background image

Gibson Rachel

Prawdziwa miłość i inne nieszczęścia

background image

Rozdział 1

W nocy przed pogrzebem Virgila Duffy'ego nad cieśniną Puget 

przeszła   burza.   Jednak   rankiem   szare   chmury   zniknęły, 

odsłaniając znowu widok na Zatokę Elliotta i efektowną panoramę 

wieżowców w centrum Seattle.

Rezydencję zmarłego, Bainbridge, oświetliło słońce, które wpadło 

przez wysokie okna. Niektórym z żegnających go gości przyszło 

do   głowy,   że   to   on   steruje   kapryśną   kwietniową   pogodą.   Byli 

ciekawi, czy taką samą władzę miał nad swoją młodą żoną, ale 

głównie   interesowało   ich   to,   co   ona   zrobi   z   kupą   pieniędzy   i 

drużyną hokejową NHL, które właśnie odziedziczyła.

background image

Tyson Savage  też się nad tym zastanawiał. Głosy dochodzące z 

salonu zagłuszały stukot jego eleganckich butów od Hugo Bossa, 

gdy szedł od drzwi frontowych. Miał nieprzyjemne przeczucie, że 

wdowa po Duffym zaprzepaści jego szanse na zdobycie pucharu.

Tyson   przeszedł   przez   dwuskrzydłowe   drzwi   i   wkroczył   do 

dużego   salonu,   w   którym   unosił   się   zapach   wypolerowanego 

drewna i „starych" pieniędzy. Dostrzegł kilku kolegów z drużyny, 

wymuskanych   i   wystrojonych   —   najwyraźniej   czuli   się   nieco 

skrępowani wśród elity  Seattle.  Grający w obronie Sam Leclaire 

miał podbite oko po zeszłotygodniowym meczu z Avalanche. Za 

udział   w   starciu,   podczas   którego   dorobił   się   guza,   dostał 

pięciominutową   karę.   Nie   żeby   Tyson   miał   o   to   do   niego 

pretensje.   Też   słynął   z   tego,   żeby   lubił   przyłożyć,   ale   w 

przeciwieństwie   do   Sama   nie   był   zapalczywy.   Do   pierwszych 

rozgrywek w mistrzostwach zostały zaledwie trzy dni i zanosiło 

się na to, że siniaków będzie znacznie więcej.

Tyson przystanął tuż za drzwiami, powiódł wzrokiem po pokoju i 

zauważył wdowę, która stała w świetle wpadającym przez okno. 

Nawet gdyby jej długich jasnych włosów nie oświetlało słońce, 

pani   Duffy   i   tak   wyróżniałaby   się   spośród   otaczających   ją 

żałobników.   Miała   na   sobie   czarną   sukienkę   z   rękawami   trzy 

czwarte, która kończyła się tuż przed kolanami. Była to bardzo 

background image

skromna sukienka i tak właśnie — skromnie — wyglądała na tej 

niewiarygodnie zgrabnej kobiecie.

Tyson nie miał dotąd okazji jej poznać. Po raz pierwszy zobaczył 

ją przed kilkoma godzinami w kościele Świętego Jakuba. Ale dużo 

o niej  słyszał. Słyszeli  o niej  wszyscy  — o miliarderze  i  jego 

kociaku.   Wiedział,   że   przez   kilka   lat,   zanim   złapała   starego 

bogatego męża, pracowała w Vegas jako striptizerka i tancerka na 

rurze. Plotki mówiły, że pewnego wieczoru, gdy kołysała się na 

wysokich  akrylowych  obcasach,   do  klubu   przyszedł   sam   Hugh 

Hefner   i   zobaczył   ją   na   scenie.   Zaproponował   jej   zdjęcia   do 

„Playboya"   i   dwanaście   miesięcy   później   została   Dziewczyną 

Roku. Tyson nie wiedział, jak poznała Virgila, ale przecież to bez 

znaczenia. Ważne było, że staruszek wyzionął ducha i zostawił 

swoją drużynę tej naciągaczce. Ważne jak cholera.

W szatni w  Key  Arena mówiło się, że  Virgil  doznał rozległego 

zawału   serca,   gdy   próbował   zadowolić   w   łóżku   swoją   młodą 

małżonkę.   Podobno   w   szczytowym   momencie   zastawka   nie 

wytrzymała i opuścił ten świat z szerokim, błogim uśmiechem na 

twarzy. W zakładzie pogrzebowym nie mogli nic z tym zrobić i 

starszy   pan   poszedł   do   pieca   krematoryjnego   cały   sztywny 

(dosłownie) i uśmiechnięty od ucha do ucha.

Tyson nie przejmował się plotkami i nie obchodziło go, co ludzie 

background image

wyczyniają ani z kim. Czy jest to dobre, złe, takie lub siakie. Aż 

do   tej   pory.   Przed   trzema   miesiącami   podpisał   kontrakt   z 

Chinookami   z  Seattle,  częściowo   dla   pieniędzy,   jakie 

zaproponował   mu   starszy   pan,   ale   głównie   ze   względu   na 

stanowisko kapitana drużyny i możliwość udziału w zawodach o 

Puchar Stanleya. I on, i Virgil chcieli go zdobyć, choć z różnych 

powodów.  Virgil  pragnął   dowieść   czegoś   swoim   bogatym 

przyjaciołom,   a   Tyson   całemu   światu.   Chciał   być   lepszy   od 

swojego ojca, wielkiego Pavla Savage'a. Puchar był jedyną rzeczą, 

której brakowało im do szczęścia, ale Tyson jeszcze mógł się o 

niego ubiegać. A w każdym razie wszystko na to wskazywało, 

zanim   Duffy   odwalił   kitę   tuż   przed   pierwszą   turą   rozgrywek   i 

zostawił drużynę wysokiej blond lasce. Nagle szanse Tysona na 

zdobycie   największego   trofeum   w   NHL  znalazły   się   w   rękach 

kobiety, która sama była rodzajem trofeum.

— Cześć, Święty! — zawołał Daniel Holstrom, gdy Tyson ruszył 

przed siebie.

Dostał przydomek „Święty" w pierwszym roku, gdy był jeszcze 

szczeniakiem i w dniu po szczególnie szalonej imprezie grał do 

bani.   Kiedy   trener   odesłał   go   na   ławkę   rezerwowych,   Tyson 

powiedział, że ma grypę.

—  Jesteś   taki   sam   jak   twój   ojciec  —  mruknął   trener   i   z 

background image

niesmakiem pokręcił głową. — Następny święty się trafił, cholera.

Od tamtej pory Tyson próbował żyć z tym przydomkiem  —  z 

różnym powodzeniem.

Obejrzał się przez ramię i spojrzał w oczy koledze z drużyny.

— Jak leci? — spytał.

— Dobrze. Złożyłeś już kondolencje pani Duffy?

— Jeszcze nie.

— Myślisz, że Virgil naprawdę kojfnął, robiąc to z żoną? Ile miał 

lat? Dziewięćdziesiąt?

— Osiemdziesiąt jeden.

—  Czy   osiemdziesięciojednolatkowi   jeszcze   staje?  —  Daniel 

pokręcił głową. — Sam uważa, że taka laska wskrzesiłaby nawet 

trupa, ale szczerze mówiąc, wątpię, czy nawet ona potrafiła coś 

zrobić   z   takim   starym   sprzętem.  —  Urwał   na   chwilę,   żeby 

przyjrzeć się młodej wdowie, jakby chciał wyrobić sobie zdanie 

na ten temat. — Ależ to gorąca babka!

— Virgil pewnie miał wspomaganie farmaceutyczne,

nie? — Ojciec Tysona dobiegał sześćdziesiątki, lecz wciąż brykał 

jak nastolatek, a przynajmniej tak mówił. Dzięki  viagrze  wielu 

mężczyzn mogło dłużej cieszyć się seksem.

—  Co   prawda,   to   prawda.   Czy  Hefner  nie   ma   ponad 

background image

osiemdziesiątkę, a wciąż uprawia seks?

A w każdym razie tak twierdzi. Tyson rozpiął marynarkę.

—  Na razie  —  rzucił i zaczął przeciskać się przez tłum gości, 

wśród których znajdowali się zarówno starsi ludzie, jak i kilkoro 

szepczących po kątach nastolatków. Kierując się do pani Duffy, 

„gorącej   babki",   skinął   głową   paru   facetom,   którzy,   mimo   iż 

ubrani   w   markowe   garnitury,   w   takim   miejscu   wyglądali   na 

dzikusów.

Zatrzymał się przed wdową i wyciągnął rękę.

— Współczuję pani z powodu straty męża.

—  Dziękuję.  —  Na   jej   gładkim   czole   pojawiła   się   nieznaczna 

zmarszczka. Kobieta spojrzała na niego dużymi zielonymi oczami. 

Z   bliska   była   jeszcze   atrakcyjniejsza   i   wyglądała   znacznie 

młodziej. Podała  mu dłoń. Miała  miękką  skórę, a  palce  trochę 

chłodne.

—  Jest pan kapitanem drużyny hokejowej mojego męża.  Virgil 

zawsze bardzo dobrze się o panu wyrażał.

Teraz to jej drużyna hokejowa, a co zamierza z nią zrobić  —  to 

pozostawało   w   sferze   domysłów.   Podobno   chciała   ją   sprzedać. 

Tyson   miał   nadzieję,   że   to   prawda   i   sprzedaż   nastąpi   jak 

najszybciej.

Puścił jej dłoń.

—   Virgil  był   wspaniałym   facetem  —  dodał,   choć   wszyscy 

background image

wiedzieli,   że   to   mocno   naciągane   stwierdzenie.   Jak   wielu 

bogatych   ludzi,   którzy   przyzwyczaili   się,   że   to   oni   dyktują 

warunki, Virgil potrafił być sukinsynem. Tyson jednak dogadywał 

się ze starszym panem, bo obaj mieli ten sam cel. — Lubiłem 

nasze   długie   rozmowy   o   hokeju.   —  Virgil  może   i   miał 

osiemdziesiąt jeden lat, ale nie stracił bystrości umysłu i wiedział 

o   hokeju   więcej   niż   niejeden   z   zawodników.   Na   jej   pełnych 

prowokacyjnych ustach pojawił się uśmiech.

— O tak. On też je uwielbiał.

Miała   bardzo   dyskretny   makijaż,   co   zaskoczyło   Tysona, 

szczególnie gdy przypomniał sobie, czym się kiedyś zajmowała. 

Jeszcze nie spotkał playmate, która nie lubiła mocno się malować.

— Jeśli ja albo chłopcy możemy coś dla pani zrobić, proszę tylko 

dać znać — powiedział niezbyt szczerze, ale jako kapitan drużyny 

uznał, że powinien wystąpić z taką propozycją.

— Dziękuję.

Podszedł jedyny syn Virgila i szepnął coś wdowie na ucho. Tyson 

widywał Landona Duffy'ego, ale nie mógł powiedzieć, że go lubi. 

Facet był bezwzględny i nawiedzony jak Virgil, ale pozbawiony 

uroku, dzięki któremu jego ojciec odniósł w życiu sukces.

Z   twarzy   wdowy   zniknął   uśmiech,   wyprostowała   się,   a   w   jej 

zielonych oczach błysnął gniew.

background image

— Dziękuję, że pan przyszedł, panie Savage.

Jak   wielu   Amerykanów   źle   wymawiała   jego   nazwisko.   Nie 

brzmiało ono „sawydż", z angielska, lecz „saważ".

Tyson patrzył, jak pani Duffy odwraca się i odchodzi. Był

ciekaw, co takiego powiedział jej Landon. Najwyraźniej coś, co jej 

się nie spodobało. Przesunął wzrokiem po jej jasnych włosach, 

ładnym,   zaokrąglonym   tyłeczku,   obciągniętym   prostą   czarną 

sukienką. Pomyślał, że syn Virgila się do niej przystawia. Co go 

zresztą nie obchodziło, bo miał na głowie ważniejsze sprawy. Na 

przykład czwartkowy mecz w Vancouver, podczas którego mieli 

się   zmierzyć   z   Sedinami,   braćmi   bliźniakami,   już   na   otwarciu 

rozgrywek.   Przed   trzema   miesiącami   Tyson   był   kapitanem 

Canucków i wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że nie należy nie 

doceniać   chłopców   ze   Szwecji.   Gdy   wpadali   w   rytm,   byli   dla 

obrony jak najgorszy koszmar.

— Widziałeś zdjęcia?

Tyson oderwał wzrok od oddalającej się wdowy i spojrzał przez 

ramię   na   kumpla   z   drużyny,   zabijakę   i   awanturnika,   Sama 

Leclaire'a.

—   Nie.   —Nie   musiał   pytać,   o   jakie   zdjęcia   chodzi.   Dobrze 

wiedział, ale nie był aż tak zainteresowany, żeby je oglądać.

— Te jej cycki są prawdziwe. Nie, żebym je widział — dodał sam 

półgębkiem.

background image

Udawał niewiniątko, ale podbite oko psuło to wrażenie.

— Na pewno nie.

— Myślisz, że mogłaby nam załatwić zaproszenie na imprezę w 

Playboy Mansion?

— Do zobaczenia jutro — odpowiedział  Tyson ze śmiechem i 

ruszył do wyjścia.

Przeszedł przez wielkie dwuskrzydłowe drzwi ceglanego domu i 

twarz owiał mu chłodny wiatr. Przystanął, żeby zapiąć marynarkę, 

i nagle usłyszał głos wdowy:

—  Oczywiście,   że   chcę   się   z   tobą   zobaczyć,   tylko   że   to   nie 

najlepsza pora.

Tyson   spojrzał   w   jej   kierunku.   Stała   kilka   kroków   od   niego, 

odwrócona plecami.

— Wiesz, że cię kocham. Nie kłóćmy się. — Pokręciła głową. — 

Teraz to niemożliwe, ale niedługo się spotkamy.

Ruszyła za dom i Tyson zszedł po schodach. Nie był zaskoczony, 

że   pani   Duffy,   jak   wynikało   z   rozmowy,   ma   romans   na   boku. 

Dlaczego   by   nie?   Miała   starca   za   męża.   Starca,   który   właśnie 

przekazał jej w spadku drużynę hokejową.

Tyson wolałby nie myśleć o tych wszystkich ewentualnościach, 

które mogły zrujnować jego szanse na puchar, ale to go przecież 

najbardziej   obchodziło.  Virgil  umarł   w   najgorszym   momencie. 

Niepewność   co   do   przyszłości   może  —  i   musi   w   sposób 

background image

nieunikniony  —  źle wpłynąć na zawodników. Pytanie, kto kupi 

drużynę i jakie zmiany wprowadzi nowy właściciel, wisiało na 

nimi   jak   topór.   Jednak   gorsza   od   tego   była   świadomość,   że 

stanowią własność byłej striptizerki i króliczka „Playboya", która 

stała się zdobyczną żoną bogacza. To zdecydowanie potęgowało 

jego niepokój.

Idąc w stronę czarnego bmw, Tyson odpędził te myśli i skupił się 

na   swojej   najnowszej   pasji.   Zapomniał   o   wdowie,   groźbie 

sprzedaży   drużyny   i   zbliżającym   się   meczu.   Przez   kilka 

następnych godzin nie zamierzał martwić się planami pani Duffy 

wobec ekipy ani starciem z Canuckami.

Przez większość życia Tyson próbował walczyć z typowymi dla 

Savage'ow skłonnościami, które mogły ściągnąć na niego

kłopoty, miał jednak jedną wielką słabość i regularnie jej ulegał: 

uwielbiał ładne samochody.

Wsiadł do miękkiego, wyłożonego skórą wnętrza i zapalił M6. 

Niski gardłowy warkot pięciolitrowego silnika  V-10  wprawił w 

wibracje jego ciało, gdy zakładał awiatory Ray-Ban, by chroniły 

jego oczy przed jaskrawym popołudniowym słońcem. Wyjechał 

przez   bramy   i   skierował   się   w   stronę   Paulsbo.   Z   pełną   mocą 

pięciuset koni pod maską beemki ruszył w długą drogę powrotną 

do domu.

background image

***

Faith Duffy zamknęła klapkę telefonu komórkowego i spojrzała 

na rozciągający się przed nią zielony trawnik, starannie utrzymane 

klomby i tryskające wodą fontanny. Ostatnia rzecz, jakiej teraz 

potrzebuje, to wizyta matki. Czuła się niepewna i zalękniona, lecz 

Valerie  Augustine  pod   względem   emocjonalnym   przypominała 

czarną dziurę.

Przesunęła   wzrokiem   po   wzburzonych   falach   Zatoki   Elliot-ta, 

splotła ramiona na piersi i skuliła się w obronie przed zimnym 

wiatrem, który rozwiewał jej włosy. Zeszłej nocy śniło jej się, że 

znowu pracuje w Aphrodite. Że jej długie jasne włosy unoszą się 

wokół głowy, a z głośników nad główną sceną w klubie go-go 

dobiega  Slice   of   Your   Pie  Motley   Crue.   Różowy   snop   światła 

omiótł   jej   smukłe   nogi   i   sześciocalowe   akrylowe   obcasy,   gdy 

powoli przesunęła rękami po płaskim brzuchu. Musnęła dłońmi 

wzgórek   łonowy,   zasłonięty   krótką   kraciastą   spódniczką,   i 

położyła dłonie na oparciu krzesła stojącego między jej nagimi 

udami... 

Faith nienawidziła tego snu. Nienawidziła ściskającego żołądek 

lęku,   jaki   zawsze   w   niej   budził.   Nie   nawiedzał   jej   od   lat,   ale 

zawsze był taki sam. Potem odwracała się, wyginała plecy w łuk i 

background image

powoli   skręcała   głowę   w   stronę   sceny,   jednocześnie   odpinając 

guziki białej bluzki. Różowe światło przesuwało się po niej, gdy 

balansowała  na   krześle  i  unosiła  nogi.  Jedną   stopą   wodziła  po 

łydce drugiej nogi, a jej duże piersi wyglądały tak, jakby zaraz 

miały   wyskoczyć   z   czerwonej   obszytej   cekinami   bardotki. 

Mężczyźni jak zwykle przysuwali się do sceny i gapili na nią z 

błyszczącymi oczami i otwartymi ustami.

—  Layla!  —skandowali   jej   sceniczny   pseudonim,   ściskając   w 

łapach banknoty.

Na jej ustach pojawiał się uśmiech pod tytułem „wiem, że mnie 

pragniesz", gdy Vince Neil z chłopcami śpiewał o słodkiej buzi i 

kolejnym smakowitym kawałku. Następnie w klubie dla panów 

trzy przecznice od centrum  Las Vegas  Faith opierała dłonie na 

podłodze   tuż   przy   głowie   i   szła   zgrabnie   na   rękach,   a   potem 

jednym   skokiem   wracała   do   normalnej   pozycji   ze   stopami 

rozstawionymi na szerokość ramion. Ściągała bluzkę, odrzucała ją 

i kołysała biodrami, zginając się w pasie. Zsuwała spódniczkę, a 

następnie   wychodziła   z   niej   tylko   w   czerwonych   stringach 

pasujących   do   stanika.   Scena   drżała   od   potężnych   basów, 

dźwięków   perkusji   i   stukotu   jej   obcasów,   gdy   stawała   się 

obiektem męskich fantazji, skłaniając ich, aby sięgnęli do portfeli 

i wyjęli z nich pieniądze.

Sen za każdym razem kończył się tak samo. Plik zebranych przez 

background image

nią banknotów jakimś cudem się ulatniał, a ona, prze-

rażona, budziła się bez tchu. Miała wrażenie, że się dusi, serce 

mocno waliło jej w piersi. Tego ranka znowu poczuła się jak mała, 

bezbronna dziewczynka. Samotna i przerażona.

Kobiety, które mówiły, że raczej umrą z głodu, niż publicznie się 

rozbiorą, pewnie nigdy nie musiały dokonywać takiego wyboru. 

Prawdopodobnie   nigdy   nie   jadły   hot   dogów   przez   pięć   dni   z 

rzędu, bo tylko na nie było je stać. Nie fantazjowały o całych 

tacach big maców i frytek ani o foremkach z creme brülee.

Faith zwróciła twarz w kierunku wiatru i zaczerpnęła powietrza. 

Powinna wrócić do domu. Nie wypada zaniedbywać przyjaciół 

Virgila na jego pogrzebie, ale większość z nich i tak nigdy za nią 

nie przepadała. A co do rodziny  — cóż, wszyscy mogą pójść do 

diabła. Każdy, co do jednego. Nie darowali jej nawet w takim 

dniu.

Virgil  odszedł. Wciąż  nie  mogła  w to uwierzyć. Jeszcze  przed 

tygodniem   opowiadał   jej   o   tych   wszystkich   zdumiewających 

rzeczach, jakich dokonał w swoim długim życiu, a teraz...

Teraz ją opuścił i czuła się straszliwie samotna. Była cała obolała i 

pozbawiona energii po pogrzebie męża i najlepszego przyjaciela, 

jakiego miała w życiu. Wiedziała, że nie wszyscy lubili Virgila. W 

background image

ciągu   ponadosiemdziesięcioletniego   życia   narobił   sobie   wielu 

wrogów, ale dla niej był dobry, zwłaszcza w czasach, gdy sama 

dla siebie nie zawsze była dobra.

Nawet  po śmierci okazał jej  dobroć. Wspomógł  w testamencie 

różne   organizacje   dobroczynne,   a   lwią   część   miliardowego 

majątku zapisał swojemu jedynemu synowi Landonowi oraz jego 

trojgu   dzieciom,   a   także   ośmiu   wnukom.   Jej   jednak   zostawił 

penthouse w  Seattle,  pięćdziesiąt milionów na koncie w banku i 

drużynę   hokejową.   Faith   uśmiechnęła   się   na   myśl,   jak   bardzo 

wkurzył   tym   rodzinę.   Była   pewna,   że   według   nich   knuła   i 

spiskowała, żeby położyć łapę na tych pieniądzach, że w zamian 

za drużynę hokejową świadczyła starszemu panu wyrafinowane 

usługi seksualne, ale prawda wyglądała inaczej: Virgil doskonale 

wiedział, że wcale nie zależy jej na tej drużynie. Nie interesowała 

się   sportem   i   była   równie   zaskoczona   jak   wszyscy   inni,   że 

zostawił jej Chinooków. Przypuszczała, że podjął taką decyzję z 

jednego powodu: ponieważ Landon nigdy nie ukrywał, że zależy 

mu na tej drużynie. Gdyby to on dostał ją w spadku, Faith nie 

miałaby  wstępu  do  prywatnej   loży   na  stadionie.  Co  w  gruncie 

rzeczy specjalnie by jej nie bolało. Nie przepadała za hokejem. 

Jasne, chodziła z mężem na niektóre mecze, ale tak naprawdę nie 

śledziła tego, co działo się na lodzie. Nie słuchała wciąż kłócących 

się członków rodziny Duffych, tylko obserwowała przez lornetkę 

background image

widownię,   wypatrując   śmiesznych   ciuchów   i   głupio 

zachowujących się  pijaków. Czasami, przy odrobinie  szczęścia, 

udawało jej się zauważyć w  Key Arena i jedno, i drugie: głupio 

zachowujących się pijaków w śmiesznych ciuchach.

W  przeciwieństwie   do   Faith   Landon   interesował   się   sportem   i 

liczył dni do chwili, gdy wreszcie przejmie drużynę. Posiadanie 

profesjonalnej   drużyny   sportowej   świadczyło   o   wielkim 

bogactwie.   Dawało   wstęp   do   ekskluzywnego   klubu,   o   czym 

Landon od dawna marzył. A ojciec mu tego wstępu odmawiał.

Landon był jedynym synem Virgila, ale ojciec go nie znosił — i 

vice versa. Syn nigdy nie ukrywał dezaprobaty dla stylu życia ojca 

ani nienawiści do jego piątej żony, czyli Faith.

Faith   przeszła   długim,   wyłożonym   dywanem   korytarzem   na 

piętrze i wkroczyła do wielkiej sypialni, którą dzieliła z Virgilem. 

Kilku   pracowników   firmy   zajmującej   się   przeprowadzkami 

właśnie pakowało jej ubrania do pudeł, a wokół nich kręcił się 

prawnik Landona, pilnujący, żeby Faith nie zabrała czegoś, co do 

niej   nie   należy.   Nie   zwracając   uwagi   na   mężczyzn,   pogładziła 

oparcie   wysłużonego   skórzanego   fotela,   na   którym   siadywał 

Virgil. Siedzisko było wytarte po latach używania. Na stole, na 

książce, którą czytał tamtego wieczoru, kiedy umarł, leżały jego 

okulary. Oczywiście Dickens, ponieważ Virgil identyfikował się z 

background image

Davidem Copper-fieldem.

Tamtego   wieczoru,   przed   pięcioma   dniami,   Faith   siedziała   na 

fotelu obok męża i oglądała w telewizji powtórkę Top Chef. Gdy 

prowadzący program Padma wybierał najlepsze przekąski, Virgil 

gwałtownie zaczerpnął tchu. Spojrzała na niego.

— Wszystko w porządku? — zapytała.

— Źle się czuję. — Odłożył okulary wraz z książką i uniósł rękę 

do mostka. — Chyba położę się do łóżka.

Faith rzuciła pilota, ale zanim zdążyła podbiec do męża, on osunął 

się   w   fotelu   i   zaczął   spazmatycznie   łapać   powietrze,   a   jego 

pokryta plamami dłoń opadła na kolana.

Dalsze wydarzenia tamtej nocy pamiętała jak przez mgłę. Wołała 

go   po   imieniu   i   położywszy   sobie   jego   głowę   na   kolanach, 

wezwała   pogotowie.   Nie   mogła   sobie   przypomnieć,   jak   to   się 

stało, że znalazł się na podłodze. Patrzyła na twarz męża, gdy 

dusza opuszczała już ciało. Pamiętała, że płakała i prosiła go, by 

nie umierał. Błagała, żeby z nią został, ale to nic nie dało.

Wszystko   wydarzyło   się   tak   szybko.  Virgil  umarł,   zanim 

przyjechała karetka. A rodzina, zamiast się cieszyć, że nie dokonał 

żywota samotnie, znienawidziła ją jeszcze bardziej za to, że była 

przy nim do samego końca.

Faith weszła  do garderoby  i  wzięła  z  półki  walizkę  od Louisa 

Vuittona, do której zapakowała wcześniej kilka ubrań na zmianę i 

background image

biżuterię, którą dostała od Virgila w ciągu pięciu lat małżeństwa.

— Muszę ją przeszukać — oświadczył prawnik Landona, który 

wszedł za nią.

Faith jednak też miała prawników.

— A ma pan nakaz? — zapytała, wymijając go.

Nie   próbował   jej   zatrzymać.   Faith   miała   do   czynienia   ze   zbyt 

wieloma   naprawdę   groźnymi   typami,   żeby   dać   się   zastraszyć 

któremuś ze sługusów Landona. Przechodząc przez salon, wzięła 

czarny płaszcz od Valentino. Do torebki Hermesa wrzuciła Davida 

Copperfiełda, pamiątkę po Virgilu, i ruszyła do frontowych drzwi. 

Mogła   wyjść   tylnymi   schodami   dla   służby   i   oszczędzić   sobie 

spotkania z rodziną Virgila, ale nie chciała. Nie miała zamiaru 

wymykać   się   jak   winowajczyni.   U   szczytu   schodów   narzuciła 

płaszcz   i   uśmiechnęła   się   na   wspomnienie   ciągłych   kłótni   z 

Virgilem. Zawsze chciał, żeby nosiła norki albo srebrne lisy, ale 

ona nie czuła się dobrze

w futrach. Nie przekonał jej nawet argument, że jest hipokrytką, 

bo chodzi w skórzanych rzeczach. Uwielbiała skórę, choć ostatnio 

starała się zachowywać umiar i dobry smak. Coś, czego jej matka 

powinna się jeszcze nauczyć.

Schodząc po długich krętych schodach, zmusiła się do uśmiechu. 

Pożegnała się z kilkoma przyjaciółmi Virgila, którzy byli dla niej 

mili, i wyszła.

background image

Przyszłość stoi przed nią otworem. Ma trzydzieści lat i może robić 

wszystko, czego tylko zapragnie: pójść na studia albo przez rok 

wylegiwać się w słońcu gdzieś na plaży.

Obejrzała się i objęła wzrokiem dwupiętrową rezydencję, w której 

mieszkała   z  Virgilem  przez   pięć   lat.   Było   jej   tu   dobrze.   Mąż 

opiekował się nią i po raz pierwszy w życiu nie musiała sama się o 

siebie troszczyć. Mogła odpocząć, odetchnąć, odprężyć się i nie 

martwić o to, jak przeżyć.

— Żegnaj — szepnęła i w czerwonych czółenkach ruszyła przed 

siebie. Stukając obcasami, zeszła po schodach i skierowała się do 

garażu   na   tyłach   domu,   gdzie   stał   jej   bentley   continental   GT. 

Virgil  podarował  jej  ten samochód  na  trzydzieste  urodziny, we 

wrześniu.   Włożyła   walizkę   do   bagażnika,   wsiadła   do   wozu   i 

ruszyła.   Jeśli   się   pospieszy,   może   zdąży   na   prom   do  Seattle  o 

osiemnastej trzydzieści.

Przejeżdżając   przez   bramę   posiadłości,   znowu   zaczęła   się 

zastanawiać, co zrobić ze swoim życiem. Oprócz kilku organizacji 

charytatywnych,   w   których   działała,   nikt   specjalnie   jej   nie 

potrzebował.   Choć  Virgil  naprawdę   się   nią   opiekował,   a   ona 

opiekowała się nim. Wyjęła z torebki okulary przeciwsłoneczne i 

założyła je.

I  co,   u   licha,   zrobić   z   drużyną   hokejową   i   tymi   wszystkimi 

twardymi,   brutalnymi   zawodnikami?   Poznała   kilku   z   nich   na 

background image

corocznym   przyjęciu   bożonarodzeniowym,   na   które   zawsze 

chodziła z  Virgilem.  Szczególnie dobrze zapamiętała potężnego 

Rosjanina, Vlada, młodego Szweda, Daniela, i tego faceta ze stale 

posiniaczoną twarzą, Sama, ale tak naprawdę nie znała żadnego z 

nich. Dla niej to jedynie członkowie dwudziestokilkuosobowego 

zespołu,   mężczyźni,   którzy,   jak   się   zorientowała,   lubią   grać   w 

hokeja i się naparzać.

Najlepiej sprzedać drużynę. Zdecydowanie. Wie, co o niej myślą, 

nie jest głupia. Uważają ją za lalunię. Maskotkę  Virgila.  Zonę, 

którą   chciał   się   pochwalić.   Pewnie   przekazywali   sobie   numer 

„Playboya" z jej zdjęciami. Nie obchodzi jej to. Nie wstydzi się 

tych   zdjęć.   Gdy   je   robiono,   miała   dwadzieścia   cztery   lata   i 

potrzebowała   pieniędzy.   Dostała   za   nie   znacznie   więcej   niż   za 

występy w klubie, poznała nowych ludzi i otworzyły się przed nią 

nowe perspektywy. Jedną z nich był Virgil.

Zwolniła na widok znaku stop, spojrzała w obie strony, po czym 

przejechała przez skrzyżowanie.

Faith przyzwyczaiła się, że mężczyźni się na nią gapią. Przywykła 

do   tego,   że   oceniają   ją   po   rozmiarze   biustu,   zakładają,   że   jest 

głupia   albo   łatwa,   albo   jedno   i   drugie.   Wiedziała,   że   ludzie 

oceniają ją na podstawie profesji, jaką uprawiała, albo tego, że 

wyszła za mąż za człowieka starszego od niej o pięćdziesiąt jeden 

lat. I naprawdę nie przejmowała się tym, co świat o niej myśli. 

background image

Przestała się przejmować już dawno temu, kiedy ludzie ze świata 

Virgila mijali ją pod

Lucky Lady czy Kit Kat Topless Lounge, gdzie czekała, aż matka 

wyjdzie z pracy.

Jedyne, co miała, gdy przyszła na świat, to piękna twarz i ciało, 

więc dlaczego z tego nie korzystać? Gdyby przejmowała się tym, 

co ludzie o niej myślą, dawałaby im nad sobą władzę, a wtedy 

mogliby ją krzywdzić. A Faith nigdy nikomu takiej władzy nie 

chciała dać. Nikomu z wyjątkiem  Virgila,  który miał wady, ale 

nigdy nie traktował jej jak kociaka. Nie uważał, że jest zerem. 

Oczywiście   chwalił   się   nią   jako   żoną.   Nie   można   zaprzeczyć. 

Wzmacniała   jego   już   i   tak   rozdęte   ego.   Podobnie   jak   drużyna 

hokejowa miała budzić u wszystkich zazdrość. Nie przeszkadzało 

jej   to.   W   ogóle.   Okazywał   jej   dobroć   i   szacunek,   a   przede 

wszystkim   dawał   to,   czego   najbardziej   pragnęła:   poczucie 

bezpieczeństwa, jakiego nigdy nie zaznała. Tak było przez pięć 

lat, żyła jak w bańce mydlanej, przyjemnie, bezpiecznie. Ta bańka 

wprawdzie   pękła   i   Faith   miała   wrażenie,   że   traci   grunt   pod 

nogami, ale Virgil zadbał o to, żeby spadła na cztery łapy.

Pomyślała o Tysonie Savage'u, o jego niskim dźwięcznym głosie i 

lekko   wyczuwalnym   obcym   akcencie.   „Lubiłem   nasze   długie 

rozmowy o hokeju", powiedział, wspominając Virgila.

background image

Faith przez całe życie obracała się wśród przystojnych mężczyzn. 

Z   wieloma   z   nich   chodziła.   Tacy   jak   Ty,   na   których   widok 

zapierało dech w piersiach, byli jak uderzenie obuchem w głowę 

powodujące   zawrót   głowy.   Jego   ciemnoniebieskie   oczy   były 

pośrodku jaśniejsze, stanowiły jakby eksplozję koloru. Na czoło 

opadał   mu   pojedynczy   kosmyk,   podczas   gdy   reszta   ciemnych 

błyszczących włosów wiła się nad uszami i na karku. Był wysoki i 

budową   ciała   przypominał   hummera,   ale   wydawał   się 

nieprzewidywalny.   Może   to   blizna   na   policzku   sprawiała,   że 

budził niepokój? Przypominała cienką srebrną kreskę i wywierała 

większe wrażenie niż podbite oko Sama.

Pomyślała   o   swojej   dłoni   w   jego   ciepłej,   silnej   ręce,   gdy 

zaoferował   jej   pomoc.   Jak   większość   mężczyzn   Tyson   Savage 

mówił   to,   co   trzeba,   ale   nie   należało   traktować   tego   zbyt 

poważnie. Tak wynikało z jej doświadczenia. Spośród mężczyzn, 

których znała, tylko Virgil nie rzucał słów, na wiatr. Nigdy jej nie 

okłamał, choć czasem tak byłoby łatwiej dla nich obojga. Pokazał 

jej,   że   może   żyć   inaczej   niż   do   tej   pory.   Z   Virgilem   była 

bezpieczna   i   szczęśliwa.   Wiedziała,   że   choćby   z   tego   powodu 

zawsze będzie go kochała i za nim tęskniła.

background image

Rozdział 2

Wyjściu Tysona na lodowisko General Motors Place w Vancouver 

towarzyszyły wrzaski i gwizdy kibiców. Na trybunach powiewały 

dziesiątki   transparentów   z   rozmaitymi   hasłami,   począwszy   od 

„Upadły  Święty!" i  „Święty  to zdrajca!",  aż  po jego ulubiony: 

„Chrzań się, Savage!".

Grał w barwach Canucków przez siedem sezonów. Przez pięć lat 

pod jego lewym ramieniem widniała litera C i był traktowany jak 

bohater, jak gwiazdor rocka. W tym sezonie wciąż nosił C, tylko 

background image

że   teraz   reprezentował   o   wiele   słabszą   drużynę.  Ale   przecież 

zawodnicy   stale   przechodzili   z   drużyny   do   drużyny.   On 

przynajmniej   nie   czekał   do   ostatniej   chwili,   żeby   przyjąć 

propozycję   wiążącą   się   z   lepszymi   pieniędzmi   i   _   co   było 

cenniejsze niż złoto — większymi szansami na puchar.

Już od ponad sezonu nie było tajemnicą, że nie jest zadowolony z 

polityki szefostwa Vancouver i poczynań zespołu trenerów. Potem, 

niedługo   po   Bożym   Narodzeniu,   kapitan  Chinooków   z   Seattle, 

Mark Bressler, miał straszny wypadek samochodowy i drużyna 

straciła kapitana. Jej kierownictwo złożyło Tysonowi ofertę, której 

nie   mógł   odrzucić,   więc   dobili   targu.  Wielu   ludzi,   nie   tylko   z 

prasy, ale i zwykłych mieszkańców Kanady, łącznie z jego ojcem, 

uważało,   że   powinien   czuć   się   z   tego   powodu   niezupełnie   w 

porządku, może nawet jak zdrajca. Ale on wcale się tak nie czuł.

Tego wieczoru kibice przynajmniej niczym w niego nie rzucali, co 

było dziwne, zważywszy, że jego przeniesienie się sto dwadzieścia 

mil na południe uważali za naprawdę wielką zdradę.

Uśmiechał się lekko, gdy zakładał kask i wjeżdżał na lodowisko 

ze   swoim   byłym   kolegą   z   drużyny,   Markusem   Nastlundem. 

Przejechał przed kołem wznowień dwa razy — na szczęście — a 

potem zajął pozycję pośrodku.

— Jak leci, Nazzy? — zapytał.

— Wal się, Święty — wycedził Markus, wciąż się uśmiechając.

background image

Tyson się zaśmiał. Lubił  Nazzy'ego.  Doceniał jego umiejętności 

na lodzie, ale miał zamiar tak mu dokopać, żeby ten pożałował, że 

nie został w domu. Tyson znał zawodników drużyny przeciwnej 

lepiej  niż  kolegów z  własnej, grał  z  nimi  dłużej, ale  Chinooki 

miały  najlepszy zespół pięć na  pięć  w całej lidze, ze  zgranym 

atakiem, czemu zawdzięczały jedną czwartą zdobytych bramek. 

Kiedy były w formie, dominowały na lodowisku dzięki szybkości, 

brutalnej sile i wyczuciu.

Jednak   tego   wieczoru   w   Vancouver  w   powietrzu   można   było 

wyczuć coś dziwnego. Tyson nie wierzył w fatum czy

przekleństwo. Jasne, zawsze przejeżdżał dwa razy przed kołem 

wznowień,  zanim  je  przekroczył,  ale  w  gruncie   rzeczy  nie   był 

przesądny. Wierzył w umiejętności zawodników, a nie w jakiegoś 

nieuchwytnego   pecha.   Był   jednym   z   nielicznych   hokeistów, 

którzy golili się podczas rozgrywek.

Jednak podczas tego meczu coś było zdecydowanie nie tak. Od 

pierwszego   rzutu   krążka   Chinookom   szło   źle.   Obrona   musiała 

bardzo się namęczyć, żeby przekazać go atakowi, i  Tyson, jak 

reszta drużyny, nie mógł wpaść w rytm. Brał udział w akcjach 

podbramkowych,   ale   miał   trudności   z   przyjęciem   pozycji   do 

strzału.

Krążek raz po raz odbijał się od słupków i w połowie drugiej tercji 

gra zaczęła przypominać dawne mecze hokejowe. Sam Leclaire i 

background image

napastnik   Andre   Courture   siedzieli   przez   większość   czasu   na 

ławce kar za „niezamierzone" spowodowanie upadku przeciwnika, 

atak łokciem, uderzenia kijem czy ostrą grę w narożnikach.

W   ostatnich   sekundach   meczu   Tyson   wreszcie   złapał   wiatr   w 

żagle   i   przeciął   lodowisko,   prowadząc   krążek.   Wiedział,   że 

bramkarz  Vancouver  obstawia   prawą   stronę,   a   odsłania   lewą. 

Odgłos łyżew tnących lód zagłuszało mu pulsowanie w skroniach 

i   okrzyki   widzów.   Odsunął   kij   i   zamachnął   się   nim,   kierując 

krążek   do   bramki   Luonga,   jednak   poślizgnął   się   i   stracił 

równowagę. Z niedowierzaniem patrzył, jak krążek mija bramkę. 

Rozległ się sygnał na koniec meczu. Wynik: Seattle—Vancouver 

1:2.

Pół godziny później Tyson siedział w szatni i gapił się na dywan 

między swoimi stopami. Jeden ręcznik miał na bio-drach, drugi 

położył sobie na karku. Jego koledzy stali przed swoimi szafkami, 

wycierali się i przebierali przed lotem do domu. Jedyną korzyścią 

z przegranej było to, że trener Nystrom zabronił dziennikarzom 

wchodzić do szatni.

— Zapomnijmy o tym meczu —  powiedział po meczu. Wsadził 

ręce do kieszeni dresów. — Przejrzę z resztą trenerów nagrania z 

dzisiejszego spotkania i spróbuję się zorientować, co, do licha, 

poszło   nie   tak.   Musimy   lepiej   się   przygotować   na   sobotnie 

spotkanie z Vancouver.

background image

—  Zasrany   zły   urok  —  odezwał   się  Vlad   Fetisov  zwany 

Przebijakiem, wkładając spodnie.

Młody napastnik Logan Dumont przeżegnał się na te słowa.

— Mnie też się tak wydaje.

Tyson   wstał   i   ściągnął   ręcznik   z   karku.   Był   za   wczesny   etap 

rozgrywek, żeby ulegać przesądom.

—  Jeden   kiepski   mecz   nie   przesądza   o   rozgrywkach   w   całym 

sezonie i nie oznacza, że prześladuje nas pech. — Na treningach 

działali jak dobrze naoliwiona, niezawodna maszyna. W wieczory, 

gdy   rozgrywali   mecze,   nie   szło   im   tak   dobrze   i   Tysonowi 

przychodził do głowy tylko jeden sposób, żeby coś na to zaradzić. 

—  Urządzimy  sobie pokerową noc  —  oznajmił.  — Dam wam 

znać, gdzie i kiedy. Weźcie ze sobą forsę i bądźcie przygotowani 

na przegraną.

Chinooki uwielbiały grać w pokera i ta wspólna pasja wzmacniała 

męską   więź   między   nimi.   Kiedy   Tyson   był   początkującym 

hokeistą,   chłopcy   zabrali   go   do   klubu   ze   striptizem   na   coś   w 

rodzaju  inicjacji.  Gdy   przeszedł  do  Vancouver,  spotykali   się  w 

Mugs and Jugs, on jednak nigdy

nie przepadał za takimi miejscami. Ironia losu, biorąc pod uwagę, 

kim była kiedyś właścicielka ich drużyny.

Rzucił ręcznik i przeczesał palcami wilgotne włosy. Słyszał, że 

wdowa   po  Virgilu  zamierza   sprzedać   drużynę   jego   synowi, 

background image

Landonowi. Tyson niewiele wiedział o tym gościu, ale wyobrażał 

sobie, że musi być z niego niezły sukinsyn. Uznał jednak, że lepiej 

należeć do sukinsyna niż do niemającej pojęcia o hokeju lali.

— Kto przyniesie cygara? — zapytał jeden z obrońców, Alexander 

Devereaux, zapinając koszulę.

— Logan — odparł Tyson i zdjął ręcznik, którym był przewiązany 

w pasie. — Ale mają być kubańskie, dobra? — Rzucił ręcznik na 

ziemię i siadając na ławce, otworzył sportową torbę. Odsunął stare 

wydanie „Playboya", które dał mu Sam, i wyjął czystą bieliznę. 

Chociaż nie czuł palącej potrzeby, żeby oglądać panią Duffy, jak 

ją Pan Bóg stworzył, pomyślał, że po powrocie do domu może 

rzuci okiem.

— Ja? — Logan pokręcił głową. — Dlaczego akurat ja?

—  Bo   jesteś   nowy  —  wyjaśnił   tę   oczywistość   Sam.   Tyson 

wciągnął czarne bokserki i powoli zebrał swoje

rzeczy. Przedstawiciele mediów z Vancouver już na niego czekali i 

nie spieszył się z wyjściem z szatni do autobusu. Dziennikarze 

sportowi byli bezwzględni, gdy podpisał kontrakt na przejście do 

innej   drużyny.   Nie   spodziewał   się,   że   tego   wieczoru   będą   dla 

niego łaskawsi. I miał rację. Po opuszczeniu szatni zdążył zrobić 

zaledwie trzy kroki, gdy padło pierwsze pytanie:

—   Chinooki   przeprowadziły   dziś   tylko   szesnaście   ataków   na 

bramkę. Co stało się z waszą brawurową ofensywą?  —  Zadał je 

background image

reporter   z   „Vancouver   Sun",   zwracając   się   do   reprezentantów 

ekipy: Tysona, Daniela Holstroma i Walkera Brookesa.

Tyson pokręcił głową i szedł dalej przed siebie.

— To nie był nasz dzień — uciął.

—  Ten cały zamęt w związku ze sprzedażą drużyny  —  odezwał 

się inny reporter — musi mieć wpływ na waszą dalszą grę i szanse 

w rozgrywkach pucharowych. Mam rację?

—  To   dopiero   początek   sezonu.   —  Tyson,   niezbity   z   tropu, 

uśmiechnął się lekko. — Nie martwię się dzisiejszą przegraną — 

skłamał.

—   Savage!  Zdradził   pan   drużynę.   Jakie   to   uczucie   należeć   do 

kobiety?

Szedł dalej bez słowa.

—   Podobno   pani   Duffy  zamierza   pomalować   wam   szatnię   na 

różowo.

—  Nie.   To   ma   być   kolor   łososiowy  —  sprostował   inny 

dziennikarz. — I chce, żebyście nosili królicze uszy.

— Czy podpisuje dla was czeki w kostiumie z ogonkiem? — To 

pytanie bardzo wszystkich rozśmieszyło.

Chociaż Tysonowi nie wydało się ani trochę zabawne, skrzywił 

usta w uśmiechu i zarechotał wraz z resztą reporterów.

—  Nie   obchodzi   mnie,   co   Miss   Stycznia   ma   na   sobie,   gdy 

podpisuje dla mnie czeki z wypłatą, dopóki je podpisuje.

background image

—  A jak skomentuje pan oświadczenie, że pani  Duffy prowadzi 

rozmowy dotyczące sprzedaży drużyny?

— Nic mi o tym nie wiadomo. — Liczył jednak, że to wszystko 

szybko się zakończy. Przedłużające się negocjacje będą miały zły 

wpływ na grę zespołu. — Dobrej nocy, panowie. — Podniósł rękę 

na pożegnanie i wyszedł tylnymi drzwiami z hali sportowej.

***

Miss Lipca. Przecież była Miss Lipca.

— Jesteś nie tylko bezwstydną łowczynią majątku. Ośmieszasz 

drużynę mojego ojca. Przynosisz nam wstyd.

Faith podniosła wzrok znad działu sportowego leżącej na stole 

gazety. Jeśli Landon Duffy zamierza ją obrażać, to przynajmniej 

mógł zapamiętać fakty, na przykład to, kiedy została dziewczyną 

miesiąca.

— Twój ojciec zapisał mi tę drużynę — zauważyła. — Wcale się 

mnie nie wstydził.

Landon Duffy, siedzący po drugiej stronie stołu ściągnął brwi. Był 

tak   podobny   do   ojca,   że   to   ją   peszyło,   ale   podczas   gdy 

szaroniebieskie oczy Virgila potrafiły być niezwykle bystre, jego 

były tylko zimne, a tego dnia wydawały się wręcz lodowate, bo 

nie   ukrywał,   że   bardzo   niechętnie   zapłaci   sto   siedemdziesiąt 

milionów za drużynę, którą uważał za swoją.

background image

— Był zdziecinniałym staruszkiem, którym łatwo manipulować.

— Nie tak łatwo, bo inaczej nie siedzielibyśmy tu teraz. Drużyna 

należałaby do ciebie, a nie do mnie.

Landon był jednym z nielicznych ludzi, którzy budzili w niej lęk. 

Co nie znaczy, że zamierzała to po sobie pokazać.

Spojrzała na swojego prawnika. Nie musiała tu przychodzić, bo 

adwokaci wszystko by za nią załatwili, ale nie chciała pokazać 

Landonowi, że się go boi.

— Zakończmy już tę sprawę.

Jej   prawnik   podsunął   Landonowi   i   jego   adwokatom   list 

intencyjny. Gdy go przeglądali, Faith pomyślała o radzie swojego 

prawnika,   aby   rozważyła   jeszcze   inne   oferty.   Mówił   coś   o 

długoterminowych   korzyściach   podatkowych,   nieuniknionych 

kosztach   operacyjnych,   górnych   granicach   opłat,   wzajemnych 

korzyściach,   które   przyciągnęłyby   potencjalnych   nabywców   i 

podbiły   cenę.   Faith   jednak   pieniądze   nie   interesowały.   Chciała 

zakończyć wszelkie sprawy z rodziną Duffych.

Gdyby   Landon   był   innym   człowiekiem,   sympatyczniejszym, 

pewnie po prostu oddałaby mu tę drużynę. Pięćdziesiąt milionów, 

które dostała w spadku po  Virgilu,  w zupełności jej wystarczą. 

Ale, jak przypuszczała, gdyby Landon był innym człowiekiem, 

sympatyczniejszym, ojciec zwyczajnie zapisałby mu Chinooków. 

A   że   sam  Virgil  był,   jaki   był,   i   nie   należał   do   osób 

background image

wielkodusznych,  chciał,  aby  syn  zapłacił, i   to drogo,  za   to, że 

ciągle się z nim kłócił.

Faith wstała i wygładziła spódnicę z wielbłądziej wełny.

—  Zostawię panom omówienie szczegółów.  —  Zdjęła czerwony 

wełniany płaszcz z oparcia krzesła, które stało obok. Odwróciła 

się   do   swojego   prawnika   i   powiedziała:  —  Będę   w   siedzibie 

Chinooków, na spotkaniu kierownictwa, chcę ich powiadomić o 

mojej decyzji.

Nie znała żadnego z trenerów ani nikogo z ekipy kierow-

niczej, ale sądziła, że powinni wiedzieć, co się dzieje. Uznała, że 

sama ich o tym poinformuje, zamiast zdawać się na prawników 

czy media. Powie im, jak wiele drużyna znaczyła dla Virgila, i 

uspokoi,   że   znajdą   się   w   dobrych   rękach.   Choć   nie   cierpiała 

Landona, niewątpliwie była to prawda.

—   Proszę   do   mnie   zadzwonić,   gdy   skończycie.   Landon 

zamaszyście złożył podpis na dokumencie i podniósł głowę.

— Nie waż się wynieść czegokolwiek z tego budynku. Nic tutaj 

nie należy do ciebie.

O Boże, te ciągłe insynuacje, że jest zwykłą złodziejką, stały się 

męczące, ale wiedziała, że już nie będzie musiała ich znosić.

— Wszystko tu należy do mnie, dopóki nie podpiszemy właściwej 

umowy i nie wpłacisz pieniędzy na moje konto.

—   Pamiętaj,   co   powiedziałem,   Laylo   —   dodał,   używając   jej 

background image

pseudonimu scenicznego.

Wzięła torebkę kopertowkę ze stołu i przycisnęła ją do siebie, bo 

zrobiło jej się słabo. Przez większość życia musiała znosić takich 

facetów   jak   Landon.   Mężczyzn,   którzy   próbowali   ją   poniżać, 

których obrażała sama jej obecność, choć rozbierali ją rozpalonym 

wzrokiem.   Nieważne   było,   że   miała   na   sobie   sweter,   który 

zasłaniał jej ciało od szyi po nadgarstki, i spódnicę za kolana — 

dla   nich   była   tylko   striptizerką,   kobietą,   która   rozbiera   się   za 

pieniądze. Nieważne, że stali na czele organizacji dobroczynnych, 

zbierających fundusze na rzecz ludzi, którym wiedzie się gorzej. 

Mieli jej za złe, że śmie oddychać tym samym powietrzem co oni.

Miała   ochotą   powiedzieć   Landonowi,   co   może   sobie   zrobić. 

Czuła, że zaraz odezwie się w niej Layla, która kopnie go w tyłek 

i odpowiednio nazwie. Ale tego właśnie chciał i niemal słyszała, 

jak Virgil szepcze jej do ucha: „Landon to dupek. Nie pozwól mu 

wygrać. Nie pokazuj, że może cię zranić". Zacisnęła więc zęby i 

przywołała   na   twarz   miły   uśmiech  —  była   to   sztuczka,   której 

nauczyła   się,   gdy   została   żoną  Virgila.  Pokręciła   głową,   jakby 

chciała powiedzieć, że Landon nie zdoła jej dotknąć, tak że końce 

jej włosów, związanych w koński ogon, musnęły  ramiona. Nie 

chciała dopuścić Layli do głosu. Layla oznacza kłopoty, a Faith 

nie zamierzała pozwolić, żeby Landon zatriumfował.

— Do widzenia panom.

background image

Obcasy jej szpilek od Christiana Louboutina, we wzór pantery, 

zastukały o twardy parkiet gabinetu prawnika. Zamknęła za sobą 

drzwi i wciągnęła głęboko świeże powietrze. Była blisko, niemal 

o   włos.   Długo   udawało   jej   się   utrzymać   Laylę   na   wodzy.   Od 

czasu, gdy musiała być zachwycona tym, że mężczyźni wsuwali 

banknoty za brzeg jej stringów. Layla była bojowa, nawykła do 

walki, i powiedziałaby Landonowi, żeby pocałował się w tyłek.

Oddalając   się   od   drzwi,   włożyła   płaszcz.   Jednym   z   plusów 

sprzedaży drużyny była świadomość, że uwolni się wreszcie od 

Landona i jego rodziny. Że nie będzie już dłużej uwikłana w te 

wszystkie gierki.

Jazda do Key Arena zajęła jej dwadzieścia minut. Przez ten czas 

Faith mogła się zastanowić, czy na pewno postępuje właściwie. 

Virgil zapisał Chinooków właśnie jej, a nie Lan-

donowi, choć pewnie chodziło mu właśnie o to, by odsprzedała 

ich swojemu pasierbowi. Tak czy nie? A może byłby na nią zły za 

tę   decyzję?   Nie   była   tego   pewna   i   żałowała,   że  Virgil  nie 

porozmawiał z nią o tym przed śmiercią.

Na przedniej szybie bentleya zdążyła osiąść zimna mżawka, gdy 

Faith wjeżdżała na podziemny parking do zarezerwowanej strefy. 

Biura   drużyny   hokejowej   Chinooków   znajdowały   się   na 

pierwszym piętrze i gdy weszła, wszyscy już byli. Na pogrzebie 

Virgila poznała większość mężczyzn, którzy siedzieli przy długim 

background image

stole.

— Dzień dobry — przywitała ich, zmierzając do pustego krzesła 

pośrodku. — Mam nadzieję, że nie kazałam panom długo czekać 

— dodała, chociaż wiedziała, że się nie spóźniła.

— Ależ skąd. — Darby Hogue, dyrektor generalny, wstał i podał 

jej rękę nad stołem. Jego ciemne oczy były równie ciepłe jak dłoń. 

— Jak się pani miewa?

— Już lepiej. — Co nie było do końca prawdą. Bardzo tęskniła za 

Virgilem i czuła pustkę w sercu.

Darby ponownie przedstawił jej wszystkich zebranych w pokoju. 

Zaczął   od   kierownictwa,   a   potem,   zgodnie   z   kolejnością   przy 

stole, wymienił nazwiska członków ekipy, kończąc na potężnym 

kapitanie drużyny Chinooków, który zajmował miejsce na samym 

końcu.   W   sumie   sześciu   mężczyzn   i   ona.   Niektórzy   bardziej 

szorstcy   od   innych.   Czy   raczej   jeden   zdecydowanie   bardziej 

szorstki.

Gdy   ostatnim   razem   widziała   Tysona  Savage'a,  robił   wrażenie 

bardziej cywilizowanego, pewnie dlatego, że był w markowym 

garniturze. Tego dnia, gdy tak patrzył na nią spod ciemnych brwi 

nieprzystępnymi   niebieskimi   oczami,   w   ogóle   nie   wydawał   się 

cywilizowany.   Siedział   z   rękami   splecionymi   na   muskularnej 

piersi. Na jednym z długich rękawów białej bluzy widniał napis: 

„Chinooks Hockeys". Było dopiero południe, a on miał już świeży 

background image

zarost.

— Dzień dobry, panie Savage.

Nie wiedziała, po co zaproszono na to zebranie kapitana drużyny. 

Choć to pewnie nie ma żadnego znaczenia. Uśmiechnął się lekko, 

jakby go czymś rozbawiła.

— Witam panią, pani Duffy.

Położyła kopertówkę na stole i zdjęła płaszcz. Jeden z trenerów 

zerwał się, żeby jej pomóc.

— Dziękuję panu — powiedziała, gdy powiesił płaszcz na oparciu 

krzesła.   Obciągnęła   rękawy   kremowego   swetra   z   angory,   żeby 

zakryć   nadgarstki,   i   skupiła   uwagę   na   siedzących   wokół   niej 

ludziach.

— Mój nieżyjący mąż kochał tę drużynę. Kochał hokej i często o 

nim   opowiadał:   o   przejściach   zawodników,   korzyściach   z   tego 

wynikających i tak dalej. Słuchałam go godzinami, ale nie miałam 

pojęcia, o czym mówił.

Obciągnęła spódnicę i usiadła.

— Dlatego postanowiłam sprzedać drużynę komuś, kto tak samo 

pasjonuje   się   hokejem   jak  Virgil.   —  Poczuła,   że   ściska   ją   w 

gardle,   i   znowu   ogarnęły   ją   wątpliwości,   czy   dobrze   robi. 

Żałowała, że nie jest pewna swojej decyzji. — Pół godziny temu 

Landon  Duffy  podpisał   list   intencyjny   z   zamiarem   kupna.  — 

Spodziewała się oznak zadowolenia. Czegokolwiek. Spojrzała na 

background image

zebranych, sądząc, że zobaczy na ich twarzach ulgę, ale niczego 

takiego nie dostrzegła.  —  Po sfinalizowaniu transakcji zwołamy 

konferencję prasową.

— Kiedy to będzie? — zapytał trener Nystrom.

—  Za kilka tygodni.  —  Położyła ręce na stole i splotła je przed 

sobą. — Landon zapewnia mnie, że nic się nie zmieni.

—  Słyszeliśmy,   że   zamierza   przenieść   drużynę  —  powiedział 

ktoś.

Faith o tym nie wiedziała. Jeśli tak się stanie, Virgil przewróci się 

w grobie.

— Kiedy pan to słyszał?

—  Dziś   rano   dzwonili   do  mnie   ze  Sports  Center,   prosząc   o 

potwierdzenie tej informacji.

—  Landon   nic   mi   o   tym   nie   wspominał,   więc   zakładam,   że 

drużyna   pozostanie   tutaj,   w  Seattle.   —  Pokręciła   głową.  — 

Dlaczego miałby ją przenosić?

—  Ze   względu   na   koszty  —  wyjaśnił   Darby.  —  Wciąż 

dochodzimy   do   siebie   po   lokaucie   i   inne   miasto   mogłoby 

zaoferować   mu   nowy   stadion,   na   lepszych   warunkach,   po 

niższych kosztach. Wiązałoby się to z korzystniejszymi stawkami 

podatkowymi   i   bardziej   lukratywnymi   umowami   na   transmisje 

telewizyjne.

Faith zmarszczyła czoło i wyprostowała się na krześle. Wiedziała 

background image

o   lokaucie   NHL   w   latach  2004—2005.  Ona   i  Virgil  byli   od 

niedawna   małżeństwem   i   pamiętała,   że   musiał   polecieć   na 

spotkanie   ze   związkowcami   z   drużyny.   Potem   nastąpił   impas, 

który   spowodował   odwołanie   rozgrywek   w   całym   sezonie 

hokejowym. Wszyscy przeklinali. I to gorzej, niż zdarzało jej się 

słyszeć w jakimkolwiek klubie ze striptizem.

Nagle   drzwi   do   sali   konferencyjnej   się   otworzyły   i   wkroczył 

Landon, a za nim dwóch prawników. Nie była zaskoczona jego 

widokiem.

—   Przekazałaś   już   pomyślne   wieści?   —   zapytał   z   szerokim 

uśmiechem, niczym anioł zemsty  zesłany z nieba, aby wyrwać 

Chinooków z jej szponów.

Wstała.

— Właśnie omawialiśmy szczegóły.

— To może ja obejmę przewodnictwo — powiedział jak prezes 

zarządu,   którym   zresztą   był,   w   garniturze   za   cztery   tysiące 

dolarów.

— Jeszcze nie jesteś właścicielem drużyny, Landonie. Nie sądzę, 

żebyś mógł wypowiadać się w jakiejkolwiek kwestii.

Machnął ręką, jakby ją odprawiał.

— Możesz lecieć.

Poczuła, że krew napływa jej do twarzy. Czy z gniewu, czy z 

zakłopotania — tego nie wiedziała. Może przyczyną było jedno i 

background image

drugie. Wyprostowała się.

— Jeśli chcesz porozmawiać z trenerami i ekipą, będziesz musiał 

zaczekać   na   zewnątrz,   aż   skończymy.  Uśmiech   zniknął   z   jego 

twarzy.

— Czyżby, Laylo?

Nie miała już wątpliwości. Była zmieszana, ale przede wszystkim 

wściekła. Wystarczająco przykre było to, że nazwał ją Laylą w 

biurze prawników, ale żeby jeszcze robił to tutaj, w obecności tych 

mężczyzn!   Chciał   ją   znieważyć.   Przypomnieć   wszystkim,   kim 

kiedyś była. Za życia Virgila Landon nie pozwoliłby sobie na taki 

jawny brak szacunku, a w każdym

razie nie publicznie. Teraz wiedział, że może ją bezkarnie obrażać.

_ Powiedziałam: zaczekaj na zewnątrz. — Uśmiechnęła

się i dorzuciła przezwisko, którego nie cierpiał: — Juniorze.

Nie wiedziała, dlaczego tak go ono denerwowało. „Junior" — to 

brzmiało przecież całkiem sympatycznie, wiele dzieci musiało w 

okresie   dorastania   radzić  sobie   ze   znacznie   gorszymi 

przezwiskami.

Najwyraźniej jednak Landon był innego zdania. Jego zimne oczy 

znowu stały się lodowate. Zrobił krok w jej stronę.

—  Musiałem cię tolerować przez pięć lat  —  warknął, a żyła na 

jego czole nabrzmiała.  — Ale koniec z tym. Jeśli nie wyjdziesz 

sama, wezwę ochronę, żeby cię usunęła, jak śmiecia.

background image

Wezbrał w niej gniew i zanim zdążyła się zastanowić, powiedziała 

z płonącymi policzkami:

— Zmieniłam zdanie. Nie sprzedam drużyny. Zatrzymam ją.

Landon zastygł w bezruchu.

— Nie możesz tego zrobić.

Usatysfakcjonowana   tym,   że   go   chwilowo   załatwiła,   pozwoliła 

sobie na uśmiech.

—  Mogę   zrobić,   co   zechcę.  A  chcę   zatrzymać   drużynę,   którą 

zapisał mi twój ojciec.  —  Boże, ale miała ochotę mu dowalić. 

Napluć w twarz. Kopnąć go między nogi. W innym życiu by się 

nie zawahała, ale pani Duffy przecież nie kopie mężczyzn w jaja. 

Virgil ją tego nauczył.

— Trzymaj się z daleka od mojej drużyny hokejowej.

Podszedł do niej i wyciągnął rękę. Zanim zareagowała, zobaczyła 

przed sobą szerokie plecy w białej bawełnianej bluzie.

—  Chyba   będzie   najlepiej,   jeśli   pan   wyjdzie,   panie  Duffy   — 

wycedził   Tyson  Savage.   —  Nie   chcę,   żeby   komuś   stała   się 

krzywda.  —   Faith  nie   była   pewna,   czy   ma   na   myśli   ją,   czy 

Landona.  —  A   już   na   pewno   nie   chciałbym   przeczytać   w 

gazetach, że pani Duffy kazała ochronie wyprowadzić pana.

Faith  usłyszała,   że   prawnicy   Landona   mówią   coś   zza   pleców 

kapitana drużyny, a Landon rzucił do niej:

— Jeszcze się policzymy, Laylo.

background image

Nastąpiła pełna napięcia chwila, jednak w końcu za Lan-donem 

zatrzasnęły   się   drzwi   i  Faith  ze   ściśniętym   gardłem   próbowała 

zaczerpnąć   powietrza.  Wciąż   paliła   ją   twarz.   Poniżenie   jej   nie 

ominęło. Częściowo sama sobie była winna, musiała to przyznać, 

ale   czuła   się   jak   kiedyś   w   podstawówce,   gdy  Eddie   Peterson 

zadarł jej z tyłu spódniczkę i odsłonił przed całą pierwszą klasą 

dziurawe różowe majtki.

Tyson odwrócił się do niej i powiedział:

— Co mu pani zrobiła, że tak pani nienawidzi? Spojrzała na jasną 

bliznę na jego policzku, otoczoną

świeżym zarostem, a potem podniosła wzrok na ciemnoniebieskie 

oczy.

— Wyszłam za mąż za jego ojca. — Ponieważ uginały się pod nią 

kolana, usiadła. — Dziękuję panu za pomoc.

— Nie ma o czym mówić.

Drżały jej ręce, więc położyła je na kolanach.

—  Chyba   rzeczywiście   nie   sprzedam   drużyny  —  powiedziała, 

lekko oszołomiona, do nikogo w szczególności. Odwróciła się i 

popatrzyła na zaskoczone twarze. Domyślała się, co czują. Sama 

była zdumiona własnym oświadczeniem.

—  Nigdy   nie   widziałem,   żeby   ktoś   tak   potraktował   damę.  — 

Darby pokręcił z dezaprobatą głową.

Landon nie uważał jej za damę i najmniej w tej chwili życzyła 

background image

sobie rozmowy o nim i o tym, co o niej myśli.

—  Chyba   będzie   mi   potrzebny   szybki   kurs,   jeśli   chodzi   o 

znajomość hokeja.  —  Czuła się lekko odrętwiała po przebytym 

wstrząsie.

—  Może pani zatrudnić asystenta  —  podsunął jeden z trenerów. 

— Virgil  miał  kogoś  takiego  aż  do  lokautu.  Nie  wiem,   co  się 

potem stało z Julesem.

Nigdy nie słyszała o żadnym Julesie.

—  Jules?  —  Jej   głos   zabrzmiał   dziwnie.   Miała   ochotę   oprzeć 

czoło   na   stole   i   jęknąć,   ale   zwalczyła   tę   pokusę.  W  co   ja   się 

wpakowałam?!

— Julian Garcia — wyjaśnił Darcy. — Może uda mi się znaleźć 

dla pani jego numer telefonu.

—  Dziękuję.  —  Chyba   będzie   musiała   się   zajmować   drużyną 

Virgila. Prowadzić ją. Przynajmniej na razie. Nie miała pojęcia, co 

powiedzieć, więc wyjąkała tylko:  —  Zrobię, co w mojej mocy, 

żebyście   zdobyli   Puchar   Stanleya.   To   było   marzenie  Virgila  i 

wiem, że myślał o pozyskaniu zawodników, by jeszcze wzmocnić 

drużynę. — A przynajmniej wydawało jej się, że o tym mówił.

— Minął już termin kompletowania drużyn. Mamy ustalony skład, 

ale   w   następnym   sezonie   na   pewno   przydałby   się   ktoś   do 

niebieskiej strefy, z porządnym prawym sierpowym.

Faith nie bardzo wiedziała, co to znaczy, ale nikt nie zwrócił na to 

background image

uwagi,   bo   wszyscy   nagle   zaczęli   mówić   jeden   przez   drugiego, 

jakby jej w ogóle nie było.

— Ktoś, kto by nadał się do obrony i do ataku.

— Mamy Sama.

— Skłonność do bijatyki i umiejętność poskramiania przeciwnika 

to dwie różne sprawy — włączył się do rozmowy Ty, który wrócił 

na   swoje   miejsce   na   końcu   stołu.   —   Sam   jest   lepszy   w 

prowadzeniu krążka niż w walce. Nikt się go nie boi.

— To fakt.

— Andre i Frankie są dobrzy.

— Ale nie dość szybcy. Potrzebujemy kogoś takiego jak George 

Parros, ale kto jednocześnie potrafił walić w krążek jak Patrick 

Sharp.

— Jak Ted Lindsay.

—   No,   jak   Straszny   Ted   —   dodał   trener   Nystrom.   Wszyscy 

pokiwali głowami, jakby Straszny Ted był właśnie

tym człowiekiem, którego potrzebują. Faith kręciło się w głowie i 

słuchając   tej   rozmowy,   poczuła,   że   robi   jej   się   słabo.   Nic 

dziwnego, życie zaczęło wymykać jej się z rąk, ale pomyślała, że 

nie powinna zemdleć pierwszego dnia w pracy. To może zrobić złe 

wrażenie.

— Ile kosztowałoby pozyskanie tego faceta? Strasznego Teda? — 

zapytała, żeby włączyć się do dyskusji i nie sprawiać wrażenia 

background image

osoby niemającej o niczym pojęcia.

Rozmowa nagle ucichła i wszyscy spojrzeli na nią. Najwyraźniej 

odebrało im mowę. Wyjątkiem był Tyson Savage. Zmrużył oczy, 

jakby coś go nagle zabolało.

— Jeśli o to chodzi, mamy przejebane.

—  Święty, w pokoju jest dama  —  upomniał go facet z czapce z 

logo Chinooków.

—   Przepraszam.   —  Tyson   opuścił   głowę,   po   czym   dodał:  — 

Mamy przejebane jak dziwka w dniu wypłaty, co nie?

Faith spojrzała na Darby'ego.

— Słucham?

—  Ted   przeszedł   na   emeryturę   w   sześćdziesiątym   piątym.  — 

Próbował   uśmiechnąć   się   do   niej   pocieszająco,   ale   wypadło   to 

słabo. Miał jak Tyson zbolałą minę.  —  Jeszcze zanim się pani 

urodziła.

—  Aha.   —  To   chyba   oznaczało,   że   Straszny   Ted   jest   nie   do 

pozyskania. Na tym skończyło się robienie dobrego wrażenia.

Rozdział 3

—  ...Wtedy   spojrzała   na   nas   tymi   swoimi   wielkimi   zielonymi 

oczami   i   spytała,   ile   by   kosztowało   ściągnięcie   do   ekipy 

Strasznego Teda.

background image

Pavel Savage  zakrztusił się piwem, które właśnie pił, i odstawił 

butelkę na stół.

— No to macie przesrane. — Otarł usta wierzchem dłoni. Tyson 

pokiwał głową i pociągnął haust labatta. Ojciec

przed godziną niespodziewanie przyjechał do niego w odwiedziny. 

Jak zwykle.

