background image

by: daisydebs

translated: Bryndzia

background image

Rozdział 1

Tylko uprzywilejowani, którzy kiedykolwiek zobaczyli najwyższe piętro wysokiego gmachu 

ze szkła, wiedzieli, że była to budowla Cullenów, a wejście do sali konferencyjnej było jeszcze 
bardziej ekskluzywne. Dlatego przeszło to jakby coś poraziło prądem kilku zgromadzonych, 

kiedy z hukiem otworzyły się podwójne drzwi w połowie posiedzenia zarządu.

Edward   Cullen,   ze   złośliwą   irytacją   w   jego   szmaragdowych   oczach,   otworzył   usta,   aby 

wypowiedzieć niszczycielskie nagany, a następnie zamknął je ponownie, gdy intruz się pojawił. 
Elegancko   ubrana,   brązowowłosa   kobieta   ruszyła   do   pokoju   i   położyła   ręce   na   biodrach, 

patrząc się na Edwarda Cullena.

- Dobrze! - Nastąpiła dramatycznie długa przerwa, zaplanowana do perfekcji, zanim Esme 

Cullen wygłosiła swoją puentę.

Warto było budować.

- Czy to prawda, Edwardzie? Czy rzeczywiście planujesz ożenić się z tą kobietą? Czy ty 

zgłupiałeś...? - Esme nie spodziewała się, że jej trzydziestojednoletni syn bronił się przed nią. 

Wiedziała z doświadczenia, że nie był skłonny do obrony jakichkolwiek własnych działań, a 
najmniej ze wszystkich, jego matki.

Poszczególne   zarzuty   miały   na   celu,   wydaje   się,   być   nie   tylko   bardzo   niewygodnymi   i 

wstydliwymi. Podczas przerwy, po oskarżeniach jego matki, Edward Cullen siedział spokojnie, 

kręcąc piórem między długimi, eleganckimi palcami.

- Jeżeli nikt nie ma żadnych zastrzeżeń...?

Odpowiedział, żeby nie przeciągać spotkania w pomieszczeniu i wszyscy się rozproszyli. 

Cztery   lata   wcześniej   nie   chcieli   okazywać   takiego   szacunku   Edwardowi   Cullenowi,   ale 

tolerowali go ze względu na to, kto był jego ojcem. Szacunek, który pokazali mu teraz w 
znacznym   stopniu,   uzyskał   poprzez   fakt,   że   zawsze   dostarczał   znakomite   rezultaty   z 

czymkolwiek, nad czym rozmyślał.

- Więc, myślę, że to wszystko na dziś, panowie.

Członkowie zarządu odchodzili szybko i spokojnie.
- Jak ojciec?

background image

- Twój ojciec ma się dobrze - Esme odparła. - Nie zmieniaj tematu.

Oczy Edwarda wpatrywały się zabawnie w oczy swojej matki. Czuł jej rosnącą frustrację 

przez   niego,   wiedząc,   że   jeśli   chodzi   o   rodzinę   miała   trochę   cierpliwości,   żeby   czekać   na 

odpowiedzi na pytania, ale była jak ochronna lwica z małymi lwiątkami, gdy chodziło o jej 
synów.

Teraz był właścicielem bardzo udanego biznesu, jego matka nie wyglądała na dużo starszą 

od niego, mimo że dobiega pięćdziesiątki. Edward był świadomy, że nie miała ochoty, aby 

zrobić z siebie młodszą, plastikową wersję samej siebie - (ona nie potrzebowała jego zdaniem!) - 
tak jak wiele jej przyjaciółek robi.

- Dobrze, że wyszli! - zaczęła. - Nie, żeby swoboda wyboru miała znaczenie, ponieważ każdy 

już pyta kiedy ślub! - dodała sapiąc. - Nie powiedziałeś mi, że jesteś zakochany w Tanyi Denali?

- Co, zakochany?
Esme przewróciła oczami na jego jawną prowokację. - Więc masz już kilka doświadczeń, 

które były traumatyczne... Kto nie miał? - warknęła niesympatycznie. - Oszczędź mi cynizmu i 
odpowiedz mi!

Edward zaakceptował naganę z uśmiechem.
Esme może być jego matką, ale to nie zatrzyma jej uporczywego wzroku, żeby złagodzić 

jego ekspresję, była nadal kobietą i mógł on oczarować osoby swoim uśmiechem, myślała 
dumnie. Podobnie jak jego ojciec!

- Powinieneś się więcej uśmiechać - powiedziała mu, mimo że przyznała, że tak naprawdę nie 

było mu do śmiechu na ten temat. Miłością jego życia było poszukiwanie złota i kobiet, w jej 

opinii, które nie były wystarczająco dobre dla jej syna.

- Nie jestem z niej zakochany - powiedział spokojnie.

Oczywiście, że nie był! Małżeństwo to będzie oparte o wzajemne potrzeby - dla niego, aby 

mieć szanse założyć rodzinę, a dla Tanyi dobrobyt i dobra pozycja społeczna, które przyniesie 

jej to małżeństwo.

Esme odetchnęła z ulgą. - Więc to nie jest prawda, że widujesz się z nią...?

- Czy ja tak powiedziałem? Wiele kobiet fantazjuje o poślubieniu bogatego mężczyzny...
- Cóż, masz wysokie mniemanie o mojej płci...

Edward odpowiedział na ten zarzut wzruszając ramionami. - To było moje doświadczenie.
- Jakie szerokie i zróżnicowane, oczywiście - Esme stwierdziła, być może rozumiała syna 

trochę bardziej. Wiedziała w jaki sposób kobiety rzucały się na niego, ale myślała, że to coś 
więcej niż tylko bogactwo, że pociągał je.

background image

- W rzeczywistości sytuacja jest taka, że wiele kobiet nie jest w stanie poradzić sobie z 

faktem, że nie mogę uciec od tego biznesu...

- To znaczy, że jesteś pracoholikiem?

- Może...
- Niektóre kobiety potrafią to - powiedziała cicho. - Ja jestem z twoim ojcem.

- Tak, ale ty jesteś wyjątkową kobietą i, oprócz moich bratowych, nie ma zbyt wielu takich 

osób. Tanya nie jest wyjątkowa, ale rozumie etykę mojej pracy, gdyż jej ojciec jest taki sam. 

Dlatego pasujemy do siebie bardzo dobrze.

Esme patrzyła na niego przerażona, nie mogła uwierzyć, że on myśli o... małżeńskiej farsie. 

Małżeństwo   powinno   być   oparte   na   miłości,   jak   było   jej.   Podobnie   jak   jej   dwóch   synów 
Emmetta i Jaspera. Byli szczęśliwi, a ona po prostu chciała to samo dla Edwarda, najstarszego i 

potajemnie ulubionego. Nie, że nie kocha wszystkich swoich synów, ale Edward był szczególny 
i potrzebował kogoś, kto pokocha go bezwarunkowo.

- Odczytuję z twojej wypowiedzi, że nie lubisz Tanyi?
- Oczywiście, że nie - zatrzęsła się, ponieważ badała twarz swojego syna dla jakiegokolwiek 

znaku, że nie był on rzeczywiście poważny w tym temacie. - Chcę tylko żebyś był szczęśliwy, 
kochanie, ale ona nie pozwoli być ci zadowolonym, nie mówiąc już szczęśliwym.

- Więc będziesz zadowolona słysząc, że nie poślubię jej od razu.
- A dlaczego? - spytała.

- Ponieważ jestem już żonaty.
W tym momencie Esme opadła z gracją w ramiona Edwarda w słabym uścisku.

background image

Rozdział 2

- Wow! To rządzi! - Angela oddychała, trzymając swojej przyjaciółki małą dłoń, zanim ta 

zdążyła ukryć ją pod stołem. Błyszczała jak diamenty migotające jasno w słońcu, pozornie za 
duży dla delikatnego palca dziewczyny. - Jest piękny - powiedziała z zazdrością. - Choć muszę 

przyznać, że myślałam, że pójdziesz na coś mniej...

- Błyszczącego...? - Bella dopowiedziała bez zastanowienia. Mogła usłyszeć zadumę w swoim 

głosie. Po prostu nie podobało się niektórym ludziom, że gani samą siebie z irytacją.

- Mniej konwencjonalnego - Angela zaprzeczyła cicho. - Coś, co pasowałoby do twojej 

nieśmiałej osobowości i dobroczynności. Spędzam więcej miesięcy na ubraniach niż ty w roku i 
spójrz na mnie! - powiedziała ponuro. - Może, gdybym miała twoja piękną, szczupłą figurę, 

ubrania pasowałyby na mnie bez względu, gdzie bym była.

- Jesteś bardziej piękniejsza ode mnie - Bella powiedziała swojej przyjaciółce poważnie. - 

Plus, masz męża, który myśli, że jesteś idealna.

-   Masz   rację   -   powiedziała   Angela,   śmiejąc   się   oraz   biorąc   ostatnie   kremowe   ciasto, 

odzwierciedlając tym samym, że nie ma sensu opowiadać Belli, że była wspaniała, chociaż nigdy 
ona w to nie wierzyła.

Bella była zamyślona, gdy patrzyła na wielki kamień na swoim palcu, myśląc ze smutkiem o 

cudownym pierścionku z rubinem, jaki znalazła w sklepie z antykami. Jake tylko raz spojrzał na 

niedrogie ceny i odrzucił to szybko, ponieważ nie było wystarczające dla niej. - Chcę, żeby 
każdy wiedział, że jesteś moja - powiedział jej - więc potrzebujesz czegoś, co pozwoli innym 

ludziom wiedzieć, że jesteś zajęta. Poza tym jesteś piękną kobietą i chcę pokazać, jak bardzo 
jestem tobie wdzięczny.

- Chcę ciebie bez wszystkich tych prezentów, które mi dajesz, Jake - odpowiedziała. 
- Wiem i to właśnie sprawia, że jesteś tak wyjątkowa - kontynuował. - Fakt, że chciałaś mnie, 

zanim   moja   rodzina   dorobiła   się   pieniędzy,   sprawia,   że   jesteś   najbardziej   niesamowitą 
dziewczyną, jaką kiedykolwiek miałem przyjemność znać.

- Chcę tylko ciebie, Jake.
Naprawdę?

background image

- Tak, naprawdę... Ja nie jestem chciwą osobą.

- Więc, nie przeszkadza mi czekać, aż się pobierzemy. Podziwiam twoje zasady, ukochana.
Zasady czy niski popęd seksualny...  pomyślała. Zignorowała irytujący głos w swojej głowie i 

przypomniała sobie, że jest bardzo szczęśliwa, że znalazł się taki kochany, troskliwy człowiek, 
który ją uwielbiał.

- Jake naprawdę polubił tylko ten - powiedziała przyjaciółce.
- Jego cenę - Angela zagryzła wargę i spojrzała przepraszająco. - Miałam na myśli, że jest 

osobą, która lubi popisywać się swoim bogactwem. - Bella wiedziała, że to prawda, ale też była 
świadoma, że jego przeszłe problemy finansowe uczyniły go takiego i tak bardzo się starała być 

wyrozumiała dla niego.

- Wiem, ale on tyle znaczy, Angela. On naprawdę jest dobrym człowiekiem - powiedziała. 

Angeli wydawało się, że istnieją rzeczy ważniejsze od dobroci. Na przykład pasja i miłość. 

Wiedziała, że Bella była jeszcze dziewicą i zastanawiała się, dlaczego ona czeka tak długo. W 

końcu, dlaczego dziewczyna dwudziestotrzyletnia była nadal taka niewinna?

Angela spojrzała na swoją przyjaciółkę pytająco. - Więc, jak zareagował, kiedy powiedziałaś 

mu?

Bella wzięła łyk swojej kawy i skrzywiła się. - Więc, faktycznie...

- Powiedziałaś mu, że ty nie...?
Bella zgarbiła plecy z powodu winy. Wiedziała, co się wydarzy i zareagowała w obronie. - On 

był taki szczęśliwy, ja tylko... Czekam na właściwy moment. - To brzmiało nieprzekonywująco, 
nawet dla własnych uszu.

Angela westchnęła głośno. - Kiedy będzie najlepszy czas - w kościele? Idąc do ołtarza?
- Nie...

- Spójrz, pierwsza przyjęłam, że przeszłość powinna zostać w tyle, to nie jego sprawa, co się 

wydarzyło cztery lata temu - w końcu miało się tylko dziewiętnaście lat. Ale wy nadal jesteście 

małżeństwem! A to oznacza, że on musi być poinformowany!

- Wiem, wiem! - Bella zamknęła oczy i obróciła pierścionek na palcu. - Ja po prostu nie czuję 

się mężatką.

- Oczywiście, że nie! - Angela mówiła głośno, powodując, że kilku klientów, którzy byli 

blisko, odwrócili się i patrzyli na nie. - Ty znałaś go przez dwie godziny, zanim za niego wyszłaś 
i nigdy już go więcej nie widziałaś po ceremonii!

- To było wygodną rzeczą, Angela! - Bella wyszeptała wściekle. - Wiesz, dlaczego wyszłam za 

mąż! Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego normalnie.

background image

- Wiem, Bella - Angela powiedziała, biorąc rękę swojej przyjaciółki w swoją własną - ale 

musisz mu powiedzieć.

- Wiem i zrobię tak - Bella szepnęła. - Jak tylko detektyw zlokalizuje go, powiem wszystko 

Jacobowi.

- Tak długo jak wiesz, co robisz - chcę tylko jak najlepiej dla ciebie.

-   Dzięki   Angela.   -   Jak   tylko   Bella   powróciła   do   picia   kawy,   myślała   o   swoim   „mężu”. 

Pamiętała go wyraźnie. Kto by nie pamiętał? Był wysoki, zamyślony, całkowicie wspaniały... lista 

może ciągnąć się dalej. Jego oczy były jak szmaragdy, które błyszczały... niebezpiecznie czy też 
coś takiego?

Było coś takiego w nim, że był nietykalny. Oczywiście był arogancki, ale czuła, że można 

było się spodziewać tego w nim. Nadal pamiętała go tak wyraźnie teraz, jak mogła cztery lata 

temu, przez co z pewnością można stwierdzić, że był nieodparcie piękny!

-   Więc...   -   Angela   zaczęła   ponownie.   -   Ten   mężczyzna   może   być   wszędzie?   Może   być 

martwy?

- Angela! - Bella zawołała. - On nie umarł!

- Skąd wiesz? Musisz przyznać, że to by było przydatne - mam na myśli, że nie musiałabyś 

się rozwodzić z nim!

- Po prostu wiem, że on żyje, dobrze? - Bella była pewna, że Edward żył gdzieś na świecie, 

ona po prostu nie wiedziała od czego zacząć, nie wiedziała nic więcej niż jego nazwisko. Poza 

tym, kiedy go znajdzie, to wszystko będzie uporządkowane. - Edward Cullen gdzieś żyje.

- Ach, więc znasz jeszcze jego nazwisko? - Angela dokuczała.

- Powinnam, przecież wyszłam za niego.
-   Tak,   ale   tylko   poślubiłaś   nieznajomego   człowieka   dla   swojego   ojca,   a   co   było  jego 

usprawiedliwieniem?   -   Angela   była   ciekawa.   Kto   mógł   ożenić   się   z   bardzo   niewinną 
dziewiętnastolatką,   a   następnie   porzucić   kilka   godzin   później.   I   to   bez   skonsumowania 

małżeństwa! Patrząc na swoja przyjaciółkę znowu poczuła, że może Edward Cullen był gejem. 
Miała na myśli, jak mężczyzna może się oprzeć pokusie Belli. Piękna Bella, której mężczyźni 

rzucają się na kolana przed nią, dosłownie, w nadziei, że uśmiechnie się tylko dla nich. Angela 
nadal patrzyła uporczywie na swoją przyjaciółkę, zauważając w niej delikatną strukturę kości, 

pełne usta i duże, czekoladowe oczy - które zostały przyozdobione najdłuższymi rzęsami, jakie 
kiedykolwiek widziała.  Włosy miała długie do pasa  z odcieniami mahoniu i lokami, że aż 

podskakiwały, kiedy chodziła.

Byłaby   zazdrosna   o   swoją   przyjaciółkę,   gdyby   nie   wiedziała,   jaką   kochającą   i 

background image

wspaniałomyślną była osobą. Smutne było to, że Bella nie wierzyła, że była ona godna uwagi. 

Może właśnie dlatego jej niewinna koleżanka i najlepsza przyjaciółka była tak sympatyczna?

- Powinnyśmy już iść - Angela zaczęła. - Mam papiery, które wymagają klasyfikacji.

- Więc ja też - Bella jęknęła, wstając z krzesła i podążyła za swoją przyjaciółką na zewnątrz, 

aby mogła dotrzeć z powrotem do małej szkoły podstawowej, w której obie uczyły. Bella 

kochała swoją pracę, nawet jeśli to był tylko jej pierwszy rok nauczania. Zaledwie ukończyła 
uniwersytet kilka miesięcy temu i miała szczęście zdobyć pracę w swojej starej szkole, gdzie 

szczęśliwie jej najlepsza przyjaciółka Angela uczyła.

W swojej karierze miała naprawdę szczęście, ale wszystko inne wydawało się, że nie mogła 

zrobić tyle błędów. Nie, żeby małżeństwo z Edwardem Cullenem było błędem, to po prostu 
coś, co trzeba było zrobić. Przypomniała sobie ten dzień, jakby to było wczoraj. Siedziała przy 

barze w Las Vegas (jej pierwsze wakacje), topiła smutki przez fakt, że chłopak zostawił ją samą. 
I zerwał z nią! Tylko dlatego, że nie chciała spać z nim!

Kiedy   odwróciła   się,   żeby   odejść,   zauważyła   go   od   razu,   jego   oczy   podążały   za   nią. 

Intensywność jego spojrzenia przyprawiała ją o rumieńce. - Odchodzisz już? - zaczepił. Bella 

przysięgła, że jego głos był jedynie narzędziem uwodzenia, który musi działać na wszystkie 
kobiety bez względu, czy są młode, czy stare. Czuła, że kolana jej miękną i że staje się papką 

błota.

- Ja... ja... - jąkała się.

-   Przynajmniej   pozwól   mi   postawić   ci   drinka   -   powiedział,   cały   czas   prowadząc   ją   z 

powrotem do baru. Bella nie była w stanie myśleć w sposób spójny. Ani też coś powiedzieć!

Doprowadził   do   leniwej   rozmowy   o   czymkolwiek   w   większej   części,   dopóki   Bella   nie 

opowiedziała całej swojej  historii.  Musiał myśleć,  że  jest ona słabym  głupcem,  płacząc na 

ramieniu obcej osoby. Nigdy nie zachowywała się podobnie i wciąż to przyprawia ją o płacz, jak 
pomyśli o tym teraz. Była też świadoma prawdziwej przyczyny, dlaczego wyszła za mąż. To była 

jej najbardziej wstydliwa tajemnica. Fakt, że szantażowała Edwarda Cullena, żeby się z nią 
ożenił, straszył ją dzień i noc.

Czy kiedykolwiek jej przebaczy? A co najważniejsze, jak będzie się czuła, kiedy stanie twarzą 

w twarz z nim po tak długim czasie?

background image

Rozdział 3

Pracując do późna z powodu nieoczekiwanego kryzysu z jednym ze swoich uczniów, Bella 

zadzwoniła do Jake i zaplanowała spotkanie z nim w hotelu, w którym mieli jeść kolacje tego 
wieczora. Pobiegła do domu, nakarmiła kota (zły potwór nazywał się Tom) i zrobiła to w 

rekordowym czasie.

Jej nieco długie obcasy stukały wzdłuż chodnika. Bella spieszyła się przez plac z dręczącym 

ją uczuciem, że czegoś zapomniała. Weszła do holu przebiegając palcami przez włosy, które 
spływały jej falami do pasa i wyglądały jak jedwabne rzeki czekolady. Jednak była przekonana, 

że wyglądały jak bałagan, gdy zwykle miała czas, wiązała je w elegancki kucyk.

Jake czekał. Jego twarz się rozpromieniła jak ją zauważył, co spowodowało, że Bella była 

zadowolona,   że   postanowiła   założyć   sukienkę,   którą   Angela   wybrała   dla   niej   wcześniej.   - 
Wyglądasz pięknie - szepnął ochryple, przyciągając ją bliżej do pocałunku. Bella dziwiła się, czy 

to jest normalne dla niej zastanawiać się, czy zamknąć drzwi za swoim mężem, gdy pocałował 
ją namiętnie.

- Brzmisz na zaskoczonego! - dokuczała, jej lekkość tonu ukrywała w tajemnicy zmartwienie. 

- To musi być ta sukienka!

Bella była świadoma, że Jake wolałby ją przebierać wiele razy, ale nigdy otwarcie jej nie 

skrytykował. - Nawet nie zauważyłem sukienki - Jake powiedział, cały czas patrząc jej w oczy.

- Cóż, nie tak trudno ją zauważyć, prawda? - odparła, czując się bardzo niekomfortowo i 

chcąc być w domu w swoich ulubionych spodniach dresowych i koszulce. Spojrzała w dół na 

swoją małą niebieską sukienkę, która przylegała do niej trochę ciasno. - Nie sądzisz, że to... 
oczywiste?

- Nie możesz wyglądać inaczej niż elegancko, bez względu na to, co masz na sobie - Jake 

zaśmiał się. - Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. - On nie będzie myślał tak 

wkrótce, pomyślała.

Bella wzięła głęboki oddech, wiedząc,  że musi mu teraz powiedzieć, to  była doskonała 

okazja. - Jake, jest coś, co muszę ci powiedzieć - szepnęła szybko.

Migotanie niecierpliwości przeszło przez jego twarz. - Nie teraz, kochanie - powiedział, 

background image

chwytając ją za rękę. - Edward nie lubi czekać.

To imię było tak niespodziewane, że uderzyło ją tak bardzo. Czuła, że traci oddech z całego 

ciała i wiedziała, że gwałtownie zbladła. - Edward? - wyszeptała.

-   Tak,   Edward.   Spotykamy   się   z   nim   dzisiaj   -   pamiętasz?   Chodziłem   z   nim   do   szkoły 

prywatnej.

- To nie brzmi jak ktoś, kogo chcesz spotkać - przełknęła. Przecież nie czuł ogromnej 

niechęci do wszystkich chłopców, z którymi uczęszczał do szkoły?

- Cóż, był jedynym, który nadal trzymał ze mną, po tym jak straciliśmy wszystko, więc on 

jest inny - Jake wyjaśnił.

- I mówisz, że spotykamy się z nim dzisiaj? - przełknęła.
- Tak, powinnaś go polubić - kobiety wariują na punkcie jego niebezpiecznej osobowości - Jake 

zaśmiał się.

- Raczej preferuję bardziej zdecydowany i odpowiedzialny charakter - dokuczała. 

- To znaczy nudny i stateczny, prawda? - Wydął wargi, sprawiając, że jego urok, wywołał jej 

śmiech.

-   Nie,   mam   na   myśli   odpowiedzialność.   Kobieta   nie   chce   poślubić   niebezpiecznego   - 

powiedziała, uspokajając go, świadoma, że zraniła jego uczucia.

-   Oczywiście,   że   nie   chcą!   One   po   prostu   chcą   szalonej,   namiętnej   miłości   od   nich   - 

powiedział, myśląc, że rumieńce zabarwiające jej policzki były godne podziwu.

- Niektóre kobiety mogą - zadrwiła - ale nie ja! Tacy mężczyźni są płytcy i próżni!
Jake skrzywił się. - Ty nie chcesz powiedzieć tego Edwardowi, prawda?

- Zależy od jego każdego słowa, jaka to będzie ewangelia - wiernie obiecała.
- Polubisz go - powiedział Jake. Bella nie mogła ukryć sceptycyzmu. - Zaufaj mi, kobiety 

kochają go - Jake kontynuował. - On nie zawsze był moim przyjacielem w rzeczywistości. Był 
trochę samotnikiem, ze swoim rowerem i skórzanymi spodniami. - Bella skinęła głową, nie 

miała problemu z zobrazowaniem sobie ponuro rozmyślającego Edwarda Cullena w czarnej 
skórze. Jeśli kiedykolwiek będzie miała trudności z usunięciem tego...  rozkosznego  zdjęcia ze 

swojego   umysłu.   -   Byłem   tam,   kiedy   skręcił,   aby   nie   wjechać   w   dziecko   na   drodze.   Nie 
zrobiłem wiele, ale on twierdzi, że uratowałem mu życie.

Bella   słuchała   tego   skromnego   ogłoszenia   z   małym   uśmiechem.   -   To   znaczy,   że 

prawdopodobnie uratowałeś.

Jake wzruszył ramionami. - Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony, kiedy został ze mną w 

kontakcie. Jego ojciec stracił strasznie dużo pieniędzy, tak jak mój, gdy miał atak serca. Myślę, 

background image

że Edward przejął z dnia na dzień prowadzenie działalności w tamtych czasach. Wiesz, są 

miliarderami.

Bella czuła jak śmieje się z ulgą. Miliarder! Była całkowicie pewna! Jej Edward ożenił się z nią 

dla pieniędzy, więc nie było tak, że Jake mówił o osobie, którą miała na myśli. 

- Dobrze się czujesz? - Jake zapytał, widząc jej bladą twarz.

- W porządku - szepnęła. - To tylko niski poziom cukru we krwi, zostałam zatrzymana przez 

dyrektora szkoły w czasie przerwy obiadowej.

- Powinnaś lepiej dbać o siebie - powiedział, pocierając lekko jej ramiona. - Pracujesz tak 

ciężko w tej szkole. Ale nie martw się, możesz przestać, kiedy będziemy małżeństwem.

Zrezygnować! Raczej nie! Kochała uczyć, to była jedyna rzecz, która trzymała ją w tej chwili. 

Jej uczniowie byli godni uwielbienia mając po sześć lat, dlatego kochała widzieć każdego ranka 

ich z jasnym uśmiechem i chęcią do nauki.

- Wyglądasz teraz lepiej - powiedział lekko, patrząc na kolor barwiących się policzków i nie 

zdając sobie z tego sprawy, jaki był wpływ na jej myśli o utraceniu pracy, które spowodowały 
ten kolor. - Chodź, pójdziemy coś zjeść.

- I spotkamy twojego przyjaciela - oschle stwierdziła.
To się nie dzieje!

- Oto jest Edward - Jake powiedział, dostrzegając przerażony wyraz jej twarzy. - Czy nie 

mówiłem, że jest piękna. Chodź kochanie, nie bądź nieśmiała...

Nieśmiała? Więcej, jak sparaliżowana prądem! I przestraszona na dodatek.
O Boże!

Długie kończyny osoby przybliżały się do jego nóg. - Rzeczywiście mówiłeś, Jake.
Jeśli miała omamy, zniknęły jak usłyszała jego kulturalny głos. Mogła pamiętać ten głos 

marzeń, który powodował gęsią skórkę na całej jej skórze. - W rzeczywistości, Jake powiedział 
mi tyle, że czuję się jakbyśmy spotkali się wcześniej. 

Jake   nie   zauważył   ciemnego   i   ponurego   tonu   tej   wypowiedzi.   Ale   Bella   zauważyła!   W 

rzeczywistości   Jake   wydawał   się   nieświadomy   intensywnego,   zimnego   spojrzenia   innych 

mężczyzn, wędrującego po jej ciele, utrzymując się dłużej niż było potrzebne na piersiach, które 
tylko zerkały z góry jej sukienki.

Pomimo faktu, że cała była wypełniona niewiarą, mogła podziwiać niemal jego nerwy, jej 

własne były na granicy wytrzymałości. Nie było tak źle, że był tutaj, ale co on powie?

Ich spojrzenia zablokowały się, wyraz jego twarzy mało pokazywał, ale Bella miała wrażenie, 

że był zadowolony, co sprawiło, że czuła się niekomfortowo. To właśnie ta myśl, że pozwoli jej 

background image

mówić prawdopodobnie jeszcze raz. Czy on myślał, że może ją osądzać! Mogła sprowokować 

męża - ale on był gotów do rewanżu!

Utrzymując cisnące się przekleństwa przez nią, nieco histerycznie się zaśmiała, żeby nie 

uciec. - Bella, to Edward Cullen - Jake się wtrącił.

Podobnie jak Jake, był ubrany w ciemny garnitur, żeby pokazać swoją doskonale zbudowaną 

sylwetkę.   Nie   zmienił   się   w   ogóle,   jego   obecność   nadal   dowodziła   władzy   i   szacunku, 
pomyślała. I pomyśleć, kontynuowała, że poślubiła milionera... nie, miliardera, cały ten czas. 

To była historia godna do najbardziej popularnej opery mydlanej, która była emitowana w 

telewizji! Bella poczuła, że jej usta formują się w posłuszny uśmiech, podczas gdy jej oczy nadal 

ukazywały szok i przerażenie. - Bella, prawda? - zapytał, biorąc ją za rękę w formalnym uścisku. 
- To przyjemność spotkać cię... To jest Bella, racja?

Wiedział to cholernie dobrze! - Właściwie to Isabella - powiedziała, uważała to za sprzeczne, 

gdyż wolała być nazywana Bellą.

- Isabella, takie piękne imię. - Sposób w jaki to powiedział, wysłał ciarki po jej kręgosłupie. 

Potem znowu mógłby prawdopodobnie to zrobić, poprzez czytanie menu na głos, pomyślała.

Jeśli Edward był wstrząśnięty tym, że ona była jego towarzyszką na kolacji, ukrywał to 

bardzo dobrze. W przeciwieństwie do samej siebie! Później znowu nie przyzna się do niej. Nie, 

natychmiast   odrzuciła   tę   możliwość.   Jego   intensywne   spojrzenie   podważa   tę   teorię.   Może 
prywatny detektyw znalazł go i powiedział mu?

Tak wiele pytań było uruchomionych przez jej umysł, zanim końcowa myśl w nią uderzyła.
Dlaczego nie powiedziała Jake'owi???

Jęczała do siebie - teraz było za późno!
Proszę,   proszę,   niech   nic   nie   mówi!!!  Zawsze   mogła   pokonać   Edwarda   stwierdzeniem,   że 

zastanawiała się, jak to pójdzie... Pewnie Jake, znam Edwarda - w rzeczywistości jestem aktualnie jego 
żoną!
 Bella nieco westchnęła, gdy siadała przy stole i potrząsnęła swoimi włosami, aby zobaczyć 

obu mężczyzn, jak patrzą na nią. Szybko wzięła duży łyk swojego drinka, ustawiając szkło z 
powrotem na stole.

- Nie uważasz, że powinniśmy coś zjeść przed piciem? - Jacob powiedział uśmiechnięty, choć 

jego oczy były zwężone. Najwyraźniej poczuł, że chce ona zawstydzić go przed Edwardem 

Cullenem.  Gdyby tylko wiedział!  Myślała histerycznie. - Bella ciężko pracowała dziś i opuściła 
lunch - kontynuował, mówiąc do Edwarda.

- A czy...  Isabella, często pracuje? - zapytał sarkastycznym tonem, że Jake wydawał się być 

tego nieświadomy.

background image

-   Och,   tak.   Ale   powiedziałem   jej,   że   nie   istnieje   potrzeba   jej   kontynuowania,   kiedy   się 

pobierzemy.

Bella czuła rozdrażnienie przebiegające przez nią po tym stwierdzeniu. Mogła mówić do 

samej siebie i nie miała zamiaru rezygnować z nauczania! - Jestem tutaj! I doskonale mogę 
odpowiedzieć za siebie - odparła, policzki zaczerwieniły jej się z temperamentu - zupełnie 

nieświadomie, czyniąc ją jeszcze bardziej atrakcyjną dla płci przeciwnej.

- Przepraszam, Isabello. - Brwi Edwarda Cullena złączyły się. - Pracujesz? - Nasycił swój ton 

niedowierzaniem.

Oczy Belli z nieskrywanym jadem spojrzały na jego pogardę dla niej.

Jak on śmiał? On nie wiedział o niej nic, kompletnie nic! I co, myślał, że zna, bo opowiedziała 

mu swoją historię, która musiała brzmieć dla niego okropnie. Przecież w zasadzie powiedziała 

mu, że nie zrobiła nic od pobytu w domu? I że potrzebuje wyjść za mąż, aby uzyskać spadek. 
Więc była wkurzona, jeśli miała czołgać się w rogu w związku z jej osobowością. 

- Tak, pracuję! Gdy nie maluję paznokci lub nie wydaję okropnie dużej sumy pieniędzy na 

zakupy - powiedziała mu ostro. Jake zaśmiał się hałaśliwie, myśląc o swojej Belli malującej 

paznokcie czy robiącej zakupy!

Edward chwycił jej palce w swoje własne i rozwijał je jeden po drugim, czubkiem swojego 

kciuka musnął delikatne, niebieskie żyły u podstawy jej ręki, tym samym zauważając matowe i 
ogólnie bezbarwne paznokcie. Ten dotyk wysłał jej impuls i miała ochotę dotknąć jego skórę.

- Nie dziś - powiedział cicho. Jego głos sprawiał, że czuła się niekomfortowo, gdy ją dotykał 

i szybko wyszarpnęła swoją rękę.

- Jestem nauczycielką w szkole podstawowej - i cholernie dobrze, pomyślała!
- Nauczycielka? - zapytał bezładnie. - Zadziwiasz mnie.

Przypominał jej eleganckiego kota grającego z myszą, jego natura okazała się okrutna. Im 

więcej go widziała, tym bardziej go nie lubiła. Tylko dwoje mogło grać w tę grę!

- A pan, panie Cullen? - powiedziała słodko. - Jest jakaś pani Cullen albo jakieś małe Culleny? 

- Bella wstrzymała oddech, gdy cisza po jej pytaniu utrzymywała się, spojrzała w oczy Edwarda, 

aby zobaczyć, że patrzy na nią z lśniącymi... z zachwytu?

- Jest tylko jedna pani Cullen w moim życiu i to jest moja matka, która jest bardzo aktywną 

częścią tego - uśmiechnął się szczerze. - Jeśli nie liczyć moich dwóch bratowych, które są 
również paniami Cullen.

Bella odetchnęła głęboko, gdy zobaczyła jego prawdziwy uśmiech po raz pierwszy tego 

wieczoru.   Transformacja   była   niszczycielska.   -   Więc   nie   ożeniłeś   się   zatem?   -   ciągnęła 

background image

zdeterminowana.

- Jeśli Edward by się ożenił, myślę, że wiedzielibyśmy o tym, kochanie - Jake zaśmiał się, 

przywracając Bellę z powrotem do swojej obecności. - Media cały czas by o tym mówiły.

Czy chcesz wiedzieć? pomyślała niemiłosiernie, zanim zrozumiała, że była za bardzo samolubna 

i nie podobało jej się wiele w tej chwili.

- Małżeństwo jest nieuniknione, oczywiście - mówił płynnie - jeśli tylko... jak ty to ujęłaś? 

...produkuje się małe Culleny.

- Wydaje się to trochę staroświeckie i zimnokrwiste dla mnie - powiedziała. Jake zaczął 

patrzeć   poruszony   i   szybko   zapytał,   czy   chcemy   kolację.   -   Nie   jestem   głodna   -   Bella 

odpowiedziała, wątpiła, że będzie mogła jeść, gdy jej żołądek skręcał się.

- Cullen nie jest zimnokrwisty, Isabello.

-   Ups,   czy   zdeptałam   twoje   ego?   Przykro   mi,   ale   jestem   pewna,   że   jesteś  namiętnym 

kochankiem - Bella uśmiechnęła się jasno, zanim jej wypowiedź zwróciła się do jednego z 

pogardą. - Ale ja akurat uważam, że wybieranie dziewczyny do zawarcia małżeństwa w oparciu 
o linie krwi jest straszne.

- Bella!
Edward   uśmiechnął   się   i   uniósł   kieliszek   do   Jake'a.   -   Żenisz   się   romantycznie,   mój 

przyjacielu. - Potem zwrócił się do Belli i wycedził. - Więc ty nie wychodzisz za mąż dla czegoś, 
ale z miłości, Isabello? - Jego palec musnął jej świecący diament! Była tak zła! Chciała wytrzeć 

ten zadowolony z siebie uśmiech z jego twarzy tak bardzo, że ręce zwinęła w pięści pod stołem.

- W idealnym świecie każdy bierze ślub z miłości.

Usta Edwarda wykrzywiły się szyderczo. - Więc jesteś pragmatykiem, który jak sądzę jest 

lepszy niż hipokryta.

Bella była tak rozwścieczona, że wiedziała, że to tylko kwestia czasu, zanim zrobi coś, co 

wiedziała, że nie będzie żałować. Jakby on nie był hipokrytą! pomyślała.

Jake   miał   wrażenie,   że   brakuje   czegoś   ważnego,   ale   po   prostu   powiedział.   -   Bella   jest 

całkowicie praktyczna.

- W to nigdy nie wątpiłem - Edward zauważył. - Mam nadzieję, że ci nie przeszkadza, że 

zamówiłem butelkę szampana - mówił dalej, gdy kelner podszedł do stołu.

-   Wielkie   podziękowania   Edward,   czyż   nie   kochanie?   -   Bella   kiwnęła   głową,   boleśnie 

świadoma niewinnego charakteru Jake'a, sprawiając, że czuła się bardziej winna. Patrzyła jak 

Edward   wyciągał   korek   z   butelki   i   nalewał   do   każdego   kieliszka,   zauważając   jego   długie, 
eleganckie palce i chciała... nie! Złe myślenie, mówiła sobie potrząsając głową mentalnie.

background image

Kolacja była niewygodną sprawą z Edwardem, nieustannie rzucającym sarkastyczne uwagi, 

które kierował pod adresem Jacoba. Umysł Belli nadal odtwarzał ostatnie wydarzenia, gdy dwaj 
mężczyźni   siedzieli   i   podskoczyła   lekko,   kiedy   usłyszała   dźwięk   telefonu   Jake'a.   Wyszedł 

grzecznie, gdy Bella i Edward patrzyli na siebie z wyraźnym lekceważeniem pokazanym na ich 
twarzach.

- Będę tam w trzydzieści minut - Jake powiedział do telefonu, wracając do stołu i siadając na 

krześle, wyglądając miło, ale także na nieco zirytowanego. - Przykro mi - mówił do nich obojga 

- ale coś wydarzyło się w pracy i muszę iść, aby naprawić to.

- Problemy? - Bella uśmiechnęła się słodko, wdzięczna wszystkim, że ma szansę na ucieczkę.

- Nic, czego nie mogę zrobić, to tylko ci cholerni „eko-wojownicy” znajdują się na terenie 

rozbiórki - oświadczył, wyraźnie poirytowany. - Miałem nadzieję, że rozpoczniemy pracę jutro, 

więc muszę iść.

Bella wstała, aby wyjść. - Mogę pójść i pomóc ci, przecież wiem, że lider grupy jest bardzo 

dobry. Być może, jeśli porozmawiasz z nim...

- Bella, nie pójdę na kompromis z tymi ludźmi.

- Ale oni chcą tylko coś powiedzieć, co jest budowane w miejscowości... - zaczęła, z sympatią 

o swoich przyjaciołach przed budynkiem przemysłowym, gdzie Jake planuje budowę.

- To nie podlega dyskusji - Jake powiedział stanowczo.
- Dobrze, jeśli tak czujesz, kochanie - zawołała ze swojego miejsca za nim.

-   Nie,   nie,   kochanie.   Zostaniesz   tu   i   będziesz   cieszyć   się   posiłkiem.   Jestem   pewien,   że 

Edward nie miałby nic przeciwko, żeby cię odwieźć do domu.

- To byłaby dla mnie przyjemność - Edward sarkastycznie odpowiedział.
- Do zobaczenia. Wszelkiego rodzaju. Zadzwonię do ciebie jutro - powiedział, pochylając się 

w dół na szybkiego całusa. - I Edward, przepraszam, być może powtórzymy to ponownie? - I 
odszedł, zostawiając Bellę samotnie w obecności jej męża. 

background image

Rozdział 4

Edward Cullen przeszedł zdecydowanie do gabinetu swojego ojca, który znajdował się na 

drugim   końcu   rodzinnej   posiadłości.   Edward   już   tutaj   nie   mieszkał,   miał   apartament   na 
ostatnim piętrze w bardzo atrakcyjnym miejscu, w samym sercu miasta, ale był tu częstym 

gościem z uwagi na fakt, że jego rodzina była dla niego bliska. Jego rodzice, Esme i Carlisle, 
adoptowali go i jego dwóch braci, kiedy dowiedzieli się, że nie mogą mieć dzieci. To nigdy nie 

sprawiło, że mniej ich kochali. Byli spadkobiercami Cullenów, dumnymi synami Carlisle'a i 
Esme Cullen i bardzo się kochali.

Emmett   i   Jasper,   jego   dwaj   bracia,   byli   teraz   szczęśliwie   żonaci   -  i   próbowali   stworzyć 

następne   pokolenie   Cullenów.   Sprawiając   swojej   matce   przyjemność.   Choć   ona   nadal   była 

zdeterminowana,   aby   zobaczyć   jego   równie   szczęśliwym.   To   nigdy   się   nie   wydarzyło.   Był 
wcześniej w związkach, ale nigdy nie czuł czegoś bliskiego temu, co jego bracia. Pogodził się 

już z tym faktem, że to się nie wydarzy.

Zdawał sobie sprawę, że budował niekompletny obraz samego siebie. Jego częsta pozorna 

obojętność,   która   była   maską,   była   dla   ludzi   oraz   przydatna   do   kontaktów   z   kobietami   i 
niedołęgami z pracy. Jego rodzina była jedynymi ludźmi, którzy mogli zobaczyć jego prawdziwe 

ja.

I teraz miał do czynienia ze skutkami dzisiejszego oświadczenia. Nie miał zamiaru mówić 

Esme, co zrobił, ale okazja była dobra do oporu. Przypomniał sobie wyraz jej twarzy z małym 
uśmiechem. To był jeden z niewielu razy, gdy udało mu się ją zszokować.

Tak, był żonaty. Ale naprawdę nie ożenił się! Kartka papieru nie sprawia, że jest się żonatym. 

To stało się lata temu w każdym razie. Jego ojciec właśnie miał atak serca i podjął złe decyzje w 

pracy, byli blisko bankructwa. Edward przechadzał się po barze jednego wieczora, kilka dni 
później,   szukając   odwrócenia   uwagi   od   swych   zmartwień   i   ujrzał   brązowooką   piękność. 

Wyglądała tak niewinnie! Tak młodo!

Szybko znalazł się przy niej i powstrzymał ją, żeby nie  odchodziła, oferując jej drinka. 

Zaczerwieniła się, wspominał. Prawdziwy rumieniec! Nie spotkał kobiety, która rumieniła się 
tak łatwo, od bardzo dawna. Większość kobiet, które znał, były znacznie doświadczone i się nie 

background image

rumieniły. Był nią zaintrygowany.

Nie miała swojego alkoholu, wspominał i wlewał w jej małe serce swój.
- Po prostu mam tak wiele długów do spłacenia, a ja nigdy nie zamierzałam wychodzić za 

mąż i wszystko jest zniszczone - mówiła w pośpiechu, jej słowa były lekko niewyraźne.

- Jesteś za młoda, żeby wychodzić za mąż - powiedział jej.

- Tak, ale ja muszę!
-  Nie  rozumiem,  dlaczego  musisz   -  powiedział   szczerze,  przecież   była  młoda  i  piękna. 

Przecież miała jeszcze czas, żeby wybrać sobie męża? Ktoś mógł się w niej beznadziejnie 
zakochać. Ktoś taki jak... on??

-   Jeśli   wezmę   ślub,   będę   mogła   ubiegać   się   o   spadek   mojego   dziadka   -   powiedziała   z 

szerokimi oczami, jakby powinien już wiedzieć, co ona mówi.

- I to jest jedyny powód do zawarcia małżeństwa? - Mógł stwierdzić, że jej charakter był inny 

od jej niewinnych wypowiedzi. Brzmiała jak kombinująca harpia! Czuł odrobinę nadziei i był 

nagle   zadowolony,   że   nie   wyjawił   przeszłości   swojej   rodziny.   Ona   wyszłaby   za   mąż,   żeby 
pospłacać kilka długów?

- Muszę dostać te pieniądze - mówiła zdeterminowana. - Może zaoferuję komuś połowę, 

jeśli zgodzi się ze mną ożenić? - dumała, on nie był pewien, czy ona była świadoma, że nadal 

tam był. - Tak, zrobię to - kontynuowała. - Zaoferuję milion dolarów mężczyźnie, który zgodzi 
się ze mną ożenić pod pewnymi warunkami, oczywiście.

- A jakie to są warunki? - Edward wycedził, myśląc, że była chora psychicznie.
- Cóż, nie chciałabym części... intymnej - zająkała się.

- Masz na myśli współżycie?
- Tak, mam na myśli nie... Ja... to prawda, żadnego współżycia.

- Coś jeszcze?
- Cóż, nie chciałabym mieszkać z kimś obcym. Myślę, że byłoby najlepiej, jeśli rozeszlibyśmy 

się po tym jak weźmiemy nasze pieniądze.

Edward był ciekawy. Mógł to zrobić. Mógł skorzystać z pieniędzy, żeby uratować interes 

swojego ojca i może ojciec odzyskałby szybciej zdrowie, gdyby wiedział, że wszystko będzie 
dobrze. Nie był zadowolony z tej sytuacji, biorąc pieniądze od obcego - ale mógł ewentualnie 

oddać je jej z powrotem. Czyli mógł więcej niż niektórzy mężczyźni. Nie chciał jej wykorzystać, 
z wyjątkiem wzięcia jej pieniędzy. On także nie chciał być intymnie z każdym, kombinował. 

Ona była skłonna do zawarcia małżeństwa z obcym poznanym na ulicy, tylko po to, żeby w jej 
ręce wpadło trochę gotówki. Jakiego rodzaju osoby sprawiły, że ona tak robi?

background image

Nie miał już chęci spędzić więcej czasu w jej obecności. Osoba, która była skłonna do 

czegoś takiego nie była człowiekiem, chciał wiedzieć, czy umiała się zakochać. 

Edward zgodził się być panem młodym i wzięli ślub w wulgarnej kaplicy w Las Vegas. Gdy 

zobaczyli   się   z   jej   adwokatem,   opuścił   ją,   aby   uratować   rodzinny   biznes   i   ona   wyjechała 
prawdopodobnie dostając w spadku nadmierną ilość ubrań.

Edward był rozczarowany, aby dowiedzieć się, czy ona go lubi, nigdy nie był pociągany przez 

kogoś tak bardzo jak przez nią. Ale to było lepsze niż znać prawdę, co on czuł.

Przerwał swoje rozważania, gdy wszedł do gabinetu ojca po zapukaniu.
- Edward - Carlisle zawołał. - Jak miło cię widzieć w ciągu dnia.

- Mam wiadomość i lepiej będzie jak powiem od razu o co chodzi - powiedział do swojego 

ojca, siadając naprzeciwko na skórzanym fotelu.

