background image

OSTATNI    WYWIAD    Z    MARILYN  

MONROE

 

 

             

                 

    

                    

                 

 

 

Na początku lipca 1962r Marilyn przeprowadziła serię rozmów z Richardem 
Merymanem  z  pisma  "Life",  które  jak  się  okazało,  były  jej  ostatnim 
wywiadem.. 

 

Czasem  nieumalowana  zakładam  szal  i  płaszcz,  i  poruszając  się  w 
charakterystyczny  sposób  wychodzę  na  zakupy  albo  po  prostu  przyglądam 

background image

się  ludziom.  I  wtedy  zjawia  się  kilku  bystrych  nastolatków,  którzy  proszą 
mnie, bym zaczekała sekundę i zaczynają za mną podążać krok w krok. Nie 
przeszkadza  mi  to.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  niektórzy  muszą  się  przekonać, 
czy  istniejesz  naprawdę.  Twarze  nastolatków  i  dzieci  promienieją.  Mówią: 
'Rety'  i  wiem,  że  już  nie  mogą  doczekać  się  chwili,  kiedy  będą  mogli 
opowiedzieć  o  spotkaniu  ze  mną  kolegom.  A  starsi  po  prostu  podchodzą  i 
mówią – zaczekaj, pójdę zawołać żonę. Wiem, że coś zmieniam w ich życiu. 

 

Kiedy  rankiem  wychodzę  z  domu  przy  57  Ulicy  śmieciarze  wołają:  'Cześć 
Marilyn,  jak  się  masz?'  Traktuję  to  jak  zaszczyt.  Robotnicy,  koło  których 
przechodzę  gwiżdżą.  Najpierw  gwiżdżą,  ponieważ  myślą:  'Rety,  jaka  fajna 
dziewczyna,  blondynka,  nawet  zgrabna'  i  nagle  słyszę:  'Boże,  to  Marilyn 
Monroe'.  Miłym,  jest  uczucie,  gdy  ludzie  cię  rozpoznają  i  coś  dla  nich 
znaczysz.  

Nie bardzo wiem, dlaczego, ale jakoś czuje, że ludzie wierzą, iż podchodzę do 
swej  pracy  poważnie-  kiedy  gram  na  ekranie  lub  kiedy  widzę  się  z  nimi 
twarzą w twarz i pozdrawiam ich. 

 

Sława  przede  wszystkim  budzi  zazdrość.  Czasem  ludzie  mówią:  'Co  ona 
sobie myśli, za kogo ona właściwie się uważa, kim ona jest ta cała Marilyn 
Monroe!!!'. Wszyscy oni są przekonani, że moja sława daje im przywilej, by w 
każdej chwili do mnie podejść i powiedzieć, co im ślina na język przyniesie. 
Jednak  to  nie  rani,  to  tak,  jakby  przytrafiało  się  twemu  ubraniu.  Kiedyś 
szukałam  miejsca,  w  którym  mogłabym  zamieszkać  i  zatrzymałam  się.  Z 
domu wyszedł mężczyzna, miły i radosny. Powiedział, że zawoła żonę. Kiedy 
wyszła, kazała mi opuścić ich dom. Będąc sławnym jest się zawsze obecnym 
w  ludzkiej  podświadomości.  Weźmy  na  przykład  niektórych  aktorów  lub 
reżyserów. Zazwyczaj nie mówią mi nic, ale podają to prasie, ponieważ to jest 
coś.  Widzisz,  jeśli  oni  obrażają  tylko  mnie  i  nikt  o  tym  nie  słyszy,  to  nic 
takiego, ponieważ wszystko, co mam do powiedzenia to: 'Żegnajcie'. Jednak, 
tego rodzaju uwagi ukazują się w gazetach na nagłówkach na całym świecie. 
Nie pojmuję, dlaczego ludzie nie mogą być milsi wobec siebie. Nie chcę tego 
powiedzieć,  ale  obawiam  się,  że  w  tym  zawodzie  można  spotkać  się  z 
zawiścią. Jedyną rzeczą, jaką mogę zrobić to pomyśleć, że to z nimi jest coś 
nie  tak,  nie  ze  mną.  Weźmy  na  przykład  sytuację,  o  której  czytałeś,  gdy 

background image

pewien aktor powiedział kiedyś, ze całować mnie to jak całować Hitlera. Cóż, 
myślę, że to jego problem. Kiedy muszę występować w scenach miłosnych z 
aktorem,  który  tak  mnie  postrzega,  wtedy  przydaje  się  wyobraźnia.  To 
znaczy, niby z nim jestem, ale tak naprawdę jestem z kimś innym. To ktoś 
inny, nie on. Jego tam w ogóle nie ma. 

