background image

 

Abby Green 

 

Światła Londynu 

background image

PROLOG 

 

Siena DePiero ścisnęła mocno dłoń swojej starszej siostry, kiedy wyszły z palazzo. Chociaż 

miała  już  dwanaście  lat,  a  Serena  czternaście,  nadal  instynktownie  szukały  wsparcia  u  siebie 

nawzajem. Tego dnia ich ojciec czuł się nie najlepiej i targały nim wyjątkowo silne emocje. Szofer 

czekał na nich przy otwartych drzwiach samochodu, a czujni ochroniarze jak zwykle czaili się w 

pobliżu. 

Ledwie  kilka  metrów  dzieliło  ich  od  auta,  gdy  niespodziewanie  młody  ciemnowłosy 

mężczyzna,  który  jakby  wyrósł  spod  ziemi,  zablokował  im  drogę.  Młodzieniec  nerwowo 

gestykulował  i  nazywał  ojca  Sieny  „papa".  Dziewczynki  natychmiast  otoczyli  ochroniarze, 

oddzielając je od całej sceny. 

Zaciekawiona Siena wyciągnęła szyję, żeby wyjrzeć zza potężnie zbudowanego mężczyzny 

zasłaniającego jej widok. Podobieństwo między jej ojcem a młodym nieznajomym było uderzające. 

Nagle rozległ się głuchy odgłos i młody człowiek upadł na ziemię z twarzą zalaną krwią. Ich ojciec 

go uderzył. 

Siena  jeszcze  mocniej  ścisnęła  dłoń  Sereny,  zszokowana  tym  brutalnym  pokazem  siły. 

Tymczasem  ojciec  spojrzał  na  nie  i  machnął,  dając  do  zrozumienia,  żeby  za  nim  podążyły. 

Ponieważ przejście było wąskie, nie mogły minąć leżącego na ziemi chłopaka, zrobiły więc duże 

kroki nad jego nogami. Siena była zbyt przerażona, żeby spojrzeć mu w twarz. 

Już  w  samochodzie,  po  tym,  jak  ojciec  wydał  polecenia  swoim  pracownikom,  usłyszała 

krzyk młodzieńca. 

- Mam na imię Rocco! Jestem twoim synem, draniu! 

Odruchowo obejrzała się za siebie i zobaczyła, jak ochroniarze odciągają szamoczącego się 

chłopaka gdzieś na bok. Poczuła mdłości. Serena siedziała jak skamieniała i patrzyła przed siebie. 

Mimo to ani na moment nie przestała ściskać dłoni siostry. 

Ojciec  chwycił  ją  za  ucho  i  w  bolesny  sposób  zmusił,  by  odwróciła  głowę.  Siena  nie 

otworzyła jednak ust. Wiedziała, że jej krzyk tylko pogorszyłby sytuację. 

- Co ty wyprawiasz? 

- Nic takiego, ojcze. 

Jego twarz wykrzywiała wściekłość. 

- Nie zapominaj, co grozi za nieposłuszeństwo.  

Serena ściskała ją tak mocno, że Siena omal się nie rozpłakała. 

- Tak, ojcze. 

background image

Po  krótkiej  napiętej  chwili  ojciec  w  końcu  ją  puścił,  po  czym  stracił  zainteresowanie 

córkami.  Siena  dobrze  wiedziała,  co  by  się  stało,  gdyby  doprowadziła  ojca  do  ostateczności. 

Musiałaby patrzeć, jak każe jej siostrę. Zawsze tak robił, ponieważ uważał, że to zabawne. 

Przez całą podróż dziewczynki trzymały się mocno za ręce. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Andreas Ksenakis zirytował się, gdy gwałtowny dreszcz ekscytacji przeszył jego ciało. Nie 

zamierzał przyznać, nawet sam przed sobą, jak ważny był dla niego ten moment. Nie miał jednak 

wyjścia. Oto patrzył na kobietę, która oskarżyła go o gwałt wyłącznie dlatego, że nie chciała stracić 

w  oczach  ojca.  To  przez  nią  został  ciężko  pobity,  stracił  pracę  i  musiał  przenieść  się  na  drugi 

koniec świata. 

Mimo  wszystko  prezentowała  się  niezwykle  wytwornie.  Właściwie  była  bardziej 

olśniewająca niż pięć lat temu, kiedy poznał ją jeszcze  jako nastolatkę. Jej jasne włosy, upięte w 

kok na czubku głowy, wydawały się niemal białe w intensywnym świetle żyrandoli. Zachowywała 

się równie wyniośle jak wtedy na sali balowej w Paryżu, gdzie ujrzał ją po raz pierwszy. 

Szlachetne  rysy  młodej  kobiety  zdradzały  wysokie  pochodzenie,  które  zawdzięczała 

zarówno  włoskim  przodkom,  jak  i  angielskiej  matce  spokrewnionej  z  rodziną  królewską.  Miała 

bardzo  jasną  cerę,  delikatną  jak  płatki  róż.  Na  wspomnienie  jej  dotyku  Andreas  poczuł  znajome 

ciepło w lędźwiach. Zacisnął jednak pięści, przywołując całą złość, jaką mógł z siebie wykrzesać. 

W tej samej chwili ona odwróciła się w jego stronę, więc wyraźnie ujrzał te duże, niebieskie 

oczy  okolone  długimi,  ciemnymi  rzęsami.  Bez  względu  na  to,  jak  bardzo  pragnął  pocałować  jej 

pełne,  różowe  wargi,  pamiętał  o  powściągliwości.  Musiał  zapanować  nad  pożądaniem,  żeby 

zrealizować swój plan. 

Wiedział,  że  jedynym  sposobem  na  zaspokojenie  swoich  żądz  było  zaciągnięcie  jej  do 

sypialni.  Odzyska  spokój  dopiero  wtedy,  gdy  skończy  to,  co  zaczęli  tamtego  dnia,  kiedy 

zrujnowała jego życie. Zabawiła się jego kosztem, ponieważ była znudzona i ciekawa tego, co nie-

znane. Ponieważ ona mogła wszystko, a on był nikim. 

Obecnie  sytuacja  wyglądała  zdecydowanie  inaczej.  Właściwie  można  było  powiedzieć,  że 

zamienili się rolami. Podczas gdy on zaszedł bardzo daleko i zdobył wiele, Siena DePiero znalazła 

się na samym dnie. Właściwie miała teraz niższy status społeczny niż on kiedykolwiek wcześniej. 

Była całkiem bezbronna i słaba. 

Niestety nadal potrafiła wywrzeć na niego silny wpływ. Nie dość, że bardzo go pociągała, to 

jeszcze był o nią zazdrosny, kiedy inni mężczyźni zgromadzeni w sali wodzili za nią wzrokiem. A 

przecież nie mógł sobie na to pozwolić. Wytłumaczył sobie, że te wszystkie emocje pojawiają się 

tylko dlatego, że tak bardzo zależy mu na zemście. 

Nieco spokojniejszy kolejny raz odszukał ją wzrokiem i postanowił zaczekać, aż podejdzie 

do niego wystarczająco blisko. 

T L R

background image

Siena DePiero próbowała przecisnąć się przez tłum tak, żeby nie nadepnąć nikomu na stopę, 

gdy przejście zablokował jej mężczyzna o szerokiej, umięśnionej klatce piersiowej. Uniosła głowę, 

omiatając  wzrokiem  czarny  garnitur  i  biały  krawat.  Już  miała  otworzyć  usta,  żeby  się  odezwać, 

kiedy nagle zaparło jej dech. 

Stała naprzeciwko ostatniego człowieka na świecie, którego miała ochotę teraz widzieć. Jak 

na  złość  Andreas  Ksenakis  prezentował  się  doskonale.  Był  bardziej  męski,  niż  zapamiętała,  i  tak 

samo  przystojny  jak  zawsze,  a  do  tego  patrzył  na  nią  z  taką  nienawiścią,  że  omal  nie  zaczęła 

płakać. 

- Proszę, proszę - odezwał się, jakby od niechcenia. - Kto by przypuszczał, że spotkamy się 

w takich okolicznościach. 

Siena  czuła  na  sobie  jego  palący  wzrok,  gdy  uważnie  przyglądał  się  jej  strojowi  kelnerki 

składającemu  się  z  białej  koszuli,  czarnych  spodni  i  krawata  w  tym  samym  kolorze.  Znalazła  się 

pod jego urokiem dokładnie tak samo jak pięć lat temu i w żaden sposób nie mogła temu zaradzić. 

Jak  zahipnotyzowana  przyglądała  się  jego  twarzy:  niesamowicie  niebieskim  oczom,  wysokim 

kościom  policzkowym,  silnie  zarysowanej  kwadratowej  szczęce  i  wydatnym,  niezwykle 

seksownym ustom. 

Mimo  wpływu,  jaki  na  nią  wywierał,  spróbowała  zapanować  nad  emocjami,  po  czym 

zwróciła się do niego: 

- Pan Ksenakis. Jak miło znowu pana widzieć.  

Mężczyzna wybuchł śmiechem. 

- Nawet teraz brzmisz, jakbyś witała mnie na jednym ze swoich przyjęć, chociaż serwujesz 

drinki ludziom, których dawniej na nie zapraszałaś. 

Siena  wzdrygnęła  się  nieznacznie.  Miała  do  czynienia  ze  znacznie  silniejszym  i 

zdecydowanie  bardziej  bezwzględnym  mężczyzną  niż  ten,  którego  poznała  w  Paryżu.  W 

zaskakująco  krótkim  czasie  Ksenakis  wspiął  się  na  szczyt  i  został  jednym  z  najbardziej 

wpływowych hotelarzy na świecie. W mediach rozpływano się nad nim z zachwytu. 

-  Schlebia  mi,  że  mnie  pamiętasz.  W  końcu  spotkaliśmy  się  tylko  raz,  chociaż  w  dość... 

wyjątkowych okolicznościach. 

Wiedziała, że z niej drwił. 

- Oczywiście, że pamiętam - rzuciła pospiesznie, unikając jego wzroku.  

Ze  zdenerwowania  zaczęły  jej  się  trząść  ręce,  a  razem  z  nimi  także  taca  z  licznymi 

kieliszkami. 

T L R

background image

Ksenakis wziął od niej tacę, zanim zdążyła zaprotestować, po czym odstawił ją na najbliższy 

stolik. Wtedy sprężystym krokiem podszedł do nich jej szef, który posłał jej groźne spojrzenie, po 

czym uśmiechnął się służalczo do Andreasa. 

- Panie Ksenakis, czy wszystko w porządku? Czy mój personel zaniedbał swoje obowiązki... 

- Nie - przerwał mu ostro przystojny biznesmen. - Nic się nie stało. Po prostu rozmawiam z 

panią... 

Siena  nie  chciała,  żeby  wymówił  to  znienawidzone  nazwisko,  więc  czym  prędzej  wtrąciła 

się do rozmowy. 

- Panie Ksenakis, jeśli pan pozwoli, wrócę teraz do pracy. - Chwyciwszy tacę, czym prędzej 

oddaliła się na nogach jak z waty. 

Andreas  powiódł  za  nią  wzrokiem,  wściekły  na  niskiego,  pulchnego  faceta  za  to,  że  miał 

czelność im przerwać. Ten jednak nie zamierzał zostawić go w spokoju. 

- Najmocniej przepraszam, panie Ksenakis. Panna Mancini jest nowa... 

Andreas machnął ręką. 

- Nic się nie stało. - Spojrzał swojemu rozmówcy prosto w oczy. - Powiedział pan, że ma na 

nazwisko Mancini? 

-  Zgadza  się.  -  Mężczyzna  uśmiechnął  się  porozumiewawczo,  po  czym  dodał  ściszonym 

głosem:  -  Jej  wygląd  działa  na  naszą  korzyść.  Moim  zdaniem  mogłaby  pracować  jako  modelka. 

Nie  mam  zielonego  pojęcia,  dlaczego  przyjęła  pracę  kelnerki.  Ale  ja  nie  narzekam.  Działa  na 

klientów jak lep na muchy. Ciągle ktoś próbuje zdobyć ode mnie jej numer telefonu. 

- Mam nadzieję, że nikt go od pana nie otrzymał - powiedział Andreas stanowczo. 

Mężczyzna poczerwieniał na twarzy. 

- Oczywiście, że nie, panie Ksenakis. Za kogo mnie pan uważa? Zapewniam, że prowadzę tę 

działalność... 

-  Proszę  sobie  darować  -  przerwał  mu  Andreas.  -  Sam  się  upewnię,  kiedy  wezmę  pańską 

firmę pod lupę. 

Po tych słowach zrobił w tył zwrot i ruszył w kierunku, w którym udała się Siena. Skoro już 

ją znalazł, nie zamierzał pozwolić jej zniknąć. 

Kilka  godzin  później  Siena  przemierzała  ulice  Mayfair  skąpane  w  blasku  księżyca.  Nadal 

nie  mogła  uwierzyć,  że  spotkała  Andreasa  Ksenakisa  właśnie  tutaj,  w  Londynie,  dokąd  uciekła 

przed przeszłością w poszukiwaniu spokoju. 

Doskonale  pamiętała  tamto  wydarzenie  sprzed  pięciu  lat,  które  trudno  było  nazwać 

romansem ze szczęśliwym zakończeniem. Bez trudu potrafiła przywołać z pamięci twarz Andreasa 

wykrzywioną  złością,  gdy  przyciągając  sukienkę  do  nagich  piersi,  wydusiła  drżącym  głosem: 

T L R

background image

„Masz rację, ojcze, on mnie zaatakował. Nie mogłam nic zrobić...". Próbował zaprzeczać. Nazwał 

ją oszustką. I miał rację. Tak bardzo go wtedy pragnęła. 

Ale  myśl  o  straszliwej  karze,  którą  wymierzyłby  jej  ojciec,  gdyby  wyznała  prawdę, 

popchnęła  ją  do  kłamstwa.  Chociaż  czuła  do  siebie  wstręt  i  uważała,  że  zachowuje  się  jak 

najgorszy tchórz, oskarżyła niewinnego człowieka. 

Zadrżała  na  wspomnienie  tamtego  dnia.  Oddałaby  wiele,  by  móc  o  nim  zapomnieć. 

Wiedziała  jednak,  że  to  niemożliwe.  I  to  nie  tylko  z  powodu  tego,  co  zrobiła.  Zanim  ojciec 

przyłapał ich w niedwuznacznej sytuacji, Siena rozpływała się pod dotykiem Andreasa. Działał na 

nią  jak  magnes.  Traciła  przy  nim  zdrowy  rozsądek.  Pragnęła  jego  pieszczot  bardziej,  niż  to 

wydawało jej się możliwe. 

Może  właśnie  dlatego,  kiedy  czytała  artykuły  o  jego  kolejnych  sukcesach,  czuła  ulgę,  a 

nawet  zadowolenie.  Cieszyła  się,  że  mu  się  wiodło,  ponieważ  im  wyższy  zdobywał  szczyt,  tym 

cichsze stawały się jej wyrzuty sumienia. Z tą myślą stanęła pod wiatą przystanku, gdy nagle przy 

krawężniku  zatrzymał  się  srebrny  sportowy  samochód.  Jej  serce  zabiło  mocniej,  jeszcze  zanim 

ujrzała, kto siedzi za kierownicą. 

Szyba zjechała w dół i Siena zobaczyła przystojną twarz Andreasa Ksenakisa. Instynktownie 

cofnęła  się  o  krok.  Zrozumiała,  że  spotkanie  w  hotelu  nie  było  przypadkowe.  Najwyraźniej 

zamierzał wykorzystać kiepskie położenie, w którym się znalazła, i odegrać się na niej. 

Zanim zdążyła obmyślić plan ucieczki, wysiadł z samochodu, podszedł do niej i chwycił ją 

pod ramię. 

-  Zapraszam.  -  Uśmiechnął  się  swobodnie,  jakby  odbieranie  kobiet  z  przystanków 

autobusowych było dla niego czymś całkiem normalnym. - Pozwól, że cię podwiozę. 

Chociaż  Siena  marzła  w  cienkiej  dżinsowej  kurtce,  nie  zamierzała  skorzystać  z  jego 

propozycji. 

- Dziękuję, ale nie skorzystam. Za chwilę mam autobus. 

Andreas potrząsnął głową, a jego oczy błysnęły groźnie. Chociaż spróbowała wyswobodzić 

się z jego uścisku, nie puścił jej ręki. 

- Chodźmy, signorina DePiero. Nadjeżdża autobus, więc musimy ruszać. 

Siena  zerknęła  na  zbliżający  się  dwupiętrowy  pojazd,  po  czym  usłyszała  głośny  dźwięk 

klaksonu.  Kierowca  patrzył  na  nich  z  niezadowoleniem,  podobnie  jak  ludzie  czekający  na 

przystanku. 

- Nie testuj mnie, Sieno - wycedził przez zęby Andreas. - Nie zamierzam odpuścić. 

Gdy  kierowca  autobusu  zatrąbił  ponownie,  Siena  podjęła  decyzję  i  pozwoliła  się 

zaprowadzić do samochodu. Andreas pomógł jej wsiąść, po czym zajął miejsce obok niej. 

T L R

background image

- Zapnij pasy - poinstruował ją oschle. - A może spodziewasz się, że zrobię to za ciebie? 

- Nie bądź śmieszny - rzuciła gorzko, zapinając. 

Andreas sprawnie włączył się do ruchu i prawie natychmiast utknęli w korku. Minęło wiele 

czasu,  odkąd  Siena  po  raz  ostatni  podróżowała  w  tak  luksusowych  warunkach.  Jednak  zamiast 

rozkoszować się wygodą skórzanego fotela, zacisnęła pięści, próbując zebrać myśli. 

- Wypuść mnie, proszę. Sama trafię do domu - odezwała się stanowczo. 

- Szukałem cię przez pół roku, więc teraz nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. 

Te  słowa  tylko  potwierdziły  jej  najgorsze  obawy.  A  zatem  miała  rację.  Nie  spotkali  się 

przypadkiem. 

- Szukałeś mnie? - zapytała znacznie ciszej.  

Skinął głową. 

-  Odkąd  usłyszałem  w  wiadomościach  o  zniknięciu  twojego  ojca  i  upadku  waszego 

rodzinnego imperium. 

Siena  objęła  się  mocno.  Rzeczywiście  sześć  miesięcy  temu  ojciec  przepadł  bez  wieści  i 

zostawił ją oraz Serenę w poważnych tarapatach finansowych. 

- Chyba zgodzisz się, że mamy niedokończone sprawy - kontynuował bez zająknięcia, kiedy 

ona próbowała zrozumieć, co nim kierowało. 

Sienę ogarnęła panika. Nie była gotowa stawić czoło przeszłości. 

- Chyba jednak się nie zgodzę. Będzie lepiej dla wszystkich, jeśli mnie teraz wypuścisz. 

Andreas zignorował jej słowa, o czym świadczyło jego kolejne pytanie. 

- Gdzie mieszkasz? Jeśli nie podasz mi adresu, przez całą noc będziemy jeździć w kółko po 

Londynie. 

Siena  zacisnęła  mocno  zęby,  obserwując,  jak  jego  długie  palce  obejmują  kierownicę. 

Zaczynała  odnosić  wrażenie,  że  ma  do  czynienia  z  człowiekiem  równie  bezwzględnym  jak  jej 

ojciec  -  jeśli  nie  bardziej.  Przerażona  pomysłem  krążenia  po  ulicach  miasta  przez  całą  noc 

ostatecznie uległa i podała adres. 

- To chyba nie było takie trudne, prawda?  

Przez kilka minut jechali w milczeniu, pogrążeni w napiętej atmosferze. W końcu Andreas 

postanowił przerwać katusze. 

- Od kiedy używasz nazwiska Mancini?  

Spojrzała na niego. 

- Rozumiem, że przepytałeś mojego szefa... - mruknęła z irytacją. 

- To nieistotne. Odpowiedz.  

Siena westchnęła przeciągle. 

T L R

background image

- To panieńskie nazwisko mojej babki. Przyjęłam je, bo zależało mi na anonimowości. 

- To zrozumiałe - powiedział beznamiętnym głosem. 

- Daj spokój - warknęła. - W ogóle nie powinieneś był mnie szukać. 

-  Jestem  tylko  zatroskanym  przyjacielem,  który  bardzo  chciał  się  przekonać,  jak  sobie 

radzisz. 

Siena prychnęła pogardliwie. 

- Przyjaciel? A to dobre. Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek zasłużył sobie na to 

miano. - Prędzej nazwałaby go wrogiem niż choćby dobrym znajomym. 

-  W  sumie  masz  rację.  Gdyby  łączyła  nas  przyjaźń,  nigdy  nie  oskarżyłabyś  mnie  o  gwałt, 

żeby zachować twarz przed swoim ojcem. 

Siena pobladła. 

- Przekręcasz moje słowa.  

Andreas zacisnął mocno zęby. 

- Powiedziałaś, że cię napadłem, podczas gdy ledwie minutę wcześniej błagałaś... 

- Przestań! - krzyknęła zrozpaczona. 

W  jej  wspomnieniach  odżył  Andreas  Ksenakis  przyciskający  ją  do  szezlongu.  Pragnęła 

poczuć jego ręce w każdym zakamarku swojego ciała. I gdy wsunął dłoń pomiędzy jej rozpalone 

uda, nie wytrzymała i powiedziała mu dokładnie, na co miała ochotę. 

- Dlaczego? Nie możesz znieść prawdy? Myślałem, że zostałaś ulepiona z twardszej gliny, 

jak na członka rodziny DePiero przystało. Tamtej nocy jednak pokazałaś, jaka jesteś naprawdę. 

Siena  ponownie  utkwiła  spojrzenie  w  przyciemnionej  szybie.  Nie  miała  żadnego 

usprawiedliwienia na swoje zachowanie tamtego wieczoru. W końcu to ona błagała Andreasa, żeby 

się z nią kochał. Ona pierwsza go pocałowała. 

Kiedy samochód zahamował na czerwonym świetle, poczuła pokusę, żeby uciec. Chwyciła 

klamkę  przy  drzwiach,  ale  w  tej  samej  chwili  Andreas  ścisnął  mocno  jej  ramię.  Natychmiast  jej 

ciało przeszył elektryzujący dreszcz podniecenia. Odepchnęła jego rękę, a on ponownie skupił się 

na  prowadzeniu.  Ten  krótki  kontakt  fizyczny  wystarczył  jednak,  by  jej  uzmysłowić,  jak  silnie 

działał na nią ten arogancki mężczyzna. 

Wkrótce  zatrzymali  się  przed  luksusowym  apartamentowcem  w  jednej  z  eleganckich 

dzielnic.  Andreas  szybko  wysiadł  z  auta,  otworzył  drzwi  od  strony  pasażera  i  podał  Sienie  rękę, 

żeby pomóc jej wysiąść. Ale ona nie ruszyła się z miejsca. 

- Ja tu nie mieszkam - wydukała, zapadając się głębiej w fotel. 

- Ale ja tak. Uznałem, że skoro i tak jesteśmy w okolicy, to możemy wpaść do mnie na kawę 

i powspominać dawne czasy. 

T L R

background image

Siena spojrzała na niego lodowatym wzrokiem. 

- Nigdzie z tobą nie idę. Odwieź mnie do domu. 

-  Najpierw  nie  mogłem  cię  namówić,  żebyś  wsiadła  do  samochodu,  a  teraz  nie  chcesz  z 

niego wysiąść - powiedział rozbawionym głosem. - No ale, jak to mówią, kobieta zmienną jest... 

Zanim zdążyła się zorientować w sytuacji, Andreas sięgnął w dół i odpiął jej pas. Gdy jego 

twarz  znalazła  się  tak  blisko,  zadrżała.  Pachniał  dokładnie  tak,  jak  zapamiętała;  cudownie, 

zmysłowo, odurzająco. 

- Panie Ksenakis? - zawołał nagle ktoś zmierzający w ich stronę. - Odstawić auto? 

-  Tak,  proszę,  Tom  -  odparł  Andreas,  nie  odrywając  oczu  od  swojej  towarzyszki.  -  Nie 

parkuj nigdzie daleko. Panna DePiero nie zagości u nas długo. 

- Oczywiście. 

Ponieważ mężczyzna imieniem Tom stał teraz tuż obok nich, to Siena nie zamierzała robić 

sceny.  Ostatecznie  nowe  życie  nie  sprawiło,  że  zapomniała  o  zasadach  savoir-vivre'u,  które 

wpajano jej od dzieciństwa. 

- Dobrze, niech będzie szybka kawa.  

Niechętnie chwyciła jego dłoń, po czym oboje ruszyli w kierunku drzwi, które otworzył dla 

nich konsjerż. 

Dopiero  w  windzie  Siena  spróbowała  wyrwać  rękę  z  mocnego  uścisku  Andreasa  -  na 

próżno.  Zamiast  ją  puścić,  Andreas  uniósł  jej  dłoń  i  przyjrzał  się  jej  uważnie.  Delikatnie 

rozprostował  przykurczone  palce  i  powiódł  wzrokiem  po  zaczerwienieniach  i  otarciach 

świadczących  o  tym,  jak  ciężko  ostatnio  pracowała.  Dawniej,  gdy  opływała  w  dostatki,  zawsze 

miała wypielęgnowane dłonie, ale od pewnego czasu były w opłakanym stanie. Co gorsze, wróciła 

do  nieeleganckiego  nawyku  z  dzieciństwa,  a  mianowicie  ponownie  zaczęła  obgryzać  paznokcie. 

Nie  mogła  dłużej  znieść  jego  dotyku,  więc  szarpnęła  mocniej  i  tym  razem  zdołała  się 

wyswobodzić. 

- Nie rób tego więcej. 

- Nie sądziłem, że kelnerki tak niszczą sobie ręce - powiedział szorstko. 

-  To nie  jest  moja  jedyna  praca  - odparła  Siena  grobowym  głosem.  -  Zatrudniłam  się  jako 

sprzątaczka w hotelu na dzienną zmianę. Nie potrzebuję twojej litości. 

-  Nawet  przez  myśl  mi  nie  przeszło,  żeby  ci  współczuć.  Dobrze  wiem,  jaka  jesteś.  Pirania 

ma więcej wrażliwości niż ty. 

Siena  nie  rozumiała,  dlaczego  jego  słowa  sprawiły  jej  tak  dotkliwy  ból.  Tak  czy  inaczej, 

poczuła  ulgę,  gdy  stracił  zainteresowanie  nią  w  momencie,  w  którym  winda  się  zatrzymała. 

T L R

background image

Wysiedli  na  ostatnim  piętrze  i  ruszyli  do  jedynych  drzwi  widocznych  w  głębi  korytarza. 

Najwyraźniej penthouse Andreasa zajmował całe piętro. 

Za  drzwiami  jej  oczom  ukazał  się  ogromny  salon  urządzony  z  gustem  i  wyczuciem. 

Powściągliwa elegancja mebli stanowiła tło dla antyków, kosztownych dzieł sztuki oprawionych w 

złote  ramy  i  przepięknie  zdobionych  dywanów.  Chociaż  przywykła  do  luksusu,  Siena  szeroko 

otworzyła oczy z podziwu. 

Czym  prędzej przywołała  się  jednak do porządku  i niepewnie  zerknęła na Andreasa, który 

stał z rękami w kieszeniach i obserwował ją uważnie. 

-  Naprawdę  mnie  zadziwiasz  -  powiedział  z  przekąsem.  -  Z  tą  twarzą  niewiniątka  i  tymi 

wystudiowanymi  gestami  sprawiasz  wrażenie  niezwykle  delikatnej  i  wrażliwej  osóbki.  Jesteś 

doskonałą aktorką. 

Siena nie mogła pogodzić się z tym, co o niej myślał, ale wiedziała, że zasłużyła sobie na tak 

surowy  osąd.  Nie  zamierzała  także  wyprowadzać  go  z  błędu.  Zamiast  tego  rozłożyła  ręce  i 

delikatnie wzruszyła ramionami. 

- Cóż mogę dodać? Rozgryzł mnie pan, panie Ksenakis. 

Mężczyzna podszedł do barku, wziął dwie szklanki i nalał do nich alkohol. 

- Wiem, że obiecałem kawę, ale to porto jest wyśmienite. Musisz go spróbować. Poza tym 

mów  mi  po  imieniu.  Podczas  naszego  pierwszego  spotkania  nie  miałaś  z  tym  najmniejszego 

problemu. Zatem nie pan Ksenakis tylko Andreas. Zgoda? 

Siena przyjęła szklankę szczęśliwa, że może choć przez moment zająć czymś drżące dłonie, 

a wtedy on wskazał zestaw wypoczynkowy składający się z dwóch foteli i kanapy, a także niskiego 

stolika kawowego. 

- Usiądź, proszę. Czuj się jak u siebie. 

Na sztywnych nogach podeszła do fotela i usiadła na brzegu, podczas gdy Andreas rozsiadł 

się wygodnie na kanapie i wyciągnął nogi, tak że znalazły się niebezpiecznie blisko jej stóp. Jego 

uśmiech wprawił ją tylko w jeszcze większe zdenerwowanie. Nie wiedziała, czego powinna się po 

nim spodziewać. 

- Nie musisz się tak odsuwać - mruknął przeciągle. - A może nadal sądzisz, że możesz się 

czymś ode mnie zarazić? 

T L R

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

- Nie bądź śmieszny - odparła pospiesznie Siena, zażenowana wszystkimi kłamstwami, które 

wypowiedziała, żeby chronić siostrę. 

Tamtej  nocy  w  Paryżu  wszystko  poszło  nie  tak.  Zasłużyła  sobie  na  nienawiść  tego 

mężczyzny, bez względu na to, jakie miała intencje. Nie zamierzała się teraz tłumaczyć, zwłaszcza 

że prawdopodobnie i tak by jej nie uwierzył. Gdyby poznał prawdę, pewnie śmiałby się długo. 

- Dlaczego wyjechałaś z Włoch? - zapytał niespodziewanie, wyrywając ją z zamyślenia. 

Siena  przyjęła  zmianę  tematu  z  ulgą,  lecz  bez  entuzjazmu.  Nienawidziła  tego  uczucia 

upokorzenia,  które  towarzyszyło  jej,  odkąd  okazało  się,  że  ojciec  doprowadził  rodzinną  firmę  do 

bankructwa, a cały ich majątek, łącznie z zabytkowym palazzo, został przejęty przez banki. 

-  Jak  zapewne  się  domyślasz,  mnie  i  siostrę  zaczęto  traktować  jak  trędowate.  Wykluczono 

nas ze wszystkich kręgów towarzyskich i zamknięto przed nami wszystkie drzwi. 

Andreas ściągnął brwi. 

-  No  tak.  Skłamałbym,  gdybym  powiedział,  że  nie  miałem  pojęcia  o  ciemnych  interesach 

twojego  ojca.  Od  lat  zajmował  się  stręczycielstwem,  handlem  narkotykami  i  korupcją  w  świecie 

polityki. Rozumiem, dlaczego ludzie nie chcieli mieć z wami nic wspólnego. 

Sienie  zrobiło  się  gorąco  i  zaczęło  jej  brakować  powietrza.  Jej  ojciec  korzystał  z  usług 

prostytutek  jeszcze  przed  śmiercią  swojej  żony.  Miał  nawet  syna  z  jedną  z  nich.  Jednak  czarę 

goryczy  przelało  jego  zniknięcie,  gdy  postanowił  uchylić  się  przed  wymiarem  sprawiedliwości. 

Nikt nie znał miejsca jego pobytu, a Siena miała nadzieję, że nie zobaczy go nigdy więcej. 

Mimo  upływu  czasu  wciąż  nie  mogła  przestać  myśleć  o  dziesiątkach  bezbronnych  kobiet, 

torturowanych i poniżanych. A jej ojciec odpowiadał za ich cierpienie. 

