background image

 

 

DIXIE BROWNING 

 

Narzeczona mimo 

woli 

 

 

Tytuł oryginału The Bride–in–Law 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Kartka  była  oparta  o  cukiernicę.  Tucker  nie  mógł  jej  nie  zauważyć. 

Przeczytał,  zaklął,  w  milczeniu  pokręcił  głową  i  znowu  zaklął  pod  nosem. 

Miarka  się  przebrała.  W  dodatku  nieszczęścia  sypały  się  na  niego  od  samego 

początku tygodnia. 

– Do licha, tato! Lepiej, żeby to był kawał – wymamrotał. 

Po raz pierwszy kłopoty dały o sobie znać w poniedziałek, kiedy jeden z 

podwykonawców trafił do szpitala. Za to we wtorek, w godzinach szczytu, na 

samym  środku  bulwaru  Hanes  Mall  w  jednej  z  jego  ciężarówek  wysiadła 

skrzynia biegów. 

Jakby  tego  wszystkiego  było  mało,  po  ostatnich  ulewach  plac  budowy 

zamienił  się  w  jedną  wielką,  błotnistą  kałużę.  Opóźniały  się  prace  przy 

kładzeniu  nawierzchni,  a  ekipa  cieśli,  która  w  takich  warunkach  nie  mogła 

montować więźby dachowej, umilała sobie czas piciem, wszczynaniem bójek i 

wygrzewaniem  stołków  przy  barze.  W  efekcie  dwóch  cieśli  wylądowało  w 

więzieniu, a trzeci poruszał się o lasce. 

Tucker sam by się chętnie zalał w pestkę, choć nie zdarzyło mu się to od 

pierwszego  roku  studiów.  Gdyby  w  ten  sposób  udało  się  rozwiązać 

przynajmniej  jeden  problem,  kupiłby  sobie  karton  papierosów  oraz  sporą 

butelkę whisky i rozpoczął libację. 

Rzecz w tym, że nie palił i prawie nie pił – poza okazjonalnym piwem. 

Jeszcze  raz  przeczytał  notatkę  nagryzmoloną  na  kopercie  stolarskim 

ołówkiem – jak sądził po rozmazanych literach. Była bardzo zwięzła: „Bernice 

i  ja  jedziemy  na  miesiąc  miodowy  do  motelu  Blue  Flamingo,  niedaleko  góry 

Pilot. Pamiętaj o odebraniu mojego czeku. Harold". 

RS

background image

 

Wydawałoby  się,  że  w  wieku  siedemdziesięciu  dwóch  lat  człowiek 

powinien  być  już  na  tyle  rozsądny,  żeby  nie  tracić  głowy  dla  pierwszej 

napotkanej kobiety. 

Tucker  wierzył,  że  gdyby  sam  znalazł  się  na  miejscu  ojca,  umiałby 

zachować  większą  godność.  Chociaż  co  wspólnego  z  zachowaniem  godności 

miała praca na dwa etaty,  w efekcie czego po powrocie do domu walił się do 

łóżka jak kłoda? 

– A niech cię, tato. Czy musiałeś wywrócić wszystko do góry nogami? I 

to właśnie teraz, kiedy powoli zaczynało się nam układać. 

Kiedy jego staruszek oznajmił, że  wraca do domu, Tuck miał na głowie 

rozwód  z  Shelly,  zdobycie  pieniędzy  na  wysokie  czesne  za  szkołę  Jaya  i 

chwilowy przestój w interesach. Dobrze, że w takich okolicznościach udało mu 

się znaleźć chociaż tę marną norę, w której mogli zamieszkać. 

Dom  i  praktycznie  cała  reszta  przypadły  Shelly.  Był  zbyt  wytrącony  z 

równowagi,  żeby  protestować.  Złość  pojawiła  się  później,  kiedy  było  już  po 

wszystkim.  Nim  zadzwonił  Harold  z  wiadomością,  że  wraca  do  Północnej 

Karoliny,  Tucker  zdążył  sobie  uświadomić,  jak  puste  stało  się  jego  życie 

pozbawione rodzinnego ciepła. 