—  Uhm.  Mniej  więcej  to właśnie  powiedziałem.  —  Tyson też 

odstawił   butelkę   i   wziął   kij   do   golfa.   Od   przyjazdu   ojca 

rozmawiali o wczorajszym meczu z Vancouver i o drugiej rundzie, 

która miała się zacząć następnego dnia wieczorem. Rozmawiali 

też o śmierci Virgila i o tym, co to oznacza dla Tysona i jego szans 

w pucharze.

—  Szefostwo   zaproponowało,   żeby   babka   ściągnęła   dawnego 

asystenta  Virgila.   —  Stanął,   rozstawiając   stopy   na  szerokość 

ramion,   i   umieścił   główkę   kija   za   piłeczką   golfową.  —   Nie 

obchodzi   mnie,   ilu   asystentów   zatrudni,   żeby   jej   wyjaśnili,   na 

czym polega różnica między cross-checkiem a slashingiem. Ona 

tego   nigdy   nie   zrozumie.  —  Zamachnął   się   kijem   i   uderzył 

piłeczkę, która poszybowała przez pokój i wpadła w sam środek 

dużej siatki po przeciwnej stronie. Gdy zdecydował się na kupno 

domu   na   wyspie  Mercer,  to   właśnie   ze   względu   na   ten   wielki 

salon, który umożliwiał trenowanie długich uderzeń. Olbrzymie 

okna na całej ścianie wychodziły na jezioro i rozciągające się za 

background image

nim miasto. Szczególnie efektownie wyglądało to w nocy.

—  Starszy pan nie mógł wybrać gorszej pory, żeby zejść z tego 

świata, ale zanim odwalił kitę, przynajmniej stworzył silną linię 

ataku.

—  To   jakaś   pociecha.   Niech   spoczywa   w   pokoju  —  mruknął 

Pavel,  patrząc   na   małe   urządzenie   radarowe   rejestrujące   siłę 

uderzenia i szybkość piłki. Prędkość wynosiła sto jeden i  Pavel 

opuścił ciemne brwi. — Jest taka ładna jak na zdjęciach?

— Nie widziałem jej zdjęć. — Tyson przyciągnął kijem następną 

piłeczkę i umieścił ją na macie do golfa obok radaru. Nie musiał 

pytać, kogo ojciec ma na myśli. — Mam je gdzieś. — Od kiedy 

wdowa ogłosiła, że jednak nie sprzeda drużyny, dział PR wydał 

oświadczenie   dla   prasy   i   zdjęcia   pani  Duffy  pojawiły   się   we 

wszystkich lokalnych programach informacyjnych. Dziennikarze 

wykopali   z   archiwów   materiały   filmowe   przedstawiające   ją   z 

Virgilem  na   jakichś   oficjalnych   imprezach  i   poprzeplatali   z   jej 

zdjęciami   jeszcze   z   czasów  „Playboya",   na   których   ubrana   w 

skąpe sukienki uśmiechała się promiennie do Hugh Hefnera.

Telefon Tysona dzwonił bez przerwy, reporterzy chcieli wiedzieć, 

co   sądzi   o   nowej   właścicielce,   ale   nie   odbierał,   a   nawet   go 

wyłączył. Sądząc z jego zachowania, syn Virgila nie byłby lepszą 

opcją. Facet najwyraźniej miał zaburzoną ocenę rzeczywistości, 

kierował się emocjami i względami osobistymi, a to nie rokowało 

background image

dobrze.   I   teraz   nagle   okazało   się,   że   kociak   stanowi   lepszą 

alternatywę. Jak to się stało?

— Jak sądzę, widziałeś te zdjęcia.

—  Nie,   nie   widziałem.  —  Patrząc,   jak   syn  wykonuje   zamach, 

Pavel  zmrużył   oczy,   tak   że   wokół   nich   pojawiły   się   drobne 

zmarszczki.

Piłka przeleciała na drugi koniec pokoju i trafiła w środek siatki.

— To   dziwne   —  mruknął  Tyson  i   zerknął   na   wyświetlacz,  na 

którym ukazała się liczba sto trzynaście, a potem na ojca. Znał to 

zmrużenie oczu.  Pavel  miał sześćdziesiąt pięć lat, ale nie stracił 

ducha walki.

— Nie za dobrze. — Starszy pan wzruszył ramionami i gestem dał 

Tysonowi znak, żeby podał mu kij.

— Czyżbyś nie znalazł starego numeru „Playboya"?

— Nie. — Pavel ustawił piłkę obok radaru.

Tyson nie powiedział ojcu, że ma to wydanie czasopisma w torbie, 

która   leży   w   drugiej   części   pokoju.   Uznał,   że   pokazanie   go 

starszemu panu byłoby czymś niestosownym, zwłaszcza że sam 

do niego jeszcze nie zajrzał.

— Nawet nie próbowałem go szukać. Na tym świecie jest

tyle pięknych kobiet, że szkoda stracić czas i energię na jedną. — 

To   stwierdzenie   dobrze   charakteryzowało   stosunek   Pavla   do 

kobiet.   Łącznie   z   tymi,   z   którymi   się   ożenił.   Zamachnął   się   i 

background image

posłał piłeczkę na drugą stronę pokoju, prosto do siatki. Radar 

pokazał osiemdziesiąt trzy. Całkiem niezły wynik jak na kogoś w 

wieku Pavla, ale oczywiście za słaby, żeby pokonać syna.

— Masz jakiś dziwny chwyt — zauważył i oddał Tysonowi kij. — 

Jestem zmęczony. Idę do łóżka.

Tyson miał prawidłowy chwyt i wykonał jeszcze kilka uderzeń, 

posyłając   piłeczki   do   siatki,   aby   to   udowodnić.   Niedługo   po 

dwudziestej drugiej włączył pilotem wielki telewizor i usadowił 

się   na   miękkiej   kanapie   w   kolorze   mchu,   żeby   obejrzeć 

wiadomości. Myślał o jutrzejszym meczu i braciach Sedin.

Potem  przyszła  mu  na   myśl  Faith  Duffy. Miał  nadzieję, że  jej 

oświadczenie   o   rezygnacji   ze   sprzedaży   drużyny   nie   wytrąci 

Chinooków   z   równowagi.   Lepiej   wiedzieć,   kto   będzie   ich 

właścicielem, niż nie wiedzieć, choć w gruncie rzeczy miało to 

niewielkie znaczenie.

Przypomniał   sobie,   jak   wyglądała   tego   popołudnia.   Najpierw 

opanowana   i   spokojna,   potem   najwyraźniej   poruszona.   Landon 

powiedział do niej „Layla" i Tyson domyślił się, że pewnie pod 

tym   imieniem   występowała   jako   striptizerka.   Syn   Virgila   to 

dupek,   nie   ma   co   do   tego   wątpliwości.   Obrażanie   kobiety   w 

miejscu publicznym jest wystarczająco kompromitujące, ale takie 

traktowanie macochy w pokoju pełnym ludzi świadczy o arogancji 

i z nich dwojga to pani Duffy pokazała klasę. Stała naprzeciwko 

background image

niego z wysoko uniesioną głową, wyprostowana, i Tyson musiał 

przyznać jej kilka punktów za to, że się nie rozpłakała ani nie 

zaczęła obrzucać go wyzwiskami jak rozwścieczona striptizerka.

Wypił duszkiem piwo. Nie była ubrana jak striptizerka. Ani nawet 

jak   króliczek   „Playboya".   Żadnych   jaskrawych   kolorów   ani 

kusych   koszulek   z   dziurami   w   strategicznych   miejscach. 

Obcisłych dżinsów ani krótkich spódniczek z botkami do połowy 

ud. Tego popołudnia była zakryta od szyi po kolana jak panienka z 

dobrego domu. Oczywiście ten sweter tylko podkreślał jej piersi i 

wszyscy faceci w pokoju na pewno zastanawiali się, co ma pod 

nim.

Tyson spojrzał na swoją torbę. Domyślał się, że niektórzy z jego 

kolegów   już   to   wiedzą.   Odstawił   butelkę   na   stolik   i   przeszedł 

przez pokój. Nie ma w zwyczaju oglądać takich zdjęć, ale są tak 

blisko,   a   on   przecież   jest   facetem.   Sięgnął   do   torby   i   wyjął 

wydanie   „Playboya"   sprzed   pięciu   lat   z   jakąś   nieznaną   mu 

dziewczyną w amerykańskich barwach na okładce. Wracając na 

kanapę, od razu zajrzał do środka. Zatrzymał się mimowolnie, gdy 

zobaczył Faith Duffy stojącą na łące w zwykłej żółtej sukience. 

Sfotografowano ją pod słońce i widać było, że pod luźną sukienką 

jest   naga.   Na   następnym   zdjęciu   stała   odwrócona   plecami   do 

aparatu.   Spoglądała   przez   ramię   swoimi   zielonymi   oczami,   a 

zadarta sukienka ukazywała jej długie nogi i gładką pupę.

background image

Tyson przewrócił kartkę i tym razem zobaczył ją w pozycji na 

czworaka na kocu rozpostartym na trawie. Miała różowe buty na 

wysokich obcasach, białe pończochy i maleńkie białe

figi   wiązane   na   biodrach.   Wyginała   plecy,   wypinając   piersi   w 

przezroczystym białym staniku. Duże. Okrągłe. Idealne. Tamtego 

dnia   musiało   być   chłodno,   bo   pod   białą   koronką   wyraźnie 

odznaczały się sutki. Jej rozwiane włosy wiły się nad ramionami, 

a różowe usta rozchylone były w lekkim uśmiechu. Spojrzał na 

kolejne   zdjęcie:   klęczała   na   kocu   obok   kosza   piknikowego,   z 

kciukiem wsuniętym z boku pod majtki, które obciągała w dół. 

Tyson   przekrzywił   głowę   i   uniósł   brew.   Była   tam   gładka   jak 

brzoskwinka. Przewrócił stronę.

—   Jasna   cholera   —  szepnął,   gdy   jego   wzrok   spoczął   na 

rozkładówce.   Faith   leżała   na   kocu,   zupełnie   naga,   tylko   w 

pończochach i długim sznurze pereł, który otaczał jej lewą pierś. 

Jedną nogę miała zgiętą w kolanie, plecy wygięte nad kocem. Jej 

skóra była błyszcząca. Patrzyła w obiektyw spod przymkniętych 

ciężkich powiek i rozchylała usta, jakby miała ochotę na seks.

Jaka szkoda, pomyślał, patrząc na jej gładkie kształtne piersi, jaka 

szkoda,   że   oddała   takie   ciało   starszemu   mężczyźnie.   Bo 

niezależnie   od   tego,   co   się   mówiło,  viagra  nie   mogła   odjąć 

osiemdziesięciojednoletniemu   mężczyźnie   pięćdziesięciu   lat   i 

przywrócić   mu   sprawności,   dzięki   której   mógłby   zadowolić 

background image

trzydziestoletnią kobietę.

Wrócił do krótkiego życiorysu Faith i przeczytał, że urodziła się w 

Reno   w   stanie  Nevada.  Miała   pięć   stóp   i   sześć   cali   wzrostu, 

ważyła sto dwadzieścia pięć funtów, a jej wymiary wynosiły 34D-

25-32. Przypomniał ją sobie w czarnej sukience, którą włożyła na 

pogrzeb  Virgila,  i   pomyślał,   że   niewiele   się   zmieniła.   Według 

notki chciała być „ambasadorką dobrej woli i pomagać sierotom w 

krajach Trzeciego Świata".

Tyson się zaśmiał. Powinna raczej powiedzieć, że chce zdobyć 

bogatego   męża,   po   którym   odziedziczy   majątek   przekraczający 

dochód kraju Trzeciego Świata. Byłoby to bliższe prawdy i może 

zasługiwałoby   na   szacunek   z   powodu   szczerości,   choć 

przypuszczał,   że   w   „Playboyu"   nie   zamieszczono   by   czegoś 

takiego.

Przepadała za creme brülee. Nie cierpiała hot dogów. Jej ulubiony 

film to  Dziewczyna z Alabamy.  Nienawidziła niesprawiedliwości 

społecznej i chamstwa.

Tyson zachichotał i wrócił do rozkładówki. Wiedział, że zdjęcia 

podrasowano, i choć nie była w jego typie, pomyślał: do cholery, 

coś w niej jest. Jej twarde sutki były wręcz idealne, przypominały 

małe   różowe   jagody.   Nie   miała   ani   jednego   znamienia   czy 

pieprzyka.   Taka   kobieta   powinna   mieć   przynajmniej   jedną 

malinkę czy ślad po miłosnym ukąszeniu.

background image

Wyobraził ją sobie leżącą przy boku starego męża. Lubił Virgila, 

ale pod wpływem tej wizji zrobiło mu się trochę niedobrze. Może 

nie miał racji, ale nie sądził, aby był odosobniony w przekonaniu, 

że   osiemdziesięciojednoletni   facet   nie   ma   dość   ikry,   aby 

zadowolić   trzydziestolatkę.  Virgil  miał   pewnie   wieloletnie 

doświadczenie   i   był   bogaty   jak   Krezus,   ale   co   z   tego?   Żeby 

zaspokoić taką kobietę, trzeba czegoś więcej.

Złożył  czasopismo i  pomyślał  o rozmowie  telefonicznej, której 

fragment   usłyszał   przypadkiem   w   dniu   pogrzebu.  Virgil  miał 

dostatecznie duży majątek, żeby dać szczęście młodej żonie, ale 

Tyson   gotów   był   się   założyć,   że   ktoś   inny   wywołuje   błogi 

uśmiech na jej twarzy.

Z   dwudziestego   piątego   piętra   wznoszącego   się   nad  Seattle 

budynku Faith patrzyła przez szklaną ścianę na światła miasta i 

gęstą mgłę unoszącą się nad zatoką. W mroku nie była w stanie 

dokładnie zlokalizować posiadłości Virgila.

Przypomniała sobie, jak Virgil przywiózł ją tam pierwszy raz  — 

po cichym ślubie w Vegas, który wzięli po miesiącu znajomości. 

Objęła wtedy spojrzeniem ten wielki dom na wyspie i serce jej 

zamarło. Zaczęła się zastanawiać, czy się nie zgubi w tej wielkiej 

rezydencji.

Przypomniała sobie, jak poznała Virgila. Stało się to na przyjęciu 

„Playboya" w Palms, podczas którego pełniła rolę hostessy. Tego 

background image

wieczoru   złożył   jej   propozycję,   którą   odrzuciła.   Ponowił   ją   po 

wyborach   Dziewczyny   Roku   w   Playboy  Mansion.  Mówił,   że 

pokaże   jej   cały   świat,   a   ona   w   zamian   będzie   musiała   tylko 

udawać, że kocha go nie tylko dla pieniędzy. Obiecał, że będzie jej 

płacił milion dolarów za każdy rok, który spędzi z nim jako jego 

żona. I w końcu powiedziała „tak".

Początkowo myślała, że wyplącze się z tego małżeństwa po kilku 

latach, ale wkrótce naprawdę się zaprzyjaźnili. Był dla niej dobry, 

odnosił   się   do   niej   z   szacunkiem   i   po   raz   pierwszy   w   życiu 

poczuła, jak to jest mieć poczucie bezpieczeństwa i nie musieć o 

nic się martwić. Po dwunastu miesiącach, które spędzili razem, 

pokochała go. Nie jak ojca, ale jak mężczyznę, który zdobył jej 

miłość i szacunek.

Dotrzymał słowa i przez pierwsze lata małżeństwa objechali cały 

świat.   Odwiedzili   wszystkie   kontynenty,   zatrzymywali   się   w 

ekskluzywnych   hotelach.   Pływali   jachtami   po   Morzu 

Śródziemnym, grali w kasynie w Monte Carlo i wylegiwali się na 

białych   piaskach   Belize.   Ale   na   początku   trzeciego   roku 

małżeństwa Virgil doznał rozległego zawału serca i od tamtej pory 

nie wyjeżdżali z kraju. Robili wypady do Seattle i spotykali się z 

przyjaciółmi Virgila, ale głównie przebywali w wielkim domu na 

wyspie.   Faith   to   nie   przeszkadzało.   Opiekowała   się   mężem   i 

sprawiało jej to przyjemność.

background image

Ale właściwie nigdy nie uprawiali seksu.

Ani   całe   te   pieniądze,   ani   operacje   chirurgiczne,   ani   żadne 

cudowne pigułki na świecie nie uchroniły Virgila przed starością i 

cukrzycą, które pozbawiły go tego jednego, co sprawiało, że mógł 

się czuć mężczyzną. Już na długo przed poznaniem Faith nie miał 

erekcji. Nic nie pomagało, więc duma i wybujałe ego kazały mu 

stwarzać   pozory,   że   kocha   się   ze   znacznie   młodszą   od   siebie 

kobietą. Był to taki odpowiednik rozkładówki w czasopiśmie.

Jeśli Faith miała być szczera, to jej nie przeszkadzało. Nie tylko 

dlatego, że Virgil był od niej starszy o pięćdziesiąt jeden lat, choć 

to oczywiście też odgrywało pewną rolę, szczególnie na początku. 

Po   prostu   nie   przepadała   za   seksem   z   powodu   jego 

nieprzewidywalności.   Patrząc   na   mężczyznę,   nigdy   nie   było 

wiadomo,   czy   jest   dobry   w   łóżku,   czy   nie.   Gdy   się   o   tym 

przekonywała, było już za późno i nie mogła znaleźć majtek.

Przed poznaniem Virgila miała wielu chłopaków i nie stroniła od 

seksu. Czasem było jej naprawdę dobrze, a czasem zdecydowanie 

źle. Seks przypominał jej pudełko czekoladek... Owszem, to w 

pewnym   sensie   zaczerpnęła   od   Foresta   Gumpa:   nigdy   nie 

wiadomo   było,   na   co   się   trafi.   Faith   nie   lubiła   niepewności. 

Według niej nie ma gorszej rzeczy, niż pragnąć czegoś pysznego i 

dostać ohydną pomarańczową galaretkę.

Odkąd wyszła za Virgila,  nie uprawiała seksu. Najpierw było jej 

background image

trudno, bo przecież miała tylko dwadzieścia kilka lat i wcześniej 

nie żyła w celibacie, ale po kilku latach abstynencji przestało jej 

go brakować. Teraz, gdy Virgil umarł, wątpiła, czy nagle wróci jej 

ochota na seks. I nie wyobrażała sobie siebie z innym mężczyzną.

Z rozmyślań o seksie i facetach wyrwał ją dzwonek do drzwi. Gdy 

przechodziła   przez   salon,   trawertynowe   płytki   na   podłodze 

chłodziły   jej   stopy.  Virgil  kupił   ten   penthouse   z   czterema 

sypialniami   przed   rokiem,   ale   korzystali   z   niego   rzadko,   tylko 

wtedy, gdy wygodniej im było zanocować w mieście. Niemal cały 

apartament   był   wyłożony   marmurem.   Urządzono   go 

ultranowocześnie. Virgil pozwolił jej go wykończyć, wybrała więc 

białą skórę i mnóstwo czerwonych oraz purpurowych poduszek. 

Taras, znajdujący się na głównym poziomie, wychodził na Zatokę 

Elliotta,   a   z   przeszklonego   solarium   na   dachu   roztaczał   się 

rozległy  widok  na  całe   miasto,  wody  zatoki   i   dalej,  na  Mount 

Rainier.

Otworzyła drzwi i do środka wpadła biała futrzana kulka, drapiąc 

małymi pazurkami o marmurowe płytki. Faith poczuła przemożną 

ochotę, by ją kopnąć.

— Mamo. — Spojrzała przez ramię na małego pekińczyka, który 

wskoczył   na   białą   skórzaną   kanapę.  —   I   Pebbles.   — 

Najobrzydliwszy   pies   na   świecie.  —  Mogłaś   wcześniej   za-

dzwonić.

background image

—  Po   co?   Powiedziałabyś   nam,   żebyśmy   nie   przyjeżdżały.  — 

Valerie Augustine wciągnęła do środka wielką różową walizkę na 

kółkach   i   teatralnie   cmoknęła  Faith   w   policzki   mocno 

umalowanymi ustami.

—  To   nie   znaczy,   że   nie   chcę   się   z   tobą   zobaczyć.  —   Faith 

zamknęła za nią drzwi. — Ale mam na głowie mnóstwo spraw. — 

Ruszyła za matką i wskazała stos otwartych książek na stoliku do 

kawy ze szkła i stali.

— Co tak studiujesz? — Matka złożyła rączkę walizki i podeszła 

do kanapy na pięciocalowych szpilkach. Różowych, oczywiście. 

Pasujących do jej skórzanych spodni. Wzięła jedną z książek i 

przeczytała głośno: —Przewodnik po hokeju dla idiotów. Po co to 

czytasz? Myślałam, że sprzedałaś drużynę.

— Zmieniłam zamiar.

Valerie  wytrzeszczyła   duże   zielone   oczy   i   pokręciła   głową, 

wichrząc   bujną   fryzurę   w   stylu   Farrah   Fawcett.   W   latach 

osiemdziesiątych ktoś powiedział jej, że jest do niej podobna, i 

wciąż w to wierzyła.

— Co się stało? — zapytała.

Faith nie miała ochoty opowiadać matce całej historii.

—  Po prostu zdecydowałam, że ją zatrzymam.  —  Przypomniała 

sobie,   jak   Landon   wyciągnął   łapę   w   jej   kierunku   i   jak  Tyson 

Savage ją zasłonił. Była wdzięczna, że przyszedł

background image

na   spotkanie.   I   że   wkroczył   pomiędzy   nią   a   Landona.   Z   tej 

wdzięczności gotowa była mu nawet wybaczyć, że w komentarzu 

dla prasy nazwał ją Miss Stycznia.

— Hm, cieszę się. Teraz, gdy ten stary drań wykorkował, przyda 

ci się jakieś zajęcie.

— Mamo!

—  Przepraszam,   ale   przecież   był   stary.  —  Matka   nigdy   nie 

przepadała   za  Virgilem.  I   wzajemnie.  Virgil  wypłacał   jej   co 

miesiąc okrągłą sumkę, ale wiązało się to z pewnymi warunkami, 

które budziły jej niechęć, nawet gdy inkasowała czeki. Nie wolno 

jej było między innymi zjawiać się bez zapowiedzi.  —  Za stary 

dla  młodej, ślicznej  dziewczyny  —  dodała. Rzuciła  książkę  na 

kanapę i wzięła na ręce psa. Pebbles spojrzała na Faith czarnymi 

oczkami   przypominającymi   paciorki   i   warknęła,   jakby   ta 

próbowała   wyrwać   jej   z   pyska   kawałek   mięsa.  —  Och,   cicho 

bądź. — Valerie podniosła suczkę, która polizała ją po twarzy.

— Uch. To obrzydliwe.

— Lubię, jak Pebbles mnie całuje.

— Wcześniej wylizuje sobie tyłek.

Valerie ściągnęła brwi i wsadziła psa pod pachę.

— Wcale nie. Jest czyściutka.

— Sika do łóżka.

— Do mojego nie sika. I zdarzyło jej się to tylko raz, gdy na nią 

background image

nakrzyczałaś.

Faith westchnęła i poszła do kuchni.

— Jak długo zamierzasz zostać?

— Tak długo, jak długo będziesz mnie potrzebowała.

Faith jęknęła w duchu i otworzyła drzwi małej piwniczki na wino. 

To nieprawda, że nie ucieszyła się na widok matki ani że jej nie 

kochała,   po   prostu   w   tej   chwili   nie   chciała   brać   za   nią 

odpowiedzialności. Ani za Valerie, ani za jej wrednego pieska.

Jak   daleko   Faith   sięgała   pamięcią,   jej   matka   nigdy   nie   była 

prawdziwą matką. Łączyły je raczej relacje koleżeńskie.  Valerie 

była najszczęśliwsza tego dnia, gdy Faith wyrobiła sobie fałszywy 

dowód tożsamości i wreszcie mogły razem imprezować. A kiedy 

skończyła   osiemnaście   lat,   poszła   w   ślady   matki   i   zaczęła 

występować w klubie.

Faith   wzięła   ze   stojaka   butelkę   schłodzonego   chardonnay   i 

zamknęła za sobą drzwi. Wiedziała, że zdaniem matki najlepszym 

lekiem na wszelkie troski jest dobre wino, przy którym można się 

wypłakać,   i   nowy   facet.   Sama   już   w   to   nie   wierzyła,   ale 

przekonała się, że wszystko smakuje lepiej, jeśli zostanie podane 

w   waterfordach  —  nauczyła   się   tego   od   swojego   nieżyjącego 

męża — wyjęła więc dwa kryształowe kieliszki i postawiła je na 

czarnym granitowym blacie.

—  W   zeszły   weekend   wpadłam   w   Ceasars   na  Ricky'ego 

background image

Clementine'a. Pytał o ciebie — powiedziała Valerie, przeczesując 

różowymi paznokciami psią sierść.

Faith nie wiedziała, co jest bardziej odrażające: czy to, że matka 

gawędziła   z   Rickym   „Szczurem",   który   okradał   ją   i   połowę 

dziewczyn w Vegas, czy że w ogóle była w Ceasars. Spojrzała na 

matkę, odkorkowując butelkę jednego z najlepszych win Virgila.

— Nie patrz tak na mnie. Umówiłam się z Niną w Mesa Grill na 

kolację. Trzymałam się z dala od automatów do gry.

Faith chciała w to wierzyć, ale nie potrafiła. Matka złamała już 

dane słowo zbyt wiele razy, aby można ją było spokojnie wpuścić 

do kasyna. Przez całe życie lubiła się zabawić. Potrzebowała tego 

jak   powietrza,   a   nigdzie   nie   bawiła   się   tak   dobrze,   jak   przy 

automatach. Chwała Bogu, że nie uzależniła się od kart czy kości.

— Ricky powiedział, żebyś do niego zadzwoniła. Faith skrzywiła 

się, nalewając wino.

—  Jeśli nie do  Ricky'ego,  to do kogoś innego. Powinnaś znowu 

wskoczyć   na   siodło,   zrobić   kilka   rundek.  —  Matka   wzięła 

kieliszek i przytknęła go do ust. — O, niezłe. Dobrze ci zrobi.

— Nic mi nie jest. I nie mam ochoty z nikim się spotykać,

za wcześnie na to.

— Kto ci każe się z kimś spotykać? Mówię tylko, że powinnaś się 

trochę zabawić. Z mężczyzną w swoim wieku.

background image

_Nie chcę się z nikim zabawić.

— Od razu nabrałabyś kolorów i przestała robić takie

smutne miny.

— Właśnie straciłam męża.

—  Uhm. W zeszłym tygodniu.  — Valerie  postawiła Pebbles na 

podłodze. Suczka podeszła do drzwi spiżarni i zaczęła węszyć. — 

Powinnaś   gdzieś   wyjść.   Rozerwać   się   trochę.   Właśnie   po   to 

przyjechałam... żeby ci to umożliwić.

Większość   matek   przyjechałaby   z   garnkiem   caserole   i 

ostrzeżeniem, aby córka z nikim się pochopnie nie związała. Żeby 

dała sobie trochę czasu.

Ale nie Valerie. Valerie miała ochotę poimprezować.

—  Jutro wybierzemy się na zakupy i skoczymy do jakiejś miłej 

knajpki na kolację.

—  Jutro mam spotkanie z byłym asystentem  Virgila. — Darby 

skontaktował   ją   z   Julianem   Garcią,   który   umówił   się   z   nią   na 

popołudnie.   Jeśli   przypadnie   jej   do   gustu   i   zgodzi   się   dla   niej 

pracować,   będzie   mogła   zatrudnić   go   od   zaraz,   począwszy   od 

drugiego meczu z Vancouver. A jeśli jej się nie spodoba albo nie 

zgodzi się dla niej pracować... nie miała pojęcia, co zrobi.

— No to wyskoczymy gdzieś po tym spotkaniu.

— Po spotkaniu chcę poczytać materiały o hokeju.

— Co się z tobą porobiło? — Matka pokręciła głową, potrząsając 

background image

długimi   blond   włosami.  —  Kiedyś   byłaś   pełna   życia,   lubiłaś 

zabawę.

Kiedyś była striptizerką, która balowała do wschodu słońca. Kimś 

zupełnie innym niż teraz.

— Byłaś śmiała i seksowna. Przy Virgilu się postarzałaś. Ubierasz 

się inaczej. Aż mi się chce płakać.

Rzeczywiście. Już nie ubiera się jak matka.

— Może później pójdziemy gdzieś na kolację. Jutrzejsze starcie z 

Canuckami to mój pierwszy mecz jako właścicielki drużyny i nie 

chciałabym nawalić.

— Jak mogłabyś nawalić? Na różne sposoby.

— Później prasa na pewno będzie miała do mnie pytania. Nie chcę 

narobić chłopakom  wstydu. —  Napiła się wina i przypomniała 

sobie   wyraz   oczu  Tysona  Savage'a,  gdy   zapytała   o   Strasznego 

Teda. — Ani sobie samej. — Zwłaszcza

sobie samej.  —  Nie chcę wyjść na kretynkę. Boję się, że o coś 

mnie zapytają i nie będę wiedziała, co odpowiedzieć. — To akurat 

jest więcej niż pewne.

Valerie skinęła głową, jakby doskonale ją rozumiała.

- Musisz się odpowiednio ubrać — pospieszyła z matczyną radą. 

— W coś obcisłego.  — Wskazała jej obfity biust.  —  I z dużym 

dekoltem. Pokaż facetowi rowek między piersiami, a wyparują mu 

z głowy wszystkie inteligentne pytania, które sobie przygotował.

background image

Rozdział 4

Julian   Garcia   był   pół   Irlandczykiem,   pół   Hiszpanem,   i   przy-

pominał trochę Doktora  9021,  czyli Roberta Reya. Na szyi miał 

złoty   łańcuszek   z   medalikiem   przedstawiającym   świętego 

Krzysztofa,   który   wyzierał   spod   kołnierzyka   koszuli   w 

purpurowo-różowe paski. Nosił obcisłe czarne spodnie i stawiał 

włosy na żel. Był elegantem, ale uwagę przykuwały nie jego stroje 

w   odważnych   kolorach,   które   najwyraźniej   lubił,   ani   nawet 

zielone oczy, lecz muskulatura. Miał pięć stóp i sześć cali wzrostu 

i kark jak pień drzewa. Facet najwyraźniej poważnie traktował 

treningi.   Odnotowawszy   to   wszystko,   Faith   zaczęła   się 

zastanawiać, czy jest gejem. Nie miało to dla niej znaczenia, ale 

wielu   umięśnionych   ochroniarzy   w   klubach   ze   striptizem   było 

gejami.

Faith spotkała  się  z  Julesem  w gabinecie  Virgila  —  cóż, teraz 

należącym do niej  —  w budynku  Kay Arena. Pierwsze pytanie, 

jakie mu zadała, brzmiało:

— Czy Virgil pana wyrzucił, czy sam pan odszedł?

— Zostałem wyrzucony.

— Dlaczego?

Spojrzał jej w oczy i odpowiedział:

background image

— Bo usłyszał, jak mówiłem o pani.

Przynajmniej jest szczery. Mógł skłamać, a ona nigdy by się o tym 

nie dowiedziała.

— Co pan takiego powiedział? Zawahał się.

— Że wziął sobie za żonę striptizerkę z dużymi cyckami i że jest 

durniem.

Virgil  nie   był  durniem,  ale   reszta  odpowiadała  prawdzie. Faith 

miała wrażenie, że Jules musiał powiedzieć coś więcej, lecz o to 

nie pytała. Jak na ironię, został zwolniony z jej powodu, a teraz, 

po pięciu latach, to właśnie ona proponowała mu powrót do pracy. 

Zadała   mu   jeszcze   kilka   pytań   dotyczących   jego   relacji   i 

współpracy z Virgilem. Odpowiadając, patrzył jej w oczy, a nie na 

piersi.   Nie   odnosił   się   do   niej   z   wyższością   ani   nie   dawał   do 

zrozumienia, że jej pytania są głupie czy niefachowe.

—  Proszę   się   nie   martwić,   że   nie   zna   się   pani   na   tym.   Ta 

organizacja   składa   się   z   około   piętnastu   różnych   działów   i 

zasadniczo   działa   samodzielnie  —  wyjaśnił   jej.  —   Virgil  był 

dobrym   biznesmenem   i   traktował   ją   jak   jedną   ze   swoich 

korporacji. Bo faktycznie niąjest. A najmądrzejsze, co zrobił, to 

zatrudnił   inteligentnych   ludzi   i   pozwolił   im   pracować   po 

swojemu.

—  Gdy mówi pan o tym, wszystko wydaje się takie łatwe.  — 

Wiedziała jednak, że tak nie jest.  —  Może nie łatwe, ale też nie 

background image

takie trudne. Virgil nie wprowadził mikroorganizacji i pani też nie 

musi.  —  Urwał   na   chwilę,   żeby   wygładzić   zagniecenie   na 

nogawce spodni.  —  Właściwie sugerowałbym nawet, żeby pani 

tego nie robiła. Kierownictwo będzie za panią odwalać najcięższą 

robotę.

Pod koniec rozmowy zdecydowała, że go zatrudni, ale on nie był 

pewny, czy chce podjąć tę pracę.

—  Chodzi o to, że lubię robotę u Boeinga. Nie wiem, czy mam 

ochotę tu wrócić.

Nie mogła się zorientować, czy w ten sposób próbuje wyciągnąć 

od niej więcej pieniędzy, czy po prostu jest szczery.

—  A   może   przyjdzie   pan   na   nasz   wieczorny   mecz?  — 

zaproponowała. — Wtedy pan podejmie decyzję.

Siedem   godzin   później   siedziała   z   Julesem   na   kanapie   w 

prywatnej loży nad lodowiskiem i przeglądała stos dokumentów, 

które   przyniósł   z   biura.   Miała   na   sobie   czarny   kostium  od 

Armaniego,  białą bluzkę i czarne pantofle na obcasach. Zależało 

jej, żeby traktowano ją poważnie, a wiedziała, że wielu ludzi z 

ekipy tylko czeka, aż pokaże się gdzieś w krótkiej spódniczce i 

bluzce z dekoltem.

Przede   wszystkim   musiała   nauczyć   się   nazwisk   wszystkich 

zawodników i pozycji, na których grają, a także zapoznać się z 

harmonogramem występów. Kiedy oglądała z Julesem terminarz 

background image

rozgrywek, do ich loży dobiegły wiwaty i entuzjastyczne okrzyki 

z widowni na dole, którym towarzyszyły strzępy muzyki płynącej 

z głośników.

— Ojej! — wykrzyknęła jej matka z balkonu nad lodowis-

kiem. — Faith, chodź szybko! Ja i Pebbles jesteśmy w telewizji! 

Na tym dużym ekranie!

Faith   zerknęła   na   matkę,   która   trzymała   na   rękach   swojego 

okropnego   psa   i   posyłała   całusy   jak   gwiazda   filmowa.   Na   jej 

przedramionach przesuwały się w górę i w dół wielkie jaskrawe 

bransolety. Miała na sobie różowe legginsy i koronkową bluzkę z 

prześwitującym   spod   niej   różowym   biustonoszem.   Jej 

natapirowane jasne włosy spryskane były lakierem i do złudzenia 

przypominały fryzurę Farrah Fawcett.

— O Boże — jęknęła Faith.

—  Jaka   urocza   dama  —  zauważył   Jules   i   się   wyprostował. 

Najwyraźniej   specyficzny   seksapil   matki   wciąż   działał   na 

mężczyzn. Faith nie była tym zdziwiona. Geje czy heterycy, faceci 

lubili Valerie.

— Ona mnie kompromituje. Jules się roześmiał.

— Po prostu dobrze się bawi.

— Może się pan śmiać, bo to nie pańska matka.

— Jestem najstarszy z ośmiorga rodzeństwa. Moja mama nie ma 

background image

tyle energii. — Sięgnął po dokumenty i wyjął plik kartek. — To 

program rozgrywek pierwszej rundy play  off. —  Podał jej. —  I 

wydrukowałem   dla   pani   krótkie   notki   biograficzne   każdego   z 

zawodników. Kiedy lepiej pozna pani drużynę, będziemy mogli 

przejść do ich kontraktów, żeby pani wiedziała, który z zawodni-

ków ma wolną kartę, a który nieograniczoną wolną kartę.

Faith odsunęła pasmo długich włosów za ucho i przestudiowała 

program. Wiedziała, że drużyna często rozgrywa mecze, ale nie 

miała pojęcia, że czasami aż kilka w tygodniu.

— Co znaczy zawodnik z wolną kartą, zawodnik z nieograniczoną 

wolną kartą, i na czym polega różnica?

Jules wyjaśnił jej, że zawodnik z wolną kartą gra bez kontraktu i 

może   odejść   w   każdej   chwili.   Natomiast   zawodnik   z 

nieograniczoną   wolną   kartą   to   gracz,   któremu   wygasł   kontrakt 

albo   który   został   zwolniony   z   jednego   klubu   i   jeszcze   nie 

przeszedł do innego.

— Tak to wygląda, od kiedy liga przestała stosować restrykcje z 

powodu negocjacji w sprawie umowy zbiorowej.

Cokolwiek się za tym kryło.

—  Czy   mamy   w   drużynie   zawodników   z   wolną   kartą?  — 

zapytała,   gdy   rozległ   się   sygnał   dźwiękowy   i   na   dole   ryknęła 

muzyka.

—   Obecnie   nie.   Kierownictwo   zablokowało   ich   przed 

background image

rozgrywkami.  — Jules  podniósł głowę i zawołał: — Jaki wynik, 

Valerie?!

— Dwa do dwóch. Wasz zawodnik z numerem dwadzieścia jeden 

właśnie zdobył bramkę.

Z numerem dwadzieścia jeden grał kapitan drużyny, więc  Faith 

przerzuciła   kartki,   by   znaleźć   biogram   Ty   sona  Savage'a,   i 

przeczytała   go.   Ma   trzydzieści   pięć   lat,   urodził   się   w  Sas-

katchewan  w Kanadzie, co tłumaczyło jego obcy akcent. Sześć 

stóp   i   trzy   cale   wzrostu.   To   jego   piętnasty   sezon   w   NHL. 

Wcześniej grał dla London  Knights z  OHL,  a potem, ponieważ 

doskonale   się  zapowiadał, podpisał  kontrakt   z  Pittsburghiem  w 

NHL. Występował w drużynie Penguin, Blackhawk, Vancouver, a 

także  Chinook.  Dotarłszy   do   następnej   informacji,  Faith  z 

wrażenia aż otworzyła usta.

—  Trzydzieści   milionów.  —  Zaczerpnęła   powietrza.  —   Virgil 

zapłacił mu trzydzieści milionów? W dolarach?

—  Za   trzy   lata  —  sprecyzował   Jules,   jakby   to   wszystko 

tłumaczyło.

Faith uniosła wzrok znad kartki i sięgnęła po butelkę wody stojącą 

na stoliku.

— Naprawdę jest tyle wart?

Jules wzruszył potężnymi, umięśnionymi ramionami w jedwabnej 

background image

zielononiebieskiej koszuli.

— Virgil tak uważał.

— A pan jak sądzi? — Napiła się wody.

— To doskonały zawodnik, wart każdego centa.  — Jules wstał i 

się przeciągnął. — Ale przekonajmy się, co pani o tym sądzi.

Faith   odłożyła   papiery   na   stolik,   po   czym   wstała   i   ruszyła   za 

Julesem   na   balkon.   Musi   się   jeszcze   wiele   nauczyć,   to   ją 

przerażało.   Była   tym   tak   przytłoczona,   że   nie   chciało   jej   się 

myśleć. Minęła trzy rzędy wyściełanych foteli i przyłączyła się do 

matki przy barierce.

Na lodowisku nastąpiła przerwa w grze i zawodnicy zajęli swoje 

pozycje. Tyson, w granatowej bluzie, przejechał dwa razy przed 

kołem   wznowień,   zanim   przekroczył   jego   linię.   Zatrzymał   się, 

rozstawił   szeroko   stopy,   umieścił   kij   między   nogami   i   czekał. 

Krążek został rzucony i rozpoczęła się walka. Tyson odepchnął 

ramionami   przeciwnika,   zamachnął   się   kijem   tuż   nad   lodem   i 

uderzył w krążek, posyłając go za siebie. Zawodnicy obu drużyn 

jednocześnie   ruszyli   do   akcji   i   zapanował   pozorny  chaos. 

Granatowe bluzy Chinooków z białymi numerami mieszały się z 

biało-zielonymi strojami drużyny Vancouver.

Numer   jedenaście,   Daniel   Holstrom,   podjechał   do   bramki 

Canucków i posłał krążek po lodzie w stronę Logana Dumonta, 

który   podał   go   do   Ty   sona.   Ten,   prowadząc   krążek,   objechał 

background image

bramkę   i   strzelił   do   niej.   Krążek   odbił   się   od   nakolannika 

bramkarza i znowu rozgorzała walka. Faith straciła go z oczu w tej 

plątaninie   kijów   i   graczy.   Ze   swojego   miejsca   widziała   tylko 

przepychankę, kolana i łokcie.

Ostry   dźwięk   gwizdka   i   gra   została   przerwana...   ale   nie   dla 

Tysona, który pchnął zawodnika Vancouver, i to tak mocno, że ten 

prawie  upadł  na   tyłek.  Odzyskał  na  chwilę   równowagę,  potem 

jednak   przewrócił   się   na   plecy.   Przeciwnicy   wymienili   kilka 

ostrych słów i Tyson rzucił rękawice na lód. Interweniował sędzia, 

który chwycił Tysona za bluzę. Tyson nad jego głową wskazał 

najpierw swoją twarz, a potem przeciwnika. Sędzia zapytał go o 

coś,  a   gdy   ten  potwierdził   skinieniem   głowy,  puścił   go.  Tyson 

podniósł rękawice i gdy podjeżdżał do ławki, na ekranie pojawiła 

się   powtórka   ostatniej   akcji.   Z   głośników   huknęła   piosenka 

Welcome to the  Jungle,  na  wielkim ekranie  znowu ukazało się 

lodowisko   i  Faith  zobaczyła   Tysona,   który   uniósł   rękę   na 

wysokość  twarzy  i  wskazał  swoje  intensywnie  niebieskie  oczy. 

Łypnął   przy   tym   nad   głową   arbitra,   po   czym   odwrócił   dłoń   i 

wskazał   zawodnika   z   numerem   trzydzieści   trzy   z   przeciwnej 

drużyny.   Skrzywił   usta   w   groźnym   uśmiechu,   a   wtedy  Faith 

poczuła dreszcz na plecach i gęsią skórkę na ramionach. Gdyby 

była   zawodnikiem   z   numerem   trzydzieści   trzy,   toby   się 

przestraszyła. I to bardzo.

background image

Na   wypadek   gdyby   ktoś   nie   zarejestrował   tego,   co   się   działo, 

akcja   została   odtworzona   na   telebimie   w   zwolnionym   tempie. 

Tłum siedzący na dole zaczął szaleć, krzyczeć i tupać, gdy wzrok 

Tysona znów spoczął na przeciwniku. Na jego brodzie z ciemnym 

zarostem wyraźnie widać było rozcięcie.

— Boże, zmiłuj się. — Valerie cofnęła się i usiadła na fotelu. — I 

on jest twój. — Odstawiła Pebbles na ziemię. Piesek podszedł do 

Faith i obwąchał jej but.  —  Oni wszyscy są twoi  —  dodała z 

westchnieniem.

— Mówisz, jakby byli moimi niewolnikami. — Pebbles spojrzała 

na Faith okrągłymi oczkami i zawyła. Co za głupi pies.  —  Po 

prostu   ich   zatrudniam.  —  Ale   ile   kobiet   na   świecie   może 

powiedzieć,   że   zatrudnia   dwudziestu   kilku   przystojnych, 

wspaniale zbudowanych hokeistów, którzy walą w krążek i walczą 

o niego z innymi?

Prawdopodobnie   żadna.   Ta   myśl   ją   podnieciła   i   zarazem 

przeraziła.   Spojrzała   na   mężczyzn   siedzących   na   ławce 

Chinooków.   Spluwali   na   ziemię,   ocierali   pot   z   twarzy   i   żuli 

ochraniacze na zęby. Widok spoconych i plujących facetów mógł 

przyprawić o mdłości, ale z jakiegoś powodu wcale tak na nią nie 

podziałał.

background image

—   Virgil  po   meczu   zawsze   schodził   do   szatni   i   rozmawiał   z 

drużyną — powiedział jej Jules.

Uhm, wiedziała o tym, ale nigdy nie zabierał jej ze sobą.

—  Na   pewno   nie   oczekują,   że   pojawię   się   w   szatni.  —  Faith 

bardzo dawno nie przebywała na ograniczonej przestrzeni z tak 

wieloma mężczyznami.  Od czasu gdy wsuwali  jej banknoty pod 

stringi.   Wielu   z   nich   było   zresztą   zapalonymi   sportowcami. 

Generalnie nie lubiła sportowców. I im, i muzykom rockowym 

wydaje się, że nie muszą przestrzegać żadnych zasad.

— Ale powinnaś to zrobić — włączyła się matka, która na chwilę 

oderwała wzrok od lodowiska. — Dla Virgila.

„Dla Virgila?". Czyżby jej matka znowu paliła trawkę?

— Przyjdą tam reporterzy — ciągnął Jules. — Więc to ważne. Na 

pewno będą chcieli, żebyś wygłosiła oświadczenie.

Na dole zabrzmiał gwizdek i wznowiono grę.

—   Jakie?   —  zapytała  Faith,  przyglądając   się   jednocześnie 

hokeistom, którzy przypominali granatowo-biały rój.

—  Nic nadzwyczajnego. Powiedz, dlaczego postanowiłaś jednak 

nie sprzedawać drużyny.

Zerknęła na niego, a potem znowu skupiła uwagę na lodowisku.

— Postanowiłam nie sprzedawać drużyny, bo nie znoszę Landona 

Duffy'ego.

— Aha. — Jules  parsknął śmiechem.  —  Jeśli cię o to zapytają, 

background image

powiedz   lepiej,   że   kochasz   hokej   i   że  Virgil  chciałby,   abyś 

zatrzymała jego drużynę. I koniecznie dodaj, że wszyscy powinni 

przyjść na czwarty mecz w przyszłą środę.

To leży w granicach jej możliwości.

— A jeśli zapytają mnie o coś w związku z rozegranym właśnie 

meczem?

— O co na przykład? Zastanawiała się przez chwilę.

— Choćby o uwolnienie? Na czym ono właściwie polega?

Zeszłego   wieczoru   czytałam   zasady,   ale   nic   z   tego   nie   zro-

zumiałem.

—  Nie   martw   się   o   to.   Niewielu   ludzi   to   rozumie.  —  Jules 

pokręcił głową. — Przed spotkaniem z reporterami przygotujemy 

wspólnie   kilka  podstawowych   odpowiedzi.   Ale   jeśli   padnie 

pytanie,   którego   nie   będziesz   rozumiała,   odpowiedz   po   prostu: 

„Skomentuję to kiedy indziej". To typowy unik.

To też jest wykonalne. Być może. Usiadła obok matki i obejrzała 

dalszą część meczu. W ostatnich trzech minutach Tyson odebrał 

przeciwnikowi   krążek   i   popędził   na   drugi   koniec   lodowiska. 

Publiczność   na   widowni   zaczęła   mu   kibicować.   Po   przebyciu 

niebieskiej linii zamachnął się kijem i uderzył. Krążek tak szybko 

przeleciał po lodzie, że Faith zorientowała się, że jest gol, dopiero 

kiedy wpadł do bramki, rozległ się sygnał dźwiękowy i nad siatką 

background image

nie zapaliła się lampka. Kibice zerwali się z miejsc, krzycząc z 

radości, beton pod stopami Faith zadrżał od dźwięków Rock and 

Roli, Part 2, a pozostali zawodnicy Chinooków otoczyli Tysona i 

zaczęli klepać go po plecach wielkimi rękawicami, podczas gdy 

on   przejechał   po   lodowisku   z   podniesionymi   wysoko   rękami, 

jakby zdobył mistrzostwo świata. Byli tam wszyscy z wyjątkiem 

Sama,   który   walnął   jakiegoś   zawodnika   w   głowę,   a   potem 

ściągnął rękawice. I zaczęła się walka.

Jules przybił z Faith oraz Valerie piątkę.

—  Teraz   widzisz,   dlaczego   płacisz   Świętemu   trzydzieści 

milionów. Zdobył hat trick*.

*   Hat   trick  (ang.)   —   trzy   punkty   zdobyte   przez   jednego 

zawodnika.

Faith  nie   wiedziała,   co   to   jest  hat  trick,   i   zanotowała   sobie   w 

pamięci,   żeby   to   sprawdzić   w  Przewodniku   dla   idiotów.  Jules 

uśmiechnął się szeroko.

— Do licha, Virgil skompletował cholernie dobrą drużynę na ten 

sezon. Z przyjemnością będę patrzył, jak gra.

—  Czy   to   znaczy,   że   zostanie   pan   moim   asystentem?  Jules 

pokiwał głową.

— O tak.

* **

background image

Po   zwycięstwie  Seattle   nad   Vancouver   trzy   do   dwóch   przed-

stawiciele mediów sportowych, zebrani w szatni Chinooków, byli 

do   Tysona   nastawieni   przychylniej   niż   ostatnim   razem,   gdy 

drużyna   występowała   w  Key  Arena.   Trenerzy   pozwolili 

dziennikarzom   wejść   do   środka   na   kilka   minut,   a   zawodnicy 

śmiali się i żartowali, wycierając się po wyjściu spod pryszniców.

—  Na   razie   jesteście   na   remisie.   Co   zamierzacie   zrobić,   żeby 

przejść wyżej? — zapytał Tysona Jim Davidson, reporter „Seattle 

Timesa".

—  Będziemy robili to samo co dzisiejszego wieczoru  —  odparł, 

zaciągając   suwak   przy   spodniach   od   dresu.  —  Po   ostatniej 

przegranej z Canuckami nie mogliśmy sobie pozwolić, aby stracić 

punkty na własnym lodowisku.

—  Był   pan   kapitanem   Canucków,   a   teraz   stoi   pan   na   czele 

reprezentacji  Seattle.  Jaka według pana jest największa różnica 

między tymi dwiema drużynami?

— W każdym klubie kadra trenerska ma inną filozofię.

Chinooki  dają mi więcej swobody, mogę grać w hokeja tak, jak 

lubię — odpowiedział i zaczął się zastanawiać, kiedy zagadną go 

o hat trick.

— To znaczy?

Spojrzał ponad ramieniem reportera na Sama, którego przyparł do 

background image

muru   przedstawiciel   mediów   kanadyjskich.   Rozbawił  go   ten 

widok.

— To pytanie do trenera Nystroma.

—  Drużyna dostała już łącznie dwadzieścia minut karnych. Pan 

Nystrom   w   zeszłym   tygodniu   powiedział,   że   ma   zamiar 

ograniczyć je do minimum. Nie sądzi pan, że dwadzieścia to za 

dużo?

Tyson włożył koszulę i zapiął guziki.

—  Ależ   skąd,   Jim.   Staramy   się   po   prostu   nie   dopuścić,   żeby 

Vancouver  grał w przewadze. Powiem więc, że dziś wieczorem 

dobrze się spisaliśmy.

— Zdobył pan pierwszy hat trick w tym sezonie, i to na własnym 

lodowisku. Jakie to uczucie?

No, nareszcie.

—  Wspaniałe.  Ale   to   cała   drużyna   zapracowała   na   dzisiejsze 

zwycięstwo. Ja akurat znalazłem się w odpowiednim miejscu, gdy 

Daniel   podawał   krążek.   To   pierwsze   zagranie  Monty'ego  w 

asyście, odkąd przeniesiono go...

—   Pani   Duffy  zeszła   do   holu!  —  zawołał   ktoś   z   „Post 

Intelligencer",  więc Jim odwrócił się do drzwi, w których nagle 

zrobił się tłok.

— Dzięki, panie Savage! — rzucił reporter i pospiesznie wyszedł 

z szatni wraz z innymi.

background image

Tyson zapiął resztę guzików niebieskiej koszuli i wetknął jej dół 

do   szarych   wełnianych   spodni.   Spojrzał   na   chłopaków,   którzy 

sprawiali wrażenie równie osłupiałych jak on. Był to drugi mecz 

rozgrywek.   Właśnie   wygrali   u   siebie   i   trener   pozwolił   prasie 

porozmawiać z drużyną. Reporterzy to uwielbiali, tak jak dzieci 

uwielbiają ciastka, ale nagłe pojawienie się Faith Duffy sprawiło, 

że znikli w jednej chwili. Jakby stało się nie wiadomo co. Co jest, 

do cholery?

Tyson   włożył   skarpetki   i   wsunął   stopy   do   butów.   Przeczesał 

palcami wilgotne włosy i przeszedł do salonu prasowego drużyny. 

Pani   Duffy   stała   na   niebieskim   dywanie   z   wielkim   logo 

Chinooków   pośrodku,   uśmiechała   się   do   obiektywów   i 

odpowiadała na pytania rzucane przez tłoczących się wokół niej 

reporterów   sportowych.   W   tym   wyłącznie   męskim   gronie 

wydawała się wręcz krucha. Jej gładkie włosy lśniły w jaskrawych 

światłach   reflektorów   i   błyskach   fleszy,   skóra   jaśniała,   a   usta 

połyskiwały   różem.   Miała   na   sobie   czarny   kostium,   wcięty   w 

pasie i zapięty pod biustem. On i chłopcy tego wieczoru dali z 

siebie   wszystko,   a   wystarczyło,   żeby   pojawiła   się   ona  — 

odstawiona i śliczna — i goście z prasy dostali małpiego rozumu.

—  Dlaczego   postanowiła   pani   nie   sprzedawać   drużyny?  — 

zapytał ktoś.

— Mój nieżyjący mąż, Virgil, wiedział, jak bardzo kocham hokej. 

background image

Zostawił   mi   tę   drużynę,   bo   chciał   mnie   uszczęśliwić.   Dlatego 

uznałam, że powinnam ją jednak zatrzymać.

— Jakie ma pani plany wobec Chinooków?

Kąciki   jej   ust   uniosły   się   w   uśmiechu,   tak   że  —  cholera  — 

wyglądała jednocześnie niewinnie i uwodzicielsko. Musiała być 

naprawdę niezłą striptizerką.

—  Chciałabym,   żeby   zdobyli   Puchar   Stanleya.  Virgil  zdołał 

zebrać   naprawdę   świetnych   zawodników   i   zamierzam   zrobić 

wszystko, żeby przywieźć puchar do Seattle.

—  Słyszeliśmy,   że   nie   zamierza   pani   zatrzymać  Fetisova  na 

następny sezon.

Uśmiech   zniknął   z   jej   twarzy,   ale   Darby   Hogue   pospiesznie 

wystąpił naprzód i ją uratował:

— Nie wiem, skąd mają państwo tę informację — powiedział — 

bo nie zamierzamy sprzedawać Vlada.

Potem wyłonił się trener Nystrom i odpowiedział na kilka pytań 

dotyczących ograniczeń transferowych, podczas gdy pani Duffy 

uśmiechała się, jakby doskonale rozumiała, o czym on mówi.

Tyson rozejrzał się po szatni, patrząc na kolegów, a potem spojrzał 

na ojca, który stał obok biur kadry trenerskiej i rozmawiał z jakąś 

kobietą   w koronkowej   bluzce   i  różowym staniku. Trzymała   na 

background image

rękach jednego z tych małych kudłatych piesków, które robią dużo 

jazgotu. Była zdecydowanie w typie jego staruszka: wyzywająca, 

z szopą długich blond włosów. Nawet niebrzydka, ale trochę w 

złym guście. Zaczął się zastanawiać, skąd ojciec ją wytrzasnął w 

ciągu tych dwóch godzin, które minęły, odkąd rozmawiali.

— Kiedy ostatnio była pani w Playboy Mansion? — zapytał inny 

dziennikarz i Tyson ponownie spojrzał na właścicielkę drużyny.

Na jej gładkim czole pojawiła się zmarszczka.

— Ponad pięć lat temu.

— Utrzymuje pani kontakty z Hefem?

— Nie. Chociaż cenię pana Hefnera i zawsze będę mu wdzięczna, 

prowadzę już zupełnie inne życie.

Tyson nie byłby zdziwiony, gdyby reporterzy poprosili ojej numer 

telefonu — skoro nie jest już zamężna... Przypomniały mu się jej 

zdjęcia w „Playboyu" i był ciekaw, ilu z nich je widziało.

— Drużyna ma dziś łącznie dwadzieścia punktów karnych. Na 

początku   rozgrywek   trener   Nystrom   mówił,   że   chciałby 

ograniczyć   liczbę   minut   karnych   podczas   każdego   meczu   do 

minimum. Nie uważa pani, że dwadzieścia to za dużo?

Uśmiechnęła się i przechyliła głowę.

— Nie mogę tego w tej chwili komentować. — Podszedł do niej 

facet   z   ciemnymi   włosami,   w   jedwabnej   zielono-niebieskiej 

koszuli,   który   szepnął   jej   coś   do   ucha.   —   No,   dobrze. 

background image

Rzeczywiście, minut karnych zebrało się za dużo i będziemy się 

starali, żeby nie było ich więcej — powtórzyła za nim.

Tysona może nawet by to rozbawiło, gdyby nie był rozdrażniony. 

Dziennikarze popatrzyli na siebie, ale zamiast zarzucić jej, że nie 

zna się na hokeju, któryś z nich zapytał:

— Co pani sądzi o dzisiejszym meczu? To wybawiło ją z opresji.

— Był wspaniały. Wszyscy zawodnicy grali bardzo dobrze.

—   Pani   mąż   stworzył   silną   drużynę.   Wiem,   że   próbował   też 

ściągnąć Seana Toewsa. Dlaczego do tego nie doszło?

Toews chciał więcej forsy, niż był wart. Oto dlatego.

— Nie mogę się na ten temat wypowiadać.

— Co pani myśli o hat tricku kapitana drużyny? Dranie, jego o to 

prawie nie pytali. Faith się uśmiechnęła

i Tyson zaczął podejrzewać, że w ogóle nie ma pojęcia, co

to takiego hat trick.

_ Oczywiście jestem zachwycona. Mój świętej pamięci

mąż zawsze wierzył w talent pana Savage'a — odparła, znowu 

nieprawidłowo wymawiając jego nazwisko.

— Wymawia się „Savaż" — odezwał się głośno, zanim pomyślał.

Dziennikarze odwrócili się i spojrzeli na niego. Tyson odepchnął 

się od framugi drzwi.

_ Jako właścicielka drużyny powinna pani wiedzieć, jak

wymawia się moje nazwisko. Brzmi z francuska, „Saważ". Nie 

background image

„Sawydż".

Zmusiła się do uśmiechu.

_ Dziękuję za zwrócenie uwagi. Przepraszam, panie „Saważ". A 

ponieważ to ja podpisuję pańskie czeki, powinien pan wiedzieć, że 

nie zostałam Miss Stycznia, tylko Miss Lipca.

Rozdział 5

Zebrania  Towarzystwa   Glorii  Thornwell  odbywały   się   w   trzeci 

czwartek   miesiąca.   Towarzystwo   otrzymało   imię   swojej 

założycielki   w   1928   roku   i   było   najbardziej   ekskluzywną 

organizacją w całym stanie. Znacznie bardziej niż Liga Juniorów, 

do której przyjmowano w ostatnich czasach nowobogacką hołotę.

Towarzystwo zrzeszało bogate kobiety, którym mężowie kupowali 

designerskie   ciuchy   i   dawali   pieniądze   na   akcje   charytatywne. 

Tego roku w ramach działalności dobroczynnej wspierały szkołę 

w faveli w Rio de Janeiro. Był to niewątpliwie szlachetny cel, 

chociaż Faith głosowała za tym, żeby pomóc potrzebującym tu, na 

miejscu. Jak zawsze została jednak przegłosowana.

Idąc   w   stronę   budynku   na   rogu   Madison   i   Fourth,   przesunęła 

palcami   po   długim   sznurze   starych   pereł,   który   miała   na   szyi. 

Towarzystwo   przestrzegało  dress   code,  więc   Faith   obciągnęła 

background image

długie rękawy kaszmirowego swetra, który miała pod płaszczem, 

po   czym   położyła   dłoń   na   gałce   drzwi   wejściowych.  W  lobby 

wyszła   jej   naprzeciw   Tabby   Rutherford-Longstreet,   żona 

Fredericka   Longstreeta,   prezesa   i   dyrektora   generalnego 

Longstreet Financial oraz jednego z wieloletnich przyjaciół Virgila 

i jego partnerów w interesach.

—   Witaj,   Tabby   —   powiedziała   do   niej,   odsuwając   rękaw   i 

spoglądając   na   tarczę   roleksa.   Lunch   zaczynał   się   zawsze   o 

dwunastej, pozostało więc jeszcze dziesięć minut. — Czy wszyscy 

już są? — Ruszyła do windy, ale Tabby ją wyprzedziła i stanęła 

między nią a guzikami na panelu przy drzwiach.

—   Tak.   Są   już   wszyscy.   Wysłali   mnie   na   dół,   żebym   z   tobą 

porozmawiała.

— O czym?

— Uzgodniłyśmy, że Dodie Farnsworth-Noble powinna stanąć na 

czele komitetu organizacyjnego tegorocznej zbiórki pieniędzy.

— Ale to przecież moja funkcja. — Faith spojrzała w niebieskie 

oczy Tabby otoczone drobnymi zmarszczkami, które pokrywała 

pudrem. — Ja przewodniczę komitetowi.

— Uważamy, że Dodie powinna cię zastąpić.

—   Ach   tak.   —   Przed   śmiercią   Virgila   Faith   z   wielkim 

zaangażowaniem   uczestniczyła   w   przygotowaniach   do   tego-

rocznej   gali   dobroczynnej.   Rozmawiała   już   z   filharmonią   w 

background image

Seattle i teraz zrobiło jej się przykro.

—  To   czym   się   będę   zajmowała?   Tabby   uśmiechnęła   się 

fałszywie.

— Mamy wrażenie, że teraz, kiedy tyle dzieje się w twoim życiu, 

nie będziesz miała czasu na żadną działalność.

Oczywiście,   że   będąc   właścicielką   drużyny   hokejowej,   ma   co 

robić, ale praca w Towarzystwie jest przecież bardzo ważna.

—  Rozumiem wasz niepokój, ale zapewniam, że znajdę czas  — 

odparła Faith. — Niepotrzebnie się martwicie.

Tabby zaczęła bawić się perłami, które miała na szyi.

— Nie zmuszaj mnie, żebym była niegrzeczna.

— Słucham?

— Naszym zdaniem najlepiej będzie, jeśli dobrowolnie zrzekniesz 

się członkostwa w Towarzystwie.

Faith   już   otwierała   usta,   aby   zapytać   dlaczego,   ale   zaraz   je 

zamknęła. Te kobiety nie obawiają się, że teraz, „kiedy tyle dzieje 

się w jej życiu", nie będzie miała czasu.  Virgil  zauważył kiedyś 

żartem,   że   gdy   tylko   umrze,   żony   jego   przyjaciół   i 

współpracowników   usuną   ją   ze   swoich   klubów,   bo   nie   będą 

chciały, żeby w pobliżu ich mężów kręciła się taka piękna młoda 

kobieta.  Ale  Virgil  się   mylił.  Większość   ich   mężów   miała   już 

kochanki, o których żony doskonale wiedziały. Nie chciały jej, bo 

nie urodziła się z dwuczłonowym nazwiskiem. Od początku miała 

background image

świadomość,   że   uważają   ją   za   gorszą   od   siebie,   ale   gdzieś   po 

drodze zapomniała, że nie jest jedną z nich. Należy do „hołoty", 

niezależnie od tego, jak ciężko pracuje i ile pieniędzy zdobywa na 

cele Towarzystwa.

— Rozumiem. — Jeśli Tabby sądzi, że Faith urządzi scenę, którą 

członkinie Towarzystwa mogłyby ekscytować się miesiącami, to 

jest   w   błędzie.  —  Wobec   tego   życzę   wam   powodzenia  — 

powiedziała.  —  Mam nadzieję, że tegoroczna zbiórka okaże się 

wielkim sukcesem. — Uśmiechnęła się

i   odwróciła,   by   wyjść,   choć   zrobiło   jej   się   gorąco   i   poczuła 

ściskanie   w   gardle.   Drżała   jej   ręka,   gdy   otwierała   drzwi   i 

wychodziła na zewnątrz, w popołudniowy chłód. W kącikach jej 

oczu   zebrały   się   łzy,   więc   zaczęła   szukać   w   torebce   okularów 

przeciwsłonecznych.   Postanowiła,   że   nie   będzie   płakała   ani 

przejmowała się ludźmi, którzy nie przejmują się nią.

Może nasłać na nie swoich prawników, którzy dobiorą im się do 

skóry. Może zepsuć im humor, tak jak one zepsuły jej, ale co to 

da? Nic. Musiałyby przyjąć ją z powrotem do swojego grona, do 

świata, w którym okazała się intruzem.

Faith  założyła  ciemne   okulary  i  spojrzała   na   ulicę,  przy   której 

zaparkowała samochód. Ma dwie godziny do spotkania z działem 

PR drużyny Chinooków. Pomyślała, że może wróci do domu, żeby 

zwinąć się w kłębek na łóżku i naciągnąć kołdrę na głowę, ale 

background image

przypomniała sobie o matce, która była pod prysznicem, gdy Faith 

wychodziła,   i   o  Pebbles,  warczącej   i   gryzącej,   gdy   próbowała 

wyciągnąć jej z pyska sandałek od Valentino.

Nie miała ochoty oglądać ani matki, ani paskudnej Pebbles, więc 

przeszła bez celu kilka przecznic. Przed oczami stanął jej zimny 

uśmiech Tabby. Mroczny, pochmurny dzień harmonizował z jej 

nastrojem.   Chętnie   wróciłaby   do   siedziby   Towarzystwa   i 

wygarnęła   im,   jakie   z   nich   suki,   wredne,   wyniosłe   i 

pretensjonalne.   Ale   zamiast   tego   znalazła   się   przed   hotelem 

Fairmont  i   weszła   do   tak   dobrze   znanego   holu.   Bar   Shuckers 

Oyster  był   jednym   z   jej   i  Virgila  ulubionych   miejsc   na   lunch. 

Zaprowadzono   ją   do   stolika   i   usiadła,   odzyskując   spokój   w 

znajomym wnętrzu.

Wyrzucenie   z   Towarzystwa   Glorii   Thornwell   było   strasznym 

upokorzeniem. Miał to być dla niej policzek i był bardziej bolesny, 

niż gotowa była przyznać. Kiedyś nie przejęłaby się czymś takim, 

ale przy Virgilu stała się mniej odporna.

Zawsze   zdawała   sobie   sprawę,   że   te   kobiety   nie   są   jej 

przyjaciółkami  —  prawdziwymi przyjaciółkami  —  ale  ani przez 

chwilę   nie   przypuszczała,   że   wyrzucą   ją   z   organizacji 

dobroczynnej już dwa tygodnie po śmierci męża. Żałowała, że nie 

ma już Virgila i nie może opowiedzieć mu o tym, co ją spotkało. 

Oczywiście gdyby Virgil żył, nie odważyłyby się dać jej kopa w 

background image

tyłek. Nie ma nikogo, do kogo mogłaby pójść, żeby wyładować 

złość, wyżalić się czy choćby wygadać.

Podeszła kelnerka z menu i Faith je otworzyła. Nie była głodna, 

ale zamówiła chowder z małży, kraba i kieliszek chardonnay, bo 

właśnie   to   zawsze   zamawiała.   Podnosząc   kieliszek   do   ust, 

rozejrzała   się   po  restauracji.  Nagle  uświadomiła  sobie,  że   jako 

jedyna je samotnie, co jeszcze bardziej wytrąciło ją z równowagi i 

pogłębiło   upokorzenie.  Ale   teraz   tak   wygląda   jej   życie   i   musi 

zacząć   się   do   tego   przyzwyczajać.   Jeśli   Faith   czegoś   się   już 

nauczyła,   to   dostosowywania   do   nowych   warunków.  Teraz,   po 

pięciu latach małżeństwa, musi przywyknąć do samotności.

Siedząc   w   sali   baru   wyłożonej   rzeźbioną   boazerią   i   jedząc 

chowder,   udawała,   że   bardzo   interesuje   ją   cynowy   sufit.   W 

restauracji było dużo ludzi, ale nigdy w życiu nie czuła się taka 

samotna.   Ostatnio   była   równie   skrępowana,   gdy   pierwszy   raz 

robiła striptiz. Siedząc samotnie, miała wrażenie, że jest naga.

W   ciągu   minionych   pięciu   lat   jedynymi   ludźmi,   z   którymi 

utrzymywała stosunki towarzyskie, byli przyjaciele  Virgila.  Gdy 

zabrała się do kraba i poprosiła o drugi kieliszek wina, zaczęła się 

zastanawiać, ilu z nich odsunie się teraz od niej. Nie miała już 

własnych przyjaciół i nie bardzo wiedziała, jak do tego doszło. 

Koleżanki z Vegas prowadziły życie, które ona dawno porzuciła. 

background image

Niektóre z nich były naprawdę wspaniałymi dziewczynami, ale 

nie wyobrażała sobie, żeby mogła znowu odpalać z nimi petardy i 

imprezować do białego rana. A z nielicznymi koleżankami, które 

poznała za pośrednictwem „Playboya", straciła kontakt.

W  ciągu   tych   ostatnich   pięciu   lat   się   zagubiła.   Stała   się   kimś 

innym, ale jeśli nie należy już do śmietanki towarzyskiej Seattle, 

to   gdzie   jest   jej   miejsce?   Była   striptizerką   i   króliczkiem 

„Playboya". Jej matka stała się dziwaczką, a ojca nie widziała od 

1988  roku. Przez pięć lat grała rolę żony bogacza, ale kim jest 

teraz, po jego śmierci?

Gdy ze stołu zabrano talerze po lunchu, kelnerka zaproponowała 

jej deser. Faith już miała odmówić. Chciała wyjść z restauracji, 

zakończyć tę krępującą sytuację, ale jak wtedy, gdy pierwszy raz 

zaczęła tańczyć przy rurze, nakazała sobie wytrwać. Jeśli przeżyje 

się ten pierwszy raz, to potem jest łatwiej.

Zamówiła więc waniliowy  creme brülee  i  —  dlaczego nie?  — 

kolejny kieliszek wina. Pewnie nie jest to dobry pomysł, ponieważ 

czeka ją oficjalne spotkanie, ale miała naprawdę paskudny dzień.

Została   wyrzucona   z   towarzystwa   dobroczynnego,   do   którego 

należała przez pięć lat. Już samo to usprawiedliwia kilka drinków. 

Jeśli dodać do tego nagły kryzys tożsamości — do licha, należy jej 

się cała butelka.

Po kilku minutach przyniesiono deser i Faith  łyżeczką naruszyła 

background image

twardą słodką skorupkę. Jako dziecko marzyła, żeby poznać smak 

creme brulee. Dla biednej dziewczynki, która wychowała się w 

północno-wschodniej   części   Reno,   ta   nazwa   była   synonimem 

luksusu. Brzmiała egzotycznie.

