starannie udając, że nie zwraca na 
nas uwagi. 

Zaczęłam  się  rozglądać  z  niepewną  miną.  Matka  Flynna 

znowu  się  do  mnie  uśmiechnęła.  Wskazała  mi  pufę  obok 
siebie. 

 

background image

- Chodź, siadaj. Paddy coś mi o tobie mówił, ale niewiele... 

Wiesz, jaki on jest. Niezbyt rozmowny. 

Kiwnęłam głowę, a ona ciągnęła dalej: 
-  River...  jakie  to  ładne  imię.  A  ja  mam  na  imię  Mary. 

Zbliżyłam się do niej i usiadłam. Jaskrawe światło lampy 

padało prosto na jej twarz. Kiedy mówiła, jej twarz była oży-

wiona, rozjaśniona. Wtedy stawała się bardzo ładna. Ale kiedy 
milkła,  jak  teraz,  rysy  zastygały  w  wyrazie  bezgranicznego 
zmęczenia.  Nagle  do  mnie  dotarło,  że  urodziła  Siobhan,  gdy 
była  w  moim  wieku  albo  niewiele  starsza.  Więc  nie  miała 
więcej niż trzydzieści trzy lata. Była o piętnaście lat młodsza 
od mojej mamy. 

A  jednak  wyglądała  od  niej  starzej  przynajmniej  o  jakieś 

dziesięć lat. 

- Wiem, że bierzesz udział w tym szkolnym przedstawieniu, 

w  którym  gra  Paddy  —  uśmiechnęła  się  do  mnie  ciepło.  - 
Bardzo się cieszę, że wreszcie poznałam kogoś z jego przyja-
ciół. Bo już zaczynałam podejrzewać, że się nas wstydzi. Podo-
ba ci się Romeo i )vha? 

- Tak, bardzo — powiedziałam. — To wspaniała historia. 
- Tak! - zgodziła się i klasnęła w ręce.  - Taka romantyczna. 

Nie  chcą  iść  za  mąż,  a  gdybym  koniecznie  miała  iść,  tobym 
wolała... Pójść za Romea. Ta Julia to była twarda sztuka. Praw-
da? Nie każda odważy się tak odpowiedzieć matce. 

Otworzyłam usta ze zdumienia. Matka Flynna roześmiała się. 
-  Pewnie  nie  myślałaś,  że  to  znam?  Czytałam  tekst,  kiedy 

Paddy  chciał,  żebym  go  przepytywała  z  roli.  Jest  świetny, 
prawda? W ogóle taki zdolny i pracowity... Pewnie mówił ci, 
że chce zostać prawnikiem. 

 

background image

Flynn chrząknął. 
—  Przestań,  mamo  —  powiedział,  podchodząc  do  nas  z 

kubkiem  herbaty  w  każdej  ręce.  Matka  patrzyła  na  niego 
rozpromieniona, kiedy podawał jej kubek. 

— Nie wtrącaj się — powiedziała. - Przecież na pewno jesteś 

zadowolony,  że  opowiadam  o  tobie  twojej  dziewczynie.  -  A 
potem  znowu  zwróciła  się  do  mnie.  -  Zostaniesz  u  nas  na 
kolację, River? 

Zdumiałam  się  jeszcze  bardziej.  Zostać  na  kolacji? 

Rozejrzałam się znowu, próbując zgadnąć, gdzie oni jedzą. Nie 
było ani śladu stołu, żadnych krzeseł, nie byłoby nawet gdzie 
ich  postawić.  We  czworo  z  ledwością  mogliby  się  tam 
pomieścić, siedząc na trzech pufach. 

— Będzie jedzenie z konserw — obwieścił uroczyście Flynn. 

- Nieraz jadamy prosto z puszek. Dzięki temu możemy sobie 
oszczędzić zmywania. 

—  Paddy  -  jego  matka  ze  zniecierpliwieniem  machnęła 

dłonią. - Zmykaj stąd. Zostaw nas z River same. Idź, zajmij sie 
lekcjami. Zawsze narzekasz, że brakuje ci na to czasu. 

— Wcale nie narzekam - uśmiechnął się Flynn. - Tylko... -Idź. 
1 poszedł. 
Stałam przy kuchence, a matka Flynna obierała kartofle. Ręce 

miała czerwone, szorstkie, poobcierane. Ziewała raz po raz, nie 
przerywając  obierania  i  nie  przestając  opowiadać  o  swoich 
miejscach  pracy  i  o  dwóch  córkach.  Dowiedziałam  się,  że 
Caitlin  dobrze  się  uczy,  ale  jest  krnąbrna,  „tak  samo  jak  jej 
brat" co matka wyznała mi z posępną miną. 1 dowiedziałam się 
też, że tak jak Flynn, niepokoiła się o Siobhan. Nie powiedziała 
mi tego 

 

background image

wprost, ale jej twarz zasnuła się troskę, kiedy mówiła o tym, 

że Siobhan boi się odzywać do ludzi. 

Matka Flynna zadawała mi też pytania. Dyskretnie. Pytała 

moją  rodzinę  i  czy  jestem  przywiązana  do  ojca.  Z 

pewnością zorientowała się, co czuję do Flynna. Bo robiłam się 
czerwona  jak  burak  za  każdym  razem,  kiedy  o  nim 
wspomniała. 

Opowiadała  o  nim  z  dumę,  zwłaszcza  o  doskonałych  wy-

nikach, jakie uzyskał na egzaminach przedmaturalnych. 

Kiedy  kartofle  już  się  gotowały,  z  maleńkiej  lodówki 

wyciągnęła garnek i postawiła na gazowym płomieniu. Było w 
nim  duszone  mięso,  wymieszane,  jak  mi  powiedziała,  z 
marchewkę 

1 kaszę jęczmienną. Flynn pojawił się, kiedy posiłek był już 

prawie  gotowy.  Spojrzał  na  mnie  z  niepokojem,  jakby  chciał 
spytać, czy wszystko w porządku. 

Uśmiechnęłam się do niego. 
Został wysłany po Siobhan i Caitlin. 1 usiedliśmy do kolacji 

na podłodze. Wszystko tu było bardzo dziwne. Telewizor grał, 
więc  hałas  w tle  nie  cichnął  ani na  chwilę.  Brakowało  stołu. 
Nie było krzeseł. Talerze nie od kompletu i zabrakło jednego 
widelca, więc Caitlin jadła łyżkę. A mimo to uczestniczyłam w 
prawdziwie rodzinnym posiłku. Było w tym dużo ciepłej we-
sołości, żartów, śmiechu. 

W domu od dawna prawie nie rozmawiałam z mamę, a Stone 

tylko  burczał,  kiedy  się  coś  do  niego  mówiło.  Tu  wszyscy 
gadali przez cały czas. Flynn i Caitlin dowcipkowali, żartując z 
siebie  nawzajem,  i  nawet  Siobhan  włączała  się  od  czasu  do 
czasu  ze  swoimi  żartami.  Matka  Flynna  panowała  nad  tym 
wszystkim,  pilnowała,  żeby  żarty  nie  przeobraziły  się  w 
dokuczanie. Obserwowała, co się dzieje na talerzach, 

 

background image

patrzyła ze zgrozę na Caitlin, która szybko, bez żuciałykała 

jedzenie, potem z troskę na Siobban, która apatycznie grzebała 
widelcem w talerzu. 

Widziałam,  jak  starannie  odmierzyła  porcje  tej  swojej  nad-

spodziewanie  smacznej  potrawy.  Sobie  nałożyła  tyle  co  nic, 
trochę  więcej  dała  Siobhan.  Caitlin  i  ja  dostałyśmy  znacznie 
więcej. Ale lwia część była przeznaczona dla Flynna. Nie dość, 
że dostał pełny, kopiasty talerz, w dodatku - byłam tego pewna 
— powybierała dla niego najwięcej kawałków mięsa. 

Chciałam,  żeby  zabrała  dla  siebie  część  mojej  porcji,  ale 

odmówiła tak zdecydowanie, że nie śmiałam się upierać. Sie-
działam więc i jadłam,  rozkoszując się każdym kęsem, który 
ona odjęła sobie od ust, i przyglądałam się wszystkim po kolei, 
ale najbardziej Flynnowi. 

Podobało  mi  się,  że  wszystkie  trzy  okazywały  mu  tyle 

miłości.  Widać  było,  że  Caitlin  uważa  go  za  wzór  do  naśla-
dowania. Ze  Siobhan  ufa  mu bezgranicznie. A jeśli chodzi o 
ich matkę — już po pięciu minutach było dla mnie jasne, że 
chociaż kocha swoje córki, to Flynn jest jej oczkiem w głowie, 
wokół niego kręci się cały jej świat. 

Był  tylko  jeden  moment,  kiedy  pojawiło  się  między  nami 

napięcie. 

Matka  Flynna  zaczęła  mi  opowiadać  o  Pierwszej  Komunii 

Caitlin. Z powodu choroby Caitlin nie doszło do niej zeszłego 
lata. 1 miała się odbyć zaraz po świętach Bożego Narodzenia. 
Mówiła  o  niej  w  taki  sposób,  jakby  zakładała,  że  świetnie 
wiem, czym jest Pierwsza Komunia i o co w ogóle chodzi. Nie 
miałam pojęcia, ale słuchałam uprzejmie. 

Po chwili spytała: 
 

background image

- A ty chodzisz do kościoła, River? 

Mamo,  opamiętaj  się!  —  zawołał  Flynn  ze 

zniecierpliwieniem. — Nie chodzi, do cholery! 

- Jak ty się wyrażasz — zawołała jego matka. Wbiła w talerz 

zranione spojrzenie. Rozejrzałam się bezradnie. Siobhan nagle 
zainteresowała się czymś, co zobaczyła na ekranie telewizora. 
Flynn patrzył na matkę z mieszaninę gniewu i poczucia winy w 
oczach. 

Tylko Caitlin się uśmiechała. 
-  Ona  nawet  nie  jest  katoliczkę  -  obwieściła  z  łobuzerskim 

uśmiechem. 

Matka  Flynna  podniosła  głowę.  Oczy  zaokrągliły  jej  się  ze 

zdumienia. 

-  Ale  myślałam...  Bo  to  przedstawienie...  Myślałam,  że 

szkoła, do której chodzę dziewczęta, też jest... 

1  spojrzała  na  Flynna,  który  odpowiedział  surowym 

spojrzeniem,  w  widoczny  sposób  ledwie  się  powstrzymując, 
żeby znowu nie podnieść głosu. 

-  Moja  szkoła  nie  jest  katolicka  -  powiedziałam  szybko. 

-Właściwie... w ogóle nie jestem religijna. Zdaje się, że rodzice 
mojej mamy byli Żydami, ale niewiele o tym wiem... 

Urwałam.  Wszyscy  na  mnie  patrzyli.  Co  się  stało?  - 

zaniepokoiłam się. Przeniosłam wzrok na Flynna. 

Uśmiechnął  się  do  mnie  z  zadowoleniem,  jakbym 

powiedziała świetny kawał. 

-  Widzisz,  mamo?  Jest  Żydówkę  -  powiedział.  Obok  mnie 

Siobhan parsknęła cichym śmiechem. 

Ich matka zamrugała, zdezorientowana, a potem uśmiechnęła 

się do mnie. 

 

background image

- Nie słuchaj ich, River - powiedziała. - Dla mnie to nie ma 

żadnego  znaczenia,  jakiej  jesteś  religii.  Oni  sobie  ze  mnie 
żartują. 

Kiedy  skończyliśmy  jeść,  Flynn  pozbierał  talerze.  Kiedy 

podszedł do zlewu i zaczął je myć, Siobhan trąciła mnie w ło-
kieć. 

- Patrz, jak się przed tobą popisuje — szepnęła. - Na co dzień 

nie zmywa. 

