background image

 
 
 

Janusz Thor

 

 
 

POZA CZASEM I 

ŚWIATEM

 

 
 

NASZA KSIĘGARNIA WARSZAWA 1987 

 

background image

 

 

OBSZARY NIEZNANE  

[Ocean niewiedzy * nowa nauka * „talerze latające” * analogia 
myślowa * zjawiska irracjonalne]

 

 
Jeden z największych w historii nauki, twórca prawa ciążenia powszechnego, Izaak Newton, 
odkrył  podobno  swoje  prawo  obserwując  w  ogrodzie  jabłko  spadające  z  drzewa.  Fakt  ten 
spowodował  proces  myślowy  zakończony  sformułowaniem:  „Między  jabłkiem  a  Ziemią 
istnieje  siła  przyciągania  proporcjonalna  do  masy  jabłka  i  masy  Ziemi”.  Wydaje  się,  że 
Newton posiadał jakąś intuicję, która podobnie jak talent wielkiego artysty, muzyka, malarza, 
poety pojawia się rzadko, raz na wiele dziesiątków lat i na wiele milionów ludzi. 
Newton  powiedział  również,  iż  świat  dookoła  porównać  można  do  „oceanu  niewiedzy”.  W 
oceanie udaje się od czasu do czasu odnaleźć drobny kamyk, który oznacza wiedzę poznaną. 
Ocean  pozostaje  jednak  równie  wielki,  chociaż  wydobyliśmy  jeden  czy  wiele  kamyków. 
Wydaje  się  nawet,  iż  ocean  rozszerza  się  w  miarę  wydobywania  kamyków.  Wraz  z 
poszerzaniem naszej wiedzy zdajemy sobie sprawę, jak wiele pozostaje do poznania. 
Człowiek epoki jaskiniowej żył w świecie pełnym tajemnic, z których wiele z czasem zostało 
wyjaśnionych.  Wszystko  to,  co  zbadano  i  opisano,  przestało  być  w  pełnym  znaczeniu 
tajemnicą. Wiemy obecnie, iż gwiazdy na niebie oznaczają globy podobne do Słońca i planet, 
od  dwustu  lat  wiemy,  dlaczego  pojawiają  się  pioruny  i  błyskawice,  od  początku  XIX  wieku 
zaś, że meteoryty rzeczywiście spadają z „nieba”, a zupełnie niedawno poznaliśmy krajobraz 
na Księżycu. 
Wszystko  to  —  to  jedynie  drobne  kamyki  wydobyte  z  dna  oceanu.  Nienaruszony  obszar 
niewiedzy przypomina o skromnej skali współczesnych osiągnięć na drodze poznania świata. 
Wiele obszarów wiedzy o świecie pozostało nietkniętych. Z natury rzeczy niełatwo nazwać i 
sprecyzować obszary nieznane. 
Pomimo podróży na Księżyc i lądowania próbników na kilku planetach Wszechświat pozostał 
tajemniczy, nie zbadane są miliardy gwiazd, mgławic i dalekie bezkresne przestrzenie „świata 
wielkich  wymiarów”.  Niewielu  zdaje  sobie  sprawę,  iż  z  drugiej  strony  skali  pozostały 
również tajemnice do poznania i zbadania. Wszechświat najmniejszych cząsteczek okazał się 
niezwykle  skomplikowany,  ustawicznie  zdaje  się  dzielić  i  dzielić  na  dalsze,  coraz  mniejsze 
cząstki. Struktura budowy atomu i jądra atomowego przynosi wciąż nowe niespodzianki. 
Nieznane  i  nie  zbadane  pozostają  właściwości  stanu  nadprzewodnictwa  elektrycznego  w 
bardzo niskich temperaturach. Nie znamy całego obszaru wiedzy o zachowaniu się materii w 
temperaturze  bliskiej  zera  bezwzględnego,  podobnie  jak  i  świata  wielkich  temperatur, 
wielkich ciśnień i wielkich natężeń pola magnetycznego. 
Rozpatrując  jakąkolwiek  dziedzinę  wiedzy  o  świecie  dochodzimy  do  wniosku,  iż  właściwie 
uchyliliśmy  tylko  rąbka  zasłony,  za  którą  ukryto  obraz  prawdziwy.  Nie  znamy  powiązań  i 
przyczyn  działania.  Mamy  nadzieję,  jak  wierzyli  starożytni  Grecy,  iż  w  miarę  zdobywania 
nowej wiedzy obraz uprości się i okaże w końcu, że wszystkie pozornie różnorodne dziedziny 
ś

wiata  zbudowane  są  z  podobnych  elementów  i  działają  w  myśl  jednego  prawa  i  jednej 

zasady. 
Sygnały  z  nowych  „nie  zbadanych  obszarów”  dochodzą  do  nas  często  w  formie  tak 
zniekształconej  i  groteskowej,  iż  rzeczywiście  trudno  traktować  je  poważnie.  Relacje 
ś

wiadków  spotkań  z  „talerzami”  jak  również  opisy  wszelkich  zjawisk  telepatycznych  i 

psychotronicznych  (zginanie,  przesuwanie  przedmiotów  na  odległość,  lewitacja,  czyli 
unoszenie),  relacje  z  seansów  mediumistycznych  itp.  wywołują  wrażenie  niepoważnych 

background image

 

ż

artów. Wydaje się nieprawdopodobne, aby tego rodzaju doniesienia miały dowodzić istnienia 

nieznanych obszarów wiedzy o świecie. 
Tutaj  uwaga:  nasze  spojrzenie  na  zagadnienie  obszarów  nieznanych  porównać  można  do 
zachowania  się  człowieka  epoki  kamiennej  nagle  postawionego  przed  współczesnym 
wynalazkiem.  Jak  wytłumaczyłby  on  głos  ludzki  dochodzący  ze  skrzynki  tranzystora  w 
jaskini przed dziesięcioma tysiącami lat? Czy nie jedynie jako głos ducha? 
O  wielu  nowo  dostrzeżonych  zjawiskach  natury  powiadamy,  iż  istnieją,  lecz  bliżej  nie 
potrafimy  ich  wyjaśnić  ani  nawet  podać  zasady  ich  występowania. Wiadomo  już.  iż  istnieje 
telepatyczna  zdolność  przekazywania  informacji,  lecz  nie  wiemy  zupełnie,  jaki  czynnik 
powoduje przenoszenie myśli na odległość. 
Stwierdzono, że mózg ludzki emituje promieniowanie, ale zjawisko przekazywania informacji 
na  odległość  nie  zostało  naukowo  udokumentowane,  chociaż  są  oczywiste  objawy  istnienia 
łączności telepatycznej w świecie ożywionym. 
Zjawiska  w  odczuciu  wielu  ludzi  przyjmowane  za  oczywiste  nie  zostały  ani  uznane,  ani 
udowodnione przez naukę. Należą tutaj rzadko spotykane zdolności lecznicze osób, które nie 
polegają ani na wiedzy, ani diagnozie, lecz na zdolności oddziaływania na organizm chorego, 
podobnie  jak  i  umiejętność  odczytywania  ukrytych  napisów  oraz  zdolność  przekazywania 
informacji.  Do  innych,  jeszcze  mniej  uznanych  i  akceptowanych  należy  telekineza,  to  jest 
poruszanie przedmiotów na odległość, oraz lewitacja, wymieniając tylko zjawiska najczęściej 
omawiane w sensacyjnych publikacjach. 
Nie  należy  sądzić,  iż  z  każdego  trwającego  od  wieków  wierzenia,  przesądu  lub  zabobonu 
wyłoni  się  w  przyszłości  konkretna  wiedza  o  świecie.  Z  drugiej  strony  dobrą  ilustracją 
potwierdzenia  skuteczności  stosowania  pajęczyny  zmieszanej  z  chlebem  do  opatrywania  ran 
stało się odkrycie w pajęczynie penicyliny. Wiemy, że już pod Grunwaldem opatrywano rany 
pajęczyną, co w XIX wieku po odkryciu przez Pasteura bakterii odrzucono, gdyż zrozumiano 
potrzebę zachowania czystości. 
Historia penicyliny w pajęczynie dobrze ilustruje zmieniający się obraz otaczającego świata w 
miarę  wydobywania  dalszych  kamyków  z  oceanu  niewiedzy.  Należałoby  o  tym  pamiętać 
przystępując  do  badań  obszarów  nieznanych.  Oczywiście  należałoby  stosować  przy  tych 
badaniach  wszelkie  rygory  i  kryteria  naukowej  analizy,  by  wyciągnąć  bezsporne  naukowe 
dowody oparte na obecnym stanie wiedzy. 
Nowym  dowodem  formalnego  uznania  obszarów  nieznanych  stało  się  powołanie  niedawno 
Międzynarodowego  Stowarzyszenia  Psychotroniki,  którego  przewodniczący  sformułował 
zadania nowej nauki następująco: 
„Psychotronika  jest  samodzielną,  interdyscyplinarną  gałęzią,  która  zajmuje  się  siłami 
działającymi na odległość — interakcjami zarówno pomiędzy ludźmi, jak też między ludźmi 
a  otaczającym  światem  (organicznym  i  nieorganicznym).  Interakcje  te  wiążą  się  z 
energetycznymi  formami  wyżej  zorganizowanej  żywej  materii  i  są  właśnie  przedmiotem 
badań.  W  odróżnieniu  od  parapsychologii,  psychotronika  bada  zjawiska,  jakie  występują  w 
utajonej postaci w każdej żywej jednostce. Chodzi o badanie funkcji psychicznej i fizycznej w 
ich  naturalnym  wzajemnym  powiązaniu.  Psychotronika  bada  również  energetyczną  istotę 
tradycyjnych zjawisk znanych pod pojęciami telepatii, telekinezy, telegnozji (jasnowidzenia) 
itp. 
(...)  Nazwę  psychotronika  możemy  zaproponować  dla  zjawisk,  podczas  których  energia 
wyzwolona  w  procesie  myślenia  i  energia  wyzwolona  impulsem  ludzkiej  woli  (...)  jedynie 
przez  skoncentrowanie  tej  woli  może  spowodować  odchylenia  kropli  spadającej  w  próżni  w 
lewo bądź w prawo (...)” 
Pierwsze  zadanie  psychotroniki  polegałoby  na  udowodnieniu  wartości  praktycznej  badań, 
zgodnie  z  oficjalną  deklaracją  stowarzyszenia:  „Doświadczenia  Galwaniego,  które 
demonstrowały  skurcz  mięśnia  u  żaby,  nikogo  nie  interesowały,  natomiast  budowa 

background image

 

pierwszego elektrycznego silnika przekształciła świat”. 
Praktyczne  znaczenie  psychotroniki  stało  się  widoczne,  gdy  wykorzystano  zalecenia 
różdżkarzy  przy  badaniach  geologicznych.  W  Związku  Radzieckim  uznano  w  specjalnych 
wypadkach  za  uzasadnione  uzupełnienie  normalnych  badań  geologicznych  zaleceniami 
podanymi  przez  różdżkarzy.  Widać,  jak  w  miarę  postępu  myśli  ludzkiej  i  rozwoju  nauki 
zjawiska  —  uznawane  niegdyś  za  sprzeczne  z  nimi  właśnie  w  imię  postępu  i  rozwoju  — 
zyskują pełne „prawo obywatelstwa” w świecie nauki i stają się przedmiotem dociekań. 
Do  ulubionych  sensacyjnych  tematów  należą  takie  dziennikarskie  zagadki,  jak  trójkąt 
bermudzki  (obszar  Morza  Karaibskiego,  gdzie  znikają  od  lat  statki  i  samoloty),  potwór 
szkockiego jeziora Loch Ness, oczywiście „talerze latające”, czyli UFO, oraz inne. 
Wydaje  się,  że  niektóre  z  tych  zjawisk,  a  możliwe,  że  wszystkie,  mogą  okazać  się  w 
przyszłych  dziesięcioleciach  nieprawdziwe.  Dopóki  jednak  pozostają  pewne  nadzieje  na 
uchylenie  jakiejś  nowej  zasłony,  nie  powinniśmy  bezapelacyjnie  wszystkiego  odrzucać,  a 
raczej dołożyć starań, aby nieznane zbadać. 
Jeden  z  inicjatorów  nowego  spojrzenia  na  historię  nauki  George  Sarton  z  Uniwersytetu  w 
Gandawie  określił  poszukiwanie  prawdy  następująco:  „Pasją  moją  pozostaje  zawsze  żądza 
poszukiwań  prawdy,  czyli  odkrycia  prawdziwego  obrazu  świata.  Obojętne,  czy  pojawi  się 
obraz  przyjemny,  czy  nie,  nieważne,  czy  użyteczny  lub  nie.  To,  co  wygląda  na  prawdę, 
wystarczy i nie należy jej podporządkowywać innym celom pod groźbą utraty całej wartości”. 
Opisując  odkrycia  naukowe  dotyczące  człowieka  i  otaczającego  go  świata,  Sarton  wymienił 
sto  nazwisk  twórców  nauki  o  przyrodzie,  ale  jego  wybór  nazwisk  jest  dość  dowolny.  Listę 
rozpoczyna  od  starożytności:  Hipokrates,  Arystoteles,  Archimedes,  Pliniusz  i  Ptolemeusz. 
Wśród  nazwisk  kończących  listę  znajdujemy  Marię  Skłodowską-Curie,  Alberta  Einsteina, 
Jamesa Jeansa oraz Roberta Oppenheimera. 
Wszyscy  twórcy  nauki  popełniali  błędy,  tworzyli  teorie,  które  następcy  dyskredytowali  i 
odrzucali  albo,  przeciwnie,  przyjmowali  i  uściślali.  Ostatnio  u  niektórych  historyków  nauki 
przyjął  się  pogląd,  iż  nie  należy  zbyt  ostro  „potępiać  zabobonów  i  przesądów  przeszłości, 
ponieważ  stworzyły  one  rusztowania,  które  umożliwiły  mozolną  budowę  nowoczesnego 
gmachu  wiedzy.  Brzydkim,  nędznym  rusztowaniom  przeszłości  zawdzięczamy  wspaniałe 
pałace nauki współczesnej” (Sarton). 
Wydaje  się  również,  iż  łatwiej  obecnie  zahamować  rozprzestrzenianie  się  nieracjonalnych 
poglądów i wierzeń przez podjęcie tych tematów i dyskusję niż przez przemilczanie ich. Do 
niedawna  zdarzała  się  w  nauce  dość  często  zmowa  przemilczeń.  Autorzy  sensacyjnych 
doniesień  np.  o  UFO,  którzy  uzyskali  krótką,  wątpliwej  wartości  sławę  „rewelacji”,  nawet 
jeśli  czasem  zasługiwali  na  dyskusję,  napotykali  w  świecie  nauki  jedynie  lekceważenie.  W 
przeważającej  większości  rzeczywiście  nie  zasługiwali  oni  na  poważną  wymianę  myśli,  a 
działalność ich nie zawsze miała na celu poszukiwanie prawdy. Autorzy ci nie poświęcili ani 
czasu, ani wysiłku dla obiektywnego zbadania i przedstawienia opisywanych zjawisk. 
Do  najważniejszych  chyba  i  najgłośniejszych  ostatnio  autorów  piszących  o  „obszarach 
niezbadanych”  należy  Erich  Daniken.  Dwadzieścia  lat  temu  stał  się  sławny  o  wiele  bardziej 
powierzchowny  George  Adamski,  twórca  kultu  „talerzy”.  W  krajach  Zachodu  pisze  i 
publikuje kilkudziesięciu co najmniej autorów na sensacyjne tematy tego typu. 
Pojawiła  się  lawina  książek,  artykułów,  a  ostatnio  nawet  filmy  o  zjawisku  „talerzy 
latających”. 
Książki  o  „latających  talerzach”  są  pozycjami  na  różnym  poziomie  i  o  różnej  wartości.  Po 
zapoznaniu  się  ze  znaczną  częścią  wydawnictw  z  ostatnich  trzydziestu  lat  z  krajów 
zachodnich  stwierdzam,  że  przeszło  dziewięć  dziesiątych  pozycji  nie  przedstawia  wartości 
nawet  z  punktu  widzenia  bezstronnej  relacji,  pomijając  zupełny  brak  racjonalnej  próby 
wyjaśnienia zjawiska. Wydaje się, iż publikacje te powstały na zasadzie, „co przyjdzie komu 
do  głowy”,  bez  najmniejszej  odpowiedzialności  za  słowa  i  podawane  fakty.  Oczywiście 

background image

 

główną  przyczyną  zalewu  tego  typu  pisaniny  stał  się  wielki  popyt  na  sam  temat.  Autorzy 
fantazjują, absolutnie nie krępując się wiarygodnością danych, w najlepszym wypadku tworzą 
coś w rodzaju „science fiction”. 
Zalew bezwartościowej literatury ufologicznej przyczynił się do zdyskredytowania tematu w 
ś

rodowiskach  naukowych.  Nieliczne  pozycje  opisujące  „talerze”  w  sposób  poważny  i 

odpowiedzialny utonęły  w morzu krzykliwych i  sensacyjnych wydawnictw. Tak przedstawia 
się obraz publikacji na temat „talerzy” w krajach zachodnich. 
W krajach naszego bloku natomiast panowało dla kontrastu całkowite milczenie, przerwane w 
końcu  lat  pięćdziesiątych  pewną  ilością  artykułów  oraz  jedną  książką,  a  obecnie  znowu 
pewnymi  wzmiankami  w  wielu  czasopismach  w  Polsce  i  Jugosławii.  Można  mieć 
wątpliwości, czy to najlepsze rozwiązanie i czy w pewnych kręgach nie utrwalił się pogląd, iż 
prawdę o „talerzach” ukrywa się i nie dopuszcza do wiadomości ogółu jako sprawę „tajną” i 
przeznaczoną jedynie dla wtajemniczonych. 
Istnieją  u  nas  relacje  o  widzeniach  obiektów  latających,  ale  prawie  wszystkie  zostały 
wyjaśnione  „w  sposób  naturalny”.  Pozostałe  rzadkie  wypadki  nie  wyjaśniono  na  skutek 
niedostatecznie dokładnych danych. Olbrzymia większość naukowców traktuje „talerze” jako 
zjawisko  czysto  psychologiczne,  które  powstaje  w  wyobraźni  jednostek  lub  grup  pod 
wpływem sugestii czy histerii. 
Ludzie  nauki,  którzy  widzą  problem  „talerzy”  jako  złudzenie  i  fikcję,  przeważnie  nie 
akceptują  nawet  badań  i  rozważań  na  ten  temat.  Stoją  na  stanowisku  bezkompromisowego 
odrzucenia bez dyskusji całości zagadnienia. Ta ortodoksyjna postawa z pewnością utrudniała 
i utrudnia wyjaśnienie zagadki „talerzy”. 
Podobne stanowisko zajął również autor niniejszej pracy, publikując w 1961 roku książkę pt. 
„Talerze  latające”.  W  1978  roku  otrzymałem  z  Nowosybirska  w  ZSRR  oficjalne 
zapotrzebowanie  na  tę  książkę  z  motywacją,  że  „potrzebujemy  jej  do  naukowej  pracy 
badawczej”. 
Na  czym  więc  polega  zagadnienie  „talerzy”!  W  końcu  lat  czterdziestych  poczęły  ukazywać 
się w prasie całego świata wzmianki i relacje o dziwnych obiektach widzianych w powietrzu 
lub spoczywających na ziemi. 
W  przybliżeniu  można  oszacować,  iż  dotychczas  zarejestrowano  przeszło  100000  relacji. 
Przygniatająca  większość  uznana  została  przez  utworzone  w  wielu  krajach  zespoły  badań 
ufologicznych  za  „Wyjaśnione  Obiekty  Latające”  (WOL),  czyli  IFO  („Identified  Flying 
Object”),  a  więc  zjawiska  zidentyfikowane  i  wytłumaczone.  Stwierdzono,  że  najczęstszym 
ź

ródłem zjawisk wyjaśnionych są relacje świadomie zmyślone przez świadków. 

Z czasem pojawiły się dwa odłamy czy dwa kierunki prób wyjaśnienia, a raczej racjonalnego 
spojrzenia  na  to  tajemnicze  zjawisko.  Można  uznać  UFO  za  istniejące  w  rzeczywistości 
materialne  przedmioty  zbudowane  w  jakimś  celu,  którego  ani  nie  rozumiemy,  ani  nawet  nie 
jesteśmy  w  stanie  domyślić  się  (np.  statki  z  innych  planet?).  Drugi  kierunek  przyjmuje 
założenie,  iż  nie  traktujemy  UFO  jako  konkretnych  obiektów  materialnych,  a  jedynie  jako 
zjawiska  wywołane  albo  w  atmosferze,  to  jest  poza  człowiekiem,  albo  w  człowieku  w 
organizmie  czy  psychice  świadków,  którzy  je  relacjonują.  W  obu  wypadkach  widzenia 
powstają na skutek praw natury, do chwili obecnej nie znanych zupełnie. 
Jak dotychczas, opinie komentatorów są podzielone, oczywiście bardziej fascynująca wydaje 
się pierwsza teza traktująca UFO jako obiekty materialne. 
Spotkania pierwszego i  drugiego stopnia oznaczają obserwacje UFO z odległości. Spotkania 
trzeciego stopnia są najbardziej niezwykłymi relacjami o UFO, które zdarzają się najrzadziej, 
mimo  to  ilość  sprawdzonych  i  bezapelacyjnie  stwierdzonych  wypadków  wystarczy,  aby  ich 
nie odrzucać. 
Spotkania  trzeciego  stopnia  to  relacje  o  postaciach  podobnych  do  ludzi,  lądujących  na 
pojazdach  „talerzowych”.  Niektórzy  świadkowie  podają,  iż  „humanoidzi”  pobierają  próbki 

background image

 

gruntu  i  roślinności,  a  następnie  po  kilku  minutach  wracają  do  pojazdu  i  odlatują  w  górę. 
Jeszcze  bardziej  sensacyjnie  brzmią  sprawozdania  o  uprowadzeniu  ludzi  na  pokład 
tajemniczych  pojazdów.  Jak  zawsze  we  wszystkich  relacjach  o  „talerzach”,  nie  mamy 
oczywiście  bezspornych  dowodów,  a  jedynie  opowiadania  świadków,  którzy  relacjonują 
często  w  stanie  podniecenia  nerwowego  graniczącego  z  histerią,  zresztą  oczywistą,  gdyby 
takie przeżycie rzeczywiście miało miejsce. 
Spotkania  z  postaciami  lądującymi  na  pojazdach  „talerzowych”  opisano  w  kilkudziesięciu 
wypadkach  w  sposób  mniej  lub  więcej  przekonywający.  Liczba  spotkań  stale  się  zresztą 
zwiększa.  Niektóre  z  nich  pozwoliły  na  wykonanie  rysunków  „humanoidów”.  Przedstawiają 
one człekopodobne postacie w kombinezonach i skafandrach, a pewne nieznaczne różnice w 
budowie i wyglądzie w  porównaniu z kształtami ludzkimi powtarzają się dość dokładnie we 
wszystkich  rysunkach  i  opisach  pochodzących  z  różnych  krajów  i  kontynentów.  Opisy  i 
rysunki  w  wielu  wypadkach  wykonali  ludzie,  którzy  nigdy  przedtem  nawet  nie  słyszeli  o 
zjawisku „talerzy”. 
„Talerzami”  zajęły  się  w  latach  pięćdziesiątych  wojskowe  władze  lotnicze  oraz  specjalna 
amerykańska  komisja  rządowa,  wszystkie  z  wynikiem  negatywnym.  W  następnych  latach 
powstały  dziesiątki,  a  może  nawet  setki  prywatnych  ośrodków  badań  oraz  organizacji,  grup 
amatorów  i  entuzjastów.  Istnieją  poza  tym  grupy  entuzjastów,  wyznawców  inteligencji 
pozaziemskiej.  Niektóre  ośrodki  zgrupowały  znanych  techników  i  naukowców.  W  wielu 
krajach ukazują się regularnie czasopisma poświęcone wyłącznie „talerzom”. 
Wśród  organizacji  badań  UFO  wyróżnia  się  ośrodek  amerykański  kierowany  przez  Allana 
Hynka  —  największy  obecnie  autorytet  do  spraw  „talerzy”.  Autor  reprezentuje  stanowisko 
bliskie poglądom Hynka. zachowuje jednak więcej sceptycyzmu zgodnie z tezą postawioną w 
swej książce sprzed przeszło dwudziestu lat. 
Wydaje  się,  że  Hynek  widzi  „talerze”  jako  największą  tajemnicę  współczesnego  świata,  ja 
natomiast  zgadzam  się  jedynie  z  tezą  potrzeby  intensywnego  i  wszechstronnego  badania 
zjawiska.  Hynek  położył  na  tym  polu  największe  zasługi,  a  jego  ośrodek  w  Evanston  uznać 
należy  za  międzynarodową  centralę  badań  ufologicznych,  gdzie  gromadzi  się  i  opracowuje 
relacje nadchodzące ze wszystkich krajów świata. 
Uporczywie  powraca  pytanie,  jak  to  możliwe,  aby  zjawisko  tak  wielokrotnie  i  przez  kilka 
dziesiątków  lat  opisywane,  dyskutowane  i  badane  pozostawało  bez  odpowiedzi,  zawieszone 
w  próżni.  Przecież  stwierdzić  można  bezspornie,  iż  w  ogóle  nie  istnieje.  Z  drugiej  strony 
oczywiste  wydaje  się  stanowisko  ludzi,  którzy  twierdzą,  iż  nie  można  ich  uznać  jedynie  za 
przywidzenia jednego typu, które powtarzają się u różnych świadków na wielu kontynentach. 
Cóż  to  oznacza?  Czy  mamy  do  czynienia  tutaj  z  dwoma  odrębnymi  rzeczywistościami? 
Zjawisko istnieje czy nie istnieje? Autor proponuje pewien model myślowy, który może mieć 
znaczenie dla wielu zjawisk obserwowanych, a nie wyjaśnionych. 
Chcąc  pozostać  na  gruncie  rozważań  racjonalnych,  w  oparciu  o  obecny  stan  nauki,  a  ściślej 
mówiąc  obecny  stan  wiedzy  o  świecie,  stwierdzić  można  pewną  jakby  dwoistość  spojrzenia 
spotykaną  przy  ocenie  wielu  zjawisk,  nie  tylko  w  odniesieniu  do  sprawy  „talerzy”.  W 
odczuciu  wielu  ludzi  pewne  zjawiska  czy  wydarzenia  niewątpliwie  istnieją,  pomimo  iż  nie 
udało się ich udokumentować i  nie zostały uznane przez naukę. 
Autor  wykształcony  raczej  na  naukach  ścisłych  i  stroniący  od  wszelkich  koncepcji 
metafizycznych  i  metapsychicznych  nie  chce  i  nie  umiałby  zająć  się  problemem 
parapsychologii.  Nie  chodzi  o  wytłumaczenie  tej  czy  innej  zagadki,  raczej  należałoby 
udowodnić,  iż  istnieją  poza  „talerzami”  czy  psychotroniką  zjawiska,  które  są  obecnie 
powszechnie  spostrzegane  przez  większość  ludzi,  ale  nie  zostały  uznane  ani  udowodnione 
przez naukę. 
Spróbujmy  wymienić  dla  przykładu  fakty,  które  można  nazwać  „uprzedzeniem  o  mającym 
nastąpić  wydarzeniu”.  Na  podstawie  wieloletnich  obserwacji  prowadzonych  wśród  różnych 

background image

 

ś

rodowisk  (na  pewno  niedostatecznych,  aby  mówić  o  wieloletnich  badaniach)  autor 

stwierdził,  iż  wiele,  a  niewykluczone,  że  większość  ludzi  doświadcza  dość  powszechnie  w 
ż

yciu codziennym następujących sytuacji: 

Na  ulicy  zbliża  się  osoba,  która  zdaje  się  być  nam  znana,  ktoś  bliski  z  kręgu  rodziny  lub 
przyjaciół, nie raczej ktoś, kogo mało znamy, widujemy rzadko, widzieliśmy raz czy dwa razy 
w  życiu.  Po  zbliżeniu  okazuje  się,  że  zaszła  omyłka,  po  prostu  wydało  się  nam,  że  to  ktoś 
znajomy. 
Cóż  dalej,  otóż  po  upływie  kilku  minut,  najwyżej  dziesięciu,  wpadamy  wprost  w  objęcia 
właśnie owej znajomej osoby. Autor na podstawie ankiety stwierdził, że wydarzenia tego typu 
powtarzają się często, a dotyczą osób tak rzadko widywanych, iż wszelką szansę uprzedniego 
przypadkowego spotkania osoby podobnej należy wykluczyć. 
Obliczenia  dowodzą,  iż  szansa  uprzedniego  spotkania  osoby  podobnej,  a  po  niewielu 
minutach właściwej zbliża się do nieskończoności, biorąc pod uwagę, iż złudne spotkanie bez 
kolejnego rzeczywistego prawie się nie zdarza. 
Nie zawsze występują złudzenia spotkania, czasami znana osoba pojawia się w myśli, właśnie 
na krótko przed spotkaniem. Podobnie zdarza się często, iż ludzie przed odebraniem telefonu, 
na chwilę przed dzwonkiem. przewidują, kto dzwoni. 
Otóż pomimo że opisane zjawiska powtarzają się u wielu, może nawet u większości ludzi, nie 
istnieją  oficjalnie,  naukowo  i  nie  można  przeprowadzić  bezspornego  dowodu  ich  istnienia. 
Można  przypuszczać,  że  każdy  człowiek,  albo  jedynie  niektórzy,  wytwarza  dookoła  jakieś 
promieniowanie (aureolę), które w niektórych wypadkach może odebrać druga osoba, obecnie 
lub  niegdyś  znana.  W  pewnej  odległości  promieniowanie  to  przywodzi  na  myśl  daną  osobę 
względnie stwarza złudzenie, że ją spotkaliśmy.  Byłoby to jedyne racjonalne wytłumaczenie 
zjawiska. 
Innym  rozwiązaniem  propagowanym  przez  niektórych  byłoby  uznanie  prekognicji,  czyli 
przewidywania czy przeczucia przyszłych wydarzeń. Tego rodzaju podejście wydaje się przy 
obecnym  stanie  naszej  wiedzy  zbyt  chyba  jeszcze  odległe  i  trudne,  aby  można  je  w  sensie 
naukowym rozważać. 
Otóż  właśnie  sytuacje  „przeczucia”  czyjegoś  spotkania,  telefonu  czy  listu  przypominają  o 
istnieniu  zjawiska,  które  wiele  ludzi  doznaje  codziennie  w  życiu,  a  którego  formalnie  nie 
uznano. 
Zjawiska  telepatyczne  można  by  traktować  podobnie,  ale  liczba  świadków,  którzy  je 
obserwują, obejmie wielokrotnie mniej osób, świadkowie tacy jednak istnieją; równocześnie 
fakt  istnienia  zjawiska  nie  został  bezspornie  zarejestrowany,  to  znaczy,  nie  został  naukowo 
stwierdzony. 
Analogia powyższa uzmysławia nam, iż wszyscy napotykamy wiele objawów życia, które nie 
zostały  jeszcze  wyjaśnione  ani  nawet  opisane.  Zjawiska  te  przeważnie  dotyczą  spraw 
codziennych,  nie  tak  spektakularnych,  bulwersujących  i  niezwykłych,  jak  spotkania  z 
„talerzami”. To, że zjawiska takie powszechnie dostrzegamy, nie znaczy, że stają się one tym 
samym ogólnie uznaną prawdą. 
Oczywiście  zjawiska  takie  jak  UFO,  obserwowane  dużo  rzadziej  i  przez  stosunkowo 
niewielką  liczbę  świadków,  tym  bardziej  nie  uzyskują  wiarygodności.  Sytuacja  ta  powinna 
nam uprzytomnić, iż w chwili obecnej nie można zjawiska „talerzy” (podobnie jak niektórych 
innych),  choć  to  pozornie  wygląda  na  paradoks,  ani  kategorycznie  odrzucić,  ani 
zaakceptować. Pozostają sprawą otwartą do badań, przemyśleń, prób wyjaśnień, opisów oraz 
hipotez niezgodnych z obecnym stanem wiedzy. 
Obszary  nieznane  intrygują,  zmuszają  do  myślenia  inaczej,  w  nowy  sposób,  poszukiwania 
nowych  dróg,  nowego  spojrzenia  na  rzeczy  zdawałoby  się  dokładnie  już  znane  i  opisane, 
wtłoczone  w  ramy  praw  i  sformułowań  dzisiejszego  stanu  nauki.  Świadomość,  że  istnieją 
obszary nieznane, pobudza wyobraźnię, uwalnia od skostnień nauki akademickiej i podziałać 

background image

 

może na intuicję ludzi, którzy odkryją zamknięte dotychczas tereny. 
Dochodzimy do wniosku, że żmudne badania laboratoryjne w dużych zespołach nie są jedyną 
drogą rozwoju nauki, odkrywania nowych obszarów. Specjalista traktujący swą pracę solidnie 
i  uczciwie  nie  zawsze  zauważy  spadające  jabłko  z  drzewa  i  nie  zawsze  potrafi  wyciągnąć 
odpowiednie  wnioski  dotyczące  rozwoju  wiedzy  o  świecie.  Czasami  ktoś  spoza  kręgu 
specjalistów łatwiej dostrzeże istotę niepoznanego. 
Chcę  jeszcze  coś  dodać  o  nieznanych  obszarach  nauki  —  obecnie  potraktujemy  je  w  trochę 
szerszym ujęciu, może bardziej jako nieznane obszary w życiu człowieka, które obserwować 
możemy dookoła siebie. 
Pewnych  wydarzeń  i  zjawisk  nigdy  nie  umiano  tłumaczyć  w  sposób  racjonalny.  Co  należy 
rozumieć  pod  terminem  racjonalistyczne  czy  racjonalne  rozumowanie,  zostało  w  sposób 
dostatecznie  ścisły  i  jasny  sprecyzowane  i  wyjaśnione  w  wielu  publikacjach.  Nie  będziemy 
przytaczać  długich  wywodów,  wystarczy  nam  powszechnie  przyjęte  i  rozumiane  określenie 
spraw podległych racjonalnemu rozumowaniu jako zgodnych z obecnym stanem wiedzy. 
Jak wiemy, wydarzenia i zjawiska nieracjonalne notowała pamięć ludzka od najdawniejszych 
czasów. Im dawniej, tym było ich więcej. Wiele z nich jednak z upływem czasu wyjaśniono i 
przeszły do kategorii wiedzy o świecie, stały się materiałem opracowanym przez naukę. 
Pozostawały jednak zawsze wydarzenia, których nie umiano wyjaśnić, co więcej, których nie 
próbowano właściwie nigdy wyjaśnić w sposób racjonalny. Do tej kategorii należą wszystkie 
wydarzenia  określane  mianem  „nadprzyrodzonych”,  w  dawnych  czasach  czarodziejstwa  i 
czarnoksięstwa,  wydarzenia  uznane  przez  Kościół  za  cudy,  na  przykład  cudy  w  miejscach 
uświęconych tradycją, nawiedzenia i opętania przez dobre i złe siły. 
W czasach nowoczesnych pojawiły się seanse spirytystyczne oraz stoliki wirujące, do których 
zapraszano  ludzi  znanych  jako  media  i  dzięki  którym  porozumiewano  się  ze  zmarłymi.  W 
okresie  przedwojennym  seanse  spirytystyczne  były  dość  powszechne  w  Polsce;  przytoczyć 
można nazwiska znanych i dotąd pamiętanych mediów okresu przedwojennego, na przykład: 
Guzik i Ossowiecki. 
Od  dawna  cieszyli  się  uznaniem  cudowni  uzdrowiciele  chorych.  W  czasach  współczesnych 
modne  są  zjawiska  telepatii,  telekinezy,  to  jest  poruszania  czy  zginania  przedmiotów  na 
odległość, prekognicji, czyli przewidywania przyszłych wydarzeń, oraz wszelkie inne objawy 
paranormalne, którymi zajęła się parapsychologia. Ostatnio do rejestru tego doszło najnowsze 
zjawisko:  „talerze  latające”,  a  raczej  wszelkie  niezidentyfikowane  obiekty  latające,  które  od 
kilkudziesięciu  lat  widywane  są  na  wszystkich  kontynentach.  Według  niektórych  stanowią 
one największą zagadkę współczesności. 
Ciekawym, całkowicie nowym podejściem byłaby nigdy dotąd nie podjęta próba zgrupowania 
wszelkich  tego  typu  zjawisk  w  jednym  szeregu,  a  następnie  odnalezienie  jakichś  wspólnych 
cech, jakiegoś wspólnego mianownika dla wszystkich zjawisk irracjonalnych. 
Trzeba  tutaj  dodać,  że  połączenie  w  jednym  zestawieniu  wszystkich  nie  dających  się 
wytłumaczyć  racjonalnie  i  naukowo  wydarzeń  z  tak  różnych  dziedzin  życia,  jak  życie 
codzienne i wydarzenia cudowne, uważane przez ludzi wierzących i przez Kościół za przejaw 
działania Stwórcy, można uznać za szokujące i nie na miejscu. 
Z  drugiej  jednak  strony  przedstawienie  wszelkich  faktów  i  wydarzeń,  których  nie  umiemy 
sobie  racjonalnie  wytłumaczyć,  i  próba  ich  analizy  mogłaby  być  chyba  korzystna  dla 
wszystkich, niezależnie od światopoglądu. Lista obejmuje pięć pozycji: 
1)  Cudowne uzdrowienia i inne cudowne wydarzenia związane z pewnymi miejscowościami 
dawnej tradycji, w których znajdują się świątynie i cudowne obrazy. W tej kategorii również 
Cudowne wydarzenia według przekazów Biblii. 
2)    Paranormalne  oddziaływanie  psychofizyczne,  jak  uzdrowienie  przez  nakładanie  rąk, 
niezwykle  rozpowszechnione  od  lat  siedemdziesiątych  w  Polsce  i  na  świecie,  również 
przekazywanie myśli oraz przewidywanie wydarzeń. 

background image

 

3)  Paranormalne oddziaływanie fizyczne, przede wszystkim lewitacja, objawy psychokinezy 
itp. 
4)    Objawy  określane  popularnie  jako  „opętanie”  oraz  objawy  zjaw  i  strachów  w  starych 
(nawiedzanych) domach, zamkach itp. 
5)  Porozumiewanie się ze zmarłymi przy pomocy osób określanych jako media. 
 
