background image

SPIS ROZDZIA

ŁÓW   

 

(rozdzia

ły podkreślone są jednocześnie dostępne, pozostałe będą sukcesywnie uzupełniane) 

 

  

 

 1 WST

ĘP  

 

 2 ZASADY PISOWNI I WYMOWY 

 

 3 WPROWADZENIE 

 

 4 HISTORIA BUDDYZMU I BUDDYZMU DZEN 

 

 5 NIETRWA

ŁOŚĆ i medytacja nad nietrwałością 

 

 6  SAMSARA 

 

7 WYJ

ĄTKOWOŚĆ LUDZKIEGO WCIELENIA

 

 8  WYJ

ĄTKOWOŚĆ ZETKNIĘCIA SIĘ Z DHARMĄ BUDDY 

 

 9  CZTERY SZLACHETNE PRAWDY 

 

10 TRZY TRUCIZNY 

 

11 TRZY KLEJNOTY, PRZYJMOWANIE SCHRONIE

Ń, TRZY KAJE 

 

12 PRAWO PRZYCZYNY I SKUTKU 

 

13 SZE

ŚĆ PARAMIT 

 

14 DZIESI

ĘĆ WSKAZAŃ I TRZY CZYSTE PRZYKAZANIA, 

 

15 CZTERY 

ŚLUBOWANIA i bodhiczitta czyli wzbudzenie altruist. nastaw.do praktyki 

 

16 O

ŚMIORAKA ŚCIEŻKA 

 

17  SUTRY  (Mahaprad

żniaparamita,  Wadżraczedika...  ,wyjątki  z  Lanka...  Surangama...  (Wielka  Dharani)...  Awatamsaka...  Mahayana 

Sraddhophada Siastra... BB ) 

 

18 NATURA BUDDY 

 

19 EGO - JA 

 

20 DZADZEN ( IIIF Yasut-42-64) 

 

21 KINHIN 

 

22 POK

ŁONY 

 

23 

ŚPIEWY, RECYTACJE SUTR, MODLITWA 

 

24 CEREMONIE 

 

25 O

ŁTARZ 

 

26 PODSTAWY CODZIENNEJ  PRAKTYKI BUDDYZMU DZEN 

 

27 NIEBESPIECZE

ŃSTWA I PRZESZKODY W PRAKTYCE 

 

(8ogranicze

ń SMSamantabhadry, Najwyższa Ścieżka, różaniec drogocennych klejnotów BB ) 

 

28 ZAPYTYWANIE 

 

Page 1 of 2

SPIS ROZDZIAŁÓW

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/spis.htm

background image

29 KOAN 

 

30 SIKAN TADZA 

 

31 REGU

ŁY ZENDO 

 

32 PRZYJMOWANIE NAUK 

 

33 WIARA I W

ĄTPIENIE 

 

34 BUDDYJSKI PANTEON 

 

35 NAUCZYCIEL 

 

36 LINIA PATRIARCHÓW I ZNAMIENITYCH MISTRZÓW 

 

37 DZIUKAI 

 

38 SILA, VINAJA 

 

39 TOKUDO, TRENING 

ŚWIĄTYNNY I KLASZTORNY 

 

40 PE

ŁNE WYZWOLENIE 

 

41 KENSIO, SATORI, DAI - KENSIO 

 

42 JAPO

ŃSKA TRADYCJA BUDDYZMU ZEN i SZTUKA Z NIĄ ZWIĄZANA 

 

43 SYMBOLIKA BUDDYJSKA 

 

44 ZBIÓR OPOWIE

ŚCI, 

 

45 ZBIÓR KOANÓW, 

 

46 ZBIÓR TEI

Ś I MÓW DHARMY 

 

47 ZBIÓR ADRESÓW 

 

48 BIBLIOGRAFIA 

 

49 SPIS TRE

ŚCI 

 

Page 2 of 2

SPIS ROZDZIAŁÓW

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/spis.htm

background image

1 WSTĘP

 

  

            Aby

śmy mogli cieszyć się smakiem dojrzałych owoców buddyzmu potrzeba wielu, wielu lat. 

Cho

ć już od wielu dziesięcioleci w sztuce, literaturze i filozofii naszego kraju można dostrzedz ślady 

wp

ływu  kadzidlanego  dymu  z  buddyjskich  klasztorów  i  świątyń,  pierwsze  nasiona  żywej  nauki  i 

praktyki  zacz

ęto  przywozić  około  trzydziestu  lat  temu.  Sadzono  je  w  różnej  glebie,  a  i  wskazówki 

dotycz

ące uprawy były różne. Nie ustrzegliśmy się przed błędami i pomyłkami, ale praca ta ciągle 

trwa. 

 

             Ksi

ążka  ta  jest  próbą  wprowadzenia  w  buddyzm  zen.  Jej  celem  jest  zbudowanie  bazy  i 

skromnego  pomostu  przygotowuj

ącego  do  spotkania  żywej  nauki  Buddy.  Praca  jaką  trzeba 

wykona

ć, aby stać się gotowym na spotkanie z nauczycielem jest różna dla różnych ludzi. Zawsze 

konieczny  jest  wysi

łek.  Książka  ta  powstała  by  wysiłek  ten  ukierunkować  i  jak  najbespieczniej 

doprowadzi

ć do spotkania z autentycznym przekazem nauk buddyzmu zen. Jest przeznaczona dla 

szczerych  poszukiwaczy  religijnego  i  duchowego  treningu,  dlatego  nie  b

ędzie  dostępna  na  rynku 

ksi

ęgarskim, a jedynie w miejscach gdzie posiane już zostały nasiona nauki Buddy. W żadnym razie 

nie  mo

że  ona  zastąpić  mistrza  z  krwi  i  kości.  Książka  pokazuje  różne  aspekty  duchowego  i 

religijnego treningu, oraz jego miejsce w 

życiu. Przestrzega przed niektórymi niebespieczeństwami i 

pu

łapkami na Drodze.

 

            Oby ksi

ążka ta była pomocna w poszukiwaniu duchowego wyzwolenia i w pracy dla dobra 

innych.

 

            Oby wszystkie istoty osi

ągnęły prawdziwe szczęście i zostały wyzwolone od cierpienia.  

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Furyu

Page 1 of 1

1wstep

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/1wstep.html

background image

W P R O W A D Z E N I E

 

 

   

             Narodziny,  starzenie  si

ę,  choroby,  śmierć,  niespełnienie  pragnień,  konieczność 

bycia  z  nielubianymi,  niemo

żność  bycia  z  lubianymi,  lęk  przed  utratą,  czy  rozstaniem  z 

kochanymi, nietrwa

łość rzeczy, niepewność każdej następnej chwili, nieuchronność śmierci 

i  niepewno

ść  jej  chwili...  wszystko  to  od  tysiącleci  było  motorem  duchowych  poszukiwań 

ludzi. T

ęsknota za stanem wolności od cierpienia, lęku, alienacji i oddzielenia od świata, za 

stanem  g

łębokiego spokoju wewnętrznego, oraz odkryciem Prawdziwej Natury wszystkich 

rzeczy i nas samych wspiera

ła te poszukiwania. Dwa i pół tysiąca lat temu w Indiach książę 

Siddhartha przepe

łniony pytaniami i nie znalazłszy odpowiedzi w swym otoczeniu porzucił  

zaszczyty  i  zacisze  pa

łacu  i  wstąpił  na  ścieżkę  ascezy.  Spotkał  na  swej  drodze  wielu 

duchowych nauczycieli, ale u boku 

żadnego nie rozwiał swego zasadniczego wątpienia. Po 

latach  wyrzecze

ń  i  najsurowszych praktyk,  zmienił swe  podejście  do  duchowego  treningu 

wybieraj

ąc drogę środka, pomiędzy umartwieniem a pobłażaniem sobie. Wreszcie siedząc 

pod  drzewem  bodhi  widz

ąc  wschodzącą  wenus  dostąpił  otwarcia  "Oka  Umysłu". 

Przebudzenie  które  sta

ło się jego udziałem wyzwoliło niebywałą energię otwierając ciała i 

umys

ły  zarówno  jemu  współczesnych  jak  i  żyjących  przez  kolejne  dwa  i  pół  tysiąca  lat.  

Poprzez  wieki  nauka  ta  zbieraj

ąc  doświadczenia  pokoleń  przekazywana  była  dalej.  Z 

nauczyciela  na  ucznia,  twarz

ą  w  twarz.  Kolejne  kroki  buddyzmu  dokonały  się  zmieniając 

nieco zewn

ętrzne formy i przystosowując się do różnych kultur i różnych ludzi.  

            Jednym z kierunków ekspansji by

ły Chiny. W sąsiedztwie taoizmu jedną z form jaką 

przyj

ął  tu  buddyzm  był  Czan.  Linia  czan  i  zen  powstała  w  ramach  tradycji  buddyzmu 

Mahajana,  cho

ć  nauki  te  przekraczają  główne  założenia  Wielkiego  Wozu.  Przez 

patriarchów Indii i Chin Czan nabiera jedynej w swoim rodzaju formy. Przeniesiony z Chin 
do Japonii rozwija si

ę w wielu szkołach, w drastycznym wręcz skrócie główne z nich to: zen 

Soto - przeniesiony przez Zendzi Dogena (1200 - 1253) w roku 1227 i usystematyzowany 
przez Zendzi Keidzana (1268 - 1325) w trzy pokolenia pó

źniej (główne klasztory to Eiheidzi 

i Sodzidzi), zen Rindzai - pochodz

ący od Lin-Czi (jap. Rindzai), a przeniesiony z Chin przez 

Eisai w 1191 (z klasztorami Engakudzi, Rjutakudzi, Kogakudzi...), zen Obaku wprowadzony 
do Japonii przez Ingena w 1654 (g

łówna świątynia to Mampukudzi).  

             "Jest  to  tradycja  religijna  posiadaj

ąca  jedyny  w  swoim  rodzaju  trening  ciała-

umys

łu...".  U  podstaw  leżą  nauki  Buddy.  Cztery  szlachetne  prawdy,  sześć  paramit, 

o

śmioraka  ścieżka,  trzy  schronienia,  trzy  czyste  przykazania,  dziesięć  wskazań,  cztery 

ślubowania bodhisatwy to terminy jakie przybliżone będą w dalszych rozdziałach tej książki. 
Wszystkie  sutry,  oraz  spu

ścizna  dwóch  i  pół  tysiąca  lat  jest  w  bezpośrednim  związku  z 

praktyk

ą  buddyzmu  zen,  choć  jest  w  tak  różny  sposób  przekazywana  przez  różnych 

Mistrzów.  Jak  w  ka

żdej  religii  istnieje  tu  aspekt  wiary  i  aspekt  praktyki.  Wiara  dotyczy 

posiadania  Natury  Buddy  przez  ka

żdego  oraz  ufności  w  Dharmę  której  praktykowanie 

prowadzi  do  urzeczywistnienia  tej  Natury  Buddy.  Praktyka  religijna  odbywa  si

ę  na  wielu 

poziomach i posiada wiele aspektów. Zen (Dzen), czan, dhjana t

łumaczone dziś popularnie 

jako  medytacja  sugeruje  najsilniejszy  zwi

ązek  czy  wręcz  zajmowanie  się  jedynie  piątą 

paramit

ą, medytacją. Jednak w wydaniu doświadczonych nauczycieli buddyzm zen nie jest 

bynajmniej  fragmentaryczny  i  posiada  wszelkie  aspekty  religii  w  pe

łnym  tego  słowa 

znaczeniu.  Oczywi

ście każda z linii posiada własną chiererchię duchowieństwa,  wszędzie 

jednak  cho

ć  pod  różnymi  nazwami  występuje  termin  przekazu  Dharmy,  Pieczęci  Umysłu 

Buddy.  Od  czasów  samego  Siakjamuniego  poprzez  Mahaka

śjapę,  Anandę,  patriarchów 

Indii, Chin, mistrzów Chin i Japonii istnieje sukcesja, przekazywana z nauczyciela na ucznia 
w  nieprzerwany  sposób.  Rosi  lub  Sensei  to  najpowszechniej  u

żywane  tytuły  nauczycieli. 

Kto

ś  taki  posiada,  a  przynajmniej  powinien  posiadać  pełen  przekaz  nauki  (Dharmy),  co 

oznacza 

że w pełni ukończył formalny trening ze swoim nauczycielem. Przekaz Dharmy ma 

Page 1 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

żne nazwy w różnych liniach (siho, inka, inka siomei), "przyznawany jest, gdy dojrzałość 

ucznia  dorównuje  fundamentalnie  dojrza

łości  nauczyciela",  a  jest  autoryzacją  ucznia 

dokonan

ą przez nauczyciela. Przekaz taki traktowany jest nieco różnie w różnych liniach, o 

czym szerzej wspomniane b

ędzie w dalszym z rozdziałów.  

             "Sercem  treningu  zen  jest  zazen",  co  po  pierwsze  dotyczy  siedz

ącej  medytacji  w 

okre

ślonej  postawie.  Ciało  jest  wyprostowane,  oczy  półotwarte,  ważna  jest  przytomność 

umys

łu i uważność. Istnieje kilka rodzajów ułożenia nóg, a okresy nieruchomego siedzenia 

przeplatane  s

ą  chodzeniem  kinhin  (zezen  w  ruchu).  Ze  względu  na  procesy  psychiczne 

istnieje  najprostszy  podzia

ł  zazen:  sikan-tadza  -  po  prostu  siedzenie  z  otwarciem  i 

zaufaniem i

ż każdy z nas jest całkowity i doskonały taki jaki jest, innymi słowy jest Buddą 

(g

ł.  zen  soto), oraz praktyka z  koanem - problemem  wyznaczonym przez  nauczyciela lub 

naturalnie wybranym przez ucznia, który wraz z praktyk

ą niesie realizację Umysłu Buddy, a 

co za tym idzie ró

żnych aspektów mądrości i otwarcia (gł. zen rindzai). Są linie łączące te 

oba  rodzaje  zazen.  W  treningu  koanów  problemy  zadane  przez  mistrza,  to  nic  innego  jak 
sytuacje z naszego codziennego 

życia, a zmaganie się z głębokim wątpieniem prowadzi do 

urzeczywistnienia Prawdziwej Natury ka

żdego.  

            Trening  zen dotyczy wszelkich aspektów naszego  istnienia, a zazen  nie ogranicza 
si

ę jedynie do siedzenia na macie! Rozciąga się na wszelkie aktywności naszego życia. Nie 

polega  na  zniszczeniu  konstrukcji  psychologicznej  praktykuj

ącego,  a  raczej  na 

przekroczeniu,  na  zrzuceniu  ego  z  najwy

ższego  piedestału  władcy  i  umieszczeniu  na 

w

łaściwym miejscu jako sługi. U kresu pytania - kto, lub co widzi i słyszy, co jest źródłem 

my

śli, uczuć i odczuć, co rozumie...? zaczyna ujawniać się nasza Prawdziwa Natura.  Mówi 

si

ę również o wyzwoleniu od cierpienia, czy wyzwoleniu z koła narodzin i śmierci. Zawsze 

chodzi o 

żywe doświadczenie, a nie o filozofię. Celowo zakamuflowane, choć tak naprawdę 

bezpo

średnie i proste koany wprowadzają osoby bez urzeczywistnienia i mądrości jedynie 

w  wi

ększe  wątpienie,  dopóki  przez  żywe  doświadczenie  nie  otworzą  się  one  na 

zrozumienie. W rzeczywisto

ści rozwiązania koanów są tak proste, że dyskursywny intelekt 

jest zbyt skomplikowany, by móg

ł je "wymyślić". "Musisz stać się tak prosty jak dziecko, a 

koan  stanie  si

ę  oczywisty  i  pojawi  się  zrozumienie".  Właśnie  zrozumienie  czy 

urzeczywistnienie  (kensio,  dai-kensio  lub  satori)  jest  kulminacj

ą,  choć  nie  zakończeniem 

praktyki  zen.  Nie  ka

żda  realizacja,  czy  inaczej:  właściwa  odpowiedź  na  koan,  to  satori. 

"Mo

żna  odpowiedzieć  na  wiele  koanów  i  praktykować  zen  wiele  lat,  ciągle  nie  mając 

g

łębokiego urzeczywistnienia dai-kensio, zwanego wielką śmiercią i wielkim odrodzeniem". 

Ten  kto  si

ę urodził,  musi  również umrzeć,  czy potrafimy znaleźć naszą  Prawdziwą Twarz 

sprzed  narodzenia  naszych  rodziców,  czy  jest  tam  kto

ś  w  środku,  kim  jest  ten  kto  nie 

urodzi

ł się,ani nie umiera?  

             Sam  Bodhidharma,  pierwszy  chi

ński  patriarcha  zen  (czan),  wyraził  się  na  temat 

treningu zen w sposób nast

ępujący:  

           "Unikalny przekaz poza tekstami,  

            Niezale

żny od słów, czy liter.  

            Bezpo

średnie wglądanie w ludzki umysł.  

            Urzeczywistnienie swojej Prawdziwej Natury  

            I stanie si

ę Buddą."  

             Buddyzm  zen  jest  na  tyle  uniwersalny, 

że  możliwe  jest  nawet  odrzucenie 

buddyzmu, co nie wyklucza praktykowania zazen. Oczywi

ście możemy praktykować z wielu 

Page 2 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

pobudek:  dla  redukcji  stresu,  poprawy  zdrowia  i  kondycji  psychicznej,  poprawienia 
koncentracji,  czy   efektywno

ści  pracy  i  nauki.  W  ramach  treningu  sztuk  walki,  kultywując 

energi

ę  dzioriki,  panoramiczne  ,całościowe  postrzeganie,  błyskawiczność  reakcji  (przed 

my

śleniem)  i  inne  elementy  wypływające  z  zazen,  możemy  uczynić  ten  trening  bardziej 

efektywnym. Kiedy aspiracje nieco dojrzewaj

ą zen staje się drogą do wyzwolenia, ścieżką 

ku  o

świeceniu.  Jeśli  oświecenie  staje  się  faktem,  nasze  zazen  staje  się  bezpośrednim 

wyrazem  tego  urzeczywistnienia.  Innymi  s

łowy  "najpierw  czynimy  zazen  aby  stać  się 

buddami, pó

źniej dlatego, że jesteśmy buddami czynimy zazen".  

             Wydaje  si

ę  więc,  że  zazen  jest  zarówno  dla  gospodyni  domowej,  profesora 

uniwersytetu i adepta sztuk walki, niezale

żnie od wieku, wykształcenia czy aspiracji. Jednak 

aby wytrwa

ć i osiągnąć głęboką duchową realizację potrzeba wielkiej cierpliwości i wielu lat 

ogromnego  wysi

łku.  Tak  więc nie dość, że trudno zetknąć się  z autentycznym  treningiem 

zen,  niewielu  zdo

ła  wejść  głębiej  i  wytrwać,  a  tylko  wyjątkowo  pojawia  się  głębokie 

urzeczywistnienie, czy prawdziwy mistrz buddyzmu zen.  

            Cho

ć wiele ze sportów walki i sztuk walki umieszcza u swoich źródeł czcigodnego 

Bodhidharm

ę  czy  Zendzi  Eisai,  jakże  rzadko  wspomina  się  tam  o  zasadniczej  treści  ich 

życia.  Niestety  coraz  powszechniej  fizyczny  czy  psycho-fizyczny  trening  pozbawiony  jest 
duchowego rdzenia? Od wieków buddyzm, a szczególnie buddyzm zen stanowi

ł etyczną i 

duchow

ą bazę, pień na którym jak gałęzie pojawiały się różnorodne sztuki. Już w Indiach, a 

szczególnie  w  Chinach,  Japonii  Korei...  w 

ścisłym  związku  z  praktyką  buddyzmu  zen 

powsta

ły i rozwijały się: ciano-ju, ikebana, no, bonzai ... kjudo, kendo i wiele innych sztuk. 

Zawsze u podstaw le

żało głębokie duchowe doświadczenie i duchowa praktyka wynikająca 

z  przekazywanych  od  wieków  twarz

ą  w  twarz  żywych  nauk  Buddy  i  jego  spadkobierców. 

Niestety,  jak

że  często  odcięte  od  tego  drzewa  gałęzie  choć  potrafią  nawet  kolorowo 

zakwitn

ąć  usychają  zanim  wydadzą  dojrzałe  owoce.  Znane  jest  określenie:  "Nie  istnieje 

Budo bez zen". Sztuka walki bez g

łębokiego duchowego treningu przestaje być sztuką, czy 

drog

ą  (jap.  do),  a  staje  się  sportem,  nauką  samoobrony,  zdrowotną  gimnastyką,  lub  co 

gorsza  niebezpieczn

ą  bronią.  Nie  pomogą  ukłony,  flagi,  turnieje,  ani  nawet  kilka  minut 

medytacji.  Wszystko  to  nie  jest  w  stanie  zast

ąpić  żywej  praktyki  zen  i  kontaktu  z 

autentycznym  mistrzem.  Nauczaj

ąc  od  trzydziestu  lat  kendo  jako  sensei,  prosić  o  naukę 

swego mistrza zen, czy

ż nie jest to godne szacunku? Wielu praktykujących zen z różnych 

powodów 

ćwiczy  tai  czi,  karate,  kendo,  czi  kung,  taekwondo,  bagua,  sinki  czy  inne  style. 

By

ć może jedną z przyczyn jest potrzeba ruchu po wielu godzinach siedzącego zazen, w 

ko

ńcu sam Bodhidharma wprowadził podobno taki trening w klasztorze na górze Tien Tung 

Szan. Oczywi

ście większość z takich osób pragnąc poważnie praktykować prosi mistrzów 

sztuk  walki  o  pouczenia,  lub  po  prostu  ucz

ęszcza  na  regularne  treningi.  Byłoby  dobrze, 

gdyby  osoby 

ćwiczące  sztuki  walki  a  zainteresowane  zen  również  udały  się  do 

kompetentnych osób.  

             Dobrze  jest  u

świadomić  sobie,  że literatura nie  wystarczy  do rozpoczęcia  żywego 

treningu.  Je

śli już przeczytaliśmy jakieś książki ważne jest wprowadzenie dokonane przez 

kompetentn

ą osobę, najlepiej mistrza zen. Indywidualnie praktykować zazen można nawet 

codziennie,  na  pocz

ątku  kilka  czy  kilkanaście  minut,  najlepiej  o  stałej  porze  i  w 

przygotowanym  do  tego  celu  miejscu.  Wa

żna jest również praktyka  w grupie. Możliwe są 

d

łuższe  praktyki,  jedno  lub  kilkudniowe.  Mamy  takie  kilkudniowe  zazen  w  obecności 

nauczyciela  zwane  sessin  oraz  trzymiesi

ęczne  okresy  treningu  zwane  ango.  Podczas 

d

łuższych  okresów  praktyki  plan  dnia  rozpoczyna  się  zwykle  wcześnie  rano  (np.  4.00)  i 

zawiera  wiele  elementów:  ponad  10  godzin  siedz

ącego  zazen,  osobiste  rozmowy  z 

nauczycielem  zwane  dokusan,  daisan,  czy  sandzen,  mowy  dharmy  (teisio)  wyg

łaszane 

przez  mistrza,  prac

ę,  śpiewy,  posiłki  i  okresy  odpoczynku.  Do  Polski  przyjeżdżają 

mistrzowie  zarówno  z  Japonii,  jak  i  krajów  zachodnich.  Zanim  we

źmiemy udział  w sessin 

czy ango, z uwagi na pewne regu

ły (grupowej praktyki) i intensywność zazen wskazane jest 

Page 3 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

do

świadczenie  (pewien  okres  grupowej  i  indywidualnej  praktyki).  Osoba  o  szczerych 

aspiracjach  w  naturalny  sposób  pr

ędzej czy  później dojrzewa do przyjęcia  przewodnictwa 

nauczyciela.  Oczywi

ście  w  perspektywie  są  również  możliwości  wyjazdu  do  ośrodków, 

świątyń,  czy  nawet  bardzo  surowych  klasztorów  w  Japonii.  Wymaga  to  jednak  solidnego 
przygotowania.  Te  najsurowsze  klasztory  przyjmuj

ą  tylko  mnichów  i  mniszki  (solidnie 

przygotowanych).  

             Od  czasów  Buddy  Siakjamuniego  twarz

ą  w  twarz  przekazywana  jest  Pieczęć 

Umys

łu Buddy. Nie poprzez książki czy osobiste przemyślenia, ale poprzez żywą  praktykę 

i bezpo

średni przekaz z Umysłu do Umysłu. Poza nielicznymi wyjątkami uczniowie gorliwie 

praktykowali kilkadziesi

ąt lat ze swoim mistrzem, a i tak wybierał on jednego lub najwyżej 

paru  by  przekaza

ć  im  Dharmę.  Mistrz  bywa  lustrem  odbijającym  nasze  złudzenia, 

koncepcje,  problemy.  Przychodz

ąc  na  osobistą  rozmowę  stajemy  twarzą  w  twarz  z 

w

łasnymi  lękami,  pytaniami,  uczuciami.  Potrafi  być  ożywczą  wodą,  ale  i  ostrym  mieczem 

odcinaj

ącym złudzenia. Ważne, że jest człowiekiem z krwi i kości zdolnym powiedzieć "nie" 

w odpowiedzi na nasze dywagacje, na najcudowniejsze "klejnoty" naszych my

śli dopóki nie 

jest  to 

żywe  doświadczenie  najwyższej  próby.  Jakże  często  spotkać  można  ludzi,  którzy 

powo

łując  się  na  wewnętrznego  mistrza  określają  sami  siebie  mianem  oświeconych. 

Dlatego  szukaj

ąc  nauczyciela  warto  wnikliwie  przyjrzeć  się  nie  tylko  otwartości  serca  i 

umys

łu,  sile  i  dobroci,  oraz  zasadom  moralnym,  ale  i  dokładnie  spytać  o  linię  i 

autentyczno

ść przekazu Dharmy. Dobry mistrz nie pozwoli na to by uczeń zatrzymał się w 

praktyce,  czy  wbi

ł  w  dumę  z  jakichkolwiek  osiągnięć.  Nie  należy  spieszyć  się  z  decyzją 

przyj

ęcia  czyjegoś  przewodnictwa.  Całe  traktaty  poświęcono  w  buddyźmie  sprawdzaniu 

autentyczno

ści  mistrzów.  Błąd  w  tej  kwestii  może  kosztować  nas  wiele  lat  ogromnego 

wysi

łku,  który  możnaby  spożytkować  znacznie  lepiej  pod  okiem  doświadczonego 

przewodnika.  Co  gorsza  czasem  tacy  fa

łszywi  nauczyciele  potrafią  na  trwałe  zrazić  do 

buddyzmu  lub  przyczyni

ć  się  do  zachwiania  równowagi  psychicznej  adeptów.  Bąćmy 

ostro

żni!  

             Mam   znajomych  którzy  praktykuj

ą  zen  i  są  bardzo  znanymi  psychotera-peutami. 

Cz

ęsto słyszałem z ich ust, że zen pozwala im iść dalej w ich własnym rozwoju. W pewnej 

mierze praktyka zen z nauczycielem bywa rodzajem psychoterapii, ale nie jest to jedyny jej 
aspekt.  By

ć  może  dla  wielu  osób  z  poważnymi  problemami  natury  psychologicznej  lepiej 

by

łoby  najpierw  udać  się  do  psychoterapeuty,  zamiast  próbować  samemu  rozwiązywać 

wszystkie problemy poprzez praktyk

ę zen, szczególnie jeśli ktoś taki posiada sporadyczny 

kontakt  z  nauczycielem  zen,  lub  nie  posiada  go  wcale.  Je

śli  ktoś  już  rozpoczął 

psychoterapi

ę  z  pewnością  nie  polecałbym  jej  przerywać,  co  nie  przekreśla  możliwości 

praktyki zen, najlepiej za zgod

ą  psychoterapeuty.  

            Zen  nie musi  bezwzgl

ędnie obligować do zmiany światopoglądu. Potrafi pracować 

ze  wszystkimi  rodzajami  w

ątpienia  i  wykorzystywać  je  w  praktyce,  nie  jest  absolutnie 

konieczne odrzucanie, czy wyrzekanie si

ę wiary, czy światopoglądu. Dowodem na to niech 

b

ędą  przekazy nauki   japońskich  mistrzów buddyzmu zen udzielone  katolickim  kapłanom. 

Ojciec Wiligis  Yeger, ojciec Lasalle, Rosi Jo an Rieck ... jak godz

ą katolicyzm i zen, skoro 

w   swoich  klasztorach  czy  o

środkach  za  zgodą  kościoła  uczą  zen?  Najczęściej  nie  są  to 

nauki buddyjskie w ca

łej również religijnej rozciągłości, jednak jak widać dla praktykujących 

je  osób  nie  zmniejsza  to  ich  warto

ści   skoro  poświęcają  oni  na  taką  praktykę  większość 

swego 

życia.  To,  że  wytrwali  tyle  lat  świadczy,  że  mają  efekty  również  tego  rodzaju 

praktyki. Dopiero gdy chcemy zosta

ć osobą wyświęconą powinniśmy wnikliwiej zająć się tą 

spraw

ą. Trudno jest oddzielić zen od buddyzmu, choć niektórym udaje się to do pewnego 

stopnia,  tak  wi

ęc  również  osoby  z  innych  tradycji  religijnych  mogą  korzystać  z  tej  starej, 

lecz ci

ągle niebywale żywotnej nauki. Oczywiście dobrze jest, gdy rolnik wypowiada się na 

temat  uprawy  roli,  a  piekarz  na  temat  pieczenia  chleba,  a  nie  odwrotnie.  Wola

łbym,  aby 

dialog  mi

ędzy  religiami  polegał  na  wspólnej  pracy  dla dobra  ludzkości.   W  książce  tej nie 

Page 4 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

znajdzie si

ę ani jedno słowo dotyczące innej doktryny religijnej, aby nie wypaczyć zarówno 

litery którejkolwiek z doktryn, a tym bardziej ich g

łębokiego sensu. Nie będą używane nawet 

cytaty z innych tradycji, aby poprzez niew

łaściwy kontekst nie wypaczyć tych nauk.  

             Je

śli  chodzi  o  formę,  stroje,  rytuały,  zawsze  gdy  buddyzm  "dawał  kolejny  krok" 

adaptowa

ł  się,  ale  i  niósł  coś  z  poprzedniej  kultury.  Zajmowało  wiele  pokoleń,  by  forma 

uleg

ła  zmianie.  Aby  nie  odrzucić  rzeczy  istotnych,  jak  się  to  mówi  "nie  wylać  dziecka  z 

k

ąpielą",  zmian  w  tradycji  buddyjskiej  dokonuje  się  bardzo  ostrożnie  i  czynią  to  raczej 

nauczyciele.  Zajmie  to  jeszcze  troch

ę  czasu  zanim  nasz  polski  zen  będzie  wyglądał 

znacz

ąco  inaczej  w  kwestii  formy.  Zarówno  sztuka,  ikonografia,  jak  ogromna  ilość 

buddyjskich  rytua

łów  i symboli  jest  w  mniejszym  lub  większym stopniu związana z  pełną, 

ca

łościową praktyką buddyzmu zen. Wiele elementów z pozoru obcych nabiera znaczenia, 

gdy  wchodzimy  z  nimi  w  kontakt  w  obecno

ści  kompetentnej  osoby.  Najgłupsze  jest 

odrzucenie  czego

ś  czego  wcale się  nie  zna,  lub  co  na  zasadzie analogii z  inną  z pozoru 

podobn

ą  rzeczą  wydaje  nam  się  głupie  lub  bezużyteczne  tak,  jak  ta  znana  nam  rzecz. 

Dobrze  wi

ęc  najpierw  zdobyć  trochę  wiedzy  i  doświadczenia  zanim  zaczniemy  oceniać  i 

odrzuca

ć.  Nie  zapominajmy  o  dwu  i  półtysiącletnim  czasie  i  doświadczeniu  setek  tysięcy 

praktykuj

ących  w  porównaniu  do  naszych  miesięcy  czy  choćby  nawet  kilkudziesięciu  lat 

mizernej praktyki.  

            Bardzo cz

ęsto zapominamy, że choćby urządzenie naszego mieszkania, czy pokoju 

ma wp

ływ na nasze życie, również na praktykę duchową. Nie tylko klasztor, czy świątynia 

urz

ądzona  jest  tak  by  wspierać,  pomagać  w  duchowym  treningu.  Mieszkanie  świeckiej 

osoby mo

że posiadać również wiele takich cech. Ważne jest nie tylko to co powiesimy na 

ścianach  i  w  jakim  miejscu,  ale  i  jak  to  traktujemy.  Czy  ma  to  swoje  miejsce  w  naszym 
codziennym  funkcjonowaniu.  W  treningu  klasztornym  ka

żdy  aspekt  treningu  ma  swojego 

opiekuna. Dla przyk

ładu nawet kąpiel posiada aspekt duchowy i religijny. W pomieszczeniu 

do  ofuro,  czy  kaijoku  jest  o

łtarz  bodhisatwy  który  osiągnął  oświecenie  w  kąpieli,  Basara 

Bosatsu.  Wchodz

ąc  do  pomieszczenia  ofiarowujemy  kadzidło  i  kłaniamy  się,  a  ołtarz 

Bodhisatwy Basara przypomina nam o uwa

żności nawet podczas kąpieli. Nie ma przerw w 

duchowej  praktyce.  K

ąpiel,  odpoczynek,  praca  fizyczna,  zazen,  śpiewy,  czy  studiowanie 

sutr  wszystko  jest w  równej mierze  praktyk

ą. Wszystkie religijne aspekty są pomocą w tej 

materii.  Wielu  polaków  ograniczaj

ących  swoją  praktykę  do  piątej  paramity  (dhjana 

paramity),  do  zazen  dziwi  si

ę,  że  tak  szybko  tracą  zapał,  że  nie  mają  wytrwałości,  że 

praktyka  nie  wytrzymuje  pod  naporem 

życia.  Człowiek  potrzebuje  zróżnicowanego 

po

żywienia  również  w  dziedzinie  ducha.  Nawet  mnich  z  najmocniejszej  linii  nie  wytrwa 

d

ługo  jedząc  tylko  rzodkiewkę.  Dlatego  właśnie  buddyzm  rozwinął  tak  szeroki  wachlarz 

środków  wspierających.  Działa  to  na  nas  wszystkich  na  wielu  poziomach  stosownie  do 
naszej  otwarto

ści  i  dojrzałości.  Symbole  mają  swoje  określone  funkcje.  Choć  można  je 

wydoby

ć,  wyrwać  z  kontekstu  i  opisywać  w  uczonych  rozprawach,  ich  miejsce  jest  w 

dzia

łaniu.  

            Wracaj

ąc do treningu z nauczycielem, Bodhidharma (jap. Bodaidaruma) spędził ze 

swoim  nauczycielem  Hannjatar

ą  (sanskr.  Pradżniatara)  ponad  30  lat.  Na  łożu  śmierci 

Hannjatara przekaza

ł mu pieczęć Dharmy i polecił by wstrzymał się 60 lat i dopiero wtedy 

uda

ł  się  do  Chin  by  przekazać  naukę.  Mając  ponad  100  lat  udał  się  do  Chin.  Tam 

niedoceniony przez cesarza Wu opu

ścił dwór i przez 9 lat praktykował w grocie twarzą do 

ściany. Kiedy odwiedził go Taiso Eka (chiń. Huei Ko) przez długi czas ignorował przybysza. 
Po  nocy  sp

ędzonej  przez  Eka  stojąc  na  śniegu,  Bodhidharma  w  kilku  prostych  zdaniach 

odmówi

ł  jego  prośbom  o  naukę.  Eka  praktykował  już  wtedy  przez  30  lat,  ale  nie 

urzeczywistni

ł dotąd Prawdziwej Drogi. Aby dać dowód swej szczerości i determinacji Eka 

odci

ął sobie lewą dłoń i złożył przed Bodhidharmą. Dopiero wtedy otrzymał pouczenia i po 

g

łębokim  urzeczywistnieniu  został  następcą,  drugim  Chińskim  patriarchą  Czan.  W 

obecnych  upad

łych  czasach  nie  ma  mowy  o  takich  poświęceniach,  a  szczere  oddanie 

Page 5 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

praktyce jest niezwykle rzadkie. Wi

ększość szanowanych mistrzów wiedząc jak trudna jest 

praktyka zen nigdy do niej nie zach

ęca, nie jest to również celem tej książki.  