Poczuła na języku smak słodkiego sosu. Pomyślała o spotkaniu z 

działem PR i marketingu drużyny. Mówili, że mają nową, świetną 

koncepcję   promocji   biletów   na   mecze.   Ciekawe,   co   takiego 

wymyślili.

* * *

— Savage! — zawołał trener Nystrom z progu szatni. — Proszą 

cię na górę, do sali konferencyjnej!

Tyson wciągnął przez głowę bluzę dresową.

— O co chodzi?

— Nie wiem. — Trener spojrzał na podkładkę do pisania, którą 

trzymał w rękach. — A reszta na lodowisko!

Tyson  wsunął   stopy  w  japonki  marki  Nike,  wyszedł   z  szatni  i 

przeciął hol. Gdy zmierzał do windy, gumowe podeszwy uderzały 

o   jego   pięty.   Miał   nadzieję,   że   wzywają   go   w   jakiejś   ważnej 

sprawie.   Musi   jeszcze   przed   południem   zdążyć   na   lot  do 

Vancouver  na   piąty   mecz   rozgrywek.   Drużyna   Chinooków 

prowadzi w tej serii trzy do jednego, ale to może się zmienić, więc 

chciał jeszcze potrenować z chłopakami.

Zanim wcisnął guzik, żeby ściągnąć windę, drzwi się

background image

rozsunęły i zobaczył wdowę po Duffym. Miała na nosie okulary 

przeciwsłoneczne,   usta   pomalowała   czerwoną   szminką.   Tyson 

wyciągnął rękę, żeby drzwi się nie zamknęły, i rzucił:

— Dzień dobry, pani Duffy.

— Dzień dobry. — Trzymała w ręku płaszcz przeciwdeszczowy. 

Ubrana była w niezbyt ładny beżowy sweter, a na szyi miała perły, 

jak   jakaś   pięćdziesięciokilkuletnia   baba   z   towarzystwa,   która 

wybiera   się   na   zebranie   towarzystwa   dobroczynnego,   żeby 

„ratować głodujące sieroty". Mimo skromnego stroju wyglądała 

atrakcyjnie i bardzo seksownie.

Ponieważ stała bez ruchu i patrzyła na niego przez beżowe szkła, 

zapytał:

— Wysiada pani?

— Nie, właściwie jadę na górę. — Odsunęła okulary na lekko 

potargane   przez   wiatr   włosy.   —   Jestem   trochę   roztargniona   i 

wcisnęłam nie ten guzik.

Tyson   wszedł   do   windy   i   drzwi   zasunęły   się   za   nim.  Wcisnął 

guzik z numerem dwa i winda ruszyła w górę.

— Piła pani coś do lunchu?

Spojrzała na niego kątem oka i zacisnęła usta.

— Nie rozumiem, co ma pan na myśli — wycedziła. Oparł się 

ramieniem o wyłożoną lustrami ścianę i wyjaśnił:

— Mam na myśli to, że zalatuje od pani alkoholem.

background image

Jej duże zielone oczy się rozszerzyły. Otworzyła torebkę i zaczęła 

w niej grzebać.

— Miałam bardzo ciężki dzień. — Wyjęła listek gumy do żucia o 

smaku cynamonowym. — Naprawdę bardzo ciężki.Jest 

właścicielką drużyny hokejowej wartej około dwustu milionów. 

Jak mogła mieć ciężki dzień?

— Złamała pani paznokieć? — Nie byłby zdziwiony, gdyby przed 

włożeniem   gumy   do   ust   spojrzała   na   pomalowane   czerwonym 

lakierem paznokcie.

—  Mam większe zmartwienia niż złamany paznokieć.  —  Przez 

chwilę żuła gumę, po czym dodała: — Teraz, gdy Virgil odszedł, 

wszystko się zmieniło. Nie wiem, co robić.

Zaczął się zastanawiać, czy nie należy czasem do kobiet, które 

lubią opowiadać o swoich problemach nieznajomym.

0 Boże, miał nadzieję, że nie, i spojrzał w sufit. Chciał przerwać 

kontakt wzrokowy, żeby nie zebrało jej się na zwierzenia.

Na szczęście drzwi windy się rozsunęły i Tyson ruszył za Faith do 

sali konferencyjnej. Wyprzedził ją i otworzył przed nią drzwi.

Mijając   go,   spojrzała   mu   w   oczy.   Przeszła   tak   blisko,   że   jej 

torebka otarła się o jego pierś.

— Dziękuję panu — powiedziała. Pachniała cynamonem

i kwiatami.

— Proszę uprzejmie. — Mimowolnie przesunął wzrokiem po jej 

background image

plecach i niżej, po pupie w beznadziejnych beżowych spodniach. 

Musiał   przyznać,   że   nawet   w   tych   nieciekawych   ciuchach 

wygląda niesamowicie. Wszedłszy za nią do sali, stanął jak wryty. 

Oparł rękę na biodrze i spojrzał na makiety billboardów ustawione 

na sztalugach.

—  Dzień   dobry   wszystkim  —  przywitała   się   Faith   pogodnie. 

Powiesiła płaszcz na krześle i usiadła obok swojego asystenta przy 

stole konferencyjnym.

Tyson, w przeciwieństwie do pani Duffy, zapytał ponuro:

— Co to ma być, do diabła? Jakiś żart?

Kobieta imieniem Bo czy jakoś tak, z działu pub lic relations, 

pokręciła głową.

— Nie. Musimy wykorzystać rozgłos i zainteresowanie mediów, 

jakie wzbudziliśmy. — Wskazała rysunek przedstawiający dwoje 

ludzi   opartych   o   siebie   plecami.   Podpis   pod   nim   głosił:  Czy 

Piękna zdoła ujarzmić Bestię * ?.  Media chyba uważają, że jest 

między wami konflikt, i chcemy zrobić z tego użytek.

Szef działu PR, Tim Cummins, dodał:

— Oczywiście wiemy, że żadnego konfliktu nie ma. Mylił się. I to 

bardzo. Tyson zajął miejsce naprzeciwko

Faith i założył ręce na piersi. Chłopcy i on wypruwali sobie żyły 

podczas ostatnich czterech meczów, a cała prasa pisała tylko o 

background image

„wyczuwalnych   tarciach"   między   nim   a   panią   Duffy.   Minionej 

soboty w dziale sportowym „Seattle Timesa" poświęcono pełne 

trzy kolumny ich rzekomej „niechęci", zanim wspomniano o jego 

hat tricku i trzydziestu sześciu obronionych atakach na bramkę 

Marty'ego   Darche'a.   Frankie   Kaw-czynski   złamał   sobie   palec, 

walcząc   w   narożniku   o   krążek   z   Dougiem   Weightem,   a 

wystarczyło, że ona pokazała się w salonie prasowym ze swoimi 

blond włosami i dużymi cyckami, a wszyscy dziennikarze stracili 

głowy.   Wolałby,   żeby   pani   Duffy   trzymała   się   z   boku,   żeby 

unikała prasy. Tylko tyle, nic więcej.

* Savage (ang.) — dziki, dzika bestia.

Faith oderwała wzrok od wycinków prasowych, które przed nią 

położono.

— Nie miałam pojęcia, że ta sprawa została tak rozdmuchana. — 

Spojrzała na niego wielkimi zielonymi oczami. — A pan?

—   Oczywiście,   że   tak.   Nie   czytała   pani   relacji   z   występów 

drużyny? — Czym więc się zajmowała?

— Jules dał mi je, ale miałam inne sprawy na głowie. Niby jakie? 

Randki z kochankiem, z którym rozmawiała

przez telefon po pogrzebie Virgila? To miała na myśli, gdy mówiła 

o „ciężkim dniu"?

—   Naszym   zdaniem   to   przyciągnie   wielu   fanów   na   mecze   — 

ciągnął  Tim.   — Wiemy   przecież   wszyscy,  że   sprzedaż   biletów 

background image

wciąż   nie   osiągnęła   poziomu   sprzed   lokautu.   Jeśli   kibice   będą 

myśleli, że istnieje jakiś zatarg między kapitanem drużyny a jej 

właścicielką,   może   sami   będą   chcieli   się   przekonać,   czy   to 

prawda.

Bo dodała:

— Uważamy, że to dobry pomysł. Bardzo seksy, a jak wiadomo, 

ludzie uwielbiają seks... i wszelkie sensacje.

Tyson opadł na oparcie krzesła i ściągnął brwi. Wcale mu się to 

nie podobało. Co oni wymyślili? Chcieli podrasować wizerunek 

pani   Duffy?   Jeszcze   bardziej?  A  może   jego?   Włoży   T-shirt   i 

dżinsy, ale na więcej go nie stać. Nie jest typem gogusia, który 

stawia sobie włosy na żel.

—   Myślę,   że   to   dobra   koncepcja.   —   Król   żelu,   Jules   Garcia, 

wskazał jeden ze szkiców z podpisem Piękna i Bestia. — Podoba 

mi się pomysł, żeby Faith wystąpiła w koszulce Tysona, gdy on 

będzie eksponował nagi tors.

Tyson zmarszczył czoło. Chłopcy nie daliby mu później żyć.  _ 

Zapomnijcie o tym. Nie zamierzam być żadną Bestią.

— Czyżby, panie Savage? — zapytała lekko wstawiona kobieta z 

drugiej strony stołu, wymawiając jego nazwisko z ostentacyjną 

poprawnością.

Tyson przeniósł wzrok z Tima na panią Duffy.

— Owszem, Miss Lipca.

background image

Owinęła sznur pereł wokół smukłego palca i nagle Tyson ujrzał 

oczami wyobraźni nagą Faith na zdjęciu, z długim naszyjnikiem 

wokół piersi.

_  A może reporterzy dostrzegli coś, czego ja nie zauważyłam? 

Czyżby miał pan ze mną jakiś problem, panie Savage?

Poza tym, że  nie  wiedziała, jaka jest różnica  między obroną a 

atakiem   i   że   dziennikarze   przepychali   się,   żeby   zdobyć   jej 

wypowiedź? I że widział ją nagą i nie mógł tego zapomnieć?

— Nie, żadnego.

—   To   doskonale.   —  Uśmiechnęła   się,   nadal   bawiąc   się   tymi 

przeklętymi   perłami.   Jej   czerwone   paznokcie   odcinały   się 

wyraźnie od beżu swetra.

—  To   dopiero   wstępny   projekt  —  uspokoił   go  Tim.  —  Chcę, 

żebyś czuł się komfortowo.

O, to niemożliwe.

—  Słuchaj, Tim, nigdy nie będę czuł się komfortowo jako dzika 

bestia w szortach.

—  A  czułby   się   pan   lepiej   jako   dzika   bestia   w   przepasce   na 

biodrach? —  Faith uśmiechnęła się kącikiem ust. Był pewny, że 

specjalnie próbuje go wkurzyć.

— Chryste. — Wstał i ruszył do drzwi. — Znajdźcie sobie innego 

dupka.

— Ona żartowała. Tak mi się wydaje. — Tim spojrzał na Faith. — 

background image

Mam rację?

— Jasne.

—   Możemy   jeszcze   wymyślić   coś,   co   będzie   ci   bardziej 

odpowiadało — dorzucił pospiesznie szef PR. — Ale naprawdę 

sądzimy, że to zwiększy sprzedaż!

Żartowała   czy   nie,   nie   chce   pokazywać   się   na   billboardach 

półnagi,   to   nie   w   jego   stylu.   W   jego   stylu   jest   ostra   gra   i 

zdobywanie punktów, które wyświetla się na tablicy. Położył dłoń 

na klamce.

— Zapomnijcie o tym, powiedziałem.

— Smarkacz.

Wszyscy   gwałtownie   wciągnęli   powietrze.   Tyson   powoli   się 

odwrócił.

— Co pani powiedziała?

Jules pochylił się i szepnął jej coś do ucha, a ona pokręciła głową i 

odparła:

—   Nie   jestem   szczególnie   zachwycona   pomysłem,   żeby   dla 

zwiększenia   sprzedaży   biletów   udawać   jakiś   konflikt,   ale   nie 

płaczę i nie wybiegam z pokoju jak dziecko.

Pewnie   dlatego,   że   nie   będzie   musiała   się   rozbierać.   Choć 

niewątpliwie nie byłaby to dla niej żadna nowość.

— Wyjaśnię pani parę spraw, pani Duffy. Po pierwsze, nie jestem 

dzieckiem i nie płaczę. — Nawet wtedy, gdy łamał sobie kości czy 

background image

zrywał ścięgna. Do diabła, mimo złamanej nogi w kostce grał do 

końca w meczu z Rangerami.

  — Po drugie, gram w hokeja. Za to mi pani płaci. A nie za to, 

żebym   się   pokazywał   bez   koszuli   na   billboardach   czy   na 

reklamach autobusowych. Tego mój kontrakt nie przewiduje.

—  Jeśli nie chce pan zdjąć koszuli, to chyba nie ma sprawy.  — 

Wzruszyła   ramionami.  —  Niektórzy   ludzie   nie   radzą   sobie   ze 

swoją seksualnością. Rozumiem to, ale przynajmniej mógłby pan 

wysłuchać do końca Tima i Bo. Włożyli w ten projekt dużo pracy, 

a mieli mało czasu. — Zwróciła się do szefa PR i jego asystentki: 

— Dziękuję wam.

— Nie ma za co.

— Bardzo proszę.

— Pan Savage zachowuje się nieracjonalnie — dodała Faith.

Nie radzi sobie ze swoją seksualnością? Czy ona ma go za geja?

— Dziesięć minut — poprosił Tim. — Daj nam dziesięć minut, a 

postaramy się, żebyś zmienił zdanie.

Żeby jej dowieść, że nie ma racji i że wcale nie zachowuje się 

nieracjonalnie, odszedł od drzwi i usiadł przy stole.

— Dobra, macie dziesięć minut.

Mogą sobie gadać do śmierci, ale i tak go nie przekonają.

background image

Rozdział 6

—  Pochyl trochę głowę, Faith, i spójrz tutaj.  —  Faith opuściła 

brodę   i   podniosła   wzrok   na   dłoń   fotografa   kilka   cali   nad   jego 

głową. — Patrz na mnie, Tysonie — dodał.

Faith   stała   na   środku   wielkiego   logo   Chinooków   w   salonie 

drużyny,   nieco   za  Tysonem.   Minął   prawie   tydzień   od   dnia,   w 

którym   spotkali   się   na   zebraniu   w   dziale   PR.   I   cztery   dni   od 

szóstego meczu rozgrywek, podczas którego pokonali Vancouver i 

przeszli do następnej rundy.

Było po siódmej wieczorem, reszta drużyny już dawno rozjechała 

się do domów. Z salonu wyniesiono meble  i  wstawiono sprzęt 

fotograficzny.   Matka   Faith,   żeby   na   coś   się   przydać,   trzymała 

reflektor rzucający ostre białe światło. Faith zdołała ją przekonać, 

żeby ten jeden raz zostawiła psa w domu. Choć obawiała się, że 

Pebbles może się zemścić, obgryzając jej meble.

— Jeszcze trochę na prawo, Faith.

Włożyła na tę sesję czarną ołówkową spódnicę, czarną jedwabną 

bluzkę   i   czerwone   pantofle   z   krokodylej   skóry.   Minęło   trochę 

czasu, od kiedy pozowała do zdjęć. Miała wrażenie, że wyszła z 

wprawy. Dawno nikt jej nie czesał ani nie malował profesjonalnie, 

background image

i czuła się sztucznie. Wyglądała wręcz idealnie, od łuków brwi aż 

po usta. Właściwie cały pokój był idealny, łącznie ze światłem i 

fotografem.   Wyjątek   stanowił   potężny,   ważący   dwieście 

czterdzieści funtów, nieszczęśliwy facet, który stał właśnie przed 

nią.   Od   Tysona   biło   gorąco   i   niezadowolenie.   Splótł   ręce   na 

piersiach  —  zawsze   gdy   był   co   najmniej   niezadowolony, 

przyjmował   taką   postawę.   Dziś   przyczyną   była   sesja 

fotograficzna, w której uczestniczył wraz z nią.

Miał   na   sobie   wytarte  levisy  i   zwykłą   bawełnianą   koszulę, 

pasującą kolorem do jego oczu. Nie pozwolił, żeby go umalowano 

ani ułożono włosy  na  żel. Zachowywał  się okropnie, ale  za  to 

cudownie   pachniał.   Był   to   zapach   mydła   zmieszany   z   jego 

zapachem,   tak   że   Faith   miała   dziwną   ochotę   zbliżyć   się   i 

powąchać jego szyję tuż nad koszulą.

Fotograf zrobił kolejne zdjęcie.

—  Połóż mu dłoń na ramieniu  —  polecił i poprawił ostrość.  — 

Valerie, unieś reflektor troszkę wyżej. O, właśnie.

Poza okazjonalnymi uściskami dłoni Faith ani razu nie dotknęła 

innego mężczyzny od czasu, gdy zgodziła się wyjść za  Virgila. 

Położyła więc niepewnie rękę na ramieniu Tysona. Przez miękką 

niebieską bawełnę koszuli poczuła ciepło jego twardych mięśni i 

uświadomiła   sobie,   że   od   lat   nie   stała   tak   bardzo   blisko 

mężczyzny.   Młodego,   zdrowego   mężczyzny.   Trudno   było   nie 

background image

zauważyć takiego faceta jak Tyson, ale do tej pory widziała w nim 

wyłącznie opryskliwego kapitana Chinooków.

— Przesuń palce dalej. Chcę widzieć twoje czerwone paznokcie 

na   jego   niebieskiej   koszuli.   —   Przesunęła   dłoń   po   ramieniu 

Tysona i lekko rozstawiła palce. — Uhm. Coś w tym rodzaju.

Pstryk. Pstryk.

Opuściła   rękę,   ale   wciąż   czuła   ciepło   jego   ciała.   Od   długiego 

czasu żaden mężczyzna nie budził w niej seksualnych odczuć. Jest 

szefową  Tysona, płaci mu. On nawet jej nie  lubi. To dlaczego 

nagle zrobiło jej się tak lekko na duszy, jakby za długo przebywała 

na świeżym powietrzu?

— Wszystko dobrze, Ty? — zapytał Tim.

— Czy to już koniec?

— Dopiero zaczęliśmy.

— Cholera. Fotograf opuścił aparat.

— Faith, mogłabyś się trochę zbliżyć?

Faith skwapliwie zrobiła krok do przodu, tak że Tyson znalazł się 

za jej lewym ramieniem. Odetchnęła głęboko, żeby wyzwolić się 

od wpływu tych wszystkich feromonów, którymi emanował.

— Rozstaw lekko nogi i  oprzyj ręce  na biodrach. — Fotograf 

znów   podniósł   aparat   do   oka.   —  A  ty,   Tysonie,   zrób   jeszcze 

bardziej wojowniczą minę.

— Nie mam wojowniczej miny

background image

— Uhm. Świetnie. — Pstryk.

Faith parsknęła śmiechem. Obejrzała się przez ramię i spoj-

rzała   mu  w  twarz.  Zobaczyła   bruzdę   pomiędzy   jego ciemnymi 

brwiami.

— Jeśli nie jest pan w tej chwili w wojowniczym nastroju, to nie 

chciałabym zobaczyć pana wściekłego.

Spojrzał na nią niebieskimi oczami.

— Rzadko się wściekam.

Przypomniała   sobie   ostatni   mecz   z  Vancouver  i   zachichotała. 

Całym ciałem przyparł wtedy do bandy zawodnika Canucków i 

dźgnął go łokciem.

— Jest pan łagodny jak baranek.

Uśmiechnął się lekko, a Faith zrobiło się jeszcze lżej na duszy.

— To już może lekka przesada, pani Duffy.

— Faith. Proszę mi mówić Faith.

Przestał się uśmiechać i skierował wzrok na fotografa.

— To nie jest najlepszy pomysł.

— Doskonale. — Pstryk, pstryk. — A teraz przejdźmy do szatni.

— Faith, mamy dla ciebie inne zestawy ciuchów, przebierz się w 

gabinecie trenera  —  powiedziała Bo Nelson.  —  A ty, Tysonie, 

wystąpisz teraz w barwach drużyny.

Patrząc,   jak   Tyson   wychodzi   z   salonu,   Faith   zaczęła   się 

zastanawiać,   dlaczego   nie   chce   mówić   jej   po   imieniu.   Obie   z 

background image

matką przeszły przez salon za asystentką szefa PR i zamknęły za 

sobą drzwi. Pewnie woli pozostać z nią w stosunkach służbowych. 

Słusznie, ale była prawie pewna, że do Virgila nie zwracał się per 

„panie Duffy".

Pośrodku pokoju stały wieszaki z ubraniami. Podeszła do nich. 

Skoro mówił do Virgila po imieniu, to dlaczego w jej przypadku 

się   przed   tym   wzbrania?   Nie   rozumiała   tego.   Czyżby 

nieświadomie przekroczyła jakąś granicę?

— Jak się czujesz? — zapytała Bo, poprawiając buty na półce. — 

Nie boli cię twarz od ciągłego uśmiechania się?

Faith   zdjęła   z   wieszaka   bardzo   obcisłą   suknię,   lecz   zaraz   ją 

odwiesiła.

— Z początku czułam się dziwnie przed obiektywem, ale już się 

oswoiłam.

Matka wyjęła jaskraworóżową sukienkę Betsey Johnson w stylu 

baby doli.

— Przymierz tę.

Faith odmownie pokręciła głową.

—   Nie   sądzę,   żeby   nadawała   się   dla   właścicielki   drużyny 

hokejowej.

—   Naszym   zdaniem   powinnaś   włożyć   tę.   —   Bo   pokazała 

intensywnie czerwoną sukienkę z okrągłym dekoltem i szeroką 

jedwabną   spódnicą.   Była   bez   rękawów,   miała   tylko   metalowy 

background image

srebrny pasek i przywodziła na myśl lata pięćdziesiąte.

— Jest bardzo jaskrawa.

— Będzie ci świetnie w tym kolorze.

Faith nie nosiła nic czerwonego od czasu, gdy wyszła za Virgila.

— Kto wybrał te stroje? — zapytała asystentkę, która związała 

kasztanowe włosy w krótki koński ogon.

—   Jules   we   współpracy   ze   stylistą.   Wybrali   tę   sukienkę,   bo 

podkreśli czerwone akcenty w barwach drużyny.

Jules? Wiedziała, że jest w kontakcie z działem PR, ale nie miała 

pojęcia, że wybierał dla niej stroje. Mimo że ma

dziwne upodobanie do pastelowych kolorów i dba o siebie, nie 

odbierała z jego strony żadnych sygnałów, które świadczyłyby o 

tym, że jest gejem. Ale teraz zaczęła się nad tym zastanawiać.

— Ciekawe, czy jest homo — zauważyła matka.

— Też bym chciała to wiedzieć — powiedziała Bo, przeglądając 

wieszaki. — To bardzo atrakcyjny facet.

Faith zrzuciła pantofle i zaczęła rozpinać bluzkę.

—  To   jeszcze   nie   znaczy,   że   jest   innej   orientacji.  —   Jeden   z 

ochroniarzy   w   klubie  Aphrodite  wyglądał   jak   członek   gangu 

motocyklowego, a był gejem.

—  W każdym razie nie zawsze.  —  Bo wzięła od Faith czarną 

bluzkę. — Tyson Savage to przystojny facet, a nie ma wątpliwości 

co do jego preferencji.

background image

— Ani jego ojca. Faith przeniosła wzrok z suwaka przy spodniach 

na matkę.

— Znasz jego ojca?

— Poznałam go któregoś wieczoru po meczu.

— Nie wspominałaś o tym. Valerie wzruszyła ramionami.

— Nie wywarł na mnie szczególnego wrażenia.

Co pewnie oznaczało, że nie umówił się z nią na randkę. Faith z 

pomocą Bo włożyła sukienkę przez głowę, a matka zasunęła jej 

zamek błyskawiczny na plecach. Dekolt odsłaniał rowek między 

piersiami bardziej, niż była przyzwyczajona, a spódnica kończyła 

się cal nad kolanem.

—  Piękne  buty, zobacz. —  Bo podała jej lakierowane skórzane 

sandałki od Versacego na czterocalowych szpilkach.

Faith westchnęła.

—  Chodźcie do mamy.  —  Włożyła buty i zapięła paski wokół 

kostek. Kilka kroków przed nią stało duże lustro, więc podeszła do 

niego, poprawiła sukienkę na biuście, a potem zapięła pasek.

— Idealnie — skomentowała Bo.

—  Wyglądam jak na reklamie z lat pięćdziesiątych. Powinnam 

jeszcze trzymać kieliszek martini, czekając na męża, który staje w 

progu.

—  Jak   z   serialu  Beaver  —  potwierdziła   Bo.  —  June,  tylko   z 

większym dekoltem. Moim zdaniem to wyrafinowany i seksowny 

background image

strój.

—  A  co   powiecie   na   to?  —   Valerie  wzięła   do   ręki   wiszące 

kolczyki z onyksu.

—  Wolę   te,   które   mam   na   sobie  —  powiedziała   Faith,   gdy 

poprawiono   jej   fryzurę   i   makijaż.   Na   dwudzieste   dziewiąte 

urodziny   dostała  od  Virgila  kolczyki   na   sztyfcie,   które   bardzo 

lubiła, bo były proste i miały klasę. Ostatni raz przejrzała się w 

lustrze. Trochę dziwnie było zobaczyć się znowu w tak jaskrawym 

kolorze. Nie była pewna, czy dobrze robi, rezygnując z barwnych 

strojów.   Jakby   miała   wybór.   Ale   to   bez   znaczenia,   uznała. 

Opuściła pokój trenerów i przeszła przez pusty już salon drużyny.

Tyson siedział na ławce przed otwartą szafką, w której trzymano 

kije hokejowe, podczas gdy fotograf i jego asystent sprawdzali 

oświetlenie wokół niego. W szafce na wieszakach wisiał jego kask 

i ubranie, w którym chodził na co dzień. Nad głową miał plakietkę 

ze   swoim   nazwiskiem.   Był   w   kompletnym   stroju   hokeisty  — 

brakowało tylko kasku.

Faith nigdy wcześniej nie była w szatni zawodników i od razu 

poczuła   lekko   nieświeży   zapach.   Pachniało   skórą,   potem   i 

środkami czystości. W każdej szafce znajdował się strój hokejowy, 

a nad nią wisiała tabliczka z nazwiskiem właściciela.

Tyson podniósł głowę, gdy do niego podeszła.

— Jestem gotowy od piętnastu minut. Rany, ale zrzęda.

background image

— Nie   czekałbyś tak  długo, gdybyś  pozwolił   przeczesać  sobie 

włosy — zwróciła mu uwagę.

—   Sam   mogę   się   uczesać.   —   Żeby   to   potwierdzić,   przesunął 

palcami po włosach, ale jeden z ciemnych kręconych kosmyków 

wysunął się i opadł na czoło.

Faith   odruchowo   uniosła   rękę,   żeby   go   odgarnąć.   Poczuła   w 

palcach miękkie włosy i wnętrzem dłoni musnęła ciepłą skroń. 

Tyson   spojrzał   jej   w   oczy   i   coś   między   nimi   zaiskrzyło.   Coś 

gorącego   i   gwałtownego,   co   sprawiło,   że   jego   oczy   nagle 

pociemniały.   Faith   zmieszała   się   i   rozchyliła   usta,   po   czym 

opuściła rękę. Poczuła ucisk w żołądku.

— Hej, wy dwoje, jesteście gotowi? — zapytał fotograf. Tyson 

spuścił wzrok.

— Załatwmy to już. Mam wcześnie rano trening, a wieczorem 

mecz przeciwko San Jose, który musimy wygrać. — Popatrzył na 

Faith. Jego oczy znowu były jaśniejsze. — Za to mi pani płaci.

— Tak — wyjąkała. Nie była już pewna, czy naprawdę widziała 

ten błysk zainteresowania w jego oczach.

— Jak wam idzie? — zapytał Jules, wchodząc do szatni.

Faith oblizała usta i uśmiechnęła się do swojego asystenta.

—  Świetnie  —  odparła.   Otrząsnęła   się   już   ze   zmieszania 

wywołanego tym, co przed chwilą zaszło. — Z początku czułam 

się nieswojo, ale potem przypomniałam sobie, co i jak. To jak 

background image

jazda na rowerze.

Jules zlustrował ją od góry do dołu.

— Hm, wyglądasz fantastycznie.

—  Dzięki. Tyson też.  —  Przynajmniej próbowała się otrząsnąć. 

Lecz   ponieważ   Tyson   siedział   tuż   obok,   było   to   prawie 

niewykonalne. — Podoba mi się twój sweter. — Wyciągnęła rękę, 

żeby dotknąć rękawa szarego kaszmirowego kardiga-nu. — Ładny 

kolor. — Subtelny. — To kaszmir?

— Mieszanka kaszmiru i jedwabiu.

—   O   rany   —  jęknął   Ty.  —  Skończyłyście,   dziewczyny? 

Chciałbym wyjść stąd przed nocą.

— Co z nim? — Jules  wskazał Tysona kciukiem.  — Wciąż jest 

wściekły,   że   schrzanił   tamto   podanie   podczas   piątego   meczu   z 

Vancouver?

Faith otworzyła szeroko oczy i pokręciła głową.

— Nie drażnij niedźwiedzia, Jules. Ten się zaśmiał.

— Posłuchaj, przyszedłem tu, bo właśnie zadzwonili do mnie z 

redakcji „Sports Illustrated". Chcą przeprowadzić z tobą wywiad.

Kiedy   ostatnio   udzielała   wypowiedzi   dla   czasopisma,   wy-

stępowała nago i mówiła o sobie. Na myśl, że miałaby pozować 

do zdjęć w „Sports  Illustrated"  i odpowiadać na trudne pytania, 

poczuła, że ma ochotę uciec i się gdzieś ukryć.

Już   dość   żenujące   było   to,   że   skompromitowała   się   przed 

background image

członkami ekipy i kierownictwem drużyny. Ostatnią rzeczą, jakiej 

sobie teraz życzyła, było wygłupienie się przed światem.

— Dział PR chce, żebyś się zgodziła, ale według mnie powinnaś z 

tym poczekać, aż będziesz potrafiła swobodniej wypowiadać się o 

drużynie  —  orzekł   Jules,   a   Faith   z   radości   miała   ochotę   go 

ucałować.

— Dzięki, masz rację. Nie jestem jeszcze gotowa.

—  Możemy   zaczynać  —  oznajmił   fotograf   i   podał  Valerie 

reflektor. — Faith, chciałbym, żebyś stanęła tuż przed Ty-sonem. 

Może postaw stopę na ławce.

Zerknęła na potężne nogi Tysona w niebieskozielonych szortach. 

Na grubych goleniach w nakolannikach miał białe długie skarpety. 

Ich brzegi były przyklejone do ud plastrem.

— W którym miejscu?

— Między jego udami.

Spojrzała   na   Tysona   i   zobaczyła,   że   oczy   mu   się   zwęziły. 

Spodziewała się, że zaraz głośno zaprotestuje i zacznie przeklinać, 

aż wszystkim zwiędną uszy, ale zamiast tego powiedział do niej:

—  Uważaj,   gdzie   stawiasz   tę   stopę,   dobra?   Nie   mam   tam 

ochraniacza.

Ostrożnie   postawiła   czubek   sandałka   między   jego   udami. 

Specjalnie spojrzała mu w twarz, żeby nie patrzeć na jego szorty, 

które znajdowały się tak blisko jej stopy. Oczywiście im bardziej 

background image

się starała tego nie robić, tym większą sprawiało jej to trudność.

—  Nie denerwuj mnie, to nic ci się nie stanie  —  powiedziała, 

chichotem pokrywając zakłopotanie.

—   To   ty   mnie  nie   denerwuj.   Będę   jeszcze   potrzebował   tego 

sprzętu.

Faith zwróciła twarz w stronę fotografa i uśmiechnęła się szeroko. 

Może trochę wyszła z wprawy, ale umiała pozować do zdjęć, nie 

okazując emocji.

— To dlatego tak ci się spieszy, żeby już wyjść. A nie dlatego, że 

masz wcześnie samolot — rzuciła.

Fotograf wykonał serię zdjęć.

— Faith, lekko zwróć ku mnie prawe ramię. Dobrze. Uśmiechając 

się do obiektywu, zapytała:

— Masz rozbieraną randkę? — I ustawiła twarz pod nieco innym 

kątem.

— Coś w tym rodzaju.

— Z żoną?

— Nie jestem żonaty.

— Z dziewczyną?

— Niezupełnie.

Przyjaciółką do łóżka? Upłynęły wieki od czasu, gdy sama miała 

przyjaciela do łóżka, chłopaka czy choćby faceta na jedną noc. 

Obecność Tysona, od którego aż bił testosteron, przypomniała jej, 

background image

jak dawno to było. Każda niższa nuta jego głosu wprawiała ją w 

drżenie i uświadamiała, jak bardzo stęskniła się za objęciami i 

dotykiem silnego zdrowego mężczyzny.

—   Lekko   pochyl   się   do   przodu,   Faith.   Bardziej   władczo,   jak 

szefowa.

— Mam oprzeć ręce na biodrach? — Faith pochyliła się trochę i 

jej spódnica uniosła się, ukazując udo.

— Uhm, doskonale. A ty, Tysonie, nadal bądź wkurzony. Tyson 

rzucił fotografowi piorunujące spojrzenie.

—   Wcale   nie   j   estem   wkurzony.—Ale   groźny   wzrok,   j   akim 

zwykle poskramiał przeciwników, wcale na tamtego nie działał.

— Doskonale. O to właśnie mi chodziło. — Fotograf zrobił kilka 

następnych zdjęć. — Faith, pochyl się jeszcze bardziej i odrobinę 

zwróć   ku   mnie   ramiona.   —   Pstryk.   —   Uhm,   odrzuć   włosy. 

Właśnie tak. O, pięknie.

^S? s8?

Tyson nie przypominał sobie, kiedy ostatnio był tak podniecony. 

Nie   czuł   czegoś   podobnego,   nawet   gdy   jako   napalony 

szesnastolatek obściskiwał się na tylnym siedzeniu należącego do 

ojca plymoutha z półnagą dziewczyną, która miała na imię Brigit.

Co   się   dzieje!   Stał   pod   prysznicem   w   szatni,   a   zimna   woda 

spływała   mu   po   szyi,   plecach   i   tyłku.   Musiał   odczekać   pół 

godziny, aż wszyscy sobie pójdą, żeby się rozebrać. Jeśli nawet 

background image

komuś wydało się dziwne, że Tyson zamierza wziąć prysznic tak 

późno, nie skomentował tego.

Odwrócił   się.   Zimna   woda   spryskała   mu   pierś   i   pociekła   po 

brzuchu w stronę krocza. Nie czuł takiego pulsującego bólu od 

czasu,   gdy   w   zeszłym   sezonie   złamał   sobie   kciuk   o   kask 

Hedicana. Tylko że tym razem bolało go niżej i nie za sprawą 

agresywnego   obrońcy,   który   usiłował   odebrać   mu   krążek,   a   z 

powodu żywej dziewczyny z rozkładówki, która doprowadzała go 

do   szału   swoimi   pełnymi   ustami,   miękkimi   dłońmi   i   gorącym 

ciałem.

Ta   cała   sesja   to   nie   był   dobry   pomysł.   Wiedział   o   tym   od 

początku. Wbrew temu, co o nim myślą, nie jest dupkiem i dla 

dobra   drużyny   dał   się   namówić   na   udział   w   tej   kampanii 

reklamowej. Żeby przyciągnąć kibiców na mecze.

Oparł dłonie o ścianę i wsadził głowę pod wodę. Całkiem nieźle 

mu szło ignorowanie pani Duffy. Ignorował zapach perfum na jej 

rozgrzanej   skórze,   jej   dźwięczny   śmiech   i   czerwone,   bardzo 

czerwone usta. A potem go dotknęła. Jej palce sunące po jego 

ramieniu   wywołały   falę   gorąca,   która   spłynęła   w   dół,   prosto 

między nogi.

To,   że   położyła   mu   rękę   na   ramieniu,   było   już   wystarczającą 

katastrofą.   Gdy   potem   musnęła   jego   włosy   i   twarz,   poczuł,   że 

skręca go w brzuchu, i miał cholerną ochotę wtulić usta w jej dłoń. 

background image

Później jednak postawiła stopę między jego nogami, pochyliła się 

i zbliżyła piersi do jego twarzy. I wtedy zupełnie stracił nad sobą 

kontrolę. Był w stanie myśleć wyłącznie o tym, że przesuwa ręką 

po jej gładkim udzie i łapie ją za pupę. Przyciąga do siebie i wtula 

twarz   w jej   dekolt.  Gdy  ona   uśmiechała  się   i  odrzucała  włosy 

przed kamerą, on snuł dzikie fantazje o tym, co z nią zrobi. Zmusi 

ją, by uklękła, i zacznie całować te czerwone usta. Wsunie palce w 

jej włosy, a ona dosiądzie go jak Smarty Jones i będzie długo 

ujeżdżała.

Tak, i to wkurzało go najbardziej. Jeszcze tego mu trzeba, żeby 

podniecała   go   właścicielka   drużyny   hokejowej,   w   której   gra. 

Jednak,   z   jakiegoś   powodu,   jego   ciało   w   ogóle   nie   słuchało 

rozumu.

Tyson wyprostował się i przetarł dłońmi twarz. Wcale nie

była tak piękna. Zamrugał, żeby strącić krople wody, i pokręcił 

głową. Niech będzie, to nieprawda. Jest cholernie atrakcyjna, ale 

przecież widywał już piękne kobiety. Jest hokeistą. Zaliczył już 

sporo lasek.

„Faith. Możesz mówić do mnie Faith" — powiedziała, jakby to 

było coś najzwyklejszego w świecie, naturalna kolej rzeczy. On 

jednak musi pamiętać, kim ona jest — a zwłaszcza kim jest dla 

niego. Pamiętać, że jego los spoczywa w jej rękach. Nawet jeśli 

byłaby chętna, nie powinien zapominać, że seks z szefową nie 

background image

prowadzi do niczego dobrego.

Dostał   gęsiej   skórki,   gdy   próbował   wymazać   z   pamięci   obraz 

Faith   Duffy.   Znał   kilka   miejsc,   do   których   mógł   pójść   przed 

powrotem do domu. Kilka klubów, gdzie są kobiety, które chętnie 

spędzą z nim czas sam na sam.

Stał   pod   prysznicem   jeszcze   przez   kilka   minut,   aż   odzyskał 

panowanie nad sobą i znowu mógł swobodnie oddychać. Zakręcił 

wodę i owinął biodra ręcznikiem. Wziął drugi ręcznik i wytarł nim 

włosy. Wciąż mieszka u niego ojciec. Może więc po prostu wróci 

do domu i sprawdzi, co u staruszka.

Jednak na środku szatni stał Jules Garcia, który najwyraźniej na 

niego czekał.

— Czego chcesz? — zapytał Tyson.

— Chcę cię prosić, żebyś przestał odnosić się tak nie-przyjaźnie 

do Faith. — Jules splótł potężne ramiona na szerokiej piersi i nie 

wyglądał przyjaźnie.

— Kto powiedział, że odnoszę się do pani Duffy nie-przyjaźnie? 

—   Tyson   podszedł   do   szafki,   wytarł   twarz   i   zaczął   się 

zastanawiać, czy ma do czynienia z pracownikiem, który staje w 

obronie swojego pracodawcy, czy chodzi o coś więcej. Niektórzy 

chłopcy mówili, że Jules jest gejem. Tyson nie był tego pewny.

— Ja.

Tyson westchnął i usiadł na ławce. Wcale nie chciał być dla niej 

background image

niemiły. Chciał tylko mieć z nią jak najmniej do czynienia. I nie 

interesowało go, co łączy ją z asystentem.

— To nie jest pierwsza lepsza blondyna z ulicy. To właścicielka 

drużyny.

— Owszem. — Tyson wytarł ręcznikiem włosy. — Ale nie ma 

pojęcia   o   hokeju.  A  ja   zostałem   ściągnięty   przez  Virgila,   żeby 

zdobyć puchar. Jestem kapitanem Chinooków i mam za zadanie 

doprowadzić ich do finału play off. Martwię się jednak, jak tego 

dokonam, mając za szefa byłą dziewczynę „Playboya", która robi 

z nas idiotów podczas wywiadów dla prasy.

— Mówisz o „Sports Illustrated"?

— Uhm.

— Jesteś zazdrosny, bo chcą ją dać na okładkę?

Teraz z kolei Tyson skrzyżował ręce na nagiej piersi. Okładka? 

Nic o tym nie wie.

— Byłem trzy razy na okładce i mam to gdzieś. Wkurza mnie co 

innego:   gdy   biorę   do   ręki   czasopismo   i   czytam   prościutkie 

pytania,   na   które   ona   nie   potrafi   odpowiedzieć.  Albo   widzę   w 

gazetach notki o jej karierze w „Playboyu", co nas wszystkich 

ośmiesza.

— To zrozumiałe. Każdemu z nas zależy na reputacji drużyny. A 

zwłaszcza Faith. — Jules opuścił ręce. — Przy-

znaję, że kiedy zadzwoniła do mnie po raz pierwszy i umówiła się 

background image

ze mną na spotkanie, bardziej chciałem ją zobaczyć, niż podjąć u 

niej pracę.  Virgil  wywalił mnie pięć lat temu, bo źle się o niej 

wyrażałem.

— Co takiego powiedziałeś, że zostałeś wywalony? Jules spojrzał 

mu w oczy i odpowiedział:

—   Virgil  usłyszał   przypadkiem,   jak   mówiłem   chłopakom,   że 

ożenił się ze striptizerką, która mogłaby być jego wnuczką. Tyson 

odłożył ręcznik na ławkę.

— To jeszcze nie powód, żeby kogoś wywalać.

— Masz rację, i gdybym na tym skończył, pewnie nie straciłbym 

roboty. Ale widziałem ją na rozkładówce i opisałem chłopakom 

wszystko, począwszy od jej wielkich cycków, a skończywszy na 

ogolonej... no, wiesz. Uhm, wie.

Jules wzruszył ramionami.

—  W   każdym   razie   przez   wiele   lat   czułem   do   niej   niechęć, 

chociaż to nie była jej wina, że mnie zwolniono. To, że  Virgil 

umarł   i   zostawił   jej   drużynę,   też   nie.   Dostała   Chinooków   w 

spadku i próbuje sobie z tym radzić, jak umie.

— Rozumiem. — Tyson sięgnął do szafki i wyjął z niej torbę. To 

nie jej wina, że odziedziczyła drużynę i że mu staje na jej widok. 

Pierwsze  —  to   sprawka  Virgila,  a   drugie  —  efekt   jego   chorej 

wyobraźni. Musi wymyślić jakiś sposób, żeby poradzić sobie z 

jednym i z drugim. — Postaram się...

background image

— Być milszy? Będzie uszczęśliwiona.

—  ...odnosić się do niej z większym szacunkiem. To ty masz ją 

uszczęśliwiać. Wybierzecie się razem na zakupy, sprawicie sobie 

takie same swetry, a wieczorem po babsku pogadacie.

— Co takiego? — Jules znowu splótł ręce na piersi i przybrał 

nieprzyjazną postawę. — Nie jestem pedałem.

Tyson wstał i rzucił ręcznik.

— Gówno mnie obchodzi, czy jesteś homo, hetero czy jedno i 

drugie. — Zna kilku gejów, którzy świetnie grają w hokeja, a na 

dodatek potrafią przyłożyć.

— Dlaczego myślisz, że jestem homo, hetero albo jedno i drugie? 

— Jules wydawał się naprawdę zdziwiony. — Czy inni też sądzą, 

że jestem gejem?

Tyson w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.

— Dlatego że używam produktów do włosów?

—   Nie.   —   Tyson   wciągnął   bokserki.   —   Dlatego   że   mówisz 

„produkty do włosów".

Rozdział 7

background image

Z widowni dobiegły głośne okrzyki i dźwięki dzwonków, które 

zlały się z brzękiem kieliszków w loży w  Key Arena w Seattle. 

Faith pochyliła się do przodu, ściskając poręcz fotela, i spojrzała 

na zamieszanie przed bramką Chinooków. Można było dostrzec 

tylko   kije   i   łokcie,   a   w   samym   środku   akcji   znajdował   się 

oczywiście Tyson Savage. Marty Darche, bramkarz, pochylił się, 

opierając ręce na ochraniaczach, a zawodnicy obu drużyn walczyli 

o krążek.

— Wybij krążek z pola — szepnęła i w tej samej chwili zapaliło 

się niebieskie światło na tyłach bramki, sygnalizując remis.

— Niech to szlag —  zaklął Jules, gdy nieduża grupa wiernych 

kibiców Sharków zaczęła szaleć z radości.

Z   głośników   ryknęła   piosenka  Who   Let   the   Dogs   Out  i   Faith 

zasłoniła oczy. Teraz, gdy ten sport ją wciągnął, przykro jej było 

patrzeć na to, co się dzieje. Była zdenerwowana, miała ściśnięty 

żołądek i żałowała, że nie przyniosła ze sobą czegoś mocniejszego 

niż dietetyczna cola, która stała obok jej prawej stopy.

Jakby czytając w myślach córki, Valerie odsunęła jej rękę od oczu 

i włożyła w nią kieliszek wina. — To ci dobrze zrobi.

Potem   oddaliła   się   do   bufetu   w   głębi   loży,   żeby   dotrzymać 

towarzystwa swojej przyjaciółce Sandy, która przyjechała na kilka 

dni   z  Vegas.   Valerie  nawet   nie   zapytała   córki,   czy   może   ją 

zaprosić. Faith znała Sandy od wczesnego dzieciństwa, lubiła ją i 

background image

nie miała nic  przeciwko jej  wizycie, ale  wolałaby, żeby matka 

uzgadniała z nią takie rzeczy.

Valerie  i  Sandy  zamierzały po meczu odbyć rundkę po barach i 

„zaszaleć".  Faith  nie wiedziała, co jest  bardziej żałosne: to, że 

matka   z   przyjaciółką   w   tym   samym   wieku,   obie   w   obcisłych 

ciuchach,   pójdą   w   kurs,   czy   że   ona   sama   wróci   do   domu   i 

wcześnie położy się do łóżka.

Faith  upiła   łyk   chardonnay,   gdy   na   telebimie   powtarzano 

ostatniego gola.

Tymczasem  Marty  Darche  na  lodowisku  wstał  i   wziął   bidon z 

wodą, który leżał w siatce nad bramką. Tyson stanął przed nim i 

bramkarz się napił. Marty skinął głową, a wtedy Tyson poklepał 

kolegę po kasku dłonią w wielkiej rękawicy i odjechał w stronę 

ławki.

Na   telebimie   ukazało   się   zbliżenie   jego   potężnych   ramion   w 

granatowej   bluzie   z   białymi   literami,   składającymi   się   na 

nazwisko  „Savage".  Kibice   San   Jose   zaczęli   gwizdać.   Fani 

Chinooków wiwatowali, ale Tyson przejechał przez lodowisko ze 

spuszczoną głową. Spod kasku wystawały mu włosy, które

wiły się na karku. Poprzedniego wieczoru w szatni przesunęła po 

nich   palcami   i   poczuła   falę   ciepła   w   brzuchu.   Od   lat   czegoś 

background image

takiego nie doświadczyła. Ale później, gdy wróciła do domu, to 

ciepło zamieniło się w poczucie winy. Virgil zmarł przed niespełna 

miesiącem i nie powinna tak reagować na żadnego mężczyznę, nie 

mówiąc   już   o   kapitanie   drużyny   hokejowej   nieżyjącego   męża. 

Poprawka: jej własnej drużyny hokejowej.

Tyson   zatrzymał   się   przed   ławką   i   spojrzał   przez   ramię.   Jego 

niebieskie   oczy   patrzyły   na   nią   z   telebimu.   Uśmiechnął   się 

kącikiem   ust,   jakby   bawiło   go   to,   że   część   publiczności   go 

wygwizduje,   a   część   mu   kibicuje,   i  Faith  znowu   poczuła   to 

zdradzieckie ciepło. Od bardzo dawna nie działał tak na nią żaden 

mężczyzna. Co takiego Tyson Savage ma w sobie? Owszem, jest 

przystojny i pewny siebie, po męsku swobodny. To przydaje mu 

nieodpartego uroku i seksapilu, ale wyraźnie jej nie lubi. Ona też 

nie darzy go szczególną sympatią.

Obiektyw kamery skierował się teraz na widownię i przesunął po 

rzędach   kibiców   Chinooków.   Potem   zatrzymał   się   na   twarzach 

dwóch mężczyzn  — pomalowanych na zielono i niebiesko — i 

Faith  odzyskała   panowanie   nad   sobą.   Z   miejsca   wysoko   nad 

lodowiskiem spojrzała na ławkę swojej drużyny, na zawodników, 

którzy przestali się golić na czas rozgrywek. Jedni z nich mieli na 

twarzy ledwo widoczny meszek, inni kilkudniowy ostry zarost w 

stylu policjantów z Miami. Tyson był jednym z nielicznych graczy 

NHL, którzy ignorowali przesądy i regularnie się golili.

background image

Tyson   zajął   miejsce   obok  Vlada   Fetisova.   Wziął   butelkę   od 

siedzącego w pobliżu trenera, przechylił ją i otworzywszy usta, 

wlał strumień wody do ust. Splunął pod nogi, a potem otarł twarz 

ręcznikiem.

—  Coś ci przynieść?  —  spytał Jules, wstając. Pokręciła głową i 

spojrzała na asystenta. Tym razem miał

na sobie sweter w biało-czerwone romby, tak obcisły, że przylegał 

do jego muskularnego torsu jak druga skóra.

— Nie, dzięki — odparła.

Poprawiła się na fotelu. Pomyślała o jutrzejszym locie i meczu z 

San   Jose,   który   miał   się   odbyć   wieczorem.   Nie   zamierzała 

towarzyszyć   drużynie,   ale   tego   ranka   Jules   przekonał   ją,   że 

powinna to zrobić, aby ich wesprzeć. Twierdził, że będzie miała 

okazję lepiej poznać dwudziestu czterech zawodników, którzy ją 

reprezentują. A oni z kolei, gdy będą ją częściej widywali, poczują 

się przy niej swobodniej. Nie była pewna, czy asystent na pewno 

ma na względzie jej interes, czy po prostu chce pojechać na mecz.

Kiedy pozwalało mu na to zdrowie, Virgil czasami podróżował z 

Chinookami, oglądał mecz albo dwa, a potem wracał do domu. 

Jednak Faith nigdy mu nie towarzyszyła. Sport jej nie ekscytował. 

I chociaż zaczynała już rozumieć terminy hokejowe, co znaczą 

„asysty"   i   „średnie",   nie   była   pewna,   czy   pojmie   wszystko   do 

końca.   Czy   osiągnie   ten   stopień   wtajemniczenia,   który   daje 

background image

obcowanie z hokejem na co dzień, i to przez lata.

Jules przyniósł sobie coronę i taquito i usiadł obok niej.

— Powiedz mi coś — zaczął tak cicho, że ledwo go słyszała. — 

Czy   od   razu   uważasz   za   geja   kogoś,   kto   mówi   „produkty   do 

włosów"?

Faith spojrzała w ciemnozielone oczy Julesa.

— Nie — odparła ostrożnie. — Czy moja matka albo Sandy coś 

takiego powiedziały?

_ Nie. — Ugryzł kęs taquito. — Wiem, że to cię zdziwi,

ale niektórzy chłopcy z drużyny mają mnie za geja.

—  Naprawdę?  —  Starała   się   zachować   obojętną   minę.  — 

Dlaczego?

Jules wzruszył potężnymi ramionami i uniósł butelkę do ust.

—  Bo dbam o wygląd.  —  Upił łyk piwa, po czym dodał:  —  A 

heterycy   najwyraźniej   nie   używają   wyrażenia   „produkty   do 

włosów".

—  To śmieszne.  —  Podejrzewają, że jest gejem, bo ubiera się z 

fantazją   i   lubi   pastelowe   kolory.   Skupiła   uwagę   na   lodowisku, 

ponieważ Walker  Brookes  podjechał do koła wznowień, podczas 

gdy Tyson śledził go wzrokiem zza linii bocznej. Telebim pokazał 

ławkę Chinooków. Niektórzy z nich byli spokojni i skupieni, jak 

Ty,   inni   pokrzykiwali   do   przejeżdżających   zawodników 

background image

przeciwnej drużyny.

Walker wjechał na środek koła wznowień, zajął pozycję i czekał z 

opuszczonym kijem. Rzucono krążek. Gra się zaczęła.

— Kto uważa, że nie powinno się mówić „produkty do włosów"? 

— zapytała.

— Tyson Savage.

Spojrzała przez ramię na Julesa.

_Nie słuchaj go. — Tyson ma za dużo testosteronu, żeby

wypowiadać się na ten temat. — Heterycy stale mówią „produkty 

do włosów".

— Na przykład kto?

Musiała się przez chwilę zastanowić. Wreszcie pstryknęła palcami 

i rzuciła:

— Ten od Blow Out, Jonathan Antin. — Jules skrzywił się, jakby 

to właśnie potwierdzało opinię Tysona.

— On już chyba nawet nie występuje w telewizji — mruknął. — 

Zresztą   wyglądał   na   geja.  A  ja   gejem   nie   jestem.   —   Musiało 

zdradzić ją coś w wyrazie twarzy, bo Jules nagle spojrzał na nią 

spod zmrużonych powiek. r. Ty też tak sądzisz!

Pokręciła głową i wytrzeszczyła oczy.

— Ależ tak — nie ustępował. Machnął ręką. — Ale dlaczego?

— Oj, nieważne.

— Powiedz mi.

background image

Wydęła usta. Na lodowisku rozległ się gwizdek i Sam Leclaire bez 

protestów   podjechał   do   ławki   kar.   Może   nie   jest   najlepszym 

hokeistą, ale przy każdej okazji zrzuca rękawice, przez co spędza 

średnio siedem karnych minut na ławce podczas każdego meczu.

— To dlatego, że tak się ubierasz. Nosisz obcisłe rzeczy i w dość 

śmiałych kolorach jak na faceta.

Jules zmarszczył brwi i splótł ramiona na szerokiej piersi.

— Przynajmniej nie boję się odważnych kolorów. Ty za to stale 

chodzisz w beżach i czerni. — Spojrzał na dół, poza lożę, a potem 

znów na Faith. — Jeszcze kilka lat temu byłem gruby. Zle się 

czułem w rozmiarze czterdzieści sześć, więc postanowiłem coś ze 

sobą zrobić. Ciężko pracowałem nad swoim ciałem, więc dlaczego 

mam teraz się nim nie chwalić?

— Bo czasami mniej znaczy więcej — wyjaśniła. To tak jak z 

nagością, coś o tym wie. — A czasami w luźniejszych rzeczach 

wygląda się atrakcyjniej.

Nie wyglądał na przekonanego.

— Być może, ale wszystko, co nosisz, jest takie luźne, jakbyś 

starała się coś ukryć.

Faith   spuściła   wzrok   i   spojrzała   na   swój   czarny   golf   i   czarne 

spodnie. Zanim związała się z Virgilem, nosiła obcisłe ciuchy z 

dekoltem   odsłaniającym   piersi.   Najwyraźniej   popadła   z   jednej 

skrajności   w   drugą,   próbując   znaleźć   swoje   miejsce   na   tym 

background image

świecie. Ale i tak go nie znalazła.

— Ale to, jak się ubierasz, nie ma znaczenia. Jesteś piękna i nie 

musisz   się   tym   przejmować.   Czasami   się   boję,   że   jakiś   facet 

weźmie mnie za twojego ochroniarza i oberwę.

Faith odniosła wrażenie, że Jules naprawdę jest dziwny i trochę 

dramatyzuje.

— Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. Możesz ubierać się w 

stylu   metroseksualnym,   ale   musisz   zostać   ze   mną,   bo   cię 

potrzebuję.   Poza   tym   —   dodała   z   uśmiechem   —   masz 

fantastyczne włosy.

Patrzył na nią przez chwilę, gdy z dołu dobiegły głośne dźwięki 

Are You Ready To Rock?

— To pierwszy niewymuszony uśmiech, jaki u ciebie widzę — 

zauważył.

— Uśmiecham się cały czas. Uniósł butelkę z piwem.

— Tak, ale nieszczerze.

Faith spojrzała na zegar i zaczęła śledzić akcję na lodowisku.

Jeszcze na długo przed poznaniem Virgila nauczyła się uśmiechać 

na zawołanie. Na długo przed tym, gdy pierwszy raz włożyła buty 

na   wysokich   obcasach   i   zamieniła   się   w   Laylę,   nauczyła   się 

maskować uśmiechem prawdziwe uczucia. Dzięki temu czasami 

żyło jej się łatwiej.

Życie   jednak   niosło   niespodzianki   —   podkręcone   piłki,   albo 

background image

raczej krążki. Nigdy nie przypuszczała, że któregoś dnia stanie się 

właścicielką   drużyny   hokejowej.   Nie   śmiałaby   nawet   o   tym 

marzyć, a oto siedzi tutaj i patrzy, jak jej, zawodnicy strzelają 

krążkiem   do   bramki   i   rozdają   kuksańce.   Ciekawa   była,   co 

pomyślą, gdy nazajutrz wsiądzie razem z nimi do samolotu.

** *

Przekonała się o tym rano, gdy wkroczyła za trenerem Nystromem 

na   pokład   BAC-111.   Nie   widziała   wiele   zza   jego   szerokich 

ramion, ale w kabinie dla czterdziestu pasażerów rozległ się niski 

pomruk.   Było   wpół   do   ósmej   i   chłopcy   wciąż   przeżywali 

zwycięstwo nad Sharkami z poprzedniego wieczoru.

Ktoś   z   tylnego   rzędu   poskarżył   się   tak   głośno,   że   usłyszeli 

wszyscy:

— Ten sukinsyn próbował wsadzić mi kij w tyłek.

—   Chyba   nie   pierwszy   raz   chodziłbyś   z   kijem   w   dupie   — 

zauważył ktoś inny. To wywołało rechot oraz kolejne rubaszne 

komentarze i spekulacje.

—   Posłuchajcie   —   odezwał   się   trener   Nystrom   z   pierwszego 

rzędu. — Pani Duffy leci z nami do San Jose. —

Śmiechy  i  sprośne  dowcipy  umilkły  jak nożem  uciął.  —  Więc 

uważajcie, co mówicie.

background image

Trener   zajął   swoje   miejsce   i  Faith  zobaczyła   nagle   kilkanaście 

męskich twarzy, na których maluje się zaskoczenie. Tyson Savage, 

siedzący   w   przedostatnim   rzędzie,   oderwał   wzrok   od   działu 

sportowego „USA Today". Jego ciemne włosy lśniły w padającym 

z góry świetle. Przez dłuższą chwilę patrzył jej w oczy, po czym 

wrócił do lektury.

Jules  czekał na nią w trzecim rzędzie. Siedział przy oknie, więc 

zajęła sąsiednie miejsce.

— Jak długo potrwa lot? — zapytała.

— Niecałą godzinę.

Słyszała   za   sobą   stłumione   szepty,   ktoś   kilka   razy   zarechotał 

barytonem.   Zapięła   pas.   Z   wyjątkiem   fragmentów   rozmowy,   z 

której  Faith  niewiele  mogła  zrozumieć, i  szelestu gazety, którą 

czytał Ty, w kabinie zapanowała cisza, gdy samolot kołował na 

płycie lotniska, a następnie wystartował. Przebili się przez gęste, 

ciemne   chmury   i   przez   owalne   okienka   wpadło   ostre   poranne 

słońce.   Niemal   natychmiast   wszystkie   zasłony   zostały 

opuszczone.

Faith  zastanawiała się, czy członkowie drużyny dlatego są tacy 

milczący, że stoczyli poprzedniego wieczoru ciężki mecz, który 

zakończył   się   zwycięstwem   trzy   do   czterech   w   dogrywce,   i 

wreszcie ogarnęło ich zmęczenie, czy dlatego, że ona leci z nimi.

Gdy ośnieżony szczyt Mount Rainier znalazł się za nimi,  Darby 

background image

Hogue, siedzący po drugiej stronie przejścia, nachylił się do niej i 

zapytał:

— Jak się pani ma?

— Dobrze. Czy chłopcy zawsze zachowują się tak cicho? Darby 

odpowiedział z uśmiechem:

— Nie.

— Krępuje ich, że lecę z nimi?

—  Są   tylko   trochę   przesądni,   jeśli   chodzi   o   podróżowanie   z 

kobietą. Kilka lat temu drużynie towarzyszyła pewna reporterka. 

Początkowo   nie   bardzo   im   się   to   podobało,   ale   później 

przyzwyczaili   się   do   niej.   Do   pani   też   się   przyzwyczają.  — 

Odwrócił się i spojrzał na fotel za sobą.  —  Masz to nagranie, 

Dan?

Podano mu płytę DVD,  którą włożył do kieszeni laptopa. Potem 

odwrócił ekran w stronę Faith, żeby coś jej pokazać.

—   To   Jaroslav   Kobasev.  Mamy   go   na   oku,   bo   chcielibyśmy 

wypełnić lukę w drugiej linii obrony. Potrzebujemy z tyłu kogoś 

dużego, a on ma sześć stóp i pięć cali wzrostu, a do tego waży 

dwieście trzydzieści pięć funtów.

Nie   miała   pojęcia,   że   mają   lukę   w   drugiej  linii   obrony   ani 

gdziekolwiek indziej.

— Sądziłam, że nie można już nikogo zwerbować.

—  Owszem,   dopóki   sezon   się   nie   skończy,   ale   stale   szukamy 

background image

nowych   talentów  —  wyjaśnił   Darby.  Spojrzała   na   ekran 

komputera i zobaczyła na nim potężnego zawodnika, który walczy 

o   krążek   w   narożniku.   Zdobył   go   w   końcu,   przewracając 

przeciwnika na lód.

— Dobry Boże!

Jules pochylił się do niej.

— Jak strzela? — zapytał.

— Jakby miał cement w rękawicach — odparł Darby.

— A jak jeździ?

— Jakby miał cement w spodniach.

W innych okolicznościach Faith uznałaby, że to niedobrze mieć 

cement w szortach, ale jeśli chodzi o hokej, nie miała pojęcia, czy 

tak jest rzeczywiście. Może to oznacza, że zawodnik umie przyjąć 

podanie?

— To dobrze, prawda?

Jules pokiwał głową i opadł na oparcie fotela.

—  To   jeden   z   zawodników,   których   bierzemy   pod   uwagę  — 

ciągnął Darby i obrócił ekran do siebie. — Powiadomię panią, gdy 

będziemy wiedzieli coś więcej.

— Dobra. — Odwróciła się do Julesa i zapytała cicho: — Muszą 

przedyskutować ze mną kupno?

Kiwnął głową i położył na kolanach teczkę.

— Czyżbym zapomniał ci o tym powiedzieć?

background image

—   Uhm.   Owszem.   —  Nie   skarżyła   się,   choć   była   to   ważna 

sprawa. Gdyby nie Jules, pogubiłaby się w tym wszystkim. To 

znaczy, pogubiła jeszcze bardziej.

Jej asystent wyjął plik „Hockey News", czasopisma hokejowego, i 

podał jej.

— Poczytaj sobie.

Przejrzała kilka numerów i skupiła się na wydaniu lutowym z Ty 

sonem Savage 'em na okładce. Twarz miał pokrytą potem i patrzył 

spod   białego   kasku   prosto   w   obiektyw.   Sprawiał   wrażenie 

skupionego i niebezpiecznego. Podpis z lewej strony brzmiał: Czy 

Tyson Savage zabierze Puchar Stanleya do Seattle?

Ten numer ukazał się miesiąc przez śmiercią Virgila. Faith szybko 

przerzuciła artykuł poświęcony Jeremy'emu Roenicko-wi i dotarła 

do rozkładówki. Po prawej widniało kolorowe zdjęcie Tysona z 

nagim torsem. Trzymał ręce splecione na karku i demonstrował 

mięśnie. Po pachą miał wytatuowane pionowo swoje nazwisko, 

które   kończyło   się   tuż   nad   dżinsami.   Ona   wytatuowała   sobie 

króliczka   „Playboya"   na   dole   pleców.   Bolało   jak   diabli   i   nie 

wyobrażała sobie, jak przykre musiało być zrobienie tak dużego 

tatuażu.

Patrząc na zdjęcie, pomyślała, że to tak, jakby oglądała kalendarz 

z   rozebranymi   facetami.   Ukazywało   Tysona   z   nieznacznym 

uśmiechem,   od   pasa   w   górę.   Na   lewej   stronie   rozkładówki 

background image

znajdowała się historia jego kariery opatrzona nagłówkiem Święty 

czy zdrajca?,  z imponującą listą klubów, w których grał, odkąd 

wyszedł z kadry juniorów. Artykuł zaczynał się tak:

Tyson Savage jest bez wątpienia jednym z najlepszych hokeistów 

NHL, a także najbardziej bojowym. Słynie z długich podań. Budzi 

szacunek u przeciwników, którzy zastanowią się dwa razy, zanim 

wystąpią przeciwko temu zdobywcy nagrody Selkego.

Jest też, jak wiedzą wszyscy, którzy interesują się historią hokeja, 

synem   wspaniałego   zawodnika,  Pavla   Savage'a,   choć   nie   chce 

wypowiadać się na temat związków rodzinnych.

 „Mój ojciec był jednym z najlepszych graczy w dziejach NHL" - 

mówi powściągliwie.

Faith  się uśmiechnęła. Wiedziała dobrze, co miał na myśli autor 

artykułu.   Nikt   nie   wypowiada   się   powściągliwiej   od   Tysona 

Savege'a.

„Ale   ja   to   nie   ojciec.   Gramy   w   zupełnie   innym   stylu.   Kiedy 

pożegnam się z łyżwami na zawsze, chciałbym być oceniany na 

podstawie umiejętności, jakie zaprezentowałem na lodzie, a nie z 

powodu nazwiska" . Nie musi nic więcej mówić. Jeśli nie popełni 

żadnego niewybaczalnego błędu, historia oceni tego zdobywcę Art 

background image

Ross   Trophy   równie   wysoko,   jak   zawodników   rangi   Howe'a, 

Gretsky'ego, Messiera i. . . no cóż, Pavla Savage'a.

Jednak   są   w   Kanadzie   tacy,   którzy   chcieliby   usunąć   młodego 

Savage' a z archiwów narodowych. Spowodowało to przejście Ty-

sona z reprezentacji Vancouver, czyli Canucków, do Chinooków z 

Seattle. Dla wielu Kanadyjczyków, jak Macdonald, Trudeau czy 

Molson, nazwisko Savage  jest święte. Może to niesprawiedliwe, 

ale syn tej ziemi, który kiedyś był traktowany j ak bohater, teraz 

uchodzi za zdrajcę  . W ostatnich tygodniach media z Vancouver 

wszczęły przeciwko niemu szkalującą kampanię, niemal chciały 

go   spalić   na   stosie.   Jednak   on   kwituje   to   tylko   wzruszeniem 

ramion. „Rozumiem ich uczucia - mówi. - Kanadyj czycy kochaj ą 

hokej.  To   mi   się   u   nich   bardzo   podoba,   ale   nie   jestem   ich 

własnością".

Zapytany o opinię ostrego gracza, śmieje się tylko i odpowiada: 

„Na tym polega moja praca".

Faith  podniosła   głowę   znad   czasopisma.   Tyson   się   śmieje?   W 

ostatnich tygodniach widywała go kilka razy i nie zauważyła, żeby 

uśmiechnął się choćby raz.

Przewróciła   stronę   „Hockey   News"   i   spojrzała   na   zdjęcia 

przedstawiające   zderzenie   Tysona   z   zawodnikiem   Flyerów 

pośrodku   lodowiska,   a   potem   zdobycie   przez   niego   bramki   w 

meczu z Pittsburghiem.

background image

„Niektórzy mogliby powiedzieć, że twój styl gry powoduje urazy 

fizyczne u przeciwników. I że nie jesteś sympatycznym facetem" .

„Uprawiam ostry hokej . Tym się zajmuję, ale nie atakuję nikogo, 

kto   nie   walczy   o   krążek.   Jeśli   to   znaczy,   że   nie   jestem 

sympatycznym   facetem,   to   trudno.   Nigdy   nie   ubiegałem   się   o 

Lady Byng Trophy i opinia, że według niektórych nie jestem miły, 

nie spędzami snu z powiek. Dzięki niej nikt nie poprosi mnie o 

forsę ani pożyczenie samochodu, żeby przewieźć graty".

„Zdarzyło ci się coś takiego?".

„Ostatnio nie".

Jeśli   mowa   o   pieniądzach,   Chinooki   zapłaciły   trzydzieści 

milionów za swojego nowego kapitana i niektórzy, nie wyłączając 

pewnych   osób   z   ekipy   tej   drużyny,   uważali,   że   te   pieniądze 

należało wydać raczej na wzmocnienie obrony. Jednak właściciel 

drużyny, Virgil Duffy, zna się na rzeczy i wie, co daje pozyskanie 

gracza kalibru Savage' a.

„  Za każdym  razem, gdy ten zawodnik wyjeżdża na lodowisko, 

podnosi wartość Chinooków" — powiedział podobno Duffy.

Kilka rzędów za  Faith  zaszeleściła gazeta, czemu towarzyszyły 

ściszone   męskie   głosy.   Jeśli  Virgil  uważał,   że  Tyson   jest   wart 

trzydzieści milionów, to był tyle wart, a może i więcej.

Zdrajca czy Święty — Tyson Savage się tym nie przejmuje. Chce 

tylko   grać   w   hokeja   tak,   jak   lubi   i   zdobyć   puchar.   „Nie   mam 

background image

wątpliwości,   że wejdziemy do rundy finałowej. Stać nas, żeby 

zajść tak wysoko. Później wszystko będzie zależało od tego, kto 

mocniej walnie w krążek i zdobędzie więcej punktów". Pokazuje 

rzadki u niego uśmiech. „ I kto co ma w spodniach" .

Czy trzeba mówić coś więcej?

Faith złożyła czasopismo. Chyba wie, co Tyson miał na myśli, 

mówiąc o spodniach.

***

Na   lotnisku   w   San   Jose   wiał   ciepły   wiatr,   który   niósł   woń 

rozgrzanego   asfaltu   i   paliwa   samolotowego.   Tyson   zszedł   po 

stopniach   BAC-111   na   płytę   lotniska.   Rozpiął   bluzę   z   emble-

matem   drużyny,   włożył   ręce   do   kieszeni   spodni   i   ruszył   do 

wynajętego autobusu.

— Moje pudło na kapelusze.

Spojrzał w stronę ładowni samolotu, przy której stała pani Duffy. 

Poły jej czarnego płaszcza łopotały na wietrze.

— A to walizka do kompletu — dodała, wskazując w głąb luku.