Jej twarz musiała zdradzać emocje, ponieważ Andreas powiedział cicho: 

- Grzechy twojego ojca nie są twoimi.  

Sienę zaskoczyły te słowa. 

- Chyba nie wszyscy by się z tobą zgodzili. 

- Dziennikarze  mocno  dali  ci  się we  znaki?  - Kiedy skwitowała  jego pytanie wzruszeniem 

ramion, dodał: - Załatwiałem wtedy interesy w Ameryce Południowej, więc sporo mnie ominęło. 

Nie przeglądałem regularnie prasy i rzadko oglądałem wiadomości. 

Siena  wspomniała  ciągnące  się  w  nieskończoność  dni,  kiedy  z  pierwszych  stron  gazet 

krzyczały takie nagłówki jak „Koniec dziedziczek", „Kto poślubi byłe bogaczki?", „Siena DePiero 

przyłapana  na  gorącym  uczynku  kilka  dni  po  zniknięciu  jej  ojca!".  Wtedy  zrozumiała,  że 

T L R

background image

najwyższa pora opuścić Włochy. Musiała to zrobić, tym bardziej że Serena znalazła się na granicy 

obłędu. 

- Nie cackali się z nami - powiedziała cicho bezbarwnym głosem, który zaskoczył Andreasa. 

Gdy  kolejny  raz  uważnie  przyjrzał  się  jej  twarzy,  uległ  jej  czarowi.  Chociaż  nie  nosiła 

makijażu, jej skóra lśniła naturalnym blaskiem. Była zjawiskowa. Na dodatek jej ciało było teraz 

znacznie bardziej zaokrąglone niż kiedy była nastolatką, co tylko dodawało jej seksapilu. 

Przez  ostatnie  pięć  lat  na  swoje  partnerki  wybierał  wyłącznie  brunetki  i  rude,  wmawiając 

sobie,  że  tylko  takie  kobiety  są  w  jego  typie.  Ale  gdy  tak  na  nią  patrzył,  zrozumiał,  że  się 

okłamywał.  Ta  blondynka  idealnie  odpowiadała  jego  gustom  i  jak  żadna  inna  rozbudzała  w  nim 

pożądanie. Nie zamierzał się z tym jednak obnosić. 

- Za przyszłość - powiedział, unosząc szklankę w geście toastu - cokolwiek nam przyniesie... 

Sienie  nie  podobało  się,  że  uwzględnił  ją  w  swych  planach,  więc  nie  uniosła  szkła  tak  jak 

Andreas,  tylko  jednym  haustem  opróżniła  jego  zawartość.  Poczuła,  jak  alkohol  spływa  jej  do 

żołądka,  roztaczając  przyjemne  ciepło.  Nie  delektowała  się  nim  jednak  długo,  ponieważ 

przypomniała sobie o Serenie. Wyobraziła sobie Siostrę wpatrującą się w duże okno z widokiem na 

panoramę Londynu. 

- Naprawdę muszę już iść. Czeka mnie jutro wczesna pobudka - oświadczyła, wstając. 

Andreas  podniósł  się  niespiesznie,  po  czym  stanął  naprzeciwko  niej  i  przez  pewien  czas 

tylko na siebie patrzyli. 

- W porządku - mruknął, kiedy napięcie stało się nieznośne. Podszedł do telefonu stojącego 

na  kredensie  i  wybrał  numer.  -  Zaraz  będę  na  dole.  Podstaw,  proszę,  samochód  pod  główne 

wejście. Dziękuję. 

Potem  podał  Sienie  ramię,  a  gdy  oparła  na  nim  rękę,  ruszył  do  wyjścia.  Dziewczyna  była 

zdezorientowana.  Nie  wiedziała,  co  sądzić  o  tym  spotkaniu.  Z  jednej  strony  czuła  ulgę,  że 

zakończyło  się  tak  szybko,  ale  z  drugiej  doskwierał  jej  niedosyt.  Ale  czego  się  spodziewała? 

Kłótni? Dłuższej rozmowy? Pojednania? 

Oczywiście Andreas nie zamierzał wypuścić z rąk swojej zdobyczy, niemniej zjechał razem 

z  nią  windą  na  dół,  zaprowadził  do  samochodu  i  pomógł  wsiąść  do  środka.  Z  kolei  Siena  nie 

odezwała  się  słowem,  a  potem  usiadła  sztywno  na  skórzanym  fotelu,  wpatrując  się  w  bliżej 

nieokreślony punkt w oddali. 

Dopiero po kilku minutach jazdy zdołała się odprężyć i oprzeć wygodnie. 

-  Siostra  przyjechała  z  tobą  do  Londynu?  -  zapytał  nagle  Andreas,  kolejny  raz  burząc  jej 

spokój. 

T L R

background image

- Nie... ona... - zaczęła bełkotliwie. - Serena zatrzymała się u swoich znajomych na południu 

Francji. 

Zerknął na Sienę; jej twarz przypominała kamienną maskę. Zawsze znacznie rzadziej niż jej 

starsza  siostra  pojawiała  się  w  kolumnach  plotkarskich.  Serena  DePiero  właściwie  wcale  nie  in-

teresowała  Andreasa.  Zapytał  o  nią  z  grzeczności.  Całkiem  inaczej  sprawa  przedstawiała  się  ze 

Sieną, która wolała szorować łazienki po innych ludziach, niż wrócić do wyższych sfer i stać się 

obiektem  niewybrednych  plotek.  Wykonywała  pracę,  którą  przez  całe  życie  zlecała  innym.  Tym 

samym zasłużyła na jego szacunek. 

Nie  był  z  nią  całkiem  szczery,  kiedy  powiedział,  że  szukał  jej  od  sześciu  miesięcy.  Nigdy 

nie  przestał  o  niej  myśleć.  Nawiedzała  jego  sny  każdej  nocy,  odkąd  spotkali  się  w  Paryżu.  Ale 

dopiero pół roku temu udało mu się w końcu umocnić pozycję w świecie biznesu i mógł się skupić 

na życiu osobistym. 

Skoro przez dłuższy czas Andreas milczał, Siena odetchnęła z ulgą i skupiła się na widokach 

za oknem. Ulewny deszcz, który zalewał wcześniej Londyn, zamienił się w drobny kapuśniaczek. 

Ten  widok  wprawił  ją  w  przygnębienie  i  pierwszy  raz  od  wyjazdu  z  Włoch  poczuła  tęsknotę  za 

domem. Ale bez względu na wszystko nigdy nie zamierzała tam wracać. 

W oddali  zamajaczył znajomy widok nijakiego,  szarego bloku stojącego pośrodku pustego 

placu. 

- Mieszkasz tutaj? 

- Mam stąd blisko do metra i do autobusu - odparła zawstydzona. 

Andreas potrząsał głową  z niedowierzaniem,  po  czym  wysiadł  z  samochodu,  zabierając  ze 

sobą  parasol.  Otworzył  drzwi  dla  Sieny  i  zaczekał,  aż  wysiądzie,  chroniąc  ją  przed  siąpiącym 

deszczem. Silny podmuch wiatru zniszczył resztki ułożonej kilka godzin wcześniej fryzury. 

- Dziękuję, że mnie podwiozłeś... 

Nie skończyła zdania. Zamiast tego minęła go i ruszyła przed siebie w nadziei, że zostawi ją 

w  spokoju.  Niestety  niemal  natychmiast  usłyszała  jego  kroki.  Odwróciła  się  więc  na  pięcie  i 

spojrzała mu prosto w oczy. 

- Dokąd się wybierasz? 

- Nie pozwolę, żebyś sama poruszała się po tej podejrzanej okolicy - powiedział ponuro. 

Siena uniosła dumnie głowę. 

- Mieszkam tutaj od kilku miesięcy i jakoś sobie radzę. Mogę cię zapewnić, że... 

Ale  Andreas  nie  słuchał.  Chwycił  ją  pod  ramię  i  poprowadził  przez  podwórze  usiane 

śmieciami. 

T L R

background image

Zachowywał  się  w  tej  chwili  tak  samo  jak  jej  ojciec.  W  Sienie  zaczęła  narastać  irytacja. 

Dlatego, kiedy stanęli pod gołą żarówką zwisającą smętnie na kablu nad wejściem, odsunęła się od 

niego gwałtownie. 

- Tutaj się pożegnamy. 

Andreas  złożył  parasol,  po  czym  skinął  na  młodego  chłopaka  czającego  się  w  kącie. 

Wręczył mu złożony banknot i parasol. 

- Popilnujesz mojego samochodu? - zapytał.  

Nastolatek  spojrzał  na  banknot  z  szeroko  otwartymi  ustami,  po  czym  energicznie  skinął 

głową. Chwycił parasol i stanął na straży auta. Siena westchnęła ciężko, gdy zrozumiała, że natręt 

nie zamierza się łatwo poddać. 

- Może mi nie uwierzysz, ale winda nie działa, a ja mieszkam na czternastym piętrze. 

Mężczyźnie nawet nie drgnęła powieka. 

- Prowadź - polecił. 

Ruszyła  energicznie  w  górę.  W  połowie  drogi  nieco  zwolniła,  a  na  dziesiątym  piętrze 

sapnęła  głośno.  Zrobiło  jej  się  gorąco,  a  kilka  kosmyków przykleiło  się  do  jej  zroszonego  potem 

czoła. 

- Jesteśmy na miejscu - wydyszała. - Skoro odprowadziłeś mnie pod same drzwi, nic mi już 

nie grozi. A zatem do widzenia. 

Poza  delikatnie  zmierzwionymi  włosami  wspinaczka  nie  zostawiła  żadnego  śladu  na 

Andreasie. Gdzieś po  drodze  musiał  jednak  znaleźć  czas, by  poluzować  krawat  i  rozpiąć  koszulę 

pod  szyją,  ponieważ  Siena  wyraźnie  widziała  kawałek  oliwkowej  skóry  porośniętej  ciemnymi 

włosami.  Na  ten  widok  ścisnął  jej  się  żołądek.  Rozproszona  nie  zorientowała  się  nawet,  kiedy 

Andreas wyjął klucze z jej odrętwiałych palców. 

- Lepiej wejdźmy do środka - powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. 

Siena  posłusznie  spełniła  jego  polecenie,  chociaż  nie  znosiła,  kiedy  jej  rozkazywał.  Tak 

bardzo przypominał wtedy jej ojca. 

Kiedy weszli do pustego pokoju wyłożonego poplamioną wykładziną, zapaliła małą lampkę, 

która  rozbłysła  wątłym  światłem.  Biorąc  od  niego  klucze,  podjęła  kolejną  próbę,  żeby  się  go 

pozbyć. 

- Nic mi tutaj nie grozi. Wyjdź, proszę.  

Ale Andreas tylko zamknął za sobą drzwi. 

- To musi być dla ciebie ciężkie... - przemówił łagodnie. 

T L R

background image

W rzeczywistości o niczym nie miał pojęcia. Nie wiedział, z jaką radością zrzuciła jarzmo 

dawnego  życia.  Pożegnanie  z  przeszłością  okazało  się  znacznie  łatwiejsze,  niż  mogła  się  tego 

spodziewać. 

- Zaraz muszę się położyć. Jutro czeka mnie pracowity dzień. 

Andreas ani drgnął. Świdrował ją wzrokiem tak przenikliwie, że przeniknął ją dreszcz. 

- Proszę - szepnęła zdesperowana. 

- A gdybyś nie musiała wstać wcześnie rano? 

-  Chyba  nie  rozumiem...  Poza  tym  to  niemożliwe.  Zaczynam  pracę  o  szóstej  trzydzieści. 

Dojazd zajmuje mi godzinę... 

Andreas uniósł rękę, żeby jej przerwać. Jego przystojna twarz wydawała się bardzo surowa 

w słabym świetle. Siena wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana. 

- Chodzi mi o to, że masz wybór. Chciałbym zaproponować ci rozwiązanie alternatywne. 

Jego wymowny uśmiech nie pozostawiał złudzeń, czego od niej oczekiwał. Jakiś czas temu 

jeden z gości hotelowych złożył jej podobną ofertę, kiedy ścieliła jego łóżko, z tą różnicą, że był 

bardziej bezpośredni. 

Narastający wstyd i odraza kazały jej się od niego cofnąć. 

- Jeśli sugerujesz to, co myślę, to chyba nie rozumiesz słów: „wyjdź stąd, proszę". 

Gdy Andreas ruszył w jej stronę, przerażona zrobiła krok w tył. Ale to go nie powstrzymało. 

Wsunął palec pod jej brodę i zmusił, żeby na niego spojrzała. 

- Chociaż udajesz oburzoną, twoje ciało cię zdradza. Wtedy w Paryżu angażowałaś się tak 

samo  jak  ja.  Nigdy  przedtem  ani  potem  nie  widziałem  tak  podnieconej  kobiety.  Ale  ty  musiałaś 

pozować  przed  ojcem  na  świętoszkę.  Co  by  to  było,  gdyby  cały  świat  się  dowiedział,  że 

dziedziczka fortuny zabawia się z chłopakiem z pospólstwa? 

Siena  odepchnęła  jego  rękę.  Nienawidziła  emocji,  które  nią  targały.  Jak  to  możliwe,  że  w 

takiej chwili, w obecności człowieka, który próbował ją poniżyć, pragnęła rzucić mu się na szyję? 

-  Wynoś  się  stąd,  Ksenakis  -  wycedziła  przez  zaciśnięte  zęby.  -  Rozpamiętywanie 

przeszłości nie ma żadnego sensu. 

- Nawet teraz, bez grosza przy duszy i nazwiska, które trzeba chronić, nie potrafisz zdobyć 

się na przeprosiny - rzucił jej w twarz, nie kryjąc gniewu. 

Siena poczuła ukłucie wstydu. 

- Przepraszam - powiedziała bez przekonania.  

Andreas uśmiechnął się kpiąco. 

- Daruj sobie. Przecież widzę, że wcale nie żałujesz tego, co zrobiłaś. 

T L R

background image

Wykrzywiając  twarz  w  grymasie,  przypomniała  sobie  tamten  ranek,  kiedy  zszokowana 

obserwowała,  jak  Andreas  opuszcza  hotel  z  podbitymi  oczami  i  opuchniętą  twarzą.  Zrozumiała 

wtedy, że zajęli się nim ludzie ojca. Tak bardzo chciała go wtedy za wszystko przeprosić, ale nie 

mogła wykrztusić nawet jednego słowa. 

-  Nigdy  nie  chciałam  skłamać  w  sprawie  tego,  co  wydarzyło  się  tamtej  nocy  -  wyznała 

szczerze,  kuląc  się  pod  jego  mrocznym  spojrzeniem.  -  Tak  samo  jak  nie  chciałam,  żeby  cię 

zwolniono. 

- I co z tego? Najpierw zabawiałaś się ze mną na szezlongu, potem w butiku, a na końcu w 

swoim pokoju. Nudziło ci się, więc znalazłaś sobie rozrywkę. Ale gdy tylko wkroczył twój ojciec, 

zrobiłaś  wszystko,  by  nie  pomyślał,  że  jego  ukochaną  córeczką  mogą  kierować  dzikie  żądze. 

Oczywiście  najłatwiej  było  oskarżyć  nic  nieznaczącego  Greka  pracującego  w  hotelu  na  godziwe 

życie. 

Siena pobladła. Nie mogła zadać kłamu jego słowom. Zrobiła wszystko, o co ją oskarżał - 

zrobiła to jednak wyłącznie z troski o siostrę. 

-  Naprawdę  wolisz  wieść  takie  życie,  niż  schować  dumę  do  kieszeni?  -  zapytał  z 

niedowierzaniem.  -  Nie  tęsknisz  za  wylegiwaniem  się  do  południa?  Za  wycieczkami  do  spa  i 

drogich butików? Nie chcesz odzyskać dawnej pozycji społecznej? 

Skoro nie potraktował poważnie jej przeprosin, uniosła dumnie głowę. 

-  Wolę  sprzątać  twoje  hotele,  niż  zgodzić  się  na  to,  co  mi  proponujesz.  Nie  jestem  aż  tak 

zdesperowana, żeby zostać twoją kochanką. 

Andreas uśmiechnął się drapieżnie. 

- A  moim  zdaniem usychasz  z  tęsknoty  za  luksusem.  Poza  tym  nie  możesz  zaprzeczyć,  że 

mnie pragniesz. Widzę to wyraźnie. 

Sienę  przeszył  zimny  dreszcz.  Przestała  się  łudzić,  że  mogą  się  porozumieć.  Temu 

mężczyźnie zależało wyłącznie na tym, by ją upokorzyć. Tym bardziej nie mogła okazać słabości. 

Gdyby to zrobiła, starłby ją w pył, ponieważ jedyne, na czym mu zależało, to zemsta. 

-  Rozumiem,  że  masz  rozbuchane  ego.  Z  tym  większą  przykrością  informuję,  że  mnie  nie 

pociągasz.  To  prawda,  że  znalazłam  się  w  kłopotliwym  położeniu,  ale  poradzę  sobie  bez  twojej 

pomocy. Poza tym nie zostałabym twoją kochanką, nawet gdybyś był ostatnim mężczyzną na ziemi 

- rzuciła uszczypliwie. 

Andreas omal nie zaczął bić brawa po tak wspaniałym popisie sztuki aktorskiej. 

-  Kłamiesz  -  wycedził  przez  zaciśnięte  zęby,  a  jego  oczy  błysnęły  groźnie.  Jednocześnie 

zrobił krok w jej stronę, a ona się cofnęła. - I zamierzam ci to udowodnić... 

T L R

background image

Porwał ją w ramiona, jakby była szmacianą lalką, i przyciągnął do siebie. W tej samej chwili 

Siena zaczęła toczyć wewnętrzną walkę z pożądaniem, które zamierzała zdusić w zarodku. Uniosła 

rękę, żeby zasłonić usta, ale on najwyraźniej źle odczytał jej zamiary, ponieważ mocno ścisnął jej 

nadgarstek. 

- Nie wierzę, że chciałaś to zrobić. 

- Nie chciałam... - zaprotestowała Siena, patrząc na jego ściągnięte usta. - Nie zamierzałam 

cię  uderzyć.  Nawet  mi  to  przez  myśl  nie  przeszło  -  dodała  z  naciskiem,  patrząc  prosto  w 

ciemnoniebieskie oczy mężczyzny. 

-  Na  pewno  nigdy  więcej  nie  będziesz  miała  ku  temu  okazji  -  warknął  gniewnie. 

Najwyraźniej jej nie uwierzył. 

Chwilę później pochylił głowę i pocałował ją bez ostrzeżenia. Oszołomiona Siena poddała 

się  tej  zmysłowej  pieszczocie.  Targające  nią  emocje  były  tak  silne,  że  nawet  nie  zdała  sobie 

sprawy, w którym momencie przyłączyła się do gry. 

Żaden  inny  mężczyzna  nigdy  nie  zdołał  rozbudzić  w  niej  takiego  pożądania  jak  Andreas 

Ksenakis.  Pragnęła  go  równie  mocno  jak  tamtej  nocy  w  Paryżu,  o  czym  świadczyło  pulsujące 

ciepło  rozchodzące  się  po  całym  jej  ciele.  W  jego  silnych  ramionach  czuła  się  jak  w  stalowej 

klatce, z której nie miała ochoty uciec. 

Nabrała głęboko powietrza w płuca, rozkoszując się zmysłowym męskim zapachem. Wtedy 

przesunął  językiem  po  jej  wargach,  a  jedną  ręką  zaczął  rozpinać  guziki  jej  koszuli.  Siena  z 

przerażeniem  zdała  sobie  sprawę,  że  jej  ciało  reaguje  tak,  jakby  należało  do  innej  osoby  -  jakby 

całkiem straciła nad nim kontrolę. I gdy poczuła powiew powietrza na nagiej skórze, zrozumiała, 

że najwyższy czas, by się wycofać. 

Odsunąwszy się od niego nieco, spojrzała w górę, w ciemnoniebieskie oczy. Całe szczęście 

znalazła  w  sobie  wystarczająco  dużo  siły,  by  go  odepchnąć.  Omal  się  przy  tym  nie  przewróciła. 

Czym prędzej chwyciła poły rozchełstanej koszuli i okryła się. 

- Chcę, żebyś wyszedł - powiedziała stanowczo. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Andreas  z  niedowierzaniem  wpatrywał  się  w  kobietę  ściskającą  kurczowo  swoją  koszulę, 

roztrzęsioną i bladą jak ściana. Zrobiło mu się duszno. Nie spodziewał się takiej reakcji. Właściwie 

zachowywała się dokładnie na odwrót, niż oczekiwał. Ale miał przecież do czynienia z doskonałą 

aktorką.  Nie  wolno  mu  o  tym  zapomnieć.  Tym  razem  nie  zamierzał  pozwolić  odprawić  się  z 

kwitkiem. 

- Dzisiaj nikt nie przyjdzie ci z pomocą - powiedział oschle. - Musisz się nauczyć ponosić 

odpowiedzialność za swoje czyny. 

Ponownie ruszył w jej stronę, ale gdy jej niebieskie oczy zalśniły jak gwiazdy, przystanął. 

Nie był pewien, jak się zachować. 

- Ciągle mnie pragniesz, Sieno - dodał, pozbywając się niedorzecznych wątpliwości. - Tym 

bardziej nie zamierzam stąd wyjść bez ciebie. Musisz zapłacić za to, co mi zrobiłaś. 

Siena  otworzyła  usta,  ale  prawie  natychmiast  je  zamknęła.  Nie  widziała  sensu  w 

prowadzeniu  dyskusji  z  mężczyzną  tak  zdeterminowanym  jak  on.  Miała  niemal  stuprocentową 

pewność,  że  byłby  skłonny  przerzucić  ją  sobie  przez  ramię  i  wynieść  z  tego  budynku,  gdyby 

doprowadziła go do ostateczności. 

Jednak  bardziej  od  jego nieustępliwości  dziwiło  ją,  że  tak  łatwo  uległa  nastrojowi  chwili  i 

przestała  się  kontrolować.  Kolejny  raz  wyszła  na  kłamczuchę.  Zarzekała  się  przecież,  że  go  nie 

pragnie, ale jej zachowanie temu przeczyło. 

Nie mogła uwierzyć w swojego pecha. Raptem sześć miesięcy wcześniej uwolniła się spod 

tyranii ojca i poznała smak wolności. Nie zdążyła nacieszyć się jeszcze nowym życiem, o którym 

mogła decydować sama, gdy wkroczył do niego mężczyzna z jej okropnej przeszłości. Nie mogła 

pozwolić, by kolejny raz ktoś przejął kontrolę nad jej losem. 

-  Jeśli  sądzisz,  że  tak  po  prostu  z  tobą  gdzieś  pójdę,  musisz  być  niezwykle  arogancki  - 

rzuciła gniewnie. 

Oczy Andreasa pociemniały. 

-  Zapłaciłem  bardzo  wysoką  cenę,  żebyś  ty  mogła  wyjść  przed  ojcem  na  niewiniątko. 

Straciłem  pracę  i  możliwość  zatrudnienia  w  każdym  europejskim  hotelu.  Musiałem  uciec  do 

Ameryki i tam zacząć wszystko od nowa. 

-  I  dlatego  mam  zostać  twoją  kochanką?  -  wypaliła  z  szyderczym  uśmiechem,  żeby 

zagłuszyć  wyrzuty  sumienia.  -  Jak  ty  to  sobie  wyobrażasz?  Że  zamkniesz  mnie  w  swoim 

apartamencie i będziesz wykorzystywał niczym zabawkę, ilekroć najdzie cię ochota? 

T L R

background image

-  Nie  powiem,  żeby  takie  rozwiązanie  nie  było  kuszące...  -  Uśmiechnął  się  groźnie.  -  Ale 

inaczej to sobie wyobrażałem. Sądziłem, że od czasu do czasu pokażemy się razem na mieście. W 

przeciwieństwie do ciebie nie mam problemu z tym, co pomyślą sobie inni ludzie... 

-  A  po  wszystkim  odwieziesz  mnie  tutaj  i  zapomnisz,  że  istnieję?  -  zapytała  ponurym 

głosem. 

-  Zapewniam  cię,  że  dbam  o  swoje  kochanki.  Każdej  zapewniłem  stabilną  sytuację 

finansową.  Zresztą  tobie  też  mógłbym  pomóc  znaleźć  lepszą  pracę  od  tej,  którą  masz.  W  końcu 

znasz kilka języków obcych. 

Siena roześmiała się gorzko. 

- Co za ironia - powiedziała po chwili. - Ty chcesz załatwić pracę mnie. 

Wszystkie te uszczypliwości w rzeczywistości pełniły funkcję zasłony dymnej: miały ukryć 

smutną  prawdę.  Chociaż  Siena  istotnie  była  zdolną  lingwistką,  nie  miała  żadnych  kwalifikacji  w 

zakresie  zdobywania  pracy.  Potrafiła  zorganizować  przyjęcie  dla  pięciuset  osób,  stworzyć 

fantazyjne kompozycje kwiatowe i zachowywać się nienagannie w obecności arystokratów. Ale to 

wszystko traciło znaczenie w codziennym życiu. 

-  Daję  ci  szansę,  Sieno  -  odezwał  się  Andreas,  wyrywając  ją  z  zamyślenia.  -  Możesz 

odzyskać dawne życie. 

Skrzyżowała ręce na piersi, spoglądając mu prosto w twarz. 

-  Oboje  wiemy,  że  nie  pozostawiasz  mi  wyboru.  Skoro  poświęciłeś  pół  roku,  żeby  mnie 

znaleźć, nie odjedziesz z pustymi rękami. 

Uśmiechnął się pod nosem. 

- To prawda. Ale zapewniam cię, że to nie musi być takie straszne. Chciałbym, Sieno, żebyś 

ty także czerpała przyjemność z naszego układu. Oboje możemy z niego korzystać. 

- Dopóki nie stracisz mną zainteresowania? - rzuciła cierpko. 

Mięśnie jego twarzy stężały. 

- Nie zamierzam wiązać się na dłużej... zwłaszcza z tobą. - Przeczesał włosy palcami, zanim 

dodał: - A teraz pójdziesz ze mną. Jeśli tego nie zrobisz, dam ci kolejny dowód na to, jak na ciebie 

działam. 

Siena  wiedziała,  że  nie  żartował.  Na  samą  myśl  o  tym,  że  mógłby  zmusić  ją  do  seksu, 

zrobiło jej się gorąco. Jednak najbardziej przerażało ją to, że jakaś część niej pragnęła, by ich usta 

znów połączył namiętny pocałunek. 

- Daj spokój - ponaglił ją Andreas. - Nikt nie przyjdzie ci na ratunek. Zostałaś całkiem sama. 

Zraniona  spojrzała  na  niego  oczami  okrągłymi  jak  spodki.  Istotnie  na  całym  świecie  nie 

istniał  nikt,  do  kogo  mogłaby  się  udać  po  pomoc.  Oczywiście  poza  Sereną  miała  jeszcze 

T L R

background image

przyrodniego  brata,  który  pomimo  przeciwności  losu  odniósł  sukces  i  zgromadził  spory  kapitał. 

Obecnie był bogatym finansistą i gdyby tylko zechciał, mógłby zapewnić wsparcie siostrom. Siena 

wątpiła jednak, że powitałby je z szeroko otwartymi ramionami po tym, jak został potraktowany, 

gdy próbował nawiązać z nimi kontakt. 

Znalazła  się  w  sytuacji  bez  wyjścia.  Nie  miała  dokąd  uciec.  Poza  tym  musiała  mieć  na 

uwadze  dobro  siostry.  Potrzebowała  planu,  który  uchroni  Serenę  i  zapewni  jej  lepszą  przyszłość. 

Wiedziała, co musi zrobić. 

Krew wrzała mu w żyłach, kiedy patrzył na kobietę, która lada moment miała skapitulować. 

Chociaż  kierowała  nią  duma,  nie  mogła  zaprzeczyć,  że  łączyła  ich  wielka  namiętność.  Mimo 

wszystko nie zamierzała łatwo ulec. Prawdopodobnie zastanawiała się, jak obrócić tę sytuację na 

własną korzyść i osiągnąć maksymalny zysk. 

-  Jaka  jest  twoja  decyzja?  -  zapytał  jakby  od  niechcenia,  chociaż  w  środku  gotował  się  z 

emocji. 

Siena nienawidziła  tego,  co właśnie  zamierzała  zrobić.  Żeby  zagrać przekonująco,  musiała 

wrócić  do  dawnej  roli  rozpieszczonej  dziedziczki,  której  największym  zmartwieniem  był  wybór 

kreacji  na  najbliższą  imprezę.  Tylko  Serena  wiedziała,  jak  Siena  nienawidziła  świata,  w  którym 

dorastała  -  świata,  w  którym  ludzie  tylko  czekali  na  odpowiedni  moment,  żeby  wbić  jej  nóż  w 

plecy, z zawiści czy też z chęci zysku. 

-  Pójdę  z  tobą,  jeśli  tego  właśnie  chcesz  -  powiedziała  pospiesznie.  -  Mam  jednak  pewne 

warunki, które przedstawię, zanim zaczniemy ten... - Słowa uwięzły jej w gardle. 

Andreas ściągnął brwi. 

- Romans? Przygodę? Festiwal seksu? 

Na twarzy Sieny wykwitły rumieńce. Zrobiła krok w tył, po czym oparła się o rozklekotane 

krzesło, zanim wolno kiwnęła głową. 

Andreas sprawiał wrażenie rozbawionego, co tylko potęgowało jej dyskomfort. 

- Słucham - powiedział z uśmiechem. 

- Chcę pieniędzy - odparła, walcząc z mdłościami.  

Nie zamierzała okazać słabości. Musiała zachować pozory spokoju, by osiągnąć cel. 

- Nigdy w  życiu nie zapłaciłem  kobiecie  za  seks  i nie zamierzam  robić  tego  teraz - odparł 

pogardliwie. 

Siena  pobladła,  jakby  zabolała  ją  ta  zawoalowana  obelga.  Andreas  z  zaciekawieniem 

obserwował, jak toczy wewnętrzną walkę. Najwyraźniej próbowała podjąć jakąś decyzję. 

- To mój warunek - wydusiła w końcu. - Jeśli nie obiecasz mi określonej kwoty, nigdzie z 

tobą nie pójdę. 

T L R

background image

- Jaka kwota cię interesuje? 

Na  widok  jego  pogardliwego  spojrzenia  Siena  najchętniej  posłałaby  Greka  do  diabła. 

Wiedziała  jednak,  że za  żadne  skarby nie da  jej  spokoju,  a  skoro  miała  spełniać  jego  zachcianki, 

musiał słono za to zapłacić. Dlatego ostatecznie podała swoją cenę. Chodziło o sumę, dzięki której 

opłaci  roczne  leczenie  Sereny.  Być  może  dzięki  dwunastomiesięcznej  rehabilitacji  jej  siostra 

odzyska zdrowie, a jeśli tak się stanie, jej poświęcenie nie pójdzie na marne.  

Andreas zagwizdał przeciągle. 

- Wysoko się cenisz - skomentował, na co Siena zaczerwieniła się kolejny raz. 

Mimo  wstydu  uniosła  dumnie  głowę  i  wyprostowała  się,  spoglądając  na  niego.  Ksenakis 

zaczął wolno krążyć wokół niej. 

- Co robisz? - zapytała słabym głosem. 

- Chyba mam prawo obejrzeć towar, skoro mam tyle zapłacić? 

Chociaż  zagotowała  się  z  wściekłości  i  oburzenia,  nie  zrobiła  ani  nie  powiedziała  nic,  co 

zdradziłoby jej emocje. Gdyby to zrobiła, wyszłaby na hipokrytkę. W końcu sama zaproponowała 

taki układ: seks w zamian za pieniądze. 