- Masz wiadomość?
- Hmm, tak. Mogłem doprowadzić do rozstroju matki wcześniej, musiałem zawołać żonę 

Jaspera, żeby przyszła i zaopiekowała się nią.

- A dlaczego to zrobiłeś? - Carlisle kontynuował spokojnie, zastanawiając się, dlaczego nie 

otrzymał telefonu od swojej kochanej żony.

- Powiedziałem jej, że się ożeniłem - Edward ogłosił, jak gdyby mówił, że kupił nową 

szczoteczkę.

Carlisle   wstrzymał   oddech,   Edward   był   żonaty?   Jak   to   był,   skoro   dopiero   teraz   o   tym 

usłyszał? - I jak długo jesteś żonaty?

- Od czterech lat - Edward kontynuował spokojnie. Jego wyraz twarzy nie zdradzał nic, tylko 

nudę.

- I nie pomyślałeś, że musimy wiedzieć o tym? Kim ona jest?

- Nikt, kogo znasz. Spotkałem ją w barze, w Las Vegas.
Bar?   W   Las   Vegas?   Co   jego   syn   zrobił?   -   I   dlaczego   nigdy   nie   spotkaliśmy   się   z   nią? 

Dlaczego ona nigdy nawet nie prosiła o pieniądze?

- Ożeniłem się dla jej pieniędzy, ona nie wie, kim ja jestem naprawdę. Poza tym, ona nieźle 

kombinuje, aby zdobyć trochę pieniędzy i nie mam zamiaru sprowadzać jej do ciebie i reszty 
rodziny.

- Małżeństwo dla pieniędzy? - Carlisle poczuł jak jego twarz robi się blada. Już wiedział, 

gdzie Edward dostał pieniądze, aby uratować biznes. To wszystko jego wina! I nie mógł wyrazić 

słowami, jak teraz się czuł.

- To nie twoja wina, tato - Edward powiedział z przekonaniem.

background image

- Skąd wiesz, że o tym myślałem?

- Po prostu wiedziałem. To nie twoja wina, tylko moja. Żeniłem się, wiedząc, co robię i mam 

zamiar rozwieść się tak szybko, jak tylko ją znajdę.

- Znajdziesz ją? Mówisz mi, że nawet nie wiesz, gdzie ona jest? - Carlisle podniósł lekko głos. 

- Myślałem, że jesteś odpowiedzialny synu! 

- A ty. Czy nie uratowałem interesu? Czy nie dostarczyłem więcej niż trzykrotnie naszych 

dochodów   w   ciągu   ostatnich   kilku   lat?   -   Edward   kontynuował,   wiedząc,   że   musiał   uciąć 

swojemu ojcu, żeby się nie denerwował. - Zamierzam w pełni spłacić tę kobietę, jeśli to masz na 
myśli! I wynająłem prywatnego detektywa, który jej szuka.

- Edward - Carlisle westchnął, chowając głowę w dłoniach. - Wiem, że zrobiłeś, co uważałeś 

za najlepsze, ale małżeństwo z nieznajomą osobą? Ufam, że poukładasz sobie to wszystko - i 

uspokój swoja matkę dla mnie - dodał z małym uśmiechem.

Edward uśmiechnął się. - Zrobię to.

- Co sprawiło, że dowiedziała się pierwsza? - Carlisle zapytał, ciekawy wyrazu jego twarzy.
- Dowiedziała się o Tanyi Denali.

- Ach, to mogło to zrobić. Wiesz, że twojej matce się ona nie podoba.
- Wiem, ale chcę rodziny. Chcę tak, jak Emmett i Jasper mają.

- Ty nie będziesz tego miał z Tanyą - Carlisle zaczął.
- Wiem, ale muszę spróbować.

- Dobrze więc, wiesz, że ja chcę dla ciebie jak najlepiej.
- Dziękuję tato i nie martw się, uspokoję mamę. - Po tym Edward wyszedł i wrócił do pracy. 

Spodziewał się detektywa, który miał wkrótce wrócić, przez co został opłacony bardzo hojnie. 

Jego myśli zmieniły się w pracy i wszystkie powędrowały do żony, która zniknęła. Praca była 

doskonałym sposobem, aby o niczym nie myśleć, kiedy chciał to robić i to mu pomagało. Mimo 
że miał taką wspaniałą rodzinę, jego doświadczenia z płcią przeciwną uczyniły go człowiekiem 

cynicznym. Niektórzy mogliby powiedzieć, że zgorzkniałym.

Kobiety, jego zdaniem, były tylko po to, aby mogły brać od niego. Głównie pieniądze i 

wyższą pozycje społeczną. Wiedział, że był atrakcyjny dla kobiet, ale większość z nich bardzo 
ciężko pracowała i on nie miał czasu, aby włożyć jakikolwiek wysiłek w związek. Ani ochoty do 

spełniania ich niektórych kaprysów salonowych.

Dlatego Tanya Denali była idealna dla niego. Była już członkiem w jego kręgu społecznym, 

miała własne pieniądze i wiedziała, że pracował przez wiele godzin. Ona nie potrzebowała, aby 
poświęcał   jej   swój   czas,   ani   nie   oczekiwała,   że   będzie   jej   schlebiał.   W   zamian   używałaby 

background image

nazwiska Cullenów, którzy byli potężni w tym mieście.

Chwilę później przerwała mu jego sekretarka, twierdząc, że dzwoni Jacob Black i że chce 

rozmawiać Edwardem Cullenem.

-   Połącz   mnie   z   nim   -   Edward   uśmiechnął   się.   Bardzo   lubił   tego   człowieka   i   był   mu 

wdzięczny za uratowanie życia kilka lat temu. Chociaż nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie znał 

takiego   kogoś   jak   Jacob,   który   był   nieznacznie   uboższy   od   niego,   ale   był   zadowolony   z 
utrzymanej przyjaźni.  - Jacob!  - wykrzyknął z zachwytem.  - To  jest chwila, kiedy  mogę ci 

pomóc?

- Edward - usłyszał ciepły głos. - Mam nadzieję, że jesteś wolny w czasie kolacji jutro 

wieczorem? - głos nerwowo zapytał. - Jest ktoś z kim chciałbym cię poznać.

- Kobieta?

-   Tak,   najpiękniejsza   kobieta   na   świecie.   Kobieta,   którą   zamierzam   poślubić   -   Jake 

kontynuował dumnie.

- Więc na pewno mam czas, aby spotkać  piękną kobietę - Edward drażnił lekko.
- Pokochasz ją! Ona jest miła i nieśmiała, i...

Edward zaśmiał się. - Spotkam się z tym wzorem dla mnie jutro.
- Naprawdę? - Jake zapytał z niedowierzaniem. - Mam na myśli, że wiem, że jesteś zajęty 

pracą i wszystkim.

- Będę tam, wystarczy powiedzieć gdzie i kiedy.

- Fantastycznie! I Edward, ręce przy sobie, ona jest moja.
- Masz to! - Edward zaśmiał się ponownie. Wyraził nadzieje, że ta kobieta była wystarczająco 

dobra   dla   swojego   przyjaciela   i   po   szybkiej   wymianie   miejsca   spotkania   i   czasu,   przerwał 
połączenie. Gdy to uczynił, jego sekretarka wprowadziła prywatnego detektywa.

Edward wstał i wyciągnął rękę. - Matthew - przywitał dużego, siwowłosego mężczyznę.
- Panie Cullen, znalazłem ją - oznajmił szybko, wiedząc, że jest to ważne, i szczerze mówiąc 

był trochę przerażony potężnym człowiekiem przed nim. - Aktualnie mieszka w tym mieście i 
jest zaręczona z panem Jacobem Blackiem. - Edward wciągnął gwałtownie powietrze, ale jego 

twarz zdradzała nic innego, tylko gniew. - Nie dowiedziałem się zbyt dużo, gdyż miałem tylko 
sześć godzin, ale jeśli chce pan mogę kontynuować i dowiedzieć się więcej.

- Tak, tak, nadal szukaj - Edward powiedział niecierpliwie. - I dziękuję. - Po tym pożegnał się 

z mężczyzną i usiadł ciężko na fotelu.

Wzór kobiety, którą jego przyjaciel chciał przedstawić mu, to kombinująca mała wiedźma i 

miał się z nią ożenić!

background image

I ona była zaręczona z nim?

Czy była świadoma, że oni nadal byli małżeństwem?
Cóż, ona nie dostanie w swoje szpony  jego  przyjaciela! On upewni się, nawet jeśli miałby 

odmówić jej rozwodu, aby tak się stało.

Zwęził oczy z drwiną, kiedy przypomniał sobie kobietę, którą poślubił. Wyglądała tak czysto, 

tak niewinnie. Wstydził się przyznać, że był pod wrażeniem jej wyglądu. Jej loki koloru płynnej 
czekolady, które sięgały jej do pasa, świerzbiło go, aby ich dotknąć swoimi palcami. I jej oczy! 

Mógł spędzić cały dzień wpatrując się w ich głębie, koloru roztopionej czekolady pasujące do 
włosów, ale z takim wirującym ciemnym i jasnym brązem zmieszanych razem, że on nigdy nie 

znudziłby się patrząc w nie. Była tak delikatna. Jak mały ptaszek. Był wyższy od niej o dobrą 
stopę i pół, co sprawiało, że czuł się jak obrońca i prawdziwy mężczyzna niż był z inną kobietą, 

a on nawet z nią jeszcze nie rozmawiał!

Wszystkie jego nadzieje legły w gruzach, jak dowiedział się o jej prawdziwej osobowości. W 

jaki sposób ma chronić kogoś, kto znalazł jedyne wyjście dla siebie?

Dziwną rzeczą było, że ona nadal fizycznie pociąga go, chociaż był duchowo wyłączony 

przez nią. Był wdzięczny, że jego żona była bardzo pijana i tym samym nie zauważyła jego 
ciągłego stanu pobudzenia w jej obecności. Mógł się tylko domyślać, że skorzystałaby z tego!

A teraz ona zamierzała poślubić jego przyjaciela?
Czyżby zabrakło jej już pieniędzy?

Więc nie ma możliwości, żeby zabrała jakiekolwiek pieniądze Jake'a! Edward wiedział, jak 

Jake ciężko pracował, aby przywrócić firmę swojej rodziny - mimo wszystko, przechodził przez 

to samo.

W hotelu następnego wieczoru ogromnie bawiło go, jej przerażenie, kiedy zauważyła go. 

Wyglądała   pięknie,   oczywiście,   w   rzeczywistości   bardzo   ciężko   mu   było   utrzymać   fasadę 
obojętności. Miała rozpuszczone włosy, które opadały jej na plecy i elfią twarz pomalowaną 

perfekcyjnie. Nie to, że miała na sobie designerską sukienkę (to było do przewidzenia), która 
przylegała do ciała i miał trudności z kontrolowaniem swojego ciała na jej widok.

Bawiła się z nim, zdecydował później. Taka wściekła mała kotka wyrobiła się! Taka gorąca 

byłaby mile widziana w łóżku, jego myśli go zdradzały, przewidywał ją nagą w jego potężnym 

łóżku z jej wspaniałymi włosami porozrzucanymi na poduszce. 

Obserwował ją wczoraj uważnie i zauważył, że podczas gdy jego przyjaciel był oczywiście w 

niej   zakochany,   tego   samego   nie   można   było   powiedzieć   o   jej   uczuciach.   Rozmowa 
telefoniczna, którą prowadził Jake, była zesłana od Boga. Teraz będzie mógł ustawić małą 

background image

harpię na swoim miejscu. Które, niestety, nie było w jego łóżku! Nie ma znaczenia, jak bardzo 

tego chciał!

background image

Rozdział 5

- Na co - Bella przerwała - tak patrzysz? - Było wiele do zrozumienia w oczach Edwarda, 

które ona tak lubiła.

- Dynamika miłości w związku.

Odpowiedź   nie   uspokoiła   jej.   Nie   chciała,   żeby   te   zimne,   sprytne   oczy   patrzyły   na   jej 

związek z Jake'iem.

Może się boisz, że zobaczy on coś, czego nie chcesz? Jej myśli zdradziły ją.
Odwróciła z powrotem uwagę na swoją kolację, jednak nie mogła nic przełknąć, gdyż w jej 

brzuchu stworzył się węzeł, jak to było w tej chwili. 

- On będzie dzwonił do ciebie... więc wy nie mieszkacie razem... - Edward brał pod uwagę 

jej spekulacje.

- Nie, nie mieszkamy. - Nie, żeby to był jego interes!

- Sprytna i piękna? - powiedział z podziwem. - Bez wątpienia twoja taktyka, która wzbudza 

zainteresowanie takiego kawalera jak Jacob. Życie razem sprawia, że człowiek o wiele mniej 

interesuje się pytaniem, mimo wszystko nie mówiąc go: „Dlaczego warto kupić krowę, jeśli 
masz mleko za darmo?”.

Bella  nabiła  zaciekle  na   widelec  marchewkę   ze   swojego  talerza,   chcąc,  aby  było   to  coś 

zupełnie innego, co mogłaby przebić.

- Widząc swoją ukochaną pierwszy raz z rana mieszkającą z człowiekiem, jak w powieści 

romantycznej - zauważył z wyższością.

- Jak ty możesz wiedzieć coś o powieści romantycznej!
Edward wydał się nieporuszony. - Och, nie odnosiłem się do siebie. Nie jestem romantyczny. 

Nie oczekuję perfekcji w kobiecie, nie potrzebowałbym tego. Miałem siedemnaście lat, kiedy 
ostatni raz umieściłem kogoś na piedestale. Jake z drugiej strony... - Uniósł brwi, gdy mówił.

- Jake nie stawia mnie na piedestale - odparła. - To obrzydliwe, żeby tak mówić.
-  Obrzydliwe?  - Jego   szerokie  ramiona  uniosły  się.  -  To  intrygujący  wybór  przymiotnika. 

Myślałem, że czczenie jest marzeniem każdej kobiety?

- Że się jest kochaną, to marzenie większości kobiet. - Och Boże, brzmię jak jakaś nastolatka! Jej 

background image

rozważania   zatrzymały   się   i   uniosła   brodę   do   góry,   czekając   na   jego   pogardę   -   dlaczego 

powinna być zakłopotana tym, w co wierzyła? Nie chciała, żeby ten cynik do niej dotarł! - Jake 
mnie kocha i nie obchodzi go, jak wyglądam rano. Zakładam, że ty wyglądasz doskonale, kiedy 

wstajesz!

W chwili, gdy powiedziała ostatnie słowa, pożałowała. Obraz jego potarganych włosów, 

seksownych oczu i z małą ilością ubrania szybko wypełnił jej umysł. Zastanawiała się, czy 
Edward Cullen był typem osoby, która śpi nago, a następne niepożądane myśli, że mogłaby 

kochać ten widok, weszły w jej umysł. Nie! Zła Bella!!!

Edward zauważył kolor pojawiający się na jej policzkach. - Właściwie nie miałem żadnych 

skarg - powiedział i kolor na policzkach pogłębił się. 

- Zdumiewające, co niektóre kobiety znoszą, jeżeli uważają, że stoją przed szansą, aby złapać 

bogatego męża.

- Kłaniam się twojemu doświadczeniu w takich sprawach - usłyszała lodowaty głos.

Widelec wypadł Belli z ręki, na jego bezpośrednie oskarżenie jej o zdobywanie pieniędzy. - 

Nie chciałabym pocałować człowieka, zanim on nie umyje zębów rano - zawołała głośno, 

patrząc   na   pobliskie   stoliki.   Miała   wrażenie,   że   jej   ostra   odpowiedź   wprawi   Edwarda   w 
zakłopotanie z jakichś powodów.

- Jeśli naprawdę oznacza to, że spędziłaś noc z niewłaściwym mężczyzną. - Belli zmysły były 

przeciążone, gdy pochylił się ku niej, otaczając swoim odurzającym zapachem, niemal dyszała, 

kiedy patrzył bezpośrednio w jej oczy. - Nie ma żadnej przyjemności z całowania kogoś i 
degustowania   swojego   aromatu   na   ustach...   -   Z   każdym   słowem   jego   głos   przechodził   w 

chrapliwy pomruk. - Intymność budzi myśli przyjemności w nocy, zanim...

Bella mogła poczuć ciepło wstrząsające całym jej ciałem i czuła się upokorzona, że był on w 

stanie wywołać u niej takie reakcje tak szybko. - Daj mi fluoru każdego dnia - powiedziała 
stanowczo.

Edward uśmiechnął się nagle i Bella patrzyła z uwagą na linie jego gardła, kiedy odrzucił 

głowę do tyłu i zaśmiał się. - A ty, Isabella...

Ja...? - pisnęła.
- Czy się mylę, że czujesz pewne współczucie dla małej wioski, którą plany Jake'a zniszczą?

- Co? - Jak on to zrobił? Zbił ją zupełnie z tropu, tylko się uśmiechając? Musiała lepiej 

zwracać uwagę na to, co on mówił. - Jestem za Jake'iem w każdym przypadku.

- Nawet jeśli uważasz, że on się myli. Jak lojalnie.
- Jake nigdy nie robi czegoś nielegalnego.

background image

- Legalnie, na pewno on nie chciał.

- Jak śmiesz? Nie mogę tu siedzieć i dyskutować o moralności mojego przyszłego męża z 

tobą! - powiedziała, stając na nogi.

- Żadnego deseru zatem? - zauważył drwiąco, kiedy ona oddalała się od niego.
Bella stała w holu hotelu, czekając na taksówkę, kiedy poczuła go podchodzącego, miała 

ciarki, gdy patrzyła, jak podchodzi do osoby w uniformie i odwołuje jej taksówkę.

- Idź sobie! - syknęła. - Albo wezwę ochronę. - Jej gniew był karmiony przez fakt, że jego 

prośba była wymuszona, chociaż ona chciała gwałtownie zaprotestować.

- Obiecałem Jake'owi, że odwiozę cię do domu.

Co za hipokryta! - Czy Jake spodziewa się, że będziesz mnie obrażał ciągle?
- Czy to jest to, co robię?

- Nie wiem! -  Tak!  - Chciałabym winić twoje irracjonalne zachowanie upiciem, ale oboje 

wiemy, że to nieprawda! To zdaje się być nieodłączną częścią twojej osobowości. Nienawidzę 

cię rozczarowywać, ale tylko dlatego, że ludzie zwykle zgadzają się z tobą, nie oznacza, że masz 
racje   albo   wiesz,   co   mówisz.   To   po   prostu   oznacza,   że   posiadają   więcej   pieniędzy. 

Prawdopodobnie zgodzą się ze mną w przekonaniu, że jesteś dupkiem - powiedziała ostro.

- Mogę jedynie zakładać - odparł chłodno - że Jake jest trzymany w niewiedzy na ten uroczy 

aspekt twojej osobowości. Teraz bądź grzeczną dziewczynką i pozwól mi zabrać cię do domu.

Jego protekcjonalny ton napędzał jej gniew. - Idź skocz z klifu!

- Teraz jesteś po prostu dziecinna! - odparł chłodno. - Jestem doskonałym kierowcą, nie 

masz powodu, żeby się tak zachowywać.

- Jestem pewna, że jesteś - powiedziała cicho, jej odwet na chwilę odszedł, gdy patrzyła w 

jego szmaragdowe oczy.

- Myślałem - kontynuował dalej - w dniu, kiedy cię spotkałem, czy nosisz szkła kontaktowe, 

kolor twoich oczu był tak ekstremalny... Ale kolor jest prawdziwy, prawda?

Bella była zdezorientowana przez nagły zwrot w rozmowie. Dziwiło ją, że pamiętał kolor jej 

oczu przez tak długi czas. - Tak, kolor jest prawdziwy.

- To bardzo nietypowy kolor. Czy odziedziczyłaś go po swojej mamie? - Jak zawsze, kiedy jej 

mama była tematem rozmowy, smutek wstąpił w jej oczy. Bella została w samochodzie, kiedy 

jej mama była oślepiona przez pijanego kierowcę ciężarówki. Mama zmarła na miejscu, ale 
ojciec leczył się kilka miesięcy z ciągłym bólem fizycznym. Rachunki terapii były możliwe do 

zapłacenia dopiero wtedy, gdy spotkała Edwarda.

Stały ból, widząc swojego ojca cierpiącego, ciągnął ją w dół od miesięcy i, w czasie gdy nie 

background image

widziała już żadnego sposobu, aby w dalszym ciągu płacić za bardzo droga opiekę medyczną 

ojca. 

Bellę dręczyły koszmary o wypadku odkąd to się stało. Boleśnie płakała widząc swojego 

ojca, jak był uwięziony obok swej zmarłej żony całymi godzinami, na zawsze prześladowały ją.

Bella dyskontowała swój płacz jak egoistka. Jej ojciec właśnie stracił żonę, którą uwielbiał, 

nie   wspominając,   że   ona   straciła   matkę.   Bella   miała   szczęście   uciec   z   minimalnym 
przerażeniem. Ból utraty odbił się w jej oczach, czyniąc je tak, że wydawały się ciemniejsze niż 

zwykle, gdy ona odpowiedziała krótko. - Nie, po moim tacie. Moja mama miała niebieskie oczy.

- Miała?

- Ona... zmarła cztery lata temu.
- Przykro mi. Więc jesteś tylko ty i twój tata zatem? - zapytał cicho.

- Już nie. Jestem tylko ja - szepnęła, smutek wyrył się na całej jej twarzy. Czuła, że łzy 

napływają jej do oczu, ale nie pozwoliła im wypłynąć. Nie mogła dopuścić, żeby on widział jej 

płacz ponownie. Nie była już wrażliwą dziewczynką! Była dorosłą kobietą z dobrą karierą i 
miała mężczyznę, który ją uwielbiał.

Edward skinął głową, ale nie rozmawiał już o jej rodzinie. - Wiem, że moja obecność ci 

przeszkadza, Isabello...

- Czy możesz mnie obwiniać? Kto wiedział, że miliarder, przyjaciel Jake'a, okazał się być 

moim mężem bez grosza przy duszy.

Jeżeli usłyszał niewypowiedziane pytanie, nie potwierdził tego ani go nie zignorował. - Jeśli 

odłożysz na bok swoje animozje...

Bella zaśmiała się. - Nie sądzę, że jestem jedyną tutaj w kwestii niechęci.
- Jeśli przerywasz gadając i charcząc, możesz zdać sobie sprawę, że mamy o czym mówić... - 

powiedział, powoli tracąc panowanie nad sobą.

- Szukałam cię, wiesz - odpowiedziała szeptem, jakby się spowiadała.

- Tak? - Uniósł brwi.
-   Oczywiście,   zatrudniłam   detektywa   kilka   dni   temu,   ale   nie   wrócił   do   mnie   jeszcze. 

Potrzebuje rozwodu z tobą, abym mogła poślubić Jake'a.

- Ach, tak! Jake - powiedział chłodno. - Myślę, że ty i ja musimy odbyć poważną rozmowę. 

Tylko to nie jest odpowiednie otoczenie dla nas w tym momencie.

Bella westchnęła, wiedząc, że miał racje. Oni mają kilka rzeczy do przedyskutowania i jej 

niechęć uniemożliwiała mu zawiezienie jej do domu. Nigdy nie będą mieli lepszej okazji niż 
teraz, aby uporządkować ten bałagan.

background image

- Idziemy? - Edward zapytał, wyciągając rękę. Złapała swoimi palcami zgięcie jego łokcia i 

skinęła głową.

background image

Rozdział 6

Dla kogoś, kto chciał rozmawiać, Edward pokazał, żeby usiedli w jego samochodzie - z 

przewidywalnie niskim zawieszeniem luksusowych samochodów sportowych. Z nastrojem jaki 
miała Bella, chciała krytykować jego jazdę, jeśli dałby jej szansę, ale nie zrobił tego. Udowodnił, 

że jest kompetentny, a nie niebezpiecznie nieobliczalny jak wielu mężczyzn, gdy znajdują się za 
kierownicą takiego samochodu. 

Inne słowa niż te, które prosiły o wskazówki, gdy opuścili hotel, nie powiedział nic przez 

cały czas.

Bella przeczyściła gardło i przełknęła - wydawało się, że to było dla niej przełamaniem 

lodów. - Dlaczego tu jesteś? - To wydawało się takie bezsensowne pytanie, żeby zadać, ale była 

pewna, że był jakiś powód dla niego, żeby stawić się dziś za wszystkie noce. Czy on powie 
prawdę? Widział, że przeszkodził jej i nie mogła zrozumieć dlaczego. Pewnie miała wyjść za 

niego dla pieniędzy, ale zrobił to samo - to nie czyni z niego tak złego? Przynajmniej miała 
dobry powód dla potrzebujących ubiegać się o pieniądze. Płacenie szpitalnych rachunków jej 

ojca i długi hazardowe matki (nie to, że były duże) zajęły połowę jej pieniędzy, a reszta była na 
spłacenie kredytu hipotecznego domu jej ojca. Cóż, nie wszystkie zresztą, gdyż miała również 

do opłacenia swoje studia. Ale to były dobre powody - prawda?

- Kiedy rozmawiałem przez telefon z Jake'iem, nie mógł przestać mówić o idealnej kobiecie - 

to oczywiście mnie zaciekawiło.

Spojrzała na niego z niechęcią. - I to było to? - parsknęła. - Nie wierzę w zbieg okoliczności.

- Ani ja. Wynająłem detektywa, żeby cię znaleźć, wspominał, że zaręczyłaś się z Jacobem 

Blackiem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdził, że moja  droga  żona była zaręczona z 

moim przyjacielem. 

- Więc ty szukałeś mnie także?

- Tak - odparł chłodno, ale potem zostawił ją sfrustrowaną, gdyż nie od razu powiedział, 

dlaczego ją szukał. Belli myśli zwróciły się do następnego dnia. To byłyby jej dwudzieste czwarte 

urodziny.   A   ona   będzie   sama   znowu.   Rodzice   nie   zaskoczą   jej   prezentami,   których   nie 
potrzebowała, i bez mamy będzie podskakiwała na swoim łóżku rano jak to ona robiła - często 

background image

o wiele bardziej pobudzona niż była Bella. Żadnego strasznego ciasta, żeby udawać, że je, gdy 

matka zepsuła każde inne, a następnie przykrywała go jaskrawym pudrem, aby ukryć sczerniałą 
gąbkę. 

Czuła łzy zbierające się ponownie i szybko odpędzała je daleko. To nie sprawi, że zatrzyma 

się na przeszłości. W tym roku będzie miała przynajmniej Jake'a - więc miała nadzieję! Edward 

z pewnością da jej rozwód, prawda?

Jej myśli powróciły do kierowcy samochodu. Taki kompleksowy mężczyzna! Jak ona mogła 

zadać się z nim? Nie  miała żadnego  doświadczenia z ludźmi jego  klasy. Choć  jeśli dłużej 
myślała o tym, mogła stwierdzić, że jej dziadek był podobny. Gdyby nie był tak arogancki i 

cyniczny, nigdy nie sprawiłby, że byłby śmieszny. Kto, na dzień dzisiejszy, bierze ślub, zanim 
będzie się dochodziło swojego dziedziczenia? Nikogo nie znała, więc było to pewne! Fakt, że 

była kobietą, nie powinno mieć wpływu na to w ogóle, pomyślała znowu niesprawiedliwie, 
której dużo było w jej życiu. - Czy nie myślałeś, żeby mnie ostrzec, że przyjdziesz dzisiaj? - 

zapytała z małym wyrazem niezadowolenia.

- Tylko przez chwilę - wyznał szczerze - ale szybko uświadomiłem sobie, że twoje reakcje 

będą mniej strzeżone, jeśli cię nie powiadomię. - Innymi słowy, on chciał zobaczyć mnie zwijającą się i  
zobowiązaną!

-   Powiedz   mi   -   wykrztusiła   -   czy   pozbawiłeś   wielu   much   skrzydeł,   kiedy   byłeś   małym 

chłopcem?

Wydawał się niewzruszony jej pogardą. - Jake jest moim przyjacielem, musiałem się upewnić, 

że nie żeni się nierozsądnie.

- I żeniąc się ze mną będzie nierozsądny? - Jej głos podniósł się. - Wydaje ci się, że tak!
- Przyjechałem tu z otwartym umysłem.

- Jak, cholera, to robisz! Co jest z tobą?
- To naturalne dla ciebie, że jesteś zainteresowana, mimo wszystko mam zamiar pozbawić cię 

rozwodu.

Oczy Belli się rozszerzyły z trwogi, on nie chciał tego zrobić, czy chciał? - Ty nie chcesz? - 

szepnęła, nie była pewna, czy naprawdę chciała usłyszeć jak mówi to ponownie.

Nie od razu odpowiedział, ale Bella patrzyła na niego tak, że zauważyła z jednej strony jego 

usta z krzywym uśmieszkiem. Okazało się, że Edward miał cienką sadystyczną linię, pomyślała 
wrogo,   przygryzając   swoją   dolną   wargę.   -   Powodem   -   zaczął   spokojnie   -   dla   którego   cię 

szukałem, jest moje małżeństwo.

Ulga  przepłynęła  przez  Bellę,  która  osunęła  się  bardziej  na  siedzenie.  -  To  wspaniale   - 

background image

szepnęła radośnie, z pewnością był otwarty na szybki rozwód. Albo stwierdzenie nieważności, 

gdyż po wszystkim nie było ono skonsumowane.

Przypuszczała, że z jego wyglądem i pieniędzmi musi być duża liczba kobiet chętnych, które 

pomijały jego egoistyczne, aroganckie zachowanie. Powodzenia im! - Kto jest tą szczęściarą?

- Nawet jej nie znasz. -  Innymi słowy, nie poruszacie się w tym samym kręgu społecznym - co on! 

Pomyślała z pogarda. 

- Dlaczego nie powiedziałaś Jake'owi, że wyszłaś za mąż? - zapytał.

To nie było to, o co ciągle się pytała! - Wypadło mi to z głowy - odparła swobodnie. 

Popatrzył na nią krzywo. - Dobrze, nie czułam się mężatką, okey? - mruknęła ze złością. - I jeśli 

musisz wiedzieć, to nie jest incydent w moim życiu, z którego jestem dumna. - Nie miała 
ochoty  na odświeżanie dawnych  ran z sarkastycznym człowiekiem. - Wyszłam za mąż dla 

pieniędzy i to koniec, miałam nadzieję zorganizować to tak, żeby nigdy nie wspominać o tym 
Jake'owi.

Ona jakby wiedziała, że nigdy nie wydarzy się to, nie z powrotem Edwarda w jej życie. I 

pomyśleć,   że   okazał   się   przyjacielem   Jake'a   -   jakie   były   szanse,   że   to   się   wydarzy?   Bella 

wiedziała, że miała pecha, ale było to coś więcej - ktoś się do niej dostał! Być może jej anioł 
stróż wziął urlop. Musi być nudne dla niego patrzenie na jej głupie życie! Więc odszedł teraz, 

pomyślała cierpko.

- Więc twój związek opiera się na kłamstwie - bardzo dobre fundamenty.

Bella zaczerwieniła się z gniewu. - Jeśli zapytałby mnie, czy jestem mężatką, powiedziałabym 

mu!

- Więc małżeństwo oparte na półprawdzie, gratuluję - ogromna poprawa.
- Rozumiem, że twoja dziewczyna wie, że jesteś zatem żonaty? - spytała i miała przyjemność 

patrzeć jak zaczerwienił się lekko i zacisnął szczękę ze złości. - Biorę to za „nie”! - Ha! Jeden 
punkt dla Belli!

- To nie to samo!
-  Boże  - wydyszała, rozszerzając oczy. - Muszę być psychicznie chora - wiedziałam, że to 

powiesz.

Jego długie, chude palce zacisnęły się na kierownicy. - Cholera - zagrzmiał. - Czy ty nigdy nie 

przestaniesz?

- Co się stało, nie było nikogo, kto powiedziałby do wysokiego i potężnego Edwarda Cullena 

coś podobnego wcześniej? - Bella zastanawiała się. - Czy ludzie zawsze robią dokładnie to, co ty 
chcesz?

background image

- W ciągu ostatnich kilku lat - tak! - Nic dziwnego, że był taki arogancki!

- To musi być nudne.
- Dlaczego wychodzisz za mąż za Jake'a? - odgryzł się.

- Dla zwykłych powodów ludzie się pobierają. - Ponieważ jestem samotna, nie mam nikogo 

w moim życiu, z wyjątkiem pracy i chcę moją własną rodzinę z powrotem. Mogła nauczyć się 

kochać Jake'a w sposób, który on chciał, prawda?

- To znaczy, że jesteś w ciąży? - Widząc Bellę oburzoną, kontynuował dalej. - Oczywiście, że 

to nie to.

- Nie ma nic złego w posiadaniu dziecka bez małżeństwa - odparła, choć osobiście wolałaby 

wyjść za mąż, zanim stworzyłaby rodzinę - nie miała problemu z tym.

-   Mój   ojciec   nie   zgodziłby   się   z   tym   stwierdzeniem   -   Edward   mówił   oschle   z   lekkim 

dreszczem, jakby ta myśl sprawiała mu ból. - I - kontynuował - nie jesteś zakochana w nim. To 
zostawia...

- Kto powiedział, że nie jestem zakochana w Jake'u?
- Dlatego jedynie mogę stwierdzić - zignorował jej wybuch - że twoje małe oszczędności się 

wyczerpały?   Myślisz,   że   jeśli   masz   więcej   designerskich   strojów,   jak   ten   który   masz,   to 
zadziwisz.

Designerskich? Bella pomyślała zdziwiona. Kupiła tą sukienkę w mało ekskluzywnym sklepie 

na zakupach z Angelą. Wow, kto by powiedział, że designerskie sukienki można tam znaleźć? 

To nie było tak, że ona nosiła designerskie sukienki!

- Przypuszczam, że wyjdziesz za mąż dla pieniędzy, gdyż to nie tak źle mieć je ponownie - 

kontynuował, zwalniając na skrzyżowaniu.

Nie chciała rozmawiać o jej przyszłym małżeństwie z Jake'iem. Wiedziała, że nie była dobra 

dla niego tak jak on dla niej, ale zależało jej na nim bardzo. On będzie wspaniałym mężem - 
tego była pewna.

- Zwolnij - ucięła krótko. - Twoja spora zręczność z wyniosłą pogardą uważa, że także 

ożeniłeś się dla pieniędzy. - Bella była zadowolona widząc jak zaciska szczękę ze złości.

- Nie muszę się tobie tłumaczyć! - odgryzł się.
- Nawzajem! - odparła gniewnie. Niech on myśli, co chce, nie chciała mu się tłumaczyć!

- Jesteś trująca! To będzie utrudnieniem dla mnie, aby uniemożliwić ślub mojego przyjaciela.
Bella zesztywniała, gdy lodowaty dreszcz przeszedł w dół jej kręgosłupa. - Co masz na 

myśli?

- Sądzę, że wiesz, co mam na myśli.

background image

- Chcę uszczęśliwić Jake'a... Kocham go... - zadeklarowała.

Edward zadrwił lekko. - Nie kochasz go.
- A chcesz wiedzieć, co ja sądzę?

- Przyglądałem się wam razem. Nie zachowujesz się jak kobieta zakochana. Nie ma pasji w 

twoich oczach i zachowujesz się tak, jakby on był twoim bratem.

- My nie afiszujemy się z naszą miłością i małżeństwo to coś więcej niż seks! - Boże, dlaczego 

on to jej robi?

- Obie te rzeczy są prawdziwe i zgadzam się, że wiele małżeństw jest opartych na bardziej 

pragmatycznych problemach. Nie mam z tym problemu, o ile obie strony wchodzą w to z 

otwartymi oczami.

- Jak my.

- Jeżeli planujesz nie spać w łóżku Jake'a, istnieją oczywiste różnice. W przeciwieństwie do 

Jake'a, nie jestem szalenie zakochany w tobie - odpowiedział z sarkazmem. - Jesteś hipokrytką, 

która udaje, że wychodzi za mąż z czystych względów.

- Jak śmiesz zachowywać się tak, jakbyś mnie znał? Być może poślubiłeś mnie, ale nie znasz 

wcale!

- Ale jesteśmy małżeństwem. I chociaż jesteśmy, to Jake jest bezpieczny od ciebie...

- A ty nie możesz poślubić swojej dziewczyny - powiedziała, żeby mieć przewagę nad nim.
-   Ona   będzie   czekać   -   odparł   pewnie.  Oczywiście,   że   będzie!  Bella   czuła,   że   jej   ciśnienie 

ponownie wzrasta. On odmówi jej rozwodu? Jak może jej to zrobić? Czy nie wycierpiała się już 
w tym życiu?

Miała zbłąkane myśli, że może gdyby powiedziała mu prawdę, dlaczego poślubiła go, on 

przeprosiłby   ją   i   dał   rozwód,   którego   pragnęła.   Jednak   nie   chciała   odsunąć   go   tak   lekko. 

Dlaczego miałby odejść traktując ją jak to? Nie była mu winna żadnych wyjaśnień i nie była 
zdeterminowana do powiedzenia mu. Niech się dowie na własną rękę, wtedy poczuje się jak 

kompletny idiota!

Bella uśmiechnęła się, wyobrażając go sobie płaszczącego się u jej stóp o przebaczenie, żeby 

pozwoliła mu wyjaśnić i wtedy by zobaczyli, kto był hipokrytą!

Bella   nagle   z   trudem   łapała   powietrze,   gdy   patrzyła   przez   okno.   -   Och,   mój   Boże... 

Zatrzymaj samochód! - wykrzyknęła szybko.

- Nie musisz odstawiać teatru. Bądź rozsądna! Nie mogę pozwolić tobie na poślubienie 

Jake'a.

Bella nie słuchała. - Powiedziałam „Zatrzymaj samochód” - ryknęła, chwytając kierownicę.

background image

Samochód   skręcił   gwałtownie   w   lewo,   aż   Edwardowi   udało   się   go   zatrzymać.   -   Jesteś 

szalona? - zagrzmiał. - Mogłaś nas zabić!

- Cóż, jeśli zrobiłbyś to, co powiedziałam - odparła, sięgając po klamkę.

- Nigdzie nie pójdziesz - ogłosił, chwytając ją za ramię. 
Bella odwróciła się do niego z niecierpliwością. - Zamknij się i dzwoń po straż pożarną - to 

moje mieszkanie, dym wylatuje przez cholerne okno!

background image

Rozdział 7

Bella nie czekała, aby sprawdzić, czy Edward robi jak prosiła. Otworzyła drzwi i pobiegła 

pełna obaw w dół ścieżki do wejścia, które dzieliła z Angelą.

Między waleniem do drzwi, szukała w torebce swoich kluczy. Zanim je znalazła, Angela 

ubrana w dresy i szlafrok, zjawiła się zaspana. - Gdzie się pali...?

Bella nie marnowała czasu na wyjaśnienia. - Na górze.

Oczy Angeli się rozszerzyły, kiedy zauważyła po raz pierwszy, że jej przyjaciółka mówi 

poważnie. - Mówisz poważnie! - Wciągnęła nosem powietrze. - Czuję dym.

Bella odpowiedziała przyjaciółce. - To dlatego, że moje mieszkanie się pali, a Tom nadal tam 

jest! - wrzasnęła przez ramię, gdy wbiegała po schodach na górę. 

Zignorowała zaniepokojony krzyk Angeli. - Bella, nie możesz tam iść... On jest tylko kotem!
Zapach   dymu   był   silniejszy,   gdy   wspinała   się   po   schodach,   ale   kiedy   dotarła   na   szczyt 

wszystko, co mogła zobaczyć to kłęby bladego dymu, wychodzące spod drzwi - to nie było 
dobre, ale Bella spodziewała się gorszego. Przy odrobinie szczęścia, straż pożarna byłaby tu, 

zanim mogło być gorzej. 

Przez chwilę stała tam niezdecydowana, zastanawiając się, co robić dalej. Co ludzie robią w 

takich okolicznościach...?

- W razie wątpliwości, trzymam kciuki - mruknęła do siebie.

Wzięła głęboki oddech, otwierając drzwi i głośno wypuściła powietrze z ulgą, gdy żadna 

płonąca kula nie pędziła ku niej. Położyła rękę płasko na klatce piersiowej, próbując uspokoić 

bicie serca. Chwilę później zesztywniała, rozważając. Jej mieszkanie było otwarte, salon wraz z 
przestronną kuchnią, z małą sypialnią, do której dołączona była łazienka. Choć pokój dzienny 

był   wypełniony   gryzącym   dymem,   który   palił   jej   płuca   jak   oddychała,   nie   widziała   więcej 
oczywistych oznak pożaru. Miała teorię, że pożar zaczął się w sypialni.

- Tom... dobry kiciuś, miły kotek... - wołała, przechodząc dalej w dym, który wypełniał 

pokój. 

Ledwo przeszła kilka kroków, gdy widoczność się pogarszała. Jedyną rzeczą, którą mogła 

teraz zobaczyć, był mętny pomarańcz pochodzący spod drzwi sypialni. To dawało jej głęboki 

background image

sens przeczucia... jak długo drzwi stoją w płomieniach?

- Tom, kotku, kotku... - kontynuował wołanie. Zatrzymywała się często słuchając. Tracąc 

równowagę, wpadła na stolik i upadła na podłogę rozrywając suknie przy tym zdarzeniu. - 

Cholera   -   mruknęła,   wiedząc,   że   łatwo   będzie   miała   siniaka.  Jestem   taką   fajtłapą!   Mimo   to, 
przynajmniej mam dobry pretekst w tej chwili!
  Podczas gdy siedziała na podłodze, spostrzegła, że 

łatwiej było oddychać i zdecydowała się czołgać w poszukiwaniu kota.

Pełzła ostrożnie, dopóki nie dostrzegła pomarańczowego, futrzanego ogona machającego 

zza kanapy. Podeszła powoli i poczuła ulgę, i napływające do oczu łzy, gdy Tom wskoczył 
prosto w jej ręce. 

Jej ulga nie trwała długo, kiedy się odwróciła dym zagęścił się bardziej. Słyszała głęboki głos 

wołający jej imię.

Edward...   cóż,   jeśli   chce   mnie   zamordować,   to   byłaby   idealna   okazja...  Chrząknęła   nieznacznie, 

ostrzegając Edwarda, gdzie była. Chwilę później była świadoma silnych rąk, unoszących ją i 

zadziwiająco   bezpiecznych   ramion.   -   Nie   ruszaj   się   i   zachowaj   spokój   -   powiedział   jej   z 
przekonaniem. - Jesteś teraz bezpieczna - mówił kojąco.

Ona chcę bezpieczeństwa od Edwarda? Pomyślała.
Bella krzyknęła, gdy zatrzymał się próbując delikatnie uspokajać ją i przewiesił ją przez 

ramię, najwyraźniej powraca z powrotem do prawdziwego charakteru!

Bella   została   zmuszona   do   utrzymania   tej   niewygodnej   pozycji,   dopóki   nie   wyniósł   jej 

bezpiecznie z budynku. Była zdziwiona widząc, że Tom był bardzo szczęśliwy, siedząc w jej 
rękach, kiedy upadła z powrotem w dół.

Poczuła   zimne   palce   przyciskające   na   puls   u   podstawy   jej   gardła.   -   Cóż,   to   ulga,   nie 

potrzebujesz oddychania usta-usta - głos Edwarda wyszeptał.  Wstyd!  Pomyślała.  Można temu 

zapobiec! Odpowiedziała sobie wewnętrznie. - Co ty sobie myślisz? - nagle wrzasnął. - Chcesz 
umrzeć? Zapewniam cię, że nie mogę pozwolić, żeby tak się stało!

- To nie mogło się stać tobie tak czy inaczej! I nie próbowałam się zabić, musiałam wziąć 

Toma - wrzasnęła na niego, strach wciąż nią kierował, jak wstawała na równe nogi, wyciągając 

Toma na długość ramion. 

Szok wystąpił na twarzy Edwarda. - To mówisz mi, że weszłaś do płonącego budynku dla 

kota? - spytał spokojnie.

- Oczywiście!

Bella zaczęła kaszleć, gdy usłyszała wykrzykiwane swoje imię: - Bella, Bella... och, Bella - 

szlochała Angela. - Wszystko w porządku! Dzięki Bogu! Och ja, naprawdę powinnam stracić 

background image

parę kilo - kontynuowała dysząc. - Zapisuję się na obóz dla otyłych w następnym tygodniu...

Edward patrzył w zdumieniu na Angelę, gdy kontynuowała paplaninę o terapii gwarantującej 

zrzuceniu   kilka   kilo.   Bella   szturchnęła   go   mocno   łokciem.   -   Jej   sposób   radzenia   sobie   ze 

stresem - powiedziała mu.

Bella patrzyła na przyjaciółkę przez chwilę, zanim poczuła łzy pojawiające się w jej oczach. 

Dopiero  uderzyło   w  nią  to,   że   prawdopodobnie  straciła  wszystko,  co  było   jej   własnością. 
Jedyną rzeczą, o którą dbała to zdjęcia jej rodziców, teraz nie miała nawet ich! Łzy spływały po 

jej twarzy strumykami, jak usłyszała zbliżające się syreny.

Angela jakby zauważyła cierpienie swojej przyjaciółki i szybko przestała mówić, i zaczęła 

uspokajać  ją,  przytulając Bellę  w swoich  ramionach.  - Ciiii,  wszystko  w porządku...  będzie 
dobrze, zobaczysz...

Bella pociągnęła ją trochę, gdy straż pożarna zatrzymała się i ludzie zaczęli wyskakiwać. 

Krzyczeli instrukcje do siebie i przygotowywali się do wejścia do budynku. Bella podeszła do 

nich, ale została zatrzymana przez silną rękę, trzymającą ją za ramię. - Pozwól im najpierw 
zrobić swoje - Edward powiedział. To wydawało się poprawne, gdy patrzyli jak powoli usuwają 

pożar. Przybył sanitariusz, nalegając, aby dać Belli trochę tlenu, gdyż nie byli pewni, jak dużo 
dymu się nawdychała. Edward odmówił twierdząc, że z nim było w porządku.

Bella jęknęła z przerażeniem, gdy zobaczyła dwóch strażaków skaczących z budynku w 

czasie, gdy okna wybuchły, rozdmuchując szkło po całym obszarze. 

Edward pociągnął kobietę na drogę, gdy członek straży pożarnej się przybliżył.
- Czy wiesz, kto tu mieszka? - zapytał grzecznie.

- Ja - Bella odpowiedziała drżącym głosem.
- Czy masz jakichś wrogów? 

- Em... nie, tak myślę... - pewnie odpowiedziała. Wrogowie?
- To po prostu wydaje się, jakby pożar został celowo podłożony, oczywiście nie będziemy w 

stanie powiedzieć dokładnie w tej chwili - specjalny zespół będzie wysłany, jak zawsze do 
podpaleń. To do celów ubezpieczeniowych, rozumiesz.

- Podpalenie? - Umysł Belli wirował, kto chciał ją skrzywdzić? Albo nie wiedzieli, że była na 

zewnątrz?

- Bella - Angela szepnęła.
- Tak?

