background image

Rozdział 14 

 

  

– Ja pierdolę – wyrwało się Darkowi. Odwrócił się od mężczyzny, niemalże gryząc się w 

język,  żeby  nie  powiedzieć  czegoś  nieprzyjemnego,  co  tylko  doprowadziłoby  do  kłótni. 

Przesunął ręką przez włosy i sapnął nerwowo. – Jak dziecko – szepnął, po czym opuścił dom 

kochanka. 

Od tamtej chwili  minęły dwa dni, podczas których Kiliński  nie  miał pojęcia co ze sobą 

zrobić. Tęsknił za Michałem i chciał być przy nim. Odkąd od niego wyszedł, nie widział się z 

nim,  nie  rozmawiał  i  przez  to  wariował.  W  żaden  sposób  ani  Sobolewski,  ani  on  nie 

próbowali się kontaktować. Było tak, jakby się nigdy nie poznali. Poza jednym szczegółem… 

Serce swoje wiedziało.  

Nie,  że  kochał  pisarza,  bo  było  za  wcześnie,  aby  zbudowały  się  tak  mocne  uczucia. 

Zakochanie, to było to, co czuł. W dodatku powiedział o tym mężczyźnie. Przez jedną chwilę 

żałował, że wtedy nad rzeką padły słowa wyznania. Już kiedy Michał naskoczył na niego o te 

rozdziały, powinien się uspokoić i trzymać język za zębami. Samo mu się wymsknęło „Zależy 

mi”.  Cóż,  nie  był  pierwszym  i  nie  ostatnim  człowiekiem,  który  poczuł  coś  do  kogoś  w tak 

krótkim czasie. 

Szkoda  tylko,  że  obiekt  zauroczenia  wciąż  pozostawał  upartym  osłem.  Zresztą  jemu 

upartości  też  nie  można  było  odmówić.  Od  zawsze  lubił  postawić  na  swoim,  tak  samo  jak 

Sobolewski. Chyba dlatego wtedy wyszedł, bo nie chciał się kłócić, broniąc swojego zdania. 

A po dwóch dniach zamknięcia  się w pokoju z dala od kochanka  najzwyczajniej w świecie 

szalał.  Dlatego  tym  razem,  kiedy  nadeszło  popołudnie,  postanowił  wyjść.  Umył  się,  ogolił 

dokładnie, wylał na siebie z litr wody kolońskiej  – tak by powiedziała Agnieszka – i po tym 

jak się ubrał, zszedł do baru w pensjonacie. Ten popołudniem  był  już w pełni otwarty  i  nie 

serwował tylko kawy.  

Usiadł  przy  ladzie,  gdzie  barman  wycierał  ścierką  kieliszki.  Zamówił  u  niego  tequilę  i 

wypił  dwa  shoty  pod  rząd,  zagryzając  limonką.  Akurat  miał  zamiar  wypić  trzecią  kolejkę, 

background image

kiedy  zadzwoniła  jego  komórka.  Leżała  na  barze,  tuż  obok  jego  lewej  dłoni.  Dlatego  z 

łatwością  mógł  zerknąć  na  ekran  i  stwierdzić,  że  dzwoni  do  niego  nie  ta  osoba,  od  której 

oczekiwał  jakiejkolwiek wiadomości. Przez chwilę nie zamierzał odbierać, ale kobieta i tak 

nie dałaby mu spokoju. 

– Aga, nie jestem w nastroju na rozmowę. 

– Nadal się do ciebie nie odezwał? – zapytała Lisiecka. 

– Nie.  –  Wczoraj  odbył  z  nią  długą  rozmowę,  zawiadamiając,  że  autor  bestsellerów, 

którego miał sprowadzić do Warszawy, nigdzie się nie wybiera.  

– Dzwonię,  bo  Lasek  się  wypytuje,  kiedy  przyjedzie  Sobolewski.  Chce  podjąć  z  nim 

współpracę i to na takich warunkach, jakich zażąda Michał. Widać, że mu zależy.  

