background image

 

Colleen McCullough 

 

Panie z Missalonghi 

 

The Ladies of Missalonghi 

 

Przekład Małgorzata Żuk 

 
 
 

 

 

background image

 

Matce,  która  w  Górach  Błękitnych  zrealizowała 

marzenie swojego życia 

 

Autorka 

 
 

background image

 

 
 
– Czy możesz mi powiedzieć, Octavio, dlaczego nasz 

los  jakoś  nie  wydaje  się  zmieniać  na  lepsze?  –  spytała 
siostrę  Drusilla  Wright,  dodając  z  westchnieniem:  – 
Potrzebny nam nowy dach. 

Panna  Octavia  Hurlingford  wcisnęła  ręce  między 

uda, pokiwała smutno głową i odwzajemniła westchnienie 
siostry: – Kochanie, czy jesteś pewna? 

– O, przyszedł Denys. 
Odkąd  ich  siostrzeniec,  Denys  Hurlingford, 

prowadził  miejscowy  handel  towarami  żelaznymi  i 
okazało  się  to  niezwykle  korzystnym  przedsięwzięciem, 
jego zdanie w tego typu sprawach stało się wyrocznią. 

–  Ile  będzie  kosztował  nowy  dach?  Czy  sądzisz,  że 

trzeba  wymienić  cały?  Może  wystarczy  zmienić  tylko 
najgorsze części? 

– Obawiam się, że nie ma ani jednego kawałka, który 

warto byłoby zatrzymać – powiedział Denys. 

–  W  takim  razie  potrzebujemy  około  pięćdziesięciu 

funtów. 

Zapadła  ponura  cisza.  Każda  z  sióstr  łamała  sobie 

głowę,  skąd  zdobyć  pieniądze  potrzebne  na  reperację 
dachu. Siedziały jedna  przy drugiej na pokrytej końskim 
włosiem sofie  –  jedynej pozostałości  z lepszych czasów, 
których nikt już nie pamiętał. 

background image

Drusilla 

Wright 

mikroskopijną 

precyzją 

mereżkowała  skraj  płótna,  a  Octavia  Hurlingford  zajęta 
była  szydełkowaniem,  robótką,  która  odpowiadała  jej 
bardziej  niż  wybornie  wykonywana  przez  siostrę 
mereżka. 

–  Mogłybyśmy  wydać  te  pięćdziesiąt  funtów,  które 

ojciec ulokował dla mnie w banku, kiedy się urodziłam – 
zaoferowała Missy, trzecia z lokatorek domu, chcąc w ten 
sposób złagodzić wyrzuty sumienia, że nie zaoszczędziła 
grosza z pieniędzy za jajka i masło. 

Ona  także  pracowała.  Siedząc  na  niskim  stołeczku 

robiła  specjalnym  czółenkiem  frywolitki. 

[Frywolitki  –  bardzo 

delikatne  koronki  lub  serwetki  koronkowe,  wykonywane  specjalnym  czółenkiem, 
rzadziej szydełkiem.]

  Palce  Missy  splatały  pętle  płóciennej  nici 

z niezwykłą sprawnością. Znała swą pracę tak dobrze, że 
wydawało się, iż wykonuje ją niemal na ślepo i obojętnie. 

– Dziękuję ci, ale nie – odrzekła Drusilla Wright. 
I  tak  oto  zakończyła  się  jedyna  rozmowa,  która 

odbyła  się  podczas  dwugodzinnej  pracy  w  piątkowe 
popołudnie. 

Niedługo  potem  ścienny  zegar  zaczął  wybijać 

czwartą.  Podczas  gdy  ostatnie  wibracje  dźwięku  zegara 
unosiły  się  jeszcze  w powietrzu, trzy panie  przystąpiły z 
automatyzmem wynikającym z długiego przyzwyczajenia 
do odkładania swoich, rękodzieł. Drusilla mereżkowania, 
Octavia  szydełkowania,  a  Missy  koronek.  Każda  z  nich 
ułożyła  robótkę  w  identycznej,  popielatej,  flanelowej 
torbie, a potem każda z kolei torba została umieszczona w 

background image

starym mahoniowym kredensie stojącym poniżej okna. 

Codzienny tok zajęć nigdy niczym się nie różnił. 
O  czwartej  dwugodzinna  sesja  robótek  w  saloniku 

kończyła  się,  dając  początek  drugiej  dwugodzinnej  sesji, 
ale już zupełnie innego rodzaju. 

Drusilla  zasiadała  do  organów,  które  były  jej 

jedynym skarbem i dawały  wielką przyjemność, podczas 
gdy  Octavia  i  Missy  przechodziły  do  kuchni,  aby 
przygotować  wieczorny  posiłek  i  dokończyć  domowe 
prace. 

Gdy  stanęły  obok  siebie  w  drzwiach,  według 

hierarchii  domowej  ważności,  łatwo  było  zauważyć,  że 
Octavia  i  Drusilla  to  siostry.  Obie  były  niezmiernie 
wysokie  i  miały  pociągłe,  kościste  i  anemicznie  blade 
twarze.  Jednak 

gdy  Drusilla  zbudowana  była 

zdecydowanie  mocno  i  muskularnie,  Octavia  miała 
sylwetkę  wątłą  i  wyniszczoną  zadawnioną  chorobą 
kostną.  Missy  miała  ponad  pięć  i  pół  stopy  wysokości, 
dzieląc wzrost między ciocine pięć stóp i matczyne sześć 
stóp  wysokości.  Nic  więcej  wspólnego  z  obydwiema 
siostrami nie miała. Była ciemnowłosa, a one były jasne. 
Piersi  miała  tak  małe,  jak  ich  biusty  wydawały  się 
przesadne,  a  jej  delikatna  twarz  kontrastowała  z  ostrymi 
rysami ciotki i matki. 

Kuchnia  znajdowała  się  w  wielkim,  pustym 

pomieszczeniu  usytuowanym  na  tyłach  głównego  holu. 
Jej wymalowane na brązowo drewniane ściany pogłębiały 
i tak ponurą atmosferę wnętrza. 

background image

–  Missy,  zanim  wyjdziesz  przebrać  ziarno,  obierz 

ziemniaki  –  powiedziała  Octavia,  zawiązując  obszerny 
brązowy fartuch, który chronił jej sukienkę, tego samego 
koloru, przed niebezpieczeństwami zajęć kuchennych. 

Podczas  gdy  Missy  obierała  precyzyjnie  odliczone 

trzy  kartofle,  Octavia  przegarniała  węgielki  tlące  się  w 
palenisku  wewnątrz  czarnego  żelaznego  kręgu,  który 
zajmował całą długość frontu kuchennego komina. Zaraz 
potem dodała świeżego drzewa i ustawiła szyber tak, aby 
uzyskać  większy  cug,  a  następnie  wstawiła  olbrzymi 
żelazny czajnik. Następnie odwróciła się do spiżarki, żeby 
wyciągnąć artykuły na przyszły poranny posiłek. 

–  A  niechże  to!  –  wykrzyknęła  unosząc  brązową 

papierową  torbę,  z  której  dna  sypnęła  się  owsianka, 
pokrywając  podłogę  warstwą  przypominającą  napuszone 
płatki śniegu. – Spójrz na to, myszy! 

–  Nie  martw  się.  Zastawię  dziś  wieczorem  kilka 

pułapek 

– 

powiedziała 

Missy 

bez 

większego 

zainteresowania. Włożyła kartofle do małego garnuszka z 
wodą i dodała szczyptę soli. 

–  Pułapki  nie  załatwią  sprawy  naszego  jutrzejszego 

śniadania,  więc  spytaj  mamę,  czy  możesz  pobiec  do 
sklepu wuja Maxwella, aby dokupić owsianki. 

– Czy nie  mogłybyśmy się bez niej obejść?  – Missy 

nienawidziła owsianki. 

–  W  zimie?!  –  Octavia  zmierzyła  siostrzenicę 

wzrokiem pełnym obawy o stan jej umysłu. – Moja droga, 
dobra duża miska owsianki jest tania i wystarcza na cały 

background image

dzień. Teraz pospiesz się, na litość boską! 

Po  drugiej  stronie  kuchennych  drzwi  rozbrzmiewała 

ogłuszająca muzyka organowa. Drusilla była przerażająco 
złym  wykonawcą,  ale  nigdy  jej  tego  nie  powiedziano. 
Wręcz  przeciwnie,  utrzymywano,  że  robi  to  świetnie.  A 
że  ten  niesłychany  brak  talentu  wymagał  bezlitosnej 
zaprawy, Drusilla każdego popołudnia pomiędzy czwartą 
a  szóstą  z  uporem  ćwiczyła.  Następstwem  tego  było 
narzucanie  jej  muzycznego  beztalencia  głównemu, 
coniedzielnemu  zgromadzeniu  rodziny  Hurlingfordów  w 
byrońskim  kościele.  Szczęśliwie  żaden  z  Hurlingfordów 
nie miał słuchu muzycznego, toteż cała rodzina sądziła, że 
gra Drusilli wspomaga nabożeństwo. 

Missy  zakradła  się  do  saloniku  –  nie  do  tego,  gdzie 

pracowały  wcześniej,  ale  do  drugiego  –  przeznaczonego 
na ważne okazje. Tu stały organy. Drusilla zmagała się z 
Bachem  z  zapałem  rycerza  atakującego,  ze  szczękiem  i 
grzmotem, 

rywala 

na 

polu 

walki. 

Siedziała 

wyprostowana, z zamkniętymi oczami, pochyloną głową i 
wykrzywionymi ustami. 

–  Mamo...  –  był  to  najcichszy  szept  –  nieśmiały, 

cichy  szmer.  Jednak  to  wystarczyło.  Drusilla  otworzyła 
oczy i odwróciła głowę bardziej zrezygnowana niż zła.  – 
Przepraszam,  że  ci  przerywam,  ale  potrzebujemy  więcej 
owsianki.  Muszę  pobiec  do  miasta,  zanim  wuj  Maxwell 
zamknie sklep. Myszy dostały się do torby. 

Drusilla westchnęła: 
– Przynieś mi zatem sakiewkę. 

background image

Sakwa  została  przyniesiona,  a  z  zakamarków  jej 

sflaczałego wnętrza wyciągnięto sześciopensówkę. 

–  Owsianka  na  wagę.  Pamiętaj.  Przy  paczkowanych 

płatkach płacisz dużo więcej za fantazyjne pudełko. 

–  Nie,  mamo,  paczkowane  płatki  są  znacznie 

smaczniejsze i nie  trzeba ich  parzyć całą  noc!  – W sercu 
Missy zrodziła się nadzieja. 

– No cóż, jeśli ty i ciocia Octavia wolicie raczej jeść 

płatki  paczkowane,  to  ja  nie  będę  podkreślała  różnicy  w 
kosztach. 

Drusilla zawsze powtarzała sobie i swojej siostrze, że 

żyć będzie do tego dnia, kiedy jej nieśmiała córka okaże 
jakiś  znak  oporu.  Tymczasem  ta  skromna  zapowiedź 
niezależności  odbiła  się  tylko  od  nieugiętej  matki,  która 
nawet nie zdała sobie z tego sprawy. 

–  Nie  będziesz  podkreślała...?  –  spytała  urażona 

Missy. 

– Zdecydowanie  nie. Owsianka jest w zimie naszym 

podstawowym  pożywieniem  i  to  o  wiele  tańszym  niż 
węgiel na opał. 

Po chwili jej głos zabrzmiał bardziej przyjaźnie, jak u 

kobiety zrównoważonej. 

– Jaka temperatura? 
Missy spojrzała na termometr w holu: 
–  Czterdzieści  dwa  stopnie 

[Wysokość  temperatury  podawana 

jest w książce w skali Fahrenheita.] 

– zawołała. 

– W takim razie będziemy jadły w kuchni i spędzimy 

w  niej  cały  wieczór  –  krzyknęła  Drusilla,  rozpoczynając 

background image

od nowa pasowanie się z Bachem. 

 
Owinięta w brązowy płaszcz, brązowy wełniany szal 

i brązowy zrobiony na drutach beret, z sześciopensówką z 
maminej  sakiewki  wsuniętą  do  wnętrza  palca  brązowej 
rękawiczki,  Missy  opuściła  dom  i  pospieszyła  ścieżką 
wyłożoną  kształtną  cegłą  w  dół,  do  frontowej  bramy.  W 
małej torbie na zakupy miała książkę. Okazji, żeby dostać 
się  do  biblioteki,  miała  niewiele,  a  odległość  między 
wypożyczalnią  a  domem  była  duża.  I  jeśli  po  drodze 
wstąpi  tam,  to  nikt  nie  musi  się  od  razu  dowiedzieć,  że 
zrobiła coś więcej poza zakupem owsianki w sklepie wuja 
Maxwella. 

Być  może  dziś  wieczorem  czytelników  będzie 

obsługiwała  jej  ciotka  Livilla,  więc  dostanie  książkę 
jakiegoś innego rodzaju niż romans. Ale tak naprawdę dla 
Missy każda książka była lepsza niż jej zupełny brak. W 
poniedziałek  zastałaby  w  bibliotece  Unę  i  obowiązkowo 
otrzymałaby romans. 

Powietrze  przepełnione  było  delikatną,  szkocką 

mgiełką,  dygocącą  między  mgłą  a  deszczem  i 
powlekającą  kulistymi  kroplami  żywopłot  wyznaczający 
granice domu zwanego Missalonghi. Gdy znalazła się na 
Gordon  Road,  zaczęła  biec.  Zwolniła  dopiero  na  rogu, 
ponieważ  złapała  ją  przeraźliwa  kolka.  Zwolniła,  ale 
nadal  szła  szybko.  Odczuła  niewielką  ulgę.  Zaczęło  ją 
ogarniać  promieniste  szczęście,  które  pojawiało  się 
zawsze, kiedy ofiarowywano jej tę najrzadszą z wielkich 

background image

przyjemności,  jaką  było  oddalenie  się  od  granic 
Missalonghi.  Kolka  wreszcie  ustąpiła,  a  ona  zaczęła  po 
raz kolejny podziwiać znajome osobliwości miasta Byron, 
wyłaniające  się  z  mgły  w  późne  popołudnie  krótkiego 
zimowego dnia. 

Wszystkie  nazwy  w  mieście  Byron  wiązały  się 

nierozłącznie  z  wielkim  poetą.  Także  dom  matki  Missy 
nazywano  Missalonghi,  aby  uczcić  miejsce,  w  którym 
przedwcześnie  zmarł  Byron. 

[George  Gordon  Byron  zmarł  w  roku 

1824  w  Missolungi  (Grecja).] 

Ta  dziwaczna  miejska  terminologia 

była  dziełem  wielkiego  dziadka  Missy  –  sir  Williama 
Hurlingforda  Pierwszego,  który  założył  miasto  po 
przeczytaniu  „Childe  Harolda”,  doznawszy  olśnienia,  że 
odkrył wielkie dzieło literackie. Byron stało się jego pasją 
i odtąd zanudzał wszystkich, których znał, niestrudzonym 
opowiadaniem  o  rosnących  kosztach  rozwijającego  się 
miasta. 

Missalonghi  położona  była  przy  Gordon  Road, 

Gordon Road przechodziła w Noel Street, a Noel Street w 
Byron  Street  –  główną  ulicę  po  „ważniejszej”  stronie 
miasta. George Street wiła się przez kilka mil, zanurzając 
się  w  dolinę  Jamieson.  Był  tu  nawet  niewielki  zaułek, 
nazywany  Caroline  Lamb  Place,  położony  po  „gorszej” 
stronie  miasta,  przy  linii  kolejowej  (tak  samo  jak 
Missalonghi).  Mieszkało  tam  około  tuzina  hałaśliwych 
kobiet,  które  zajmowały  trzy  domy.  Tu  właśnie 
przybywało wielu gości płci męskiej z obozu położonego 
zaraz  obok  linii  kolejowej  oraz  z  olbrzymich  zakładów 

background image

przemysłowych,  które  szpeciły  południowe  krańce 
miasta. 

Powstanie  tego  miejsca  odkrywało  najbardziej 

kłopotliwą,  a  zarazem  interesującą  stronę  intrygującego 
charakteru  sir  Williama  Pierwszego,  zważywszy 
zwłaszcza  na  fakt,  że  na  łożu  śmierci  nakazał,  aby  nie 
mieszano  się  w  naturalny  bieg  spraw  i  nie  zmieniano 
funkcji Caroline Lamb Place. I tak od tego czasu miejsce 
to  pozostawało  wyraźnie  nieczyste,  co  niekoniecznie 
musiało być spowodowane rosnącymi tam kasztanami. 

Rzeczywiście, sir William Pierwszy z pasją czynił to, 

co  określał  „uporządkowanym  systemem  nazewnictwa”. 
Wszystkie  swoje  córki  obdarował  imionami  łacińskimi, 
ponieważ były one bardzo popularne w wyższych sferach 
społeczeństwa.  Jego  potomkowie  podtrzymali  ten 
zwyczaj,  więc  w  rodzinie  spotykało  się  same  Julie, 
Aurelie,  Antonie,  Augusty...  W  jednej  z  gałęzi  rodziny 
spróbowano ulepszyć ten zwyczaj i wraz z przyjściem na 
świat piątego syna, zaczęto nazywać chłopców imionami 
wywodzącymi  się  z  łacińskiej  numeracji.  W  ten  sposób 
drzewo  genealogiczne  rodziny  Hurlingfordów  wsławili: 
Quintus,  Sextus,  Septimus,  Octavius  i  Nonus.  Decimus 
zmarł przy narodzinach i nikogo to nie zdziwiło. 

–  Och,  jaka  piękna  –  Missy  zatrzymała  się, 

podziwiając  olbrzymią  pajęczynę  ozdobioną  delikatnymi 
czułkami  mgły,  przez  której  pulsującą  powłokę 
prześwitywała,  niezbyt  widoczna  z  oddali,  dolina  na 
skraju Gordon Road. 

background image

W  środku  pajęczyny  siedziała  ogromna,  błyszcząca 

pajęczyca,  którą  pokornie  eskortował  drobny  towarzysz. 
Missy  nie  czuła  ani  strachu,  ani  odrazy,  tylko  zazdrość. 
To  szczęśliwe  stworzonko  żyło  we  własnym  świecie  – 
czuło  się  bezpieczne  i  było  nieustraszone.  Pajęczyca  jak 
niezwykła  i  wyrafinowana  sufrażystka  panowała  i 
dominowała  nad  mężem. Mogła  go nawet zjeść, gdy już 
zapłodni  jej  jaja.  „Och,  szczęśliwa,  szczęśliwa 
pajęczyca”.  Zburzysz  jej  świat,  a  ona  spokojnie,  z 
wrodzonym  talentem  odbuduje  go  tak  cudownie,  tak 
nieziemsko,  że  jego  nietrwałość  staje  się  praktycznie 
pozorna. A gdy nowa pajęczyna jest skończona, ona może 
się  zająć  następną  serią  małżonków  –  nieustanna, 
cykliczna  biesiada.  Tymczasem  w  rządzącym  się  innymi 
prawami świecie ludzkim prym wiódł nowoczesny silny i 
niezależny  mężczyzna,  który  twardo  odrzucał  wszelkie 
krępujące go więzy i zapominał nawet o tym, że u swego 
zarania stanowił jedność z łonem matki. 

–  Czas!  –  Missy  zaczęła  znów  biec,  skręcając  w 

Byron  Street  i  kierując  się  do  sklepów  schodzących 
wzdłuż obu stron ulicy w dół, do centrum miasta. 

Byron  Street  ze  swoim  parkiem,  stacją  kolejową, 

murowaną  fasadą  hoteli  i  imponującymi  egipskimi 
łazienkami  stawała  się  coraz  wspanialszą  ulicą.  Tu 
znajdował  się  sklep  spożywczy  Maxwella  Hurlingforda, 
tu  prowadził  handel  towarami  żelaznymi  Denys 
Hurlingford.  Tu  miała  swój  salon  modystka  –  Aurelia 
Marshall,  z  domu  Hurlingford,  tu  była  kuźnia  i  pompa 

background image

paliwowa  Thomasa  Hurlingforda,  a  także:  piekarnia 
Waltera  Hurlingforda,  centrum  handlowe  z  ubraniami 
Herberta  Hurlingforda,  herbaciarnia  „Pod  Płaczącą 
Wierzbą” Julii Hurlingford, wypożyczalnia książek Livilli 
Hurlingford, rzeźnia Roberta Hurlingforda Witherspoona, 
sklep  cukierniczo-tytoniowy  Percivala  Hurlingforda  oraz 
kawiarnia  .  „Olympus”  i  bar  mleczny  Nikosa 
Theodoropoulosa. 

Stosownie  do  rangi  ulicy  nawierzchnia  Byron  Street 

została  uszczelniona  tarmakadamem, 

[Tarmakadam 

– 

nawierzchnia drogowa składająca się z  uwałowanych  na podłożu z piasku dwóch 
warstw  tłucznia  kamiennego  o  różnej  ziarnistości,  pokrytego  smołą.]

  a  jej 

skrzyżowanie  z  Noel  Street  i  Caroline  Lamb  Place 
zaopatrzono  w  ozdobne,  wytworne,  granitowe  końskie 
koryta  sprezentowane  jeszcze  przez  sir  Williama.  Przy 
korytach  oraz  wzdłuż  sklepów  ustawiono  odpowiednio 
umocowane  słupki  do  wiązania  koni.  Ulica  wysadzana 
była  starymi,  pięknymi  drzewami  gumowymi, 

[Drzewo 

gumowe  –  potężne  drzewo,  odmiana  figowca,  o  deskowatych  korzeniach  i 
skórzastych  lśniących  liściach.  Do  niedawna  uprawiane  jako  cenna  roślina 

kauczukowa.]

  które  usytuowano  tak,  aby  ich  zieleń  i  kwiaty 

sprawiały przyjemność i dawały ukojenie. 

W  centralnej  części  Byron  znajdowało  się  zaledwie 

kilka  prywatnych  domów.  Miasto  zapewniało  sobie 
środki  na  utrzymanie  dzięki  letnikom,  którzy  znajdowali 
tu  schronienie  przed  skwarami  i  wilgocią  przybrzeżnych 
dolin  oraz  dzięki  przybywającym  tu  corocznie 
kuracjuszom,  którzy  leczyli  reumatyzm,  bóle  stawów  i 
inne  podobne  dolegliwości  w  gorących  źródłach 

background image

mineralnych 

umiejscowionych 

na 

pokładach 

geologicznych  znajdujących  się  pod  Byron.  Dlatego  też 
wzdłuż  całej  Byron  Street  stało  mnóstwo  pensjonatów  i 
domów  gościnnych  prowadzonych  oczywiście  przede 
wszystkim  przez  Hurlingfordów.  Byronowskie  egipskie 
łazienki  zapewniały  komfort  tym,  którzy  niespecjalnie 
liczyli  się  z  pieniędzmi,  a  obszerny  i  prestiżowy  hotel 
Hurlingfordów  wyposażony  był  we  własne  łazienki 
przeznaczone tylko dla szczególnie ekskluzywnych gości. 
Dla tych, którym środków pieniężnych wystarczało tylko 
na  łóżko  i  śniadanie,  urządzono  w  jednym  z  tańszych 
pensjonatów, na rogu Noel Street, spartański basen. 

Sir  William  Drugi  wymyślił,  a  następnie  uruchomił 

niezwykle  intratny  interes,  wykorzystując  krystalicznie 
czystą  i  miłą  w  smaku byronowską  wodę  mineralną. Pół 
kwarty  tej  niezwykłej,  lekko  musującej  wody 
sprzedawano w artystycznie wysmukłej, szklanej butelce, 
zwanej  Butelką  Byrona.  Pod  tą  nazwą  stała  się  ona 
wkrótce  bardzo  znana  w  całej  Australii  i  na  wyspach 
południowego  Pacyfiku,  jako  niezwykle  delikatny  napój 
orzeźwiający. 

„O wodo, bądź przeklęta!” – powiedzieliby ci, którzy 

znalazłszy się we Francji, zechcieliby porównać tamtejszą 
wodę z byronowską. Dobra, stara Butelka Byrona była nie 
tylko  lepsza,  ale  także  dużo  tańsza,  a  za  pustą  zwracano 
jeszcze  parę  groszy.  Dlatego  też  wszyscy  rozsądni 
kupowali  akcje  miejscowej  huty  szkła,  której 
prowadzenie  nie  wymagało  dużych  nakładów,  dawało 

background image

natomiast spore zyski, rozwijając się w niezwykle dobrze 
prosperujący  biznes.  Dochody  uzyskiwane  z  produkcji 
Butelki  Byrona  zapewniły  wysoki  status  kolejnym 
potomkom  sir  Williama  Drugiego,  a  sir  William  Trzeci, 
wnuk  Pierwszego  i  syn  Drugiego  z  Williamów, 
przewodniczył już spółce Byron Bottle, czyniąc to z całą 
bezwzględnością 

chciwością 

właściwą 

swoim 

poprzednikom. 

Maxwell  Hurlingford,  pochodzący  w  prostej  linii  od 

Williama Pierwszego – a zatem człowiek bardzo majętny 
–  nie  musiał  prowadzić  sklepu  rolno-spożywczego. 
Jednakże  bystrość  umysłu  i  kupiecki  instynkt  rzadko 
zanikały w rodzinie Hurlingfordów. Postawę tę pogłębiał 
fakt,  że  życie  musiało  być  zgodne  z  kalwińskimi 
zasadami,  którymi  rządził  się  ród.  A  te  nakazywały,  aby 
człowiek, chcąc doznać łaski Pana, nieustannie zajmował 
się pracą. Sztywne trzymanie się tej reguły powinno było 
zrobić  z  Maxwella  Hurlingforda  świętego  już  za  życia. 
Niestety,  życie  lubi  płatać  figle,  toteż  Maxwell 
Hurlingford  stał  się  kombinacją  anioła  ulicy  i  diabła 
domu. 

Kiedy  Missy  weszła  do  sklepu,  usłyszała  ochrypły 

dźwięk  dzwonka.  Ten  rodzaj  brzmienia  wymyślił  wuj 
Maxwell, dając upust zarówno swej ascetycznej postawie 
życiowej, jak i ostrożności. Na dźwięk dzwonka Maxwell 
Hurlingford  ukazał  się  bezzwłocznie  sam  we  własnej 
osobie,  wyłaniając  się  z  dolnych  partii  zaplecza,  gdzie 
przechowywane  były  otręby,  plewy,  pszenica,  jęczmień, 

background image

mąka z otrębami i owies. Wszystko to składowane było w 
ułożonych w wysokie sterty konopnych workach. 

Maxwell 

Hurlingford 

zaspokajał 

nie 

tylko 

gastronomiczne  potrzeby  mieszkańców  miasta,  ale 
również  dostarczał  żywność  dla  ich  koni,  krów,  świń  i 
owiec. Jak zauważył jeden z miejscowych dowcipnisiów: 
„Jeśli  czyjeś  pole  nie  spełnia  swego  zadania,  to  z 
powodzeniem zastąpi je Maxwell Hurlingford”. 

Kiedy  wszedł,  jego  twarz  miała  normalny, 

skwaśniały  wyraz,  a  w  ręce  tkwiła  ogromna  sklepowa 
szufla z resztkami zboża. 

–  Spójrz!  –  burknął,  machając  szuflą  przed  oczami 

Missy.  Jego  zachowanie  przypominało  reakcję  ciotki 
Octavii  na  widok  torebek  z  owsianką  splądrowanych 
przez myszy. – Wszędzie wiórki zbożowe. 

– Ojej! Czy w workach z owsianką też? 
– Tak, i to dużo. 
–  To  w  takim  razie  poproszę  cię  wujku  o  pudełko 

płatków śniadaniowych. 

–  Dobrze,  że  chociaż  konie  nie  są  wybredne  – 

mruknął, rzucając szuflę na tył lady. 

Dzwonek znowu  wybuchnął  chrapliwym dźwiękiem, 

kiedy  do  sklepu  wszedł  jakiś  mężczyzna,  wpuszczając 
podmuch zimnego, ostrego powietrza. 

–  Cholera  jasna,  zimno  jak  w  psiarni  –  powiedział 

przybysz,  ciężko  chwytając  powietrze  i  rozcierając 
zziębnięte ręce. 

– Panie! Tutaj są damy! 

background image

–  O  prze...  –  nieznajomy  wstrzymał  się  z 

przeprosinami i odwracając się od lady, wyszczerzył zęby 
do  zdrętwiałej  Missy.  –  Damy?  Człowieku!  Ja  tu  widzę 
tylko połowę jednej. 

Ani Missy, ani wuj Maxwell nie byli pewni, czy była 

to złośliwa i obraźliwa aluzja do niskiego wzrostu Missy, 
czy też przybysz dawał do zrozumienia, że nie uważa jej 
za  damę.  Ale  zanim  wuj  Maxwell  ochłonął  na  tyle,  aby 
puścić  wodze  swemu  znanemu  z  ostrości  językowi, 
mężczyzna zaczął wyłuszczać listę swoich żądań: 

–  Poproszę  sześć  toreb  otrąb,  trochę  mąki,  trochę 

cukru,  pudełko  dwunastomilimetrowych  naboi,  płat 
bekonu,  sześć  puszek  proszku  do  pieczenia,  dziesięć 
funtów  masła  konserwowanego,  dziesięć  funtów 
rodzynek,  tuzin  puszek  syropu  złotego,  dziesięć  słoików 
dżemu 

śliwkowego 

dziesięciofuntową 

puszkę 

herbatników Arnott. 

– Jest za pięć piąta. Zamykam punktualnie o piątej. 
–  W  takim  razie  byłoby  lepiej,  gdyby  się  pan 

pospieszył – nieustępliwie odpowiedział nieznajomy. 

Paczkowane  płatki  leżały  na  ladzie.  Missy 

wyciągnęła  sześciopensówkę  z palca rękawiczki i podała 
ją  wujowi,  na  próżno  oczekując,  że  wyda  jej  jakieś 
drobne. Nie miała jednak dosyć odwagi, aby zapytać, czy 
taka  mała  ilość  płatków,  nawet  w  tak  fantazyjnym 
pudełku,  może  kosztować aż tak drogo. W końcu  wzięła 
płatki i wyszła, ukradkiem zerkając na nieznajomego. 

Przed  sklepem  stał  wóz  zaprzężony  w  dwa  konie 

background image

przywiązane  do  słupka.  Wóz  był  niewątpliwie  bardzo 
dobrej jakości, a  konie  lśniły i miały przyjemny  wygląd. 
Osprzęt wozu i koni wyglądał na nowy i prezentował się 
bogato. 

Była za cztery piąta. Gdyby choć trochę spóźniła się 

do  sklepu,  byłaby  teraz  być  może  w  lepszej  sytuacji. 
Mogłaby  wystąpić  w  obronie  nieznajomego,  tłumacząc 
wujowi,  że  tak  duże  zamówienie  przybysza  jest  formą 
przeprosin  za  zbyt  późne  przybycie  po  zakupy  i  w  ten 
sposób  zaistniałaby  nadzieja,  iż  w  zamian  zostałaby 
podwieziona do biblioteki wozem. 

Miasto Byron nie miało biblioteki publicznej. W tych 

czasach  publiczne  biblioteki  znajdowały  się  zaledwie  w 
kilku  większych  miastach  Australii.  Lukę  tę  wypełniała 
prywatna  wypożyczalnia  książek  Livilli  Hurlingford. 
Livilla  była  wdową  i  miała  syna,  którego  kosztowne 
potrzeby  powodowały,  iż  wiecznie  brakowało  jej 
pieniędzy. Sytuacja finansowa i nie zaspokojona potrzeba 
zyskania 

jak 

największego 

szacunku 

otoczenia 

spowodowały, 

że  otworzyła  dobrze  zaopatrzoną 

wypożyczalnię  książek.  Popularność  biblioteki  i 
uzyskiwany z jej prowadzenia dochód sprawiły, że Livilla 
zignorowała  obowiązujące  w  Byron  purytańskie 
zarządzenie,  nakazujące  zamykanie  sklepów  o  godzinie 
piątej  każdego  dnia.  Było  to  o  tyle  łatwiejsze,  że 
większość  jej  protektorów  wolała  wypożyczać  książki 
wieczorami. 

Dla Missy książki były pociechą i jedynym luksusem. 

background image

Praktycznie  całe  swoje  niewielkie  fundusze,  właściwie 
psie pieniądze, które uzyskiwała ze sprzedaży jaj i masła, 
przeznaczała  na  wypożyczanie  książek  z  biblioteki  cioci 
Livilli. Obie siostry, matka i ciotka, potępiały ten obyczaj 
usilnie  do chwili,  kiedy kilka lat wcześniej zwrócono im 
uwagę, że Missy ma w życiu prawo do czegoś więcej niż 
tylko owe pięćdziesiąt funtów, którymi obdarzył ją ojciec 
w dniu urodzin. Drusilla i Octavia były zbyt uczciwe, aby 
ignorować swoje obowiązki tylko dlatego, że Missy była 
rozrzutna.  Umożliwiły  jej  więc,  nieledwie  bez  skąpstwa, 
korzystanie  z  niewielkich  funduszy  uzyskiwanych  z 
własnej  pracy.  Nikt  zatem  nie  protestował,  gdy  Missy 
czytała książki. Sprzeciw, i to kategoryczny, pojawiał się 
wówczas,  gdy  Missy  wyrażała  chęć  pospacerowania 
wśród gąszczy okolicznej doliny. 

Zdaniem  Drusilli  i  Octavii  spacery  wśród  chaszczy 

stwarzały  dwuznaczną  sytuację,  której  następstwem  były 
morderstwa, gwałty i grabieże dokonywane na kobietach. 
Dlatego  spacery  były  zabronione  i  nie  usprawiedliwiały 
ich  żadne  okoliczności.  Drusilla  zatem  zarządziła,  aby 
kuzynka Livilla dostarczała  Missy tylko dobre i należyte 
książki:  żadnych  powieści,  żadnych  nieprzyzwoitych  i 
skandalizujących  biografii,  żadnej  literatury  mającej 
związek z mężczyznami. Ciotka Livilla przestrzegała tego 
dictum  bez  zastrzeżeń,  podzielając  poglądy  Drusilli  i 
Octavii  na  temat  tego,  co  niezamężne  panie  powinny 
czytać.  Ale  oto  od  miesiąca  Missy  chroniła  nieczystą 
tajemnicę.  Dostarczono  jej  w  bród  powieści-romansów. 

background image

Ciotka Livilla znalazła sobie asystentkę, która prowadziła 
bibliotekę  w  poniedziałki,  środy  i  soboty.  Dawało  to 
ciotce 

czterodniowy 

odpoczynek  od  męczącego 

naprzykrzania  się  miejscowych  czytelników,  którzy 
przeczytawszy  wszystkie  niemal  książki  z  biblioteki, 
przychodzili  tylko  po  to,  aby  pogrzebać  na  półkach. 
Oczywiście  nowa  asystentka  pochodziła  też  z 
Hurlingfordów,  ale  z  tych  dalszych,  wywodzących  się  z 
Sydney. 

Ludzie  rzadko  zauważali  nieśmiałą  i  niesłychanie 

powściągliwą  Missy  Wright,  ale  Una,  bo  tak  miała  na 
imię  nowa  asystentka,  szybko  dostrzegła,  że  ta 
dziewczyna  to doskonały materiał na dobrą przyjaciółkę. 
Tak że od razu, od samego początku swego urzędowania, 
Una  zajęła  się Missy  w zdumiewający  sposób. Wdawała 
się  z  nią  w  długie  rozmowy  i  w  ten  sposób  poznawała 
warunki,  w  jakich  Missy  żyła,  jej  upodobania,  nadzieje, 
kłopoty i marzenia. Potem opracowała bezpieczny system 
zaopatrywania  jej  w  zakazany  owoc  –  książki,  których 
dotychczas  nie  mogła  czytać,  i  robiła  to  tak,  by  nie 
zorientowała  się  ciotka  Livilla.  Zasypywała  Missy 
powieściami  wszystkich  rodzajów,  od  najbardziej 
awanturniczych po najbardziej romantyczne. 

Dzisiaj  wieczorem  powinna  być  na  dyżurze  ciotka, 

więc  pewnie  otrzyma  jakąś  nieciekawą  książkę.  Gdy 
wchodziła  w  oszklone  drzwi  biblioteki,  nie  miała  co  do 
tego jeszcze całkowitej pewności. Ale jej obawy zniknęły, 
ponieważ  w  ciepłym,  przepełnionym  wiśniowym 

background image

zapachem pomieszczeniu znajdowała się Una, a po ciotce 
nie było śladu. 

Niezwykłość  Uny,  jej  umiejętność  rozumienia 

wszystkiego  oraz  dobroć  spowodowały,  że  Missy 
przywiązała  się  do  niej.  Una  wyglądała  jak  zwykle 
nadzwyczajnie. Miała znakomitą figurę i wzrost właściwy 
prawdziwym  Hurlingfordom.  Jej  elegancki  sposób 
ubierania  się  przypominał  stroje  kuzynki  Alicji.  Ubrana 
była  zawsze  z  dobrym  smakiem,  gustownie,  według 
ostatniej  mody,  co  było  fascynujące.  Jak  wszyscy  w 
rodzinie,  miała  niezwykle  jasną  cerę,  jasne  oczy  i 
wyblakłe 

włosy  –  przekleństwo  żeńskiej  linii 

Hurlingfordów,  co  nie  dotyczyło  tylko  Alicji,  która  była 
zachwycająco  piękna,  a  Bóg  obdarował  ją  ciemnymi 
brwiami  i  smagłą  cerą,  oraz  Missy,  która  była  zupełnie 
smagła. 

Natomiast  w  Unie  najbardziej  intrygujący  był  jej 

niezwykły  styl.  Patrzyło  się  na  nią,  jak  na  wybornej 
jakości  kwiat  emanujący  delikatność  i  duchową 
wytworność.  Jej  owalne  długie  paznokcie  emitowały 
jakąś  niezwykłą  treść,  a  sploty  włosów,  ułożone  wokół 
głowy  i  zwieńczone  kokardą,  były  tak  jasne,  że  prawie 
białe.  Powietrze  wokoło  niej pulsowało  to  zanikającą,  to 
znów  pojawiającą  się  jasnością.  Był  to  fascynujący 
widok. 

To,  co  widziała  Missy,  patrząc  na  Unę,  zagrażało 

całemu  jej  dotychczasowemu  życiu  i  zmieniało  je  –  nie 
mogła  liczyć  na  zrozumienie  u  Hurlingfordów.  Sama 

background image

zresztą też nie była przygotowana na to, że kiedykolwiek 
zetknie  się  ze  zjawiskiem  tak  silnie  emanującej 
osobowości.  Tymczasem  w  ciągu  jednego  miesiąca 
spotkała się z tym dwukrotnie: z Uną i jej luminescencją 
oraz  z  rozedrganą  i  niemal  błękitną  chmurą  porywającej 
energii, która wręcz biła od nieznajomego ze sklepu wuja 
Maxwella. 

– Kochanie, mam dla ciebie powieść, która na pewno 

ci  się  spodoba  –  powiedziała  Una  na  widok  Missy.  – 
Opowiada  ona  o  młodej  damie,  którą  bieda  zmusza  do 
pójścia  na  służbę  do  pałacu  wielkiego  księcia,  gdzie 
zostaje  guwernantką.  Poznaje  swojego  pana  i  zakochuje 
się  w  nim,  co  powoduje  kłopoty.  Wtedy  on  postanawia 
pozbyć  się  jej  ze  względu  na  żonę,  do  której  należą 
wszystkie  pieniądze.  Wywozi  ją  do  Indii,  gdzie  ich 
dziecko  zaraz  po  porodzie  umiera  na  cholerę.  Po  tych 
smutnych 

wydarzeniach 

pewnego 

dnia 

spotyka 

przystojnego  maharadżę,  który  zakochuje  się  w  niej  od 
pierwszego  wejrzenia.  Podziwia  jej  białą,  bladą  cerę, 
kasztanowe włosy i zielone oczy, bo stanowi to całkowite 
przeciwieństwo ciemnych żon i konkubin, których ma aż 
dwanaście.  Maharadża  porywa  ją,  chcąc  uczynić  swą 
zabawką, ale wtedy odkrywa, że żywi wobec niej wielkie 
uczucie.  Proponuje  jej  małżeństwo  i  pozbywa  się 
wszystkich innych kobiet, uważając, że jest klejnotem tak 
wielkiej  rzadkości,  iż  nie  powinna  mieć  rywalek.  I  tak 
dama staje się żoną maharadży, zyskując potężną władzę i 
moc. Wówczas przybywa książę z pułkiem huzarów, aby 

background image

zdławić  powstanie  w  rejonach  podgórskich.  Odnosi 
zwycięstwo, ale zostaje ciężko ranny. Dama zabiera go do 
swego  alabastrowego  pałacu,  gdzie  książę  umiera  w  jej 
ramionach, a ona wybacza mu, że ją tak okrutnie zranił i o 
wszystkim  zapomina.  Wtedy  maharadża  uzmysławia 
sobie,  że  jej  miłość  do  niego  jest  większa  od  tej,  którą 
niegdyś darzyła księcia. Czyż nie wspaniała historia? 

Po  wysłuchaniu  opowieści  o  „mrocznej  miłości”, 

Missy  przyjęła  książkę  od  razu  i  włożyła  do  torby  na 
zakupy, szukając przy okazji swej małej sakiewki. Ale jej 
tam nie znalazła. 

– Obawiam się, Uno, że zostawiłam portfel w domu – 

powiedziała Missy z takim upokorzeniem w głosie, jakie 
znamionuje  ludzi  co  prawda  biednych,  ale  niezwykle 
dumnych. – Kochanie, byłam pewna, że wkładałam ją do 
torby.  Cóż,  weź  książkę  z  powrotem.  Wrócę  po  nią  w 
poniedziałek. 

–  Boże,  Missy,  to  że  zapomniałaś  pieniędzy,  to 

jeszcze nie koniec świata. Weź książkę teraz, bo ktoś inny 
ją  wypożyczy  i  będzie  dobrze,  jeśli  zostanie  zwrócona 
przed  upływem  kilku  miesięcy.  Zapłacisz  następnym 
razem. 

–  Dziękuję  –  odpowiedziała  Missy  z  bezradnym 

wyrazem 

twarzy, 

czując 

przytłaczający 

ciężar 

missalonghickiego  zakazu  dotyczącego  tego  rodzaju 
literatury.  Zwyciężyła  jednak  namiętność  do  książek.  Z 
niezdarnym  uśmiechem  zaczęła  wycofywać  się  z 
biblioteki tak szybko, jak mogła. 

background image

–  Nie  odchodź jeszcze,  kochanie  –  poprosiła  Una.  – 

Zostań i porozmawiaj ze mną choć trochę, proszę. 

– Przykro mi bardzo, ale nie mogę. 
–  Tylko  chwilę.  Do  siódmej  będzie  tu  spokojnie, 

ponieważ  wszyscy  w  tym  czasie  popijają  w  domu 
herbatkę. 

– Szczerze, Una, nie mogę – żałośnie odpowiedziała 

Missy. 

– Ależ możesz – uparcie powtarzała Una. 
Niezręcznie  było  odmawiać  komuś,  wobec  kogo 

miało się dług wdzięczności. Missy skapitulowała. 

– W takim razie dobrze, ale tylko na chwilkę. 
–  Chciałam  się  tylko  dowiedzieć,  czy  widziałaś  już 

Johna Smitha – powiedziała Una, dotykając błyszczącymi 
czubkami paznokci połyskującą we włosach kokardę, a jej 
bladoniebieskie oczy zaiskrzyły się. 

– Johna Smitha? A kto to taki? 
–  Pewien  jegomość,  który  w  zeszłym  tygodniu 

zakupił twoją dolinę. 

Dolina  Missy  nie  była  jej  własnością.  Po  prostu 

biegła wzdłuż drugiej strony Gordon Road, a ona zawsze 
myślała  o  niej  jako  o  swojej,  opowiadając  Unie  o 
wielkim,  przepełniającym  ją  pragnieniu  spacerów  wśród 
gąszczy doliny. Jej twarz posmutniała. 

– Co za wstyd. 
–  Ależ  to  może  okazać  się  całkiem  przyjemne,  jeśli 

tylko mnie poprosisz... Czas już, żeby ktoś nowy postawił 
nogę w Missalonghi... 

background image

–  No  cóż,  nigdy  nie  słyszałam  o  Johnie  Smisie  i 

jestem  pewna,  że  nigdy  go  nie  wisiałam  –  powiedziała 
Missy, odwracając się do wyjścia. 

– Skąd możesz wiedzieć, że nigdy go nie widziałaś? 

Zostań i wysłuchaj, jak wygląda. 

Przed  oczami  Missy  pojawiła  się  nagle  postać 

nieznajomego  ze  sklepu  wuja  Maxwella.  Zamknęła  je  i 
odpowiedziała bardziej stanowczo niż zwykle: 

–  Jest  bardzo  wysoki  i  dobrze  zbudowany.  Ma 

falujące,  kasztanowe  włosy  i  taki  sam  zarost,  z  dwoma 
jasnymi smugami. Ubiera się prosto i klnie jak szewc. Ma 
miłą twarz i jeszcze milsze oczy. 

–  Tak,  to  on!  –  krzyknęła  Una.  –  A  więc  widziałaś 

go, gdzie? Mów szybko. 

–  Kilka  minut  temu  pojawił  się  w  sklepie  wuja 

Maxwella i zakupił ogromną ilość artykułów. 

– Naprawdę? To znaczy, że sprowadza się do doliny. 

– Una  uśmiechnęła  się do Missy:  – Myślę, że spodobało 
ci  się  to,  co  dostrzegłaś.  Nieprawdaż,  malutka  Missy,  ty 
figlarko? 

– Rzeczywiście – Missy zawstydziła się. 
–  To  tak,  jak  mnie,  gdy  go  pierwszy  raz  ujrzałam  – 

powiedziała Una, zakładając rękę na rękę. 

– Kiedy to było? 
– Wiek temu. Tak naprawdę to upłynęło już kilka lat. 

To było w Sydney. 

– Znasz go? 
– Tak, bardzo dobrze – westchnęła Una. 

background image

Czas  spędzony  ostatnio  nad  romantycznymi 

powieściami  do  tego  stopnia  rozwinął  emocjonalną 
edukację Missy, że spytała: 

– Kochasz go? 
– O nie! – Una roześmiała się. – Jedyną rzeczą, której 

możesz  być  zupełnie  pewna,  jest  to,  że  nigdy  go  nie 
kochałam. 

–  Pochodzi  więc  z  Sydney?  –  zapytała  uspokojona 

Missy. 

– Między innymi... 
– Był waszym przyjacielem? 
– O nie. Był przyjacielem mojego męża. 
To była dla Missy w istocie nowość. 
–  Wybacz  mi,  Uno.  Nie  miałam  pojęcia,  że  jesteś 

wdową. 

Una znów wybuchnęła śmiechem: 
–  Nie  jestem  wdową,  kochanie.  Święci  ochraniają 

mnie  przed  noszeniem  czarnych  rzeczy.  Wallace,  mój 
mąż,  jest  cały  czas  pośród  żywych.  Sytuację  w  moim 
małżeństwie  najprościej  można  przedstawić  tak:  mąż  po 
prostu rozwiódł się ze mną. 

W  całym  swym  życiu  Missy  ani  razu  nie  spotkała 

rozwódki.  Hurlingfordowie  nigdy  nie  rozstawali  się  po 
ślubie,  chyba  że  robili  to  dopiero  w  niebie,  piekle  lub 
czyśćcu. 

– To chyba było dla ciebie bardzo trudne  – odrzekła 

Missy  cichutko  bez  nuty  sztucznego  oburzenia,  zgodnie 
ze swoim usposobieniem. 

background image

–  Kochanie, tylko ja  wiem, jak bardzo było i jest to 

trudne  –  światło  wokół  Uny  gdzieś  znikło.  –  To  było 
małżeństwo  z  rozsądku.  Jemu,  a  raczej  jego  ojcu, 
odpowiadało  moje  pochodzenie  społeczne,  a  mnie  jego 
domostwo i możliwości finansowe. 

– Nie kochałaś go? 
–  Cały  kłopot  w  tym,  i  to  jest  największe  moje 

zmartwienie, że nigdy nie kochałam nikogo tak, jak siebie 
samej.  –  Światło  wokół  Uny  znów  się  pojawiło,  powoli 
odzyskując  swą  normalną  intensywność  i  wewnętrzny 
blask.  –  Wallace  był  znakomicie  wykształcony  i  dobrze 
się  prezentował.  Ale  jego  ojciec...  O  Boże!  Jego  ojciec 
był  okropnym,  malutkim  człowieczkiem,  od  którego 
zawsze pachniało tanią pomadą i jeszcze tańszą tabaką, a 
do  tego  nie  miał  pojęcia  o  podstawowych  zasadach 
dobrego  wychowania.  Za  to  z  nieprzepartą  ambicją 
walczył  o  umieszczenie  syna  na  szczycie  drabiny 
społecznej. Toteż  większość  czasu i pieniędzy poświęcał 
na  coś, co by  można  było nazwać  „przetwarzaniem syna 
w  szczególny  rodzaj  człowieka”.  Natomiast  prawda  była 
taka,  że  jego  syn  lubił  proste  życie  i  nie  pragnął 
wspinaczki  na  szczyty.  Próbował  jednak  sprostać 
zadaniom  stawianym  przez  ojca,  ponieważ  całkiem 
beznadziejnie 

kochał 

tego 

starego 

okropnego 

człowieczka. 

– I co się stało? – spytała Missy. 
–  Ojciec  Wallace’a  zmarł  niedługo  po  tym,  jak 

rozpadło  się  nasze  małżeństwo,  Wielu  ludzi,  nie 

background image

wyłączając Wallace’a, sądziło, że powodem było złamane 
serce. Spowodowało to, że Wallace znienawidził mnie jak 
żaden  mężczyzna  i  tę  nienawiść  przeniósł  na  wszystkie 
kobiety. 

–  Nie  mogę  w  to  uwierzyć  –  lojalnie  powiedziała 

Missy. 

–  Nie  wątpię,  że  rzeczywiście  nie  możesz.  Ale  to 

prawda,  szczera  prawda.  Po wielu  latach,  które  upłynęły 
od tego wydarzenia, przyznałam się wreszcie sama przed 
sobą, że byłam chciwą, egoistyczną  suką, którą  powinno 
się utopić przy urodzeniu. 

– Och, Una, nie! 
– Kochanie, nie opłakuj mnie. Nie jestem tego warta. 

– Una powiedziała to stanowczo, a blask wokół niej znów 
pojaśniał.  –  Prawda  jest  prawdą,  to  wszystko.  I  oto 
jestem.  Wypływam  z  martwej  wody  na  ląd,  jak  Byron, 
odprawiając pokutę za swoje grzechy. 

– A twój mąż? 
– Ma się całkiem dobrze. Los w końcu dał mu szansę 

zrealizowania tego wszystkiego, czego zawsze pragnął. 

W  głowie  Missy  piętrzyły  się  setki  pytań:  o 

oczywistą  przemianę, która  dokonała  się  w sercu Uny, o 
nowe szanse dla niej i jej utraconego Wallace’a, i o Johna 
Smitha,  owego  tajemniczego  Johna  Smitha...  Jednak  ta 
krótka  chwila,  która  nastąpiła,  gdy  Una  skończyła 
opowieść, przypomniała jej, że ma mało czasu. Pożegnała 
się  i  szybko  czmychnęła,  obawiając  się,  że  Una  może  ją 
zatrzymać jeszcze dłużej. 

background image

Przez  pięć  mil  pędziła  jak  na  skrzydłach,  nie 

zważając na dokuczającą ciągle kolkę, aż bez tchu wpadła 
przez kuchenne drzwi do domu, gdzie na szczęście zastała 
życzliwą  atmosferę.  Matka  i  ciotka  z  całkowitym 
spokojem  przyjęły  opowieść  o  nowym  przybyszu  – 
Johnie  Smisie,  i  jego  ogromnym  zamówieniu,  co 
wydawało się Missy znakomitym usprawiedliwieniem jej 
dużego  spóźnienia.  Drusilla  wydoiła  krowę,  bo  kości 
Octavii  nie  wytrzymałyby  takiego  wysiłku,  groszek  był 
przebrany  i  gotował  się  na  wolnym  ogniu,  trzy  jagnięce 
podgardla  skwierczały  w  rondlu.  Panie  z  Missalonghi 
zasiadły na czas do swojego obiadu. 

Wreszcie nadeszła końcówka codziennej pracy, którą 

było  cerowanie  najbardziej  spranych  i  zniszczonych 
pończoch i bielizny. Umysł Missy wciąż zaprzątnięty był 
bolesnym  opowiadaniem  Uny  i  zagadką  osobowości 
Johna  Smitha,  toteż  nieuważnie  słuchała  wieczornej 
rozmowy 

Drusilli 

Octavii, 

które 

drobiazgowo 

analizowały  nowe  wieści,  przyniesione  przez  nią  ze 
sklepu 

wuja 

Maxwella. 

Po 

dyskusji 

na 

temat 

tajemniczego  nieznajomego  (Missy  nie  przekazała,  jakie 
wiadomości  zdobyła  na  temat  Johna  Smitha  od  Uny) 
przeszły  do  najbardziej  interesującego  aktualnie 
wydarzenia  –  coraz  wyraźniej  zarysowującego  się  w 
byrońskim kalendarzu towarzyskim – ślubu Alicji. 

– Trzeba będzie na tę okazję zużyć brązowy jedwab, 

Drusillo  –  powiedziała  Octavia,  mruganiem  oczu 
powstrzymując łzy niekłamanego żalu. 

background image

– Oraz mój brązowy gurt 

[Gurt – sztywna taśma przyszywana do 

spódnicy  w  pasie  lub  wszywana  do  pasków;  rodzaj  gorsecika.] 

  i  brązową 

bieliznę  Missy.  Dobry  Boże,  tak  jestem  zmęczona  tym 
wiecznym brązem – krzyknęła Drusilla. 

–  Ale  w  naszych  trudnych  warunkach  brąz  jest 

najpraktyczniejszym kolorem – niezbyt udanie pocieszyła 
ją Octavia. 