- Co z odrażającym facetem od listu?
- A co z odrażającym facetem od listu ma być? - Edward wycedził, podchodząc bliżej Belli.

background image

- To nic - Bella odpowiedziała. - Tylko jakiś idiota wysłał mi list z groźbami. - Belli myśli 

powędrowały do pisarza tych chorych listów. Czy James stał za tym? Nie sądziła, że to było 
prawdopodobne, przecież kiedyś chodził na uniwersytet z nią. Wszak nie chciał iść tak daleko, 

tylko dlatego, że odmówiła iść z nim na randkę. Jej umysł zapamiętał jeden z listów. „Wiesz, że 
należysz do mnie, a ja chcę cię mieć - to tylko kwestia czasu.”

Chciał tylko randki z nią, a nie zabić - prawda? 
- Ktoś groził tobie? Zgłosiłaś to? - pytał w pośpiechu.

- Nie było potrzeby, to tylko kilka listów... - ciągnęła.
- Tylko kilka listów? - Edward podniósł głos. - Ten ktoś może cię zabić, rozumiesz to?

Bella poczuła napływające ponownie łzy, nie miała siły walczyć z nimi po tym wieczorze i 

zaniosła się płaczem.

- Myślę, że wystarczy - powiedziała Angela surowo do Edwarda.
- Czy masz przynajmniej jeden z tych listów? - spytał ciszej.

- Nie - Bella szepnęła. - Już nie.
- Będziemy musieli zapytać o więcej później, panienko - strażak powiedział - ale teraz musisz 

znaleźć jakieś miejsce do spania.

- Może zostać ze mną, mieszkam w mieszkaniu na końcu - Angela powiedziała.

-   Obawiam   się,   że   będziecie   musiały   obie   znaleźć   jakieś   miejsce,   ponieważ   nie   mogę 

pozwolić wam wrócić do budynku, dopóki nie wiem czy jest bezpiecznie - odparł, patrząc 

przepraszająco, że zakazał im wejścia, ale kwestia bezpieczeństwa zawsze była pierwsza.

- Tak mi przykro, Angela, to wszystko moja wina - Bella szlochała, że spowodowała to. Jeśli 

by jej nie było, wtedy Angela byłaby dobrze schowana w swoim łóżku bez pożaru i dramatu. 
Tak jak było dużo w jej życiu. Angeli byłoby lepiej, nie znając jej.

- Nie, nie jest - szepnęła. - Cieszę się, że jesteś bezpieczna. Przykro mi, że nie wiem, gdzie 

mogłabyś się zatrzymać na noc. Ja pójdę znaleźć Bena w pracy i zostanę tam - powiedziała 

swojej przyjaciółce ze smutkiem.

- Jest dobrze, Angela, pomyśle o czymś. - Może hotel?

- Możesz zostać ze mną - Edward westchnął ciężko.
-   Nie   sądzę   -   Bella   odpowiedziała.   Nie   chciała   być   w   jego   towarzystwie   w   tej   chwili. 

Potrzebowała spokoju i odpoczynku, a nie jakiegoś słownego sparingu. 

- Obiecuję zachowywać się najlepiej jak potrafię - powiedział spokojnie. - Ale nie powinnaś 

być teraz sama, nie wiemy czy jesteś bezpieczna. - Bella nie pomyślała o możliwości, że James 
był nadal przed nią i zadrżała gwałtownie.

background image

- Powinnaś iść z... Przepraszam, nawet nie znam twojego imienia - Angela mówiła patrząc na 

Edwarda.

- Edward Cullen - przedstawił się szybko.

Angela uniosła brwi w znaczący sposób. Spojrzała z Belli na Edwarda i z powrotem. - Czy 

on...

Bella kiwnęła lekko głową. - Ahhh, więc powinno być dobrze z nim, prawda? Niech opiekuje 

się tobą i zadzwoń do mnie na komórkę w pierwszej kolejności rano - Angela powiedziała, 

martwiła się o przyjaciółkę, ale potrzebowała znaleźć swojego męża, żeby umówić się, gdzie 
zatrzymają się.

Myśli Belli wirowały. Nie mogła myśleć łatwo i pokornie dała się Edwardowi zaprowadzić do 

samochodu, nadal trzymając ukochanego kota.

background image

Rozdział 8

Edward westchnął ciężko, gdy nalał sobie kieliszek wódki i siadł na skórzanej kanapie w 

swoim apartamencie na ostatnim piętrze. Isabella pozwoliła mu delikatnie przyprowadzić się do 
swojego domu, uświadamiając sobie trudne dni, które musiała znieść. Pokornie słuchała go, gdy 

wręczył jej t-shirt oraz bokserki i kazał jej wziąć prysznic, i położyć się do łóżka. Był pewien, że 
gdyby była mniej zmęczona i w mniejszym szoku, wielce by protestowała, znajdując się pod 

jego ochroną.

Zresztą, dlaczego zaproponował jej nocleg? Mógł łatwo wziąć ją do hotelu!

Jego ochronne instynkty zdawały się kopać, gdy patrzył jak jej łzy spływały w dół twarzy. 

Edward chciał ją zabrać i opiekować się nią, i nie miał pojęcia dlaczego! Dlaczego czuł, że musi 

ją chronić? I był pewny tego, co czuł.

W pełni przyznał, że nic nie wiedział o Isabelli Swan. Obraz, jaki utworzył w swoim umyśle, 

był błędny. Mogła być całkiem niewinna, że oskarżał ją? Gdyby przeskoczył do wniosków?

To nie było tak jak on lubił i zastanawiał się, czy jego ocenianie jej charakteru zostało 

utworzone na początku, po wszystkim, gdy wielu ludzi w najlepsze było pijanych?

- Cholera - mruknął, gdy wziął łyk swojego drinka. Jak postąpi on teraz?

Jej zachowanie było... inne niż by się spodziewał.
Na przykład, na kolacji dokuczał jej niemiłosiernie, a ona odpierała ataki! Czy zrobiłaby to, 

jeśli wierzyłaby, że jest winna zdobywania złota? Albo po prostu obwiniałaby się faktem, że 
mógłby ujawnić jej małżeństwo Jake'owi?

Myśl o Jake'u przypomniała mu, że musi spróbować zadzwonić i wyjaśnić jemu sytuację. 

Dlaczego żadne z nich nie pomyślało, aby zadzwonić do niego wcześniej? Może to zrozumiałe, 

że Isabella była zatroskana wydarzeniami, że nie myśli poprawnie, ale on nie był. Więc jak to się 
stało, że nie pomyślał o Jake'u, aby zaoferować mu opiekę nad Isabellą?

Dotarł do swojego telefonu, szybko przeszukał książkę telefoniczną i wybrał wybrał numer 

Jake'a.   Gdy   słuchał   dźwięków   sygnałów,   zastanawiał   się,   jak   wyjaśni   swoje   działania.   Gdy 

odezwała się automatyczna sekretarka, rozłączył się i westchnął. Dobrze, że przynajmniej nie 
musi martwić się tym przez chwilę!

background image

Ale może powinien zostawić wiadomość? Szybko nacisnął przycisk ponownego wybierania, 

znowu słuchał, gdy telefon odpowiedział i zostawił małe wyjaśnienie, gdzie była Isabella.

Nie mógł zrozumieć, dlaczego tak niechętnie dzwonił do przyjaciela. Czy Jake z pewnością 

byłby lepszą osobą, aby zaopiekować się Isabellą?

Ale ja chcę opiekować się nią... usłyszał zdradliwe myśli.

Czy to oznacza, że poczuł coś do swojej małej żony?
Przypomniał sobie wszystkie małe rzeczy, które dowiedział się o niej w krótkim czasie tego 

wieczoru. Że ona wciąż rumieniła się łatwo, zwłaszcza gdy umyślnie drażnił się jej seksualnymi 
podbojami. Czy była ona nadal... niewinna? Na pewno z Jake'iem...

Nie, żeby miał dużo doświadczenia w tym w ostatnich kilku latach. Nie, on był bardzo zajęty 

pomaganiem ratowania rodzinnego biznesu, był zaniepokojony okłamywaniem samego siebie. 

Jego ojciec potrzebował, żeby był silny i skupiony, tak aby był taki jak on. Może to za wiele.

Powołując się na rozmowę w czasie kolacji, a raczej sesję sparingu, przypomniał sobie, że 

Isabella faktycznie pracowała. I to jako nauczyciel! To wymagało lat kształcenia, prawda? Ona 
musi mieć ukończone studia uniwersyteckie, co oznacza, ze względu na wiek, że rozpoczęła 

studia bardzo krótko po ich ślubie. Edward czuł, że jej wybór zawodu ujawnił część prawdy o 
jej charakterze, a nie jego, oczywiście fałszywe, teorie. Trzeba uzbroić się w cierpliwość do pracy 

z dziećmi przez cały dzień, jak również w zrozumienie i opiekuńczość. Czy to prawdziwa 
Isabella zatem?

Wstał nagle i zaczął chodzić po całej długości pokoju. Chodzenie zawsze pomagało mu w 

myśleniu.

Były inne incydenty tego wieczoru, które zmieniły jego opinie o niej. Fakt, że nie przeniosła 

się do Jake'a, bardzo odpowiadał jej osobowości. Ona nie wierzy w seks przed ślubem? A może 

to prawda, że trzyma w nadziei złapania bogatego męża? 

Wyraźnie potrzebowała pieniędzy, jeśli droga jej życia miała wskazywać jej status finansowy. 

Otwarty plan, małe mieszkanie w złym sąsiedztwie, które było bardzo tanie, więc nie żyła 
przekraczając swoich środków. Ale wysnuł kolejne pytanie. Gdzie podział się jej majątek?

Edward   nie   miał   pojęcia,   ale   myślał,   że   prawdopodobnie   nie   poszedł   na   designerskie 

ubrania, jak początkowo wierzył. 

- Pomocy! - Usłyszał nagle z sypialni. - Proszę!
Edward pobiegł w kierunku pokoju, który zajmowała Isabella i wszedł bez pukania. Znalazł 

ją nadal śpiącą i zaplątaną w prześcieradłach, z potem na czole. Podszedł do niej ostrożnie, 
zastanawiając się, czy powinien obudzić ją z koszmaru, czy nie. Delikatnie odgarniając jej włosy 

background image

z twarzy, dostrzegł dreszcz uspokojenia przed powrotem do spokojnego snu. Patrzył na nią 

przez chwilę, ponownie obserwując jej delikatne rysy twarzy.

Gdy Edward patrzył na nią, czuł zamieszanie, żeby się ustatkować. Czy tylko jej obecność 

dawała mu spokoju? Był bardziej przywiązany do niej niż wcześniej. 

To postawiło go w rozterce. Co teraz zrobić? Czyżby rozwieść się z nią i pozwolić jej iść 

dalej, czy chciał, aby zatrzymać ją?

Czekaj! Zatrzymać ją? Skąd te myśli pochodziły?

Potrzebował porady, żeby jakoś poukładać to sobie, a więc wybierał numer swojego brata nie 

troszcząc się, jak późno było.

- Halo? - zaspany głos odpowiedział. - Czy wszystko w porządku?
- Jasper, potrzebuję twojej pomocy.

- Więęęcc, wielki i potężny Edward Cullen potrzebuje mojej pomocy!
- Nie bądź idiotą! To jest poważne! - Edward wykrzyknął. - Zakładam, że rozmawiałeś 

dzisiaj z mamą?

- To znaczy, kiedy wtargnęła tu chcąc wiedzieć, czy mieliśmy świadomość, że jesteś żonaty? 

Tak, można powiedzieć, że rozmawialiśmy z nią.

- Znalazłem ją.

- Znalazłeś kogo?
- Isabellę. Słuchasz jeszcze? - zapytał wzburzony.

- I przyjmuję, że... Isabella to twoja żona? Dlaczego nigdy nam nie powiedziałeś? Alice jest 

wściekła na ciebie, jak powinna być, więc bądź przygotowany na jej gniew, gdy ją zobaczysz.

- Dzięki za ostrzeżenie. Czy nie możesz pilnować swojej żony zatem?
- Oczywiście, ale czy chcę? Zdecydowanie nie! Masz jakąś sprawę Edward, czy jestem wolny, 

aby wrócić teraz do łóżka?

- Nie, potrzebuję twojej rady! Spójrz, ożeniłem się z nią dla pieniędzy, aby pomóc tacie kilka 

lat temu. Ale nie o to chodzi. Myślałem, że wyszła za mnie, aby uzyskać znaczne kwoty pieniędzy 
na zakupy...

- Ale nie zrobiła tego?
- Nie sądzę. Ona pracuje jako nauczycielka w miejscowej szkole podstawowej i mieszka w 

najmniejszym mieszkaniu, jakie kiedykolwiek widziałem. Do tego wszystkiego zaręczyła się z 
Jake'iem.

- Czy to twój stary przyjaciel ze szkoły? - Jasper zapytał szybko.
- Tak, spotkałem się z nim na kolacji i została ona przedstawiona jako przyszła żona.

background image

- A nie wyszła za mąż za ciebie? - usłyszał zdezorientowany głos.

- Po prostu przestań mi przerywać na chwilę, a powiem ci!
- Dobrze, kontynuuj. Nieważne, że obudziłeś mnie o pierwszej w nocy...

- I ty masz być rozsądnym bratem? - Edward zaśmiał się. - Jak już mówiłem, spotkałem się z 

nią dziś i mieliśmy ciekawy sparing na kolacji...

Jasper wybuchł śmiechem. - Masz na myśli, że ona odpowiadała tobie! Teraz na pewno 

muszę ją spotkać!

- To nie jest śmieszne! W każdym razie, Jake został wezwany w interesach i tak pojechałem 

do jej domu. Tylko wtedy, gdy byliśmy tam, jej mieszkanie paliło się i wpadła na oślep do niego, 

żeby   ratować   swojego   kota!   Nie   szkodzi,   że   ja   stałem   obserwując,   jak   ona   naraża   się   na 
niebezpieczeństwo!

- Czy z nią dobrze?
- Tak, dobrze. Poszedłem i wyciągnąłem ją stamtąd.

- Co! I ty nazywasz mnie idiotą! Jak mogłeś pobiec do płonącego budynku?
- Ona była w niebezpieczeństwie! Czy nie wystarczy, aby to wytłumaczyć? A jakby coś się z 

nią stało?

- Więc... troszczysz się o nią zatem?

- Ja... nie jestem pewien - odpowiedział, czując i brzmiąc mniej niż jego zwykła pewność 

siebie.

- Edward, jeśli chciałeś wejść do płonącego budynku, żeby ją uratować, to oczywiste, że 

troszczysz się o nią - Jasper powiedział spokojnie. - Problem w tym, co teraz zamierzasz zrobić?

- Nie wiem - odparł cicho, rozważając wszystkie możliwości, które wystąpiły w jego głowie. - 

Czuję się... opiekuńczy względem niej. To nie pomaga, że ogień został podłożony.

- Podłożony? Czy chcesz, żeby Emmett na to spojrzał?
- Może, chcę, żeby wiedział, po tym jak porozmawiamy z władzami.

- Ok, daj mi znać, czy jest coś, co mogą zrobić, aby pomóc. Czy mogę wrócić teraz do 

łóżka? - Jasper marudził.

- Tak, porozmawiam z tobą jutro.
- Dobrze, och i przy okazji, rodzina chce ją spotkać! - I z tym Jasper się rozłączył.

- Cholera - Edward mruknął po raz drugi tego wieczora. Czy chciał, aby rodzina ją spotkała? 

Co ważniejsze, czy ona chce się spotkać z nimi?

Nie był bliżej rozwiązania teraz niż był przed rozmową z Jasperem. Po określeniu, że dbał o 

nią (choć nie wiedział dokładnie  jak to zrobił), ma teraz problem, jak zatrzymać ją w swoim 

background image

życiu wystarczająco długo, aby wyjaśnić jego uczucia do niej. 

Nie, że ona będzie zadowolona z tego!
Być może odmawiając jej rozwodu było sposobem, aby kontynuować to. Przecież mogła 

nadal uważać, że to dlatego, że nie chciał, żeby poślubiła Jake'a, a może to było częściowo 
prawdą - ale z różnych powodów.

Jeśli okazałoby się, że chciał więcej od niej, to czy jednak będzie mógł to zrobić swojemu 

przyjacielowi? Czy Tanyi, która spodziewa się wyjść za niego za mąż w najbliższej przyszłości?

Po wieczornych wydarzeniach nie był pewien, czy chciał się jeszcze z nią ożenić. Obserwując 

Bellę uświadomił sobie kilka wad w postaci Tanyi. Tanya nigdy nie weszłaby do ognia, aby 

ratować kota! Mogłaby zniszczyć sobie włosy! Nie, że on pochwalał to, co zrobiła Bella, ale to z 
pewnością pokazuje jej niezwykłą odwagę i opiekuńczą naturę.

Edward westchnął, pomyśli bardziej rano, bo był już zmęczony i potrzebował snu. Był obok 

wejścia do łazienki, kiedy usłyszał znowu krzyk Isabelli i szybko udał się, aby sprawdzić to, 

może powinien obudzić ją tym razem?

Po wejściu nie musiał jej budzić, gdyż siedziała na łóżku trzymając mocno lewą nogę, kiedy 

łzy spływały po jej twarzy. - Co się stało? - zapytał z malującą się troską na jego twarzy.

- Noga mnie boli - zakwiliła cicho.

Edward ruszył ku niej i dyszał, kiedy zobaczył wielkie blizny na jej udach. - Dlaczego nie 

wspomniałaś o tym wcześniej?

- Ja... ja nie wiem... Mam na myśli, że upadnięcie na stolik, nie wydaje się ważne.
-   Czy   nie   posiadasz   żadnego   instynktu   samozachowawczego?   To   wymaga,   aby   lekarz 

zobaczył! Teraz jestem cierpliwym mężczyzną... - zatrzymał, gdy ona się roześmiała. - Cieszę 
się, że cię rozśmieszyłem! - Z tym wziął ją na ręce i zaniósł do drugiego pokoju, ignorując jej 

protesty.

- Zaczekaj tam! - rozkazał, gdy poszedł poinformować, aby podstawić jego samochód przez 

jednego z wielu pracowników przed ekskluzywnym budynkiem. Dziękował swojej szczęśliwej 
gwieździe, że nie wypił więcej niż jeden łyk whisky.

Był   wdzięczny,   że   utrzymywała   ona   stoicką   ciszę,   gdy   jechał   do   najbliższego   szpitala   i 

wprowadził ją. Nadal czekali w milczeniu, dopóki jej nazwisko nie zostało wypowiedziane. - 

Pani Cullen?

Nie odpowiedziała, dopóki Edward jej nie szturchnął. - Dlaczego powiedziałeś im swoje 

nazwisko?

- Ponieważ jest prawdziwe, jesteś moją żoną, więc jesteś panią Cullen - powiedział oschle, 

background image

czekając na wybuch, który by z pewnością nadszedł.

- Mogliśmy przeżyć uroczystość i podpisać się na wykropkowanej linii, ale to nie czyni mnie 

twoją żoną - wybuchła. Ahhh, i zarumieniła się znowu. Tak łatwo zdenerwować ją!

- Więc, co trzeba zrobić...? - zapytał sugestywnie, próbując wyprowadzić ją z równowagi 

ponownie. 

Jego   wyobrażenia   ciągnęły   się   do   nagłego   zatrzymania,   gdy   usłyszał   swoje   nazwisko 

ponownie wywołane. Delikatnie pomógł jej wstać i zaprowadził ją do oddziału, do którego był 

wzywany. Wszedł z nią i usiadł szybko.

- Myślę, że możesz poczekać na zewnątrz - powiedziała zirytowanym tonem.

-   Ale   kochanie,   na   pewno   chcesz,   aby   twój   kochający   mąż   pomógł   ci   tu   -   dokuczał, 

obserwując jak policzki stają się czerwone, znowu. 

- Wyjdź! - syknęła wściekle, jak mały kociak, zdecydował.
Edward czuł, że byłoby lepiej dla niej, jeśli zostawiłby ją i poszedł poczekać na zewnątrz, 

dopóki   badania   się   nie   zakończą.   Nie   chciał   widzieć   jej   cierpienia   i   był   zaskoczony,   że 
zachowała się tak cicho o swoich skaleczeniach przez tak długi czas. Chodził po poczekalni, co 

wydawało się jak wieczność, zanim przykuśtykała z jedną nogą zabandażowaną.

- Dobrze się czujesz? - zapytał.

- Dobrze, nic, do czego nie jestem przyzwyczajona... - mruknęła, zbliżając się do recepcji i 

zapytała o telefon. Nie pytał do kogo chce zadzwonić, ale patrzył na nią uważnie, jak fuknęła i 

rozłączyła się, nie mówiąc nic.

- Nie mogłem  złapać Jake'a, próbowałem wcześniej - powiedział jej, śledząc reakcje  jej 

twarzy.

- Nie, nie mogłam wcześniej, nie odpowiedział telefon w jego domu, ani komórka - odparła 

drżąc.

Nie mógł uwierzyć, że przywiózł ją w niczym, tylko w jego t-shircie i bokserkach. Szybko 

podał jej kurtkę, a kiedy nie przyjęła, zarzucił jej na ramiona. - Zmarzniesz - mruknął. - Chodź, 
wezmę cię do domu.

- Nie mam domu, żeby do niego wrócić - odparła sarkastycznie.
- Nie, w tej chwili nie. Ale możesz wrócić do mnie i trochę odpocząć. Myślę, że oboje 

potrzebujemy tego, po tej nocy. Zostawiłem wiadomość dla Jake'a, więc powinien wiedzieć, 
gdzie jesteś.

- Dziękuję - ledwie usłyszał jej odpowiedź.

background image

Rozdział 9

Bella   obudziła   się   następnego   ranka,   czując   zdezorientowanie.   Zajęło   jej   chwilę,   aby 

przypomnieć sobie, że w rzeczywistości jest w mieszkaniu Edwarda Cullena i że jej mieszkanie 
zostało podpalone zeszłego wieczoru.

Przeciągnęła się w łóżku, przeszła do łazienki i weszła ostrożnie nie wiedząc, czy jest sama, 

czy nie. Widząc, że jest pusto, zamknęła za sobą drzwi.

Gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze głośno westchnęła. Co za bałagan!
Czy to możliwe, żeby wykąpała się z zabandażowaną nogą? Może powinna po prostu to 

ściągnąć? Podjęła decyzję, odkręcając bieżącą wodę i wąchając kilka luksusowych produktów, 
które stały na półce. Wybrała jeden, który miał ostry zapach rozmarynu, wlewając go i patrząc, 

jak zaczęły powstawać bąbelki. Zaciągnęła się głęboko, ciesząc się gryząco-pachnącym olejkiem 
w parze wypełniającej powietrze. Westchnęła głęboko, gdy wchodziła powoli do wody. To była 

rozkosz.

Straciła poczucie czasu, gdy leżała tam. Jej mózg analizował każdy szczegół poprzedniego 

wieczora, jak również próbowała się dowiedzieć, co będzie robić dalej. Rozkoszna idylla została 
przerwana przez pukanie do drzwi.

Bella jęknęła i zanurzyła się pod wodę, aby zablokować hałas. Kiedy się wynurzyła, mokre 

włosy przykleiły jej się do twarzy. Pukanie stawało się głośniejsze i towarzyszył mu głos. - 

Wszystko w porządku, Isabello? Jeśli mi nie odpowiesz, będę musiał wtargnąć do środka.

Chciałby!

Była   to   sytuacja,   która   stwarzała   dużo   niebezpiecznych   możliwości...   co   bez   wątpienia 

spowodowało gwałtowne przyspieszenie jej tętna. Wydęła nieco wargi, a następnie zrobiła kilka 

pieniących się bąbelków, patrząc, jak zaczęły unosić się po całym pomieszczeniu.

- Jest zamknięte! - krzyknęła w nadziei, że odejdzie. 

Jeśli miała nadzieje, że odejdzie, to dlaczego wtedy miała ten obraz w głowie, by dołączyło 

do   wody   gładkie,   umięśnione,   męskie   ciało...?   Dlaczego,   gdy   to   powiedziała,   zobaczyła   w 

wodzie przesuwające się silne ramiona...? 

Ona prawie na pewno nie chciała odpowiedzi na te pytania.

background image

Nastąpiła   krótka   cisza.   -   Zamknięte   drzwi   nie   są   przeszkodą   dla   zdeterminowanego 

mężczyzny - powiedział, brzmiąc na poirytowanego, ale dużo bardziej zrelaksowanego niż był, 
kiedy po raz pierwszy przemówił. - Więc jeśli nie jesteś nie przytomna, odpowiedz mi.

- Czego chcesz? - zapytała ze złością.
- Chciałabyś jakieś śniadanie?

Jej brzuch odpowiedział na ofertę głośnym burczeniem. - Nie.
- Prawie nic nie jadłaś na kolację ostatniej nocy...

- I czyja wina to jest?
- Musisz coś zjeść - Edward odpowiedział, decydując się na ignorowanie jej oburzonego 

wybuchu. 

- Co zamierzasz zrobić? Nakarmić mnie? - Drgnęła na dźwięk własnego głosy.  Boże, to 

zaczyna być dźwięk jak pyskówka z placu zabaw! Jedno z nich miało zachowywać się jak dorosły. - 
Właściwie... Edward - zaczęła nieśmiało. Dlaczego tak trudno jej powiedzieć jego imię? - Nie 

miałabym nic przeciwko jajkom? - powiedziała, ale nie było odpowiedzi. Wzruszyła ramionami.

Bella zanurzyła się z powrotem pod wodę, ale trudno jej było znowu się odprężyć, więc po 

umyciu włosów, wyszła i sięgnęła po ręcznik. Wtedy to naprawdę zauważyła, że wszystkie 
ściany były lustrami. Pułap był jedynym miejscem, które nie miało odblaskowych powierzchni. 

Ledwo   rejestrowała   ulotny   obraz   średnio   wysokiej   dziewczyny   z   długimi,   szczupłymi 

nogami, płaskim brzuchem i jędrnymi piersiami. Wzięła ręcznik i chciała wysuszyć się, kiedy 

impuls sprawił, że się odwróciła i wytarła parę z niektórych luster.

Oglądała swoje  ciało  krytycznie  z kilku  punktów widzenia.  Jak,  zastanawiała  się,  mogła 

zobaczyć   nieznajomy   widok   tego   ciała?   Przebiegła   palcami   powoli   po   konturze   brzucha; 
wyczulony   nerw   w   brzuchu   zadrżał   na   jej   dotyk.   Popatrzyła   w   swoje   własne   oczy...   były 

zaciemnione, obce, źrenice rozszerzone. Zadrżała, ale nie z zimna, ale dlatego, że jej skóra była 
gorąca w dotyku. 

- O mój Boże! - wydyszała, wycierając drżącą ręką swoje usta.  Kogo ja oszukuję? Próbuję 

zobaczyć siebie oczami Edwarda!

To były złe myśli o Edwardzie patrząc na swoją nagość, ale niezaprzeczalnie gorszy był fakt, 

że poważna myśl o nim wywołała coś takiego!

Otrząsnęła się z tej reakcji, zasłoniła się ręcznikiem i spryskała zimną wodą twarz, głęboko 

oczyszczając swoje myśli. Mam zamiar poślubić jednego człowieka i myślę w ten sposób o innych. - Co to 

o mnie mówi? - zapytała do odbicia w lustrze.

Fakt,   wyszła   za   mąż   z   obiektem   jej   pożądliwych   fantazji,   ale   nie   brała   pod   uwagę 

background image

wyjątkowych okoliczności, istotnie.

Może   nadszedł   czas,   aby   przyznać,   że   to,   co   miała   z   Jake'iem   nie   było   podstawą 

długotrwałego zobowiązania? Potrząsnęła głową, odrzucając ten pomysł. Przyjaźń i szacunek 

trwają dłużej niż pożądanie - to nieuchronnie doprowadziło jej myśli z powrotem do Edwarda. 
- Nie mogę mu pozwolić robić tego ze mną! - powiedziała głośno przez zaciśnięte zęby.

W końcu ubrała się z powrotem w ubrania Edwarda. Wróciła do swojej sypialni, widząc, że 

przylegające drzwi prowadzące do salonu były otwarte. Była już tak blisko, kiedy on się ukazał. 

Jej brzuch ścisnął się dramatycznie, gdy widziała jego... zrelaksowanego, w żadnym ubraniu 
tylko w jeansach. O Boże! I słodki rumieniec!

- Mówisz sama do siebie? - zapytał.
Bella potrząsnęła energicznie głową.

Jedna zmarszczka przecięła jego czoło. - Wydawało mi się, że coś słyszałem.
- Musiałam chyba głośno myśleć...

Jego wargi lekko drżały. - Ale nie mówiłaś sama do siebie.
Dlaczego robił tak, że ona chce go uderzyć? Gdy znalazła się w pobliżu niego, wyprowadził 

ją w mniej niż cywilizowane emocje. - Przepraszam, jeśli przeszkodziłam ci.

- Nie przeszkodziłaś. Ale może to być usprawiedliwieniem myśleć, że nie chciałaś, żebym 

usłyszał cię - wycedził. 

Bella zagryzła wargę; szczur korzystający z jej dyskomfort, widziała to w jego oczach. Tak 

długo, jak on nie przestanie się z nią bawić.

 

- Starałam się być delikatna, fakt, że to jest twój 

dom i bez wątpienia nie chcesz mnie, więc dlaczego mam zwracać na siebie uwagę.

- Jesteś tak delikatna - mruknął. - Z wyjątkiem, kiedy pozwoliłaś mi pomyśleć, że zemdlałaś 

w wannie.

Była zaskoczona tym nieoczekiwanym komentarzem i jej oczy skierowały się na jego twarz. - 

Nie myślałeś tak, prawda?

- Oczywiście, że myślałem! Przeszłaś przez traumatyczne przeżycia, trochę spałaś i byłaś 

także ranna!

- To nie jest twoim zadaniem dbać o mnie - powiedziała cicho.
- Jako twój mąż myślę, że to powinno być moim podstawowym zajęciem, nie uważasz?

Bella   westchnęła.   Nie   miała   już   żadnych   argumentów   w   tej   chwili.   Miała   dość   innych 

problemów do rozwiązania, głównie zdecydować, gdzie będzie mieszkać i gdzie zniknął Jake. - 

Masz szlafrok, który mogę pożyczyć na chwilę. Zmarzłam - powiedziała cicho.

- Oczywiście - odpowiedział, natychmiast przechodząc do drugiej sypialni i wracając z, co 

background image

było oczywiste, własnym okryciem. Zauważyła jego zapach otaczający ją, kiedy okrywała się 

tym. - Ale wiesz, nie musisz okrywać się z mojego powodu. Widok ciebie noszącej niewiele 
więcej niż moją bieliznę jest dość... pobudzający.

Bella zaczerwieniła się, jej wcześniejsze myśli z łazienki powróciły z pełną siłą. - Czy musisz 

robić takie uwagi jak ta? To jest wystarczająco niezręczne dla mnie.

Edward westchnął i skinął na nią, żeby usiadła do stołu, gdzie stała świeżo przyrządzona 

jajecznica i tosty na nią czekały. - Emm, dzięki - szepnęła, gdy usiadła przy stole i zaczęła jeść. 

Jedli razem w milczeniu, gdy Bella kontynuowała myślenie o wielu rzeczach, z którymi miała do 
czynienia do dzisiaj. Była jeszcze smutniejsza faktem, że straciła zdjęcia rodzinne, ale uznała, że 

wszystko można zastąpić dość łatwo. Również potrzebowała zadzwonić do Angeli i poprosić ją, 
aby przyniosła jakieś ubrania, tak żeby mogła faktycznie opuścić dom Edwarda. Pociągnęła 

lekko nosem.

- Płaczesz? - Edward zapytał.

- Nie, ale to tobie by służyło, gdybym płakała - powiedziała mu pociągając głośno.
Wypowiedź Edwarda złagodniała. On wyraźnie nie lubił patrzeć na łzy kobiety. - Nie lubię 

widzieć, gdy kobieta płacze, ale uważam, że masz więcej niż dobry pretekst do tego. Byłaś 
bardzo odważna... ale pozwól mi pomóc ci przynajmniej dzisiaj.

- Dlaczego chcesz mi pomóc? - Bella zapytała, nieufność wyraźnie zabrzmiała w jej głosie.
-   Potrzebujesz   mnie,   a   ja   nie   mogę   pozwolić   ci   przejść   przez   to   samej.   Jakim   typem 

człowieka bym był? - powiedział jej cicho. - Poza tym, mój brat mnie zabije, jeśli zostawię cię 
samą teraz.

- Twój brat? - Co on ma do tego?
- Tak, Jasper. Zasugerował, że nasz brat, Emmett, spojrzy na ten pożar w twoim domu. Jest 

on prywatnym detektywem i miał do czynienia z wieloma takimi przypadkami. 

- Czy... twoja rodzina... wie o mnie... o nas? - Bella zapytała.

Edward zaśmiał się. - Teraz tak. I jestem pewien, że wszyscy będą się schodzić do nas w 

pewnym momencie szybko. 

Bella wstała nagle. - Nie, ja... ja... nie mogę ich spotkać. Nawet nie powiedziałam Jake'owi o 

nas. Nie mam w co się ubrać, moje mieszkanie zostało spalone...

Nadal kontynuowałaby przechadzanie, gdyby Edward jej nie chwycił i wciągnął ją nagle na 

swoje kolana. - Będziemy starać się złapać Jacoba, twoja przyjaciółka Angela przyniesie kilka 

ubrań dla ciebie w krótkim czasie, zadzwoniłem do niej wcześniej przy okazji. Co do twojego 
mieszkania,   fakt   trzeba   spojrzeć.   Ale   błagam   cię,   pozwólmy   Emmettowi   zająć   się   tym   - 

background image

powiedział spokojnie.

Dlaczego on jest taki miły? To nie ma żadnego sensu! - Dlaczego? - zapytała, nagle zdając 

sobie sprawę z faktu, że siedziała na kolanach Edwarda i poczuła się trochę nieswojo, będąc tak 

blisko niego fizycznie. 

- Dlaczego co? Pomagam ci? - Na jej skinienie, kontynuował. - Jesteś moją żoną, jak już 

mówiłem. Będę ci pomagał, jeśli przestaniesz być taka uparta.

- Nie jestem uparta! - Na jego podniesione brwi mówiła dalej. - Ok, może jestem trochę 

uparta. Ale ty nawet nie lubisz mnie i nie zgodziłeś się jeszcze na rozwód.

- Myślę, że w tej chwili powinniśmy skoncentrować się na rzeczach ważniejszych, takich jak, 

znalezienie miejsca do mieszkania. Reszta może poczekać - rzekł tonem nieznoszącym żadnych 
sprzeciwów.

Westchnęła i wstała, kulejąc z powrotem do łazienki, aby założyć bandaż. Jak na zawołanie 

Edward się zjawił i zażądał, aby wiedzieć, dlaczego nie założyła go wcześniej.  Brzmi jak mój 

ojciec! Przeszły zbłąkane myśli. - Nie myślałam o tym - odparła szczerze.

- Hmmm, więc usiądź i pozwól mi pomóc.

- Nie! Mam na myśli... - Nie wiedziała, czy zdoła zachować swoje emocje pod kontrolą, jeżeli 

jej dotknie!

- Nie ufasz mi?
- Ugh! Dobrze - powiedziała wkładając bandaż w jego rękę i siadając na łóżku.

Wziął jej nogę  lekko  w swoje ręce  i dokładnie  zbadał siniaka. - To wygląda boleśnie  - 

mruknął, marszcząc się lekko.

Tak było, ale to nie był powód, żeby unikała jego pytającego spojrzenia. Kiedy spojrzała na 

niego,   zobaczyła   palce   dotykające   i   głaszczące   obszary   inne   niż   jej   goleń.   Niebezpieczne 

fantazje napędzały impuls niestosownych emocji. Popatrzyła z odrazą na swoje niewinne nogi. - 
Nie wspominając, że brzydko - powiedziała z niepocieszonym pociągnięciem nosa.

- Jestem pewien, że Jake nadal będzie cię kochał, nawet z poobijanymi nogami.
Domyśliła się, że ta myśl o bezkrytycznym zachwycie Jake'a, wywołała szydzący uśmiech na 

jego ustach. Z tego, co Edward insynuował, ona nigdy nie będzie wystarczająco dobra dla jego 
przyjaciela. - Nie jestem taka pewna. - Na wpół dumała sobie, gdy jej myśli powędrowały do 

miłości Jake'a, całej doskonałej i pięknej. To był tylko jego sposób mówienia, ale czasami kiedy 
Jake nawiązywał do niej, że jest najcenniejsza, to wprawiało ją w zakłopotanie. Lubił on swoje 

rzeczy w stanie bardzo dobrym, jeśli coś spadło poniżej jego wysokim standardom, później 
pozbywał się tego.

background image

- Ustawiasz wysoką wartość na swój wygląd i pozornie niską  na samą siebie - Edward 

zadrwił. - Jeśli ludzie nie widzą nic poza twoją piękną twarzą, to nie sądzisz, że to ich problem, 
a nie twój?

Bella zamrugała z zakłopotania. Sądził, że ona jest piękna...?
Po   tym   jak   Edward   skończył,   powiedział   nagle,   że   musi   się   ubrać,   zanim   ktokolwiek 

przyjdzie.   Jeśli   Bella   słuchała   odpowiednio,   mogłaby   się   zastanawiać,   kogo   się   spodziewał. 
Zamiast tego opadła z powrotem na łóżko i wyciągnęła telefon, próbując dodzwonić się do 

Jake'a ponownie. Warknęła z frustracji, gdy ponownie nie odebrał telefonu i zastanawiała się, 
prawdopodobnie pierwszy raz od pożaru, gdzie on był. Nagłych nieszczęść, które na nią spadły, 

może należało się spodziewać. Łzy zaczęły powoli nadchodzić, ale budowały się w rozpędzie i 
po krótkim czasie, głośno szlochała. Zwinęła się w kłębek, kiedy płakała. Nie była nawet 

świadoma, że Edward przybiegł z powrotem do jej pokoju i usiadł koło niej. - Co się stało? - 
westchnął, przebiegając ręką przez swoje potargane włosy, kiedy dostał głośne zawodzenie w 

odpowiedzi. - Powiedz mi! - domagał się, potrząsając nią.

Ściskając mocno poduszkę, szepnęła. - Nic. Idź sobie.

- Oczywiście to nie jest nic złego - Edward zauważył ironicznie. - Wyglądasz jak dziecko 

jeża, odjąć kolce - powiedział, gdy zabierał od niej poduszkę.

- Proszę, odejdź - szepnęła, nie chcąc, żeby widział ją w tym stanie.
- Powiedz mi, a wtedy pójdę - obiecał. 

- Jesteś przeszkolonym terapeutą teraz?
- Nie, ale jestem pewny, że mówienie o tym pomoże, chociaż trochę.

Bella   fuknęła.   -   Świetnie!   Płaczę   przez   to   wszystko.   Straciłam   swój   dom,   moje   zdjęcia 

rodzinne. Nie wiem gdzie jest Jake i nie wiem, jak dużo mogę zrobić, aby pomóc policji.

Edward wziął ją delikatnie w ramiona. - Wkrótce będziesz miała dom z powrotem, obiecuję. 

Przykro mi z powodu zdjęć - nic nie mogę z tym zrobić. I znajdę Jake'a dla ciebie.

Pociągnęła nosem. - Obiecujesz? - szepnęła.
- Tak - odparł cicho. - Obiecuję. - Bella westchnęła ciężko, gdy ostatni dreszcz wstrząsnął nią 

i wczepiła się w jego ramiona, zasypiając z jego oddechem łaskoczącym jej ucho. Nie usłyszała 
już jego ostatnich wyszeptanych słów. - Obiecuję zrobić wszystko, co najlepsze dla ciebie, nawet 

jeśli to nie jest najlepsze dla mnie.

background image

Rozdział 10

Bella obudziła się na dźwięk głośnego głosu. Zajęło jej chwilę, aby przypomnieć sobie swoje 

otoczenie i sądząc po promieniach słonecznych przepływających przez szparę w zasłonach, 
odgadła, że była pora lunchu. Wyskoczyła z łóżka i przebiegła dłonią po swoich długich, 

potarganych włosach. Oczy ją piekły od wcześniejszego płaczu i szybko poszła do łazienki 
spryskać je zimną wodą, zanim poszłaby w kierunku dźwięku głosów.

- Dlaczego jesteście tu wszyscy? - Edwarda głos brzmiał na zirytowany i podejrzewała, że miał 

jedną brew podniesioną złośliwie, jak zawsze.

- Teraz drogi, nie myślałeś, że przegapimy okazję, aby spotkać twoją żonę, prawda? Zresztą 

nie wszyscy - twojego ojca tutaj nie ma. - Definitywnie kobieta!

- Będziecie przygniatać ją - Edward odpowiedział. - Nie sądzicie, że ona przeszła dużo w 

ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin? - Edward chciał chronić ją?

- Widzisz, mówiłem ci. Troszczysz się o nią! -  Mężczyzna - kim są ci wszyscy ludzie? I czy 

wiedzieli, że ona nie śpi? Czekaj... Edward... troszczył się o nią? Co, do cholery, się dzieje?

- Dobrze, możecie ją spotkać, ale bądźcie mili - zwłaszcza ty, Rosalie.
- Hej, dlaczego zwłaszcza ja? - powiedział zmieszany kobiecy głos.

- Będzie dobrze, prawda kochanie? - nadeszła gburowata odpowiedź i kontynuował. - Poza 

tym   znalazłem   twojego   przyjaciela   Jacoba   Blacka   i   sądzę,   że   twoja   mała   żona   musi   tego 

posłuchać. - Znalazł Jake'a? Co muszę posłuchać? Zesztywniała otwierając drzwi i przeszła przez 
nie.   Bella   czuła   się   gorsza   w   pożyczonych   ubraniach   Edwarda,   kiedy   zauważyła   bardzo 

czarujących ludzi, będących w jego salonie.

- Ty musisz być Isabella? - Kobieta z brązowymi włosami rzuciła się ku niej i wzięła ją w 

matczyne objęcia. To zmyliło Bellę, sądziła, że jeśli Edward jej nie lubi, to jak może jego 
rodzina - na pewno to jego rodzina? - Bardzo mi miło, witamy w rodzinie. Jestem matką 

Edwarda, ale możesz nazywać mnie Esme. Każdy, kto może powstrzymać go od ślubu z tą 
kobietą, jest moją nową ulubioną osobą.

- Ja naprawdę nie jestem członkiem rodziny i nie powstrzymam Edwarda od poślubienia... 

kogokolwiek - Bella powiedziała wyglądając na zmieszaną.

background image

- Oczywiście, że jesteś. Jesteś żoną Edwarda, czyż nie? - Na Belli skinienie, kontynuowała. - 

Więc jesteś rodziną! Plus, jeśli zostaniesz w związku małżeńskim z nim, możesz ochronić go od 
tej harpii!

- Ale... my... weźmiemy wkrótce rozwód!
- Tak, ale teraz jest żonaty! - Ta kobieta jest zdecydowana! - Co jest złego w opóźnieniu rozwodu 

przez chwilę? Bardzo chcielibyśmy mieć cię jako część naszej rodziny!

- O co chodzi, Isabello, nie chcesz być w związku małżeńskim ze mną? - Edward zapytał, 

próbując ją zmieszać, patrząc w jej oczy enigmatycznie.

- Nie, nie chcę! - stwierdziła. - Jesteś arogancki, kontrolujesz i będąc szczerą, nie lubię cię w 

tej chwili!

- Kocham ją! - bardzo wysoka, piękna blondynka powiedziała. - Każdy, kto może postawić 

się tobie, Edwardzie, jest idealny dla ciebie. Jestem Rosalie, tak przy okazji, a to jest mój mąż 
Emmett - powiedziała Belli, wskazując na wielkiego niedźwiedziowatego mężczyznę obok niej.

- Hej, mam nową małą siostrę! - zawołał, zgarniając ją w niedźwiedzi uścisk.
-   Możesz,   proszę,   postawić   mnie   z   powrotem?   -   Bella   szepnęła.   Czuła   się   bardzo 

niekomfortowo z tymi wszystkimi ludźmi, oglądającymi ją i ściskającymi.

-   Emmett   przestań,   przerażasz   ją!   -   Edward   powiedział   i   sięgnął   po   Bellę,   ciągnąc   ją 

delikatnie za sobą. - Mówiłem ci, że to dla niej zbyt wiele! 

Bella znowu się zmieszała. On wyraźnie stwierdził, że powodem, dla którego nie chcę swojej 

rodziny tu, jest to, że ona czuje się niekomfortowo. Nie dlatego, że nie chciał jej przedstawić im. 
I teraz on ochraniał ją?

-  Nie  bój   się  Emmetta,   on   jest  nieszkodliwy  -  blondyn   wycedził  tonem  podobnym  do 

Edwarda. - Jestem Jasper, a to jest moja żona, Alice.

Mała, chochlikowata kobieta z krótkimi, nastroszonymi, czarnymi włosami podskoczyła w 

górę i w dół obok Jaspera. - Cześć, mogę wziąć cię na zakupy? - Huh? Zakupy?

Cała rodzina wydała z siebie zbiorowy jęk i Bella oglądała z fascynacją, kiedy oni nadal się 

drażnili. Edward był kolejną niespodzianką. Patrzyła na jego stronę, której jeszcze nie znała, 

obserwując go z rodziną. Byli oni oczywiście bardzo blisko siebie, widać było, że kochali się 
wzajemnie.

To przyniosło jej na myśl rodzinę, którą straciła i poczuła łzy pojawiające się znowu w jej 

oczach. Spróbowała wycofać się z powrotem do sypialni, żeby nikt nie zauważył, nie była 

przygotowana na ramiona, które nagle oplotły się wokół jej ramion. - Więc, Isabello, czy mogę 
mówić do ciebie Bella? - skinęła głową. - Chcę wiedzieć o tobie wszystko, chodź i powiedz mi - 

background image

Emmett powiedział prowadząc ją do kanapy.

- Hej, dlaczego jest tak, że Emmett może mówić do ciebie Bella, a ja nie mogę? - Edward 

zapytał. - Czy dlatego, że nie chcesz być blisko mnie? Czy to, że się boisz?

Bella poczuła, że robi jej się gorąco, stwierdzając, że był blisko prawdy. - Nie, ponieważ ja 

ciebie nie lubię! - skłamała. Patrzyła znowu w ogłupieniu, jak każdy się śmiał, w tym Edward. 

Czy miał przeszczep osobowości tego ranka? Zaczęła myśleć.

- Ona odpowiada na moje pytania, a nie twoje! - Emmett stwierdził. - Prawda?

- Emm... co chcesz wiedzieć...?
- Pozwól zacząć od tego ile masz lat. Wyglądasz na osiemnaście! - Emmett drażnił ją.

- Mam dwadzieścia trzy... nie, czekaj! Mam dwadzieścia cztery od dzisiaj - powiedziała i 

rumieńce zabarwiły jej policzki.

- To twoje urodziny? - Edward zapytał cicho.
- Um... tak.