– Tylko komuś innemu już niekoniecznie. – Przez jego głos przemawiała gorycz.  

– To zrób coś, aby zależało. Porozmawiaj z nim. 

– Sądzisz, że powiem mu kazanie, a on posłucha?  

– A próbowałeś tego? 

– Nie. 

– Faceci. Jesteście palantami – warknęła. – Jak dzieci. Obrażacie się o byle co. Unikacie 

szczerych rozmów, jakby miało was zabić wyznanie sobie tego, co wam leży na sercu. Wasza 

cholerna  męska  duma!  Ty  i  on  jesteście  siebie  warci  –  powiedziała  zdenerwowana  i  nie 

minęła sekunda, jak Darek usłyszał w głośniku sygnał przerwanego połączenia.  

Wypił szybko kolejnego shota, tym razem ignorując czekającą na niego cząstkę limonki. 

Postukał nerwowo palcami po blacie.  

– Zły dzień? – zagadnął barman. 

– Raczej dni.  – Miał ochotę na jeszcze jeden kieliszek tequili, ale poprosił o kawę. Nie 

zamierzał się uchlać w trupa. Alkohol nie sprawi, że jego problem się rozwiąże, a może tylko 

go rozluźni  i  nic więcej. Sam  na trzeźwo musi się wszystkim zająć. Najwyżej  gdy zobaczy 

Sobolewskiego,  to  mu  po  prostu  przyłoży  jak  facet  facetowi,  a  potem  dopiero  będą 

background image

rozmawiać.  Ale  to  jutro.  Jutro  na  pewno  będzie  lepszym  dniem  do  rozwiązywania 

problemów.  

 



 

Michał po raz pierwszy od dawna nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Nawet nie potrafił 

usiąść  w  spokoju,  źle  sypiał,  nie  jadł,  co  jeszcze  bardziej  go  denerwowało  i  koło  się 

zamykało.  Nosiło  go.  Tęsknił.  Co  chwilę  zerkał  na  telefon,  sprawdzając,  czy  dzwonił 

Kiliński.  Kilka  razy  miał  zamiar  odezwać  się  pierwszy,  lecz  bardzo  szybko  z  tego 

rezygnował. To do Darka należał pierwszy krok, bo to on zawinił. Jak miał mu powiedzieć, że 

zwyczajnie  w  świecie  bał  się  wrócić  do  Warszawy?  Przejść  ulicami,  którymi  chodził  z 

Andrzejem. Pomimo że pozbył się mieszkania, to wspomnienia wciąż w nim tkwiły niczym 

zadra  w  sercu.  W  dodatku  wydawnictwo  Luna  nie  znajdowało  się  tak  daleko  od  domu 

wydawniczego Tygrys. Mógłby tam pójść i udusić jego właściciela.  

Uciekł stamtąd, ukrywając się w małym drewnianym domku z niebieskimi okiennicami, 

w  otoczeniu  ogrodu  pełnego  malw,  gdzie  nie  narażał  się  na  bolesne  kopy  od  życia,  które 

nieoczekiwanie  otrzymał.  Wciąż  uważał,  że  poradził  sobie  z  przeszłością.  Nie  wierzył,  że 

tamto  wciąż  w  nim  tkwiło  i  nie  potrafił  powiedzieć  o  tym  Darkowi.  Mężczyzna  by  go  nie 

potępił. Już raz się przed nim otworzył  – zaskakując tym samego siebie – potem wyznał, że 

nie jest mu obojętny.  

Kopnął w kuchenny stolik. Dość tego użalania się nad sobą. Jagoda dałaby mu w  łeb za 

takie  myśli,  a  potem  przytuliła.  Tego  nie  potrzebował  od  niej,  tylko od  Dariusza.  Co  zrobi, 

jeśli  go  straci?  Mężczyzna  przyjechał  tu  tylko  pracować,  ale  stało  się  coś  więcej,  coś  się 

pomiędzy  nimi  narodziło. Darek chciał  mu pomóc, a on uciekał, więc  jak długo mężczyzna 

będzie go gonił? W końcu nawet ktoś taki jak Kiliński da za wygraną i zrezygnuje. Straci go 

przez swoje obawy.  