–  I  to  wszystko  tylko  na  jeden  raz  –  powiedziała 

wściekle Drusilla, wciskając igłę w szpulę nici i składając 
niewidzialnie zacerowaną podszewkę. Wszystko to robiła 
z pasją boleśniejszą niż zwykle. – Tak bardzo chciałabym 
być raczej głupia niż rozsądna. Jeszcze do tego jutro jest 
sobota,  więc  znowu  będę  musiała  wysłuchiwać  rozterek 
Aurelii  wciąż  niezdecydowanej,  czy  na  swoją  kreację 
wybrać  rubinowy  atłas  czy  szafirowy  aksamit.  Prosiła 
mnie  o  radę  już  setki  razy,  tak  że  mam  ochotę  ją  zabić, 
kiedy powraca do tego tematu. 

Missy  miała  własny  pokój  wyłożony  boazerią  w 

kolorze  brązowym,  tak  jak  pozostała  część  domu. 
Podłoga  pokryta  była  cętkowanym  brązowym  linoleum, 
łóżko  brązową  bawełnianą  kapą,  okno  też  miało  wystrój 
w brązie. Znajdował się tam także szkaradny sekretarzyk i 
jeszcze  szkaradniejsza  stara  szafa  na  ubrania.  Żadnego 
lustra,  krzesła  ani  dywanu.  Ale  na  ścianach  pokoju 
wisiały trzy obrazki. Jednym z nich był wyblakły, chociaż 
odnawiany, a pochodzący z czasów amerykańskiej wojny 
secesyjnej,  dagerotyp  przedstawiający  niewiarygodnie 
pomarszczonego,  sędziwego  sir  Williama  Pierwszego. 

background image

Drugi  obrazek,  haftowany,  efekt  wczesnych  wysiłków 
Missy  w  tej  dziedzinie,  był  zupełnie  nieźle  wykonany  i 
głosił,  że  „Diabeł  dokonuje  swojego  dzieła,  siedząc  z 
założonymi  rękami”.  Ostatni  z  obrazków  przedstawiał 
królową  Aleksandrę,  sztywną  i  poważną,  ale  bardzo 
piękną – tak przynajmniej bezkrytycznie uważała Missy. 

Pokój,  położony  po  południowozachodniej  stronie, 

przypominał w lecie palenisko. W zimie natomiast był jak 
lodownia  z  powodu  wiejących  od  tej  strony  silnych, 
mroźnych 

wiatrów. 

Nieumyślne 

okrucieństwo 

spowodowało,  że  Missy  zajmowała  właśnie  ten 
szczególny  pokój.  Po  prostu  była  najmłodsza  i 
wylosowała  najkrótszą  słomkę.  Trzeba  było  jednak 
przyznać, że tak naprawdę  żaden z  pokoi  w Missalonghi 
nie był komfortowy. 

Sina  z  zimna  zrzuciła  z  siebie  brązową  sukienkę, 

flanelową  halkę,  wełniane  pończochy  i  resztę  bielizny, 
starannie  składając  wszystko  przed  włożeniem  do 
szuflady. Sukienkę powiesiła na haczyku w szafie. Tylko 
jej  najlepsze  niedzielne  ubranie  wisiało  należycie, 
ponieważ  wieszaki  były  bardzo  kosztownym  artykułem. 
Zbiornik na wodę w Missalonghi mieścił zaledwie pięćset 
galonów,  co  powodowało,  że  woda  była  na  wagę  złota. 
Niemniej ciała myto codziennie  –  trzy panie. dzieliły się 
wodą do kąpieli – ale bielizna musiała wystarczyć na dwa 
dni. Koszula nocna Missy, uszyta z szarej flaneli, sięgała 
jej pod samą szyję i wlokła się po podłodze, gdyż należała 
do rzeczy odziedziczonych po Drusilli. 

background image

Ale  łóżko  było  cieplutkie.  Matka  już  wcześniej 

zapowiedziała, że gdy Missy  przekroczy okres pierwszej 
młodości,  to  znaczy  po  jej  trzydziestych  urodzinach, 
będzie  dostawała  do  łóżka  ciepłą  cegłę  podczas 
chłodnych  nocy.  I  kiedy  to  się  stało,  zostało  przyjęte  z 
radością,  ale  jednocześnie  Missy  pozbyła  się  nadziei, 
którą  długo  pielęgnowała,  że  pewnego  dnia  odkryje  dla 
siebie nowe życie poza granicami Missalonghi. 

Spać  chodziła  wcześnie,  ponieważ  praca  fizyczna 

była wyczerpująca, a życie emocjonalne ograniczone. Ale 
chwile,  które  mijały  między  ułożeniem  się  w  ciepłym 
łóżku  a  nadejściem  nieświadomości,  były  okresem 
całkowitej niezależności. Toteż Missy zawsze walczyła ze 
snem tak długo, jak tylko mogła. 

Leżała  zastanawiając  się,  jak  właściwie  naprawdę 

wygląda.  W  ich  domu  było  tylko  jedno  lustro  i 
znajdowało  się  w  łazience,  ale  zbyt  długie  wystawanie 
przed  nim  i  przypatrywanie  się  swemu  odbiciu  było 
czynem karygodnym. Tak że na wrażenie Missy o samej 
sobie  wpływało poczucie  winy, że być  może zajmuje  jej 
to zbyt wiele czasu. No cóż, i tak wiedziała, że jest dość 
wysoka  i  zanadto  szczupła.  Wiedziała,  że  ma  ciemne  i 
proste włosy, a oczy ciemnobrązowe. Jej nos był niezbyt 
piękny,  co  spowodował  niefortunny  upadek  w 
dzieciństwie.  Wiedziała,  że  lewy  kącik  ust  opada  jej  w 
dół, a prawy zwija się w trąbkę. Nie wiedziała jednak, jak 
to się dzieje, że gdy się uśmiecha, pojawia się w niej coś 
fascynującego,  a  gdy  przyjmuje  normalny,  poważny 

background image

wygląd, zaczyna przypominać pajaca z tragikomedii. 

Życie  nauczyło  ją  myśleć  o  sobie  jako  o  bardzo 

prostej osobie, ale z  drugiej strony coś nie  pozwalało jej 
uwierzyć  w  to  do  końca.  Tak  że  ostatecznie  nie 
przekonałoby  jej  żadne  logiczne  wyliczanie  dowodów. 
Dlatego też każda noc przynosiła zastanowienie: jaka ona 
właściwie jest i jak naprawdę wygląda? 

Myślała  o  tym,  że  chciałaby  mieć  kotka.  Wuj 

Percival, 

który 

prowadził 

sklep 

kolonialny: 

cukierniczo-tytoniowy, 

i  był  najmilszym  spośród 

Hurlingfordów, 

obdarzył 

ją 

żwawym, 

czarnym 

kociątkiem  na  jedenaste  urodziny.  Ale  matka  zabrała 
kotka  szybko  i  znalazła  mężczyznę,  który  go  utopił, 
wyjaśniając Missy niezaprzeczalną prawdę, że nie mogły 
sobie pozwolić na jeszcze jedną, nawet tak małą, gębę do 
żywienia.  Zrobiono  to  nie  bez  współczucia  dla  uczuć 
córki, jak i jej żalu, niemniej zrobiono to, bo musiało być 
zrobione. 

Missy  nie  protestowała.  Nie  płakała  nawet  w  łóżku. 

W  jakiś  sposób  kotek  nigdy  nie  stał  się  wystarczającą 
przyczyną  do  desperackiej  rozpaczy.  Ale  wciąż,  po  tylu 
długich  i  próżnych  latach,  pamiętała  dotyk  jego 
puszystego  futerka  i  wibrujące  mruczenie,  gdy  trzymała 
go na rękach. 

Marzyła, żeby zezwolono jej na spacery przez zarośla 

w dolinie naprzeciwko Missalonghi. Był to sen na jawie, 
przechodzący  cichutko  w  prawdziwe  sny,  których  nigdy 
nie można było przywołać. Ubrania, noszone przez nią w 

background image

tych snach, nigdy jej nie przeszkadzały nawet wtedy, gdy 
przemakały  podczas  forsowania  kaskad  strumieni  i 
brudziły się od muskania omszałych okrąglaków, i nigdy, 
przenigdy  nie  były  brązowe.  Skowronki  fruwały 
trzepocząc  wokół  jej  głowy,  motyle  migotały  pysznymi 
kolorami  wśród  baldachimów  olbrzymich  drzewiastych 
paproci,  poprzez  które  niebo  wyglądało  jak  atłas  pod 
koronkami. Wszędzie panował spokój, którego nie mąciła 
żadna inna ludzka dusza. 

Ostatnio  zaczęła  rozmyślać  o  śmierci,  która  coraz 

bardziej wydawała się jej zwieńczeniem pragnień. Śmierć 
była  wszędzie,  równie  często  nawiedzała  młodych,  jak  i 
starych.  Starzenie  się,  ataki  bólów,  krup,  błonica, 
nowotwory,  zapalenia  płuc,  zatrucia  krwi,  apopleksja, 
kłopoty  z  sercem...  Dlaczegóż  by  właśnie  ona  miała  być 
chroniona  przed  jej  zawsze  dosięgającą  ręką?  Śmierć  w 
ogóle  nie  była  zjawiskiem  mile  widzianym.  Ale  czy  dla 
tych, którzy raczej egzystowali, niż żyli? 

Przesuwające  się  tej  nocy  przed  oczami  Missy 

widoki,  przeplatające  się  wspomnienia  i  marzenia 
spowodowały,  że  nie  mogła  usnąć.  Mimo  straszliwego 
zmęczenia  spowodowanego  wyczerpującą  gonitwą  przez 
pięć  mil  do  domu,  Missy  wydawała  się  coraz  bardziej 
zbolała.  Te  ostatnie  kilka  chwil  przed  snem  poświęciła 
jeszcze  dzikiemu-obcemu,  zwanemu  Johnem  Smithem, 
który  kupił  jej  dolinę  –  przynajmniej  tak  mówiła  Una. 
Wierzyła,  że  Una  miała  rację  mówiąc  o  nim,  naprawdę 
zamierza zamieszkać  w dolinie. Już nie w jej, ale w jego 

background image

dolinie.  Przymknęła  delikatnie  powieki  i  wywołała  w 
wyobraźni  jego  wizerunek:  wysoki,  barczysty  i  silny 
mężczyzna, urocze, bujne ciemnokasztanowe włosy i dwa 
wstrząsającą  białe  pasma  na  zaroście  brody.  Z  powodu 
zmian, jakie na jego twarzy pozostawiła mroźna pogoda, 
nie  mogła  dokładnie  określić  wieku.  Ale  zgadywała,  że 
mógł  już  przekroczyć  czterdziestkę.  Jego  oczy  miały 
kolor 

jesiennych 

liści 

– 

krystalicznie 

czysty, 

brązowo-bursztynowy.  Cóż  za  sympatyczny  człowiek. 
Jeszcze  raz  wróciła  myślami  do  spaceru  pomiędzy 
zaroślami  doliny  –  on  był  z  nią,  przez  cały  czas,  aż  do 
snu. 

Ubóstwo,  które  rządziło  Missalonghi  z  tak  okrutną 

nieugiętością,  było  winą  sir  Williama  Pierwszego,  który 
spłodził  siedmiu  synów  i  dziewięć  córek,  z  których 
większość  miała  oczywiście  dalsze  potomstwo.  Sir 
William  rozdzielił  swe  doczesne  dobra  tylko  pomiędzy 
synów,  pozostawiając  córkom  wiano  w  postaci  domu 
położonego na pięciu akrach dobrej ziemi. Wydawało się, 
że  jest  to  idealne  rozwiązanie  zniechęcające  mężczyzn 
polujących na żonę z posagiem, a nadające dziewczętom 
status 

posiadaczek 

ziemskich 

zapewniające 

niezależność.  Ich  synowie  chętnie  kontynuowali  tę 
politykę  i  tak  samo  synowie  synów,  zwłaszcza  że  z 
biegiem czasu okazało się, iż  daje  to potomkom  męskim 
coraz  więcej  pieniędzy.  Przeszły  dziesięciolecia  i  domy 
dziewcząt przestały być intratnym artykułem handlowym, 
ponieważ  nie  były  tak  dobrze  budowane,  jak  późniejsze 

background image

domostwa, a „pięć akrów dobrej ziemi”  w miarę upływu 
czasu stawało się coraz bardziej „pięcioma akrami nie tak 
dobrej ziemi”. 

W  rezultacie,  w  dwie  generacje  potem,  okazało  się, 

że w rodzinie Hurlingfordów zarysował się ostry podział 
na kilka grup, według stopnia zamożności: niesamowicie 
bogatych mężczyzn, kobiety na tyle dobrze sytuowane, że 
mogły  stać  się  szczęśliwymi  małżonkami  oraz  grupę 
niewiast  wyposażonych  w  ziemię  i  dom,  które  były 
zmuszone  bądź  do  ich  sprzedaży  poniżej  prawdziwej 
wartości, bądź do ciągłego borykania się z biedą, tak jak 
Drusilla Hurlingford-Wright. 

Drusilla  wyszła  za  mąż  za  Eustace’a  Wrighta, 

dziedzica  wielkiej  sydneyowskiej  firmy  rachunkowej, 
posiadającego  duże  udziały  w  kilku  przemysłowych 
koncernach.  W  czasie  trwania  małżeństwa  nie 
podejrzewała,  że  gruźlica,  na  którą  zachorował  Eustace, 
stanie  się przyczyną  niepowodzeń. W niespełna dwa lata 
po  śmierci  Eustace’a  jego  ojciec,  który  go  przeżył, 
zdecydował,  że  majątek  jej  męża  przekaże  w  całości 
drugiemu synowi i że nie będzie odrywać jego części dla 
wdowy z takim spadkobiercą, jak chorowite dziecko płci 
żeńskiej. 

I  tak  dobrze  zapowiadające  się  małżeństwo 

zakończyło  się  pod  każdym  względem  ponuro.  Stary 
Wright  wziął  pod  uwagę  fakt,  że  Drusilla  miała  dom  i 
pięć  akrów  ziemi  oraz  pochodziła  z  bardzo  zamożnego 
rodu, który był zobowiązany opiekować się nią chociażby 

background image

przez  wzgląd na  okoliczności. Tylko że stary Wright  nie 
wziął pod uwagę obojętności klanu Hurlingfordów na to, 
że  jedna  z  jego  członkiń,  zresztą  tylko  kobieta,  jest 
samotna  i  bez  środków  do  życia.  I  tak  Drusilla  po 
kawałeczku sztukowała własny byt. 

Przygarnęła  niezamężną  siostrę,  Octavię,  która 

sprzedała  własną  posiadłość  i  ziemię  swemu  bratu 
Herbertowi,  aby  wesprzeć  Drusillę.  Sytuację  finansową 
kobiet  rozstrzygnęła  obowiązująca  w  rodzinnym  klanie 
zasada,  iż  niemożliwe  było  sprzedanie  czegokolwiek 
komuś  obcemu,  co  wszyscy  męscy  potomkowie 
Hurlingfordów znakomicie wykorzystywali. Skąpa suma, 
którą  Herbert  dał  Octavii  za  jej  własność,  została 
natychmiast  w  jej  imieniu  zainwestowana  przez  niego  w 
jakiś  podobno  intratny  interes.  Była  to,  niestety,  jedna  z 
tych inwestycji, które Herbert zwykł robić i za które czuł 
się  zawsze  osobiście  odpowiedzialny,  ale  dających  w 
rezultacie  absolutne  zero.  Kilka  nieśmiałych  upomnień 
Octavii 

spowodowało, 

że 

brat, 

na 

początku 

przemilczawszy  sprawę,  potraktował  ją  w  końcu  z 
gniewnym oburzeniem. 

Oczywiście  niemożliwe  było,  aby  jakakolwiek 

kobieta  z  rodziny  Hurlingfordów  przekazała  swoją 
własność w ręce kogoś obcego. Równie niemożliwe było, 
aby  mogła  zhańbić  klan  podejmując  pracę,  jeśli  ta  nie 
została  uprzednio  zaakceptowana  przez  najbliższą 
rodzinę.  Przeto  Drusilla,  Octavia  i  Missy  pozostały  w 
domu.  Zupełny  brak  kapitału  uniemożliwiał  im 

background image

prowadzenie  średniej  klasy  biznesu,  a  kompletny  brak 
użytecznych  talentów  powodował,  że  najbliższa  rodzina 
traktowała  je  jako  niezdolne  do  pracy  godnej 
Hurlingfordów. Jedyne marzenie, które żywiła Drusilla w 
związku z  Missy, że jej efektowne  małżeństwo  wyniesie 
panie z Missalonghi ponad ich ubóstwo, rozwiało się, nim 
Missy  skończyła  dziesięć  lat,  ponieważ  zawsze  była 
pospolita  i  niepociągająca.  A  od  czasu,  gdy  Missy 
skończyła  dwadzieścia  lat,  zarówno  matka,  jak  i  ciotka 
pogodziły  się  z  tą  okolicznością  i  już  ze  spokojem 
kroczyły  po  drodze  prowadzącej  do  szanowanych 
hurlingfordzkich 

mogił. 

Przy 

normalnym 

biegu 

wypadków Missy  mogłaby  w swoim czasie odziedziczyć 
po  matce  dom  i  pięć  akrów,  ale  według  zasad 
obowiązujących  w  klanie  było  to  nie  do  osiągnięcia, 
ponieważ pozostawała Hurlingfordem tylko po kądzieli. 

Jakoś jednak radziły sobie w życiu. Miały krowę rasy 

Jersey, która dawała znakomite kremowe  mleko i rodziła 
wspaniałe  cielęta.  Trzymały  ją  dlatego,  że  należała  do 
bydła  najwyższej  klasy.  Chowały  pół  tuzina  owiec,  trzy 
tuziny  drobiu  rasy  Rhode  Island  Red,  tuzin  dobranych 
kaczek  i  gęsi  oraz  dwie  przekarmione  białe  lochy,  które 
rodziły  prosięta  uzyskujące  najwyższą  klasę  jakości  w 
całym  dystrykcie.  Świnie  były  wypasane  na  pastwisku, 
nie  tłoczono  ich  w  zagrodzie,  a  karmiono  odpadkami  z 
herbaciarni  Julii,  ze  stołu  Missalonghi  i  z  ogrodu 
warzywnego.  Ogród  warzywny,  którym  zajmowała  się 
Missy,  dawał  produkty  niemalże  przez  cały  rok..  Miały 

background image

także  nowoczesny  sad  –  dziesięć  różnych  gatunków 
jabłoni, drzewo brzoskwiniowe i morelowe, wiśnie, śliwy 
oraz  cztery  grusze.  Drzewek  cytrusowych  nie  hodowały, 
ponieważ zimą w Byron było zbyt chłodno. 

Sprzedawały  owoce,  masło  i  jaja  wujowi 

Maxwellowi  za  cenę  dużo  niższą  od  tej,  którą  mogłyby 
uzyskać  gdzie  indziej,  ale  odstąpienie  produktów 
komukolwiek innemu było niedopuszczalne. Jedzenia  im 
nie brakowało. To brak pieniędzy powodował, że żyły w 
nędzy.  Ale  w  tych  warunkach  zarabianie  było  po  prostu 
niemożliwe,  bo  oszukiwali  ich  ci,  którzy  po 
sprawiedliwości powinni byli być rzecznikami. Dostęp do 
gotówki  oznaczał  lepsze  ubrania,  niezbędne  utensylia  i 
lekarstwa  oraz  nowy  dach.  Pieniądze  uzyskiwane  z 
wyprzedaży  produktów  z  gospodarstwa  nie  wystarczały, 
tak że żyły w wiecznej finansowej czujności. Missy była z 
całego  serca  kochana  przez  dwie  starsze  panie,  co 
okazywały w specyficzny i wyraźnie tylko jedyny sposób: 
pozwalały  jej  roztrwaniać  pieniądze  ze  sprzedaży  jajek  i 
masła na wypożyczanie książek. 

Wypełniając  swe  puste  dni.  panie  z  Missalonghi 

robiły dzianiny, frywolitki, szydełkowały lub szyły i były 
wdzięczne  za  podarowaną  włóczkę,  nici  i  płótno,  które 
magazynowały  w  wielkich  ilościach  w  jednym  ze 
skromniejszych  pokoi.  Podarunki  te,  które  otrzymywały 
na każde Boże Narodzenie i urodziny, były formą zapłaty 
za ich robótki i włożoną w nie pracę. 

I  tak  godziły  się  ulegle  na  sposób  życia  i  zasady 

background image

narzucane  im  przez  ludzi,  którzy  nie  mieli  pojęcia  o  ich 
wielkiej  samotności  i  cierpieniu  –  gorzkim  cierpieniu 
dystyngowanego  ubóstwa,  które  wymagało  wielkiej 
odwagi i wyjątkowego hartu ducha. Po prostu przyszły na 
świat  i  żyły  w  czasach  poprzedzających  rewolucję 
przemysłową  i  wielkie  wojny,  w  czasach,  kiedy  żądanie 
godziwej  opłaty  za  pracę  i  pociąg  do  komfortu  były 
zdradą  obowiązującej  konwencji  życia,  rodziny  i  pojęcia 
kobiecości. 

To  dystyngowane  ubóstwo  najbardziej  drażniło 

Drusillę Wright w każdą sobotę rano, gdy szła do Byron 
mijając  wspaniałe  rezydencje  Hurlingfordów  rozłożone 
na  stokach  pagórków  pomiędzy  miastem  a  doliną 
Jameson.  Szła  na  poranną  herbatkę  do  swojej  siostry 
Aurelii.  Gdy  z  mozołem  posuwała  się  naprzód, 
przypominała 

sobie 

chwile, 

kiedy 

obie 

były 

dziewczynami i przygotowywały się do małżeństwa, I to 
jak  rodzina,  wydajać  Drusillę  za  mąż,  chciała  ubić  jak 
najlepszy interes na rynku matrymonialnym. 

Odbywała  swą  wędrówkę  samotnie.  Octavia  była 

zbyt  schorowana,  żeby  odważyć  się  na  siedmiomilowy 
wyczerpujący  spacer,  a  kontrast  miedzy  Missy  a  córką 
Aurelii  –  Alicją,  był  zbyt  bolesny,  aby  móc  ścierpieć 
porównanie  miedzy  nimi,  toteż  Missy  jej  nigdy  nie 
towarzyszyła.  Utrzymywanie  konia  nie  wchodziło  w 
rachubę, ponieważ zbyt zniszczyłby skromne pastwiska, a 
pięć  akrów  missalonghickiej  ziemi  musiało  być  bardzo 
dobrze  zabezpieczone  przed  suszą  i  nadmierną 

background image

eksploatacją. Toteż gdy schorowane panie z  Missalonghi 
nie mogły chodzić, pozostawały w domu. 

Aurelia  także  wyszła  za  mąż  za  człowieka  spoza 

rodziny,  ale  obrót  spraw  w  jej  małżeństwie  okazał  się 
szczęśliwy.  Edmund  Marshall  miał  wyjątkowy  talent  do 
zarządzania, czego było brak każdemu Hurlingfordowi,  i 
pełnił funkcję generalnego zarządcy zakładów przemysłu 
butelkowego. 

Toteż 

Aurelia 

mieszkała 

dwudziestopokojowym, imitującym styl Tudorów, pałacu, 
otoczonym  czteroakrowym  parkiem.  Rosnące  tam 
prunusy,  rododendrony,  azalie  i  dekoracyjne  wiśnie 
przeobrażały  park  przy  końcu  sierpnia  na  okres  całego 
miesiąca w krainę z bajek. 

Aurelia  miała  służbę,  konie,  powozy,  a  nawet  auto. 

Jej synowie, Ted i Randolph, zostali posłani na naukę do 
zakładów  i  wszystko  wskazywało  na  to,  że  talent 
odziedziczyli  po  ojcu.  Ted  pracował  w  dziale 
księgowości, a Randolph jako inspektor. Aurelia miała też 
córkę – córkę, którą los wyposażył w to wszystko, czego 
córka Drusilli nie  miała. Dziewczyny łączyła tylko jedna 
cecha  –  obie  były  trzydziestotrzyletnimi  pannami.  Ale 
gdy  Missy  pozostawała  w  tym  stanie  z  konieczności  – 
nikt  bowiem  nigdy  nie  śnił  o  zaproponowaniu  jej 
małżeństwa,  Alicja  była  wciąż  samotna  z  powodów 
bardziej 

fascynujących 

porywających 

serce. 

Narzeczony, 

którego 

zaakceptowała, 

gdy 

miała 

dziewiętnaście  lat,  został  zaledwie  na  tydzień  przed 
ślubem  zabity  przez  doprowadzonego  do  skrajnej 

background image

wściekłości słonia. 

Alicja długo nie mogła dojść do siebie po tej bolesnej 

stracie.  Montgomery  Massey  był  jedynym  dzieckiem  i 
potomkiem sławnej rodziny plantatorów herbaty Ceylon – 
rodziny  bardzo,  ale  to  bardzo  bogatej.  Toteż  Alicja 
opłakiwała  narzeczonego  w  sposób  odpowiadający  jego 
statusowi  społecznemu.  Przez  cały  rok  nosiła  żałobę;  a 
potem, przez kolejne dwa lata, ubierała się tylko w stroje 
koloru  szarego  lub  bladoliliowego,  które  były 
odpowiednie dla tak zwanej małej żałoby. W końcu, gdy 
skończyła  dwadzieścia  dwa  lata,  uznała,  że  czas 
odosobnienia  już  minął  i  zaakcentowała  to  otwierając 
salon najnowszej mody. 

W  tym  samym  czasie  jej  ojciec  nabył  dodatkowo 

starą  pasmanterię  i  tak  centrum  handlowe  z  ubraniami 
Herberta  Hurlingforda  stawało  się  coraz  bardziej 
niepotrzebne,  ponieważ  okazało  się,  że  Alicja  ma  w  tej 
dziedzinie  niebywały  talent  i  że  wykorzystuje  go  w 
znakomity sposób. 

Konwencja  wymagała,  aby  salon  był  zarządzany  w 

imieniu  matki,  ale  nikt,  nie  wyłączając  tej  ostatniej,  nie 
miał  złudzeń  co  do  tego,  kto  naprawdę  prowadzi  ten 
znakomicie  prosperujący  interes.  Sklep  z  kapeluszami, 
nazwany  „Chez  Chapeau”,  miał  niezwykłe  powodzenie 
od  momentu  otwarcia  i  przyciągał  klientelę  nawet  z  tak 
odległych  miejsc,  jak  Sydney.  Konfekcja  sprzedawana 
przez Alicję począwszy od słomkowych kapeluszy, aż po 
tiule i jedwabie, była atrakcyjna, powabna i modna. 

background image

Alicja  zatrudniała  dwie  krewne,  które  nie  miały  ani 

ziemi,  ani  posagu  oraz  starą  pannę  –  ciotkę  Comelię, 
której  arystokratyczne  pochodzenie  dodawało  splendoru 
salonowi,  sama  zajmowała  się  głównie  inwestowaniem  i 
korzystnym lokowaniem profitów. 

W  sytuacji,  gdy  wszyscy  przywykli  do  myśli,  że 

Alicja  zamierza  opłakiwać  stratę  Montgomery’ego 
Masseya aż do śmierci, ona ogłosiła nagle swe zaręczyny 
z  Williamem  Hurlingfordem,  synem  i  spadkobiercą  sir 
Williama  Trzeciego.  W  chwili,  gdy  wiadomość  się 
rozeszła, 

jej 

nowy 

narzeczony 

miał 

zaledwie 

dziewiętnaście  lat.  Ślub  był  przewidziany  na  pierwszy 
dzień nadchodzącego właśnie października, 

[Kiedy rozpoczyna 

się  akcja  książki,  jest  miesiąc  przed  nastaniem  wiosny,  czyli  sierpień  (lipiec  i 
sierpień  to  miesiące  zimowe  w  Australii),  po  czym  przychodzi  wrzesień,  czyli 
początek  wiosny.  Akcja  powieści  kończy  się  przed  wypadającym  na  pierwszy 
dzień  października  ślubem  Alicji.  Stąd  też  wszystkie  dywagacje  autorki  na  temat 
zmian  zachodzących  w  przyrodzie  są  charakterystyczne  dla  przełomu  zimy  i 

wiosny  w  górskich  strefach  Australii.]

  kiedy  piękne  kwiaty  zdobią 

ogród  w  stylu  de  rigeur,  kończąc  długie  oczekiwanie 
narzeczonych na uzyskanie zezwolenia na tę uroczystość. 

To długie oczekiwanie spowodowała lady Billy, żona 

sir  Williama  Trzeciego,  która  próbowała  wychłostać 
Alicję końskim biczem, gdy usłyszała o zaręczynach. Sir 
William  Trzeci  natychmiast  nakazał,  aby  poczekać  z 
małżeństwem  do  czasu,  kiedy  pan  młody  skończy 
dwadzieścia dwa lata. 

Tak więc  nie  można powiedzieć, by Drusilla Wright 

z  nadmierną  radością  przemierzała  dobrze  niegdyś 

background image

przeszukany,  złotonośny,  żwirowy  piasek  Mon  Repos, 
aby  następnie  z  wrodzonym  wigorem  połączonym  z 
frustracją  i  zazdrością  poruszyć  kołatką  u  frontowych 
drzwi  domu  siostry.  Lokaj  poinformował  Drusillę 
wyniośle,  że  pani  Marshall  znajduje  się  w  małym 
saloniku  i  poprowadził  ją  tam  z  niewzruszoną  powagą. 
Wnętrze  Mon  Repos  było  równie  czarujące,  jak  jego 
fasady  i  ogrody:  drewniana  importowana  boazeria, 
jedwabne  i  aksamitne  tapety,  brokatowe  obicia,  ręcznie 
tkane  dywany,  meble  w  stylu  regencji  –  wszystko 
doskonale  rozmieszczone,  tak  aby  uwydatnić  wspaniałe 
proporcje i zalety pokoi. Tu nie było potrzeby malowania 
czegokolwiek  na  brązowo,  bo  ostrożność  i  oszczędność 
tym obiektem nie rządziły. 

Siostry ucałowały swe policzki i zrobiły to w niemal 

identyczny  sposób.  Wszystkie  one,  poczynając  od 
Octavii,  Julii  czy  Cornelii,  a  skończywszy  na  Auguście 
czy  Antonii,  miały  wspólną  cechę,  którą  można  by 
określić  jako  wyniosłą  lodowatość,  a  ich  uśmiechy  były 
takie  same.  I  mimo  że  żyły  w  bardzo  odmiennych 
warunkach, bardziej się lubiły niż cała reszta, tak że tylko 
nieprzejednana  duma  Drusilli  uniemożliwiała  Aurelii 
wspomaganie jej finansowo. 

Gdy  po  powitaniu  zasiadły  po  dwóch  stronach 

małego  inkrustowanego  stolika  na  pokrytych  aksamitem 
krzesłach  i  kiedy  wraz  z  porcelanową  tacą  na  stoliku 
pojawiła  się  herbata  i  dwa  tuziny  bajecznie  smacznych 
ciasteczek, przeszły do rozmowy o interesach. 

background image

–  Naprawdę,  Drusillo,  twoja  duma  nie  ma  sensu. 

Wiem,  jak  rozpaczliwie  potrzebujesz  pieniędzy.  Czy 
możesz podać mi choć jeden rozsądny powód, dla którego 
te  wszystkie  wspaniałe  ręcznie  wykonane  robótki 
gromadzisz  w  swoim  skromnym  pokoju,  zamiast 
przekazać  Alicji  na  wyprawę  ślubną.  Nie  możesz 
powiedzieć,  że  przechowujesz  je  dla  Missy  jako  jej 
wyprawę,  ponieważ  obydwie  dobrze  zdajemy  sobie 
sprawę,  że  Missy  sama  straciła  nadzieję  na  małżeństwo 
już  kilka  lat  temu.  Alicja  chce  kupić  tę  znakomicie 
ręcznie  wykonaną  bieliznę  i  ja  się  z  nią  zgadzam  – 
powiedziała pewnie Aurelia. 

–  Jestem  zaszczycona  –  odrzekła  ozięble  Drusilla  – 

ale  nie  mogę  ci  ich  sprzedać,  Aurelio.  Alicja  może  je 
otrzymać,  kiedy  tylko  zechce,  wyłącznie  jako  nasz 
prezent. 

–  Nonsens  –  sprzeciwiła  się  pani  rozległych  dóbr.  – 

Sto funtów i Alicja zabiera cały twój zbiór. 

–  Z  przyjemnością  przekażemy  jej  nasze  najlepsze 

rzeczy, ale tylko i wyłącznie jako prezent. 

–  Sto  funtów  albo  będzie  musiała  poświęcić  sporo 

czasu,  aby  kupić  wyprawę  u  Marka  Foya,  bo  ja  jej  nie 
pozwolę  wziąć  niczego z  twoich rzeczy za darmo, czyli, 
jak wolisz, jako prezent od ciebie. 

Drusilla  potrzebowała  nieco  czasu,  aby  przetrawić 

taki  argument.  Urażona  duma  toczyła  walkę  z  dziwnym 
poczuciem 

ulgi, 

którą 

przyniosło 

zdecydowane 

postawienie  sprawy  przez  Aurelię.  W  końcu  pokonała 

background image

dumę  i  zdecydowała  się  ustąpić.  Potem  wypiła  trzy 
filiżanki  aromatycznej,  znakomitej  herbaty  Lapsang 
Souchong  i  zjadła  niemal  wszystkie  różowobiałe, 
bajeczne  pyszne  ciasteczka.  Atmosfera  zakłopotania, 
wywołana poprzednią rozmową, która była konsekwencją 
ich  nieporównywalnej  sytuacji  życiowej,  minęła.  Mogły 
teraz  spokojnie  przystąpić  do  spraw  istotnych  z  punktu 
widzenia ich pokrewieństwa. 

–  Billy  mówi,  że  ten  człowiek  sam  z  siebie  robi 

więźnia – powiedziała Aurelia. 

–  Dobry  Boże,  ale  jak  Billy  mógł  dopuścić,  żeby  to 

się stało? 

–  Niestety,  nie  mógł  zrobić  nic,  aby  temu  zapobiec. 

Siostro,  sama  wiesz,  że  przekonanie,  iż  Hurlingfordowie 
są właścicielami całej ziemi między Leurą a Lawson, jest 
mistyfikacją. Jeżeli obcy przybysz  mógł kupić dolinę, co 
najwidoczniej  zrobił,  i  spłacić  dług  towarzystwu,  co  też 
najwidoczniej  zrobił,  to  Billy  ani  ktokolwiek  inny  nie 
może zrobić nic, aby go stąd przepędzić. 

– Kiedy to wszystko nastąpiło? 
–  Według  Billy’ego  w  zeszłym  tygodniu.  Dolina, 

oczywiście,  nigdy  nie  należała  do  Hurlingfordów.  Billy 
sądzi,  że  były  to  dominia  królewskie.  Jest  to  określenie, 
na  ogół  źle  rozumiane,  a  pochodzące  od  sir  Williama 
Pierwszego. Wydaje się, że nikt w rodzinie nie pomyślał 
wcześniej, aby zweryfikować ten  fakt.  A  teraz po prostu 
szkoda.  Przecież  nie  tylko  my  wiedziałyśmy,  że  ktoś  z 
Hurlingfordów mógł już dawno temu kupić tę dolinę. Ten 

background image

człowiek  nabył  ją  na  aukcji  w  Sydney  w  zeszłym 
tygodniu,  a  nas  nikt  nie  poinformował  o  tym,  że  została 
wystawiona  na  sprzedaż.  Cała  dolina,  wyobraź  sobie, 
niemal za bezcen. Czy to możliwe? Czy to do przyjęcia? 
Billy jest wściekły. 

– Jak to odkryłaś? – spytała Drusilla. 
–  Ten  typ  przyjechał  wczoraj  do  sklepu  wuja 

Maxwella,  na  chwilę  przed  zamknięciem.  Missy  zresztą 
też tam była. 

Twarz Drusilli pojaśniała: 
– A więc to ten? 
– Tak. 
–  Zgaduję,  że  to  Maxwell  odkrył  całą  sprawę.  On 

potrafi wyciągać informacje nawet od niemowy. 

–  Tak,  ale  ten  jegomość  wcale  nie  ociągał  się  z 

opowiadaniem na ten temat. Mówił dużo i zbyt szczerze, 
jak  na  gust  Maxwella.  Ale  znasz  go,  on  uważa,  że  tylko 
głupiec opowiada o swoich interesach. 

–  Wiesz,  najbardziej  jestem  ciekawa,  kogo  poza 

Hurlingfordami  mogło  zainteresować  kupno  tej  doliny. 
Dla  Hurlingfordów  posiadanie  doliny  jest  znaczące, 
ponieważ  znajduje  się  ona  w  Byron.  Ale  przecież  ten 
obcy przybysz nie może w niej nic uprawiać. Potrzeba co 
najmniej  dziesięciu  lat,  by  ją  na  tyle  oczyścić,  żeby 
przeszedł pług. Jest zbyt wilgotna, by utrzymać czystość. 
Nie  można  wyciąć  zarośli,  bo  zbyt  niebezpieczny  jest 
trakt. Więc dlaczego? 

– Według Maxwella, ten człowiek chce tam po prostu 

background image

zamieszkać i żyć samotnie wśród gąszczy, wsłuchując się 
w ciszę. W takim razie, musisz przyznać, że jest odrobinę 
ekscentryczny. 

–  Dlatego  właśnie  Billy  myśli,  że  on  stanie  się 

więźniem Byron, czy raczej więźniem doliny. 

–  Maxwell  zadzwonił  do  Billy’ego,  jak  tylko  ten 

jegomość załadował wóz towarami i odjechał. A Billy od 
razu zaczął zbierać wiadomości o nim. Wyobraź sobie, że 
ten człowiek nazywa się John Smith. – Aurelia parsknęła 
ironicznie.  –  A  teraz  ja  się  ciebie  pytam,  Drusillo,  czy 
ktokolwiek przybierałby nazwisko John Smith, gdyby nie 
chodziło  o  prawdziwie  brudną  i  uciążliwą  pracę  na  tych 
rozdrożach? 

–  To  może  być  jego  prawdziwe  nazwisko  – 

odpowiedziała uczciwie Drusilla. 

– Phi! O Johnach Smithach często się czyta, ale czy 

w rzeczywistości spotkałaś choć jednego? Billy sądzi, że 
ten  John  Smith  jest  tym  –  no...  –  jak  to  nazywają 
Amerykanie? 

– Nie mam pojęcia. 
– Cóż, w końcu to nie ma znaczenia, tu nie Ameryka, 

ale swoją drogą wszystko wskazuje na to, że to fałszywe 
nazwisko. Według Billy’ego ten człowiek nie ma żadnych 
akt. personalnych, sprawdzał to w różnych urzędach. A za 
dolinę zapłacił w złocie, ale to być może jest zmyślone. 

–  Może  jest  szczęśliwym  górnikiem  z  Sofala  lub 

Bendigo? 

–  Nie.  Wszystkie  złotodajne  pola  w  Australii  od  lat 

background image

znajdują się  w rękach spółek i nie  ma żadnych danych o 
pojedynczych  udziałowcach.  Tak  przynajmniej  mówi 
Billy. 

–  To  nadzwyczajne  –  powiedziała  Drusilla, 

bezwiednie  sięgając  po  przedostatnie  ciasteczko.  –  Czy 
Maxwell lub Billy mają coś jeszcze do dodania? 

–  No  cóż,  John  Smith  zakupił  bardzo  duże  ilości 

prowiantu i zapłacił w złocie. Nie nosi spodniej bielizny – 
z  wyjątkiem  dużego  pasa  na  pieniądze  pod  koszulą  nie 
miał nic. Szczęście, że Missy wcześniej wyszła. Maxwell 
przysięga,  że  ten  jegomość  podciągnąłby  swoją  koszulę 
mimo  jej  obecności.  Przeklinał  przy  Missy  i  powiedział 
coś  takiego,  co  mogło  oznaczać,  że  nie  uważa  jej  za 
damę. 

–  Wierzę  –  odrzekła  Drusilla  oschle,  biorąc  ostatnie 

ciastko z talerza. 

W tym momencie do pokoju weszła Alicja Marshall. 

Matka  rozpromieniła  się  z  dumą  na  jej  widok,  a  ciotka 
posłała krzywy uśmiech. „Dlaczego, och, dlaczego Missy 
nie mogła być taka jak Alicja?” 

Prawdziwie rozkoszna istota – Alicja Marshall – była 

bardzo  wysoka  i  pięknie  zbudowana.  Miała  zmysłową, 
utrzymaną  w ryzach linię, anielsko jasne oczy i  włosy, a 
także delikatną cerę, kształtne dłonie i stopy oraz smukłą 
szyję.  Ubrana  była,  jak  zwykle,  w  doskonałym  guście. 
Swą  jedwabną,  jasnoniebieską  suknię  (wyrafinowanie 
haftowaną,  ze  znakomicie  dobraną,  elegancką  krótszą 
spódnicą)  nosiła  z  niezrównanym  wdziękiem.  Ogrom  jej 

background image

złotawych  włosów  ozdabiał  kapelusz  przybrany  pękiem 
jasnoniebieskich 

jasnozielonych, 

tiulowych 

jedwabnych róż. I aż zakrawało na cud, że jej brwi i rzęsy 
były  wyraźnie  ciemne.  Naturalnie,  Alicja  nie  oznajmiała 
całemu światu, że przyciemniała brwi i rzęsy częściej niż 
czyniła to Una. 

–  Ciocia  Drusilla  byłaby  szczęśliwa,  mogąc 

zaopatrzyć  cię  w  bieliznę  wyprawową  –  triumfalnie 
obwieściła Aurelia. 

Alicja  zdjęła  kapelusz  i  ostrożnie  ściągała  długie, 

jasnoniebieskie  rękawiczki  z  koźlej  skóry.  Była  tak 
niezwykle  skoncentrowana  na  tych  wyjątkowo  ważnych 
czynnościach,  że  wręcz  niezdolna  do  odpowiedzi. 
Dopiero gdy odłożyła zdjęte z siebie rzeczy w bezpieczne 
miejsce i usiadła przy stoliku obok matki i ciotki, ożywiła 
się  i  włączyła  się  do  rozmowy  swym  zwodniczo 
matowym, melodyjnym głosem. 

–  Jesteś  bardzo  dobra,  ciociu.  To  miło,  że 

zdecydowałaś się na to. 

–  Odkąd  twoja  mama  powzięła  decyzję,  żeby  mi 

zapłacić,  dobroć  przestała  mieć  z  tym  cokolwiek 
wspólnego  –  odpowiedziała  ozięble  Drusilla.  –  Przyjedź 
do Missalonghi w przyszłą sobotę rano i wybierz sobie to, 
czego potrzebujesz najbardziej. Wypijemy razem herbatę. 

– Dziękuję, ciociu. 
–  Czy  polecić,  aby  podano  ci  świeżą  herbatę?  – 

spytała  nieco  bojaźliwie  Aurelia,  odczuwając  nadmiar 
respektu dla swojej zdolnej i niezwykle ambitnej córki. 

background image

–  Nie,  dziękuję  mamo.  Tak  naprawdę  to  wpadłam, 

żeby  się  dowiedzieć  czegoś  o  „cudzoziemcu  w  środku 
Byfon” – jak uparł się nazywać nowego przybysza Willie. 
Czy  masz  może  jakieś  nowe  informacje?  –  jej  urocze 
wargi zadrżały. 

I  tak  nowiny  na  temat  Johna  Smitha  zostały 

przedyskutowane po raz wtóry, po czym Drusilla  wstała, 
aby się pożegnać i odejść. 

–  Do  zobaczenia  w  przyszłą  sobotę  rano  w 

Missalonghi – przypomniała krewniaczkom i oddaliła się 
w towarzystwie szefa domowej służby. 

 
Przez  całą  drogę  do  domu  Drusilla  dokonywała  w 

myślach 

przeglądu 

bielizny 

przechowywanej 

kredensach  i  rezerwowym  pokoju,  która  tak  bardzo 
interesowała  Alicję  i  Aurelię.  Była  przerażona,  że  jej 
liczba i różnorodność mogą okazać się niewystarczające i 
nie warte stu funtów. Sto funtów! Co za gratka! 

Oczywiście  nie  wolno  im  tych  pieniędzy  wydać. 

Muszą  złożyć  je  w  banku,  aby  narastał  choć  niewielki 
procent.  Cała  suma  powinna  leżeć  w  banku,  dopóki  nie 
nastąpi  katastrofa.  Ale  jaka  katastrofa?  –  Drusilla  nie 
wiedziała.  Wszak  każdy  ślepy  zaułek  na  drodze  życia 
mógł  przynieść  nieszczęście:  chorobę,  śmierć,  remonty, 
niespodziewane  szkody,  nadzwyczajne  opłaty,  podatki. 
Część pieniędzy mogłyby przeznaczyć na remont dachu i 
nie  trzeba  by  było  sprzedawać  jałówki,  aby  tę  sumę 
uzyskać. W ten sposób w przyszłości będą  miały od niej 

background image

potomstwo i dobry zysk. Jałówka rasy Jersey była dla pań 
z Missalonghi warta dużo więcej niż pięćdziesiąt funtów. 
Ale  teraz  więcej  by  za  nią  nie  uzyskały.  Sprzyjał  im 
zwłaszcza  Percival  Hurlingford  wraz  ze  swą  życzliwą 
żoną,  pozwalając  nieodpłatnie  korzystać  ze  swego 
cennego  byka  rasy  Jersey.  On  też  zresztą  podarował  im 
pierwszą, niezwykłą krowę tej rasy. 

Tak.  Takie  rozwiązanie  sprawy  było  bardzo 

zadowalające! 

Może  Alicja,  znakomita  popularyzatorka  mody, 

zainteresuje  inne  młode  dziewczęta  z  rodziny 
Hurlingfordów  robótkami?  Może  inna  panna  młoda 
zamówi  u  pań  z  Missalonghi  swą  wyprawę  ślubną? 
Mogłoby  to  się  stać  w  przyszłości  specjalną  formą 
pewnego  rodzaju  transakcji  handlowej  –  wykonywania 
indywidualnych i szczególnie wytwornych zamówień. 

– A więc, droga Octavio – powiedziała Drusilla tego 

wieczoru  do  swojej  chorej  siostry,  kiedy  już  rozdzieliły 
prace domowe, a Missy pochłonięta była jakąś książką  – 
spędzimy  najbliższy  tydzień  na  dokładnym  przeglądaniu 
wszystkiego,  co  mamy,  aby  wybrać  to,  co  może 
zainteresować  Aurelię  i  Alicję.  Missy,  będziesz  musiała 
sama  poradzić  sobie  z  pracami  w  domu,  z  ogrodem  i 
zwierzętami,  a  ponieważ  najlepiej  dajesz  sobie  radę  z 
wypiekami,  przygotujesz  na  sobotę  słodkie  dania  do 
porannej  herbaty.  Przygotuj  piramidki  z  dżemem  i 
kremem,  biszkopty,  trochę  kruchych  ciasteczek  oraz 
upiecz  kwaśny  placek  z  owocami  i  goździkami.  – 

background image

Wydawszy  rozporządzenia  usatysfakcjonowana  Drusilla 
przeszła  do  najpikantniejszego  aktualnie  tematu,  którym 
było pojawienie się w Byron przybysza – Johna Smitha. 

Tym razem konwersacja obu pań zajęła uwagę Missy 

bardziej niż książka, chociaż przez cały czas udawała, że 
kontynuuje  czytanie.  Kiedy  położyła  się  spać,  połączyła 
informacje  zasłyszane  tego  wieczoru  z  tymi,  które 
uzyskała  wcześniej od Uny.  Dlaczego rodzina  uważa, że 
John  Smith  nie  nosi  swego  prawdziwego  nazwiska? 
Oczywiście  przyczyną  tych  wszystkich  podejrzeń  i 
nieufności  Hurlingfordów  był  fakt,  że  ktoś  spoza  nich 
ośmielił  się  nabyć  dolinę.  Cóż,  Johnie  Smisie, 
wszystkiego  dobrego!  Najwyższy  czas,  aby  ktoś 
wstrząsnął  Hurlingfordami.  Uśmiechając  się  zapadła  w 
sen. 

 
Wrzawa  przygotowań,  która  poprzedziła  wizytę  obu 

pań  Marshall,  okazała  się  zupełnie  niepotrzebna,  czego 
zresztą panie z Missalonghi były od początku świadome. 
Niemniej  nie  przejęły  się  zbytnio  zmianą  tempa  życia 
dom.  u,  co  było  czymś  absolutnie  nowym,  i  nosiło 
znamiona  wyraźnie  złych  rządów.  Jedynie  Missy 
przechodziła  bądź  straszliwą  mękę,  bądź  popadała  w 
szczerą  skruchę,  co  wynikało  z  absolutnego  braku  czasu 
na  czytanie  oraz  z  obawy,  że  Una  może  źle  przyjąć  jej 
zbyt  długie  niewywiązywanie  się  z  opłaty  za 
wypożyczoną w zeszły piątek książkę. 

Przygotowanie  przysmaków  zajęło  Missy  sporo 

background image

czasu i przysporzyło wiele udręki, którą pogłębił fakt, że 
przybyłe w końcu z wizytą panie wzbraniały się przed ich 
zjedzeniem.  Alicja,  jak  to  określiła,  „pilnowała  swojej 
figury”, i tak samo wymawiała się jej matka, która chciała 
„utrzymać  jak  najwyższą  klasę”  na  ślub  córki.  Niemniej 
słodycze się nie zmarnowały i nie posłużyły za karmę dla 
świń,  ponieważ  nieco  później  Drusilla  i  Octavia  spożyły 
je  ze  smakiem.  Obydwie  uwielbiały  łakocie,  ale  jadły  je 
bardzo rzadko z uwagi na dodatkowe koszty, jakie trzeba 
było na nie ponieść. 

Bielizna na wyprawę, którą pokazały Aurelii i Alicji, 

wprawiła je w zachwyt. Spędziły całą godzinę przyjemnie 
gawędząc  na  temat  wybranych  przez  siebie  rzeczy  i  na 
koniec  przekazały  nie  sto,  ale  dwieście  funtów  na  ręce 
Drusilli. 

–  Żadnych  sprzeciwów,  bardzo  cię  proszę  – 

powiedziała Aurelia. – To dla Alicji wspaniały interes. 

–  Myślę,  Octavio  –  powiedziała  Drusilla  później, 

kiedy goście odjechali swym wspaniałym samochodem z 
kierowcą – że teraz wszystkie możemy sobie pozwolić na 
nowe sukienki na ślub Alicji. Dla mnie z liliowej krepy ze 
stanikiem  wyszywanym  paciorkami  i  tak  samo  zdobioną 
spódnicą z zakładkami. Muszę tylko znaleźć odpowiednie 
paciorki.  Czy  pamiętasz  te,  które  nasza  droga  mama 
kupiła do swojej nowej popołudniowej sukni na jakiś czas 
przed śmiercią? Byłyby idealne. Myślę, że i ty mogłabyś 
sprawić sobie ten niebieski jedwab, który tak podziwiałaś 
w  sklepie  Herberta,  nieprawdaż?  Missy  zrobi  ci  kilka 

background image

koronkowych  wstawek  pod  szyję  i  przy  rękawach  – 
będzie to bardzo eleganckie! – Drusilla zmarszczyła czoło 
i  spojrzała  na  swoją  śniadą  córkę.  –  Ty,  Missy,  jesteś 
ciężkim  orzechem  do  zgryzienia.  Jesteś  zbyt  ciemna  i 
nieładnie  ci  w  bladych  kolorach,  więc  myślę,  że  to 
powinien być... 

– Och, pozwól, żeby to nie był brąz! – błagała Missy. 

–  Chcę  mieć  purpurową  sukienkę!  Koronkowa  sukienka 
w  kolorze  czerwieni,  która  przyciąga  wzrok  –  to  jest  to, 
czego pragnę. 

–  ...  brąz  –  zdecydowała  Drusilla  i  westchnęła:  – 

Rozumiem, że to musi być przykre, ale prawda jest taka, 
Missy,  iż  żaden  inny  kolor  nie  będzie  nawet  w  połowie 
tak  do  ciebie  pasował,  jak  brąz!  W  pastelach  wyglądasz 
na  chorą,  w  czerni  na  pełną  zawiści,  w  granacie  jakbyś 
stała  na  progu  śmierci,  a  w  tonacji  jesiennej  zamieniasz 
się w czerwonoskórego Indianina. 

Missy  nie  zareagowała  ani  słowem  na  tę  bezsporną 

logiczną  argumentację,  nie  wiedząc,  że  taka  reakcja 
zasmuca  Drusillę,  która  uznałaby  jakąkolwiek  sugestię, 
byleby  tylko  była  ona  do  przyjęcia.  Purpury  nie  mogła 
zaakceptować w żadnym wypadku. Był to po prostu kolor 
kokot  i  ulicznic,  tak  jak  brąz  był  kolorem  godnego 
szacunku  ubóstwa.  Jednak  tego  wieczoru  nic  nie  mogło 
na dłużej utrzymać Drusilli w stanie przygnębienia. 

–  Możemy  również  –  powiedziała  uradowana  – 

wszystkie  trzy  sprawić  sobie  nowe  botki.  Pięknie  się 
zaprezentujemy na tym ślubie. 

background image

– Pantofle... – wyrwało się Missy. 
Drusilla spojrzała nieprzytomnie. 
– Pantofle? 
–  Tylko  nie  botki,  mamo,  proszę!  Sprawmy  sobie 

pantofle,  ładne,  gustowne  pantofelki  na  obcasach  a  la 
Louis z kokardami na czubkach. 

Drusilla uznała to za możliwe i już chciała rozważyć 

tę  propozycję,  gdy  serdeczne  nawoływania  Missy 
przecięła  Octavia,  która  jako inwalidka  po  części  wiodła 
prym w domu zwanym Missalonghi. 

–  Mieszkając  przy  końcu  Gordon  Road?  –  Octavia 

parsknęła. – Czy ty masz po kolei w głowie, dziewczyno? 
Sądzisz,  że  pantofelki  długo  wytrzymają  kurz  i  błoto?! 
To,  co  musimy  mieć,  to  dobre,  mocne  botki  z  dobrymi 
sznurowadłami  i  mocnymi  cienkimi  obcasami.  Botki 
przetrwają! Pantofelki” nie są dla nas. 

I to był koniec rozmowy. 
 
