background image

AKT PIERWSZY 

Noc.  Pokój  sypialny  młodej  damy  w  małym  mieście  bułgarskim, 

koło  Przełęczy  Dragomana.  Koniec  listopada  1885  roku.  Przez 
otwarte drzwi oszklone, wychodzące na mały balkon, widać jeden ze 

szczytów gór bałkańskich. fantastycznie biały i piękny, iskrzący się 
śniegiem  W  świetle  gwiazd:  wydaje  się  tuż  tuż,  choć  w  istocie 
oddalony jest o wiele kilometrów. Wnętrze pokoju nie przypomina 
żadnego  zachodnio-europejskiego  wnętrza.  Jest  to  mieszanina 
bułgarskiego  przepychu  i  wiedeńskiej  tandety.  Nad  wezgłowiem 
łóżka. które stoi pod wąska ścianą, w lewym rogu pokoju, znajduje 
się  drewniany  złoto-niebieski  ołtarzyk  z  figurą  Chrystusa  z  kości 

słoniowej  i  lampką  umieszczoną  w  wydrążonej  kuli  metalowej 
zwisającej  na  trzech  łańcuszkach.  Głównym  meblem  do  siedzenia, 

umieszczonym  po  drugiej  stronie  pokoju  naprzeciw  drzwi 

balkonowych, jest turecka otomana. Kołdra i pokrycie łóżka, firanki, 

mały  dywanik  i  reszta  ozdobnych  tkanin  są  wschodniego 

pochodzenia  i  wspaniałe;  tandetne  tapety  na  ścianach  pochodzą  z 

zachodu.  Umywalka  pod  ścianą,  bliżej  otomany  i  drzwi 

balkonowych, składa się z emaliowanej miednicy, pod którą stoi na 
malowanej  metalowej  podstawce  wiaderko:  na  żelaznej  poręczy  z 
boku wisi tylko jeden ręcznik. Toaletka między łóżkiem i drzwiami 

balkonowymi  to  zwyczajny  stół  sosnowy  pokryty  barwną  tkaniną: 

na  toalecie  kosztowne  lustro.  Drzwi  wewnętrzne  są  w  ścianie  obok 
łóżka:  między  tymi  drzwiami  i  łóżkiem  stoi  komoda  pokryta  także 
pstrą  tkaniną  swojskiego  wyrobu:  na  komodzie  stos  powieści  w 

oprawach  papierowych,  pudło  z  pralinkami  oraz  duża  stojąca 
fotografia niezwykle przystojnego oficera, którego wyniosłą postawę 

i  magnetyczne  spojrzenie  można  wyczuć  nawet  z  fotografii.  Pokój 

jest  oświetlony  parą  świec,  z  których  jedna  znajduje  się  na 

komodzie,  druga  na  toalecie,  obok  niej  pudełko  zapałek.  Drzwi 
balkonowe są szeroko otwarte. Drewniane okiennice, otwierające się 
na  zewnątrz,  też  są  otwarte.  Na  balkonie  młoda  dama  głęboko 
przejęta romantycznym urokiem nocy i świadoma tego, że jej własna 
młodość  i  uroda  są  częścią  składową  tego  piękna,  wpatruje  się  w 

background image

ośnieżone  Bałkany.  Ma  na  sobie  koszulą  nocną  pod  długim 
futrzanym płaszczem, którego wartość, skromnie licząc, przewyższa 
przynajmniej  trzykrotnie  wartość  umeblowania  całego  pokoju.  Jej 

marzenia  przerywa  matka.  Katarzyna  Petkow,  kobieta  po 

czterdziestce,  władcza  i  energiczna.  z  wspaniałymi  czarnymi 

włosami  i  oczami,  która  mogłaby  być  świetnym  okazem  żony 
górskiego  gazdy,  lecz  woli  uchodzić  za  wiedeńską  damę,  dzięki 
czemu nosi o każdej porze modną suknie popołudniową. 

Katarzyna 
wchodzi pospiesznie, przynosząc dobre wieści  

Raino! (wymawia to imię akcentując środkowe i) Raino! (podchodzi 

do łóżka spodziewając się znaleźć w nim córkę) Co to? 
Gdzież... 

Raina zagląda do pokoju. 
Na Boga! Dziecko moje, przeziębisz się na śmierć w tym mroźnym 

powietrzu! Łuka mówiła ml, że śpisz. 

Raina 
marząc 
Odprawiłam ją, chciałam być sama. Gwiazdy są tak cudowne! A co 
się stało? 

Katarzyna 
Co za wiadomości! Stoczyliśmy bitwę... 

Raina 

z rozbudzonymi oczami 

Ach!... 
Podbiega żywo do matki. 

Katarzyna  

Wielką  bitwę  pod  Śliwnicą!  Zwycięstwo!  Wszystko  dzięki 

Sergiuszowi! 

Raina  

z okrzykiem radości 

Ach! 
Obejmują się w zachwycie. 

Och, mamo! (nagle z obawą) A ojciec? Zdrów, cały? 

background image

Katarzyna  
Oczywiście!  Od  niego  te  wieści.  Sergiusz  jest  bohaterem  chwili, 
bożyszczem całego pułku! 

Raina  
Mów! mów! Jak to było! (w uniesieniu) Och, mamo, mamo, mamo! 
Pociąga matkę na otomanę, całują się zapamiętale. 

Katarzyna  
z rosnącym zapałem  
Nie  masz  pojęcia,  jakie  to  wszystko  cudowne!  Wspaniała  szarża 
kawalerii!  Pomyśl  tylko!  Sergiusz  nie  czekał  na  rozkazy  naszych 

rosyjskich dowódców. Działał bez rozkazów! Poprowadził do ataku 

na  własną  odpowiedzialność!  Sam  stanął  na  czele!  On  pierwszy 
przedarł  się  przez  armaty  wroga!  Raino,  czy  ty  możesz  to  sobie 
wyobrazić?  Nasi  dzielni,  wspaniali  Bułgarzy,  z  obnażonymi 
szablami  w  dłoniach  i  roziskrzonymi  oczami,  runęli  w  dół  jak 
lawina  i  rozbili  w  puch  nędznych  Serbów  i  ich  wymuskanych 
austriackich  oficerów!  Och,  Raino!  A  ty,  ty  kazałaś  Sergiuszowi 
czekać  cały  rok,  zanim  zgodziłaś  się  zostać  jego  narzeczoną.  Ha! 
Jeśli w żyłach twoich płynie bodaj kropla bułgarskiej krwi, będziesz 
go czciła jak bohatera, gdy tylko wróci z pola walki. 

Raina  
Cóż  go  teraz  obchodzi  moje  małe,  biedne  uwielbienie,  kiedy  cała 
armia bohaterów oddaje mu cześć? Ale mniejsza o to... Jestem taka 
szczęśliwa! taka dumna! (wstaje i chodzi po pokoju w widocznym 

podnieceniu) To,  co się stało, to tylko dowód, że wszystko, cośmy 
sobie wyobrażali, było prawdziwe. 

Katarzyna 

oburzona  
Wszystko, cośmy sobie wyobrażali, było prawdziwe! Nie rozumiem 

ciebie! 

Raina 
Nasze  wyobrażenie  o  tym,  jak  Sergiusz  postąpi.  Nasz  patriotyzm. 
Nasze  bohaterskie  ideały.  Czasem  wątpiłam,  czy  są  czymś  więcej 
niż  snem.  Och,  jakimi  małodusznymi  stworzeniami  są  młode 

background image

dziewczęta!  Kiedy  przypasałam  Sergiuszowi  szablę,  wyglądał  tak 
szlachetnie!  Przecież  to  było  po  prostu  niecną  zdradą  myśleć  w 
takiej chwili o rozczarowaniu, o poniżeniu, o klęsce! A jednak... a 
jednak...  (siada  nagle  z  powrotem  obok  matki)  Przyrzeknij  mi,  że 

mu tego nigdy nie powiesz. 

Katarzyna  

Nie  wymagaj  ode  mnie  przyrzeczenia,  dopóki  się  nie  dowiem,  co 

mam przyrzec. 

Raina 
Słuchaj, kiedy on trzymał mnie w ramionach i patrzył w moje oczy, 
przyszło mi na myśl, że może te nasze bohaterskie ideały zrodziły 
się  z  naszej  namiętnej  lektury  Puszkina  i  Byrona  i  z  naszych 
rozkosznych  zachwytów  nad  operą  w  Bukareszcie  w  tym  sezonie. 
Prawdziwe życie tak rzadko jest podobne do tych cudów! właściwie 
nigdy,  przynajmniej  tak  mi  się  wtedy  zdawało,  (z  żalem)  Mamo, 
pomyśl tylko, ja wątpiłam, zastanawiałam się, czy te wszystkie jego 
bohaterskie przymioty i żołnierska odwaga nie okażą się po prostu 
złudą, gdy Sergiusz znajdzie się w wirze prawdziwej bitwy. Był we 
mnie lęk i niepokój, że może się ośmieszyć wobec tych wszystkich 

wyszkolonych oficerów z carskiego dworu. 

Katarzyna 
Ośmieszyć!  Wstydź  się, dziewczyno! Serbami dowodzą austriaccy 

oficerowie,  równie  dobrze  wyszkoleni  jak  Rosjanie,  a  jednak 
bijemy ich w każdej bitwie! 

Raina  
Śmiejąc się i tuląc do matki 
Tak,  tak,  to  ja  byłam  zwyczajnym,  małodusznym  tchórzem.  I 
pomyśleć,  że  to  wszystko  prawda!  Że  Sergiusz  jest  właśnie  tak 
wspaniałym i szlachetnym bohaterem, na jakiego wygląda! Że świat 
jest naprawdę cudownym światem dla kobiet, które umieją dostrzec 
jego cuda, i dla mężczyzn, których czyny tworzą jego romantyczne 
piękno!  Jakież  to  szczęście!  Jakie  niewypowiedziane  spełnienie 
snów i marzeń! 
Dalsze ich wynurzenia przerywa wejście Łuki, przystojnej i dumnej 

background image

dziewczyny  w  pięknym  ludowym  stroju  bułgarskim  i  podwójnym 

fartuszku,  jest  tak  pewna  siebie,  że  jej  usłużność  wobec  R  a  i  n  y 

graniczy z zuchwalstwem. Czuje respekt wobec Katarzyny, ale i w 

stosunku do niej posuwa zuchwałość tak daleko, jak się odważy. 
Łuka 
Proszę pani, kazano zamknąć wszystkie okna, a okiennice szczelnie 
przymocować; mówią, że może być strzelanina na ulicy. 
Raina i Katarzyna zrywają się zaniepokojone  
Serbowie uciekają przez przełęcz i ludzie mówią, że mogą wpaść do 
miasta. Nasza kawaleria następuje im na  pięty, a nasi ludzie tylko 
czekają,  żeby  im  dać  dobrego  łupnia,  kiedy  tak  wyrywają  w 
popłochu. 

Wychodzi  na  balkon  i  przymyka  zewnętrzne  okiennice,  po  czym 

wraca do pokoju 

Katarzyna  
rzeczowo, jak skrzętna gospodyni 
Muszę  dopilnować,  żeby  na  dole  pozamykano  wszystkie  okna  i 

drzwi. 

Raina  
Wolałabym, żeby nasi ludzie nie byli tak okrutni. Cóż to za zaszczyt 
zabijać nędznych zbiegów? 

Katarzyna  
Okrutni!  Czy  sądzisz,  że  tamci  zawahaliby  się  zabić  ciebie  lub 
zgotować ci los gorszy od śmierci?! 

Raina  
do Łuki 
Zostaw okiennice przymknięte, zamknę je, gdybym usłyszała jakiś 
hałas. 

Katarzyna  
stanowczo, odwracając się od drzwi 
Nie, moja droga. Okiennice muszą być zaryglowane. Położysz się, 
zaśniesz  na  pewno  i  zostawisz  je  otwarte.  Łuka,  pozasuwaj  rygle 

szczelnie. 
Łuka  

background image

Dobrze, proszę pani. 

Wychodzi na balkon i zasuwa sztaby. 

Raina  
Nie  obawiaj  się  o  mnie,  mamo.  Jak  tylko  usłyszę  strzał,  zgaszę 
świecę, zwinę się w kłębek i nakryję się powyżej uszu. 

Katarzyna 
Tak będzie najrozsądniej, kochanie. Dobranoc. 

Raina  
Dobranoc,  (jej  wzruszenie  wraca  na  chwilę)  Życz  mi  dużo,  dużo 
radości! 

Całują się.  
To  najszczęśliwsza  noc  mojego  życia...  żeby  tylko  nie  było  tych 

zbiegów. 

Katarzyna 
Idź spać, kochanie, i nie myśl o zbiegach.  

Wychodzi. 
Łuka  

poufnie do Rainy  
Gdyby  panienka  chciała  otworzyć  okiennice,  wystarczy  je 

background image

popchnąć. O, tak. (popycha okiennice, które się otwierają, i zamyka 
je z powrotem) Jedna z nich powinna mieć rygiel na dole, ale nie 

ma. 

Raina 
karcąc ją z godnością  
Dziękuję ci, ale musimy robić to, co nam kazano. 
Łuka odpowiada pogardliwym grymasem ust.  

Dobranoc. 
Łuka  

niedbale  

Dobranoc. 
Wychodzi z zuchwałą miną. Zostawszy sama, Raina zdejmuje futro 
i  rzuca  je  na  otomanę,  po  czym  podchodzi  do  komody  i  wpatruje 

się w stojącą na niej fotografię z uczuciem uwielbienia, którego nie 
można wyrazie słowami. Nie całuje jej, nie przyciska do piersi, nie 
okazuje fizycznie żadnego uczucia, po prostu ujmuje ją w dłonie i 
unosi w górę jak kapłanka. 

Raina  
podnosząc oczy ku fotografii  
Nigdy  już  nie  będę  niegodna  ciebie,  bohaterze  mej  duszy;  nigdy, 
nigdy,  nigdy!  (stawia  fotografię  uroczyście  z  powrotem  na 
komodzie;  z  małego  stosu  książek  wybiera  jakąś  powieść, 
przewraca kartki w błogim zamyśleniu; znajduje szukaną stronicę, 
rozkłada książkę grzbietem do środka i z westchnieniem szczęścia 
kładzie  się  do  łóżka  zamierzając  czytać  do  snu,  lecz  przed 
zanurzeniem się w świat wyobraźni, unosi jeszcze raz oczy w górę 
myśląc o błogiej rzeczywistości i szepce)  

Bohaterze mój, bohaterze! 
Daleki strzał przerywa  ciszę  nocy.  Raina  podnosi  się nasłuchując: 
dwa  nowe  strzały,  znacznie  bliższe,  sprawiają,  że  wyskakuje  z 
łóżka,  podbiega  do  komody  i  pospiesznie  gasi  jedną  świecę, 
następnie z palcami w uszach biegnie do toaletki, gasi drugą świecę 
i  z  pośpiechem  wraca  do  łóżka,  po  ciemku;  nie  widać  nic  prócz 
migotania  płomyka  w  wydrążonej  metalowej  kuli  przed  figurą 

background image

Chrystusa  i  gwiazd  dostrzegalnych  przez  szpary  w  górnej  części 

okiennic.  Strzelanina  wybucha  na  nowo;  straszliwa  kanonada 
rozlega  się  tuż  pod  samymi  oknami;  jeszcze  jej  echo  nie  ucichło, 
gdy nagle okiennice znikają, otwarte z zewnątrz, i na krótką chwilę 
prostokąt śnieżnego światła gwiazd obrębia czarną sylwetę męskiej 
postaci:  okiennice  zamykają  się  od  razu  pogrążając  pokój  w 
ciemnościach:  lecz  ciszę  przerywa  teraz  odgłos  zdyszanego 
oddechu. Po chwili słychać pocieranie zapałki i płomyk ukazuje się 
w środku pokoju. 

Raina 
skulona na łóżku 

Kto tam? 

Zapałka gaśnie momentalnie. 

Kto tam? Kto to? 
Glos Mężczyzny  
w ciemności, stłumiony lecz groźny 
Sza,  sza!  proszę  nie  krzyczeć,  bo  strzelę.  Proszę  zachować  się 
spokojnie, a nic złego panią nie spotka! 
Słychać, że Raina wyskakuje z łóżka i zmierza ku drzwiom. 
Proszę uważać, na nic się nie zda uciekać!  

Raina 

Ale kto... 
Głos 

ostrzegawczo  
Proszę  pamiętać,  najmniejsze  podniesienie  głosu  —  a  strzelam, 
(rozkazująco)  Proszę  zapalić  światło.  Chcę  panią  widzieć.  Słyszy 

pani? 
Znowu chwila milczenia i ciemności, podczas gdy Raina cofa się w 
stronę komody. Tajemniczość kończy się, gdy Raina zapala świecę. 
Mężczyzna ma lat około trzydziestu pięciu i znajduje się w stanie 

godnym  politowania:  cały  pokryty  błotem,  śniegiem  i  krwią:  pas  i 

rzemyki  rewolwerowego  futerału  podtrzymują  strzępy  niebieskiej 
kurtki oficera artylerii serbskiej. Skąpe światło świecy i zaniedbana 
powierzchowność  przybysza  pozwalają  rozeznać,  że  jest  to 

background image

mężczyzna  średniego  wzrostu  i  pospolitego  wyglądu;  barczysty  i 
mocny  w  karku,  o  okrągłej,  zdradzającej  upór  głowie.  pokrytej 
kędzierzawymi  brunatnymi  włosami,  o  jasnych,  bystrych  oczach, 
ładnym  czole  i  ustach  oraz  beznadziejnie  prozaicznym  nosie 

upartego  dziecka;  ma  żołnierską  postawę  i  energiczne  ruchy: 
cechuje go całkowita przytomność umysłu pomimo desperackiego 
położenia,  co  więcej,  wyczuwa  nawet  humor  sytuacji,  lecz  bez 

najmniejszej intencji igrania z ogniem lub pominięcia jakiejkolwiek 
sposobności  wybrnięcia  z  opresji.  Zorientowawszy  się  szybko  co 
do  osoby  R  a  i  n  y,  jej  wieku,  pozycji  społecznej,  charakteru, 
wreszcie stopnia jej przerażenia, mówi dalej tonem grzeczniejszym, 

lecz równie stanowczym: 
Proszę wybaczyć, że pani przeszkadzam, ale pani poznaje mundur? 
Serbski!  Jeśli  mnie  złapią,  pójdę  na  rozwałkę!  (groźnie)  Czy  pani 
zrozumiała? 

Raina 

Tak.   - 
Mężczyzna 
Otóż  ja  nie  mam  ochoty  ginąć,  jak  długo  jest  jakaś  nadzieja 
ocalenia, (jeszcze groźniej) Czy pani rozumie?  

Spokojnie, lecz szybko zamyka drzwi na klucz. 

Raina  

pogardliwie 
Nie  bardzo,  (prostuje  się  wyniośle  i  patrzy  mu  prosto  w  twarz 

dodając z wymownym naciskiem)  
Widzę, że niektórzy żołnierze boją się śmierci. 
Mężczyzna  

z wisielczym humorem 
Wszyscy,  łaskawa  pani,  proszę  mi  wierzyć,  że  wszyscy.  Naszą 
powinnością  jest  żyć  tak  długo,  jak  się  da.  Otóż,  gdyby  pani 
podniosła alarm... 

Raina  

przerywając mu 
Zastrzeli mnie pan. A skąd pan wie, że j a się boję śmierci? 

background image

Mężczyzna  

przebiegle 

Rozumiem.  Ale  przypuśćmy,  że  ja  pani  nie  zastrzelę,  co  wtedy? 
Banda waszych kawalerzystów wpadnie do tego pięknego pokoju i 
zarżnie mnie tu jak wieprza, bo ja będę walczył jak opętany demon; 
nie  uda  im  się  wyprowadzić  mnie  stąd  na  ulicę,  żeby  się  tam  ze 
mną pobawić. Znam ja tych ptaszków. Czy pani jest przygotowana 
na przyjęcie tego rodzaju towarzystwa w tym negliżu?  

Raina  świadoma  nagle,  ze  jej  całym  strojem  jest  nocna  koszula, 
cofa się instynktownie i ściąga koszulę dokoła szyi. Przybysz bledli 
jej ruchy i dodaje bezlitośnie: 
Trudno  nazwać  go  odpowiednim  do  przyjmowania  gości.  Raina 
zwraca  się  w  stronę  otomany.  Przybysz  momentalnie  podnosi 

rewolwer i woła: 
Stać! 
Ona zatrzymuje się. 
Dokąd pani idzie? 

Raina 
z cierpliwą godnością 
Tylko po mój płaszcz. 
Mężczyzna 
podchodząc szybko do otomany i chwytając futro  
Świetna myśl! Zaopiekuję się tym futrem, a pani postara się o to, 
żeby  tu  nikt  nie  wszedł  i  nie  oglądał  pani  bez  tego  okrycia.  To 
lepsza broń niż rewolwer, prawda? Rzuca rewolwer na otomanę. 

Raina wzburzona 
To nie jest broń dżentelmena! 
Mężczyzna  
Ale  dobra  dla  człowieka,  którego  od  śmierci  dzieli  tylko  osoba 

pani.  
Kiedy mierzą się wzajemnie przez chwilę oczami, przy czym Raina 
nie  chce  uwierzyć,  że  nawet  serbski  oficer  może  być  tak  mało 

rycerski  i  tak  cynicznie  samolubny,  ostra  strzelanina  na  ulicy 
wyrywa ich z tego stanu. Zimny powiew zagrażającej śmierci tłumi 

background image

głos Mężczyzny, który dodaje: 
Słyszy pani? Jeśli pani zamierza wpuścić tutaj tych łotrzyków, musi 
ich pani przyjąć w negliżu.  

Na  zewnątrz  hałas  i  zamieszanie.  Ścigający  tłuką  w  drzwi  domu 
krzycząc:  „Otwierać!  Otwierać  drzwi!  Wstawać!  Zbudźcie  się!" 

Głos  Służącego  rozlega  się  wewnątrz  wołając  gniewnie:  ,.To  jest 

dom  majora  Petkowa!  Tu  nie  można  wchodzić!"  Lecz  wznowiony 
hałas i mocne dobijanie się do drzwi zmusza Służącego do otwarcia 

drzwi  z  łańcucha,  który  spada  z  brzękiem,  po  czym  słychać  tupot 
ciężkich  kroków  i  wrzawę  tryumfalnych  okrzyków  opanowanych 

wreszcie  przez  stanowczy  głos  Katarzyny,  która  z  oburzeniem 

zapytuje  Oficera:  „Co  to  znaczy,  proszę  pana!  Czy  pan  wie,  w 
czyim domu pan się znajduje?" Hałas nagle cichnie. 
Łuka 
na zewnątrz, stukając do sypialni Rainy  
Panienko, panienko! Proszę wstawać prędko i otworzyć, bo inaczej 
oni zaraz wyważą drzwi! 

Zbieg  podrzuca  głowę  z  gestem  człowieka.  który  widzi,  że 

wszystko stracone; porzuca ton, którym chciał nastraszyć Rainę. 
Mężczyzna  

glosem szczerym i uprzejmym 

Wszystko na nic. Jestem zgubiony, (rzucając futro w stronę Rainy) 
Szybko, proszę włożyć, zaraz tu będą. 

Raina  
Och, dziękuję panu! 
Otula się futrem s widoczną ulgą. 

Nie ma za co. 
Mężczyzna  
przez zęby 

Raina  

z niepokojem 

Co pan teraz zrobi? 
Mężczyzna  

ponuro  

background image

O  tym  dowie  się  pierwszy  człowiek,  który  tu  wpadnie.  Niech  się 
pani usunie na  bok  i  proszę nie  patrzeć.  To  nie  potrwa  długo,  ale 
widok nie będzie miły.  
Wyciąga  szable  z  pochwy  i  staje  naprzeciw  drzwi  w  postawie 
wyczekującej. 

Raina  

impulsywnie 
Pomogę panu. Ocalę pana! 
Mężczyzna 
To niemożliwe. 

Raina 
To  możliwe.  Schowam  pana.  {ciągnie  go  do  okna}  Tu,  za  tą 
zasłoną! 
Mężczyzna  
ulegając jej  
Może, może, jeśli Pani zachowa przytomność umysłu. 
Raina zaciągając zasłonę 

Sz...sz! 

Podbiega do otomany. 
Mężczyzna  
wysuwając głowę 
Proszę pamiętać, że... 

Raina 
Że co? 
Mężczyzna  
Że na dziesięciu żołnierzy, dziewięciu to zwyczajni durnie 

Raina  

Och! 

Zaciąga zasłonę z gniewem. 
Mężczyzna  
wysuwa głowę z drugiej strony 
Przyrzekam pani, że jeśli mnie znajdą, będę się bił jak sto diabłów! 

Raina  tupie  nogą;  głowa  znika  pospiesznie  za  zasłoną.  Raina 
zdejmuje futro i rzuca je niedbale w nogach łóżka, po czym z miną 

background image

zaspaną i zaniepokojoną otwiera drzwi. Wpada podniecona Łuka. 
Łuka 
Widziano,  że  jeden  z  tych  przeklętych  Serbów  wspinał  się  po 

rynnie na balkon. Nasi ludzie chcą przeszukać dom, ale są wściekli 
i  pijani,  zachowują  się  jak  dzikusy,  (przechodzi  na  drugą  strona 

pokoju,  żeby  być  jak  najdalej  od drzwi) Pani prosi, żeby  panienka 
ubrała się zaraz i... 
Spostrzega rewolwer na otomanie i milknie stając jak wryta. 

Raina 

nadąsana, udając oburzenie z powodu całego zajścia  
Tutaj  nie  mają  nic  do  szukania.  Dlaczego  wpuszczono  ich  do 

domu? 

Katarzyna  

wchodząc szybko 
Raino, kochanie, nie spotkało cię nic złego? Czyś ty coś słyszała? 
Czy widziałaś kogo? 

Raina 
Słyszałam  strzelaninę.  Żołnierze  chyba  nie  odważą  się  wejść  do 

mojego pokoju. 