Nie  była  jednak  przygotowana  na  to,  co  wydarzyło  się  kilka  sekund  później,  gdy  bez 

uprzedzenia  złapał  ją  w  pasie  i  przyciągnął  do  siebie.  Fala  gorąca  przetoczyła  się  przez  całe  jej 

ciało; jęknęła cicho. Ponownie poczuła smak jego ust, a chwilę później także języka. Jak bardzo by 

temu nie przeczyła, znajdowała się pod wpływem jego uroku. 

Zamiast z nim walczyć, pomyślała, jak byłoby cudownie, gdyby ujął w dłonie jej nabrzmiałe 

piersi. 

Przysunęła się do niego, ale on nagle przerwał pocałunek i zrobił krok w tył. Chociaż jego 

twarz zdradzała wielkie podniecenie, nie zrobił nic więcej. 

-  Chociaż  uważam  twoją  propozycję  za  uwłaczającą  ludzkiej  godności  -  wycedził  z 

obrzydzeniem - przyznaję, że możesz być warta tej astronomicznej kwoty, której żądasz w zamian 

za swoje ciało. Podejrzewam, że masz liczne talenty, które przez ostatnie lata doskonaliłaś u boku 

swoich licznych kochanków, i chętnie się o tym przekonam. 

Siena  nie  zamierzała  wyprowadzać  Andreasa  z  błędu,  chociaż  prawda  przedstawiała  się 

zupełnie inaczej. Bez względu na wszystko musiała kontynuować swoją grę. 

-  Tylko  mi  nie  mów,  że  spodziewałeś  się  dziewicy  -  zadrwiła.  -  Żyjemy  w  dwudziestym 

pierwszym wieku. Są równie nieosiągalne jak rycerze w lśniących zbrojach. 

Odsunął się od niej na sztywnych nogach, nienawidząc się za to, że nie potrafi zostawić jej 

w  tym  obskurnym  mieszkaniu  samej  i  upokorzonej.  Wiedział  jednak,  że  gdyby  wyszedł,  Siena 

T L R

background image

DePiero  nawiedzałaby  go  w  snach  już  zawsze.  Niczego  nie  pragnął  bardziej,  niż  zamknąć  ten 

męczący rozdział swojego życia, a żeby to zrobić, ona musiała znaleźć się w jego sypialni. 

W  rzeczywistości  nie  tak  to  planował.  Sądził,  że  wystarczy  jedno  zbliżenie,  by  o  niej 

zapomnieć. Ale teraz, gdy patrzył na jej zaróżowione policzki, rozchylone wargi, potargane włosy i 

gwałtownie unoszącą się i opadającą pierś, wiedział, że jedna wspólna noc to za mało. Pragnął jej 

tak bardzo jak żadnej innej kobiety. 

Sprawy  skomplikowały  się  jeszcze  bardziej,  kiedy  podeszła  do  drzwi  i  otworzyła  je  na 

oścież. Andreas spojrzał na nią z niedowierzaniem. 

- Co ty wyprawiasz? - zapytał gniewnie, zatrzaskując drzwi jedną ręką. 

- Przecież powiedziałeś, że nie płacisz za seks. 

- To prawda - przyznał, przyglądając się jej nieruchomej twarzy. - I nie zmienię zdania. 

- To jak to sobie wyobrażasz? 

- Istnieją inne formy płatności, nie tak... oczywiste. 

Siena z trudem przełknęła. 

- Co masz na myśli? 

- Prezenty... - Uśmiechnął się cynicznie. - Będziesz mogła z nimi zrobić, co tylko zechcesz. 

Biżuteria jest w cenie. Na pewno zgromadzisz sporą sumkę. 

Takie  rozwiązanie  odpowiadało  jej  znacznie  bardziej.  Przyjmowanie  prezentów  istotnie 

wydawało się mniej ostentacyjne od zainkasowania gotówki. 

-  Zgoda  -  powiedziała  roztrzęsionym  głosem.  Nadal  nie  mogła  uwierzyć,  że  godzi  się  na 

romans  z Andreasem Ksenakisem.  Musiała jednak poznać  szczegóły. Wolała  brutalną prawdę od 

niepewności. - Czego ode mnie oczekujesz? 

Uśmiech zniknął mu z twarzy i nagle wydała się niewiarygodnie okrutna. 

-  Biorąc  pod  uwagę  cenę,  którą  podałaś,  oczekuję,  że  będziesz  bardzo  chętną  i  kreatywną 

kochanką.  Liczę,  że  zaspokoisz  wszystkie  moje  potrzeby,  i  zapewniam,  że  na  to  samo  możesz 

liczyć z mojej strony. 

Siena  omal  nie  roześmiała  mu  się  w  twarz.  Gdyby  tylko  wiedział,  jak  źle  ją  ocenił, 

natychmiast obróciłby się na pięcie i wymaszerował z jej mieszkania szybciej, niż do niego wszedł. 

- Ile to potrwa? - zapytała, robiąc dobrą minę do złej gry. 

Andreas stanął obok niej i pogłaskał jej policzek. Zadrżała mimowolnie. 

-  Myślę,  że  tydzień  wystarczy,  żebyś  odpokutowała  za  swoje  winy  i  zaspokoiła  moje 

potrzeby. 

Chociaż jego słowa były obraźliwe, Siena czuła, jak narasta w niej podniecenie. Nie mogła 

zrozumieć, dlaczego reagowała w ten sposób. 

T L R

background image

- Niech będzie tydzień - zgodziła się powściągliwie. 

-  Nie  mogę  się  doczekać  chwili,  kiedy  załatwimy  wszystkie  niedokończone  sprawy  i 

pożegnamy się raz na zawsze - oświadczył szorstko. 

-  Przynajmniej  w  jednym  się  zgadzamy  -  odparła,  żeby  ukryć,  jak  bardzo  zraniły  ją  jego 

słowa. 

Po krótkiej, pełnej napięcia chwili milczenia przeczesał włosy palcami, po czym ponownie 

skupił uwagę na Sienie. 

- Spakuj wszystko, co masz. 

- Przecież i tak tutaj wrócę, kiedy... 

Andreas rozejrzał się po mieszkaniu z niesmakiem. 

- Nigdy tutaj nie wrócisz. 

Prawdopodobnie pomyślał, że po spieniężeniu prezentów, które od niego otrzyma, komfort 

jej życia ulegnie poprawie. Ale nie miał pojęcia, że Siena nie uszczknie z tej kwoty nic dla siebie. 

Zostawiwszy  go  pogrążonego  w  myślach,  poszła  do  swojej  małej  sypialni  i  wyciągnęła 

walizkę  z  szafy.  Jeszcze  kilka  godzin  temu  jej  jedynym  zmartwieniem  był  brak  pieniędzy  na 

leczenie  psychiatryczne  siostry.  Ale  nagle  pojawił  się  niespodziewany  darczyńca,  który  miał 

wyłożyć pełną sumę potrzebną na kurację Sereny i wywrócić do góry nogami życie Sieny. 

Na  samą  myśl  o  nadchodzącym  tygodniu  Siena  czuła  się  tak,  jakby  miała  skoczyć  w 

przepaść. Chociaż się bała, była także podekscytowana. Nie miała pojęcia, jak będzie wyglądał ten 

siedmiodniowy romans. Czy już pierwszej nocy Andreas zażąda od niej tego, co należało mu się 

zgodnie  z  umową?  Gdyby  chociaż  miała  trochę  większe  doświadczenie,  potrafiłby  po  części 

przewidzieć bieg wydarzeń. Ale jej wiedza w tym zakresie była dosłownie szczątkowa. 

Wolno  otworzyła  szafę  i  spojrzało  tępo  na  swój  dobytek.  Dawniej  mogła  pochwalić  się 

garderobą, w której zmieściłoby się całe to mieszkanie. Miała niezliczoną ilość ubrań i wielkie łoże 

z baldachimem. 

Z  zamyślenia  wyrwały  ją  niecierpliwe  kroki.  Odwróciła  głowę  i  ujrzała  ponurą  twarz 

Andreasa. 

-  Wiesz  co?  Daj  sobie  z  tym  spokój.  Jeśli  nie  masz  nic,  do  czego  byłabyś  szczególnie 

przywiązana, możesz wszystko tutaj zostawić. Zabiorę cię na zakupy. 

Chociaż  nie  podobał  jej  się  władczy  ton  Greka  ani  to,  jak  jej  rozkazywał,  postanowiła 

trzymać język za zębami. Robiła to wszystko dla Sereny. Dlatego też wyprostowała się i spojrzała 

na niego hardo. 

- Będę gotowa za pięć minut. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

- Co zrobisz z moim mieszkaniem? - zapytała, kiedy siedzieli już w samochodzie. 

-  Moja  asystentka  załatwi  wszystkie  formalności  z  właścicielem  -  odparł  rzeczowo.  -  Jeśli 

chcesz, może poinformować także twojego szefa, że rezygnujesz z pracy. 

Siena  zacisnęła  pięści,  zastanawiając  się,  czy  tak  właśnie  działa  karma.  Skoro  on  kiedyś 

stracił pracę przez nią, teraz należał jej się rewanż. Wszystko działo się tak szybko, że nie potrafiła 

uporać się z burzą emocji. Z jednej strony była przerażona, z drugiej ciekawa tego, co się wydarzy. 

Wszystko  wskazywało  na  to,  że  pociągała  Andreasa  tak  samo  jak  pięć  lat  temu,  chociaż  z 

całkiem innych pobudek. Dawniej, na balu debiutantek w Paryżu, stanowiła smakowity kąsek jako 

jedna z grona najbardziej pożądanych młodych kobiet na świecie. Krążyły opowieści o tym, że ich 

cnota  była  lepiej  strzeżona  od  eksponatów  muzealnych.  Ale  Siena  znała  prawdę.  Wiedziała,  że 

niewinne buzie to tylko fasada. 

Jedna z dziewczyn, księżniczka z niewielkiego królestwa, ze szczegółami opowiedziała jej, 

jak  uwiodła  portiera,  podczas  gdy  jej  matka  spała  odurzona  tabletkami  nasennymi  w  sąsiednim 

pokoju. Po wszystkim zagroziła mężczyźnie utratą pracy, jeśli przyzna się do tego, co między nimi 

zaszło. 

Od Sereny poznała znacznie więcej takich pikantnych historii, w których odgrywała główną 

rolę. Siena słuchała ich z wypiekami na twarzy i szeroko rozdziawionymi ustami. 

Tamtej feralnej nocy chciała wymknąć się spod nadzoru ojca, odnaleźć Andreasa i wszystko 

mu  wytłumaczyć.  I  chociaż  zdołała  czmychnąć  ze  swojego  pokoju  i  dotrzeć  w  pobliże 

pomieszczeń dla personelu, zamarła na dźwięk znajomego głosu: 

- Gdybym wiedział, że to taka jędza, nigdy bym jej nie dotknął. 

-  Ale  to  zrobiłeś,  Ksenakis  -  odezwał  się  inny  głos.  -  Naprawdę  sądziłeś,  że  możesz  mieć 

szansę  u  kogoś  takiego?  Przecież  za  kilka  lat  ta  dziewczyna  poślubi  jednego  z  tych  ślicznych 

chłopców, od których roi się teraz na sali balowej, zapewne członka jakiegoś znakomitego rodu. 

- Ale ona patrzyła na mnie jak wygłodniałe zwierzę - zaoponował Andreas. 

- Daj spokój, Ksenakis. Uwiodła cię z nudów. Naprawdę sądzisz, że miałeś być pierwszy? 

One  wszystkie  mogą  się  pochwalić  długą  listą  kochanków.  To  rozpieszczone  pannice,  które  nie 

mają  nic  lepszego  do  roboty.  Wyglądają  bardzo  niewinne,  ale  w  rzeczywistości  to  bezwzględne 

harpie. 

T L R

background image

Po  tym,  co  usłyszała,  uciekła  czym  prędzej  na  górę,  a  następnego  dnia  rano  czuła  się 

potwornie.  W  jej  głowie  wciąż  echem  rozbrzmiewała  podsłuchana  rozmowa.  Musiała  odetchnąć 

świeżym powietrzem. Ubrała się więc, nasunęła czapkę nisko na czoło i wyszła na spacer. 

Przez kilkanaście minut wałęsała się bez celu, pogrążona w myślach, aż wpadła na ścianę. 

Ku jej zaskoczeniu ściana okazała się Andreasem Ksenakisem siedzącym na motorze. Nie zdążył 

założyć jeszcze kasku, więc Siena wyraźnie widziała podbite oczy i opuchniętą twarz. 

Rozpoznał ją natychmiast, na co wskazywała wściekłość wyzierająca z jego oczu. 

- Co cię tak dziwi, kochanie? Nie poznajesz dzieła oprychów pracujących dla twojego ojca? 

Żołądek podszedł Sienie do gardła. 

- Ja... - zaczęła słabym głosem, ale Andreas machnął ręką, żeby jej przerwać. 

- Nie chcę tego słuchać. Zabawiłaś się moim kosztem, a ja byłem na tyle głupi, by dać się 

wciągnąć  w  twoją  grę.  Wiesz,  że  straciłem  pracę?  Po  tym  wszystkim  będę  miał  szczęście,  jeśli 

zatrudnią mnie do sprzątania toalet na polu kempingowym. - Pochylił się w jej stronę i ujął w dłoń 

jej twarz tak mocno, że sprawił jej ból. - Żegnaj, Sieno DePiero. Możesz być pewna, że jeszcze się 

kiedyś spotkamy. 

Puściwszy ją, założył kask, odpalił motor i odjechał, zostawiając ją sparaliżowaną wstydem, 

przerażeniem i bezsilnością. 

Chociaż  wspomnienia  zdążyły  zblednąć,  Siena  była  pewna,  że  Andreas  nienawidził  jej 

równie mocno jak tamtego poranka w Paryżu. 

- Jesteśmy na miejscu - oświadczył. 

Na  widok  znajomego  budynku  Siena  poczuła  skurcz  żołądka  i  zapadła  się  głębiej  w 

skórzany  fotel.  Kilka  sekund  później  musiała  jednak  zebrać  się  w  sobie,  ponieważ  młody 

mężczyzna,  który  wcześniej  zajmował  się  samochodem,  otworzył  dla  niej  drzwi.  Wysiadła  więc, 

ściskając kurczowo rączkę małej walizki. Wtedy Andreas oparł rękę na jej plecach i poprowadził ją 

do wejścia. 

Andreas z niepokojem przyglądał się bladej, zestresowanej Sienie, kiedy wjeżdżali windą na 

ostatnie piętro apartamentowca. Trzymając jej bagaż, zastanawiał się, jak to możliwe, że ta niegdyś 

jedna  z  najbogatszych  kobiet  świata  zmieściła  cały  swój  dobytek  w  tak  niewiarygodnie  małej 

torbie.  Prawie  zrobiło  mu  się  jej  żal.  Szybko  jednak  przywołał  się  do  porządku  i  upomniał  w 

duchu, że miał do czynienia z pozbawioną skrupułów, nieczułą oszustką. 

Kiedy  zapytała,  jak  długo  ma  być  jego  kochanką,  kusiło  go,  żeby  zaproponować  miesiąc. 

Ale  skoro  nigdy  wcześniej  z  żadną  ze  swoich  partnerek  nie  wytrzymał  dłużej  niż  siedem  dni, 

zapanował  nad  pożądaniem  i  zaproponował  jej  właśnie  taki  okres.  I  tak  poszedł  na  ustępstwa, 

T L R

background image

ponieważ  pozwolił  jej  zamieszkać  w  swoim  mieszkaniu.  Do  tej  pory  zawsze  unikał  tego  rodzaju 

intymności. 

Chociaż mu się to nie podobało, nie mógł zaprzeczyć, że przy Sienie tracił głowę, a nawet 

wiarę  w  motywy  własnych  działań.  W  efekcie  zaczynał  wspominać  swoją  mroczną,  bolesną 

przeszłość. 

Zanim  w wieku  siedemnastu  lat  opuścił  rodzinne  miasto,  miał  przyjaciela,  który  zamierzał 

odejść  razem  z  nim.  Chcieli  zrobić  w  końcu  coś  dla  siebie,  ale  niedługo  przed  wyruszeniem  w 

podróż  przyjaciel  zakochał  się  w  miejscowej  dziewczynie.  Miłość  odebrała  mu  rozum,  więc 

zrezygnował z wielkich planów i marzeń. Postanowił zostać i założyć rodzinę. Andreas nie potrafił 

wybić mu tego z głowy. 

Jakiś  czas  później  dziewczyna  zdradziła  jego  przyjaciela,  a  ten  z  rozpaczy  popełnił 

samobójstwo. Kolejny raz Andreas był świadkiem tego, jak uczucia mogą zrujnować ludzkie życie. 

Miał  przecież  ojca,  który  zrezygnował  ze  stypendium  naukowego,  ponieważ  zakochał  się  w  jego 

matce. Do końca życia żałował zaprzepaszczonej kariery lekarskiej. 

Andreas przysiągł sobie, że nigdy nie pozwoli, by emocje wzięły w nim górę nad zdrowym 

rozsądkiem. Udawało mu się to przez większość życia - jeśli nie liczyć tej jednej nocy w Paryżu, 

kiedy całkiem stracił głowę dla olśniewającej blondynki. 

Tym  razem  miało  być  inaczej.  Chodziło  mu  przecież wyłącznie  o  zaspokojenie potrzeb  fi-

zycznych. A skoro Siena DePiero znalazła się w końcu w jego mieszkaniu, mógł przystąpić do re-

alizacji planu. 

- To twój pokój - powiedział, wskazując drogę do jednej z sypialni dla gości. - Rozgość się. 

Siena  z  ulgą  przyjęła  fakt,  że  będzie  korzystać  z  własnej  sypialni.  Poza  tym  musiała 

przyznać,  że  urządzono  ją  bardzo  gustownie.  W  pomieszczeniu  panowały  odcienie  szarości  i 

granatu,  a  na  środku  znajdowało  się  ogromne  łóżko  sprawiające  wrażenie  bardzo  wygodnego. 

Jedne z drzwi, które zauważyła, prowadziły do przyległej łazienki, a drugie do sąsiedniego pokoju. 

Kiedy  jednak  przeszła  przez  garderobę,  okazało  się,  że  ma  do  dyspozycji  także  własny  salon  z 

kanapą, biurkiem i zestawem kina domowego. 

Po krótkiej wycieczce Siena podeszła do Andreasa nonszalancko opartego o ścianę, z rękami 

w kieszeniach. 

- Tutaj jest naprawdę pięknie - powiedziała zgodnie z prawdą, próbując odwrócić uwagę od 

niezwykle seksownej sylwetki Andreasa Ksenakisa. 

- Zamówię na jutro stylistkę i kosmetyczkę, żebyś mogła skorzystać z ich pomocy. 

T L R

background image

-  Dziękuję  -  szepnęła  Siena,  myśląc  tylko  o  tym,  że  zamierzał  ją  upiększyć  wyłącznie  dla 

własnej  przyjemności.  -  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko,  chciałabym  się  teraz  położyć.  Dosłownie 

padam z nóg. 

-  Oczywiście,  to  zrozumiałe  -  odparł  z  przekąsem.  -  Wyśpij  się  i  nabierz  sił,  bo  wkrótce 

będziesz ich potrzebować. 

Zakręciło  jej  się  w  głowie.  Nie  dała  jednak  niczego  po  sobie  poznać  i  zachowała  spokój, 

dopóki  nie  opuścił  jej  sypialni.  Dopiero  wtedy  oparła  się  o  ścianę  i  potarła  pulsujące  skronie. 

Miniony dzień dostarczył jej wielu wrażeń. Była pewna, że nie zniosłaby więcej. 

Marzyła  tylko  o  tym,  żeby  zapaść  w  sen.  Otworzyła  więc  swoją  małą  walizkę  i  wyjęła 

niezbędne rzeczy. Szybko się przebrała, umyła i weszła pod kołdrę. Z westchnieniem zadowolenia 

pozwoliła opaść ciężkim powiekom. 

Tej nocy Andreasa męczył koszmar. Kolejny raz znalazł się w pięknej sali balowej, gdzie po 

raz  pierwszy  ujrzał  cudowną  twarz  okoloną  złotymi  kosmykami.  Szlachetność  rysów  młodej 

kobiety podkreślały brylanty zdobiące jej szyję i uszy. 

Nagle sceneria zmieniła się i oboje stanęli w sklepie wśród manekinów ubranych w strojne 

suknie. Dziewczyna roześmiała się dźwięcznie, po czym wskazała jedną z kreacji. 

- Daj mi tę! 

Andreas ukłonił się nisko, udając jej uniżonego sługę, po czym podszedł do wystawy i podał 

jej wskazany strój. Siena dygnęła z gracją, trzepocząc długimi, czarnymi rzęsami. 

- Bardzo ci dziękuję, mój drogi. 

Gdy  zniknęła  w  przebieralni,  poczuł,  jak  narasta  w  nim  podniecenie.  Jeszcze  niedawno 

obsługiwał tę boginię podczas balu, a teraz miał ją tylko dla siebie. 

Nagle  stanęła  przed  nim,  a  on  zatracił  się  w  jej  dużych,  błękitnych  oczach.  Wyciągnął  ku 

niej rękę, a wtedy poczuł przeszywający ból. Spojrzał w dół i ujrzał nóż wystający z jego brzucha 

oraz krwawą plamę powiększającą się na jego białej koszuli. 

- Czy ja powiedziałam, że możesz mnie dotknąć? - zapytała lodowatym głosem. - Nigdy nie 

pozwoliłabym na to komuś takiemu jak ty. 

Zza jej pleców wyłonił się dawny przyjaciel Andreasa, Spiro. Śmiał się z niego. 

- Naprawdę sądziłeś, że można się na to uodpornić? 

Po tych słowach Andreas zaczął spadać w dół. 

Obudził się spocony, a serce waliło mu jak młotem. Spojrzał na swój brzuch, przekonany, że 

ujrzy zakrwawiony nóż, a gdy nic nie zobaczył, zrozumiał, że to tylko zły sen. Potarł mokry kark, 

po czym wstał z łóżka i ruszył do salonu. Nalał sobie whisky, a gdy poczuł w ustach kojące ciepło, 

zamknął oczy. 

T L R

background image

Pięć lat temu, zanim jego życie wywróciło się do góry nogami, pracował jako kierownik sali 

i  odpowiadał  za  przebieg balu debiutantek.  Chcąc  nie  chcąc,  dużo  czasu  spędzał w  towarzystwie 

młodych,  pięknych,  rozpieszczonych  kobiet  i  wysłuchiwał  ich  opowieści,  często  tak 

nieprawdopodobnych,  że  z  trudem  w  nie  wierzył.  Chociaż  wszystkie  sprawiały  wrażenie 

cnotliwych, przechwalały się licznymi erotycznymi przygodami. 

Tylko  Siena  DePiero,  bezsprzecznie  najpiękniejsza  z  nich,  trzymała  się  na  uboczu  i 

najczęściej milczała. Andreas zwrócił uwagę, że często towarzyszył jej ojciec, który najwyraźniej 

trzymał córkę na krótkiej smyczy. 

Podczas  balu  jej  towarzysz  zachlapał  czerwonym  winem  śnieżnobiałą  suknię  Sieny,  więc 

Andreas zaproponował skwapliwie, że odeskortuje ją do butiku, by wybrała nową kreację. Ojciec, 

choć niechętnie, przystał na tę propozycję. 

Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, kiedy prowadził tę boginię przez labirynt korytarzy 

prosto do sklepu. Sądził, że przez całą drogę będzie go ignorować, z tym większym zaskoczeniem 

przyjął przeprosiny za zachowanie jej ojca. 

- On nie lubi niepotrzebnie przyciągać uwagi - wyjaśniła, czerwieniąc się rozkosznie. 

Odparł,  że  nic  się  nie  stało,  a  ona  uśmiechnęła  się  nieśmiało.  I  ten  uśmiech  go  zauroczył. 

Kiedy  dotarli  na  miejsce,  płonął  z  pożądania  i  utwierdził  się  w  przekonaniu,  że  ona  także  go 

pragnie, skoro raz za razem posyłała mu uwodzicielskie spojrzenia. 

W butiku Siena szybko dokonała wyboru. 

- To jedyna sukienka, którą zaakceptuje mój ojciec - powiedziała, wskazując kreację bardzo 

podobną do tej, w którą była ubrana. 

Potem ruszyła do przebieralni, a chwilę później wyszła, stanęła do niego plecami i zerkając 

przez ramię, zapytała: 

- Pomożesz mi zasunąć suwak? 

Chociaż miał ochotę zerwać z niej delikatną tkaninę, zapanował nad pożądaniem. Delikatnie 

odgarnął kosmyk, który wysunął się z misternej fryzury, po czym zapiął sukienkę. 

- Jak się nazywasz? - zapytała, mrucząc niczym zadowolona kotka. 

- Andreas Ksenakis - odparł, gdy na niego spojrzała. 

- Andreas - powtórzyła niezwykle seksownym głosem. 

Jego imię w połączeniu z jej włoskim akcentem brzmiało niesamowicie pociągająco. 

Potem  wszystko  potoczyło  się  błyskawicznie,  a  zakończenie  okazało  się  dla  niego 

katastrofalne. 

Wykrzywiając  twarz w grymasie,  Andreas spojrzał na panoramę Londynu  rozciągającą  się 

za  oknami  jego  apartamentu.  Wkrótce  miał  poznać  smak  zemsty,  odpłacić  Sienie  za  to,  jak  go 

T L R

background image

potraktowała.  Chciał  raz  na  zawsze  pozbyć  się  z  pamięci  wspomnienia  wyrazu  jej  twarzy,  kiedy 

zostali przyłapani na gorącym uczynku. Patrzyła na niego tak, jakby był największą szumowiną na 

świecie.  Nigdy  więcej  nie  będzie  miała  ku  temu  okazji,  ponieważ  on  dobrze  zapamiętał  swoją 

lekcję. 

Po  tamtej  nocy  otoczył  się  wysokim  murem  cynizmu  i  arogancji.  Unikał  kobiet,  które 

próbowały  bawić  się  z  nim  w  kotka  i  myszkę.  Przestał  wierzyć  w  bajeczki  o  niewinnych 

dziewicach.  Na  swoje  kochanki  wybierał  tylko  te  kobiety,  po  których  wiedział  czego  się 

spodziewać.  Ale  ciągle  było  mu  mało.  Nie  potrafił  zaspokoić  swoich  pragnień  ani  zapomnieć  o 

Sienie DePiero. 

Jednym haustem wypił whisky, po czym ruszył do jej pokoju. Cicho otworzył drzwi i stanął 

na  progu,  wpatrując  się  w  ciemność.  Na  palcach  podszedł  do  łóżka  i  spojrzał  na  uśpioną 

dziewczynę.  Leżała  na  plecach  z  włosami  rozrzuconymi  na  poduszce.  Przez  cienki  materiał 

bawełnianej  koszulki  prześwitywał  jej  jędrny  biust.  Na  ten  widok  Andresowi  zawrzała  krew  w 

żyłach. Już wkrótce miał triumfować. 

Zaraz  po  przebudzeniu  Siena  odkryła,  że  Andreas  opuścił  apartament.  Poczuła  ogromną 

ulgę.  Potrzebowała  czasu,  żeby  przemyśleć  wydarzenia  minionego  dnia  i  oswoić  się  z  nową 

sytuacją.  Wyjrzała  przez  okno  na  ponury  deszczowy  Londyn.  Tęskniła  za  swoim  obskurnym, 

ciasnym mieszkaniem nie ze względu na to, co tam zostawiła, ale co symbolizowało. Dawało jej 

poczucie wolności i niezależności. Niestety, zostało jej odebrane, a ona kolejny raz utknęła w złotej 

klatce. 

Kilka godzin później pojawiły się stylistka i kosmetyczka - dwie przerażające kobiety, które 

nie oszczędziły jej żadnych zabiegów upiększających. W międzyczasie kilka innych osób zajęło się 

zapełnianiem  jej  garderoby  i  szafek  w  łazience.  Pojawiły  się  tam  dziesiątki  ubrań,  od  strojów 

sportowych  po  kreacje  wieczorowe,  a  także  bielizna,  torebki,  buty  kosmetyki  i  przybory  do 

pielęgnacji. 

Taka ekstrawagancja wprawiła Sienę w osłupienie. Rozrzutność jej ojca była tylko na pokaz. 

Zawsze  wynajmował  drogie  apartamenty  i  stroje  od  najlepszych  projektantów  dla  niej  i  Sereny, 

kiedy miały wystąpić publicznie, ale na co dzień wszystkiego im skąpił. 

Później  zadzwonił  Andreas  z  wiadomością,  że  w  lodówce  czeka  pieczeń  wołowa,  którą 

trzeba  upiec.  Poprosił,  żeby  wstawiła  ją  do  piekarnika.  Siena  chętnie  by  to  zrobiła,  gdyby  tylko 

wiedziała  jak.  Ojciec  zawsze  zabraniał  jej  zbliżać  się  do  kuchni,  ponieważ  uważał,  że  to  nie 

przystoi  ludziom  z  ich  pozycją  społeczną.  Dlatego  kiedy  usłyszała  szczęk  otwieranego  zamka, 

nadal zmagała się z futurystycznie wyglądającym sprzętem do gotowania. 

T L R

background image

Od  razu  całe  jej  ciało  spięło  się  ze  zdenerwowania.  Na  dźwięk  energicznych  kroków 

odwróciła  się  w  kierunku  korytarza  i  omal  nie  zemdlała  na  widok  tego  niewiarygodnie  pięknego 

mężczyzny w ciemnym garniturze. Otaczała go aura charyzmy, seksapilu i niebezpieczeństwa. 

Siena  uznała,  że  najlepszą  formą  obrony  jest  atak,  więc  od  razu  przyjęła  wojowniczą 

postawę. 

- Nie jestem twoją kucharką - oświadczyła zadziornie, krzyżując ręce na piersi. 

- Rozumiem - mruknął, pocierając twarz pokrytą jednodniowym zarostem. - Mam nadzieję, 

że zjadłaś duży lunch, bo ja nie zamierzam dla ciebie gotować. 

W  rzeczywistości  Siena  umierała  z  głodu,  skoro  wcześniej  zjadła  tylko  skromną  kanapkę. 

Nie  zamierzała  się  jednak  do  tego  przyznać,  podobnie  jak  nie  chciała  ujawnić,  że  nie  potrafi 

włączyć piekarnika. 

- Nie mam ochoty na kolację - skłamała. - Właściwie chętnie bym się teraz zdrzemnęła. To 

był długi dzień. 

Andreas zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. 

- Rób, na co tylko masz ochotę. Ja i tak muszę jeszcze popracować. 

Kiedy  udał  się  do  swojego  gabinetu,  Siena  poszła  do  salonu,  usiadła  przed  telewizorem  i 

zaczęła  bezmyślnie  przerzucać  kanały.  Miała  nadzieję,  że  do  końca  dnia  uniknie  towarzystwa 

swojego strażnika. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Chociaż  Andreas  starał  się,  jak  mógł,  nie  potrafił  skupić  się  na  pracy,  dlatego  ostatecznie 

zrezygnował.  Poszedł  do  kuchni,  gdzie  zjadł  kolację,  po  czym  ruszył  na  poszukiwanie  Sieny. 

Znalazł ją skuloną na kanapie przed telewizorem. Spała. 

Ubrana  w  luźne  dżinsy  i  bawełnianą  bluzkę,  z  włosami  związanymi  w  koński,  ogon 

wyglądała  bardzo  świeżo  i  niewinnie.  Zabiegi  pielęgnacyjne  nie  zmieniły  wiele  w  jej  wyglądzie. 