             Cho

ć  generalnie  buddyzm  wydaje  się  być  jedną  z  najbardziej  liberalnych, 

tolerancyjnych i plastycznych religii na 

świecie, w obecnej epoce nie zawsze jest to zaletą. 

"Zachodnia  mentalno

ść" próbuje odcisnąć swoje piętno również tutaj. Pojawiają się próby 

sterylizacji  zen,  wypreparowania  jedynie  kilku  aspektów.  Zen  bez  religii,  czy  wr

ęcz  bez 

śladów religijności uchodzi w wielu kręgach za jedynie prawdziwy zen. Czasami jest to coś 
jeszcze  gorszego.  Próby  podpisywania  nazw

ą  zen  osobistych  wystąpień  na  polu  sztuki, 

literatury, filozofii. Sztuka oporz

ądzania motocykla, zen performance, meble, stroje w stylu 

"zen",  ogród  w  stylu  zen,  s

ą  już  nawet  perfumy  zen.  Piszą  o  zen  przeróżne  osoby, 

oceniaj

ąc  interpretując,  wypowiadając  się  na  temat  praktyki,  doktryny,  sztuki.  Czasami 

zajmuj

ą  się  sprawami  bardzo  ważnymi  i  głębokimi  nie  posiadając  żadnej  autoryzacji 

buddyjskich  nauczycieli.  Czasami  pozostawiaj

ąc  jedynie  (od  niedawna  modne  i  u  nas) 

smaczki  o  okre

ślonym  kolorycie,  a  odcinając  duchową  i  religijną  pracę,  oraz  wiedzę  i 

do

świadczenie.  Mistrzowie zen są najczęściej wymagający, ale nie są skąpi. Uczą jeśli są 

o  to  proszeni.  Nie  chodzi  tu  o  wy

łączność  prawną  do  pisania  o  buddyźmie,  ale  o 

u

żyteczność,  rzetelność  i  kompetencje.  Rozpaczliwe  poszukiwania  współczesnego 

cz

łowieka doby kryzysu religii, epoki pieniądza i ery ogromnej szybkości życia zwróciły się 

ju

ż jakiś czas temu w stronę dalekiego wschodu. Przejawami tych poszukiwań są również 

sporty  walki  (sporty,  gdy

ż  wiele  z  nich  trudno  nazwać  sztuką),  pisanie  własnych  haiku, 

malarstwo  tuszem,  spotkania  przy  herbacie,  domowe  bonzai,  japo

ńskie  przydomowe 

ogródki,  teoretyczne  rozprawy  filozoficzno-religijne,  spotkania,  odczyty,  wyk

łady, wystawy. 

Cho

ć  chciałbym  wierzyć  że  u  podstaw  leży  szczere  poszukiwanie  prawdziwego 

zrozumienia, próby te je

śli są pozbawione duchowego rdzenia to nic więcej jak egzotyczne 

hobby.  Bez  wzgl

ędu  na  to  z  jak  wielką  pompą  są  przedstawiane,  wyniki  takiej  pracy 

wyrosn

ą  stosownie  do  płytkości  jej  korzeni.  Dlatego  tak  mocno  podkreślam  niezbędność 

duchowego  rdzenia.  Osobi

ście  najbardziej  cenię  naukę  i  praktykę  różnych  sztuk  w 

po

łączeniu z  żywą praktyką duchową, jednak nie mogę zabronić ani tworzenia, ani uczenia 

si

ę  bez  duchowości  czy  religijności,  nawet  jeśli  jest  to  z  jakąkolwiek  religią  związane. 

Chodzi  mi  tu  o  cho

ćby  przybliżone  rozgraniczenia.  Co  jest  sztuką,  czy  twórczością 

inspirowan

ą  daną  tradycją  religijną,  a  co  religijną  sztuką,  czy  autoryzowanym  religijnym 

tekstem.  Kto  mia

łby  określać  i  dokonywać  tego  typu  autoryzacji?   Autoryzacji,  a  nie 

cenzury. Skoro zarejestrowane s

ą związki wyznaniowe niech ich przedstawiciele mają coś 

do  powiedzenia  w  dziedzinie  ich  w

łasnych  wyznań.  Niedouczenie  i  ograniczoność 

niektórych duchownych, czy osób 

świeckich nawet na wysokich stanowiskach, zajmujących 

si

ę informacją i problemami dotyczącymi innych wyznań bywa żenujące. Wrogie podejście 

do  inno

ści  wyznaniowej,  własne  interpretacje  i  ocena  na  nich  oparta,  mylenie  tradycji 

religijnych, przyporz

ądkowy-wanie terminu "sekta" wszystkiemu co inne i nieznane... Mimo 

ogromnej  pracy  niektórych  duchownych  w  dialogu  zbli

żenia  między  wyznaniami,  mimo 

wielu spotka

ń, wspólnych wystaw malarstwa religijnego, spotkań ekumenicznych, gdzie nie 

wchodzono  sobie  w  kompetencje,  a  u

ściski  dłoni  duchownych  i  wyznawców  np. 

katolicyzmu,  prawos

ławia,  judaizmu,  hinduizmu  i  buddyzmu  były  szczere,  ciepłe  i 

prawdziwe. Z pewno

ścią można wiele jeszcze zrobić na tym polu.  

             Jak  jest  w  buddy

źmie  z  miłością,  współczuciem,  szczodrością,  czy 

szczodrobliwo

ścią, współodczuwaniem? Właściwie powinno się zacząć tą książkę właśnie 

od  tego  tematu.  Buddyzm  nie  nadu

żywa  tych  określeń,  choć  to  właśnie  altruistyczna 

g

łęboka  i  autentyczna  miłość jest  rdzeniem  prawdziwej  praktyki.  We wszystkich  liniach, a 

szczególnie  tych  pochodz

ących  z  tradycji  Mahajany  to  właśnie  miłość  do  ludzi, 

dostrzeganie  ich  cierpienia  i  potrzeba  ul

żenia im w tym cierpieniu  jest  głównym motorem, 

motywacj

ą,  wręcz  celem  w  praktyce.  Pierwsze  z  czterech  ślubowań  bodhisatwy,  które 

codziennie 

śpiewamy  brzmi:  "Odczuwające  istoty  są  niezliczone,  ślubuję  je  wszystkie 

wyzwoli

ć". Powiedziane jest w sutrach, że ze względu na bezmiar czasoprzestrzeni każda 

Page 6 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

istota  kiedy

ś  była  naszą  matką,  czy  naszymi  rodzicami.  Inaczej  każdy kiedyś  był  naszym 

dzieckiem,  czy  ma

łżonkiem.  Uświadomienie  sobie  tego  i  dopuszczenie  do  świadomości 

konsekwencji takiego podej

ścia staje się bazą i motywuje do praktyki. Odczuwające istoty 

s

ą  niezliczone,  więc  nie  widać  końca  dla  naszej  pracy  wręcz  przepuszczenia  ich  przed 

nami i wyzwolenia ich wszystkich zanim my sami osi

ągniemy stan buddy. Żeby wytrwać w 

tak gigantycznej pracy potrzebny jest bezmiar mi

łości, współczucia i współodczuwania. To 

z  mi

łości  do  innych,  by  uchronić  ich  przed  naszymi  wadami,  błędami,  naszym  gniewem, 

chciwo

ścią  i  głupotą  praktykujemy  i  pracujemy  nad  sobą.  To  oczywiście  podejście  do 

jakiego bardziej d

ążymy niż jest ono powszechne. Będąc świadomymi naszych ułomności i 

niezliczonych  z

łudzeń musimy zdać sobie sprawę, że najczęściej działamy i praktykujemy 

ze  znacznie  ni

ższych  pobudek.  Właśnie  ze  świadomości  ogromnego  pomieszania 

wi

ększości z nas buddyzm jest tak oszczędny we wzniosłościach. Nawet kiedy po otwarciu 

oka  umys

łu  doświadczamy  bardzo  wzniosłych  stanów,  miłości,  przestrzeni  percepcji, 

spokoju  i  rado

ści  rozwiązłość  słowna  nie  przynosi  wiele  pożytku.  W  miarę  praktyki  i 

pog

łębiania otwarcia oka Umysłu nasza miłość i współczucie wzrastają. Stają się również 

coraz bardziej szczere i nieuwarunkowane, coraz mniej egoistyczne.  

             Wiele  ksi

ążek  może  z  powodu  sprytu  i  nadgorliwości,  a  może  przenikliwości  i 

wiedzy  ich  autorów  ogromn

ą  ilość  stron  poświęca  wychwalaniu  i  przybliżaniu  różnego 

rodzaju wgl

ądów, urzeczywistnień i otwarć oka Umysłu. Jeden rozdział tej książki również 

b

ędzie  traktował  o  oświeceniu  używając  jedynie  słów  mistrzów  i  samego  Buddy.  Przede 

wszystkim jednak powinien przestrzedz przed samooszukiwaniem i próbami oceny w

łasnej 

praktyki i praktyki innych. Je

śli zatrzymuje nas w praktyce, nawet największy wgląd to kupa 

bezu

żytecznego,  śmierdzącego  łajna,  warto  być  ostrożnym  by  w  nie  nie  wdepnąć.  "Czy 

zjad

łeś już śniadanie? Tak? Umyj swoje miski".  

             Buddyzm  zen  zajmuje  si

ę wszystkim, co niesie  ze  sobą życie każdego  człowieka. 

Opieraj

ąc  się  na  naukach  samego  Buddy  Siakjamuniego  daje  praktykującym  możliwość 

wnikliwszego             dostrze

żenia  przyczyn  cierpienia  i  pokazuje  jeden  ze  sposobów 

wyj

ścia,  czy  przekroczenia  tej  rzeki  cierpienia.  Urzeczywistnienie  Natury  Umysłu,  jest 

kulminacj

ą,  ale  nie  zakończeniem  treningu.  Motywacja  do  praktyki  zwykle  zmienia  się  w 

miar

ę praktykowania i dojrzałości. Nie warto zaniedbywać pracy nad motywacjami nawet w 

intencjonalny  sposób,  aby  nie  okaza

ło  się,  że  przy  pierwszej  poprawie  sytuacji  życiowej 

zostawiamy  praktyk

ę.  Warto  ciągle  odnawiać  pytanie  -  Z  jakich  powodów  praktykuję? 

Dog

łębne  uświadomienie  sobie  nietrwałości,  przemijalności,  ogromu  cierpienia  jakie  nas 

otacza  i  jakie  nosimy  w  sobie,  nieuchronno

ści  śmierci,  nieznajomości  jej  czasu,  oraz 

wyj

ątkowości  otrzymania  ludzkiego  ciała  i  zetknięcia  się  z  Dharmą  Buddy,  to  podstawa 

szczerego  i 

świadomego  wejścia  na  Drogę  Buddy.  Przyjęcie  schronień  czy  ceremonia 

Dziukai,  a  tak

że  znalezienie  właściwego  nauczyciela  są  dalszymi  etapami.  Część  z 

podstaw,  oraz  kilka  takich  etapów  mo

żna  będzie  znaleść  w  kolejnych  rozdziałach  tej 

ksi

ążki. W oparciu o teksty dawnych i współczesnych nauczycieli buddyjskich jest to próba 

zasygnalizowania 

ca

łościowego 

charakteru 

skompilowania 

kompendium 

przygotowuj

ącego  nieco  do  rozpoczęcia  praktyki  buddyzmu  zen  i  spotkania  nauczyciela. 

Przestrogi dotycz

ące pułapek na Ścieżce, sygnały mówiące o istnieniu niektórych aspektów 

praktyki, wszelkiego rodzaju porady zawarte we wst

ępach do rozdziałów, czy w tekście to 

tylko  wskazówki  do  dalszej  pracy  i  poszukiwa

ń,  nie  panaceum  na  wszelkie  trudności  w 

praktyce,  czy  w 

życiu.  W  zalewie  fragmentarycznych  broszur,  czy  esei,  jest  to  próba 

ca

łościowego zestawienia przeznaczona do użytku wewnętrznego naszego stoważyszenia 

dla  osób  powa

żnie  zainteresowanych  praktyką  japońskiej  tradycji  buddyzmu  zen.  Ze 

wzgl

ędu  na  różnice  w  poszczególnych  liniach  takich  jak  soto,  rindzai,  czy  obaku  dobrze 

by

łoby książkę tę traktować jedynie jako jeden z pierwszych kroków na drodze. Ze względu 

na nieuchronno

ść błędów jej główną funkcją jest pomoc do chwili przyjęcia przewodnictwa 

konkretnego  nauczyciela buddyzmu zen. Wtedy  szanowny czytelniku najlepiej b

ędzie jeśli 

zapomnisz  wszystko  co  czyta

łeś  i  przeczytasz  w  tej  książce.  Odkrywaj  wszystko  poprzez 

Page 7 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

żywą praktykę i nauki swego mistrza. 

Furyu. 

Page 8 of 8

WPROWADZENIE

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/3wstep.html

background image

5  NIETRWA

ŁOŚĆ 

Je

śli dotrze do nas nauka o nietrwałości, nieuchronności śmierci i nieprzewidywalności chwili śmierci 

z  pewno

ścią  nie  spoczniemy  w  staraniach  by  sznować  każdą  chwilę  życia,  by  zająć  się  istotnymi 

sprawami,  by  otrz

ąsnąć  z  siebie  pajęczynę  lenistwa.  Jeśli  posiadamy  związki  z  Dharmą  Buddy 

medytacja nad  nietrwa

łością stanie się solidnym fundamentem i nieustającym motorem dla naszego 

wysi

łku na Drodze. Jak moglibyśmy bez końca odkładać to na później?

 

            Przez tysi

ąclecia cywilizacje rodziły się, kwitły i gasły,

 

            Stosy ko

ści zamieniły się w pył, a każda jego drobina

 

            Niezliczon

ą ilość razy rodziła się, żyła i umierała,

 

            Za naszego 

życia o śmierci milionów można spisać tom opasły,

 

            Co roku po wio

śnie jest lato, potem jesień i zima,

 

            Umiera stary m

ędrzec, zbrodniarz i dziewczynka mała

 

            Czy nazbyt si

ę lękamy, że ciągle sądzimy, że nas to nie dotyczy?

 

 

  

Wyró

żnić możemy kilka aspektów nietrwałości które bezpośrednio nas dotyczą:

 

nietrwa

łość materii, zmienność sytuacji życiowych - próby definitywnego zabespieczenia swego bytu w 

sposób materialny skazane s

ą na fiasko; nieuchronność śmierci nas samych - tuszowanie, wypieranie tego 

faktu ze 

świadomości przez różnego rodzaju tymczasowe zajęcia jest tylko trwonieniem ogromnej ilości 

energii, któr

ą moglibyśmy wykożystać w zupełnie inny sposób; całkowita niepewność czasu naszej śmierci - 

ignorowanie tego faktu przenosi l

ęk z nim związany do podświadomości, zamiast wykożystać go do 

odrzucenia bezwarto

ściowych działań i skupienia się na ważnych, lęk ten wtłacza nas w gonitwę by zdążyć z 

jak najwi

ększą ilością spraw, zamieniamy się w nigdy nienasyconą, współzawodniczącą, łapczywą maszynkę 

do mielenia 

życia; chierarchia ważności widziana w chwili śmierci - spojrzenie z takiej perspektywy (lub tak 

jakby zosta

ło nam niewiele życia) to szansa zmiany chierarchii wartości w naszym życiu. Obawa przed 

depresj

ą, przygnębieniem                    , nie zdając sobie sprawy, że kumulujemy bagaż właśnie odsuwając 

nasze l

ęki w nieświadomość. To tak jakbyśmy chcieli z lęku przed "fotelem dentysty" przez resztę zycia 

u

żywać środków przeciwbulowych. Pracoholizm, hobby, alkohol, przyjaciele i znajomi, telewizja... niech każdy 

z nas dopisze swoj

ą listę. Jeśli świadomie pozwolimy by nasz umysł pracował nad tym wszystkim, mamy 

szans

ę świerzego spojrzenia na nasze życie, przewartościowania go. Zwykle efektem jest wzmożona 

duchowa praktyka, gdy

ż zaczynamy uświadamiać sobie, że jedynie prawdziwe i głębokie duchowe 

urzeczywistnienie jest lekarstwem na l

ęk i ból jaki nosimy. Medytacja nad nietrwałością jest polecana w różnej 

formie we wszystkich liniach buddyzmu. Od codziennego czytania wielu stron tekstu i kontemplowania, 
przemy

śleń każdej linijki do całkowicie swobodnych osobistych medytacji nad poszczególnymi zagadnieniami 

czy ca

łością. Istotne jest jak wykożystamy owoce tej medytacji, czy pozwolimy by nas przygnębiły i wpędziły 

w beznadziejno

ść i bezwład, czy też staną się one siłą napędową naszych wysiłków ku wyzwoleniu.

 

 
Medytacja  nad  nietrwa

łością,  nieuchronnością  śmierci  i  niepewnością  jej  chwili  (wg.  Patrula 

Rinpocze):

 

 

 

"Wszystkie wzloty i upadki zdarzaj

ące się na przestrzeni dziejów ujawniają jedno - nietrwałość. Bardzo dawno 

temu,  w pierwszej kalpie,  gdy nie by

ło jeszcze ani słońca, ani księżyca, ludzie roztaczali wokół swój własny 

blask.  Przenosili  si

ę  z  miejsca  na  miejsce  mocą  umysłu,  mieli  wspaniałe  ciała  i  żywili  się  nektarem.  Ich 

doskona

łe  szczęście  przypominało  to  jakie  jest  udziałem  bogów,  ale  stopniowo  blakło  pod  wpływem 

narastaj

ących  emocji  i  coraz  negatywniejszych  działań.  Staliśmy  się  w  końcu  dzisiejszymi  ludźmi  o  silnych 

emocjach i nik

łej sile życiowej. Większość ludzi zaludniających nasz świat zginie z powodu coraz nowszych 

chorób  wojen i  kl

ęsk nieurodzaju. Kiedy emanacja następnego buddy Maitrei zacznie przekazywać naukę o 

niezabijaniu,  ludzie  b

ędą  wielkości  łokcia,  a  ich  życie  trwać  będzie  dwadzieścia  lat  ...  Jakiejkolwiek  by  nie 

Page 1 of 2

5nietrwalosc

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/5nietrwalosc.html

background image

u

żyć skali, zawsze zauważyny nietrwałość. Zmienność występuje na przestrzeni kalp, z sekundy na sekundę. 

Zmieniaj

ą się, pory roku.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]-->Oto jak wyra

ża się o nietrwałości sam Budda Siakjamuni:

 

            D

ługo medytować nad nietrwałością,

 

            To sk

ładać ofiary wszystkim buddom.

 

            D

ługo medytować nad nietrwałością,

 

            To uzyskiwa

ć instrukcje od wszystkich buddów.

 

            D

ługo medytować nad nietrwałością,

 

            To otrzymywa

ć błogosławieństwa od wszystkich buddów.

 

            Nie sposób niezauwa

żyć śladów przejścia słonia,

 

            Tak te

ż być powinno z nietrwałością;

 

            To najwa

żniejszy przedmiot buddyjskich medytacji.

 

W Winai precyzuje:

 

            Lepiej przez chwil

ę być świadomym nietrwałości niż ofiarować wspaniały posiłek setce mych wielkich 

uczniów takich jak Siariputra i Maudgalajana.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Nagard

żuna powiedział:

 

            Je

śli to życie chłostane wiatrem tysięcy trosk

 

            Jest bardziej kruche ni

ż bańka mydlana

 

            Jakim

ż jest cudem, że zasnąwszy,

 

            Nadal wdychamy, wydychamy i budzimy si

ę wciąż sprawni!

 

<!--[if  !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->Dzendzi  Hakuin  niejednokrotnie  mówi

ł  o  stałej  obecności  myśli 

na  temat nieuchronno

ści śmierci w jego własnym życiu, w odpowiedzi na ignorowanie sprawy śmierci przez 

niektórych  z  wyznawców,  oraz  szydzenie  ze 

śmierci  przez  pseudooświeconych  urzył  kiedyś  tego  typu 

porówna

ń (nie jest to dosłowny cytat): 

 

                                     Od najm

łodszych lat byłem świadomy nieuchronności śmierci,

 

                                    Towarzyszy

ła mi zawsze gdziekolwiek bym się nie udał,

 

                                    Mia

łem wrażenie, że gdybym obejrzał się przez ramie, 

 

                                    Niemal móg

łbym ją zobaczyć.

 

                                    W

łaśnie tej świadomości zawdzięczam wiele, wiele lat mojego duchowego wysiłku.

 

                                    Czemu niektórzy si

ę tego wstydzą a inni to ignorują?

 

Page 2 of 2

5nietrwalosc

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/5nietrwalosc.html

background image

7. WYJ

ĄTKOWOŚĆ LUDZKIEGO WCIELENIA

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> 

Kiedy widzimy ogromne rzesze ludzi na ziemi, wydaje nam si

ę iż nie może być nic prostrzego jak odrodzić się 

jako cz

łowiek. Nic bardziej złudnego. Wystarczy uświadomić sobie jaka jest liczba zwierząt na ziemi i dodać 

do tego nasz

ą niewiedzę na temat życia we wszechświecie, a otrzymamy pierwszy znak zapytania. Buddyzm 

mówi  o  niezliczonych  ilo

ściach  form  odczuwających istot  w różnych  rodzajach  krain  istnienia.  Symbolicznie 

mówimy o sze

ściu krainach stawania się, uwikłanych w narodziny i śmierć. Kraina ludzi jest jedną z nich i to 

jedn

ą  z  najmniej  licznych.  Dowiedzieć  się,  że  trafiło  nam  się  coś  znacznie  bardziej  wyjątkowego  niż  ślepej 

kurze ziarno czasem trwo

ży, czasem zobowiązuje, a czasem stawia duży znak zapytania przed każdą chwilą 

naszego 

życia.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> 

S

ą miejsca gdzie przez eony usta w ogniu krzyczą, 

S

ą i takie gdzie lodowate ostrza przeszywają serca, 

Gdzie

ś woda płonie, a gorycz przepala wąskie gardła, 

S

ą ostępy gdzie szarpią trzewia, wyją i z bólu skowyczą, 

S

ą i radosne w chmurach, z łożem ze strzał u niebios kobierca, 

Gdzie

ś są i te gdzie nieustannie miecze przecinają gardła, 

Czy w którym

ś z tych miejsc słychać bicie świątynnego dzwonu? 

Page 1 of 1

7wyjatkowosc

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/7wyjatkowosc.html

background image

9 CZTERY SZLACHETNE PRAWDY

 

  

  

               Cztery  Szlachetne  Prawdy  przedstawione  przez  Budd

ę  nie  straciły  zupełnie  na 

aktualno

ści również w dzisiejszych czasach dotyczą cierpienia, jego przyczyny, możliwości 

wyga

śnięcia,  oraz  drogi  kładącej  kres  cierpieniu.  Śmierć,  ból,  starość,  choroby, 

samotno

ść...  morze  nieszczęść,  lęk  przed  nimi  są  nieodłącznym  towarzyszem  każdej 

odczuwaj

ącej istoty. Choćbyśmy bardzo mocno chcieli się przed nimi uchronić, większość z 

nich  dopadnie  nas  pr

ędzej  czy  później.  Jeśli  dostrzerzemy  ich  nieuchronność 

wystarczaj

ąco wcześnie uzyskamy szansę aby poprzez duchową praktykę położyć im kres 

jeszcze w tym rzyciu. 

Page 1 of 1

9cztery_prawdy

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/9cztery_prawdy.html

background image

11 TRZY KLEJNOTY (SKARBY) 

                  Pierwszym  Klejnotem  jest  Budda.  Dotyczy  to  po  pierwsze  historycznego  Buddy,  pierwszego 
znanego na ziemi Nauczyciela i za

łożyciela religii, Siddharty Gautamy z rodu Siakjów. Pokazał on ścieżkę do 

wyzwolenia z cierpienia, narodzin i 

śmierci poprzez oświecenie jakiego doświadczył i urzeczywistnił w życiu. 

W innym rozumieniu, budda to wszechogarniaj

ący Umysł. Każdy z nas posiada czy raczej jest tym umysłem 

Buddy, jednak z uwagi na skalania klesia, na swoisty sen, tkwienie w u

łudzie, nie jesteśmy w stanie w pełni 

go  urzeczywistni

ć. W jeszcze innym rozumieniu budda to nasz najbliższy nauczyciel, spadkobierca linii, ten 

kto  przekazuje  nam  nauki  buddyzmu.    Nie  raz  mówiono  nam, 

że  to  my  jesteśmy  tym  Buddą.  Lubimy  tego 

s

łuchać,  po  latach  podporządkowania  nareszcie  stajemy  w centrum  świata.  Teraz  wreszcie  jesteśmy 

najwa

żniejsi.  Często  słyszymy  o wierze  w siebie,  staniu  na  własnych  nogach,  a rzadziej  o wsparciu  jakie 

mo

żemy  otrzymać.  Chodzi  mi  nie  tylko  o wsparcie  duchowych  przyjaciół,  nauczycieli,  czy  samej  praktyki. 

Poprzez  niezliczone  eony  niezliczone  ilo

ści  Buddów  i Bodhisattwów  stworzyły  przeogromny  potencjał. 

Fizycznie  widzimy  tylko  wierzcho

łek  góry  lodowej.  Dawniej  nie  zapominano  o tym  aspekcie;  Dzen  wraz 

z Czyst

ą Krainą i szkołami buddyjskiej Tantry można było spotkać w tych samych klasztorach i świątyniach. 

Obecnie w Japonii jest to równie

ż dostępne, choć trzeba w tym celu odwiedzić różne miejsca. Drugi Klejnot -

Dharma, czyli nauki Buddy - przyjmuje ró

żne formy stosownie do okoliczności. Zachód ze swoim kultem ego 

wysublimowa

ł  z tej  całości  to,  co  najłatwiej  mu  zaadoptować.  Zachodni  zen  bez  buddyzmu  odcina  się  od 

spu

ścizny  eonów  i tysiącleci  praktyki  na  ziemi.  Przeintelektualizowany  i przepsychologizowany  zen  stał  się 

w

ąziutki  jak  struna.  Wynikiem  tego  jest  osamotnienie  współczesnego  ucznia  zen  zachodu.  Zostawiliśmy 

katolicyzm, protestantyzm, lub judaizm, ale tym samym stracili

śmy wiele wsparcia, które większości z nas jest 

potrzebne.  Zatracili

śmy zdolność dialogu, sposób  praktyki na najgłębszych poziomach  naszej świadomości, 

gdzie  prosimy  o wsparcie,  o zrozumienie,  o si

łę  i cierpliwość.  Po  kilku  lub  kilkunastu  latach  praktyki,  kiedy 

wielkie  o

świecenie  nie  przychodzi,  zaczynamy  wątpić.  Po  jakimś  czasie  zaczynamy  oczerniać  buddów, 

Patriarchów  i nauczycieli.  Wreszcie  skre

ślamy  niezliczone  eony  zasług  i praktyki  naszych  przodków 

w Dharmie  i tracimy  szans

ę  na  dostęp  do  niewyczerpywalnych  źródeł  energii  i mądrości.Trzeci  klejnot  to 

Sangha.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

PRZYJMOWANIE TRZECH SCHRONIE

Ń

 

 <!--[endif]-->

 

             Jedn

ą  z najistotniejszych  rzeczy  w buddyjskich  sutrach  jest  `przyjęcie  schronienia`,  po  japońsku 

namu. To przyjmowanie schronienia w trzech klejnotach - Buddzie, Dharmie i Sandze - tworzy podstaw

ę dla 

wszystkich  wskaza

ń.  Przyjęcie  potrójnego  schronienia  jest  wejściem  do  świata  buddy.  Sanskrycki  termin 

namu i chi

ńskie słowo kie wyrażają tego samego ducha i oznaczają powrót do naszego prawdziwego domu. 

By  powróci

ć  naprawdę  do  domu  w  duchu  kie,  należy  zaufać  sobie  i pozbyć  się  ciała  i umysłu,  które  dotąd 

nazywa

ło  się  `mną`.  Jeśli  istnieje  ta  rzecz,  którą  traktujemy  jako  `ja`,  wówczas  namu  oznacza  rezygnację 

z tego  wszystkiego  przez  wzgl

ąd  na  prawdę.  Sanskryckie  namu  i chińskie  kie  są  wyrażeniami,  które 

oznaczaj

ą pokładanie bezgranicznej ufności ciała i duszy w Buddzie...

 

Rosi Tangen Harada

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

TRZY KAJE

 

                 Dharmakaja

 

(Hossin)  -  wszechogarniaj

ące,  fundamentalne  ciało  Buddy,  zwane  również  ciałem 

Prawa. Jedno

ść będąca poza wszelkim wyobrażeniem. Nieuwarunkowana Dharmakaja jest substratem Pełni 

i Doskona

łości  i z niej  wynikają  wszystkie  ożywione  i nieożywione  formy  oraz  porządek  moralny.  Birusiana 

(Wajroczana)  -  Wszecho

świecający  -  uosabia  ten  właśnie  aspekt  kosmicznej  świadomości.  Również  Dai 

Butsu (Wielki Budda) jest okre

ślany jako Budda Dharmakaji. 

                Sambogakaja (Hodzin) - cia

ło radości, ekstazy i błogości oraz mądrości, która istnieje o krok przed 

przyj

ęciem  fizycznej  formy.  Buddowie,  wszyscy  Bodhisattwowie,  oświeceni  strażnicy  i opiekunowie  Dharmy 

s

ą właśnie tym ciałem.

 

                Nirmanakaja (Odzin) - cia

ło przekształcenia. Mądrość przejawiona w fizycznej formie. Budda 

Siakjamuni z jego 32 oznakami doskona

łości to forma Nirmanakaji. W mniej ortodoksyjnym podejściu 

wszyscy uznani sukcesorzy nauk Buddy to aspekt Nirmanakaji.

 

Page 1 of 1

11trzy_klejnoty

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/11trzy_klejnoty.html

background image

12 PRAWO PRZYCZYNY I SKUTKU

 

                Pozwólcie, 

że wyjaśnię teraz pojęcie karmy stałej i karmy zmiennej. Nasza stała 

karma jest rezultatem naszych poprzednich czynów. Jest sta

ła od czasu naszych narodzin 

i niezmienna a

ż do śmierci. Na przykład, urodzić się mężczyzną czy kobietą to karma stała, 

warunek, którego nie mo

żemy zmienić. Podobnie stałe i niezmienne jest to, czy urodziliśmy 

si

ę człowiekiem białym czy czarnym, Japończykiem czy Chińczykiem. 

                Zmienna karma to ta, któr

ą możemy zmienić naszym własnym wysiłkiem. Weźmy 

dla  przyk

ładu  czyjeś  zdrowie.  Jeżeli  ktoś  jako  dziecko  był  wątłego  zdrowia,  to  dzięki 

odpowiedniemu  post

ępowaniu  może  być  silny  i zdrowy  jako  osoba  dorosła.  Możliwa  jest 

i odwrotna sytuacja. 
                D

ługość czyjegoś życia jest także przedmiotem karmy zmiennej. Długowieczność 

zale

ży tak samo od zdrowia, jak i od uczciwości i dobroczynności. Jeżeli ktoś jest uczciwy 

i uprzejmy  dla  innych,  mo

że  przedłużyć  swoje  życie;  jeżeli  działa  nieuprzejmie 

i nieuczciwie, w oczywisty sposób skraca czas swojego 

życia. 

                 Bogactwo  i ubóstwo  s

ą  karmą  zmienną.  Zależnie  od  wysiłków,  ktoś  może  być 

albo bogaty, albo biedny. Prawo przyczynowo

ści jest nieuniknioną prawdą, od której nie ma 

ucieczki. 
Gdy  prawo  przyczynowo

ści  jest  źle  interpretowane,  może  się  wydawać,  że  buddyzm 

naucza  fatalizmu.  Fatalizm  jest  skutkiem  przekonania, 

że  relacja  między  przyczyną 

i skutkiem  jest  sta

ła.  Tymczasem  zarówno  przyczyna,  jak  i skutek  mają  charakter 

dynamiczny, skutek jest zawsze zale

żny od okoliczności towarzyszących. 

                Pozwólcie, 

że posłużę się prostym przykładem. Dwóch ludzi w tym samym czasie 

sieje ziarna zbo

ża. Pierwszy pielęgnuje swoje pole, użyźniając je bogatym nawozem; drugi 

nie robi nic, poza przygl

ądaniem się wyrastającym chwastom. Z pewnością w ich zbiorach 

b

ędzie wielka różnica! 

                 Niektórzy  ludzie  mówi

ą,  że  buddyzm  jest  nihilistyczny  i pesymistyczny,  lecz  nie 

jest  to  prawd

ą.  W buddyzmie  nie  istnieje  pojęcie  losu.  Buddyzm  naucza  wielkiego, 

uniwersalnego  biegu  przyczyny  i skutku  oraz  pokazuje,  jak  zintegrowa

ć  z tym  biegiem 

w

łasne zachowanie. 

                 Niezale

żnie  od  skutku,  przyczyna  i En  (druga  przyczyna)  są  niezbędne.  Dla 

zilustrowania, czym jest  En, pos

łużymy się przykładem fasoli. Jej ziarna potrzebują gleby, 

wody oraz s

łońca. One stanowią En. Bez nich nasiona fasoli nie wyrosną, nie zakwitną, nie 

wydadz

ą  owoców.  Jeżeli  nasiona  fasoli  przechowywane  będą  w suchych  warunkach,  to 

niezale

żnie od tego, ile lat upłynie, nie będzie nowej fasoli. 

                 Po 

śmierci  jesteśmy  w pośrednim  życiu  U.  Nawet  gdybyśmy  ogromnie  pragnęli 

urodzi

ć się ponownie jako istota ludzka, jeśli nie będziemy mieli rodziców (czyli En), będzie 

to rzecz

ą niemożliwą. Bowiem aby zostać istotą ludzką, nie wystarczą tylko pragnienia, lecz 

potrzebni  s

ą  jeszcze  rodzice.  Oni  stanowią  En.  W drodze  od  przyczyny  do  skutku  En

ukazuje  si

ę  jako  bardzo  ważny  czynnik.  Chociaż  różnych  ludzi  mogą  dotyczyć  podobne 

przyczyny, skutki b

ędą różne: dobre albo złe, zależnie od En

                 Budda  powiedzia

ł:  "Chociaż  żyjemy  setki  tysięcy  milionów  eonów,  karma  nie 

znika. Kiedy przyczyna (karma) 

łączy się z En, można zobaczyć skutek". 