Katarzyna  
Na  szczęście  jest  z  nimi  oficer  rosyjski,  który  zna  Sergiusza. 
[mówiąc  do  kogoś  za  uchylonymi  drzwiami)  Proszę,  niech  pan 

wejdzie. Córka moja przyjmie pana. 
Młody Oficer rosyjski w bułgarskim mundurze wchodzi z szablą w 
dłoni. 

Oficer 
z lisim ugrzecznieniem, zachowując sztywną żołnierską postawę 
Dobry  wieczór,  łaskawa  pani.  Przepraszam  za  najście,  ale  na  tym 
balkonie kryje się serbski zbieg, może panie będą łaskawe wyjść na 

chwile, muszę dokonać rewizji... 

Raina 
nadąsana 
To nie ma sensu, proszę pana, przecież pan widzi, że na balkonie 

nie ma nikogo. 

background image

Otwiera  na  oścież  okiennice,  stojąc  plecami  do  zasłony,  za  którą 
kryje się Zbieg, i pokazując balkon oświetlony księżycem. Tuż pod 

balkonem  rozlegają  się  dwa  strzały.  jedna  kula  trafia  w  szybę 
naprzeciw Rainy, która przymyka oczy i łapie oddech, ale nie rusza 
się  z  miejsca;  Katarzyna  słania  się  z  krzykiem,  a  Oficer 
zawoławszy „proszę uważać", wypada na balkon. 

Oficer  
na balkonie, wrzeszcząc dziko na ludzi stojących na dole 
Nie strzelać, durnie, słyszycie?! Nie strzelać mówię, do stu tysięcy 
diabłów! (przez chwile patrzy jeszcze w dół, po czym zwraca się do 

Rainy usiłując mówić znowu tonem ugrzecznionym} 
Czy  bez  wiedzy  pani  mógł  ktokolwiek  dostać  się  tutaj?  Czy  pani 
spała? 

Raina 
Nie, nie kładłam się wcale. 

Oficer 
zniecierpliwiony, wracając do pokoju  
Sąsiedzi  państwa  mają  głowy  tak  pełne  serbskich  zbiegów,  że 
widzą  ich  wszędzie,  (z  kurtuazją)  Łaskawa  pani,  przepraszam 
tysiąckrotnie. Dobranoc. 

Składa  wojskowy  ukłon,  na  który  Ruina  odpowiada  chłodnym 

skinieniem  głowy,  drugi  ukłon  składa  Katarzynie,  która  wychodzi 

za  nim.  Raina  zamyka  okiennice,  obraca  się  i  spostrzega  Łukę, 

która obserwowała całą scenę z widocznym zaciekawieniem. 

Raina  
Łuko,  nie  odstępuj  od  pani,  póki  wszyscy  żołnierze  nie  wyjdą  z 

domu. 
Łuka rzuca spojrzenie na R a i n ę, na otomanę i na zasłanę, przy 

czym  zaciska  usta  tajemniczo,  wybucha  bezczelnym  chichotem  i 

wychodzi.  Raina  oburzona  bardzo  tym  popisem  idzie  za  nią  do 

drzwi. które zatrzaskuje i zamyka gwałtownie na klucz. Mężczyzna 
wysuwa się natychmiast spoza zasłony chowając szable do pochwy, 

po 

czym 

pozbywszy 

się 

nieaktualnej 

już 

myśli 

niebezpieczeństwie podchodzi uprzejmie do Rainy. 

background image

Mężczyzna  
O włos chybili... ale o włos znaczy to samo co o milę. Szanowna, 
droga pani, jestem sługą pani na całe życie. Przez wzgląd na panią 
żałuję,  że  nie  zaciągnąłem  się  do  bułgarskiej  armii,  nie  jestem 

rodowitym Serbem. 

Raina 
wyniośle  
Oczywiście,  że  nie.  Pan  jest  jednym  z  tych  Austriaków,  którzy 
nakłonili Serbów, żeby nas pozbawili wolności narodowej i którzy 
dowodzą serbską armią. Nienawidzimy was z całej duszy! 
Mężczyzna  
Ja Austriakiem? Nic podobnego! Niech łaskawa pani pozbędzie się 
nienawiści do mnie. Jestem Szwajcarem. Biorę udział w tej wojnie 
jako zawodowy żołnierz. Zaciągnąłem się do armii serbskiej, gdyż 
w drodze ze Szwajcarii natknąłem się najpierw na Serbów. Proszę o 
wspaniałomyślność. Pobiliście nas na głowę. 

R ai n a  
Czyż nie byłam wspaniałomyślna? 
Mężczyzna  

Szlachetna! Bohaterska! Ale ja nie jestem jeszcze ocalony. Ta fala 
pościgu  skończy  się  wkrótce,  ale  pościg  ogólny  będzie  trwał  z 
przerwami  do  rana.  Muszę  spróbować  ucieczki  podczas  takiej 
spokojnej  przerwy,  (ujmująco) Pani  pozwoli  mi  poczekać tu kilka 

chwil? 

Raina  
przybierając najwytworniejszy ton rozmowy towarzyskiej 
Ależ bardzo proszę. Zechce pan usiąść.  
Mężczyzna 
Dziękuję. 
Siada w nogach łóżka. Raina podchodzi z wyszukanym wdziękiem 

do  otomany  i  zajmuje  na  niej  miejsce;  na  nieszczęście  siada  na 

porzuconym  rewolwerze  i  zrywa  się  z  krzykiem.  Mężczyzna 
roztrzęsiony  nerwowo,  rzuca  się  na  drugą  stronę  pokoju  jak 

przestraszony koń i mówi z irytacją: 

background image

Niechże mnie pani tak nie straszy! Co się stało?  

Raina 
Pański  rewolwer!  Przez  cały  czas  leżał  tu  na  oczach  tego  oficera. 
Pan ma szczęście! 
Mężczyzna rozzłoszczony tym niepotrzebnym przestrachem 

I to wszystko? 

Raina 
patrząc nań coraz wynioślej w miarę jak jej opinia o nim maleje, a 
ona sama czuje się coraz swobodniejsza 
Przepraszam,  że  pana  przestraszyłam,  {ujmuje  rewolwer  i  wręcza 

mu} Proszę się uzbroić przeciwko mnie. 
Mężczyzna  
z  uśmiechem  znużenia  w  odpowiedzi  na  jej  sarkazm,  biorąc 

rewolwer 
To na nic, łaskawa pani. Nie nabity. 
Chowa rewolwer do futerału z kpiącym grymasem. 

Raina  
Więc niechże go pan nabije, bardzo proszę. 
Mężczyzna 

Nie  mam  amunicji.  Co  za  korzyść  z  nabojów  w  czasie  bitwy? 
Zamiast nich noszę zawsze czekoladę. Ale ostatni kawałek zjadłem 
już dobrych kilka godzin temu. 

Raina 
urażona w swoich najświętszych ideałach męskiej dzielności  
Czekoladę?  Pan  napycha  sobie kieszenie  słodyczami,  jak uczniak, 

nawet na polu bitwy? 
Mężczyzna 
z uśmiechem  
Ano  tak.  To  godne  pogardy,  prawda?  (zgłodniały)  Żałuję,  że  nie 
mam już ani kawałka. 

Raina 
Pan pozwoli, (żegluje majestatycznie do komody i wraca z dużym 

pudlem czekoladek)  

Przepraszam,  że  zjadłam  prawie  wszystkie,  ale  jeszcze  kilka 

background image

zostało. Proszę...  
Podaje mu pudło. 
Mężczyzna  
żarłocznie 
Pani  jest  aniołem!  (łyka  zawartość  pudła)  Ha,  miętowe  w 

czekoladzie!  Co  za  rozkosz!  (szuka  na  dnie,  lecz  nie  znajduje  nic 
więcej, wygarnia palcami resztki cukru i oblizuje palce, kiedy i ten 
pokarm się kończy, przyjmuje swój los z humorem i mówi głosem 
pełnym wdzięczności) Niech pani Bóg wynagrodzi, łaskawa pani! 
Pani  może  zawsze  rozpoznać  starego  doświadczonego  żołnierza 
według zawartości jego olstrów i pasa ładunkowego. Młodzi noszą 
broń i amunicję, starzy — żywność. 
Dziękuję. 
Wręcza jej pudło; Rai n a chwyta je z pogardą i odrzuca na bok. On 
znowu uchyla się jakby z obawy, ze ona chce go uderzyć.  
Ha!  Niech  pani  poniecha  takich  nagłych  ruchów.  To  nie  godne 
łaskawej pani mścić się za to, że panią przestraszyłem przed chwilą. 

Ra i n a  
wyniośle 
Pan mnie przestraszył? Czy pan da wiarę, że chociaż jestem tylko 
słabą kobietą, jestem w duszy tak samo odważna jak pan? 
Mężczyzna 
Owszem,  wierzę  w  to.  Ale  pani  nie  była  w  pierwszej  linii  ognia 

przez trzy dni, tak jak ja. Dwa dni mogę wytrzymać, nie pokazując 
wiele po sobie, ale żaden człowiek nie wytrzyma trzech dni. Gonię 
ostatkiem  nerwów...  [siada  na  otomanie  ujmując  głowę  w  dłonie) 
Czy zrobiłoby pani przyjemność, gdybym się rozpłakał? 

Raina  

zaniepokojona 

Nie, nie! 
Mężczyzna  
Gdyby  pani  zechciała  zobaczyć  moje  łzy,  wystarczyłoby  mnie 
skarcić,  jak  piastunka  karci  małego  brzdąca.  Gdybym  był  teraz  w 

namiocie, moi towarzysze broni kpiliby ze mnie bez końca. 

background image

R a i na 

lekko wzruszona 
Przepraszam. Nie będę pana karciła. 
Wzruszony  jej  współczuciem  podnosi  głowę  i  patrzy  na  nią  z 

wdzięcznością. Raina natychmiast odsuwa się przybierając sztywną 
minę. Proszę mi wybaczyć, ale nasi żołnierze nie są tacy.  

Oddala się od otomany. 
Mężczyzna  
Tacy  sami,  łaskawa  i  droga  pani.  Są  tylko  dwa  rodzaje  żołnierzy: 
starzy  i  młodzi.  Mam  już  za  sobą  czternaście  lat  służby,  połowa 
waszych ludzi nie wąchała dotąd prochu. Więc jak się to stało, że 
pobiliście nas? Sprawiła to zupełna nieznajomość sztuki wojennej, 
nic więcej, (oburzony) Nigdy jeszcze nie widziałem tak amatorskiej 

armii. 

Raina  

z ironią 
Ach, więc pan uważa, że pobiliśmy was po amatorsku? 
Mężczyzna  
No,  proszę  pani!  Czy  to  metoda  zawodowa  rzucić  cały  pułk 
kawalerii  na  baterię  karabinów  maszynowych  mając  niezawodną 
pewność,  że  gdy  ta  bateria  zacznie  grać,  ani  jeden  koń,  ani  jeden 
jeździec  nie  doleci  nawet  na  pięćdziesiąt  metrów  do  linii  ognia?! 
Nie chciałem wierzyć własnym oczom, gdy to zobaczyłem... 

Raina 
zwracając  się  ku  niemu  skwapliwie,  w  nagłym  przypływie 

entuzjazmu i marzeń o wielkości  
Pan  widział  tę  wielką  szarżę  kawalerii?  Niech  mi  pan  opowie  o 
niej, niech mi pan ją opisze. 
Mężczyzna  
Pani nie widziała nigdy szarży kawalerii? 

Raina  
Przecież nie miałam okazji. 
Mężczyzna  

Prawda,  prawda,  oczywiście,  że  nie!  Więc...  to  bardzo  zabawny 

background image

widok.  To  tak,  jakby  ktoś  rzucił  garść  grochu  w  szybę:  najpierw 
jedno  ziarnko uderza  o  szybę,  zaraz  potem  dwa  lub  trzy,  a  potem 
cała reszta na raz. 

Raina  
z  roziskrzonymi  oczami  podnosząc  w  ekstazie  splecione  dłonie  w 

górę 

 Tak! ale najpierw ten jeden! Najdzielniejszy z dzielnych! 
Mężczyzna 

prozaicznie  
Hm!  Gdyby  pani  zobaczyła  tego  bohaterskiego  biedaka 
hamującego swego konia! 

Raina  
A dlaczego, dlaczego miałby hamować konia? 
Mężczyzna 

zniecierpliwiony tym niedorzecznym pytaniem  
Bo koń wyrywa się naprzód i pędzi na oślep. Czy pani przypuszcza, 
że  ten  jeździec  pragnie  dotrzeć  do  celu  pierwszy,  żeby  znaleźć 
pewną śmierć? Bo potem nadlecą wszyscy razem. Można odróżnić 
młodych  po  ich  dzikości  i  szalonych  ciosach.  Starzy  pędzą  zbitą 
kupą,  bardzo  ostrożnie,  oni  wiedzą,  że  są  po  prostu  żywymi 
pociskami i że żadna próba walki nic im  nie pomoże. Rany, jakie 
odnoszą,  to  przeważnie  rozbite  kolana,  na  skutek  zderzenia  się 

koni. 

Raina 
Okropność! Ale nie wierzę, że ten pierwszy jeździec jest tchórzem. 
Jestem głęboko przeświadczona, że to bohater! 
Mężczyzna  

z dobrodusznym humorem 
Tak, każdy kto zobaczyłby pierwszego jeźdźca w dzisiejszej szarży, 
powiedziałby to samo. 

Raina 
z zapartym tchem, przebaczając mu wszystko  
Ach, wiedziałam to! Niech pan mówi! Niech mi pan opowie o nim! 
Mężczyzna 

background image

Cóż  mogę  pani  powiedzieć?  Rolę  swoją  wykonał  jak  bohaterski 
tenor  w  operze.  Przystojny  junak,  z  płomiennymi  oczami  i 
wspaniałym wąsem, pędził rycząc swój okrzyk wojenny i atakując 

jak donkiszot wiatraki. Śmieliśmy się do rozpuku! 

Raina 
Mieliście czelność śmiać się? 
Mężczyzna  
Mieliśmy.  Ale  kiedy  nasz  sierżant,  blady  jak  trup,  podbiegł  z 
oznajmieniem, że przysłano nam nieodpowiednią amunicję i że nie 
będziemy mogli oddać ani jednego strzału przez następne dziesięć 
minut,  usta  nasze  wykrzywiły  się  innym  uśmiechem.  Jak  żyję  nie 
miałem takich mdłości, choć zdarzyło mi się nieraz być w ciężkiej, 
prawie  beznadziejnej  sytuacji.  W  dodatku  nie  miałem  nawet 

jednego naboju rewolwerowego, a w pasie ładunkowym była tylko 
czekolada.  Nie  mieliśmy  bagnetów;  słowem,  zbrojni  w  karabiny 
maszynowe,  byliśmy  bezbronni!  Nic  dziwnego,  że  zrobili  z  nas 
siekaninę.  A  nasz  donkiszot  wrzeszczał,  jakby  walił  w  dziesięć 
bębnów, przekonany, że dokonał niesłychanej rzeczy, podczas gdy 
w  rzeczywistości  należało  go  postawić  przed  sąd  wojenny.  Ze 
wszystkich  błaznów  puszczonych  luzem  na  polu  bitwy,  ten  był 
chyba najbardziej obłąkany. On po prostu popełnił samobójstwo z 
całym  swoim  pułkiem.  Tyle  tylko,  że  samobójcza  broń  zawiodła. 
Rewolwer nie wystrzelił, w tym cały gips. 

Raina 
dotknięta głęboko, lecz wierna swoim ideałom  
Tak pan sądzi? Czy pan poznałby go, gdyby go pan zobaczył? 
Mężczyzna  
Nigdy nie zapomnę tej twarzy! 

Raina  podchodzi  znowu  do  komody,  on  śledzi  jej  ruchy  z 
nieokreśloną  nadzieją,  ze  ona  przyniesie  coś  do  zjedzenia,  lecz 

Raina zdejmuje fotografię i wraca z nią na swoje miejsce. 

Raina  
To jest fotografia dżentelmena, patrioty i bohatera, z którym jestem 
zaręczona. 

background image

Mężczyzna  

poznaje od razu, zaskoczony 

Przepraszam  panią  jak  najmocniej, (patrząc  jej  w  oczy]  Czy  to  się 
godziło  ciągnąć  mnie  za  słowo?  (spogląda  znowu  na  fotografię) 

Tak, to nasz donkiszot. Nie ma najmniejszej wątpliwości. 

Tłumi śmiech. 

Raina  

szybko 
Dlaczego pan się śmieje? 
Mężczyzna 
przepraszając, choć jeszcze rozbawiony 
Zapewniam panią, że się nie śmiałem... W każdym razie nie miałem 
najmniejszego  zamiaru.  Ale  kiedy  pomyślę,  jak  atakował  te 
wiatraki w przekonaniu, że dokonuje naprawdę wielkiej rzeczy... 

Dławi się tłumionym śmiechem. 

Raina  

surowo 

Proszę mi oddać tę fotografię. 
Mężczyzna 
ze szczerą skruchą 
Służę, Naturalnie. Najmocniej przepraszam raz jeszcze. Podaje jej 
fotografię.  Raina  rozmyślnie  całuje  ją  patrząc  mu  prosto  w  oczy 

przed odniesieniem jej na właściwe miejsce, na komodzie. On idzie 

za nią usprawiedliwiając się: 
Może  ja  się  mylę,  na  pewno  się  mylę,  proszę  pani. 
Prawdopodobnie,  a  raczej  na  pewno  się  mylę:  musiał  się  skądś 
dowiedzieć o naszym braku amunicji i wiedział, że może wykonać 
swój zamiar zupełnie bezpiecznie. 

Raina  

Chce pan powiedzieć, że to tchórz, który udawał bohatera! Takiego 
zarzutu nie ważył się pan przedtem postawić. 
Mężczyzna  

z komicznym gestem rozpaczy 
Widzę,  że  to  wszystko  na  nic...  Pani  nie  myśli  jak  zawodowy 

background image

żołnierz.  Gdy  zwraca  się  w  kierunku  otomany,  dwa  strzały 

rozlegają się w oddali grożąc nowym niebezpieczeństwem. 

Raina 
surowo, widząc że on nasłuchuje z niepokojem  

Tym lepiej dla pana! 
Mężczyzna  
odwracając się  

Jak to? Nie rozumiem. 

Raina  
Pan jest moim wrogiem i jest pan zdany na moją łaskę. Jaki byłby 

los pana, gdybym była zawodowym żołnierzem? 
Mężczyzna  
To  prawda  łaskawa  i  droga  pani;  pani  zawsze  ma  rację.  Przecież 
wiem,  ile  dobroci  okazała  mi  pani.  Do  końca  życia  nie  zapomnę 
tych trzech czekoladek z miętą. To nie był czyn żołnierski, to był 

czyn anielski. 

Raina 
chłodno  
Dziękuję. A teraz postąpię po żołniersku. Pan nie może zostać tutaj 
po  tym  wszystkim,  co  pan  powiedział  o  moim  przyszłym  mężu. 
Otóż ja wyjdę na balkon i zbadam, czy pan może zejść bezpiecznie 
po tej rynnie na ulicę.  
Zwraca się do okna. 
Mężczyzna  
ze zmienioną twarzą 
Co?  Zejść  na  dół  po  tej  rynnie?  Proszę  się  zatrzymać!  Proszę 
poczekać!  Nie  mogę,  nie  dam  rady,  nie  mam  odwagi!  Na  samą 
myśl o tym dostaję zawrotu głowy! Wspiąłem się po niej na balkon 
jakoś szybko, bo czułem śmierć za plecami. Ale teraz spuścić się po 
niej  na  dół  z  zimną  krwią!...  (opada  na  otomanę)  Nie!  Nie!  Nie 
mogę! Wolę się poddać... jestem pobity! Proszę zaalarmować cały 

dom... 
Opuszcza głowę na ręce w zupełnym przygnębieniu. 

Raina  

background image

rozbrojona i pełna litości 
No, no, głowa do góry! 

 Pochyla  się  nad  nim  niemal  jak  matka,  lecz  on  potrząsa  tylko 

głową. 
Och, to taki żołnierz z pana?. Czekoladowy żołnierz! No, głowa do 
góry! Proszę pamiętać, że zejście po rynnie wymaga mniej odwagi 
niż klęska w bitwie. 
Mężczyzna  
marzycielsko ukołysany jej słowami 
Nie, nie, klęska oznacza tylko śmierć, a śmierć to sen... Och, spać, 
spać, spać... spać niezakłóconym snem! A schodzić po tej rynnie — 
znaczy działać, wysilać się... myśleć! Łatwiej dziesięć razy zginąć! 

Raina 
przejęta i zdziwiona, wpadając mimo woli w rytm jego znużenia 
Taki pan śpiący? 
Mężczyzna  
Od dnia zaciągu nie zaznałem ani dwóch godzin spokojnego snu. A 
przez ostatnich czterdzieści osiem godzin nie zmrużyłem oka ani na 
jedną chwilę. 

Raina  

bezradna i zrozpaczona 
Więc co ja mam zrobić z panem? 
Mężczyzna 
wstając  i  zataczając  się  ze  zmęczenia,  pobudzony  jej  rozpaczą 
Oczywiście, muszę coś zrobić, (otrząsa się, przytomnieje i mówi z 
wigorem  i  nową  odwaga)  Widzi  pani,  wyspany  czy  niewyspany, 
głodny czy syty, zmęczony czy wypoczęty, człowiek zawsze potrafi 
coś zdziałać, gdy wie, że musi. Otóż ja muszę zejść po tej rynnie... 
(uderza się w pierś) Słyszysz, ty czekoladowy żołnierzu? 
Zwraca się do okna. 

Raina  
z obawą  
A jeśli pan spadnie? 
Mężczyzna 

background image

To zasnę na kamieniu jak na puchowym łożu. Żegnam panią. 
Rusza  odważnie  na  balkon,  w  chwili  gdy  ręka  jego  ujmuje 
okiennice, z ulicy rozlega się ostra strzelanina. 

Raina  
podbiegając do niego 
Stać!  {chwyta  go  bezceremonialnie  i  obraca  twarzą  w  stronę 

pokoju]  
Tam pana zabiją! 
Mężczyzna  
ozięble, lecz uprzejmie 
Mniejsza  o  to;  śmierć  należy  do  mojego  codziennego  programu. 
Muszę zaryzykować, (stanowczo) A teraz musi pani wykonać moje 
polecenie. Przede wszystkim proszę zgasić świecę, żeby ci z  dołu 
nie zobaczyli światła, gdy otworzę okiennicę. Proszę stać z daleka 
od okna, bo gdyby tamci mnie zobaczyli, wezmą mnie na pewno na 

cel. 

Raina  
nie odrywając się od niego 
Na  pewno  pana  zobaczą.  Noc  jest  jasna,  księżycowa.  Ocalę pana. 
Och,  jak  można  być  tak  obojętnym!  Czy  pan  chce,  żebym  pana 
ocaliła, czy nie? 
Mężczyzna  
Ja tylko nie chcę przysparzać pani kłopotu. 
Raina potrząsa nim zniecierpliwiona.  
Zapewniam panią, że nie jestem zobojętniały na śmierć. Pani chce 
mnie ocalić. Ale jak to zrobić? 

Raina 

Przede wszystkim niech pan odejdzie od okna. 
Pociąga  go  silnie  na  środek  pokoju;  z  chwilą  gdy  go  puszcza,  on 
mechanicznie  odwraca  się  w  stronę  okna.  Ona  znowu  odciąga  go 

od okna wołając: 
Proszę się nie ruszać! 
On  stoi  wreszcie  bez  ruchu  jak  zahipnotyzowany,  nie  panując 

dłużej  nad  nowym  atakiem  znużenia;  ona  puszcza  go  mówiąc 

background image

tonem opiekunki: 
Niech  pan  posłucha!  Pan  musi  zaufać  naszej  gościnności.  Pan 

jeszcze nie wie, w czyim domu pan się znajduje. 

Jestem z domu Petkowówna. 
Mężczyzna  

Jaka? 

Raina  

z pewnym oburzeniem  
To  znaczy,  że  należę  do  rodu  Petkowów,  najbogatszego  i 

najbardziej znanego w całym kraju. 
Mężczyzna  
Rozumiem  i  bardzo  przepraszam.  Oczywiście!  Co  za  dureń  ze 

mnie! Petkowie... 

R a i na 
Niech pan nie udaje, po co się zniżać do fałszu? Przecież pan nigdy 
w życiu nie słyszał o tym rodzie. 
Mężczyzna.  

Pani wybaczy! Jestem tak wyczerpany, że myśleć trudno. A zmiana 
tematu była tak nagła i niespodziewana. Niechże mnie pani nie łaje. 

Raina 
Przepraszam, zapomniałam. Mógłby się pan rozbeczeć.  

On potakuje zupełne poważnie. Raina wydyma usta, po czym mówi 

dalej tym samym tonem opiekunki: 
Muszę panu powiedzieć, że mój ojciec posiada najwyższy stopień, 
jaki w naszej armii osiągnął kiedykolwiek Bułgar. On jest (z dumą) 

majorem! 
Mężczyzna  
udając, ze jest pod wrażeniem  
Majorem! Ach doprawdy! Kto by się tego spodziewał! 

Raina  
Okazał pan wielką ignorancję sądząc, że na nasz balkon trzeba się 
wspinać  po  rynnie.  Nasz  dom  jest  jedynym  prywatnym  domem 
piętrowym, a wewnątrz są schody, po których schodzi się na dół i 
wchodzi na górę. 

background image

Mężczyzna  
Schody? Niesłychane! Pani żyje w wielkim zbytku, łaskawa pani. 

Raina  

Czy pan wie, co to jest biblioteka? 
Mężczyzna  
Biblioteka? Taki pokój pełen książek? 

Raina  
Zgadł pan. Otóż my mamy bibliotekę... Jedyną bibliotekę w całym 

kraju. 
Mężczyzna  
Naprawdę? Prawdziwą bibliotekę. Rad bym ją zobaczyć. 

