background image
background image

Charlene Sands

Uśmiech fortuny

Tłumaczenie: Julita Mirska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2022

background image

Tytuł oryginału: One Night in Texas

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2021

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2021 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2022

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-8222-2

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Patrząc w lustro, Gracie Diaz widziała tę samą dziewczynę

co  zawsze.  Dziewczynę  pochodzenia  meksykańskiego,  której
ojciec,  imigrant,  latami  pracował  na  ranczu  Wingate’ów,
a  matka  po  śmierci  męża  została  kelnerką.  Dziewczynę
o  piwnych  oczach,  oliwkowej  cerze  i  długich  ciemnych
włosach,  która  ciągle  fantazjuje  o  jednym  z  bliźniaków  –
Sebastianie.

Ale już nią nie była. Była dwudziestoośmioletnią kobietą,

która  wygrała  na  loterii  sześćdziesiąt  milionów  dolarów
i mogła robić wszystko, na co miała ochotę.

- I zrobiłaś – powiedziała cicho.

Trzy  miesiące  temu  na  balu  maskowym  w  Teksańskim

Klubie  Hodowców  nie  zdołała  oprzeć  się  wysokiemu
mężczyźnie  o  twarzy  zakrytej  maską.  Kiedy  obejmował  ją
w tańcu, czuła w nim żar i siłę. Podniecał ją jego zapach, głos,
ruchy.  Tej  nocy  postanowiła  zaszaleć.  Znaleźli  odosobnione
miejsce  i  oddali  się  uciechom  ciała.  Chwilę  po  tym,  jak
skończyli się kochać, z korytarza dobiegły ją strzępy rozmów.
Wystraszona uciekła, nie pytając kochanka o imię.

Jego tożsamość nie przestawała jej intrygować.

Ale wreszcie ją poznała.

Nagle zabrzęczał telefon. Odebrała po drugim dzwonku.

background image

-  Cześć,  Beth.  –  Zanim  wygrała  miliony,  była  asystentką

Beth Wingate, swojej najlepszej przyjaciółki, ale nawet jej nie
wyjawiła, czego dowiedziała się dwa tygodnie temu. – Dzięki,
że oddzwaniasz.

-  Wiem,  złotko,  czym  się  martwisz,  ale  to,  że  kupujesz

naszą  posiadłość,  wcale  mnie  nie  smuci.  Przeciwnie,  cieszę
się.  Potrzebujemy  pieniędzy,  żeby  ratować  Wingate
Enterprises.  A  sprzedaż  posiadłości  pozwoli  nam  ruszyć
z nową siecią hotelową.

Była wdzięczna przyjaciółce za  te  słowa.  Zawsze  chciała

mieszkać w tak pięknej rezydencji i los się do niej uśmiechnął.

- Dzięki – szepnęła.

Na Beth zawsze mogła liczyć, ale wkrótce będzie musiała

odbyć rozmowę z jej bratem; ta myśl ją przerażała.

- Jak się czujesz?

-  Nieźle.  Mdłości  minęły.  Jeszcze  nic  nie  widać.  Wyniki

badań dobre.

- Super.

Gracie przymknęła powieki. Po tym, jak wygrała na loterii,

różni mężczyźni zaczęli zapraszać ją na randki, ale nie miała
pewności, czy to ona im się podoba, czy jej pieniądze. Po paru
nieudanych  spotkaniach  postanowiła  zajść  w  ciążę  bez
partnera.  Kilka  miesięcy  temu  rozpoczęła  u  doktora  Everetta
przygotowania do zabiegu in vitro, ale zanim do tego doszło,
wybrała się na bal maskowy…

Wystarczył  ten  jeden  raz.  Dziś  była  w  trzecim  miesiącu

ciąży  z  mężczyzną,  w  którym  podkochiwała  się  jako

background image

nastolatka,  który  nigdy  nie  przejawiał  nią  zainteresowania
i którego tożsamość dopiero niedawno odkryła.

Przyłożyła  rękę  do  brzucha.  To  prawdziwy  cud.  Tak

bardzo chciała mieć rodzinę i za sześć miesięcy jej marzenie
się spełni. Ale… Nie, o wszystkim pomyśli jutro.

-  Bałam  się,  czy  sprawa  domu  nie  skomplikuje  naszych

relacji.

- Żartujesz? Jesteś moją przyjaciółką i nic tego nie zmieni.

- Cieszę się. Słuchaj, muszę kończyć. Odezwę się za parę

dni.

- Okej. Powodzenia, kochana.

Odłożywszy telefon, Gracie przygryzła wargi.

Skup  się,  nakazała  sobie.  Za  godzinę  miała  spotkanie

w  dawnej  posiadłości  Wingate’ów.  Spotkanie,  na  którym
będzie jej pośrednik od nieruchomości, jej prawnik oraz ojciec
dziecka.

Styczniowy  chłód  przenikał  ściany  rezydencji.  Sebastian

wzdrygnął się. Z zimna? Czy z poczucia straty? Pokoje były
puste,  większość  mebli  sprzedana.  Jednak  za  wspomnienia
nikt nie płaci.

Nie należał do osób sentymentalnych, mimo to ogarnął go

smutek  zmieszany  z  tęsknotą.  Tu  mieszkał  z  rodzicami
i rodzeństwem; kochali się, kłócili i wygłupiali, zwłaszcza on
i jego brat bliźniak Sutton. Siostry Harley i Beth też nie były
aniołkami,  ani  brat  Miles.  Uśmiechnął  się  na  myśl
o  wspólnych  wybrykach.  W  domu  Wingate’ów  nie  znano
pojęcia nudy.

background image

Niestety  w  ostatnim  roku,  na  skutek  poczynań  pewnego

nikczemnika, prawie stracili dobre imię oraz dorobek życia.

Odpowiedzią  na  problemy  była  sprzedaż  posiadłości.

Mając gotówkę, Sebastian wiedział, że uratuje honor rodziny;
zamierzał  zainwestować  pieniądze  w  sieć  hoteli,  w  których
ludzie  spędzaliby  romantyczne  weekendy  lub  organizowali
wesela i inne imprezy.

Wingate’owie  mieli  hotele  na  całym  świecie,  ale

przeznaczone  głównie  dla  biznesmenów  i  przemysłowców.
Proste,  surowo  urządzone.  Dzięki  pieniądzom  ze  sprzedaży
domu sale konferencyjne można by przerobić na sale balowe,
powstałyby  eleganckie  restauracje,  kucharzy  zastąpiliby
wybitni szefowie kuchni.

Nagle drzwi się otworzyły.

Na  widok  Gracie  Diaz  Sebastian  wstrzymał  oddech.

Wyglądała  zjawiskowo:  miała  zaczesane  na  bok  włosy,
wielkie  oczy  w  kształcie  migdałów,  ogniste  spojrzenie.
Zawsze  mu  się  podobała,  ale  nigdy  nie  próbował  się  do  niej
zbliżyć. Jako córka pracownika Wingate’ów oraz przyjaciółka
Beth stanowiła zakazany owoc. Gdyby uległ pokusie i zaczął
się  do  niej  zalecać,  źle  by  się  to  skończyło.  Wolał  nie
ryzykować.

Ujrzawszy  go,  Gracie  przystanęła.  Sprawiała  wrażenie

zmieszanej. Nic dziwnego. Dziś to ona dzierżyła władzę. Ich
role się odwróciły i czuła się zakłopotana.

- Wejdź, Gracie. Nie gryzę. – Uśmiechnął się i ruszył w jej

stronę.  –  Zapewniam  cię,  nikt  nie  ma  pretensji,  że  kupujesz
naszą posiadłość.

background image

- Beth mówiła to samo.

- No widzisz? Zapraszam do jadalni. Twój prawnik uznał,

że  lepiej  będzie,  jak  wszystkie  twoje  obawy  omówimy  na
miejscu.

Obeszła Sebastiana szerokim łukiem.

- Nie mam żadnych obaw.

Może on miał?

Usiadła przy  stole,  teczkę  położyła  na  sąsiednim  krześle.

Od  czasu  loterii  stała  się  prawdziwą  kobietą  interesu.  Nie
tylko  pomagała  Beth  przy  organizowaniu  przyjęć  i  eventów,
ale  również  zainwestowała  sporo  kasy  w  nową  restaurację.
Podobno szukała też kolejnych inwestycji.

Dzisiaj wydawała się spięta. Chodzi o kupno posiadłości?

Czy o ciążę? W opinającej ciało szarej sukience nie wyglądała
na kobietę spodziewającą się dziecka.

Powędrował  myślami  tam,  gdzie  nie  powinien.  Gdzie

nigdy się nie zapuszczał. Bo wyćwiczył się w niedostrzeganiu
seksapilu Gracie Diaz.

Na  szczęście,  zanim  pozwolił  wyobraźni  rozwinąć

skrzydła, do pokoju weszli prawnicy i pośrednik, Tom Riley.
Negocjacje toczyły się gładko. Gracie nie miała szczególnych
wymagań. Obie strony przystały na warunki uzgodnione przez
prawników.  Gracie  nawet  zgodziła  zatrzymać  ogrodnika
i część dawnej służby. Szanowała ludzi, którzy ciężko pracują.

Po  śmierci  swojego  ojca  zatrudniła  się  w  restauracji,  by

opłacić  sobie  studia.  Sebastian  ją  podziwiał.  Zresztą  sam  też
pracował bez wytchnienia; czasem Sutton radził mu wyjechać

background image

gdzieś  na  urlop,  ale  kto  by  tam  słuchał  młodszego  o  trzy
minuty brata?

-  Skoro  nie  ma  zastrzeżeń,  przygotuję  umowę.  –  Tom

Riley uśmiechnął się do Gracie, jakby chciał dodać jej otuchy.

Odwzajemniła  jego  uśmiech,  co  zirytowało  Sebastiana.

Powinien odczuwać satysfakcję, w końcu biznes Wingate’ów
potrzebuje  zastrzyku  gotówki,  ale…  Hm,  od  wejścia  Gracie
prawie  się  nie  odzywała,  tylko  stukała  lekko  palcami  w  blat
lub wygładzała dół sukienki. Oczywiście starał się nie patrzeć
na jej nogi, lecz nie było to łatwe.

Znał ją od lat, nigdy jednak nie widział jej tak spiętej.

-  Czyli  możemy  się  zbierać  –  rzekł  Todd  Woodbury,

prawnik Sebastiana, i kiwając z zadowoleniem głową, zaczął
chować dokumenty do teczki.

Sebastian uśmiechnął się do Gracie, ale nawet na niego nie

spojrzała. Unikała jego wzroku. Dlaczego?

-  Odprowadzę  was  –  powiedział  do  mężczyzn,  jakby  był

gospodarzem. – Chcę chwilę porozmawiać z panną Diaz.

Kiedy  obrócił  się,  zamknąwszy  za  nimi  drzwi,  zobaczył,

jak Gracie zgarnia ze stołu stos papierów i rusza do wyjścia.
Była  prawie  u  celu,  kiedy  papiery  wysunęły  się  jej  z  ręki
i spadły na podłogę. Sebastian się schylił.

- Pomogę ci…

- Nie trzeba.

Kucnęła. O mało nie zderzyli się głowami. I wtedy poczuł

kwiatowy  zapach  jej  długich  lśniących  włosów.  Wciągnął
głęboko powietrze. Coś mu się przypominało…

background image

Po  chwili  dobiegł  go  zmysłowy  zapach  perfum.  Oba

zapachy prześladowały go od kilku tygodni.

Nieustannie myślał o tamtej kobiecie i upojnych chwilach,

jakie spędzili razem. Nie sypiał, zastanawiał się, kim była jego
tajemnicza kochanka. Czy kiedykolwiek pozna jej tożsamość?

Z  żadną  kobietą  nie  było  mu  tak  dobrze.  Wspominał

gładkość  jej  skóry,  słodki  smak  ust,  jedwabistość  włosów,
ciche jęki wydawane podczas orgazmu. Teraz, gdy schylił się
po  papiery  i  poczuł  ten  zapach…  teraz  już  wiedział.
Tajemniczą  kobietą,  z  którą  kochał  się  na  balu  maskowym,
była Gracie Diaz. Spojrzał na jej zarumienione policzki. Była
tak blisko…

- Gracie?

Wyszarpnęła papiery i wstała.

-  Przepraszam,  muszę  iść.  Jestem…  spóźniona  na

spotkanie.

Zanim zdążył ją zatrzymać, ba, zanim zdążył się podnieść,

była  już  za  drzwiami.  Ponownie  zalała  go  fala  wspomnień.
Gdyby nie zapach, nie odgadłby, że kochał się z Gracie. Bo to
była ona, prawda?

Wstał i potrząsnął głową. Musi uzyskać pewność.

Chodziła  po  salonie,  wyłamując  sobie  palce.  Nie  była

głodna,  ale  wiedziała,  że  musi  się  dobrze  odżywiać.
Zadzwoniła więc po pizzę; dostawca powinien zjawić się lada
chwila.  Zamówiła  zdrową,  wegetariańską,  z  ulubionymi
dodatkami. Na razie czuła mdłości. Nie, nie z powodu ciąży.
Z innego powodu: wydawało jej się, że Sebastian odgadł, kim
była kobieta, z którą się kochał.

background image

Ciekawe,  co  jeszcze  odgadł?  Kochali  się  trzy  miesiące

temu,  a  ona  była  w  trzecim  miesiącu  ciąży.  Serce  waliło  jej
mocniej,  ilekroć  myślała  o  tamtej  nocy.  Ona  też  nie  znała
tożsamości  swego  kochanka.  Poznała  ją  tydzień  temu  na
przyjęciu  w  ogrodzie,  gdy  ktoś  wepchnął  Sebastiana  do
basenu.  Wtedy  zobaczyła  bliznę  na  jego  plecach,  w  tym
samym miejscu i o tym samym kształcie co ta, którą gładziła
podczas seksu.

Przeżyła  szok.  Sebastian  zawsze  traktował  ją  jak

przyjaciółkę rodziny. Nigdy się nią nie interesował. Pochodzili
z dwóch różnych światów, dzieliła ich przepaść ekonomiczna
i klasowa. Nawet jeśli Wingate’owie tego nie okazywali, ona
wyraźnie  to  czuła.  Owszem,  marzyła  o  Sebastianie,  ale  nie
przypuszczała, że jej dziewczęce marzenia się spełnią.

Pukanie wyrwało ją z zadumy.

- Pizza – oznajmił Sebastian, trzymając przed sobą karton.

Gracie  wytrzeszczyła  oczy.  Co,  do  diabła?  Po  chwili

usłyszała warkot silnika; dostawca odjechał.

- Co tu robisz?

- Znasz odpowiedź. Musimy porozmawiać.

- Niezapowiedziane wizyty nie są w dobrym tonie.

- Kłamstwa też nie. Mogę wejść?

Odsunęła  się  na  bok.  Wszedł  do  małego,  gustownie

urządzonego  domu.  Przez  chwilę  wpatrywali  się  w  siebie,
potem Gracie chwyciła karton z pizzą. Nie puścił go.

- Gdzie kuchnia? – spytał.

background image

Westchnęła zrezygnowana i obróciwszy się, ruszyła przed

siebie.  Nie  była  przygotowana  na  wizytę  Sebastiana;  wciąż
przetwarzała  w  myślach  informację,  że  to  z  nim  zaszła
w  ciążę.  Jeszcze  nie  miała  pomysłu,  jak  go  o  tym
powiadomić…

Położył karton na stole i oparł ręce na biodrach, jakby był

władcą świata. Władcą w czarnych spodniach i białej koszuli
z podwiniętymi rękawami.

- To ty, prawda? To ty jesteś tą kobietą z balu?

-  Owszem,  byłam  na  balu.  –  Stanąwszy  tyłem,  Gracie

uniosła  pokrywę  kartonu.  W  nozdrza  uderzył  ją  zapach
papryki, oliwek i pomidorów.

- Spójrz na mnie. I odpowiedz na pytanie.

Nie lubiła, gdy jej rozkazywano. W dodatku czuła się tak,

jakby  zastawił  na  nią  pułapkę.  Ponieważ  nie  odwróciła  się,
podszedł parę kroków i stanął naprzeciwko niej.

- Odpowiedziałam. Byłam na balu.

- Dlatego jesteś dziś taka zdenerwowana?

- Bo wydałam fortunę na kupno twojego domu.

- Cholera, Gracie!

Nie  miała,  dokąd  uciec  ani  gdzie  się  schować.  Unikanie

rozmowy było bez sensu. Już i tak za długo zwlekała.

Sebastian  przyłożył  palec  do  jej  policzka.  Przeszył  ją

dreszcz. Była zła, że w ten sposób reaguje na niewinny dotyk.

- Gracie? To byłaś ty, prawda?

background image

Skinęła  głową.  Cofnął  się  i  omiótł  ją  całkiem  innym

spojrzeniem,  takim,  jakby  w  najdrobniejszych  szczegółach
odtwarzał  w  pamięci  tamtą  noc.  Wyglądał  na  autentycznie
zaskoczonego,  jakby  nie  mógł  uwierzyć,  że  mała  Gracie
wzbudziła w nim tak silne emocje.

- Od kiedy wiesz? – zapytał zmienionym głosem.

- Jakie to ma znaczenie?

- Od kiedy?

-  Na  przyjęciu  w  ogrodzie,  kiedy  wyszedłeś  z  basenu,

zobaczyłam  na  twoich  plecach  bliznę.  Przypomniałam  ją
sobie. – Tamtej nocy było ciemno, gorąco, namiętnie. Wodząc
dłońmi  po  ciele  kochanka,  zastanawiała  się,  skąd  się  wzięła
blizna, którą wyczuła pod palcami.

Sebastian zamyślił się, jakby wrócił myślami do przyjęcia

w  ogrodzie.  Świętowali  otwarcie  nowego  hotelu.  W  jednej
minucie  stał  przy  basenie,  w  następnej  brat  wrzucił  go  do
wody.  Śmiejąc  się  wesoło,  wdrapał  się  po  drabince  na  brzeg
i zdjął mokrą koszulę.

-  Nie  zapomniałem  tamtej  nocy  –  powiedział,  patrząc

Gracie w oczy.

Ona też nie. To była noc cudownego seksu.

- I kąpieli w ubraniu?

- Mówię o balu maskowym, nie o przyjęciu nad basenem.

- Aha. – Starała się odwlec chwilę prawdy.

- A ciąża… To moje dziecko?

Przyłożyła rękę do brzucha. Nie, to jej dziecko. Wyłącznie

jej. Nie chciała mężczyzny, który jej nie pragnie, a Sebastian

background image

ani razu przez te wszystkie lata nie okazał jej zainteresowania.
Nigdy nie wodził za nią wzrokiem. Nigdy z nią nie flirtował.
Ale  to  właśnie  z  nim  przeżyła  tak  fantastyczny  seks.
Potrzebowała czasu, by uporządkować myśli.

- Moje – odparła. – Niczego od ciebie nie chcemy.

- Chyba żartujesz? – obruszył się.

- Posłuchaj, tamtej nocy byliśmy dwojgiem nieznajomych.

Nie planowaliśmy ciąży. Nic mi nie jesteś winien.

- Nie, Gracie, to ty posłuchaj. Może popełniliśmy błąd, ale

ja  poważnie  traktuję  swoje  zobowiązania.  Nie  masz  prawa
mnie…

- To dziecko nie jest błędem – wycedziła. – Jest darem.

-  Nie  powiedziałem,  że  jest  błędem.  Gracie,  bądź

rozsądna…

-  Jestem  bardzo  rozsądna.  Pragnę  tego,  co  najlepsze  dla

mojego dziecka.

- Naszego.

Zrobiło  jej  się  słabo.  Pewnie  dlatego,  że  nic  od  rana  nie

jadła. Powinna wyrzucić Sebastiana za drzwi.

- Usiądźmy i porozmawiajmy, dobrze? – poprosił.

- Nie, idź już. Muszę odpocząć.

- Gracie…

-  Wyjdź.  Jestem  zmęczona,  zostaw  mnie.  –  Naprawdę

miała za sobą ciężki dzień.

- W porządku. Ale nie skończyliśmy. Zadzwonię jutro.

background image

Skinąwszy głową, skierowała się do drzwi. Ruszył za nią.

W  progu  przystanął;  na  jego  twarzy  malowały  się  wyrzuty
sumienia zmieszane z paniką.

- Gracie… zadzwonię jutro, okej?

Nie miała ochoty z nim rozmawiać, ani dziś, ani jutro.

- W porządku – mruknęła.

- Śpij dobrze.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Poranek  spędziła  w  piżamie,  siedząc  na  łóżku  i  szukając

w  sieci  mebli  do  pokoju  dziecięcego.  To,  plus  jagodzianka
popita  kawą  bezkofeinową  pomogło  jej  nie  myśleć
o wczorajszej wizycie Sebastiana. Prawdę rzekłszy, sądziła, że
zadzwoni do niej skoro świt, ale minęła jedenasta, a telefon się
nie odezwał.

Wchodziła  na  kolejne  strony  sklepów,  oglądała  kołyski

i komódki, krzesełka, wózki oraz tysiące przydatnych rzeczy.
Zawsze pragnęła mieć dziecko, ale ten namiar produktów zbił
ją z tropu. Oj, musi się podszkolić! Chciała też zapisać się do
szkoły rodzenia. Przejęta i lekko wystraszona pogładziła się po
brzuchu; w odpowiedzi zaburczał.

Przed laty fantazjowała o Sebastianie, ale to były mrzonki

naiwnej  dziewczyny.  Dorosła  Gracie  marzyła  o  prawdziwej
miłości, takiej, jaka łączyła jej rodziców. Sebastian zaś nic do
niej nie czuł.

Właściwie  trudno  powiedzieć,  by  go  znała.  Czy  był

chłopakiem  z  jej  dziecięcych  fantazji,  czy  tajemniczym
mężczyzną, z którym tak namiętnie się kochała? Bez przerwy
wracała myślami do tego wieczoru. Seks z nieznajomym. To
zupełnie  nie  w  jej  stylu.  Ale  coś  ją  ciągnęło  do  tego  faceta
w masce. Jakaś siła, której nie mogła się oprzeć. I dobrze, że
nie  próbowała,  bo  dzięki  Sebastianowi  przeżyła
niezapomniane chwile.

background image

I  zaszła  w  ciążę.  Teraz  musi  poukładać  sobie  wszystko

w  głowie.  Z  zadumy  wyrwał  ją  melodyjny  dźwięk  komórki.
Pewna, że to Sebastian, bała się odebrać. Ale kiedy zerknęła
na ekran, zobaczyła twarz Lauren.

Odetchnęła  z  ulgą.  Lauren  Roberts  była  jej  przyjaciółką

i  od  niedawna  wspólniczką.  Za  tydzień  miało  nastąpić
oficjalne  otwarcie  Eatery.  Wszystko  było  prawie  gotowe.
Lauren,  która  potrafiła  fantastycznie  gotować,  zaczynała
biznes  od  foodtrucka,  najpierw  jednego,  potem  kilku  czy
kilkunastu.  Sprzedała  je  i  zainwestowała  pieniądze
w restaurację. Oprócz tego była zaręczona z Suttonem, bratem
Sebastiana,  ale  tego  Gracie  nie  mogła  mieć  jej  za  złe,  bo
Sutton był świetnym gościem.

- Hej, Lauren. Myślałam, że za kilka godzin spotykamy się

w Eatery?

-  Coś  mi  wypadło.  Nie  mogłabyś  zajrzeć  wcześniej?  –

Lauren  wydawała  się  spięta.  –  Przyrządzę  twoje  ulubione
danie. Dzidziusiowi też będzie smakowało.

- Nie wątpię. Mogę być za godzinę, o dwunastej. Dobrze?

- Dzięki. Super.

- Lauren, wszystko w porządku?

- Tak… tak sądzę.

- Okej. Pogadamy o wielkim otwarciu, dobrze? Mam parę

pomysłów…

- Jasne. Muszę kończyć.

Gracie  chwilę  wpatrywała  się  w  telefon.  Przyjaciółka

dziwnie się zachowuje. No cóż, dowie się wszystkiego, kiedy

background image

się spotkają.

Kilka minut po dwunastej weszła do restauracji od strony

zaplecza  i  znalazła  się  w  nowocześnie  urządzonej  kuchni.
Bijący  od  sprzętów  blask  mógł  oślepić.  Miejsce  wciąż
pachniało nowością.

- Lauren! Już jestem!

Przyjaciółka,  opasana  fartuchem,  wybiegła  z  sali

restauracyjnej.

- Cześć. Lunch na ciebie czeka.

- Chciałaś powiedzieć: na nas.

Lauren zaczerwieniła się.

- Gracie, wiesz, że cię kocham?

- Tak, oczywiście.

- I że cenię sobie naszą przyjaźń?

-  Ja  też.  –  Nagle,  słysząc  jakieś  kroki,  Gracie  zerknęła

w stronę sali. – Zaprosiłaś Suttona?

Lauren przymknęła na moment oczy.

- To nie Sutton. To Sebastian.

-  O  Chryste!  Nie  chcę  z  nim  rozmawiać!  Nie  teraz!  –

szepnęła Gracie.

Nie  była  gotowa,  dlatego  wczoraj  się  go  pozbyła.

Rozmowa  w  cztery  oczy  przerażała  ją.  Ilekroć  patrzyła  na
Sebastiana,  przypominała  sobie  jego  pocałunki  i  pieszczoty.
Kochał się z nią, jakby była jedyną kobietą na świecie. Dzięki
niemu  przeżyła  najlepszy  wieczór  w  życiu.  Nie  sądziła,  że

background image

dwie osoby mogą być tak dopasowane fizycznie, tak idealnie
wyczulone na swoje potrzeby…

Zanim zdołała cokolwiek więcej powiedzieć, jej niedawny

kochanek wkroczył do kuchni.

-  Nie  gniewaj  się  na  Lauren.  Strasznie  protestowała.

Musiałem użyć wszystkich środków perswazji, żeby zgodziła
się mi pomóc.

Gracie łypnęła na przyjaciółkę.

- Przystawił ci broń do skroni?

- Nie broń. Dziecko. – Lauren uśmiechnęła się smutno. –

Przepraszam cię, kotku.

- Czyli… wiesz?

- Tak. Zwierzył mi się. To fantastyczna wiadomość.

Gracie zamrugała. Tak, przyjaciółka miała dobre intencje.

Tak,  prędzej  czy  później  prawda  wyszłaby  na  jaw.  Po  balu
maskowym  dzieliły  się  wrażeniami.  Lauren  opowiedziała  jej
o tym, jak pomyliła braci bliźniaków. Na szczęście wszystko
się  dobrze  skończyło;  ona  i  Sutton  świata  poza  sobą  nie
widzieli i wkrótce zamierzali się pobrać.

-  Ale…  kurczę,  Lauren!  Dlaczego  wzięłaś  stronę

Sebastiana?

-  Niczyjej  strony  nie  wzięłam.  Po  prostu  musicie

porozmawiać. Tutaj nikt wam nie będzie przeszkadzał.

Gracie wzruszyła ramionami.

-  Zjecie,  pogadacie,  a  potem,  jeśli  nie  zerwiesz  ze  mną

znajomości, omówimy nasze sprawy biznesowe. Okej?

background image

Gracie  wbiła  wzrok  w  sufit,  tak  jak  to  robiła  jej  mama,

kiedy podejmowała trudną decyzję.

- W porządku – oznajmiła w końcu.

- To zmykam. – Lauren uśmiechnęła się. – Lunch czeka na

stole. Zrobiłam twoje ulubione danie.

- Dzięki – szepnęła Gracie. Ulubione? Może w tej sytuacji

wybaczy przyjaciółce.

Starała  się  nie  patrzeć  na  Sebastiana,  który  podszedł  do

niej  i  wyciągnął  rękę,  jakby  chciał  ją  objąć  w  pasie.
W ostatniej chwili zrezygnował.

- Wygląda smakowicie – powiedział, spoglądając na bułkę

z homarem i cieniutkie frytki.

- Jest pyszne. Już dawno zakochałam się w kuchni Lauren.

-  A  propos  Lauren.  Obawiam  się,  że  mocno  na  nią

naciskałem, żeby pozwoliła mi się z tobą tu zobaczyć.

- Zawsze osiągasz to, co chcesz. Jesteś z tego znany.

Puścił to mimo uszu.

- Wybaczysz jej?

-  Tak.  Wiem,  że  miała  dobre  intencje  –  rzekła  Gracie,

patrząc  mu  w  oczy.  Wciąż  nie  mogła  uwierzyć,  że  tamtego
wieczoru go nie rozpoznała.

-  Ja  też,  to  znaczy  miałem  dobre  intencje,  tylko  jakoś

niefortunnie… Dasz mi drugą szansę?

- Zostałam przyparta do muru.

-  Może  na  dobry  początek  powinniśmy  przełamać  się

chlebem? Jesteś głodna? Czy na mój widok straciłaś apetyt?

background image

Roześmiała się – wbrew sobie, bo przecież była na niego

zła,  choćby  za  nazwanie  dziecka  błędem,  ale  nie  zdołała
oprzeć się jego urokowi. A w ogóle czy jakakolwiek kobieta
na widok takiego ciacha straciłaby apetyt?

Jedli  w  milczeniu.  Od  czasu  do  czasu  ich  spojrzenia  się

spotykały. Sebastian miał oczy w różnych odcieniach zieleni.
Czasem, w zależności od nastroju, były seledynowe jak woda
w  płytkiej  rzece,  a  niekiedy  przybierały  malachitową  barwę
niczym drzewa w lesie.

Dziś  w  spranych  dżinsach  i  białej  koszuli  wyglądał

niesłychanie męsko. Gracie poczuła dreszcz. Niedawno nadzy,
jedynie  w  maskach  na  twarzy,  nie  wiedząc  nic  o  sobie,
oddawali  się  cielesnym  uciechom.  Nigdy  wcześniej  nie  była
tak  odważna;  tajemniczy  kochanek  szeptem  i  pomrukami
zachęcał ją, by pozbyła się hamulców.

Sebastian, który już nic nie miał na talerzu, bacznie się jej

przyglądał.

-  Tak  dla  jasności  –  powiedziała,  machając  mu  frytką

przed nosem – to dziecko nie jest błędem.

- Wiem, Gracie. Zachowałem się wczoraj jak kretyn.

- Owszem.

- Więc przyjmujesz moje przeprosiny?

- Żadnych nie słyszę.

Pochyliwszy się nad stołem, ujął jej dłoń.

- Przepraszam cię .

Jego  dotyk  sprawił,  że  poczuła  ciarki.  Po  chwili  zacisnął

mocniej rękę i zamknął oczy, jakby też je poczuł. Mruknął coś

background image

pod  nosem.  Nie  zdziwiła  się.  Miała  wrażenie,  że  za  moment
oboje staną w ogniu. Dziś iskrzyło między nimi tak samo jak
podczas  balu  maskowego.  Wyszarpnęła  rękę;  wolała  nie
ryzykować.

- Wybaczysz mi?

Psiakość! Nie chciała, lecz wyniosła z domu przekonanie,

że  należy  wybaczać,  jeśli  przeprosiny  są  szczere,  a  zielone
oczy Sebastiana wyrażały żal i skruchę.

- Tak.

-  Chcę  być  częścią  twojego  życia,  częścią  życia  naszego

dziecka. Nie znasz płci, prawda?

- Jeszcze nie.

- Chciałbym być z tobą podczas badania.

Nie  miała  szklanej  kuli,  nie  wiedziała,  co  przyszłość

przyniesie.  Kiedy  postanowiła  zostać  matką,  nie  sądziła,  że
będzie  miała  jakiś  kontakt  z  ojcem  dziecka.  Chciała  zajść
w ciążę metodą in vitro. Los potrafi zaskakiwać.

- Nie mogę ci nic obiecać.

Uniósł brwi.

- Nie proszę o obietnicę. Chociaż… - Potrząsnął głową. –

Właściwie to proszę. Mam wrażenie, że chcesz wszystko robić
sama. Dlaczego, Gracie? Czy dlatego, że role się odwróciły?
Że teraz stać cię, żeby samodzielnie wychować dziecko? O to
chodzi?  Że  Wingate’owie  znaleźli  się  w  tarapatach
finansowych, a ty zostałaś milionerką? Dlatego uznałaś, że nie
nadaję się na ojca?

- Jak śmiesz? – Poderwała się na nogi.

background image

Sebastian również wstał.

- Nie sądzisz, Gracie, że dziecko potrzebuje ojca i matki?

Nawet jeśli jedno z rodziców jest bankrutem?

Poczuła wściekłość; z trudem powściągnęła swój latynoski

temperament.

- Choć znamy się od dziecka, nic o mnie nie wiesz. – Na

tym  polegał  problem:  latami  wpatrywała  się  w  niego  jak
w  obrazek,  podziwiała  go,  a  on  jej  nie  dostrzegał.  Bo  była
córką człowieka, który pracował u jego rodziców. – Nie będę
z  tobą  dłużej  rozmawiać.  Wychodzę.  Nawet  nie  próbuj  mnie
zatrzymywać.

- Nie mam zamiaru.

- Świetnie.

- Świetnie.

Ruszyła  przez  kuchnię  w  stronę  wyjścia.  Zanim

zatrzasnęła za sobą drzwi, usłyszała:

- Szlag by to trafił.

No właśnie, szlag by to trafił.

„Mogę już wrócić?”. Takiej treści esemes Lauren wysłała

do  obojga.  Optymistka,  pomyślał  Sebastian.  Najwyraźniej
narzeczona  brata  sądziła,  że  wystarczy  im  jedno  spotkanie,
jedna  rozmowa.  Swoją  drogą,  zachowała  się  wspaniałe:
przygotowała lunch, a sama znikła, zostawiając jego i Gracie
samych.  Niestety  wszystko  zepsuł,  choć  nie  do  końca
z własnej winy. Czy Gracie musi być tak uparta?

Odpisał  Lauren,  że  tak,  może  wracać.  On  i  Gracie

skończyli.

background image

Dziesięć minut później weszła przez kuchenne drzwi.

- Jestem! – Na widok Sebastiana, który stał przy stalowym

zlewie, zmarszczyła czoło. – Co robisz?

- Sprzątam. Przeze mnie nie pogadacie, a miałyście chyba

parę spraw do omówienia.

-  Wiem,  rozmawiałam  z  Gracie.  Jest  przybita.  Na  miłość

boską, daj mi tę ścierkę. – Wyrwała mu ją z ręki.

- Chciałem się czymś zająć.

-  Opowiedz,  co  się  stało.  Gracie  nie  wdawała  się

w szczegóły…

-  Mam  mętlik  w  głowie.  Nieustannie  o  niej  myślę.  Ten

wieczór,  który  spędziliśmy  razem…  Po  prostu  to  było  coś
wyjątkowego.  Niezapomniane  przeżycie  z  fantastyczną
kobietą. – Takiej Gracie pragnął, cudownej, namiętnej, z którą
rozumiał się bez słów.

Wcześniej  starał  się  trzymać  od  niej  z  daleka,  nie  chciał

wykorzystywać  swojej  pozycji,  a  teraz…  Teraz  to  nie  miało
znaczenia. Zależało mu na niej i na ich dziecku.

- Niezapomniane, mówisz? Ciekawe, jaką rolę odegrało to,

że nie wiedziałeś, kim ona jest?