Jedyną  widoczną  transformację  przeszły  jej  dłonie.  Były  teraz  znacznie  gładsze  i  nawilżone,  a 

obgryzione paznokcie zostały równo spiłowane i pomalowane odżywką. 

Nagle Siena obudziła się i spojrzała na niego dużymi, niebieskimi oczami. Powietrze między 

nimi  stało  się  elektryzujące  i  na  moment  oboje  zamarli.  Potem  Siena  usiadła  gwałtownie,  a 

Andreas się wyprostował. 

- Która godzina? - zapytała szorstkim głosem. 

Zerknąwszy na zegarek, odparł: 

- Już po północy. 

- Powinnam położyć się do łóżka - powiedziała, wstając. 

- Rzeczywiście wyglądasz na bardzo zmęczoną - rzucił szyderczo. - Przymierzanie sukienek 

musi być bardzo nużące. 

Chciała zaprotestować, ale pod wpływem spojrzenia jego pięknych oczu słowa uwięzły jej w 

gardle. Zrobiła krok w tył, zapominając, że ma za sobą kanapę, i straciła równowagę. W ułamku 

sekundy znalazła się w ramionach Andreasa. 

- Co... - Zaschło jej w ustach. - Co ty robisz?  

Mocniej objął ją w pasie, po czym wziął ją na ręce. 

- Pomagam ci trafić do łóżka. 

- Znam drogę - odparła, czerwieniąc się intensywnie. 

Postawił ją delikatnie na podłodze. 

- To niesamowite, że potrafisz rumienić się na zawołanie. Ale przy mnie nie musisz udawać. 

Sienę ogarnęła wściekłość. 

- Świetnie. Przestanę marnować na ciebie energię - rzuciła, po czym odwróciła się na pięcie, 

gotowa odejść.  

Jednak złapał ją za rękę. Spojrzała na niego nieufnie. 

- Chcę ci coś pokazać. 

T L R

background image

Zaciekawiona ruszyła za nim do gabinetu, w którym panował półmrok, a potem w skupieniu 

obserwowała, jak podchodzi do obrazu wiszącego w głębi pomieszczenia, zdejmuje go ze ściany i 

otwiera znajdujący się za nim sejf. 

Kiedy  odwrócił  się  w  jej  stronę,  trzymał  w  ręku  aksamitne  pudełko.  Niespiesznie  uniósł 

wieczko, a oczom Sieny ukazała się prosta, choć niewątpliwie bardzo droga bransoletka wysadzana 

brylantami. 

-  Spędziłaś  u  mnie  już  jeden  dzień,  więc  należy  ci  się  nagroda  -  mruknął  szyderczo, 

zakładając jej biżuterię na rękę. 

Sienę przeszył dreszcz pod wpływem zimnego dotyku metalu i kamieni szlachetnych. 

- Nie musisz tego robić - syknęła. 

-  Przecież  sama  o  to  prosiłaś  -  przypomniał  lodowatym  głosem.  -  Poza  tym  będziesz  tego 

potrzebować.  Jutro  wieczorem  wybieramy  się  na  przyjęcie.  Dzisiejsza  noc  jest  ostatnią,  którą 

spędzisz sama. 

Natychmiast  ogarnęły  ją  niepokój  i  strach.  Pomyślała  o  tych  wszystkich  ludziach,  którzy 

rozpoznają w niej upadłą dziedziczkę, będą wytykać ją palcami i szeptać o niej przez cały wieczór. 

Nie zamierzała jednak pokazać Andreasowi, jak bardzo się boi. Poza tym bardziej od konfrontacji 

z przedstawicielami wyższych sfer przerażało ją to, co miało wydarzyć się potem. 

- Nie mogę się doczekać - odparła wyniośle. 

-  Umówiłem  cię  na  jutro  z  jednym  z  najlepszych  londyńskich  jubilerów,  żebyś  mogła 

wybrać sobie błyskotki pasujące do twojego kamiennego serca. 

Zamiast  zripostować  jego  okrutne  słowa,  Siena  pobladła,  po  czym  ruszyła  do  swojego 

pokoju.  Andreas  patrzył,  jak  oddala  się  na  chwiejnych  nogach.  Kolejny  raz  zaskoczyła  go  jej 

reakcja. 

Nabrał powietrza i wypuścił je wolno. Najchętniej rzuciłby się na nią i zdarł z niej ubranie. 

Nie  zrobił  tego  jednak  i  nie  wiedział  dlaczego.  Chociaż  miał  ją  tuż  pod  nosem  od  ponad 

dwudziestu  czterech  godzin,  nie  tknął  jej  palcem.  Oczywiście  to  nie  oznaczało,  że  się  wycofał. 

Wręcz  przeciwnie,  był  jeszcze  bardziej  zmotywowany  i  zdeterminowany  niż  kiedykolwiek 

wcześniej. 

Już w sypialni Siena szamotała się z bransoletką, ale nie mogła jej zdjąć. Nie chciała prosić 

Andreasa  o  pomoc,  ponieważ  w  jego  obecności  stawała  się  nieprzewidywalna.  Walczyła  więc  z 

zapięciem  jeszcze  przez  kilka  minut,  aż  w  końcu  puściło.  Odłożyła  brylanty  na  stolik  nocny  i 

usiadła na łóżku. 

T L R

background image

Nie  mogła  mieć  do  niego  pretensji  o  to,  że  tak  bardzo  jej  nienawidził  i  traktował  tę 

rozgrywkę  z  chłodnym  wyrachowaniem.  Przez  nią  stracił  pracę  i  został  pobity.  Dlaczego  miałby 

żywić do niej jakiekolwiek ciepłe uczucia? 

Kolejny raz przypomniała sobie, jak wyglądał tamtego dnia rano, kiedy siedział na motorze. 

Chociaż  z  jego  oczu  wyzierał  gniew,  miała  ochotę  usadowić  się  tuż  za  nim,  objąć  go  mocno  i 

pozwolić, żeby zabrał ją w nieznane. Może by to zrobiła, gdyby nie martwiła się o siostrę. 

Westchnęła  ciężko,  zaciskając  pięści.  Chyba  nigdy  nie  miała  wyboru.  Musiała  więc 

przywdziewać  maskę  zimnej,  bezwzględnej,  nieosiągalnej  Królowej  Śniegu  i  grać  rolę,  którą 

wyznaczył jej ojciec. Wkrótce znów będzie musiała to zrobić, skoro Andreas zamierzał zabrać ją 

na przyjęcie. 

Jedyny  problem  polegał  na  tym,  że  kiedy  na  nią  patrzył,  dotykał  jej  albo  zwyczajnie  stał 

obok,  zapominała  o  swoim  wrednym,  wyrachowanym  ja  i  rozpływała  się  niczym  masło.  Nie 

potrafiła kontrolować pragnień własnego ciała. 

Zamknęła oczy, opadając na poduszkę. Sen przyszedł szybko, ale nie przyniósł ukojenia. 

Na  szczęście,  kiedy  następnego  dnia  rano  ruszyła  do  salonu,  nie  zastała  tam  Andreasa. 

Drzwi do jego gabinetu były zamknięte, więc uznała, że lepiej będzie omijać je szerokim łukiem. 

W  kuchni  czekała  na  nią  niespodzianka:  smakowicie  wyglądające  śniadanie.  Nalała  do 

kubka  wciąż  ciepłą  kawę  z  dzbanka  i  nałożyła  sobie  na  talerz  croissanta,  po  czym  usiadła  przy 

stole. 

-  To  miło,  że  postanowiłaś  dołączyć  do  świata  żywych  -  rozległ  się  znajomy  głos  za  jej 

plecami. 

Siena  pospiesznie  odwróciła  głowę  i  omal  nie  zakrztusiła  się  rogalikiem  na  widok 

przystojnego Greka ubranego w dżinsy i ciemną koszulkę polo. Poczuła się jak rażona prądem. 

- Minęła dziesiąta - dodał Andreas, spoglądając na zegarek. - Najwyższa pora zacząć dzień. 

A może chcesz jeszcze pospać? 

Siena słowem nie wspomniała ani o tym, jak ciężko harowała przez ostatnie miesiące, ani o 

tym,  że  normalnie  byłaby  w  połowie  dnia  pracy.  To  i  tak  nie  miałoby  dla  niego  znaczenia, 

ponieważ znał ją wyłącznie jako rozpieszczoną dziedziczkę fortuny. 

- Przykro mi, że okazałam się takim rozczarowaniem - zaszczebiotała słodko. - Jeśli chcesz, 

jutro mogę spać do południa. 

Podszedł do niej i spojrzał jej prosto w oczy. 

- Jeśli będziemy w łóżku razem, możemy spędzić w nim nawet cały dzień. 

Usiadłszy obok niej, ujął ją za rękę, nieco mocniej, niż to było konieczne. 

T L R

background image

- Już widzę, jak zaniedbujesz interesy i poświęcasz mi całą dobę - odcięła się, próbując nie 

myśleć  o  jego  dotyku.  -  Nie  musisz  przypadkiem  zlikwidować kolejnych  miejsc  pracy  z  powodu 

swojej chorej ambicji? 

Spojrzał na nią groźnie, a Siena przeklęła w duchu, że dała się ponieść emocjom i zdradziła, 

że śledziła jego karierę. 

-  Czytujesz  gazety  -  powiedział,  puszczając  jej  dłoń.  -  Sądziłem,  że  lepiej  od  innych 

powinnaś wiedzieć, że nie zawsze zamieszczają tam prawdziwe informacje. 

Wykrzywiając  twarz  w  grymasie,  wstał  od  stołu,  podszedł  do  zlewu  i  umył  kubek,  który 

najwyraźniej wcześniej tam zostawił. Ta prosta czynność całkiem zaskoczyła Sienę. 

- Wkrótce przyjdzie jubiler - oświadczył po chwili, spoglądając na nią. 

Wyszedł z kuchni, zanim oszołomiona zdążyła zareagować. Czy to możliwe, że go uraziła? 

Czy  artykuły  na  jego  temat  mogły  zawierać  fałszywe  informacje?  Może  należały  mu  się 

przeprosiny. 

Tak czy inaczej, nie mogła już nic zrobić, skoro ją zostawił. W zamyśleniu dokończyła więc 

śniadanie, a potem pozmywała po sobie. I gdy zamierzała udać się do swojego pokoju, do kuchni 

wkroczyła starsza kobieta z szerokim uśmiechem na ustach. 

-  Dzień  dobry!  -  rzuciła  pogodnie  od  progu.  -  Domyślam  się,  że  mam  przyjemność  z 

panienką DePiero. 

Siena odwzajemniła uśmiech. 

- Proszę mi mówić po imieniu. Nazywam się Siena - powiedziała nieśmiało.  

Chociaż  brała  udział  w  niezliczonych  imprezach  towarzyskich,  nigdy  nie  zdołała  zmienić 

swojej wstydliwej natury. 

Gosposia,  która  przedstawiła  się  jako  panna  Bright,  delikatnie  ścisnęła  jej  rękę.  Siennie 

spodobały  się  jej  bezpośredniość  i  ciepło.  Ponadto  postanowiła  wykorzystać  sytuację,  żeby  się 

dowiedzieć, jak obsługiwać sprzęty kuchenne. Czerwieniąc się, przyznała, że dzień wcześniej nie 

poradziła sobie z piekarnikiem. 

- Nic się nie przejmuj, moja droga. Pierwszego dnia w tym domu zastanawiałam się, czy nie 

wezwać na pomoc jakiegoś inżyniera - powiedziała gosposia, puszczając oko. 

Porozmawiały jeszcze chwilę, dopóki nie przerwał im Andreas. 

- Przyszedł jubiler - zwrócił się do Sieny. 

Siena zaczerwieniła się po koniuszki uszu, jakby przyłapał ją na gorącym uczynku. To dało 

mu do myślenia. 

- Zaczekaj chwilę - powiedział, kiedy próbowała go minąć. - Mam rozumieć, że nie potrafisz 

obsłużyć piekarnika? 

T L R

background image

Siena pokręciła głową. 

- Ja... nie mogłam go po prostu znaleźć - przyznała szeptem. 

- Przecież mogłaś mnie zapytać. 

- Uznałam, że mnie wyśmiejesz. 

- Przecież nie jestem nieokrzesanym ogrem - obruszył się Andreas. 

Wziął  ją  pod  rękę  i  zaprowadził  do  salonu,  gdzie  czekało  na  nich  dwóch  niewysokich 

mężczyzn.  Wokół  nich  leżały  przeróżne  pudełka,  skrzynki,  a  na  stole  przed  nimi  znajdowała  się 

część  wyjętej  z  nich  biżuterii.  Chociaż  Sienę  zemdliło,  zachowała  zimną  krew  i  z  miną 

wytrawnego znawcy zaczęła oglądać te małe dzieła sztuki. 

Wieczorem czekała na niego gotowa do wyjścia. Nadal trzęsła się ze złości na wspomnienie 

minionego popołudnia. 

Andreas uznał, że biżuteria musi być idealnie dopasowana do sukni wieczorowej, w której 

wystąpi Siena. Zaprowadził ją więc, mimo protestów, do garderoby i wybrał długą, czarną kreację 

bez ramiączek. 

- Załóż ją - rozkazał. 

- Nie ma mowy - syknęła gniewnie. - Sama doskonale wiem, w czym dobrze wyglądam, i 

potrafię wybrać dla siebie odpowiedni strój. 

- Skoro w tym tygodniu płacę za twoje towarzystwo, mam prawo decydować także o tym, co 

nosisz. 

- Robisz to wszystko tylko po to, żeby mnie upokorzyć. - Siena skrzyżowała ręce na piersi, 

przyjmując buntowniczą pozę. 

- Załóż tę sukienkę i upnij włosy albo cię wyręczę. Masz pięć minut. 

Zaciskając  pięści,  patrzyła,  jak  wychodzi  z  pokoju.  Przez  chwilę  siedziała  nieruchomo,  po 

czym wstała i zaczęła się rozbierać. Wolała wykonać polecenie, niż pozwolić, żeby zrobił to za nią. 

- Jeszcze tylko sześć dni - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Jeszcze tylko sześć dni. 

Powtarzając  tę  mantrę,  założyła  czarną  suknię.  Była  pięknie  uszyta  z  czarnego  jedwabiu  i 

szyfonu  doskonałej  jakości.  Miała  klasyczny  krój  i  odcięcie  pod biustem.  Niezbyt głęboki dekolt 

subtelnie  podkreślał  kształt  jej  piersi.  Od  razu  pomyślała,  że  ojciec  nigdy  nie  pozwoliłby  jej 

wystąpić w czymś takim. 

Odpędzając wspomnienia, związała włosy w koński ogon, po czym boso ruszyła do salonu. 

Wpadła  do  pokoju  niczym  burza,  całkowicie  ignorując  jubilerów.  Całą  uwagę  skupiła  na 

Andreasie, który wodził po niej wzrokiem, jakby była naga. 

T L R

background image

Gestem pokazał, żeby usiadła obok niego na dwuosobowej sofie, po czym objął ją i palcem 

zaczął kreślić koła na jej odsłoniętych plecach. Siena spróbowała się od niego odsunąć, ale jej na to 

nie pozwolił. Przesunął tylko rękę niżej i ciasno objął ją w pasie. 

Żeby  nie  myśleć  o  eksplozji  emocji  rozsadzającej  ją  od  środka,  wbiła  wzrok  w  cudownie 

lśniącą biżuterię. Były tam: perły, brylanty, szafiry, szmaragdy, złoto i platyna. Andreas wybierał 

kolejne  naszyjniki  i  zakładał  jej  na  szyję,  muskając  przy  tym  wrażliwe  miejsca  na  karku.  Jego 

dotyk  był  niezwykle  zmysłowy  i  wkrótce  Siena  płonęła  z  pożądania.  Miała  ochotę  krzyczeć,  ale 

musiała  zachować  pozory,  ponieważ  jubilerzy  bacznie  ich  obserwowali.  Na  szczęście  Andreas 

wkrótce wybrał prosty platynowy naszyjnik z brylantami i dobrał do niego kolczyki. 

- Idealnie - zawyrokował, ale Siena go nie słuchała.  

Jej uwagę przyciągnęła delikatna, złota ozdoba. Bezwiednie wyciągnęła rękę. 

- To nie powinno było się tu znaleźć - zaczął tłumaczyć jeden z jubilerów przepraszającym 

gestem,  gdy  dziewczyna  uniosła  cienki  łańcuszek  z  wisiorkiem  w  kształcie  klatki  z  uchylonymi 

drzwiczkami, przez które próbował wydostać się ptak. - To dzieło pewnej greckiej złotniczki... 

- Angeli Parnassus - dokończyła za niego Siena bezbarwnym głosem. 

- Zgadza się - potwierdził mężczyzna.  

Poczuła  na  sobie  twarde  spojrzenie  Andreasa  i  czym  prędzej  uniosła  głowę,  speszona,  że 

dała się przyłapać w chwili słabości. 

-  Uznajmy,  że  to  część  zapłaty  -  powiedział,  wskazując  łańcuszek.  -  Jest  twój,  jeśli  tak 

bardzo ci się podoba. 

Gdyby tylko dał jej szansę, powiedziałaby, że nie chce żadnej z tych rzeczy, ale on już na 

nią  nie  patrzył.  Uścisnął  dłonie  obu  mężczyzn,  po  czym  odprowadził  ich  do  drzwi.  Następnie 

wrócił, poinformował, że spotkają się wieczorem, i zamknął się w swoim gabinecie. 

Ponieważ  jego  zachowanie  głęboko  ją  dotknęło  i  rozgniewało,  postanowiła  odrobinę  się 

zbuntować.  Dlatego  chociaż  założyła  wybraną  przez  niego  czarną  suknię,  zrezygnowała  z 

brylantowego  kompletu  i  zdecydowała  się  na  bardziej  ostentacyjną  biżuterię  z  szafirami.  I  ten 

drobny  wyraz  nieposłuszeństwa  dodał  jej  odwagi.  Niestety  okazała  się  złudna,  ponieważ  w  se-

kundzie, gdy usłyszała jego kroki, zadrżała gwałtownie. 

Kiedy Siena na niego spojrzała, poczuł się jak rażony piorunem. Właśnie tak wyobrażał ją 

sobie  przez  ostatnie  lata:  olśniewającą,  elegancką  i  wyniosłą.  Włosy  upięła  w  kok  na  czubku 

głowy, na twarz nałożyła delikatny makijaż, a usta pomalowała czerwoną szminką, która nie raziła, 

chociaż zdaniem Andreasa była zupełnie niepotrzebna. 

Zmarszczył czoło, spoglądając na naszyjnik. 

- Nie to dla ciebie wybrałem - skomentował oschle. 

T L R

background image

- Może i kupiłeś mnie na tydzień, ale nie pozbawiłeś wolnej woli. 

- To prawda - odparł, podziwiając ogromny szafir zdobiący jej dekolt.  

Właściwie musiał przyznać, że ta biżuteria prezentowała się znacznie lepiej od tej, na którą 

się wcześniej zdecydował. 

Im więcej spędzał z nią czasu, tym większy miał mętlik w głowie. Nie zachowywała się tak, 

jak się spodziewał. Fragment jej rozmowy z panią Bright, który niechcący podsłuchał, uświadomił 

mu,  że  Siena  wolała  zachowywać  się  jak  rozpieszczona  dziedziczka,  niż  przyznać,  że  czegoś  nie 

wie  albo  nie  potrafi.  A  podczas  wybierania  drogich  błyskotek  wydawała  się  zupełnie 

niezainteresowana. Jej uwagę przyciągnął wyłącznie bardzo skromny łańcuszek, który nie mógł się 

równać z przepychem pozostałych ozdób. 

Ostatecznie uznał, że skoro zamierzała wszystko sprzedać, to nie miało dla niej znaczenia, 

co wybierze. W końcu była wyrachowaną kobietą, która nie obnosiła się z uczuciami. 

I właśnie ta kobieta miała wpaść w jego ramiona jeszcze tej nocy. 

- Czas na nas - powiedział, podając jej rękę. 

Kilka godzin później po wystawnej kolacji Siena stała u boku Andreasa odurzona alkoholem 

i pożądaniem. Od chwili, gdy ujął jej dłoń przed wyjściem z mieszkania, nie przestał jej dotykać. 

Dla  kogoś,  kto  większość  życia  spędził  z  dala  od  innych  ludzi,  każdy  kontakt  fizyczny  był 

niezwykle intensywnym przeżyciem. 

- Masz ochotę? - zapytał Andreas, podając jej szampana. 

Pokręciła głową, ponieważ wypiła już o jedną lampkę wina za dużo. Wzruszył ramionami, 

po czym odstawił kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera. 

- Czujesz się niezręcznie? 

Spojrzała na niego odrobinę zaskoczona tym bezpośrednim pytaniem, po czym przywołała 

na twarz wyuczoną minę. 

-  Nie  musisz  się  o  mnie  martwić.  Doskonale  radzę  sobie  z  zainteresowaniem  wszystkich 

tych ludzi, którzy nawet nie próbują ukrywać ciekawości. 

Istotnie  przez  cały  wieczór  stanowili  obiekt  zainteresowania  socjety.  Wszędzie,  gdzie 

podchodzili, rozmowy cichły, a kiedy się oddalali, przybierały na sile. 

- Tylko mi nie mów, że się tym przejmujesz? - mruknął zaczepnie. 

Siena  znieruchomiała.  Po  tym  wszystkim,  co  zrobił  jej  ojciec,  nie  mogła  mieć  do  nikogo 

pretensji o to, że była oceniania na każdym kroku. Mimo to z trudem znosiła taksujące spojrzenia i 

niewybredne uwagi, które od czasu do czasu docierały do jej uszu. 

- Nie chcę odbierać ci przyjemności, skoro nadarza się okazać, by ukarać mnie publicznie - 

odparła z wystudiowanym opanowaniem. Odwróciła się twarzą do niego, przy okazji strząsając z 

T L R

background image

ramienia  jego  rękę.  - Może  powinieneś  zabrać  mnie  do  Rzymu, żeby  tam  mnie  napiętnowali? W 

końcu w Londynie mogę liczyć na większą anonimowość. 

Oczy Andreasa błysnęły groźnie, a gdy przyciągnął ją do siebie, zaparło jej dech. Był taki 

silny i wspaniale umięśniony, jakby został wykuty z kamienia. 

- To odpowiednia pora na taniec.  

Nie czekając na jej odpowiedź, pociągnął ją na parkiet, gdzie swoje umiejętności taneczne 

prezentowało  już kilka  par.  Zespół  grał  spokojny utwór  jazzowy,  ale  Siena  i  tak nic nie  słyszała, 

kiedy Andreas trzymał ją blisko siebie. 

Najchętniej  wyrwałaby  się  z  jego uścisku, ale  on  tak  mocno  ją  obejmował,  że  nie  zdołała. 

Czuła  na  piersi  ciężar  szafirowego  wisiora,  a  także  żar  jego  świdrującego  spojrzenia.  Nigdy 

wcześniej  żaden  mężczyzna,  z  którym  tańczyła,  nie  rozbudził  w  niej  tak  silnych  uczuć.  I  nie 

chodziło tylko o to, że doskonale prowadził. Prócz muzyki połączyła ich namiętność. 

Siena  nawet  się  nie  zorientowała,  kiedy  zespół  przestał  grać,  a  Andreas  się  zatrzymał. 

Zatopiona w jego spojrzeniu mogła myśleć tylko o tym, co miało się wydarzyć tej nocy. 

-  Powinniśmy  już  wracać  -  powiedział  zachrypniętym  głosem,  po  czym  sprowadził  ją  z 

parkietu i ruszył do wyjścia, przeciskając się przez tłum gości. 

Chwilę  później  chłodne  powietrze  owiało  rozpaloną  skórę  dziewczyny,  więc  zadrżała  i 

owinęła się ciaśniej ciepłym szalem. Oboje podeszli do czekającego przed hotelem samochodu. 

- Zależy mi na prywatności, Tom - zwrócił się Andreas do kierowcy, a wtedy czarna szyba 

oddzieliła tył auta od przednich siedzeń. Potem całą uwagę skupił na Sienie. Jego oczy błyszczały. 

Przypominał dzikie stworzenie gotowe do ataku. - Chodź do mnie - mruknął chrapliwie. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Sienę ogarnęła panika. Nie czuła się jeszcze gotowa. 

- Nie - odparła słabo. 

- Nie? - powtórzył, ściągając brwi.  

Potrząsnęła głową. 

- Nie możesz tak po prostu oczekiwać, że ja...  

Dalsze  słowa  uwięzły  jej  w  gardle,  gdy  chwycił  ją  za  nadgarstek  i  przyciągnął  do  siebie. 

Siedzieli  tak  blisko  siebie,  że  ich  uda  się  stykały.  Nie  mogła  oderwać  od  niego  wzroku,  chociaż 

bardzo chciała. Powietrze wokół nich zgęstniało. 

Andreas  musnął  jej  pierś,  zamykając  usta  pocałunkiem.  Uniosła  ręce,  żeby  go  odepchnąć, 

ale zamiast tego przylgnęła do niego mocniej, próbując zachować równowagę, kiedy przechylił ją 

tak, że znalazła się niemal w pozycji leżącej. Nie mogła trzeźwo myśleć. 

Zrozumiała,  że  rozpuścił  jej  włosy,  dopiero  wtedy,  gdy  opadły  na  ramiona.  Pocałował  ją 

jeszcze namiętniej, a potem wsunął język między jej rozchylone wargi. Jęknęła cicho, zawstydzona 

własną reakcją. Nie potrafiła zapanować nad ogniem trawiącym jej ciało. 

Andreas rozpiął suwak jej sukni, a potem zsunął ją odrobinę, odsłaniając piersi. Pochyliwszy 

głowę,  ujął  w  usta  jej  nabrzmiały  sutek,  a  ona  całkiem  zatraciła  się  w  tej  zmysłowej  rozkoszy. 

Zapomniała, że znajdowali się w samochodzie mknącym ulicami Londynu. Nie zorientowałaby się 

w  sytuacji,  gdyby  nagle  znaleźli  się  na  innej  planecie.  Jedyne,  co  nią  kierowało,  to  zwierzęcy 

instynkt, któremu niewątpliwie uległ także Andreas. 

Popchnął  ją  na  siedzenie,  po  czym  zdecydowanym  ruchem  zsunął  niżej  jej  elegancką 

kreację.  Ujął  jej  drugą  pierś  i  zaczął  ją  pieścić  tak  samo  jak  pierwszą.  Nie  miała  siły  się  bronić. 

Wsunęła palce w jego ciemne włosy. Pragnęła poczuć go w sobie i nic innego nie miało znaczenia. 

Jakby czytał w jej myślach, zdjął jej koronkowe majtki. 

Nie  posunął  się  jednak  dalej.  Odsunął  się  odrobinę.  Zdumiona  uniosła  głowę,  by  na  niego 

spojrzeć, i zrozumiała, że napawa się widokiem jej ciała. Jej piersi, wilgotne od jego pocałunków, 

unosiły się i opadały gwałtownie z podniecenia. 

- Co ty wyprawiasz? - wydyszała, kiedy wsunął jej cieniutką bieliznę do kieszeni marynarki. 

-  Dokładam  starań,  by  nic  nie  stanęło  nam  na  przeszkodzie,  kiedy  wrócimy  do  mojego 

mieszkania. 

Siena powiodła wzrokiem po jego potężnym ciele i ze zdumieniem stwierdziła, że wyglądał 

nienagannie,  jeśli  nie  liczyć  potarganych  włosów  i  odrobinę  wymiętej  koszuli.  Spłoszona 

T L R

background image

podciągnęła suknię, żeby zasłonić biust. Jednocześnie wyjrzała przez okno, dostrzegając znajomy 

apartamentowiec. 

Andreas  szybko  zapiął  suwak  jej  kreacji.  Podał  jej  szal  w  tej  samej  chwili,  gdy  młody 

parkingowy otworzył dla nich drzwi samochodu. 

Już  na  zewnątrz,  gdy  chłodne  powietrze  przywróciło  zdrowy  rozsądek,  ogarnął  ją  gniew. 

Była wściekła nie tylko na swojego towarzysza, ale także na siebie. Okazała się bardzo słaba. Nie 

potrafiła mu się oprzeć i, co gorsze, szybko dołączyła do jego gry. 

Pospiesznie ruszyła do środka, popchnęła drzwi wejściowe, zanim ktokolwiek zdążył je dla 

niej przytrzymać, po czym wpadła do windy. Ani razu nie zerknęła przez ramię, żeby sprawdzić, 

czy  Andreas  podąża  za  nią.  Postanowiła  go  ignorować.  Nie  chciała  o  nim  myśleć  ani  nawet  na 

niego patrzeć. Dlatego też w milczeniu pokonali drogę na górę. 

Lecz  gdy  tylko  przekroczyli  próg  mieszkania,  gwałtownie  obróciła  się  twarzą  do  niego  i 

spiorunowała go wzrokiem. 

- Jak śmiałeś? 

Andreas sprawiał wrażenie opanowanego. 

-  Co  takiego?  Pocałować  cię?  -  Uśmiechnął  się  arogancko.  -  Czyżbyś  nagle  postanowiła 

udawać powściągliwą? 

Siena omal nie roześmiała mu się w twarz. 

- Nienawidzę cię - syknęła, zaskoczona intensywnością własnych uczuć. 

-  Uważaj,  Sieno  -  zadrwił  z  niej.  -  Od  nienawiści  do  miłości  jest  naprawdę  niedaleko,  a 

przecież żadne z nas nie chciałoby, żebyś się we mnie zakochała... 

Tym razem parsknęła śmiechem. 

-  Zakochać  się  w  tobie?  Nigdy  w  życiu  nie  słyszałam  niczego  bardziej  absurdalnego.  - 

Uniosła dumnie głowę. - Nie pozwolę, żebyś poniżał mnie przy każdej okazji. 

Podszedł do niej, wyciągając z kieszeni jej majtki. Na ten widok zaschło jej w gardle. 

- Do tanga trzeba dwojga - powiedział seksownym głosem. - Pragnę zauważyć, że przez całą 

drogę dotrzymywałaś mi kroku. Jeśli mam być szczery, nie miałem cię za kobietę chętną do upra-

wiania seksu na tylnym siedzeniu samochodu. 

Siena spróbowała odzyskać swoją bieliznę, ale Andreas okazał się szybszy. Cofnął rękę, po 

czym ponownie schował swoje trofeum. Wtedy odsunęła się od niego, ale tylko o krok, ponieważ 

za plecami miała drzwi. 

-  Daj  mi  spokój  -  wycedziła  przez  zaciśnięte  zęby,  chociaż  jej  niesforne  ciało  ponownie 

zaczęło domagać się pieszczot. 

T L R

background image

Zamiast  usłuchać,  przysunął  się  do  niej  i  pocałował  ją,  a  gdy  spróbowała  się  wyrwać, 

chwycił ją jedną ręką za kark. Poczuła w ustach jego język i ponownie zawładnęły nią sprzeczne 

emocje. Odchyliła głowę w tył, a wtedy on rozluźnił uchwyt. 

Nie  zamierzała  z  nim  dłużej  walczyć,  dlatego  kiedy  zsunął  marynarkę,  poluzowała  jego 

krawat i rozpięła jeden guzik białej koszuli. Nagle dotarło do niej, że pragnie ujrzeć go nago. 

Tymczasem to on zaczął rozbierać ją. Ponownie rozsunął suwak sukni, a ona pozwoliła, by 

delikatna tkanina opadła na ziemię. Chociaż jeszcze kilka minut temu twierdziła, że go nienawidzi, 

teraz marzyła tylko o tym, by znaleźć się w jego ramionach i wić się z rozkoszy. 