Jules wziął dużą walizkę od Louisa Vuittona i okrągłe pudło z 

uchwytem od jednego z bagażowych, którzy wyjmowali bagaże 

oraz sprzęt sportowy.

Tyson spojrzał na twarze stojących wokół niego kolegów. Widział 

przez   szkła   okularów   przeciwsłonecznych,   że   chłopcy   są 

background image

zdziwieni.   Sam   też   się   zdziwił.   Dwudniowa   podróż   chyba   nie 

wymaga tylu bagaży? I po co pudło na kapelusze? Ile kapeluszy 

może włożyć kobieta w ciągu czterdziestu ośmiu godzin?

Wsiadł   do   autobusu   i   zajął   miejsce   w   przedniej   części,   przy 

przejściu. Ani on, ani żaden z chłopców nie wiedzieli, że pani 

Duffy leci z nimi, dopóki w Seattle nie weszła do samolotu. Tyson 

obserwował ją przez okno, jak szła po płycie lotniska w stronę 

Darby'ego.   W   jednej   ręce   niosła   pudło   na   kapelusze,   a   drugą 

założyła okulary przeciwsłoneczne. Wiatr zwiał jej jasne włosy na 

policzek,   więc   odgarnęła   je   za   ucho.   Lot   z   Waszyngtonu   był 

spokojny, za spokojny, jak na grupę facetów, którym na wysokości 

trzydziestu pięciu tysięcy stóp zazwyczaj nie zamykały się usta. 

Gdyby   nie   jej   obecność   na   pokładzie,   zakwestionowaliby 

ojcostwo kilku graczy drużyny z San Jose i wyciągnęliby karty, 

żeby zagrać w pokera. Frankie stracił ostatnio pięćset dolców i 

Tyson gotów był się założyć, że strzelec chętnie by się odegrał. 

Kiedy po porażce w rozgrywkach zaproponował, żeby rozegrali 

integracyjną   partyjkę,   nie   wiedział,   że   dla   niego   będzie   się 

ciągnęła w nieskończoność.

— Zapłaciłbym dużo forsy, żeby zobaczyć ją znowu przy rurze — 

rzucił Sam, przeciskając się na miejsce przy oknie obok Tysona. 

—  Najchętniej   w   stroju   niegrzecznej   pielę-gniareczki.  — 

background image

Westchnął,   snując   erotyczne   fantazje.  —  W   takich   klapkach 

ortopedycznych, które wszystkie noszą. I z łańcuszkiem na kostce. 

Uwielbiam laski z łańcuszkami na kostkach.

—  Chyba   powinieneś   porzucić   te   wizje,  Rocky   —  zauważył 

Tyson, używając ksywki Sama. — Zwłaszcza że to twoja szefowa.

Sam rozpiął kurtkę.

— Nie przeszkadza mi, że jest naszą szefową. W przeciwieństwie 

do niektórych. Ma wokół siebie wielu bystrych gości, którzy nie 

pozwolą   jej   na   żadną   wpadkę.   Pamiętam   Julesa   z   dawnych 

czasów. Zna się na hokeju. Był wtedy tłustawym facetem z plerezą 

a la lata osiemdziesiąte. Jeszcze nie pokazał, na co go stać.

Do autobusu wsiadali kolejni członkowie drużyny. Tyson wyjrzał 

przez okno. Faith kiwała głową, słuchając Julesa, który coś do niej 

mówił.

— Twierdzi, że nie jest gejem.

— Naprawdę? — Sam wzruszył ramionami. — Miałem kuzyna, 

który ubierał się tak w latach dziewięćdziesiątych. I też nie był 

gejem. Ale pochodził z Long Island — dodał, jakby to wszystko 

tłumaczyło. — Jak myślisz, co ona ma w tym pudle? Kajdanki? 

Bicze? Strój francuskiej pokojówki?

Tyson parsknął śmiechem.

— Pewnie kapelusze.

—   Po   co   kobiecie   tyle   kapeluszy?   Teraz   Tyson   wzruszył 

background image

ramionami.

—   Nigdy   nie   byłem   żonaty.   —   Choć   niewiele   brakowało.   To 

znaczy,   jeśli   liczyć   historię   z   Lu   Ann,   jego   wieloletnią 

dziewczyną, która mu się oświadczyła. Ale nie był pewny, czy 

można to w ogóle brać pod uwagę, bo uciekł wtedy z krzykiem, 

gdzie pieprz rośnie. Nie, żeby miał coś przeciwko małżeństwu. 

Innych.

— Hm, moja była nigdy nie targała ze sobą pudła na kapelusze, 

kiedy dokądś wyjeżdżała.

— Nie wiedziałem, że miałeś żonę. — Tyson odwrócił głowę, bo 

do   autobusu   wsiadł   Nystrom   z   trenerem   bramkarzy,   Donem 

Boclairem.

— Ano miałem. Rozwiodłem się pięć lat temu. Mam synka. Jego 

mama nie wytrzymała takiego życia, rozumiesz.

Tyson   rozumiał.   Wśród   hokeistów   rozwody   są   częstym 

zjawiskiem. Zawodnicy wyjeżdżają na pół roku i trzeba naprawdę 

silnej psychicznie kobiety, żeby wytrzymała w domu, gdy jej mąż 

jest w trasie, ciężko haruje i używa życia, otoczony fankami.

Matka   Tysona   odchodziła   od   zmysłów,   tak   przynajmniej 

twierdziła. A może już wcześniej była wariatką, jak uważał ojciec. 

Kto  to   wie?   Pewne   było  jedno:   zabiła   ją   toksyczna   mieszanka 

klonopinu, xanaksu, lezapronu i ambienu. Lekarze uznali, że było 

to   niezamierzone   przedawkowanie.   Tyson   nie   miał   pewności. 

background image

Życie   jego   matki   zawsze   przypominało   długą,   wyczerpującą 

emocjonalnie przejażdżkę roller coasterem i niezależnie od tego, 

czy   urodziła   się   z   chorobą   psychiczną,   czy   nabawiła   się   jej 

później, efekt był taki sam. Walczyła z nawracającą depresją, która 

w końcu doprowadziła ją do śmierci. Tyson nie martwił się, że 

skończy jak matka, obawiał się raczej, że jest zbyt podobny do 

ojca, niepoważny.

Odsunął rękaw grubego płaszcza i spojrzał na zegarek. W Seattle 

było tuż po dwudziestej i zaczął się zastanawiać, co robi tata. Poza 

tym, co robi zawsze: wypija Ty sonowi całe piwo i ogląda ESPN. 

Minęły już dwa tygodnie od jego wizyty u lekarza. Przez całe dnie 

trenował backswing albo włóczył się po klubach ze striptizem. Od 

dwóch   tygodni   —   i   nic   nie   wskazywało,   że   zamierza   w 

najbliższym czasie wyjechać.

Drzwi   autobusu  znowu  się   otworzyły   i   wsiadł  Jules,  a   za   nim 

Faith. Asystent usiadł przy oknie, a Faith zajęła miejsce po drugiej 

stronie przejścia, dwa rzędy przed Tysonem. Umieściła pudło na 

kolanach, przytrzymując je obiema rękami. Jej wielki platynowy 

pierścionek   z   brylantem   zalśnił   w   słońcu,   podobnie   jak 

polakierowane na czerwono paznokcie.

Tak samo jak wcześniej, gdy weszła do samolotu, w autobusie 

zapadła krępująca cisza. Wszyscy hokeiści mieli już do czynienia, 

razem czy osobno, z wieloma pięknymi kobietami. Znali różne 

background image

striptizerki.   Część   z   nich   bywała   na   imprezach   w   Playboy 

Mansion.  Ale   z   niewiadomego   powodu   w   obesności   akurat   tej 

byłej   striptizerki   i   dziewczyny   z   rozkładówki   wszyscy   ci 

wygadani faceci zapominali języka w gębie. Pewnie dlatego, że 

byli od niej zależni. A może, co bardziej prawdopodobne, że była 

naprawdę olśniewająca. Albo jedno i drugie.

—  Słuchacie,   chłopaki.  —  Trener   Nystrom   stanął   z   przodu 

autobusu.  —  Po południu trening, a potem macie wolne aż do 

lekkiego treningu jutro rano. Wieczorem czeka nas ciężki mecz. 

Chyba   nie   muszę   wam   mówić,   żebyście   nie   pakowali   się   w 

kłopoty. — Usiadł w pierwszym rzędzie foteli. — No to w drogę. 

— Kierowca zamknął drzwi i autobus ruszył po płycie lotniska.

Marriott w San Jose znajdował się w samym centrum, niedaleko 

HP Pavilion. Podczas krótkiej jazdy do hotelu Tyson patrzył, jak 

słońce   oświetla   budynki   i   rzędy   palm.   Był   to   wczesny   etap 

rozgrywek, ale mecz z Sharkami następnego wieczoru był ważny i 

musieli go wygrać. Po popołudniowym

treningu Tyson chciał obejrzeć nagrania pokazujące styl obrony 

San Jose i ich bramkarza, Evgenija Nabokova. W ostatnim meczu 

Nabokov  obronił   dwadzieścia   trzy   bramki.   W   stresowych 

sytuacjach   zachowywał   spokój,   ale   nawet   spokojni   gracze 

miewają   kiepskie   noce.   Tyson   miał   za   zadanie   sprawić,   by 

Nabokov zapragnął ustąpić miejsca bramkarzowi rezerwowemu.

background image

Kilka rzędów przed nim Faith położyła ręce na pokrywie pudła, a 

potem je opuściła. Przesunęła smukłymi palcami po logo Louisa 

Vuittona,  jakby   je   pieściła.   Błyszczącymi   czerwonymi 

paznokciami podrapała twardą powierzchnię i Tyson poczuł, że 

jeżą mu się włosy, jakby znowu go dotknęła.

— O matko — szepnął i oparł głowę o fotel. Był zmęczony, a 

prawa kostka rwała go jak cholera. Powinien myśleć o meczu z 

Sharkami. Jego staruszek doprowadza go do pasji. A przez Sama 

nurtuje go tylko jedno: co ona ma w tym przeklętym pudle na 

kapelusze?   Sam   snuł   fantazje   z   pielęgniarkami   w   rolach 

głównych, Tyson natomiast miał słabość do bielizny. Uwielbiał 

widok koronkowych podwiązek i pończoch na smukłych udach.

Rozdział 8

Rola żony na pokaz była trudna. Wiązały się z nią obowiązki, nie 

tylko   przyjemności,   jak   picie   szampana   czy   jedzenie   kawioru. 

Faith musiała pięknie wyglądać, chodzić do country clubów i na 

przyjęcia,   co   nie   zawsze   sprawiało   jej   przyjemność.   Czasami 

oznaczało   utrzymywanie   kontaktów   towarzyskich   z   ludźmi, 

których raczej nie lubiła albo którzy jej nie lubili. I chociaż Virgil 

był najlepszym przyjacielem Faith, pozostał jej szefem. Nigdy nie 

było co do tego wątpliwości. Ale ponieważ długo sama musiała 

background image

troszczyć się

siebie, z ulgą oddała się pod jego opiekę. Mogła porzucić troski i 

nie martwić się o rachunki do zapłacenia. I myśleć tylko o tym, 

jak ubrać się do Rainier Club.

Virgil nie zmuszał jej do robienia czegoś, czego bardzo robić nie 

chciała, ale dyktował warunki. Kierował własnym

i w dużej mierze także jej życiem. Zaczęła ubierać się tak, aby się 

jej   nie   wstydził,   dowiedziała   się,   co   znaczy   wizerunek   i   jak 

postrzega człowieka otoczenie. Nauczyła się, że klasa to umiar. Że 

seksowny wygląd ma więcej wspólnego z zasłanianiem ciała niż 

odsłanianiem go. Chodziło w tym o coś więcej niż tylko o obcisłe 

stroje i jaskrawy makijaż — o coś, czego jej matka wciąż jeszcze 

nie rozumiała.

Po raz pierwszy od wielu lat Faith wybrała się tego popołudnia na 

zakupy,   żeby   sprawić   przyjemność   sobie   samej,   a   nie   komuś 

innemu. Wyruszyła na ulice w centrum San Jose i zaszalała w 

Burberry,   BCBG   i   u   Ferragamo.   Wybrała   bardziej   wyraziste 

projekty Gucciego i nowego francuskiego projektanta, który był 

wschodzącą   gwiazdą   w   świecie   mody.   Kupiła   codzienne   stroje 

Diesla w kolorach, których nie nosiła od dawna. Sprawiła sobie 

miękkie bawełniane T-shirty i dżinsy. Bluzy z kapturami, które 

zamierzała nosić nie tylko na zajęcia fitness. Zajęło jej to sześć 

godzin i postanowiła już wracać, miała obolałe stopy.

background image

Zaszło   słońce.   Gdy   czekała   tuż   przy   krawężniku   przed   Cole 

Haanem na samochód, który miał po nią przyjechać, zadzwonił jej 

telefon   komórkowy   i   wydobyła   go   z   czeluści   swojej   torby   na 

zakupy od Fendi.

— Kilku chłopców zebrało się w pubie irlandzkim parę przecznic 

od hotelu — usłyszała głos Julesa. — Powinnaś tam pójść i napić 

się ze nimi.

— Słucham? — Przez całe przedpołudnie studiowała z Ju-lesem 

taktykę Sharków, a później robiła zakupy. — Jestem zmęczona.

— To dobry sposób, żeby chłopcy lepiej cię poznali. Na wypadek 

gdybyś nie zauważyła, zwrócę ci uwagę, że są trochę spięci w 

twojej   obecności.   Obok   niej   przeszły   dwie   nastolatki.   Miały 

ekstrawaganckie fryzury, oczy obwiedzione czarną kredką i obie 

były w obcisłych czarnych spodniach. Smutnym wzrokiem emo 

spojrzały   na   stos   firmowych   toreb,   które   Faith   postawiła   obok 

siebie,   i   z   dezaprobatą   pokiwały   głowami,   ubolewając   nad   jej 

konsumpcyjną postawą.

—  Zauważyłam,   ale   nie   wiem,   o   czym   miałabym   z   nimi 

rozmawiać.

— Po prostu bądź sobą.

Na tym polega problem: nie ma pojęcia, kim teraz jest.

— Wiem, że potrafisz być dowcipna i czarująca. — Oczywiście, 

kłamał. — Niech się przekonają, jaka jesteś naprawdę. Zobaczą w 

background image

tobie   nie   tylko   właścicielkę   drużyny,   byłą   dziewczynę   z 

rozkładówki czy striptizerkę z  Vegas.  Bo tak o tobie myślą.  — 

Urwał i dodał pospiesznie: — Bez urazy.

Samochód podjechał do krawężnika i Faith zamachała ręką, dając 

znak, żeby się zatrzymał.

— W porządku.

Nigdy nie obrażała się, słysząc prawdę. A prawda jest taka, że gdy 

ostatnio   przebywała   w   jednym   pomieszczeniu   z   tyloma 

wysportowanymi facetami, to wsuwali jej banknoty pod stringi i 

próbowali ją obmacywać.

— Powinnaś nawiązać z nimi kontakt. Postarać się, żeby czuli się 

przy tobie swobodnie, oczywiście nie tracąc do ciebie szacunku 

jako właścicielki drużyny.

Łatwo powiedzieć.

—  Może   pan   włożyć   to   wszystko   do   bagażnika?  —  poprosiła 

kierowcę. Spojrzała na zegarek.

— Już prawie siódma.

— Wiem. Niebawem skończy się happy hour, więc przyjeżdżaj.

Marzyła tylko o tym, żeby wziąć długą gorącą kąpiel w jacuzzi, 

włożyć miękki szlafrok hotelowy i zamówić coś do jedzenia.

—   Dobrze.   Spotkamy   się   w   hotelu.   —   Kierowca   otworzył   jej 

drzwi i wsiadła do samochodu.

—   Będę   czekał   w   holu.   Musimy   obgadać   parę   spraw,   zanim 

background image

pójdziemy do pubu.

— Co takiego? Po co?

— Gdy ty byłaś na zakupach, ja poszedłem na trening Chinooków 

i zrobiłem notatki.

—   Jestem   wykończona.   Nie   mam   na   nic   siły.   Nie   przyswoję 

więcej   informacji.   Odpręż   się   trochę.   —   Kierowca   usiadł   za 

kierownicą i podała mu adres hotelu. — Nie płacę ci od godziny, 

Jules.

—   Mówiłaś,   że   nie   chcesz   wyjść   na   idiotkę   w   obecności 

chłopców.

— No, dobra —jęknęła Faith.—Powiesz mi, co trzeba, gdy będę 

się   przebierała.—Zapadła   dłuższa   chwila   ciszy.   —   Muszę   się 

przebrać, Jules. Chodzę w tych samych ciuchach od rana.

— Powiedziałem ci, że nie jestem gejem. Zmarszczyła brwi, gdy 

samochód wyjeżdżał z wielkiego

parkingu.

— Wiem.

— Nie możesz się przy mnie przebierać — zwrócił jej uwagę z 

lekką przyganą. — To zbyt poufałe.

Przewróciła oczami.

— Zamierzam przebrać się w łazience.

* * *

Irlandzki   pub   reklamował   się   jako   najbardziej   autentyczny   w 

background image

całym San Jose. Tysonowi jednak nie zależało na „autentyzmie", 

gdy   tak   siedział   na   końcu   sali   z   dziesięcioma   kolegami,   jadł 

zapiekankę   pasterską   i   popijał   guinnessa.   Otaczający   go 

nieogoleni   hokeiści   prezentowali   najrozmaitsze   rodzaje   zarostu, 

począwszy od syberyjskiej szczeciny Vlada po chłopięcy meszek 

Logana. Tyson też bywał przesądny, ale nie lubił kłującej brody.

— Sharki mają szybki, ale źle rozstawiony atak — ciągnął do 

wtóru płynącego z głośników  With or  Without  You  U2. Upił łyk 

ciemnego piwa  i  oblizał  kąciki  ust. Przez  całe  przedpołudnie  i 

część   popołudnia   oglądał   filmy   z   meczów   drużyny   San   Jose   i 

mniej   niepokoił   go   ich   atak   niż   obrona.   —   Szybkość   może   i 

podoba się publiczności, ale to nie dzięki niej zdobywa się bramki. 

Najlepszym strzelcem wśród nich jest Clowe, ale nie bije żadnych 

rekordów, ani jeśli chodzi o bramki, ani o punkty.

— Mają dobrą obronę. — Frankie „Strzelec" Kawczynski wziął 

do   ust   kęs   polędwicy   wołowej.   —   Jeśli   w   obronie   strefowej 

znajdzie się Nabokov, trudno będzie go pokonać.

Sam uśmiechnął się szeroko.

— Ja podejmę się tego wyzwania. Tyson skończył jeść i odsunął 

talerz.

—   Jeżeli   Marty   będzie   grał   tak   jak   wczoraj   wieczorem   —

powiedział, mając na myśli ich bramkarza — to nic nie stanie na 

przeszkodzie, żebyśmy pokonali ich zarówno w obronie,

background image

jak i w ataku.

Alexander Devereaux wstał i rzucił na stół pieniądze.

— Umówiłem się z kilkoma chłopakami w barze na drugim końcu 

miasta.   Słyszałem,   że   mają   tam   dobrą   muzykę   i   atrakcyjne 

kelnerki   w   skąpych   strojach.  —  Wziął   skórzaną   kurtkę,   która 

wisiała na oparciu krzesła.  —  Czy ktoś chce się ze mną zabrać 

taksówką?

Tyson pokręcił głową. Nie poszedłby, nawet gdyby tak cholernie 

nie bolała go kostka. Odsiedział już swoje w różnych barach, nie 

tylko w tym mieście, i już dawno stwierdził, że niczego nie straci, 

jeśli któregoś nie zaliczy.

Wstali Logan i Daniel, którzy także sięgnęli do portfeli.

— Jedziemy z tobą.

—  Ja   też.  —   Vlad  położył   na   stole   dwa   banknoty   dwu-

dziestodolarowe.  —  Kalifornijskie dziewczyny pewnie nie mogą 

się już doczekać na Vlada.

Tyson się zaśmiał.

— Tylko nie spuść spodni na parkiecie, bo wszystkie wystraszysz.

Niejedna Amerykanka uciekła z wrzaskiem na widok jednookiego 

potwora Vlada.

—  Już   tego   nie   robię.  —  Niski   śmiech   Rosjanina   zlał   się   z 

końcowymi nutami piosenki U2.

Vladimir Fetisov  grał w NHL od dziesięciu lat i udzielał się nie 

background image

tylko   na   lodowisku.   Przed   kilkoma   laty   miał   romans   z   drobną 

łyżwiarką figurową, której najwyraźniej nie przerażał jego potwór. 

Ale pochodziła z dawnej Jugosławii, może dlatego.

—   Uważajcie,   chłopcy.   —   Tyson   czuł   się   w   obowiązku   to 

powiedzieć, bo jako kapitan musiał opiekować się kolegami. — 

Nie zadawajcie się z niepełnoletnimi panienkami. Nie ważcie się 

przyjść   jutro   na   trening   wykończeni,   nie   chcę   słyszeć   żadnych 

tłumaczeń,   że   wypiliście   za   dużo   i   spędziliście   noc   z   jakąś 

poderwaną   w  barze   laską. Te   nocne   przygody   mogą   was  dużo 

kosztować. Lepiej oszczędzajcie energię na mecz.

Zaśmiali się tylko i odeszli. Dwie kelnerki sprzątnęły ze stołu i 

wytarły go. Tyson został z pięcioma kolegami. Zamówił kolejnego 

guinnessa, a Sam i Blake znowu zaczęli spierać się o to, jaki mecz 

w dziejach NHL należy uznać za najlepszy.

— Tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty pierwszy rok — upierał się 

Sam.   —   Drugi   mecz   w   pierwszej   rundzie   rozgrywek   między 

Bostonem a Montrealem.

— USA przeciwko ZSRR podczas olimpiady w tysiąc dziewięćset 

osiemdziesiątym   —   sprzeciwił   się   Blake,   Amerykanin   z 

Wisconsin.

— Żaden z nich — rzucił Jules, który podszedł do stolika — tylko 

tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty. Nowy Jork kontra 

New Jersey. Ostatni mecz w finałach o Puchar Wschodu. Bramka 

background image

z shorthandu zdobyta przez Messiera dwie minuty przed końcem 

spotkania. To był najwspanialszy moment w historii NHL.

Tyson uniósł głowę.

— Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty szósty — oświadczył- — 

Czwarty mecz w ćwierćfinałach konferencji między Pittsburghiem 

a   Waszyngtonem.   Były   wtedy   cztery   dogrywki   i   Penguiny   w 

końcu wygrały po stu czterdziestu minutach brutalnej walki.  — 

Zlustrował   wzrokiem   idącą   za   Julesem   kobietę.   Miała   czarne 

wełniane   spodnie,   obcisłe   na   biodrach,   ale   z   szerokimi 

nogawkami,  i  czerwone   pantofle.  Jej   duże   piersi  opinał  czarny 

moherowy   sweter   z   małymi   perłowymi   guzikami.   Jasne   włosy 

związane były w koński ogon. W uszach miała wielkie brylantowe 

kolczyki,   a   usta   pomalowała   czerwoną   szminką.   Wyglądała 

świetnie — z klasą. Nie jak striptizerka. Dlaczego więc zobaczył 

ją   rozpinającą   sweter   i   rzucającą   go   prowokacyjnie   w   jego 

kierunku? Wszystko przez te jej przeklęte zdjęcia. Wstał.

— Dobry wieczór, pani Duffy.

— Dobry wieczór, panie Savage — odpowiedziała, przekrzykując 

gwar rozmów i muzykę. Przez chwilę patrzyła na niego, po czym 

przeniosła   wzrok   na   pozostałych   mężczyzn,   którzy   tymczasem 

wstali. — Witajcie, panowie. Możemy sięprzysiąść?

Tyson jedynie wzruszył ramionami i usiadł. Jego koledzy zaczęli 

zapewniać ją jeden przez drugiego, że to będzie dla nich wielka 

background image

przyjemność, jeśli się do nich przyłączy, co — jak Tyson dobrze 

wiedział — było zwykłym kitem.

— Co robiła pani przez cały dzień, pani Duffy? — zagaił Blake.

—  Cóż,   wybrałam   się   do   centrum   San   Jose   i   nadszarpnęłam 

wszystkie moje karty kredytowe. — Zajęła miejsce obok Tysona i 

wzięła   do   ręki   kartę   dań.  —  Robiłam   zakupy,   aż   padłam.   W 

BCBG   znalazłam   fantastyczny   sweter.   W   kolorze  fuksji.   — 

Przesunęła dwoma palcami po spisie dań. — I skórzany płaszcz u 

Gucciego,   naprawdę   cool.   Szkarłatny.  Zwykle   nie   noszę   takich 

kolorów. Są zbyt wyraziste, wręcz krzyczą: „Spójrz na mnie". To 

jak machanie rękami i skakanie w tłumie, żeby zwrócić na siebie 

uwagę. — Jej palce zatrzymały się prawie na samym końcu menu. 

— No, i od lat nie kupowałam skórzanych rzeczy... z wyjątkiem 

butów i torebek. Ale... — wzruszyła ramionami — postanowiłam 

zaryzykować. To tłumaczy następne szaleństwo, bo kupiłem też 

botki do pół uda i pasującą do nich kurtkę z jagnięcej skóry. A 

ostatnią rzeczą, której potrzebuję, jest kolejna kurtka. — Spojrzała 

na   mężczyzn   gapiących   się   na   nią   z   mniej   lub   bardziej 

zdumionymi minami.

— Poproszę grillowanego łososia i guinnessa — powiedziała do 

kelnerki, która podeszła podczas jej długiego monologu. Tyson nie 

mógł się zorientować, czy jest zdenerwowana, czy pijana, a może 

i to, i to.

background image

Jules, siedzący po drugiej stronie stołu, zamówił stek i harpa.

— I  ten nieszczęsny   bagażowy   musiał   zanieść   to wszystko  do 

twojego pokoju.

— Dałam mu duży napiwek. — Oddała menu kelnerce. — Ale 

dopiero gdy rozłożyłam zakupy w pokoju, uświadomiłam sobie, 

że w luku bagażowym samolotu może zabraknąć miejsca.

— Naprawdę? — wydusił z siebie Johan Karlsson. Popatrzyła na 

nich wszystkich błyszczącymi oczami

i uśmiechnęła się pięknie pełnymi czerwonymi ustami, ukazując 

białe zęby. Tyson niemal słyszał, jak koledzy przełykają ślinę.

— Nie będziecie mieli nic przeciwko temu, jeśli zostawimy tu 

część waszego sprzętu, prawda?

—  Co na przykład? — zapytał Sam, unosząc szklankę. — Nie 

wozimy niepotrzebnych rzeczy. — Napił się piwa. — Chyba że 

Julesa. Zajmuje sporo miejsca i nie jest taki lekki.

— Jeśli chodzi o wagę i przestrzeń — włączył się Jules — to bije 

mnie na głowę twoje ego.

Faith przechyliła głowę, jakby się nad tym zastanawiała.

— Nie, Jules jest mi potrzebny. Ale wy nie potrzebujecie chyba 

tych wszystkich kijów. — Spojrzała na nich kolejno. — Myślę, że 

po jednym na głowę wystarczy. Mam rację?

Chłopcy aż zachłysnęli się z przerażenia. Każdy kij to dla nich 

świętość, wiedzieli, że  szlifowano go godzinami,  żeby  uzyskać 

background image

właściwy   kształt.   Nie   zostawiliby   żadnego   z   nich   nawet   dla 

Dziewczyny   Roku,   która,   tak   się   złożyło,   jest   właścicielką   ich 

drużyny.   Ochraniacze   i   kaski?   No   dobra.  Ale   nie   kije,   nie   ma 

mowy.

Spojrzeli niepewnie na Tysona, jakby oczekiwali, że ich kapitan 

włączy się i coś zrobi. Na przykład pogłaska ją rękawicą.

Faith się zaśmiała.

—   Żartowałam,   panowie.   —   Machnęła   uspokajająco   ręką, 

błyskając wielkim kamieniem, który miała na palcu. — Jeśli nie 

wystarczy miejsca w samolocie, poproszę w hotelu, żeby przesłali 

mi te rzeczy.

Tyson prawie się uśmiechnął. Nikt nie zna się na żartach tak jak 

hokeiści. Może żarty pani Duffy nie są najbardziej wyrafinowane, 

ale jak na nowicjuszkę — całkiem niezłe.

—   Jules   i   ja   obserwowaliśmy   grę   Sharków   i   ich   techniki   — 

powiedziała, gdy przyniesiono piwo. — Wpuszczono nas do loży 

na   samej   górze.   Mieliśmy   lornetki.   To   była   tajna   akcja 

wywiadowcza. — Upiła łyk i zlizała pianę z ust. — Wygląda na 

to,   że   są   szybcy,   ale   nie   jestem   przekonana,   czy   strzelają   tak 

dobrze jak my.

Tyson uniósł brwi.

— Myślę, że pokonamy ich w ofensywie — dodała. Odchyliła się 

do tyłu i splotła ręce na piersiach. — Jesteśmy lepsi, jeśli chodzi o 

background image

podania, i możemy zyskać na ich stratach krążka.

Sam spojrzał na Tysona takim wzrokiem, jakby na stole właśnie 

wylądował   kosmita.   Czy   raczej   seksowna   kosmitka,   która 

rozprawia  o  hokeju,  jakby   wiedziała,  o  czym  mówi.  A  jeszcze 

przed kilkoma tygodniami chciała ściągnąć do drużyny Strasznego 

Teda.   Tyson   był   ciekaw,   czy   Faith   rzeczywiście   wie,   o   czym 

mówi.

— A, tak — wyjąkał Sam. — Właśnie rozmawialiśmy o tym, że 

powinniśmy   pokonać   ich   w   ataku   i   spuścić   manto   ich 

bramkarzowi.

Wśród   zapachów   jedzenia   i   piwa   Tyson   wychwycił   woń   jej 

perfum. Tak samo pachniała podczas sesji fotograficznej.

— Nie wiem zbyt dużo o ich bramkarzu. — Zaczęła bawić się 

ostatnim   guzikiem   swetra.   —  Ale   czytałam,   że   czasami   traci 

zimną krew.

— Niech pani nie wierzy we wszystko, co pani czyta — odezwał 

się Ty. Odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała mu w oczy. — 

Wielu ludzi popełnia ten błąd.

— Wierząc w to, co przeczytali?

— Uhm.

_ Czytałam, że uchodzi pan za  persona non grała  w Kanadzie. 

Czy to prawda?

— Mniej więcej.

background image

— Czytałam też, że Puchar Stanleya przypadnie temu, kto zechce 

o niego zawalczyć.

— Gdzie to pani wyczytała?

— W „Hockey News".

_Nie przypominam sobie, żebym coś takiego powiedział.

— To parafraza. — Ściszyła nieco głos i dodała: — Powiedział 

pan, że przypadnie temu, kto będzie miał większe jaja.

Rzeczywiście, to już bardziej w jego stylu.

— To co innego niż wola walki. — Napił się piwa i odstawił kufel 

na stół. Nie ma ochoty rozmawiać o jajach. Nie z nią. Nie, gdy 

czuje jej zapach, i widzi, jak piersi falują pod swetrem.  — Na 

czym polega różnica? Spojrzał jej w oczy.

- jest różnica i już. — Miała gładkie policzki, bez skazy.

Teraz   popatrzył   na   jej   wydatne   usta   i   brodę,   potem   niżej,   na 

smukłą, delikatną szyję, tuż nad górnym guzikiem swetra. Miał 

ochotę   robić   z   nią   różne   rzeczy.   Przyjemne   i   podniecające. 

Szalone rzeczy, przez które wpadłby w poważne kłopoty.

— Ale jaka? — nie ustępowała.

Rozległy   się   dźwięki  Angel   of   Harlem  i   Tyson   zaczął   się 

zastanawiać,   co   jej   odpowiedzieć.   Gdyby   była   facetem,   nie 

wahałby się. Ale gdyby była facetem, nie miałby wzwodu.

— Można czegoś pragnąć, pani Duffy, co nie znaczy, że się to 

zdobędzie. Czasami samo pragnienie nie wystarcza. —

background image

A  ponieważ   nalegała,   dodał:  —  Czasami   sprowadza   się   to   do 

możliwości,   do   tego,   co   się   ma   w   spodniach,   do   rozmiarów. 

Parsknęła śmiechem, jakby wcale nie była zgorszona.

— W artykule nie było mowy o rozmiarach, panie Savage.

— Rozmiar zawsze ma znaczenie. Masa jest niemal równie ważna 

jak umiejętności. — A ponieważ rozmawiali o tym, co przeczytała 

na jego temat, pochylił się ku niej i powiedział prawie szeptem: — 

Ja też o pani czytałem. Dowiedziałem się, że nienawidzi pani hot 

dogów i uwielbia creme briilee.

Ściągnęła brwi, zaskoczona.

—  Skąd   pan...  Ach.  —  Jej   czoło   się   wygładziło,   a   na   ustach 

pojawił uśmiech. — Tak, to prawda. Skąd pan wziął to wydanie?

— Od jednego z kolegów.

— Jasne. —  Zwróciła ku niemu twarz i każdy, kto by na nich 

spojrzał, odniósłby wrażenie, że nachylają się do siebie, aby lepiej 

się słyszeć. Zbliżyła usta do jego ucha i zapytała:  —  Domyślam 

się więc, że je sobie przekazujecie.

— Ja je dostałem parę tygodni temu.

— Dlaczego tak późno?

— Bo Sam nie skończył go jeszcze przeglądać. Wyciągnęła rękę 

po piwo i zaśmiała się, ani trochę niespeszona.

— Te zdjęcia zrobiono dawno temu.

Nie tak dawno. Przypomniał sobie to, na którym miała długi sznur 

background image

pereł.

— Myśli pan czasami o tych zdjęciach, prawda? — zapytała znad 

szklanki.

Nie odpowiedział.

Uśmiechnęła się.

— Nie ma się czego wstydzić.

— Dlaczego?

—  Bo wbrew woli, choć bardzo się staram z tym walczyć, nie 

mogę   przestać   myśleć   o   tym,   co   powiedział   pan   w   tamtym 

artykule. O jajach. Bardzo mnie to rozprasza.

Zachichotał   i   popatrzyła   na   niego   tak,   jakby   pośrodku   czoła 

wyrósł mu róg.

— Co się stało? — zapytał.

— Nie sądziłam, że potrafi się pan śmiać. Oczywiście, że potrafi.

— Hej, pani Duffy! —  zawołał Sam z końca stołu.  — Zna pani 

The Girl Next Door?

—   To   chyba   niestosowne   pytanie   —   Jules  upomniał   go   jak 

nauczyciel i Tyson musiał przyznać, że słusznie. Ale dzięki temu 

rozmowa, którą właśnie skończyli, stała się zupełnie niewinna.

Faith po prostu się uśmiechnęła.

— W porządku, Jules. Poznałam Holly i Bridget w Mansion. Były 

też inne dziewczyny. Ale Kendra już tam nie mieszkała.

— Jaki jest Hef?

background image

—   Sympatyczny.   —  Przyniesiono   jej   łososia,   więc   rozłożyła 

serwetkę na kolanach.

I stary. Jak Virgil. Co ją łączyło z tymi starymi facetami? A, tak. 

Pieniądze.

— To również doskonały biznesmen — ciągnęła.

— Bywała pani na wielu przyjęciach „Playboya"?

— Jako Dziewczyna Roku pełniłam na kilku z nich rolę hostessy. 

W  ten   sposób   poznałam  Virgila.   —  Skropiła   łososia   cytryną   i 

wzięła widelec. — On i Hef się przyjaźnili.

— Wciąż dostaje pani zaproszenia?

— Od czasu do czasu, ale w ostatnich latach Virgil nie mógł zbyt 

często wyjeżdżać, więc nie bywaliśmy prawie nigdzie.

Z jakiegoś powodu myśl o rękach Virgila na tym gładkim młodym 

ciele zaniepokoiła Tysona. Dlaczego to go w ogóle obchodzi? Nie 

ma pojęcia. Może to efekt działania guinnessa. Zazwyczaj pijał 

kanadyjskie piwa i od tych mocniejszych, zwłaszcza gdy wypił 

więcej niż jedną butelkę, szumiało mu w głowie.

—  A mogłaby pani zdobyć zaproszenie dla nas wszystkich?  — 

drążył Sam.

Podniosła wzrok znad talerza i uśmiechnęła się.

— Zdobądźcie Puchar Stanleya, to zobaczę, co da się zrobić.

* * *

Stukając   obcasami   czerwonych   pantofli,   Faith   przeszła   przed 

background image

lobby do windy. Zostawiła w pubie Julesa i  Darby'ego Hogue'a, 

którzy rozmawiali o hokeju i pozyskaniu nowych zawodników. 

Było   po   dziesiątej.  Tyson   i   pozostali   hokeiści   zmyli   się   już   o 

dziewiątej. Nie wiedziała, dokąd poszli, ale to przecież sobotni 

wieczór   i   przypuszczała,   że   chcieli   dołączyć   do   kolegów   w 

różnych barach w całym mieście.

Wcisnęła guzik i otworzyła się przed nią zupełnie pusta winda. Na 

tylnej ścianie znajdowało się lustro, więc gdy drzwi się zamknęły, 

spojrzała na siebie. Ściągnęła z włosów

gumkę  i przeczesała je palcami. Miała za sobą długi, męczący 

dzień i była znużona. Od irlandzkiego piwa trochę bolała ją głowa 

— a może dlatego, że miała ściągnięte włosy.

Kilka pięter wyżej winda stanęła i drzwi powoli się rozsunęły. W 

lustrze   cal   po   calu   ukazał   się   Tyson  Savage.  Gdy   wszedł   do 

środka,   ich   spojrzenia   się   spotkały.   Miał   na   sobie   tę   samą 

granatową   bluzę   dresową   i   dżinsy   co   w   pubie   i   Faith   znowu 

poczuła ściskanie w żołądku. Odwróciła się i odezwała pierwsza, 

żeby ukryć zdenerwowanie:

— Znowu spotykamy się w windzie. — Ale w gruncie rzeczy nie 

wiedziała,   dlaczego   jego   obecność   zawsze   tak   wytrąca   ją   z 

równowagi.   Może   to   przez   ten   jego   wzrost.   Przy   wysokich 

mężczyznach zawsze czuła się nieswojo.

Przywitał się lekkim skinieniem głowy i wcisnął guzik piętra nad 

background image

jej pokojem.

— Myślałam, że imprezuje pan z kolegami.

Drzwi się zasunęły i Tyson oparł się ramieniem o lustrzaną ścianę.

—  Nie   imprezuję   podczas   rozgrywek.   Byłem   w   pokoju   Sama, 

rozmawiałem z jego synkiem przez telefon.

— To Sam ma synka? — Wydaje się taki młody.

—  Uhm.   Mały   ma   pięć   lat.  —  Gdy   winda   ruszyła,   Tyson 

przesunął   po   niej   spojrzeniem.   Najpierw   objął   nim   czubek   jej 

głowy, potem twarz, szyję i wreszcie piersi, gdzie zatrzymał się na 

kilka   sekund.  —   Nie   przeszkadza   pani   —  zapytał,   sunąc 

wzrokiem niżej, po jej biodrach i nogach, i kończąc na butach — 

że chłopcy widzieli panią nagą?

Przyzwyczaiła się, że mężczyźni gapią się na nią, ale z Tysonem 

było jakoś inaczej. Ciepła fala, która zalała jej piersi, przemieściła 

się w dół i objęła brzuch.

— Z grubsza cztery i pół miliona  mężczyzn na całym świecie 

widziało moje zdjęcia w „Playboyu". Gdybym przejmowała się 

tym, kto widział mnie nagą, a kto nie, nie wychodziłabym z domu. 

Powoli podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy.

— Więc nie ma w tym żadnego... no... tego...

— Żadnego... tego...

Drzwi się rozsunęły i Faith wyszła z windy.

— Jak długo była pani żoną Virgila? — zapytał, idąc za nią.

background image

— Pięć lat.

— Więc ma pani... Około trzydziestki?

— Właśnie skończyłam trzydziestkę. — Spojrzała na niego. — 

Nie ma pan prawa mnie osądzać. Nic pan nie wie o moim życiu. 

Czasami człowiek robi, co musi, żeby przeżyć.

— Nie każda kobieta zdecydowałaby się rozbierać publicznie albo 

wyjść   za   bogatego   mężczyznę,   żeby   przeżyć.  W   jego   głosie 

brzmiała pretensja. Jakby to była jego sprawa.

—   Nie   każda   kobieta   była   w   takiej   sytuacji   życiowej   jak   ja. 

Znalazł się obrońca moralności. Ruszyła korytarzem do  swojego 

pokoju, ale on wciąż szedł za nią.

— Mieszka pan na tym piętrze?

— Nie. Ale pani mieszka.

—   Odprowadza   mnie   pan   do   pokoju?   —   zapytała,   nie   kryjąc 

irytacji.

— Owszem. — Ale i on powiedział to z rozdrażnieniem.

— Po co? Nie musi pan tego robić.

— Jestem po prostu miłym facetem.

Zaśmiała się bez rozbawienia i spojrzała na niego kątem oka.

— Jeśli tak pan uważa, to chyba pan się łudzi. Może za dużo razy 

dostał pan w głowę.  —  Zatrzymała się przed drzwiami swojego 

pokoju   na   końcu   korytarza,   wsadziła   rękę   do   dużej   torebki   i 

wyjęła z niej kartę otwierającą drzwi. — Wcale nie jest pan miły.

background image

— Niektóre kobiety uważają, że tak, i to bardzo.

— Przychodzi mi do głowy mnóstwo określeń, jakimi mogłabym 

pana   scharakteryzować,   panie  Savage.   —  Pokręciła   głową   i 

stuknęła go kartą w pierś. — Ale nie ma wśród nich słowa „miły".

Przycisnął jej dłoń do swojego torsu.

— Naprawdę?

Pod wpływem ciepła jego twardych mięśni zgięła palce. Stał tak 

blisko, że poczuła zapach wody kolońskiej na jego gorącej skórze.

— O co panu chodzi?

— A jak by mnie pani scharakteryzowała, pani Duffy? Próbowała 

cofnąć rękę, ale ścisnął ją mocniej.

—  Pierwsze   określenie,   jakie   przychodzi   mi   do   głowy,   to 

„niegrzeczny".

— A dalej?

Oblizała usta i spojrzała w jego niebieskie oczy, którym trudno się 

było oprzeć.

— Opryskliwy.

— I?

Ciepło jego ręki przepłynęło po jej ramieniu aż na piersi.

Przełknęła ślinę i nagle straciła zdolność myślenia. Nie wiedziała, 

czy to skutek działania guinnessa, czy feromonów.

— Duży.

W jego oczach pojawił się nieznaczny uśmiech i pomyślała, że 

background image

zaraz   się   roześmieje.  Ale   Tyson   spojrzał   na   jej   usta   i   zapytał 

niskim głosem:

— Gdzie?

Zaczęła   się   zastanawiać,   jakby   to   było,   gdyby   ją   pocałował. 

Gdyby   przycisnął   usta   do   jej   ust.   Gdyby   pochyliła   się   teraz, 

pocałowała go w szyję i poczuła smak jego skóry.

— Słucham?

—   Nieważne.   Co   jeszcze   pani   o   mnie   sądzi?   Zaczerpnęła 

powietrza i wstrzymała oddech. Zastanawiała

się, jak by to było, gdyby polizała go po szyi.

— O czym pani myśli?

Nagle zrobiło jej się gorąco i poczuła, że kręci jej się w głowie. 

Nie mogła dłużej walczyć z Laylą i uległa jej.

— Chcę lizać pana po tatuażach — wyszeptała.

Uniósł brwi. Tak go zaskoczyła, że zamilkł. Znowu spróbowała 

wyrwać rękę z jego ręki, ale on i tym razem jej na to nie pozwolił. 

„Lizać po tatuażach"? Fala gorąca objęła już jej szyję i policzki. 

Faith była zmęczona i zdezorientowana, dlatego obudziła się w 

niej   Layla.   Pani   Duffy   nawet   by   nie   wspomniała   o   lizaniu 

czegokolwiek. A już szczególnie tatuaży.

— Nie powinnam była tego powiedzieć. — Zrobiła krok do tyłu, a 

on krok do przodu. — To niestosowne. Proszę o tym zapomnieć.

Przyciągnął ją do siebie i zaśmiał się cicho, a jej policzki owiał 

background image

jego oddech.

— Nie może pani tego teraz cofnąć. Zostało powiedziane i już. — 

Przesunął ręką po jej ramieniu, aż do szyi. — Rozpuściła pani 

włosy.

— Rozbolała mnie głowa.

— Podoba mi się tak. — Przeciągnął kciukiem po jej brodzie, 

zostawiając na skórze smugę ciepła, a potem uniósł jej twarz. — 

Ale nie możemy, pani Duffy.

Znowu chciała się cofnąć, ale dziwnym trafem tylko pochyliła się 

w jego stronę.

— Czego nie możemy?

—  Tego   zrobić.   —   Pocałował   ją   lekko.   —   Pani   i   ja.   —   Jego 

miękkie   wilgotne   usta   dotknęły   jej   szyi,   tak   że   odruchowo 

podwinęła palce u stóp. Zaschło jej w gardle, nie mogła oddychać 

ani myśleć, istniało dla niej tylko to palące pożądanie, pragnienie 

czegoś więcej. Stała bez ruchu, obawiając się nawet drgnąć. Bała 

się, że ulegnie, ale bardziej, że on przestanie.

Minęło tyle czasu. Pocałunek rozpalił całe jej ciało, obudził jej 

zmysły   w   tych   wszystkich   miejscach,   o   których   istnieniu 

zapomniała przez ostatnie pięć lat. Muskał językiem jej usta, tak 

że poczuła bolesny ucisk w piersi i ugięły się pod nią kolana. 

Podniosła ręce i oparła je na jego ramionach, żeby nie upaść, po 

czym pochyliła głowę na bok. Rozchyliła usta i poczuła w nich 

background image

jego   ciepły   język.   To   było   jak   wrzucenie   płonącej   zapałki   do 

zbiornika z benzyną, cała stanęła w płomieniach. Pragnęła spłonąć 

— i żeby on spłonął razem z nią.

Smakował piwem oraz czystym seksem i miała ochotę zjeść go 

całego. Wyrwał jej się cichy jęk, piersi stały się ciężkie, a sutki 

stwardniały.

Tyson przesunął rękę w górę jej kręgosłupa, przyciskając Faith do 

siebie. Robił to delikatnie, zmniejszając dystans między nimi, aż 

jej piersi dotknęły jego koszulki. Ona przesunęła dłonią po jego 

szyi i przeczesała palcami włosy. Wtedy mocno przyciągnął ją do 

siebie, przywarł  do niej  całym swoim silnym ciałem  i  poczuła 

twardość w dolnej części jego podbrzusza. Potężne mięśnie, ciepły 

oddech   mieszający   się   z   jej   oddechem,   i   długi,   twardy   penis 

wywołały   mrowienie   między   jej   udami   i   bolesną   tęsknotę   za 

dotykiem   mężczyzny.  Dotykiem   jego   rąk   i   ust   na   całym  ciele. 

Zawsze   uwielbiała   ten   etap,   powodował,   że   mimowolnie 

podwijała palce u stóp. To narastanie szalonego pragnienia, pod 

którego   wpływem   traciła   nad   sobą   kontrolę   i   zapominała   o 

wszystkim,   chciała   czuć,   to,   co   czuła,   jak   długo   się   da.   Ten 

porywający etap przed zrzuceniem ubrań.

Odsunął się i spojrzał na nią spod ciężkich powiek, oddychając 

głęboko,   jakby   właśnie   przebiegł   maraton.   Potem   znowu 

przyciągnął ją do siebie i jego pocałunki stały się jeszcze bardziej 

background image

namiętne.   Ich   usta   znowu   się   spotkały   —   nastąpiła   wymiana 

długich,   sycących   pocałunków.   Z   jego   gardła   dobył   się   niski 

pomruk   i   wiedziała,   że   Tyson   ma   wszystko,   co   trzeba,   żeby 

skończyć   to,   co   zaczął.   Że   może   dać   jej   to,   czego   ona   tak 

potrzebuje,   aby   ugasić   ogień,   który   ogarnął   jej   ciało   i   spłynął 

między uda. Że będzie się z nią kochał tak, jak gra w hokeja. Że 

jest facetem, który nie zazna wytchnienia, dopóki nie zrobi tego, 

co do niego należy.

Drzwi w głębi korytarza otworzyły się i zamknęły. Tyson odsunął 

ją od siebie.

— Nie możemy — powiedział, wciągając głęboko powietrze.

Skinęła   głową,   położyła   mu   dłoń   na   karku   i   rozchyliła   usta, 

muskając nimi jego szyję.

—   Mmm   —   mruknęła,   liżąc   jego   ciepłą   skórę.   Smakował 

wspaniale.   Jak   mężczyzna.   Jak   mężczyzna,   którego   pragnęła 

całować po całym ciele.

Położył jej ręce na ramionach, ale nie odepchnął. Zacisnął palce 

tak, że wbiły jej się w skórę.

— Nie, pani Duffy.

— Tak. — Polizała jeszcze raz.

— Proszę mnie posłuchać — wykrztusił, zaciskając palce jeszcze 

mocniej.

background image

Ugryzła go w ucho i szepnęła:

— Nie przestawaj. Pieść mnie, Ty. Pieść mnie wszędzie.

— Kobieto! — jęknął, jakby naprawdę sprawiało mu to ból. — 

Tylko tak mówisz.

— Proszę... Mam ochotę cię zjeść.

Zrobił krok do tyłu i odsunął ją na długość ramienia.

— Nie możemy tego zrobić — powtórzył i tym razem brzmiało to 

stanowczo.

Wyrwał jej się jęk zawodu.

— Dlaczego?

— Mam za dużo do stracenia. — Zdjął ręce z jej ramion i opuścił 

je, a potem cofnął się o kolejny krok. — Nie jesteś warta mojej 

kariery.

Rozdział 9

W Seattle lało jak z cebra, gdy samolot linii United z San Jose 

wylądował   na   lotnisku   Sea-Tac   i   podjechał   do   rękawa.   Faith 

siedziała w klasie turystycznej, trzymając torebkę na kolanach. Od 

dawna nie latała klasą turystyczną. Zapomniała już, jaki panuje tu 

ścisk. Chociaż to nie miało znaczenia. Gdyby Jules nie znalazł jej 

miejsca   w   samolocie,   przyprawiłaby   sobie   skrzydła   i   na   nich 

background image

wróciła do domu. Wynajęłaby samochód i usiadła za kierownicą. 

Do diabła, poszłaby pieszo. Nieważne jak, ale za wszelką cenę 

chciała wyjechać z Kalifornii.

Jest tchórzem. Ucieka, jakby popełniła jakieś przestępstwo i nie 

chciała  stawić  temu czoła. Może kiedyś, w przyszłości, znowu 

zdoła spojrzeć Tysonowi w oczy. Może w przyszłym tygodniu, 

przyszłym miesiącu albo przyszłym roku będzie mogła przebywać 

z   nim   w   jednym   pomieszczeniu,   nie   przypominając   sobie 

jednocześnie bolesnych szczegółów, jak go dotykała, całowała i 

pragnęła bardziej, niż kiedykolwiek 

pragnęła   mężczyzny.   I   tego,   jak   ją   odepchnął   i   odszedł, 

zostawiając ją na korytarzu samą i zdezorientowaną, patrzącą na 

jego szerokie ramiona i ciemny zarys głowy.

Wiedziała oczywiście, że będzie musiała się z nim spotkać. Ale 

nie tego dnia. Nie potrafiła zdobyć się na to, aby stanąć z nim 

twarzą w twarz podczas lotu z San Jose do domu. I pewnie nie 

nazajutrz, gdy będzie miała świeżo w pamięci swoje zachowanie i 

jego reakcję.

Niewątpliwie jest tchórzem, ale to poczucie nie mogło się równać 

ze świadomością, że zdradziła męża. Po tym, jak rzuciła się na 

Tysona,   robiąc   z   siebie   idiotkę,   położyła   się   do   łóżka   i   leżała 

bezsennie   przez   całą   noc,   bo   dręczyły   j   ą   straszne   wyrzuty 

sumienia.  Virgil  wprawdzie   umarł,   ale   ona   wciąż   czuła   się 

background image

zamężna. Miała wrażenie, że te pocałunki  —  namiętne, gorące 

pocałunki Tysona — bolałyby Virgila. Nie dlatego, że sobie na nie 

pozwoliła, ale dlatego, że sprawiły jej przyjemność. I to taką, że 

zrobiłaby wszystko, aby się nie skończyły. Aby trwały i trwały, i 

były   jeszcze   gorętsze.   Pragnęła   smakować   go   i   sycić   się   nim, 

doznawać tych wszystkich wrażeń, jakich nie dał jej nigdy Virgil. 

Robić mężczyźnie te same podniecające rzeczy, jakie on robił jej.

Wyjęła   kurtkę   i   pudło   na   kapelusze   ze   schowka   nad   głową   i 

ruszyła do wyjścia. Było już po południu, minęła połowa dnia, ale 

Faith czuła się tak samo zawstydzona i zagubiona jak wtedy, gdy 

stała   przed   swoim   pokojem   hotelowym   i   patrzyła,   jak   Tyson 

odchodzi. Jak mógł ją tak zostawić? Przecież pragnął jej tak samo 

jak ona jego. Gdy przyciskał się do niej, czuła, że ma wzwód, a 

mimo   to   po   prostu   odszedł.   I   choć   było   to   poniżające,   dzięki 

Bogu, że tak się stało. Byłoby fatalnie, gdyby obudziła się w łóżku 

z jednym z zawodników swojej drużyny. Nie do przyjęcia. Tyson 

u   niej   pracuje.   Dobry   Boże,   jeszcze   by   ją   pozwał   do   sądu   za 

molestowanie. To byłaby dopiero kompromitacja.

Włożyła kurtkę i przewiesiła sobie torebkę przez ramię. Jak w 

ogóle mogło do tego dojść? I to jeszcze z nim? Jakby mało było 

mężczyzn na świecie. Istniało tylko jedno wyjaśnienie:

Layla.

Jej drugie ,ja", które powołała do życia, gdy borykała się z życiem 

background image

jako striptizerka. Kobieta, która potrafiła tańczyć przy rurze, żeby 

zdobyć   pieniądze.   Kobieta,   która   bawiła   się   do   rana,   pijąc 

ścinającą z nóg teąuilę. I lubiła ostry seks z przystojnymi facetami.

Ale teraz jest panią Duffy. Nie potrzebuje już Layli. Layla ściągała 

na nią kłopoty.

Na taśmie czekała jej walizka, wzięła ją więc i ruszyła na parking 

pod terminalem. Od długiego lotu bolały ją kark i plecy, i miała 

trudności   z   umieszczeniem   bagażu   w   bagażniku   bentleya.   Gdy 

dotarła do domu, pragnęła już tylko położyć się do łóżka i nakryć 

kołdrą głowę.

Kiedy otworzyła drzwi, powitało ją radosne szczekanie Pebbles. 

Podniosła   pudło   na   kapelusze   i   wciągnęła   walizkę   do   środka. 

Okna   wychodzące   na   Zatokę   Elliotta   były   zasłonięte   i   wielki 

pokój   tonął   w   atramentowym   mroku.   Na   gazowym   kominku 

żarzyły się sztuczne polana, a z głośników płynęły dźwięki  Lets 

Get It On Marvina Gaya.

— Mamo?! — zawołała, wchodząc do pokoju i zapalając światło.

—   Faith?   —  Matka   podniosła   się   z   podłogi.   Za   nią   klęczał 

mężczyzna. Oboje mieli zaskoczone miny i byli zupełnie nadzy.

—   Och!   —   Faith,  równie   zaskoczona   jak   oni,   czym   prędzej 

odwróciła się do ściany. — O mój Boże! — Co ty tu robisz?

— To moje mieszkanie! — Gdy Marvin śpiewał, żeby nie płoszyć 

background image

zwierzyny w zaroślach, dotarło do niej to, co właśnie zobaczyła, i 

poczuła, że krew uderza jej do twarzy. Zastała matkę z facetem i 

było to dla niej równie szokujące jak wtedy, gdy miała czternaście 

lat.   Czy   dziesięć.   Czy   siedem.   Do   diabła,   za   każdym   razem, 

niezależnie od wieku. Machnęła ręką.

— Kto to jest, do licha?

— Pavel Savage — przedstawił się mężczyzna. Otworzyła usta ze 

zdumienia, patrząc na fakturę kawowej

farby na ścianie przed nią.

— Ojciec Ty sona?

—  Miałaś   wrócić   dopiero   jutro   wieczorem  —  oskarżyciel-sko 

rzuciła matka.

— A co to ma do rzeczy? Uprawialiście seks. W moim salonie. — 

Jak ona mogła. — Odbiło ci?

— Nie odbiło.

— Z ojcem zawodnika grającego w mojej drużynie hokejowej! — 

ciągnęła Faith, przykładając dłoń do rozpalonego policzka. I to nie 

pierwszego z brzegu zawodnika. Tylko tego, z którym całowała 

się jeszcze poprzedniego wieczoru.

— Jesteśmy dorośli, Faith.

— Nic mnie to nie obchodzi.

— Możesz się już odwrócić.

Gdy   Marvin  zaczął   śpiewał   o   świętości,   odwróciła   się   powoli, 

background image

jakby   nie   wierząc   własnym   oczom.   Matka   narzuciła   jedwabny 

czerwony   szlafrok,  a   Pavel  właśnie   zasuwał   rozporek   przy 

dżinsach.

— Myślałam, że Sandy jeszcze jest.

— Wróciła do domu.

Pavel podszedł i wyciągnął do niej rękę.

— Miło cię poznać, Faith.

Schowała ręce za plecami i pokręciła głową.

—  Może innym razem. Właśnie trzymał pan ręce... No, wie pan 

gdzie.

—   Faith!   —  Matka   wciągnęła   powietrze,   jakby   jej   córka 

powiedziała coś gorszącego.

Pavel  odrzucił  głowę   do tyłu  i  zaśmiał  się, tak  że   wokół  jego 

niebieskich oczu pojawiły się zmarszczki. Gdyby nie one i to, że 

się śmieje, wyglądałby jak syn.

—   Rozumiem.   —  Sięgnął   po   czarną   koszulę,   która   leżała   na 

oparciu kanapy. — Jak podróż?

—  Słucham?  —  Pyta,   jak   minęła   podróż?   Rety,   ci   ludzie   są 

nienormalni.

— A jak tam jego kostka?

— Co takiego? —  zapytała znowu. Jej matka jest w mieście od 

niespełna dwóch tygodni i już zdążyła poderwać faceta i uprawia z 

nim seks w mieszkaniu Faith. Ona jeszcze nigdy się tu z nikim nie 

background image

kochała.

— Jak tam kostka Tysona? — powtórzył.

—  Ach.   No   tak.   Nie   mam   pojęcia.   Musiałam   wyjechać   przed 

meczem. Źle się poczułam, więc wróciłam do domu.

— Co ci jest? — zainteresowała się matka.

— Chyba coś mnie bierze. Pavel zapiął koszulę.

—  Słyszałem, że panuje grypa. Chyba powinnaś odpoczywać i 

dużo pić.

Czy naprawdę stoi tu i gawędzi z ojcem Tysona o grypie? A on się 

w tym czasie ubiera?

—  Może lepiej, żebyś usiadła.  —  Matka przyłożyła jej dłoń do 

czoła. — Jesteś rozpalona.

To dlatego, że krew uderzyła jej do głowy. Odepchnęła rękę matki.

— Nic mi nie dolega. — A przynajmniej tak by było, gdyby mogła 

zapomnieć o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatniej doby.

— Przepraszam, Pavel — powiedziała Valerie. Podeszła do wieży 

i wyłączyła płytę.

Przeprasza jego? Faith  właśnie przyłapała swoją matkę nago na 

czworaka.   Dziecko   nie   powinno   oglądać   rodziców   w   takich 

sytuacjach i miała ochotę wyłupić sobie oczy.

—   Nie   ma   sprawy,   Val.   —   Pavel  zaczął   upychać   koszulę   w 

spodniach. — Czeka nas jeszcze wiele miłych chwil. — Wciągnął 

wysokie buty i wziął skórzaną kurtkę.

background image

—  Następnym   razem   pójdziemy   do   hotelu  —  zapowiedziała 

Valerie, odprowadzając go do drzwi.

—  Tak   będzie   lepiej.  —   Faith  podniosła   pudło   na   kapelusze  i 

pociągnęła   walizkę   korytarzem   w   stronę   swojego   pokoju. 

Przysięgłaby,   że   zanim   zamknęła   za   sobą   drzwi,   usłyszała,   jak 

tamci dwoje całują się na pożegnanie. Rzuciła pudło na łóżko, 

otworzyła je i wyjęła z niego bieliznę. Przed kilkoma laty podczas 

podróży   samolotem   zginęła   jej   walizka,   więc   zawsze   woziła 

biżuterię i inne cenne rzeczy w bagażu podręcznym.

—  Zachowałaś   się   okropnie  —  powiedziała   matka,   która 

otworzyła drzwi i weszła do pokoju. — Narobiłaś mi wstydu przy 

Pavle.

Faith spojrzała przez ramię, podchodząc do mahoniowej komody.

—  Uprawiałaś seks w moim salonie jak nastolatka —  zwróciła 

matce uwagę. — To z tego powodu powinnaś się wstydzić. Zlituj 

się, masz pięćdziesiątkę na karku.

— Pięćdziesięciolatkowie też mogą czerpać przyjemność z seksu.

To nie ma nic do rzeczy. Faith  otworzyła szufladę i włożyła do 

niej majtki.

— Ale nie w mieszkaniach córek i nie z obcymi ludźmi.

— Ty wyjechałaś, a Pavel nie jest wcale obcy.

— Jasne. — Zatrzasnęła szufladę i podeszła do łóżka przykrytego 

czerwoną jedwabną narzutą. Jej matka i Pavel — to tylko wróży 

background image

kłopoty. Nieuniknione kłopoty. Jak zwykle. — To ojciec Tysona 

Savage'a.  Nie mogłaś znaleźć sobie kogoś innego, tylko akurat 

ojca kapitana mojej drużyny?

— Widziałaś  Pavla? — matka odpowiedziała pytaniem, jakby to 

wszystko   wyjaśniało.   I   niestety,   w   jej   przypadku   rzeczywiście 

wyjaśniało.

— O tak. W całej okazałości.

Valerie skrzyżowała ręce na swoich obfitych piersiach.

— Nigdy nie rozumiałam, jak mogłaś być striptizerką i pozować 

do „Playboya" z takim pruderyjnym podejściem do seksu.

Faith wcale nie ma pruderyjnego podejścia do seksu. Po prostu nie 

jest nimfomanką jak matka. Niezależnie od tego, co myśleli o niej 

ludzie,   jaki   mieli   stosunek   do   jej   sposobu   zarobkowania   i 

ubierania   się,   nigdy   nie   miała   fioła   na   punkcie   seksu.   Zawsze 

potrafiła  się  kontrolować. Z  wyjątkiem poprzedniego wieczoru. 

Zresztą   nie   była   pewna,   czy   w   tym   przypadku   tak   naprawdę 

chodziło   jej   o   seks   czy   zaspokojenie   tłumionej   przez   pięć   lat 

potrzeby  czułości. Szkoda tylko, że  tę potrzebę obudził w niej 

akurat Tyson Savage.

—  Jak   mogłaś   rozbierać   się   dla   „Playboya"   i   wieść   życie 

zakonnicy? Nie rozumiem tego.

Rozbieranie   się   i   pozowanie   dla   „Playboya"   nie   miało   nic 

wspólnego z seksem. Było tylko źródłem pieniędzy. Faith zawsze 

background image

oddzielała te sprawy. Już kiedyś próbowała to matce wytłumaczyć 

i nie zamierzała robić tego znowu. Dla Valerie uprawianie seksu i 

bycie seksowną oznaczało to samo i nic nie wskazywało na to, że 

kiedykolwiek pojmie różnicę. Nawet jeśli bardzo się postara. A nie 

stara się w ogóle.

— A ja nigdy nie rozumiałam, jak możesz sypiać z mężczyznami, 

których prawie nie znasz.

— Znam Pavla.

— Jesteś w mieście dopiero dwa tygodnie!

—  Żeby poczuć chemię, wystarczy chwila.  — Matka  przysiadła 

na skraju łóżka i Pebbles wskoczyła na nie obok niej. — To jak... 

— pstryknęła palcami — jak iskrzenie między tobą a mężczyzną, 

czujesz to albo nie.

—  Ale nie zawsze trzeba od razu coś z tym robić  —  zauważyła 

Faith, gdy suczka wlazła do pudła na kapelusze, pokręciła się w 

nim, a potem ułożyła wygodnie.

— Jeśli się tłumi takie namiętności, to potem i tak eksplodują, a 

wtedy   robisz   coś   nieprzemyślanego.   Zanim   się   zorientujesz, 

leżysz   naga,   przykuta   kajdankami   do   łóżka   jakiegoś   faceta 

imieniem  Dirk,  który ma na penisie wytatuowany napis „pan i 

władca".

Faith uniosła rękę, żeby uciszyć matkę.

— A może jednak przyjmiemy wojskową zasadę: „Nie pytaj i sam 

background image

nie mów". Nie pytam cię o nic i sama nie chcę mówić o swoich 

sprawach. — Naprawdę nie miała ochoty słuchać wywodów matki 

o   eksplozjach   namiętności.   Chociaż   po   wydarzeniach   zeszłego 

wieczoru,   kiedy   rzeczywiście   eksplodowała   w   korytarzu 

Marriotta, nie mogła w nikogo rzucić kamieniem i czuć się lepsza. 

Bo   musiała   przyznać   sama   przed   sobą,   że   dawno   tak   jej   nie 

poniosło.   Z   tego,   co   pamiętała,   ostatni   raz   zdarzyło   się   to   z 

dawnym chłopakiem na jego harleyu. W każdym razie próbowali 

zrobić to na harleyu. Ale nic z tego nie wyszło.

— Nie rozumiem cię — powtórzyła Valerie.

—  Wiem. A ja nie rozumiem ciebie. Nie rozumiem, jak możesz 

popełniać wciąż te same błędy, jeśli chodzi o facetów. W wieku 

piętnastu lat  przestałam  liczyć mężczyzn, którzy  przewinęli  się 

przez nasze życie.

— Zdaję sobie sprawę ze swoich błędów. — Valerie westchnęła. 

— Ale który rodzic ich nie popełnia?

Może znalazłoby się kilkoro takich. Valerie była zamężna siedem 

razy i miała co najmniej kilkunastu narzeczonych.

Faith sięgnęła ręką do pudła na kapelusze i próbowała znaleźć pod 

długą sierścią Pebbles woreczek z biżuterią. Suczka warknęła i 

odsłoniła małe białe kły.

—  Jeśli mnie ugryziesz  —  zagroziła jej Faith  —  to wyrzucę cię 

przez balkon.

background image

— Nie słuchaj jej, Pebbles. — Valerie podrapała pieska po łebku. 

— Jest po prostu zazdrosna.

— O psa?!

—  Nie o tobie mówię. Tylko o niej.  To się nazywa rywalizacja 

pomiędzy   rodzeństwem.   Uważa   cię   za   siostrę,   która 

współzawodniczy   z   nią   o   moje   względy.   Czytałam   o   tym   w 

książce.

Ponieważ  Valerie  nie czytała książek, Faith przypuszczała, że to 

wymyśliła. Wyczuła woreczek z biżuterią i wyciągnęła go spod 

psa.

—  Pebbles   wyraźnie   nie   podoba   się,   że   pouczasz   mamusię. 

Mamusię. Faith prawie się zakrztusiła.

—  Nie   pouczam   cię.   Uważam   tylko,   że   powinnaś   bardziej   się 

szanować.

—  Ależ   ja   się   szanuję.  —  Matka   zawiązała   pasek   szlafroka   i 

wygładziła   jedwab   na   udach.  —  Przyganiał   kocioł   garnkowi, 

Faith.   Sama   wyszłaś   za   starego   faceta   dla   jego   pieniędzy.   Nie 

wygłaszaj mi tu kazań na temat moralności.

Może   rzeczywiście   tak   to   wyglądało  —  na   początku   jej 

małżeństwa.

— Ty czujesz się bezpiecznie, gdy masz przy sobie mężczyznę. — 

Rozwiązała jedwabny woreczek i wysypała brylanty na dłoń.  — 

Mnie bezpieczeństwo zapewniają pieniądze. Żadna z nas nie może 

background image

być wyrocznią w sprawach moralności.

— Pieniądze to substytut miłości.

—  Gdy  żył  Virgil,  miałam jedno i drugie. Matka  westchnęła i 

przewróciła oczami.

— Byliśmy dobrym małżeństwem.

— To był chłodny, pozbawiony seksu związek z mężczyzną, który 

mógłby być twoim dziadkiem.

Faith   weszła   do   dużej   garderoby,   w   której   wisiały   stroje   w 

rozmaitych odcieniach beżu, bieli i czerni.

—  Nigdy   nie   rozumiałaś   moich   relacji   z  Virgilem.  Dał   mi 

wspaniałe życie  —  oświadczyła, wystukując kod na klawiaturze 

sejfu. Po chwili drzwiczki odskoczyły.

— Dał ci pieniądze w zamian za pięć lat twojego życia. Pięć lat 

młodości, których nie odzyskasz! — zawołała za nią Valerie. Faith 

chciała przypomnieć matce, że Virgil dawał pieniądze także jej. I 

to tyle, że nie musiała już pracować. Ale się powstrzymała. — A 

co to za życie bez namiętności.

Faith   otworzyła   szeroko   drzwiczki   sejfu   i   wyjęła   poduszkę   z 

niebieskiego   aksamitu,   na   której   spoczywały   kolczyki   od 

Tiffany'ego  i Cartiera. Namiętność nie wystarczy, żeby napełnić 

dziecku   żołądek   czy   kupić   mu   buty,   gdy   zedrze   zelówki.   Nie 

pomogła,   gdy   komornik   kazał   załadować   samochód   matki   na 

platformę   i   go   odholować,   gdy   dzieci   z   sąsiednich   przyczep 

background image

wytykały ją, małą Faith, palcami, i śmiały się z niej, bo poczuły 

się lepsze od niej.

Faith   spojrzała   na   błyszczące   klejnoty   o   różnych   barwach   i 

kształtach. Namiętność nie pomoże, gdy ze strachu ściska cię w 

żołądku, gdy od życia w śmietniku za Hard Rock dzieli cię jedna 

pensja.

— Te kamienie nie ogrzeją cię w nocy.

Spojrzała   na   matkę,   która   stała   kilka   kroków   od   niej.   Na   jej 

głębokie   zmarszczki   wokół   zielonych   oczu   i   włosy,   potargane 

teraz przez mężczyznę. Faith śpi pod kołdrą z gęsiego puchu, żeby 

było jej ciepło w nocy. Nie potrzebuje mężczyzny.