- Więc wszystkiego najlepszego, moja droga - Esme powiedział cicho, kiedy rozbrzmiał chór 

życzeń i Bella żałowała, że powiedziała im o tym.

- Dobrze, dobrze. Już wystarczy. Próbuję poznać moją nową, małą siostrę! - Emmett zawołał 

głośno.

- Nie jestem... - Bella zaczęła.
-   Zrezygnowałabym,   jeśli   byłabym   tobą   -   Alice   powiedziała   ze   śmiechem.   -   On   chciał 

młodszą siostrę i wydaje się, że ty nią jesteś!

- Ale on ma ciebie! - Bella marudziła, poczuła większe przywiązanie przez tę rodzinę niż 

odważyła się przyznać.

- Ja nie liczę się naprawdę, jestem niezależna. I Emmett chce kogoś, żeby mógł go chronić.

- Ja nie potrzebuję...
- Tak, potrzebujesz, więc daj spokój. Walczysz przegrywając bitwę - Rosalie powiedziała 

lekko. - Poza tym, jeśli mój mąż chce cię jako siostrę, to ja pomogę mu. - Bella poczuła, że 
trochę   boi   się   Rosalie.   Miała   wrażenie,   że   była   typem   osoby,   że   nie   chciałbyś   stać   po 

niewłaściwej stronie i tak niechętnie oddała się do odpowiadania na pytania Emmetta.

- Hmmm, co jeszcze chcesz wiedzieć? - Bella zapytała drżącym głosem.

- Cool. Naprawdę będziesz odpowiadała na moje pytania? - Emmett zapytał, podskakując z 

podniecenia i patrzył na nią szczenięcymi oczami.

- Koleś, czy ty właśnie powiedziałeś cool? - Jasper zapytał. - Nikt tak nie mówi od lat 

osiemdziesiątych.

background image

- Spływaj, chuju!

- Emmett! - Esme krzyknęła.
- Przepraszam mamo - Emmett powiedział nieśmiało. - Teraz Bella...

- Tak?
- Czym się zajmujesz, lubisz to robić i jak długo pracujesz? - Emmett wystrzelił.

- Jestem nauczycielką w szkole podstawowej, uczę pięcio- i sześciolatków. Kocham to. To 

moje pierwsze nauczanie po opuszczeniu uczelni kilka miesięcy temu. I chodzę do pracy z moją 

najlepszą   przyjaciółką   Angelą   -   Bella   powiedziała,   naprawdę   powiedziała   im   wszystko, 
ponieważ wydawali się zasłuchani.

- Doskonale! Kocham dzieci! - Emmett zawołał z wielkim uśmiechem na twarzy. 
- To dlatego, że jesteś jednym z nich - Edward powiedział sucho.

- Przynajmniej nie mam ogromnego kija w mojej du...
- Chłopcy! Dajecie Belli złe wrażenie o nas! - Esme skarciła lekko. Bella roześmiała się z 

zachwytem,   gdy   obaj   przepraszali.   Lubiła   patrzeć   jak   Edwardowi   rozkazywała   przy   tym 
niewielka kobieta. Wydawał się taki... niedostępny, gdy był sam, ale wraz z rodziną był zupełnie 

inny. Mogłaby prawdopodobnie lubić go, jeśli nie byłaby ostrożna.

- Mogę ja zadać teraz pytanie? - Bella powiedziała cicho, patrząc na Emmetta.

- Strzelaj - powiedział. 
- Co wiesz o Jake'u i gdzie on jest? - Na jej pytanie atmosfera w pokoju zmieniła się w 

napiętą ciszę. Bella zauważyła spojrzenia między Edwardem a Emmettem i po skinięciu głową 
Edwarda, Emmett westchnął i zwrócił się do niej.

- Jest przetrzymywany na posterunku policji w tej chwili - Emmett powiedział.
- Co? Dlaczego? - zapytała niedowierzając. Nie było mowy, żeby Jake robił coś nielegalnego, 

oni muszą kłamać!

- Wydaje mi się, że został zauważony na zewnątrz twojego mieszkania w czasie... ataku 

podpalenia i policja przesłuchuje go...

- Musisz żartować! Jake nigdy nie zrobiłby czegoś takiego! - Bella wykrzyczała gwałtownie. - 

Poza tym był w miejscu rozbiórki w tym czasie. Muszę iść i powiedzieć policji. - I z tym zerwała 
się, ale zanim zdążyła przejść gdziekolwiek, Edward chwycił ją i kazał usiąść.

-   Musisz   posłuchać   tego,   Isabello.   Emmett   jest   detektywem,   wie,   co   mówi   -   Edward 

powiedział cicho. - On wypytywał się przez cały ranek, więc wszystko, co możesz zrobić to 

uważać.

Bella nie lubiła, gdy mówiło się do niej, jakby była dzieckiem, ale uznała, że może powinna 

background image

posłuchać, choćby dlatego, że mogła wydostać się stamtąd szybciej i naprawić sytuację jeszcze 

raz.

-   To   prawda,   Bello.   On   jest   przetrzymywany   z   powodu   mocnych   dowodów   przeciwko 

niemu. Także... - Emmett ponownie spojrzał na Edwarda, który potrząsnął głową.

- Czego ty mi nie mówisz? - Bella domagała.

- Niczego. Jestem pewien, że odpoczniesz wkrótce - Edward powiedział. - Przy okazji byłem 

pod wrażeniem, kiedy wszystko, co ci mówiłem było kłamstwem.

- Świetnie! Dowiem się i wtedy zobaczysz, że nie masz racji! - Bella wtargnęła z powrotem 

do swojego pokoju, aby się ubrać. Tylko, będąc tam, zdała sobie sprawę, że nie ma w co. - Ugh! 

Dlaczego ja?

Zdziwiła się chwilę później, kiedy Esme weszła do pokoju trzymając parę jeansów, t-shirt i 

buty. - Tutaj jesteś, moja droga - powiedziała. - Edward powiedział, że twoja przyjaciółka 
podrzuciła  to,   kiedy  spałaś  i  pomyślałam,   że  może   być   ci...   bardziej...   wygodnie   w swoim 

własnym ubraniu.

- Dziękuję - Bella mruknęła. Jej policzki znów przybrały czerwony kolor.

- Czy mogę szybko o coś zapytać? - Esme zastanawiała się głośno.
- Um... pewnie.

- Cóż miałam nadzieję, że nie będziesz się rozwodziła z Edwardem jeszcze. - Bella spojrzała 

na nią, jakby właśnie wyrosła jej druga głowa. Nie rozwodzić się z Edwardem? On był tym, który nie 

pozwolił jej wziąć rozwodu!

- Spójrz,  nie  wiem,  co  Edward  ci  powiedział,  ale on  jest  tym,  który  nie  chciał  dać mi 

rozwodu w tej chwili - Bella powiedziała.

Esme uśmiechnęła się. - Naprawdę? On tak powiedział?

- Tak. Powiedział mi, że nie ma mowy, żeby dał mi rozwód, ponieważ on nie chce, żeby mała 

poszukiwaczka złota poślubiła jego przyjaciela!

- To jest lepsze niż oczekiwałam! - Esme krzyknęła.
- Przepraszam, nie rozumiem - Bella powiedziała.

- Więc, Edward musi cię lubić, jeśli nie chce cię puścić...
- Nie! To nie jest tak! On nie chce mnie! - Gdzie była ta kobieta, zbliżały się z nią absurdalne 

pomysły.

- Och, myślę, że chce, moja droga - Esme stwierdziła. - W rzeczywistości, byłabym skłonna 

założyć się o to. Teraz nie martw się, zostaw wszystko mi, mogę poradzić sobie z Edwardem. - 
I z tym zostawiła Bellę samą.

background image

Opadła do tyłu na łóżko, nie wierząc w to, co ona właśnie usłyszała. Edward chciał ją? Czy 

ona go chce?

- Ahhhh! - wykrzyczała. Nie mogła zrozumieć, co się dzieje i zastanawiała się, kiedy jej życie 

stało się takie, jak opera mydlana. Jej przyszły mąż był najwyraźniej w więzieniu za podłożenie 
ognia w jej mieszkaniu - nie, że uwierzyła tak szybko! Jej stary mąż nie chciał dać jej rozwodu. I 

jej teściowa (z braku lepszego określenia) nalegała, żeby została w związku małżeńskim z jej 
synem!

Zerwała się ponownie, z potrzeby zrobienia czegoś konstruktywnego. Po ubraniu się szybko, 

weszła do salonu, aby zobaczyć wszystkich nadal tam zgromadzonych. - Idę zobaczyć co z 

Jake'iem, a następnie do mojego mieszkania. Miło było was wszystkich poznać - mówiła szybko 
i ruszyła w kierunku drzwi.

- Nie tak szybko - Edward powiedział, chwytając ją za rękę. - Powiedziałem, że pomogę ci i 

tak zrobię.

-   Muszę   iść   teraz,   już   zmarnowałam   dość   dnia   na   spanie   -   powiedziała,   próbując 

bezskutecznie uwolnić rękę z jego ciepłego, szczelnego uchwytu. - Muszę zobaczyć Jake'a i 

znaleźć miejsce do zamieszkania.

- Wiem - powiedział. - I ja chcę ci pomóc - czy nie rozmawialiśmy o tym wcześniej?

Bella westchnęła ciężko i zrezygnowała z protestu, wiedziała, że jej działania mogły okazać 

się daremne. Wzruszyła ramionami. - Dobrze, ale ja wychodzę w tej chwili!

- To będzie wspaniale dostosowane do moich potrzeb. Powinniśmy być z powrotem, na czas 

kolacji z moimi rodzicami - Edward powiedział, uśmiechając się z malującego się szoku, jaki 

pojawił się na jej twarzy.

background image

Rozdział 11

Bella   oddychała   głęboko,   próbując   uspokoić   nerwy,   gdy   jechali   w   kierunku   komisariatu 

policji. W sercu wiedziała, że Jake jest niewinny, ale jej głowa opowiadała inną historię.  Jakie 
dowody ma policja, które pozwoliły im zatrzymać Jake'a w ciągu jednej nocy? I dlaczego Jake nie wykorzystał  

swojego jednego telefonu (to na pewno było dozwolone), aby do niej zadzwonić?

Edward   nadal   milczał   prowadząc   pojazd   i   zastanawiała   się,   co   grało   w   jego   głowie. 

Zdecydowała się przełamać milczenie. Spojrzała na niego nagle i powiedziała. - Twoja rodzina 
wydaje się być bardzo blisko.

Jeden   z   kącików   ust   Edwarda   uniósł   się   w   górę   w   krzywym   uśmieszku.   -   Jesteśmy   - 

powiedział jej po prostu. - Nawet jeśli jesteśmy wszyscy adoptowani, nie zmienia to faktu, że 

jesteśmy prawdziwą rodziną, że wszyscy jesteśmy Cullenami.

- Jesteś adoptowany?

- Tak, wszyscy jesteśmy. Ale wciąż jesteśmy braćmi w każdy sposób - odparł. 
- Nie wiedziałam, że jesteś adoptowany - szepnęła. 

- Cóż, to nie jest żaden powód dla ciebie. Poza tym ty naprawdę nie wiesz nic o mnie - nie 

naprawdę - powiedział, kiedy wjechał na posterunek policji. 

Bella czuła napływ winy, gdy zdała sobie sprawę, że tak szybko osądziła go, tak jak on ją. I 

nie miała żadnego prawdziwego usprawiedliwienia, poza faktem, że był całkowicie butny i 

arogancki. Ale musiała przyznać, że nie musiał się nią opiekować ostatniej nocy. Ani, żeby jej 
pomóc dzisiaj. - Przepraszam - szybko szepnęła.

Edward odwrócił się, żeby spojrzeć na nią i podniósł lekko brwi. - Przepraszasz za co?
-   Za   to,   że   byłam   niegrzeczna   i   nie   podziękowałam   za   opiekę   wczorajszej   nocy,   i   za 

osądzanie cię - powiedziała, unikając spotkania z jego oczami. - Ja nie jestem zwykle tak... tak...

- Uparta? - Edward przerwał z błyskiem rozbawienia malującym się w jego oczach.

- Ja jestem... zasadniczo inna. Ale na moja obronę mam, że celowo mnie prowokowałeś.
- Hmm, wydaje mi się, że tak robiłem. Przeprosiny przyjęte. - I z tym otworzył drzwi 

samochodu.

- Masz coś przeciwko, jeśli poszłabym i zrobiła to na własną rękę? - zapytała, bojąc się, że 

background image

wie, jaka będzie odpowiedź.

- Czujesz się na siłach, aby to zrobić? - zapytał, patrząc prosto na nią.
- Sadzę, że będzie lepiej dla Jake'a, jeśli pójdę tam sama - powiedziała szczerze. - Nie jestem 

pewna, czy będzie... wdzięczny za przybycie do niego... uwiezionego.

- Nie podoba mi się to. Ale... moja obecność może być bardziej przeszkodą w takiej sytuacji, 

tak   więc...   zostawię   ci   to.   -   Z   jej   zdumionym   spojrzeniem   kontynuował.   -   Jakkolwiek, 
spodziewam się, że zadzwonisz do mnie później i dasz mi znać, że z tobą... dobrze.

- Nie sądzę...
- Nie rozśmieszaj mnie, proszę - powiedział grzecznie. - Przecież nadal mamy... małżeństwo 

do przedyskutowania.

Bella zdecydowała, że jest to najlepsza chwila, że może wyjść i po wzięciu jego numeru 

telefonu,   szybko   wyskoczyła   z   samochodu,   zanim   zdążyła   zmienić   zdanie.   Patrzyła   jak 
pomachał i odjechał.  Dlaczego czuła się jakby jej czegoś brakowało?  Wygnała te myśli ze swojej 

głowy, zanim mogła pomyśleć o swoim uczuciu do niego.

Szybko weszła na komisariat, aby uzyskać informacje na temat sytuacji Jake'a, kiedy pojawił 

się on. - Jake! - zawołała, wpadając na niego i szybko ściskając. - Tak się martwiłam, dlaczego 
nie odbierałeś telefonu? Dlaczego oni cię tu zatrzymali? Czy jesteś...

- Bella, stop! - Jake zawołał. - Wyjaśnię ci za chwilę, ale teraz jestem głodny i możemy stąd 

wyjść.

- Oczywiście, za rogiem jest kawiarnia, możemy iść tam, jeśli chcesz? - powiedziała cicho, 

biorąc go za rękę.

Po tym jak weszli do kawiarni i złożyli zamówienie, usiedli w boksie i patrzyli na siebie przez 

chwilę. Bella widziała jego napięty i zaniedbany wygląd. To było dziwne, zobaczyć jak wygląda 

mniej   niż   doskonale,   nie,   że   myślała   -   to   było   dziwne!   Czuła,   że   musi   czuć   się   równie 
zaniedbany   i   prawie   przeprosiła   za   to,   ale   coś   powstrzymało   ją   przed   tymi   słowami.   Nie 

pozwalając im uciec. Cisza była napięta i Bella była coraz bardziej zaniepokojona o Jake'a.

- Więc... - Bella zaczęła, sądziła, że postara się sprawić, żeby czuł się lepiej.

- Dzwoniłem do ciebie - powiedział. - I chciałbym wiedzieć, gdzieś ty była - Jake zapytał się, 

gniew promieniował od niego, dlatego się cofnęła.

- Jak mogłam odebrać telefon, kiedy moje mieszkanie się paliło? Nie mogłeś zadzwonić na 

moją komórkę! - Czuła się winna, że nakrzyczała na niego, wiedząc, że musiał mieć straszną 

noc. 

- Miałem tylko jeden telefon, Bella, i skąd mogłem wiedzieć, że twoje mieszkanie się pali?

background image

- Ale... dlaczego byłeś na komisariacie za to? - zapytała, łącząc razem brwi w zakłopotaniu.

- Przez ten głupi protest mnie aresztowali! Dlaczego myślisz, że ja tam byłem?
- Ja...

- Ty co? - Jake spojrzał na nią z wyraźną ekspresją na swojej twarzy. - Ty myślisz, że to ja 

podłożyłem ogień? - zapytał niedowierzając.

- Nie... nie... naprawdę - powiedziała cicho. - Tylko powiedziano mi...
- Co tobie powiedziano? - przerwał jej.

- To nie ma znaczenia, wiedziałam, że to nie ty - mówiła poważnie.
- Ale rozbawiłaś się pomysłem, że to mogłem być ja?

- Ja... Edward powiedział...
- Edward Cullen? - zapytał. - Co on ma z tym wspólnego?

- Wiózł mnie do domu, kiedy zaczął się pożar. Zaopiekował się mną - dodała cicho.
- Więc jesteś zachwycona nim, podobnie jak każda inna kobieta - oświadczył.

- Nie, nie jestem! - Jej odpowiedź była ostateczna. Ona nie była zachwycona! Ona ledwo go 

lubiła - prawda? 

- Spójrz - Jake zaczął. - Kocham cię, wiesz o tym. Chcę się z tobą ożenić! I ja po prostu 

miałem straszną noc, więc nie sądzę, że jest to najlepszy dla nas czas do dyskusji o tych... 

rzeczach. Nie mogę pojąć, że możesz nawet myśleć tak o mnie! Że ty wierzysz Edwardowi 
Cullenowi zamiast sobie. Czy ty nie ufasz mi w ogóle?

Jakich rzeczach? - Oczywiście, że ufam tobie, ale to była bardzo długa noc dla mnie. Straciłam 

wszystko, Jake - powiedziała cicho.

- Rzeczy można zastąpić, Bella, ale ja właśnie spędziłem noc w więzieniu! Myślę, że możesz 

być trochę bardziej wyrozumiała - powiedział cicho. - Muszę wracać do domu i przebrać się, i 

wrócić do tego miejsca tak szybko, jak tylko mogę - kontynuował, kopiąc w talerzu z jajkami, 
który właśnie został umieszczony przed nim.

- Ale potrzebuję cię! - Bella przyznała. - Nie mam gdzie mieszkać! Moje mieszkanie jest 

zniszczone!

-   Bella   -   zaczął   protekcjonalnym   tonem   -   nie   jesteś   tą,   która   zawsze   twierdzi,   że   jest 

niezależna? - Na jej skinienie mówił dalej. - Więc powinnaś poradzić sobie z tym bez żadnych 

problemów.

- Ale... - On naprawdę zostawiał ją?

- Przykro mi kochanie, ale jeśli nie będę mógł tam wrócić, stracę dużo pieniędzy.
- Ja... Jest dobrze... Ja... rozumiem - powiedziała, wiedząc, że niewiele dba o jej uczucia. Po 

background image

szybkim cmoknięciu jej w policzek na pożegnanie, ona osunęła się na krześle, powstrzymując 

się od płaczu. Co się stało z Jake'iem? Czy miał prawo czuć się zdenerwowanym przez jej wiarę w jego winę?

Po chwili wstała i zaczęła długi spacer z powrotem do swojego mieszkania. To dało jej 

mnóstwo   czasu,   by   zastanowić   się   nad   wydarzeniami   ostatnich   kilku   godzin.   Wspominała 
spotkanie z rodziną Edwarda i zdała sobie sprawę, że mogłaby być dla nich bardziej uprzejma. 

Może powinna napisać do Esme list z przeprosinami? Była też zmieszana zachowaniem Jake'a. Była 
pewna, że on nigdy wcześniej nie był w najmniejszym stopniu zły na nią, zawsze kontrolował 

swoje emocje przy niej. Czy to oznacza, że widziała część jego prawdziwej osobowości? Może byłoby to 
w ich wspólnym interesie przełożyć ślub, ponieważ oni oczywiście nie znają się wystarczająco 

dobrze! Musiała coś zdecydować z Jake'iem następnym razem, odbywając długą pogawędkę.

W   czasie,   gdy   dotarła,   była   zmarznięta,   zmęczona   i   czuła   się   nieszczęśliwa.   Widok 

zniszczonego budynku nieznacznie pomagał. 

- Bella! - Usłyszała swoje imię i rozejrzała się, aby zobaczyć, że Angela pędzi ku niej.

- Angela! Nie masz pojęcia jak się cieszę, ze cię widzę! - Bella łapała z trudem powietrze, 

owijając swoje ramiona wokół przyjaciółki.

- Ja też - powiedziała. - Chodź, w budynku prowadzą dochodzenie w sprawie podpalenie w 

tej chwili.

- Więc, wiesz coś o tym, jak to się zaczęło? - Bella zapytała.
- Nie, jeszcze nie. Chodź, poczekamy pod ścianą, aż badacz wyjdzie - Angela powiedziała, 

prowadząc   swoją   przyjaciółkę   za   ramię.   -  Poza   tym   chcę   usłyszeć   wszystko   o   tym   twoim 
seksownym mężu!

- Edwardzie?
- Oczywiście! Masz więcej niż jednego męża? - Angela dokuczała.

- Nie! On jest wystarczająco zły! - I jego dobry wygląd podnosi moje ciśnienie krwi.
- Ale wydawał się naprawdę miły, plus, zaopiekował się tobą ostatniej nocy, prawda? - Angela 

odpowiedziała marszcząc brwi w komiczny sposób.

Bella westchnęła. - Tak, zaopiekował się. A skończyło się na spotkaniu z jego rodziną, która 

była dziś bardzo przyjazna dla mnie. 

- Ohh! Powiedz mi wszystko! - Angela domagała się.

-   Jest   niewiele   do   powiedzenia,   naprawdę.   Tyle   tylko,   że   jego   matka   poprosiła   mnie   o 

zostanie w związku małżeńskim z nim.

Brwi Angeli uniosły się dramatycznie. - Cóż... to jest interesujące... - kontynuowała dalej, nie 

zauważając badacza, który zbliżał się do nich.

background image

- Panie - przerwał im. - Obawiam się, że mam złe wieści... Wydaje się, że butelka z benzyną 

została wrzucona przez okno w sypialni. - Obie dziewczyny jęknęły głośno, gdy mówił on dalej. 
-   Będziecie   obie   musiały   być   przesłuchane   na   temat   jakichś   wrogów,   o   których   wiecie,   i 

obawiam się, że nie będziecie mogły tutaj zostać - to jest po prostu niebezpieczne.

- Ale... - Angela zaczęła. - Wszystkie nasze rzeczy tam są, gdzie mamy iść i co mamy robić?

-   Przykro   mi,   że   nie   jestem   w   stanie   podać   wam   dobrych   wiadomości   -   powiedział   z 

przykrością. - Powiadomimy was, kiedy będzie można bezpiecznie wejść do budynku ponownie, 

a urzędnik będzie w pobliżu i będzie zbierał wszelkie podstawowe informacje, których możecie 
potrzebować od razu.

Obie dziewczyny podążyły za strażakiem, który kierował je wokół mieszkania Belli. Bella 

podniosła kilka ubrań, które nie zostały tak bardzo spalone - choć strasznie śmierdziały. Nie 

było innych rzeczy wartych zabrania, tak wszystko było zniszczone.

Angela zgarnęła Bellę do swoich ramion, gdy spostrzegła powódź łez na jej twarzy. - Ben i ja 

zostaniemy   u   jego   rodziców   w  tym   momencie   -   powiedziała   swojej   przyjaciółce.   -   Jestem 
pewna, że mogłabyś tam znaleźć miejsce do spania, również.

- Dzięki Angela, ale wiem jak mały jest tamten dom - Bella wyszeptała drżącym głosem. - 

Zostanę w hotelu na jakiś czas, tak sądzę.

- Jesteś pewna?
- Tak. Mam jeszcze trochę oszczędności w banku i muszę być przygotowana do pracy w 

poniedziałek, więc lepiej pójdę tam - Bella powiedziała.

- Dobrze, jeśli jesteś pewna...? - Angela spojrzała, niechętnie odchodząc, więc Bella sztucznie 

się uśmiechnęła i powiedziała przyjaciółce, że poradzi sobie, zanim pospacerowała w stronę 
banku. Gdy szła, zaczęła krążyć wokół swojej torby, zostając z pustymi rękami.

Cholera! Myślała, może wydarzy się dzisiaj jeszcze coś złego? To spadło na nią tak nagle, że miała 

tylko   swoją  torebkę   ostatniej  nocy   i  była  ona  u  Edwarda.   Albo  zostawiła  ją  tam  albo  on 

podkradł   ją,   więc   będzie   musiała   zadzwonić   do   niego.   Założyła,   że   ostatnia   opcja   była 
poprawna, więc wyjęła swój telefon i wybrała numer Edwarda. 

- Edward, potrzebuję cię...

background image

Rozdział 12

Edward przygotował się psychicznie przed ponownym wejściem do swojego mieszkania. 

Wiedział, że rodzina nadal tam będzie, czekając na wyjaśnienie jego wcześniejszego zachowania. 
Esme bez wątpienia zastanawiała się, dlaczego pozwolił Isabelli zostać w swoim apartamencie, 

kiedy po prostu mógł ją zabrać do hotelu. A co do braci i sióstr, wszyscy wydawali się polubić ją 
tak bardzo. To było zaskakujące, jak szybko przyjęli ją, zwłaszcza Emmett!

- Edward  - jego matka zaczęła tak szybko, jak tylko  wszedł. Zauważył też, że wszyscy 

siedzieli razem - jak na froncie. - Zdecydowaliśmy, że Isabella jest idealna dla ciebie.

- Och? - odparł ostrożnie, podnosząc szyderczo brwi. - Wy zdecydowaliście, tak?
- Tak, my zdecydowaliśmy - Esme kontynuowała. - Jest piękna, jest nauczycielką w szkole...

- Co jej zawód ma do tego? - Edward zapytał, wyglądając na zmieszanego.
- Ma, drogi bracie - Alice mu odpowiedziała. - To sprawia, że będzie wspaniałą matką!

- Mamo! Dopiero co spotkałem się z nią ponownie, ona chce poślubić kogoś innego i ty 

planujesz, że będzie matką moich dzieci? - zapytał trochę niecierpliwy.

- Widzę, że nie wspomniałeś, że ty też planujesz poślubić kogoś innego! Czy to oznacza, że 

małżeństwo z Tanyą nie posuwa się na przód? - Esme zapytała, mały uśmiech uformował się, 

gdy pomyślała, że Tanya Denali nie będzie członkiem jej rodziny.

- Nie wiem - Edward kontynuował, siadając wreszcie na kanapie obok braci. - To było mniej 

niż dwa dni, kiedy to wszystko się stało, nie sądzisz, że to zbyt szybko podejmować taką 
decyzję?

- Edward, pod koniec dnia, pokazałeś swoje uczucia - Jasper odezwał się.
- Co masz na myśli?

- Cóż, przyprowadziłeś Isabellę z powrotem do swojego domu - nigdy nie widziałam ani nie 

słyszałam o tobie przyprowadzającym inne kobiety tutaj. Ponadto, zwróciłeś się do Jaspera z 

poradą i do Emmetta, żeby zobaczył, co się wydarzyło w jej mieszkaniu. Czy nie uważasz, że to 
coś mówi? - Esme zapytała.

- Nie wiem - Edward westchnął. - To skomplikowane. Czuję, że ciągnie mnie do niej, ale 

również wierzyłem, że była poszukiwaczką złota przez ostatnie cztery lata.

background image

- To oczywisty stek bzdur! - Rosalie krzyknęła na niego. - Ona jest nauczycielką w szkole, 

żyje w strefie niskich dochodów i nosi najtańsze ubrania, jakie kiedykolwiek widziałam!

- Dlatego też, muszę ją zabrać na zakupy - ucięła Alice. - Poza tym Edward, zdecydowaliśmy, 

że chcemy ją jako część tej rodziny i masz sprawić, żeby tak się stało.

- Wy spotkaliście ją może na trzydzieści minut! Jak możecie powiedzieć, że jest idealna dla tej 

rodziny? - Edward gapił się na nich, bardzo niewłaściwie.

- Ona jest idealna dla ciebie! - Rosalie kontynuowała za wszystkich. - Sprzeciwiła się tobie - 

spójrzmy prawdzie w oczy, jak wiele osób to robi?

- Plus, jest piękna - Jasper dodał.

- I sprawia, że jest znakomitą żoną - Esme kontynuowała.
-   Nie   wiem,   co   to   ma   do   rzeczy!   Poza   tym   ona   określa   mnie,   jako   aroganckiego, 

egoistycznego przeciwnika! Co sprawia, że myślicie, że ona chce być ze mną na pierwszym 
miejscu - szczególnie kiedy ma Jake'a?

- Edward, wiesz, że nie pozwolisz jej na poślubienie Jake'a, nie po tym, co dowiedziałem się 

o nim - Emmett powiedział.

-   Tak,   tak,   chyba   masz   rację.   Nie   mogę   uwierzyć,   że   zrobił   coś   takiego   -   Edward 

odpowiedział.

- Co zrobił? - Alice zapytała z ciekawości. 
- Był pomocnikiem w praniu brudnych pieniędzy. Również odkryliśmy, że wierzy, że Bella 

nadal ma ogromny majątek swojego dziadka i dlatego tak desperacko pragnie ja poślubić - 
Emmett powiedział głośno.

- A co z pożarem? Nie był aresztowany za to? - Esme zapytała, wyglądając na bardzo, 

bardzo zmieszaną.

- Był, ale to nie jest pewne, że podpalił w tamtej chwili. Wydaje się, że ma świadka, który 

mówi, że był z nią w czasie „wypadku”.

- Czekaj „z nią”? - Rosalie szybko zauważyła.
- Jakaś kobieta, która nazywa się Leah Clearwater. Wydaje się, że mieszka bardzo blisko Belli 

i   tam   go   widziano.   -   Emmett   zmarszczył   brwi,   nie   podobała   mu   się   myśl,   że   Bella   jest 
zdradzana, ona zdawała się bardzo niewinna dla własnego dobra.

- To kutas! - Rosalie warknęła. - Edward, jeśli pozwolisz jej poślubić go, znajdę cię i wyrwę ci 

jaja!

- To samo odnosi się do mnie! - Alice dodała.
Edward ponownie ciężko westchnął, czy oni naprawdę myślą, że puściłby ją z planami poślubienia 

background image

Jake'a? - Nie pozwolę jej wyjść za niego, jakiego rodzaju osobą myślisz, że jestem?

- Najlepszą, Edwardzie - Esme szybko odpowiedziała, zanim inni mogli dodać coś od siebie. 

- Teraz, jako twoja matka, powiem ci, żebyś się dowiedział prawdy o Belli. Po tym będziesz 

mógł ją osądzać!

- Naprawdę? - zapytał Edward. - Myślisz, że będzie to takie proste? Że ona nagle polubi 

mnie?

- Nie od razu, ale możesz zyskać ją, Edwardzie - Esme odpowiedziała. - Musimy teraz iść. 

Obiecałam twojemu ojcu, że nie będę długo i Emmett przywiózł mnie tu. Ale spodziewam się 
was widzieć oboje na kolacji dziś wieczorem.

- Jeśli ona się zgodzi, wezmę ją.
- Spraw, żeby się zgodziła, Edwardzie - skorzystaj z tego uroku, z którego jesteś tak znany! - 

Alice powiedziała ze zdeterminowanym błyskiem w oku.

Wreszcie, gdy został sam w swoim apartamencie, Edward kontynuował gapienie się w ścianę. 

Kiedy jego życie stało się takie skomplikowane?

Jego myśli powędrowały do Isabelli. Czy naprawdę była tak niewinna, jak się wydawała? A jeśli 

będzie chciała, żeby on pozwolił jej odejść, to jest to, co ona by chciała?

Potrzebował kilku odpowiedzi i to szybko. Podjął decyzję, wziął telefon i zadzwonił do 

prywatnego detektywa. Był zdziwiony, że telefon prawie natychmiast odpowiedział i zapytał, 
czy są jakieś informacje o niej.

- Cóż, mam podstawowe informacje w tej chwili, jeśli by pan chciał, mam je przeczytać, 

panie Cullen?

- Tak, tak byłoby dobrze - Edward odpowiedział.
- Zobaczmy, urodziła się w miasteczku o nazwie Forks. Jej rodzice Charlie i Renee Swan. 

Została ochrzczona jako Isabella Marie Swan i dorastała w Forks. Jej rodzice zginęli w wypadku 
samochodowym, tuż przed jej dziewiętnastymi urodzinami, przez pijanego kierowcę ciężarówki. 

Cała rodzina była w samochodzie i udało się jej wyjść bez szwanku. Jej matka najwyraźniej 
zginęła   na   miejscu,   ale   jej   ojciec   trzymał   się   przez   kilka   miesięcy.   Potrzebował   bardzo 

kosztownej opieki medycznej, którą Isabella opłaciła po ślubie z panem.

- Czy jest coś jeszcze, co możesz mi powiedzieć?

- Cóż, jej spadek nie był duży, bowiem podpisana większość jest twoja. Miała wystarczająco 

dużo, aby wyczyścić rachunki swojego ojca i opłacić drogę studiów. To wszystko, co mam w tej 

chwili - chce pan, żebym nadal szukał?

- Nie, dziękuję - już zrobił pan świetną robotę - Edward powiedział przed rozłączeniem się.

background image

Co on zrobił? Pomyślał z rozpaczą. Ona była niewinna! A on był tylko niegrzeczny i arogancki dla  

niej. Zapłaciła za opiekę szpitalną swojego ojca? I studia?

Edward   zmarszczył   brwi,   w   myślach   powrócił   do   jego   traktowania   Isabelli.   Był 

apodyktyczny i sarkastyczny, zarzucając jej rzeczy, że była wyraźnie niewinna. Zastanawiał się, 
dlaczego słuchał jej pijanej wędrówki z taką grozą. Bo na pewno ona nie wyznała mu całej 

prawdy - to musiało być po tym, jak straciła rodziców i powinien zwrócić większą uwagę na 
głęboką,   ciemną   rozpacz,   które   zostały   wyryte   na   jej   twarzy   w  tym   czasie.   Ale   był   zajęty 

słuchaniem słów i nie prawdy za nimi.

Był   antagonistyczny   w   ukrywaniu   bólu   odczuwanego,   kiedy   odkrył   prawdę   o   niej.   Nic 

dziwnego, że nie lubiła go bardzo mocno - nie była zakochana w nim w tej chwili.

Spojrzał z powrotem na ten krótki czas, który spędził z nią, krytycznym okiem. Jak ona 

nadal się czerwieniła, kiedy on mówił - była prawdopodobnie bardziej niewinna niż uważał. Nie 
mieszkała z Jake'iem i może nie była w relacjach seksualnych z nim. Być może on mógłby ją 

zdobyć w ten sposób? Ich przyciąganie do siebie było niezaprzeczalne, a jeśli miał racje, może 
ona wpadnie w pożądanie z nim - to byłoby do zrobienia na razie. Miłość przyszłaby później. 

Był zdeterminowany, aby ją mieć teraz. Jego rodzina miała rację. Ona jest idealna dla niego.

Musiał tylko sprawić, żeby Isabella też to zauważyła.

Edward  również  wiedział,  że Tanya  nie  chciałaby  takich  wiadomości  - szczególnie,  jeśli 

powiedziała swojej rodzinie i przyjaciołom, że wyjdzie za niego.

Był problem z Jake'iem, żeby to zrobić. Było oczywiste, że oszukuje Isabellę, ale Edward nie 

mógł być tym, który jej by to powiedział - bo z pewnością by nie uwierzyła mu. Ale wszystkie 

te problemy będzie można rozwiązać, nie łatwo - ale mogli przez to przejść, jeśli on byłby 
wystarczająco   zdeterminowany.   A   był   zdecydowany.   Miał   też   przekonać   Isabellę,   że   był 

odpowiednim mężczyzną dla niej.

Jak miał zamiar ją zdobyć? Swoim urokiem? Czy to musi być coś więcej?

Innym pytaniem, które grało w jego myślach, było jak głębokie są jego uczucia do niej. Nie 

był pewien, czy był w niej zakochany, ale uznał, że może dość łatwo wpaść, jeśli pozwoliłby 

sobie zdobyć ją. Był zdecydowany - i Edward Cullen zawsze dostawał to, czego chciał. Po 
prostu miał nadzieję, że ona zadzwoni dwie godziny później. Następnie wykąpał się i ubrał, 

słysząc dzwonek swojego telefonu. Szybko odebrał, słysząc jedyną osobę, której się spodziewał. 
- Edward, potrzebuję...

background image

Rozdział 13

Bella odetchnęła z ulgą, gdy weszła do apartamentu Edwarda. Podobnie jak rycerz w lśniącej 

zbroi   przybywa   jej   na   ratunek   i   przyznała,   że   gdyby   nie   była   ostrożna,   skończyłaby   w 
najgorszym   przypadku   na   kulcie   wyobrażonego   bohatera.   Po   jej   telefonie   mówiącym,   że 

potrzebowała go, żeby przyniósł natychmiastowo torebkę, był on pewien obawy, że została ona 
sama bez pieniędzy i że nie ma dokąd pójść. Musiał jechać jak szalony, pomyślała, gdy zjawił się w 

mniej niż dwadzieścia minut.

Jak się mu udało ją przekonać, żeby została na jeszcze jedną noc u niego w domu, mogła się 

tylko dziwić. Jego argumenty brzmiały: „Musisz się gdzieś zatrzymać - przynajmniej na jedną noc! Jest  
już późno i naprawdę nic więcej nie możesz zrobić dzisiaj - daj mi pomóc - proszę!”

To była prośba, aby tak uczynić oczywiście, czy tak sobie wmawiała. To nie ma nic wspólnego z faktem, 

że lubiła przybywać w jego towarzystwie, nawet kiedy był antagonistyczny. Oczywiście cały czas taki jest! To  

nie ma nic wspólnego z faktem, że jego obecność sprawia, że kolana jej drżą i serce pędzi! Kontynuowała 
myśląc szyderczo.

Musiał natychmiast wysłać jej śmierdzące dymem ubrania do czyszczenia i dał jej inną swoją 

koszulkę na następną noc. Była naprawdę zadowolona, że udało mu się przekonać swoją matkę 

do   odwołania   obiadu   do   następnego   wieczora,   gdyż   czuła   się   raczej   załamana   i   sugestie 
Edwarda, aby wykupić i obejrzeć filmy (to było zaskakujące, biorąc pod uwagę, kim był) były 

jak najbardziej pożądane.

Bella również zastanawiała się nad nagłą zmianą jego zachowania. Był... troskliwy? Nie była 

pewna, czy to ze względu na jej sytuację, czy też próbuje zdobyć jej zaufanie, aby nie pozwolić 
jej na poślubienie Jake'a. Czy on naprawdę robi tego rodzaju rzeczy?

Wczoraj natychmiast by powiedziała, że tak, że on zdecydowanie by mógł! Ale teraz nie była 

pewna swojej racji.

W tej chwili cieszyła się ze spędzania razem czasu, zwłaszcza po wcześniejszym zachowaniu 

Jake'a w stosunku do niej. Zdołali z łatwością rozmawiać na wiele tematów i mieli niesamowicie 

dużo wspólnych zainteresowań i pomysłów. Była zaskoczona, że tak dużo razy sprawił, że się 
śmiała z błyskotliwych opowieści o jego rodzinie - poczuła coś więcej do niego i jego rodziny. 

background image

Nie była pewna, jak długo to potrwa, ale planuje się tym nacieszyć.

Jake   był  innym  człowiekiem,  który   zdezorientował  ją  w  tej  chwili.   Nigdy  wcześniej  nie 

traktował jej źle, nie oznaczało to, że był otwarty - ale co najmniej spodziewała się, że jej 

pomoże dzisiaj. Bella rozumiała, że dużo przeszedł, ale nie rozumiał, że ona przeszła dużo 
więcej? Wyciągając swój telefon, wysłała do niego szybką, wyjaśniającą wiadomość, gdzie była 

w przypadku, gdyby chciał skontaktować się z nią. Wiedziała, że Jake nie często traktuje ją tak i 
że musiała zrobić coś złego. Co on przechodzi w tej chwili?

Była   zdecydowana   dowiedzieć   się   i   pomóc   mu   w   razie   ewentualnego   kryzysu.   Jego 

wcześniejsze zachowanie nie było normą dla niego i musiało istnieć jakieś na to wytłumaczenie!

-   Dlaczego   jesteś   nachmurzona?   -   Edward   zapytał,   gdy   wszedł   do   salonu,   znajdując   ją 

zwiniętą w kłębek jak kotka na kanapie.

- Myślę o Jake'u - odparła szybko, przyjmując kieliszek wina, który trzymał dla niej.
- Och? - zapytał, gdy usiadł obok niej.

- Hmm, on był trochę... nieobecny dzisiaj i zastanawia mnie to, czy wszystko z nim dobrze - 

odparła z większym smutkiem. - Wiem, że mnie kocha i zastanawiałam się, co mogło się 

wydarzyć, że sprawiło, że był taki... taki...

- Samolubny? - Edward zapytał z podniesionymi brwiami.

- Nie! On nie jest samolubny, naprawdę nie - odrzekła cicho. - Musiało się coś strasznego 

wydarzyć, że był taki skupiony na... innych rzeczach...

- Jeśli planowałbym się z tobą ożenić, nigdy nie pozwoliłbym ci przejść przez coś takiego 

samej - powiedział. 

Bella roześmiała się lekko. - Tak, zgaduję, że chciałbyś być taki!
- Co masz na myśli? Jaki? - Edward zapytał.

- Cóż, myślę, że gdybyś był zakochany, to na pewno przejąłbyś większość aspektów życia tej 

osoby...

-  Lubię  myśleć  o   tym  jak  o  ochronie  -  Edward  powiedział  poważnie.   - To   nie  tak,  że 

chciałbym przejąć, to jest tak, że chciałbym pomóc... spokojnie w tych rzeczach.

Bella w końcu mogła zobaczyć,  jak Edward  jest  w stanie  to zrobić,  po  tym  wszystkim 

pomógł jej? On nawet nie lubił jej tak bardzo! Czyżby?

- Jestem pewna, że chciałbyś - odparła, na dowód tego mały uśmiech pojawił się na jej 

twarzy. - Mógłbyś być doskonałym mężem, jestem tego pewna.

- Powinnaś częściej się uśmiechać - Edward nagle powiedział. - Masz piękny uśmiech.
Bella zaczerwieniła się i mruknęła. - Dzięki. - Była wdzięczna, że zadzwonił dzwonek do 

background image

drzwi, prawdopodobnie sygnalizując, że przyszła pizza. Przynajmniej to odwróciło jego uwagę 

od niej w obecnej chwili, kiedy była nie zadowolona z pochwały, a szczególnie od Edwarda. 
Zrobiła się podatna na jego urok. I była daleko, aby wiedzieć o nim jakby to było. 

Jedli kolacje w milczeniu, oglądając stary, klasyczny film w telewizji i Bella ciągle spoglądała 

na profil Edwarda.  On naprawdę był piękny, pomyślała. A potem od razu poczuła się winna 

myśląc tak, kiedy Jake na nią czekał.

Po skończonej kolacji, Edward wstał, aby posprzątać, kiedy ona czuła się coraz bardziej 

komfortowo, nieco się rozluźniając. Nie wiedziała, że patrzył na nią jak jastrząb, gapiąc się na jej 
twarz, kiedy jej oczy powoli zamykały się.

Nie pamiętała jak znalazła się w sypialni, którą wcześniej używała, ani nie pamiętała Edwarda 

ściągającego jej jeansy i przesuwającego ją tak, aby było jej wygodnie. Nie wiedziała, że lekko 

pogładził jej policzek, zanim pocałował ją w czoło i pozostawił ją śpiącą.

Bella zaczęła się budzić jakiś czas później, sapiąc ciężko i trzymając rękę na sercu, próbując 

się uspokoić. Miała koszmar z przeszłości. Nie miała go przez długi czas, aż do teraz. Utknęła 
w samochodzie, patrząc jak jej tata krzyczał do jej mamy, aby się obudziła, ale ona nie zrobiła 

tego - nigdy tego nie zrobiła.

Powoli zeszła z łóżka, idąc do kuchni i myśląc, że trochę gorącej czekolady ją uspokoi. Gdy 

przeglądała szafki w poszukiwaniu tego, co chciała, poczuła ponownie przypływ rozpaczy.

- Wszystko w porządku? - usłyszała głęboki głos za sobą. Bella podskoczyła, zaskoczona 

obecnością Edwarda.

- Do... dobrze - wyjąkała. - Jest dobrze.

- Nie wygląda jakby było dobrze - powiedział. - Płaczesz.
Bella stwierdziła, że miał racje - miała łzy na twarzy. Szybko je wycierając, mruknęła, że 

miała koszmar i szukała jakiejś czekolady do picia. Starała się nie patrzeć na niego, był ubrany w 
spodnie dresowe i nic więcej.

- Chcesz o tym porozmawiać? - zapytał cicho. - To może pomóc.
-   To   był   taki   sam   koszmar   jak   przedtem.   O   wypadku,   który   zabił   moich   rodziców   - 

powiedziała cicho. - I myślę, że teraz nie mam nawet ich żadnego zdjęcia. Oni odeszli... - 
jęknęła. - Nie mam nic!

Edward podszedł do niej szybko, ocierając resztę jej łez. - Oni nie odeszli, Isabello, tak 

długo jak masz ich w pamięci - powiedział, dotykając lekko jej głowy. - Nikt nie może zabrać 

ich od ciebie.

- Och - szepnęła. Jego słowa podobały się jej, mogłaby powiedzieć, że mówił poważnie. 

background image

Miał rację - nikt nie mógł odebrać jej wspomnień. Choć nadal rozpaczała nad stratą przez jakiś 

czas, wiedziała, że byłoby to łatwiejsze.

Złapała z trudem powietrze, kiedy Edward wziął ją w ramiona i poprowadził ją w kierunku 

sofy.

Bella czuła mięśnie falujące na jego piersi i policzki zdradziły ją, przez zaczerwienienie się 

lekko na czerwono. Westchnęła z rozkoszy, gdy zacierał delikatne kręgi na jej plecach w sposób 
pocieszający.  To było złe, to tylko dla wygody...  myślała. Mogła czuć palce przesuwające się w 

kierunku ramion i do tyłu na szyję. - Możesz płakać, jeśli chcesz - drażnił się z nią lekko. - 
Jestem całkowicie teraz używany przez ciebie do płaczu.

- Musisz myśleć, że jestem fontanną łez - zaśmiała się trzęsąc.
- Nie, jedyne, co myślę to to, że przeszłaś tak dużo w tak krótkim czasie i prawdopodobnie 

nie uwolniłaś wszystkich złych emocji, jakie masz.

Bella przycisnęła swoją twarz do jego ramienia, kiedy kontynuował masowanie jej karku. - 

Dlaczego jesteś taki miły dla mnie? - zapytała szybko. - Czy ty taki jesteś normalnie? Bo jeśli 
tak, to mogłabym polubić cię z powrotem.

Poczuła jak jego pierś zatrzęsła się od śmiechu. - Może błędnie oceniłem ciebie... dlatego 

chciałem przeprosić.

- Dlaczego chcesz  zmienić  swoje  zdanie o  mnie?  - spytała cicho, nadal wdychając jego 

zapach, gdy pochyliła się bliżej niego.