                 Teraz  czas  ju

ż  wyjaśnić  związek  pomiędzy  skutkiem  i Ho  (czyli  sposobem 

przyj

ęcia skutku). Mamy tendencję do myślenia, że skutek nie może być zmieniony, gdyż 

jest  rezultatem  przyczyny  i En.  Jednak  zale

żnie  od naszego  stanowiska,  zły  skutek  może 

by

ć  zwrócony  w kierunku  dobra.  Przypuśćmy,  że  ktoś  siedzi  w więzieniu.  To  jest  skutek, 

wi

ęzień nie może uciec. Jednak sposób, w jaki przyjmie tę sytuację, zależy od niego. Może 

wybra

ć  skruchę  i stać  się  dobrym  człowiekiem  lub  może  wybrać  inny  tok  rozumowania, 

mianowicie, 

że  jako  doświadczony  przestępca  następnym  razem  postąpi  zręczniej.  Może 

te

ż  potraktować  więzienie  jako  miejsce  ćwiczeń  duchowych  i wybrać  czytanie  dobrych 

ksi

ążek,  kontynuować  swoją  praktykę  zazen  itd.  W ten  sposób  swoją  postawą  może 

zmieni

ć swoje położenie. Widzicie więc, jak złą wiarą jest fatalizm. Nic nie jest utrwalone na 

sta

łe. Prawo przyczynowości może być użyteczne, jeśli ktoś je na wskroś rozumie i mądrze 

Page 1 of 4

12prawo

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/12prawo.html

background image

stosuje. 
                 Cz

łowiek  nie  jest  oddzielony  od  swego  środowiska.  Żadna  sytuacja  nie  jest 

ukszta

łtowana przez Boga albo diabła, stanowi natomiast naturalną konsekwencję ludzkich 

czynów. Wyra

żamy siebie poprzez czyny, mowę i myśli, nawet jeżeli nie wiemy, czym jest 

dobro  i z

ło.  Echo  tych  czynów  dźwięczy  w naszym  wnętrzu  oraz  wpływa  na  naszą 

osobowo

ść. 

                Gdy czyja

ś osobowość się zmienia, zmieniają się także warunki jego życia. Jest 

to cz

ęść przyczyny i skutku w tym samym czasie i nikt nie może się przed nimi ukryć. 

                 Natura  buddy  jest  absolutnie  jednakowa  w przypadku  ka

żdego  człowieka. 

Natomiast  przyczyna  i skutek  (karma)  jest  u ka

żdego  człowieka  inna.  Lecz  jedność 

i ró

żnorodność są dwoma aspektami jednego faktu. Istnienie natury Buddy automatycznie 

ustanawia  istnienie  zró

żnicowania  i na  odwrót.  Dlatego  bez  względu  na  warunki,  czy 

jeste

śmy  przygnębieni  czy  szczęśliwi  -  wszystko  jest  przejawem  zmieniających  się  form 

natury Buddy, warto

ści absolutnej samej w sobie. Niekończące się formy zróżnicowania nie 

s

ą  wcale  kwestią  przypadku,  lepiej  więc  je  naiwnie  akceptować.  To  jedyna  droga. 

Powtórz

ę:  przyczyna  i skutek  to  nie  rzeczy  raz  na  zawsze  ustalone.  Karma  jest 

dynamiczna. Dlatego je

żeli jesteś niezadowolony ze swoich obecnych warunków, nie wahaj 

si

ę ich zmienić, ponieważ sam możesz spowodować efekty, jakich pragniesz. Jeżeli ciężko 

i cierpliwie pracujesz, mo

żesz zmienić każde niepomyślne warunki. 

                 Chcia

łbym  opowiedzieć  wam  słynny  koan  zen,  który  pomoże  pełniej  wyjaśnić 

prawo przyczynowo

ści. Koan ten znajduje się w znanym zbiorze tekstów zen - Mumonkan -

  "Brama bez bramy". Jego tytu

ł brzmi: "Lis Hyakujo".  

                 Hyakujo 

żył  w Chinach,  w świątyni  Daichi-in  na  górze  Hyakujo.  Gdy  tylko 

rozpoczyna

ł  wykład,  zawsze  pojawiał  się  pewien  stary  człowiek  -  przychodził  i siadał  za 

mnichami.  Kiedy  wyk

ład  się  kończył,  starzec  odchodził.  Przez  jakiś  czas  przychodził 

codziennie, lecz nikt go nie zauwa

żał. 

                 Pewnego  dnia  pozosta

ł  po  skończonym  wykładzie.  Hyakujo  zauważył  go 

i zapyta

ł:  "kim  jesteś?"  Stary  człowiek  skłonił  się  i ze  łzami  odpowiedział:  "Dziękuję  ci, 

Mistrzu, 

że zauważyłeś mnie. Chociaż wyglądam jak ludzka istota, to w rzeczywistości nią 

nie  jestem.  Jestem  lisem.  Dawno  temu  by

łem  mistrzem zen.  Miałem  tutaj, w tych górach, 

klasztor.  Pewnego  dnia  przyszed

ł  do  mnie  mnich  i zapytał:  'Czy  człowiek  oświecony 

podlega  prawu  przyczyny  i skutku?'  Odpowiedzia

łem  mu:  'Wielce  oświecony  człowiek  nie 

podlega  prawu  przyczynowo

ści'.  Odtąd,  od  momentu  powiedzenia  tej  nieprawdy,  kolejno 

pi

ęćset razy odradzałem się jako lis. Udziel mi, proszę, prawdziwej odpowiedzi. Wówczas 

nie  b

ędę  się  już  dłużej  odradzał  jako  lis.  Będę  ci  wdzięczny  za  naukę".  Następnie  mnich 

pok

łonił  się  trzykrotnie  przed  Hyakujo  i zapytał:  "Czy  człowiek  oświecony  podlega  prawu 

przyczyny  i skutku?"  Hyakujo  odpowiedzia

ł  wyraźnym  i mocnym  głosem:  "Nawet  Budda 

Siakjamuni czy Budda Amitaba nie mog

ą uciec przed prawem przyczyny i skutku". 

                W tym momencie stary cz

łowiek nagle doznał przebudzenia i ze łzami w oczach, 

wielokrotnie  si

ę  kłaniając,  powiedział:  "Dzięki,  dzięki!  Zostałem  uwolniony  od  bycia  lisem. 

Moje  martwe  cia

ło  będzie  leżało  za  górą,  pod  skalną  ścianą.  Czy  mogę  cię  prosić  o coś 

jeszcze? Chocia

ż dopiero co byłem lisem, poprzednio byłem mnichem. Proszę, odpraw dla 

mnie nabo

żeństwo pogrzebowe jak za mnicha". Po czym zniknął. 

                 Hyakujo  by

ł  jedyną  osobą,  która  wiedziała  o tym  zdarzeniu.  Gdy  wrócił  do 

swojego  pomieszczenia,  wezwa

ł  głównego  mnicha  i rzekł:  "Zawiadom  proszę  wszystkich 

mnichów, 

że po południowym posiłku odprawimy uroczystości pogrzebowe". 

                 Zdziwieni  mnisi  zacz

ęli  dociekać:  "Kto  zmarł?  O co  chodzi?  Dla  kogo  to 

nabo

żeństwo  pogrzebowe?"  "Nie  wiem  -  odpowiadał  główny  mnich  -  Mistrz  po  prostu 

poprosi

ł mnie o ogłoszenie tego". 

                Gdy posi

łek się skończył, Hyakujo powiedział: "Czy jesteście gotowi? Odprawimy 

teraz pogrzeb. Chod

źcie, proszę, za mną". Mnisi podążyli za nim z oznakami zakłopotania. 

Kiedy przybyli pod ska

łę, Hyakujo podniósł ciało zmarłego lisa i rzekł: "Dokonamy pogrzebu 

tego  lisa  zgodnie  z obrz

ądkami  pogrzebowymi  dla  mnichów".  Wszyscy  bardzo  gorliwie 

od

śpiewali  sutry,  a następnie  powrócili  do  klasztoru.  Lecz  nikt  nie  rozumiał,  dlaczego 

Page 2 of 4

12prawo

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/12prawo.html

background image

dokonano obrz

ądków pogrzebowych dla lisa. 

                 Wieczorem  Hyakujo  wyg

łosił  do  mnichów  formalną  mowę.  "Jeżeli  głosić 

b

ędziecie  nieprzemyślane  nauki,  wynikające  z waszego  połowicznego  zaledwie  satori

cierpie

ć  będziecie  piekielne  męki.  nie  wiem,  czy  zauważyliście,  ale  ilekroć  wygłaszałem 

swój codzienny wyk

ład, zjawiał się między nami pewien stary mężczyzna. Dawno temu był 

mistrzem zen w tym klasztorze. Pewnego razu powiedzia

ł swojemu uczniowi, że jeśli ktoś 

jest  doskonale  o

świecony,  nie  podlega  dłużej  prawu  przyczyny  i skutku.  Z powodu  tej 

łprawdy, przez pięćset wcieleń odradzał się jako lis. Żałował jednak swego błędu i z głębi 

serca  zapyta

ł  mnie  o prawdę.  Ja zaś  powiedziałem  mu:  'Nawet  wszyscy buddowie  trzech 

światów  nie  mogą  uciec  od  prawa  przyczynowości'.  To  właśnie  sprawiło  natychmiastowe 
i ca

łkowite oświecenie i uwolniło go od życia w lisim ciele. Ponieważ prosił, żeby pochować 

go  jak  mnicha,  zrobili

śmy  tak.  Musicie  być  zawsze  bardzo  ostrożni,  kiedy  nauczacie 

innych". 
                 Us

łyszawszy to, Obaku, główny mnich Hjakudzia, trzykrotnie się skłonił i głośno 

zapyta

ł: "Twoja właściwa odpowiedź uwolniła tego starca od żywotu lisa, lecz przypuśćmy 

że nie skłamałby wówczas, jak wtedy potoczyłyby się jego losy? Lis staje się człowiekiem, 
cz

łowiek istotą niebiańską, istota niebiańska bodhisattwą, bodhisattwa Buddą, lecz cóż jest 

potem? W ko

ńcu nie ma miejsca, gdzie można pójść. Odpowiedz na to". 

                 Hyakujo  dok

ładnie  pojął  myśl  Obaku  i odparł:  "Podejdź  bliżej,  a udzielę  ci 

odpowiedzi". 
                 Obaku równie

ż właściwie odebrał myśl swojego nauczyciela, podszedł do niego 

i wymierzy

ł  mu  policzek.  Hyakujo,  klaszcząc  i śmiejąc  się,  wykrzyknął:  "Zamierzałem  cię 

uderzy

ć, a sam zostałem uderzony". W ten sposób Hyakujo potwierdził zrozumienie swego 

ucznia. 
                Dlaczego stary cz

łowiek stał się lisem, kiedy powiedział: "Oświecony człowiek nie 

podlega  prawu  przyczyny  i skutku",  oraz  dlaczego  zosta

ł  uwolniony  z lisiego  żywota,  gdy 

Hyakujo  stwierdzi

ł:  "Nikt  nie  może  uciec  od  prawa  przyczynowości"?  Jeśli  będziecie 

w stanie  dojrze

ć  okiem  swego  umysłu,  co  to  wszystko  znaczy,  wówczas  będziecie 

wiedzieli, 

że  pięćsetkrotne  odradzanie  się  starca  w lisim  ciele  było  w rzeczywistości 

radosnym 

życiem. 

                Mumon, autor Mumonkan, napisa

ł wiersz dotyczący tego koanu: 

 
                Podlegaj

ący czy niepodlegający 

                To dwie strony tej samej monety. 
                Niepodlegaj

ący czy podlegający 

                I tu i tu tysi

ąc błędów. 

 
                 Podleganie  i niepodleganie  z punktu  widzenia  cz

łowieka  oświeconego  jest  tym 

samym,  lecz  zwyk

łym  ludziom  wydaje  się  być  czymś  innym.  Mumon  powiedział  to 

w sposób bardzo prosty. Niemniej pozwol

ę sobie wyjaśnić to dalej. 

                Je

żeli uchwycimy fakt, że "podlegać" i  "nie podlegać" są tym samym, nie będzie 

problemu. Lecz my

śl, że są czymś różnym, jest tylko pojęciem, a nie faktem. "Podlegać" lub 

"nie  podlega

ć"  -  każda  z tych  myśli  osobno  jest  tylko  półprawdą  i dlatego  nie  jest 

rzeczywisto

ścią. 

                 Kiedy przepo

łowimy naszego rzeczywistego lisa na dwie części, będziemy mieli 

innen  i  shoku  (ku).  Innen  jest  warunkiem,  dzi

ęki któremu pojawiają się i znikają wszystkie 

zjawiska,  to  znaczy  przyczyna  i skutek.  Gdy  ustan

ą  warunki,  to  samo  dzieje  się  i ze 

zjawiskami.  Dlaczego?  Poniewa

ż  wszystkie  egzystencje  w tym  świecie  zjawisk  nie 

posiadaj

ą same w sobie żadnego stałego bytu. Formy, które widzimy, są w rzeczywistości 

tylko  chwilowymi  zjawami.  To  pojawianie  si

ę  i znikanie  jest manifestacją  ku,  czyli  śunjaty

warunku,  który  le

ży  u podstaw  wszystkich  zjawiskowych  egzystencji.  Wszystkie 

egzystencje zmieniaj

ą formę zależnie od warunków. Każda forma to innen. Nieposiadanie 

żadnej  szczególnej  formy  zwie  się  "wolnością  od  prawa  przyczynowości",  podczas  gdy 
posiadanie  formy  zale

żnej  od  warunków  danej  chwili  nazywamy  "podleganiem  prawu 

Page 3 of 4

12prawo

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/12prawo.html

background image

przyczynowo

ści".  Dlatego  sama  zależność  od  prawa  przyczynowości  daje  świadectwo 

naszej wolno

ści od niego, a wolność od niego daje świadectwo podlegania temu prawu. 

                 Ruchomy  obraz  filmu,  o którym  wcze

śniej  wspomniałem,  jest  dobrym 

przyk

ładem.  Obraz  pojawia  się  zgodnie  z warunkami  taśmy,  światła  i ekranu.  Sam  obraz 

nie  posiada 

żadnego  stałego  bytu  i zmienia  się  w zależności  od  ruchu  taśmy.  To  jest 

"podleganie prawu przyczynowo

ści", a owo "nieposiadanie stałego bytu" to ku. Uchwycenie 

tej jedno

ści z jej dwoma aspektami jako żywego faktu nazywa się kensho

                Kto

ś, kto przeszedł kensho, rozumie od razu prawdziwego ducha każdego koanu. 

Natomiast kto

ś, kto daje wykład zen, a nie jest przebudzony, podobny jest do niemowlaka, 

śpiewającego pieśni o miłości. 
                 Poniewa

ż  człowiek  oświecony  wie,  że  "podlegać"  i "nie  podlegać"  jest  tym 

samym, to cokolwiek powie, b

ędzie prawdą. W wypadku zwykłego człowieka, który nie miał 

jeszcze tego do

świadczenia - cokolwiek on powie, nie będzie prawdą. 

                Je

żeli rzeczywiście rozumiecie ku, czyli śunjatę, - warunek leżący u podstaw całej 

zjawiskowej  egzystencji  (warunek  nieposiadania 

żadnego  stałego  bytu),  będziecie 

zadowoleni niezale

żnie od tego, gdzie będziecie i co będziecie robili. 

                 Nazywa  si

ę  to  "wyzwoleniem  od  narodzin  i śmierci".  Jeśli  staniesz  się  lisem  -

świetnie.  Nie  ma  potrzeby  stać  się  ludzką  istotą;  nie  ma  potrzeby  stać  się  Buddą.  To 
zadowolenie samo w sobie jest Budd

ą. Prawdziwe znaczenie zwrotu "osiągnąć oświecenie" 

to osi

ągnąć ten właśnie stan umysłu. 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--> 

                 Budda  powiedzia

ł: "Jeżeli chcesz  poznać przeszłą przyczynę, spójrz na obecny 

skutek,  którego  do

świadczasz;  jeżeli  chcesz  znać  przyszły  skutek,  spójrz  na  obecną 

przyczyn

ę". Wszystkie sytuacje w naszym życiu są skutkiem poprzedzającej je przyczyny. 

Zbieramy  skutki  przyczyny,  któr

ą sami zasialiśmy.  Dlatego nasza  sytuacja, dobra czy zła, 

jest  dzie

łem  nas  samych  i nie  odpowiadają  za  nią  ani  nasi  rodzice,  ani  społeczeństwo. 

Równie

ż  skutki  naszych  obecnych  codziennych  myśli,  mowy  i czynów  nie  znikną,  lecz 

musz

ą być przez nas samych zebrane wcześniej czy później. To jest buddyjski pogląd na 

przyczyn

ę i skutek, a zwie się Dzigodzitoku - naturalną konsekwencją czyjegoś czynu. 

Rosi Hakuun Yasutani 

                Zwyczajni ludzie (...) kiedy zrobi

ą coś złego, próbują to ukryć, a kiedy zrobią coś 

dobrego,  chc

ą  powiedzieć  o tym  innym  i być  podziwiani.  Budda  nazwał  takich  ludzi  `na 

opak  pogr

ążonymi  w ułudzie`.  Nasi  nauczyciele  zachęcają  nas  do  czynienia  dobra 

w sposób  nie  zwracaj

ący  uwagi,  a jeżeli  popełnimy  błąd,  chcą,  abyśmy  się  przyznali. 

Nauczaj

ą tej drogi po prostu dlatego, że w pełni rozumieją prawo przyczyny i skutku. 

Rosi Hakuun Yasutani 

                 Gdziekolwiek  odbywa  si

ę  praktyka  zazen,  tam  zawsze  znajduje  się  Bóstwo 

Ochraniaj

ące  i Bóstwo  Przeszkód.  (...)  Kiedy  motywacja  ucznia  i `Wielkie  ślubowania  za 

wszystkich`  s

ą  silne,  a zaangażowanie  stanowcze,  Ochraniające  Bóstwo  staje  się  silne 

i pomaga mu w siedzeniu. Z drugiej strony je

śli umysł ucznia staje się rozproszony, Bóstwo 

przeszkód wzmacnia si

ę. Z tego powodu najważniejszą rzeczą dla was uczniowie Dharmy 

jest  utrzymywa

ć  ducha  bodhisattwy.  Podtrzymując  `Wielkie  Ślubowania  za  wszystkich` 

z pokornym  duchem, po

święćcie to zazen wszystkim innym istotom. Ochraniające Bóstwo 

b

ędzie wspomagać waszą praktykę. 

Zendzi Hakuin Ekaku

 

Page 4 of 4

12prawo

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/12prawo.html

background image

13 SZE

ŚĆ PARAMIT

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> 

<!--[endif]-->

 

                T

łumaczone przez Szóstego Patriarchę jako `przechodzenie na ten przeciwległy brzeg` Paramity są 

drogowskazami  jakie  poprzez Sutr

ę Diamentową zostawił Budda Siakjamuni na Drodze. Ich systematyzacja 

nie  jest  przypadkowa.  Cho

ć  praktykuje  się  je  wszystkie,  powiedziane  jest  iż  nie  można  zrobić  widocznego 

post

ępu w kolejnej, zanim nie osiągnie się znaczącego poziomu w praktyce poprzedzającej Paramity. Dlatego 

praktykowanie jednej z Paramit wp

ływa na postęp w praktyce pozostałych, ale tak jak trudno zbudować dom 

od  dachu,  czy  belek  stropowych,  tak  trudno  b

ędzie  zrobić  postęp  i wytrwać  w praktyce  zaczynając  od 

dalszych  Paramit.  Niech  to  b

ędzie  przestrogą  dla  uczniów  zen,  którzy  często  skupiając  się  na  dwóch 

ostatnich Paramitach napotykaj

ą w swojej praktyce ogromne przeszkody nie mogąc zrozumieć jaka jest tego 

przyczyna.  Niektórzy  dochodz

ą  do  wniosku,  że  Buddyzm  nie  jest  dla  nich,  że  jest  ograniczony,  inni  winią 

siebie, 

że nie są wystarczająco gorliwi, lub postępy w ich przypadku nie są zadawalające. Zdarza się również 

niestety,  i

ż  od  razu  przystępując  do  praktyki  Dhjana  Paramity  adepci  popadają  w większe  pomieszanie, 

a czasami  w przypad

łości  psychiczne.  Niestety  nawet  w przypadku  nauczycieli  nauki  Buddy  są 

zaniedbywane,  a có

ż  dopiero  mówić  o osobach  praktykujących  na  własną  rękę.  Tradycyjnie  do  piątej 

Paramity dociera si

ę po wielu latach. Działalność charytatywna zarówno w organizacjach, czy w świątyni jak 

i indywidualnie,  wspieranie  i praca  w 

świątyni  czy  na  rzecz  Sangi,  studiowanie  sutr,  nauka  i praktyka 

codziennych  ofiarowa

ń...  wszystko  to  stopniowa  praca  głównie  z pierwszymi  czterema  Paramitami. 

Szczególnie ludzie zachodu w swojej zarozumia

łości zaczynają od zazen i niestety najczęściej bardzo szybko 

ko

ńczą narzekając, lub na długie lata zapadają w stagnację. Walka o utrzymanie systematyczności (w zazen) 

w czym

ś co sprawia zbyt dużą trudność, brak łączności praktyki z codziennym życiem, zniechęcające okresy 

regresu po coraz rzadszych chwilach zapa

łu. Harmonia w duchowym treningu jest bardzo istotna.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Dana Paramita - praktyka dawania, szczodrobliwo

ści (charity)

 

                 Subhuti,  (...)  niemo

żliwym  jest  określenie  błogosławieństwa  i zasługi  jakie  otrzyma  Bodhisattwa-

Mahasattwa,  który  praktykuje  dawanie  pod  wp

ływem  którejkolwiek  z tych  przedstawionych  idei.  Tej  prawdy 

powinno si

ę nauczać najpierw i wszystkich.

 

Budda Siakjamuni (Sutra Diamentowa)

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

Sila Paramita - praktyka nieegoistycznej dobroci i uprzejmo

ści 

(selfless kindness)

 

Kszanti Paramita - praktyka cierpliwo

ści i pokory (patience & humility)

 

                 K

łanianie  się  jest  bardzo  poważną  praktyką.  Powinniście  być  gotowi  do  kłaniania  się,  nawet 

w ostatniej  chwili  swego 

życia.  Mimo  iż  wyzbycie  się  naszych  egoistycznych  pragnień  jest  niemożliwe, 

musimy to zrobi

ć. Nasza prawdziwa natura żąda tego od nas.

 

Rosi Shunryu Suzuki 

                 To  wówczas,  gdy  wasza  praktyka  jest  zach

łanna,  stajecie  się  zniechęceni.  Powinniście  więc  być 

wdzi

ęczni, że macie znak, lub sygnał ostrzegawczy, dla ukazania wam słabego punktu w waszej praktyce.

 

Rosi Shunryu Suzuki 

Wirja Paramita - praktyka wytrwa

łości i gorliwości (zeal & perseverence)

 

                 Je

śli  wbijecie  się  w dumę  z powodu  waszych  osiągnięć,  lub  staniecie  się  zniechęceni  z powodu 

waszego idealistycznego wysi

łku, wasza praktyka uwięzi was za grubym murem.

 

Page 1 of 2

13paramity

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/13paramity.html

background image

Rosi Shunryu Suzuki

 

Dhjana Paramita - praktyka spokoju (tranquility)

 

                 Je

śli ktokolwiek  mówi o koncentrowaniu się na bezruchu, powinien  wiedzieć, że natura  człowieka 

jest  pierwotnie  spokojna.  To z powodu z

łudnych myśli prawdziwa takość pozostaje ukryta. Ale jeżeli nie ma 

zwodniczych my

śli, nasza natura sama z siebie staje się czysta i spokojna.

 

Daikan Eno Daiosio (VI Patriarcha Czan)

 

Prad

żnia Paramita - praktyka mądrości (wisdom)

 

                 W ka

żdym  czasie  i miejscu,  kiedy  tylko  chwilowe  następowanie  naszych  myśli  nie  jest  poddane 

niewiedzy,  a my  praktykujemy  m

ądrość, występuje działanie pradżni. (...) Pradżnia nie posiada ani kształtu, 

formy metody, ani drogi... jest ona (wrodzon

ą) mądrością naszych umysłów.

 

Daikan Eno Daiosio (VI Patriarcha Czan)

Page 2 of 2

13paramity

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/13paramity.html

background image

15 CZTERY 

ŚLUBOWANIA

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> 

 

<!--[endif]-->

 

  

  

Niezliczone istoty 

ślubuję wyzwolić

 

Niewyczerpanym pragnieniom

ślubuję kres położyć

 

Niezmierzone bramy Dharmy 

ślubuję przeniknąć

 

Niezrównan

ą Drogę Buddy ślubuję osiągnąć.

 

Page 1 of 1

15slub

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/15slub.html

background image

18 NATURA BUDDY

 

Pytanie: Czy ka

żdy może urzeczywistnić swoją Prawdziwą Naturę (Naturę Buddy)?

 

Rosi Sama: Zanim odpowiemy na to pytanie tak lub nie, zastanówmy si

ę czym jest ta "Prawdziwa 

Natura"? Dla nas praktykuj

ących tutaj razem jest to synonim "Natury Buddy", którą z kolei określić 

mo

żna  następującymi  wyrażeniami:  "Pierwotna  Jaźń",  "Prawdziwa  Twarz",  "Umysł",  "Mu-dzi", 

"drzewo  cyprysowe  w  ogrodzie",  "tako

ść",  "Rzeczywistość",  zależnie  od  kontekstu,  doktryny,  czy 

nauk.  Je

żeli,  będziemy  rozpatrywać  naszą  Prawdziwą  Naturę  jako  Naturę  Buddy,  zrozumienie 

u

łatwi  nam  przyjrzenie  się  jej  z  trzech  różnych  punktów  widzenia.  Pierwszym  z  nich  jest  Sioin 

Bussio,  czyli  natura  Buddy  wspólna  wszystkim  istnieniom,  niezale

żnie  od  tego  czy  są  oświecone 

czy  nie.  Drugim  jest  Rjoin  Bussio,  czyli  natura  Buddy  ujawniaj

ąca  się  kiedy  ktoś  zaczyna 

praktykowa

ć Dharmę. Trzecim jest Enin Bussio, czyli Natura Buddy tego kto osiągnął oświecenie. 

Pos

ługując  się  porównaniem,  Sioin Bussio  jest  jak  złoto pod  ziemią. Jest  tam  bez  względu  na to, 

czy  ludzie  o  tym  wiedz

ą,  czy  nie.  Rjoin  Bussio  jest  Naturą  Buddy  przy  pomocy  której  jesteśmy  w 

stanie odnale

źć miejsce i sposób w jaki możemy je wydobyć. Enin Bussio jest jak narzędzie, którym 

wydobywamy z

łoto i dostajemy je w swoje ręce. Jest to oczywiście bardzo proste porównanie, ale 

mo

że wam ono coś powiedzieć o tym czym jest Natura Buddy. 

 

            Powró

ćmy teraz do pytania: "Czy każdy może urzeczywistnić swoją Prawdziwą Naturę? 

 

Rosi Sama: Z tego porównania wynika, 

że wszyscy mamy Naturę Buddy, albo raczej, że jesteśmy 

ni

ą.  Nie  będziemy  jednak  zadowoleni  i  usatysfakcjonowani,  dopóki  nie  uświadomimy  sobie,  że 

mamy  ju

ż  złoto  w  ręce.  Aby  mieć  złoto  w  ręce  czyli  urzeczywistnić  Naturę  Buddy,  musimy  coś 

zrobi

ć. Musimy zdobyć się na wysiłek. Jeżeli jednak będziemy tego naprawdę pragnęli, osiągniemy 

to pr

ędzej, czy później.

 

Pytanie: Rosi w jednym ze swoich teisio powiedzia

łeś, że niektórzy ludzie nigdy tego nie osiągną. 

Jak wyt

łumaczysz tą sprzeczność?

 

Rosi Sama: Aby odpowiedzie

ć na to pytanie pozwólcie, że powrócę do porównania, które zrobiłem. 

Ka

żdy wie, że gdzieś pod ziemią jest złoto, w pewnych miejscach jest, w innych go nie ma. Jeżeli 

b

ędziemy kopać w złym miejscu nie znajdziemy nic, niezależnie jak długo będziemy próbować. Aby 

urzeczywistni

ć Naturę Buddy musimy mieć właściwe środki i odpowiedni kierunek poszukiwań.

 

Pytanie: Co jest tym w

łaściwym kierunkiem?

 

Rosi Sama: Zastanówmy si

ę nad słowami Zendzi Dogena: "Rzecz nie w tym, by być sprytnym lub 

t

ępym,  wyuczonym  lub  głupcem,  jeżeli  starasz  się  całym  sercem  znaleźć  co  jest  Drogą,  jest  to 

niczym  innym,  tylko  tej  Drogi  spe

łnieniem".  Jeżeli  praktykujesz  całym  sercem  po  to  by  zobaczyć 

czym  jest  Droga,  jest  to  niczym  innym  tylko  osi

ągnięciem  Drogi.  To  jest  klucz:  bezpośrednia 

szczero

ść w zgodzie z praktyką. Sławne sformułowanie Zendzi Dogena, "Issiki no bendo", oznacza 

"praktykowa

ć  Drogę  całym  sercem"  lub  "stać  się  jednym  ze  wszystkim  co  robisz".  Innymi  słowy 

"stanie  si

ę  jednym"  jest  kluczem.  Kiedy  rzeczywiście  staniesz  się  jednym  z  tym  co  robisz,  jest  to 

urzeczywistnienie Drogi. Tak wi

ęc to czy ktoś urzeczywistni swoją Prawdziwą Naturę, czy też nie, 

zale

ży  tylko  od  niego.  Nawet  bycie  leniwym  i  nie  robienie  niczego  jest  Naturą  Buddy.  Można 

powiedzie

ć,  że  ktoś  ma  złoto  i  nic  o  tym  nie  wie.  Po  prostu  nie  uświadamia  sobie  swojej  własnej 

natury.  Budda  opowiedzia

ł  kiedyś  następującą  historię:  "Bardzo  biedny  człowiek  miał  bogatego 

przyjaciela.  Pewnego  dnia  spotkali  si

ę  ze  sobą  i  trochę  wypili,  w  wyniku  czego  biedny  człowiek 

zasn

ął. Bogaczowi zrobiło się żal, kiedy popatrzył na swojego śpiącego przyjaciela i wsunął mu do 

kieszeni  drogocenny  klejnot.  Po  rozstaniu  si

ę  z  bogatym  przyjacielem  biedak  powrócił  do  życia 

żebraka  nie  wiedząc,  że  posiada  cenny  klejnot.  Po  pewnym  czasie,  kiedy  spotkali  się  ponownie, 
zaskoczony bogacz zapyta

ł: dałem ci klejnot, dlaczego nie użyłeś go do polepszenia swego bytu? 

Biedak  odpar

ł:  Nigdy  mi  nic  nie  dawałeś.  Wtedy  bogacz  sięgnął  do  jego  kieszeni  i  pokazał  mu 

wyci

ągnięty stamtąd klejnot.

 

Rosi Hakuju Taizan Maezumi

Page 1 of 2

18natura

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/18natura.html

background image

Yasutani 8 podst 

Page 2 of 2

18natura

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/18natura.html

background image

26  PODSTAWY CODZIENNEJ PRAKTYKI BUDDYZMU DZEN

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> 

<!--[endif]-->

 

            Od porannego otwarcia oczu, od pierwszego kroku,

 

            Przyjmij schronienie w trzech klejnotach.

 

            Je

śli potrafisz jedną chwilę rozciągnąć na cały dzień,

 

            Nie zmarnujesz ani jednego dnia swego 

życia.

 

            W ci

ągu dnia rozstaw drogowskazy, abyś kiedy zgubisz drogę

 

                        móg

ł z ich pomocą Drogę odnaleźć.

 

            Zamykaj

ąc oczy do snu nie odkładaj praktyki na półkę,

 

            Nie wiesz przecie

ż czy dane ci będzie się obudzić.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

TRZY SCHRONIENIA

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

NAMU KI E BUTSU

 

Znajduj

ę schronienie w Buddzie.

 

NAMU KI E HO

 

Znajduj

ę schronienie w Dharmie.

 

NAMU KI E SO

 

Znajduj

ę schronienie w Sandze.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

KI E BUTSU MUDZIO SON

 

Znajduj

ę schronienie w Buddzie, nieporównywalnie czcigodnym.

 

KI E HO DZIDZIN SON

 

Znajduj

ę schronienie w Dharmie, szanowanej za jej czystość.

 

KI E SO 

ŁAGO SON

 

Znajduj

ę schronienie w Sandze, szanowanej za jej harmonię.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

KI E BUK KJO

 

Przyj

ąłem schronienie w Buddzie.

 

Page 1 of 2

26podstawy

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/26podstawy.html

background image

KI E HO KJO

 

Przyj

ąłem schronienie w Dharmie.

 

KI E SO KJO

 

Przyj

ąłem schronienie w Sandze.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

DZIESI

ĘĆ WSKAZAŃ

 

Nie zabijaj. 

 

Nie kradnij.

 

Nie b

ądź zachłanny.

 

Nie k

łam.

 

Nie zatruwaj swego cia

ła i umysłu, nie trwaj w ignorancji.

 

Nie mów o b

łędach innych.

 

Nie wywy

ższaj siebie i nie poniżaj innych.

 

Nie b

ądź skąpy.

 

Nie wpadaj w gniew.

 

Nie ur

ągaj Trzem Klejnotom.

 

Page 2 of 2

26podstawy

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/26podstawy.html

background image

28 ZAPYTYWANIE

 

Mowa dharmy o jednym-umy

śle

 

                Je

żeli pragniesz uwolnić się od cierpień samsary, to musisz nauczyć się, jak w prosty sposób stać 

si

ę  buddą.  Ten  sposób  i ta  droga  to  nic  innego  jak  urzeczywistnienie  własnego  Umysłu.  Czymże  jest  ten 

Umys

ł? Jest on prawdziwa naturą wszystkich odczuwających istot, niezmienną i wieczna, która istniała, zanim 

zrodzeni  zostali  nasi  rodzice,  zatem  i przed  naszymi  narodzinami,  i która  istnieje  obecnie.  Z tego  powodu 
nazywane jest to Pierwotn

ą Twarzą przed narodzeniem rodziców. Ten umysł jest dogłębnie czysty. Kiedy się 

rodzimy,  nie  tworzy  si

ę  on  od  nowa,  a  gdy  umieramy,  to  nie  ginie.  Nie  ma  żadnych  cech  męskich  czy 

żeńskich, nie jest także zabarwiony dobrem ani złem. Nie można go z niczym porównać, dlatego też zwany 
jest Natur

ą Buddy. A jednak niezliczone myśli wyłaniają się z tej Własnej Natury, podobnie jak fale powstają 

w oceanie, albo jak obrazy odbijaj

ą się w zwierciadle.

 

                 Je

żeli  chcesz  urzeczywistnić  swój  własny  Umysł,  musisz  przede  wszystkim  wejrzeć  w źródło, 

z którego  wyp

ływają  myśli.  Śpiąc  czy  pracując,  stojąc  czy  siedząc,  głęboko  zapytuj  siebie:  "Czym  jest  mój 

w

łasny  Umysł?",  a rób  to  z gruntownym  pragnieniem  rozwiązania  tej  kwestii.  Nazywa  się  to  "ćwiczeniem", 

albo "praktyk

ą, albo "pragnieniem prawdy", czy "łaknieniem urzeczywistnienia". To, co jest nazywane zazen

jest niczym innym jak w

łaśnie wglądem we własny Umysł. O wiele lepiej jest z pełnym oddaniem badać swój 

w

łasny  umysł,  aniżeli  przez  mnogie  lata  czytać  i śpiewać  codziennie  niezliczone  sutry  i dharani.  Takie 

formalne  wysi

łki  stwarzają  pewne  zasługi,  ale  zasługi  te  wygasają  i znów  musicie  doświadczać  cierpienia 

trzech  z

łych  ścieżek.  Ponieważ  badanie  własnego  umysłu  ostatecznie  prowadzi  do  oświecenia,  przeto 

praktyka  ta  jest  warunkiem  wst

ępnym  stania  się  buddą.  Jeśli  popełnisz  nawet  dziesięć  występków  i pięć 

grzechów 

śmiertelnych, ale zdecydowanie przeobrazisz swój umysł i rozjaśnisz go, to w jednej chwili staniesz 

si

ę  buddą.  Lecz  nie  czyń  zła  i nie  licz  na  to,  że  oświecenie  uchroni  cię  [przed  skutkami  twoich  własnych 

czynów].  Ani  o

świecenie,  ani  Budda,  ani  żaden  patriarcha  nie  jest  w stanie  uratować  kogoś,  kto  zwodząc 

siebie, schodzi w dó

ł ścieżkami zła. 