Po  wizycie  Aurelii  i  Alicji  Marshall  życie  w 

Missalonghi  powoli  wracało  do  normy,  tak  że  w 
poniedziałek  Missy  otrzymała  pozwolenie  na  swój 
ulubiony  spacer  do  wypożyczalni  w  Byron.  Była  to 
absolutnie  ekscentryczna  przyjemność.  Szła  wyposażona 
w  dwie  wielkie  torby  na  zakupy,  niosąc  każdą  w  jednej 
ręce,  aby  zbalansować  ładunek  całotygodniowych 
sprawunków. 

Ból  w  boku,  który  się  zupełnie  wyciszył  podczas 

przebywania  w  domu,  powrócił  z  pełną  siłą.  Wydawało 

background image

się,  że  dokuczał  jej  głównie  podczas  spacerów  i  był 
naprawdę nieprzyjemny, bardzo nieprzyjemny. 

Dzisiaj  jej  własna  portmonetka  leżała  w  torbie  obok 

wyjątkowo  pełnej  portmonetki  jej  mamy,  gdyż  Missy 
została  upoważniona  do  zakupu  liliowej  krepy, 
niebieskiego jedwabiu i brązowego atłasu w odzieżowym 
imperium  Herberta  Hurlingforda.  Ze  wszystkich  sklepów 
w  Byron  Missy  najbardziej  nienawidziła  sklepu  wuja 
Herberta,  który  był  obsługiwany  przez  szykownych 
młodzieńców – synów i wnuków wuja. Gdy nabywało się 
gorset lub bieliznę, trzeba było znosić za sobą ich chichot 
i  pomimo  że  swą  pracę  wykonywali  sprawnie,  nieraz 
wprawiali  klientów  w  zakłopotanie  celnością  swoich 
dowcipów.  Ten  rodzaj  zachowania  wymierzony  był 
głównie  przeciwko  tym,  którzy  zbytnio  oszczędzali  przy 
zakupach,  czyli  głównie  byli  złośliwi  wobec  samotnych 
kobiet  z  rodziny  Hurlingfordów,  w  których  obronie  nie 
mógł  stanąć  żaden  mężczyzna.  Stare  panny  i  ubogie 
wdowy,  pochodzące  z  klanu,  były  dla  nich  nieustającym 
obiektem kpin. 

Gdy  Missy  stanęła  przy  ladzie,  obserwując  Jamesa 

Hurlingforda 

przenoszącego 

sztuki 

materiałów, 

zastanowiła  się,  co  też  by  zrobił,  gdyby  zamiast  o 
brązowy  atłas  poprosiła  o  purpurową  koronkę.  Ale 
imperium  ubraniowe  nie  zaopatrywało  klientów  w  takie 
materiały.  Jedynymi  czerwonościami,  jakie  można  było 
dostrzec,  były  tanie  i  wulgarne  sztuczne  jedwabie, 
trzymane dla mieszkanek Caroline Lamb Place. Tak więc 

background image

wraz z liliową krepą i niebieskim jedwabiem kupiła jedną 
długość  pięknego  atłasu  w  odcieniu  tabakowym. 
Uwielbiałaby  ten  materiał,  gdyby  był  w  innym  kolorze, 
ale  odcień  brązu  powodował,  że  traktowała  go  jak 
workową  jutę.  Wszystkie  sukienki,  jakie  kiedykolwiek 
miała, były brązowe. Był to, oczywiście, bardzo wygodny 
kolor. Nigdy nie widać było brudu, nigdy nie wychodził z 
mody,  nigdy  nie  płowiał,  nigdy  też  nie  wyglądał  tanio  i 
pospolicie. 

–  Nowe  sukienki  na  ślub?  –  spytał  James  z  nutą 

złośliwości w głosie. 

– Tak – odpowiedziała Missy, zastanawiając się, jak 

to  James  robi,  że  zawsze  czuje  się  przy  nim  nieswojo. 
Może  powodem  była  jego  przesadna,  zniewieściała 
ogłada? 

– Pozwól, że się zastanowię – mamrotał James. 
– A co powiesz, jeśli zabawię się w domysły? Krepa 

jest  dla  cioteczki  Drusie,  jedwab  dla  cioteczki  Octie,  a 
atłas...?  Brązowy  atłas  musi  być  dla  malutkiej, 
„brązowej” kuzyneczki Missy. 

Wyobraźnię  Missy  tak  bardzo  wypełniał  obraz 

nieosiągalnej  koronkowej  purpurowej  sukni,  że  na  tę 
kąśliwą  uwagę  oblała  się  rumieńcem,  a  w  oczach 
zawirowało  jej  od  ciemnej  czerwieni.  W  końcu, 
niespodziewanie dla samej siebie, warknęła w odpowiedzi 
jedyne obraźliwe słowa, które znała: 

– Och, pocałuj się w tyłek, Jamesie! 
James  stanął  jak  wryty.  Był  tak  zszokowany,  jak 

background image

gdyby  ożył  i  spróbował  go  ukąsić  stojący  nie  opodal 
drewniany  manekin.  Zmieszany,  z  niezwykłą  u  niego 
skwapliwością  odmierzył  i  odciął  dla  każdej  z  pań  z 
Missalonghi  jej  kawałek  materiału,  mimowolnie  dodając 
po  jardzie.  Najgorsze  było  to,  że  jako  szanujący  się 
sprzedawca,  nie  mógł  wyprosić  Missy  ze  sklepu  tak 
szybko, jak by tego chciał. Co więcej, nie mógł zwierzyć 
się z tego okropnego przeżycia żadnemu ze swych braci i 
siostrzeńców, ponieważ jak echo roznieśliby słowa Missy 
po sklepie i w rodzinie. 

Kiedy  Missy,  po  tak  nagłym  wyładowaniu 

dławiącego  ją  gniewu,  opuściła  sklep  i  udała  się  do 
położonej  obok  biblioteki,  na  jej  twarzy  wciąż  jeszcze 
malowała się złość i nieuważnie trzasnęła drzwiami. Una 
podniosła  przestraszony  wzrok,  a  potem  zaczęła  się 
śmiać. 

–  Kochanie,  wyglądasz  świetnie.  Czyżbyś  była 

rozgniewana? 

Missy  wzięła  parę  głębokich  oddechów,  żeby  się 

uspokoić. 

–  Och!  Zdenerwował  mnie  mój  kuzyn  James 

Hurlingford.  Powiedziałam  mu,  żeby  się  pocałował  w 
tyłek. 

–  Brawo!  Najwyższy  czas,  żeby  ktoś  mu  to 

powiedział  –  Una  zachichotała.  –  Aczkolwiek  myślę,  że 
on wolałby, aby pocałował go ktoś inny, chociaż pewnie 
też płci męskiej. 

Wszystko to dotarło do Missy dopiero po chwili, ale 

background image

wybuch  wesołości  Uny  był  tak  zaraźliwy,  że  Missy 
również się roześmiała. 

–  Kochanie,  to  nie  było  z  mojej  strony  zbyt 

wytworne, nieprawdaż? – spytała, bardziej zdziwiona niż 
przerażona. – Nie wiem, co mi się stało. 

Jaśniejąca  twarz  Uny  przybrała  nagle  szelmowski  i 

przebiegły  wygląd.  Był  to  wyraz  przebiegłości 
charakterystyczny  dla  wprawionej  w  stan  obłędu 
wróżbitki. 

–  „O  słonie  i  wielbłądy”  –  zaintonowała  Una 

śpiewnym głosem – „przechodzące przez ucha igieł; o dni 
psów;  o  wwiercające  się  robaki;  o  skłębione  trąby 
powietrzne”.  Nareszcie  wyszło  z  ciebie  to,  czego  jest  w 
tobie dużo, Missy Wright, tyle że nie zdajesz sobie z tego 
sprawy.  –  Una  odchyliła  się  do  tyłu  i  rzuciła  jak 
rozradowany, nieposłuszny dzieciak: – Ale to nareszcie z 
ciebie wylazło i już nie można tego zatrzymać. 

Wtedy  Missy  rozpoczęła  opowieść  o  purpurowej 

koronkowej  sukni,  o  przepełniającym  ją  straszliwym 
pragnieniu  założenia  czegoś  innego  niż  brąz,  o 
udaremnionej  możliwości  zyskania  aprobaty  dla  innego, 
pasującego  do  niej  koloru,  o  tym,  że  gdy  nadszedł 
wreszcie  ten  upragniony  dzień,  w  którym  mogłaby 
założyć  sukienkę  o  innej  barwie,  została  ponownie 
skazana na kolor tabaczkowy. 

Unie całkowicie przeszła chęć do żartów. Słuchała ze 

współczuciem,  a  kiedy  Missy  skończyła,  obejrzała  ją  od 
stóp do głów. 

background image

–  Purpura  doskonale  by  do  ciebie  pasowała  – 

powiedziała. – Och, jaka szkoda! No, ale nie przejmuj się 
tym zbytnio. – I zmieniła temat. 

–  Odłożyłam  dla  ciebie  nową,  pasjonującą  powieść. 

Jak się  nią  zajmiesz, zapomnisz, jestem pewna, o swojej 
czerwonej sukience. Jest to opowieść o młodej, skromnej 
kobiecie  tyranizowanej  przez  rodzinę.  Wszystko  to  trwa 
do dnia, kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora na 
serce.  Mężczyzna,  którego  kocha  od  lat,  jest 
zaangażowany uczuciowo gdzie indziej. Nasza bohaterka 
wysyła  do  tego  młodego  człowieka  list,  który  otrzymała 
od  lekarza,  mówiący  o  jej  śmierci,  i  błaga  młodzieńca, 
aby ożenił się z nią, a nie z tamtą dziewczyną, ponieważ 
jej zostało już tylko sześć  miesięcy życia. Tłumaczy mu, 
że  po  jej  śmierci  będzie  mógł  się  ożenić  z  tamtą.  On  z 
kolei jest trochę nicponiem, który nie bardzo zdając sobie 
z  tego  sprawę,  podświadomie  oczekuje  na  kogoś,  kto 
zmieniłby jego życie. Tak że w końcu godzi się na ślub. 
Po czym spędzają razem sześć niebiańskich miesięcy i on 
odkrywa,  że  pod  szarą  powierzchownością  jego  żony 
kryje  się  nieprzeciętna  osoba, a  jej miłość  całkowicie  go 
odmienia. Ale pewnego dnia, gdy świeci słońce i śpiewają 
ptaki,  ona  umiera  w  jego  ramionach.  Och,  uwielbiam 
książki, w których jedni umierają w ramionach innych, a 
ty?  Jego  była  narzeczona  odwiedza  go  po  pogrzebie, 
ponieważ otrzymała od umierającej żony list wyjaśniający 
powód, dla którego tamtą porzucił. Mówi, że mu wybacza 
i  że  mogą  się  pobrać,  gdy  tylko  minie  żałoba.  Ale  on 

background image

zrywa  się  ze  smutkiem  i  obłędem  w  oczach,  pędzi  do 
rzeki  i  rzuca  się  do  niej  z  imieniem  żony  na  ustach.  A 
jego była narzeczona rzuca się za nim do wody, wzywając 
jego  imię.  Och,  Missy,  jakie  to  smutne.  Płakałam  przez 
kilka dni. 

–  Wezmę  ją  –  powiedziała  Missy  gwałtownie, 

spłaciła zaległy dług, co spowodowało, że poczuła się od 
razu  lepiej,  a  Udręczone  serce  wetknęła  na  dno  jednej  z 
toreb na zakupy. 

–  Zobaczymy  się  w  następny  poniedziałek  – 

powiedziała  Una,  odprowadzając  Missy  do  drzwi.  Stała 
tak do momentu, aż straciła ją z oczu. 

Owe pięć mil, które dzieliły Missalonghi i byrońskie 

sklepy  i  które  Missy  przebywała  samotnie  od  wielu  lat, 
nigdy  jeszcze  nie  wydały  jej  się  tak  długie.  Zawsze 
wypełniała  swoje  spacery  marzeniami.  Grając  w 
wyobraźni różne role, odtwarzając wypadki i postaci, nie 
wybiegała  myślami  poza  znane  sobie  realia.  Do  czasu, 
kiedy  Una  pojawiła  się  w  bibliotece,  wszystkie  postaci 
kobiece  w  jej  myślach  wyglądały  dokładnie  tak,  jak 
Alicja, a błazeństwa, które wymyślała, obracały się wokół 
sklepów z  pięknymi  kapeluszami,  sukniami i  herbaciarni 
dla  przeraźliwie  szlachetnie  urodzonych.  Wszyscy 
mężczyźni jej marzeń byli uosobieniem hurlięgfordzkiego 
idealnego  kawalera  –  Siegfriedsa  w  wysokich  butach, 
kapeluszu i trzyczęściowym garniturze. 

Teraz  natomiast  jej  wyobraźnia  miała  masę  nowych 

pomysłów  do  przepracowania.  Jakąkolwiek  postać  grała, 

background image

w  jakiejkolwiek  przygodzie  uczestniczyła,  zawsze  miało 
to związek z ostatnią przeczytaną powieścią odłożoną dla 
niej  przez  Unę  pod  ladą  biblioteki.  Coraz  mniej  było 
odniesień do osobliwości byrońskiego życia. 

Także  w  ten  poniedziałek,  wędrując  do  domu 

przeobraziła  się  w  bosko  kasztanową  blondynkę  o 
zdumiewających,  jasnozielonych  oczach,  a  towarzyszyło 
jej dwóch zakochanych mężczyzn: przystojny, jasnowłosy 
książę  oraz  ciemnowłosy  i  równie  przystojny  hinduski 
władca.  Siedząc  w  siodle  na  objuczonym  bogactwami 
słoniu,  strzelała  do  tygrysów.  W  imieniu  swego  męża 
prowadziła  do  ataku  armię  przeciwko  muzułmańskim 
buntownikom,  budowała  szkoły,  szpitale  i  zakłady  dla 
samotnych  matek,  a  jej  dwaj  kochankowie  pozostawali 
niezdecydowanie bierni w tle, jak małe pajączki, które nie 
zostały wpuszczone do saloniku żony. 

Ale  w  połowie  drogi  do  domu,  tam  gdzie  Gordon 

Road  przechodzi  w  długą  Noel  Street,  zaczynała  się  jej 
dolina.  W  tym  miejscu  Missy  zawsze  wstrzymywała 
swoje dziecinne marzenia, aby podziwiać roztaczające się 
wokół  niej  piękno.  A  dzień  był  tak  pogodny,  jak  tylko 
mógł  być  późny  zimowy  dzień  w  Górach  Błękitnych, 
gdzie  wiatr  czasami  ucina  sobie  czas  na  odpoczynek. 
Missy  przeszła  na  drugą  stronę  Gordon  Road,  odwróciła 
twarz  do  nieba  i  zaczęła  wdychać  zapach  krzewów. 
Dolina nigdy nie została obdarzona żadną nazwą, chociaż 
teraz,  za  sprawą  specyficznego  byrońskiego  stylu, 
zostanie niewątpliwie ochrzczona doliną Johna Smitha. W 

background image

porównaniu  z  dolinami  Jameson,  Gros,  czy  nawet 
Megalong  nie  była  ona  zbyt  wielka.  Jej  niezwykłość 
polegała na tym, że strome, zbudowane w kształcie ścian 
kielicha  zręby  osiągały  tysiąc  pięćset  stóp  wysokości,  a 
powyżej  piętrzył  się  masyw  Gór  Błękitnych,  u  którego 
stóp była położona, tak jak całe Byron i inne zbudowane 
w  tej  okolicy  miasta.  Jeden,  wąsko  wygięty  koniec  jej 
symetrycznego owalu zbiegał się z Gordon Road, a drugi, 
znajdujący  się  jakieś  pięć  mil  na  wschód,  wieńczyła 
stroma  przepaść  z  przepływającą  w  dole  bezimienną 
rzeką,  która  na  drodze  Nepean-Hawkesbury  łączyła 
przybrzeżne  równiny.  Górną  krawędź  zrębów  doliny 
stanowił  oszałamiający  uskok  –  urwisko  zbudowane  z 
pomarańczowego  piaskowca,  wysokie  na  tysiąc  stóp. 
Poniżej  tej  pionowej  przepaści  piętrzyła  się  porosła 
drzewami łacha z opadłych kamieni, która naginała się do 
kierunku rzeki opasującej dolinę od wieków. 

W  poprzek  i  w  głąb  dolina  pokryta  była  bujnym 

lasem  –  niebieskim  oceanem  gumowych  drzew,  które 
szemrały  i  wzdychały  nieustannie.  W  zimowe  ranki 
dolinę  wypełniał  brylantowo-biały  obłok,  który  u 
szczytów  urwiska  przemieniał  się  w  mleko,  aby  na 
moment,  gdy  słońce  podwyższało  temperaturę,  podnieść 
się i znowu opaść. Czasami obłok schodził jeszcze niżej, 
dotykając  czubków  drzew,  a  potem  jeszcze  niżej,  aż 
pokrył wszystko widmowym pasmem mgły. A gdy zbliżał 
się zachód słońca, ściany urwisk nabierały zachwycającej 
głębi, przechodząc z groźnej czerwieni w szkarłat, później 

background image

w purpurę, aby zaniknąć w nocnym, tajemniczym indygo. 
Cudownych  wrażeń  dostarczał  rzadko  tu  padający  śnieg, 
który wszystkie tumie i odkrywki urwisk pokrywał bielą, 
a  obficie  spowite  nim  poruszające  się  liście  drzew 
strząsały  skwapliwie  płaty  śniegu,  jakby  niechętnie 
przyjmując ich lodowaty i wilgotny, obcy dotyk. 

Jedyną drogą, która prowadziła w dół, do dna doliny, 

był straszliwie stromy trakt, którego szerokość pozwalała 
na  przejazd  dużego  wozu.  Szlak  ten  wyłaniał  się  na 
szczycie  obrzeża, zaraz przy końcu Gordon Road. Jakieś 
pięćdziesiąt  lat  temu  ktoś  wpadł  na  pomysł,  aby 
zagospodarować  dolinę  i  szlak  został  wytyczony  poniżej 
masywnych  cedrów  i  terpentyn.  Zniszczono  wtedy  wiele 
pięknych  drzew.  Poganiacze  przepędzili  przez  dolinę 
stado  złożone  z  osiemdziesięciu  wołów,  potem 
przeciągnięto potężne drewniane kłody, a następnie użyto 
dwukołowych  wozów  służących  do  przewozu  beczek  z 
piwem,  które  obciążono  pniami  drzew.  A  potem  nagle 
wszystkie  prace  zostały  przerwane,  znaleziono  bowiem 
tereny łatwiejsze do zagospodarowania. I tak stopniowo o 
szlaku  i  o  dolinie  zapomniano.  Zwiedzający  woleli 
spacerować  na  południe,  do  doliny  Jameson,  niż  do  jej 
wzbudzającej  grozę  kuzynki  położonej  na  północy. 
Osierocona dolina straciła widoki na przyszłość. 

Przykry  ból  powrócił,  gdy  Missy  skręcała  w  zaułek 

położony  niedaleko  Missalonghi.  W  dziesięć  sekund 
później ból poraził jej klatkę piersiową niczym uderzenie 
topora.  Zachwiała  się  i  upuściła  załadowane  zakupami 

background image

torby.  Uniosła  ramiona  do  góry,  aby  wyrwać  się  z 
przeraźliwego  ataku,  wtedy  w  panicznym  strachu 
zobaczyła schludny żywopłot Missalonghi i ostatkiem sił 
pospieszyła w stronę domu. Dokładnie w tej samej chwili 
skręcał  w  zaułek  John  Smith,  tyle  że  z  drugiej  strony. 
Szedł długimi krokami głęboko zatopiony w myślach. 

Zaledwie  dziesięć  jardów  dzieliło  ją  od  domu,  gdy 

ujadła przed bramą na twarz. Nikt w Missalonghi tego nie 
zauważył,  gdyż  dochodziła  piąta  i  grzmiące  akordy 
organów  Drusilli  wybuchały  w  powietrzu  jak  duszące 
odpadki gorącego wulkanicznego popiołu. 

Ale  John  Smith  zauważył  ją  i  szybko  podbiegł. 

Pomyślał,  że  ta  dziwaczna,  mała  istota  potknęła  się 
uciekając  przed  nim.  Kiedy  jednak  klęknął  i  odwrócił  ją 
ku sobie, jedno spojrzenie na jej posiniałą twarz i oblane 
potem  włosy  sprostowało  pomyłkę.  Posadził  ją  i  zaczął 
bezradnie nacierać jej plecy. Pragnął znaleźć jakiś sposób 
na wprowadzenie powietrza do płuc, ale nie wiedział, jak 
to  zrobić.  Cała  jego  wiedza  na  ten  temat  ograniczała  się 
do  tego,  że  nie  powinien  pozwolić  jej  leżeć  na  ziemi. 
Missy dźwignęła do góry ręce i zacisnęła je kurczowo na 
ramionach  Smitha.  Próbowała  złapać  oddech,  a  oczy 
skierowane  na  niego  niemo  błagały  o  pomoc,  której  nie 
był zdolny jej udzielić. Wyczuwał cały ogrom cierpienia i 
oszołomienia, przez które przechodziła, i widział ból w jej 
oczach.  Przeraził  się,  że  umiera.  Wzdrygając  się 
zauważył,  że  siny  kolor  skóry  zaczyna  ustępować.  W 
końcu zdrowsze zabarwienie wypełzło na jej twarz, a ręce 

background image

rozluźniły się na jego ramionach. 

– Proszę... – schwyciła ciężko powietrze, starając się 

powstać. 

Wziął  ją  na  ręce.  Nie  wiedział,  gdzie  mieszka,  ale 

przecież ktoś za tym płotem, w odrapanym domu musiał 
udzielić jakiejś pomocy. Toteż przeniósł ją przez bramę i 
podążył  ścieżką  wołając  głośno  o  pomoc,  a  w  duchu 
modląc  się,  aby  zostać  usłyszanym  poprzez  dźwięk 
ryczących organów. I widocznie stało się to, o co błagał, 
ponieważ  dwie  nie  znane  mu  kobiety  bezzwłocznie 
wybiegły z domu. 

Na  szczęście  –  jak  ocenił  –  szybko  zorientowały  się 

w  sytuacji.  Jedna  z  nich  bez  słowa  wskazała  frontowe 
drzwi,  podczas  gdy  druga  podążając  przed  nim 
wprowadziła go do saloniku. 

–  Brandy  –  powiedziała  Drusilla  oschle,  pochylając 

się, żeby rozluźnić ubranie córki. 

Missy  nie  nosiła  gorsetu.  Nie  było  ku  temu  żadnej 

realnej  potrzeby.  Sukienka  jednak  opasywała  ściśle  jej 
kibić. 

– Czy mają panie telefon? – spytał John Smith. 
– Niestety, nie. 
–  W  takim  razie  proszę  podać  mi  adres  lekarza,  to 

zaraz go sprowadzę. 

– Róg ulic Byron i Noel. Doktor Neville Hurlingford 

–  odpowiedziała  Drusilla.  –  Proszę  powiedzieć  mu,  że 
chodzi o Missy, moją córkę. 

Odszedł  natychmiast,  pozostawiając  Drusillę  i 

background image

Octavię  z  butelką  brandy,  którą  każdy  rozważny 
domownik  trzyma  w  kredensie  na  wypadek  kłopotów  z 
sercem. 

Doktor  Neville  Hurlingford  przybył  kilka  minut 

potem, kiedy Missy już prawie całkiem wydobrzała. John 
Smith nie powrócił. 

–  Bardzo  intrygujące  –  powiedział  doktor 

Hurlingford do Drusilli w kuchni, gdy Octavia pomagała 
Missy ułożyć się w łóżku. 

Przeżycie  to  mocno  wstrząsnęło  Drusillą,  gdyż  była 

przyzwyczajona,  że  każdy,  kogo  znała,  cieszył  się  tym 
samym dobrym zdrowiem, co ona. Dolegliwości, na które 
cierpiała Octavia, były tak zastarzałe, że już się prawie w 
ogóle nie liczyły. Toteż zaparzyła świeżą herbatę i piła ją 
z dużo większą przyjemnością niż doktor Hurlingford. To 
ją uspokajało. 

– Czy pan Smith mówił ci, co zaszło? – spytała. 
–  Muszę  ci  powiedzieć,  Drusillo,  że  mimo  tych 

przesadzonych opowieści, które na jego temat krążą, pan 
Smith  wydal  mi  się  bardzo  przyjemnym  człowiekiem. 
Bardzo sensownym i praktycznym. Według niego, Missy 
chwytając  się  za  klatkę  piersiowy  przebiegła  panicznie 
ulicę i przewróciła się. Była sina, spocona i miała wielkie 
trudności z oddychaniem. Atak trwał około dwóch minut, 
a  poprawa  nastąpiła  nagle.  Nieoczekiwanie  powrócił 
naturalny  kolor  skóry  oraz  oddech.  Wnioskuję,  że  to 
nastąpiło  wtedy,  gdy  pan  Smith  wniósł  ją  do  domu.  Nie 
mogłem znaleźć  nic, co by jej dolegało, ale  może mi się 

background image

to uda, kiedy zrobię należyte badania, jak znajdzie się już 
w łóżku. 

–  Kłopotów  z  sercem,  jak  wiesz,  w  naszej  linii 

rodziny  nigdy  nie  było  –  powiedziała  Drusilla,  wciąż 
odczuwając niepokój. 

– Missy budowę ciała odziedziczyła po rodzinie ojca, 

Drusillo.  Więc  może  także  kłopoty  z  sercem  przejęła  z 
tamtej strony. Czy może miała już inne ataki tego typu? 

–  O  ile  wiem,  to  nie  –  powiedziała  Drusilla  z 

wyrzutem. – Czy to może być serce? 

–  Uczciwie  mówiąc,  to  nie  wiem.  Możliwe...  – 

wydawał  się  wątpić.  –  Myślę,  że  pójdę  i  ponownie  ją 
obejrzę teraz. 

Missy leżała w wąskim, małym łóżku. Powieki miała 

przymknięte, ale w momencie, gdy usłyszała nie znane jej 
kroki doktora Hurlingforda, otworzyła oczy i spojrzała. Z 
nie wyjaśnionych powodów wydawało się, że jest czymś 
rozczarowana. 

–  No  cóż,  Missy  –  powiedział,  siadając  ostrożnie 

obok niej. – Co się wydarzyło, hm? 

Drusilla i Octavia  usunęły się do tyłu. Chętnie by je 

odprawił  czując,  że  ich  obecność  krępuje  Missy,  ale 
przyzwoitość  i  konwenanse  nie  pozwalały  na  to. 
Dotychczas  widział  Missy  zaledwie  dwa  lub  trzy  razy, 
dlatego  też  wiedział  o  niej  niewiele,  tak  zresztą  jak 
wszyscy. 

Była 

niezamężną, 

ciemnowłosą 

Hurlingfordówną,  jeszcze  przed  wiekiem  dojrzewania  z 
góry skazaną na staropanieństwo. 

background image

– Nie wiem, co się wydarzyło – kłamała Missy. 
– No, musisz sobie przypomnieć. 
–  Przypuszczam,  że  miałam  taki  krótki  oddech  i 

zasłabłam. 

– Pan Smith powiedział co innego. 
– W takim razie się mylił. Gdzie on jest? Czy tutaj? 
–  Czy  doznałaś  jakiegoś  bólu?  –  naciskał  doktor 

Hurlingford.  Niezadowolony,  nie  zamierzał  odpowiadać 
na jej pytania. 

W  głowie  Missy  pojawiła  się  ohydna  wizja 

znalezienia  się  na  statusie  inwalidki  z  Missalonghi. 
Następne okropne finansowe obciążenie, jakim mogła się 
stać  dla  domu,  wina,  którą  odczuwałaby  każdego  dnia 
poruszając  się  tylko  w  granicach  łóżka,  niemożliwe  do 
zrealizowania  spacery  po  jej  byłej  dolinie  i  wreszcie 
biblioteka – nie, to nie mogło się stać. 

– Ja nie miałam w ogóle żadnego bólu – uparła się. 
Doktor Hurlingford spojrzał na nią  nie  wierząc, a że 

był  bardzo  spostrzegawczy,  zrozumiał,  jaki  rodzaj  życia 
czeka  Missy,  gdyby  postawił  diagnozę  choroby  serca. 
Postanowił więc zostawić biedną dziewczynę  w spokoju. 
Wyciągnął  swoją  starodawną,  lejkowatą  słuchawkę 
lekarską  i  osłuchał  jej  serce,  które  pracowało  zupełnie 
normalnie,  oraz  płuca,  w  których  nie  usłyszał  żadnych 
szmerów. 

–  Dzisiaj  jest  poniedziałek.  Najlepiej  będzie,  jeśli 

złożysz  mi  wizytę  w  piątek  –  powiedział,  gdy  wstał. 
Pogładził Missy uspokajająco po czubku głowy i wyszedł 

background image

do holu, gdzie Drusilla przyczaiła się w oczekiwaniu. 

–  Nie  znalazłem  nic  niepokojącego  –  powiedział  do 

niej.  –  Bóg  jeden  wie,  co  się  wydarzyło,  ja  nie  mam 
pojęcia! Ale  pamiętaj, ona  ma  mnie  odwiedzić  w piątek. 
Jeśli  coś  by  się  w  tym  czasie  działo,  przyślij  po  mnie 
natychmiast! 

– Żadnych lekarstw? 
– Moja droga Drusillo, jak mogę przepisać lekarstwa 

na tak tajemniczą chorobę? Ona jest co prawda chuda jak 
szczapa, ale wydaje się zdrowa. Po prostu zostawcie ją w 
spokoju,  pozwólcie  się  wyspać  i  podajcie  dużo  dobrego, 
pożywnego pokarmu. 

– Czy ma zostać w łóżku do piątku? 
–  Nie  sądzę.  Niech  zostanie  w  łóżku  dzisiaj 

wieczorem,  ale  pozwólcie  jej  wstać  jutro  rano.  Z 
zastrzeżeniem,  że  otrzyma  do  wypełnienia  tylko  lekkie 
prace,  nie  widzę  żadnej  przeszkody,  aby  prowadziła 
normalne, aktywne życie. 

To  musiało  zadowolić  Drusillę.  Wyprowadziła  wuja 

przed dom, po czym cichutko, na  palcach przeszła  przez 
hol,  zobaczyła,  że  Missy  śpi  i  wycofała  się  do  kuchni. 
Octavia siedziała przy stole opróżniając ostatnią filiżankę 
herbaty. Wyglądała na bardzo wstrząśniętą. Potrzebowała 
aż  dwóch  rąk,  zresztą  okropnie  dygocących,  aby  unieść 
filiżankę do ust. 

– Wuj Neville nie sądzi, żeby to było coś poważnego 

–  powiedziała  Drusilla,  siadając  ociężale.  –  Missy  ma 
pozostać w łóżku do rana, a jutro może wstać i normalnie 

background image

się poruszać, wykonując tylko lekkie. prace, aż do piątku, 
kiedy to ma pójść do niego z wizytą. 

–  Och,  kochana  –  wielka  przezroczysta  łza  spłynęła 

po  bladym  policzku  Octavii.  Spojrzała  na  swe 
zdeformowane  palce.  –  Drusillo,  popracuję  w  ogrodzie, 
ale krowy to ja nie wydoję. 

– Ja wydoję – odrzekła Drusilla. Położyła rękę na jej 

głowie i westchnęła: – Nie martw się, siostro, jakoś damy 
sobie radę. 

Co  za  nieszczęście!  Drusilla  wyobraziła  sobie,  jak 

wydaje owe drogocenne dwieście funtów na nie kończący 
się łańcuch lekarzy, na szpitale i leczenie. Nie oznaczało 
to, że żałowałaby tych pieniędzy choćby przez moment na 
któryś  z  tych  celów.  Przygnębiała  ją  myśl  o  wciąż 
niewidocznym  końcu  kłopotów  finansowych,  chociaż 
zaczynała już sądzić, że zła passa minęła. Zaczęła myśleć 
o tym, aby liliową  krepę, niebieski jedwab i tabaczkowy 
atłas odnieść z powrotem do imperium Herberta. 

Następnego  dnia  na  obiad  Drusilla  zaniosła  Missy 

olbrzymi  talerz  wołowego  bulionu  z  kaszą  perłową  i 
siedziała  przy  łóżku,  aż  Missy  udało  się  zjeść  wszystko. 
Dopiero wówczas litościwie zostawiła ją samą. 

Długi  odpoczynek  od  wczesnego  wczorajszego 

wieczoru  spowodował,  że  Missy  poczuła  się  znacznie 
lepiej,  toteż  ułożyła  się  wygodnie,  aby  porozmyślać.  o 
bólu  i  o  tym,  co  on  mógł  oznaczać,  o  Johnie  Smisie  i  o 
przyszłości.  Ból  i  przyszłość  –  to były  dwa  przerażająco 
ponure  tematy.  Natomiast  John  Smith  pojawiał  się  w  jej 

background image

myślach  ożywiony  i  wspaniały,  toteż  całą  uwagę 
skoncentrowała  na  nim,  odrzucając  wszystko,  co 
sprawiało jej przykrość. 

Miała  przeczucie,  że  tak  naprawdę  John  Smith  jest 

miłym i interesującym mężczyzną. Nie mogła zapomnieć, 
że  jak  piórko  podniósł  ją  z  ziemi  i  wniósł  do  domu. 
Lawina  wiedzy,  która  spadła  na  nią  z  przeczytanych 
ostatnio  powieści,  okazała  się  niezwykle  przydatna. 
Zrozumiała, że w końcu się zakochała! Nie miała jednak 
nadziei  na  miłość  odwzajemnioną  i  na  pomyślny  dla 
siebie  obrót  sprawy.  Takie  kobiety,  jak  Alicja,  mogły 
planować  podboje  miłosne  i  spiskować,  ale  nie  Missy. 
Ona nie wiedziała zbyt wiele o mężczyznach, a to, czego 
się domyślała, było zaledwie ogólnikami. 

Wydawało  się  jej,  że  wszyscy  mężczyźni  są 

nietykalni,  nawet  te  najbardziej  zbrodnicze  typy.  Przed 
każdym  mężczyzną  –  jak  sądziła  –  zawsze  stała  jakaś 
szansa.  Wszyscy  oni  byli  silni,  wolni  i  niezależni.  Choć 
nie  zawsze.  Poczucie  własnej  wartości  takiego  na 
przykład  małego,  biednego  Willie’ego  Hurlingforda, 
pieczołowicie chronionego przez rodzinę przed wszelkimi 
niepomyślnymi  wiatrami,  aby  nie  stała  mu  się  krzywda, 
musiało  być  niewątpliwie  gorsze  od  samopoczucia 
złoczyńcy  zahartowanego  w  walce  o  swój  los. 
Oczywiście,  Johna  Smitha  nie  uważała  za  złoczyńcę. 
Przecież Una znała go podczas lat spędzonych w Sydney, 
a  to  przypuszczalnie  znaczyło,  że  żył  na  obrzeżach 
wysoko  postawionej  społeczności,  chociaż  był  dostawcą 

background image

lodu, chleba i węgla. 

Tak!  Był  dla  niej  niezwykle  miły.  Miły  dla  takiej 

marności, jaką była Missy Wright. Mimo tego ohydnego i 
przerażającego  bólu  była  przez  cały  czas  świadoma  jego 
obecności.  Czuła,  że  przeszło  z  niego  na  nią  tak  dużo 
niepojętej  siły,  iż  odsunęła  myśl  o  śmierci,  jakby  to  był 
żart. 

„Johnie  Smisie”  –  pomyślała  –  „gdybym  tylko  była 

młoda i piękna, nie unikałbyś mnie, tak samo jak biedny 
mały  Willie  nie  unika  Alicji.  Ścigałabym  cię  bezlitośnie 
tak długo, aż byłbyś mój. Gdziekolwiek byś się udał, tam 
byłabym i ja. Zawsze znalazłabym się na twojej drodze. I 
kiedy  schwytałabym  cię  już  w  swoje  sidła,  kochałabym 
cię  tak  bardzo,  że  nigdy,  przenigdy  byś  ode  mnie  nie 
odszedł”. 

Następnego  dnia  John  Smith  przyszedł  osobiście 

dowiedzieć się o stan zdrowia Missy, ale Drusilla przyjęła 
go  we  frontowych  drzwiach  i  nie  pozwoliła  mu  ani 
porozmawiać  z  córką,  ani  jej  zobaczyć.  Przyjęła  go 
uprzejmie,  jako  że  doskonale  rozumiała,  co  dla  nich 
zrobił.  Grzecznie  podziękowała  i  obserwowała,  jak 
odchodzi  dużymi  krokami  ścieżką  do  bramy  z 
kołyszącymi  się  luźno  rękami,  gwiżdżąc  szelmowską 
melodyjkę. 

–  Patrzcie,  patrzcie,  niemożliwe!  –  powiedziała 

Octavia,  wychodząc  z  saloniku,  gdzie  się  schowała,  aby 
poobserwować  Johna  Smitha  zza  odsłoniętego  skraju 
firany.  –  Czy  masz  zamiar  powiedzieć  Missy,  że  nas 

background image

odwiedził? 

– No cóż... Moja droga Octavio, mówisz tak, jakbyś 

czytała  te  same  okropne  romanse,  które  Missy  przynosi 
ostatnio do domu z biblioteki. 

– Naprawdę? 
Drusilla roześmiała się: 
–  Wiesz,  kiedy  zdałam  sobie  sprawę,  że  ona  cała 

dygocze  ze  zdenerwowania  próbując  ukryć  przed  nami 
okładki  przynoszonych  ostatnio  książek,  zapomniałam  o 
swojej zasadzie dotyczącej rodzaju literatury, którą może 
wypożyczać.  Zwłaszcza  że  to  było  piętnaście  lat  temu. 
Pomyślałam sobie: a dlaczego ta nieszczęsna dziewczyna 
nie  miałaby  czytać  romansów,  kiedy  tak  bardzo  chce. 
Przecież to jej przynosi taką samą radość, jak mnie moja 
muzyka. 

Drusilla powstrzymała  się od dodania, że jest to taki 

sam  rodzaj  szczęścia,  jaki  daje  Octavii  roztkliwianie  się 
nad  swoją  chorobą.  Z  kolei  Octavia,  która  w  tej  sytuacji 
mogłaby dać do zrozumienia, że w ogóle jest pozbawiona 
rzeczy  przynoszących  radość,  postanowiła  mądrze 
pozostawić ten temat w spokoju. Zamiast tego zapytała: 

– Czy zamierzasz jej powiedzieć, że już może czytać 

romanse? 

– Naturalnie, że nie. Gdybym to zrobiła, odebrałabym 

jej  całą  przyjemność.  Mając  zupełną  swobodę  w  ich 
czytaniu,  szybko  by  się  zorientowała,  jak  naprawdę 
niewiele  warte  są  te  powieści.  –  Drusilla  zmarszczyła 
brwi:  –  Najbardziej  intryguje  mnie  to,  jak  Missy  zdołała 

background image

namówić  Livillę,  żeby  jej  te  książki  wypożyczała?  Nie 
mogę  jednak  zapytać  o  to  Livilli  bez  wyjawienia 
tajemnicy,  bo  to  by  wystawiło  Missy  na  pośmiewisko. 
Sądzę, że jest to ta odrobina nieposłuszeństwa, która daje 
nadzieję,  iż  w  charakterze  Missy  tkwi  jednak  jakaś  siła, 
mimo wszystko. 

Octavia pociągnęła nosem: 
–  Nie  widzę  nic  godnego  pochwały  w  tego  rodzaju 

wyzwoleniu,  to  znaczy  w  konieczności  czy  potrzebie 
pozostawania skrytą. 

Coś  pośredniego 

między  półwarknięciem  a 

półmiauknięciem  wymknęło się  z  ust Drusilli,  ale  potem 
uśmiechnęła  się,  wzruszyła  ramionami  i  wskazała  drogę 
do kuchni. 

 
W piątkowy poranek Drusilla towarzyszyła Missy w 

drodze do doktora. Przybyły punktualnie, ciepło ubrane  – 
w  brązie.  Pokój  przyjęć,  ciemny  i  obskurny,  był  pusty. 
Wprowadziła  je  do  niego  żona  doktora,  która  pomagała 
mężowi  jako  pielęgniarka.  Podjęła  wesołą  rozmowę  z 
Drusillą,  ukradkiem  spoglądając  na  Missy.  Chwilę 
później doktor wysunął głowę zza drzwi gabinetu: 

– Wejdź Missy. Nie, ty Drusillo zostań i przez chwilę 

porozmawiaj z ciotką. 

Missy  weszła,  usiadła  i  czekała,  czując  się  pewnie 

bez względu na okoliczności. 

Od razu rozpoczął ostry atak: 
–  Nie  wierzę,  że  miałaś  tylko  kłopoty  ze  złapaniem 

background image

oddechu  –  wyparował.  –  Przy  tym  musiał  wystąpić  ból  i 
chcę usłyszeć wszystko na ten temat, bez żadnej dyskusji. 

Missy ustąpiła i opowiedziała o Kolce w boku, która 

najpierw  bardzo  jej  przeszkadzała  podczas  długich 
spacerów, zwłaszcza kiedy biegła, a potem przerodziła się 
w nagły, uporczywy atak bólu połączony z brakiem tchu. 

Doktor zbadał ją znowu i westchnął: 
–  Nie  znajduję  absolutnie  nic,  co  by  mogło 

wskazywać na to, co się z tobą dzieje – powiedział. 

–  Kiedy  cię  badałem  w  poniedziałek,  nie  było 

żadnych oznak  wskazujących, że  masz  chore  serce. Dziś 
to  samo.  Ale  na  podstawie  tego,  co  opowiedział  mi  pan 
Smith,  można  stwierdzić,  że  miałaś  coś  w  rodzaju 
prawdziwego ataku. Aby się upewnić, zamierzam wysłać 
cię  do  specjalisty  w  Sydney.  Czy,  gdy  uda  mi  się 
uzgodnić  termin,  zechcesz  pojechać  z  Alicją  podczas  jej 
cotygodniowej  podróży  do  miasta?  To  zaoszczędziłoby 
kłopotu twojej matce. 

„Czy  w  jego  oczach  zamigotało  zrozumienie?”  – 

Missy nie była pewna, ale spojrzała na niego z największą 
wdzięcznością, na jaką było ją stać: 

– Dziękuję, tak, chciałabym pojechać z Alicją. 
Okazało się, że ów piątek do końca miał być bardzo 

miłym  dniem.  W  południe  złożyła  im  wizytę  Una. 
Przyjechała 

do 

Missalonghi 

dwukołowym 

jednoosobowym  wozem  Livilli,  zaprzęgniętym  w  dwa 
konie.  Przywiozła  pół  tuzina  powieści,  które  dyskretnie 
owinęła w jasnobrązowy papier. 

background image

– Nie wiedziałam, że jesteś chora. Dopiero dziś rano 

powiedziała mi o tym żona doktora Hurlingforda. 

Una zaczęła rozmowę, usadowiwszy się wygodnie w 

ich  najlepszym  saloniku,  do  którego  wprowadziła  ją 
Octavia oślepiona jej wytwornością i dystynkcją. 

Ani Drusilla, ani Octavia nie pozwalały porozmawiać 

dwóm  młodym  kobietom  spokojnie.  Niemal  z 
premedytacją psuły im zabawę, ponieważ spragnione były 
towarzystwa.  Oto  pojawiła  się  nowa  twarz.  I  to  jaka 
niezwykła  twarz!  Co  prawda  nie  tak  piękna,  jak  twarz 
Alicji, ale nie mniej ponętna. 

Jej przyjazd szczególnie uradował Drusillę, ponieważ 

znalazła  odpowiedź  na  dręczące  pytanie,  w  jaki  sposób 
Missy uzyskała nagle możliwość wypożyczania powieści. 

–  Dziękuję  za  książki  –  powiedziała  Missy  do 

przyjaciółki,  uśmiechając się.  –  Tę, którą  wypożyczyłam 
w zeszły poniedziałek, już prawie przeczytałam. 

– Spodobała ci się? – spytała Una. 
– Och, bardzo. 
Tak  naprawdę  książka,  opisująca  historię  krótkiego 

życia młodej ciężko chorej kobiety, nie mogła nadejść  w 
stosowniejszym  momencie.  Bohaterka  książki  umarła 
wszak  w  ramionach  swego  ukochanego  i  tak  się 
przypadkiem  stało,  że  i  ona,  Missy,  miała  szczęście 
znaleźć się w ukochanych ramionach, kiedy przytrafił się 
jej niemal śmiertelny – jak sądziła – atak serca. 

Maniery  Uny  były  doskonałe.  W  czasie,  gdy  piła 

herbatę i spożywała zwyczajne domowej roboty biskwity, 

background image

zdołała  sobie  całkowicie  pozyskać  Drusillę  i  Octavię. 
Fakt,  że  nie  miały  lepszych  smakołyków  do 
zaoferowania,  był  upokarzający,  ale  uznanie  Uny 
zmieniło zwykłe biskwity w delicje, czyli to, co ich gość 
naprawdę lubi i chce jeść. 

–  Och,  tak  nie  lubię  tych  kremowych  ciastek  i 

szparagowych  krążków,  które  jadam  gdzie  indziej  – 
wykrzyknęła  Una,  śmiejąc  się  perliście  i  robiąc 
niesamowite  wrażenie  na  gospodyniach,  których  była 
gościem.  –  Jak  to  mądrze  i  rozważnie  ze  strony  pań  – 
ciągnęła.  –  Te  małe  biskwity  dużo  lepiej  wpływają  na 
trawienie. Większość  pań z  Byron zalewa  gości  morzem 
dżemów i kremów, i oczywiście nie sposób odmówić ich 
spróbowania, aby nikogo nie urazić. 

–  Co za cudowna  osoba  –  powiedziała Drusilla,  gdy 

Una odjechała. 

– Czarująca – zgodziła się Octavia. 
–  Mogłaby  odwiedzić  nas  znowu  –  zwróciła  się 

Drusilla do Missy. 

–  Kiedykolwiek  przyjedzie  –  powiedziała  Octavia  – 

będą zrobione biskwity. 

 
W  niedzielę  po  południu  Missy  oznajmiła,  że  nie 

będzie  czytać,  ale  za  to  zamierza  wybrać  się  na  spacer 
pomiędzy  gąszcze.  Ton  jej  głosu  był  tak  bardzo 
opanowany  i  zdecydowany,  że  matka  przez  moment 
popatrzyła na nią bezradnie. 

–  Spacer?  –  spytała  w  końcu.  –  Między  chaszcze? 

background image

Stanowczo  nie!  Nawet  nie  wiesz,  kogo  mogłabyś  tam 
spotkać. 

–  Nie  spotkam  nikogo  –  odpowiedziała  Missy 

cierpliwie.  Tam  nigdy  nie  było  żadnych  włóczęgów  czy 
osób naprzykrzających się kobietom z Byron. 

Octavia aż usiadła z wrażenia. 
–  A  skąd  ty  wiesz,  że  tam  nigdy  nie  było  żadnego 

włóczęgi,  panienko?  Jeśli  nawet  tak  jest,  to  w  wyniku 
właściwego zapobiegania złym skutkom. Nie zapominaj o 
tym.  Jeżeli  żaden  hultaj  nigdy  nie  grasował  w  tych 
stronach,  to  dlatego  że  nie  spotkał  nikogo  do 
molestowania, ponieważ my, Hurlingfordowie, trzymamy 
swoje  dziewczęta  bezpiecznie  w  domu,  tam  gdzie  i  ty 
powinnaś zostać. 

–  Jeżeli  nie  zarzucisz  tego  pomysłu,  będę  musiała 

pójść z tobą – powiedziała Drusilla tonem męczennicy. 

Missy roześmiała się. 
–  Och,  mamo,  jak  możesz  ze  mną  iść,  skoro  zajęłaś 

się  malowaniem  mebli?  Nie!  Zamierzam  pójść  sama  i 
koniec. 

Missy wyszła z domu nie zakładając ani płaszcza, ani 

szalika,  które  chroniłyby  ją  od  wiatru.  Drusilla  i  Octavia 
spojrzały po sobie. 

– Mam nadzieję, że jej umysł nie ucierpiał – smutno 

powiedziała Octavia. 

Tak  samo  pomyślała  Drusilla,  ale  na  głos 

odpowiedziała zdecydowanie: 

–  Przynajmniej  nie  możesz  powiedzieć,  że  jej  opór 

background image

jest skryty. 

Tymczasem  Missy  przeszła  przez  frontową  bramę  i 

zamiast, jak zwykle w prawo, skręciła w lewo, podążając 
w  dół,  gdzie  Gordon  Road  zwężała  się  w  dwa  zakola 
prowadzące  w  samo  serce  chaszczy.  Spojrzała  za  siebie, 
żeby  się  upewnić,  że  nikt  jej  nie  śledzi.  Brzydota 
Missalonghi pozostała za szczelnie zamkniętą bramą. 

Niebo  było  nadal  bezchmurne,  a  słońce  grzało 

ciepłymi  promieniami,  które  docierały  przefiltrowane 
przez  gałęzie  drzew.  Zieleń  porastająca  grzbiety  była 
rachityczna  z  powodu  ubogiej  gleby.  Cokolwiek  tu 
wyrosło,  musiało  utrzymać  się  na  warstwie  piaskowca, 
toteż eukaliptusy i angoforasy były karłowate, a poszycie 
lasu  skromne.  Właśnie  nadeszła  wiosna.  Nawet  tu, 
wysoko,  w  Górach  Błękitnych,  przychodziła  wcześnie.. 
Dwa  lub  trzy  miesiące  ciepła  wystarczało,  aby  pojawiły 
się wiotkie witki, a na nich drobne, puszyste, żółte bazie. 

Missy szła wzdłuż doliny, która rozciągała się po jej 

prawej ręce. Mogła ją podziwiać w prześwitach pomiędzy 
drzewami. Gdzie był dom Johna Smitha? Jeśli w ogóle go 
miał. Sobotnia, poranna  wizyta jej matki u ciotki Aurelii 
nie  przyniosła  nowych  informacji  o  Johnie.  Krążyła 
jedynie pogłoska, że zatrudnił firmę budowlaną z Sydney, 
aby  mu  postawiła  olbrzymi  dom  u  podnóża  ścian 
skalnych,  z  piaskowca  wydobywanego  na  miejscu.  Ale 
panie z Missalonghi nie mogły potwierdzić tej wieści, bo 
niczego  nie  zauważyły,  pomimo  że  mieszkały  przy  tej 
samej 

drodze, 

której 

musieliby 

korzystać 

background image

budowniczowie  domu.  No  a  poza  tym  ciotka  Aurelia 
miała  ostatnio  dużo  ważniejsze  zmartwienia  niż  sprawa 
Johna 

Smitha.  Niemniej  byrońskie  towarzystwo 

zgrupowane  wokół  koncernu  butelkowego  wydawało  się 
nadal  poważnie  zaniepokojone  tajemniczym  przybyszem 
szarogęszącym się wśród ich włości. 

Była  niedziela  i  Missy  nie  oczekiwała  spotkania  z 

Johnem Smithem na szczycie pasma gór. Chciała jedynie 
odszukać  drogę,  biegnącą  ponad  brzegiem  doliny.  Kiedy 
w  końcu  do  niej  dotarła,  zrozumiała  logikę  usytuowania 
szlaku. Głazy i skały, które oderwały się od olbrzymiego 
urwiska,  utworzyły  pochyłą  płaszczyznę  od  szczytu  do 
podnóża  skalnej  ściany,  powodując  w  ten  sposób 
obniżenie terenu. Stojąc w miejscu, gdzie rozpoczynał się 
trakt,  widziała  przez  prześwity  między  drzewami,  że 
droga  biegnie  zygzakami  w  poprzek  urwiska.  Spadek 
terenu  był  niebezpieczny,  ale  nie  niemożliwy  do 
pokonania dla takiego wozu, jaki miał John Smith. 

Missy była  zbyt bojaźliwa, aby zaryzykować zejście 

w dół. Obawiała się nie tyle upadku, co wejścia w granice 
posiadłości  Johna  Smitha. Skręciła  w gąszcz  na  szczycie 
grani i poszła wąską ścieżką wydeptaną prawdopodobnie 
przez zwierzęta podążające do wodopoju. I rzeczywiście, 
w  miarę  jak  szła,  stopniowo  dał  się  słyszeć  coraz 
wyraźniejszy  odgłos  płynącej  poprzez  skały  wody.  W 
końcu  stał  się  na  tyle  mocny,  że  zagłuszył 
wszechogarniający  poszum  –  nieśmiały  i  stłumiony  w 
pogodne  dni  –  gadających  drzew  gumowych.  Huk  wody 

background image

zamienił  się  w  oszałamiający  ryk  i  wtedy  Missy 
zdecydowała  się  zejść  niżej,  do  strumienia.  Okazało  się, 
że  między  brzegami,  porosłymi  trwającymi  w  bezruchu 
paprociami,  rwał  dosyć  głęboki  i  szeroki  potok.  Grzmot 
wody narastał. 

Skręciła w prawo i poszła  wzdłuż rzeki, oczarowana 

jej  urokiem.  Słońce  odbijało  się  od  powierzchni  wody 
tysiącami  iskier  światła,  a  paprocie  ociekały  drobnymi 
kropelkami. Tęczowe ważki krążyły nad zielenią i wodą, 
a  brylantowe  papużki  przefruwały  z  brzegu  na  brzeg. 
Nagle  rzeka  zanikła  za  łagodnym  zakrętem.  Missy  bez 
tchu  wycofała  się  szybko  z  powrotem.  Zrozumiała  skąd 
się  bierze  huk  wody.  Zbliżyła  się  do  środka  doliny,  a 
strumień wyznaczał jedyną możliwą drogę prowadzącą w 
dół. 

Posuwając  się  ostrożnie  przy  brzegu  przez  dobre 

ćwierć  mili,  dotarła  do  miejsca,  gdzie  ponad  granią 
sterczała  wielka  skała.  Usadowiła  się  na  jej  prawym 
występie,  zwieszając  nogi  nad  przepaścią.  Ze  zgrozą 
przypatrywała się wodospadowi, nie mogąc dostrzec jego 
końca.  Obserwowała  piękną,  niechlujną  plątaninę  strug 
wody w rozedrganym powietrzu i tęczę ponad omszałym 
miejscem  na  grani  za  wodospadem.  Chłonęła  chłodną 
wilgoć, którą wydychało runo, jakby wołając o pomoc. 