Matka wstała, ziewając. 
- Nie trzeba, Paddy. Gdybyś zamiast tego zechciał posprzątać 

ten bałagan u siebie, to może moglibyście razem z River po-
pracować nad waszymi rolami... 

- Dzięki, mamo - Flynn podszedł i objął ją. W jego ramionach 

wydawała  się  maleńka.  Szepnęła  mu  coś  do  ucha.  Wywrócił 
oczami,  rzucił  na  mnie  spojrzenie  przez  ramię  i  zniknął  za 
drzwiami. 

- A ty, Caitlin — powiedziała ich matka — zostań tu i pomóż 

mi w zmywaniu. Dziś wieczorem nie idę do pracy, a za chwilę 
zaczyna się ten program, który lubisz. 

Po dwóch minutach Flynn wrócił. 
- Posprzątane — oznajmił. Chwycił mnie za rękę i zabrał do 

pokoju, który dzielił z Caitlin. Zaśmiałam się, kiedy wciągnął 
mnie za kotarę i popchnął na materac, jego sprzątanie, jak się 
okazało, polegało na pozbieraniu ciuchów i upchnięciu ich w 
jeden  kąt. Książki  i  czasopisma poskładał  w drugim kącie w 
wysoką, niepewnie stojącą stertę. 

- Wielkie nieba! - szepnął. - Myślałem, że mama już cię nie 

wypuści. 1 co? Podobały ci się? 

Uśmiechnęłam się do niego. 
 

background image

-  Bardzo.  Wszystkie  trzy  są  wspaniałe  -  szepnęłam.  Wy-

dawało mi się, że nie zamknął za sobą drzwi, i nie chciałam, 
żeby  mnie  słyszały.  -  Siobhan  wydała  mi  się  śmielsza  niż 
dawniej.  A  Caitlin  jest  po  prostu  słodka.  Twoja  mama  ma  w 
sobie dużo ciepła. Jest taka miła i taka gościnna... 

Flynn uśmiechał się do mnie, zadowolony. 
- Mama bardzo cię polubiła — powiedział, bawiąc się moim 

uchem. - Poznałem to po niej. 

-  Ona  cię  uwielbia  —  przymknęłam  oczy  i  pozwoliłam  się 

objąć. 

Na twarzy poczułam ciepło jego policzka. 
- Wiem - odparł. 
-  Jaki  zarozumiały  —  powiedziałam,  uderzając  go  lekko  w 

ramię. 

-  Nooo...  -  Flynn  zaczął  całować  mnie  w  usta,  jedną  ręką 

usiłując rozpiąć guzik u mojej bluzki. Wczołgał się na mnie i 
wcisnął swoje kolana między moje. 

- Mówiłem ci, River, że to całe zaczynanie i przerywanie jest 

dla mnie... 

Nagle  przypomniało  mi  się,  że  drzwi  są  uchylone,  a  jego 

rodzina siedzi tuż obok. 

-  Przestań!  -  odepchnęłam  jego  dłonie  i  zaczęłam  zapinać 

guziki. — Nawet nie zamknąłeś drzwi. 

-  Nie  mogłem  zamknąć  —  powiedział.  —  Pod  tym  warun-

kiem  mama  pozwoliła  mi  cię  tu  wpuścić.  Nie  jest 
przyzwyczajona  oglądać  dziewczyny  w  naszym  domu.  Nie 
przyprowadzałem ich, jak dotąd. 

Całowaliśmy się, ale gdy tylko Flynn spróbował znowu zdjąć 

mi stanik, wyrwałam mu się. 

 

background image

—  Nie  będę  się  rozbierać,  kiedy  twoja  rodzina  siedzi  nam 

prawie że na głowach — szepnęłam. 

Odsunął się ode mnie. 
— Wiesz co? Właściwie doskonale byś się nadawała na ka-

toliczkę. - Przewrócił oczami i westchnął ciężko. — Dobrze, ty 
świętoszko. Domyślam się, że chcesz ze mną o tym porozma-
wiać. 

Przytuliłam  się  do  jego  piersi  i  oparłam  przedramię  na 

twardym brzuchu. Odetchnęłam powoli. 

— Tutaj wydajesz mi się zupełnie innym człowiekiem 
-  powiedziałam.  -  Na  żądanie  sprzątasz  i  drzwi  zostawiasz 

otwarte, kiedy mama ci każe. Nie do wiary. Dlaczego nie mo-
żesz być milszy dla innych ludzi? Przypomnij sobie, jak nie-
uprzejmie odnosiłeś się do pana Nicholsa. 

—  Nie  sądzę,  żeby  pana  Nicholsa  zaprzątało  moje  życie 

seksualne - uśmiechnął się Flynn. 

— Chyba wiesz, o co mi chodzi — ścisnęłam jego ramię. 
— Jesteś inny wobec mamy i sióstr... jakby mniej gniewny. 

Spokojniejszy. Bardziej odprężony. 

Spojrzał na mnie z ukosa. 
— Akurat teraz wcale nie jestem odprężony, River. Czy nie 

moglibyśmy zamiast tego... 

— Nie - powiedziałam. Usiadłam i zapięłam się. 
Leżał na plecach i patrzył na mnie. Oczy mu się śmiały i mó-

wiły, że mnie pragnie, i wyglądał tak pięknie, że wszystko we 
mnie topniało. 

— Chciałbym się z tobą kochać — powiedział. 
—  Tak,  Flynn,  wiem  -  roześmiałam  się.  —  Ale  drzwi  są 

otwarte. 

 

background image

Usiadł i pochwycił moją dłoń. 
— Naprawdę! — Jego płonące spojrzenie przenikało mnie na 

wylot. — Nie tutaj. Nie w tej chwili. Ale wkrótce. Chciałbym z 
tobą być. 

Serce zamarło we mnie na chwilę, kiedy dotarło do mnie, o 

czym mówił. Patrzyłam na niego i kręciło mi się w głowie. 

— A jeśli chcesz wiedzieć resztę... dziś wieczorem stało się 

coś takiego, jakby mur runął — Flynn nie puszczał mojej dłoni. 
— Nigdy jeszcze nie czułem nic podobnego. Wobec nikogo, 
River.  Doprowadzasz  mnie  do  szaleństwa.  Podczas  kolacji 
myślałem tylko o tym, jak to będzie, kiedy ci zdejmę bluzkę. 
Wyobrażałem  sobie,  że  będę  cię  całował  i  dotykał,  i...  — 
Przysunął się bliżej. — 1 nie chcę, żebyś znowu to przerwała 
— mówił cicho, z lekką chrypką.  — Chcę cię poczuć całym 
sobą. To się musi wydarzyć. 

Serce mi biło. 
—  Nie  wiem...  -  odpowiedziałam.  Trudno  mi  było  zebrać 

myśli.  Przecież ja  też  go  pragnęłam.  Wiedziałam  o  tym.  Ale 
wszystko to działo się za szybko. Dopiero co nie rozmawiali-
śmy ze sobą po tamtej kłótni w taksówce... A dokąd teraz pę-
dził Flynn? Daleko, daleko. Za dziesiątą górę. 

Flynn podniósł moją dłoń i przyłożył ją do policzka. Jego dłoń 

całkiem  przykryła  moją.  Nawet  przegub  zniknął  pod  jego 
przegubem. 

— Czego jeszcze nie wiesz? - spytał. - Otworzyłem się przed 

tobą. Powiedziałem ci o sobie wszystko. 

Nie, pomyślałam, nie wszystko. Nie powiedziałeś mi, że mnie 

kochasz. 

— Na to jest jeszcze za wcześnie - wymamrotałam. - Znamy 

się dopiero kilka tygodni. 

 

background image

Flynn uniósł brwi. 
— Romeo i Julia wzięli ślub, chociaż znali się jeszcze krócej. 

Podniósł  moją  dłoń  do  ust  i  pocałował  jej  wnętrze,  bardzo, 
bardzo delikatnie. 

Można  mu  zaufać  —  coś  mi  mówiło.  -  Można  mu  zaufać, 

mimo że używa moich własnych słów przeciwko mnie. 

— Nie mów mi o tej cholernej sztuce — szepnęłam. 
Jego usta wycałowały całą drogę od wnętrza mojej dłoni do 

przedramienia.  Drżałam.  Było  mi  tak  dobrze.  Było  najlepiej, 
jak tylko mogło być. Kochałam go tak bardzo, że nie umiała-
bym wyrazić tego słowami. 

A jednak - czułam, że jest za wcześnie. Nie chciałam takiego 

pośpiechu. Zrozumiałam, że wiedzieć o nim coś więcej — to 
jeszcze  za  mało.  Musiałam  jeszcze  poznać  jego  uczucia. 
Potrzebowałam dowodu, że kocha mnie tak mocno jak ja jego. 
1 że nie wpadnie znowu we wściekłość z byle powodu. 

Chciałam mieć całkowitą pewność, że Flynn mnie kocha. 
 

background image

21. 
 
Godzinę później mama Flynna kazała mu odprowadzić mnie 

na przystanek. Kiedy wyszedł do łazienki, odciągnęła mnie na 
stronę. 

—  Cieszę  się,  że  się  spotykacie  —  uśmiechnęła  się. 

Odpowiedziałam nieśmiałym uśmiechem. 

—  On  pracuje  bardzo  ciężko  i  jest  twardy  -  westchnęła.  — 

Możesz mi wierzyć, jest w stanie wiele osiągnąć. Ale pod tą 
twardością jest w nim coś takiego... To rana. Wiesz o tym? 

Kiwnęłam głową. Dławiło mnie w gardle. 
—  1  z  powodu  tej  rany  łatwo  wpada  w  gniew.  Za  każdym 

razem, kiedy wychodzi z domu, obawiam się, żeby nie zrobił 
głupstwa. Rozumiesz... na przykład, żeby nie wdał się w bójkę 
z kimś, kto go obrazi. Kiedy zobaczyłam jego rozbitą wargę po 
tej historii w pubie... — położyła mi dłoń na ramieniu. — Nie 
mówię, że wtedy źle postąpił. Ale czasem zdarza mu się zrobić 
coś,  co  nie  jest...  właściwe.  Czasem  lepiej  by  było,  gdyby 
wzruszył ramionami i odszedł. Boję się, że on tego nie będzie 
umiał... A wtedy... wtedy jego wielkie marzenia przepadną i... 

Flynn wyszedł z łazienki. 
— Gotowa? - spytał. 
— Tak - popatrzyłam na jego mamę. 
— Do zobaczenia, River - powiedziała. - Uważaj na siebie... i 

na Paddyego. Dobrze? 

 

background image

Ten dzień odmienił wszystko między mną i Flynnem. Flynn 

był mi bliższy niż kiedykolwiek. A jednak... Czułam, że popy-
cha mnie do seksu w ten sam niecierpliwy sposób, w jaki robił 
wszystko  inne.  Nie  mogłabym  powiedzieć,  że  tego  nie  chcę. 
Chciałam. Ale nie chciałam, żeby mnie poganiał. 

Po trosze żałowałam, że nie jestem taka jak Emmi. Dla niej 

seks  był  zupełnie  czymś  innym.  Czymś  zwyczajnym,  nie-
specjalnie uroczystym. Ale ja — dlatego że chodziło o Flynna 
— chciałam, żeby to było czymś absolutnie doskonałym. 

Spotkaliśmy się w weekend i całe popołudnie spędziliśmy we 

dwoje  w  parku.  Było  tak  zimno,  że  nasze  oddechy  od  razu 
zamieniały się w białą parę. 

Flynn  schował  dumę  do  kieszeni  i  wziął  ze  sobą  tę  kurtkę, 

którą mama kupiła mu za dwa funty. Naprawdę była paskudna. 
Ze sztucznej skóry, z grubą szarą podpinką. Włożył ją dopiero 
wtedy,  kiedy  znikliśmy  z  oczu  innych  spacerowiczów.  A 
potem przykryliśmy się nią oboje i całowaliśmy się godzinami. 