Raina  
z afektacją 
Mówię panu o tych rzeczach na dowód, że pan nie znajduje się w 
domu  ciemnych  wieśniaków,  którzy  zabiliby  pana natychmiast  po 
zobaczeniu  pańskiego  serbskiego  munduru.  Nie,  pan  jest  wśród 
ludzi  cywilizowanych.  My  wyjeżdżamy  co  rok  na  sezon  operowy 
do Bukaresztu, byłam także w Wiedniu... cały miesiąc. 
Mężczyzna  
Domyślałem się tego, droga pani. Wyczułem od razu, że Pani jest 
światową damą. 

Raina 
Był pan kiedy na operze „Ernani"?1 
1/Mowa  tu  o  operze  Verdiego  pod  tym  tytułem,  której  libretto 
napisane jest do dramatu Victora Hugo: „Hernani". 
Mężczyzna Czy to może ta z diabłem w czerwonych trykotach i z 
chórem żołnierzy? 

Raina 

pogardliwie 

Nie! 
Mężczyzna  
tłumiąc głębokie westchnienie znużenia 
W takim razie nie byłem. 

Raina  

background image

Myślałam, że może pan pamięta tę wielką scenę, w której Ernani, 
uciekając przed wrogami właśnie tak, jak pan dzisiaj, chroni się w 
zamku  najzaciętszego  wroga,  starego  szlachcica  kastylskiego. 
Szlachcic  nie oddaje  go  w  ręce  władz,  gdyż  osoba  gościa  jest  dla 
niego święta. 
Mężczyzna  
szybko, lekko ożywiony 
Czy rodzice pani podzielają ten pogląd? 

Raina  
z godnością 
Moja matka i ja możemy zrozumieć ten pogląd, jak się pan wyraża. 
Otóż,  gdyby  zamiast  grozić  mi  rewolwerem,  jak  to  pan  zrobił, 
zaufał pan naszej gościnności, mógłby się pan czuć tak bezpieczny 
jak w domu własnego ojca. Mężczyzna 
Naprawdę? 

Raina  
odwracając się od mego z niesmakiem 
Widzę, że pan tych rzeczy nie zrozumie. 
Mężczyzna  
Niech  się  pani  nie  gniewa.  Pani  rozumie,  jak  niefortunne  byłoby 
moje położenie, gdyby mnie taka ufność zawiodła. Ojciec mój jest 
człowiekiem  bardzo  gościnnym,  posiada  sześć  hoteli,  ale  nie 
zaufałbym mu aż do tego stopnia. A co by zrobił ojciec pani? 

Raina 

Ojciec  mój  jest  pod  Śliwnicą.  Walczy  o  wolność  naszej  ojczyzny. 

Tutaj  ja  odpowiadam  za  bezpieczeństwo  pana.  Daję  panu  na  to 
moją rękę. Czy to panu wystarczy? Podaje mu dłoń. 
Mężczyzna  
oglądając niepewnie własną rękę 
Droga  pani,  lepiej  nie  dotykać  moich  rąk.  Musiałbym  je  najpierw 
umyć. 

Raina  

wzruszona 
To  bardzo  ładnie  z  pańskiej  strony.  Widzę,  że  pan  jest 

background image

dżentelmenem. 
Mężczyzna 

zaskoczony  

Nie rozumiem... 

Raina  
Pan  może  myśli,  że  jestem  zaskoczona?  Otóż  moi  rodacy  dobrze 
wychowani,  tak  jak  nasza  rodzina,  myją  ręce  prawie  codziennie. 
Dlatego  umiem  ocenić  pańską  delikatność.  Możemy  sobie  podać 
dłonie. 
Podaje mu dłoń powtórnie. 
Mężczyzna 
całuje jej rękę, założywszy swoje w tył  
Dziękuję,  łaskawa  pani.  Czuję  się  nareszcie  bezpieczny.  A  teraz 
może  pani  byłaby  tak  dobra  i  zawiadomiła  swoją  matkę!  Będzie 
lepiej,  jeśli  moja  obecność  tutaj  jak  najprędzej  przestanie  być 
tajemnicą. 

Raina  
Ale pan zachowa się spokojnie podczas mej nieobecności? 
Mężczyzna 
Oczywiście... 

Siada na otomanie. Raina podchodzi do łóżka i otula się futrem. On 
zamyka oczy. Ona podchodzi do drzwi i rzucając na niego ostatnie 

spojrzenie stwierdza, że on zasypia. 

Raina 

przy drzwiach 
Ale pan nie zaśnie, prawda? 
On mruczy cos niezrozumiale, ona podbiega i potrząsa, nim. 
Słyszy pan? Niech się pan zbudzi... pan już zasypia. 
Mężczyzna  
Co?  Ja...  zasypiam?  Nie,  nie,  nigdy  w  życiu.  Ja  się  tylko 
zamyśliłem... Wszystko w porządku. Czuwam. 

Raina  

surowo  
Proszę wstać... Będzie pan czekał na mój powrót, stojąc. 

background image

On wstaje niezbyt chętnie. 
Przez cały czas, rozumie pan? 
Mężczyzna  
stojąc niezbyt pewnie 
Oczywiście.  Oczywiście...  Może  pani  na  mnie  polegać.  Raina 
spogląda na niego z powątpiewaniem. On uśmiecha się blado. Ona 
odchodzi niechętnie, odwraca się przy drzwiach i niemal przyłapuje 

go w trakcie ziewania, po czym wychodzi. 
Mężczyzna  

sennie 
Spać, Spać, Spać, Spa... (słowa zamieniają się w pomruk; budzi się 
nagle i dzięki temu nie przewraca się) Gdzie ja jestem? Chciałbym 
to  wiedzieć...  gdzie  ja  jestem?  Muszę  czuwać.  Nic  mnie  tak  nie 
otrzeźwi jak niebezpieczeństwo. To trzeba pamiętać, (z naciskiem) 
Niebezpieczeństwo,  niebezpieczeństwo,  niebezpiecz...  (znowu 
niezrozumiały  pomruk  i  znowu  przebudzenie  z  przestrachem) 
Gdzie niebezpieczeństwo? Muszę poszukać. (krąży dookoła pokoju 
szukając czegoś) Czego ja szukam? Sen... niebezpieczeństwo... nie 
wiem. (potyka się o łóżko} O, właśnie, teraz już wiem. Wszystko w 
porządku.  Mam  się  położyć  do  łóżka,  ale  nie  wolno  mi  zasnąć. 
Nawet  się  nie  położę,  tylko  usiądę...  (siada  na  łóżku,  błogi  wyraz 
pojawia się na jego twarzy) Och, jak dobrze!  
Z  radosnym  westchnieniem  pada  jak  długi  na  łóżko,  ostatnim 
wysiłkiem  wyciąga  nogi  w  butach  i  zasypia  natychmiast 
kamiennym snem. Wchodzi Katarzyna, za nią Raina. 

Raina  
spoglądając na otomanę  
Nie ma go! Zostawiłam go tutaj. 

Katarzyna  
Tutaj? Więc musiał zejść po rynnie. 

Raina  
rzuciwszy okiem na łóżko 

Och! 

Wskazuje palcem. 

background image

Katarzyna 

zgorszona  
Coś niesłychanego! 
Kieruje  się  do  łóżka.  Staje  z  jednej,  a  Raina  z  drugiej  strony.  Śpi 

jak zabity! A to brutal! 

Raina  

zatroskana Sz...szsz! 

Katarzyna 
potrząsając nim  
Panie!  (szarpie  go  mocniej)  Panie!!  (szarpie  go  gwałtownie) 

Panie!!! 

Raina  
chwyta matkę za rękę 
Dosyć,  dosyć,  niech  go  mama  nie  szarpie.  Kochane  biedaczysko 
wycieńczony do cna! Niech śpi. 

Katarzyna  
zdumiona wracając się do Rainy  
„Kochane biedaczysko"? Raino!!! 

Patrzy surowo na córkę. Mężczyzna Śpi głęboko. 

background image

AKT DRUGI 

Szósty marca 1886 roku. W ogrodzie domu majora Petkowa. Piękny 
poranek  wiosenny;  ogród  tchnie  świeżością  i  urokiem.  Poza 
ogrodzeniem widać szczyty dwóch minaretów, które dowodzą, że w 

głębi  znajduje  się  kotlina,  a  w  niej  małe  miasteczko.  O  kilka 

kilometrów  dalej  wznoszą  się  Góry  Bałkańskie,  które  zamykają 
krajobraz. Patrząc ku nim z wnętrza ogrodu, widzi się z lewej strony 
boczną  ścianę  domu  z  furtką  wiodącą  do  ogrodu,  do  którego 
schodzi  się  po  kilku  stopniach.  Na  prawo  stajnia,  z  dziedzińcem  i 
wrotami,  wdziera  się  niemal  w  ogród.  Wzdłuż  ogrodzenia  i  domu 
rosną  krzewy  owocowe,  na  których  suszy  się  świeżo  wyprana 
bielizna.  Przy  domu  biegnie  ścieżka,  która  podnosi  się  o  dwa 
schodki na rogu i znika na skręcie. W środku, niewielki stół, z parą 
krzeseł  z  giętego  drzewa,  nakryty  do  śniadania;  widzimy  na  nim 
turecki  imbryk  do  kawy,  filiżanki,  bułki  itp.  Stan  filiżanek  i 
pieczywa wskazuje, ze już jest po śniadaniu. Pod ścianą, na prawo, 

stoi drewniana ławka ogrodowa. 
Łuka,  z  papierosem  w  ustach,  stoi  między  stołem  i  domem 

odwrócona  z  gniewną  pogardą tyłem  do służącego,  który  prawi  jej 
kazanie.  Jest  to  mężczyzna  w  średnim  wieku,  spokojnego 

usposobienia,  o  niewielkiej,  lecz  bystrej  inteligencji;  cechuje  go 

zadowolenie  z  siebie  samego  i  ze  swojego  stanowiska  służącego 

oraz  niewzruszony  spokój  dobrego  kalkulatora,  wolnego  od 
wszelkich  złudzeń.  Nosi  biały  bułgarski  strój  ludowy:  kurtkę  z 
haftowanym  szlakiem  i  szarfą,  szerokie  szarawary  i  wyszywane 
kapce.  Głowę  ma  ogoloną  aż  do  czubka,  co  daje  mu  wysokie 
japońskie czoło. Na imię mu Mikoła. 
Mikoła  Ostrzegam  cię,  póki czas,  Łuko,  zmień  swoje zachowanie. 
Znam  naszą  panią.  Jest  tak  pyszna,  że  jej  się  nawet  nie  śni,  żeby 
ktoś  ze  służby  mógł  jej  okazać  dysrespekt;  ale  niech  tylko  raz  się 
spostrzeże, że ją lekceważysz, wyrzuci cię. 
Łuka 
A żebyś wiedział, że ją lekceważę. I będę ją lekceważyć. Nic mi na 
niej nie zależy! 

background image

Mikoła  
Jak  będziesz  koty  darła  z  tym  domem,  to  tak  jakbyś  się  ze  mną 
pokłóciła! Nie mógłbym się z tobą ożenić. 
Łuka  

To ty stajesz po jej stronie, przeciw mnie? 

Mikoła 

spokojnie  
Zawsze będę zależny od życzliwości tego domu. Kiedy skończę tu 
służbę  i  otworzę  sklep  w  Sofii,  dostawy  dla  nich  będą  połową 
mojego  dochodu.  A  jedno  złe  słowo  z  ich  strony  mogłoby  mnie 
zrujnować. 
Łuka 
Ty nie masz w sobie za grosz ducha. Niechbym ja usłyszała jedno 
złe słowo z ich ust! 

Mikoła  

z politowaniem 

Oj,  Łuko,  Łuko,  kiedy  ty  dojdziesz  do  rozumu?  Ale  co  młode,  to 
głupie! A ty jesteś taka młoda... taka młoda! 
Łuka 
Właśnie...  i  dlatego  tak  ci  się  podobam,  prawda?  Znam  ja  kilka 

sekretów  tej  rodzinki,  która  nie  byłaby  zachwycona,  gdybym  je 
rozgłosiła,  choć  jestem  taka  młoda.  Niech  mnie  wyrzucą,  jeśli  się 
odważą! 

Mikoła  

z wyższością i politowaniem  
A czy ty wiesz, co by zrobili, gdyby to usłyszeli? 
Łuka 
A cóż mogliby zrobić? 
M i k o ł a  
Wyrzuciliby  cię  ze  służby  za  kłamstwo!  I  kto  by  potem  uwierzył 
twoim słowom? Kto przyjąłby ciebie do służby? Kto w tym domu 
miałby odwagę przemówić do ciebie na oczach innych choć jedno 
słowo? Jak długo twój ojciec cieszyłby się swoją zagrodą? 
Łuka  zniecierpliwiona  rzuca  na  ziemię  niedopałek  papierosa  i 

background image

depcze go nogami. 
Dziecko,  ty  nie  wiesz,  jaką  moc  mają  tacy  możni  bogacze  nad 
takimi jak ty i ja, gdybyśmy chcieli wydobyć się z naszej nędzy na 
przekór ich woli. (podchodzi do niej i mówi zniżając glos) Patrz na 

mnie.  Dziesięć  lat  jestem  w  ich  służbie.  Czy  myślisz,  że  nie  znam 
ich  sekretów?  Wiem  takie  rzeczy  o  starej,  że  wolałaby  dać  tysiąc 
lewów, żeby się stary o tym nie dowiedział. A o nim to wiem tyle, 
że jakbym jej ździebko wypaplał, nie dałaby mu spokoju przez pół 

roku.  A  panienka!  Znam  jej  sprawki  i  to  jej  narzeczeństwo  z 
Sergiuszem rozleciałoby się w mig, gdybym... 
Łuka atakując go szybko Skąd wiesz? Ja ci nigdy nie powiedziałam 
ani słowa! 
Mikoła 
otwierając szeroko oczy, chytrze  
Aha! Więc to jest twój sekret?! Domyślałem się, że o to ci chodzi. 
Ja ci mówię, słuchaj mojej rady i nie żałuj respektu dla nich. Niech 
stara czuje, że choć wiesz to i owo, umiesz trzymać język za zębami 
i  będziesz  wiernie  służyć  rodzinie.  Im  w  to  graj,  a  tym  sposobem 
wyciągniesz od nich, co będziesz chciała. 
Łuka  
z ostrą ironią 
Ty masz duszę służalca! 

Mikola  

zadowolony z siebie 

Nic nie szkodzi... To sekret powodzenia w pańskiej służbie. 
Z  dziedzińca  słychać  głośne  uderzenia  rączką  bicza  o  drewniane 

drzwi. 
Męski Głos 
z zewnątrz 

Hej tam! Hej tam! Mikoła! 
Łuka  

To nasz pan! Wraca z wojny! 

Mikoła  

szybko  

background image

Widzisz,  wojna  skończona!  Zabieraj  się  stąd  i  przynieś  świeżej 

kawy! 

Wybiega na dziedziniec. 
Łuka  
ustawiając  na  tacy  imbryk  do  kawy  i  filiżanki,  żeby  je  zanieść  do 

kuchni  

Nigdy nie zrobisz ze mnie służalczej duszyczki, nigdy! 
Z  dziedzińca  wchodzi  Major  Petkow,  zanim  Mikoła.  Petkow  to 
dobroduszny,  porywczy,  pospolity  i  niezbyt  okrzesany  mężczyzna 

lat  około  pięćdziesięciu,  pozbawiony  jakichkolwiek  wyższych 

ambicji;  dba  tylko  o  wzrost  dochodu  i  poszanowanie  wśród 
miejscowego towarzystwa; zdobyty na wojnie stopień majora raduje 
go  niepomiernie,  gdyż  czuje,  że  to  podnosi  jego  znaczenie  w 

miasteczku.  Dziarski  patriotyzm,  który  atak  Serbów  obudził  w 
sercach  wszystkich  Bułgarów,  dodawał  mu  ducha  podczas 
kampanii, ale najwyraźniej rad jest z powrotu do domu. 

Petkow  
wskazując biczem na stół 
Śniadanie tu, w ogrodzie? 

Mikoła  
Tak,  proszę  pana  majora.  Pani  i  panienka  skończyły  właśnie 
śniadanie i poszły na pokoje. 

Petkow 
siadając i zabierając się do pieczywa  
Idź i powiedz, że wróciłem. Niech mi przyniosą świeżej kawy. 
Mikoła  
Kawa  zaraz  będzie.  Odchodzi  w  stronę  drzwi  i  mija  się  z  Łuką, 

która niesie na tacy świeżą kawę, czystą filiżankę i butelkę koniaku.  
Powiedziałaś pani? 
Łuka  
Powiedziałam, zaraz tu przyjdzie. 

Mikoła wchodzi do domu. Łuka przynosi kawę do stołu. 

Petkow  
No i cóż, Serbowie nie porwali cię do lasu? 

background image

Łuka  
Nie, proszę pana. 

Petkow  
To dobrze. Przyniosłaś może koniak? 
Łuka s 
tawiając butelkę na stole  
Tak, proszę pana. 

Petkow  

Doskonale. 

Wlewa  trochę  do  kawy.  Katarzyna,  która  o  tak  wczesnej  porze 

miała  czas  tylko  na  powierzchowną  toaletę,  narzuciła  bułgarski 
fartuch na niegdyś świetny, a obecnie podniszczony szlafrok; gęste 

krucze włosy ujęła w barwną chusteczkę; w tym stroju, z dodatkiem 

tureckich pantofli na bosych stopach, wychodzi z domu, wyglądając 
zadziwiająco ładnie i majestatycznie w tak niedbałej toalecie. Łuka 

wchodzi do domu. 

Katarzyna  
Kochany  Pawle,  cóż  za  niespodzianka  dla  nas!  (pochyla  się  nad 
poręczą krzesła, żeby go pocałować) Dali ci świeżej kawy? 

Petkow  

Owszem. Łuka zajęła się moim śniadaniem. No, wojna skończona. 
Trzy  dni  temu  podpisaliśmy  w  Bukareszcie  traktat  pokojowy,  a 
wczoraj wydaliśmy dekret o demobilizacji naszej armii. 

Katarzyna 
prostując się, z błyskawicami w oczach  
Dopuściliście  do  tego,  że  Austriacy  zmusili  was  do  zawarcia 

pokoju? 

Petkow 

ulegle  
Moja droga, mnie nikt o radę nie pytał. Cóż j a mogłem zrobić? 

Katarzyna  
siada i odwraca się od niego.  
Oczywiście zrobiliśmy wszystko, żeby ten traktat był na warunkach 

honorowych. Ustanawia pokój... 

background image

Katarzyna  

oburzona 

Pokój! 

Petkow  
uspokajając ją 

...lecz  nie  wznawia  przyjaznych  stosunków.  Nie  zapominaj  o  tym. 
Byli  tacy,  którzy  chcieli  wstawić  odpowiedni  paragraf,  ale  ja  się 
stanowczo oparłem. Cóż więcej mogłem zrobić? 

Katarzyna  
Mogłeś  zaanektować  całą  Serbię  i  ogłosić  księcia  Aleksandra 
Imperatorem Bałkanów. Oto, co ja bym zrobiła! 

Petkow  
Nie  wątpię  w  to  ani  przez  chwilę,  moja  droga.  Ale  musiałbym 
najpierw  pokonać  całe  imperium  austriackie.  A  to  zatrzymałoby 

mnie  zbyt  długo  z  dala  od  ciebie.  Nie  masz  pojęcia,  jak  mi  cię 
brakowało. 

Katarzyna  

rozbrojona 

Ach! 
Wyciąga czule rękę nad stołem, żeby uściskać jego dłoń. 

Petkow  
No, a jak ty sobie radziłaś, kochanie? 

Katarzyna  
Doskonale. Nic mi nie dolegało prócz zwykłego bólu gardła. 

Petkow  
z głębokim przekonaniem 
To dlatego, że myjesz szyję codziennie. Mówiłem ci już nie raz. 

Katarzyna  

Bzdura, mój Pawle! 

Petkow 
popijając  kawę  i  paląc  papierosa  Nie  wierzę  w  przesadne 
stosowanie tych nowoczesnych zwyczajów. Całe to mycie nie może 
być dobre dla zdrowia, to nie jest naturalne. Znałem w Filippopolis 
pewnego Anglika, który oblewał się cały zimną wodą każdego rana 

background image

po  wstaniu  z  łóżka.  Coś  obrzydliwego!  To  wszystko  mamy  do 
zawdzięczenia  Anglikom.  Powietrze  w  Anglii  jest  tak  brudne,  że 
muszą się ciągle myć. Bierz przykład z mojego ojca. Nie kąpał się 
nigdy  w  życiu,  a  dożył  dziewięćdziesięciu  ośmiu  lat  i  był 
najzdrowszym  człowiekiem  w  Bułgarii.  Rozumiem,  wyszorować 
się dobrze raz na tydzień dla podtrzymania pozycji towarzyskiej, ale 

robić to codziennie to śmieszna przesada. 

Katarzyna  
Mój Pawle, w głębi duszy jesteś jeszcze ciągle barbarzyńcą. Mam 
nadzieję,  że  umiałeś  zachować  się  jak  należy  wobec  tych 

wszystkich rosyjskich oficerów. 

Petkow  
Robiłem, co mogłem. W każdym razie wszyscy wiedzą, że mamy w 
domu bibliotekę. 
Katarzyna Ale nie powiedziałeś im, że mamy elektryczny dzwonek 
w naszej bibliotece. Kazałam zainstalować elektryczny dzwonek. 

Petkow  

A co to jest elektryczny dzwonek? 

Katarzyna  
Naciskasz  w  pokoju  guzik,  a  w  kuchni  coś  dzwoni  i  po  chwili 
Mikoła wchodzi do pokoju. 

Petkow  
To nie wystarczy huknąć na tego draba? 

Katarzyna  
Cywilizowani ludzie nie hukają na służbę. Dowiedziałam się o tym 
podczas twojej nieobecności. 

Petkow  
Ja także nauczyłem się czegoś na wojnie. Cywilizowani ludzie nie 
suszą  wypranej  bielizny  w  ogrodzie,  na  oczach  całego  świata, 
(wskazuje  rozwieszoną  bieliznę)  Więc  każ  to  wszystko  zdjąć  i 
rozwiesić gdzie indziej. 

Katarzyna  
Co  za  niedorzeczność!  Mój  Pawle,  jestem  przekonana,  że 

prawdziwie wytworni ludzie nie zwracają uwagi na takie rzeczy. 

background image

Sergiusz  
stukając do bramy od dziedzińca  
Mikoła! Otwieraj! 

Petkow  

To Sergiusz! (Wołając) Hej, tam! Mikoła! 

Katarzyna  
Pawle, nie krzycz tak, to naprawdę nie wypada. 

Petkow  
Głupstwo! (wola jeszcze głośniej) Mikoła! 
Mikoła  
zjawia się w drzwiach domu 
Słucham pana. 

Petkow  
Czyś  ty  ogłuchł?  Nie  słyszysz,  że  major  Saranow  dobija  się  do 
bramy?! Przyprowadź go tutaj. 
Mikoła  

Rozkaz, panie majorze. 
Biegnie w stronę dziedzińca. 

Petkow  
Moja  droga,  musisz  go  zabawiać  rozmową,  dopóki  Raina  nie 
uwolni nas od  jego  towarzystwa.  Zanudza  mnie na śmierć  swoimi 
żalami, że nie daliśmy mu awansu... Ten szczeniak chciałby dostać 
stopień wyższy od mojego! 

Katarzyna  
Moim  zdaniem,  on  powinien  awansować  po  ślubie  z  Rainą. 
Ojczyzna powinna się domagać bodaj jednego rodzimego generała. 

Petkow  
Właśnie,  żeby  mógł  posyłać  na  śmierć  już  nie  pułki,  ale  całe 

brygady.  Nic  z  tego,  moja  droga!  Sergiusz  nie  ma  najmniejszych 
widoków  awansu,  dopóki  nie  będziemy  mieli  pewności,  że  pokój 
będzie trwały. 

Mikoła  

anonsując przy otwartej bramie 

Major Sergiusz Saranow! 

background image

Odchodzi do domu i wraca zaraz przynosząc trzecie krzesło, które 

stawia  przy  stole,  po  czym  wychodzi.  Major  Sergiusz  Saranow, 
oryginał  fotografii  z  pokoju  Rainy,  to  wysoki,  romantycznie 
przystojny  mężczyzna,  obdarzony  męską  tężyzną,  brawurą  i 
wrażliwą  wyobraźnią  nieokiełznanego  wodza  górali.  Ale  to,  co  w 

nim  uderza  najbardziej,  jest  wytworem  specyficznej  cywilizacji. 
Końce jego brwi zakręcone jak znaki zapytania nad zewnętrznymi 
kątami  oczu;  jego  oczy  obserwujące  wszystko  przenikliwie;  jego 

nos — cienki. ostry, zdradzający inteligencję, mimo wojowniczego 

wysokiego  mostka  i  szerokich  nozdrzy;  jego  wydatny,  mocny 

podbródek  —  wszystko  to  byłoby  na  miejscu  nawet  w  paryskim 
salonie, dowodząc, że bystry i pełen wyobraźni barbarzyńca posiada 
wybitne  zdolności  krytyczne  puszczone  w  ruch  dzięki  wtargnięciu 

cywilizacji  zachodniej  na  Bałkany.  Rezultat  jest  ten  sam,  jaki 

wydała nowa myśl dziewiętnastego wieku w Anglii, mianowicie — 

bajronizm.  Rozmyślania  nad  ustawiczną  klęską  spotykającą  nie 
tylko  innych,  ale  i  jego  samego,  ilekroć  pragnie  żyć  zgodnie  ze 

swymi  ideałami;  wynikająca  stąd  cyniczna  pogarda  dla  ludzkości; 
dziecinne  przekonanie  o  absolutnej  wartości  własnych  pojęć  i 

bezwartościowości  świata,  który  nie  chce  ich  uznać;  odruchy 
słabości  i  szyderstwa  wywołane  małostkowymi  rozczarowaniami, 
którymi każda godzina spędzona wśród ludzi karmi jego wrażliwy 
zmyśl obserwacyjny — wszystko to dało mu na wpół tragiczny, na 
wpół  ironiczny  wyraz  twarzy,  tajemnicze  zasępienie,  aurę  jakiejś 
dziwnej  i  strasznej  przeszłości,  po  której  nie  zostało  nic  prócz 
niewygasłego  żalu  —  słowem,  dało  mu  cechy,  którymi  Childe 
Harold  fascynował  babki  angielskich  rówieśników  Sergiusza.  Jest 
rzeczą jasną, że idealny bohater Rainy znajduje się tu albo nigdzie. 
Katarzyna  jest  niemniejszą  jego  entuzjastką,  różni  się  od  swojej 

córki tylko tym, że jest mniej powściągliwa w okazywaniu swojego 
entuzjazmu.  Toteż  gdy  Sergiusz  wchodzi  przez  bramę  dziedzińca, 
Katarzyna wstaje, żeby go powitać jak najserdeczniej. Petkow jest 
wyraźnie  mniej  usposobiony  do  okazywania  przesadnej 
serdeczności. 

background image

Petkow  
Co, już tutaj, Sergiuszu? Radzi cię widzimy. 