Kilka  godzin  przeleciało  równie  szybko,  jak 

spadająca  woda.  Słońce  opuściło  tę  stronę  grani  i  Missy 
zaczęła drżeć z zimna. Był najwyższy czas, aby powrócić 
do domu, do Missalonghi. 

background image

W miejscu, gdzie ścieżka miała się połączyć z drogą 

do  doliny,  Missy  natknęła  się  na  Johna  Smitha.  Jechał  z 
Byron,  prowadząc  swój  wóz  w  kierunku  doliny. 
Spostrzegła,  że  wóz  był  wyładowany  narzędziami, 
pakami,  workami  i  żelazną  maszynerią.  Czyżby  w 
niedzielę  był  gdzieś  otwarty  sklep?!  Gdy  ją  zobaczył, 
zatrzymał  się,  zeskoczył  z  wozu  i  podszedł  uśmiechając 
się serdecznie. 

– Halo! – powiedział. – Samopoczucie lepsze? 
– Tak, dziękuję. 
–  Cieszę  się,  że  cię  przypadkiem  spotkałem,  bo  już 

zaczynałem  się  zastanawiać,  czy  pozostajesz  wciąż 
między  żywymi.  Kiedy  złożyłem  wam  wizytę,  twoja 
matka  zapewniała  mnie,  że  tak,  ale  nie  pozwoliła  mi 
przekonać się o tym na własne oczy. 

– Przyszedł pan, aby się dowiedzieć, jak się czuję? 
– Tak, w zeszły wtorek. 
– O, bardzo panu dziękuję! – powiedziała z zapałem. 
Uniósł  do  góry  brwi,  ale  nie  pokusił  się  o  żarty. 

Pozostawił  swój  wehikuł  i  zawrócił  z  powrotem, 
towarzysząc jej w kierunku Missalonghi. 

–  To  chyba  nie  było  nic  poważnego?  –  spytał  po 

kilku  minutach  wspólnego  przemierzania  drogi  w 
milczeniu. 

–  Nie  wiem  –  powiedziała,  uznając  tę  emanację 

litości  i  współczucia  za  naturalny  odruch  cieszącego  się 
dobrym  zdrowiem  człowieka.  –  Muszę  pilnie  odwiedzić 
lekarza w Sydney. Specjalistę od chorób serca. 

background image

„Hm,  dlaczego  powiedziała  to  w  taki  sposób?”– 

zastanowił się Smith. – Aha! – mruknął po chwili. 

– Pan gdzieś tu mieszka, panie Smith? – spytała, aby 

zmienić temat. 

– No cóż, tak, trochę dalej, w kierunku wodospadu – 

odpowiedział  powściągliwie,  ale  tonem  głosu  dał  jej  do 
zrozumienia, że – być może z powodu jej słabowitości lub 
absolutnej  nieszkodliwości  –  zdecydował  się  zaliczyć  ją 
do  przyjaciół.  –  Mam  starą  drewnianą  chatę  położoną 
niedaleko  i  w  tej  chwili  w  niej  obozuję,  ale  zaczynam 
budowę  domu  w  pobliżu  wodospadu.  Stawiam  go  z 
bloków  piaskowca,  które  wydobywam  na  miejscu. 
Właśnie  wracam  z  Sydney,  gdzie  zakupiłem  specjalną 
maszynę do cięcia bloków skalnych i obróbki drewna. W 
ten sposób będę pracował i szybciej, i lepiej. 

Zamknęła oczy i ciężko westchnęła: 
– Och, jak ja panu zazdroszczę. 
Przyjrzał się jej z zaciekawieniem. 
– To bardzo dziwne, że mówi to kobieta. 
Missy otworzyła oczy: 
– Czyżby? 
–  Kobiety zwykle  nie  lubią  być  odcięte od sklepów, 

domostw  i  innych  kobiet  –  ton  jego  głosu  był 
zdecydowany. 

–  Ma  pan  prawdopodobnie  po  części  rację  – 

powiedziała  w  zadumie  –  ale  w  tym  sensie,  o  jaki  panu 
chodzi,  ja  nie  liczę  się  jako  kobieta,  więc  panu 
zazdroszczę.  Spokój,  swoboda,  odosobnienie  –  marzę  o 

background image

tym! 

Zbliżali  się  do  końca  trasy.  Z  daleka  widać  było 

wyblakły, czerwony, pofałdowany dach Missalonghi. 

–  Czy  robi  pan  wszystkie  zakupy  w  Sydney?  – 

spytała,  żeby  coś  powiedzieć.  Wiedziała  jednak,  że  to 
głupie  pytanie.  Przecież  po  raz  pierwszy  spotkała  go  w 
sklepie wuja Maxwella. 

–  Tylko  wtedy,  kiedy  mogę  –  odpowiedział,  nie 

kojarząc jej na szczęście z tym wydarzeniem. – Uciążliwa 
jest  ta  długa  droga  wśród  gór,  którą  muszę  przebywać  z 
pełnym  obciążeniem,  a  mam  tylko  jeden  zaprzęg  koni. 
Ale  prawdę  mówiąc,  w  Sydney  stanowczo  dużo 
przyjemniej  robi  się  zakupy  niż  w  Byron.  Nigdy  nie 
spotkałem  miejsca  lepiej  zaopatrzonego  niż  Nosey 
Parkers. 

Missy uśmiechnęła się. 
–  Panie  Smith,  proszę  zbytnio  nie  obwiniać 

byrończyków. Jest pan dla  nich niepokojącą  nowością, a 
w dodatku nabył pan to, co oni dotychczas uważali za swą 
niezbywalną  i  ekskluzywną  własność,  nawet  jeśli  się 
nigdy nad nią nie zastanawiali, bo nie była im potrzebna. 

Wybuchnął  śmiechem,  szczerze  ubawiony  jej 

sposobem przedstawienia sprawy. 

– Ma pani na myśli dolinę? Mogli ją kupić, sprzedaż 

nie była tajemnicą. Były ogłoszenia w gazetach w Sydney 
i  Katoomba.  Po  prostu  nie  są  aż  tak  sprytni,  jak  im  się 
wydaje. To wszystko. 

– Czuje się pan pewnie jak król, tam, w dolinie? 

background image

– Tak, panno Wright. 
Uśmiechnął  się  do  niej,  trącając  palcami  swój 

zmaltretowany,  buszmeński  kapelusz,  odwrócił  się  i 
odszedł. 

Missy  przebiegła  resztę  drogi  do  domu,  aby  zdążyć 

na czas dojenia krowy. Ani Drusilla, ani Octavia słowem 
nie  wspomniały  o  jej  spacerze  wśród  chaszczy.  Drusilla 
dlatego, że była bardziej przejęta zamanifestowaną przez 
nią  niezależnością  niż  obawami  o  samotny  spacer,  a 
Octavia  dlatego,  że  dławiło  ją  przekonanie,  iż  Missy 
została  zaatakowana  przez  jakąś  mózgową  dolegliwość. 
Ale tak naprawdę, to gdy  zbliżała się godzina czwarta, a 
po Missy nie było śladu w domu, dwie panie urządziły w 
Missalonghi  małą  sprzeczkę.  Octavia  uważała,  że  pora 
już, aby zawiadomić policję. 

–  Nie,  nie,  nie!  –  gwałtownie  przeciwstawiała  się 

Drusilla. 

–  Ależ  Drusillo,  musimy.  Jej  umysł  został  czymś 

zaatakowany,  wiem  to.  Czy.  kiedykolwiek  przez  całe 
swoje życie zachowywała się w ten sposób? 

–  Myślę nad tą sprawą od czasu,  kiedy Missy  miała 

atak,  siostro.  Nie  wstydzę  się  przyznać,  że  kiedy  pan 
Smith  wniósł  ją  do  domu,  byłam  przerażona.  Bałam  się, 
że  mogę  ją  utracić,  i  to  wydawało  mi  się  zbyt  wielką 
krzywdą  i  zbyt  gorzkim  rozwiązaniem.  Dlatego  tak 
bardzo się ucieszyłam, gdy wuj Neville powiedział mi, że 
nie sądzi, aby to było coś poważnego. Wówczas zaczęłam 
się  zastanawiać,  czy  to,  co  się  stało  z  Missy,  nie 

background image

wydarzyło  się  przypadkiem  przeze  mnie.  Octavio, 
powinnyśmy  zachęcać  Missy,  aby  czuła  się  mniej 
uzależniona od nas. To przecież nie jej wina, że Bóg nie 
obdarzył  jej  urodą  Alicji  albo  moim  twardym 
charakterem. Zaczynam rozumieć, że  dla  Missy  nie  było 
to  dobre,  że  przez  całe  swoje  dotychczasowe  życie 
zderzała  się  z  całą  siłą  mojego  apodyktycznego 
charakteru. 

Zmieniam 

całe 

swe 

dotychczasowe 

postępowanie  wobec  niej.  Będę  jej  teraz  pozwalać  na 
wszystko  bez  sprzeczek.  I  posunę  się  jeszcze  dalej,  nie 
wpłynę więcej na zmianę jej decyzji. Nie zrobię tego już 
nigdy. 

–  Bzdury!  –  warknęła  Octavia.  –  Ta  dziewczyna 

zachowuje  się  niedorzecznie.  Pantofelki  zamiast 
półbutów,  romansidła,  spacery  wśród  chaszczy.  Moim 
zdaniem  powinnaś  stać  się  teraz  bardziej  surowa,  niż 
byłaś. 

Drusilla westchnęła. 
–  Kiedy  my  byłyśmy  młode,  Octavio,  nosiłyśmy 

pantofelki.  Nasz  ojciec  był  bardzo  zamożnym 
człowiekiem  i  nie  brakowało  nam  niczego.  Jeździłyśmy 
powozami,  miałyśmy  mnóstwo  pieniędzy  na  drobne 
wydatki.  I  teraz,  kiedy  nasze  życie  stało  się  ciężkie, 
oglądając  się  wstecz  mamy  co  wspominać.  Przypomnij 
sobie,  jaką  przyjemność  czerpałyśmy  z  ładnych 
pantofelków,  sukien,  przyjęć  i  wesołych  młodych  lat.  A 
Missy? Ona nigdy nie nosiła pantofli czy ładnej sukienki. 
Nie oskarżam siebie, bo to nie moja wina, że tak się stało, 

background image

ale  gdy  pomyślę,  że  mogłaby  umrzeć,  cóż... 
Zdecydowałam się dawać jej to wszystko, czego pragnie, 
tak  długo,  jak  będę  mogła  sobie  na  to  pozwolić. 
Pantofelków na razie nie mogę jej kupić, bo nie wiem, ile 
doktor  policzy  sobie  za  leczenie.  Ale  jeśli  chce 
pospacerować wśród chaszczy i czytać romanse, to może. 

–  Bzdury,  bzdury  i  jeszcze  raz  bzdury!  Powinnaś 

postępować  tak,  jak  w  przeszłości.  Missy  potrzebuje 
twardej ręki. 

Ale  Drusilla  nie  odstąpiła  od  swojego  punktu 

widzenia. 

Missy,  nieświadoma  duchowej  przemiany,  jaka 

dokonała  się  w  matce,  zdecydowała,  że  nie  rozpocznie 
czytania żadnej nowej powieści przed obiadem, natomiast 
zabrała się za robienie frywolitek. 

–  Ciociu  Octavio  –  powiedziała  po  dłuższej  chwili 

sprawnego  wykonywania  robótki.  –  Ile  koronki  chcesz 
wszyć  do  swojej  sukni?  Czy  to  wystarczy?  Jak  myślisz? 
Mogę  zrobić  jej  dużo  więcej,  ale  już  teraz  muszę 
wiedzieć, ile ci potrzeba. 

Missy  złożyła  zrobioną  koronkę  w  guzowate  ręce 

Octavii,  po  czym  rozciągając  każdy  kawałek  zaczęła  ją 
przymierzać do figury ciotki. 

–  Och,  Missy,  ależ  to  jest  piękne!  –  wykrzyknęła 

Octavia. – Drusillo, tylko spójrz! 

Drusilla  wzięła  kawałek  siostrzynej  koronki  i 

podeszła do wątłego światła. 

–  Tak,  to  rzeczywiście  piękne.  Muszę  przyznać 

background image

Missy, że robisz to coraz doskonalej. 

–  Ach!  –  odpowiedziała  Missy  swobodnie.  –  To 

dlatego,  że  w  końcu  nauczyłam  się  dobrze  robić  ten 
wyjątkowo skomplikowany i zagmatwany wzór. 

Dwie  starsze  panie  przez  moment  patrzyły  na  siebie 

bez  słowa.  Potem  Octavia  posłała  Drusilli  znaczące 
spojrzenie  i nawet  lekko potrząsnęła  głową.  Ale  Drusilla 
zignorowała ją. 

– Właśnie, właśnie – powiedziała wyniośle. 
Najważniejsze  było,  żeby  dobrze  wypaść  na  ślubie 

Alicji.  Dlatego  Octavia  pozostawiła  Missy  na  chwilę  w 
spokoju. 

–  Czy  tej  koronki  wystarczy,  Drusillo?  –  spytała  z 

obawą. 

– No cóż, do tego, co sobie dotychczas zaplanowałam 

to  tak,  ale  mam  nowy  pomysł.  Chciałabym  tą  samą 
koronką  obszyć  brzeg  wierzchniej  spódnicy  –  to  teraz 
takie modne. Missy, czy nie będziesz miała nic przeciwko 
dodatkowej pracy? Tylko powiedz szczerze, bo może nie 
chcesz? 

Teraz z kolei Missy spojrzała bez słowa. W całym jej 

dotychczasowym  życiu  nie  zdarzyło  się,  aby  matka  była 
tak  uległa.  Wydało  jej  się,  że  to, o  co  zapytała,  było  nie 
tylko  przesadne,  ale  również  zdumiewające.  Ależ  tak, 
oczywiście, to przez te kłopoty ze zdrowiem. 

–  Nie  mam  nic  przeciwko  temu  –  odpowiedziała 

szybko. 

– Och, dziękuję ci! – Octavia rozpromieniła się, ale w 

background image

chwilę  potem  jej  twarz  zmarkotniała.  –  Gdybym  tylko 
mogła ci pomóc w szyciu, Drusillo, to zbyt dużo pracy dla 
ciebie. 

Drusilla  spojrzała  na  pofałdowany  skraj  liliowej 

krepy i westchnęła: 

– Nie martw się, Octavio. Missy zrobi takie drobne i 

wymagające  precyzji  rzeczy,  jak  obrabianie  dziurek  do 
guzików, oblamowania i kieszonki.  Ale tak  naprawdę, to 
byłoby  cudownie,  gdybyśmy  miały  maszynę  do  szycia, 
najlepiej Singera. 

Kwestia  nabycia  maszyny  do  szycia  pozostawała 

oczywiście  poza  dyskusją.  Toteż  panie  z  Missalonghi 
przystąpiły  do  wykonywania  swoich  ubrań  w  tradycyjny 
sposób  –  każdy  cal  każdego  szwu  był  szyty  ręcznie. 
Drusilla  zajęła  się  krojem  i  zszywaniem,  a  Missy 
drobiazgami.  Octavia  nie  była  w  stanie  posługiwać  się 
precyzyjnie takim instrumentem, jak igła do szycia. 

– Jest mi bardzo przykro, że twoja sukienka musi być 

brązowa  –  powiedziała  Drusilla,  patrząc  błagalnie  na 
córkę.  –  Ale  to  prześliczny  materiał  i  sukienka  będzie 
świetnie  uszyta,  przekonasz  się.  Czy  chciałabyś  jakieś 
paciorki do niej? 

–  Żeby  zniszczyć  krój?  Mamo,  ty  kroisz  i  szyjesz 

znakomicie.  Będę  ją  nosić  bez  żadnych  ozdób  – 
odpowiedziała Missy. 

Tej nocy Missy, leżąc w ciemnościach, przypominała 

sobie  szczegóły  tego  najwspanialszego  popołudnia  w 
całym swym dotychczasowym życiu. On, John Smith, nie 

background image

tylko powitał ją krótkim „halo”, ale zrezygnował z  jazdy 
wozem  i  wybrał  spacer  w  jej  towarzystwie,  i  do  tego 
gawędził z nią, jakby była przyjacielem, a nie członkiem 
nieznośnej  szajki,  zwanej  rodziną  Hurlingfordów.  Tak 
miło  na  nią  spoglądał.  Zwyczajnie,  ale  miło.  I  nie 
śmierdział  starym  przenoszonym  potem,  jak  większość 
tak  bardzo  szanowanych  Hurlingfordów,  lecz  pachniał 
wonnym,  drogim  mydłem.  Rozpoznała  ten  zapach 
szybko, bo niekiedy panie z Missalonghi otrzymywały w 
prezencie takie pachnące mydełka, ale nie używały ich do 
mycia.  Umieszczały  je  pomiędzy  fałdami  ubrań,  które 
leżały  w  szufladach.  Jego  ręce  straciły  co  prawda 
gładkość  przez  trudy  i  znoje,  ale  były  czyste,  brudu  nie 
było  nawet  pod  paznokciami.  Włosy  miał  także  bez 
skazy.  Nie  widać  było  śladu  pomady  ani  tłuszczu,  tylko 
zdrowy  połysk,  jak  na  futerku  młodego  kotka.  Dumny  i 
pedantyczny John Smith. 

Najbardziej  podobały  się  jej  jego  przejrzyste, 

jasnobrązowe  oczy i  sposób, w jaki się  śmiał. Nigdy  nie 
byłaby  w  stanie  uwierzyć  w  jakąkolwiek  plotkę 
napomykającą,  że  jest  to  człowiek  nieuczciwy  i 
nikczemny.  Ale  czuła  pokusę,  aby  wtargnąć  w  jego 
wewnętrzny  świat,  w  tę  zaciekle  bronioną  niezależność. 
Wybaczyłaby  mu  nawet  zbrodnię,  gdyby  sprowokowany 
do  ostatnich  granic,  ją  popełnił,  ale  nie  mogłaby  go 
oglądać kradnącego i oszukującego. 

„Och, Johnie Smith, kocham cię! I dziękuję ci całym 

sercem,  że  powróciłeś  do  Missalonghi  tylko  po  to,  żeby 

background image

się dowiedzieć, jak ja się czuję”. 

 
Do ślubu pozostał już tylko miesiąc. Alicja Marshall 

prezentowała się coraz doskonalej, rozkwitała i myślała o 
dołączeniu  tego  ostatniego  miesiąca  do  kolekcji 
najszczęśliwszych  chwil  w  życiu.  Data  ślubu  została 
ustalona  już  osiemnaście  miesięcy  wcześniej  i  nigdy  nie 
przyszło jej na myśl, aby podać w wątpliwość wybór pory 
roku i co za tym idzie, pogody. Była pewna, że wszystko 
ułoży się jak najlepiej, chociaż od czasu do czasu wiosna 

[Kiedy  rozpoczyna  się  akcja  książki,  jest  miesiąc  przed  nastaniem  wiosny,  czyli 
sierpień  (lipiec  i  sierpień  to  miesiące  zimowe  w  Australii),  po  czym  przychodzi 
wrzesień,  czyli  początek  wiosny.  Akcja  powieści  kończy  się  przed  wypadającym 
na  pierwszy  dzień  października  ślubem  Alicji.  Stąd  też  wszystkie  dywagacje 
autorki  na  temat  zmian  zachodzących  w  przyrodzie  są  charakterystyczne  dla 
przełomu  zimy  i  wiosny  w  górskich  strefach  Australii.]

  przychodziła  w 

Góry Błękitne z opóźnieniem, bywało mokro i przesadnie 
wietrznie.  Ale  posłuszna  kaprysowi  Alicja  podążała  z 
niezmąconym szczęściem do wymarzonego Edenu. 

–  Chyba  pogoda  nie  spłata  nam  żadnego  figla  – 

powiedziała Aurelia do Drusilli, a ton jej głosu sugerował, 
że tym razem matka Alicji cieszy się z jej planów. 

Dzień wizyty Missy u specjalisty w Sydney został już 

ustalony,  ale  tydzień  później  niż  spodziewał  się  doktor 
Neville. Zaplanowane przez niego na wcześniejszy termin 
spotkanie  nie  było  możliwe,  ponieważ  Alicja  nie 
pojechała do miasta we wtorek, tak jak miała w zwyczaju. 
Tego dnia właśnie miał się odbyć jej panieński wieczór i 
przygotowania  do  niego  nie  pozwalały  Alicji  zająć  się 

background image

czymkolwiek innym, włącznie z salonem mody. Okazało 
się,  że  wieczór  nie  stał  się  skromnym  spotkaniem 
towarzyskim,  na  którym  przeważałyby  równie  skromne 
upominki  i  dziewczęcy  szczebiot.  Było  to  po  prostu 
wystawne  przyjęcie  dla  krewniaczek  Alicji  w  różnym 
wieku, 

podczas 

którego 

wszystkie 

uczestniczki 

dowiedziały  się,  czego  się  od  nich  oczekuje  w  mający 
nadejść  Wielki  Dzień.  Właśnie  podczas  przyjęcia  Alicja 
postanowiła ogłosić imiona tych, które wybrała na druhny 
i pokazać, jakie wzory i materiały będą obowiązywały na 
przyjęciu  weselnym,  oraz  jak  będzie  udekorowany 
kościół. 

Jedynie ojciec i bracia Alicji odnosili się szorstko i ze 

zniecierpliwieniem  do  podejmowanych  przez  nią  prób 
włączenia  ich  do  pomocy  w  przygotowaniach  lub  też 
pomijali całą sprawę milczeniem. 

– Na litość boską, Alicjo, odejdź – warknął jej ojciec 

z taką złością w głosie, jakiej nigdy nie słyszała. 

– Rób sobie ten swój żałosny wieczór panieński, ale 

nas  w  to  nie  włączaj.  Są  takie  dni,  kiedy  sprawy  kobiet 
stają się rażącą plagą i dziś jest właśnie taki dzień. 

–  Ach, to tak!  –  obruszyła  się  Alicja, aż fiszbiny jej 

gorsetu  groźnie  zaskrzypiały,  i  poszła  poskarżyć  się 
matce. 

–  Myślę,  moja  droga,  że  musimy  teraz  postępować 

bardzo  rozważnie  –  powiedziała  Aurelia,  patrząc  na  nią 
zmartwiona. 

– Ale czy coś się stało? 

background image

–  Doprawdy  nie  mam  pojęcia.  Wiem  tylko  tyle,  że 

coś się dzieje z akcjami Byron Bottle. Zdaje mi się, że w 
tajemniczy sposób zaczęły rozpływać się w powietrzu. 

–  Nonsens  –  powiedziała  Alicja.  –  Akcje  nie  mogą 

tak po prostu przepaść. 

– Ale one wymykają się z rąk rodziny. To miałam na 

myśli  –  poprawiła  się  niewyraźnie  Aurelia.  –  Och,  to 
wszystko  jest  ponad  moje  siły.  Ja  nie  mam  głowy  do 
interesów. 

– Willie nic mi nie mówił. 
–  Willie  mógł jeszcze  nic  nie  wiedzieć, kochanie.  A 

poza  tym  dopiero  co  skończył  uniwersytet  i  nie  miał 
jeszcze zbyt wiele do czynienia ze spółką. 

Alicja  postanowiła  nie  zajmować  się  całą  tą  nudną 

sprawą,  odwróciła  się  z  parsknięciem  i  wyszła,  aby 
przywołać  szefa  służby  domowej.  Uświadomiła  mu,  że 
tylko służące będą mogły przebywać we frontowej części 
domu,  ponieważ  w  przyjęciu  uczestniczyć  będą  jedynie 
kobiety. 

Panie  z  Missalonghi  też  były  zaproszone.  Drusilla 

przybyła  pieszo  w  towarzystwie  Missy,  a  Octavia, 
odświętnie  ubrana,  zmuszona  była  pozostać  w  domu, 
ponieważ  Aurelia  zapomniała  przysłać  obiecanego 
powozu.  Drusilla  założyła  swój  brązowy  gurt  i  była 
szczęśliwa  wiedząc,  że  nie  będzie  narażona  na  ponowne 
zaprezentowanie  się  w  nim  na  ślubie.  Missy  miała  na 
sobie  brązową,  lnianą  sukienkę,  a  na  głowie  stary 
słomkowy  kapelusz  z  płaskim  rondem.  Wkładała  go  na 

background image

głowę  od  piętnastu  lat  przy  każdej  okazji  wymagającej 
kapelusza,  a  przede  wszystkim  na  coniedzielne  msze. 
Nowe  kapelusze  miały  być  zakupione  na  ślub,  ale, 
niestety,  nie  w  sklepie  Alicji.  Panie  z  Missalonghi 
kupowały  zazwyczaj  surowe  kapelusze  w  imperium 
handlowym  wuja  Herberta  i  dopiero  w  domu  same 
zajmowały się ich upiększaniem. 

Alicja  wyglądała  oszałamiająco  w  delikatnej 

morelowej 

sukience 

krepy, 

ozdobionej 

niebiesko-fioletowym  haftem  i  bukietem  jedwabnych 
lawendowych kwiatów na ramieniu. 

„Och!” – pomyślała Missy – „chociaż raz chciałabym 

założyć taką sukienkę jak ta. Przebolałabym już nawet ten 
morelowy  kolor,  na  pewno.  I  nawet  ten  wpadający  w 
bladą purpurę odcień niebieskiego”. 

Na  przyjęcie  zaproszono  ponad  sto  kobiet,  które 

błąkały  się  po  domu  małymi  grupkami,  topiąc  wzrok  w 
swych  nawzajem  znajomych  twarzach  i  prześcigając  się 
w  plotkach.  Aż  wreszcie  o  czwartej  usadowiły  się 
wszystkie  w  pokoju  balowym,  gdzie  podano  świetną 
herbatę, trójkątne  placuszki z  mąki pszennej z dżemem  i 
kremem,  herbatniki,  sandwicze,  szparagi,  ptysie,  słodkie 
kremowe  bułeczki  z  rodzynkami  i  delikatne,  lepkie  i 
słodkie napoleonki. Herbata była do wyboru – serwowano 
Darjeeling, Earl Grey, Lapsang Souchong i Jaśminową. 

Kobiety  rodem  z  Hurlingfordów  były  tradycyjnie 

jasne, 

wysokie 

równie 

tradycyjnie 

nieszczere. 

Rozglądając  się  i  obserwując  zgromadzone  panie  oraz 

background image

słuchając ich świergotu Missy potwierdziła  prawdziwość 
tej  obserwacji.  Była  to  pierwsza  tego  rodzaju  okazja,  na 
którą  została  zaproszona.  Prawdopodobnie  dlatego,  że 
wypadało ją zaprosić, skoro zwrócono się o przybycie do 
tylu  kobiet  o  niższym  stopniu  pokrewieństwa.  Podczas 
coniedzielnych  nabożeństw  w  byrońskim  kościele  nie 
mogła  poczynić  tych  obserwacji,  ponieważ  wówczas 
zgromadzenie  kobiet  rozmywało  się  w  ogólnej  masie 
Hurlingfordów,  wzmocnionej  obecnością  mężczyzn.  Ale 
tu, w balowym salonie ciotki Aurelii, zgromadzone panie 
robiły przytłaczające wrażenie. 

Powietrze 

wypełniały 

sztywne 

imiesłowy, 

znakomicie  maskowane  i  łączone  z  bezokolicznikami 
oraz  dużą  ilością  innych  słownych  przysmaczków,  które 
wyszły  z  mody  jakieś  pięćdziesiąt  lat  temu.  Pod 
wspaniałym i łaskawym dachem Aurelii nikt nie ośmielił 
się  nikomu  niczego  odmówić.  Missy  zauważyła,  że  była 
w  tym  towarzystwie  jedyną  ciemnowłosą  kobietą.  Och, 
gdzieniegdzie  na  obrzeżach  błyskały  oczywiście  ciemne 
punkty (siwe i blondynki nie musiały trzymać się z dala), 
ale jej czarne jak heban włosy odbijały się niczym grudka 
węgla  na  śniegowym  polu.  Doskonale  pojmowała, 
dlaczego  matka  pouczyła  ją,  aby  nie  zdejmowała 
kapelusza przez całe przyjęcie. Stało się rzeczą naturalną 
w  tej  rodzinie,  że  kiedy  kobieta  lub  mężczyzna  z 
Hurlingfordów  zawierali  związek  małżeński  z  kimś  z 
zewnątrz, wybierali zawsze jasnowłosego partnera. Ojciec 
Missy  także  był  blondynem,  ale  jego  dziad,  według 

background image

Drusilli,  był  tak  ciemny  jak  mieszaniec.  Określenie  to 
stało się niemal symboliczne i zostało ogólnie przyjęte. 

–  Najdroższa  Antonio  i  Augusto,  obciąża  nas 

anglosaski  sposób  myślenia  –  szydziła  Drusilla, 
rozmawiając  z  którąś  ze  swych  rzadziej  widywanych 
sióstr. 

Aurelia  przez  cały  czas  zajmowała  się  prawie 

wyłącznie lady Billy, którą na to popołudnie pozbawiono, 
nie bez gorzkiego jej protestu, powozu i konia. Lady Billy 
siedziała milcząca, ponieważ była sama, nie miała córek i 
nic  ją  nie  łączyło  z  obecnymi  na  przyjęciu  kobietami. 
Zgromadzony  tłum  zarówno  przerażał  ją,  jak  i 
przyprawiał  o  mdłości,  a  fakt,  że  Alicja  Marshall  miała 
zostać  jej  synową,  napawał  smutkiem.  Niezniechęcona 
tym,  iż  toczy  samotną  walkę,  głośno  protestowała 
przeciwko zaręczynom małego Willie’go z drogą kuzynką 
Alicją, oświadczając, że nigdy nie stworzą dobranej pary. 
W ten sposób znalazła się  w osamotnieniu, zwłaszcza że 
sir William (zwany Billym) znęcał się nad nią, co zresztą 
robił  ze  wszystkimi.  Zawsze  miał  chrapkę  na  Alicję  i 
radowała  go  perspektywa  oglądania  jej  płowej  głowy  i 
ślicznej  buzi  każdego  wieczoru  przy  kolacji.  Zostało 
bowiem  ustalone,  że  nowo  poślubiona  para  przez  co 
najmniej  kilka  miesięcy  będzie  dzieliła  dom  z  sir 
Williamem  i  jego  małżonką.  Sir  William  przekazał 
młodożeńcom  w  prezencie  ślubnym  dziesięć  akrów 
pierwszorzędną  ziemi,  ale  budowany  na  nich  dom  był 
jeszcze daleki od ukończenia. 

background image

Missy  rozglądała  się  wokół  za  Uną.  Znalazła  ciotkę 

Livillę, ale po Unie nie było śladu. Co za nieszczęście! 

– Nie widzę tutaj dzisiaj Uny – powiedziała do Alicji, 

kiedy  ta  zachwycająca  istota  przechodziła  obok  niej  ze 
swym protekcjonalnym uśmiechem na ustach. 

– Kogo? – spytała Alicja, zatrzymując się. 
–  Uny,  kuzynki  cioci  Livilli.  Ona  pracuje  w 

bibliotece. 

–  Głuptasie.  W  Byron  nie  ma  Hurlingfordówny  o 

takim  imieniu  –  odpowiedziała  Alicja,  znana  z  tego,  że 
nigdy nie skalała sie czytaniem książek. Po czym odeszła 
wdzięcząc się do zebranych. 

„Co  się  mogło  stać?  Oczywiście!  Una  była 

rozwiedziona,  a  to  w  tym  towarzystwie  niewybaczalny 
grzech!” 

Ciotka  Livilla  mogła  zapewnić  dach  nad  głową 

swojej  kuzynce,  ale  ten  humanitarny  odruch  jeszcze  nie 
oznaczał, że się do niej przyznaje. Rozwiedziona kuzynka 
wkraczająca  w  byrońską  społeczność!  Wszystko 
wskazywało  na  to,  że  ciocia  Livilla  postanowiła  nie 
wspominać  o  niej.  W  tej  sytuacji  stawało  się 
zastanawiające,  że  to  właśnie  Una  zajęła  się  życiową 
edukacją  Missy.  Podczas  rzadkich  ostatnio  wizyt  w 
bibliotece ciotka  Livilla  nigdy nie  wspominała  o Unie, a 
Missy po prostu bała się o nią zapytać. 

Zbliżała się Drusilla, ciągnąc za sobą Cornelię. 
– Och, czyż to nie wspaniałe przyjęcie! – oznajmiła. 
– Znakomite – powiedziała Missy, przesuwając się na 

background image

sofie, którą odkryła za ogromną palmą Kentia. 

Drusilla  i  Cornelia  usiadły  z  talerzykami  w  ręku, 

zaopatrzone w co najmniej po jednym z każdego rodzaju 
przysmaków, które znajdowały się w bufecie. 

– Jak to ładnie i przemyślnie zrobione! Droga Alicja! 

–  trajkotała  Cornelia,  która  czuła  się  uprzywilejowana, 
pracując za marne  wynagrodzenie  jako sprzedawczyni  w 
sklepie  Alicji  i  nie  mając  pojęcia,  jak  bardzo  cynicznie 
wykorzystywano  jej  wdzięczność  i  poświęcenie.  Przed 
otwarciem salonu „Chez Chapeau” Cornelia pracowała  u 
swego  brata  Herberta,  który  był  tak  skąpy,  że  Alicja 
wydawała  się  przy  nim  niezwykle  hojna,  i  to 
podtrzymywało złudzenia Cornelii. 

Cornelia  w  taki  sam  sposób  i  z  takim  samym 

rezultatem jak Octavia, sprzedała swój dom i pięć akrów 
ziemi  Herbertowi.  Chciała  bowiem  pomóc  swej  siostrze 
Julii w spłaceniu herbaciarni zakupionej od Herberta. 

–  Cicho  –  szepnęła  Drusilla.  –  Alicja  zamierza 

mówić. 

Alicja  przemówiła.  Jej  twarz  była  rozjaśniona,  a 

oczy, jakby podfarbowane  akwamaryną, rzucały iskierki. 
Nazwiska  dziesięciu  druhen  zostały  przyjęte  z  piskiem  i 
oklaskami.  Główna  druhna  zasłabła,  gdy  usłyszała,  że 
spotkał  ją  taki  zaszczyt,  i  trzeba  ją  było  cucić  solami 
trzeźwiącymi.  Następnie  Alicja  życzyła  sobie,  aby 
sukienki panien z  orszaku ślubnego były skompletowane 
w pięciu odcieniach różu, poczynając od bardzo bladego, 
a  skończywszy  na  głębokim  cyklamenie.  Stojąca  przy 

background image

ołtarzu i ubrana na biało panna młoda miała być otoczona 
pięcioma druhnami z każdej strony, ustawionymi według 
koloru  sukien,  od  płowego  różu  przy  niej  do  mocno 
ciemnego na końcu orszaku. 

–  Jesteśmy  wszystkie  prawie  tego  samego  wzrostu, 

wszystkie  mamy  jasne  włosy  i  mniej  więcej  taką  samą 
figurę  –  wyjaśniła  Alicja.  –  Myślę  więc,  że  efekt  będzie 
znakomity. 

– Prawda, że to świetny pomysł? – szepnęła Cornelia, 

usatysfakcjonowana,  że  uczestniczy  w  przyjęciu,  na 
którym wstępnie planuje się przebieg całej uroczystości. – 
Tren  Alicji  uszyty  będzie  z  koronki  Aleneon  o  długości 
dwudziestu stóp i wycięty zostanie z pełnej szerokości. 

–  Świetny  –  westchnęła  Drusilla,  przypominając 

sobie,  że  jej  suknia  ślubna  też  miała  bardzo  długi 
koronkowy  tren,  może  jeszcze  dłuższy,  ale  jednak 
nieporównywalny z tym. 

–  A  ja  zauważyłam,  że  Alicja  wybrała  do  orszaku 

tylko  panny  –  odezwała  się  Missy,  której  po  ponownym 
przebyciu  siedmiu  mil  z  Missalonghi  znowu  zaczął 
dokuczać  ból  i  coraz  bardziej  się  potęgował.  W  takiej 
chwili  nie  wypadało  opuścić  pokoju  i  dlatego  żeby 
zapomnieć  o  bólu,  zaczęła  rozmowę.  –  Podeszła  do  tej 
sprawy  bardzo  rygorystycznie.  Ja  także  jestem  panną,  a 
nie zostałam wybrana. 

– Ciii... sza! – zasyczała Drusilla. 
– Najdroższa, mała Missy, jesteś zbyt niska i ciemna 

–  powiedziała  półgłosem  Cornelia,  współczując 

background image

siostrzenicy. 

–  Mam  ponad  pięć  stóp  wzrostu  –  odpowiedziała 

Missy, nie wysilając się zbytnio, żeby stłumić swój głos. 
– Tylko w środowisku Hurlingfordów można to uznać za 
niski wzrost. 

– Ciii... sza! – syknęła znowu Drusilla. 
Tymczasem  Alicja  zaczęła  mówić  o  kwiatach, 

informując  oczarowane  towarzystwo,  że  liczne  bukiety, 
każdy  złożony  z  tuzina  różowych  orchidei,  ozdobią  całą 
posiadłość. 

–  Różowe  orchidee?  Ależ  to  ostentacyjna 

wulgarność! – powiedziała Missy na cały głos. 

W tym momencie Alicja zamilkła, przygotowując się 

do odparowania ataku. 

–  Ciekawe,  czy  ona  czuje  się  szczęśliwa,  dając  to 

przedstawienie  w  tak  wczesnej  fazie  przygotowań  do 
ślubu – mówiła dalej Missy, nie zwracając się do nikogo 
w szczególności. – Sądzę, że się domyśla, iż połowa tych 
szczegółów,  z  których  jest  tak  dumna,  nie  zostanie 
zauważona. 

Alicja,  śmiejąc  się  i  promieniując  wokół  czarem,  z 

naręczem  weselnych  szkiców  i  próbek  materiałów, 
zaczęła przesuwać się w ich kierunku. 

–  Jaka  szkoda,  że  jesteś  taka  ciemnowłosa  i  niska, 

Missy  –  wypaliła  z  czarującym  uśmiechem.  –  Nawet 
chciałam  cię  poprosić,  ale  musisz  zrozumieć,  że  nie 
nadajesz się na druhnę. 

– A ja żałuję, że to nie ty jesteś ciemnowłosa i niska 

background image

–  odpaliła  Missy  równie  uprzejmie.  –  Ty  i  wszystkie 
podobne  tobie  wzrostem  i  kolorem  włosów,  ozdobione 
stopniowo  cieniowanym  różem,  przeistoczycie  się  po 
prostu w tapetę ścienną. 

Alicja,  Drusilla  i  Cornelia  wstrzymały  na  chwilę 

oddechy.  Missy  podniosła  się  niespiesznie  i  usiłowała 
wygładzić fałdy swej brązowej, lnianej spódniczki. 

–  Miłe  przyjęcie,  Alicjo  –  zaszczebiotała.  –  Szkoda, 

że  takie  skromne.  Dlaczego  wszyscy  zawsze  muszą 
serwować  to  samo  konwencjonalne  jedzenie?  Dopiero 
dziś  doceniłam  smak  zwykłej  kanapki  z  jajkiem.  Myślę, 
że teraz was opuszczę. 

Missy  wyszła,  zanim  trzy  zdumione  panie  zdołały 

odzyskać oddech. Kiedy to się  stało, Drusilla,  skrywając 
uśmiech,  udawała,  że  nie  słyszy  żądania  Alicji,  aby 
przyprowadzono  Missy  z  powrotem,  ponieważ  powinna 
ją przeprosić. Dobrze tak Alicji! Dlaczego nie chciała być 
miła  chociaż  ten  jeden  raz?  Dokuczając  Missy  sama 
popsuła  swój  panieński  wieczór.  Poza  tym  Drusillę 
zdumiała trafność uwag córki. Alicja w białej sukni na tle 
różu  i  bieli  kokard,  bukietów  i  weselnej  dekoracji 
kościoła  –  to  rzeczywiście  będzie  wyglądało  jak  tapeta 
ścienna. 

Zaraz  za  drzwiami  poraził  Missy  upiorny  ból  i 

duszność.  Zdecydowała,  że  raczej  umrze  w  jakimś 
odosobnieniu,  niż  wróci  na  przyjęcie.  Opuściła  żwirową 
drogę  i  miotała  sie  wokół  domu.  Pogląd  Alicji  Marshall 
na  urządzenie  ogrodu  wykluczał  pojawienie  się  w  nim 

background image

jakichkolwiek  zarośli,  tak  że  nie  było  tu  wiele  miejsc,  w 
których  Missy  mogłaby  się  ukryć.  Najbardziej 
niedostępna 

wydawała 

się 

olbrzymia 

kępa 

rododendronów,  które  rosły  pod  oknem.  Missy  wpełzła 
do środka i półsiedząc, półleżąc Oparła plecy o czerwoną 
cegłę za krzakami. Ból już był nie do wytrzymania, kiedy 
się zaczynał. Zamknęła oczy i całą siłą woli zmuszała się, 
aby  nie  umrzeć,  dopóki  John  Smith  nie  weźmie  jej  w 
ramiona.  Jeśli  już  umrzeć  to  tak,  jak  bohaterka 
Udręczonego  serca.  Co  za  przygnębiające  i  zupełnie 
nieromantyczne  miejsce  ten  rododendronowy  gąszcz 
ciotki Aurelii! 

Nie  umarła.  Po  pewnym  czasie  ból  zaczął  słabnąć  i 

Missy spróbowała się podnieść. Gdzieś w pobliżu słychać 
było  czyjeś  głosy,  a  rododendrony  wciąż  jeszcze  nie 
miały  liści  i  Missy  nie  chciała  natknąć  się  na 
rozmawiających.  Uklękła  i  postanowiła  wstać.  Wtedy 
zdała  sobie  sprawę,  że  głosy  dochodzą  z  okna,  które 
znajdowało się tuż nad jej głową. 

–  Czy  ty  widziałaś  kiedykolwiek  tak  potworny 

kapelusz? – spytał ktoś i Missy rozpoznała, że głos należy 
do  Lavinii,  najmłodszej  córki  ciotki  Augusty,  która 
oczywiście została druhną. 

–  Oglądam  go  zbyt  często.  A  żeby  być  dokładną,  w 

każdą  niedzielę  w  kościele  –  odpowiedziała  swym 
bezbarwnym i przykrym głosem Alicja. – Choć myślę, że 
osoba,  która  nosi  ten  kapelusz,  jest  dużo  bardziej 
potworna. 

background image

– Ależ to jest brudas – skwitował ktoś trzeci głosem 

należącym  do  głównej  druhny,  Marcji,  która  była  córką 
ciotki  Antonii.  –  Sądzę,  Alicjo,  że  określenie  „potworna 
osoba”  wydaje  się  świadczyć,  że  traktujesz  ją  zbyt 
poważnie.  Słowo  „miernota”  jest  dużo  lepszym 
określeniem dla Missy Wright, choć kapelusz, przyznaję, 
jest istotnie potworny. 

–  Racja  –  przyznała  Alicja,  która  wciąż  bardzo 

cierpiała  z  powodu  nieoczekiwanego  porównania  jej  z 
tapetą.  Missy,  zdaniem  Alicji,  była  w  straszliwym  t 
błędzie.  A  poza  tym  nic  tak  nie  cieszyło  Alicji,  jak 
planowana  okazałość  i  widowiskowość  jej  ślubu,  toteż 
Missy  swoją  uwagą  zalazła  jej  za  skórę  bardziej,  niż  się 
tego spodziewała. 

–  Ale  co  nas  obchodzi  Missy  Wright?  –  spytała 

kuzynka o imieniu Postia. 

– Ponieważ Drusilla jest faworyzowaną siostrą mojej 

matki,  obawiam  się,  że  będę  musiała  się  z  nią  liczyć  – 
oświadczyła Alicja ze złością w głosie. 

–  Dlaczego  moja  mama  tak  bardzo  współczuje  jej 

matce,  nie  wiem,  i  już  porzuciłam  nadzieję,  że 
kiedykolwiek  odwiodę  ją  od  tego.  Ośmielam  się  nawet 
sądzić,  że  miłosierdzie  mamy  jest  godne  pochwały,  ale 
mówię  wam,  że  w  sobotnie  ranki,  kiedy  ciocia  Drusilla 
przychodzi, aby objeść się naszymi ciasteczkami, zawsze 
staram  się  zniknąć  z  domu.  Boże,  jak  ona  je  pochłania! 
Mama robi zawsze dwa tuziny ciasteczek, ale do wyjścia 
cioci  Drusie  nie  ma  po  nich  śladu.  –  Alicja  wykrzywiła 

background image

usta  w  nieszczerym  uśmiechu.  –  To  stało  się  już 
przedmiotem  stałych  dowcipów  w  naszym  domu,  nawet 
wśród służby. 

–  Cóż,  one  są  podobno  przeraźliwie  biedne, 

nieprawdaż?  –  spytała  Lavinia,  która  w  szkole  była 
zupełnie  niezła  z  historii  i  swoją  wyższość  w  tej 
dziedzinie  podkreślała  poprzez  zdanie:  „Zawsze 
intrygowało  mnie,  dlaczego  francuskie  pospólstwo 
zgilotynowało  Marię  Antoninę.  Ona  po  prostu 
powiedziała,  że  powinni  jeść  ciastka,  skoro  nie  mają 
chleba”. – Wydaje mi się, że ktoś okropnie biedny zawsze 
powinien  dbać  o  możliwość  zjedzenia  ciastka  dla 
odmiany. Mam na myśli ciocię Drusie! 

–  Szkoda,  że  nie  można  ludzi  zakwalifikować  do 

rozbiórki,  tak  jak  kwalifikuje  się  domy  –  odezwała  się 
kuzynka  o  imieniu  Junia,  która  całą  swą  gorycz, 
wynikającą  z  faktu,  że  nie  została  wybrana  na  druhnę, 
wylała w tych śmiertelnie jadowitych kropelkach słów. 

–  W  dniu  dzisiejszym  i  zawsze  jesteśmy  zbyt 

wspaniałomyślne  na  to,  aby  je  tak  potraktować  – 
odpowiedziała  Alicja.  –  Przeto  wszystkie  musimy 
dźwigać ciężar cioci  Drusie,  cioci  Octie, kuzynki Missy, 
cioci  Julie,  cioci  Cornie  i  całej  reszty  tej  bandy 
panno-wdów. Weźmy dla przykładu mój ślub. Przecież to 
dla nich zbyt wielki zaszczyt. Ale mama uważa, że muszą 
być  zaproszone.  Oczywiście  przyjdą  pierwsze  i  wyjdą 
ostatnie. Czy zauważyłyście, jakie tworzą się tarcia i jakie 
powstaje  wrzenie,  kiedy  one  się  pojawiają?  Skądinąd 

background image

mama  wpadła  na świetny pomysł, aby zaoszczędzić  nam 
widoku tych ohydnych brązowych sukienek. Kupiła moją 
bieliźnianą  wyprawkę  ślubną  od  ciotuni  Drusie  za 
dwieście  funtów.  I  muszę  przyznać,  że  te  robótki  są 
nadzwyczajne,  więc  pieniądze  matki,  dzięki  Bogu,  nie 
zmarnowały  się.  Wszystkie  poszewki  ozdobione  są 
eleganckim  haftem  i  pozapinane  na  pokryte  płótnem 
guziczki,  z  których  każdy  też  ma  .  haft  pączka  róży. 
Bardzo  piękne!  Swoją  drogą  plan  mamy  okazał  się  bez 
zarzutu, bo wuj Herbert przekazał już nam, że Missy była 
w  sklepie  i  kupiła  trzy  długości  materiałów  na  sukienki: 
liliowy dla cioci Drusie, błękitny dla cioci Octie... Och! A 
kto zgadnie, jaki kolor wybrano dla kuzyneczki Missy? 

– Brązowy! – wykrzyknęły chórem wszystkie panny i 

wybuchnęły śmiechem. 

– Mam pomysł! – krzyknęła Lavinia, kiedy wesołość 

minęła.  –  Dlaczego  nie  dasz  Missy  jednej  ze  swoich 
znoszonych sukien w takim odcieniu, jaki by jej pasował? 

– Wolałabym umrzeć! – odrzekła pogardliwie Alicja. 

–  Wyobraź sobie  jedną  z  moich pięknych sukien na  tym 
wyglądającym  na  mieszańca  chudzielcu.  Jeżeli  jesteś  aż 
tak zainteresowana, Lavinio, to podaruj jej coś swojego. 

–  Ja?  –  odezwała  się  cierpko Lavinia.  –  Ty jesteś  w 

dużo  lepszej  sytuacji  finansowej.  Pomyśl  o  tym,  skoro 
jesteś  tak  bardzo  rozdrażniona  jej  wyglądem.  Masz  tyle 
sukien  w  kolorach  bursztynowym,  starego  złota  i 
morelowym. Myślę, że któraś z nich będzie pasowała  na 
Missy. 

background image

W  tym  momencie  Missy  udało  się  na  rękach  i 

kolanach  wydostać  z  rododendronowych  zarośli  na 
ścieżkę.  Czołgała  się  na  czworakach  tak  długo,  aż 
znalazła  się  w  bezpiecznej  odległości  od  okna,  wtedy 
podniosła się i szybko uciekła. Łzy płynęły po jej twarzy, 
ale  nie  zatrzymała  się,  aby  je  obetrzeć.  Była  zbyt 
zdenerwowana i bała się, że ktoś może ją zobaczyć. 

Nie  sądziła,  że  kiedykolwiek  i  od  kogokolwiek 

usłyszy  coś,  co  ją  aż  tak  bardzo  zrani.  Setki  razy 
wymyślała  różne  litościwe  i pogardliwe  powiedzonka  na 
swój temat. Ale one tak nie raniły. Tak zszargać kogoś do 
granic wytrzymałości za pomocą słów mogła tylko Alicja 
i  jej  przyjaciółki.  Mówiły  wszak  o  jej  matce  i  o 
wszystkich  tych  biednych  ciotkach  –  starych  pannach  i 
wdowach, które tak ciężko pracowały i były tak skromne, 
honorowe  i  zobowiązane  za  każdy  ludzki  odruch,  i  tak 
dumne,  że  nie  przyjęłyby  nic  za  darmo,  bo  obrażała  je 
litość.  Jak  Alicja  śmiała  mówić  o  tych  kobietach  z  taką 
pogardą,  z  takim  jadem  i  bez  wyczucia!  Ciekawe,  jak 
sama zachowałaby się, gdyby była zmuszona ciągle nosić 
te  same  rzeczy  i  dokuczliwe  buty,  znalazłszy  się  w  ich 
położeniu? 

Podążając  przez  Byron  z  dotkliwym  bólem  w  boku, 

modliła się, żeby biblioteka była otwarta i aby Una była w 
środku.  Och,  jak  ona  potrzebowała  Uny  tego  wieczoru! 
Ale  gorące  pragnienie  nie  spełniło  się,  bo  na  drzwiach 
wypożyczalni widniała kartka z napisem: ZAMKNIĘTE. 

Octavia  siedziała  w  kuchni,  ponownie  przebrana  w 

background image

swoje  robocze  ubranie,  a  ich  skromny  posiłek  kipiał  w 
garnuszku.  Tego  dnia  był  gulasz.  Zajęta  była  robótką  na 
drutach – jej niekształtne ręce magicznie tworzyły bardzo 
delikatne  i  cieniutkie  jak  pajęczyna  szale,  które 
przeznaczone  były  na  ślubny  prezent  dla  niewdzięcznej 
Alicji. 

–  Och!  –  powiedziała,  odkładając  robótkę,  gdy 

weszła Missy. – Czy dobrze się bawiłaś, kochanie? Matka 
jest z tobą? 

– Bawiłam się okropnie i dlatego wyszłam wcześniej, 

przed mamą – odparła krótko Missy, schwyciła wiaderko 
na mleko i uciekła. 

Krowa  czekała  cierpliwie,  żeby  wejść  do  szopy. 

Missy wyciągnęła rękę, pogłaskała jej aksamitny, ciemny 
pysk i zajrzała w jej wielkie, ciepłe, brązowe ślepia. 

–  Jaskier,  jesteś  milsza  od  Alicji.  Nie  mogę  pojąć, 

dlaczego nazwanie kobiety krową jest tak niewybaczalną 
zniewagą. Od teraz obraźliwą formą będzie imię „Alicja”. 

Poprowadziła  krowę  do  szopy,  żeby  zajęła  swoje 

miejsce  w  przegrodzie.  Doiła  się  ją  łatwo.  Jaskier  nie 
szamotała się ani nie drgała, gdy ręce Missy były zimne, a 
bywało  tak  często.  Jej  mleko  było  wyśmienite,  jako  że 
miłe krowy zawsze dają dobre mleko. 

Kiedy Missy  wróciła, Drusilla była już  w domu. Jak 

zwykle  przelała  większość  mleka  do  dużych,  płaskich 
misek, które przetrzymywane były w tylnej, zaciemnionej 
części  werandy.  Gdy  wykonywała  tę  pracę,  słyszała  jak 
matka  entuzjastycznie  raczy  ciotkę  pełnym  opisem 

background image

przyjęcia u Alicji. 

–  Och,  tak  się  cieszę,  że  chociaż  jedna  z  was  miło 

spędziła  czas  –  powiedziała  Octavia.  –  Od  Missy 
dowiedziałam  się,  że  nie  bawiła  się  zbyt  dobrze.  Myślę, 
że jej problem to brak przyjaciółek. 

–  To  prawda,  i  nikomu  nie  jest  bardziej  przykro  z 

tego  powodu  niż  mnie.  Zbyt  wczesna  śmierć  Eustace'a 
przekreśliła  nadzieje, że Missy będzie  miała  rodzeństwo. 
A poza tym nasz dom położony jest zbyt daleko od Byron 
i  do  tego  po  jego  gorszej  stronie,  dlatego  nikt  nie  chce 
nam składać regularnych wizyt. 