- Doszedłem do wniosku... albo raczej zostałem przekonany przez rodzinę, że ja... mogłem 

za szybko cię osądzić.

-   Cóż,   popełniłam   ten   sam   błąd,   więc   myślę,   że   mogłabym   powiedzieć   to   samo   - 

powiedziała szczerze, podnosząc głowę, aby na niego spojrzeć. Zadrżała na widok jego oczu, 

były pełne ciepła i prawie zapomniała oddychać, gdy patrzyła na jego twarz zbliżającą się do 
niej.   Czuła   jego   ciepły   oddech   na   skórze,   gdy   dopasował   głowę   tak,   że   wargi   zostały 

umieszczone  bezpośrednio  przed  nią.  Oczekiwanie  sprawiło  zawroty  głowy  z tęsknoty,  ale 
mimo napięcia, które biło od jego ciała, Edward wydawał się nie spieszyć.

- Twoje usta są naprawdę jadalne  - wycharczał,  kiedy trochę,  lekko je przygryzł prawie 

odzwierciedlając   jej   swoje   uczucia.   Dźwięk   jego   głosu   sprawił,   że   zatrzęsła   się   i   powoli 

zamykała oczy. - Nie - powiedział. - Chcę, żebyś patrzyła na mnie i wiedziała, kim jestem.

Bella posłuchała jego polecenia, patrząc na niego z utęsknieniem. Nagle przycisnął swoje 

usta do niej, tak jakby widział coś w jej oczach, co pozbawiło go kontroli. Oddała się jemu 
całkowicie i pchnęła swój język w jego usta bez żadnej przeszkody, ciesząc się smakiem, kiedy 

background image

wziął ją na ręce i zaniósł aż do sypialni, nie przerywając nawet przez moment pocałunku.

Położył ją delikatnie na łóżku w końcu się od niej odrywając, pochylając się nad nią i całując 

wzdłuż jej szyi i ramion. 

Drżenia rozprzestrzeniały się przez całe jej ciało, przeradzając się w głębokie dreszcze, kiedy 

kontynuował atak na jej obojczyk, a jednocześnie wodząc palcami w dół boku jej ciała. Była 

ledwo świadoma, gdy przesuwał jej top powoli do góry, aby go ściągnąć, dopóki nie była naga 
od pasa w górę.

Stoczył się na bok i wpatrywał w jej oczy. Jej oddech był poszarpany i nie poczuła wstydu, 

kiedy   się   do   niego   wyszczerzyła.   Nie   trzeba   było   długo   czekać,   zanim   jej   palce   zaczęły 

delikatnie pieścić jego pierś - nie mogła nie dotykać go nagiego. Dziwiła się twardością jego 
piersi, ale miał jedwabiście gładką skórę.

- Chciałem cię pocałować od czterech lat - szepnął ochryple.
- Nie miałam pojęcia, że mam taki wpływ na ciebie - powiedziała szczerze, pozostawiając 

ręce płasko na jego piersi, kiedy obserwowała go.

- Nie masz pojęcia! Myślałem, że wyglądasz na szesnaście lat, kiedy po raz pierwszy cię 

zobaczyłem.

- Miałam dziewiętnaście - powiedziała. 

- Wiem! I miałaś - poprawka, masz ciało, które sprawia, że mężczyźni płaczą - jęknął głośno, 

kiedy jej piersi otarły się o jego klatkę piersiową.

-   Też   ciebie   chciałam   -   kontynuowała   spokojnie.   -   Po   prostu   nie   wiedziałam   jak   to 

powiedzieć, kiedy stwierdziłam, że nie pragnęłam...

- Zbliżenia, uważam, że to określenie chciałaś użyć.
- Hmm, tak... - urwała, kiedy przyciągnął ją za szyję do pocałunku, głaszcząc włosy za jej 

uchem.

-   Wciąż   nie   chcesz   zbliżenia?   -   zapytał,   jego   niski,   uwodzicielski   głos   wysłał   dreszcz 

pożądania seksualnego przez jej ciało. Potrząsnęła głową i wyjęczała jego imię, gdy pogładził jej 
brzuch i przebiegł swoimi rękami nad jej nogami, sięgając do najbardziej intymnych miejsc. Nie 

miała   pojęcia,   jak   długo   kontynuował   torturowanie   jej   ciała   delikatnym   dotykiem   i 
pocałunkami, zanim ostatecznie stwierdził jej, że może tak godzinami. Była tak uzależniona od 

jego smaku i zapachu - czuła go w sobie, potężny, lecz łagodny, zmusił ją do tęsknego jęczenia, 
długo po tym, gdy nasycili się oboje. Zasnęli przytuleni do siebie z zadowolonymi uśmiechami 

na obu twarzach.

background image

Rozdział 14

Bella przeciągnęła się sennie, gdy obudziła się następnego ranka. Mięśnie, których nie znała, 

zabolały w proteście. Przyczyna  bólu powróciła z doskonałą klarownością.  Wizja Edwarda 
rozciągniętego nad jej ciałem, jego umięśnione ramiona wyciągnięte obok jej twarzy, gdy patrzył 

na nią w chwili wahania, zanim zaczęła go wolno całować.

Obserwowała uważnie, gdy oderwał się i całował, i ssał, schodząc w dół jej nagiego ciała, 

zatrzymując się przy piersiach, ssąc jej sutki. Aż krzyknęła z przyjemnego bólu, gdy fala ciepła 
zalała   jej   dolne   rejony.   Z   zadowolonym   uśmiechem   na   jego   twarzy,   pamiętała,   że   czuła 

zakłopotanie,   kiedy   przycisnął   nos   do   jej   mokrych   fig   i   odetchnął   głęboko,   twierdząc,   że 
pysznie pachnie, zanim powoli zsunął jej bieliznę w dół nóg, składając małe pocałunki.

Był delikatny, prawie kochany, kiedy czcił jej nagie ciało, szepcząc przez cały czas, jak piękna 

i   doskonała   była.   Była   pewna,   że   umrze   z   frustracji,   kiedy   patrzyła   jak   ściąga   spodnie   w 

zwolnionym tempie, odsłaniając przed jej zafascynowanym wzrokiem długiego, grubego penisa. 
Chciała sięgnąć do niego i poczuć, jeśli to było takie twarde, jak wyglądało, ale zdecydowała 

zatrzymać swoją rękę.

Gdy   Edward   położył   się   nad   jej   wejściem,   czuła   w   tym   momencie   strach,   dopóki   nie 

zapewniał jej w kółko, że będzie dobrze, że będzie się cieszyć - chciał mieć tego pewność. I gdy 
początkowy ból przeszedł, cieszyła się z tego!

Czuła   jego   ruchy   tak   dobrze   w   niej,   że   czuła   się   nadzwyczajnie.   Była   zepchnięta   w 

zapomnienie, gdy przyspieszył i mocniej w nią wchodził - ale nie, wcześniej jęknęła na bolesny 

wygląd przyjemności malujący się na twarzy Edwarda, gdy się poruszał.

Czuła jego ramiona przyciągające ją bliżej niego, potem zrozumiała trafnie - że należała do 

niego. Ale nie należała! Była z Jake'iem! Boże! Co ona zrobiła?

Bella wyskoczyła z pustego łóżka, notując sobie po raz pierwszy, że chociaż było wgłębienie 

w poduszce obok niej, Edwarda nigdzie nie było widać. Nie mogła nic poradzić, ale była nieco 
wdzięczna, kiedy zdała sobie sprawę, że stała naga. A po znalezieniu świeżo wyczyszczonych 

ubrań leżących na pobliskim krześle, wpadła do łazienki, blokując drzwi za sobą.

Jej myśli wirowały, gdy weszła pod prysznic i zaczęła zmywać ślady z ostatniej nocy. Nie 

background image

mogła już dłużej zaprzeczać, że zwracała się do Edwarda w sposób, w jaki jeszcze nigdy się nie 

zwracała   do   nikogo   wcześniej.   To   zostawiło   ją   w   większych   wątpliwościach,   że   nie   może 
poślubić Jake'a. To nie było sprawiedliwe dla niego, zawsze myślałaby o Edwardzie, gdyby z nim 

była - i to nie było sprawiedliwe dla Jake'a.

Chciała powiedzieć mu dzisiaj, myślała z determinacją. Nie mogła zostawić tego ani chwili 

dłużej, gdyż wina będzie ją zżerać.

Spiesząc się z porannym umyciem, ubrała się i poszła szukać Edwarda. Powoli spacerowała 

po apartamencie, nie mogąc znaleźć po nim śladu. Odszedł? Powinna odejść?

Zdecydowała, że mogłaby odejść wkrótce, gdy wypije poranną kawę. Weszła do kuchni, aby 

znaleźć małą notatkę umieszczoną na drewnianym stole, który był pod oknem. Widząc swoje 
imię podniosła ją i zaczęła czytać.

Bella,

chciałem przeprosić, że nie będzie mnie tu, kiedy się obudzisz, jeśli nie wrócę na czas! Ale wiedz, że ty...  

zapracowałaś   na   apetyt   ubiegłej  nocy  i   zrozum,   że   miałem   mało   jedzenia,   dlatego   poszedłem  do   małej  

kawiarni, aby przynieść jakieś rogale - którymi będziemy cieszyć się razem, kiedy wrócę. I wrócę, wybij sobie z  
głowy pomysł, że odszedłem!

Kocham
Edward Cullen

Bella usiadła przy stole, kiedy ponownie przeczytała notatkę.  Jemu jest przykro, że nie może 

zobaczyć jej jak się budzi? Co to znaczy? Myślała. On chciałby ją ponownie? Zarumieniła się na tę myśl, 
przypominając po raz drugi, jak ją wziął. Rozbudziła się myśląc o jego rękach bawiących się 

łechtaczką, wysyłając niesamowite doznania przebiegające przez nią. Chciał ją ponownie? - Tak - 
odpowiedział jej na niewypowiedziane myśli. - Czuję, że z tobą zawsze będę chcieć „ponownie” 

- warknął przed zanurzeniem się w nią i biorąc ją zawzięcie.

Ciepłe zwoje zachowały to w jej pamięci.  Tak, byłaby dość łatwa do namówienia się na kilka 

przyjemności dziś rano!

Powróciła do notatki i zdziwiła się na użyty zwrot pod koniec. Co miał na myśli? A może to 

tylko sposób podpisywania notatki?

Nie sądziła, że był w niej zakochany, mimo wszystko tylko jeden dzień wcześniej myślał o 

niej jak o poszukiwaczce złota! Opinii na pewno nie zmienia się tak szybko!

Wstała   bardzo   potrzebując   kawy,   myśli   po   raz   kolejny   wróciły   do   Jake'a.   Czuła,   że 

background image

powiedzenie mu o Edwardzie nie było dobrym pomysłem i że mówiąc mu tylko, że nie może 

wyjść za niego, wystarczająco bolesne było do zniesienia. Była pewna, że nie odrzuci jej, ale 
wiedziała, że to byłoby słuszne. Edward był jego przyjacielem, a jej zbliżenie seksualne z nim 

nie pomoże tej przyjaźni.

To sprawiło, że pomyślała o Edwardzie.  Czy chciał kontynuować związek z nią? Czy ona go 

chciała?  W tym momencie była niepewna. Relacje z Edwardem nie będą łatwe - tego była 
pewna!

Był   arogancki   i   bez   wątpienia   należy   się   spodziewać,   że   łatwo   zachwiać   jego   sposób 

myślenia. A biorąc pod uwagę liczbę razy, kiedy płakała w jego ramionach, mógł być może 

pomyśleć, że musi ona być pod opieką i ratował ją regularnie. Ale ona nie była zazwyczaj tak... 
tak... zagrożona?

Gdyby nie miała pod opieką ojca? I skupiłaby się na uczelni? Mogła być niezależna!
Westchnęła ciężko, myśląc, że jej życie nigdy wcześniej nie było tak skomplikowane. Pijąc 

kawę była zaskoczona, słysząc dzwonek do drzwi. Powinna otworzyć? Może to był Edward?

Umieściła swój w dalszym ciągu pełny kubek kawy na stole, podeszła do drzwi i otworzyła je 

ostrożnie.   Duży,   starszy   człowiek   stał   tam,   trzymając   kopertę.   -   Szukam   pana   Cullena   - 
powiedział spokojnie.

- Nie ma go tu w tej chwili, ale mogę mu przekazać wiadomość, jeśli pan by chciał - Bella 

odpowiedziała.

-   Emm...   nie,   nie,   to   nie   jest   żadna   wiadomość.   Chciałem   po   prostu   podrzucić   swoje 

sprawozdanie z dochodzenia i przekazać mój rachunek. Mogę zostawić to pani? Wyjeżdżam z 

miasta dzisiaj i nie będę wracał przez jakiś czas - powiedział. - Nie chciałbym zawieść pana 
Cullena.

- Pewnie, dopilnuję, żeby to dostał - powiedziała, biorąc kopertę od niego. 
- I chcę powiedzieć, że się cieszę, że pani i pan Cullen próbujecie jeszcze raz, panno Swan - 

mruknął, zanim się odwrócił wychodząc.

Bella zamknęła drzwi z lekkim trzaskiem, przeszła otumaniona  z powrotem  do  kuchni, 

trzymając jednocześnie kopertę. Śledztwo? Skąd ten człowiek wie, kim ona jest? Edward nie mógłby...?  
Nie... On...
 Jej myśli krążyły, gdy patrzyła na kopertę z ciekawością. Jej ciekawość była tak wielka, 

że ostrożnie otworzyła górę koperty i wyciągnęła górę kartki, pozostawiając większość nadal 
ukrytą.

Szanowny Panie Cullen,

background image

Załączam pełne sprawozdanie z dochodzenia na pańską prośbę o pannie Isabelli 

Marie Swan...

Nie czytała dalej, zrywając się zbierała swoje rzeczy i pospiesznie opuszczała mieszkanie, 

zanim on mógł wrócić.  Prowadził dochodzenie na temat jej życia? Jak mógł to zrobić? Mogła mu 

powiedzieć, gdyby tylko zapytał! Podły, zepsuty wąż!

Chciała już dotknąć klamki, gdy klucz przekręcił się w zamku. Z bijącym mocno sercem 

czekała, kiedy piękna, rudowłosa kobieta przeszła pewnie przez drzwi, zatrzymując się i patrząc, 
gdy zauważyła Bellę.

- Kim jesteś? - zażądała. - I co robisz w mieszkaniu Edwarda Cullena?
- Jestem... Jestem... - Bella jąkała się.

- Jeśli jesteś nową sprzątaczką, myślę, że skończyłaś okropną pracę - powiedziała, gapiąc się 

na kieliszki do wina stojące na stole. - I kiedy poślubię Edwarda, jestem pewna, że cię zwolni!

Histeryczny   śmiech   wyszedł   z  Belli.   -   Jestem   jego   żoną!   -   stwierdziła.   -   Więc   będziesz 

musiała poczekać do rozwodu, zanim poślubisz tego kutasa! - mówiła dalej podniesionym 

głosem. Z tym, opuściła mieszkanie, łzy jeszcze raz spływały po jej twarzy.

Edward miał ożenić się z tą piękną kobietą? Jak mogła być tak głupia, aby myśleć, że mógłby 

kiedykolwiek ją chcieć? Byłby szczęśliwy, gdyby dała mu teraz szybki rozwód! Ona nie spieszyła 
się, wiedziała, że nie poślubi w żadnym razie Jake'a w przyszłości!

Wyciągając   swój   telefon,   wybrała   numer   przyjaciółki.   -   Angela?   -   zaczęła   niepewnie.   - 

Możesz przyjść i zabrać mnie?

- Bella? Gdzie jesteś? Wszystko w porządku? - Angela szybko zapytała.
-   W   porządku,   ok,   nie   jest   w   porządku   -   kontynuowała,   po   wysłuchaniu   przyjaciółki 

zadrwiła. - Ja... Ja zrobiłam coś głupiego i potrzebuję twojej pomocy.

- Będę wkrótce, podaj mi kierunek. - Po wyjaśnieniu, gdzie była, czekała na pojawienie się 

Angeli, ukrywając się w małej wnęce między budynkami, gdy zauważyła Edwarda wchodzącego 
do domu. Musiała walczyć z impulsem, aby nie podejść do niego i powiedzieć mu, co myśli o 

nim w tej chwili, ale wiedziała, że nigdy nie będzie mieć odwagi, by to zrobić.

Była wdzięczna, kiedy Angela zatrzymała się na krótko, wskoczyła do samochodu i czekała, 

aż odjadą, przedtem mrucząc serdeczne podziękowania.

- Jestem ciekawa - Angela zaczęła - co mogłaś zrobić, uważając, że było to straszne? Znam 

cię, Bella, nigdy nie robisz niczego złego!

- Spałam z Edwardem - wyszeptała. 

background image

- Czekaj... spałaś z nim, czyli uprawiałaś gorący małpi seks? Czy po prostu spałaś?

- Tak, ten małpi seks - Bella kontynuowała łagodnym głosem.
- Wow! Był dobry?

- Angela!
-   Co?   To   był   twój   pierwszy   raz,   Bella,   i   chcę   wiedzieć   wszystko   -   Angela   powiedziała 

przyjaciółce,   zerkając   na   nią   tajemniczo.   -   Dlaczego   płaczesz?   Przecież   taki   człowiek   jak 
Edward, nie mógł być tak zły?

- Nie! To było... niesamowite.
- Więc, jeśli był taaaakkk świetny, dlaczego płaczesz?

- Edwarda nie było, kiedy się obudziłam, zostawił wiadomość w kuchni, mówiąc, że udał się 

po śniadanie - Bella mówiła pośpiesznie. - W każdym razie, zadzwonił dzwonek do drzwi i 

otwarłam myśląc, że to on.

- To była inna kobieta? - Angela zapytała świadomie.

- Na początku nie.
- Na początku nie?

- Nie. To był prywatny detektyw, który przyniósł swoje pełne sprawozdanie o pannie Isabelli 

Marie Swan - Bella powiedziała cicho.

- To... to kutas! - Angela krzyknęła. - Jak on mógł to zrobić? Śledził cię? To jak czytanie 

czyjegoś prywatnego pamiętnika!

- Myślisz, że dobrze zrobiłam odchodząc? - Bella zapytała.
-   Cóż,   jeśli   to   spotkałoby   mnie,   zostałabym   blisko   i   pokazała   mu   piekło.   Ale   to   było 

prawdopodobnie najlepszą rzeczą dla ciebie - powiedziała uczciwie. - Czekaj, co z tą kobietą?

- Och! - Bella wykrzyknęła. - Jak mogłam zapomnieć o tej wspaniałej kobiecie z masą rudych 

włosów, która weszła używając własnego klucza. Wtedy powiedziała mi, że jestem sprzątaczką i 
że kiedy poślubi Edwarda, będę zwolniona!

- Boże! Po prostu nie masz szczęścia, prawda? Mam nadzieję, że powiedziałaś jej, gdzie jest 

jej miejsce?

Bella   roześmiała   się   lekko,   sprawiając,   że   przyjaciółka   się   zaciekawiła.   -   Możliwe,   że 

powiedziałam jej, że jestem jego żoną, a ona musi poczekać na rozwód, zanim ewentualnie 

poślubi go!

Angela zaśmiała się. - Chciałabym zobaczyć jej twarz! - dyszała. - I Edwarda, kiedy wrócił!

Bella również się śmiała, wdzięczna, że jej przyjaciółka zawsze mogła ją pocieszyć. - Cóż, 

faktycznie nie zostałam w pobliżu, aby zobaczyć jej twarz, tylko wybiegłam stamtąd.

background image

-   Nieważne,   przynajmniej   sprawiłaś   pewne   problemy   Edwardowi   -   to   jest   warte   jakiejś 

otuchy, racja?

- Masz rację. Ale wiesz, co jest najgorsze? - Bella zapytała.

- Nie mów mi teraz niczego strasznego, proszę!
- Nawet nie wypiłam żadnej kawy! - Bella jęknęła.

Angela parsknęła śmiechem ponownie. - Tylko ty, Bella! Nie martw się, możemy zatrzymać 

się w Starbucksie po drodze.

- Dzięki - Bella powiedziała z wdzięcznością. - Czekaj, dokąd zmierzamy?
-   Cóż,   mam   dla   ciebie   dobrą   wiadomość,   coś   co   cię   rozweseli   -   Angela   powiedziała 

tajemniczo.

- Więc?

- Nie! Musisz po prostu poczekać i zobaczyć!
- Wiesz, że nienawidzę niespodzianek! - Bella przyznała. - No dalej!

- Nie! Będzie lepiej, widząc to w ten sposób - zaufaj mi - Angela kontynuowała. - Poza tym, 

jeśli zapytasz mnie, zacznę temat o Jacobie!

-   Ugh!   Dobrze!   -   Bella   mruknęła   wdzięczna,   że   Angela   nie   pytała   już   więcej   o   jej 

narzeczonego.

Ze Sturbucksem w ręku, Bella zdała sobie sprawę, że były na zewnątrz swojego bloku. - 

Angela, dlaczego tu jesteśmy...?

- Chodź, zobaczysz - powiedziała jej przyjaciółka, wyciągając ją z samochodu. Bella dała 

prowadzić się do budynku,  zauważając po  raz pierwszy znajomego  mężczyznę  opartego o 

ścianę.

- Emmett?

background image

Rozdział 15

- Emmett? - Bella zapytała niedowierzająco. - Co ty tu robisz?

- Bells! - wykrzyknął, zamykając ją w niedźwiedzim uścisku. - Jesteś tu wcześnie, gdzie jest 

Edward? - kontynuował, jego oczy skanowały okolice w poszukiwaniu Edwarda.

- Tu...taj... - Bella jąkała się. Co się dzieje?
- Och, poszedł znowu do pracy? Cholera, to jest do niego podobne! Pracować w niedzielę - 

Emmett kontynuował zdegustowanym tonem. - A obiecał, że będzie tutaj, wiem, jak bardzo 
chciał to najpierw zobaczyć.

- Emmett, co się dzieje? - Bella zapytała ponownie, zużywając swoją cierpliwość.
- Edward ci nie powiedział?

- Nie!
- To świetnie! Chodź - powiedział, ciągnąc ją prosto, jak robiła to wcześniej Angela. Bella 

obejrzała się do tyłu na swoją przyjaciółkę i rzuciła jej pytające spojrzenie. Widząc to, Angela 
zatrzymała   ją   rękami   i   potrząsnęła   głową   z   uśmiechem   na   twarzy.   Bella   wiedziała,   że   nie 

otrzyma   żadnej   odpowiedzi   na   ten   temat!   Ulegając   nieuchronnie,   podążyła   za   Emmettem 
ciągnącym ją do mieszkania, notując po raz pierwszy świeży zapach farby, który przeniknął 

powietrze.

- Niespodzianka! - powitalny chór przywitał ją i Bella lekko podskoczyła, prawie upadając ze 

zdziwienia.

- Co... Jak... - Bella ponownie się jąkała, kiedy rozglądała się wokoło i zauważyła Esme 

Cullen wraz z Rosalie, Jasperem i Alice, stojących w świeżo pomalowanym salonie.

- Ja nie...

- Edward ci nie wyjaśnił, kochanie? - Esme zapytała z troską patrząc na jej twarz. 
- Nie widziałam Edwarda dziś rano - szepnęła. - I ja nie rozumiem, o co chodzi... Myślałam, 

że nikomu nie wolno tutaj być ze względów bezpieczeństwa?

- To była prawda, jednak my Cullenowie mamy znajomości i mogliśmy przekonać władze, 

żeby   nas   wpuścili   do   twojego   mieszkania   -   Alice   powiedziała.   -   Musieliśmy   się   trzymać 
niektórych ich zasad oczywiście - ale Edward może być bardzo przekonywający, jeśli czegoś 

background image

chce.

- Edward to zorganizował? - Bella zapytała będąc w szoku.
-  Pewnie,   że  tak  -  Emmett   wykpił.  -  Spędził   cały   swój   czas  na   telefonie,  a   my   ciężko 

pracowaliśmy!

- Chodź i zobacz, czy ci się podoba, Bello - Alice powiedziała lekko, prowadząc ją do 

sypialni.  -  Nie  byliśmy  całkowicie  pewni,   co  do   użytych   kolorów,  więc  mamy   nadzieję,   że 
polubisz je. Oczywiście zawsze możesz je zmienić, jeśli chcesz.

Bella jęknęła ze zdziwienia, gdy patrzyła na swój nowo urządzony pokój. Wszystko było w 

różnych odcieniach koloru niebieskiego, nowe firanki, nowe łóżko i nowy dywan. Tylko nie 

było jej rzeczy osobistych. - Nie wiem, co powiedzieć... To jest idealne. Nie mogę uwierzyć...

Esme jako pierwsza podeszła do Belli i wzięła ją w objęcia. - To niewiele, co możemy zrobić, 

aby pomóc, obawiam się, że nie mogliśmy uratować żadnych twoich ubrań czy książek... - 
mówiła wyglądając na zmartwioną.

- Jest wspaniale, dziękuję wszystkim... - Bella wyraźnie trochę się zacięła ze wzruszenia.
- Nie mogliśmy uratować wszystkiego, naprawdę - Rosalie powiedziała. - Ale nie martw się, 

Alice chce, jestem pewna, wyciągnąć cię na zakupy nowych ubrań i rzeczy.

- Och, tak! Możemy iść do Prady i Gucci... - Alice przerwała w momencie, gdy Angela 

wybuchnęła śmiechem. - Co? - zapytała, zmieszanie było widoczne na jej twarzy.

- Bella - Angela wykrztusiła - u Gucci'ego?

- Co w tym dziwnego? - Rosalie zażądała z rękami opartymi na biodrach.
- Bella kupuje wszystkie swoje ubrania w tanich sklepach, a ty chcesz wziąć ją do Gucci'ego? 

- Angela roześmiała się.

Alice wydała z siebie duszący dźwięk, sprawiając, że wszyscy Cullenowie śmiali się. - Robisz 

zakupy w sklepach z tanią odzieżą? Bella, jak możesz?

Bella zaczerwieniła się wściekła. - Więc, ja nie mam dużo pieniędzy i ja... oszczędzam...

- Nigdy więcej tak nie zrobisz! - Alice powiedziała. - Rosalie, poprzyj mnie!
-   Alice   ma   rację,   Bello   -   Rosalie   stwierdziła.   -   Będąc   Cullenem   przyjmujesz   pewien 

wizerunek... Wizerunek, który musisz teraz utrzymać.

- Nie jestem Cullenem - Bella szepnęła. - Spójrzcie, jestem wdzięczna za to, co zrobiliście - 

nie macie pojęcia...

- Hej, młodsza siostro, jesteśmy szczęśliwi - Emmett wtrącił się, jeżąc lekko włosy. Bella 

patrzyła   na   usta   Angeli   mówiące   „młodsza   siostro”   do   niej,   a   ona   pokręciła   tylko   głową 
nieznacznie, przewracając oczami dała jej znak, że później wyjaśni. 

background image

- Ale Edward i ja nie jesteśmy razem - Bella kontynuowała.

- To nie to, co powiedział, gdy zadzwonił dziś rano - Jasper dodał cicho. - W rzeczywistości, 

wydawał się być zupełnie przekonany, że z pewnością byliście razem - w rzeczywistości całą 

noc!

Zaczerwieniła się wściekle, kiedy Emmett krzyknął. - Hej, Edward coś dostał! O czasie! - 

Rumieniec opadł, gdy patrzyła jak Rosalie trzasnęła go w tył głowy, nazywając idiotą.

- Hej - Emmett skomlał do Rosalie. - Chciałem tylko powiedzieć...

- Cóż, nie rób tego, Emmett - zawstydzasz Bellę - Rosalie powiedziała ze złością.
- W porządku - Bella powiedziała. - Szczerze! Nie wiem, jak wam wszystkim podziękować.

- Spójrz na to, jak należyte przywitanie w rodzinie - Esme powiedziała łagodnie. - I ojciec 

Edwarda nie może się doczekać, aby cię poznać - powiedziała na dokładkę.

Bella wróciła do salonu w oszołomieniu. Edward zorganizował to dla niej? Dlaczego? Czy 

on naprawdę troszczył się o nią? I Cullenowie! Oni byli tacy mili - jak ona może nie chcieć być 

częścią tej wspaniałej rodziny?

- Co się stało, Bells? - Emmett zapytał, siadając obok niej, kiedy reszta rodziny podążyła za 

nim i usiadła na każdej dostępnej powierzchni.

- Edward i ja... my... - Bella zaczęła.

- Dalej, możesz nam powiedzieć - Rosalie powiedziała.
- My tak jakby walczymy... ale sądzę, że my naprawdę nie...

-   Nie   jestem   pewna,   czy   dobrze   rozumiem   -   Esme   szepnęła   sięgając,   aby   pogłaskać 

delikatnie włosy Belli.

- Więc, dziś rano obudziłam się i już go nie było...
- To znaczy, że wyszedł? - Alice dyszała.

- Nie, nie do końca... - Bella kontynuowała. - Zostawił notatkę mówiącą, że poszedł po 

śniadanie, a potem...

- Potem co? - Emmett uciął. - Dalej, napięcie nas zabija.
- Zjawił się detektyw! Edward mnie sprawdzał! Całą moją przeszłość! Ja...

- Co on zrobił! - Esme stwierdziła cicho, poważnym tonem. - On nie mógłby, nie mój syn.
- Zrobił to - Bella spokojnie stwierdziła. - Widziałam raport.

- Jak on mógł? - Esme kontynuowała, wyglądając na przerażoną.
- Mamo, to jest Edward, rozmawialiśmy o tym - oczywiście musiał ją sprawdzić - Jasper 

stwierdził. - Wiesz, jaki on jest - boi się być zranionym, aby w pełni zaufać komuś.

- Przypuszczam, że to prawda - Esme szepnęła.

background image

- Wiem, że nie powinnam robić z tego wielkiej sprawy, ale czuję się...

- Pogwałcona - Angela ucięła Belli.
- Tak, pogwałcona.

- Bella - Alice ucięła. - Wiem, że to, co zrobił Edward było zupełnie nie w porządku, ale 

mam nadzieję, że nie zostawisz go ponownie. Był szorstki w stosunku do kobiet, ale od czasu, 

gdy spotkał się z tobą znowu, on aktualnie jest szczęśliwy.

- Szczęśliwy? - Bella zapytała.

- Tak,  tak szczęśliwego  nie wiedzieliśmy  go  od  dłuższego  czasu - Alice  odpowiedziała, 

rozglądając się, aby zobaczyć, że wszyscy kiwają głowami.

Belli myśli znowu wirowały. Edward był z nią szczęśliwy? Wiedziała, że wysłał detektywa, 

aby ją szukał, oczywiście, ale to nie oznacza, że mógł zaglądać w jej przeszłość? Być może, 

gdyby był niepewny o kobietę - ale nie wydawał się niepewny. Czy jego rodzina zatem miała 
rację? Ugh! Musiała porozmawiać z Edwardem, aby dowiedzieć się, co się dzieje. To jedyny 

sposób, by wiedzieć na pewno. Ale nie dzisiaj, dzisiaj będzie chciała się zadomowić, być może 
pójdzie kupić ubrania, zanim będzie musiała iść jutro do pracy i zadzwonić do Jake'a. To z 

pewnością wystarczy na dzisiaj!

Jednak uczciwie musiała się przyznać samej sobie, że powinna dać Edwardowi kolejną szansę 

na wyjaśnienie jego postępowania. Fakt, że sprawił sobie kłopot, aby mogła mieć swój dom, 
zdobył kilka punktów w jej oczach i nie mogła nic poradzić na mały uśmiech pojawiający się na 

jej twarzy. - Dam mu szansę... - Bella zaczęła mówić, ale natychmiast została zmiażdżona przez 
chochlikowatą Alice w zaskakująco mocnym uścisku.

- Dziękuję, dziękuję... - Alice powiedziała głośno.
- Chciałam powiedzieć, że dam mu szansę, ale... On ma inną kobietę - Bella dodała cicho.

- Co? - Rosalie krzyknęła.
-   Tak,   poznałam   ją   dziś   rano.   Jest   wysoka,   prześliczna,   ma   rude   włosy...   Weszła   do 

mieszkania Edwarda dziś rano.

- To Tanya Denali i nie martw się, Edward cię nie oszukuje - Alice kontynuowała. - Miał 

głupi pomysł, że jest w podeszłym wieku i chce założyć rodzinę, więc wziął Tanyę.

- Ale to nadal oznacza, że chce się ożenić z inną kobietą - Bella dodała.

- Tak, chce. Ale on nie oszukuje cię, Bello - Rosalie wyjaśniła. - Jestem pewna, że on nawet 

tak dużo jej nie całował.

-   Tak,   to   prawda   -   Esme   ucięła.   -   On   tylko   ostrożnie   zbliżył   się   do   niej   z   myślą   o 

małżeństwie, a dlaczego ona miała jego klucz, nie wiem - ale możesz być pewna, że się dowiem!

background image

Bella przeczuwała, że Esme rzeczywiście uda się dowiedzieć, prawdopodobnie sprawiając, że 

Edward będzie czuł się nieswojo w tym procesie. 

-   Więc,   jestem   ciekaw,   Bella   -   Emmett   powiedział   z   uśmiechem.   -   Co   się   stało,   kiedy 

spotkałaś Tanyę?

Każdy odwrócił się ku Angeli, kiedy ponownie zaczęła się śmiać, a następnie powrócili do 

Belli, gdy zakłopotanie malowało się na jej twarzy. Ciekawość szerzyła się wśród nich.

- Więc - Bella zaczęła - w pierwszej chwili myślała, że jestem pokojówką i powiedziała mi 

pewna siebie, że zostanę zwolniona, gdy poślubi Edwarda.

- Nie zrobiła tego! - Esme wydyszała.

- Och, zrobiła - Bella powiedziała.
- Co zrobiłaś później? - Alice zapytała, podskakując na swoim siedzeniu w oczekiwaniu.

- Powiedziałam jej, że w tej chwili ja jestem żoną Edwarda i będzie musiała poczekać na 

rozwód, po czym wybiegłam - Bella przyznała w pośpiechu, patrząc jak Cullenowie śmieją się z 

zachwytem.

- Ja... Szkoda, że nie widziałem jej twarzy - Jasper wykrztusił. - Boże! Jaki obraz mógłby być.

- Bella, Bella! - Emmett śmiał się. - Ty na pewno zostajesz w tej rodzinie - jesteś taka 

zabawna!

- To nie było takie zabawne! - Bella stwierdziła stanowczo.
- Tak, było. Hej, czekaj, powiedziałaś jej, że jej włosy są rude? - Rosalie zapytała.

Bella spojrzała zmieszana. - Nie, nie sądzę. Dlaczego?
-   Ona   jedzie   psychicznie   każdego,   kto   nazwie   ją   rudą   -   Rosalie   powiedziała.   -   To   jest 

„truskawkowy blond”, tak mówi ludziom.

-   Och,   więc   ja   tego   nie   zrobiłam,   ale   na   pewno   będę   pamiętać   -   Bella   patrzyła,   jak 

Cullenowie nadal się śmieją i przekomarzają między sobą. Czy Edward naprawdę nie był w 
związku z tą Tanyą? Czy on nadal chce z nią być? Potrząsnęła mocno głową, wyganiając myśli o 

Edwardzie. - Erm... Nienawidzę przerywać imprezy, ale jutro pracuję i ja naprawdę nie mam nic 
do ubrania, więc...

- Zakupy! - Alice krzyknęła. - Idę z tobą, potrzebujesz mojej pomocy! - Zgaduję, że powinnam 

wiedzieć, co nadchodzi, Bella myślała z małym uśmiechem.

- Ja również - Rosalie dodała.
- Przykro mi Bella, ale mam coś do załatwienia jutro przed szkołą - Angela powiedziała 

przyjaciółce przytulając się, żegnając i szepcząc do ucha. - Możemy porozmawiać jutro na 
lunchu.

background image

Więc godzinę później Bella znalazła się przymierzając w każdym sklepie ubrania, jakie Alice 

mogła znaleźć, i wypróbowała wiele przedmiotów - przedmiotów, których nigdy normalnie nie 
będzie mogła kupić dla siebie. Trudno było jednak narzekać, gdyż Alice była tak entuzjastycznie 

nastawiona,   że   Bella   nie   mogła   powstrzymać   się   od   uśmiechu.   Rosalie   była   mniej 
podekscytowana, ale to było nadal oczywiste, że kocha zakupy, po sposobie w jaki dotykała 

ubrania, głaskała jedwabiste tkaniny i trzymała rzeczy, które sprawdzała jak należy.

- Więc, Bello - Alice zaczęła, gdy wreszcie skończyły i weszły do małej kawiarni, aby zrobić 

sobie przerwę - czy kiedykolwiek powiesz nam, jak ty i Edward pobraliście się?

- Cóż, on wam nie powiedział?

- Bez szczegółów, on jest w końcu mężczyzną - Rosalie dodała szyderczo.
- Hmm, to było jakieś cztery lata temu i byłam na moich pierwszych wakacjach. Mój tata 

właśnie   zmarł   i   potrzebowałam   przerwy.   Nie   wiem,   dlaczego   wybrałam   Las   Vegas,   ale 
również... wiedziałam, że... - Bella urwała.

- Kontynuuj, proszę - Alice powiedziała, podnosząc brew na jej kubek z herbatą.
-   Pamiętam,   że   wychodziłam,   kiedy   rozejrzałam   się   i   zobaczyłam   Edwarda.   -   Bella 

westchnęła krótko na wspomnienia. - Nie mogłam uwierzyć w to, gdy szedł prosto do mnie i 
zapytał, czy się z nim napiję. Skończyło się na wypiciu dużej ilości, popadając w depresję i 

opowiadając o moich problemach finansowych.

- To powód, dla którego wyszłaś za mąż, prawda? - Alice zapytała.

- Tak, otóż mój dziadek zostawił mi przyzwoitą kwotę w testamencie, ale mogłam mieć do 

tego dostęp, gdybym była mężatką. Mój dziadek był starej daty, to byłoby co innego, gdybym 

była chłopcem, ale...

- Ugh! Starcy i ich głupie teorie, że mężczyźni są lepsi i bardziej dojrzalsi niż kobiety. To jest 

do dupy! - Rosalie wypluła.

- Wiem, ale było jak było. Zresztą, mamrotałam o ofiarowaniu pieniędzy temu, kto ożeni się 

ze mną, więc mogłam starać się o mój majątek i spłacić rachunek mojego ojca za szpital oraz 
kilka innych rzeczy. Tak naprawdę nie myślałam poważnie, ale Edward się zgodził.

- Muszę powiedzieć, że nigdy nie sądziłam, że Edward będzie chciał. To musiało być, kiedy 

ojciec   stracił   wszystkie   pieniądze,   po   ataku   serca   -   Alice   powiedziała.   -   Interes   spadał,   a 

następnie   pamiętamy   Edwarda   przychodzącego   jednego   dnia   i   nagle   wszystko   wróciło   do 
normy. 

- Tak, zaczął też pracować osiemnaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, aby upewnić 

się, że biznes Cullenów będzie się rozwijał - Rosalie dodała cicho. - I zrobił to tak dobrze. 

background image

Firma bardzo się rozwinęła pod jego opieką.

- Czy na to użył tych pieniędzy? - Bella zapytała.
- Tak musiało być - Rosalie kontynuowała. - Ale ty nadal nie opowiedziałaś nam o ślubie.

- Och, cóż powiem prawdę, że nie pamiętam wiele. Alkohol wywołał, że ślub nie jest tym, co 

chciałoby się pamiętać. Ale pamiętam, że Edward pociągnął mnie do jakiejś okropnej, małej 

kapliczki...

- Proszę, powiedz mi, że nie mieliście sobowtóra Elvisa - Alice przerwała.

Bella   zaśmiała   się.   -   Nie,   myślę,   że   pamiętałabym   to!   To   była   szybka   ceremonia   -   nie 

mieliśmy nawet wymiany obrączek. Pojechaliśmy prosto do biura moich prawników. Edward 

obudził go. Boże, jaki był niezadowolony! Ale Edwardowi udało się go uspokoić i podpisaliśmy 
jakieś papiery i... cóż, jesteśmy tutaj. On poszedł po ślubie swoją drogą, a ja swoją.

- To jest straszne! - Alice wykrztusiła. - To nie jest porządny ślub!
Bella ponownie się zaśmiała. - To nie był porządny ślub, Alice, ponieważ my nie byliśmy 

właściwymi małżonkami.

- Będziecie - Alice stwierdziła z pewnością. - I kiedy jesteś, zorganizuję wam ślub!

- Myślę, że wyskoczyłaś trochę przed siebie, Alice. Są rzeczy, które Edward i ja musimy 

poukładać - i nie ma gwarancji, że on chce się ze mną ożenić.

- On chce - Rosalie powiedziała. - Może jeszcze nie wiedzieć, ale uwierz mi, on spadnie na 

ciebie jak tona cegieł.

-   Tona   cegieł!   -   Alice   ucięła.   -   Naprawdę   Rosalie,   nie   mogłaś   pomyśleć   o   lepszym 

porównaniu?

- Och, zamknij się! Otrzymałam mój punkt, prawda?
- Chyba tak...

To było niesamowite dla Belli, jak siostry działały, kiedy nie były w rzeczywistości w ogóle 

związane krwią. Poczuła uczucie zazdrości na ich relacje i chciała być naprawdę częścią ich 

rodziny.

Z trudem łapała powietrze, gdy zobaczyła godzinę i uświadomiła sobie, że musiała iść i 

zadzwonić do Jake'a, zanim będzie jeszcze później. Alice i Rosalie zgodziły się, aby odeszła, 
same wracając do domów do swoich mężów. Po upewnieniu się, że Bella obieca pozostać w 

kontakcie z nimi, zostawiły ją w spokoju, aby rozpakowała wszystkie swoje nowe ubrania.

Po tym, zostawiła wszystko, biorąc telefon i zauważając kilka nieodebranych połączeń od 

Edwarda i jedną od Jake'a. Jak ona nie zauważyła dzwoniącego telefonu?

Przewinęła w dół do numeru Jake'a, wcisnęła przycisk połączenia i nerwowo czekała na jego 

background image

odpowiedź. - Jake? - spytała ostrożnie, gdy odebrał.

- Bella! Próbowałem się dodzwonić do ciebie wcześniej.
- Wiem, przepraszam. Byłam na zakupach z kilkoma przyjaciółkami.

- Udało ci się wszystko poukładać? - zapytał grzecznie.
-   Hmm   -  Cóż,   Edward   to   zrobił!  -   Tak,   wszystko   jest   teraz   w   porządku,   dziękuję.   Ale 

zastanawiałam się, czy możemy się spotkać jutro na kolacji. Myślę, że musimy przedyskutować 
pewne rzeczy.

- Pewnie, żaden problem. Gotujesz? - Cóż, to było typowe! Skąd nawet wiedział, że mam miejsce do 

gotowania?

- Chyba bym mogła...
- Świetnie. Gdzie mam przyjść? Znalazłaś coś do mieszkania? - Jake szybko zadał pytanie.

- Jestem w mieszkaniu. Jest wszystko poukładane...
- Widzisz, wiedziałem, że nie było tak źle - nie potrzebujesz mnie mimo wszystko.

- Chyba nie. Ale byłoby miło, gdybyś pomógł - Bella powiedziała.
- Cóż, nie martw się o to teraz, możemy porozmawiać jutro.

- Pewnie, Jake. Widzimy się około siódmej, dobrze? - zapytała.
- Siódma brzmi dobrze, a więc do zobaczenia - powiedział, zanim zadeklarował, że ją kocha i 

rozłączając się. To było ciekawe! Ale przynajmniej miała, gdzie mieszkać!

Dzięki   Edwardowi,   przyszła   jej   ostatnia   myśl,   zanim   skuliła   się   później   na   łóżku   tego 

wieczoru.

background image

Rozdział 16

Edward czuł się szczęśliwy, gdy Bella zadzwoniła do niego, że zostawiła w jego mieszkaniu 

swoją torebkę. To była tylko mała rzecz, ale był to start w dobrym kierunku. Mógł uratować ją, 
ok, nie uratować - ale przynajmniej pomóc!

Po szybkim przeszukaniu, znalazł torebkę w pokoju, gdzie zostawiła ją. Spostrzegł, że jej 

zapach   unosił   się   w   powietrzu,   gdy   wszedł   i   zaciągnął   się   głęboko,   ciesząc   się   świeżym 

zapachem frezji.

Tak szybko jak mógł pojechał do jej mieszkania i zauważył ją smutną siedzącą na zewnątrz. 

Podszedł do niej ostrożnie, po zaparkowaniu samochodu, w obawie, że znajdzie ją ponownie 
całą we łzach.

- Bella - szepnął lekko, nie chcąc przerwać transu, w którym wydawała się być.
- Edward - cicho odpowiedziała, spoglądając w jego oczy. Dźwięk jego imienia pochodzący z 

jej ust, wysłał falę ciepła, które przeszło przez niego, kiedy wyobraził sobie ją szepczącą jego 
imię z pasją.

- Chodź - powiedział, sięgając ręką, aby pociągnąć ją delikatnie w górę. - Poukładasz to 

sobie, wyglądasz na zmęczoną.

- Ja... To były ciężkie dni - mówiła dalej.
Wiedział, że nie powinien się cieszyć, że zachowywała się ulegle, lubił jej walecznego ducha, 

ale teraz potrzebował przewagi, aby móc zdobyć ją. Było łatwiej niż myślał, aby ją przekonać, 
żeby pozwoliła mu zaopiekować się nią. A po zostawieniu jej w pokoju i nakazując, żeby się 

wykąpała, udał się do przygotowania swojego planu „oczarować Bellę”.

Zadzwonił szybko do Esme i odwołał zaplanowaną na wieczór kolację, być może intuicyjnie 

wiedząc, że Bella nie była w stanie i byłaby wdzięczna za wieczór odpoczynku. Jego następne 
kilka telefonów nie były tak łatwe.

- Jasper, potrzebuję rodzinnej pomocy - Edward powiedział, dzwonią do swojego bardziej 

„odpowiedzialnego” brata.

-   Cóż,   potężny   Edward   Cullen   znowu   potrzebuje   pomocy.   Wiesz,   że   to   staje   się   dość 

regularną rzeczą - Jasper drażnił się.

background image

-   To   nie   dla   mnie,   to   dla   Belli   -   powiedział   spokojnie.   -   Chciałbym...   mieć   jej   dom 

naprawiony tak szybko jak to możliwe.

- Miałem wrażenie, że wchodzenie tam nie jest bezpieczne w tej chwili? - Jasper zapytał.

-   Nie,   w   tej   chwili   nie.   Ale   mam   zamiar   zadzwonić   po   kilka   przysług   i   to   by   było 

„bezpieczne”, jak powiedziałeś, tego wieczora.

- Więc, do czego jeszcze nas potrzebujesz?
- Myślisz, że dziewczyny urządziłyby go dziś wieczorem? - Edward zapytał.