 

Spotykam  Carla  Sandburga,  a  on  jest  szczęśliwy  z  powodu  tego  spotkania. 
Chce wiedzieć o mnie wiele i nawzajem. Nigdy mnie nie zawiódł. Spotykam 
nawet robotników, którzy chcą wiedzieć, jak to jest. Próbuję im to wyjaśnić. 
Nie chcę ich zawieść. Szukają we mnie czegoś, czego brakuje w ich życiu. To 
chyba  rozrywka,  świat,  w  który  można  uciec,  marzenia.  Miło  jest  być 
obiektem czyichś marzeń, ale chciałabym być akceptowana dla samej siebie. 
Nie uważam siebie za towar, choć jestem pewna, iż wielu tak o mnie sądzi. 
Mam tu na myśli pewną wytwórnię, której nazwy nie podam. Jeśli brzmi to 
jak  krytyka,  to  rzeczywiście  nią  jest.  Wydaje  mi  się,  że  mam  kilku 
wspaniałych  znajomych  i  naraz  podają  oni  prasie  różne  historie.  To 
rozczarowuje. Z tymi osobami nie chce się utrzymywać częstego kontaktu. 

Oczywiście,  to  zależy  od  ludzi,  ale  czasem  jestem  zapraszana  w  różne 
miejsca, jak muzyk, który gra na fortepianie po kolacji i wiem, że nie proszą 
mnie  dla  mnie  samej.  Jestem  dla  nich  tylko  dekoracją.  W  wieku  5  lat 
zamarzyłam  o  karierze  aktorki.  Uwielbiałam  grać.  Świat  wokół  mnie  nie 
bardzo mi się podobał. Uwielbiałam bawić się w dom. Ja byłam taka i taka, 
a on taki i taki. To wykracza poza tą sytuację, można było udawać, nawet, 
jeśli inne dzieci nie miały tak bujnej wyobraźni. Kiedy dowiedziałam się, że 
na tym polega aktorstwo, powiedziałam sobie, że to chcę robić. Niektórzy z 
moich przybranych rodziców wysyłali mnie do kina, by mieć mnie z głowy. A 
ja  przesiadywałam  cały  dzień  i  wieczór  w  pierwszym  rzędzie.  Duży  ekran  i 
małe dziecko – uwielbiałam to. Uwielbiałam patrzeć na ekran, na wszystko, 

co się rusza. Nieważne, że nie było popcornu.

 

 

background image

Kiedy  miałam  11  lat  nagle  świat  stanął  przede  mną  otworem.  Nawet 
dziewczynki  zaczęły  na  mnie  zwracać  uwagę  mówiąc,  że  warto  się  ze  mną 
zadawać. Do szkoły szłam 2 i pół mili tam i z powrotem,  ale była to czysta 
przyjemność. Chłopcy trąbili, robotnicy machali do mnie a ja do nich. Świat 
stał się przyjazny. Chłopcy rozwożący gazety wpadali, by mnie zobaczyć, a ja 
wieszałam  się  na  gałęzi  ubrana  jedynie  w  bawełnianą  bluzę.  W  tamtych 
czasach  nie  miałam  pojęcia,  ile  kosztowała.  Nie  bardzo  to  rozumiałam. 
Dawali nam za darmo gazety, a rodziny, u których mieszkałam nie miały nic 
przeciwko.  Pewnie  tak  wisząc  wyglądałam  jak  małpa.  Byłam  trochę 
nieśmiała. Gadałam, ale głównie słuchałam. Rodziny, u których mieszkałam 
czasem  się  o  mnie  niepokoiły,  bo  tak  dziwnie  i  beztrosko  się  śmiałam,  a 
ludzie pewnie myśleli, ze histerycznie. A dla mnie to była wolność, pytałam 
chłopaków,  czy  mogę  się  przejechać  na  ich  rowerze,  a  oni  zawsze  się 
zgadzali.  Śmiałam  się  na  wietrze,  jadąc  w  dół  ulicy,  a  oni  czekali,  aż 
powrócę.  Uwielbiałam  wiatr,  czułam  jak  mnie  pieści.  Jednak  odkryłam  coś 
jeszcze. Kiedy naraz świat się otworzył zauważyłam, iż wielu ludzi brało wiele 
rzeczy  za  pewnik.  Nie  tylko  byli  mili,  ale  nawet  zbyt  mili  i  oczekiwali  wiele 
sami dając mało. 