Odłożyła   brylanty   na   aksamitną   poduszkę.   Nie   potrzebuje 

mężczyzny,   który   będzie   jej   dawał   ciepło   czy   pieniądze. 

Namiętność jest przereklamowana. Zresztą nigdy nie trwa długo. 

Matka najlepiej o tym wie.

Faith   ma   wszystko,   czego   jej   potrzeba.   Po   co   jej   mężczyzna? 

Owszem,  wie,  co  mówią   ludzie.  Że  zdobyła   to,  czego  chciała, 

dzięki swojemu ciału, a nie umysłowi.

Ale   co   z   tego?   Nie   przejmowała   się   tym.   Najważniejsze,   że 

wszystko to należy do niej i nikt nie może jej tego odebrać.

Rozdział 10

background image

W  poniedziałek   po   południu   na   spotkaniu   z   trenerem   Darbym 

Hogue'em   i   łowcami   talentów   z   działu   rozwoju   drużyny   Faith 

czuła, że jest jej niedobrze ze zdenerwowania. Na stole ustawiono 

telewizor   i   razem   oglądali   kolejno   fragmenty   nagrań 

przedstawiające zawodników z wolną kartą oraz grających jeszcze 

w drugiej  lidze.  Chociaż   z  wszelkimi  transakcjami   i  umowami 

trzeba się było wstrzymać do zakończenia sezonu, dział rozwoju 

wciąż wyszukiwał nowych obiecujących hokeistów i Jules uznał, 

że Faith powinna przyjść na zebranie. Gdy panowie dyskutowali o 

prezentowanych   na   ekranie   kandydatach,   Faith   czuła   się   jak 

grzesznica w kościele. Zastanawiała się, czy zaraz wpadnie tu Ty, 

chłodny   i   pociągający   jak   zwykle.   Ciekawiło   ją,   czy   ktoś   z 

zebranych wie, że próbowała uwieść kapitana drużyny hokejowej. 

Była   prawie   pewna,   że  Tyson   nie   należy   do   mężczyzn,   którzy 

najpierw obściskują się z kobietami, a potem o tym rozpowiadają. 

I że sam nie chciałby, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie 

miała   jednak   całkowitej   pewności.   Może   rozmawiał   o   niej   z 

którymś z chłopaków. A ten z kolei mógł rozpowiedzieć innym.

Owszem,   to   on   zaczął   ją   całować,   ale   potem   ona   przejęła 

inicjatywę i nie chciała przestać. Nie na tym etapie. Gdy jeszcze 

nie ściągnęli z siebie ubrań.

—  Coś   pani   podać,   pani  Duffy?   —  zapytał   asystent   trenera, 

wsuwając kolejną płytę do odtwarzacza.

background image

Xanax — pomyślała. Ale uśmiechnęła się tylko i pokręciła głową.

— Nie. Dziękuję.

Trzymała ręce na kolanach, jakby była odprężona i opanowana, 

ale tak naprawdę miała napięte nerwy i podskakiwała za każdym 

razem, gdy ktoś przechodził przed gabinetem trenera Nystroma. 

Tyson jednak się nie pokazał i nikt ani słowem nie napomknął o 

nieszczęsnym epizodzie w San Jose.

Wieczorem Chinooki wygrały drugi z trzech meczów przeciwko 

Sharkom.   Faith   poszła   jednak   na   imprezę   dobroczynną   i   nie 

widziała tego. Oboje z Virgilem kupili bilety na elegancką kolację 

za   tysiąc   dolarów   jeszcze   poprzedniego   lata.   Postanowiła,   że 

wybierze się tam sama i weźmie udział w anonimowej aukcji, z 

której dochód ma być przeznaczony na organizację Lekarze bez 

Granic.

Włożyła na tę okazję czarną obcisłą sukienkę od Donny Karan i 

zawiesiła na szyi długi sznur pereł. Kiedy weszła do sali balowej 

Four   Seasons,  dostrzegła   kilka   znajomych   pań   z   Towarzystwa 

Glorii Thornwell. Odwróciły jednak spojrzenia, jakby jej w ogóle 

nie znały. Gdy brała kieliszek molta od przechodzącego z tacą 

kelnera,   elita   Seattle   krążyła   po   sali   w   blasku   lśniących 

kandelabrów.   W   oddali,   w   kręgu   bliskich   przyjaciół   Virgila, 

gratulujących sobie takiego czy innego zakupu, stali Landon i jego 

żona. Podniosła kieliszek szampana do ust i ogarnęła spojrzeniem 

background image

członków Seattle Symphony, którzy grali na podwyższeniu. Znała 

wielu z przybyłych gości. Potem, podchodząc do stołu, na którym 

umieszczono   przedmioty   przeznaczone   do   sprzedaży   na   aukcji, 

podchwyciła   spojrzenia   nielicznych   „żon   na   pokaz",   z   którymi 

utrzymywała kontakty w ciągu ostatnich pięciu lat. W ich oczach 

zauważyła współczucie i lęk. Szybko odwróciły wzrok, bo wolały 

nie myśleć, że może je spotkać taki sam los, jaki spotkał ją.

— Witaj, Faith.

Obejrzała   się   przez   ramię   i   zobaczyła   żonę   Bruce'a   Par-sonsa, 

Jennifer Parsons, nieco tylko starszą od niej.

—   Cześć,   Jennifer.   Jak   widzę,   jesteś   najodważniejsza   z   tego 

grona.

Jennifer uśmiechnęła się powściągliwie.

— Jak się masz?

— Trochę lepiej. Wciąż tęsknię za Virgilem. Rozmawiały przez 

kilka minut, obiecując sobie na koniec,

że będą do siebie dzwonić i umówią się na lunch, co miało nigdy 

nie nastąpić.

Kiedy   rozległ   się   gong   wzywający   na   kolację,   odnalazła   swój 

stolik i zobaczyła puste miejsce przy swoim krześle. Zrobiło jej 

się smutno na myśl o Virgilu. Był dla niej wsparciem i bardzo jej 

go brakowało. Teraz, gdy umarł, musi radzić sobie sama.

Siedzący   po   drugiej   stronie   stołu   Landon   i   jego   żona   Ester 

background image

ignorowali ją, demonstrując milczącą pogardę. Gdyby Virgil  żył, 

na pewno życzyłby sobie, żeby przywołała na twarz uśmiech i w 

ten   sposób   zmusiła   ich   do   kulturalnego   zachowania.   Lecz, 

szczerze mówiąc, miała już dość zmuszania Landona i Ester, żeby 

zachowywali się wobec niej przyzwoicie. Dla niektórych ludzi w 

tym   kulturalnym   gronie   na   zawsze   zostanie   kobietą,   która 

rozbierała się za pieniądze. Ale tamto życie przynajmniej dawało 

jej wolność, która nie miała nic wspólnego z pokazywaniem się 

nago, a przynajmniej pozwalała nie przejmować się opinią innych. 

A poza tym można było przecież upaść jeszcze niżej niż ona.

Jedząc posiłek złożony z pięciu dań, z których pierwszym były 

duszone   żeberka   z   sałatką   z   czerwonej   kapusty,   gawędziła   z 

osobami siedzącymi obok niej. Gdy zabrano ze stołu talerze po 

czwartym   daniu,   uświadomiła   sobie,   że   już   nie   jest   spięta,   że 

niczym się nie przejmuje. Ani Landonem i jego żoną, ani ludźmi, 

którzy teraz, po śmierci Virgila,  przestali ją zauważać. Od czasu 

pogrzebu wiedzie zupełnie inne życie. W ciągu zaledwie jednego 

miesiąca zmieniło się ono zupełnie.

—  Słyszałem,   że   Chinooki   nie   wypadły   jeszcze   z   play  off— 

odezwał  się  jeden ze  wspólników  Virgila  w interesach, Jerome 

Robinson, który siedział po jej lewej stronie. Pochyliła się więc 

lekko i spojrzała w jego ciepłe brązowe oczy. — Jak tam drużyna? 

— zapytał.

background image

— Dobrze nam idzie — odpowiedziała, gdy postawiono przed nią 

panna cottę ze świeżymi owocami. — Oczywiście byliśmy bardzo 

zaniepokojeni po stracie Bresslera, ale pojawił się Savage i dzięki 

niemu drużyna nie straciła rozpędu. Chcieliśmy, żeby zawodnicy 

zagrali razem kilka meczów, zanim wystąpią w rozgrywkach, żeby 

stanęli na nogi i dopasowali się do siebie, ale bardzo szybko się 

zgrali. — A w każdym razie tak mówił poprzedniego dnia trener 

Nystrom. Wzruszyła ramionami i wzięła łyżeczkę.  —  Jak dotąd 

zdobyliśmy   w   rozgrywkach   łącznie   dwadzieścia   trzy   bramki   i 

osiemdziesiąt dziewięć punktów. Myślę, że mamy naprawdę spore 

szanse na zdobycie tegorocznego pucharu.  —  To dodała już od 

siebie. Jerome się uśmiechnął.

— Virgil byłby z ciebie dumny.

Chciała tak myśleć. Ale co ważniejsze, pierwszy raz w życiu sama 

była z siebie dumna.

—  Mój   ojciec   był   zniedołężniałym   staruszkiem  —  zauważył 

Landon z przeciwległej strony stołu.

—  O   twoim   ojcu   można   powiedzieć   wiele   rzeczy  —   Jerome 

odwrócił się do Landona — ale nie to, że był zniedołężniały.

Faith uśmiechnęła się i upiła łyk deserowego wina. Została jeszcze 

jakiś czas po kolacji, żeby kupić to i owo na aukcji. Odbierając 

płaszcz z szatni, zdała sobie sprawę, że choć od śmierci  Virgila 

upłynął   zaledwie   miesiąc,   swobodniej   czuła   się   w   irlandzkim 

background image

pubie w towarzystwie hokeistów niż w gronie osób, wśród których 

obracała   się   przez   ostatnie   pięć   lat.   Chociaż   oczywiście   nie 

wszyscy członkowie śmietanki towarzyskiej  Seattle  są snobami, 

którzy okazują innym swoją wyższość. O nie. Trafiali się i tacy 

jak   państwo  Jerome   —  mili   ludzie,   którzy   przypadkiem   mają 

pieniędzy jak lodu. To raczej Faith  się zmieniła, znowu stała się 

kimś innym. Kimś,

kogo jeszcze nie zna. Nie jest już ani striptizerką, ani króliczkiem 

„Playboya",   ani   żoną   milionera.   Najdziwniejsze   jednak   z   tego 

wszystkiego jest to, że choć nie zna jeszcze tej nowej Faith, już ją 

polubiła.

W   domu   zastała  Valerie,  która   wróciła   z   meczu   hokejowego. 

Razem   z  Pavlem  oglądali   zwycięstwo   Chinooków,   którzy 

pokonali Sharków dwa do zera. Środowy mecz ma być znowu 

rozegrany   w San Jose   i  jeśli   Chinooki  go  wygrają,  przejdą   do 

następnej rundy. Jeśli nie, wrócą do Seattle na szósty mecz.

— Pavel prosił, żebym ci podziękowała za udostępnienie loży.

—  Gdy się z nim zobaczysz, powiedz mu, że nie ma za co  — 

odparła Faith i poszła do swojego pokoju. Położyła się od razu do 

łóżka z poczuciem dziwnego spokoju, jakby wreszcie odnalazła 

się   w   życiu.   Spała   jak   kamień   aż   do   pierwszej.   Obudziła   ją 

Pebbles,  która   wskoczyła   na   łóżko   i   zwinęła   się   przy   niej   w 

kłębek.

background image

— Co tu robisz? — zapytała suczkę sennym głosem. — Zmykaj.

Paciorkowate oczy Pebbles spoglądały na nią w ciemności, gdy z 

sąsiedniego   pokoju   dobiegł   głośny   jęk.  Faith  natychmiast   go 

rozpoznała  —  następny   też.   Najwyraźniej  Valerie   i   Pavel   nie 

poszli to hotelu.

Następnego rana  Pavla  nie było,  a Valerie  zachowywała się jak 

gdyby nigdy nic. Zagadnięta przez córkę o minioną noc, obiecała, 

że w przyszłości będą zachowywali się „ciszej".

—  Wydawało   mi   się,   że   wspominałaś   coś   o   hotelu  — 

przypomniała matce Faith.

—  Mielibyśmy chodzić tam co noc? To by nas zrujnowało! Co 

noc?

— Mogłabyś chodzić do niego. Valerie pokręciła głową.

— No, nie wiem. On mieszka u syna. Może gdy Tyson wyjedzie 

na   mecz.   Jutro   pogadam   z   nim   o   tym.  —  Zdjęła   wielkie 

bransoletki.  —  Nie   masz   nic   przeciwko   temu,   żeby   w   środę 

wieczorem obejrzał z nami mecz, prawda? Niech nie siedzi sam w 

domu przed tym wielkim telewizorem.

Faith pomyślała, że matka mogłaby po prostu do niego pojechać.

—  Nie, nie mam nic przeciwko temu. Dopóki nie zaczniecie się 

zachowywać jak nastolatki przy wtórze Sexual Healing.

Valerie machnęła ręką, bagatelizując jej obawy.

— Pavel tak się emocjonuje tymi rozgrywkami, że nie można go 

background image

oderwać od telewizora.

Jednak   następnego   wieczoru   podczas   pierwszej   przerwy   oboje 

udali się do pokoju Valerie.

— Co oni tam robią? — zapytał Jules. Wszedł do kuchni i wziął 

jedną   z   długich   kanapek   z   bagietki,   które  Faith  kupiła   w 

miejscowych delikatesach.

Rozległo   się   potężne   uderzenie   w   ścianę,   po   którym   nastąpiły 

głośne wybuchy śmiechu i chichoty.

—  Lepiej, żebyś nie wiedział.  — Faith z dezaprobatą pokręciła 

głową i ugryzła kęs korniszona. — Matka i ja przyjęłyśmy zasadę: 

„Nie pytaj i sama nie mów". — Napiła się margarity i wróciła do 

salonu. — W każdym razie ja ją

przyjęłam i staram się stosować. — Na kanapie, na miejscu Faith, 

leżała   z   wyciągniętymi   w   górę   łapkami   Pebbles.   —   Bo   ona, 

podobnie jak jej pies, nie bardzo słucha, co się do niej mówi.

Jules   usadowił   się   obok   suczki   i   wolną   ręką   podrapał   ją   po 

brzuszku.

— Przegapiłaś wczoraj dobry mecz.

Faith przysiadła na poręczy kanapy i spojrzała przez ramię w jego 

zielone oczy

— Byłam na kolacji charytatywnej. — Przypomniał jej się Landon 

i   ściągnęła   brwi.   —  Ale   niestety   już   nie   będę   mogła   na   nich 

background image

bywać. Landon i jego znajomi traktują mnie jak trędowatą.

— Jeśli chcesz chodzić na imprezy dobroczynne — powiedział 

Jules między kolejnymi kęsami kanapki — powinnaś wziąć udział 

w meczu golfowym Fundacji Chinooków.

— Nie wiedziałam, że taka fundacja istnieje.

—   Owszem,   i   co   roku   organizuje   mecz   golfowy   na   cele 

charytatywne. Na pewno chętnie cię do niej przyjmą i będziesz 

miała dobrą zabawę.

Duży biust i golf nie idą w parze.

—   Nie,   dzięki.   Jestem   lepsza   w   organizowaniu   imprez   i 

wypisywaniu czeków.

— Wiem, że Fundacja zbiera pieniądze także w inny sposób. Jeśli 

chcesz, sprawdzę to.

Rzeczywiście, to może być coś dla niej. Przynajmniej się na tym 

zna.

— Dobrze.

— Czy rozmawiał z tobą Darby?

— Nie. — Faith spojrzała na ekran telewizora, żeby zobaczyć, ile 

minut pozostało do końca przerwy. Po pierwszych dwóch tercjach 

Chinooki   miały   przewagę   jednej   bramki,   ale   przed   nimi   była 

jeszcze trzecia część meczu, podczas której wszystko może się 

zdarzyć. — A o co chodzi?

—  Chce,   żebyś   udzieliła   wywiadu   miejscowej   reporterce,  Jane 

background image

Martineau.

Faith słyszała o niej. Czytała jej felietony w „Post Intelligencer".

— Czy ona nie prowadzi kroniki towarzyskiej Seattle?

—  Uhm,   ale   kiedyś   była   także   dziennikarką   sportową  „Seattle 

Timesa".  Dzięki   temu   poznała   swojego   męża,   Luca   Martineau. 

Nie wiem, czy pamiętasz, ale  Luc  był bramkarzem Chinooków, 

zanim kilka lat temu przeszedł na emeryturę.

Faith miała tylko jedno pytanie:

— Kiedy miałabym udzielić tego wywiadu?

— Gdy Darby  obgada wszystko. Pewnie w przyszłym tygodniu, 

kiedy na mieście pojawią się nowe billboardy z tobą i Tysonem.

— Które zdjęcie wybrano?

— Nie jestem pewny, ale dowiemy się tego jutro na zebraniu PR-

u.

Pavel i Valerie wrócili do salonu i Jules zapytał:

— Co sądzicie o Dominiku Pisanim?

—  Obrońcy Pittsburgha? Jest szybki i potrafi uderzyć w krążek. 

— Pavel i Valerie usiedli na dwuosobowej sofie.

Pavel położył rękę na oparciu i zaczął głaskać Valerie po włosach. 

— Dlaczego pytasz?

— Jeśli zagramy z Pittsburghiem w finale, na pewno utrudni życie 

naszemu atakowi.

background image

— To prawda. A ty, Faith, co powiesz? — zapytał, patrząc na nią 

niebieskimi oczami, takimi jakie ma Ty.

— Pytasz, co myślę o Pisanim? Pavel zaprzeczył ruchem głowy.

— Nie. Gdy widzieliśmy się ostatnio, wcześniej wróciłaś do domu 

z San Jose, bo się źle czułaś. Jak się miewasz?

A, tak. Wtedy, gdy zobaczyła go bez gaci. Następnego dnia po 

żenującej scenie z jego synem w Marriotcie.

— Już lepiej. Dziękuję.

W hali sportowej rozległy się dźwięki Who Let Dogs Out i Faith 

skupiła uwagę na hokeistach, którzy wyjeżdżali właśnie z tunelu. 

Ich ruchy stały się płynne i pełne gracji w chwili, gdy znaleźli się 

na lodzie.

Tyson   wjechał   na   lodowisko   jako   jeden   z   pierwszych.  Faith 

widziała   go   pierwszy   raz   od   czasu,   gdy   się   z   nim   całowała. 

Poczuła   dziwny   skurcz   serca   i   lekkie   mdłości.   Za   chwilę   jego 

twarz ukazała się na telebimie, gdy wraz z kapitanem Sharków 

podjeżdżał do koła wznowień.

Dwaj   sportowcy   popatrzyli   na   siebie   spod   kasków   i   przyjęli 

pozycje   z   kijami   na   kolanach.   Bezgłośnie   poruszyli   ustami  — 

mówili coś do siebie Każdy z nich uśmiechnął się i skinął głową, 

ale Faith nie przypuszczała, żeby rozmawiali o pogodzie.

Uniosła szklankę do ust.

— Jak myślicie, co mówią?

background image

—  Wymieniają   uprzejmości  —  odparł  Pavel   i   Jules  parsknął 

śmiechem.

* * *

— O co chodzi? — zapytał kapitana Sharków, patrząc mu w oczy. 

— Masz okres?

Przeciwnik się zaśmiał.

— Ugryź mnie w dupę, Savage.

—  Zabawne. To samo powiedziała twoja siostra, gdy widziałem 

się z nią ostatni raz.

Podjechał sędzia i Tyson przeniósł uwagę na krążek, który ten 

trzymał w ręce.

— Słyszałem, że wasza nowa właścicielka zrobiła z was pieski — 

zrewanżował się kapitan przeciwnej drużyny.

Teraz z kolei Tyson się roześmiał i sędzia rzucił krążek. Dwaj 

kapitanowie ruszyli do walki i trzecia tercja meczu zaczęła się od 

ataku na bramkę Sharków.

Tyson grał przez trzy minuty, a potem podjechał do ławki i wziął 

butelkę   wody.   Jego   wzrok   powędrował   w   stronę   loży   dla 

właściciela drużyny w  HP Pavilion. Tym razem Faith  z nimi nie 

pojechała. Dzięki Bogu.

Otarł   twarz   ręcznikiem,   a   potem   zarzucił   go   sobie   na   szyję. 

Minęły   cztery   dni,   od   kiedy   całował   się   z  Faith,  i   nie   mógł 

przestać   o   niej   myśleć.   Wciąż   powracały   do   niego   szczegóły 

background image

tamtej   sceny.   Pamiętał   dotyk   jej   miękkich   ust,   ich   smak, 

przyjemny,   przywodzący   na   myśl   piwo,   namiętność   i   seks. 

Przyciągnął ją do sobie, przycisnął  jej piersi do swojego torsu  i 

prawie stracił rozum, cholera. Ona też musiała się zapomnieć, bo 

wcale nie protestowała. Całowała go w szyję i prosiła, żeby ją 

pieścił, wszędzie, i, o rany, chętnie spełniłby jej życzenie. Pragnął 

wziąć od niej kartę-klucz i wciągnąć ją do pokoju, rzucić na łóżko 

i zanurzyć twarz między jej piersi. „Chcę lizać cię po tatuażu" — 

szeptała roznamiętniona i niech go szlag trafi, jeśli nie marzył, 

żeby poczuć jej ciepłe usta na swojej skórze.

Była piękna i pożądał jej. Był na tyle szczery wobec siebie, aby 

przyznać, że wciąż jej pragnie. Decyzja, żeby odejść i ją zostawić, 

była jedną z najcięższych w jego życiu.

Rozległ się gwizdek i Tyson skupił się na meczu, bo podyktowano 

uwolnienie.   Poważnie   traktował   funkcję   kapitana   drużyny. 

Dwudziestu   czterech   kolegów   patrzyło   na   niego.   Jest   dla   nich 

wzorem, ich przywódcą, zarówno na lodowisku, jak i poza nim, i 

wolał   nawet   sobie   nie   wyobrażać,   jak   by   zareagowali,   gdyby 

wiedzieli, że Faith zrobiła mu malinkę na szyi. Nie miał o tym 

pojęcia, ale Sam podczas treningu w niedzielę rano zwrócił mu 

uwagę. Na poczekaniu wymyślił jakieś kłamstewko, że poderwał 

kelnerkę   w   San   Jose,   chociaż   nic   takiego   mu   się   dotąd   nie 

zdarzyło.   Nie,   bo   jest   kapitanem   drużyny   i   poucza   chłopaków, 

background image

żeby się nie łajdaczyli.

Walker   Brookes   podjechał   do   koła   wznowień   po   stronie   pola 

obrony Chinooków i czekał, aż arbiter rzuci krążek.

Chłopcy nabijali się z niego, że się upił i przeleciał kelnerkę, ale 

uwierzyli w tę historyjkę. Jasne, że uwierzyli. Żadnemu z nich nie 

przyszłoby na myśl, że to właścicielka drużyny przywarła do jego 

szyi gorącymi ustami i zostawiła ten ślad. Jemu samemu ledwie 

mieściło się to w głowie.

Romans z właścicielką drużyny może poważnie zagrozić szansom 

drużyny na zdobycie Pucharu Stanleya i Tyson wciąż nie potrafił 

uwierzyć, że stracił rozsądek z powodu kobiety. Szczególnie tej 

kobiety.   Niezależnie   od   tego,   jak   bardzo   pragnął   ją   całować   i 

pieścić, i pozwolić, żeby ona odwzajemniła jego pieszczoty.

Krążek upadł na lodowisko i został przejęty przez Walkera, jednak 

przeleciawszy po lodzie za jego plecy, trafił prosto do jednego z 

obrońców Sharków. Drużyna San Jose ruszyła do ataku i trener 

Nystrom   dał   znak   Tysonowi,   żeby   włączył   się   do   gry.   Tyson 

wetknął do ust gumowy ochraniacz na zęby i wciągnął rękawice.

Pavel Savage znany był z tego, że zamiast rozumem kierował się 

czym   innym   i   przez   to   popełniał   błędy.   Rozbijał   rodziny   i 

zaprzepaszczał szanse na zdobycie pucharu.

Tyson   ścisnął   kij   i   przeskoczył   przez   bandę.   Podniósł   głowę   i 

podjechał   na   środek   lodowiska,   a   Walker   zajął   w   tym   czasie 

background image

miejsce na ławce. Tyson nie chciał być taki jak ojciec. Pocałunki z 

panią Duffy były błędem i nie zamierzał tego błędu powtórzyć.

Postanowił, że nic ani nikt nie przeszkodzi mu w walce o puchar. 

Ani inna drużyna, ubiegająca się o to samo trofeum. Ani obrona, 

której przydałoby się trochę więcej siły i tempa, a już na pewno 

nie dawna dziewczyna z rozkładówki z dużym biustem i miękkimi 

ustami.

Rozdział 11

Faith   spędziła   całe   przedpołudnie   przed   zebraniem   PR-u   na 

przeglądaniu   swojej   szafy   i   wyrzucaniu   z   niej   rzeczy,   których 

według   wszelkiego   prawdopodobieństwa   już   nigdy   nie   włoży. 

Zapakowała  kaszmirowe  bliźniaki  oraz  stonowane  kostiumy  do 

pudeł i zadzwoniła do organizacji dobroczynnej, żeby je zabrali.

Myślała,   że   z   powodu   zdenerwowania   i   niewyspania   zaraz 

eksploduje albo zemdleje, albo jeszcze coś innego. Nie dość, że 

Chinooki   poprzedniego   wieczoru   przegrały   w   dogrywce,   to 

jeszcze   musiała   przez   całą   noc   słuchać   namiętnych   jęków 

dochodzących   z   pokoju   matki.   Jakby   tego   było   mało,   Pebbles 

zajęła   całe   jej   łóżko.   Jak   jeden   mały   piesek   może   tak   się 

rozpychać? Za każdym razem, gdy próbowała wyrzucić Pebbles, 

ta jakby nagle przybierała na wadze i robiła się bardzo ciężka.

A w ogóle dlaczego na  to pozwalam? — zadała sobie pytanie, 

ubierając   się   na   zebranie.   Na   to   i   na   wszystko   inne?   Matka 

background image

najwyraźniej   postanowiła   zatrzymać   się   u   niej   na   dłużej,   nie 

pytając   o   pozwolenie,   i   nocami   jak   szesnastolatka   ukradkiem 

wpuszczała   swojego   kochanka.   Ohydny   pies,   którego   Faith 

nienawidziła, spał z nią przez większość nocy i zrobił sobie z jej 

łóżka posłanie. Co się stało z jej życiem? W ogóle nie przypomina 

tego,   które   wiodła   w  Vegas  przed   poznaniem  Virgila,  ani 

późniejszego, już po ślubie. Teraz nabija sobie głowę wiedzą o 

hokeju   i   stara   się   jak   najwięcej   z   tego   zapamiętać.   Nie   chce 

popełnić błędu i nikogo zawieść, ale wciąż niewiele wie. I jeśli ma 

być szczera, nie jest pewna, czy kiedykolwiek będzie wiedziała 

więcej niż mniej.

Ubrania,  które   kupiła   w   Kalifornii   i   kazała   sobie   przysłać, 

przybyły   dzień   wcześniej,   na   zebranie   włożyła   więc   dżinsy   i 

różową   koszulkę  od  Eda  Hardy'ego,  z   czerwonym   sercem   i 

skrzydełkami. Znalazła śliczne kożuszkowe botki UGG, i włożyła 

do nich nogawki spodni. Był koniec kwietnia, w Szmaragdowym 

Mieście wciąż panowały chłód i wilgoć.

Na   trasie   do  Key  Arena   robiły   się   już   korki   i   przyjechała   na 

miejsce spóźniona dziesięć minut.

— Naszym zdaniem to jest zabawne — powiedziała Bo, gdy Faith 

zajęła   miejsce   obok   Julesa.   Pokazała   jedno   ze   zdjęć 

przedstawiających Faith i Tysona. — Wydaje się śmieszne, ale ma 

pieprzyk.

background image

Faith zobaczyła fotografię, na której opiera stopę o ławkę między 

udami   Tysona.   Twarz   zwróciła   do   obiektywu,   uśmiechnięta   i 

rozbawiona, Tyson natomiast patrzył na nią, jakby rozsadzała go 

wściekłość.   Bo   rzeczywiście   tak   było.   Granatowa   bluza 

podkreślała zimny wyraz jego oczu, a zaciśnięte

wydatne szczęki uwidaczniały cienką białą bliznę na jego brodzie. 

Doskonale się prezentuje, stwierdziła Faith, wszystko w nim jest 

pociągające.   Stanowi   ucieleśnienie   marzeń   każdej   dziewczyny, 

powoduje   przyspieszone   bicie   serca   i   drżenie.   Nie   musi 

występować na plakacie, billboardzie ani srebrnym ekranie, żeby 

wyglądać jak młody bóg. Wystarczy tylko, że chodzi po ziemi.

Ostatnio   widziała   Tysona   w   telewizji,   kiedy   kibice   San   Jose 

wygwizdali   go   za   to,   że   zakwestionował   zdobytą   przez 

przeciwnika bramkę. Pokłócił się z sędzią i uderzył kijem o lód, 

ale gdy jechał na ławkę kar, gwizdy zamieniły się w wiwaty i 

uśmiechnął   się   półgębkiem.   Co   w   jego   przypadku   równało   się 

szerokiemu uśmiechowi.

— Według mnie zdjęcie po lewej jest lepsze — zauważył Jules. 

Faith ubrała się na to zebranie całkiem zwyczajnie, za to Jules 

przeciwnie — włożył jaskrawopomarańczową koszulę w czarne 

paski. Wyglądał jak dynia.

— To, że Faith stoi przed Tysonem, stwarza wrażenie głębi. A w 

billboardzie chodzi o trzeci wymiar. — Wzruszył ramionami. — 

background image

Poza tym Święty nigdy nie zgodzi się na tamto zdjęcie.

—   Skąd   wiesz,   które   Tyson   będzie   wolał?   —   zapytała   Faith. 

Czyżby ci dwaj pod jej nieobecność doszli do porozumienia?

— Bo na tamtym wygląda, jakbyś deptała mu po jajach. Ojej, to 

chyba niedobrze. A może nie?

— Hm,  jako graficzka  z  dużym doświadczeniem w reklamie  i 

singielka uważam, że tamto opowiada jakąś historię — stwierdziła 

Bo, wskazując swój typ. Faith spojrzała na asystenta, a potem na 

Bo. Oboje patrzyli na siebie ostro i Faith zaczęła się zastanawiać, 

czy coś uszło jej uwagi.

Zabrał głos Tim, szef działu:

— Na początek skłaniam się ku temu z podtekstem. Jeśli spotka 

się   z   dobrym   przyjęciem,   pójdziemy   za   ciosem   i   za   miesiąc 

opublikujemy to drugie.

Faith   nie   była   graficzką,   nie   reprezentowała   też   singli,   ale 

zgadzała się z Julesem.

— Jeśli zamierzamy opublikować oba w odstępie kilku tygodni, to 

moim   zdaniem   lepiej   zacząć   od   zdjęcia,   na   którym   ja   stoję   z 

przodu, a Ty, wściekły, z tyłu.

— Wcale nie byłem wściekły — zaprzeczył Ty, wchodząc do sali, 

która natychmiast  wydała się mniejsza. Ubrany był w dżinsy i 

czarny   golf   z   logo   Nike.   W   przeciwieństwie   do   kolegów   z 

drużyny,   którzy   wyglądali   niechlujnie   z   zarostem,   Tyson 

background image

prezentował   gładką   twarz.   Miał   wilgotne   włosy,   jakby   właśnie 

wyszedł spod prysznica. Faith nie spodziewała się, że go zobaczy. 

Powiedziano jej, że drużyna jest na treningu, i uznała, że Tyson 

nie przyjdzie na zebranie.

Przez chwilę patrzył jej w oczy elektryzująco niebieskimi oczami, 

po czym podszedł do makiet. Założył ramiona na piersi i rozstawił 

nogi.   Jego   levisy   były   tak   wytarte,   że   muskularne   pośladki 

wypychały   tylne   kieszenie.   Wskazał   zdjęcie,   na   którym   Faith 

trzymała stopę między jego udami.

— To wygląda, jakby pani Duffy deptała mi po jajach. Jules się 

zaśmiał, a Faith zagryzła wargę, żeby powstrzymać

się od parsknięcia.

Asystentka ściągnęła gumkę ze swojego kucyka.

— Ale opowiada jakąś anegdotę.

— Uhm — przyznał Ty. — Historię o tym, jak depcze mi się po 

jajach.

Dziewczyna zrobiła taką minę, jakby sama chciała go podeptać 

swoimi martensami.

— Cóż, na pewno nie o taki efekt nam chodzi — Tim uspokoił 

kapitana Chinooków.

— Och, sama nie wiem — powiedziała Faith, gdy Tyson odwrócił 

się do niej. — Wydaje mi się jednak, że znajdzie się więcej niż 

background image

kilka kobiet, którym to zdjęcie się spodoba. — Spojrzała na płaski 

brzuch Tysona i wypukłość pod pięcioma guzikami przy rozporku. 

Przesunęła   wzrokiem   po   wyraźnie   zarysowanych   mięśniach   na 

jego   piersi,   a   następnie   po   bliźnie   na   brodzie   i   zatrzymała   na 

niebieskich oczach. — I więcej niż kilku mężczyzn.

—   Właśnie   —   włączył   się   Jules   —   a   nie   o   to   chodzi   w   tej 

kampanii. Mamy wywołać wrażenie konfliktu, a nie sugerować, 

że Faith depcze Świętemu po jajach.

— Dzięki ci, Jules.

— Nie ma za co, Święty.

Faith   pochyliła   głowę,   żeby   ukryć   uśmiech.   Mężczyźni   są 

zdecydowanie przeczuleni na punkcie swoich jaj.

— Ale to zmysłowy i zabawny przekaz — zaprotestowała Bo, 

znowu zbierając swoje krótkie kasztanowe włosy w kucyk.

Podczas gdy Bo i Jules nadal dyskutowali o zdjęciu i męskich 

jajach, Tyson spojrzał Faith w oczy. Wokół jego pięknych oczu 

pojawiły się drobne zmarszczki i Faith pomyślała, że Tyson zaraz 

uśmiechnie się szeroko.

Oczywiście   tak   się   nie   stało,   ale   poczuła   przyjemne   ciepło 

rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa, które po chwili ogarnęło całe 

jej ciało.

—  Ale   rzeczywiście,   nie   chcę   nic   zrobić   Świętemu   w   jaja.  W 

każdym razie nie dziś — oświadczyła. — Będzie ich potrzebował, 

background image

żeby zdobyć dla mnie puchar.

***

Wciąż   to   samo,   aluzje   do   jego   jaj.   Naprawdę   będzie   musiał 

skończyć te rozmowy z Faith. Zwłaszcza przy innych. W jakiś 

chory, przewrotny sposób go podniecają.

— Zacznijmy od tego. — Tim wskazał plakat z Faith stojącą przed 

Tysonem.   —   Zdjęcie   z   szatni   wykorzystamy   później.   Albo 

wybierzemy   jeszcze   inne   z   tamtej   sesji   —   dodał,   jakby   nagle 

zmęczony, i skierował się do drzwi. — Muszę wziąć aspirynę.

—  Tim,   poczekaj!   —   zawołała   Bo   i   pobiegła   za   nim.   —   Nie 

wysłuchałeś moich propozycji co do podpisów.

— Szkoda mi tego gościa — mruknął Jules i wstał.

— A ja ją lubię.

— Jest agresywna jak chihuahua, który udaje pitbulla.

— Chyba to mi się właśnie w niej podoba. — Faith również się 

podniosła i Tyson przesunął wzrok z jej ust na różową bluzkę z 

długimi   rękawami.   Na   przodzie   widniało   serce   z   anielskimi 

skrzydłami.   Zniknęły   czarne   spodnie   i   luźne   beżowe   spódnice. 

Miała też na sobie dżinsy, które opinały jej biodra i uda, i włożyła 

do   nich   kożuszkowe   botki   w   stylu   Pocahontas.   W   tamtych 

obszernych stonowanych ciuchach wyglądała starzej. W tych od 

razu wydawała się swobodniejsza i bardziej bezpośrednia.

background image

— To wredna baba.

Faith wzięła do ręki dużą skórzaną torebkę na złotym łańcuchu.

— Po prostu ma własne zdanie. I nie pozwala sobą rządzić.

— Twoja mama też nie pozwala sobą rządzić i nie zauważyłem, 

żebyś była zadowolona z tego, że ma własne zdanie.

—  Moja   matka   nie   ma   zdania.  Ma   problemy.  —   Faith,  zanim 

ruszyła   do   drzwi,   zerknęła   na   Tysona.   —   Zachowuje   się   jak 

szesnastoletnia smarkula.

— Pani Duffy! — zatrzymał ją Ty. — Może pani zostać jeszcze 

chwilę? — Musi omówić z nią coś.

—   Jasne   —   rzuciła   przez   ramię,   zatrzymując   się   tuż   przed 

drzwiami.   —   Zaraz   do   pana   przyjdę.   —   Gdy   rozmawiała   z 

asystentem, Tyson przesunął wzrokiem po jej jasnych włosach w 

dół, ku metalowym guzikom przy tylnych kieszeniach dżinsów. 

Tamten   epizod   w   hotelu   był   kolosalną   pomyłką.   Tyson   mógł 

udawać,   że   nic   się   nie   zdarzyło,   ale   uznał,   że   lepiej   będzie 

postawić sprawę jasno, zanim urośnie ona do rangi problemu.

Faith odwróciła się i zostawiła drzwi uchylone.

— Chodzi o tamten wieczór? — zapytała, podchodząc do niego.

— Tak.

W porządku. Więc pan o tym wie.

Jak mógł nie wiedzieć? Był przy tym, jak go całowała po 

szyi.

background image

— Prześladuje mnie to od tygodnia — ciągnęła Faith. Tyson oparł 

się o brzeg stołu i splótł ręce na piersi. Coś

mu się tu nie podoba.

— Początkowo byłam wstrząśnięta. — Pokręciła głową i zza jej 

ucha wysunęło się pasmo włosów. — Aż mnie... aż mnie zemdliło. 

— Ale tylko stałam i patrzyłam.

Mdliło ją?! Nic na to nie wskazywało, gdy całowała go, jakby to 

była   jej   praca,   i   dawała   z   siebie   wszystko,   żeby   zasłużyć   na 

porządny napiwek. Ściągnął brwi z irytacją.

— Nie tylko stała pani i patrzyła.

—   Mogłam   coś   zrobić.   Sama   nie   wiem...   Byłam   w   szoku.   — 

Spojrzała na czubki swoich botków i włosy opadły jej na policzki, 

zasłaniając twarz. — Wciąż mam to przed oczami.

On też. I w tym był właśnie szkopuł.

—   Boże,   mam   ochotę   wziąć   szpikulec   do   lodu   i   usunąć   to   z 

mózgu.

Jego irytacja zamieniła się w gniew. Jednocześnie miał bolesną 

świadomość, że bardzo podoba mu się jej pupa w tych dżinsach.

— Może powinna była pani pomyśleć o tym wcześniej. Zanim 

zrobiła mi pani malinkę i błagała, żebym ją pieścił.

— Co takiego? — Spojrzała mu w twarz. — O czym pan mówi?

Odsunął golf i odsłonił mały purpurowy ślad na szyi.

— O tym. — Oparł ręce na stole. — Nawet jej nie zauważyłem, 

background image

dopiero następnego rana podczas treningu Sam zwrócił mi na nią 

uwagę.

Faith rzuciła torebkę na pobliskie krzesło i zrobiła krok do przodu. 

Chłodnymi   palcami   musnęła   jego   szyję,   odsuwając   golf.   To 

dotknięcie  wywołało w jego piersi  falę gorąca, która następnie 

spłynęła do krocza.

— Prawie nie widać.

— Zbladła od niedzieli. — Spojrzał jej w oczy, a potem na usta, 

które teraz znajdowały się zaledwie kilka cali od jego twarzy. — 

Musiałem wymyślić bajeczkę o kelnerce.

— Uwierzyli panu?

Gdy ostatnim razem była tak blisko, jej usta sunęły po jego szyi, a 

zęby ugryzły go w ucho. „Pieść mnie" — prosiła szeptem, a on 

niczego bardziej nie pragnął.

— Przykro mi. — Zmarszczyła czoło i odsunęła się od niego. 

Zarumieniła   się   i   wzruszyła   ramionami.   —   Uległam   urokowi 

chwili i poniosło mnie.

— Ale potem była pani przerażona i zrobiło się pani niedobrze?

—  Słucham?  Och,  nie.  Nie   mówiłam  o  tym  —  wskazała   jego 

szyję   —   tylko   o   tym,   jak   po   powrocie   do   domu   zastałam 

pańskiego ojca z moją matką. Nagich. Kochali się — machnęła 

r

ęką — 

na

 podłodze, przed kominkiem w moim mieszkaniu.

Teraz on zapytał zdziwiony:

background image

— Co?!

— Pański ojciec i moja matka... przyłapałam ich razem.

— Proszę poczekać. — Uniósł rękę. — Mój ojciec i pani matka 

się znają?

— I to dobrze.

Przypomniał sobie kobietę, którą widział podczas sesji zdjęciowej. 

Nie   była   brzydka,   tylko   pospolita,   w   złym   stylu.   Dokładnie   w 

typie jego ojca.

— Zastała ich pani, jak się kochali?

— Właśnie, i to było niesmaczne. Oni.... — Podniosła rękę, jakby 

chciała   odsunąć   przykre   wspomnienie.  —   Robili   to   na   pieska. 

Jeśli dobrze widziałam.

— Żartuje pani?

— Chciałabym!

Chociaż   romans   jego   ojca   z   jej   matką   musi   zakończyć   się 

kompletną klapą, Faith była tak wytrącona z równowagi, że mimo 

woli się roześmiał.

—   Och.   —  Wymierzyła   w   niego   palec.   Jej   krótko   obcięte 

paznokcie pomalowane były bladoróżowym lakierem. — Pana to 

bawi? Człowieka, który nigdy się nie śmieje?

— Ależ się śmieję.

Zwróciła smukły palec w swoją stronę.

— Ze mnie!

background image

— Jest pani tak wzburzona, że to naprawdę zabawne. — Patrzyła 

na   niego   z   godnością,   śliczna   i   seksowna,   w   różowej   bluzce   i 

botkach.

— Gdyby widział pan to, co ja, też byłby pan wzburzony.

— Proszę mi wierzyć, widziałem nieraz. — Pavel nie chwalił się 

swoimi   erotycznymi   podbojami,   ale   też   nie   grzeszył   zbytnią 

dyskrecją. — Pierwszy raz, gdy miałem siedem lat. — Wszedł do 

salonu i zobaczył ojca uprawiającego seks na antycznej komodzie 

matki. A matki nie było w domu.

Faith  uchyliła   różowe   usta   i   z   przejęcia   głośno   wciągnęła 

powietrze.

—  Ja  miałam pięć  lat! Ona wpuszcza go w nocy ukradkiem i 

wypuszcza, zanim wstanę. Pański ojciec jest jak duch. Gdyby nie 

zachowywali się tak głośno, w ogóle nie wiedziałabym, że u nas 

bywa.

No tak. To wyjaśnia nagłe zniknięcia ojca i jego niespodziewane 

powroty. Tyson ostatnio rzadko widywał staruszka i domyślał się, 

że ma to coś wspólnego z kobietą.

— No, i wykopali Pebbles, która teraz sypia ze mną.

— Pebbles?

— Suczkę mojej matki. — Faith zatknęła włosy za ucho i opuściła 

ręce.  —  Ona mnie nie cierpi, zresztą z wzajemnością. Wciąż na 

mnie warczy i szczeka. Chyba że czegoś chce. Na przykład ułożyć 

background image

się w moim łóżku.

Tyson przechylił głowę na bok i przyjrzał jej się.

— To dlaczego jej pani nie wyrzuci?

—  Próbowałam.  —  Westchnęła.  —  Ale   patrzy   na   mnie   tymi 

swoimi   oczkami   i   nie   mam   serca   tego   zrobić.   A   teraz,   gdy 

wskakuje mi do łóżka, wiem, że  Pavel  jest w sąsiednim pokoju, 

nagi, z moją matką.  —  Skrzywiła się i opuściła głowę.  —  Być 

może tak bardzo by mi to nie przeszkadzało, gdyby matka nie 

jęczała i nie krzyczała, jakby ją ktoś mordował.

Nie   takiej   reakcji   spodziewał   się   po   byłej   striptizerce   i 

dziewczynie   z   rozkładówki.   Wieloletniej   striptizerce   i   dziew-

czynie z rozkładówki. Choć tak naprawdę nie wiedział, czego się 

spodziewał. Pewnie, że nie będzie traktowała seksu jako czegoś 

gorszącego, niezależnie od tego, kto go uprawia. Tak przynajmniej 

podchodziły do tego striptizerki, które znał.

— O rany.

— „O rany" w jakim sensie?

— Jak na kogoś, kto zarabiał na życie, rozbierając się publicznie, 

ma pani bardzo zasadniczy stosunek do seksu.

— To była tylko praca. — Pokręciła głową i spojrzała mu w oczy. 

— Striptiz nigdy nie miał dla mnie nic wspólnego z seksem.

Czegoś tu nie rozumiem. Kobieta, która się rozbiera, to sam seks, 

pomyślał Tyson.

background image

— Podobnie jak pozowanie dla „Playboya" — dodała. Niech to 

powie tym wszystkim facetom, którzy oglądali

jej zdjęcia, bo niech go szlag, jeśli nie emanowały seksem. W jego 

ocenie tak. Nie miał co do tego wątpliwości. Przypomniał sobie 

perły, które miała na szyi, i poczuł podniecenie.

— Gadanie. Sprzedawała pani seks. Wzruszyła ramionami.

— To było udawane.

Nie wierzył jej, ale cała ta rozmowa o seksie sprawiła, że zaczął 

sobie wyobrażać, jak wsuwa ręce w jej dżinsy i ujmuje gładkie, 

nagie pośladki, a ona znowu muska ustami jego szyję. Uznał, że 

najlepiej będzie, jeśli odejdzie, choć wcale nie miał na to ochoty. 

Włożył tego dnia luźne dżinsy, ale nie aż tak luźne.

—   Jeszcze   raz   przepraszam,   że   pocałowałem   panią   tamtego 

wieczoru. — Zerknął na zegarek, jakby gdzieś się spieszył. — 

Wypiłem   za   dużo   piwa.  Ale   to   mnie   nie   usprawiedliwia,   więc 

przepraszam.

Zrozumiała — dzięki Bogu — i wzięła torebkę z krzesła.

— Oboje trochę się zapomnieliśmy — przyznała.

— Przypiszmy to działaniu alkoholu i zapomnijmy o wszystkim.

— Nie ma problemu, ja już zapomniałam. — Przewiesiła torebkę 

przez rarmię. — A pan?

W każdym razie starał się, jak mógł.

background image

— Ja też. Ma pani moje słowo, że to się więcej nie powtórzy. — 

Stała przed nim jak wcielenie seksu, miał ochotę rzucić się na nią i 

ją pożreć. — Mogłaby pani biegać przy mnie nago i nawet nie 

tknąłbym pani palcem.

Faith z powątpiewaniem uniosła brew.

— Czyżby?

— Uhm. — Obrzucił spojrzeniem jej piersi pod bluzką, po czym 

podniósł wzrok. — Gdyby pani teraz zdjęła tę bluzkę, to i tak nie 

zrobiłoby na mnie wrażenia.

— Nie drgnąłby panu ani jeden mięsień? Wzruszył ramionami.

— Pewnie zacząłbym ziewać.

Rzuciła torebkę na podłogę i chwyciła brzeg bluzki.

— Na pewno nie zrobiłoby to na panu żadnego wrażenia? Jasna 

cholera.

— Uhm.

Podciągnęła bluzkę, aż ukazał się pasek gołego ciała nad dżinsami 

opinającymi jej biodra.

— Nic pan nie czuje?

Tyson   gra   w   NHL   od   ponad   piętnastu   lat.   Umie   zachować 

kamienną twarz.

— Nic a nic.

Żeby tego dowieść, ziewnął przeciągle. Co było trudne, biorąc pod 

uwagę fakt, że miał kłopoty z oddychaniem.  Zaśmiała się cicho, 

background image

uwodzicielsko, i zadarła bluzkę nieco wyżej, nad pępek ozdobiony 

różowym kamieniem.

— Wciąż nic?

Krew uderzyła mu do głowy. Walczył z pragnieniem, żeby paść na 

kolana i przycisnąć usta do tego gładkiego brzucha.

—  Przykro mi, pani Duffy. — A potem powiedział największe 

kłamstwo tego dnia: — Nie jest pani aż tak atrakcyjna.  Uniosła 

bluzkę jeszcze wyżej, odsłaniając szczupłe żebra.

— Tak pan uważa?

— Uhm.

— Wielu mężczyzn mówiło mi, że jestem piękna.

—   Wielu   mężczyzn   kłamie,   żeby   uwieść   kobietę.   —   Bluzka 

powędrowała jeszcze kilka cali w górę. — Nawet taką, która nie 

wydaje im się atrakcyjna?  Objął spojrzeniem jej płaski brzuch, 

gdy   zadarła   bluzkę  nad   brzeg   różowych   satynowych   miseczek 

stanika.

— To zależy.

— Od czego?

— Jeśli jest już po północy i zamykają bar... —Wstrzymał oddech, 

czekając na dalszy ciąg. — Przed zamknięciem baru kobiety nagle 

zyskują   na   atrakcyjności.  Ale   ja   nigdy   nie   należałem   do   tych, 

którym jest  wszystko jedno, kogo zaciągną  do łóżka. Mogłaby 

pani podejść i usiąść mi na kolanach, a ja i tak bym zasnął.

background image

Zaśmiała się jeszcze niższym głosem, jakby czytała mu w myślach 

i wiedziała, że cały czas kłamie.

—  Nie   siadałam   nikomu   na   kolanach,   odkąd   wiele   lat   temu 

odeszłam z Aphrodite,  ale wyobrażam sobie, że to jak jazda na 

rowerze.  —  Chwyciła   bluzkę   jedną   ręką,   a   drugą   przesunęła 

powolnym,   zmysłowym   ruchem   po   gołym   brzuchu.  — 

Gwarantuję,   że   by   pan   nie   zasnął.  —  Dotykająca   się   kobieta 

zawsze miała w sobie coś kuszącego i grzesznego.  — W jednej 

chwili zacząłby pan łkać jak dziecko i prosić o litość.

— Śmiałe przypuszczenie, pani Duffy.

—   Tylko   stwierdzam   fakt,   panie   Savage.   —  Musnęła   małym 

palcem pasek dżinsów, po czym wsunęła palec pod górny guzik 

rozporka. — Jeszcze pan nie zasnął?

— Proszę dalej. Dam pani znać w razie czego. Włożyła za pasek 

spodni środkowy palec.

— Znudzony?

— Tak jakby.

— Chwileczkę. — Jej ręka znieruchomiała, a jemu zamarło serce. 

— Czy siadanie na kolanach nie jest nieprzyzwoite?

Nie, do diabła!

Zaśmiała się i opuściła bluzkę.

— A dopiero co obiecaliśmy sobie, że to się więcej nie powtórzy.

Zacisnął ręce na krawędzi stołu, żeby nie wyciągnąć ich do niej. 

background image

Żeby nie złapać jej za pasek dżinsów i nie przyciągnąć do siebie, 

aż znalazłaby się między jego udami, tuż przy kroczu. Pragnął jej 

powiedzieć,   że   może   zachowywać   się   tak   nieprzyzwoicie,   jak 

tylko jej się podoba. Przyszło mu na myśl jego łóżko, ale gdy 

spojrzał   w   jej   oczy,   w   których   dopatrzył   się   wyrachowania, 

natychmiast oprzytomniał. Rozpaliła go do czerwoności, ale sama 

nic nie czuła. Sięgnęła po torebkę.

— O tym też zapomnimy? Da się zrobić?

—   Nie   ma   sprawy.   —  Czując   pulsowanie   w   kroczu,   po 

wewnętrznej stronie uda, dodał: — Ja już zapomniałem.

Faith  ruszyła do drzwi, ale odwróciła się jeszcze i spojrzała na 

niego.

—  Ja też. Nie pan jeden był znudzony.  —  Drzwi otworzyły się, 

zanim nacisnęła na klamkę, i do pokoju wszedł jej asystent.

— O co chodzi, Jules? — zapytała.

Ten spojrzał najpierw na nią, a potem na Tysona.

—  Przyszedłem   ci   powiedzieć,   że   umówiłem   cię   w   przyszłym 

tygodniu na spotkanie z szefową Fundacji Chinooków.

—  Świetnie.  —  Poprawiła torebkę na ramieniu i po raz ostatni 

spojrzała   na   Tysona.  —   Do   zobaczenia,   panie   Savage.   Jules 

odprowadził ją wzrokiem, a gdy wyszła, zapytał:

— Czy coś jest między tobą a Faith?

— Nic — odparł zgodnie z prawdą Ty. Niczego między nimi nie 

background image

ma i być nie może.

— Odnoszę inne wrażenie.

—  Jestem   kapitanem   jej   drużyny   hokejowej.  —  Tyson   potarł 

twarz. To co się stało przed chwilą, do licha? — To wszystko.

—  Mam nadzieję, że tak jest naprawdę. To moja szefowa i nie 

pozwalam   sobie   myśleć   o   niej   w   taki   sposób  —  powiedział 

ostrzegawczo Jules.

— Czyli w jaki?

— W taki, w jaki na nią patrzyłeś. Jakby stała przed tobą naga.

Jules był tak bliski prawdy, że Tyson spojrzał na niego zdziwiony.

—   A   jeśli   nawet   tak   było,   to   co   cię   obchodzi...   jeśli   mogę 

wiedzieć?

— Obchodzi mnie, bo niedawno owdowiała i czuje się samotna. 

Nie chciałbym, żeby ktoś ją skrzywdził.

— Bardzo się o nią troszczysz — zauważył Tyson.

— Owszem, troszczę się, ale ona da sobie radę. Bardziej martwię 

się   o   Chinooków.   —   Jules   splótł   ręce   na   piersi.   —   Jak   ci   się 

wydaje? Co pomyślą twoi koledzy, gdy się dowiedzą, że kręcisz z 

właścicielką drużyny?

— Chyba to wiesz. Więc może mi powiesz!

Jules pokręcił głową i spojrzał Tysonowi w oczy. Chociaż hokeista 

miał wielką ochotę walnąć go w łeb, podziwiał faceta, który nie 

daje za wygraną, jeśli jest przekonany o swojej racji. Mimo że 

background image

niechętnie to przyznawał, Jules miał rację.

—   Chyba   nie   muszę   ci   mówić,   dlaczego   byłoby   to   straszliwą 

głupotą.   Nie   ma   powodu,   żebyśmy   nie   dowalili   Sharkom   w 

najbliższym   meczu   i   nie   przeszli   do   trzeciej   rundy.   Wtedy 

staniemy się jedną z trzech drużyn ubiegających się o puchar. Sam 

wiesz, jak to podziała na ciebie i wszystkich innych.

—   Owszem,  zdaję   sobie   sprawę.   —   Tyson   wstał.   —   Roz-

mawialiśmy o jej matce i moim ojcu, którzy się spotykają. — Tak 

było rzeczywiście, zanim zaczął patrzeć na nią, jakby była naga. 

—   Lubię   cię,   Jules.   Gdybym   cię   nie   lubił,   powiedziałbym   ci, 

żebyś pilnował swoich spraw. — Podszedł do drzwi, zatrzymał się 

przed nimi i spojrzał Julesowi w twarz. — I będę z tobą szczery. 

Cała drużyna widziała te zdjęcia w „Playboyu". Nie ma sensu się 

wypierać. Do diabła, ty też je widziałeś i pani Duffy najwyraźniej 

wcale to nie przeszkadza. Ale myśleć o niej takiej, jaka jest na 

tych zdjęciach, a zrobić krok dalej, to zupełnie co innego. Nie 

pozwolę,   żeby   coś   przeszkodziło   nam   w   przejściu   do   finałów, 

zapewniam cię. Od piętnastu lat walczę o ten puchar. Byłem o 

jeden strzał w dogrywce od tego, żeby zobaczyć swoje nazwisko 

wygrawerowane na jego podstawie, i nie zaprzepaszczę kolejnej 

szansy.

Tyson rzucił Julesowi ostatnie, poważne spojrzenie i wyszedł z 

pokoju.

background image

Zaparkował   swoje   bmw   na   niższym   poziomie   podziemnego 

parkingu i w czasie jazdy do domu obmyślał strategię drużyny 

podczas   czekającego   ich   następnego   wieczoru   meczu.   Muszą 

zablokować obronę San Jose, przetrwać drugą rundę i przejść do 

trzeciej. Przed oczami stanął mu obraz  Faith  i Julesa. A później 

przypomniał sobie o swoim ojcu i jej matce. Dlaczego staruszek 

musiał   poderwać   akurat   ją,   jakby   w  Seattle  nie   było   innych 

kobiet? Tyson tego nie rozumiał. I nie mógł pojąć, jak ojciec to 

robi. Jakby  Pavel  był jakimś czarodziejem i wystarczyło jedno 

jego skinienie, żeby babki ustawiały się do niego w kolejce.

Przejechał przez most pontonowy łączący jezioro Waszyngtona z 

Mercer Island. Zaparkował samochód między bugattim veyronem 

a należącym do ojca cadillakiem.

— Rany, tato — zaczął, wchodząc do kuchni i rzucając kluczyki 

na  ciemnobrązowy  granitowy  blat.  —  Nie  powiedziałeś mi, że 

masz romans z matką Faith Duffy, która was nakryła.

Pavel  wzruszył ramionami, zamknął lodówkę i odwrócił się do 

syna.

— Faith  miała być w Kalifornii.  —  Znów wzruszył ramionami, 

jakby to wszystko wyjaśniało, i otworzył puszkę molsona. — Ale 

poczuła się źle i wcześniej wróciła do domu.

Tyson   wątpił,   że   złe   samopoczucie   było   przyczyną   jej 

background image

przedwczesnego   powrotu.   Podejrzewał,   iż   miał   on   więcej 

wspólnego   z   pocałunkami   w   hotelowym   holu   niż   zatruciem 

pokarmowym czy grypą.

— Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?

— Nie zrozumiałbyś. — Pavel upił łyk piwa.

— Nie. Nic nie mówiłeś, bo wiedziałeś, że będę niezadowolony. 

— Tyson westchnął i pokręcił głową.  — Seattle  to duże miasto, 

tato.   Nie   mogłeś   sobie   znaleźć   jakiejś   innej   kobiety   do   łóżka? 

Musiałeś zaciągnąć do niego akurat matkę Faith Duffy?

Pavel powoli opuścił rękę, w której trzymał puszkę.

— Nie mów tak o niej.

Co za paradoks. Można traktować kobietę jak szmatę i ojciec nie 

ma nic przeciwko temu, ale nie można wyrażać się o niej bez 

szacunku.

—  A  co   będzie,   gdy   z   nią   zerwiesz?  —  Bo   Tyson   nie   miał 

wątpliwości, że to prędzej czy później nastąpi. — Nie chcę, żeby 

potem nachodziła mnie jakaś rozhisteryzowana baba. —

Jak te wszystkie przed nią, gdy dowiadywały się, że  Pavel  jest 

żonaty albo że się z nimi nie ożeni. Albo że znalazł sobie inną.

— Val nie jest z tych, które od razu się przywiązują. Przyjechała 

tu na krótko, żeby być z córką w trudnym okresie. Jest bardzo 

oddaną matką.

To przypomniało Tysonowi o innej sprawie, o której zamierzał 

background image

pogadać   z  ojcem.  Wcześniej   nie   miał  okazji, żeby   zapytać  go, 

kiedy wraca do domu.

— Jakie masz plany? —  zagadnął teraz. Podszedł do lodówki i 

otworzył drzwi ze stali nierdzewnej.

Pavel przewrócił oczami i podał synowi puszkę.

—  Na razie piję piwo. A wieczorem  Valerie  zaprosiła mnie na 

kolację. Na pewno obie panie nie będą miały nic przeciwko, jeśli 

się do nas przyłączysz.

Po ostatniej rozmowie z Faith  i gigantycznym wzwodzie, jaki u 

niego wywołała? Nie ma mowy.

—  Umówiłem   się   z   kilkoma   kolegami   w   Conte   na   pokera   i 

kubańskie   cygara.  —  Oj,   jest   w   takim   nastroju,   żeby   chętnie 

skopałby komuś tyłek przy stole pokerowym.

— Za dużo czasu spędzasz w męskim towarzystwie. Dlatego masz 

taki zły humor.

— Nie mam złego humoru! Rany, niech wszyscy się wreszcie ode 

mnie odczepią!

Pavel pokręcił głową.

— Zawsze byłeś drażliwy. Jak twoja matka.

Co ten ojciec wygaduje? Drażliwy? Jak matka? Tyson w ogóle nie 

jest do niej podobny. Matka przez całe życie

kochała niewłaściwego mężczyznę, a Tyson jeszcze nigdy w życiu 

tak naprawdę się nie zakochał.

background image

— Musisz znaleźć sobie jakąś dziewczynę — orzekł ojciec. — 

Dziewczynę, która się tobą zaopiekuje.

To tylko dowodzi, że ojciec w ogóle go nie zna. Jeszcze kobiety 

mu w życiu brakuje! Krótka przygoda to co innego, ale i taka za 

bardzo  go rozprasza. Teraz   nie  może  sobie   pozwolić   nawet   na 

jednorazowe bzykanko.

Rozdział 12

W poniedziałek rano do gabinetu Faith w Key Arena weszła Jane 

Martineau,   drobna   kobieta   z   ciemnymi   włosami,   w   okularach. 

Skromnie umalowana, ubierała się na czarno. Była nie tyle ładna, 

ile   pełna   uroku.   Wiedząc,   że   jest   dziennikarką   kroniki 

towarzyskiej   i   żoną   byłego   bramkarza,   Luca   Martineau,   Faith 

spodziewała się kogoś w innym typie.

—   Dziękuję,   że   zgodziła   się   pani   ze   mną   spotkać   —   zaczęła, 

ściskając dłoń Faith. Postawiła na stole teczkę z czarnej skóry i 

otworzyła   ją.   —   Musiałam   zaszantażować   Darby'ego,   żeby 

namówił panią na ten wywiad. Napuściłam też na niego żonę.

— Nie wiedziałam, że jest żonaty. — Faith długo zastanawiała się, 

co   włożyć   na   ten   wywiad.   Zdecydowała   się   na   białą   bluzkę, 

czarną ołówkową spódnicę i czarne lakierki z paskiem w kształcie 

litery T. Chyba trochę przesadziła.

background image

Jane wyjęła z teczki notes i długopis.

— Z moją najlepszą przyjaciółką od czasów szkolnych, Caroline. 

To ja ich ze sobą poznałam.

— Ojej. Ma pani przyjaciółkę ze szkoły. — Faith nie wiedziała 

dlaczego, ale wydało jej się to niezwykłe. Może dlatego, że sama 

od   piętnastu   lat   nie   widziała   się   z   żadną   koleżanką   z   czasów 

szkolnych.

— Codziennie rozmawiamy.

— To musi być miłe, mieć taką przyjaciółkę. — Pokręciła głową. 

— Nie chciałam, żeby zabrzmiało to żałośnie.

Jane spojrzała na nią zza okularów, jednocześnie szukając czegoś 

w teczce.

—   Proszę   się   nie   przejmować.   Ludzie   przychodzą   i   odchodzą. 

Caroline i ja mamy szczęście, że wciąż się przyjaźnimy.

Faith popatrzyła na mały magnetofon, który Jane wyjęła z teczki, i 

zapytała:

— Chce pani nagrywać naszą rozmowę? — Jeszcze, broń Boże, 

palnie coś głupiego i to znajdzie się w gazecie.

—  To   i   dla   pani   bezpieczeństwa,   i   mojego.   —   Jane   umieściła 

urządzenie na blacie, a teczkę postawiła na podłodze. — Niech się 

pani   nie   obawia.   Nie   będę   zadawała   krępujących   pytań.   Nie 

zamierzam   pani   skompromitować.   Kibice   hokejowi   z   Seattle 

śledzą rozgrywki i chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o Faith 

background image

Duffy. Jeśli jakieś pytanie się pani nie spodoba, nie musi pani 

odpowiadać. Umowa stoi?

Faith trochę się uspokoiła.

— Stoi.

Jane usadowiła się wygodnie i zaczęła wywiad od łatwego pytania 

o   to,   gdzie   Faith   się   urodziła   i   jak   poznała   Virgila.  A  potem 

zapytała:

—  Ma   pani   dopiero   trzydzieści   lat,   jakie   to   uczucie   być 

właścicielką drużyny należącej do NHL?

—  Bardzo dziwne. Niesamowite. Wciąż nie mogę uwierzyć, że 

nią jestem.

— Nie wiedziała pani, że mąż zapisał jej drużynę w spadku?

— Nie. Virgil mi tego nie powiedział. Dowiedziałam się w dniu, 

w którym odczytano testament.

— Naprawdę? To musiała być przyjemna niespodzianka. — Jane 

spojrzała   na   nią   przez   szkła   okularów.  —  Myślę,   że   mnóstwo 

kobiet chciałoby się znaleźć na pani miejscu.

Na pewno. Wiedzie wspaniałe życie.

— To oznacza dużo pracy — odparła Faith.

—  Co pani wie o prowadzeniu drużyny i całym biznesie z tym 

związanym?

—  Muszę przyznać, że niewiele, ale codziennie czegoś się uczę. 

Przechodzę szybki kurs dla początkujących i zaczynam rozumieć, 

background image

na czym polega hokej, jak funkcjonuje drużyna. Już nie jestem tak 

wystraszona, jak jeszcze kilka tygodni temu. Zresztą Virgil był na 

tyle mądry, że zatrudniał fachowców, a ja po prostu pozwalam im 

robić swoje. W ten sposób jest mi łatwiej.

Jane zapytała o bramki i punkty, a także o szanse Chinooków na 

zdobycie   Pucharu   Stanleya.   W   poprzednią   sobotę   w   szóstym 

meczu pokonali Sharków cztery do dwóch i w trzeciej turze mieli 

zagrać z Red Wingsami w Detroit.

—   Zetterberg  i   Datsyuk   byli   najlepszymi   strzelcami   sezonu   w 

swojej grupie — zauważyła Jane, mówiąc o zawodnikach Detroit. 

— Wiecie już, jak ich pokonać?

— Musimy po prostu grać takiego hokeja jak do tej pory. W zeszłą 

sobotę przypuściliśmy trzydzieści dwa ataki na bramkę, podczas 

gdy Sharki tylko siedemnaście.

Potem   obie   wyszły   z   gabinetu   i   skierowały   się   na   lodowisko, 

gdzie akurat odbywał się trening drużyny.

—   Wszyscy   uważają,   że   powinniśmy   bać   się   Detroit   — 

stwierdziła Faith. W miarę jak zbliżały się do lodowiska, stężenie 

testosteronu   w   powietrzu   wzrastało.   —   Mają   kilku 

utalentowanych zawodników, ale nam też ich nie brakuje. Myślę, 

że   decydujące   okaże   się   to...   —   pomyślała   o   Tysonie   i 

uśmiechnęła się — ...kto ma większe jaja.

— Witamy, pani Duffy! — zawołał Frankie Kawczynski, zwany 

background image

Strzelcem, gdy Faith i Jane podeszły do tafli. Stał w tunelu przed 

podgrzewaczem, do którego przystawił swój kij.

— Dzień dobry, panie Kawczynski — odpowiedziała. Jej obcasy 

zagłębiły   się   w   grubą   matę.   Frankie   miał   pod   trzydziestkę   i 

budową   ciała   przypominał   czołg.   W   tej   chwili   miał   na   sobie 

spodnie dresowe, opuszczone nisko na biodra, i japonki. Na jego 

nagich   plecach   widniał   tatuaż   przedstawiający   pitbulla.   Uwagę 

Faith zwróciła gra jego mięśni, gdy ogrzewał kij. — Jak się pan 

miewa?

— Doskonale. — Miał już całkiem sporą ciemną brodę, wyglądał 

jak   człowiek   z   gór.   Rozciągnął   usta   w   pewnym   siebie, 

zawadiackim   uśmiechu.   Faith   nagle   uzmysłowiła   sobie,   że 

otaczają ją sami mężczyźni. Wysocy, barczyści mężczyźni, którzy 

górują wzrostem nad nią i Jane. Część z nich jest półnaga. 

— Zamierzają panie razem z nami wziąć udział w treningu? — 

zapytał Frankie.

Walker   Brookes   wyszedł   z   szatni   i   zdjął   łyżwy   z   półki   przy 

ostrzałce. Faith zwalczyła pokusę, żeby odwrócić głowę i lepiej 

mu się przyjrzeć.

— Nie mam łyżew — odpowiedziała.

Obudziła   się   w   niej   Layla.   Szarpała   się   i   krzyczała,   pragnąc 

choćby rzucić okiem. Tylko raz. Pani Duffy jednak nie gapi się na 

męskie tyłki. A w każdym razie nie w obecności dziennikarki. — 

background image

Może kiedy indziej.

Nie spuszczała wzroku z twarzy Frankiego.

Potem z szatni wyłonił się Vlad Fetisov. W jednej ręce trzymał 

kask, a w drugiej kij. Uśmiechnął się szeroko, podjeżdżając do 

nich na łyżwach.

— Cześć, Rekinku — powitał Rosjanin Jane.

— Cześć, Vlad. — Jak leci?

— Życie jest piękne. Jak się ma Lucky? — zapytał, mając na 

myśli męża dziennikarki.

— Dobrze.

Gdy tylko Vlad wjechał na lód, Faith zagadnęła:

— Dlaczego powiedział do pani „Rekinku"?

—   Tak   nazwali   mnie   chłopcy,   gdy   pokonałam   ich   w   grze   w 

strzałki. Do wszystkiego podchodzą bardzo ambitnie.

Zatrzymały się przy końcu tunelu i Faith spojrzała na lodowisko. 

Hokeiści podzieleni byli na dwie grupy: obrona trenowała z jednej 

strony,   atak   z   drugiej.   Wszyscy   wydawali   się   jeszcze   bardziej 

zarośnięci   i   niechlujni   niż   zwykle,   ale   poruszali   się   na   lodzie 

bardzo sprawnie, z dużą precyzją

wykonując zwroty wokół krążka. Było ich na lodzie z piętnastu, 

mieli na sobie granatowe dresy i białe kaski, ale jej wzrok, jakby 

wiedziony   niewidzialną   siłą,   spoczął   na   szerokich   barach   i 

wysuwających   się   spod   kasku   ciemnych   kręconych   włosach 

background image

mężczyzny  stojącego pośrodku lodowiska  plecami  do niej. Nie 

musiała widzieć jego twarzy, aby wiedzieć, że to Ty. Rozpoznała 

go instynktownie.