Czy  możemy  do  tej  listy  dołączyć  zjawiska  określane  ogólnym  mianem  „talerzy  latających” 
względnie obiektów niezidentyfikowanych UFO? Obejmują one również kontakty z istotami 
spoza  Ziemi,  przybyłymi  na  statkach  „talerzowych”  oraz  wszelkie  objawy  oddziaływania 
„talerzy”,  jak  poparzenia,  zatrzymanie  silników,  gaszenie  światła,  zakłócenia  radiowe  i 
radarowe. 
 

background image

 

10 

 

ZJAWISKA NA NIEBIE  

[Literatura dotycząca „talerzy” Adamski* relacje widzeń UFO]

 

 
Wspomniałem,  iż  wiele  lat  temu  ukazała  się  moja  książka  pt.  „Talerze  latające”,  jedyna 
owego  czasu  publikacja  książkowa  na  ten  temat  w  krajach  bloku  wschodniego.  W  pracy 
pisanej  przed  przeszło  dwudziestu  laty  stanąłem  całkowicie  na  pozycjach  oficjalnej  nauki  i 
starałem  się  udowodnić,  iż  wszelkie  obserwacje  zjawisk    „talerzy”  wynikają  z  przyczyn 
naturalnych. 
Opierając  się  przede  wszystkim  na  źródłach  amerykańskich  opisałem  zjawiska 
meteorologiczne,  astronomiczne,  złudzenia  świetlne,  przyczyny  psychologiczne,  histerię  i 
ś

wiadomie fałszywe relacje. 

Przystępując do powtórnego opracowania tematu zamierzałem, a właściwie miałem nadzieję 
przeprowadzić  jakąś  decydującą  analizę  zjawiska  i  zbliżyć  się  do  prawdy,  do  istoty 
wyjaśnienia zagadnienia. 
W  ciągu  kilkunastu  lat  zdałem  sobie  sprawę  z  absolutnej  nierealności  tych  zamiarów. 
Pogłębiając  zagadnienie,  badając  sprawozdania  świadków  i  analizy  komentatorów 
(pochodzące  z  różnych  krajów  świata)  stwierdziłem,  iż  niemożliwe  byłoby  obecnie 
doprowadzenie  do  jakiegoś  zasadniczego,  odkrywczego  spojrzenia.  Pozostaje  jedynie 
możliwość  przedstawienia  polskiemu  czytelnikowi  opisu  całości  tematu,  tak  jak  obecnie  się 
przedstawia, bez zamiaru i próby wysunięcia własnego rozwiązania czy wyjaśnienia. 
Instytut  z  Nowosybirska  w  Związku  Radzieckim,  który  zwrócił  się  o  nadesłanie  materiałów 
do  badań  naukowych,  nie  podał  pełnej  swej  nazwy.  Olbrzymia  większość  ludzi  nauki  widzi 
„talerze”  jako  zjawisko  czysto  psychologiczne,  które  powstaje  w  wyobraźni  jednostek  lub 
grup pod wpływem sugestii czy histerii. 
Obecna  fala  zainteresowania  w  naszym  kraju  ufologią  w  pewnym  stopniu  usprawiedliwiona 
jest  jako  reakcja  na  prawie  kompletne  przemilczanie  tematu  w  naszym  bloku,  przy 
kilkadziesiąt lat już trwającym zalewie książek, sensacyjnych wiadomości na Zachodzie. 
Dzisiejsza  fala  wiary  w  ufologię  objęła  nawet  ludzi,  od  których  można wymagać  większego 
krytycyzmu. 
Dla  podważenia  mojej  opinii  podanej  powyżej  o  nieistnieniu  zagadnienia  „talerzy”  w  nauce 
ludzie z tytułem naukowym przytaczają wiadomość, że ktoś gdzieś w Stanach zrobił doktorat 
na temat zjawisk „talerzy”, co oczywiście oznacza studia nad relacjami świadków. Nie jest to 
zresztą  jakaś  moja  odosobniona  opinia.  To  samo  zdanie  wypowiada  obszerna,  wydana  w 
Stanach  w  1981  roku  Encyklopedia  UFO,  najbardziej  szczegółowe  i  obszerne  dzieło  w 
ś

wiecie na ten temat. 

Z drugiej strony ludzie nauki, którzy traktują problem „talerzy” jako złudzenie, nie akceptują 
potrzeby badań i rozważań. Zajmują stanowiska bezkompromisowe — odrzucają problem bez 
dyskusji.  Postawa  taka  utrudniała  w  przeszłości  i  nadal  utrudnia  wyjaśnienie  zagadki 
„talerzy”.  Ewolucja  poglądów  doprowadziła  mnie  natomiast  do  konkluzji  —  nie  istnieje 
jeszcze  nauka,  ale  zjawiska  należy  badać  bardzo  intensywnie.  Obie  ekstremy  są  równie 
szkodliwe, jak zresztą przeważnie wszelkie ekstremy. 
Od kilkunastu lat ukazują się dziesiątki pism ufologicznych i nie jest wykluczone, że właśnie 
obfitość  literatury  sensacyjnej  odbiła  się  niekorzystnie  na  pozycji  zagadnienia  „talerzy”  w 
ś

wiecie  nauki.  Pośród  przygniatającej  masy  opisów  „małych  człowieczków  z  Marsa”,  ich 

rozmów, nauk i otrzymanych zaleceń dla ludzkości trudno było doszukać się ziarna prawdy. 
Autor chciałby choćby zbliżyć się do tego ziarna. 

background image

 

11 

Obserwacje „talerzy” zgłaszali świadkowie przypadkowi, czasem zupełnie wiarygodni, często 
zupełnie  prości  i  niewykształceni,  przerażeni  i  zdziwieni.  Od  początku  stało  się  jasne,  iż 
ś

wiadkowie  opisywali  zjawiska  zawsze  niezwykle  do  siebie  podobne.  Najwięcej  obserwacji 

zanotowano  w  prasie  Stanów  Zjednoczonych.  Kiedy  zaczęły  nadchodzić  relacje  z  innych 
krajów i kontynentów, okazało się, że również mówiły o zawieszonych lub poruszających się 
w  powietrzu  świecących  obiektach  w  kształcie  odwróconego  talerza.  Stąd  powstała 
popularna, dziennikarska nazwa „talerzy latających”. 
Stwierdzono  następujące  najczęstsze  przyczyny  zjawisk  wyjaśnionych:  świadomie  zmyślone 
przez świadków, spowodowane przez gwiazdy i planety w warunkach słabej widoczności lub 
zaburzeń  atmosferycznych.  Kolejną  przyczyną  okazały  się  oświetlone  samoloty  oraz  sondy 
balonowe, dalej meteoryty, sztuczne satelity oraz helikoptery. Wszystkie  wyjaśnione obiekty 
nazywane WOL, czyli IFO, objęły do 95% nadesłanych obserwacji. 
Prawdziwych  UFO  pozostało  około  5%,  a  więc  mniej  więcej  pięć  tysięcy  na  przestrzeni  lat 
prawie  czterdziestu.  Pięć  tysięcy  widzeń  bezspornie  nie  do  wyjaśnienia!  Powinno  chyba 
wystarczyć,  jak  na  zjawisko,  o  którym  nie  wiadomo,  „czy  w  ogóle  istnieje”  względnie 
którego przyczyny zupełnie nie rozumiemy. 
Jak dotychczas, opinie komentatorów są podzielone, najbardziej fascynująca wydaje się teza 
uznająca  UFO  za  obiekt  materialny.  Autor  po  napisaniu  swojej  książki  „Talerze  latające” 
przychylał się raczej do tezy uznającej UFO za złudzenie, a szczególnie po zapoznaniu się z 
rewelacyjną pracą szwajcarskiego psychologa i psychiatry C.G. Junga pt.: „Nowoczesny mit”, 
który bliżej zrelacjonujemy w następnych rozdziałach. 
Jednakże  aby  dojść  do  tego  przekonania,  należy  poznać  i  zbadać  wszelkie  fakty  i  teorie,  na 
których  opierają  się  entuzjaści  traktujący  „talerze”  jako  obiekty  materialne.  Dlatego  też 
przekażemy możliwie dokładne relacje o wszelkich tego typu wydarzeniach. 
Szczyt  zainteresowania  i  piorunującą  sensację  wywołują  relacje  o  postaciach  podobnych  do 
ludzi lądujących na „talerzach”. 
Spotkania  z  postaciami  z  „talerzy”  opisano  w  sposób  mniej  lub  więcej  przekonywający  w 
kilkudziesięciu wypadkach. Opisy i rysunki wykonywali często ludzie, którzy nigdy przedtem 
nie słyszeli o zjawisku „talerzy”. 
Do  dalszego  rozpowszechniania  tematyki  „talerzowej”  w  latach  czterdziestych  i 
pięćdziesiątych  przyczyniły  się  dość  istotnie  osoba  i  książki Adamskiego.  Oto  jak  autor  ten 
rozpoczyna  przedmowę  do  swej  książki  „Talerze  latające  wylądowały”,  która  w  ciągu  kilku 
lat doczekała się dwunastu wydań: 
„Jestem  George  Adamski,  filozof,  uczeń,  nauczyciel  i  badacz  talerzy  latających.  Zawsze 
wierzyłem, że planety są zamieszkane, zacząłem jednak obserwować niebo dopiero w końcu 
1946  r.,  kiedy  w  czasie  »deszczu  meteorów«  ujrzałem  po  raz  pierwszy  olbrzymi  statek 
powietrzny. 
Nadawano wówczas przez radio apel, aby obserwować niebo i liczyć przebiegające meteory; 
ja sam i  większość sąsiadów zastosowaliśmy się  do tego wezwania.  Kiedy  mijał największy 
»deszcz  meteorów«.  spostrzegłem  nagle  wysoko  na  niebie  nieruchomą  czarną  sylwetkę 
wielkiego sterowca. Nie miał kabiny ani innych zewnętrznych części, ale ponieważ w czasie 
wojny  powstało  wiele  nowych  typów  samolotów,  pomyślałem,  że  jest  to  z  pewnością  jakaś 
nowa  konstrukcja  sterowca.  Sądziłem,  że  prowadzi  obserwacje  meteorów,  i  przestałem  się 
nim  interesować.  Dziwiło  mnie  trochę,  że  nie  jest  oświetlony.  Po  chwili  statek  odwrócił  się 
dziobem  do  góry  i  odleciał  w  przestrzeń  pozostawiając  po  sobie  ognistą  smugę  widoczną 
jeszcze przez kilka minut. 
Nie  podejrzewając  żadnej  sensacji  udałem  się  do  domu  i  otworzyłem  radio.  Nadawano 
właśnie  ostatnie  wiadomości.  Dowiedziałem  się  ze  zdziwieniem,  że  w  czasie  »deszczu 
meteorów«  ukazał  się  nad  San  Diego  statek  powietrzny  w  kształcie  cygara,  który 
obserwowały setki ludzi. Opis statku zgadzał się dokładnie z tym. co widziałem, nie mogłem 

background image

 

12 

jednak  uwierzyć,  aby  był  to  statek  spoza  Ziemi,  zresztą  w  owym  czasie  uważałem  wszelkie 
podróże międzyplanetarne za wykluczone.” 
Po  zdobyciu  dowodu  w  postaci  fotografii Adamski  uwierzył,  że  latające  „talerze”  mogą  być 
statkami z innych planet: 
„Każdą  wolną  chwilę  zimą  i  latem  poświęcałem  obserwacji  nieba,  nie  traciłem  nadziei,  że 
przyjdzie moment, kiedy jakiś statek zbliży się i wyląduje. Ze wszystkich zdjęć talerzowych 
wybrałem  cztery,  które  uważałem  za  najlepsze  (...)  W  czwartek  dnia  20  listopada  1952  r.  o 
godzinie  12.30  w  południe  nawiązałem  po  raz  pierwszy  kontakt  z  istotą  z  innego  świata, 
przybyłą  na  Ziemię  na  statku,  który  nazywamy  latającym  talerzem.  Spotkanie  nastąpiło  w 
pustyni w stanie Arizona...” 
Podałem tutaj najbardziej istotną część wywodów Adamskiego; należy pamiętać, że teksty te 
czytane były przez wiele milionów ludzi, z których większość przyjęła je w dobrej wierze. Do 
chwili  obecnej  mimo  dość  oczywistych  „wartości”  takich  wypowiedzi  istnieją  wątpliwości, 
czy wszystko uznać należy za „brednie” Adamskiego. 
Najrzadszy kontakt z „talerzem” to wizyta wewnątrz pojazdu. 
Znamy  opisy  kilku  takich  wypadków,  każdemu  oczywiście  można  odmówić  pełnej 
wiarygodności.  Osoby,  które  uprowadzono,  poddane  zostały  hipnotycznemu  nakazowi 
zapomnienia  przebiegu  wizyty,  tak  że  nie  pamiętały,  co  się  działo  w  czasie  paru  godzin  od 
chwili  spotkania  i  zbliżenia  się  do  statku.  Dokładniejsze  informacje  uzyskano  dopiero  po 
poddaniu  specjalnym  badaniom  przez  lekarza  oraz  powtórnym  uśpieniu.  W  czasie  snu 
przeciwdziałano  hipnozą  przeciwko  narzuconemu  zakazowi  pamiętania.  W  wyniku  tych 
badań dwie równocześnie porwane osoby wypowiedziały się niezależnie  od siebie w sposób 
dość zgodny co do szczegółów wizyty. 
Wszystkie  podobne  wydarzenia  powodują  zrozumiały,  silny  stan  podniecenia  nerwowego  u 
ś

wiadków, który poważnie utrudnia względnie uniemożliwia rozeznanie przebiegu wydarzeń. 

Pamiętamy,  że  badacz  zagadnień  poddaje  w  rzeczywistości  badaniom  wyłącznie  ludzi  - 
ś

wiadków  zjawisk  „talerzowych”.  Badacz  nie  jest  w  stanie  zobaczyć  zjawiska  ani  jego 

ś

ladów.  Pozostaje  mu  jedynie  materiał  ludzki.  Jest  to  zasadnicza  trudność  specyfiki  badań 

„talerzowych”. 
Właściwszym  terminem  dla  oznaczenia  zjawisk,  które  opisujemy,  byłby  bezsprzecznie  skrót 
(Nieznane Obiekty Latające) -- NOL. Termin „talerze latające” związał się w umysłach wielu 
ludzi z koncepcją pojazdów przybyłych z dalekich planet, z koncepcją jakiejś pozaziemskiej 
inteligencji,  natomiast  termin  NOL  zwraca  uwagę  na  istotę  zagadnienia,  na  fakt,  że  nic  nie 
wiemy  o  zjawisku,  o  którym  mówimy.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  byłby  najwłaściwszy  w, 
opracowaniach naukowych. W naszej pracy proponujemy jednakże pozostać przy „talerzach” 
w  cudzysłowie,  urozmaicając  je  terminem  UFO,  szczególniej  w  słowach  złożonych,  takich 
jak:  ufologia,  relacja  UFO,  widzenie  UFO.  Wydaje  się,  iż  „talerze”  uzyskały  już  prawo 
obywatelstwa  w  potocznym  języku  polskim,  natomiast  NOL  pozostaje  niezręczny  i  mało 
znany. 
Należałoby również ustalić dalsze terminy, którymi będziemy się posługiwać. Spotkanie UFO 
przez  świadka,  który  fakt  ten  relacjonuje,  tworzy  „relację  UFO”.  Należy  sobie  zdać  sprawę, 
ż

e  tylko  „relacja”  podlega  badaniom  ufologii  i  stwarza  wyłączny,  jedyny  materiał,  którym 

zajmują się od kilkudziesięciu lat wszyscy badacze i komentatorzy zjawiska. 
Pamiętajmy,  że  dla  badacza  nie  istnieje  widzenie  UFO  lub  obserwacja  UFO,  dopóki  nie 
powstanie wiarygodna „relacja”. Dopóki widzenie nie zostanie opowiedziane i przekazane do 
wiadomości, zjawisko UFO nie istnieje. 
Z  pewnością  nie  wszyscy,  którzy  doświadczają  widzeń  UFO,  opowiadają  o  nich,  czyli 
stwarzają  „relacje  UFO”.  Całość  problemu  „talerzy”,  cała  ufologia  polega  jedynie  na 
ocenianiu  i  badaniu  „relacji  UFO”.  Dlatego  nie  należy  mówić  o  obserwatorach  czy 
ś

wiadkach,  którzy  obserwowali  zjawiska  UFO,  a  jedynie  o  takich,  którzy  składali  relacje.  Z 

background image

 

13 

pewnością  tych  ostatnich  jest  wielokrotnie  mniej  od  takich,  którzy  obserwowali  „talerze”. 
Ludzie  obawiają  się  śmieszności,  kłopotów  powtarzania  wielokrotnie  tej  samej  kwestii, 
niepotrzebnego rozgłosu i wątpliwej sławy. 
Najważniejszą  sprawą  dla  badań  relacji  UFO  pozostaje  wiarygodność  świadków.  Po  wielu 
latach  badań  i  doświadczeń  udało  się  opracować  pewien  system  klasyfikowania  świadków  i 
oceniania wiarygodności ich zeznań. Wydaje się, że obecnie można już bez większego trudu 
odrzucić większość świadomie fałszywych relacji. 
Stwierdzono,  iż  spotykany  czasem  typ  entuzjasty  UFO,  który  zgłasza  się  z  absolutnie 
niewiarygodnymi  relacjami,  ulega  eliminacji  bez  trudności.  Nie  jest  prawdą,  iż  większość 
relacji pochodzi od „wyznawców” pozaziemskiego pochodzenia UFO. Hynek twierdzi, iż jest 
wprost  przeciwnie.  Wyznawcy  wierzący  i  celebrujący  kult  UFO,  ustawicznie  zajmujący  się 
problematyką  „talerzową”  przeważnie  nie  zgłaszają  się  z  relacjami.  Ogromna  większość 
pochodzi od ludzi, którzy nigdy przedtem nie słyszeli o „talerzach”. Również nie jest prawdą, 
iż większość relacji pochodzi od ludzi niewykształconych. Procentowo najwięcej napływa od 
techników,  osób  z  wyższym  wykształceniem  oraz  pilotów  samolotów  pasażerskich  i 
wojskowych. 
Przy  opracowaniu  zestawień  wiarygodności  świadków  bierzemy  pod  uwagę  wiek,  stan 
zdrowia,  wykształcenie  i  zawód.  Specjalne  badania  osób  nienormalnych  względnie  chorych 
umysłowo  wykazały,  iż  nie  spotyka  się  wśród  nich  świadków  widzeń  UFO.  Według  Hynka 
lekarz  psychiatra,  który  w  tym  celu  zbadał  kilka  tysięcy  pacjentów  chorych  umysłowo,  nie 
znalazł  wśród  nich  ani  jednego,  który  by  relacjonował  widzenie  UFO  lub  interesował  się 
tematyką  ufologiczną.  Wielu  psychiatrów  potwierdziło  tę  opinię  twierdząc,  iż  pacjenci  nie 
interesują się tą tematyką. Powyższe opinie powinny odeprzeć zarzuty, iż świadkowie widzeń 
„talerzowych”  rekrutują  się  spośród  ludzi  o  zachwianej  równowadze  psychicznej, 
niezrównoważonych i niewiarygodnych. 
Dla  przykładu,  wśród  sprawdzonych  i  przeselekcjonowanych  relacji  o  widzeniu  „talerzy”  w 
dzień (tarcze dzienne, druga kategoria widzeń UFO) opracowanych dla amerykańskich władz 
lotniczych  w  latach  sześćdziesiątych  zanotowano  na  60  świadków  następujące  zawody:  12 
wojskowych,  4  pilotów,  30  techników  i  naukowców  personelu  naziemnego  lotniska,  4 
gospodynie domowe, pozostali: dzieci i młodzież. 
Nie ulega wątpliwości, iż ocenie wiarygodności świadków poświęcono wiele uwagi i wysiłku. 
Wydawałoby  się,  iż  w  żadnym  wypadku  nie  można  relacji  „talerzowych”  uznać  jedynie  za 
nieodpowiedzialne imaginacje świadków. 
Co  jednak  spowodowało,  iż  specjalna  amerykańska  komisja  wojskowa  przygotowała  raport, 
tak  zwany  Blue  Book,  odrzucający  możliwość  istnienia  obiektów  rzeczywiście  nie 
wyjaśnionych. Hynek podaje następujące wyjaśnienie opracowanego raportu: 

 

Po pierwsze każdą relację UFO można uznać za powstałą z przyczyn naturalnych, jeśli 
traktujemy ją niezależnie od pozostałych i jeśli założymy z góry, iż bardziej oczywiste 
pozostaje  wyjaśnienie  naturalne,  gdyż  „wiadomo,  iż  nie  istnieją  przecież  przyczyny 
pozanaturalne”.  Podobnie  kiedyś  uważano  meteoryty  za  odłamki  pochodzenia 
ziemskiego,  gdyż  założono,  iż  jest  wykluczone,  aby  materia  pochodzenia 
pozaziemskiego mogła opadać na Ziemię. 

 

Po  drugie  relacje,  których  nie  umiano  wyjaśnić,  otrzymały  w  trakcie  prac  komisji 
określenie „brak bliższych danych”. 

 

Po  trzecie  -  główne  założenie  prac  komisji  nie  polegało  na  poszukiwaniu  nowych 
praw  przyrody,  które  mogłyby  leżeć  u  podstaw  zjawiska,  a  jedynie  na  stwierdzeniu, 
czy  relacjonowane  objawy  nie  zagrażają  bezpieczeństwu    kraju  i  czy  nie  powstały  w 
wyniku  działania  obcych  mocarstw.  Na  postawione  pytanie  komisja  odpowiadała 
jednoznacznie wypełniając tym samym zlecone zadanie. 

Obecnie przyjęto podział relacji UFO na 6 różnych kategorii. Przy podziale można przyjąć, iż 

background image

 

14 

częstotliwość występowania zmniejsza się z kolejną kategorią.  
Najczęściej  spotykana  jest  kategoria  pierwsza  —  relacje  widzeń  nocnych  określanych 
również jako „światła nocne” (I) (noctural light).  
Następnie  kategoria  druga  (II)  —  relacje  o  obiektach  w  kształcie  „talerzy”  zawieszonych 
nieruchomo  w  powietrzu  lub  poruszających  się  z  większą  lub  mniejszą  prędkością,  zwane 
tarczami  dziennymi  (daylight  disco).  Obie  kategorie  dotyczą  obiektów  widzianych  z  pewnej 
odległości (powyżej 200 m). 
Trzecia kategoria oznacza relacje radarowe (III). Należy tutaj stwierdzić, iż relacje radarowe, 
które mogłyby odznaczać się specjalną wartością jako łatwe do utrwalenia bezsporne dowody 
naukowe istnienia zjawisk, nie przyniosły niestety oczekiwanych potwierdzeń ze względu na 
brak  precyzji  obrazów  wywołanych  niedoskonałą  aparaturą,  jak  również  wyładowaniami 
atmosferycznymi.  Dopiero  obraz  radarowy  potwierdzony  jednocześnie  przez  relację 
wzrokową dwóch świadków uważać można za autentyczną relację UFO. 
Następne  trzy  kategorie  nazwano  spotkaniami  bliskimi  pierwszego,  drugiego  i  trzeciego 
stopnia.  
Spotkania  bliskie  pierwszego  stopnia  (SB  I)  oznaczają  relację  o  obiekcie  widzianym  z 
odległości  poniżej  200  m,  z  tym  że  nie  stwierdzono  poza  tym  żadnych  śladów  jego 
oddziaływania (zgniecenie trawy lub gałęzi, wypalenie trawy itp.). 
Spotkania  bliskie  drugiego  stopnia  (SB  II)  oznaczają  relacje  o  obiektach,  które  pozostawiły 
widoczne ślady na ziemi względnie oddziaływały w oczywisty sposób na ludzi, zwierzęta lub 
urządzenia  mechaniczne,  jak  np.:  zanik  odbioru  radiowego,  zatrzymanie  silnika  samochodu, 
przygasanie świateł elektrycznych, nagrzewanie się baterii samochodowych itp. 
Spotkania  trzeciego  stopnia  (SB  III)  oznaczają  najbardziej  niezwykłe  relacje  o  UFO, 
spotkania  bezpośrednie,  które  zdarzają  się  najrzadziej,  mimo  to  ilość  sprawdzonych  i 
bezapelacyjnie  stwierdzonych  wypadków  jest  dostateczna,  aby  ich  nie  odrzucać.  Żaden  z 
komentatorów  zajmujących  się  relacjami  UFO  nie  kwestionuje  z  góry  spotkań  trzeciego 
stopnia.  Pomimo  faktu,  iż  tworzą  one  najbardziej  nieprawdopodobne  i  trudne  do  uwierzenia 
opowieści, wszyscy, którzy chcą badać i zajmować się problematyką UFO, powinni je uznać 
również  za  odpowiednie  do  badań  relacje  „talerzowe”.  W  dalszych  rozdziałach  opiszemy 
niektóre zarejestrowane relacje wszystkich kategorii. 

background image

 

15 

 

POCZ

ĄTKI OBSERWACJI WSPÓŁCZESNYCH 

[Rok 1947* relacje amerykańskie* radar * fotografie * inne kraje]

 

 
Współczesne  „talerze”  latające  narodziły  się  w  Ameryce.  Za  początek  uznać  należałoby 
pierwszą  oficjalną  relację  zgłoszoną  przez  Amerykanina.  W  trakcie  samotnego  lotu  nad 
pasmem  górskim  stanu  Washington  ujrzał  nagle  przed  sobą  kilka  dziwacznych 
„przedmiotów”.  Obserwacje  jego  opublikowano  w  formie  oficjalnego  raportu  lotniczego, 
który przytaczamy: 
„Przemysłowiec  Kenneth Arnold  w  czasie  lotu  samolotem  nad  łańcuchem  górskim  dnia  24 
czerwca  1947  r.  zauważył  na  horyzoncie  dziewięć  obiektów  dziwnego  kształtu,  które 
połyskiwały  w  słońcu  przelatując  nad  szczytami  górskimi  w  formacji  kluczowej.”  Prędkość 
lotu  Arnold  ocenił  na  półtora  tysiąca  kilometrów  na  godzinę,  obiekty  wielkości  dużych 
samolotów  błyszczały  w  słońcu  jak  przedmioty  wykonane  z  metalu.  Najbardziej  jednak 
charakterystyczną  cechą  obserwowanych  obiektów  był  niezwykły  kształt.  Niczym  nie 
przypominały  znanych  typów  samolotów,  były  kształtu  zwykłych  talerzy,  bez  skrzydeł  i 
kadłuba wyglądały jak odwrócone »spodki do herbaty«.” (W polskim języku przyjęto zamiast 
..spodek” określenie „latający talerz”). 
Arnold  znalazł  się  nad  górami  jedynie  przez  przypadek:  pewien  samolot  uległ  wypadkowi  i 
proszono przez radio wszystkich o pomoc w odszukaniu miejsca katastrofy. Arnold zamierzał 
udać się w innym kierunku, posłuchał jednak wezwania i poleciał ponad pokrytym śniegiem 
szczytem  Mount  Rainier.  Na  wysokości  3000  m  okrążył  płaskowzgórze,  z  którego  wyrastał 
szczyt,  i  wypatrywał  śladów  zaginionego  samolotu  przy  bardzo  dobrej  widoczności.  W 
pewnej  chwili  ujrzał  błyskające  na  tle  szczytów  górskich  dziwaczne  obiekty.  Obserwując  je 
przez kilka minut miał dość czasu, aby ocenić ich prędkość. 
W  czasie  wywiadu  Arnolda  dla  prasy  jeden  z  reporterów  nazwał  to  niezwykłe  zjawisko 
„talerzem  odwróconym  dnem  do  góry”,  w  ten  sposób  stał  się  twórcą  nazwy  „latających 
talerzy”. 
Opublikowane  sprawozdanie  Arnolda  wyzwoliło  lawinę  dalszych  relacji.  W  ciągu  kilku 
następnych  tygodni  pojawiło  się  w  prasie  amerykańskiej  kilkaset  notatek  o  spotkaniach  z 
„talerzami”. W  rezultacie  ludzie  zaczęli  wpatrywać  się  w  niebo  i  coraz  częściej  zdarzały  się 
wypadki  widzenia  „talerzy”.  Największa  ilość  relacji  napłynęła  z  okolic,  gdzie  prowadzono 
doświadczenia  atomowe.  Spowodowało  to,  że  zjawiskiem  zainteresowały  się  władze 
wojskowe,  a  badania  nad  pochodzeniem  „talerzy”  uznano  początkowo  za  tajne,  co  z  kolei 
przyczyniło się do wywołania rozgłosu. 
Dalszy  rozgłos  przyniosła  „talerzom”  tragedia,  która  wydarzyła  się  w  pół  roku  po  pierwszej 
relacji  Arnolda.  Dnia  7  stycznia  1948  r.  posterunek  obserwacyjny  lotniska  wojskowego  w 
miejscowości Fort Knox, w stanie Kentucky, zauważył dziwnego kształtu obiekt krążący nad 
lotniskiem.  Zarządzono  alarm  bojowy.  Cztery  myśliwce  wzbiły  się  w  powietrze.  Oto  słowa 
oficjalnego  raportu:  „Trzy  samoloty  zbliżyły  się  do  obiektu  i  zameldowały,  że  jest  to  wielki 
przedmiot z metalu; jeden z samolotów podał, że obiekt jest kształtu kuli”. 
Dowódca  grupy,  kapitan  T.F.  Mantell,  podał,  że  obiekt  porusza  się  dwa  razy  wolniej  od 
samolotu, następnie jednak nadał przez radio: „Posuwam się z prędkością ponad 500 km/h — 
obiekt w dalszym ciągu ponad samolotem, wzniosę się jeszcze na wysokość 7000 m”. Były to 
ostatnie  słowa  Mantella.  W  parę  godzin  później  znaleziono  jego  rozbity  samolot. 
Dochodzenie  wykazało,  że  wypadek  nastąpił  na  skutek  utraty  przytomności  wywołanej 
wysokością.  Pozostałe  samoloty  przeszukiwały  teren  w  promieniu  wielu  kilometrów  bez 

background image

 