 

Kiedy byłam starsza chodziłam do Grauman's Chinese Theatre i próbowałam 
włożyć  swoją  stopę  w  odciski  tam  już  zostawione.  Mówiłam:  'O  nie,  moja 
stopa  jest  zbyt  duża,  nie  pasuje'.  Miałam  dziwne  uczucie,  kiedy  w  końcu 
sama  odcisnęłam  stopy  w  mokrym  cemencie,  wiedziałam,  co  to  dla  mnie 
znaczy – że wszystko jest możliwe, prawie wszystko. 

 

Dzięki kreatywności stałam się aktorką. Cieszę się, gdy gram, kiedy wiem, ze 
gram  dobrze.  Nie  mogłam  zostać  gospodynią  domową,  miałam  zbyt  wiele 
marzeń. Szczyciłam się tym, że byłam sobą. A Los Angeles był moim domem, 
kiedy mówiono mi, bym wracała do domu, mówiłam, że tu jest mój dom. 

background image

Chwila, kiedy poczułam, iż jestem naprawdę sławna to ta, kiedy odwoziłam 
kogoś  na  lotnisko,  a  gdy  wracałam  zauważyłam  kino  i  swoje  nazwisko  w 
blasku reflektorów. Zaparkowałam w oddali samochód. Powiedziałam: 'Boże, 
ktoś chyba się pomylił'. Tam było moje nazwisko, wiec powiedziałam sobie: 
'Wiec tak to wygląda!', było to wszystko bardzo dla mnie dziwne, a jednak w 
wytwórni powiedziano mi: 'Pamiętaj, nie jesteś żadną gwiazdą!'. 

Dzięki dziennikarzom pojęłam, iż jestem gwiazdą. Oni byli zawsze dla mnie 
przyjacielscy i mili, w przeciwieństwie do kobiet. Oni mawiali: " Jesteś jedyną 
gwiazdą",  a  ja  dziwiłam  się:  "  Gwiazdą???".  Patrzyli  wtedy  na  mnie  jak  na 
wariatkę. Na swój sposób uświadomili mi, iż jestem sławna. 

 

Pamiętam,  gdy  dostałam  rolę  w  filmie  "Mężczyźni  wolą  blondynki".  Jane 
Russell  była  brunetką,  a  ja  blondynką,  dostała  200  000  dolarów  a  ja  500 
dolarów  tygodniowo,  ale  wtedy  było  to  dla  mnie  wiele.  Jane  była  dla  mnie 
wspaniała.  Problem  polegał  na  tym,  iż  nie  miałam  własnej  garderoby.  W 
końcu  powiedziałam:  "Słuchajcie,  w  końcu  jestem  blondynką,  a  mężczyźni 
wolą  blondynki".  A  oni  wciąż  mi  powtarzali:  "Nie  jesteś  żadną  gwiazdą!". 
Odpowiedziałam,  że  kimkolwiek  bym  była,  jestem  blondynką.  To  ludzie  ze 
mnie  zrobili  gwiazdę,  jeśli  nią  w  ogóle  jestem,  ludzie,  nie  jakaś  osoba, 
wytwórnia, tylko ludzie. Do studia przychodziła poczta od fanów, chodziłam 
na  premiery,  ludzie  chcieli  mnie  widzieć.  Nie  wiedziałam,  dlaczego.  Kiedy 
biegli  w  moją  stronę  obracałam  się  przerażona  mówiąc:  "Rety",  myśląc,  że 
chodzi  im  o  kogoś  innego.  Czasem  wciąż  mam  takie  uczucie,  że  oszukuję 
innych,  może  siebie.Zawsze  przywiązywałam  dużą  rolę  nawet  do 
najmniejszej sceny, choćby powiedzenia "cześć". Uważam, że ludzie powinni 
dostać to, za co płacą, to mój obowiązek, być dać im wszystko z siebie, jak 
najlepiej  mogę.  Czasem,  gdy  sceny  są  bardzo  trudne,  mówię  sobie,  że 
chciałabym być sprzątaczką. W drodze do wytwórni widzę, jak ktoś sprząta i 
mówię,  że  to  chciałabym  robić,  to  jest  moją  ambicją.  Myślę,  że  wszyscy 
aktorzy przez to przechodzą. Nie tylko chcemy być dobrzy, my musimy być 
dobrzy. 