Z zachwytem patrzyła, jak rozpina koszulę i odsłania wspaniale umięśnioną, opaloną klatkę 

piersiową.  Niewiele  myśląc,  przylgnęła  do  niego  i  językiem  zaczęła  pieścić  jego  sutki.  Po  kilku 

minutach  tych  niezwykłych  tortur  Andreas  odchylił  jej  głowę  do  tyłu,  więc  spojrzała  na  niego 

szeroko otwartymi oczami. 

Zniecierpliwionym ruchem zsunął spodnie razem z bokserkami. Nie mógł czekać ani chwili 

dłużej, nawet jeśli to oznaczało, że będą uprawiali seks na korytarzu. Resztki zdrowego rozsądku 

kazały mu sięgnąć po prezerwatywę. 

Zapach Sieny doprowadzał go do szaleństwa. Ona także wydawała się ogromnie pobudzona. 

Przyklęknął, żeby zsunąć buty z jej stóp, a wtedy wyszeptała jego imię. Spojrzał w jej niebieskie 

oczy, po czym bez zastanowienia rozsunął jej nogi. 

- Chcę cię posmakować - wychrypiał. 

Gdy on upajał się jej słodyczą, jej nogi zaczęły drżeć. Chwyciła go za włosy tak mocno, że 

sprawiła  mu  ból,  ale  to  tylko  podnieciło  go  jeszcze  bardziej.  Wyprostował  się  gwałtownie  i 

przyciągnął  ją  do  siebie,  a  potem  posadził  ją  sobie  na  biodrach,  była  lekka  jak  piórko.  Oplotła 

rękami jego szyję, a nogami talię. 

Skoro  nie  stawiała  dłużej  oporu,  zaczął  w  nią  wchodzić.  Napotkał  jednak  opór.  Zdumiony 

spojrzał  na  swoją  kochankę  i  ujrzał,  że  zbladła.  Z  jej  oczu  wyzierały  oszołomienie  i  szok,  a  nie 

pożądanie,  które  spodziewał  się  ujrzeć.  Pchnął  odrobinę  mocniej,  a  wtedy  wykrzywiła  twarz  w 

grymasie, jakby cierpiała. 

- Czy ty...? To możliwe, żebyś...? 

Siena  przygryzła  wargę,  a  do  jej  oczu  napłynęły  łzy,  więc  Andreas  natychmiast  zaczął  się 

wycofywać. Ale ona mocniej ścisnęła go nogami. 

- Nie - zaprotestowała stanowczo. - Nie przestawaj. 

Poczuł  się  rozdarty  wewnętrznie.  Z  jednej  strony  pragnął  jej  jak  żadnej  innej  kobiety,  a  z 

drugiej  uważał,  że  powinien  ją  puścić.  Jej  niewinność  zadawała  kłam  wszystkiemu,  co  o  niej 

sądził. Miał ochotę krzyczeć z frustracji. 

T L R

background image

Nie ułatwiała mu zadania, skoro kurczowo się go czepiała i patrzyła na niego z nadzieją, że 

jej nie odtrąci. 

- No dobrze - odezwał się w końcu, kapitulując. - Spróbuj rozluźnić mięśnie. 

Poruszył się delikatnie, pochylił głowę i ujął w usta jej sutek. Od razu poczuł, jak jej ciało 

wiotczeje. Wykorzystał ten moment, by pchnąć mocniej, a wtedy Siena wydała stłumiony okrzyk. 

- Zaufaj mi - szepnął. - Zaraz będzie lepiej.  

Oparła  głowę  o  drzwi,  zamykając  oczy,  podczas  gdy  on  kontynuował  delikatne  kołysanie 

biodrami. W końcu jej twarz opuściło napięcie. Uniosła powieki i spojrzała na niego z zachwytem. 

Przeszył ją dreszcz rozkoszy. 

Andreas szybko zareagował na zmianę nastroju i zwiększył tempo. Wkrótce jej ciało napięło 

się  jak  struna,  a  potem  opadło  bezsilnie,  drżąc  gwałtownie.  Ale  nie  tylko  ona  poznała  smak 

spełnienia. W chwili orgazmu Andreas ukrył twarz w piersiach swojej kochanki. Oboje oddychali 

ciężko, walcząc o każdy oddech. 

W końcu Andreas się wycofał, a potem pomógł jej stanąć pewnie na nogach. Unikała jego 

spojrzenia.  Ich  ubrania  leżały  rozrzucone  na  podłodze,  a  ona  ciągle  miała  na  sobie  naszyjnik  i 

bransoletkę. Biżuteria przypominała mu o tym, o czym nie chciał w tej chwili pamiętać. Dlatego 

czym prędzej rozprawił się z zapięciami obu ozdób i odłożył je na bok. 

Grzechocący  dźwięk  uderzających  o  siebie  kamieni  rozbrzmiewał  echem  w  głowie  Sieny. 

Zażenowana  podniosła  suknię  z  ziemi  i  przycisnęła  ją  do  piersi.  Nigdy  nie  sądziła,  że  straci 

dziewictwo na korytarzu, przyciśnięta do drzwi przez mężczyznę, który nie żywił do niej żadnych 

ciepłych uczuć. 

Theos, Sieno... - wychrypiał Andreas. - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że nigdy wcześniej 

nie uprawiałaś seksu? 

Spojrzała  na  niego  niepewnie.  Na  szczęście  zdążył  założyć  spodnie,  co  znacznie  ułatwiało 

sytuację, ponieważ widok jego nagiego ciała ją rozpraszał. Delikatnie wzruszyła ramionami, udając 

niewzruszoną. 

- To nic takiego. Kiedyś to musiało się wydarzyć.  

Grek spochmurniał. 

-  Czyli  twój  ojciec  naprawdę  pilnował,  żebyś  zachowała  czystość  dla  przyszłego  męża? 

Chciał cię złożyć w ofierze jakiemuś arystokracie? 

Siena poczuła nieprzyjemne ukłucie, ponieważ trafił w sedno. 

- Można tak powiedzieć.  

Andreas przeklął pod nosem. 

T L R

background image

-  Powinnaś  była  mi  powiedzieć...  Gdybym  wiedział,  nie  spieszyłbym  się  tak  bardzo... 

byłbym bardziej delikatny. 

- Nic mi nie jest - odparła Siena, podnosząc swoje buty. 

W powietrzu nadal unosił się intensywny zapach seksu, całkiem dla niej nowy i upajający. 

Musiała przyznać, że pomimo bólu przeżyła ogromną rozkosz. Na samo wspomnienie przeszywały 

ją przyjemne dreszcze. 

Ale Andreas był wściekły. Widziała to wyraźnie. 

- Gdybym tylko... 

- Daj spokój - przerwała mu gniewnie. - Przecież w ten sam sposób chciałeś mnie posiąść 

pięć  lat  temu.  Nie  miałabym  serca  pozbawić  się  przyjemności  spełnienia  tej  fantazji  -  wypaliła, 

zanim zdążyła ugryźć się w język. 

Najwyraźniej na nim jej słowa wywarły nie mniejsze wrażenie niż na niej, ponieważ przez 

moment tylko stał i patrzył na nią w milczeniu.  

Potem jego twarz zamieniła się w maskę całkowicie pozbawioną wyrazu. 

- Powinnaś się wykąpać - powiedział wolno. - Na pewno jesteś obolała. 

Jego  litość  okazała  się  bardziej  dokuczliwa  od  kąśliwych  uwag  i  wściekłości.  Siena  nie 

potrafiła z nią walczyć, dlatego ścisnęła mocniej swoje rzeczy, po czym oddaliła się w pośpiechu. 

Andreas obserwował ją z poczuciem bezradności. Sądził, że po zaspokojeniu żądzy ogarnie 

go  spokój.  Wydawało  mu  się,  że  seks  wystarczy,  by  odpędzić  demony  przeszłości.  Zamiast  tego 

zapragnął więcej. Chciał ponownie chwycić ją w ramiona, zobaczyć jej rozszerzone z podniecenia 

oczy i poczuć jej smak. 

Przeczesał  włosy  palcami,  po  czym  pochylił  się,  żeby  zebrać  resztę  swojej  garderoby. 

Później ruszył prosto do łazienki, gdzie wziął długi prysznic. Stojąc pod strumieniem ciepłej wody, 

karcił  się  przy  użyciu  niewybrednych  przekleństw.  Nigdy  wcześniej  nie  zachowywał  się  tak 

brutalnie wobec żadnej ze swoich kochanek. Tym razem jednak nie potrafił nad sobą zapanować. 

Zawładnął nim pierwotny instynkt. Był jak zwierzę - co gorsze, w stosunku do dziewicy. 

Nadal nie mógł w to uwierzyć. Siena nie uprawiała seksu nigdy wcześniej, a on miał ją za 

doświadczoną kobietę znudzoną kolejnymi podbojami. Ale skoro nie miała wprawy w miłosnych 

gierkach, co skusiło ją tamtego wieczoru w Paryżu, żeby zachowywać się tak zalotnie w stosunku 

do podrzędnego pracownika hotelu? 

Przywołał  z  pamięci  obraz  jej  bladej  twarzy,  kiedy  przypadkowo  natknęła  się  na  niego 

następnego dnia rano. Wyładował wtedy na niej całą złość. Rzeczywiście wspomniał coś o tym, że 

powinien był wziąć ją pod ścianą przebieralni. Zrobił to, ponieważ sądził, że dał się wystrychnąć 

na dudka przez jedną z rozpieszczonych panienek z dobrych domów. 

T L R

background image

Co  za  ironia,  że  trafił  na  dziewicę  -  zapewne  jedyną  w  gronie  debiutantek.  Andreas  miał 

ochotę krzyczeć. Najchętniej pobiegłby prosto na siłownię i przyłożył w worek treningowy. 

Z  zamyślenia  wyrwał  go  hałas  dobiegający  zza  drzwi  łazienki.  Szybko  owinął  się 

ręcznikiem  w pasie  i ruszył do  swojej  sypialni.  Na środku pokoju  stała  Siena ubrana w obszerny 

szlafrok i puchaty turban. 

- O co chodzi? - zapytał. 

Zauważył napięcie i strach malujące się na jej twarzy. Mógł mieć o to pretensje wyłącznie 

do siebie. 

- Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie miałam nic złego na myśli... Po prostu byłeś moim 

pierwszym...  I  masz  rację,  powinnam  była  cię  uprzedzić,  że  brakuje  mi  doświadczenia.  Nie 

sądziłam tylko... - Przygryzła wargę, po czym nabrała powietrza i wypuściła je wolno. - Myślałam, 

że się nie zorientujesz. 

Zaczerwieniła się, spuszczając wzrok. 

- Dla mnie to było dość oczywiste.  

Dziewczyna chciała zapaść się pod ziemię, ale jedyne, co mogła zrobić, to wsunąć stopę pod 

brzeg dywanu. 

-  Chciałam  cię  zapewnić,  że  to niczego  między  nami  nie  zmienia  -  dodała  cicho, po  czym 

odwróciła się na pięcie i ruszyła do drzwi. 

- Dokąd się wybierasz? - zawołał za nią Andreas. 

- Do łóżka. 

Czym prędzej zablokował jej drogę. 

- Tutaj też mam całkiem wygodne łóżko - powiedział, uśmiechając się seksownie. 

Siena zbladła. Chociaż czuła niedosyt, wątpiła, by jej ciało zniosło kolejne ekscesy. 

- Nie martw się - szepnął uspokajająco, jakby czytał jej w myślach. - To jeszcze nie czas na 

powtórkę. Ale znam inne sposoby, żeby sprawić ci rozkosz. 

Delikatnie  ujął  jej  dłoń  i  zaprowadził  do  swojego  łóżka.  Siena  nie  stawiała  oporu,  chociaż 

wiedziała,  że  powinna.  Gdy  usiadł  na  materacu,  Andreas  przyciągnął  ją  do  siebie,  a  potem 

delikatnie zsunął szlafrok z jej ramion i rozwiązał ręcznik, którym wcześniej oplotła włosy. 

Stała przed nim całkiem naga. Kusiło ją, żeby uciec albo przynajmniej zasłonić się rękami. 

Mogła jednak tylko stać i czekać na to, co dla niej zaplanował. Bardzo wolno przysunął usta do jej 

piersi  i  polizał  ją  delikatnie.  Potem  wsunął  jedną  rękę  pod  jej  kolana,  a  drugą  oparł  na  plecach, 

wziął  ją  na  ręce  i  położył  na  łóżku.  Niemal  jednocześnie  ręcznik  opadł  mu  z  bioder,  odsłaniając 

imponującą męskość. 

- Przecież powiedziałeś... 

T L R

background image

- Wiem, co powiedziałem - przerwał jej. - Uspokój się. 

Chociaż to nie miało sensu, Siena postanowiła mu zaufać. Była przekonana, że nie zrobi nic 

wbrew jej woli, a gdy ujął w dłonie jej piersi, ogarnęła ją błoga rozkosz. 

Pożądanie  sięgnęło  zenitu,  gdy  wsunął  rękę  między  jej  nogi.  Omal  nie  zaczęła  go  błagać, 

żeby  zaczął  się  z  nią  kochać.  Nie  przejmowała  się  bólem  ani  ogarniającymi  ją  wcześniej 

wątpliwościami. Liczył się tylko jego dotyk. 

Tak  jak  obiecał,  Andreas  nie  kochał  się  z  nią.  Wystarczył  jego  zwinny  język  i  nie  mniej 

umiejętne  palce,  by  ponownie  przekroczyła  bramy  raju.  Gdy  czuła  zbliżającą  się  ekstazę, 

wypchnęła biodra i odrzuciła głowę w tył, a potem z jej gardła wyrwał się okrzyk zachwytu. 

Po  wszystkim  wziął  ją  na  ręce,  zaniósł  do  jej  sypialni  i  troskliwie  przykrył  kołdrą.  Siena 

zamknęła  oczy,  ponieważ  nie  chciała  patrzeć  na  tę  twarz,  która  rozbudzała  w  niej  sprzeczne 

emocje. Dopiero gdy usłyszała, jak cicho zamyka drzwi, uniosła ciężkie powieki. 

Leżała  bez  ruchu,  wpatrując  się  w  ciemność.  Nadal  czuła  przyjemne  mrowienie  w  całym 

ciele.  Westchnęła  przeciągle,  analizując  wydarzenia  minionych  godzin.  Zanim  została  jego 

kochanką, sądziła, że zdoła oddzielić seks od uczuć. Niestety, stało się dokładnie na odwrót. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Następnego dnia Siena siedziała na tylnym siedzeniu jednego z luksusowych samochodów 

Andreasa, który zmierzał na prywatne lotnisko. Zaraz po przebudzeniu udała się do kuchni, gdzie 

zastała pogodną pannę Bright. To właśnie gosposia zwróciła jej uwagę na list czekający na nią na 

stole.  Dowiedziała  się  z  niego,  że  Andreas  musi  niezwłocznie  polecieć  do  Paryża  w  sprawach 

zawodowych. Dodał, że zarezerwował bilety do opery, i poprosił, by się spakowała i była gotowa 

na piętnastą. 

Gdy  ujrzała  szarą  płytę  lotniska,  zaczęła  się  denerwować  spotkaniem  z  mężczyzną,  który 

zeszłej  nocy  został  jej  kochankiem.  Ujrzała  go  kilka  minut  później,  stojącego  przed  niedużym 

odrzutowcem.  W  jednej  ręce  trzymał  niedużą  walizkę,  a  w  drugiej  pokrowiec  na  garnitur.  Jak 

zwykle prezentował się wspaniale. 

Kiedy  ujrzał  nadjeżdżające  auto,  wyprostował  się  i  wbił  intensywne  spojrzenie  w  tylną 

szybę. Siena przestraszyła się. Nie miała pojęcia, jak się zachować. Nerwowym ruchem wygładziła 

sukienkę, którą wybrała starannie na to spotkanie. Znacznie swobodniej czułaby się w dżinsach i 

swetrze, ale wiedziała, że on oczekiwał bardziej kobiecego stroju. 

Andreas obserwował, jak Siena wysiada z samochodu, ciesząc się, że ciemne szkła okularów 

przeciwsłonecznych  zasłaniają  pożądanie  kryjące  się  w  jego  oczach.  Jasna,  jedwabna  sukienka 

zebrana w pasie złotym paskiem doskonale podkreślała jej kształty, a rozpuszczone włosy opadały 

na  ramiona  złotą  kaskadą.  Wyglądała  niezwykle  elegancko,  pociągająco  i  pięknie.  I  należała  do 

niego. 

Niestety  nie  czuł  się  jak  wygrany.  Właściwie  ogarniało  go  niepokojące  uczucie,  że  nie 

potrafi się nią nasycić. Gdyby tylko mógł, rzuciłby się na nią tak samo jak zeszłej nocy. Ale było 

mu wstyd, że tak łatwo tracił nad sobą panowanie. 

Jakby tego było mało, w ogóle nie mógł się skupić na pracy i przez cały dzień myślał tylko o 

tej  niezwykłej  kobiecie.  Roztargnienie  musiało  być  bardzo  widoczne,  ponieważ  nawet  jego 

asystentka Becky zaczęła mu rzucać podejrzliwe spojrzenia. 

Przeklinając pod nosem, oddał swój bagaż stewardowi, po czym podszedł do Sieny i wziął 

od  niej  walizkę.  Pachniała  tak  wspaniale,  że  nie  zdołał  się  powstrzymać  przed  złożeniem 

namiętnego pocałunku na jej ponętnych ustach. W ułamku sekundy jego ciało zaczęło spinać się z 

pożądania. Stłumił je jednak, delikatnie ujął dłoń dziewczyny i wprowadził ją na pokład. 

T L R

background image

Podczas  lotu  i  w  trakcie  przejazdu  przez  zakorkowane  ulice  Paryża  Siena  siedziała  jak  na 

rozżarzonych węglach. Andreas ignorował ją przez większość czasu. Nawet na nią nie patrzył. To 

skłoniło ją do refleksji, że być może traktował tak wszystkie swoje kochanki. 

I  podczas  gdy  ona walczyła  z  frustracją, pożądaniem  i  złością,  on  wydawał  się  całkowicie 

spokojny, ze wzrokiem utkwionym w ekran laptopa. Odbył też rozmowę telefoniczną, której Siena 

wysłuchała z uwagą. Dotyczyła losu pracowników meksykańskiego hotelu, który niedawno kupił. 

- To wyjątkowo ubogi region - powiedział w pewnej chwili. - Nie zmuszę tych ludzi do szu-

kania nowej pracy, zwłaszcza że będę potrzebował ich doświadczenia, gdy wznowimy działalność 

po remoncie. Do tego czasu wypłacaj im stałe wynagrodzenie. 

Najwyraźniej nie spodobała mu się odpowiedź, ponieważ dodał ostro: 

- I właśnie dlatego ty pracujesz dla mnie, Lucas, a nie na odwrót. 

Odłożywszy telefon, napotkał jej zaciekawione spojrzenie. 

-  Nie  znam  się  na  interesach  -  przyznała  zawstydzona  -  ale  jesteś  pewien,  że  to  dobre 

posunięcie? 

Andreas rozsiadł się wygodnie, uśmiechając się delikatnie. 

-  Chcesz  mi  powiedzieć,  że  mój  menedżer  ma  rację?  Rzeczywiście  to  nie  jest 

najszczęśliwszy ruch finansowy. Ale mam sentyment do miasteczka, w którym znajduje się hotel. 

Pochodził  z  niego  mój  mentor  i  dobroczyńca,  Ruben  Carro.  To  dla  niego  zacząłem  pracować  po 

przeprowadzce do Nowego Jorku. Od razu mnie polubił, dostrzegł mój potencjał i zaczął szkolić na 

swojego  następcę.  Nie  miał  rodziny,  więc  mu  ją  zastąpiłem.  Szkoda,  że  spędziliśmy  razem  tak 

mało  czasu.  Niestety  był  ciężko  chory.  Zabił  go  rak  mózgu.  Zostawił  mi  cały  majątek,  pod 

warunkiem,  że  nie  dopuszczę,  by  świat  zapomniał  jego  nazwisko,  i  zrobię  wszystko  co  w  mojej 

mocy, żeby pomóc prosperować jego rodzinnej miejscowości. Rozbudowanie hotelu to pierwsza z 

moich  inicjatyw,  ale  mam  dalsze  plany,  które  wspomogą  lokalną  gospodarkę  i  zapewnią  nowe 

miejsca pracy. 

- To bardzo ambitne plany - skomentowała Siena. 

- Bo jestem ambitnym człowiekiem - odparł z uśmiechem. 

-  Teraz  rozumiem,  dlaczego  nazwałeś  sieć  swoich  hoteli  Ksenakis-Carro.  Chciałeś  uczcić 

jego pamięć. 

Pokiwał głową. 

- Jestem dumny, że mogłem połączyć swojego nazwisko z jego. Był dobrym człowiekiem i 

podał mi pomocną dłoń, kiedy tego potrzebowałem. W zamian kontynuuję jego dzieło. 

T L R

background image

Potem  wrócił  do  pracy,  a  Siena  zaczęła  analizować  najnowsze  informacje.  Najwyraźniej 

wszystkie  artykuły,  które  czytała,  o  wątpliwej  etyce  zawodowej  Andreasa,  były  nafaszerowane 

kłamstwami. 

W zamyśleniu wyjrzała przez okno samochodu. Pola Elizejskie zaczęły się już pogrążać w 

mroku. Jak zwykle wyglądały cudownie. Siena zawsze kochała Paryż - do czasu tamtej potwornej 

nocy  podczas  balu  debiutantek.  Odtąd  każdy  przyjazd  do  miasta  świateł  wywoływał  bolesne 

wspomnienia i sprawiał, że przeżywała katusze. 

Andreas  też  wpatrywał  się  w  szybę,  sprawiając  wrażenie  nieobecnego.  O  czym  mógł 

myśleć? Czy rozpamiętywał wydarzenia, po których ją znienawidził? Wzdrygnęła się na tę myśl. 

Jednak  nic  nie  przygotowało  jej  na  widok  imponującego  wejścia  do  hotelu,  pod  którym  się 

zatrzymali. 

- Czy to jakiś chory żart? - wydusiła z trudem.  

Grek zacisnął zęby, zanim odpowiedział ze spokojem: 

- Nic podobnego. Nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy się tutaj zatrzymać, skoro 

to mój hotel. 

Siena  nie  mogła  uwierzyć  własnym  uszom.  Spojrzała  na  niego  wstrząśnięta,  po  czym 

ponownie  skupiła  uwagę  na  potężnym  gmachu,  słynnym  na  całym  świecie  także  z  uwagi  na 

odbywający się tam co roku bal debiutantek. Jej serce zamarło na chwilę. 

Tymczasem Andreas wysiadł, obszedł samochód dookoła i otworzył dla niej drzwi. Podając 

jej rękę, rzucił zniecierpliwionym głosem: 

- Chodź. 

Siena miała ochotę odmówić, ale skoro wiedziała, że nic w ten sposób nie zyska, niechętnie 

podała mu dłoń. Gdy tylko stanęła na chodniku, chwycił ją mocno i poprowadził do środka. 

Na ich widok cały personel zaczął uwijać się jak w ukropie. Z kolei Siena z zaciekawieniem 

rozglądała się po holu. Wyglądało na to, że hotel przeszedł gruntowny remont. Nowy wystrój był 

zdecydowanie mniej ponury, chociaż nadal nie można było odmówić mu dyskretnej elegancji. W 

efekcie całość prezentowała się znacznie lepiej niż w poprzedniej wersji. 

Gdy  tylko wsiedli do windy,  Siena  poczuła,  że  się  dusi. Nie  miała  klaustrofobii,  ale  z  tym 

miejscem  wiązało  się  za  dużo  przykrych  wspomnień.  Roztrzęsiona  spróbowała  wyrwać  rękę  z 

uścisku swojego partnera, ale on tylko chwycił ją mocniej. W tej sytuacji jedyne, co mogła zrobić, 

to unikać kontaktu wzrokowego. 

Po  chwili,  która  wydawała  się  wiecznością,  drzwi  się  rozsunęły.  Wysiedli  oboje  niemal 

jednocześnie.  Znaleźli  się  w  pomieszczeniu  przypominającym  salę  pałacową  ociekającą  złotem. 

T L R

background image

Podłogę z kremowego marmuru zdobiły dywany w orientalne wzory. Całości dopełniały wysokie 

aż po sufit okna francuskie z rozciągającym się za nimi pięknym widokiem na miasto. 

Wspomnienia zalały Sienę z siłą wodospadu, aż ugięły się pod nią nogi. 

-  Kupiłeś  ten  hotel  tylko  dlatego,  że  straciłeś  w  nim  pracę,  gdy  spróbowałeś  uwieść 

debiutantkę? - zapytała uszczypliwie.  

Wolała skupić się na jego życiu, niż analizować własne. 

Andreas wolno odwrócił się w jej stronę, przy okazji rozwiązując srebrny krawat. 

-  Musisz  bardzo  wysoko  się  cenić,  skoro  uważasz,  że  zrobiłem  to  wszystko  z  twojego 

powodu - odparł, rozpinając guzik przy kołnierzyku koszuli. 

Zaczerwieniła  się  zawstydzona.  Doskonale  zdawała  sobie  sprawę  z  niesprawiedliwości 

swojego sądu. Jednocześnie kolejny raz przyszło jej do głowy, że gdyby wyznała prawdę o tamtej 

nocy, on i tak by jej nie uwierzył. W najlepszym razie poddałby ją i Serenę surowej ocenie. 

Gdy  zmniejszył  dzielącą  ich  odległość,  zrobiła  krok  w  tył.  Zrozumiała,  że  miał  względem 

niej konkretne zamiary. 

-  Nic  z  tego  -  powiedział,  chwytając  ją  za  rękę.  -  Zostało  sporo  czasu  przed  wyjściem  do 

opery, a ja dobrze wiem, jak go wykorzystać. 

Kiedy ją pocałował, poczuła gęsią skórkę. Mimo wcześniejszych obiekcji zarzuciła mu ręce 

na  szyję  i  przyciągnęła  go  do  siebie.  Została  zredukowana  do  poziomu  bezmyślnego  stworzenia, 

dla którego liczył się wyłącznie kontakt fizyczny. Jęknęła cicho, gdy ich języki się splotły. 

Andreasa  ucieszyła  jej  ochocza  reakcja,  zwłaszcza  że  pragnął  zapomnieć  o  tym,  co  mu 

zarzuciła.  Chociaż  nigdy  by  się  do  tego  nie  przyznał,  rzeczywiście  kupił  ten  hotel  nie  tylko  z 

powodów biznesowych. Sądził, że w ten sposób zatriumfuje nad przeszłością, ale kiedy po latach 

wrócił do tego miejsca, już jako właściciel, poczuł tylko pustkę. 

Odsunął się od Sieny i spojrzał na jej zaczerwienione usta oraz zaróżowione policzki. Chciał 

napawać  się  jej  widokiem,  kiedy  nagle  coś  przykuło  jego  uwagę.  Dostrzegł  złoty  łańcuszek  z 

wisiorkiem  w  kształcie  klatki.  Przyszło  mu  go  głowy,  że  to  może  coś  symbolizować.  Nie  był 

jednak pewien, czy chce się dowiedzieć, co dokładnie. 

-  Mam  nadzieję,  że  spakowałaś  coś  odpowiedniejszego  na  wieczorne  wyjście  -  mruknął, 

dotykając skromnej biżuterii. 

- Oczywiście - wydyszała. 

Odpędzając natrętne myśli, wziął ją na ręce i ruszył do sypialni. 

- Tym razem zrobimy to jak należy. 

T L R

background image

Kiedy  Siena  obudziła  się  kilka  godzin  później,  poczuła  na  plecach  delikatny  dotyk 

kochanka.  Mruknęła  niczym  najprawdziwsza  kotka,  zastanawiając  się,  jak  długo  potrwa  ten 

przyjemny stan. 

- Pora wstawać. Niedługo wychodzimy. 

Niechętnie  otworzyła  oczy  i  ujrzała  Andreasa  siedzącego  na  skraju  łóżka,  z  mokrymi 

włosami i ręcznikiem na biodrach. Najwyraźniej niedawno brał prysznic, o czym świadczył także 

przyjemny zapach świeżości. 

Usiadła na łóżku i powiodła wzrokiem za jego muskularną sylwetką, a gdy ręcznik upadł na 

ziemię, pospiesznie odwróciła głowę. Zaczerwieniła się na wspomnienie namiętnych chwil, które 

spędziła  w  jego  ramionach.  Kolejny  raz  sprawił,  że  wiła  się  i  błagała  o  więcej,  jakby  była  jego 

niewolnicą. 

Pod wpływem upokorzenia i wstydu czym prędzej założyła pomiętą sukienkę, w której bra-

kowało  kilku guzików.  Andreas  oderwał  je,  kiedy  stracił  cierpliwość.  Przeklinając  w duchu  swój 

brak  doświadczenia,  czmychnęła  do  łazienki.  Gdyby  nie  była  takim  żółtodziobem,  pewnie 

potrafiłaby mu się oprzeć, zamiast tracić głowę przy pierwszym pocałunku. 

Odkręciła  wodę,  rozebrała  się  i  stanęła  pod  silnym  strumieniem  ciepłej  wody.  Nie  miała 

czasu na dłuższą kąpiel, czego ogromnie żałowała. Była jednak przyzwyczajona do pośpiechu. W 

przeszłości,  ze  strachu  przed  ojcem,  nauczyła  się  szykować  do  wyjścia  w  rekordowo  krótkim 

czasie.  Zrobiła  to  także  i  tym  razem.  Dlatego,  gdy  kilkanaście  minut  później  weszła  do  salonu, 

Andreas szeroko otworzył oczy ze zdumienia. 

Siena  z  przyjemnością  zauważyła,  że  wywarła  na  nim  wrażenie  nie  tylko  z  powodu 

punktualności. 

Na  ten  wieczór  starannie  wybrała  doskonałą  suknię  z  różowo-złotego  szyfonu,  z 

ramiączkiem na jedno ramię. Włosy upięła w fantazyjny kok, a w uszy wpięła kolczyki z dużymi 

różowymi brylantami. 

- Jak wyglądam? - zapytała nieśmiało, gdy nie odrywał od niej wzroku. 

-  Dobrze  wiesz,  że  wyglądasz  oszałamiająco,  Sieno.  Nie  potrzebujesz  moich 

komplementów. 

Chociaż wcale tego od niego nie oczekiwała, zaczerwieniła się zawstydzona. 

- Powinniśmy już iść, jeśli nie chcemy przegapić pierwszego aktu - oświadczył, spoglądając 

na zegarek. 

- Co to za opera? 

Cyganeria - wyjaśnił Andreas, otwierając drzwi.  

Siena omal nie zapiszczała z radości. 

T L R

background image

- Moja ulubiona! 

- Wygląda na to, że jednak mamy coś wspólnego - rzucił oschle, kiedy zamknęły się za nimi 

drzwi windy. 

Ten komentarz uświadomił jej, jak mało o nim wie. Nigdy nie znalazła żadnych konkretnych 

informacji na temat jego pochodzenia i krewnych. 

- Masz dużą rodzinę? - zapytała, gdy siedzieli już w samochodzie, a ciekawość wzięła górę 

nad rozsądkiem. 

Andreas spojrzał na nią tak ponuro, że od razu tego pożałowała. 

- Pięć młodszych sióstr. 

- Niesamowite. Jesteście ze sobą zżyci? - Na widok napięcia znaczącego jego twarz dodała 

pospiesznie: - Nigdy nie miałam nikogo bliskiego poza Sereną i wiele razy zastanawiałam się, jak 

by to było, gdybym miała... - Zanim wspomniała o starszym bracie, zdążyła ugryźć się w język. - 

Gdybym miała więcej rodzeństwa. 

