BATERIA Z KISZONYCH OGÓRKÓW

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się praktycznymi zastosowaniami chemii. Zbudujemy

prostą baterię elektryczną. Całe doświadczenie jest proste - nie wymaga żadnej

skomplikowanej aparatury i większość rzeczy pewnie jest już w Twoim domu. Jeśli nie, to są

dość łatwe do zdobycia. Spokojnie można ten eksperyment przeprowadzić na zbiórce drużyny

starszoharcerskiej, choć pełniejsze zrozumienie zagadnienia wymaga wiedzy, którą ja

zdobyłem w liceum.

Naszym bohaterem będzie ogórek. Jest to w świecie warzyw istna osobowość. Z jednej strony

jego wszechogarniająca zieloność opiewana była w pieśniach (choć fakt, że kawałek "Ogórek

wąsaty" wykonany został przez Fasolki może nosić znamiona kumoterstwa czy nawet

korupcji). Z drugiej Poeci ubolewali nad nieszczęściem tej postaci, której to okrutne niebiosa

wzbroniły śpiewu*. Czyż to nie paradoks godny antycznych tragedii?

Ale od czego są współczesne zdobycze techniki! Jeśli dzięki nowoczesnej wiedzy o akustyce,

na rynku muzycznym zaistnieć mogą wszelkiej maści pięknolice gwiazdeczki pop, to czemu

nie może zaśpiewać i ogórek! Może, gdyż jak wspomniałem jest to iście elektryzująca

osobowość.

MATERIAŁY:

Parę kwaszonych ogórków (w doświadczeniu użyłem kwaszonych ogórków firmy "Urbanek"

z Łowicza, zakupionych w lokalnym samie).

Pozytywka z grającej pocztówki.

Około jednego metra izolowanego kabelka miedzianego o średnicy kilku milimetrów (tzw.

kabelki radiowe - do nabycia na przykład na Warszawskiej Giełdzie Elektronicznej koło

GUS-u lub na Wolumenie).

Około 20 centymetrów drutu miedzianego o średnicy nie mniejszej niż dwa milimetry, po

prostu cieńszymi trudniej operować (do nabycia jw.).

Około 20 centymetrów drutu z cyny (tego, którym się lutuje) o średnicy nie mniejszej niż dwa

milimetry, po prostu cieńszymi trudniej operować (do nabycia jw.).

Fajnie, jeśli mamy jakieś malutkie końcóweczki na kabelki - łatwiej wtedy je przykładać do

blaszek, w które wpina się baterie w pozytywce (też jw.), ale można też końce kabelków

umocować do kawałków miedzianego drutu.

Obcęgi.

WYKONANIE:

Wyciągamy kilka ogórków i układamy jeden za drugim lub w kółeczku. Miedziany i cynowy

drucik tniemy obcęgami na około pięciocentymetrowe kawałki w liczbie równej liczbie

wyciągniętych ogórków każdy. Wbijamy je w ogórasy tak, aby w każdym owocu (tak, tak - to

warzywo to owoc) tkwił w jednym końcu drucik miedziany, a drugim cynowy - mamy

elektrody. Łączymy to wszystko w następujący sposób: miedzianą elektrodę jednego ogórka

łączymy za pomocą przyciętego kabelka, z którego obu końców zdjęliśmy izolację, z cynową

elektrodą następnego ogórka, którego miedzianą elektrodę łączymy z cynową elektrodą

kolejnego... i tak do ostatniego. Ale, nie!, nie zamykamy ich w kółko - do cynowej elektrody

pierwszego i miedzianej ostatniego przymocowujemy kabelki, które doprowadzimy do

pozytywki (niech będą one dłuższe). Upewniwszy się, że pozytywka rzeczywiście działa,

wyjmujemy z niej baterie i do blaszek, w jakie była wpięta przykładamy końce drucików.

Jeśli nie działa, można spróbować przyłożyć druciki odwrotnie. Powinna zapiszczeć.

