background image

 

Rozdział dziesiąty 

„Rozbity” 

 

  NIE TRWAŁO DŁUGO, AŻ CAMI SKAPNĘŁA SIĘ, ŻE NIE  
jestem dziś dobrym towarzystwem. Trzymała piwa, kiedy 
podchodziła do mojego stałego stołka przy barze. Kolory od świateł, 
wirowały po ścianach, a muzyka była prawie wystarczająco głośna, 
żeby zagłuszyć moje myśli. 

  Moja paczka Marlboro była prawie pusta, ale nie to było powodem 
ciężkiego uczucia w klatce piersiowej. Kilka dziewczyn podchodziło i 
odchodziło, próbując nawiązać konwersacje, ale nie mogłem przestać 
patrzeć się na prawie spalonego papierosa między moimi palcami. 
Popiół był już tak długi, że to było kwestią czasu, aż spadnie, więc 
tylko wpatrywałem się w żar, starając się trzymać myśli od 
dziwnego ścieśnienia w żołądku, którego nie mogła zagłuszyć 
muzyka.  

  Kiedy tłum w barze się rozluźnił i Cami nie musiała poruszać się z 
prędkością tysiąca mil na godzinę, postawiła pustą szklankę przede 
mną i wypełniła ją do pełna Jim Beam. Wziąłem ją, ale ona złapała 
za moją czarną opaskę na ręce swoimi wytatuowanymi palcami z 
napisem „baby”.                                                                                                 
– Dobra, Trav. Mów.                                                                                                 
– Mów co? – spytałem, nieudolnie próbując wyrwać się jej.                        
Pokręciła głową.                                                                                              
– Chodzi o dziewczynę?                                                                    
Dotknąłem szklanki ustami, a następnie przechyliłem głowę, 

background image

pozwalając cieczy spalić moje gardło.                                                                      
– Jaką dziewczynę? 

  Cami przewróciła oczami.                                                                               
– Jaką dziewczynę? Serio? Jak myślisz z kim rozmawiasz?                          
– Dobra. W porządku. To Gołąbek.                                                                             
– Gołąbek? Żartujesz.                                                                       
Zaśmiałem się.                                                                                                     
– To Abby. Ona jest Gołąbkiem. Demonicznym gołąbkiem, który 
wdarł się w moją głowę, bym nie mógł myśleć logicznie. Nic już nie 
ma sensu, Cam. Każda reguła jaką kiedykolwiek miałem, łamie się 
jedna po drugiej. Jestem cipą. Nie…gorzej. Jestem Shep.                       
Cami się zaśmiała.                                                                                            
– Bądź miły.                                                                                                   
– Masz rację. Shepley jest dobrym facetem.                                                
– Bądź miły również dla siebie – powiedziała kładąc szmatę na 
ladzie i zataczając nią kółka.                                                                           
– Boże. Zakochanie się w kimś nie jest grzechem, Trav.  
Rozejrzałem się dokoła.                                                                                         
– Jestem zmieszany. Ty mówiłaś do mnie czy do Boga?                                         
– Mówię poważnie. Czujesz coś do niej. Więc co?                                           
– Ona mnie nienawidzi.                                                                                                  
– Nieprawda.                                                                                                        
– Nie, słyszałem ją dziś. Przypadkiem. Ona myśli, że jestem 
kanalią.                                                                                                             
– Powiedziała tak?                                                                                                                                 
–  Prawie.                                                                                                           
– Cóż, trochę jesteś.                                                                          
Zmarszczyłem brwi.                                                                                                 
– Dzięki za wszystko.                                                                             
Podparła swoje łokcie na barze.                                                                                   
– Biorąc pod uwagę twoje wcześniejsze zachowanie, nie zgodzisz się 
z tym? Chodzi mi o to, że… może dla niej nie będziesz. Może dla 
niej, będziesz lepszym człowiekiem.  

background image

  Nalała kolejnego drinka i nie dałem jej szansy, aby mi go zabrała z 
powrotem.                                                                                                               
– Masz rację. Byłem kanalią. Mogę się zmienić? Nie mam kurwa 
pojęcia. Prawdopodobnie nie dość, żeby na nią zasługiwać.                        
Cami wzruszyła ramionami, odstawiając butelkę z powrotem na 
miejsce.                                                                                                               
– Myślę, że powinieneś pozwolić, aby ona to oceniła.   