Katarzyna  

Mój drogi! 
Wyciąga do niego obie ręce. 

Sergiusz  
całuje je z wyszukaną rycerskością 
Droga mamo, jeśli mi wolno użyć tego słowa. 

Petkow  

sucho 
Teściowo, Sergiuszu, teściowo! Siadaj! Napijesz się kawy? 

Sergiusz  
Nie, dziękuję! 

Odchodzi  kilka  kroków  od  stołu  z  wyrazem  lekkiego  niesmaku  na 
widok  Petkowa,  raczącego  się  kawą  z  koniakiem,  i  opiera  się  ze 
świadomą godnością o poręcz schodków wiodących do domu. 

Katarzyna  
Wyglądasz  wspaniale.  Ta  kampania  wojenna  wyszlachetniła  cię. 
Wszyscy tu szaleją za tobą. Ogarnął nas szalony entuzjazm na wieść 
o tej wspaniałej szarży kawalerii. 

Sergiusz  
z ironią pełną powagi 

Droga pani, to była kolebka i grób mojej wojskowej kariery. 

Katarzyna  

Jak to? 

Sergiusz  
Wygrałem  bitwę  nieprawidłowo,  podczas  gdy  nasi  dostojni 
generałowie  rosyjscy  przegrywali  ją  prawidłowo.  Słowem, 
pokrzyżowałem ich plany i zraniłem ich poczucie własnej godności. 
Dwaj  pułkownicy  kozaccy  wydali  swoje  pułki  na  rzeź  według 
najbardziej  prawidłowych  zasad  naukowej  metody  walki;  dwaj 
generałowie  zginęli  ściśle  według  etykiety  wojskowej.  Ci  dwaj 
pułkownicy  są  teraz  generałami,  a  ja  jestem  ciągle  zwyczajnym 

majorem. 

background image

Katarzyna  
Nie  będziesz  nim  długo,  Sergiuszu.  Kobiety  są  po twojej  stronie i 
dopilnują, żeby ci oddano sprawiedliwość. 

Sergiusz  
Za  późno.  Czekałem  tylko  na  podpisanie  pokoju,  żeby  wnieść 
podanie o zwolnienie ze służby. 

Petkow  
upuszczając filiżankę ze zdumienia 

O zwolnienie?! 

Katarzyna  
Och, musisz je cofnąć! 

Sergiusz 
ze stanowczym, spokojnym naciskiem, krzyżując ręce  

Nigdy niczego nie cofam. 

Petkow  

zirytowany 
Któż mógł przypuszczać, że coś podobnego strzeli ci głowy? 

Sergiusz 

z ogniem  
Każdy,  kto  mnie  zna.  Ale  dość  o  mojej  osobie  i  moich  sprawach. 
Jak się ma Raina? Gdzie jest Raina? 

Raina 
wychodząc nagle spoza domu i zatrzymując się na stopniach ścieżki 

Raina jest tu. 
Wszyscy zwracają się w jej stronę. Wygląda bardzo uroczo. Suknia 

jej składa się z bladozielonego jedwabnego spodu udrapowanego po 

wierzchu cienkim płótnem koloru kremowego, haftowanym złotem; 

na  głowie  ma  wytworną  czapeczkę  wschodnią  ze  złotego  brokatu. 

Sergiusz  zmierza  ku  niej  impulsywnie.  Raina  podaje  mu  dłoń 
królewskim  gestem;  on  przyklęka  po  rycersku  na  jedno  kolano  i 

całuje jej dłoń. 

Petkow 

po cichu do Katarzyny, pełen rodzicielskiej dumy  
Ładna szelma, co? Zawsze zjawia się jak na zawołanie. 

background image

Katarzyna  

zniecierpliwiona  
Nic dziwnego, bo podsłuchuje. Ma ten paskudny zwyczaj. 

Sergiusz  prowadzi  R  a  i  n  ę  w  kierunku  stołu  z  rycerską 
szarmanterią.  Kiedy  podchodzą  do  stołu,  ona  dziękuje  mu 

skinieniem głowy, on składa jej ukłon i tak się rozchodzą: on wraca 

na swoje miejsce, ona staje za krzesłem ojca. 

Raina 
pochylając się i całując ojca  

Ojcze drogi, jak to dobrze, że wróciłeś! 

Petkow  
klepiąc ją pieszczotliwie po policzku 
Jak się masz pieszczotko? 

Całuje  ją.  Raina  zajmuje  krzesło  przyniesione  przez  Mikołę  dla 

Sergiusza. 

Katarzyna  
Więc nie jesteś już żołnierzem, Sergiuszu? 

Sergiusz  
Nie  jestem  już  żołnierzem.  Żołnierka,  droga  pani,  to  tchórzowska 
sztuka:  atakuje  się  niemiłosiernie,  gdy  się  jest  silnym,  i  unika  się 
walki,  gdy  się  jest  słabym.  To  cały  sekret  wygrywania  bitew. 
Uderzyć  na  nieprzyjaciela,  gdy  jest  w  niekorzystnej  sytuacji,  ale 

nigdy nie toczyć z nim walki na równych warunkach. 

Petkow  
Nasi  wodzowie  nie  pozwolili  nam  wydać  uczciwej  bitwy  na 
równych warunkach. Ale przypuszczam, że żołnierka opiera się na 

tych samych prawach handlowych co każdy inny interes. 

Sergiusz  
Właśnie,  a  ja  nie  mam  ambicji  przodować  jako  handlarz,  dlatego 
poszedłem  za  radą  tego  komiwojażera  i  kapitana  w  jednej  osobie, 
który załatwiał z nami sprawę wymiany jeńców w Pirot, i podałem 
się do dymisji. 

Petkow  
Co,  ten  Szwajcar?  Niech  go  kule  biją!  Myślałem  często  o  tej 

background image

wymianie  jeńców  i,  wiesz,  doszedłem  do  przekonania,  że  on  nas 
okpił z tymi końmi. 

Sergiusz  
Oczywiście,  że  nas  okpił.  Jego  ojciec  był  hotelarzem  i  trzymał 
stajnię z końmi do wynajęcia. Ten kapitan zaczął karierę od handlu 
końmi,  (z  udanym  entuzjazmem)  Ach,  ten  ci  był  żołnierzem! 
Żołnierzem  w  każdym  calu!  Ha,  gdybym  ja  tak  zakupił  konie  dla 
mojego pułku zamiast szaleńczo narażać go na niebezpieczeństwo, 
byłbym teraz feldmarszałkiem. 

Katarzyna  
Szwajcar? A cóż on robił w serbskiej armii? 

Petkow  
Zaciężny  ochotnik,  moja  droga.  Paliła  go  chętka  do  zawodowej 
żołnierki,  (parska  śmiechem)  Nie  wiedzielibyśmy  nawet,  jak 
przystąpić do bitwy, gdyby ci cudzoziemcy nie nauczyli nas, jak się 
to robi. Byliśmy jak tabaka w rogu, a Serbowie wiedzieli nie więcej 

od nas. Do czarta, bez tych cudzoziemców nie byłoby wcale wojny! 

Raina 
A czy w armii serbskiej jest dużo szwajcarskich oficerów? Petkow  

Nie, sami austriaccy, tak jak naszymi oficerami byli sami Rosjanie. 
To był jedyny Szwajcar, jakiego spotkałem. Nigdy w życiu nie będę 
już wierzył Szwajcarowi. Tak nas zbałamucił, że wydaliśmy mu pół 
setki  zdrowych,  mocnych  ludzi  za  dwie  setki  wycieńczonych  i 
zużytych szkap. Nawet jeść nie można było tej koniny! 

Sergiusz 
Byliśmy  parą  dzieciaków  w  rękach  tego  wytrawnego  żołnierza  — 
parą naiwnych niewiniątek, majorze! 

Raina 
A jak on wyglądał? 

Katarzyna 
Raino, co za niemądre pytanie?! 

Sergiusz  
Jak komiwojażer w mundurze. Zwyczajny burżuj od stóp do czubka 
głowy. 

background image

Petkow  
z szerokim uśmiechem 
Sergiuszu, opowiedz Katarzynie tę nieprawdopodobną historyjkę o 
jego  ucieczce  po  bitwie  pod  Śliwnicą,  którą  jego  przyjaciel  nas 
uraczył. Pamiętasz? O tym jak go dwie bułgarskie damy ukrywały. 

Sergiusz  
z gorzką ironią  
Pamiętam!  To  bardzo  romantyczna  historyjka!  On  pełnił  służbę 
właśnie w tej baterii, którą ja zaatakowałem tak niefachowo. Będąc 
żołnierzem  zawodowym  wiał,  jak  inni  żołnierze,  przed  pościgiem 
naszej kawalerii, która jechała na ich karkach. Aby uniknąć ciosów 
naszych  szabel,  zdołał  wspiąć  się  po  rynnie  na  jakiś  balkon  i 
schronić  się  w  sypialni  młodej  damy  bułgarskiej,  którą  oczarował 
manierami  komiwojażera.  Ta  dama  zabawiała  go  skromnie  przez 
dobrą godzinę, a potem wezwała do pokoju mamę, z obawy, by jej 
zachowanie  nie  zostało  poczytane  za  brak  skromności  dziewiczej. 
Starsza dama dała się równie łatwo oczarować, a zbieg udał się w 
dalszą drogę rano, przebrany w stary surdut pana domu, który bawił 

na wojnie. 

Raina 
wstając z widoczną godnością  
Życie  obozowe  uczyniło  cię  nieokrzesanym,  Sergiuszu.  Nie 
przypuszczałam,  że  mógłbyś  powtórzyć  w  mojej  obecności  taką 
anegdotę. 
Odwraca się z wyraźnym chłodem. 

Katarzyna  
wstając także 
Raina ma słuszność, Sergiuszu. Jeśli takie kobiety istnieją, należało 
nam oszczędzić tej wiadomości. 

Petkow  
Głupstwo! Bzdura! Rzecz bez znaczenia. 

Sergiusz 

zawstydzony  

Nie,  majorze,  postąpiłem  niewłaściwie,  (do  Rainy,  ze  szczerą 

background image

skruchą)  Proszę  o  przebaczenie.  Zachowałem  się  szkaradnie. 

Przebacz mi, Raino. 

Raina  odpowiada  sztywnym  ukłonem.  Panią  proszę  i  błagam  o  to 

samo. 

Katarzyna obdarza go łaskawym spojrzeniem i zajmuje z powrotem 
swoje  miejsce.  Sergiusz  mówi  dalej  uroczyście,  zwracając  się  do 

Rainy: 
Pod  wpływem  brudu  życia,  z  którym  zetknąłem  się  w  ciągu 
ostatnich kilku  miesięcy,  stałem  się  cynikiem,  ale  nie  powinienem 
był tego cynizmu wnosić tutaj, a już w każdym razie nie w twojej 
obecności, Raino! Ja... 
Zwracając się do wszystkich zamierza widocznie wygłosić dłuższe 

przemówienie, lecz Major Petkow przerywa mu. 

Petkow  
Nie  pleć  głupstw,  Sergiuszu,  bo  nie  ma  o  czym.  Córka  żołnierza 
powinna  bez  obrazy  wysłuchać  dykteryjkę  obozową.  (wstaje) 
Chodźmy do domu, najwyższy czas zabrać się do roboty. Musimy 
się zastanowić, jak te trzy pułki odesłać do Filippopolis, na szosie 
do Sofii nie zdobędą żadnej żywności. (kieruje się w stronę domu) 
Chodźmy! 
Sergiusz  zamierza  iść  za  nim.  lecz  Katarzyna  wstaje  i  zatrzymuje 

go. 

Katarzyna  
Och,  Pawle,  zostaw  nam  Sergiusza  choć  na  małą  chwilę.  Raina 
zaledwie  kilka  słów  z  nim  zamieniła.  Ja  ci  pomogę  w  tej  sprawie 
żywności dla wojska. 

Sergiusz  
protestując 
To niemożliwe, droga pani... 

Katarzyna  

zatrzymując go, tonem żartobliwym 
Ty  zostaniesz  tutaj,  Sergiuszu,  nie  ma  gwałtu,  a  ja  mam  ważną 
sprawę do omówienia z Pawłem. 
Sergiusz cofa się z ukłonem. 

background image

Mój  drogi,  (bierze  Pawła  pod  ramię)  chodź  ze  mną,  pokażę  ci 

elektryczny dzwonek. 

Petkow  

Dobrze, dobrze... 

Idą  do  domu  razem,  bardzo  czule.  Sergiusz,  pozostawiony  sam  na 

sam  z  Rainą,  spogląda  na  nią  z  niepokojem  w  obawie,  że  jest 
jeszcze  obrażona.  Lecz  ona  uśmiecha  się  i  wyciąga  do  niego  obie 
ręce. 

Sergiusz  
spiesząc do niej  

Przebaczasz? 

Raina  kładąc  mu  ręce  na  ramionach  patrzy  nań  z  podziwem  i 

uwielbieniem Mój bohater! Mój król! 

Sergiusz 

Królowa moja! 
Całuje ją w czoło.  

Raina 
Sergiuszu, jak ci zazdrościłam! Byłeś na dalekim świecie, na polu 
bitwy, gdzie dowiodłeś, że jesteś godny każdej kobiety w świecie; a 

ja  musiałam  siedzieć  bezczynnie  w  domu,  marząc  bezużytecznie, 
nie  robiąc  nic,  co  by  mi  dało  prawo  nazwać  się  godną 
jakiegokolwiek mężczyzny. 

Sergiusz  
Wszystkie  moje  czyny,  najdroższa,  były  twoimi.  Ty  byłaś  moim 
natchnieniem.  Brałem  udział  w  tej  bitwie  jak  rycerz  w  turnieju,  z 
damą serca spoglądającą nań z wysokiej trybuny! 

Raina  
Ani  na  jedną  chwilę  nie  przestałam  o  tobie  myśleć,  (bardzo 
uroczyście)  Sergiuszu,  zdaje  mi  się,  że  my  dwoje  znaleźliśmy 
miłość  wyższego  rzędu.  Gdy  myślę  o  tobie,  czuję,  że  nigdy  nie 
byłabym zdolna do niskiego czynu, do niegodnej myśli. 

Sergiusz  
Moja pani i moja święta! 
Obejmuje ją z czcią. 

background image

Raina  
obejmując go tak samo  

Panie mój i... 

Sergiusz  
Sz...sz...sz...  Pozwól,  że  ja  będę  twoim  czcicielem,  najdroższa.  Bo 

ty  nie  wiesz,  jak  niegodnym  czystej  dziewiczej  miłości  jest  nawet 
najlepszy mężczyzna! 

Raina 
Kocham cię i ufam ci! Wiem, że nie zrobisz mi nigdy zawodu. 
Z  wnętrza  domu  słychać  Śpiew  Łuki.  Oboje  szybko  odstępują  od 

siebie. 
Nie  potrafię  mówić  o  rzeczach  obojętnych  w  jej  obecności.  Serce 
moje jest zbyt pełne! 
Łuka wychodzi z domu z tacą. Zbliża się do stołu i zaczyna sprzątać 

odwrócona do nich plecami. 
Pójdę  po  kapelusz.  Mamy  czas  do  obiadu.  Miałbyś  ochotę  się 
przejść? 

Sergiusz  
Ale śpiesz się. Pięć minut będzie mi się dłużyć jak pięć godzin. 

Raina  biegnie  po  schodach  i  z  ostatniego  stopnia  przesyła  mu 

pocałunek  obiema  rękami,  po  czym  znika  w  drzwiach.  Sergiusz 

spogląda  za  nią  przez  chwile  z  miłością  i  odwraca  się  zwolna,  z 
twarzą  rozpromienioną  najwyższą  egzaltacją.  Wykonany  ruch 

przesuwa  pole  jego  widzenia,  tak  że  obejmuje  ono  teraz  koniec 
fartuszka Łuki. Przykuwa to zaraz jego uwagę; obserwując ją spod 
oka  zaczyna  podkręcać  wąsa  ze  swawolnym  uśmiechem  oparłszy 
lewą rękę o biodro. Wreszcie z elegancją kawalerzy przechodzi na 
drugą  stronę  stołu  i  znalazłszy  się  naprzeciw  Łuki  zaczyna 
rozmowę: 
Łuko, czy wiesz, co to jest miłość wyższego rzędu? 
Łuka  

zdumiona  
Nie, proszę pana. 

Sergiusz  

background image

To  bardzo  męczące  przez  dłuższy  czas,  moja  Łuko!  Po  takiej 
miłości człowiek czuje potrzebę odprężenia. 
Łuka  

naiwnie 
Może pan chciałby się napić trochę kawy? 
Wyciąga rękę poprzez stół po kawę. 

Sergiusz  
biorąc ją za rękę 
Dziękuję ci, Łuko! 
Łuka  

udaje, że chce cofnąć rękę 
Co pan robi? Pan wie, że ja nie miałam tego na myśli... Dziwię się 

panu. 

Sergiusz 

oddalając się od stołu i ciągnąc ją za sobą  
Sam  się  sobie  dziwię.  Co  by  powiedział  Sergiusz,  bohater  spod 
Śliwnicy,  gdyby  mnie  teraz  zobaczył?  Co  powiedziałby  Sergiusz, 
apostoł  miłości  wyższego  rzędu,  gdyby  mnie  teraz  zobaczył?  Co 
powiedziałoby tych pół tuzina Sergiuszów, którzy ciągle wyskakują 
z  tej  mojej  ładnej  postaci,  gdyby  nas  tu  przyłapali?(puszczając  jej 
rękę  i  obejmując  zręcznie  jej  kibić)  Łuko,  czy  uważasz,  że  mam 
ładną figurę? 
Łuka 
Proszę  mnie  puścić! Pan  mnie  hańbi,  {usiłuje się  wydostać  z  jego 
objęcia, ale on trzyma ją mocno] Czy pan mnie puści? 

Sergiusz  
patrząc jej prosto w oczy 

Nie! 
Łuka 
To niech się pan cofnie w tył, żeby nas nikt nie zobaczył. Gdzie pan 
podział rozum? 

Sergiusz  
O! to głos zdrowego rozsądku. 
Pociąga ją pod bramę dziedzińca, skąd nie widać domu. 

background image

Łuka  

tonem skargi 
Mogli mnie już zobaczyć z okien: Panna Raina na pewno szpieguje 
każdy krok pana. 

Sergiusz  
dotknięty, puszcza ją 
Uważaj,  Łuko!  Ja  mogę  być  nicponiem,  który  zdradza  miłość 
wyższego rzędu, ale ty nie obrażaj tej miłości. 
Łuka 
trzeźwo 
Nie zrobiłabym tego za nic w świecie. Czy mogę wrócić do mojej 
roboty, proszę pana? 

Sergiusz  
otaczając ją znowu ramieniem 
Jesteś  kuszącą  małą  czarownicą,  Łuko.  Gdybyś  się  zakochała  we 
mnie, czy szpiegowałabyś mnie z okien? 
Łuka  
To  byłoby  trudno  zrobić,  skoro  pan  mówi,  że  w  panu  jest  na  raz 
sześciu innych panów. 

Sergiusz  

oczarowany 

Dowcip i uroda. 
Usiłuje ją pocałować. 
Łuka  
unikając jego ust 
Nie,  nie  potrzebuję  pańskich  pocałunków.  Państwo  wszyscy 
jednacy. Pan zaleca się do mnie za plecami panny Rainy, a ona robi 

to samo za plecami pana. 
Sergiusz cofając się o krok 
Łuko! 
Łuka 
Widać z tego, jak mało warta jest wasza miłość. 

Sergiusz 
porzucając ton poufałości i mówiąc z lodowatą grzecznością Łuko, 

background image

jeśli  mamy  częściej  rozmawiać  ze  sobą,  musisz  pamiętać,  że 
dżentelmen  nie  mówi  o  postępowaniu  swojej  narzeczonej  z  jej 
pokojową. 
Łuka  
Trudno  wiedzieć,  co  dżentelmen  uważa  za  właściwe.  Skoro  pan 
chciał mnie pocałować, myślałam, że pan nie jest taki subtelny. 
Sergiusz odwracając się od niej i uderzając się w dolo, w drodze od 

bramy do ogrodu A to wcielony diabeł. 
Łuka 
Cha, cha, cha! Zdaje się, że jeden z tej pańskiej szóstki jest bardzo 
podobny do mnie, choć jestem tylko pokojową panny Rainy. Wraca 

do swojej roboty przy stole nie zwracając na niego wiecej uwagi, 

Sergiusz  

do siebie 
Który  z  tych  sześciu  jest  naprawdę  mną?  Oto  pytanie,  które  mnie 
dręczy.  Jeden  z  nich  to  bohater,  drugi  —  bufon, trzeci  —  blagier, 

czwarty — może kawałek szubrawca. (urywa patrząc ukradkiem na 
Łukę i dodaje z głęboką goryczą) 

A jeszcze jeden przynajmniej jest tchórzem. Zazdrosny jak wszyscy 
tchórze, (podchodź do stołu) Łuko... 
Łuka 
Słucham. 

Sergiusz 

Kto jest moim rywalem? 
Łuka 
Tego nie dowie się pan nigdy ode mnie, za żadne skarby. 

Sergiusz  

Dlaczego? 
Łuka 

Wszystko  jedno  dlaczego. Zresztą pan  powiedziałby, że  to  ja  panu 
powiedziałam i straciłabym miejsce. 

Sergiusz 
wyciąga prawą rękę na dowód, że mówi prawdę  
Nie!  Na  honor...  (urywa,  a  ręka  jego  opada,  gdy  dodaje 

background image

sardonicznie) na honor człowieka zdolnego do zachowania się tak, 

jak ja się zachowuję od pięciu minut. Kto to jest? 
Łuka 
Nie wiem. Nigdy go nie widziałam. Słyszałam tylko jego głos przez 

drzwi jej pokoju. 

Sergiusz  
Ha, piekło! Jak śmiesz?! 
Łuka  
cofając się 
Och,  nie  mówię  nic  złego.  Pan  nie  ma  prawa  przeinaczać  moich 
słów. Pani Katarzyna wie o wszystkim. A to jeszcze panu powiem, 
że  gdyby  ten  dżentelmen  zjawił  się  tu  jeszcze  raz,  panna  Raina 
wyjdzie za niego, czy on będzie chciał, czy nie. Bo ja wiem,  jaka 
jest  różnica  między  tym,  co  wy  sobie  mówicie,  a  prawdziwą 
miłością. 
Sergiusz wstrząsa się jak ugodzony ciosem, po czym przybrawszy 

surowy  wyraz  twarzy,  podchodzi  do  niej  i  ujmuje  jej  ramiona 
powyżej łokci. 

Sergiusz 
Słuchaj mnie, ty... 
Łuka  
cofając się 

Nie tak mocno... boli. 

Sergiusz  
Mniejsza  o  to.  Splamiłaś  mój  honor  czyniąc  mnie  wspólnikiem 
twojego podsłuchiwania. Poza tym zdradziłaś swoją panią. 
Łuka  
wijąc się z bólu 
Proszę… 

Sergiusz  
To dowodzi, że jesteś wstrętnym, małym zlepkiem pospolitej gliny 
ze służalczą duszą. 
Odtrąca ją jak cos nieczystego i oddala się, otrzepując ręce w stroną 
ławki  pod  ścianą,  gdzie  siada  z  odwróconą  głową,  w  ponurym 

background image

zamyśleniu. 
Łuka 
jęcząc gniewnie dotyka dłońmi ramion  
Pan  potrafi  zadać  ból  ręką  i  słowem.  Ale  teraz,  kiedy  się 
przekonałam, że pan jest z tej samej gliny co ja, nie dbam o ten ból. 
A  co  do  niej,  to  zwyczajny  kłamczuch;  jej  piękne  miny  —  to 
oszukaństwo, jestem warta pół tuzina takich jak ona. 
Opanowuje  ból  wysiłkiem  woli,  podrzuca  dumnie  głowę  i  zabiera 
się do przerwanej roboty, ustawiając naczynie na tacy. S e r g i u s z 

spogląda na nią z wahaniem. Łuka kończy sprzątać ze stołu i składa 
obrus,  żeby  od  razu  zanieść  wszystko  do  domu.  Gdy  się  pochyla, 
żeby dźwignąć tacę, Sergiusz wstaje. 

Sergiusz 
Łuko! 
Ona zatrzymuje się i patrzy nią niego wyniośle. Dżentelmen nie ma 

prawa  zadawać  bólu  kobiecie  w  żadnych  okolicznościach,  (z 
prawdziwą skruchą, odkrywając dłonie) Proszę o wybaczenie. 
Łuka 
Takie  przeproszenie  może  zadowolić  damę.  Na  cóż  może  się 
przydać służącej? 

Sergiusz 
dotknięty,  rezygnuje  z  gorzkim  uśmiechem  ze  swej  rycerskości  i 
mówi lekceważąco  
Ach, o to ci chodzi? Chcesz zapłaty za ból? 
Wkłada na głowę czako i wyjmuje z kieszeni pieniądze. 
Łuka 
z oczami pełnymi łez wbrew własnej woli  
Nie. Nie chcę pieniędzy! Moja krzywda musi być naprawiona. 