- Jakąś na pewno, ale… To było istne szaleństwo. Nigdy

nie  przeżyłem  czegoś  podobnego.  Potem  tygodniami
usiłowałem odgadnąć jej tożsamość. Bez powodzenia.

- Nie pomyślałeś o Gracie?

-  Szczerze?  Nie.  Zawsze  mi  się  podobała,  ale  nie

próbowałem jej podrywać. Po pierwsze, przyjaźniła się z Beth
i  do  niedawna  u  niej  pracowała,  a  po  drugie,  jej  ojciec

background image

pracował  u  nas  na  ranczu,  więc  sama  rozumiesz…  Ale
wczoraj, wychodząc ze spotkania z prawnikami, upuściła plik
dokumentów.  Oboje  się  schyliliśmy.  Poczułem  zapach  jej
perfum i włosów. I doznałem olśnienia.

- O rany!

- No właśnie.

-  Mówiła  mi  o  waszej  nocy,  o  tajemniczym  kochanku  –

rzekła Lauren. – Nie wchodziła w szczegóły, ale oczy tak jej
lśniły… Sebastian, czym ją dziś zdenerwowałeś?

Westchnął ciężko.

-  Napomknąłem,  że  pewnie  nie  chce  mieć  ze  mną  do

czynienia z powodu zszarganej opinii Wingate’ów.

- Napomknąłeś?

- Okej, oskarżyłem ją o to. Nie chciała ustąpić, uparła się,

że to jej dziecko i sama je wychowa. Wiesz, ostatnio miałem
naprawdę  trudny  okres.  Walczyłem  o  dobre  imię  rodziny,
o  Wingate  Enterprises.  Po  miesiącach  walki  odetchnąłem
z  ulgą,  a  potem  w  moim  życiu  pojawia  się  piękna  kobieta
w  masce.  Nieznajoma.  I  nagle  dowiaduję  się,  że  jest  nią
Gracie,  która  wygrała  miliony,  kupuje  naszą  posiadłość
i w dodatku nosi pod sercem moje dziecko.

-  Przykro  mi,  że  nie  doszliście  do  porozumienia.  Dalej

musisz  radzić  sobie  sam.  Nie  chcę  narażać  mojej  przyjaźni
z Gracie i pomagać ci za jej plecami.

Sebastian uścisnął dłoń Lauren.

- Jesteś kochana. Mój brat to prawdziwy szczęściarz.

- Dzięki… Więc co zamierzasz?

background image

- Nie wiem – odparł. Ale jedno nie ulegało wątpliwości: na

pewno się nie podda.

- Dzięki, że wpadłaś. – Sebastian popatrzył na elegancką

kobietę  w  pastelowym  żakiecie  i  beżowych  spodniach  typu
palazzo.

- Dzień dobry, kochanie. Jak się miewasz?

- Dobrze. – Pocałował matkę w policzek.

Usiedli  na  kanapie.  Ava  Wingate  zawsze  miała  mnóstwo

energii,  jednak  od  pewnego  czasu  sprawiała  wrażenie
zmęczonej życiem. To, że w ostatnim roku oszukał ją zaufany
przyjaciel,  niewątpliwie  odcisnęło  na  niej  piętno.  Keith
Cooper,  przyjaciel  zmarłego  męża  Avy,  usilnie  próbował
zdobyć serce wdowy. Kiedy mu się nie udało, sprzeniewierzył
pieniądze  firmy,  niemal  doprowadzając  do  upadku  Wingate
Enterprises.  Na  szczęście  został  złapany,  zanim  firma
zbankrutowała.

- Napijesz się czegoś, mamo? A może coś zjesz?

-  Nie,  dziękuję.  Lepiej  powiedz,  co  się  z  tobą  dzieje.

Widzę, że się zamartwiasz.

- Właśnie chciałem ci przekazać najnowszą wiadomość.

- Kolejne kłopoty w firmie?

- Nie. – Uśmiechnął się. – Nie chodzi o sprawy zawodowe.

- A więc o prywatne?

-  Tak.  Ale  to  dobra  wiadomość,  przynajmniej  mam

nadzieję, że za taką ją uznasz. Ponownie będziesz babcią.

Czteroletniego  Daniela,  syna  Harley,  Ava  słabo  znała.

Harley,  która  zawsze  kiepsko  dogadywała  się  z  matką,

background image

wyjechała  do  Europy,  zamierzając  tam  wychowywać  synka;
wróciła  do  Stanów  kilka  miesięcy  temu  i  dopiero  wtedy
poinformowała  Granta  Everetta,  że  jest  ojcem.  Dziś  byli  już
rodziną i planowali przenieść się razem do Tajlandii.

Ava otworzyła zdumiona usta.

-  Tak,  to  bardzo  dobra  wiadomość.  –  Nagle  zmarszczyła

czoło. – Nie miałam pojęcia, że się z kimś spotykasz.

Sebastian podrapał się po brodzie.

- Ja… Sam dowiedziałem się przed dwoma dniami. Gracie

Diaz jest w ciąży. Ze mną.

-  Gracie?  –  Brwi  matki  podjechały  do  góry.  –  Nasza

Gracie? Nigdy nie przejawiałeś nią zainteresowania.

- To prawda, ale sytuacja się zmieniła. Za kilka miesięcy

zostanę  ojcem.  Niestety  ilekroć próbuję  z Gracie  rozmawiać,
język  mi  się  plącze,  gadam  od  rzeczy,  ona  się  złości
i wychodzi.

Ava  uśmiechnęła  się.  Nieczęsto  widywał  matkę  tak

rozbawioną.

- Uważasz, że to śmieszne?

-  Po  prostu  przypomniało  mi  się,  że  twój  ojciec

zachowywał  się  identycznie.  Strasznie  się  denerwował  przy
mnie. I albo milczał, albo mówił nie to, co trzeba.

- Serio? Nie wiedziałem.

Właściwie  to  nie  dziwił  się  ojcu:  matka  miała  silny

charakter,  często  onieśmielała  ludzi.  Ale  ojcu  pewnie  nie
chodziło  o  jej  charakter,  tylko  o  pociąg  fizyczny,  jaki  istniał
między nimi. Dlatego był stremowany.

background image

- Co zamierzasz?

-  Nie  wiem.  Gracie  postanowiła  sama  wychowywać

dziecko.

- Prawnie nie może ci zabronić…

Sebastian potrząsnął głową.

-  Prawnie  nie,  ale…  Myślę,  że  jest  oszołomiona.  Nie

chciałbym zniszczyć tego, co nas łączy.

- To jesteście w związku czy nie?

-  Nie,  ale  muszę  to  naprawić.  Na  razie  ona  nie  odbiera

moich telefonów i nie odpowiada na esemesy.

- Chcesz, żebym z nią porozmawiała?

Wolał  nie.  Matka  miała  dobre  intencje,  lecz  nie  była

najbardziej taktowną osobą na świecie.

-  Nie,  mamo,  dziękuję.  Sam  sobie  poradzę.  Ale  mam

prośbę. Zatrzymaj tę informację dla siebie. Dobrze?

- Oczywiście.

- Uznałem, że masz prawo wiedzieć.

- Szkoda, że twoja siostra się w ciebie nie wdała.

- Mamo, Harley była młoda i bardzo zagubiona.

-  Najważniejsze,  żeby  rodzina  trzymała  się  razem.  To

dotyczy również twojego dziecka. Znasz już płeć?

- Jeszcze za wcześnie. Ale jak tylko się dowiem, od razu

dam ci znać.

-  Będę  wdzięczna.  Jak  sądzisz,  czego  Gracie  pragnie

najbardziej w świecie?

background image

- Do czego zmierzasz?

-  Skoro  chcesz  czegoś  od  niej,  daj  jej  to,  na  czym  jej

najbardziej zależy.

Sebastian zamyślił się. Pomysł nie był głupi.

Matka podniosła się z kanapy.

- Za pół godziny mam spotkanie.

Sebastian również wstał.

- Dzięki, mamo.

-  Będziesz  dobrym  ojcem.  –  Pocałowała  syna

w policzek. – Jestem przekonana, że wszystko się ułoży.

Matka bardziej w niego wierzyła niż on sam. Czy uda mu

się dojść z Gracie do porozumienia? Nie miał pewności.

Nagle  wpadł  na  pewien  pomysł.  „Daj  jej  to,  na  czym  jej

najbardziej zależy”. Na czym zależy Gracie? Na domu. Kupiła
posiadłość  Wingate’ów  pierwszego  dnia,  gdy  nieruchomość
pojawiła  się  na  rynku.  To  tam  chciała  wychowywać  swoje
dziecko. Hm.

To ryzykowne. Pomysł może nie wypalić, a wtedy straci.

Ale nie zamierzał się poddawać. Ciągnęło go do Gracie, chciał
spędzić  z  nią  więcej  czasu,  lepiej  ją  poznać.  Nie  mógł  stać
z założonymi rękami. Musi zacząć działać.

Przez  cały  tydzień  Gracie  pomagała  Lauren

w  przygotowaniach  do  otwarcia  Eatery.  Zaglądała  do  szafek
i  lodówek,  upewniała  się,  czy  niczego  nie  zabraknie.
W  sprawach  kuchni  i  kulinariów  to  Lauren  była
profesjonalistką,  ona  zaś  świetnie  znała  się  na  reklamie.
Zamówiła  ogłoszenia  w  miejscowych  gazetach,  wynajęła

background image

nastolatków do roznoszenia ulotek i poprosiła klientów, którzy
odwiedzali  foodtrucki  Lauren,  żeby  informowali  wszystkich
o Eatery.

Restauracja  była  jej  pierwszą  inwestycją,  ale  zamierzała

zrobić  kilka  innych.  Na  przykład  chciała  hodować  konie,
o  czym  zawsze  marzył  ojciec.  Poza  tym  planowała  założyć
firmę  eventową.  Połknęła  bakcyla,  pracując  z  Beth  przy
organizacji imprez charytatywnych. Ale dziś była skupiona na
Lauren oraz Eatery.

-  Strasznie  to  wszystko  ekscytujące  –  powiedziała  do

przyjaciółki. – Wiąże się z ogromnym nakładem pracy, ale na
pewno odniesiesz sukces.

- Nie masz pojęcia, jaka jestem zdenerwowana. Ta knajpa

to  spełnienie  moich  marzeń.  Mam  nadzieję,  że  o  niczym  nie
zapomniałam.

- Nie zapomniałaś. Będzie wspaniale. Cały jutrzejszy dzień

jestem do twojej dyspozycji.

- Dzięki. Od początku mnie wspieracie, ty i Sutton.

-  Zasługujesz  na  własny  lokal.  Ciężko  na  niego

pracowałaś.

- To prawda.

- A teraz powinnyśmy jechać do domu i odpocząć.

- Dopiero szósta! – sprzeciwiła się Lauren.

- Ale znając ciebie, wrócisz tu bladym świtem.

-  Okej.  –  Lauren  objęła  przyjaciółkę.  –  Ty,  ja  i  dzidziuś

musimy się wyspać.

background image

Wzmianka  o  dziecku  sprawiła,  że  myśli  Gracie

powędrowały do jego ojca. Zszokowały ją jego słowa. Zawsze
wydawał się jej miłym uprzejmym człowiekiem, a tu… Gdzie
się  podział  mężczyzna,  do  którego  od  lat  wzdychała?  Znikł,
a  jego  miejsce  zajął  obcy,  do  którego  nie  miała  za  grosz
zaufania.

Później  tego  wieczoru,  po  rozmowie  z  pośrednikiem,

Gracie,  kręcąc  z  niedowierzaniem  głową,  odłożyła  komórkę.
W  zeszłym  tygodniu  podpisała  umowę  kupna  posiadłości
Wingate’ów,  wpłaciła  pieniądze  na  rachunek  zastrzeżony
i liczyła, że w krótkim czasie otrzyma tytuł własności. Bądź co
bądź  dom  stał  pusty,  ona  chciała  się  wprowadzić,
a Wingate’owie potrzebowali gotówki, by odbudować biznes.
Ale  przed  chwilą  Tom  Riley  poinformował  ją,  że  sprawa
utknęła w miejscu.

Sebastian grał na zwłokę; nie podjął pieniędzy i podawał

najróżniejsze powody, dlaczego nie może złożyć ostatecznego
podpisu.  Minęło  już  osiem  dni.  Bez  podpisu  umowa  nie
dojdzie do skutku.

Psiakrew,  usiłuje  przyprzeć  ją  do  muru.  Codziennie

dzwonił,  a  ona  go  zbywała.  Teraz  ona  musi  zadzwonić  do
niego.  Oczywiście  mogłaby  poprosić  prawnika,  by
porozmawiał z Sebastianem, ale czuła, że to nic nie da. Jako
doświadczony  biznesmen  Sebastian  zawsze  dążył  do
upatrzonego celu. Wiedziała, że nie odpuści.

Zacisnęła powieki. Bała się go. Wystarczył jego dotyk, aby

drżała  z  podniecenia.  Nie  lubiła  tracić  kontroli.  A  ponieważ
chodziło o jej przyszłość, powinna myśleć trzeźwo i logicznie.

background image

Najważniejsze  było  dziecko.  Zamierzała  zrobić  wszystko,  by
je chronić.

Wieczór, który spędzili razem, Sebastian określił mianem

pomyłki.  Czyli  dziecko  też  uważał  za  pomyłkę.  Oskarżył  ją
o  to,  że  jest  karierowiczką,  że  odrzuca  go  z  powodu  jego
niedawnych  problemów  finansowych.  W  dodatku  postanowił
ją zaszantażować i wstrzymać się ze sprzedażą posiadłości.

- Tak się przyjaciół nie zdobywa – mruknęła pod nosem.

Gdyby  była  zołzą,  wycofałaby  pieniądze  i  zrezygnowała

z  kupna  domu.  Wtedy  jednak  wyrządziłaby  krzywdę
wszystkim  Wingate’om,  a  tego  nie  chciała  robić.
I  skrzywdziłaby  siebie.  Kochała  ten  dom;  spędziła  w  nim
mnóstwo  czasu,  kiedy  dorastała.  Miała  postawić  krzyżyk  na
swoich marzeniach tylko dlatego, że Sebastian zachowuje się
jak kretyn?

Z  rozmyślań  wyrwał  ją  telefon.  Spojrzawszy  na

wyświetlacz,  natychmiast  odebrała.  Sebastian.  Przynajmniej
nie musi do niego dzwonić.

- Masz świadomość, że narażasz na niepowodzenie naszą

transakcję?

-  Dobry  wieczór,  Gracie.  I  tak,  mam  tę  świadomość.

Postawiłem  wszystko  na  jedną  kartę.  Bo  chcę  być  obecny
w  twoim  życiu.  –  Na  moment  zamilkł.  –  Cały  tydzień
próbowałem się z tobą skontaktować.

- I uznałeś, że szantaż będzie najskuteczniejszy?

- Nie nazwałbym tego szantażem.

- A jak?

background image

- Delikatnym szturchnięciem. Zachętą.

-  Zachętą?  –  Parsknęła  śmiechem.  –  Masz  nie  po  kolei

w głowie.

- Jestem zdeterminowany.

Męczyła  ją  ta  rozmowa,  jednak  by  zamieszkać

w wymarzonym domu, musi wysłuchać Sebastiana.

-  W  porządku.  Jaką  masz  propozycję?  –  Zawahała  się.

Powinna  inaczej  sformułować  pytanie.  –  To  znaczy,  czego
oczekujesz?

- Spotkania. Rozmowy. Im szybciej, tym lepiej.

- A co, boisz się, że się wycofam?

- Może. Zrobiłabyś to?

- Nie. Chyba że dałbyś mi powód.

- Nie dam. Słowo honoru.

Westchnęła.

- Obiecujesz podpisać dokumenty?

-  Tak.  Nie  mam  zwyczaju  nikogo  zwodzić.  Czy

moglibyśmy spotkać się jutro? – spytał.

- To niemożliwe. Jutro jest wielkie otwarcie Eatery.

- Fakt. Wyleciało mi z głowy.

- Może w poniedziałek? – zaproponowała.

- Dopiero za trzy dni?

- Tak, a co?

- Nic. W porządku. Wpadnę do ciebie w poniedziałek rano.

background image

Zamknęła oczy.

- Nie. Spotkamy się w twoim biurze.

-  Dobrze  –  odrzekł,  starając  się  nie  okazać

rozczarowania. – Zatem do poniedziałku. Dobranoc, Gracie.

Niski ochrypły głos ponownie przyprawił ją o dreszcz. Po

raz  pierwszy  w  życiu  czuła  tak  silny  pociąg  fizyczny  do
mężczyzny. Niestety nie umiała oddzielić mężczyzny, który ją
szantażował, od tego, w którym się podkochiwała. To jej nie
dawało  spokoju,  nocami  budziła  się  zlana  potem,  z  bólem
głowy. Dlatego unikała Sebastiana. Czekała, aż ból minie. Aż
odzyska zdolność logicznego myślenia.

- Śpij dobrze.

- Ty też – szepnęła, zanim zdołała się powstrzymać.

Miał  nad  nią  władzę  i  chociaż  była  na  niego  zła,  nie

potrafiła  zapomnieć  tamtej  nocy.  Jego  dotyku,  pocałunków,
pieszczot.  Dwoje  nieznajomych  ukrytych  za  maskami…  To
wspomnienie zostanie z nią na zawsze.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Ekipa  Royal  7  News  zjawiła  się  w  porze  lunchu,  by

przeprowadzić z Lauren wywiad. Wóz transmisyjny stał przed
lokalem, zajmując połowę szerokości ulicy. Gracie nawet nie
musiała  na  nikogo  mocno  naciskać;  dziennikarze  zawsze
nadstawiali uszu, gdy padało nazwisko Wingate. Przez ostatni
rok pisali o nich krytycznie, na szczęście Wingate’owie zdołali
oczyścić  swoje  imię,  odzyskać  część  skradzionych  pieniędzy
i powoli odbudowywali biznes.

Ustawiwszy  się  z  boku,  Gracie  słuchała,  jak  Lauren

odpowiada na pytania Danieli Moon.

-  Zaczęłam  od  jednego  foodtrucka,  z  czasem  moja  firma

Street Eats rozrosła się. Od dziecka marzyłam o restauracji.

- Sądząc po kolejce, myślę, że odniesie pani wielki sukces.

Royal  przyda  się  kolejny  świetny  lokal.  A  zmieniając  temat:
jest  pani  narzeczoną  Suttona  Wingate’a.  Wingate’owie  byli
niedawno  uwikłani  w  skandal.  Co  pani  może  o  tym
powiedzieć?

Lauren zamilkła, po czym uśmiechnęła się promiennie.

- Nie miałam cienia wątpliwości, że Sutton i jego rodzina

odzyskają  dobre  imię.  I  się  stało.  Zostali  oczyszczeni
z wszelkich zarzutów.

- Krążą plotki, że ma pani cichego wspólnika i że jest nim

Gracie Diaz, która niedawno wygrała sześćdziesiąt milionów

background image

w loterii Powerball. Jak ważne jest dla pani jej wsparcie?

- Bez Gracie nie byłabym tu, gdzie jestem. Pomagała mi,

wspierała  mnie,  zachęcała,  wierzyła  we  mnie.  Nigdy  nie
zdołam się jej odwdzięczyć.

Dziennikarka podeszła do Gracie.

- Wygląda na to, że poczyniła pani znakomitą inwestycję.

Biznes kwitnie.

Gracie  nie  cierpiała  być  w  centrum  zainteresowania  –

miała  dość  spotkań  z  prasą  po  wygranej  w  Powerball  –  ale
uprzejmie  odpowiedziała  na  kilka  pytań.  Wkrótce  ekipa
wsiadła do wozu i odjechała.

Wróciwszy do kuchni, Lauren otarła pot z czoła.

-  Dzięki,  przyda  mi  się  reklama.  I  przepraszam,  że  tobie

też podetkano pod nos mikrofon. Wiem, że tego nie cierpisz.

-  Dla  ciebie  i  Eatery  jestem  gotowa  do  poświęceń  –

odparła z uśmiechem Gracie.

I  nagle  jej  dobry  humor  prysł:  zobaczyła  wchodzącego

tylnym  wejściem  wysokiego  Teksańczyka  o  blond  czuprynie
i zielonych oczach. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że
to Sutton. Pomachał do niej i pochwycił Lauren w ramiona.

Później wpadła na lunch Beth z Camem. Gracie wskazała

im stolik tuż przy kuchni. Beth była nie tylko jej przyjaciółką
i  mentorką,  ale  również  siostrą  Sebastiana.  Za  kilka  tygodni
miał się odbyć jej ślub z ranczerem Camem Guthriem.

- Super, że przyszliście! Brakuje mi naszej burzy mózgów.

Gracie  przez  kilka  lat  pracowała  z  Beth  przy  organizacji

imprez.  Ponieważ  praca  bardzo  się  jej  podobała,  uznała,  że

background image

któregoś  dnia  założy  własną  firmę  eventową.  Wtedy  to  były
marzenia palcem na wodzie pisane, ale dziś… Hm.

-  Słyszałem  o  tych  waszych  burzach  –  rzekł  z  kamienną

miną Cam. – Po dwóch drinkach przychodziły wam do głowy
świetne pomysły.

- O kurczę! Zdradziłaś mu nasze tajemnice zawodowe! –

Gracie parsknęła śmiechem.

-  Przyznaję  się  bez  bicia.  Ona  –  Beth  zwróciła  się  do

narzeczonego – już po jednym drinku błyszczała intelektem.

- Ty też, kochana, ty też!

- Dlatego stanowiłyśmy zgrany zespół.

-  To  prawda.  Powiem  Lauren,  że  jesteście.  Będzie

zachwycona.

- Nie mogliśmy nie przyjść. Lauren należy do rodziny.

- Wiem, ale szykujecie się do ślubu…

Cam  zbudował  dla  Beth  dom  jej  marzeń.  A  do  ślubu

zostały zaledwie dwa tygodnie.

- Wszystko jest już zapięte na ostatni guzik – rzekła Beth,

po  czym  zmarszczyła  czoło.  –  Chyba  że  o  czymś
zapomniałam?

-  Na  pewno  nie  –  powiedziała  Gracie.  –  Gdybyś  jednak

potrzebowała pomocy, możesz na mnie liczyć.

-  Dzięki.  –  Beth  rozejrzała  się  po  restauracji.  –  Jak  tu

pięknie.

- Zerknijcie do menu. – Gracie podała narzeczonym karty

dań. – Zaraz przyślę kelnerkę.

background image

- Okej. I gratuluję, skarbie. To miejsce jest super, w dużej

mierze dzięki tobie.

Gracie uścisnęła przyjaciółkę.

-  Twoje  słowa  wiele  dla  mnie  znaczą.  A  teraz  lecę

sprawdzić,  jak  sobie  radzi  Lauren.  Musi  wytrzymać  do
wieczora.

O ósmej trzydzieści sala powoli zaczęła pustoszeć. Gracie

ledwo  czuła  nogi;  nawet  nie  wyobrażała  sobie,  jak
zmordowana musi być Lauren. Usiadła przy narożnym stoliku
i skinęła na przyjaciółkę.

- Zmęczona?

-  Owszem,  ale  i  podekscytowana.  Wiesz,  że  zabrakło

sernika?  Nie  sądziłem,  że  będzie  taki  popularny.  Jutro  się
lepiej przygotuję.

- Nikt nie narzekał, każdy dostał darmowy deser…

Drzwi się otworzyły i do sali wkroczył Sutton.

-  Oj,  chyba  jednak  nie  posiedzisz.  Wydaje  mi  się,  że  ten

uroczy  dżentelmen  przyszedł  po  dokładkę  –  powiedziała  ze
śmiechem Gracie.

Lauren wstała, przytuliła narzeczonego, po czym wskazała

mu  miejsce  przy  stoliku.  Dopiero  w  tym  momencie  Gracie
zorientowała się, że tym razem to nie Sutton, lecz Sebastian.
Psiakość, znów dała się zaskoczyć.

- Dzięki, że wpadłeś – powiedziała Lauren.

-  Chciałem  przyjść  wcześniej,  ale  cały  dzień  miałem

wypełniony spotkaniami. W każdym razie obu wam należą się
gratulacje. Słyszałem, że otwarcie było wielkim sukcesem.

background image

-  Przerosło  moje  oczekiwania.  –  Lauren  westchnęła

cicho. – Było wspaniale.

- Tak, było fantastycznie – przyznała Gracie.

Nie  chciała  psuć  Lauren  humoru,  okazując  Sebastianowi

niechęć.  Miał  prawo  tu  być.  Kiedy  usiadł  i  powiódł  po  niej
spojrzeniem, serce znów jej załomotało i przez chwilę nie była
w stanie złapać tchu.

- Pewnie nic nie jadłeś? – spytała Lauren. – Ty, Gracie, też

nie miałaś nic w ustach od lunchu. Zaraz wam coś przygotuję.

-  Nie,  nie  fatyguj  się  –  zaprotestował  Sebastian.  –  Nie

jestem głodny.

- Ja też nie – powiedziała Gracie.

- Mowy nie ma! Musisz się dobrze odżywiać.

Gracie  zaczerwieniła  się.  Chociaż  Lauren  słowem  nie

zająknęła się o ciąży, Sebastian natychmiast skierował wzrok
na jej brzuch.

-  A  ty  –  Lauren  spojrzała  na  Sebastiana  –  nie  wygaduj

bzdur, że nie jesteś głodny. Znam was, Wingate’ów.

- W porządku – odrzekł. – Chętnie coś zjem.

-  No  widzisz?  Nie  mogłeś  tak  od  razu?  Porozmawiajcie

sobie, a ja wrócę za kilka minut.

-  Idealnie  do  siebie  pasują,  Lauren  i  Sutton.  –  Sebastian

pokiwał z uśmiechem głową.

- To prawda.

- O, przynajmniej w jednym się zgadzamy. To już coś.

background image

-  Mam  prośbę:  nie  rozmawiajmy  dzisiaj,  dobrze?  Padam

na nos.

- Cały dzień tu spędziłaś?

Potwierdziła skinieniem głowy.

- To było pasjonujące obserwować narodziny firmy. Nigdy

nie uczestniczyłam w takim przedsięwzięciu.

- Masz głowę do interesów, Gracie.

Wzruszyła ramionami.

- Raczej mam pomysły inwestycyjne.

- Zdradzisz jakie?

-  Jeszcze  za  wcześnie.  Wiesz,  to  niesamowite,  jacy

jesteście  podobni,  ty  i  Sutton  –  rzekła,  zmieniając  temat.  –
Sutton wyszedł stąd godzinę temu i kiedy się pojawiłeś, przez
ułamek sekundy myślałam, że wrócił po dokładkę.

-  Wszyscy  nas  mylą.  Ale  powiedziałaś:  przez  ułamek

sekundy. Czyli jednak umiesz nas odróżnić?

Speszona przygryzła wargę.

- Gracie…?

- Ja…

- Też to czuję, te iskry. Kiedy się zbliżam, od razu wiesz,

że to ja, a nie mój brat. Prawda?

Zamknęła oczy. Nie chciała nic mówić.

- Twoje milczenie wystarczy mi za odpowiedź – oznajmił

cicho.

background image

W jego głosie nie było nuty triumfu czy zadowolenia. Po

prostu stwierdzał fakt.

Skinęła głową. Nie ulegało wątpliwości, że istnieje między

nimi chemia. Próbowała to wypierać, ale Sebastian miał rację:
czuła dreszcz, ilekroć wchodził do pokoju. Najgorsze było to,
że choć znali się od lat, to właściwie wcale się nie znali. Nie
wiedziała, czego Sebastian od niej chce. I czy może mu ufać.

- Gracie…

Z kuchni wyłoniła się Lauren. Postawiła na stole półmisek

z ryżem i kawałkami kurczaka oraz sałatkę.

- Mm, wygląda pysznie – rzekł Sebastian.

-  Rzeczywiście  –  przyznała  Gracie.  Nagle  zaburczało  jej

w  brzuchu,  w  dodatku  głośno.  Wszyscy  troje  wybuchnęli
śmiechem. – Chyba faktycznie powinnam coś zjeść.

Patrząc w lśniące oczy Sebastiana, poczuła coś dziwnego.

Jakby  zobaczyła  przed  sobą  człowieka,  którego  znała  od
dziecka,  młodzieńca,  za  którym  wodziła  wzrokiem,
sympatycznego,  choć  lekko  zdystansowanego  mężczyznę,
o  którym  snuła  fantazje.  Był  tym  spokojniejszym,  bardziej
poważnym  bliźniakiem.  Tym,  który  zawsze  bardziej  się  jej
podobał.

-  Tak,  lepiej  nakarm  dziecko  –  powiedziała  ze  śmiechem

Lauren.

-  A  ja  przypilnuję,  żeby  Gracie…  -  Sebastian  urwał.

Najwyraźniej wolał się jej nie narażać. – Mniejsza o to.

- Dobra, pałaszujcie. – Odwróciwszy się na pięcie, Lauren

oddaliła się do kuchni.

background image

Zostali sami. Sebastian ważył słowa, więc reszta wieczoru

upłynęła przyjemnie.

Tuż  przed  dziesiątą  wszyscy  już  wyszli.  Lauren,  która

ledwo trzymała się na nogach, ucieszyła się, że Sutton po nią
przyjechał. Kiedy zaproponowali Gracie, że odprowadzą ją do
samochodu, Sebastian zaprotestował.

- Ja ją odprowadzę.

- Dam sobie radę – sprzeciwiła się Gracie. – Nikt mnie nie

musi odprowadzać.

- Nie kłóć się ze mną. Włóż żakiet i chodź.

Lauren  przekręciła  klucz  w  zamku  i  każda  para  ruszyła

w inną stronę parkingu.

Dotarłszy  do  samochodu,  Gracie  obróciła  się  do

Sebastiana.

-  To  mój.  –  Jeździła  czerwonym  sportowym  lexusem;

kochała  swoje  autko,  ale  wiedziała,  że  kiedy  urodzi  dziecko,
będzie musiała kupić coś większego.

Zadrżała. Styczniowe powietrze było chłodne.

- Zimno ci?

- Trochę. – Wskazała na samochód. – Zaraz się ogrzeję.

- Poczekaj. – Sebastian zacisnął rękę na jej nadgarstku.

Zamknęła oczy.

- Tak?

- Porozmawiaj ze mną.

- Jesteśmy umówieni na poniedziałek.

background image

-  Gracie…  -  Wymówił  jej  imię  z  czułością,  jakby  miał

przed sobą największy skarb. – Chciałbym się z tobą zobaczyć
wcześniej.

Wbiła wzrok w jego zielone oczy.

- Dlaczego?

- Przecież wiesz.

- No, nie bardzo. – Nie do końca mu ufała.

Uniósł  jej  brodę,  pochylił  się  i  zaczął  powoli  przysuwać

usta do jej warg. Nawet gdyby chciała, nie mogłaby uciec. Nie
dałaby  rady  zwalczyć  tej  dziwnej  siły,  która  ciągnęła  ją  do
niego.  Musnął  oddechem  jej  policzek.  Czekała,  na  szczęście
niedługo.  Parę  sekund  później  docisnął  usta  do  jej  warg.  To
był  idealny  pocałunek,  wykonany  z  idealnym  wyczuciem.
Otoczył  ją  zapach  Sebastiana,  bijące  od  niego  ciepło.  Kiedy
wziął ją w ramiona, zakręciło się jej w głowie.

- Sebastian… - szepnęła. – To nie jest dobry pomysł.

- A jeśli się mylisz?

Czy wtedy ominie ją coś wspaniałego? Jeżeli się zakocha,

wszystko  może  się  zdarzyć.  Może  przez  Sebastiana  płakać,
cierpieć. Nie ma gwarancji, że im się uda. Zatem czy nie lepiej
trzymać się na dystans? Czy nie lepiej oprzeć się pokusie?

- Czego od mnie chcesz?

- Szansy, żeby cię poznać. Tylko tyle.

- To znaczy?

- Chcę umawiać się z tobą na randki. Zobaczyć, co z tego

wyniknie. Przekonać się, jak razem funkcjonujemy. Proszę cię,
Gracie. Jesteś mi to winna.

background image

- Winna? – Zamrugała.

Westchnął głęboko.

- Odkryłaś, że to ze mną kochałaś się na balu i cały czas

trzymałaś  język  za  zębami.  Tamtej  nocy  zrobiliśmy  dziecko.
Dowiedziałem  się  o  tym  przypadkiem.  Nie  chciałaś  mi  nic
powiedzieć, ani że to byłaś ty, ani że zaszłaś w ciążę.

- Nieprawda.

-  Nieprawda?  Miałaś  mnóstwo  okazji.  Wtedy  kiedy

negocjowaliśmy sprawę kupna-sprzedaży posiadłości, a także
później. Dlaczego milczałaś?

-  Bo…  byłam  zagubiona.  I  zaniepokojona.  W  sumie

niezbyt dobrze cię znam. Nie wiem, czy mogę ci ufać.

- Jest tylko jeden sposób, żebyś się o tym przekonała.

To  było  takie  dziwne.  Kolejność  odwrócona.  Najpierw

uprawiali szalony seks, najlepszy w jej życiu, potem okazało
się, że poczęli dziecko, a teraz Sebastian proponuje randki.

- To szaleństwo.

- Szaleństwa dobrze nam wychodzą.

Najwyraźniej ich myśli biegły jednym torem.

- To prawda.

- Wpadnę po ciebie jutro o siódmej – rzekł z uśmiechem,

otwierając drzwi jej samochodu.

Usiadła  za  kierownicą,  włączyła  silnik  i  ruszyła.  Jadąc,

zerknęła  w  lusterko:  z  tym  seksownym  facetem  stojącym  na
parkingu była jutro umówiona na randkę.

background image

Zanim  zapukał,  kilka  razy  nakazał  sobie  ostrożność.  Nie

chciał powiedzieć nic, co by ją do niego zraziło. Co by zepsuło
randkę. Innymi słowy postanowił być dżentelmenem.

Otworzyła  mu  gosposia.  Śmiesznie,  jak  ich  role  się

odwróciły. Teraz Gracie miała służbę, a on żył skromnie.

Kobieta wpuściła go do środka. Po chwili Gracie pojawiła

się  w  holu.  Wytrzeszczył  oczy.  Wyglądała  zjawiskowo
w  obcisłej  czerwonej  sukni  do  kolan  z  delikatną  koronką  na
rękawach  i  na  plecach.  Miała  znakomitą  cerę  i  gęste  długie
włosy. Na balu maskowym też wystąpiła w czerwonej kreacji,
od której nie mógł oderwać wzroku. I wtedy, i dziś czuł, jak go
ciągnie do niej.

Przez  trzy  miesiące  zastanawiał  się,  kim  jest  kobieta,

z  którą  się  kochał.  Wczorajszy  pocałunek  uzmysłowił  mu,
dlaczego nie potrafił o niej zapomnieć.

Gracie,  odważna  i  seksowna  Gracie  trwale  zapisała  się

w jego pamięci.

- Ładnie wyglądasz – powiedział.

- Dzięki, ty też – odparła instynktownie.

Spędził  godzinę  na  wybieraniu  ubrania;  w  końcu

zdecydował  się  na  beżowe  spodnie,  koszulę  w  kolorze
bakłażana  i  czarną  zamszową  bomberkę  zamiast  sportowej
marynarki.

- Gotowa?