CO SIĘ STAŁO:

Z pojedynczego ogórka udało nam się zrobić ogniwo Volty. Otóż na elektrodzie cynowej

(ujemnej) zachodzi reakcja, w której powstają elektrony (ładunki ujemne) i dodatni jon cyny,

który przechodzi do roztworu w ogórku, gdzie „łapie" go kwas z jego trzewi. Na elektrodzie

miedzianej (dodatniej) jony hydroniowe (w szkole znane jako jony wodorowe H+),

pochodzące z „rozpadu" (dysocjacji) cząstek kwasu, łączą się z elektronami z elektrody

miedzianej tworząc wodór, czyli „zabierają" od miedzi elektrony. Różne ładunki powstałe na

elektrodach dają różnicę potencjałów, czyli napięcie (to te „wolty" podawane na etykietach

baterii). W ogniwie Volty używa się najczęściej kwasu siarkowego (IV), a w naszym ogniwie

ogórkowym (proponuję nazwę „ogniwo Gałczyńskiego") są dużo słabsze kwasy organiczne

(na pewno są słabsze, bo nasze ogniwo można zjeść nie parząc sobie języka!) i dlatego

wytwarza ono dość małe napięcie. Napięcia ogniw można sumować, składając je jedno za

drugim (szeregowo) - w ten sposób skonstruowaliśmy kwaszoną baterię. Robi się tak również

w akumulatorze samochodowym. Używa się w nim sześciu 2,1-woltowych ogniw

ołowiowych połączonych szeregowo, co daje te 12,6 V, o których wszyscy słyszeliśmy. Ale

mimo tego, uzyskane przez nas napięcie jest bardzo małe, więc ledwo wystarcza na

wyduszenie dźwięku z pobierającej mało prądu pozytywki. Mała żaróweczka to już za dużo,

jak na baterię Gałczyńskiego.

Kluczem całego procesu jest kwaśność ogórka. Kwaśność ta nie pochodzi od ogórków jako

takich, tylko jest efektem ubocznym procesu beztlenowego oddychania bakterii, jakie

dobierają się do ogórasów, gdy zamykamy je w szczelnych beczkach z zalewą. Głównym

produktem ich oddychania jest kwas mlekowy, stąd proces ten nosi nazwę fermentacji

mlekowej.

MOŻLIWE MODYFIKACJE

Ja, używając czterech piętnastocentymetrowych ogórków kwaszonych, uzyskałem ledwie

słyszalny pisk (ale zadziałało!). Jeśli chcemy mieć lepsze efekty można zestawić więcej

ogórków. Można też spróbować zastąpić cynę (Sn) cynkiem (Zn), ale ja takiego nie miałem.

Od drucików pewnie lepsze byłyby blaszki, jako że mają większą powierzchnię, na której

zachodzi reakcja chemiczna.

Jeśli mamy taką możliwość, to za pomocą woltomierza można zmierzyć napięcia wytwarzane

przez „baterię Gałczyńskiego" i na przykład zobaczyć, jak się zmienia napięcie w zależności

od liczby ogórasów. Multimetry, w skład których wchodzi i woltomierz, kosztują od około

trzydziestu złotych wzwyż na giełdach elektronicznych.

Eksperyment ten zadaje kłam twierdzeniu „tylko w dżemie siła drzemie". W ogórku też

drzemie siła - siła elektromotoryczna (SEM)!

*- dla nieświadomych, chodzi oczywiście o wiersz „Dlaczego ogórek nie śpiewa"

Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

***

Pisząc ten artykuł korzystałem z pomysłu znalezionego na stronie:

http://www.uwm.edu.pl/kchem/dosw/ogorki/ogorki.html w serwisie Uniwersytetu

Warmińsko-Mazurskiego

pwd Piotr Bentkowski HO - instruktor Szczepu "Pomarańczarnia", student biologii i fizyki na

UW. Zdaniem swojego taty: "Stary chłop co ma głupie pomysły"