Sergiusz  
otrzeźwiony jej tonem  

W jaki sposób? 
Łuka zakasuje rękaw lewej ręki powyżej łokcia, ujmuje prawą ręką 
odkryte  przedramię  i  spogląda  na  siniak,  potem  podnosi  głowę  i 

patrzy  mu  prosto  w  oczy,  wreszcie  królewskim  gestem  nadstawia 

background image

zbolałe  miejsce  do  pocałowania.  Zdumiony  Sergiusz  spogląda  na 

nią,  na  jej  obnażone  ramię  i  znowu  na  nią,  waha  się,  wreszcie  z 
widocznym  przejęciem  woła:  „Nigdy!"  i  odsuwa  się  od  niej  jak 
najdalej. Jej ręka opada. Bez słowa, z nieporuszoną godnością. Łuka 
ujmuje  tacę  i  idzie  do  drzwi  domu,  z  których  wychodzi  właśnie 

Raina,  w  kapeluszu  i  kostiumie  według  zeszłorocznej  wiedeńskiej 

mody  z  roku  1885.  Łuka  dumnie  ustępuje  jej  miejsca,  po  czym 

wchodzi do domu. 

Raina  
Jestem gotowa. Co ci się stało? {żartobliwie} Czy może flirtowałeś 

z Łuką? 

Sergiusz  

pospiesznie  

Nie, nie! Jak możesz myśleć coś podobnego? 

Raina  

zawstydzona 
Przebacz, mój drogi. Żartowałam. Taka jestem dziś szczęśliwa! 
Sergiusz  podchodzi  szybko  do  niej  i  całuje  ją  w  rękę  ze  skruchą. 

Katarzyna wychodzi z domu i woła do nich z najwyższego stopnia 

schodków. 

Katarzyna  
schodząc ku nim 

Przepraszam  was,  moje  dzieci,  ale  ojciec  szaleje  po  prostu  z 
powodu tych trzech pułków. Sam nie ma pojęcia, jak je wyprawić 

do  Filippopolis, a  moje  wszystkie  rady  odrzuca. Sergiuszu, musisz 
iść i pomóc mu. Jest w bibliotece. 

Raina  

zawiedziona 
Ale właśnie wybieramy się na spacer. 

Sergiusz 
Nie zabawię długo. Poczekaj na mnie pięć minut.  

Wbiega szybko po schodkach. 

Raina 
Idąc  za  nim  do  schodków  i  patrząc  w  górę  ku  niemu  z  nieśmiałą 

background image

kokieterią 
Pójdę  dookoła  domu  i  stanę  pod  oknami  biblioteki.  Zwróć  uwagę 
ojca  na  mnie.  Jeśli  będziesz  tam  dłużej  niż  pięć  minut,  przyjdę  i 
wyciągnę cię, choćby te trzy pułki stały na drodze. 

Sergiusz  
śmiejąc się 

Doskonale! 
Znika w drzwiach. Po jego zniknięciu Raina porzucając sztywność 

przechadza  się  tam  i  z  powrotem  w  zamyśleniu  po  ścieżce 

ogrodowej. 

Katarzyna  
Pomyśl tylko, znają tego Szwajcara i wiedzą o wszystkim! Pierwszą 
rzeczą,  o  którą  ojciec  twój  prosił,  był  właśnie  ten  stary  surdut,  w 
którym wyprawiłyśmy tamtego! W ładną kabałę nas wpędziłaś! 

Raina 
nie zatrzymując się, wpatrzona w żwir ścieżki  
A to ziółko! 

Katarzyna 
Jakie ziółko! Co za ziółko! 

Raina  
Nie wytrzymał, wygadał się! Ha! Gdyby mi teraz wpadł w ręce, to 
bym mu wypchała buzię czekoladkami tak, żeby się udławił! 

Katarzyna  
Nie  pleć  głupstw,  Raino!  Powiedz  mi  prawdę,  jak  długo  był  w 
twoim pokoju, zanim przyszłaś po mnie? 

Raina 
skręcając i maszerując w przeciwnym kierunku  
Nie wiem, zapomniałam. 

Katarzyna 
Musisz wiedzieć! Takich rzeczy się nie zapomina. Czy on naprawdę 
wspiął  się  po  rynnie  już  po  odejściu  oficera,  czy  był  w  twoim 

pokoju podczas rewizji? 

Raina  
Nie... Tak... Zdaje mi się, że był już wtedy. 

background image

Katarzyna  
Tobie  się  zdaje!  Och,  Raino,  Raino,  czy  ciebie  może  cokolwiek 
nauczyć  mówienia  prawdy?  Jeśli  Sergiusz  się  dowie,  wszystko 

będzie skończone między wami! 

Raina  

z chłodną impertynencją 
Och,  wiem,  że  Sergiusz  jest  twoim  ulubieńcem.  Czasem 
wolałabym,  żebyś  ty  mogła  za  niego  wyjść  za  mąż  zamiast  mnie. 
Byłabyś  dla  niego  idealną  żoną.  Dogadzałabyś  mu,  psułabyś  go, 
niańczyła jak rodzona matka. 

Katarzyna  
patrząc na nią szeroko otwartymi oczami 
No, coś podobnego! 

Raina  
kapryśnie, na wpół do siebie  
Mam stale ochotę zrobić lub powiedzieć mu coś potwornego, coś, 
co  by  obraziło  jego  nienaganną  przyzwoitość,  co  by  zgorszyło 

wszystkie  jego  pięć  zmysłów...  (do  Katarzyn  y,  przewrotnie)  Nie 
dbam wcale o to, czy się dowie o moim czekoladowym żołnierzyku, 
czy nic. Prawie chciałabym, żeby się dowiedział. 
Odwraca się znowu i przechadza się po ścieżce z miną czupurną.  

Katarzyna 
Tak? A cóż ja miałabym wtedy powiedzieć ojcu? 

Raina 

przez ramię z wysokości dwu schodków  
Biedne ojczysko! Któż by się z nim liczył?  
Skręca i znika za rogiem domu. 

Katarzyna 
patrzy za nią i czuje, jak ja ręka swędzi  
Ha, gdybyś ty była o dziesięć lat młodsza! 

Z domu wychodzi Łuka ze srebrną tacą, którą niesie tak, że zwisa u 

jej boku. 

Czego chcesz? 
Łuka 

background image

Proszę pani, przyszedł właśnie jakiś pan. Oficer serbski. 

Katarzyna  

z odruchowym wzburzeniem 
Serb?  Co  za  bezczelność!  {opanowując  się,  z  goryczą)  Prawda, 
prawda...  przecież  zawarliśmy  pokój.  Zapomniałam.  Będą  tu  teraz 
przyłazić codziennie z wizytami. Ale skoro to oficer, dlaczego nie 

idziesz  do  pana?  Pan  jest  w  bibliotece  z  majorem  Saranowem. 

Dlaczego przychodzisz z tym do mnie? 
Łuka 
Bo  on  pyta  o  panią.  Na  mój  rozum  to  on  nie  wie,  jak  pani  się 
nazywa,  bo  powiedział  tylko  „pani  domu".  Dał  mi  dla  pani  taki 
mały bilecik. 
Wyjmuje  z  zanadrza  kartę  wizytową,  kładzie  ją  na  tacy  i  podaje 

Katarzynie. 

Katarzyna 

czyta  
„Kapitan Bluntschli"? To niemieckie nazwisko. 
Łuka  
Ja myślę, że szwajcarskie, proszę pani. 

Katarzyna  
zrywając się z miejsca tak gwałtownie, że Łuka się cofa 
Szwajcarskie? Jak on wygląda? 
Łuka  
nieśmiało 
Ma dużą torbę podróżną. 

Katarzyna  
Na  Boga!  Przyjechał,  żeby  oddać surdut. Odpraw go,  powiedz,  że 

nas nie ma w domu... poproś, żeby zostawił swój adres... napiszę do 

niego! Nie, nie, stój! To nie wypada. Czekaj! 
Rzuca się na krzesło i zastanawia się, co zrobić. Łuka czeka. 
Pan z majorem Saranowem są bardzo zajęci w bibliotece, prawda? 
Łuka  
Tak, proszę pani. 

Katarzyna 

background image

zdecydowanie 
Przyprowadź tego pana tutaj, ale zaraz, (stanowczo) Bądź dla niego 
bardzo uprzejma. Nie trać czasu. Gdzie idziesz? (wyrywając jej tace 
z ręki) Zostaw to tutaj i idź zaraz! 
Łuka  
Słucham panią. 

Idzie. 

Katarzyna  
Łuko! 
Łuka 
zatrzymuje się 
Słucham panią. 

Katarzyna  
Czy drzwi do biblioteki zamknięte? 
Łuka  
Chyba tak, proszę pani. 

Katarzyna.  
Jeśli nie, zamknij je, jak będziesz koło nich przechodziła. 
Łuka 
Dobrze, proszę pani. 
Rusza w stronę domu.  

Katarzyna 

Stój! 
Łuka zatrzymuje się.  
On musi przyjść tędy. (wskazuje bramę) Powiedz Mikole, żeby tu 
przyniósł za nim torbę podróżną. Nie zapomnij. 
Łuka 

zdziwiona 
Jego torbę? 

Katarzyna 
Tak, tutaj, jak najprędzej, (gwałtownie) Spiesz się!  
Łuka biegnie do domu. Katarzyna zdziera z siebie fartuch i wyrzuca 

go  za  krzewy.  Następnie  ujmuje  w  rękę  srebrną  tackę  i  używa  jej 
jako  lustra;  w  wyniku  tej  lustracji  chusteczka  z  głowy  dzieli  los 

background image

fartucha.  Kilka  lekkich  dotknięć  włosów  rękami  i  mocne 
strzepnięcie szlafroka dokańczają jej toalety. 
Och,  och,  jak  można  być  takim  wariatem!  Wybrać  tak 
nieodpowiednią chwilę na wizytę!! 
Łuka ukazuje się w drzwiach domu anonsując: Kapitan Bluntschli! 
Staje z boku, przepuszcza gościa i znika za drzwiami. Gość jest tym 
Zbiegiem,  który  się zjawił o północy  w  pokoju  R a  i n  y.  Umyty, 

uczesany, w  dobrze  leżącym  mundurze, w  innym  stanie  ducha,  ale 
mimo  tych  różnic  —  ten  sam.  Po  zniknięciu  Łuki  Katarzyna 
podbiega  do  niego  i  mówi  przymilnie,  natarczywie  i  nagląco. 
Kapitanie  Bluntschli,  jestem  niezmiernie  rada,  że  pana  widzę,  ale 

musi pan natychmiast opuścić ten dom. 
On  unosi  brwi  ze  zdziwienia.  Właśnie  wrócił  mój  mąż  z  naszym 
przyszłym  zięciem,  o  niczym  nie  wiedzą.  Gdyby  się  dowiedzieli, 
skutki  byłyby  okropne.  Pan  jest  cudzoziemcem,  pan  nie  rozumie 
naszych  narodowych  animozji.  Jeszcze  ciągle  nienawidzimy 
Serbów.  Po  zawarciu  tego  pokoju  mój  mąż  czuje  się  jak  lew, 
któremu  odebrano  zdobycz.  Jeśli  odkryje  naszą  tajemnicę,  nie 
przebaczy  mi  nigdy,  a  życie  mojej  córki  będzie  po  prostu  w 
niebezpieczeństwie. Pan jest rycerskim dżentelmenem i żołnierzem, 

czy  zechce  pan  łaskawie  opuścić  nas,  zanim  mój  mąż  pana 

zobaczy? 

Bluntschli 

zawiedziony, ale z filozoficznym spokojem 
Natychmiast,  łaskawa  pani.  Przybyłem  tylko  żeby  paniom 
podziękować  i  zwrócić  surdut  łaskawie  mi  pożyczony.  Jeśli  pani 
pozwoli,  wydobędę  go  z  mojej  torby  i  odchodząc  wręczę 
służącemu. Nie będę pani dłużej zatrzymywał. Zwraca się do drzwi 

domu. 

Katarzyna  
chwytając go za rękaw 
Nie tędy, nie tędy, proszę pana! (prowadząc go przymilnie w stronę 

bramy}  To  najkrótsza  i  najprostsza  droga.  Bardzo  panu  dziękuję. 
Tak się cieszę, że mogłyśmy przyjść panu z pomocą. Żegnam pana. 

background image

Bluntschli 
A moja torba podróżna? 

Katarzyna  
Odeślę ją panu. Proszę mi zostawić swój adres. 

Bluntschli  
Oczywiście. Pani pozwoli. 
Wyjmuje  z  portfelu  kartę  wizytową  i  zaczyna  wypisywać  na  niej 
adres. Katarzyna umiera z niecierpliwości. W chwili gdy Bluntschli 
wręcza jej kartę, z domu wypada Petkow, z gołą głową, widocznie 

podniecony, za nim biegnie Sergiusz. 

Petkow  
biegnąc ze schodków  

Drogi kapitanie Bluntschli... 

Masz ci los! 

Katarzyna  

Opada na ławkę pod ścianą. 
Petkow  nie  zważając  wcale  na  nią  ściska  serdecznie  dłoń 

Blutschliego  
Moja głupia służba myślała, że jestem tu w ogrodzie, a nie (chrząka 
znacząco)  w  bibliotece,  (nie  może  wprost  wspomnieć  o  bibliotece 

bez zdradzenia, jak dumny jest z niej) Zobaczyłem pana przez okno 
i  dziwiłem  się,  dlaczego  nie  wszedł  pan  do  domu.  Saranow  jest  u 
nas. Pan pamięta Saranowa, co? 

Sergiusz 
salutując z uśmiechem i podając rękę z wyszukaną grzecznością  

Witam, witam naszego przyjaciela-wroga! 

Petkow  
To  już  nie  wróg,  na  szczęście.  Mam  (z  lekkim  niepokojem) 
nadzieję, że pan odwiedza nas jako przyjaciel, a nie w sprawie koni 
lub jeńców. 

Katarzyna  
Oczywiście,  że  jako  przyjaciel.  Właśnie  prosiłam  kapitana 
Bluntschliego,  żeby  został  na  obiedzie,  lecz  oświadczył,  że  musi 
zaraz wracać. 

background image

Sergiusz 

Sardonicznie 
Bluntschli,  to  niemożliwe.  Spadł  pan  jak  z  nieba,  musi  nam  pan 
pomóc.  Mamy  odesłać  trzy  pułki  kawalerii  do  Filippopolis  i  nie 
mamy najmniejszego pojęcia, jak to zrobić. 

Bluntschli nagle zainteresowany, rzeczowo 
Do Filippopolis? Przypuszczani, że chodzi o żywność i paszę? 

Petkow  

uradowany 
Właśnie! (do Sergiusza) On już widzi wszystko jak na dłoni. 

Bluntschli  
Mam wrażenie, że to się da zrobić. 

Sergiusz  
Nieoceniony człowiek! Chodźmy! 
Wyższy  o  całą  głowę,  kładzie  rękę  na  ramieniu  Blunischliego  i 
prowadzi go do schodków, za nimi podąża Petkow. Raina ukazuje 
się w drzwiach, gdy Bluntschli stawia stopę na pierwszym stopniu. 

Raina  
Och, Czekoladowy Żołnierz! 

Bluntschli  stoi  wyprostowany.  Sergiusz  zaskoczony,  spogląda  na 

Rainę,  potem  na  Petkowa,  który,  równie  zdziwiony,  spogląda  na 
Sergiusza, a potem na swoją żonę. 

Katarzyna  
z wielką przytomnością umysłu 
Raino, czy nie widzisz, że mamy gościa? Kapitan Bluntschli, jeden 
z  naszych  nowych  serbskich  przyjaciół.  Raina  i  Bluntschli 
wymieniają ukłony. 

Raina  

Przepraszam  najmocniej!  (schodzi  po  schodkach  i  zajmuje  miejsce 

miedzy  ojcem  i  Bluntschlim)  Zrobiłam  dziś  rano  bardzo  ładny 
ornament z czekolady, chciałam udekorować nim lody, a ten głuptas 
Mikoła  złożył  na  nim  stos  talerzy  i  popsuł  wszystko.  (do 
Bluntschliego  z  ujmującym  uśmiechem)  Mam  nadzieję,  kapitanie 
Bluntschli, że pan nie wziął do siebie tego określenia. 

background image

Bluntschli  
śmiejąc się 
A wie pani, że owszem, tak myślałem... (rzucając na nią ukradkowe 

spojrzenie) Dopiero wyjaśnienie pani uspokoiło mnie. 

Petkow  

podejrzliwie do Rainy  
A odkąd to zaczęłaś zajmować się kuchnią, co? 

Katarzyna  
Od chwili twojej wyprawy na wojnę. To jej najnowsza fantazja. 

Petkow 

opryskliwie  
A  od  kiedy  ten  Mikoła  zaczął  pić?  Przed  wojną  nie  odważył  się 
nigdy  na  coś  podobnego!  Najpierw  prowadzi  kapitana  do  ogrodu, 
choć dobrze wie, że jestem w bibliotece, potem idzie do piwnicy i 
psuje czekoladowego żołnierza Rainy. Musiał dobrze... 
Na  szczycie  schodków  ukazuje  się  Mikoła  z  torbą  podróżną; 

schodzi  po  schodkach  i  z  wielkim  respektem  umieszcza  ją  przed 
Bluntschlim  oczekując  dalszych  rozkazów.  Ogólne  zdumienie. 

Mikoła,  nieświadom  wrażenia,  które  wywołał,  patrzy  z  wyrazem 

zadowolenia. Gdy Petkow odzyskuje władzę mówienia, krzyczy na 

niego: 
Mikoła! Czyś ty oszalał?! 
Mikoła  

zaskoczony 

Ja?! 

Petkow 
Po co przyniosłeś to tutaj ? 
Mikoła  

Rozkaz pani, majorze. Łuka powiedziała mi. 

Katarzyna  

przerywając mu 
Mój  rozkaz?  Po  cóż  ja  miałam  dawać  rozkaz,  żebyś  tu  przyniósł 
rzeczy kapitana Bluntschliego? W głowie ci się pomieszało? 

Mikoła  

background image

po chwili oszołomienia zwracając się do Bluntschliego mówi jakby 
był wcieleniem służalczej dyskrecji 

Pan  kapitan  wybaczy.  (do  Katarzyny)  Moja  wina...  Mam  nadzieję, 
że pani mi daruje. 
Kłania się i ująwszy torbę zmierza do schodków, gdy Petkow woła 

za nim z gniewem. 

Petkow  
Idź do piwnicy i rzuć jeszcze tę torbę na lody panny Rainy! To już 

za  wiele  dla  M  i  k  o  ł  y.  Torba  wypada  mu  z  ręki  i  o  mało  nie 
przygniata stóp majora Petkowa, wywołując ryk gniewu. Precz stąd, 
ty ośle dardanelski! 
Mikoła 
chwytając torbę i znikając za drzwiami  
Słucham, panie majorze! 

Katarzyna  
Och, nie unoś się tak, Pawle, nie gniewaj się! 

Petkow  
parskając z gniewu  
A to łajdak! Rozbrykał się tutaj, gdy mnie nie było. Ja go nauczę! 
Łotr  przeklęty!  Za  tydzień  od  soboty  fora  ze  dwora!  W  całym 
gospodarstwie trzeba będzie zrobić porządek... 
Urywa pod wpływem pieszczot żony i córki, które obejmują go za 
szyję. 

Katarzyna i Raina 

razem 
No, no, no, nie gniewaj się. Nic złego się nie stało. Uspokój się mój 

drogi.  Szsz...  szsz...  Tyle  hałasu  pierwszego  dnia  po  powrocie. 
Zrobię świeże lody. Dość, dość, dość! 

Petkow  
ulegając ich prośbom 
No dobrze już, dobrze! Chodźmy, kapitanie, ale już ani słowa o tym 
zamierzonym  odejściu!  Pan  wie  doskonale,  że  do  Szwajcarii  nie 
może  pan  jeszcze  wracać,  więc  zostanie  pan  u  nas  do  czasu 

wyjazdu. 

background image

Raina  
Niech pan zostanie, kapitanie Bluntschli, proszę! 

Petkow  

do Katarzyny 
No,  Katarzyno,  twoja  kolej,  widocznie  przed  tobą  strach  go 
obleciał. Poproś go ładnie, to zostanie. 

Katarzyna  
Ależ,  oczywiście,  będę  niezmiernie  rada,  jeśli  {błagalnie}  kapitan 
Bluntschli  naprawdę  będzie  miał  ochotę  zostać.  Wie  doskonale, 
jakie są moje życzenia. 

Bluntschli  
po żołniersku  

Jestem na pani rozkazy. 

Sergiusz  

serdecznie  
Świetnie, sprawa załatwiona! 

Petkow 

serdecznie  
Oczywiście! 

Raina  
A widzi pan, musi pan zostać. 

Bluntschli 
z uśmiechem  

Ha, trudno, jak mus, to mus. 

Gest rozpaczy ze strony Katarzyny. 

AKT TRZECI 
W  bibliotece  po  obiedzie.  Z  prawdziwą  biblioteką  pokój  ten 
niewiele ma wspólnego. Jego wyposażenie w postaci książek składa 
się  z  jednej  wbudowanej  w  ścianę  półki,  wypełnionej  szeregiem 
starych  powieścideł  w  miękkich  okładkach  z  połamanymi 
grzbietami,  poplamionych  kawą  i  zniszczonych,  oraz  z  dwóch 
wiszących  małych  półeczek  z  kilkoma  otrzymanymi  w  prezencie 
książkami:  resztę  miejsca  na  ścianach  zajmują  trofea  myśliwskie i 

wojenne.  Ale  jest  to  bardzo  wygodna  bawialnia.  Z  trzech 

background image

obszernych okien znajdujących się w jednym rzędzie widać górską 
panoramę  prezentującą  się  obecnie  bardzo  łagodnie  w  ciepłym 
świetle  popołudnia.  W  rogu  najbliższym  prawego  okna  duży 

kwadratowy  piec  kaflowy  —  prawdziwa  wieża  z  błyszczącej 

ceramiki  —  wznosi  się  prawie  do  sufitu,  dając  wrażenie 
dostatecznego ciepła. Otomana ustawiona jak w pokoju R a i n y, i 

tego  samego  typu,  a  ławy  pod  oknami  wyłożone  są  mnóstwem 

ozdobnych  poduszek.  Jeden  tylko  mebel  odbija  fatalnie  od  reszty 
otoczenia,  mianowicie  mały  zniszczony  stół  kuchenny  urządzony 
jako  biurko,  z  blaszaną  puszką  pełną  piór,  kieliszkiem  do  jaj 
napełnionym  atramentem  i  świstkiem  dobrze  już  zużytej  różowej 
bibuły.  Przy  tym  stole,  który  człowiek  stojący  na  wprost  okna 
miałby  po  lewej  ręce,  B  l  u  n  t  s  c  h  l  i  pilnie  wypisuje  rozkazy 
studiując  dwie  mapy  rozłożone  przed  nim.  U  szczytu  stołu  siedzi 
Sergiusz,  który  rzekomo  też  pracuje,  lecz  w  istocie  ogryza  pierze 
gęsiego  pióra  medytując  nad  szybkim,  pewnym  i  rzeczowym 
postępem  pracy  Bluntschliego  z  uczuciem  zazdrosnej  irytacji  z 
powodu własnej niezdolności i z pełnym czci zdumieniem na widok 
umiejętności kapitana, które wydają mu się niemal cudem, choć ich 
prozaiczny charakter zabrania mu żywić dla nich głębszy szacunek. 

Major Petkow rozsiadł się wygodnie na otomanie z gazetą w ręku i 
turecką  fajką  tuż  obok.  Katarzyna  siedzi  przy  piecu,  obrócona  do 
nich  plecami,  zajęta  haftowaniem.  Raina  spoczywa  na  tapczanie, 
zatopiona  w  marzeniach,  wpatrzona  w  krajobraz  bałkański,  z 
zapomnianą powieścią na kolanach. Drzwi są po tej samej stronie, 

co piec, dalej od okna. Po drugiej stronie, za Bluntschlim jest guzik 

elektrycznego dzwonka. 

Petkow  
podnosząc  oczy  znad  gazety  i  patrząc  badawczo  na  pracujących 

przy stole 
Kapitanie,  czy  pan  jest  pewny,  że  moja  pomoc  jest  wam 

niepotrzebna? 

B l u n t s c h l i 
nie przerywając pisania i nie podnosząc oczu  

background image

Zupełnie pewny, dziękuję. Saranow i ja damy sobie radę. 

Sergiusz 

ponuro 
Tak,  tak,  poradzimy  sobie.  On  decyduje,  co  należy  zrobić,  pisze 
odpowiednie rozkazy, a ja podpisuję. Ładny podział pracy! 

Bluntschli podaje mu papier do podpisu.  
Co,  znowu?  Dziękuję,  (rozkłada  papier  przed  sobą,  ustawia 
odpowiednio  krzesło  i  podpisuje  z  policzkiem  na  łokciu  i 
wysuniętym  językiem  poruszającym  się  w  ślad  za  ręką)  Ta  ręka 
przywykła bardziej do szabli niż do pióra. 

Petkow  
To bardzo zacnie z pańskiej strony, kapitanie, że pan się dał zaprząc 

do  tej  roboty.  Bardzo  zacnie,  ale  czy  ja  naprawdę  nie  mógłbym  w 

czym pomóc? 

Katarzyna  
przyciszonym głosem, ostrzegawczo  
Mógłbyś nie przeszkadzać, Pawle. 

Petkow 
podnosząc się i patrząc w jej stronę  
Co? Aha, masz rację, kochanie, masz rację, (zabiera się na nowo do 

gazety, lecz po chwili odrzuca ją) Widzisz, moja Katarzyno, ty nie 
odbyłaś  kampanii  wojennej.  Ty  nie  masz  pojęcia,  jaka  to  rozkosz 
dla  nas  siedzieć  tutaj  po  dobrym  obiedzie,  bez  żadnej  troski,  i 
cieszyć się życiem. Jednej rzeczy mi brak do zupełnego szczęścia. 

Katarzyna  
Cóż to takiego? 