Skinęła  z  wahaniem  głową.  Beth  zdradziła  mu,  że  kiedy

Gracie  wygrała  loterię,  nagle  zaczęło  się  wokół  niej  kręcić
mnóstwo mężczyzn i nie była pewna, czy chodzi im o nią, czy

background image

o  jej  miliony.  Dziwne,  nigdy  nie  zdawała  sobie  sprawy
z własnej urody, a była piękna, zgrabna, długonoga.

Trzy miesiące temu pieścił ją, dziś jednak chciał pokazać

się  jej  od  innej  strony.  Chciał  zdobyć  jej  zaufanie  oraz
sympatię, chciał uczestniczyć w życiu ich dziecka. Na moment
wrócił  myślami  do  Lonny’ego,  nastoletniego  brata  jego
dawnej dziewczyny, chłopca z wieloma problemami. Starał się
mu  pomóc,  być  dla  niego  wsparciem.  Chłopak  bardzo  tego
potrzebował.  Ale  potem  jego  związek  się  rozpadł  i  stracił
z  Lonnym  kontakt.  Miał  z  tego  powodu  wyrzuty  sumienia,
choć przecież niczemu nie zawinił.

Nie chciał w podobny sposób zawieść nadziei i oczekiwań

własnego  dziecka.  Pragnął  je  kochać,  wychowywać,  mieć
wpływ na jego życie.

- Świetnie, to ruszajmy. Masz jakieś okrycie? Jest chłodno.

Sięgnęła  po  długi  sweter  pasujący  barwą  do  sukienki.

Sebastian wyciągnął rękę, ale powstrzymał go jej wzrok. Nie
życzyła  sobie  pomocy.  Od  dziecka  wpajano  mu  zasady
dobrego  wychowania,  ale  cóż…  dziś  ma  za  zadanie  być
miłym, unikać kłopotów i lepiej poznać matkę dziecka.

Nacisnął  klamkę.  Uderzyło  w  nich  zimno.  Poczekał,  aż

Gracie przekręci klucz w zamku, po czym podprowadził ją do
czarnego  bmw.  Zanim  zajął  miejsce  za  kierownicą,  zdążyła
zapiąć pas.

- Mam nadzieję, że lubisz kuchnię włoską.

- A znasz kogoś, kto nie lubi?

Roześmiał się.

- Lokal, do którego jedziemy…

background image

- Jak się nazywa?

- Amore. Znajduje się tuż za miastem. Szefem kuchni jest

mój przyjaciel.

Uśmiechnęła się.

- Wolisz ciszę czy muzykę? – spytał.

- Muzykę.

Włączył  radio;  wnętrze  samochodu  wypełnił  mocny  głos

Reby McEntire śpiewającej z Kelly Clarkson piosenkę o bólu,
krzywdzie i zaufaniu.

-  Lubię  ten  utwór.  –  Gracie  oparła  głowę  o  zagłówek.  –

Nie ma w nim grama fałszu.

Sebastian zerknął na nią z ukosa. Stale się czegoś nowego

o niej dowiadywał.

- Muzyka przekazuje prawdę lepiej niż inne środki wyrazu.

Nie sądzisz? – spytała.

-  Bo  ja  wiem?  –  Nigdy  się  nad  tym  nie  zastanawiał.  –

Może.

Pięć utworów później siedzieli w przytulnej sali.

- Dzięki, mistrzu. – Sebastian uśmiechnął się do Tony’ego

Perrina.

- Cała przyjemność po mojej stronie, Sebastianie. – Tony

był  przystojnym  sześćdziesięciolatkiem  o  siwej  czuprynie,
który po długim ciekawym życiu w końcu osiadł w Teksasie.
W  przeszłości  prowadzili  razem  interesy;  obaj  kochali  golfa
i  włoską  kuchnię.  Nic  dziwnego,  że  się  zaprzyjaźnili.  –
Cieszyłbym się, gdybyś odwiedzał mnie częściej.

background image

Sebastian obrócił się do Gracie.

-  Gracie,  przedstawiam  ci  Tony’ego,  właściciela  Amore,

który doskonale gra w golfa i wyśmienicie gotuje.

Tony skłonił się nisko.

- Miło mi cię poznać, Gracie.

- A mnie ciebie, Tony. Piękny masz lokal.

Rozejrzała się z zaciekawieniem, podziwiając śnieżnobiałe

obrusy,  ręcznie  zdobione  talerze,  kryształowe  kieliszki,
ustawione  na  środku  stołów  długie  świeczki.  Na  końcu  sali
znajdowała  się  nieduża  scena,  na  której  czasem  zespół
muzyków, a czasem piosenkarze zabawiali gości.

- Niezwykle klimatyczny…

- Bardzo dziękuję. – Tony się uśmiechnął.

-  Gracie  z  naszą  wspólną  znajomą  otworzyły  restaurację.

The Eatery, w samym sercu Royal – rzekł Sebastian.

- Całe miasto o tym huczy – powiedział Tony. – Też jesteś

szefem kuchni, Gracie?

-  Nie.  Geniuszem  kulinarnym  jest  Lauren,  moja

przyjaciółka i wspólniczka. Ja pełnię rolę inwestora.

Tony zerknął na Sebastiana. Po chwili skojarzył, że Gracie

to zwyciężczyni loterii Powerball. Nic jednak na ten temat nie
powiedział.

-  Będę  musiał  was  odwiedzić  i  przekonać  się

organoleptycznie.

- Serdecznie zapraszam!

background image

-  Jeśli  twoja  wspólniczka  jest  tak  utalentowana,  jak

twierdzisz, cieszę się, że Eatery znajduje się daleko od Amore.

- A jak ja się z tego cieszę. – Gracie obdarzyła Tony’ego

czarującym uśmiechem.

- Jeśli pozwolicie, uraczę was dziś czymś specjalnym.

Sebastian popatrzył na Gracie.

- Zgadzasz się?

- Ależ tak, oczywiście!

- Mistrzu – Sebastian zwrócił się do przyjaciela – będzie

nam bardzo miło.

-  Czy  mogę  wam  zaproponować  butelkę  naszego

wyjątkowego wina?

Sebastian nawet chwili się nie zawahał.

- Nie, dziękujemy, nie dzisiaj.

- Sebastian, nie przejmuj się mną – zaoponowała Gracie. –

Jeśli masz ochotę na kieliszek…

Potrząsnął głową. Nie zamierzał pić, skoro ona nie może.

Nie zamierzał pić przez co najmniej sześć miesięcy.

- To było miłe z twojej strony – powiedziała, kiedy zostali

sami.

- Bo tak w ogóle to jestem sympatycznym gościem.

Uniosła  brwi.  Wciąż  się  opierała,  ale  czuł,  że  niedługo

zmięknie.

- Mam nadzieję, że jesteś głodna.

background image

- Powoli odzyskuję apetyt. Przez kilka tygodni dokuczały

mi  mdłości  i  musiałam  się  zmuszać  do  jedzenia,  ale  na
szczęście to już przeszłość.

Sebastian  odwrócił  na  moment  wzrok  i  westchnął.

Żałował,  że  Gracie  wcześniej  nie  poinformowała  go  o  ciąży.
No ale było, minęło.

Kelner  postawił  na  stoliku  koszyk  z  pieczywem

czosnkowym.

- Mmm, ale pachnie.

- Spróbuj.

-  Oj,  uważaj,  bo  zjem  wszystkie.  –  Gracie  sięgnęła  po

rumianą  bułeczkę.  –  No  dobrze,  może  jedną  ci  zostawię.  –
Wsunęła kawałek do ust. – Mmm, nie tylko cudownie pachną,
ale i smakują.

Parę  minut  później  zjawił  się  kelner,  tym  razem

z  półmiskiem  pełnym  oliwek,  karczochów,  pomidorków,
wędlin i serów finezyjnie ułożonych na liściach sałaty.

- Chyba trafiłam do raju – szepnęła Gracie.

- Z powodu towarzystwa?

- Tak.

Zmrużył oczy. Przekomarza się z nim? A może…

- Tony podbił moje serce.

- Ha, ha, bardzo śmieszne.

Podniosła  oliwkę.  Dokładnie  śledził  każdy  jej  ruch.  Nie

potrafił  powiedzieć,  co  takiego  Gracie  ma  w  sobie,  że
zapomina przy niej o Bożym świecie.

background image

- Przynajmniej wiem, że masz doskonały gust kulinarny –

oznajmił. – To jedno mogę odfajkować.

- Dużo jest rzeczy, które chcesz odfajkować?

Pytanie było podchwytliwe. Postanowił jednak nie unikać

odpowiedzi.

-  Niby  znamy  się,  a  w  rzeczywistości  niewiele  o  sobie

wiemy. Na przykład, jakie masz hobby. Jaki był twój ulubiony
przedmiot w szkole. Kogo najbardziej podziwiasz.

Uniosła brwi.

-  Naprawdę  cię  to  interesuje?  Okej.  Hobby  to  konie.

Uwielbiam  konie,  chociaż  dawno  nie  jeździłam.  Ulubiony
przedmiot to historia. Ciekawi mnie, w jaki sposób przeszłość
wpływa  na  teraźniejszość.  A  osoba,  którą  najbardziej
podziwiam, to mój ojciec. Był uczciwym, ciężko pracującym
człowiekiem. Brakuje mi go.

Podobało mu się, jak oczy jej lśniły, kiedy mówiła o ojcu.

Widać  było,  że  bardzo  go  kochała.  Nic  dziwnego,  Alberto
Diaz był porządnym człowiekiem.

-  Wszyscy  go  szanowaliśmy  –  stwierdził.  –  Wspaniale

zajmował  się  naszymi  końmi.  Był  kimś  więcej  niż
kierownikiem  rancza;  potrafił  nawiązać  niesamowitą  więź  ze
zwierzętami. Pewnie po nim odziedziczyłaś miłość do koni.

-  Może  odziedziczyłam,  a  może  nauczył  mnie  kochać  te

piękne stworzenia. A ty?

- Co ja?

- Mam powtórzyć twoje pytania?

background image

-  A,  okej.  Też  lubię  jeździć  konną.  Uwielbiam  wszystkie

zwierzęta, ale konie najbardziej. Może dlatego, że od dziecka
są  obecne  w  moim  życiu?  Czasem  wydają  mi  się  znacznie
mądrzejsze od ludzi.

- To prawda. Co jeszcze?

-  Nigdy  nie  odmawiam  partyjki  golfa.  Ciągle  staram  się

doskonalić  moją  grę.  –  Westchnął  głośno.  –  Ostatni  rok  był
jednak ciężki, nie miałem czasu na przyjemności. Próbowałem
oczyścić nasze nazwisko i nie dopuścić do bankructwa firmy.
Jak  wiesz,  Keith  Cooper  nas  oszukał,  niemal  zniszczył.  Na
szczęście zdołaliśmy odbudować sieć hotelową i uratowaliśmy
WinJet.

- Beth coś mi o tym opowiadała. Nie było wam łatwo.

Sebastian skinął głową. Wszystkie gazety o tym pisały, ale

najgorsze  było  to,  gdy  zaczęto  łączyć  nazwisko  Wingate’ów
z  handlem  narkotykami.  Dzięki  Bogu,  że  ta  sprawa  została
szybko wyjaśniona.

- Czyli znasz prawdę.

- Tak, inaczej by mnie tu nie było. Ulubiony przedmiot?

- A może być ulubiony wiersz? Poemat o Gracie?

Uśmiechnęła się.

- Jeszcze taki nie powstał – rzekła.

- No dobrze. Czyli przedmiot… Matematyka. Albo się ją

rozumie i lubi, albo nie. Ja nigdy nie miałem z nią problemów.
Podobają mi się jasne klarowne zasady, to, że dwa plus dwa
zawsze  równa  się  cztery,  że  białe  jest  białe,  a  czarne  jest
czarne, że nie ma szarości.

background image

- Och, gdyby życie było takie proste.

Zamyślił  się.  Czyżby  Gracie  znajdowała  się  w  jakiejś

szarej  strefie?  Ścisnął  nad  stołem  jej  dłoń.  Nie  podskoczyła,
nie  próbowała  jej  wyszarpnąć,  jedynie  wciągnęła  z  sykiem
powietrze, kiedy uniósł jej rękę do ust.

- Może być proste – szepnął.

Popatrzyła na niego sceptycznie.

- Życie to coś więcej niż pociąg fizyczny.

-  Fakt,  ale  dzięki  niemu  jest  przyjemniej.  –  Wyszczerzył

zęby i puścił jej dłoń. Obiecał sobie, że nie będzie wywierał na
Gracie presji i choć płonął z pożądania, zamierzał dotrzymać
słowa.

Kelner  postawił  przed  nimi  szereg  potraw:  dania

z makaronem, z bakłażanem, z krewetkami.

Gracie wytrzeszczyła oczy.

- Wiem, że mam jeść za dwoje, ale tego starczy dla pułku

wojska.

- Próbujemy?

- Tak! Pęknę, ale nie oprę się pokusie.

Nałożyła  sobie  wszystkiego  po  trochu,  a  potem  uniosła

pytająco  brwi.  Skinął  głową,  więc  jemu  też  nałożyła  sporą
porcję.  Siedzieli  odprężeni,  jedząc  i  popijając  lemoniadę.
Rozmawiali o różnych sprawach, o pracy, o Eatery. W pewnej
chwili na scenę wszedł trzyosobowy zespół i wkrótce utwory
Sinatry wypełniły salę.

Kilka par ruszyło na parkiet. Na myśl o tym, że choć przez

pięć minut mógłby tulić do siebie Gracie, Sebastian wstał od

background image

stołu i wyciągnął rękę.

- Zatańczymy?

Rozejrzała  się  po  restauracji,  jakby  niepewna,  co  ma

zrobić.  Utkwiła  wzrok  w  ręce  Sebastiana,  potem  w  jego
twarzy  i  westchnęła,  jakby  przegrała  walkę,  którą  toczyła
sama  z  sobą.  Przeszli  na  parkiet.  Sebastian  objął  ją  w  talii,
zostawiając  jednak  przestrzeń  między  ich  ciałami.  Nie
przypuszczał, że to będzie takie trudne.

- I jak? – spytał. – Dobrze się bawisz?

- Tak – odparła po chwili wahania.

Ich spojrzenia się spotkały.

-  Wiesz,  ciągle  wracałem  myślami  do  tego,  jak

tańczyliśmy na balu, a teraz znów trzymam cię w ramionach…
Bałem się, że nigdy cię nie odnajdę.

- Byłeś zaskoczony, kiedy odkryłeś,  że tamta nieznajoma

to ja?

- Owszem, ale ucieszyłem się.

Wyczuł,  że  Gracie  odpręża  się,  że  opuszcza  ją  napięcie.

Ruchy miała płynne, pełne wdzięku; raz na jakiś czas jej ciało
ocierało  się  o  niego.  Wciągał  w  nozdrza  jej  perfumy,
rozkoszował się jej bliskością, muśnięciem włosów, dotykiem
piersi…

Im dłużej tańczyli, im dłużej ją obejmował, tym większy

żar czuł w lędźwiach. Wreszcie nie wytrzymał.

- Gracie… - wyszeptał.

Wtuliła  twarz  w  jego  szyję.  Po  chwili  podniosła  wzrok.

W  jej  oczach  dojrzał  zaproszenie.  Pochyliwszy  się,  przywarł

background image

ustami do jej warg i zaraz skarcił się w duchu: przecież miał
zachowywać  się  dziś  jak  dżentelmen.  Na  szczęście  Gracie
odwzajemniła  pocałunek.  Chciał  tulić  ją  do  siebie  i  całować
przez całą noc. Chciał wsunąć palce w jej włosy i wdychać jej
cudowny zapach. Chciał znów się z nią kochać. Z nią, Gracie,
a nie z tajemniczą nieznajomą w masce.

Gdy muzyka ucichła, ich spojrzenia ponownie się spotkały.

Sebastian odchrząknął.

-  Czas  na  deser.  –  Zerknął  na  właściciela  Amore,  który

osobiście przyniósł im talerz włoskich ciastek. – Nie wypada,
żeby Tony na nas czekał.

- Nie, nie wypada – powiedziała lekko zdyszana.

Trzymając  się  za  ręce,  wrócili  do  stolika.  Ciastka  były

wyśmienite, ale dziś dla Sebastiana nic nie mogło się równać
ze smakiem ust jego partnerki.

background image

ROZDIAŁ CZWARTY

Odprowadził  ją  do  drzwi.  Przekręcając  klucz  w  zamku,

uświadomiła sobie, że jeżeli zaprosi Sebastiana, wiadomo, co
się wydarzy, a nie była pewna, czy to dobry pomysł.

Dzisiejsza  randka  pozwoliła  im  się  nieco  lepiej  poznać.

Ona  nie  była  już  tajemniczą  nieznajomą,  a  Sebastian  jej
tajemniczym  kochankiem.  Teraz  miała  przed  sobą  realną
postać.  I  powinna  zdecydować,  co  dalej:  czy  wpuścić  go  do
swojego życia? Do życia dziecka?

Wieczór należał do udanych. Sebastian zachowywał się jak

przystało  na  dżentelmena,  może  pomijając  chwilę,  kiedy
pocałował  ją  na  parkiecie.  Ale  właściwie  trochę  sama  się  do
tego  przyczyniła.  Wspomnienia  tamtej  nocy  tak  mocno
odcisnęły  się  w  jej  pamięci.  Chciała,  by  Sebastian  ją  znów
przytulił, pocałował…

- Doskonale się bawiłem – powiedział. – Mam nadzieję, że

ty też.

- Tak, było bardzo sympatycznie.

Oczy mu lśniły.

- Chętnie bym się z tobą znów umówił. Co robisz jutro?

- Siedzę w Eatery i zajmuję się księgowością.

-  A  udałoby  ci  się  tak  zorganizować  pracę,  żeby  mieć

wolne popołudnie?

background image

- Chyba tak.

-  Super.  Wpadnę  po  ciebie  o  drugiej.  Wyglądasz

zjawiskowo.  –  Powiódł  po  niej  wzrokiem.  –  Ale  jutro
wystarczą dżinsy i żakiet.

- Nie powiesz, dokąd pojedziemy?

- Po prostu mi zaufaj.

- Spróbuję. – Zmrużyła oczy.

Pochyliwszy się, cmoknął ją w policzek.

– Śpij dobrze.

- Ty też – szepnęła.

Zanim  zdążyła  cokolwiek  dodać,  Sebastian  ruszył  do

samochodu. Czy mądrze postąpiła, zgadzając się na jutrzejsze
spotkanie?  Serce  mówiło  jedno,  a  rozum  co  innego.  Wciąż
miała wątpliwości; Sebastian pociągał ją fizycznie, ale musiała
myśleć o dziecku. O tym, co będzie najlepsze dla niego.

Pół  godziny  później,  kiedy  wyszła  z  wanny,  zadzwonił

telefon. Odebrała po trzecim dzwonku.

- Halo?

- To ja, Sebastian.

Niski  seksowny  głos  z  teksańskim  akcentem  sprawił,  że

dreszcz przebiegł jej po plecach.

- Cześć. – Czyżby chciał odwołać randkę?

- Przeszkadzam?

Od powrotu do domu nieustannie o nim myślała.

- Nie. Właśnie wyszłam z wanny.

background image

Nastała długa cisza. Gracie skarciła się w duchu: musiałaś

to mówić?

- Nie przyznam się, o czym teraz pomyślałem.

Roześmiała się. Sama się o to prosiła.

-  Słuchaj,  naprawdę  spędziłem  dziś  wspaniały  wieczór.

A dzwonię… - Urwał. – Mógłbym wymyślić jakiś powód, ale
tak z ręką na sercu to chciałem przed pójściem spać usłyszeć
twój głos. Nie gniewasz się?

Zaskoczył ją.

- Przeciwnie, to miło z twojej strony.

- Mówiłem ci, że fajny ze mnie gość.

Zamilkła.  Owszem,  bywał  czarujący,  ale  potrafił  być

również  bezwzględny.  Nie  zapomniała  o  tym,  że  wstrzymał
sprzedaż posiadłości, by dostać to, na czym mu zależy.

- Stale to powtarzasz.

- Może po setnym razie uwierzysz.

Ponownie wybuchnęła śmiechem.

- Więc taką obrałeś strategię?

- Aż tak przebiegły nie jestem.

- Nie?

- Właściwie nie umiem cię rozgryźć.

Ona  jego  też  nie.  Wcześniej  nie  wzbudzała  jego

zainteresowania;  umawiał  się  z  kobietami  należącymi  do
miejscowej socjety. Całe życie wierzyła, że jest kimś gorszym,
że  nie  ma  u  niego  szans.  Toteż  nagła  zmiana  w  zachowaniu
Sebastiana wprawiła ją w zakłopotanie.

background image

- Ja ciebie też nie.

- Chcę twojego dobra. Przysięgam.

-  Dziękuję  –  szepnęła,  bo  nic  innego  nie  przyszło  jej  do

głowy.  Wciąż  jednak  miała  wątpliwości;  jeden  telefon  nie
mógł ich rozwiać.

- Kładź się spać, Gracie. Słodkich snów.

- Dobranoc, Sebastianie.

Psiakrew,  spryciarz  wie,  co  robić,  żeby  osiągnąć  cel.

Powoli, acz konsekwentnie kruszył jej opór.

Czy  naprawdę  był  „fajnym  gościem”,  na  którym  może

polegać, czy tylko próbował uśpić jej czujność, by zdobyć to,
na czym mu zależy?

Rozłączył  się  z  Gracie  i  westchnął  ciężko.  Nie  umiał

wyrzucić jej z głowy. Była piękna, ale uroda to nie wszystko.
Dlatego  chciał  ją  lepiej  poznać.  Nosiła  jego  dziecko.  Powoli
się przed nim otwierała, wpuszczała go do swojego świata. On
był jednak niecierpliwy…

Z  zadumy  wyrwało  go  brzęczenie  komórki.  Zdziwił  się,

ujrzawszy  na  ekranie  imię  swojej  byłej  dziewczyny,
supermodelki Rhondy Pearson.

- Halo?

- Sebastian? No, w końcu! Dzwonię od paru godzin.

Wyłączył telefon podczas randki z Gracie.

- Hej, Rhondo. Co u ciebie?

Nie  widzieli  się  od  ponad  roku,  ale  od  czasu  do  czasu

pisali  do  siebie.  Ich  związek  nie  przetrwał,  ale  rozstali  się

background image

w przyjaznej atmosferze.

- Potrzebuję twojej pomocy. Możemy się spotkać?

- Teraz? Jest późno. To nie może poczekać?

- Chodzi o Lonny’ego.

- Coś się stało? – spytał, czując napięcie.

Rhonda sama wychowywała brata. Chłopak często bywał

smutny, jakby zagubiony; brakowało mu prawdziwego domu.
Sebastian polubił chłopca, z wzajemnością. Żałował, że stracił
z nim kontakt. Po rozstaniu z Rhondą chciał się czasem z nim
widywać, ale Rhonda uznała, że to zły pomysł.

- Wymyka mi się spod kontroli. Nie wiem, co robić. Może

mógłbyś z nim pogadać? Zawsze cię szanował.

- Hm, mogę się z tobą spotkać jutro wieczorem. Wcześniej

nie dam rady.

-  Dzięki,  Sebastianie.  Aha,  chciałabym  cię  prosić

o dyskrecję. Z uwagi na Lonny’ego.

-  Oczywiście.  Nikomu  nic  nie  powiem  –  obiecał.  Miał

wyrzuty  sumienia.  Powinien  był  pozostać  w  kontakcie
z  Lonnym,  nie  słuchać  Rhondy.  Chłopak  potrzebował
przyjaciela,  a  on  go  zawiódł.  –  Wpadnij  do  mojego  biura.
O ósmej. O tej porze nikt nam nie będzie przeszkadzał.

- Świetnie, do zobaczenia.

O  drugiej  rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Była  gotowa.

Wróciwszy  do  domu  dwadzieścia  minut  temu,  zdążyła  się
przebrać. Włożyła dżinsy – jak długo jeszcze będzie się w nich
mieścić? – szary sweter w prążki, skórzaną kurtkę w kolorze
cynobrowym oraz skórzane cynobrowe botki.

background image

Sebastian  ubrany  był  podobnie:  dżinsy,  sztyblety,  kurtka,

beżowy  T-shirt.  Wyglądał  fantastycznie.  Serce  zaczęło  jej
łomotać.  Zganiła  się  w  duchu.  Nawet  słowa  nie  powiedział,
a ona już traciła nad sobą kontrolę.

- Hej, Gracie.

- Cześć. Jesteś punktualny.

- I co, uporałaś się z pracą?

- Prawie. Resztę dokończę wieczorem. – Wskazała na swój

strój. – Czy mam coś jeszcze wziąć?

- Nie, tak jest idealnie.

Zmarszczyła czoło.

- Powiesz mi, dokąd jedziemy?

- Zobaczysz. – Uśmiechnął się.

Zamknęła drzwi i ruszyła za Sebastianem do jego bmw. Po

chwili skręcili w stronę dawnej posiadłości Wingate’ów.

- Sebastian, co…? Dlaczego…?

- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

- Ale…

- Będziesz zadowolona, obiecuję.

Patrząc  na  nią,  błysnął  w  uśmiechu  zębami.  Odwróciła

głowę. Nie chciała, by widział podniecenia w jej oczach.

Minęli dom i zatrzymali się przy stajni.

-  Konie  –  wyjaśnił,  widząc  zdumioną  minę  swojej

pasażerki. – Może masz ochotę na przejażdżkę?

background image

-  Och,  tak!  –  Dawno  nie  siedziała  w  siodle.  Tęskniła  za

jazdą konną, a także za stajnią. Teoretycznie znajdowała się na
terenie  własnej  posiadłości,  ale  tylko  teoretycznie,  bo
pieniądze wciąż leżały nietknięte na rachunku zastrzeżonym.

- Moje konie nadal tu przebywają – powiedział. – Książę

i Księżna.

- Tak, są piękne.

-  Pomyślałem,  że  przyda  im  się  trochę  ruchu.  Niech

wiedzą, że o nich nie zapomniałem.

Jednym z warunków sprzedaży nieruchomości było to, że

konie pozostaną na miejscu, dopóki Sebastian nie znajdzie dla
nich nowej stajni. Stado liczyło osiem sztuk.

Przeszli do zagrody. Sebastian zagwizdał. Wszystkie konie

zastrzygły uszami, ale tylko dwa ruszyły do niego: jabłkowity
wałach oraz gniada klacz.

Sebastian poklepał je czule szyi.

- Stęskniłem się za wami – szepnął.

Gracie  udała  się  do  stajni,  wrzuciła  do  wiadra  jabłka

i  marchew  –  robiła  tak,  kiedy  ojciec  zarządzał  ranczem  –
i  wróciła  do  zagrody.  Po  chwili  wszystkie  konie  tłoczyły  się
przy płocie, jedząc jej z ręki.

-  Ubiegłaś  mnie!  –  zawołał  ze  śmiechem  Sebastian.  –

I teraz wolą ciebie.

-  Sprawdza  się  powiedzenie:  przez  żołądek  do  serca  –

odparła. Marzyła o tym, by kiedyś mieć własną stadninę.

- Owszem.

Wkrótce dołączył do nich Pete, opiekun koni.

background image

- Zaraz je osiodłam.

Sebastian popatrzył pytająco na Gracie. Skinęła głową.

- Dzięki, Pete – powiedział. – Sami to zrobimy.

-  W  porządku,  będę  w  biurze,  gdyby  mnie  pan…  ktoś

potrzebował.  –  Mężczyzna  przeniósł  wzrok  z  Sebastiana  na
Gracie.  Był  wyraźnie  zmieszany,  jakby  to  wszystko  go
przerastało.  Biedaczysko,  pomyślała  Gracie.  Dawniej
Wingate’owie  płacili  mu  pensję,  a  dziś  ona  podpisywała  dla
niego czek.

Kiedy  Pete  wrócił  do  swoich  zajęć,  Sebastian  przyniósł

siodła.

- Hola, hola, supermenko! – zawołał, kiedy schyliła się. –

Takie ciężary zostaw mnie.

Szybko  osiodłał  konie.  Gracie  podeszła  do  klaczy

i  usiłowała  wsunąć  but  w  strzemię.  Chociaż  była  wysoka,
potrzebowała  pomocy.  Sebastian  podsadził  ją…  Miała
wrażenie,  że  trzyma  rękę  na  jej  pośladku  dłużej,  niż  było  to
konieczne.

-  Nie  za  dużo  sobie  pozwalasz,  kolego?  –  spytała

żartobliwym tonem.

- Ja? Skądże znowu! – oburzył się, udając niewiniątko.

Patrząc w jego roześmiane oczy, pokręciła głową, po czym

chwyciła wodze.

- Czegoś tu brakuje. Poczekaj – poprosił.

Udał  się  do  samochodu  i  chwilę  później  wrócił

z  przewieszoną  przez  ramię  torbą  oraz  dwoma  kapeluszami.
Dosiadłszy Księcia, podjechał do Księżnej.

background image

-  Trzymaj.  –  Włożył  Gracie  na  głowę  kapelusz.  –

Wyglądasz rozkosznie.

On  natomiast…  po  prostu  nie  mogła  oderwać  od  niego

wzroku.  W  przeszłości  często  obserwowała  go  z  daleka,  jak
galopuje po terenie rancza. I marzyła o tym, że kiedyś razem
będą galopować.

- Co jest w torbie?

- Przekąska.

- No proszę. O wszystkim pomyślałeś.

Cmoknęła  i  lekko  ścisnęła  klacz  łydkami.  Księżna

posłusznie ruszyła.

Jechali w milczeniu. Od czasu do czasu Gracie zerkała na

Sebastiana;  jego  bliskość  podniecała  ją,  a  piękny  krajobraz
uspokajał.

- Wszystko w porządku? – spytał, przerywając ciszę.

- No pewnie! Jest cudownie.

-  Wiedziałem,  że  ci  się  spodoba.  Widywałem  radość  na

twojej twarzy, kiedy wracałaś z ojcem z przejażdżki.

- Stare dobre czasy. – Gracie poczuła, jak wzbiera w niej

tęsknota.  –  Nie  mogłam  się  doczekać  tych  przejażdżek.  Za
rzadko  mnie  ojciec  zabierał;  zawsze  na  pierwszym  miejscu
stawiał pracę.

- Pokazać ci coś?

- Co?

-  Sekretne  miejsce  moje  i  Suttona.  Szopę,  w  której

urządziliśmy sobie klub. Obok płynie rzeczka. Od lat tam nie

background image

byłem; nawet nie wiem, czy szopa nadal stoi. Ale uprzedzam,
droga zajmie nam pół godziny. Wytrzymasz?

- Co za pytanie? Prowadź.

Sebastian  skręcił  na  zachód.  Niecałe  pół  godziny  później

dotarli do polany.

- Widzisz? Nasze królestwo.

Oczami  wyobraźni  Gracie  ujrzała  pełnych  życia

roześmianych  bliźniaków,  którzy  siedząc  w  starej  chałupie,
snują  opowieści  o  duchach.  Woda  w  rzeczce  szemrała  cicho
i migotała w słońcu. Za nią była bujna zieleń.

-  Zerkniemy  do  środka?  –  Zeskoczywszy  z  konia,

Sebastian  podszedł  do  Księżnej.  Zaciskając  ręce  na  talii
Gracie, pomógł jej zsiąść.

- Gracie… - szepnął, nie cofając rąk.

Odwróciła  się.  Oczy  Sebastiana  płonęły  pożądaniem.

Przeniosła wzrok na jego usta. I nagle uznała, że nie będzie się
dłużej  opierać.  Że  pragnie  go;  że  chce  uwolnić  ciało  od
napięcia, które narastało w niej, ilekroć Sebastian wchodził do
pokoju.

- Sebastian…

Pocałował ją lekko. Zakręciło się jej w głowie. O niczym

nie myślała, zapomniała o lękach i wątpliwościach. Wiedziała
jedno: że rozpaczliwie pragnie tego mężczyzny.

Objęła  go  za  szyję  i  zaczęła  odwzajemniać  pocałunki.

Promieniował  ciepłem  i  energią,  rozgrzewał  każdą  komórkę
jej  ciała.  Klacz  poruszyła  się  niecierpliwie  i  prychając,
odsunęła parę kroków. Uświadomili sobie, że stoją na środku

background image

polany  i  nie  mają  gdzie  się  schować,  nie  licząc  starej  szopy
pełnej pajęczyn.

-  Księżna  ma  więcej  rozumu  niż  ja  –  mruknął  Sebastian,

opuszczając ręce.

- Czyżby?

- Nie kuś, Gracie. To nie jest łatwe.

- Co?

- Koniecznie chcesz to ze mnie wydusić?

Tak, chciała usłyszeć wszystko, co ma jej do powiedzenia.

- Pragnę, żebyś mi zaufała. Pragnę cię lepiej poznać. Nie

chcę  niczego  na  siłę  przyśpieszać.  Na  moment  straciłem  nad
sobą panowanie, przepraszam.

- Czyli chcesz się pokazać od jak najlepszej strony?

Uśmiechnął się chytrze.

- Od najlepszej już mnie widziałaś.

- No tak. – Domyśliła się, że chodzi mu o bal maskowy.

Tańczyli  coraz  bardziej  przytuleni,  aż  taniec  przestał  im
wystarczać.  Wtedy  Sebastian  zaproponował,  by  zeszli
z  parkietu  i  znaleźli  cichy  kącik.  To  był  najlepszy  seks,  jaki
miała w życiu. – Ale teraz też mi się podobasz.

-  To  dobrze.  Staram  się.  Ale  gdybym  nie  musiał  się

kontrolować… - Powiódł po niej wzrokiem.

Zadrżała. Nie była w stanie wydusić słowa.

Westchnąwszy ciężko, wziął ją za rękę.

-  Chodź,  zjemy  coś.  –  Wyjął  z  torby  koc  i  rozłożył  na

trawie koło rzeczki. – Zapraszam.

background image

Usiadła,  Sebastian  naprzeciwko  niej,  po  czym  zaczął

wyjmować  jedzenie:  nieduży  bochenek  chleba,  kawałki  sera,
jabłka,  chipsy  kukurydziane  oraz  dwa  ogromne  ciastka
czekoladowe z Eatery.

Jedli powoli.

- Sutton i ja często tu przychodziliśmy – powiedział. – To

było nasze sekretne miejsce. Sądziliśmy, że nikt o nim nie wie.
Po  latach  dowiedzieliśmy  się,  że  twój  ojciec  tu  wpadał,
dokonywał drobnych napraw, wyganiał z szopy pająki, usuwał
pajęczyny. Nigdy ci o tym nie wspominał?

- Nie. Ale to pasuje do taty. – Gracie przeniosła spojrzenie

na  drewnianą  chatę.  Tak,  to  było  w  stylu  ojca:  pilnować,  by
chłopcy  byli  bezpieczni.  –  Tata  kochał  nie  tylko  konie,
również dzieci. – Na moment zamilkła. – Dziękuję, że mnie tu
przywiozłeś.

Skinął  głową;  przez  chwilę  nic  nie  mówił.  Gracie

pogrążyła  się  w  zadumie.  Spędziła  tu  sporą  część  swojego
życia. Teraz posiadłość Wingate’ów należała do niej.

Gdy skończyli jeść, zaczęła pakować torbę.