– Facet,  jesteś  po  trzydziestce,  a  zachowujesz  się  idiotycznie  –  skarcił  samego  siebie, 

biorąc się w garść.  

background image

Postanowił,  że  musi  z  kimś  porozmawiać.  Pierwszą  osobą,  która  przyszła  mu  na  myśl, 

był  Kuba.  Odkąd  Lisiecka  wyjechała,  tylko  raz  widział  się  z  przyjacielem.  Spodziewał  się 

tego,  że  zastanie  go  załamanego,  a tymczasem  Kuba  uśmiechał  się  szczerze,  powtarzając  z 

pewnością w głosie, że Agnieszka wróci. Przyjaciel wierzył w to bardzo mocno, to może i on 

powinien  w  coś  uwierzyć?  Tym  bardziej  że  wątpił,  aby  dane  mu  było  ponownie  zaznać 

spokoju, odkąd na jego drodze życie postawiło pewnego korektora tekstów. 

Zadzwonił do Kuby i umówił się z nim w jego mieszkaniu. Dobrze się składało, że było 

już  po  siedemnastej,  bo  mężczyzna  zamknął  już  księgarnię.  Dzięki  temu  będą  mogli 

spokojnie  pogadać  przy  piwie.  W  drodze  do  niego  Michał  zatrzymał  się  na  niewielkim 

parkingu i poszedł do sklepu. Kilka minut później z reklamówką w ręku przeszedł przez ulicę 

i wszedł bocznym wejściem znajdującym się tuż obok księgarni do jednopiętrowego budynku 

mieszczącego dwa mieszkania. Pokonał schody, przeskakując je po dwa i na korytarzu skręcił 

w prawo. Przystanąwszy przed wejściem do mieszkania Jakuba, nacisnął dzwonek.  

Drzwi uchyliły się chwilę później, a Sobolewski powiedział: 

– Potrzebuję pogadać. – Podniósł reklamówkę, a butelki piwa obiły się o siebie. 

– Właź. – Kuba przepuścił przyjaciela w drzwiach. – Jesteśmy sami. Dziadek poszedł do 

kościoła. 

– Do kościoła? 

– Chodzi  na  nabożeństwa  sierpniowe.  Są  o  szóstej,  ale  dziadek  przy  okazji  zachodzi 

jeszcze na cmentarz na grób babci i moich rodziców. Idź do pokoju, przyniosę szklanki. 

– Weź tylko dla siebie, ja piję z butelki – przypomniał Michał.  

Wszedł  do  skromnie  urządzonego  pokoju.  Po  lewej  od  wejścia  znajdowała  się 

meblościanka, którą, jak mówił mu Kuba, kupili jeszcze rodzice mężczyzny tuż po ślubie. Na 

jednej  z  półek,  niczym  na  honorowym  miejscu,  stał  telewizor.  Na  innej  zestaw  porcelany  i 

książki, które zajmowały każde wolne miejsce. Pod oknem stał stary, wysłużony fotel, a przez 

jego oparcie ktoś przerzucił koc. 

Usiadł  na  innym  fotelu,  zapadając  się  w  niego  głęboko.  Wyjął  z  reklamówki  butelki, 

ustawiając je na niskim stoliku. Chwilę później włączył telewizor i zaczął skakać po kanałach, 

background image

poszukując  czegoś  ciekawego.  Trafiając  na  muzyczny  program,  zostawił  go,  aby  w  tle  coś 

grało. Zawsze dobrze się czuł w tym mieszkaniu i z łatwością potrafił się w nim rozgościć. W 

końcu bywał tutaj od dziecka i czasami zostawał na noc. Wtedy z Kubą opowiadali sobie w 

środku nocy historie o duchach, po których młodszy chłopak nie mógł zasnąć. 

Kuba wszedł do pokoju i rzucił przyjacielowi otwieracz. 