Andreas uniósł brwi. 

- Nasze światy dzieli przepaść i to wszystko, co musisz wiedzieć - skwitował z naciskiem. 

Siena poczuła się tak, jakby dostała w twarz, dlatego skuliła się w rogu i wyjrzała za okno. 

Skoro uważał, że nie zasługuje, by wtajemniczyć ją w prywatne szczegóły ze swojego życia, mogła 

równie dobrze go ignorować. Zamiast szukać odpowiedzi, zaczęła sobie wmawiać, że jego rodzina 

w ogóle jej nie obchodzi. 

Gdy zatrzymali się przed gmachem paryskiej Opery, ujrzała długą kolejkę eleganckich ludzi. 

Najchętniej  zostałaby  w  samochodzie  i  poprosiła  o  odwiezienie  do  hotelu.  Pomyślała  jednak  o 

jedynej rodzinie, jaką miała - o swojej siostrze Serenie, zamkniętej w zakładzie psychiatrycznym w 

Anglii,  mogącej  liczyć  wyłącznie  na  jej  pomoc.  Wzdychając  ciężko,  podała  rękę  mrocznemu 

Grekowi. 

 

Trzy dni później Siena czekała w salonie londyńskiego apartamentu Andreasa. Od wyjazdu 

do  Paryża  ich  stosunki  znacznie  się  ochłodziły.  Po  powrocie  z  Opery  oświadczył,  że  ma  dużo 

pracy, po  czym  zamknął  się w gabinecie,  a  rano  Siena obudziła się  sama  w  ich  dużym  łóżku,  co 

oznaczało, że spędził noc gdzie indziej. 

Ale kiedy w końcu wrócił, kochał się z nią tak długo, aż opadła z sił. Jak zwykle uległa mu 

bez stawiania oporu. Gardziła sobą za to, że okazała się taka słaba i żałosna. Czy to możliwe, że jej 

uległość była efektem surowego wychowania? Czy spolegliwość okazywana ojcu napiętnowała ją 

na zawsze? 

T L R

background image

Poza tymi chwilami, które spędzali spleceni w namiętnym uścisku, Andreas traktował ją jak 

powietrze,  jakby  nie  liczyło  się  dla  niego  nic  prócz  jej  ciała.  W  pewnym  sensie  była  mu  za  to 

wdzięczna, ponieważ mogła pozbyć się złudzeń, że połączyło ich coś więcej niż seks. 

W  miniony  wieczór wybrali  się  na bal  charytatywny  zorganizowany na  rzecz  dzieci,  które 

ucierpiały  w  czasie  wojny.  Siena  ze  łzami  w  oczach  wysłuchała  historii  młodej  Afganki,  której 

udało  się  dotrzeć  do  Ameryki,  gdzie  otrzymała  każdą  możliwą  pomoc,  zdobyła  wykształcenie  i 

rozpoczęła pracę w szeregach ONZ. 

Nie  mogła  uwierzyć  własnym  oczom,  gdy  na  scenę  poproszono  pomysłodawcę  i 

organizatora całego przedsięwzięcia: Andreasa Ksenakisa. Oszołomiona spijała jego słowa, gdy z 

wielką pasją opowiadał o tym, że żadne dziecko nie powinno cierpieć. 

- Co sprawiło, że postanowiłeś zaangażować się w taką działalność? - zapytała bez ogródek, 

kiedy wrócił do stolika. 

Surowy  wyraz  jego  twarzy  przypomniał  jej,  że  kolejny  raz  zapomniała  o  roli,  którą  miała 

odgrywać. Mimo to udzielił wyczerpujących wyjaśnień. 

-  Jakiś  czas  temu, gdy w  Meksyku  doszło do  starcia  dwóch gangów  narkotykowych, mały 

chłopiec  dostał  się  w  ogień  krzyżowy.  Chociaż  Ruben  zorganizował  dla  niego  transport  do 

Nowego  Jorku,  gdzie  zapewniono  mu  opiekę  najlepszych  lekarzy,  dziecko  zmarło.  Sam  mam 

ośmiu siostrzeńców, którym mogę zapewnić bezpieczeństwo i godziwe warunki, ale tamta krzywda 

otworzyła mi oczy. Zrozumiałem, że chcę zrobić ze swoim życiem coś więcej. 

Siena uświadomiła sobie, że to całkiem inny człowiek, niż jej się dawniej wydawało. Nie był 

chciwy,  żądny  władzy  ani  pozbawiony  zasad  moralnych,  chociaż  tak  utrzymywali  dziennikarze. 

Postanowiła więc chociaż na moment zapomnieć o swoich uprzedzeniach. 

-  Chcesz  mieć  dzieci?  -  zapytała,  ignorując  wcześniejsze  ostrzeżenia,  by  nie  poruszać 

tematów osobistych. 

Andreas uśmiechnął się kpiąco. 

-  Dlaczego  pytasz?  Chcesz  zostać  ich  matką?  -  zadrwił.  -  Gdybyśmy  mieli  dziewczynkę, 

moglibyśmy  ją  nazwać  Estella  na  cześć  sławnej  bohaterki  powieści  Dickensa,  która  omotała 

biednego Pipa tylko po to, by na koniec rozgnieść go jak natrętną muchę. 

Ten  zawoalowany  atak  tak  bardzo  ją  zszokował,  że  odłożyła  na  bok  serwetkę,  wstała  z 

krzesła i powiedziała cicho: 

- Nie jesteś Pipem, Andreasie, i najwyraźniej nie czytałeś uważnie. W tej historii to Estella 

była ofiarą. 

T L R

background image

Poszła prosto do łazienki, gdzie zamknęła się w ciasnej kabinie, by ukryć gorące łzy płynące 

jej po twarzy. Była zdumiona, że słowa Andreasa tak bardzo ją zraniły. Nie sądziła, że miał nad nią 

taką władzę. 

Tak czy inaczej, nie zamierzała mu tłumaczyć, jak bardzo był wobec niej niesprawiedliwy, 

ani  przyznać,  że  niczego  tak  nie  pragnęła  jak  kochającej  rodziny,  w  której  nie  było  jej  dane 

dorastać. 

Kiedy  jeszcze  mieszkała  w  palazzo  we  Florencji,  miała  w  zwyczaju  wyglądać  przez  okno 

swojej  sypialni,  skąd  rozciągał  się  widok  na  park.  Widywała  tam  matki  i  ojców  z  dziećmi. 

Sprawiali  wrażenie  ogromnie  szczęśliwych,  co  tylko  potęgowało  jej  ból.  Niejednokrotnie 

zastanawiała  się,  jak  to  jest  być  kochaną.  Obiecała  sobie,  że  jeśli  kiedykolwiek  założy  własną 

rodzinę, otoczy ją miłością i troską, których jej oszczędzono. 

Odepchnąwszy  ponure  myśli,  wyszła  z  łazienki  i  wróciła  do  stolika,  przy  którym  czekał 

zniecierpliwiony Andreas. Wkrótce wyszli, a gdy siedzieli pogrążeni w mroku na tylnym siedzeniu 

samochodu, przyglądał jej się uważnie. 

- Twoim zdaniem Estella była ofiarą? - zapytał niespodziewanie. - Bo mnie się wydaje, że 

było dokładnie na odwrót. 

Sięgnął  po  nią,  ale  przepełniająca  ją  nienawiść  tym  razem  okazała  się  silniejsza  od 

pożądania, więc zdołała się wyrwać. Do końca podróży nie odezwali się do siebie słowem. Jednak 

po  dotarciu  do  mieszkania  Andreas  ponowił  próbę  i  tym  razem  nie  potrafiła  mu  się  sprzeciwić, 

skoro  miał  ten  szczególny  dar  przemieniania  jej  gniewu  i  frustracji  w  ekstazę.  Zachowywała  się 

tak, jakby była uzależniona od jego pieszczot, i szczerze tego nie znosiła. 

-  Powinniśmy  już  iść,  jeśli  nie  chcemy  się  spóźnić.  -  Jego  szorstki  głos  wyrwał  ją  z 

zamyślenia. 

Spojrzała na niego i kolejny raz pomyślała, jak przystojnie wygląda w smokingu. Żeby nie 

patrzeć  na  niego  dłużej  niż  to  konieczne,  chwyciła  szal  i  torebkę,  po  czym  wygładziła  czarną 

suknię  z  połyskliwej  tkaniny.  Ciężar  brylantowej  kolii,  kolczyków  i  bransolety  przypomniał  jej, 

jaką wyznaczył dla niej rolę. Nie mogła o tym zapominać. Musiała zachować czujność. Wiedziała, 

że jeśli okaże słabość, on wykorzysta ją bez wahania do realizacji własnych planów. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Po  kilku  godzinach  spędzonych  na  przyjęciu  Sienę  zaczęły  boleć  stopy.  Nie  była 

przyzwyczajona do takich imprez, chociaż Andreas pewnie by w to nie uwierzył. Gdyby to od niej 

zależało, wolałaby zostać w domu. 

Mimo  wszystko  z  zaciekawieniem  obserwowała,  jak  wysoki,  przystojny  nieznajomy 

podchodzi  do  jej  partnera.  Mężczyźni  przywitali  się  serdecznie,  a  na  twarzy  Andreasa  zagościł 

szczery uśmiech, który tak rzadko tam widywała. 

- To Rafaele Falcone z Falcone Industries - przedstawił jej go po chwili. - Przeprowadził się 

do Londynu, żeby zwiększyć wpływy w branży motoryzacyjnej. 

Siena rozpoznała nazwisko jednej z najzamożniejszych włoskich rodzin. Podała mężczyźnie 

dłoń,  uśmiechając  się  do  niego.  Dorównywał  Andreasowi  zarówno  pod  względem  wzrostu,  jak  i 

postury, a ponadto miał piękne zielone oczy. Jednak, kiedy ich ręce się spotkały, nic nie poczuła. 

Najwyraźniej jej ciało reagowało tylko na bliskość aroganckiego Greka. 

- Zadzwoń do mnie, kiedy znudzisz się Ksenakisem - powiedział zalotnie, podając jej swoją 

wizytówkę. 

Siena  chciała  po  nią  sięgnąć,  ale  Andreas  okazał  się  szybszy.  Gdy  tylko  ukrył  nieduży 

kartonik  w kieszeni  marynarki,  przyciągnął  ją  do  siebie.  Wprawił  ją  tym  w  osłupienie,  ponieważ 

nigdy wcześniej nie zachowywał się tak publicznie. 

Tymczasem Rafaele Falcone uniósł ręce w geście kapitulacji, robiąc krok w tył. 

-  Do  zobaczenia  wkrótce,  Ksenakis.  Mamy  parę  rzeczy  do  obgadania.  Poza  tym  niedługo 

wypuszczamy na rynek nowy samochód, który z pewnością cię zainteresuje. 

Chociaż zwracał się do Andreasa, ani na moment nie spuścił wzroku ze Sieny, która zaczęła 

się  rumienić.  Zupełnie  nie  wiedziała,  jak  się  w  tej  sytuacji  zachować,  zwłaszcza  że  jej  partner 

zrobił się strasznie nerwowy. 

- Nawet o tym nie myśl - syknął jej do ucha po tym, jak Włoch się z nimi pożegnał. 

- O czym? - zapytała zdumiona. 

-  Dla  Falcona  nie  ma  żadnych  świętości  -  wyjaśnił,  wskazując  głową  oddalającego  się 

mężczyznę. 

Nagle ogarnęła ją wściekłość, nie tylko z powodu tej bezczelnej insynuacji. Chodziło o to, 

jak zachowywał się w minionych dniach. Był nieprzyjemny, kąśliwy i zimny jak góra lodowa. A 

teraz jeszcze dał popis irytującej zaborczości. 

T L R

background image

- Jak śmiesz? Kiedy ten piekielny tydzień wreszcie się skończy, będę mogła robić, co mi się 

żywnie podoba. Jeśli zapragnę przeżyć przelotny romans z Rafaelem Falconem, nie omieszkam do 

niego zadzwonić. 

Przez kilka sekund Andreas wyglądał tak groźnie, że Siena zadrżała ze strachu. Właściwie 

przyszło jej na myśl, że mógłby ją uderzyć. 

- Jesteś moja - wycedził przez zaciśnięte zęby. - I tylko moja. 

-  Tylko  przez  siedem  dni  -  przypomniała  mu  rezolutnie.  -  Za  czterdzieści  osiem  godzin 

uwolnię się od twojego uroczego towarzystwa. A może chciałbyś zatrzymać mnie na dłużej? - Nie 

mogła  się  powstrzymać,  żeby  nie  dodać:  -  Przypominam  tylko,  że  to  oznacza  dużo  więcej 

prezentów. 

- Czyli tak gromadzisz fundusze po upadku naszego ojca? Jakoś mnie to nie dziwi. 

Nie  od  razu  dotarło  do  niej,  że  te  słowa  wypowiedział  inny  mężczyzna.  Gwałtownie 

odwróciła głowę i napotkała spojrzenie Rocca DeMarco - swojego brata. Zbladła i omal nie straciła 

równowagi. Ledwo usłyszała powitanie, które wypowiedział Andreas. 

-  Widzę,  Ksenakis,  że  zostałeś  sponsorem  mojej  młodszej  siostry  -  powiedział  Rocco  bez 

ogródek. 

Jego  podobieństwo  do  ojca  wstrząsnęło  Sieną  dokładnie  tak  samo  jak  przed  laty.  Miała 

ochotę się rozpłakać albo zapaść pod ziemię. Skoro nie mogła zrobić żadnej z tych rzeczy, szepnęła 

tylko: 

- Pamiętasz mnie. 

Wbijając w nią ciemne oczy, wykrzywił twarz w grymasie. 

- Naprawdę myślisz, że mógłbym cię zapomnieć? Po tym, jak razem z Sereną przeszłyście 

nade mną jak nad zwykłym śmieciem? 

Siena  nie  zdążyła  odpowiedzieć,  ponieważ  do  Rocca  podeszła  piękna  rudowłosa  kobieta  i 

wsunęła  mu  rękę  pod  ramię.  Kiedy  na  nią  spojrzał,  jego  twarz  złagodniała,  a  oczy  zabłyszczały 

prawdziwą miłością. 

- To moja żona Gracie - oświadczył z dumą. - Gracie, poznaj moją przyrodnią siostrę Sienę. 

Siena spięła się, mimo to podała Gracie rękę, mierząc ją nieufnym spojrzeniem. 

Rocco uważnie przyjrzał się Andreasowi. 

-  Z  twojego  wyrazu  twarzy  wnioskuję,  że  Siena  nie  wspomniała  ci  o  naszym 

pokrewieństwie.  Czyżby  przemilczała  także  uroczą  historię  o  tym,  jak  nasz  ojciec  pobił  mnie  i 

zostawił na ulicy jak bezpańskiego psa? 

-  Miałam  wtedy  tylko  dwanaście  lat.  Nie  wiedziałam,  co  robić...  -  zaoponowała  Siena, 

spoglądając na Gracie.  

T L R

background image

Czuła  silną  potrzebę,  by  wytłumaczyć,  się  przed  tą  obcą  kobietą,  ale  jedyne  co  zyskała  to 

pełne litości spojrzenie. 

Tego było dla niej za wiele. Wyrwała się z uścisku Andreasa i czym prędzej wybiegła z sali 

bankietowej. Zyskała niezbity dowód na to, że ona i Serena mogły liczyć wyłącznie na siebie. Aż 

do dzisiaj w skrytości ducha pielęgnowała wątłą nadzieję, że pewnego dnia pojednają się z bratem, 

ale teraz ostatecznie straciła złudzenia. 

Chociaż łzy cisnęły jej się do oczu i dławiły w gardle, zapanowała nad emocjami. Wiedziała, 

że lada moment odnajdzie ją Andreas, a nie chciała dać mu kolejnego powodu do triumfowania. 

W końcu usłyszała jego lodowaty głos: 

- Dlaczego nie powiedziałaś, że Rocco DeMarco to twój przyrodni brat? 

Siena stała odwrócona plecami do niego. 

- Bo to bez znaczenia. 

-  Bez  znaczenia?  Ten  człowiek  jest  jednym  z  najbardziej  wpływowych  finansistów  na 

świecie. 

W  końcu  zdobyła  się  na  odwagę,  by  spojrzeć  mu  w  twarz.  Widniało  na  niej  dokładnie  to, 

czego się spodziewała: obrzydzenie i wściekłość. 

-  Jak  pewnie  zauważyłeś,  on  mnie  nienawidzi  -  powiedziała,  wzruszając  ramionami.  - 

Dlaczego  więc  ja  miałabym  przejmować  się  bękartem  mojego  ojca,  którego  spłodził  z  jakąś 

prostytutką? 

Ostatnie słowa sprawiły jej większą trudność, niż się spodziewała. Tak naprawdę wiele razy 

fantazjowała, że Rocco wraca po nią i Serenę i uwalnia je spod tyranii ojca. Nie zamierzała jednak 

informować o tym Andreasa. 

- Oczywiście - odparł Andreas w zamyśleniu, przyglądając się jej z dziwnym wyrazem oczu. 

Potem ruszył do wyjścia. 

Siena zamarła, lecz zaraz ruszyła za nim. 

-  Wychodzimy?  -  zapytała  zdumiona,  kiedy  poprosił  parkingowego  o  przyprowadzenie 

samochodu. 

Andreas ledwie na nią spojrzał. 

-  Rocco  DeMarco  i  jego  żona  to  moi  przyjaciele.  Nie  chciałem  psuć  im  zabawy,  więc 

obiecałem, że wyjdziemy. 

Bez  dalszych  wyjaśnień  otworzył  dla  niej  drzwi  samochodu,  zajął  miejsce  za  kierownicą  i 

ruszył. Przez całą drogę nie odezwał się do niej słowem. W milczeniu wjechali windą na ostatnie 

piętro apartamentowca, a potem Andreas zdjął marynarkę i wyjął spinki z mankietów, całkowicie 

ignorując Sienę, która nie mogła sobie znaleźć miejsca. 

T L R

background image

-  Jutro  rano  jeden  z  moich  ochroniarzy  odprowadzi  cię  do  jubilera.  Tam  będziesz  mogła 

spieniężyć całą biżuterię - odezwał się niespodziewanie, potwierdzając jej najgorsze obawy. 

- Przecież do końca tygodnia zostały jeszcze dwa dni - wyszeptała słabym głosem. 

Przeszył ją lodowatym spojrzeniem. 

- Niczego już od ciebie nie chcę. - Wykrzywił usta w okrutnym grymasie. - Nie martw się, 

nie będziesz na tym stratna. 

Przez chwilę stała jak sparaliżowana. Chociaż powinna poczuć ulgę i zadowolenie na wieść, 

że  wkrótce  odzyska  wolność,  była  wstrząśnięta  i  zagubiona.  Nie  wiedziała,  co  się  z  nią  dzieje. 

Może  chodziło  o  to,  że  w  głębi  ducha  liczyła  na  ocieplenie  stosunków.  Oczywiście  nigdy  nie 

sądziła, że zyska jego przyjaźń czy nawet sympatię, ale miała nadzieję, że chociaż przestanie nią 

gardzić. 

Zadrżała, jakby owiał ją lodowaty wiatr. Musiała odejść ze świadomością, że Andreas nigdy 

nie  zmieni  o niej  zdania  i  do  końca  życia będzie  ją  nienawidził.  Na pocieszenie  miała  pieniądze, 

które poprawią stan Sereny. Musiała uczepić się tej myśli, żeby całkiem się nie rozkleić. 

-  Nie  pozostaje  mi  nic  innego  jak  życzyć  ci  dobrej  nocy  -  powiedziała  w  końcu, 

odzyskawszy kontrolę nad własnym ciałem. 

-  Żegnaj  byłoby  odpowiedniejszym  słowem  -  odparł  oschle.  -  Nie  zobaczymy  się  jutro.  Z 

samego rana wylatuję do Nowego Jorku. 

Chociaż z całych sił próbowała zachować spokój, zadrżała kolejny raz. 

-  Przepraszam  cię,  Andreasie.  Jest  mi  naprawdę  przykro...  Nie  chciałam,  żeby  tak  się  to 

potoczyło. 

Odwróciła się i pobiegła do swojego pokoju, nie czekając na jego reakcję, a Andreas jeszcze 

przez chwilę stał, wpatrując się w puste miejsce, gdzie wcześniej stała. Miał ochotę potrząsnąć nią 

mocno i zapytać, co dokładnie miała na myśli. I jak zawsze pragnął się z nią kochać. 

Nawet zajście z Rockiem nie ostudziło jego pożądania. Mimo to, kiedy przyjaciel opowiadał 

swoją  historię,  na  jego  twarzy  malował  się  taki  ból,  że  Andreas  bez  trudu  wyobraził  sobie  dwie 

wyniosłe nastolatki mijające poniżonego przyrodniego brata. 

W  jednej  chwili  wróciły  wszystkie  wspomnienia  sprzed  pięciu  lat,  a  wraz  z  nimi  gniew  i 

nienawiść, o których łatwo zapominał pod wpływem namiętności. Kiedy Siena spoglądała na niego 

tymi dużymi, niebieskimi oczami, wszystko inne traciło znaczenie, a przecież tak wiele osób przez 

nią  cierpiało.  Na  szczęście  odzyskał  rozum  i  trzeźwo  ocenił  sytuację.  Zakończył  ich  romans, 

ponieważ  bardziej  mu  szkodził,  niż  pomagał.  Popełnił  błąd,  kiedy  postanowił  ją  odszukać  i 

zawrzeć  z  nią  tę  niedorzeczną  umowę.  Na  szczęście  miał  to  już  za  sobą.  Nie  mógł  się  doczekać 

podróży do Nowego Jorku i powrotu do dawnego życia. 

T L R

background image

Miesiąc później, Londyn 

 

Andreas przedłużał pobyt w Stanach Zjednoczonych do granic możliwości, a kiedy w końcu 

wrócił do swojego apartamentu, od progu powitała go martwa cisza. Zignorował dziwne ukłucie w 

sercu, po czym odstawił walizkę. 

W  salonie  cofnął  się  we  wspomnieniach  do  tego  dnia,  kiedy  Siena  czekała  na  niego  w 

czarnej kreacji wieczorowej. Wyglądała wtedy tak niewinnie i delikatnie. Przeklinając pod nosem, 

ruszył  do  kuchni,  ale  tam  także  mógł  myśleć  tylko  o  niej,  a  konkretnie  o  dniu,  w  którym  panna 

Bright uczyła ją obsługi piekarnika. 

Westchnąwszy  ciężko,  ruszył  do  pokoju,  w  którym  spędziła  pięć  dni.  Wszytko  wyglądało 

tak, jakby nikt tutaj nigdy nie mieszkał. Nawet ubrania, które dla niej kupił, wisiały w garderobie. 

Nie miał pewności, ale zdawało mu się, że nie zabrała stąd ani jednej rzeczy. 

Ogarnęło  go  zdumienie.  W  końcu  cała  ta  kolekcja  strojów,  butów  i  dodatków  kosztowała 

fortunę.  Siena  z  łatwością  mogłaby  otrzymać  za  nią  przyzwoitą  sumkę.  Mimo  to  nie  wzięła 

niczego. 

Pospiesznie ruszył do gabinetu i zajrzał do sejfu. Biżuteria zniknęła. Uśmiechnął się gorzko, 

rozbawiony  własną  głupotą.  Dlaczego  w  ogóle  pomyślał,  że  nie  przyjmie  od  niego  zapłaty? 

Przecież nie liczyło się dla niej nic prócz wygodnego życia. 

Nie  zamierzał  marnować  czasu  na  Sienę  DePiero,  nawet  jeśli  trwoniła  jego  pieniądze. 

Zapewne  uganiała  się  właśnie  za  kolejnym  milionerem  na  tyle  głupim,  by  finansować  jej 

zachcianki.  Na  tę  myśl  przed  oczami  stanęła  mu  twarz  Falconego.  Zaciskając  pięści,  zdusił 

gwałtowny  wybuch  emocji,  po  czym  wmówił  sobie,  że  to  nie  ma  żadnego  znaczenia.  Nie 

obchodziła  go  ani  ta  kobieta,  ani  cały  wianuszek  mężczyzn  czekających  u  progu  jej  sypialni. 

Wkrótce zapomni o niej i odzyska spokój. 

 

Siena  odwróciła  się  w  kierunku  kolejnej  grupki  gości  weselnych,  niosąc  srebrną  tacę  z 

przystawkami.  Nikt  nie  zwracał  na  nią  uwagi,  a  ona  była  wdzięczna  za  tę  anonimowość.  Dwa 

tygodnie wcześniej znalazła nową pracę, więc nie narzekała na brak zajęć. 

Wszystkie  pieniądze  ze  sprzedaży  biżuterii  przekazała  na  leczenie  siostry.  Po  rozmowie  z 

Sereną,  podczas  której  zapewniła  ją,  że  wszystko  się  ułoży,  ogarnęło  ją  poczucie  dobrze 

spełnionego obowiązku. Nie żałowała czasu, który poświęciła Andreasowi, ponieważ dzięki temu 

mogła pomóc jedynej bliskiej jej osobie. 

Sunąc wolno między elegancko ubranymi ludźmi, Siena przyglądała się ich twarzom. Nagle 

stanęła jak wryta kilka metrów od dwóch mężczyzn prowadzących ożywioną rozmowę. Chciała się 

T L R

background image

odwrócić  i  oddalić  pospiesznie  na  zaplecze,  ale  ciemnowłosy  Grek  napotkał  jej  spojrzenie. 

Niewątpliwie był równie wstrząśnięty jak ona. 

Spanikowana  zaczęła  się  wycofywać,  ale  zanim  umknęła,  ciężka  dłoń  spoczęła  na  jej 

ramieniu i pociągnęła tak gwałtownie, że wypuściła tacę z rąk. Siena czym prędzej zaczęła zbierać 

resztki  jedzenia  z  drogiego  dywanu,  żeby  zminimalizować  szkody.  Niestety  Andreas  przyklęknął 

obok, zamiast zostawić ją w spokoju. 

- Odejdź, proszę - syknęła w jego stronę. - Nie mogę stracić kolejnej pracy. 

-  Dlaczego  pracujesz,  skoro  kilka  tygodni  temu  weszłaś  w  posiadanie  małej  fortuny?  - 

zapytał z naciskiem, 

Siena  podniosła  tacę  i  wyprostowała  się,  po  czym  spojrzała  na  Andreasa,  trzęsąc  się  ze 

złości. 

- Udawaj, że mnie tu nie ma. Proszę. Gdybym wiedziała, że tutaj będziesz... 

- Czy wszystko w porządku, panie Ksenakis? - zapytał szef Sieny. 

- Nie, nic nie jest w porządku - warknął Andreas, świdrując mężczyznę wzrokiem. 

Siena  zaczerwieniła  się  ze  wstydu,  ponieważ  wszyscy  patrzyli  już  tylko  na  nią, 

zastanawiając się, dlaczego wzbudziła zainteresowanie jednego z najbogatszych ludzi w tym kraju. 

Tymczasem Andreas wziął od niej tacę, po czym wręczył ją jej szefowi. 

- Przykro mi, ale będzie pan musiał poradzić sobie bez niej - oświadczył oficjalnym tonem, 

ujmując jej dłoń. 

Siena sapnęła gniewnie. 

- To nieprawda! Jak śmiesz?! 

Spróbowała wyszarpnąć rękę, ale on pociągnął ją za sobą w kierunku wyjścia. Żeby się nie 

przewrócić,  musiała  przyjąć  narzucone  przez  niego  tempo.  Była  wściekła,  przerażona  i  dziwnie 

podekscytowana.  Ta  wybuchowa  mieszkanka  dodała  jej  siły,  więc  gdy  znaleźli  się  na  korytarzu, 

zdołała mu się wyrwać. 

- Przez ciebie straciłam pracę! - krzyknęła, a jej oczy zapłonęły gniewnie. 

- Z tego, co mi wiadomo, nie musisz zarabiać na życie jako kelnerka - odparł, przyglądając 

jej się podejrzliwie. 

Siena otworzyła usta, ale zabrakło jej słów. Co mogła mu powiedzieć? Że lubiła harówkę, 

od której bolały ją plecy? Że traktowała roznoszenie jedzenia jako aerobik? 

- To nie twoja sprawa - mruknęła. 

Andreas  skrzyżował  ręce  na  piersi,  upodabniając  się  do  kamiennego  posągu,  i  Sienna 

zrozumiała, że łatwo się go nie pozbędzie. 

- Jesteś mi winna wyjaśnienie.  

T L R

background image

Potrząsnęła głową. 

- Nic ci nie jestem winna. 

- Pozwolę sobie mieć inne zdanie. 

Nie czekając na jej odpowiedź, poszedł do recepcji i poprosił o klucz do apartamentu prezy-

denckiego. Dopiero wtedy Siena uzmysłowiła sobie z przerażeniem, że znajdowali się w jednym z 

jego  hoteli.  Nawet  gdyby  spróbowała  uciec,  ochrona  z  pewnością  by  ją  powstrzymała.  Dlatego 

niechętnie ruszyła za nim. 

Zaprowadził  ją  prosto  do  przestronnego  salonu  z  widokiem  na  jasno  oświetlone  budynki 

parlamentu  odbijające  się  w  ciemnej  rzece.  I  gdy  tak  stała  na  środku,  ubrana  w  krótką,  czarną 

spódnicę, białą koszulę i czarny krawat, poczuła się ogromnie skrępowana. Co gorsze, jego wzrok 

powędrował na złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie klatki dla ptaków. Odkupiła go za ostatnie 

zaoszczędzone pieniądze, ale teraz tego żałowała, ponieważ palił jej skórę niczym piętno. 

- Usiądź, proszę - powiedział, podchodząc do barku. 

Przygotował drinki dla nich obojga, podał jej szklankę, po czym stanął przy oknie zwrócony 

do  niej  plecami.  Siena  wypiła  łyk  swojego  ulubionego  likieru  kawowego,  po  czym  zajęła  fotel 

stojący obok kanapy. 

- Może ty po prostu lubisz się nad sobą znęcać? - odezwał się po chwili, spoglądając na nią. 

- Może ciężka praca sprawia ci masochistyczną przyjemność? Albo zmieniłaś się do tego stopnia, 

że  wszystkie  pieniądze  oddałaś  na  cele  charytatywne.  Chcę  wiedzieć,  co  zrobiłaś  z  moimi 

pieniędzmi. W końcu nie było tego mało... 

Siena  zauważyła,  że  ledwo  panował  nad  gniewem.  Znalazła  się  w  trudnej  sytuacji. 

Oczywiście mogła okłamać go kolejny raz, ale czuła, że jest mu winna wyjaśnienia. Skoro dzięki 

jego pieniądzom pomogła siostrze, mogła przynajmniej być z nim szczera. 

Ostrożnie  odstawiła  szklankę  na  pobliski  stolik.  W  jej  głowie  kłębiły  się  dziesiątki  myśli, 

gdy  próbowała  podjąć  decyzję,  od  czego  zacząć.  Mogła  odwołać  się  do  jego  współczucia, 

spróbować dotrzeć do sedna okrężną drogą, ale ostatecznie zdecydowała się na bezpośredniość. 

- Potrzebowałam tych pieniędzy dla Sereny - wyszeptała, wpatrując się w swoje dłonie. 

Andreas nie sprawiał wrażenia przekonanego. 

- Mówiłaś, że twoja siostra zatrzymała się u przyjaciół na południu Francji... Ale załóżmy, 

że  mówisz  prawdę.  Zdecydowałaś  się  na  prostytucję,  żeby  spełnić  zachcianki  swojej  kochającej 

imprezy siostry? 