16 

rezultatu. 
Tajemniczy przedmiot pościgu Mantella uznano kolejno za balon plastykowy, planetę Wenus 
(!)  itp.  Wszystkie  wyjaśnienia  nie  były  jednak  przekonywające  i  wypadek  zaliczono  do 
„niewyjaśnionych”. 
Komentarze  prasowe  brzmiały  sensacyjnie:  „Czym  był  tajemniczy  obiekt  ścigany  przez 
kapitana  Mantella?  Czyżby  tajemniczy  obiekt  zaatakował  samolot  i  spowodował  śmierć 
pilota?”  Dowództwo  lotnictwa  nie  podało  dokładnych  danych.  Milczenie  daje  duże  pole  do 
domysłów” itd. Krążyły dziwne plotki, że znalezione szczątki samolotu Mantella okazały się 
„namagnesowane”, silnie radioaktywne, pokryte mikroskopijnymi otworkami itp. 
Należy  sądzić,  że  plotki  były  bezpodstawne. Amerykańskie  władze  lotnicze  jednak  milczały 
wychodząc z założenia, że jakiekolwiek sprostowania spowodują jeszcze większe poruszenie 
i zaniepokojenie społeczeństwa. W rezultacie ustaliło się powszechne przekonanie, że władze 
lotnicze zataiły fakty, a wszelkie oficjalne komunikaty uznano za tendencyjne i mijające się z 
prawdą, co przyczyniło się do powstania mitu „talerzy” i nastrojów panikarskich. 
W wyniku przytoczonych. wydarzeń w atmosferze ogólnego podniecenia posypały się raporty 
i  sprawozdania  ze  wszystkich  stron  Stanów  Zjednoczonych.  Prawdziwe  i  zmyślone  relacje 
wywołały  formalną  histerię  wśród  mas  ludności.  Prasa  poświęciła  wiele  miejsca  zeznaniom 
naocznych świadków, w radiu występowali uczestnicy spotkań z „talerzami”. 
Pojawiły  się  również  publikacje  książkowe,  w  większości  wybitnie  sensacyjne.  „Talerze” 
przedstawiano  przeważnie  jako  statki  z  Marsa  lub  Wenus.  Przybyli  na  statkach  mieszkańcy 
dalekich  planet  wyróżniali  się  wybitną  urodą  i  znali  angielski.  Niektórzy  autorzy  odbyli 
przejażdżki  „talerzowymi  statkami”  i  w  czasie  podróży  zapoznali  się  z  konstrukcją  statków. 
Autorzy książek uzyskiwali wielkie nakłady, albowiem poczytność historii o „podróżnikach” 
z innych planet pobiła wszelkie rekordy, przekraczając sukcesy powieści kryminalnych. 
W  pewnym  okresie  amerykańskiej  histerii  ukazały  się  w  dziennikach  notatki,  z  których 
wynikało, że nieznane obiekty o dziwnych kształtach uznać należy za prototypy nowej broni 
Stanów  Zjednoczonych.  Następnie  pojawiły  się  oficjalne  zaprzeczenia.  Ostatecznie 
amerykańskie  władze  lotnicze  powołały  do  życia  specjalną  komisję  do  gromadzenia 
informacji  o  niewyjaśnionych  obiektach  latających.  W  pierwszym  miesiącu  pracy  komisja 
otrzymała  244  sprawozdania  naocznych  świadków  oraz  fotografie;  wyjaśniono  210 
wypadków, natomiast 34 uznano za „niezidentyfikowane”. 
Powszechnie  zadawano  sobie  pytanie,  dlaczego  „talerze”  pojawiają  się  jedynie  w  Stanach 
Zjednoczonych.  Czy  przyczyna  leżała  w  wielkości  kraju  i  jego  roli  w  polityce 
międzynarodowej? Twierdzono na przykład, że Stany Zjednoczone dysponują najbardziej — 
w  owym  czasie  —  rozwiniętym  przemysłem  broni  atomowych  i  rakietowych,  co  mogłoby 
wzbudzać  zainteresowanie  „przybyszów  z  obcych  planet”.  Rozumowano,  że  wybuchy 
atomowe na pewno zwróciły uwagę obcych obserwatorów. 
Pogląd ten uznano wkrótce za niesłuszny, „talerze” zaczęto widywać na całej kuli ziemskiej, 
wiadomości o obserwacjach nadchodziły ze wszystkich kontynentów: z Afryki Południowej, z 
Indii, Szwajcarii, Kolumbii i Brazylii. 
Okazało  się  również,  że  już  podczas  drugiej  wojny  światowej  setki  lotników,  zarówno 
amerykańskich, jak i niemieckich oraz japońskich, widywało w powietrzu tajemnicze obiekty, 
przeważnie  okrągłe  i  posuwające  się  pojedynczo  lub  w  grupach.  Powszechnie  wówczas 
sądzono,  że  są  to  prototypy  nowej  broni  przeciwnika.  Po  powrocie  do  bazy  lotnicy  składali 
odpowiednie  raporty  i  uważali  sprawę  za  zakończoną.  Władze  lotnicze  również  nie 
przywiązywały  większego  znaczenia  do  tych  sprawozdań.  Czasem  obiekty  opisywane  w 
sprawozdaniach uznawano za słońce pozorne lub zjawisko fatamorgany. 
Piloci  amerykańscy  widywali  obiekty  niezidentyfikowane  tak  często,  że  nawet  nadawali  im 
zdrobniałe nazwy. 
W  1950  r.  pilot  linii  pasażerskiej  nad  Pacyfikiem  —  kapitan  Adickes  —  złożył  raport,  w 

background image

 

17 

którym donosił, że zarówno on sam, cała załoga, jak i dziewiętnastu pasażerów zauważyli w 
pewnym momencie dziwny czerwony obiekt poruszający się równolegle z samolotem. Kiedy 
chciał się do niego zbliżyć, obiekt oddalił się z niezwykłą prędkością, tak charakterystyczną 
dla latających „talerzy”. Adickes napisał w tymże raporcie: „Cokolwiek oznaczałyby nieznane 
obiekty, stać się mogą, moim zdaniem, wysoce niebezpieczne dla naszych samolotów”. 
Należy podkreślić, że dziwne latające obiekty, ukazujące się w różnych częściach świata, nie 
były bynajmniej jednego kształtu, wielkości i barwy. W pewnych przypadkach przypominały 
spodki od herbaty, w innych miały kształt wydłużonego cygara lub trójkąta. 
Zjawisko „talerzy” nie ominęło również Związku Radzieckiego. Największe nasilenie relacji 
o  widzeniu  „talerzy”  przypadło  na  lata  pięćdziesiąte.  Obszerne  omówienie  tych  zjawisk 
zamieszczono  w  moskiewskiej  „Prawdzie”  w  dniu  8  stycznia  1961  r.  Oczywiście  nigdy  w 
Związku Radzieckim nie pojawił się nawet ślad „histerii talerzowej”. 
W  krajach  „bloku  wschodniego”  histeria  pojawiła  się  do  pewnego  stopnia  —  jedynie  w 
Polsce. 
Spośród  setek  i  tysięcy  amerykańskich  doniesień  o  „talerzach”  lat  czterdziestych  i 
pięćdziesiątych przytoczymy kilka najciekawszych: 
We  wrześniu  1947  r.  znany  astronom  amerykański,  podróżując  samochodem  przez 
południowe  stany,  zauważył  o  godz.  4  po  południu  świetlistą  tarczę  poruszającą  się  na  tle 
zachmurzonego nieba. Według późniejszych obliczeń średnica tarczy mogła wynosić około 60 
m,  a  szybkość  około  80  km  na  godzinę.  Obserwacja  bardzo  wartościowa,  gdyż  dokonana 
przez  astronoma,  człowieka  przywykłego  do  obserwowania  zjawisk  na  niebie.  Astronom 
uznał zjawisko za jasny obłok połyskujący w słońcu na tle ciemnego nieba. 
Podobną obserwację zanotowała grupa turystów zwiedzających wąwóz w Colorado. Pewnego 
popołudnia,  leżąc  przy  ognisku,  ujrzeli  nagle  na  tle  drzew  dziwny  przedmiot  w  kształcie 
balonu. Za chwilę ukazał się drugi, podobny do „talerza”, po czym obydwa obiekty zniknęły 
równie  nagle,  jak  się  ukazały.  Należy  przypuszczać,  że  było  to  odbicie  jasnej  chmury  lub 
tarczy słonecznej w słupie dymu ogniska. 
Wizje  latających  „talerzy”  prześladowały  również  pilotów  podczas  prób  nowych  typów 
samolotów. Na pewnym lotnisku widywano stale mały ciemny „talerz”, który krążył dookoła 
każdego  samolotu  aż  do  chwili  lądowania  —  wówczas  oddalał  się  od  samolotu  i  unosił  w 
górę  z  ogromną  prędkością.  Bywały  dnie,  kiedy  zjawisko  powtarzało  się  za  każdym  lotem, 
wywołując niepokój obsługi lotniska. Podejrzewano, że jakiś „pojazd powietrzny” obserwuje 
loty  próbne  nowych  samolotów  i  zbiera  wszystkie  zazdrośnie  strzeżone  sekrety 
konstrukcyjne. 
Zjawisko okazało się jednak mirażem samolotu. Marynarze znają zjawisko miraży od dawna. 
W  czasie  podróży  morskiej  można  nieraz  zaobserwować  zawieszony  w  powietrzu  obraz 
statku  lub  jego  części.  Obrazy  te  powstają  na  skutek  nierównomiernego  nagrzewania  się 
różnych warstw powietrza (zob. rozdz. IV). Zjawisko zupełnie nie zależy od tego, czy chodzi 
o samolot, czy statek. Ludzie morza stosunkowo rzadziej widują „talerze”. 
Do najbardziej udokumentowanych obserwacji „talerzy” należą relacje grupy meteorologów z 
kwietnia  1949  r.  Zjawisko  powtarzało  się  często.  Podczas  prób  technicznych  balonu 
meteorologicznego  technik  meteorolog  obserwował  przez  teodolit  wznoszący  się  balon.  W 
pewnej chwili oderwał oko od przyrządu i ujrzał na niebie podłużny biały obiekt poruszający 
się ponad balonem. Ustawił więc teodolit i zaobserwował powiększony obraz obiektu, białego 
cygara  poruszającego  się  z  wielką  szybkością.  Po  minucie  cygaro  gwałtownie  skręciło  ku 
górze  i  po  paru  sekundach  zniknęło  z  pola  widzenia.  Technik  i  towarzysze  ocenili  długość 
obiektu  na  30  m,  a  prędkość  na  12  km/s.  Odpowiada  to  prędkości  większej  od  tak  zwanej 
prędkości  ucieczki  na  wysokości  20  km,  gdzie  obiekt  się  znajdował,  a  więc  przekraczającej 
prędkość sztucznych satelitów Ziemi. 
Oczywiście  obserwacje  powyższe,  podobnie  jak  i  wszystkie  podobne,  bynajmniej  nie 

background image

 

18 

ś

wiadczą  o  pojawieniu  się  tajemniczych  pojazdów  pochodzących  z  innych  światów.  Obawy 

ludzi  przeprowadzających  próby  techniczne  nowych  typów  balonów  i  samolotów 
doprowadzały  często  do  zabawnych  koncepcji.  W  zjawiskach  tych  dopatrywano  się  „badań 
wynalazków ziemskich dla potrzeb istot z dalekich planet”. 
Amerykański  autor  D.A.  Menzel  twierdzi,  iż  obserwacje  te  odpowiadają  właśnie  opisom 
typowego,  dość  powszechnego  złudzenia  optycznego.  W  pewnych  warunkach  powstaje 
mianowicie  układ  warstw  cieplejszych  i  zimniejszych  i  tworzy  się  rodzaj  soczewki 
powiększającej.  Promienie  słoneczne  dochodzące  przez  soczewkę  skupiają  się  w  jednym 
jasnym  punkcie  świetlnym,  to  jest  ognisku. Technik  zaobserwował  po  prostu  zniekształcony 
obraz obserwowanego balonu. 
Podobnie  jeśli  człowiek  zdejmie  na  chwilę  silne  szkła  i  trzymając  je  na  odległość 
wyciągniętej  ręki popatrzy przez nie na świecący  przedmiot, świecę, żarówkę czy też lampę 
uliczną  —  niezależnie  czy  jest  krótkowidzem,  czy  dalekowidzem  —  zobaczy  daleko  poza 
właściwym  przedmiotem  drugi,  będący  jego  wyraźnym  obrazem.  Przy  poruszaniu  szkłami 
obraz  będzie  się  przesuwał.  Podobnie  działają  soczewki  utworzone  przez  powietrze 
atmosfery; są one przyczyną tworzenia się różnego rodzaju miraży i złudzeń. Niektóre z nich, 
jak  na  przykład  opisane  cygaro  nad  balonem,  określić  można  jako  „talerz  latający”. 
„Soczewki  powietrzne”  są  jednak  bardzo  nieregularne  i  często  zanieczyszczone,  przede 
wszystkim przez pył unoszący się w powietrzu oraz mgłę i kropelki wody, co jeszcze bardziej 
zniekształca oglądany obraz. 
Większość  „talerzy”  porusza  się  z  dużą  prędkością.  Zdarzały  się  jednak  doniesienia,  w 
których opisywano „talerze” stojące nieruchomo lub powoli poruszające się. W 1948 r. setki 
ludzi  obserwowały  w  stanie  New  Mexico  całą  formację  „talerzy”  podobnych  do  żółtych 
baniek mydlanych. 
Podobne  zjawisko  zauważyła  grupa  profesorów  szkoły  technicznej:  w  1951  r.  widziano  na 
niebie  jasne  obiekty  ustawione  w  literę  V,  które  wielokrotnie  sfotografowano.  Zjawisko 
spowodowała  unosząca  się  nad  miastem  warstwa  mgły  oświetlona  przez  światła  domów  lub 
lampy uliczne; światła ułożyły się w kształt litery V. 
Znany astronom Tombaugh zauważył w 1949 r. o godzinie 11 wieczorem dziwne prostokąty 
ż

ółtozielone posuwające się po niebie z wielką prędkością. Astronom stwierdził, że nigdy nie 

widział  nic  równie  dziwnego  i  pozornie  niewytłumaczalnego,  mimo  że  spędził  wiele  godzin 
na  obserwacji  nieba.  Oświadczył  również,  że  nie  sądzi,  aby  obiekty  mogły  być  statkami 
powietrznymi  (chociaż  kwadratowe  światełka  można  uważać  za  oświetlone  okna  wielkiego 
statku). Przypuszczalnie było to zjawisko, które obserwowali profesorowie szkoły technicznej 
— złudzenie wywołane specyficznymi warunkami atmosferycznymi. 
Dwaj  piloci  amerykańskiego  towarzystwa  „Eastern  Airlines”,  odznaczeni  w  czasie  wojny, 
pracowali  w  1949  r.  na  30-osobowym  samolocie  pasażerskim  kursującym  z  Houston  do 
Atlanty  w  stanie  Georgia.  Pewnej  nocy  zauważyli  pędzący  naprzeciw  dziwnego  kształtu 
samolot. Jedynie dzięki  szybkiej orientacji udało im się uniknąć zderzenia; samoloty  minęły 
się  z  bliska  i  piloci  mieli  czas  przyjrzeć  się  pojazdowi.  Pojazd  około  40  m  długości,  bez 
skrzydeł i sterów, przypominał kształtem rakietę kosmiczną; w przedniej części znajdował się 
rodzaj  oświetlonej  kabiny. Wzdłuż  całego  obiektu  widniała  wstęga  czerwonego  światła,  a  w 
kabinie dwa rzędy otworów podobnych do okien. Z tylnej dyszy fantastycznego statku buchał 
płomień wielokrotnie silniejszy od płomienia jakiejkolwiek rakiety znanej pilotom. 
Kiedy  statek  zwiększył  szybkość,  pomarańczowy  płomień  dyszy  wydłużył  się  i  stał  się 
jaśniejszy. Ze względu na późną godzinę świadkiem wypadku oprócz pilotów był jeden tylko 
pasażer, znany dziennikarz, który  potwierdził zeznanie pilotów. Wszyscy  trzej utrzymują, że 
siła światła obiektu wielokrotnie przewyższała jakiekolwiek znane nam źródło. 
Identyczny obiekt zaobserwowano tej nocy nad lotniskiem Macon w Georgii — miał kształt 
rakiety, bez skrzydeł, i wyrzucał strumień ognia. 

background image

 

19 

Wielkie  wrażenie  wywołało  również  sprawozdanie  wybitnego  specjalisty  badań  promieni 
kosmicznych. W czasie lotu w balonie przeznaczonym do badań zauważył w pobliżu miasta 
Minneapolis  (Minnesota)  jasny  obiekt  poruszający  się  z  olbrzymią  szybkością.  Przelatując 
nad  balonem  obiekt  zwolnił  swój  lot,  dokonał  kilku  okrążeń  nad  głową  uczonego,  po  czym 
zwiększył szybkość i znikł w chmurach. 
Kiedy  po  chwili  ukazał  się  na  horyzoncie  drugi  podobny  obiekt,  pilot  zawiadomił  lotnisko,   
podając  dokładne  jego  położenie  i  kierunek  ruchu.  Pracownikom  lotniska  udało  się  dostrzec 
obiekt i ujrzeli w teleskopie statek w kształcie cygara. 
Komisja  do  badania  zjawisk  „talerzy”,  która  zbierała  dane  o  tym  wydarzeniu,  stwierdziła  w 
sprawozdaniu,  że  wszyscy  świadkowie  są  ludźmi  poważnymi  i  zrównoważonymi.  Żaden  z 
nich  nigdy  nie  widział  podobnego  zjawiska,  a  specjalista,  który  uchodził  za  człowieka 
spokojnego i opanowanego, złożył następujące oświadczenie: „... proponuję, aby niezależnie 
od  tego,  czym  jest  obiekt,  który  obserwowałem,  statkiem  międzyplanetarnym,  talerzem 
latającym  czy  też  złudzeniem  optycznym  -  zarządzić  na  wszystkich  lotniskach  nieustanne, 
dwudziestoczterogodzinne obserwacje za pomocą stacji radarowych, teleskopów i wszystkich 
innych urządzeń tego typu.” 
Lotnictwo  amerykańskie  rzeczywiście  opracowało  w  tym  czasie  podobny  plan  obserwacji. 
Uruchomiono 200 specjalnych aparatów do badań i analiz świetlnych i cieplnych wysyłanych 
przez  latające  obiekty. Aparaty  zainstalowano  w  miejscowościach  najczęściej  nawiedzanych 
przez  nieznane  obiekty,  a  więc  na  lotniskach,  w  zakładach  atomowych  itp.  Równocześnie 
przebudowano będące do dyspozycji aparaty podsłuchowe i śledzące, używane normalnie do 
kontroli  kierowanych.  Aparaty  miały  służyć  do  wykrycia  najcichszego  szmeru  pozornie 
bezgłośnych pojazdów „talerzowych”. Nic jednak nie wykryto. 
Oto opis dalszych spotkań: 
Załoga samolotu linii „Pan American” składała się z dwóch pilotów, którzy mieli po dziesięć 
lat służby w lotnictwie i tysiące godzin przebytych w powietrzu. Na wysokości około 3000 m 
ujrzeli  przed  sobą  czerwone  światła.  W  chwilę  potem  zobaczyli  sześć  olbrzymich  maszyn, 
które  leciały  w  ich  kierunku.  Tarcze  barwy  pomarańczowoczerwonej,  koloru  rozżarzonego 
ż

elaza. Raport nadali piloci bezpośrednio po spotkaniu. 

Dwanaście  godzin  później  inny  samolot  natknął  się  w  tej  samej  okolicy  na  dwa  podobne 
pojazdy  poruszające  się  z  szybkością  około  90  km/h. Tej  samej  nocy  meldunki  posypały  się 
ze  wszystkich  stron.  Sprawozdania  o  „talerzach”  nadeszły  z  wielu  miejscowości  stanu 
Wirginia. 
W  prasie  amerykańskiej  ukazało  się  wiele  artykułów  o  „talerzach”,  przytoczymy  dwa  pióra 
D.H.  Menzela.  Dziennik  „Los Angeles  Times”  z  10  kwietnia  1959  r.  w  artykule:  „Chłopiec 
poparzony  przez  latający  talerz”,  napisał,  iż  dwunastoletni  David,  zamieszkały  w  stanie 
Texas,  zobaczył  rankiem  9  kwietnia  przedmiot  leżący  na  ziemi,  który  okazał  się  być  czymś 
podobnym  do  opony  samochodowej  o  średnicy  około  pół  metra.  Obiekt  kształtem 
przypominał odwrócony talerz koloru niebieskawoszarego. Po dotknięciu chłopiec przekonał 
się,  że  jest  gorący.  Po  chwili  obiekt  zaczął  unosić  się  ku  górze,  wypuszczając  z  siebie 
czerwone  obłoki  dymu.  Dym  ten  wywołał  poparzenia  na  ramionach  i  twarzy  chłopca. 
Ś

wiadkiem wydarzenia był drugi starszy chłopiec, który potwierdził opowiadanie. 

..Daily  Herald”  z  25  sierpnia  1953  r.  donosił  również  o  poparzeniu  przez  „talerz  latający”: 
„Komisja  Badań  »Talerzy«  wysłała  na  Florydę  przedstawicieli,  aby  zbadali  wypadek 
instruktora  sportowego,  który  twierdził,  że  wraz  z  trzema  towarzyszami  obserwował  rodzaj 
balonu,  w  którym  mogłoby  się  pomieścić  sześciu  do  ośmiu  ludzi.  Wysoki  na  trzy  metry  i 
podobny  do  przeciętej  na  pół  piłki  futbolowej  o  średnicy  około  10  m,  balon  unosił  się  na 
wysokości 5 m ponad ziemią. 
W  pewnej  chwili  usłyszał  syczenie,  poczuł  uderzające  od  obiektu  fale  gorąca  i  stracił 
przytomność. Kiedy go znaleźli, miał osmalone ręce i włosy, a w czapce wypalone dziury. Po 

background image

 

20 

powrocie do przytomności nic więcej nie umiał powiedzieć. Jego towarzysze utrzymują, że w 
parę minut potem widzieli jakiś przedmiot wznoszący się ku górze”. 
Wszystkie te nie wyjaśnione sprawozdania stały się przyczyną pojawienia się amerykańskiej 
histerii „talerzowej”. 
Wielkie zainteresowanie wywołują zawsze wiadomości o ukazaniu się „talerzy” na ekranach 
radarowych.  Dla  niespecjalistów  wydają  się  bowiem  bezspornym  dowodem  istnienia 
„talerzy”.  Obraz  radarowy  podobnie  jak  fotografia  wydaje  się  ostatecznym,  obiektywnym 
argumentem  realności  pojazdów  „talerzowych”.  Rzeczywiście  zdarza  się,  że  zjawiska 
„talerzy”  bywają  widoczne  na  ekranie  radarowym.  W  każdym  razie  widuje  się  nieraz  obraz 
obiektów, które nie są ani samolotami, ani rakietami, ani chmurami czy ptakami (które radar 
również  wykrywa).  Zdarzało  się  również,  że  dwa  w  oddalonych  miejscach  umieszczone 
aparaty radarowe wykazały identyczny obraz, a obiekt widziany był również optycznie. 
Jeszcze  bardziej  przekonywające  zdają  się  być  fotografie,  ponieważ  fotografia  nie  może 
kłamać. A jednak pomimo iż wiele mniej lub bardziej wyraźnych zdjęć ukazało się w prasie, 
nie są dostatecznie przekonywające. Zdajemy sobie również sprawę, w jaki sposób fotografie 
powstają.  Wiele  ludzi  świadomie  opowiada  zmyślone  historie  i  składa  fałszywe 
sprawozdania. Jedni wstydzą się przyznać, że chcieli spłatać figla, a inni mają nadzieję zyskać 
rozgłos  lub  nawet  zarobić  trochę  pieniędzy.  Nietrudno  wyrzucić  w  górę  formę  do  ciasta, 
zrobić zdjęcie i zażywać chwały świadka spotkania z ..talerzem”. 
Niektóre fotografie „talerzy” powstają w sposób przypadkowy. Na przykład Słońce w chwili 
robienia  zdjęcia  miało  takie  położenie,  że  na  odbitce  powstały  dziwne  plamy  kształtem 
przypominające „talerze”. Niespodzianki tego typu mogą być wynikiem wadliwego założenia 
filmu oraz nieszczelności aparatu; przyczyną może być również warstwa kurzu na obiektywie 
aparatu,  stary  film  lub  nieodpowiedni  sposób  wywołania  kliszy.  Astronom  znajdując  jasną 
plamkę  na  zdjęciu  nie  twierdzi,  że  odkrył  latający  „talerz”,  nową  planetę  lub  kometę.  Przed 
ogłoszeniem odkrycia, na przykład nowej komety, sprawdza wielokrotnie, czy aby plamka na 
zdjęciu nie jest uszkodzeniem kliszy. 
Aby zdać sobie sprawę z wartości dowodowej istniejących fotografii „talerzy”, przytoczymy 
opinię D.H. Menzela, który stwierdza, że żadne z posiadanych przez komisję zdjęć nie może 
być uznane za autentyczne. 
W tym samym mniej więcej czasie co w Ameryce dokonano wielu podobnych obserwacji w 
Indiach,  Brazylii,  Anglii,  Francji,  Szwajcarii,  Australii  i  Kanadzie.  Jedna  z  najciekawszych 
miała  miejsce  w  New  Delhi.  Dnia  15  marca  1951  r.  o  godzinie  10.20  rano  tysiące  ludzi 
przebywających  na  ulicach  zauważyło  krążące  nad  miastem  cygaro.  Obserwował  je  również 
kierownik  Klubu  Lotniczego  w  Delhi  wraz  z  innymi  członkami  klubu  przez  dwadzieścia 
minut.  Obiekt  kształtu  cygara  długości  30  m  odbijał  promienie  słoneczne  w  czasie 
manewrowania nad miastem. Krążył na wysokości około 1500 m i poruszał się bezgłośnie z 
szybkością około 300 km/h. Gdy wysłano nad miasto trzy samoloty wojskowe, obiekt wzniósł 
się w górę i znikł w chmurach. 
Tej  samej  nocy  widziano  obiekt  nad Alhabadem,  800  km  od  New  Delhi,  a  w  dwa  tygodnie 
później  identyczny  obiekt  ukazał  się  nad  lotniskiem  Klubu  Lotniczego  w  Delhi.  Kierownik 
miał  okazję  obserwować  tajemnicze  cygaro  po  raz  drugi;  tym  razem  obiekt  poruszał  się  z 
większą szybkością, około 700 km/h, na tejże wysokości — 1500 m. Po chwili zwiększywszy 
szybkość znikł z oczu patrzących, pozostawiając za sobą białą smugę, która utrzymywała się 
w powietrzu przez półtorej godziny. „Statek” krążył nocą nad lotniskiem w Delhi jeszcze dwa 
razy: w listopadzie i grudniu 1951 r. Czy wszyscy świadkowie rzeczywiście widzieli „statek”, 
tak  jak  go  opisali,  czy  też  obserwacje  nie  były  ścisłe,  a  obiekt  jedynie  złudzeniem? 
Odpowiedzi na te pytania poszukamy w rozdziałach następnych. 
W  maju  1952  r.  dwóch  dziennikarzy  brazylijskich  udało  się  z  polecenia  redakcji  na  wyspę 
Ilha  dos Amores  w  Brazylii,  gdzie  wykonali  wiele  zdjęć.  Dnia  7  maja  około  4  po  południu 

background image

 

21 

zauważyli dziwny samolot nadlatujący od strony oceanu. Gdy zdali sobie sprawę, że samolot 
kształtu  „talerza”  porusza  się  bezgłośnie,  rozpoczęli  zdjęcia.  Dziennikarze  twierdzili,  że 
„talerz” był koloru szaroniebieskiego i że wykonany był z metalu. 
Po chwili „samolot” zawrócił i zaczął się zniżać. Opadał ruchem wahadłowym, jak spada liść 
z  drzewa.  W  pewnej  chwili  zwiększył  szybkość,  wzbił  się  w  górę  i  poleciał  z  powrotem  w 
kierunku oceanu. 
W sumie wykonali pięć udanych zdjęć. 
Jak różnie można interpretować takie fotografie! Kiedy je pokazano prezesowi Brazylijskich 
Linii Lotniczych, stwierdził, iż są to zdjęcia osłon kół samolotu „Douglas”. 
Fotografie robiono w okolicach, gdzie przelatują samoloty tego typu, a więc sfotografowano 
po  prostu  owe  osłony  z  duraluminiuin  koloru  szaroniebieskiego,  które  w  jakiś  sposób 
oderwały  się  od  samolotu.  Dziennikarze  brazylijscy  twierdzą  jednak,  że  zdjęcia  różnią  się 
zasadniczo  od  części  samolotu  „Douglas”.  Poza  tym  utrzymują,  że  obiekt  był  dwa  razy 
większy  od  samolotu  ..Douglas”.  Ruchy  obiektu  wykluczały,  aby  mógł  być  złudzeniem 
optycznym. Sceptycy twierdzą jednak, że całe sprawozdanie Brazylijczyków wyssano z palca, 
a zdjęcia są fałszywe. 
Należy  podkreślić,  że  większość  sprawozdań  opisuje  opadanie  nieznanych  obiektów  w 
podobny sposób, mianowicie ruchem wahadłowym, jak pada liść z drzewa. Wiele sprawozdań 
podaje  również,  że  po  chwili  opadania  obiekty  zmieniają  nagle  kierunek  i  z  olbrzymią 
szybkością unoszą się w górę. Relacje powtarzają się. pomimo że opisujący nie czytali — co 
zostało bezspornie stwierdzone poprzednich sprawozdań o „talerzach”. 
We  wrześniu  1952  r.  na  lotnisku  w  hrabstwie  York  w  Anglii  grupa  oficerów  RAF-u 
zameldowała,  iż  w  czasie  codziennych  ćwiczeń  widuje  latające  „talerze”.  Jeden  z  nich 
doniósł,  że  widział  rodzaj  krążka,  który  leciał  śladami  samolotu  „Meteor”.  Oficer  lotnik  — 
spędził  w  sumie  trzy  tysiące  siedemset  godzin  w  powietrzu  i  nigdy  czegoś  podobnego  nie 
widział.  Samolot  znajdował  się  na  wysokości  1300  m  i  podchodził  do  lądowania.  Leciał  w 
kierunku zachodnim, w chwili gdy lotnik zauważył połyskujący w słońcu srebrzysty obiekt w 
kształcie  tarczy  na  wysokości  300  m  i  w  odległości  7  km  od  samolotu.  Lotnik  wskazał 
kolegom  dziwny  obiekt,  który  leciał  od  samolotu  wolniej  i  w  tym  samym  kierunku. 
Tajemniczy  obiekt  obniżał  się  ruchem  wahadłowym.  Kiedy  samolot  podszedł  do  lądowania, 
dziwny obiekt podążył za nim, zawisł przez chwilę w powietrzu, a następnie zaczął obracać 
się  dookoła  swej  osi.  Po  chwili  oddalił  się  z  olbrzymią  szybkością  i  znikł.  W  czasie  kiedy 
obserwowany  obiekt  obracał  się  dookoła,  lotnicy  zdążyli  dokładnie  go  obejrzeć  i  doszli  do 
wniosku,  że  wygląda  jak  samolot  typu  „Vampire”.  W  każdym  razie  wszyscy  nie  mieli 
wątpliwości,  że  widzieli  konkretny  przedmiot,  a  nie  miraż  czy  refleks  gazów  odrzutowych 
samolotu. Lotnicy twierdzą, że w czasie całej swojej kariery lotniczej niczego podobnego nie 
widzieli. 
Autor  książki  o  „talerzach”  i  gorliwy  propagator  pozaziemskiego  ich  pochodzenia,  L.G. 
Cramp, opisuje między innymi własne obserwacje. Pewnego wieczoru w październiku 1959 r. 
usłyszał  nad  sobą  hałas  przelatującego  samolotu.  Ujrzał  na  niebie  kolorowe  światła,  które 
uznał  za  światła  nawigacyjne.  Po  chwili  dojrzał  dziwny  obiekt  wielkości  tarczy  księżyca  w 
pełni,  świecący  pomarańczowym  blaskiem.  Obiekt  zwiększył  szybkość  i  znikł.  Cramp 
twierdzi, że obserwowany przez niego przedmiot nie mógł być samolotem, ponieważ światło 
tak silne mogłoby pochodzić jedynie z samolotu znajdującego się w niedużej odległości, a w 
takim wypadku z pewnością widoczna byłaby jego sylwetka. Również wykluczył, aby był to 
meteor albo jakieś zjawisko atmosferyczne. 
Angielski  „Observer”  zamieścił  w  dniu  11  października  1950  r.  następujący  list  do  redakcji: 
„6 października wieczorem obserwowałem niebo nad Norwich i zauważyłem wielki świecący 
obiekt  nadlatujący  od  południowego  zachodu.  Oglądany  gołym  okiem  robił  wrażenie  dużej 
ż