  Odpaliłem papierosa, mocno się zaciągając i wypuszczając mroczną 
smugę dymu.                                                                                                    
– Daj mi jakieś piwo.                                                                                          
– Trav, myślę, że masz już dość.                                                                         
– Cami, po prostu kurwa to zrób. 

   

      

 

 

 OBUDZIŁEM SIĘ WCZESNYM POPOŁUDNIEM. PROMIENIE 
słoneczne prześlizgiwały się przez żaluzje i moje powieki 
natychmiast się zamknęły. 

  Czułem w ustach połączenie porannego oddechu z substancjami 
chemicznymi i sikami kota. Nienawidziłem tego nieuniknionego 
skutku po nocy ostrego picia. Mój umysł zaczął szukać wspomnień z 
nocy, ale nie znalazł niczego. Była jakaś impreza, ale z kim lub 
gdzie było tajemnicą. 

  Spojrzałem w lewo, widząc, że poduszka jest ułożona. Abby już nie 
spała. Moje bose stopy powędrowały korytarzem i stwierdziłem, że 
śpi w fotelu. Zamieszanie sprawiło, że się zatrzymałem, a następnie 
poczułem panikę. Mój mózg zalany alkoholem, wciąż przekopywał 
moje myśli. Dlaczego ona nie spała w łóżku? Co takiego zrobiłem, że 
śpi w fotelu? Moje serce zaczęło bić szybciej, a potem zobaczyłem je: 
dwa puste opakowania po prezerwatywach. Kurwa. Ja pierdole! 

background image

Poprzednia noc zaczęła się o mnie obijać jak fala. Piłem więcej, te 
dziewczyny, kiedy powiedziałem, że możemy dobrze spędzić czas i 
ich entuzjastyczna aprobata. 

  Zakryłem twarz rękami. Ja je tu przyprowadziłem. Wziąłem je tu. 
Abby pewnie wszystko słyszała. O, Boże. Nie mogłem już tego 
spieprzyć bardziej. To było najgorsze. Jak tylko się obudzi, spakuje 
się i mnie zostawi.  

  Usiadłem na kanapie, z rękami, które dalej zakrywały moje usta i 
nos, patrzyłem jak śpi. Muszę to naprawić. Jak mam to naprawić? 
Jeden głupi pomysł za drugim przelatywał przez mój umysł. Czas 
uciekał. Tak cicho jak potrafiłem, pobiegłem do sypialni i zmieniłem 
ubranie, a następnie zakradłem się do pokoju Shepleya.  

  America przekręciła się, a Shep podniósł głowę.                                                                                               
– Co ty robisz, Travis? – szepnął.                                                                                      
– Muszę pożyczyć twój samochód na sekundę. Jadę po kilka rzeczy. 
– Okay…– powiedział zdezorientowany.                                                                   
Jego klucze zabrzęczały, kiedy wziąłem je z kredensu, a następnie 
się zatrzymałem.                                                                                                               
– Zrób mi przysługę. Jeśli ona się obudzi, zanim wrócę, zatrzymaj 
ją, okay?                                                                                                          
Shepley wziął głęboki oddech.                                                                                  
– Spróbuję, Travis…ale człowieku…ostatnia noc…                                                
– To było złe, prawda?                                                                                     
Wciągnął usta do siebie.                                                                                          
– Nie sądzę, że zostanie, kuzynie. Przykro mi.                                           
Skinąłem głową.                                                                                                          
– Po prostu spróbuj.  

  Ostatnie spojrzenie na twarz śpiącej Abby, zmotywowały mnie, 
żeby się pospieszyć. Charger ledwo nadążał za szybkością, którą 
chciałem mieć.  Czerwone światło zapaliło się, tuz przed tym jak 
dostałem się na rynek. Krzyczałem, uderzając w kierownicę.                             

background image

– Do jasnej cholery! Zmień się!                                                                                                                    
Kilka sekund później światło z czerwonego zmieniło się na zielone, a 
opony zakręciły się kilka razy, zanim samochód ruszył.  

  Z parkingu pobiegłem do sklepu, mając pełną świadomość, że 
wyglądam jak szaleniec, kiedy szarpnąłem za koszyk, odciągając go 
od reszty. Chodziłem między regałami, brałem rzeczy, które 
myślałem, że lubiła. Albo zapamiętałem, że jadła czy mówiła o nich. 
Różowa  gąbczasta rzecz wisząca na sznurku, na jednej z półek, też 
wylądowała w moim koszu.  