Jasper zaśmiał się. - Oczywiście! Wiesz, co one lubią - zwłaszcza mama. Alice dostanie fioła, 

jestem pewien. Ale...

- Ale...?
- Dlaczego to robisz, Edwardzie? Miałem wrażenie, że ty nie byłeś pewny Belli... etyki.

- Zmieniłem zdanie.
- To wszystko? Zmieniłeś swoje zdanie?

- To wszystko, co dostaniesz na razie - Edward powiedział bez ogródek.
- Świetnie! Wkrótce się dowiem, tak czy owak. Daj mi znać, kiedy będziemy mogli wejść do 

jej mieszkania i posprzątać tam.

-   Dziękuję,   Jasper   -   Edward   powiedział,   zanim   rozłączył   się,   dzwoniąc   do   wielu 

departamentów. Mając nadzieję, że Bella nie wyjdzie z kąpieli, zanim on nie skończy, szybko i 
rozkazująco zorganizował potrzebnych ludzi, aby naprawili Belli dom.

Patrząc na nią, gdy wchodziła krótką chwilę później, zadowolony uśmiech pojawił się na jego 

twarzy. Zauważył, że czuła się całkiem komfortowo w jego mieszkaniu i zdumiewało go to, co 

czuł, że tu została.

Ciesząc się pizzą, której nie jadł od wielu lat, i filmem było luksusem, odkąd nie robił tego 

od tak dawna - praca pochłaniała jego cały wolny czas. Edward był zdumiony tym, że rozmowa 
była łatwa z Bellą. Mieli niesamowitą ilość wspólnych cech, uwzględniając to, że pochodzili z 

bardzo różnych środowisk. Badał jej plany wnikliwie i to było dla niego jasne, że z każdą 
minutą chce mieć Isabellę w swoim życiu! Musiał mieć ją w swoim życiu!

Delikatnie umieścił ją w łóżku po tym jak usnęła. Zdjął jej jeansy, delikatnie wodząc palcami 

po jej jedwabiście gładkiej skórze. Czy ona czuje jak miękka jest wszędzie?

Nie mógł się oprzeć od umieszczenia małego pocałunku na jej czole, kiedy otulił ją, cały 

czas spoglądając na jej delikatne rysy twarzy. Westchnął ciężko, gdy zamknął drzwi, dając jej 

bardzo   potrzebny   odpoczynek,   który   oczywiście   był   konieczny.   Zdecydował,   że   teraz   był 
doskonały czas, aby znowu zadzwonić do Jaspera, siadając wygodnie i wybierając szybko numer.

background image

- Edward! Nie uwierzysz, jak wiele już zrobiliśmy! - Usłyszał wołanie Alice.

- Dlaczego odbierasz telefon Jaspera, Alice?
- Ponieważ on maluje na drabinie. W każdym razie ja z tobą nie mogę rozmawiać?

- Wiesz, że możesz! Czy wszystko przebiega zgodnie z planem? - Edward zapytał z nadzieją, 

że Alice nie przesadzi w urządzaniu.

- Jest dobrze, miejsce zostało oficjalnie uznane za bezpieczne około godziny temu i Emmett 

oraz Jasper malują wszystkie ściany w tej chwili. Nie martw się, zrobimy wszystko do jutrzejszej 

przerwy na lunch.

Edward   zaśmiał   się.   -   Nigdy   nie   miałem   żadnych   wątpliwości,   że   to   potrafisz,   Alice,   i 

dziękuję, doceniam to.

- Wiemy, Edwardzie. Zresztą to miłe zrobić coś dla ciebie na zmianę, zamiast na odwrót. 

Teraz idź spać i zadzwoń do nas, zanim wyjdziecie jutro - Alice powiedziała.

Zasięgnął opinii Alice i wspiął się na łóżko, zasypiając niemal od razu, budząc się godzinę 

później przez czyjeś wejście do kuchni. Isabella!

Wydarzenia, które miały miejsce po tym, gdy zbliżył się do niej, zdumiewały go. Udało mu 

się ją pocałować, jak potajemnie marzył od czterech lat, a jej smak był odurzający. Poczuł ją 
całą i widząc jej wspaniałe, nagie ciało to było więcej niż sobie wyobrażał. Wszedł w nią, a po 

stwierdzeniu, że miał rację, że była jeszcze dziewicą, przeszła przez niego fala zaborczości. Była 
jego i tylko jego!

Nie był w stanie oprzeć się jej drugi raz bardziej namiętnie, a kiedy obudził się wcześniej 

następnego ranka prawie posiadł ją jeszcze raz. Oglądanie jej uśmiechu, gdy spała, uczyniło go 

nieopisanie szczęśliwym. Śledził jej napuchnięte wargi lekko palcami, dziwił się, że był jedynym, 
który zrobił to, wiedział, że jeszcze długa droga, zanim ją zdobędzie. Jej mieszkanie było tylko 

jednym ze sposobów, którym planował to zrobić.

Zdecydował, że ma teraz doskonałą okazję, aby dowiedzieć się, czy zostało ukończone. 

Delikatnie uwolnił się od Belli, tak aby jej nie obudzić, jęknął na widok jej obnażonych piersi.

Biorąc prysznic i ubierając się, zadzwonił z powrotem do Jaspera.

- Hej bracie! Prawie zrobiliśmy, łóżko przybędzie wkrótce i Alice oraz Esme teraz tylko 

wykańczają - Jasper powiedział. - O której godzinie zamierzacie przyjechać?

- Wkrótce, zostawiłem ją śpiącą na chwilę...
- Ty... zostawiłeś ją śpiącą. Czy to oznacza...?

- Tak, i nie możesz mieć żadnych szczegółów, zanim nie zapytasz.
- Nie zamierzam! Ale jestem pewny, że Emmett poprosi! - Jasper dodał z chichotem.

background image

Edward jęknął wiedząc, że Jasper miał rację. - Poradzę sobie z tym, tak długo jak on nie 

zawstydzi Belli.

- Cóż, jestem pewien, że to zrobi, więc bądź przygotowany!

Edward jęknął ponownie, kiedy odłożył telefon, decydując, że będzie się starał ograniczyć 

drażniącą naturę Emmetta, kiedy będzie on koło Belli. Szedł lekko z powrotem do sypialni, aby 

znaleźć ją nadal śpiącą. Postanowił pójść i zrobić jakieś śniadanie dla niej - coś dekadenckiego. 
Zasłużyła na to!

Wrócił chwilę później zdumiony, że nie zobaczył Belli, ale Tanyę stojącą w kuchni.
- Tanya, co ty tu robisz - i jak się tu dostałaś? - Edward zażądał, martwienie się o Bellę 

sprawiło, że był bardziej szorstki dla niej niż kiedykolwiek wcześniej.

- Edward, nie dzwoniłeś do mnie tak długo! I mam zapasowe klucze od ostatniego razu, 

kiedy   tu   byłam   -   powiedziała   ze   zmieszaniem   malującym   się   na   jej   twarzy.   Edward   nigdy 
wcześniej nie mówił do niej tak ostro.

- Byłaś tu około dwudziestu minut dwa tygodnie temu, przebrałaś się w suche ubrania, po 

przewróceniu się nieszczęśliwie, więc zastanawiam się, w jaki sposób udało ci się uzyskać klucz, 

kiedy ja na pewno nie dałem ci żadnego - powiedział twardo.

- Dlaczego taki jesteś, Edwardzie? Jakie to ma znaczenie czy mam klucz, czy nie? Będziemy 

mieszkać razem, tak czy inaczej, będziemy małżeństwem - nadąsała się, starając wydawać się 
kuszącą. Jednak po porównaniu fałszywego wyglądu Tanyi z niewinną Bellą, wiedział, że nie 

było żadnej konkurencji. Bella wygrała, nawet nie próbując.

- Ahh, tak - ślub - Edward stwierdził spokojnie. - Obawiam się, że zmieniłem zdanie na ten 

temat...

- Co! Co masz na myśli, że zmieniłeś zdanie? Nie możesz! - przemówiła. - Ja już każdemu 

powiedziałam! To sprawi, że stanę się pośmiewiskiem!

-   Nigdy   nic   oficjalnie   nie   uzgodniliśmy,   Tanya.   To   może   właśnie   w   tym   czasie,   gdy 

rozmawialiśmy, założyłaś,  że natychmiast  pobierzemy  się, co  było  nieco przedwczesne, nie 
sądzisz?

- Pozwoliłeś mi wierzyć, że tak się stanie, Edward!
- Zmieniłem zdanie - Edward powiedział lekko, zastanawiając się, gdzie podziała się Bella.

- Czy to z powodu tej małej sprzątaczki, którą spotkałam dziś rano? - zażądała. - Wiem, że 

spałeś z tą małą dziwką...

Edward gniewnie przybliżył się do niej. - Nie mów o niej w ten sposób - powiedział w 

zimnej furii. - Ona jest warta dziesięć razy więcej od ciebie i nie jest dziwką lub inną podłą 

background image

nazwą, którą możesz wymyślić.

Jego myśli biegały, kiedy nadal ciężko oddychał. Czy Tanya zdenerwowała Bellę? Czy ona odeszła?
- Twierdziła, że jest twoją żoną - Tanya powiedziała. - Jak mógłbyś ożenić się z taką rzeczą! 

Powinieneś założyć proces sądowy przeciwko niej za oczywiste kłamstwa.

- Zrobiłbym to, gdyby kłamała, ale nie zrobiła tego. Ona jest moją żoną.

- Nie, dlaczego tak mówisz? - Tanya zaprzeczyła jego oświadczeniu stanowczo.
- Bo to akurat jest prawda!

- Jeśli byłbyś  żonaty,  słyszałabym  o  tym!  Każdy  by  o  tym słyszał  - sławny,  najbardziej 

pożądany kawaler w historii żonaty!

- Naprawdę mi nie przeszkadza, co o tym sądzisz, Tanya. Przykro mi, że rzeczy nie wyszły 

tak jak chciałaś, ale teraz muszę znaleźć Bellę - Edward powiedział, wzdychając i przebiegając 

ręką przez swoje włosy, jak to robił.

- Bella? Tak ma na imię? Cóż, możesz założyć, że nie jest to koniec, Edwardzie! - wrzasnęła, 

zanim wybiegła jak burza z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. 

Edward osunął się na kuchenne krzesło, opierając łokcie na kolanach i chowając głowę w 

dłoniach, rozmyślał, że w krótkim czasie jednej godziny, przeszedł z ekstatycznego szczęścia do 
gniewu i rozpaczy. Podniósł swój telefon i zadzwonił na numer Belli, wcale się nie dziwił, że nie 

odbierała.

Gdy położył telefon na stoliku, dostrzegł po raz pierwszy kopertę, której nie było tam dziś 

rano. Odwracając ją i widząc, że jest już otwarta, wyjął papier i prawie krzyknął we frustracji. 
Zrobiłby to, gdyby nie miał zbyt dużej kontroli nad swoimi emocjami. Czy Bella widziała to? Czy 

była tą, która otworzyła to? Jak musiała się czuć po przebudzeniu i po przyjściu Tanyi?

Bella   byłaby   bardzo   zdenerwowana   w   sprawie   prowadzonego   dochodzenia,   ale   mógł   ją 

prawdopodobnie  przekonać  o  jego  bardzo  dobrych  powodach,  dlaczego  to  zrobił.  On po 
prostu otworzy się i będzie bardziej uczciwy wobec niej. Jeśli sprawi, aby porozmawiała z nim!

Jeśli chodzi o Tanyę, cóż, Bella miała świadomość, że on myślał o ponownym małżeństwie. 

Na pewno nie chciała uznać tego wbrew niemu? Po tym wszystkim planowała poślubienie 

Jake'a, czy nie?

Cóż, nie pozwoli na to, aby go powstrzymała! Bella była jego, i ona wkrótce będzie to 

wiedzieć!

Słysząc dzwoniący telefon podskoczył do góry, myśląc, że to Bella i rozczarowując się, gdy 

okazało się, że to Esme.

- Edward, masz dużo do wyjaśnienia, co zrobiłeś! - powiedziała głośno.

background image

- Czy widziałaś Bellę? - zażądał.

- Tak, była tutaj chwilę temu i powiedziała nam, co się stało dziś rano. Lepiej żebyś to 

naprawił, Edward!

- Wiem, gdzie ona teraz jest? Czy z nią wszystko w porządku?
- Z nią dobrze, poszła na zakupy z Alice i Rosalie po nowe ubrania, więc nie spodziewam się 

jej w domu w najbliższym czasie.

- Jak bardzo była zdenerwowana? - Edward zapytał drżącym głosem.

- Bardzo, kiedy przyjechała. Jednak...
- Jednak...? - przerwał.

- Alice udało się ją uspokoić i przekonać, aby wysłuchała twojej strony tej historii. Więc daję 

ci ostatnie ostrzeżenie, abyś się z tego nie wykręcał, Edwardzie Cullen!

- Nie zamierzam się z tego wykręcać. Przyjadę zabrać ją z powrotem, mamo.
- Dobrze! Spodobało jej się mieszkanie, w przypadku, gdy ty zastanawiałeś się, czy będzie 

pod wielkim wrażeniem na twoją wspaniałomyślność - Esme powiedziała, chcąc go pocieszyć.

- Cieszę się, chcę, aby była szczęśliwa.

- A czy ona sprawia, że ty jesteś szczęśliwy, Edwardzie?
- Tak - powiedział po prostu.

- Cóż, to jest najważniejsze. Daj nam znać jak to się rozwiąże i zobacz się ze swoim ojcem 

wkrótce - powiedziała przed rozłączeniem się.

Próbował dodzwonić się do Belli ponownie, zanim zdecydował udać się do pracy na czas. 

Był niestaranny w ten weekend, kiedy zwykle pracował co najmniej osiemnaście godzin w ciągu 

weekendu. Nie było tak, że nie może wziąć urlopu, ale stwierdził, że również cieszył się swoją 
pracą. 

Tak   było,   dopóki   następnego   dnia   rano   nie   usłyszał   Belli,   gdy   próbował   się   do   niej 

dodzwonić wiele razy przez cały dzień.

- Edward - powiedziała jego imię krzepko do telefonu, wysyłając obrazy z nocy, zanim 

pulsował gotowy.

- Bella...
- Ja... ja... przepraszam. W przypadku nie zobaczenia ciebie. W przypadku, gdy nie pozwolisz 

mi wyjaśnić - powiedziała w pośpiechu.

- Nie, Bella. Ja jestem tym, który powinien przepraszać. I chcę, ale wolę mówić z tobą twarzą 

w twarz. Mogę spotkać się z tobą wieczorem? - zapytał, w jego głosie słychać było nadzieję.

- Spotykam się z Jake'iem wieczorem - powiedziała. Co! Ona spotykała się z Jake'iem? Co z nim?

background image

- Jake'iem? Chcesz mu powiedzieć o naszym małżeństwie? - Niech Jake wie, że ona była teraz 

wzięta!

- Um... nie. - Co? - Nie sądzę, żeby przyjął to bardzo dobrze, więc wyjaśnię, że nam to nie 

wyjdzie.

- A myślisz, że to wystarczy? - zapytał lekko, zadowolony, że przynajmniej podjęła decyzję 

odwołać rzeczy z Jake'iem.

- Nie wiem... ale nie mogę z nim być już więcej...

- Dobrze, to znaczy, że mam jeszcze szansę, żeby cię odzyskać. Szansę, żebyś powróciła do 

mojego łóżka, żebym poczuł twoją jedwabistą skórę przy mojej i wysłuchiwał tych małych 

jęków, które wydajesz, kiedy w ciebie wchodzę - powiedział krzepko, przypominając jej, że 
cieszyła się z nim. Mając nadzieję, że dał jej coś, żeby o nim myślała, kiedy spotka się ze swoim, 

wkrótce byłym, narzeczonym.

Mógł usłyszeć jej ciężki oddech przez telefon. - Pamiętasz, Bello, prawda? Jak dobrze było 

nam razem... jak wiele przyjemności ci dałem?

- Tak - wyszeptała. - Pamiętam.

- Będę spędzał wieczność dając ci tego rodzaju przyjemność, Bello, jeśli zechcesz mnie.
-   To   znaczy,   że   chcesz   zostać   w   związku   małżeńskim   ze   mną?   -   zapytała,   niepewność 

brzmiała w jej głosie.

- Wolałbym mówić do ciebie osobiście, jeśli nie masz nic przeciwko. 

- Dobrze, więc może jutro wieczorem? - spytała.
- Jeśli to najwcześniej, kiedy możesz, to ja dostosuję się do ciebie.

- Czy chcesz tu przyjechać? Mieszkanie wygląda teraz pięknie, za które jeszcze właściwie ci 

nie podziękowałam.

- Chciałem to zrobić dla ciebie, to szczęście, że moja rodzina była taka pomocna...
- Tak, byli bardzo szybcy, bardzo ich lubię.

- Cieszę się. Więc widzimy się jutro, ale jeśli potrzebujesz czegokolwiek ode mnie, to dzwoń - 

powiedział z powagą.

- Będzie dobrze, ale jeśli to sprawi, że będziesz szczęśliwy, zrobię to.
- To czyni, że jestem szczęśliwy, dziękuję.

Powiedzieli sobie pożegnania, zanim wrócili do swojego odpowiedniego życia. Edward już 

planował, aby uwieść ją następnej nocy. Mimo że to był tylko jeden dzień, zanim ją zobaczy, 

wiedział, że czekanie do jutra wyda się niekończące. Ale będzie czekał na nią.

background image

Rozdział 17

Bella jęknęła we frustracji. Edward pobudził ją wcześniej przez telefon, przypominając, że 

był w stanie poczuć ją. Jak jego dotyk palił ją, maleńkimi śladami ognia, kiedy przebiegał 
swoimi długimi palcami po jej skórze. Wspomnienia, co jeszcze te palce mogły zrobić, zostały 

wyryte w jej myślach, kiedy przekręciła się na łóżku wzdychając głośno.

To była jej wina, że zadzwoniła do niego, to był jej ewentualny wniosek. Ale jak mogła nie 

zrobić tego po tym, co uczynił dla niej?

Zerwała się z łóżka i poszła w kierunku prysznica, próbowała wypchnąć myśli o Edwardzie 

ze swojego umysłu, kiedy wiedziała, że nie będzie bardzo cierpliwa w pracy. Pulsowanie wody 
czuła niebiańsko na swojej skórze, ale nadal myśli o Edwardzie ją dręczyły. Jeśli przyszedłby w 

tej chwili, wiedziała, że nie będzie w stanie oprzeć się, żeby zaciągnąć go do sypialni, tak by 
mógł naprawić to, co zaczął. 

Jej policzki zaczerwieniły się, kiedy myślała w inny sposób, że może uwolnić frustracje, która 

przeszła przez nią. Powinna? Jeśli ona po prostu...

Zdecydowała, że to jedyny sposób, powoli prowadziła rękę w dół swojego ciała, zatrzymując 

się przy swojej piersi przez chwilę, delikatnie ściskając i szczypiąc sutek, jak robił to Edward. W 

jej myślach był to Edward. Swoją drugą rękę ciągnęła w dół, w kierunku łechtaczki, i używając 
środkowego   palca   przebiegła   wzdłuż   pochwy,   lekko   wzdrygając   się   na   ten   kontakt.   Tarła 

mocniej, próbując sobie ulżyć, ale stwierdziła, że nie może z łatwością doprowadzić się do 
kulminacji.

Przycisnęła   swoje   czoło   do   zimnych   płytek   jęcząc,   zamknęła   oczy   i   posuwała   palcem 

wewnątrz siebie, tracąc oddech na to uczucie. Była mokra i gorąca, ciasna, jeszcze nie w pełni 

rozciągnięta.   Z   łatwością   pchnęła   palca   z  powrotem   głębiej,   tym   razem   dodając   drugiego. 
Orzeźwiając się przez płytki, kontynuowała posuwanie swoimi palcami i dyszała ciężko, i sapała 

imię Edwarda.

Jeśli zaczęłaby  każdy ranek  w  ten sposób,  być  może czułaby  się  bardziej  zrelaksowana, 

pomyślała z uśmiechem. 

To było później w ciągu dnia, gdy spotkała się z Angelą na lunchu, rzeczywistość runęła na 

background image

nią.

- Więc - Angela zaczęła - jaki był Edward?
Bella zaczerwieniła się gwałtownie. - Dlaczego zaczynasz tym pytaniem?

- Ponieważ... nie dałaś mi jeszcze żadnych szczegółów... - marudziła, jednocześnie dąsając 

się.

- Ugh! Co chcesz wiedzieć?
- Cóż, czy on był dobry dla ciebie? - Angela zapytała.

- Tak, za pierwszym razem był powolny i bardzo... delikatny...
- Pierwszym razem?

- Hmm, drugi był bardziej... namiętny - Bella powiedziała z uśmiechem i oszołomieniem 

malującym się na jej twarzy.

- Ach, dobrze! Mogę powiedzieć, że ucieszyłaś się - i to był najwyższy czas!
Bella roześmiała się głośno. To była misja Angeli, aby pomóc Belli znaleźć kogoś, żeby 

straciła swoje dziewictwo od lat i nigdy nie myślała, że Jake był właściwy dla jej przyjaciółki. 

-   Teraz   ważniejsze   sprawy   -   Angela   kontynuowała   z   bardzo   poważnym   spojrzeniem 

skierowanym na Bellę.

- Jakie...?

- Jak duży on jest? - spytała, poruszając komicznie swoimi brwiami.
- Angela!

- Co? Umysł chce wiedzieć!
-   Cóż,   nie   mam   nic,   żeby   porównać   go,   więc   naprawdę   nie   mogę   powiedzieć   -   Bella 

powiedziała, zakłopotanie przebiegło przez nią.

- Dobrze! Odpuszczę ci tym razem, ale tylko dlatego, że nie mamy zbyt dużo czasu i konam 

z ciekawości, co teraz zrobisz z Jake'iem.

- Przychodzi na kolację wieczorem - Bella stwierdziła spokojnie - i zamierzam z nim zerwać.

- W końcu! Nigdy nie myślałam, że jest odpowiedni dla ciebie - Angela powiedziała szczerze. 

- I co z Edwardem?

- Edward przyjdzie jutro wieczorem.
Angela zaśmiała się ze swojej przyjaciółki. - Czy ty wiesz jak to brzmi?

- Co? - Bella zapytała zmieszana.
- Masz rundkę z Jake'iem dzisiaj i z Edwardem jutro! Brzmi jakbyś miała dwóch mężczyzn!

-   Technicznie,   mam.   Jake   i   ja   jesteśmy   zaręczeni   co   najmniej   do   dziś,   a   ja   spałam   z 

Edwardem - Bella powiedziała, zaskoczona tym, jak się czuła.

background image

- Jestem taka dumna z ciebie - Angela mówiła, ocierając fałszywe łzy ze swojego oka. - Hej! - 

kontynuowała, kiedy Bella rzuciła małym kawałkiem jabłka w nią. - Nie było potrzeby tego 
robić! - Z blaskiem Belli, podniosła swoje ręce na znak rozejmu. - Dobrze, wiem, kiedy się 

zamknąć!

- Naprawdę? - Bella zapytała z podniesionymi brwiami.

- Pewnie, że tak. Poza tym chciałam zapytać cię o coś, zanim będziemy musiały wrócić do 

hałasu w klasie.

- To nie o seksie znowu, prawda? - Bella zapytała z obawą.
- Nie, o pożarze tym razem - Angela powiedziała cicho. - Słyszałaś coś jeszcze od badacza?

-  Tylko  to,   co   nam   powiedział   w  sobotę   -  Bella   odpowiedziała.  -  Idę  na   rozmowę  do 

pewnego detektywa jutro, więc mam nadzieję dowiedzieć się więcej.

- Myślisz, że to był James? Koleś od odrażających listów?
- Um, nie. On po prostu wydaje się... nieśmiały... aby zrobić coś takiego. Mam na myśli, że 

list   to   jedno,   ale   żeby   faktycznie   podpalić   komuś   dom?   Nie   sądzę,   aby   to   zrobił,   ale 
przekazałam jego szczegóły policji w nocy, kiedy to się stało - tak dużo, ile tylko pamiętałam - 

Bella powiedziała przyjaciółce ze stoickim spokojem.

- Czy chcesz, żebym poszła z tobą jutro? - Angela zaoferowała. - Nie mam nic przeciwko.

- Nie, ale dzięki. To nie powinno trwać długo i nie chcę ciągnąć cię do moich problemów.
Angela westchnęła. - Ile razy mam ci mówić, że nie mam nic przeciwko?

- Wiem, że nie masz, Angela, ale mogę to zrobić i tak będzie w porządku - Bella uspokajała 

ją.

- Wydajesz się szczęśliwsza dzisiaj, to pasuje do ciebie.
-   Jestem   szczęśliwsza.   Ciągle   nie   mogę   uwierzyć,   co   Edwardowi   udało   się   zrobić   z 

mieszkaniem, i jego rodzina jest świetna. Wiem, że to będzie nieprzyjemna noc z Jake'iem, ale 
myślę, że uda mi się sprostać temu. Plus, Edward powiedział, że chce spróbować ze mną - więc 

mam kilka rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwa - powiedziała z uśmiechem.

- A co czujesz do Edwarda? Nie powiedziałaś jeszcze - Angela zapytała.

- Ja... lubię go. Bardzo.
- To wszystko? Lubisz go? - Angela zapytała z niedowierzaniem słyszalnym w głosie.

- Nie wiem! On jest... uroczy, troskliwy, wspaniały... - Bella westchnęła.
- Hmm, to brzmi jakbyś go bardziej niż lubiła, Bello.

- Może, mam nadzieję, że będzie szansa, aby się dowiedzieć - powiedziała. - Ale też jest 

arogancki i zaborczy.

background image

- Mmmm, uwielbiam zaborczych mężczyzn - Angela westchnęła. Bella roześmiała się, kiedy 

przekonywała przyjaciółkę, że czas wracać do pracy. Angela zawsze była godna zaufania, aby ją 
rozweselić, gdy myśli o spotkaniu Jake'a zaczęły prześlizgiwać się przez jej umysł. Wychodziły, 

kiedy słuchała szczebiotu Angeli na temat jej męża Bena, że potrzebował wskazówek, aby 
zostać tatą.

Później tego samego wieczoru, po ubraniu się w wygodne jeansy i koszulkę, otworzyła drzwi 

znajdując tam Jake'a w garniturze.

- Myślałam, że tutaj jemy? - Bella zapytała, marszcząc brwi na jego strój.
- Bo jemy, skarbie, ale nie boli wysilenie się, prawda? - spytał z lekkim uśmiechem.

- Chyba nie - wymamrotała, po wpuszczeniu go i pokierowaniu do kuchni, do kolacji - 

prostej lasagne, którą zrobiła po pracy.

- Twoje mieszkanie wygląda ładnie - Jake powiedział. - Czy zrobiłaś to wszystko sama?
Bella westchnęła i przesunęła się niekomfortowo. Była strasznym kłamcą i tak postanowiła 

powiedzieć prawdę. - Nie, w rzeczywistości nic z tego nie zrobiłam. Rodzina Edwarda Cullena 
to wszystko zrobiła, zaskakując mnie.

Oczy Jake'a otworzyły się szeroko ze zdziwienia, gdy siedział przy stole jedząc. - Dlaczego 

oni to zrobili? Ledwie cię znają.

- Umm, ponieważ Edward poprosił ich, on... martwił się, kiedy byłam nico podenerwowana 

utratą zdjęć moich rodziców - Bella dodała cicho.

-   Więc,   ponieważ   straciłaś   nico   głupich   zdjęć,   Edward   postanowił   naprawić   twoje 

mieszkanie? To nie ma sensu, Bello! - powiedział przeraźliwie.

- To nie były głupie zdjęcia, Jake! - Bella ucięła, nagle już nie głodna. - To były ostatnie 

zdjęcia, jakie miałam, mojej mamy i taty. Myślałam, że wiesz, jak dużo one znaczyły dla mnie.

Jake uśmiechnął się i wziął jedną z jej rąk w swoją. - Oczywiście rozumiem, ale będziesz mieć 

nowe zdjęcia rozłożone na półkach, kiedy się pobierzemy.

- To było więcej niż dekoracja, Jake! - Bella stanęła nagle, odsuwając od siebie krzesło. - I jak 

dla nas pobieranie się, również nie może tak wyglądać w tej chwili!

- Co to ma znaczyć? - Jake zapytał, zaciskając swoje pięści w gniewie.
- Ciebie nie ma ostatnio przy mnie, Jake, a więc...

- Nie ma mnie przy tobie? - Jego głos podniósł się we wzburzeniu. - Czy masz jakieś pojęcie, 

co ja przeszedłem przez te ostatnie dwa dni?

Bella potrząsnęła głową. - Oczywiście, że nie! Nic mi nie mówisz!
- Cóż, miałem dużo do zrobienia. Radziłem sobie z wioską, ktoś w firmie próbował wrobić 

background image

mnie w oszustwa i najważniejsze ze wszystkiego, że ci głupi idioci na komisariacie rzeczywiście 

myśleli, że to ja podpaliłem twój dom! Tak jakbym chciał to zrobić!

- Och,  Jake,  przepraszam,  nie  miałam  pojęcia  - Bella  szepnęła siadając z powrotem  na 

krześle.

-   Nie,   nie   miałaś!   Wszystko   o   co   musiałaś   się   martwić   to   ty   sama,   Isabello!   -   Jake 

kontynuował zdenerwowany. - Twój dom i twoje uczucia! Żadne sprawy o mnie! Mnie! Tego, 
który cię kocha! Ty powinnaś być przy mnie w ten weekend!

Bella mogła poczuć gniew przepływający przez jej ciało, gdy powoli znowu wstała i zwróciła 

się twarzą do narzeczonego. - Nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś to do mnie. Ktoś podpalił 

mój dom - celowo! Myślałam, że nie mam gdzie mieszkać, nie mam żadnych rzeczy, nawet tych 
osobistych, które tak bardzo by mi służyły, więc jak śmiesz nazywać mnie samolubną! Jeśli ty...

- Bella...
-   Nie,   teraz   moja   kolej,   Jake!   Jeśli   otworzyłbyś   się   przede   mną,   byśmy   sobie   pomogli 

nawzajem, ale nie zrobiłeś tego - więc nie obwiniaj mnie, nie wiedząc, przez co przeszłam - 
powiedziała trochę wściekle. - To teraz jest bardzo jasne dla mnie, że nie możemy już być 

razem.

- Bella, nie mów tak. Potrzebuję cię...

- Ależ nie, Jake, jeśli byś do mnie zadzwonił w ten weekend, zamiast pozostawić mnie samej 

sobie. 

- Dzwoniłem do ciebie - ty nie odbierałaś! Byłaś najwyraźniej zajęta zakupami - szepnął 

zimnym tonem.

- Kupowałam ubrania, gdyż nie miałam już żadnych. Jakie nosiłabym do pracy? - zapytała.
- Nie wiem, jestem pewien, że Angela mogła coś ci pożyczyć na kilka dni. To jest teraz 

bardzo   jasne   dla   mnie,   że   musisz   zrezygnować   ze   swojej   pracy   -   powiedział   jej   bardziej 
spokojnym tonem, jakby chciał uspokoić dziecko.

- Nie zrezygnuję z mojej pracy, Jake - powiedziała coraz bardziej wzburzona całą tą sytuacją. 

- Gdybyś mnie znał, wiedziałbyś, że kocham swoją pracę.

- Ale nie jest konieczna!
- Dla mnie jest, Jake. Dla mnie jest - szepnęła przybita.

- Nie potrzebujesz pracy, kiedy się pobierzemy, mogę utrzymać ciebie i dać tobie więcej 

czasu, abyś zadbała o siebie - powiedział, biorąc ją za rękę jeszcze raz.

Szarpnęła ją z powrotem i spojrzała na niego. - Więc, co ja mogę...? Spędzić cały dzień w 

salonie? A może mogę tylko siedzieć w domu i czekać na ciebie, aż przyjdziesz...?

background image

- To nie tak, Bello, chcę zadbać o ciebie. Kocham cię!

- Jeśli naprawdę byś mnie kochał, wtedy nie chciałbyś nic innego niż szczęścia, a pracowanie 

sprawia, że jestem szczęśliwa.

-   Być   może   coś   o   tym   pomyślimy,   kiedy   zostaniemy   małżeństwem   -   Jake   powiedział 

monotonnym tonem. - Jak również o twoim braku zainteresowania swoim wyglądem.

- Nie sądzę, że to będzie konieczne, Jake, gdyż my nie pobierzemy się! - Bella krzyczała 

wzburzona.

- Nie uważasz, że trochę przesadzasz, kochanie? - Starał się ją uspokoić.
-   Trochę   przesadzam?   -   wypluła.   -   Nie,   nie   przesadzam!   I   inna   rzecz,   Jake,   dlaczego 

okłamałeś mnie o tym, dlaczego cię aresztowali?

Jake przysunął się tak, że teraz był bliżej niej, czuła jego oddech na swojej twarzy, gdy mówił 

przyciszonym głosem. - Nie powiedziałem ci, bo wiedziałem, że to ładunek śmieci, ale nie 
byłem pewien, jakbyś zareagowała.

- Trzeba było mi powiedzieć - mówiła tak cicho, przesuwając się do tyłu w kierunku lady 

kuchennej. - Zrozumiałabym, że nie zrobiłbyś czegoś takiego. Ale czego nie rozumiem to to, 

dlaczego mieli podstawy, aby cię aresztować na pierwszym miejscu!

Jake westchnął ciężko, przebiegł ręką przez usta, kiedy zajrzał w jej wielkie oczy. - Byłem 

blisko twojego mieszkania, ale nie podłożyłem ognia.

- Co?

- Byłem blisko twojego...
- Nie, słyszałam to - powiedziała wyglądając na zmieszaną. - Jak to się stało, że byłeś w 

pobliżu mojego domu, kiedy wcześniej zostawiłeś mnie samą, żebyś mógł rozwiązać problem z 
tą wsią?

- Ja... odwiedzałem kogoś... ona była moim świadkiem mówiąc, że nie było sposobu, abym ja 

mógł to zrobić.

- Ona...?
- Leah. Stara znajoma rodziny.

- Leah...? - Bella zapytała coraz bardziej zdezorientowana w tej chwili. - Jeśli to jest stara 

znajoma to, dlaczego dopiero teraz słyszę jej imię?

- Ponieważ... wiedziałem, że nie zrozumiesz o... niej - szepnął. 
- Zrozumiem co? - Jej temperament ponownie nieco wzrósł.

- Ona spełniała potrzeby, które... cóż, tego, co nie robisz, Bella - powiedział z nutką złości w 

głosie. - Potrzeby fizycznej. Nie kocham jej tak, jak kocham ciebie, Bello. Musisz to wiedzieć.

background image

Bella była zmieszana. Jake widywał się z inną kobietą? Od jak dawna? Dlaczego ona nie 

czuła bólu, tak jak powinna, jeśli zamierzała wyjść za niego?

- Nie myślę, że to robisz, Jake - powiedziała wprost. - Myślę, że chciałeś ubierać mnie jak 

ładną, małą lalkę i pokazywać się ze mną przed swoimi partnerami biznesowymi.

- To nie prawda. Kocham cię... - zaczął.

- Nie, Jake! Nie kochasz! Lubisz pomysł bycia we mnie zakochanym, ale w rzeczywistości ty 

nigdy   nie   starałeś   się   -   powiedziała,   w   końcu   widząc   prawdę   o   tym,   co   jej   przyjaciółka 

opowiadała od ostatnich kilku miesięcy. Ona i Jake nie byli namiętnie zakochani w sobie, nawet 
Edward mógł to zobaczyć. Wiedziała, oczywiście, że nie była zakochana w Jake'u, ale czuła, że 

jego miłość będzie dla niej paliwem do pragnienia go, kiedy będą małżeństwem. Mogła teraz 
zobaczyć, że nie było sprawy. Jake zawsze szukał pocieszenia gdzie indziej, kiedy stałaby się 

jego kobietą, on chciałby ją, i chciałby zostawić ją w domu, samotną i przygnębioną.

To nie było tak, jakby chciała, aby było.

Również wiedziała, dlaczego Jake skłamał o tym, dlaczego został aresztowany. Nie ufał jej, 

że uwierzy mu, i jeśli byłaby zgodna z samą sobą, niewielka część jej podejrzewała go - i mimo 

to, gdyby nie fakt, że był z inną kobietą. Spojrzała na Jake'a, który patrzył na nią badawczo. - 
Myślę, że to czas, kiedy powinieneś odejść, Jake, nigdy nie powinnam mówić, że cię poślubię. 

Przepraszam.

- Bella, nie możesz tego tak zakończyć - szepnął. 

- Ależ mogę, Jake, już czas - powiedziała odsuwając się od niego i idąc w kierunku drzwi, 

pokazała, aby wyszedł. 

- To nie jest koniec nas, Bello, pokażę ci, że możemy być razem - powiedział, wyglądając na 

sfrustrowanego. - Ale widzę, że teraz nie ma czasu, masz to zdecydowanie wymalowane na 

swojej twarzy.

Bella uchyliła drzwi i skinęła na niego, żeby odszedł. Zwrócił się ku niej i spojrzał na nią, 

zanim zderzył swoje usta z jej i trzymał ją za tył głowy. Starała się odepchnąć go, ale uznała, że 
był jak głaz przeciw niej. Wreszcie kopiąc go w goleń, otarła ręką usta i powiedziała mu, żeby 

wyszedł, zanim zatrzasnęła za nim drzwi.

Wleciała do swojego mieszkania, sprzątając kolację i mrucząc pod nosem o bezmyślnym 

dupku. Została zaskoczona przez pukanie do drzwi i myśląc, że to był Jake, poszła otworzyć, 
otwierając szeroko usta, gotowa, aby rzucić mu luźną wiązankę.

- Edward? - powiedziała, kiedy patrzyła na wściekłego mężczyznę stojącego przed nią. 
- Myślałem, że powiedziałaś mu, że to koniec - oświadczył zimnym tonem, kontrolując głos, 

background image

ale Bella wiedziała, że z wysiłkiem utrzymuje tą fasadę.

background image

Rozdział 18

- Edward - kontynuowała. - Wszystko w porządku?

Patrzyła na jego wyraźnie zaciśniętą szczękę. - Nie spodziewałem się zobaczyć, że będziesz 

uszkodzona tego wieczoru - powiedział chłodno.

- Cóż, gdybyś przyszedł ostatniej nocy, żebyśmy podyskutowali, to nie widziałbyś czegoś 

takiego.

- Myślałem, że docenisz to - powiedział, trzymając jej ukochanego zwierzaka.
- Tom - wydyszała, biorąc w pośpiechu dużego kota od Edwarda. - Nie mogę uwierzyć, że 

zapomniałam o nim... Och, jestem taką złą osobą!

- Nie złą... może zajętą? - wycedził.

Bella spojrzała ponownie na Edwarda i szybko kazała mu wejść, zamykając drzwi, zanim 

zaprowadziła go do kuchni, gdzie było widać dowody na jej kolacje z Jake'iem. Odwróciła się i 

popatrzyła na niego, gdy stał przy stole wyglądając poważnie. - Dziękuję Edwardzie - szepnęła 
cicho.

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że prawie zginęłaś dla tej rzeczy! To rozszarpywało moją kanapę 

przez ostatnie dwie godziny!

- Przepraszam - powiedziała. - Mogłeś przynieść go wcześniej, nie miałabym nic przeciwko.
- Hmm, byłem pod wrażeniem, że chcesz zerwać z Jake'iem tego wieczoru i nie chciałem 

przerywać - powiedział z podniesioną brwią. - I wydaje się, że bym przerwał! Czy chcesz 
wyjaśnić ten raczej... namiętny pocałunek, który widziałem?

Bella westchnęła i zbliżyła się do niego. - To był ostatni wysiłek ze strony Jake'a, dając mi 

powód, aby zmienić swoje zdanie na temat odwołania małżeństwa.

Złapał jej ramiona szybko w mocny uchwyt. - I to zadziałało, Isabello? - zapytał, kiedy 

przysunął swoją dolną część ciała bliżej do niej, przyciągając ją do jego bardzo widocznego 

pragnienia dla niej. - Przekonał cię? Czy może zdecydowałaś, że wolisz coś innego?

Oddychała szybko, ciepło przeszło przez nią, gdy poczuła każdy jego cal przyciśnięty do 

niej. Gdyby uniosła twarz choćby o cal, ich usta by się spotkały. - Um... Jake nie zmienił mojego 
zdania... - wyszeptała.

background image

Przysunął   swoją   twarz,   tak   aby   ich   usta   były   prawie   stopione   w   jedno,   zanim   szybko 

przeniósł ją w zgięcie jej szyi i umieszczał tam otwartymi ustami pocałunki. Jej głowa opadła, 
kiedy poczuła, że zmienia się w ciepłą kałuże płynu. Edward chwycił ją mocniej, zaklinował się 

między jej nogami i podniósł ją na stół, gdy kontynuował ssanie jej szyi. - Czy chcesz mnie, 
Isabello? - zapytał ochryple.

- Hmmmm - mamrotała bezładnie.
Nagle   przestał   i   chwycił   jej   podbródek,   obracając   jej   twarz   do   swojej.   -   Nie   dość 

wystarczające! Czy chcesz mnie? - warknął, przyciskając się mocniej do niej.

- Boże, tak! - szepnęła. - Ty musisz to wiedzieć! Ja nawet nie dbałam o swoje rzeczy dziś 

rano, ponieważ myślałam o tobie tak bardzo.

Edward zesztywniał i patrzył na jej twarz przybierającą jaskrawoczerwone kolory przez jej 

wyznanie. - To jest coś, co chciałbym zobaczyć - szepnął, przebiegając palcem przez jej miękki 
policzek, zanim podążył swoimi ustami za nim. Potarł opuszkiem kciuka jej dolną wargę i 

otworzyła usta w celu polizania go. Wydał z siebie warczenie, zanim pochylił swoje usta do jej, 
przesuwając swoim językiem przez jej rozchylone wargi, rękami ściągając jej t-shirt. Grzecznie 

podniosła ręce, gdy przestał ją całować na krótko w celu rozebrania jej. Szybko odpiął jej 
jeansy, podnosząc ją do góry i ściągnął je w dół nóg, wraz z majtkami.

Była zdziwiona, że jest zupełnie naga, podczas gdy on był nadal ubrany, sprawiając, że była 

bardziej go spragniona. To było erotyczne doświadczenie, czując chropowatość jego koszuli 

przy jej nagich piersiach. To było nawet więcej niż kiedy mogła poczuć swoje podniecenie 
przyciskane do tkaniny jego spodni. Otarła się o niego, starając się złagodzić swój ból, ale 

odsunął się szybko, zdecydowanie szarpiąc swoje spodnie w dół. Patrzyła ze zdziwieniem na 
jego długą, twarda męskość, zanim umieścił ją przy jej wejściu i wszedł szybko.

- Edward - wydyszała, czując każdy cal jego, zanim pchnął w nią.
Wziął jej twarz w ręce, ciągle się poruszając. - Jesteś moja, Bello - powiedział chrapliwie. - 

Powiedz to!

- Ja... ugh... jestem... twoja - wydyszała przerywając, nie mogła myśleć właściwie, gdy czuła 

się rozgrzewana jeszcze bardziej. Przyjemność przebiegła przez nią, zanim eksplodowała z jego 
imieniem na swoich ustach. On poszedł w jej ślady chwilę później. Ekstaza wyryła się na jego 

twarzy, kiedy jego oczy się szczelnie zamknęły, a dłonie chwyciły jej biodra, trzymając ją przed 
nim, oddychając ostro - tak jak ona.

Edward podniósł swoje oczy do jej po chwili. - Przepraszam, nie wydaje mi się, żebym sobie 

pomógł - powiedział. 

background image

Bella roześmiała się cicho. - Nie musisz przepraszać za to! - powiedziała. - W rzeczywistości, 

możesz robić to w dowolnym momencie.

Krzywy uśmiech pojawił się na jego twarzy, gdy pochylił swoje czoło, przyciskając je do jej. - 

Naprawdę? Hmm, będę o tym pamiętać.

Niedługo później Edward był pod prysznicem, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi i poszła je 

otworzyć.   Jednak   zanim   to   zrobiła,   zauważyła   jakiś   liścik   leżący   na   podłodze.   Westchnęła 
ciężko, zanim dotarła do niego, starannie rozkładając i czytając obraźliwe słowa, i próbując nie 

pozwolić im dotrzeć do niej.

Nie zauważyła Edwarda zbliżającego się za nią i podskoczyła, kiedy jego ramiona owinęły się 

wokół jej talii. - Co to jest? - zapytał, szepcząc słowa do jej ucha.

- Nic - odparła szybko, starając się ukryć liścik.

- Myślę, że kłamiesz i nie bardzo ci to wychodzi - powiedział, odwracając ją. - Dlaczego nie 

powiesz mi, co to naprawdę jest?

Bella westchnęła głęboko. - To tylko głupi liścik, to nie ma znaczenia...
- Daj to - zażądał chłodno - i sprawdzę, czy to jest „nic”.

Podała list i patrzyła, jak gniew powrócił na jego twarz. - On nie chce mnie skrzywdzić - 

powiedziała, przygryzając wargę.

- Nie wiesz tego na pewno - uciął. - Dasz ten liścik policji.
- Chciałam - powiedziała - jutro, kiedy spotkam się z detektywem.

Patrzył na nią uważnie, jakby chciał przeczytać jej myśli. - Zastanów się, co robisz, Bella.
- Wiem.

- Dobrze, i w tym przypadku, myślę, że lepiej pójdę z tobą - powiedział łagodnie. - Nie 

chcemy się zapomnieć teraz, prawda?

Westchnęła znowu, kiedy sięgnęła, aby dotknąć lekko jego klatki piersiowej. - Nie chcę cię 

wypuszczać...

- Nie będziesz musiała - zakończył, zanim będzie mogła próbować przekonać go, by nie 

szedł. Jednak jej myśli zmieniły kierunek, kiedy dotknęła go. Taka gładka skóra i tak twarda w 

dotyku. Musnęła swoimi dłońmi w dół, aż do jego bioder, palcami lekko śledziła mięśnie 
brzucha. - Jeśli nadal będziesz to robić, skończysz na plecach - szepnął twardo.

- Nie miałabym nic przeciwko, ale chcę móc dotknąć cię w tym czasie. - Jej oczy były 

szerokie i miękkie, ciekawość malowała się na jej twarzy.

Jęknął głośno i drgnął. Bella dyszała, gdy nagle przycisnęła się do niego. Jego usta zderzyły 

się z jej z zapałem, namiętnym entuzjazmem. To było na krótko, gdy zaczął ją ciągnąć w 

background image

kierunku sypialni. Ściągnął szybko swoje ubrania i położył się na łóżku, z ramionami za głową, 

kiedy uśmiechnął się do niej. - Jestem cały twój - powiedział. 