— Vlad  jest trochę pokręcony  —  zauważyła Jane, na szczęście 

odwracając   uwagę   Faith   od   lodowiska.  Faith   nie   miała   nic   do 

Rosjanina, zapytała jednak:

— Coś jest z nim nie tak?

—  Nie.   Tylko   nigdy   nie   krępowało   go   rozbieranie   się   przy 

kobiecie. Chyba lubił mnie szokować. Wszyscy oni lubili mnie 

szokować. — Jane pokręciła głową i poprawiła na ramieniu pasek 

teczki.  —  Nie chcieli, żebym im towarzyszyła podczas podróży. 

Kobieta w samolocie podobno przynosi pecha.

Może dlatego byli tacy milczący, gdy Faith z nimi leciała.

— To głupie i seksistowskie.

— Jestem tego samego zdania. —  Jane się zaśmiała.  —  Ale to 

hokeiści.

Razem patrzyły, jak pomocnik trenera kładzie kilka krążków na 

czerwonej linii. Jane poprosiła:

—  Proszę   mi   powiedzieć   coś   o   Tysonie  Savage'u.   Faith 

przypomniała sobie tamto przedpołudnie, gdy w sali

konferencyjnej zadarła bluzkę. Przypomniała sobie jego niebieskie 

rozpalone oczy. Znowu straciła głowę, kolejny raz dopuściła do 

głosu   Laylę.   Uniosła   bluzkę   jak   striptizerka,   powoli,   z 

background image

wyrachowaniem, aby mu udowodnić, że nie ma racji. Przesunęła 

dłonią po brzuchu w kierunku rozporka u dżinsów, żeby zobaczyć, 

jak zapłoną mu oczy.

— Co chciałaby pani wiedzieć?

—   Czy   według   pani   zdoła   doprowadzić   drużynę   do   rundy 

finałowej?

— Cóż, myślę, że dotychczasowe wyniki Chinooków mówią same 

za siebie. — Faith popatrzyła na Tysona, który ruszył z jednego 

końca lodowiska, jakby lód płonął mu pod stopami. Gdy jechał w 

stronę czerwonej linii, logo na jego bluzie rozprostowało się pod 

naporem prądu powietrza. Odwrócił się na linii środkowej z kijem 

przy   lodzie   i   zaczął   posyłać   ustawione   w   szeregu   krążki   do 

bramki.   Bramkarz   dwoił   się   i   troił,   żeby   je   zatrzymać.   Złapał 

jeden z nich, podczas gdy reszta uderzała o jego ochraniacze z 

głośnym „puk, puk".

—   To   bardzo   poważny,   zasadniczy   facet.   —   Poza   tym,   że 

próbował pokrętnym sposobem sprowokować ją, żeby usiadła mu 

na kolanach. — Zdyscyplinowany i opanowany. Ciekawa jestem, 

co by  było, gdyby  się  trochę  wyluzował. — Co ją  zaskoczyło 

tamtego   dnia   w   sali   konferencyjnej,   gdy   tak   siedział   i   udawał 

znudzonego, to jego wzrok, gorący, zamglony, utkwiony w niej, 

pod którego wpływem jej samej zrobiło się gorąco i duszno.

On tymczasem wetknął kij pod ramię i spojrzał na sznurówki przy 

background image

rękawicy.

—   Gdyby   naprawdę   sobie   odpuścił   —   dodała.   Przypomniała 

sobie, jak oddalał się od niej wtedy w Marriotcie. — Może wtedy 

przestałby być taki szorstki i niesympatyczny.

— Ale w jego wykonaniu to nawet nieźle wygląda — zauważyła 

Jane.

Był w tym pewien podtekst.

— To bardzo przystojny mężczyzna. Faith się uśmiechnęła.

— Tak? Nie zauważyłam.

Tyson, jakby je usłyszał, podniósł głowę, zatrzymując się przed 

bramką.   Poczuła   jego   spojrzenie   z   drugiej   połowy   lodowiska, 

zimne   jak   lód,   na   którym   stał.   Zmroziło   ją,   a   jednocześnie 

rozpaliło od wewnątrz.

—   Pani   rzekomy   konflikt   z   kapitanem   drużyny   budzi   różne 

domysły. Czy rzeczywiście nie możecie się dogadać? — spytała 

Jane.

Patrząc jej w oczy, Tyson wziął butelkę wody z poprzeczki nad 

bramką i zaczął pić. Woda trysnęła mu do ust. Przełknął ją i otarł 

wargi wielką rękawicą. Od miesiąca w życiu Faith bardzo dużo się 

działo, wiele się zmieniło. Czasami nie mogła sobie przypomnieć, 

co robiła  w kolejne dni, ale pamiętała każdy szczegół tamtego 

epizodu z Tysonem, gdy się całowali.

— Nie nazwałabym tego konfliktem.

background image

Jak nazwać wielki, nieodparty pociąg do jedynego faceta na tej 

planecie,   którego   akurat   nie   powinna   pragnąć?   Komplikacją? 

Czymś niemożliwym? Zapowiedzią katastrofy?

— Tu jesteś — powiedział Jules, idąc tunelem w kierunku Faith. 

Obok niego szedł rudowłosy mężczyzna z wąsami.

— Musimy zrobić pani zdjęcie z drużyną — powiedziała Jane.

— Teraz? — Faith spojrzała na nią.

— Uhm.

— Przygotowujemy całą kampanię reklamową z Tysonem w roli 

głównej,   więc   dlaczego   nie   sfotografować   cię   z   innymi 

zawodnikami? — wtrącił się Jules.

—   Pani   Duffy,   to   Brad   Marsh.   —   Jane  przedstawiła   jej 

nieznajomego.  —   Fotoreporter   z   redakcji   „Post   Intelligencer". 

Brad, to jest Faith Duffy.

— Miło mi, pani Duffy. — Ujął jej rękę. — Jestem wielkim fanem 

Chinooków.

— Cieszę się, że pana poznałam. Zwłaszcza że kibicuje pan mojej 

drużynie.

Jules wyszedł na lód i wskazał obrońców.

— Chłopcy, potrzebuję kilku z was do zdjęcia z panią Duffy dla 

„Post Intelligencer".

Jako pierwsi podjechali Sam i Alexander Devereaux, ale za nimi 

zaraz ruszyła reszta drużyny.

background image

— Jestem do usług.

— Ja też, bardzo chętnie.

Wkrótce   zgłosiło   się   ośmiu   potężnych   obrońców,   łącznie   z 

Vladem.

— Zróbmy zdjęcie na środku lodowiska — zasugerował Brad. — 

Spróbuję ująć w kadrze logo.

Faith  ostrożnie wkroczyła na  lód i  Blake  Conte zaoferował  jej 

swoje ramię.

— Proszę uważać, pani Duffy — ostrzegł ją. — Chyba nie chce 

pani upaść i zrobić sobie krzywdy.

Sam podał jej ramię z drugiej strony.

— Ktoś musiałby zrobić pani sztuczne oddychanie.

—  Ja   umiem   —  zadeklarował   się   Blake   i   Faith  pomyślała,   że 

wolałaby   nie   korzystać   z   jego   propozycji.   Z   jakiegoś   powodu 

zgolił zapuszczaną w czasie rozgrywek brodę, zostawiając tylko 

rudawy   wąsik.   I   kozią   bródkę.   Jakby   wybrał   się   na   depilację 

okolic bikini i wyszedł z brazylijką na brodzie.

—   I   masaż   serca   —   dorzucił   Sam.   Jego   zarost   był   jasny, 

nierównomierny.

Faith wzięła ich pod ręce i uśmiechnęła się.

—   Dobrze   wiedzieć,   chłopcy,   że   nie   tylko   dobrze   się 

prezentujecie, strzelacie gole i spluwacie pod nogi.

Bycie właścicielką drużyny hokejowej ma kilka zalet. Jedną z nich 

background image

jest eskorta dwóch bardzo przystojnych zawodników.

***

—   Spójrz   na   tych  kretynów   —   powiedział   Tyson   ze   swojego 

miejsca po drugiej stronie lodowiska. — Można by pomyśleć, że 

nigdy wcześniej nie widzieli baby.

Gdy sam ostatnim razem widział Faith, zadarła bluzkę, a potem 

oświadczyła,   że   całe   to   przedstawienie   ją   znudziło.   Jasne,   on 

pierwszy tak powiedział, ale przecież kłamał.

Marty   Darche,   bramkarz   pierwszego   składu,   odsunął   kask   na 

czoło, ukazując imponujący zarost.

— Musisz przyznać, Święty, że widuje się niewiele takich kobiet 

jak ona. — Oparł się o poprzeczkę bramki i pokręcił głową. — 

Cholera.

Fotoreporter wskazał kilku chłopaków i zawołał:

—   Może   któryś   z   was   poda   pani   Duffy   kij?!   Oczywiście 

poderwali się wszyscy, cała niebieska linia.

— Chętnie dałbym jej swój do potrzymania — zarechotał Marty.

Tyson   lubił   Marty'ego.   Zwykle   śmiał   się   z   jego   głupawych 

komentarzy. I przeważnie dorzucał coś równie głupiego — teraz 

mógłby na przykład powiedzieć coś o ośmiu do dziesięciu cali 

litego   drewna.   Ale   tego   dnia,   nie   wiadomo   dlaczego,   uwaga 

Marty'ego wcale go nie rozśmieszyła. Tyson pomyślał, że może 

jest   zmęczony,   odwodniony   albo   coś   takiego.   Bo   gdy   bywa 

background image

zmęczony albo odwodniony, traci poczucie humoru.

— Widziałeś te jej zdjęcia?

— Uhm. — Przeklęte zdjęcia. Ale tego przedpołudnia, patrząc na 

nią, nie miał ich przed oczami. Widział jej prowokujący uśmiech i 

gładki   brzuch.   Widział   jej   oczy,   jak   spojrzała   przez   ramię   i 

powiedziała, że nie on jeden jest znudzony.

Zawodnicy   obrony   ustawili   się   wokół   niej   do   zdjęcia,   a   ona 

zaczęła się śmiać. Jej śmiech poniósł się po lodowisku. Dotarł do 

niego   i   sprawił,   że   poczuł   ściskanie   w   piersi.   W   otoczeniu 

potężnych, muskularnych mężczyzn na łyżwach i w ochraniaczach 

na ramionach wydawała się drobna i urzekająco kobieca.

Kiedy tak na nią patrzył, nie widział dziewczyny z rozkładówki. 

Widział kobietę, z którą całował się w San Jose. Niemal czuł jej 

namiętne usta na swoich ustach i jej dłonie we włosach. Widział w 

jej oczach pożądanie, a w pocałunkach czuł żar. Całował już w 

życiu wiele kobiet i był przez nie całowany, ale nigdy nie w taki 

sposób.   Tak   namiętnie,   z   taką   obezwładniającą   desperacją,   że 

poczuł skurcz w brzuchu.

— Niech kilku z was, chłopcy, wysunie się trochę do przodu  — 

polecił fotoreporter. — O tak, dobrze.

Pavel  nalegał, żeby Tyson poznał  Valerie, ale on nie miał na to 

ochoty. Szczególnie że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż za 

background image

miesiąc   czy   dwa   ojciec   będzie   miał   nową   przyjaciółkę.   I   że 

oznacza to również spotkanie z kobietą, która właśnie doskonale 

bawi   się   po   drugiej   stronie   lodowiska,   śmieje   się   i   chichocze, 

robiąc z grupki hokeistów śliniących się idiotów.

Wolałby już zjeść lunch ze zwalistym wykidajłą, który chce coś 

udowodnić.   Może   wyszedłby   z   tego   spotkania   zakrwawiony   i 

posiniaczony, ale byłoby to i tak sto razy lepsze niż przekrwienie 

narządów płciowych od nieustannego wzwodu.

ĘŚfc <S? 'S? es w

— Ostrygi to afrodyzjaki bogów. — Valerie wzięła ostrygę z tacy 

z lodem stojącej pośrodku stołu, i połknęła ją. — Powinnaś zjeść 

chociaż jedną, Faith. Nie zaszkodzi ci. A może pomóc.

— Nie, dzięki, mamo. Chleba? — Wzięła biały talerz i wyciągnęła 

go w stronę matki. Czy matka może narobić jej jeszcze więcej 

wstydu? Niestety, odpowiedź brzmiała: tak.

— Nie, dziękuję.

— Pavel? —  Siedząc w Brooklyn  Seafood and Oyster House w 

centrum   Seattle,   Faith   poczuła   mdłości,   podsuwając   talerz 

przyjacielowi matki.

—  Nie.   Dziękuję  —  odpowiedział,   po   czym   podniósł  szorstką 

muszlę do ust. Przechylił ją i wciągnął ostrygę, która spłynęła mu 

do gardła.

Faith odwróciła twarz i przełknęła ślinę.

background image

— Nie tylko oczy masz zielone — powiedział jej do ucha Ty.

Odstawiła talerz na stół nakryty białym obrusem.

— Nienawidzę ostryg.

— To dlaczego tu jesteś?

— Bo matka chciała tu przyjść. — Valerie wpadła na doskonały 

pomysł, żeby wybrali się wszyscy razem na kolację, i  Faith  w 

końcu niechętnie się zgodziła. Gdyby wiedziała, że będzie musiała 

patrzeć,   jak   jej   matka   i  Pavel  pochłaniają   ostrygi,  zostałaby   w 

domu,   z   nogami   na   kanapie.   Choćby   miało   to   oznaczać 

towarzystwo wrednej Pebbles.

— Ty też nic nie jesz, jeśli dobrze widzę — zauważyła.

— Nie jadam nic o takiej konsystencji. —  Uniósł kącik ust w 

lekkim uśmiechu. Ściszył głos i powiedział jej do ucha:  — A w 

każdym razie nie publicznie.

—  Czy   to   nie   jest   jakaś   nieprzyzwoita   seksistowska   aluzja? 

Spojrzał jej w oczy.

— To zależy. Jesteś obrażona?

— Pewnie powinnam być.

Powoli przesunął wzrok z jej twarzy na odsłoniętą szyję i niżej, na 

górny guzik różowej szmizjerki.

— Ale nie jesteś... prawda?

—  Nie.   Chyba   sama   przy   tobie   zaczynam   zachowywać   się 

niestosownie. —  Zwilżyła  językiem  usta  i  pokręciła  głową.  — 

background image

Powinniśmy trzymać się bezpiecznych tematów.

—  Za   późno.  —  Znowu   spojrzał   na   jej   twarz.  —  Mam 

nieprzyzwoite myśli.

— Naprawdę?

— O tak.

— Jakie?

— Że cię całuję, jak kilka tygodni temu, i posuwam się w dół.

Naprawdę o tym myśli? Ścisnęła uda, bo poczuła między nimi 

bolesne pulsowanie.

— O czym rozmawiacie? — chciała wiedzieć matka.

—   O   pogodzie.   —   Faith  spojrzała   na   drugą   stronę   stołu,   gdy 

kelner zabrał talerz po ostrygach. — Właśnie pytałam Tysona, jak 

podoba mu się Seattle.

Tyson sięgnął po kieliszek wina i rękaw jego granatowej bluzy 

musnął jej nagie ramię.

—   Jest   tu   podobnie   jak   w   Vancouver.   —  Upił   łyk   i   odstawił 

kieliszek na stół. — Trudno umówić się na golfa.

— Wprawdzie nie gram w golfa, ale lato jest tu znacznie mniej 

deszczowe   —  odpowiedziała  Faith,  próbując   całą   siłą   woli 

zignorować   falę   gorąca   rozlewającą   się   po   jej   ciele.  —   Jules 

mówił  mi, że tego lata ma się odbyć turniej golfowy Fundacji 

Chinooków. Uzyskane z niego pieniądze zostaną przeznaczone na 

background image

pomoc hokeistom po wypadkach, takim jak Mark Bressler.

—  To było tragiczne wydarzenie.  — Pavel  spoważniał.  —  Taki 

cios dla drużyny. Strata kapitana to jak wycięcie serca.

Tyson zacisnął szczęki.

— Kapitanów się teraz sprzedaje i kupuje, tato. Dużo się zmieniło 

od czasu, gdy ty grałeś w hokeja.

Przy stoliku wyczuwało się napięcie.

— To prawda — przyznał Pavel. — Coś takiego jak lojalność już 

nie istnieje.

Przyniesiono   sałatki.  Faith  odczekała,   aż   wszystkie   zostaną 

doprawione świeżo zmielonym pieprzem, a potem zauważyła:

— Hm, wiem, że wszyscy z ekipy Chinooków bardzo się cieszą z 

pozyskania Tysona. A jeśli to psuje humor naszym sąsiadom z 

północy... — Wzruszyła ramionami i próbowała przestać myśleć o 

siedzącym obok niej mężczyźnie. Przejdzie im. Tak jak przeboleli 

stratę Jima Carreya.  —  Wzięła lnianą serwetkę, którą miała na 

kolanach. — Chociaż Kanada raczej powinna być nam wdzięczna, 

że   ją   od   niego   uwolniliśmy.   Widzieliście  Telemaniaka?  — 

Nadziała   na   widelec   kawałek   pieczonego   buraczka   i   sałaty 

lodowej.   Spojrzała   kątem   oka   na   Tysona,   który   prawie   się 

uśmiechał. — Co?

— Telemaniakl

— Beznadzieja. Pokręcił głową.

background image

— Nie większa niż Ja, Irena i ja.

— To akurat mógł być wypadek przy pracy.

— A ja lubię Jima Carreya — odezwała się matka. — Występował 

In Living Color z J.Lo.

— Kiedyś uwielbiałem The Rockford Files — włączył się Pavel.

— Och,  The  Rockford  Files  —  zachwyciła się  Valerie. — I ten 

firebird Jima Rockforda, przepadałam za nim. Mój trzeci mąż miał 

firebirda. Pamiętasz Merlyna, Faith?

— Za szybko jeździł.

— Miałaś trzech mężów? — zdziwił się Ty, rozkładając serwetkę 

na   ciemnych   wełnianych   spodniach.   Wierzchem   dłoni   dotknął 

biodra Faith, która odsunęłaby się, gdyby było miejsce.

Valerie  zastygła   w   bezruchu,   podnosząc   do   ust   kęs   sałatki. 

Spojrzała na Faith, a potem na swojego przyjaciela.

—  Pięciu, ale tylko dlatego, że byłam młoda i łatwowierna. Tak 

naprawdę miała siedmiu, ale kto by tam liczył. Na

pewno nie Valerie.

— Przyjdziesz do nas do loży, żeby obejrzeć mecz z Detroit? — 

zapytała Pavla Faith, żeby zmienić temat.

— Bardzo chętnie. Dziękuję ci, Faith. — Pavel jadł przez chwilę, 

a potem zauważył:  —  Chinooki są na pozycji przegranych, ale 

czasami tak jest lepiej. Jeśli nasi chłopcy doprowadzą do rzutów 

karnych, będą mieli duże szanse na przejście do finału. A wtedy, 

background image

zapamiętajcie moje słowa, zagramy z Pittsburghiem.

— No, nie wiem, tato. —  Tyson wziął widelec i położył wolną 

rękę na siedzeniu obok uda Faith.

— Pittsburgh gra bez dwóch swoich czołowych napastników.

Ojciec   i   syn   mieli   odmienne   zdanie   na   temat   wszystkiego, 

począwszy   od   gry   w   przewadze,   a   skończywszy   na   strzelcach 

specjalizujących się w rzutach karnych. Gdy jedli danie główne, 

rozmawiali   o   najciekawszych   meczach   w   historii   hokeja   i 

najlepszych latach kariery Pavla.  Tyson kilka razy przypadkowo 

musnął biodro Faith. Jego dotknięcia sprawiały, że przebiegały ją 

ciarki aż pod kolano, a skurcz w brzuchu narastał.

— Posłałem krążek w takie kłębowisko, że straciłem go z oczu — 

zakończył  Pavel,  krojąc stek.  —  Nie  wiedziałem, że zdobyłem 

bramkę, dopóki nie usłyszałem sygnału.

— Żałuję, że nie widziałam, jak grasz. Założę się, że było na co 

popatrzeć  —  zaświergotała  Valerie  i   wzięła   do   ust   kawałek 

kurczaka.

—  Mama   uwielbiała   patrzeć,   jak   tata   gra.  —  Tyson   podniósł 

kieliszek   z   winem,   a   drugą   ręką   znowu   trącił   udo  Faith.   — 

Kupowała mi hot doga, a potem siadaliśmy w środkowym rzędzie 

za   bramką,   bo   uważała,   że   to   najlepsze   miejsce.   W   starym 

Montreal   Forum   mieli   najlepsze   hot   dogi,   jakie   kiedykolwiek 

jadłem.

background image

Faith otworzyła szeroko oczy i gwałtownie zaczerpnęła powietrza, 

gdy   poczuła   ciepło   jego   dłoni   na   udzie.   Tym   razem   jego 

dotknięcie nie było przypadkowe.

—  Nie   cierpię   hot   dogów  —  powiedziała.   Spojrzał   na   nią   i 

zacisnął lekko palce na jej udzie.

— Ja to możliwe? Przecież jesteś Amerykanką.

— Za dużo ich jadłam w dzieciństwie i w okresie dorastania.

— Faith  kiedyś uwielbiała hot dogi  —  zapewniła  Valerie. Faith 

nie mogła oddychać i nie była w stanie odpowiedzieć.

Włożyła   do   ust   kawałek   łososia,   ale   miała   trudności   z   prze-

łknięciem   go.   Zwłaszcza   gdy  Tyson   przesunął   kciukiem   po   jej 

udzie.  Przestała   zmuszać  się   do  jedzenia  i  wyciągnęła   rękę  po 

kieliszek wina.

— Nie smakuje ci? — zapytał ją.

— Nie. — Spojrzała mu w oczy i dostrzegła malujące się

w nich pożądanie i niecierpliwość. Zapragnęła więcej. Więcej tego 

ciepła, które rozlewało jej się w brzuchu. Zapragnęła zanurzyć się 

w nie. W nim. Jest trzydziestojednoletnią kobietą, która nie czuła 

tak nieodpartego pożądania i tęsknoty od bardzo dawna, i chciała 

mu   ulec.   Marzyła,   żeby   Tyson   wziął   ją   tutaj.   Opuściła   rękę, 

przesunęła   palcami   po   przedramieniu   Tysona,   po   podwiniętym 

rękawie, aż dotarła do wierzchu jego dłoni. On zwiększył uścisk, 

ale ona, zamiast strącić jego rękę, oblizała usta i wsunęła ją sobie 

background image

między uda.

— Myślę, że powinniśmy wszyscy pójść po kolacji na tańce — 

oznajmiła matka. — Faith zawsze dobrze tańczyła.

Tyson dotknął ją przez lniany materiał sukienki, a ona ścisnęła 

udami jego ciepłą dłoń.

— Muszę rano wcześnie wstać — powiedział.

— A ja jestem zmęczona. — Faith spojrzała na matkę i ziewnęła. 

— Ale wy dwoje idźcie. Wrócę do domu taksówką.

—   Odwiozę   cię   —   zaproponował  Tyson.   Spojrzała   na   niego   i 

odpowiedziała niemal szeptem:

— To byłoby niestosowne.

— To, co zamierzam z tobą robić, jest bardzo niestosowne. — 

Zbliżył usta do jej ucha. — Chyba powinnaś się bać.

— Zamierzasz zrobić coś sprzecznego z prawem?

— Nie  podczas dwóch, trzech pierwszych razów. — Wzruszył 

ramionami. — A co będzie później... zobaczymy.

Rozdział 13

—  Jakoś   tu   pusto  —  zauważyła  Faith,  gdy   stanęła   pośrodku 

wielkiego tarasu. Nad jej głową, na pogodnym nocnym niebie, 

świeciły gwiazdy i odniosła wrażenie, że unosi się nad Seattle. — 

Virgil i ja nieczęsto zatrzymywaliśmy się w mieście, więc nigdy tu 

background image

nie   przychodziłam.   Zawsze   wyobrażałam   sobie,   że   są   tu 

wiklinowe  fotele  i  dużo  roślin.  I  że  może  czai   się  wśród  nich 

tygrys, jak w Kim jest ta dziewczyna  z Madonną. Nie lubię tego 

filmu, ale uwielbiam tamten wielki ogród i tygrysa.

— Jesteś spięta?

Obcasy   jej   jaskraworóżowych   pantofli   od   Chanel   zastukały   na 

wyłożonej terakotą podłodze, gdy podeszła do barierki.

— Skąd wiesz?

—  Gdy jesteś spięta, stajesz się gadatliwa. Przytknęła dłonie do 

szyby i spojrzała na Space Neddie,

rozświetlone jak wielki latający spodek. Po drodze z restauracji 

zatrzymali się przy aptece, Tyson wyskoczył z samochodu i kupił 

prezerwatywy. W rozmiarze XXL.

— Jestem spięta przy tobie. Podszedł do niej.

— Dlaczego?

Z kilku powodów. Poczynając od rozmiaru prezerwatyw.

— Po co aż XXL?

— Bo lubię, gdy dobrze przylegają.

O rany. A skończywszy na tym, że wyszła z wprawy.

— Dawno tego nie robiłam. Pochylił głowę i szepnął jej do ucha:

— Czego... czego nie robiłaś?

— Tego. Z nikim.

Położył   ręce  na   jej   biodrach  i  przyciągnął   ją  do  siebie,  tak  że 

background image

poczuła, iż ma erekcję.

— Z nikim oprócz Virgila?

Spojrzała na zarys jego ciemnej sylwetki w szybie. Taki wysoki, 

silny i cały jej.

— Virgil był dla mnie dobry i kochałam go, ale my nigdy... — Nie 

mogła tego wypowiedzieć. Nie była w stanie go zdradzić nawet 

teraz, gdy już nie żyje. — Obywaliśmy się bez tego.

Jego dłonie na jej biodrach znieruchomiały. Stężał.

— Z nikim nie sypiałaś? — Ich spojrzenia spotkały się w szybie. 

— Nawet z kimś, kto mógł?

— Oczywiście, że nie.

—  Jak   długo   byłaś   zamężna?  —  W   jego   głosie   brzmiało 

niedowierzanie.

Odwróciła głowę i spojrzała mu w twarz, po której przesuwały się 

światła miasta.

— Przez pięć lat.

Milczał przez długą chwilę, a jej serce biło mocno.

— Nie sypiałaś z nikim przez pięć lat? Taka piękna kobieta jak ty?

— Dlaczego tak trudno w to uwierzyć? — Mimowolnie parsknęła 

śmiechem i szepnęła blisko jego twarzy: — Mówiłeś, że jestem 

brzydka.

— Z tego, co pamiętam, powiedziałem: nieatrakcyjna.

— Właśnie. Ale to nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością. — 

background image

Pocałowała go w brodę. — Mam przestać?

— Nie. Dziś wieczorem poświęcę się dla drużyny. — Położył rękę 

na   jej   brzuchu   i   szepnął:   —   Życie   kapitana   bywa   ciężkie.   — 

Przesunął   dłonie   w   górę   i   ujął   jej   piersi   pod   różową   lnianą 

sukienką i białą koronkową bardotką. — Stoi mi na myśl o tobie 

od tamtej sesji zdjęciowej.

Pod dotknięciem jego palców stwardniały jej sutki.

—   Tamtego   wieczoru   ze   mną   też   działy   się   różne   rzeczy.   — 

Wygięła plecy i naparła na niego pupą. — Rzeczy, których nie 

czułam od lat.

— No to trzeba coś na to poradzić — odpowiedział, całując ją w 

usta. Znowu poczuła ucisk w dole pleców. Całował ją namiętnie i 

jednocześnie poruszał biodrami. Nigdy w życiu niczego bardziej 

nie pragnęła jak tego. Tej fali gorąca rozlewającej się w piersi, 

spływającej   w   dół   aż   do   ud,   powodującej   bolesne   pragnienie. 

Tyson delikatnie pieścił jej piersi. Rozchyliła usta i delektowała 

się jego pocałunkami. W jej życiu panuje chaos, ale ta szalona, 

zakazana chwila wydaje się jak najbardziej na miejscu. Jak coś, 

czego potrzebuje,

desperacko pragnie i co musi przeżyć. Stoi na samym szczycie 

świata,   w   przejrzystym   powietrzu,   wśród   gwiazd   i   świateł,   a 

Tyson jest jej jedyną opoką.

Położyła mu rękę na karku i pocałowała go, a żar tego pocałunku 

background image

objął jej ramię i pierś. Serce biło jej mocno, wciągała głęboko w 

płuca jego zapach, gdy on rozpinał górne guziki jej sukienki.

Zmrużył   oczy   i   nawet   w   ciemnościach   można   było   dostrzec 

płonące w nich pożądanie. Wyczuła napierającą z tyłu twardość. 

Włożył duże dłonie pod jej sukienkę, zsunął ją z jej ramion i niżej.

Zdjęła rękę z jego karku i sukienka spłynęła po jej gładkiej skórze. 

Faith   stała   teraz   przed   Tysonem   w   białym   staniku,   wyciętych 

figach i różowych pantoflach. Pogładził palcami jej brzuch, a ona 

położyła dłonie na jego rękach i przesunęła je znowu na piersi.

— Pieść mnie — szepnęła i przycisnęła zgrabną pupę do jego 

szorstkich spodni.

— Tutaj. — Kciukami muskał jej sutki przez koronkowy stanik, 

aż stały się twarde, dając coraz więcej przyjemności. — Lubisz, 

gdy dotykam cię tutaj?

— Tak — jęknęła.

— Często sobie wyobrażałem, że pieszczę cię tutaj. — Przesunął 

prawą ręką po jej brzuchu aż do krawędzi fig. — I tu. Chcesz 

tego?

Kiwnęła głową.

— Tak, wszędzie.

Jego palce wślizgnęły się pod koronkę.

— Wciąż się tu depilujesz — mruknął.

— Przeszkadza ci to?

background image

Zaprzeczył ruchem głowy i przesunął ustami po jej szyi.

— O niczym innym nie myślę.

Przesunął palec niżej i głębiej, dotykając jej tam, gdzie najbardziej 

pragnęła być dotykana.

Ugięły się  pod nią  kolana i musiał  objąć  ją  mocniej, żeby nie 

upadła. Pulsowanie między jej udami stało się tak intensywne, że 

tylko jego dotyk mógł je ukoić.

— Zrobiłaś się dla mnie wilgotna.

— To źle?

Pokręcił głową i musnął ustami jej ramię.

— Uwielbiam to.

Poczuła ogień i drżenie, była bliska orgazmu, gdy ją pieścił, ale 

nie chciała na tym poprzestać. Chciała czegoś, czego nie miała 

przez ponad pięć lat. Chciała jego całego.

Jego palce przesunęły się po jej pupie. Pocałowała go, rozpinając 

mu jednocześnie koszulę. Wyciągnęła ją ze spodni i rzuciła na 

ziemię. A potem przywarła do niego. Przycisnęła swoje piersi do 

jego ciepłego twardego torsu i przesunęła dłońmi po jego gładkiej 

skórze.   Pragnęła   rozkoszować   się   nim   jak   najdłużej,   a 

jednocześnie jej ciało domagało się czegoś innego. Włosy na jego 

torsie otarły się o jej sutki i połaskotały po brzuchu. Całowała go, 

jakby był jej ostatnim posiłkiem, czując ogień w całym ciele. On 

pieścił   jej   pupę,   gdy   przesunęła   dłonią   po   jego   spodniach, 

background image

zatrzymując   się   na   członku.   Poczuła   gorąco   przez   wełnę. 

Zapragnęła go całego i zacisnęła dłoń.

Tyson spojrzał na nią, oddychał ciężko, chrapliwie.

— Nie mogę już dłużej czekać.

—   Dobrze.   —  W  jej   żyłach   płynęło   czyste,   gorące   pożądanie, 

tłumiąc wszystkie inne doznania.

Zdjął buty i sięgnął do portfela, gdy ona rozpinała mu spodnie i 

zsuwała je po jego muskularnych udach. Potem przyszła kolej na 

bokserki   i   wreszcie   dotknęła   sztywnego   penisa.   Na   gładkiej, 

jędrnej główce pojawiła się kropla. Roztarta ją kciukiem.

—  Jest pan pięknym mężczyzną, panie  Savage. Tylko niech pan 

nie skończy przed czasem.

—  Znam się na rzeczy.  —  Wciągnął powietrze i odepchnął jej 

ręce.  —  Bo   naciśniesz   spust   za   wcześnie.  —  Naciągnął 

prezerwatywę. — Zdejmij te majtki. Chyba że chcesz, żebym je z 

ciebie zdarł. — Zostań tylko w butach — poprosił.

Ściągnęła figi i odrzuciła je. Tyson przesunął ręką po jej pupie i 

tylnej stronie ud. Podniósł Faith, a ona oplotła go nogami w pasie. 

Oparł ją plecami o chłodną szybę.

Wczepiła   się   palcami   w   jego   włosy   i   pocałowała   go   w   usta, 

podczas   gdy   on   wszedł   w   nią   gwałtownie.   Pod   wpływem 

przeszywającego bólu odchyliła głowę do tyłu. Nabrała powietrza 

background image

i   wstrzymała   oddech,   gdy   wielki   penis   wchodził   w   nią   coraz 

głębiej.

— Ty...

— Wszystko w porządku. Będzie ci dobrze, postaram się o to. 

Poczekaj chwilę, Faith. Nie powstrzymuj mnie teraz. — Wszedł w 

nią jeszcze głębiej i spełnił obietnicę. Było jej dobrze. Jej brzuch 

przywarł do jego brzucha, a biodra do jego bioder. Potem wyszedł 

z   niej   i   zagłębił   się   znowu,   pobudzając   wszystkie   gorące, 

pulsujące miejsca w środku.

—   Mmmm,   tak   —   szepnęła.   —   Tak   mi   dobrze...   —   Znowu 

poruszył się. — O tak. Właśnie tak. Nie przestawaj. Jest mi z tobą 

tak   dobrze,   Ty.   —   Z   każdym   jego   ruchem   oddychała   coraz 

szybciej, jej ciało napinało się, w miarę jak napierał na nią coraz 

szybciej i mocniej, dążąc do spełnienia.

— Jest ci dobrze? — zapytał niskim głosem.

— Cudownie...  Cudownie...  Nie  przestawaj,  szybciej... Tak.  — 

Zaczerpnęła   powietrza,   gdy   wchodził   w   nią   coraz   mocniej   i 

mocniej. Jego potężne mięśnie napinały się i rozluźniały z każdym 

pchnięciem bioder.

Faith była skupiona tylko na Ty sonie i miejscu, gdzie ich ciała 

stykały się ze sobą. W całym ciele czuła żar, płonęła od stóp do 

głów. Przebiegły ją ciarki. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek seks 

był tak przyjemny. Tak intensywny. Może i był, ale wydawało jej 

background image

się,   że   nigdy   nie   zaznała   tak   wielkiej   przyjemności,   nigdy   nie 

pragnęła   kogoś   tak,   że   wszystko   inne   przestało   być   ważne. 

Otworzyła usta, bo chciała mu jeszcze raz powiedzieć, żeby nie 

przestawał, ale zanim zdołała wydobyć głos, poczuła pierwszą falę 

orgazmu. Jęczała i krzyczała, gdy się po niej rozlała i całe jej ciało 

ogarnęły   płomienie.   Czuła   pulsowanie   w   uszach,   gdy   Tyson 

napierał na nią niepowstrzymanie w gorączce namiętności. Było 

to   urzekające,   intensywne   i   boleśnie   słodkie.   Trwało   i   trwało, 

jakby w nieskończoność, a jednocześnie nie dość długo. Zacisnęła 

nogi wokół niego, przeżywając ostatnie fale rozkoszy.

— Faith. — Tyson oddychał ciężko, urywanie. — Jesteś

piękna... Taka ciasna... O Boże... — A potem jęknął, jakby toczył 

kamień do góry, po stoku wzgórza, i wreszcie dotarł z nim na 

szczyt.

Gdy było po wszystkim i nocne powietrze zaczęło chłodzić ciało 

Faith, Tyson pocałował ją w szyję, a ona wyszeptała:

— Dziękuję ci. To było cudowne. Odchylił głowę i spojrzał jej w 

twarz.

— To jeszcze nie koniec. Uśmiechnęła się.

— Nie?

—  Na   pewno   rano  będziemy   tego  żałowali.  —   Postawił   ją   na 

ziemi i zauważyła, że wciąż ma wzwód. — Mamy całą paczkę 

prezerwatyw i z sześć godzin na zabawę, zanim wzejdzie słońce. 

background image

— Odgarnął z kącika jej ust kosmyk włosów. — Ale jeśli mamy 

tego potem żałować, to zróbmy coś, czego naprawdę trzeba się 

będzie wstydzić.

Kilka   godzin   później   Faith,   z   pomalowanymi   na   czerwono 

paznokciami u nóg, stała na małym polu golfowym w salonie Ty 

sona. Miała na sobie tylko jego niebieską bluzę dresową. Jej jasne 

włosy opadały na plecy i wyglądała pięknie, szczególnie jak na 

kobietę, która kochała się w nocy trzy razy. Ostatnim razem w 

jacuzzi, gdzie małe bąbelki powietrza łaskotały ją w ciekawych 

miejscach.

— Przypomniało mi się, jak bardzo nie lubię grać w golfa. — 

Trzymała   kij   i   gdy   wzruszyła   z   irytacją   ramionami,   bluza 

podjechała jej do góry.

Stanowiła ucieleśnienie jego wszystkich fantazji. I coś znacznie 

więcej, bo była jeszcze delikatniejsza, bardziej namiętna i lepsza 

w łóżku. Z trudem trzymał ręce przy sobie, zanim ją uwiódł. Za 

kilka   godzin   zamierzał   ją   porzucić,   ale   nie   miał   złudzeń,   że 

przyjdzie mu to łatwo. Może by tak było, gdyby widział w niej 

tylko   dziewczynę   z   „Playboya".   Laskę   z   dużymi   cyckami   i 

zgrabnym   tyłkiem.   Ale   tak   nie   było.   W   ciągu   tych   kilku 

minionych tygodni polubił ją. Nawet bardzo.

— Biust mi przeszkadza. Tyson stanął za nią.

—  Pomogę ci, jeśli o to chodzi. — Wsunął jej ręce pod pachy i 

background image

chwycił za piersi. Jej bluza otarła się o jego nagi tors. — Spróbuj 

teraz.

Zaśmiała się, wykonując zamach, i piłka poszybowała w stronę 

siatki. Na radarze ukazała się liczba dwadzieścia pięć.

— Gorzej niż ostatnim razem. Nie ma rady. Mam za duży biust.

—   Wcale   nie.   —   Okrągłe,   białe   piersi   z   małymi   różowymi 

sutkami, które idealnie pasowały do jego ust. — Jesteś doskonała.

Miał na sobie stare levisy i Faith oparła się o nie pupą. Jak wtedy 

na tarasie, kiedy kochali się pierwszy raz, w niesamowity sposób, 

z   tysiącem   gwiazd   nad   głowami   i   panoramą   Seattle.   Był   to 

najbardziej namiętny seks w jego życiu, a w wieku trzydziestu 

pięciu lat miał duże doświadczenie w tej kwestii.

—   Potrzebujesz   tylko   faceta   o  dużych   łapach.   Zachichotała   i 

ustawiła następną piłeczkę na linii.

— Dobrze, ale nie rozpraszaj mnie.

— Będę się zachowywał przyzwoicie.

—  Widziałam  Goljlarzy.  Podczas   gry   w   golfa   się   nie   gada. 

Zamachnęła  się, a  on szepnął  jej  do ucha:  — Mam  ochotę  na 

twoją gołą brzoskwinkę. — Kij wypadł jej z rąk i wylądował po 

drugiej stronie pokoju.

Odwróciła się i spojrzała na niego.

— Miałeś zachowywać się przyzwoicie.

— I się zachowuję.

background image

— Nie wolno rozmawiać, gdy ktoś wykonuje zamach.

—  Ja tylko szepnąłem. To dozwolone na niektórych polach. — 

Wskazał podłogę. — To mój green. Ja tu ustalam zasady.

—  Nie   wspominałeś  o  żadnych  zasadach.  —  Założyła  ręce   na 

piersi   i   spojrzała   na   niego   błyszczącymi   zielonymi   oczami.  — 

Jakie są pozostałe?

— Kobiety grają nago.

Przechyliła głowę i starała się stłumić uśmiech.

— Ile kobiet grało już na tym twoim głupim greenie?

— Puszczę mimo uszu „głupi" green, bo cię lubię.

— Ile kobiet musiało się tu rozebrać, Savage?

— Tylko ty jedna. —  Chwycił przód bluzy Faith i pociągnął  do 

siebie.   —  Jesteś   wyjątkowa.  Przesunęła   palcami   po   jego 

ramionach i brylanty w jej obrączce zalśniły w świetle. — Która 

godzina?

Wolałby,   żeby   zdjęła   tę   cholerną   obrączkę.   Przez   nią   miał 

wrażenie, że robi to z mężatką.— Około trzeciej.

—   Lepiej   już   pójdę.   Masz   trening,   a   wieczorem   mecz,   który 

musicie wygrać.

—   Trening   nie   trwa   dwunastu   godzin.   —   Położył   jej   ręce   na 

biodrach i zadarł bluzę. — Mam mnóstwo czasu, żeby się wyspać, 

i przypuśćmy, że godzinę na jeszcze jeden numerek. — Poklepał 

jąpo gołej pupie. — Musisz brać się do roboty.

background image

Pokręciła głową, przeczesując palcami jego włosy.

— Nie chcę pozbawiać cię sił. Będziesz ich potrzebował podczas 

walki z Detroit.

— Mam niewykorzystane rezerwy. Jestem jak Superman. Gdy już 

mi się wydaje, że są na wyczerpaniu, ruszam do ataku.

Zaśmiała się.

— Nie chcę przynieść ci pecha. Wiem, że wszyscy hokeiści są 

przesądni.

Tyson   nie   był   tak   przesądny,   jak   niektórzy   z   chłopców.  Wolał 

tylko, żeby nic go nie rozpraszało. Jeśli Detroit zamierza wystawić 

swoich najlepszych zawodników, musi był w formie. Fizycznej i 

psychicznej.

— Gdy już skupię się na grze, nikt nie odbierze mi krążka — 

zapewnił, znowu przyciskając ją do siebie.

Uniosła brew.

— Znowu ci stoi.

— Podniecił mnie widok ciebie grającej w golfa.

— To zasługa mojego świetnego backswingu?

—   Backswing   masz   beznadziejny.   —   Pokręcił   głową   i   wtulił 

twarz w jej włosy. — Ale za to doskonałą postawę — powiedział z 

ustami tuż przy jej ustach.

— Kiedy twój ojciec zazwyczaj wraca do domu?

— Około szóstej. Mamy dużo czasu. Pogładziła go po tatuażu na 

background image

boku.

— Czy to bolało?

Wciągnął powietrze, gdy dotknęła ręką jego brzucha.

— Nie tak bardzo jak złamana kostka.

—  Złamałeś sobie nogę w kostce?  —  zapytała, całując w brodę. 

— Kiedy?

— W dwutysięcznym pierwszym. W trzeciej rundzie, drugi mecz 

z Devilami.

— A tu co się stało? — Znowu pocałowała go w brodę i wsunęła 

rękę pod pasek jego spodni.

—  Dostałem wzwodu, gdy patrzyłem, jak grasz. Zaśmiała się i 

wzięła w dłoń jego członek.

— Wiem. Pytam o tę bliznę.

To zdarzyło się dawno temu, zupełnie o tym zapomniał.

—  Dostałem kijem.  Od Claude'a Lemieux. W tysiąc dziewięćset 

dziewięćdziesiątym   ósmym.   Mecz   po   sezonie   przeciwko 

Kolorado. Dwadzieścia szwów.

— Ojej. — Mruknęła ustami w jego szyję i rozpięła mu spodnie. 

—  Nigdy sobie nic nie złamałam ani nie rozcięłam aż tak, żeby 

trzeba było zakładać szwy.  —  Spodnie opadły mu na biodra, a 

potem na podłogę. — Mam tylko jeden tatuaż.

Rzeczywiście,   zauważył   małego   króliczka   „Playboya"   nad   jej 

pupą.

background image

—  I jest cholernie  seksowny  —  wykrztusił, gdy  ugryzła go w 

szyję.

— Virgil  go nie znosił.  —  Zaczęła całować go po ramieniu  i po 

torsie. — Nie chciał, żeby ktokolwiek o nim wiedział. Mówił, że 

dziewczyny z klasą nie mają tatuaży.

— Virgil był stary i nie miał pojęcia, o czym mówi. Uklękła przed 

nim i pogładziła jego sztywny członek.

—  Wieki   tego   nie   robiłam  —  westchnęła,   patrząc   na   niego 

pięknymi   oczami.  —  Jeśli   będzie   coś   nie   tak,   powiedz   mi,   to 

przestanę.

O rany. Dotknęła miękkimi ustami główki jego członka, tak że 

prawie eksplodował.

— Dobrze, powiem...

Po   tym   powinien   mieć   dość   na   jakiś   czas.   Przestanie   o   niej 

myśleć,   postanowił,   gdy   wzięła   go   do   ust  —  ciepłych   i   wil-

gotnych. Przeciągnął palcami w jej włosach, gdy poruszała głową. 

Uhm, cztery razy w ciągu jednej nocy wystarczą. Jęknęła. Ten 

cichy   dźwięk   wprawił   w   wibracje   jej   gardło   i   Tyson   przestał 

myśleć.

Rozdział 14

W   całym   Seattle   pojawiły   się   wielkie   billboardy   z   Faith   i 

Tysonem, które zdominowały także front Key Arena. Napis pod 

background image

zdjęciem właścicielki stojącej przed kapitanem drużyny brzmiał: 

Hokej w wykonaniu Chinooków. Daj się wciągnąć. Ku wielkiemu 

rozczarowaniu   Bo   i   zadowoleniu   Julesa   nie   było   wzmianki   o 

Pięknej   i   Bestii   ani   żadnej   sugestii,   że   ktoś   komuś   depcze   po 

jajach.

W dniach poprzedzających mecz miasto ogarnęło podniecenie i w 

czwartkowy wieczór w Key Arena panował straszliwy tłok, tylu 

kibiców   przybyło,   by   obejrzeć   pierwszy   mecz   półfinałów 

przeciwko Red Wingsom z Detroit. Od pierwszego rzutu krążka 

wszystko   przebiegało   po   myśli   Seattle.   Drużyna   zdobyła   dwie 

bramki już w pierwszej tercji. W drugiej tercji napastnicy Detroit 

strzelili jednego gola i Chinooki rozpoczęły trzecią z przewagą 

dwa do jednego. Przez  piętnaście  minut  każda drużyna broniła 

swojej   bramki,   przekazując   sobie   krążek   i   nie   przechodząc   do 

ataku. Pięć minut przed zakończeniem spotkania Tyson podał do 

Fran-kiego Kawczynskiego, który w zamieszaniu przymierzył się 

do strzału. Bramkarz Chris Osgood dotknął krążka tylko czubkiem 

rękawicy,   tak   że   ten   wpadł   do   bramki   i   Chinooki   zakończyły 

pierwszy mecz wynikiem trzy do jednego.

Faith wkroczyła do salonu drużyny piętnaście minut  później, z 

Julesem u boku. Asystent miał na sobie koszulkę z emblematem 

Chinooków,   granatową   marynarkę   i   dżinsy.   Wyglądałby 

niezwykle nobliwie, gdyby koszulka nie była o dwa rozmiary za 

background image

mała.

— Co pani sądzi o meczu? — zapytał reporter Faith.

— Oczywiście jestem z niego bardzo zadowolona, choć ani trochę 

nie zaskoczona. — Ubrana była w nową kurtkę z czerwonej skóry 

i niebiesko-czerwony podkoszulek z emblematem Chinooków. — 

Drużyna   naprawdę   ciężko   pracowała,   żeby   osiągnąć   to 

zwycięstwo.

—  Poleci   pani  ze  swoimi   zawodnikami  do  Detroit?   Otworzyła 

usta, żeby odpowiedzieć, ale wydobyło się z nich

tylko:

— Jeszcze nie wiem... — gdy z  szatni wyszedł Ty. Odebrało jej 

mowę i straciła wątek. Był tylko w luźnych

szortach.   Kilka   godzin   wcześniej   miał   na   sobie   jeszcze   mniej. 

Kilka   godzin   wcześniej   dotykała   tej   gładkiej   skóry,   twardych 

mięśni i trzymała go w ustach. Oderwała wzrok od jego wyraźnie 

zarysowanych   muskułów   oraz   owłosionej   piersi   i   spojrzała   na 

twarz. Patrząc na nią, uniósł jedną brew.

— Pojedzie pani z drużyną do Detroit? Poczuła przypływ gorąca i 

spojrzała na reportera.

— Nie.

Tej nocy było jej tak dobrze, że teraz musiała zwalczyć ochotę, 

żeby   przebiec   przez   salon   i   przytulić   się   do   niego.   Powinna 

żałować, że przespała się z kapitanem swojej drużyny. To było 

background image

niewybaczalne i nieprofesjonalne, dlatego powinna się wstydzić. 

Ale nic takiego nie czuła. A przynajmniej nie z tych powodów, 

które   nasuwały   się   jako   oczywiste.   Miała   natomiast   poczucie 

winy.   Jej   mąż   zmarł   zaledwie   półtora   miesiąca   temu,   a   ona 

minionej nocy uprawiała szalony, niesamowity seks z mężczyzną, 

który   obudził   w   niej   emocje,   jakich   dotąd   nie   znała.   Była 

striptizerką, dziewczyną „Playboya" i żoną bogatego człowieka, 

ale nigdy nie pragnęła, żeby ktoś dotykał jej tak jak Ty. Noc się 

skończyła, ale w ciągu tych kilku godzin, które z nim spędziła, ani 

razu   nie   pomyślała   o   nieżyjącym   mężu.  Ani   razu,   gdy   Tyson 

całował ją i pieścił. Człowiek, który ofiarował jej wspaniałe życie 

i zapewnił dostatni byt aż do śmierci, zniknął z jej pamięci.

Dziennikarze zadawali jej pytania o mecz i przyszłość drużyny. Z 

szatni wyszli kolejni zawodnicy. W salonie panowało podniecenie, 

wyczuwało się je w powietrzu i w podniesionych głosach. Faith 

udzielała   odpowiedzi,   czasami   wymigiwała   się   od   nich   albo 

zwracała się do Julesa, który znał szczegóły, i przez cały czas była 

świadoma obecności Tysona.

Jego głos przedarł się przez zgiełk i nagle zrozumiała jedną rzecz: 

Tyson dał jej coś, co Virgil zawsze pragnął jej dać, ale nie był w 

stanie:   poczucie   więzi,   które   rodzi   jedynie   bliskość   fizyczna. 

Namiętność,   o   której   ciągle   mówi   matka.  To   jedno,   czego   nie 

mogła przeżyć z mężem. Coś, nad czym nie potrafiła zapanować. 

background image

Coś tak nieokiełznanego, co powalało ją jak najgwałtowniejszy 

huragan. Znowu spojrzała na Tysona stojącego w drugim końcu 

salonu   i   zebranych   wokół   niego   fotoreporterów.   Mimo   do-

chodzących do niej innych głosów usłyszała, jak mówi:

—  Moje   przejście   z  Vancouver  było   szybkie   i   łatwe.   Trener 

Nystrom   umie   motywować   zawodników,   którzy   dają   z   siebie 

wszystko i grają w pięknym stylu.

—  Czy   lepiej   już   się   pan   dogaduje   z   właścicielką   drużyny? 

Przeniósł spojrzenie na Faith i uśmiechnął się lekko,

szczerze.

— Jest okay.

Faith zrobiło się lżej na sercu. Jakby ktoś zdjął jej ciężar z piersi. 

Tu,   przed   szatnią,   w   obecności   zawodników,   trenerów   i 

dziennikarzy.

— Chociaż — dodał, nie odrywając od niej wzroku — dziś rano 

przeczytałem   w   gazecie,   że   jej   zdaniem   jestem   zimnym 

sukinsynem i gdybym sobie odpuścił, może nie byłbym przez cały 

czas taki niemiły i szorstki.

— Nie powiedziałam „przez cały czas" — mruknęła pod nosem.

—  Słucham?  —  zapytał   Jim   z   „Seattle   Timesa".   —  Co   pani 

powiedziała, pani Duffy?

— Nie mówiłam, że jest niemiły i szorstki przez cały czas. Jeden z 

reporterów się zaśmiał.

background image

—   Savage  jest   zgryźliwy.   Chciałbym   wiedzieć,   kiedy   miewa 

lepszy humor.

Dziennikarz patrzył na nią, wciąż się uśmiechając, jakby go to 

bawiło.   Czekał   na   jej   odpowiedź.   Wtedy,   gdy   się   kocha, 

pomyślała. Ostatniej nocy nie był niemiły. Był cudowny, uroczy. 

Rozśmieszał  ją   i   aż   trudno  uwierzyć,  sprawił,  że  się  przy   nim 

odprężyła. Co od pewnego czasu nie zdarzało jej się przy nikim. I 

na pewno nie był szorstki.

— Kiedy wygra ważny mecz — odpowiedziała.

—   Jaką   zastosuje   pan   strategię   podczas   sobotniego   meczu   z 

Detroit? — zapytał ktoś Tysona.

Tyson rzucił Faith ostatnie spojrzenie, a potem skupił uwagę na 

stojącym przed nim dziennikarzu.

— Hokej to walka jeden na jeden. Po prostu o tym pamiętamy i 

dlatego wygrywamy wszystkie pojedynki.  Faith zwróciła się do 

Julesa:

—   Możesz   pójść   ze   mną   na   jutrzejsze   spotkanie   z   Fundacją 

Chinooków?

Spojrzał na nią, a potem na Tysona. Otworzył usta, lecz zaraz je 

zamknął.   Między   jego   ciemnymi   brwiami   pojawiła   się 

zmarszczka.

background image

—   Nie   miałem   tego   w   planach,   ale   jeśli   chcesz,   jasne   — 

odpowiedział, lecz miała wrażenie, że coś go niepokoi

Pokręciła głową i ruszyła w stronę drzwi.

— Nie. Sama zrobię notatki. — Po wyjściu na korytarz nie mogła 

się   powstrzymać   i   rzuciła   ostatnie   spojrzenie   na  Tysona,   który 

przewyższał   pozostałych   mężczyzn   o   głowę.   Miała   w   pamięci 

każdy   szczegół   minionej   nocy.   Jego   twarz   na   pogrążonym   w 

mroku tarasie, dotyk jego rąk i ust. Chciała obarczyć winą za tę 

noc Laylę, ale nie mogła. Nie, jeśli ma być ze sobą szczera. Ponosi 

całkowitą   odpowiedzialność   za   to,   co   się   stało.   To   nie   były 

przekomarzanki.   Nie   miała   żadnego   głębszego   motywu.   Nie 

prowokowała mężczyzny dla pieniędzy. Nie mogła więc obwiniać 

Layli za swoje zachowanie. Nie kiedy Faith sprawowała kontrolę.

Ruszyła do windy. Ostatniej nocy robiła po prostu to, co chciała. 

Siedziała   w   Brooklyn   Seafood   Steak   and   Oyster   House   i 

pozwalała, żeby Tyson dotykał jej pod stołem. Położyła dłoń na 

jego ręce i zrobiła następny krok. To jej robota. Nie Layli. Nie tej 

dzikiej,   bezwstydnej   kobiety,   którą   stworzyła,   aby   się   za   nią 

ukryć. Ostatniej nocy to Faith uległa emocjom i straciła poczucie 

wstydu.

Podczas jazdy do domu myślała o swoim życiu po śmierci Virgila. 

Jeszcze   nie   tak   dawno   było   przyjemne   i   wygodne.   Jej   jedyną 

troskę   stanowiło   to,   jak   się   ubrać.   Tamta   Faith   nie   uległaby 

background image

pożądaniu   i   nie   wsunęłaby   sobie   dużej,   ciepłej,   męskiej   ręki 

między nogi.

Zostawiła bentleya na podziemnym parkingu i wjechała windą na 

ostatnie piętro. Jej życie zmieniło się całkowicie w tak krótkim 

czasie.   Z   niespiesznego   i   łatwego   przekształciło   się   w   pełne 

aktywności i zamętu. Teraz już nie tylko podejmuje decyzję, co na 

siebie włożyć, lecz także, ile zapłacić w przyszłym sezonie dobrze 

rokującym   zawodnikom,   którzy   dotarli   do   pierwszej   rundy 

rozgrywek. I choć mogła liczyć na pomoc w tej drugiej kwestii, 

czuła taką odpowiedzialność, że pewnie by jej nie udźwignęła, 

gdyby się zatrzymała i dała sobie czas na zastanowienie.

Faith otworzyła drzwi mieszkania. Powitała ją tylko szczekająca 

Pebbles i światło w kuchni. Żadnych dźwięków Sexual Healing 

wieży ani chichotów z pokoju matki.

Przeszła przez kuchnię i skierowała się korytarzem do swojego 

pokoju.  Zdjęła  kurtkę  i  rzuciła   ją  na  krzesło.  Nie   mogła  sobie 

przypomnieć, kiedy po raz ostatni nocował tu Virgil, ale musiało 

to   być   dawno,   bo   nie   pozostał   po   nim   ślad.   Żadnych   ubrań, 

krawatów, butów ani grzebienia. W wyłożonej marmurem łazience 

nie było jego szczoteczki do zębów.

Jedyną   należącą   do   niego   rzeczą   było   wydanie  Davida 

Copperfielda,  które Faith zabrała, gdy opuszczała tamten wielki 

dom. Usiadła na łóżku i zapaliła lampkę. Pebbles usadowiła się 

background image

przy niej, gdy brała książkę z szafki nocnej i przeciągała dłonią po 

ciemnobrązowej   okładce.   Powąchała   stary   papier,   sfatygowaną 

skórzaną oprawę.  Virgil  zawsze pachniał drogą wodą kolońską, 

ale na książce nie został nawet jej lekki zapach.

Pebbles   zatoczyła   trzy   małe   kółka   wokół   Faith,   a   potem 

wyciągnęła się przy jej udzie. Faith przesunęła palcami po gęstej 

sierści  suczki  i  do  oczu  napłynęły  jej  łzy. Tęskni   za  Virgilem. 

Tęskni za jego przyjaźnią i mądrością, ale to nie obraz zmarłego 

męża stawał jej przed oczami, gdy zamykała oczy. Tylko innego 

mężczyzny.   Mężczyzny,   który   rzadko   się   uśmiecha,   ale   robi 

ustami inne cudowne rzeczy. Przystojnego, silnego mężczyzny, w 

którego ramionach czuła się bezpieczna, gdy kochał się z nią na 

tarasie.   Który,   patrząc   na   nią   z   przeciwnego   końca   pokoju, 

powodował, że robiło jej się zarazem lekko i ciężko na duszy, i 

czuła mrowienie w całym ciele.

Który sprawiał, że miała ochotę do niego podejść i złożyć głowę 

na jego nagim torsie.

Faith   otworzyła   oczy   i   otarła   łzę   z   policzka.   Dopiero   co 

pochowała   męża,   a   nie   potrafi   przestać   myśleć   o   innym 

mężczyźnie.   Co   można   o   niej   powiedzieć?   Że   jest   straszna? 

Okropna,   pozbawiona   zasad   moralnych,   jak   zawsze   twierdził 

Landon?

W   książce   o   cierpieniu,   którą   właśnie   przeczytała,   pisano,   że 

background image

należy odczekać cały rok, zanim się pójdzie z kimś na randkę albo 

zaangażuje   w   nowy   związek.   Ale   chyba   tego,   co   zrobiła   z 

Tysonem  ostatniej  nocy, nie  można  nazwać  randką  ani  nowym 

związkiem?   Nie.   Na   pewno   nie.   To   był   tylko   seks.   Coś   jak 

podrapanie się w swędzące miejsce. Danie upustu emocjom.

Ale jeśli do tego się to sprowadza, to skąd te ciarki, ta fala gorąca? 

Skąd potrzeba, aby przejść przez pokój i złożyć głowę na jego 

nagiej piersi? „Podrapawszy" się cztery razy w ciągu nocy, czy nie 

powinna przestać czuć tego swędzenia? Czy nie powinna przestać 

odczuwać napięcia? Gdyby chodziło tylko o seks, chyba powinna 

być przez jakiś czas spokojna? Zwłaszcza jeśli weźmie się pod 

uwagę to, jak długo się bez niego obywała?

Pogłaskała Pebbles i suczka przewróciła się na grzbiet, odsłaniając 

brzuszek. To coś więcej niż zwykły pociąg. Coś, co zaczyna ją 

przerażać. Nie miłość. Nie kocha Ty sona Savage'a. Kilka razy 

była zakochana i wiedziała, jak to jest. Miłość jest czymś miłym, 

spokojnym, kojącym — jak jej uczucie do Yirgila. Albo gorącym i 

nieokiełznanym — jak

to, co czuła do kilku swoich byłych chłopaków. A nie czymś, co 

wydaje   się   złe.   Jakby   jeden   niewłaściwy   krok   wystarczył,   aby 

spaść w otchłań. To nie miłość. To zwiastun katastrofy.

***

Następnego   ranka   Faith   spotkała   się   z   szefową   Fundacji 

background image

Chinooków, która nazywała się Miranda Snow i wydawało się, że 

jest uradowana, iż ma okazję poznać Faith.

— Nie ma dziś mojego asystenta — wyjaśniła, podając Faith kilka 

broszur. — To informacje o naszej działalności dobroczynnej.

Faith   przerzuciła   je   i   była   pod   wrażeniem.   Co   roku   fundacja 

organizowała   turniej   golfowy,   żeby   zbierać   pieniądze   na   rzecz 

zawodników,   którzy   doznali   urazów   i   wymagają   rehabilitacji 

wykraczającej poza zakres ich ubezpieczenia zdrowotnego.

—   Opłacamy   koszty   leczenia   szpitalnego   Marka   Bresslera, 

których nie pokrywa Blue Cross — opowiadała Miranda. — A 

także wszelkich zabiegów rehabilitacyjnych, których potrzebuje.

—  A  jak   on   się   miewa?   —   zapytała   Faith   o   byłego   kapitana 

drużyny,   którego   spotkała   kilka   razy   na   przyjęciach   gwiazd-

kowych Chinooków.

—   Cóż,   strasznie   się   połamał,   ale   ma   szczęście,   że   nie   jest 

sparaliżowany. — Miranda rzuciła długopis na biurko. — Jego 

opiekunowie mówią, że bardzo cierpi.

Fundacja,   jak   powiedziała   jej   Miranda,   w   ramach   jednego   z 

programów   przyznawała   stypendium   dzieciom   wykazującym 

zdolności sportowe. Muszą one spełnić trzy warunki: mieć średnią 

ocen co najmniej trzy, dobrze grać w hokeja i pochodzić z rodziny 

o niskim dochodzie na głowę.

Trzecia komórka organizacji, Hope and Wishes Foundation, zbiera 

background image

pieniądze dla szpitali dziecięcych w stanie Waszyngton. Fundusze 

przeznaczane   są   na   trzy   cele:   badania,   bezpośrednią   pomoc 

finansową   i   rozpowszechnianie   wiedzy   na   temat   chorób 

dziecięcych.   Faith   przeczytała   dołączone   wycinki   prasowe   i 

materiały promocyjne na temat każdej imprezy charytatywnej i 

miała   kilka   pytań   oraz   uwag.   Chciała   wiedzieć,   jakie   sumy 

pozyskuje się na każdy z tych celów. Ile pieniędzy pochłaniają 

koszty   ogólne   i   organizacyjne.   I   jakie   są   plany   fundacji   na 

najbliższą przyszłość.

— Wydaje mi się, że niepotrzebnie towarzyszą temu akcje PR-

owskie   —   zauważyła,   przeczytawszy   kilka   wycinków.   — 

Powinniśmy zwracać się do społeczności lokalnych, bo to one nas 

wspierają. Nie chodzi tu przecież o to, żeby promować drużynę i 

zwiększyć sprzedaż biletów na mecze hokejowe. — Nauczyła się 

tego w Towarzystwie Glorii Thornwell i popierała takie podejście. 

Celem działalności powinna być realna pomoc, a nie kreowanie 

własnego wizerunku. Niektórzy uważali, że to nie ma znaczenia, 

jeśli osiąga się jedno i drugie. Faith rozumiała ten argument, ale 

wiedziała,   że   wiele   osób   wspiera   akcje   dobroczynne   albo 

finansuje rozmaite cele tylko po to, żeby ich zdjęcia ukazały się w 

czasopismach poświęconych celebrytom.

Miranda była zaskoczona.

— Całkowicie się z tobą zgadzam, ale nikt tu nie chce

background image

mnie   słuchać.   W   dziale   PR   jest   dziewczyna,   która   ma   bardzo 

agresywne   podejście   do   kwestii   promocji.   Bo.   Faith   się 

uśmiechnęła.

— Zajmę się nią.

Następnego   wieczoru   spotkała   się   z   Bo   i   Julesem   w   pubie 

sportowym, żeby  razem  z   nimi  obejrzeć   występ Chinooków w 

Detroit.   Gra   obu   drużyn   w   pierwszej   tercji   była   wyrównana, 

Chinooki dziesięć razy przypuściły atak na bramkę, a Red Wingsi 

— dwanaście. Dziesięć minut przed zejściem z lodowiska drużyna 

Red Wingsów zdobyła gola.

Podczas pierwszej przerwy Faith opowiedziała Bo i Jule-sowi o 

spotkaniu z Mirandą i zamiarze zaangażowania się w działalność 

fundacji.

— To będzie miało dobry efekt PR-owski — orzekła Bo i wzięła 

ze stołu butelkę becka. — Popieram.

— Chcę pomagać ludziom, a nie prowadzić kampanię reklamową 

PR.   —   Faith   się   uśmiechnęła.   —   Na   pewno   potrzebujemy 

promocji i reklamy, ale moim zdaniem powinniśmy je kierować 

do konkretnych grup. Spotkam się z tobą i Jimem, gdy będziemy 

już mieli o czym podyskutować.

Bo wzruszyła ramionami.

— Turniej golfowy odbywa się w lipcu, więc daj mi znać, jak 

background image

bardzo   i   w   jakim   charakterze   zamierzasz   się   w   niego 

zaangażować.

Jules oderwał wzrok od dużego ekranu nad barem, gdy zaczęła się 

druga tercja.

— Grasz w golfa? — zapytał.

Przypomniała sobie green w domu Tysona. Tamtą noc, gdy miała 

na sobie jego bluzę. Dotyk bawełny na gołym ciele i zapach wody 

kolońskiej. I jego, stojącego za nią, gdy wykonywała zamach.

— Nie, ale mogę prowadzić jeden z tych małych pojazdów na 

polu — odpowiedziała i napiła się merlota.

Na   ekranie   nad   barem   Tyson   przejechał   przez   lodowisko, 

prowadząc   krążek.   Podał   do   Sama,   a   potem   okrążył   bramkę, 

wyłonił się po drugiej stronie i znowu przejął prowadzenie, gdy 

obrońca   Detroit   wpadł   na   niego   tuż   za   niebieską   linią.   Przez 

chwilę obaj walczyli, popychając się i dźgając łokciami. Głowa 

Tysona odskoczyła do tyłu i rozległ się gwizdek. Sędzia gestem 

przywołał zawodnika obrony, a Tyson przyłożył do twarzy rękę w 

rękawicy.

— Facet uderzył go końcem kija! — wykrzyknął Jules i pochylił 

się w stronę telewizora.

Tyson   opuścił   rękę,   a   po   jego   policzku   pod   lewym   łukiem 

brwiowym pociekła krew.

— Tylko nie w twarz! — krzyknęła Faith, zanim zdała sobie z 

background image

tego   sprawę.   —  Tylko   nie   zróbcie   mu   nic   w   twarz.   —   Miała 

wrażenie, jakby jej samej ktoś zadał cios z brzuch. Kibice Red 

Wingsów   zaczęli   krzyczeć   i   gwizdać,   gdy   Tyson   zjechał   z 

lodowiska,   a   obrońca   Detroit   poszedł   na   ławkę   kar.   Jeden   z 

trenerów Chinooków podał Tysonowi biały ręcznik, on przyłożył 

go do oka, a potem odwrócił się i obejrzał powtórkę na wielkich 

telebimach umieszczonych wysoko nad lodowiskiem.

— Czy nie powinien pojechać do szpitala? — zapytała Faith.

Bo i Jules spojrzeli na nią, jakby zwariowała.

— To tylko rozcięcie — zauważył Jules.

Tyson   opuścił   zakrwawiony   ręcznik,   trener   obejrzał   mu   oko   i 

Faith znowu poczuła mdłości.

— O rany. — Bo pokręciła głową i upiła łyk piwa. — Krwawi, 

jakby pękła mu aorta.

— Aorta jest w sercu. Nie na skroni — zwrócił jej uwagę Jules.

— Uhm. Wiem przecież, ty kretynie. — Bo odstawiła piwo na 

stół. — To zamierzona przesada, żeby uwypuklić fakt.

— Raczej przejaw głupoty.

—   Przestańcie!   Ile   wy   macie   lat,   na   miłość   boską?   —   Faith 

położyła   rozpostarte   dłonie   na   blacie   stołu.   —   Tyson   właśnie 

oberwał w głowę. To może być poważna kontuzja.

Bo zbagatelizowała sprawę:

background image

— Nic mu nie będzie.

— Będą musieli go opatrzyć, żeby mógł wrócić do gry w trzeciej 

tercji — dodał Jules, gdy Tyson z trenerem zeszli z lodowiska i 

ruszyli w głąb tunelu.

— Nie sądzę. — Gdyby Faith tak oberwała, na pewno musiałaby 

spędzić   noc   w   szpitalu   i   wziąć   całą   baterię   środków 

przeciwbólowych. Tyson na pewno nie roztkliwia się nad sobą tak 

jak   ona,   ale   nie   wygląda   na   to,   że   będzie   mógł   wrócić   na 

lodowisko po takim uderzeniu.

Jednak   Jules   miał   rację.   Gdy   po   rozpoczęciu   trzeciej   tercji 

napastnicy   Chinooków   wjechali   na   lód,  Tyson   był   wśród   nich. 

Miał   lekko   spuchniętą   zewnętrzną   część   oka   i   przymocowany 

plastrami opatrunek. Na jego białej koszulce widniały plamy krwi, 

ale zajął pozycją.

W   końcowych   minutach   meczu   Detroit   prowadziło   cztery   do 

dwóch.  Trener   Nystrom   wycofał   bramkarza   i   skierował   na   lód 

najlepszych napastników, ale mimo jego wysiłków był to wieczór 

Red Wingsów, którzy wygrali pięć do trzech, strzelając do pustej 

bramki w ostatnich dziesięciu sekundach.

— Pokonamy ich u siebie w poniedziałek — zapowiedział Jules, 

gdy wyszli z baru.