- Już chcesz wracać? – spytał Sebastian.

- A ty nie?

Wstał i wyciągnął rękę.

- Może przejdziemy się?

- Chętnie. – Nigdzie się jej nie spieszyło.

Nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Czym  zasłużyła  na  takie  szczęście?  To  niesamowite,  że  jej

background image

życie tak bardzo się zmieniło, a przecież w głębi duszy wciąż
była tą samą dziewczyną co dawniej, córką imigranta.

Wędrowali brzegiem rzeki. W pewnym momencie Gracie

oparła  głowę  o  ramię  Sebastiana.  Było  w  tym  geście  coś
bardzo  naturalnego.  A  Sebastian,  przystanąwszy,  pochylił  się
i pocałował ją w usta.

-  Chętnie  zjadłabym  z  tobą  dziś  kolację  –  powiedziała,

zaskakując samą siebie.

Uśmiechnął się, oczy mu zabłysły, ale nagle skrzywił się,

jakby coś sobie przypomniał.

- Ja z tobą też, ale niestety nie mogę.

- Praca?

-  Spotkanie.  Którego  nie  mogę  odwołać.  –  Odgarnął  jej

z twarzy kosmyk włosów. – Może jutro?

- Dobrze – zgodziła się natychmiast.

Trzymając się za ręce, wrócili na polanę, na której czekały

na nich konie.

Z  małego  barku  w  gabinecie  wyjął  butelkę  i  nalał  sobie

whisky.  Gdyby  nie  obiecał  Rhondzie,  że  się  z  nią  spotka,
jadłby teraz kolację z Gracie i był o krok bliżej celu. Nie mógł
uwierzyć, że zaproponowała mu randkę.

I że on odmówił.

Chciał,  by  mu  ufała,  jednak  nie  mógł  powiedzieć  jej

o  swoim  dzisiejszym  spotkaniu.  Rozumiał  Rhondę:  pragnęła
oszczędzić  Lonny’emu  kolejnych  cierpień.  Świat  nie  musi
wiedzieć  o  problemach  nastolatka.  Sebastian  zawsze

background image

dotrzymywał  słowa,  dlatego  w  rozmowie  z  Gracie  uciekł  się
do niewinnego kłamstwa.

Każda  informacja  o  supermodelce  Rhondzie  Pearson

trafiała do gazet na całym świecie. Jej zdjęcia zdobiły okładki
dziesiątek  czasopism.  Była  znana  i  miała  na  swoim  koncie
mnóstwo sukcesów. Przez cały czas wychowywała młodszego
brata.  Sebastian  wypił  kolejny  łyk  alkoholu  i  punktualnie
o ósmej wpuścił do pustego o tej porze biura byłą kochankę.
Rhonda uśmiechnęła się, lecz jej spojrzenie pozostało smutne.

- Dzięki, że zgodziłeś się na spotkanie.

Odwzajemnił uśmiech. Odkąd widzieli się po raz ostatni,

nic się nie zmieniła. Była tą samą piękną blondynką obdarzoną
naturalnym wdziękiem. Ale jemu to nie wystarczało. Uważał,
że  jest  zbyt  skoncentrowana  na  sobie.  Aby  mogła  zachować
twarz,  pozwolił  dziennikarzom  wierzyć,  że  to  ona  zerwała
z  nim,  a  nie  odwrotnie.  Postąpił  słusznie,  decydując  się  na
rozstanie. Żałował tylko jednego: że stracił kontakt z Lonnym.
Zastępował chłopcu ojca, był jego przyjacielem i opiekunem,
a potem to się urwało.

Poprowadził  Rhondę  do  swojego  gabinetu  i  wskazał  na

kanapę. Usiadła.

- Napijesz się?

Zerknęła na szklankę, którą odstawił na biurko.

- Chętnie. To samo co ty.

- Jest aż tak źle? – Uniósł brwi.

-  Owszem.  A  ty  dlaczego  pijesz?  Wciąż  macie  kłopoty

w firmie?

background image

Westchnąwszy, Sebastian ruszył do barku.

- Jeszcze nie wyszliśmy na prostą, ale niedługo to zrobimy.

Trudno odzyskać dobre imię.

-  Wiem.  Dlatego  za  wszelką  cenę  staram  się  unikać

skandali.

Nalał  whisky  i  podał  szklankę  Rhondzie,  po  czym  usiadł

na drugim końcu kanapy.

- Lecz oto przyszłaś do złodziejskiej meliny Wingate’ów.

Pokręciła ze śmiechem głową.

- Nigdy nie wierzyłam w te plotki.

-  Teraz  wszyscy  tak  mówią,  ale  wcześniej…  Zresztą

nieważne. Powiedz mi, co z Lonnym?

Utrata  rodziców  odcisnęła  na  chłopcu  piętno.  Nastolatek

nikogo  nie  słuchał  i  ciągle  pakował  się  w  kłopoty.  Miewał
ataki złości, wpadł w złe towarzystwo, groziło mu wydalenie
ze  szkoły.  Rhonda  odchodziła  od  zmysłów.  Ubłagała
dyrektora,  by  dał  Lonny’emu  jeszcze  jedną  szansę.  Zgodził
się, ale Lonny musi zmienić swoje zachowanie.

- Odrzucam coraz więcej zleceń, żeby jak najwięcej czasu

spędzać w domu. Jeżeli Lonny wyleci ze szkoły, opinia łobuza
będzie się za nim ciągnąć. On tego nie rozumie. A może mu
wszystko jedno? Postraszyłam go, że jak się nie uspokoi, trafi
do szkoły z internatem, a on na to: wiedziałem, że chcesz się
mnie  pozbyć.  Już  sama  nie  wiem,  co  mam  zrobić.  –  Łzy
napłynęły jej do oczu.

- Nie jesteś złą siostrą, Rhondo – rzekł łagodnie. Zdawał

sobie  sprawę,  że  niełatwo  wychowywać  nastolatka,  pracując

background image

od  rana  do  wieczora.  –  Jeśli  tylko  mogłaś,  stawiałaś
Lonny’ego  na  pierwszym  miejscu.  Myślałaś  o  tym,  żeby
wysłać go na terapię?

- Był u trzech specjalistów. Nic to nie dało. U żadnego się

nie  otworzył.  Dlatego  zadzwoniłam  do  ciebie.  Miałeś  z  nim
fantastyczny kontakt. Lonny nigdy nie był tak szczęśliwy jak
wtedy, kiedy ty i ja byliśmy razem.

- Nie jestem psychologiem, ale…

- On ciebie posłucha. Spróbuj przemówić mu…

Sebastian potrzasnął głową.

- Lonny nie potrzebuje kazania.

- Ale porozmawiasz z nim? Proszę cię…

Miał mnóstwo własnych spraw na głowie, nie mógł jednak

odmówić.  Wciąż  dręczyły  go  wyrzuty  sumienia;  czuł,  że
zawiódł  Lonny’ego,  a  chłopak  zasługiwał  na  to,  by  dostać
szansę.  Dlatego  tak  wytrwale  dążył  do  naprawienia  relacji
z  Gracie.  Nie  wyobrażał  sobie,  że  mógłby  zawieść
oczekiwania kolejnego dziecka, zwłaszcza własnego.

- Zadzwonię i ustalimy datę. Ale to nie może wyglądać na

zaplanowane spotkanie. Lonny by się zraził.

- Lepiej będzie, jak niechcący na siebie wpadniemy?

- Tak.

- Dzięki. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć.

Ostawiwszy  szklankę,  wstała.  Sebastian  ujął  ją  za  łokieć

i  odprowadził  do  drzwi.  Zanim  się  zorientował,  Rhonda
wspięła  się  na  palce  i  lekko  go  pocałowała.  Spędzili  razem
dwa  lata,  potrafił  więc  odróżnić  namiętny  pocałunek  od

background image

takiego wyrażającego wdzięczność. Ten był niewinny, tyle że
stali w otwartych drzwiach; gdyby ktoś ich zobaczył, mógłby
odnieść mylne wrażenie.

Pożegnawszy  się  z  Rhondą,  spojrzał  na  zegarek.  Za

kwadrans  dziewiąta.  Jeszcze  nie  jest  za  późno  na  wizytę
u Gracie. Przynajmniej miał taką nadzieję.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Gracie potarła obolałe plecy. Ale ten dyskomfort był niską

ceną  za  towarzystwo  Sebastiana  i  frajdę  z  jazdy  konnej.
Spędzili  cudowne  popołudnie.  Sebastian  sporo  o  sobie
opowiadał.  Słuchając  zabawnych  historii  o  przygodach
bliźniaków, ciągle wybuchała śmiechem.

Bracia  uwielbiali  nabierać  ludzi,  a  że  byli  identyczni

z wyglądu, łatwo im to przychodziło. Ofiarą ich żartów padali
wszyscy,  i  znajomi,  i  nauczyciele.  Niedawno  Lauren  ich
pomyliła. Sądziła, że na balu maskowym poznała Sebastiana,
podczas  gdy  to  był  jego  brat.  Gdy  nieporozumienie  zostało
wyjaśnione, Lauren i Sutton zakochali się w sobie po uszy.

Gracie zamyśliła się. Och, gdyby tak ona i Sebastian…

Zamierzała  pójść  na  górę,  kiedy  rozległo  się  pukanie.

Zaskoczona poprawiła fryzurę, obciągnęła bluzkę i otworzyła
drzwi.

- Cześć – powiedział Sebastian, obdarzając ją czarującym

uśmiechem.

- Cześć. – Serce jej zabiło mocno.

- Mam nadzieję, że nie jest za późno? Chciałem ci je dać…

Dopiero  w  tym  momencie  spostrzegła  śliczny  bukiet

zimowych kwiatów.

- Jakie piękne – szepnęła. – I jak pięknie pachną.

background image

-  Są  skromnym  podziękowaniem  za  dzisiejszy  dzień.  Za

urocze popołudnie.

- Tak, było bardzo sympatycznie. A twoje spotkanie… tak

szybko się zakończyło?

Zadała  proste  pytanie  i  ze  zdziwieniem  zauważyła,  że

Sebastian się zmieszał. Dlaczego? Czyżby ją okłamał?

- Trwało krócej, niż sądziłem.

- Aha. Wejdziesz?

- Nie jest za późno?

Podejrzewała, że nie zaśnie, jeśli go odprawi.

- Nie. – Odsunęła się na bok, robiąc przejście.

Wszedł.  Pocierając  jedwabisty  płatek  róży,  Gracie  się

uśmiechnęła.

- Tędy. – Ruszyła do kuchni. – Wstawię je do wody.

Położyła bukiet na stole, po czym wspięła się na palce, by

z  górnej  szafki  wyjąć  wazon.  Sebastian  stanął  za  nią
i pierwszy po niego sięgnął.

- Proszę – powiedział.

Popatrzyła w zielone oczy o ognistym spojrzeniu, które tak

ją  rozpaliło  na  balu,  że  pierwszy  raz  w  życiu  kochała  się
z nieznajomym. Na samo wspomnienie o mało nie wypuściła
z  ręki  wazonu.  Czy  Sebastian  wie,  o  czym  pomyślała?  Czy
pomyślał o tym samym?

Nie odrywając od niej wzroku, zabrał jej wazon i postawił

go na blacie.

- Gracie…

background image

Nie  miała  wątpliwości,  co  się  za  moment  wydarzy.

Marzyła o tym.

-  Słowo  honoru.  Przyjechałem  tylko  po  to,  żeby  ci

podziękować.

-  Wiem.  –  Czuła,  jak  przeskakują  między  nimi  iskry.

Wszystko jedno, co nim kierowało, czy naprawdę chciał tylko
podziękować.  Liczyło  się,  że  tu  jest.  I  chciała,  by  został.  –
Cieszę się.

Może hormony mieszały jej w głowie. A może nie. Pewna

była  jednego:  że  przy  Sebastianie  traci  nad  sobą  kontrolę.
Znów  chciała  poczuć  to,  co  wtedy,  gdy  nie  znała  jego
tożsamości. I gdy on nie miał pojęcia, kim ona jest.

-  To  muzyka  dla  moich  uszu  –  powiedział  zmienionym

głosem, przyciągając ją do siebie.

Ich  ciała  się  zderzyły.  Sebastian  potrząsnął  głową,  jakby

ledwo nad sobą panował, jakby dłużej nie mógł wytrzymać tej
tortury.  Potem  zmiażdżył  jej  usta  w  pocałunku.  Całował  ją
namiętnie, a przerwał tylko dlatego, że zabrakło mu powietrza.
Po chwili zacisnął ręce na twarzy Gracie i ponownie zaczął ją
całować.  Serce  biło  jej  mocno,  hormony  szalały.  Bluzka
i  koszula  wylądowały  na  podłodze.  Ręce  błądziły  po  ciepłej
skórze,  języki  wsuwały  się  pomiędzy  wargi.  Obojgu  było
mało, pragnęli więcej…

Sebastian wziął ją na ręce. Bez wysiłku. Jakby ważyła tyle

co piórko.

-  Gdzie  sypialnia?  –  spytał  między  jednym  a  drugim

pocałunkiem.

- Na górze – wyszeptała. – Pośpiesz się.

background image

Nie trzeba mu było tego powtarzać.

Na wprost drzwi stało duże łóżko. Położywszy ją, zaczął

zdejmować resztę jej ubrania.

- O rany – zamruczał na widok czerwonej bielizny.

Ostrożnie  odpiął  stanik,  potem  powoli,  rozkoszując  się

każdą  sekundą,  zsunął  jej  z  ud  figi.  Po  chwili  leżała  naga;
wyglądała tak ponętnie, że ledwo oddychał.

- Jesteś piękna, Gracie. Niewiarygodnie.

Gdy  kochali  się  na  balu,  było  za  ciemno,  by  cokolwiek

któreś z nich widziało. Polegali wyłącznie na dotyku.

- Moja kolej – szepnęła.

Usiadłszy na brzegu łóżka, rozpięła Sebastianowi spodnie

i  pociągnęła  w  dół  bokserki.  Wreszcie!  Delikatnie  wzięła
członek do ręki, przysunęła usta. Sebastian wstrzymał oddech.
Co  za  kobieta!  Piękna,  seksowna,  pewna  siebie.  Potem
zamienili się rolami. Pieścił jej podbrzusze, wzgórek łonowy,
wewnętrzną  stronę  ud.  Łóżko  skrzypiało,  Gracie  dyszała,
wydawała  coraz  głośniejsze  jęki  i  wreszcie  odleciała.
Podobało  mu  się,  że  niczego  nie  udaje,  że  nie  próbuje  się
hamować ani ukrywać podniecenia.

Kiedy wróciła na ziemię i jej oddech się uspokoił, zgarnął

ją w ramiona.

- Najlepsze dopiero przed nami – szepnął.

Roześmiała  się  cicho  i  mocniej  w  niego  wtuliła.  A  on…

nie miał wątpliwości. Poprzednim razem nie chodziło o seks
z tajemniczą nieznajomą. Nie maska i nie ciemność stanowiły
podnietę. Po prostu z żadną kobietą nie było mu tak dobrze jak

background image

z Gracie. Hm, ciekawe, ilu ona miała kochanków. Jacy byli?
Nie, wolał się nad tym nie zastanawiać. Pierwszy raz w życiu
poczuł ukłucie zazdrości.

Na szczęście mieli przed sobą całą noc. Gracie obróciła go

na wznak i usiadła na nim. Wpatrywał się w nią oczarowany;
włosy opadały jej na ramiona, skóra lśniła w blasku księżyca.
Jak to możliwe, że przez tyle lat nie próbował jej uwieść?

Wprowadziła go do swego wnętrza i przymknęła powieki.

Zaczęła  unosić  się  i  opadać,  wolno,  rytmicznie,  potem  coraz
szybciej.  Jej  ciało  porażało  go  swoją  doskonałością.
Zaciskając  zęby,  chwycił  ją  za  biodra.  Ich  spojrzenia  się
spotkały.  Rozumieli  się  bez  słów,  zwiększyli  tempo.  Nagle
Gracie otworzyła usta, jakby w niemym krzyku, i na moment
znieruchomiała.  Po  chwili  zawładnął  nią  orgazm.  Nie  była
w stanie dłużej się powstrzymać i też odleciał. Miał wrażenie,
że ziemia zadrżała w posadach.

Przez kilka minut leżeli zdyszani, wpatrując się w sufit.

- Czy…? – Urwał.

- Tak. Teraz już wiemy.

- Też się zastanawiałaś?

- Oczywiście – przyznała. – Nigdy wcześniej nie kochałam

się  z  nieznajomym.  Nie  bywam  tak…  szalona.  Tak
nieokiełzana.

- Serio?

- Przysięgam.

- To musi coś znaczyć.

- Że dobraliśmy się erotycznie.

background image

Faktycznie.  Ale  czuł  się  zawiedziony  jej  odpowiedzią.

Czego się obawiała? Dlaczego nie chciała dopuścić do siebie
myśli, że łączy ich coś więcej niż świetny seks?

Utkwił  wzrok  w  jej  brzuchu,  tam,  gdzie  rosło  dziecko.

Chciał mu nieba przychylić, ale wiedział, że musi postępować
ostrożnie; nie może wywierać na Gracie presji. Sięgnął po jej
dłoń.

-  Pójdziesz  ze  mną  na  ślub  Cama  i  Beth?  –  Czekał  na

odpowiedź;  po  kilku  ciągnących  się  w  nieskończoność
sekundach spytał: - To dla ciebie problem?

Przekręciła się twarzą do niego.

- Nie, ale wiesz, co ludzie pomyślą?

- Że jestem ojcem dziecka?

- Nie… Tak.

Wstydzi  się?  Woli  nie  ujawniać  prawdy?  On  sam  gotów

był  ogłosić  to  całemu  światu.  Nie  chciał  okłamywać  swoich
bliskich ani nic przed nimi ukrywać. Pragnął być z Gracie i ich
dzieckiem, lecz ona najwyraźniej wciąż miała opory.

- Nie jestem jeszcze gotowa. Nie wiem, co będzie dalej i…

Nie  chcę  się  wszystkim  tłumaczyć,  kiedy  sami  nie  znamy
odpowiedzi.

On znał.

- Pójdziemy razem. Jako para – oznajmił zdecydowanie. –

Nikt  nie  będzie  snuł  żadnych  przypuszczeń,  a  tym  bardziej
o nic pytał.

Prędzej  czy  później  prawda  i  tak  wyjdzie  na  jaw.  Chciał

być obecny w życiu syna lub córki. Gracie nie może mu tego

background image

zabronić.  Ale  dziś  chciał  tylko,  by  zgodziła  się  towarzyszyć
mu  na  ślub  Beth.  Wewnętrzny  głos  mu  podpowiadał,  że  to
pierwszy krok do celu.

Przytuliwszy się, położyła głowę na jego piersi.

- Dobrze – szepnęła.

- Zgadzasz się?

- Tak.

Obudził ją oddech Sebastiana. Zaczynało świtać, choć nie

wiedziała,  która  jest  godzina.  Wciąż  nie  doszła  do  siebie  po
tym,  co  wydarzyło  się  w  nocy.  Zerknęła  na  śpiącego  obok
mężczyznę;  jego  umięśnione  ciało  było  odprężone.  Seks
z  Sebastianem  był  niesamowitym  przeżyciem;  nigdy  czegoś
takiego nie doświadczyła. A w samym Sebastianie z łatwością
mogłaby się zakochać.

Trochę  się  tego  bała.  Bo  chciałaby,  ale  instynktownie

czuła,  że  nie  powinna.  Coś  ją  powstrzymywało.  Przecież  nie
ma  tak  dobrze,  by  wszystkie  marzenia  się  spełniały.  Żeby
zakochał się w niej mężczyzna, którego od lat pragnęła; żeby
miała  z  nim  dziecko  oraz  miliony,  które  wygrała  na  loterii.
Prędzej czy później los się od niej odwróci.

Ponownie  spojrzała  na  kochanka,  ojca  swojego  dziecka.

Fizycznie byli idealnie dobrani, ale czy poza tym? Seks to nie
wszystko.

Zrzuciła  kołdrę,  wstała  i  przeciągnęła  się,  po  czym

przeszła  na  palcach  do  łazienki.  Zamknąwszy  się  w  kabinie,
zadrżała z zimna. Po chwili ciepły strumień rozgrzał jej ciało.
Obróciła się, słysząc, jak szklane drzwi kabiny się otwierają.
Jej oczom ukazał się Sebastian.

background image

- Mogę?

O  tym  też  kiedyś  marzyła,  o  wspólnej  kąpieli.  Czy  to

naprawdę się dzieje? Może to tylko sen?

- No pewnie, zapraszam. Tu jest cudownie.

Zamknął za sobą drzwi.

-  Ty  jesteś  cudowna.  –  Przyłożył  dłoń  do  jej  brzucha.  –

Cześć, maluszku.

Stojąc  pod  gorącym  strumieniem,  całował  Gracie,

a  jednocześnie  mydlił  jej  ciało.  Odwdzięczyła  mu  się  tym
samym.  Kiedy  woda  zmyła  z  nich  pianę,  Sebastian  zacisnął
ręce  na  pośladkach  Gracie  i  ją  uniósł.  Otoczyła  go  w  pasie
nogami.  Wiedziała,  co  nastąpi.  I  faktycznie,  po  chwili  był
w niej. Odkąd wszedł do łazienki, przeczuwała, że znów będą
się  kochać,  jednak  za  każdym  razem  zaskakiwała  ją
intensywność  doznań.  Sebastian  nadawał  tempo,  wkrótce  nie
była  w  stanie  wytrzymać  sekundy  dłużej.  Chwyciła  go  za
szyję i poczuła rozkosz.

Było  dziko  i  namiętnie,  tak  jak  poprzednio.  Nie  musieli

myśleć o zabezpieczeniach: ona była w ciąży, a oboje od wielu
miesięcy z nikim nie współżyli. Sebastian ponownie przywarł
ustami do jej warg, po czym wyciągnął rękę i zakręcił wodę.
Jeszcze przez moment stali w kabinie, przytuleni, czekając, aż
ich oddechy się unormują.

- Lubisz jajecznicę na boczku?

Wybuchnął śmiechem.

- Akurat takiego pytania się nie spodziewałem.

background image

-  Dziecka  nie  wolno  głodzić.  Ale  jeśli  wolisz,  może  być

omlet. Robię znakomite omlety.

- Okej, chodźmy. – Cmoknął ją w czubek nosa.

Kwadrans później, ubrani, krzątali się po kuchni, szykując

śniadanie.  Ona  smażyła  jajecznicę,  on  parzył  kawę.
Wczorajszy bukiet zdobił stół.

Przed  laty  fantazjowała,  że  budzą  się  i  razem  siadają  do

stołu. Kolejna fantazja stała się rzeczywistością.

Kilka  godzin  później  Gracie  weszła  do  Eatery.  Jej

wspólniczka pracowała w kuchni, przygotowując specjalność
dnia: kurczaka w ziołach z pieczonymi warzywami.

- Ależ tu pachnie!

-  Prawda?  –  Lauren,  ubrana  w  firmową  kurtkę  szefa

kuchni i białą czapkę kucharską, uśmiechnęła się i dolała do
potrawy kilka kropli oliwy.

- Powoli zyskujemy sławę. Sala jest prawie pełna.

- Przychodzi sporo ludzi, którzy wcześniej przychodzili do

moich foodtrucków. Polecają nas kolejnym osobom. Nie masz
pojęcia, jak to mnie uszczęśliwia.

- Myślałam, że tylko Sutton to potrafi.

-  Ha,  ha.  On  i  dobre  żarcie.  A  skoro  o  Suttonie  mowa…

mówi,  że  Sebastian  nie  wrócił  na  noc  do  domu.  A  ty
promieniejesz.

- Hormony ciążowe mają takie działanie.

- Jasne.

background image

- Swoją drogą, skąd Sutton czerpie informacje? Myślałam,

że noce spędza z tobą.

- Czasem jeździ do domu podlać roślinki. Jak nie chcesz,

nie musisz mi nic mówić. – Lauren udała, że się dąsa.

Gracie wolałaby trzymać język za zębami, ale Lauren była

jej  przyjaciółką  i  wiedziała  o  przygodzie,  którą  przeżyła  na
balu maskowym, więc…

-  No  dobra.  Zaprosił  mnie  na  przejażdżkę  konną,

a wieczorem wpadł z bukietem.

- Ciekawe. Mów dalej.

Gracie wywróciła oczy do sufitu.

- Użyj wyobraźni.

- Stale używam. W kuchni. Ale gdy chodzi o życie moich

przyjaciół, to chcę wszystko usłyszeć od nich.

-  W  porządku.  Skoro  muszę  cię  prosić  o  przysługę,  to

zdradzę  ci,  że  wczoraj  dwa  razy  widziałam  gwiazdy  przed
oczami.

Lauren pokiwała głową.

- Wspaniale! To znaczy, że…

-  Nie  pytaj.  Prosił,  żebym  poszła  z  nim  na  ślub  Beth

i Cama. Nie wiem, czy to mądre.

- Do niczego się nie zmuszaj. Co ma być, to będzie. Boże,

ale byłoby cudownie, gdyby…

-  Beth,  wyświadczysz  mi  przysługę?  –  Gracie  nie  dała

przyjaciółce dokończyć.

background image

Owszem,  byłoby  cudownie,  gdyby  Sebastian  się  w  niej

zakochał,  ale  pewnie  się  nie  zakocha,  a  ona  musi  myśleć
o  dziecku.  Cały  czas  miała  wrażenie,  że  jest  gorsza  od
Wingate’ów,  dlatego  Sebastian  wcześniej  się  nią  nie
interesował. W każdym razie nie zamierzała przystać na żaden
układ;  marzyła  o  prawdziwej  miłości,  takiej  jak  z  bajki,
i wiedziała, że nic innego jej nie zadowoli.

- Kiedy minie pora lunchu, poszłabyś ze mną na zakupy?

I pomogła mi znaleźć sukienkę na ślub Beth?

-  Z  dziką  radością.  Za  jakieś  dwie  godziny  powinno  się

przerzedzić.

-  Super.  Popracuję  w  pokoiku  na  zapleczu,  dopóki  nie

będziesz wolna.

Lauren przygryzła wargę.

-  Wiesz,  nie  musisz  nic  kupować.  Masz  fantastyczną

czerwoną suknię.

Gracie potrzasnęła głową.

- Och, nie! Nie mogę włożyć tej samej co na bal. Ty też

nie.  –  Obie  wystąpiły  w  czerwonych  sukniach  i  złotych
maskach. Stąd wynikło całe późniejsze zamieszanie.

- Masz rację. – Lauren westchnęła. – Ale szkoda.

Trzy godziny później weszły do jednego z najelegantszych

butików  w  Royal  i  z  pomocą  niezwykle  pomocnej
ekspedientki o imieniu Edith zawęziły wybór sukien do trzech.
Gdy Gracie zajęta była mierzeniem, kobieta podała im herbatę
ziołowo-owocową i ciasteczka. Na ciasteczka się nie skusiły,
na herbatę owszem. Obie pochodziły z dość ubogich domów
i  tego  typu  zakupy  stanowiły  dla  nich  nowe  doświadczenie.

background image

Gracie  czuła  się  jak  Julia  Roberts  w  „Pretty  Woman”,  z  tą
różnicą, że używała własnej karty kredytowej.

Tak,  dziś  nie  musi  oszczędzać:  suknia  –  koronkowa,  bez

rękawów, z dekoltem w serek, z delikatnym pasem kryształów
górskich od biustu do talii, sięgająca z przodu do kolan, z tylu
do pół łydki – kosztowała więcej niż zarabiała przez miesiąc,
kiedy pracowała jako kelnerka.

- Wygląda pani rewelacyjnie – oznajmiła Edith.

- Jest idealna. – Lauren przyznała ekspedientce rację.

Stojąc  przed  trójskrzydłowym  lustrem,  Gracie  oglądała

siebie ze wszystkich stron. Wiedziała, że to ostatnia chwila, że
już  wkrótce  się  w  nią  nie  wciśnie.  Brzuch  był  jeszcze
niewidoczny, ale piersi miała większe niż zazwyczaj.

- Chyba się zdecyduję. Jest piękna.

- Zapakować?

Gracie zerknęła na przyjaciółkę i skinęła głową.

- Poproszę.

-  Doskonale!  Cieszę  się,  że  panią  poznałam.  Chwilę

wcześniej  obsługiwałam  Rhondę  Pearson.  Kto  by  pomyślał?
Dwie sławne osoby jednego dnia!

-  Nie  jestem  sławna  –  zaprotestowała  Gracie.  –  Czy

Rhonda Pearson też tu robi zakupy?

Wiedziała,  że  modelka  dość  długo  spotykała  się

z Sebastianem. Nawet krążyły plotki, że zamierzają się pobrać.
Potem  jednak  nastąpiło  głośne  rozstanie:  Rhonda  rzuciła
narzeczonego i prasa miała używanie. A teraz modelka wróciła
do Royal? Po co?

background image

-  A  owszem,  owszem.  Ma  znakomity  gust.  Zresztą  nic

dziwnego,  prawda?  W  końcu  jest  słynną  modelką,  no
i przesympatyczną osobą.

- Wierzę.

Rhonda  była  pięknością  o  wysokich  kościach

policzkowych i pełnym wdzięku uśmiechu. W dodatku miała
burzę  jasnych  włosów,  których  każda  kobieta  mogła  jej
pozazdrościć.

W  pamięci  Gracie  odżyły  obrazy  z  przeszłości,  zdjęcia

Rhondy  i  Sebastiana  pojawiające  się  w  gazetach.  Poczuła
ukłucie  zazdrości.  Nie  należała  do  świata,  w  którym  obracał
się Sebastian, a z Rhondą nie miała co się porównywać. Nawet
najbardziej asertywne kobiety traciły przy Rhondzie pewność
siebie.

-  Dziękujemy  za  herbatę  –  powiedział  Lauren.  –  I  za

pomoc,  ale  niestety  musimy…  a  przynajmniej  ja  muszę
wracać  do  pracy.  Jesteśmy  z  Gracie  współwłaścicielkami
nowo  otwartego  lokalu,  Eatery.  Serdecznie  panią  do  niego
zapraszamy.

Ekspedientka uśmiechnęła się ciepło.

- Chętnie zajrzę.

Lauren i Gracie po chwili znalazły się na ulicy.

- Rany boskie, jakie to fajne! Uwielbiam, złotko, wydawać

twoje  pieniądze!  I  ta  kiecka!  Jest  fantastyczna!  Wyglądasz
w  niej  rewelacyjnie.  Sebastian  oszaleje  z  zachwytu.  Tylko
teraz nie wiem, co ja mam włożyć, żeby Suttonowi zawrócić
w głowie.

background image

-  Nie  żartuj.  Jesteście  zaręczeni,  Sutton  świata  poza  tobą

nie widzi.

- No wiem, wiem. – Przez całą drogę uśmiech nie schodził

z twarzy Lauren.

Sebastian  poprawił  przed  lustrem  krawat.  Nie  mógł

uwierzyć, że jego siostra Beth wychodzi dziś za mąż. Lubił jej
narzeczonego. Cam Guthrie był uczciwym, ciężko pracującym
facetem, który zbudował dla Beth wymarzony dom. Ślub, na
który  wybierał  się  w  towarzystwie  Gracie,  miał  się  odbyć
w kameralnym rodzinnym gronie.

-  Co  tak  szczerzysz  zęby?  –  spytał  Sutton,  zaglądając  do

pokoju.

- Bo myślę o Beth – skłamał Sebastian. – Chyba nigdy nie

widziałem jej tak szczęśliwej.

-  Ty  też  wydajesz  się  ostatnio  bardzo  radosny.

Podejrzewam,  że  za  sprawą  pewnej  ślicznotki,  którą  obaj
znamy.

- Możliwe. – Sebastian obejrzał się przez ramię. – Wiesz,

przez lata ani razu nie przyszło mi do głowy, że mógłbym się
z nią umówić. Zobaczymy, jak się dziś wszystko potoczy.

- Jasne. Ale w sumie się dogadujecie?

Sebastian  potwierdził  skinieniem  głowy.  Nie  chciał

wdawać się w szczegóły.

- A, mam nowe informacje – ciągnął brat. – Chloe nabrała

podejrzeń  wobec  Keitha  Coopera,  kiedy  ojciec  wracał  do
zdrowia  po  zawale.  Jej  zdaniem  Keith  udawał,  że  pomaga
firmie, a w rzeczywistości usiłował dobrać się do kasy. Miles
postanowił  przyjrzeć  się  tej  sprawie.  A  znasz  naszego  brata:

background image

nie  spocznie,  dopóki  nie  odkryje  prawdy.  Na  razie  mamy
siedzieć cicho i nie puszczać pary z ust.

Chloe  była  narzeczoną  Milesa  i  razem  badali  przeszłość

finansową rodziny.

-  Jeśli  komukolwiek  uda  się  dotrzeć  do  sedna,  to  tylko

Milesowi. – Sebastian podrapał się po brodzie. Co za podłym
draniem  Keith  się  okazał!  –  Ale  chyba  nie  o  tym  będziemy
rozmawiać na weselu.

- Chciałem tylko, żebyś wiedział, jak sprawy stoją.

-  Jasne.  Miles  będzie  nas  o  wszystkim  na  bieżąco

informował.

Sebastian spojrzał na zegarek; powinien jechać po Gracie.

Serce zabiło mu mocniej; zawsze tak reagowało, kiedy o niej
myślał.  Dzisiejsze  wspólne  wyjście  było  czymś  więcej  niż
randką; wybierali się na ślub Beth, którą oboje kochali. Dziś
też  po  raz  pierwszy  rodzina  zobaczy  Gracie  z  nim  pod  rękę.
Nie chciał ukrywać, że to on jest ojcem dziecka.

- Pora ruszać.

-  Na  mnie  również  czas  –  powiedział  Sutton.  –  Muszę

pojechać  po  Lauren.  Wiesz,  ciekaw  jestem  nowego  domu
Beth.  Wreszcie  Cam  go  skończył.  To  będzie  wyjątkowy
wieczór.

- Nie tylko dla nowożeńców. Dla nas wszystkich.

Kilka minut później Sebastian patrzył na Gracie oniemiały

z  zachwytu.  Miała  na  sobie  dopasowaną  do  sylwetki  suknię
w  kolorze  ametystowym,  który  podkreślał  jej  oliwkową  cerę
i  ciemne  oczy.  Do  tego  fantazyjnie  upięte  włosy

background image

przytrzymywane  klamrą,  na  której  połyskiwały  kryształki
górskie.

- Wyglądasz… - Zjawiskowo. Apetycznie. Oszałamiająco.

- Dziękuję. Ty też. – Uśmiechnęła się. – Wezmę płaszcz.

Po chwili wróciła ze sztucznym futrem i torebką. Sebastian

wziął od niej futro. Kiedy je wkładała, poczuł delikatną woń
perfum.

- Cudownie pachniesz – szepnął. – Ten zapach przywodzi

mi na myśl… - urwał. Tę noc, kiedy się kochali.

- To, jak pachniałam, kiedy zsiadłam z Księżnej? – Gracie

posłała mu rozbawione spojrzenie.

- Właśnie to chciałem powiedzieć.

Pochyliwszy  się,  musnął  jej  usta  pocałunkiem.  Po  prostu

nie mógł się powstrzymać. Wiedział, że przez resztę wieczoru
musi  zachowywać  się  jak  dżentelmen,  a  nie  miał  na  to
najmniejszej ochoty.