ółtawej gwiazdy. W odpowiednim momencie udało mi się  »złapać« obiekt na teleskop (90-

background image

 

22 

centymetrowy). Kiedy obraz stał się wyraźny, zamiast połyskującej gwiazdy ujrzałem kopułę 
osadzoną  na  płaskiej  obręczy.  Na  kopule  znajdowały  się  w  równych  odstępach  otwory,  z 
czterech od mojej strony padało światło. Wierzchołek kopuły zdawał się obracać, przy czym 
panowała  całkowita  cisza,  nie  było  słychać  najmniejszego  dźwięku.  Obiekt  utrzymywał  się 
stale  na  tej  samej  wysokości,  a  pod  obręczą  widoczne  było  czerwone  wgłębienie. 
Obserwowałem  zjawisko  przez  przeszło  trzy  minuty  i  nie  widziałem  ani  śladu  gazu  czy  też 
płomienia.  Obiekt  widziało  poza  mną  siedem  osób  w  Norwich,  wszyscy  tak  jak  ja  — 
członkowie Brytyjskiego Towarzystwa Astronomicznego”. 
Okazało się więc, że „talerze” nie ograniczają „działalności” ani do Stanów  Zjednoczonych, 
ani  do  kontynentu  obu  Ameryk.  Widywano  je  we  wszystkich  miejscach  globu.  „Talerzom” 
amerykańskim największą reklamę zrobiło utworzenie specjalnej komisji rządowej do badań 
zjawiska. W innych krajach nie zwracano na nie większej uwagi, z wyjątkiem Kanady, gdzie 
wybudowano  specjalną  stację  do  obserwacji  tych  zjawisk.  Stacja  położona  w  odległości  16 
km od Ottawy i zaopatrzona w specjalne urządzenia optyczne i radarowe dysponuje własnym 
laboratorium.  Pracuje  tu  wielu  specjalistów  różnych  dziedzin,  którzy  utrzymują  dyżur  przez 
całą dobę. 
Okazuje  się  jednak,  że  zjawisko  „talerzy”  jest  dużo  starsze  od  obserwacji  gromadzonych  od 
lat czterdziestych XX wieku. 

background image

 

23 

 

ZJAWISKA W PRZESZŁO

ŚCI 

[Dawne zapisy * wiek XIX * Edison * lista Forta * Polska lat 
pięćdziesiątych]

 

 
Jak przedstawia się najdawniejsza prehistoria ,.talerzy”? Błyszczące przedmioty unoszące się 
w  powietrzu  nie  powstały  bynajmniej  w  XX  wieku  —  zjawiska  takie  widywano  już  w 
zamierzchłych  czasach.  Były  to  najczęściej  ogniste  krzyże,  olbrzymie  postacie  ludzi  i 
zwierząt, a czasem także smoki i potwory. Opisy zjawisk tego typu znaleźć można zarówno w 
najstarszych  zapiskach  i  kronikach,  jak  i  w  gazetach  sprzed  pół  wieku.  Do  najdawniejszych 
widzeń tego rodzaju należały „smoki ziejące ogniem”, które pojawiały się nad Chinami parę 
tysiącleci przed naszą erą. 
Trudno  jest  wyszukać  z  przeszłości  wiarygodne,  obiektywne  dane  i  opisy  pojawienia  się 
dziwnych  zjawisk  na  niebie.  Nie  tylko  dlatego,  że  oryginalne  zapisy  z  dawnych  czasów  są 
rzadkie,  ale  również  z  tego  powodu,  że  obserwatorzy  ówcześni,  nie  znając  prawdziwego 
przebiegu  zjawisk  atmosferycznych,  każde  niezwykłe  widzenie  na  niebie  określali  mianem 
„meteora” i uznawali za wynik działania sił nadprzyrodzonych. 
Obecnie meteorami nazywamy okruchy materii kosmicznej wpadające w atmosferę, jednakże 
w  dawnych  czasach  znano  meteory  „powietrzne”,  „wodniste”  i  „świecące”.  Do  pierwszych 
zaliczano  trąby  powietrzne,  do  drugich  —  mgły,  grad,  burze  śnieżne  i  zwykłe;  meteorami 
ś

wiecącymi  zaś  nazywano  „spadające  gwiazdy”,  czyli  według  dzisiejszej  terminologii 

właściwe  meteory,  zjawiska  zwane  obecnie  „latającymi  talerzami”  oraz  zorze  polarne  i 
komety. 
Nie  należy  zapominać,  że  dawni  obserwatorzy  wszelkich  zjawisk  na  niebie  byli  przeważnie 
ludźmi  niewykształconymi,  w  większości  wypadków  niepiśmiennymi.  Zresztą  najbardziej 
nawet  wykształceni  ludzie  nie  zdawali  sobie  sprawy  do  końca  XVII  wieku,  jakiego  rodzaju 
zjawiskiem jest kometa, i że istnieją meteoryty. Większość ludzi przypisywała znaki na niebie 
siłom  nadprzyrodzonym;  znaki  niebieskie  zapowiadać  miały  ważne  wydarzenia,  śmierć 
władcy,  wojnę,  zarazę,  a  nawet  koniec  świata.  Wszelkiego  rodzaju  przepowiednie  oparte  na 
zjawiskach widocznych na niebie od najdawniejszych czasów znajdowały powszechną wiarę. 
Pozostałość  takich  właśnie  wydarzeń  tkwi  we  współczesnych  poglądach  bezkrytycznych 
„wyznawców mitu talerzy”. 
Z  czasem  nauka  wyjaśniła  wiele  zjawisk  otaczającego  świata:  stopniowo  komety,  zaćmienia 
słońca,  meteoryty  itd.  zostały  zaliczone  do  zjawisk  naturalnych.  Nie  ulega  wątpliwości,  że 
kiedyś doczekają się również wyjaśnienia „latające talerze”. 
Wiemy  więc,  że  „latające  talerze”  ukazywały  się  od  dawna  i  że  już  przed  setkami  lat 
zajmowano się dziwnymi zjawiskami ukazującymi się na niebie. W końcu 1645 r. wydano w 
Londynie  książkę  opisującą  niezwykłe  zjawisko,  które  wydarzyło  się  kilka  miesięcy 
wcześniej: 
„Dnia 21 maja 1645 r. po południu zauważono w wielu miejscowościach hrabstwa Cambridge 
ognistą kulę toczącą się po niebie; kula nagle spadła na ziemię, toczyła się po niej, po czym 
uniosła się ku górze i znikła w powietrzu. Równocześnie w pobliskiej miejscowości hrabstwa 
zauważono  flotyllę  latających  statków,  z  powiewającymi  w  powietrzu  flagami.  W  obu 
miejscowościach  wkrótce  potem  zaczął  padać  ulewny  deszcz  i  grad  niezwykłej  wielkości, 
przy  akompaniamencie  grzmotów.  Podobne  zjawiska  obserwowano  tegoż  dnia  w  Holandii. 
Widziano  walczącego  smoka  i  lwa  oraz  zastępy  wojska  pieszego  i  na  koniach;  w  końcu 
ukazała  się  w  powietrzu  flotylla  statków  z  ludźmi,  których  było  widać  tylko  do  połowy,  po 

background image

 

24 

czym wszystko to zasłoniła chmura, która nagle powstała jakby z niczego”. 
Widzimy  oczywistą  mieszaninę  prawdziwych  i  zmyślonych  historii  zebranych  razem  i 
podanych jako zjawisko nadprzyrodzone. Opis przypomina łudząco niektóre dzisiejsze relacje 
„talerzowych” entuzjastów. Odtwarza reakcję ludzi na niezrozumiałe wydarzenia, których nie 
umieją  wytłumaczyć.  Powyższy  opis  dotyczy  zjawiska,  które  pojawiło  się  w  biały  dzień. 
Prawdopodobnie  przyczyną  były  niezwykle  rozbudowane  kręgi  słoneczne  oraz  słońce 
pozorne  wytworzone  przez  kryształki  lodu  w  powietrzu  lub  „ognista  kula”  była  po  prostu 
piorunem kulistym. 
W wydanej w Augsburgu książce: „Meteorologia philosophico-politica 1709 r.” autor opisuje 
różne  „meteory”  i  daje  wskazówki  i  porady,  jak  wykorzystać  zjawisko  dla  własnych 
interesów.  Dziwne  znaki  na  niebie  oznaczają  zły  omen  dla  jednych,  ale  jednocześnie  mogą 
być korzystne dla drugich. 
Księga  cieszyła  się  dużym  powodzeniem  i  została  wkrótce  przetłumaczona  z  łaciny  na 
niemiecki. Autora bardziej interesowała strona filozoficzna i praktyczna zjawisk na niebie niż 
naukowa, przyrodnicza. Tak więc z naukowego punktu widzenia nie ma wielkiego znaczenia, 
natomiast  jest  dobrą  ilustracją  panujących  w  owych  czasach  poglądów  i  wierzeń.  Autor 
opisuje  z  przejęciem  przedziwne  zjawisko  z  1462  r.,  przedstawiające  mnicha  walczącego  z 
królem w pobliżu księżyca. 
Opisuje  również  podobne  niezwykłe  zjawisko,  jakie  miało  miejsce  w  Polsce  w  tymże  roku; 
nie  podaje  jednak  miejscowości,  mówi  tylko  o  Małopolsce.  Ukazał  się  tam  na  niebie 
krucyfiks  i  podniesiony  miecz,  co  wywołało  przerażenie  wśród  ludności;  „w  następstwie 
wydarzyło  się  w  tym  kraju  wiele  napadów  rabunkowych  i  innych  strasznych  zbrodni”. 
Należałoby  wyjaśnić,  że  zjawisko  krzyża,  które  wyglądać  może  jak  krucyfiks  lub  miecz, 
występuje często razem z pozornym słońcem. 
Amerykański  autor  D.H.  Menzel  sądzi,  że  obserwowane  współcześnie  zjawiska  określane 
jako  „latające  talerze”  nazywano  by  w  ubiegłych  wiekach  „latającymi  smokami”.  Dawne 
opisy zjawisk obserwowanych na niebie podawały najbardziej fantastyczne relacje: grzmoty, 
błyskawice,  zwykłe  burze  w  atmosferze  powodowały  okresy  głodu,  zarazy  i  nieszczęść.  Im 
dalej sięgamy wstecz, tym zabobon i przesądy są większe. 
W historii Anglii od V do XIII wieku pośród opisów smoków i cudów, znaków niebieskich i 
złych  duchów  i  wielu  zjawisk  nadprzyrodzonych  znalazła  się  następująca  relacja:  „W  roku 
pańskim 729 dwie straszne gwiazdy ukazały się obok słońca. Ogony ich zwrócone na północ 
pozostały na niebie przez cały miesiąc styczeń. W tym samym miesiącu poganie najechali na 
Galów  i  Hiszpanów  i  poczynili  okrutne  spustoszenia.  W  747  r.  zaczęły  spadać  z  nieba  na 
ziemię kamienie i powszechnie uznano, że jest to znak niebios zapowiadający koniec świata”. 
Dalej czytamy, że w 776 r. „straszne znaki pojawiły się na niebie; w Bretanii widziano węże 
ogniste oraz smoki, które przy odgłosie powtórnych grzmotów zapowiadały głód i wojny”. 
Tekst  wydaje  się  prymitywny,  pełen  przesądów,  a  nawet  absurdalny;  spójrzmy  jednak  na 
współczesne reakcje na niezidentyfikowane zjawiska ukazujące się na niebie, a przestaniemy 
traktować dawne opisy z lekceważeniem i poczuciem wyższości. 
Najbardziej  kompletne  zestawienie  niezwykłych  wydarzeń  zebrał  Charles  Fort  w  dziele 
wydanym  w  1941  r. Amerykanin,  człowiek  nieprzeciętny,  całe  życie  poświęcił  gromadzeniu 
materiałów  dotyczących  „ciekawostek”,  wydarzeń,  na  które  nauka  w  jego  pojęciu  nie 
znajdowała i nie znajduje odpowiedzi. Do „ciekawostek” zaliczał różne obiekty ukazujące się 
na  niebie,  opisywane  w  prasie,  a  czasem  nawet  omawiane  w  czasopismach  naukowych. 
Zdaniem  Forta,  ludzie  nauki  traktowali  zawsze  zjawiska  tego  rodzaju  w  sposób  zbyt 
lekceważący. 
Fort  występuje  przeciwko  naukowcom,  którzy  nie  przyjmują  do  wiadomości  relacji  o 
niezwykłych wydarzeniach. Twierdzi, że światła i tajemnicze odgłosy mogły dowodzić wizyt 
pojazdów  kosmicznych  pilotowanych  przez  „ludzi”  z  innych  planet.  Widzimy,  że  idea 

background image

 

25 

„podróżników  z  innych  planet”  istniała  już  przed  1947  r.  Należy  jednak  dodać,  że 
współpracownicy Forta utrzymują, iż nie traktował swej hipotezy na serio, a pisał jedynie dla 
wywołania polemik i dokuczenia naukowcom. 
Niezależnie od motywów autora „Księga przeklętych” zawiera nieocenione skarby informacji 
dla badaczy obiektów latających. Fort relacjonuje tysiące zjawisk dziwnych świateł na niebie, 
opisuje meteory, zorzę polarną oraz „prawdziwe” „talerze latające”. 
Czytając  „Księgę”  dowiadujemy  się,  że  świetliste  koła,  tarcze  oraz  podobne  zjawy  mają 
odwieczną historię. Pierwsze wyraźne wzmianki spotkać można już w średniowieczu, jednak 
im  dalej  cofamy  się  w  przeszłość,  tym  bardziej  ślady  „talerzy  latających”  się  zacierają, 
ponieważ  w  dawnych  czasach  ludzie  zajmowali  się  przede  wszystkim  zjawiskami 
pojawiającymi się najczęściej, a więc takimi, których istotę obecnie znamy i które uważamy 
za  naturalne.  W  początkach    historii  nawet  błyskawice  uważano  za  zjawisko  tajemnicze  i 
przerażające, a największą grozę wywoływały komety i zaćmienia Słońca. 
Fort  opracował  zestawienie  niezwykłych  wydarzeń  i  zjawisk  XIX  oraz  początku  XX  wieku, 
do  1929  roku.  Zestawienie  objęło  kilkaset  szczegółowo  opisanych  pozycji,  dat,  miejsc  i 
ś

wiadków oraz komentarze. 

W  wieku  XIX,  zwłaszcza  w  latach  pięćdziesiątych  i  sześćdziesiątych,  zaczęły  się  mnożyć 
wieści  o  różnych  niezwykłych  zjawiskach  na  niebie,  a  w  latach  1882  i  1897  miały  nawet 
miejsce „epidemie talerzowe” dokładnie opisane przez ówczesną prasę. 
W wydanej w 1855 r. książce „Łowcy Dalekiego Zachodu” autor opisuje podróż po jeziorach 
kanadyjskich,  podczas  której  na  maszcie  statku  pojawiły  się  ogniste  kule.  Zdarzyło  się  to  w 
czasie burzy, kule były więc prawdopodobnie wyładowaniami elektrycznymi. 
W tym samym czasie wiele pisano o tak zwanych „duchach” na wyspie Marsh Point w Anglii. 
Zauważono  nad  wyspą  dziwne  światła  i  sądzono,  że  były  to  świetlne  sygnały  wzywających 
pomocy. Światła ukazały się również następnych nocy, tak że wkrótce mała wysepka stała się 
ośrodkiem zainteresowania całej okolicy. Tłumy ludzi zbierały się wieczorami nad brzegiem 
morza,  aby  obserwować  świecące  obiekty  poruszające  się  nad  wyspą.  Czasami  światełka 
ukazywały  się  w  większej  ilości,  zataczały  kręgi,  opuszczały  się  i  wznosiły.  Dotychczas  nie 
wiadomo, na czym polegały tajemnicze światła nad wyspą; okoliczni mieszkańcy nazywali je 
zawsze  „duchami”  —  w  owych  czasach  nie  znano  jeszcze  „niezidentyfikowanych  obiektów 
latających”. Zjawiska na wyspie zyskały olbrzymi rozgłos, pisały o nich gazety wielu krajów. 
Słynne „sowy świecące” pojawiające się  w latach dwudziestych ubiegłego wieku w  Norfolk 
okazały się zwykłymi sowami, do których organizmów dostała się w jakiś sposób substancja 
fosforyzująca.  Podobnie  można  również  wytłumaczyć  obserwacje  innych  świecących 
zwierząt, na przykład znanych w starożytności latających smoków, ognistych węży itp. Mogło 
się  zdarzyć,  że  do  mięsa  zabitych  zwierząt  dostały  się  świecące  substancje.  Mięso  mogło 
przyciągać  ptaki  i  w  rezultacie  tworzyły  się  nowe  obiekty  świecące.  Świetliste  sowy 
ukazywały się nad Norfolkiem przez pół wieku. 
Najgłośniejszym  jednak  wydarzeniem  ubiegłego  stulecia  stały  się  olbrzymie  błyszczące 
cygara,  które  w  latach  dziewięćdziesiątych  pojawiły  się  nad  Chicago  oraz  innymi  miastami 
amerykańskiego  Środkowego  Zachodu.  Zgodnie  z  duchem  epoki,  zobaczono  już  nie  smoki, 
lecz  statki  powietrzne,  które  stały  się  wielką  sensacją.  Na  pierwszych  stronach  wszystkich 
amerykańskich  dzienników  z  11  kwietnia  1897  r.  widniały  olbrzymie  tytuły  mówiące  o 
przelocie  tajemniczych  pojazdów  powietrznych.  Znajdujemy  tam  obszerne  sprawozdania, 
relacje  naocznych  świadków,  a  nawet  wywiady  z  uczestnikami  podróży.  Według  mniemań 
ś

wiadków, statki napędzano za pomocą „pary i elektryczności”. 

Musimy  zdać  sobie  sprawę  z  tego,  że  dla  ludzi  lat  dziewięćdziesiątych  zeszłego  wieku 
poruszający się swobodnie statek powietrzny stanowił większą może sensację aniżeli dla nas 
statek  międzyplanetarny.  Samolot  w  owych  czasach  był  pojęciem  nieznanym.  Ówczesne 
balony  przypominały  raczej  nieporadne  „worki  wypełnione  gazem”,  zdane  całkowicie  na 

background image

 

26 

kaprysy wiatru.  Zaledwie parę lat  wcześniej Tomasz Edison skonstruował pierwszą żarówkę 
elektryczną;  mówiono  również,  że  rozpoczął  pracę  nad  budową  „wozu  bez  koni”. W  owych 
czasach  oświetlony  statek  powietrzny  krążący  z  wielką  szybkością  nad  różnymi  miastami 
kraju powodował sensację, jaką dzisiaj wywołałby statek z obcej planety. 
Amerykańskie statki z 1897 r. przestały się pojawiać z chwilą ogłoszenia w prasie wywiadu z 
Edisonem. „Nie wierzę, aby wynalazek statku powietrznego udało się utrzymać w tajemnicy. 
Nie wątpię, że statek taki zostanie w przyszłości zbudowany. Nie będzie to jednak ulepszony 
balon, a raczej urządzenie mechaniczne o lekkim i potężnym silniku. Dzisiejsze wiadomości o 
krążącym nad krajem statku są oczywiście nieprawdą”. 
Trzeźwa wypowiedź Edisona wstrzymała powódź sprawozdań i relacji naocznych świadków. 
Gdy zabrakło wiary, że „statek” istnieje, przestano go widywać. 
Jak już mówiliśmy, wiek XIX i początek XX były bogate w zjawiska obserwowane na niebie. 
Oto  urywki  opisów  tych  wydarzeń  zestawione  z  kilku  dziesięcioleci  wieku  XIX  i  XX  na 
podstawie wspomnianej już książki Ch. Forta: 
1802.  Luty. Niemiecki astronom z Magdeburga  — Fritsch — zauważył  ciemną tarczę, która 
przesłoniła Słońce. 
1808. Październik. Pinerolo, Piemont. Błyszczący dysk ukazał się nad miastem. 
1813.  Lipiec.  Tottenham,  Middlessex,  Anglia.  Świetliste  błyski  na  niebie.  1816.  Lizbona. 
Portugalia. Po trzęsieniu ziemi ukazały się na niebie dziwne zjawiska. 
Jesień, Edynburg, Szkocja. Duży błyszczący pojazd powietrzny ukazał się na horyzoncie. 
1818.  Styczeń.  Angielski  astronom  Loft  z  Ipswich  przez  trzy  i  pół  godziny  obserwował 
niezwykły obiekt w pobliżu Słońca. 
1919. Wiosną astronom Gruthinson zauważył dwa ciemne obiekty, które przesłoniły Słońce. 
1820.  Wrzesień.  Embren,  Francja.  Nierozpoznane  obiekty  przeleciały  w  formacji  kluczowej 
nad miastem. 
1850.  Czerwiec.  Lazurowe  Wybrzeże,  Francja.  Czerwona  kula  poruszała  się  po  niebie,  po 
czym zrzuciła w kierunku ziemi jakiś ciemny przedmiot. 
1851.  Wrzesień.  Londyn.  Ze  wschodu  i  północy  nadlatuje  flotylla  dysków  świetlistych  i 
przelatuje  nad  Hyde  Parkiem,  gdzie  odbywa  się  właśnie  wielka  wystawa.  Pastor  W.  Read 
obserwuje ten przelot przez teleskop.  
1853. Maj. Zauważono trzy świetliste obiekty koło Merkurego. Mr. Gregg donosi, że jeden z 
nich  miał  kształt  cygara,  drugi  był  duży  i  okrągły,  trzeci  zaś  w  kształcie  dysku.  Czerwiec.  
Porucznik  Gazette  donosi,  że  widział  latającą  maszynę  (na  pięćdziesiąt  lat  przed  pierwszym 
lotem braci Wright). 
1855. Astronomowie Ritter i Schmidt widzieli bez teleskopu wielki powietrzny statek. 
1856. Dolmar, Francja. Dr Dussort zaobserwował czarną latającą torpedę; kiedy przelatywała 
nad jego głową, słyszał wyraźnie świst. 
1859. Wrzesień. Astronom Richard Carrington zauważył dwa świetliste ciała na niebie, przy 
czym twierdzi, że nie były to meteory. Obserwatorium jego znajduje się w Redhill, Anglia. 
1890. Październik. Grahamsown, Południowa Afryka. Astronom Eddie obserwował przez 45 
minut poruszający się na niebie dziwny obiekt przypominający nieco kometę. 
1891. Wrzesień. Podobny obiekt zaobserwowano w północnej Irlandii. 
1892.  Kwiecień.  Holenderski  astronom  Muller  zaobserwował  wielką  czarną  tarczę 
przelatującą obok Księżyca. 
1893. Marzec. Val de la Haye, Francja. Astronom Raymond Coulon donosi o pojawieniu się   
błyszczącego obiektu z kształtu przypominającego gruszkę. 
Maj.  Brytyjski  okręt  „Caroline”  donosi,  że  pomiędzy  Szanghajem  a  Japonią  zauważono 
formację  latających  z  wolna  tarcz.  Przez  teleskop  stwierdzono,  że  były  one  koloru 
czerwonego i że pozostawiały za sobą brązową smugę. Zjawisko to obserwowano przez dwie 
godziny.  Następnego  dnia  pojawiło  się  to  samo.  zjawisko.  Tym  razem  obserwowane  było 

background image

 

27 

również przez załogę brytyjskiego okrętu „Leander”. 
1894. Styczeń. Llanthomas, Walia. Nad miejscowością tą pojawiła się tarcza, która oświetliła 
całą  okolicę;  słychać  było  wybuch,  który  zaobserwowano  równocześnie  w  Hereford, 
Worcester i Shropshire. 
Sierpień,  Północna  Walia. Admirał  Ommanney  donosi  o  pojawieniu  się  latającego  dysku,  z 
którego wydobywał się płomień. 
Maj. Na tarczy Wenus ukazał się świetlisty punkt. 
Sierpień. Prof. Barnard obserwuje, jak punkt ten minął planetę Wenus i znikł w przestrzeni. 
Sierpień.  Prof.  Murray  pisze  z  Oxfordu,  że  zaobserwował  unoszącą  się  nad  domem  tarczę, 
dużo jaśniejszą od Wenus, która odleciała na wschód. 
Wrzesień. Taki sam obiekt zauważono w Scarborough, w hrabstwie York. 
Czerwiec. Zaobserwowano czarną torpedę, która przeleciała obok Księżyca. 
Lipiec.  Z  obserwatorium  Smith  donoszą  o  okrągłym  dysku,  który  w  ciągu  czterech  sekund 
minął Księżyc. 
Grudzień. Dr Karol Davidson zauważył błyszczący dysk nad Worcester, który do tego stopnia 
oświetlił okolicę, że można było podnieść z ziemi szpilkę. 
1897. Luty. Nad Madrytem słychać było eksplozję, na skutek której w domach powylatywały 
okna i popękały ściany. Na ulicach miasta wybuchła panika, a na niebie pojawiła się świetlista 
chmura. 
Kwiecień.  Wielką  ilość  zjawisk  talerzowych  zaobserwowano  w  Ameryce.  „Statek 
powietrzny”  nad  miastem  Kansas.  Ten  sam  statek  zaobserwowano  w  Chicago  i  w  Benton. 
Texas. Statek zaopatrzony był w dwa olbrzymie reflektory skierowane ku Ziemi.  
1899. Marzec. Błyszczący dysk widziano nad El Paso, Texas. 
Październik. Luzarches, Francja. Na horyzoncie zauważono ognisty dysk wielkości Księżyca. 
1905.  Wrzesień.    Llangollen,  Walia.  Widziano  ciemny  obiekt  na  wysokości  dwóch 
kilometrów. 
1909. Grudzień. Nad Bostonem w Stanach Zjednoczonych zauważono błyszczący obiekt. 
Grudzień. Nieznany obiekt ukazał się nad Worcester, USA.  
1923. Północna Karolina, USA. Stwierdzono, że od trzech lat pojawiają się nad górami tarcze 
przelatujące w formacji lub też pojedynczo. 
1929.  Sierpień.  Z  parowca  „Coldwater”  zauważono  poruszające  się  z  szybkością  stu 
pięćdziesięciu kilometrów na godzinę błyszczące ciało. W tym czasie nie umiano jeszcze latać 
przez Atlantyk. 
 
Na  tym  kończymy  listę  doniesień  o  niezwykłych  zjawiskach  widzianych  na  niebie.  Nie 
znaczy  to  jednak,  aby  po  1929  r.  nie  widywano  ich.  Od  tego  czasu  do  roku  1947,  to  jest  do 
chwili  oficjalnych  narodzin  współczesnych  „talerzy”  —  tajemniczych  zjawisk  było  równie 
wiele. 
Robiono  także  zestawienia  obserwacji  z  tego  okresu.  Należy  tu  podkreślić,  że  aczkolwiek 
trudno  uważać  Forta  za  wyznawcę  „talerzy”,  to  jednak  sposób  podania  przez  niego 
zgromadzonych  opisów  i  sprawozdań  sugeruje  „nadprzyrodzone”,  a  w  każdym  razie 
kosmiczne pochodzenie tajemniczych zjawisk. 
Wyznawcy  „talerzy”  uważają  go  za  swego  „ojca  duchowego”  i  powołują  się  stale  na  jego 
prace (dlatego też podaliśmy tak obszerny z nich fragment). 
Równocześnie jednak wielu uczonych uważa prace  Forta za podstawowy argument na rzecz 
naturalno-atmosferycznej  natury  „talerzy”.  Fakt,  że  w  ciągu  stuleci  i  tysiącleci  te  same 
zjawiska pojawiały się z niezwykłą regularnością, wyzwalając te same zresztą reakcje u ludzi, 
zależne tylko od poziomu ich wykształcenia, poglądów i wierzeń, a nie pozostawiające nigdy 
ś

ladów  materialnych  (z  wyjątkiem  oczywistych  upadków  meteorytów)  -  -  jest  najlepszym 

argumentem przeciwko współczesnej histerii „talerzowej”. 

background image

 

28 

O  dziwnych  zjawiskach  obserwowanych  na  świecie  pisała  również  dziewiętnastowieczna 
prasa  polska.  Współcześnie  natomiast  „talerze”  pojawiły  się  w  polskiej  prasie  dopiero  w 
drugiej  połowie  lat  pięćdziesiątych.  Przez  wiele  lat  w  czasopismach  ukazywały  się  opisy 
ś

wiadków  różnych  zjawisk  obserwowanych  w  powietrzu.  Kilka  z  tych  sprawozdań 

zamieszczono  w  wydanej  w  1961  r.  książce  „Latające  talerze”.  Wydawnictwo,  które  ją 
wydało, zamieściło następujący komentarz: 
„Era  astronautyki  i  lotów  kosmicznych,  w  której  żyjemy,  przyniosła  wzmożone 
zainteresowanie przestrzenią pozaziemską i możliwością kontaktów z innymi zamieszkanymi 
ś

wiatami. Niewątpliwym wytworem tej atmosfery jest sprawa latających talerzy, zaprzątająca 

od  niedawna  umysły  wielu  ludzi  na  obu  półkulach.  Wydaje  się,  że  nadszedł  już  czas  na 
podsumowanie  faktów,  hipotez  i  legend,  które  na  ten  temat  krążą,  i  trzeźwą  naukową  ich 
ocenę.  To  właśnie  skłoniło  nas  do  zamieszczenia  niniejszej  publikacji  w  serii  poświęconej 
nowościom nauki i techniki”. 
W  książce  znalazły  się  opisy  kilku  polskich  relacji  na  temat  talerzy,  tak  na  przykład 
powtórzono  artykuł  prasowy,  który  stał  się  sensacją.  Napisany  w  1957  r.  przez  autora 
wierzącego  w  pozaziemskie  pochodzenie  „talerzy”  zapoznawał  czytelników  z  tematem  w 
formie dość bezkrytycznej, podając opisy najbardziej sensacyjnych spotkań z „talerzami”. 
Gwałtowną  reakcję  czytelników  wywołał  fakt,  iż  artykuł  ukazał  się  w  miesięczniku 
naukowym.  Zamieszczenie  artykułu  z  niejasnym  komentarzem  redakcji  stało  się  w  oczach 
opinii publicznej potwierdzeniem prawdziwości zawartych w nim opisów i wniosków. 
W  tym  samym  czasie  opublikowano  pierwsze  w  języku  polskim  artykuły  i  książki  o 
podróżach  kosmicznych,  popularyzujące  zagadnienia  związane  ze  spodziewanym 
wystrzeleniem  pierwszych  sztucznych  satelitów.  W  tym  okresie  podane  w  sposób 
bezkrytyczny  opowiadania  o  „talerzach”  wywołały  zamęt  i  pomieszanie  wiadomości 
naukowych z sensacyjnymi. W rezultacie dla wielu ludzi zajmujących się nauką i techniką, a 
skłonnych  do  przesadnej  wiary  w  słowo  drukowane,  temat  „talerzy”  stał  się  czymś 
związanym  z  problematyką  podróży  kosmicznych,  sztucznych  satelitów  i  rakiet 
księżycowych. 
Entuzjaści  astronautyki  wystąpili  przeciwko  tego  rodzaju  publikacjom,  których  zaczęło 
pojawiać się coraz więcej. Przykładem zacietrzewienia, do jakiego doprowadziła polemika na 
temat  „talerzy”,  może  być  fakt,  że  przeciwnicy  otrzymywali  od  zwolenników  i  wyznawców 
„talerzy” anonimy grożące rękoczynami. 
Autorów przekonanych o „niepodważalnych dowodach istnienia statków pilotowanych przez 
istoty  rozumne”  pojawiło  się  na  łamach  prasy  polskiej  co  najmniej  kilku.  Wypowiedzi  ich 
dowodziły,  że  podeszli  bezkrytycznie  do  niepoważnych  relacji,  które  ukazały  się  w  krajach 
zachodnich. 
Początkowo  zatriumfowali  przeciwnicy  „talerzy”  pozaziemskiego  pochodzenia,  ale  nie  na 
długo.  W  latach  następnych  zaczęły  się  znowu  pojawiać  wzmianki  w  prasie  o  dziwnych 
zjawiskach  w  powietrzu.  Tym  razem  były  to  już  zjawiska  widziane  w  kraju.  Wypadki 
rozwijały się podobnie jak w Ameryce: z chwilą gdy ludzie dowiedzieli się o pojawieniu się 
„talerzy”, zaczęli je rzeczywiście masowo widywać. 
W  końcu  1958  r.  jeden  z  tygodników  ogłosił  cykl  artykułów  o  „talerzach”.  Bezpośrednim 
powodem  stały  się  wiadomości  nadchodzące  z  Podkarpacia. Większość  mieszkańców  jednej 
wsi  w  pobliżu  Żywca  miała  stale  widywać  „talerze”  latające.  Dla  zbadania  tego  zjawiska 
redakcja  tygodnika  wysłała  specjalną  kilkuosobową  ekipę  złożoną  i  z  przeciwników,  i  ze 
zwolenników  „talerzy”.  Ogłoszono  wiele  wypowiedzi  naocznych  świadków,  z  których  dwie 
przytaczamy: 
„Nagle  pani  K.  spostrzegła  jakiś  lecący  w  powietrzu  okrągły  przedmiot  srebrzystobiały  z 
wypukłością u góry, podobny kształtem do kapelusza. Nadlatywał od strony miasta, kołysząc 
się  na  boki  i  lśniąc  jak  lustro  w  promieniach  słońca.  Sądziła,  że  mógł  się  znajdować  na 

background image

 

29 

wysokości około 500 m i miał jakieś 20 m średnicy. Przedmiot posiadał płaskie dno, jednak 
pani K. nie dostrzegła szczegółów. W pewnej chwili przedmiot dokonał zwrotu i oddalił się z 
większą  szybkością  na  północny  wschód,  w  kierunku  wsi  Bożęta,  po  czym  znikł za  górami. 
Pani  K.  stała  zdziwiona  myśląc,  co  to  za  nowy  pojazd  powietrzny.  O  »latających  talerzach« 
przedtem nigdy nie słyszała”. 
Lepiej  udokumentowane  zjawisko  pojawiło  się  w  Muszynie  22  grudnia  1958  r.  Zrobiono 
zdjęcie  fotograficzne  „talerza”.  Zdjęcie  opublikowano  w  prasie,  co  wywołało  olbrzymią 
sensację. 
Przytaczamy wypowiedź doświadczonego amatora fotografa, autora zdjęcia. „22 grudnia ub. 
roku,  około  godz.  15,  patrząc  przez  okno  zauważyłem  ciekawy  odblask,  jak  gdyby 
zachodzącego słońca przebijającego się przez chmury. Ponieważ zapomniałem zabrać ze sobą 
filtr  fotograficzny,  sądziłem,  że  tak  silny  odblask  barwy  pomarańczowej  pozwoli  lepiej 
uwidocznić  na  zdjęciu  chmury  utrzymujące  się  nad  grzbietem  górskim.  Skłoniło  mnie  do 
sfotografowania  pejzażu  widocznego  z  mego  okna,  przedstawiającego  drogę  do  Żegiestowa, 
tor kolejowy, a na dalszym planie rzekę Poprad i wznoszące się za nią wzgórze z drzewami na 
tle chmur. Odległość od mego okna do szczytu wzgórza wynosiła około pół kilometra. Zanim 
zdążyłem  nacisnąć  migawkę,  zza  chmur  wyskoczyła  błyszcząca  pomarańczowożółtym 
ś

wiatłem tarcza, którą wziąłem za słońce. 