Całowaliśmy się i rozmawialiśmy. Głównie o jego rodzinie. O 

ojcu.  O tych  czasach,  kiedy ojciec  upijał  się  w domu.  Kiedy 
dręczył  Flynna  i  Siobhan  po  ich  powrocie  ze  szkoły.  Albo 
groził  matce  Flynna,  nachodząc  ją  tam,  gdzie  pracowała. 
Słuchałam tego, mocno przytulona do Flynna, i wiedziałam, że 
tego jeszcze nigdy nikomu nie opowiadał. 

Rozmawialiśmy też o przedstawieniu. Denerwowałam się, że 

publiczność  nie  dopisze.  On  był  spokojny.  Zostały  już  tylko 
dwie próby, potem, w środę, próba generalna, a w czwartek i w 
piątek czekały nas przedstawienia. 

 

background image

Rozmawialiśmy  też  o...  To  znaczy,  próbowałam  mu  coś 

wytłumaczyć. Musiałam. 

Było  ciemno.  Poszliśmy  do  tej  części  parku,  która  jest  naj-

bardziej  oddalona  od  ulicy.  Na  środku  małego  placyku  stała 
nieczynna fontanna, otoczona czterema parkowymi ławkami. 

Położyliśmy  się  na  jednej  z  tych  ławek.  Całowaliśmy  się, 

przytuleni. Flynn znowu zaczął mówić o tym, że chciałby się 
ze mną kochać. A ja mówiłam, że wolę z tym jeszcze poczekać. 

-  Ale  dlaczego?  -  jęknął  Flynn  i  przycisnął  mnie  do  ławki 

swoim ciężarem. — To jest właśnie to, co mamy teraz do zro-
bienia. Nie istnieje nic pilniejszego. Nic ważniejszego. 

Nie,  nie  patrzyłam  na  to  tak  jak on.  Chciałam  tego  samego. 

Ale  potrzebowałam  czasu.  Więc  obiecałam  mu  w  końcu,  że 
zrobimy to, kiedy skończą się próby i będziemy mieli za sobą 
przedstawienia. Pogodził się z tym i wyszliśmy z parku, mocno 
spleceni ramionami. 

Myślałam  sobie,  że  jestem  bezgranicznie  szczęśliwa,  ale  w 

jakimś zakątku mojego umysłu cichy głosik pytał: „Dlaczego 
myślisz,  że  po  przedstawieniach  będzie  inaczej,  River? 
Sądzisz, że tak bardzo się zmienisz w ciągu pięciu dni?". 

Następne  dni  były  bardzo  pracowite.  Pan  Nichols  wpadł  w 

okropny humor - przez całą poniedziałkową próbę wrzeszczał 
na  każdego,  kto  zapomniał  tekstu  albo  zaśmiał  się  w  nie-
stosownym momencie. 

Widziałam,  że  niewiele  brakuje,  żeby  Flynn  znowu  dostał 

furii. Albo żeby wyszedł z tej sali, trzasnął drzwiami i rzucił to 
wszystko w diabły. Ale jakimś cudem udawało mu się utrzy- 

 

background image

mać emocje na wodzy. Kiedy grał swoje sceny, czułam, że ma 

włączonego autopilota. Poznałam to z jednej strony po tym, że 
w  jego  kwestiach  nie  było  takiego  emocjonalnego  napięcia, 
jakie  wyczuwało  się  wcześniej,  z  drugiej  —  nietrudno  było 
zgadnąć, o czym naprawdę myśli, bo raz po raz spoglądał na 
mnie.  Ale  nawet  na  autopilocie  Flynn  był  o  niebo  lepszy  od 
wszystkich innych naszych aktorów razem wziętych. 

Prawdę  mówiąc,  bardzo  współczułam  panu  Nicholsowi. 

Oprócz  Emmi,  Flynna  i  Alexa  nikt  nie  potrafił  wypowiadać 
swoich kwestii w sposób mniej więcej naturalny i poruszać się 
po  scenie  ze  swobodą.  Grace  wciąż  zapominała  roli.  Daisy 
pamiętała, co ma powiedzieć, ale zapominała, gdzie powinna 
stanąć. A jeśli chodzi o Jamesa Molloya - znowu zrobił się taki 
nieśmiały jak na początku i tego, co mówił, nie było słychać 
nawet w pierwszym rzędzie, cóż dopiero w ostatnim. 

— W tej sali mieści się pięćset osób — krzyczał pan Nichols. 

Myślicie,  że  ktoś  was  usłyszy,  jeśli  będziecie 

MAMROTALI? 

Biedny James poczerwieniał i powtórkę zagrał jeszcze ciszej. 
Do środy pan Nichols zachrypł od tego krzyku i stracił głos. 

Podczas  próby  generalnej  tkwił  za  kulisami  i  ochrypłym 
szeptem dawał ostatnie wskazówki każdemu, kto mógł się tam 
zatrzymać wystarczająco długo, żeby ich wysłuchać. 

Widziałam,  jak  wciągnął  do  kąta  Emmi  i  Flynna.  Serce  we 

mnie  zamarło. Domyślałam  się,  o  czym  mówił.  Chciał, żeby 
włączyli do gry prawdziwe pocałunki. 

Potem  spytałam  Emmi,  niby  przypadkiem,  co  takiego  po-

wiedział im pan Nichols. 

—  Mówił:  kiedy  będziecie  się  całowali,  to  broń  Boże  bez 

języka - zeznała z powagą. 

 

background image

Wytrzeszczyłam na nią oczy. 
  - Co? 
Roześmiała się. 
-  Żartowałam.  Mówił,  że  te  pocałunki  to  część  roli,  tak  je 

mamy traktować i nie zważać na żadne śmiechy na widowni. 

Podczas próby generalnej stałam za kulisami i z niepokojem 

obserwowałam  scenę  spotkania  Romea  i  Julii.  Mimo  za-
pewnień Flynna, że nic go nie rusza, dostrzegłam w nim ślad 
tremy. Dzięki tej tremie grał jeszcze lepiej. Wypowiadał swoje 
kwestie z prawdziwym uczuciem. 

Kiedy pojawiła się Emmi, uderzyło mnie, jaka z nich dobrana 

para.  Oboje  atrakcyjni,  wysocy,  charyzmatyczni.  Seksowni. 
Rzecz jasna, już wcześniej to zauważałam. Ale było mi jeszcze 
trudniej  na  nich  patrzeć,  kiedy  przebrani  w  swoje  piękne 
kostiumy krążyli jedno koło drugiego. 

Powróciłam pamięcią do pierwszej próby, tej, podczas której 

Flynn i ja odpowiadaliśmy na wszystkie pytania pana Nicholsa 
o  znaczenie  kwestii  Romea  i  Julii.  To  przecież  były  nasze 
kwestie, myślałam zazdrośnie. 

Stałam,  ukryta  za  kurtyną,  i  czekałam  na  scenę  pocałunku. 

Byłam  tak  pochłonięta  obserwowaniem  ich,  że  nawet  nie 
zauważyłam grupki osób otaczających dwie statystki z niższej 
o  rok  klasy  w  naszej  szkole.  Naszeptywali  się  tuż  za  moimi 
plecami. 

—  Będą  się  całować  naprawdę?  Bez  udawania?  -  spytało 

któreś z nich. 

— Oczywiście — odpowiedział ktoś inny. — Flynn by tego 

nie odpuścił. Spójrzcie na niego. Widać, że ona mu się podoba. 

- Cicho! - syknęła jedna z tych dziewczyn. Spojrzała na mnie i 

zachichotała. 

 

background image

Kątem  oka  widziałam  je  obie.  Zasłaniały  sobie  usta,  żeby 

stłumić  chichot,  i  starały  się  nie  patrzeć  w  moją  stronę,  ale 
zrobiły się czerwone. 

Emocje zapłonęły we mnie od upokorzenia. Na scenie palce 

Flynna  głaskały  policzek  Emmi.  Ten  prosty  gest,  delikatny  i 
czuły, dobrze znałam. Jego oczy były pełne miłości i powagi. 
Aż trudno mi było uwierzyć, że to tylko rola. Moje serce omal 
nie wyskoczyło z klatki piersiowej, kiedy Flynn pochylił się i 
musnął ustami jej usta. 

Nie  tak  się  to  miało  skończyć.  Emmi  powinna  była  zacho-

rować. Tak, żebym ja mogła zagrać jej rolę. 1 wtedy on stałby 
się moim Romeo, a ja jego Julią. 

Przypomniałam  sobie,  jak  Emmi  przylgnęła  do  niego  w 

taksówce  po  awanturze  na  tyłach  pubu.  Zazdrość  zaczęła 
krążyć w moich żyłach jak gęsta, ciemna trucizna, i czułam, że 
się duszę. 

Przestali  się  całować,  a  ja  przyglądałam  się  bezradnie,  jak 

patrzą sobie w oczy. 

Następna kwestia należała do mnie. Weszłam na scenę. 
— Panienko, jejmość pani matka prosi. 
Mój własny głos zabrzmiał obco w moich uszach. 
— Któż jest jej matką? — Flynn wygłosił swoją kwestię, nie 

odrywając wzroku od Emmi. 

Mechanicznie odpowiedziałam kwestią Piastunki, obserwując 

wymianę spojrzeń między tymi dwojgiem. 

Chwilę później zostałyśmy na scenie same - Emmi i ja. 
Emmi  wypowiedziała  następnych  kilka  wersów,  pytając  o 

Romea - o jego nazwisko i czy ma żonę. 1 dopiero na koniec 

 

background image

spojrzała na mnie. Twarz miała zarumienioną, głos zdradzał 

ożywienie. 

Chwilę później miałyśmy już z głowy tę scenę. Wyszłam za 

kulisy razem z Emmi i rozejrzałam się za Flynnem, ale naraz 
wszystko  zasłoniły  mi  dekoracje  do  sceny  balkonowej.  Maz, 
nasz scenograf, stworzył balkon z paru pomalowanych odpo-
wiednio  kartonowych  pudeł  i  umieścił  go  na  podwyższeniu 
zaopatrzonym  w  kółka.  W  tamtej  chwili  właśnie  usiłował 
przepchnąć  tę  swoją  konstrukcję  na  scenę.  Liam,  chłopak, 
którego mu przydzielono jako asystenta i który rządził szafą z 
rekwizytami, nie chciał na to pozwolić. 

— Teraz nie pora na to, nie potrzebujemy balkonu na scenie 

— powiedział scenicznym szeptem i wypchnął tę konstrukcję z 
powrotem za kulisy, blokując wyjście. 

Emmi i ja musiałyśmy się zatrzymać. 
— Owszem, potrzebujemy - obstawał przy swoim Maz. -Musi 

się tam znaleźć, i to już. 

Z tyłu, za dekoracjami, zobaczyłam Flynna. Sprawdzał coś w 

tekście sztuki. Kwestia dekoracji najwyraźniej nic go nie ob-
chodziła. 

Nagle, nie wiadomo jakim sposobem, Alex wyrósł przed sa-

mym nosem Flynna. Powiedział coś, czego nie usłyszałam, ale 
po  minie  poznałam,  że  nie  jest  zbyt  przyjaźnie  nastrojony. 
Flynn  powoli  podniósł  na  niego  wzrok,  a  ja  wstrzymałam 
oddech. 

— O mój Boże! - jęknęła Emmi tuż obok mnie. 
— Dekoracje do aktu 11, na scenę! - zawołał pan Nichols od 

strony widowni. 

—  Teraz  widzisz?  -  odezwał  się  Maz  i  rzucił  Liamowi 

triumfujące spojrzenie. 

 

background image

— Ale przepuśćcie nas wreszcie — powiedziałam stanowczo. 
— Zaraz  — Liam puścił balkon i  Maz spróbował ostrożnie 

przejechać przez wąskie przejście. 