Petkow  
Starego  surduta.  W  tym  nie  czuję  się  u  siebie  w  domu;  mam 
wrażenie, że cały czas jestem na paradzie. 

Katarzyna  
Mój  drogi,  zabiłeś  sobie  klina  tym  starym  surdutem!  Jestem 
przekonana, że wisi w niebieskim alkierzu, tam gdzie go zostawiłeś. 

Petkow 
Moja kochana, mówiłem ci, że tam go nie ma. Przecież chyba mogę 

background image

wierzyć własnym oczom.  

Katarzyna wstaje, przechodzi przez pokój i naciska guzik dzwonka 

elektrycznego.  
Cóż ty się tak popisujesz tym dzwonkiem?  
Ona spogląda na niego majestatycznie, wraca do swojego krzesła i 
podejmuje robótkę. 
Moja  droga,  jeśli  sądzisz,  że  upór  kobiecy  może  zrobić  surdut  z 
dwóch starych  szlafroków  Rainy,  twojego płaszcza deszczowego  i 
mojego płaszcza, to się grubo mylisz. A tylko te rzeczy znajdują się 

obecnie w niebieskim alkierzu. Do pokoju wchodzi Mikoła. 

Katarzyna 
Mikoła,  przynieś  z  niebieskiego  alkierza  ten  stary,  szamerowany 

surdut, który pan major nosi zwykle w domu. 

background image

Mikoła 
Słucham panią. 

Wychodzi.  

Petkow 

Katarzyno… 

Katarzyna 
Słucham cię. Pawle. 

Petkow  
Założę się z tobą o każdą sztukę biżuterii, jaką sobie wybierzesz w 
Sofii,  przeciw  tygodniowym  wydatkom  gospodarskim,  że  mojego 

surduta tam nie ma. 

Katarzyna  
Przyjmuję zakład! 

Petkow  

podniecony tym hazardem 
Tak  to  lubię!  Trochę  sportu  nie  zaszkodzi.  Kto  się  przyłącza  do 
zakładu? Kapitanie, zaryzykuje pan? Sześć do jednego. 

BIuntschli  

nieporuszony 
To  byłby  rabunek  na  prostej  drodze,  majorze.  Mam  wrażenie,  że 
pani Katarzyna ma na pewno rację.  
Nie  podnosząc  oczu,  posuwa  w  stronę  Sergiusza  nowy  plik 

papierów. 

Sergiusz  
także podniecony 
Brawo,  Szwajcaria!  Majorze,  stawiam  w  zakład  mojego 

najlepszego konia bojowego przeciwko arabskiej klaczy dla Rainy, 
że Mikoła znajdzie surdut w niebieskim alkierzu. 

Petkow  

zainteresowany  

Twojego najlepszego... 

Katarzyna  
przerywając mu pospiesznie 
Zastanów  się,  Pawle.  Arabska  klacz  będzie  cię  kosztowała 

background image

pięćdziesiąt tysięcy lewów. 

R a i n a 
budząc się nagle z malowniczego rozmarzenia  
Moja  mamo,  jeśli  ty  masz  dostać  biżuterię,  nie  widzę  powodu, 
dlaczego masz mi żałować arabskiego konia. 

Mikoła  wraca  z  surdutem  i  podaje  go  Majorowi,  który  nie  wierzy 
własnym oczom. 

Katarzyna  
Powiedz, gdzie był? 

Mikoła  
Wisiał w niebieskim alkierzu, proszę pani. 

Petkow  

Niech mnie dia... 

Katarzyna  
powstrzymując go  

Pawle! 

Petkow  
Mógłbym  przysiąc,  że  go  tam  nie  było.  Tak,  starość  nie  radość. 

Widocznie  miewam  halucynacje,  (do  Mikoły)  Pomóż  mi  zmienić 
surdut.  Kapitanie,  proszę  mi  wybaczyć.  (zaczyna  się  przebierać 

przy pomocy Mikoły) Sergiuszu, nasz zakład nie doszedł do skutku. 
Będziesz  musiał  sam  postarać  się  o  tę  arabską  klacz  dla  Rainy, 
skoro  obudziłeś  jej  apetyty.  Co,  Raino?  (obraca  się  i  spogląda  na 
nią,  ale  ona  jest  znowu  wpatrzona  z  zachwytem  w  krajobraz;  z 
dumą i miłością ojcowską pokazuje ją obecnym mówiąc) Marzy jak 

zwykle. 

Sergiusz 
Zapewniam, że nie dozna zawodu. 

Petkow  
Tym lepiej dla niej. Ja się nie wykpię tak tanio. 
Skończył się przebierać. Mikoła wychodzi z nowym surdutem. No, 
nareszcie wiem, że jestem w domu. 
Siada i bierze gazetę z pomrukiem zadowolenia. 

Bluntschli 

background image

do Sergiusza, podając mu papier 
To już ostatni rozkaz. 

Petkow  
zrywając się  
Co?! Robota skończona? 

Bluntschli 
Skończona. 

Petkow  
z dziecinną zazdrością  
Nie da mi pan jakiegoś rozkazu do podpisania? 

Bluntschli  

Nie potrzeba. Jego podpis wystarczy. 

Petkow  
wydymając pierś i uderzając w nią ręką 
Jak na jeden dzień odwaliliśmy kawał roboty. Czy jest jeszcze coś 

do zrobienia? 

Bluntschli  
Lepiej,  żeby  panowie  zobaczyli  się  z  ludźmi,  którzy  powiozą  te 

rozkazy. 

Sergiusz wstaje.  
Trzeba  ich  natychmiast  wyprawić  i  pokazać  im,  że  na  każdym 
rozkazie  jest  wyznaczony  dzień  i  godzina  doręczenia.  Powiedzcie 
im, że jeżeli będą się zatrzymywali po gospodach i przez to spóźnią 
się choćby o pięć minut, władze będą z nich pasy darły. 

Sergiusz  
sztywniejąc, oburzony 
Powiem im, (zdąża do drzwi) a jeśli który z nich okaże się na tyle 
mężczyzną,  żeby  mi  napluć  w  twarz  za  tę  obrazę,  wykupię  go  ze 
służby i dam mu dożywotnią pensję. 

Wychodzi. 

Bluntschli 

poufnie 

Niech pan dopilnuje, majorze, żeby on z nimi gadał jak trzeba. 

Petkow 

background image

służbiście  

Racja, racja, kapitanie. Już ja go dopilnuję, (idzie do drzwi z ważną 
miną, lecz przystaje na progu) Wiesz, Katarzyno, chodź i ty ze mną. 
Oni będą czuli większy respekt przed tobą niż przede mną. 

Katarzyna  
odkładając robótkę 
Pewnie,  że  pójdę.  Ty  narobiłbyś  tylko  dużo  hałasu.  Wychodzi. 
Petkow przytrzymuje drzwi i idzie za nią. 

Bluntschli  
Cóż to za wojsko! Armaty robi się tutaj z pni drzew wiśniowych, a 
oficerowie posyłają po żony dla utrzymania 

dyscypliny! 
Zaczyna  porządkować  i  składać  papiery.  Raina,  która  wstała  z 

tapczanu,  maszeruje  zwolna  przez  pokój,  z  rękami  założonymi  w 

tył, i spogląda nań filuternie. 

Raina  
Wygląda  pan o  wiele  korzystniej  niż  podczas naszego pierwszego 

spotkania. 
On spogląda na nią zdziwiony.  
Jak pan to zrobił? 

Bluntschli  
Umyłem  się,  uczesałem,  wyspałem  i  zjadłem  śniadanie.  To  cała 

tajemnica. 

Raina  
Udało się panu wtedy ujść bezpiecznie? 

Bluntschli 
Owszem. Dziękuję. 

Raina 
Czy  przełożeni  pana  gniewali  się  za  tę  ucieczkę  przed  szarżą 

kawalerii Sergiusza? 

Bluntschli  
z grymasem uśmiechu  

Nie. Byli zadowoleni, bo oni by tak samo uciekali. 

Raina 

background image

podchodzi  do  stołu  i  nachyla  się  przez  stół  w  kierunku  kapitana 
Musieli się wspaniale ubawić tą historyjką o mnie i o moim pokoju. 

Bluntschli  
Kapitalna  anegdota.  Ale  opowiedziałem  ją  tylko  jednemu  z  nich: 

najlepszemu przyjacielowi. 

Raina  
Na którego dyskrecję mógł pan zupełnie liczyć? 

Bluntschli  

Absolutnie. 

Raina  
Hm!  A  on  opowiedział  wszystko  mojemu  ojcu  i  Sergiuszowi  w 
dniu  wymiany  jeńców.  Odchodzi  od  stołu  i  maszeruje  z  miną 
obojętną na drugi koniec pokoju. 

Bluntschli 
głęboko przejęty, z niedowierzaniem  
Nie! Pani chyba żartuje... 

Raina 
zwracając się do niego z nagłą powagą  
Nie,  nie  żartuję.  Ale  oni  nie  wiedzą,  że  pan  się  schronił  w  tym 
domu.  Gdyby  Sergiusz  wiedział,  wyzwałby  pana  na  pojedynek  i 
zabiłby pana. 

Bluntschli  
Naprawdę? To niechże mu pani nie mówi. 

Raina  
To nie żarty, kapitanie Bluntschli. Czy pan nie zdaje sobie sprawy, 
ile mnie kosztuje to ciągłe oszukiwanie go? A ja pragnę być wobec 
Sergiusza bez zarzutu! Nie chciałabym, żeby między nami było coś 
małego,  coś  niskiego,  coś  fałszywego.  Mój  stosunek  do  niego,  to 
jedyna  naprawdę  piękna  i  szlachetna  strona  mojego  życia.  Mam 
nadzieję, że pan to rozumie. 

Bluntschli 

sceptycznie  
To znaczy, że pani nie chciałaby, żeby on się dowiedział, że ta cała 

historyjka  o  lodach,  o  czekoladowym  ornamencie,  to  było  takie 

background image

sobie, no... pani wie, co chcę powiedzieć? 

Raina  
dotknięta 
Niech  pan  nie  będzie  taki  uszczypliwy.  Wiem,  że  skłamałam,  ale 
zrobiłam to, żeby panu ocalić życie. On by pana zabił. Po raz drugi 
w życiu powiedziałam nieprawdę. Bluntschli wstaje szybko i patrzy 
na nią krytycznie, a nawet cokolwiek surowo  
Pan pamięta pierwszy raz? 

Bluntschli  
Ja? Nie. Czy byłem przy tym? 

Raina  
Owszem! Powiedziałam oficerowi, szukającemu pana, że pana nie 

ma w pokoju. 

Bluntschli  
To prawda. Powinienem był o tym pamiętać. 

Raina  
z rosnącą pewnością siebie 
Ach,  to  zupełnie  naturalne,  że  pan  w  pierwszej  chwili  zapomniał. 
Pana  to  nic  nie  kosztowało.  Ale  mnie  kosztowało  kłamstwo! 
Kłamstwo! 
Siada  na  otomanie  patrząc  przed  siebie,  objąwszy  rękami  kolana. 

Bluntschli,  wzruszony,  podchodzi  do  otomany,  z  wyrazem 
szczególnie uspokajającym i życzliwym, i siada obok niej. 

Bluntschli  
Droga pani, niech się pani tym nie przejmuje. Proszę pamiętać, że 
jestem  żołnierzem.  Otóż  dwie  rzeczy  zdarzają  się  żołnierzowi  tak 
często, że w końcu nie przywiązuje do nich żadnej wagi. Jedna — 
to ciągłe słuchanie ludzkich kłamstw, 
Raina odsuwa się.  

druga — to fakt, że różnego typu ludzie w różny sposób ocalają mu 
życie. 

Raina 

wstaje z protestem oburzenia  

Dlatego  żołnierz  staje  się  istotą  niezdolną  dochować  wiary, 

background image

niezdolną do wdzięczności. 

Bluntschli 
krzywiąc twarz  
Czy  pani  lubi  wdzięczność?  Bo  ja  nie.  O  ile  litość  jest  bliska 
miłości, o tyle wdzięczność jest bliska nienawiści. 

Raina  
Wdzięczność!  (napadając  na  niego)  Jeśli  pan  nie  jest  zdolny  do 
wdzięczności,  to  pan  nie  jest  zdolny  do  żadnego  szlachetnego 
uczucia.  Nawet  zwierzęta  czują  wdzięczność.  Teraz  wiem  już 
dokładnie, co pan o mnie myśli! Pana nie zdziwiło moje kłamstwo. 
Dla pana to było coś, co ja popełniam co dzień, może co godzinę! 
To są męskie pojęcia o kobietach. 
Maszeruje po pokoju z tragiczną miną. 

Bluntschli 
z powątpiewaniem 
Wszystko ma swoje racje. Pani mówi, że pani skłamała tylko dwa 
razy w życiu. Droga pani, czy to nie za mały kontyngent? Ja jestem 
człowiekiem  dosyć  prostolinijnym.  Ale  przydział  dwóch  kłamstw 
nie wystarczyłby mi nawet na pół dnia. 

Raina  
patrząc na niego wyniośle Czy pan zdaje sobie sprawę, że pan mnie 
obraża? 

Bluntschli  
Nic  na  to  nie  poradzę,  droga  pani.  Kiedy  pani  przybiera  tę 
szlachetną  pozę  i  przemawia  tym  urzekającym  głosem,  czuję  dla 
pani podziw, ale nie mogę uwierzyć ani w jedno słowo pani. 

Raina  

dumnie  

Kapitanie Bluntschli! 

Bluntschli  

nieporuszony  
Słucham panią. 

Raina 
stojąc nad nim, jak gdyby nie dawała wiary swoim zmysłom  

background image

Czy pan naprawdę myśli to, co pan teraz powiedział? Czy pan wie, 
co pan powiedział? 

Bluntschli 

Tak! 

Raina  

bez tchu 
Że ja!... Że ja!... 
Wskazuje palcem na siebie, jakby chciała powiedzieć: „Że ja, Raina 

Petkow,  kłamię?"  On  wytrzymuje  jej  spojrzenie.  Ona  nagle  siada 

obok niego i dodaje przechodząc z tonu heroicznego do dziecinnej 

poufałości.  Jakim  sposobem  zdołał  pan  przejrzeć  mnie  tak  na 

wylot? 

Bluntschli  

bez chwili wahania  
Instynkt, droga pani, instynkt i znajomość świata. 

Raina  
zastanawiając się 
Czy  pan  da  wiarę,  że  pan  jest  pierwszym  człowiekiem,  który  nie 
potraktował mnie poważnie. 

Bluntschli  
Pani  chce  powiedzieć,  że  jestem  pierwszym  mężczyzną,  który 
potraktował panią zupełnie poważnie. 

Raina 
Ma  pan  słuszność,  to  właśnie  miałam  na  myśli,  (przymilnie,  z 
zupełną swobodą) Jakże inaczej słucha się, gdy ktoś mówi tak jak 
pan!  Czy  pan  wie,  że  ja  zawsze  przybierałam...  jak  to  pan 
powiedział? 

Bluntschli 
Pani ma na myśli... 

Raina  
Już wiem... szlachetną pozę i urzekający głos. 
Śmieją się oboje. 

Kiedy byłam malutka, częstowałam tym moją piastunkę. Ona w to 
wierzyła.  Częstuję  tym  moich  rodziców.  Oni  także  w  to  wierzą. 

background image

Gram tę rolę wobec Sergiusza. I on w to wierzy. 

Bluntschli  
Tak, bo on sam lubi robić te sztuczki. 

Raina  

zaskoczona  
Co? Sądzi pan? 

Bluntschli  
Pani zna go lepiej niż ja. 

Raina  
Czyżby?  Ciekawam,  bardzom  ciekawa!  Gdyby  tak  było... 
(zniechęcona)  Ale  mniejsza  o  to.  Przypuszczam,  że  teraz,  po  tym 
odkryciu, pan mną gardzi. 

Bluntschli  
wstając, serdecznie 

Nie,  moja  droga  pani,  nie,  nie,  nie,  po  tysiąckroć  nie!  Przecież  to 
wyraz  pani  młodości,  pani  wdzięku  i  uroku...  Jestem  w  jednym 
szeregu  z  piastunką  pani,  rodzicami  i  Sergiuszem:  jestem 

oczarowanym wielbicielem pani! 

Raina  

uradowana  
Naprawdę? 

B l u n t s c h l i 
uderzając się w pierś na modłę niemiecką  

Hand aufs Herz! Święta prawda! 

Raina  
bardzo uszczęśliwiona 
A co pan o mnie pomyślał, gdy dałam panu moją fotografię? 

Bluntschli 

zdumiony  
Pani fotografię? Pani nie dała mi żadnej fotografii. 

Raina  

szybko  
Czy to znaczy, że pan jej nie otrzymał? 

Bluntschli  

background image

Nie  (siada  obok  niej  z  wznowionym  zainteresowaniem  i  pyta, 

zadowolony z siebie) Kiedy ją pani wysłała? 

Raina 

oburzona  
Nie  wysyłałam  jej  wcale,  (odwraca  głowę  i  dodaje  z  niechęcią) 
Włożyłam ją do kieszeni tego starego surduta. 

Bluntschli 

otwierając  szeroko  oczy  i  wydymając  wargi  Oh...o...oh!  Nie 
znalazłem jej. Musi być dotąd w kieszeni. 

Raina  
zrywając się 
Co? Dotąd w kieszeni?! Żeby ją ojciec znalazł, gdy sięgnie ręką do 
kieszeni? Och, jak pan mógł być taki głupi? 

Bluntschli  
wstając także  
Przecież  to  nic  strasznego,  przypuszczam,  że  to  tylko  fotografia. 
Przecież  ojciec  nie  będzie  wiedział,  dla  kogo  była  przeznaczona. 
Niech mu pani powie, że sam ją tam włożył. 

Raina  

gorzko  
Dziękuję za mądrą radę! (z desperacją) Co ja teraz zrobię? 

Bluntschli  
Rozumiem. Pani tam coś napisała. To było nierozsądne. 

Raina  
rozdrażniona niemal do leź 
Ha, zrobić coś takiego... i dla kogo? Dla pana, który nie dba o nic, 
który się tylko śmieje ze mnie... och! Czy pan jest pewny, że tego 
surduta nikt nie ruszał? 

Bluntschli  
Niestety,  nie  mogę  mieć  absolutnej  pewności.  Widzi  pani,  nie 
mogłem go ciągle nosić ze sobą; w czynnej służbie nie można mieć 
dużo bagażu. 

Raina  
Więc co pan z nim zrobił? 

background image

Bluntschli  
Kiedy  dotarłem  do  miasta  Pirot,  musiałem  go  złożyć  na 

przechowanie  w  jakimś  bezpiecznym  miejscu.  W  pierwszej  chwili 
myślałem  o  przechowalni  na  dworcu  kolejowym.  Ale  tam 
najłatwiej  o  rabunek  podczas  wojny.  Więc  zastawiłem  surdut  w 

lombardzie. 

Raina  
Pan zastawił surdut ojca?!! 

Bluntschli  
Wiem,  że  to  brzmi  nieładnie.  Ale  to  było  naprawdę 
najbezpieczniejsze  miejsce.  Przedwczoraj  wykupiłem  ten  skarb.  A 
Bóg tylko wie, czy właściciel lombardu nie opróżnił jego kieszeni. 

Raina 

wściekła, rzucając mu obelgi w twarz  
Pan  ma  umysł  nędznego  sklepikarza.  Pan  ma  pomysły,  które  nie 
przyszłyby do głowy prawdziwemu dżentelmenowi. 

Bluntschli  

flegmatycznie 
To już jest narodowy charakter Szwajcarów. 
Wraca do stołu. 

Raina 
Żałuję, że pana w ogóle spotkałam! 
Odchodzi z godnością na bok i siada pod oknem dysząc z gniewu. 

Wchodzi  Łuka  ze  stosem  listów  i  depesz  na  tacy  i  zmierza  swoim 

dumnym,  swobodnym  krokiem  do  stołu.  Jej  lewy  rękaw  jest 
podwinięty  i  spięty  broszką  na  ramieniu,  ukazując  nagie  ramię  z 
szeroką bransoletą zakrywającą siniak. 
Łuka  

do Bluntschliego 

Dla  pana.  (zsypuje  jednym  ruchem  wszystko  z  tacy  na  stół) 
Posłaniec czeka. 
Jest  zdecydowana  nie  okazywać  grzeczności  wrogowi,  choć  musi 
mu usługiwać. 

Bluntschli 

background image

do R a i n y  
Pani  wybaczy!  Ostatnią  pocztę  odebrałem  trzy  tygodnie  temu. 

Dlatego  tyle  listów  i  cztery  depesze,  sprzed  tygodnia.  (otwiera 
jedną depesze) Oho, złe nowiny! 

Raina 
wstając i zbliżając się do stołu z lekkim żalem  
Złe nowiny? 

Bluntschli  
Mój ojciec umarł. 
Spogląda  na  depeszę  wydymając  wargi  i  rozmyślając  nad 
nieoczekiwaną zmianą losu. Łuka z pośpiechem robi znak krzyża. 

Raina  
To bardzo smutna wiadomość! 

Bluntschli  
Tak.  Za  godzinę  będę  musiał  ruszyć  w  drogę  do  domu.  Ojciec 
zostawił  mnóstwo  dużych  hoteli,  którymi  trzeba  się  zająć,  (bierze 
do ręki gruby list w długiej niebieskiej kopercie) Ten gruby list to 

od adwokata rodziny, (wyrzuca z koperty załączniki i przegląda je 
pobieżnie)  Tam  do  licha!  Siedemdziesiąt...  Dwieście  (z  rosnąca 
niechęcią)  Czterysta!  Cztery  tysiące!!  Dziewięć  tysięcy  sześćset!! 
Co ja pocznę z tym wszystkim?! 

Raina  

nieśmiało  
Dziewięć tysięcy hoteli? 

Bluntschli 
Hoteli?  Co  znowu!  Ha,  żeby  pani  wiedziała,  jakie  to  wszystko 
śmieszne!  Przepraszam  najmocniej,  ale  muszę  wydać  polecenie 
ordynansowi w związku z wyjazdem. Opuszcza pokój pospiesznie, 
z dokumentami w ręku. 
Łuka  
czując  instynktownie,  ze  dokuczy  Rainie  wyrażając  się  ujemnie  o 

Bluntschlim  
Ten  Szwajcar  nie  ma  wcale  serca.  Nie  powiedział  ani  jednego 
słowa żalu po stracie ojca. 

background image

Raina  

gorzko 
Żalu! Szukasz żalu u człowieka, który przez całe lata nie robił nic 
innego  tylko  zabijał  ludzi!  Gdzie  on  ma  serce?  Jaki  żołnierz  ma 

serce? 
Zmierza do drzwi z trudem wstrzymując łzy. 
Łuka 
Major  Saranow  także  walczył  z  wrogiem,  ale to nie  zabiło  w  nim 

serca. 
Raina przy drzwiach prostuje się wyniośle i wychodzi. 
Aha,  wiedziałam,  że  nie  doszukasz  się  serca  w  tym  twoim 
żołnierzu. 
Zmierza również do drzwi, przez które wchodzi właśnie Mikoła z 
naręczem drzewa do pieca. 
Mikoła 
uśmiechając się do niej zalotnie  
Całe popołudnie starałem się przyłapać cię samą, bodaj na minutkę, 

moja kochaneczko. {wyraz jego twarzy zmienia  się, gdy dostrzega 
jej lewą rękę;) A to co znowu? Cóż to za moda zakasywać rękaw na 

ramieniu? 
Łuka 

dumnie  
Moja własna moda. 
Mikoła  
Patrzcie, patrzcie! Jak pani to zobaczy, to cię nauczy moresu. 
Układa szczapy pod piecem i rozsiada się wygodnie na otomanie. 
Łuka  
To jeszcze nie powód, żebyś ty mi prawił kazanie. 

M i k o ł a 
Tylko  mi  się  nie  stawiaj...  Mam  dobre  nowiny  dla  ciebie.  Łuka 
siada  obok  niego.  On  wydobywa  trochę  papierowych  pieniędzy. 
Łuka  z  pożądliwym  błyskiem  w  oczach  usiłuje  wyrwać  mu  je  z 
ręki, ale on przekłada je szybko do lewej ręki. Widzisz, dwadzieścia 
lewów.  Dostałem  od  Sergiusza,  za  nic,  pański  kaprys.  Głupiego 

background image

pieniądz  się  nie  trzyma!  O,  widzisz,  tu  mam  jeszcze  dziesięć 
lewów.  To  ten  Szwajcar  mi  dał  za  to,  że  podtrzymałem  łgarstwa 

pani i Rainy o nim. Ho, ho! ten ci nie głupi, nie! Żebyś ty słyszała, 
jak stara Katarzyna przepraszała mnie w kuchni, jak mnie grzecznie 
prosiła,  żebym  sobie  nic  z  tego  nie  robił,  że  major  jest  czasem 
prędki  i  popędliwy,  jak  mi  kadziła,  że  drugiego  takiego  sługi  nie 
ma. Zapomniała już, że zrobiły ze mnie głupka i łgarza na oczach 
wszystkich! Ta dwudziestka pójdzie do naszych oszczędności, a ta 
dziesiątka dla ciebie, ale musisz pogadać ze mną jak z człowiekiem, 
bo i mnie się czasem przykrzy być tylko sługą. 
Łuka 

To ty myślisz, że jak siebie sprzedasz za trzydzieści lewów, to mnie 
kupisz  za  dziesięć?  [wstaje  z  pogardą)  Zabierz  swoje  pieniądze. 
Urodziłeś  się,  żeby  być  sługą.  Ja  —  nie.  Kiedy  otworzysz  swój 
sklep  to  zamiast  być  sługą  jednych  państwa,  jak  teraz,  zostaniesz 
sługą wszystkich. 
Odchodzi  zasępiona  od  stołu  i  jak  królowa  rozsiada  się  w  krześle 

Sergiusza. 

Mikoła 

podnosi szczapy i niesie je do pieca  
Poczekaj,  to  zobaczysz.  Będziemy  mieli  wieczory  dla  siebie,  a  ja 
potrafię być panem w moim domu, za to ręczę. 