  Przeprosiny by jej nie zatrzymały, ale może gest. Może 
zobaczyłaby, jak mi przykro. Zatrzymałem się kilka stóp od kasy, 
czułem się beznadziejnie. Nic nie szło tak jak powinno.                                                      
– Proszę pana? Jest pan gotowy?                                                       
Pokręciłem głową przygnębiony.                                                                           
– Ja nie… ja nie wiem. 

  Kobieta obserwowała mnie przez chwilę, wtykając ręce w kieszenie 
białego, pracowniczego fartucha w żółte paski.                                                        
– Pomóc coś znaleźć?                                                                                              
Pchnąłem wózek do swojej kasy, bez odpowiedzi. Obserwowałem jak 
skanowała wszystkie ulubione produkty Abby. To był najgłupszy 
pomysł w historii głupich pomysłów i ta kobieta zamierzała się 
śmiać zemnie podczas pakowania.                                                                                      
– To będzie osiemdziesiąt cztery dolary i siedemnaście centów. 

  Po machnięciu moją kartą debetową, reklamówki były już w moich 
rękach. Przeszedłem przez parking i kilka sekund później jechałem 
z powrotem do mieszkania. 

  Brałem po dwa kroki na raz i przeszedłem przez drzwi. Shepley i 
Americia siedzieli na rogu kanapy. Telewizor był włączony, ale 
wyciszony. Dzięki, Bogu. Jeszcze spała. Walnąłem reklamówki na 
blat i zacząłem upychać w szafkach produkty.                                                        
– Dajcie znać kiedy Gołąbek się obudzi, okay? – zapytałem cicho.                

background image

– Mam spaghetti, albo naleśniki z truskawkami, albo tą cholerną 
owsiankę z czekoladą, lubi to, prawda Mare? – zapytałem 
odwracając się. 

 Abby nie spała, patrzyła na mnie z fotela. Miała rozmazany tusz 
pod oczami. Wyglądała tak, źle jak ja się czułem.                                           
– Hej, Gołąbku.                                                                                                   
Patrzyła przez chwilę, pustym spojrzeniem. Zrobiłem kilka kroków 
w głąb salonu, byłem bardziej zdenerwowany niż przed  moją 
pierwszą walką.                                                                                                          
– Jesteś głodna, Gołąbku? Zrobię ci naleśniki, albo… trochę tej 
owsianki. Kupiłem ci również tą różową piankę i suszarkę do 
włosów i …. poczekaj minutkę, mam to tam.                                             
Złapałem jedną z toreb, i wziąłem ją do sypialni, wysypałem 
zawartość na łóżko. Spojrzałem na różową piankę, którą myślałem, 
że lubi. Wpadła mi w oko spakowana, zapinana na zamek torba 
Abby, czekająca przy drzwiach. Mój żołądek się skurczył i znów 
poczułem karton w ustach. Poszedłem korytarzem, próbując 
utrzymać się w kupie.                                                                                                                        
– Spakowałaś swoje rzeczy.                                                                                            
– Wiem – powiedziała.                                                                
Fizyczny ból palił moją klatkę piersiową.                                                                 
– Odchodzisz.                                                                                                          
Abby spojrzała na Mare, która patrzyła się na mnie, jakby chciała 
mnie zabić.                                                                                                      
– Naprawdę spodziewałeś się, że zostanie?                                                                       
– Kochanie. – Shepley szepnął.                                                                                 
– Nie zaczynaj ze mną, Shep do cholery. Nie waż się go bronić. – 
America krzyknęła.                                                                               
Z trudem przełknąłem ślinę.                                                                               
– Tak mi przykro, Gołąbku. Nawet nie wiem, co powiedzieć.                                       
– Choć, Abby. – Mare powiedziała.                                                                          
Wstała i pociągnęła ją za rękę, ale Abby pozostała w pozycji 
siedzącej. Zrobiłem krok, ale America wskazała na mnie palcem.                   

background image

– Klnę się na Boga, Travis! Jeśli spróbujesz ją zatrzymać, obleję cię 
benzyną i podpalę, kiedy będziesz spał!                                                                   
– Americia. – Shepley, błagał.                                                                                 
To zmierzało w złym kierunku bardzo szybko.                                                  
– Nic, mi nie jest. – powiedziała Abby przytłoczona.                                                 
– Co to znaczy, że nic ci nie jest? – Shepley zapytał.                                        
Abby wywróciła oczami i spojrzała na mnie.                                                                     
– Travis, przyprowadził wczoraj w nocy dwie panienki z baru i co z 
tego?  