— Szybciej! — syknęłam, nie spuszczając wzroku z Flynna, 

który tymczasem wstał. Chciał wyminąć Alexa, ale ten zrobił 
krok  i  stanął  mu  na  drodze.  Obaj  mierzyli  się  wściekłymi 
spojrzeniami.  Moje  tętno  biło  coraz  prędzej.  Wiedziałam,  co 
oznacza  ten  przedburzowy  odblask  w  oczach  Flynna.  Flynn 
wyglądał tak, jakby miał za chwilę eksplodować. 

Stukając kółeczkami o podłogę, balkon zjechał nam z drogi. 

Kiedy  Maz  wjeżdżał  z  nim  na scenę,  przecisnęłam  się  obok, 
myśląc  tylko  o  tym,  żeby  jak  najszybciej  dopaść  Flynna. 
Zebrało  się  już  wokół  nich  obu  małe  zbiegowisko.  Prawie 
zapomniałam o Emmi, która szła za mną. Alex nachylił się do 
Flynna i szepnął mu coś do ucha. 

On także był wściekły. 
Ruszyłam  w  ich  stronę,  roztrącając  ciekawskich,  zdecydo-

wana dotrzeć na miejsce, zanim będzie za późno. 

Ale  właśnie  było  już  za  późno.  Flynn  zacisnął  zęby  i  ode-

pchnął  Alexa,  uderzając  go  obiema  pięściami  w  klatkę 
piersiową. Alex zachwiał się i upadł plecami na tłumek, który 
zgromadził się z tyłu. Ale to nie wystarczyło Flynnowi, który 
zrobił  jeszcze  krok,  nie  opuszczając  pięści,  gotów  znowu 
uderzyć. 

— Hej, tam! — głos Emmi wybił się ponad ogólny rozgar-

diasz oburzonych głosów. 

—  Spokój!  -  wrzasnął  pan  Nichols.  -  Gdzie,  u  diabła,  jest 

Benwolio? Ruszajcie się, ludzie! To jest próba generalna! Nie 
może być żadnych przestojów! 

Przepychałam się łokciami przez tłumek. 
 

background image

— Flynn! 
Słysząc  mój  głos,  Flynn  oderwał  wzrok  od  Alexa,  który 

tymczasem usiłował pozbierać się i stanąć na nogi, a kiedy mu 
się to udało, zacisnął pięści równie mocno jak Flynn. 

Flynn  zgiął  łokieć,  żeby  wyprowadzić  następny  cios. 

Wyobraziłam sobie konsekwencje, jakie czekają go za pobicie 
Alexa: zostanie wykluczony z obsady... wyrzucony ze szkoły... 

Nikt go nie zrozumie. Będzie osamotniony, jeszcze bardziej 

niż  dotąd.  1  nikt  nie  stanie  po  jego  stronie.  Tym  bardziej  że 
Alex był od niego znacznie popularniejszy. 

Złapałam  go  mocno  za  przegub  w  tej  samej  chwili,  kiedy 

Emmi dopadła Alexa. Widziałam kątem oka, że coś mu szepce, 
ale w centrum mojej uwagi był Flynn. Zatrzymał się na chwilę. 
Zaskoczony, spojrzał na przegub, za który go złapałam. 1 wy-
rwał mi się. 

Flynn  rzucił  pogardliwe  spojrzenie  Alexowi,  którego  teraz 

zasłoniła  przed nim Emmi  i  parę  innych osób, obrócił się na 
pięcie  i  oddalił  się  gniewnym  krokiem.  Pobiegłam  za  nim. 
Chłopak grający Benwolia potrącił mnie, pędząc bez tchu na 
scenę. 

—  Dokąd  idziesz?  —  spytałam,  gdy  Flynn  pchnął  drzwi 

znajdujące się za sceną. - Za minutę masz wejście! 

Udał,  że  mnie  nie  dostrzega.  Biegłam,  próbując  dotrzymać 

mu kroku. Po półmrokach kulis światło jarzeniówek tak raziło 
w oczy, że zamrugałam. 

—  Flynn...  -  odezwałam  się.  -  Co  to  za  historia  z  Alexem? 

Mój  puls  oszalał.  Czemu  Alex  był  taki  zły?  Co  Flynn  mu 
zrobił? Czy to miało związek z Emmi? 

 

background image

Flynn potrząsnął tylko głową i szybkim krokiem przemierzał 

szkolny  korytarz.  Zatrzymałam  się  na  chwilę,  przerażona.  A 
potem dogoniłam go. Krew szumiała mi w skroniach. 

- Flynn... Czemu się do mnie nie odzywasz? Zatrzymał się w 

pół kroku. Obrócił się. Nawet w tamtej 

chwili nie mogłam odepchnąć od siebie myśli, że wspaniale 

prezentuje się w kostiumie Romea. 

- Nie mam ochoty znowu się z nim szarpać - powiedział. - Ale 

to nie ma nic wspólnego z tobą, River. To sprawa między mną i 
Alexem. 

Paru  chłopców,  których  nie  znałam,  przemknęło  obok  nas. 

Ściszyłam głos. 

- Co ci zrobił Alex? 
- Powiedział, że nie podobało mu się, jak całowałem Emmi na 

scenie - prychnął Flynn. - Głupi palant. 

Popatrzyłam na niego. 
- Dlaczego nazywasz go palantem? Przecież to oczywiste, że 

nie mogło mu się podobać. 

- Stajesz po jego stronie? - W oczach Flynna błysnęła furia. 
-  Nie  -  gwałtownie  potrząsnęłam  głową.  -  Chciałam  tylko 

powiedzieć, że go rozumiem. Ja też wolałabym, żebyś jej nie 
całował. Nie powinieneś się o to gniewać. 

Z krtani Flynna wydobył się głuchy pomruk. Jego oczy coraz 

bardziej  ciemniały  od  gniewu.  Uderzył  pięścią  w  ścianę. 
Widząc  to,  aż  podskoczyłam.  Moje  serce  zaczęło  bić  jeszcze 
szybciej. Uprzytomniłam sobie, że się boję. Nie tego, że mnie 
uderzy...  Ale  nie  miałam  pojęcia,  co  może  powiedzieć  albo 
zrobić w następnej chwili. 

 

background image

-  Nie  wygłupiaj  się  -  warknął.  -  Przecież  to  tylko  przed-

stawienie. 

-  Nie  wygłupiam  się  -  odpowiedziałam  głosem  ostrym  i 

zimnym jak lód. - Ale właśnie coś do mnie dotarło. 

- 1 co to takiego? - burknął Flynn. 
— Opowiadałeś mi o twoim ojcu... Zachowujesz się tak samo 

jak on - w miarę jak mówiłam, widziałam to coraz wyraźniej. 
— Pewnie nie uderzyłbyś mnie, tak jak on bił twoją mamę. Ale 
tak jak on tracisz kontrolę nad sobą i... i... przerażasz innych. 

Flynn patrzył na mnie twardo i gniewnie. 
— Przerażam innych? — powtórzył. 
- Przerażasz mnie - wyznałam. - Bo potrafisz wyjść z siebie z 

byle powodu. Bo zawsze masz w sobie tyle wściekłości. 

Flynn potrząsnął głową. 
— Nie bądź śmieszna. 
Zapadła między nami cisza. A potem gradowa chmura gdzieś 

odpłynęła znad jego oczu. Z uśmiechem wziął mnie w ramiona. 

— Może moglibyśmy po próbie generalnej... urwać się stąd? 
Patrzyłam  na  niego  w  osłupieniu,  jak  to  możliwe,  żeby  w 

ciągu  paru  chwil  tak  się  zmienić?  Przejść  od  wściekłości  do 
uwodzicielskich spojrzeń? 

Z  uniesionymi  brwiami  czekał  na  odpowiedź.  Zachował  się 

tak, jakby zapomniał, o czym mówiłam mu przed chwilą. Albo 
jakby w ogóle mnie nie słuchał. 

1 posmutniałam. Bo po raz pierwszy przyszła mi do głowy ta 

myśl, że być może przy Flynnie nigdy nie poczuję się kochana. 
Być  może  bliskość,  jaka  panowała  między  nami  w  tamtej 
chwili, jest największą, na jaką w ogóle wolno mi liczyć. 

 

background image

22. 
 
Już  otwierałam  usta,  żeby  powiedzieć  mu,  co  czuję.  Ale 

zanim do tego doszło, dogonił nas jeden z pomocników inspi-
cjenta. Odchrząknął nerwowo. 

— Co się dzieje, Flynn? — wyrzucił z siebie, zdyszany. — 

Pan Nichols cię szuka! Powinieneś wyjść na scenę już dwie mi-
nuty temu! Przecież... to próba generalna, nie może być żad-
nych przestojów! 

— Wiem, na czym polega próba generalna - warknął Flynn. 
Pochylił się i pocałował mnie w kark, a potem odepchnął tego 

chłopaka i pobiegł w stronę auli. Emocje kłębiły się we mnie. 
Nie od razu ruszyłam się z miejsca. Kiedy dotarłam za kulisy, 
słyszałam z daleka głos Flynna, który stał już na scenie i grał. 

— Mamże iść dalej, gdy tu moje serce? 
Jego głos brzmiał rześko i wesoło — nie było w nim ani śladu 

trudnych  emocji  sprzed  paru  minut.  Oparłam  się  o  szafę  z 
rekwizytami,  a  Flynn  zniknął  mi  z  oczu  po  niewidocznej 
stronie.  Wrócił  po  chwili  i  zaczęła  się  scena  balkonowa,  w 
której Julia i on wyznawali sobie miłość. 

Osunęłam  się  na  podłogę  i  usiadłam,  chowając  głowę  w 

ramionach. 

— River... 
 

background image

Podniosłam wzrok. To była Grace. 
— Trudno ci to znieść, kiedy go widzisz z inną? — spytała ze 

współczuciem. 

Odwróciłam się, żeby ukryć łzy w  oczach. Grace  poklepała 

mnie po ramieniu. 

—  Masz  jeszcze  chwilę  czasu?  Chciałabym  ci  coś  powie-

dzieć. W tajemnicy. 

Zawahałam  się.  Miałam  wejść  do  akcji  już  za  moment,  to 

znaczy zza sceny zawołać  Julię, stojącą na balkonie. Ale nie 
wyobrażałam sobie, jak przetrwam tę najbliższą, niesłychanie 
romantyczną wymianę zdań między Flynnem i Emmi. 

W  nagłym  natchnieniu  zerwałam  się  na  nogi  i  poprosiłam 

Daisy Walker, żeby powiedziała za mnie moich kilka wersów. 

— To tylko parę zdań, mówi się je zza sceny, Daisy — bła-

gałam.  —  Nikt  nawet  nie  zauważy.  A  ja  muszę  o  czymś 
ważnym porozmawiać z Grace. 

Daisy  przyjrzała  mi  się  badawczo,  ale  zgodziła  się  bez  za-

dawania dodatkowych pytań. 

Z  ulgą  wyszłam  z  Grace  przez  drzwi  za  sceną.  Kiedy 

przechadzałyśmy się po korytarzu, dotarło do mnie nagle, że 
będę  musiała  oglądać  pocałunki  Flynna  i  Emmi  wiele  razy 
przez  najbliższe  dni.  Dziś  jeszcze  pięć  pocałunków,  a  potem 
całe  dwa  przedstawienia  —  po  siedem  na  każde.  Nie,  nie 
zniosę tego. 

-  Co  chciałaś  mi  powiedzieć?  -  spytałam,  starając  się  za-

pomnieć o pocałunkach. 

- Nie tutaj - Grace zaprowadziła mnie do damskiej garderoby, 

która znajdowała się w małym pomieszczeniu blisko auli. Na 
oknach wisiały czarne pluszowe zasłony, dzięki któ- 

 

background image

rym czułyśmy się swobodniej. Choć na zewnętrz było jeszcze 

widno, w garderobie panował półmrok i cisza. 