Missy czekała, że zostaną ujawnione jej grzeszki, ale 

matka nic o tym nie wspomniała. Zdobyła się na odwagę i 
weszła do środka. Od kiedy kłopoty z sercem zaczęły się 
nasilać,  jakoś  łatwiej  było  jej  stawiać  opór  i  nie  dawać 
przewodzić  sobą,  i  chyba  matka  także  łatwiej  przełykała 
grzech  niezależności  córki.  Tylko,  że  tak  naprawdę 
przyczyna  jej  nowego  postępowania  nie  leżała  w 
kłopotach z sercem, ale w zmianie, która w niej zaszła, a 
to  przede  wszystkim  spowodowała  Una.  Tak,  wszystko 
zaczęło  się  od  pojawienia  się  Uny.  Od  jej  szczerości  i 
nieszczerości oraz niechęci do ustępowania komukolwiek. 
Tylko  Una  mogła  powiedzieć  takiemu  okropnemu 
głupcowi, jak James Hurlingford, żeby się pocałował w... 
To tylko Una mogła dać Alicji Marshall słowną nauczkę. 
Tylko Una umiała spowodować; że ludzie czuli przed nią 
respekt.  To  wszystko  jakoś  nieoczekiwanie  spłynęło  na 
Missy  Wright,  czyniąc  z  niej  pojętną  uczennicę.  Gdy 

background image

weszła do kuchni, Drusilla podskoczyła rozpromieniona. 

– Missy, nigdy nie zgadniesz – krzyknęła, wydostając 

zza  fotela,  na  którym  siedziała,  bardzo  duże  pudełko.  – 
Gdy  opuszczałam  przyjęcie,  podeszła  do  mnie  Alicja  i 
dała  mi  to,  żebyś  założyła  na  jej  ślub.  Zapewniała,  że  w 
tym  kolorze  będzie  ci  wspaniale,  chociaż  przyznam,  że 
nigdy bym nie przypuszczała. Tylko spójrz! 

Missy  stała  jak  głaz,  podczas  gdy  matka  grzebiąc  w 

pudełku  wyciągnęła  pakunek  twardej  i  zgniecionej 
organdyny, którą strząsnęła i podtrzymała, aby oszołomić 
dziewczynę  tym  czymś,  co  pokazywała.  Była  to  piękna 
suknia w bladym odcieniu toffi – nie brązowa, nie żółta i 
nie  całkiem  bursztynowa.  Każdy,  kto  się  znał,  mógł 
zauważyć,  że  przybrana  falbanami  spódnica  i  linia 
kołnierzyka  wyszły  z  mody  jakieś  pięć-  sześć  lat  temu. 
Ale  i  tak była  to  wspaniała  sukienka  i  po  wprowadzeniu 
kilku zmian mogłaby pasować do Missy znakomicie. 

– I kapelusz, tylko spójrz na kapelusz!  – zapiszczała 

Drusilla,  chwytając  w  ręce  duży,  kolisty  kapelusz 
utrzymany  w  tym  samym  kolorze,  co  suknia.  –  Czy 
kiedykolwiek  widziałaś  piękniejszy  kapelusz?  Och, 
najdroższa Missy, musimy kupić ci pantofelki. Teraz już 
nieważne, że są niepraktyczne. 

Missy,  jeszcze  oszołomiona,  zrobiła  krok  naprzód  z 

wyciągniętymi ramionami, żeby przyjąć podarunek Alicji, 
a  matka  wcisnęła  jej  w  ręce  suknię  i  kapelusz.  Wtedy 
Missy ocknęła się: 

–  Założę  mój  nowy  brązowy  atłas,  kapelusz 

background image

wykonany  w  domu  i  dobre  mocne  botki  –  powiedziała 
nagle  przez  zęby  i  uciekła  przez  tylne  drzwi.  Falbany  z 
organdyny pieniły się wokół niej jak fale na morzu. 

Na dworze nie było jeszcze zupełnie ciemno. Pognała 

do  szopy.  Za  sobą  usłyszała  rozpaczliwe  krzyki  matki  i 
ciotki, ale było już za późno. Sukienka i kapelusz zostały 
stratowane  i  upaprane  w  gnoju,  i  były  na  pewno  nie  do 
uratowania.  Missy  z  łopatą  w  rękach  przerzucała 
podarunek 

wśród 

stosu 

odchodów, 

upokorzona 

wielkopańskim gestem Alicji. 

Drusilla była niewymownie zraniona: 
– Jak mogłaś to zrobić! Och, Missy, jak mogłaś! Raz 

w życiu miałaś szansę, żeby wyglądać pięknie. 

Missy  oparła  łopatę  o  ścianę  szopy  i  z  satysfakcją 

otrzepała ręce: 

–  Z  wszystkich  ludzi  właśnie  ty  jedna  powinnaś 

zrozumieć  dlaczego!  –  wykrzyczała.  –  Nikt  nie  jest  tak 
dumny i twardy jak ty, i nikt szybciej od ciebie nie potrafi 
odkrywać 

prawdziwych 

intencji 

tkwiących 

sprawianych podarunkach. Czyżbyś nie domyślała się, że 
to  zamaskowana  litość?  Dlaczego  w  takim  razie 
odmawiasz  mi  części  swojej  dumy?  Czy  wzięłabyś  ten 
podarunek  dla  siebie?  Dlaczego  więc  przyjęłaś  go  dla 
mnie? Sądzisz, że Alicja tak naprawdę zrobiła to, aby mi 
sprawić  przyjemność?  Oczywiście,  że  nie.  Ona  sobie  po 
prostu postanowiła, że jej ślub będzie wyglądał doskonale 
pod  każdym  względem  i  do  ostatniego  gościa.  A  ja...  Ja 
przecież  wszystko  psuję.  Więc  postanowiła  otworzyć 

background image

jedwabną  kabzę  dla  Missy  Wright-świńskiego  ucha. 
Piękne  dzięki!  Aleja  chcę  być  sobą,  tylko  sobą,  z  całą 
swoją prostotą, i nie zamierzam korzystać z jakiejkolwiek 
jedwabnej  kabzy,  zwłaszcza  Alicji  Marshall.  Co  zresztą 
zamierzam jej powiedzieć. 

W istocie stało się to zaraz następnego dnia. 
Drusilla  prawie  całą  noc  czołgała  się  na  kolanach, 

uzbrojona  w  kaganek,  poszukując  sukienki  i  kapelusza, 
które  gdzieś  zniknęły.  Nie  wiedziała,  że  miała  ich  już 
nigdy nie zobaczyć. Co więcej, nigdy nie odkryła, co się z 
nimi stało, a ten i ów, kto cokolwiek miał na ten temat do 
powiedzenia,  wolał  jej  o  tym  nie  mówić.  A  wszystko  to 
zostało  spowodowane  szokującymi  wydarzeniami,  które 
miały  miejsce  następnego  ranka  w  rezydencji 
Marshallów. 

Missy  stanęła  przed  frontowymi  drzwiami  Mon 

Repos  około  godziny  dziesiątej.  Niosła  ogromną  i 
nadzwyczaj dokładnie opakowaną paczkę, którą ostrożnie 
trzymała  za  sznurek.  Gdyby  główny  lokaj  wiedział,  jaki 
nastrój  panował  wśród  osób  zgromadzonych  w  małym 
saloniku,  Missy  nie  przedostałaby  się  nawet  poza 
frontową  werandę  przed  domem.  Ale  ponieważ  nie  był 
tego  świadomy,  wpuścił  ją  do  środka,  niechcący 
przyczyniając się do spotęgowania atmosfery przerażenia, 
która i bez tego opanowała skupione tam towarzystwo. 

W  saloniku  znajdowali  się:  ciotka  Aurelia,  wuj 

Edmund, Alicja, Ted i Randolph, sir William Trzeci, jego 
syn  i  następca  –  mały  Willie.  Lady  Billy  nie  było, 

background image

ponieważ asystowała przy źrebieniu się klaczy. 

–  Nie  mogę  tego  pojąć  –  kontynuował  Edmund 

Marshall  –  po  prostu  nie  mogę!  W jaki  sposób  tyle  akcji 
wymknęło  się  nam  z  rąk?  No  jak?  Kto,  do  diabła,  je 
sprzedał i kto, do diabła, je kupił? 

Missy 

uśmiechając 

się 

dała 

lokajowi 

porozumiewawczy  znak,  że  sama  się  zaanonsuje,  jak 
tylko to będzie możliwe. 

–  Z tego, czego dowiedzieli  się  moi agenci,  wynika, 

że  każda  akcja,  która  znajdowała  się  w  obcych  rękach, 
była  kupowana  po  cenie  wielokrotnie  wyższej  od  swojej 
wartości – powiedział sir William Trzeci. 

– Potem ten tajemniczy kupiec rozpoczął inwazję na 

akcje znajdujące się w rękach Hurlingfordów. Jak, kiedy i 
dlaczego  –  nie  wiem,  ale  zdołał  odnaleźć  wszystkich 
Hurlingfordów,  którzy  potrzebowali  pieniędzy  i  nie 
mieszkali  w  Byron.  Złożył  im  oferty  i  nikt  z  nich  nie 
odmówił. 

–  Ależ  to  absurd!  –  krzyknął  Ted.  –  Niezależnie  od 

tego,  jakimi  pieniędzmi  on  obraca,  absolutnie  nie  ma 
sposobu,  żeby  mógł  odzyskać  włożony  kapitał.  Mam  na 
myśli  fakt,  że  pomimo  iż  spółka  Byron  Bottle  jest 
dobrym,  małym  przedsiębiorstwem,  to  przecież  nie  jest 
żyłą złota ani eliksirem życia. Cena, jaką wyznaczył za te 
akcje,  jest  z  gatunku  tych  sum,  które  spekulujący  może 
przeznaczyć  na  opłacenie  poufnej  wiadomości,  że  ten  a 
ten kawałek ziemi jest złotonośny. 

–  Czy  to,  co  usiłujesz  nam  powiedzieć,  wujku, 

background image

oznacza,  że  straciliśmy  większość  udziałów?  –  spytała 
Alicja, która była znakomicie wprowadzona w praktyki i 
terminologię  świata  biznesu.  Sama  też  była  liczącym  się 
udziałowcem spółki Byron Bottle, odkąd, zgodnie ze swą 
zachłanną  naturą,  umieszczała  spory  kapitał,  uzyskiwany 

prowadzenia 

salonu 

„Chez 

Chapeau”, 

bezpieczniejszych sferach finansowych spekulacji. 

– Dobry Boże, nie, jeszcze nie! – zawołał sir William 

i z mniejszą pewnością dodał: – Ale powinniśmy zająć się 
tą sprawą i zahamować odpływ akcji sami je wykupując. 

– Czy w Byron nie ma jakichś małych akcjonariuszy, 

od których  moglibyśmy je  najpierw  wyciągnąć?  –  spytał 
Randolph. 

–  Kilku  Hurlingfordów  po  kądzieli  i  dwie  lub  trzy 

stare 

panny, 

które 

przypadkowo 

bezprawnie 

odziedziczyły  akcje.  Naturalnie  nigdy  nie  wypłacano  im 
dywidend. 

– Jak ci się to udało, wuju Billy? – spytał Randolph. 
–  A  co  mogą  wiedzieć  o  tych  akcjach  takie  głupie 

staruchy,  jak  Cornelia,  Julia  czy  Octavia?  Nie  chciałem, 
żeby się domyśliły, że mają udziały w czymś, co przynosi 
niezły  dochód,  toteż  nie  płaciłem  im  dywidend. 
Powiedziałem im, że akcje są bezwartościowe, ponieważ 
zgodnie z prawem należą do Maxwella i Herberta, i żeby 
nie  robić  dużego  zamieszania,  poradziłem  im,  aby 
naprawiły  ten  okropny  błąd  zapisując  akcje  synom 
Maxwella i Herberta. 

– Mądrze – powiedziała Alicja z podziwem. 

background image

Sir  William  rzucił  jej  tak  gorące  i  namiętne 

spojrzenie, że Alicja zaczęła się zastanawiać, co powinna 
zrobić,  aby  po  ślubie  i  przeprowadzce  do  jego  domu 
utrzymać  wuja  na  dystans,  nie  narażając  stabilności 
rodzinnych więzów. 

–  Musimy  zdobyć  te  udziały  starych  panien  jak 

najszybciej  –  powiedział  Edmund  Marshall,  spoglądając 
posępnie. – Chociaż, Billy, muszę się szczerze przyznać, 
że  nie  wiem,  skąd  wezmę  jakieś  większe  sumy. 
Ograniczyłbym wydatki, ale to byłoby przykre dla  mojej 
żony. Ślub Alicji, rozumiesz! 

–  Jesteśmy  w  tej  samej  sytuacji,  przyjacielu  – 

odpowiedział sir William, a słowa uwięzły mu w gardle. 

–  Cholera,  to  wszystko  jest  bardziej  skomplikowane 

niż  wielka  wojna  w  Europie.  Wszystko,  co  wiemy,  to 
kupieckie pogłoski. 

– Dlaczego mamy odkupywać akcje? – odezwała się 

Alicja  z  lekką  pogardą  w  głosie.  –  Wszystko,  co 
powinniście zrobić, to pójść do cioci Cornie, cioci Julie i 
cioci Octie i poprosić, żeby je oddały. Wręczą je wam bez 
sprzeciwu. 

– W porządku, możemy tak postąpić z tymi trzema i 

oczywiście  z  Drusillą  też.  No  bo  cóż  takiego  posiadał 
Malcolm  Hurlingford,  że  pozostawił  udziały  swoim 
córkom?  Pytam  się,  co?  Do  tego  był  zawsze  dla  nich 
nadmiernie  wyrozumiały.  Dzięki  Bogu,  że  Maxwell  i 
Herbert  nie  są  podobni  do  swojego  ojca  pod  tym 
względem. – Sir William warknął niecierpliwie: – Ale tak 

background image

naprawdę  jesteśmy  w  szachu.  Bo  jeśli  nawet,  jak  mówi 
Alicja, starsze panie przekażą nam swoje akcje bez słowa, 
to  i  tak  będziemy  mieli  do  czynienia  z  pewną  liczbą 
różnych  niegodziwców  i  pół-Hurlingfordów,  którzy  nie 
zechcą  podzielić  się  akcjami,  chociaż  na  nic  im  się  nie 
zdadzą.  Och,  poradzimy  sobie,  w  to  nie  wątpię,  no, 
przynajmniej  dopóty,  dopóki  nie  rozejdzie  się  wieść  o 
tajemniczym  kupcu,  ponieważ  nie  będziemy  w  stanie 
przebić jego ceny. 

–  Co  możemy  szybko  sprzedać,  aby  zgromadzić 

potrzebną gotówkę? – spytała dosadnie Alicja. 

Wszyscy odwrócili się, aby na nią spojrzeć, a Missy, 

wciąż nie zauważona – trudno było w ferworze rozmowy 
dostrzec  skromną  jej  postać  zlewającą  się  brązem 
sukienki  z  cieniem  drzwi  –  przesunęła  się  w 
bezpieczniejsze  miejsce  za  jedną  z  kentyjskich  palm 
ciotki  Aurelii,  których  było  pełno  w  tym  prześlicznym 
domu. 

–  Na  początek  te  cholerne  konie  lady  Billy  – 

powiedział sir William. 

–  Moje  kosztowności  –  dorzuciła  Aurelia  ze 

zdecydowaniem. 

–  I  moje  –  zawtórowała  jej  Alicja  z  przykrym 

odczuciem, że fatalnie się stało, iż nie ona zaproponowała 
to pierwsza. 

– Chodzi jednak również o to – powiedział Edmund – 

że ten tajemniczy  kupiec  lub kupcy,  kimkolwiek jest lub 
są,  wydaje  się  lepiej  wiedzieć,  kto  posiada  akcje  spółki 

background image

Byron Bottle, niż my, chociaż jesteśmy Radą Nadzorczą. 
Gdy  przeglądałem  listę  udziałowców,  zorientowałem  się, 
że większość akcji powinna przejść z osób figurujących w 
rejestrze  na  ich  potomków,  przeważnie  synów  lub 
bratanków.  Okazuje  się  jednak,  że  akcje  znalazły  się 
również  w  obcych  rękach.  Nigdy  nie  przyszłoby  mi  do 
głowy, że jakiś Hurlingford, zwłaszcza syn pierworodny, 
mógłby  podarować  notarialnie  komuś  obcemu  część 
przypadającego  mu  dziedzictwa,  i  to  jeszcze  na  długo 
przed przekroczeniem progu śmierci. 

–  Czasy  się  zmieniają  –  westchnęła  Alicja.  –  Kiedy 

byłam  małą  dziewczynką,  krążyły  legendy  o  rodzie 
Hurlingfordów.  Ale  dzisiaj  młodzi  Hurlingfordowie  nie 
dbają o rodzinne tradycje. 

– Oni są po prostu zepsuci  –  powiedział sir William 

odchrząkująo  i  uderzywszy  dłońmi  o  uda  powziął 
decyzję: – W porządku, zostawmy przez weekend sprawy 
takimi, jakimi są, a od poniedziałku musimy zebrać trochę 
gotówki. 

– A kto się zwróci do ciotek? – spytał Ted. 
– Alicja – natychmiast odparł sir William. – I myślę, 

że  trzeba  to  zrobić  jeszcze  przed  ślubem.  W  ten  sposób 
będzie  można  je  oszukać,  że  podarowują  akcje  jako 
ślubny prezent. 

– A jeśli tajemniczy kupiec dotrze do nich pierwszy? 

–  spytał  ponownie  Ted,  który  zawsze  obawiał  się 
wszystkiego, a myślami ciągle tkwił w rachunkach. 

– Jednej  rzeczy  możesz  być  absolutnie  pewien, Ted. 

background image

Żadna z tych głupich kwok nigdy nie podzieli się z nikim 
spoza  rodziny  tym,  co  należy  do  Hurlingfordów,  bez 
spytania  mnie  lub  Herberta  o  zgodę.  Nawet  jeśli  kupiec 
zaoferuje  im  fortunę,  najpierw  zwrócą  się  do  nas.  –  Sir 
William  był  tak  pewien  swoich  racji,  że  podczas  całego 
tego monologu śmiał się buńczucznie. 

Powstało  ogólne  zamieszanie,  ponieważ  kilka 

zmartwionych  i  poddenerwowanych  osób  próbowało 
znaleźć  jakiś  sposób,  aby  już  przerwać  spotkanie. 
Korzystając z tego Missy przemknęła się z powrotem pod 
drzwi  i  wkroczyła  głośno  do  salonu.  Wszyscy  zauważyli 
ją od razu, chociaż nikt nie wyglądał na zadowolonego z 
jej wizyty. 

– Czego chcesz? – spytała surowo Alicja. 
–  Przyszłam,  aby  ci  powiedzieć,  co  myślę  o  tej 

jałmużnie  i  oświadczyć,  że  najszczęśliwsza  będę 
przybywając  na  twój  ślub  w  dobrym  starym  brązie  – 
odpowiedziała  Missy  i  przemaszerowawszy  przez  pokój 
rzuciła pakunek przed oczami Alicji na stół. 

– Proszę, wielkie dzięki za to. 
Alicja  spojrzała  na  nią  z  takim  obrzydzeniem,  jakby 

niechcący wdepnęła w psie łajno. 

– Rób, jak chcesz! 
– Właśnie od tej pory zawsze będę tak robiła! 
– Missy z psotnym uśmieszkiem spojrzała w górę na 

dużo  od  siebie  wyższą  Alicję,  która  przyznawała  się  do 
pięciu stóp i dziesięciu cali, choć w rzeczywistości miała 
aż  sześć  stóp  i  jeden  cal  wzrostu.  –  No,  Alicjo,  dalej, 

background image

otwórz  to.  Specjalnie  dla  ciebie  ufarbowałam  suknię  na 
brązowo. 

–  Co  zrobiłaś?  –  Alicja  zaczęła  mocować  się  z 

supłami  na  sznurku,  w  końcu  Randolph  przyszedł  jej  z 
pomocą. 

Po przecięciu sznurka oczom wszystkich ukazała  się 

piękna  organdynowa  suknia  i  zachwycający  kapelusz 
zachlapane  nie  do  opisania  czymś,  co  wyglądało  i 
pachniało  jak  świeży,  błotnisty,  krowi  i  świński  nawóz. 
Alicja  wydała  okrzyk  przerażenia,  który  wzmógł  się  i 
przerodził  w  piskliwy  skrzek,  po  czym  odskoczyła  od 
stołu.  Jej  ojciec,  matka,  bracia,  narzeczony  i  wszyscy 
zebrani w pokoju otoczyli stół, żeby popatrzeć. 

– Ty... ty odrażająca, mała dziewko – warknęła Alicja 

do  rozpromienionej  Missy.  –  Jesteś  gorsza  od  dziewki. 
Masz  szczęście,  że  jestem  zbyt  wielką  damą,  aby 
powiedzieć  dokładnie,  co  o  tobie  myślę  –  zasyczała 
Alicja. We  wzburzeniu nie  wiedziała już, co  wstrząsnęło 
nią bardziej – sam czyn czy sprawczyni czynu. 

– No cóż, twoje nieszczęście, Alicjo, że ja nie jestem 

wielką  damą  i  właśnie  zamierzam  powiedzieć  ci 
dokładnie  to,  co  o  tobie  myślę.  Jestem  tylko  o  trzy  dni 
starsza od ciebie, stąd wiem, że zbliżamy się bardziej do 
trzydziestu  czterech  niż  trzydziestu  trzech  lat.  Proszę 
bardzo,  oto  baranina  wystroiła  się  jak  jagnię  i  pokryła 
mosiądzem,  aby  poślubić  chłopca  prawie  o  połowę 
młodszego od siebie. Czy wiek jego ojca nie wydaje ci się 
przypadkiem  bardziej  odpowiedni?  To  właśnie  czyni  z 

background image

ciebie 

takiego 

zimnokrwistego 

potworka! 

Kiedy 

Montgomery  Massey  zmarł,  zanim  zawlekłaś  go  przed 
ołtarz – dzięki czemu uniknął przeznaczenia gorszego niż 
śmierć  –  nie  mogłaś  jakoś  złapać  nikogo,  kto  byłby 
równie  dobrym  łupem.  I  oto  pewnego  dnia  zauważyłaś 
biednego,  małego  Willie,  który  wciąż  nosił  dziecięce 
niesforne  loki  i  bawił  się  w  swym  marynarskim 
garniturku. 

Wówczas 

postanowiłaś  zostać  LADY 

WILLIE. Bez wątpienia, gdyby zmieniły się okoliczności, 
byłabyś  równie  szczęśliwa  zostając  LADY  BILLY, 
zamiast  LADY  WILLIE,  a  może  nawet  taka  zmiana 
tytułu  bardziej  by  cię  satysfakcjonowała.  Szanuję  twoje 
rozgoryczenie, Alicjo, ale nie ciebie. I bardzo mi przykro 
z  powodu  małego  Willie’ego,  którego  czeka  okropne 
życie, bo stanie się kością niezgody między żoną a matką. 

Obiekt  jej  litości  stał  pomiędzy  resztą  rodziny, 

przypatrując  się  Missy  tak,  jakby  wyskoczyła  nago  z 
gigantycznego  tortu  i  przymierzała  się  do  odtańczenia 
kankana.  Aurelia  popadła  w  histerię,  ale  reszta 
towarzystwa była tak zahipnotyzowana przemową Missy, 
że  nawet  tego  nie  zaważyła.  Pierwszy  ochłonął  sir 
William. 

– Opuść ten dom! 
–  Właśnie  zamierzam  to  zrobić  –  odpowiedziała 

Missy, sprawiając wrażenie raczej zadowolonej. 

– Nigdy ci tego nie wybaczę! – krzyknęła Alicja. 
– Jak śmiałaś?! Jak mogłaś się tak ośmielić?! 
–  Pocałuj  mnie  w  tyłek!  –  odkrzyknęła  Missy  i 

background image

roześmiała się. – To wystarczy! – dodała i odeszła. 

To przepełniło kielich goryczy. Alicja zesztywniała i 

wydając  z  siebie  gardłowy  okrzyk,  runęła  jak  długa  na 
podłogę. 

Och,  jaka  Missy  czuła  się  usatysfakcjonowana!  Gdy 

tak podążała  w dół stopniowo opadającym  wzniesieniem 
George  Street  w  kierunku  głównej  ulicy,  jej podniecenie 
powoli  zanikało.  Scena,  którą  odegrała  prezentując 
zbezczeszczone  ubranie  Alicji,  była  drobiazgiem  w 
porównaniu z tym, co słyszała ukrywając się w saloniku. 
Biedne,  stare  kobiety.  Missy  wiedziała  o  świecie 
wielkiego  biznesu  tyle,  co  nic,  czyli  tyle,  co  jej  matka  i 
ciotka, ale była wystarczająco inteligentna, aby zrozumieć 
sens  rozmowy  i  słowa  sir  Williama.  Wiedziała  też  o 
akcjach,  które  Drusilla  i  Octavia  trzymały  w  małym 
pudełku  na  gotówkę  wraz  z  dokumentami  dotyczącymi 
domu i ziemi. Każda z nich miała po dziesięć akcji, czyli 
razem  było  ich  dwadzieścia.  Oznaczało  to,  że  ciotki 
Cornelia i Julia miały prawdopodobnie także po dziesięć 
akcji.  A  dywidendy?  To  było  prawdopodobnie  coś  w 
rodzaju okresowej wypłaty, udziału w profitach spółki. 

Boże,  jak  podli  byli  mężczyźni  z  rodu 

Hurlingfordów!  Sir  William  Trzeci  bezwzględnie 
kontynuował 

nikczemną 

politykę 

sir 

Williama 

Pierwszego – członkinie rodziny, żyjące w rozpaczliwym, 
choć  dystyngowanym  ubóstwie,  nie  miały  prawa  do 
czerpania jakichkolwiek korzyści z zysków narastających 
w  spółce.  Wuj  Maxwell  był  niewątpliwie  najgorszym 

background image

rodzajem  złodzieja,  bo  pomimo  swego  wielkiego 
bogactwa właściwie okradał je z jaj, masła i plonów sadu, 
zmuszając  do  uwierzenia,  że  sprzedawanie  tych 
produktów  komu innemu byłoby  niewybaczalnym aktem 
nielojalności.  Wuj  Herbert,  który  w  swoim  czasie  skupił 
większość  domów  i  pięcioakrowych  kawałków  ziemi 
poniżej  ich  rzeczywistej  wartości,  okazał  się  takim 
samym zbirem, jak jego brat Maxwell. Był nawet gorszy, 
bo  zawsze  zabierał  z  powrotem  tę  odrobinę  funduszy, 
którą  miał  wypłacić,  wmawiając  swoim  ofiarom,  że 
przeznacza  je  na  inwestycję  przynoszącą  zysk,  tak 
naprawdę zaprzepaszczając ich pieniądze. 

Ale  nie  tylko  męscy  potomkowie  rodu  byli  podli  – 

Missy  wniosła  do  swych  krytycznych  myśli  korygującą 
poprawkę.  Dlaczego  te  wszystkie  Antonie,  Augusty  i 
Antoniny,  które  wyszły  bogato  za  mąż  za  grube  ryby  z 
klanu,  nie  wywarły  żadnej  presji,  aby  zmienić  istniejący 
stan  rzeczy?  Przecież  nawet  najgorszy  zbir  może  się 
odmienić pod wpływem żony. 

Cóż, coś trzeba zmienić. Ale co? Missy zastanawiała 

się,  czy  opowiedzieć  wszystko  w  domu,  ale  doszła  do 
wniosku, że nikt jej nie uwierzy, a gdyby nawet, to i tak 
matka  i  ciotka  będą  trwać  przy  swoim.  Coś  musiała 
wymyślić,  i  to  szybko,  zanim  Alicja  wkradnie  się  w  ich 
łaski i przejmie akcje, a niewątpliwie zrobi to. 

Biblioteka była dzisiaj otwarta i Missy zajrzała przez 

okno spodziewając się, że za biurkiem ujrzy srogą postać 
ciotki Livilli, a tymczasem zobaczyła Unę. Odwróciła się 

background image

i weszła do środka. 

– Missy! Co za niespodzianka! Nie oczekiwałam, że 

przyjdziesz  dzisiaj,  kochanie  –  powiedziała  Una  i 
uśmiechnęła  się,  jakby  była  naprawdę  zadowolona 
ujrzawszy ją. 

–  Jestem  wściekła  –  powiedziała  głośno  Missy  i 

wachlując się dłonią usiadła na twardym krześle. 

– Co się stało? 
Nagle Missy zdała sobie sprawę, że nie może narazić 

bliskich krewnych na pogardę osoby tak luźno związanej i 
to  z  niebyrońską  linią  Hurlingfordów.  Próbowała  więc 
niezdarnie naprawić swój błąd: 

– Och, nic ważnego. 
Una  tym  razem  nie  była  dociekliwa.  Po  prostu 

kiwnęła  głową  i  uśmiechnęła  się.  Blask,  jaki  emitowała 
jej  skóra,  włosy  i  paznokcie,  wpłynął  uspokajająco  na 
Missy. 

– Co powiesz na filiżankę herbaty przed długą drogą 

do domu? – spytała Una, wstając. 

Filiżanka herbaty została przyjęta jak eliksir życia. 
–  Tak,  bardzo  proszę  –  odpowiedziała  Missy  z 

zapałem. 

Una zniknęła za półkami, gdzie w małym kąciku były 

odpowiednie warunki do zaparzania herbaty. 

Przejrzenie  powieści  podczas  oczekiwania  na  Unę 

wydało się Missy dobrym pomysłem, ruszyła więc w głąb 
pokoju i podeszła do półek, zbliżając się do biurka ciotki 
Livilli. Przeleciała  po nim  wzrokiem i zauważyła  dobrze 

background image

znany  plik  papierów.  Była  to  paczka  akcji  spółki  Byron 
Bottle. 

Zza półek wyłoniła się Una. 
– Wstawiłam czajnik, trzeba będzie chwilę poczekać, 

aż się zagotuje na tym porysowanym i trzymającym się na 
słowo  honoru piecu.  –  Oczy  Uny podążyły za  wzrokiem 
Missy, a potem zatrzymały się na jej twarzy. 

– Czy to nie wspaniałe? – zapytała. 
– Co? 
–  Pieniądze  oferowane  za  udziały  Byron  Bottle, 

oczywiście.  Kochanie,  dziesięć  funtów.  Niesłychane, 
prawda?  Wallace  miał  kilka  moich  akcji,  ale  kiedy  się 
rozstawaliśmy,  zwrócił  mi  je  mówiąc,  że  nie  chce,  aby 
cokolwiek  przypadło  mu  po  Hurlingfordach.  Mam  tylko 
dziesięć udziałów, ale już czuję się tak, jakbym miała sto 
funtów szterlingów. A tak między nami, to ciocia Livilla 
ma kłopoty finansowe, więc namówiłam ją, żeby dała mi 
swoje dwadzieścia akcji. Sprzedam je razem ze swoimi. 

– Jak ciotce Livilli udało się zdobyć tyle akcji? 
–  Richard  przekazał  jej  swoje,  kiedy  nie  mógł 

zwrócić pieniędzy, które od niej pożyczył, znalazłszy się 
w  kłopotliwej  sytuacji  finansowej.  Biedny  Richard! 
Nigdy  nie  udało  mu  się  postawić  na  odpowiedniego 
konia. A ona jest bardzo skrupulatna, jeśli chodzi o spłatę 
pożyczek,  nawet  wtedy,  gdy  dłużnikiem  jest  jedyny  i 
ukochany  syn.  Więc  przepisał  na  nią  kilka  akcji  spółki 
Byron Bottle i tym ją uspokoił. 

– Czy on ma ich więcej? 

background image

– Oczywiście. Jest przecież mężczyzną, a nie kobietą 

z  rodu  Hurlingfordów.  Ale  myślę,  że  mógł  już  je 
wszystkie  sprzedać.  To  właśnie  Richard  polecił  mi  tego 
kupca. 

– A w jaki sposób można komuś sprzedać akcje? 
Una wyciągnęła sztywny kancelaryjny formularz. 
–  To  jest  pełnomocnictwo,  które  możesz  dostać  w 

składzie  materiałów  piśmiennych,  tak  jak  każdy  zwykły 
formularz. 

Potem 

wypełniasz 

je  ze  wszystkimi 

szczegółami i podpisujesz. A ten, kto daje ci pozwolenie 
na sprzedaż swoich akcji, podpisuje to w swoim imieniu i 
musi być przy tym świadek, który też składa swój podpis. 

–  Rozumiem  –  powiedziała  Missy,  zapominając  o 

przejrzeniu  powieści.  Usiadła  znowu.  –  Una,  czy  znasz 
adres tego, kto kupuje te akcje? 

–  Oczywiście,  kochanie.  W  poniedziałek  udaję  się 

osobiście  do  Sydney  ze  swoim  plikiem  akcji,  żeby  je 
sprzedać.  Tak  jest  bezpieczniej.  Dzisiaj  siedzę  w 
bibliotece,  a  poniedziałek  mam  wolny.  –  Odeszła,  żeby 
zrobić herbatę. 

Missy rozważała trudny problem: czy nie mogłaby do 

czasu,  zanim  pojawi  się  Alicja,  wziąć  w  swoje  ręce 
sprawy akcji ciotek i pokierować nimi tak, aby to nie one, 
lecz Alicja była stratna? Zanim Una wróciła z herbatą na 
tacy, Missy powzięła decyzję. 

–  Dziękuję  ci  bardzo  –  z  radością  ujęła  filiżankę  i 

upiła  łyk  herbaty.  –  Una,  czy  mogłabyś  pojechać  do 
Sydney nie w poniedziałek, ale we wtorek? 

background image

– Nie bardzo rozumiem dlaczego? 
–  Mam  spotkanie  z  lekarzem-specjalistą  we  wtorek 

rano na Macquarie Street – ostrożnie tłumaczyła Missy. – 
Miałam  jechać  z  Alicją,  ale...  myślę,  że  ona  nie  jest 
spragniona mojego towarzystwa. Możliwe, że będę miała 
parę akcji do sprzedania. Gdybym mogła pojechać z tobą, 
byłoby  mi  łatwiej.  Byłam  w  Sydney  tylko  kilka  razy, 
jeszcze jako dziecko, i nie znam miasta zbyt dobrze. 

–  Och, dobrze. To we  wtorek  –  rzuciła  Una  i wokół 

niej rozbłysło jasne światło. 

–  Obawiam  się,  że  będę  musiała  poprosić  cię  o 

jeszcze jedną przysługę. 

– Ależ proszę bardzo, kochanie. O co chodzi? 
–  Czy  mogłabyś  pójść  do  sklepu  obok,  do  składu 

materiałów  piśmiennych,  i  kupić  mi  cztery  formularze 
pełnomocnictw. Wiesz,  jak pójdę  sama, to  wuj Septimus 
na  pewno  będzie  chciał  wiedzieć,  po  co  je  kupuję,  a 
następnie  zaraz  powiadomi  o  tym  wuja  Billy'ego  albo 
wuja  Maxwella,  czy  też  wuja  Herberta.  A  ja  wolę,  żeby 
moje sprawy należały tylko do mnie. 

–  Naturalnie.  Pójdę,  jak  tylko  wypiję  herbatę,  a  ty 

zastąpisz mnie przez chwilę w bibliotece. 

Następnie zaplanowały, że Una w sobotę, o godzinie 

piątej  po  południu,  odwiedzi  Missalonghi,  aby  podpisać 
pełnomocnictwa  jako  świadek.  Szczęśliwie  się  również 
złożyło,  że  Missy  tym  razem  miała  ze  sobą  swoją 
sakiewkę,  która  zawierała  aż  trzy  szylingi.  Formularze 
były bowiem drogie, po trzy pensy każdy. 

background image

–  Dziękuję  ci  za  wszystko  –  powiedziała  Missy, 

pakując  zwinięte  formularze  do  torby  na  zakupy.  Jak 
zwykle, zdecydowała się wypożyczyć kilka książek. 

– Dobry Boże – zawołała Una, patrząc na tytuły. 
–  Jesteś  pewna,  że  chcesz  ponownie  Udręczone 

serce?  Sądziłam,  że  w  zeszłym  tygodniu  przeczytałaś  je 
od deski do deski. 

– Tak, ale chcę przeczytać jeszcze raz. 
I  tak  na  dno  torby,  obok  formularzy,  powędrowało 

Udręczone serce. 

–  Zobaczymy  się  w  Missalonghi  w  sobotę  po 

południu i nie martw się o mój przyjazd. Cioteczka Livilla 
bez  problemu  pożycza  mi  swoje  konie  i  bryczkę  – 
powiedziała  Una,  odprowadzając  Missy  do  drzwi,  gdzie 
ucałowała  jej  chłodny  policzek.  –  Głowa  do  góry, 
dziewczyno, możesz to zrobić  – powiedziała i wypuściła 
Missy na ulicę. 

 
–  Mamo  –  powiedziała  Missy  tego  wieczoru,  gdy 

wraz z Drusillą i Octavią siedziały w ciepłej kuchni. 

–  Czy  masz  jeszcze  te  akcje  Byron  Bottle,  które 

dziadek zostawił tobie i cioci Octavii w spadku? 

Drusilla przyjrzała się jej badawczo. Choć miała swój 

udział  w  przemianie,  jaka  zaszła  w  domu,  wciąż  nie 
mogła pogodzić się z faktem, że przestała już dominować. 
Ale  nauczyła  się  jednak  rozpoznawać  okrężne,  delikatne 
podchody córki, gdy ta miała jakiś nowy pomysł, tak że i 
tym razem szybko się zorientowała, iż znowu coś się kroi. 

background image

– Tak, mam je – powiedziała. 
Missy  odłożyła  frywolitki  na  kolana  i  poważnie 

spojrzała na matkę. 

– Mamo, czy ty mi ufasz? 
Drusilla poruszyła powiekami. 
– Oczywiście, że tak. 
– Ile kosztuje maszyna do szycia marki Singer? 
–  Prawdę  mówiąc,  nie  wiem.  Alę  sądzę,  że  co 

najmniej dwadzieścia, trzydzieści funtów, a może jeszcze 
więcej. 

–  Czy gdybyś  miała  jeszcze  sto funtów, oprócz tych 

pieniędzy,  które  ciocia  Aurelia  zapłaciła  ci  za  bieliznę 
pościelową dla Alicji, to kupiłabyś sobie taką maszynę do 
szycia? 

– No, wtedy byłoby to możliwe. 
–  W  takim  razie  daj  mi  swoje  akcje  Byron  Bottle  i 

pozwól,  żebym  je  dla  ciebie  sprzedała.  Za  każdą  z  nich 
dostanę w Sydney dziesięć funtów. 

Obie, Drusilla i Octavia, aż przerwały pracę. 
–  Missy,  kochanie,  one  są  bezwartościowe  – 

odezwała się nieśmiało Octavia. 

–  Ależ  nie  –  odparła  Missy.  –  Zostałyście po prostu 

oszukane  przez  wuja  Billy'ego,  wuja  Herberta  i  całą 
resztę,  to  wszystko.  Oni  powinni  wypłacać  wam  bardzo 
często  za  te  akcje  coś,  co  się  nazywa  dywidendą, 
ponieważ  spółka  Byron  Bottle  jest  cieszącym  się  dużym 
powodzeniem i wysokimi zyskami przedsiębiorstwem. 

– Nie, mylisz się – obstawała przy swoim Octavia. 

background image

–  Mam  rację.  Gdybyście  wy  dwie  oraz  ciotki 

Cornelia  i  Julia  nie  przestały  interesować  się  kilka  lat 
temu  swoimi  sprawami  i  poszły  do  radcy  prawnego  w 
Sydney,  byłybyście  znacznie  bogatsze,  niż  jesteście.  Oto 
cała prawda. 

–  Nigdy  nie  robimy  nic  poza  plecami  naszych 

krewnych  –  powiedziała  Octavia.  –  Wierzymy  im  i 
ufamy. Oni znają się na wszystkim lepiej od nas i dlatego 
opiekują się nami. W końcu, to rodzina. 

–  Tak  jakbym  tego  nie  wiedziała!  –  wykrzyknęła 

Missy  przez  zaciśnięte  zęby.  –  Ciociu  Octavio,  twoi 
drodzy  krewni  wykorzystują  fakt,  że  są  rodziną,  odkąd 
istnieje  klan  Hurlingfordów!  Oni  wysługują  się  tobą. 
Wykorzystują cię. Czy kiedykolwiek dostałyśmy od wuja 
Maxwella  uczciwą  cenę  za  nasze  produkty?  Czy  ty 
rzeczywiście  dałaś  się  nabrać  na  te  jego  historyjki,  że 
ledwo  wiąże  koniec  z  końcem  i  dlatego  nie  może  płacić 
nam  więcej?  Przecież  on  jest  bogaty  jak  Krezus!  A  czy 
naprawdę  masz  jakiś  dowód  na  to,  że  wuj  Herbert 
rzeczywiście  stracił  twoje  pieniądze  na  nieudanej 
transakcji? On jest przecież jeszcze bogatszy niż Krezus! 
A czy to przypadkiem nie wuj Billy osobiście powiedział 
ci, że te akcje są bezwartościowe? 

Niewzruszenie  milcząca  Drusilla  przeżyła  szok,  po 

czym popadła w zwątpienie; najpierw odczuła niechęć, a 
potem zaczęła słuchać i wreszcie zaintrygowało ją to tak, 
że  poczuła  wyraźną  ochotę,  aby  usłyszeć  jak  najwięcej. 
Nawet  Octavia  pod  koniec  pełnego  pasji  przemówienia 

background image

Missy  wyglądała  na  bardzo  poruszoną  i  przekonaną. 
Może  to  dlatego,  że  Missy  burzyła  stare  porządki,  z 
którymi,  jak  sądziła,  mogły  się  pożegnać  bez  zbytnich 
wyrzutów sumienia. Ale ta nowa Missy miała coś jeszcze 
–  autorytet,  który  nadawał  jej  słowom  przekonujące 
znaczenie. 

– Posłuchajcie – powiedziała Missy już spokojniej. 
– Mogę sprzedać wasze akcje po dziesięć funtów za 

każdą  i  trzeba  to  zrobić,  bo  to  wyjątkowa  okazja. 
Dowiedziałam się o tym, ponieważ byłam dzisiaj u wuja 
Billy’ego  i  zastałam  go  podczas  dyskusji  z  wujem 
Edmundem.  Nie  wiedzieli,  że  słyszę,  bo  w  przeciwnym 
razie nie odezwaliby się słowem. Mówili, co o was myślą, 
z absolutną pogardą. Uwierzcie mi. Nie tłumaczę tego, co 
usłyszałam,  opacznie,  ani  też  nie  przesadzam. 
Zdecydowałam,  że  położę  temu  kres.  Chcę  nareszcie 
zobaczyć  was,  ciotkę  Cornelię  i  ciotkę  Julię,  w  lepszej 
sytuacji  finansowej.  Więc  przekażcie  mi  swoje  akcje  i 
pozwólcie,  abym  je  w  waszym  imieniu  sprzedała, 
ponieważ  przyniosą  duży  zysk.  Jeśli  zaoferujecie  je 
wujowi Billy'emu lub wujowi Herbertowi czy też wujowi 
Maxwellowi, to oni zmuszą was, żebyście zapisały je im 
notarialnie za darmo. 

Drusilla westchnęła. 
–  Chciałabym  ci  nie  wierzyć,  Missy.  Jednak  to,  co 

mówisz, wydaje się być prawdą. 

Octavia,  po  której  można  się  było  spodziewać,  że 

będzie dalej kruszyć kopie ślepej lojalności, zdecydowała 

background image

się  nagle  odstąpić  od  swej  dotychczasowej  wierności 
wobec  Hurlingfordów  z  powodu  niemalże  dziecinnej 
przekory i zmieniła argumentację. 

– Pomyśl, Drusillo, jakim udogodnieniem będzie dla 

ciebie nowa maszyna do szycia – powiedziała. 

– Bardzo bym się cieszyła – zgodziła się Drusilla. 
–  A  ja  muszę  się  przyznać,  że  najbardziej 

ucieszyłabym  się  mając  odłożone  sto  funtów  w  banku. 
Zrzuciłabym ciężar z serca. 

Drusilla całkowicie skapitulowała: 
– W takim razie, dobrze. Missy, możesz wziąć nasze 

akcje, żeby je sprzedać. 

–  Chciałabym  zrobić  to  samo  dla  ciotki  Cornelii  i 

ciotki Julii. 

– Rozumiem. 
– Mogę sprzedać ich akcje za tę samą kwotę. Musicie 

jednak być przygotowane, że nie można o tym pisnąć ani 
słowa wujowi Billy'emu ani nikomu innemu. 

–  Cornelia  na  pewno  się  zgodzi,  bo  potrzebuje 

pieniędzy  –  odezwała  się  Octavia  podniecona. 
Zapomniała już o krewnych po mieczu, posławszy ich do 
lamusa,  co  było  lepsze  od  zamartwiania  się  męską 
perfidią  i  talentem  do  wyłudzania  pieniędzy.  –  Będzie 
mogła  sobie  pozwolić  na  wizytę  u  tego  Niemca  w 
Sydney,  specjalisty  od  dolegliwości  stóp.  Ona  tak  dużo 
musi  w  ciągu  dnia  stać.  A  jak  beznadziejnie  wygląda 
sprawa  Julii,  sama  wiesz  Drusillo.  Teraz,  kiedy  otwarto 
„Olympus  Cafe”  w  tym  eleganckim  pomieszczeniu  z 

background image

marmurowymi 

blatami 

na 

stołach 

pianistą 

przygrywającym  każdego  popołudnia,  jest  bez  szans. 
Gdyby  miała  sto  funtów,  mogłaby  urządzić  herbaciarnię 
lepiej od „Olympus Cafe”. 

– Zrobię, co w mojej mocy, aby je do tego nakłonić – 

odrzekła Drusilla. 

–  Jeśli  uda  ci  się  je  namówić,  muszą  przybyć  ze 

swoimi akcjami do Missalonghi w sobotę po południu, o 
godzinie  piątej.  Wszystkie  będziecie  musiały  podpisać 
pełnomocnictwo. 

– A co to takiego? 
–  Kartka  papieru,  na  której  udzielasz  mi 

pełnomocnictwa do działania w twoim imieniu. 

– Dlaczego w sobotę o piątej? – spytała Octavia. 
–  Ponieważ  właśnie  wtedy  moja  przyjaciółka  Una 

przyjedzie,  żeby  poświadczyć  swoim  podpisem  te 
dokumenty. 

– O, to dobrze! – Octavię natchnęła nowa myśl: 
– Upiekę dla niej chrupkie biskwity. 
Na twarzy Missy pojawił się uśmiech. 
–  Myślę,  ciociu  Octavio,  że  chociaż  raz  w  życiu 

możemy  sobie  z  tej  okazji  urządzić  wytworne  przyjęcie. 
Upieczemy,  oczywiście,  biskwity  dla  Uny,  ale  możemy 
też zrobić rozpływające się w ustach, bajeczne ciasteczka, 
ptysie z kremem i toffi oraz lemingtony. 

Nikt  nie  pokusił  się,  aby  podważyć  propozycję 

Missy. 

 

background image

Kiedy  Missy  dotarła  we  wtorek  o  szóstej  rano  do 

stacji  kolejowej,  miała  ze  sobą  czterdzieści  akcji  spółki 
Byron Bottle oraz cztery należycie wypełnione, podpisane 
i  poświadczone  pełnomocnictwa.  Okazało  się,  że  Una 
znakomicie wypadła w roli sędziego pokoju 

[Sędzia pokoju – w 

niektórych  państwach  sędzia  niezawodowy,  orzekający  samodzielnie  w  drobnych 

sprawach cywilnych lub karnych.] 

(kiedyś zdarzało się jej pełnić od 

czasu  do  czasu  tę  funkcję  w  Sydney),  załatwiła  bowiem 
bardzo  sprawnie  wiele,  wyglądających  na  bardzo 
oficjalne, pieczątek na dokumentach. 

Una  czekała  na  peronie.  Była  tam  też  Alicja.  Nie 

stały  razem.  Alicja  czekała  w  tej  części  peronu,  gdzie 
zatrzymywały  się  wagony  pierwszej  klasy,  a  Una  stała 
przy budce zawiadowcy, gdzie zaczynała się druga klasa. 

– Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko podróży 

drugą  klasą – zapytała Missy z obawą.  – Mama była, co 
prawda, bardzo hojna. Mam dziesięć szylingów na swoje 
wydatki  i  gwineę  na  lekarstwa,  ale  nie  chcę  wydać  nic 
ponad to. 

– Kochana, dni, kiedy podróżowałam pierwszą klasą, 

już  bezpowrotnie  minęły  –  uspokoiła  ją  Una.  –  A  poza 
tym to nie  jest aż tak długa  podróż i nie  sądzę, aby ktoś 
nalegał  na  otwarcie  okna  w  tak  zimny  poranek,  żeby 
wpuścić sadzę. 

Oczy  Missy  spotkały  się  z  oczyma  Alicji.  Alicja 

prychnęła ostentacyjnie i odwróciła się w drugą stronę. 

„Chwała Bogu za to” – pomyślała Missy, nie żałując 

tego, co się stało. 

background image

Tory  zaczęły  drgać  i  w  chwilę  potem  na  peron 

wjechał  pociąg.  Na  przedzie  toczył  się  z  kakofonią 
dźwięków  czarny  parowóz,  otoczony  szarym  kłębem 
dymu i ulatniającej się gęstej pary. 

–  Czy  wiesz,  co  bardzo  lubię  robić?  –  spytała  Una, 

gdy  już  zajęły  dwa  wolne  miejsca,  w  tym  jedno  przy 
oknie. 

– Nie wiem. Co? 
–  Znasz  ten  most,  który  przebiega  przy  Noel  Street, 

blisko zakładów przemysłowych? 

– Istotnie, znam. 
– Uwielbiam stać na środku tego mostu, wychylać się 

przez balustradę i obserwować pociągi przejeżdżające pod 
nim. Och, tam wszędzie jest pełno dymu, jak w piekle, i 
to jest zabawne. 

„Tak,  jak  i  ty”  –  pomyślała  Missy.  –  „Nigdy  nie 

spotkałam nikogo aż tak pełnego życia”. 

Gdy pociąg wjechał na Dworzec Główny w Sydney, 

który był stacją końcową, zegar kolejowy wskazywał, że 
jest  za  dwadzieścia  dziewiąta.  Spotkanie  Missy  ze 
specjalistą  na  Macquarie  Street  umówione  było  na 
godzinę  dziesiątą,  więc  udały  się  na  herbatę  do  bufetu 
kolejowego. 

Alicja majestatycznie przemaszerowała obok nich do 

hali dworcowej. Musiała chyba specjalnie czekać, żeby to 
zrobić,  ponieważ  pasażerowie  pierwszej  klasy  byli 
przepuszczani  zawsze  jako  pierwsi,  przed  tymi  z  tyłu 
pociągu. 

background image

–  Czy  to  nie  ta  sławna  Alicja  Marshall?  –  spytała 

Una. 

– Tak. 
Una wydała z siebie nieartykułowany dźwięk. 
–  Co  o  niej  sądzisz?  –  zapytała  Missy  z 

zaciekawieniem. 

–  Rzucająca  się  w  oczy  jak  błyskotka,  kochanie. 

Wszystko  jest  u  niej  na  pokaz.  Chyba  wiesz,  co  to 
oznacza, nieprawdaż? 

– Wiem, ale powiedz mi to po swojemu. 
Una zaśmiała się. 
–  Kochanie,  błyskotki  płowieją,  jeśli  są  uporczywie 

narażane  na  jaskrawe  światło  dnia.  Daję  jej  najwyżej 
jeszcze  jeden  rok.  Biorąc  pod  uwagę,  że  już  teraz  tylko 
fiszbiny od gorsetu utrzymują jej figurę w dobrym stanie, 
w  przyszłości  roztyje  się  i  rozleniwi,  i  jeszcze  do  tego 
pogłębi  się  jej  okropny  charakter.  Jak  sądzę,  ma  zamiar 
wyjść  za  mąż  za  normalnego  chłopca.  A  szkoda,  bo  ona 
potrzebuje  mężczyzny,  który  by  ją  zmusił  do  ciężkiej 
pracy i miał za nic. 

–  Obawiam  się, że biedny,  mały Willie  jest na  to za 

słaby  –  westchnęła  Missy,  nie  przypuszczając,  że  Una 
potraktuje to jako przedni dowcip. 

A  Una  po  prostu  wybuchnęła  spazmatycznym 

śmiechem, który nie opuszczał jej przez całą dalszą drogę, 
rozniósł  się  po  tramwaju  i  odbił  echem  od  Castlereagh 
Street.  Nie  chciała  jednak  powiedzieć  Missy,  co  ją  tak 
rozśmieszyło.  Uspokoiła  się  dopiero  w  budynku  na 

background image

Macquarie Street, gdzie przyjmował lekarz. 

Punktualnie  o  dziesiątej  pielęgniarka  doktora 

George’a  Parkinsona  zabrała  ją  do  gabinetu  lekarskiego, 
wyposażonego  w  ruchome  parawany,  przerażająco 
błyszczącego  czystością  i  bielą.  Polecono  jej  całkowicie 
się  rozebrać,  założyć  białą  pelerynkę,  położyć  się  na 
kanapie i czekać na lekarza. 

„Co  za  dziwny  sposób  przyjmowania  pacjentów”  – 

pomyślała,  gdy  nagle  ponad  nią  wynurzyła  się  twarz 
doktora Parkinsona. Leżała, pozostawiona sama sobie, nie 
widząc  nic  poza  owłosionymi  nozdrzami  lekarza.  Przy 
cichej asyście pielęgniarki opukał klatkę piersiową Missy, 
z  zimną  obojętnością  obejrzał  słabo  rozwinięte  piersi, 
osłuchał  serce  i  płuca  za  pomocą  dużo  lepszego 
stetoskopu  niż  ten  doktora  Hurlingforda,  zbadał  puls, 
włożył  szpatułkę  do  gardła  tak  głęboko,  że  nieomal  się 
udławiła, obmacał palcami jej szyję i podbródek, a potem 
bardzo dokładnie zbadał brzuch. 

– Wewnętrzne badanie, siostro – powiedział szorstko. 
– Zgłębnikowanie cewki czy pęcherza moczowego? – 

zapytała. 

– I tego, i tego. 
Podczas  wewnętrznego  badania  poczuła  się  tak, 

jakby  poddana  została  czemuś,  co  jej  się  kojarzyło  z 
operacją  bez  użycia  chloroformu,  ale  najgorsze  miało 
dopiero  nadejść.  Doktor  Parkinson  uderzał,  pukał  i 
przypatrywał  się  kręgom  kręgosłupa,  aż  wreszcie,  gdy 
doszedł  do  miejsca  pomiędzy  łopatkami,  zamruczał  coś 

background image

pod nosem. 