– Czyń honory. – Idąc w stronę kanapy, zawadził o róg szarego dywanu.  

– Ty się kiedyś zabijesz na równej drodze.  

– Cały czas  liczę  na to, że to się  jednak  nie stanie. Mnie  nalej do szklanki.  – Podsunął 

szkło Michałowi. Rozsiadł się wygodnie, przyglądając się, jak przyjaciel otwiera piwa. – Ile 

tego kupiłeś? 

– Tylko  po  trzy  na  głowę.  Niedużo.  No  chyba  że  ma  się  łeb  jak  Darek.  Raz  niewiele 

wypił i zasnął z głową na stole. Wiesz, na tym, który stoi na dworze.  – Do dzisiaj się z tego 

śmiał,  nie  biorąc  pod  uwagę  tego,  że  Kiliński  był  wtedy  zmęczony,  do  tego  upał  mocno 

doskwierał.  Nalał  do  szklanki  bursztynowego  trunku.  Piwo  spieniło  się.  Podał  szklankę 

Kubie, a sam napił się z butelki. – Pomyśleć, że w młodości nie lubiłem piwa. 

– Tak, teraz jesteś bardzo stary. Nie mów jak mój dziadek. O czym chcesz pogadać? 

– To ty, Kubuś, powinieneś mi się zwierzać, nie ja tobie.  

– Mówiłem ci już, że wierzę w jej powrót. Często rozmawiamy przez telefon. Nie brzmi 

jak osoba, która nie tęskni lub odetchnęła z ulgą, opuszczając Utopię… mnie. Wciąż jednak 

się boi. Ale mniejsza z tym. Co tam? – Również upił kilka łyków piwa. Aż odetchnął, czując, 

jak bardzo było chłodne, dobre, o dużej porcji goryczki. Takie, jakie lubi.  

– Na początku umówmy się, że to nie  jest zwierzanie się. Zwierzać się  mogą  baby,  nie 

faceci.  –  Zignorował  prychnięcie  Kuby  i  coś,  co  brzmiało  jak  „idiota”.  –  My  gadamy  jak 

kumple przy piwie.  

– Przestań chrzanić i mów.  

– To może zacznę od początku.  

– Jeżeli chcesz, abym coś zrozumiał, to tak.  

background image

– To będzie krótki wstęp, rozwinięcie dosyć dłuższe.  

– A gdzie zakończenie? – zakpił. Wstał z kanapy i podszedł do barku, skąd wyjął miskę 

orzeszków laskowych. 

– W tym sęk, że go jeszcze nie ma. To, jakie ono będzie, zależy od tego, co zrobię.  

– To zaczynaj – zachęcił, podsuwając Michałowi przekąskę i zamienił się w słuch. 

 

 

 

Dochodziła  dwudziesta  pierwsza,  kiedy  Darek  opuścił  bar,  w  którym  przesiedział  kilka 

godzin  najpierw  przy  kawie,  a  potem  szklance  wody.  Przed  wyjściem  wypił  jeszcze  dwa 

shoty  tequili.  Patrzył  w  telefon,  jak  zahipnotyzowany,  czekając  na  cud.  Ten  się  jednak  nie 

zdarzył.  W  końcu  zrezygnowany  mężczyzna  wrócił  do  pokoju  z  zamiarem  położenia  się 

wcześniej spać. Potrzebował długiego snu przed jutrzejszą konfrontacją z Michałem.  

Zdjął z łóżka ciemnozieloną narzutę i złożywszy ją dokładnie, położył na krześle. Ledwie 

odrzucił na bok kołdrę, usłyszał pukanie. Sądząc, że to ktoś z obsługi – wcześniej poprosił o 

podanie mu do pokoju lekkiej kolacji – poszedł otworzyć drzwi.  

Za  nimi,  owszem,  czekała  na  niego  kolacja,  ale  tacę  z  rogalikami  i  sokiem  trzymał 

Michał Sobolewski.  