  Miałem zamknięte oczy, próbując ominąć ból. Mimo, że bardzo nie 
chciałem, żeby odeszła, nie przyszło mi do łowy, że będzie miała to w 
dupie.                                                                                                                     
America zmarszczyła brwi.                                                                                                   
– Hm, Abby. Mówisz, że cię to w ogóle nie obeszło?                                                     
Abby rozejrzała się po pokoju.                                                                                    
– Travis może przyprowadzać kogo chce. To jego mieszkanie. 
Przełknąłem gule, którą miałem w gardle.                                                          
– Więc się nie spakowałaś?                                                                         
Pokręciła głową i spojrzała na zegarek.                                                                           
– Nie, teraz muszę się rozpakować. Zjeść coś, wziąć prysznic i ubrać 
się – powiedziała idąc do łazienki.   

  America posłała mi śmiercionośne spojrzenie, ale zignorowałem ją 
i poszedłem do łazienkowych drzwi. Zapukałem lekko.                                    
– Gołąbku?                                                                                                               
– Tak? – powiedziała słabym głosem.                                                                 
– Zostajesz? – zamknąłem oczy, czekając na odpowiedź.                                          
– Mogę iść, jeśli chcesz, ale zakład to zakład.                                                   
Moja głowa opadła na drzwi.                                                                                               
– Nie chcę, ale nie zdziwiłbym się jeśli byś to zrobiła.                                       
– Mówisz, że jestem zwolniona z zakładu?                                            
Odpowiedź była prosta, ale nie chciałem jej zatrzymywać, jeśli ona 
by tego nie chciała. W tym samym czasie byłem zbyt przerażony, 
aby pozwolić jej odejść.                                                                                                             

background image

– Jeśli powiem „tak”, odejdziesz?                                                                                            
–  No, tak. Ja tu nie mieszkam głuptasie. – powiedziała.  
Usłyszałem mały uśmiech przez drewniane drzwi. 

  Nie mogłem stwierdzić czy była zdenerwowana, czy po prostu 
zmęczona po całej nocy w fotelu, ale jeśli to było to, nie ma mowy, 
żebym dał jej odejść. Nigdy bym już jej nie zobaczył.                                        
– Więc nie, zakład wciąż obowiązuje.                                                        
– Czy mogę wziąć, teraz prysznic? – spytała cichym głosem.                             
– Tak… 

  America weszła do przedpokoju i stanęła tuż przed moją twarzą.              
– Jesteś samolubnym draniem. – warknęła zatrzaskując drzwi do 
pokoju Shepleya za sobą. Poszedłem do sypialni, wziąłem jej 
ubrania i kapcie, a następnie wróciłem do łazienki. Najwyraźniej 
miała zamiar zostać, ale wytłumaczyć się nigdy nie zaszkodziło.                               
– Gołąbku? Przyniosłem twoje rzeczy.                                                                
– Zostaw je na zlewie. Wezmę je. 

  Otworzyłem drzwi i położyłem jej rzeczy na rogu zlewu, patrząc na 
podłogę.                                                                                                                       
– Byłem wściekły. Usłyszałem jak mówisz do Mare wszystko co jest 
ze mną nie tak i wkurzyłem się. Chciałem wyjść, wypić kilka 
drinków i postarać się zrozumieć pewne rzeczy, ale zanim się 
zorientowałem byłem kompletnie pijany, a te dziewczyny…                               
– przestałem mówić, starając się, żeby nie załamał mi się głos.                         
– Obudziłem się rano i ciebie nie było w łóżku, a kiedy znalazłem cię 
w fotelu i zobaczyłem te opakowania na podłodze, zrobiło mi się 
niedobrze.                                                                                                               
– Mogłeś poprosić mnie, żebym została, a nie wydawać fortunę w 
sklepie spożywczym, by mnie przekupić.                                                        
– Nie dbam o pieniądze, Gołąbku. Bałem się, że mnie zostawisz i już 
nigdy się do mnie nie odezwiesz.                                                                        
– Nie chciałam zranić twoich uczuć. – powiedziała szczerze.                                  
– Wiem, że nie. I wiem, że nie ma znaczenia co teraz powiem, bo 

background image

wszystko spieprzyłem … jak zawsze.                                                                             
– Trav?                                                                                                                        
–  Tak?                                                                                                                           
– Nie prowadź więcej po pijanemu, okay? 