background image

 

 

Co do nerwowości, kiedy mówiłam mojemu nauczycielowi Lee Strasbergowi, 
że  się  denerwuję,  mawiał:  "Jeśli  przestaniesz  się  denerwować,  rzuć 
aktorstwo.  Nerwowość  świadczy  o  wrażliwości".  Aktor  musi  się  również 
zmagać z nieśmiałością, a to wyjątkowo trudne. W nas aktorach siedzi jakiś 
cenzor, który mówi nam, do jakiego stopnia możemy się posunąć. Wydaje mi 
się, że ludzie myślą, że wychodzimy na scenę i robimy swoje. A to naprawdę 
wysiłek. Naprawdę muszę się z tym zmagać. Aktorka nie jest maszyną, bez 
względu jak bardzo chcieliby nam to wmówić. Kreatywność rodzi się wraz z 
ludzkością,  a  będąc  człowiekiem  odczuwasz,  cierpisz  –  bywasz  chory, 
nerwowy itd. 

"Talent  rodzi  się  w  spokoju",  jak  pisał  Goethe.  Jest  w  tym  racja.  Każdy 
odczuwa potrzebę samotności. Myślę, że ludzie nie wiedzą, że aktor także jej 
potrzebuje.  Każdy  ma  jakieś  sekrety,  a  kiedy  grasz  to  jakbyś  na  chwilę  je 
pokazała całemu światu.  

 

Chętnie rozerwaliby mnie na strzępy i wzięli sobie po kawałku. Zawsze chcą 
mieć  kawałek  dla  siebie.  Chce  pozostać  taka,  jaka  jestem.  Gdy  jest  się 
sławnym  każda  słabostka  jest  wyolbrzymiana.  Szefowie  wytwórni  nie 
powinni  zachowywać  się  jak  matka,  której  dziecko  wybiegło  na  ulice  przed 
nadjeżdżający samochód. Co robią z takim dzieckiem? Zamiast je przytulić, 
zaczynają je bić. Uważają, że mają prawo wszystko ci mówić. Jak śmiesz być 
chory,  przeziębić  się.  Oni  mogą  być  chorzy  i  zostać  w  domu,  ale  aktor  nie 
może mieć infekcji wirusowej. Widzisz, nikt się gorzej nie czuje, niż ten, kto 
jest chory. Życzyłabym sobie, aby oni musieli grać w komedii z temperaturą i 
infekcją wirusową. Nie jestem aktorką, która pojawia się w studiu z powodu 
dyscypliny.  To  nie  ma  nic  wspólnego  ze  sztuką.  Sama  chciałabym  być 
bardziej  zdyscyplinowana  w  swej  pracy.  Jestem  w  wytwórni  by  grać,  a  nie 
podlegać dyscyplinie wytwórni. W końcu to nie jest szkoła wojskowa. To ma 
być forma sztuki, a nie fabryka. 

background image

 

 

Wrażliwość,  która  pomaga  mi  grać  umożliwia  mi  również  reagowanie  w 
pewien określony sposób. Od aktora oczekuje się, że będzie wrażliwy. Isaac 
Stern  troszczy  się  o  swoje  skrzypce.  Co  by  się  stało,  gdyby  ktoś  na  nie 
skoczył? Nie wiem, czy zauważyłeś, że w Hollywood, gdzie zarobiono miliony 
wręcz  miliardy  dolarów  nie  ma  żadnego  pomnika  lub  muzeum,  bo  odciski 
stóp i rąk przed Grauman's Chinese nie traktuję w ten sposób, choć swego 
czasu  dla  mnie  było  to  czymś  wyjątkowym.  Nikt  niczego  po  sobie  nie 
zostawił,  a  ci,  którzy  dorobili  się na  tym  fortuny  uciekli  z  pieniędzmi.  I  nie 
mam  tu  na  myśli  pracowników.  Wiele  osób  ma  brzydkie  sekrety,  których 
nikomu  nie  ośmieliłyby  się  zdradzić.  Moim  problemem  jest  to,  że  się 
spóźniam.  Pewne  myślą  –  spóźnia  się,  bo  jest  arogancka,  a  ja  wcale  nie 
jestem  arogancka.  Wprost  przeciwnie.  Czuję,  że  nie  uczestniczę  w  tej  całej 
amerykańskiej gonitwie – trzeba iść tu, trzeba iść tam, bez żadnego powodu. 
Rzecz w tym, że, kiedy już jestem, jestem by grać, by dobrze zagrać, najlepiej 
jak potrafię. 