– Malwina  powiedziała  mi,  że  to  jest  dla  ciebie  –  rzekł  pisarz.  –  Mogę  to  gdzieś 

postawić? 

Darek otrząsnął się z zaskoczenia i wskazał na mały stolik pod oknem. Kiedy kochanek 

poszedł postawić tacę, Kiliński zamknął drzwi i oparł o nie czoło. Odetchnął z ulgą. Po chwili 

odwrócił się i wpadł w szerokie ramiona Sobolewskiego. Michał otoczył go rękoma niczym 

mackami, przycisnąwszy do siebie. Autor pachniał piwem, potem oraz wiatrem, który, z tego 

co widział przez okno w barze, zaczął silnie wiać.  

–  Przepraszam,  jestem  dupkiem  –  powiedział  Sobolewski,  całując  kochanka  tuż  pod 

uchem.  –  Chcesz  mi  pomóc,  a  ja  uciekam.  –  Dobrze  mu  było  trzymać  go  z  powrotem  w 

background image

ramionach. Po rozmowie z Kubą długo kręcił się po miasteczku, nie wiedząc, co robić. Nikt 

nie mógł podjąć decyzji za niego. To od niego zależało, co zrobi i w końcu po długiej walce z 

sobą pojawił się tutaj, nie wiedząc nawet, jak Darek na niego zareaguje. 

– Powinienem ci przywalić.  

Michał zaśmiał się, odsuwając od niego. Stanął prosto, z rozłożonymi rękoma i rzekł: 

– Bij.  

Dariusz pokręcił głową i usiadł na łóżku.  

– Myślałem nad tym wszystkim…  

– Co  ty  nie  powiesz?  Wiesz,  że  ja  też.  –  Dołączył  do  niego.  Przesunął  się  w  głąb 

materaca  i pociągnął za sobą  Kilińskiego. Mężczyzna poddał  mu  się  i chwilę później  leżeli 

wyciągnięci  na  łóżku,  ze  splecionymi  nogami.  Michał  pocałował  Darka,  a  potem  rozpiął 

guziki jego koszulki. Nie robił tego w celu  rozebrania go, ale po to, żeby móc posmakować 

jego  skórę,  przytknąć  do  niej  nos  i  poczuć  zapach  kochanka.  Chciał  sobie  po  prostu 

uświadomić, że Darek jest tuż obok.   

– Myślałem  nad  tym,  dlaczego  nie  chcesz  jechać  do  Warszawy,  współpracować  z 

wydawnictwem – mówił Kiliński. – Boisz się. – Poczuł, jak po jego słowach mięśnie Michała 

napięły się mocno. Wsunął palce w jego włosy, kiedy kochanek ułożył głowę na jego piersi.  

 

Tak  –  odparł  krótko.  Nie  chciał  okazywać  słabości,  bo  tak  naprawdę  nigdy  nie  był 

wylewny.  Jednak  za  dużo  przeżył,  by  móc  ot  tak  znów  zaufać  innym  i  nie  mieć  obaw.  Co 

dziwne i co bardzo go zaskoczyło, ufał leżącemu przy nim mężczyźnie. Przecież biorąc pod 

uwagę, co zrobił mu Andrzej, to właśnie z tym powinien mieć największe trudności. Stało się 

inaczej.  

– Z obawami trzeba walczyć. Nie myśl, że bawię się w psychoanalityka czy kogoś w tym 

rodzaju.  –  Chwycił  go  za  włosy,  zmuszając  pisarza  do  uniesienia  głowy  i  spojrzenia  mu  w 

oczy.    –  Całe  życie  walczyłem  ze  swoimi  obawami.  Od  dziecka  jakieś  były.  Na  początku 

chodziło o szkołę, o liceum, studia, potem o pracę, seks, związki… Choć co do ostatniego, to 

był tak naprawdę tylko jeden. Ale jako że mam uparty charakter, parłem do przodu. Tak jak 

pierwszego dnia, kiedy poznałem ciebie.  

background image

Michał złożył na jego ustach przeciągły pocałunek.  