Miał  nadzieję,  że  obecność  ojca  pomoże  mu  uporać  się  z  dojmującym 

uczuciem  samotności;  ogarniało  go  ono  zwłaszcza  Wtedy,  gdy  był  zbyt 

zmęczony, żeby pracować, a za bardzo spięty, by zasnąć. 

Więc zapłacił za jego bilet i wyjechał na lotnisko po swego owdowiałego 

ojca.  Spodziewał  się  zobaczyć  tego  samego  mężczyznę,  którego  tak  dobrze 

znał:  siwowłosego,  z  krzaczastymi  brwiami,  ubranego  w  spodnie  khaki  i 

gładką koszulę rozpiętą pod szyją. 

 Czekała  go  jednak  niespodzianka.  W  ostateczności  mógłby  za-

akceptować  luźne  szorty  i  koszulę  w  kwiaty.  Skoro  rodzice  spędzili  swoje 

RS

background image

 

ostatnie  wspólne  lata  na  Florydzie,  a  ojciec  mieszkał  tam  jeszcze  kilka  lat  po 

śmierci  matki,  miał  prawo  przywyknąć  do  tego  typu  stroju.  Zwłaszcza  że 

zawsze  lubił przebywać  na  słońcu.  Odkąd  Tucker  sięgał  pamięcią,  ojciec grał 

w baseball. 

Harold Dennis, który wysiadł z samolotu, miał na sobie wyblakłe dżinsy i 

powyciąganą koszulkę. Wyhodował sobie długie włosy, które teraz związał w 

kucyk, i zaniedbaną, gęstą brodę. Do tego wszystkiego w jego uchu tkwił złoty 

kolczyk. Tucker ledwie zdołał zdusić w sobie wybuch śmiechu pełnego niedo-

wierzania.  Przywitał  się  z  ojcem  i  powiedział  mu,  że  świetnie  wygląda. 

Właściwie cóż w tym złego, że staruszek chce troszeczkę zaszaleć. Ostatni raz 

w życiu. 

Kiedy  Harold  już  się  u  niego  rozgościł,  zaczął  szukać  kontaktów  z 

ludźmi.  Odnowił  kilka  starych  przyjaźni,  zawarł  nowe.  Kiedy  Tuckerowi 

zdarzyło  się  wrócić  wcześniej  do  domu,  jedli  razem  kolację  i  oglądali 

telewizję. Harold uparcie kibicował drużynom z Florydy. 

Od pewnego czasu ojciec wychodził wieczorami. Początkowo Tucker nie 

zwracał na to uwagi. Kiedy skończył się sezon baseballowy, ojciec zapisał się 

do  klubu  tanecznego  i  zaczął  grać  w  bingo.  Trudno  było  doszukiwać  się  w 

takich  zajęciach  czegoś  zdrożnego.  Tuck  właściwie  się  cieszył,  że  po 

czterdziestu sześciu latach bycia przykładnym małżonkiem ojciec ułożył sobie 

życie  na  nowo.  A  wynajęty  dom  nareszcie  nie  wydawał  mu  się  pusty,  kiedy 

wracał po dwunastu godzinach pracy. 

Rzecz  w  tym,  że  od  kawalerskich  dni  Harolda  czasy  zmieniły  się 

diametralnie  I  Tucker  powinien  o  tym  pomyśleć.  Na  mężczyznę  czyhały  dziś 

niebezpieczeństwa i pokusy, z których Harold najprawdopodobniej nie zdawał 

sobie  sprawy.  To  Tucker  powinien  ostrzec  staruszka.  Powinien  wziąć  go  na 

stronę  i  przeprowadzić  poważną  „synowską"  rozmowę,  wytłumaczyć  mu,  że 

RS

background image

 

nie wolno być zbyt ufnym, opowiedzieć o różnych kobiecych sztuczkach. Miał 

obowiązek  go  przestrzec.  I  przypomnieć  o  tym,  że  samo  regularne  branie 

leków na obniżenie ciśnienia może nie wystarczyć. 