–  Aha!  –  wykrzyknął,  uderzając  w  znalezione 

miejsce. 

Następnie,  bez  ostrzeżenia,  lekarz  wraz  z 

pielęgniarką  chwycili  ją  za  głowę,  pięty  i  biodra. To,  co 
zrobili,  wykonane  zostało  błyskawicznie,  zanim  zdołała 
się  zorientować.  Poczuła  tylko  mdlący  ból  i  usłyszała 
rozdzierający chrzęst. 

–  Teraz  możesz  się  ubrać,  Missy  Wright,  a  potem 

wejdziesz w te drzwi – polecił doktor Parkinson i wyszedł 
wraz z pielęgniarką. 

Wstrząśnięta  i  obolała  Missy  wykonała  polecenie. 

Gdy  w  chwilę  potem  ponownie  ujrzała  lekarza,  nie 
wydawał  się  już  tak  groźny,  jak  przedtem.  Miał  miłą 
twarz, a  jego jasnoniebieskie  oczy  wzbudzały  sympatię  i 
zainteresowanie. 

–  Cóż,  panno  Wright.  Może  pani  dzisiaj  wrócić  do 

domu  –  powiedział,  przebierając  palcami  między 
leżącymi  na  biurku  papierami,  wśród  których  widniał 
jakiś list. 

–  Czy  wszystko  ze  mną  jest  w  porządku?  –  spytała 

Missy. 

–  Absolutnie  tak.  Z  pani  sercem  nic  złego  się  nie 

dzieje.  Dokucza  pani  tylko  nerw  w  górnej  części 
kręgosłupa, a  te  pani dziarskie  spacery powodują, że ból 
się uaktywnia. To wszystko. 

–  Ale  ja  nie  mogłam  złapać  oddechu  –  wyszeptała 

osłupiała Missy. 

background image

–  Panika,  panno  Wright,  to  tylko  panika.  Kiedy  ten 

nerw się skręca, ból staje się bardzo mocny i możliwe, że 
oddziałuje  na  mięśnie  klatki  piersiowej.  Ale  nie  ma 
powodu  do  zmartwień.  Zbadałem  dokładnie  pani 
kręgosłup  i  wiem,  że  to  wszystko  powoli  się  uspokoi. 
Trzeba  tylko  zmniejszyć  tempo  spacerów  i  ten  sam 
dystans  pokonywać  wolniej.  Gdyby  ból  się  ponowił, 
proszę obciążyć stopy dwiema cegłami i siedząc podnosić 
je do podbródka, wspartego na jakiejś podpórce. 

– I nic więcej mi nie jest, naprawdę? 
–  Rozczarowana...?  –  przenikliwie  zapytał  doktor 

Parkinson.  –  Ależ  panno  Wright!  Dlaczego,  do  diabła, 
woli pani mieć kłopoty z sercem, zamiast dokuczającego 
nerwu kręgowego? 

Na  to  pytanie  Missy  nie  miała  zamiaru  odpowiadać 

na głos. Czy z bólem nerwu kręgowego mogła umrzeć w 
ramionach  Johna  Smitha?!  To  nie  było  w  ogóle 
romantyczne.  To  było  równie  perfidne,  jak  pryszcze  na 
twarzy. 

Doktor Parkinson przyglądał się jej troskliwie, susząc 

swoje  pióro  na  bibularzu.  Najwyraźniej  był  to  jego  stały 
zwyczaj,  bo  bibularz  pokryty  był  wielką  liczbą 
niebieskich kropeczek, a w niektórych miejscach, może z 
powodu  nudy,  łączył  bardziej  porozrzucane  kropki 
bezsensownymi łukami. 

–  Miesiączka!  –  powiedział  nagle,  czując 

najwyraźniej,  że  powinien  podnieść  ją  na  duchu,  nie 
omijając  żadnej  sprawy.  –  Jak  często  ma  pani  okres, 

background image

panno Wright? 

Missy zaczerwieniła się, nienawidząc się za to. 
– Mniej więcej co sześć tygodni. 
– Jak obfity? 
– Nie bardzo. 
– Bóle, skurcze? 
– Nie mam. 
–  Hmm...  –  zaczął  łączyć  nowe  kropki.  –  Bóle 

głowy? 

– Nie mam. 
– Czy jest pani wtedy słabsza? 
– Nie. 
– Hmm... – zacisnął usta, zawijając górną wargę tak, 

że  prawie  mogła  popieścić  czubek  jego  nosa.  –  Panno 
Wright!  –  powiedział  w  końcu.  –  To,  co  pani 
rzeczywiście  dolega,  może  być  uleczone,  jeżeli  znajdzie 
sobie  pani  męża  i  urodzi  dwójkę  dzieci.  Wątpię,  aby 
mogła pani urodzić więcej niż dwoje, ponieważ uważam, 
że  pani  porody  nie  będą  przebiegały  łatwo.  W  każdym 
razie w pani wieku to najwyższa pora, żeby zacząć. 

–  Doktorze,  jeśli  uda  mi  się  znaleźć  kogoś,  kto  by 

zechciał  być  ze  mną,  proszę  mi  uwierzyć,  że  zacznę  – 
odpowiedziała Missy cierpko. 

– Przepraszam panią, o czym pani mówi?! Dokładnie 

w  tym  niezręcznym  momencie  pielęgniarka  zajrzała  zza 
drzwi  i  zmarszczyła  brwi.  Doktor  podniósł  się 
natychmiast. 

– Pani wybaczy...! 

background image

Przez chwilę Missy siedziała nieruchomo na krześle, 

zastanawiając  się,  czy  nie  powinna  wstać  i  cichaczem 
opuścić  pokój.  W  końcu  zdecydowała  się  poczekać  na 
oficjalne pożegnanie. 

Z listu leżącego na biurku rzuciło się jej w oczy imię 

doktora  Neville'a  Hurlingforda.  Machinalnie  sięgnęła  po 
list. 

 
Drogi George – przeczytała. 
Przez  sześć  miesięcy  nie  przysłałem  ci  nikogo,  aż  tu 

nagle w ciągu tygodnia dwie pacjentki. Ale takie jest moje 
życie  w  Byron.  Piszę,  bo  chcę  cię  zapoznać  ze  sprawą 
panny  Wright,  biednej  starej  panny,  która  miała  co 
najmniej  jeden  atak  bólu  w  klatce  piersiowej  i  odczuła 
brak  tchu,  a  było  to  następstwem  żwawego  spaceru. 
Poświadczony 

przez 

świadka 

pojedynczy 

atak 

przypominałby  objawami  histerię,  gdyby  nie  to,  że 
pacjentka  była  szara  i  spocona.  Niemniej  jej  powrót  do 
normy  nastąpił  szybko,  tak  że  kiedy  ją  zaraz  po  tym 
zbadałem, nie wykryłem żadnych następstw. Podejrzewam 
histerię,  ponieważ  do  takiej  diagnozy  skłania  mnie 
obserwacja warunków, w jakich żyje pacjentka. Prowadzi 
ona ospałe, pozbawione radości życie. (Zwróć uwagę, jak 
słabo rozwinięte są jej piersi). Żeby zyskać pewność co do 
faktycznego stanu jej zdrowia, chciałbym, abyś ją obejrzał 
i wyraził opinię, czy wykluczasz jakąś poważną chorobę. 

Missy  odłożyła  list  i  zamknęła  oczy.  Czy 

rzeczywiście cały świat musi ją obrażać swą litością? Jak 

background image

może  z  tym  walczyć  człowiek  dumny,  jeśli  wyrażane  to 
jest  w  jak  najlepszych  intencjach?  Missy  była  równie 
dumna,  jak  jej  matka.  „Ospałe  i  pozbawione  radości”, 
„biedna  stara  panna”,  „wyraź  opinię,  czy  wykluczasz 
jakąś poważną chorobę”  – a  czy ospałość, brak radości i 
staropanieństwo  nie  były  same  w  sobie  poważnymi 
chorobami? 

Otworzyła  oczy,  zaskoczona  odkryciem,  że  nie 

zawierają  ani  jednej  łzy.  Były  błyszczące,  suche  i 
rozgniewane.  I  wtedy  w  nieporządku  na  biurku  doktora 
Parkinsona  zaczęła  poszukiwać  sprawozdania  o  stanie 
swojego  zdrowia.  Znalazła  dwa,  ale  nie  dotyczyły  jej. 
Jeden zawierał wyniki badań z podpisem „dobre”, a drugi 
litanię  nieszczęść  związanych  z  dolegliwością  serca. 
Wtedy  nagle  odkryła  początek  listu  adresowanego  do 
doktora Hurlingforda. 

Drogi Neville – napisano. 
Dziękuję  ci  za  skierowanie  do  mnie  pani  Anastazji 

Gilroy i panny Wright. Obawiam się, że nie znam pisowni 
tych nazwisk, ale ponieważ ty piszesz je tak, niech już tak 
zostanie.  Jestem  pewien,  że  nie  będziesz  miał  nic 
przeciwko temu,  że  opinię  o obydwu pacjentkach prześlę 
w jednym liście. 

I  to  był  koniec.  Pani  Anastazja  Gilroy?  Po 

przeanalizowaniu  kilku  niehurlingfordzkich  twarzy  z 
Byron,  Missy  przypomniała  sobie  kobietę,  w  swoim 
mniej  więcej  wieku,  która  wyglądała  na  bardzo  chorą. 
Mieszkała  ona  w  podupadłej  willi  obok  zakładów 

background image

przemysłowych  z  mężem-pijakiem  i  kilkorgiem  małych, 
zaniedbanych dzieci. 

–  W  takim  razie  ten  drugi  list  musiał  być  raportem 

klinicznym o stanie zdrowia pani Gilroy. Missy podniosła 
go  do  oczu,  starając  się  odszyfrować  żargon  i  symbole, 
którymi kartka wypełniona była prawie do połowy. Druga 
jej  część  była  czysta.  Missy  domyśliła  się,  że 
przeznaczona jest dla niej. 

Nie ustalam żadnego trybu leczenia – było napisane – 

mogącego  zmienić  lub  zmodyfikować  tę  diagnozę. 
Pacjentka  cierpi  na  zaawansowaną  złożoną  formę 
zastawkowej dolegliwości serca. Jeżeli nie nastąpi dalsze 
pogorszenie,  daję  jej  od  sześciu  miesięcy  do  roku  życia. 
Nie  zalecam  kategorycznie  przebywania  w  łóżku, 
ponieważ wydaje mi się, że pacjentka po prostu zignoruje 
moje  polecenie  ze  względu  na  swoją  naturę  i  sytuację  w 
domu. 

Pani  Gilroy?  Gdyby  na  raporcie  było  jej  nazwisko, 

nie  trzeba  by  było  go  załączać  do  listu  do  doktora 
Hurlingforda.  Więcej  sprawozdań  w  rozrzuconych 
papierach  nie  było.  Ach!  Dlaczego  to  nie  dotyczyło  jej? 
Śmierć,  która  oddaliła  się  od  niej,  wydała  się  jej  nagle 
bardzo  słodka  i  pożądana.  To  nie  było  fair!  Pani  Gilroy 
ma  rodzinę,  której  jest  bardzo  potrzebna.  Tymczasem 
Missy Wright nie ma nikogo, kto nie mógłby się bez niej 
obejść.  Po  drugiej  stronie  drzwi  odezwały  się  głosy. 
Missy  szybko  i  dokładnie  zwinęła  raport  w  rękach  i 
wsunęła go do torby. 

background image

–  Droga  panno  Wright!  Przykro  mi  bardzo,  że  pani 

tyle czekała! – wykrzyknął doktor Parkinson, idąc z takim 
pędem,  że  papiery  na  jego  biurku  porozlatywały  się  na 
wszystkie strony. – Może pani już iść, a za tydzień proszę 
się pokazać u doktora Hurlingforda. 

Sydney  było  cieplejsze  i  wilgotniejsze  niż  Byron  w 

Górach  Błękitnych,  a  dzień  ładny  i  bezchmurny.  Missy 
była  rozpromieniona,  wychodząc  na  Macquarie  Street  z 
Uną u boku. 

– Jest prawie wpół do dwunastej – powiedziała Una. 

– Pójdziemy teraz sprzedać nasze akcje. To się mieści na 
Bridge Street, zaraz za rogiem. 

Sprzedaż  udziałów  okazała  się  nadzwyczaj  prosta. 

Nie  udało  się  jednak  uzyskać  żadnych  informacji  o 
tajemniczym  kupcu  od  zgryźliwego  urzędnika,  który 
zajmował  się  skupem  akcji  w  tym  małym  biurze. 
Najbardziej  zastanawiający  był  fakt,  że  zapłacono  im  w 
złotych  funtach  szterlingach,  a  nie  w  papierowych 
pieniądzach.  Złote  monety  okazały  się  bardzo  ciężkie,  o 
czym Missy przekonała się włożywszy je do torebki. 

–  Jesteśmy  tak  bardzo  obciążone,  że  nie  zajdziemy 

daleko  –  powiedziała  Una  –  więc  proponuję,  abyśmy 
zjadły obiad w hotelu Metropol, bo tylko wleczemy się z 
tym ciężarem. Potem pojedziemy tramwajem do Dworca 
Głównego, a stamtąd prosto do domu. 

W  całym  swym  życiu  Missy  nigdy  nie  jadła  w 

restauracji. Nigdy nie odwiedziła nawet herbaciarni ciotki 
Julii,  nie  mówiąc  już  o  hotelu  Hurlingfordów.  Tak  więc 

background image

przestrzeń  Metropolu,  jego  kryształowe  żyrandole  i 
marmurowe  kolumny  oszołomiły  ją.  Przypominało  to  jej 
trochę  dom  ciotki  Aurelii,  ponieważ  wnętrze  miało 
wystrój  zielony,  stonowany  przez  zasadzone  w  donicach 
palmy  Kentia.  A  co  do  jedzenia,  to  Missy  nigdy  nie 
próbowała  niczego  tak  wykwintnego,  jak  sałatka  z 
langusty, którą zamówiła dla niej Una. 

– Myślę, że byłabym w stanie utyć, gdybym tak jadła 

każdego dnia. 

–  Biedna  Missy!  Życie  po  prostu  przepływa  obok 

ciebie, nieprawdaż? A moje życie przemknęło jak pociąg 
pospieszny.  Rach-ciach-ciach-bum  i  katastrofa  –  odbicie 
spłaszczonej  twarzy  w  lustrze.  Ale  głowa  do  góry, 
kochanie, naprawdę. Życie nie zawsze będzie przechodzić 
obok.  Obiecuję. Trzymaj  się  zawsze  kurczowo  myśli,  że 
dla każdego kiedyś nastaje jego dzień. Nie pozwól tylko, 
aby  cię  życie  zalało,  bo  to  jest  równie  trudne  do 
wytrzymania. 

Missy  chciała  powiedzieć  Unie,  jak  bardzo  ją  lubi, 

ale powstrzymała się i skierowała rozmowę na inne tory: 

– Nie pytałaś mnie, co powiedział lekarz. 
Błyszczące, niebieskie oczy Uny zaiskrzyły się. 
  – Co powiedział? 
Missy westchnęła: 
– Moje serce jest równie silne, jak dzwon. 
– Jesteś pewna? 
Dokładnie  wiedząc,  co  Una  myśli,  Missy 

uśmiechnęła się. 

background image

–  Tak,  jest  w  porządku.  Tyle  że  pojawiła  się 

dolegliwość  innego  rodzaju,  nie  spowodowana  przez 
chorobę. 

– Myślę, że to ta najbardziej porażająca na świecie. 
– Tak, i nie notowana w lekarskich księgach. 
–  Jeżeli  tak  bardzo  podoba  ci  się  John  Smith,  to 

dlaczego nie okażesz mu tego? 

– Ja? 
–  Tak,  kochanie,  ty!  Wiesz,  cały  kłopot  wynika  ze 

sposobu,  w  jaki  zostałaś  wychowana.  Uważasz  –  zresztą 
jak wszyscy w tym mieście – że jeśli nie wyglądasz i nie 
postępujesz tak, jak Alicja Marshall, to żaden mężczyzna 
się  tobą  nie  zainteresuje.  Ale  zauważ,  moja  droga,  że 
Alicja  nie  zniechęca  żadnego  mężczyzny,  który  ją 
adoruje.  Weź  też  pod  uwagę,  że  jest  wielu  mężczyzn  o 
większej  wnikliwości  i  lepszym  guście  niż  ci,  którym 
odpowiadają  tylko  takie  panie  jak  Alicja.  I  mam  to 
szczęście,  że  wiem,  iż  John  Smith  jest  jednym  z  nich  – 
uśmiechnęła  się  szelmowsko.  –  Myślę, że bardzo byś do 
niego pasowała. 

– Ale czy on nie jest żonaty? 
– Był, ale teraz jest zupełnie sam. Jego żona umarła. 
– Och! Czy ona... Czy ona była dobra? 
Una zastanawiała się przez chwilę. 
–  Cóż,  w  każdym  razie,  ja  ją  lubiłam.  Ale  było 

mnóstwo ludzi, którzy za nią nie przepadali. 

– A on, czy on ją lubił? 
– 

Myślę, 

że 

na 

początku 

ich 

związku 

background image

prawdopodobnie  tak,  ale  chyba  niezbyt  przy  końcu 
małżeństwa. 

Una,  nie  słuchając  protestów  Missy,  zarekwirowała 

rachunek. 

–  Kochanie,  transakcja,  którą  rano  przeprowadziłaś, 

nie  przynosi  ci  żadnego  zarobku.  Ja  natomiast  mam  na 
czysto  sto  wspaniałych  funtów,  dzięki  którym  chcę  żyć 
jak  wielka  dama. Dlatego ten lunch jest dla  mnie  wielką 
przyjemnością. 

Ku  zdziwieniu  Missy,  ekskluzywny  sklep,  przy 

którym  stały,  oczekując  na  tramwaj,  zupełnie  nie 
wzbudził zainteresowania Uny. 

–  Przede  wszystkim,  kochanie,  nie  będę  wydawała 

tych  stu  funtów  na  jakieś  bezsensowne  szmatki  – 
wyjaśniła.  –  A  oprócz  tego  te  ubrania  są  równie 
nieciekawe, jak ich wysokie ceny. Jak widzisz, nie ma tu 
żadnych  czerwonych  sukienek,  bo  to  bardzo  szanowany 
sklep. 

–  Któregoś  dnia  i  tak  sprawię  sobie  w  końcu  moją 

koronkową  purpurową  suknię  wraz  z  kapeluszem  – 
powiedziała  Missy  –  i  to  bez  względu  na  to,  jak 
nieszacownie będę w niej wyglądała. 

 
–  Nie  mam  żadnych  kłopotów  z  sercem  – 

powiedziała  Missy  do  matki  i  ciotki.  –  Tak  naprawdę 
moje serce jest w doskonałym stanie. 

Na dwóch dużych, bladych twarzach, które zwróciły 

się z niepokojem w jej stronę, pojawił się wyraz ulgi. 

background image

– No, nareszcie jakaś dobra wiadomość! – stwierdziła 

Octavia. 

– W takim razie, co to było? – spytała Drusilla. 
– Dokucza mi jakiś skręcony nerw kręgowy. 
–  Dobry  Boże!  Czy  to  znaczy,  że  nie  można  cię 

wyleczyć? 

– Och, nie. Doktor Parkinson jest przekonany, że już 

mnie  wyleczył.  On  dokonał  czegoś,  co  było  swego 
rodzaju  zabiegiem  –  przekręcił  mi  głowę  tak,  że 
chrupnęło, i teraz wszystko powinno być w porządku. 

Tak myślę. Ale jeśli ataki się ponowią, przy wiążecie 

mi dwie cegły do stóp, a ja będę musiała podnosić je do 
brody.  –  Missy  uśmiechnęła  się.  –  Na  samą  myśl  o  tym 
czuję  się  wyleczona.  –  Z  silnym  rozmachem  postawiła 
torebkę na stole. – Ale tu mam dla was coś ważniejszego, 
spójrzcie!  –  wyciągnęła  cztery  schludnie  opakowane 
wałeczki.  –  Sto  funtów  dla  ciebie,  mamo,  wszystko  w 
złocie, tyle samo dla cioci Octavii, cioci Cornelii i ciotki 
Julii. 

– Cud! – stwierdziła Drusilla. 
–  Nie,  to  tylko  spóźniona  sprawiedliwość  – 

zaoponowała  Missy.  –  Teraz  kupisz  sobie  maszynę  do 
szycia, prawda? 

Drusilla przez  chwilę toczyła z  sobą  walkę,  wahając 

się  pomiędzy  rozwagą  a  spełnieniem  pragnienia,  aż 
wreszcie zawarła rozejm z własnymi myślami. 

– Powiedziałam, że pomyślę o tym, i zrobię to. 
Mimo  zmęczenia  po  tak  ciężkim  dniu  Missy  nie 

background image

mogła  zasnąć  tego  wieczoru.  Leżała  w  ciemnościach, 
rozmyślając  o  Johnie  Smisie.  Więc  był  żonaty,  ale  jego 
żona  nie  żyła.  Czy  mieli  dzieci?  A  jeśli  tak,  to  czy 
przebywały  z  nim  tylko  przez  pewien  określony  czas? 
Smutne było to, i tak samo uważała Una, że związek ten 
nie był udany, zwłaszcza pod koniec trwania małżeństwa. 
Czyżby  społeczność  sydneyowską  charakteryzowały 
nieudane  związki  małżeńskie, tak jak to było z  Uną  i jej 
Wallace'em  oraz  z  Johnem  Smithem  i  jego  żoną?  Ale 
przynajmniej  żona  Johna  Smitha  nie  cierpiała  z  powodu 
piętna  rozwódki.  Missy  po  raz  pierwszy  zastanowiła  się 
nad  tym,  czy  w  obwarowanym  konwenansami  życiu 
rozwód może się tak bardzo odbić na czyimś losie, że aż 
zakończy się to śmiercią? 

Potem  do  północy  rozmyślała  nad  tym,  jak  ma 

właściwie postąpić, i w końcu zdecydowała się. Zrobi to, i 
to jutro. No bo tak naprawdę, to co ma do stracenia? Jeśli 
realizacja 

planu,  który  opracowała,  niczym  nie 

zaowocuje,  będzie  kontynuowała  dotychczasowe  życie 
przez  następne  trzydzieści  trzy  lata.  A  przecież  warto 
spróbować.  Jeszcze  przez  moment,  myśląc  o  Johnie 
Smisie  –  ofierze  swego  planu,  zastanowiła  się:  „Czy  to 
jest  fair?”.  „Tak”  –  nadeszła  odpowiedź.  Przewróciła  się 
na bok i już bez dalszych obaw zasnęła. 

Następnego  dnia  rano,  już  o  godzinie  dziewiątej, 

Drusilla  osobiście  wyruszyła  z  czterystoma  funtami  do 
Byron.  Ciężka  torba  wydawała  się  jej  lekka  jak  piórko. 
Była szczęśliwa. W ciągu kilku ostatnich tygodni uśmiech 

background image

fortuny  okazał  się  dla  nich  łaskawszy  niż  przez  ostatnie 
cztery  dziesięciolecia.  I  zaczynała  podejrzewać,  że  być 
może ten dobry los jest bardziej strużką, która przejdzie w 
strumień, niż kropelką wody pryśniętą na piasek. Chciała, 
aby tak było, ale nie tylko dla niej. Pragnęła, by dobry los 
otoczył ramieniem je wszystkie. 

Podczas  gdy  Octavia  wesoło  krzątała  się  po  kuchni, 

Missy  cichaczem  spakowała  swoje  ubogie  ubrania  do 
podniszczonej torby podróżnej, – która służyła wszystkim 
paniom 

Missalonghi 

podczas 

rzadkich 

okazji 

wymagających  walizki.  Na  przykryciu  łóżka  zostawiła 
kartkę  do  matki  i  wyszła  przez  frontowe  drzwi.  Poszła 
ścieżką prosto do bramy i skręciła w lewo. 

W  chwilę  później  bojaźliwie  badała  teren  przy 

zejściu  w  dolinę  Johna  Smitha.  Zdecydowana  i  pewna 
swego  celu,  zaczęła  schodzić  w  dół,  utrzymując 
równowagę na zdradliwych kamieniach za pomocą kijka i 
torby  podróżnej.  Im  bardziej  posuwała  się  naprzód,  tym 
zejście  stawało  się  łatwiejsze,  ponieważ  niżej  droga 
usłana  była  skalnymi  blokami.  Piętrzące  się  zwały  skał 
odpierały uderzenia  wiatru, toteż na dnie doliny panował 
spokój i było ciepło. 

Jakieś  cztery  mile  od  początku  traktu  otwarty  las 

niedbale  rozrzuconych  drzew  przeistaczał  się  w  coś,  co 
przypominało  dżunglę  –  zbitą,  złożoną  z  winorośli  i 
pnączy,  drzewiastych  paproci  i  kilku  rodzajów  palm. 
Missy  słyszała  głosy  ptaków,  ale  mimo  wysiłków 
dostrzegała  je  z  trudem.  Ich  śpiew  był  delikatny, 

background image

dźwięczny,  czysty  i  oczarowujący.  Ptasie  głosy 
wzajemnie  się  przeplatały:  to  odzywały  się  dźwięczne 
dzwonki,  to  słychać  było  długie  kolędy  srok,  to  znowu 
radosne trele gołębi garłaczy, które trzepocząc skrzydłami 
zdawały się zapraszać ją do swego domu. 

Trzecia 

godzina 

spaceru 

zaczęła 

działać 

przygnębiająco.  Na  tym  odcinku  drogi  słońce  ledwie 
docierało przez baldachimy z liści. Trakt stał się  śliski  – 
pełen  błota,  porastających  mchów  i  rozkładających  się 
odpadków leśnych. Wtedy dopadła ją pierwsza pijawka i 
przyssała  swoje  chude,  kuliste,  wijące  się  ciałko  do  jej 
ręki.  Missy  w  pierwszym  odruchu  zapiszczała  i  zaczęła 
jak błędna biegać w koło, zwłaszcza że wszystkie zabiegi, 
aby ją usunąć, okazały się daremne. Wreszcie zatrzymała 
się  w  absolutnej  ciszy  i  spokoju,  a  jej  włosy  łagodnie 
opadły  na  szyję  i  ramiona.  Wówczas  dała  sobie  surowy 
wykład:  „Jeśli  te  szkaradzieństwa  zamieszkują  las  Johna 
Smitha,  to  ja  muszę  się  nauczyć  sobie  z  nimi  radzić,  bo 
inaczej  wyjdę  w  jego  oczach  na  idiotkę”.  Pijawka  była 
pulchna  i  nabrzmiała,  a  Missy  poczuła,  że  na  odkrytych 
częściach  ciała  przyłączyło  się  do  niej  kilka  równie 
wampirowatych  towarzyszek.  Okropne  potworki,  czy 
nigdy  nie  dadzą  jej  spokoju?  Missy  ruszyła  dalej  z 
nadzieją, że szybciej sobie z nimi poradzi idąc niż stojąc. 
Okazało  się  to  słuszne.  Nasycone  pijawki  stopniowo 
lądowały  na  drodze.  Missy  próbowała  tamować  krew 
płynącą ze skaleczeń, ale nic nie pomagało. Co za widok 
–  cała  we  krwi.  Była  to  lekcja  numer  jeden  –  marzenia 

background image

kontra rzeczywistość. 

W jakiś czas potem jej wędrówce zaczął towarzyszyć 

odgłos  rzeki,  a  odwaga  poczęła  topnieć.  Przebycie 
ostatnich  stu  jardów  kosztowało  ją  więcej  wysiłku  niż 
cała wyprawa. 

To  było  tam,  zaraz  za  następnym  zakrętem.  Niska, 

mała chata zbudowana z plecionki, umocowanej glinką, z 
dachem  pokrytym  drewnianym  gontem,  zakrywającym 
tylko  jedną  stronę  –  to  wyglądało  na  całkiem  świeżą 
robotę.  Niektóre  elementy  domku  zbudowane  były  z 
piaskowca, a cieniutka smuga dymu przeszywała idealnie 
błękitne niebo. Zatem powinien być w domu. 

Missy  zatrzymała  się  na  brzegu  polany  i  kilka  razy 

przywołała  jego  imię,  najgłośniej  jak  tylko  mogła.  Dwa 
konie otarły się o ogrodzenie i podniosły łby, przypatrując 
się  jej  ciekawie,  po  czym  powróciły  do  jedzenia,  ale 
Johna Smitha nie było widać. 

Usiadła  na  wygodnym  drewnianym  pieńku,  żeby 

zaczekać.  Nie  trwało  to  długo,  ponieważ  przybyła  na 
chwilę  przed  godziną  pierwszą.  Właśnie  wtedy  on, 
wesoło  pogwizdując,  wracał  do  chaty,  aby  przygotować 
sobie lunch. 

Nie zauważył jej nawet wówczas, gdy już wszedł na 

polanę. Siedziała tuż przy koniach, w miejscu, gdzie ściął 
drzewo, niedaleko spływającej kaskadami rzeki. 

– Panie Smith! – krzyknęła. 
Zatrzymał  się,  przez  moment  stał  nieruchomo,  aż  w 

końcu się odwrócił. 

background image

– Co, u diabła! – mruknął. 
Gdy  ją  dostrzegł,  rzucił  surowe  spojrzenie.  W  jego 

oczach nie zauważyła przywitania. 

– Co pani tu robi? 
Missy wstrzymała oddech: „Teraz albo nigdy!” – Czy 

pan mnie poślubi, panie Smith? – zapytała zdecydowanie. 

Jego  złość  czmychnęła  od  razu,  zastąpiła  ją  nie 

skrywana wesołość. 

–  Panno  Wright,  przebyła  pani  długą  drogę.  Proszę 

wejść  i  napić  się  herbaty  –  powiedział,  wesoło  mrużąc 
oczy. Delikatnie dał jej palcem prztyczka w policzek: 

– Pijawka, co? Jestem zaskoczony, że pokonała pani 

taką drogę. 

Wziął  ją  pod  ramię  i  spokojnie,  bez  słowa, 

przeprowadził przez polanę, tłumiąc śmiech. 

Domek nie miał werandy, co było raczej niezwykłe w 

tej  części  świata.  Gdy  weszli  do  środka,  Missy  ujrzała 
podłogę  uszczelnioną  ziemią  i  spartańsko  urządzone 
wnętrze. Mimo to, jak na kawalerskie gospodarstwo, było 
schludnie i czysto. Nie było brudnych naczyń i bałaganu. 
Nowiutki,  żelazny  piecyk  przechodził  górną  częścią  do 
komina,  a  jego  dolną  część  stanowiło  palenisko.  Obok 
stała drewniana ławka na czyste naczynia, dalej z grubsza 
ociosany stół i dwa proste kuchenne krzesła. Łóżko zbite 
było  z  desek  i  wyłożone  czymś,  co  wyglądało  jak  co 
najmniej  trzy  materace.  Przykryte  było  kołdrą  z  pierza, 
która  musiała  trzymać  ciepło  bez  względu  na  pogodę. 
Kilka  krowich  skór  naciągniętych  na  klocowatą, 

background image

drewnianą  konstrukcję  tworzyło  razem  coś,  co 
przypominało  klubowy  fotel.  Ubranie  wisiało  na 
drewnianych  hakach  wbitych  w  ścianę  przy  łóżku.  W 
jedynym  oknie  nie  było  firanek  i  wyglądało  ono  na 
świeżo oszklone. 

–  Ale  dlaczego  miałyby  być  firanki  –  pomyślała 

Missy na głos. 

–  Słucham?  –  spojrzał  na  nią,  przygotowując 

jednocześnie  zwitek  papieru,  aby  zapalić  dwie  naftowe 
lampy. 

–  Jakie  to  wspaniałe  mieszkać  w  domu,  który  nie 

musi mieć zasłon – odpowiedziała Missy. 

Postawił  jedną  lampę  na  stole,  a  drugą  na 

pomarańczowej  pace  obok  łóżka,  po  czym  zajął  się 
parzeniem herbaty. 

– Tu jest wystarczająco jasno i bez lampy, naprawdę 

– powiedziała Missy. 

–  To  dlatego,  że  siedzi  pani  naprzeciw  okna,  panno 

Wright, a ja potrzebuję światła, żeby coś zobaczyć. 

Missy  popadła  w  zadumę,  wodząc  oczyma  po 

mieszkaniu lub spoglądając na Johna Smitha. Jak zwykle 
pachniał czystością, chociaż kurz i ziemia na jego ubraniu 
i  rękach  wskazywały,  <  że  przez  cały  ranek  wykonywał 
jakąś  żmudną  pracę.  Potwierdzało  to  długie  zadrapanie, 
biegnące wzdłuż przedramienia, od nadgarstka. 

Podał  herbatę  w  lakierowanych  kubeczkach,  a 

ciasteczka w wielkiej jaskrawej puszce. Zrobił to zgrabnie 
i  bez  krygowania  się  przeprosinami.  Kiedy  już  ją 

background image

obsłużył, a ona podziękowała, zabrał swój kubeczek oraz 
garść  herbatników  i  usadowił  się  wygodnie  w  fotelu, 
który przysunął tak, aby siedzieć naprzeciwko niej. 

–  Dlaczego,  u  diabła,  panno  Wright,  chcesz,  żebym 

się z tobą ożenił? 

–  Ponieważ  pana  kocham  –  odpowiedziała  Missy, 

sama trochę zdziwiona. 

Odpowiedź  wprawiła  go  w  zakłopotanie.  Odwrócił 

się  szybko  do  okna,  tak  aby  nie  zauważyła  jego  miny,  i 
zmarszczył brwi. 

–  Ależ  to  absurd  –  wydusił  w  końcu,  zagryzając, 

wargę. 

– Ja powiedziałabym, że to oczywiste. 
– Jak można kochać kogoś, kogo się prawie nie zna? 

Kobieto, przecież to naprawdę absurd. 

– Wiem o tobie wystarczająco dużo, żeby cię kochać 

–  odpowiedziała  z  przejęciem.  –  Wiem,  że  jesteś  dobry, 
zdecydowany, czysty, różny od innych. I... i jest w tobie 
wystarczająco  dużo  poezji,  aby  zamieszkać  tu,  w  tym 
miejscu. 

Zamrugał oczyma. 
–  Chryste!  –  wykrzyknął  i  roześmiał  się.  –  Muszę 

powiedzieć,  że  to  najbardziej  interesujący  katalog  zalet, 
jakie kiedykolwiek miałem zaszczyt usłyszeć. Najbardziej 
podoba mi się ta moja czystość. 

– To ważne – odpowiedziała Missy z zakłopotaniem. 
Przez  chwilę  wyglądał  tak,  jakby  znowu  chciał  się 

roześmiać, ale opanował się i spokojnie odpowiedział: 

background image

– Obawiam się, że nie będę mógł cię poślubić, Missy 

Wright. 

– Dlaczego? 
–  Dlaczego?  Zaraz  ci  powiem,  dlaczego  –  rzekł, 

opierając się o krzesło. – Patrzysz na mężczyznę, któremu 
po  raz  pierwszy  w  życiu  się  powiodło.  Gdybym  miał 
dwadzieścia lat, to oświadczenie zabrzmiałoby głupio, ale 
ja dobijam do pięćdziesiątki, a to znaczy, że mam prawo 
do  odrobiny  szczęścia.  Nareszcie  robię  to,  czego 
pragnąłem  przez  całe  życie,  ale  nigdy  na  zrealizowanie 
tego nie miałem ani czasu, ani szans. A teraz jestem sam. 
Bez  żony,  bez  rodziny,  niezależny  od  nikogo  i  niczego. 
Nie mam nawet psa. Sam. Po prostu sam. I uwielbiam to. 
Podzielenie  się  tym  wszystkim  z  kimś  oznaczałoby 
koniec marzeń. Zamierzam nawet założyć ogromne wrota 
u szczytu  wejścia  na  moją  drogę, aby odizolować  się  od 
świata  poza  nią.  Małżeństwo?  O  nie!  W  żadnym 
wypadku! 

– To nie  będzie trwało długo  –  odpowiedziała cicho 

Missy. 

– Nawet jeden dzień, to już za długo, panno Wright. 
–  Rozumiem,  co  pan  czuje,  panie  Smith.  Mówię  to 

szczerze. Ja także prowadzę życie, w którym nie ma szans 
na spełnienie marzeń i buntuję się przeciwko temu. Sądzę 
nawet,  że  pańskie  życie  nigdy  nie  było  tak  nudne  i 
jednostajne, jak moje jest zawsze. Nie oznacza to, że ktoś 
się ze mną źle obchodzi lub traktuje gorzej niż inne panie 
z Missalonghi. Wszystkie nasze dni są jednakowo nudne, 

background image

jednostajne  i  nieurozmaicone.  Ale  ja  już  tak  dłużej  nie 
mogę,  panie  Smith.  Chcę  nacieszyć  się  trochę  życiem, 
zanim umrę. Czy może pan to zrozumieć? 

– Psiakrew, a któżby nie rozumiał. Ale jeżeli już tak 

koniecznie  chcesz to zrobić, to dlaczego nie zwrócisz się 
do któregoś z kawalerów lub wdowców mieszkających w 
Byron? Musi chyba być ich tam kilku. 

Jego  surowość  narastała  z  każdym  słowem,  które 

wypowiadał.  Czuł,  że  powoli  wyplątuje  się  z  tej 
niezręcznej  sytuacji,  nie  tracąc  przy  tym  niezależności  i 
szacunku dla samego siebie. 

–  To  byłoby  gorsze  niż  życie  w  Missalonghi, 

ponieważ  niczego  by  nie  zmieniło.  Wybrałam  ciebie,  bo 
żyjesz  tak,  jak  ja  pragnę  żyć.  Z  dala  od  ludzi,  domów, 
drobnomieszczańskich 

zasad 

rozplotkowanego 

towarzystwa. Proszę, niech mi pan uwierzy, panie Smith. 
Nie  zamierzam  krępować  twego  życia  i  ograniczać 
niezależności.  Wprost  przeciwnie.  Po  prostu  pragnę, 
żebyś  wyzwolił  także  mnie...  Nie  będę  kamieniem 
młyńskim  u  twej  szyi.  Obiecuję,  że  przeważnie  będziesz 
sam.  A  poza  tym  to  nie  będzie  trwało  wiecznie.  Tylko 
rok, jeden krótki rok. 

–  Aha!  Czy  w  takim  razie  po  roku  takiego  życia, 

jakie  zamierzasz  tu  spędzić,  zabierzesz  się  i  pokornie 
wrócisz  do  tego,  czego  tak  nienawidzisz?  –  jego  glos 
brzmiał sceptycznie. 

Missy wyprostowała się i odrzekła z powagą: 
– Pozostał mi tylko jeden rok życia, panie Smith. 

background image

Spojrzał na nią z żalem w oczach, jak gdyby wiedział 

o  niej  wszystko,  a  Missy,  wykorzystując  zdobytą 
przewagę, brnęła dalej: 

–  Rozumiem  całkowicie  twoją  niechęć  do  dzielenia 

się  swym rajem. Gdyby był  mój, strzegłabym  go równie 
zazdrośnie.  Spróbuj  jednak  zrozumieć  moją  sytuację, 
proszę. Mam trzydzieści trzy lata i nie wiem prawię nic o 
rzeczach,  które  dla  większości  kobiet  w  moim  wieku  są 
sprawą  naturalną.  Jestem  starą  panną.  To  jest  najgorsze 
fatum, jakie  może spaść na kobietę, zwłaszcza jeśli idzie 
ręka  w  rękę  z  ubóstwem  i  brakiem  urody.  Gdybym 
cierpiała  z  powodu  tylko  jednej  z  tych  rzeczy,  jakiś 
mężczyzna  w  końcu  by  mnie  poślubił.  Jednak  cierpieć  z 
tych  wszystkich  powodów  naraz,  jest  szczególnie 
nieprzyjemnie.  Wiem,  że  mogę  ominąć  te  przeszkody, 
ofiarowując  co  innego.  Mam  wiele  zalet,  których  inne 
kobiety  nie  mają,  bo  nie  odczuwają  takiej  potrzeby.  To 
mogłoby  ci  odpowiadać,  panie  Smith.  Zrobiłabym 
wszystko,  abyś  był  szczęśliwy,  zarówno  z  powodu 
wdzięczności,  jak  i  olbrzymiej  miłości.  Gdybym  znała 
jakiś  sposób,  udowodniłabym  ci  już  teraz,  jak  niewiele 
stracisz, a jak dużo zyskasz żeniąc się ze mną. Nawet nie 
zdajesz sobie z tego sprawy. To, co mówię, wynika tylko 
z  rozsądku,  a  nie  z  przekonania  o  własnej  szczególnej 
wartości.  Będę  się  starała,  jak  potrafię  najlepiej,  być 
twoim  najlepszym  przyjacielem.  Przyrzekam  bardzo  cię 
kochać. 

Wstał  nagle,  podszedł  do  drzwi  i  wyjrzał  na 

background image

zewnątrz. Ręce założył do tyłu. 

–  Kobiety  –  mruknął  –  są  kłamczuchami  i 

oszustkami.  Jesteście  fałszywe  i  głupie.  Nigdy  nie 
spotkałem innych, jak żyję. A co do miłości, nie chcę być 
kochany. Chcę po prostu być sam. – Te słowa wydały mu 
się  wystarczająco  bolesne,  aby  ją  odtrącić.  Dodał 
chrapliwie: – A skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? 

– No cóż, panie Smith, szczerze mówiąc nie znajduje 

się  pan  w  Byron  na  liście  szczególnie  atrakcyjnych 
mężczyzn.  Słyszałam,  jak  nazywano  pana  szubrawcem  i 
ekscentrykiem.  Powszechnie  wiadomo  też,  że  nie  jesteś 
bogaty. Dlaczego w takim razie miałabym kłamać? 

Otworzyła swoją torebkę i wyjęła dokładnie zwiniętą 

kartkę papieru, którą zabrała z biurka doktora Parkinsona. 
Wstała z krzesła i podeszła do drzwi. 

–  Proszę,  czytaj.  Wiesz  dobrze,  że  jestem  chora, 

ponieważ na własne oczy widziałeś mój pierwszy atak. A 
kiedy  spotkałam  cię  któregoś  dnia  podczas  spaceru, 
jestem pewna, że ci mówiłam, iż wybieram się do Sydney 
do  specjalisty  od  chorób  serca.  No  cóż.  Proszę.  To  jest 
raport lekarza na temat  mojego stanu zdrowia. Ukradłam 
to,  bo  nie  chciałam,  aby  matka  i  ciotka  dowiedziały  się, 
jak  bardzo  jestem  chora.  Nie  chcę  stać  się  obiektem  ich 
zmartwień  i  zabiegów.  Dlatego  powiedziałam  im,  że  to 
choroba  nerwu  kręgowego.  I  będę  trzymała  się  tego 
oszustwa,  bo  one  przecież  wiedzą,  że  coś  jest  nie  tak. 
Drugim  powodem,  dla  którego  to  zrobiłam,  jest  ta 
rozmowa z tobą. Wiedziałam, że poproszę cię, abyś mnie 

background image

poślubił i że będzie mi potrzebny dowód na potwierdzenie 
moich  słów.  Na  tym  papierku  nie  ma,  co  prawda, 
niczyjego nazwiska, poza nazwiskiem lekarza. Wiem. Ale 
jeśli się dokładnie przyjrzysz, zobaczysz, że nic  nie było 
wymazywane. 

Wziął od niej papier, rozwinął go, przeczytał szybko i 

odwrócił się do niej. 

–  Oprócz  tego,  że  jesteś  okropnie  chudziutka, 

wyglądasz na zdrową – powiedział z powątpiewaniem. 

Missy  zaczęła  rozpaczliwie  zbierać  myśli.  Błagała 

Boga,  żeby  się  nie  okazało,  iż  John  Smith  zna  się  na 
chorobach. 

–  Istotnie,  pomiędzy  atakami  czuję  się  tak,  jakbym 

rzeczywiście  była  zdrowa.  Moja  choroba  nie  odbiera  sił 
do  życia.  Spowodowana  jest  hmm...  złym  stanem 
zastawek  sercowych,  co  powoduje...  co  powoduje,  że 
czasami  krew  nie  może  się  przedostać.  Myślę,  że  to 
właśnie kiedyś mnie uśmierci. Nie wiem na ten temat nic 
więcej,  bo  lekarze  niechętnie  informują  o  wszystkim 
pacjentów.  Myślę,  że  jest  im  ciężko  powiedzieć  komuś, 
że  umrze.  –  Westchnęła  i  z  zimną  obojętnością  aktorki 
zaczęła  się  wspinać  na  szczyty  kunsztu  teatralnego.  – 
Zejdę z tego świata pewnego pięknego dnia!  – Spojrzała 
na niego w zadumie. – Nie chcę umierać w Missalonghi – 
powiedziała  żałośnie.  –  Chcę  umrzeć  w  ramionach 
mężczyzny, którego kocham. 

Żywiołem Johna Smitha była walka, dlatego też i on 

zmienił taktykę. 

background image

– Dlaczego nie pójdziesz gdzie indziej po poradę? Ci 

lekarze mogą się mylić. 

– A po co? – sprzeciwiła się Missy. – Mam tylko rok 

życia  i  nie  chcę  go  spędzić  na  wizytach  od  jednego  do 
drugiego  lekarza.  –  Duża  łza  spłynęła  po  jej  policzku, 
następne  popłynęły  za  nią  dla  lepszego  efektu.  –  Och, 
panie Smith. Chcę być przez ten ostatni rok szczęśliwa. 

Zajęczał jak człowiek skazany na tortury. 
– Na litość boską, kobieto, nie płacz! 
–  Dlaczego  nie?  –  wyszlochała  Missy,  wysupłując  z 

rękawa chusteczkę. – Myślę, że mam prawo płakać. 

– W takim razie płacz i niech cię diabli! – wrzasnął i, 

doprowadzony do granic wytrzymałości, wyszedł z domu. 

Missy wstała ocierając łzy. Patrzyła za nim, jak szedł 

dużymi  krokami  na  drugi  koniec  polany,  aż  w  końcu 
zniknął  z  pola  widzenia.  Przestała  płakać,  orientując  się, 
że jedynym jej widzem w tej chwili . jest wielka  mucha. 
Nie  wiedziała,  co  dalej  robić.  Czy  on  wróci?  Czy  też 
schował  się  gdzieś i czeka, aż  ona  odejdzie? Poczuła  się 
bardzo  zmęczona  i  przygnębiona.  Tyle  zabiegów  i 
wszystko  na  nic!  Na  nic  się  zdały  zachęty  Uny.  Na  nic 
kradzież  raportu.  Nici  z  jasnej  wizji  emancypacji. 
Westchnęła.  Nigdy  więcej  wzdychania!  Westchnęła  raz 
jeszcze. 

Czekanie  nie  zdało  się  na  nic.  John  nie  chciał  jej. 

Opuściła  domek  upewniając  się,  czy  dobrze  zamknęła 
drzwi.  Czekał  ją  dziewięciomilowy  spacer  w  trudnym 
terenie,  pod  górę.  Ściemni  się,  zanim  dotrze  do 

background image

Missalonghi. 

–  Tak.  Wcale  nie  żałuję,  że  próbowałam.  To  było 

warte próby. Wiem, że tak – powiedziała do siebie. 

–  Panno  Wright!  –  Odwróciła  się  z  nadzieją  w 

oczach. 

– Proszę poczekać, zawiozę panią do domu. 
–  Dziękuję,  pójdę  sama  –  odpowiedziała  grzecznie, 

ale bezbarwnie i bez drażliwości w głosie. 

Dogonił ją i ujął pod ramię. 
–  Nie.  Jest  zbyt  późno,  a  droga  ciężka,  szczególnie 

dla pani. Proszę usiąść, a ja zaprzęgnę konie. 

Posadził  ją  na  tym  samym  drewnianym  pieńku,  na 

którym siedziała czekając na niego. Była zbyt zmęczona, 
żeby  prowadzić  dyskusję  i  podołać  spacerowi,  więc  nie 
sprzeciwiła  się.  Podjechał  i  posadził  ją  na  wozie  tak 
lekko, jakby była dzieckiem. 

– Coraz bardziej upewniam się, że koniecznie jest mi 

potrzebny mniejszy pojazd – powiedział, kierując konie z 
polany na szlak – na przykład dwukółka. Ciągłe używanie 
dwóch koni i dużego wozu jest bardzo niewygodne  i ma 
sens tylko wtedy, gdy wiozę ciężki ładunek. 

– Tak, jestem pewna, że ma pan rację  – powiedziała 

Missy obojętnie. 

– Zła? 
Odwróciła  się  do  niego,  a  jej  twarz  wyrażała 

zdziwienie: 

– Nie, a powinnam być? 
– Cóż, nie osiągnęłaś swego celu, nieprawdaż? 

background image

Roześmiała się niezbyt serdecznie, ale szczerze. 
– Biedny panie Smith, ty niczego nie rozumiesz. 
– Oczywiście, że nie. Co w tym śmiesznego? 
– Ja nie mam nic do stracenia. Nic. 
– Ty rzeczywiście myślisz, że mogło ci się udać? 
– Byłam pewna, że tak. 
– Dlaczego? 
– Ponieważ ty jesteś sobą. Ty to ty. 
– I co to znaczy? 
–  Och,  po  prostu  to,  że  jesteś  bardzo  dobrym  i 

przyzwoitym człowiekiem. 

– Dziękuję. 
Podczas  tej  krótkiej  rozmowy  konie  człapały 

niechętnie  wzdłuż  dżunglowego  traktu,  nie  rozumiejąc, 
dlaczego  oddalają  się  od  domu.  Jednak  szły  bez 
sprzeciwu,  ufając  swemu  panu.  Był  dla  nich  dobry,  nie 
używał bata, po prostu panował nad nimi siłą swej woli. 

– To wszystko  wskazuje, że ty  nie  jesteś prawdziwą 

Hurlingfordówną – powiedział nagle, gdy podróż zbliżała 
się do końca. 

– Nie jestem Hurlingfordówną? Co spowodowało, że 

tak przypuszczasz? 

– Dużo rzeczy. Twoje nazwisko, twoje pojawienie się 

tutaj.  Nędzna  sytuacja  w  domu,  brak  pieniędzy.  Twoje 
miłe  usposobienie  –  te  ostatnie  słowa  powiedział  tak, 
jakby żałował, że je wypowiedział. 

–  Nie  wszyscy  Hurlingfordowie  są  bogaci,  panie 

Smith. Ja jestem Hurlingfordówną tylko po kądzieli. Moja 

background image

matka  i  ciotka  są  siostrami  Maxwella  i  Herberta 
Hurlingfordów, i pierwszymi kuzynkami pana Williama. 

Odwrócił  się,  żeby  popatrzeć  na  nią  podczas  tych 

wyjaśnień, a potem zagwizdał. 

–  A  to  dopiero!  Gniazdko  prawdziwych,  rasowych 

Hurlingfordów  usytuowane  daleko,  na  drugim  końcu 
Gordon Road, ciułających grosz do grosza, aby powiązać 
koniec z końcem. Co się stało? 

Przez  ostatnią  część  drogi  do  domu  Missy  raczyła 

Johna  Smitha  opowieścią  o  perfidii  sir  Williama 
Pierwszego i jego następców. 

– Dziękuję – powiedział w końcu. – Odpowiedziałaś 

na wiele moich pytań i dałaś dużo do myślenia. 

Zatrzymał konie przed frontową bramą Missalonghi. 
–  Proszę,  oto  znowu  jesteśmy  w  domu  i  to  jak  . 

szybko!  Twoja  mama  na  pewno  nie  zdążyła  się  jeszcze 
zmartwić. 

Zeskoczyła na ziemię bez pomocy. 
–  Dziękuję,  panie  Smith.  Wciąż  podtrzymuję  to,  co 

powiedziałam  wcześniej.  Jest  pan  bardzo  dobrym 
człowiekiem. 

Nasunął  kapelusz  na  czoło  i  posłał  jej  uśmiech,  po 

czym zawrócił konie. 

 
Octavia znalazła kartkę pozostawioną na łóżku, kiedy 

usiłowała  ustalić,  gdzie  znajduje  się  Missy.  Leżała  biała 
na  brązowej  narzucie  z  wyraźnie  widocznym  napisem: 
„Dla  Mamy”,  nakreślonym  drukowanymi  literami  w 

background image

poprzek jej zewnętrznej strony. Octavia przeraziła się. To 
nie wróżyło nic dobrego. 

Toteż  gdy  tylko  usłyszała  Drusillę  wchodzącą  przez 

frontowe  drzwi,  wybiegła  do  holu  z  kartką  w  dłoni.  Jej 
wypukłe, 

bladoniebieskie 

oczy 

rozszerzyły 

się 

niebezpiecznie,  gotowe  wypuścić  morze  łez  po 
zapoznaniu się z treścią pozostawionego listu. 

– Missy odeszła, a to zostawiła dla ciebie! 
Drusilla zmarszczyła brwi bez większego zdziwienia: 
– Odeszła? 
– Tak, odeszła. Spakowała wszystkie ubrania i wzięła 

naszą torbę podróżną. 

Drusilla  zrobiła  wielkie  oczy,  wyrwała  kartkę  z  rąk 

Octavii i zaczęła czytać na głos, tak aby siostra nie mogła 
źle zinterpretować treści. 

Droga Mamo – było napisane. 
Proszę,  przebacz  mi,  że  odeszłam  bez  słowa,  ale 

myślę,  że  będzie  naprawdę  lepiej,  jeżeli  nie  będziesz 
wiedziała,  co  zamierzam,  aż  do  czasu,  kiedy  ja  sama 
upewnię  się,  czy  uda  mi  się  to,  co  chcę  zrobić. 
Prawdopodobnie  złożę  wam  wizytę  jutro  lub  pojutrze. 
Proszę,  nie  martwcie  się  o  mnie.  Jestem  bezpieczna. 
Twoja kochająca córka Missy. 

Octavia gorzko zapłakała, ale Drusilla nie uroniła ani 

jednej łzy. Złożyła  list,  zaniosła  go do kuchni i położyła 
na półce przy kominku. 