                 Wyobra

źcie  sobie  małe  dziecko,  śpiące  obok  rodziców.  Śni,  że  jest  bite,  albo  że  jest  chore  i ma 

bóle.  Rodzice  nie  s

ą  w stanie  pomóc  dziecku,  choćby  ono  cierpiało  niezmiernie,  albowiem  nikt  nie  może 

wkroczy

ć w śniący umysł drugiej osoby. Gdyby dziecko  potrafiło samo przebudzić się z tego snu, to i samo 

uwolni

łoby się od cierpienia. Podobnie ktoś, kto w pełni zda sobie sprawę, że jego własny Umysł jest buddą, 

natychmiast  wyzwala  si

ę  z cierpień,  wynikających z [nieznajomości prawa] bezustannej przemiany narodzin 

śmierci.  Gdyby  Budda  był  w stanie  temu  zapobiec,  to  czy  pozwoliłby  choćby  jednej  odczuwającej  istocie 

wpa

ść do piekła? Bez samourzeczywistnienia nie można zrozumieć takich właśnie spraw.

 

                Có

ż to za mistrz, który w tej właśnie chwili oczyma widzi barwy, a uszami słyszy głosy, i który teraz 

podnosi r

ęce oraz porusza stopami? Wiadomo, że są to funkcje naszego własnego umysłu, lecz nikt nie wie 

dok

ładnie,  na  czym  one  polegają.  Można  twierdzić,  że  za  tymi  działaniami  nie  kryje  się  żadne  rzeczywiste 

istnienie  i 

że  czynione  są  one  spontanicznie.  Można  i odwrotnie  utrzymywać,  że  są  to  właśnie  czynności 

jakiej

ś  istoty,  ale  pozostaje  ona  niewidzialna.  Jeśli  potraktuje  się  to  pytanie  jako  niezgłębione,  to  wszelkie 

próby  wymy

ślenia [odpowiedzi] ustana, człowiek zaś znajdzie się w takim położeniu, że nie będzie wiedział, 

co  robi

ć.  W tym  pomyślnym  stanie  pogłębiaj  pragnienie  poznania  coraz  bardziej,  niezmordowanie,  aż  do 

ko

ńca. Gdy głębokie zapytywanie przeniknie aż do samego dna, i kiedy następnie dno to zostanie gwałtownie 

otwarte, wtedy nie b

ędzie już nawet cienia wątpliwości, że to właśnie twój Umysł jest budda, wszechświatem 

Pustki.  Nie  b

ędzie  żadnej  troski  o życie  i żadnego  niepokoju  przed  śmiercią,  ani  też  żadnej  prawdy,  której 

nale

żałoby poszukiwać.

 

                We 

śnie możesz zabłądzić i zgubić drogę do domu. Prosisz wtedy kogoś o wskazanie ci powrotnej 

drogi  lub  te

ż  modlisz  się  do  Boga  czy  buddów  o pomoc.  Wciąż  jednak  nie  możesz  znaleźć  domu.  Gdy 

zbudzisz  si

ę  ze  stanu  uśpienia,  wówczas  odkryjesz,  że  jesteś  we   własnym  łóżku,  i zdasz  sobie  sprawę 

z tego, 

że  jedynym  sposobem,  w jaki  mogłeś  powrócić  do  domu,  było  po  prostu  przebudzenie  się.  One  

w

łaśnie  zwane  jest  "powrotem  do  początku"  albo  "odrodzeniem  się  w raju".  Ów  stopień  wewnętrznego 

urzeczywistnienia mo

żna osiągnąć po pewnym okresie ćwiczeń. W rzeczy samej wszyscy ludzie świeccy czy 

mnisi,  którzy  znajduj

ą  upodobanie  w zazen  i czynią  wysiłek  w praktyce,  mogą  dojść  do  takiego 

urzeczywistnienia.  Jednak  nawet  takie  [cz

ęściowe]  przebudzenie  nie  może  dokonać  się  inaczej  niż  dzięki 

praktyce  zazen. Pope

łniłbyś poważny błąd, gdybyś przyjął, że osiągnąłeś prawdziwe oświecenie, za sprawą 

którego nie ma ju

ż żadnej wątpliwości co do natury rzeczywistości. byłbyś wtedy podobny do człowieka, który 

znalaz

łszy miedź, rezygnuje z poszukiwania złota. 

                 Po  takim  urzeczywistnieniu  zapytuj  si

ę jeszcze bardziej intensywnie w następujący sposób: "Moje 

cia

ło jest jak zjawa, jak piana na strumieniu. Mój umysł, który spogląda w siebie, jest bezkształtny, jak pusta 

przestrze

ń.  Jednak  gdzieś  we  wnętrzu  słyszane  są  dźwięki.  Kto  słucha?"  Jeśli  głęboko  pochłonięty 

zapytywaniem b

ędziesz to robił w taki właśnie sposób, nigdy nie ustając w wysiłkach, to twój racjonalny umysł 

w ko

ńcu wyczerpie się, a na najgłębszym poziomie pozostanie już tylko samo zapytywanie. W końcu stracisz 

świadomość swego własnego ciała. Podobnie jak wszystkie krople wody wyciekają z beczki, z której wybito 

Page 1 of 2

28zapytywanie

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/28zapytywanie.html

background image

dno,  tak  i twoje  dotychczasowe  poj

ęcia  i wyobrażenia  znikną,  a doskonałe  oświecenie  pojawi  się  niczym 

kwiaty rozkwitaj

ące znienacka na uschniętym drzewie.

 

                Dzi

ęki takiemu urzeczywistnieniu osiągniesz prawdziwe wyzwolenie. Lecz nawet w tym momencie 

odrzu

ć powtórnie to,  co zostało urzeczywistnione, powracając do podmiotu, który urzeczywistnia,  to znaczy 

do  samego  korzenia,  i zdecydowanie  pod

ążaj  naprzód.  Kiedy  znikną  czcze  złudzenia,  twoja  Prawdziwa 

Natura stanie si

ę jaśniejsza oraz bardziej przejrzysta, i będzie jak szlachetny kamień, który wskutek ciągłego 

szlifowania nabiera blasku, a

ż w końcu oświetla cały wszechświat. Nie wątp w to! Jeśli nawet twoje pragnienie 

b

ędzie  zbyt  słabe,  aby  doprowadzić  cię  do  takiego  stanu  jeszcze  w tym  życiu,  to  niewątpliwie  łatwiej 

osi

ągniesz  samourzeczywistnienie  w następnym  -  pod  warunkiem,  że  będziesz  pochłonięty  pytaniem 

w momencie 

śmierci. Łatwiej jest dziś zakończyć pracę, którą do połowy wykonało się wczoraj.

 

                Nie powiniene

ś pogardzać myślami, które powstają podczas zazen, ani też cieszyć się nimi; szukaj 

jedynie w

łasnego Umysłu, pierwotnego źródła tych myśli. Musisz zrozumieć, że wszystko, co widzisz swoimi 

oczyma  i co  pojawia  si

ę  w twojej  świadomości,  jest  złudzeniem  o nietrwałej  istocie.  Nie  powinieneś  więc 

obawia

ć się tych zjawisk ani się nimi zachwycać. Jeśli będziesz utrzymywać swój umysł pusty jak przestrzeń 

i nieskalany  tymi  wszystkimi  rzeczami,  to  nawet  w godzinie 

śmierci  żaden  zły  duch  nie  będzie  w stanie 

wyrz

ądzić  ci  krzywdy.  W czasie  samego  zazen  zapomnij  o tych  wskazówkach.  Musisz  jedynie  stać  się 

pytaniem: "Czym  jest ten  umys

ł?", lub: "Co jest tym, co słyszy te dźwięki?" Gdy urzeczywistnisz ten Umysł, 

wtedy  zrozumiesz, 

że  jest  on  pierwotnym  źródłem  wszystkich  buddów  i wszelkich  odczuwających  istot. 

Bodhisattwa  Kannon  [Awalokite

śwara]  został  tak  właśnie  nazwany,  ponieważ  osiągnął  oświecenie  przez 

spostrze

żenie [to jest uchwycenie źródła] dźwięków świata wokół siebie.

 

                 Nigdy,  podczas  pracy  czy  odpoczynku,  nie  zaprzestawaj  prób  u

świadomienia sobie,  kto jest tym, 

który s

łucha. Nawet wtedy , gdy twoje zapytywanie stanie się nieświadome, nie znajdziesz tego, który słyszy, 

i wszystkie  twoje  wysi

łki  do  niczego  nie  doprowadzą.  A jednak  dźwięki  mogą  być  słyszane,  więc  pytaj  się 

jeszcze bardziej dog

łębnie. W końcu zniknie ostatni ślad świadomości siebie i poczujesz się jak bezchmurne 

niebo.  Wewn

ątrz siebie nie znajdziesz żadnego "ja" ani nie odkryjesz nikogo, kto słyszy. Ten Umysł będzie 

jak  pustka,  jednak

że  nie  będzie  w nim  takiego  miejsca,  które  można  by  nazwać  pustym.  Ten  stan  często 

mylony  jest  z urzeczywistnieniem  Prawdziwej  Natury.  Dalej  wi

ęc  pytaj  siebie  jeszcze  bardziej  intensywnie: 

"Kim jest wi

ęc ten, który słyszy?" Jeśli będziesz wciąż zagłębiał się w owo pytanie, zapominając o wszystkim 

innym, to zniknie nawet poczucie pustki; nie b

ędziesz świadomy niczego - zapanuje całkowita ciemność. 

 

Zendzi Bassui

 

Page 2 of 2

28zapytywanie

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/28zapytywanie.html

background image

33 WIARA I W

ĄTPIENIE

 

  

  

Pytanie: Jak mo

żemy wzmocnić naszą wiarę by lepiej praktykować? 

Rosi  Sama:  Wiara  jest  podstawow

ą  i  bardzo  ważną  sprawą  w  życiu.  Wzmocnienie  wiary 

jest  praktycznie  zawsze  jednoznaczne  z  poprawieniem  praktyki.  W  przypadku  wiary 
niezb

ędne jest sprawdzenie w  czym  ją pokładamy. Jest takie  przysłowie: "Wiara w  głowę 

w

ędzonej  sardynki  ma  moc  wypędzania  złych  duchów".  Pokładamy  wiarę  w  takich 

rzeczach  jak  pieni

ądze,  sława  myśli,  ideologie,  emocje  i  uczucia.  Po  to  by  praktykować 

lepiej musimy wierzy

ć we właściwy sposób. Co jest tym właściwym sposobem? Wiara w to 

co  mówi  nam  Budda  i  Patriarchowie.  Uwierzenie  w  to  ca

łym  sercem  i  pilna  praktyka. 

Nawi

ązując  do  pytania,  miejcie  mocną  wiarę  w  siebie  i  fakt,  że  wasze  życie  jest  samo  w 

sobie Natur

ą Buddy. Taka wiara i praktyka w zgodzie z tym, co mówi Budda i Patriarchowie 

prowadzi do lepszej praktyki i umacnia nasz

ą wiarę. 

Rosi Hakuju Taizan Maezumi

Page 1 of 1

33wiara

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/33wiara.html

background image

TRADYCJA I KANON, A INWENCJA I NOWATORSTWO - 

twórczo

ść religijna i inspirowana religią. 

  

JAPO

ŃSKA TRADYCJA BUDDYZMU ZEN I SZTUKA Z NIĄ ZWIĄZANA. 

  
  

          Jest  w  Polsce  wiele  wspania

łych  przykładów  wpływu  orientu  na  naszą  kulturę  i 

sztuk

ę.  Nie  będę  jednak  zajmował  się  ani  gloryfikacją  tych  wpływów,  ani  polskiej 

orientalistyki. Jako buddyjski duchowny i artysta plastyk zechc

ę podzielić się częścią mojej 

ci

ągle  jeszcze  skromnej  wiedzy  i  doświadczeniami  z  pracy  i  poszukiwań,  oraz  zwrócić 

uwag

ę  na  kilka  problemów  jakie  stwarza  nasza  polska  rzeczywistość  w  punktach 

styczno

ści z orientem.  Skupię  się głównie  na japońskiej tradycji buddyzmu zen i sztuce z 

ni

ą  związanej,  gdyż  jest  mi  ona  najbliższa.  Z  konieczności  niektóre  dziedziny  potraktuję 

pobie

żnie.  Jako  nurt  wiodący  wybrałem  proporcję  tradycji  i  kanonu  do  inwencji  i 

nowatorstwa  oczywi

ście  w  dziedzinie  sztuki  religijnej,  a  marginesowo  w  samej  duchowej 

praktyce.  Na  wst

ępie  pozwolę  sobie  na  wprowadzenie  dotyczące  samej  tradycji  religijnej. 

Nie b

ędzie to jedyne wprowadzenie dotyczące buddyzmu zen w niniejszej książce, ale jako 

duchowny czuj

ę się w obowiązku, by to uczynić. 

            Zacz

ęło się to dwa i pół tysiąca lat temu w Indiach. Książę Siddhartha przepełniony 

pytaniami  i  nie  znalaz

łszy  odpowiedzi  w  swym  otoczeniu  porzucił   zaszczyty  i  zacisze 

pa

łacu i wstąpił na ścieżkę ascezy. Po latach wyrzeczeń i najsurowszych praktyk, zmienił 

swe podej

ście do duchowego treningu wybierając drogę środka, pomiędzy umartwieniem a 

pob

łażaniem  sobie.  Przebudzenie  które  stało  się  jego  udziałem  wyzwoliło  niebywałą 

energi

ę  otwierając  ciała  i  umysły  tysięcy  ludzi.  Poprzez  wieki  nauka  ta  zbierając 

do

świadczenia pokoleń przekazywana była dalej. Z nauczyciela na ucznia, twarzą w twarz. 

Kolejne kroki buddyzmu dokona

ły się zmieniając nieco zewnętrzne formy i przystosowując 

si

ę do różnych kultur i różnych ludzi. 

            Jednym z kierunków ekspansji by

ły Chiny. W sąsiedztwie taoizmu jedną z form jaką 

przyj

ął  tu  buddyzm  był  Czan.  Linia  czan  i  zen  powstała  w  ramach  tradycji  buddyzmu 

Mahajana,  cho

ć  nauki  te  przekraczają  główne  założenia  Wielkiego  Wozu.  Przez 

patriarchów Indii i Chin Czan nabiera jedynej w swoim rodzaju formy. Przeniesiony z Chin 
do  Japonii  rozwija  si

ę  w  wielu  szkołach,  przy  czym  główne  z  nich  to:  zen  Soto  -

przeniesiony  przez  Zendzi  Dogena  (1200  -  1253)  w  roku  1227  i  usystematyzowany  przez 
Zendzi  Keidzana  (1268  -  1325)  w  trzy  pokolenia  pó

źniej  (główne  klasztory  to  Eiheidzi  i 

Sodzidzi), zen Rindzai - pochodz

ący od Lin-Czi (jap. Rindzai), a przeniesiony z Chin przez 

Eisai w 1191 (z klasztorami Engakudzi, Rjutakudzi, Kogakudzi...), zen Obaku wprowadzony 
do Japonii przez Ingena w 1654 (g

łówna świątynia to Mampukudzi). 

             "Jest  to  tradycja  religijna  posiadaj

ąca  jedyny  w  swoim  rodzaju  trening  ciała-

umys

łu...".  U  podstaw  leżą  nauki  Buddy.  Cztery  szlachetne  prawdy,  sześć  paramit, 

o

śmioraka  ścieżka,  trzy  schronienia,  trzy  czyste  przykazania,  dziesięć  wskazań,  cztery 

ślubowania  bodhisatwy  to  terminy  jakie  polecałbym  do  przestudiowania  dla  wnikliwego 
czytelnika. Formalna praktyka odbywa si

ę pod przewodnictwem nauczyciela zwanego Rosi

lub  Sensei.  Kto

ś  taki  posiada,  a  przynajmniej  powinien  posiadać  pełen  przekaz  nauki 

(Dharmy),  co  oznacza 

że  w  pełni  ukończył  formalny  trening  ze  swoim  nauczycielem. 

Przekaz Dharmy ma ró

żne nazwy w różnych liniach (siho, inka, inka siomei), "przyznawany 

jest,  gdy  dojrza

łość  ucznia  dorównuje  fundamentalnie  dojrzałości  nauczyciela",  a  jest 

Page 1 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

akceptacj

ą i autoryzacją ucznia dokonaną przez nauczyciela.  

             "Sercem  treningu  zen  jest  zazen",  co  g

łównie  dotyczy  siedzącej  medytacji  w 

okre

ślonej  postawie.  Ciało  jest  wyprostowane,  oczy  półotwarte,  ważna  jest  przytomność 

umys

łu i uważność. Istnieje kilka rodzajów ułożenia nóg, a okresy nieruchomego siedzenia 

przeplatane  s

ą  chodzeniem  kinhin  (zezen  w  ruchu).  Ze  względu  na  procesy  psychiczne 

istnieje  najprostszy  podzia

ł  zazen:  sikan-tadza  -  po  prostu  siedzenie  z  otwarciem  i 

zaufaniem i

ż każdy z nas jest całkowity i doskonały taki jaki jest, innymi słowy jest Buddą 

(g

ł.  zen  soto), oraz praktyka z  koanem - problemem  wyznaczonym przez  nauczyciela lub 

naturalnie wybranym przez ucznia, który wraz z praktyk

ą niesie realizację Umysłu Buddy, a 

co za tym idzie ró

żnych aspektów mądrości i otwarcia (gł. zen rindzai). W treningu koanów 

problemy zadane przez mistrza, to nic innego jak sytuacje z naszego codziennego 

życia, a 

zmaganie  si

ę  z  głębokim  wątpieniem  prowadzi  do  urzeczywistnienia  prawdziwej  natury 

ka

żdego.  Trening  zen  dotyczy  wszelkich  aspektów  naszego  istnienia,  a  zazen  nie 

ogranicza si

ę jedynie do siedzenia na macie! Rozciąga się na wszelkie aktywności naszego 

życia.  Mówi  się  tu  również  o  wyzwoleniu  od  cierpienia,  czy  wyzwoleniu  z  koła  narodzin  i 
śmierci.  Zawsze  chodzi  o  żywe  doświadczenie,  a  nie  o  filozofię.  Celowo  zakamuflowane, 
cho

ć tak naprawdę bezpośrednie i proste koany wprowadzają osoby bez urzeczywistnienia 

i m

ądrości jedynie w większe wątpienie, dopóki przez żywe doświadczenie nie otworzą się 

one na zrozumienie. W rzeczywisto

ści rozwiązania koanów są tak proste, że dyskursywny 

intelekt  jest  zbyt  skomplikowany,  by  móg

ł  je  "wymyślić".  "Musisz  stać  się  tak  prosty  jak 

dziecko,  a  koan  stanie  si

ę  oczywisty  i  pojawi  się  zrozumienie".  Właśnie  zrozumienie  czy 

urzeczywistnienie  (kensio,  dai-kensio  lub  satori)  jest  kulminacj

ą,  choć  nie  zakończeniem 

praktyki  zen.  Nie  ka

żda  realizacja,  czy  inaczej:  właściwa  odpowiedź  na  koan,  to  satori. 

"Mo

żna  odpowiedzieć  na  wiele  koanów  i  praktykować  zen  wiele  lat,  ciągle  nie  mając 

g

łębokiego urzeczywistnienia dai-kensio, zwanego wielką śmiercią i wielkim odrodzeniem".  

             Sam  Bodhidharma,  pierwszy  chi

ński  patriarcha  zen  (czan),  wyraził  się  na  temat 

treningu zen w sposób nast

ępujący: 

           "Unikalny przekaz poza tekstami, 

            Niezale

żny od słów, czy liter. 

            Bezpo

średnie wglądanie w ludzki umysł.  

            Urzeczywistnienie swojej Prawdziwej Natury 

            I stanie si

ę Buddą." 

             Buddyzm  zen  jest  na  tyle  uniwersalny, 

że  możliwe  jest  nawet  odrzucenie 

buddyzmu, co nie wyklucza praktykowania zazen. Oczywi

ście możemy praktykować z wielu 

pobudek:  dla  redukcji  stresu,  poprawy  zdrowia  i  kondycji  psychicznej,  poprawienia 
koncentracji,  czy   efektywno

ści  pracy  i  nauki.  W  ramach  treningu  sztuk  walki,  kultywując 

energi

ę  dzioriki,  panoramiczne  ,całościowe  postrzeganie,  błyskawiczność  reakcji  (przed 

my

śleniem)  i  inne  elementy  wypływające  z  zazen,  możemy  uczynić  ten  trening  bardziej 

efektywnym. Kiedy aspiracje nieco dojrzewaj

ą zen staje się drogą do wyzwolenia, ścieżką 

ku  o

świeceniu.  Jeśli  oświecenie  staje  się  faktem,  nasze  zazen  staje  się  bezpośrednim 

wyrazem  tego  urzeczywistnienia.  Innymi  s

łowy  najpierw  czynimy  zazen  aby  stać  się 

buddami, pó

źniej dlatego, że jesteśmy buddami czynimy zazen. 

             Jak  wida

ć  zazen  jest  zarówno  dla  gospodyni  domowej,  profesora  uniwersytetu  i 

adepta sztuk walki, niezale

żnie od wieku, wykształcenia czy aspiracji. Jednak aby wytrwać i 

osi

ągnąć  głęboką  duchową  realizację  potrzeba  wielkiej  cierpliwości  i  wielu  lat  ogromnego 

Page 2 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wysi

łku. Tak więc nie dość, że trudno zetknąć się z autentycznym treningiem zen, niewielu 

zdo

ła  wejść  głębiej  i  wytrwać,  a  tylko  wyjątkowo  pojawia  się  prawdziwy  mistrz  buddyzmu 

zen. 

            Cho

ć wiele ze sportów walki i sztuk walki umieszcza u swoich źródeł czcigodnego 

Bodhidharm

ę  czy  Zendzi  Eisai,  jakże  rzadko  wspomina  się  tam  o  zasadniczej  treści  ich 

życia.  Niestety  coraz  powszechniej  fizyczny  czy  psycho-fizyczny  trening  pozbawiony  jest 
duchowego rdzenia? Od wieków buddyzm, a szczególnie buddyzm zen stanowi

ł etyczną i 

duchow

ą bazę, pień na którym jak gałęzie pojawiały się różnorodne sztuki. Już w Indiach, a 

szczególnie  w  Chinach,  Japonii  Korei...  w 

ścisłym  związku  z  praktyką  buddyzmu  zen 

powsta

ły i rozwijały się: ciano-ju, ikebana, no, bonzai ... kjudo, kendo i wiele innych sztuk. 

Zawsze u podstaw le

żało głębokie duchowe doświadczenie i duchowa praktyka wynikająca 

z  przekazywanych  od  wieków  twarz

ą  w  twarz  żywych  nauk  Buddy  i  jego  spadkobierców. 

Niestety,  jak

że  często  odcięte  od  tego  drzewa  gałęzie  choć  potrafią  nawet  kolorowo 

zakwitn

ąć  usychają  zanim  wydadzą  dojrzałe  owoce.  Znane  jest  określenie:  "Nie  istnieje 

Budo bez zen". Sztuka walki bez g

łębokiego duchowego treningu przestaje być sztuką, czy 

drog

ą  (jap.  do),  a  staje  się  sportem,  nauką  samoobrony,  zdrowotną  gimnastyką,  lub  co 

gorsza  niebezpieczn

ą  bronią.  Nie  pomogą  ukłony,  flagi,  turnieje,  ani  nawet  kilka  minut 

medytacji.  Wszystko  to  nie  jest  w  stanie  zast

ąpić  żywej  praktyki  zen  i  kontaktu  z 

autentycznym  mistrzem.  Mam  przyjació

ł  którzy  będąc  nauczycielami  sztuk  walki  ciągle 

kontynuuj

ą  trening  zen  z  mistrzem.  Mając  np.  5  dan  w  karate  do  dosinkan  i  tytuł 

nauczyciela hansi, a ci

ągle będąc w stanie skłonić głowę i przyjąć pouczenia swego mistrza 

zen,  albo  nauczaj

ąc  od  trzydziestu  lat  kendo  jako  sensei,  prosić  o  naukę  swego  mistrza 

zen,  czy

ż  nie  jest  to  godne  szacunku?  Wielu  praktykujących  zen  z  różnych  powodów 

ćwiczy tai czi, karate, kendo, czi kung, taekwondo, bagua, sinki czy inne style.  Być może 
jedn

ą z przyczyn jest potrzeba ruchu po wielu godzinach siedzącego zazen, w końcu sam 

Bodhidharma  wprowadzi

ł  podobno  taki  trening  w  klasztorze  na  górze  Tien  Tung  Szan. 

Oczywi

ście większość  z takich osób pragnąc poważnie  praktykować prosi  mistrzów sztuk 

walki  o  pouczenia,  lub  po  prostu  ucz

ęszcza  na  regularne  treningi.  Byłoby  dobrze,  gdyby 

osoby 

ćwiczące  sztuki  walki  a  zainteresowane  zen  również  udały  się  do  kompetentnych 

osób.  

             Dobrze  jest  u

świadomić  sobie,  że literatura nie  wystarczy  do rozpoczęcia  żywego 

treningu.  Je

śli już przeczytaliśmy jakieś książki ważne jest wprowadzenie dokonane przez 

kompetentn

ą  osobę,  najlepiej  mistrza  zen.  Indywidualnie  praktykować  można  nawet 

codziennie,  na  pocz

ątku  kilka  czy  kilkanaście  minut,  najlepiej  o  stałej  porze  i  w 

przygotowanym  do  tego  celu  miejscu.  Wa

żna jest również praktyka  w grupie. Możliwe są 

d

łuższe  praktyki,  jedno  lub  kilkudniowe.  W  naszej  linii  mamy  takie  kilkudniowe  zazen  w 

obecno

ści  nauczyciela  zwane  sessin  oraz  trzymiesięczne  okresy  treningu  zwane  ango. 

Podczas  d

łuższych okresów praktyki plan dnia rozpoczyna się zwykle wcześnie rano (np. 

4.00) i zawiera wiele elementów: ponad 10 godzin siedz

ącego zazen, osobiste rozmowy z 

nauczycielem  zwane  dokusan,  daisan,  czy  sandzen,  mowy  dharmy  (teisio)  wyg

łaszane 

przez  mistrza,  prac

ę,  śpiewy,  posiłki  i  okresy  odpoczynku.  Do  Polski  przyjeżdżają 

mistrzowie  zarówno  z  Japonii,  jak  i  krajów  zachodnich.  Zanim  we

źmiemy udział  w sessin 

czy ango, z uwagi na pewne regu

ły (grupowej praktyki) i intensywność zazen wskazane jest 

do

świadczenie  (pewien  okres  grupowej  i  indywidualnej  praktyki).  Osoba  o  szczerych 

aspiracjach  w  naturalny  sposób  pr

ędzej czy  później dojrzewa do przyjęcia  przewodnictwa 

nauczyciela.  Oczywi

ście  w  perspektywie  są  również  możliwości  wyjazdu  do  ośrodków, 

świątyń,  czy  nawet  bardzo  surowych  klasztorów  w  Japonii.  Wymaga  to  jednak  solidnego 
przygotowania.  Te  najsurowsze  klasztory  przyjmuj

ą  tylko  mnichów  i  mniszki  (solidnie 

przygotowanych). 

             Nauczyciel,  czy  lepiej   mistrz  zen  (Rosi,  Sensei)  to  bezpo

średni  spadkobierca 

Nauki.  Od  czasów  Buddy  Siakjamuniego  twarz

ą  w  twarz  przekazywana  jest  Pieczęć 

Page 3 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

Umys

łu Buddy. Nie poprzez książki czy osobiste przemyślenia, ale poprzez żywą praktykę i 

bezpo

średni  przekaz  z  Umysłu  do  Umysłu.  Dodam,  że  mój  mistrz  Rosi  Genpo  po 

dwudziestu  latach  nauczania  da

ł   pełny  przekaz  nauk  tylko  dwu  osobom  spośród  swoich 

uczniów  które  maj

ą  tytuł  Sensei  (nie  ma  wśród  nich  Polaków).  Ja  sam  pomimo 

kilkudziesi

ęciu sessin, prawie dziesięciu trzymiesięcznych ango, 20 lat praktyki i wielu wizyt 

w Japonii i  innych krajach  gdzie odbywa

ły się treningi, jestem jedynie kapłanem seniorem 

(po  siuso  hossen),  a  nie  mistrzem  (Rosim),  czy  Sensei.  Mistrz  bywa  lustrem  odbijaj

ącym 

nasze z

łudzenia, koncepcje, problemy. Przychodząc na osobistą rozmowę stajemy twarzą 

w  twarz  z  w

łasnymi lękami, pytaniami, uczuciami. Potrafi być ożywczą wodą, ale i ostrym 

mieczem  odcinaj

ącym  złudzenia.  Ważne,  że  jest  człowiekiem  z  krwi  i  kości  zdolnym 

powiedzie

ć "nie" w odpowiedzi na nasze dywagacje, na najcudowniejsze "klejnoty" naszych 

my

śli  dopóki  nie  jest  to  żywe  doświadczenie  najwyższej  próby.  Jakże  często  spotkać 

mo

żna ludzi, którzy powołując się na wewnętrznego mistrza określają sami siebie mianem 

o

świeconych.  Dlatego  szukając  nauczyciela  warto  wnikliwie  przyjrzeć  się  nie  tylko 

otwarto

ści serca i umysłu, sile i dobroci, oraz zasadom moralnym, ale i dokładnie spytać o 

lini

ę i autentyczność przekazu Dharmy. Dobry mistrz nie pozwoli na to by uczeń zatrzymał 

si

ę w praktyce, czy wbił w dumę z jakichkolwiek osiągnięć. 

             Mam   znajomych  którzy  praktykuj

ą  zen  i  są  bardzo  znanymi  psychoterapeutami. 

Cz

ęsto słyszałem z ich ust, że zen pozwala im iść dalej w ich własnym rozwoju. W pewnej 

mierze praktyka zen z nauczycielem bywa rodzajem psychoterapii, ale nie jest to jedyny jej 
aspekt.  By

ć  może  dla  wielu  osób  z  poważnymi  problemami  natury  psychologicznej  lepiej 

by

łoby  najpierw  udać  się  do  psychoterapeuty,  zamiast  próbować  samemu  rozwiązywać 

wszystkie problemy poprzez praktyk

ę zen, szczególnie jeśli ktoś taki posiada sporadyczny 

kontakt  z  nauczycielem  zen,  lub  nie  posiada  go  wcale.  Je

śli  ktoś  już  rozpoczął 

psychoterapi

ę  z  pewnością  nie  polecałbym  jej  przerywać,  co  nie  przekreśla  możliwości 

praktyki zen, najlepiej za zgod

ą  psychoterapeuty. 

            Zen  nie musi  bezwzgl

ędnie obligować do zmiany światopoglądu. Potrafi pracować 

ze  wszystkimi  rodzajami  w

ątpienia  i  wykorzystywać  je  w  praktyce,  nie  jest  absolutnie 

konieczne  odrzucanie  ,  czy  wyrzekanie  si

ę   wiary,  czy  światopoglądu.  Dowodem  na  to 

niech b

ędą przekazy nauki  japońskich mistrzów zen udzielone katolickim kapłanom. Ojciec 

Wiligis   Yeger,  ojciec  Lasalle,  Rosi  Jo  an  Rieck  z  któr

ą  praktykowałem,  jak  godzą 

katolicyzm i zen, skoro w  swoich klasztorach czy o

środkach za zgodą kościoła uczą zen. 

Dopiero  gdy  chcemy  zosta

ć  osobą  wyświęconą  powinniśmy  nieco  wnikliwiej  zająć  się  tą 

spraw

ą. Trudno jest oddzielić zen od buddyzmu, jednak niektórym udaje się to do pewnego 

stopnia,  tak  wi

ęc  również  osoby  z  innych  tradycji  religijnych  mogą  korzystać  z  tej  starej, 

lecz ci

ągle niebywale żywotnej nauki. Jednak mimo wielu punktów stycznych i podobieństw 

wola

łbym,  aby  rolnik  wypowiadał  się  na  temat  uprawy  roli,  a  piekarz  na  temat  pieczenia 

chleba, a nie odwrotnie. Wola

łbym, aby dialog między religiami polegał na wspólnej pracy 

dla dobra ludzko

ści, a nie na wzajemnej krytyce, wyszukiwaniu podobieństw i różnic, czy na 

wspó

łzawodnictwie.  Nie  uważam  by  sens  miało  nawet  wzajemne  kadzenie  sobie.  W 

rozdziale  tym  nie  znajdzie  si

ę  ani  jedno  słowo  dotyczące  innej  doktryny  religijnej. 

Obawia

łbym  się  przez  moją  powierzchowność,  czy  błędne  zrozumienie  zarówno 

porównywa

ć, jak i opisywać, aby nie wypaczyć zarówno litery którejkolwiek z doktryn, a tym 

bardziej  ich  g

łębokiego  sensu.  Ubolewam  nad  tym,  że  stało  się  ostatnio  bardzo  częstym 

opisywanie  buddyzmu  w  tym  równie

ż  buddyzmu  zen  przez  osoby  całkowicie 

niekompetentne  w  tej  materii,  w

łączając  w  to  niestety  nawet  głowy  kościoła.  Opaczne 

rozumienie  i  niekompetencja  s

ą  oczywiste  dla  prostego  buddysty,  czy  religioznawcy.  Nie 

pomaga to na pewno w dialogu mi

ędzy religiami, oraz we współżyciu ludzi różnych wyznań. 

Dodatkowo  "wolno

ść  słowa"  daje  nie  tylko  możliwości  manipulacji  odpowiednio  silnym 

grupom,  ale  daje  mo

żliwości  przypadkowym  jednostkom  na  całkowitą  dowolność 

osobistych  interpretacji  i  kszta

łtowanie  powszechnych  opinii  w  wypaczonej  postaci. 

Szczególnie  je

śli  jesteśmy  praktykującymi  buddystami,  warto  byłoby  poradzić  się  swego 

Page 4 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

nauczyciela,  czy  w  ogóle,  a  je

śli  tak,  to  o  czym  pisać,  a  jakie  tematy  pozostawić  

do

świadczonym  mistrzom.  Od  czasu  dzieci  kwiatów  po  ruchy  new  eage  jesteśmy 

świadkami  zamieszania  jakie  tworzą  pseudosympatycy.  Nie  przynosi  to  większej  szkody 
powa

żnie praktykującym, jednak dla wielu poszukujących stanowi ogromną przeszkodę.  

             Je

śli  chodzi  o  formę,  stroje,  rytuały,  zawsze  gdy  buddyzm  "dawał  kolejny  krok" 

adaptowa

ł  się,  ale  i  niósł  coś  z  poprzedniej  kultury.  Zajmowało  wiele  pokoleń,  by  forma 

uleg

ła  zmianie.  Aby  nie  odrzucić  rzeczy  istotnych,  jak  się  to  mówi  "nie  wylać  dziecka  z 

k

ąpielą",  zmian  w  tradycji  buddyjskiej  dokonuje  się  bardzo  ostrożnie  i  czynią  to  raczej 

nauczyciele.  Zajmie  to  jeszcze  troch

ę  czasu  zanim  nasz  polski  zen  będzie  wyglądał 

znacz

ąco inaczej w kwestii formy.  