Zamiast tego zostawił ojca samemu sobie. Po uszy zakopał się w planach, 

projektach  i  stertach  książek.  Do  tego  dochodziła  troska  o  rosnące  stopy 

kredytów, coraz większe koszty stolarki, zmieniające się przepisy budowlane i 

gwałtownie  kurczący  rynek  nieruchomości.  Jakby  mało  miał  zmartwień,  nie 

przestawał myśleć, co słychać u jego syna. Martwił się, że Shelly nie pozwoli 

chłopcu spędzić części wakacji z ojcem i dziadkiem. 

Tucker jeszcze raz przeczytał liścik od Harolda. Zaklął pod nosem i zmiął 

kartkę w dłoni. 

Bernice.  To  imię  nie  budziło  w  nim  żadnych  skojarzeń.  Miał  ochotę 

machnąć  na  to  wszystko  ręką.  Niech  diabli  porwą  całą  tę  sytuację:  starych 

kretynów, którzy nie mają dość rozsądku, by nie pakować się już w romanse i 

nie wydawać oszczędności na kochanki; byłe żony, które zachowują się jak psy 

ogrodników; dzieci w okresie dojrzewania. I niech licho weźmie urzędników i 

nadętych biurokratów, którzy ze wszystkich sił starają się tępić małe firmy. 

Tak  się  rozpędził,  że  dodał  do  tej  listy  jeszcze  coś  na  temat  paskudnej 

pogody,  która  nie  pozwalała  mu  zapomnieć  o  tym,  że  podczas  gdy  on  urabia 

sobie ręce po łokcie, inni wylegują się na plaży. Na przykład jego rodzina. 

Czternastoletni  syna  Tucka,  Jay,  pojechał  właśnie  na  szkolny  obóz 

wędkarski  do  Kolorado.  Zaś  jego  była  żona,  Shelly,  zajęta  była  wydawaniem 

jego  pieniędzy  na  nowy  dom  i  jednocześnie  rozglądaniem  się  za  następną 

męską  ofiarą.  Z  kolei  Harold,  nie  dość  że  nosił  kolczyk  u  uchu  i  koraliki  na 

szyi, to jeszcze dał się poderwać jakiemuś kociakowi o imieniu Bernice. 

RS

background image

 

Tuck  nie  cierpiał  się  nad  sobą  użalać.  Przez  chwilę  zastanawiał  się,  czy 

nie wyciągnąć z garażu starego harleya. Nałykałby się kurzu i wystawił na żer 

komarom, ale to zwykle pomagało mu pozbyć się frustracji. 

Problem  polegał  na  tym,  że  on  lubił  się  martwić.  Zawsze  taki  był. 

Niepokoił się o syna, który wkroczył w wiek dojrzewania, troskał o wspólnika, 

który był doskonały  w swoim fachu. I  wreszcie, musiał to przyznać, bał się o 

ojca.  Spodziewał  się,  że  do  tego  czasu  jakoś  się  ze  sobą  zżyją.  Wymarzył  to 

sobie.  Harold  miał  przygotowywać  śniadania,  a  w  te  dni,  kiedy  nie  będą 

wychodzić wieczorem, Tucker miał kupować pizzę łub przyrządzać potrawy z 

grilla. 

Tak  miało  być  właśnie  dzisiaj.  Czuł  się  tak  zmęczony,  że  zamierzał 

jedynie kupić piwo, pizzę, wypożyczyć kasetę wideo z jakimś filmem i spędzić 

wieczór w wygodnym fotelu przed telewizorem. Tylko on i ojciec. 

Kłopoty  zaczęły  się  od  tego,  że  samochód  nie  chciał  zapalić.  Co 

oznaczało, że  Tuck musiał złapać okazję, żeby się dostać do domu. Nie kupił 

więc ani piwa, ani pizzy, nie pożyczył filmu. 