Bella patrzyła bezwstydnie na jego nagie ciało, wyciągnięte przed nią, zaskoczona, że była 

natychmiast przytłoczona przez niego. Usłyszała własny, szybki, podniecony oddech i czuła jak 
jej ciało puchnie z pragnienia. Jak on mógł potrafić, żeby czuła się tak, kiedy nawet jej nie dotykał?

Powoli wspięła się na łóżko, siadając na jego nogach, kiedy kontynuowała obserwowanie go. 

Sięgając   swoimi   dłońmi,   przejechała   palcami   w   dół   jego   ciała,   aż   dotarła   do   najbardziej 

fascynującej jego części. Długi i twardy, sterczał dumnie, gdy starannie owinęła jedną dłoń 
wokół jego męskości. Skóra była gładka, a on całkowicie stał pod jej dotykiem, gdy przesuwała 

rękę w górę i w dół, zatrzymując się nagle, kiedy usłyszała, że z trudem łapał powietrze.

- Nie przestawaj - uciął ostro, patrząc w jej twarz, gdy w dalszym ciągu badała go. Zajęczał z 

rozkoszy, gdy przejechała palcem przez jego czubek i przyłożyła go do swoich ust, smakując 
niewielką ilość precum

1

, które wcześniej tam było. Nagle znalazła się pod nim. - Nigdy więcej - 

wyszeptał. - Możesz bawić się później.

Zrobiła nadąsaną minę, ale szybko przestała, kiedy ssał jej dolną wargę w swoich ustach. - 

Smakujesz jak cukierek - szepnął, całując w dół jej szyję, zanim ściągnął z niej ubranie.

- Więc uważasz, że jestem słodka? - drażniła się, zdziwiona, że czuje się z nim tak dobrze. To 

była   czysta   przyjemność,   która   przepłynęła   przez   nią,   gdy   kontynuował   torturowanie   jej, 
mrucząc, kiedy zsunął się w dół jej ciała. Ciepło zgromadziło się w jej środku, gdy jego język 

krążył po niej. - Edward... proszę... proszę... - dyszała.

- Prosisz o co? - spytał cicho.

- Spraw bym eksplodowała - westchnęła. Jej westchnienia zmieniły się w jęki, kiedy wsunął 

się w nią i zaczął robić tak, jak prosiła.

Gdy   leżeli   obok   siebie,   Bella   myślała,   jak   zdumiewająco   była   bezmyślna,   gdy   była   z 

Edwardem.   Nadal   dziwiła   się,   że   jeszcze   kilka   dni   temu   była   dziewicą.   Wydawało   się,   że 

Edward wydobył z niej kobietę. Odwróciła się na bok, aby spojrzeć na niego, znalazła tylko 
oczy, które już patrzyły na nią. - O czym myślisz? - zapytał cicho.

-   Myślałam,   że   nikt   inny   nie   sprawia,   że   czuje   się   tak,   jak   ty   to   robisz   -   powiedziała, 

przebiegając swoją dłonią przez jego ramię i nie chciała przestać go dotykać.

- Dobrze - odpowiedział. - Nie chcę nikogo innego, kto sprawiłby, że czułabyś się tak.
- Co to znaczy, Edwardzie? - zapytała, marszcząc brwi.

- Znaczy to, co powiedziałem. Nie chcę nikogo innego, kto sprawiłby, że czułabyś się tak, niż 

1 Precum - naturalny lubrykant wytwarzany podczas stosunku przed wytryskiem.

background image

ja - kontynuował, chwytając rękę, która dotykała go i umieścił pocałunek na jej dłoni.

Westchnęła na kontakt jego ust na swojej skórze. - Nie, miałam na myśli, gdzie nas to 

zaprowadzi?

- Cóż, wydaje się, że musisz wybaczyć mi pewne... rzeczy...
- Które będę chciała, abyś wyjaśnił - ucięła. 

- We właściwym czasie - powiedział - i wyjaśnię moje działania. Już mam to w planach.
Bella poczuła to, jak wyraźnie się napiął. - Nie chcesz mi powiedzieć, Edwardzie? - spytała 

miękko.

- To większa sprawa i trudno mi - przerwał na moment, a Bella pomyślała, że jeśli będzie 

spokojna, on będzie kontynuował to, co zaczął chwilę temu. - Całe moje życie byłem świadomy 
faktu, że mamy pieniądze i władzę, jednak to nigdy nie była wielka sprawa dla mnie, kiedy moja 

rodzina nie była dostosowana do dobrobytu i prestiżu. Kobiety zawsze goniły za moimi braćmi 
i mną, ale była jedna dziewczyna, do której przywiązałem się, gdy miałem dwadzieścia jeden lat.

Bella   poczuła   zazdrość   rozprzestrzeniającą   się   w   niej,   ale   kuło   ją   to,   jakie   to   było 

irracjonalne, aby czuć się zazdrosną o kogoś, kogo już nie było - prawda

- Przyznaję, że myślałem, że byłem w niej bezpowrotnie zakochany. Jednak okazało się, że 

nie czuła ona tego samego.

- Jak się dowiedziałeś? - spytała cicho.
- Znalazłem ją w łóżku z moim najlepszym przyjacielem, rozmawiali o tym, jaki byłem 

naiwny, żeby sądzić, że ona mogła kiedykolwiek chcieć mnie bez moich pieniędzy, i kiedy 
ożenię się z nią, będzie mogła robić to, co lubi, gdyż ja ciężko pracowałem.

Bella wykrztusiła cicho. - Och, Edward.
- To nie ma teraz znaczenia, Bello - powiedział. - To po prostu sprawiło, że byłem zmęczony 

kobietami i to jeden z powodów, dlaczego tak trudno jest mi zaufać, jednak przepraszam, że 
śledziłem cię.

- To nie ma teraz znaczenia, cieszę się, że zrobiłeś to w ten sposób.
- A dlaczego?

- Ponieważ nie mógłbyś mieć mnie tak blisko siebie, jak jestem.
Oparł się, aby przycisnąć swoje usta do jej. - A chcesz być blisko mnie?

- Tak - szepnęła. 
- Dobrze, może teraz możemy być razem, rozwiązując te nieporozumienia między nami - 

powiedział. 

- Chciałabym, ale... - zawahała się.

background image

- Co jest? - zapytał. - Wolałbym raczej, żebyśmy mieli wszystko wyjaśnione pomiędzy nami.

- Co z kobietą, z którą miałeś się żenić? - zapytała, drżenie zabarwiło jej ton.
- Tanya? Nie musisz się martwić o nią. Ona odeszła teraz z mojego życia.

- Jesteś pewien?
- Tak, to było tylko rozwiązanie, żeby dała mi potomka i chciałem dać jej moje nazwisko.

- Brzmi chłodno dla mnie - powiedziała lekko.
- Było, ale to już się nie stosuje, od kiedy mam ciebie.

- I chcesz mnie?
- Czy nawet musisz pytać? Ledwo mogę utrzymać moje ręce z dala od ciebie - kontynuował. 

- Czuję się... opiekuńczy w stosunku do ciebie.

- Nie chcę, żebyś trzymał swoje ręce z dala ode mnie - nigdy! 

- Więc to jest dobra rzecz, że planuję zatrzymać cię, prawda? - drażnił się z nią lekko, kładąc 

się na niej jeszcze raz.

background image

Rozdział 19

Bella uważnie obserwowała Edwarda, gdy spał. Nie mogła uwierzyć, jak wspaniale było 

poprzedniej nocy. Poza nieudolną próbą Jake'a, aby zmieniła zdanie, zerwanie poszło całkiem 
dobrze. Nie poczuła nic, tylko ulgę, że do tej pory nie dała mu nic ze swojego życia. On 

spotykając się z inną kobietą, nie denerwował jej bardzo, okazało się, że jej uczucia do niego 
nigdy nie sięgną głęboko. Jeżeli czuła coś wtedy, to może trochę bolała ją duma z faktu, że Jake 

poszedł do innej kobiety.

A jeśli Edward nie udowodniłby jej, jak bardzo pożądana była, to może miałaby wątpliwości, 

co do swojej kobiecości. Ale Edward rzeczywiście był w stanie przekonać ją, że była kobietą, z 
wszystkimi pragnieniami i potrzebami, które wchodziły w bycie nią.

Delikatnie odsunęła część jego włosów z twarzy, aby podziwiać jak delikatna była. Gdy 

patrzyła na niego, rozmyślała o swoich uczuciach. To przyciąganie było niezaprzeczalne. Czuła 

się   niekompletna,   gdy   go   nie   było.   Jej   serce   rosło   na   jego   widok   i   reagowała   jak   typowa 
nastolatka, gdy patrzyła na niego. Mogła teraz powiedzieć z niewiarygodną pewnością, że była 

w nim zakochana. Nie chciała mu zaszkodzić, chciała, żeby był szczęśliwy i kochał ją.

Miał wady, których była w pełni świadoma. Przecież widziała już jego arogancje, prawda? 

Chronił niektóre rzeczy, żeby dobrze o nie dbać. Ale czy ma to znaczenie, że dbał o nią? On 
chronił ją, opiekował się i ogólnie starał się, żeby jej życie stało się łatwiejsze, nawet gdy myślała 

o nim jak najgorzej. Oczywiste było dla niej teraz, że opiekował się, ale nie była pewna w jakim 
stopniu. Jak na razie brała to, co mogła dostać!

Kilka godzin później, po wyjściu Edwarda do pracy (dając jej długi pocałunek), oczekiwała, 

aby zobaczyć go ponownie. Uzgodnili, że odbierze ją z pracy, a następnie pojadą na komisariat 

policji.

Motyle wypełniły jej brzuch, gdy patrzyła jak podchodzi, nieśmiały uśmiech pojawił się na jej 

twarzy, kiedy pochylił się, żeby pocałować ją na powitanie. - Czekałem od kilku godzin na to - 
szepnął. 

- Przecież widziałeś mnie dziś rano - odpowiedziała, głos jej zadrżał na jego wyznanie.
- Za długo - powiedział, coś z jego arogancji błysnęło. - Jesteś gotowa na to?

background image

- Tak, zróbmy to.

Wziął jej rękę, kiedy pomagał wsiąść do samochodu, przeszedł wokół na drugą stronę, aby 

samemu wejść. - Pamiętałaś o liście? - zapytał.

- Tak, Edwardzie, pamiętałam o liście - powiedziała, mały ślad irytacji słychać było w jej 

tonie.

- To dla twojego dobra, Bello. Chcę, żeby oni mieli wszystkie informacje, których potrzebują, 

aby cię chronić - powiedział cicho.

- Wiem, przepraszam - miękko odpowiedziała. - Chyba jestem bardziej zdenerwowana, niż 

byłam.

- Nie masz żadnych powodów, aby być, gdyż ja nie pozwolę by coś ci się stało - powiedział 

swoim „Ja jestem dowódcą” głosem.

Zaśmiała się lekko, rozważając, że tylko kilka dni temu postrzegała to jako czystą arogancję, 

ale   teraz   uznawała   to   jako   jego   potrzebę   chronienia   jej.   Jego   pragnienie   jej   również   było 

kolejnym tropem, że opiekował się nią, może bardziej niż wcześniej sądziła.

Weszli razem na komisariat, jej dłoń była mocno zamknięta w jego. Zostali skierowani do 

biura, gdzie miało odbyć się przesłuchanie, i wprowadzeni do detektywa Coopera, człowieka, 
który długo za sobą miał lata rozkwitu, ale był sympatyczny. - Panno Swan, proszę usiąść, to 

nie powinno trwać długo - powiedział, zerkając ciekawie na Edwarda. - Emm, może poczekać 
pan na zewnątrz, panie...

-   Cullen,   Edward   Cullen.   I   proszę   wiedzieć,   że   to   jest   moja   żona,   którą   będzie   pan 

przesłuchiwał, myślę, że mam prawo tutaj być.

- Żona? Nie byliśmy świadomi, że jest pani mężatką, pann... to znaczy pani Cullen.
Edward przerwał, zanim Bella mogła zaprotestować. - Jesteśmy małżeństwem od około 

czterech lat, jednak niedawno przyznaliśmy się do naszego małżeństwa.

- Hmm, cóż, nie sądzę, żeby to było ważne w tej chwili. Musieliśmy uruchomić poszukiwania 

Jamesa Mansona, na pani wniosek i ustaliliśmy, że rzeczywiście był na pewnym oddziale dla 
psychicznie chorych w szpitalu w noc pożaru. Faktycznie zgłosił się tam kilka dni wcześniej i 

jest prawdopodobne, że będzie tam przez jakiś czas - detektyw Cooper kontynuował. - Przyznał 
się do wysłania listów, ale stwierdził, że nie miał zamiaru pani skrzywdzić - tylko pragnął pani 

towarzystwa.

Bella   odetchnęła   z   ulgą.   Ucieszyła   się,   że   słuszna   się   okazała   jej   teoria,   że   James   jest 

nieszkodliwy.   Jednak   to   nie   pozostawiało   im   żadnego   realnego   kandydata,   którego   była 
świadoma, że to on mógł być zamieszany w podpalenie.

background image

- Jak wiadomo - detektyw kontynuował - aresztowaliśmy pana Jacoba Blacka tego samego 

wieczora, ale jego alibi zgadza się i dlatego nie widzieliśmy powodu, aby zatrzymywać go, czy 
podejmować jakichś dalszych działań wobec niego w tej chwili.

- Wierzycie, że jest niewinny? - Edward zapytał grzecznie.
- Jak już powiedziałem, ale nigdy nie wykluczam możliwości. Wiem z mojego doświadczenia, 

że nawet najbardziej nieprawdopodobna osoba może zrobić coś nieoczekiwanego.

Bella odsunęła nieprzyjazne myśli o Jake'u, który robi jej krzywdę. Wciąż nie sądziła, że to 

prawdopodobne, bez względu na to, co zostało powiedziane przez detektywa. Jake może nie 
kochał jej w normalny sposób, ale lubił dbać o swoje „rzeczy” i mówiąc, że był przyczyną jej 

krzywdy, nie mogła tego pojąć.

- Teraz - kontynuował - chciałbym zapytać, czy jest w ogóle ktoś, o kim pani myśli, że 

mógłby to zrobić? Nawet jeśli uważa pani, że jest to mało prawdopodobne, chciałbym, aby pani 
mi powiedziała, pani Cullen.

Bella wypuściła westchnienie, słysząc jak ją nazywa. Jeśli Edward nalegał o informowaniu 

każdego, to przypuszczała, że lepiej się do tego przyzwyczaić. Nie, że wymagało tego dużo 

przyzwyczajenia, pomyślała z wymuszonym uśmiechem.

- Daj mu list, Bella - Edward powiedział cicho.

- List? - detektyw zapytał.
- Em, tak. Dostałam to ostatniej nocy - Bella powiedziała, kiedy przekazywała list. Słowa 

zostały wyryte w jej umyśle, więc wiedziała dokładnie, co on czyta.

Musisz sądzić, że jesteś taka mądra, aby mieć dwóch mężczyzn. Więc powiem ci, że będziesz żałowała,  

kiedyś po moim mężczyźnie!

Jeśli nie będziesz trzymała się z dala, będę mieć pewność, że mały ogień w twoim mieszkaniu będzie  

wyglądał jak krwawy prezent gwiazdkowy.

Notatka  była  niepodpisana,  a  osoba,  która  to  wysłała,  Bella  pomyślała,  to  kobieta.  Nie 

wiedziała,   że   Jake   widywał   się   z   kimś   innym,   ale   chyba   nie   powiedział   jej   wszystkiego   w 
odniesieniu do tej sytuacji.

- Myślę, że to brzmi jak kobieta - Edward stwierdził spokojnie.
- Tak, to tak wygląda - detektyw spojrzał na Bellę uważnie. - Byłem pod wrażeniem, że 

chciała pani wyjść za mąż za Jacoba Blacka, ale to nie mogło być słuszne, jeśli jest już pani 
mężatką.

- Więc rzeczywiście - Bella wymamrotała - byłam zaręczona z nim.
- Bella stara się powiedzieć - Edward kontynuował - że choć pobraliśmy się, byliśmy jedynie 

background image

razem jako mąż i żona przez kilka dni. Tak więc fakt, że planuje poślubić Jake'a nie jest niczym 

niezwykłym.   Ja   planowałem   ponownie   się   ożenić.   Jednak   zamiast   się   rozwieść,   tak   jak 
chcieliśmy, zdecydowaliśmy, że spróbujemy naprawić nasze małżeństwo - to mówiąc, wziął jej 

rękę w swoją i umieścił mały pocałunek na dłoni.

- Powiedział pan, że również planował ślub, panie Cullen?

- Zgadza się.
- Potrzebuję jej nazwiska, jeśli nie miałby pan nic przeciwko. Muszę sprawdzić wszystkie 

możliwości, rozumie pan, wydaje się również prawdopodobne, że ta osoba będzie próbowała 
czegoś ponownie i cieszę się, że państwo są razem.

- Och, ale... - Bella zatrzymała się na ostre spojrzenie Edwarda.
- Tak, to jest dobra rzecz, że Bella i ja jesteśmy razem - Edward stwierdził. - I może być pan 

pewny, że będzie dobrze chroniona.

- Hmm, w takim przypadku myślę, że to będzie wszystko, co wymagałem dziś od państwa. 

Jak tylko dowiemy się czegoś, wrócimy do państwa - detektyw powiedział, potrząsnął obojgu 
dłońmi, zanim pokazał, aby wyszli.

- Edward? - Bella zaczęła tak szybko, jak tylko byli w samochodzie. - Wiesz, że poradzę sobie 

sama, prawda?

Edward westchnął ciężko, szczypiąc mostek nosa. - Nie miałem zamiaru, żebyś była sama w 

żadnym razie, i tak to jest bez znaczenia. Jesteś ważna dla mnie i nie pozwolę, aby spotkało cię 

coś złego.

- Mogę zaopiekować się sobą.

- Jak robiłaś to oczywiście do tej pory! - Edward odpowiedział, sarkazm był słyszany w jego 

głosie.

- Nie chcę z tobą walczyć, Edwardzie.
- Nie, ja też nie chcę walczyć. Więc proponuję, abyś przyzwyczaiła się do myśli, że będę 

wokół ciebie przez dłuższą chwilę.

- Cieszę się - Bella stwierdziła cicho. - Lubię, gdy jesteś blisko mnie. Ale mam pytanie i 

chciałabym odpowiedzi.

- Dawaj i pytaj. - Uśmiechnął się do niej na krótko.

- Dlaczego powiedziałeś wszystkim, że jesteśmy małżeństwem? Myślałam, że byliśmy na 

„etapie poznawania”?

Bella patrzyła jak zacisnął dłonie na kierownicy, wyraźnie rozważał, co byłoby najlepszym 

sposobem   na   odpowiedź.   -   Bo   to   jest   prawda?   Uważam,   że   zaszliśmy   daleko   poza   etap 

background image

„poznawania”, jak to elokwentnie ujęłaś - powiedział cicho. - I troszczę się o ciebie, Bello. Chcę 

być z tobą i chcę, żeby każdy wiedział, że jesteś moja.

- Więc... - Bella zawahała się trochę, zanim zdecydowała się kontynuować - chcesz być w 

związku małżeńskim ze mną?

- Tak, chcę.

- Jest to rodzaj uproszczonej odpowiedzi, Edwardzie.
Westchnął ponownie. - Co chciałabyś wiedzieć, Bello?

- Cóż, jak to będzie działać? Czy to będzie właściwe małżeństwo? Czy będziemy mieszkać 

razem? Czy...?

Edward zaśmiał się głośno. - Bello, stop. Możemy rozwiązać wszystkie te rzeczy dość łatwo. 

Jedyną rzeczą jest to, że chciałbym wiedzieć dla samego siebie, co czujesz do mnie. I chciałbym 

prawdy.

- Prawdy? - wyszeptała, rumieniąc się.

- Tak, prawdy.
- Ja... ja zakochałam się w tobie - powiedział w pośpiechu, szybko odwracając oczy od jego 

twarzy, aby uniknąć, jak pomyślała, szoku.

Zatrzymał samochód przed jej mieszkaniem, zanim powoli wziął jej brodę w swoją dłoń i 

przyciągnął jej twarz tak, że patrzyła w jego oczy. - Też się w tobie zakochałem, Bello - szepnął. 

Bella poczuła ekstremalne powodzi radości przepływające przez nią na jego słowa. Edward ją 

kochał? Naprawdę ją kochał? Uśmiech wykwitł na jej twarzy, kiedy pocałowała go, on przemienił 
delikatnie pocałunki w coś bardziej namiętnego, zanim uwolnił ją i pomógł wyjść z samochodu.

- Chodź - powiedział. - Pomogę ci spakować to, co będziesz potrzebowała na kilka dni, aby 

zatrzymać się u mnie.

- U ciebie? Nie zostaniemy tu? - spytała, zakłopotanie malowało się na jej twarzy.
- Moje mieszkanie jest bardziej bezpieczniejsze. Mam tam dodatkowe zabezpieczenia i będę 

czuć się szczęśliwszy, jeśli zostaniesz tam - powiedział i zdecydowała, że miał chyba rację, więc 
zgodziła się z jego planem dość łatwo. Spakowała kilka rzeczy, które były jej potrzebne i biorąc 

Toma, podążyła za Edwardem, który niósł jej rzeczy do swojego samochodu.

Bella szczęśliwie siedziała w kuchni, kiedy usłyszała go mówiącego do telefonu, łatwo było 

zauważyć,   że   rozmawia   z   członkiem   rodziny,   całkowicie   był   spokojny   i   używał   swojego 
„przyjaznego” głosu, jak lubiła o nim myśleć.

-   To   była   Esme   -   powiedział   chwilę   później.   -   Zostaliśmy   zaproszeni   na   kolacje   jutro 

wieczorem.

background image

- Uch... dobrze?

- Dobrze. To będzie szansa, abyś spotkała mojego ojca - powiedział. - Słyszy o tobie non 

stop od pozostałych i czeka na spotkanie z tobą.

- Powinnam się martwić? - zażartowała.
- Absolutnie nie! Myślałem, że spodobała ci się moja rodzina?

- Och, spodobała. Uważam, że oni są świetni...
- A więc przestań się martwić - powiedział, ciągnąc ją w swoje ramiona.

- Myślę, że to w mojej naturze martwienie się - powiedziała lekko, ciesząc się uczuciem jego 

otaczającego ją. - Emm... Edward?

- Jeszcze jedno pytanie?
- Ja tylko... czy uważasz, że to mogła być kobieta, z którą planowałeś ślub, która wysłała 

liścik?

Cofnął się, aby spojrzeć na nią z uwagą. - Nie, nie uważam, ale jeśli to poprawi ci humor, to 

mogę poprosić Emmetta, żeby na to spojrzał.

- Dzięki - szepnęła, przyciskając się do jego boku, ciesząc się, że miała go całego dla siebie.

background image

Rozdział 20

Bella spoglądała na siebie uważnie w lustrze. Zmieniła się subtelnie, czuła to. Bił od niej 

blask, którego wcześniej nie było. Jej oczy błyszczały, a policzki lekko zaokrągliły. To było 
całkowicie spowodowane przez jednego Edwarda Cullena, dumała. Od trzech tygodni miała 

huragan zmian.

Poznała   Carlisle'a   Cullena,   który   okazał   się   wspaniałą   osobą   i   który   traktował   ją   jak 

prawdziwą córkę od samego początku. Była zdziwiona tym, jak dobrze wyglądał, mając atak 
serca kilka lat temu.

Rodzina Edwarda była zadowolona, nie było żadnych niedomówień, byli ekstatyczni, kiedy 

Edward   ogłosił   swoje   zamiary   zostania   w   związku   małżeńskim   z   nią.   Alice   natychmiast 

powiedziała „A nie mówiłam” i przystąpiła do opracowywania planu wesela dla nich. Bella nie 
miała serca, aby ją zatrzymać, kiedy to miało ją uszczęśliwiać.

- Jestem taka szczęśliwa, za was oboje! - Esme zawołała, przyciągając ich do uścisku.
Edward uśmiechnął się. - Wierzę, że znalazłem to, czego szukałem - ogłosił oszołomionej 

rodzinie. Bella uśmiechnęła się nieśmiało do niego i stała się rodziny dobrą, naturalną zaczepką 
o   ich   „nowej,   znalezionej   miłości”.   Emmett   był   oczywiście   najgorszy   z   jego   licznymi 

odniesieniami do życia seksualnego i był szczęśliwy, że jego brat znalazł to, czego szukał.

Carlisle   pogratulował   im,   mówiąc,   że   to   najwyższy   czas,   że   Edward   znalazł   coś 

wartościowego i jaki był zadowolony, że ich wcześniejsze, pochopne małżeństwo było teraz 
naprawiane. Bella miała wrażenie, że Carlisle czuł się bardzo winny ich małżeństwa na początku 

i spodobało jej się, że zrzuciła ciężar, który ciążył mu na ramionach.

Poczuła,   że   w   końcu   jest   częścią   rodziny.   Miała   dwóch   wielkich   braci,   którzy   chociaż 

dokuczali jej niemiłosiernie, byli kochani i opiekuńczy. Esme i Carlisle stali się zastępczymi 
rodzicami, w miejsce własnej utraconej.

Edward powiedział, że to tak, jakby woleli ją od niego, jednak nie wierzyła w to ani na 

sekundę. Spędziła cały swój wolny czas z Edwardem, znajdując się blisko niego. 

To było zaskakujące, jak komfortowo czuła się z nim, jak szybko pokochała w nim wszystko. 

Ale nie miała zamiaru tego kwestionować.

background image

Policja wciąż nie znalazła niczego w związku z pożarem, chociaż wiele osób było wzywanych 

na przesłuchanie.

Emmett odkrył, że Tanya nie stała za listem. To było dość łatwe, powiedział, kiedy zauważył 

ją z innym mężczyzną, tylko dwa dni po jej konfrontacji z Edwardem. Okazało się, że musiała 
złapać innego znanego bogacza, Laurenta jakiegoś tam... i oczekiwała szczęśliwa z nadzieją na 

ogłoszenie ślubu. Musiała szybko stracić zainteresowanie Edwardem.

Dla Belli nie było łatwo stracić zainteresowania nim. On był jej całym światem, jej powodem 

do życia. Był zaborczy, ale kochający. Arogancki, ale imponujący. Kochała obie jego strony. 
Czuły   syn   i   kochający   brat,   fajny   mężczyzna   biznesu   (który   osobiście   doprowadzał   ją   do 

skrajności czasami) i opiekuńczy kochanek.

Nie słyszała o Jake'u, przez co była zdziwiona. Ale pomyślała, że to było najlepsze. Miała 

nadzieję, że odszedł z tą kobietą, z którą się widywał.

Powodem, dla którego patrzyła w lustro było jej przerażenie, które ją naszło. Rosalie i Alice 

przybędą wkrótce, aby przygotować ją na towarzyskie wydarzenie roku. To był tematyczny bal, 
a pieniądze szły na cele charytatywne, ale nie mogła przypomnieć sobie poprawnej nazwy w tej 

chwili. Było to również miejsce, gdzie Edward ogłosi światu o ich małżeństwie. Mówił, że 
formalne ogłoszenie powinno zostać wykonane. To wydawało się oczywiste, by mieć nową 

obrączkę na swoim palcu. I jedną na jego, kiedy Bella nalegała na to. Chciała, żeby wszyscy 
wiedzieli, że był on zajęty.

Bella wiedziała, że nie powinna robić wielkiej sprawy z tego, ale nie mogła pomóc, tylko 

denerwować się. Nigdy nie musiała stawiać czoła prasie lub elicie społecznej i nie pomagało to, 

że Edward został wygoniony z domu, dopóki ona nie została dokładnie przyszykowana przez 
swoje   nowe   siostry.   Edward   mógłby   ją   uspokoić   -   albo   może   rozpraszać   byłoby   lepszym 

słowem. Był nienasycony nią, nie, że ona była inna. Wszystko, co było potrzebne to słowo lub 
spojrzenie, a już była jego. Uśmiech pojawił się na jej twarzy.

-   Co   ty   tak   siedzisz   uśmiechnięta?   -  Alice   zapytała,   przychodząc   do   pokoju   dziennego, 

podążała za Rosalie, która trzymała kilka toreb.

- Myślę o Edwardzie - odparła wciąż uśmiechnięta, lekko rumieniąc się na policzkach.
-   Wy   dwoje   jesteście   razem   tacy   słodcy,   że   to   jest   pozytywnie   obrzydliwe   -   Rosalie 

stwierdziła.

- Och, a ty i Emmett to co innego - odparła z jedną uniesioną brwią.

Rosalie uśmiechnęła się. - Zgadzam się z twoją opinią, że jesteśmy wszyscy tak samo źli jak 

inni!

background image

- Wystarczy z pogawędką. Dlaczego nie jesteś w łazience, Bello? - Alice przerwała, wyraźne 

żądanie było w jej głosie.

- Idę, idę - Bella odparła, pośpiesznie stając na nogi. - Choć nadal nie rozumiem, dlaczego to 

wszystko jest potrzebne.

- Ponieważ to jest twój debiut w wyższych sferach i musisz wyglądać wspaniale, dlatego 

Rosalie i ja poświęcamy nasz cenny czas na przygotowanie cię do tego! Więc zasuwaj - Alice 
rozkazała.

Szybko weszła do łazienki, decydując, że prysznic będzie szybszy. Umyła włosy i wtarła swój 

ulubiony olejek w ciało, zanim stanęła twarzą w twarz z nowymi siostrami.

- Siadaj - Rosalie zażądała.
Następne dwie godziny Bella spędziła w oszołomieniu, gdy Rosalie układała jej włosy, a 

Alice pracowała nad jej makijażem. Była szorowana i polerowana, aż poczuła pewność, że one 
nie mogą nic więcej dla niej zrobić. I powiedziały dobitnie, że nie może nosić żadnej bielizny z 

tą suknią, że Alice przyniosła jej taką, która była trochę bez-nerwowa. Ona nigdy nie chodziła w 
tak króciutkiej wcześniej!

Alice wyciągnęła sukienkę z worka, zanim pomogła Belli ubrać ją, a następnie pociągnąć 

przed lustro, które było umieszczone w łazience.

Bella zaniemówiła z wrażenia, nie mogąc uwierzyć, że kobieta w lustrze to faktycznie ona. Jej 

włosy były ułożone na czubku głowy jedną spinką, mahoniowe loki spływały w dół beztrosko 

po jednej stronie, podkreślając jej delikatną twarz. Jej oczy wyglądały na duże i jasne, otoczone 
przez długie rzęsy. Usta duże i pełne, z błyszczącą pomadką.

Suknia   była   niesamowita.   Długa   do   podłogi,   jedwabna,   koloru   stopionego   srebra   z 

niebieskim   odcieniem   okrywała   ją,   ale   tak   delikatnie,   że   wszystkie   jej   krzywizny   zostały 

podkreślone.   W   górze   zapinana   prostą,   srebrną   spinką   w   kształcie   motyla,   dzięki   czemu 
sukienka miała styl togi, lewa jej ręka i ramię były całkowicie nagie.

- Wyglądasz pięknie - Alice powiedziała szczerze. - Teraz idź zadziwić Edwarda, czeka w 

gabinecie na ciebie.

Bella   zrobiła   tak,   jak   ona   powiedziała.   Jej   pewność   siebie   wzrosła   dziesięciokrotnie,   po 

zobaczeniu siebie tak dobrze przyszykowanej.

Edward stał przy kominku, gdy weszła. Zatrzymał swoje spojrzenie na niej z uwagą. Jego 

oczy prześledziły ją od góry do stóp, zatrzymując się na jej srebrnych sandałach na nogach, 

zanim patrzył ponownie w górę. Czuła intensywność jego wzroku i jej oddech przyspieszył.

Długimi krokami przeszedł przez pokój do niej. Jego oczy nigdy nie opuściły jej, kiedy 

background image

podniósł jej rękę do swoich ust i ochryple powiedział. - Alice i Rosalie mają moją wdzięczność.

Uniosła brwi. - A co mam ja?
- Moją uwagę - szepnął - bez zastrzeżeń.

Ciepło zalało ją na jego słowa, kiedy pochyliła się przyciskając swoje usta do jego. - Wolę 

mieć twoją uwagę, niż wdzięczność - powiedziała, gdy sięgnął po nią ponownie, przyciskając 

mocno do siebie i Bella wiedziała, że nie noszenie bielizny nie było błędem. Po prostu można 
by   było   odpiąć   zapięcie   sukni   i  byłaby  zupełnie  naga.  Te  myśli  wysłały   przez  nią  kolejną 

powódź ciepła i słabo jęknęła.

- Musimy wyjść - powiedział. - Nie, że chcę. Wolałbym nie rozdzielać się z tobą tej nocy.

- Wiem - odpowiedziała, sięgając po jego rękę i podążając za nim przez drzwi.
- Bella! Wyglądasz niesamowicie - Esme zawołała na jej widok.

- Dziękuję. - Zarumieniła się na ten komplement.
- Bracie, masz robotę do wykonania wieczorem - Emmett stwierdził, wyglądając bardzo 

przystojnie w czarnym smokingu, bardzo podobnym do Edwarda.

- Co masz na myśli? - zapytał.

- Cóż, ludzie z pewnością będą przebywać wokół niej. W rzeczywistości, Jasper i ja możemy 

ci pomóc. - Po tym stwierdzeniu Jasper zaczął kiwać głową pełen powagi.

- Dziękuję za te myśli, ale to nie będzie konieczne, ponieważ nie zamierzam opuścić jej boku 

- Edward ogłosił spokojnie.

Bella była nadal zdenerwowana, ale szczęśliwe zaczepki rodziny sprawiły, ze poczuła się 

bardziej swobodnie. Cała rodzina Cullenów będzie jechała razem, aby pokazać jedność. Chcieli 

upewnić się, że świat wiedział, że zatwierdzili małżeństwo Edwarda.

Nie było tak źle, jak Bella się obawiała. Edward był przy niej cały czas. Przedstawił ją swoim 

znajomym i współpracownikom, chroniąc ją przed prasą i ogólnie sprawiając jej wieczór trochę 
bardziej przyjemnym niż mógł być.

Po północy Bella zaczęła opadać z sił. Przez ciągły uśmiech na twarzy zaczęła odczuwać 

napięcie i była wdzięczna, kiedy Edward dyskretnie zaprowadził ją do prywatnego pokoju, aby 

mieć chwilę dla siebie.

Patrzyła ze zdziwieniem na bogato urządzone pomieszczenie. Nie było duże, ale wydawało 

się być w staromodnym stylu z łazienką. Drewnianą podłogą wyłożone było pomieszczenie, z 
lustrami przyczepionymi prawie do każdej ściany. Były tam różowe kwiaty w dużych wazonach i 

dwa krzesła zostały umieszczone w jednym rogu.

Bella   mogła   usłyszeć   grę   zespołu,   gdy   Edward   poprosił   ją   do   walca,   zgodziła   się 

background image

natychmiast, bawiąc się odczuciami w tańcu sama z nim. Czuła jego ramiona, jakby były ze stali, 

wokół  niej,  jego  uda  ocierały  się  o   jej  i  jego   usta  nieświadomie  przysuwały  się  w  cichym 
zaproszeniu.   Pochylił   głowę   i   spróbował   jej,   przesuwając   ręce,   aby   uchwycić   jej   biodra   i 

przyciągnąć je mocniej do siebie, celowo przesuwając dłonie niżej. Bella mogła poczuć jego 
potrzebę, jego pragnienie i w odpowiedzi ciepło rozkwitło w niej. Czuła szarpnięcie w jego 

oddechu, gdy przycisnęła swoje piersi do jego klatki piersiowej.

- To nie to, co miałem zaplanowane, kiedy przyprowadziłem cię tutaj - mruknął. - To miał 

być romantyczny taniec, a nie pełna skala uwodzenia.

- Ja nie narzekam - odparła bez tchu.

- Nie mamy zbyt dużo czasu, zanim zaczną nas szukać - jęknął. 
- Nie zostawiaj mnie tak, Edwardzie - prosiła. Pragnienie zalało ją całą, potrzeba jego była 

wielka, by mogła skupić się prawidłowo.

Przyglądał   się   jej   badawczo,   zanim   rozejrzał   się   po   pokoju.   -   Chodź   tu   -   rozkazał, 

przyciągając ją tak, że stała przed wielkim lustrem, które było nieco ukryte w krzywej ścianie. - 
Chcę, żeby twoje oczy oglądały w lustrze, co robię.

Skinęła głową, niezdolna do mowy, gdy skubał jej małżowinę uszną. Spojrzała na niego w 

lustrze,   taki   wysoki   za   nią,   obserwując   jego   ręce,   gdy   sięgał   zapięcie   sukni.   Ciężko   łapiąc 

powietrze na nagłe uczucie, kiedy była zupełnie naga przed nim. Sukienka opadła do jej stóp, 
słysząc jego jęk rozkoszy na jej widok. - Co zamierzasz zrobić? - szepnęła.

- Dać ci przyjemność - powiedział, jego oczy złowiły jej w lustrze. - Wszystko, co musisz 

zrobić to dokładnie tak, jak mówię - mruknął. - Miej otwarte oczy i obserwuj moje ręce - 

koncentruj się na tym, co czujesz...

Jego słowa były niskie, hipnotyzujące i nie mogła odciągnąć swoich oczu od jego dłoni na jej 

piersiach, gdy umiejętnie bawił się jej sutkami, ostre dreszcze przeszły przez nią na ten kontakt. 
Wstrzymała krótko oddech i pochyliła się bliżej niego.

Patrzyła, kiedy jedna z jego rąk płasko znalazła się na jej brzuchu, trzymając ją przed nim. Za 

nią, jego kolana rozstawiły jej nogi. - Patrz - warknął jej do ucha, wysłane dreszcze przebiegły w 

dół niej - obserwowała, gdy jego ręka zsunęła się niżej, długimi palcami plątając w jej lokach, a 
następnie przesunął je dalej, umieszczając wewnątrz. Dyszała, kiedy wepchnął jeden długi palec 

wewnątrz niej, przy użyciu kciuka pocierając jej łechtaczkę.

Mogła zobaczyć mięśnie jego ramion napinających się, gdy poruszał się w niej, wychodząc 

lekko,   przed   ponownym   wejściem.   To   było   erotyczne,   patrząc   na   niego   sprawiającego   jej 
przyjemność, widząc, co robi dla niej.

background image

Jej  oddech przeszedł w małe  dyszenie, gdy poruszał swoimi palcami szybciej. - Patrz - 

szepnął jej do ucha.

Naga, w ogniu, patrzyła na jego ręce w lustrze, wyglądały na takie duże przed jej małymi 

piersiami. Widziała jego dłoń wciskającą się głęboko między jej uda, jej oddech przeszedł w 
małe dyszenie, kiedy nadal obserwowała go sprawiającego jej przyjemność. Eksplodowała z 

radością, wijąc się, gdy przyjemność zalała jej całe samopoczucie. Orgazm przetoczył się przez 
nią, sprawiając, że westchnęła z ulgą, kiedy spotkała jego oczy patrzące uważnie na jej twarz w 

lustrze.

W milczeniu pomógł jej się ubrać, oddychając ciężko, wiedziała, że nie doszedł z nią dziś 

wieczorem i miała tylko nadzieję, że będzie miała okazję odpłacić mu się za to, ile dał jej 
przyjemności, odmawiając własnej.

Gdy   odwróciła   się,   zostawiając   włosy   podniesione   na   karku,   zatoczyła   się   szybko, 

obserwując cienie, które przynosiło słabe światło księżyca, który wlewał się przez wysokie 

okno.

- Co się stało? - Edward zapytał ją szybko.

- Nic... poczułam... - wyjąkała. - To nie ma znaczenia, to prawdopodobnie taka reakcja.
- Hmm, czy jesteś tak obciążona z przyjemności, że widziałaś to.

Spojrzała na niego z uwielbieniem. - Mówiłam ci już dzisiaj, że cię kocham?
- Wierzę, że tak, ale zawsze jestem gotów posłuchać tego ponownie - oświadczył, dając jej 

szybki pocałunek w czoło, przed wyjściem z nią z pokoju. 

Nie zauważyli wrogiego, piorunującego spojrzenia wycelowanego w ich kierunku.

background image

Rozdział 21

Głupia dziwka! Jakim cudem dostała dwóch wspaniałych mężczyzn walczących o jej uwagę? Ona nie jest 

nawet ładna! Za chuda i bez kształtów - głupia dziwka!

Złośliwe myśli przebiegały szybko przez jej umysł, po tym jak była świadkiem tej małej sesji. 

Jak Jake mógł nadal chcieć Bellę? Miał ją, prawda?

Była   gotowa   porzucić   wszystko   dla   niego,   a   on   zdradził   ją   -   przez   zaręczyny   z   tym 

chudzielcem!

Jak gdyby mała dziewczynka mogła zawsze się do niej dopasować!

Spojrzała na siebie w lustrze. Długie brązowe włosy, kształtna figura i pełne usta to tylko 

niektóre z jej atrakcyjnych cech, pomyślała. To był powód Jake'a, że był z nią w pierwszej 

kolejności. Wiedziała, że była atrakcyjna dla płci przeciwnej. Kochali jej duże, pełne piersi i 
kształtne biodra. Oni nie kochali chudych, wyglądających koślawo, bez znaczenia, jak mówiły 

im magazyny.

Tak, wiedziała, że Jake chce wrócić do niej, ale jak go zatrzymać? 

Jake   należał   do   niej.   Nigdy   nie   powinien   się   wiązać   z   tym   słabym   usprawiedliwieniem 

kobiety, a teraz to Leah wszystko naprawi.

Ogień był dobrym miejscem na start - dobrze by było, gdyby dziwka rzeczywiście była w 

łóżku, jak twierdził Jake. Okłamał ją - ponownie! 

Kiedy   przyszedł   do   niej   w   nocy,   powiedział,   że   jego   narzeczona   była   w   łóżku,   bez 

towarzystwa, po odrzuceniu go po raz kolejny. Powinna była wiedzieć lepiej, niż ufać mu, po 

wszystkim, kiedy kłamca zawsze jest kłamcą.

Nie, że obchodziło ją to, jak długo z nią był.

To było takie łatwe wymknąć się, gdy Jake brał prysznic i wrzucić małą bombę przez okno. 

Przygotowywała się przez jakiś czas, szukając doskonałej okazji, aby z niej skorzystać, kiedy 

Jake'a tam nie było. On nie podejrzewał tego! I, oczywiście, miała idealne alibi. Była z Jake'iem 
cały wieczór.

Że nie słyszał nawet jak bomba eksploduje było dziwne, wydawało się, że nikt nie słyszał. 

Aż zauważyła jedną osobę, która podążyła tam w kierunku ognia.

background image

Jake   warczał   w   łazience,   kiedy   patrzyła,   że   jakiś   mężczyzna   tej   dziwki   pobiegł   za   nią. 

Dlaczego  była  z  innym  mężczyzną   w  pierwszej  kolejności?   To   było   złe,  że   udało   mu  się 
wyciągnąć ją!

Nie była w stanie zobaczyć nic więcej po tym, kiedy wskoczyła do łóżka z powrotem, zanim 

Jake się zjawił.

To   nie   było   jej   zamiarem,   żeby   zrzucić   winę   na   Jake,   i   to   był   szok,   kiedy   przybyli   go 

aresztować, ponieważ niektórzy plotkarze widzieli go w pobliżu mieszkania tej dziwki! Oni nie 

mogli zatrzymać go długo, gdy powiedziała im, że był z nią.

Jedna noc była wystarczająca!

A później, kto sprawił, że on się odwrócił? To jasne, ta głupia kostucha! Nie, nie do niej, 

której powinien dziękować!

To była dobra robota, że zjawił się on, aby ją zobaczyć, po tym jak jadł z tą krową! Powinien 

być na kolanach, dziękując jej, ale nie! Musiał iść i uporządkować jakieś problemy w głupiej 

pracy. A co ona dostała?

- Przykro mi, Leah. Ale jeśli Bella może zrozumieć, to z pewnością ty też możesz!

Och tak, ona rozumiała doskonale!
On był samolubny!

Ale wciąż był jej na moment. A gdyby miała cokolwiek do powiedzenia, wtedy zostawiłby ją, 

gdyby jej nie udało się usunąć z drogi innej kobiety - również to był ten czas. A jeśli  ona 

widywałaby się z innym mężczyzną, później to zrobiłoby się łatwiejsze.

I to byłoby łatwiejsze. Ta dziwka dowiedziała się o niej i rzuciła Jake'a! To powinien być 

koniec. Ale ostatnie trzy tygodnie z Jake'iem były okropne. Stale marudził o tym, jak on wróci 
do niej. Że ona była jego i on ją kocha!

Co ze mną? Ze mną! Kto był zakochany w nim, kto dał mu wszystko!
Właśnie dlatego była na tej głupiej imprezie właśnie teraz.

Nie, ona nie myślała o tym, prawda?
A teraz była zmuszona do podjęcia radykalnych działań. Ta suka musiała odejść, nawet jeśli 

opuściła życie Jake'a na dobre!

Jake mógł być czarujący i wkrótce zacząłby zdobywać ją z powrotem.

Miał on zaproszenie, był wpływowy, ale nie sądził, że ona była odpowiednią osobą, by 

towarzyszyć mu!

Nie, że on ją zatrzymał. Jedna z małych kelnerek była jej przyjaciółką, dlatego łatwo się 

zakradła. Miała przebywać w cieniu, obserwując jak wszyscy plotkowali o jakiejś grubej rybie, 

background image

która wzięła ślub po kryjomu. Jake nie zauważył jej jeszcze, dzięki Bogu. Nie mogła sprawić, 

aby zdenerwować go!

Był   głównym   powodem,   dla   którego   ukryła   się   w  łazience.   Miał   być   trochę   blisko   dla 

wygody, a ona nie zauważyła jeszcze jego głupiej obsesji.

Najwyraźniej Leah była wystarczająco dobra do pieprzenia, ale nie do bycia widzianą u jego 

boku. Do tego chciał swoją doskonałą Bellę!

Dobrze, że to się zmieniło! Tak szybko, jak inne kobiety były poza zasięgiem, Jake wkrótce 

wróci do niej.

Ale wtedy zobaczyła ich razem! Ją i Edwarda Cullena (którego twarz była we wszystkich 

magazynach finansowych), dlaczego przyszła z Jake'iem do niego?

Nie tylko to, ale została tam, nie mogąc się ruszyć, gdy obserwowała ich razem. Mogła 

ledwie wierzyć, że to była ta sama kobieta, która  nazwała Jake'a zimnym!  Jeśli Jake  byłby 
obecny, to prawdopodobnie byłby bardziej obsesyjny z twierdzeniem, że to dziwka, niż on sam 

był.

Jej  kryjówka była dobra, nie zauważyli jej w ogóle,  do  tego  głupia, mała krowa prawie 

rozpieszczała go.

A teraz zastanawiała się, czy to wystarczy, aby się jej pozbyć. Ona powinna zapłacić za to, co 

zrobiła. A po tej obrzydliwie słodkiej deklaracji miłości, wiedziała, co zrobi. 

Dziwka będzie wiedziała, jak to jest stracić kogoś, kogo kochała. W jej przypadku to będzie bardziej 

trwałe!