  Chciałem powiedzieć coś więcej, przeprosić jeszcze raz, powiedzieć, 
że oszalałem na jej punkcie i to dosłownie doprowadza mnie do 
szału, bo nie wiem jak poradzić sobie z tym uczuciem, ale słowa nie 
przychodziły. Moje myśli skupiały się tylko na fakcie, że po tym 
wszystkim co się wydarzyło i co powiedziałem, ona jedyne co zrobiła,  
to skarciła mnie za prowadzenie po pijanemu.                                                     
– Dobrze. – powiedziałem zamykając drzwi. 

  Udawałem, że oglądam telewizję przez godzinę, podczas gdy Abby 
stroiła się w łazience i sypialni na imprezę bractwa, a następnie 
zdecydowałem się ubrać, zanim ona znów będzie potrzebować 
sypialni. 

  W szafie wisiała biała koszula, prawie bez zmarszczeń, więc 
wziąłem ją i dżinsy. Czułem się głupio, kiedy stałem przed lustrem z 
trudem zapinając guzik koło nadgarstka. W końcu się  poddałem i 
podciągnąłem rękawy do łokcia. To było bardziej do mnie podobne.  

  Przeszedłem przez przedpokój i ponownie usiadłem na kanapie. 
Słyszałem jak drzwi łazienki się zamykają i jak bose stopy Abby 
uderzają o podłogę. Mój zegarek ledwo się poruszał, i oczywiście nie 
było nic w telewizji, z wyjątkiem pogody i długo wyczekiwanym 
filmie o Slap Chop. Byłem zdenerwowany i znudzony. To nie jest 
dobre połączenie. Kiedy moja cierpliwość się skończyła, zapukałem 
do drzwi sypialni.                                                                                                                 
– Wejdź. – zawołała Abby po drugiej stronie drzwi. 

  Stała na środku pokoju, a para obcasów leżała obok niej. Zawsze 
była piękna, ale dzisiaj jej pojedyncze pasma włosów były ułożone. 
Wyglądała jak te dziewczyny z okładek czasopism o modzie, które 
można zobaczyć, stojąc w kolejce w sklepie spożywczym. Każda 

background image

część jej ciała była nawilżona i doprowadzona do perfekcji. Jej widok 
zwalił mnie z nóg. Wszystko, co mogłem zrobić, to stać oszołomiony, 
aż udało mi się skleić pojedyncze słowo.                                                              
– Wow.                                                                                                          
Uśmiechnęła się i spojrzała w dół na sukienkę. Jej słodki uśmiech, 
przywrócił mnie z powrotem do rzeczywistości.                                                
– Wyglądasz niesamowicie. – powiedziałem, będąc w stanie patrzyć 
w jej oczy. 

 Pochyliła się, żeby nałożyć jednego buta, a potem następnego. 
Obcisły, czarny materiał sukienki, przesunął się lekko w górę, 
odsłaniając jej uda tylko pół cala więcej. Abby stanęła i szybko 
przejechała po mnie wzrokiem.                                                                             
– Też, wyglądasz  nieźle.                                                                             
Schowałem ręce do kieszeni, odmawiając powiedzenia :  

Zakochuję 

się w tobie w tym momencie

 , albo czegokolwiek innego, co 

bombarduje teraz moje myśli. 

 Wystawiłem łokieć, a Abby go złapała, pozwalając, abym ją 
eskortował z sypialni do salonu.                                                                           
– Parker się posika, gdy cię zobaczy. – America powiedziała. Ogólnie 
America była dobrą dziewczyną, ale ja zobaczyłem jak potrafi być 
paskudna, kiedy jesteś po jej złej stronie. Starałem się nie popchnąć  
jej, kiedy wchodziliśmy do samochodu Shepleya. Przez całą drogę do 
Sig Tau, trzymałem usta zamknięte. 

   W chwili, gdy Shepley otworzył drzwi samochodu, mogliśmy 
usłyszeć głośną i nieprzyjemną muzykę z domu bractwa. Pary się 
całowały i migdaliły. Pierwszaki, próbowały zniwelować poziom 
uszkodzeń do minimum, a dziewczyny ostrożnie szły pod rękę po 
miękkiej trawie, próbując nie utonąć w swoich szpilkach.  

  Ja i Shepley szliśmy przodem, a Abby z Mare tuż za nami. 
Kopnąłem czerwony plastikowy kubek i przytrzymałem otwarte 

background image

drzwi. Po raz kolejny, Abby była totalnie nieświadoma mojego 
gestu.               