Przyklęka i wkłada drzewo do pieca. 
Łuka  
Ale nigdy nie będziesz panem w moim domu. 

Mikoła 
klęcząc  osuwa  się  na  łydki  i  zwraca  się  do  niej  przybity  jej 
nieubłaganą wzgardą. 
Wysoko mierzysz, dziewczyno! Jakby ci się poszczęściło, pamiętaj, 
że to ja zrobiłem z ciebie człowieka. 
Łuka  

Ty?! 
Mikoła 
gramoląc się na równe nogi i podchodząc do niej  

background image

Tak,  ja!  Kto  sprawił,  że  przestałaś  nosić  na  głowie  dwa  funty 
fałszywych  kłaków  i  malować  na  czerwono  wargi  i  policzki,  jak 
pierwsza lepsza bułgarska dziewczyna? Ja! Kto cię nauczył obcinać 
paznokcie, utrzymywać czysto ręce i dbać o swój wygląd jak dama 
rosyjska z wielkiego świata? Ja! Słyszysz? Ja!  

Ona  podrzuca  wyzywająco  głowę,  on  odwraca  się  dodając 

spokojniej: 
Nieraz sobie myślałem, ze gdyby Raina nie stała na drodze i gdybyś 
ty była trochę mniej durna, a Sergiusz trochę więcej, to mogłabyś 
zostać  jedną  z  najbogatszych  moich  klientek  zamiast  być  tylko 
moją żoną i narażać mnie na wydatki. 
Łuka 

Tak,  ja  też  myślę,  że  ty  wolałbyś  być  moim  sługą  niż  mężem. 
Wyciągnąłbyś ze mnie więcej. Och, znam tę twoją służalczą duszę! 

M i k o ł a 
podchodząc do niej bliżej, aby nadać swym słowom więcej wagi  
Zostaw  w  spokoju  moją  duszę,  a  słuchaj  lepiej  mojej  rady.  Jeśli 
chcesz  zostać  damą,  musisz  zmienić  zachowanie  wobec  mnie, 
chyba  że  jesteśmy  sam  na  sam.  Ono  jest  zbyt  szorstkie  i  zanadto 
bezczelne,  a  bezczelność  to  rodzaj  poufałości,  która  dowodzi,  że 
masz  dla  mnie  uczucie.  Ale  nie  próbuj  też  okazywać  mi 
jaśniepańskich  fochów.  Bo  ty  jesteś  jak  każda  dziewucha  ze  wsi. 
Tobie  się  zdaje,  że  to  po  pańsku  traktować  służącego  tak,  jak  ja 
traktuję stajennego. Pamiętaj, że to tylko twoja ciemnota. I nie bądź 
taka wyzywająca wobec wszystkich i każdego. Postępuj tak, jakbyś 
przywykła wszystko robić po swojemu, a nie jakbyś się obawiała, 
że inni będą tobą rządzić. Bo droga do powodzenia jest taka sama 
dla  damy  jak  dla  sługi.  Trzeba  znać  swoje  miejsce,  to  cała 
tajemnica. Możesz być pewna, że ja będę znał swoje miejsce, jeśli 
tobie  się  poszczęści.  Pomyśl  trochę  nad  tym,  dziewczyno.  Ja 
zawsze stanę po twojej stronie, bo sługa powinien poprzeć innego 
sługę. 
Łuka  
wstając zniecierpliwiona  

background image

Muszę  postępować  po  swojemu.  Twoja  wyrachowana  mądrość 
odbiera mi całą odwagę. Pal w piecu, bo na tym się rozumiesz. 

Zanim  M  i  ko  ł  a  ma  czas  odpowiedzieć,  wchodzi  Sergiusz,  który 
zatrzymuje się zobaczywszy Łukę, po czym podchodzi do pieca. 

Sergiusz  

do M. i k o ł y  

Nie przeszkadzam ci? 
Mikoła 
łagodnym starczym głosem  
Nie, proszę pana majora. Właśnie robiłem wymówki tej niemądrej 
dziewczynie, że jak tylko złapie wolną chwilę, to w te pędy leci do 
biblioteki,  żeby  się  dorwać  do  jakiejś  książki.  Ta  jej  edukacja 
szkodzi  jej,  proszę  pana...  wytwarza  nawyczki  ponad  jej  stan.  (do 
Łuki} Sprzątnij stół dla pana majora. 

Wychodzi  statecznym  krokiem.  Łuka.  nie  patrząc  na  Sergiusza 

udaje,  że  porządkuje  papiery  na  stole.  Sergiusz  podchodzi  do  niej 
zwolna i ogląda jej lewe ramię. 

Sergiusz  
Pozwól mi zobaczyć... Czy jest jakiś ślad?  

Podnosi  bransoletę  i  widzi  siniak,  wywołany  jego  mocnym 

chwytem. 
Ona stoi bez ruchu, nie patrząc na niego, przejęta, lecz, czujna. Fiu! 

Czy to boli? 
Łuka  

Tak. 

Sergiusz  
Czy mam to uzdrowić? 
Łuka 
cofając się natychmiast dumnie, ale jeszcze nie patrząc na niego  
Nie. Teraz pan nie może tego uzdrowić. 

Sergiusz 
władczo  
Jesteś tego pewna? 

Czyni ruch, jakby chciał ją objąć. 

background image

Łuka 
Proszę ze mną nie igrać. Oficer nie powinien igrać ze służącą. 

Sergiusz 
dotykając bezlitosnym ruchem bolącego miejsca  
To nie była igraszka. 
Łuka 
cofając się i spoglądając na niego po raz pierwszy  
Czy pan żałuje? 

Sergiusz 
krzyżując ręce, dobitnie i miarowo  
Ja nigdy niczego nie żałuję! 
Łuka 

smutnie 
Chciałabym uwierzyć, że mężczyzna może być aż tak niepodobny 
do kobiety. I tak sobie myślę: czy pan jest naprawdę odważny? 

Sergiusz  

bez pozy, rzeczowo 
Owszem, jestem odważny. Przy pierwszym strzale serce mi zabiło 
tak  po  kobiecemu,  ale  podczas  szarży  przekonałem  się,  że  jestem 
odważny. Tak, przynajmniej to jedno jest prawdziwe we mnie. 
Łuka 
Czy podczas szarży  przekonał się pan także, że żołnierze, których 
ojcowie są biedni, jak mój, mają mniej odwagi od oficerów, którzy 
są bogaci jak pan? 

Sergiusz  
z gorzką swawolą 
Wcale  nie.  Wszyscy  oni  rąbali,  przeklinali  i  ryczeli  jak 
bohaterowie.  Ha,  nie  trzeba  wielkiej  odwagi,  żeby  wpaść  w  szał  i 
mordować.  Mam  angielskiego  terriera,  który  posiada  tyle  odwagi 

tego  rodzaju  co  cały  naród  bułgarski  i  rosyjski  razem  wzięte.  Ale 
mimo  to  mój  pies  znosi  baty  mego  służącego.  Tacy  są  właśnie 
żołnierze! Nie, nie, Łuko, ci biedacy, o których ci chodzi, potrafią 
podrzynać gardła, ale boją się swoich oficerów; znoszą bez protestu 
obelgi i bicie, stoją  i  patrzą, kiedy  ich towarzyszom  wymierza  się 

background image

kary  jak  dzieciom,  a  kiedy  się  im  rozkaże,  to  jeszcze  w  tym 
pomagają. A oficerowie!!! Cóż, (z urywanym śmiechem} przecież 
sam  jestem  oficerem,  (z  przejęciem)  Och,  pokażcie  mi  człowieka, 
który do ostatniego tchu przeciwstawi się każdej potędze na ziemi 

czy na niebie skierowanej przeciw jego woli i sumieniu, a powiem: 
oto odważny człowiek! 
Łuka 
To się tak łatwo mówi. Mężczyźni nigdy nie są dorośli, myślą jak 

sztubacy. Pan nie wie, co to jest prawdziwa odwaga. 

Sergiusz 

ironicznie  
Proszę! Może zechcesz mnie oświecić! 
Rozsiada się wspaniałym gestem na otomanie. 
Łuka 
Niech  pan  spojrzy  na  mnie!  Czy  mnie  wolno  mieć  własną  wolę? 
Muszę sprzątać pokój pana, muszę zamieść, zetrzeć kurze, wynieść, 
co  niepotrzebne  i  przynieść,  co  potrzebne.  Czy  to  może  mnie 
poniżyć,  jeśli  pana  nie  poniża,  że  ktoś  musi  to  wszystko  dla  pana 
zrobić? Ale, (z tłumioną pasją) gdybym ja była imperatorową Rosji, 
osobą najwyżej postawioną, wtedy!! Och, wtedy... chociaż według 
pana nie mogłabym okazać żadnej odwagi, wtedy zobaczyłby pan, 
zobaczyłby pan wtedy! 

Sergiusz  
Cóż byś zrobiła najjaśniejsza imperatorowo? 
Łuka 
Poślubiłabym  człowieka,  którego  bym  kochała!  Zrobiłabym  to, 
czego  nie  ma  odwagi  zrobić  żadna  królowa  w  Europie.  Gdybym 
kochała pana, to choćby pan był o tyle niżej ode mnie postawiony, 
o ile ja stoję teraz niżej od pana, miałabym odwagę traktować pana 
jak  równego.  Czy  pan  miałby  odwagę  zrobić  to,  gdyby  pan  mnie 
kochał?  Nie!  Gdyby  pan  poczuł,  że  w  panu  budzi  się  miłość  do 
mnie, nie pozwoliłby pan jej się rozwinąć. Pan nie miałby odwagi. 
Pan ożeniłby się z córką bogacza, bo pan bałby się tego, co ludzie 
powiedzą. 

background image

Sergiusz 
zrywając się  
Łżesz! Przysięgam na wszystkie gwiazdy, że tak nie jest! Gdybym 
cię  kochał,  to  choćbym  był  samym  carem,  posadziłbym  cię  na 
tronie obok siebie. Ty wiesz, że kocham inną kobietę, o tyle wyższą 
od ciebie, o ile niebo jest wyższe od ziemi, i jesteś o nią zazdrosna. 
Łuka 
Nie  mam powodu być zazdrosna. Ona nigdy nie wyjdzie za pana. 
Człowiek, o którym mówiłam, wrócił. Ona poślubi Szwajcara. 

Sergiusz  
cofając się 

Szwajcara?! 
Łuka 
Wart dziesięciu takich jak pan. Wtedy pan przyjdzie do mnie, a ja 
odprawię pana z kwitkiem. Pan nie jest mnie wart. 
Zwraca się do drzwi. 

Sergiusz  

jednym skokiem dopada do niej i chwyta ją gwałtownie w ramiona 
Zabiję Szwajcara, a z tobą zrobię, co zechcę. 
Łuka 
w jego ramionach, bierna, lecz nieustępliwa  
Może  Szwajcar  zabije  pana.  Pobił  pana  w  miłości,  może  pobić  w 

walce. 

Sergiusz bijąc się z myślami 
Ty  myślisz,  że  ja  wierzę...  że  ona!  ona!  której  najgorsze  myśli  są 
wyższe  od  twoich  najlepszych,  jest  zdolna  do  igrania  z  innym 
mężczyzną za moimi plecami? 
Łuka 
A  pan  myśli,  że  ona  uwierzyłaby  Szwajcarowi,  gdyby  jej 
powiedział, że jestem teraz w pańskich ramionach? 

Sergiusz  

puszczając ją, w rozpaczy 
Piekło! Och, piekło! Szyderstwo! Wszędzie szyderstwo! Każdy mój 
czyn  szydzi  z  każdej  mojej  myśli,  (bijąc  się  z  gniewem  w  piersi) 

background image

Tchórz!  Kłamca!  Dureń!  Czy  mam  zginąć  z  własnej  ręki  jak 
mężczyzna, czy mam żyć i udawać, że śmieję się z samego siebie? 
Łuka zmierza znowu do drzwi. 
Łuko! 

Ona zatrzymuje się przy drzwiach. 
Pamiętaj! Jesteś moja! 
Łuka  
zwracając się ku niemu  

Co to znaczy? Nowa obelga? 

Sergiusz  
tonem rozkazującym 
To znaczy, że ty mnie kochasz i że ja trzymałem cię w ramionach, 
może jeszcze będę trzymał. Nie wiem, czy to jest obelga i nic mnie 
to  nie  obchodzi.  Tłumacz  to  sobie,  jak  ci  się  podoba.  Ale  ja  (z 
pasją}  nie  będę  ani  tchórzem,  ani  uwodzicielem.  Jeśli  mi  się 
spodoba  kochać  ciebie,  będę  miał  odwagę  ożenić  się  z  tobą  na 
przekór  całej  Bułgarii.  Jeśli  te  ręce  dotkną  cię  jeszcze  raz,  dotkną 

mojej narzeczonej. 
Łuka 
Zobaczymy,  czy  pan  będzie  miał  odwagę  dotrzymać  słowa.  Ale 
niech pan uważa! Nie będę długo czekać. 

Sergiusz 
krzyżując znowu ręce i stojąc bez ruchu na środku pokoju 
Zobaczymy! A ty będziesz czekała tak długo, jak mi się spodoba. 
Wchodzi  Bluntschli,  bardzo  zaaferowany,  z  papierami  w  ręku, 
zostawiając za sobą otwarte drzwi, aby Łuka mogła wyjść; zmierza 

prosto  do  stołu  rzucając  na  nią  baczne  spojrzenie.  Sergiusz  nie 
zmieniając stanowczej postawy śledzi go uważnie. Łuka wychodzi 
zostawiając drzwi otwarte. 

Bluntschli 

siada  przy  stole,  jak  poprzednio,  i  wkłada  papiery  mechanicznie, 
zajęty swoimi myślami  

Nadzwyczaj przystojna dziewczyna. 

Sergiusz 

background image

nie ruszając się z miejsca, poważnie  

Kapitanie Bluntschli! 

Bluntschli  
Proszę? 

Sergiusz  
Pan mnie oszukał. Pan jest moim rywalem. Ja nie znoszę rywali. O 
godzinie szóstej będę na placu musztry przy ulicy Klissura, konno, 
sam z moją szablą. Pan mnie rozumie? 

Bluntschli  
patrząc  szeroko  otwartymi  oczami,  lecz  nie  zmieniając  swobodnej 

postawy 
Owszem, dziękuję za zaszczyt. To jest wyzwanie kawalerzysty. Ja 
służę w artylerii, a jako wyzwany mam prawo wyboru broni. Jeśli 
się  stawię,  stawię  się  z  karabinem  maszynowym.  Tym  razem  nie 
będzie pomyłki co do nabojów. 

Sergiusz 
czerwieniąc się, lecz z zabójczym spokojem  
Niech pan uważa. Nie jest naszym zwyczajem w Bułgarii pozwalać 
na kpiny z wyzwań tego rodzaju. 

Bluntschli 
żywo 
Niech  mi  pan  nie  opowiada  o  Bułgarii.  Wy  nie  macie  pojęcia  o 

technice  walki.  Ale  stanie  się  zadość  życzeniu  pana.  Proszę 
przynieść szablę. Przyjmuję wyzwanie. 

Sergiusz 
gwałtownie uradowany widząc, że jego przeciwnik ma fantazję  
Brawo  Szwajcaria!  Czy  mogę  służyć  panu  moim  najlepszym 

koniem? 

Bluntschli 
Nie,  po  diabła  mi  pański  koń!  Ale  za  propozycję  dziękuję,  drogi 

przyjacielu. 
Do  pokoju  wchodzi  niepostrzeżenie  Raina,  która  słyszy  dalsze 
słowa. 
Będę  się  bił  z  panem  pieszo.  Konny  pojedynek  jest  zbyt 

background image

niebezpieczny. Nie chciałbym pana zabić. 

Raina 
biegnąc na środek pokoju, zaniepokojona 
Sergiuszu, słyszałam, co powiedział kapitan Bluntschli. Chcecie się 
bić! Dlaczego? 
Sergiusz odwraca się w milczeniu i podchodzi do pieca, skąd śledzi 
Rainę, która zwraca się do Bluntchliego. 

O co? 

Bluntschli  
Nie  wiem,  nie  powiedział  mi  tego;  lepiej  się  nie  wtrącać  do  tej 
sprawy, droga pani. Nic złego się nie stanie. Często występowałem 
jako  instruktor  fechtunku.  On  nie  zdoła  mnie  nawet  dotknąć,  a  ja 
nie zrobię mu żadnej krzywdy. To nam oszczędzi wyjaśnień. Rano 
wyruszę w drogę do domu i pani nie zobaczy mnie więcej. Potem 
państwo się pogodzicie i będziecie żyli szczęśliwie aż do śmierci. 

Raina 
odwracając się. głęboko dotknięta, prawie ze łzami w glosie  
Nie powiedziałam nigdy, że chciałabym pana jeszcze zobaczyć. 

Sergiusz  
występując naprzód 

Ha! To jest wyznanie. 

Raina  
wyniośle  
Co chcesz przez to powiedzieć? 

Kochasz tego pana! 

Sergiusz 

Raina  

oburzona 

Sergiuszu! 

Sergiusz  

Przyjmujesz  jego  zaloty  za  moimi  plecami,  a  mnie  traktujesz  jak 

oficjalnego narzeczonego za jego plecami! Bluntschli, pan wiedział, 
co  mnie  łączy  z  Rainą,  mimo  to  oszukał  mnie  pan.  Oto  za  co 
wyzwałem  pana  na  pojedynek,  a  nie  za  to,  że  pana  darzono 

background image

względami, których ja nigdy nie dostąpiłem. 

Bluntschli  
zrywając się, oburzony 
Bzdura! Idiotyzm! Nie darzono mnie żadnymi względami. Przecież 
panna Petkow nie wie nawet, czy jestem żonaty, czy nie. 

Raina  
zapominając się  
Och! (opada na otomaną) to pan żonaty?! 

Sergiusz  
Kapitanie  Bluntschli,  pan  widzi  zaniepokojenie  tej  młodej  damy. 
Wszelkie zaprzeczenia są zbyteczne. Obdarzono pana szczególnymi 
względami. Ta młoda dama przyjęła pana w swoim pokoju, późną 
nocą... 

Bluntschli  
przerywając mu, zaperzony 
Tak,  głupcze!  Przyjęła  mnie,  bo  jej  groziłem  rewolwerem.  Twoja 
kawaleria następowała mi na pięty! Byłbym roztrzaskał jej głowę, 

gdyby pisnęła. 

Sergiusz  

zaskoczony  

Bluntschli! Raino! Czy to prawda? 

Raina 
wstając w całym majestacie obrażonej godności  
Och, jak śmiesz, jak śmiesz! 

Bluntschli  
Przeproś, człowieku, przeproś! 

Zajmuje z powrotem swoje miejsce przy stole. 

Sergiusz 
krzyżując ręce na piersiach, powoli, z naciskiem  

Ja nigdy nie przepraszam! 

Raina  
z pasją 
To wszystko robota pańskiego przyjaciela, kapitanie Bluntschli. To 
on rozgłasza tę ohydną plotkę o mnie. 

background image

Chodzi podniecona po pokoju. 

Bluntschli  
Nie. On nie żyje. Spalony żywcem. 

Raina  
zatrzymuje się wstrząśnięta  
Spalony żywcem? 

Bluntschli 
Schował się do drewutni i tam dostał kulę w biodro. Nie mógł się 
sam  wydostać,  a  drzewo  zajęło  się  od  pocisków  waszych  ludzi. 
Spalił  się  żywcem  wraz  z  pół  tuzinem  innych  nieszczęśników, 

którzy znaleźli się w tej samej pułapce. 

Raina 

To straszne! 

Sergiusz  
I  śmieszne!  Ach,  wojna,  wojna!  Marzenie  patriotów  i  bohaterów! 
To oszustwo, kapitanie Bluntschli! Nędzna komedia jak miłość! 

Raina  

oburzona do głębi 
Jak miłość! I ty to mówisz w mojej obecności?! 

Bluntschli  
Niech  się  pan  zastanowi,  majorze  Saranow,  ta  sprawa  została 
wyjaśniona! 

Sergiusz  
Powtarzam,  nędzna  komedia!  Czy  pan  wróciłby  tutaj,  gdyby 
między wami nic nie zaszło prócz tej rewolwerowej groźby? Raina 
się  myli  co  do  pańskiego  spalonego  przyjaciela...  To  nie  on  był 

moim informatorem. 

Raina  
Więc kto? (nagle odgaduje prawdę) Ha, to Łuka! Moja pokojówka! 
Moja sługa! Dziś rano spędziłeś z nią cały czas po tym... po tym... 
Och! Jakież to bożyszcze ja czciłam? 

Sergiusz  odpowiada  na  jej  spojrzenie  sardonicznym  uśmiechem 

wywołanym  jej  rozczarowaniem.  Rozgniewana  jeszcze  bardziej, 
Raina zbliża się do niego i mówi ciszej, ale z większą pasją: 

background image

Czy  ty  wiesz,  że  kiedy  poszłam  na  górę,  wyjrzałam  oknem,  żeby 
jeszcze raz popatrzeć na  mojego bohatera, wtedy zobaczyłam coś, 
czego nie mogłam zrozumieć. Teraz wiem, że się zalecałeś do niej. 

Sergiusz  

z ponurym humorem  
Widziałaś? 

Raina  
Aż nadto wyraźnie! 
Odwraca  się  i  rzuca  się  na  tapczan  pod  środkowym  oknem, 

oszołomiona zupełnie. 

Sergiusz 

cynicznie  

Raino, nasza romantyczna miłość została rozbita. Życie jest farsą! 

Bluntschli  
do Rainy, żartobliwie  
Widzi pani, teraz on odkrył prawdziwego siebie. 

Sergiusz  
podchodząc do niego 
Kapitanie  Bluntschli,  nie  protestowałem,  gdy  pan  nazwał  mnie 
głupcem, może pan jeszcze nazwać mnie tchórzem. Nie będę się bił 

z panem. A wie pan dlaczego? 

Bluntschli  
Nie,  ale  to  nieważne.  Nie  pytałem  o  powód,  kiedy  mnie  pan 
wyzwał,  nie  pytam  teraz,  gdy  pan  wyzwanie  odwołuje.  Jestem 
zawodowym żołnierzem. Walczę, kiedy muszę, i jestem szczęśliwy, 
kiedy  nie  muszę.  Pan  jest  tylko  amatorem.  Dla  pana  walka  jest 
zabawą. 

Sergiusz 
siadając przy stole naprzeciw niego  
Mimo  to,  mój  zawodowy  żołnierzu,  powiem  panu,  dlaczego  nie 
będę się bił z panem. Do rzetelnej walki potrzeba dwóch mężczyzn, 

prawdziwych  mężczyzn,  mężczyzn  z  sercem,  krwią  i  honorem. 
Otóż  z  panem  nie  mógłbym  walczyć,  tak  samo  jak  nie  mógłbym 
zalecać się do brzydkiej kobiety. Pan nie ma żadnego magnetyzmu, 

background image

pan nie jest człowiekiem, pan jest maszyną. 

Bluntschli  
usprawiedliwiając się 

Ma  pan  rację.  To  prawda.  Bardzo  mi  przykro,  ale  zawsze  byłem 

taki. 

Sergiusz  
Ba! W tym sęk! 

Bluntschli  
Ale  teraz,  kiedy  pan  się  przekonał,  że  życie  nie  jest  farsą,  lecz 
czymś  bardzo  sensownym  i  poważnym,  nie  ma  już  chyba  żadnej 
przeszkody do waszego szczęścia. 

Raina 
wstając 
Panu  bardzo  leży  na  sercu  moje  szczęście  i  jego...  Ale  pan 
zapomina, że jego nowa miłość to Łuka. Już nie z panem musi się 
teraz bić, lecz ze swoim rywalem Mikołą. 

Sergiusz  

Rywalem!! 

Jednym susem jest w środku pokoju 

Ra i n a  

To ty nie wiesz, że są zaręczeni? 

Sergiusz  
Mikoła? Nowa przepaść otwiera się przede mną. Mikoła! 

Raina  

sarkastycznie 
Co za poświęcenie! Jakaż wstrząsająca ofiara! Prawda? Taka uroda! 
Taki intelekt! Taka skromność! I to wszystko ma się zmarnować w 
małżeńskim jarzmie z niemłodym służącym. Naprawdę, Sergiuszu, 
nie  powinieneś  na  to  pozwolić.  Byłoby  to  niegodne  twojej 
rycerskości! 

Sergiusz  
tracąc panowanie nad sobą 
Żmija! Żmija! 
Rzuca się po pokoju jak szalony. 

background image

Bluntschli  
Majorze Saranow, pan przegrywa tę sprawę. 

Raina  
ze wzrastającym gniewem 
Kapitanie  Bluntschli,  czy  pan  zdaje  sobie  sprawę  z  tego,  co  on 
zrobił? Namówił tę dziewczynę, żeby nas szpiegowała, a w nagrodę 
zaleca się do niej. 

Sergiusz 
Fałsz! Potworny fałsz! 

Raina  
Fałsz?!  {patrząc  mu  w  oczy)  Czy  możesz  zaprzeczyć,  że  to  ona 
powiedziała ci o bytności kapitana Bluntschliego w moim pokoju? 

Sergiusz 

Nie, ale... 

Raina  
przerywając 
Czy  możesz  zaprzeczyć,  że  zalecałeś  się  do  niej,  kiedy  ci  o  tym 
powiedziała? 

Sergiusz  

Nie, ale powtarzam... 

Raina  
przerywając mu pogardliwie 
Nie  potrzebujesz  nam  nic  więcej  mówić.  To  nam  zupełnie 

wystarczy. 
Odwraca się od niego i zmierza majestatycznie ku oknu. 

Bluntschli  
spokojnie,  podczas  gdy  Sergiusz,  doszczętnie  przybity,  opada  na 
otomanę ściskając głowę pięściami  
Powiedziałem panu, że pan przegrywa tę sprawę. 

Sergiusz  

Tygrysica! 