– Musimy zawiadomić policję – zawołała płaczliwie 

Octavia. 

background image

–  Nie  zrobimy  nic  w  tym  rodzaju  –  zaoponowała 

Drusilla i postawiła czajnik na piecu. – Kochanie, muszę 
koniecznie napić się herbaty. 

– 

Ale 

przecież 

Missy 

może 

być 

niebezpieczeństwie. 

– Raczej w to wątpię. W jej liście nie ma nic, co by 

wskazywało, że może zrobić jakieś głupstwo. 

–  Usiadła  z  westchnieniem.  –  Octavio,  otrzyj  łzy. 

Wydarzenia ostatnich kilku dni upewniły mnie, że Missy 
jest  osobą  poważną,  której  można  zaufać.  Nie  mam 
wątpliwości,  że  jest  bezpieczna.  Prawdopodobnie  jutro 
zobaczymy  ją  znowu.  A  tymczasem  nie  wspominaj 
nikomu, że opuściła dom. 

–  Ależ  ona  jest  gdzieś  sama  i  nie  ma  przy  boku 

nikogo, kto by ją ochronił przed mężczyznami! 

–  To  może  dobrze,  że  Missy  zdecydowała  się  nie 

chronić  przed  mężczyznami  –  odpowiedziała  Drusilla 
oschle.  –  A  teraz,  Octavio,  zrób  to,  o  co  cię  proszę. 
Przestań  płakać  i  zaparz  nam  herbatę.  Mam  ci  do 
opowiedzenia  wiele  rzeczy  nie  związanych  ze 
zniknięciem Missy. 

Ciekawość  pokonała  rozpacz.  Octavia  wlała  do 

czajniczka trochę wrzącej wody i odstawiła go, aby postał 
chwilę na piecu. 

– No, co? – zapytała żywo. 
–  A  więc  tak.  Oddałam  Cornelii  i  Julii  pieniądze,  a 

sobie kupiłam maszynę do szycia, Singera. 

– Drusillo! 

background image

I  tak  dwie  panie  z  Missalonghi  popijały  herbatę, 

omawiając  bardzo  gruntownie  wszystkie  zdarzenia  dnia, 
po  czym  przystąpiły  do  codziennych  rutynowych  zajęć, 
aby na koniec udać się do swych sypialni. 

–  Dobry Boże  –  modliła się  na  klęczkach Drusilla  – 

proszę  pomagaj  i  chroń  Missy.  Trzymaj  ją  z  daleka  od 
wszelkiego  zła  i  daj  siły,  aby  zniosła  wszelkie 
przeciwności losu. Amen. Następnie wspięła się na swoje 
łóżko,  które  było  podwójne  –  tak  jak  przystało  mężatce. 
Minęło jednak trochę czasu, nim zamknęła oczy. 

 
Tylko  dźwiękowi  organów  zawdzięczała  Missy,  że 

nie dostrzeżono, jak John Smith przywiózł ją z powrotem 
do  Missalonghi.  Nikt  nie  usłyszał  jego  przyjazdu  i 
odjazdu,  i  nikt  nie  zauważył  Missy,  która  skradając  się 
wokół  domu,  skierowała  się  prosto  ku  szopie.  W  tej 
chwili  nie  było  to  odpowiednie  miejsce  na  kryjówkę. 
Umieściła  tylko  torbę  za  workiem  z  paszą  i  opuściła 
szopę,  żeby  schować  się  w  sadzie  –  do  czasu,  aż  matka 
wydoi  krowę.  Jaskier,  oczywiście,  rozpoznała  jej  chód  i 
zaczęła błagalnie ryczeć, prosząc o wydojenie, ale zanim 
przeszła  do  głośniejszego  molestowania,  z  domu  wyszła 
Drusilla z wiadrem. 

Missy  skuliła  się  za  pniem  najgrubszej  jabłoni, 

zamknęła  oczy  i  modliła  się  o  atak  jak  najgorszej 
dolegliwości serca, dzięki której nie musiałaby już nigdy 
ujrzeć  ranka.  Siedziała  tak,  aż  zapadł  zmrok.  Od  strony 
Gór  Błękitnych  nadeszło  przenikliwe,  zimne  powietrze, 

background image

które  zmusiło  ją  w  końcu  do  przeniesienia  się  do 
względnego  ciepła  szopy.  Jaskier  leżała  z  podkulonymi 
nogami, łagodnie przeżuwając. Missy położyła obok niej 
na  ziemi  czysty  worek  i  skuliła  się  na  nim,  ogrzewając 
ramiona i twarz ciepłem docierającym od krowy. 

Oczywiście  mogła  zebrać  się  na  odwagę  i  wejść  do 

domu. Ale kiedy postawiła stopy na frontowej werandzie, 
coś  jej  powiedziało  „nie”.  Czyż  mogła  zwierzyć  się 
matce,  że  zaproponowała  ledwie  co  poznanemu 
mężczyźnie  małżeństwo  i  że  wysiłek  był  daremny,  bo 
została  odrzucona?  Co  prawda,  można  było  wymyślić 
jakąś  przekonywającą  historyjkę,  ale  jaką?  Missy  nie 
wymyślała  historyjek,  ona  je  czytała.  Może,  kiedy 
nadejdzie  ranek,  zbierze  się  na  odwagę  i  przyzna  się  – 
rozmyślała,  oddychając  ciężko.  Ale  jakie  to  będzie 
straszne  –  noc  spędzona  gdzie  indziej,  nie  pod  dachem 
Missalonghi.  Kto  jej  uwierzy,  że  spała  z  krową.  „Wyjdź 
stąd  natychmiast”  –  podpowiadała  lepsza  strona  jej 
charakteru,  ale  gorsza  nie  pozwalała  zdobyć  się  na  tyle 
odwagi.  Nagromadzone  łzy  zaczęły  spływać  po  jej 
twarzy,  bo  tak  naprawdę  Missy  była  zbyt  wyczerpana, 
aby  podołać  emocjonalnym  zmaganiom  samej  z  sobą  i 
przepełniającym  ją  szaleństwem  –  bezgraniczną  chęcią 
dostania się z powrotem do domu Johna Smitha. 

– Och, Jaskier. Co ja mam robić? – łkała. 
Ale  Jaskier  po  prostu  żuła  z  obrażoną  miną.  Po 

jakimś czasie zmęczona Missy wreszcie zasnęła. 

Missalonghicki  kogut,  wydzierając  się  wniebogłosy, 

background image

obudził  ją  godzinę  przed  świtem.  Zerwała  się  i 
przypomniawszy  sobie  wszystko,  zażenowana  opadła  na 
krowę  w  nowym  ataku  bólu  i  wstydu.  Nie  była  ani 
głodna, ani spragniona. „Co robić?! Boże, co robić?!” 

Tuż  przed  świtem  Missy  w  końcu  zdecydowała,  co 

zrobi.  Wstała  z  wyraźnym  celem  w  oczach.  Wyjęła 
szczotkę,  grzebień,  uczesała  się  i  oczyściła  jak  mogła 
najlepiej.  Jednak  przy  końcu  tych  wysiłków  z 
przygnębieniem  uświadomiła  sobie,  że  strasznie  cuchnie 
krową.  Gdy  skradała  się  ponownie,  z  domu  nie 
dochodziły  żadne  oznaki  życia.  Jedynie  słabo  słyszalne 
serie  chrapnięć  dobiegały  z  okna  pokoju  matki.  Było 
bezpiecznie. 

I  znowu  schodziła  w  dół  do  doliny  Johna  Smitha. 

Tym razem bez sennego oczarowania i bez nieodpartego, 
przepełniającego  szczęścia,  które  wczoraj  powodowały, 
że  wszystko  wydawało  się  jej  możliwe  i  doskonale 
zaplanowane  do  końca.  Dzisiaj  Missy  kroczyła  z 
niewielką  tylko  nadzieją  i  wielką  determinacją.  Nie 
sprzeciwi  się  jej  przecież  znowu.  Nawet  jeśli  będzie 
musiała spędzać każdą kolejną noc w maminej szopie na 
worku  przy  Jaskier,  to  i  tak  każdego  następnego  ranka 
będzie schodzić w dół do doliny Johna Smitha i będzie go 
prosić  znowu.  I  zrobi  to,  zrobi  jutro,  jeżeli  dzisiaj 
odmówi, i pojutrze, i następnego dnia... 

Dochodziła  dziesiąta,  gdy  znalazła  się  na  polanie 

przed  chatą.  Tak  jak  poprzedniego  dnia  z  komina  unosił 
się dym i tak jak wczoraj Johna Smitha nie było. Usiadła 

background image

na  tym samym pieńku, by czekać. Może poszedł zdobyć 
coś do jedzenia? Zbliżyło się i minęło południe, a jego nie 
było  widać.  Missy  z  rezygnacją  czekała  długi  czas. 
Nadszedł,  gdy  słońce  chowało  się  już  za  skalne  ściany  i 
zaczynało robić się ciemno. 

Był  poważniejszy  niż  wczoraj,  ale  i  tym  razem  nie 

zauważył Missy siedzącej na pieńku. 

– Panie Smith! 
– A niech to diabli! 
Podszedł  do  niej  natychmiast,  stanął  i  popatrzył  z 

góry – bez złości, ale i bez zadowolenia. 

– A co ty znowu tu robisz? 
– Czy ożeni się pan ze mną, panie Smith? 
I tym razem wziął ją pod rękę i zaprowadził prosto do 

chaty. Stanął  twarzą do niej i popatrzył głęboko  w oczy, 
tak że aż się wyprostowała. 

– Czy jest ktoś, kto cię do tego namawia? – spytał. 
– Nie. 
– Czy to rzeczywiście znaczy dla ciebie aż tak dużo? 
–  To  całe  moje  życie.  Nie  wrócę  do  domu.  Będę  tu 

przychodzić codziennie i prosić, prosić... 

–  Igrasz  z  ogniem,  panno  Wright  –  powiedział, 

zaciskając usta. – Nie przyszło ci na myśl, że mężczyzna 
może  użyć  siły,  jeżeli  kobieta  nie  chce  zostawić  go  w 
spokoju? 

Uśmiechnęła się pogodnie, dumnie i wyniośle. 
– Ktoś inny może tak, ale nie ty, Johnie Smith. 
–  Co  tak  naprawdę  chcesz  przez  to  osiągnąć?  A  co, 

background image

jeśli powiem, że cię poślubię? Czy pragniesz mężczyzny, 
który poddaje się, bo zadręczony przez ciebie nie wie, co 
ma  robić?  Mężczyzny,  który  ustępuje  jedynie  dla 
świętego spokoju, bo tak naprawdę ma ochotę cię udusić? 
–  jego  głos  brzmiał  twardo  i  zdecydowanie.  –  Na  tym 
wielkim świecie, panno Wright, istnieje zjadliwe uczucie 
zwane  nienawiścią.  Błagam  cię,  nie  wypuść  go  tylko  z 
klatki. 

– Czy poślubisz mnie? – spytała ponownie. 
Zacisnął  wargi,  wydmuchnął  powietrze  przez  nos, 

podniósł  głowę  ponad  nią  i  popatrzył  w  górę  na  coś, 
czego  ona  nie  mogła  dostrzec.  Nie  mówił  nic  dłuższy 
czas. W końcu wzruszył ramionami i znowu popatrzył na 
nią. 

–  Przyznaję,  że  od  wczoraj  dużo  o  tobie  myślałem. 

Co  więcej, nawet  przy najcięższych pracach nie  mogłem 
przestać  myśleć.  Zastanawiałem  się,  czy  to,  co  mi 
zaoferowałaś,  nie  byłoby  dla  mnie  pewnego  rodzaju 
odprawieniem  pokuty  –  zadośćuczynieniem.  I  czy  moje 
szczęście nie rozsypie się w proch dlatego, że odrzuciłem 
tę ofertę. 

– Pokuty? Pokuty za co? 
–  To  tylko  przenośnia.  Każdy  ma  coś,  co  musi 

odpokutować. Nikt nie jest wolny od win. Narzucając mi 
się  niejako  chcesz  mnie  sprowokować  do  odprawienia 
pokuty. Nie rozumiesz tego? 

–  Rozumiem,  ale  ty  to  wszystko  za  bardzo 

komplikujesz. To, co ja proponuję, jest znacznie prostsze. 

background image

Przy mnie nie staniesz się pokutnikiem. Chcę być i będę 
radością twego życia. I wszystko, co się zdarzy, przyjmę z 
pokorą  i  wielką  przyjemnością,  jeśli  wraz  z  tym  będę 
miała ciebie. 

– W takim razie, dobrze. Poślubię cię. 
Ból  i  napięcie,  które  dotychczas  dręczyły  Missy, 

natychmiast uleciały. 

–  Och, dzięki,  panie  Smith.  Nigdy nie  będziesz  tego 

żałował, przyrzekam. 

– Jesteś dzieckiem, panno Wright, bardzo niedojrzałą 

kobietą,  i  może  właśnie  dlatego  ci  uległem,  zamiast  cię 
udusić.  Nie  mogę  po  prostu  uwierzyć,  że  kieruje  tobą 
kobieca przebiegłość. Tylko nigdy nie daj mi powodu do 
zmiany tej opinii. 

Jego  ręka  powędrowała  pod  jej  ramię,  sygnalizując 

spacer. 

–  Jest  tylko  jedna  rzecz,  o  którą  muszę  cię  jeszcze 

prosić, panie Smith. 

– Jaka? 
–  Nigdy  nie  będziemy  wspominać  o  mojej  bliskiej 

śmierci  i  nie  będzie  to  wpływało  na  nasze  zachowanie. 
Chcę być wolna. A nie będę, jeśli ktoś będzie mi wiecznie 
przypominał o tym, słowem lub czynem. 

– Dobrze – odpowiedział John Smith. 
Nie  chcąc  ponaglać  szczęścia,  jako  że  czuła,  iż 

zrobiła  już  wystarczająco  dużo,  Missy  po  spacerze 
otworzyła chatę, weszła do środka i cichutko przycupnęła 
na  jednym  z  kuchennych  krzeseł.  John  Smith  stał  na 

background image

podwórzu,  spoglądając  na  opadającą  ku  ziemi, 
rozrzedzoną,  nocną  mgłę.  Pokornie  patrzyła  na  jego 
szerokie i barczyste plecy, odczuwając ich bliskość przez 
moment.  Po  jakimś  czasie  odważyła  się  w  końcu 
przemówić. Jej głos był niski i brzmiał przepraszająco. 

– Czy coś się stało, panie Smith? 
Drgnął,  jakby  zupełnie  zapomniał  o  jej  obecności. 

Podszedł i usiadł przy stole naprzeciw niej. W ciemności 
jego  twarz  była  pociągła,  rozmazana,  pokryta  cieniami, 
trochę  przerażająca.  Ale  gdy  przemówił,  zabrzmiało  to 
pogodniej. 

–  Na  imię  mam  John  –  powiedział,  po  czym  wstał, 

żeby zapalić  lampy. Ustawił  je  na  stole, tak aby  widzieć 
jej twarz. – Teraz najważniejszą rzeczą jest to, aby dostać 
pozwolenie na ślub. 

– Ile to zabierze czasu? 
Wzruszył ramionami. 
– Nie wiem. Zapowiedzi chyba nie są wymagane. 
– Parę dni? 
–  Może  wcześniej,  jeśli  dostaniemy  specjalne 

pozwolenie.  A  teraz  lepiej  będzie,  jeśli  odwiozę  cię  do 
domu. 

–  Och,  tylko  nie  to.  Zostaję  tutaj  –  powiedziała 

Missy. 

–  Jeśli  tu  zostaniesz,  to  prawdopodobnie 

przedwcześnie  rozpoczniesz  swój  miodowy  miesiąc  – 
odpowiedział z nadzieją w głosie. 

Wspaniały pomysł! Mogła co prawda nie zgodzić się, 

background image

tak jak większość kobiet. Ale on miał prawo od niej tego 
wymagać. Nie... nie zmusić, ale lekko zachęcić. Dziewicę 
w  jej  wieku  łatwo  było  zrazić.  Jednak  nie  powinien  tak 
uważnie  obserwować  jej  reakcji  na  swoje  słowa,  bo  ona 
przypatrywała  mu  się  uporczywie,  z  rozszerzonymi 
oczyma, jak obdarzone pieszczotą szczenię. 

Uśpione serce Johna Smitha drgnęło. Poczuł gorzki i 

dziwny  ból.  Tak  naprawdę,  to  ten  ból  prześladował  go 
przez cały dzień i nie ustępował, chociaż cały czas ciężko 
pracował  chcąc  zastąpić  wspomnienie  o  Missy  pustką 
mechanicznie  wykonywanej  pracy.  Swoje  tajemnice 
pogrzebał w sercu tak głęboko, że nigdy nie cierpiał z ich 
powodu. A teraz Missy spowodowała, że odrodziły się na 
nowo uzmysławiając mu nagą prawdę życia. Czepiały się 
go,  szeptały  i  dręczyły  przez  cały  dzień,  tak  że  cała 
przyjemność  z  przebywania  w  dolinie  zniknęła.  Może 
musiał odpokutować za nie i dlatego ona się zjawiła? Ale 
przecież  nie  miał  nic  aż  tak  potwornego  i 
przygnębiającego na sumieniu. Nie, nie, nie...! 

A  jeśli  to  nie  będzie  jej  się  podobało?  A  jednak. 

Jednak  weź  ją  do  łóżka,  Johnie  Smith.  Pokaż  do  czego 
służy ciało. Wypełnij sobą. Jest przecież kobietą. 

Nowe wtajemniczenie pochłonęło Missy bez granic – 

okazała  się  nadzwyczajną  partnerką.  Był  to  następny 
gwóźdź do trumny Johna Smitha. Jeszcze w trzy godziny 
później trudno mu było dojść do siebie z wrażenia. Cuda 
się  zdarzają!  Ta  starzejąca  się  panna  była  wprost 
stworzona  do  miłości!  Była  co  prawda  straszliwie 

background image

nieuświadomiona,  ale  ani  bojaźliwa,  ani  wstydliwa.  Jej 
namiętność  podniecała  go  i  przenikała  głęboko, 
sprawiając,  że  nie  mógł  być  dla  niej  ani  okrutny,  ani 
niemiły. Zyskał wyjątkowy, mały bagaż na nowe życie! – 
Nie była bezwolna i nie potrafiła być bierna. A ileż było 
w  niej  namiętności,  żaru  i  życia,  gdy  oczekiwała  na 
spełnienie. Nagle wstrząsnęła nim myśl o zbliżającym się 
końcu jej życia. Odczuł żal. Był to nowy rodzaj uczucia, 
którego nie znał, chociaż podobny dylemat już raz w jego 
życiu  zaistniał.  Ale  tamto  wiązało  się  z  małżeńską 
oziębłością.  Jakże  szybko  on  i  Missy  stali  się  bliskimi 
sobie  ludźmi!  Szybciej  niż  inni  po  dziesięciu  latach 
uprzejmych herbatek w salonikach. 

Missy  spała  jak  zabita  i  obudziła  się  szybciej  od 

Johna  Smitha.  Gdy  ona  zasypiała,  John  jeszcze  długo 
rozmyślał.  Słabe  światło  sączyło  się  przez  okno.  Missy 
wygrzebała  się  z  łóżka  i  trzęsąc  się  z  zimna  włożyła 
sukienkę. 

To, co przeżyła, było wspaniałe. Okazało się, że była 

większą  realistką  niż  podejrzewała.  Nie  zwróciła  uwagi 
na  towarzyszący  początkowi  zbliżenia  ból,  dając  się 
porwać  kojącej  pieszczocie  dużych,  silnych  i  szorstkich 
od pracy rąk. Uczucia, wrażenia, zbliżenia, pocałunki, żar 
i jasność – tak, to było cudowne. 

Poruszała się po chacie tak szybko, jak tylko mogła. 

Rozpaliła  w  piecu  i  nastawiła  wodę  na  wrzątek.  Jej 
krzątanina  obudziła  go.  Wstał  z  łóżka  zupełnie  nie 
przejmując się własną nagością. Dało to Missy możliwość 

background image

stwierdzenia  istotnej  anatomicznej  różnicy  pomiędzy 
kobietą a mężczyzną. 

Ale  najbardziej  czarująca  była  jego  reakcja  na  jej 

obecność. Podszedł do niej, schował w swoich ramionach 
i  stał  tak,  delikatnie  się  kołysząc.  Na  wpół  śpiąc  opierał 
się na niej, a jego broda drapała ją w szyję. 

–  Dzień dobry  –  wyszeptała,  a  jej uśmiechnięte  usta 

złożyły pocałunek na jego ramieniu. 

– A dobry, dobry – zamruczał. – Widocznie podobała 

mu się jej reakcja. 

Missy, praktycznie nie mając nic w ustach od dwóch 

dni, była niesamowicie głodna. 

– Przygotuję śniadanie – powiedziała. 
– Chcesz się wykąpać? – przebudził się już na dobre, 

ale nie zamierzał od niej odejść. 

„Musiał chyba poczuć zapach Jaskier. Och, biedak”. 

– Uczucie głodu znowu uleciało. 

– Tak, proszę. A czy jest tu ubikacja? 
– Załóż buty. 
Wślizgnęła  się  w  botki,  nie  przejmując  się 

sznurówkami.  On  przeszukał  wielki  kufer  i  wyciągnął 
dwa ręczniki, stare i szorstkie, ale czyste. 

Polana  skrzyła  się  od  mrozu 

[Mróz  pojawiający  się  w  dolinie 

Johna Smitha nie powinien budzić zdziwienia, pomimo że akcja powieści toczy się 
na  jednym  z  najcieplejszych  kontynentów  świata.  Błękitne  Góry,  w  których 
położone  jest  Byron,  stanowią  odgałęzienie  Wielkich  Gór  Wododziałowych, 
ciągnących  się  wzdłuż  wschodniego  wybrzeża  Australii.  Największy  ich  szczyt 
sięga  1350  m  n.  p.  m.  Cechą  charakterystyczną  dla  klimatu  Australii  są  duże 
dobowe  wahania  temperatury  –  średnio  od  45  stopni  do  –  5  stopni.  W  Górach 
Wododziałowych  temperatura  spada  do  –  10  stopni  (wg  notowań  stacji 

background image

meteorologicznej  w  Kiandra,  niedaleko  Canberry).  Dodatkowo  specyfiką  klimatu 
górskiego  jest  zjawisko  obniżania  się  temperatury  w  dolinach  w  stosunku  do 
temperatury  na  zboczach  (tzw.  inwersja  temperatury),  co  ma  związek  z 
ukształtowaniem  terenu.] 

  i  ciągle  jeszcze    pokrywał  ją  cień. 

Missy  spojrzała  w  górę.  Ogromne  ściany  doliny 
połyskiwały  czerwienią  wschodzącego  słońca,  a  niebo 
pokrywała  perłowa  jasność,  przypominająca  cerę  Uny. 
Słychać  było  nawoływania  i  śpiew  ptaków,  dla  których 
świt stanowił zachętę do oddawania się trelom. 

–  Ubikacja  jest  trochę  prymitywna  –  uprzedził, 

pokazując jej miejsce, gdzie wykopał głęboki dół. Wokół 
ułożone  były  kamienne  bloki,  aby  można  było  usiąść. 
Wysłał  je  gazetami  dla  utrzymania  suchości.  Nie  osłonił 
tego przybytku ani dachem, ani ścianami. 

–  To  jest  najlepiej  przewietrzona  toaleta,  jaką 

kiedykolwiek widziałam – powiedziała radośnie. 

Zaśmiał się. 
–  Poczekam  na  ciebie  tam  –  wskazał  drugą  stronę 

polany. 

Missy  przyłączyła  się  do  niego  w  chwilę  później, 

trzęsąc się już na samą myśl o kąpieli w lodowatej rzece. 
John  wyglądał  na  mężczyznę  uwielbiającego  chłodne 
ablucje.  „Chyba  złapałam  się  we  własne  sidła”  – 
pomyślała i usiadła na kamieniu sztywna ze strachu. Lecz 
John  nie  skierował  się  ku  rzece,  ale  poprowadził  ją  w 
gęstwę  paproci  i  dzikich  klematyd  upierzonych  białymi 
kwiatami.  Tam  właśnie  znajdowała  się  najpiękniejsza  ze 
znanych  jej  łazienek.  Ciepłe  źródło  sączące  się  ze 
szczeliny  pomiędzy  skałami  u  szczytu  małego 

background image

kamiennego  stoku,  zbyt  małe,  aby  nazwać  je 
wodospadem, przechodziło w szeroki, omszały basen. 

Missy zrzuciła  szybko z  siebie  sukienkę  i  weszła  do 

krystalicznie  czystego,  ciepłego  rozlewiska.  Strużki  pary 
unosiły  się  nad  nim  leniwie,  rozpływając  się  potem  w 
chłodnym  powietrzu.  Basen  miał  około  osiemnastu  cali 
głębokości, a jego dno stanowiła czysta, gładka skała. 

– Weź mydło – poradził John Smith, wskazując małą 

niszę,  gdzie  leżała  kostka  jednego  z  najlepszych 
gatunków mydła. 

Woda  w  basenie  musiała  mieć  naturalny  odpływ, 

gdyż jej poziom nie ulegał zmianie. 

„Teraz rozumiem, dlaczego zawsze jest taki czysty” – 

powiedziała  do  siebie,  przypomniawszy  sobie  wannę  w 
Missalonghi  z  dwoma  calami  wody  nad  zardzewiałym 
dnem  –  mieszaniną  wrzątku  z  czajnika  i  zimnej  wody  z 
wiadra.  I  ta  zdecydowanie  niedostateczna  porcja  wody 
musiała wystarczyć dla nich trzech, z Missy na ostatku. 

Całkiem  nieświadoma  swego  ponętnego  wyglądu, 

uśmiechnęła się do niego i uniosła ręce, a jej małe, nagie 
sutki wysunęły się nad powierzchnię wody. 

–  A ty  nie  wchodzisz?  –  zapytała  tonem zawodowej 

kusicielki. – Jest dużo miejsca. 

Nie  potrzebował  dalszej  zachęty  i  nie  zwracając 

uwagi  na  nadmiar  piany,  namydlił  gruntownie  całe  jej 
ciało.  A  ona  z  przyjemnością  uległa  tej  miłej  chwili  i 
poprosiła o powtórkę. Mycie zajęło prawie godzinę. 

Po śniadaniu John powrócił do sprawy ich ślubu. 

background image

–  W  Katoomba  musi  być  urząd  stanu  cywilnego. 

Pojedziemy  tam,  aby  dostać  pozwolenie  na  ślub  – 
powiedział. 

– Jeżeli pojadę z tobą i wysiądę przy Missalonghi, a 

potem do Byron dojdę pieszo i wsiądę w pociąg, to będę 
w  Katoomba  prawie  tak  samo  szybko,  jak  ty  swoim 
wozem  –  powiedziała  Missy.  –  Muszę  zobaczyć  się  z 
matką,  kupić  trochę  jedzenia  i  oddać  książkę  do 
biblioteki. 

– Nagle spojrzał na nią zatrwożony: 
–  Chyba  nie  planujesz  wielkiego  przyjęcia 

weselnego, prawda? 

Roześmiała się. 
–  Nie.  Tylko  ty  i  ja.  Po  prostu  zostawiłam  matce 

kartkę  i  chcę  się  upewnić,  czy  się  nie  denerwuje.  A  w 
bibliotece pracuje moja najlepsza przyjaciółka. Czy masz 
coś przeciwko temu, żeby przyszła na nasz ślub? 

– Nie, skoro ty tego chcesz. Chociaż uprzedzam cię, 

że jeżeli uda nam się przekonać władze, to ślub odbędzie 
się jeszcze dzisiaj. 

– W Katoomba? 
– Tak. 
Ślub w brązowej sukience. O nie! Missy westchnęła. 
– W porządku. Jeśli mi coś obiecasz. 
– Co? – spytał z lekkim niepokojem. 
–  Jak  umrę,  pochowasz  mnie  w  koronkowej 

purpurowej  sukni.  A  jeśli  takiej  nie  znajdziesz,  to  w 
jakimkolwiek innym kolorze, byle nie w brązie. 

background image

Spojrzał zdziwiony. 
– Nie lubisz brązu? Wydawało mi się, że nic innego 

nie nosisz. 

–  Noszę  brąz  dlatego,  że  jestem  biedna,  ale 

szanowana. Na brązowym kolorze nigdy nie widać brudu. 
On  nigdy  nie  wychodzi  z  mody,  nie  płowieje,  nie  jest 
tandetny, powszedni i flądrowaty. 

Słowa  te  wywołały  jego  śmiech,  ale  chwilę  później 

wrócił do poprzedniego tematu: 

– Czy masz metrykę? 
– Tak, w torbie. 
– A jak masz naprawdę na imię? 
Poruszyła 

się 

zdenerwowana 

na 

krześle, 

zaczerwieniła i zacisnęła zęby. 

– W dokumentach ślubnych nie możesz tak po prostu 

używać imienia Missy. 

– Tak zawsze mnie nazywano. Daję słowo. 
– Wcześniej czy później twoje prawdziwe imię i tak 

wyjdzie na jaw – uśmiechnął się wesoło. 

– No, Missy, nie może być aż tak brzydkie, jak ci się 

wydaje. 

– Missalonghi. 
Wybuchnął śmiechem. 
– Nie żartuj sobie ze mnie. 
– Chciałabym, ale nie. 
– Tak jak dom? 
–  Dokładnie  tak  samo.  Mój  ojciec  uważał 

„Missalonghi”  za  najpiękniejsze  słowo  na  świecie.  Poza 

background image

tym  odnosił  się  niechętnie  do  panującego  w  rodzinie 
Hurlingfordów  zwyczaju  nadawania  łacińskich  imion. 
Matka  chciała  nazwać  mnie  Camillą,  ale  on  nalegał  na 
Missalonghi. 

– Och, moje biedactwo! 
 
Tym  razem  Missy  nie  odczuwała  niepokoju, 

wchodząc  na  werandę  Missalonghi.  Zapukała  do  drzwi, 
zupełnie  jak  ktoś obcy. Drusilla otworzyła  i spojrzała  na 
córkę  nie  tak  jak  zwykle.  Wyraźnie  nic  się  jej  nie 
przytrafiło.  Wyglądała  na  trochę  zmienioną  i  było  jej  z 
tym  do  twarzy.  Prezentowała  się  lepiej  niż  kiedykolwiek 
w życiu. 

–  Wiem,  co  zrobiłaś,  dziewczyno  –  powiedziała 

Drusilla,  gdy  szły  przez  hol  do  kuchni.  –  Sądzę,  że 
trzymałaś się tego, co przeczytałaś w romansach, ale teraz 
to  już,  ośmielam  się  powiedzieć,  płacz  nad  rozlanym 
mlekiem, prawda? Czy wróciłaś na dobre? 

– Nie. 
Octavia  dołączyła  do  nich  utykając  i  złożyła 

pocałunek na obu policzkach rozpromienionej Missy. 

– Czy nic ci się nie stało? – spytała drżącym głosem, 

biorąc Missy za ręce. 

–  Oczywiście,  że  nic!  –  odpowiedziała  Drusilla 

krzepiąco. – Tylko na nią spójrz, na miłość boską! 

Missy  uśmiechnęła  się  do  matki  serdecznie. 

Zdumiewające,  że  dopiero  teraz,  gdy  został  zerwany 
sznur  wiążący  ją  z  Missalonghi,  odczuła  całą  głębię 

background image

swojej  miłości  do  Drusilli.  I  chyba  dlatego,  że  po  raz 
pierwszy  miała  sposobność  przyjrzeć  się  z  boku 
matczynym zmartwieniom, boleściom i kłopotom. 

–  Dziękuję  ci  bardzo,  mamo!  –  powiedziała.  –  Ale 

jestem na tyle dorosła, że wiem, co robię. 

– Missy, masz prawie trzydzieści cztery lata i gdybyś 

nie  wiedziała,  co  masz  robić,  nie  byłoby  dla  ciebie  już 
żadnej  nadziei.  Wystarczająco  długo  postępowałaś  tak, 
jak  my  chciałyśmy.  Teraz  rób  to,  co  ty  uważasz  za 
stosowne. Może tak będzie lepiej. 

– Święta racja. Ale to, co mówisz, daleko odbiega od 

tego, jak mnie wychowywałaś, co kazałaś mi czytać i jak 
polecałaś się ubierać. 

– Ale przecież wszystko to znosiłaś bez słowa. 
– Tak, tak było. 
– Przejmij teraz rządy w, domu. Dorosłaś już do tego. 
–  Czy  myślałaś,  mamo,  kiedyś  o  tym,  że  najwyższy 

czas,  aby  wszystkie  kobiety  z  Hurlingfordów  nie 
znajdujące  się  pod  męską  opieką,  to  znaczy  ty  i  ciotki, 
zjednoczyły  się,  aby  coś  wreszcie  zrobić  z  tą  oczywistą 
niesprawiedliwością i nierównością, którą kieruje się cała 
reszta rodziny? 

– Od kiedy dowiedziałam się od ciebie, że Billy nas 

okłamał,  też  zaczęłam  myśleć  w  ten  sposób. 
Rozmawiałam nawet o tym z Julią i Cornelią. Ale nie ma 
takiego  prawa,  które  mogłoby  zmusić  mężczyznę  lub 
kobietę,  aby  pozostawiany  po  sobie  majątek  podzielili 
równo  pomiędzy  synów  i  córki.  Z  tego,  co  wiem,  w 

background image

najgorszej  sytuacji  znajdują  się  córki  kobiet  z 
Hurlingfordów, nic  bowiem po nich nie  dziedziczą  –  ani 
domu,  ani  pięciu  akrów.  Zawsze  czułam,  że  nie  ma  dla 
nas  żadnych  szans,  że  żeńska  część  Hurlingfordów  jest 
bardzo  pokrzywdzona  przez  mężczyzn.  To  smutne,  ale 
prawdziwe. 

–  Mówisz  o  hurlingfordzkich  kobietach,  że  wiele 

tracą,  i  że  ty  nie  możesz  wygrać.  A  ja  mówię  o 
towarzyszkach  naszych  cierpień  i  wiem,  że  możesz  im 
pomóc,  jeśli  tylko  spróbujesz.  Madę  podstawę,  aby 
zażądać  wypłacenia  zaległych  dywidend,  i  powinnyście 
wszcząć kroki prawne przeciwko wujowi Herbertowi, aby 
zmusić  go  do  ujawnienia  wszystkich  szczegółów 
prowadzonych  przez  niego  inwestycji,  w  które  zostały 
włożone wasze pieniądze. 

– Missy spojrzała na Drusillę poważnie: – A w ogóle, 

to  powiedziałaś  mi  przed  chwilą,  mamo,  abym  przejęła 
rządy w domu, bo już do tego dorosłam. 

Missy udała się z Missalonghi do Byron. Był piękny, 

słoneczny  dzień.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  czuła  się 
naprawdę dobrze. Czytała o uczuciach odbijających się na 
ludzkich  twarzach,  ale  nigdy  jeszcze  nie  doznała  tego 
sama.  Po  raz  pierwszy  tak  bardzo,  tak  naprawdę  bardzo 
chciało jej się żyć. Całe jej szczęście zależało od jednego 
tylko człowieka – od Johna Smitha, który spodziewał się, 
że będzie żyła tylko rok. Skłamała i oszukała go, wkradła 
się  w  jego  życie,  chcąc  spróbować,  jak  smakuje  łut 
szczęścia,  i  wcale  nie  było  jej  z  tego  powodu  przykro. 

background image

Alicje  tego  świata  mogły,  strzeliwszy  palcami, 
wyczarować sobie jakich chciały mężczyzn, ale nigdy nie 
potrafiłyby  zdobyć  kogoś  takiego  jak  John  Smith,  bo  on 
spoglądał,  co  prawda  ukradkiem,  ale  tylko  na  Missy 
Wright.  Wiedziała  jeszcze,  że  może  uczynić  z  niego 
najszczęśliwszego mężczyznę  – oczywiście nie  na całym 
świecie,  ale  w  Byron  na  pewno.  Było  im  ze  sobą  tak 
rozkosznie w łóżku! Gdy minie ten rok, będzie tak bardzo 
pragnął, aby była z nim dalej, że wybaczy jej kłamstwo i 
oszustwo.  Czas  upływał,  a  ona  musiała  jeszcze  upewnić 
się,  czy  złapie  pociąg  do  Katoomba,  gdzie  John  Smith 
miał  czekać  na  nią  na  stacji.  Kupno  artykułów 
spożywczych  mogła odłożyć  do jutra, ale  czuła, że  musi 
koniecznie  zobaczyć  się  z  Uną.  W  takim  razie  do 
biblioteki! 

Wspaniałe  auto  ze  spokojnym  warkotem  silnika 

sunęło  przez  środek  miasta,  podczas  gdy  Missy,  nie 
rzucając  się  w  oczy  w  swej  lnianej  brązowej  sukience, 
spieszyła  do  biblioteki.  Samochód,  także  –  brązowy, 
wzbudzał olbrzymie zainteresowanie i podziw zebranych 
wzdłuż  obu  stron  ulicy  przechodniów,  zarówno 
miejscowych, jak i turystów. 

Missy 

omiotła 

przelotnym, 

zadowolonym 

spojrzeniem auto i zauważyła obok szofera dwie znajome 
sylwetki.  Samego  szofera  znała  ze  słyszenia.  Był  to 
przystojny jegomość, którego najbardziej interesowało nie 
tyle  zajmowanie  się  ciężką  pracą,  co  spełnianie 
pokazowych ról. Postaci na tylnym siedzeniu znane były 

background image

jej dobrze z własnego gorzkiego doświadczenia – Alicja i 
wuj Billy. 

Właśnie wtedy Alicja dostrzegła Missy. W następnej 

chwili wspaniałe auto podjechało bokiem do krawężnika, 
a Alicja i wuj Billy przyjęli wyniosłe miny, gdy przejęty 
szofer usiłował otworzyć im drzwi. 

–  Co  chciałaś  osiągnąć,  Missy  Wright,  zabierając 

akcje  ciotki Cornelii i sprzedając je  poza nami?  –  Alicja 
zażądała  wyjaśnień  bez  żadnego  wstępu,  a  na  jej 
alabastrowych  policzkach  zapłonęły  dwie  czerwone 
plamy. 

–  A  dlaczego  miałam  tego  nie  zrobić?  –  spytała 

Missy chłodno. 

–  Ponieważ  to  nie  jest  żadna  z  tych  twoich 

cholernych,  wścibskich  spraw  –  warknął  sztywno  i 
urągliwie sir William. 

–  To  jest  tak  samo  moja,  jak  twoja  sprawa,  wujku 

Billy.  Wiedziałam,  gdzie  można  dostać  dziesięć  funtów 
za  jedną  akcję,  podczas  gdy  wy  wmawialiście  ciotce 
Cornelli,  że  te  akcje  są  bezwartościowe.  Ciocia  Cornelia 
musi się szybko poddać operacji stóp, na którą do tej pory 
nie  mogła  sobie  pozwolić.  A  ponieważ  ty,  Alicjo,  jak 
zgaduję, odmówiłaś jej urlopu i specjalnych pieniędzy na 
ten  cel,  to  ja  sprzedałam  jej  akcje  za  sto  funtów.  Teraz 
stać  ją  na  operację,  a  jeśli  przestaniesz  ją  zatrudniać,  to 
dysponuje sumą w banku, która pozwoli jej przetrwać do 
czasu,  aż  znajdzie  sobie  inną  pracę.  Jestem  pewna,  że 
sklepy  w  Katoomba  tylko  czekają  na  kogoś  takiego,  jak 

background image

ona.  I  jeśli  chcecie  wiedzieć  dokładnie,  to  sprzedałam 
także udziały ciotki Julii, ciotki Octavii i mojej mamy. 

– Co? – zaskrzeczał sir William. 
–  Wszystkie?  Sprzedałaś  wszystkie?  –  powiedziała 

niepewnym  głosem  Alicja,  a  czerwone  plamy  na  jej 
twarzy w sekundę stały się sinoblade. 

– Ależ oczywiście! – Missy spojrzała na kuzynkę ze 

złośliwą satysfakcją, o którą siebie nie posądzała. 

– Chyba nie powiesz mi, Alicjo, że czterdzieści akcji 

może  zachwiać  równowagę  w  wielkiej  spółce  Byron 
Bottle? 

Nastąpiła żenująca chwila ciszy, podczas której Alicji 

zaczęło się wydawać, że Missy wyrosły rogi i ogonek. 

– Co się z tobą stało? – krzyknęła. – Chyba odeszłaś 

od zmysłów? Poplamiłaś czymś ohydnym moją sukienkę, 
mówiłaś  te  wszystkie  znieważające  rzeczy  o  mnie  przy 
mojej rodzinie, a teraz doprowadziłaś nas do ruiny. Ciebie 
powinno się zamknąć. 

–  A  ja  chciałabym,  aby  to  wszystko  zakończyło  się 

zamknięciem  ciebie.  A  teraz,  wybaczcie  mi,  bo  się 
spieszę. Mam umówione spotkanie. Wychodzę za mąż. – 
Missy  odeszła  z  nosem  zadartym  do  góry.  –  –  Chyba 
zemdleję  –  oświadczyła  Alicja  i  zaraz  po  tych  słowach 
opadła  na  przepełnione  ubraniami  okno  wystawowe 
sklepu wuja Herberta. 

Sir William wykorzystał okazję, aby objąć ją wpół, i 

zawołał  na  pomoc  kierowcę.  A  gdy  chwilę  potem 
transportowali Alicję z powrotem do samochodu, sprawne 

background image

palce  szofera  zbadały  mimochodem  delikatny  kształt  jej 
brodawek.  Wokół  samochodu  zebrał  się  tłum  gapiów, 
składający się głównie z synów i wnuków wuja Herberta. 
Sir  William  bez  ceregieli  usadowił  Alicję  na  siedzeniu  i 
polecił szoferowi natychmiast odjechać. 

Alicja  doszła  do  siebie  w  pośpiechu,  kiedy  poczuła, 

że przyszły teść, chcąc rozluźnić jej gorset, szukał czegoś 
po omacku pod jej sukienką. 

–  Przestań,  ty  lubieżny  staruchu!  –  warknęła, 

zapominając  o  takcie.  Zakryła  twarz  dłońmi  i  pochyliła 
się: – Boże, czuję się okropnie. 

– Czy chcesz wracać do domu? Teraz nie musimy już 

jechać  do  Missalonghi  –  powiedział  sir  William, 
purpurowy na twarzy. 

– Tak, chcę! 
Oparła  się  z  powrotem  o  siedzenie,  a  świeże 

powietrze  owiało  jej  twarz.  To  ją  trochę  odprężyło. 
Westchnęła. Dzięki Bogi poczuła się lepiej. 

Prawie przed sobą, ale po drugiej stronie szyby, która 

oddzielała tylne siedzenie od kierowcy, widziała dumną i 
kształtną głowę szofera osadzoną na silnej, gładkiej szyi. 
Jak  na  mężczyznę,  miał  cudowne,  małe  uszy.  Był 
przystojny, równie ciemnowłosy jak Missy, i wyglądał na 
cudzoziemca.  Ten  muskularny  mężczyzna  uniósł  ją  tak 
lekko.  Pamiętała  dotyk  jego  rąk  na  swoich  piersiach. 
Poczuła,  że  jej  sutki  same  się  podnoszą  na  to 
wspomnienie  i  skręciła  się  boleśnie  na  siedzeniu.  Jak  on 
miał  na  imię?  Frank?  Tak,  Frank.  Frank  Pellagrino. 

background image

Zanim wuj Billy zatrudnił go jako kierowcę, pracował w 
fabryce. 

Z ukosa spojrzała na sir Williama. Siedział sztywno, 

jakby połknął kij, i wyglądał na bardzo rozzłoszczonego. 

–  Czy  te  czterdzieści  akcji  ma  dla  nas  rzeczywiście 

tak duże znaczenie? 

–  Odkąd  wiemy,  że  Richard  Hurlingford  wyprzedał 

swoje  miesiąc  temu,  te  czterdzieści  dodatkowych  akcji 
całkiem zmienia sytuację. – Sir William westchnął: 

– To właśnie dlatego ten tajemniczy kupiec uważa, że 

zebrał  ich  wystarczająco  dużo,  aby  jutro  zwołać 
nadzwyczajne zebranie. 

– Skończona idiotka! – burknęła Alicja. – Jak Missy 

mogła być tak skończoną idiotką! 

–  Ja  myślę,  że  to  my  okazaliśmy  się  skończonymi 

głupcami,  Alicjo.  Nigdy  jej  nie  zauważałem,  a  teraz 
wiem,  że  powinienem  był  to  zrobić.  A  także  uważać  na 
wszystkie  panie  z  Missalonghi.  Czy zauważyłaś, jak ona 
wygląda?  Jakby  pozjadała  wszystkie  rozumy.  I  chyba 
powiedziała,  że  wychodzi  za  mąż,  a  może  to  była  tylko 
moja wyobraźnia? 

Alicja parsknęła: 
–  Tak,  tak.  Rzeczywiście  mówiła  coś  takiego,  ale 

myślę, że to raczej jej bujna wyobraźnia. 

Nagle jej umysł zaprzątnęła inna sprawa. 
–  Głupia,  stara  ciotuchna  Cornie  –  wycedziła  przez 

zęby.  –  Och,  z  jaką  przyjemnością  wylałabym  ją  jutro  z 
pracy  po  choćby  jednej  wzmiance  o  akcjach  i  o  tym,  że 

background image

idzie na operację. 

– Cóż, dlaczego jej nie zwolnisz? 
–  Ponieważ  nie  mogę.  Jeśli  sprawy  przyjmą  gorszy 

obrót, to mój sklep z kapeluszami może się stać jedynym 
źródłem  dochodów.  Nigdy  nie  znajdę  nikogo  w  połowie 
tak  dobrego  do  prowadzenia  salonu,  jak  ciotka  Cornie, 
nawet  jeśli  zapłacę  dziesięć  razy  więcej  niż  jej.  Jest  po 
prostu niezastąpiona. 

–  Lepiej  się  pomódl,  aby  ona  nie  zdała  sobie  z  tego 

sprawy, bo poprosi cię o dziesięć razy więcej niż dostaje 
teraz.  –  Nuta  zadowolenia  zabarwiła  jego  głos,  po  czym 
dodał:  –  A  wtedy,  moja  droga,  jeśli  nie  będziesz  mogła 
sobie  na  to  pozwolić,  sama  zostaniesz  sprzedawczynią. 
Może byłabyś nawet lepsza niż Cornelia. 

– Ja tego nie mogę zrobić! – Alicja złapała oddech. 
–  To  by  podważyło  moją  pozycję  w  byrońskim 

towarzystwie.  Co  innego  mieć  wrodzony  talent  do 
interesów,  a  co  innego  prowadzić  handel  własnymi 
towarami  osobiście.  –  Pociągnęła  klapy  swego 
bladoróżowego  płaszcza,  a  przez  jej  twarz  przemknęło 
niezadowolenie  z  powodu  jego  prostolinijności.  –  Och, 
wuju  Billy,  nagle  poczułam  się  tak,  jakbym  stąpała  po 
pękającej krze i boję się, że znajdę się pod nią. 

–  Wiem.  W  tej  chwili  nic  nie  możemy  zrobić,  to 

prawda.  Ale  nie  poddawaj  się,  to  jeszcze  nie  koniec. 
Kiedy  ten  tajemniczy  kupiec  pojawi  się  na  jutrzejszym 
zebraniu,  może  się  okazać,  że  jest  to  chłop,  który  wybił 
się  o  własnych  siłach.  Wtedy  będzie  można  nim  łatwo 

background image

manipulować. A do tego przydasz nam się i ty. 

Alicja  nie  odpowiedziała,  rzuciła  mu  jedynie 

spojrzenie,  które  było  mieszaniną  zwątpienia  i  niechęci. 
Znów zajęła się studiowaniem tyłu głowy szofera, co było 
dużo przyjemniejszym zajęciem niż oglądanie cholernego 
oblicza sir Williama. 

Kiedy  Missy  wkroczyła  do  wypożyczalni,  była 

przekonana, że zastanie tam Unę, chociaż to nie był dzień 
jej dyżuru. I rzeczywiście, Una tam była. 

–  Och,  Missy,  tak  się  cieszę,  że  cię  widzę!  – 

krzyknęła, podskakując. – Mam dla ciebie niespodziankę. 

–  Ja  też  mam  dla  ciebie  kilka  niespodzianek  – 

odpowiedziała Missy. 

–  Poczekaj  tu  chwileczkę,  zaraz  wracam.  –  Una 

zniknęła  w  kąciku  do  parzenia  herbaty  i  po  chwili 
pojawiła się z wielkim białym pudłem i pudełeczkiem na 
kapelusze. Oba były przewiązane białą wstążeczką. 

– Wszystkiego najlepszego, najdroższa Missy! 
Uśmiechnęły  się  do  siebie  z  wielkim  uczuciem, 

doskonale się rozumiejąc. 

–  To  szkarłatna,  koronkowa  suknia  i  kapelusz?  – 

zgadywała Missy. 

–  To  szkarłatna,  koronkowa  suknia  i  kapelusz  – 

zgodziła się Una. 

– Włożę to na swój ślub. 
– John Smith! Wybrałaś idealnego mężczyznę. 
– Uciekłam się do oszustwa i podstępu. 
–  Jeśli  nie  mogłaś  go  zdobyć  w  inny  sposób,  to 

background image

czemu nie. 

–  Powiedziałam  mu,  że  umrę  z  powodu  choroby 

serca. 

– A czy my wszyscy tego nie zrobimy? 
– To dzielenie włosa na czworo – powiedziała Missy. 

– Czy przyjedziesz na mój ślub? 

– Bardzo bym chciała, ale nie. 
– Dlaczego? 
– To byłoby niestosowne. 
– Z powodu twojego rozwodu? Nie bierzemy ślubu w 

kościele, więc nikt nie będzie protestował. 

–  To  nie  ma  nic  wspólnego  z  rozwodem,  kochanie. 

Myślę, że John Smith nie bardzo chciałby oglądać twarze 
z przeszłości. 

Una miała rację, więc Missy porzuciła ten temat. Nie 

było nic do dodania, a wdzięczności nie dało się wyrazić 
w  słowach.  Poza  tym  Missy  musiała  już  iść.  Una 
przyglądała  się  jej  z  bólem  w  oczach,  jak  gdyby  Missy 
zabierała  coś  drogocennego  z  jej  życia,  coś,  z  powodu 
czego Una cierpiała przez długie lata. To coś nie było tak 
namacalne,  jak  szkarłatna,  koronkowa  suknia.  Jakiś 
niezrozumiały  impuls  przyciągnął  Missy  do  biurka. 
Pochyliła się i objęła ramieniem Unę, całując w policzek. 

– Do widzenia, Uno. 
–  Do  widzenia,  moja  najlepsza  i  najdroższa 

przyjaciółko! Bądź szczęśliwa! 

 
Missy  zauważyła  Johna  Smitha  na  peronie  w 

background image

Katoomba,  jeszcze  zanim  pociąg  się  zatrzymał.  Dzięki 
Bogu  za  to!  Nie  zmienił  zamiarów.  Najkrótszą  drogą 
powoli  zbliżał  się  do  pociągu  i  nawet  się  ucieszył  na 
widok Missy wysiadającej z wagonu. 

– Dostałem pozwolenie i pobieramy się jeszcze dziś – 

powiedział zabierając od Missy pudełka. 

–  Ja  nie  chcę  brać  ślubu  w  brązie  –  rzekła  Missy, 

odbierając  mu  swoje  pudełka.  –  A.  teraz,  jeśli  mi 
wybaczysz,  skoczę  do  dworcowej  toalety,  żeby  się 
przebrać w ślubną suknię. 

–  W  ślubną  suknię?  –  spojrzał  z  komicznym 

przerażeniem  na  swoją  flanelową  koszulę  i  na  stare, 
moleskinowe spodnie. 

Roześmiała się. 
– Nie przejmuj się. Mój strój nie jest tradycyjny i tak 

naprawdę  to  ty  będziesz  wyglądał  dużo  bardziej 
stosownie niż ja. 

Sukienka  była  doskonale  dopasowana.  Ależ  ta  Una 

miała oko do rozmiarów! I co za cudowny kolor! Jej oczy 
przeszywały  ubranie  iskrami.  Gdzie,  u  diabła,  Una 
znalazła  tak stylowy i elegancki strój, i to do tego w tak 
figlarnym kolorze? 

Wydawało się, że lustro na ścianie ma czarodziejskie 

właściwości,  pokrywając  odbicie  Missy  drobniutką 
patyną  piękna.  Poprawiając  swój  śmieszny  szkarłatny 
kapelusz  stwierdziła,  że  wygląda  znakomicie.  Jej  ciemne 
włosy okazały się nagle interesujące, a szczupła sylwetka 
stała  się  wysmukła  jak  młode  drzewo.  Tak,  bardzo 

background image

dobrze. To już na pewno nie było staropanieństwo. 

John  Smith  z  trudem  oprzytomniał  z  szoku 

wywołanego jej naglą przemianą. 

–  No  cóż,  teraz  ja  mam  kłopot.  Wyglądam  jak 

prostak, a ty jak dama – wziął ją pod rękę z nieukrywaną 
wesołością.  –  Chodź,  damo,  weźmy  ten  ślub,  zanim  się 
rozmyślę. 

Szli 

ulicami 

Katoomba, 

wywołując 

ogólne 

zainteresowanie  przechodniów,  co  powodowało,  że 
najwyraźniej czuli się zadowoleni. 

– To było takie proste! – powiedziała Missy, gdy już 

było po wszystkim i siedzieli obok siebie na wozie Johna 
Smitha. 

Uniósł jej dłoń, żeby spojrzeć na obrączkę. 
– Jestem teraz panią Smith – powiedziała Missy. 
– Jak to ładnie brzmi. 
–  Muszę  przyznać,  że  teraz  było  dużo  lepiej  niż  za 

pierwszym razem. 

–  Czy  twojemu  pierwszemu  ślubowi  towarzyszyła 

duża uroczystość? 