             Bodhidharma  (jap.  Bodaidaruma)  sp

ędził  ze  swoim  nauczycielem  Hannjatarą 

(sanskr.  Prad

żniatara)  ponad  30  lat.  Na  łożu  śmierci  Hannjatara  przekazał  mu  pieczęć 

Dharmy  i  poleci

ł  by  wstrzymał  się  60  lat  i  dopiero  wtedy  udał  się  do  Chin  by  przekazać 

nauk

ę. Mając ponad 100 lat udał się do Chin. Tam niedoceniony przez cesarza Wu opuścił 

dwór  i  przez  9  lat  praktykowa

ł  w  grocie  twarzą  do  ściany.  Kiedy  odwiedził  go  Taiso  Eka 

(chi

ń. Huei Ko) przez długi czas ignorował przybysza. Po nocy spędzonej przez Eka stojąc 

na 

śniegu,  Bodhidharma  w  kilku  prostych  zdaniach  odmówił  jego  prośbom  o  naukę.  Eka 

praktykowa

ł już wtedy przez 30 lat, ale nie urzeczywistnił dotąd Prawdziwej Drogi. Aby dać 

dowód  swej  szczero

ści  i  determinacji  Eka  odciął  sobie  lewą  dłoń  i  złożył  przed 

Bodhidharm

ą.  Dopiero  wtedy  otrzymał  pouczenia  i  po  głębokim  urzeczywistnieniu  został 

nast

ępcą, drugim Chińskim patriarchą Czan. W obecnych upadłych czasach nie ma mowy 

o  takich  po

święceniach,  a  szczere  oddanie  praktyce  jest  niezwykle  rzadkie.  Większość 

szanowanych mistrzów wiedz

ąc jak trudna jest praktyka zen nigdy do niej nie zachęca, nie 

jest to równie

ż moim celem. 

             Cho

ć  generalnie  buddyzm  wydaje  się  być  jedną  z  najbardziej  liberalnych, 

tolerancyjnych i plastycznych religii na 

świecie, w obecnej epoce nie zawsze jest to zaletą. 

"Zachodnia  mentalno

ść" próbuje odcisnąć swoje piętno również tutaj. Pojawiają się próby 

sterylizacji  zen,  wypreparowania  jedynie  kilku  aspektów.  Zen  bez  religii,  czy  wr

ęcz  bez 

śladów religijności uchodzi w wielu kręgach za jedynie prawdziwy zen. Czasami jest to coś 
jeszcze  gorszego.  Próby  podpisywania  nazw

ą  zen  osobistych  wystąpień  na  polu  sztuki, 

literatury, filozofii. Sztuka oporz

ądzania motocykla, zen performance, meble w stylu "zen", 

s

ą  już  nawet  perfumy  zen.  Piszą  o  zen  przeróżne  osoby,  oceniając  interpretując, 

wypowiadaj

ąc  się  na  temat  praktyki,  doktryny,  sztuki.  Czasami  zajmując  się  sprawami 

bardzo  wa

żnymi  i  głębokimi  nie  posiadając  żadnej  autoryzacji  buddyjskich  nauczycieli. 

Czasami  pozostawiaj

ąc  jedynie  (od  niedawna  modne  i  u  nas)  smaczki  o  określonym 

kolorycie,  a  odcinaj

ąc  ciężką  duchową  i  religijną  pracę,  oraz  wiedzę  i  doświadczenie.  

Mistrzowie zen s

ą najczęściej wymagający, ale nie są skąpi. Uczą jeśli są o to proszeni. Nie 

chodzi  tu  o  wy

łączność  prawną  do  pisania  o  buddyźmie,  ale  o  użyteczność,  rzetelność  i 

kompetencje.  Rozpaczliwe  poszukiwania  wspó

łczesnego  człowieka  doby  kryzysu  religii, 

epoki  pieni

ądza  i  ery  ogromnej  szybkości  życia  zwróciły  się  już  jakiś  czas  temu  w  stronę 

dalekiego  wschodu.  Przejawami  tych  poszukiwa

ń  są  również  sporty  walki  (sporty,  gdyż 

wiele z nich trudno nazwa

ć sztuką), pisanie własnych haiku, malarstwo tuszem, spotkania 

przy  herbacie,  domowe  bonzai,  japo

ńskie  przydomowe  ogródki,  teoretyczne  rozprawy 

filozoficzno-religijne,  spotkania,  odczyty,  wyk

łady,  wystawy.  Choć  chciałbym  wierzyć  że  u 

podstaw  le

ży  szczere  poszukiwanie  prawdziwego  zrozumienia,  próby  te  jeśli  są 

pozbawione duchowego rdzenia to  nic  wi

ęcej jak egzotyczne hobby. Bez względu na to z 

jak wielk

ą pompą są przedstawiane wyniki takiej pracy wyrosną stosownie do płytkości jej 

korzeni.  Dlatego  tak  mocno  podkre

ślam  niezbędność  duchowego  rdzenia.  Jeśli 

podpisujemy  si

ę  pod  tekstem:  sympatyk,  początkujący,  teoretyk,  przeciwnik,  uczeń... 

czasem  dodaj

ąc  tytuł  naukowy,  lub  "tekst  niniejszy  inspirowany  był  literaturą  buddyzmu 

zen",  wtedy  moim  zdaniem  wszystko  jest  w  porz

ądku.  Gorzej  gdy  autorytatywne 

Page 5 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wypowiedzi podpisane s

ą jedynie nazwiskiem i tytułem naukowym sugerując prawdziwość i 

rzetelno

ść.  Zmierzam  w  niniejszym  wywodzie  do  tytułowego  problemu  proporcji  tradycji  i 

nowatorstwa.  Osobi

ście najbardziej cenię naukę i  praktykę różnych sztuk w połączeniu z  

żywą  praktyką  duchową,  jednak  nie  mogę  zabronić  ani  tworzenia,  ani  uczenia  się  bez 
duchowo

ści  nawet  jeśli  jest  to  z  jakąkolwiek  religią  związane.  Chodzi  mi  tu  o  choćby 

przybli

żone  rozgraniczenia.  Co  jest  sztuką,  czy  twórczością  inspirowaną  daną  tradycją 

religijn

ą,  a  co  religijną  sztuką,  czy  autoryzowanym  religijnym  tekstem.  Dochodzimy  do 

najwy

ższej  instancji,  kto  miałby  określać  i  dokonywać  tego  typu  autoryzacji.  Podkreślam 

autoryzacji,  a  nie  zabraniania,  czy  pozwalania,  osobi

ście  jestem  przeciwnikiem  cenzury. 

Skoro  zarejestrowane  s

ą  związki  wyznaniowe  niech  ich  przedstawiciele  mają  coś  do 

powiedzenia  w  dziedzinie  ich  w

łasnych  wyznań.  Niestety  nie  jest  to  jeszcze  tradycją  w 

naszym kraju. Ani masmedia, ani nasi naukowcy nie lubi

ą zwracać się choćby o poradę w 

tej  dziedzinie.  Ja  sam  do

świadczałem  tego  wielokrotnie.  Oto  kilka  przykładów.  Podczas 

dnia  kultury  japo

ńskiej  w  Świdniku  zaproszony  przez  organizatorów  człowiek  ponad  dwie 

godziny opowiada

ł o buddyźmie zen udzielając wskazówek jak praktykować, co jest istotne 

w treningu. Okaza

ło się, że sam trochę praktykował w tradycji tybetańskiej wadżrajany nie 

b

ędąc nawet w stanie podać linii nauczania, a z zen zetknął się przeczytawszy dwie książki 

i  b

ędąc  na  kilku  spotkaniach  w  jednym  z  Warszawskich  ośrodków  zen.  Nie  muszę 

dodawa

ć,  że  jego  wykład  był  zlepkiem  wymysłów  mających  niewiele  wspólnego  z 

rzeczywisto

ścią. Kolejny przykład to nasza lokalna Lubelska telewizja. Kilka miesięcy temu 

wyemitowano cykl programów dotycz

ących sztuki japońskiej w tym związanej z japońskim 

buddyzmem  zen.  Filmy  by

ły  bardzo  ciekawe,  gorzej  z  tłumaczeniami.  Pominę  wiele 

przekr

ęconych  nazw,  imion,  czy  nazwisk,  wiedza  tłumacza  ograniczyła  się  jedynie  do 

znajomo

ści  języka  angielskiego.  Zamiast  malarstwa  tuszem  serwowano  malarstwo 

atramentowe, z drzeworytu zrobiono drewniany druk... niektóre b

łędy były wręcz zabawne. 

Mój  apel   w  postaci  oficjalnego  pisma  po  wyemitowaniu  pierwszego  odcinka  pozosta

ł  bez 

echa. Inny przyk

ład to pismo młodzieżowe Machina i recenzje oraz oceny zamieszczane w 

tym  pi

śmie  jak  ostrzegają  wydawcy  na  okładce  -  są  subiektywni.  Potrafią  jednak 

autorytatywnie  stwierdzi

ć  cytuję:  "a  o  nauce  buddy  cicho".  Książka  polecana  przez  misję 

buddyjsk

ą  w  Szczecinie  i  Poznaniu  i  uznana  przez  kilka  ośrodków  buddyzmu  zen,  oraz 

przez kilku religioznawców jako posiadaj

ąca wyraźne buddyjskie przesłanie przez pana X, 

który  uzna

ł  siebie  za  autorytet  w  dziedzinie  buddyzmu  zen  została  określona  mianem 

bezwarto

ściowej  i  nie  mającej  nic  wspólnego  z  buddyzmem.  Poprzestanę  na  tych  trzech 

przyk

ładach,  chociaż  nie  są  one  jedyne.  Jak  podnieść  świadomość  naszego 

spo

łeczeństwa,  skoro  nawet  animatorzy  kultury  i  sztuki  wykazują  tak  całkowity  brak 

wra

żliwości. Cały ogromny rozdział poświęcić można byłoby niedouczeniu i ograniczoności 

niektórych duchownych, czy osób 

świeckich nawet na wysokich stanowiskach, zajmujących 

si

ę informacją i problemami dotyczącymi innych wyznań.  Schematyczne  wrogie podejście 

do  inno

ści  wyznaniowej,  własne  interpretacje  i  ocena  na  nich  oparta,  mylenie  tradycji  -

mimo  ogromnej  pracy  innych  duchownych  w  dialogu  zbli

żenia  między  wyznaniami.  Mimo 

wielu  spotka

ń  w  których  sam  uczestniczyłem,  wspólnych  wystaw  malarstwa  religijnego, 

spotka

ń  ekumenicznych,  gdzie  nie  wchodzono  sobie  w  kompetencje,  a  uściski  dłoni 

duchownych i wyznawców np. katolicyzmu, prawos

ławia i buddyzmu były szczere, ciepłe i 

prawdziwe. Z pewno

ścią możemy wiele jeszcze zrobić na tym polu, choć zapisano już kilka 

chlubnych kart. Pozostawmy jednak t

ą dziedzinę na inną sposobność.  

            Ja sam zaczyna

łem od sztuk walki i od plastyki, czy w ogóle od estetyki dalekiego 

wschodu,  g

łównie  Japonii.  Dość  szybko  zrozumiałem,  że  tek  naprawdę  zależy  mi  na 

sprawach  najg

łębszych  i  najistotniejszych  jakie  w  ogóle  są  w  życiu.  Powierzchowność 

ust

ąpiła miejsca głębokim duchowym poszukiwaniom, które trwają do dzisiaj. Choć bardzo 

zmieni

ła  się  moja  motywacja  i  nastawienie,  sentyment  do  sztuki  i  estetyki  japońskiej  nie 

znikn

ął.  Uczyłem  się  tradycyjnego  malarstwa  religijnego  u  źródeł  w  tradycji  tybetańskiej  i 

japo

ńskiej. Ciągle uczę się i pracuję w dziedzinie sztuk plastycznych. Dyplom z malarstwa i 

rze

źby  na  uczelni  wyższej  nie  zmienił  kierunku  mojej  pracy  w  dziedzinie  plastyki,  niemal 

Page 6 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wy

łącznie związany jest on z moją praktyką buddyzmu zen. Dziedziny jakimi się zajmuję to 

malarstwo, rze

źba, grafika, sztuka użytkowa, oraz projektowanie ogrodów. W każdej z tych 

dziedzin  obecna  jest  tradycja  i  kanon,  jednak  wielokrotnie  eksperymentowa

łem  próbując 

zbudowa

ć  most  pomiędzy  tradycją  a  współczesnym  polskim  czy  zachodnim  odbiorcą.  Z 

ubolewaniem  przyznaj

ę,  iż  moim  zdaniem  większość  z  moich  dotychczasowych  prób  to 

pora

żki!  

            Zacznijmy od malarstwa. Kanon i inwencja w  religijnym malarstwie, szalki wagi  na 
których spoczywaj

ą te jakości są w ciągłym ruchu nie tylko w mojej twórczości. Od wieków 

kanon  i  inwencja  wspó

łdziałają,  bądź  zmagają  się  o  palmę  pierwszeństwa  w  sztuce. 

Równie

ż  na  dalekim  wschodzie  ich  wzajemne  proporcje  wyglądają  różnie.  Weźmy  różne 

rodzaje malarstwa jakie znajdziemy w typowej 

świątyni, czy klasztorze zen. Rozpocznijmy 

od  zdecydowanej  przewagi  kanonu.  Mandala,  forma  medytacyjna  o 

ściśle  określonych, 

proporcjach,  kolorach,  opisie  sylabicznym.  Przyk

ład  obecności  tantry  w  przestrzeni 

świątyni,  czy  klasztoru  zen.  Zarówno  malowane  zwoje  jak  układane  mandale  z 
miniaturowych  stup,  dzwonków  i dord

że są ściśle zkanonizowane, podobnie jak w tradycji 

tybeta

ńskiej  wadżrajany.  Zwykle  cztery  bramy  wejściowe,  określone  symbole  i  atrybuty, 

proporcje  postaci  Buddów,  Bodhisatwów,  Stra

żników  i  Opiekunów  Dharmy,  kolory  szat 

cia

ła  i  przestrzeni  mandali,  wszystko  to  jest  w  danej  linii  od  wieków  niemal  całkowicie 

niezmienne.  W  szko

łach  malarstwa  religijnego  znajdziemy  tą  obszerną  ikonografię 

przekazywan

ą  z  nauczyciela  na  ucznia.  Dla  porównania  w  tradycji  tybetańskiej  o  tym  jak 

namalowana b

ędzie mandala, czy tanka decyduje dla jakiej linii praktyki jest wykonywana i 

w jakiej szkole malarstwa. Osobi

ście malowałem tanki w szkole Karma Gadri, ucząc się u 

lamy  Gega  mistrza  malowania  tanek.  Lama  malowa

ł  tanki  dla  różnych  szkół  zarówno 

Kadziupy,  Ningmapy,  Sakjapy  i  Gelugpy,  otrzymuj

ąc  szczegółowe  wyjaśnienia  od 

zamawiaj

ących. Wymagało to od niego ogromnej wiedzy. Już w jednej szkole znajdziemy 

setki  form  medytacyjnych  i  mandal.  Ró

żnice  w  poszczególnych  liniach  nauk  i  szkołach 

malowania  s

ą  czasami  znaczne.  Wszystko  to  dotyczy  również  postaci  Buddów  i 

Bodhisatwów  nie  malowanych  w  formie  mandal.  Wszystko  co  u

żywane  jest  do  religijnej 

praktyki i bierze 

źródło w tradycji w ogromnym procencie jest ściśle określone i niezmienne. 

Jeszcze  sanskryckie 

źródła  ikonograficzne  podają  ogromną  ilość  wiadomości,  które  choć 

nieco  zmodyfikowane  przez  ró

żne  tradycje  buddyzmu,  linie  i  szkoły  malarstwa  religijnego 

mog

ą ciągle być uznawane jako baza. Miejscami można prześledzić te zmiany w przeciągu 

wieków  i  zale

żnie  od  kultur.  Najprostszym  przykładem  może  być  choćby  Awalokiteśwara. 

Forma obecna we wszystkich liniach które swe 

źródła wzięły z buddyźmie Mahajany. Choć 

żnią  się  przedstawieniami,  nikt  nie  ma  wątpliwości  iż  jest  to  jedna  główna  forma.  Mimo 

zmiany  z  m

ęskiego  Awalokiteśwary  dawnych   Indii  w  żeńską  Kuan  jin  w  Chinach, 

Kuanseumbosal w Korei, Kannon, czy cz

ęściej Kandzeon w Japonii, a nawet wiele różnych 

odmian  Czenrezig  w  Tybecie  (przyjmuj

ących  nawet  zupełnie  inne  nazwy)  generalnie 

uto

żsamiane  jest  to  z  jednym  rodzajem  energii  i  mądrości,  z  niewielkimi  różnicami.  Dla 

przyk

ładu Gandavjuha z sutry Awatamsaki, (powszechnie używany w szkole Hua-jen, czy 

Kegon) opisuje poszukiwania g

łębokiego oświecenia czynione przez młodzieńca Sudhanę. 

Spotyka  on  ponad  50  'idealnych  nauczycieli'  Kalianamitrów.  Jednym  z  nich  jest 
Awalokite

śwara  którego  odwiedza  Sudhana  na  górze  Potalaka.  Możemy  tu  znaleźć 

szczegu

łowy  opis  zarówno  bodhisatwy  jak  i  jego  otoczenia.  Na  opisie  tym  stworzono 

pierwsze  wyobra

żenia  tego  bodhisatwy.  Znajdziemy  je  zarówno  w  Chinach,  Korei,  jak  i 

Japonii.  Pandaravasini,  Kuan Jin wody i ksi

ężyca, Bjaku-e Kannon... Przy innych formach 

żnice  są  znaczniejsze.  Kopiowanie  malowideł  posiada  w  japońskim  buddyźmie  rangę 

religijnej  praktyki,  niemal  na  równi  z  kopiowaniem  sutr,  czy  siastr.  Kolejno

ść  i  kształt 

poci

ągnięć  pędzla  jest  ściśle  określona,  a  przede  wszystkim  istnieje  określona  procedura 

tej praktyki. Praktyki oczyszczaj

ące, pokłony, śpiewy, recytacje i zazen nie są wcale mniej 

istotne  ni

ż  same  pociągnięcia  pędzla.  Ja  sam  traktuję  malarstwo  religijne  jako  praktykę 

duchow

ą, a sam proces twórczy oparty na naukach pobieranych zarówno w Japonii jak i na 

łnocy  Indii  u  tybetańskich  lamów  wygląda  u  mnie  następująco.  1)  przygotowanie 

Page 7 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

materia

łów 2) praktyki oczyszczające miejsce i materiały 3) ofiary i pokłony, oraz śpiewy 4) 

przygotowanie  podobrazia  w  po

łączeniu ze śpiewem mantr oczyszczających i zapisaniem 

ca

łej powierzchni tymi mantrami, po kolejnym zamalowaniu warstwą gruntu piszę mantry do 

okre

ślonej formy śpiewając je 5) nałożenie w milczeniu ostatniej warstwy gruntu 6) zazen 7) 

rozrysowanie  formy  zgodnie  z  kanonem  po

łączone  ze  śpiewem  mantry  do  tej  formy  8) 

nak

ładanie  kolorów  rozpoczynając  od  tła  kończąc  na  źrenicach  oczu  głównej  formy  9) 

ofiarowanie  kadzid

ła,  odnowienie  przyjęcia  trzech  schronień  i  ceremonia  otwarcia  oczu. 

Przy  czym  ta  ostatnia  wykonana  jest  tymczasowo  w  zast

ępstwie  mistrza  posiadającego 

przekaz Dharmy. Zawsze przekazuj

ąc moje malowidło podkreślam, że powinno być otwarte 

przez Mistrza lub Rinpocze stosownie do tradycji. Nie wszyscy mistrzowie malarstwa s

ą tak 

rygorystyczni,  ale  nie  b

ędąc  mistrzem,  a  jedynie  uczniem  staram  się  maksymalnie 

wykorzysta

ć  proces  twórczy.  Podobnie  postępuję  w  przypadku  rzeźb.  Oczywiście  jeśli 

chodzi o malarstwo tuszem które nie dotyczy konkretnych form ikonograficznych proces ten 
wygl

ąda nieco inaczej. Nie występują tu śpiewy do określonej formy, ani nakładanie wielu 

warstw gruntu, a ceremoni

ę otwarcia oczu zastępuje sygnowanie zwoju.  

            Malarstwo tuszem, to jedna z dziedzin sztuki o bardzo starym rodowodzie. Trudno 
by

łoby  zawęzić  technikę  tuszu  jedynie  do  Chin,  Japonii,  Korei,  czy  innych  buddyjskich 

krajów,  gdy

ż  była  ona  szeroko  używana  również  w  innych  częściach  naszego  globu,  a 

obecnie  jest  powszechna.  Niestety  moim  zdaniem  wspó

łczesne  inspiracje ograniczają się 

g

łównie  do  techniki  i  w  porównaniu  z  okresami  świetności  tuszu  zatraciły  niemal 

doszcz

ętnie  duchowy  charakter  swoistego  procesu  twórczego.  To  właśnie  znacznie  różni 

wspó

łczesny  tusz  np.  od  tradycyjnego  sumi-e.  Począwszy  od  procesu  oczyszczenia, 

przygotowania  materia

łów,  poprzez  zazen,  postawę  ciała  przy  malowaniu,  sposób 

trzymania  p

ędzla,  do  stanu  umysłu  w  każdej  chwili  -  w  tej  jednej  chwili  tworzenia. 

"Zachodnie" podej

ście, czasem ograniczające się jedynie do naśladownictwa formy jest jak 

wida

ć zupełnie inne. Podobnie jak w przypadku wielu sportów walki czy poezji, tak i sztuki 

plastyczne  których  wytwory  s

ą  często  pod  względem  estetycznym  doskonalsze  od 

orygina

łów wielokrotnie zatraciły duchowy rdzeń. Z tego powodu nie są duchową praktyką, 

co wi

ęcej nie spełniają roli inspiracji do innych rodzajów duchowej praktyki, a nie ma nawet 

mowy  o  prowokowaniu  otwarcia  Oka  Umys

łu,  czy  przelaniu  na  papier  harmonii  czyjejś 

duchowej  realizacji.  Istnieje  w  buddyzmie  zen  zarówno  aspekt  religijny  jak  i  aspekty 
religijno

ści  pozbawione.  Nawet  malarstwo  tuszem  można  traktować  w  różny  sposób. 

Kopiowanie  malowide

ł  postaci  bodhisatwów,  czy  kaligraficzne  kopiowanie  sutr  ma 

charakter  bardziej  religijny  ni

ż  malowanie  zimorodka  na  gałęzi.  Jednakże  w  głębokim 

sensie  je

śli  proces  twórczy  dokonywany  jest  z  otwartym  Umysłem  w  całkowitej  Jedności, 

fundamentalnie natura obu jest to

żsama. Oczywiście nie bez znaczenia jest czy kopiujemy 

sutr

ę,  tekst  jakiegoś  mistrza,  czy  potok  przekleństw.  Tutaj  chciałbym  nawiązać  do  sztuki 

wspó

łczesnej.  Rodzajem  mody  wśród  współczesnych  artystów  stało  się  wyrażanie  swojej 

frustracji,  l

ęku,  rozdarcia  wewnętrznego,  bólu  istnienia.  Wymiotowanie  na  płótno  jest 

powszechne i w

śród krytyków i posłusznej krytykom widowni uchodzi za sztukę przez duże 

"S". Có

ż, dla mnie nie jest wcale sztuką pokazanie paranoi i szaleństwa. Ludzie wrażliwi i 

tak  j

ą  widzą,  a  ci  o  słabej  wrażliwości  i  tak  niewiele  skorzystają.  Jest  tu  podobnie  jak  z 

przemoc

ą  w  masmediach.  Bardzo  niebezpieczne  jest  pompowanie  innych  szaleństwem, 

swoiste  mno

żenie  go  bez  pokazywania  alternatywy.  Nie  mówiąc  nic  o  drodze  wyjścia, 

be

łkot  i  frustracja  rzadko  inspiruje  osobę  już  i  tak  skrajnie  sfrustrowaną  do  szukania 

g

łębszego  sensu.  Być  może  jako  bunt  przeciwko  cukierkowości,  słodyczy,  elegancji, 

sztuczno

ści części sztuki minionych stuleci, czy wręcz tysiącleci, tak wiele prądów w sztuce 

rozkochanych  jest  w  rozdarciu  wewn

ętrznym.  Mają  je  u  podstawy  i  niemal  w  każdym 

momencie  procesu  twórczego.   Nasuwa  mi  to  skojarzenie  z  naukowcem  który  wynalaz

ł 

nowego wirusa i za wszelk

ą cenę chce by ujrzał on światło dzienne. Kiedy wirus opuszcza 

laboratorium  jeste

śmy  świadkami  epidemii.  Powstają  tysiące  nowych  mutacji  niosących 

zniszczenie  i 

śmierć.  Czyżbyśmy  tak  powszechnie  zatracili  zdolność  dzielenia  się 

harmoni

ą,  spokojem  i  duchową  mądrością?  Prawosławna  ikona,  tybetańska  tanka  czy 

Page 8 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

mandala,  jantra,  japo

ński  tusz...  (ten  ostatni  będący  chyba  najbardziej  otwarty  i 

niekoniecznie zwi

ązany z religijnym aspektem sztuki) - czyż nie wnoszą niezaprzeczalnych 

warto

ści? Czyż sztuka nie może być wyrazem spokoju i harmonii, miłości i otwartości jaka 

wyp

ływa z nas i z naszej duchowej praktyki? Akceptując, to jacy jesteśmy z całym naszym 

pomieszaniem  i  szale

ństwem  ,  ale  i  z  całym  pięknem  i  harmonią,  nie  wstydźmy  się  ani 

czerni, ani bieli, ani 

żadnego z kolorów. Nie wstydźmy się również zwyczajnej szarości. 

             Daleki  jestem  od  ca

łkowitego  potępiania  wątpienia.  Może  być  ono  drogocennym 

nawozem. 

Żaden z kwiatów buddyzmu nie rozkwitłby bez niego. Nie byłoby samego Buddy 

Siakjamuniego  i 

żadnego  z  Patriarchów,  czy  mistrzów  zen.  Wątpienie  jest  nieodłącznym 

towarzyszem  praktyki  duchowej  i  samego 

życia.  Zazen  tworzy  bazę,  platformę  spokoju, 

otwarto

ści  i  siły,  aby  kolejne  pokłady  wątpienia  mogły  się  ujawniać.  Taki  rodzaj  pracy 

przynosi  realizacj

ę  tego  co  stoi  u  podstaw  wątpienia,  lęku...  prowadzi  w  rezultacie  do 

urzeczywistnienia  naszej  Prawdziwej  Natury.  Samo  malarstwo  tuszem  autorstwa 
znamienitych mistrzów zen  tak  jak  koany  prowokuje powstanie tego w

ątpienia. Nie jest to 

jednak  jedynie  bezmy

ślne  wprowadzanie  chaosu,  w  perspektywie  leży  duchowy  wgląd, 

duchowy  rozwój.  Jaki  jest  wi

ęc  kierunek,  jaka  jest  alternatywa  dla  chaosu,  jaki  sposób 

wykorzystania  w

ątpienia  proponuje  sama  praktyka  zen?  Przedstawię  teraz  coś  bardzo 

istotnego  i  szanowanego  w  wielu  liniach  buddyzmu  zen.  "Mu"  Dziosiu  to  bardzo  wa

żny 

koan. Bardzo wiele osób w

łaśnie od niego rozpoczyna trening koanów, pozwolę więc sobie 

przedstawi

ć go nieco dokładniej. Mnich spytał Dziosiu: "Czy pies ma naturę Buddy? Dziosiu 

odpowiedzia

ł  -  "Mu".  Komentarz  Mumona:  "Aby  osiągnąć  mistrzostwo  w  zen,  musisz 

przej

ść  przez  barierę  wzniesioną  przez  Patriarchów.  By  osiąnąć  tę  subtelną  realizację, 

musisz  ca

łkowicie  odciąć  dyskursywne  myślenie.  Jeśli  nie  przejdziesz  bariery  i  nie 

odetniesz  tego  rodzaju  my

ślenia,  będziesz  jak  zjawa  czepiająca  się  drzew  i  traw.  Teraz 

chc

ę spytać cię, czym jest ta bariera patriarchów? Czym jest to słowo "Mu"? To frontowa 

brama zen. Je

śli ją przejdziesz, to nie tylko zobaczysz Dziosiu twarzą w twarz, ale również 

b

ędziesz  podążać  ręka  w  rękę  ze  wszystkimi  patriarchami,  widząc  tymi  samymi  oczyma, 

s

łysząc tymi samymi uszami(...). Wysil całe swoje ciało z 360 kośćmi i 84 000 porów skóry, 

skupiaj

ąc wszystko w tym jednym wątpieniu: Czym jest "Mu"? (...). Kiedy to urzeczywistnisz 

sam, b

ędzie tak, jakbyś uchwycił miecz generała K'an. Kiedy spotkasz Buddę, zabijesz go 

(...)B

ędziesz  szedł  ręka  w  rękę  ze  wszystkimi  Patriarchami,(...)  zobaczysz  tymi  samymi 

oczyma  us

łyszysz  tymi  samymi  uszami  co  oni.  Na  granicy  życia  i  śmierci  doświadczysz 

prawdziwej  wolno

ści".  Jak  pisze  Rosi  Korju:  "cała  istota  pracy  z  tym  koanem  może  być 

podsumowana  w  nast

ępujący  sposób  -  od  rana  do  wieczora  stajesz  się  całkowicie  'Mu'. 

Nawet w marzeniach sennych jeste

ś z 'Mu' i 'Mu' staje się tobą. Koan ten jest tak cudowny 

ze wzgl

ędu na swoją prostotę. Żadne dyskursywne myślenie nie jest w stanie przylgnąć do 

'Mu'. Z wyj

ątkową skutecznością rozłupuje intelektualne zasklepienie umysłu, otwierając na 

bezpo

średnie  doświadczenie  Rzeczywistości",  dlatego  wszelkie  wyjaśnienia  są  zbędne,  a 

nic  nie  zast

ąpi  żywej  praktyki  z  koanem  w  bezpośrednim  kontakcie  z  nauczycielem.  

Równie

ż komentarz pozostawię mistrzom. 

             Czy  jest  to  harmonia  duchowej  realizacji,  czy  w

ątpienie  przebijające  zasłony 

prostota  i  szczero

ść  wynikająca  z  tego  rodzaju  sztuki  jest  oczywista.  Nie  ma  tu  nic  na 

pokaz, nic co mo

żna kupić za pieniądze. Nie chodzi tu o ład jako opozycję chaosu. Nie jest 

to t

ępe naśladownictwo, ani oryginalność i indywidualizm za wszelką cenę. Religijne dzieła 

mimo  kanonu  ikonograficznego  mog

ą  posiadać  jedyny  w  swoim  rodzaju  niepowtarzalny 

klimat jaki konkretny artysta potrafi we

ń tchnąć. Wielu mistrzów zen było również artystami. 

Ich  twórczo

ść  potrafiła  być  jeszcze  jednym  środkiem  nauczania,  upaja  otwierającym  na 

rozumienie  nauk  buddyzmu.  Hakuin  u

żywał  swego  pędzla  na  równi  ze  swoim  kijem,  czy 

s

łowami.  Zastępy  mistrzów  używało  poezji  w  przekazywaniu  Dharmy.  Twórczość  taka 

wynika z duchowej praktyki i z duchowego urzeczywistnienia. Wiele malowide

ł Hakuina to 

ilustracje  do  koanów,  a  setki  haiku  s

ą  same  koanami  najwyższej  próby.  Zarówno  w 

Chinach,  jak  i  w  Japonii  by

ło  niemal  tradycją,  otrzymywanie  od  mistrzów  pouczeń  w  tej 

Page 9 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

formie. Szczególnie je

śli ktoś podróżował wiele dni by zobaczyć się ze swoim nauczycielem 

i  otrzymywa

ł  zwój  z  malowidłem  i  wierszem,  po  powrocie  wieszając  zwój  na  ścianie  miał 

inspiracj

ę do praktyki na wiele dni, a czasem wręcz lat. 

            Bardzo cz

ęsto zapominamy, że choćby urządzenie naszego mieszkania, czy pokoju 

ma wp

ływ na nasze życie, również na praktykę duchową. Nie tylko klasztor, czy świątynia 

urz

ądzona  jest  tak  by  wspierać,  pomagać  w  duchowym  treningu.  Mieszkanie  świeckiej 

osoby mo

że posiadać również wiele takich cech. Ważne jest nie tylko to co powiesimy na 

ścianach  i  w  jakim  miejscu,  ale  i  jak  to  traktujemy.  Czy  ma  to  swoje  miejsce  w  naszym 
codziennym  funkcjonowaniu.  W  treningu  klasztornym  ka

żdy  aspekt  treningu  ma  swojego 

opiekuna. Dla przyk

ładu nawet kąpiel posiada aspekt duchowy i religijny. W pomieszczeniu 

do  ofuro,  czy  kaijoku  jest  o

łtarz  bodhisatwy  który  osiągnął  oświecenie  w  kąpieli,  Basara 

Bosatsu.  Wchodz

ąc  do  pomieszczenia  ofiarowujemy  kadzidło  i  kłaniamy  się,  a  ołtarz 

Bodhisatwy Basara przypomina nam o uwa

żności nawet podczas kąpieli. Nie ma przerw w 

duchowej  praktyce.  K

ąpiel,  odpoczynek,  praca  fizyczna,  zazen,  śpiewy,  czy  studiowanie 

sutr  wszystko  jest w  równej mierze  praktyk

ą. Wszystkie religijne aspekty są pomocą w tej 

materii.  Wielu  polaków  ograniczaj

ących  swoją  praktykę  do  piątej  paramity  (dhjana 

paramity),  do  zazen  dziwi  si

ę,  że  tak  szybko  tracą  zapał,  że  nie  mają  wytrwałości,  że 

praktyka  nie  wytrzymuje  pod  naporem 

życia.  Człowiek  potrzebuje  zróżnicowanego 

po

żywienia  również  w  dziedzinie  ducha.  Nawet  mnich  z  najmocniejszej  linii  nie  wytrwa 

d

ługo  jedząc  tylko  rzodkiewkę.  Dlatego  właśnie  buddyzm  rozwinął  tak  szeroki  wachlarz 

środków  wspierających.  Działa  to  na  nas  wszystkich  na  wielu  poziomach  stosownie  do 
naszej  otwarto

ści  i  dojrzałości.  Symbole  mają  swoje  określone  funkcje.  Choć  można  je 

wydoby

ć,  wyrwać  z  kontekstu  i  opisywać  w  uczonych  rozprawach,  ich  miejsce  jest  w 

dzia

łaniu. 

            Symbole. Ka

żda z kultur naszej ziemi obfituje w niezliczoną ilość symboli. Walczono 

i  umierano  w  ich  imieniu.  Przekazywano  przy  ich  u

życiu  ukryte  prawdy,  wzbudzano 

duchowe do

świadczenia, otwierano różne poziomy świadomości. Sprzedawano i niszczono 

je,  szargano  i  wypaczano  ich  znaczenie.  Symbole  wiary,  dojrza

łości,  rozkwitu,  ale  także 

upadku  i  destrukcji.  Jak

że  często  stawały  się  i  stają  pustymi  frazesami,  formułami  bez 

znaczenia. Jak

że często są to tylko "pobielane groby", mamiące malowanki bez związku z 

ludzkim 

życiem i obecną chwilą. Jak wykorzystać symbol jako precyzyjne narzędzie, ale nie 

zatrzyma

ć  się,  nie  zamknąć  w  nim?  Jak  przekroczyć  symbole  i  dotrzeć  do  ich  sedna? 