Grace zdjęła z krzesła walizeczkę, w której Emmi przyniosła 

swój  zestaw  do makijażu, i  posadziła  mnie.  Sama  usiadła  na 
sąsiednim  krześle  i  pochyliła  się  w  moją  stronę, 
rozemocjonowana. 

Moje  zmartwienia  natychmiast  się  oddaliły  na  widok 

rumieńca na jej policzkach i błyszczących oczu. 

— Co się stało, Grace? — spytałam. 
— Zrobiliśmy to z Jamesem wczoraj wieczorem. Popatrzyłam 

na nią. Jej zwykle blada twarz pałała... Ojej... 

Wyglądała... nie wiem, jak to opisać... promiennie. 
— Z Jamesem... To znaczy... pierwszy raz? — spytałam nie-

zręcznie,  wstydząc  się,  że  nie  jestem  na  bieżąco.  Byłam  tak 
zajęta Flynnem przez ostatnie dni, że zupełnie straciłam z oczu 
Grace. 

Kiwnęła głową. 
— W ogóle pierwszy raz. 
— No, no... — powiedziałam. — Jak było? 
—  Cudownie  -  westchnęła  Grace.  1  zrobiła  minę.  -  Ale 

niezupełnie tak, jak sobie to wyobrażałam... 

Uśmiechnęłam się do niej. 
— Więc kochasz go? Grace przewróciła oczami. 
— Och, nie wiem. Ale jest taki słodki. Taki miły. 1 łagodny. 

Och,  River...  Wczoraj  wieczorem...  Nie  umiem  ci  tego 
opowiedzieć. On mi był taki... taki... 

— Wdzięczny? - spytałam. 
—  Nie  -  Grace  aż  się  cofnęła,  oburzona.  —  Chociaż  właś-

ciwie... tak. Ale nie to chciałam powiedzieć. Przy nim po- 

 

background image

czułam się kimś wyjątkowym. Nie, nie było wielkich słów, w 

rodzaju „oddałbym życie za ciebie", to raczej drobiazgi... Na 
przykład wciąż pytał, czy ze mną wszystko w porządku, nawet 
kiedy...  rozumiesz,  kiedy  byliśmy  w  trakcie  tego.  1  wie-
działam, że  jeśli zechcę,  możemy to przerwać i poczekać...  i 
czułam, że mogę zaufać mu całkowicie... Ze nawet nie spojrzy 
na żadną inną, i... 

Przygryzłam  wargę,  starając  się  nie  dopuścić  do  tego,  żeby 

łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego Flynn nie był taki? Flynn 
miał łatwość wyrzucania z siebie mocnych słów i gestów. Ale 
zaczynałam się domyślać, że jego gwałtowna namiętność też 
czerpie  energię  z  gniewu.  A  gdzie  zwyczajna  empatia?  Dla-
czego nie mógł poczekać, aż poczuję się gotowa? Dlaczego nie 
mogłam mu zaufać w sprawie Emmi? Dlaczego nigdy mi nie 
powiedział, że mnie kocha? 

— River, co ci jest? — Grace pochyliła się w moją stronę i jej 

jasne włosy dotknęły moich, w kolorze rzecznego błota. 

— Nic — powiedziałam i  przygryzłam wargę jeszcze moc-

niej, żeby się nie rozpłakać. — Naprawdę bardzo się cieszę, że 
ty i James... To taki miły chłopak. 

Grace zmarszczyła nos. 
- Tak, jest miły, ale... - zawahała się. - A co z Flynnem? Flynn 

nie  jest  taki  słodki  jak  James,  ale  chyba  bardzo  mu  na  tobie 
zależy, prawda? 

Łza  spłynęła  po  moim  policzku.  Nic  nie  mogłam  na  to  po-

radzić. 

- Tak bardzo go kocham, Grace... - załkałam. - Tak bardzo go 

kocham... 

Twarz Grace złagodniała. 
 

background image

- A on? Nie kocha cię? — zmarszczyła czoło. - Myślałam, że 

jest wam ze sobą bardzo dobrze. 

Powiedziałam jej, jak to było. Nie o rodzinie Flynna i nie o 

jego przeszłości, ale o tym, jaki był zawsze pełen gniewu, i że 
kiedy się przede mną w końcu otworzył, zaczął się w zamian za 
to domagać seksu. To było śmieszne. 1 kiedy wypowiedziałam 
te słowa, zrozumiałam, że są prawdziwe. Byłam pewna, że dla 
Flynna to coś w rodzaju transakcji. To dlatego zaczął domagać 
się seksu, gdy tylko opowiedział mi o swoim ojcu. 

- Ale jestem pewna, że on szaleje za tobą, River. Wszyscy to 

widzą. Może on nie potrafi ci powiedzieć, jak bardzo cię kocha. 

Potrząsnęłam  głową.  Flynn  umiał  powiedzieć  wszystko,  co 

chciał. Słów nigdy mu nie brakowało. 

-  Naprawdę,  River  -  upierała  się  Grace.  —  James  mówi,  że 

Flynn nigdy dla nikogo tak nie stracił głowy. 

-  Tak  mówi?  -  podniosłam  wzrok.  -  A  co  Flynn  mu  po-

wiedział? 

Grace trochę się zaczerwieniła. 
- Wiesz, nie żeby Flynn mu coś specjalnego mówił... 
-  Widzisz?  -  rozszlochałam  się  na  nowo.  -  Nigdy  nie  po-

wiedział, że mnie kocha. Nie mówił tego ani mnie, ani nikomu 
innemu. Zależy mu tylko na seksie. Wszystko mu jedno, z kim. 
— Chwyciłam Grace za ramię. — Obiecaj mi, że powiesz mi 
prawdę, kiedy cię o coś zapytam... 

- O co? - Grace otworzyła szeroko oczy. 
- Obiecujesz? 
-  Dobra  -  wzruszyła  ramionami.  -  Obiecuję.  Ale  o  co  ci 

chodzi? 

 

background image

— Czy on się podoba Emmi? 
Zadarty nosek Grace zmarszczył się z urazą. 
— River, ona by nigdy... 
— Tak, wiem. Ale czy on się jej podoba? - powtórzyłam. - Bo 

jeśli tak, to teraz  on to wyczuje, całując ją na  scenie. Jestem 
pewna,  że  to  wyczuje.  A  jeśli...  jeśli  ona  mu  się  podoba,  to 
wtedy...  to  wtedy...  —  mój  oddech  zamienił  się  w  serię 
ciężkich westchnień. - O mój Boże! Jeśli ona mu się podoba... 

— Uspokój się, River - powiedziała Grace, obejmując mnie. 

— On nie jest tego wart, dziewczyno. Żaden facet nie jest tego 
wart. 

Osunęłam się na podłogę i płakałam jak bóbr. 
—  On  jest  tego  wart,  Grace.  Tak  bardzo  go  kocham...  Tak 

bardzo... 

Dostałam  prawdziwego  ataku  histerii.  Jakby  nagle  ujawniło 

się  całe  napięcie  ostatnich  dwóch  miesięcy  —  wyczerpujące 
próby omijania tematów, które gniewały Flynna, i nieustająca 
troska o to, jak Flynn się czuje i czego sobie życzy. 

Otworzyły się drzwi i do garderoby weszła Emmi. 
Spojrzała  w  to  miejsce,  gdzie  siedziałam  na  podłodze,  i 

teatralnym ruchem cofnęła się w stronę drzwi. 

— O mój Boże, on ją rzucił! 
—  Zamknij  się,  Emmi  -  powiedziała  Grace  z  zaskakującą 

stanowczością. Wstała z krzesła i podeszła do Emmi. Słysza-
łam, że szepcą między sobą. Ale dalej siedziałam na podłodze i 
płakałam.  1  sama  nie  wiedziałam  już,  dlaczego  płaczę.  Po 
prostu  dlatego,  że  tak  bardzo  chciałam  kogoś  kochać  i  być 
przez niego kochaną. Tak bardzo! 1 byłam pewna, że właśnie 
Flynn  jest  tym  kimś.  Naprawdę!  A  stało  się  tylko  tyle,  że 
chociaż za- 

 

background image

angażowałam  wszystkie  swoje  uczucia,  dalej  byłam  tak 

strasznie samotna. 

Tak,  dla  niego  byłam  gotowa  oddać  duszę.  Ale  to  nie 

wystarczyło. Nie mogłam być pewna, że mnie kocha. 

Emmi pochyliła się nade mnę, szeleszcząc jedwabiem swojej 

sukienki, lśniącej na tle czarnych pluszowych zasłon w słabym 
odblasku dziennego światła, które się spod nich sączyło. 

— River... 
Podniosłam  wzrok  i  spojrzałam  w  jej  czekoladowe  oczy. 

Nawet ze ściągniętymi brwiami wyglądała ślicznie. Jej lśniące 
brązowe  włosy  układały  się  miękko  wokół  trójkątnej 
twarzyczki. Czy mogła się nie podobać Flynnowi? 

— Jestem pewna, że cię kocha — powiedziała. — Tak samo 

pewna, jak tego, że nie jest mną zainteresowany. Alex twierdzi, 
że nie widział jeszcze, żeby Flynn dla kogokolwiek tak stracił 
głowę. 

—  A  skąd  Alex  może  to  wiedzieć?  —  odpowiedziałam 

gniewnie.  -  Przecież  oni  się  nawet  nie  kolegują.  Przypomnij 
sobie, co się dziś działo za kulisami. Omal się  nie pobili, bo 
Alex był o niego zazdrosny. 

Emmi westchnęła. 
— To niezupełnie tak... - zakręciła na palcu kosmyk włosów. - 

To  znaczy,  wiem,  że  Alex  nie  jest  wzorem  inteligencji 
emocjonalnej... Ale, z drugiej strony, pod pewnymi względami 
okazuje się ku mojemu zaskoczeniu całkiem na poziomie. 

Wzniosłam oczy do góry. 
—  Proszę  cię,  Emmi,  tylko  nie  zaczynaj  znowu  opowiadać 

nam o swoim życiu seksualnym. 

 

background image

—  Nie  to  miałam  na  myśli  -  powiedziała.  —  Alex  jest 

prostolinijny  i  nieskomplikowany.  To  mi  się  w  nim  podoba. 
Żadnych ukrytych głębi. Żadnych niespodzianek. Chciał tylko 
dać  Flynnowi  do  zrozumienia, że  nie  pozwoli  sobie  w  kaszę 
dmuchać. 1... No, dobrze, może ma czasem przyciężki dowcip, 
ale przynajmniej nie traci panowania nad sobą z byle powodu. 

Zmrużyłam oczy. 
—  Chciałaś  powiedzieć,  że  Flynn  traci.  Emmi  wzruszyła 

ramionami. 

— Przyznaj, River, że jest trochę dziwny. Nie taki jak inni. Na 

przykład w ogóle nie pije. A poza tym jest porywczy. Stawia 
wszystko na ostrzu noża. Ulega emocjom. Potrafi zachować się 
niesłychanie arogancko... 

—  Ale  przynajmniej  coś  go  naprawdę  obchodzi  —  odpo-

wiedziałam z nagłym rozdrażnieniem. - 1 potrafi być lojalny. 
Pracuje ciężej, niż możesz to sobie wyobrazić, i umie odczu-
wać tak głęboko, że... — umilkłam na widok uśmiechu, który 
przemknął po twarzy Emmi. - Co chcesz powiedzieć? 

— Jeśli jeszcze się  w tobie nie zakochał do szaleństwa, nie 

powinien zwlekać — powiedziała. — Nawet nie masz pojęcia, 
jacy jesteście do siebie podobni. 

Zmarszczyłam brwi. Zawsze wydawało mi się, że to do niej 

jest podobny Flynn. Inteligentny, dowcipny, czarujący. 

— Mówię poważnie — śmiała się Emmi. — Gdybyś mogła 

zobaczyć  swoją  minę.  Poczerwieniałaś  z  gniewu,  kiedy  go 
broniłaś. Nawiasem mówiąc, powinnaś zaraz wracać na scenę. 
1 popraw sobie makijaż. 