Siena  zerwała  się  na  równe  nogi.  Nie  zamierzała  wysłuchiwać  kolejnych  obelg,  zwłaszcza 

że sprawiały jej ogromny ból. 

T L R

background image

- Nie jest tak jak myślisz - rzuciła gniewnie, po czym przygryzła wargę. - Serena nigdy nie 

wyjechała do Francji. Jest tutaj, w Anglii. Wcześniej po prostu cię okłamałam. 

- To mnie nie dziwi, ale wolałbym poznać szczegóły, jeśli to nie problem. 

Wzdrygnęła się, chociaż wiedziała, że zasłużyła na ostre słowa krytyki. Nie potrafiła jednak 

dłużej znosić jego oceniającego spojrzenia. Podeszła więc do drugiego okna, splotła ręce na piersi i 

wbiła wzrok w szybę. 

- Moja siostra jest chora. Od lat cierpi na poważne zaburzenia psychiczne. Prawdopodobnie 

zaczęły  się,  kiedy  zmarła  nasza  matka.  Miałam  wtedy  trzy  lata,  a  Serena  pięć.  Zawsze  sprawiała 

dużo  kłopotów...  Pamiętam  jej  napady  szału  i  to,  jak  ojciec  zamykał  ją  w  pokoju.  Już  jako 

nastolatka  miewała  ataki  depresji.  Potem  pojawiły  się  także  halucynacje  i  epizody  psychotyczne. 

Próbowała radzić sobie sama, ale w konsekwencji uzależniła się od alkoholu i narkotyków. 

Andreas  nie  skomentował  jej  wynurzeń,  a  Siena  bała  się  na  niego  spojrzeć.  Postanowiła 

więc kontynuować. 

- Nasz ojciec uważał jej chorobę za słabość, a gdy po pierwszej próbie samobójczej zdiagno-

zowano  u  niej  dwubiegunową  psychozę  afektywną,  zabronił  jej  zażywać  leki.  Bał  się,  że 

informacje  o  jej  stanie  zdrowia  wyciekną  do  prasy.  -  Rozgoryczenie  Sieny  coraz  wyraźniej 

pobrzmiewało w jej głosie. - Chociaż zyskała sobie złą sławę imprezowiczki, nadal widział w niej 

cenny towar. 

Przerwała i na moment zamknęła oczy. 

- Słucham dalej - powiedział spokojnie. 

-  Po  zniknięciu  ojca  Serena  weszła  w  fazę  maniakalną.  Nie  mogłam  nad  nią  zapanować. 

Jedyne,  co  mogłam  zrobić,  to  czekać  na  upadek  naszej  rodzinnej  firmy,  a  potem  namówić  ją  na 

wyjazd  do  Anglii.  Wiedziałam,  że  potrzebowała  pomocy  i  chciała  jej.  Znalazłam  dobrą  klinikę 

psychiatryczną,  do  której  została  przyjęta.  Miałam  trochę  pieniędzy  odziedziczonych  po  matce. 

Wystarczyły na bilety lotnicze i na kilka pierwszych miesięcy leczenia. Myślałam, że moje zarobki 

wystarczą na dłużej, ale to była kropla w morzu potrzeb, a lekarze ostrzegali, że przerwanie terapii 

może  mieć  katastrofalne  skutki.  -  Nabrała  powietrza,  zanim  dodała:  -  Zrobię  wszystko,  żeby  jej 

pomóc. Poza nią nie mam nikogo na świecie. 

- A co z twoim bratem? - zapytał cicho Andreas. 

- Nie mogłam zwrócić się do niego po pomoc. Sam widziałeś, jak zareagował na mój widok. 

A  tak naprawdę nie ma  o niczym pojęcia.  W dniu,  kiedy doszło do konfrontacji,  razem  z  Sereną 

robiłyśmy  tylko  to,  czego  oczekiwał  od  nas  ojciec.  Gdybyśmy  się  sprzeciwiły,  zostałybyśmy 

surowo ukarane. Nie masz pojęcia, do czego zdolny jest nasz ojciec. 

- Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?  

T L R

background image

Ponieważ  nogi  odmówiły  jej  posłuszeństwa,  Siena  podeszła  do  kanapy  i  opadła  na  nią 

ciężko. Nigdy wcześniej nie rozmawiała z nikim o swojej sytuacji rodzinnej. 

- To prawdziwy sadysta - szepnęła. - Czerpie wielką przyjemność z cierpienia innych ludzi. 

Najbardziej jednak lubił znęcać się nad Sereną, ponieważ była uparta i nie dawała się kontrolować. 

Uczynił  z  niej  swój  worek  treningowy,  bo  wiedział,  że  w  ten  sposób  wymusi  na  mnie 

posłuszeństwo.  

Westchnęła, spoglądając na swoje dłonie. 

-  Już  od  najmłodszych  lat  uczył  mnie  karności.  Pewnego  dnia  przyłapał  mnie  na  mazaniu 

farbą po ścianie naszego palazzo. Potem wezwał mnie i Serenę do swojego gabinetu. Kazał mojej 

siostrze wyciągnąć ręce przed siebie, a potem uderzał je bambusowym kijem tak długo, aż zaczęły 

krwawić. Po wszystkim zwrócił się do mnie. Ostrzegł, że za każde moje przewinienie karę poniesie 

Serena. 

- Ile miałaś wtedy lat? - zapytał lodowatym głosem. 

- Pięć. 

Zapanowała  dłuższa  chwila  ciszy.  Siena  w  końcu  znalazła  w  sobie  odwagę,  żeby  spojrzeć 

mu w twarz. Sprawiał wrażenie spiętego. 

-  Chcę,  żebyś  opowiedziała  mi,  co  dokładnie  wydarzyło  się  tamtej  nocy  w  Paryżu  - 

przemówił wolno. 

Siena  nie  była  zaskoczona.  Spodziewała  się  takiej  prośby.  Nie  sądziła  jednak,  żeby 

wyjaśnienie mogło ją rozgrzeszyć. 

-  Spanikowałam  -  odparła  cicho.  -  Nie  zrobiłam  tego  z  premedytacją.  Po  prostu  nie 

pomyślałam  o  konsekwencjach.  Tamtego  wieczoru  długo  ci  się  przyglądałam.  Zawładnęło  mną 

pożądanie. Nigdy wcześniej nie czułam niczego takiego... 

Ponownie spojrzała na swoje dłonie. 

- Oczywiście możesz mi nie wierzyć, zwłaszcza po tym, co cię przeze mnie spotkało... Ale 

Serena  przechodziła  wtedy  gorszy  okres.  Wiedziałam,  że  nie  zniesie  tego,  co  zrobiłby  jej  ojciec, 

gdybym się wszystkiego nie wyparła. 

Kiedy skończyła mówić, zemdliło ją z nadmiaru emocji. 

-  Chcesz  mi  powiedzieć,  że  tego  nie  zaplanowałaś?  Nie  uwiodłaś  mnie  dla  zabicia  nudy? 

Zrzuciłaś na mnie winę ze strachu przed ojcem? 

Siena nerwowo przełknęła ślinę. 

-  Tak  -  szepnęła.  -  Stchórzyłam.  Postanowiłam  bronić  siostrę  zamiast  ciebie.  Nie  miałam 

jednak pojęcia, jak daleko ojciec się posunie... 

Andreas zadrżał gwałtownie, pochodząc do niej. 

T L R

background image

- Zniszczyłaś mi życie, bo bałaś się postawić własnemu ojcu?! - wybuchł. 

Siena wstała i spojrzała na niego. 

- Bardzo mi przykro. Szukałam cię tamtej nocy, żeby ci wszystko wyjaśnić... - 

Nagle opuściły ją siły, a gorące łzy popłynęły jej po policzkach. Chwilę później pokój zaczął 

wirować, podłoga usunęła jej się spod stóp, a na koniec świat pogrążył się w ciemnościach. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Andreas stał przy łóżku, na którym Siena spała zwinięta w kłębek. Ledwo zdążył ją złapać, 

zanim  upadła.  Aż  do  ostatniej  sekundy  poddawał  jej  słowa  w  wątpliwość.  Mogła  przecież 

wymyślić całą historię, żeby wzbudzić w nim litość i uniknąć odpowiedzialności. 

Z drugiej strony, zachowywała się niezwykle przekonująco. Pobladła, trzęsła się i wyglądała 

tak,  jakby  całkowicie  pogrążyła  się  w  przeszłości.  Chyba  nie  potrafiłaby  udawać  aż  tak 

przekonująco. 

Jeśli  jednak  mówiła  prawdę,  potrzebował  czasu,  żeby  przetrawić  wszystkie  rewelacje, 

którymi go uraczyła. Musiał ocenić jej postępowanie w świetle nowych okoliczności i zastanowić 

się, czy to cokolwiek między nimi zmieniało. 

Rzucił płaszcz na pobliskie krzesło i rozwiązał krawat, po czym podszedł do niej, zdjął jej 

buty i przykrył ją kocem. Sprawiała wrażenie wyczerpanej, delikatnej i bezbronnej. 

Zacisnął  pięści,  próbując  odpowiedzieć  sobie  na  pytanie,  czy  może  jej  zaufać.  Przywołał 

wspomnienia  z  tamtej  tragicznej  nocy  w  Paryżu.  Kiedy  nakrył  ich  jej  ojciec,  rzeczywiście 

sprawiała  wrażenie  zlęknionej,  a  potem  on  złapał  ją  za  ramię  zdecydowanie  za  mocno.  Andreas 

zaczął podejrzewać, że te wszystkie szczegóły mogły się okazać istotne. 

Marszcząc czoło, przypomniał sobie coś jeszcze. Kiedy rozmawiał ze swoim szefem po tym, 

jak  DePiero  kazał  mu  go  zwolnić,  obaj  usłyszeli  hałas  na  korytarzu.  Andreas  podszedł  wtedy  do 

uchylonych drzwi i wyjrzał na zewnątrz, ale nie dostrzegł nic prócz fragmentu sukni znikającej za 

rogiem. 

Czy to mogła być Siena? Naprawdę go szukała? Przeklął głośno. 

Gdyby  tylko  potrafił  zapanować  wtedy  nad  pożądaniem,  nie  znalazłby  się  w  kłopotliwym 

położeniu. Ale ta kobieta działała na niego jak magnes, zarówno wtedy, jak i teraz. Rozbudzała w 

nim uczucia, których nie potrafił i nie chciał nazwać. 

Bez względu na wszystko jednego był pewien: skoro ponownie pojawiła się w jego życiu, 

nie zamierzał pozwolić jej odejść. 

Po  przebudzeniu  Siena  nie  wiedziała,  gdzie  się  znajduje  ani  co  się  wydarzyło.  Upłynęło 

kilka minut, zanim zrozumiała, że leży w łóżku Andreasa. Potwornie bolała ją głową. Rozpuściła 

włosy, które do tej pory miała ściągnięte gumką w koński ogon, po czym odrzuciła koc i przyjrzała 

się  uważnie  swojemu  roboczemu  strojowi.  Nagle  wszystkie  wspomnienia  powróciły  w 

okamgnieniu. 

T L R

background image

Potarła  skronie, wykrzywiając  usta w  grymasie,  po  czym  ruszyła  do  łazienki.  Spojrzała  na 

swoje  odbicie  w  lustrze.  Była  blada,  miała  podkrążone  oczy  i  zapadnięte  policzki.  Wolno  zdjęła 

kolejne  elementy  garderoby  i  weszła  pod  prysznic.  Niestety,  nie  miała  czystych  rzeczy  na 

przebranie, więc założyła wymięty uniform. Zrezygnowała jedynie z krawata. 

Wygładziwszy  włosy  ręką,  ruszyła  do  salonu,  żeby  zmierzyć  się  z  Andreasem  w  świetle 

dnia. Zastała go przy stole. Jadł śniadanie, czytając gazetę, ale na jej widok wstał i odsunął dla niej 

krzesło. 

-  Przepraszam  -  szepnęła,  nie  mogąc  się  zdecydować,  czy  usiąść,  czy  ruszyć  prosto  do 

wyjścia. - Nie wiem, co mi się wczoraj stało... Dziękuję, że pozwoliłeś mi się wyspać. 

- Usiądź i zjedz coś. Bardzo schudłaś przez ostatni miesiąc. 

Unikając jego spojrzenia, zajęła wskazane miejsce. Nie chciała się przyznać, że brakowało 

jej pieniędzy na jedzenie. 

-  Przepraszam,  że  tak  wczoraj  na  ciebie  nawrzeszczałem  -  powiedział,  siadając.  -  To  po 

prostu było dla mnie za wiele jak na jeden raz. 

- Tak, wiem - odparła cicho. - Jeszcze raz przepraszam. 

- Upewniłem się, że Serena przebywa w klinice, o której wspomniałaś. Musiałem to zrobić 

po tym wszystkim... 

- Oczywiście, rozumiem - przerwała mu. - Nie ufasz mi. 

- Dziwisz się?  

Wolno pokręciła głową. 

- Co zamierzasz? 

-  Twoja  siostra  zasługuje  na  najlepszą  opieką  po  tym,  jak  traktowano  ją  przez  całe  życie. 

Postanowiłem opłacać jej leczenie. 

Siena  nie  mogła  uwierzyć  własnym  uszom.  Uważnie  przyjrzała  się  Andreasowi.  Nie 

sprawiał wrażenia osoby, która żartuje. 

- Dziękuję - powiedziała słabym głosem. - Oddam ci wszystko, obiecuję. 

-  Chyba  nie  z  tych  marnych  pensyjek,  które  dostajesz  jako  kelnerka?  -  rzucił  z 

powątpiewaniem, unosząc brwi. 

Zaczerwieniła się po uszy. 

-  Znajdę  inną  pracę.  Postaram  się  o  dofinansowanie.  Wiem,  że  prowadzone  są  kursy 

doszkalające... 

Andreas uniósł rękę, po czym podał jej pełen talerz i filiżankę kawy. 

-  Niczego  nie  musisz  mi  oddawać.  Gdybyś  na  samym  początku  powiedziała,  po  co  ci  te 

pieniądze, pomógłbym od razu. 

T L R

background image

-  Wybacz,  ale  ci  nie  wierzę  -  odparła,  spoglądając  na  niego  podejrzliwie.  -  Nienawidzisz 

mojej  rodziny.  Kieruje  tobą  chęć  zemsty.  Na  pewno  nie  działasz  bezinteresownie.  Udajesz,  że 

chcesz pomóc, by później wykorzystać to w innym celu.  

Andreas westchnął ciężko. 

- Wiele lat temu mój przyjaciel przeżył załamanie nerwowe i popełnił samobójstwo. Dlatego 

nigdy  nie  lekceważę  problemów  natury  psychicznej.  Nie  rozumiem  tylko  jednego.  Dlaczego 

Serena nie odeszła przy pierwszej nadarzającej się okazji? 

Siena wypiła łyk kawy, zanim udzieliła odpowiedzi. 

- Najpierw nie chciała zostawić mnie samej, a potem za bardzo uzależniła się od pieniędzy 

ojca, których potrzebowała na alkohol i narkotyki. 

- Rozumiem. - Skinął głową. - Naprawdę nie musisz przejmować się już wydatkami na jej 

leczenie. I nie chcę od ciebie niczego w zamian. 

- Nie mogę przyjąć od ciebie pieniędzy - zaprotestowała. - Już i tak jestem twoją dłużniczką, 

to przeze mnie straciłeś kiedyś pracę i musiałeś wyjechać z Europy. - Nie potrafiła powstrzymać 

łez. - Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym cofnąć czas i naprawić wszystko, co wydarzyło się 

tamtej nocy. 

Pochylił się w jej stronę, wbijając w nią przenikliwe spojrzenie. 

-  Uwierz  mi,  że  wszystko  potoczyłoby  się  dokładnie  tak  samo.  Nie  potrafimy  się  sobie 

oprzeć. W swojej obecności reagujemy instynktownie. 

Jej serce zabiło mocniej. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? 

Andreas  wstał  do  stołu,  podał  jej  rękę  i  pomógł  jej  wstać.  Gdy  znalazł  się  tuż  przy  niej, 

poczuła  ciepło  jego  ciała  otulające  ją  niczym  kokon.  Zrozumiała,  jak  bardzo  brakowało  jej  tego 

przez ostatnie tygodnie. 

- To jeszcze nie koniec, Sieno. 

Po tych słowach wsunął palce w jej włosy i przyciągnął ją do siebie, żeby zamknąć jej usta 

namiętnym  pocałunkiem.  Chociaż  ogromnie  ją  tym  zaskoczył,  zareagowała  natychmiast.  Uniosła 

ręce i zarzuciła mu je na szyję. 

Do tej pory sądziła, że przestał jej pożądać tamtego dnia, kiedy kazał jej odejść. Jego ciało 

mówiło jednak coś zupełnie innego; czuła to wyraźnie. 

W ciągu kilku minut znaleźli się w sypialni, gdzie kochanek położył ją na łóżku, po czym 

niecierpliwie  zaczął  rozpinać  swoją  koszulę.  Biorąc  z  niego  przykład,  Siena  chwyciła  za  guziki 

przy  swoim  stroju.  Potem  uniosła  biodra,  a  on  jednym  ruchem  zsunął  jej  spódnicę  i  rajstopy. 

Wkrótce rozebrał ją do naga. 

T L R

background image

Kiedy stanął obok niej w całej okazałości, serce Sieny zamarło. Podniecenie, które narastało 

w  niej  od  miesiąca,  sprawiało  jej  niemal  fizyczny  ból.  Zniecierpliwiona  wyciągnęła  ręce  w  jego 

stronę, a gdy się przysunął, pogłaskała jego szorstki policzek. 

Pochylił  się  nad  nią,  a  ich  języki  splotły  się  w  szalonym  tańcu.  Jednocześnie  wsunął  rękę 

między jej nogi i rozchylił je. Przez chwilę pieścił ją, omal nie doprowadzając do orgazmu. Kiedy 

jej ciało się naprężyło, cofnął rękę. 

- Tak bardzo cię pragnę - wychrypiał. - Tęskniłem za tobą. 

Zaskoczona  Siena  spojrzała  mu  prosto  w  twarz.  Ze  szklistymi  oczami  i  zaczerwienionymi 

policzkami wyglądał, jakby miał gorączkę. I pewnie tak właśnie było, skoro trawiło go pożądanie. 

Gdy  sięgnął  po  prezerwatywę,  szerzej  rozchyliła  nogi  i  przygotowała  się  na  tę  długo 

wyczekiwaną chwilę. I gdy w końcu poczuła go w sobie, uniosła się na łokciach, żeby znaleźć się 

jak najbliżej niego. Nigdy wcześniej nie było  jej  z nim  tak dobrze.  I nagle dotarło do niej,  że go 

kocha - tak mocno jak nikogo innego na świecie. Zaraz potem zalała ją fala rozkoszy. 

Następnego  dnia  rano  Siena  obudziła  się  obok  mężczyzny  ze  swych  snów.  Leżał  na boku, 

przyglądając jej się uważnie. 

- Chcę, żebyś wróciła ze mną do domu - oświadczył głosem nieznoszącym sprzeciwu. 

- Do domu? Masz na myśli swój apartament?  

Andreas skinął głową. 

- Nie przyjmę odmowy - dodał z typową dla niego stanowczością. 

Przez  dłuższy  czas  wpatrywała  się  w  tę  twarz,  którą  tak  dobrze  znała.  Była  to  twarz 

mężczyzny, który mówi innym jak żyć i nie pyta ich o zdanie. Poczuła się osaczona, dlatego czym 

prędzej sięgnęła po szlafrok, ubrała się i wstała z łóżka. 

- Posłuchaj - zaczęła wolno, obserwując, jak marszczy czoło - dla mnie sytuacja przedstawia 

się nieco inaczej. Jestem ci winna ogromną sumę pieniędzy... Kiedy byliśmy razem i kupowałeś mi 

drogą biżuterię, nie czułam się komfortowo. Przyjmowałam ją tylko ze względu na Serenę. 

Z trudem formułowała kolejne zdania, kiedy ten piękny Grek leżał przed nią całkiem nagi i 

niczym nieskrępowany. Wzięła jednak głęboki wdech i podjęła temat. 

- Wolałabym zyskać możliwość zapracowania na jej leczenie... 

- Nie ma takiej potrzeby. 

Siena traciła nadzieję, że zdoła przekonać go do swoich racji. 

-  Czy  ty  naprawdę  tego  nie  rozumiesz?  Będę  od  ciebie  uzależniona  do  końca  życia.  Nie 

mogę na to pozwolić. Mój ojciec był tyranem i uważał mnie za swoją własność. Nie sugeruję, że 

jesteś do niego podobny, ale nie chcę kolejny raz stracić niezależności. 

- Nie miałaś podobnych rozterek, kiedy odeszłaś z pokaźną kwotą ze sprzedaży biżuterii. 

T L R

background image

Siena poczuła uderzenie gorąca. 

-  Wtedy  myślałam,  że  już  nigdy  więcej  cię  nie  zobaczę.  I  sądziłam,  że  nie  mam  innego 

wyjścia. - Przyjęła dumną pozę. - Poza tym dostałeś coś w zamian. 

Oczy Andreasa błysnęły groźnie. 

- To prawda. Oddałaś mi swoją cnotę. Tym bardziej będę nalegał, żebyś do mnie wróciła. 

Jej serce zabiło mocniej. Może zabiegał o nią, ponieważ poczuł coś więcej niż pożądanie? 

Szybko skarciła się w duchu za takie niedorzeczne pomysły. Temu mężczyźnie chodziło wyłącznie 

o seks. Pociągała go, więc chciał mieć ją przy sobie, by spełniała jego zachcianki. 

- Ja... 

-  Oboje  wiemy,  jak  silna  jest  chemia,  która  nas  łączy.  Ty  po  prostu  nie  możesz  ode  mnie 

odejść. Potrzebujesz mnie tak samo jak ja ciebie. 

Andreasowi nie spodobało się uczucie paniki, które nim zawładnęło na widok wahania na jej 

twarzy.  Nie  miał  żadnej  karty  przetargowej  -  niczego,  czym  mógłby  na  nią  wpłynąć,  a  nie  był 

pozbawionym  skrupułów  zimnym  draniem,  żeby  targować  się  za  pomocą  pieniędzy 

przeznaczonych na leczenie jej siostry. 

-  Jeżeli  mam  z  tobą  zamieszkać,  musimy  ustalić  kilka  zasad  -  powiedziała  tak  cicho,  że 

ledwo ją usłyszał. Zebrała się w sobie i dodała nieco głośniej: - Zamierzam znaleźć pracę i zacząć 

cię spłacać. To nie podlega dyskusji. Znam się na archiwizowaniu danych i mam doświadczenie w 

pracy z dziećmi specjalnej troski. Mam nadzieję, że te umiejętności na coś się przydadzą. 

Andreas otworzył usta, ale uciszyła go ruchem ręki. 

- Poza tym nie chcę dostawać biżuterii. - Wzruszyła ramionami. - Już nigdy. 

- Coś jeszcze? - zapytał, patrząc, jak przygryza wargę. 

- Ten... układ będzie trwał tylko do momentu, gdy wyczerpie się ta chemia, która nas łączy. 

- Póki co się nie wyczerpała - mruknął, wyciągając do niej rękę. 

Siena trwała nieruchomo jak posąg. - Zgadzasz się na moje warunki? 

- Tak - odparł pospiesznie. - A teraz chodź do mnie. 

T L R

background image

Sześć tygodni później 

 

- Dobranoc, Sieno. Do zobaczenia w poniedziałek. Miłego weekendu. 

Siena się uśmiechnęła. 

- Dobranoc, Lucy. Mam nadzieję, że twoja córeczka wkrótce wróci do zdrowia. 

Po  wyjściu  koleżanki  Siena  przeciągnęła  się  zadowolona.  Poza  nią  wszyscy  wyszli  już  z 

pracy.  Nadal  nie  mogła  uwierzyć  we  własne  szczęście.  Serena  miała  zapewnione  bezpieczne 

schronienie i najlepszą opiekę, a ona od prawie miesiąca realizowała się zawodowo. 

Wstała, wzięła płaszcz i wyjrzała przez okno. Na widok znajomego sportowego samochodu 

ogarnęło  ją  pożądanie.  Minęły  dwa  dni  od  jego  wyjazdu  do  Nowego  Jorku,  więc  nie  mogła 

doczekać się chwili, gdy wpadnie w jego ramiona. 

Chwyciła torebkę i energicznym krokiem ruszyła do drzwi. Kiedy wyszła na dwór, Andreas 

czekał  na  nią  przy  aucie.  Mijające  go  kobiety  posyłały  mu  zalotne  spojrzenia,  co  wywołało  jej 

zazdrość.  Nie  potrafiła  zapanować  nad  tym  uczuciem,  podobnie  jak  nad  kilkoma  innymi,  które, 

choć niechciane, na dobre zagościły w jej sercu. 

Ruszyła  w  jego  stronę,  a  on  uśmiechnął  się  do  niej,  po  czym  przyciągnął  ją  do  siebie  i 

pocałował  tak  namiętnie,  że  omal  nie  zaczęła  zrywać  z  niego  ubrania  na  środku  ulicy.  Wsunęła 

palce w jego ciemne włosy i spojrzała mu głęboko w oczy. 

- Tęskniłaś za mną? - zapytał seksownym głosem. 

- Nawet nie zauważyłam, że cię nie było - odparła przekornie. 

Stosunki  między  nimi  znacznie  się  ociepliły,  więc  mogła  pozwolić  sobie  na  swobodne 

zachowanie i dowcipne złośliwości. 

- Zapłacisz mi za to - powiedział obruszony. - Kiedy tylko wrócimy do domu. 

Otworzył dla niej drzwi, po czym zajął miejsce za kierownicą. Wtedy Siena zdobyła się na 

odwagę, żeby przekazać mu najnowszą wiadomość. 

- Przyszedł dzisiaj do mnie mój szef - powiedziała wolno, niepewna jego reakcji. - Zdradził 

mi w zaufaniu, że szykują dla mnie awans. Mam zostać asystentką jednego z dyrektorów. 

Nie  okazała  dumy  ani  zadowolenia,  które  ją  rozpierały,  ponieważ  wiedziała,  że  nie 

pochwalał jej decyzji w sprawie podjęcia pracy. Miała tylko nadzieję, że nie zacznie po raz kolejny 

namawiać jej do rezygnacji. 

- Przynajmniej nie będą zawracali ci głowy przez najbliższe dwa dni - skwitował oschle. - 

Przez czterdzieści osiem godzin będziesz tylko moja. 

Siena  nie  miała  czasu  gniewać  się  na  niego  za  to,  że  jej  nie  pogratulował,  ponieważ 

zauważyła, że minęli ulicę prowadzącą do jego mieszkania. 

T L R

background image

- Dokąd jedziemy? - zapytała nieufnie, ściągając brwi. - Co ty kombinujesz? 

-  Lecimy  do  Aten  -  odparł,  jak  gdyby  nigdy  nic.  -  I  obiecuję,  że  nie  spóźnisz  się  w 

poniedziałek do pracy. Punkt dziewiąta usiądziesz za biurkiem. 

- Ale ja nie mam żadnych ubrań na zmianę - zaprotestowała oszołomiona. 

-  Niczym  się  nie  przejmuj.  Wysłałem  moją  asystentkę  po  twoje  rzeczy  i  paszport.  -  Nagle 

spochmurniał i dodał zmienionym głosem: - Moja siostra urodziła kolejne dziecko. Obiecałem jej, 

że wpadniemy do nich na obiad w niedzielę przed odlotem. 

Zszokowana  Siena  nie  mogła  wydusić  słowa.  Do  tej  pory  chronił  przed  nią  swoje  życie 

rodzinne.  Nigdy  nie  wspomniał  o  rodzicach  ani  rodzeństwie.  Nie  opowiadał  nawet  żadnych 

anegdot z dzieciństwa. 

- To bardzo miłe zaproszenie - wydukała w końcu, odwracając twarz do okna. 

Nie  chciała  pokazać,  jak  bardzo  była  przejęta.  Wszystko  się  między  nimi  zmieniało,  na 

lepsze.  Gdy  ostatnim  razem  zaczęła  wypytywać  o  jego  przeszłość,  kazał  jej  przestać  się  tym 

interesować. Nie chciała tego pamiętać. Właściwie nie chciała pamiętać niczego, co zaszło między 

nimi przed tamtym dniem, kiedy wyznała mu prawdę o swojej rodzinie. 

Następnego  dnia  wieczorem  wybrali  się  na  bal  zorganizowany  w  hotelu,  w  którym  się 

zatrzymali. Andreas obserwował ją, kiedy szła między gośćmi w jego kierunku. Była ubrana w tę 

samą  czarną  suknię,  którą  wybrał  dla  niej  podczas  ich  pierwszego  wspólnego  wyjścia.  Zdobił  ją 

jedynie delikatny złoty łańcuszek z wisiorkiem w kształcie klatki dla ptaków. 

Teraz już wiedział, że ten drobiazg symbolizował jej wolność, dlatego nosiła go z dumą przy 

każdej  okazji.  Przypuszczał,  że  ostentacyjna  biżuteria  kojarzyła  jej  się  z  ojcem,  dlatego  wolała  z 

niej  zrezygnować,  by  nie  przywoływać  przykrych  wspomnień.  Ilekroć  pomyślał  o  tym 

bezwzględnym człowieku, miał ochotę rozszarpać go na strzępy. 

Nadal  nie  mógł  uwierzyć,  że  po  tym  wszystkim,  co  wycierpiała,  zachowała  niewinność  i 

wielką wrażliwość. Poza tym pieniądze nie miały dla niej znaczenia. Dowiodła tego nie raz, także 

wtedy, gdy zrezygnowała z udania się po pomoc do własnego brata milionera. 

Ponownie powiódł wzrokiem po jej twarzy. Jak zwykle zdecydowała się na bardzo delikatny 

makijaż. Mimo to była najpiękniejszą kobietą na sali. Cała promieniała. Gdy napotkała jego wzrok, 

uśmiechnęła się szeroko. Chciał odwdzięczyć się tym samym, ale uczucia wezbrały w nim z taką 

siłą, że spanikował. 

Po chwili uśmiech zastygł na twarzy Sieny. Gdy tylko znalazła się u jego boku, objął ją w 

pasie i przyciągnął do siebie. Lubił podkreślać, że należy do niego, więc robił to na każdym kroku. 

T L R

background image

-  Może  chciałabyś  poznać  kobietę,  która  wykonała  twój  naszyjnik?  -  zapytał,  odpędzając 

niepokojące  uczucia.  -  Tak  się  składa,  że  to  żona  mojego  znajomego.  Oboje  są  dzisiaj  na  tym 

przyjęciu. 

Bezwiednie dotknęła złotej ozdoby. 

- Mówisz poważnie? Angela Parnassus jest tutaj? Marzę, żeby ją poznać! 

Gdy spojrzała na niego oczami jasnymi jak gwiazdy, poczuł, jak coś w nim pęka. Wiedział, 

że pewnego dnia będzie musiał pozwolić jej odejść - być może już niedługo. 

T L R

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

W niedzielę polecieli helikopterem do rodzinnej miejscowości Andreasa. Na miejscu wsiedli 

do  wypożyczonego  jeepa  i  ruszyli  stromą  drogą  prowadzącą  na  wzniesienie.  Siena  od  rana 

denerwowała się czekającym ich spotkaniem, tym bardziej że także jej kochanek był spięty. 

- Często tutaj bywasz? - zapytała. 

- Stanowczo za rzadko, jeśli wierzyć słowom mojej matki - odparł, sprawiając wrażenie nie-

obecnego. 

W oddali zamajaczyło miasteczko wznoszące się na zboczu góry. 

