background image

Rozdział 2 

Zabraliśmy pliki Larry'ego po drodze na lotnisko. Micah prowadził, więc mogłam znaleźć numer telefonu, 
żeby zadzwonić i dać wszystkim znać w Philly, że nastąpiła zmiana w obsadzie. Napis na biznesowej  
wizytówce mówił ''Agent Specjalny Chester Fox''.

Odpowiedział po drugim sygnale. "Fox". Nawet nie ''halo''. Co było w policyjnej pracy, że mieli takie złe 
maniery telefoniczne?

- Mówi Marszałek Federalny Anita Blake. Oczekiwałeś Marszałka Kirklanda dzisiaj rano?

- On nie przyjdzie - Fox domyślił się.

- Nie, ale ja tak.

- Co się stało z Kirklandem?

- Jego żona jest w szpitalu. - Zastanawiałam się, jak wiele zawdzięczam jego telefonowi. Zdecydowałam, 
że niewiele.

- Mam nadzieję, że będzie w porządku. - Jego głos stracił trochę ostrości. Brzmiał prawie przyjaźnie. To 
sprawiło, że lepiej o nim myślałam.

- Pewnie będzie, ale nie wiesz, o dziecku.

Cisza na chwilę. To prawdopodobnie było zbyt prywatne. To dziewczyńskość, ponownie. Ciężej jest być  
lakonicznym.

- Nie wiem. Przykro mi, że Marszałek Kirkland nie mógł tego zrobić, nawet bardziej przykro jest mi z 
powodu, dla którego nie mógł. Mam nadzieję, że wszystko z nimi będzie w porządku.

- Ja też. Więc go zastępuję.

- Wiem, kim jesteś, Marszałku Blake. - Wrócił do brzmienia nie całkiem zadowolonego. - Twoja reputacja 
Cię wyprzedza. - To ostatnie na pewno nie było dobre.

- Czy będziemy mieli problem, agencie Fox?

- Specjalny agencie Fox - powiedział.

- Dobrze, będziemy mieli tu problem, agencie specjalny Fox?

-  Czy wiesz,  że masz  najwyższy  wskaźnik  legalnych  zabójstw wampirów wśród  egzekutorów w tym 
państwie?

- Tak, oczywiście, jestem tego świadoma.

background image

- Przyjeżdżasz tutaj, aby ożywić zmarłych, Marszałku, a nie kogoś zabijać. Czy to jasne?

Teraz byłam już wkurzona. - Nie zabijam ludzi dla zabawy, specjalny agencie Fox.

1

- To nie jest coś, co słyszałem. - Jego głos był cichy.

- Nie wierz we wszystkie pogłoski, które usłyszysz, Fox.

- Gdybym wierzył we wszystkie, nie pozwoliłbym Ci chodzić po moim mieście, Blake.

Micah   dotknął   mojej   nogi,   żeby   mnie   pocieszyć,   gdy   prowadził   jedną   ręką.   Byliśmy   już   na   70,   co 
oznaczało, że będziemy na lotnisku za chwilę.

- Wiesz,  Fox, jeśli  Cię to unieszczęśliwia,  możemy zawrócić  i nie przyjechać. Podnieś swoje własne  
cholerne zombi.

- My?

- Przyprowadzę asystenta - powiedziałam gniewnym głosem.

- W czym dokładnie będzie ci asystował? - Jego głos był pełny takiego tonu, którego mężczyźni używają 
wobec kobiet od wieków. To sygnał, sugerujący, że jesteśmy dziwkami, jednak bezpośrednio tego nie 
mówiący.

- Mam zamiar bardzo rozjaśnić tę kwestię, specjalny agencie Fox.

2

  - Mój głos był spokojnym, zimnym 

gniewem, którym zastępowałam krzyk. Micah zacisnął rękę na moim udzie. - Twoja postawa sprawia, że 
myślę, że nie będziemy w stanie współpracować. To, że słyszałeś tak wiele plotek, sprawia, że nie  
rozpoznałbyś prawdy nawet, gdy ugryzłaby cię w dupę.

3

Zaczął coś mówić, ale przerwałam mu.

- Pomyśl uważnie o następnej rzeczy, jaką powiesz, agencie specjalny Fox, ponieważ w zależności od 
tego, co to jest, możemy lub nie możemy zobaczyć się dzisiaj albo kiedykolwiek w Philly

4

.

- Mówisz ,że jeśli nie będę grał ładnie, Ty nie będziesz grała wcale? - Jego głos był zimny, tak, jak mój był.

- Świetnie, do diabła, Fox, odrzucę profesjonalność w tym punkcie. Co masz do mnie?