– Pamiętam  tamte  chwile.  Byłem  wściekły,  gdy  cię  zobaczyłem.  Pomyślałem,  że  jesteś 

dziennikarzem.  

– Dobrze, że nie pozwoliłem ci się wygonić.  

– A  tyle  razy  próbowałem  to  zrobić.  Ty  mimo  wszystko  ponownie  wracałeś.  –  Z 

czułością  potarł  ich  nosy  o  siebie.  Czuł,  jak  przyjemne  gorąco  rozprzestrzenia  się  po  jego 

ciele  i  nie  ma  ono  związku  z  podnieceniem.  Odgarnął  z  czoła  Darka  zabłąkany  kosmyk. 

Przesunął palcem po jego policzku. – Wracałeś każdego dnia i wciąż jesteś.  

– Zamierzam być. Nie pozbędziesz się mnie. – Uniósł głowę, aby cmoknąć te seksownie 

wygięte wargi. – To co, pojedziesz ze mną do Warszawy?  

– Tak, ale niczego nie obiecuję. Nie zgodzę się na nic, co nie będzie mi pasować. Mam 

też jeden warunek. 

– Jaki? – Jego ręka zabłądziła pod koszulkę Michała.  

– Pozwolisz mi zjeść swoje rogaliki? – Wskazał ruchem głowy na stolik. 

– Są moje.  

– Podziel się. Głodny jestem. Przez te dwa dni miałem tak ściśnięty żołądek, że zmieściła 

się w nim jedynie woda. 

– I piwo – dorzucił Kiliński. 

– Dwa  z  Kubą.  A  ty  smakujesz  tequilą.  Nie  cierpię  jej.  Ale  z  dodatkiem  ciebie  jest 

znośna. – Polizał jego wargi.  

– Możemy zupełnie  inaczej zaspokoić twój głód.  – Darek podążył paznokciami w górę 

jego  kręgosłupa.  –  Mam  parę  pomysłów.  Mój  penis  również.  –  Nakłonił  go  do  pocałunku. 

Językiem rozdzielił jego wargi, wsuwając go do ust mężczyzny. Michał chętnie odpowiedział 

na to, szczęśliwy, że ma Dariusza przy sobie.  

Kilka chwil później kolacja została zapomniana, a deszcz, który zaczął padać, grał swoją 

melodię na szybie, towarzysząc jękom kochanków. 

background image

 



 

Po  całonocnej  ulewie  powietrze  pachniało  świeżością.  Ptaki  ćwierkały,  ożywione 

rozbudzoną  naturą,  a  połacie  drzew  i  pasy  łąk,  jak  okiem  sięgnąć,  stały  się  zieleńsze. 

Wszystko czuło niewysłowioną ulgę, bo przez ostatnie dni cała przyroda tak jakby  zamarła, 

kiedy  gościły  ponad  czterdziestostopniowe  upały.  Podobno  to  były  ostatnie  takie  dni. 

Niedługo miał nadejść wrzesień.  

Darek przyglądał się, jak kropla wody spływa wzdłuż liścia przekwitającej malwy i spada 

na  trawę,  mokrą  i  błyszczącą  od  minionego  deszczu.  Wyjął  telefon.  Cofnął  się  kawałek  i 

zrobił  kilka  zdjęć.  Prawdopodobnie  –  o  ile  w  wydawnictwie  wszystko  pójdzie  dobrze  – 

szybko nie zobaczy tego widoku. Niedługo ruszał z powrotem do Warszawy. Na szczęście nie 

sam. 

Michał  skończył  się  pakować.  Sprawdził  jeszcze,  czy  wszystko  zabrał.  Po  tym  co 

postanowił  po  długiej  rozmowie  z  Dariuszem,  przypuszczał,  że  szybko  tutaj  nie  wróci. 