Jazda do domu zajęła Faith około piętnastu minut. Pebbles nie 

było w zasięgu wzroku, co oznaczało, że matka położyła się już 

background image

do   łóżka.   Faith   umyła   zęby   i   twarz,   wciągnęła   koszulkę   z 

emblematem Looney Tunes i też poszła spać. Wino oraz emocje 

podczas   meczu   zrobiły   swoje   i   zasnęła,   gdy   tylko   przyłożyła 

głowę do poduszki. Nie wiedziała, jak długo spała, gdy zadzwonił 

stojący przy łóżku telefon i ją obudził. Podniosła słuchawkę w 

ciemnościach i uderzyła się nią w głowę.

— Au! Cholera. Tak, słucham?

— Obudziłem cię? Zamrugała szybko.

— Tyson?

— Uhm. Jesteś sama czy z psem w łóżku?

— Co takiego? — Pomacała ręką wokół siebie i wyczuła sierść. 

— Jestem z Pebbles.

Usłyszała w słuchawce jego cichy śmiech. Było to tak rzadkie, że 

od razu otrząsnęła się ze snu.

— To znaczy, że mój ojciec jest u was.

—   Musiał   się   wślizgnąć,   gdy   zasnęłam.   Chcesz   z   nim 

porozmawiać?

— Broń Boże! Zwilżyła usta językiem.

— To po co dzwonisz?

— Sam nie wiem.

Odwróciła głowę i spojrzała na stojący obok zegar ze świecącą 

background image

tarczą.

— Masz pojęcie, która godzina?

Nastąpiła chwila ciszy, a potem padła odpowiedź:

— Piętnaście po trzeciej.

— Gdzie jesteś?

—   W   samochodzie.   Pod   twoim   domem.   Usiadła   i   odrzuciła 

kołdrę.

— Chyba żartujesz.

— Nie. Wylądowaliśmy godzinę temu. Oglądałaś mecz?

— Uhm. — Spuściła nogi na podłogę. — Jak twój łuk brwiowy?

— Mam pięć szwów.

— Pewnie bardzo bolało.

—   Jak   cholera.   Powinnaś   zejść   na   dół   i   pocałować,   żeby   się 

zagoiło.

— Teraz?

— No.

— Nie jestem ubrana.

— Nic na sobie nie masz?

Spojrzała w mroku na koszulkę z Looney Tunes.

— Zupełnie nic.

Odchrząknął.

— Narzuć płaszcz. Obiecują, że nie będę się gapił. Uśmiechnęła 

się i pokręciła głową.

background image

— To nie od gapienia się mamy kłopoty. Ściszył głos.

— Ty chyba je lubisz. Najwyraźniej ja też. Rzeczywiście. Bardzo 

lubi.

— Jakie kłopoty masz na myśli?

— Takie, jakie zaczynają się, gdy lądujesz naga w moim łóżku. 

Ponieważ   już   jesteś   rozebrana,   może   powinnaś   zejść   na   dół   i 

dokończyć sprawę.

Nie powinna. Naprawdę nie powinna.

— To byłoby niestosowne.

— I to bardzo.

— Nie żałujesz tego, co zaszło między nami zeszłej nocy?

— Jeszcze nie, ale myślę o kilku pozycjach z tobą w roli głównej. 

Jutro na pewno będziemy już tak zawstydzeni, że przejdzie nam 

na jakiś czas.

— To brzmi, jakbyś o mnie myślał.

— Bardzo często.

Ona też o nim myślała. Nie powinna, ale nie mogła  nic na to 

poradzić.   I   chociaż   on   nie   żałował   tego,   co   się   stało,   ona 

przeciwnie. Ale w tej chwili, gdy słyszała jego głos w słuchawce i 

wiedziała, że jest na dole i jej pragnie, czuła tylko ogarniające ją 

pożądanie.

— Ja o tobie też — odpowiedziała niemal szeptem. — Tego lata 

mam   wziąć   udział   w   turnieju   golfowym.   Chyba   muszę   trochę 

background image

potrenować.

— Kochanie, służę ci wszelką pomocą, jeśli tylko chcesz.

—  Wezmę  płaszcz.  —  Odłożyła   słuchawkę,  a  potem   ściągnęła 

majtki  i  zdjęła  przez  głowę  koszulkę. W tej  chwili  pragnienie, 

żeby wpaść w kłopoty z Tysonem, stłumiło wyrzuty, które miały 

się odezwać za kilka godzin.

Szybko umyła zęby, wyjęła z szafy płaszcz przeciwdeszczowy i 

narzuciła go. Wsunęła stopy w czerwone pantofle i w drodze do 

drzwi włożyła klucze do kieszeni.

Tyson stał obok swojego czarnego bmw, które zaparkował przy 

krawężniku,   odwrotnie   do   kierunku   ruchu.   Panował   mrok,   od 

Zatoki Elliotta wiał chłodny wiatr, pod wpływem którego na twarz 

Faith opadło kilka pasm włosów.

— Pani Duffy.

— Panie Savage.

Tyson otworzył drzwi samochodu po stronie pasażera.

— Ładny płaszcz.

Minęła go i w ciemności spojrzała mu w twarz. Po zewnętrznej 

stronie oka miał świeży opatrunek. Ten sam wiatr, który unosił jej 

włosy, przyniósł zapach jego ciała. Oparła ręce na jego piersi i 

poczuła, że mięśnie pod bawełnianą bluzą się napięły.

Tyson pochylił głowę i pocałował ją. Gdy ich usta się spotkały, 

background image

ogarnęła   ją   zmysłowa   gorączka   i   zacisnęła   palce   na   ciepłym 

materiale. Musnął językiem jej język i wsunął dłonie pod poły jej 

płaszcza. Gorącą ręką ujął jej pierś i pogładził kciukiem sutek.

Gdy już miała chwycić go za nadgarstek i zaprowadzić na górę do 

mieszkania, wyjął rękę spod płaszcza.

—   Wsiadaj.   —   Jego   głos   zabrzmiał   poważnie.   Może   ze 

zmęczenia, a może z pożądania.

Otworzył   przed   nią   drzwi.   Usiadła   na   miejscu   dla   pasażera   i 

spojrzała na niego.

—   Jakież   to   nieprzyzwoite   pozycje   wymyśliłeś   dla   mnie?   — 

zapytała.

— Takie, które umożliwią nam dotarcie z jednego końca materaca 

na drugi.

Przypomniała sobie jego wielkie łóżko.

— To może nam zająć trochę czasu — zauważyła.

— Właśnie.

Rozdział 15

Z głębokiego snu wyrwało Faith czyjeś ciepłe dotknięcie w ramię. 

Uniosła   powieki,   odwróciła   głowę   i   zobaczyła   błyszczące 

niebieskie oczy, które patrzyły na nią z odległości kilku cali. W 

ich   kącikach   pojawiły   się   małe   zmarszczki   od   uśmiechu,   co 

background image

spowodowało, że przekrzywił się opatrunek przykrywający szwy 

na brwi. Tyson ugryzł ją lekko w ramię.

— Dzień dobry — powiedział z ustami przy jej skórze.

— Która godzina?

— Dochodzi południe.

— O mój Boże! — Usiadła i cienka kołdra zsunęła jej się do pasa. 

— Ale późno!

Z przerażenia jej serce zaczęło bić mocniej i poczuła skurcz w 

żołądku. Nie budziła się w łóżku mężczyzny od... nie pamiętała 

odkąd.   Podciągnęła   kołdrę,   żeby   zakryć   piersi,   i   spojrzała   na 

Tysona. On natomiast wydawał się całkiem spokojny i odprężony 

w szarym podkoszulku i luźnych szortach.

— Jesteś już ubrany.

— Zdążyłem nawet przebiec pięć mil na bieżni mechanicznej.

— I nie obudziłeś mnie?

Przywrócił się na plecy, opadając na grubą czarną kołdrę w turecki 

wzór, i splótł ręce na karku.

—   Byłaś   wykończona.   —   Przesunął   wzrokiem   po   jej   nagich 

plecach. — Zasnęłaś dopiero koło piątej.

— Ty też.

— Ja nie potrzebuję dużo snu.

Jedną   ręką   przytrzymała   kołdrę   na   piersiach,   a   drugą   przetarła 

twarz. Jej serce wciąż mocno biło, gdy rozejrzała się po pokoju z 

background image

kilkoma   dębowymi   meblami   i   dużym   łukowym   oknem 

zasłoniętym kotarą.

—   Nie   masz   treningu?   —   Od   domu   dzieliło   ją   zaledwie 

dwadzieścia minut drogi — jeśli nie było korków — ale oprócz 

płaszcza nie miała co na siebie włożyć. To, co w nocy wydawało 

się   podniecającym   pomysłem,   w   świetle   dnia   okazało   się 

straszliwą pomyłką.

— W tej chwili nie. — Usiadł i odgarnął jej włosy za ramię. — 

Pomyślałem, że podrzucę cię po drodze, a potem znowu po ciebie 

przyjadę.

Czuła pulsowanie w uszach. Nie ma nawet majtek. Był taki okres 

w jej życiu, że by się tym nie przejęła, ale to dawno minęło. Inne 

czasy, inne życie. Zmieniła się i teraz to już nie jest w jej stylu. 

Ogarnął ją niepokój i bała się, że wpadnie w panikę. Tak bardzo 

chciała odciąć się od tamtego życia.

— Faith?

Spojrzała na niego.

— Tak?

— Słyszałaś, co powiedziałem?

—  Że musisz jechać na trening. Znowu delikatnie ugryzł ją w 

ramię.

— Chcę później po ciebie przyjechać. Może zabiorę cię do pewnej 

małej   włoskiej   knajpki   w  Bellevue,  którą   odkryłem.   Obsługa 

background image

fatalna, ale jedzenie fantastyczne!

— O nie!

Gwałtownie   podniósł   głowę   i   spojrzał   jej   w   oczy.   Musi   się 

zastanowić.   Odzyskać   kontrolę   nad   swoim   życiem   i   nad   sobą 

samą.   Niedawno   umarł   jej   mąż.   Nie   może   jeszcze   chodzić   na 

randki.

Po chwili odparł powoli:

— W porządku.

— Chciałam tylko powiedzieć, że...

Co   takiego   chciała   powiedzieć?   Nie   wiedziała.   Była   strasznie 

zdezorientowana.

— To nie tak. Chodzi mi o to...

— Wiem, o co ci chodzi. Chciałaś tylko pójść ze mną do łóżka i 

nic więcej.

Naprawdę o to jej chodziło? Nie. Tak. Nie mogła myśleć trzeźwo.

Wzruszył ramionami, zdjął buty i skarpetki.

— Nie przeszkadza mi to. Wiele kobiet ma ochotę przespać się z 

hokeistą.  — Ale nie wyglądało na to, że mu to nie przeszkadza. 

Sprawiał wrażenie urażonego. Zdjął podkoszulek i cisnął w kąt, 

po czym wyrwał Faith kołdrę z ręki.

— Tyson!

— Teraz oboje wiemy, na czym stoimy. — Popchnął ją tak, że 

upadła na plecy. Spojrzała na niego.

background image

— Oszalałeś.

Pokręcił głową i pochylił się, opierając ręce na poduszce po obu 

stronach jej głowy.

—   Chciałem   być   miły.   Teraz   nie   muszę   już   się   starać.   Faith 

uniosła rękę i dotknęła wydatnych muskułów na jego

piersi.

— Podoba mi się, gdy jesteś miły.

— To niedobrze. — Pocałował ją w szyję.

Zanim zasnęła w jego łóżku, kochali się dwa razy. Ostatnim razem 

pod prysznicem z masażem wodnym, gdzie bez trudu zmieściłoby 

się sześć osób. Co oznacza, że jej włosy są w okropnym stanie. 

Zmarszczyła brwi, gdy całował ją w szyję. W jej życiu nastąpił 

kryzys, a ona martwi się o swoje włosy.

— Nie chcę dłużej zgrywać miłego. — Jego ciepły oddech owiał 

jej szyję i piersi. Poczuła, że trochę się rozluźnia.

— To kim teraz będziesz?

— Zimnym draniem — odpowiedział, sunąc ustami po jej szyi i 

zatrzymując się na chwilę, żeby ją ugryźć. Spojrzał jej w twarz. W 

jego oczach były jednocześnie gniew i pożądanie. Rozchylił usta i 

zaczął ssać jej sutek, pieszcząc drugą pierś. Zniknął mężczyzna, z 

którym kochała  się  w nocy. Który pieścił ją  delikatnie dużymi 

dłońmi, obserwując jej reakcję. Który się nie spieszył i czekał na 

odpowiedź jej ciała.

background image

Przeniósł  uwagę  na  jej  drugą  pierś i  polizał  stwardniały  sutek. 

Szorstkimi dłońmi pieścił jej ciało i to ją podnieciło. Chwyciła 

obiema   dłońmi   prześcieradło   i   kołdrę,   i   wygięła   w   łuk   plecy. 

Jęknęła głucho, a on się zaśmiał.

— Gdybym wiedział, że lubisz ostry seks — powiedział, całując 

ją   i   gryząc,   posuwając   się   w   dół   —   nie   traciłbym   czasu   na 

czułości.

Pocałował ją w brzuch, a potem w biodro i wewnętrzną stronę 

uda. Spojrzał na nią, jego piękne oczy błyszczały z podniecenia, 

gdy ssał delikatną skórą u nasady uda, doprowadzając Faith do 

szaleństwa. Kiedy już miała krzyknąć, nakazał:

— Oprzyj stopy na moich ramionach.

Potem   rozchylił   jej   uda.   Nie   był   ani   trochę   delikatniejszy   niż 

wtedy, gdy zajmował się jej piersiami. Lizał ją, jakby tylko sobie 

chciał sprawić przyjemność. Smakował ją ustami i językiem, i to 

też jej się podobało. Ale winiła o to Laylę.

W ciągu kilku minut przeżyła intensywny orgazm, który ogarnął 

ją   całą.   Zadrżała,   z   trudem   chwytając   powietrze.   Tyson   nie 

przestawał jej lizać, aż przeszła ostatnia fala, a potem uklęknął. 

Popatrzył na nią zmrużonymi oczami i otarł usta wierzchem dłoni. 

Nie spuszczając wzroku, założył prezerwatywę.

Faith   otworzyła   usta,   żeby   coś   powiedzieć,   ale   nic   nie 

przychodziło jej do głowy, więc szepnęła tylko:

background image

— Dzięki.

— Nie dziękuj mi. To jeszcze nie koniec.

Pochylił   się   i   wszedł   w   nią   gwałtownie.   Przesunęła   się   na 

materacu i zabrakło jej tchu.

— Będzie koniec, gdy ci powiem.

Podniosła głowę i spojrzała na ostre rysy jego twarzy. Przesunęła 

dłońmi po jego ramionach aż do skroni. Tyson może i jest na nią 

wściekły,   ale   ona   nie   potrafi   się   na   niego   gniewać.   Nie   po 

rozkoszy, którą jej dał, i nie wtedy, gdy porusza się w niej, znowu 

rozpalając ogień, który tylko on potrafi ugasić.

— Dobrze — wyszeptała i zaczęła poruszać biodrami, zaciskając i 

rozluźniając mięśnie wokół jego twardego członka.

Oddychał przez zaciśnięte zęby i przeklinał, wysuwając się z niej i 

wsuwając. Zagłębiał się w nią raz po raz, tak że znowu poczuła 

narastającą   falę   przyjemności.   Powietrze   wokół   niej   stało   się 

wręcz gęste i trudno jej było oddychać. Oplotła go nogami w pasie 

i   wpadła   w   ten   sam   rytm   co   on,   aż   jej   ciało   przeszył   kolejny 

orgazm. Wygięła plecy, a wtedy i on też jęknął z rozkoszy.

Gdy było już po wszystkim, ubrali się w milczeniu. On włożył 

podkoszulek i szorty, ona płaszcz. Żadne z nich nie odzywało się 

podczas   jazdy.  Tyson   włożył   do   odtwarzacza   CD   płytę   Linkin 

Park   i   wnętrze   samochodu   wypełniły   dźwięki  heavy   metalu, 

zwalniając   ich   z   obowiązku  rozmowy.  Tyson  był   pogrążony   w 

background image

myślach, a ona wciąż czuła się tak zagubiona, że nie wiedziałaby, 

co powiedzieć. Mimo że zaprzeczał, był wściekły. Jakby zraniła 

jego   uczucia,   co  —  biorąc   pod   uwagę   jego   dotychczasowe 

zachowanie — wydawało się niemożliwe.

Zajechał na parking pod jej domem, zatrzymał się przy windzie i 

wyłączył muzykę.

— Przepraszam, jeśli zrobiłem ci przykrość.

—  Nie,   nie   zrobiłeś.  —  Pod   pewnymi   względami   była   może 

nadwrażliwa, ale nie czuła się zraniona. Wręcz przeciwnie. — To 

ja przepraszam, jeśli cię uraziłam.

— Faith, nie jestem babą. — Spojrzał na nią w mroku samochodu. 

—  Nie czuję się urażony, gdy piękna kobieta mówi mi, że chce 

tylko pójść ze mną do łóżka. — Zaśmiał się smutno. — Chociaż 

jeśli o to chodzi, jesteś pierwsza. Nigdy wcześniej nic takiego mi 

się nie zdarzyło. Zwykle bywało odwrotnie.

— A ty nie traktujesz mnie tak samo?

Przyjrzał   jej   się   i   nacisnął   guzik,   żeby   otworzyć   drzwi   po   jej 

stronie.

— Uhm. Owszem, tak. Dzięki.

* **

W poniedziałek wieczorem, gdy trener Nystrom objaśniał strategię 

background image

na   tablicy,   Tyson   mocował   taśmą   skarpety   pod   kolanami. 

Pozostali   zawodnicy   Chinooków   siedzieli   albo   stali   wokół   w 

oczekiwaniu na rozpoczęcie meczu. Ostatnim zaleceniom trenera 

towarzyszył dźwięk rwanej taśmy.

—  Blokujcie   strzały.   Pilnujcie   bramki  —  mówił,   rysując 

markerem kółka na tablicy.

W hali komentator Chinooków zagrzewał kibiców, a z głośników 

płynęła piosenka zespołu Queen.

— Nie spuszczajcie krążka z oczu — powiedział Nystrom ostatni 

raz. Potem drużyna wyszła z szatni za trenerami i wkroczyła do 

tunelu. Przeszli przez maty pokrywające podłogę. Gdy komentator 

wyczytywał   kolejne   numery,   pozycje   i   nazwiska,   wymienieni 

przez   niego   zawodnicy   wjeżdżali   na   lód.  Tyson,   który   stał   na 

końcu,   spojrzał   ku   loży   właściciela.   Na   czerwonych   fotelach 

siedziało kilka osób, ale Faith wśród nich nie było.

Rozległy się trąbki, gdy spiker wywołał Sama. Tyson zbliżył się 

do wyjścia. Poprzedniego dnia powiedział jej, że chce ją zaprosić 

na kolację. Nic wielkiego. Wcześniej przez kilka godzin uprawiał 

z   nią   seks.   Dotykała   go   i   całowała,   więc   chciał   zabrać   ją   do 

świetnej włoskiej knajpki. Tak się robi. Każda inna kobieta by 

tego oczekiwała, albo i czegoś więcej, a ona zachowała się tak, 

jakby powiedział, że chce mieć z nią dziecko. To go wkurzyło i 

odegrał się na niej w łóżku. Co przyniosło odwrotny skutek, bo 

background image

tylko ją podnieciło. Wciąż pamiętał, jak ugryzł ją w udo i jeszcze 

bardziej go poniosło.

Wywołano następnego zawodnika i Tyson zrobił krok do przodu.

Myślał, że będzie żałował seksu z Faith. Ale tak nie było. Myślał, 

że to skomplikuje mu życie. Nie ma takiego zagrożenia, dopóki 

nikt nic nie wie. Pod względem fizycznym Faith jest ideałem. Ma 

nie tylko duże cycki i zgrabny tyłek — jest olśniewająco piękną 

kobietą,   od   czubka   głowy   po   palce   u   stóp   i   małe   czerwone 

paznokcie. Bystra, z poczuciem humoru. Ale najbardziej podoba 

mu się ta jej determinacja i siła woli. Żeby się nie poddawać i 

sprawiać wrażenie pewnej siebie, choć wcale się tak nie czuje. 

Tyson podziwiał jej odwagę i samozaparcie.

Wywołano   Blake'a   i   Tyson   znalazł   się   blisko   wyjścia.   To,   co 

kiedyś go u niej wkurzało, i to jak cholera, teraz wydawało się 

atrakcyjne i przyciągało go jak pszczołę do miodu. Ironia losu. A 

może karma. Cokolwiek to jest, należy położyć temu kres. Stoi, 

czekając,   aż   wywołają   go   na   lód,   żeby   zagrać   w   jednym   z 

najważniejszych spotkań w swojej karierze, i nie może przestać o 

niej myśleć. A przecież musi skupić się na grze, a nie rozmyślać 

wiadomo  o czym, bo piękna  blondynka  chciała  tylko pójść  do 

łóżka i nic więcej. Nawet nie miała ochoty pójść z nim na kolację.

Wywołano   Vlada   i   Tyson   stanął   na   skraju   lodowiska.   W 

przypadku innej kobiety byłby to idealny układ, ale nie z Faith. 

background image

Jest właścicielką drużyny. O czym niepokojąco często zapominał.

— Numer dwadzieścia jeden! — ogłosił spiker, a jego dudniący 

głos utonął w okrzykach widowni, w tupaniu i dęciu w trąbki. — 

Zawodnik   grający   na   środkowej   pozycji,   kapitan   drużyny 

Chinooków, Tyson Saaavage!

Wyjechał na lód z opuszczoną głową, jakby ktoś wystrzelił go z 

tunelu. Gładka powierzchnia lodowiska szybko umykała mu spod 

nóg,   gdy   dołączał   do   kolegów   z   drużyny.   Potem,   wykonując 

zwrot, zatrzymał się ostro na końcu szeregu, a spod jego łyżew 

wytrysnął ścięty lód. Kibice oszaleli i Tyson spojrzał na prywatną 

lożę. Faith stała przy barierce i patrzyła na lodowisko. Nie widział 

dobrze jej twarzy, ale zorientował

się, że spogląda na niego, i znowu wezbrała w nim wściekłość. 

Nieproporcjonalna   wściekłość,   która   wypalała   mu   dziurę   w 

żołądku.   Chociaż   zdawał   sobie   sprawę,   że   jest   zupełnie 

nieuzasadniona, biorąc pod uwagę służbową relację, jaka łączyła 

go z Faith, ściągnął brwi i błysnął groźnie oczami. Co nie wróżyło 

nic dobrego obronie Red Wingsów.

Rozdział 16

Poranne   słońce   wpadało   przez   okienka   snopami   przypomi-

nającymi punktowe światło reflektorów, gdy BAC-111 przebił się 

background image

przez pokrywę chmur i obrał kurs na wschód.

Faith   rozłożyła   ostatnie   wydanie   „Hockey   News".   Próbowała 

ignorować   Tysona,   który   siedział   tuż   przed   nią.   Jak   reszta 

hokeistów   miał   na   sobie   granatową   marynarkę,   a   jego   potężne 

ramiona   wystawały   poza   fotel.   Trzymał   w   rękach   dodatek 

sportowy   „Seattle   Timesa".   Na   pewno   czyta   o   laniu,   jakie 

Chinooki poprzedniego wieczoru spuściły Detroit, pokonując je aż 

cztery do jednego, i pęka z dumy. Tyson był podczas tego meczu 

niepokonany. Obrońcy Red Wingsów nie mogli go powstrzymać 

— zdobył bramkę już w pierwszej tercji, a w dwóch kolejnych 

pomógł kolegom strzelić gola.

Po ostatnim wieczorze miał więc na koncie w sezonie play off 

dziewięć goli i udział w zdobyciu czternastu innych — co razem 

daje dwadzieścia trzy punkty. To najwyższa średnia w drużynie i 

plasuje go na trzydziestym miejscu w NHL.

Tego   ranka,   gdy   weszła   na   pokład   samolotu,   ledwie   na   nią 

spojrzał.   Wiedziała,   że   w   opinii   reszty   ekipy   nie   darzą   się 

sympatią. Jednak po ostatnim razie, gdy byli ze sobą, nie była 

pewna, czy Tyson naprawdę udaje niechęć do niej.

Pozostali zawodnicy przywitali się z nią. Tysonowi też by się nic 

nie  stało, gdyby  rzucił  jej  choćby  zdawkowe  „dzień dobry". A 

może tak się na nią wściekł, że nie chce mieć z nią nic wspólnego?

background image

Wzięła dwie muffinki z otrębami, roznoszone na tacy, i podała 

jedną z nich Julesowi, który siedział obok niej.

— Gdzie się podziało prawdziwe masło? — zapytała, przekazując 

mu malutką porcję miksu masła z margaryną.

Dlaczego na myśl, że już nigdy nie będzie z Tysonem, chce jej się 

płakać, a jednocześnie ma ochotę kopnąć tył fotela, na którym 

siedzi? I to z całej siły?

— Czytałam, że hokeiści powinni zjadać aż trzy tysiące pięćset 

kalorii dziennie — ciągnęła. — Wyobrażasz to sobie? To strasznie 

dużo.   Można   by   pomyśleć,   że   w   związku   z   tym   dostaną 

prawdziwe masło. — Położyła ciastko na tacy.

Co   takiego   zrobiła?   Poza   tym,   że   nie   chciała   pójść   z   nim   na 

kolację? Żeby wszyscy ich zobaczyli?

—   Gdybym   ja   mogła   bezkarnie   pochłaniać   tyle   kalorii,   nie 

żałowałabym   sobie   masła   do   muffinki.   Ani   wiórków   czeko-

ladowych. Albo jeszcze lepiej, zafundowałabym sobie muffinkę 

bananowo-orzechową.  Gazeta   w   rękach   Tysona   zaszeleściła   i 

Faith ścisnęło się serce. Jak ma spojrzeć mu w twarz, teraz, gdy ją 

odtrącił?

— Och, i do tego prawdziwą latte. Skończyłabym z od-

tłuszczonymi, niesłodzonymi, chudymi latte bez bitej śmietany.

Jules spojrzał na nią uważnie.

— Dobrze się czujesz?

background image

— Uhm. — Żałowała, że wybrała się w tę podróż. — A dlaczego 

pytasz?

— Jesteś dziwnie rozdrażniona z powodu głupiej muffinki. Faith 

urwała kawałek ciastka i wsadziła go do ust. Nie, nie

jest rozdrażniona z powodu muffinki. Jest zirytowana z powodu 

siedzącego   przed   nią   faceta,   który   przegląda   gazetę   i   nie 

rozmawiał z nią od czasu, gdy odstawił ją, ubraną tylko w płaszcz 

przeciwdeszczowy, na parking podziemny pod jej mieszkaniem. 

No,   dobra.   Może   dała   mu   do   zrozumienia,   że   interesuje   ją 

wyłącznie seks, ale przynajmniej mógłby zadzwonić. I powiedzieć 

rano „dzień dobry".

„Chciałem   tylko   być   miły.  Ale   już   nie   muszę   się   starać"   — 

powiedział i nie żartował. Była zirytowana, bo chociaż każdym 

nerwem wyczuwała jego obecność, widziała jego marynarkę i tył 

głowy, nie wiedziała, czy on w ogóle pamięta o jej istnieniu.

Żując muffmkę, odkręciła zakrętkę małej butelki z organicznym 

sokiem   pomarańczowym.   Niepotrzebnie   dała   się   namówić 

Julesowi   na   tę   podróż   z   drużyną   do   Detroit.   Choć,   prawdę 

mówiąc, nie musiał jej długo przekonywać.

Słysząc szelest gazety przed sobą, przeniosła uwagę na przejście i 

łokieć   Tysona   spoczywający   na   oparciu.   Napiła   się   soku. 

Atmosfera   zeszłego   wieczoru   ją   oszołomiła.   Triumfalne 

zwycięstwo Chinooków nad Detroit zelektryzowało wszystkich w 

background image

hali   sportowej,   a   u   niej   wywołało   ciarki.   Zamiast   jak   zwykle 

oglądać pozorny chaos, zobaczyła prawdziwe umiejętności i efekt 

ciężkiej pracy podczas treningów. Doskonale przygotowane akcje 

i precyzyjne podania. Kontrolę, która sprawiała wrażenie braku 

kontroli.   Wreszcie   zrozumiała,   dlaczego  Virgil  tak   kochał   ten 

sport.

Minionego wieczoru, gdy mecz się skończył i widownia oszalała, 

Mes zauważył, że Faith towarzyszyła drużynie na wyjeździe tylko 

raz i powinna to powtórzyć.

Teraz,   w   świetle   dnia,   gdy   tak   siedziała   za  Tysonem,   który   ją 

ignorował, nie wydawało się to najlepszym pomysłem. To była 

pochopna decyzja. Tak jak wtedy, gdy wybiegała z mieszkania o 

trzeciej nad ranem tylko w płaszczu przeciwdeszczowym.

Odstawiła sok na tacę i światło wpadające przez okienko padło na 

jej obrączkę. Trzy brylanty zalśniły. Nosząc tę obrączkę, zawsze 

czuła   się   kimś   ważnym,   osobą   bogatą,   z   klasą.   Gdy   jednak 

spojrzała na nią teraz, ogarnęły ją sprzeczne uczucia. Jakby coś 

ciągnęło ją w przeciwne strony i nie wiedziała, w którą powinna 

iść. Nie była już taka sama jak przed dwoma miesiącami. Jej życie 

się zmieniło. Kiedyś wypełniały je tylko proszone kolacje i opieka 

nad starszym mężem. Teraz zaczynała rozumieć, jak funkcjonuje 

drużyna,   a   nawet   na   czym   polega   hokej.   I   już   nie   mogła   się 

doczekać, kiedy zacznie działać w fundacji dobroczynnej.

background image

Ale   gdy   jedna   sfera   jej   życia   powoli   się   stabilizowała,   druga 

wymykała   się   spod   kontroli,   co   potwierdzał   różowy   ślad   po 

miłosnym   ukąszeniu   na   udzie.   Gdyby   nie   to,   że   właśnie 

przekroczyła   trzydziestkę,   pomyślałaby,   że   przeżywa   kryzys 

wieku średniego. Jej życiem seksualnym zaczęła rządzić Layla. I 

to jest chore. Faith miała straszliwe wyrzuty sumienia, że w ogóle 

uprawia seks. Ale najwyraźniej nie aż tak wielkie, żeby z niego 

zrezygnować, bo przerażała ją myśl, że być może już nigdy więcej 

nie będzie z Tysonem.

Opuszczono   ekrany   telewizyjne   umieszczone   pod   sufitem 

odrzutowca i zaczęto wyświetlać ostatnią z części Bonda. Tyson 

złożył gazetę i Faith upiła łyk soku. Pójście z nim do łóżka było 

błędem. Wiedziała o tym od początku. Jeśli ktoś dowie się o ich 

romansie,   będzie   skompromitowana.   Drużyna   też   ucierpi,   ale 

przede wszystkim odbije się to na karierze Tysona. A tego by nie 

przeżył. W głębi duszy zdawała sobie sprawę, że byłoby dla niego 

najlepiej, gdyby z nią zerwał. Dla niego i dla drużyny. Tylko że jej 

ciało buntowało się przeciwko temu, co podpowiadał rozsądek.

* **

Faith zapięła czerwone guziki z pętelkami przy czarnej sukience 

cheongsam,   którą   kupił   jej  Virgil,  gdy   w   pierwszym   roku 

małżeństwa   wybrali   się   do   Chin.   Z   tyłu   miała   wyhaftowanego 

smoka. Faith włożyła do niej czerwone pantofle od  Valentino,  z 

background image

odkrytymi   palcami,   na   pięciocalowych   obcasach.   We   włosy 

wpięła   czerwone   pałeczki   z   nefrytu   i   obwiodła   oczy   czarnym 

ołówkiem.   Wzięła   jednorazową   chusteczkę,   włożyła   ją   między 

intensywnie czerwone wargi i zacisnęła je na niej. Obok umywalki 

stała czekoladowa muffinka i Faith oderwała kawałek, a następnie 

zjadła ostrożnie, żeby nie zetrzeć szminki. Gdy wróciła do pokoju 

hotelowego po całym dniu spędzonym w miejscowym spa, gdzie 

poddano   ją   masażowi   i   różnym   zabiegom  kosmetycznym, 

zrobiono jej manikiur i pedikiur, czekało na nią ciastko. Leżało na 

stoliku do kawy w pudełku w różowo-białe paski z nazwą lokalnej 

cukierni na wieczku.

Uśmiechnęła się na myśl, że Jules w całym mieście szukał dla niej 

tej   muffinki,  sądząc,  że  ma  już   dość   jedzenia  otrębów  zamiast 

czekolady, podczas gdy tak naprawdę miała dość zupełnie czego 

innego.

Wkładała czerwoną szminkę do małej czarnej torebki, gdy ktoś 

zapukał do drzwi. Obejrzała się w lustrze, po czym przeszła przez 

salon.

— Świetnie wyglądasz — stwierdził Jules, gdy otworzyła drzwi i 

spojrzał na jej sukienkę.

Miał   na   sobie   czarne   spodnie   i   czerwoną   jedwabną   koszulę. 

Bardzo skromnie jak na niego.

— Dobrze wyglądamy razem — dodał. Podeszli do windy i Faith 

background image

zapytała:

— Kto będzie na kolacji?

— Większość drużyny. — Jules ściągnął windę i gdy przyjechała, 

weszli   do   środka.   —   Biuro   podróży   zarezerwowało   dla   nas 

prywatną salę w Coach Insignia.

Restauracja   Coach   Insignia   znajdowała   się   na   ostatnim   piętrze 

siedemdziesięciotrzypiętrowego   Marriotta   w   Detroit.   Rozciągał 

się z niej panoramiczny widok na całe miasto i tereny przy granicy 

z Kanadą. Gdy Faith i Jules znaleźli się na górze, prawie cała 

drużyna siedziała już na miejscach i zajadała przystawki. Chłopcy 

ubrani   byli   w   designerskie   garnitury   i   krawaty   i   gdyby   nie 

zapuszczane   na   czas   rozgrywek   niechlujne   brody,   liczne 

zadrapania   i   siniaki   na   twarzach,   wyglądaliby   na   zwyczajnych 

biznesmenów.

Tyson   stał   przy   końcu   długiego   stołu.   Jedną   rękę   trzymał   na 

oparciu krzesła Daniela, a drugą kreślił na białym obrusie jakiś 

schemat, jednocześnie tłumacząc coś młodszemu koledze. Miał na 

sobie koszulę w biało-niebieskie paski z rozpiętym kołnierzykiem. 

Podniósł   wzrok,   spojrzał   na   Faith   i   jego   palec   się   zatrzymał. 

Wciąż na nią patrzył, gdy wraz z Julesem zajmowała miejsce przy 

stole   pomiędzy   Darbym   a   trenerem   Nystromem,   naprzeciwko 

Sama i Blake'a.

—   Pięknie   pani   wygląda   dziś   wieczorem,   pani   Duffy   — 

background image

skomplementował ją Blake i Faith przyjrzała się jego zarostowi. 

Wciąż nosił ten nieszczęsny wąsik w stylu Hitlera i małą bródkę.

— Dziękuję, panie Conte.

Uśmiechnęła się i rozłożyła kartę win. Kątem oka zauważyła, że 

Tyson podszedł do ostatniego wolnego miejsca kilka krzeseł za 

Samem.

—   Cały   dzień   spędziłam   na   masażu.   Masażysta   miał   boskie 

dłonie. Używał gorącej oliwy i podgrzanych kamieni. Myślałam, 

że już umarłam i poszłam do nieba. Tak się odprężyłam, że prawie 

zasnęłam. — Spojrzała na twarze słuchających jej mężczyzn. — 

Zamówimy białe i czerwone wino?

Trener Nystrom poprawił krawat.

— Oczywiście.

—   Większość   zawodników   nie   pije   w   przeddzień   meczu   — 

zauważył Darby, ale Faith wiedziała, że to nieprawda.

—   Muffinki   z   pełnoziarnistej   mąki,   sok   pomarańczowy 

pochodzenia   organicznego.   Prowadzicie   bardzo   zdrowy   tryb 

życia,   chłopcy.   —   Położyła   rękę   na   ramieniu   Julesa.   —   Och, 

zapomniałam ci podziękować za ciastko.

— Jakie ciastko?

— Czekoladową muffinkę, którą przyniesiono mi do pokoju. To 

naprawdę przemiłe. Dziękuję ci.

Jules otworzył menu.

background image

—   Załatwiłem   ci   zabiegi   w   spa,   ale   nic   nie   wiem   o   żadnej 

muffince. Może hotel ci ją przysłał. Jak ciastka w Doubletree.

Faith odchyliła się na oparcie krzesła i spojrzała na Tysona. Z 

roztargnieniem   podniósł   do   ust   szklankę   lodowatej   wody, 

studiując kartę dań.

— Ja tam nie dostałem żadnej muffinki — włączył się Blake, gdy 

kelnerka przyjęła od niego zamówienie. — A ty, Sam? — zapytał 

kolegę.

Ten pokręcił głową przecząco, a następnie zamówił sałatkę cho-

chop i smażonego okonia morskiego.

— Też nie.

—   To   ty   przysłałeś   mi   czekoladową   muffinkę?   —   zapytała 

Darby'ego.

— Nie wiedziałem nawet, że takie lubisz.

—   Dziwne.   —   Faith   przez   moment   pomyślała   o   Tysonie,   ale 

szybko odrzuciła możliwość, że to jego pomysł. Tak pochłaniała 

go lektura gazety, że Faith wątpiła, czy w ogóle

był   świadom   jej   obecności.   A   już   na   pewno   nie   słuchał,   co 

mówiła.   Nie   zaprzątała   sobie   więc   dłużej   głowy   tą   zagadką   i 

zamówiła sałatkę Cezara, kurczaka i niemieckie chablis rocznik 

1987.

Rozmowę   przy   stole   zdominował   ostatni   mecz.   Trenerzy   i 

zawodnicy dyskutowali o tym, jak unieszkodliwić  Zetterberga  i 

background image

Datsyuka, groźny duet, który okazał się zabójczy dla Penguinów 

w finałach rozgrywek w poprzednim roku. Faith jadła kurczaka i 

popijała wino, od czasu od czasu odpowiadając na jakieś pytanie. 

Kilka   razy   podczas   kolacji   przyłapała   się   na   tym,   że   zerka   w 

stronę Tysona. Patrzyła, jak rozmawia i żartuje z siedzącymi obok 

kolegami, obserwowała jego ręce, jak kroił wielki stek czy sięgał 

po wodę.

—   Co   będziesz   robiła   przed   meczem?   —   zapytał   ją   Darby. 

Oderwała wzrok od palców Tysona, którymi ocierał szron

ze szklanki.

—   Jeszcze   nie   wiem.   Pewnie   wybiorę   się   na   zakupy.   Chociaż 

trochę mi się to znudziło.

— Niedawno otwarto tu nowe kasyno — podsunął jej Darby.

— Dla kogoś, kto urodził się i wychował w Nevadzie, hazard to 

żadna atrakcja.

— Widziałem ludzi jeżdżących na rolkach po Riverwalk. Faith 

pokręciła głową.

— Nie jeżdżę na rolkach.

Dwadzieścia dwie twarze spojrzały na nią ze zdumieniem, jakby 

powiedziała   coś   niesłychanego.   Jakby   właśnie   ograniczyła   ich 

pensje do pięćdziesięciu patyków.

— To znaczy, do tej pory nie jeździłam. Zamierzam wziąć lekcje 

— skłamała, zanim zapędziła się za daleko. — Może pójdę jutro 

background image

popływać.

— Kiedy się pani wybiera? — chciał wiedzieć Sam. — Zawsze 

przed południem chodzę na basen. W szkole średniej należałem do 

drużyny   pływackiej   i   zdobyłem   mistrzostwo   stanu   w   stylu 

motylkowym.

— W zeszłym roku podczas popisów na basenie naderwałeś sobie 

mięsień   i   byłeś   wyłączony   z   gry   przez   połowę   sezonu   — 

przypomniał   mu   trener   Nystrom.   —   Trzymaj   się   z   daleka   od 

wody.

Sam się uśmiechnął.

— To dlatego, że pływałem stylem dowolnym.

— Ten sam problem masz na lodzie — zauważył ktoś siedzący w 

dalszej   części   stołu.   Mówił   z   lekko   wyczuwalnym   szwedzkim 

akcentem. — Przesadzasz ze stylem dowolnym i potem lądujesz 

na ławce kar.

— Ja przynajmniej mam jakiś styl, Karlsson.

Faith spojrzała na Johana Karlssona, który tego wieczoru ubrał się 

gorzej niż Jules: włożył koszulę w żółto-czarne paski i wyglądał 

jak trzmiel. Miał gęstą jasną brodę i kędzierzawą fryzurę a la Will 

Farrell.

— Uhm, styl trzepaczki do jajek — Logan Dumont przyłączył się 

do żartów.

—  Zamknij   się,   młody.   Dopiero   co  grałeś  w   shinny.  Faith   nie 

background image

miała pojęcia, co to jest shinny, ale pewnie nie

był to komplement.

— Chłopcy, nie tutaj — upomniał ich asystent trenera.

— Logan uważa na swoje wyposażenie, bo zdołał wyhodować 

sobie tylko kozią bródkę — rzucił do Sama Blake.

Faith była ciekawa, czy „wyposażenie" to eufemizm na określenie 

czegoś innego. Znając chłopców siedzących przy stole, gotowa 

była się założyć, że tak. Przełknęła ostatni kęs kurczaka i odłożyła 

sztućce na talerz.

—   Moja   bródka   przynajmniej   nie   wygląda   jak   krocze   Jenny 

Jameson.

Faith otworzyła szeroko oczy. Uniosła serwetkę do ust, żeby ukryć 

uśmieszek.

— O rany, Dumont, jest tu z nami pani Duffy — skarcił go trener.

—   Bardzo   przepraszam.   —   Młody   zawodnik   był   wyraźnie 

skruszony.

Faith opuściła serwetkę.

— Przyjmuję przeprosiny — powiedziała i napotkała spojrzenie 

Tysona.   Patrzył   na   nią   z   przeciwnej   strony   stołu.   Z   jego 

niebieskich oczu trudno było coś wyczytać. Nie było w nich ani 

gniewu,   który   widziała   ostatniej   nocy,   gdy   byli   razem,   ani 

pożądania. Nic. I poczuła lekki ból w piersi.

Nie są przecież parą. Nawet ze sobą nie chodzą. Łączy ich tylko 

background image

seks, a może i to się skończyło. Dlaczego więc zrobiło jej się 

przykro, że patrzy na nią, jakby nic dla niego nie znaczyła?

Faith sięgnęła po torebkę leżącą przy nakryciu.

— Jestem zmęczona — powiedziała do Julesa. — Rezygnuję z 

deseru.

Jules spojrzał na nią i odłożył serwetkę na stół.

— Odprowadzę cię do pokoju.

— Nie, zostań. — Wstała. — Dobranoc, panowie. Było mi bardzo 

miło. Do zobaczenia jutro wieczorem w hali sportowej. — Wyszła 

z restauracji, walcząc z pragnieniem, żeby się obejrzeć. Po kilku 

minutach znalazła się w swoim pokoju i rzuciła torebkę na stół. 

Włączyła telewizor i zaczęła przerzucać kanały, aż trafiła na TCM, 

w   którym   nadawano  Mężczyźni   wolą   blondynki.  Virgil  bardzo 

lubił stare filmy i takie aktorki jak  Marilyn Monroe  czy Sophia 

Loren.  Faith nigdy jednak nie interesowała się dawnym kinem, 

więc zmieniła kanał.

Nagle   rozległo   się   pukanie   do   drzwi,   więc   rzuciła   pilota   na 

kanapę. Spodziewała się, że  to Jules, ale nie  zdziwiła się, gdy 

zobaczyła przez wizjer Ty sona.

— Kto tam?! — zawołała.

Uniósł brew i splótł ramiona na piersi. Wciąż była na niego zła. 

Może to głupie, ale nie zamierzała niczego mu ułatwiać.

— Wiem, że na mnie patrzysz, więc równie dobrze możesz mnie 

background image

wpuścić — powiedział.

—  O   co   chodzi?  —  rzuciła,   otworzywszy   drzwi.   Zamiast 

odpowiedzieć wszedł tak energicznie, że musiała

się cofnąć.

—  Jestem   zmęczona   i   nie   mam   ochoty...  —  Pocałował   ją   i 

zatrzymał   ten   potok   słów,   ujmując   w   dłonie   jej   twarz.   Drzwi 

zamknęły się za nim z lekkim trzaśnięciem. Kciukami pogładził 

jąpo   policzkach.   Jego   czułe   pocałunki   niosły   obietnicę 

namiętności.

— Sam nie będzie cię uczył jeździć ani na rolkach, ani na łyżwach 

— powiedział tuż przy jej ustach. — Ja cię nauczę.

Nie mówiła poważnie, że chce nauczyć się jeździć na rolkach.

— Nie mam zamiaru się przewrócić i potłuc.

— Ze mną nic ci się nie stanie. A następnym razem, gdy będziesz 

miała  ochotę  na   masaż,  zadzwoń  po  mnie.   —  Pocałował  ją  w 

kącik ust.

Niemal się uśmiechnęła.

— Tak? Przecież udajesz, że nie istnieję. Musnął ustami jej usta.

— Powinienem dostać za to nagrodę. Odepchnęła go.

— Mogłeś przynajmniej powiedzieć „dzień dobry".

— Nie, nie mogłem. — Opuścił ręce i oparł się plecami o drzwi. 

— To byłoby za duże ryzyko.

background image

Faith przeszła przez salon i wyłączyła telewizor.

— Co to ma znaczyć?

— Obawiam się, że gdy na ciebie patrzę, wszyscy w promieniu 

dziesięciu mil wiedzą, że się kochaliśmy.

Odłożyła pilota na stół.

— Aha.

—   Że   —   ciągnął,   podchodząc   do   niej   —   przypominam   sobie 

ostatni raz, gdy widziałem cię nagą. Że źle się zachowałem i że 

powinno mi być naprawdę przykro z tego powodu, ale nie jest, bo 

było fantastycznie. Za każdym razem jest mi z tobą fantastycznie i 

myślę tylko o tym, jak znowu zdjąć z ciebie ubranie.

Zagryzła   wargę.   Wystarczyło,   żeby   przyszedł   do   niej,   a   ona 

gotowa była na wszystko, nie tylko na to, żeby ściągnął z niej 

ubranie.

— Podjąłeś więc wielkie ryzyko, przychodząc tutaj. Wziął ją za 

ręce i przesunął kciukiem po jej knykciach.

— Wszyscy zostali w restauracji. Poza tym nikt z drużyny nie 

mieszka   na   tym   piętrze.   —   Przyciągnął   ją   do   siebie.   —  Więc 

dostałaś muffinkę.

— To ty mi ją przysłałeś?

—   Nie   mogłem   patrzeć,   jak   marniejesz   na   tych   otrębach   i 

substytucie   masła.   Bo   zależy   mi,   żebyś   miała   energię.  Jest 

właścicielką   mieszkania   w   centrum   Seattle   i   elitarnej   drużyny 

background image

hokejowej. Ma tyle pieniędzy, że nie wie, co z nimi robić, a jednak 

uśmiechała się jak idiotka, bo dostała muffinkę za dwa dolary.

— Dziękuję ci.

Przesunął palcami po guzikach przy jej sukience.

— Mam niecne zamiary.

Faith wyjęła z włosów jadeitowe patyczki.

— Jestem zgorszona.

—   W   poniedziałek   zagrałem   jeden   z   najlepszych   meczów 

hokejowych   w   życiu.   Nie   jestem   przesądny,   ale   intuicja 

podpowiada mi, że miało to coś wspólnego z tym, co działo się w 

nocy.

Odrzuciła patyczki na stół i włosy opadły jej na plecy.

—   Musisz   kochać   się   ze   mną   przed   każdym   meczem,   bo   to 

przynosi mi szczęście. — Zaczął rozpinać guziki jej sukienki. — 

Wiem, że mnie nie zawiedziesz.

— Zrobimy to dla dobra drużyny? — Wyciągnęła mu koszulę ze 

spodni.

— Decyzja należy do ciebie.

—  Uhm,   ale   co   będzie,   jeśli...   Nie   chcę   zapeszyć,   ale   jeśli   to 

zrobimy, a ty przegrasz mecz? I opuści cię szczęście?

Spojrzał na nią, jakby wcześniej o tym nie pomyślał.

— Kochanie, mam szczęście, bo uprawiam z tobą seks.

— To miłe. Chyba...

background image

Wzruszył ramionami i wrócił do rozpinania guzików.

—  Jeśli   przegramy,   to   będzie   znaczyło,   że   ktoś   inny   zawalił 

sprawę. Nie nasza wina. My zrobiliśmy swoje. Rozbawił ją.

— Musimy „robić swoje" przed każdym meczem? Pokiwał głową.

— Przynajmniej raz.

Zrobiła krok do tyłu i zrzuciła sukienkę.

— Nigdzie nie idź.

Mając na sobie tylko czarny koronkowy stanik, majtki i czerwone 

pantofle od Valentino, wyszła z pokoju i wróciła chwilę później z 

taboretem. Postawiła go na środku pokoju i poleciła: — Niech pan 

tu usiądzie, panie Savage.

— Co chcesz zrobić?

—  Postaram   się,   żeby   kapitana   mojej   drużyny   hokejowej   nie 

opuściło   szczęście.  —   Podeszła   do   wieży   i   włączyła   radio, 

wybierając   stację   nadającą  hard  rocka.   Rozległy   się   dźwięki 

najpopularniejszego utworu muzycznego we wszystkich klubach 

ze striptizem. Faith nieraz tańczyła do rytmu Pour Some Sugar on 

Me. Tym razem nie musiała udawać. Chciała sprawić przyjemność 

i jemu, i sobie. Chciała zawrócić mu w głowie, tak żeby stracił 

dech w piersiach. Zrobić mu to samo, co on zrobił jej. Odwróciła 

się i spojrzała na Tysona, który wciąż stał w drugim końcu pokoju 

i patrzył na nią.

— Powiedziałam, żebyś usiadł.

background image

Położyła sobie jedną rękę na karku i odgarnęła włosy, a drugą 

przesunęła   po   brzuchu.   Minęły   lata   od   czasu,   gdy   ostatni   raz 

tańczyła   dla   mężczyzny,   ale   nie   zapomniała,   jak   to   się   robi. 

Ruszyła ku niemu, robiąc dwa kroki do przodu i przystając, dwa 

kroki i przystając, gładząc się po całym ciele i obrzucając go coraz 

bardziej zmysłowym, prowokującym spojrzeniem.

Przesunął wzrokiem po jej ciele i zatrzymał go na jej dłoniach, a 

potem popatrzył niżej.

— Ładne buty.

—   Dziękuję.   —  Dwa   kroki   do   przodu   i   stop...   dwa   kroki   do 

przodu i stop. — Na pewno znasz zasady.

— Tu nie obowiązują żadne zasady. — Usiadł. Uśmiechnęła się 

kusząco.

— Żadnego dotykania — uprzedziła, ujmując piersi. — Ja mogę 

cię dotykać. Ty mnie nie.

Popatrzył na nią błyszczącymi oczami.

Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego od tyłu, muskając 

jego ramiona. Pochyliła się i przesunęła dłońmi po jego torsie.

— Cała jestem gorąca. Rozgrzana — szepnęła mu do ucha przy 

wtórze piosenki — od stóp do głów. — Obeszła go, usiadła mu 

okrakiem na kolach i spojrzała w twarz.

Przebiegł dłońmi po jej udach i zatrzymał je na pupie, a potem 

background image

wtulił twarz w jej piersi.

— Nie dotykaj mnie — przypomniała mu i odsunęła jego ręce. 

Siedziała w stringach kilka cali od jego rozporka. Pogładziła go po 

piersi.   Poruszała   biodrami   w   tył   i   w   przód,   prawie   dotykając 

wybrzuszenia w jego spodniach, ale za każdym razem wcześniej 

się odsuwając.

Jęknął i zaczerpnął powietrza.

— Dotknij mnie, Faith.

— Dotykam cię.

— Niżej.

Zamiast zrobić, o co prosi, wstała i zaczęła się z nim drażnić. 

Zdjęła   mu   krawat   i   koszulę,   ocierała   się   o   niego,   muskała   go 

twardymi sutkami  przez cienką koronkę stanika, coraz bardziej 

podniecając i jego, i siebie.

Wyciągnął ręce, ale mu umknęła.

— Nie wytrzymam tego — wydusił głosem pełnym pożądania. — 

Włóż mi swoją małą rączkę w majtki, a ja włożę ci moją.

— To naprawdę kuszące, ale obawiam się, że wbrew zasadom. — 

Odwróciła się i usiadła mu na kolanach, kręcąc pupą. Rozpiął jej 

stanik.

— To już naprawdę wbrew zasadom.

— Chrzanić to. — Pocałował ją w plecy i przesunął dłonie w górę 

brzucha, aby ująć jej nagie piersi. — Nas nie obowiązują żadne 

background image

zasady.

Rozdział 17

— Byłbyś zdziwiony, gdybyś wiedział, ilu facetów wsuwało mi za 

stringi swój numer telefonu.

Tyson wcale nie był zdziwiony. Faith leżała z głową opartą na 

jego nagiej piersi. Jej krótkie paznokcie rozpalały ogień w jego 

podbrzuszu i kroczu, i gdyby tylko miał czas, znowu by się na nią 

rzucił. Gdyby tylko miał czas, poprosiłby, żeby znowu dla niego 

zatańczyła. Jest piękna, seksowna i cholernie mu się podoba.

—   Zadzwoniłaś   do   któregoś   z   nich?   Spojrzała   mu   w   twarz   i 

przewróciła oczami.

— Jeszcze czego. Jakbym miała ochotę na randkę z kimś, kogo 

poznałam w klubie!

— Byłem w takim klubie raz czy dwa.

— Wcale mnie to nie dziwi. Sportowcy i muzycy często w nich 

bywają.

—  Ale   to   było   dawno   temu   —   próbował   się   bronić,   choć   nie 

bardzo wiedział dlaczego. Pogładził ją po plecach. — Mój ojciec 

przepada za striptizerkami.

— To wyjaśnia, dlaczego podoba mu się moja matka.

—   Twoja   matka   też   była   striptizerką?   —   Znowu   nie   był 

background image

zaskoczony.

— Uhm. Striptizerką i kelnerką roznoszącą koktajle.

— Wygląda na to, że ciężko pracowała.

— O tak. I chodziła po kasynach. Często bywałam sama.

— Gdzie jest twój ojciec?  — Potarła stopą wewnętrzną stronę 

jego   łydki   i   jej   kolano   znalazło   się   niebezpiecznie   blisko   jego 

krocza.

—   Ostatnio   widziałam   go,   gdy   byłam   małą   dziewczynką. 

Przewrócił ją na plecy i spojrzał jej w twarz.

— Nie próbowałaś go odnaleźć?

— A po co? Nie chciał mnie znać. Po co miałabym go szukać?

Rzeczywiście.

Odgarnęła włosy z twarzy.

— A co się stało z twoją matką? — spytała.

Położył się na plecach i spojrzał w sufit. Nie miał ochoty mówić o 

swojej matce.

— Co chcesz o niej wiedzieć?

— Gdzie mieszka?

— Umarła pięć lat temu.

— Przykro mi. Spojrzał na nią.

— Niepotrzebnie. Jej nie było przykro. — Popatrzył na piękną 

twarz  Faith.  Zielone   oczy  i  długie  rzęsy,  kształtny   nos  i   pełne 

różowe   usta.   —   Ojciec   zawsze   mówił,   że   była   szalona,   ale   to 

background image

dlatego, że nigdy nie próbował jej zrozumieć.

Przewróciła się na bok.

— A ty? Próbowałeś? Wzruszył ramionami.

— Miała bardzo zmienne nastroje. W jednej chwili się śmiała, a w 

następnej płakała. Nie doszła do siebie po rozwodzie, wydaje mi 

się, że później nie chciało jej się żyć.

— A kiedy twoi rodzice się rozwiedli?

— Gdy miałem dziesięć lat.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno, .mówiąc:

—   Kiedy   ja   miałam   dziesięć   lat,   matka   była   już   w   trakcie 

trzeciego rozwodu. Jeździłam wtedy rowerem na lekcje tańca i 

starałam się o tym nie myśleć.

Wyobraził sobie ją jako dziewczynkę na różowym rowerze, może 

marki Schwinn, z jasnym kucykiem powiewającym na wietrze.

— Ja grałem w hokeja przez dwanaście miesięcy w roku.

— Hm, opłaciła ci się ta ciężka praca.

Miał   wspaniałych   trenerów,   którzy   dawali   mu   to,   czego   nie 

dostawał   od   rodziców.   Byli   porządnymi   ludźmi,   stali   się   jego 

mentorami. Czy ona też miała kogoś takiego? — zastanawiał się. 

Gotów był się założyć, że nie.

— Tak jak tobie lekcje tańca. Zaśmiała się.

—   Uhm,   choć   te   kroki,   których   nauczyłam   się   jako   mała 

dziewczynka, nie bardzo mi się przydały. Musiałam poznać inne.

background image

Świetnie się rusza, podoba mu się to. Szczególnie tego wieczoru. 

Chociaż w poniedziałek grał doskonale, nie wierzył,

że   miało   to   jakikolwiek   związek   z   seksem.   Po   prostu   był   to 

pretekst,   żeby   do   niej   przyjść.   Uwielbiał   czuć   jej   skórę   pod 

palcami, widzieć rozkosz w jej oczach, gdy był w niej głęboko, i 

słyszeć   jęki.   Coraz   bardziej   uzależniał   się   od   pragnienia,   aby 

sprawiać jej przyjemność. Nawet wtedy, gdy mówił sobie, że nie 

ma dla niej czasu, i tak w końcu do niej przychodził.

Tyson usiadł na brzegu łóżka i potarł twarz. Jest jak narkotyk, coś, 

co uzależnia. Bo dlaczego ryzykowałby wszystko, spotykając się z 

nią? Jak inaczej można to wytłumaczyć?

— Już idziesz? Tak szybko? — zapytała, obejmując go. Dotknęła 

piersiami jego nagich pleców i musiał zwalczyć pokusę, żeby się 

odwrócić i znowu pchnąć ją na materac.

— Muszę wracać, zanim ktoś zauważy, że zniknąłem. — Chciał 

dowiedzieć się więcej o dziewczynce na rowerze. Przez całą noc 

odkrywać, czego nauczyła się na lekcjach tańca.

Pocałowała go delikatnie w szyję.

— Będę za tobą tęskniła.

— Zobaczymy się jutro o dwudziestej, po pracy. — Spojrzał jej w 

oczy, oddalone zaledwie o kilka cali, i zaczął się zastanawiać, jak 

bardzo będzie za nim tęskniła. — Muszę wygrać ten mecz. I kilka 

następnych.

background image

Usiadła   na   łóżku,   podciągnęła   nogi   i   objęła   rękami   kolana. 

Patrzyła na Tysona, gdy wstał i zaczął się ubierać.

— Co zamierzasz robić, gdy już zdobędziesz puchar? Weźmiesz 

długi urlop?

— Nie wybiegam myślami tak daleko. — Wciągnął bokserki.

—  Nigdy   nie   zastanawiasz   się   nad   tym,   co   będziesz   robił   po 

zwycięstwie?

— Jasne, że tak. Przejadę po lodowisku z pucharem nad głową. — 

Włożył   spodnie   i   spojrzał   na   nią,   siedzącą   na   łóżku,   nagą   i 

doskonałą.  —  Zawsze chciałem wygrywać. Od kiedy pamiętam, 

to było moim głównym celem. — Rzeczywiście, rzadko myślał o 

tym, co będzie później.  —  Będę ćwiczył i dbał o siebie, żeby 

utrzymać   formę.   Na   pewno   nie   pokażę   się   na   obozie   gruby   i 

sflaczały jak niektórzy faceci.  —  Sięgnął po koszulę leżącą na 

brzegu łóżka i włożył ją. Ale gdy zapinał guziki, wyobraził sobie 

Faith   w  bikini,  leżącą   obok   niego   na   piaszczystej   plaży. 

Wystawiającą   do   słońca   swoje   gładkie   ciało.   Może   w   dużym 

kapeluszu i wielkich okularach przeciwsłonecznych.

Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka. Nie chciała nawet 

pójść   z   nim   na   kolację   do   małej   restauracyjki   w  Bellevue. 

Powiedziała wyraźnie, o co jej chodzi, i miała rację. Nie może być 

między nimi nic więcej niż potajemny seks. I naprawdę wspaniały 

taniec erotyczny w jej wykonaniu. Zwłaszcza teraz, gdy w całym 

background image

Seattle  wiszą te billboardy. Nigdy wcześniej nie pisano o nim w 

żadnym   tabloidzie,   ale   widział   w   wyobraźni   zdjęcie 

przedstawiające go na plaży Mazatlån z właścicielką Chinooków, 

które   może   trafić   na   łamy   czasopism.   Więc   o   czym   w   ogóle 

myślał?

Faith przyglądała się, jak Tyson zapina koszulę na muskularnym 

torsie i wyrzeźbionym brzuchu. Była ciekawa, co spowodowało, 

że na jego czole pojawiła się zmarszczka.

— Rozumiem, co znaczy determinacja — powiedziała, wstając z 

łóżka i wyjmując z szafy hotelowy szlafrok.  —  Moim celem w 

życiu było zdobycie  tylu pieniędzy, żebym już  nie  musiała  się 

martwić, skąd wziąć pieniądze na rachunki.

— Powiedziałbym, że ci się udało, i to jak. — Zapiął ostatni guzik 

i włożył koszulę w spodnie.

—  Owszem,   ale   potem   straciłam   poczucie   celu.  Wcześniej   nie 

zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jałowe było moje życie. Aż do 

tej pory.  —  Włożyła szlafrok i zawiązała pasek.  —  Teraz  mam 

nowy cel. Inny, lepszy, taki, o którym nawet mi się nie śniło. To 

trochę przerażające, ale dobrze się bawię.

Podniósł   głowę,   lecz   zaraz   opuścił   wzrok   na   czarny   skórzany 

pasek przy spodniach.

background image

— Co jest tym celem?

—  Chinooki.   Nigdy   nie   myślałam,   że   stanę   się   właścicielką 

drużyny hokejowej. A nawet gdyby coś takiego przyszło mi do 

głowy, nie przypuszczałabym, że okaże się to takie podniecające. 

—  Skrzyżowała   ręce   na   piersiach.  —  To   wielka 

odpowiedzialność. Przez kilka ostatnich lat nie musiałam o nic się 

troszczyć, inni zajmowali się wszystkim. Więc od nowa uczę się 

odpowiedzialności.   Tak   bardzo   spodobało   mi   się   prowadzenie 

drużyny, że nie mogę się już doczekać początku nowych angaży.

Spojrzał na nią uważnie.

— Kogo chcesz ściągnąć?

—  Kilku obiecujących zawodników. Kiedy wrócę, obejrzymy z 

Darbym na DVD paru wszechstronnych obrońców.

Parsknął śmiechem i spojrzał na nią z drugiego końca pokoju.

— A ty w ogóle wiesz, kto to jest wszechstronny obrońca?

—   Taki,   który   gra   i   w   obronie,   i   w   ataku.   —   Wzruszyła 

ramionami. — W każdym razie tak mi się wydaje.

— Zgadza się. Mniej więcej o to chodzi. — Podszedł do niej. — 

Zwracaj   uwagę   na   barczystych   zawodników   z   refleksem.   Nie 

przejmuj   się,   jeśli   któryś   wolno   jeździ.   Szybkość   można   sobie 

wyrobić. — Objął ją w pasie iprzyciąg-nął do siebie. — Jeśli nie 

odezwę się do ciebie przed powrotem do Seattle, nie wpadaj w 

panikę. — Cmoknął ją w czoło.

background image

— Będziesz o mnie myślał?

Zaprzeczył ruchem głowy i musnął ustami jej policzek.

— Będę się starał nie myśleć, choć to może być trudne.

***

Kabinę BAC-111 wypełniały ciche i głośniejsze pochrapywania 

ponad trzydziestki śpiących mężczyzn, gdy samolot wykonywał 

zwrot i podszedł do lądowania. Kilka godzin wcześniej Chinooki 

przegrały z Detroit trzy do czterech. Piąty mecz w tej serii miał się 

odbyć za dwa dni i Faith przypuszczała, że Tyson będzie przez ten 

czas   dochodził   do   siebie   po   brutalnym   ciosie,   który   zadał   mu 

podczas akcji napastnik Detroit, Derren McCarty.

Tyson zrewanżował mu się w jednej z następnych akcji. Zdzielił 

go w narożniku, tak że zawodnik Red Wingsów padł na lód.

-  McCarty   przypadkiem   walnął   mnie,   gdy   miałem   opuszczoną 

głowę  —  oświadczył tego samego wieczoru dziennikarzom.  — 

Więc ja przypadkiem trafiłem go, gdy miał krążek.

Faith po meczu obejrzała obrażenia Tysona. Prawy bok miał cały 

posiniaczony, a plecy podrapane. Wyglądał, jakby został pobity 

kijem   baseballowym,   a   nie   hokejowym,   podczas   akcji   na 

lodowisku. Był cały obolały i gdy się kochali, Faith przewidująco 

zajmowała pozycję na górze.

background image

Tyson doszedł do siebie przed piątym meczem i Chinookom udało 

się wygrać u siebie trzy do jednego. Szósty mecz rozegrano w 

Detroit   w  Joe  Louis  Arena   i   zarządzono   dwie   dogrywki.  Trzy 

sekundy   przed   końcem   Daniel   zdobył   bramkę   i   drużyna 

Chinooków przeszła do rundy finałowej. O puchar mieli walczyć z 

Penguinami z Pittsburgha.

Zawodnicy   zadowoleni   ze   zwycięstwa   i   przejścia   do   ostatniej 

rundy   rozgrywek   wsiedli   do   BAC-111   i   świętowali,   popijając 

szampana   marki  Bollinger.  Gdy   samolot   osiągnął   prędkość 

przelotową,   wstał   trener   Nystrom,   który   ze   względu   na   wzrost 

musiał się trochę pochylić.

- Dwa miesiące temu, po śmierci Virgila Duffy'ego —

zaczął,   gdy   wszyscy   zamilkli  —  niepokoiliśmy   się,   że   zmiana 

właściciela   wpłynie   na   nasze   szanse   w   pucharze.   Zawsze   są 

powody do niepokoju, gdy coś się zmienia. Myślę jednak, że po 

dzisiejszym meczu można  spokojnie  powiedzieć, iż  pani  Duffy 

godnie zastąpiła  Virgila.  Jestem pewny, że byłby z niej dumny. 

Chcę więc oficjalnie powitać ją w drużynie.  —  Odwrócił się w 

lewo   i   wziął   od  Darby'ego  granatową   bluzę   w   barwach 

Chinooków.   Z   tyłu,   na   ramionach,   widniało   nazwisko   Duffy   i 

numer jeden w ciemnozielonym kolorze.  —  Witamy wśród nas 

nowego zawodnika!

Faith podniosła  się  i stanęła w przejściu. Gdy odbierała bluzę, 

background image

poczuła, że pieką ją oczy.

—  Dziękuję,   panie   trenerze.  —  Odwróciła   się   i   spojrzała   na 

twarze   z   brodami   godnymi   jaskiniowców   albo   zaledwie 

meszkiem. Napotkała spojrzenie Tysona, który uniósł kąciki ust w 

rzadko widywanym u niego uśmiechu. Była wzruszona, ale nie 

chciała rozpłakać się jak mała dziewczynka.

—  Kiedy dowiedziałam się, że  Virgil  zapisał mi w testamencie 

drużynę hokejową, byłam równie zaskoczona jak wy wszyscy. Ja 

także   martwiłam   się,   że   nie   udźwignę   odpowiedzialności   i   że 

zawalę sprawę. — Przełknęła ślinę i przewiesiła sobie bluzę przez 

ramię.  —  Ale   mogę   powiedzieć   z   radością,   że   dzięki   pomocy 

mojego   asystenta   i   was   wszystkich   nie   popełniłam   większego 

błędu. Jestem z was dumna, chłopcy, i wiem, że Virgil też byłby. 

—  Miała   świadomość,   że   powinna   powiedzieć   jeszcze   coś 

pokrzepiającego, ale łzy napłynęły jej do oczu. — Dziękuję wam 

—  zakończyła,   żeby   nie   rozpłakać   się   w   obecności   swoich 

hokeistów.

Przez dalszą część lotu do domu siedziała obok Julesa. Żałowała, 

że nie może zwinąć się w kłębek przy boku Tysona i wtulić twarzy 

w jego szyję.

O trzeciej nad ranem, kiedy czarne bmw zajechało przed jej dom, 

miała pod płaszczem nową bluzę. Tym razem jednak zapakowała 

do pudła na kapelusze komplet bielizny i ubranie na zmianę.

background image

W   ciągu   pięciu   następnych   dni,   do   pierwszego   meczu   z 

Penguinami, ich życie toczyło się utartym torem, jakby oficjalnie 

byli   parą.   Tyson   trenował   w   ciągu   dnia,   podczas   gdy   Faith 

oglądała   nagrania   ukazujące   możliwości   młodych   zawodników 

albo spotykała się z Mirandą Snow z Fundacji Chinooków. Jadła 

lunch z matką albo Julesem, a wieczorem jechała do Tysona albo 

on przyjeżdżał do niej, zależnie od planów Valerie i Pavla. Jedyną 

istotą na tej planecie, która wiedziała o związku Faith z Tysonem, 

była Pebbles. Suczka pokochała Tysona od pierwszego wejrzenia, 

co było jedynie źródłem utrapienia dla tego ważącego dwieście 

czterdzieści   funtów   hokeisty.   Gdy   tylko   stawał   w   progu 

mieszkania, Pebbles zaczynała krążyć wokół niego, tak że ledwie 

mógł zrobić krok, a kiedy siadał, natychmiast wskakiwała mu na 

kolana. Tyson spoglądał wtedy na Faith, oczekując, że zabierze 

suczkę, ale kiedy próbowała to zrobić, ta na nią szczekała. Pebbles 

stała się prawdziwą niewolnicą Tysona, a Faith nie mogła mieć o 

to pretencji.

Pokłóciła się z Tysonem jeden jedyny raz, i to o Virgila. Stało się 

to u niego w domu, podczas lekcji golfa, kiedy uczył ją zamachu. 

Miała   na   sobie   czerwony   gorset   i   wiązane   na   bokach   wycięte 

background image

majteczki, ale on, zamiast rzucić się na nią, jak tego oczekiwała, 

tylko się zirytował.

— Kiedy wreszcie przestaniesz nosić tę obrączkę? — zapytał, gdy 

ustawiła piłeczkę na linii.

— Przeszkadza ci?

Wzruszył ramionami i odstawił piwo na kontuar. Ubrany był w 

wytarte   dżinsy   i   podarty   podkoszulek   bez   rękawów.   Miał 

potargane — przez nią — włosy i wyglądał tak fantastycznie, że 

chętnie by go zjadła.