-  W  drogę  –  rzekł,  kradnąc  jeszcze  jednego  całusa.  –

Przepraszam, to mi musi wystarczyć na cały wieczór.

Nigdy nie grzeszył cierpliwością, a teraz miał z tym coraz

większy problem.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Gracie oglądała plany budowy, ale co innego widzieć coś

na  papierze,  a  co  innego  w  rzeczywistości.  Przed  jej  oczami
rozpościerało  się  ogromne  ranczo,  na  środku  którego  stał
wspaniały  dom  zbudowany  w  stylu  hiszpańsko-rustykalnym,
z  czerwonym  dachem  oraz  podwójnymi  drzwiami  ze  szkła
i drewna. Na parterze znajdowała się szeroka weranda, która
mogłaby  pomieścić  wszystkich  gości,  na  piętrze  zaś  był
balkon,  z  którego  w  pogodny  bezchmurny  dzień  musiał
niesamowity widok.

Nieopodal stały baraki i budynki gospodarcze, odnowione

i pomalowane na kolor soczystej zieleni.

Na  zaproszeniu  widniała  informacja,  że  goście  spotykają

się w salonie na kieliszek szampana, a potem wszyscy razem
przechodzą  do  stodoły,  w  której  odbędzie  się  ślub  i  wesele.
Wysiadłszy  z  samochodu,  Sebastian  oddał  kluczyki
parkingowemu,  po  czym  okrążył  maskę,  by  otworzyć  drzwi
dla Gracie.

Weszli  po  schodach  i  zaczęli  zwiedzać  parter:  jadalnię,

w  której  dominował  sosnowy  stół  z  dziesięcioma  krzesłami,
oraz  przestronny  salon  pełen  miękkich  wygodnych  kanap
i  foteli.  W  jego  urządzeniu  wyraźnie  widać  było  rękę  Beth.
Najbardziej rzucał się w oczy kamienny kominek ze zdjęciami
rodziny,  masywny,  lecz  nieprzytłaczający.  Beth  z  Camem

background image

spisali  się  na  medal;  stworzyli  przestrzeń,  w  której  wszyscy
mogli się dobrze poczuć.

Kiedy  pojawili  się  kelnerzy  z  szampanem  i  przekąskami,

Sebastian 

poprosił 

dwie 

wody 

mineralne.

Z  porozumiewawczym  uśmiechem  podał  Gracie  jeden
kieliszek,  drugi  zatrzymał  dla  siebie.  Na  widok  jedzenia
zaburczało  Gracie  w  brzuchu.  Poczęstowała  się  krewetką
owiniętą plastrem bekonu i kawałkiem rolady wellington.

Przez  kilka  minut  krążyli  po  salonie,  a  potem  zostali

zauważeni  przez Harley i Granta, którzy podeszli do nich ze
swoim synkiem Danielem.

Harley  obrzuciła  ich  pytającym  spojrzeniem.  Grant  –

lekarz,  u  którego  Gracie  przechodziła  terapię  hormonalną
poprzedzającą  zapłodnienie  metodą  in  vitro  –  również
wydawał się zdziwiony, widząc ich razem.

-  Cześć,  Harley.  –  Sebastian  pocałował  siostrę

w policzek. – Ślicznie wyglądasz. – Uścisnął dłoń szwagra, po
czym  pogłaskał  po  głowie  siostrzeńca.  –  Jak  się  masz,
brzdącu? Pewnie nie możesz doczekać się ślubu cioci Beth?

- I tortu – odparł rezolutny czterolatek.

Dorośli wybuchnęli śmiechem.

- Myślę, że dziś mamusia pozwoli ci zjeść tyle kawałków,

ile tyko zechcesz.

- No, bez przesady. – Harley ściągnęła ostrzegawczo brwi.

Sebastian uśmiechnął się do dziecka.

- Przywitasz się, Danielu, z moją dziewczyną Gracie?

background image

Chłopiec  skierował  na  nią  niewinne  oczy,  a  jego  rodzice

wymienili spojrzenia. Gracie się uśmiechnęła.

- Cześć, Danielu. Bardzo elegancko wyglądasz z tą muchą

pod brodą, wiesz? Może później byś zatańczył ze mną?

Chłopiec skrzywił się, jakby pomysł tańca nie przypadł mu

do gustu.

- No może… - mruknął.

Harley zgarnęła Gracie w objęcia.

- Hej, kochana. Nie wiedziałam, że spotykasz się z moim

bratem.

-  Tak,  byliśmy  na  kilku  randkach.  –  Gracie  zerknęła  na

Granta. – Dobry wieczór, doktorze. Miło pana widzieć.

-  I  panią,  Gracie.  –  Pewnie  domyślał  się,  że  skoro

zrezygnowała z in vitro, to zaszła w ciążę metodą naturalną.

- Grant i ja chcemy was o czymś poinformować. – Oczy

Harley lśniły z podniecenia. – Podjęliśmy ostateczną decyzję
i za dwa tygodnie wyjeżdżamy do pracy do Tajlandii. Już nie
mogę się doczekać. Daniel też jest strasznie przejęty.

- Za dwa tygodnie? Tak szybko? – zdziwił się Sebastian. –

Będziemy za wami tęsknić.

-  My  za  wami  też.  –  Jednym  ramieniem  Grant  otoczył

żonę,  drugim  przyciągnął  do  siebie  syna.  –  Ale  w  Tajlandii
liczą na naszą pomoc.

Gracie była pełna podziwu dla ich szlachetnej postawy: nie

każdy potrafiłby wyjechać do obcego kraju, by leczyć ludzi na
wsi pozbawionych porządnej opieki medycznej.

background image

Stopniowo do ich czteroosobowej grupy zaczęła dołączać

reszta rodziny: Miles z Chloe, Sutton z Lauren, Piper i Brian,
Luke  i  Kelly  oraz  Zeke  i  Reagan.  Sebastian  wziął  Gracie  za
rękę,  by  nie  czuła  się  wykluczona.  Wszyscy  kolejno  życzyli
Grantowi i Harley powodzenia w ich nowym przedsięwzięciu.

Po  chwili  ogłoszono,  że  niedługo  rozpocznie  się

ceremonia.  Przekroczywszy  próg  stodoły,  Gracie  miała
wrażenie, jakby znalazła się w bajkowej krainie. W głowie się
jej  nie  mieściło,  że  zwykłą  stodołę  można  tak  wspaniale
przeobrazić. Przestrzeń była podzielona na dwie strefy: ślubną
oraz  weselną,  w  której  stały  pięknie  nakryte  stoły.  Goście
zajęli miejsca w części ślubnej.

- Beth przeszła samą siebie – szepnęła Gracie.

Sebastian pokiwał głową.

- Tak, spisała się fantastycznie.

Z  belek  pod  sufitem  zwisały  szerokie  pasy  cieniutkiego

materiału,  tworząc  coś  w  rodzaju  baldachimu.  Wnętrze
rozświetlały umieszczone wysoko migoczące światełka. Niżej,
pośród  czerwonych  róż,  paliły  się  świece.  Krzesła  osłonięte
były  pięknymi  złotymi  pokrowcami;  każdy  z  tyłu  zdobiła
ogromna kokarda w kolorze kości słoniowej.

Uroczystość  była  kameralna,  przeznaczona  dla  rodziny

i  najbliższych  przyjaciół.  Trzydzieścioro  gości  zajmowało
miejsca, rozglądając się z zachwytem.

Gracie  cieszyła  się  szczęściem  przyjaciółki,  która

postanowiła  iść  przez  życie  z  Camem,  owdowiałym
ranczerem.

background image

-  Co  się  stało?  –  spytał  Sebastian,  słysząc  jej  ciche

westchnienie.

- Nic, nic.

- Bo wydawało mi się, że wzdychasz…

- Z zachwytu. I z radości, że Beth z Camem się odnaleźli.

Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że odwróciła wzrok.

Zobaczyła bowiem w jego oczach coś, co ją zaniepokoiło. Nie
była pewna co.

Może nadzieję, że również mogliby być rodziną? Chociaż

nie,  chyba  jej  się  przywidziało.  Przecież  Sebastian  jej  nie
kocha.  A  jej  nie  interesowała  żadna  namiastka  miłości.
Pragnęła  uczucia,  jakie  łączyło  jej  rodziców,  a  także  Lauren
i Suttona oraz Beth i Cama. Ale hormony ciążowe siały zamęt
w jej głowie.

Skupiła  się  ponownie  na  pracy,  jaką  Beth  włożyła

w  transformację  stodoły  w  elegancką  salę  weselną.  Tak  jest
bezpieczniej. Na ślubach zawsze się wzruszała, a widok pana
młodego, który czeka przy ołtarzu na wybrankę, nieodmiennie
wyciskał jej łzy z oczu.

Kiedy rozległa się muzyka, wszyscy poderwali się na nogi.

W  drzwiach  stała  promiennie  uśmiechnięta  Beth
w rozkloszowanej beżowej sukni, a obok niej jej matka Ava,
do niedawna skłócona ze wszystkimi swoimi dziećmi. Kiedy
szła obok córki, rysy jej twarzy coraz bardziej łagodniały. Jej
obecność na ślubie była jak gałązka oliwna.

Cam  prezentował  się  dostojnie  w  czarnym  smokingu

i  krawacie  bolo.  Beth  i  przystojny  ranczer  idealnie  do  siebie
pasowali.  Powtarzali  słowa  przysięgi  małżeńskiej  z  powagą,

background image

ale  też  i  nutą  humoru,  ze  śmiechem  i  łzami  wzruszenia
w  oczach.  Kiedy  złączyli  usta  w  pocałunku,  Gracie  poczuła,
jak Sebastian ściska jej dłoń. Po chwili podał jej chusteczkę.
Wytarła  mokre  policzki  i  gdy  pastor  ogłosił  Cama  i  Beth
mężem i żoną, wraz ze wszystkimi zaczęła bić brawo. Potem
ustawiła się w kolejce do życzeń.

-  Gratulacje,  kochani.  –  Przytuliła  ich  oboje.  –  To  była

piękna uroczystość.

-  Dziękuję  –  szepnęła  Beth;  oczy  miała  wilgotne.  –

Właśnie taką sobie wymarzyłam.

Sebastian zgarnął siostrę w objęcia, po czym uścisnął dłoń

szwagra.

-  Wszystkiego  najlepszego  na  nowej  drodze  –

powiedział.  –  Wyglądasz  cudownie.  –  Pocałował  Beth
w policzek. – Kocham cię.

- Ja ciebie też, Seb. Przyszliście razem? – spytała, widząc,

jak Sebastian władczym gestem bierze Gracie za rękę.

- Tak.

-  To  świetnie.  –  Posłała  Gracie  spojrzenie  typu:  musimy

pogadać. – Wreszcie osoba, którą wszyscy lubimy.

Uśmiechając  się  pod  nosem,  Sebastian  pociągnął  Gracie

do  części  weselnej.  Znaleźli  swoje  miejsca  przy  jednym
z  sześciu  stołów  przykrytych  białymi  obrusami.  Na  każdym
leżała przepiękna dekoracja z zielonych gałązek i czerwonych
róż.

- Co Beth miała na myśli, mówiąc o osobie, którą wszyscy

lubicie? – spytała Gracie.

background image

- To, że cała rodzina darzy cię sympatią – odparł.

-  A  kogo  nie  darzyła?  –  Nie  zamierzała  pozwolić  mu  na

zmianę tematu.

Westchnął.

- Moi bliscy nie przepadali za Rhondą Pearson. Uważali,

że do siebie nie pasujemy.

- Spotykaliście się dwa lata…

- Skąd wiesz?

- Przecież to nie tajemnica. Gazety w Royal często o was

pisały.

Niektórzy  dziennikarze  byli  im  przychylni,  inni

przedstawiali  ich  związek  w  niezbyt  korzystnym  świetle.
Kiedy  się  rozstali,  Rhonda  całą  winę  za  rozpad  związku
zrzuciła na niego.

- Nie wierz we wszystko, co czytasz.

- Staram się tego nie robić.

- Mieliśmy swoje wzloty i upadki.

-  Podobno  Rhonda  wróciła  do  miasta  –  powiedziała

Gracie, nie mogąc pohamować ciekawości.

- Tak? – Sebastian popatrzył jej w oczy. – Nic mi o tym nie

wiadomo.

- Złamała ci serce…

Skrzywił się.

-  Nie  mówmy  o  tym.  To  stare  dzieje.  Dziś  moja  siostra

bierze ślub…

background image

Poczuła  wyrzuty  sumienia.  Szkoda,  że  nie  ugryzła  się

w  język.  Sebastian  miał  rację.  Powinna  się  cieszyć:  jej
przyjaciółka właśnie wyszła za mąż.

- Przepraszam. – Sięgnęła po rękę Sebastiana. – Niedługo

wznosisz toast, prawda?

-  Tak  –  odparł,  spoglądając  z  zadowoleniem  na  ich

splecione dłonie.

- Nie mogę się doczekać.

Potarł nosem o jej ucho, potem delikatnie musnął wargami

szyję.  Poczuła,  jak  serce  jej  drży.  Wcale  nie  z  pożądania,
chodziło o coś innego, o coś więcej.

Wkrótce wstał od stołu, który dzielili z Piper oraz Brianem

Cooperem  i  wyszedł  na  środek  sali,  by  jako  najstarszy
z  braci  –  starszy  od  brata  bliźniaka  o  całe  trzy  minuty  –
wznieść  toast  za  nowożeńców.  Najpierw  rozpływał  się  nad
nimi w pochwałach, potem ku uciesze wszystkich opowiedział
kilka zabawnych anegdotek o Beth. Z każdego jego słowa biła
miłość i przywiązanie do siostry.

- A teraz wypijmy zdrowie państwa młodych. Niech im się

zawsze w życiu wiedzie.

- Za Beth i Cama!

Gracie stuknęła się kieliszkiem z Piper i Brianem, po czym

wypiła łyk wody.

-  Piękny  toast  –  Piper  pochwaliła  bratanka,  gdy  ten  zajął

z powrotem swoje miejsce.

- Bardzo piękny – zawtórowała jej Gracie.

background image

Trochę dziwnie się czuła, siedząc przy stoliku z Brianem

i  Piper.  Piper  była  ciotką  Sebastiana,  a  Brian  siostrzeńcem
Keitha  Coopera.  Ale  to  właśnie  Brian  ujawnił  zdradę,  jakiej
wobec  Wingate’ów  dopuścił  się  jego  wuj.  Stanął  po  ich
stronie, a przy okazji zakochał się w Piper, starszej od niego
o jedenaście lat.

Gracie  zauważyła,  że  Piper  też  pije  wodę  zamiast

szampana.  W  dodatku  co  jakiś  czas  z  błogim  uśmiechem  na
twarzy przykładała rękę do brzucha. Nagle zerknęła pytająco
na Briana.

-  Śmiało,  skarbie.  –  Ścisnął  jej  dłoń.  Widać  było,  jak

bardzo się kochają. – Możesz im powiedzieć.

Piper rozciągnęła usta w uśmiechu.

- Nie chcieliśmy skupiać na sobie uwagi, w końcu dziś jest

wielki  dzień  Beth  i  Cama,  ale  chyba  możemy  zdradzić  wam
naszą nowinę. Spodziewamy się z Brianem dziecka.

- To… to… - Sebastian zaniemówił.

- To wspaniale – dokończyła Gracie. – Gratulujemy.

- No właśnie, gratulacje! – Sebastian uścisnął dłoń Briana

i pocałował ciotkę w policzek.

O ile Gracie się orientowała, zawsze lubił Piper.

-  Nie  byłam  pewna,  czy  zdołam  zajść  w  ciążę,  ale  jak

widać, cuda się zdarzają.

- Ty jesteś moim cudem – szepnął Brian.

Gracie poczuła na sobie spojrzenie Sebastiana. Tak, oni też

mieli  do  zakomunikowania  nowinę,  ale  na  razie  się
wstrzymają.

background image

-  Myślę,  że  Beth  z  Camem  ucieszyliby  się  z  waszych

wieści – zauważył Sebastian.

- Och, nie. – Brian potrząsnął głową. – Dziś jest ich dzień.

-  Brian  ma  rację  –  poparła  go  Piper.  –  Jeszcze  sama  nie

przywykłam do myśli o ciąży.

Gracie  doskonale  ją  rozumiała.  Odkąd  wysiadła

z  samochodu,  czuła  na  sobie  zaciekawione  spojrzenia
Wingate’ów. Oczywiście wszyscy byli taktowni, nie zadawali
żadnych pytań, ale jakie mogli wyciągnąć wnioski, widząc ją
z  Sebastianem,  z  którym  wcześniej  nic  jej  nie  łączyło?  Poza
tym Sebastian nie miał zwyczaju prowadzać się z ciężarnymi
kobietami.

- Będziemy trzymać język za zębami – obiecał Sebastian,

zerkając na Gracie.

-  Tak,  pary  z  ust  nie  puścimy.  –  Wykonała  gest,  jakby

zamykała usta na klucz.

- Dzięki.

Muzycy  ponownie  zajęli  miejsca  i  wkrótce  stodoła

rozbrzmiała muzyką.

- Zatańczymy? – Brian wstał i podał rękę Piper.

Gdy  zostali  sami,  Sebastian  również  wstał.  Bez  słowa

wyciągnął  rękę,  Gracie  podała  mu  swoją.  Przeszli  na  parkiet
i  przytuleni  zaczęli  tańczyć.  Wszystkie  kłopoty  znikły,  nagle
życie wydało się proste i nieskomplikowane.

Wieczór zleciał nie wiadomo kiedy. Goście zjedli kolację,

deser,  potem  parkiet  znów  się  zapełnił.  Wreszcie  jednak
przyjęcie dobiegło końca.

background image

Sebastian  odwiózł  Gracie  do  domu;  odprowadził  ją  pod

drzwi, nie wiedząc, czy zaprosi go do środka.

Zaprosiła. Szli na górę, po drodze zrzucając ubranie.

-  Uwielbiam  budzić  się  przy  tobie  –  szepnął,  unosząc  jej

dłoń do ust i całując kolejno wszystkie palce.

Zasnęli nago, objęci, po ekscytującej nocy. Teraz poranne

światło wpadało przez okno.

- I wciąż mi ciebie mało.

Gracie  uśmiechnęła  się.  Och,  tak!  Ona  też  nie  mogła

nasycić  się  Sebastianem.  Jej  obawy  kruszały.  Gotowa  była
zaufać, zapomnieć o lękach i wahaniach.

- Czuję tak samo – przyznała cicho.

- Naprawdę? – Zaczął gładzić jej udo.

Natychmiast zareagowała podnieceniem.

- Jak dobrze…

Serce jej waliło, dreszcze przebiegały po skórze.

- Gracie, czy to się dzieje naprawdę? – spytał oszołomiony.

-  Chyba  tak.  Uszczypnąć  cię?  –  spytała  żartobliwym

tonem.

Pocałował ją w usta, mocno, namiętnie. Należała do niego,

przynajmniej  w  tym  momencie.  A  on  do  niej.  Ich  języki  się
dotknęły.  Wdychała  jego  zapach.  Kiedy  uwięził  jej  ręce  nad
głową,  poczuła  się  mała  i  bezbronna.  Ale  to  też  się  jej
podobało,  ta  jego  siła.  Ustami  i  dłońmi  pieścił  jej  piersi
i brzuch, a ona wiła się podniecona. Potem przesunął się niżej,
rozchylił jej uda, przycisnął twarz do wzgórka.

background image

Jęknęła.  Dokładnie  wiedział,  co  robić,  których  miejsc

dotykać.  Koncentrował  się  na  jej  przyjemności.  I  gdy
zorientował  się,  że  Gracie  jest  na  krawędzi,  wtedy  się  z  nią
połączył. Odpowiadała na każdy jego ruch. Razem wzbili się
w przestworza, a potem razem, bez tchu, opadli z powrotem na
ziemię.

-  Gracie…  -  wycharczał,  z  trudem  łapiąc  oddech.  –  Co

teraz będzie? – spytał, zgarniając ją w objęcia.

Zwykle to kobieta zadaje takie pytanie, tyle że ona bała się

je zadać i bała się udzielić na nie odpowiedzi.

- Teraz zrobię ci najlepsze śniadanie, jakie jadłeś.

Zerwała  się  z  łóżka  i  pośpiesznie  wciągnęła  ubranie.

Uciekała  od  emocji.  Widziała,  że  Sebastian  toczy  z  sobą
walkę. Chciał być ojcem, chciał cieszyć się swoim dzieckiem,
a ona ciągle się broniła.

- Będzie gotowe za pół godziny.

Oparł  się  o  wezgłowie  i  popatrzył  na  nią  smętnym

wzrokiem.

- Nie musisz dla mnie nic robić.

- Ale chcę. Będziesz zachwycony.

- Nie wątpię. Wszystko, co robisz, mnie zachwyca.

Zaczerwieniła się. Sebastian wstał. Nie mogła oderwać od

niego  oczu;  był  wspaniale  umięśniony,  szczupły  w  biodrach,
szeroki w ramionach. Stanowił okaz męskości.

- Pomogę ci.

Przeniosła spojrzenie z jego ciała na twarz.

background image

- Okej – powiedziała, po czym zbiegła na dół.

Sebastian  zebrał  z  podłogi  swoje  ubranie.  Parę  sekund

później dołączył do niej w kuchni.

- Znasz chorizo mojej mamy?

Zmarszczył brwi.

- Nie, no skąd…

-  Myślałam,  że  tata…  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Ale

pewnie nie. – Podała mu dzbanek. – Zaparzysz kawę? Ja się
zajmę resztą.

Do  dużej  żeliwnej  patelni  wrzuciła  kawałek  masła,  wlała

trochę  oleju,  następnie  dodała  plasterki  średnio  ostrej
kiełbaski, drobno pokrojone wczorajsze kartofle oraz szklankę
ugotowanej czarnej fasoli.

Nastawiwszy kawę, Sebastian usiadł przy stole.

-  Każda  rodzina  ma  własny  przepis  na  chorizo,  używa

innych  przypraw  i  różnych  składników.  Ja  robię  według
przepisu mojej mamy. – Znad patelni unosił się aromatyczny
zapach. Machając ręką, Gracie rozprowadziła go po kuchni. –
Ten  zapach  przywodzi  mi  na  myśl  tyle  wspomnień.  -
Uśmiechnęła się. – Szkoda, że nie mam domowych tortilli.

- Może innym razem?

- Tak, może.

Kwadrans  później  przystąpili  do  jedzenia.  Sebastianowi

uszy  się  trzęsły.  Dziecku  najwyraźniej  też  smakowało,  bo
Gracie prawie nic nie zostawiła na talerzu.

- Ale to dobre. – Oblizała się ze smakiem.

background image

- Fajnie, że jesz – oznajmił Sebastian.

- Hm, jakby ci to powiedzieć? Większość ludzi jada.

- Nie wszystkie kobiety.

- A ty znasz wszystkie?

- Nie, ale…

-  Ach,  już  wiem!  Supermodelki  nie  jedzą,  tylko  skubią

listki sałaty. O to ci chodziło?

- Pozwolisz, że nie odpowiem? – Uśmiechnął się szeroko.

Dziwne, pomyślała, że po ich wspólnej nocy porównuje ją

z byłą dziewczyną.

- To było naprawdę pyszne. Dzięki, Gracie.

- Cieszę się, że…

- Co robisz wieczorem? – wszedł jej w słowo.

- Nie wiem. Pewnie zajarzę do Eatery.

- Zjedz ze mną kolację. Chętnie bym cię zabrał do pewnej

wyjątkowej knajpki.

Marzyła o tym, ale wszystko działo się za szybko. Miała

wrażenie,  jakby  pędziła  na  łeb  na  szyję.  Wiedziała,  że  musi
przystopować,  otrząsnąć  się,  zastanowić.  To  śmieszne,  bo
kiedyś dałaby wszystko, by Sebastian oszalał na jej punkcie,
a  teraz…  Teraz  potrzebowała  spokoju.  Nie  chciała  popełnić
błędu. Chodziło o przyszłość jej i dziecka, a fantastyczny seks
z Sebastianem tylko mącił jej w głowie, nie pozwalał zebrać
myśli.

- Dziś nie mogę – odparła.

Blask w jego oczach przygasł.

background image

- Dlaczego?

- Potrzebuję… czasu.

Westchnął. Widziała, że się niecierpliwi.

- To kiedy?

- Jutro?

- Świetnie. Przyjadę po ciebie o siódmej – rzekł, po czym

wstał i bez słowa opuścił kuchnię.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Nazajutrz  rozglądał  się  uważnie  po  parku.  Kilka  osób

uprawiało jogging, kilka prowadziło psa na spacer. Zauważył
na  huśtawkach  dwoje  dzieci  w  ciepłych  niebieskich
kurteczkach i huśtające je mamy. Nieopodal siedział na ławce
skulony z zimna siwowłosy mężczyzna.

Sebastian  zerknął  na esemesa,  którego  dostał  od Rhondy.

„Po szkole będzie w parku kopał piłkę z kolegami”.

- Guzik prawda – mruknął.

Kręcił  się  po  parku  od  godziny.  Nigdzie  nie  widział  ani

Lonny’ego,  ani  żadnych  chłopaków  grających  w  piłkę.
Obiecał Rhondzie, że pogada z chłopcem; uznał, że najlepiej,
jak  spotkają  się  „przypadkowo”,  niestety  jego  plan  spalił  na
panewce.  Wzdychając  ciężko,  jeszcze  raz  powiódł  wkoło
wzrokiem, ale nie, nie było śladu chłopaka.

Skierował  się  z  powrotem  na  parking.  Tam,  przy  swoim

bmw, zobaczył opartą o maskę Rhondę.

- Co tu robisz? – zdziwił się.

Łzy płynęły jej po policzkach.

-  Lonny  nie  poszedł  dziś  do  szkoły.  Pokłóciliśmy  się,

wybiegł z domu… Nigdzie nie mogę go znaleźć. Myślałam, że
przyjdzie do kumpli. Chciałam sprawdzić.

- Tu go nie ma. Jego kumpli też nie ma.

background image

Zaczęła szlochać.

-  Przepraszam,  że  ci  zawracam  głowę.  Po  prostu…  nie

wiem, co robić.

- Nie denerwuj  się – powiedział, próbując ją uspokoić.  –

Może  Lonny  trochę  się  pogubił,  ale  to  w  sumie  dobry
dzieciak.

-  Mam  wyrzuty  sumienia.  –  Zwiesiła  głowę.  –  Czuję  się

tak, jakby to była moja wina.

Sebastian wziął ją w ramiona. Potrzebowała pocieszenia.

- Niczemu nie jesteś winna. Lonny bywa krnąbrny, to taki

wiek. Wkrótce zmądrzeje.

Był  o  tym  święcie  przekonany.  Lonny  przechodził  okres

buntu. Niełatwo mieć siostrę, sławną modelkę, której zdjęcia
w bikini podziwia cały świat.

- Mam pomysł. Wiesz, gdzie mieszkają jego kumple?

- Wiem, gdzie większość mieszka.

- To wskakuj do mojego samochodu.

- Naprawdę?

- Tak, przed zachodem na pewno go znajdziemy. – Słońce

zachodziło  za  jakieś  dwie  godziny,  więc  nie  mieli  czasu  do
stracenia. – Okej?

Uśmiechając  się  przez  łzy,  Rhonda  zacisnęła  dłonie  na

jego policzkach i z wdzięczności pocałował go w usta.

- Dziękuję.

Otworzył drzwi od strony pasażera.

- Raz, dwa, raz, dwa…

background image

Roześmiała się. Próbował rozładować jej napięcie, ale sam

też  się  niepokoił.  Nastoletni  chłopcy  bywają  zuchwali
i  lekkomyślni,  przynajmniej  on  i  Sutton  tacy  byli.  Ciągle
wpadali  w  kłopoty,  mieli  jednak  oparcie  w  rodzinie,
a Lonny… jeden nieostrożny krok może wywrócić jego życie
do góry nogami.

-  W  rodzinie  huczy  o  tobie  i  Sebastianie.  –  Uśmiechając

się  szeroko,  Sutton  podał  Gracie  kubek  gorącej  czekolady.
Mieli z Sebastianem bardzo podobną mimikę.

-  Dzięki.  –  O  tej  porze,  między  lunchem  a  kolacją,

w  Eatery  panował  mniejszy  ruch.  Mogli  bez  wyrzutów
sumienia  usiąść  przy  stoliku  i  pogadać.  –  Huczy  w  jakim
sensie? Pozytywnym czy…

-  A  jak  myślisz?  –  Lauren  pociągnęła  ją  za  kosmyk

włosów. – Wingate’owie znają ciebie i twoją rodzinę od lat. Są
zachwyceni.

- Serio?

Gdy chodziło o jej pozycję w świecie Wingate’ów, zawsze

dręczyły  Gracie  wątpliwości.  Nie  przypuszczała,  że  bliscy
Sebastiana będą jej przychylni. A może na ich stosunku do niej
zaważyły miliony, które wygrała?

-  Przecież  od  dawna  jesteś  jak  członek  rodziny  –

powiedział Sutton.

Gracie uniosła pytająco brwi.

-  Ostatnio  Sebastian  sprawia  wrażenie  bardzo

szczęśliwego – dodał.

Ucieszyły  ją  te  słowa.  Bliźniaków  łączyła  niesamowicie

silna  więź,  toteż  niemal  czuła  się  tak,  jakby  padły  z  ust

background image

Sebastiana.  Chociaż  kiedy  wczoraj  się  rozstali,  nie  był  zbyt
szczęśliwy. Powoli tracił do niej cierpliwość.

-  To  jakie  masz  plany  na  dziś?  –  spytała  ją  Lauren.  –

Idziesz na kolejną randkę z moim przyszłym szwagrem?

- Tak. Jak tylko skończę pracę, jadę się przebrać.

- A dokąd cię zabiera?

-  Nie  mam  pojęcia.  Powiedział  tylko,  że  to  wyjątkowe

miejsce.  –  Nagle  zadzwonił  jej  telefon.  Spojrzała  na  numer,
który  się  wyświetlił.  –  Przepraszam,  muszę  odebrać.  –
Przeszła do pokoiku na zapleczu i zamknęła za sobą drzwi. –
Halo? Tak, tu Gracie Diaz. Dziękuję, że pani oddzwania.

- Mówi Trudy Metcalf ze Szkoły Rodzenia. Rozumiem, że

chciałaby się pani już teraz, na wczesnym etapie ciąży, zapisać
na lekcje? Oczywiście gratuluję błogosławionego stanu.

-  Dziękuję.  I  tak,  chcę  się  zapisać.  Przeczytałam  chyba

wszystkie podręczniki, jakie wpadły mi w ręce.

- Doskonale. Można wiedzieć, który to tydzień?

- Czternasty.

Spędziła  kilka  minut  na  telefonie,  wybierając  dni

i  godziny.  Po  skończonej  rozmowie  pogratulowała  sobie
w  duchu:  powoli  wszystko  układa  się  w  jedną  harmonijną
całość. Nieważne są poranne mdłości, grubsza talia, ogromny
apetyt. Ważne jest życie, które nosi w sobie.

Wyszła  z  Eatery  o  piątej,  by  przygotować  się  na  randkę

z  Sebastianem.  Była  wdzięczna  za  wsparcie,  jakie  Lauren
i Sutton jej okazywali. Wiele to dla niej znaczyło.

background image

Dotarłszy do domu, od razu ruszyła na górę, rozebrała się

i  wskoczyła  pod  prysznic.  Ciepła  woda  rozgrzała  jej
zmarznięte ciało, a mydełko o lawendowym zapachu pomogło
pozbyć się napięcia.

Nieśpiesznie wytarła się do sucha, przy okazji sprawdzając

w lustrze, jak bardzo powiększył się obwód talii. Cieszyła się
z  każdego  dodatkowego  centymetra,  bo  to  znaczyło,  że
dziecko się rozwija.

- Nie mogę się doczekać, żeby cię poznać, mój maluchu.

Przeszła do szafy, zastanawiając się, co włożyć. Sebastian

wspomniał  o  jakimś  wyjątkowym  miejscu.  Wyjęła  jedną
sukienkę, drugą, piątą, rzucała je na łóżko, aż zrobił się stosik.
Wreszcie wybrała beżową, z głębokim dekoltem, sięgającą tuż
za  kolano.  Nigdy  nie  miała  jej  na  sobie,  ale  kiedy  ją
przymierzyła, od razu podjęła decyzję. Leżała idealnie.

Dopełnieniem  stroju  był  złoty  naszyjnik,  a  właściwie

obroża, i duże okrągłe kolczyki. Włosy upięła w luźny kok.

Do  przyjścia  Sebastiana  zostało  kilka  minut.  Usiadła

w  salonie  i  zadzwoniła  do  mamy.  Dzwoniła  do  niej  co  parę
dni. Cieszyła się, że dzięki wygranej na loterii może zapewnić
matce i bratu dobre życie na Florydzie.

- Hej, mamuś. To ja.

- Słońce, jak miło cię słyszeć. Minęło tyle dni…

- Ze trzy, mamo. Góra cztery. Co u ciebie? I jak się miewa

nasz mały Enrico?

-  Mały  Enrico  jest  już  wyższy  ode  mnie.  Miewa  się

świetnie. Akurat wyszedł z kolegami. A ty, Graciello, jak się
czujesz? Jak dziecko?

background image

Matka  nigdy  nie  rozumiała  jej  chęci  zajścia  w  ciążę  za

wszelką  cenę,  nawet  kosztem  wychowywania  dziecka
w  pojedynkę.  Alisa  Diaz  wyznawała  tradycyjne  wartości;
uważała, że dzieci powinny dorastać w pełnej rodzinie. Gracie
zdradziła  jej,  kto  jest  ojcem,  oczywiście  nie  wdając  się
w szczegóły. Matka przyjęła to ze spokojem.

-  Oboje  mamy  się  wspaniale.  Zapisałam  się  do  szkoły

rodzenia.

- To dobrze. Sebastian będzie z tobą chodził?

- Nie wiem. Dziś idziemy na randkę.

- Czyli wszystko się układa?

Alisa  usiłowała  dowiedzieć  się  jak  najwięcej.  Nic

dziwnego; chciała, by córka się ustatkowała i była szczęśliwa.

- Tak, mamo, ale staramy się niczego nie przyśpieszać.

- Nie przyśpieszać? Przecież jesteś w ciąży!

Gracie roześmiała się. Alisa nie owijała w bawełnę.

-  Oj,  no  wiesz,  o  co  mi  chodzi.  Chcę  tego  samego  co

mieliście ty i tata.

-  Rozumiem.  Czyli  nie  zmieniłaś  swoich  planów?  Nie

przeniesiesz się do nas na Florydę?

-  Nie,  moje  życie  jest  tutaj.  A  wy  zawsze  możecie  mnie

odwiedzić.

Było  wpół  do  ósmej,  gdy  się  rozłączyła.  Zmarszczywszy

czoło,  sprawdziła,  czy  Sebastian  nie  przysłał  esemesa.  Może
coś go zatrzymało? Ale nie, nie przysłał.

background image

Odczekała pięć minut. Zamierzała sama do niego napisać,

kiedy  nadeszła  wiadomość:  „Przepraszam.  Coś  mi  wypadło.
Muszę  odwołać  nasze  spotkanie.  Obiecuję,  że  ci  to
wynagrodzę”.