Wystarczyło tylko, że zdecydował się  na wyjazd  i wiele  się w  nim  zmieniło. Chciał wydać 

swój tekst  – nie ważne, czy z pomocą wydawnictwa, czy sam. Zaczęło  mu zależeć na tym, 

aby  jego  powieść  trafiła  do  rąk  ludzi,  przełamała  bariery  i  może  z  czasem  pojawiłoby  się 

więcej  autorów piszących w  swoich tekstach o związkach osób tej  samej płci. Nawet jeżeli 

miałyby to być zwyczajne romansidła. Jego była żona je uwielbiała.  

Może powrót do miejsca, w którym żył ponad dziesięć lat, nie cieszył go, ale za to będzie 

mógł zobaczyć się z synem. Dopiero teraz zrozumiał, że uciekając od własnych problemów, 

uciekł  także  przed  nim.  Zrobił  bardzo  duży  błąd.  Kontakt  z  chłopcem  urwał  się  i  musi  to 

naprawić.  

– Gotowy? 

Michał uniósł wzrok na Darka opartego o futrynę.  

– Chyba tak. Nadszedł czas na zmiany.  

background image

– Na lepsze zmiany. – Obiecał sobie, że cokolwiek się wydarzy,  będzie przy Michale. – 

Pomóc ci? 

– Weź tylko tę torbę, ja wezmę drugą i plecak.  

– Nie zapomnij laptopa – przypomniał Kiliński. 

– Weźmiesz go? 

– Mhm. 

Obaj  wyszli  z  domu.  Nim  jednak  odjechali,  zapakowawszy  rzeczy  do  samochodu, 

Sobolewski  wrócił  się,  aby  zamknąć  dom.  Zapasowe  klucze  miał  zostawić  Kubie,  który 

zgodził  się  doglądać  jego  dobytek.  Schował  kluczyk  do  kieszonki  w  koszuli  i  spojrzał  na 

malwy. 

– Przekwitną do czasu, zanim wrócę. 

– Jak  wszystko.  –  Darek  stał  przy  swoim  samochodzie  z  założonymi  na  piersi  rękoma. 

Widział, że mężczyźnie z trudem przychodzi opuszczenie tego cichego zakątka.  

Michał  kiwnął  głową  i  jeszcze  raz  się  rozejrzał.  Stolika  nie  było,  bo  razem  z  Darkiem 

schowali  go  i  krzesła  w  domu.  Zacisnął  dłoń  na  klamce.  Była  jeszcze  szansa,  żeby 

zrezygnował. Nie musi pisać, nie musi wydawać… Ale to kochał i chciał to robić. 

– Michał? 

– Już idę. – Podszedł do Darka. – Jedź pierwszy, pojadę za tobą. Jak coś to będę dzwonił. 

Masz głośnomówiący? 

– Mam. – Położył ręce na biodrach Sobolewskiego. – Jutro o dziewiątej mamy spotkanie 

z  moim  szefem,  a  dzisiejsze  popołudnie  i  wieczór  przeznaczymy  dla  siebie.  Zjemy  dobrą 

kolację. 

– Powiedz  jeszcze,  że  kupisz  mi  kwiaty  i  jestem  twój.  –  Pisarz  pochylił  się,  aby 

pocałować  kochanka  w  szyję.  Lubił  to  robić.  Najchętniej  zostawiłby  w  tym  miejscu  ślad 

świadczący o tym, że Darek kogoś ma. Nie zrobił tego jednak, bo kochanek by go za to zabił.  

– Jeśli chcesz, mogę kupić… 

background image

– Nie, dziękuję. Jeżeli chcemy zajechać na popołudnie, to lepiej już jedźmy.  

– Dobra.  

Rozdzielili  się  i  każdy  wsiadł  do  swojego  samochodu.  Nie  chcieli  jechać  razem,  bo 

przecież auta przydadzą się im obu i nie mogli być od siebie w tym względzie zależni.  

Ledwie  Darek  ruszył,  a  jego  telefon  zadzwonił.  Uśmiechnął  się  i  odebrał  rozmowę  za 

pomocą systemu głośnomówiącego. 

– No co tam, Sobolewski. Już się stęskniłeś? 

 


Document Outline