Westchnął przez telefon. - Badałem federalnych szeryfów, którzy są także animatorami. To krótka lista.

- Tak - powiedziałam, - jest.

- Kirkland  przychodzi,  odwala robotę, wraca. Za każdym razem, kiedy Ty angażujesz  się w sprawę,  
wszystko idzie do diabła.

Wzięłam głęboki oddech i policzyłam do dwudziestu.

5

  On tego nie zrobił. - Cofnij się i przyjrzyj się 

teczkom spraw, do których mnie wzywano, ok? Nikt mnie nie wzywa, dopóki wszystko nie pójdzie do 
diabła. To nie jest przyczyna i skutek.

background image

- Pracowałaś w brutalnym gównie.

6

 Przyznaję się, Marszałku Blake. - Westchnął ponownie. - Ale masz 

reputację najpierw zabijania, a dopiero potem zadawania pytań. Co do plotek, masz rację, że nie malują 
bardzo pochlebnego obrazu ciebie.

- Musisz mieć na uwadze, Fox, że każdy od kogo słyszał pan brudne historie o mnie próbował mnie 
przelecieć.

7

- Jesteś tego pewna.

- Oczywiście.

- Więc mówisz, że to zawiść, bo nie dostali nagrody.

- Tak więc mówimy o kimś konkretnym. Kto? 

Milczał przez sekundę lub dwie. - Pracowałaś nad sprawą seryjnego zabójcy w Nowym Meksyku, około  
dwa lata temu. Pamiętasz to? 

- Każdy, kto pracował nad tą sprawą będzie ją pamiętał, agencie Fox. Specjalny agencie Fox. Niektórych  
rzeczy po prostu się nie zapomna.

- Umawiałaś się z kimś, kiedy tam byłaś?

Pytanie mnie zastanowiło. - To znaczy, w Nowym Meksyku?

- Tak.

- Nie, dlaczego?

- Był tam policjant o imieniu Ramirez.

- Pamiętam Detektywa Ramirez. Poprosił mnie, ja powiedziałam nie, ale on by mnie nie oszkalował.

- Jak bardzo jesteś tego pewna?

- Ponieważ był dobrym człowiekiem, a dobrzy ludzie nie szkalują Cię tylko dlatego, że dałaś im kosza.

Micah był na jałowym biegu przed jednym z parkingów na Pear Tree Lane. Zjechaliśmy z 70, a ja nawet 
nie zauważyłam. - Parkujemy? - spytał. O co Micah pytał, czy jedziemy do Filadelfii?

- Czy któryś z agentów na scenie chciał się z Tobą umówić? - Jego głos był teraz poważny, a nie wrogi.

- Nie, nie pamiętam.

- Czy miałaś problem z kimś, gdy tam byłaś?

- Z wieloma osobami.

- Ty to powiedziałaś.

background image

- Fox, jestem kobietą, dobrze zbijam kasę, mam odznakę i pistolet, wskrzeszam umarłych do życia, i  
zabijam wampiry. Wiele osób ma problemy z niektórymi z powyższych. Do diabła, porucznik w Nowym 
Meksyku cytował na mnie Biblię.

- Który cytat?

- Nie możesz zostawić czarownicy przy życiu.

8

- Nie zrobił tego. - Wydawał się zaskoczony, coś czego nie usłyszysz często od FBI.

- Tak, zrobił.

- Co zrobiłaś?

- Dałam mu wielkiego buziaka w prawy policzek

9

.

Wydał z siebie zaskoczony dźwięk, który mógł być śmiechem. - Naprawdę to zrobiłaś?

- To przeszkadzało mu cholernie bardziej niż uderzenie i nie wykończyło mnie bardziej niż szarpanina. Ale  
założę się, że inni policjanci, którzy mnie widzieli dali mu popalić.

Fox się już teraz śmiał.

Były samochody za nami, trąbiły. - Anita, idziemy? – zapytał Micah.

- Mój asystent chce wiedzieć, czy jedziemy dzisiaj do Philly. Jedziemy?

Głos Foxa wciąż był na krawędzi śmiechu. - Yeah, przyjeżdżaj.

Powiedziałam do Miki - Jedziemy do Philly.

Fox powiedział - Marszałku Blake, mam zamiar zrobić coś, czego nie zrobiłem nigdy i jeśli komukolwiek o 
tym powiesz, wyprę się.

- Co zamierzasz zrobić?

Micah nacisnął duży czerwony przycisk na małym stojącym automacie biletowym. Czekał, aż nasz bilet 
parkingowy wyskoczy. Miałam mu powiedzieć, że robił to lepiej niż kamerdyner. Po przeciągnięciu dupy 
w co zero-ciemność-trzydzieści, samochód był tego wart.