— Przypomina mi, że byłaś żoną Virgila. Włożyła kij do worka i 

odwróciła się do Tysona.

— Ach, i to cię wkurza?

— Myślę, że wkurzałoby większość facetów. Sypiam z tobą, a ty 

nosisz obrączkę po innym.

Spojrzała mu w oczy, w których widać było gniew, ale nadal nie 

rozumiała, o co mu chodzi.

— Virgil zmarł zaledwie dwa miesiące temu.

— No właśnie. Przychodzisz tu i kochasz się ze mną, a obrączki 

zdjąć nie możesz?

— I tak mam z twojego powodu poczucie winy, Tysonie. — Nagle 

poczuła się naga i bezbronna, więc minęła go i poszła po leżącą na 

kanapie sukienkę. — Był moim mężem przez pięć lat.

— Tylko z tobą mieszkał.

background image

— Troszczył się o mnie.

— Kupił cię, bo było go na to stać.

— Cóż, a ja mu się sprzedałam. — Wzięła sukienkę i spojrzała na 

niego. — Byliśmy siebie warci.

—  Ale to nie ty miałaś przewagę w tym związku, tylko on. Tak 

było. Ona i Virgil przyjaźnili się i dobrze rozumieli,

ale tak naprawdę to on rządził.

— Był dla mnie dobry. Lepszy niż jakikolwiek inny mężczyzna, 

którego znałam.

—  Wobec   tego   mężczyźni,   których   znałaś,   musieli   być 

beznadziejni.

To też była prawda.

— Jego już nie ma, Faith.

—   Wiem.   —   Wciągnęła   sukienkę   i   wsunęła   ręce   w   krótkie 

rękawy.

— Nie masz wobec niego żadnych zobowiązań.

— Łatwo ci powiedzieć. — Zaczęła zapinać guziki. — Zostawił 

mi tyle pieniędzy, że nie muszę się o nic martwić do końca życia. 

Zapisał mi drużynę hokejową, wyobrażasz to sobie? I za każdym 

razem, gdy jestem z tobą, czuję się, jakbym go zdradzała. Mam 

gigantyczne   poczucie   winy,   ale   najbardziej   gnębi   mnie   to,   że 

czasami   przestaję   już   czuć   wyrzuty.   —   Podniosła   głowę   i 

spojrzała   na   niego.   —   Może   Landon   miał   rację,   może   jestem 

background image

bezwstydną naciągaczką i nawet nie przeszkadza mi to, że ktoś 

mnie   tak   nazywa.   Taka   jest   prawda,   a   już   myślałam,   że   się 

zmieniłam.

—   Gdybyś   była   bezwstydna,   nie   wściekałabyś   się   teraz.   — 

Pokręcił głową. — Masz trzydzieści lat. Jesteś młoda i piękna, a w 

ogóle nie korzystałaś z życia. Dziewczyno, żyłaś w celibacie przez 

pięć lat. Nie powinnaś mieć wyrzutów, że czegoś pragniesz.

— Korzystałam z życia. Tyle że nie w sposób, jaki ty akceptujesz. 

—   Znowu   spojrzała   w   jego   zagniewane   oczy.   —   Zawsze 

traktowałam   swoją   profesję   jak   zwykłą   pracę.   Rzeczywiście 

byłam   bezwstydna.   Żeby   zarobić   na   chleb,   robiłam   to,   co 

musiałam, i przeważnie nie miałam z tego powodu poczucia winy. 

Ale z tobą spotykam się nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że 

chcę.   Narażam   moją   reputację,   jeśli   cokolwiek   z   niej   jeszcze 

zostało,   i   twoją   karierę,   wiem   o   tym,   ale   ponieważ   jestem 

egoistką, nie dbam o to. Zrobił kilka kroków w jej stronę i chwycił 

ją za nadgarstki.

— Nie idź.

— A niby dlaczego miałabym zostać?

—  Bo jestem jeszcze większym egoistą od ciebie. Mimo że ja 

także narażam moją karierę i twoją reputację, chcę, żebyś została. 

Byłoby mi łatwiej, gdybym nie chciał, ale już dawno przestałem 

ze sobą walczyć.

background image

Opuściła ręce i popatrzyła na niego. Z łuku brwiowego zdjęto mu 

szwy i miał już tylko czerwoną szramę w kąciku prawego oka. Jak 

długo będzie jej pożądał? Jak długo w ogóle to potrwa? Chciała 

go o to zapytać, ale zamiast tego objęła go w pasie i oparła głowę 

o jego twardą  pierś. Serce  biło mu mocno i  spokojnie  pod jej 

policzkiem. Pogładził ją po plecach. Poczuła się bezpiecznie, gdy 

tak   przytulała   się   do   niego,   czuła   jego   ciepły,   kojący   dotyk. 

Gotowa była uwierzyć, że to nie zakończy się katastrofą.

Następnego   wieczoru   miał   zostać   rozegrany   pierwszy   mecz   z 

Penguinami.   Będzie   myślała   o   nim,   a   nie   o   bólu   w   sercu   i 

ściskaniu w gardle. Będzie martwiła się o obronę, nie o siebie. Bo 

w głębi  jej  duszy zrodził się  strach, że  stało się  najgorsze. Że 

mimo   prób   zachowania   zdrowego   rozsądku,   mimo   wszelkich 

przeciwności, beznadziejnie zakochała się w Tysonie Savage'u. Po 

raz pierwszy od siedmiu lat obrączka ślubna zaczęła jej ciążyć na 

palcu. Faith nagle poczuła się nie w porządku, że nosi pamiątkę po 

byłym mężu, choć jest zakochana w innym mężczyźnie.

Rano po powrocie do domu zdjęła obrączkę i schowała do sejfu, 

wraz z pozostałą biżuterią, którą kupił jej Virgil. Piękne kamienie, 

leżące na aksamitnej poduszce, lśniły w świetle, ale nie dawały już 

tego   ciepła   i   poczucia   bezpieczeństwa,   co   do   tej   pory.   Dłoń 

wydała jej się naga bez ciężkich brylantów, ale za to Faith poczuła 

background image

się   swobodniejsza   i   uczciwsza,   jakby   zrzuciła   z   ramion   ciężar. 

Jakby nadeszła pora, żeby zamknąć za sobą przeszłość — wraz z 

Virgilem.

Przez   pozostałą   część   dnia   próbowała   nie   myśleć   o   sobie   i 

Tysonie. Zamierzała żyć chwilą. Niezależnie od tego, jak długo 

potrwa. Jednak w zakamarkach serca miała nadzieję, że wszystko 

jakoś się ułoży. Że w końcu znajdą sposób, żeby być razem, choć 

rozum   podpowiada   jej,   że   to   nierealne.   Ten   związek   musi   się 

skończyć   bólem   serca,   ale   może,   jeśli   będzie   uważała,   tak   do 

końca nie straci dla Tysona głowy. Jeśli będzie uważała, nie umrze 

z miłości.

Lecz tego samego popołudnia przyszła paczka, która sprawiła, że 

Faith przepadła z kretesem.

Pudełko   było   owinięte   w   biały   papier   i   przewiązane   wielką 

kokardą w różowo-białe pasy. W środku, pod bibułką w kropki, 

spoczywały   różowe   buty   ze   złotymi   łyżwami.   W   rozmiarze 

siedem. Jak jej czerwone pantofle od Valentino.

Na   bileciku   widniały   tylko   słowa:  Złapię   Cię,   zanim   się  

przewrócisz. Nie było podpisu, ale wiedziała, kto przysłał łyżwy. 

Usiadła   na   kanapie   z   pudełkiem   na   kolanach.   Poczuła   łzy   w 

oczach i ściskanie w gardle. Zamrugała, próbując powstrzymać się 

od płaczu, ale nie udało jej się to, tak jak nie udało jej się stłumić 

radości w sercu. Zakochała się  w Tysonie. Stało się niemożliwe. 

background image

Niestosowne.   Miała   z   tego   powodu   poczucie   winy.   Nie   tak 

powinna wyglądać miłość.

— Co się stało? — zapytał matka, która weszła do salonu. Faith 

pochyliła głowę.

— Nic. — Przecież widzę, że coś się stało.

Otarła mokry policzek o ramię w koszulce BCBG.

— Ktoś przysłał mi łyżwy.

— Kto?

— Nie wiem.

— Naprawdę? Jak długo zamierzasz to ukrywać?

— Słucham?

— Swój związek z Tysonem.

Faith spojrzała na matkę — zamazaną postać w spodniach w zebrę 

i czarny top.

—  Nie   jestem   głupia,  Faith.   Pavel  też   nie.   Wiemy,   że   się 

spotykacie. Staraliśmy się nie wchodzić wam w drogę. — Podała 

Faith jednorazową chusteczkę z pudełka stojącego na stoliku.  — 

Wytrzyj oczy, bo tusz ci się rozmaże.

Faith wzięła chusteczkę i osuszyła kąciki oczu.

—  Czekałam, aż  przyjdziesz do mnie i mi powiesz. — Valerie 

usiadła   na   kanapie,   na   którą   zaraz   wskoczyła  Pebbles.   — 

Mogłabym ci pomóc. Udzielić matczynej rady.

— Bez urazy, mamo, ale byłaś zamężna siedem razy. Jakiej rady 

background image

w   sprawach   męsko-damskich   mogłabyś   mi   udzielić?  Pebbles 

zwinęła się w kłębek przy boku Valerie, jakby chciała dać znać, że 

to ona jest jej ulubienicą.

— Hm, mogłabym ci powiedzieć, czego powinnaś się wystrzegać. 

Na   przykład   nie   wiązać   się   z   żonatym   facetem.   Oni   rzadko 

odchodzą od żon. Wbrew temu, co obiecują.

— To akurat nie ten przypadek, mamo.

—  Faktycznie.  —   Valerie  zaczęła   głaskać   pieska.  —  Ani   z 

marynarzami.   Pływają   po   całym   świecie   i   uwielbiają   portowe 

dziwki. Dranie.

— To też nie to, mamo.

Valerie westchnęła, jakby to ona cierpiała.

—  Chcę przez to powiedzieć, że twój związek z Tysonem może 

napotyka trudności, ale nie jest beznadziejny.

— Jest beznadziejny, bo bez przyszłości.

— Kochasz tego faceta?

To, co czuła, było dla niej takie nowe, takie zaskakujące, że nie 

chciała jeszcze o tym mówić. — Wolałabym go nie kochać.

—  Hm, a ja wolałabym nie mieć przebarwień na skórze, ale co 

mam zrobić?

— Porównujesz Tysona do przebarwień? Valerie wzruszyła nagim 

ramieniem.

— Twoje ciało reaguje w taki, a nie inny sposób, i nic nie możesz 

background image

na to poradzić. Nie masz wpływu na to, kto ci się podoba. Nie 

masz kontroli nad swoim sercem.

Jeszcze   przed   kilkoma   tygodniami   powiedziałaby   matce,   że   to 

stek bzdur. I święcie by w to uwierzyła.

— Ale ja nie chcę, żeby moje serce go pragnęło. Niepotrzebna mi 

w tej chwili żadna miłość. Jest na to za wcześnie. — A tu jeszcze 

przydarzył jej się związek oznaczający takie komplikacje!

—  Wiem, że kochałaś Virgila.  Był twoim mężem, ale nie twoim 

mężczyzną.

Spojrzała w zielone oczy matki okolone mocno wytuszo-wanymi 

rzęsami.

— Co to znaczy?

—  To znaczy, że nie był facetem, na którego zwróciłaś uwagę, 

stojąc w drugim końcu pokoju, że nie ugięły ci się nogi na jego 

widok. Virgil  może i był dla ciebie miły, ale nie pragnęłaś leżeć 

przy nim przez całe popołudnie* czuć bicie jego serca.

A uwielbiała leżeć przy Tysonie i tulić się do niego.

— To właśnie czujesz do Pavla? Valerie pokręciła głową.

— Pavel jest typem faceta, w którym lepiej się nie zakochiwać. To 

uwodziciel łamiący kobietom serca, ale na szczęście mam swoje 

lata   i   wystarczająco   duże   doświadczenie,   żeby   zdawać   sobie   z 

tego sprawę. To doskonały kompan i wspaniale się z nim bawię. 

Ale jest tu tylko dlatego, że chce zobaczyć, jak jego syn zdobywa 

background image

puchar. — Przeczesała palcami sierść Pebbles. — Tyson w ogóle 

go nie przypomina. Nie chodzi mu tylko o zabawę. Pavel uważa, 

że on naprawdę cię kocha.

Faith  nie wiedziała, co Tyson do niej czuje. Nigdy jej tego nie 

powiedział. Wiedziała tylko, że lubi chodzić z nią do łóżka. To 

oczywiste. I daje jej prezenty, które świadczą o tym, że o niej 

myśli. To już coś. Ale też zdawała sobie sprawę, że gdyby musiał 

wybierać między nią a karierą, wybrałby karierę. Rozumiała to. 

Nie mógłby żyć bez hokeja. Ma go we krwi.

Hokej   daje   mu   siłę,   energię,   stanowi   cel   w   jego   życiu.  Tyson 

uprawia go z pasją i oddaniem, i to jej się w nim podoba. Jednak 

właśnie ta pasja i oddanie ich rozdzielą.

* * *

Pierwszy mecz w finałach rozgrywek o Puchar Stanleya między 

Penguinami z Pittsburgha a Chinookami z Seattle rozgrywano na 

lodowisku Key Arena. Widownia była wypełniona do ostatniego 

miejsca   i   w   powietrzu   czuło   się   podniecenie   ponad   piętnastu 

tysięcy rozentuzjazmowanych kibiców.

Na początku, w pierwszej tercji, Penguiny wyraźnie prowadziły, 

ale   potem   Chinooki   się   zmobilizowały   i   grały   znacznie   lepiej. 

Faith   oglądała   mecz   z   loży.   Serce   biło   jej   jak   szalone,   gdy 

należąca do niej drużyna pokonała Pittsburgh trzy do jednego.

Drugi mecz rozegrano w Mellon Arena na lodowisku Pittsburgha. 

background image

Mimo   przewagi,   jaką   dawał   Penguinom   występ   na   własnym 

lodowisku, sytuacja się powtórzyła. Bramkarz Chinooków, Marty 

Darche, obronił dwadzieścia pięć na dwadzieścia sześć strzałów, a 

Tyson   w   ostatnich   minutach   zdobył   gola   dalekim   strzałem   po 

podaniu  od   Logana   Dumonta.   Chinooki   znów   wygrały   trzy   do 

jednego.   Lot   z   Pittsburgha   do   domu   był   radosny,   ale   nie 

triumfalny,   żeby   nie   zapeszyć,   bo   nic   nie   było   jeszcze 

przesądzone.

Leżąc później obok rozgrzanego Ty sona, z głową przy jego sercu, 

Faith zaczęła optymistyczniej patrzeć w przyszłość. Może jakimś 

cudem wyjdą na prostą. Nie wiedziała jakim, ale miała nadzieję, 

że gdy rozgrywki się skończą, razem coś wymyślą.

Następnego   popołudnia,   po   powrocie   ze   spotkania   z   Julesem   i 

przedstawicielami   Fundacji   Chinooków,   wciąż   zastanawiała   się 

nad   jakimś   rozwiązaniem.   A  może   udałoby   im   się   zachować 

związek w sekrecie jeszcze przez kilka lat.

Po wejściu do budynku otrzymała w recepcji zostawiony dla niej 

liścik. Wiadomość nie była podpisana i brzmiała: Spotkajmy się w 

gabinecie   Virgila   w   Key  Arena   o   szóstej   po   południu.  Dziwna 

prośba.   Faith   wiedziała,   że  Tyson   będzie   wtedy   w   Key  Arena 

przygotowywał się do trzeciego meczu. Ale przecież tak samo jak 

ona   nie   chce,   żeby   widziano   ich   razem.   Zaczęła   się   więc 

zastanawiać, co się stało.

background image

O   wpół   do   szóstej   włożyła   bluzę   Chinooków,   przekonana,   że 

chodzi   o   coś   naprawdę   ważnego,   ale   gdy   weszła   do   gabinetu, 

zobaczyła  na  swoim  fotelu nie  Tysona, lecz  kogoś innego, kto 

siedział z nogami na biurku.

— Wejdź i zamknij za sobą drzwi — polecił Landon. Na jego 

bladych ustach malował się szczególnie chytry uśmieszek.

Faith   się   nie   poruszyła.   Spojrzała   w   zimne   oczy   jedynego 

człowieka na tej planecie, który naprawdę ją przerażał.

— Nie mamy o czym rozmawiać.

Landon zdjął nogi z biurka i pchnął w jej stronę kartonową teczkę.

— Mylisz się, Laylo. Musimy porozmawiać o twoim przyjacielu i 

o tym, kiedy wreszcie sprzedasz mi drużynę ojca.

Serce zamarło jej w piersi, gdy podchodziła do biurka i otwierała 

teczkę.

W środku znajdowały się cztery zdjęcia jej i Tysona. Najbardziej 

kompromitujące zrobiono tej nocy, kiedy wyszła z domu tylko w 

płaszczu   przeciwdeszczowym.   Na   dworze   było   ciemno,   ale 

zdjęcie   wyraźnie   ukazywało   całującego   ją   Tysona,   który 

jednocześnie wsuwał jej rękę pod płaszcz. Pomyślała, że zaraz 

zwymiotuje na biurko i szary garnitur Landona.

— Nie mam już ochoty zapłacić stu siedemdziesięciu milionów za 

drużynę.

— A co będzie, jeśli jej nie sprzedam? — zapytała, chociaż znała 

background image

odpowiedź, a przynajmniej tak jej się wydawało.

— Najpierw wyślę te zdjęcia do prasy, a potem powielę w dużym 

formacie i rozwieszę w całym mieście obok billboardów z tobą i 

kapitanem twojej drużyny.

A więc źle się domyślała. Przypuszczała, że zagrozi jej wysłaniem 

zdjęć do „Seattle Timesa". Na myśl, że znajdą się na billboardach, 

wpadła w panikę

—   Dlaczego   sądzisz,   że   przejmę   się   tym,   co   pomyślą   o   mnie 

ludzie? Doznałam w życiu gorszych upokorzeń.

—   Ty   się   może   nie   przejmiesz.   Jesteś   striptizerką   i   nie   masz 

żadnych zasad. Nie wiesz, co to wstyd. Nie wydaje mi się jednak, 

żebyś   chciała   skompromitować   Savage'a   i   resztę   drużyny. 

Zwłaszcza teraz, gdy mają duże szanse na zdobycie pucharu.

Uwierzyła mu. Wiedziała, że jest gotów to zrobić.

— Twój ojciec zawsze mówił, że jesteś dupkiem. Landon zmrużył 

oczy.

— Mój ojciec był głupcem, który nie miał gustu. —Wstał. — Moi 

prawnicy   jutro   prześlą   ci   dokumenty.   Podpisz   je   i   odeślij   jak 

najszybciej, bo inaczej cena spadnie jeszcze bardziej. Myślałem o 

tym,   że   mogłabyś   podarować   mi   drużynę,   ale   nie   daj   Boże, 

jeszcze ktoś by pomyślał, że coś nas łączy.

— Co zamierzasz zrobić z drużyną? — Nie mogła uwierzyć w to, 

co się stało. Wciąż jeszcze to do niej nie docierało. Zaschło jej 

background image

gardle, więc oblizała wargi. — Przeniesiesz ją?

Zaprzeczył ruchem głowy.

—  Teraz,   gdy   ma   za   sobą   tak   udany   sezon,   to   nie   będzie 

konieczne. Zatrzymam ją w Seattle. — Znowu się uśmiechnął. — 

Ale   nie   mogę   powiedzieć   tego   samego   o   twoim   kochasiu. 

Sprzedam go, gdy tylko uzgodnię szczegóły.

Cios za ciosem. Ten prosto w serce.

— Dlaczego? Przecież robi, to, czego oczekiwał po nim Virgil.

London odchylił głowę i spojrzał na nią lodowato.

—  Ojcu raczej nie chodziło o to, żeby  pan Savage  uwiódł mu 

żonę.

—  Sprzedasz   kapitana,   który   doprowadził   drużynę   do   rundy 

finałowej mistrzostw, tylko dlatego, że mnie nienawidzisz?

— Niestety, pan Savage  sypia  z  tobą, a  nie  życzę  sobie, żeby 

któreś z was kręciło się koło mojej drużyny.

Faith  spojrzała   na   siedzącego   przed   nią   mężczyznę,   jedynego 

człowieka, który budził w niej strach, i skłamała, żeby uratować 

tego drugiego, jedynego, którego kiedykolwiek naprawdę kochała.

— Sprzedaj go nawet do Toronto, nic mnie to nie obcho-

dzi.   —   Wymieniła   jedną   z   najsłabszych   drużyn   sezonu.   — 

Chociaż wątpię, żeby go tam chcieli. Jest teraz niemile widziany 

w Kanadzie. Chociaż dobrze mu tak, zasłużył sobie. Niech wraca 

do beznadziejnej drużyny, w której go nienawidzą.

background image

— Nie mów mi, że już się tobą znudził.

—   Stwierdził,   że   woli   kogoś   bardziej   szanowanego.   —   Na 

poczekaniu wymyśliła kłamstwo, które przemówi do Lando-na. — 

Większość   mężczyzn   ma   ochotę   na   romans   ze   striptizerką,   ale 

niewielu chce się z nią wiązać. — Wzruszyła ramionami. — Te 

zdjęcia   to   przebrzmiała   sensacja.   Kapitan   i   ja   już   ze   sobą   nie 

sypiamy.

Teraz z kolei Landon wzruszył ramionami.

— To znaczy, że ma więcej oleju w głowie, niż myślałem. Może 

więc   zatrzymam   pana   Savage'a.  Wszystko   zależy   od   tego,   czy 

zdobędzie dla mnie puchar, czy nie.

Najwyraźniej jej uwierzył. Może poszło za łatwo, ale uznała, że 

nie powinna być zdziwiona, biorąc pod uwagę, jakie ma o niej 

zdanie.

— To nie zmienia jednak twojej sytuacji — zauważył Landon. — 

Podpisz jutro kontrakt, bo w przeciwnym razie zdjęcia następnego 

dnia trafią do prasy.

Na myśl, że puchar miałby się znaleźć w rękach Landona, poczuła 

jeszcze większe mdłości niż do tej pory. Musi coś powiedzieć. Coś 

zrobić, bo inaczej Landon zatriumfuje.

— Oczekujesz, że zrezygnuję z drużyny wartej sto siedemdziesiąt 

milionów   dolarów?  Tak   po   prostu?   —  Tylko   to   była   w   stanie 

wymyślić. — I to z jakiego powodu? Z powodu jakichś zdjęć, 

background image

które mogłyby rzucić cień na Tysona Savage'a i resztę drużyny?

— A tak — odparł, domyślając się, że Faith blefuje. Minął ją, ale 

zatrzymał się przed drzwiami. — Skorzystaj ostatni raz z loży, 

Laylo. Od jutra będzie należała do mnie.

W rzeczywistości przeszłaby na jego własność dopiero za kilka 

miesięcy, po sfinalizowaniu sprzedaży, ale Faith miała zbyt słabą 

pozycję, żeby się kłócić.

— Kiedy podasz to do publicznej wiadomości? — zapytała.

— W dniu, w którym dostanę puchar.

Rozdział 18

Gdy   wywołano   na   lód   Chinooków,   Faith   siedziała   w   loży. 

Zawodnicy   kolejno   wjeżdżali   na   lodowisko   wśród   wiwatów 

miejscowych   kibiców   drużyny.   Z   emocji   miała   rumieńce   i 

ściśnięty żołądek. Sam, Marty i Blake. Jej drużyna. Jej hokeiści. 

Chłopcy,   których   dobrze   poznała   w   ciągu   ostatnich   dwóch 

miesięcy   i   polubiła.   Czuła   pulsowanie   w   skroniach   i   wszystko 

wydawało jej się nierealne.

Musi być jakieś wyjście. Sposób na ocalenie tego wszystkiego. 

Ale nic nie przychodziło jej do głowy. Nic a nic. Nie ma wyboru.

Gdy Landon wyszedł z gabinetu, miała ochotę uciec. Schronić się 

w domu, schować pod kołdrą i wmówić sobie, że wszystko będzie 

dobrze.   Ale   nie   mogła   tego   zrobić.   Wszyscy   oczekiwali,   że 

wieczorem zasiądzie w loży, jakby jej świat nie runął właśnie w 

background image

gruzy.

— Napijesz się wina? — zapytał Jules.

Spojrzała   na   niego.   Na   swojego   asystenta   w   jedwabnej 

brzoskwiniowo-zielonej   koszuli,   który   najwyraźniej   wciąż 

przechodził metroseksualny kryzys. Co się z nim dzieje?

— Faith?

— Tak?

— Masz ochotę na wino? Pokręciła głową.

— Nie — podziękowała bezbarwnym głosem.

— Zawodnik z numerem dwadzieścia jeden! — W hali zabrzmiał 

głos sprawozdawcy sportowego i odbił się echem w głowie Faith. 

— Kapitan drużyny Chinooków, Tyson Saaaaavage!

Gdy   Tyson   wyjechał   na   lód,   publiczność   powitała   go 

entuzjastycznie. Okrzyki fanów zagłuszyły bolesny szloch, który 

wyrwał jej się z piersi. Tyson okrążył lodowisko, pozdrawiając 

tłum,   a   kiedy   przejeżdżał   pod   lożą,   podniósł   głowę   i   się 

uśmiechnął. Faith z bólu pękało serce. Wstając, niemal jęknęła. 

Zasłoniła   dłonią   usta   i   pobiegła   do   łazienki,   po   drodze   niemal 

wpadając na matkę i Pavla. Zatrzasnęła za sobą drzwi, złapała się 

rękami za brzuch i zaczęła szlochać.

— Co się stało, Faith?! — zawołała matka zza drzwi.

—   Nic!   Źle   się   czuję.   —   Wstrząsnął   nią   kolejny   szloch,   ale 

wiedziała, że nie może tu zostać, że musi wrócić do domu. — 

background image

Możesz   przynieść   mi   torebkę?   —   Spojrzała   w   lustro.   Miała 

płonące   policzki   i   zaczerwienione   oczy.   Zwilżyła   papierowy 

ręcznik zimną wodą i przyłożyła go do rozpalonej twarzy. Matka 

weszła do łazienki i podała jej torebkę.

— Kiepsko wyglądasz — zauważyła. — Znowu bierze cię grypa?

— Tak. Muszę jechać do domu.

— Poproszę Julesa, żeby cię odwiózł.

Jeszcze tego brakuje, żeby rozkleiła się przy swoim asystencie.

_Nie, dziękuję. Poradzę sobie — powiedziała, otwierając

drzwi.

— Zadzwoń do mnie, kiedy już dotrzesz do domu! — zawołała za 

nią matka, gdy Faith pospiesznie wychodziła z loży.

Potykając się, wsiadła do pustej windy i gdy zjeżdżała na dół, do 

oczu znowu napłynęły jej łzy. Trzymała się jakoś podczas krótkiej 

jazdy   do   domu,   ale   zamknąwszy   za   sobą   drzwi,   zupełnie   się 

załamała:   wszystkie   tamy   puściły.   Gdy   zdejmowała   bluzkę   i 

dżinsy, po jej policzkach płynęły gorące łzy. Rzuciła ubranie na 

podłogę i wślizgnęła się pod kołdrę. Zadzwonił Jules, żeby spytać, 

czy bezpiecznie dotarła do domu, i zdołała go jakoś przekonać, że 

jest chora i dlatego mówi „dziwnym" głosem. Odłożyła słuchawkę 

i schowała się pod kołdrę. Miała wrażenie, że wszystko straciła, i 

nigdy w życiu nie czuła się taka samotna. Landon odebrał jej to, 

background image

co miała najcenniejszego, i ogarnęło ją poczucie pustki. Właśnie 

teraz, gdy zaczęła się cieszyć, że jest właścicielką drużyny, gdy 

zaangażowała   się   w   działalność   Fundacji   Chinooków,   Landon 

pozbawił ją wszystkiego. A najgorsze, że odebrał jej także Tysona.

Znowu poczuła się jak mała dziewczynka. Samotna i bezradna. 

Tak się starała, żeby te uczucia już nigdy nie wróciły. Daremnie.

Rozszlochała   się   na   dobre   i   znowu   obudziła   się   w   niej   Layla. 

Zaczęła się zastanawiać, ile kosztowałoby wynajęcie kogoś, kto 

zabiłby Landona. Bo zasługuje na śmierć. Świat będzie bez niego 

lepszy.   Oczywiście   Faith   nigdy   nie   posunęłaby   się   do   czegoś 

takiego. Przede wszystkim nie jest taka. A poza tym za bardzo boi 

się więzienia.

Dwa miesiące. Od śmierci Virgila minęły zaledwie dwa miesiące, 

a   jej   życie   zmieniło   się   diametralnie   i   miała   wrażenie,   jakby 

upłynęły  wieki. Czuła   się   zupełnie   inną  osobą.  Była  silniejsza. 

Bardziej pewna siebie. Niezależna.

Tyle zyskała w ciągu tych dwóch miesięcy, tylko po to, żeby to 

wszystko w jednej chwili stracić. W tak krótkim czasie zakochała 

się bezgranicznie, ale i to ma przepaść. Co za ironia losu. Przez 

pięć lat była pod opieką mężczyzny. Teraz rezygnuje z drużyny, 

żeby zrobić coś dla kogoś.

Ale nie ma wyboru. Nie widzi sposobu, żeby zatrzymać drużynę i 

ocalić swój związek z Tysonem. Musi spełnić żądanie Landona. 

background image

Starła łzę z policzka i zaczęła się zastanawiać, jak zareagowałby 

Tyson, gdyby mu powiedziała

o  zdjęciach i groźbie Landona. Domyślała się, co by  w końcu 

zrobił. Miałby ochotę zabić Landona, tak jak ona. I jak ona w 

końcu  poddałby   się   dla   dobra   drużyny.  Bo  Faith   wiedziała,   że 

będzie   musiała   sprzedać   Chinooków.   I   stracić   ukochanego 

mężczyznę.

Od  początku  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie  będzie   mogła   mieć 

jednego i drugiego. Że któregoś dnia to się skończy.

i że to będzie cios, który wstrząśnie jej życiem. Ale tak nie

musi   być   w   przypadku   Tysona.   On   nie   musi   ucierpieć.   I   tak 

będzie, jeśli nie wspomni mu o zdjęciach.

Ma szansę spełnić swoje marzenia. Osiągnąć to, na co pracował i 

na co czekał przez całe życie. Nie będzie musiał się martwić, że 

jego zdjęcie ukaże się w „Seattle Timesie" i na billboardach. Jeśli 

nie   chce   go   skompromitować   i   ośmieszyć   drużyny,  Faith   musi 

podpisać list intencyjny i inne dokumenty, gdy tylko przybędą, a 

on nigdy się nie dowie, dlaczego sprzedała drużynę.

List intencyjny jest pierwszym krokiem w tym kierunku i z tego, 

co pamiętała, gdy ostatnio go podpisywała, uzyskanie zgody ze 

strony   komisji   NHL   trwa   kilka   tygodni.   Później   można 

sfinalizować transakcję i po dopełnieniu wszystkich formalności 

background image

Landon stanie się właścicielem drużyny.

Odrzuciła kołdrę i podeszła do wielkich okien w sypialni. Stanęła 

przy nich tylko w staniku i majtkach i popatrzyła na światła Key 

Arena.   Tam   jest   Tyson.   Strzela   bramki,   rozdziela   kuksańce   i 

spluwa  na  lód. Też  zapragnęła  się  tam  znaleźć. Ze  wszystkimi 

swoimi   chłopcami  —  którzy   już   do   niej   nie   należą.   Nie 

przypuszczała, że serce może tak boleć.

Po   policzkach   płynęły   jej   łzy,   więc   otarła   je   wierzchem   dłoni. 

Oboje z Tysonem myśleli, że są tacy ostrożni, i naprawdę byli. 

Zwykle ona jechała do niego albo on przyjeżdżał do niej. Podczas 

jazdy nie rozmawiali. Valerie i Pavel domyślili się tylko dlatego, 

że z nimi mieszkali.

Wyobraziła sobie nieznanego człowieka, który ich śledził i robił 

im zdjęcia. Wzdrygnęła się i poczuła zbrukana. Kto wynajmuje 

detektywa, żeby fotografował ludzi o trzeciej nad ranem?

Ktoś, kto chciał wygrać za wszelką cenę. I udało mu się. Landon 

zwyciężył, a ona przegrała, choć nawet nie wiedziała, że toczy się 

jakaś gra. Tylko że to nie była gra. To jej życie. To, co zrobił 

Landon, działało jak kwas, który wypalał jej żołądek.

Przytknęła czoło do szklanej tafli. Naprawdę jeszcze tego ranka 

czuła się szczęśliwa? Że jest z Tysonem i może masować jego 

obolałe mięśnie? Zawsze wiedziała, że to skończy się katastrofą. 

Ale   nie   aż   taką.   Czegoś   takiego   się   nie   spodziewała.   Nie   ma 

background image

wyjścia,   musi   spełnić   żądanie   Landona,   nic   innego   nie   może 

zrobić.

Kocha Tysona z całej duszy, ale nie ma pojęcia, co on do niej 

czuje — poza tym, że lubi z nią sypiać. Ale już dawno przekonała 

się, że seks to nie miłość. Kiedy Tyson się dowie, że sprzedała 

drużynę, być może się wścieknie, ale jakoś to przeżyje. Gdy się 

dowie, że już się więcej nie spotkają, też może będzie trochę zły. 

Lecz na pewno przeboleje i to.

Odwróciła   się   od   okna   i   padła   na   łóżko.   Patrzyła   w   sufit   i 

zastanawiała   się,   jak   przeżyje   następny   tydzień,   do   ostatniego 

meczu finałów. Czy gdy usłyszą o sprzedaży, będzie im jej żal?

A co będzie po tym tygodniu? W następnym miesiącu i jeszcze 

następnym? Z nią, z  Valerie  i Pebbles? Może dokądś wyjedzie? 

Albo się przeprowadzi. Daleko  od Seattle,  Chinooków i Tysona. 

Żeby nie cierpieć. A Jules? Co stanie się z Julesem? Rzucił posadę 

u Boeinga, żeby pracować dla niej. Nie ma co liczyć, że Landon 

przedłuży z nim umowę. Mogłaby go zatrzymać przy sobie, ale w 

jakiej roli? Osobistego stylisty? Jules by tego nie zniósł.

Dziesięć po jedenastej zadzwonił telefon stojący na szafce nocnej. 

Tyson. Spotykali się po każdym meczu — u niej albo u niego. Nie 

podniosła   słuchawki.   Włączyła   telewizor,   odnalazła   kanał 

sportowy i dowiedziała się, że Chinooki przegrały trzeci mecz w 

background image

dogrywce i pojedynek ma się dalej toczyć w Pittsburghu.

O piątej nad ranem Tyson zadzwonił znowu. Faith domyślała się, 

że zaraz wsiądzie z drużyną do samolotu. Wiedziała, że prędzej 

czy później będzie musiała się z nim spotkać. I powiedzieć, że już 

się nie zobaczą. Ale potrzebuje więcej czasu. Żeby samej się z tym 

pogodzić i wymyślić jakieś przekonujące kłamstwo.

Tego dnia wmówiła matce, że bardzo boli ją gardło i ma wysoką 

gorączkę. Wyglądała fatalnie, więc nietrudno było w to uwierzyć. 

Przeleżała cały dzień w łóżku, a wieczorem samotnie obejrzała 

czwarty mecz, który wygrała drużyna Chinooków.

Tyson dzwonił i wieczorem, i  następnego dnia  rano. Nagrywał 

wiadomości na automatyczną sekretarkę, ale ona nie oddzwaniała. 

Odwiedził ją Jules i na pewno zasłużyła na Oscara, odgrywając 

chorą. A przynajmniej na nagrodę Emmy. Powiedziała, że tego 

wieczoru z loży w Key Arena skorzysta rodzina Landona, a on i 

jej matka  będą musieli  zająć  miejsca  w sektorze  dla zwykłych 

zjadaczy chleba. Skłamała, że obiecała to Virgilowi, ale Jules jej 

nie uwierzył. Wciąż pytał, czy stało się coś, o czym powinien 

wiedzieć. A ona wciąż powtarzała, że nie.

Tego   wieczoru,   gdy   Landon   z   rodziną   siedział   w   loży   dla 

właściciela drużyny, Faith oglądała piąty  mecz  w salonie kilka 

przecznic dalej. Chinooki przegrały w dogrywce. To sprawiło jej 

dodatkowy ból, ale jeszcze bardziej cierpiała, słysząc, że dzwoni 

background image

telefon,   bo   wiedziała,   że   to  Tyson.   Nie   sądziła,   że   można   tak 

cierpieć, ale w ciągu następnych dni przekonała się, że była w 

błędzie. Tyson przestał dzwonić, co było jeszcze bardziej bolesne 

niż   słuchanie   gniewnych   wiadomości,   jakie   zostawiał   na 

sekretarce,   a   Chinooki   przegrały   szósty   mecz   —   znowu   w 

dogrywce. Jej drużyna najwyraźniej nie dawała sobie rady i Faith 

nic nie mogła na to poradzić.

Siódmy,   ostatni   mecz,   miał   być   rozegrany   w   Key  Arena   przy 

pełnej widowni, ale bez Faith wśród publiczności.

Następnego dnia rano po porażce Chinooków w Pittsburghu Faith 

brała prysznic i myła zęby. Została sama, bo matka była z Pavlem, 

pewnie   u   Tysona.   Zerknęła   na   wyświetlacz   telefonu,   ale 

zobaczyła, że Tyson nie dzwonił. I tak by nie odebrała. Może już 

doszedł   do   siebie.   Zamknął   ten   rozdział   i   zaczął   następny.   I 

dobrze. Tego właśnie chciała, choć nie tak szybko.

Około dziesiątej zadzwonił domofon.

— Jeśli mnie nie wpuścisz — usłyszała głos Tysona, który był nie 

tylko zmęczony, ale przede wszystkich wzburzony — zadzwonię 

na   policję   z   informacją,   że   w   budynku   podłożono   bombę,   i 

wszyscy zostaną ewakuowani. — Na dźwięk jego głosu jej serce 

mocniej zabiło.

— Blefujesz.

background image

— Weź parasolkę. Pada deszcz.

Wiedziała, że i tak kiedyś będzie musiała z nim porozmawiać. 

Liczyła jednak, że nastąpi to trochę później.

—   Dobrze.   —   Niespełna   minutę   później   stanął   w   drzwiach. 

Sprawiał wrażenie zmęczonego i wściekłego, mimo to wyglądał 

świetnie i serce jej zamarło.

— Nic nie wskazuje na to, że jesteś umierająca. — Ściągnął brwi. 

— Dlaczego mnie unikasz?

—   Wejdź.   —   Odwróciła   się,   a   on   wszedł   za   nią   do   pokoju. 

Pebbles   zaczęła   podskakiwać   i   szczekać,   żeby   zwrócić   jego 

uwagę, i Faith musiała wyprowadzić ją na taras. Zamknęła drzwi. 

Przyszło jej na myśl, że pies może skoczyć w dół, ale ostatnio nie 

sprzyjało jej szczęście. Bojąc się, że nie wytrzyma, odwróciła się i 

powiedziała:

— Nie możemy się już spotykać.

Tyson oparł ręce na biodrach i spojrzał na nią z przeciwnej strony 

pokoju.

— Dlaczego?

Ręce lepiły jej się od potu, a w piersi czuła nieznośny ból, jednak 

zamiast podbiec do niego i rzucić mu się na szyję, założyła ręce na 

piersi. Poprzedniego wieczoru wymyśliła niezłe kłamstwo. Mające 

związek z Virgilem.

— Bo jestem wdową. — To nie koniec. Jest dalszy ciąg.

background image

— Byłaś wdową przez kilka ostatnich tygodni i w niczym ci to nie 

przeszkadzało. — Spojrzał na jej dłoń. — Gdzie twoja obrączka?

Cholera.

— Zdjęłam ją w łazience. — Hm, kiepskie wytłumaczenie. Nie 

potrafi dobrze kłamać, gdy on tak świdruje ją wzrokiem. Gdzie się 

podziewa Layla, gdy jej potrzebuje?

—   Wiele   razy   brałaś   u   mnie   prysznic   z   obrączką   na   palcu. 

Kombinuj dalej.

Poza tym Pebbles zaczęła dobijać się do drzwi. Faith przełknęła 

ślinę, bo zaschło jej w gardle.

— Nie mogę dłużej być z tobą. Czuję się nie w porządku. — 

Pebbles zaszczekała i uderzyła łebkiem w szybę. — Popełniliśmy 

błąd.  Ty   powinieneś   był   skupić   się   na   hokeju,   a   ja   na   swoich 

sprawach. — Pies znowu skoczył na szybę i Faith wiedziała, jak 

się czuje. Traci nad sobą panowanie. Znów spojrzała na Pebbles i 

krzyknęła: — Przestań!

Spojrzała   na   Tysona,   na   jego   piękne   niebieskie   oczy.   Miała 

rozdarte serce.

— Nie mogę już dłużej cię kochać. Proszę, odejdź, zanim Pebbles 

się zabije.

Opuścił ręce. Ale zamiast wyjść, popatrzył na nią przez chwilę, a 

potem zapytał:

— Jak to: dłużej?

background image

— Słucham?

— Powiedziałaś, że nie możesz mnie już dłużej kochać. Wpadka.

— Miałam na myśli to, że nie mogę dłużej być z tobą.

— Miałaś na myśli coś innego.

Przeszła   przez   pokój   do   drzwi.   Musi   nakłonić   go   do   wyjścia, 

zanim całkiem się przy nim rozsypie.

— Nie kocham cię i nie mogę z tobą być.

Gdy go mijała, chwycił ją za rękę i spojrzał jej w twarz.

—  Wciąż   mówisz   o   miłości.   Kogo   chcesz   okłamać,   mnie   czy 

siebie?

Chciała mu się wyrwać, ale bezskutecznie.

— Przestań.

— Próbowałem. — Przyłożył dłoń do jej policzka. — Ale nie 

potrafię. — Przytknął czoło do jej czoła. — Te ostatnie dni, kiedy 

nie wiedziałem, co się z tobą dzieje, były piekłem.

— Nic mi nie jest.

— Ale mnie jest.

Pocałował ją lekko i musiała zaczerpnąć powietrza.

— Tysonie, musisz odejść.

— Jeszcze nie teraz. — Pocałował ją namiętnie i poczuła, że ten 

pocałunek przenikają całą. Rozpala ogień w jej piersi i brzuchu. 

background image

Stała bez ruchu, o ile było to możliwe, starając się nie dotykać go 

ani nie oddawać pocałunku.

— Potrzebuję cię — szepnął.

Podniosła ręce, ale zaraz je opuściła, zanim uległa pokusie, żeby 

objąć go po raz ostatni. Z jej piersi wyrwał się szloch.

Tyson ujął jej twarz w obie dłonie i długo ją całował. Po chwili 

prawdziwej  męki  położyła  mu  ręce  na  ramionach i  przychyliła 

głowę. Nie mogła się powstrzymać. Nie mogła zapanować nad 

szybkim biciem serca ani wzbierającym w niej pragnieniem i w 

końcu się poddała.

Z jego gardła wydobył się jęk rozkoszy i satysfakcji. Poczuła w 

ustach jego język i ten pocałunek zaspokoił wszystkie pragnienia 

jej duszy. Głód ciała, wszystkich tych miejsc, które go kochały i 

do niego tęskniły. Wreszcie uniósł głowę i spojrzał jej w oczy.

— Co to miało znaczyć? Dlaczego mnie unikałaś? — Delikatnie 

pogłaskał ją kciukami po policzkach. — Tylko tym razem, proszę, 

mów prawdę.

Za bardzo go kocha, żeby mu powiedzieć.

— Nie mogę.

— Możesz powiedzieć mi wszystko. Pokręciła głową.

— Nie.

— Znalazłaś sobie kogoś innego?

— Nie!

background image

Przymknął oczy, a kiedy je otworzył, widać w nich było ulgę.

— To o co chodzi?

— Lepiej, żebyś nie wiedział.

— Może sam to ocenię.

Znowu pokręciła głową i zebrało jej się na płacz.

— Nie możemy tego po prostu zostawić? Uwierz mi na słowo: 

lepiej, żebyś nie wiedział. — Gdzie podziała się Layla, gdy jest 

potrzebna jak nigdy? Twarda Layla. Ta, która umie odpowiadać na 

nieprzyjemne pytania i wymyślać zręczne kłamstwa.

Założył ręce przed sobą — uparty, wojowniczy hokeista.

— Nie wyjdę, dopóki mi nie powiesz.

Wyjdzie,   gdy   mu   powie.   Odejdzie.   Może   zły,   ale   usłyszy 

odpowiedź.

— Landon zrobił nam zdjęcia — wyznała wreszcie.

Opuścił ręce i uniósł brew.

— Syn Virgila? Kiwnęła głową.

— Muszę sprzedać mu drużynę, bo inaczej wyśle je do prasy i 

umieści na billboardach, jak nasze zdjęcia reklamowe.

— Chcesz sprzedać mu drużynę?

— Nie mam wyjścia.

Ulgę w jego oczach zastąpił gniew.

— Jasne — syknął.

Znała   ten   błysk.   Widziała   go   na   telebimach,   gdy   patrzył   na 

background image

przeciwnika w narożniku.

— Naprawdę.

Cofnął się o krok i wciągnął powietrze przez nos. Pebbles znowu 

skoczyła na drzwi, więc otworzył je i wpuścił psa do środka.

— Masz wyjście. Coś wymyślę.

— Nic na to nie poradzisz. On to zrobi. Nie blefuje. Zniszczy nas, 

żeby dopiąć swego.

— Nie może mnie zniszczyć, Faith. — Pogroził palcem Pebbles, 

która podskakiwała na tylnych łapkach. — Siadaj na tyłku!

Pies   przestał   szczekać   i   usiadł.   Faith   byłaby   pod   wrażeniem, 

gdyby nie miała ważniejszych spraw na głowie.

— Zamierzał cię sprzedać, ale chyba go przekonałam, że mnie 

rzuciłeś. Więc być może zrezygnował z tego pomysłu. Dlatego 

niedobrze,   że   tu   przyszedłeś.   Musisz   wyjść.   Wymknij   się 

ukradkiem, na wszelki wypadek.

Spodziewała się, że Tyson będzie jej wdzięczny, ale zamiast tego 

jeszcze bardziej zmrużył oczy.

— Zamierzałaś to przede mną  zataić?  Znowu zachciało jej  się 

płakać.

— Uhm.

Zapytał z lodowatym spokojem:

— Dlaczego, u licha? Wydawało jej się, że to oczywiste.

— Bo masz w tej chwili inne problemy.

background image

— Co ty sobie wyobrażałaś? Że się poświęcisz i oddasz drużynę 

hokejową?

Otarła łzę, która spłynęła jej z oka.

— Wiem, jak ważne jest dla ciebie zdobycie pucharu.

— A nie sądzisz, że ty jesteś ważniejsza? Opuściła ręce.

— Chyba nie — odpowiedział sam sobie i machnął rękami, jakby 

był na kogoś wściekły. Nie, nie na kogoś. Na nią. — Nie masz o 

sobie najlepszej opinii. A może nie o sobie, tylko

mnie, co?

— Mam bardzo dobre zdanie o tobie. — Była zbita z tropu

i pokręciła głową. — Dlaczego jesteś na mnie zły?

— Dlaczego? — zapytał z niedowierzaniem. — W ciągu ostatnich 

kilku   dni   przechodziłem   piekło.   O   mało   nie   pobiłem   twojego 

asystenta,   bo   się   z   tobą   widział,   a   ja   nie.   Zamartwiałem   się, 

denerwowałem, wściekałem, a przecież można było tego uniknąć.

Teraz z kolei ona spojrzała na niego z niedowierzaniem. O mało 

nie pobił biednego Julesa.

— Jak to?

— Powinnaś mi była o tym powiedzieć. Pozwolić, żebym się tym 

zajął.   To   także   moja   sprawa.   Naprawdę   przypuszczałaś,   że 

pozwolę   ci   sprzedać   drużynę,   żeby   ratować   własny   tyłek? 

Potwierdziła skinieniem głowy i wyjaśniła:

background image

— Przez pięć lat Virgil troszczył się o mnie. Przyszła pora, żebym 

ja się o kogoś zatroszczyła. Tyson zaśmiał się gorzko.

— Troszczysz się o mnie?

— Żebyś wiedział.

— Skoro uważasz, że musisz się o mnie troszczyć, to co ze mnie 

za facet?

Nie bardzo rozumiała, o co mu chodzi. Wytłumaczył jej:

— Wychodzi na to, że jestem jakimś słabeuszem.

— Nie ma o czym mówić. — Uratowała mu skórę, a on martwi 

się, że może wyjść na słabeusza? To się nazywa wdzięczność. — 

Właśnie podpisałam list intencyjny.

— O ile dobrze pamiętam, podpisałaś go już wcześniej, a potem 

się wycofałaś. — Podszedł do niej. — Ufasz mi?

— Jak to?

— Ufasz mi, Faith?

Wydawało się, że to dla niego ważne, więc odpowiedziała:

— Tak.

Wsadził rękę do kieszeni spodni i wyjął kluczyki.

— To przyjdź jutro na siódmy mecz z łyżwami.

— Landon odebrał mi lożę.

— To  nie  ma  znaczenia. Po  prostu weź  łyżwy  i  przyjdź. Jeśli 

wygramy, wyjedziesz na lodowisko.

— Co zamierzasz zrobić?

background image

— Jeszcze nie wiem. Jestem zbyt wkurzony, żeby myśleć trzeźwo, 

ale nikt bezkarnie nie będzie mi groził... ani moim bliskim. — 

Pokręcił głową.  —  I nie denerwuj mnie więcej. — Pocałował ją 

mocno i ruszył do drzwi.

— Bliskim? — Na jej ustach pojawił się uśmiech. I rozświetlił 

pustkę, w której ostatnio żyła. Pobiegła za, nim. — Jestem dla 

ciebie kimś bliskim?

— To przecież jasne. — Wyszedł z mieszkania i skierował się do 

windy. — I na miłość boską, nie podpisuj już żadnych papierów, 

które przyśle ci Landon... dobrze?

Rozdział 19

Z   głośników   w   wielkiej   hali   popłynęły   dźwięki  We   Are   the 

Champions,  które   zlały   się   z   okrzykami   i   tupaniem   czternastu 

tysięcy kibiców zebranych w Key Arena. Gwar ucichł, gdy Tyson 

wjechał na lód. Spojrzał na lożę dla właściciela i rodzinę Duffych, 

siedzących w niej, jakby miała do tego prawo. Poczuł gniew i 

mimowolnie   ściągnął   brwi   na   widok   człowieka,   który   kazał 

śledzić   jego   i   Faith.   Który   wynajął   kogoś,   żeby   zrobił   im 

kompromitujące zdjęcia. I który zamierza zrujnować im życie.

Landon   mógł   zastraszyć   Faith,   ale   Tyson   nie   należy   do   ludzi, 

którzy boją się gróźb. Miał już do czynienia z potężniejszymi i 

background image

niebezpieczniejszymi przeciwnikami niż Landon Duffy i jeszcze z 

żadnym   z   nich   nie   przegrał.   Z   nim   też   nie   zamierzał.   To 

najważniejsza rozgrywka w jego życiu i dobrze skalkulował swoje 

szanse. Poza zabiciem Landona ma  tylko jedno wyjście. Jedno 

jedyne.

Musi   zdobyć   Puchar   Stanleya.   I   to   w   trakcie   meczu,   nie   w 

dogrywce. Pittsburgh wygrał ostatnie trzy mecze w dogrywkach.

Tyson   przejechał   dwa   razy   przed   kołem   wznowień,   po   czym 

przekroczył jego linię. Po raz siódmy w ciągu ostatnich dwóch 

tygodni stanął naprzeciwko Sidneya Crosby'ego. Sid „Dzieciak" 

miał dwadzieścia dwa lata i mleko pod nosem. Ale mimo młodego 

wieku i meszku na twarzy, który w niczym nie przypominał brody, 

był doskonałym hokeistą. Miał mocne uderzenie, potrafił szybko 

jeździć i należał do pięciu czołowych zawodników NHL.

— Jesteś przygotowany na przegraną, mały? — zapytał Ty.

— Skopię ci tyłek, staruszku. Tyson się roześmiał.

— Mam więcej włosów na jajach niż ty na całej buzi, Dzieciaku.

Zajął pozycję i czekał na pierwszy tego wieczoru rzut. Faith siedzi 

gdzieś na widowni, ale nie zamierzał w tej chwili o tym myśleć. 

Jeśli wszystko ma pójść tak, jak zaplanował, musi skoncentrować 

się na meczu. Później przyjdzie pora na inne rzeczy.

Arbiter rzucił krążek. Zaczęła się gra. Obie drużyny zjawiły się tu, 

żeby   wygrać.   Obie   za   wszelką   cenę   chciały   zdobyć   najwyższą 

background image

nagrodę i Tyson wiedział, że nie będzie to łatwy mecz.

W pierwszej tercji, dzięki skoordynowanej akcji Chinooków pod 

bramką   przeciwników,   Daniel   strzelił   gola,   ale   „Dzieciak" 

wyrównał  wynik kilka  sekund przed pierwszą  przerwą. Obawy 

Tysona się potwierdziły — zapowiada się ostra gra.

W   drugiej   tercji   napastnicy   Chinooków   przejęli   krążek   i 

prowadzili go przy bandzie. Tyson już w pierwszych sekundach 

dostrzegł   lukę   w   obronie   Penguinów   i   wykonał   strzał   do   ich 

bramki. Niestety, nie  trafił. Daniel  zdobył krążek, podał  go do 

Blake'a, a ten posłał go między nogi bramkarza. Gdy rozległ się 

gwizdek i z głośników ryknął  Rock and Roli Part Two,  Blake'a 

otoczyli koledzy, którzy zaczęli poklepywać go po plecach.

Tyson podjechał do ławki i napił się wody. Sędziowie rozmawiali 

pośrodku lodowiska, a na telebimie ukazała się powtórka ostatniej 

akcji.

Faith   jest   gdzieś   tam,   wśród   widzów.   Tyson   przełknął   ślinę   i 

przypomniał   sobie   ciężkie   chwile,   które   przez   nią   przeżył. 

Usłyszawszy o Landonie i o zdjęciach, niemal odetchnął z ulgą, 

bo   przychodziły   mu   do   głowy   gorsze   myśli.   Wyobrażał   sobie 

różne  rzeczy, począwszy  od tego, że Faith się  rozchorowała, a 

skończywszy na tym, że znudziła się nim i znalazła sobie kogoś 

innego. Jak dotąd nie spotkał kobiety, która obudziłaby w nim 

background image

takie uczucia jak Faith. Dzięki której miał poczucie, że jego życie 

stało   się   bogatsze.   Której   szukał   po   hali   pełnej   ludzi.   Której 

uśmiech powodował, że i on miał ochotę się uśmiechnąć.

Nie ma na tym świecie innej kobiety, która by doprowadziła go do 

takiej   rozpaczy   jak   Faith.   Nie   dzwonił   do   niej   przez   dwa   dni. 

Chciał o niej zapomnieć. Mówił sobie, że niepotrzebna mu baba, 

która go rozprasza. A potem, zanim się zreflektował, już był pod 

jej domem i zagroził, że zgłosi podłożenie bomby i konieczność 

ewakuacji budynku.

Może ojciec ma rację: może Tyson jest podobny do matki, nie do 

niego.   Nie,   jeśli   chodzi   o   stan   umysłowy,   choć   w   minionym 

tygodniu wręcz wariował. Może jego matka czuła do Pavla to, co 

on czuje do Faith. Głęboką miłość, która nie przemija.

Brookes podjechał do koła wznowień i Tyson otarł pot z czoła. W 

napięciu patrzył, jak krążek pada na lód i przejmuje go Crosby.

— Szybciej, chłopcy! — krzyknął do kolegów. Puchar Stanleya 

jest   już   w   hali   —   czeka   na   koniec   meczu,   na   uroczystość 

wręczenia go zwycięskiej drużynie. Tyson przez całe życie ciężko 

pracował, żeby znaleźć się w tym punkcie. Raz czy dwa był już 

blisko, ale nigdy dotychczas od wyniku meczu nie zależało tak 

wiele. Nie tylko to, czy jego nazwisko zostanie uwiecznione w an-

nałach   sportu.  Tego   wieczoru   gra   toczyła   się   o   coś   więcej   niż 

osiągnięcie tego, czego jego ojciec nigdy nie zdołał osiągnąć.

background image

Po   minucie  Tyson   przeskoczył   przez   bandę   i   zmienił   kolegę   z 

drużyny. Odebrał podanie od Logana i przekazał krążek dalej. Do 

końca   drugiej   tercji   pozostało   półtorej   minuty.   Tyson   przeciął 

lodowisko i zatrzymał zawodnika Penguinów przy bandzie. Został 

jednak zaatakowany od tyłu i oberwał w plecy, odwrócił się więc i 

walnął   w   czarny   kask.   Cios   okazał   się   skuteczny   i   napastnik 

drużyny   przeciwnej   upadł   na   lód.   Rozległ   się   gwizdek   i 

przepychanka   się   skończyła.   Przywołani   do   porządku   hokeiści 

uspokoili się, oprócz Sama, który wciąż szamotał się w narożniku 

z obrońcą Penguinów. Cała czwórka dostała cztery minuty kary i 

ostatnie sekundy drugiej tercji obserwowała z ławki.

— Przestań głupio narażać się na kary — rzucił do Sama Tyson, 

zajmując miejsce za szybą z pleksiglasu. — Wtedy może uda nam 

się wygrać.

— A ty co tu robisz? — odciął się Sam i splunął między łyżwy.

— Sędzia się pomylił.

— Jasne. Jak w moim przypadku.

Chociaż Chinooki wysłały na lód swoich najlepszych obrońców, 

żadna z drużyn przed przerwą nie zdołała zdobyć bramki.

W trzeciej tercji Penguiny wyrównały wynik i remis utrzymywał 

się przez długi czas. Tyson był wykończony. Nogi miał jak z gumy 

po długich szusach na lodzie i wypijał litry wody podczas krótkich 

przerw na odpoczynek. Jeszcze tego brakowało, żeby zarządzono 

background image

dogrywkę.

Usiadłszy   podczas   zmiany   na   ławce,   wytarł   twarz.   Pomyślał  o 

Faith   i   o   tym,   że   gotowa   była   zrezygnować   z   drużyny,   żeby 

ratować mu tyłek. Poprzedniego dnia dostał z tego powodu szału. 

Ale teraz musiał przyznać, że jest pod wrażeniem. Ktoś, kto gotów 

jest oddać drużynę hokejową wartą miliony  dolarów, musi  być 

naprawdę cholernie zakochany.

Spojrzał na zegar — do końca meczu pozostały już tylko dwie 

minuty — i wskoczył na lód.

Pittsburgh przystąpił do ataku i Chinooki skupiły się pod swoją 

bramką. Pół minuty przed końcem Blake zdobył krążek  i  Tyson 

ruszył do przodu. Blake podał do Vlada, a ten przekazał krążek Ty 

sonowi. Gdy zegar odliczał sekundy do  końca spotkania, Tyson 

zamachnął   się   i   posłał   krążek   do   bramki   Penguinów.   Ten 

przeleciał tuż obok ręki bramkarza i wpadł do siatki. Rozległ się 

sygnał na koniec meczu i rozpędzeni zawodnicy wpadali na siebie 

albo   się   przewracali.   W   hali   rozległy   się   trąbki.   Tysonowi 

dzwoniło w uszach od tego hałasu, serce  biło mu  jak szalone. 

Nabrał   powietrza,   upadł   na   kolana   pod   naporem   kolegów   i 

próbował powstrzymać łzy. Nie chciał rozpłakać się jak baba.

***

Faith   przeszła   przez   tunel   w   bluzie   Chinooków,   białej   krótkiej 

background image

spódniczce i złoto-różowych łyżwach, które dostała od Tysona. 

Usunęła   się   na   bok,   gdy   zawodnicy   z   Pittsburgha   wracali   do 

szatni. Dopiero po piętnastu minutach przedarła się przez tłum i 

stanowiska ochrony. Jej hokeiści otworzyli już butelkę szampana i 

gdy  stanęła  u  wylotu tunelu,  oblewali   się   nim.  Wszyscy  zdjęli 

kaski   i   włożyli   czapki   z   tytułem   mistrzów.   Faith   dostrzegła 

kapitana.   Tyson,   który   trzymał   wielką   butlę,   pociągnął   z   niej 

wielki haust, a potem potrząsnął nią i spryskał Sama oraz Blake'a. 

Na widok jego radości zrobiło jej się cieplej na sercu i do oczu 

napłynęły łzy. Nie miała pojęcia, jaki ma plan, poprosił ją tylko, 

żeby   po   meczu   wyjechała   na   lodowisko.   Rozmawiała   z   nim 

poprzedniego wieczoru i rano, ale nie chciał niczego zdradzić i 

zamiast tego za każdym razem pytał ją, jakiego koloru ma majtki.

Łzy   stoczyły   się   z   jej   rzęs,   gdy   rozwijano   czerwony   dywan. 

Mający trzy stopy wysokości Puchar Stanleya, wypolerowany, z 

wygrawerowanymi nazwiskami bohaterów, którzy go zdo-

byli, został wyniesiony na lód przez szefów Hockey Hall of Fame, 

Philipa   Pricharda   i   Craiga   Campbella,   którzy   mieli   na   sobie 

niebieskie   bluzy   i   białe   rękawice.   Była   tak   dumna   ze   swojej 

drużyny i z Tysona!

Dostojni  panowie   wręczyli   puchar   Tysonowi,   on   uniósł   tę 

najważniejszą nagrodę, a koledzy z drużyny skierowali na niego 

strumień   szampana.   Zaśmiał   się,   opuścił   rękę   z   ważącym 

background image

trzydzieści pięć funtów pucharem i go pocałował.

Kibice wpadli w euforię, gdy Tyson zaczął objeżdżać lodowisko z 

trofeum nad głową. Przez kilka przerażających sekund myślała, że 

o niej zapomniał, ale gdy przejeżdżał obok tunelu, spojrzał jej w 

oczy i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Puścił do niej oko, a potem 

przekazał puchar Danielowi. Gdy ocierał spryskaną szampanem 

twarz, reporter ESPN podsunął mu mikrofon.

— Jakie to uczucie wygrać dzisiejszy mecz? — zapytał.

— Wspaniałe — odparł Tyson i poprawił czapkę. — Wszyscy 

ciężko   pracowaliśmy   i   zasłużyliśmy   na   tę   nagrodę.   Drużyna 

musiała   pokonać   wiele   przeciwności,   ale   przez   to   staliśmy   się 

silniejsi. Żałujemy tylko, że nie ma z nami Bresslera.

— Co dało wam dzisiaj przewagę?

— Pittsburgh to doskonała drużyna. Nie poddawali się i walczyli 

do końca. Myślę, że po prostu graliśmy u siebie i nie mogliśmy 

przegrać na oczach naszych kibiców.

Sam   podszedł   z   tyłu   do   Faith.   W   ręku   miał   następną   wielką 

butelkę szampana, a w ustach trzymał niezapalone cygaro.

—   Może   pani   uwierzyć,   że   wygraliśmy,   pani   Duffy?   To 

niewiarygodne,   kurde!   —   Wyjął   cygaro   z   ust   i   usiłował 

bezskutecznie   przybrać   skruszoną   minę.   —   Przepraszam   za 

wyrażenie. Wyrwało mi się. Rozbawił ją.

— To zrozumiałe — odparła.

background image

Wskazał ruchem głowy lodowisko i puchar, który przechodził z 

rąk   do   rąk.   Każdy   z   zawodników   unosił   wysoko   i   cmokał 

wymarzoną nagrodę, a koledzy oblewali go szampanem.

— Przyjdzie pani do nas?

Spojrzała   ponad   ramieniem   Sama   na   Tysona,   który   wciąż 

odpowiadał na pytania reporterów.

— Za chwilę.

Gdy Sam odszedł, popatrzyła na lodowisko i publiczność, która 

wciąż siedziała na widowni. Potem przeniosła wzrok na pustą lożę 

i   przełknęła   ślinę,   bo   nagle   poczuła   gulę   w   gardle.   Nie 

przypuszczała, żeby Landon pojechał do domu.

Miała rację.

— Co tu jeszcze robisz, Laylo? — usłyszała za plecami jego głos.

Obejrzała się przez ramię.

— A  jak myślisz, Juniorze?  Patrzę, jak  moja  drużyna  świętuje 

zdobycie pucharu.

— To już nie jest twoja drużyna.

Spojrzała w jego zimne niebieskie oczy i poczuła, że wraca jej 

spokój. Zrobił jej to, co mógł najgorszego, i jakoś przeżyła. Ma 

stracić tego dnia Chinooków, ale nie straci mężczyzny, którego 

kocha.

— Jesteś nudny. — Westchnęła. — Ty i cała twoja rodzina.

background image

—   Jasny   gwint!   —   wykrzyknął   Blake,   idąc   z   Vladem   po 

następnego   szampana   i   cygara.   —Nie   wierzę,   że   to   zrobił!   — 

Spojrzał na Faith.

— Co takiego?

Wskazał Tysona i grupę reporterów, którzy go otaczali.

— Święty właśnie  ogłosił, że odchodzi. Że  to był jego ostatni 

mecz.

Faith otworzyła  z  wrażenia  usta  i  uniosła  wysoko brwi. Kiedy 

mówił,   że   zajmie   się   wszystkim   i   uratuje   drużynę,   ani   przez 

chwilę nie przyszło jej do głowy, że zrezygnuje z kariery.

— Tylko nie to — jęknęła.

— To niczego nie zmienia — odezwał się Landon. — Jeśli znowu 

zechcesz   się   wycofać,   wyślę   zdjęcia   do   wszystkich   gazet   w 

mieście.

Tyson   opuścił   reporterów   i   podszedł   do   niej   po   czerwonym 

dywanie.

— Nie pozwolę ci zrezygnować — powiedziała, gdy się do niej 

zbliżył.

— Co? — Zaśmiał się i wetknął jej w dłoń czapkę zdobywców 

pucharu. — Nie słyszę, co mówisz. — Gdy zauważył Landona, 

uśmiech zastygł mu na ustach. — Powiedziałaś mu, że jednak nie 

sprzedasz drużyny?

Pokręciła głową.

background image

—   Sprzeda,   sprzeda   —   rzucił   Landon.   —   Podpisała   już   list 

intencyjny.

—   Owszem,   tak   jak   poprzednio.   Jest   pan   biznesmenem,   panie 

Duffy, i wie pan, że z umowami tak bywa. Jeśli chce pan mieć 

drużynę   hokejową,   to   słyszałem,   że  Wild   być   może   będzie   na 

sprzedaż. Oczywiście to tylko plotka. Jak to, że Faith zamierza 

sprzedać panu Chinooków. Landon zacisnął szczęki.

— Zniszczę was oboje.

— Niech pan spróbuje. — Tyson wziął Faith za rękę i pociągnął ją 

na czerwony dywan.

Trzęsły jej się nogi i serce waliło w piersi, gdy jechała obok niego.

— Nie wierzę, że się śmiejesz. Kiedy mówiłeś, żebym ci zaufała, 

nie wspomniałeś, że zamierzasz się wycofać. Wróć tam i powiedz 

tym wszystkim dziennikarzom, że żartowałeś.

Położył jej rękę na plecach i zbliżył usta do jej ucha. I zamiast 

zrobić, co mu poleciła, szepnął:

— Kocham cię, Faith.

Pachniał   potem   i   szampanem.   Poczuła   jego   gorący   oddech   i 

zrobiło   jej   się   błogo.   Zachwiała   się   i   próbowała   odzyskać 

równowagę. Spojrzała w jego niebieskie oczy.

— Ja też cię kocham. Uśmiechnął się.

— Wiem.

— Kocham cię tak bardzo, że nie mogę pozwolić, abyś dla mnie 

background image

zakończył karierę.

Oderwał   od   niej   wzrok,   gdy   Marty,   człapiąc   w   ciężkim   stroju 

bramkarza, uniósł puchar nad głowę.

—  Grałem   w   hokeja   prawie   przez   całe   życie,   żeby   przeżyć   tę 

chwilę. Teraz, gdy nastąpiła, odkryłem, że to mi nie wystarcza. 

Chcę czegoś więcej. — Popatrzył na nią. — Chcę ciebie, już na 

zawsze.

Ona   też   tego   pragnęła.   Bardziej   niż   czegokolwiek   do   tej   pory. 

Bardziej niż pieniędzy, wielkich lśniących brylantów, z którymi 

wiązała poczucie bezpieczeństwa.

— Może  jest   jakiś inny   sposób, żebyśmy  byli   razem.  Pokręcił 

głową.

—   Nie,   to   całkiem   dobre   wyjście.   Chcę   zakończyć   karierę   w 

szczytowym   punkcie.   Nie   za   kilka   lat,   podczas   których   będę 

próbował   powtórzyć   dzisiejszy   sukces   tylko   po   to,   żeby   spaść 

niżej. Nie chcę być jak inni. Jak mój ojciec. To najlepszy moment.

— Jesteś pewny?

—  Tak.   —   Dotarli   do   końca   dywanu   i  Tyson   dodał:   —  A  to 

znaczy, że będę potrzebował pracy.

— Tak?

— Tak, a ponieważ umiem tylko grać w hokeja, chyba nie znajdę 

roboty.

— Widziałam na stacji benzynowej kartkę, że kogoś potrzebują.

background image

Zaśmiał się.

—   Pomyślałem,   że   może   przyda   ci   się   łowca   talentów.   — 

Zatrzymał się pośrodku lodowiska i ją objął. Widownia oszalała.

— Co robisz? — szepnęła, bo zabrakło jej tchu.

—   Daję   opinii   publicznej   materiał   do   plotek.   —   Pocałował   ją 

namiętnie   przed   kamerami   telewizji   państwowej.   W   obecności 

wszystkich Chinooków i czternastu tysięcy wiwatujących kibiców, 

aż   zakręciło   jej   w   głowie,   a   on   zyskał   pewność,   że   wszyscy 

rozumieli, co to znaczy. Wszyscy z wyjątkiem Sama.

— Teraz moja kolei.

Tyson pokręcił głową, wypuszczając Faith z objąć.

— Nawet o tym nie myśl.

Alexander Devereaux  uniósł puchar wysoko i wydał okrzyk a la 

Tarzan, a Logan potrząsnął następną butelką szampana. W oparach 

słodkiego złotego molta Tyson zbliżył usta do ucha Faith.

— Tego wieczoru czeka nas coś jeszcze lepszego.

— Co takiego?

— Ty i ja. Gorący prysznic i naprawdę niestosowne zachowanie.