Po kilku dniach oddałem rolkę do wywołania fotografowi w Muszynie. Zdziwiłem się, gdy na 
odbitce w miejscu rzekomej tarczy słonecznej zobaczyłem dziwny, ciemny przedmiot kształtu 
grubego dysku. Widoczne wyraźnie na zdjęciu cienie drzew oraz cień stojącego przed oknem 
masztu bez żadnej wątpliwości świadczyły, że prawdziwe słońce znajdowało się w momencie 
fotografowania pejzażu daleko po prawej stronie. Okazało się więc. że w momencie robienia 
zdjęcia  wziąłem  za  słońce  jakieś  inne  zjawisko,  które  klisza  wykazała  jako  tajemniczy 
przedmiot.” 
Redakcja  dodała  od  siebie  komentarz:  „Fachowcy,  którzy  oglądali  błonę  filmową  i  odbitki, 
zgodnie  twierdzą,  że  na  kliszy  została  utrwalona  rzeczywiście  tarcza,  zjawisko,  którego  nie 
umieją  wytłumaczyć.  Warto  podkreślić,  że  kształtem  obiekt  do  złudzenia  przypomina 
podawane przez prasę zagraniczną zdjęcia mające przedstawiać tzw. »latające talerze«.” 
Druga  fala  wiadomości  o  „talerzach”  pojawiła  się  w  notatkach  prasowych  w  latach 
siedemdziesiątych.  Dzienniki  podały  opisy  obserwacji  w  Zakopanem,  w  Krakowie  i 
najsłynniejsze  wydarzenie,  przeżycie  rolnika  spod  Lublina  opisane  ze  szczegółami  w 
kilkudziesięciu  gazetach  całego  kraju.  Bohater  tego  „spotkania  trzeciego  stopnia”, 
sześćdziesięcioparoletni  rolnik,  który  nigdy  nie  słyszał  o  żadnych  „talerzach”  ani 
niezidentyfikowanych obiektach latających, nie czytujący gazet ani książek, opisał spotkanie 
z  pojazdem  talerzowym  oraz  podał,  iż  uprowadzony  został  na  pokład  pojazdu  i  poddany 
jakimś badaniom. Prasa zamieściła wiele wywiadów przeprowadzonych przez dziennikarzy z 
bohaterem  spotkania,  również  z  sąsiadami  i  rodziną  bohatera;  wszyscy  określali  go  jako 
zrównoważonego, prawdomównego, abstynenta itp. 
Wśród  autorów  piszących  o  „talerzach”  wyróżnić  można  grupę  wyraźnych  sceptyków  nie 
przyjmujących do wiadomości nawet w teorii istnienia „talerzy” jako obiektów materialnych. 

background image

 

30 

 

OPINIE SCEPTYCZNE 

[Komisja Menzela * tęcza * zorza polarna * pioruny kuliste * pozorne 
słońce * sceptycy polscy * radar]

 

 
Rządowe  badania  amerykańskie  prowadzone  przez  specjalną  komisję  w  końcu  lat 
czterdziestych nie przyniosły wyników jednoznacznych; w każdym razie nie stwierdzono ani 
jednego wypadku, który można by uznać za pojawienie się obiektu materialnego. 
Oficjalne  badania  prowadzone  przez  lotnictwo,  przeznaczone  do  obserwacji  w  obszarze 
powietrznym,  wynikły  z  obaw,  czy  aby  tajemnicze  zjawiska  nie  są  „wynalazkiem  obcego 
mocarstwa”. 
Opracowano  kwestionariusze  i  rozesłano  po  całym  kraju  oraz  założono  kartotekę,  gdzie 
klasyfikowano  nadchodzące  odpowiedzi.  Kwestionariusze  te,  bardzo  szczegółowe,  miały 
ułatwić każdemu, kto zaobserwował niezwykłe zjawisko na niebie, szczegółowe przekazanie 
informacji; były też pytania przeznaczone tylko dla lotników i personelu lotnisk. Dodatkową 
zaletą  kwestionariuszy  było  to,  że  miały  także  uczyć  umiejętnego  obserwowania  i 
sporządzania sprawozdań. Pytania były w taki sposób sformułowane, że obserwator nie tylko 
stwierdzał,  co  widział,  ale  były  również  pewnego  rodzaju  wywiadem  dotyczącym  osoby 
samego  obserwatora.  Za  bardzo  istotne  uznano  bowiem  dyspozycję  psychiczną  w  chwili 
dokonywania  obserwacji  oraz  ogólną  wrażliwość  i  stan  nerwowy  obserwatora.  Jest  to  także 
ważne przy prowadzeniu wszelkiego rodzaju rozmów ze świadkami wydarzeń „talerzowych”. 
Dla  pełnego  obrazu  zamieszczamy  fragmenty  z  oficjalnej  publikacji  amerykańskiej 
„Obserwacje  latających  obiektów  niezidentyfikowanych”.  Przytaczamy  pełny  tekst  istotnych 
ustępów,  aby  sprostować  opinię  rozpowszechnioną  przez  entuzjastów  „talerzy”,  jakoby 
sprawozdanie zawierało jakieś niedomówienia lub nawet akceptowało fakt istnienia obiektów 
pochodzenia pozaziemskiego. (W tłumaczeniu zachowano styl tej urzędowej publikacji). 
„...  W  obecnych  warunkach  nie  można  udowodnić  z  absolutną  pewnością,  że  »latające 
talerze«  nie  istnieją.  Byłoby  to  możliwe  jedynie  w  tym  przypadku,  gdyby  nadesłane  dane 
zawierały  dokładne  pomiary  naukowe  i  szczegółowy  opis  obiektów  każdej  obserwacji. 
Jedynie posiadając dane tego typu można by stwierdzić definitywnie istnienie lub nieistnienie 
»latających talerzy«. 
...W  nadesłanych  relacjach  brak  było  dokładnych  danych  naukowych,  pomimo  tego 
otrzymano jednak pewne wnioski dzięki zastosowaniu metod statystycznych. Ogólnie biorąc 
dane  informacyjne  nie  wykazywały  cech  wspólnych.  Nie  jest  wykluczone,  że  wynikało  to  z 
niedokładności  i  niekompetencji  informatorów...  Przeprowadzono  dokładnie  badania 
najważniejszych  cech  charakterystycznych  »widywanych«  obiektów,  a  specjalnie  tych 
obserwacji,  które  zaliczone  zostały  do  niewyjaśnionych.  Nie  przyniosły  one  jednak 
wyraźnego zmniejszenia ilości obserwacji niewyjaśnionych, głównie z powodu braku danych 
co  do  położenia  i  trasy  lotu  (w  czasie  dokonywania  obserwacji)  samolotów,  balonów 
meteorologicznych i innych obiektów... 
...Mimo  usilnych  badań  nie  udało  się  stwierdzić  sprawdzonego  wypadku  pojawienia  się 
»latającego talerza« lub nawet modelu »latającego talerza« ... 
Stwierdzono,  że  w  relacjach  o  obiektach  niezidentyfikowanych  brak  jest  jakichkolwiek 
danych  dowodzących  materialności  obiektu...  Niesłuszny  jest  wniosek,  że  obiekty 
zakwalifikowane  jako  niewyjaśnione  są  »latającymi  talerzami«;  zebrane  dane  nie  pozwalają 
na  taki  wniosek,  jak  również  na  opracowanie  prawdopodobnego  modelu  obiektu  i  nie  dają 
nawet przybliżonych wskazówek... 

background image

 

31 

...Opierając  się  na  dostarczonych  informacjach  można  stwierdzić,  że  nadesłane  relacje  o 
nierozpoznanych  obiektach  łatających  w  powietrzu  nie  zawierają  nic,  co  byłoby  dowodem 
istnienia możliwości technicznych przewyższających osiągnięcia współczesne... 
...Przeciętny  czytelnik  gazet  przekonany  jest  po  przeczytaniu  sprawozdań  prasowych,  że 
»latające talerze« istnieją i są jakąś tajemniczą potęgą. Reakcja ta pojawia się niezależnie od 
przygotowania i uprzedniej postawy czytelnika. Dzieje się tak, ponieważ zjawiska »latających 
talerzy«  opisane  są  przez  ludzi,  którzy  przeczytali  jedynie  jedno  lub  parę  sprawozdań.  W 
publikacjach  tego  typu  podawane  są  jedynie  najbardziej  sensacyjne  sprawozdania.  Po 
przeczytaniu  kilku  takich  sprawozdań  czytelnik  przekonany  jest  o  realności  »latających 
talerzy«.  W  miarę  zapoznawania  się  z  coraz  większą  ilością  sprawozdań  przekonanie  to 
ustępuje  i  pojawia  się  sceptycyzm.  W  pewnym  momencie  czytelnika  ogarnia  zniechęcenie, 
gdyż  każde  następne  sprawozdanie  w  dalszym  ciągu  nie  zawiera  nic  konkretnego;  przestają 
być interesujące. 
Sceptycyzm  taki  ogarnął  w  końcu  nieomal  wszystkich  pracowników  komisji  zajmującej  się 
badaniem; aby zachować obiektywność sądu, trzeba było z ich strony dużego wysiłku woli... 
...Można  więc  przypuszczać,  że  wszystkie  nierozpoznane  obiekty  latające  zostałyby 
wyjaśnione w sposób naturalny,  gdyby  dostępne  były bardziej szczegółowe dane. Wszystkie 
bowiem  niewyjaśnione  obserwacje  polegają  przeważnie  na  bardzo  skąpych  informacjach  i 
ograniczają  się  jedynie  do  opinii  i  interpretacji  obserwatorów.  Z  chwilą  gdy  zastosowano 
naukowe  metody  badawcze  i  dokładnie  sprawdzono  nadsyłane  sprawozdania,  ilość 
wypadków niewyjaśnionych spada nieomal do zera...” 
Niewielu  uczonych  zajęło  się  sprawą  „talerzy  latających”  —  większość  uznała  zjawisko  za 
zbyt  mało  ciekawe,  aby  poświęcić  się  badaniom.  Jednym  z  niewielu,  który  zadał  sobie  trud 
zbadania  wartości  sprawozdań  i  opracowania  wyjaśnień,  D.H.  Menzel,  profesor  na 
uniwersytecie  w  Harwardzie,  uzyskał  dostęp  do  centralnej  biblioteki  amerykańskiej  Komisji 
Badań Talerzowych.  Oto jego wypowiedź na temat „talerzy”: „Jako pracownik naukowy nie 
martwię  się,  gdy  nie  potrafię  wyjaśnić  jakiegoś  zjawiska.  Poszukiwanie  prawdy  należy  do 
mojego  zawodu  i  jest  również  moją  rozrywką.  Świat  pełen  jest  jeszcze  zagadek.  Szukam 
wyjaśnień i nie chcę sobie ułatwiać zadania wymyślaniem rzeczy nieistniejących”.  
I  dalej:  „Astronom  przepowiada  zaćmienie  słońca  z  dokładnością  do  ułamka  sekundy, 
natomiast  meteorolog  nigdy  nie  jest  pewien,  jaka  pogoda  będzie  w  dniu  jutrzejszym.  Czy 
należy z tego wyciągnąć wniosek, że istnieje jakaś siła nadprzyrodzona, która kieruje pogodą? 
Niewiele  jeszcze  wiemy  o  piorunach  i  błyskawicach.  Meteorolog  nie  wie,  kiedy  pojawią  się 
błyskawice w czasie jutrzejszej burzy i gdzie uderzą pioruny. Czy to znaczy, że powinniśmy 
powrócić  do  dawnej  wiary  w  pogańskiego  boga  burz  i  piorunów?  Wystawiamy  sobie 
ś

wiadectwo  nieuctwa,  gdy  dla  wyjaśnienia  nieznanych  zjawisk  szukamy  pomocy  u  sił 

diabelskich lub u istot wyższych, nadludzkich. 
Jak wytłumaczyć tak prymitywną wiarę w latające talerze? Sądzę, że istnieją trzy przyczyny. 
Po pierwsze, latające talerze są zjawiskiem rzadkim i niezwykłym. Jesteśmy przyzwyczajeni 
do  zjawisk,  które  się  powtarzają.  Jeśli  zdarzy  się  coś  niezwykłego  —  widzimy  w  tym  siły 
tajemnicze. 
Po  drugie,  czasy  współczesne  są  pełne  niepokoju.  Żyjemy  w  świecie,    który  jest  groźny.  
Uruchomiliśmy  siły,  którymi  nie  umiemy  właściwie  pokierować;  żyjemy  w  obawie  wojny,  
która zniszczy świat. 
Po  trzecie,  ludzie  lubią  dreszczyk  sensacji  -  -  przyjemnie  jest  wyobrazić  sobie,  że  jest  się 
bohaterem powieści »sensacyjnej«. 
Oczywiście tłumaczenie tego rodzaju mówi jedynie o ułomności natury ludzkiej, nie wyjaśnia 
jednak,  dlaczego  ludzie  widują  zjawiska  w  kształcie  talerzy.  Pamiętamy,  że  pomimo  wielu 
wypadków oczywistych złudzeń wywołanych przez obłoki, balony, latawce, ptaki itp. talerze 
latające  w  pewnym  sensie  istnieją;  to,  że  ludzie  rzeczywiście  widzą  w  powietrzu  zjawisko 

background image

 

32 

kształtu  talerzy.  Talerze  nie  są  również  jedynie  halucynacją  czy  płodem  wyobraźni 
patrzącego. Twierdzenie, że talerze rzeczywiście istnieją, nie oznacza, że są one konkretnymi 
przedmiotami, mogą być np. zjawiskami atmosferycznymi. 
Rozpatrzmy na przykład zjawisko tęczy, istnieje w rzeczywistości, mimo że nikt jej nigdy nie 
dotknął  ani  nie  wymierzył.  Pamiętajmy  o  tęczy,  kiedy  będziemy  rozważali  argumenty  za  i 
przeciw latającym talerzom. 
Dziesiątki  ludzi  stwierdzało,  że  talerze  są  tarczami  z  metalu.  Jeśli  rzeczywiście  w  to 
uwierzymy, stopniowo dojdziemy do wniosku, że talerze są statkami z innych planet.” 
Przytoczmy znowu tekst D.H. Menzela: 
„W  czasie  przesłuchiwań  świadków,  którzy  »przysięgają«,  że  talerze  wykonane  są  z  metalu, 
postawiono  następujące  pytanie:  Dlaczego  sądzi  Pan,  że  talerz  był  z  metalu?  Jednym  z 
dowodów,  że  przedmiot  wykonany  jest  z  metalu,  jest  jego  zdolność  przewodzenia  prądu 
elektrycznego.  Czy  badał  Pan  talerz  na  tyle  dokładnie,  aby  się  móc  o  tym  przekonać? 
Oczywiście nie było o tym mowy. Okazuje się, że twierdzenie, iż talerz jest metalowy, opiera 
się na wrażeniu obserwatora, że błyszczał jak metal. Znamy przecież plastyki tak podobne do 
metalu,  że  nie  można  ich  odróżnić,  tak  samo  w  pewnych  warunkach  szkło  odbija  światło 
podobnie  jak  powierzchnia  metalu.  Z  rozważań  tych  widzimy  jasno,  jak  bezpodstawne  jest 
twierdzenie,  że  talerze  są  »na  pewno  z  metalu«.  Prawdopodobnie  są  tylko  światłem,  które 
sprawia wrażenie, jak gdyby było odbite od metalu.” 
Jednym z argumentów zwolenników aktualnej teorii „talerzy” są sprawozdania, które mówią 
o rzekomej inteligencji w poruszaniu się „talerzy”. Zachowują się mianowicie w taki sposób, 
jak  gdyby  potrafiły  odgadnąć  każdy  ruch  pilota  prowadzącego  samolot;  starają  się  uniknąć 
zetknięcia  się  z  samolotem  lub  też  trzymają  się  wytrwale  jego  śladu.  Wiemy,  że  w  taki 
właśnie  sposób  zachowuje  się  cień  lub  odbicie  w  lustrze.  „Talerze”  mogą  więc  być  czymś 
podobnym  do  odbicia  lub  załamania  się  promieni  świetlnych  we  mgle,  kroplach  deszczu, 
kryształkach  lodu  lub  też  załamaniem  w  na  przemian  ciepłych  i  zimnych  warstwach 
powietrza.  Najprostszy  wniosek:  „talerze”  są  przeważnie  polami  światła  podobnymi  na 
przykład  do  plamy  świetlnej  obserwowanej  na  podłodze  pokoju.  Prawdziwe  są  tak,  jak 
prawdziwy  jest  cień  człowieka  poruszającego  się  w  słońcu;  nic  dziwnego,  że  wysiłki 
dogonienia cienia spełzają na niczym. 
Dalej  dowodzi  Menzel:  Zastanówmy  się  nad  zjawiskiem  pozornie  nie  związanym  z 
„latającymi talerzami”, mianowicie nad tęczą. Zamierzamy bowiem przeprowadzić dowód, że 
„latający  talerz”  może  być  zjawiskiem  optycznym,  a  więc  zjawiskiem  tego  samego  typu,  co 
tęcza. Żadne z tych zjawisk nie jest złudzeniem optycznym. Możemy obserwować tęczę, jak 
zdarza się nam obserwować „latający talerz”. 
Tęcza  zachowuje  się  podobnie  jak  obraz  w  lustrze;  gdy  staramy  się  zbliżyć,  utrzymuje  tę 
samą  odległość  —  zatrzymuje  się,  gdy  się  zatrzymujemy,  i    posuwa    się,  gdy    ruszamy  z 
miejsca.  Nikomu jednak nie przychodzi do głowy sądzić, iż ruchy tęczy kierowane są przez 
istoty  inteligentne,  ani  podejrzewać  działalności  sił  nadprzyrodzonych.  Oczywiste  jest 
podobieństwo do zachowania się tajemniczych  obiektów. Przykład tęczy pozwala zrozumieć 
olbrzymią „ruchliwość „ „latających talerzy”. 
Zakładając,  że  „talerz”  nie  jest  przedmiotem  materialnym,  a  więc  czymś,  czego  możemy 
dotknąć, lecz jedynie zjawiskiem optycznym podobnym do tęczy, nie będziemy się łudzić, że 
potrafimy  obliczyć  odległość  do  niego  lub  jego  wielkość.  Zależnie  od  przypadkowej  oceny 
odległości na 100 m, jeden kilometr czy też 50 km wypadną nam różne, równie przypadkowe 
dane dotyczą wielkości i szybkości „talerza”. 
Wyobraźmy  sobie,  że  kilka  osób  ustawionych  w  odległości  kilkunastu  metrów  od  siebie 
patrzy na tęczę; każda z nich odnosi wrażenie, że tęcza znajduje się, powiedzmy, w odległości 
1000  m.  Jeśli  teraz  porównamy  kierunki  rąk  wszystkich  osób  wskazujących  tęczę, 
stwierdzimy, że są one równoległe; wrażenie bliskości jest więc złudzeniem. 

background image

 

33 

Nie  możemy  określić  odległości  tęczy,  możemy  natomiast  wyznaczyć  kierunek,  w  jakim  się 
znajduje.  Zjawisko  tęczy  bliższe  jest  określeniu  jako  „kierunek”  niż  jako  plama  świetlna  o 
określonych wymiarach. Najczęściej tęcza widoczna jest właśnie rano lub późno po południu, 
a więc wtedy, gdy słońce znajduje się niżej niż 42 nad horyzontem. 
Aby  tęcza  powstała,  potrzebne  są  dwa  czynniki:  źródło  światła  i  ośrodek  odbijający  lub 
załamujący bieg promieni świetlnych. 
Powróćmy  teraz  do  naszych  „latających  talerzy”.  Jednym  z  powodów  występowania  tego 
zjawiska jest niewątpliwie odbicie promieni świetlnych w kropelkach wody zawieszonych w 
powietrzu.  Promienie  świetlne  wszelkiego  rodzaju  lamp  i  reflektorów,  światło  okien 
samolotów. Słońce i Księżyc odbijają się w kropelkach wody; nawet kropelki rosy na trawie 
wspaniale odbijają światło. 
Kolor  i  wielkość  tęczy  zależą  przede  wszystkim  od  wielkości  kropel.  Krople  średniej 
wielkości  dają  odbicie  ostre  i  tworzą  tęczę  wielobarwną,  natomiast  bardzo  małe  krople 
podczas  mgły  tworzą  tęczę  prawie  białą,  bezbarwną.  Powstaje  jasny  półkolisty  łuk  o 
pomarańczowym brzegu i tęcza przypomina niektóre opisy „latających talerzy”. 
W pobliżu obu biegunów Ziemi występuje zjawisko zorzy polarnej. Maksymalne jej natężenie 
obserwować można w niewielkiej stosunkowo odległości od biegunów. W naszej szerokości 
zorzy prawie nie spotykamy. Czym jest zorza polarna? 
Ziemia,  która  jest  namagnetyzowaną  kulą,  sprawia,  że  igła  kompasu  kieruje  się  zawsze  w 
określonym  kierunku.  Bieguny  magnetyczne  Ziemi  nie  leżą  w  tym  samym  miejscu,  co 
geograficzne.  Północny  biegun  magnetyczny,  który  właściwie  powinniśmy  nazywać 
południowym, ponieważ przyciąga północny koniec igły kompasu, leży na północ od Zatoki 
Hudsona,  na  kontynencie  Ameryki  Północnej.  Południowy  biegun  magnetyczny  leży  na 
kontynencie Antarktydy.  Bieguny  magnetyczne  zmieniają  stale  swoje  położenie;  przesuwają 
się  one  powoli,  z  pewną  regularnością,  zataczając  w  przybliżeniu  łuk  dookoła  biegunów 
geograficznych. 
Zorza  polarna  występuje  najczęściej  w  odległości  około  20  szerokości  geograficznej  od 
bieguna  magnetycznego.  Poczynając  od  tego  pasa,  w  którym  zorza  jest  najintensywniejsza, 
widoczność jej zmniejsza się zarówno w kierunku bieguna magnetycznego, jak i w kierunku 
równika.  Zorze  bywają  różnego  kształtu  i  barwy.  Jedną  z  najbardziej  pospolitych  postaci 
zorzy jest pas świetlny na północnej lub południowej stronie nieba. 
Od  niedawna  wiemy,  że  zorza  polarna  powstaje  wskutek  uderzania  różnych  cząstek  wiatru 
słonecznego  w  warstwę  magnetosfery  Ziemi.  Mamy  dowody,  że  cząstki  te  przybywają  ze 
Słońca; przez długi czas jednak nie wiadomo było nic o powiązaniu zorzy ze Słońcem. 
Igła  kompasu  wskazująca  północny  biegun  magnetyczny  nigdy  nie  jest  całkowicie 
nieruchoma;  dokonuje  ona  dość  regularnych  wahań  w  ciągu  doby  i  w  ciągu  dłuższych 
okresów  czasu.  Otóż  dawno  już  zauważono,  że  intensywnemu  występowaniu  zorzy 
towarzyszą  duże  zakłócenia  wskazań  igły  magnetycznej.  W  1882  r.  zaobserwowano 
wzmożone  występowanie  plam  słonecznych,  a  w  jakiś  czas  potem  silne  zakłócenia 
magnetyzmu ziemskiego. Równocześnie pojawiła się zorza polarna i posypały się meldunki o 
zaobserwowaniu wielkiego statku w kształcie cygara, zachowującego się jak latający „talerz”. 
Ważnym  odkryciem  było  stwierdzenie  ścisłej  zależności  między  krzywymi  aktywności 
magnetycznej  a  ilością  plam  słonecznych.  Od  chwili  rozpoczęcia  zapisów  magnetyzmu 
ziemskiego utrzymuje się stale równoczesność wahań. 
Badania  Słońca  stają  się  bardzo  istotne  zarówno  ze  względów  gospodarczych,  jak  i 
naukowych.  Gdybyśmy  mogli  przewidzieć,  kiedy  dojdzie  do  wybuchów  na  Słońcu  i  kiedy 
wzrośnie  ilość  plam,  wiedzielibyśmy,  kiedy  pojawią  się  burze  magnetyczne  w  atmosferze 
ziemskiej.  Takie  prognozy  byłyby  pożyteczne,  gdyż  burze  magnetyczne  wywołują  wiele 
niekorzystnych  zjawisk  na  powierzchni  Ziemi.  Najważniejsze  są  zakłócenia  komunikacji 
radiowej,  można  by  sądzić,  że  zorza  polarna  „wybija”'  dziurę  w  jonosferze.  która  normalnie 

background image

 

34 

odbija fale radiowe i pozwala im dotrzeć do odległych punktów. 
Szybkie  zmiany  pola  magnetycznego  powodują  również  uszkodzenia  linii  energetycznych. 
Bywały  wypadki,  że  na  skutek  zakłóceń  magnetyzmu  ziemskiego  wielkie  obszary 
pozbawione były energii elektrycznej. 
Wielki „talerz”, który ukazał się w 1882 r., był prawdopodobnie jakąś rzadką odmianą zorzy 
względnie  czymś  pośrednim  między  zorzą  a  zjawiskiem  mieniących  się  obłoków,  które 
podobnie jak zorza pojawiają się na dużych szerokościach geograficznych. 
Niektórzy uczeni twierdzą, że zjawiska niewyjaśnione, a więc tak zwane prawdziwe „talerze 
latające”,  są  przede  wszystkim  piorunami  kulistymi.  Twórcy  tej  teorii  opisują  powstawanie 
piorunu  w  sposób  następujący:  „Piorun  kulisty  powstaje,  gdy  wyładowanie  elektryczne 
natrafia na atmosferę nasyconą parą wodną. Wyładowanie oddziałuje na otaczające powietrze 
z taką siłą, że para wodna rozpada się na atomy wodoru i tlenu. Powstaje wydłużony cylinder 
rozżarzonej  mieszaniny  to  jest  gazu  piorunującego.  Cylinder  rozpada  się  na  lśniące  kule. 
Jeżeli  w  atmosferze  istnieją  wiry,  wtedy  piorun  kulisty  wskutek  nierównomiernego 
ochładzania się — może poruszać się w różnych kierunkach. Przy napotkaniu przeszkody — 
wybucha.” 
Podobną  opinię  wypowiadają  radzieccy  uczeni  I.S.  Stiekolnikow  i A.A.  Worobjew:  „Piorun 
kulisty ma kształt kuli lub gruszki. Rozróżniamy pioruny kuliste swobodnie się poruszające w 
powietrzu i osiadłe, tkwiące nieruchomo na jakimś przedmiocie. Barwa piorunu kulistego jest 
zwykle  czerwona  z  niebieską  aureolą.  Piorun  „siedzący”  ma  postać  oślepiająco  białych  lub 
niebieskich kul o średnicy około 10-12 cm. Zjawisko trwa od części sekundy do kilku minut. 
Piorun  swobodny  jest  skupieniem  ładunku  elektrycznego  o  małej  gęstości,  dlatego  nie  jest 
niebezpieczny.  Piorun  „osiadły”  natomiast  ma  większą  gęstość  prądu  i  może  spowodować 
rozgrzanie  albo  spalenie  powierzchni  przedmiotów,  na  których  „osiadł”.  W  lutym  1983  r. 
prasa  radziecka  podała,  iż  piorun  kulisty  wpadł  przez  okno  samolotu  w  locie,  rozdwoił  się  i 
wyleciał z drugiej strony nie powodując katastrofy samolotu. 
Podajemy  wypowiedź  polskiego  uczonego  -  prof.  J.L.  Jakubowskiego:  „Opisów  piorunów 
kulistych  z  dawnych  i  nowych  czasów  zebrano  już  setki,  ale  oczywiście  nie  wyjaśniały  one 
istoty  zjawiska.  Oprócz  opisów  dysponujemy  obecnie  fotografią  wykonaną  przez  znanego 
uczonego. Zdjęcia dokonano jednocześnie kilkoma aparatami fotograficznymi w czasie burzy. 
Piorun  kulisty  -pod  postacią  kilku  kul  —  trafił  w  linię  elektryczną  tak,  że  można  było  z 
wielkości  fotografii  i  odległości  określić  średnicę  piorunu.  Okazało  się  niespodzianie,  że 
piorun  miał  13  metrów,  a  nie  10  cm  średnicy.”  Tak  więc  wymiary  piorunów  kulistych  i  ich 
zachowanie mogą być wykorzystane do opisów „talerzy latających”. 
Wśród  wielu  różnych  zjawisk  objętych  mianem  „latających  talerzy”  na  uwagę  zasługuje 
grupa  zjawisk  optycznych  dających  rzeczywiście  złudzenie  unoszenia  się  realnego 
przedmiotu w powietrzu. Efekty tego rodzaju powstają na skutek załamywania się światła w 
kryształkach  lodu.  Przy  sprzyjających  warunkach  powstaje  słońce  odbite,  czyli  pozorne 
(może być niewiele mniej jasne od prawdziwego). 
W  nocy  kryształki  wywołują  analogiczne  zjawisko  —  pozornych  księżyców.  Należy 
przypuszczać, że większość relacji o „talerzach” była pozornymi słońcami lub księżycami i że 
przyczyną  tragicznej  śmierci  Mantella  (opisanej  w  rozdz.  II)  była  pogoń  za  pozornym 
słońcem, na co wskazywałby podany przez niego opis obiektu. 
Słońca pozorne zachowują się podobnie jak tęcza, to znaczy, podążają wraz z obserwatorem. 
Ś

wiecące odbicie promieni świetlnych na bliskim obłoku kryształków lodu goni samolot, tak 

jakby  było  kulistym  statkiem.  Tak  długo,  jak  długo  samolot  utrzymuje  jeden  kierunek, 
ś

wiecącą  kulę  widać  stale  w  tym  samym  położeniu  w  stosunku  do  samolotu.  Lecąc  w 

kierunku słońca zobaczymy ją przed samolotem, a ponieważ będziemy się zbliżać do warstwy 
kryształków  lodu,  światło  jej  będzie  coraz  silniejsze  i  może  utworzyć  słup  ognisty. 
Początkowo  odniesiemy  wrażenie,  że  słup  ten  przed  nami  ucieka,  chwilami  trochę  zwalnia, 

background image

 

35 

zbliżając się do samolotu (następuje to wtedy, kiedy warstwa kryształków lodu jest gęstsza), 
po czym oddala się z podwójną szybkością lub w ogóle znika (gdy warstwa kryształków jest 
rzadsza). 
W  jasny  dzień  łatwo  można  zauważyć,  że  jest  to  refleks  słońca,  natomiast  w  półmroku  lub 
przy  ciemnym  niebie  ulegamy  złudzeniu,  że  lecimy  za  jasno  oświetlonym  przedmiotem 
metalowym,  którego  blask  staje  się  silniejszy,  gdy  zwiększa  szybkość.  Dlatego  można 
tłumaczyć zniknięcie kuli jako ucieczkę statku powietrznego. 
W  wielu  wypadkach  opisanych  przez  amerykańską  komisję  do  badania  latających  obiektów 
okazało się, że obserwacje dotyczyły dużych meteorytów. 
Współcześni  entuzjaści  latających  „talerzy”  byliby  z  pewnością  uradowani,  gdyby  mogli 
obserwować  spadek  meteorytów  podobny  do  tego,  jaki  pojawił  się  9  lutego  1913  r.  w 
Ameryce Północnej. Wielki rój stosunkowo wolno poruszający się przepłynął ukośnie ponad 
Stanami Zjednoczonymi i Kanadą, w wielu miejscowościach wywołując panikę ludności. 
Obok przytoczymy wypowiedzi uczonych polskich wyjaśniające relacje, o których pisaliśmy. 
Astronom prof. Włodzimierz Zonn pisał o słynnym „talerzu” nad Muszyną: 
„Ponieważ świadek zjawiska twierdzi, że obiekt widział jako bardzo jasny (i dlatego zwrócił 
na  niego  uwagę),  należy  przypuszczać,  że  na  kliszy  nastąpiło  zjawisko  tzw.  solaryzacji. 
Dlatego  na  odbitce  mamy  wyraźną  ciemną  plamę.  Przypuszczam  więc,  że  to,  co  zostało 
sfotografowane, było jakimś jasnym meteorem poruszającym się w przybliżeniu wzdłuż linii 
obserwacji.  Ponieważ  niebo  było  dość  zachmurzone,  to  co  utrwaliła  klisza,  było  nie  tylko 
ś

ladem meteoru, lecz również częściami chmur silnie oświetlonych przez ów meteor... 