Zaczęłam szukać tubki z podkładem. 
 

background image

—  Wielkie  nieba!  -  jęknęłam, zaglądając  do  lustra.  -  Jak  ja 

wyglądam! 

Miałam  podpuchnięte  oczy,  a  policzki  całe  w  smugach 

rozpuszczonego tuszu do rzęs. 

Emmi  i  Grace  za  moimi  plecami  wymieniały  porozumie-

wawcze spojrzenia. 

— Czego ty właściwie chcesz, River? — spytała Emmi, stojąc 

z założonymi rękami. 

Nałożyłam trochę podkładu na twarz. 
— Chcę wiedzieć, czy on mnie kocha — odpowiedziałam ze 

spokojem.  -  Czy  on  mnie  tak  naprawdę,  głęboko,  wiernie 
kocha. 

— Czemu go nie zapytasz? - odezwała się Grace. Napotkałam 

wzrok Emmi. 

— Dlatego że mógłby mi odpowiedzieć to, co chcę usłyszeć. 

A ja potrzebuję prawdziwej pewności. 

Grace zmarszczyła nos. 
—  Ale  czy  w  ogóle  można  zyskać  pewność,  że  ktoś  nas 

kocha? 

Odłożyłam tubkę z podkładem i sięgnęłam po tusz do rzęs. A 

potem  spojrzałam  na  odbicie  Emmi  w  lustrze.  Zgadłam,  o 
czym myśli. Podniosłam brwi i spojrzałam na nią pytająco. 

Zrobisz to dla mnie? — spytałam w myśli. 
— On mi się wcale nie podoba, River - powiedziała powoli. - 

A  gdyby  mi  się  nawet  podobał,  to  nigdy  w  życiu  nie 
pozwoliłabym sobie... 

— Wiem - odpowiedziałam. - Wierzę ci. 
1 naprawdę jej uwierzyłam. Co do tego miałam już pewność. 

Emmi nigdy niebyła zainteresowana Flynnem. 

 

background image

Ale z tego jeszcze nie wynikało, że mu się nie podoba. — Tak. 

On  ci  się  nie  podoba  —  powiedziałam,  znowu  mierząc 
wzrokiem. - 1 właśnie dlatego ten plan może się udać. 

 

background image

23. 
 
Pierwsze  przedstawienie  odniosło  ogromny  sukces.  Miałam 

taką  tremę,  że  omal  nie  dostałam  wymiotów,  ale  kiedy  już 
znalazłam  się  na  scenie  i  zaczęłam  mówić  swoją  pierwszą 
kwestię, odprężyłam się zupełnie. 1 zaczęłam się nieźle bawić. 

Flynn i Emmi wypadli wspaniale, a wszyscy pozostali radzili 

sobie  o niebo lepiej niż na próbach. Nawet James mówił  tak 
głośno,  że  w  środkowych  rzędach  słychać  go  było  całkiem 
dobrze. 

— Widać, jak przybyło mu pewności siebie po tym, co wiesz - 

szepnęłam  do  Grace,  kiedy  zza  kulis  oglądałyśmy  scenę 
pierwszą z trzeciego aktu. 

James jako Merkurcjo i Alex jako Tybalt dobyli szpad. Flynn 

też pojawił się na scenie. Stałam zaledwie metr od niego, ale on 
nie  miał  pojęcia,  że  tam  jestem.  Jego  uwaga  była  skupiona 
wyłącznie na tamtych. 1 na roli. 

Patrzyłam,  jak  przenosi  wzrok  z  jednego  na  drugiego,  roz-

paczliwie pragnąc zapobiec walce. 

— Rozdziel ich.' Wstydźcie się, mości panowie.' 
Język był archaiczny, w ustach Flynna mógłby brzmieć gro-

teskowo. Ale Flynnowi jakoś udawało się mówić tak, że każdy 
od razu rozumiał, co to znaczy: „Przestańcie, chłopaki. Odbiło 
wam!". 

Alex  ugodził  szpadą  Jamesa  i  z  rozpędem  zszedł  ze  sceny, 

mijając Emmi, która stała przy wejściu. Jej usta poruszały się, 

 

background image

pewnie tymczasem powtarzała sobie bardzo długą kwestię, od 

której miała się zacząć następna scena. 

Potykając się, James wpadł za kulisy, można powiedzieć, że 

prosto w ramiona Grace. Czekała już tam, razem ze mną, na 
wejście. 

Po swoim pojedynku Flynn został sam na scenie. Pełen po-

czucia winy. Zrozpaczony. Gniewny. 1 zakochany. Były w nim 
wszystkie te emocje, każda z osobna dźwięczała w jego głosie. 
Całkowicie  panował  nad  publicznością.  Był  absolutnie 
przekonujący.  Chyba  jeszcze  nigdy  nie  zagrał  tego  tak 
wspaniale. 

Spojrzałam  na  drugi  koniec  sceny,  w  przeciwległe  wyjście. 

Emmi  czekała tam na  Flynna. Nasze spojrzenia spotkały się. 
Do tego momentu nie byłam zdecydowana, czy na pewno chcę 
zrealizować  nasz  plan.  Ale  patrząc  na  grę  Flynna,  subtelną  i 
pełną  emocji  tak  jak  jego  twarz  -  doszłam  do  wniosku,  że 
muszę. Bo inaczej nigdy nie będę go pewna. Był tak dobrym 
aktorem, że mógłby zawsze owinąć mnie sobie wokół palca. 

—  Dziś  wieczorem?  —  spytała  bezgłośnie  Emmi. 

Potrząsnęłam głową. Mama i ojciec byli tego dnia na 

przedstawieniu i pewnie oczekiwali, że potem wrócę z nimi 

do domu. 

— W piątek! — odpowiedziałam tak samo bezgłośnie. Potem, 

podczas pierwszej sceny piątego aktu, kiedy Flynn 

był na scenie, a my za kulisami, omówiłyśmy szczegóły. 
James  Molloy  urządzał  party  zaraz  po  piątkowym  przed-

stawieniu.  Grace  znała  jego  dom  i  powiedziała,  że  to  będzie 
najlepsze miejsce do realizacji naszego planu. Znajdowały się 
tam dwa połączone ze sobą gabinety, ciche, odcięte od innych 
pomieszczeń. 

 

background image

Plan  był  bardzo  prosty.  Emmi  miała  udawać,  że  podrywa 

Flynna. Ja będę się temu przyglądała z ukrycia. Gdyby z nią 
wyszedł,  wiedziałabym  już,  że  chciał  ode  mnie  tylko  seksu. 
Gdyby  odmówił,  znaczyłoby  to,  że  mój  niepokój  jest 
zbyteczny. 

Pomyślałam, że już wkrótce się przekonam, czy Flynn mnie 

kocha. 

Następne przedstawienie było sukcesem nie mniejszym niż to 

pierwsze.  Każdego  z  tych  wieczorów  sala  była  pełna,  a 
widownia  życzliwa  i  uważna.  Była  to  duża  szkoła,  a  rodzice 
uczniów zawsze uwielbiają patrzeć na takie rzeczy. 

Ale ja byłam w rozpaczy. Patrzyłam, jak Flynn całuje Emmi. 

Po siedem pocałunków na przedstawienie, a za każdym razem 
zazdrość  rozdzierała  mi  serce.  Odliczałam  te  pocałunki  na 
palcach.  Emmi  przysięgała,  że  to  tylko  teatr,  że  w  tych 
pocałunkach  nie  ma  nic  prawdziwego.  Wkrótce  -  myślałam 
-będę miała pewność. 

Po przedstawieniu  pan Nichols pachniał szampanem. Kiedy 

zeszłyśmy  ze  sceny,  uściskał  Emmi  i  mnie,  jeszcze  zanim 
spadła kurtyna. 

-  Byłyście  wspaniałe  -  chwalił  nas  schrypniętym  głosem. 

Chrypka została mu po wrzaskach z początku tygodnia. 

Emmi  poszła  się  przebrać,  a  pan  Nichols  obdarzył  mnie 

smutnawym uśmiechem. 

— Niech to zostanie między nami... Żałuję, że nie zrobiłem 

cię  Julią  -  szepnął.  -  Ona  była  bardzo  dobra,  ale  ty  byłabyś 
jeszcze lepsza. 

Wzruszyłam  ramionami,  nie  wiedząc,  co  można  na  to  od-

powiedzieć. Zresztą — jakie to mogło mieć teraz znaczenie? 

 

background image

Przez chwilę rozmawiałam z matką Flynna. 
—  My  już  wychodzimy,  River.  1  tak  musiałam  przesunąć 

sobie dzisiaj godziny pracy. Powiedz, czy on nie był wspania-
ły? 1 ty też. Rozśmieszyłaś mnie tym sapaniem, tym komicz-
nym zapominalstwem, zwłaszcza wtedy, kiedy biedna Julia tak 
wyczekiwała wiadomości od Romea... 

Chciała zamienić też parę słów z panem Nicholsem, ale Flynn 

wyprowadził  ją  pośpiesznie,  zanim  się  pojawiła  okazja. 
Zboczył z drogi tylko po to, żeby wyłuskać Siobhan z kąta, w 
którym utknęła, z językiem zawiązanym na supełek, za grupką 
rozemocjonowanych maturzystów ze szkoły św. Anakleta. 

Wyszedł razem z nimi, a potem wbiegł do środka jeszcze raz, 

tylko po to, żeby się ze mną pożegnać. 

Twarz  miał  świecącą,  zaczerwienioną  po  pośpiesznym 

ścieraniu scenicznego makijażu. 

— Przyjdę później — szepnął, ciągnąc mnie w kąt. — Dostaję 

kota, kiedy nie mogę się z tobą spotkać. 

Uściskałam go nie bez poczucia winy, bo przecież chciałyśmy 

go  oszukać.  Może  to  była  podłość  z  mojej  strony?  Może 
powinnam była po prostu spytać go wprost, czy mnie kocha, 
tak jak radziła Grace? 

Flynn  rozejrzał  się.  Sala  była  pełna  ludzi  i  wszyscy  roz-

mawiali. Nikt na nas nie patrzył. Przycisnął mnie do ściany i 
pocałował w szyję. 

— Przyjdź do mnie po party — powiedział. — Przyjdziesz? 

Mama pracuje na nocną zmianę, a Siobhan i Caitlin nocują u 
swoich przyjaciółek. Specjalnie tak to załatwiłem. 

Objął mnie i wydał z siebie cichy, przeciągły pomruk. 
 

background image

— jest już po przedstawieniach, prawda? A obiecałaś mi, że 

po przedstawieniach... Tak? Tak, River? 

Usłyszałam jego głos stłumiony pożądaniem. Moje poczucie 

winy zniknęło z miejsca. Ukartował to wszystko. Myślał tylko 
o seksie. Nie chodziło mu o mnie. Nie interesowało go, czego 
naprawdę chcę. 1 co czuję. 

— Dobrze. - Przywołałam uśmiech na twarz i odsunęłam się 

od niego. — Powiem mamie, że będę nocowała u Emmi. 

Party u Jamesa Molloya było fantastyczne. Jego rodzice wy-

jechali na cały weekend, zostawiając pod opieką Jamesa i jego 
braci cały ten wielki, wolno stojący dom za miastem. Przyszło 
mnóstwo ludzi. Cała obsada sztuki. 1 większość tych, którzy 
pomagali  przy  dekoracjach.  1  mnóstwo  chłopaków  z  klas 
maturalnych  szkoły  św.  Anakleta.  Dziewczyn  też  nie 
brakowało. Niektóre z naszej szkoły. Ale jeszcze więcej takich, 
których wcale nie znałam. 