Od

łóżmy na inną pracę archetypiczny i ponadkulturowy charakter symboli. Spytajmy raczej, 

jak  bardzo  zgodnie  potrafi

ą  symbole  współistnieć,  łączyć  się  i modyfikować  stosownie  do 

warunków? Jak wykorzysta

ć symbole w każdej z dziedzin życia? Pokażę to na przykładzie 

japo

ńskiego  ogrodu  zen.  Zobaczymy  tu  również  jak  na  przestrzeni  wieków  z  tradycji 

wy

łania  się,  nieprzerwanie  kształtuje  i  zmienia  żywy  twór.  Drzewa,  krzewy,  woda,  skały  i 

cz

łowiek,  żyjący,  pracujący  i  zmieniający  się.  Przechodzący  przez  bramę  "tu  i  teraz"  do 

ogrodu o

świecenia w tej jednej chwili która jest naszym życiem.  

             Aby  rzuci

ć  nieco  światła  na  sytuację  i  elementy  jakie  wpłynęły  na  powstawanie 

ogrodów  japo

ńskiego  zen,  zacznijmy  od  wyspiarskiego  położenia  tego  kraju.  Okresowa 

ca

łkowita izolacja, oraz znaczne ograniczenia wpływu okolicznych kultur stworzyły jedyny w 

swoim  rodzaju  klimat  dla  rozwoju  japo

ńskiej  kultury.  Oczywiście  najsilniejszy  wpływ 

zewn

ętrzny  miały  tu  Chiny.  Czasami  nieco  oddechu  tego  giganta  przekazywały  kraje 

o

ścienne, głównie Korea. 

             Co  do  samej  Japonii,  zanim  dotar

ł  tu  buddyzm  religią  panującą  był  zbiór  wierzeń 

dzisiaj  nazywany  sinto.  Cze

ść  jaką  otaczano  zjawiska  natury,  oraz  kult  przodków  z 

pewno

ścią miał wpływ również na ścieżki rozwoju i ekspresję buddyzmu zen. Tak więc w 

sinto  kultem  otaczano  np.  gór

ę  Fudzi  jako  wyjątkowy  i  niepowtarzalny  element  natury. 

Bardzo  stare  drzewo, 

źródełko,  wodospad,  skała,  czy  jeziorko  o  wyjątkowym  kształcie 

Page 10 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wszystkie  one  zamieszkiwane  by

ły  przez  duchy  opiekuńcze,  demony,  bądź  duchy 

przodków.  Zwracano  si

ę  do  nich  z  prośbami  o  dobre  zdrowie,  szczęśliwe  i  długie  życie. 

Szczególny  kszta

łt  czy właściwości obiektu kreowały specyficzną symbolikę  wiążącą go z 

kultem.  Kiedy  obiekt  zosta

ł uznany za przedmiot czci, bezzwłocznie obszar na którym się 

znajdowa

ł otaczano pierścieniem z kamieni lub lin. Obszar który od tego momentu był już 

"czystym",  czy  u

święconym  mógł  mierzyć  od  kilku  metrów  kwadratowych  do  wielu 

hektarów.  Od  chwili  u

święcenia  jedynie  kapłani  sinto,  bądź  władcy  mogli  przekraczać 

ograniczaj

ący  pierścień.  Oczyszczenie  było  istotnym  elementem  przy  składaniu  czci 

zarówno  dla  kap

łanów  i  władców,  jak  i  dla  zwyczajnych  ludzi.  Głównym  symbolem  tego 

oczyszczenia  by

ła  woda,  dlatego  starano  się  by  była  ona  obecna  zawsze  w  takich 

miejscach  kultu.  Czasem  by

ł  to  strumień  z  wodospadem,  czasem  kamienna  misa  do 

p

łukania  ust  i  mycia  rąk.  Jeśli  chodzi  o  kult  przodków  to  oprócz  małych  sanktuariów,  czy 

nagrobnych  obelisków  które  dotyczy

ły  konkretnych  osób  lub  rodów  jako  symbol  bardzo 

cz

ęsto  sądzono  drzewo  sasaki.  Pierwszym  określeniem  ogrodu  w  tradycji  japońskiej  było 

ni

ła,  czyli  "czyste"  miejsce.  W  panteonie  bóstw  sintoistycznych  centralne  miejsce 

zajmowa

ła bogini słońca Amaterasu-o-no-kami. Bardzo często centralne wzgórze skała czy 

wodospad  by

ły jej właśnie poświęcone. Aby uszanować kierunek obiegu słońca po niebie 

poprzez  zgodno

ść  przepływu  wody  w  ogrodowym  potoku,  jego  "dające  życie"  źródło 

znajdowa

ło  się  na  wschodzie,  a  sadzawka  "miejsce  spoczynku"  na  zachodzie.  To 

oczywi

ście determinowało kształt ogrodu. Kolejnym elementem zaczerpniętym z sinto, który 

mia

ł  wpływ  na  ogrody  buddyzmu  zen  było  grupowanie  miejsc  lub  obiektów  czci 

przyporz

ądkowując  im  jednocześnie  odpowiednie  symbole.  Przy  czym  symbole  dotyczyły 

zarówno  pojedynczych  obiektów,  jak  i  ich  grup.  Grupy  te  po

łączone  ścieżkami  i 

strumieniem  tworzy

ły całość, a dla wiernych stanowiły zamknięty ciąg. Oddzielanie miejsc 

"czysto

ści" liną, pierścieniem z kamieni, a czasami nawet strumieniem zachęcało raczej do 

ich  kontemplacji  ni

ż  do  wchodzenia  na  ich  teren,  co  później  znalazło  swój  oddźwięk  w 

ogrodach zen.  

             Kiedy  pierwsze  nauki  buddyjskie  zacz

ęły docierać do Japoni głównie przez  Koreę 

kolejna  karta  w  projektowaniu  ogrodów  zosta

ła  odsłonięta.  Cała  symbolika   buddyjska 

przekazana  poprzez  Chiny  a  oparta  w  swych 

źródłach  na  ikonografii  Indii  znalazła  swoje 

miejsce  w  kraju  kwitn

ącej wiśni.  Główną  sektą  było  dziodo-siu,  albo  inaczej  czysta kraina

(Amidyzm).  Odrodzenie  w  zachodnim  raju  Buddy  Amidy  poprzez  proste  powtarzanie  jego 
imienia  znalaz

ło  wielu  zwolenników.   W  618  r.  powstał  pierwszy  z  pośród  znanych  ogród 

przyklasztorny zwi

ązany z linią dziodo. Koreański emigrant Rodzi-no-Takumi zaprojektował 

centralnie  ska

łę  symbolizującą  Górę  Sumeru,  która  w  buddyjskiej  ikonografii  podpiera 

sklepienie niebieskie, gór

ę leżącą w centrum wszechświata. W projekcie znalazł się mostek 

i pawilon widokowy. Kolejny ogród zaprojektowany zosta

ł w 620 roku przez Sogaro-Umako. 

Znalaz

ła się w nim sadzawka z małą wysepką. Wyspy później zaczęły symbolizować różne 

elementy  buddyjskiej  nauki,  ale  w  tym  przypadku  mia

ł  to  być  buddyjski  raj  pomiędzy 

siedmioma  morzami.  Raj  Amidy,  Zachodni  Raj,  zacz

ął  coraz  częściej  dominować  w 

aran

żacji ogrodów tego czasu. Wraz z typowymi symbolami łączonymi z Czystą Krainą (jak 

równie

ż  go  nazywano),  pojedyncze  skały,  czy  ich  grupy  zaczęły  również  symbolizować 

żnych  Buddów,  inaczej  różne  aspekty  ludzkiej  osobowości.  Połączone  było  to  z 

kierunkami  (stronami 

świata),  np.  Wajroczanę  umiejscawiano  w  centrum,  Amidę  na 

zachodzie,  Aksiobi

ę, Ratnasambhawę i Amoghasidhi w pozostałych kierunkach. Kolejnym 

symbolem którym zajmiemy si

ę szerzej przy omawianiu ogrodów zen są Trzy Klejnoty, Trzy 

Cia

ła  Buddy,  oraz  pojedyncze  formy  Buddów,  Bodhisattwów,  Strażników,  czy  Opiekunów 

Dharmy,  które  umieszcza  w  postaci  figur,  b

ądź  nadawano  ich  imiona  poszczególnym 

elementom  natury.  Dla  przyk

ładu:  duże  kanciaste  kamienie  ustawione  obok  wodospadu 

symbolizowa

ły  Fudo-Mjoo strażnika  buddyjskich nauk,  ochraniającego źródło  wody lub jej 

przep

ływ.  Fudo,  czyli  nieporuszony. Natomiast  woda  ochraniana przez Fudo przyjmowała 

równie

ż 

okre

ślone 

znaczenie, 

symbolizowa

ła 

np. 

praktykuj

ącego 

(wiernego) 

przechodz

ącego  od  źródeł  pierwszego  zetknięcia  się  z  naukami,  poprzez  zakręty 

Page 11 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

strumienia  duchowej  praktyki  do  jeziora  które  w  Dziodo-siu  by

ło  Czystą  Krainą  Amidy. 

Wodospad  czasem  kojarzono  ze 

śmiercią  fizyczną  przenoszącą  w  inny  wymiar  np.  do 

Zachodniego Raju, kiedy indziej znów z unicestwieniem u

łudy, bądź z chwilą wyzwolenia z 

ko

ła narodzin i śmierci. (Nieco inaczej wyglądało to w zen). Również inne buddyjskie szkoły 

jak  Tendai,  Niciren,  a  szczególnie  linie  tantryczne  jak  Singon  mia

ły  duży  wpływ  na 

symbolik

ę ogrodów zen.  

             Szko

ła  Czystej  Krainy,  amidyzm  bardzo  rozpowszechnił  się  w  swoim  czasie  w 

Japonii,  ze  wzgl

ędu  na  prostotę  w  swym  powszechnym  wydaniu,  szeroko  trafiał  do  grup 

spo

łecznych  niżej  postawionych  intelektualnie.  Ogrody  spełniały  tu  jeszcze  jedną  funkcję. 

Raj Amidy mo

żna było zobaczyć, nie był tylko koncepcją. Jeziora, kwiaty lotosu, łąki pełne 

zió

ł i kwiatów, drzewa, sanktuaria, pawilony, wszystko to dla prostego człowieka znaczyło 

wi

ęcej  niż  teksty.  Szczególnie  jeśli  kańdzi  -  alfabet  oparty  na  chińskich  znakach  sprawiał 

trudno

ści.  W  ogrodzie  takim  łatwiej  było  wyobrazić  sobie  nieśmiertelne  dusze,   czy  istoty 

odrodzone  do  obcowania  z  pi

ęknem  szczęśliwością  i  wiecznością.  Niektóre  z  ogrodów 

sekty dziodo pó

źniej przekształcono w ogrody zen np. Saiho-ji i Kingaku-ji w Kjoto.  

 Cofnijmy  si

ę  jeszcze  w  czasie  i  rzućmy  nieco  światła  na  wpływy  chińskie.  Po  pierwsze 

taoizm. Szeroka nauka u której podstaw le

żą idee związane z przepływem energii czi (jap. 

ki)  dotyczy

ła  wielu  dziedzin.  Feng-szui  zajmowała  się  określaniem  najkorzystniejszego 

po

łożenia  budynków  mieszkalnych,  świątyń,  rozmieszczania  elementów  natury,  wszystko 

pod k

ątem właściwego przepływu energii czi. Znalezienie równowagi tej energii w ogrodzie 

wymaga

ło  ogromnego  doświadczenia  i  dużej  wiedzy.  Wykorzystanie  mocy  Białego 

Tygrysa, Zielonego Smoka, Czerwonego Feniksa, Czarnego 

Żółwia... , które symbolizowały 

żywioły  metalu,  drewna,  ognia,  ziemi  i  wody  było  nielada  sztuką.  Skała,  woda,  drzewo, 
wodospad, wyspa, ka

żda piędź ziemi ze wszystkim co się na niej znajdowało była zwykle 

z

łożeniem  kilku  żywiołów  z  przewagą  jednego  lub  dwóch.  Dodając  ich  wzajemne  wpływy 

otrzymujemy  co

ś  w  rodzaju  złożonego  heksagramu  czi.  Kolejny  element  taoizmu  to 

malarstwo tuszem. Jego podstawowe za

łożenia jak i sama sztuka zostały przeniesione do 

Japonii  i  tam  nieco  przekszta

łcone.  Generalne  zasady  chińskiego  malarstwa  tuszem 

znale

źć  możemy  również  w  japońskich ogrodach.    Taoizm  miał  niewątpliwie wpływ  na to 

jak

ą formę przyjął buddyzm w Chinach, a już najbardziej na szkołę Czan (jap. zen). Jego 

prostota,  bezpo

średniość  i  nieprzywiązywanie  się  do  jednego  punktu  widzenia, 

gloryfikowanie  natury  i  prostego  trybu 

życia.  Wszystko  to  jest  dużym  uproszczeniem  na 

razie jednak poprzesta

ńmy na tym.  

            Spójrzmy jeszcze przez chwil

ę na ideę bardzo popularną w buddyjskich klasztorach 

Chin.  Jest  to  nic  innego  jak  przyklasztorny  ogród.  Kawa

łek  ziemi  który  spełniał  wieloraką 

funkcj

ę.  Przyjmując  dosłownie  wskazanie  o  niezabijaniu  i  ślubowanie  wyzwolenia 

wszystkich  czuj

ących  istot  częsta  była  w  Chinach  praktyka  uwalniania  zwierząt.  Właśnie 

ogród  przyklasztorny  stawa

ł  się  ich  siedzibą.  Staw  przyjmował  odkupione  na  targu  ryby, 

ptaszarnie (ogromne namioty z siatki) zapewnia

ły nietykalność niektórym gatunkom ptaków 

itd.  Oczywi

ście  również  inne  aspekty  użytkowe  ogrodu  miały  znaczenie.  Cisza,  spokojne 

miejsce gdzie mnisi mogli odbywa

ć spacery, ćwiczenia ruchowe, oraz nieformalną praktykę 

medytacyjn

ą. Nie muszę dodawać że tradycja ta nie ograniczała się do Chin. 

            Jest  co

ś jeszcze co wpłynęło ogromnie na kształt i symbolikę japońskich ogrodów 

zen.  W

łaściwie ogrody te kształtowane były równolegle przez buddyjską szkołę zen i ciano-

ju  wszystkie  elementy  ceremonii  herbaty.  Oczywi

ście  przez  niektórych  ceremonia  ta 

uznawana jest za nieod

łączny element zen. Moim zdaniem jest to podejście zbyt radykalne. 

Ciano-ju  powsta

ła  na  łonie  zen,  ale  uzyskała  popularność  i  sporą  niezależność,  tak  jak 

wiele zwi

ązanych z zen sztuk i istniała równolegle rozwijając się samodzielnie. Również ten 

niezale

żny rozwój i cechy charakterystyczne tylko dla ciano-ju wpłynęły na kształt ogrodów 

zen.  Oczywi

ście  w  wielu  klasztorach  i  świątyniach  zen  ceremonia  herbaty  była 

Page 12 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

kultywowana.  Do  ciano-ju  u

żywano  głównie  leciutko  gorzkiej,  sproszkowanej  zielonej 

herbaty.  Ca

łą  sprawę  podobno  rozpoczęli  mnisi  zen  pomagając  sobie  w  utrzymaniu 

uwa

żności  i  świeżości  ciała  i  umysłu  w  ciągu  długich  okresów  medytacji.  Bardzo  szybko 

picie zielonej herbaty sta

ło się modne w całej Japonii. Herbatę serwowano na dworach i w 

domach  zwyk

łych  ludzi.  Można  głęboko  wchodzić  w  symbolikę,  fazy  i  elementy  tej 

ceremonii  które  jak  my

ślę  zostaną  przedstawione  w  innym  rozdziale  tej  książki. 

Wspomnijmy  wi

ęc  jedynie  o  rodzi  ogrodach  specjalnie  projektowanych  do  ceremonii 

herbaty.  Rodzi  otaczaj

ąc  pawilon  ceremonialny  miały  strząsnąć  "kurz"  codzienności  i 

doprowadzi

ć  do  stanu  wyostrzonej  percepcji  i  wrażliwości,  aby  przygotować  do  momentu 

kulminacyjnego  czyli  samej  ceremonii  która  odbywa

ła  się  już  w  pawilonie.  W  tym 

przygotowaniu  niemal  wszystko  w  ogrodzie  spe

łniało  jakąś  funkcję  i  było  precyzyjnie 

przemy

ślane.  Ścieżki,  skały,  roślinność,  strumienie  i  sadzawki  -  wszystko  "prowadziło"  w 

okre

ślonym kierunku. Kido Takajosi jeden z pierwszych propagatorów i mistrzów ceremonii 

herbaty na pocz

ątku swojego pamiętnika napisał: "Czułem się jakbym strząsnął cały ciężar 

świata i został dziś oczyszczony". 

            Wp

ływy powyższych tradycji stają się oczywiste kiedy przejdziemy do opisu samego 

ogrodu  zen  i  jego  symboliki.  Sztuka  budowania  ogrodów  przekazywana  by

ła  od  wieków. 

Jedna  z  obszerniejszych  i  najstarszych  ksi

ąg  traktujących  o   projektowaniu  i  budowaniu 

ogrodów  to  Sakutei-ki  (The  Way  of  Gardening).  Wspomnijmy  jeszcze  kilka  nazwisk. 
najznamienitszych  projektantów  ogrodów.  Soseki  Musokokusi  (1275-1351)  by

ł  kapłanem 

zen, a w projektach swoich ogrodów po

łączył tradycję Czystej Krainy z wpływami ciano-ju i 

zen.  Jego  ogrody  s

ą  interpretacją  stylu  sasui  w  malarstwie.  Zawierają  sadzawki, 

wodospady, wyspy i mostki oraz bogate obsadzenia krzewami. Typowy przyk

ład jego stylu 

to Tenrju-dzi i  Todzi-in. Jedyny w swoim rodzaju jest ogród mchów  przy Saiho-dzi.  Kobori 
Ensiu  by

ł mistrzem  ceremonii  herbaty. W początku  XVII  w.  projektował ogrody  głównie  w 

Kjoto.  Jego  ogrody  by

ły  otwarte  i  jasne.  Lubił  bramy  i  latarnie.  Wprowadził  siakei 

(zapo

życzony  widok),  gdzie  części  ogrodu  były  możliwie  dokładnym  odwzorowaniem 

naturalnych  stanowisk  krajobrazowych.  Senno  Rikkju  (1520-1591)  by

ł  jednym  z 

najwybitniejszych mistrzów ceremonii herbaty. Nie by

ł tak wielkim projektantem jak Soseki, 

czy  Ensiu,  ale  wniós

ł  ogromny  wkład  w  krystalizowanie  się  stylów.  Zwęził  ścieżki, 

zmniejszy

ł  ogród,  stworzył  więcej  zacisznych  zakątków.  Zebrał  i  usystematyzował  idee 

zarówno ceremonii herbaty jak i projektowania ogrodów. 

            Dwa podstawowe typy japo

ńskiego ogrodu zen to: sansui karesansui. Tłumaczenie 

nazwy pierwszego to san - góra i sui - woda. Wykorzystywano w nim naturalne wzniesienia 
i  ska

ły,  oraz  strumienie  i  sadzawki,  bądź  budowano  je,  zawsze  jednak  była  tam  obecna 

woda. W karesansui woda by

ła imitowana przez piasek, żwir, bądź odpowiednio układane, 

czy grabione kamienie. W sansui znajdziemy kilka elementów wykorzystuj

ących wodę jako 

wspania

ły  materiał  twórczy.  Będąc  ciągle  w  ruchu  woda  tworzyła  niepowtarzalne  i 

bezustannie zmieniaj

ące się "rzeźby" w postaci wodospadów i kaskad, wijących się miękko, 

b

ądź  ostro  przecinających  płaszczyznę  strumieni,  oraz  tańczących  falami  na  wietrze  tafli 

sadzawek.  W  karesansui  rol

ę  tą  przejmował  rytm  kamieni,  lub  faktura  żwiru.  Kolejny 

element  ogrodu  to  ska

ły.  Głazy  różnej  wielkości  i  kształtu  w  przeróżnych  aranżacjach. 

Czasem tworz

ące wyspy, czasem wyniesienia, a czasem wolno stojące były pieczołowicie 

dobierane.  Ro

ślinność  to  cały  ogromny  rozdział.  Ogromne  drzewa  -  ginko  biloba,  klony, 

cedry,  sosny,  kryptomerie,  sofory,  oczary...  Drzewa  miniaturowe  -  purpurowe  palmowe 
klony,  kar

łowate  sosny,  wiśnie,  śliwy,  brzoskwinie...  Krzewy  -  azalie,  rododendrony, 

kamelie,  kaliny,  pigwowce,  enkianty,  pierisy,  hortensje,  tawu

ły...  Duża   ilość  mchów, 

porostów,  pn

ączy,  traw  i  bylin.  Ważne  były  również  rośliny  wodne.  Całości  dopełniały 

elementy architektoniczne: latarnie, mostki, 

ścieżki, bramy, kamienne misy na wodę, stupy, 

bambusowe sodzu, oraz pawilony o ró

żnym przeznaczeniu.  

             Szczególnym  rodzajem  karesansui  jest  ogród  skalny  zbudowany  na  planie 

Page 13 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

prostok

ąta,  w  którym  znajdziemy  jedynie  skały  i  żwir.  Z  roślin  dopuszczalne  było  użycie 

jedynie mchów i porostów. W ogrodzie takim najistotniejsze by

ło dobranie i rozmieszczenie 

ska

ł. "Skały i żwir" to typ ogrodu jedyny w swoim rodzaju, typ nie spotykany nigdzie indziej 

poza zen. 

             Przejd

źmy  wreszcie  do  dokładnego  opisu  wszelkich  symboli  jakie  znajdziemy  w 

ogrodzie zen. Przed wej

ściem na teren świątyni, klasztoru, czy samego ogrodu pielgrzym, 

mnich  nowicjusz  unsui  ,  oraz  ka

żdy  odwiedzający  miał  zwykle  do  pokonania  pewien 

odcinek drogi. Im surowszy klasztor tym 

ścieżka ta była dłuższa. Stanowiąc przygotowanie, 

daj

ąc  czas  na  opadnięcie  kurzu  codzienności,  kręta  ścieżka  wiodła  pod  bramę  główną. 

W

łaśnie brama jest bardzo istotnym symbolem w zen. Każdego wieczoru na zakończenie 

formalnej  praktyki 

śpiewamy  cztery  ślubowania  bodhisattwy,  cztery  główne  ślubowania 

maj

ące swe korzenie w buddyżmie mahajany. Trzecie z nich brzmi: "Niezmierzone bramy 

Dharmy 

ślubuję przeniknąć", lub w innym tłumaczeniu - "Bramy Dharmy są niemożliwe do 

przej

ścia,  ślubuję  je  wszystkie  przeniknąć".  Mówi  się  iż  trening  duchowy  nie  ma  końca, 

jednak  dawni  mistrzowie  ustanowili  na  drodze  bariery,  przeszkody  po  to  by  przy 
przekraczaniu ka

żdej z nich można było się czegoś nauczyć. Dla przykładu księga koanów 

Mumonkan  to  zbiór  48-iu,  czy  w

łaściwie  50-ciu  takich  bram.  Każda  z  nich  to 

urzeczywistnienie. "Mu" znaczy - nie, "mon" to - brama, czyli mumonkan to nie-brama, lub 
bezbramna brama. Potencjalnie ka

żda brama do klasztoru , ogrodu  bądź tori wolno stojąca 

symbolizowa

ła  urzeczywistnienie   (satori,  kensio),  czy  duchową  realizację.  Zachęcała  do 

praktyki duchowej, ale i do ci

ągłej uważności, gotowości. W chwili przechodzenia przez nią 

mia

ła  przypominać  o  przemijalności  czasu.  Bardzo  często  przejście  przez  bramę  było 

pretekstem do testu zrozumienia uczniów zen. Nie raz aby przej

ść konieczne było otwarcie 

oka  zen,  inaczej  mówi

ąc,  aby  przejść  trzeba  było  najpierw  "umrzeć".  W  jednym  z  bardzo 

starych koanów w bramie takiej stoi surowy stra

żnik nauki Ni´o z mieczem w ręku pytając o 

g

łówną  zasadę  zen.  Jeśli  powiesz  słowo  zetnie  twoją  głowę,  jeśli  pozostaniesz  milczący, 

nie b

ędziesz w stanie wejść, co uczynisz? Jeden z mistrzów zen powiedział kiedyś:  nawet 

je

śli zdołasz przejść przez bramę ogrodu, ale twój umysł pozostanie zamknięty jaki pożytek 

z tu

łania się po alejach i ścieżkach, nie dostrzeżesz nawet pojedynczego źdźbła trawy. To 

bardzo surowe podej

ście, ale pokazuje ono jak ważne są pierwsze kroki jakie stawiamy w 

ogrodzie,  jak  wa

żne  jest  to  przekraczanie  bramy.  Czasami  mówi  się  w  buddyjskich 

naukach, 

że  pierwszy  krok   determinuje,  czy  wpływa  na  wszystkie  kolejne.  Innymi  słowy 

przekroczenie  ka

żdej  bramy  zmienia  nasze  życie.  Idąc  jeszcze  dalej  moglibyśmy 

sformu

łować to następująco: wszystko co przyszło na świat będzie musiało umrzeć, albo -

nie  ma  w 

świecie zjawisk  nic stałego.  Japończycy kochali się  w stawianiu "tori  do nikąd", 

bram  nad  brzegiem  morza,  czy  jeziora,  na  skraju 

łąki,  czy zagajnika.  Symbolika  tego jest 

jak

że poetycka. Nawet nie zmierzając do żadnego celu bądź przebudzony, bądź otwarty i 

uwa

żny, traktuj każdą chwilę jak wejście w nowy świat. Tori przejęta została jeszcze z sinto, 

gdzie jej symbolika by

ła nieco inna, jednakże zaadoptowała się w buddyźmie doskonale. 

            Przechodz

ąc przez Wielką  Bramę  

            Surowej 

świątyni zen, 

            Zakwita kwiat. 

                                     Kjosi 

             Staw  nazywano  kokoro  dos

łownie  serce  rzeczy  i  bardzo  często  nadawano  mu 

form

ę  sercowatą,  lub  naśladującą  ideogram  (znak  w  alfabecie  kandzi)  sin  ,  co  tłumaczyć 

mo

żna  jako  serce-umysł.  Rozległa  tafla  wody  wnosiła  do  ogrodu  spokój  i  majestat, 

delikatnie  dotykana  powiewem  wiatru  poprzez  ruch  wnosi

ła  życie.  Kiedy  indziej  staw  był 

rozci

ągnięty i łagodnie przechodził w strumień.  

Page 14 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

             Wtedy  zwykle  wzd

łuż  niego  budowano  ścieżkę.  Razem  ścieżka  i  staw  ze 

strumieniem  symbolizowa

ły  Drogę.  Pisana  przez  duże  "d"  jest  ważnym  określeniem 

u

żywanym  w  zen.  Jako  synonim  duchowej  praktyki,  życia,  mądrości,  oświeconego 

dzia

łania, sama w sobie stanowi koan, pytanie, problem. Nie raz spotykamy to określenie w 

mondo  s

łownych potyczkach między nauczycielem i uczniem, czy między praktykującymi. 

"Zwyczajny umys

ł jest Drogą", "Powód nie jest Drogą" mistrza Nansena, "Oto jedna droga" 

mistrza  Kenpo,  "Nie  my

śl  dobrze,  ani  źle"  patriarchy  Eno,  Wszystko  to  są  odpowiedzi  na 

pytanie  -  Czym  jest  prawdziwa  Droga?  Innymi  s

łowy  jak  żyć,  jaki  jest  sposób  życia 

przebudzonej,  o

świeconej  osoby  ("Człowieka  Drogi"  o  jakim  mówił  mistrz  Goso  Hoen). 

Kiedy  zadano  takie  pytanie  Hakuinowi  (mistrzowi  zen  linii  rindzai),  a  wi

ęc  "Czym  jest 

Droga?"  odpowiedzia

ł:  "idź".  Znajdziemy  w  ogrodach  zen  ogromne  bogactwo  różnych 

rodzajów 

ścieżek.  Od  szerokich,  zbudowanych  z  ogromnych  płaskich  głazów  śmiało 

przecinaj

ących  dziedzińce  świątyń,  czy  wiodących  do  głównej  bramy  ogrodu,  do 

znikaj

ących  w  gęstwinie  żwirowych  ścieżynek  o  wężowych  splotach.  Czasem  kamienie 

osadzone  by

ły  w  mchu  czasem  obsypane  żwirem  lub  piaskiem.  Niekiedy  ścieżki  były 

regularne i  rytmiczne  cz

ęściej jednak tak wtopione w naturę, że z trudem odgadujemy, że 

zosta

ły zbudowane ludzką ręką. Czasami płaskie, kiedy indziej pnące się stromo do góry, 

lub sp

ływające w dół jak potok. Podkreślały klimat danego ogrodu lub jego części. Jedna z 

pi

ękniejszych aranżacji to przejście po kamieniach na drugi brzeg strumienia lub sadzawki. 

Znaczenie  symboliczne  jest  tu  oczywiste,  przekroczenie  u

łudy,  osiągnięcie  oświecenia 

zwanego bardzo  cz

ęsto "drugim brzegiem", wyzwolenie z koła narodzin i śmierci. Nie bez 

znaczenia  by

ł  dźwięk  jaki  wydawała  ścieżka  pod  stopami.  To  również  budowało  klimat  i 

przy ka

żdym kroku wprowadzało życie. 

            Moje istnienie by

ło jak odbicie księżyca w wodzie zebrane w dłoni, 

            O którym kto

ś wątpi, czy tam jest, czy nie.             

                                                                                        Tsurajuki 

             Innym  elementem  o  znaczeniu  symbolicznym  s

ą  wyspy.  W  dawnych  wierzeniach 

Japo

ńczyków, wyspy zamieszkiwane były przez dusze przodków, buddyzm przyniósł inną 

symbolik

ę.  Typowe  kształty  wysp  w  ogrodzie  zen  to:  żółw  -  symbol  zarówno 

d

ługowieczności,  czy  nieskończoności  czasu,  jak  i  wytrwałości  i  cierpliwości;  żuraw  -  z 

rozpostartymi  skrzyd

łami  symbolizujący  również  długowieczność.  Do  obu  tych  symboli 

przyporz

ądkowano  symbolicznie  wiek  :  żółw  -  10  000  lat,  żuraw  -  1000  lat.  Pisałem  już 

wcze

śniej  o  skałach  które  symbolizowały  Fudo  Mjoo  strażnika  Dharmy,  czasami  była  to 

inna  posta

ć  z buddyjskiej  ikonografii która  znalazła  swoje  miejsce  w zen (nie zachowując 

jednak tak du

żego znaczenia jakie miała w innych buddyjskich sektach): Hakurjusan - Biały 

Smok, opiekun 

świeckiego treningu duchowego; Dzidzo - Bodhisatwa współczucia;  Basara 

bosatsu  -  Bodhisatwa,  który  osi

ągnął  oświecenie  w  kąpieli.  Również  grupy  wysp  miały 

swoje znaczenie symboliczne.  

            Tak samo jak grupy ska

ł ustawionych na suchym gruncie, trzy wyspy symbolizowały 

Trzy Klejnoty - Budd

ę, Dharmę i Sanghę. Pierwszy z nich dotyczył zarówno historycznego 

Buddy  Siakjamuniego,  jak  i  fudamentalnej,  Prawdziwej  Natury  ka

żdego człowieka,  innymi 

s

łowy tego, że każdy z nas jest buddą. Dharma, z kolei to nauki patriarchów i mistrzów, ale 

jednocze

śnie to w jaki sposób nauki te są żywe we wszelkich działaniach każdego z nas, 

we  wszystkich  sytuacjach 

życiowych.  Sangha  ,  trzeci  klejnot  to  wszyscy  praktykujący, 

wszyscy  buddy

ści,  jednak  inne  spojrzenie,  inny  sens  tego  określenia  dotyczy  wszystkich 

żywych  istot.  Istnieje  jeszcze  inna  symbolika  "trójki".  Trzy  kaje  Dharmakaja  -  bezforemne 
cia

ło buddy, bezkształtna przestrzeń z której wyłaniają się wszelkie formy; Sambogakaja -

potencjalne  cia

ło  buddy,  uformowany,  ale  nie  przejawiony  potencjał  bezpośrednia 

przyczyna  powstawania  form;  Nirmanakaja  -  przejawione  cia

ło  buddy,  pojawiające  się 

Page 15 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

formy. Triady ska

ł mają różne nazwy w zależności od ich doboru i aranżacji w przestrzeni:

ciukai, siumi-sen. Wszystko to brzmi bardzo teoretycznie, zen dba raczej o realizacj

ę tego, 

czym s

ą te trzy kaje w życiu każdego z nas, czym one są tu i teraz. Również w aranżacji 

ogrodu rzadko sztywno trzymano si

ę tej symboliki. Ważniejszy był sam widok, czy chrzęst 

żwiru pod nogami, widzenie słyszenie, czucie niż uświadamianie sobie znaczenia symboli. 

            Kiedy spokojnie obserwujemy rzeczy, 

            dostrzegamy, 

że wszystkie są pełne i całkowite. 

                                                 Basio 

             Ska

ły  grupowano  nie  tylko  w  triady.  Zwykle  w  grupie  była  ich  nieparzysta  ilość.  

Siedem, dziewi

ęć, dwadzieścia jeden to liczby z symboliki buddyjskiej, jednak nie trzymano 

si

ę tego ściśle. Jeśli chodzi o symbolikę poszczególnych skał nie ogranicza się ona tylko do 

przyporz

ądkowania  im  imion  poszczególnych  Buddów,  czy  Bodhisattwów.  Czasem 

dostawa

ły  imiona  mistrzów  zen,  patriarchów,  czasem   nazwy  zwierząt,  kiedy  indziej 

pozostawa

ły  bezimienne.  Skały  o  szczególnych  kształtach  były  bardzo  cenione  i 

poszukiwane.  Dodajmy, 

że  w  Japonii  o  skały  takie  jak  granity  nie  było  nigdy  łatwo, 

popularniejsze, ale mniej efektowne i mniej trwa

łe były młodsze skały wulkaniczne takie jak 

bazalty. 

            Zazen - seki to ciekawy przyk

ład skały o szczególnym przeznaczeniu. Służyła ona 

do  medytacji  zazen,  w  tym  celu  jej  wierzcho

łek  był  płaski.  Póltorametrowa  wysokość  nie 

zach

ęcała do drzemki podczas medytacji. O-karikomi był również często wykonany ze skał, 

wed

ług  dawnej  chińskiej  przypowieści  był  to  statek-skarbiec  przewożący  siedem  bóstw 

dobrego  losu.  O-karikomi  pojawia

ł  się  na  oceanie  ze  żwiru,  lub  w  otoczeniu  azalii,  czy 

kamelii  strzy

żonych  w  morskie  fale.  Szczególnie  w  okresie  ich  kwitnienia  efekt  był 

zaskakuj

ący. Japonia jest krajem górzystym, często więc przestrzenie widokowe ogrodów 

zamyka

ł daleki szczyt górski. 