Mniej  prawdopodobne  wydaje  się  przypuszczenie  o  wyładowaniu  atmosferycznym  jako 
przyczynie zjawiska. Według relacji świadka szybkość przesuwania się plamy na niebie była 
dość  nieduża;  znacznie  mniejsza  niż  w  przypadku  wyładowań  atmosferycznych, 
odbywających  się  na  ogół  w  niskich  warstwach  atmosfery  i  dlatego  poruszających  się  z 
dużymi prędkościami kątowymi... 
Gdyby  ów  przedmiot  był  ciemny  (co  przeczyłoby  relacjom  świadka),  powinny  na  nim 
wystąpić  jakieś  efekty  wywołane  przez  światło  słoneczne,  jak  cienie  czy  reflektory,  czego 
jednak  nie  widzimy.  Ponadto  przedmiot  ów  powinien  być  silnie  oświetlony  przez  światło 
rozproszone  w  atmosferze  i  na  chmurach,  nie  mógłby  zatem  tak  silnie  kontrastować  z  tłem 
nieba, jak to widzimy na zdjęciu.” 
Znany polski badacz meteorytów dr Jerzy Pokrzywnicki zabierał również głos w tej sprawie: 
„Ograniczam się do kilku uwag, ponieważ hipoteza jakiegoś  »latającego talerza« nie wydaje 
mi się godna bliższego rozważania. Poza tym uważam, że większe średnice owalu plamy na 
kliszy  przekraczają  znacznie  rozmiary  obiektów,  które  zwykle  się  przyjmowało  jako  tzw. 
»latające talerze«. 
Spróbujmy  więc  wytłumaczyć  zjawisko  i  jego  genezę  w  sposób  bardziej  naturalny.  Mógł  to 
być  np.  bolid,  to  jest  bardzo  jasny  meteor.  Wiemy,  że  ciała  meteorytyczne  przenikające  do 
niższych warstw atmosfery  rozżarzają się na powierzchni i świecą. W miarę lotu rozżarzona 
powierzchnia jest zdmuchiwana i rozprasza się w atmosferze. Jeśli takie ciało ma stosunkowo 
niewielką  masę  —  spala  się  w  atmosferze  całkowicie,  natomiast  większe  masy  mogą  przy 
odpowiednich  warunkach  nie  spalać  się  całkowicie  i  spadać  w  postaci  brył  i  bryłek,  które 
nazywamy meteorytami. W końcowym stadium swego lotu. w tzw. strefie zahamowania, ciała 
meteorytyczne  dają  zwykle  bardzo  jasne  efekty  świetlne,  pozostawiając  po  sobie  chmury 
pyłowe (bardzo podobne kształtem do plamy na omawianym zdjęciu), które w zależności od 
masy  meteoru  pozostają  dłużej  lub  krócej  widoczne  na  jasnym  tle  nieba.  Na  przykład  w 
miejscu zniknięcia meteorytu Staroje Boryskino. który spadł 20 lutego 1930 r. około godz. 13       
powstał obłok dymu. Podobny obłok powstał w strefie zahamowania meteorytu Kuźniecowa 
(spadł  26  maja  1932  r.  między  godz.  17-18).  Takich  przykładów  można  znaleźć  więcej. 
Zresztą  obserwacje  bolidów  dziennych  są  z  istoty  rzeczy  znacznie  rzadsze  niż  bolidów 

background image

 

36 

nocnych.  Można  jeszcze  zauważyć,  że  na  dzień  22  grudnia  przypada  maksimum  roju 
meteorów,  tzw.  Ursyd,  których  radiant,  a  więc  punkt  nieba,  skąd  meteory  zdają  się 
nadlatywać,  leży  w  gwiazdozbiorze  Małej  Niedźwiedzicy.  Gwiazdozbiór  ten  w  naszych 
szerokościach nigdy nie zachodzi na horyzont. (...), 
Gdybyśmy  przypuścili,  że  nasz  bolid  mógł  pochodzić  właśnie  z  tego  roju,  musielibyśmy 
przyjąć, że jego lot biegł z północy na południe. Hipoteza nie przeczy blaskowi na chmurach 
obserwowanemu  nad  górami  przez  świadka,  albowiem  to  oświetlenie  przesuwające  się  od 
dołu  ku  górze  mogło  być  odbiciem  w  chmurach  bolidu  lecącego  z  północy  na  południe. 
Podobnemu  złudzeniu  uległa  większość  obserwatorów  spadku  słynnego  meteoru  łowickiego 
(spadł 12 marca 1935 r. pod Łowiczem), którzy kierunek jego lotu przy zachmurzonym niebie 
podawali  z  zachodu  na  wschód.  Stwierdzono  niewątpliwie,  że  lot  jego  odbywał  się  ze 
wschodu  na  zachód.  Nie  odrzucam  całkowicie  możliwości  lotu  z  południa  na  północ, 
wówczas oświetlenie chmur można by przypisać światłu bolidu przenikającemu przez chmury 
w końcowej fazie lotu. (...) 
Czy  nasz  bolid  był  zwykłym  bolidem,  czy  też  bolidem,  z  którego  spadły  lub  mogły  spaść 
meteoryty? Rozważając to zagadnienie zauważamy, że meteory i bolidy gasną dość wysoko, 
w  każdym  razie  powyżej  30  km  nad  powierzchnią  Ziemi.  Olbrzymia  ich  większość  gaśnie 
jednak jeszcze wyżej. Jeżeli chodzi o bolidy roniące meteory, to strefa ich zahamowania leży 
nieraz znacznie niżej. Na przykład meteorytu Homestead, spadłego 12 lutego 1875 r. w USA, 
wynosiła 3,7 km nad powierzchnią Ziemi. (...) 
Jeśli chodzi o brak dźwięków, np. huku, który słychać przy spadku meteorytów, to nasuwają 
się następujące uwagi: 
1)  Znamy wiele spadków, którym nie towarzyszyły żadne dźwięki. 
2)    Zjawiska  dźwiękowe  w  przypadku  Muszyny  mogły  mieć  miejsce  w  rzeczywistości,  ale 
mogły być przez obserwatora nie zauważone. 
3)    Znamy  zjawisko  tzw.  sfery  ciszy,  w  której  gdzie  indziej  słyszane  zjawiska  nie  bywają  w 
ogóle słyszalne. 
W  konkluzji  wypowiadam  się  za  hipotezą  bolidowego  pochodzenia  zjawisk  nad  Muszyną. 
(...) 
W  ten  sposób  upada  legenda,  tak  chętnie  cytowana  przez  naszych  speców  w  dziedzinie 
»ufologii«  o  licznych  materialnych  dowodach  na  istnienie  latających  spodków,  w  których 
posiadaniu  są  amerykańskie  siły  zbrojne,  w  szczególności  lotnictwo.  Niewątpliwie  różne 
obiekty  pojawiają  się  na  niebie  pod  różnymi  szerokościami  geograficznymi.  Są  to  jednak 
zjawiska  naturalne  bądź  przedmioty  wykonane  ręką  ludzką.  Marsjanie  i  istoty  z  gwiazd  nas 
nie nawiedzają...” 
Jak pisaliśmy, w Ameryce histeria „talerzowa”osiągnęła szczytowe nasilenie w 1950 r. Tłuste 
nagłówki  w  gazetach  oznajmiały  o  ukazaniu  się  armady  latających  „talerzy”  nad  stolicą 
Stanów  Zjednoczonych;  opisywano  „talerze”,  które  widoczne  były  gołym  okiem,  a 
jednocześnie śledzone przez urządzenia radarowe. 
Fakt ukazania się „talerzy” na ekranach radarowych przekreślił w opinii wielu ludzi teorię o 
atmosferycznym pochodzeniu zjawiska. Rozumowano: „Radar jako urządzenie elektroniczne 
nie może imaginować sobie czegoś nie istniejącego: radar wykrywa obiekty materialne, a nie 
odbicie światła czy miraże. Prosty wniosek, że »talerze« są obiektami materialnymi”. 
Udowodnimy,  że  rozumowanie  to  nie  było  słuszne.  Najgłośniejsze  odkrycie  „talerzy”  przez 
radar wydarzyło się na lotnisku w Waszyngtonie. Obraz „talerzy” widoczny był jednocześnie 
na  dwóch  niezależnych  od  siebie  radarach.  W  samolotach  prowadzonych  za  pomocą  radaru 
widziano na ekranach tajemnicze „punkty świetlne”, które oddalały się w miarę zbliżania się 
do  nich  samolotu.  Zwolennicy  istnienia  „talerzy”  uznali  fakt  za  znaną  od  dawna  tendencję 
„talerzy”  do  zabawy  w  „kotka  i  myszkę”,  a  więc  za  dowód  niechęci  „podróżników”  z 
przestrzeni  kosmicznej  do  zetknięcia  się  z  ludźmi.  Natomiast  dla  specjalistów  radarowych 

background image

 

37 

zjawisko było właśnie dowodem, że obserwacje nie dotyczyły obiektów materialnych. 
Zastanówmy się, na czym polega działanie radaru. Urządzenia radarowe  weszły w użycie w 
czasie  ostatniej  wojny,  chociaż  zasada  działania  znana  już  była  dawniej.  Skrótowi  słów 
angielskich: Radio Directing and Ranging odpowiada termin polski „radiolokacja”. 
Urządzenie  radiolokacyjne  służy  do  wyznaczania  odległości  obiektów  za  pomocą  fal 
radiowych.  Fale  radiowe  odbijają  się  od  różnych  przeszkód  i  powracają  w  postaci  echa  do 
punktu wyjścia; pomiar czasu powrotu echa pozwala na obliczenie odległości. 
Sygnał powracający po upływie 1/1000 sekundy przebył drogę 300 km, to znaczy 150 km w 
kierunku obiektu i 150 km drogi powrotnej. Urządzenie radarowe mierzy automatycznie czas 
powrotu echa na ekranie podobnym do ekranu aparatu telewizyjnego. 
Wiązka  fal  radiowych  obraca  się  na  lotnisku  podobnie  jak  reflektor  i  przesuwa  po  całym 
obszarze  nieba  w  czasie  kilku  sekund.  Każdy  sygnał  powrotny,  czyli  echo,  ukazuje  się  na 
ekranie  radarowym  w  postaci  jasnej  plamy  lub  punktu.  Możemy  więc  obserwować  wszelkie 
obiekty odbijające fale w granicach czułości aparatury odbiorczej. Urządzenia radarowe mają 
zasięg w granicach od kilkudziesięciu do stukilkudziesięciu kilometrów. 
Fale radiowe przebiegając przez atmosferę ulegają podobnie jak fale świetlne załamaniom na 
skutek różnych właściwości warstw powietrza, zależnych od temperatury, wilgotności itp. 
Układ  atmosferyczny,  w  którym  powstać  mogą  złudzenia  optyczne,  sprzyja  również 
tworzeniu się złudzeń radarowych.  Innymi słowy, jasny punkcik na ekranie, który normalnie 
oznacza daleki, wysoko szybujący samolot, mógł być spowodowany przez budynek czy inny 
obiekt na Ziemi na skutek odbicia lub załamania się wiązki fal radiowych w atmosferze. 
Załamania  fal  radiowych  powodować  mogą  nieprzewidziane  komplikacje  w  pracy  urządzeń 
radarowych.  Aparat  nadawczy  wysyła  przeważnie  od  500  do  1000  sygnałów  na  sekundę. 
Aparatura  odbiorcza  notuje  każdą  powrotną  falę,  jak  gdyby  to  było  echo  ostatniego 
wysłanego  sygnału.  Zdarza  się  jednak,  że  fala  jest  echem  poprzedniego  sygnału,  który 
powrócił po odbiciu się od jakiegoś dużo dalej położonego obiektu. Niektóre z najnowszych 
urządzeń  radarowych  notują  tylko  obiekty  będące  w  ruchu.  Taką  właśnie  aparaturę 
zastosowano  na  lotnisku  w  Waszyngtonie  w  lipcu  1950  r.  Punkty,  które  wzięto  za  armadę 
„talerzy”,  oznaczały  po  prostu  jakiś  objaw  ruchu  w  atmosferze.  Mogły  to  być  ruchome 
warstwy  powietrza,  a  w  takim  wypadku  echo  dalej  położonego  domu  czy  obiektu  mogło 
stworzyć złudzenie obiektu w ruchu. 
Pożyteczne  byłyby  dane  o  temperaturze  i  wilgotności  warstw  atmosfery  z  lipca  1950  r. 
Istniejące  dane  wskazują  na  odwrotny  układ  temperatury  w  atmosferze,  czyli  na  tak  zwaną 
inwersję.  Niekiedy  warunki  stwarzały  takie  układy  ciepłych  i  zimnych  warstw  powietrza,  w 
których mogły powstawać zjawiska „talerzowe”, rejestrowane zarówno za pomocą radaru, jak 
i widziane optycznie. 
Każdy specjalista radarowy zdaje sobie sprawę z różnych złudzeń i nie dziwi się tajemniczym 
obrazom,  dla  których  trudno  znaleźć  wyjaśnienie.  Fakt  istnienia  złudzeń  bynajmniej  nie 
dyskwalifikuje  radaru,  podobnie  jak  nie  dyskwalifikują  teleskopu  obserwującego  miraże 
optyczne i latające „talerze”. 
W  przeciwieństwie  do  sceptyków,  autorzy  uznający  możliwość  istnienia  „talerzy”  jako 
obiektów materialnych stworzyli wiele hipotez, które tłumaczą ich zachowanie. 

background image

 

38 

 

OPINIE OPTYMISTYCZNE 

[Statki pozaziemskie * napęd grawitacyjny * promienie ultrakrótkie * 
konkluzje]

 

 
Większość naocznych świadków twierdzi, że „talerze” poruszają się z olbrzymią prędkością i 
zdolne  są  do  wielkich  przyspieszeń.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  żaden  pojazd  ziemski  takiej 
prędkości w atmosferze nigdy nie osiągnął i nie wytrzymałby takiego przyspieszenia. Należy 
dodać, że żaden żywy organizm nie przeżyłby również takich zmian prędkości. 
Entuzjaści planetarnego pochodzenia „talerzy” dowodzą następująco: „Żaden pojazd ziemski 
nie  może  osiągnąć  tak  wielkich  prędkości  i  przyspieszeń,  stąd  wniosek,  że  »talerze«  są 
pochodzenia  pozaziemskiego”.  „Żaden  człowiek  nie  wytrzyma  tak  wielkich  przyspieszeń, 
stąd  wniosek,  że  »talerze«  są  pilotowane  przez  istoty  doskonalsze  od  człowieka,  przybyłe  z 
przestrzeni międzyplanetarnej”. 
Nie  możemy  uznać  tej  teorii  za  prawdopodobną:  „Do  każdego  faktu  dopasować  można 
bardziej lub mniej skomplikowane hipotezy, trudno jednak o bardziej karkołomną od teorii o 
planetarnym  pochodzeniu  »talerzy«.  Czy  przede  wszystkim  nie  należałoby  rozpatrzyć  teorii 
mniej skomplikowanych? Wydaje się poza tym, że hipoteza właściwie niczego nie wyjaśnia: 
»równie  dobrze  można  by  mówić  o  działalności  czarownic,  duchów  czy  bogów  z  Olimpu«. 
Nie  byłoby  to  jednak  dostatecznie  romantyczne,  a  zarazem  tak  nowoczesne,  jak  odwiedziny 
istot rozumnych z innych planet”. 
Ostatecznie wysunąć można następujący wniosek: po stwierdzeniu, iż żaden ze znanych nam 
pojazdów nie potrafi poruszać się jak „talerze”, najlogiczniej byłoby wykluczyć supozycję, że 
są  statkami  lub  pojazdami.  Wiadomo  również,  że  żadna  żywa  istota  nie  wytrzyma  tak 
wielkich  zmian  prędkości,  jakie  obserwowano  w  locie  „talerzy”.  Wszystko  zdaje  się  więc 
prowadzić do wniosku, że „talerze” są zjawiskiem innej natury niż pojazdy budowane w celu 
odbywania podróży międzyplanetarnych. 
Zwolennicy  teorii  pojazdów  pozaziemskich  powołują  się  na  sprawozdania  mówiące  o 
rzekomej  inteligencji  przejawianej  przez  poruszające  się  „talerze”.  Wydaje  się,  że  potrafią 
odgadnąć  każdy  ruch  pilota  prowadzącego  samolot  i  starają  się  uniknąć  zderzenia  z 
samolotem  lub  trzymają  się  wytrwale  jego  śladu.  W  taki  właśnie  sposób  zachowuje  się, 
szukając  porównania  ze  znanymi  zjawiskami  naturalnymi,  cień  lub  odbicie  w  lustrze.  Są 
prawdziwe tak samo, jak prawdziwy jest cień człowieka poruszającego się w słońcu: nic więc 
dziwnego, że wysiłki dogonienia spełzały na niczym. 
Tak  więc  nie  znajdujemy  odpowiedzi  w  argumentacji  komentatorów  i  badaczy  lat 
pięćdziesiątych.  Porównajmy  teraz,  jakie  zaszły  zmiany  w  ocenie  zjawisk  „talerzowych”  w 
czasie  minionych  lat  dwudziestu  kilku.  Przede  wszystkim  zakończono  badania  prowadzone 
przez  amerykańskie  lotnictwo  wojskowe,  które  objęły  raporty  z  okresu  od  1947  do  1968  r. 
Wyniki  i  konkluzje  badań  dyskutowano  na  sympozjum,  które  odbyło  się  w  Bostonie  w 
Stanach Zjednoczonych w grudniu 1969 r. Zorganizowane przez Amerykańskie Towarzystwo 
Rozwoju  Nauki  (American Association  for  the Advancement  of  Science)  sympozjum  objęło 
15 referatów wygłoszonych przez wybitnych, a oficjalnie uznanych ludzi nauki, specjalistów 
wielu dyscyplin; każdy z referentów precyzował swoje opinie i poglądy na temat UFO. 
Najbardziej  oficjalne  naukowe  sympozjum  w  całej  historii  badań  „talerzowych”  doszło  do 
skutku  po  długich  debatach,  po  pokonaniu  znacznych  trudności  i  wbrew  opinii  wielu 
ś

rodowisk  naukowych;  pomiędzy  uczestnikami  wynikło  wiele  niesnasek  i  nieporozumień. 

Ostatecznie  udział  w  sympozjum  wzięło  kilkunastu  wybitnych,  znanych  profesorów,  przede 

background image

 

39 

wszystkim  astronomów,  fizyków,  astrofizyków  i  meteorologów,  jednak  również  wielu 
socjologów, psychologów i psychiatrów. 
Niestety sympozjum nie przyniosło jednoznacznej odpowiedzi na najbardziej istotne pytanie: 
„talerze”  to  złudzenie  czy  rzeczywistość.  Referaty  zawierały  bardzo  różnorodne,  często 
sprzeczne  opinie  i  poglądy.  Wydaje  się,  że  najpełniejszą  ocenę  całości  problemu  podał 
profesor  uniwersytetu  w  Chicago  K.L.  Hali.  który  w  wypowiedzi  swojej  rozważył  sprawę 
psychologicznego  i  socjologicznego  podejścia  do  obserwacji  „talerzowych”.  Zastanawiając 
się dlaczego tysiące ludzi od dziesiątków lat przesyła sprawozdania o „widzeniach” jednego i 
tego samego kształtu i rodzaju, przyjmuje możliwość masowej histerii, halucynacji, sugestii i 
innych przyczyn, czyli poszukuje źródeł powstawania obserwacji i sprawozdań wewnątrz, w 
samej psychice człowieka. 
Równocześnie  Hali  nie  wyklucza,  że  „talerze”  są  objawem  istnienia  nieznanych  zjawisk 
czysto  fizycznych  czy  nawet  naturalnych,  których  nie  umiemy  dotychczas  ani  zbadać,  ani 
nawet  opisać.  Twierdzi,  że  powstała  sytuacja  wzajemnego  „przerzucania  pałeczki”. 
Specjaliści  nauk  przyrodniczych,  fizycy,  meteorologowie,  astronomowie  itp.,  wychodzą  z 
założenia,  że  jeśli  rzeczywiście  istnieją  nie  znane  nauce  nowe  zjawiska,  to  oznaczałoby,  że 
należy  zmienić  obecne  poglądy  i  prawa  tak.  aby  zgodziły  się  z  obserwacjami. Wobec  czego 
sądzą, że nie zachodzą tutaj nieznane zjawiska fizyczne, natomiast prawdopodobnie powstają 
nie zbadane reakcje w zachowaniu się człowieka. Wyjaśnienie może przyjść z postępem nauki 
o  człowieku  i  badań  w  dziedzinie  psychologii  oraz  parapsychologii.  Poza  tym  rozważyć 
należy  ludzką  omylność  w  obserwacjach  i  interpretacji,  złudzenia  wzrokowe  i  aberracje 
mózgowo--myślowe, histeryczne psychozy, jak również objawy nowe, dotąd nieznane. 
Z  drugiej  strony  specjaliści  nauki  o  człowieku,  psycholodzy,  psychiatrzy,  socjologowie,  są 
odmiennego  zdania.  Sądzą,  że  jeśli  nie  patrzeć  na  „talerze”  jako  na  zjawisko  fizyczne,  to  w 
ocenie sprawozdań masowych napotykają anomalie, których nie można wytłumaczyć i które 
nie  zgadzają  się  z  ich  dotychczasową  wiedzą  i  doświadczeniem.  W  rezultacie  oni  z  kolei 
skłonni są twierdzić, że „talerze” muszą być raczej zjawiskami fizycznymi. W ten sposób po 
przerzuceniu „pałeczki” nie udało się osiągnąć jednomyślnej definicji zjawiska UFO. 
W  rezultacie  wydane  teksty  referatów  wygłoszonych  na  sympozjum  „talerzowym”  w 
Bostonie niewiele posunęły sprawę naprzód. Czy jednak mogła istnieć w tym okresie wyraźna 
jednoznaczna  odpowiedź?  Czy  w  ogóle  można  było  ją  sformułować?  W  każdym  razie  w 
latach  siedemdziesiątych  zmienił  się  poziom  badań  i  zasięg  zainteresowań  problemem 
„talerzowym”.  Obecnie  prowadzone  są  już  w  wielu  krajach  stałe,  regularne  badania  tych 
zjawisk.  Najintensywniej  zajmuje  się  badaniami  Ośrodek  Badań  UFO  założony  i  kierowany 
przez  J.A.  Hynka,  w  pewnym  stopniu  również  największe  amerykańskie  stowarzyszenie 
naukowców i specjalistów technicznych z dziedziny lotnictwa i astronautyki, które publikuje 
sprawozdania  z  obserwacji  „talerzy”  w  miesięczniku  „Astronautics  and  Aeronautics”. 
Czasopismo  prezentuje  wysoki  poziom  naukowy  i  fachowy  i  w  nim  ogłaszają  swoje  prace 
czołowi specjaliści amerykańskiego programu badań kosmicznych. 
Dowodem  zachodzących  zmian  jest  przede  wszystkim  fakt,  że  zaczyna  ukazywać  się  coraz 
więcej publikacji książkowych omawiających problem „talerzy” w sposób poważny, a nawet 
do pewnego stopnia naukowy. Na podstawie tych publikacji stworzyć można by dwie wersje 
poglądu:  pierwszą  bardziej  fantastyczną,  i  drugą  opartą  na  drobiazgowej  analizie  wielu 
tysięcy dotychczasowych obserwacji. 
Poglądy  określane  jako  fantastyczne  oparte  są  na  rozumowaniu  naukowym,  ale  na 
rozumowaniu czysto teoretycznym. Zresztą zdarzało się nieraz w przeszłości, że koncepcje z 
„krainy fantazji” przechodziły z czasem do rzeczywistości. 
Poczynając od rozważań na temat metod napędu statków planetarnych twierdzi się, że należy 
wyjaśnić  i  wykazać  możliwość  istnienia  siły,  która  tłumaczyłaby  niezwykłą  ruchliwość 
„statków”,  a  więc  zdolność  nagłego  startu  z  wielkim  przyspieszeniem,  nagłego 

background image

 

40 

zatrzymywania się i nagłej zmiany kierunku. Zjawiska określane jako „statki” zachowują się 
tak, jakby nie podlegały sile bezwładności i nie miały masy. Należałoby więc udowodnić, że 
istnieje  napęd,  który  pozwalałby  na  opisane  zachowanie  się  pojazdu  w  powietrzu. 
Argumentacja  sprowadza  się  do  hipotezy,  że  istnieć  mogą  prawa  natury,  które  pozwalają  na 
taką ruchliwość. 
Dokładne  obserwacje  i  precyzyjne  pomiary  wykazały,  że  pojazdy  te  potrafią  „startować”  z 
przyspieszeniem  60  razy  większym  od  przyspieszenia  ziemskiego.  Wielokrotnie 
obserwowano  „talerze”,  jak  nabierały  szybkości  przekraczającej  barierę  dźwięku;  dochodził 
wtedy  odgłos  detonacji  oraz  widoczna  była  ognista  aureola.  Wiemy,  że  każdy  obiekt 
poruszający  się  w  atmosferze  z  wielką  prędkością  rozgrzewa  się  do  wysokiej  temperatury. 
Wydawałoby się, że najważniejszym problemem jest chłodzenie, szczególnie przy pojazdach 
z  załogą.  Należy  przypuszczać,  że  problem  ten  został  w  jakiś  sposób  rozwiązany  i  nie  jest 
wykluczone,  że  system  chłodzenia  powoduje  właśnie  tworzenie  się  ognistej  aureoli,  często 
widzianej  dookoła  ..talerzy”.  Powstaje  pytanie,  czy  statki  tego  typu  poruszają  się  zgodnie  z 
prawami aerodynamiki. Analiza sprawozdań doprowadza do wniosku, że jako  pojazdy różnią 
się  zasadniczo  od  współczesnych  samolotów  i  statków  rakietowych.  W  jaki  sposób 
przedostają  się  przez  naszą  atmosferę  z  tak  wielką  prędkością,  nie  ulegając  spaleniu  i  
zniszczeniu? Odpowiedzi  możemy  się   tylko domyślać, jednak domysły  mogą naprowadzić 
na  właściwą  drogę.  Dlaczego  zwolennicy  teorii  statków  „talerzowych”  przywiązują  tak 
wielką  wagę  do  udowodnienia  możliwości  istnienia  nieznanych  praw  przyrody  i  nieznanych 
sposobów  napędu?  Otóż  niezwykła  ruchliwość,  czyli  brak  jakiejkolwiek  bezwładności, 
cechuje  wszelkie  zjawiska    optyczne.  Wspaniałe  cechy  „statków  międzyplanetarnych”, 
zwrotność, ruchliwość, szybki, natychmiastowy start, są oczywistą cechą wszystkich zjawisk 
wywołanych przez promienie świetlne. Tak więc pierwszym celem stało się udowodnienie, iż 
możliwe  jest  również  istnienie  napędu  o  powyższych  właściwościach.  Oto  rozumowanie 
prowadzące  do  koncepcji  napędu  grawitacyjnego:  „Powszechnie  wiadomo,  że  przyroda 
wskazała  drogę  wielu  ludzkim  wynalazkom.  Możliwe,  że  wszelkie  odkrycia  człowieka 
wynikły jedynie z naśladowania zjawisk występujących  w przyrodzie. Można oczekiwać, że 
przyroda  dostarczy  odpowiedzi  również  na  obecne  pytania  i  tylko  od  naszej  zdolności 
obserwacji zależy, kiedy je odgadniemy. Większość wynalazków powstała w wyniku trafnego 
obserwowania  przyrody; przyroda demonstruje  ukryte możliwości od milionów lat, a jednak 
ludzie  dawnych  czasów  nie  umieli  ich  odczytać.  Czy  człowiek  współczesny  odgadł  i 
podpatrzył  wszystkie  tajemnice?  Sądzimy,  że  wprost  przeciwnie;  im  dalej  posuwamy  się  w 
naszych odkryciach, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, jak mało zbadaliśmy dotychczas.” 
Wszystkie  nasze  wynalazki  komunikacyjne,  a  więc  samolot,  statek,  a  nawet  zwykły  wóz  na 
kołach,  powstały  w  wyniku  bacznej  obserwacji  przyrody.  Również  w  przyrodzie  należałoby 
szukać  odpowiedzi  na  pytanie,  na  jakiej  zasadzie  działają  „talerze”.  Nie  wiadomo  jednak, 
gdzie szukać pierwowzoru. 
„Talerze”  potrafią  rozwijać  prędkość  około  3000  kilometrów  na  godzinę  oraz  zatrzymywać 
się w miejscu natychmiast. Cóż to oznacza? Albo nie podlegają prawu bezwładności, albo też 
nie  są  wrażliwe  na  skutki  zmniejszenia  szybkości.  Czy  istnieją  takie  objawy  w  przyrodzie  i 
czy istnieje siła, która byłaby zdolna do poruszania obiektów w przestrzeni bez wykorzystania 
siły  odrzutu  materii,  jak  w  przypadku  rakiety,  siła,  która  pozwoliłaby  na  unoszenie  się  w 
powietrzu nieomal w bezruchu oraz na nagły start w górę z niezwykłą prędkością? Wydaje się 
oczywiste,  że  byłaby  to  siła  istniejąca  wszędzie.  Otóż  siła  taka  istnieje  w  przyrodzie, 
odpowiedź jest zadziwiająco prosta: siła ciążenia. 
Wszelkie  ciała  poruszają  się  w  polu  siły  ciążenia  z  jednakowym,  jednostajnym 
przyspieszeniem, niezależnie od ich wielkości, masy czy składu chemicznego. Cóż może być 
prostszego  niż  balon,  który  będąc  lżejszy  od  powietrza  pokonuje  siłę  ciążenia?  Wyobraźmy 
sobie,  że  „talerze”  byłyby  czymś  w  rodzaju  balonów,  w  tym  wypadku  balonów  specjalnego 

background image

 

41 

rodzaju, które unoszą się w czymś zupełnie innym niż powietrze — mianowicie w „eterze”. 
Jak  wiemy,  „eterem”  nazywano  hipotetyczną  substancję  wypełniającą  przestrzeń  kosmiczną, 
w  której  rozprzestrzeniać  się  miały  fale  elektromagnetyczne.  Hipotezę  „eteru”,  dawno  i 
definitywnie odrzuconą przez naukę, tutaj przyjmujemy jedynie dla łatwiejszego zrozumienia 
pokonywania siły ciążenia. 
Dowolność  regulacji  siły  ciążenia  dostarczyłaby  właśnie  takiej  niezwykle  dogodnej  metody 
napędu,  jaką  zdają  się  posługiwać  załogi  „talerzy”.  Zrozumiałe  byłyby  wszelkie  objawy 
pozornego  braku  bezwładności,  niezwykle  wielkich  przyspieszeń  itp.  Największe  nawet 
przyspieszenie  nie  byłoby  wewnątrz  w  ogóle  odczuwalne;  „talerze”  startujące  z  olbrzymim 
przyspieszeniem ku górze poruszają się po prostu w polu siły w kierunku od Ziemi. 
W  teorii  przyjąć  można  metody  na  wytworzenie  takiego  pola:  likwidacja  ciążenia 
zewnętrznego  przez  pole  elektromagnetyczne,  izolacja  od  Ziemi  przez  oddziaływanie  pól 
grawitacyjnych innych ciał niebieskich, wreszcie odwrócenie kierunku działania grawitacji 
ziemskiej. 
„Talerze”  znajdowałyby  się  wówczas  w  stanie  „swobodnego  spadku”,  to  jest  w  stanie 
nieważkości.  W  takich  warunkach,  a  więc  w  trakcie  swobodnego  poruszania  się  w  polu 
grawitacyjnym,  największe  nawet  zmiany  prędkości  byłyby  możliwe  do  osiągnięcia  i 
nieodczuwalne  wewnątrz  pojazdu.  Jeszcze  bardziej  fantastyczną  metodą  pokonania  siły 
ciążenia byłaby tak zwana lewitacja, czyli sprzeczne z prawem ciążenia unoszenie się w górę 
i zawisanie w powietrzu ciężkich przedmiotów; lewitacja występująca według powszechnych 
relacji podczas seansów spirytystycznych, wielokrotnie na przestrzeni dziejów opisywana. 
Niektórzy  sądzą,  że  można  osiągnąć  stan  lewitacji  dzięki  działaniu  specjalnych  fal 
wytwarzanych przez mózg człowieka. 
Podobno  są  ludzie  zdolni  do  wprowadzania  się  w  taki  stan  psychiczny,  który  umożliwia 
lewitację.  Rozumieć  to  można  w  ten  sposób,  że  mózg  wytwarza  fale  elektromagnetyczne, 
które przeciwdziałają sile ciążenia. 
Do  niedawna  sformułowanie  powyższe  nie  mogło  się  znaleźć  nawet  w  „krainie  fantazji”. 
Obecnie  sytuacja  się  zmieniła,  a  jednym  z  objawów  tej  zmiany  był  Kongres  Badań 
Psychotronicznych w Pradze. Powołano tam Międzynarodowe Stowarzyszenie Psychotroniki, 
którego przewodniczący sformułował zakres zadań tej nowej gałęzi nauki (pisaliśmy bliżej o 
tym w rozdz. Obszary nieznane). 
Bardziej  ostrożne  podejście  do  problemu  „talerzy”  opiera  się  na  szczegółowej  analizie 
rejestrowanych obserwacji. Za podstawowy, wyjściowy  punkt wszystkich  rozważań przyjęto 
rejestrowane wielkie ilości obserwacji zgłaszane przez dziesiątki tysięcy ludzi z wielu krajów 
od lat kilkudziesięciu, a nawet i dawniej. 
Jak pisaliśmy w rozdziałach poprzednich, przyjmuje się, że zarejestrowano około stu tysięcy 
wypadków  widzianych  obiektów  określonych  jako  „talerze”.  Po  rygorystycznym 
wyeliminowaniu  i  sprawdzeniu  uznano  z  tego  około  5  procent  za  obiekty  rzeczywiście  o 
niewyjaśnionym  charakterze,  pozostałe  95  procent  wyjaśniono  jako  zjawiska  naturalne, 
meteorologiczne  względnie  optyczne  czy  wreszcie  halucynacje  lub  deformacje, 
wytłumaczalne na podstawie znanych nam praw przyrody. 
Pozostało  więc  kilka  tysięcy  zarejestrowanych  obserwacji,  które  uznać  można  za  zjawiska 
rzeczywiście nie do wyjaśnienia, a więc prawdziwe „talerze”. 
Dlaczego  niektórzy  ludzie  nauki  kwestionują  w  ogóle  realność  całej  problematyki 
„talerzowej”?  Amerykański  autor  MacCampbell  odpowiada  następująco:  „Przeciwników 
badań »talerzowych« podzielić można na trzy kategorie:  
a)  ludzi  nauki,  którzy  uważają  podjęcie  badań  zjawisk  »talerzowych«  poniżej  swojej 
godności,  
b) odrzucających z zasady każdą nową koncepcję,  
c) zwlekających z decyzją aż do uzyskania niezbitej pewności.” 