  Stos czerwonych kubków stał na blacie kuchennym koło beczki. 
Napełniłem dwa i jeden przyniosłem Abby. Pochyliłem się do jej 
ucha.                                                                                                                                 
– Nie bierz drinków od nikogo, oprócz mnie i Shepleya. Nie chcę, 
żeby ktoś ci coś dorzucił.                                                                             
Przewróciła oczami.                                                                                            
– Nikt mi nic nie dorzuci, Travis.                                                          
Najwyraźniej nie znała, niektórych ludzi z bractwa.  Słyszałem 
różne historie, o nikim w szczególności. Co było dobrą rzeczą, bo 
jeśli bym jakiegoś złapał, spuściłbym mu łomot bez wahania.                            
– Po prostu nie pij niczego, od kogoś innego, niż ode mnie, dobrze? 
Nie jesteś już w Kansas, Gołąbku.                                                                     
– Słyszałam to już wcześniej. – warknęła, przechylając głowę to 
tyłu, wypijając pół kubka, zanim zdążyłbym jej go zabrać. 

  Stanęliśmy w przedpokoju, próbując udawać, że wszystko było 
świetnie. Kilku moich kolegów z bractwa, zatrzymało się by 
pogadać, tak jak studentek, ale szybko je spławiłem, mając nadzieje, 
że Abby tego nie zauważyła. Na szczęście, nie.                                                 
– Chcesz zatańczyć? – spytałem, łapiąc za jej ręce.                                                 
– Nie, dzięki. – powiedziała.                                                                                      
Nie mogłem jej winić, po tej nocy. Byłem szczęśliwy, że w ogóle się 
do mnie odzywa. Jej cienkie palce, dotknęły mojego ramienia.                      
– Jestem, po prostu zmęczona, Trav. 

  Położyłem swoją rękę na jej, gotowy by znów przeprosić, aby 
powiedzieć, jak bardzo nienawidzę siebie za to co zrobiłem, ale jej 
oczy skierowały się na kogoś za mną.                                                                  
– Hej, Abby! Dotarłaś!                                                                                                   
Moje włosy na karku stanęły dęba. Parker Hayes. 

background image

  Oczy Abby rozjaśniły się, i wyciągnęła rękę spod mojej, jednym 
szybkim ruchem.                                                                                                              
– Tak, jesteśmy tu już od około godziny.                                                                    
– Wyglądasz niesamowicie. – krzyknął.                                                                                           
Spojrzałem na niego groźnie, ale był zbyt zaabsorbowany Abby, żeby 
to zauważyć                                                                                                             
– Dziękuję. – uśmiechnęła się.                                                                               
Zauważyłem, że nie jestem jedynym, który sprawia, że się tak 
uśmiecha i nagle, musiałem starać się utrzymać mój temperament 
w ryzach.  Parker skinął głową w stronę salonu i uśmiechnął się.                     
– Zatańczysz?                                                                                                                                         
– Nie, jestem trochę zmęczona.  

  Ulga odrobinę stłumiła mój gniew. Nie chodziło o mnie, ona 
naprawdę była zmęczona i dlatego nie chciała tańczyć. Jednak po 
chwili znów, wrócił gniew. Była zmęczona, bo przez pół 
wysłuchiwała dziewczyn, które przyprowadziłem do domu, a drugie 
pół, spała w niewygodnym fotelu. Teraz Parker pojawił się tutaj, jak 
rycerz w srebrnej zbroi. Zawsze to robił. Podły drań.    

  Parker spojrzał na mnie niewzruszony moją miną.                                       
– Myślałem, że nie przyjdziesz.                                                                         
– Zmieniłem zdanie. – odpowiedziałem, bardzo starając się go nie 
pobić.                                                                                                                   
– Zauważyłem. – powiedział patrząc na Abby.                                                          
– Chcesz zaczerpnąć trochę świeżego powietrza?                                          
Kiwnęła głową  i poczułem się, jakby ktoś wypuścił ze mnie całe 
powietrze. Patrzyłem jak zatrzymuje się by wziąć ją za rękę, kiedy 
wchodzili na drugie piętro. Kiedy dotarli na górę, Parker otworzył 
drzwi balkonowe. 