Przez  dłuższą  chwilę  wpatrywała  się  w  telefon.

Wiadomość wydała jej się zimna, bezosobowa.

„Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?” – wystukała.

Odpowiedź nadeszła po godzinie. „Tak”.

Dotąd  żaden  facet  nie  wystawił  jej  wiatru.  Była

zawiedziona, a także ciekawa, co się stało. Dlaczego Sebastian
nie zadzwonił, dlaczego wcześniej jej nie uprzedził?

- I po co się tak stroiłaś? – mruknęła pod nosem.

Zdjęła  buty,  powiesiła  sukienkę  w  szafie,  po  czym

wciągnęła na siebie wygodne szare dresy.

Wspaniały  wieczór  zakończył  się,  zanim  miał  szansę  się

rozpocząć.

Rano  podjechała  do  Klubu  Hodowców.  Był  to  stary,

bardzo  prestiżowy  klub,  do  którego  należeli  mieszkający
w  okolicy  bogaci  wpływowi  przedsiębiorcy,  dawniej  tylko
mężczyźni, obecni również kobiety.

Miejsce  przeszło  transformację.  Ciemne  sale  urządzone

w  typowo  męskim  stylu  zostały  odnowione,  pojawiły  się
lżejsze meble i jaśniejsze kolory. Charakter klubu się zmienił,
ale jedna rzecz pozostała: wstęp mieli tylko członkowie oraz
ich  goście.  Gracie  była  tu  wielokrotnie  z  Beth,  teraz  sama
chciała  się  zapisać,  zwłaszcza  że  na  terenie  klubu  działały
żłobek i przedszkole.

background image

Recepcjonistka  natychmiast  ją  rozpoznała.  Bycie  jedyną

osobą w Royal, która wygrała tak dużą sumę pieniędzy, miało
swoje plusy.

- Pani Gracie Diaz, prawda?

- Zgadza się.

- Bardzo mi miło. Czym mogę służyć?

-  Chciałabym  złożyć  podanie  o  członkostwo.  Wiem,  że

kandydatura  podlega  głosowaniu,  ale  najpierw  wypełnia  się
jakiś formularz?

- Tak. Potrzebna jest również rekomendacja.

-  Z  tym  nie  powinno  być  problemu.  –  Nagle  Gracie  się

zawahała. A może? Przecież nie pochodziła z bogatego domu,
dopiero niedawno została milionerką.

Po  chwili  odrzuciła  tę  myśl.  Była  pewna,  że  kiedy  Beth

i  Cam  wrócą  z  podróży  poślubnej,  poprą  jej  kandydaturę.
Sebastian również, ale jego nie chciała prosić.

Wciąż była trochę zła, że bez słowa wyjaśnienia odwołał

wczorajszą  randkę.  Nawet  nie  zadzwonił.  Nie  wiedziała,  co
o tym sądzić.

Recepcjonistka podała jej formularz.

-  Dziękuję.  Czy…  czy  mogłabym  zobaczyć,  jak  wygląda

żłobek?

-  Tak.  –  Kobieta  zdjęła  okulary  i  odłożyła  je  na  ladę.  –

Mogę panią zaprowadzić.

- Byłabym wdzięczna.

background image

Z holu dobiegł ją głośny wesoły śmiech. Obejrzawszy się

przez  ramię,  spostrzegła  Sebastiana  idącego  w  towarzystwie
siwowłosego mężczyzny. Zaaferowani, na nikogo nie zwracali
uwagi.  Najwyraźniej  wczorajszy  kryzys,  z  powodu  którego
Sebastian odwołał kolację, został zażegnany, bo wyglądał jak
człowiek, który nie ma żadnych zmartwień.

I nagle ich spojrzenia się spotkały. Sebastian nie odwrócił

wzroku, przynajmniej nie okazał się tchórzem. Pożegnał się ze
swoim towarzyszem i ruszył w jej stronę.

- Gracie, co tu robisz?

- No… między innymi przyszłam obejrzeć tutejszy żłobek.

Recepcjonistka wstała zza biurka.

- Właśnie miałam zaprowadzić pannę Diaz…

- Proszę się nie fatygować. Ja to zrobię.

Kobieta,  lekko  zmieszana,  przeniosła  wzrok  z  Sebastiana

na Gracie. I w tym momencie na biurku zadzwonił telefon.

– Ojej, muszę odebrać.

- Śmiało, poradzimy sobie.

Kobieta  skinęła  głową.  Sebastian  ujął  Gracie  za  łokieć

i ruszył korytarzem.

- Przepraszam za wczoraj. Brakowało mi ciebie.

- Naprawdę? – Gracie przystanęła.

- Oczywiście.

- Nie rozumiem, dlaczego nie zadzwoniłeś.

Odwrócił spojrzenie w bok.

background image

-  To  długa  historia.  Wszystko  ci  wyjaśnię,  ale  nie  tu.

Zaufaj mi.

Popatrzył na koniec korytarza, po czym wziął ją za rękę.

Natychmiast  zrobiło  się  jej  ciepło.  Jak  to  możliwe,  że  jeden
człowiek  potrafi  wywołać  w  niej  tyle  różnych  emocji?
Pożądanie, niepewność, radość, gniew.

- Chodź, pokażę ci sale dla dzieci. I przyrzekam, że kiedy

będę mógł, o wszystkim ci opowiem.

Zmarszczyła  czoło.  Sebastian  nie  spuszczał  z  niej  oczu;

jego spojrzenie prosiło, by mu zaufała.

- No dobrze.

- Świetnie. – Rozciągnął usta w uśmiechu.

Po  chwili  znaleźli  się  w  kolorowej  sali  pełnej  żółtych,

zielonych, niebieskich i pomarańczowych mebelków.

- O rany, widzisz to? – spytał oszołomiony.

W  sali  przebywała  piątka  dzieci.  Dwie  dziewczynki

wyciągały  ze  skrzyni  kostiumy  księżniczek,  a  trzej  chłopcy
siedzieli na alfabetycznych matach i bawili się miniaturowymi
samochodzikami.  Sala  była  duża,  przestronna;  miała  kilka
„kącików”,  między  innymi  kącik  do  malowania  i  kącik
biblioteczny.

- Widzę, widzę – szepnęła z zachwytem.

Podeszła do nich kobieta, która opiekowała się dziećmi.

- Czy mogę państwu pomóc?

- Na razie tylko zwiedzamy – odparł Sebastian.

background image

- Członkowie klubu zawsze są tu mile widziani. Na imię

mi  Katherine  –  przedstawiła  się  opiekunka.  –  Gdyby  mieli
państwo jakieś pytania, chętnie odpowiem.

-  Oczywiście,  dziękujemy.  –  Gdy  Katherine  wróciła  do

swoich zajęć, Gracie przyłożyła rękę do brzucha. – Nie mogę
uwierzyć, że niedługo też będę miała takiego dzieciaczka.

- My. My będziemy mieli – poprawił ją Sebastian.

Uśmiechnęła  się,  złość  powoli  ustępowała.  Sebastian

prosił o kredyt zaufania. Nie miała wyboru. Musi mu go dać.
Dla dobra dziecka.

Naturalnie miała sporo pytań do opiekunki, ale one mogą

poczekać. Na razie wystarczy wizja lokalna.

- Muszę jechać. Mam kilka spotkań…

Skierowali się do wyjścia. Na parkingu Sebastian ujął obie

jej ręce w swoje i popatrzył jej głęboko w oczy.

-  Też  będę  dziś  dość  zajęty,  ale  chętnie  bym  się  z  tobą

spotkał wieczorem.

Potrząsnęła głową.

- Przykro mi, nie dam rady.

- Bo?

-  Jak  na  faceta,  który  ma  mnóstwo  tajemnic,  jesteś

strasznie wścibski.

- Gracie… - obruszył się.

-  Żartuję.  Jestem  umówiona  z  Tomem  Rileyem,  moim

pośrednikiem.

- Umówiona? Na randkę?

background image

Przewróciła oczami.

- Gość ma żonę i trójkę dzieci.

- Żartuję.

-  Ha,  ha,  bardzo  śmieszne.  Szukam  lokalu  na  biuro.

Prędzej czy później będzie mi potrzebne. – Zamierzała założyć
firmę  eventową.  Lubiła  organizować  przyjęcia,  akcje
charytatywne,  imprezy  sportowe.  Miała  doświadczenie,
pieniądze i była w tym naprawdę dobra.

Kiedy wspomniała o swoich planach, w oczach Sebastiana

dostrzegła dziwny błysk, który po chwili zgasł.

-  Może  mógłbym  wpaść  później,  jak  wrócisz  do  domu?

Chętnie wynagrodziłbym ci moją wczorajszą nieobecność.

Domyśliła się, w jaki sposób chciał to zrobić. Serce zabiło

jej mocniej.

- Może.

Roześmiał się.

- Boże, co za entuzjazm! Chyba straciłem cały swój urok

osobisty.

- Nie straciłeś, wierz mi.

Wsunął  palce  pod  brodę  Gracie  i  pocałował  ją  w  usta.

Z jego oczu wyzierała obietnica.

- Dobrze wiedzieć – szepnął. – Zadzwonię wieczorem.

Wjechał  windą  na  szóste  piętro  budynku  Wingate

Enterprises i wszedł do gabinetu. Zaabsorbowany, dopiero po
chwili  podniósł  wzrok  i  zauważył  Suttona,  który  stał  przy
barku i nalewał burbona do dwóch szklanek.

background image

- Hej, co słychać? – zapytał, zdejmując marynarkę.

- Niewiele. Kryzys numer dwanaście.

- Mam wrażenie, że dwunasty był dawno temu.

Podawszy bratu szklankę, Sutton wypił łyk z drugiej.

-  To  prawda.  Idą  jak  burza,  jeden  się  kończy,  następny

zaczyna. Wypij.

Sebastian ściągnął brwi.

-  Na  trzeźwo  nie  da  rady?  Jest  aż  tak  źle?  –  Uniósł

szklankę do ust i poczuł miłe pieczenie w gardle.

- Nie, aż tak to nie. Z WinJet wyszliśmy na prostą. Z nową

siecią  hotelową  również  jest  nie  najgorzej,  ale  potrzebujemy
paru dobrych inwestycji na rynku amerykańskim…

- Czyli musimy zdobyć gotówkę. Zdobędziemy. Jakoś.

-  Ale  jak?  Odkąd  gazety  zaczęły  pisać  o  naszych

kłopotach, wielu naszych inwestorów boi się o przyszłość. Nie
będą chcieli ryzykować bardziej niż to konieczne.

- Jasne. Ale co w takiej sytuacji? Sprzedajemy?

-  Wolałbym  nie,  bo  tylko  stracimy.  Poza  tym  szkoda  by

było. Niektóre z mniejszych firm były oczkiem w głowie taty.
Trzeba też myśleć o zatrudnionych w nich ludziach…

- Też mi się sprzedaż nie uśmiecha. – Sebastian pociągnął

kolejny łyk burbona. – Może powinniśmy pogadać z mamą.

- I znaleźć się w paszczy lwa?

Sebastian pokręcił ze śmiechem głową.

- Racja, to głupi pomysł. Daj mi kilka dni. Coś wymyślę.

background image

-  Okej.  –  Sutton  przyjrzał  mu  się  uważnie.  –  Podobno

Gracie zapisała się do szkoły rodzenia.

Sebastian odstawił szklankę.

- Pierwsze słyszę.

- Cholera, myślałem, że wiesz. Lauren mnie zbije.

- Czyli wszyscy wiedzą oprócz mnie? – Dlaczego nic mu

nie powiedziała?

- Przykro mi, stary. Nie zdawałem sobie sprawy, że…

- Nie twoja wina – wszedł mu w słowo. – Gracie nie do

końca  mi  ufa.  Woli  dmuchać  na  zimne.  Rozumiem  ją.  –
Sięgnąwszy po szklankę, wypił kolejny łyk. – Chociaż nie, nie
rozumiem.  Spodziewamy  się  dziecka.  Ona  i  ja,  razem.  Nie
mam pojęcia, dlaczego wszystko chce robić sama.

-  Daj  jej  trochę  czasu.  Wasza  sytuacja  jest…  hm,  dość

osobliwa.  Przecież  zainteresowałeś  się  Gracie  dopiero,  gdy
dowiedziałeś  się  o  ciąży.  Musisz  popracować  nad  tym,  żeby
zdobyć jej zaufanie.

-  Cholera,  wyszedłem  z  wprawy.  Od  czasu  Rhondy  nie

byłem w żadnym związku.

Sutton mrużył oczy.

- A propos Rhondy… Słyszałem, że jest w mieście.

- Owszem – potwierdził Sebastian.

Wczoraj  razem  szukali  Lonny’ego.  W  końcu  go  znaleźli

tuż za granicami Royal w towarzystwie trzech bandziorów.

Wyraźnie coś kombinowali, na pewno nie mieli uczciwych

zamiarów.  Na  widok  Sebastiana  Lonny  o  mało  nie  dostał

background image

zawału.  Sebastian  uspokoił  chłopaka,  potem  przeprowadził
z  nim  męską  rozmowę.  Lonny  przyznał  się,  że  w  czwórkę
włamali  się  do  opuszczonego  domu,  powybijali  szyby,
zniszczyli meble. Sebastian powiedział mu, że musi zgłosić się
na  policję.  Lonny  był  przerażony,  ale  nie  protestował.
Sebastian z Rhondą cały czas byli przy nim.

Później  Sebastian  pogadał  z  sędzią  Haymore’em,  swoim

znajomym  z  Klubu,  tym,  z  którym  rozmawiał  rano,  kiedy
zobaczył  w  klubie  Gracie.  Haymore  skontaktował  się
z  policją.  Policja  zwolniła  Lonny’ego,  ostrzegając  go,  że
następnym  razem  odpowie  za  swój  chuligański  czyn,
i nakazując mu sprzątnięcie bałaganu.

- Widziałeś się z nią? – dociekał Sutton.

Sebastian skinął głową.

- Ale to nie jest to, co myślisz. Z Rhondą łączy mnie tylko

przyjaźń.

- I niech tak zostanie. – Sutton poklepał brata po plecach.

Ale Sebastian był już myślami przy Gracie.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Spotkanie  z  pośrednikiem  zakończyło  się  wcześniej,  niż

się  spodziewała.  Niewiele  było  na  rynku  ofert,  a  żadne
z trzech miejsc, które Tom jej pokazał, się nie nadawało. Jedno
było  za  miastem,  w  drugim  cierpiałaby  na  klaustrofobię,
a  trzecie  znajdowało  się  na  wprost  Wingate  Enterprises.
Zdecydowanie za blisko.

Wróciwszy  do  domu,  przebrała  się  w  piżamę,  podgrzała

sobie  miskę  zupy  i  o  ósmej  trzydzieści  zaległa  na  kanapie.
Panowała  cudowna  cisza,  ale  było  za  wcześnie  na  sen,  więc
przez  pół  godziny  skakała  po  kanałach,  jednak  nic  nie
przykuło  jej  uwagi.  Westchnęła  znużona.  I  nagle  zadzwonił
telefon. Wstała z kanapy i podniosła komórkę.

- Halo?

-  Cześć,  to  ja.  –  Niski  zmysłowy  głos  przyprawił  ją

o dreszcz.

-  Cześć.  Nie  myślałam,  że  zadzwonisz.  Jest  późno.  –

Wcale nie było późno, ale nie zamierzała niczego mu ułatwiać.

- Jak spotkanie z pośrednikiem?

- Słabo. Na rynku posucha. Ale prędzej czy później coś się

trafi.

- Na pewno… Co porabiasz?

- Nic. Odpoczywam.

background image

- Gotowa do snu?

- Prawie.

- A zanim się położysz, możesz otworzyć drzwi?

Ciśnienie jej skoczyło.

- Drzwi? Dlaczego?

- Przekonasz się.

Podeszła  do  okna.  Samochód  Sebastiana  stał  przed  jej

domem.  Boże!  Co  on  tu  robi?  Wyglądała  jak  straszydło:
ubrana w piżamę, włosy związane w kucyk, zmyty makijaż…
Nie  chciała  się  tak  pokazywać,  ale  przecież  nie  mogła  nie
otworzyć.  Wygładziła  piżamę,  przeczesała  ręką  włosy
i ostrożnie uchyliła drzwi.

Na  wprost  twarzy  ujrzała  dużego  pluszowego  słonia

z  różowymi  uszami.  Po  chwili  spostrzegła  torebkę  pełną
czekoladowo-malinowych paluszków, takich, jakie najbardziej
lubiła. Nie z żadnej ekskluzywnej cukierni, ale z normalnego
sklepu.  Oraz  wielki  bukiet  kwiatów  złożony  co  najmniej
z dwóch tuzinów róż, od bladoróżowych po krwistoczerwone.

- Dobry wieczór. – Sebastian wychylił się zza słonia.

- Co… co to wszystko… - Pokręciła zdumiona głową.

-  Przeprosiny.  Jeśli  nie  masz  ochoty  na  gości,  to

w porządku. Zostawię te rzeczy i zniknę.

- Nie wygłupiaj się, chodź.

Otworzyła  szerzej  drzwi  i  skinieniem  zaprosiła  go  do

środka. Przez chwilę stali bez ruchu, wpatrując się w siebie.

- Słoń? – przerwała ciszę. – Skąd ci…

background image

- Masz ich całą kolekcję, prawda?

O  kurczę!  Wiedział,  że  w  dzieciństwie  kolekcjonowała

słonie.  Że  uwielbiała  paluszki  czekoladowe.  Naprawdę  jej
zaimponował.

- Zgadza się.

Wyciągnęła  ręce  po  słonia.  Był  cudownie  miękki,  aż

chciało się do niego przytulić.

- To dla dziecka?

- Dla ciebie. Dziecko dostanie swoje pluszaki.

Znów nastała cisza. W powietrzu przeskakiwały iskry. Po

chwili Sebastian odłożył na bok kwiaty i słodycze.

- Mogę sobie pójść. Choć bardzo nie chcę.

Ona też nie chciała.

- Zostań.

- Pragnąłem to usłyszeć.

Zgarnął  ją  w  ramiona  i  pocałował,  mocno  i  namiętnie.

Jeden pocałunek przeszedł w drugi, potem w trzeci. Wkrótce
stała  przyparta  do  ściany,  a  Sebastian  zaciskał  dłonie  na  jej
policzkach  i  całował  ją  bez  wytchnienia.  Ledwo  nad  sobą
panowała, pragnęła go dotykać, czuć pod palcami jego skórę.
Zaczęła  ściągać  mu  marynarkę,  koszulę;  męczyła  się
z guzikami.

Sebastian  rzucił  koszulę  na  podłogę.  Gracie  przyłożyła

ręce  do  jego  rozgrzanego  torsu;  gładziła  klatkę  piersiową,
brzuch, słyszała przyśpieszony oddech, mruczenie. Wiedziała,
że Sebastianowi podobają się te pieszczoty, a jej podobało się,
kiedy czuła jego członek.

background image

Wsunął ręce pod kurtkę od jej piżamy, zacisnął na biuście,

w palce chwycił sutki.

- O Chryste – jęknął ochryple. – Jesteś doskonała.

Spieszyli  się,  jakby  czas  im  uciekał,  jakby  uczestniczyli

w  jakimś  szalonym  wyścigu.  Od  pocałunków  Sebastiana
kręciło  się  jej  w  głowie,  kolana  się  pod  nią  uginały.  Kiedy
gładząc  jej  brzuch,  powędrował  pod  spodnie  od  piżamy,
a potem rozchylił jej uda, była pewna, że zemdleje.

- Sebastian…

- Wiem, kochanie, wiem.

Odnalazł palcami łechtaczkę. Gracie mruczała przeciągle,

a  on  ją  pieścił,  całował,  wsuwał  język  do  jej  ust.  Nie
wytrzymała. Orgazm wstrząsnął jej ciałem. Jego siła sprawiła,
że rozpadła się na tysiące drobnych kawałków. Płonęła, topiła
się, frunęła.

Nigdy  czegoś  takiego  nie  przeżyła.  I  wiedziała  jedno:  że

trudno odwrócić się od mężczyzny, który potrafi doprowadzić
ją do takiego stanu, który umie wywołać w niej takie emocje,
który zna jej potrzeby. Czuła, że się w nim zakochuje.

Wziął  ją  na  ręce,  zaniósł  do  sypialni  i  położył  na  łóżku.

Bez  skrępowania  pozbyła  się  piżamy  oraz  spodni  i  bokserek
Sebastiana.  Był  piękny,  zwłaszcza  w  stanie  podniecenia,
wysoki, opalony, wspaniale zbudowany. Wieczorny zarost na
twarzy dodawał mu zbójeckiego uroku.

- Gracie, nie spotkałem dotąd takiej kobiety jak ty.

Uśmiechnęła się, miłość wypełniła jej serce.

- A ja takiego mężczyzny.

background image

Oczy Sebastiana zalśniły. Po chwili ich ciała się złączyły.

Gracie  zamruczała  cicho,  on  jej  zawtórował.  Miał  wrażenie,
jakby znalazł swoje miejsce w świecie, jakby wrócił do domu.

Leżał  na  łóżku,  wpatrzony  w  swoją  śpiącą  piękność.

Wcześniej stawiała opór, a dziś coś drgnęło. Stała się bardziej
otwarta,  zaczęła  dopuszczać  do  siebie  myśl,  że  mogą  być
razem. Najwyraźniej mu zaufała.

Sytuacja  była  dość  skomplikowana,  ale  zależało  mu  na

tym,  by  ich  związek  się  rozwijał.  Nie  zamierzał  wywierać
presji,  by  przypadkiem  niczego  nie  zepsuć.  Niech  sprawy
toczą  się  swoim  rytmem,  tak  będzie  najlepiej.  Nie  chciałby,
żeby Gracie uciekła wystraszona.

Pogładził  ją  po  głowie,  odgarniając  na  bok  kilka

kosmyków.  Nastał  świt,  pierwsze  promienie  słońca  wpadały
do pokoju; świat powoli budził się do życia. On też. Najciszej
jak potrafił wstał z łóżka i spojrzał na zegarek. Parę minut po
szóstej. Czas na prysznic i poranną kawę.

Umył  się  i  włożył  na  siebie  wczorajsze  ubranie.  Przed

pracą pojedzie do domu i się przebierze. Nagle pomyślał, jak
miło byłoby zamieszkać z Gracie, trzymać u niej swoje rzeczy,
nie musieć się rozstawać…

Nie, to bez sensu. Na pewno by się nie zgodziła. Nie byli

na  tym  etapie.  Może  kiedyś…  Może  kiedyś  opowie  mu
o szkole rodzenia, do której się zapisała. Przeszkadzało mu, że
nie może uczestniczyć we wszystkich aspektach jej życia.

Czekając,  aż  się  kawa  zaparzy,  zastanawiał  się,  z  czego

mógłby  zrobić  śniadanie.  Nie  był  najlepszym  w  świecie
kucharzem, ale potrafił zrobić jajecznicę i podsmażyć bekon.
Znalazł  w  lodowce  bekon  z  indyka,  zdrowszy  od

background image

wieprzowego.  Przygotował  wszystko,  nalał  do  szklanek  sok
pomarańczowy.

Parę  minut  później  zjawiła  się  Gracie,  zaspana,

rozczochrana,  w  pogniecionej  bluzie  od  piżamy.  Wyglądała
rozkosznie.

- Dzień dobry, kotku.

Uśmiechnęła  się  i  skierowała  prosto  w  jego  ramiona.

Zaskoczony,  przez  moment  nie  wiedział,  co  robić  z  rękami.
Potem objął ją i przytulił.

- Dobry, dobry. – Oparła głowę na jego piersi.

Poczuł, jak przenika go żar.

- Jak się miewa moja Śpiąca Królewna?

- Prędzej zaspane czupiradło – odparła ze śmiechem.

- Czupiradełko, w dodatku prześliczne.

Skrzywiła się.

- Robię śniadanie – rzekł Sebastian. Po kuchni rozchodził

się zapach bekonu i kawy. – Jesteś głodna?

Uniosła twarz i popatrzyła mu w oczy.

- Trochę. Ale najpierw muszę wziąć prysznic.

- Leć. Jak wrócisz, jedzenie będzie gotowe.

- Nie musisz nic robić. – Uwolniła się z objęć i ruszyła ku

schodom. – Ale dzięki.

- Hej! – zawołał za nią. – Wszystko okej?

- A jak myślisz? – Z błogim uśmiechem opuściła kuchnię.

background image

Poczuł  przyjemne  kłucie  w  żołądku,  takie  jak

w  dzieciństwie,  kiedy  w  Boże  Narodzenie  schodził  rano  do
salonu i widział stos prezentów pod choinką. Nagle wyobraził
sobie, że codziennie budzi się przy Gracie. Chciałby.

-  No,  nareszcie  czuję  się  jak  człowiek  –  oznajmiła,  gdy

parę  minut  później  wróciła  do  kuchni  ubrana  w  spodnie
i  różowy  sweter.  Włosy  jeszcze  jej  nie  wyschły.  Cerę  miała
gładką,  twarz  pozbawioną  makijażu.  Ciąża  wyraźnie  jej
służyła.

- Zapraszam do stołu. Śniadanie gotowe.

- Serio zrobiłeś coś do jedzenia? – Usiadła.

- Tak, ale liczę na wyrozumiałość. Nie jestem dobry w te

klocki.

- Bo nigdy nie musiałeś dla siebie gotować. Zawsze ktoś

inny się tym zajmował.

Powiedziała to przyjaznym tonem, więc się nie obruszył.

- Do niedawna tak było – przyznał. – A potem mój świat

się  nie  zawalił.  Tylko  nie  myśl,  że  narzekam.  Jestem
wdzięczny za wszystko, co mnie w życiu spotkało.

- Lubię pokorę u mężczyzn.

- Mnie chyba też lubisz, co? Chociaż troszkę?

- Może. – Wypiła łyk soku.

- Tylko może? Myślałem, że po wczorajszej nocy…

Zaczerwieniła się.

- Słonik był bardzo miłym akcentem.

background image

Sebastian  pokręcił  ze  śmiechem  głową.  Ależ  jest  uparta!

Nie ustąpi nawet na centymetr. Mimo to uważał, że poczynili
duże postępy. Łączyła ich czułość, a zarazem namiętność, a to
nie zdarza się codziennie.

Gracie utkwiła spojrzenie w talerzu.

-  Jeśli  koniecznie  chcesz  wiedzieć,  to  ciebie  też  lubię.

Troszkę. – Podniosła widelec i zaczęła jeść.

Tydzień później Gracie przyszła do Eatery o osiemnastej,

w  porze  kolacji,  i  skierowała  się  do  kuchni.  Niemal  całe
popołudnie  spędziła  z  Tomem  Rileyem,  szukając  miejsca  na
swoją firmę, ale żadna lokalizacja jej nie odpowiadała.

Lauren  doglądała  dań,  które  kelnerzy  zanosili  gościom.

Zerknąwszy przez ramię, spytała:

- Co tu robisz? Myślałam, że masz randkę z Sebastianem.

Czwarty wieczór z rzędu…

-  Piąty,  ale  kto  by  liczył?  –  odparła  Gracie.  –  Owszem,

byliśmy umówieni, ale w ostatniej chwili odwołał.

- Przykro mi. – Lauren wytarła ręce. – Sutton i Sebastian

znani  są  z  tego,  że  poważnie  traktują  pracę.  Przypuszczalnie
coś mu wypadło.

- To już drugi raz w tym tygodniu. Nawet tak bardzo by mi

to nie przeszkadzało, ale jest strasznie tajemniczy, nie podaje
powodu, a potem zjawia się z bukietem kwiatów i przeprasza.

Lauren podeszła do przyjaciółki i ją uścisnęła.

-  Należy  mi  się  przerwa.  Chodź,  coś  zjemy.  Niestety,

drinka  nie  mogę  ci  zaproponować.  –  Spojrzała  na  brzuch

background image

Gracie i mrugnęła porozumiewawczo. – Za to mamy świetną
pizzę. Znajdź wolny stolik, a ja zaraz przyjdę.

Parę  minut  później  obie  zajadały  się  ciepłą  pizzą

z warzywami i serem.

- Pycha!

-  Klienci  ją  uwielbiają.  Kto  wie,  czy  nie  jest  lepsza  od

tego, co Sebastian na dziś dla ciebie przygotował.

Gracie niemal się zakrztusiła.

- Może.

Lauren uśmiechnęła się, po chwili jednak spoważniała.

- Wiesz, on ma teraz sporo na głowie. Sutton mi mówił, że

brakuje im gotówki. Wiele z ich firm ledwo przędzie. Może to
go  absorbuje?  Pewnie  nie  chce  cię  zanudzać  swoimi
problemami. Wasz związek dopiero rozkwita…

Gracie  wytrzeszczyła  oczy.  Sądziła,  że  pieniądze  ze

sprzedaży  posiadłości  rozwiązały  problemy  finansowe
Wingate’ow.

- Chcesz powiedzieć, że Wingate Enterprises wciąż jest na

minusie?

Lauren skinęła głową i ściszyła głos.

-  Dobrze  sobie  radzą  hotele  i  WinJet,  ale  Wingate

Enterprises potrzebuje zastrzyku gotówki. Tak twierdzi Sutton.
Oczywiście mówię ci to w sekrecie.

- Nikomu nic nie powiem – obiecała Gracie.

Umiała  dochować  tajemnicy,  żałowała  jedynie,  że

Sebastian  nie  zwierzył  się  jej  ze  swoich  problemów

background image

finansowych.  Dlaczego?  Duma  mu  nie  pozwoliła?  Innych
powodów wolała nie analizować.

Jego firma potrzebuje kasy. Ja ją mam.

Nie,  nawet  tak  nie  myśl,  przykazała  sobie.  Przecież

Sebastian nie przystawiałby się do niej po to, by dobrać się do
jej pieniędzy.

-  Sebastianowi  naprawdę  na  tobie  zależy  –  powiedziała

Lauren, jakby czytała w jej myślach.

Gracie  uśmiechnęła  się.  W  zeszłym  tygodniu  było  im

razem  fantastycznie.  Codziennie  poznawali  się  coraz  lepiej.
No a seks… to dopiero było coś! Ale łączyło ich coś więcej,
uczucie;  widziała  to  w  spojrzeniu  Sebastiana,  kiedy  na  nią
patrzył.

-  Ja  też  nie  byłam  pewna  Suttona  –  ciągnęła  Lauren.  –

Zwłaszcza  po  tej  pomyłce  na  początku.  Myślałam,  że  mnie
nabiera,  że  kłamie.  Po  prostu  miałam  mętlik  w  głowie.  Ale
kiedy  ludzie  są  sobie  pisani,  wszystko  się  w  końcu  dobrze
układa.  I  wiem,  że  twoje  miejsce  jest  u  boku  Sebastiana.
Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz.

- Zaczynam to przeczuwać.

- Zaufaj intuicji, Gracie. Wpuść go do swojego serca.

Gracie zamyśliła się. Od lat podkochiwała się w starszym

bracie bliźniaku i teraz jej marzenia miały szansę się spełnić.
To  do  niego  ciągnęło  ją  na  balu  maskowym.  To  z  nim  się
kochała, z nim zaszła w ciążę. Zasłużył na jej zaufanie. Może
powinna  to  wreszcie  zaakceptować.  Może  takie  było  jej
przeznaczenie:  pokochać  Sebastiana  i  być  przez  niego
kochana?

background image

- Dzięki, Lauren. Rozmowa z tobą zawsze mi dobrze robi.

- Od tego są przyjaciółki.

- Wiem. Cieszę się, że cię mam.

- Ja też. I kto wie, może któregoś pięknego dnia będziemy

kimś więcej. Rodziną. Szwagierkami.

Niewykluczone, pomyślała Gracie. O dziwo, słowa Lauren

wcale jej nie wystraszyły.

Nazajutrz  postanowiła  wpaść  z  niezapowiedzianą  wizytą

do biura Sebastiana. Wysiadła z windy na szóstym piętrze.

-  W  czym  mogę  pani  pomóc?  –  spytała  recepcjonistka

siedząca przy półkolistym szklanym biurku.

Za nią na ścianie wisiała wyrzeźbiona w drewnie tekowym

nazwa Wingate Enterprises.

- Chciałam zobaczyć się z Sebastianem Wingate’em.

Recepcjonistka zerknęła do komputera.

- Jest pani umówiona?

-  Nie,  ale  jeśli  pani  mu  powie,  że  przyszła  Gracie  Diaz,

przypuszczalnie pan Wingate znajdzie dla mnie chwilę.

-  Dobrze.  –  Kobieta  połączyła  się  z  Sebastianem

i przekazała mu wiadomość.

Gracie usłyszała głos Sebastiana.

- Tak, Lois, zaproś panią.

-  Zapraszam.  –  Recepcjonistka  postąpiła  dwa  kroki

w  stronę  szerokich  dwuskrzydłowych  drzwi,  kiedy  te
otworzyły się na oścież.

background image

-  Gracie!  Co  za  niespodzianka!  –  zawołał  Sebastian.  –

Lois,  proszę  mnie  z  nikim  nie  łączyć.  Chodź,  Gracie.
Wszystko w porządku?

- Oczywiście.

- To wspaniale. Miło cię widzieć.

- Ciebie również.

Oczy mu lśniły. Podejrzewała, że jej też lśnią. Przez kilka

długich sekund patrzyli na siebie, a potem jednocześnie padli
sobie w objęcia. Pocałunek nie był zwykłym pocałunkiem; był
obietnicą, zaproszeniem. Sebastian pierwszy go przerwał, ale
nie wypuścił jej z ramion. Tulił ją tak mocno, że ledwo była
w stanie oddychać.

- Tego potrzebowałem – szepnął jej do ucha. – Od razu mi

się humor poprawił.

- Miałeś ciężki dzień?

- Tak, ale teraz jest znacznie lepiej. – Odgarnął jej z twarzy

luźny kosmyk.

Jego  dotyk  i  spojrzenie  przyprawiły  ją  o  dreszcz.

W objęciach Sebastiana czuła się bezpieczna… i kochana.

Może  Lauren  miała  rację,  może  Sebastian  nie  chciał  jej

zanudzać swoimi problemami?

- Nie wiedziałam, czy nie jesteś zajęty. Ale postanowiłam

zaryzykować…

- Cieszę się, że przyszłaś.

Uwolniwszy się, rozejrzała się po gabinecie.

- Więc to tu spędzasz większość czasu.

background image

- W niektóre dni owszem.

Wyjrzała przez okno; z szóstego pietra rozciągał się widok

na Royal.

- Tylko w niektóre? A w pozostałe co robisz?

- Mam spotkania z bankierami, prawnikami, politykami.

Gracie skrzywiła się.

- Wiem, to żadna frajda. Ale czasem widuję pewną śliczną

osóbkę i to mi wszystko wynagradza.

- Naprawdę? – Obróciła się do niego twarzą.

- Przysięgam.

- Sebastian, przyszłam w konkretnym celu…

- Nie po to, żeby mnie uszczęśliwić?

Uśmiechnęła się promiennie.

- Co robisz w sobotę rano?

- Nie wiem. – Zmarszczył czoło. – Spotykam się z tobą?