background image

 

42 

Ten  sam  autor  twierdzi,  że  nie  posuniemy  sprawy  wyjaśnienia  problemu  i  nie  uzyskamy 
nowych  danych,  dopóki  pochłonięci  będziemy  jedynie  argumentacją  dowodzenia  istnienia 
względnie  nieistnienia  „talerzy”.  Dlatego  proponuję,  aby  przyjąć  do  dalszych  rozważań 
umowne  założenie  robocze,  a  mianowicie,  że  „talerze”  istnieją  jako  przedmioty,  a  nawet 
konkretnie jako konstrukcje mechaniczne, a następnie na podstawie tego założenia prowadzić 
badania i rozumowania posługując się materiałem zawartym w relacjach świadków. Dopiero 
po zakończeniu tych rozważań należy powrócić do punktu wyjścia biorąc pod uwagę fakt, że 
istnienie „talerzy” przyjęto jedynie umownie. 
Pisaliśmy,  że  najbardziej  trudne  do  wytłumaczenia  cechy  „talerzy”  to  niezwykła  zdolność 
zmiany  prędkości  i  kierunku  lotu.  Odrzutowce  zmieniają  kierunek  łagodnymi  długimi 
skrętami,  natomiast  „talerze”  skręcają  w  jednej  chwili,  prawie  pod  kątem  prostym.  Lot 
„talerza” przebiega po linii pełnej zygzaków i zwrotów i przypomina do pewnego stopnia lot 
ptaka,  który  potrafi  zatrzymać  się  w  powietrzu  i  posunąć  się  w  jedną  lub  drugą  stronę, 
zmieniając  wysokość  i  nagle  znikając  z  pola  widzenia.  Dokonano  obliczeń  ilości  energii, 
którą  „talerze”  musiałyby  dysponować,  aby  dokonywać  tak  nagłych  zmian  prędkości. 
Okazało  się,  że  są  to  wielkości  rzędu  energii  bomby  atomowej.  Oczywiście  przy  takim 
nakładzie  energii  temperatura  musiałaby  podnieść  się  do  kilkudziesięciu  tysięcy  stopni  na 
skutek oporu powietrza. 
Powyższe  rozumowanie  przytaczano  od  dawna  jako  dowód  koronny,  że  „talerze”  nie  mogą 
być  obiektami  materialnymi,  gdyż  nie  podlegają  prawu  bezwładności.  Nie  jest  to  jednak 
całkiem słuszne, bo gdyby przyjąć istnienie czegoś w rodzaju napędu antygrawitacyjnego, to 
takie zachowanie byłoby zrozumiałe. Odizolowanie od siły ciążenia musiałoby spowodować,   
ż

e  masa  „talerza”  straciłaby  również  bezwładność,  gdyż  nie  mamy  już  wątpliwości,  że 

ciążenie i bezwładność są w równym stopniu bezpośrednio związane z masą ciała. 
Istnieje  kilkaset  sprawozdań,  które  mówią  o  silnych  podmuchach  powietrza.  Równie  często 
sygnalizowano  ślady  działania  wysokiej  temperatury.  Pod  wolno  przesuwającym  się 
„talerzem” drzewa kołysały się gwałtownie, samochody unosiły się do góry lub przewracały. 
Przelatując nad obszarem morskim „talerz” powodował wzniesienie się wody na wysokość 15 
metrów.  Zarejestrowano,  że  wolno  przesuwający  się  „talerz”  wyrzucał  śnieg  ku  górze,  a  na 
obszarach pustynnych wywoływał burze piaskowe. 
Stwierdzono, że działanie siły uwidacznia się na obszarze o średnicy pojazdu i rozciąga się od 
niego aż do powierzchni Ziemi. Siła ta. skierowana pionowo ku górze, ma również niewielki 
moment  ruchu  obrotowego.  Bardzo  istotnym  stwierdzeniem  jest  fakt,  że  nie  wszystkie 
przedmioty  ulegają  działaniu  siły,  na  przykład  nie  poruszają  się  kamienie  i  suche  kawałki 
drewna.  Wydaje  się  natomiast,  że  można  wyprowadzić  wniosek,  że  siła  „talerzy”  działa  na 
ciała  przewodzące  prąd  elektryczny,  a  więc  na  metale,  wodę.  również  wilgotne  lub 
zawierające  wodę  wszelkie  przedmioty,  jak  na  przykład  ciało  ludzkie  lub  zwierzęce.  Śnieg  i 
liście drzew, rośliny tylko wtedy, gdy są dostatecznie wilgotne. Jeśli natomiast przedmioty są 
suche,  nie  unoszą  się  w  górę,  a  raczej  odrzucane  są  w  bok  (moment  obrotowy?),  jak  na 
przykład  piasek  na  obszarach  pustynnych.  Podmuchy  powietrza  zauważane  są  tylko  wtedy, 
gdy powietrze zawiera parę wodną i dwutlenek węgla. 
W  pojazdach  odrzutowych,  rakietowych  i  poduszkowcach  działa  siła  napędu  skierowana  od 
pojazdu  ku  dołowi.  Wydaje  się  więc  czymś  nieoczekiwanym,  że  pod  „talerzem”  występuje 
działanie  siły  skierowanej  ku  górze,  jednak  właśnie  fakt  ten  wskazuje  na  możliwość  napędu 
antygrawitacyjnego. 

Badania 

teoretyczne 

powiązań 

między 

polem 

ciążenia 

elektromagnetycznym mogłyby może przynieść odpowiedź. 
Pod „talerzem” unoszącym się nieruchomo w powietrzu na niewielkiej wysokości nad ziemią 
wszystko  ulega  podgrzaniu.  Działanie  grzejne  jest  jednak  dość  niezwykłe:  na  przykład 
korzonki  trawy  ulegają  zwęgleniu,  podczas  gdy  na  powierzchni  łodygi  i  listki  pozostają 
nienaruszone.  Przy  badaniach  laboratoryjnych  podobne  rezultaty  udało  się  uzyskać  przez 

background image

 

43 

ogrzewanie ziemi za pomocą silnego, zmiennego pola magnetycznego. Wskazuje to na rodzaj 
promieniowania pochodzącego z „talerzy”. 
Stwierdzono poza tym kilkanaście niezależnych od siebie wypadków oparzeń i spalenia ubrań 
ś

wiadków znajdujących się w bliskości „talerza”. Kilkanaście samochodów uległo zwęgleniu. 

W  dwóch  wypadkach  przelatujący  „talerz”  zapalił  drzewa,  a  w  jednym  stóg  siana; 
stwierdzono również fakt wyparowania sadzawki. 
Pod unoszącym się na wysokości kilkunastu metrów ..talerzem” zostały całkowicie osuszone 
w  czasie  padającego  deszczu  drzewa,  trawnik  i  ziemia.  Fakty  te  zdają  się  wskazywać,  że 
wzrost  temperatury  mógł  być  spowodowany  promieniowaniem  ultrakrótkim.  Objawy 
działania  promieniowania  ultrakrótkiego  stwierdzono  w  pobliżu  „talerzy”  w  wielu 
wypadkach.  Zanotowano  dwa  razy  zapalenie  się  drogi  asfaltowej:  powierzchnia  zajęła  się 
płomieniem  w  chwili  powolnego  przelotu  „talerza”  i  paliła  się  przez  kilkanaście  minut,  co 
uznać należy za niezbity dowód, że ogrzaniu uległa smoła na głębokości całej grubej warstwy, 
a  nawet  rozgrzana  musiała  być  również  warstwa  podkładowa.  Gdyby  ogrzała  się  jedynie 
warstewka powierzchni, szybko zabrakłoby materiału palnego i płomień by zgasł. Rozgrzanie 
dogłębne nastąpić mogło jedynie na skutek działania promieni ultrakrótkich. 
Wydaje  się  więc.  że  można  założyć,  że  „talerze”  emitują  w  chwilach,  gdy  działa  ich 
urządzenie  napędowe,  silne  promieniowanie  ultrakrótkie.  Wiadomo,  że  fale  ultrakrótkie  o 
częstotliwości od 300 do 3000 megaherców wywołują objawy  właśnie tego typu. Objawy te 
spotykamy  w  pobliżu  „talerzy”  lądujących  lub  unoszących  się  w  powietrzu.  Należą  tutaj 
następujące zjawiska zapisywane często w sprawozdaniach ze spotkań „talerzowych”: 
1.    Dookoła  statków  tworzy  się  różnokolorowa  aureola  występuje  żarzenie  się  gazów 
szlachetnych znajdujących się w powietrzu. 
2.  Zmiany chemiczne powietrza powodują zapach odczuwalny w promieniu kilkudziesięciu 
metrów. 
3.    W  czasie  zbliżania  się  „talerza”  gasną  światła  w  samochodzie  z  powodu  zwiększenia 
oporności drucików tungstenowych żarówek. 
4.  Silniki spalinowe przestają pracować (zwiększa się oporność rozdzielcza, co powoduje 
zanik prądu w uzwojeniu pierwotnym aparatury zapłonu). 
5.    Magnetyczne  liczniki  szybkości  oraz  kompasy  nie  pracują  prawidłowo  (błędne 
wskazania). 
6.  Baterie samochodu grzeją się (kwas pochłania energię promieniowania). 
7.    Występują  przeszkody  w  odbiorze  radiowym  i  telewizyjnym  (zakłócenia  w  obwodach 
strojonych). 
8.   W  sieciach  energetycznych  następuje  przerwa  w  dostawie  prądu  (zakłócenia  w  działaniu 
bezpieczników izolacji). 
9.  Małe otwarte zbiorniki  wody parują, trawy, krzewy itp. ulegają wysuszeniu. 
10.    Na  obszarze  lądowania  „talerza”  występuje  zwęglenie  korzeni  roślin,  czasem  również 
przedmiotów z drewna i owadów. 
11.  Zapalają się osmołowane powierzchnie drogowe (ogrzewanie wgłębne). 
12.  Ciało ludzkie odczuwa działanie grzejne od wewnątrz. 
13.  Występują objawy porażenia prądem na odległość. 
14.  Występują objawy chwilowego paraliżu. 
15.  Pojawia się złudzenie słuchowe: jednostajny szum.  
Powyższe  objawy  wskazujące  na  promieniowanie  ultrakrótkie  są  silnym  argumentem,  nie 
tworzą  jednak  dowodu  bezspornie  przekonującego.  Dowodu  takiego  dostarczyłyby  dopiero 
pomiary  siły  promieniowania.  Tylko  raz  udało  się  dokonać  takiego  pomiaru  w  1953  r.  z 
pokładu  amerykańskiego  samolotu  wojskowego.  Zmierzono  wtedy  występujące  w  pobliżu 
„talerzy”  promieniowanie  elektromagnetyczne  i  stwierdzono  występowanie  częstotliwości 
około 2800 megaherców. 

background image

 

44 

Na  podstawie  innych  obserwacji  i  pomiarów,  dokonywanych  głównie  z  samolotów, 
stwierdzono,  że  zjawisku  „talerzy”  towarzyszy  z  zasady  silne  promieniowanie 
elektromagnetyczne  w  bardzo  wąskim  paśmie  fal  ultrakrótkich.  Wydaje  się  nie  ulegać 
wątpliwości, że promieniowanie to wiąże się bezpośrednio z siłą napędu „talerzy”. Wykonano 
obliczenia, które doprowadziły do wyznaczenia przybliżonej ilości energii wytwarzanej przez 
„talerze”.  Za  podstawę  przyjęto  stwierdzenie  dwóch  świadków  obserwujących  z  odległości 
około 200 metrów „talerz” unoszący się nisko nad ziemią. Obaj stwierdzili, że słyszeli słaby 
jednostajny szum. Równocześnie wiadomo było z dawnych doświadczeń w laboratoriach, że 
szum  taki  powstaje  w  uszach  i  głowie  przy  promieniowaniu  fal  ultrakrótkich  i  że  dla 
wywołania  takiego  szumu  była  wymagana  energia  nie  mniejsza  niż  0.333  miliwata  na 
centymetr kwadratowy. 
Przyjęto  z  kolei,  że  ..talerz”  unoszący  się  nieruchomo  korzysta  z  pełnej  mocy  swego 
urządzenia  napędowego  i  że  energię  promieniuje  równomiernie  we  wszystkich  kierunkach. 
Na  tej  podstawie  łatwo  było  obliczyć  moc  źródła  promieniowania  dla  kuli  o  promieniu  200 
metrów.  Z  obliczenia  wypadło  około  1,6  megawata,  co  odpowiadało  energii  wielu  stacji 
radiofonicznych lub. inaczej mówiąc, mocy ciężkiej kolejowej lokomotywy elektrycznej. 
W  rezultacie  można  zaryzykować  twierdzenie,  że  „talerze”  napędzane  są  przez  jakiś  nie 
znany  nam  mechanizm  oddziaływania  pola  elektromagnetycznego  na  siłę  ciążenia. 
Mechanizm  ten  miałby  zdolność  pokonywania  również  bezwładności  masy  „talerza”,  co 
pozwalałoby  na  uzyskiwanie  tak  wielkich  przyspieszeń.  Jak  dotąd,  nie  udało  się  jednak 
stwierdzić  ani  w  przyrodzie,  ani  w  laboratorium  jakiegokolwiek  potwierdzenia  hipotezy  o 
wzajemnym  oddziaływaniu  pola  elektromagnetycznego  na  pole  ciążenia.  Istnieją  jednak 
podstawy  do  przypuszczeń,  że  teoretycznie  wszystkie  pola  w  przyrodzie  powinny  być  jakoś 
ze sobą powiązane. 
Istnieją  różne  metody  klasyfikowania  obserwacji  i  spotkań  „talerzowych”;  Hynek  dzieli 
wszystkie obserwacje na dalekie, to jest zjawiska widoczne z odległości powyżej 150 metrów, 
oraz na spotkania bliskie, przy czym rozróżnia 4 różne kategorie. 
Najczęstsza jest obserwacja „talerza” w locie, następnie „talerzy latających” i 
spoczywających na ziemi oraz takich, które pozostawiły materialny dowód swojego 
lądowania. Ostatnia kategoria oznacza spotkania z „pilotami” pojazdów talerzowych. 
Jeśli chodzi o spotkania z postaciami lądującymi na pojazdach „talerzowych”, to opisano je w 
sposób mniej lub więcej przekonywający w kilkudziesięciu wypadkach; zarejestrowana liczba 
tych  spotkali  stale  się  zresztą  zwiększa.  Na  przykład  w  kwietniu  1975  r.  belgijskie  pismo 
donoszące o „talerzach” przyniosło opis spotkania z dwoma pilotami „talerzowymi”. 
Widzenia obiektów w kształcie „talerza” notowane są od kilkudziesięciu lat. Około 0,1 liczby 
zgłoszeń przypada na obserwacje ..talerzy” lądujących lub spoczywających na Ziemi. Pewna 
część  lądowań  pozostawiła  trwałe  ślady  w  postaci  odcisków  lub  zgniecenia,  wypalenia  lub 
zwęglenia  roślinności.  W  niewielkiej  liczbie  wypadków  zaobserwowano  również  postacie 
przybyłych na „talerzach” humanoidów; jak się wydaje, zajmują się oni pobieraniem próbek 
gruntu,  roślinności,  kamieni  itd.;  po  kilku,  najwyżej  kilkunastu  minutach  oddalają  się.  przy 
czym  w  kilku  wyjątkowych  wypadkach  donoszono  o  przymusowym  uprowadzeniu  ludzi  na 
pokład  pojazdu  „talerzowego”,  prawdopodobnie  dla  przeprowadzenia  doświadczeń. 
Oczywiście nie do udowodnienia są wypadki mówiące o osobach uprowadzonych względnie 
zaginionych w ten sposób. 
Jeżeli odrzucić teorię roboczą, w której przyjęto, że „talerze” są obiektami materialnymi czy 
nawet  konstrukcjami  mechanicznymi,  to  pozostaje  przekonanie,  że  istnieje  jednak 
dostatecznie dużo przesłanek, aby jeszcze intensywniej zbierać sprawozdania o obserwacjach, 
i  że  należy  opracować  bardziej  doskonałe  metody  analizy  i  badań,  aby  w  końcu  uzyskać 
prawdziwy naukowy dowód. 
Powróćmy  jeszcze  do  pozostającej  w  równym  stopniu  w  „krainie  fantazji”  wersji  o 

background image

 

45 

planetarnym  pochodzeniu  „talerzy”. Argumentację  zwolenników  tego  poglądu  można  uznać 
za zupełnie słuszną w tym sensie, że rzeczywiście nie ma podstaw do twierdzenia, aby Ziemia 
miała  być  jedyną  zamieszkaną  planetą.  Człowiek  dopiero  obecnie  rozpoczyna  podróżować, 
ale  wydaje  się  prawdopodobne,  że  inne  „istoty”  mogły  rozwiązać  ten  problem  wcześniej  i 
podróżować po kosmosie już od tysiącleci. 
Logika  tego  rozumowania  dowodzi,  że  nie  można  wykluczyć  przyjazdu  podróżników  z 
innych  planet.  Życie  może  istnieć  na  tysiącach  czy  milionach  planet  naszej  Galaktyki,  w 
wielu  przypadkach  proces  ewolucji  mógł  doprowadzić  do  powstania  istot  rozumnych,  o 
wyższym  stopniu  rozwoju  aniżeli  człowiek.    Istoty  takie  wysyłałyby  statki  również  w  celu 
badania  Ziemi.  Można  jedynie  rozważyć,  jaka  byłaby  szansa  na  spotkanie  planety  Ziemi  w 
Układzie Słonecznym galaktyki Drogi Mlecznej. Możliwość taka oczywiście istnieje. 
Nic jednak nie wskazuje, aby ta argumentacja wiązała się ze zjawiskiem „latających talerzy”. 
Trudno  doszukać  się  powiązań  między  przypuszczeniem,  że  mieszkańcy  dalekich  planet  są 
istotami  wyższej  inteligencji,  które  rozwiązały  problem  oderwania  się  od  swego  globu  i 
podróżują  po  kosmosie,  a  zjawiskiem  „talerzy”  widywanych  na  naszym  niebie.  Przede 
wszystkim nie odbieramy żadnych sygnałów radiowych, które można uznać za pochodzące z 
„talerzy”.  Przekonywająca  natomiast  wydaje  się  opinia,  że  pierwsze  znaki  istnienia 
inteligencji  we  Wszechświecie  powinniśmy  odebrać  właśnie  za  pomocą  fal  radiowych. 
Innymi  słowy,  że  kontakt  radiowy  nawiążemy  na  długo  przedtem,  zanim  nastąpi  pierwsza 
wymiana „wizyt”. 
Gdyby  jednak  było  inaczej,  gdyby  od  wielu  tysięcy  lat  Ziemię  rzeczywiście  „wizytowały” 
ciekawe istoty z innych światów, zdawałoby się, że powinny dawno zadecydować, czy pragną 
nawiązać  kontakt  z  jej  mieszkańcami.  Jeśli  „latające  talerze”  miałyby  reprezentować  jakąś 
wielką  wyprawę  odkrywczą,  należałoby  zastanowić  się.  czy  jakiekolwiek  istoty  inteligentne 
podróżowałyby  miliony  i  miliardy  kilometrów,  aby  po  przybyciu  do  celu  nie  nawiązać 
kontaktu  ze  światem  istot  miejscowych.  Tutaj  trzeba  zaznaczyć,  że  niektórzy  wyznawcy 
„talerzy”  twierdzą,  że  postępowanie  takie  może  być  najbardziej  logiczne  i  dowodzi 
inteligencji działania jedynie w celach badawczych i obserwacyjnych. 

background image

 

46 

 

MISTYKA CZY RELIGIA? 

[Poglądy Junga * mistyka * nowa religia]

 

 
Książkę C.G. Junga „Nowoczesny mit o rzeczach widywanych na niebie”, poznałem dopiero 
w  końcowym  etapie  mojej  pracy.  Mimo  to  wydaje  mi  się.  że  może  być  ona  jakimś 
uzupełnieniem  moich  osądów.  C.G.  Jung  psycholog,  psychiatra,  przyjaciel  Freuda  niewiele 
miał wspólnego z naukami ścisłymi i historią nauki. Zajmuje się natomiast sprawami UFO z 
punktu  widzenia  swoich  zainteresowań.  Toteż  podejście  jego  jest  krańcowo  odmienne,  nie 
rozpatruje  w  ogóle  aspektów  technicznych  i  naukowych  możliwości  istnienia  „talerzy”  jako 
przedmiotów  materialnych,  jednak,  jak  zobaczymy  później,  nie  wyklucza  rozwiązań 
pośrednich.  Wszystko  dzieje  się  wewnątrz  człowieka,  ale  pobudki  nie  znane  nam  jeszcze 
pochodzą od wydarzeń zewnętrznych. 
Obszerna kilkudziesięciostronicowa przedmowa tłumacza książki C.G. Junga zawiera wielką 
ilość informacji również o całym ćwierćwieczu, które upłynęło od czasu napisania książki do 
chwili  wydania  i  tłumaczenia  polskiego.  Tłumacz  i  autor  przedmowy.  Jerzy  Prokopiuk. 
opisuje  dokładnie  sylwetkę  wielkiego  szwajcarskiego  psychologa,  który  swój  „Nowoczesny 
mit” opublikował w 1958 r. 
Tłumacz  opisuje  wydarzenia  z  dziedziny  „ufologii”,  które  zaistniały  od  czasu  napisania 
książki  Junga.  Powołuje  się  przy  tym  i  przytacza  cytaty  z  mej  książki  „Talerze  latające”, 
podając  wielostronicowe  fragmenty.  Wspomina  poza  tym  o  powstałym  w  Warszawie 
„Towarzystwie  Badań  Niezidentyfikowanych  Obiektów  Latających”,  wymienia  nazwiska 
kilku polskich „ufologów” zajmujących się tymi badaniami. 
Autor przedmowy podaje poza tym kilka różnych koncepcji pochodzenia UFO, lansowanych 
w ostatnich dwóch dziesięcioleciach. Jedna z tych koncepcji przyjmuje, iż UFO wynurzają się 
z morza. Nie są one pochodzenia pozaziemskiego ani nie przybywają z przyszłości, jak sądzą 
niektórzy,  natomiast  są  wytworem  „wysoko  rozwiniętej  cywilizacji,  która  powstała  na  dnie 
mórz  dzięki  wysiłkowi  humanoidalnych  istot  wywodzących  się  ze  wspólnego  z  nami  pnia 
biologicznego”.  Dalsze  koncepcje  podaje  w  skrócie:  tak  na  przykład  „...niezrozumiały 
charakter  UFO  spowodował,  że  znalazły  one  miejsce  także  we  współczesnym  folklorze 
parareligijnym.  Dla  założyciela  towarzystwa  Eterius  1954  r.  UFO  to  pojazdy  kosmiczne 
przybywające  do  nas  z  przedstawicielami  białego  bractwa  z  innych  planet.  Jego  czołowymi 
przedstawicielami są Mistrz Jezus i Budda oraz Kriszna z Saturna”. Wszyscy oni przybywali 
na  Ziemię  na  latających  talerzach,  tak  jak  przybędzie  z  nimi  Przyszły  Mistrz,  by  podzielić 
ludzkość: część przesiedli na planetę niżej stojącą hierarchicznie od Ziemi. Zwolennicy tego 
towarzystwa zbierają się co roku, by poddać się działaniu Kosmicznych Mistrzów. 
Jedna  ze  szkół  współczesnego  okultyzmu,  która  wobec  „talerzy”  i  ich  roli  w  „drugim 
przyjściu  Chrystusa”  zajmuje  stanowisko  ostrożne  czy  wręcz  krytyczne,  protestuje  żywo 
przeciwko materialistycznej wizji Chrystusa zstępującego z latającego „talerza” i nie cofa się 
przed  podejrzeniem,  że  taki  Chrystus  nie  jest  prawdziwym  Synem  Bożym,  lecz  fałszywym 
mesjaszem, czyli antychrystem. 
Inni „ufolodzy” sformułowali prawo, które głosi, iż tajemnica UFO ma charakter podmiotowy 
i symboliczny. Jego autorzy nie przeczą, że jest to zjawisko czysto fizyczne, twierdzą jednak, 
ż

e  ten  aspekt  ma  charakter  podrzędny,  a  jego  przyczyny  należy  doszukiwać  się  w  pewnych 

funkcjach mózgu.  Drugie prawo zjawiska UFO  przynosi takie przesłanie: „Człowiek znalazł 
się  na  krawędzi  katastrofy,  ponieważ  nasza  epoka  odmówiła  mu  prawa  do  magiczności  i 
cudowności.  Zniszczyła  racjonalne  więzy  łączące  go  z  naturą  i  innymi  ludźmi. 

background image

 

47 

Nieświadomość  zbiorowa  uwolni  się zalewając  świat  i  otwierając  erę  szaleństwa,  przesądu  i 
terroru.” 
Jeszcze  inny  znawca  tematu  pisze:  „Doszedłem  do  wniosku,  że  jakaś  pozaziemska 
inteligencja  współdziała  z  ludzkością  przez  całą  jej  historię.  Jest  całkiem  możliwe,  że  albo 
my,  albo  istoty  z  UFO  wywodzą  się  spoza  Ziemi,  i  nie  wykluczam,  że  UFO  mogą  być 
naszymi  sąsiadami  zamieszkującymi  inne  »Continum«  czasowo--przestrzenne.  Mechanizm 
wyobrażeń  stosowany  przez  UFO  jest  zawsze  adekwatny  do  kontekstu  czasowego,  w  jakim 
ż

yje świadek.” 

Jung opisuje sny, podając ich interpretację. Ciekawa jest jego ostateczna konkluzja. Opisując 
UFO,  jako  wyobrażenia  senne  i  wizję,  przyznaje,  że  wiele  ludzi  uważa  je  za  obiekty 
materialne,  ale  co  najciekawsze  widzi  jeszcze  inne,  trzecie  rozwiązanie.  Jung  podał  swoją 
tezę,  iż  na  widzenie  „talerzy  latających”  patrzeć  należy  z  perspektywy  psychologiczno-
religijnej.  Wstępne  założenia  Junga  sformułować  można:  „widuje  się  coś,  ale  nie  wiadomo 
co”.  Trudne  i  prawie  niemożliwe  jest  odtworzenie  prawdziwego  obrazu  tych  obiektów, 
albowiem zachowują się nie jak ciała, ale jak nieważkie myśli: „Jak dotąd nie ma fizycznego 
dowodu istnienia UFO”. Fizyczna rzeczywistość UFO pozostała w ciągu ostatnich kilkunastu 
lat  sprawą,  której  nie  można  rozstrzygnąć  jednoznacznie;  im  bardziej  narastała  niepewność, 
tym bardziej wzrastało prawdopodobieństwo, że ten skomplikowany fenomen obok podstawy 
fizycznej  zawiera  również  istotną  komponentę  psychiczną.  Chodzi  tu  o  zjawisko  pozornie 
fizyczne, które odznacza się dużą częstotliwością, z drugiej strony zaś obcością i charakterem, 
stawiając pod znakiem zapytania jego fizyczną naturę. 
Obiekt  taki  w  najwyższym  stopniu  prowokuje  świadomą  i  nieświadomą  fantazję,  która  daje 
początek domysłom i kłamliwym opowieściom. Dostarcza również mitologicznego tła, które 
łączy  się  z  tymi  podniecającymi  obserwacjami.  Tak  dochodzi  do  sytuacji,  w  której  mimo 
najlepszej woli nie wiemy, czy pierwotne spostrzeżenie pociąga za sobą przywidzenia, czy też 
odwrotnie, pierwotna fantazja nieświadomości zalewa świadomość złudzeniami i wizjami. 
Cytuję  dalej  Junga:  „Materiał,  z  którym  zapoznałem  się.  przemawia  za  obiema 
interpretacjami:  raz  realny,  fizyczny  proces  daje  podstawę  towarzyszącemu  mitowi,  innym 
razem  mit  wytwarza  inną  wizję.  Do  tych  związków  dodać  można  jeszcze  trzecią  wizję, 
mianowicie  współzależność,  która  od  czasów  Leibnitza  i  Schopenhauera  często  zajmowała 
umysły myślicieli. Jako psycholog nie dysponuję środkami i sposobami, które pozwoliłyby mi 
wypowiedzieć  się  z  pożytkiem  na  temat  fizycznych  możliwości  UFO.  Dlatego  też  mogę 
jedynie  zająć  się  ich  aspektem  psychologicznym.  I  dalej  niemal  wyłącznie  analizować  będę 
towarzyszące im zjawiska psychiczne.” 
Dowodząc  całą  swoją  książką,  iż  UFO  są  projekcją    marzeń  sennych  i  wyobrażeń  mających 
swe  źródło  w  człowieku  i  jego  psychice,  dopuszcza  jednak  możliwość  jakiegoś  pośredniego 
rozwiązania, możliwość trzeciego wyjścia, którego opis podaję poniżej. 
Cytuję  Junga:  „Wydaje  mi  się  —  ze  wszystkimi  koniecznymi  zastrzeżeniami  —  że  istnieje 
trzecia  możliwość:  UFO  to  realne,  materialne  zjawiska  istności  nieznanej  natury,  które 
przypuszczalnie  przybywając  z  kosmosu,  być  może  już  od  dawna  były  widywane  przez 
mieszkańców Ziemi, ale poza tym nie mają żadnego rozpoznawalnego związku z Ziemią czy 
jej mieszkańcami. Jednakże w najnowszych czasach i w chwili, kiedy spojrzenia ludzi kierują 
się  ku  niebu,  z  jednej  strony  wskutek  ich  fantazji  odnoszących  się  do  możliwych  podróży 
kosmicznych,  a  z  drugiej,  symbolicznie,  ze  względu  na  ich  żywotnie  zagrożoną  egzystencję 
ziemską,  treści  nieświadomości  uległy  projekcji  na  nie  wyjaśnione  zjawiska  niebieskie,  tym 
samym  nadając  im  znaczenie,  na  które  w  ogóle  nie  zasługują.  Ponieważ  po  drugiej  wojnie 
ś

wiatowej zdają się one pojawiać częściej niż uprzednio, przeto może tu chodzić o zjawisko 

synchronistyczne, tj. o pewną współzależność. Psychiczna sytuacja ludzkości z jednej strony i 
fenomen UFO jako rzeczywistość fizyczna - z drugiej nie pozostają między sobą w żadnym 
rozpoznawalnym  związku  przyczynowym,  lecz,  jak  się  zdaje,  zbiegają  się  w  sposób 

background image

 

48 

sensowny.” 
W  innym  miejscu  opisuje  pseudoreligijne  ekstazy  wielu  grup  wyznawców  UFO  i  przytacza 
wyjątki  z  książek  wydanych  w  Stanach  Zjednoczonych,  których  autorzy  traktują  UFO  jako 
nowe  objawienie  jakiejś  istoty.  Objawienie  jak  najbardziej  religijnej  natury,  jak  jakieś 
pośrednictwo pomiędzy Stwórcą a człowiekiem. 
Po  przeczytaniu  tych  relacji  zdecydowałem  się  chociaż  z  pewnymi  wątpliwościami  opisać 
pokrótce nasze krajowe reakcje tego samego typu. 
Za każdym razem po ukazaniu się mego artykułu w jakimś czasopiśmie na temat nieznanych 
zjawisk,  a  specjalnie  „talerzy”  latających,  redakcja  otrzymywała  listy  adresowane  do  mnie. 
często z wyrazami uznania i propozycją dyskusji na wielki, wspaniały temat UFO, tak ważny 
dla całego świata i przyszłości ludzkości. 
Powtarzam nie zamierzałem o tym pisać, ale Jung opisując tak obszernie ludzi wierzących w   
UFO,  jak  w  pewnego  rodzaju  objawienie  dla  ludzkości,  i  jako  objaw  porozumienia  się  ze 
Stwórcą. 

przekonał 

mnie. 

