background image

 
Uciekał z nowych domów przez półtora roku na ulicę.
Wracał tam, gdzie wyrzucił go człowiek

16 lutego 2019, 

7:45

Foto: TVN 24 Katowice | Video: TVN 24 Katowice

Porzucony Fuks znalazł nowy dom

Człowiek wyrzucił go z auta na ulicy. Pies próbował wrócić, ale wtedy został pobity. Odtąd czekał na niego. Deszcz, nie
deszcz, czasem na mrozie i w śniegu. Uciekał ze schroniska. Potrafi otwierać drzwi i furtki. Zawsze wracał tam, gdzie
został porzucony. Teraz ma nowych opiekunów.

Nie było wiadomo, jak pies ma na imię, któryś z kolejnych opiekunów nazwał go Fuks. Nie zawsze na to imię
reaguje. Nikt nie wie, kiedy się urodził - na oko ma 10 lat.

Trafił właśnie do kolejnego domu. Przygarnęła go Karolina Płoska z
Myszkowa. - Już próbował ucieczki, dlatego wiem, że potrafi otwierać
bramy i drzwi. Ale u nas furtki są zamknięte. Pierwszego dnia próbował je
otwierać na wszystkie możliwe sposoby  - mówi opiekunka Fuksa.

Pewnie próbował wrócić do Częstochowy, do dzielnicy Raków, na ulice
Łukasińskiego, gdzie półtora roku poprzedni opiekun wyrzucił go z
samochodu.

Ulica

- Wyrzucił go, a gdy Fuks próbował wrócić, wtedy został pobity przez tego
człowieka - opowiada Płoska.

Historia przekazywana jest z ust do ust, od mieszkańców bloków w okolicy
Łukasińskiego począwszy, aż po pracowników hoteliku dla zwierząt.

Mieszkańcy widzieli przykrą dla Fuksa sytuację, a potem dokarmiali go na tej ulicy, bo pies wracał.

Płoska: - Czekał. Z nadzieją, że spotka tego opiekuna. Deszcz, nie deszcz, wracał, leżał w śniegu, stwarzając
niebezpieczeństwo dla siebie i innych.

Nieludzka żałoba. "One myślą,

że ten pan gdzieś tam jest"

Pies Max przez...

czytaj dalej 

»

background image

Zamiast opiekuna pojawili się pracownicy schroniska dla zwierząt i zabrali go, ale uciekał stamtąd. Uciekł
wielokrotnie również z nowego domu. Aż opiekunowie poddali się i przestali go sprowadzać, bo nie chcieli trzymać
Fuksa na siłę. W końcu aktywistka na rzecz zwierząt umieściła go w płatnym hoteliku dla zwierząt, a stamtąd
Fuksa zabrała Płoska.

- Bardzo mi było przykro, jak go pierwszy raz zobaczyłam. Był smutny, przerażony, cały się trząsł. Nie wiedział, co
się z nim dzieje, co dalej - opowiada. - Już ożył, potrafi skakać z radości. Jeszcze dużo czasu potrzeba, zanim się
oswoi, ale myślę, ze to już jest happy end.

Polubił się z jej trzema kotami i trzema psami, chociaż na początku był zgrzyt. Tylko królik siedzi w zamknięciu, bo
jest dla nich za mały. Jest u pani Karoliny od tygodnia i po pierwszej udanej ucieczce wrócił do niej.

Autor: mag/gp   Źródło: TVN 24 Katowice

/