            Dalekie szczyty górskie 

            Odbijaj

ą się w oczach ważki 

                                               Issa 

             Wodospad  po  japo

ńsku  isi-gimi-taki  ,  czyli  dosłownie  kamienna  droga  dla 

spadaj

ącej  wody.  Inne  znaczenie  tych  samych  znaków  to  rju  czyli  smok.  Wodospad  to 

miejsce  ogrodu o najwi

ększej energii, punkt skupienia wielu linii (ciągów projektu) ogrodu. 

Czasem  symbolizowa

ł  Wielką  Śmierć  i  Wielkie  Odrodzenie  innymi  słowy  satori  kiedy  to 

umieraj

ą złudzenia,  a  nasza  prawdziwa natura zostaje odsłonięta.  Był również  atrybutem 

Kandzeon (skr. Awalokite

śwary), tego który słyszy dźwięki świata, wołanie świata o pomoc i 

odpowiada  daj

ąc  nektar  mądrości  i  wyzwolenia.  Oprócz  miarowego  brzmienia  cykad, 

stukania bambusowego sodzu i szumu li

ści dźwięk wodospadu był centralny, najgłośniejszy 

i nieprzerwany. Cz

ęsto wraz z jeziorem nazywano go sercem ogrodu, tłoczącym energię i 

skupiaj

ącym uwagę w centrum. Miejsca widokowe projektowano tak by wodospad wyglądał 

najciekawiej. Brano pod uwag

ę również dźwięk jaki wydawała woda, tak by słyszano go w 

po

żądanych  miejscach  ogrodu,  inne  pozostawiając  w  absolutnej  ciszy.  Czasami  na 

werandzie  frontowej  pawilonu  herbacianego  szum  wodospadu  by

ł  tak  wyraźny  jakby 

zbudowany  by

ł tuż obok,  natomiast  ogródek skalny (skały i żwir) znajdujący  się na  tyłach 

tego pawilonu przepe

łniony był przeszywającą uszy ciszą.  

            Kiedy us

łyszysz plusk kropli wody, 

Page 16 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

            Wpadaj

ących do kamiennej misy,  

            Poczujesz, 

że  cały kurz twego umysłu został zmyty. 

                                             Rikkju 

             Mostki  spe

łniały  wiele  funkcji:  pozwalały  przejść  na  drugi  brzeg  sadzawki,  czy 

strumienia, czego symboliczne znaczenie zosta

ło już omówione; uzyskać widok znad wody; 

łączyć  wyspy;  również  walor  estetyczny  samego  mostu  był  niebagatelny.  Zwykle   mostek 
by

ł płaskim, czasem nieco łukowatym nieociosanym kamieniem wspartym na głazach z obu 

ko

ńców. Mostki drewniane o budowie zbliżonej do mostów chińskich były rzadziej używane 

w ogrodach zen.  

Znajdziemy  w  ogrodzie  zen  jeszcze  inne  elementy  architektoniczne.  Kamienne  latarnie 
spe

łniały wiele funkcji  -  oświetlały  ścieżki i  ich skrzyżowania,  bramy,  czasem były  małymi 

sanktuariami  gdzie  palono  ogie

ń  za  zmarłych.  Duże,  pokryte  mchem  symbolizowały 

ponadczasowo

ść  i  trwałość,  a  ogień  palący  się  w  ich  wnętrzu  będący  dopełnieniem 

symbolizowa

ł zmienność i nietrwałość. ciekawy jest paradoks, iż równie dobrze brzmiałaby 

zamiana  tych  symboli.  Istnia

ło  wiele  stylów  latarni:  kasuga,  nigatsudokata,  yuki-mi-doro 

"latarnie  przeciw

śnieżne",  ośmiokątne  hakaku-no-doro,  oraz  od  nazwisk  ich  twórców 

latarnie  Oribe,  Rikkju  i  Ensiu.  Inny  element  architektury  to  kamienne  naczynia  na  wod

ę. 

Ciodzubaci  z  kamieni  poddanych  obróbce,  o  kszta

łcie  mis,  czy  ogromnych  czarek  , 

ustawiane  przed 

świątyniami,  czy  sanktuariami,  tsukubaci  surowe,  wykorzystujące 

naturalne zag

łębienia w kamieniu. Do tych ostatnich trzeba było schylić się by zaczerpnąć 

wody  co  mia

ło  swoje  znaczenie symboliczne,  przypominało  o pokorze  i  oddaniu praktyce 

duchowej.  Przy  ceremonii  herbaty  ,  czy  kontemplacji  ogrodu  pomaga

ło  to  stworzyć 

sprzyjaj

ące  nastawienie.  Zestroić  uwagę,  receptywność  i  pomóc  w  przekroczeniu  oporu 

jakie stawia ego, innymi s

łowy w przekroczeniu granicy pomiędzy wewnątrz i na zewnątrz. 

Co  do  symboliki  wody,  zachowa

ła  ona  dawne   znaczenie  oczyszczenia,  w  zen  jednak 

wa

żniejszy  był  sam  gest,  jedność  w  tej  jednej  chwili  zraszania  ust.  Bardzo  znane  jest 

powiedzenie  dotycz

ące  osobistego  doświadczenia  w  treningu  duchowym,  albo  po  prostu 

rozpocz

ęcia  praktyki  zamiast   nurzania  się  w  filozoficznej  grze  słów  -  "Sam  musisz  napić 

si

ę wody, dopiero wtedy będziesz wiedział czy jest ona zimna, czy ciepła". 

             Sodzu  niewielkie  bambusowe  urz

ądzenie  działające  jak  wahadło,  nabierając  i 

wylewaj

ąc  wodę  przepełniało  od  czasu  do  czasu  zakątek  ogrodu  dźwiękiem  uderzenia 

bambusa o kamie

ń. Nie raz otwarcie umysłu - satori miało miejsce pod wpływem nagłego 

ha

łasu, dźwięku, to prawdopodobnie również wpłynęło na umieszczenie sodzu w ogrodzie. 

Poza tym stukanie, to po

łączone z wylewającą się wodą wprowadzało nieco życia w ciszę 

niektórych  zak

ątków.  Czasami  były  one  celowo  oddzielone  płotkami,  roślinami,  czy 

naturalnymi  skarpami,  by  stworzy

ć  intymną  atmosferę  do  medytacji,  czy  kontemplacji 

natury.  

Jeszcze par

ę słów o relikwiarzach sotoba (chiń. szuai-tu-po, skr. stupach). Rodowód stup 

si

ęga  jeszcze  czasów  przedbuddyjskich  i  to  nie  w  Japonii,  ale  w  samych  Indiach. 

Generalnie  budowle  te  mia

ły  przechowywać  prochy  szczególnie  szanowanych  osób. 

Buddyzm rozszerzy

ł jeszcze zakres użyteczności stup. Powstało ich wiele rodzajów. Jedne 

s

łużyły  do  przechowywania  sutr,  siastr  i  innych  tekstów  z  zakresu  buddyjskich  nauk,  w 

innych  sk

ładano  relikwie  samego  Buddy  Siakjamuniego,  lub  wielkich  nauczycieli 

buddyjskich,  wreszcie  siedem  szlachetnych  materia

łów,  (np.  ziemia  z  miejsc  gdzie 

przebywa

ł Budda). Zen nigdy nie kładł nacisku na ten aspekt religijności, chociaż w wielu 

klasztorach, 

świątyniach  i  ogrodach  można  znaleźć  stupy.  Nie  są  one  tak  okazałe  jak  w 

Tajlandii, Birmie, czy nawet w Tybecie i Nepalu. Dla przyk

ładu opiszę symbolikę japońskiej 

stupy  pi

ęciostopniowej,  również  z  tego  powodu,  iż  używano  tego  wzoru  przy  obeliskach 

Page 17 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

nagrobnych  bardzo  powszechnie  spotykanych  na  przyklasztornych  cmentarzach,  a  nawet 
w  zak

ątkach  niektórych  ogrodów  zen.  Dwie  dolne  części,  sześcienna  podstawa  (symbol 

fundamentalnej zasady) i kula spoczywaj

ąca na niej (symbol wiedzy) odpowiadają za świat 

rzeczywisty  -  dzitsu-dzai-kai.  Trzy  umieszczone  wy

żej  części  to  symbol  świata 

zjawiskowego - gensio-dzai-kai  (pierwsza w postaci sto

żka zwróconego podstawą do dołu, 

druga  pó

łkuli  o  podstawie  zwróconej  ku  górze),  dwie  poniższe  już  opisane  to  istoty 

nieo

żywione,  a  najwyższa  w  kształcie  kropli,  istoty  żywe.  Istnieje  jeszcze  inny  podział, 

cztery  ni

ższe  elementy  to  dualistyczny  aspekt  rzeczywistości,  a  najwyższa  w  kształcie 

kropli  to  aspekt  niedualistyczny.  Jedno

ść  świata zjawiskowego  i rzeczywistego  taidzokai  

kongokai znajduje swoje miejsce w budowie tego rodzaju stupy. cz

ęsto stupy, szczególnie 

te  w  kszta

łcie  pagód  to  poświęcone  były  Królom  Strażnikom  Dharmy.  Pagoda,  czy  stupa 

nadawa

ła szczególny, poważny i wzniosły charakter części ogrodu w której stała. 

             Równie

ż  rośliny  miały  swoje  symboliczne  znaczenie.  Przede  wszystkim  lotosy  w 

ogrodowym  stawie,  kwitn

ąc  w  odpowiedzi  na  światło  wschodzącego  słońca  stały  się 

symbolem spontanicznego rozwoju (skr. svajambhu), drugi aspekt symboliczny, to czysto

ść 

i doskona

łość, gdyż kwiaty lotosu chociaż wyrastają z błota kwitnąc są nieskalane i czyste. 

Inne  znaczenie  symboliczne,  to  podstawowa  substancja  istnienia  (skr.  prthivi),  oddanie 
praktykuj

ącego  Dharmie,  symbol  duchowego  wyzwolenia,  które  zakwita  w  samsarze

(

świecie podległym ułudzie, cierpieniu, narodzinom i śmierci) nie będąc przez nią kalanym. 

Szlachetne  pi

ękno tych kwiatów już samo wystarcza, by napełnić oglądającego rozkoszą, 

tak  cudownie  jak  lotos  w  ogrodzie  zen  wygl

ąda  chyba tylko  kwiat we włosach ukochanej, 

pi

ęknej  kobiety.  Śliwa  kwitnąca  wraz  z  pierwszym  odejściem  przymrozków  to  symbol 

wytrwa

łości, szczerości i odwagi. Brzoskwinia to łagodność i szczodrobliwość. Istotne było 

równie

ż  strzyżenie  i  formowanie  roślin.  Do  strzyżenia  doskonale  nadawały  się  azalie  i 

kamelie,  z  których  formowano  kszta

łty  wielu  symbolicznych  szczytów  buddyzmu:  gór  na 

których wyg

łaszał kazania Budda, Góra Gudakutra, Góra Koguciej Stopy, Tien Tung Szan, 

Han  Szan  ,  Siedem  Cudownych  Szczytów  Chin,  Góra  Horai  (siedziba  nie

śmiertelnych), 

Góra Sumeru i wielu innych. Góra Fudzi zajmowa

ła często szczególne miejsce. Wszystkie 

powy

ższe  symbole  gór  używane  były  przede  wszystkim  w  ogrodach  skalnych, 

przyporz

ądkowane poszczególnym skałkom, lub ich grupom. Symbolika używana w bonzai  

stosowana  by

ła również w stosunku do drzew średniej wielkości, rzadziej do rozłożystych 

gigantów. Potrójne rozga

łęzienie było symbolem połączenia "nieba", "człowieka" i "ziemi".  

            

Świątynie  i  klasztory  zen  były  w  dużej  mierze  samowystarczalne  pod  względem 

wy

żywienia.  Przyklasztorny  ogród  warzywny,  niewielkie  ryżowe  poletka,  owoce  różnych 

ro

ślin (w zależności od klimatu). Pamiętam w Bukkokudzi zbieraliśmy jesienią owoce drzew 

ginko  biloba  ,  cuchn

ący  niejadalny  miąsz  otaczający  nasiona  w  kształcie  kasztanów 

nale

żało obrać, resztą zajmowali się mnisi, a w środku zimy był to wspaniały składnik diety. 

             W  tylnej  cz

ęści  ogrodu  rosło  niewielkie  drzewko  figowe.  Kiedy  owoce  zaczynały 

dojrzewa

ć   dziwnym  trafem  często  zdarzało  mi  się  tamtędy  przechodzić.  Dieta  klasztorna 

nie nale

żała do najbogatszych, więc nie byłem jedyny. Fig było tylko kilka, więc trzeba było 

wykaza

ć się refleksem. Któregoś popołudnia przemknąłem się na tyły ogrodu. Jedna była 

dojrza

ła.  Zręcznie  podskakując  zerwałem  owoc  i  rozglądając  się  czy  nikt  nie  patrzy 

usiad

łem  z  tyłu  jednego  z  budynków  i  rozpocząłem  ucztę  ciągle  rozglądając  się  na  boki. 

Musz

ę  dodać,  że  chociaż  zrywanie  owoców  nie  było  zabronione,  zwykle  wszystko 

przynosili

śmy  do  podziału  między  wszystkich.  Minęło  kilka  chwil  zanim  obrałem  figę  i 

pa

łaszując przypadkiem spojrzałem do góry na strome zbocze wzniesienia rozciągającego 

si

ę tuż obok świątyni. Opat i mój ówczesny nauczyciel Rosi Sama chichotał wsparłszy ręce 

na kolanach... Wieczorem u wezg

łowia mego miejsca do spania dostrzegłem brzoskwinię. 

Niestety  nie  tylko  z  powodu  jedzenia,  ale  równie

ż  surowej  dyscypliny  i  intensywnego 

treningu wyje

żdżając z Japonii ważyłem 48 kg (czyli ok. 10 kg poniżej mojej typowej wagi).  

Page 18 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

             Ca

ły ogród zen, nie tylko poprzez zawarte w nim symbole  dotyczy doświadczenia 

jedno

ści  wszystkiego,  przekroczenia  ja  i  moje.  Każdy  widok,  każda  aranżacja  ma  za 

zadanie  sprowokowa

ć,  ułatwić  doświadczenie,  że  oprócz  niezależności  każdego  z  nas, 

jeste

śmy również zależni od wszystkiego, co więcej jesteśmy Jednością,  Całością i Pełnią. 

Trening  zen  zajmuje  si

ę  bezpośrednio  jednym  z  najsilniejszych  nawyków,  czy  poglądów 

cz

łowieka,  czymś  co  powoduje  wiele  cierpienia,  jednostronnym  postrzeganiem 

rzeczywisto

ści.  Widząc  jedynie  podziały  i  różnice,  bez  doświadczenia  Jedności  cierpimy 

sami  i  sprawiamy  dodatkowy  ból  innym.  Oczywi

ście  bez  żywego  treningu  najlepiej  z 

mistrzem, ogród zen dostarczy najpewniej jedynie interesuj

ących doznań estetycznych. 

             Ogrody  powstawa

ły  zwykle  przy  klasztorach,  czy  świątyniach,  a  czasami  przy 

sanktuariach,  b

ądź  stupach.  Sam  układ  ogrodu  był  nierozerwalnie  związany  z 

funkcjonowaniem danego miejsca . Dla przyk

ładu w klasztorze rindzai ścieżka obok zendo -

sali do medytacji  musia

ła być przystosowana do szybkiego kinhin - zazen w ruchu. Rano 

jeszcze  w  pó

łmroku  rząd  mnichów  z  rytmicznym  stukaniem  drewnianych  sandałów  geta 

okr

ążał  salę.  Wyglądało  to  jak  niewielka  codzienna  porcja  nie  kończącego  się  maratonu. 

Wszelkie  elementy  treningu,  czy  funkcjonowania 

świątyni  implikowały  podstawowy  plan 

ogrodu.  Rozmieszczenie  budynków  ich  wysoko

ść  i  kształt,  bramy,  ścieżki  i  ich 

funkcjonalno

ść  stanowiły  naczelne  kierunki  projektu.   W  domach  ludzi  świeckich  bardzo 

popularny by

ł i jest do dzisiaj ogród miniaturowy usytuowany tuż obok domu, albo okolony 

budynkami  ze  wszystkich  stron.  Ma

ła  latarnia  ,  skała,  kępa  bambusa  i  miniaturowy 

wodospad  z  sadzawk

ą.  Kiedy  indziej  niewielka  skałka,  mchy,  placyk  wysypany  żwirem  i 

papro

ć.  O  taki  niewielki  ogród  łatwo  było  zadbać.  W  przypadku  kilkusetmetrowych,  lub 

kilkuhektarowych  ogrodów  przyklasztornych  by

ło  inaczej.  Do  zbudowania  i  ciągłego 

utrzymywania  ich  konieczna  by

ła  praca  wielu  osób.  Na  szczęście  duchowa  praktyka  zen 

nie  wy

łączała pracy fizycznej. Słynne powiedzenie " dzień bez pracy dniem bez jedzenia" 

pochodzi  od  jednego  z  mistrzów  zen.  B

ędąc już w  podeszłym wieku ciągle spędzał wiele 

czasu  na  pracy  w  ogrodzie.  Jego  uczniowie   z  obawy  o  zdrowie  mistrza  którego

ś  dnia 

zdecydowali  schowa

ć  mu  narzędzia  i  przez  to  zmusić  do  zaprzestania  pracy.  "Skoro  nie 

mog

ę  pracować,  nie  będę  również  jadł  "  brzmiała  odpowiedź  mistrza.  Po  dwóch  dniach 

oddano  mu  narz

ędzia.  Człowiek  ten  dożył  w  zdrowiu  bardzo  sędziwego  wieku.  Jakże 

cz

ęsto  nasze  XX  wieczne  wzorce  życia  nie  mówią  nic  o  tak  prostych  i  oczywistych 

sprawach jak ruch, przyroda i kilka kropli potu na czole. 

             Tak  wi

ęc  ogród  przyklasztorny  wymagał  ogromnej  pracy.  Zapewniała  to  grupa 

mnichów  dla  których  elementem  treningu  by

ła  praca  fizyczna.  Kiedy  przebywałem  w 

świątyni  zen  Bukkokudzi,  której  ogród  jest  niewielki  i  zupełnie  nieznany  turystom 
zwiedzaj

ącym Japonię, moją pracą przez pierwsze dwa miesiące było wyrywanie chwastów 

w  ogrodzie  i  na 

świątynnym  cmentarzu.  Oba  porośnięte  były  kilkoma  rodzajami  mchu, 

spo

śród  którego  pieczołowicie  wyrywałem  zbędne  rośliny.  Gęsty  zielony  dywan  otaczał 

g

łazy, obeliski i kilkustopniową stupę, wciskał się w szczeliny między kamieniami ścieżek i 

porasta

ł  murki.  Trzy  godziny  pracy  w  skupieniu  i  bezpośredni  kontakt  z  przyrodą  działał 

koj

ąco  na  "miejskiego  szczura".  Praca  ta  była  kontynuacją  siedzącego  zazen,  medytacji 

która  zajmowa

ła  mi  od  sześciu  do  dziewięciu  godzin  dziennie.Ten  spokojny 

skoncentrowany  wysi

łek  był  lekarstwem  dla  ciała  i  umysłu.  Podczas  kolejnych  dwóch  już 

jesiennych miesi

ęcy należało do mnie zamiatanie liści. O teren ogrodu dbało nas kilku. W 

wi

ększości  byli  to  mnisi  zen.  W  tym  czasie  ja  byłem  jeszcze  osobą  świecką.  To  bardzo 

wa

żne,  że  cały  ten  ogród  nie  służył  tylko  do  oglądania  i  kontemplacji,  był  narzędziem 

praktyki duchowej. Ten ogród 

żył. Nasza praca, życie, percepcja i dosłownie każdy oddech 

by

ły jego integralną częścią. Chłód porannej rosy na mchu, zapach ziemi i zbutwiałych liści, 

refleksy 

światła na liściach paulowni, szum traw i postukiwanie łodyg bambusa, wszystko to 

jednoczy

ło  się  w  prostym  ruchu  miotłą.  W  tym  prostym  geście  obecny  był  cały  ogród,  ze 

wszystkimi  symbolami,  z  ca

łą  spuścizną  wieków.  W  tej  chwili  panoramicznej  percepcji 

si

ęgającej po horyzont, kiedy drzewa, księżyc i chmury, krople rosy na liściach to nic innego 

Page 19 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

jak  nasze  w

łasne  kości,  skóra  i  łzy  na  policzkach,  symbole  zostają  przekroczone.  Choć 

mamy wra

żenie jakby otarła się o nas śmierć, cały ten ogród to nic innego jak nasze własne 

życie.  Życie sprzed narodzenia naszych rodziców. 

            Zen czo

ć często wykorzystywał symbole, nigdy nie zapominał o bezpośrednim          

do

świadczeniu  na  które  te  symbole  wskazywały.  Obecność  nauczyciela  z  krwi  i  kości, 

sprowadzaj

ącego  wszelkie  symbole,  całą  naukę  i  doświadczenie  do  "  tu  i  teraz  ",  było 

zawsze  bram

ą  do  bezpośredniego  urzeczywistnienia.  Zamiast  zachęcać  do  pustej 

intelektualnej  rozrywki,  badania  i  interpretowania  symboliki,  praktyka  z  nauczycielem 
popycha do bezpo

średniego doświadczenia tego, co jest u źródła symboli. Tak samo jest w 

przypadku  ogrodu  zen.  Cho

ć symbolika  ma  tu  swoje miejsce,  co innego  jest  istotne. Jest 

taki znamienity koan  zen, przypadek 37  ze zbioru mumonkan - "D

ąb w ogrodzie".  "Mnich 

spyta

ł  mistrza  Dziosiu  -  Jakie  jest  znaczenie  przybycia  Bodhidharmy  do  Chin?  Dziosiu 

odpowiedzia

ł - Dąb w ogrodzie." Cóż to znaczy? O jakim drzewie on mówi? Czy chodzi mu 

o  to, 

że   sztuka  ogrodów  tak  wspaniale  się  rozwinęła  dzięki  zen?  Czy  może  o  to,  że 

najwa

żniejszą sprawą jest dbanie o środowisko naturalne? Cóż to za ogród o którym mówi? 

O jakie drzewo mu chodzi? Jak d

ługo to drzewo rosło, jak wysoko sięgają jego konary, jaki 

jest  jego  kolor,  co  dzieje  si

ę  gdy  wieje  wiatr,  a  co  gdy  huragan  wyrywa  to  drzewo  z 

korzeniami? Aby odpowiedzie

ć na te pytania nie wystarczy wiedza książkowa, musimy stać 

si

ę jednym z tym drzewem. Jak? Tak łatwo dzielimy na ja i nie ja, moje i nie moje, wewnątrz 

i na zewn

ątrz. Czy w ogóle można przekroczyć ten dualizm, czy może już do końca skazani 

jeste

śmy  na  tą  tęsknotę  za  utraconym  rajem,  ogrodem  szczęśliwości  przekraczającym  to 

rozdarcie i podzia

ł, przekraczającym cierpienie?  

            Goso Hoen z Todzan (?  - 1104) urodzi

ł się w Chinach w prowincji Seczuan. Został 

kap

łanem w wieku 35 lat. Rozpoczął od studiów sutr i buddyjskiej filozofii w Czengtu, ale  

nie by

ł w stanie osiągnąć spokoju umysłu. Czytając kiedyś słowa mistrza Gendzio - "To tak 

jak  cz

łowiek  pijący  wodę,  wie  czy  jest  ona  ciepła  czy  zimna"  -  powiedział  do  siebie  -

"Wiedz

ąc czy woda jest ciepła czy zimna cóż jednak sprawia, iż czyni on pokłon (w swoją 

stron

ę)". Pytanie to skupiło jego wątpienie przez najbliższe lata. Odwiedzał wielu mistrzów 

zen  i  wreszcie   spotka

ł  Hakuuna  Siutana  zostając  jego  uczniem.  Pewnego  dnia  gdy 

Hakuun  udziela

ł pouczeń do koanu "Mu" Dziosiu, Goso osiągnął oświecenie. Jego wiersz 

na t

ę okazję brzmiał: 

            Kawa

łek ziemi na zboczu wzgórza, 

            O który pyta

łem starego człowieka, 

            mego nauczyciela,  

            Sprzedawa

łem go i kupowałem wiele razy 

            Teraz jak

że cieszę się chłodnym powiewem wiatru 

            W sosnach i bambusach o które dba

łem z uwagą. 

            Có

ż to za kawałek ziemi o którym napisał Goso? Czyż naprawdę chodziło mu tylko 

o  jaki

ś  ogród  zen?  (Z  24  linii  zen  we  współczesnej  Japonii  20  posiada  Goso  Hoena  w 

swoich  liniach  przekazu.  Mistrz  Engo  który  skompilowa

ł  zbiór  koanów  Hekiganroku  to 

spadkobierca dharmy Goso Hoena).  

             Powy

ższa  wiedza  to  mizerna  część  tego  co  powinno  się  moim  zdaniem  wiedzieć 

bior

ąc  się  za  projektowanie  ogrodu  zen.  Choć  powiedziałbym  również,  że  nawet  bardzo 

szeroka wiedza nie wystarczy. Najznamienitrze ogrody zen w japonii projektowali po prostu 

Page 20 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

sami  mistrzowie  zen.  S

łyszałem  o  kilku  ogrodach  w  Polsce,  które  ich  twórcy,  czy 

u

żytkownicy  zwą  ogrodami  zen,  choć  moim  zdaniem  nie  mają  one  z  zen  nic  wspólnego. 

Poza  kilkoma  egzotycznymi  ro

ślinami,  elementami  architektonicznymi  brakuje  tu  sprawy 

najistotniejszej, autentycznego aspektu duchowego. Nie zosta

ły stworzone aby inspirować, 

prowokowa

ć otwarcie oka umysłu, a jedynie naśladują styl. Czy są piękne, czy mizerne jest 

oczywi

ście  również  istotne,  ale  istotne  jest  dla  mnie,  że  pozbawione  są  zarówno  w 

projekcie  jak  i  w  codziennym 

życiu  ogrodu  choćby  skromnego,  ale  żywego  duchowego 

podej

ścia.  Osobiście  bardziej  cenię  trzy  lub  cztery  ogrody  które  wcale  nie  nazywane  się 

ogrodami zen, a mimo ró

żnicy w formie bardziej na tę nazwę zasługują. Są to ogrody przy 

o

środkach, czy świątyniach zen. Nie zawsze jest to japońska tradycja zarówno ogrodu jak i 

praktyki, jednak miejsca te maj

ą najwięcej duchowego życia które jest znacznie ważniejsze 

od formy.  

            Docieramy tu do dylematu z którym sam si

ę borykam. Czy czekać na mistrza zen, 

czy jednak samemu równie

ż coś robić? Ryzykować niepowodzenie i błędy, czy czekać na 

co

ś doskonałego, by całkowicie zdać się na to? 

             W  tym  momencie  chcia

łbym  napisać  kilka  słów  o  moim  komiksie.  Rozpocząłem 

prac

ę nad nim jakieś 8 lat temu. Chciałem by była to mała cegiełka mój wkład do informacji 

o buddy

źmie, który dotrze do młodzieży. Założyłem sobie by tak go napisać i zilustrować, 

by mogli go czyta

ć zarówno 12 letni młodzi ludzie jak i dorośli i żeby mogli znaleźć coś dla 

siebie.  Kilka  poziomów  pocz

ąwszy  od  prostych  faktów  opowieści,  a  skończywszy  na 

koanach  obecnych  tu  w  ró

żnej  formie  miało  po  części  spełnić  tą  funkcję.  Nie  wiem  czy 

uda

ło  mi  się  to,  ale  włożyłem  w  tą  pracę  dużo  serca  i  mego  własnego  skromnego 

do

świadczenia.  Do  chwili  obecnej  mam  wątpliwości  na  ile  jest  sensowny  taki  rodzaj 

tworzenia. Historia 

życia Mijamoto Musasiego stała się pretekstem do postawienia przeze 

mnie  pyta

ń  obecnych  nawet  u  młodych  ludzi,  pytań  o  sens  życia,  o  śmierć,  o  źródło 

cierpienia  i  wielu  innych,  których  nie  chcia

łbym  demaskować  w  zbyt  oczywistej  formie. 

"Droga  miecza"  by

ła  próbą  nie  tylko  stawiania  pytań  innym,  ale  przede  wszystkim  sobie. 

Pisz

ąc  i  rysując  kierowałem  te  pytania  do  siebie.  Ile  odpowiedzi  odkryłem,  a  ile  ciągle 

pozostaje  dla  mnie  tajemnic

ą?  Ile  symboli  przeze  mnie  użytych  wypływa  z  tradycji  i 

intelektualnego  wr

ęcz  zrozumienia,  a  czy  choć  jeden  wynika  z  autentycznej  duchowej 

realizacji?  Historia  pierwszych  30  lat 

życia  Mijamoto  Musasiego  odbiega  nieco  od 

wi

ększości biografii. Podkreśliłem tu aspekt duchowych poszukiwań, zmagań ze śmiercią i 

przeciwno

ściami  życia.  Pojedynki  choć  obecne  w  komiksie  tracą  swój  spektakularny 

charakter w obliczu 

śmierci jaką niosą ze sobą. Zdarzenia choć osadzone w realiach XVI i 

XVII  wiecznej  japonii  dotycz

ą  oczywiście  życia  każdego  z  nas.  Czy  udało  mi  się 

kogokolwiek zainspirowa

ć do duchowych poszukiwań?  

             Nie  jestem  mistrzem  w 

żadnej  ze  sztuk  którymi  się  zajmuję,  a  moja  wiedza  jest 

niekompletna.  W  cz

ęści  z  tych  dziedzin  nie  mam  mistrza  z  prawdziwego  zdarzenia,  ale 

zawsze podstawow

ą sprawą była dla mnie maksymalna łączność z moją własną duchową 

praktyk

ą.  Nie  wyobrażam  sobie  abym  mógł  kontynuować  tworzenie,  naukę  i  rozwój  w 

dziedzinie  sztuk  plastycznych  bez  pracy  duchowej  i  religijnej.  Moja  sztuka  ma  sens  dla 
mnie jedynie w nierozerwalnym zwi

ązku z tu i teraz, w której to chwili skupia się i całkowicie 

zatraca  ca

ły  mój  dotychczasowy  wysiłek  na  duchowej  drodze.  Oczywiście  przyjemnie  i 

rado

śnie jest czasem zapomnieć o religii, duchowości, sobie i zniknąć w czarnym liściu jaki 

ofiarowuje p

ędzel białej kartce papieru. Wtedy pojawia się wdzięczność wobec wszystkich 

nauczycieli,  a  szczególnie  mojego  mistrza,  bez  którego  pomocy  teraz  nie  by

łoby  to 

mo

żliwe. 

             Obecnie  gdy  zen  ju

ż  od  wielu  lat  rozwija  się  na  zachodzie,  nauczyciele  i  artyści 

zacz

ęli używać wielu różnych nowoczesnych technik z zakresu sztuki. Fotografika, techniki 

video, nawet komputery. Cho

ć jestem raczej tradycjonalistą, jestem w stanie zaakceptować 

Page 21 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wszystko,  co  zachowuje 

żywą  duchowość.  Za  przykład  takiej  żywej  duchowości  może 

s

łużyć Rosi Daido z Górskiego Klasztoru Zen w stanie Nowy Jork, brat w Dharmie mojego 

nauczyciela  Rosiego  Genpo.  Z  powodzeniem  u

żywa  wszystkich  najnowszych  technik  w 

dziedzinie sztuki przekazuj

ąc żywe nauki buddyzmu. Jego wspaniałe fotografie i filmy video 

inpiruj

ą i uczą na równi z jego słowami. Wynika z tego jasno, że nie koniecznie tredycyjna 

technika decyduje o tym, czy twórczo

ść jest wartościowa, ale obecność żywej duchowości. 

             Co  do  religijnych  aspektów  sztuki  buddyjskiej,  czy  zwi

ązanej  z  buddyzmem  w 

naszym kraju, ja sam i wielu artystów z tego kr

ęgu spotyka się z ogromnymi trudnościami. 

Jak  unikn

ąć  surowego  naśladownictwa, ale  jednocześnie pozostać  w  zgodzie  z  kanonem 

buddyjskiej sztuki. Jak znale

źć przestrzeń dla własnej inwencji, ale nie sprzeniewierzyć się 

zasadniczym, istotnym aspektom religijnej sztuki. Problem jest znacznie szerszy i znacznie 
g

łębszy.  Szerszy,  gdyż  dotyczy  również  rzeszy  odbiorców  buddyjskiej  sztuki  w  Polsce, 

buddystów  jednopokoleniowych  wywodz

ących  się z  rodzin  o innej  tradycji  religijnej,  gdzie 

rodzice  lub  dziadkowie  niemal  nie  s

łyszeli  o  buddyźmie.  Jak  powszechnie  jesteśmy  w 

stanie  przyj

ąć  wraz  z  duchowo  -  psychologicznym  aspektem  buddyjskiej  praktyki  również 

ikonografi

ę,  czy  inne  aspekty  religijności.  Głębszy,  gdyż  dotyczy  najgłębszych  aspektów 

naszej  istoty,  tego  czym  na  prawd

ę  jesteśmy,  czym  jest  źródło  naszych  uczuć,  myśli  i 

zmys

łów. Innymi słowy powtarzając za Zendzi Bassuim "tego co widzi i słyszy". Na ile jako 

twórcy,  czy  odbiorcy buddyjskiej sztuki  jeste

śmy w zgodzie z tym co odnaleźliśmy, ale i z 

tym co porzucili

śmy. W którą stronę zwrócimy się w tych najtrudniejszych chwilach naszego 

życia,  czy  w  chwili  naszego  ostatniego  oddechu.  Czy  sztuka  będzie  tylko  niepotrzebnym 
dodatkiem, wsparciem, czy wr

ęcz przeszkodą? Ilu z nas dotrze do źródła? Czy będziemy w 

stanie  szczerze  przyzna

ć  się  przed  sobą  i  innymi  do  własnej  niewiedzy,  czy  raczej 

b

ędziemy  woleli  udawać  mistyków  i  mędrców?  Komu  zaufamy  w  ocenie  naszego 

duchowego  rozwoju?  Jak  dalece  nasze  dzia

łania,  czy  nasza  twórczość  to  palec, 

wskazuj

ący na księżyc, a nie na jego odbicie w wodzie, czy wręcz na ciemne ostępy? Na 

ile  sami  jeste

śmy  pewni,  aby  innym  wskazywać  drogę?  Niewiele  wyniknąć  może  z 

na

śladowania zewnętrznych form. Zdarzało mi się uczestniczyć w wykładach, czy zetknąć 

si

ę z  publikacjami tworzonymi przez osoby nie mające żadnego związku z żywą praktyką 

zen,  a  o  tej  praktyce  zen  mówi

ące.  Niestety  nawet  profesorowie  opierając  się  często  na 

publikacjach  innych  naukowców  tworz

ą  własne  wymyślone  teorie  mające  niewiele 

wspólnego  z  rzeczywisto

ścią.  Aby  faktycznie  przybliżyć  nauki  buddyzmu  niezbędna  jest 

wieloletnia w

łasna praktyka i choćby wąskie pozwolenie mistrza, a nie jedynie teoretyczna 

wiedza,  fascynacja,  czy  dobre  ch

ęci.  Praktyka  i  studia  z  nauczycielem  konieczne  są 

równie

ż w przypadku sztuki projektowania ogrodów, ceremonii herbaty, malarstwa sumi-e, 

kaligrafii.  Równie

ż  poezja  haiku  ma  swoje  reguły.  Spotykałem  się  już  z  całymi  tomikami 

wierszy  nazywanymi  haiku  i  z  wzajemn

ą  gloryfikacją  twórczości  naszych  poetów.  Cytuję: 

"Pan  ...  pisze  tak  pi

ękne  haiku,  w  których  jest  tyle  mądrości,  że  powinien  Pan  być 

nazywany mistrzem zen". Sprawy j

ęzyka pozostawiam językoznawcom, jednak serce kraje 

mi  si

ę  czytając  nasze  rodzime  powierzchowne  próby  naśladowania  haiku.  Oczywiście 

istnia

ły  różne  rodzaje  tej  sztuki.  Prawie  nie  znajduję  w  Polsce  tej  która  mnie  osobiście 

najbardziej  fascynuje,  haiku  zwi

ązanych  z  duchową  głęboką  realizacją,  z  mądrością 

wynikaj

ącą  z  otwarcia  Oka  Umysłu.  Rzadkie  są  próby  tworzenia  choćby  związane  z 

wieloletnim  duchowym  treningiem,  które  osobi

ście  szanuję.  Powszechne  jest  natomiast 

wpasowywanie osobistych przemy

śleń, dywagacji, powierzchownych doświadczeń w ramy 

na

śladujące formę haiku. W samej Japonii oprócz znamienitych mistrzów zen haiku pisali 

równie

ż prości ludzie. W Polsce brakuje mi jednak przeciwwagi jaką stanowili tam Hakuin, 

Rjokan,  Ikkju,  Eisai,  Keidzan,  Dogen  i  inni  wielcy  mistrzowie  buddyzmu  zen  a  dopiero  na 
drugim  miejscu  wspaniali  poeci.  Ich  haiku  dotyka

ły  rdzenia  buddyjskich  nauk,  sedna  ich 

duchowej  realizacji,  zbli

żały  się  do  "przekazu  poza  słowami".  Życzę  tego  wszystkim 

autorom haiku i wszystkim artystom. 