-  Potrzebuję  kogoś,  kto  będzie  mi  towarzyszył  w  szkole

rodzenia…

-  Tak,  chętnie.  –  Podszedł  do  niej,  niwelując  dystans

między nimi. – Za skarby świata bym tego nie przegapił.

Przyłożył  rękę  do  jej  brzucha.  Robił  to  wiele  razy,  kiedy

się  kochali,  ale  dziś  było  inaczej.  Dziś  jego  dotyk  więcej
znaczył.  Gracie  poczuła,  jak  opuszczają  ją  wątpliwości,  jak
sypie się mur, który wzniosła wokół siebie.

-  Nie  masz  pojęcia,  jak  bardzo  tego  pragnę.  Jak  bardzo

ciebie pragnę.

background image

- Chyba wiem – odparła. – Bo ja też tego pragnę.

Zgarnął ją w ramiona i delikatnie pocałował.

- Nie mogę się doczekać soboty – szepnął.

Siedziała  na  macie  po  turecku  w  sali  gimnastycznej  na

terenie szkoły rodzenia; Sebastian siedział obok niej.

-  Cześć,  jestem  Maddy  –  przedstawiła  się  instruktorka.  –

Najpierw chciałam wam wszystkim pogratulować. Cieszę się,
że  mogę  z  wami  przeżywać  te  wspaniałe  chwile.  Będziemy
razem  przez  cztery  tygodnie.  Pomogę  wam  przygotować  się
psychicznie  i  fizycznie  na  powitanie  dziecka.  A  teraz  niech
każdy powie parę słów o sobie…

Kilka  par  przedstawiło  się.  Kiedy  nadeszła  kolej  Gracie

i Sebastiana, wszyscy popatrzyli na nich, jakby wiedzieli, kim
są.  I  faktycznie:  ona  wygrała  fortunę  na  loterii,  on  był  jedną
z  najlepszych  partii  w  mieście,  choć  ostatnio  jego  rodzina
zamieszana była w jakiś skandal.

-  Cześć,  mam  na  imię  Gracie.  Chcę  się  jak  najwięcej

dowiedzieć o zdrowiu kobiety w ciąży i co robić, żeby urodzić
zdrowe dziecko. A to jest mój trener Sebastian.

Sebastian uśmiechnął się do grupy.

Instruktorka wręczyła wszystkim po broszurze i poprosiła,

by  zapoznali  się  z  treścią.  Przyszli  rodzice  w  skupieniu
przewracali  kartki;  przed  każdym  otwierał  się  całkiem  nowy
świat.

- To surrealistyczne – szepnął Sebastian. – W pozytywnym

sensie.

background image

- Tak. Niesamowite, że za sześć miesięcy dziecko będzie

już na świecie.

- Boisz się?

-  Trochę  –  przyznała.  –  Od  dawna  marzę  o  dziecku,  ale

jednak czuję lekki strach.

- Będę z tobą cały czas, na każdym etapie.

Skinęła głową wdzięczna za wsparcie. Zauważyła rzucane

w ich stronę zaciekawione spojrzenia.

- Zostaliśmy rozpoznani – powiedziała szeptem.

- Chyba tak. Bardzo ci to przeszkadza?

- Nie. Zresztą nie mamy wyboru.

Uśmiechnął się z aprobatą i pocałował ją w policzek.

-  A  teraz,  kochani,  pora  zadbać  o  nasze  ciała,  żeby  były

gotowe  do  porodu.  Im  więcej  popracujemy  nad  kondycją
teraz,  tym  łatwiej  będzie  później.  Dziś  poznamy  ćwiczenia
wzmacniające  i  rozciągające.  Zanim  do  nich  przystąpimy,
weźcie  długopis  albo  ołówek,  i  na  pustych  kartkach  z  tyłu
broszury napiszcie wszystko, co wczoraj jedliście.

Kobiety w grupie wydały chóralny jęk.

- Wiem, nie byłyście na to przygotowane. Ważne jednak,

żebyście się zdrowo odżywiały. Ale o tym porozmawiamy na
następnej  lekcji.  Aha,  proszę  nie  oszukiwać  i  niczego  nie
pomijać,  nawet  tego  malutkiego  ciasteczka.  Nikogo  nie  będę
osądzać. Chcę wam tylko pomóc.

Półtorej godziny zleciało błyskawicznie. Gracie żałowała,

że  zajęcia  się  skończyły.  Wiele  się  nauczyła  i  poczuła
siostrzaną więź z innymi kobietami.

background image

-  Do  zobaczenia  za  tydzień  –  powiedział  do  Sebastiana

jeden  z  mężczyzn.  Podczas  przerwy  panowie  również
nawiązali więź: wszyscy pasjonowali się sportem.

Sebastian wziął pod pachę matę i razem z Gracie podeszli

do instruktorki.

-  Chciałam  podziękować  –  powiedziała  Gracie.  –  To

bardzo  ciekawe  zajęcia.  Mnóstwa  nowych  rzeczy  się
dowiedziałam.

- Oboje wiele się nauczyliśmy.

Instruktorka spojrzała na nich z uśmiechem.

- Miło mi to słyszeć. Materiału jest dużo, czasu mało.

- A brzuch szybko rośnie.

- Owszem, ale ze wszystkim sobie poradzisz – zapewniła

Gracie instruktorka. – Masz świetnego pomocnika. Aha, mój
numer figuruje w broszurze. Dzwońcie, gdybyście mieli jakieś
pytania czy wątpliwości.

- Super, dziękujemy.

Kiedy  wyszli  na  zewnątrz,  Sebastian  pogładził  się  po

brzuchu.

- Po tych wszystkich ćwiczeniach zrobiłem się głodny.

- Ty? – Pacnęła go w ramię. – Przecież to ja ćwiczyłam.

- Myślisz, że bycie trenerem to takie hop-siup?

Roześmiała się.

- Narzekasz?

- Ja? A skąd!

background image

Zacisnął dłonie na jej policzkach i przywarł ustami do jej

warg.  Odwzajemniała  pocałunek.  Nie  przejmowała  się,  że
stoją  na  widoku  przed  szkołą  rodzenia,  że  obok  przejeżdżają
samochody, że wszyscy ich widzą.

Czuła  się  wolna,  jakby  porzuciła  wszelkie  obawy.

Sebastian  był  jej  szczęściem,  jej  przyszłością.  Uświadomiła
sobie, jak mocno go kocha.

Zarzuciła mu ręce na szyję.

- Chciałbyś się ze mną ożenić? – Ledwo wypowiedziała te

słowa, zrozumiała, że niczego bardziej nie pragnie.

- Pytasz… Chcesz, żebym…?

Skinęła głową.

- Tak. Żebyś mnie poślubił.

Otworzył  szeroko  oczy  i  cofnął  się  o  krok.  Pierwszy  raz

widziała taki wyraz na jego twarzy, mieszankę niedowierzania
i przerażenia. Jakby małżeństwo było ostatnią rzeczą, o jakiej
marzył. Psiakość, to jej nie przyszło o głowy. Czyżby aż tak
się pomyliła?

- Zaskoczyłam cię…

- Tak… nie… to znaczy…

Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Sebastian  jej  nie  kocha.  Nie

chce  jej.  Źle  odczytała  sygnały,  które  wysyłał.  Znów  była  tą
małą  dziewczynką,  która  mieszka  po  drugiej  stronie  torów.
Kobietą,  która  mimo  wygranych  milionów  nigdy  nie  będzie
dość  dobra  dla  Wingate’a.  Była  zwykłą  Gracie  Diaz,  córką
imigranta, kierownika rancza, kimś z niższej sfery. Kimś, kogo
osiągnięcia są nic niewarte. Wrócił strach, niepokój, frustracja.

background image

- Okej, nie mówmy o tym. – Obróciła się na pięcie.

- Gracie, poczekaj.

- Nie, Sebastianie. Nie waż się iść za mną. Sama sobie ze

wszystkim poradzę.

- Jesteś zła. Przepraszam. Ja…

- Nie jestem zła. – Ruszyła biegiem do samochodu.

Czuła  się  upokorzona.  Idiotka!  Jak  mogła  myśleć,  że

Sebastian  się  w  niej  zakochał?  Nigdy  nic  takiego  nie
powiedział. Ona go nie interesowała, chodziło mu wyłącznie
o dziecko. Chciał być obecny w życiu syna lub córki, a nie jej,
Gracie.

- Zostaw mnie w spokoju.

Przetarła oczy. Niewiele to dało, bo wciąż napływały nowe

łzy.  Nie  potrafiła  zrozumieć  tego,  co  się  wydarzyło.  Po
powrocie  do  domu  zrobiła  sobie  kubek  gorącego  kakao,
usiadła na kanapie i pogrążyła się w myślach.

Może  przesadnie  zareagowała?  Sama  nie  była  pewna.

Sebastian  dzwonił  do  niej,  przysyłał  esemesy,  ale  nie  była
gotowa, by z nim rozmawiać. Z drugiej strony, znając go, bała
się, że może zjawić się u niej znienacka.

Bardzo by tego nie chciała. Była zbyt zagubiona.

Może  za  szybko  wyskoczyła  z  tym  ślubem?  Dotychczas

odpychała  Sebastiana,  a  potem  nagle  się  jej  odmieniło.
Potrząsnęła głową, usiłując się w tym połapać.

Kiedy  zabrzęczał  dzwonek  u  drzwi,  poczuła  złość,

a  jednocześnie  nadzieję.  Może  Sebastian  chce  się

background image

wytłumaczyć, usprawiedliwić? Może drobna część winy leży
po jej stronie? Może hormony za bardzo w niej szaleją?

Wierzchem dłoni ponownie osuszyła oczy. Uchyliła drzwi.

I  ku  swemu  bezbrzeżnemu  zaskoczeniu  ujrzała  Lauren.  Na
wszelki  wypadek  sprawdziła,  czy  nikt  obok  niej  nie  stoi.
Przyjaciółka jednak przyszła sama i wyglądała na strapioną.

-  Płakałaś?  Tak  mi  przykro,  skarbie.  Wsiadłam

w samochód, jak tylko usłyszałam…

- Usłyszałaś? Od kogo? Sebastian ci powiedział?

- Sebastian nie pisnął słowa. Zobaczyłam w wieczornych

wiadomościach. Musi być jakieś logiczne wytłumaczenie.

Przytuliła Gracie, ale ta szybko się oswobodziła.

- Co zobaczyłaś w wiadomościach? Zaledwie dziś rano mu

się oświadczyłam. Jakim sposobem…

-  Oświadczyłaś  się?  Nic  o  tym  nie  wiem.  Och,  kotku…

Usiądźmy. – Lauren pociągnęła przyjaciółkę w stronę kanapy.

- Co zobaczyłaś w wiadomościach? – powtórzyła Gracie.

- Pokażę ci. – Lauren wyjęła z torebki tablet. – Gotowa?

Gracie przygryzła wargę i wbiła wzrok w ekran, na którym

pojawiły  się  wieczorne  wiadomości.  W  części  zatytułowanej
„Rozrywka”  zobaczyła  zdjęcie  Sebastiana  obejmującego
swoją  byłą  dziewczynę,  supermodelkę  Rhondę  Pearson.
Wyglądali  na  bardzo  zadowolonych  z  siebie.  Na  kolejnym
zdjęciu  zobaczyła  siebie  i  Sebastiana  wychodzących  z  lekcji
w  szkole  rodzenia.  Nagłówek  brzmiał:  „Trójkąt  miłosny?
Którą  Wingate  wybierze:  supermodelkę  czy  zwyciężczynię
loterii?”.

background image

Gracie zaczęła czytać tekst pod zdjęciami.

„Firma  Wingate  Enterprises  nadal  boryka  się

z  problemami  finansowymi.  Czyżby  Sebastian  Wingate
usiłował  przekonać  obie  panie,  by  zainwestowały  w  jego
biznes? A może chodzi o miłość? Która z tych bogatych dam
zdobyła jego serce? Słynna modelka Rhonda Pearson, z którą
dawniej  się  spotykał,  czy  oczekująca  dziecka  bizneswoman
i zwyciężczyni loterii, Gracie Diaz? Tak czy owak, Wingate do
przegranych nie należy”.

Łzy  trysnęły  Gracie  z  oczu.  Była  zbyt  oszołomiona,  by

czuć cokolwiek. Tysiące myśli krążyły jej po głowie; powoli
wszystko  nabierało  sensu.  Wiedziała  już,  dlaczego  Sebastian
w  ostatniej  chwili  odwołał  randkę.  Wiedziała,  dlaczego  miał
tak zszokowaną minę, kiedy mu się oświadczyła.

Nie był człowiekiem, za jakiego go brała.

- Co za idiotka ze mnie…

Lauren ścisnęła jej dłoń.

- Wygląda to dość paskudnie, ale znam Sebastiana. On by

tak nie postąpił.

- A jednak. Nie widzisz? Nigdy mu na mnie nie zależało.

Zależy  mu  na  dziecku  i  na  Rhondzie.  A  ja?  Ja  go  nie
obchodzę. Nie wiem, co jest gorsze: to, że mną się bawił czy
to, że mu na to pozwalałam, bo uważałam się za kogoś mniej
wartościowego.  Mój  ojciec  pracował  u  Wingate’ów.  Był
lojalnym  i  oddanym  pracownikiem,  ale  znał  swoje  miejsce.
Niestety  ja  tej  pokory  nie  odziedziczyłam.  Uwierzyłam,  że
zasługuję  na  miłość  Sebastiana.  Pomyliłam  się.  Lepiej  mi
będzie samej, bez niego. – Łzy dalej płynęły jej po twarzy.

background image

-  Gracie,  nie  jesteś  mniej  wartościowa.  I  zasługujesz  na

miłość  i  szacunek  Sebastiana.  Błagam  cię,  nie  skreślaj  go,
dopóki nie porozmawiacie.

- O czym? O zdjęciu, na którym obejmuje swoją byłą?

- Boże, Gracie, tak mi przykro.

- Mnie też. – Przyłożyła rękę do brzucha i nagle poczuła

ból. Z początku wyobrażała sobie, że sama wychowa dziecko.
Kiedy  jednak  Sebastian  poznał  prawdę  i  zaczął  się  do  niej
zalecać,  uwierzyła,  że  mogą  zostać  rodziną.  Teraz  wiedziała,
że to mrzonki.

Westchnęła  cicho,  z  całej  siły  usiłując  zapanować  nad

swoimi  emocjami,  jednak  nie  zdołała  pohamować  łez.
Wszystko ją bolało, ciało, serce, dusza.

-  Tu…  tu  jest  napisane,  że  firma  wciąż  ma  kłopoty

finansowe.  Rozmawiałyśmy  o  tym,  ale…  ale  sądziłam,  że  to
przeszłość. Sebastian ani razu nie poruszył tego tematu.

Lauren potrząsnęła głową.

- Nawet tak nie myśl, Gracie. Sebastian nie próbowałby cię

wykorzystać.

- Tu… tu jest napisane inaczej.

Obie  podskoczyły,  kiedy  rozległo  się  walenie  do  drzwi.

Lauren wyjrzała przez okno.

- To on. Sebastian.

- Nie chcę z nim rozmawiać.

- Jesteś pewna?

- Dziś nie mogę – odparła Gracie. – Nie dam rady.

background image

- Trudno będzie się go pozbyć, ale spróbuję.

- Nie chcę go widzieć ani słyszeć. Pójdę do kuchni.

Wstała  i  na  drżących  nogach  wyszła  z  pokoju.  Po  chwili

dobiegły  ją  przytłumione  głosy.  Czekała.  Minęły  ze  trzy,
cztery minuty i wreszcie do kuchni wkroczyła Lauren.

- Odjechał. Nie było łatwo. Skłamałam, że brzuch cię boli,

że stres źle wpływa na dziecko. To go przekonało.

- Dziękuję.

-  On  cierpi,  Gracie.  Mówi,  że  w  tym  wszystkim  nie  ma

słowa prawdy.

- Co innego mógłby powiedzieć?

-  Prosił,  żebym  się  tobą  zaopiekowała.  Jest  autentycznie

zatroskany.

Tak,  troszczy  się  o  dziecko.  Wciąż  miała  przed  oczami

wyraz  przerażenia  na  jego  twarzy,  kiedy  spytała,  czy  by  się
z nią nie ożenił. Zranił ją. Zranił i upokorzył. Jak mogła mu to
wybaczyć?

Lauren zaczęła otwierać szafki.

- Czego szukasz?

-  Chcę  ci  zaparzyć  herbaty  ziołowej.  I  zrobić  coś  do

jedzenia. Pewnie od rana nie miałaś nic w ustach.

- To prawda. Ale nie zdołam nic przełknąć.

-  Ugotuję  ci  zupę.  Później  wystarczy  ją  tylko  podgrzać.

A na razie herbata.

- Dzięki, że przyjechałaś – szepnęła Gracie. – Naprawdę to

doceniam.

background image

- Nie wyjdę, dopóki nie poczujesz się lepiej.

- Czyli zamieszkasz ze mną na stałe? – Gracie westchnęła

ciężko. – Kiepski żart.

Ostatnio mnóstwo czasu spędzała z Sebastianem. Zbliżyli

się  do  siebie.  Miała  wrażenie,  że  łączy  ich  coś  więcej  niż
świetny  seks.  Lubili  swoje  towarzystwo,  dobrze  się  razem
czuli.  Najbardziej  bolało  ją  to,  że  Sebastian  zawiódł  jej
zaufanie.

Kiedy  zupa  jarzynowa  się  gotowała,  Lauren  usiadła  przy

stole  i  podsunęła  Gracie  kubek  herbaty  o  smaku  korzenno-
cynamonowym.

- Mm, jaka dobra.

- Prawda?

-  Lauren…  -  Gracie  wzięła  głęboki  oddech.  –  Opowiedz

mi o Sebastianie i Rhondzie.

- Niewiele wiem. W sprawach męsko-damskich Sebastian

bywa niezwykle dyskretny.

- Myślisz, że Rhonda złamała mu serce?

- Nie mam pojęcia. Powinnaś sama go spytać, kiedy znów

się spotkacie.

-  Nie  wiem,  czy  się  spotkamy.  –  Gracie  poczuła  gulę

w gardle.

- Nosisz w brzuchu jego dziecko, więc prędzej czy później

się  spotkacie.  Ale  na  razie  nie  musisz  o  tym  myśleć.  Wypij
herbatę i spróbuj się odprężyć.

- Dobrze – powiedziała,  choć wiedziała, że czeka ją dziś

bezsenna noc. Że ból serca długo nie minie.

background image

Przez  pół  nocy  Sebastian  krążył  po  pokoju,  pijąc  burbon

i  wydeptując  ścieżkę  w  dywanie.  Był  zbyt  zdenerwowany,
zbyt spięty, by zasnąć. Cały czas myślał o Gracie, o tym, jak
ona się czuje.

Dziś, kiedy do niej pojechał, drzwi otworzyła mu Lauren.

Oznajmiła,  że  Gracie  nie  chce  z  nim  rozmawiać.  Nawet  nie
mógł mieć jej tego za złe. Okłamał ją, a tym samym zniszczył
ich  związek.  Było  mu  wstyd,  że  tak  głupio  się  zachował.
Gracie  mu  się  oświadczyła,  a  on  zaskoczony  zrobił  oczy.
Chyba nigdy nie zapomni bólu na jej twarzy.

Ale  przecież  świadomie  nie  wyrządził  jej  krzywdy.  I,

psiakrew,  jest  niewinny.  Dziennikarze  prześcigają  się
w pisaniu bzdur. Nie istnieje żaden trójkąt miłosny. On kocha
Gracie. Dopiero gdy ją stracił, uświadomił sobie, ile dla niego
znaczy.  Ale  jeśli  wyzna  jej  teraz  miłość,  ona  oczywiście  mu
nie uwierzy.

Z  Rhondą  nic  go  nie  łączyło.  A  insynuacja,  że

wykorzystuje  kobiety  dla  własnych  korzyści  finansowych…
Co za kłamstwo! Ale jak ma o tym przekonać Gracie?

Kiedy  o  północy  zadzwonił  telefon,  wstąpiła  w  niego

nadzieja.  Niestety  na  wyświetlaczu  pojawiło  się  zdjęcie
Rhondy. Odczekał kilka dzwonków i w końcu odebrał.

- Boże, Sebastian, tak mi przykro!

Nie zrobiła nic złego. Jej „wina” polegała na tym, że była

znaną na całym świecie modelką, za którą łazili paparazzi. To
on powinien był pamiętać, że nawet w Royal Rhonda nie jest
anonimową postacią.

background image

-  Nie  miałam  pojęcia,  że  mnie  śledzą.  Chciałam  tylko

pomóc Lonny’emu. Nie sądziłam, że ci zaszkodzę.

-  Wiem,  Rhondo.  Ja  też  chciałem  pomóc  Lonny’emu.

Popełniłem błąd, że nie powiedziałem o tym Gracie.

- Zależy ci na niej, prawda?

- Tak. A ona nie chce mnie widzieć.

-  Będziecie  mieli  dziecko.  Gratuluję.  Nie  mam  cienia

wątpliwości, że będziesz wspaniałym tatą.

- Dzięki. Na razie muszę odzyskać zaufanie Gracie.

- Daj znać, gdybym mogła w czymś pomóc.

Nie  sądził,  żeby  pomoc  Rhondy  była  wskazana.  Raczej

pogorszyłaby  sytuację.  Był  zdany  na  siebie.  Najpierw  musi
przekonać Gracie, by zechciała go wysłuchać.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przez  kilka  dni  nigdzie  nie  wychodziła.  Nie  chciała  się

z nikim widzieć, a tym bardziej udzielać wywiadów. Na ulicy
stały  dwa  wozy  transmisyjne,  na  szczęście  trzeciego  dnia
gdzieś w mieście wybuchł kolejny skandal i wozy odjechały.
Przez  Sebastiana  i  jego  kłamstwa  czuła  się  jak  więzień  we
własnym domu.

Kwiaty, które codziennie przysyłał, kazała zwracać, listów

nie otwierała. Pisał esemesy, nagrywał wiadomości. Wreszcie
postanowiła się z nim spotkać.

W  piątek  rano  związała  włosy  w  koński  ogon,  włożyła

czapkę baseballową, a na nos okulary słoneczne. W dżinsach,
luźnym  swetrze,  bez  makijażu,  wsiadła  do  samochodu
i  upewniwszy  się,  że  nikt  jej  nie  śledzi,  pojechała  do  biura
Sebastiana.

Zaparkowała  przed  budynkiem.  Przez  dłuższą  chwilę  nie

ruszała  się  z  miejsca.  Wiedziała,  co  chce  zrobić:  wygarnąć
Sebastianowi,  co  o  nim  myśli,  przedstawić  swój  punkt
widzenia i jak najszybciej wrócić do domu. Tyle że jakoś nie
była w stanie wysiąść z auta.

- Słuszną podjęłaś decyzję – powiedziała szeptem.

Po  prostu  musi  wyrzucić  z  głowy  obraz  szczęśliwej

rodziny,  o  jakiej  zawsze  marzyła.  Sebastian  będzie  wolny,
będzie  mógł  się  umawiać  z  kimkolwiek  zechce.  Ponownie

background image

pomyślała  o  artykułach  i  upokarzających  zdjęciach  w  prasie.
Koniec, basta!

Otworzyła drzwi, wysiadła i pomaszerowała do budynku.

Dzieliło ją od niego kilka kroków, kiedy usłyszała, jak ktoś ją
woła.

- Gracie? To ty?

Obróciwszy  się,  zobaczyła  zielonookiego  jasnowłosego

Wingate’a.  W  pierwszej  chwili  była  pewna,  że  to  Sutton.
Jednak  nie.  Dostrzegała  minimalne  różnice  w  wyglądzie
bliźniaków,  na  które  inni  nie  zwracali  uwagi,  i  to  był
zdecydowanie Sebastian.

Sprawiał wrażenie, jakby ucieszył się na jej widok. Serce

kobiety  mniej  zdeterminowanej  przypuszczalnie  by  zmiękło,
ale ona była silna. Skinęła głową na powitanie.

- Od kilku dni próbuję cię złapać.

- Najwyraźniej nie chciałam być złapana.

-  Przepraszam  za  ten  cały  burdel.  Zaraz  ci  wszystko

wyjaśnię…

-  I  tak  ci  nie  uwierzę.  Przyjechałam  powiedzieć,  że  to

koniec. Przestań wysyłać mi kwiaty i liściki. – Zauważyła, jak
spojrzenie Sebastiana pociemniało, a twarz sposępniała.

- Nawet nie dasz mi szansy nic wytłumaczyć?

- A co, nie okłamałeś mnie?

- Ja… Miałem ważny powód.

-  Przykro  mi  –  oznajmiła.  –  Nie  interesują  mnie  twoje

ważne  powody.  Nie  chcę  cię  więcej  widzieć.  Tak  będzie
najlepiej.

background image

- Nie możesz ze mną zerwać! Bądź rozsądna, Gracie. Daj

mi wytłumaczyć.

Z  trudem  hamował  gniew.  Domyślała  się,  dlaczego  jest

zły.  Z  powodu  dziecka  i  dlatego,  że  został  przyłapany  przez
paparazzich. Na dziecku mu zależało, na niej nie. Nigdy jej nie
kochał. Odrzucił jej oświadczyny, a tym samym ją upokorzył.
A  najgorsze,  że  zabiegał  o  jej  względy,  licząc  na  korzyści
finansowe.

- Nie zabronię ci widywać się z dzieckiem, nie jestem tak

okrutna.  Będziesz  mógł  je  często  odwiedzać.  Dziecko
powinno znać ojca. Nasi prawnicy ustalą warunki.

-  Nasi  prawnicy?  –  powtórzył  ochryple.  –  To  nie  tak

powinno być.

- Nie widzę innego wyjścia.

Zacisnął zęby.

- A ja owszem. Najprostsze? Mogłabyś mnie wysłuchać.

-  Już  dość  się  ciebie  nasłuchałam.  –  Wypuściła  z  płuc

powietrze. – Upokorzyłeś mnie i zraniłeś. Najchętniej całkiem
wykreśliłabym  cię  z  mojego  życia.  Czy  jest  mi  przykro
z  powodu  naszego  rozstania?  Owszem,  ale  nie  ja  do  niego
doprowadziłam.

- Nie, Gracie, błagam. Nie mów, że to koniec.

- Możesz spotykać się z kimkolwiek chcesz. Możesz…

- Ale ja nie chcę się z nikim spotykać. Do jasnej cholery,

Gracie! Wysłuchaj mnie. Nic mnie z Rhondą…

- Przestań. Daj mi święty spokój. Muszę myśleć o sobie.

To  całe  zamieszanie  odbija  się  na  moim  zdrowiu.  A  tobie

background image

zależy na tym, żeby dziecko urodziło się zdrowe, prawda?

- Oczywiście, że tak.

-  No  właśnie.  Więc  pozwól  mi  odejść.  Ja  tak  dłużej  nie

mogę, nie dam rady.

Wpatrywał  się  w  nią  intensywnie,  jakby  wzrokiem

usiłował przewiercić ją na wylot. W końcu się poddał. Zwiesił
głowę, zgarbił się i cofnął.

Gracie zacisnęła powieki, żegnając się w duchu ze swoimi

marzeniami.  Serce  jej  łkało.  Powłócząc  nogami,  wróciła  do
samochodu  i  rzuciwszy  ostatnie  spojrzenie  na  Sebastiana,
odjechała.

Wiedziała, że postępuje słusznie; chroniła siebie i dziecko,

ale ból był prawie nie do zniesienia.

Niesamowite,  że  zaledwie  tydzień  temu  Gracie  mu  się

oświadczyła,  a  on  jak  dureń  zaniemówił.  Dlaczego  nie
krzyknął  „Tak”?  Bo  jej  nie  kochał?  Kochał!  Właśnie  sobie
uświadomił,  że  Gracie  jest  całym  jego  światem.  Jej
oświadczyny  po  prostu  go  zaskoczyły.  Teraz,  gdy  się  go
pozbyła,  nie  mógł  znaleźć  sobie  miejsca;  odczuwał  ból  przy
każdym oddechu.

Kochał  ją  i  nie  zamierzał  się  poddać.  Musi  ją  odzyskać;

udowodnić,  że  chce  z  nią  spędzić  resztę  życia.  Toteż
zebrawszy się na odwagę, wszedł do szkoły rodzenia. Czuł na
sobie  wzrok  zaciekawionych  par.  Trudno;  najważniejsza  jest
Gracie i ich dziecko.

Czekał,  by  się  pojawiła.  Po  kilku  minutach  podeszła  do

niego instruktorka Maddy.

background image

- Twoja partnerka – powiedziała, zniżając głos, tak by nikt

ich  nie  słyszał  –  zrezygnowała  z  zajęć.  Postanowiła  wziąć
prywatne lekcje. Przykro mi.

- Powinienem był się domyśleć. Przepraszam, że zakłócam

zajęcia.

- Nic się nie stało. Powodzenia.

Podziękowawszy Maddy, Sebastian opuścił budynek. Czuł

się tak, jakby dostał cios w splot słoneczny. Był wściekły na
siebie za wszystkie głupie błędy, jakie popełnił. Nic dziwnego,
że  po  artykułach  w  brukowcach  Gracie  nie  chciała  się  tu
pokazywać.

Był winien ich rozstania. Teraz płaci za to cenę.

O  szóstej,  ubrany  w  dżinsy  i  koszulę,  zajechał  pod  dom

matki. Matka raz na jakiś czas zwoływała rodzinne spotkania;
nie  robiła  tego  często,  ale  odmowa  nie  wchodziła  w  grę.
Sebastian  nie  bardzo  miał  ochotę  widzieć  się  z  rodziną,  ale
ponieważ  jakiś  nadgorliwy  dziennikarzyna  znów  utytłał
w  błocie  nazwisko  Wingate’ów,  uznał,  że  bliskim  należy  się
słowo wyjaśnienia.

Ava  uścisnęła  go  w  drzwiach.  Przyjrzał  się  jej  uważnie.

Zaskoczył  go  brak  dezaprobaty  w  jej  oczach.  Nie  tylko  nie
była na niego zła, ale okazywała mu bezwarunkową miłość.

- Witaj, kochanie. Co u ciebie? Miałeś ciężki tydzień…

- Bardzo, ale będzie dobrze.

- Co się stało?

- Straciłem coś… kogoś, na kim mi zależy.

background image

- Nawet tak nie myśl. Nie wolno się poddawać. Gracie się

opamięta, wybaczy ci.

Nie  bardzo  w  to  wierzył,  ale  wsparcie  matki  wiele  dla

niego znaczyło.

- Chodź, twoi bracia i siostry już są.

Zaprowadziła go do jadalni; wszyscy siedzieli przy stole,

rozmawiając,  pijąc  wino,  coś  skubiąc.  Sutton  i  Lauren,  Beth
z Camem, którzy wrócili z podróży poślubnej, Miles i Chloe,
którzy  przyjechali  do  Royal,  podobnie  jak  ciotka  Piper
siedząca obok Briana. Dalsze miejsca zajmowali Luke z Kelly
oraz  Zeke  z  Reagan.  Była  też  Harley  z  Grantem  i  małym
Danielem.  Patrząc  na  Daniela,  Sebastian  pomyślał  o  swoim
dziecku. Czy Daniel będzie miał okazję poznać swoją młodszą
kuzynkę lub kuzyna?

Wysunął  krzesło  i  usiadł.  Jadalnia  w  wynajmowanym

domu matki nie umywała się do ogromnej, pięknie urządzonej
jadalni w ich dawnym domu, ale to nie było ważne. Ważni byli
oni, bracia, matka, rodzina.

Wypiwszy kieliszek wina, poprosił o ciszę.

-  Kochani,  staraliśmy  się  naprawić  nasz  wizerunek,

a  przeze  mnie  nazwisko  Wingate’ów  znów  trafiło  na  strony
plotkarskie.  Przepraszam  was,  a  jednocześnie  chcę
powiedzieć, że tym pismakom wszystko się pomieszało.

-  Jak  zwykle  –  mruknął  Miles,  a  reszta  pokiwała  głową.

Dobrze znali cenę bycia sławnym i bogatym.

- Prawdą jest, że Gracie i ja spodziewamy się dziecka. Ale

sam  dopiero  niedawno  się  o  tym  dowiedziałem.  Wszyscy
sądzili,  że  Gracie  poddała  się  zabiegowi  in  vitro,  ale  jak

background image

obecny  tu  Grant  może  potwierdzić,  sprawy  nie  zaszły  tak
daleko.

Grant uśmiechnął się.

- Bez komentarza.

-  Przykro  mi,  że  musieliście  się  o  wszystkim  dowiedzieć

z prasy i telewizji. Ja chciałem ogłosić nowinę całemu światu,
ale Gracie wolała poczekać.

Rozległy  się  gratulacje,  na  twarzach  pojawiły  się

uśmiechy. Tego Sebastian potrzebował.

-  Najgorszy  był  ten  pismak  z  „The  Gossiper”  –  rzekł

Sutton.  –  Co  za  suk…  -  urwał,  przypomniawszy  sobie
o obecności Daniela.

-  To  prawda  –  przyznał  Sebastian.  –  I  jeszcze  jedno:  nie

zdradzałem  Gracie  z  Rhondą.  Pomagałem  Rhondzie  znaleźć
Lonny’ego.  Mój  błąd  polegał  na  tym,  że  zachowałem  to
w tajemnicy przed Gracie.

- Dlaczego? – spytała Lauren.

-  Lonny  miał  kłopoty  w  szkole,  wdał  się  w  złe

towarzystwo. Ponieważ łączyły mnie z chłopakiem przyjazne
relacje,  Rhonda  poprosiła  mnie,  żebym  z  nim  pogadał,
zachowując dyskrecję. Bała się, że gdyby wieść się rozniosła,
Lonny  zamknąłby  się  w  sobie.  –  Sebastian  wziął  głęboki
oddech. – Nie wiem, czy Gracie mi wybaczy. Powinienem był
jej zaufać… – Rozejrzał się po rodzinie. – Chciałem, żebyście
znali prawdę, ale koniec o mnie. Nie po to się tu zebraliśmy.

Przez chwilę rozmowa toczyła się na inne tematy, po czym

głos zabrał Miles.

background image

-  Słuchajcie,  mam  do  przekazania  dobre  wieści.  Dzięki

pomocy  Chloe  wreszcie  mam  dowód,  że  nasz  kochany
„wujek” Keith ma więcej oszustw na sumieniu, niż sądziliśmy.
Otóż  kiedy  tata  dochodził  do  siebie  po  zawale,  Keith,  bez
naszej  wiedzy,  wyprowadził  z  konta  firmowego  sporą  sumę.
Wkrótce ją odzyskamy. Pieniądze te pozwolą nam z powrotem
stanąć na nogi; żadna z naszych firm nie zbankrutuje.

- Wspaniale! – ucieszyła się Ava. – Ale nie mieści mi się

w  głowie,  że  byłam  taka  ślepa!  Że  tak  długo  dawałam  się
łobuzowi  wodzić  za  nos.  Brian,  przepraszam  za  te  słowa;
wszyscy wiemy, że w niczym nie przypominasz swojego wuja.

-  Absolutnie  w  niczym.  –  Ciotka  Piper  rzuciła  się  do

obrony ukochanego. Brian wprawdzie nosił nazwisko Cooper,
ale z wujem nie miał nic wspólnego. I to dzięki niemu wyszły
na jaw machlojki Keitha.