A  kiedy  już  dotarł  na  miejsce,  czekała  go  taka  nowina.  Niech  to  licho 

porwie! 

Przeczytał jeszcze raz list od ojca. Miesiąc miodowy? Pojechać z kimś na 

wycieczkę to zrozumiałe, ale od razu miesiąc miodowy? 

Tucker  zaklął  soczyście.  Sięgnął  po  skórzaną  kurtkę,  włożył  buty  i 

jeszcze raz zaklął. 

Niełatwo  było  zburzyć  opanowanie  Annie.  Szczyciła  się  swoim 

zorganizowaniem  i konsekwencją,  chociaż  musiała przyznać,  że  ostatnio  było 

jej coraz trudniej nie dać się ponieść emocjom. 

Rodzice  wpoili  jej  sumienność  i  odpowiedzialność.  W  dzieciństwie  żyła 

pod presją. Wiedziała, że jeśli będzie się zachowywała inaczej, rodzice będą z 

RS

background image

 

niej niezadowoleni. Tak działo się do samego końca. Była prymuską w szkole 

średniej, studia ukończyła z wyróżnieniem. Rodzina mogła być z niej dumna. 

Osobiście bardziej szczyciła się tym, że nigdy nie pokazywała się nie uczesana 

czy  pryszczem  na  czole.  Chociaż  starała  się  nie  myśleć  o  tym  za  wiele,  gdyż 

uważała, że brak skromności jest groźny w skutkach. 

Próżność  to  cecha  diabelska.  Powtarzano  jej  tę  opinię  przez  całe  życie. 

Taki  już  jest  los  dziecka  kaznodziei.  Czasem  się  zastanawiała,  jaka  by  była, 

gdyby jej ojciec był piekarzem, bankierem czy barmanem. 

Pewnie  tak  samo  nudna.  James  Madison  Summers  był  szanowanym 

pastorem  metodystów.  Jego  żona,  nie  mniej  szanowana,  weszła  w  rolę 

połowicy  pastora  bardzo  gładko  i  traktowała  ją  poważnie.  Oboje  chlubili  się 

tym, że stanowią idealny wzorzec rodziców dla swojej córki, która przyszła na 

świat, kiedy już porzucili nadzieję na to, że będą mieli dziecko. 

Byli wspaniałymi rodzicami. Surowymi, ale kochającymi. Chcieli dla niej 

jak  najlepiej.  A  Annie  bardzo  się  starała  zapracować  na  pochwałę  rodziców  i 

społeczności, w której żyli. Chciała zrewanżować się za to, co od nich dostała. 

Wiele razy słyszała również inne słowa. „Ta Annie Summers to skarb dla 

rodziców. Może nie jest zbyt ładna, ale dobrze mieć taką córkę na starość". 

Minęło  wiele  lat,  oboje  rodzice  umarli,  a  Annie  –  nadal  samotna  i  bez 

perspektyw na zmianę tego stanu – zamieszkała w zniszczonym, starym domu, 

który jej ojciec kupił po przejściu na emeryturę. Zaczęła się wtedy zastanawiać 

nad tym, czy nie popełniła jakiegoś błędu i czy bycie chlubą swoich rodziców 

to rzeczywiście był jedyny cel i sens jej życia. Niestety, była już w tym wieku, 

że nie umiała próbować żyć inaczej. 

Kuzynka Bernice była jej absolutnym przeciwieństwem. Jeśli istniały na 

świecie dwie kobiety, które musiały ze sobą walczyć, to były to bez wątpienia 

Annie  i  Bernice  Summers.  Nie  chodziło  tylko  o  różnicę  wieku.  Annie  miała 

RS

background image

 

trzydzieści  sześć  lat  i  była  dojrzałą,  rozsądnie  myślącą,  odpowiedzialną 

kobietą. Ubierała się na beżowo, piła chude mleko, jadła gruboziarnisty chleb, 

świeże owoce i warzywa oraz regularnie czyściła zęby nicią dentystyczną. 