 Abby zniknęła i zacisnąłem zamknięte oczy, próbując zagłuszyć 
krzyk w mojej głowie. Wszystko we mnie mówiło, żebym poszedł i 
zabrał ją stamtąd. Chwyciłem się poręczy, żeby tego nie zrobić.                     
– Wyglądasz na wkurzonego. – powiedziała America, dotykając 

background image

mojego kubka swoim.                                                                                            
Moje oczy się otworzyły.                                                                                        
– Nie, dlaczego?                                                                                      
Skrzywiła twarz.                                                                                                    
– Nie kłam. Gdzie jest Abby?                                                                                    
–  Na górze. Z Parkerem.                                                                                      
– Oh.                                                                                                                         
– Co to ma znaczyć?                                                                                        
Wzruszyła ramionami. Była tu tylko trochę ponad godzinę, a już 
miała znajomy pijacki błysk w oku.                                                                               
– Jesteś zazdrosny.                                                                                    
Czułem się niekomfortowo, kiedy ktoś poza Shepleyem był taki 
bezpośredni ze mną.                                                                                               
– Gdzie Shep?                                                                                             
Przewróciła oczami.                                                                                             
– Wypełnia razem z pierwszakami swoje obowiązki.                                               
– Przynajmniej nie musi tu zostawać i sprzątać.                                                 
Wzięła kubek do ust i pociągnęła łyk.                                                                
– Więc jesteś?                                                                                                     
–  Jestem co?                                                                                                          
– Zazdrosny?                                                                                         
Zmarszczyłem brwi. America nie była zazwyczaj taka okropna.                      
– Nie.                                                                                                                     
– Numer dwa.                                                                                                           
– Co?                                                                                                                                 
– To już kłamstwo numer dwa.                                                              
Rozejrzałem się. Shepley mógłby mi teraz pomóc.                                                    
– Naprawdę spieprzyłeś zeszłej nocy. – powiedziała, jej oczy nagle 
zrobiły się czyste.                                                                                                   
– Wiem.                                                                                                     
Zmrużyła oczy, patrząc na mnie tak intensywnie, że omal się nie 
skurczyłem. America Manson, może i była niską blondynką, ale 
potrafiła być straszna jak skurwysyn, kiedy tego chciała.                          
– Powinieneś dać sobie spokój, Trav. – popatrzyła na szczyt 

background image

schodów.                                                                                                                 
– Ona myśli, że tego chce. 

  Zacisnąłem zęby. Właściwie już to wiedziałem, ale strasznie było 
usłyszeć to od Americi. Wcześniej myślałem, że nie ma problemu, ze 
mną i Abby i, że to w jakiś sposób oznaczało, że nie jestem chujem w 
całym tego słowa znaczeniu.                                                                                           
– Wiem.                                                                                                         
Uniosła brwi .                                                                                                       
– Nie sądzę.                                                                                                      
Nie odpowiedziałem, starając się unikać kontaktu wzrokowego.                   
Złapała mnie ręką za brodę, gniotąc moje policzki.

                                                    

– Naprawdę?                                                                                                             
Chciałem coś powiedzieć, ale jej palce, teraz ściskały moje usta. 
Szarpnąłem się i odrzuciłem jej rękę.                                                                
– Prawdopodobnie nie. Nie jestem znany z robienia właściwych 
rzeczy.                                                                                                                  
America obserwowała mnie przez kilka sekund, a następnie 
uśmiechnęła się.                                                                                               
– Więc, dobrze.                                                                                                          
– Co?                                                                                                             
Uderzyła mnie w policzek i wskazała na mnie.                                               
– Ty Mad Dog, jesteś dokładnie tym, przed czym przyjechałam tu ją 
chronić. Ale wiesz co? Wszyscy jesteśmy zepsuci na swój sposób. 
Nawet z tym twoim epickim temperamentem, możesz być dokładnie 
tym, czego ona potrzebuje. Masz jedną szansę. – powiedziała 
trzymając palec cal od mojego nosa.                                                                                         
– Tylko jedną. Nie zmarnuj jej…wiesz…tak jak zwykle.                            
Oddaliła się i zniknęła w głębi korytarza. To było dziwne. 

    Impreza przebiegała tak jak zwykle: jakiś dramat, walka lub 
dwie, dziewczyny w stanikach, kłócące się pary i amatorzy, którzy 
rzygają gdzie popadnie. 

background image

  Moje oczy powędrowały na szczyt schodów, więcej razy niż 
powinny. Mimo, że dziewczyny praktycznie prosiły mnie, bym 
zabrał je do domu, pilnowałem, żeby nie wyobrażać sobie Abby i 
Parkera schodzących razem, lub gorzej, jak on wywołuje u niej 
śmiech.                                                                                                                                
– Hej, Travis. – zawołał za mną piskliwy głos.                                                    
Nie odwróciłem się, ale nie trwało długo, nim dziewczyna sama do 
mnie podeszła.                                                                                                           
– Wyglądasz na znudzonego. Myślę, że potrzebujesz towarzystwa.               
– Nie nudzę się. Możesz iść. – powiedziałem, znów patrząc na 
schody. 