- Miles, uratowałeś nas. – Ava popatrzyła z dumą na syna,

który  kiedyś  był  czarną  owcą  rodziny;  dziś  prowadził  Steel
Security, jedną z najlepszych w kraju firm śledczych.

- Dzięki, mamo, ale wszyscy przyłożyli do tego rękę. Na

szczęście kłopoty mamy już za sobą.

- To znakomicie – powiedział Luke, ściskając dłoń swojej

narzeczonej. – Teraz Kelly i ja możemy z czystym sumieniem
lecieć do Oahu, żeby przygotować hotel.

Nastrój przy stole zelżał.

-  Skoro  wszyscy  dziś  coś  ogłaszają,  to  Reagan  i  ja  też

chcemy podzielić się nowiną – oznajmił Zeke, brat Luke’a. -
Otóż  jak  Sebastian,  my  też  oczekujemy  narodzin  dziecka.
A nawet… - Popatrzył na ukochaną. – Ty im powiedz.

background image

Reagan ani chwili się nie wahała.

- Bliźniąt! Spodziewamy się bliźniąt!

Wszyscy  poderwali  się  na  nogi  i  zaczęli  gratulować

przyszłym  rodzicom.  Kiedy  usiedli  z  powrotem,  na  końcu
stołu wstał Brian i uniósł kieliszek.

- Pragnę wznieść toast.

Zapadła  cisza.  Wszystkie  pary  oczu  skierowane  były  na

mówcę.

-  Ale  najpierw  chcę  wam  coś  powiedzieć.  Nie  macie

pojęcia,  jak  bardzo  mi  przykro  z  powodu  haniebnego
zachowania mojego wuja. Postąpił karygodnie. Cieszę się, że
pozbyliśmy się go z naszego życia. I dziękuję wam, że mimo
mojego  z  nim  pokrewieństwa  przyjęliście  mnie  do  waszej
rodziny.  –  Odchrząknął.  –  Jako  że  dziś  każdy  ma  do
przekazania  radosną  wieść,  ja  też  chcę  się  z  wami  czymś
podzielić. Avo, ponownie zostaniesz ciocią.

Zszokowana matka Sebastiana utkwiła spojrzenie w swojej

siostrze.

- To prawda – powiedziała Piper i stanęła obok Briana. –

Brian i ja również będziemy mieli dziecko. Później pomyślimy
o ślubie.

Ava podeszła do siostry. Różnie między nimi się układało,

więc cała rodzina wstrzymała oddech.

-  Ty  szczęściaro.  –  Ava  porwała  Piper  w  ramiona

i  przytuliła  mocno.  –  Gratuluję.  –  Pocałowała  Briana
w policzek. – Czy mogę dokończyć toast? – spytała.

Brian podał jej kieliszek i odsunął się na bok.

background image

- Ta rodzina wiele przeszła. Mieliśmy wzloty, ale i upadki.

Jednak przetrwaliśmy. Wznoszę więc toast za każdą i każdego
z  nas,  również  za  dzieci,  które  wkrótce  powitamy.  Za  naszą
rodzinę, niechaj prosperuje. – Oczy Avy się zaszkliły.

Uśmiechając się radośnie, wszyscy wznieśli kieliszki.

Tylko Gracie brakowało.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Robiła  wszystko,  by  mieć  zajęty  umysł  –  tylko  to  jej

pozwalało  nie  zwariować.  Nigdy  nie  czuła  się  bardziej
samotna. Poruszała się po domu jakby w zwolnionym tempie,
wracała myślami do chwil z Sebastianem. Do przeszłości.

Sebastian przestał dzwonić i przysyłać esemesy. Sama o to

prosiła, ale ta cisza ją niepokoiła.

Czyżby odpuścił? Pogodził się z sytuacją?

Nie chciała z nim rozmawiać, po prostu chciała wiedzieć,

czy też cierpi. Czy też odczuwa pustkę? Chyba była egoistką.

Dlaczego nie mogło być tak jak przedtem?

Ucieszyła się, słysząc dzwonek do drzwi. Była umówiona

z Beth.

- Cześć, przyszłam trochę wcześniej.

- Nie szkodzi. Fajnie, że jesteś.

Powitalny  uścisk  trwał  dłużej  niż  zwykle.  Gracie  bardzo

go  potrzebowała.  Rano  rozmawiały  przez  telefon.  Gracie
zadzwoniła spytać przyjaciółkę o podróż poślubną i wyjaśnić,
dlaczego  wcześniej  nie  mówiła,  że  ojcem  dziecka  jest
Sebastian.  Nie  powinna  była  tego  przed  nią  zatajać.  Na
szczęście Beth się nie gniewała.

- Chodź. Przygotowałam lunch.

- Coś pysznego i meksykańskiego?

background image

- Twoje ulubione echiladas. Czego się napijesz? – spytała

Gracie,  prowadząc  przyjaciółkę  do  kuchni.  –  Herbaty,  soku,
wina?

- Herbatki. Wybacz mi szczerość, Gracie, ale wyglądasz…

- Wiem. Okropnie.

-  Okropnie  nigdy  nie  wyglądasz.  Jakbyś  była

zestresowana.

Gracie skrzywiła się.

- Trochę jestem.

- Martwię się o ciebie.

- Niepotrzebnie. Za dwa, trzy dni znów będę ćwierkać.

Beth popatrzyła na nią z powątpiewaniem.

- I tego ci życzę, ale znam cię. I wiem, że cierpisz.

Gracie wzruszyła ramionami.

- Nic mi nie będzie. – Postawiła czajnik na kuchence, po

czym wyjęła z piekarnika naczynie z enchiladas.

- Ależ pachną! – zawołała Beth. – Mogę jakoś pomóc?

-  Nie,  dzięki.  –  Gospodyni  nalała  herbatę  do  dwóch

kubków i przeniosła na stół miskę sałaty.

- Wynajdujesz zajęcia, żeby nie mieć czasu na myślenie?

- Zgadłaś. Proszę, twój talerz. Smacznego.

- Już mi ślinka cieknie.

- My z maleństwem też zgłodnieliśmy.

Beth popatrzyła na brzuch przyjaciółki.

background image

-  Wiesz,  że  jesteś  w  doborowym  towarzystwie?  Podczas

rodzinnej  kolacji  okazało  się,  że  ciotka  Piper  jest  w  ciąży,
także  Zeke  i  Reagan;  ci  to  spodziewają  się  bliźniąt.  Kurczę,
nie nadążam za moją rodziną.

Gracie uśmiechnęła się.

- Innymi słowy wysyp ciąż? To świetnie. Dzieci dają tyle

radości. Rodzina wam się powiększa…

-  Zdecydowanie.  Wszyscy  się  cieszą,  tylko  Sebastian

chodzi smętny. On cierpi, Gracie. Powiedział nam, co się stało
i przeprosił za to, że nasz wizerunek znów został ubłocony, ale
to wszystko są plotki.

Gracie podniosła widelec, mając nadzieję, że Beth weźmie

z  niej  przykład.  Nie  chciała  rozmawiać  o  Sebastianie.  Nie
zapomniała, jak zareagował, gdy spytała, czy się z nią ożeni.
Już to powinno było dać jej do myślenia. A potem zobaczyła
jego zdjęcia z Rhondą. I jeszcze jedno: potrzebował gotówki,
by z biznesem Wingate’ów wyjść na prostą…

- Proszę, nie mówmy o Sebastianie.

-  Oczywiście.  Tylko  może  pozwól  mu  się  wytłumaczyć.

A teraz koniec, ani słowa więcej o moim bracie.

- Dzięki. Nie jestem wredną zołzą, ale…

-  Nie  oceniam  cię.  I  gdybyś  czegokolwiek  potrzebowała,

zawsze możesz na mnie liczyć. – Beth przystąpiła do jedzenia;
po chwili westchnęła błogo: - Boże, jakie to dobre.

-  Super,  że  ci  smakuje.  Robię  to  danie  według  przepisu

mojej babki. Jest niezawodny.

- Powinnaś mieć własną knajpę. Z kuchnią meksykańską.

background image

-  Kuchnię  zostawiam  Lauren.  Słuchaj,  chciałam  o  czymś

z tobą pogadać…

- No?

-  Chcę  założyć  własną  firmę  eventową.  Na  razie  szukam

lokalu. Może mogłabyś mi udzielić paru rad, od czego zacząć?
Bo ja od jakiegoś czasu mam umysł przyćmiony hormonami
ciążowymi.

-  Obniżona  koncentracja,  roztargnienie?  To  typowe

u ciężarnych.

- Wiem. Stąd moja prośba.

- Jasne. Pytaj, o co chcesz. A w ogóle to jestem pewna, że

będziesz świetną mamą i doskonałą przedsiębiorczynią.

- Mam nadzieję.

Dochodziła  trzecia,  kiedy  pożegnały  się.  Beth,  która

zorganizowała w swoim życiu dziesiątki przyjęć oraz imprez
charytatywnych,  miała  olbrzymią  wiedzę  w  tej  dziedzinie
i chętnie dzieliła się informacjami.

Po  jej  wyjściu  Gracie  pogrążyła  się  w  zadumie.  Kiedy

rozległ  się  dzwonek  u  drzwi,  trwało  kilka  sekund,  zanim  się
ocknęła.

- Chwileczkę! – zawołała.

Gosposi  dała  akurat  wolne.  I  dobrze,  bo  chyba  by

zwariowała, gdyby miała siedzieć bezczynnie.

Otworzyła  drzwi  i  wytrzeszczyła  oczy  na  widok

zjawiskowo pięknej istoty, która stała w progu. W pierwszym
odruchu  chciała  drzwi  z  powrotem  zatrzasnąć,  ale  się
powstrzymała.

background image

- Cześć, jestem Rhonda – przedstawiła się modelka, choć

nie musiała. – I zdaję sobie sprawę, jestem ostatnią osobą na
świecie, którą masz ochotę oglądać.

Gracie odruchowo uścisnęła wyciągniętą dłoń.

- Mogę wejść?

-  To  zależy…  -  Nie  czuła  się  na  siłach  na  towarzyskie

spotkanie.

-  Sebastian  nie  wie,  że  tu  jestem.  Zabiłby  mnie,  gdyby

odkrył, że wybrałam się do ciebie.

Tego  dnia,  kiedy  zobaczyła  ich  zdjęcie,  Gracie  też  to

kusiło: zabić ich oboje.

- A przyszłaś w jakim celu?

- Wpuść mnie, proszę. Wszystko ci wyjaśnię.

Gracie  westchnęła.  Tyle  osób  radziło  jej,  by  wysłuchała

Sebastiana… Sebastiana nie chciała wysłuchiwać, może więc
wysłucha Rhondę?

- Zapraszam.

Zaprowadziła ją do salonu i wskazała fotel. Sama usiadła

naprzeciwko.  Wpatrywała  się  w  tę  piękność  o  idealnych
rysach  twarzy,  wielkich  niebieskich  oczach,  długich  blond
włosach i figurze, o jakiej można tylko marzyć.

Modelce,  przyzwyczajonej  do  spojrzeń  i  błysków  fleszy,

najwyraźniej  nie  przeszkadzało,  że  Gracie  mierzy  ją
wzrokiem. Chyba się nawet tego spodziewała.

- Czemu zawdzięczam tę wizytę?

background image

-  Sebastianowi.  Uważam,  że  za  dobre  uczynki  powinna

człowieka  spotykać  nagroda.  Choć  on  oczywiście  wściekłby
się, gdyby wiedział, że tu przyszłam.

- Już to mówiłaś.

-  No  więc  wychowuję  swojego  młodszego  brata,

Lonny’ego. Kiedy Sebastian i ja byliśmy razem, Lonny bardzo
się  z  nim  zżył.  Świetnie  się  dogadywali.  Sebastian  był  dla
niego  wzorem  do  naśladowania.  Kiedy  rozstałam  się
z  Sebastianem,  uznałam,  że  lepiej  będzie,  jak  Lonny  też  nie
będzie  się  z  nim  widywał.  Przeze  mnie  stracili  kontakt.  Nie
zdawałam sobie sprawy, ile Sebastian znaczy dla Lonny’ego,
dopóki mój brat nie wpadł w złe towarzystwo.

Na moment Rhonda ucichła, po czym ciągnęła:

-  Niełatwo  mieć  siostrę,  której  zdjęcia  w  bikini  zdobią

okładki  czasopism  i  która  ciągle  jest  pod  obstrzałem
paparazzich. Do tego dochodzi presja ze strony rówieśników.
Lonny  to  wrażliwy  piętnastolatek.  Zaczął  się  buntować.  Nie
umiałam  sobie  z  nim  poradzić,  więc  poprosiłam  Sebastiana
o pomoc. Wiedziałam, że Lonny tylko jego posłucha.

-  Chcesz  powiedzieć,  że  spotkaliście  się  w  tajemnicy

wyłącznie ze względu na Lonny’ego?

- Tak. I to moja wina, że Sebastian nic ci nie powiedział.

Wymusiłam na nim, żeby pary z ust nie puścił. Bałam się, że
jak paparazzi coś wywęszą, to nie dadzą Lonny’emu spokoju.

- Sebastian mnie okłamał.

- Wybawił mojego brata z tarapatów. Lonny wpadł w złe

towarzystwo.  Trafiłby  za  kratki  za  dewastację  budynku,  ale
Sebastian  przekonał  go,  żeby  do  wszystkiego  się  przyznał.

background image

Lonny  zgłosił  się  na  policję,  a  Sebastian  pogadał  z  sędzią,
który dał Lonny’emu drugą szansę.

-  Naprawdę?  –  Gracie  zmarszczyła  czoło.  Tak,  pomoc

dzieciakowi pasowała jej do obrazu Sebastiana, ale cieszyłaby
się, gdyby jednak jej zaufał.

-  Przysięgam.  Przysięgam  też,  że  jesteśmy  tylko

przyjaciółmi; nic więcej nas nie łączy.

- Złamałaś mu serce, zerwałaś z nim…

- Nie. – Rhonda potrząsnęła głową. – To Sebastian zerwał

ze mną, ale pozwolił mi zachować twarz, twierdząc, że to ja
odeszłam.  Jest  fantastycznym  facetem.  A  informacje
zamieszczone  w  brukowcach  to  stek  bzdur.  Poczekaj,  coś  ci
puszczę. – Rhonda wyciągnęła komórkę i włączywszy filmik,
podała ją Gracie. – To Lonny. Zapisał się w szkole do drużyny
lekkoatletycznej. Mógł trafić do poprawczaka, ale… popatrz.
Wygrał  wyścig,  trener  mu  gratuluje.  Dawno  nie  widziałam
mojego brata tak szczęśliwego.

Gracie  w  milczeniu  oglądała  nagranie.  Znała  chłopców,

który  nie  mili  tyle  szczęścia  co  Lonny,  którzy  mieli  kłopoty
z prawem i rzucili szkołę. Sama też miała brata; z całego serca
pragnęła, żeby mu się powiodło.

- Pięknie – szepnęła.

-  Tak.  Jedynym  minusem  jest  to,  że  ty  i  Sebastian  nie

jesteście już razem. Mam wyrzuty sumienia.

- To nie twoja wina.

- Każdy zasługuje na drugą szansę. Lonny ją dostał, może

Sebastian też dostanie? I gratuluję ciąży. Wiem, że będziecie
cudownymi rodzicami.

background image

Gracie zamyśliła się. Czuła się zraniona, więc nie chciała

słuchać  wyjaśnień  Sebastiana.  Teraz,  dzięki  seksownej
supermodelce,  z  którą  kiedyś  się  spotykał,  oraz  jej
piętnastoletniemu bratu zyskała lepszy ogląd sytuacji.

- Dziękuję, Rhondo. I nie martw się, Sebastian nie dowie

się o naszej rozmowie.

- Więc dasz mu drugą szansę?

- Zastanowię się.

-  To  dobrze.  –  Rhonda  zerknęła  na  zegarek.  –  Lecę.

Obiecałam Lonny’emu, że zabiorę go po treningu na lody, ale
on woli koktajl proteinowy. Jestem z niego taka dumna.

-  Nie  spóźnij  się.  I  jeszcze  raz  bardzo  dziękuję  ci  za

szczerość.

Gracie  odprowadziła  modelkę  do  drzwi  i  patrzyła,  jak  ta

odjeżdża srebrnym sportowym autem.

Za dwie godziny miała prywatną lekcję z instruktorką ze

szkoły rodzenia. Skupiła się na tym, zamiast na informacjach,
które  Rhonda  jej  przekazała.  Bała  się  znów  marzyć,  ale
jeszcze bardziej bała się nie marzyć.

Nazajutrz  włożyła  gruby  kaszmirowy  sweter  pod  czarną

wełnianą  kurtkę.  Pogoda  się  popsuła,  na  niebie  wisiały
ołowiane chmury. Korciło ją, by nie wychylać nosa za drzwi,
ale zbyt wiele czasu spędzała ostatnio w domu.

Nie  chciała  się  dłużej  użalać  nad  sobą.  Wczoraj

wieczorem,  podczas  lekcji  z  Maddy,  dowiedziała  się  wielu
ciekawych  rzeczy  na  temat  przygotowań  do  porodu,  a  przy
okazji Maddy wygadała się, że Sebastian również ją poprosił
o prywatne lekcje.

background image

- Ale po co? – zdziwiła się Gracie.

- Żeby cię wspierać, kiedy dziecko się urodzi.

Czy mogła dłużej się na niego złościć? No, nie; lód w jej

sercu  coraz  bardziej  topniał.  Sebastian  naprawdę  jest
porządnym  facetem.  Wciąż  jednak  nie  potrafiła  zrozumieć,
dlaczego dał jej kosza.

Pojechała  do  Eatery,  żeby  trochę  popracować.  Zimny

podmuch  wiatru  dosłownie  wepchnął  ją  do  środka.  Zdjęła
kurtkę, palcami przeczesała splątane włosy.

W  kuchni  zobaczyła  pogrążonych  w  rozmowie  Lauren

i  Suttona.  Nie  chcąc  im  przeszkadzać,  skierowała  się  do
pokoiku na zapleczu.

- Gracie, to ty? – zawołała Lauren.

- Tak, nie przeszkadzajcie sobie.

- Co tu robisz tak wcześnie? – Lauren stanęła w drzwiach.

Faktycznie było wcześnie; zwykle zaczynała o dziewiątej,

a było dopiero wpół do ósmej.

-  Chciałam  wyjść  z  domu.  Źle  spałam  i  potrzebuję…

potrzebuję…

- Przyjaciela? Jestem. – Lauren wyciągnęła ramiona.

- Dziękuję. – Łzy napłynęły Gracie do oczu.

-  Co  się  dzieje?  –  spytała  przyjaciółka.  –  Chodzi

o Sebastiana?

- Tak. Kocham go. Chyba popełniłam straszny błąd.

- Porozmawiaj z nim.

background image

- Powinnam, wiem. – Uwolniła się z uścisku. – Wszyscy

mówią, żebym dała mu jeszcze jedną szansę.

- Zdecydowanie powinnaś – oznajmił za jej plecami niski

męski głos. – Przepraszam, usłyszałem.

Serce waliło jej młotem. Odwróciła się, potem popatrzyła

zdumiona na Lauren. Przyjaciółka wzruszyła ramionami.

-  Myślałaś,  że  to  Sutton?  Przyznaję,  trudno  ich  odróżnić.

A Sebastian, tak jak ty, musiał się wygadać. – Lauren ruszyła
do wyjścia. – Zostawiam was, kochani.

Gracie patrzyła w osłupieniu, jak przyjaciółka się oddala.

Kiedy przeniosła wzrok na Sebastiana, ten wyszczerzył zęby.
Nie zdołała powstrzymać uśmiechu. Boże, czy nie mogliby się
chociaż  czesać  inaczej?  Jego  podobieństwo  do  brata  było
niesamowite.  A  ponieważ  nie  spodziewała  się  zastać
Sebastiana tak wcześnie w Eatery, uznała, że to Sutton.

- Brakowało mi ciebie, Gracie.

Milczała. Sebastian słyszał, co mówiła do Lauren. Nie, nie

wstydziła się tego. Przeciwnie, była zadowolona.

- Mnie ciebie też.

- Tak wiele chcę ci powiedzieć, ale nie tutaj. Zjesz ze mną

dziś kolację?

- Tak.

Odetchnął z ulgą. Twarz mu pojaśniała.

- Przyjadę po ciebie o szóstej.

- Będę czekała.

background image

-  A  zatem  do  wieczora.  –  Pochylił  się  i  pocałował  ją

w policzek.

Nie mogła się skoncentrować na pracy. Ręce się jej trzęsły.

Podniecenie odbierało spokój, wprowadzało zamęt w głowie.

- Jedź do domu – powiedziała Lauren, stając koło biurka. –

Niczego sensownego dziś nie wymyślisz.

Gracie potarła dłońmi twarz.

-  Chyba  masz  rację.  Próbuję  się  skupić,  ale  mi  nie

wychodzi.

-  Bo  sercem  i  myślami  jesteś  tam,  gdzie  być  powinnaś.

Z Sebastianem.

- Dzięki tobie.

-  Skoro  tak  twierdzisz.  –  Lauren  uśmiechnęła  się.  –  Nie

wiedziałam, że Sebastian zamierza tu wpaść, ale nagle przysłał
esemesa.  Podejrzewam,  że  Sutton  go  namówił.  Zwierzył  mi
się,  że  jego  brat  odchodzi  od  zmysłów  i  musi  koniecznie
pogadać z kimś, kto jest blisko z Gracie. Czyli ze mną.

- No i?

- On szaleje na twoim punkcie. A rano nie wiedziałam, że

podsłuchał naszą rozmowę. Ale dobrze się stało.

Bardzo  dobrze,  przyznała  w  duchu  Gracie.  Po  rozmowie

z  Rhondą  była  gotowa  wysłuchać  Sebastiana;  może  zbyt
pochopnie go oceniła.

- Więc jedź do domu i zrób się na bóstwo.

- Na pewno do niczego ci się nie przydam?

background image

-  Nie  zawracaj  mi  głowy.  Jedź  i  baw  się  wspaniale.  –

Lauren  podała  przyjaciółce  kurtkę.  –  Trzymaj.  Jest  strasznie
zimno.

-  Dziecko  mnie  grzeje  –  odparła  Gracie.  Bycie  w  ciąży

miało kilka niezaprzeczalnych plusów, na przykład taki, że nie
marzła. – Sama się przekonasz.

-  Na  razie  skupiam  się  na  Eatery,  ale  tak,  kiedyś  nasze

dzieciaki będą razem ganiać.

- Oby jak najszybciej. Dzięki, Lauren.

Była wdzięczna obu swoim przyjaciółkom, Beth i Lauren,

za wsparcie, jakie jej dawały.

Godzinę  później  przygotowała  sobie  pachnącą  kąpiel.

Zanim  weszła  do  wanny,  zapaliła  kilka  świeczek  i  nastawiła
ulubioną  muzykę.  Do  pełnego  szczęścia  brakowało  jej
szampana i Sebastiana.

Czas wlókł się niemiłosiernie, ale wreszcie mogła zacząć

szykować  się  na  wieczór.  Wybrała  przylegającą  do  ciała,
czerwoną suknię o asymetrycznym dole; do tego szpilki, złoty
naszyjnik  i  duże  kolczyki.  Zerknęła  do  lustra;  leciutko
zaokrąglony brzuch przepełniał ją radością i dumą.

Sebastian zjawił się punktualnie.

-  O  rany!  –  zawołał,  gdy  otworzyła  drzwi.  –  Wyglądasz

zjawiskowo.

-  Dziękuję.  Ty  też.  To  znaczy,  wyglądasz  na  bardzo

przystojnego. Chcesz wejść?

- Lepiej nie, to zbyt niebezpieczne.

Miał rację, pomyślała; mogliby nie dotrzeć do restauracji.

background image

Pocałował ją w policzek, po czym podał płaszcz.

- Dokąd jedziemy? – spytała, wsiadając do samochodu.

- Zobaczysz – odparł, wodząc wzrokiem po jej nogach. –

To szczególne miejsce; ważne dla mnie, dla nas.

Włączył muzykę; grał jej ulubiony zespół. Przypadek czy

to zapamiętał? Zaczęła cicho nucić.

Mniej więcej po dziesięciu minutach zatrzymali się przed

budynkiem Klubu Hodowców. Gracie uniosła brwi.

-  Zaraz  zrozumiesz  –  powiedział,  widząc  jej  pytające

spojrzenie.

Trzymając się za ręce, weszli do klubu.

-  Wszystko  gotowe  –  oznajmiła  recepcjonistka,  podając

Sebastianowi klucz.

Podziękował  jej,  po  czym  poprowadził  Gracie  do

prywatnej sali. Otworzył drzwi. W środku panowała magiczna
atmosfera:  stało  mnóstwo  pięknych  bukietów,  migotały
płomyki  świec,  w  kominku  huczał  ogień.  Na  środku  pokoju
znajdował się stół z dwoma nakryciami.

- To niesamowite – szepnęła. – Wszystko to przygotowałeś

dziś?

Skinął głową.

- I warto było, żeby zobaczyć zachwyt na twojej twarzy. –

Na moment zamilkł. – Zanim pomówimy o przyszłości, muszę
ci coś wyznać.

Wysunął  krzesło.  Zająwszy  miejsce  naprzeciwko  Gracie,

sięgnął po jej dłoń, jakby kontakt fizyczny był mu potrzebny,
aby mógł kontynuować.

background image

- Popełniłem wiele błędów. Niestety nie jestem doskonały.

Przed laty tak o nim myślała, jak o chodzącym ideale, ale

z wiekiem zmądrzała.

– Ja też nie jestem doskonała.

Powiódł po niej wzrokiem.

- Mam odmienne zdanie.

Uśmiechnęła się. Ściskał jej rękę, jakby czerpał z niej siłę.

-  Nigdy  nie  chodziło  mi  o  twoje  pieniądze,  Gracie.

Wingate’owie  nie  żyją  w  niedostatku,  rozwiążemy  nasze
problemy finansowe. Kupiłaś naszą posiadłość i przyznaję, to
nam  pomogło,  ale  nie  zabiegałem  o  ciebie  dla  korzyści
majątkowych. Przykro mi, że tak pomyślałaś.

- Byłam taka pogubiona…

-  Wiem.  Poniekąd  z  mojej  winy;  nie  wiedziałem,  jak  cię

przekonać,  że  zależy  mi  na  tobie.  Ubzdurałaś  sobie,  że  nie
jesteś warta mojego zainteresowania, że chodzi mi wyłącznie
o  dziecko.  –  Wziął  głęboki  oddech.  –  Gracie,  zawsze  mi  się
podobałaś, ale trzymałem się z dala od ciebie, bo twój ojciec
u nas pracował, a ty byłaś najlepszą przyjaciółką Beth. To był
jedyny powód. Wcale nie czułem się „lepszy”.

Potem,  kiedy  dowiedziałem  się  o  ciąży,  nie  chciałem  za

mocno  naciskać,  przytłaczać  cię  moim  uczuciem.  Wydawało
mi  się,  że  potrzebujesz  czasu,  więc  zachowywałem  dystans.
Może to był błąd, nie wiem. Ale wiem jedno: zawsze mi się
podobałaś i zawsze mi na tobie zależało. A co do Rhondy…

Gracie  przełknęła  ślinę.  Łzy  zapiekły  ją  pod  powiekami.

Dała modelce słowo, że nie powie Sebastianowi o jej wizycie.

background image

Zresztą chciała usłyszeć wersję Sebastiana.

- Starałem się pomóc jej młodszemu bratu…

Wysłuchała całej historii. Oraz przeprosin.

- Rozumiem – rzekła. – Słusznie postąpiłeś. Ale dlaczego

mi o tym nie powiedziałeś?

- Obiecałem Rhondzie, że będę trzymał język za zębami.

Nie  chciała,  żeby  kłopoty  Lonny’ego  stały  się  pożywką  dla
brukowców.

-  Próbowałeś  chronić  chłopaka,  a  ja  próbowałam  chronić

nasze  dziecko.  Nie  powinnam  była  tak  pochopnie  wyciągać
wniosków na twój temat. W głębi duszy wiedziałam, że jesteś
porządnym  gościem.  Dlatego  czułam  się  taka  skołowana
i zraniona.

Nie puszczał jej ręki.

- To moja wina – przyznał. – Zawiodłem nie tylko ciebie,

ale i Lonny’ego… Nie wybaczyłbym sobie, gdybym również
zawiódł nasze dziecko.

Nie chciała o to pytać, ale musiała. Żeby wiedzieć. Żeby

do końca oczyścić atmosferę.

-  Wiesz,  co  mnie  najbardziej  zabolało?  Kiedy  ci  się

oświadczyłam,  a  ty  spojrzałeś  na  mnie,  jakby  diabeł  zagonił
cię w sam róg piekła…

- Piekła? Och nie, Gracie! Po prostu mnie zaskoczyłaś, a to

ja chciałem ci się oświadczyć. Wszystko sobie obmyśliłem…

- A ja cię uprzedziłam…

Sebastian odsunął krzesło, okrążył stół i stanął na wprost

niej.  Uklęknął  i  wyjął  z  kieszeni  aksamitne  czerwone

background image

pudełeczko.  Serce  zabiło  jej  mocniej.  W  oczach  Sebastiana
zobaczyła  bezmiar  miłości.  Uniósł  wieczko,  odsłaniając
pierścionek z pojedynczym brylantem otoczonym dziesiątkami
maleńkich brylancików.

-  Gracie,  wszystko  zaczęło  się  tutaj.  Tu,  w  tym  klubie,

spotkałem  wspaniałą  kobietę  ukrytą  za  maską,  na  punkcie
której  oszalałem.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  poczułem  z  kimś
tak  niesamowitą  więź.  Byliśmy…  jesteśmy  sobie
przeznaczeni. Wierzę w to całym sercem. Bardzo cię kocham
i będę kochał aż po grób. Kocham też nasze dziecko. Gracie,
czy wyjdziesz za mnie? Czy zostaniesz moją żoną?

Łzy płynęły jej po twarzy. Marzyła o tym od najmłodszych

lat  i  teraz  jej  marzenie  się  spełniło.  Tak,  byli  sobie
przeznaczeni. I stworzą razem wspaniałą rodzinę.

-  Ja  też  cię  kocham,  Sebastianie.  I  tak!  Wyjdę  za  ciebie.

Niczego bardziej nie pragnę.

Wsunął  pierścionek  na  jej  palec,  po  czym  podniósł  się

z kolan, podciągnął ją na nogi i ujął jej twarz w dłonie.

- Kocham cię, moja mała.

Słowa  te  przypieczętował  pocałunkiem.  Nigdy  nie  czuła

się  szczęśliwsza.  Po  chwili  wyciągnął  z  kieszeni  jakieś
papiery.

- To jest akt notarialny. Dom należy do ciebie. A tu dowód,

że nie czyhałem na twoje pieniądze: podpisane oświadczenie,
że  każde  z  nas  zachowuje  to,  co  należało  do  niego  przed
ślubem.  –  Ponownie  gorąco  ją  pocałował.  –  Pamiętasz  tę
kryjówkę, w której…

- Się bzykaliśmy?

background image

- Się kochaliśmy.

- Myślisz, że zdołamy ją odnaleźć?

-  Na  pewno.  –  Wskazał  na  koniec  sali,  gdzie  pomiędzy

kominkiem  a  wielkim  regałem  znajdowała  się  przytulna
wnęka.  –  Widzisz?  Tu  wszystko  się  zaczęło  –  szepnął,
prowadząc ją w stronę ich sekretnego „kącika”.

background image

EPILOG

Rok później

Trzymając na rękach dziecko, Gracie stała obok sceny, na

której  jej  mąż  z  dumą  przemawiał  do  osób  zgromadzonych
w głównej sali restauracyjnej Klubu.

- Nikt bardziej od mojej żony, Gracie Diaz, która ma tyle

wspaniałych  osiągnięć  na  koncie,  nie  zasługuje  na  to
wyróżnienie.  Jest  silną  energiczną  kobietą,  której  z  trudem
dotrzymuję kroku. No i jest niesamowicie inteligentna; jakby
nie było, wyszła za mnie.

Goście, wśród których była Ava, Lauren z Suttonem oraz

Beth  z  Camem,  roześmiali  się  cicho.  Pozostali  członkowie
rodziny, zajęci własnymi sprawami, nie mogli być dziś obecni.

- Jest także najcudowniejszą mamą dla naszego Matea. –

Na moment wzruszenie odebrało Sebastianowi głos.

Oczy  Gracie  również  się  zaszkliły.  Była  najszczęśliwszą

kobietą na świecie: miała kochającego męża, ślicznego synka
i trwałe miejsce w społeczności Royal.

-  Pomijając  nasze  relacje  osobiste,  Gracie  Diaz  Wingate

jest  sprawną  kobietą  interesu,  współwłaścicielką  restauracji
i  hodowczynią  koni.  Od  niedawna  w  nowo  otwartym  biurze
w  centrum  miasta  prowadzi  firmę  eventową.  Ogromnie
ucieszyła  się  z  członkowstwa  w  Teksańskim  Klubie
Hodowców.  Zanim  głos  oddam  naszemu  prezesowi,

background image

pozwólcie,  kochani,  że  zaproszę  moją  piękną  żonę,  żeby
powiedziała do was parę słów.

Gracie  przekazała  dziecko  jego  ojcu  -  opieką  nad  nim

dzielili  się  od  pierwszej  sekundy  życia  malca  –  weszła  na
scenę i rozejrzała się po sali pełnej znajomych twarzy.

-  Stoję  przed  wami  wdzięczna  za  wszystko,  co  mnie

spotkało. Wiele moich marzeń się spełniło. – Uśmiechnęła się
czule  do  męża  i  dziecka.  –  Dziękuję  za  przyjęcie  mnie  do
waszego  grona.  Chciałabym  aktywnie  uczestniczyć  w  życiu
miasta  i  Klubu.  Dziękuję  za  waszą  obecność,  ona  wiele  dla
mnie znaczy.

Po  Gracie  na  scenę  wszedł  prezes,  a  następnie  Sebastian

zaprosił wszystkich na uroczystą kolację.

Siedzieli  obok  siebie  przy  stole,  bardziej  zakochani  niż

kiedykolwiek  przedtem.  Sebastian  okazał  się  mężczyzną,
o  jakim  zawsze  marzyła.  Tym,  którego  kochała  od
najmłodszych lat.

Teraz,  gdy  skończyły  się  kłopoty  Wingate  Enterprises,

przyszłość  rysowała  się  w  różowych  barwach.  Gracie
westchnęła błogo.

- Wszystko w porządku? – spytał jej mąż.

Skinęła głową.

-  Po  prostu  jestem  odrobinę  zmęczona  –  odparła

szeptem. – Nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy do domu.

- Tak, to był długi dzień.

- Zwłaszcza dla Matea. Może tę noc całą prześpi.

background image

- A jak nie, to dziś moja kolej ukołysać go do snu, mimo że

on woli być w twoich ramionach. Czemu wcale się nie dziwię,
bo też je lubię.

Gracie  poczuła  na  szyi  gorący  oddech.  Sebastian  zawsze

stanowił  dla  niej  pokusę.  Wygrała  miliony  na  loterii,  lecz
znacznie większą wygraną była jego miłość.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

EPILOG


Document Outline