 

Wielu przychodzi na czas i nic nie robi, siedzą i gadają o życiu towarzyskim. 
Gable powiedział o mnie: „ Kiedy ona jest, jest całą sobą. Jest by pracować". 

Był  to  dla  mnie  zaszczyt,  kiedy  zaprosili  mnie  do  Medison  Square  Garden. 
Nagle  nastąpiła  cisza,  kiedy  miałam  zaśpiewać  Happy  Birthday.  Gdybym 
wtedy nosiła halkę, pomyślałabym, że ta cisza jest spowodowana faktem, iż 
ta  halka  wystawała.  I  wtedy  sobie  pomyślałam,  co  będzie  jak  nie  wydam  z 
siebie  żadnego  dźwięku.  Tego  rodzaju  cisza  działa  na  mnie  kojąco.  To  tak 
jakby,  ktoś  mnie  objął.  Potem  pomyślałam,  że  zaśpiewam  to,  nawet,  jeśli 
będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu. Pamiętam, ze zwróciłam się w 
stronę  mikrofonu  spojrzałam  w  górę  i  za  siebie.  Potem  było  coś  w  rodzaju 
przyjęcia.  Byłam  ze  swoim  ex-  teściem,  Isadorem  Millerem.  Uważam,  iż 

background image

popełniłam  błąd,  kiedy  spotkałam  Pana  Prezydenta.  Zamiast  powiedzieć: 
"Miło mi Pana spotkać", powiedziałam: "To jest mój były teść, Isadore Miller". 
Był  on  imigrantem,  więc  pomyślałam,  że  dla  niego  będzie  to  jedna  z 
największych rzeczy w życiu – ma około 75 lub 80 lat. Pomyślałam, że o tym 
zdarzeniu  będzie  mówił  swoim  wnukom.  Powinnam  była  powiedzieć:  "Miło 
mi  Pana  spotkać,  Panie  Prezydencie",  ale  to  było  po  tym,  jak  już 
zaśpiewałam więc myślę, że nikt tego nie zauważył. 

 

 

Sława jest swego rodzaju obciążeniem i chciałabym to  tutaj podkreślić. Nie 
mam nic przeciwko byciu wspaniałą i sexy. A to, co się wiąże ze sławą, może 
być ciężarem. Tak jak ten mężczyzna, który miał mnie oprowadzić po domu 
a  jego  żona  kazała  mi  się  wynieść.  Prawdziwa  uroda  i  kobiecość  są 
nieprzemijające i nie można ich sztucznie stworzyć. Jestem świadoma, że to, 
co  teraz  powiedziałam  nie  spodoba  się  wielu.  Dziewczyna  jest  atrakcyjna 
tylko  wtedy,  gdy  jest  spontaniczna  i  naturalna.  Dla  wielu  to  zbyt  wiele. 
Dzięki Bogu wszyscy rodzimy się jako istoty seksualne, szkoda tylko, że tak 
wiele  osób  marnuje  ten  naturalny  dar.  Sztuka,  prawdziwa  sztuka  pochodzi 
właśnie z niego, podobnie jak wszystko inne. 

Nigdy  tak  naprawdę  nie  rozumiałam  pojęcia  symbol  seksu.  W  tym  cały 
problem  –  symbol  seksu  staje  się  rzeczą,  a  ja  po  prostu  nienawidzę  być 
przedmiotem.  Jeśli  jednak  mam  być  symbolem,  wolę  symbolizować  sex  niż 
parę  innych  rzeczy,  które  też  mają  swe  symbole.  Te  wszystkie  dziewczyny, 
które próbują mnie naśladować – sadzę, że to robota wytwórni filmowych, a 
może to ich własne pomysły. 