–  To  było  widowisko.  Zaproszono  dwieście 

pięćdziesiąt osób. Panna  młoda  miała  przy sukni  ślubnej 
tren,  który  mierzył  trzydzieści  stóp  i  do  uniesienia  go 
potrzebowała  niemal  regimentu  wystrojonych,  małych 
chłopców. Towarzyszyło jej dwadzieścia czy czterdzieści 
druhen.  Wszyscy  panowie  przybyli  we  frakach.  W 
uroczystości  brał  udział  jakiś bardzo ważny arcybiskup i 
towarzyszył  nam  kościelny  chór.  Dobry  Boże,  to  był 

background image

koszmar.  Jednak  w  porównaniu  z  tym,  co  nastąpiło 
potem, ślub był idyllą w raju. 

Spojrzał na nią ukradkiem, podnosząc brew. 
– Chcesz tego słuchać? 
–  Myślę,  że  tak.  Mówi  się,  że  druga  żona  musi 

walczyć z duchem pierwszej, a dużo trudniej jest poradzić 
sobie z duchem niż z żywą osobą.  – Zrobiła pauzę, żeby 
zebrać  się  na  odwagę.  –  Czy  ona  dużo  dla  ciebie 
znaczyła? 

–  Może,  gdy  się  pobieraliśmy.  Naprawdę  nie 

pamiętam. Rozumiesz, ja jej nie znałem, tylko słyszałem 
o niej. A ona chciała  mnie  mieć, bo jestem pewny, że ja 
bym  się  jej  nie  oświadczył.  Bo  widzisz,  ja  jestem  takim 
typem  mężczyzny,  któremu  to  kobiety  się  oświadczają. 
Nie mam na myśli twoich oświadczyn, bo te były uczciwe 
i  otwarte.  A  ona?  Ona  raz  towarzyszyła  mi  jak  wysypka 
na  ciele,  to  znów  unikała  mnie  jak  zarazy.  Miotała  się 
pomiędzy ciepłem a zimnem – tak to nazywano. Sądzę, że 
kobiety uważają, iż tego się od nich oczekuje – że jeśli nie 
będą  się  tak  zachowywały,  to  życie  mężczyzn  stanie  się 
cholernie  nieciekawe.  A  czy  obecna  pani  Smith  wie, 
dlaczego ją tak bardzo lubię? Lubię cię, ponieważ ty nie 
miotasz się pomiędzy ciepłem a zimnem w ogóle. 

–  Jestem  ci  wdzięczna  –  powiedziała  Missy 

skromnie. – Mów dalej, co się stało potem? 

–  Uznała  się  za  upoważnioną  do  podejmowania 

wszystkich  decyzji,  a  to,  czego  zażądała,  musiało  być 
spełnione.  W  końcu  znalazła  sobie  kochanka,  co  zresztą 

background image

nie  miało  dla  niej  większego  znaczenia.  Ja  byłem 
potrzebny tylko po to, aby zapewnić jej ogólny szacunek i 
towarzyszyć  tu  i  tam.  Mężczyzn,  którzy  ją  otaczali, 
nazywała  „zalotnikami”.  Byli  to  na  ogół  wyfiokowani 
głupcy  z  gardeniami  w  butonierkach  i  włosami 
błyszczącymi bardziej niż lakierki. Ona stała się po prostu 
taka  jak  towarzystwo,  w  którym  się  obracała.  Jej 
przyjaciółki zawsze były w doskonałej formie, twarde jak 
stare,  nie  do  zdarcia  buty,  a  przyjaciele  przypominali 
rozpływające  się  masło  i  przywiędłą  tygodniową  sałatę. 
Lubiła  wystawiać  mnie  na  pośmiewisko,  wobec 
wszystkich i wszędzie. Stałem się  w końcu ociężały i na 
ogół  byłem  bez  humoru.  Nigdy  też  nie  zachowywała 
prywatnych  tajemnic  i  często  prowokowała  mnie  do 
awantur, nawet w publicznych miejscach. Mówiąc krótko, 
gardziła mną. 

– A ty? Co ty do niej czułeś? 
–  Nienawidziłem  jej!  –  Najwyraźniej  czuł  to  nadal, 

bo  ton  jego  głosu  wskazywał,  że  nie  pogrzebał  tego 
przeżycia w przeszłości. 

– Jak długo byłeś żonaty? 
– Cztery czy pięć lat. 
– Czy mieliście dzieci? 
– Boże uchowaj! Przecież to by zniszczyło jej figurę. 

A  poza  tym  ona  była  stworzona  tylko  do  całowania, 
przytulania  i  złośliwości,  ale  nie  do  sypiania  ze  mną.  To 
zdarzało się  tylko  wtedy, gdy była  pijana, a  zaraz potem 
wrzeszczała,  wyła,  i  wyskoczywszy  z  domu,  biegła  do 

background image

zaprzyjaźnionego lekarza, który patronował całemu gronu 
jej znajomych. 

– I w końcu umarła? – spytała Missy, ledwie zdolna 

uwierzyć,  że  taka  kobieta  mogła  znaleźć  tak  szybki 
koniec. 

–  Pewnego  wieczoru  okropnie  się  pokłóciliśmy.  Nie 

pamiętam już teraz, ale chyba z powodu czegoś zupełnie 
nieważnego i idiotycznego. Mieszkaliśmy w domu, który 
stal  frontem  do  przystani  i  najwidoczniej,  kiedy 
wyszedłem, poszła  popływać, żeby ostudzić  swój gniew. 
Znaleziono  jej  ciało  parę  tygodni  później  wyrzucone  na 
plażę Balmoral. 

– Och, to okropne. 
Prychnął. 
–  Akurat!  Policja  na  wszystkie  sposoby  próbowała 

obciążyć mnie. Na szczęście, gdy wyszedłem wówczas z 
domu,  spotkałem  przyjaciela,  który  również  został 
wykopany  z  łóżka.  Udaliśmy  się  razem  do  mieszkania 
naszego  wspólnego  znajomego  –  kawalera.  Tam 
zostaliśmy do następnego ranka, pijąc coraz to więcej. A 
ponieważ  służba  widziała  ją  jeszcze  mniej  więcej  w  pół 
godziny  po  moim  wyjściu,  policja  była  bezradna.  Poza 
tym wyniki badań biura śledczego wskazywały, że się po 
prostu  utopiła.  Na  jej  ciele  nie  stwierdzono  żadnych 
śladów pobicia czy przemocy. Ale i tak większość ludzi w 
Sydney  uważała,  że  to  ja  ją  zabiłem.  Sądzili,  iż  byłem 
zbyt  sprytny,  aby  dać  się  złapać,  a  swoich  przyjaciół 
przekupiłem, żeby złożyli fałszywe zeznania.   

background image

– A kiedy to wszystko się wydarzyło? 
– Jakieś dwadzieścia lat temu. 
– To bardzo dawno. A co robiłeś od tamtej pory? Co 

zajęło ci tyle czasu, że dopiero teraz zacząłeś robić to, co 
ci najbardziej odpowiada? 

– Cóż, opuściłem Australię, gdy tylko otrzymałem na 

to  zgodę  policji.  Podróżowałem  po  całym  świecie. 
Afryka,  Klondike,  Chiny,  Brazylia,  Teksas.  Przez  te 
dwadzieścia  lat  żyłem  na  dobrowolnym  wygnaniu. 
Ponieważ urodziłem się w Londynie, zmieniłem nazwisko 
i  kiedy  wróciłem  do  Australii,  byłem  już  obywatelem 
świata – Johnem Smithem. Nie miałem przeszłości, a mój 
majątek ulokowany był w złocie. 

– A dlaczego wybrałeś akurat Byron? 
–  Z  powodu  doliny.  Wiedziałem,  że  będzie 

wystawiona na sprzedaż, a zawsze chciałem mieć dolinę. 

Czując,  że  dowiedziała  się  już  prawie  wszystkiego, 

Missy zmieniła temat. Zaczęła opowiadać o nieuczciwym 
i  niehonorowym  działaniu  spółki  Byron  Bottle  oraz  o 
trudnej  sytuacji  matki  i  ciotki.  John  Smith  słuchał 
uważnie,  wokół  jego  ust  błąkał  się  uśmieszek.  Kiedy 
skończyła, objął ją wpół i posadził naprzeciwko siebie. 

–  Cóż,  pani  Smith.  Naprawdę  nie  chciałem  cię 

poślubić.  Ale  przyznaję,  że  za  każdym  razem,  kiedy 
otwierasz  usta, nie  mówiąc już  o łóżku,  godzę się  z  tym 
faktem  coraz  bardziej.  Jesteś  uczciwa,  dobroduszna  i 
jesteś  Hurlingfordem  z  Hurlingfordów,  co  stwarza  mi 
szansę, której się nigdy nie spodziewałem – powiedział. 

background image

– To interesujące, jaki obrót mogą przybrać sprawy. 
Resztę drogi do domu przejechali w błogiej ciszy. 
Następnego  ranka  John  Smith  wdział  świetnie 

skrojony i nadzwyczaj elegancki garnitur, białą koszulę i 
krawat. 

–  Cokolwiek  chcesz  zrobić  dzisiaj,  musi  to  być 

ważniejsze  od  naszego  ślubu  –  zauważyła  Missy  bez 
śladu urazy. 

– Tak, to prawda. 
– Czy jedziesz bardzo daleko? 
– Tylko do Byron. 
– Jeśli się pospieszę, podrzucisz mnie do mamy? 
–  Dobry  pomysł.  Poczekasz  tam  na  mnie  aż  do 

późnego  popołudnia,  a  kiedy  przyjadę  po  ciebie, 
przedstawisz mnie swojej rodzinie. Prawdopodobnie będę 
miał im wiele do powiedzenia. 

„Wszystko  układa  się  bardzo  dobrze”  –  rozmyślała 

Missy podczas jazdy wzdłuż grzbietu doliny. Siedziała na 
wozie w ślubnej czerwonej sukni i kapeluszu obok swego 
niezwykle eleganckiego męża. – „Nieważne, że zdobyłam 
go  kłamstwem  i  podstępem.  Lubi  mnie.  On  naprawdę 
mnie  lubi,  nawet  jeśli  nie  zdaje  sobie  z  tego  sprawy. 
Właśnie  się  przesunął, aby być  bliżej mnie. Kiedy  minie 
ten rok, będę w stanie powiedzieć mu prawdę. Poza tym, 
jeśli  wszystko  ułoży  się  szczęśliwie,  zostanę  matką  jego 
dziecka.  Pierwsza  żona  bardzo  go  zraniła,  odmawiając 
rodzenia  dzieci.  Teraz,  gdy  jest  bliżej  pięćdziesiątki  niż 
czterdziestki,  dzieci  stały  się  dla  niego  bardzo  ważne. 

background image

Będzie wspaniałym ojcem, bo ma poczucie humoru”. 

Zanim wyruszyli do Byron, pojechał z nią w poprzek 

doliny do miejsca za zakrętem, gdzie zamierzał zbudować 
dom. 

Missy odkryła, że wodospad podczas wietrznego dnia 

nie  dosięgał  dna  doliny  i  zamiast  spadać,  tworzył 
rozpryskujący  się  wir,  który  wypełniał  powietrze 
obłoczkami  tęczowej  mgiełki.  Pod  nim  leżał  ogromny 
basen, szeroki i spokojny aż do miejsca, gdzie przechodził 
w  wąski  przesmyk,  aby  potem  przerodzić  się  w 
poprzecinaną  kaskadami  rzekę.  Woda  w  basenie  miała 
kolor turkusu egipskich  fajansów, była  mętna  i  gęsta jak 
syrop.  John  pokazał  jej,  że  źródło  wód  basenu  stanowi 
duży  podziemny  strumień,  który  wypływał  z  groty  pod 
ścianą skalną. 

– To wapień powoduje, że basen ma taki dziwaczny 

kolor  –  wyjaśnił.  –  A  to  jest  miejsce,  gdzie  będziemy 
mieszkali  i  skąd  będziemy  mogli  podziwiać  wspaniały 
powab tej okolicy. To znaczy, gdzie ja będę mieszkał, bo 
wątpię, czy ty tego dożyjesz. 

–  Wykrzywił  twarz.  –  Widzisz  Missy,  domów  nie 

buduje się w jeden dzień, zwłaszcza gdy spada to na jedną 
parę rąk. Nie chcę tu żadnych robotników, bo będą sikali 
do  basenu,  upijali  się  w  sobotę,  opowiadając  potem 
niestworzone  brednie  o  tym,  co  się  rzekomo  dzieje  w 
dolinie. 

–  Umówiliśmy  się,  że  nie  będziemy  wspominali  o 

moim stanie zdrowia. A tego domu nie będziesz budował 

background image

jedną parą rąk, bo masz jeszcze moje ręce  – powiedziała 
Missy  wesoło.  –  Nie  jest  mi  obca  ciężka  praca,  a  chata 
jest tak mała, że utrzymanie jej w porządku nie zajmie mi 
dużo czasu. A jak powiedział doktor, nie stanowi różnicy, 
czy będę leżała w łóżku czy pracowała jak wyrobnica – to 
się po prostu stanie któregoś dnia i już. 

Objął ją i pocałował, tak jakby była dla niego małym 

skarbem,  a  pocałunek  sprawił  mu  przyjemność. 
Wyruszyli  do  Byron  dużo  później  niż  pierwotnie 
zamierzali, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. 

 
Octavia  i  Drusilla  były  w  kuchni,  gdy  Missy  nagle 

weszła do domu. Spojrzały na nią zaskoczone, starając się 
zrozumieć,  dlaczego  jest  ubrana  w  tę  szkarłatną, 
koronkową  suknię,  nie  wspominając  już  o  kapeluszu 
ozdobionym 

pełnym 

wdzięku 

pióropuszem 

ze 

szkarłatnych strusich piór. 

Co prawda nie przemieniła się w ciągu jednej nocy w 

piękność, ale na pewno, już na pierwszy rzut oka, zmienił 
się  jej  styl.  Była  niezwykle  elegancka  i  biła  od  niej  taka 
duma, że mimo koloru sukni nie można jej było pomylić z 
ulicznicą.  Przypominała  raczej  obytą  w  wielkich  sferach 
kobietę z Londynu niż jedną z mieszkanek Caroline Lamb 
Place. 

–  Och,  Missy,  wyglądasz  świetnie  –  zapiszczała 

Octavia, siadając w pośpiechu. 

Missy przywitała się z nimi. 
– Miło to usłyszeć, ciociu, bo przyznam, że czuję się 

background image

cudownie  –  uśmiechnęła  się  do  nich  triumfalnie.  – 
Przyszłam  powiedzieć  wam,  że  wyszłam  za  mąż  – 
machnęła przed ich oczyma dłonią z obrączką. 

– Za kogo? – spytała rozpromieniona Drusilla. 
–  Za  Johna  Smitha.  Pobraliśmy  się  wczoraj  w 

Katoomba. 

Zarówno  Drusilla,  jak  i  Octavia  natychmiast 

odrzuciły  myśl  o  tym,  że  całe  miasto  plotkuje  o  nim, 
nazywając  zbrodniczym  typem.  Wyciągnął  przecież  ich 
Missy  z  kłopotliwego  staropanieństwa,  musiał  więc  być 
przez  nie  kochany.  Należała  mu  się  wdzięczność, 
szacunek i lojalność. 

Octavia podskoczyła ociężale, żeby wstawić czajnik. 

Poruszała  się  z  większą  elastycznością  i  swobodą  niż 
zwykle,  ale  Drusilla  była  tak  zajęta  przyglądaniem  się 
solidnej obrączce córki, że tego nie spostrzegła. 

–  Pani  Smith!  –  wymówiła  Drusilla  dla 

eksperymentu.  –  Coś  takiego,  Missy,  to  brzmi 
dystyngowanie. 

– Prostota jest zawsze dystyngowana. 
–  A  gdzie  on  jest?  Czy  przyjedzie,  aby  się  z  nami 

zobaczyć? – spytała Octavia. 

– Ma parę spraw do załatwienia w Byron, ale myślę, 

że zrobi to dziś późnym popołudniem. Chce zobaczyć się 
z  wami,  kiedy  przyjedzie  zabrać  mnie  do  domu. 
Myślałam,  mamo,  że  wypełniając  zajęciami  ten  dzień, 
mogłybyśmy przejść się do Byron. Muszę kupić artykuły 
spożywcze.  Chcę  też  wstąpić  do  sklepu  wuja  Herberta, 

background image

żeby  wybrać  parę  materiałów  na  suknie  dla  siebie.  Ten 
brąz już mnie wykończył i nie założę go nigdy więcej. A 
zamierzam  pracować  w  męskiej  koszuli  i  spodniach, 
ponieważ  są  wygodniejsze,  no  i  poza  tym  nikt  przecież 
nie będzie mnie oglądał. 

– Czyż nie dobrze się składa, że kupiłaś maszynę do 

szycia, Drusillo?  – powiedziała Octavia, zbyt szczęśliwa, 
aby zamartwiać się spodniami Missy. 

Ale Drusilla zastanawiała się nad czymś tak ważnym, 

że ani maszyna do szycia, ani spodnie Missy nie zwróciły 
jej uwagi. 

– A czy możesz sobie na to pozwolić? – spytała córkę 

z niepokojem. – Materiały u wuja Herberta są tak drogie, 
zwłaszcza wszystkie inne poza brązem, więc chyba na nic 
ci się nie przydam. 

–  Wydaje  mi  się,  że  mogę.  John  –  powiedział  mi 

ostatniego  wieczoru,  że  zamierza  dzisiaj  rano  złożyć  dla 
mnie  w  banku  tysiąc  funtów.  Ponieważ,  jego  zdaniem, 
żona nie powinna zwracać się do męża za każdym razem, 
kiedy potrzebuje pieniędzy, ani też liczyć każdego grosza, 
który  wyda.  Prosił  mnie  tylko  o  to,  żebym  nigdy  nie 
przekraczała sumy, którą  mi wyznaczył  – tysiąca funtów 
rocznie.  Czy  możecie  sobie  wyobrazić?  I  utrzymanie 
domu  nie  jest  w  to  wliczone!  Włożył  sto  funtów  na 
zakupy  w  pusty  słoik  po  kawie  i  powiedział,  że  będzie 
ciągle  je  tam  wkładał,  bo  nie  chce  widzieć  sklepowych 
rachunków.  Och,  mamo,  ciągle  mam  te  kłopoty  z 
oddychaniem. 

background image

–  Tysiąc  funtów!  –  oszołomione  Octavia  i  Drusilla 

spojrzały  na  Missy  z  szacunkiem.  –  Musi  być  bogatym 
człowiekiem  –  powiedziała  Drusilla  doznając  duchowej 
przemiany,  ponieważ  zrozumiała,  że  nareszcie  będzie 
mogła  zagrać na  nosie  Aurelii,  Auguście  i  Antonii.  „Ha! 
Missy nie tylko zdołała wyprzedzić Alicję przed ołtarzem, 
ale zdaje się, zrobiła dużo lepszy interes”. 

–  Tak,  wydaje  się,  że  tak  –  Missy  na  chwilę 

dostosowała  się  do  okoliczności.  –  Jego  hojność 
rzeczywiście nasuwa myśl, że jest bogaty, ale wydaje mi 
się,  iż  on  jest  kimś  więcej  niż  tylko  bogatym 
człowiekiem.  Nigdy,  ale  to  przenigdy  nie  sprawię  mu 
kłopotu  przekraczając  sumę,  którą  mi  wyznaczył.  W  tej 
chwili jednak potrzebuję  kilku przyzwoitych  ubrań  –  nie 
brązowych!  Parę  zimowych  i  letnich  sukienek,  to 
wszystko.  Och,  mamo!  Jak  pięknie  jest  tam  na  dole,  w 
dolinie. Nie mam ochoty prowadzić życia towarzyskiego, 
chcę być po prostu tam tylko z Johnem. 

Drusilla spojrzała na Missy, nagle zakłopotana. 
–  Missy,  tak  niewiele  możemy  ci  dać  w  prezencie 

ślubnym.  Ale  myślę,  że  możemy  podarować  ci  jałówkę 
rasy Jersey, nieprawdaż Octavio? 

–  Oczywiście,  że  możemy  podarować  jałówkę  – 

odpowiedziała Octavia. 

– To się nazywa dostać znakomity prezent ślubny!  – 

powiedziała Missy. – Pokochamy ją, na pewno. 

– Ale najpierw musimy doprowadzić naszą krowę do 

byka wuja Persivala – powiedziała Octavia. 

background image

– Będziecie musieli trochę na nią poczekać, ale przy 

odrobinie  szczęścia  za  kilka  miesięcy  będzie  mały 
cielaczek. 

Drusilla spojrzała na kuchenny zegar. 
–  Jeśli  chcesz  odwiedzić  sklepy  wujów  Herberta  i 

Maxwella,  to  powinnyśmy  już  wyruszyć.  Możemy  także 
umówić  się  na  podwieczorek  z  Julią,  w  jej  herbaciarni, 
żeby  opowiedzieć  jej  wszystkie  nowinki.  Słowo  daję, 
będzie zaskoczona! 

Octavia  szarpnęła  się  lekko  i  nie  doznała  żadnego 

bólu. 

– Idę z wami! – obwieściła zdecydowanie.  – Dzisiaj 

nie pójdziecie beze mnie. Choćbym się  miała czołgać na 
rękach i kolanach, to pójdę! 

I tak, w ten późny ranek, trzy panie przechadzały się 

w centrum handlowym miasta, trzymając się pod ręce. 

Po  drugiej  stronie  ulicy  Octavia  zauważyła  panią 

Cecil  Hurlingford  –  żonę  doktora  Cecila  Hurlingforda, 
pastora kościoła  w Byron, której ostrego języka  wszyscy 
starali się unikać. 

–  Umierasz  z  ciekawości,  prawda  ty  stara 

czarownico?  –  powiedziała  Octavia  pod  nosem  przez 
zęby.  Uśmiechnęła  się  przy  tym  i  skłoniła  głową  tak 
sztywno, że pani Cecil zdecydowała się przejść na drugą 
stronę  ulicy,  aby  lepiej  obejrzeć  czerwone  cudo,  które 
przyplątało się do stadka z Missalonghi. 

Niestety, Drusilla przerwała tę wycieczkę, wydawszy 

z siebie nagły okrzyk połączony ze śmiechem i wskazała 

background image

palcem w stronę pani Cecil. 

–  Och,  Octavio,  pani  Cecil  nie  poznała  Missy. 

Pewnie  sądzi,  że  przyłączyła  się  do  nas  jedna  z 
mieszkanek Caroline Lamb Place. 

Wszystkie  trzy  panie  z  Missalonghi  wybuchnęły 

śmiechem,  a  pani  Cecil  Hurlingford  skręciła  pospiesznie 
do  herbaciarni  ciotki  Julii,  aby  jak  najszybciej  uciec  od 
tego 

niestosownego 

wybuchu 

wesołości, 

który 

najwidoczniej sama wywołała. 

– Co za wrzawa! – zapiszczała z radości Octavia. 
–  Im  większa,  tym  lepsza  –  powiedziała  Missy, 

wchodząc w drzwi imperium handlowego wuja Herberta. 

Zajście  na  ulicy  okazało  się  znakomitym  środkiem 

wzmacniającym  przed  tym,  co  miało  nastąpić  w  sklepie. 
Gdy  Missy  posunęła  się  do  tego,  żeby  kupić  dla  siebie 
koszulę i spodnie, oszołomiony wuj Herbert złożył usta w 
trąbkę.  Natomiast  James  zabełkotał  z  przerażenia,  kiedy 
Missy  zażądała  po  jednej  długości  materiału  z 
lawendowo-niebieskiej  tafty,  morelowego  jedwabiu, 
bursztynowego atłasu i cyklamenowej wełny. Doszedłszy 
do  siebie  wuj  Herbert  chciał  już  pofolgować  sobie 
wydalając  ze  sklepu  zuchwałą  dziewczynę,  ale  zmienił 
zdanie  i  wręcz  spokorniał,  kiedy  zapłaciła  za  swoje 
sprawunki  w  złocie.  Bez  względu  na  to,  jak  bardzo 
zdumiały go zakupy Missy, Herbert cały czas zaprzątnięty 
był  rozmyślaniem  o  tym,  co  też  się  dzieje  w  fabryce 
butelek,  gdzie  odbywało  się  nadzwyczajne  zebranie 
udziałowców Byron Bottle. Hurlingfordowie prowadzący 

background image

sklepy  wysłali  na  to  spotkanie  Maxwella  jako  swego 
reprezentanta.  Uważali,  że  Maxwell  ze  swoim  ciętym 
językiem  najlepiej  potrafi  walczyć  o  ich  sprawy.  Handel 
musiał  się  przecież  nadal  kręcić.  Jeżeli  fabryka  butelek 
oraz  –  co  za  tym  szło  –  łazienki,  hotele  i  zdrojowiska 
okażą  się  bezużyteczne,  wtedy  sklepy  staną  się 
najważniejsze. 

–  Dostarczysz  te  wszystkie  rzeczy  dziś  po  południu 

do  Missalonghi,  Jamesie  –  powiedziała  Missy  dostojnie, 
kładąc  na  ladzie  złotego  funta  szterlinga.  –  A  to  dla 
ciebie. Zabierz też artykuły spożywcze, które zamówiłam 
w  sklepie  wuja  Maxwella.  Mamo,  ciociu  Octavio, 
idziemy! Możemy teraz zjeść lunch z ciocią Julią. 

Trzy  panie  z  Missalonghi  opuściły  sklep  z  wielką 

godnością. 

–  Och,  jakie  to  wszystko  zabawne!  –  zachichotała 

cicho Octavia, idąc już prawie normalnie. – Nigdy się tak 
dobrze nie bawiłam! 

Missy też była zadowolona, chociaż nieco mniej. Po 

prostu nie otrząsnęła się jeszcze z szoku, jakiego doznała, 
kiedy  rzeczywiście  znalazła  w  banku  obiecane  jej  przez 
Johna  tysiąc  funtów.  Nie  mogła  też  zapomnieć,  jak 
uprzejmie  została  przyjęta  przez  szefa  banku,  Quintusa 
Hurlingforda. John Smith polecił mu, aby pieniądze, które 
Missy  będzie  podejmowała,  były  wypłacane  w  złocie, 
ponieważ w złocie zostały złożone. 

Aż tysiąc funtów! Na dodatek miała już materiały na 

sukienki,  kupiła  koszule,  spodnie,  a  także  kilka  par 

background image

ładnych  bucików.  Nie  potrzebowała  niczego  więcej. 
Gdyby 

otrzymała 

sto 

funtów 

zamiast 

tego 

zdumiewającego  tysiąca,  i  tak  nie  przekroczyłaby  tej 
sumy  przed  upływem  roku.  Bo  czyż  ona  kiedykolwiek 
posiadała  więcej  niż  jednego  lub  dwa  szylingi?  Mogła 
więc  za  tę  sumę  kupić  matce  i  ciotce  dwukołówkę  z 
osiołkiem.  Osiołek  zjada  mniej  paszy  niż  koń  i 
zaprzęganie  go  jest  łatwiejsze.  W  ten  sposób  matka  z 
ciotką  nie  będą  musiały  już  chodzić  pieszo  i poniżać  się 
do  próśb,  aby  przysyłano  po  nie  powóz.  Tak,  na  ślub 
Alicji pojadą własną dwukółką z osiołkiem. 

Ciotka  Julia  zdążyła  już  wydać  swoje  sto  funtów  ze 

sprzedaży  akcji.  Polowa  herbaciarni  była  odgrodzona,  a 
dwóch  robotników  męczyło  się  przy  szlifowaniu  i 
przebudowie. 

Przeprosiwszy  za  bałagan,  Julia  skoncentrowała 

uwagę na stroju Missy, podziwiając jego urok. 

–  Wspaniała  suknia  i  kapelusz,  kochanie  – 

powiedziała. – Ale czy kolor nie jest zbyt wyzywający? 

– Jest zdecydowanie  wyzywający  – przyznała Missy 

bez  cienia  wstydu.  –  Widzisz,  ciociu,  miałam  już  tak 
dosyć  tego  wiecznego  brązu,  że  wybrałam  kolor 
najbardziej się od niego różniący. A poza tym dobrze mi 
w nim, prawda? 

„No  tak,  tylko  czy  pasuje  do  mojej  herbaciarni?”  – 

zastanowiła się Julia, ale nie powiedziała tego głośno. To 
nie byłoby grzecznie, krytykować swoją dobrodziejkę. A 
że  z  powodu  remontu  nie  miała  zbyt  wielu  klientów, 

background image

mogła mieć cichą nadzieję, że nikt jej nie posądzi o to, że 
udostępniła  swój  lokal  komuś  z  Caroline  Lamb  Place. 
„Och!  To  o  tym  plotkowała  dzisiaj  pani  Cecil 
Hurlingford! O Boże!” 

Tymczasem  podprowadziła  panie  z  Missalonghi  do 

najlepszego  stolika  i  wkrótce  podała  posiłek  składający 
się z kanapek, ciasteczek i dużej ilości herbaty. 

– Zamierzam położyć tapetę w kolorach kremowym, 

złotym i purpurowym  –  powiedziała, przysiadając się  do 
gości.  –  Krzesła  obiję  harmonizującym  z  tapetami 
błyszczącym  brokatem.  Sufit  będzie  miał  barwę  złota. 
Kanarki  też  będą  miały  klatki  w  tym  kolorze  i  wszędzie 
ustawię  donice  z  palmami.  Czy  sąsiednie  drzwi  – 
pogardliwie ruszyła głową w kierunku „Olympus Cafe” – 
będą mogły z tym konkurować? 

Drusilla  właśnie  otworzyła  usta,  żeby  podzielić  się 

wiadomością,  iż  Missy  poślubiła  Johna  Smitha,  który 
okazał  się  bogatym  człowiekiem,  a  nie  żadnym 
szubrawcem,  kiedy przez drzwi  wpadła  Cornelia,  wlokąc 
za  sobą,  jak  pawi  ogon,  różnego  rodzaju  kolorowe 
wstążki i przepaski. 

Cornelia  i  Julia  mieszkały  razem  nad  herbaciarnią, 

która  nie  do  końca  stanowiła  własność  Julii.  Płaciła 
olbrzymi  podatek  swojemu  bratu  Herbertowi,  który 
solennie  zapewniał  ją,  że  już  niedługo  spłaci  go  co  do 
grosza. 

Tymczasem 

zarówno 

podatek, 

jak 

zainwestowana  suma  ze  sprzedaży  jej  domu  i  pięciu 
akrów ziemi przyniosły mu taki zysk, że kupił sobie nowy 

background image

sklep. Dzielące wspólny żywot dwie siostry rozkoszowały 
się wszelką nową informacją, uzyskiwaną dzięki pracy w 
ogólnie  dostępnych  miejscach  –  herbaciarni  i  sklepie 
Alicji.  Cornelia,  mniej pobudliwa  z  nich dwóch,  musiała 
zawsze  czekać  z  przekazaniem  zdobytych  przez  siebie 
nowych wieści do zamknięcia sklepu, ponieważ Alicja nie 
pozwalała  jej  go  opuszczać,  gdy  był  otwarty.  Coś,  co 
miała  im  do  zakomunikowania,  musiało  być  bardzo 
ważne,  skoro  zaryzykowała  gniew  Alicji.  Cornelia  była 
tak  wstrząśnięta  wiadomościami,  które  przyniosła,  że 
ledwie obrzuciła spojrzeniem szkarłatny strój Missy. 

–  Zgadnijcie!  –  wysapała,  padając  na  krzesło  i 

zupełnie  zapominając  o  elegancji,  której  wymagano  od 
niej w salonie Alicji. 

– Co? – spytały wszystkie naraz. Świadome były tych 

wszystkich  faktów  i  spodziewały  się  usłyszeć  coś,  co 
zrobi na nich piorunujące wrażenie. 

– Alicja dzisiaj rano uciekła z szoferem Billy’ego! 
– Co??? 
–  Tak,  tak,  uciekła  z  kochankiem!  I  to  w  jej  wieku! 

Och,  jaki  cyrk  jest  teraz  w  domu  Aurelii!  Histeria  na 
przemian  z  wściekłością!  Mały  Willie  był  bliski  płaczu 
szukając  Alicji,  bo  nie  chciał  uwierzyć  w  to,  co  mu 
napisała. Billy huczał jak wichura, bo musiał się udać na 
jakieś  bardzo  ważne  spotkanie  w  fabryce  i  nie  mógł 
zrobić  tego,  co  chciał  –  napuścić  policję  na  szofera. 
Aurelię,  sztywną  jak  kłoda,  trzeba  było  przenieść  do 
łóżka,  a  potem  wezwać  do  niej  doktora  Nevilla,  bo 

background image

wstrzymał jej się oddech tak, że aż zemdlała. Wuj Neville 
zbeształ  ją,  że  wezwano  go  bez  powodu,  i  nazwał 
zepsutym  dzieciakiem,  co  spowodowało,  iż  zaczęła 
wrzeszczeć  i  pewnie  jeszcze  to  robi.  Edmund  opadł 
zrezygnowany  na  krzesło  i  nie  ruszał  się,  a  Ted  z 
Randolphem  usiłowali  coś  zrobić,  żeby  go  nakłonić  do 
udania się na to spotkanie w fabryce. A najgorsze było to, 
że  Alicja  i  szofer  uciekli  nowym  firmowym  autem 
Billy’ego, tak jak gdyby to był ich własny samochód. 

Zapierające  dech  opowiadanie  Cornelia  zakończyła 

wybuchem  śmiechu,  Missy  przyłączyła  się  do  niej,  a 
potem  po  kolei  wszystkie  trzy  panie  włączyły  się  do  tej 
kaskady  śmiechu  wywołanej  wydarzeniami  w  Mon 
Repos.  Wszystko  to  wprawiło  je  w  doskonały  nastrój. 
Teraz,  już  na  spokojnie,  zajęły  się  dokładną  analizą 
małżeństwa Missy i ucieczki Alicji z kochankiem, tak ze 
zapomniały o podwieczorku. 

 
John Smith przybył do Missalonghi parę minut przed 

piątą.  Wyglądał  na  bardzo  zadowolonego.  Uprzejmie 
uścisnął dłoń teściowej, powstrzymując się od całowania, 
co  zresztą  szczerze przypadło  jej  do  gustu.  Przywitał  się 
także z Octavią. 

Drusilla  musiała  przyznać,  po  raz  pierwszy 

przyglądając    się  dokładnie,  że  ma  świetną  męską 
sylwetkę.  Oczywiście  wrażenie  to  wzmagał  elegancki 
garnitur,  świeżo  ostrzyżone  włosy,  a  także  schludnie 
przycięty  zarost.  Tak,  Missy  nie  miała  co  się  wstydzić 

background image

wyboru  partnera  na  życie.  To,  że  był  dużo  starszy,  nie 
stanowiło 

zdaniem 

Drusilli 

przeszkody. 

Wręcz 

przeciwnie.  Te  pięćdziesiąt  lat  czyniło  z  niego 
odpowiedniego kandydata na męża. Wydawał się też mieć 
dobry  charakter.  Zachowywał  się  zupełnie  swobodnie  w 
domu  i  pochwalił  zapach  baraniny,  który  docierał  od 
strony kuchni. 

–  Mam  nadzieję,  że  ty  i  Missy  zostaniecie  u  nas  na 

obiedzie? – spytała Drusilla. 

– Z przyjemnością – odpowiedział. 
–  A  co  z  drogą  powrotną?  Czy  to  nie  ryzykowne 

jechać po ciemku? 

– Nie. Konie idą tamtędy po omacku. 
Odchylił się na krześle i popatrzył na żonę. Siedziała 

naprzeciwko z dumą, której jego pierwsza żona nigdy nie 
miała,  i  posyłała  mu  rozpromienione  spojrzenia. 
Mężczyźni to głupcy. Zawsze rozglądają się za pięknymi 
kobietami,  podczas  gdy  rozum  podpowiada,  że  prostota 
jest  dużo  ciekawsza.  Było  jej  bardzo  dobrze  w  tym 
błyszczącym  czerwonym  stroju  –  wyglądała  nie  tyle 
pięknie,  nawet  nie  tyle  ładnie,  co  interesująco.  Było  to 
trochę  wyzywające,  ale  pasowało  do  niej.  Atrakcyjny, 
odrobinę  nierówny nos, to  wszystko. I gdy  tak  siedziała, 
tryskając  życiem,  trudno  było  uwierzyć,  że  w  każdej 
chwili  mogła  umrzeć.  Jego  serce  wypełniło  osobliwe 
doznanie: „Już jutro... Nie myśl o tym do czasu, aż się to 
stanie.  Zaczynasz  zastanawiać  się  nad  tym,  a  tego  ci  nie 
wolno!  Nie  traktuj  jej  śmierci  tak,  jakby  to  była 

background image

kosmiczna zemsta na tobie! Może uda ci się spowodować, 
że  to  się  nigdy  nie  wydarzy!”  Przecież  czasem  zdarzają 
się  cuda.  Zetknął  się  z  tym  raz  czy  dwa  podczas  swoich 
podróży.  Uwolnienie  się  od  pierwszej  żony  było 
niewątpliwie jednym z nich. 

–  Chcę  z  wami  porozmawiać,  drogie  panie  – 

powiedział, wracając myślami do spraw aktualnych. 

Trzy 

twarze 

zwróciły 

się 

ku 

niemu 

zainteresowaniem.  Drusilla  i  Octavia  wstrzymały 
krzątaninę przy kuchni i usiadły. 

–  Dziś  rano  odbyło  się  w  fabryce  zebranie 

udziałowców spółki Byron Bottle – powiedział. – Zmienił 
się  zarząd  przedsiębiorstwa,  to  znaczy  przeszedł  w  moje 
ręce. 

– W twoje? – zapiszczała Missy. 
– Tak. 
– Więc to ty jesteś tym tajemniczym kupcem? 
– Tak. 
– Ale dlaczego? Wuj Billy mówił, że ten, kto skupuje 

te  akcje,  nigdy  nie  odzyska  pieniędzy,  które  wyłożył! 
Więc po co to wszystko? 

Uśmiechnął  się  chłodno.  I  wtedy  Missy  po  raz 

pierwszy  zobaczyła  innego  Johna  Smitha  –  silnego  i 
pełnego  kamiennego  spokoju  Johna  Smitha.  Johna 
Smitha, który nie znał znaczenia słowa „miłosierdzie”. To 
jej  nie  zaskoczyło,  ani  nie  zraziło.  Wręcz  przeciwnie  – 
ucieszyło  ją.  Nie  miała  przed  sobą  pokonanego 
uciekiniera,  walczącego  uporczywie  z  przeciwnościami 

background image

losu. Ten zachwycająco odprężony i spokojny mężczyzna 
nie  był  człowiekiem  słabego  charakteru.  Ale  na  pewno 
istnieli ludzie, którzy błędnie to odczytywali, uważając za 
słabość  to,  co  było  siłą.  Nawet  tak  bliscy,  jak  jego 
pierwsza  żona.  Tak,  dopiero  teraz  zrozumiała,  jak  tamta 
kobieta źle go osądziła – musiała być bardzo ograniczona. 

Ale  on  właśnie  zamierzał  odpowiedzieć  na  jej 

pytanie, więc całą uwagę skupiła na rozmowie. 

–  Między  mnie  a  Hurlingfordów  już  dawno  rzucona 

została  kość  niezgody.  Nie  włączam  w  to,  oczywiście, 
was.  Większość  Hurlingfordów  tak  cholernie  uległa 
samozadowoleniu  i  jest  tak  bardzo  przekonana  o 
wyższości  swego  szlacheckiego,  wolnoosadniczego, 
angielskiego pochodzenia, że za nic mają takich ludzi jak 
ja. A ja? Ja wciąż słyszę szczęk kajdan na nogach matki, 

[Brytyjczycy  rozpoczęli  kolonizację  Australii  od  tworzenia  kolonii  karnych. 
Pierwsza z nich powstała właśnie w okolicach dzisiejszego Sydney. Matka Johna 
Smitha  musiała  być  zatem  byłą  więźniarką.]

  a  przed  oczyma  mam 

ukochanego ojca, który był Żydem. Postanowiłem dostać 
Hurlingfordów  i  nie  obchodziło  mnie,  ile  to  będzie 
kosztowało.  Dlatego  właśnie  tu  przybyłem.  Tak  się 
jednak  szczęśliwie  złożyło,  że  zdobyłem  wystarczająco 
dużo  pieniędzy,  aby  wykupić  spółkę  Byron  Bottle  bez 
kłopotu. 

–  Ale  przecież  ty  nie  pochodzisz  z  Byron  – 

powiedziała Missy, oszołomiona. 

–  To  prawda,  ale  moja  pierwsza  żona  pochodziła  z 

Hurlingfordów. 

background image

– Naprawdę, a jak miała na imię? – spytała Drusilla, 

która  była  ekspertem  od  drzewa  genealogicznego  klanu 
Hurlingfordów. 

– Una. 
Na  całe  szczęście  Drusilla  i  Octavia  były  tak 

zainteresowane tym, co mówił John Smith, a John Smith 
był tak skupiony na tym, co miał do powiedzenia, że nie 
zwracali uwagi na Missy. 

Missy  siedziała  z  kamienną  twarzą  w  absolutnym 

osłupieniu, niezdolna się poruszyć. Una... Una! 

„Jak  matka  i ciotka  mogły zareagować tak obojętnie 

na dźwięk tego imienia, przecież poznały ją i, co więcej, 
gościły w swoim domu? Czy nie pamiętają już biskwitów 
i podpisywania dokumentów?” – Una? – Drusilla mówiła 
sama do siebie. – Niech się zastanowię. Ona musiała być 
jedną  z  córek  Marcusa  Hurlingforda  z  Sydney.  A  więc 
Livilla  Hurlingford  jest  jej  kuzynką  w  pierwszej  linii  i 
najbliższą  krewną  w  Byron.  Nigdy  jej  nie  spotkałam. 
Umarła chyba bardzo dawno temu. Utonęła, prawda? 

– Tak – odpowiedział John Smith. 
„Czy  to  się  naprawdę  wydarzyło?  Czy  to  stąd  ta 

świetlista emanacja wokół niej? Czy dlatego pojawiała się 
zawsze  wtedy,  gdy  Missy  jej  potrzebowała?  A  co  z 
biblioteką?  Czy  romanse  i  wszystkie  inne  powieści  były 
tylko wstępem do tej jednej – o dziewczynie umierającej 
na  serce  w  ramionach  ukochanego?  Akcje  na  biurku, 
formularze  i  Una  jako  zręczny  sędzia  pokoju.  Tupet  i 
wesołe roztrzepanie, cechy tak bardzo pociągające osobę 

background image

zamkniętą  w  sobie,  jaką  była  Missy.  Szkarłatna  suknia  i 
kapelusz  –  dokładnie  skopiowane  z  wyobraźni  Missy,  i 
idealny  rozmiar.  I  to  niezwykłe  znaczenie,  jakie  Una 
przykładała  do  wypowiadanych  słów,  które  wbiło  się  w 
pamięć  Missy jak  woda  w  wysuszoną  glebę  i tak bogato 
zakiełkowało. Una. Och, Una. Kochana, świetlista Una”. 

–  Ale  jej  ślubne  nazwisko  na  pewno  nie  brzmiało 

Smith – ciągnęła Drusilla. – Było takie rzadko spotykane, 
jak  Cardmon  czy  Terebinth,  czy  też  Gooesflesh.  On  był 
bardzo bogatym człowiekiem i jak sobie przypominam, to 
był  jedyny  powód,  dla  którego  sir  William  Drugi  wydał 
pozwolenie  na  ślub.  Tak,  teraz  dopiero  rozumiem, 
dlaczego  oni  cię  tak  bardzo  znieważali,  jeśli  to  ty  jesteś 
tym człowiekiem. 

–  Tak.  Ja  to  on.  I  rzeczywiście  oni  bardzo  mnie 

obrażali. 

– My – powiedziała Drusilla, wyciągając dłonie, aby 

wymienić  serdeczny  uścisk  –  jesteśmy  zachwycone 
mogąc przyjąć cię do naszej rodziny, mój drogi Johnie. 

Jego  oschłość  minęła,  a  oczy  spoczywające  na 

teściowej stały się łagodne i delikatnie poweselały. 

–  Dziękuję.  Zmieniłem  nazwisko,  to  oczywiste,  i 

chciałbym,  żebyście  nie  wspominały  nikomu  o  tej 
zadawnionej historii. 

–  Nie  wyjdzie  to  poza  ściany  Missalonghi  – 

powiedziała  Drusilla  i  westchnęła,  domyślając  się,  że 
zmienił 

nazwisko, 

aby 

zerwać 

bolesnymi 

wspomnieniami. 

background image

To, czego dowiedziała się Missy o Johnie Smisie od 

niego samego, było zaledwie  skąpą częścią tego, o czym 
dowiedziała  się  teraz,  a  co  wiązało  jego  życie  z 
Hurlingfordami z Byron. 

–  To  straszne,  że  się  utopiła  –  powiedziała  Octavia, 

potrząsając  głową.  –  To  musiało,  Johnie,  zranić  cię 
boleśnie.  Ale  cieszę  się,  że  na  koniec  rzeczy  przybrały 
taki obrót. Chodzi mi o fabrykę i w ogóle. I czy to nie jest 
interesujące,  że  przybyłeś  tu  i  poślubiłeś  inną 
Hurlingfordównę. 

–  Dzisiaj  stało  się  to  nawet  pomocne  –  odparł 

spokojnie John Smith. 

–  Są  Hurlingfordowie  i  Hurlingfordowie,  jak  w 

każdej innej rodzinie – powiedziała szczerze Drusilla. 

– Una nie była chyba typem "kobiety, która nadawała 

się  na  żonę,  a  po  tym,  co  się  między  wami  wydarzyło, 
może to i lepiej, że umarła tak młodo. A Missy  – myślę, 
że to ona cię uszczęśliwi. 

Uśmiechnął  się  i  wyciągnął  rękę,  aby  dotknąć 

chłodnej dłoni Missy. 

–  Tak,  też  myślę,  że  tak  będzie  –  mimo  odległości, 

jaka  ich  dzieliła,  udało  mu  się  pocałować  drżące  palce 
Missy. Po czym zwrócił się do Drusilli i Octavii. 

–  A  powracając  do  sprawy.  Teraz  ja  mam  kontrolę 

nad  całą  spółką  Byron  Bottle  i  nad  wszystkim,  co  się  z 
tym  wiąże. Chcę  wprowadzić trochę  bardzo potrzebnych 
zmian.  Zasiądę  w  zarządzie  jako  główny  dyrektor,  a 
Missy  stanie  się  moją  prawą  ręką.  Potrzebuję  jednak 

background image

ośmiu  nowych  osób  na  stanowiska  kierownicze.  Muszę 
mieć  grupę  pracowitych  i  osobiście  zainteresowanych 
ludzi,  którzy  będą  mieli  na  uwadze  tak  sprawy  miasta  i 
jego  mieszkańców,  jak  i  sprawy  fabryki.  Wymaganą 
większością  głosów  otrzymałem  dzisiaj  zgodę  na 
restrukturyzację  zarządu  i  na  swój  plan  działania.  Udało 
mi się też wykupić resztę udziałów. Sir William, Edmund 
Marshall, bracia Maxwell i Herbert Hurlingfordowie oraz 
kilka  innych  osób  sprzedało  mi  je,  kiedy  zakończyło  się 
zebranie.  Doprowadziła  ich  do  tego  zawiść,  co  jeszcze 
bardziej potwierdza to, o co ich zawsze posądzałem  – że 
są  głupcami.  Byron  Bottle  zostanie  rozbudowana  i 
obejmie różnorodne gałęzie przemysłu. Postaram się, aby 
prosperowała  dużo  lepiej  i  aby  bardziej  znaczący  był  jej 
wpływ na polepszenie życia mieszkańców. – Uśmiechnął 
się  i  wzruszył  ramionami.  –  Nie  ma  co  się  zastanawiać 
nad  sir  Williamem  Hurlingfordem  i  jemu  podobnymi.  W 
zarządzie  potrzebne  mi  będą  kobiety  i  chcę,  abyście  to 
były  wy, drogie  panie, oraz Julia i Cornelia  Hurlingford. 
Wszystkie  wspaniale  radziłyście  sobie  ż  ubóstwem  i  nie 
brak  wam  odwagi.  Wprowadzenie  do  zarządu  kobiet 
stanowi  radykalną  zmianę  w  Byron  Bottle,  ale 
zaobserwowałem,  że  na  świecie,  w  większości  tego 
rodzaju zarządów zasiadają przede wszystkim kobiety – i 
to starsze wiekiem. 

Uniósł  brwi  i  spojrzał  na  Drusillę  i  Octavię,  które 

słuchały go jak zahipnotyzowane. 

–  A  więc,  czy  jesteście  zainteresowane  moja  ofertą? 

background image

Naturalnie,  będę  wam  wypłacał  dyrektorskie  pensje. 
Poprzednia  rada  płaciła  każdemu  ze  swoich  członków 
pięć  tysięcy  funtów  rocznie.  ,  Natomiast  ja,  chcę  was 
uprzedzić, obetnę tę sumę do dwóch tysięcy funtów. 

–  Ale  my  przecież  nie  mamy  zielonego  pojęcia,  co 

trzeba robić! – wykrzyknęła Octavia. 

–  Większość  rad  zarządzających  nie  ma  o  tym 

pojęcia,  ale  to  żadna  przeszkoda.  Zarządzać  będzie  John 
Smith  i  pamiętajcie  –  John  Smith  wszystkiego  was 
nauczy.  Każdej  z  was  przydzielę  określony  zakres 
obowiązków  i  sądzę,  że  potraficie  spojrzeć  na  stare 
problemy świeżym okiem, a z nowymi poradzicie sobie w 
nietuzinkowy sposób i jak żadna inna rada zarządzająca. 

Spojrzał surowo na Drusillę: 
–  Czekam  na  twoją  odpowiedź,  mamo.  Czy 

przyłączysz się do mnie, czy nie? 

Drusilla  z  ledwie  dosłyszalnym  odgłosem  zamknęła 

otwarte do tej pory usta. 

–  Ależ  oczywiście,  że  się  zgadzam,  i  moje  siostry 

również. Jestem przekonana. 

–  Bardzo  dobrze.  W  takim  razie,  pierwszą  sprawą, 

którą  musisz  załatwić,  jest  obsadzenie  pozostałych 
czterech  wakatów  w  zarządzie.  Mam  na  myśli  tylko 
kobiety. 

– To musi być sen – powiedziała Octavia. 
–  Ależ  nie  –  odparła  majestatycznie  Drusilla.  –  To 

rzeczywistość, siostro. Panie z Missalonghi przechodzą w 
końcu na swoje. 

background image

– Co za dzień! – westchnęła Octavia. 
W  istocie,  co  za  dzień.  Za  otwartymi  tylnymi 

drzwiami  ukazał  się  zachód  słońca.  Missy  obserwowała 
go  ze  swojego  krzesła.  Pomiędzy  porozwiewanymi 
strzępami  wysoko  sunących  chmur  w  kolorze  równie 
szkarłatnym  jak  jej  suknia,  przebłyskiwało  zielonkawe 
niebo. A w sadzie na owocowych drzewkach mieniły się 
w blednącym  słońcu kwiaty,  przechodząc  z bieli  w róż  i 
jeszcze  ciemniejszy  cyklamen.  Ale  jej  umysł  i  oczy,  tak 
bardzo  zawsze  wrażliwe  na  piękno  świata,  nie  były  tym 
razem  pochłonięte  wspaniałym  widokiem.  W  drzwiach 
wejściowych  stała  uśmiechając się  Una. Una. Una! Och, 
Una! 

– Nigdy mu nie powiedz prawdy, Missy. Pozwól mu 

uwierzyć, że to jego miłość i serdeczna troska uzdrowiły 
cię.  –  Una  zaśmiała  się  cicho.  –  To  mężczyzna,  który 
potrafi  kochać  –  bardzo,  bardzo  kochać,  ale  nigdy  nie 
naraź  się  na  jego  gniew.  Sprowokowanie  go  nie  leży  w 
twojej  naturze,  ale  uważaj,  nie  kuś  losu,  nigdy  nie 
powiedz  mu  prawdy  o  swoim  sercu.  Nie  ma  takiego 
mężczyzny,  który  czuje  się  dobrze  jako  ofiara  oszustwa 
kobiety. A on jest na to szczególnie wrażliwy. Zapamiętaj 
więc moją radę: nigdy mu tego nie powiedz! 

–  Czy  opuszczasz  mnie?  –  spytała  Missy  z 

niepokojem. 

– Tak, odchodzę. Wypełniłam już swoją misję. Teraz 

chcę  odpocząć  na  najbardziej  puszystej,  najbardziej 
zachwycającej  i  najbardziej  szampańskiej  chmurze,  jaką 

background image

znajdę. 

– Una, to mi się nie uda bez ciebie! 
–  Nonsens,  kochanie.  Oczywiście,  że  ci  się  uda.  Po 

prostu bądź dla niego dobra. Szczególnie w pieszczotach. 
I wszystko ułoży się doskonale. Ale tak długo, jak długo 
będziesz  żyła,  pamiętaj  o  mojej  przestrodze  –  nigdy  nie 
powiedz mu prawdy! 

Bijący  od  niej  blask  powodował,  że  zlewała  się  z 

zachodzącym  słońcem.  Zatrzymała  się  jeszcze  na  chwilę 
w wejściowych drzwiach, a światło przelało się przez nią 
i ponad nią. Odeszła. 

– Missy, Missy, Missy! Nic ci nie jest? Wszystko w 

porządku? Missy, na litość boską, odpowiedz mi! 

–  John  Smith  stał  przy  niej,  rozcierając  jej  dłonie  i 

spoglądając z rozpaczliwym strachem w oczach. 

Zdołała się uśmiechnąć do niego: 
–  Czuję  się  zupełnie  dobrze,  Johnie,  naprawdę.  To 

ten dzień. Zbyt dużo szczęścia. 

–  Lepiej  przyzwyczaj  się  do  takiego  ogromu 

szczęścia,  moje  kochanie,  ponieważ  zaleję  cię  nim, 
przysięgam  –  powiedział,  łapiąc  oddech.  –  Jesteś  moją 
drugą szansą, Missalonghi Smith. 

Przez  frontowe  drzwi  powiał  chłodny,  lekki  wiatr  i 

jeszcze zanim Drusilla zdołała je zamknąć, do uszu Missy 
dobiegł oddalający się szept: 

–  Nigdy  nie  powiedz  mu  prawdy!  Proszę,  nigdy  nie 

powiedz...