Przytrzymując pasek swojej torby na ramieniu, otworzyła ją szybko i znalazła wewnątrz niej 

ukochaną broń. To był prezent od Jake'a, mały, perłowy, bogato zdobiony pistolet - używany 
tylko do ochrony!

Ochrony? Cóż, chroniła czegoś, prawda?
Ochraniała swoją przyszłość - przyszłość z Jake'iem.

Ściskając broń w ręku, nieco schowała ją za torebkę, gdy poszła poszukiwać swojej ofiary.

background image

Rozdział 22

Bella czuła się jakby była unoszona w powietrzu, gdy Edward kierował ją z powrotem do sali 

balowej.   Trzymał   ją   mocno   za   rękę,   ciągnąc   ją   do   swoich   ust   tak   często,   aby   pocałować. 
Uśmiechnęła się do niego i pochyliła się po należyty pocałunek, ledwie rejestrując błysk światła 

ze strony ekstatycznych reporterów, których spotkali przy wejściu w holu.

- Chcesz już iść? - Edward szepnął. - Możemy być w domu w mniej niż dwadzieścia minut.

Gorące   pragnienie   zaświeciło   w   jego   oczach   napędzając   jej   własne.   -   Tak,   proszę   - 

odetchnęła, oczekiwanie spowodowało jej zawrót głowy, a kolana osłabły.

- Bella? - głos zawołał z tyłu, gdy już odchodzili. Odwróciła się i zauważyła Jake'a idącego ku 

niej. Lekko się spięła, mając nadzieję, że nie będzie robił sceny.

- Cześć Jake - powiedziała grzecznie, poczuła silny uchwyt Edwarda na swojej ręce, gdy 

spróbował poruszyć się, aby ją ochronić.

- To prawda? - Jake zażądał, wściekłość wyryła się na jego twarzy i zacisnął dłonie w pięści 

po swoich bokach.

- Co jest prawdą? - spytała, znając już odpowiedź, ale desperacko starała się zdobyć kontrolę 

nad swoimi emocjami.

- Twój ślub? Z nim? - Jake kontynuował, zdziwienie wyraźnie malowało się na jego twarzy.
- Przepraszam Jake, nie wiedziałam, jak ci powiedzieć - szepnęła. 

-   Jak   długo   jesteście   małżeństwem?   -   zapytał,   niepewny,   czy   naprawdę   chciał   znać 

odpowiedź.

- Cztery lata - Edward uciął.
- Dlaczego... dlaczego zgodziłaś się poślubić mnie, jeśli... - Jake drążył.

- Nie byłam naprawdę żoną Edwarda na początku, to było wygodną rzeczą. Pomógł mi i ja 

pomogłam jemu. Nie widziałam go od czasu ślubu i kiedy przedstawiłeś nas, to był szok. My 

nigdy nie chcieliśmy cię skrzywdzić, Jake, ale oboje postanowiliśmy, że nie chcemy rozwodu - 
Bella odpowiedziała w pośpiechu.

- Och pewnie, dlaczego chciałabyś rozwodu z nim! On jest bogaty i...
- Wystarczy - Edward warknął. - Przykro mi, że te rzeczy nie działają na ciebie, Jake, ale Bella 

background image

i ja kochamy się i planujemy przejść przez nasze małżeństwo.

- Ona miała być moja! Dlaczego ty zawsze wygrywasz? - Jake zapytał.
- Nie jestem nagrodą do wygrania, Jake, nie jestem ozdobą używaną do ozdobienia twojego 

ramienia! - Bella powiedziała, próbując zachować spokój i wstrzymać się od tupnięcia noga w 
gniewie. - Poza tym, ty widywałeś się z inną kobietą.

- A ty widocznie widywałaś się z innym mężczyzną!
- To nie było tak, Jake, i nie widzę powodu, aby wytłumaczyć ci to - powiedziała, obracając 

się w ramionach Edwarda. - Chcę iść do domu - szepnęła do niego.

- Jake, to była przyjemność, znowu cię zobaczyć, ale dama chcę wyjść i...

- Ty, ty jesteś tym, który zabrał ją ode mnie!
- Właściwie, uważam, że wziąłem ją za żonę, zanim ty się zjawiłeś - Edward stwierdził 

chłodno. - Teraz, wybacz nam.

- A co, jeśli nie zrobię tego? - Jake odpowiedział gniewnie.

- Nie masz nic do powiedzenia w tej kwestii - Edward powiedział, ledwo się kontrolując.
- Bella jest moja, ona wie to! Jest moja!

-   Nie   jestem   twoja,   Jake   -   Bella   mówiła   cicho,   mając   nadzieję,   że   ta   sytuacja   byłaby 

rozproszona, jeśli obniżyłaby swój głos. - Tak naprawdę nigdy nie czułam tego do ciebie, a jeśli 

jesteś ze sobą szczery, wiesz, że to prawda.

- Nie dałaś mi szansy, Bello - Jake powiedział. - Po prostu... tylko... daj mi jeszcze jedną 

szansę... proszę.

Próbowała ukryć twarz w boku Edwarda, wiedząc, że krzywdzi Jake'a i czuła się strasznie 

przez to. Jake nie był taki straszny dla niej i na swój sposób kochał ją. Jak mogła go zranić?

- Jake... Przykro mi - szepnęła. - Zakochałam się w Edwardzie. Nigdy nie chciałam cię 

skrzywdzić... - odpowiadała, gdy Edward przebiegł swoimi dłońmi łagodnie w dół jej pleców.

- Jak możesz go kochać, kiedy ledwo go znasz? - Jake zapytał. - Znasz mnie, Bella. Jesteś 

moją opoką. Potrzebuję cię.

- Myślę, że teraz wystarczy, Jake, Bella dokonała wyboru i nie mam zamiaru pozwolić jej 

odejść - Edward powiedział.

- To nie zależy od ciebie! - Jake wściekle krzyknął.

- Nie, Jake. To nie zależy od Edwarda. To zależy ode mnie - Bella powiedziała ze złością. - 

Poza tym, nie masz już kobiety czekającej w pogotowiu na ciebie?

- Tak, Jacobie, nie masz już kobiety czekającej na ciebie? - doszedł wściekły krzyk za nimi. 

Odwrócili się, aby zobaczyć ciemnowłosą kobietę stojącą tam, ze wściekłością wyrytą na jej 

background image

twarzy.

- Leah? Co ty tu robisz? - Jacob zapytał w szoku.
- Przyszłam tutaj, aby usunąć tą małą dziwkę z drogi, wiedząc, że ogień nie zadziałał - 

wrzasnęła. - I co widzę? CIEBIE... błagającego ją, żeby wróciła do ciebie!

- To... nie... wiesz, co czuję do Belli - Jake przyznał.

Edward spiął się, kiedy usłyszał, że ta kobieta była odpowiedzialna za pożar w mieszkaniu 

Belli, delikatnie odsunął ją za siebie, gdy starał się zapanować nad sytuacją. - Nie sądzę, że jest 

to   naprawdę   odpowiednie   miejsce   do   omawiania   tego,   prawda?   -   zapytał   cicho,   jego   oczy 
dobitnie spoglądały na prasę.

- Zostań tam, gdzie jesteś! - Leah krzyknęła, wyciągając broń i kierując ją w Edwarda.
-   Nie   -   Bella   szepnęła   wściekle,   próbując   ruszyć   się   zza   Edwarda,   który   nie   miał   nic 

wspólnego z tym.

Prasa jęknęła na widok przed nami, jeden nieustraszony reporter nawet odważył się zapytać, 

o co w tym wszystkim chodzi, zanim spojrzenie pełne wściekłości zostało skierowane w ich 
stronę. 

- Leah, dlaczego to masz? - Jake zapytał, cofając się lekko.
- Mówiłam ci, że to dla twojej małej dziwki tam - powiedziała - ale zmieniłam zdanie.

Bella prawie  westchnęła  z ulgi  i zrobiłaby  to,  gdyby  broń  nie  była nadal  skierowana  w 

Edwarda. Rozglądała się szybko, starając się znaleźć jakieś środki zatrzymania szalonej kobiety, 

stojącej   tam.   Jednak   jedyną   rzeczą,   którą   mogła   widzieć,   to   reporterzy   próbujący   się 
skontaktować z policją.

- Zmieniłaś zdanie? Dobrze, dlaczego nie odłożysz tego, co? - Jake zapytał cicho. - Chodź 

Leah, schowaj to i zabiorę cię do domu.

- Nie, Jake, ponieważ to nic nie zdziała, prawda? Będziesz wciąż próbował, aby do ciebie 

wróciła i zostawisz mnie całkiem samą - mówiła, chłodna cisza spadła na nią, jak gdyby dotarła 

do ostatecznego wniosku.

- Nie opuszczę cię, Leah, obiecuję - Jake powiedział, jego oczy prosiły ją, żeby zrobiła to, o 

co prosił, nawet zaczął podążać w kierunku rozwścieczonej kobiety.

Leah szybko wskazała pistoletem w Jake i Edward miał swoją szansę, gdy Jake próbował 

odciągnąć ją. - Myślisz, że uwierzę w to? - szepnęła, odwracając się nagle do niego. - Myślisz, że 
uwierzę ci, że nagle porzucisz swoją idiotyczną obsesję tą dziwką?

- Tak, Leah - Jake przyznał. - Zrobię to dla ciebie - kontynuował, kiedy zobaczył Edwarda 

przybliżającego się do niej.

background image

Belli serce wściekle biło, nic nie mogło się stać Edwardowi, nie pozwoli na to. Patrzyła 

uważnie jak Edward podchodził, aby rozbroić kobietę, która z kolei uchyliła się szybko. Bella 
uczyniła ruch, rzucając się przed Edwarda, gdy pistolet wystrzelił. Ból uderzył ją jak błyskawica 

i spadała w ciemność, krew rozlała się pod nią.

Następne chwile były rozmazane dla Edwarda, kiedy pędził do jej boku. - Bella, Bella... o 

Boże... obudź się... - Był ledwie świadomy, że Jake kopnął pistolet daleko i chwycił Leah ciasno 
trzymając, z niedowierzaniem wypisanym wyraźnie na jego twarzy, jak patrzył na Bellę leżącą na 

ziemi.

Zamieszanie sprawiło, że cały zespół gości w pośpiechu wyszedł, aby zobaczyć, co się stało, 

kiedy można było usłyszeć syreny policji.

Jak tylko rodzina Cullenów zobaczyła, kto leży na podłodze, biegli płacząc z niedowierzania, 

co się wydarzyło.

Edward był ledwie świadomy, kiedy kontynuował tulenie Belli, próbując powstrzymać swoją 

kurtką napływ krwi z jej ramienia. Został odciągnięty przez sanitariuszy i powstrzymywany 
przez Emmetta, tak aby mogli wykonać swoja pracę.

Leah została zabrana przez policję, Jake podążył za nią, starając się wytłumaczyć, co się 

stało.   Prosił   Cullenów,   żeby   puścili   go,   wiedząc,   że   Bella   zrobiła   to   tak   szybko,   jak   się 

dowiedzieli.

Syreny wyły, kiedy jechali do miejscowego szpitala. Edward modlił się po cichu o życie Belli.

background image

Rozdział 23

Edward był w rozpaczy. Nędza i zmęczenie to główne emocje kaleczące go w tej chwili. 

Tracił Bellę. Nie udało się jej ochronić przed szaloną kobietą i to była jego wina, że ona ledwo 
żyję w tym momencie. Agonia przeszła przez jego ciało na myśl o ukochanej Belli umierającej. 

Nie mogła go zostawić - on nie przetrwa bez niej. Jego świat stanie się ciemnym, ponurym i 
samotnym miejscem, jeśli jej już nie będzie z nim.

To było prawie osiem godzin tortur, czekając na wiadomość o jej stanie, wiadomość, która 

mogła wnieść z powrotem nieco światła do jego świata. Obserwował, jak zawieźli Bellę dalej, 

nie poszedł za nią, gdyż zaprowadzili go do tej ponurej poczekalni, która miała nijakie ściany i 
małe, szare krzesła. Plakaty o różnych chorobach były rozrzucone na koślawym stole i puste 

filiżanki umieszczone wszędzie.

Bella   ledwie   łapała   oddech,   gdy   przewozili   ją   dalej   i   krew   wylewała   się   z   niej   w 

zastraszającym tempie. Jej narządy nie były dobre, kiedy sanitariusze robili wszystko, by sprawić 
jej wygodę, zanim dotarli do szpitala. Jego rodzina była z nim cały czas i chociaż był wdzięczny 

za ich towarzystwo, oni nie mogli zrozumieć, co on prawdopodobnie przechodził. To nie był 
ich partner leżący w kałuży krwi po postrzeleniu. Ona musiała żyć! Po prostu musiała.

Ciemne myśli zawładnęły jego umysłem, kiedy obrazował sobie świat bez Belli. Nie mógł 

tego zrobić. Nawet jeśli był z nią od sześciu tygodni, nie mógł wyobrazić sobie życia bez niej. 

Widząc jej uśmiech, sposób w jaki przygryzała swoje usta, kiedy się denerwowała, a zwłaszcza 
sposób,   gdy   budził   się   każdego   ranka,   obserwując   ją,   patrząc   na   jej   idealny   profil.   Była 

nierozłącznie   wpleciona   w   jego   życie.   I   nie   chciał,   żeby   było   inaczej.   Sprawiała,   że   był 
kompletny.

Dni nie wydawały się już nieograniczone, kiedy była z nim, praca już nie rządziła jego 

życiem - tylko ona. Jak dalej będzie żył, jeśli ją teraz straci? Kiedy wreszcie ją znalazł.

To zniechęciło go, widząc lekarzy biegających do jej pokoju, szepcząc o niej. Nie mogli mu 

powiedzieć? Cokolwiek!

Jego umysł odtwarzał wcześniejszą scenę. Powinien wiedzieć, że Bella zrobi coś takiego 

własnym kosztem. Powinien być bardziej przygotowany. Nie udało mu się jej ochronić, kiedy 

background image

obiecał to. 

Depresja nadciągała, gdy starał się zrozumieć sens niesprawiedliwości tego, co się stało. 

Westchnął ciężko, przebiegając swoimi rękoma przez włosy, gdy chodził.

- Będzie z nią dobrze, Edwardzie - Esme próbowała uspokoić go, wyraźnie było słychać 

zmartwienie w jej głosie, gdy patrzyła tempo na swojego najstarszego syna.

- Nie wiesz tego! Co jeśli ją stracę? - zapytał, pustka trawiła całą jego twarz, kiedy odwrócił 

się, patrząc na nią.

- Nie stracimy jej, musimy być dobrej myśli - Esme kontynuowała.
- Nie mogę... - urwał.

- Wszyscy chcemy, żeby żyła, Edwardzie - Carlisle oświadczył. - Miejmy nadzieję, że nasze 

modlitwy zostały wysłuchane.

- Modlitwy? - Edward wykrztusił. - Czy Bóg słuchał, kiedy Bella została postrzelona? Nie 

zrobiła nic, aby na to zasłużyć! Ona jest... doskonała i nieśmiała, i opiekuńcza... i... - urwał 

nagle, odwracając się od niepokoju widocznego na twarzach jego rodziny.

Alice wstała i powoli podeszła do Edwarda. Umieściła ręce delikatnie wokół niego, wiedząc, 

że nic nie mogła powiedzieć, aby mu pomóc. Była cicho, kiedy głaskała jego plecy, patrząc w 
oczy swojej rodziny, gdy to robiła. Czuła się bezradna.

- EDWARD CULLEN! - głos zawołał od progu. - Nie zadzwoniłeś do mnie! Nic! Musiałam 

przeczytać o mojej najlepszej przyjaciółce w porannej gazecie - Angela wyrzuciła z siebie, gdy 

rzuciła gazetą w niego.

Edward spojrzał szybko z irytacją na kobietę. - Angela, przepraszam... Nie pomyślałem...

- Nie, nie pomyślałeś - powiedziała, złość wyparowała z niej, gdy zobaczyła jego twarz. - Jak 

z Bellą?

- Nie wiemy jeszcze - Edward szepnął przybity.
- Jeszcze nic nie słyszeliście? - wyszeptała, łzy spływały w dół jej twarzy.

- Nie.
- Widziałeś dziś rano gazetę? - Angela zapytała, obserwując jak podniósł ją, by przeczytać.

- Nie, nie opuściłem jeszcze tego pokoju.
Nagłówki spojrzały na niego:

Nowa pani Cullen postrzelona przez wzgardzoną kobietę!

Spojrzał na jedno zdjęcie z dwóch. Było piękne. Zrobili je, gdy właśnie opuszczali łazienkę i 

Bella uśmiechała się nieśmiało do niego, uśmiechnął się w odpowiedzi, zakręcając kosmyk jej 
włosów na swojego palca. Nie czytał reszty opowieści, po prostu patrzyła na zdjęcie Belli i jego.

background image

Rodzina zgromadziła się wokół, spoglądając przez jego ramię do lektury artykułu.

- Bella wyglądała tak szczęśliwie - Alice skomentowała.
- Również pięknie wyglądała - Rosalie dodała cicho. - Myślę, że powinniśmy poprosić o 

kopie tego zdjęcia.

- Tak, też tak myślę - Esme powiedziała.

Edward trzymał szczelnie gazetę w dłoni, kiedy poszedł usiąść, słabo przyjmując kubek 

kawy, który Carlisle właśnie wziął z automatu. Patrzył, jak Angela stała przy oknie z pleksi, 

szukając lekarza, zakładał. Powinien zadzwonić do niej. Ale jego myśli były wypełnione obawą 
o Bellę, naprawdę nie skupiając się na niczym innym.

Spojrzał na zdjęcie pamiętając, co stało się tuż przed zrobieniem go. Była taka zmysłowa, tak 

całkowicie dostosowana do niego. Nie mógł myśleć, że to był ostatni raz, kiedy był w stanie 

kiedykolwiek ją dotknąć, obserwować jej twarz, gdy sprawiał, że szczytowała. Wiedza, że był 
jedynym, który mógł sprawić, że poczuła się w ten sposób był mocnym doświadczeniem i nie 

mógł wyobrazić sobie życia bez niej.

Zerwał się szybko, gdy zobaczył lekarza zbliżającego się do pokoju. - Czy... - zaczął, a 

następnie przerwał, kiedy doktor zatrzymał do ręką.

- Jej stan jest stabilny w chwili obecnej - oznajmił, po czym cała grupa westchnęła z ulgą. - 

Musieliśmy   usunąć   kulę,   która   utkwiła   w   jej   ramieniu,   prawie   przecinając   tętnicę   główną. 
Oczekujemy jej pełnego powrotu do zdrowia bez jakichkolwiek komplikacji.

- Ale ona żyje? - Edward ostrożnie zapytał. - Mogę ją zobaczyć?
- Może pan - lekarz ogłosił. - Ale tylko jedna osoba na raz na dziesięć minut, ona pewnie nie 

obudzi się przez jakiś czas, gdyż była ciężko ranna, i powinien być pan świadomy, że ma kilka 
przyczepionych rurek na chwilę - urwał i westchnął. - Szczęście, że uratowaliśmy dziecko...

- Dziecko? - Edward zapytał, zmieszanie wymalowało się na jego czole.
- Tak, musi być około piątego tygodnia, nie jestem pewien, czy jest świadoma, że jest w ciąży.

- Będę ojcem?
- Zakładam, że tak - lekarz dodał ironicznie, z małym uśmiechem na twarzy.

Edward usiadł ociężale, gdy rodzina gratulowała mu. - Zostanę babcią! Och, Edwardzie, to 

jest fantastyczne.

- Tak, Edwardzie, jesteśmy bardzo zadowoleni z ciebie - Carlisle dodał, kiedy Alice i Rosalie 

pisnęły z radością, mówiąc o zakupach dla dziecka. - Teraz idź i zobacz, jak tam nasza córka?

Edwardowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, kiedy rzucił się do sali swojej żony.
Wszedł powoli, z trudem łapiąc powietrze na jej widok. Była bardzo blada i spojrzał na 

background image

cienki, wielki fartuch umieszczony na niej. Rurki pokrywały jej ramiona, kiedy wziął jedną jej 

małą dłoń w swoje własne. - Cześć miłości - szepnął. - Tak się cieszę, że cię widzę. Ale musisz 
szybko się obudzić, potrzebuję cię...

Rozmawiał szepcząc do niej, opowiadając jak bardzo ją kocha i jaki był szczęśliwy z powodu 

dziecka, aż w końcu pielęgniarka go wyrzuciła.

Edward czuł się trochę lepiej po zobaczeniu jej, ale zmartwienie nadal się w nim panoszyło. 

Dopóki nie będzie jej miał bezpiecznej w swoich ramionach, wiedział, że nie będzie w pełni 

szczęśliwy. Ale z małym uśmiechem na twarzy, powiedział Angeli, żeby poszła zobaczyć się z 
przyjaciółką, która szybko to zrobiła.

Esme owinęła ramiona wokół niego, gdy zauważyła jego uśmiech. - Widzisz, mówiłam ci, że 

wszystko będzie dobrze - szepnęła. 

- Ona jeszcze nie wyszła z lasu, mamo - powiedział ironicznie.
- Tak, ale wyjdzie, myśl o dziecku ją trzyma.

- Ona jeszcze nie wie, że jest w ciąży, może ona nie chce tego dziecka - szepnął. 
- Bzdura! Oczywiście, że będzie chciała, ona kocha dzieci - Esme dodała. - Poza tym, myśl o 

zabawie,   my   wszyscy   możemy   zastąpić   cię,   kiedy   ty   będziesz   nadmiernie   chronił   ją   przed 
niebezpieczeństwami i zagrożeniami.

- Nie będę...
- Będziesz! - Emmett i Jasper zawołali, przemawiając po raz pierwszy od tego incydentu.

Carlisle zaśmiał się lekko, zgadzając się całkowicie ze swoimi synami. Bella mogła bardzo 

utyć z powodu karmienia przez Edwarda, przed końcem ciąży.

Edward patrzył na wychodzącą Angelę, zauważając wysoką, ciemną postać Jacoba w wejściu. 

Jego pierwszą myślą było bicie

 

go, dopóki nie zobaczyłby światła w tunelu, i prawdopodobnie 

by tak zrobił, gdyby Emmett nagle nie złapał jego ręki. - Co chcesz? - wyrzucił zimno.

- Musiałem zobaczyć, co z Bellą - odparł przygnębiony.

- Co ty myślisz, że powinienem ci powiedzieć cokolwiek?
- Spójrz, mogę zrozumieć, że nie chcesz mnie tutaj, i wyjdę jak tylko dowiem się, co z nią. 

Ale kocham ją i oni nie chcieli mi nic powiedzieć z powodu całej tej prasy.

- Prasy? - Alice zapytała.

- Ta, są na zewnątrz, jak sępy, szukając jakiejś historyjki - Jake powiedział, wciąż patrząc na 

Edwarda.

- My lepiej pójdziemy i damy im oświadczenie, Edwardzie - Esme mówiła spokojnie, kiedy 

reszta rodziny wychodziła, zostawiając Edwarda samego z Jake'iem.

background image

- Powiem ci, co z Bellą, a następnie znikniesz z naszego życia na dobre - Edward powiedział, 

gniew przebiegł przez niego.

- Dobrze, jeśli to jest to, co ona chce.

- Jej stan jest na razie stabilny, udało im się zatamować krwawienie i powinna w pełni 

wyzdrowieć.

- Dzięki Bogu - Jacob westchnął, przebiegając rękami przez twarz.
- Teraz wyjdź.

- Idę, ale chciałem tylko powiedzieć, że to naprawdę nie była moja wina. Nigdy nie chciałem 

zaszkodzić Belli w jakikolwiek sposób.

-   To   nie   ma   znaczenia,   że   nie   chciałeś   jej   zaszkodzić!   Ty,   ze   swoim   drugim   życiem 

spowodowaliście ten bałagan, a twój widok sprawia, że chcę poważnie uszkodzić twoją twarz - 

Edward oznajmił.

- Przez co mogę tylko powiedzieć przepraszam - Jake szepnął, patrząc przez ramię, gdy 

chwycił klamką. - A w przypadku, gdybyś chciał wiedzieć, Leah została zabrana do szpitala 
psychiatrycznego w obecnej chwili - czeka na dalsze badania.

Edward warknął lekko, kiedy Jake wychodził. Leah nie była ważna w tym momencie, tak 

długo jak dostanie to, na co ona zasługuje na dłuższą metę!

Bella była jego głównym skupieniem na razie. Chciał upewnić się, że wyzdrowiała, i sprawić, 

że będzie lepiej ją chronił. Miała całe życie i on był cholernie pewny, że nic takiego nie zdarzy 

się ponownie.

background image

Rozdział 24

Bella otwarła oczy szybko mrugając, dopóki nie dostosowały się do światła wokół niej. 

Czuła ból emanujący z jej ramienia, kiedy przesunęła się lekko, i zauważyła duży opatrunek 
obejmujący jej ramię i część jej ręki. Jej gardło było szorstkie i suche, gdy w końcu odnalazła się 

w otoczeniu. Okazało się, że była w szpitalu i przez chwilę przypominała sobie, dlaczego tu 
była.

Edward, naszła ją pierwsza myśl. Czy z nim dobrze? Gdzie on był?
Kiedy myśli przeszły przez jej umysł w zwolnionym tempie, niezdarnie patrzyła na niego, 

siedzącego na krześle obok jej łóżka. Spał, nadal w garniturze z balu. Chciała odezwać się do 
niego,   aby   obudzić   go.   Ale   wyglądał   na   tak   zmęczonego,   że   postanowiła   pozostawić   go 

śpiącego.

Odetchnęła ciężko, kiedy ulga zalała jej ciało. Edward żyje i wydaje się, że było dobrze, poza 

faktem, że był zbyt zmęczony.

Myśl o Jake'u przepłynęła przez nią, kiedy zastanawiała się, czy z nim również było dobrze.

Biedny Jake! Był pośrodku tego.
Miała nadzieję, że będzie on w stanie ruszyć dalej i żyć własnym życiem teraz. Życiem, które 

nie obejmuje jej.

Czuła, że to byłoby najlepiej dla niego, gdyby nie był w kontakcie z nią, chyba łatwiej 

pozbyłby się uczuć, jakie do niej żywił. Chciała, żeby był szczęśliwy i może kiedy to wszystko 
się skończy, będzie miał szansę być.

Leah nie była, oczywiście, dobrym wyborem dla niego, i choć była obolała i cierpiała, nie 

chciała   żadnej   kobiecie   zaszkodzić.   Może   chciała   uzyskać   właściwą   pomoc,   której 

potrzebowała, nie była dobrą kobietą w jej opinii. A może fakt, że Jake nie był jej wierny, 
pchnął ją do krawędzi.

Bella nie wiedziała, co się stało z Leah, kiedy została postrzelona. W rzeczywistości nie 

pamiętała niczego, co się wydarzyło w tamtym czasie. Była jednak pewna, że Leah została 

aresztowana, jeśli nie co innego.

Spojrzała na drzwi, kiedy pielęgniarka przeszła na palcach, starając się nie obudzić Edwarda. 

background image

Patrzyła na kobietę, z nadwagą i okrągłymi policzkami i z jakichś powodów Bella czuła się 

lepiej.

- Nie opuszczał twojego boku, przez cały czas będąc tutaj - pielęgniarka szepnęła, uśmiech 

pojawił się na jej twarzy. - Kocha cię bardzo mocno. Jesteś szczęściarą, że tak dużo ludzi 
troszczy się o ciebie.

Bella próbowała odpowiedzieć, ale jej gardło było suche, kiedy zrobiła niewielki hałas z 

trudem łapiąc powietrze. Pielęgniarka podała jej szklankę wody i pomogła usiąść, i wziąć łyka.

- Więc, założę się, że czujesz się trochę lepiej - wypowiedziała cicho z małym uśmiechem na 

twarzy. - Muszę tylko sprawdzić twoje narządy i wtedy dam ci coś na uśmierzenie bólu, jeśli 

chcesz?

- Tak, dziękuję - Bella odpowiedziała równie cicho. - Jak długo tutaj jestem?

-  Więc,  przeszłaś  operację   wczoraj  we   wczesnych   godzinach  porannych  i  spałaś  prawie 

trzydzieści   godzin,   moja   droga   -   pielęgniarka   powiedziała,   podczas   sprawdzania   rany   na 

ramieniu Belli.

- Ze mną wszystko dobrze?

- Operacja poszła dobrze i jesteśmy pewni, że powinnaś szybko wyzdrowieć, i lekarz był w 

stanie uratować twoje dziecko.

Dziecko? - Dziecko?
- Tak, jesteś około piątego tygodnia w ciąży. Gratuluję, moja droga. Wkrótce wrócę z twoimi 

lekami - pielęgniarka powiedziała, przed opuszczeniem sali.

Była w ciąży? Jak...? Co...?

Ale ona była jedynie z Edwardem przez sześć tygodni, co oznaczało, że zaszła w ciążę 

niemal natychmiast. Jak mogła być taka głupia, aby nie skorzystać z antykoncepcji?

Co myślał Edward?
Chciał dziecka?

Czy wciąż chciał jej?
Jej serce szybko zabiło na myśl, że mógł ją zostawić po tym wszystkim. Nie byłaby w stanie 

żyć bez niego. Ale nagle pomyślała sobie, że nosiła dziecko Edwarda. Miała kawałek Edwarda 
rosnącego   w   jej   wnętrzu!   Położyła   lekko   rękę   na   swoim   brzuchu.   Zdecydowane   poczucie 

szczęścia ogarnęło ją i wiedziała, że chce to dziecko bez względu na wszystko.

Czy na pewno Edward tez chciał?

Popatrzyła na niego oczami pełnymi miłości, kiedy studiowała jego rysy. Obserwowała jak 

zaczął się powoli budzić. Nagle zerwał się i spojrzał na nią.

background image

- Bella? Bella, obudziłaś się, dzięki Bogu - szepnął, pędząc do niej i całując jej twarz. - Nigdy 

więcej mnie nie strasz w taki sposób, czy w jakiś inny, głupszy. Jak mogłaś ryzykować życie dla 
mnie?

- Edward - powiedział cicho. - Jak mogłam nie zrobić tego? Moje życie jest niczym bez 

ciebie - kontynuowała, przebiegając swoimi palcami przez jego włosy, oferując mu pocieszenie.

Głaskał   delikatnie   jej   twarz,   kiedy   oderwał   się   od   niej   z   uśmiechem   na   twarzy,   gdy 

zarejestrował fakt, że w końcu się obudziła. - Nie pozwolę ci zejść mi z oczu przez długi czas - 

powiedział. 

Bella zaśmiała się lekko. - Nie mam nic przeciwko temu.

- Dobrze.
- Jak wszyscy? - przerwała szybko, pamiętając, że chciała wiedzieć,  czy z Jake'iem było 

dobrze.

- Wszyscy mają się dobrze, to o ciebie się martwiliśmy. Esme i Carlisle poszli na lunch, Alice 

i Rosalie poszły znaleźć tobie jakieś ubrania, żebyś ubrała, i spakować kilka podstawowych 
rzeczy dla ciebie - sądzę, że zabrały moich braci ze sobą. Angela jest w poczekalni.

Bella wykrztusiła. - Angela! Musi wiedzieć, że się obudziłam, pewnie się martwi.
- Nie martw się, pójdę po nią za chwilę - odparł, wciąż uważnie obserwując jej twarz.

- A co z Jake'iem? - zapytała cicho.
- Nie musisz się martwić o niego, znajdującego się ponownie blisko ciebie, ostrzegłem go w 

niedwuznaczny sposób - zimno odpowiedział.

- Ale z nim dobrze? Dlaczego ostrzegłeś go, on mnie nie skrzywdził.

- To była jego wina, że wplątał cię w swój miłosny, chory, mały umysł. Jeśli oszukałby ciebie, 

to nic takiego by się nie stało.

- Powinieneś to zostawić, Edwardzie - powiedziała cicho. - Jake nigdy nie chciał, żeby to się 

stało i nie można go winić za jej trudności.

- Trudności? Ta kobieta jest niezrównoważona, na miłość boską, postrzeliła cię!
- Tak, ale myślała, że ukradłam jej mężczyznę...

- To nie usprawiedliwia tego, co zrobiła, Bello.
- Nie, ale to nie było krzywdzące w końcu...

-   Prawie   cię   straciłem   -   wyszeptał   wściekle,   chwytając   ją   za   rękę   i   trzymając   mocno.   - 

Patrzyłem jak rzuciłaś się przede mnie. Nie byłem w stanie nic zrobić! Potem musiałem czekać 

godziny, powolne, torturujące godziny, kiedy czekałem na wieści o tobie, czekałem wiedząc, że 
przeżyjesz lub umrzesz!

background image

Bella z trudem łapała powietrze na uścisk jego dłoni. - Wszystko w porządku ze mną, 

Edwardzie, nadal jestem tutaj z tobą. I mam nadzieję być przez bardzo długi czas.

- Tak, na pewno będziesz, gdyż nie pozwolę ci odejść.

Westchnęła z rozkoszy, kiedy usłyszała jego ostatnie słowa. Zawsze ją chciał. Ale czy chciał 

dziecka?

- Edward? - szepnęła nerwowo.
- Tak, kochanie? - odpowiedział.

- Co myślisz o dzieciach?
- Jeśli masz na myśli, jak się czuję na wieść o naszym dziecku, to odpowiedź brzmi, że jestem 

zachwycony. Dlaczego go nie chcesz? - zapytał, napięcie go ogarnęło.

Wiedział?

- Oczywiście, że chcę twojego dziecka, kocham wiedzieć, że część ciebie rośnie we mnie. 

Byłam tylko zaniepokojona, że może ty nie jesteś gotowy na to, wszak jesteśmy ze sobą jedynie 

krótki czas i już jestem w ciąży.

-   Hmm,   właśnie   okazuje   się,   że   jestem   bardzo   silnym   mężczyzną   -   drażnił   się,   z 

zadowolonym uśmiechem na twarzy, kiedy sięgnął ręką i lekko przebiegł nią po jej brzuchu. - 
Lepiej   pójdę   i   sprowadzę   twoją   przyjaciółkę,   ale   wkrótce   wrócę   -   powiedział,   składając 

pocałunek na jej ustach, po czym wyszedł.

Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy wyszedł. Chciał ją i dziecko! Ile szczęścia 

może dostać dziewczyna? Dobrze, to nie był szczęśliwy strzał, ale w systemie rzeczy to było 
wymazane przez niewiarygodne szczęście przepływające przez nią.

- Bella! - Angela zawołała radośnie. - Tak się cieszę, że się obudziłaś - nie masz pojęcia, co to 

było jak czekaliśmy na ciebie. Nie wolno ci robić tego ponownie, słyszysz mnie?

Bella kiwnęła głową speszona. Widocznie Angela i Edward mieli wiele wspólnego!
- Jestem taka szczęśliwa z powodu dziecka - Angela kontynuowała, po przytuleniu Belli, 

uważając na rurki. - Będę ciocią!

Bella zaśmiała się. - Wydaje się, że tak, ciociu Angelo.

Angela pisnęła z zachwytu, a następnie zaczęła opowiadać wszystko, co się wydarzyło, kiedy 

Bella   spała.   Na   wpół   słuchała,   gdy   Angela   szczebiotała.   Zmęczenie   ogarnęło   ją,   kiedy 

pielęgniarka   weszła   ponownie,   podając   jej   środki   uśmierzające   ból.   Była   ledwo   świadoma, 
zasypiając jeszcze raz, ale jej przyjaciółka patrzyła na nią z uśmiechem na twarzy, czując, że 

może wszystko teraz będzie dobrze i mogła iść do domu, i odpocząć.

Kiedy   Bella  ponownie  się   obudziła,  znalazła  cały   klan  Cullenów  otaczający  ją.  Mrugała 

background image

patrząc   na  nich,  nawet  gdy   zauważyła   Edwarda  najbliżej  siebie.  Pocałował   ją   lekko,  przed 

zapytaniem, czy była głodna. Jej brzuch warknął głośno, jak gdyby na zawołanie, i zażenowanie 
przeszło przez nią, kiedy cała rodzina zaśmiała się.

- Nie martw się, Bello, to normalne, że powinnaś być głodna, zwłaszcza gdy nosisz mojego 

wnuka - Esme powiedziała dumna, przebiegając ręką przez brzuch Belli, jak wcześniej zrobił to 

Edward. - Jesteśmy tacy szczęśliwi - promieniała. 

- Tak, Bello, gratulacje od nas wszystkich - Carlisle dodał. - Z pewnością wiesz, jak uczynić 

życie interesujące dla nas, ale cieszymy się, że nadal jesteś z nami.

- Dziękuję - Bella szepnęła, czerwieniąc się.

- Zostanę ulubionym wujkiem - Emmett krzyknął, uśmiechając się do niej.
- A co ze mną? - Jasper uciął.

- Nie, to wciąż będę ja!
- Tylko dlatego, że będziesz uczył go lub ją, jak można mieć tyle kłopotów, ile to możliwe - 

Rosalie dodała. - Cieszymy się wraz z tobą, Bello - i Alice oraz ja nie możemy się doczekać, 
żeby zabrać cię na zakupy.

Alice klasnęła w dłonie z zachwytem. - I wiesz co, mam już zarezerwowany wasz ślub - nie 

chcesz być pokazywana, podczas chodzenia na wyspie, więc przesunęłam trochę terminy, ale 

Rosalie i ja już znalazłyśmy idealną suknię, a Esme uporządkuje kwiaty...

- Dobrze Alice, myślę, że wystarczy na razie. Wyczerpiesz Bellę - Edward uciął.

Bella nie miała nic przeciwko szybkiemu mówieniu Alice. Była przyzwyczajona teraz do tego 

i kochała ją już jak siostrę.  Słuchała jak rodzina zaczęła żartobliwe kłócić  się,  wzdychając 

zadowolona, gdy jadła jedzenie, które Edward zdobył dla niej.

Nie mogła uwierzyć, że była szczęściarą, będąc częścią tej rodziny. Jak dużo się zmieniło w 

jej życiu w ciągu ostatnich dwóch miesięcy!

- Czy ktoś wie, co się stało z Leah? - Bella przerwała, naprawdę ciekawa, co spotkało tą 

kobietę.

Emmett spojrzał na Edwarda znacząco, który z kolei skinął głową. - Została zamknięta na 

moment. Podobno słyszała głosy w swojej głowie. To wygląda jakby była schizofreniczką, więc 
będzie w szpitalu, zanim zostanie pozwana do sądu za to, co ci zrobiła.

- Och - Bella westchnęła, zastanawiając się, czy będzie musiała zeznawać. Choć czuła żal do 

kobiety, której nie pragnęła już więcej zobaczyć.

- Nie martw się, Bells, nie pozwolimy jej zbliżyć się do ciebie ponownie - Emmett dodał, 

groźnie strzelając stawami w tym samym czasie.

background image

Bella nie była szczególnie zaniepokojona tym, ale martwiła się, że Leah może nadal przyjść 

po Edwarda. Ale jeśli ta kobieta będzie przetrzymywana, a następnie zabrana do sądu, nie miała 
powodu do obaw, tak więc usiadła z powrotem, ciesząc się ze swoją nową rodziną w obecnej 

chwili. Słuchając wszystkiego, co mówili o dziecku, i że Edward zamierza rozpieszczać Bellę - i 
jak wiele radości będzie z obserwowania tego (z Emmettem), zdała sobie sprawę, że zyskała coś 

nieskończenie cenne, gdy patrzyła na każdego członka klanu Cullenów.

background image

Rozdział 25

Edward   patrzył   na   żonę,   która   chętnie   rozmawiała   z   Alice,   Rosalie   i   Esme.   Jej   twarz 

rozjaśniał wspaniały uśmiech, kiedy nieśmiało spojrzała na niego. Nawet w ósmym miesiącu 
ciąży, pomyślał, była piękna. Nie kochał niczego tak bardzo, niż przebieganie swoimi dłońmi 

nad ich dzieckiem, które rozwijało się tak cudownie w jej wnętrzu.

To nadal było niewiarygodne, że miał wszystko, co kiedykolwiek pragnął. Bella była jego 

życiem i zdumiewało go jeszcze to, jak dobrze pasowała do niego. Jego rodzina wyraźnie ją 
kochała. Była częścią ich rodziny, jak gdyby została stworzona do tego. Była małą siostrą i 

kochającą córką. Po prostu była jedyna, która sprawiała, że był kompletny.

Spojrzał  znów na  jej brzuch,  odstający  z małym  zaokrągleniem.  Był  nieco  mniejszy  od 

średniej, uznając jej termin, ale lekarze byli pewni, że dziecko i Isabella mieli się dobrze. Może 
to jej niski wzrost uczynił, że będzie produkować małe dzieci. Wciąż nie dowiedzieli się, jaka 

będzie płeć dziecka, gdyż Bella chciała, aby była to niespodzianka i Edward nie był w stanie 
odmówić jej prośbie. Nie był w stanie odmówić jej niczego tak naprawdę. W pełni przyznał, że 

dał się jej omotać niejednokrotnie.

Z wyjątkiem, kiedy chodziło o jej bezpieczeństwo - to jeden z obszarów, których nie mógł 

znieść. Po tym jak prawie ją stracił, nie miał zamiaru pozwolić, aby to się powtórzyło. Bella była 
jednak   uparta.   Powinien   dostrzec   to   pasmo   uporu,   szczerze   zważając,   jak   zareagowała   na 

spotkanie z nim ponownie. Nie pozwoliła mu być zawistnym czy aroganckim, więc musiał 
ratować te aspekty jego osobowości, kiedy był w pracy.

Praca była jego priorytetem, ale nie długo. Wolał zostać w domu z żoną, i tak uczył się, jak 

przekazywać te mniej ważne zadania. To był jeden z obszarów, w którym oboje mieli umowę. 

Chcieli spędzić tyle czasu sam na sam, jak tylko mogli, zanim dziecko się urodzi. Godzinami 
rozmawiali o wszystkim. Brał ją do modnych restauracji i na małe pikniki. Musiał się upewnić, 

że towarzysko byli wszędzie, tak żeby nikt nie miał wątpliwości, czyja ona jest.

Jego  zaborczy   charakter  nie  był  czymś,   co   z  łatwością   mógł  odrzucić,  choć  Bella  stale 

przypominała  mu,   że  cieszy   się  jego   dominującymi  cechami.  W   rzeczywistości  cieszyła  się 
niezmiernie!

background image

Był   szczęśliwy.   Ludzie   zauważyli,   że   nigdy   nie   widziano   go   tak   szczęśliwego   lub   tak 

zabawnego. Emmett i Jasper oczywiście dokuczali niemiłosiernie. Ale ostatnio śmiał się, kiedy 
Rosalie i Alice ogłosiły, iż są w ciąży, w tym samym dniu, trzy miesiące temu. Szok na ich 

twarzach wystarczył, aby mały uśmiech pojawił się na jego twarzy nawet teraz.

Śledził   także   postępy   w   sprawie   Leah   Clearwater,   poprzez   układy.   Była   zatrzymana   za 

zagrożenie życia i bezpieczeństwa innych osób i choć wciąż był wściekły na nią za postrzelenie 
Belli, był trochę zażenowany, aby stwierdzić, że nigdy nie będzie mogła żyć w normalnym 

towarzystwie ponownie. Przynajmniej mógł być pewien, że Bella była bezpieczna.

Tak, w sumie będzie musiał powiedzieć, że mimo swoich problemów na początku, rzeczy 

wypracowały się cudownie.

* * *

Kiedy patrzyła na swojego nowo narodzonego syna, Anthonego Cullena, dziwiła się, jak 

dobre wszystkie rzeczy się okazały. Pomimo chwiejnego początku, ich małżeństwo rzeczywiście 

było   wygodne.   Nigdy   nie   była   tak   szczęśliwa,   kiedy   była   z   Edwardem.   Sprawiał,   że   była 
kompletna. Zapewnił jej szczęście, nawet kosztem własnego.

Musieli ponownie wziąć ślub w cichej ceremonii w Pałacu Cullenów. Alice przygotowała to 

ze wszystkimi szczegółami. Kwiaty były spektakularne, pęki białych róż były wszędzie, kiedy 

ona i Edward odnowili swoje śluby, tym razem rozumiejąc siebie. A bliscy przyjaciele i rodzina 
zebrali się, aby obejrzeć to. Był niezapomniany na więcej niż jeden sposób, kiedy Edward zabrał 

ją na miesiąc miodowy na jedną z wysp na południu Pacyfiku.

Nie miała dość bycia z nim, mając pozwolenie dotykać go, kochać. On nadal ją zadziwiał i 

przysięgła, że nigdy nie weźmie go za pewnika.

Jego rodzina powitała ją z nieskrywaną radością. Naprawdę czyniąc ją częścią ich rodziny. 

Esme   i   Carlisle   byli   jej   rodzicami   we   wszystkim,   oprócz   krwi.   A   Rosalie   i   Alice   były   jej 
siostrami, których nigdy nie miała. Obie były w ciąży w tym samym czasie co ona i to zbliżyło 

je do siebie. Dzieliły wszystko, wzloty i upadki, z Angelą przyłączającą się do nich.

Emmett nadal jej dokuczał, ale cieszyła się z tego potajemnie, wiedząc, że gdyby nie to, on 

nie   uważałby   jej   za   siostrę.   Jasper   był   bardziej   cichy,   oferując   często   pomoc,   jeśli   jej 
potrzebowała, jego uspokajająca obecność składała się na żywiołową osobowość Alice.

Kochała ich wszystkich jednakowo.
Jake już dłużej nie był częścią jej życia, ale słyszała, że poznał kogoś nowego i był całkiem 

background image

zadowolony. Ucieszyła się z jego powodu, ale także z tego, że nie skończyła jako jego żona.

Delikatny  uśmiech  pojawił  się  na  jej  twarzy,   kiedy   nadal  patrzyła  na  swojego  syna.  Był 

naprawdę doskonały. Wykapany ojciec.

Spojrzała w górę, gdy Edward wszedł do szpitalnego pokoju.
- Szczęśliwa? - zapytał, podchodząc do jej łóżka i siadając przy niej.

- Niezmiernie, czy kiedykolwiek wyobrażałeś sobie, że tak skończymy?
- Ani przez chwilę. Ale nie chciałbym tego w żaden inny sposób - odparł, całując ją lekko w 

usta, przed pogłaskaniem twarzy swojego syna opuszkami palców. - Wiesz, cała rodzina zebrała 
się na zewnątrz, mam pozwolić im wejść?

Bella spojrzała na niego uważnie. - Sprawiasz, że jestem kompletna - szepnęła, kiedy pochylił 

się w dół, by pocałować ją bardziej namiętnie.

- A ty jesteś całym moim światem.
Chwilę później udał się powiedzieć swojej rodzinie, że to będzie dobre dla nich, jak przyjdą i 

spotkają najmłodszego członka rodziny. Bella chichotała, kiedy usłyszała pisk Alice. Tak, rzeczy 
zrealizowały się dobrze.

Koniec