Raina 
podbiegając w podnieceniu do Bluntschliego  
Kapitanie, pan słyszy, jakimi epitetami raczy mnie ten człowiek? 

background image

Bluntschli  
Cóż  innego  mu  pozostaje,  droga  pani?  Musi  się  jakoś  bronić.  Ale 
dość  tego.  (przekonywająco)  Nie  kłóćcie  się  państwo!  To  nie 

prowadzi do niczego. 

Raina siada na otomanie łapiąc oddech; po nieudanym wysiłku, aby 
spojrzeć  surowo  na  B  l  u  n  t  s  c  h  l  i  e  g  o,  pada  ofiarą  swego 

poczucia humoru i opiera się jak dziecko o ramię Sergiusza. 

Sergiusz  
Zaręczona z Mikołą! Cha, cha, cha! Ma pan rację, kapitanie, że pan 
traktuje ze spokojem ten olbrzymi humbug, jakim jest świat. 

Raina  

przymilnie  do  B  l  u  n  t  s  c  h  l  i  e  g  o  odgadując  intuicyjnie  jego 
myśli  
Mam  wrażenie,  że  pan  patrzy  na  nas  jak  na  parę  dorosłych 
niemowląt. 

Sergiusz  
ze zjadliwym uśmiechem 
Na pewno! Na pewno! Cywilizacja szwajcarska, jak niania, weźmie 
za rączkę bułgarskie barbarzyństwo, prawda?! 

Bluntschli  
rumieniąc się 
Zapewniam was, że nic podobnego nie myślę. Po prostu cieszę się 
bardzo, że państwo wracacie do równowagi. Tak, tak, zapomnijmy 
o obelgach i omówmy  całą  sprawę  po przyjacielsku.  Gdzie  jest ta 
druga młoda dama? 

Raina  
Pewnie podsłuchuje pod drzwiami. 

Sergiusz  
wstrząsa  się  jak  ugodzony  kulą  i  mówi  ze  spokojnym,  lecz 
głębokim oburzeniem 
Zaraz  udowodnię,  że  to  przynajmniej  jest  oszczerstwem. 
{podchodzi  z  godnością  do  drzwi  i  otwiera  je;  wybucha  nagle 
okrzykiem  wściekłości,  wypada  na  korytarz  i  wraca  po  chwili 
ciągnąc  do  pokoju  Łukę,  którą  popycha  brutalnie  w  stronę  stołu, 

background image

wołając)  Niech  pan  ją  sądzi,  kapitanie,  pan,  człowiek  spokojny  i 
bezstronny. Niech pan sądzi tę podsłuchiwaczkę!  
Łuka stoi dumna i milcząca. 

Bluntschli  
potrząsając głową 
Nie mam prawa jej sądzić. Sam podsłuchiwałem raz pod namiotem, 

kiedy  bunt  wisiał  w  powietrzu.  Wszystko  zależy  od  stopnia 
prowokacji. Chodziło o moje życie. 
Łuka  
Ja się nie wstydzę. Chodzi o moją miłość. 

Raina 

pogardliwie 
Miłość! Masz na myśli ciekawość! 
Łuka 
patrząc jej w twarz i odpłacając za pogardę z nawiązką 
Nie,  mam  na  myśli  moją  miłość,  silniejszą  od  każdego  uczucia, 
jakie  pani  może  żywić,  nawet  dla  swojego  czekoladowego 
żołnierza. 

Sergiusz 
z nagłym podejrzeniem, do Łuki 

Co to znaczy? 
Łuka zajadle 
Łuka  

zajadle  

To znaczy... 

Sergiusz  
przerywając jej z lekceważeniem 
Pamiętam,  pamiętam,  chodzi  o te  nieudane  lody...  nędzny  wykręt, 

dziewczyno! 

Wchodzi Major Petkow, bez surduta. 

Petkow  
Państwo  wybaczą  mój  niekompletny  strój.  Raino,  ktoś  nosił  mój 
stary  surdut,  mogę  przysiąc  na  to.  Ktoś,  kto  miał  szersze  plecy. 
Rękawy pod pachami popękały. Twoja  matka właśnie je zaszywa. 

background image

Chciałbym,  żeby  to  nie  trwało  długo,  mogę  się  przeziębić, 
(obserwując obecnych z większą uwagą) Czy się co stało? 

Raina  

Nie. 

Siada spokojnie przy piecu. 

Sergiusz  
Nic się nie stało. 
Siada u końca stołu jak poprzednio. 

Bluntschli siedząc 

Nic, nic. 

Petkow 
siadając na otomanie na swoim dawnym miejscu  

To dobrze, [spostrzega Łukę} Łuko, czy może tobie coś dolega? 
Łuka  
Nie, proszę pana. 

Petkow 

jowialnie  
Ano to bardzo dobrze, (kicha) Skocz do pani i poproś o mój surdut, 

ale tak na jednej nodze. 

Wchodzi Mikoła z surdutem. Łuka udaje, że ma coś do zrobienia w 

pokoju,  przenosi  mały  stolik  z  turecką  fajką  pod  ścianę,  blisko 

okna. 

Raina 
wstaje szybko widząc surdut w ręku Mikoły  
Surdut już jest, papo. Mikoła, podaj go mnie i dołóż jeszcze drzewa 

do pieca. 
Bierze  surdut  i  zbliża  się  do  ojca,  który  wstaje,  żeby  go  włożyć. 

Mikoła zajmuje się piecem. 

Petkow 
do Rainy, drocząc się z nią czule  
Aha,  chcesz  być  dobra  dla  starego  biednego  papy  choćby  przez 
jeden dzień po jego powrocie z wojny, co? 

Raina  

z uroczystym wyrzutem  

background image

Jak papa może mówić coś podobnego? 

Petkow  
Żartuję, żartuję, moje dziecko. No, pocałuj mnie. 

Raina całuje go.  

A teraz daj mi surdut. 

Raina  
A nie, ja papie pomogę. Proszę się obrócić.  
Petkow  odwraca  się  tyłem  i  szuka  w  powietrzu  rękawów.  Raina 
zręcznie wyjmuje fotografię i rzuca ją na stół Bluntschliemu, który 
przykrywa  ją  kartką  papieru  pod  samym  nosem  Sergiusza, 
zdumionego i zaniepokojonego tym w najwyższym stopniu. Raina 

tymczasem pomaga ojcu włożyć surdut.  

No jak, wygodnie teraz? 

Petkow  
Zupełnie, zupełnie, kochaneczko. Dziękuję. 

Siada z powrotem na otomanie. Raina wraca pod piec.  
Och,  ale  byłbym  zapomniał.  Znalazłem  coś  zabawnego.  Co  to 
znaczy? [wkłada rękę do tylnej kieszeni) Co to? Gdzież... [szuka w 

drugiej  kieszeni]  Przecież  mógłbym  przysiąc...  (zaintrygowany 

bardzo szuka w bocznej kieszeni) to ciekawe... (szuka jeszcze raz w 
tylnej kieszeni) Gdzież do diaska... (wstaje i woła) Już wiem, twoja 
matka zabrała! 

Raina  

cała w pąsach  
Co zabrała? 

Petkow  

Twoją  fotografię  z  napisem:  „Raina  swojemu  Czekoladowemu 
żołnierzowi, na pamiątkę." Czuję, że w tym wszystkim kryje się coś 
więcej,  niż  się  na  pozór  wydaje.  Zaraz  się  przekonamy,  (woła) 
Mikoła! 

M i k o ł a  
podchodząc 
Słucham pana majora. 

Petkow  

background image

Czyś ty zepsuł dziś rano jakiś tort zrobiony przez pannę Rainę? 
Mikoła  
Pan major słyszał, jak panienka mówiła, że zepsułem. 

Petkow 

To wiem, idioto! Pytam, czy to prawda? 
Mikoła  
Jestem pewien, że panienka nie jest zdolna do powiedzenia czegoś, 
co nie jest prawdą. 

Petkow  
Jesteś pewien? Hm... A ja nie! (zwracając się do obecnych) Ha, wy 
myślicie,  że  ja  nie  wiem,  co  w  trawie  piszczy?  (podchodzi  do 
Sergiusza  i  uderza  go  po  ramieniu)  Sergiuszu,  to  ty  jesteś  tym 
czekoladowym żołnierzem, no nie? 

Sergiusz  
zrywając się 

Ja?! czekoladowym żołnierzem?! Nie! po stokroć nie! 

Petkow  
Nie?  (spogląda  po  obecnych,  którzy  mają  miny  bardzo  poważne  i 
wiele mówiące) Czy to znaczy, że Raina posyła takie rzeczy innym 
mężczyznom? 

Sergiusz  

zagadkowo 
Świat  nie  jest  tak  niewinnym  miejscem,  jak  nam  się  zdawało, 

majorze. 

Bluntschli 

wstaje 
Wszystko  w  porządku,  majorze  Petkow.  Ja  jestem  czekoladowym 
żołnierzem. 
Petkow i Sergiusz są jednakowo zdumieni.  
Panna  Raina  ocaliła  mi  łaskawie  życie  częstując  mnie  miętą  w 
czekoladzie,  kiedy  umierałem  z  głodu.  Nigdy  nie  zapomnę  ich 
smaku! Mój zmarły przyjaciel Stolz opowiedział panom tę historię 
w Pirot. Ja byłem tym zbiegiem. 

Petkow  

background image

Pan?!  (oddycha  z  trudnością)  Sergiuszu,  pamiętasz,  jak  się 
zachowywały te dwie niewiasty dziś rano, kiedy wspomnieliśmy o 

tym? 
Sergiusz uśmiecha się cynicznie. Petkow patrzy surowo na Rainę. 
Ładna z ciebie narzeczona! 

Raina 

gorzko 
Major  Saranow  zmienił  zamiary.  A  kiedy  podpisywałam  tę 

fotografię, nie wiedziałam, że kapitan Bluntschli jest żonaty. 

Bluntschli 
z gwałtownym protestem  
Ja nie jestem żonaty! 

Raina  
z głębokim wyrzutem  
Sam pan powiedział, że tak. 

Bluntschli  
Nic  podobnego,  nigdy  tego  nie  powiedziałem.  Nie  jestem  i  nigdy 
nie byłem żonaty. 

Petkow  

zirytowany 
Raino, może zechcesz mnie łaskawie poinformować, jeśli to nie jest 
natręctwo  z  mojej  strony,  z  którym  z  tych  dwóch  dżentelmenów 
jesteś zaręczona? 

Raina  
Z żadnym. Ta młoda osoba... 

Wskazuje na Łukę, która patrzy na wszystkich dumnie.  

jest obecnie przedmiotem afektów majora Saranowa. 

Petkow  
Łuka?!  Sergiuszu,  czyś  ty  oszalał?  Przecież  ta  dziewczyna  jest 
narzeczoną Mikoły! 
Mikoła  
Wybaczenia, panie majorze. To jakaś pomyłka. Łuka nie jest moją 
narzeczoną. 

Petkow  

background image

Nie jest twoją narzeczoną? A ty łotrze! To jakim prawem przyjąłeś 
ode  mnie  dwadzieścia  pięć  lewów  w  dniu  waszych  zaręczyn?!  A 
Łuka dostała pozłacaną bransoletkę od panny Rainy. 
Mikoła z zimnym namaszczeniem 
Myśmy  to  tak  między  sobą  ułożyli,  ale  to  tylko  po  to,  żeby  Łuka 
miała obrońcę. Jej dusza mierzy wyżej niż jej obecna pozycja, a ja 
byłem jej zaufanym sługą. Pan major wie, że mam zamiar otworzyć 
sklep  w  Sofii,  więc  liczę,  że  zostanie  moją  klientką  i  poleci  mnie 
innym,  gdyby  jej  się  udało  wyjść  za  mąż  za  bogatego  szlachcica. 
Wychodzi  z  ogromną  dyskrecją,  zostawiając  wszystkich  w  stanie 
osłupienia. 

Petkow  

przerywając milczenie  
Do stu biesów! Coś niesłychanego! 

Sergiusz  

To jest albo najszlachetniejsze bohaterstwo, albo najnikczemniejsza 
podłość. Co to jest, kapitanie? 

Bluntschli  
Mniejsza  o  to,  czy  bohaterstwo,  czy  podłość.  Mikoła  jest 
najzdolniejszym  człowiekiem,  jakiego  spotkałem  w  Bułgarii.  Jeśli 
się  nauczy  mówić  po  francusku  i  po  niemiecku,  zrobię  go 

dyrektorem hotelu. 
Łuka 
z nagłym wybuchem, do Sergiusza 
Wszyscy  po  kolei  obrażali  mnie  tutaj.  Pan  dał  im  przykład.  Musi 
mnie pan przeprosić.  

S e r g i u s z jak automat zaczyna krzyżować ręce na piersiach. 

Bluntschli  
uprzedzając go To na nic! On nigdy nie przeprasza. 
Łuka 
Nie pana, swego wroga, człowieka równego mu pozycją. Ale mnie, 
biedną sługę, przeprosi. 

Sergiusz 

z uznaniem  

background image

Masz  słuszność,  (klęka  ceremonialnie  na  jedno  kolano)  proszę  o 

przebaczenie! 
Łuka 
Przebaczam,  {podaje  mu  nieśmiało  rękę,  którą  on  całuje)  Ten 
pocałunek czyni mnie twoją narzeczoną. 

Sergiusz 
wstając szybko 
Ach, zapomniałem! 
Łuka  
Może pan odwołać, jeśli pan sobie życzy. 

Sergiusz 
Odwołać? Nigdy! Jesteś moja. 
Otacza  ją  ramieniem.  Wchodzi  Katarzyna,  która  widząc  Łukę  w 
objęciach  Sergiusza  spogląda  ze  zdumieniem  na  obecnych,  którzy 
są niemniej zdumieni. 

Katarzyna  
Co się tu dzieje? 
Sergiusz wypuszcza z objęć Łukę. 

Petkow  

A bo widzisz, moja droga, pokazuje się, że Sergiusz chce się ożenić 

z Łuką zamiast z Rainą! 
Katarzyna  już  chce  wybuchnąć,  lecz  Petkow  powstrzymuje  ją 
dodając zgryźliwie. 
Tylko nie zwalaj winy na mnie! Ja w tym palców nie maczałem! 

Odchodzi do pieca. 

Katarzyna  
Chcesz  się  żenić  z  Łuką?  Sergiuszu,  przecież  jesteś  związany 
słowem. 

Sergiusz 
krzyżując ręce  
Mnie nic nie wiąże. 

Bluntschli  
któremu bardzo się podobają te objawy zdrowego rozsądku 
Saranow, oto moja ręka. Składam najlepsze życzenia. Pokazuje się, 

background image

że te twoje heroiczne deklamacje mają swoją praktyczną stronę, (do 
Łuki} Łaskawa pani, najlepsze życzenia od republikanina z krwi i 
kości! 
Całuje ją w rękę ku wielkiemu zgorszeniu Rainy i wraca na swoje 

miejsce. 

Katarzyna  
Łuko, narobiłaś plotek? 
Łuka  
Nie wyrządziłam Rainie żadnej krzywdy. 

Katarzyna 
wyniośle  

Rainie?! 

Raina również dotknięta niemal prycha z oburzenia. 
Łuka 
Mam  prawo  nazywać  ją  Rainą,  skoro  ona  nazywa  mnie  Łuką. 
Powiedziałam majorowi Saranowowi, że ona nigdy  nie wyjdzie za 
niego, jeśli szwajcarski dżentelmen tu wróci. 

Bluntschli  
wstając, zaskoczony  

Hallo! A to co takiego? 
Łuka  

do Rainy 
Myślałam, że wolisz jego niż Sergiusza. Sama wiesz najlepiej, czy 
miałam słuszność. 

Bluntschli  
Co  za  niedorzeczność!  Zapewniam  pana,  majorze,  i  szanowną 
panią,  że  łaskawa  panna  Raina  po  prostu  ocaliła  mi  życie,  to 
wszystko.  Poza  tym  nie  dbała  o  mnie  wcale.  I  nic  dziwnego. 
Popatrzcie państwo na nią i na mnie. Ona — bogata, młoda, piękna, 
marząca o książętach z bajki, szlachetnych charakterach, o szarżach 

kawalerii  i  Bóg  jeden  wie  o  czym  jeszcze!  A  ja,  zwyczajny  sobie 
żołnierz szwajcarski, który po piętnastu latach baraków i wojaczki, 
zapomniał  prawie,  co  to  jest  przyzwoite  życie;  ja  włóczęga, 
człowiek,  który  zmarnował  wszystkie  możliwości  w  życiu  przez 

background image

swoje nieuleczalnie romantyczne usposobienie, człowiek... 

Sergiusz 
zrywając się jak ukłuty i przerywając Bluntschliemu ze zdumieniem 

pełnym niedowierzania 
Przepraszam,  chwileczkę,  co  zmarnowało  pańskie  możliwości  w 
życiu? 

Bluntschli 

szybko 

Moje  nieuleczalnie  romantyczne  usposobienie.  Kiedy  byłem 
młodym  chłopcem,  uciekłem  z  domu  dwa  razy.  Zamiast  kształcić 
się w zawodzie mojego ojca, wstąpiłem do armii. Wspiąłem się na 
balkon tego domu, kiedy każdy rozsądny człowiek byłby dał nurka 
do  najbliższej  piwnicy.  Przypętałem  się  tu  z  powrotem,  żeby 
jeszcze raz spojrzeć na młodą damę, kiedy każdy inny człowiek w 
moim wieku byłby odesłał ten stary surdut. 

Petkow  

Mój surdut! 

Bluntschli  
Oczywiście,  o  tym  surducie  mówię  właśnie.  Otóż  każdy  inny 
człowiek odesłałby ten surdut pocztą, a sam wróciłby spokojnie do 
domu. Czy państwo przypuszczacie, że ja jestem typem, w którym 
młoda dziewczyna mogłaby się zakochać? Porównajcie nasz wiek! 
Ja mam trzydzieści cztery lata, nie przypuszczam, żeby młoda dama 
miała wiele więcej ponad siedemnaście!  

Ta  ocena  wieku  Rainy  wzbudza  widoczną  sensacje  wśród 
obecnych,  którzy  wymieniają  znaczące  spojrzenia.  Bluntschli 
naiwnie ciągnie dalej.  
Cała ta przygoda, która dla mnie oznaczała życie albo śmierć, dla 
niej  była  tylko  zabawą  pensjonarki.  Mięta  w  czekoladzie  i  gra  w 

chowanego. O, tu jest najlepszy dowód. (bierze fotografię ze stołu) 
Pytam  państwa,  czy  kobieta,  która  by  traktowała  całą  tę  sprawę 
poważnie,  mogłaby  mi  posłać  fotografię  z  napisem:  ,,Raina 
swojemu Czekoladowemu Żołnierzowi na pamiątkę"? 

Podnosi  tryumfalnie  fotografię  do  góry,  jak  gdyby  to  ostatecznie 

background image

załatwiało sprawę. 

Petkow 
Tego właśnie szukałem. Skąd, u licha, ona się tam wzięła? 
Podchodzi, ogląda fotografię i siada na otomanie. 

Bluntschli  

do Rainy zadowolony z siebie  
Mam nadzieję, że naprawiłem wszystko, łaskawa pani. 

Raina 
podchodząc do stołu i patrząc mu w oczy  
Zgadzam się zupełnie z tym wszystkim, co pan powiedział o sobie. 
Jest pan romantycznym idiotą! 

Bluntschli jest niewypowiedzianie zaskoczony.  
Następnym 

razem 

może 

pan 

będzie 

umiał 

odróżnić 

siedemnastoletnią pensjonarkę od dwudziestotrzyletniej kobiety. 

Bluntschli 
osłupiały  

Dwudziestotrzyletnie j ? 

Raina  pogardliwie  wyrywa  mu  fotografię  z  ręki,  drze  ją  na 

kawałeczki,  rzuca  mu  je  w  twarz  i  godnie  odchodzi  na  swoje 

miejsce. 

Sergiusz 

ponuro zadowolony z powodu niepowodzenia swojego rywala  
Kapitanie,  rozwiała  się  ostatnia  moja  wiara.  Pańska  mądrość  jest 
oszustwem  jak  wszystko  inne.  Pan  ma  mniej  rozsądku  nawet  ode 

mnie! 

Bluntschli  
oszołomiony 
Dwadzieścia  trzy  lata!  Dwadzieścia  trzy!  (zastanawia  się)  Hm. 
(decyduje  się  szybko  i  zbliża  się  do  Majora  Petkowa)  W  takim 
razie,  majorze  Petkow,  oświadczam  się  formalnie  o  rękę  pańskiej 
córki w miejsce majora Saranowa, który się wycofał. 

Raina  
Jak pan śmie! 

Bluntschli  

background image

Skoro  to  wszystko,  co  mi  pani  powiedziała  dziś  po  południu, 
wyszło  z  ust  dwudziestotrzyletniej  kobiety,  muszę  te  słowa 
traktować poważnie. 

Katarzyna  
z wyniosłą uprzejmością 
Wątpię,  czy  pan  zdaje  sobie  całkowicie  sprawę  z  pozycji  mojej 
córki i majora Saranowa, którego miejsce zamierza pan zająć. Rody 
Petkowów  i  Saranowów  należą  do  najbogatszych  i  najbardziej 
znanych  w  całym  kraju.  Nasze  nazwisko  jest  niemal  historyczne. 
Mamy za sobą tradycję dobrych dwudziestu lat. 

Petkow  
Mniejsza o to, Katarzyno, (do Bluntschliego) Kapitanie, bylibyśmy 

niezmiernie radzi, gdyby to była sprawa tylko pańskiej pozycji, ale, 
do  licha,  Raina  przywykła  do  wielkiego  domu.  Sergiusz  trzyma 
dwadzieścia koni. 

Bluntschli  
A po co nam dwadzieścia koni? Przecież nie będziemy prowadzili 

cyrku. 

Katarzyna 

surowo 
Moja córka, proszę pana, przywykła do pierwszorzędnej stajni. 

Raina  
Mamo, proszę mnie nie ośmieszać. 

Bluntschli  
Och, jeśli chodzi o wielki dom, proszę bardzo, (podbiega do stołu, 
chwyta  plik  papierów  w  niebieskiej  kopercie  i  zwraca  się  do 

Sergiusza]  

Ile pan ma koni? 

Sergiusz  
Dwadzieścia, szlachetny obywatelu Szwajcarii. 

Bluntschli  
Ja mam dwieście... 

Ogólne zdziwienie,  

Ile powozów? 

background image

Sergiusz  

Trzy. 

Bluntschli  
Ja mam siedemdziesiąt. Dwadzieścia cztery z nich może pomieścić 
po dwanaście osób wewnątrz i po dwie osoby na koźle, nie licząc 
woźnicy i konduktora. Ile obrusów stołowych pan posiada? 

Sergiusz  
Skąd, u licha mogę wiedzieć! 

Bluntschli 
Ma pan cztery tysiące? 

Sergiusz 

Nie! 

Bluntschli  
Ja mam. Poza tym mam dziewięć tysięcy sześćset par prześcieradeł 
i koców, dwa tysiące czterysta puchowych kołder, dziesięć tysięcy 
noży i widelców i taką samą ilość deserowych łyżek. Mam trzysta 
osób służby. Posiadam sześć zakładów pałacowych, dwie stajnie ze 
służbą w liberii, kilka ogrodów i prywatną rezydencję. Mam cztery 

medale  za  wybitne  zasługi  wojenne,  stopień  oficera  i  pozycję 
dżentelmena,  wreszcie  mam  trzy  ojczyste  języki.  Pokażcie  mi 
człowieka w Bułgarii, który mógłby równać się ze mną. 

Petkow 

z dziecinnym strachem  

Czy pan jest cesarzem Szwajcarii? 

Bluntschli 
Posiadam najwyższą godność, jaką zna Szwajcaria: jestem wolnym 

obywatelem. 

Katarzyna  
W takim razie, kapitanie Bluntschli, skoro wybór mojej córki padł 

na pana... 

Raina  
buntując się 

Nic podobnego. 

Katarzyna  

background image

nie zważając na jej słowa  
Ja nie będę przeszkadzała jej szczęściu. 

Petkow chce coś powiedzieć.  

Major Petkow czuje tak samo. 

Petkow  
Och, ja jestem bardzo zadowolony. Dwieście koni! Ho, ho! 

Sergiusz  

A co powie panna? 

R a i n a  
udając nadąsaną 
Panna  powie,  że  on  może  sobie  zatrzymać  obrusy  stołowe  i 

omnibusy.  Czy  ja  jestem  przedmiotem  licytacji,  żeby  mnie 
sprzedawać temu, który daje najwięcej? Odwraca się plecami. 

Bluntschli  
Nie  przyjmuję  tej  odpowiedzi.  Apelowałem  do  serca  pani  jako 
zbieg,  jako  żebrak  umierający  z  głodu.  Pani  nie  odtrąciła  mnie. 
Dała  mi  pani  rękę  do  pocałowania,  ofiarowała  mi  pani  łóżko  do 
spoczynku, dach nad głową. 

Raina  
Nie ofiarowałam tego wszystkiego cesarzowi Szwajcarii. 

Bluntschli  
Właśnie to mówię, (ujmuje ją za ramiona i obraca twarzą, ku sobie) 

A teraz niech nam pani powie, komu pani to wszystko ofiarowała? 

Raina 

ulegle, z nieśmiałym uśmiechem  
Mojemu Żołnierzowi z Czekolady. 

Bluntschli  
wybuchając chłopięcym śmiechem 
to  wystarczy,  dziękuję!  (spogląda  na  zegarek  i  mówi  rzeczowo) 
Czas  leci,  majorze.  Panowie  załatwili  tę  sprawę  trzech  pułków 

kawalerii  tak  dobrze,  że  was  na  pewno  poproszą  o  rozładowanie 
pewnej ilości piechoty z dywizji Timok. Odeślijcie piechotę drogą 
na  Łom  Palanka.  Majorze  Saranow,  niech  pan  nie  bierze  ślubu 

przed moim powrotem. 

background image

Będę tu punktualnie o godzinie piątej po południu, za dwa tygodnie 
od wtorku. Łaskawe panie, (stuka obcasami) żegnam! 

Składa wojskowy ukłon i wychodzi. 

Sergiusz  
Co za człowiek! Czy jest człowiekiem?