Wszyscy się świetnie bawili. Muzyka waliła z głośników tak 

dynamicznie,  że  od  basów  aż  drżała  podłoga  pod  stopami. 
Alkoholu było mnóstwo. Emmi miała przykazane, żeby się nie 
zbombardować przedwcześnie, bo wiedziałam, że jeśli będzie 
pod gazem, Flynn nie zechce z nią rozmawiać. Choć troszkę 
utyskiwała,  w  końcu  zgodziła  się  poprzestać  na  soku  poma-
rańczowym. 

— Ale tylko przez pół godziny — zapowiedziała, patrząc na 

mnie surowo. - Więc lepiej przyślij mi go czym prędzej. 

Kiwnęłam  głową  i  w  tej  samej  chwili  napotkałam  wzrok 

Flynna,  który  obserwował  mnie  z  drugiego  końca  pokoju. 
Podszedł i patrzył na mnie dalej, bez jednego mrugnięcia. Na 
jego 

 

background image

widok  poczułam  łaskotanie  pod  przeponą  -  jeden  Pan  Bóg 

wie,  jak  bardzo  chciałam  się  z  nim  całować.  Na  chwilę 
zupełnie zapomniałam, jaka byłam na niego zła za to, że chciał 
mnie zmusić do pierwszego razu w moim życiu właśnie tego 
wieczoru. 1 jak bardzo byłam niepewna jego uczuć. Myślałam 
tylko  o  tym,  że  chcę  się  czym  prędzej  znaleźć  w  jego 
ramionach. Ale nie wziął mnie w ramiona, nawet gdy znalazł 
się tuż obok. Stanął pod ścianą, ze szklanką coli w ręce. 

- Zadowolona, że mamy to już z głowy? - spytał. 
-  Mówisz  o  przedstawieniu?  -  Wzruszyłam  ramionami.  Nie 

wiedziałam,  czy  jestem  zadowolona.  Rzecz  w  tym,  że  ja  na 
razie niczego nie miałam z głowy, jeszcze nie. 

Rozejrzałam  się  po  salonie,  w  którego  kącie  staliśmy  z 

Flynnem.  Był  ogromny.  Stały  w  nim  trzy  gigantyczne, 
mięciutkie kanapy i długi bufet z lśniącego drewna. 

—  Jak  śmiałeś  wygadywać  takie  bzdury  na  temat  mojego 

domu - powiedziałam. - Dom Jamesa jest o wiele większy. 

Flynn uśmiechnął się i pociągnął łyk ze szklanki. Popatrzył na 

tańczących i na pary rozwalone na kanapach. 

—  Wierz  mi  —  powiedział  —  że  James  przeszedł  ze  mną 

ciężkie chwile. Ale — uniósł brwi — jesteś już gotowa, żeby 
ze mną wyjść? 

Spojrzałam na niego z udawaną surowością. 
—  Dopiero  tu  przyjechaliśmy!  —  zawahałam  się.  —  Ale 

zgoda,  jedźmy.  Zostawiłam  torbę  w  tym  pokoju  do  pracy 
niedaleko  kuchni.  Nie  skoczyłbyś  po  nią,  kiedy  dopijemy 
drinki? A potem pojedziemy. 

Flynn podniósł szklankę i od razu dopił colę. 
- Wracam za minutę. 
 

background image

Ruszył ku drzwiom. Patrzyłam w ślad za nim. Nie był wcale 

taki szybki. Coraz to ktoś go zatrzymywał, żeby pogratulować 
mu roli. Niektóre dziewczyny po prostu łapały go za łokieć i 
wciągały  w  rozmowę.  W  końcu  jednak  dotarł  do  drzwi  i 
zniknął mi z oczu. 

Popędziłam do Emmi. Akurat oplotła się na Alexie jak wąż 
boa. 
- Emmi! - powiedziałam półgłosem. Odkleiła się od Alexa i 

pochyliła ku mnie. 

— Już czas! - szepnęłam. 
Wyłgała się jakoś przed Alexem. Opuściłyśmy salon. 
Weszłyśmy  do  pierwszego  biurowego  pokoju.  Przez  we-

wnętrzne  drzwi  między  dwoma  pomieszczeniami  widziałam 
plecy  Flynna.  Pochylony,  grzebał  w  stosie  kurtek,  szukając 
mojej torby. Lecz oczywiście nie mogło jej tam być. 

Emmi złapała mnie za rękę. 
— Jesteś pewna, River? — spytała szeptem. 
Kiwnęłam  głową  i  weszłam  do  tego  drugiego,  mniejszego 

pokoju. Zamknęłam za sobą pierwsze drzwi i podkradłam się 
do drugich, łączących oba pokoje. To Grace je otworzyła, była 
tu przed nami. Zostawiła je uchylone, tak żebym mogła pod-
glądać. Pokój, w którym się znajdowałam, tonął w ciemności. 
A ten drugi, w którym Flynn szukał mojej torby, był cały zala-
ny jaskrawym światłem. 

Teraz Flynn szukał mojej torby pod biurkiem. Wyciągał spod 

niego kolejne plecaki, przeklinając pod nosem. 

Emmi ukazała mi się w wejściu od strony korytarza. 
- Hej, Romeo - zawołała przeciągle. - Szukałam cię wszędzie! 
 

background image

24. 
 
Flynn  obrócił  się  i  wyprostował.  Bezwiednie  poprawił  ręką 

włosy. 

- Cześć - powiedział. - Widzisz tu gdzieś torbę River?    Emmi 

zamknęła za sobą drzwi. 

Opadła mi szczęka, kiedy zobaczyłam, jak sie do niego zbliża, 

kołysząc  biodrami.  Przedtem  nie  przyjrzałam  sie,  nawet  jak 
jest  ubrana.  Miała  na  nogach  te  niewyobrażalnie  wysokie 
szpilki,  które  kupiła  sobie  kilka  tygodni  temu.  I  nosiła 
uwodzicielską, krotką, dopasowaną sukienkę. Włosy miała po 
prostu boskie. A usta zarazem delikatne i zmysłowe. 

Czy to możliwe, żeby jej się oparł? 
Żołądek zacisnął mi się w twardy supeł. Flynn nie odrywał od 

niej wzroku. Oboje stali bokiem do mnie. Widziałamże Flynn 
wpatruje się w jej twarz i że jest zaskoczony. A Emmigapiąc 
się na niego bezczelnie, podeszła i stanęła tuż przed nim. 

- O co ci chodzi, Emmi? - spytał Flynn niepewnie, Położyła 

mu dłonie na ramionach i odrzuciła włosy do tyłu

-  Szukałam  cię  —  powtórzyła  ciepłym,  niskim  głosem 

Obejrzała się i zamknęła za sobą drzwi. — Chciałam sie z tobą 
spotkać na osobności. 

Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że to dla mnie Emmi

 

gra 

tę scenę. Ale wychodziło jej to o niebo lepiej niż wszystko co 
kiedykolwiek zrobiła na scenie jako Julia. Flynn po prostu 

 

background image

nie mógł wątpić, że jest szczera i naprawdę chce mu się rzucić 

w ramiona. Nie mógł nie zauważyć, że wystarczy, by pochylił 
się nad nią... 

Moje  palce  zacisnęły  się  na  futrynie  drzwi,  przez  które  ich 

podglądałam. 

Flynn ściągnął brwi. 
- Ale dlaczego mnie szukałaś? Co się stało? — spytał. Emmi 

westchnęła. Podniosła dłoń i położyła mu ją na karku. 

- Jak ci się podobały moje pocałunki? - spytała cicho. -Te na 

scenie. 

Trzymałam się futryny ze wszystkich sił. W słabym świetle, 

wpadającym  z  tamtego  pokoju,  widziałam,  że  moje  palce 
całkiem zbielały. Gdyby Flynn się wtedy odwrócił, zobaczyłby 
ich koniuszki. Ale się nie odwrócił. 

Patrzył na Emmi. 
- Myślałem, że jesteś przyjaciółką River - powiedział. Emmi 

wzruszyła ramionami. 

- River się o niczym nie dowie. — Zerknęła na niego ukrad-

kiem. 1 drugą ręką objęła go w pasie. - Nikt się nie dowie. 

Flynn  zamrugał  powiekami.  Wydawał  się  zmieszany  i  nie-

ufny. 

Wszystko miało się  rozstrzygnąć  w ciągu najbliższych  paru 

sekund. Albo się pochyli, albo... 

Co  ja  najlepszego  wyprawiam?  —  przeraziłam  się  nagle.  1 

weszłam. 

- Hej - powiedziałam. 
Flynn aż podskoczył z wrażenia. Emmi odwróciła się w moją 

stronę. 

- Co tu robisz, River?! — szepnęła. 
 

background image

- Wyjdź - powiedziałam. 
Emmi rozłożyła ręce w geście bezradności. 
- Przepraszam cię  - powiedziałam.  —  Nie powinnam była... 

Wybacz mi. 

Przewróciła oczami nad moją głupotą, po czym obróciła się 

na pięcie i wyszła bez słowa. 

Wbiłam wzrok w dywan. Flynn stał przede mnę w odległości 

pół metra. Nie śmiałam na niego spojrzeć. Twarz płonęła mi ze 
wstydu. 

- River! - położył mi dłonie na ramionach. Dalej wpatrywałam 

się  w  dywan.  Po  prawej  stronie  miałam  nogę  biurka.  Pod 
biurkiem  leżał  stos  plecaków.  Po  lewej  stronie  miałam 
najniższą półkę regału na książki. 

A przed sobą stopy Flynna. W tych jego tanich, znoszonych 

butach do biegania. 

- Nie gniewaj się — szepnęłam. 
Zdjął dłonie z moich ramion. Jego buty cofnęły się o krok. 
-  Co  to  było?  —  spytał.  —  Dlaczego  przepraszałaś  Emmi? 

Spojrzałam na niego wreszcie. Na jego twarzy malowało 

się  zmieszanie.  Zdumienie.  A  jego  spojrzenie  stało  się 

twardsze. 

- Wiedziałaś, że Emmi mnie podrywa, tak? - Miał czoło jak 

chmura gradowa. — Po co zrobiłyście to wszystko? 

Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Serce wskoczyło mi do 

gardła i tam utknęło. 

- Chciałyście się ze mnie pośmiać? — spytał ledwie słyszal-

nym szeptem. — To miała być zabawa? 

-  Nie  -  powiedziałam,  odzyskując  głos.  -  To  miał  być 

sprawdzian.  Chciałam  wiedzieć,  czy  dałbyś  się  poderwać 
Emmi. Ja... ja... wiem, że się wygłupiłam. Wystarczy? 

background image

Flynn odsunął się jeszcze o krok. 
— Sprawdzian? — powtórzył niskim, schrypniętym głosem. 

— Co chciałaś wiedzieć? 

—  Czy  mnie  kochasz  -  odpowiedziałam.  Głos  mi  drżał. 

-Posłuchaj mnie. To było głupie. 1 podłe. 1 powstrzymałam ją, 
zanim... 

— Masz rację, to było cholernie podłe! — krzyknął Flynn. — 

Po  prostu  nie  mogę  uwierzyć,  że  byłaś  do  tego  zdolna...  Ze 
chciałaś  mnie  sprawdzić  w  ten  sposób.  Ze  nasłałaś  na  mnie 
Emmi,  żeby...  żeby...  Na  miłość  boską,  River,  co  się  z  tobą 
dzieje? 

Bałam  się  spojrzeć  mu  w  oczy.  Nagle  spojrzałam  na  siebie 

jego  oczami  i  załamałam  się.  Byłam  zazdrosna,  nieufna  i 
głupia. 

-1 co? jaki wynik? - darł się Flynn. - Gdybym wyrzucił stąd 

Emmi,  co  właśnie  zamierzałem  zrobić...  dowiedziałabyś  się 
tylko, że na nią nie lecę. W każdym razie na tyle, żeby ryzy-
kować, że cię stracę. Ale w jaki sposób ma z tego wynikać, że 
cię kocham? 