 

Wszyscy  moi  pasierbowie  wiedzą,  co  to  brzemię  sławy.  Czasami  czytają  o 
mnie straszne rzeczy. Martwiłam się, by to ich nie zabolało. Mówiłam im, by 
tego  przede  mną  nie  ukrywali.  Wołałam,  by  mnie  zapytali  otwarcie  a  ja 

background image

odpowiedziałabym  na  ich  pytania.  Nie  mieli  się  obawiać  czegokolwiek,  w 
końcu pochodzę z nizin społecznych. Chciałam więc, by wiedzieli też o życiu 
innym  niż  to,  które  wiodą.  Mówiłam  im  kiedyś  na  przykład,  iż  pracowałam 
za  5  centów  miesięcznie  zmywając  setkę  naczyń,  a  one  pytały:  "Setkę 
naczyń?", a ja odpowiadałam, że nie tylko to, ale do tego dochodziło jeszcze 
skrobanie i czyszczenie. Myłam je, płukałam i odstawiałam do suszarki, ale 
jak  mówiłam,  dziękuję  Bogu,  ze  nie  musiałam  ich  wycierać.  Dzieci  są  inne 
niż  dorośli.  Kiedy  dorastasz  stajesz  się  zgorzkniały,  to  znaczy  może  się  tak 
stać, ale dzieci akceptują cię taką, jaką jesteś. 

Sława  dla  mnie  jest  czymś  chwilowym,  szczęściem,  które  nie  trwa  długo, 
nawet  dla  sieroty,  a  wychowywana  byłam  jak  sierota.  Sławą  nie  da  się  żyć 
codziennie,  to  nie  daje  spełnienia,  owszem  podnosi  na  duchu,  ale  tylko 
chwilowo.  Sława  jest  jak  kawior.  Kawior  jest  smaczny,  ale  jeśli  jadasz  go 
codziennie czujesz przesyt. 

 

Nie  byłam  przyzwyczajona  do  bycia  szczęśliwą,  nie  brałam  tego  za  pewnik. 
Byłam  wychowywana  inaczej  niż  przeciętne  amerykańskie  dziecko. 
Przeciętne  amerykańskie  dziecko  jest  szczęśliwe,  właśnie  tak,  szczęśliwe. 
Jednak  dzięki  sławie  byłam  w  stanie  poznać  i  poślubić  dwóch  z 
najwspanialszych  mężczyzn,  jakich  w  tamtym  czasie  spotkałam.  Nie  sądzę, 
że ludzie zwrócą się przeciwko mnie, przynajmniej nie z własnej woli. Lubię 
ludzi, ale boję się publiczności. Sądzę, że kiedy ludzie idą do kina, sami są w 
stanie dokonać osądu. My, ludzie, jesteśmy dziwnymi stworzeniami i wciąż 
rościmy sobie prawo, by to do nas należało prawo do oceny. 

Kiedyś wydawało się, że będę skończona, że to będzie mój koniec. Kiedy Pan 
Miller był na procesie w związku ze zlekceważeniem Kongresu, pewna osoba 
z wytwórni na kierowniczym stanowisku powiedziała, że albo nakłonię go do 
ujawnienia  nazwisk  albo  moja  kariera  legnie  w  gruzach.  Odparłam,  że 
jestem dumna ze stanowiska, jakie zajął mój maż i całkowicie go popieram. 
Sąd też go poparł. A oni powiedzieli, że będę skończona, że nikt o mnie już 
nie usłyszy. 

Skończenie  z  tym  wszystkim  mogłoby  przynieść  jakąś  ulgę.  To  wszystko 
przypomina  bieg  z  wieloma  przeszkodami,  po  którym  wreszcie  jesteś  na 
mecie  i  oddychasz  z  ulgą  –  udało  się.  Jednakże  nic  nigdy  się  nie  udaje  i 
znowu  trzeba  zaczynać.  Uważam  jednak,  że  jest  się  na  tyle  dobrym,  na  ile 

background image

ma  się  własnego  potencjału.  Żyję  teraz  moją  pracą  i  paroma  związkami  z 
ludźmi,  na  których  naprawdę  można  polegać.  Sława  przeminie.  A  wiec 
żegnaj sławo. Już cię miałam. Jeśli przemijasz to dlatego, że jesteś ulotna. W 
najlepszym wypadku jesteś czymś, czego doświadczam, ale nie jesteś treścią 
mego życia.