            Wspomn

ę jeszcze w skrócie o jednej tendencji która nie ominęła nawet osób, które 

Page 22 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

ucz

ą  zen.  Uczą  zen  a  starają  się  zapomnieć,  czy  odciąć  buddyjskie  korzenie.  Czasem 

t

łumaczą swoje podejście uprzystępnieniem nauki dla osób zrażonych do religijności, oraz 

przekroczeniem,  wyzwoleniem  si

ę  z  więzów  religii  poprzez  głęboką  duchową  realizację. 

Niektórzy  nosz

ą  dalej  szaty  buddyjskich  duchownych  inni  nie  używają  nawet  tych  szat, 

staraj

ą  się  również  zupełnie  wykreślić  słowo  budda,  patriarchowie  i  mistrzowie  zen  ze 

swego  s

łownika.  Jest  to  godne  ubolewania.  Przede  wszystkim  ich  obecne  widzenie 

rzeczywisto

ści nie byłoby możliwe bez treningu jaki dotąd przeszli, bez serca tego treningu 

czyli zazen i treningu buddyzmu zen. Bior

ąc zazen, ten drogocenny klejnot, używając go i 

o

świadczając,  że  wziął  się  z  powietrza  jest  obrażaniem  Buddy  Siakjamuniego,  całej  linii 

Patriarchów i wszystkich Mistrzów którzy przekazywali t

ą naukę przez wieki. Zazen to serce 

buddyzmu,  ale  samo  serce  nie  mo

że  żyć.  Dhjana  paramita  i  Pradżnia  paramita  to  tylko 

dwie  z  sze

ściu  paramit  i  chociaż  praktykując  głęboko  każdą  pojedynczą  paramitę 

zawieramy w niej wszystkie inne, podej

ście takie jest skrajnie trudne. Uczenie tylko dhjana 

paramity jako panaceum na wszystkie dolegliwo

ści  nie jedną osobę stosującą się do takich 

nauk  kosztowa

ło  zdrowie  i  równowagę  psychiczną.  Platforma  praktyki  oferowana  przez 

buddyzm  zen  jest  znacznie  szersza.  Sam  Budda  mówi

ł  o  powodach  z  jakich  jego  nauki 

przetrwaj

ą  wiele  tysiącleci,  a  nauki  wielu  innych  być  może  równie  głęboko  oświeconych 

osób  znikn

ą wraz z ich śmiercią. Przekazanie tej bazy, tej solidnej platformy, przez dwa i 

ł  tysiąca  lat  było  na  tyle  silne  by  osoby  o  których  tu  piszę  doprowadzić  do  głębokich 

wgl

ądów  obecnie.  Jak  długo  przetrwają  nauki  tych  osób  zobaczą  przyszłe  pokolenia.  Na 

szcz

ęście  żadne  rosnące  drzewo  nie  jest  całkowicie  pozbawione  korzeni,  choćby 

najgorliwiej si

ę ich zapierało. Natomiast jeśli już odcięte są stare korzenie a wyrastają nowe 

mija wiele lat zanim drzewo stanie si

ę odporne na wichurę. Spotykając takich odkrywczych 

cz

ęsto  samozwańczych  nauczycieli,  warto  być  bardzo  uważnym,  gdyż  takie  nauki 

najmocniej  odbijaj

ą  się  na  ich  uczniach  i  dotyczy  to  nie  tylko  buddyzmu  zen.  Najbardziej 

chc

ę  przestrzec  przed  fałszywymi  nauczycielami,  którzy  odcinają  się  i  plują  na  swych 

w

łasnych nauczycieli. Wszystko to choć może w mniej drastyczny sposób odnieść można 

do sztuki zwi

ązanej z buddyzmem zen. 

             Ja  sam  od  ponad  dwudziestu  lat  zajmuj

ę  się  sztuką,  która  związana  jest  z  moim 

duchowym  i  religijnym  treningiem.  Zajmuj

ę  się  malarstwem,  rzeźbą,  grafiką  i  sztuką 

u

żytkową.  Skończyłem  wyższą  uczelnię,  zrobiłem  dyplom  z  malarstwa  i  rzeźby.  Uczyłem 

si

ę  tradycyjnego  malarstwa  w  Japonii,  na  północy  Indii  u  Tybetańczyków,  namalowałem 

wiele  zwojów,  zrobi

łem  kilka  wystaw  głównie  za  granicą,  nabazgrałem  dziesiątki  haiku, 

zilustrowa

łem  kilka  książek,  wydałem  w  całości  komiks  o  duchowym  przesłaniu...  a 

wszystko to w powi

ązaniu z moją praktyką buddyzmu zen, jednak wszystkie te moje próby 

wyra

żenia  tego  "Nienarodzonego  Umysłu"  były  nieudane,  żenującym  więc  jest  dla  mnie 

pisa

ć o nich, a tym bardziej dawać je za przykład komukolwiek. Dźwięk kropli deszczu w tej 

chwili  za  oknem  jest  Temu  bli

ższy  niż  wszystko  co  dotąd  stworzyłem  na  polu  tak  zwanej 

sztuki.  

Na zako

ńczenie przytoczę jeszcze słowa Zendzi Rindzai Gigena: 

             "W  dzisiejszych  czasach  uczniowie  nie  s

ą  w  stanie  uchwycić  prawdziwych  słów  i 

poj

ęć,  by  zbudować  własną  ścieżkę  rozumienia.  W  wielkiej  książce  kopiują  słowa  dawno 

ju

ż zmarłych i owijają ją trzema warstwami brokatu. Nie pokazują tego nikomu, utrzymują, 

że  posiedli  skarb.  Co  za  fatalna  pomyłka!  Ślepi  idioci,  jakiego  to  szpiku  szukacie  w  tych 
starych  ko

ściach?  Nie  odróżniający  dobra  od  zła,  jedynie  przepełnieni  treścią  sutr  i 

traktatów  religijnych,  spekuluj

ący  nieprzerwanie  na  ich  temat.  Jakby  brali  kawał  łajna  do 

ust,  by  po  wypluciu  poda

ć  następnemu,  jedynie  wulgarnie  mielą  ozorami,  bezczynni  całe 

życie, a  jeszcze twierdzą,  że porzucili własne  domy. Lecz  kiedy  inni pytają ich  o Dharmę 
Buddy,  przymykaj

ą  się  i  nie  mają  nic  do  powiedzenia.  Ich  oczy  stają  się  puste  jakby 

powleczone  czarn

ą  laką,  ich  usta  (  ściągnięte  w  zakłopotaniu)  wyglądają  jak  obwisłe 

krokwie.  Ten  pomiot  za  przyj

ścia  Maitrei  będzie  już  w  innym  świecie  (nie  zostanie 

Page 23 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

wyzwolony), a b

ędzie cierpiał męki piekielne.  

             Szlachetni,  po  co  gor

ączkowo  biegacie  poszukując  gdzie  się  da,  dostając 

p

łaskostopia  od  ciągłego  wydeptywania  ścieżek?  Nie  ma  żadnego  Buddy,  aby  go 

poszukiwa

ć, ani też Drogi do przejścia, ani Dharmy do osiągnięcia. Jeśli szukacie Buddy w 

formach  zewn

ętrznych,  nie  będzie  on  niczym  więcej  niż  wy  sami.  Chcecie  poznać  swoje 

w

łasne (wrodzone) serce - umysł? Nie możecie go ani poznać, ani być od niego oddzieleni. 

Wyznawcy  drogi,  prawdziwy  Budda  nie  ma  kszta

łtu,  prawdziwa  Droga  nie  ma  substancji, 

prawdziwa  Dharma  nie  ma  formy.  Te  trzy  jako

ści  są  razem  harmonijnie  połączone  i 

zjednoczone.  Ten  kto  tego  nie  widzi,  mo

że  być  nazwany  czującą  istotą  zmąconą  przez 

karm

ę." 

             Ca

ły  powyższy  tekst,  może  poza  cytatami  mistrzów  zen  czy  samego  Buddy 

prosi

łbym traktować jedynie jako jeszcze jeden wąski punkt widzenia, choć duchownego, to 

ci

ągle ucznia. Przepraszam również wszystkich którzy mogli poczuć się urażeni i prosiłbym 

o z

łożenie tego na karb mojej własnej głupoty, arogancji i braku wrażliwości, gdyż nie było 

moj

ą  intencją  obrażanie  kogokolwiek.  Proszę  więc  nie  wiązać  moich  własnych  błędów  z 

buddyzmem zen. Mimo wszystkich moich przestróg 

życzę wszystkim radości w odkrywaniu 

orientalnej sztuki i wytrwa

łości w pracy duchowej. Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście 

i wolno

ść od cierpienia. 

FURYU

Page 24 of 24

42sztuka

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/42sztuka.html

background image

44 ZBIÓR OPOWIE

ŚCI

 

ODWAGA

 

            Pewien cz

łowiek o wysokiej pozycji studiujący zen z mistrzem Bankei był młody, ale biegły w sztukach 

walki. Którego

ś dnia postanowił poddać mistrza próbie "odwagi" poprzez nagły atak kopią gdy tamten siedział 

w  spokoju.  Mistrz 

łagodnie  odparował  cios  swoim  różańcem.  Później  rzekł  do  młodzieńca:  "Twoja  technika 

jest ci

ągle niedojrzała, twój umysł poruszył się najpierw(Twój umysł poruszył się zanim zaatakiwałeś)".

 

ŚWIĄTYNNA BRAMA

 

             Kiedy

ś żył pewien bogaty człowiek o imieniu Hei Zayemon, który  podjął postanowienie by wcielić w 

życie przymioty jakie pochwalali starożytni mędrcy.

 

Ogromn

ą  część  swego  bogactwa  poświęcał  na  pomaganie  tam  gdzie  było  to  potrzebne.  Uratował  wiele 

dzieci, naprawi

ł wiele mostów, dróg, zrobił bardzo wiele rzeczy by ludziom z jego prowincji żyło się lżej. Kiedy 

zmar

ł   pozostawione  bogactwo  ofiarował,  a  jego  ostatnią  wolą  było,  żeby  wykożystano  je  poprzez  przyszłe 

pokolenia do czynienia dobra dla innych. Zosta

ło to uhonorowane i respektowane przez jego spadkobierców. 

 

             Którego

ś  dnia  jeszcze  za  życia  Hei  Zayemona  u  jego  wrót  stanął  buddyjski  duchowny.  Słysząc  o 

ogromnym  sercu  i  szczodrobliwo

ści Hei  Zayemona  postanowił  prosić  go  o  dar na  wybudowanie  świątynnej 

bramy.  Kiedy  mnich  przed

łożył  swoją  prośbę,  filantrop  wybuchnął  śmiechem  i  odrzekł:  "Pomagam  ludziom, 

gdy

ż nie mogę znieść ich cierpienia. Cóż takiego złego dzieje się jeśli świątynia nie ma świątynnej bramy?

 

<!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]-->

 

CO

Ś LEPSZEGO NIŻ KWIATY

 

            Której

ś wiosny Basio postanowił udać się w podróż by zobaczyć sławne z cudownej scenerii miejsce z 

nieopisanie  pi

ęknie  kwitnącymi  kwiatami.  Tuż  po  rozpoczęciu  podróży  usłyszał  o  dziewczynie  z  biednej 

rodziny  wie

śniaków  o  ogromnej  pracowitości  i  nieprzeciętnym  oddaniu  dla  swoich  starych  rodziców. 

Zaintrygowany odnalaz

ł dziewczynę i oddał jej wszystkie pieniądze jakie zebrał na swoją podróż. Kiedy wrócił 

spowrotem nie zobaczywszy cudownych kwiatów rzek

ł z uśmiechem: "W tym roku widziałem coś lepszego niż 

kwiaty".

 

<!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]-->

 

TRZY DNI I NOCE

 

             Ostatnio  mieszka

ł  tu  człowiek  o  imieniu  Heisiro.  Wyrzeźbił  on  kamienny  posąg  Buddy i  umieścił  go 

ko

ło wodospadu w odległych górach. Następnie usiadł obok sadzawki u podnóża wodospadu. Zauważył wiele 

b

ąbelków wody w strumieniu. Niektóre z nich znikały natychmiast, inne dopiero po przepłynięciu paru metrów. 

Dzi

ęki  swojej  karmie  spoglądając  na  nie  odczół  bardzo  mocno  przemijalność  życia.  Uświadomił  sobie,  że 

wszystkie  zjawiska  dobre,  czy  z

łe  są  jak  bańki  na  powierzchni  wody.  Doświadczenie  to  spowodowało,  że 

poczó

ł bezwartościowość życia i bezsens spędzanych dni bez zrozumienia tajemnicy życia. Przez przypadek 

us

łyszał  kogoś  czytającego  na  głos  powiedzenia  mistrza  Takusui:  "Współczujący  i  odważny  człowiek 

zas

ługuje  na  oświecenie,  lecz  nigdy  nie  urzeczywistni  swojej  Prawdziwej  Natury".  Zainspirowany  tym 

powiedzeniem Heisiro zamkn

ął się w małym pokoju. Usiadł, wyprostował kręgosłup, zacisnął dłonie i szeroko 

otworzy

ł  oczy.  Z  czystym  prostolinijnym  umysłem  praktykował  zazen.  Pojawiały  się  niezliczone  myśli  i 

nami

ętności,  lecz  jego  zazen  pokonało  je  wszystkie.  Heisiro  osiągnął  głęboki  i  spokojny  stan  niemyślenia. 

Kontynuowa

ł siedzenie przez całą noc, a o świcie, gdy usłyszał śpiew ptaków, nie mógł odnaleźć swego ciała. 

Poczó

ł  jakgdyby  jego  oczy  spadły  na  ziemię.  Chwilę  później  poczół  ból,  gdy  wbił  paznokcie  w  swoją  dłoń. 

Nast

ępnie uświadomił sobie, że jego oczy wróciły na swe dawne miejsce. Powtarzał ten rodzaj zazen przez 

trzy dni i trzy noce. Rankiem czwartego dnia, gdy przemy

ł twarz spojrzał na drzewa w ogrodzie. Wydały mu 

si

ę tak inne. Poczół się dziwnie. Ponieważ Heisiro nie rozumiał tego co się stało, udał się do mieszkającego w 

pobli

żu  kapłana,  ale  i  ten  nie  był  w  stanie  mu  tego  wyjaśnić.  Ktoś  poradził  mu  by  spotkał  się  ze  mną 

(Hakuinem).  W  drodze  do  klasztoru  musi

ął  wspiąć  się  na  szczyt  góry.  Nagle,  widząc  panoramę  wybrzeża 

ca

łkowicie zrozumiał, że wszystkie istoty, trawy, drzewa i ptaki od początku są buddą. Podniecony wpadł do 

mojego pokoju i natychmiast przeszed

ł kilka ważnych koanów. Pamiętajmy Haisiro był zwykłym człowiekiem. 

nie  wiedzia

ł  nic  o  dzen  i  nie  praktykował  wcześniej  zazen.  Jednak  w  ciągu  trzech dni  i  nocy intensywnego 

siedzenia by

ł w stanie stać się jednym ze wszystkimi i zrozumieć sens swojego istnienia. To jego motywacja 

dzielno

ść i odwaga pokonała wszystkie przeszkody. 

 

Page 1 of 5

44opowiesci

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/44opowiesci.html

background image

Dzendzi Hakuin Ekaku

 

DZIEWI

ĘĆ POKOLEŃ

 

             W  buddy

źmie  mówi  się,że  jeśli  ktoś  zostaje  mnichem  lub  szczerym  uczniem  Dharmy,  dziewięć 

pokole

ń jego rodziny osiągnie wyzwolenie. Zostać mnichem lub szczerym uczniem Dharmy to tyle, co złożyć 

ślubowanie zbawienia wszystkich istot i odważnie praktykować. Jeśli ktoś praktykuje w ten sposób pojawi się 
przed  nim 

żywa  natura  Dharmy,  a  jego  radość  będzie  nie  do  opisania.  Dawno  temu  pewna  kobieta  która 

mieszka

ła niedaleko Kioto, będąc w ciąży uczyniła ślubowanie, że jeśli dziecko okaże się chłopcem, pozwoli 

mu  zosta

ć  mnichem.  Tej  samej  nocygdy  powzięła  to  postanowienie  we  śnie  ukazał  się  jej  pewien  starzec, 

który rzek

ł: "Jestem jednym z twoich przodków z dziewiątego pokolenia przed tobą. Po śmierci poszedłem do 

piek

ła, gdzie nieustannie cierpiałem. Dziś wieczorem słysząc słowa twojego ślubowania zostałem wyzwolony 

z cierpie

ń piekła".

 

Dzendzi Hakuin Ekaku

 

ZWI

ĄZEK

 

             Pewnego  razu  kap

łan  o  imieniu  Rjozen  mieszkał  koło  góry  Fudzi,  gdzie  prowadził  grupę  Dzen. 

Zgodnie  z  tradycj

ą  w  grudniu  prowadził  sessin  rohatsu  i  siedział  ze  swoimi  uczniami.  Pewnej  nocy  gdy 

siedzia

ł  w  zazen,  jego  zmarła  matka  pojawiła  się  przed  nim  i   nożem  pchnęła  go  pod  pachę.  Rjozen 

przera

źliwie  krzyknął,  splunął  krwią,  a  następnie  zemdlał.  Jednak  wkrótce  oprzytomniał  i  nie  mówiąc  nic 

nikomu nast

ępnego ranka udał się na pielgrzymkę. Zabrał ze sobą tylko jedną miskę i trzy szaty. Jadł niewiele 

i spa

ł pod drzewami. Odwiedzał mistrzów pytając ich o Dharmę. Upływały lata i jego samadhi dojrzewało. 

 

            Pewnego razu przed wej

ściem w samadhi pojawiła się jego matka. Lecz kiedy otworzył szeroko oczy 

znikn

ęła. W końcu był w stanie wejść w samadhi tak głębokie jak wielki ocean. Wówczas jego matka pojawiła 

si

ę powtórnie mówiąc: "Po śmierci poszłam do piekła, lecz wszyskie demony szanowały i opiekowały się mną 

mówi

ąc, że jestem matką buddyjskiego mnicha. Było mi tam bardzo wygodnie. Nigdy nie cierpiałam. Później 

jednak demony powiedzia

ły mi, że nie jestem matką mnicha o prawdziwym zrozumieniu, lecz matką zwykłego 

cz

łowieka. Ze złością poddawały mnie torturom. Wściekle cię nienawidziłam i dlatego chciałam cię zabić, gdy 

siedzia

łeś  ze  swymi  uczniami  na  sessin  rohatsu.  Lecz  ty  opuściłeś  świątynię  i  udałeś  się  na  pielgrzymkę. 

Pewnego razu ponownie przysz

łam cię ujrzeć. Twoje samadhi nie było jeszcze doskonałe i miałeś mnustwo 

my

śli.  Dlatego  zniknęłam.  Teraz  wszedłeś  w  autentyczne  samadhi  i  odkryłeś  prawdziwą  mądrość.  Moje 

katusze sko

ńczyły się i poszłam do nieba (zostałam uwolniona z męk piekielnych). Dlatego dziś przyszłam, by 

podzi

ękować ci za twą szczerość i pilną praktykę".

 

             Ka

żdy  z  nas  ma  matkę,  ojca,  siostry,  braci  i  wielu  krewnych.  Jeśli  policzycie  wszystkich  waszych 

krewnych  i  przodków,  b

ędzie ich dziesiątki tysięcy. Wielu z nich zmarło i obecnie krąży w sześciu światach 

cierpi

ąc niewyobrażalnie. Czekają oni na wasze samadhi i urzeczywistnienie, tak jak człowiek znajdujący się 

na  pustyni wyczekuje  cho

ćby na kroplę wody. Nie możecie siedzieć i śnić. Pomyślcie jak ważne jest wasze 

pos

łannictwo. Czas ucieka tak szybko jak pędząca strzała i nie czeka na nas.  Bądźcie pilni! Bądźcie pilni!

 

Dzendzi Hakuin Ekaku

 

PODCIERAJ

ĄC TYŁEK BUDDY

 

            W grupie zen mistrza Hakuina by

ł szalony mnich któremu wydawało się, że urzeczywistnił tożsamość 

siebie  i  Buddy.  Dar

ł  sutry  i  używał  kartek jako papieru  toaletowego.  Kiedy  mnisi  pytali  go  o  to,  nie  zwracał 

uwagi na ich napomnienia i ripostowa

ł: "Cóż złego w używaniu sutr do podcierania tyłka Buddy? 

 

             Wreszcie  kto

ś  powiedział  otym  wszystkim  mistrzowi  Hakuinowi,  który  wezwał  szalonego  mnicha  i 

spyta

ł: "Mówią, że drzesz sutry i używasz ich jako papieru toaletowego, czy to prawda?

 

             Szalony  mnich  odpowiedzia

ł:  Tak,  ja  sam  jestem  Buddą,  cóż  więc  złego  w  używaniu  sutr  do 

podcierania ty

łka Buddy? 

 

            Hakuin odpowiedzia

ł: Jesteś w błędzie. Skoro jest to tyłek Buddy, czemu używać starego zapisanego 

papieru?  Powiniene

ś  używać  do  wycierania  białych,  czystych  kartek  papieru".  Szalony  mnich  poczuł  się 

zawstydzony i przeprosi

ł. 

 
Diab

ły nie są dobre, wiesz o tym, prawda?

 

Page 2 of 5

44opowiesci

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/44opowiesci.html

background image

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Oko

ło  dwustu  lat  temu  pewien  człowiek,  który  żył  samotnie  w  dużym  domu  niedaleko  Kioto,  wybrał  się  na 

targ.  Na targu  zobaczy

ł w klatce diabła: diabeł miał ogon, żółtą skórę i dwa długie, ostre kły. Był rozmiarów 

du

żego psa. Siedział spokojnie w mocnej bambusowej klatce i obgryzał kość. Obok klatki siedział handlarz, 

zapatrzony w t

łum. Człowiek zapytał go, czy diabeł jest na sprzedaż.

 

,,Oczywi

ście”,  powiedział  handlarz.  ,,Inaczej  nie  byłoby  mnie  tutaj.  To  wyśmienity  diabeł,  silny,  sumienny, 

mo

że zrobić wszystko, co mu polecisz. Zna  się na stolarce, jest dobrym ogrodnikiem, potrafi gotować, szyć 

ubrania, mo

że czytać ci opowiadania, rąbać drewno, a tego, czego nie potrafi, można go nauczyć. Jeżeli dasz 

mi 50 tysi

ęcy jenów, to jest twój”. Człowiek nie targował się, zapłacił gotówką. Chciał diabła od razu zabrać do 

domu.  ,,Chwileczk

ę”,  powiedział  kupiec.  ,,Ponieważ  nie  targowałeś  się  ze  mną,  pozwól,  że  coś  ci  powiem. 

Popatrz, to jest rzeczywi

ście diabeł, a diabły nie są dobre, wiesz chyba o tym, prawda?”

 

,,Powiedzia

łeś przecież, że to jest wyśmienity diabeł”.

 

,,Tak,  tak”,  rzek

ł  handlarz.  ,,To  prawda.  On  jest  wspaniałym  diabłem,  ale  on  nie  jest  dobry.  I  na  zawsze 

pozostanie  diab

łem.  Zrobiłeś  dobry  zakup,  ale  pod  jednym  warunkiem  -  że  będziesz  zawsze  dawał  mu 

zaj

ęcie.  Codziennie  musisz  dać  mu  plan  zajęć:  od  tej  godziny  musisz  rąbać  drewno,  potem  zacznij 

przygotowywa

ć jedzenie, po obiedzie możesz odpocząć pół godziny, ale tylko jeżeli naprawdę musisz położyć 

si

ę i odpocząć, następnie masz skopać ogród. itd. Jeżeli on ma wolny czas, jeżeli nie wie, co ma robić, wtedy 

jest niebezpieczny”.

 

,,To wszystko?” zapyta

ł człowiek i zabrał diabła do domu. Sprawy układały się dobrze. Codziennie rano wołał 

diab

ła, który posłusznie klękał. Jego pan dyktował mu zajęcia i diabeł zaczynał swoje posługi, tak pracował 

ca

ły dzień, a kiedy nie pracował, odpoczywał lub zabawiał się, ale cokolwiek robił, było to zawsze spełnianie 

rozkazów.

 

Po  kilku  miesi

ącach  pan  spotkał  w  mieście  swojego  starego  przyjaciela  i  podekscytowany  tym  nagłym 

spotkaniem  zapomnia

ł  o  wszystkim.  Zabrał  przyjaciela  do  restauracji,  gdzie  zaczęli  pić  sake,  potem  zjedli 

dobry  obiad,  po  czym  wypili  jeszcze  wi

ęcej i ostatecznie wylądowali w dzielnicy prostytutek. Tam zajęły się 

nimi  damy.  Nast

ępnego  dnia  późnym  rankiem  pan  obudził  się  w  obcym  pokoju.  Początkowo  nie  wiedział, 

gdzie  jest,  ale  powoli  doszed

ł  do  siebie  i  przypomniał  sobie  o  diable.  Jego  stary  przyjaciel  już  wyszedł. 

Zap

łacił  więc  należność  kobiecie  (która  wyglądała  teraz  zupełnie  inaczej  niż  poprzedniego  wieczoru)  i 

pop

ędził do domu. Kiedy dotarł do swojego ogrodu, poczuł zapach spalenizny, spostrzegł dym wydobywający 

si

ę z kuchni. Wpadł do domu i zobaczył diabła siedzącego na drewnianej kuchennej podłodze. Diabeł rozpalił 

tam ognisko, w którym piek

ł na patyku dziecko sąsiadów.

 

Oczywi

ście tym diabłem jest nasz umysł, który - jeśli nie poddać go dyscyplinie, a zostawić samemu sobie -

mo

że stać się nieobliczalny lub szalony.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Je

żeli nie wyciągniesz ręki, mistrz zen będzie zamordowany.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Skuter  by

ł  dla  mnie  źródłem  przyjemności.  Codziennie  rano  jeździłem  na  nim  do  klasztoru  (na  medytacje) 

przez ciche, g

łęboko uśpione miasto, gdzie kręcili się tylko policjant, asystent piekarza, chłopcy z gazetami i 

spó

źnieni przechodnie. Raz zostałem zatrzymany przez dwóch policjantów, którzy spytali mnie o dokumenty. 

Nie mia

łem ich przy sobie, ale kiedy powiedziałem, że jestem uczniem mistrza zen, ukłonili się jednocześnie i 

przeprosili.  Pó

źniej  regularnie  spotykałem  ich  lub  ich  kolegów,  pozdrawiali  mnie  zawsze  salutem  w  stylu 

wojskowym,  na  co  odpowiada

łem  ukłonem  w  ich  stronę.  Skuter  niepokoił  głównego  mnicha  z  klasztoru. 

,,Studia  nad  koanem”,  powiedzia

ł,  ,,prowadzą  do  zrozumienia,  że  wszystkie  rzeczy  są  połączone  w  jedno. 

Wszystkie  istoty  istniej

ą  w  powiązaniu,  każdego  z  każdym  łączą  mocne  niewidzialne  nitki.  Każdy,  kto 

u

świadomił  sobie  tę  prawdę  jest  przytomny,  będzie  się  starał  być  uważnym  we  wszystkim,  co  robi.  Ty  nie 

jeste

ś”.

 

,,Nie jestem?” zapyta

łem grzecznie.

 

Page 3 of 5

44opowiesci

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/44opowiesci.html

background image

,,Nie”,  powiedzia

ł  główny  mnich  i  popatrzył  na  mnie  niezadowolony.  ,,Widziałem,  jak  zakręcałeś  i  nie 

wyci

ągnąłeś ręki. Z  powodu twojej nieuwagi kierowca  ciężarówki jadącej za  tobą był zmuszony wjechać na 

chodnik, wprost na kobiet

ę z wózkiem dziecinnym. Kobieta potrąciła dyrektora wielkiej firmy handlowej. Ten  

by

ł  już  w  złym  humorze,  przez  co  jeszcze  bardziej  się  zdenerwował  i  wyrzucił  tego  dnia  pracownika,  który 

móg

łby nadal  pracować.  Pracownik upił się  tej nocy i zabił młodego człowieka,  który mógł  zostać mistrzem 

zen”.

 

,,I wszystko z tego powodu?” zdziwi

łem się.

 

,,Mo

że byłoby lepiej, gdybyś w przyszłości wyciągał rękę, kiedy skręcasz”, powiedział główny mnich.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Ty znasz odpowied

ź, prawda?

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Dawniej tradycyjne klasztory zen wpuszcza

ły wędrujących mnichów tylko wtedy, kiedy potrafili oni udowodnić, 

że rozwiązali koan. 

 

Kiedy

ś pewien mnich zapukał do bramy klasztoru. Mnich, który otworzył bramę, nie powiedział ,,jak się masz”

czy  ,,dzie

ń  dobry”,  ale  ,,pokaż  mi  swoją  prawdziwą  twarz,  jaką  miałeś  przed  narodzinami  swojego  ojca  i 

swojej matki”. Mnich, który chcia

ł dostać pokój, by przenocować, uśmiechnął się, zdjął z nogi sandał i uderzył 

nim pytaj

ącego w twarz. Mnich przesunął się o krok do tyłu, ukłonił z respektem i zaprosił gościa do środka. 

Po  obiedzie  gospodarz  i  go

ść  zaczęli  rozmowę,  gospodarz  prawił  gościowi  komplementy  chwaląc  jego 

wspania

łą odpowiedź.

 

,,Czy ty znasz odpowied

ź na koan, który mi zadałeś?” zapytał gość.

 

,,Nie”,  odpowiedzia

ł  gospodarz,  ,,ale  wiem,  że  twoja  odpowiedź  była  poprawna.  Nie  wahałeś  się  ani  przez 

chwil

ę. To było szybkie i spontaniczne. A to zgadza się dokładnie z tym, co słyszałem i czytałem o zen”.

 

Go

ść  nie  powiedział ani słowa  i popijał  herbatę.  Nagle gospodarz  zrobił  się  podejrzliwy.  Było  coś  w  twarzy 

go

ścia, co mu się nie spodobało.

 

,,Ty znasz odpowied

ź, prawda?” zapytał.

 

Go

ść zaczął się śmiać tak, że w końcu zwijał się na macie.

 

,,Nie czcigodny bracie”, powiedzia

ł, ,,ale również dużo czytałem i słyszałem o zen”.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]-->

 

Na  Hokkaido,  japo

ńskiej  wyspie  położonej  na  północy,  znajduje  się  mały  klasztor  zen,  którego  mistrz  jest 

analfabet

ą. Był on synem chłopa i został zabrany do świątyni we wczesnej młodości. Nigdy nie nauczył się 

pisa

ć ani czytać, ale ukończył studia nad koanami i doszedł do całkowitego oświecenia.

 

O  tym, 

że  były  inne  religie  poza  buddyzmem,  chyba  nie  wiedział  aż do  momentu,  kiedy  usłyszał,  jak  mnisi 

dyskutowali o chrze

ścijaństwie.

 

Jeden z jego mnichów studiowa

ł kiedyś na uniwersytecie w Kioto i mistrz poprosił go, żeby wyjaśnił, na czym 

polega chrze

ścijaństwo.

 

,,Nie wiem o tym zbyt du

żo”, powiedział mnich, ,,ale przyniosę świętą księgę religii chrześcijańskiej”.

 

Page 4 of 5

44opowiesci

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/44opowiesci.html

background image

Mistrz wys

łał ucznia do najbliższego miasta i uczeń wrócił z Biblią.

 

,,To jest gruba ksi

ążka”, zauważył mistrz, ,,nie umiem czytać. Ale ty możesz to dla mnie zrobić”.

 

Mnich zna

ł Biblię i wybrał Kazanie na Górze. Im dłużej czytał, tym bardziej mistrz był urzeczony. ,,To piękne”, 

powtarza

ł.  ,,To  bardzo  piękne”.  Kiedy  mnich  skończył  czytać  kazanie,  mistrz  przez  chwilę  milczał.  Cisza 

trwa

ła  tak  długo,  że  mnich  odłożył  Biblię,  usiadł  w  pozycji  lotosu  i  zaczął  medytować.  ,,Tak”,  powiedział  w 

ko

ńcu  mistrz.  ,,Nie  wiem,  kto  to  napisał,  ale  kimkolwiek  był,  musiał  być  buddą  lub  bodhisattwą.  To,  co 

przeczyta

łeś, jest esencją wszystkiego, czego próbuję was tutaj nauczyć”.

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

<!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]-->

 

Masz osiem lat. Jest niedzielny wieczór.

 

Pozwolono ci, jeszcze przez dodatkow

ą godzinę, nie pójść spać.

 

Rodzinka  gra  w  ,,Monopol”.  Powiedziano  ci, 

że  jesteś  już  na  tyle  duży,  by  dołączyć  do  nich.  Czujesz  się 

nieswojo.  Bezustannie  gubisz  si

ę  w  grze.  Ze  strachu  odczuwasz  skurcze  żołądka.  Utraciłeś  już  prawie 

wszystko,  czym  dysponowa

łeś.  Twoi  bracia  przejęli  wszystkie  domy  z  twojej  ulicy.  Ostatnia  ulica  została 

sprzedana.

 

Musisz si

ę poddać.

 

Przegra

łeś.

 

I nagle rozumiesz, 

że to jest tylko gra.

 

Podskakujesz z rado

ści i uderzasz głową w wielką lampę wiszącą u góry.

 

Lampa spada na pod

łogę, pociągając za sobą czajniczek do parzenia herbaty.

 

Wszyscy s

ą rozgniewani na ciebie, ale ty śmiejesz się, idąc na górę.

 

Wiesz, 

że jesteś nikim i nie masz niczego.

 

I wiesz ju

ż, że ,,być nikim” i ,,nie mieć niczego” daje niezmierzoną wolność.

 

Page 5 of 5

44opowiesci

2011-01-17

http://www.kanzazendo.yoyo.pl/teksty_wl/44opowiesci.html