Potrząsnęłam  głową.  Czułam,  jak  jego  wzrok  przewierca 

mnie  na  wylot. Miałam  wrażenie, że  serce  rozpada  mi  się  w 
pył. Przepadło. Sama wszystko zniszczyłam. 

Głos Flynna zniżył się do szeptu. 
— Jak mogłaś nie wiedzieć, że cię kocham? Czułaś to chyba 

w  każdym  moim  spojrzeniu?  W  każdym  dotknięciu?  Od 
pierwszej chwili, kiedy cię zobaczyłem! 

Pokręcił głową. 
— Jak mogłaś tego nie wiedzieć? 
Patrzył na mnie przez długą chwilę. W ciągu tej chwili jego 

twarz stała się zamknięta i obca. Podszedł do drzwi. 

 

background image

— Poczekaj! - zawołałam, bliska płaczu. - Proszę cię, zostań! 

Tak, czułam to czasem, ale nigdy mi tego nie powiedziałeś. Nic 
nie rozumiesz? Emmi była Julią. A facet, który odtrąca Emmi, 
musi być albo głupi, albo tak zakochany, że... 

—  jak  byś  się  czuła,  gdybym  zrobił  ci coś  takiego?  - Oczy 

Flynna błysnęły gniewem. Położył dłoń na klamce. — Jak byś 
się czuła, gdybym podstawił ci jakiegoś faceta, który by miał 
cię podrywać? Tylko po to, żeby sprawdzić, co zrobisz? 

— Wiem — szlochałam, a łzy płynęły mi po policzkach. — 

Ale  ja  chciałam  tylko...  Chciałam  tylko  dowiedzieć  się,  co 
czujesz. 

— Opamiętaj się, River! - wybuchnął Flynn. - Nie słyszysz 

tych bzdur, które wygadujesz? Nigdy nie będziesz wiedziała na 
pewno, co czuje drugi człowiek. Nigdy! Musisz mu wierzyć... 
ufać... Tym jest miłość. To skok w ciemność! 

Nacisnął klamkę. 
— To brzmi, jakbyś mówił o religii — powiedziałam szybko. 

Odwrócił się w moją stronę. 

—  Religia  ma  w  sobie  przynajmniej  jakiś  żar,  pasję.  Naj-

gorsze w tym, co zrobiłyście z Emmi, jest to, że wymyśliłyście 
swój numer na zimno. 

— Nie bardziej na zimno niż to wszystko, co zrobiłeś, żeby 

się ze mną dzisiaj kochać — wymamrotałam. 

Flynn otworzył szeroko oczy. - Co? 
Spojrzałam na niego ponuro. 
— Zaplanowałeś to sobie, tak? Chciałeś, żeby wszyscy byli 

poza  domem.  Chciałeś  urządzić  sobie  bzykanko.  Fajną 
zabawę. Pięknie. Ale co ze mną? Pomyślałeś o mnie? 

background image

Flynn zamrugał bezradnie. 
- Myślałem, że ty też tego chcesz. Myślałem, że... Patrzyliśmy 

na siebie. Czoło Flynna zmarszczyło się. 

- Nie słuchałeś mnie - powiedziałam, a wewnątrz z napięcia 

przewracały mi się wszystkie wnętrzności. — Mówiłam ci to... 
Chciałam ci powiedzieć... Nie byłam na to jeszcze gotowa. 

Flynn zmarszczył czoło jeszcze mocniej. 
- Ale... przecież sama powiedziałaś, że po przedstawieniach... 
-  Ale  nie  powiedziałam,  że  natychmiast  po!  —  odpowie-

działam. — Chodziło mi o to... - Nie, nie umiałam wyjaśnić, o 
co  mi  chodziło.  Nagle  przestałam  wiedzieć,  o  co  mogło  mi 
chodzić. — Nie jest tak, że w ogóle nie chciałam, ale... ale... 
Czasem  wydawało  mi  się,  że  zależy  ci  tylko  na  seksie.  Na 
przykład wtedy, kiedy byłam u ciebie... Jak tylko skończyłeś 
mi opowiadać o ojcu, od razu uznałeś, że skoro się przede mną 
otworzyłeś, to ja... teraz już absolutnie muszę pójść z tobą na 
całość... A ja po prostu... nie byłam jeszcze... gotowa. 

Flynn westchnął. 
-  No  ale  czemu  mi  o  tym  nie  powiedziałaś?  Czemu  nie 

powiedziałaś mi: „Nie, Flynn, ty głupi dupku, nie jestem go-
towa"? 

- Bo się bałam, że mnie rzucisz! — szepnęłam. — Jesteś taki 

porywczy... Pełen gniewu... Zawsze. 

Objęłam go, a potem wsunęłam rękę pod jego podkoszulek i 

odnalazłam bliznę. 

W uszach dźwięczała mi kwestia Julii: 
 

background image

Bo moja miłość równie jest głęboką, Jak  morze, równie jak 

ono bez końca; Im więcej ci jej udzielam, tym więcej Czuję jej 
sercu. 

Pogłaskałam bliznę palcami. 
Stał wyprostowany, sztywny, ale nie odepchnął mnie. Minęła 

długa chwila. 

- Wiem, że zbyt łatwo wpadam w gniew - wyszeptał w końcu. 

-  1...  chyba  miałaś  rację...  To  znaczy  wtedy,  kiedy  po 
wiedziałaś, że jestem w tym podobny do mojego ojca... Wiem, 
że to prawda... 

-  Ale  wtedy  powiedziałeś,  że  mówię  bzdury.  Flynn  wydął 

wargi. 

- Bo nie chciałbym, żeby tak było. 1 nie podoba mi się, że tyłe 

o mnie wiesz... To mnie przestrasza. 

- Ale chyba to dobrze, jeśli rozumiemy się nawzajem? Flynn 

nic na to nie odpowiedział. Objął mnie tylko i przyciągnął do 
siebie. 

-  Więc  jak  to  jest?  -  zawahałam  się.  -  Dlaczego  tak  łatwo 

wpadasz w gniew? 

-  Nie  wiem  -  jego  głos  zabrzmiał  cicho  i  żałośnie.  -  Nie 

wiem... To się dzieje samo. 

Przytuliłam głowę do jego piersi. 
-  Myślałam,  że  kiedy  kogoś  pokocham,  będzie  wspaniale  - 

szepnęłam.  -  Jak...  jak  w  tej  sztuce.  Myślałam,  że  to  będzie 
bardzo  łatwe.  Ze  zawsze  będziemy  wiedzieli,  co  robić.  I

 

 

będziemy się we wszystkim ze sobą zgadzać. 1 że... 

Flynn parsknął śmiechem. 
 

background image

— Ty masz fioła, River. Wiesz? Masz fioła. Zaplótł dłonie na 

moim karku. 

Staliśmy  tak,  w  milczeniu.  Gdzieś  w  tle  dudniła  muzyka, 

słyszeliśmy  krzyki  i  śmiechy  w  korytarzu.  Potem  Flynn 
westchnął. 

— Co ty w ogóle sobie o mnie myślisz? Uważasz, że skoro 

jestem  porywczy,  chamowaty  i  trudny,  to  będę  też  gotów 
kręcić za twoimi plecami z twoją najlepszą przyjaciółką albo 
zerwać  z  tobą  tylko  dlatego,  że  nie  jesteś  gotowa  na  seks... 
-Opuścił  powieki.  —  Wymieniłem  już  wszystkie  główne 
punkty oskarżenia? 

Spojrzałam mu w oczy i moje serce doznało wreszcie ulgi. 
—  Opuściłeś  jeden.  Ze  jesteś  skończonym  wariatem.  Flynn 

pochylił się i pocałował mnie w kark. 

—  Powinniśmy  ustalić  raz  na  zawsze,  że  oboje  jesteśmy 

skończonymi wariatami — zamruczał. 

Poszukałam ustami jego ust. Całowaliśmy się bardzo długo. 
—  Zaproszenie  jest  nadal  aktualne  —  powiedział  w  końcu 

Flynn. 1 uśmiechnął się do mnie z nadzieją. - Nie będę cię do 
niczego zmuszał, może tylko wyśpimy się obok siebie. Wiesz, 
przytuleni. 

Uśmiechnęłam się. Jeszcze we wrześniu wyobrażałam sobie, 

że  miłość  to  jedno  uczucie.  Wielkie,  wspaniałe,  nieskom-
plikowane uczucie. Ale to nie było nic w tym rodzaju. Miłość 
składa się z mnóstwa rzeczy. Z zaufania i seksu, ze śmiechu, 
żalu, przebaczenia, nadziei... Właściwie ze wszystkiego. 

A jeśli znajdziecie właściwą osobę, wszystkie te rzeczy razem 

znaczą więcej, niż gdyby je zsumować po kolei. 

 

background image

- To idę się pożegnać z dziewczynami - powiedziałam
- Moja torba jest w kuchni. Naprawdę, Flynn. Tym razem nie 

kłamię, jest w kuchni. Pod zlewem. 

Flynn otworzył drzwi i poszedł po moją torbę. Zamrugałam. 

W korytarzu panował półmrok. 

Wydawało się, że muzyka dudni ze wszystkich stron. 
Po chwili zauważyłam Emmi i Grace. Siedziały obok siebie 

na stopniu schodów. Zobaczyły mnie i podbiegły. 

Emmi złapała mnie za ramię. 
- Dlaczego kazałaś mi wyjść, River? - spytała, nadąsana. 
- Tak dobrze mi szło. To znaczy, byłam pewna, że on już wie, 

że  na  niego  lecę.  Ale  chyba  nie  miałam  żadnej  szansy  go 
poderwać... 

- Wiem — roześmiałam się. — Po prostu zrozumiałam, że się 

wygłupiłam. 

Grace i Emmi wymieniły spojrzenia. Śmiałam się,  bo  nagle 

poczułam  się  wariacko  szczęśliwa.  Po  wszystkich  moich 
wątpliwościach  rozumiałam  już,  że  Flynn  mnie  kocha.  I  że 
mam dwie przyjaciółki, którym mój los leży na sercu. 

Objęłam je i mocno przytuliłam. 
-  Dziękuję,  dziewczyny  -  powiedziałam,  uśmiechając  się 

promiennie. 

Odsunęły się i popatrzyły podejrzliwie. 
-  Więc  jak?  Dowiedziałaś  się,  czy  on  cię  kocha?  -  spytała 

ostrożnie Grace. 

Kiwnęłam głową. 
-1 już się nie gryziesz tymi pocałunkami na scenie? -upewniła 

się Emmi. 

Potrząsnęłam głową. 

background image

— 1 nie obawiasz się, że on chce tylko... No, wiesz, o czym 

mówię... — dopytywała mnie Grace. 

-  Ze  on  chce  się  z  tobą  bzykać  bez  miłości  -  dopowiedziała 

Emmi. 

Potrząsnęłam głową. Emmi wydęła usta. 
- Moim zdaniem to kawał świra. 
-  Taki  porywczy.  Taki  wściekły  -  dopełniła  Grace.  -  Nie-

obliczalny. 

—  Mroczny  jak  noc  —  powiedziała  posępnie  Emmi.  I 

dramatycznym głosem zacytowała kwestię Julii: 

— Przyjdź, ciemna nocy.' Przyjdź, mój dniu w ciemności/ To 

twój blask, o mój luby, jaśnieć będzie. 

Uśmiechnęłam się i dorzuciłam kolejnych kilka wersów: 
Na  skrzydłach  nocy,  jak  pióro  łabędzie  Na  grzbiecie  kruka. 

Wstąp, o, wstąp w te progi.' Daj mi Romea, a po jego zgonie 
Rozsyp go w gwiazdki.' A niebo zapłonie Tak, że się cały świat 
w tobie zakocha... 

Wtedy  zobaczyłam,  że  Flynn  stoi  już  przy  drzwiach. 

Zapomniałam  o  przedstawieniu  i  o  poezji.  Myślałam  tylko  o 
jednym — chciałam znowu się z nim całować.