- Tutaj się wychowałeś? 

- Tak. 

Wkrótce  dotarli  na  miejsce.  Siena  rozglądała  się  zaciekawiona,  gdy  mijali  targ,  kolorowe 

sklepiki i restauracje. Ludzie na ulicach wydawali się pogodni i przyjaźni. Kilka placów budowy, 

które  nie  uszły  jej  uwadze,  skłoniło  ją  do  refleksji,  że  Andreas  wspiera  rozwój  tego  miejsca 

pomimo jawnej niechęci. 

Największe  wrażenie  wywarł  na  niej  niewielki  rynek,  przy  którym  wznosił  się  zabytkowy 

kościół otoczony wiekowymi drzewami. Andreas zaparkował tuż przy nim. 

- Jak tu pięknie - zachwyciła się Siena, odpinając pas. 

- W bezchmurny dzień widać stąd całą drogę do Aten. 

- Aż trudno w to uwierzyć. 

Siena  z  zachwytem  chłonęła  piękne  widoki,  podążając  w  ślad  za  swoim  przewodnikiem. 

Nagle  zza  rogu  wybiegła  gromadka  rozwrzeszczanych  dzieci.  Andreas  chwycił  jedno  z  nich  i 

podrzucił w górę. Siena patrzyła na to z zapartym tchem. 

Kiedy napotkał jej spojrzenie, szybko odstawił malca, po czym zwrócił się do niej: 

- Część tej gromadki to moi siostrzeńcy i siostrzenice. Usłyszeli helikopter, domyślili się, że 

to ja, i postanowili zgotować mi taką niespodziankę. 

Ujęła  jego  dłoń,  po  czym  ruszyli  raźnym  krokiem  do  niedużego  domu  z  kamienia, 

ozdobionego mnóstwem kwiatów. Ze środka dobiegały śmiechy, głośne rozmowy i płacz dziecka. 

Pod wpływem tych radosnych dźwięków Siena mocniej chwyciła Andreasa. 

- Wszystko w porządku? 

Wolno kiwnęła głową, skoro było za późno, żeby się wycofać. Drzwi stanęły otworem i w 

ich stronę ruszyła niewysoka, pulchna, siwowłosa kobieta. 

Ujęła twarz Andreasa w dłonie i cmoknęła go głośno w oba policzki. 

T L R

background image

- Mój chłopiec - powiedziała ze łzami w oczach. 

Andreas  przedstawił  Sienę  po  grecku,  więc  niewiele  z  tego  zrozumiała.  Starsza  kobieta 

zmierzyła  ją  spojrzeniem  od  góry  do  dołu,  po  czym  porwała  w  ramiona.  Potem  skinęła  głową, 

jakby  zatwierdzała  pozytywny  wynik  egzaminu,  chwyciła  dziewczynę  za  rękę  i  zaprowadziła  do 

domu. 

W  środku  czekał  na  nich  tłum  ludzi.  Siena  miała  problem  z  zapamiętaniem  wszystkich 

imion.  Prócz  Arachne,  która  niedawno  urodziła,  były  tam  pozostałe  siostry  Andreasa:  Martha, 

Eleni, Phebe i Ianthe. Wszystkie miały ciemne włosy, duże oczy i piękne uśmiechy. 

Ojciec  Andreasa  okazał  się  wysokim,  postawnym  mężczyzną,  choć  cierpiał  na  artretyzm. 

Mimo  tego,  że  choroba  odcisnęła  na  nim  piętno,  było  wyraźnie  widać,  po  kim  syn  odziedziczył 

urodę. 

Lunch  upłynął  w  atmosferze  chaosu,  przy  szumie  głośnych  rozmów  i  śmiechu  dzieci 

biegających po całym domu. Wszyscy wydawali się ze sobą bardzo zżyci, nawet syn marnotrawny. 

Właściwie to do niego dzieci lgnęły najchętniej, a on wspaniale się z nimi dogadywał. 

Siena  obserwowała  go  jak  urzeczona,  gdy  nagle  zauważyła  z  przerażeniem,  że  Arachne 

zmierza w jej stronę z niemowlęciem na rękach. Poczuła pokusę, żeby rzucić się do drzwi. Przecież 

nic nie wiedziała o dzieciach. 

Spanikowana  rozejrzała  się  za  Andreasem,  a  gdy  pomoc  nie  nadeszła,  spojrzała  na  młodą 

matkę. Po chwili maleństwo znalazło się w jej ramionach. 

W  tym  czasie  Andreas  obserwował,  jak  napięcie  i  strach  widoczne  na  jej  twarzy  ustępują 

miejsca  ciekawości  i  zachwytowi.  Przypomniał  sobie  swoją  pierwszą  konfrontację  z 

niemowlęciem. Doskonale rozumiał, co Siena musiała właśnie przeżywać. Podszedł do niej i usiadł 

obok. 

- Ona jest idealna i taka drobna. Boję się, że mogłabym niechcący wyrządzić jej krzywdę. 

- Nic jej nie zrobisz - powiedział, żeby ją uspokoić. 

Całkiem  niespodziewanie  zaczął  sobie  wyobrażać,  jak  jego  młoda  kochanka  karmi 

noworodka, tuląc go w ramionach. Zrobiło mu się ciepło na sercu i poczuł coś dziwnego, czego nie 

potrafił nazwać. 

Czym prędzej zerwał się na równe nogi, a Siena spojrzała na niego zdumiona. Jednocześnie 

dziecko zakwiliło żałośnie, więc Arachne wzięła je na ręce i oddaliła się, żeby je nakarmić. 

- Musimy już iść, jeśli mamy zdążyć na wieczorny samolot z Aten. 

Gdy Siena zaczęła się podnosić, podeszła do nich pani Ksenakis i zaczęła mówić coś szybko 

do syna. 

- O co chodzi? - zapytała, ponieważ nie zrozumiała ani słowa. 

T L R

background image

Spojrzał na nią nieodgadnionym wzrokiem. 

- Zapytała, czy zostaniemy na noc. - Zanim zdążyła otworzyć usta, dodał: - Oczywiście nie 

możemy, bo musisz dotrzeć jutro rano do pracy. 

- No tak, praca... 

- Chyba że możesz opuścić jeden dzień - powiedział zaczepnie, z błyskiem w oku. 

- Nie, nie - powiedziała, chociaż tak naprawdę bardzo chciała spędzić więcej czasu w tym 

gościnnym domu. 

Rodzina Andreasa zgotowała im ciepłe pożegnanie, a na koniec jego matka przytuliła mocno 

Sienę do piersi. Dziewczyna miała ochotę się rozpłakać, niczego jednak nie dała po sobie poznać. 

W końcu nie mogła liczyć na to, że jeszcze kiedykolwiek spotka tych ludzi. 

Mimo  wszystko  nie  potrafiła  o  nich  zapomnieć.  Nawet  kiedy  lecieli  już  samolotem, 

wpatrywała się w okno, rozmyślając o ogromie miłości, serdeczności i życzliwości wypełniającej 

skromny  dom  państwa  Ksenakisów.  To  było  jak  spełnienie  jej  marzeń.  Zawsze  pragnęła  stać  się 

częścią  tak  licznej  rodziny.  Za  radością  zamieniła  swoją  samotność,  na  zgiełk  panujący  przy 

wspólnych posiłkach, głośny śmiech i szczere rozmowy z bliskimi. 

- O czym myślisz? - zapytał Andreas, wyrywając ją z zamyślenia. 

- Bardzo ich polubiłam - odparła szczerze. 

-  Ale  to  nie  twój  świat?  - zasugerował dziwnym  tonem.  - Nie mogłabyś  dorastać  w dużej, 

hałaśliwej rodzinie z małego miasteczka? 

Zraniona  Siena  spuściła  głowę.  Nie  mieściło  jej  się  w  głowie,  że  nadal  oceniał  ją  w  ten 

sposób. Sądziła, że ostatnie tygodnie pokazały, że zmienił stosunek do niej. Ale może się myliła. 

Może tak bardzo tego pragnęła, że w końcu uwierzyła we własną nieobiektywną wersję burzliwej 

historii ich romansu. 

Przywołała na twarz sztuczny uśmiech. 

-  To  było  dla  mnie  nowe  doświadczenie  -  skwitowała  smutno,  po  czym  ponownie  wbiła 

wzrok w szybę. 

Andreas  przeklął  w  duchu,  że  wpadł  na  ten  idiotyczny  pomysł,  by  przedstawić  jej  swoją 

rodzinę.  Powinien  był  pojechać  sam.  Może  wtedy  nie  uległby  złudzeniu,  że  coś  się  zmieniło. 

Dopiero  podczas  dzisiejszej  wizyty  nie  poczuł,  że  dusi  się  w  otoczeniu  krewnych.  Z 

zaciekawieniem obserwował swojego ojca opowiadającego bajkę jednej z wnuczek i pierwszy raz 

przyszło mu do głowy, że być może wcale nie żałował poświęcenia kariery. 

Zaskoczyła  go  także  Siena,  która  wcale  nie  sprawiała  wrażenia  zdystansowanej  i  spiętej. 

Wręcz przeciwnie, czuła się jak ryba w wodzie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Rozmawiała 

ze  wszystkimi,  dużo  się  uśmiechała  i  nawet  tuliła  w  ramionach  najmłodsze  dziecko  Arachne. 

T L R

background image

Wtedy  zrozumiał,  jak  słabo  ją  zna.  Prawdziwa  Siena  DePiero  bardzo  różniła  się  od  tej,  która 

prześladowała go w snach przez ostatnie lata, i nie mógł dłużej temu zaprzeczać. 

Tego wieczoru kochali się tak namiętnie, jakby chcieli ukryć, że łączy ich wyłącznie seks. 

Później leżeli obok siebie, spleceni w miłosnym uścisku. Chociaż Siena czuła wszechogarniającą 

senność, uznała, że nie zaśnie, zanim nie wyjaśni Andreasowi, jak naprawdę czuła się w jego domu 

rodzinnym. 

Obróciła się więc na plecy i spojrzała na niego. Andreas potraktował to jak zaproszenie do 

kolejnej rundy, ale kochanka chwyciła jego rękę, która już zaczęła wędrować w dół jej brzucha. 

- Przestań - powiedziała. - Chcę o czymś porozmawiać. 

Cofnąwszy rękę, skinął głową. 

-  Stwierdziłeś,  że  źle  się  czułam  w  obecności  twoich  bliskich,  a  ja  nie  zaprzeczyłam.  Ale 

prawda jest taka, że czułam się tam, jakbym odnalazła swoje miejsce na ziemi. Zawsze marzyłam, 

by  stać  się  częścią  takiej  rodziny.  Bardzo  często  fantazjowałam,  że  dorastam  otoczona  troską  i 

miłością... 

Wzięła  głęboki  wdech,  po  czym  wolno  wypuściła  powietrze.  Odniosła  wrażenie,  że  jej 

słowa  nie  przyniosły  zamierzonego  efektu.  Zamiast  złagodnieć  jego  twarz  przybrała  surowszy 

wygląd.  Mimo  to  zamierzała  wyznać  mu  całą  prawdę.  Miała  dosyć  kłamstw,  które  kiedyś 

zniszczyły ich relacje. 

- Kiedy twoja mama wzięła mnie w ramiona, poczułam się niesamowicie. Bardzo się cieszę, 

że mogłam poznać twoich bliskich. To był dla mnie wielki zaszczyt. 

Andreas długo milczał, zanim powiedział dziwnie drżącym głosem: 

- Powinnaś się przespać. Pamiętaj, że jutro rano musisz wstać do pracy. 

Kiedy  w  końcu  zasnęła,  delikatnie  wyciągnął  ramię  spod  jej  głowy,  po  czym  wyszedł  z 

łóżka.  Założył  spodnie  dresowe  i  ruszył  prosto  do  gabinetu.  Przez  chwilę  stał  przy  oknie, 

spoglądając na jasny księżyc. Zrozumiał, że nie potrafi dłużej walczyć z uczuciami. 

Wolno  podszedł  do  sejfu,  otworzył  go  i  wyciągnął  ze  środka  nieduże,  czarne  pudełko. 

Usiadł  przy  biurku,  uniósł  wieczko  i  przez  dłuższy  czas  wpatrywał  się  w  zawartość.  Ostatecznie 

jednak  zatrzasnął  pudełko  i  wsunął  je  do  szuflady.  Ogarnęła  go  dziwna  mieszanina  uczuć:  ulgi, 

strachu i triumfu. Wiedział, co musi zrobić. 

T L R

background image

Tydzień później 

 

W piątkowy wieczór Siena wyszła z pracy i wsiadła do samochodu, którym kierował szofer 

Andreasa. Godzinę wcześniej kochanek zadzwonił do niej i uprzedził, że zabawi w Paryżu trochę 

dłużej,  niż  sądził.  Zapytał  też,  czy  przyleci  do  niego  na  weekend.  Oczywiście  zgodziła  się  bez 

wahania. 

Na pokładzie odrzutowca pogrążyła się w ponurych myślach. Przez ostatni tydzień Andreas 

zachowywał się bardzo dziwnie. Udzielał zdawkowych odpowiedzi i przyglądał jej się, gdy myślał, 

że  nie  patrzy.  W  efekcie  Siena  zaczęła  podejrzewać,  że  wrócił  do  swoich  pierwotnych  założeń  i 

zamierza wziąć na niej odwet za wydarzenia z przeszłości. Może po to zaprosił ją do Paryża. Może 

chciał zakończyć ich związek tam, gdzie wszystko się zaczęło. 

Napięcie  i  niepewność  nie  dawały  jej  spokoju.  Czuła,  że  jest  na  skraju  wytrzymałości. 

Przemknęła jej nawet myśl, że rozstanie mogłoby okazać się najlepszym rozwiązaniem dla obojga. 

W końcu nigdy nie planowali wspólnego życia i zgodzili się, że to tylko tymczasowy układ. 

Na  miejscu  pogoda  okazała  się  równie  paskudna  jak  jej  nastrój.  Cały  Paryż  wydawał  się 

szary i ponury. Do tego w hotelu było tłoczno jak nigdy. Siena z przerażeniem zdała sobie sprawę, 

że w ten weekend miał się tutaj odbyć bal debiutantek, o czym świadczyła obecność udręczonych 

matek i ich rozpieszczonych pociech. 

Odetchnęła  z  ulgą,  kiedy  ujrzała  Andreasa  zmierzającego  w  jej  stronę.  Pocałował  ją  na 

powitanie. 

- Zupełnie o tym zapomniałem - przyznał zakłopotany, zataczając koło ręką. - Na szczęście 

możemy  zaszyć  się  w  naszym  apartamencie.  Poza  tym  zarezerwowałem  stolik  w  doskonałej 

restauracji. Wychodzimy za godzinę. Przyjdę po ciebie, gdy tylko skończę pracę. 

Zgodnie  z  obietnicą  pojawił  się  wkrótce  potem,  ubrany  w  elegancki  garnitur  skrojony  na 

miarę. Z kolei Siena wybrała na ten wieczór suknię zdobioną złotym brokatem. Kolację zjedli na 

ostatnim piętrze słynnej galerii sztuki, skąd rozciągał się przepiękny widok na niemal cały Paryż. 

Wieża Eiffla wydawała się tak blisko, że można było ulec złudzeniu, że wystarczy wyciągnąć rękę, 

by jej dotknąć. 

Przez  cały  wieczór  prowadzili  niezobowiązującą  rozmowę  na  błahe  tematy.  Właściwie 

zachowywali się trochę jak na pierwszej randce, jakby dopiero się poznawali, i Siena nie wiedziała, 

co o tym myśleć. 

Sytuację  pogorszyło  milczenie  panujące  przez  całą  drogę  powrotną.  Andreas  wydawał  się 

zamyślony  i  melancholijny.  Czasami  marszczył  czoło  albo  mrużył  oczy,  jakby  coś  dogłębnie 

T L R

background image

analizował. Siena nie zamierzała odezwać się pierwsza, ponieważ kilka podjętych wcześniej prób 

nie powiodło się. Miała nadzieję, że wyjaśnią tę sytuację, gdy dotrą do hotelu. 

Niestety,  jak  na  złość,  od  progu  powitał  ich  jeden  z  menedżerów,  który  sprawiał  wrażenie 

ogromnie przejętego. Po krótkiej rozmowie z mężczyzną Andreas wrócił do niej. 

- Jeden z gości miał zawał podczas balu. Muszę się tym zająć. 

Siena oparła mu dłoń na ramieniu. 

- Mogę pójść z tobą, jeśli chcesz. 

- Nie ma takiej potrzeby - odparł stanowczo. - Lepiej się połóż. Spotkamy się jutro rano. 

Obserwowała, jak odchodzi szybkim krokiem, emanując siłą i pewnością siebie. W każdym 

calu  wyglądał  jak  właściciel  tego  miejsca,  z  którego  wyrzucono  go  pięć  lat  temu.  Gdy 

wspomnienia  kolejny  raz  dały  o  sobie  znać,  Siena  zrozumiała,  że  nigdy  nie  uwolni  się  od 

przeszłości. To, co ich kiedyś poróżniło, nigdy nie przestanie doskwierać jak cierń. 

Przybita  powlokła  się  do  windy,  która  zawiozła  ją  prosto  do  apartamentu.  Postanowiła,  że 

zaczeka  na  Andreasa,  ale  ostatecznie  zmęczenie  wzięło  górę.  Musiała  spać  bardzo  głęboko, 

ponieważ kiedy została obudzona, nie mogła zrozumieć, co się dzieje. Za oknami wciąż panował 

mrok. Mimo to Andreas powiedział do niej: 

- Sieno... wstań, proszę... Przygotowałem ci trochę rzeczy. Leżą na łóżku. - Kiedy usiadła, 

przecierając oczy, dodał pospiesznie: - Zaczekam na ciebie na zewnątrz. 

Zauważyła,  że  był ubrany w dżinsy  i  cienki  sweter.  Podobny  zestaw  przygotował dla niej. 

Nie  miała  pojęcia,  co  planował.  Przez  moment  rozważała  nawet,  czy  nie  śni.  Ponownie  wyjrzała 

przez okno i dostrzegła pierwsze promienie słońca. Zaczynało świtać. 

Szybko  odrzuciła  kołdrę,  zamieniła  piżamę  na  odpowiedniejszy  strój  i  związała  włosy  w 

kucyk. Przez cały ten czas zastanawiała się, gdzie Andreas spędził noc. 

- Gdzie byłeś? - zapytała, gdy spotkali się w salonie. 

- Musiałem uspokoić kilku gości. Ale teraz chciałbym cię dokądś zabrać. 

Ujął jej dłoń z poważną miną. 

- Dobrze - odparła bez przekonania, po czym ruszyła za nim posłusznie. 

Niepokój  i  strach  ponownie  doszły  do  głosu,  gdy  na  podjeździe  przed  hotelem  ujrzała 

zaparkowany potężny, lśniący motor. Andreas podał jej kask, I potem założył swój. Z jego ust nie 

padło ani jedno słowo wyjaśnienia. Oszołomiona zajęła miejsce tuż za nim i postawiła stopy tam, 

gdzie wskazał. 

Kiedy odpalił silnik, głośny ryk zakłócił ciszę poranka. Siena złapała go mocno w pasie, a 

jej  serce  zabiło  mocniej.  Ruszyli  z  piskiem  opon.  Ponieważ  nigdy  wcześniej  nie  jeździła 

T L R

background image

jednośladem,  emocje  sięgnęły  zenitu.  Pęd  powietrza,  ogromna  prędkość  i  płynne  ruchy  maszyny 

wprawiły ją w zachwyt. 

- Wszystko w porządku? - zapytał podczas przystanku na czerwonym świetle. 

Skinęła głową, a gdy dotarło do niej, że jej nie widzi, krzyknęła głośno:  

- Tak! 

Kiedy przemierzali opustoszałe ulice, czuła się tak, jakby byli jedynymi ludźmi na świecie. 

Mijały ich nieliczne samochody. W oddali majaczyła wieża Eiffla, stalowa i potężna, rozświetlona 

dziesiątkami świateł. Siena najbardziej lubiła ją właśnie taką. 

W pewnej chwili skręcili w ulicę pnącą się pod górę, a wkrótce jej oczom ukazała się biała 

bryła Sacré-Cœur. Zatrzymali się przy kępie rosłych dębów. Andreas zdjął kask. 

- Teraz czeka nas krótki marsz - powiedział bezbarwnym głosem, wyciągając do niej rękę. 

Siena  podała  mu  dłoń  i  ruszyła  za  nim  wąski  alejką  między  drzewami.  Po  kilku  minutach 

przystanęli  przed  schodami  prowadzącymi  do  pięknej  bazyliki.  Rozpościerał  się  stąd  przepiękny 

widok tym wspanialszy, że całe miasto skąpane było w promieniach leniwie wschodzącego słońca. 

- Usiądźmy - zaproponował, wskazując kamienne stopnie. 

-  Jest  za  zimno  -  zaprotestowała.  Rozejrzała  się  bezradnie,  ale  ostatecznie  uznała,  że 

zaryzykuje i przycupnęła na krawędzi. - Po co tutaj przyjechaliśmy? 

Odwrócił głowę, żeby nie patrzeć jej w oczy, ponieważ tym razem słowa nie przychodziły 

łatwo. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego, a nawet zlęknionego. Ujął jej dłoń i spojrzał na nią. 

- Tamtego dnia rano, kiedy wyszłaś z hotelu, a ja wsiadłem na motor i odjechałem, udałem 

się  właśnie  tutaj.  Siedziałem,  patrzyłem  w  dal  i  przeklinałem  cię  w  duchu.  -  Mocniej  ścisnął  jej 

dłoń, jakby chciał się upewnić, że jest prawdziwa. - Przeklinałem także swoją głupotę. Sądziłem, 

że dałem się uwieść rozpieszczonej debiutantce znudzonej życiem. 

Siena poczuła znajome ukłucie w sercu. 

- Andreasie...  

Pokręcił głową. 

-  Pozwól  mi  skończyć.  -  Kiedy  przytaknęła,  podjął  wątek:  -  Pragnąłem  cię  od  pierwszej 

chwili. Byłaś słodka i zabawna, seksowna i zachwycająca. Potem rzuciłaś mi w twarz te wszystkie 

oszczerstwa, stojąc u boku ojca, więc uznałem, że manipulujesz ludźmi i bawisz się ich kosztem. 

Chociaż miałem cię za nieczułą harpię, nie mogłem przestać o tobie myśleć. Postanowiłem zmienić 

swoje  życie  i  znaleźć  drogę  prowadzącą  do  twojego  świata.  Marzyłem  o  dniu,  w  którym  stanę 

przed tobą i udowodnię, ile jestem wart. 

-  Och  -  szepnęła  Siena,  walcząc  z  bólem.  -  Tak  wiele  przeze  mnie  wycierpiałeś.  Zostałeś 

pobity i musiałeś opuścić kraj, a nawet kontynent. 

T L R

background image

Andreas wsunął jej niesforny blond kosmyk za ucho, uśmiechając się do niej ciepło. 

- To prawda. Wyjechałem. Ale nie mogło przytrafić mi się nic lepszego. Gdybym nie trafił 

do  Ameryki,  pełen  gniewu,  zranionej  ambicji  i  niespożytkowanej  energii,  prawdopodobnie  nie 

osiągnąłbym  tak  wiele.  Gdybyśmy  się  wtedy  nie  poznali,  a  twój  ojciec  nie  skazałby  mnie  na 

banicję, w najlepszym razem byłbym dzisiaj menedżerem jakiegoś hotelu. Gdybym nie wyjechał, 

nie wykorzystałbym w pełni swojego potencjału. 

- Jestem pewna, że osiągnąłbyś sukces bez względu na wszystko - zaoponowała gwałtownie. 

- To już nieważne. - Ujął w dłonie jej twarz, zanim zmienił temat. - Jest coś, co powinienem 

był powiedzieć ci dawno temu... kiedy zapytałaś, czy chciałbym mieć dzieci. 

Siena doskonale pamiętała tamtą noc. Nie zdążyła jednak otworzyć ust, ponieważ Andreas 

kontynuował: 

- To, co ci wtedy odparłem, było niewybaczalne. Ale trafiłaś w mój czuły punkt, więc się na 

tobie wyładowałem. Przepraszam cię za to. 

Siena  poczuła,  jak  łzy  napływają  jej  do  oczu,  zamrugała  szybko.  Wzruszyły  ją  nie  tylko 

słowa ukochanego mężczyzny, ale także ból znaczący jego twarz. 

Nagle  Andreas  sięgnął  do  kieszeni,  po  czym  przyklęknął  na  jedno  kolano.  Na  ten  widok 

szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, a on drżącymi rękami pokazał jej niewielkie pudełko. 

- Nie mogę uwierzyć, że to robię... Zawsze myślałem, że ten moment będzie oznaczał koniec 

moich  planów  zawodowych.  W  najgorszych  koszmarach  wracałem  do  rodzinnej  miejscowości  z 

żoną  i  dziećmi  uczepionymi  mojej  szyi.  Wydawało  mi  się,  że  mój  ojciec  zrezygnował  ze 

stypendium  naukowego,  ponieważ  moja  matka  zaszła  w  ciążę,  i  wbrew  swoim  pragnieniom 

ugrzązł w tym życiu bez perspektyw. 

- Przecież twoi rodzice... - zaczęła Siena łagodnym głosem, przegrywając walkę z napiera-

jącymi zewsząd emocjami. - Oni stworzyli coś wspaniałego. Bez ich miłości i wsparcia nigdy nie 

ruszyłbyś w pogoń za marzeniami. 

Andreas uśmiechnął się gorzko. 

-  Teraz  to  wiem.  Kiedy wyznałaś,  co  myślisz  o  mojej  rodzinie,  zrozumiałem,  że  nie  mogę 

dłużej  z  nią  walczyć.  Tamtego  dnia  opuściły  mnie  wszystkie  demony  i  złe  myśli.  Zacząłem 

dostrzegać całą tę miłość i pierwszy raz w życiu bez lęku przyjąłem wszystko to, co ofiarowują mi 

najbliżsi. 

Zamilkł, jakby nie był pewien, czy powinien mówić dalej. 

- Czy ty...? - zaczęła niepewnie, ale uciszył ją, unosząc rękę. 

T L R

background image

Nadal na klęczkach uniósł wieczko pudełka, prezentując piękny pierścionek zaręczynowy z 

brylantem  okolonym  drobnymi  szafirami.  To  małe  dzieło  sztuki  wykonane  w  stylu  art  deco 

sprawiało wrażenie bardzo starego. 

- Wiem, że nie chcesz dostawać biżuterii, ale ten pierścionek należał do mojej babci. Matka 

podarowała  mi  go  w  dniu  osiemnastych  urodzin,  kiedy  podjąłem  decyzję  o  wyjeździe  do  Aten. 

Miałem  wręczyć  go  przyszłej  żonie,  ale  przez  wiele  lat  leżał  zamknięty  w  sejfie.  Nienawidziłem 

wszystkiego,  co  symbolizował.  Zawsze  powtarzałem,  że  prędzej  piekło  zamarznie,  niż  ja  się 

ustatkuję. Ale znalazłem osobę, która na niego zasługuje, dlatego w końcu ujrzał światło dzienne. 

Siena zadrżała. Nadal nie była pewna, kogo miał na myśli. 

- Sieno DePiero, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? Od dnia, w którym 

ujrzałem cię po raz pierwszy, zawładnęłaś moimi myślami i sercem. Na początku byłaś obiektem 

pożądania, z czasem stałaś się moją obsesją, a ostatecznie wielką miłością. Przeraża mnie myśl, że 

mogłabyś mnie zostawić. Dlatego powiedz, proszę, że się zgadasz. 

Siena wybuchła płaczem. 

- Ja... - zaczęła łamiącym się głosem, po czym przyłożyła dłoń do ust i spojrzała mu głęboko 

w oczy, w których kryła się niepewność. - Tak, Andreasie Ksenakisie, zostanę twoją żoną. Kocham 

cię tak mocno, że nie potrafię wyobrazić sobie życia bez ciebie. 

Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  a  on  przyciągnął  ją  do  siebie  i  przytulił  mocno.  Głaskał  ją  po 

włosach tak długo, aż się uspokoiła. Wtedy odsunęła się od niego i przyjrzała się jego przystojnej 

twarzy rozpromienionej cudownym uśmiechem. 

Andreas ujął jej dłoń i wsunął pierścionek na jej palec. 

-  Wiesz...  -  szepnęła,  wpatrując  się  z  niedowierzaniem  w  piękny  brylant.  -  Tamtego  dnia, 

kiedy  spotkałam  cię  przed  twoim  wyjazdem,  tak  bardzo  chciałam  wskoczyć  na  twój  motor  i 

odjechać razem z tobą. 

- Ale zostałaś - odparł łagodnie - bo masz dobre serce i troszczysz się o siostrę. 

- Ona jest moją jedyną rodziną - powiedziała, uśmiechając się smutno. 

- Obiecuję ci, że Serenie nigdy niczego nie zabraknie. Ma teraz najlepszą opiekę, a lekarze 

twierdzą, że jej stan poprawia się z każdym dniem. Zaczniemy nowe życie, wszyscy razem. 

Siena uśmiechnęła się szeroko, kiedy szczęście zastąpiło żal. 

- Tak, najdroższy. 

Pocałował  ją  z  uczuciem,  po  czym  przytulił  mocno.  Jeszcze  przez  długie  minuty  siedzieli 

tak, podziwiając słońce wznoszące się nad najpiękniejszym miastem świata. 

T L R

background image

EPILOG 

 

Prawie trzy lata później Siena stała w cieniu rozłożystego drzewa nieopodal domu rodziców 

Andreasa. Tego dnia wszyscy świętowali. Długie stoły uginały się pod ciężarem jedzenia i picia. Z 

okolic  zjechała  się  cała  rodzina,  nawet  najdalsi  krewni.  Wszędzie  dookoła  biegały  roześmiane 

dzieci. 

Wzrok  Sieny  spoczął  na  jasnowłosej  dziewczynie  siedzącej  obok  pani  Ksenakis.  Serena 

sprawiała wrażenie szczęśliwej i spokojnej, zwłaszcza gdy starsza kobieta pochyliła się w jej stronę 

i ucałowała ją w czoło. 

Kiedy  opuściła  klinikę,  podjęli  wspólną  decyzję,  że  Serenie  najlepiej  będzie  pod  jednym 

dachem z rodzicami Andreasa. Jego matka otoczyła ją matczyną opieką i miłością, które zdziałały 

więcej niż jakiekolwiek leki czy terapia. 

Później kupili dla niej mieszkanie w Atenach, gdzie wkrótce miała rozpocząć pracę. Z dnia 

na dzień odzyskiwała siły i wiarę w siebie. 

Kiedy czuła się już wystarczająco dobrze, Andreas zorganizował spotkanie sióstr z ich przy-

rodnim  bratem.  Wszyscy  byli  ogromnie  poruszeni.  Rocco  przepraszał  za  swoje  zachowanie 

podczas poprzedniego spotkania ze Sieną, ale ostatecznie to nie miało znaczenia. Najważniejsze, że 

stał  się  częścią  ich  rodziny,  podobnie  jak  jego  dzieci  i  żona  Gracie,  w  której  Siena  znalazła 

najlepszą przyjaciółkę. 

Siena  odszukała  wzrokiem  swojego  ukochanego,  który  trzymał  w  ramionach  ich 

półtorarocznego  synka  Spiro  i  tłumaczył  mu  coś  z  przejęciem.  Głaszcząc  brzuch,  który  wkrótce 

miał się zaokrąglić, Siena uśmiechnęła się do swoich mężczyzn. Podeszła do nich i objęła mocno 

swoją wspaniałą rodzinę. 

T L R


Document Outline