  Abby stanęła na szczycie, odwracając się.                                                            
Dziewczyna obok mnie zachichotała.                                                                                                               
– Jesteś taki zabawny.                                                                                                  
Abby wyminęła mnie, i przeszła przez pokój, do Americi. Ruszyłem 
za nią, zostawiając pijaną dziewczynę, gadającą ze sobą.                                  
– Bawcie się dalej beze mnie. – powiedziała, Abby z wyważonym 
podekscytowaniem. – Parker zaproponował, że odwiezie mnie do 
domu.                                                                                                                      
– Co? – powiedziała America, jej zmęczone oczy wyglądały jak dwa 
ogniska.                                                                                                               
– Co? – powiedziałem, niezdolny do powstrzymania mojego 
rozdrażnienia.                                                                                                
America się odwróciła.                                                                                                                                        
– Jakiś problem?                                                                                           
Spojrzałem na nią. Doskonale wiedziała, jaki mam problem. 
Wziąłem Abby pod łokieć i pociągnąłem ją za róg.                                            
– Nawet go nie znasz.                                                                                  
Abby wyszarpnęła swoją rękę.                                                                                   
– To nie twoja sprawa, Travis.                                                                              
– Do diabła, jeśli tak nie jest. Nie pozwolę, żeby odwoził cię do domu 
zupełnie obcy człowiek. Co jeśli będzie czegoś próbował?                                   
– I dobrze! Jest fajny!                                                                                              

background image

Nie mogłem w to uwierzyć. Ona naprawdę poleciała na tę jego 
gierkę.                                                                                                                          
– Parker Hayes, Gołąbku? Naprawdę?  Parker Hayes. Co to w ogóle 
za imię?                                                                                                    
Skrzyżowała ramiona i uniosła podbródek.                                                            
– Przestań, Travis. Zachowujesz się idiotycznie.                                         
Pochyliłem się wściekły.                                                                                        
– Zabiję go jeśli cię dotknie.                                                                                   
– Podoba mi się.                                                                                 
Przypuszczałem, że została oszukana, ale co innego słyszeć takie coś 
jak: „ Podoba mi się” z jej ust. Była zbyt dobra dla mnie. Cholera, 
była też, z pewnością zbyt dobra dla Parkera.  Dlaczego w ogóle się 
nad tym zastanawiasz, idioto? Moja twarz napięła się w reakcji na 
złość płynącą w żyłach.                                                                                                  
– Dobrze. Ale jeśli będzie chciał przelecieć cię na tylnym siedzeniu 
swojego samochodu, nie przychodź do mnie z płaczem. 

  Jej usta otworzyły się, była zraniona i wściekła.                                                  
– Nie martw się o to. – powiedział trącając mnie barkami.          
Uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem, a potem chwyciłem 
ją z ramię i westchnąłem, nie całkiem ją odwracając.                                                                            
– Nie miałem tego na myśli, Gołąbku. Jeśli cię zrani, albo nawet 
sprawi, że poczujesz się niekomfortowo, powiedz mi o tym.                                 
Jej ramiona opadły.                                                                                            
– Wiem, że nie miałeś. Ale musisz opanować te opiekuńcze zapędy 
starszego brata.                                                                                         
Zaśmiałem się. Ona naprawdę nie rozumiała.                                              
– Nie gram starszego brata, Gołąbku. Nic bardziej mylnego.                    

  Parker  wyszedł zza rogu i wcisnął ręce do kieszeni.                                  
– Możemy iść?                                                                                                          
–Tak, chodźmy – powiedziała Abby, biorąc Parkera za ramię. 

  Marzyłem, żeby za nim pobiec i wetknąć mu łokieć w tył głowy, ale 
Abby odwróciła się i zobaczyła jak zmuszam się by odwrócić od niego 

background image

wzrok. 

Przestań

 , powiedziała bezgłośnie. Szła z Parkerem, a 

następnie on otworzył jej drzwi. Szeroki uśmiech zagościł na jej 
twarzy w podziękowaniu. Oczywiście. Kiedy on 

to

 zrobi, ona to 

zauważa.