Ostatecznie 

zdecydowałem 

się 

wybrać 

fragment 

wielostronicowego  listu  do  mnie  na  ten  właśnie  temat.  Na  wielu  stronach  tych  wypowiedzi 
adresaci  nie  podający  swego  nazwiska,  a  jedynie  pseudonimy,  przytaczają  cytaty  z  Biblii  i 
wypowiedzi  uczonych:  Izaaka  Newtona,  Alberta  Einsteina  i  innych.  A  oto  list  jednego  z 
korespondentów. 
„Szanowny  Panie!  Przeczytałem  Pana  artykuł  »Nieznane  obszary,  czyli  talerze  latające«. 
Mam  uznanie  dla  Pańskiego  odcinka  i  uważam,  że  bardzo  racjonalnie  Pan  do  tego 
zagadnienia  podchodzi.  Lecz  jak  Pan  sam  stwierdza  pod  koniec  artykułu;  »Wydaje  się,  iż 
próby porównań prowadzą w kierunku uznania realności istnienia zjawisk, przede wszystkim 
jednak wskazują nam prawdopodobieństwo jednolitego pochodzenia wszystkich tak pozornie 
różnych  zjawisk  i  objawów.  Widzimy  wyraźną  jednorodność,  jedno  jakby  pochodzenie 
wszystkich  tych  objawów.  Oczywiście  nie  wiemy  jednak  absolutnie  nic,  nie  mamy  nawet 
zarysu jakiejkolwiek koncepcji rozumienia, co i jak wywołuje paranormalne „wycieczki”.« 
Pisze  Pan:  »Można  dojść  do  wniosku,  iż  wszystkie  irracjonalne  zjawiska  polegają  na 
wtrącaniu się w świat i sprawy ludzkie jakiejś ..siły” z zewnątrz«. Drogi Panie, jest Pan blisko 
celu,  lecz  jednak,  aby  poznać  absolutną  prawdę  o  tych  zjawiskach,  potrzeba  jeszcze  czegoś 
więcej,  potrzeba  bardzo,  bardzo  głębokiej  wiedzy  biblijnej,  a  także  astrofizycznej  wolnej  od 
wszelkich  uprzedzeń  i  przesądów.  Listy  moje  nie  są  wymierzone  przeciwko  nikomu,  ich 
zadaniem jest wykazanie absolutnej prawdy tej ostatecznej Bożej. Kończę list wypowiedziami 
naprawdę mądrych uczonych: 
»Poszukując dalszej drogi nie możemy liczyć na sukces nie naruszając równowagi pomiędzy 
poglądami  oficjalnymi  a  heretyckimi«.  Uczeni  niepotrzebnie  trwonią  czas  na  poszukiwanie 
fizycznego  wytłumaczenia  poszczególnych  fenomenów  obserwacyjnych.  a  to  dlatego,  iż 
mechanika  kwantowa  prowadzi  do  poglądu,  że  fizyczna  rzeczywistość  jest  w  zasadzie 
niematerialna. Dlatego listy moje będą omawiały sprawy niematerialne, a aktualnie istniejące, 
do których zaliczamy zjawiska UFO.”(...) 
Cytowany list można uznać za typową reakcję mistyka. 
 

background image

 

49 

 

EWOLUCJA POGL

ĄDÓW 

[Do 1979 * trudność badań * Hynek 1979 * Encyklopedia UFO]

 

 
W  konsekwencji  wydania  w  1961  roku  moich  ..Talerzy  latających”  ukazały  się  recenzje 
pochlebne,  ale  również  wiele  krytycznych.  Najostrzejszy  był  atak  ze  strony  emigranta 
Rumuna w książce wydanej w Holandii i tłumaczonej na francuski i angielski, która ukazała 
się pod tytułem „Talerze latające w ZSRR i krajach bloku wschodniego”. Autor w rozdziale o 
Polsce  zajmuje  się  w  dużej  części  moją  książką  jako  napisaną  na  zlecenie  propagandy 
komunistycznej. Nie godzi się oczywiście z przedstawionym tam stanowiskiem, że wszystkie 
objawy  UFO  tłumaczyć  można  w  sposób  naturalny.  Całą  moją  argumentację  uważa  za 
sztucznie  dopasowaną  do  wymagań  ośrodków  politycznych,  które  nie  chcą  dopuścić  do 
wiadomości ogółu, że jakiekolwiek pozanaturalne zjawiska mogą się zdarzać. 
Takie  było  rzeczywiście  moje  ówczesne  stanowisko.  Pewne  późniejsze  zmiany  moich 
poglądów najlepiej wyjaśnią przytoczone poniżej wypowiedzi późniejsze. 
Kilkanaście  lat  po  „Talerzach  latających”  z  okazji  wydania  mojej  książki  o  podróżach 
kosmicznych  „Człowiek  poza  Ziemią”  ukazał  się  w  popularnym  tygodniku  warszawskim 
następujący wywiad: 
Pytanie:  
Przed piętnastu laty opublikował Pan książkę „Latające talerze”, pierwszą tego typu pracę w 
krajach  naszego  bloku,  podejmującą  pasjonujący  temat  tak  zwanych  niezidentyfikowanych 
obiektów  latających  (UFO).  Stwierdził  Pan  tam,  że  wszystkie  zjawiska  UFO  dają  się 
wytłumaczyć  w  sposób  naturalny,  jako  złudzenie  optyczne,  fatamorgana  i  przewidzenia, 
natomiast  w  ostatniej  swej  książce  „Człowiek  poza  Ziemią”  w  rozdziale  poświęconym 
„talerzom”,  dopuszcza  Pan  jeszcze  inne  możliwości  interpretacji.  Co  spowodowało  zmianę 
stanowiska? 
Odpowiedź:  
Zajmując  się  problematyką  ufologiczną  zawsze  stałem  na  gruncie  zajmowanym  przez 
oficjalną naukę. Chciałbym jednak powiedzieć, że kiedy pisałem „Talerze latające”, niełatwo 
było  przekonać  wydawcę,  aby  zaakceptował  nawet  tylko  hipotezę  o  istnieniu  „zjawisk 
niewytłumaczalnych”.  Zbyt  wielka  panowała  obawa  przed  propagowaniem  czegoś 
nadprzyrodzonego,  zbyt  wielki  strach  przed  posądzeniem  o  szarlatanerię  naukową.  Książka 
rozeszła  się  błyskawicznie  i  wywołała  wiele  nieprzychylnych  reakcji  ze  strony  entuzjastów 
„mistyki  talerzowej”,  wyznawców  poglądu,  iż  „talerze”  są  najprawdopodobniej  statkami 
spoza Ziemi. 
Rzeczywiście  moje  poglądy  uległy  pewnej  zmianie  od  czasu  napisania  tamtej  książki.  Zbyt 
długo  musiałbym  mówić,  aby  szczegółowo  wszystko  wyjaśnić.  Ogólnie  mówiąc,  na  zmianę 
moich  poglądów  wpłynęła  zwiększająca  się  ilość  wiarygodnych  obserwacji  oraz  nowe 
poważne komentarze wielu ludzi, których zdanie cenię. W dalszym ciągu stwierdzam jednak 
kategorycznie brak bezspornych naukowych dowodów na istnienie zjawiska. 
Pytanie:  
Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? 
Odpowiedź:  
Badanie  UFO  jest  niezwykle  trudne  nie  tylko  z  tego  powodu,  iż  badający  ma  do  dyspozycji 
prawie  wyłącznie  „naocznych  świadków”  i  wszystko  sprowadza  się  właściwie  do  uznania 
stopnia  wiarygodności  ich  relacji.  Badania  są  trudne  i  z  tego  powodu,  iż  przynoszą  dość 
przykre  konsekwencje  dla  badającego.  Każdy,  kto  zajął  się  problematyką  UFO,  z  trudem 

background image

 

50 

może utrzymać zdobyty autorytet we własnej dziedzinie nauki, w swojej pracy zawodowej. 
W  środowiskach  historyków  nauki  długie  dyskusje  poświęcono  definicji  prawdy  naukowej. 
Stale powracało twierdzenie, iż za prawdę naukową należy uznać to, co uznawane jest przez 
większość  środowiska.  „Talerzy”,  podobnie  jak  astrologii  i  innych  nauk  tajemnych,  nie 
traktuje  się  poważnie.  Temat  ten  dyskwalifikuje  pracownika  nauki.  Atrakcyjność  i 
sensacyjność  sprawę  dodatkowo  utrudnia. Autorzy,  którzy  zajęli  się  poważnie  zagadnieniem 
UFO,  wszyscy  zgodnie  podkreślają  niebezpieczeństwo  związane  z  ocenianiem  ich 
działalności jako nastawionej wyłącznie na tanią sensację. 
Pytanie:  
Na  Zachodzie  pojawiły  się  ostatnio  doniesienia  o  obserwacjach  UFO  w  naszym  kraju.  Czy 
uważa Pan, że są to mistyfikacje? 
Odpowiedź:  
Niekoniecznie.  Znaną  jest  rzeczą,  że  w  wielu  krajach  świadkowie  zjawisk  UFO  często  nie 
zgłaszają swoich obserwacji obawiając się śmieszności i drwin względnie po prostu wątpliwej 
reklamy. Nie umiem powiedzieć, w jakim stopniu mogą występować podobne motywy u nas. 
A oto jeszcze inna wypowiedź: 
Pytanie:  
W  książce  Pana  znaleźliśmy  jeden  rozdział  poświęcony  „talerzom  latającym”.  Dlaczego 
poruszył Pan ten temat w książce, która mówi o postępie techniki w podróżach kosmicznych? 
Odpowiedź:  
W  moim  rozumieniu  oba  tematy  w  jakiś  sposób  wiążą  się  z  sobą.  Sprawami  kosmosu 
pasjonuję  się  od  wczesnej  młodości.  Studiowałem  i  pracowałem  nad  tym  zagadnieniem  w 
czasach,  kiedy  było  ono  jedynie  nierealną  mrzonką.  „Talerzami”  zajmuję  się  nie  tak  dawno, 
ale również już lat kilkanaście. 
Pytanie:  
„Człowiek poza Ziemią” jest chyba Pana dziesiątą książką „kosmiczną”? Co spowodowało, iż 
zajął się Pan tym tematem z taką pasją? 
Odpowiedź:  
Wydaje  mi  się,  że  początkiem  była  przeczytana  w  dzieciństwie  książka  „Na  Srebrnym 
Globie”  Żuławskiego,  później  chyba  książki  Jeansa.  Pasjonowało  mnie  w  tym  czasie 
zagadnienie  oderwania  się  od  Ziemi.  Studiowałem  i  pracowałem  nad  nim  długo  przed  jego 
realizacją. 
Z  chwilą  gdy  podróże  kosmiczne  stały  się  rzeczywistością,  zająłem  się  upowszechnianiem 
tematyki  astronautycznej.  Oburzało  mnie  i  irytowało  panujące  powszechnie  niezrozumienie 
zarówno  zasad,  jak  i  możliwości  lotów  poza  Ziemią,  a  jeszcze  bardziej  sztuczne,  mętne 
tyrady, często po prostu brednie wygłaszane niezrozumiałym pseudonaukowym językiem. 
Ambicją  moją  stało  się  wyjaśnienie  zasad  astronautyki  w  sposób  czytelny,  możliwie 
codzienną  i  poprawną  polszczyzną.  Wydawało  mi  się  ważne  i  godne  wysiłku,  aby 
upowszechnić  to  nowe  ludzkie  osiągnięcie  i  nie  poprzestać  na  terminach  technicznych, 
liczbach i datach upiększonych kilkoma wzorami. 
Występowałem  również  publicznie  przeciwko  „wodolejstwu”,  w  którym  autor  stara  się 
wykazać  swoją  uczoność  i  myśli  jedynie  o  zachowaniu  „powagi  naukowej”.  Czasem  zdarza 
się,  że  autor  taki  opisuje  sprawy,  których  nie  przemyślał  i  których  nie  rozumie,  powtarza 
jedynie  informacje  przeczytane  i  zasłyszane. Wydawało  mi  się  zawsze,  iż  zrozumienie,  „jak 
coś  działa  czy  w  jaki  sposób  się  dzieje”,  powinno  być  najważniejsze  w  procesie 
upowszechniania  wiedzy  o  świecie.  Nie  wiem,  czy  mi  się  to  udało,  w  każdym  razie 
poświęciłem temu zadaniu kilkanaście książek. 
Czy  trwająca  kilkadziesiąt  lat  psychoza  wynika  z  przywidzeń  tylu  ludzi,  w  równej  mierze 
ludzi  niewykształconych  i  analfabetów,  jak  i  wybitnych  specjalistów,  techników,  lotników, 
starych  i  młodych,  ludzi  wielu  ras  i  narodów?  Skąd  u  wszystkich  prawie  identyczny  rodzaj 

background image

 

51 

przywidzeń i halucynacji? Ale wobec tego, dlaczego organizacje i osoby prowadzące badania 
od wielu lat nie potrafiły zdobyć się na jednoznaczną odpowiedź lub przekonywający dowód 
w jedną lub drugą stronę? 
Pytanie:  
No właśnie. Jaka jest więc, zdaniem Pana, przyczyna tego stanu rzeczy? 
Odpowiedź:  
Zdałem sobie sprawę, że badanie zjawiska jest niezwykle trudne nie tylko z tego powodu, że 
badający ma do dyspozycji jedynie i wyłącznie „naocznych świadków”.  Powtarzam zawsze, 
ż

e wszystko sprowadza się do uznania stopnia wiarygodności świadków. 

Pytanie:  
Czy  nie  uważa  Pan  za  możliwe,  że  cały  problem  powstaje  w  wyobraźni  „naocznych 
ś

wiadków”? 

Odpowiedź:  
Moim  zdaniem  nie  jest  to  prawdopodobne.  Historia  nauki  znała  podobne  okresy  i  reakcje. 
Gwałtowne,  nagłe  skoki  w  procesie  poznawania  i  rozumienia  świata  zawdzięczamy  często 
ludziom uznanym przez współczesnych im uczonych za heretyków, niedouków i szarlatanów. 
W  naszych  czasach  również  przeżyliśmy  podobny  okres.  Trzydzieści  lat  temu  tematyka 
podróży  kosmicznych  nie  istniała  dla  ludzi  nauki.  Tylko  jednostki,  bez  wyjątku  ludzie  w 
rodzaju  fanatyków,  bez  autorytetu  w  jakiejkolwiek  dziedzinie,  zajmowały  się  marzeniami  o 
oderwaniu  od  Ziemi  i  podróżach  międzyplanetarnych.  Takimi  byli:  Ciołkowski,  Oberth, 
Goddard. 
Oczywiście porównanie można jedynie uznać za przybliżone. 
Podróż  kosmiczna  wymagała  wielkich  ulepszeń  technicznych,  niemożliwych  w  owym 
okresie, tak iż uznano ją za mrzonkę i fantazję niedouków. 
W  sprawie  „talerzy”  rozwiązanie  nie  wymaga  ulepszeń  techniki,  trudność  polega  na 
umiejętności badania zjawisk, których, podobnie jak dawniej błyskawice, zorzę polarną i inne 
znane obecnie zjawiska, nie można wyjaśnić na podstawie dzisiejszego stanu wiedzy. 
Pytanie:  
Jaką widzi Pan drogę do rozwiązania zagadki „talerzy”? 
Odpowiedź:  
Wydaje  mi  się,  iż  niedostrzeganie  przez  uznane  autorytety  pewnych  problemów  nie  zawsze 
oznacza,  iż  te  nie  istnieją.  Przypomnieć  można  słynną  w  historii  nauki  decyzję  Francuskiej 
Akademii  Nauk  sprzed  dwóch  wieków  wykluczającą  kategorycznie  możliwość 
pozaziemskiego pochodzenia meteorytów. 
W ostatnich czasach wiele się dyskutuje o pewnych prawidłowościach natury ludzkiej, które 
przyjęto  określać  jako  „bloki  myślowe”,  co  w  wielkim  uproszczeniu  oznacza,  że  ludzie 
wykształceni,  często  wielkiej  wiedzy,  z  łatwością  ulegają  przyzwyczajeniu  i  rutynie. 
Oznaczać  to  może,  że  umysł  niezależny  łatwiej  znajdzie  rozwiązanie  problemu  niż  umysły 
uczone myślące stereotypowo i w ustalony sposób. 
Wyczerpującą  dokumentację  relacji  UFO  prowadzi  od  1976  roku  „International  UFO” 
wydawany  przez.  Ośrodek  Badań  Ufologicznych  (Center  for  UFO  Studies)  w  mieście 
Evanston  w  Stanach  Zjednoczonych.  Ośrodek  jest  organizacją  prywatną,  finansowaną  ze 
składek,  darów  i  sprzedaży  wydawnictw.  Jako  swego  rodzaju  „hasło  wiodące”  pisma 
zamieszczono wypowiedź jednego z. największych współczesnych fizyków, Duńczyka Nielsa 
Bohra: 
„W  naszych  czasach  tylko  i  wyłącznie  przez  badanie  »obszarów  paradoksu<<  oczekiwać 
można jakiegoś skoku w postępie wiedzy o świecie”. 
Ośrodek  ten  i  pismo  kierowane  przez  Hynka  uzyskały  największy  chyba  autorytet  w 
sprawach ufologicznych. 
Oto  dosłowna  wypowiedź  Hynka  zamieszczona  w  pierwszym  numerze  pisma  w  listopadzie 

background image

 

52 

1979 r.: 
„Cokolwiek  się  sądzi  na  tematy  UFO  w  cokolwiek  by  wierzyć,  co  dotyczy  ich  fizycznej 
rzeczywistości — cokolwiek by przypuszczać na temat ich pochodzenia, jeden fakt pozostaje 
bezsporny:  na  przestrzeni  ostatnich  25  lat  wiele  ludzi  całego  świata,  różnych  narodów  i 
różnych zawodów stale donosi o coraz nowych spotkaniach z »talerzami«. 
Treść tych relacji jest intrygująca i tajemnicza, silnie pobudza naszą wyobraźnię. Największy 
nawet  sceptyk  wyczuje  elementy  dramatyczne  w  licznych  sprawozdaniach  świadków  z 
bliskich  spotkań  z.  »talerzami«.  Nieomal  każda  nowa  relacja  wykazuje  pewne  powiązanie  z 
większością  z  poprzednich  sprawozdań  i  stanowi  nowe  wyzwanie  dla  naszej  wiedzy  o 
ś

wiecie.  Wyzwanie  stwarza  również  jakby  pewne  zagrożenie  dla  naszego  ustalonego 

spojrzenia  na  otaczający  świat,  dla  naszego  dotychczasowego  pojmowania  rzeczywistości. 
Każda  dokładnie  sprawdzona  relacja  oznacza,  że  zostały  wyeliminowane  wszystkie 
możliwości  wyjaśnień  w  sposób  naturalny  i  racjonalny.  Czyżby  miało  to  znaczyć,  że  nasz 
sposób patrzenia na otoczenie, które uważamy za rzeczywistość, będzie musiał ulec zmianie, 
podobnie  jak  kiedyś  uległo  zmianie  spojrzenie  na  świat  fizyki  dzięki  Einsteinowi? 
Wymagałoby to nowego spojrzenia na świat oraz ustępliwości w tematach dotyczących spraw 
nie zbadanych. Każda epoka przynosi zmianę w naukowym widzeniu świata i nie wykluczam, 
ż

e  zjawiska  »talerzowe«  torują  drogę  do  następnej  zmiany.  Jakiego  typu  byłaby  zmiana, 

pokażą  nam  jedynie  usilne  badania.  Pochopne  domysły  i  pobożne  życzenia  nie  wystarczą 
jedynie  poważnie  postawione  i  starannie  prowadzone  badania  mogą  w  końcu  przynieść 
pożądaną  odpowiedź.  Coraz  wyraźniej  widać,  że  UFO  jest  czymś  więcej  aniżeli złudzeniem 
wzroku  czy  majaczeniem  pomyleńców.  Co  więcej  wydaje  się,  że  jest  to  zupełnie  nowa 
dziedzina  wiadomości  o  świecie  i  jedynie  umysł  wolny  od  przesądów  będzie  mógł  z  nich 
korzystać i wyjść naprzeciw wyzwaniu czegoś nowego, nieznanego.” 
Wypowiedź  Hynka  uznać  należy  za  pewnego  rodzaju  deklarację  programową  ośrodka 
amerykańskiego.  Ośrodek  utrzymuje  kontakt  z  większością  podobnych  organizacji  na  całym 
ś

wiecie.  W  styczniowym  numerze  „Reportera”  z  1978  roku  wymieniono  113  organizacji, 

drukując  pełne  ich  nazwy  i  adresy.  Ośrodki  badań  UFO  powstały  w  następujących  krajach 
(nawet kilkanaście w niektórych): 

Francja 

20 ośrodków 

Wielka Brytania 

19 

Stany Zjednoczone 

13 

Kanada 

10 

Australia 

Argentyna 

Włochy 

Szwecja 

Brazylia 

Dania 

Meksyk,  Hiszpania,  RFN,  Holandia,  Nowa  Zelandia  po  2  ośrodki.  Japonia,  Finlandia, 
Jugosławia, Portugalia, Chile, Urugwaj — po jednym. 
Wszystkie  organizacje,  podobnie  jak  ośrodek  amerykański,  rejestrują,  badają  i  komentują 
zjawiska niewyjaśnione. 
Najczęściej  spotykane,  najbardziej  pospolite  zjawisko  to  „talerze”  widziane  za  dnia:  Hynek 
opisuje 13 relacji, każda potwierdzona przez przynajmniej dwóch świadków. Oto jego tekst: 
„Wybrałem  13  relacji,  każda  złożona  oczywiście  przez  innych  świadków,  i  na  tej  podstawie 
próbowałem  wypracować  jakiś  wzór  prototypowy.  Większość  świadków  przesłuchiwałem 
osobiście,  nagrywając  na  taśmę  rozmowy  telefoniczne  lub  prowadząc  korespondencję 
własnoręcznie.  W  każdym  wypadku  zostałem  przekonany,  iż  mam  do  czynienia  z  ludźmi 
normalnymi, w pełni władz umysłowych.” 

background image

 

53 

Podajemy  poniżej  niektóre  relacje  z  lat  ostatnich,  opierając  się  przede  wszystkim  na  piśmie 
„Reporter” i książce Hynka „The UFO Experience”. 
Przytaczamy cztery relacje „talerzy dziennych” 
Relacja  DD-1.  15  stycznia  1968  r.  godz.  7.25,  czas  trwania  -  10  minut,  świadków  2. 
„Jechałem samochodem z przyjacielem. Nagle odezwał się: »Czy widzisz to coś nad nami?« 
Dziwaczny  obiekt  podobny    do  połówki  pomarańczy  wisiał  nad  nami:  obaj  nie  mieliśmy 
pojęcia,  co  to  jest.  Nadjechała  ciężarówka,  zatrzymała  się  i  jeden  z  jadących  zapytał,  czy 
mamy kłopoty z silnikiem. Odpowiedzieliśmy, że nie, i pokazaliśmy obiekt nad nami pytając, 
co  o  nim  myślą.  Wtedy  drugi  powiedział:  »To  musi  być  jeden  z  tych  latających  talerzy«... 
Cały dzień następny myślałem o tym i w końcu po południu zdecydowałem się zadzwonić do 
wieży  kontrolnej  na  lotnisku,  aby  się  dowiedzieć,  czy  coś  o  tym  słyszeli.  Odpowiedzieli 
negatywnie.” 
Relacja  DD-2.  21  października  1967  r.  godz.  6.16,  czas  trwania  30  sekund,  świadków  3. 
„Żałuję,  że  nie  zrobiłem  zdjęć  obiektu,  jak  zbliżał  się  do  Ziemi,  zdawało  mi  się  jednak,  że 
należało obserwować go również gołym okiem, a nie jedynie przez wizjer.” 
Relacja  DD-3.  11  kwietnia  1969  r.  godz.  18.30,  czas  trwania  —  45  sekund,  świadków  3. 
„Jestem pilotem linii lotniczych od wielu lat, mam dobry wzrok i oczywiście stale obserwuję 
różne  obiekty  w  powietrzu.  Zjawisko  nie  było  przelotnym  złudzeniem.  W  czasie,  kiedy 
patrzyłem, nasunęło mi się wiele wyjaśnień, które z punktu odrzuciłem.” 
Relacja  DD-4.  24  marca  1967  r.  godz.  8.45,  czas  trwania  —  30  sekund,  świadków  2.  „W 
czasie  II  wojny  światowej  służyłem  jako  pilot  w  amerykańskim  lotnictwie. W  czasie  całego 
okresu  służby  nigdy  ani  w  dzień,  ani  w  nocy  nie  zauważyłem  w  powietrzu  niczego 
niezwykłego.  Obecnie  mając  lat  43  zaobserwowałem  zjawisko,  którego  absolutnie  nie 
rozumiem i które nie zgadza się z mym poczuciem rzeczywistości.” 
Wróćmy  jeszcze  do  tych  świadków,  którzy  nie  mieli  żadnych  wiadomości  dotyczących 
latających  obiektów,  jak  wymienieni  wyżej  dwaj  farmerzy.  Jedynym  określeniem  obiektu, 
który  zauważyli,  było  stwierdzenie,  iż  wygląda  jak  połówka  pomarańczy.  Dwaj  następni 
ś

wiadkowie, 

którzy 

nadjechali 

ciężarówką, 

opisali 

obiekt 

następująco: 

koloru 

zielononiebieskiego, wyglądał, jakby świecił, ale nie było to zwykłe światło. Powiedziałbym, 
iż  wyglądało  to  raczej  jak  napisy  na  autostradach,  które  mówią  o  odległości  w  kilometrach. 
Coś w rodzaju żółtego światła na zielonym tle. Nie widać było odrębnych świateł na obiekcie, 
a świeciła całość. 
Poza  tym  nadesłano  wiele  wysoce  przekonywających  relacji  zgłoszonych  jednak  przez 
pojedynczych świadków. Można by sądzić, że powinny zostać włączone do relacji naocznych 
ś

wiadków, gdyż są interesujące i odpowiadają zjawiskom określonym jako prototypy. Jednak 

przyjęto we wszystkich kategoriach zasadę wielu świadków, tak że nie podano i nie zaliczono 
jednoosobowych relacji. 
Drugą  kategorię  relacji  talerzowych  spotkań  trzeciego  stopnia  mówiących  o  „humanoidach” 
podajemy przykładowo według „Reportera” (IUR 3/78): 
„Dnia 1 czerwca 1976 r. o godzinie 13.30 trzy kobiety (imię. nazwisko, wiek) znajdowały się 
w samochodzie na drodze polnej w odległości jednej mili na południe od miasta Staford. W 
pewnej chwili pojazd talerzowy w kształcie kopuły pojawił się nad nimi i zniżył do poziomu 
wierzchołków drzew w odległości około 100 m przed samochodem. Następnie zbliżył się do 
samochodu  i  jakby  przejął  prowadzenie;  szybkość  zwiększyła  się  do  około  120  km/h  bez 
naciśnięcia  pedału  gazu.  Następny  moment,  który  kobiety  mogą  sobie  przypomnieć,  to 
powolna  jazda  z  prędkością  około  10  km  na  godz.  do  miasta  położonego  o  około  12  km  od 
miejsca, gdzie po raz pierwszy zobaczyły talerz”. 
Pozostała  część  relacji  pochodzi  z  wypowiedzi  kobiet  uzyskanych  w  stanie  hipnozy. 
Wszystkie  trzy  podały  podobną,  prawie  identyczną  historię  porwania  i  uprowadzenia  do 
pojazdu „talerzowego”. 

background image

 

54 

Pani  H.  określiła  wielkość  pojazdu  jako  zbliżoną  do  „boiska  piłki  nożnej”,  pani  B.  jako 
„wielkości dużego domu”. 
Cała  kopuła  jaśniała  białym  światłem,  pośrodku  wiele  świateł  czerwonych,  a  od  dołu  4 
ś

wiatła  żółte.  Postacie  „humanoidów”  opisała  jedna  z  kobiet  jako  wysokich  na  jeden  metr: 

„wydali  mi  się  mali  i  ciemni”.  Wewnątrz  pojazdu  wszystkie  trzy  kobiety  poddane  zostały 
badaniom medycznym,  które określiły jako niezwykle bolesne i przykre. Podały następujące 
objawy badań, które pozostawiły dziwne, nie spotykane ślady oparzenia na szyi u wszystkich 
trzech  kobiet,  palenie  i  łzawienie  oczu,  poważny  ubytek  wagi  ciała,  uczucie  palenia  skóry 
przy  myciu  twarzy  i  rąk,  chwilowe  rozregulowanie  jednego  zegarka  (ruch  przyspieszony), 
wyraźne  zmiany  w  psychice  wszystkich  trzech  kobiet  stwierdzone  przez  lekarzy  w  ciągu 
kilku miesięcy po wydarzeniu. 
Opracowana  i  wydana  w  Wielkiej  Brytanii  i  w  Stanach  Zjednoczonych  na  początku  lat 
osiemdziesiątych „Corgi” Encyklopedia UFO  gromadzi na kilkuset stronach dużego formatu 
wszystko,  co  na  temat  UFO  powiedzieć  można,  poczynając  od  czasów  Faraona Tutmosisa  z 
XV  wieku  p.n.e.  do  wydarzeń  połowy  lat  osiemdziesiątych.  Zgromadzono  wiele  tysięcy 
wiadomości  o  wszystkim,  co  w  przeszłości  i  obecnie  wiąże  się  z  pojęciem  „talerzy 
latających”  oraz  setki  szczegółowych  opisów  ludzi  zajmujących  się  tą  tematyką,  badaczy  i 
„ufologów”. 
Rozdział niniejszy piszę już po opracowaniu prawie całej książki. Maszynopis czytały osoby 
interesujące się problemem UFO i zdarzało się, że spotykałem się z zarzutami, iż książka nie 
daje „jasno sprecyzowanej tezy i stanowiska autora”. To prawda. Ja natomiast uważałem, że 
brak postawienia kropki nad „i” jest właśnie największą zaletą mego opracowania. 
A oto. co znalazłem we wstępie do Encyklopedii UFO. Pisze jej autor: 
„Zainicjowałem  korespondencję  z  autorami,  badaczami,  entuzjastami  zarówno  w  Stanach 
Zjednoczonych, jak i na  całym świecie, na wszystkich kontynentach.  Z radością napotkałem 
masową  i  entuzjastyczną  reakcję.  Otrzymałem  tysiące  odpowiedzi.  Przekonałem  się.  iż 
istnieje w świecie ogromna ilość oddanych i zapamiętałych badaczy zjawiska UFO. niektórzy 
z  nich  uważają  się  za  »ufologów«.  Zadaniem  mej  encyklopedii  będzie,  między  innymi, 
zwrócić  uwagę  opinii  światowej  na  ich  wysiłki  i  działalność,  jak  również  na  niektóre 
fascynujące  opinie  i  poglądy.  Ludziom  chcącym  utrzymać  kontakt  z  najbardziej  ważnymi  i 
najnowszymi  wydarzeniami  z  dziedziny  »ufologii«  podaję  dużą  ilość  czasopism  oraz  wiele 
setek  lokalnych  i  narodowych  organizacji  ufologicznych.  które  stale  informują  swoich 
członków o ostatnich wydarzeniach na polu »ufologii«„. 
I  teraz  najbardziej  istotne  stwierdzenie  wstępu  do  encyklopedii:    „Linia  dzieląca  fakty 
rzeczywiste od fikcji i fantazji jest bardzo  trudna do określenia w świecie »ufologii«. Dlatego 
też  zdecydowałem  się  przedstawić  cały  ogrom  danych  o  historii  UFO  bez  wyrażania  mej 
opinii  i  oceny.  Chcę  pozostawić  czytelnikowi  wybór  oddzielenia  rzeczy,  w  które  można 
wierzyć,  od  takich,  w  które  uwierzyć  na  pewno  nie  można.  Niech  czytelnik  mojej 
encyklopedii będzie sędzią. Niech sam oceni, co może być rzeczywistością, a co fantazją, co 
zaś sygnałami ze świata, który dopiero poznamy w przyszłości”. 
Wprowadzenie do materiału zawartego w światowej encyklopedii obroniło moje poglądy. 

background image

 

55 

SPIS ROZDZIAŁÓW: 
 
OBSZARY NIEZNANE 
ZJAWISKA NA NIEBIE 
POCZĄTKI OBSERWACJI WSPÓŁCZESNYCH 
ZJAWISKA W PRZESZŁOŚCI 
OPINIE SCEPTYCZNE 
OPINIE OPTYMISTYCZNE 
MISTYKA CZY RELIGIA? 
EWOLUCJA POGLĄDÓW 
 
Redaktor: Maria Liskowacka 
Redaktor techniczny: Alicja Maruszyńska 
Korektorzy: Bogusława Madalińska i Nawojka Peliwo 
Copyright by Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”' Warszawa 1987 
ISBN 83-10-09060-9 
PRINTED IN POLAND 
Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1987 Wydanie pierwsze Nakład 20000 + 
250 eg/emplarzy Ark wyd. 8,6. Ark. druk. A 8,5. Oddano do produkcji w czerwcu 1986 r. 
Podpisano do druku w lipcu 1987 r. Drukarnia Narodowa w Krakowie. Zam. nr 368/86 D-
10/2730 
 

Niniejszy plik powstał wyłącznie w celu nauki i doskonalenia technicznych umiejętności tworzenia publikacji w formatach elektronicznych. 
Osoby do których został zaadresowany proszone są o przesyłanie uwag na adres mailowy  
ckindle@wp.pl 
Jeśli nie jesteś osobą, do której został on skierowany  
SKASUJ GO NATYCHMIAST I NIE ROZPOWSZECHNIAJ!