- Przepraszam - powiedział Fox. - Słyszałem to od kogoś, kto był wtedy w Nowym Meksyku. Jego wersja  
Twojej kłótni z porucznikiem była inna od Twojej.

- Co powiedział?

Byliśmy teraz w mroku garażu.

- Powiedział, że trafiłaś na żonatego mężczyznę i byłaś wkurzona, kiedy powiedział nie.

background image

- Gdybyś kiedykolwiek znów spotkał porucznika Marksa, będziesz wiedział, że nie była to prawda.

- Nie wystarczająco pociągający?

Zawahałam się. - Myślę, że fizycznie nie było tak źle, ale wygląd to nie wszystko. Osobowość, dobre 
maniery, rozsądność - to dobre rzeczy, które trzeba mieć.

Micah przejechał wokół małego budynku ze szkła.

Obsługujący podchodził do nas. Pozostało kilka minut do wyjścia z samochodu. - Jeśli mamy przylecieć, to 
muszę iść.

- Dlaczego odrzuciłaś Detektywa Ramireza? - spytał.

Nie byłam pewna, czy to jego sprawa, ale odpowiedziałam. - Umawiałam się z kimś w domu. Nie 
sądziłam, że to sprawiedliwe, by którekolwiek z nas skomplikowało rzeczy.

- Ktoś powiedział, że byłaś na nim na ostatnim miejscu zbrodni.

Wiedziałam co ma na myśli. - Przytuliliśmy się, agencie Fox, ponieważ po tym, co zobaczyliśmy w tym 
domu, myślę, że każde z nas potrzebowało czegoś co w dotyku byłoby ciepłe i żywe. Pozwoliłam jednemu  
mężczyźnie trzymać mnie za rękę, a drugi już myśli, że go pieprzę. Boże, są chwile, kiedy nienawidzę być 
jedyną kobietą wśród całego tego gówna.

Byłam na zewnątrz auta. Micah już wyjmował nasze torby z bagażnika.

- Teraz to nie jest fair, Marszałku. Gdybym przytulił Ramireza lub pozwolił trzymać mu moją rękę, też  
byłyby plotki.

To zatrzymało mnie na chwilę, a potem zaczęłam się śmiać. - No, cholera, chyba masz rację.

Micah wymienił klucz na mały odcinek biletu. Umieścił torby na taśmie, więc mogły się toczyć. Wzięłam 
jedną z nich, ale pozwoliłam mu wziąć moją teczkę, ponieważ wciąż rozmawiałam przez telefon. Mały  
autobus czekał na nas i kilku innych pasażerów.

- Czekam na Ciebie, Marszałku Blake. Czas przestać słuchać opowieści z drugiej ręki.

- Dzięki, tak myślę.

- Do zobaczenia na miejscu. - I już go nie było.

Zamknęłam telefon i wchodziłam po stopniach do busa, zanim obsługujący spróbował wziąć moją torbę. 
To przez mój strój: spódniczkę i obcasy. Zawsze miałam więcej ofert pomocy z bagażem, kiedy byłam 
ubrana jak dziewczyna.

Micah   stanął   za   mną,   przeważnie   ignorowany,   choć   też   był   ubrany.   Wybraliśmy   jego   najbardziej 
konserwatywny garnitur, ale tylko tyle możesz zrobić z designerskim, czarnym, włoskim garniturem. 
Wyglądało na to, czym to było: drogie.

background image

Nikt nie pomyli go z federalnym jakiegokolwiek rodzaju. Spletliśmy grube czarne włosy do tyłu w ciasny 
francuski warkocz, dający wrażenie krótkich włosów. Na białej koszuli umieścił konserwatywny czerwony 
krawat.

Spoczęliśmy na rzędzie tylnych siedzeń. Miał na sobie ciemne okulary słoneczne, nawet w garażu, bo za 
nimi były oczy leoparda. Bardzo zły człowiek zmusił go do pozostania w zwierzęcej postaci tak długo i tak 
często, że nie mógł całkowicie wrócić do ludzkiej formy. Jego oczy był żółto-zielone, w kolorze chartreuse 
i nieludzkie. Były piękne w zestawieniu z jego opalenizną, ale ludzie zwariowaliby, gdyby zdjął okulary.

Zastanawiałam się, jak FBI przyjmie te oczy. Czy mnie to obchodzi? Nie. Rzeczy stały się zrozumiałe dzięki 
agentowi specjalnemu Foxowi, albo przynajmniej wydawały się zrozumiałe. Ale ktoś, kto był w Nowym 
Meksyku szkalował mnie. Kto? Dlaczego? Czy mnie to obchodzi? Tak, aktualnie obchodzi.