Natomiast  Bernice,  która  miała  lat  siedemdziesiąt  jeden,  była  narwaną 

ekscentryczką.  Farbowała  sobie  włosy  na  rudo,  nosiła  specjalne  watowane 

staniki  i  odżywiała  się  głównie  potrawami  naszpikowanymi  niezdrowym 

cholesterolem.  Nosiła  okulary  z  turkusowymi  szkłami  w  fioletowych 

oprawkach  oraz  pachniała  dziwną  mieszaniną  wody  toaletowej  o  zapachu 

gardenii i maści przeciwreumatycznej. 

Kiedy  zniszczona  kamienica,  w  której  mieszkała  Bernice,  została 

zrównana  z  ziemią,  Annie  zaproponowała,  by  kuzynka  zamieszkała  u  niej. 

Czuła, że to jej obowiązek. Bernice była już naprawdę stara. Poza tym obie nie 

miały  nikogo  bliskiego.  Tylko  siebie  nawzajem.  A  przecież  w  dwupiętrowym 

domu przy ulicy Mulberry miejsca było pod dostatkiem. 

Od  kiedy  zamieszkały  razem,  Bernice  wychodziła  ze  skóry,  żeby 

sprowokować  Annie  do  wyrzucenia  jej  z  domu  i  znalezienia  nieznośnej 

kuzynce samodzielnego mieszkania. To jednak absolutnie nie wchodziło w grę. 

Po pierwsze, ze względu na pieniądze, a po drugie dlatego, że Annie wcale nie 

była pewna, czy Bernice dałaby sobie radę sama. W końcu na ulicach aż roiło 

się od bandziorów czyhających na samotne staruszki. Wciąż się o tym słyszy w 

wiadomościach. 

To  właśnie  była  kolejna  sprawa,  która  wyprowadzała  ją  z  równowagi. 

Telewizja. Annie nie była nałogowym telewidzem. Nic z tych rzeczy. Od czasu 

do czasu oglądała jakiś film przyrodniczy lub historyczny. 

Natomiast  Bernice  siedziała  przed  telewizorem  od  rana  do  wieczora. 

Praktycznie  nie  odrywała  oczu  od  ekranu.  Kupiła  sobie  też  tani 

radiomagnetofon, który dudnił zawsze, kiedy z jakichś powodów nie oglądała 

RS

background image

 

ukochanej stacji MTV. Nastawiała głośność na cały regulator i poziom basów 

na maksimum. Twierdziła, że to z powodu coraz gorszego słuchu. 

Trudno się dziwić, że nie był już taki jak kiedyś. 

Ostatnio  zaczęła  robić  przy  muzyce  coś  dziwnego  z  własnym  ciałem. 

Nazywała to macaroni. Według Annie wyglądało to tak, jakby liczyła po kolei 

wszystkie części ciała, żeby sprawdzić, czy są na swoim miejscu. 

W  dodatku  razem  z  Bernie  do  domu  Annie  wprowadził  się  kot. 

Prawdziwy kot. Pastor Summers i jego żona nigdy nie ulegli błaganiom córki o 

kupno zwierzaka. Twierdzili, że nie wypada ich trzymać w domu parafialnym. 

Annie  obiecywała  sobie  od  jakiegoś  czasu,  że  weźmie  ze  schroniska  jakiegoś 

miłego, spokojnego kociaka. To było, zanim pojawiła się Bernice.  I  Zen.  Zen 

był  tłustym,  cuchnącym  kocurem  o  paskudnym  charakterze.  Pół–pers,  pół–

dachowiec  uwielbiał  załatwiać  się  w  doniczkach  stojących  na  parapecie  w 

salonie i ostrzyć pazury o tapicerkę mebli. 

Teraz, kiedy było już na to za późno, Annie zdała sobie sprawę z błędu, 

jaki  popełniła.  Powinna  zaraz  na  początku  ustalić  pewne  reguły,  których 

Bernice  musiałaby  przestrzegać.  Słodkiej,  dobrze  wychowanej,  sumiennej 

Annie  głęboko  wpojono  szacunek  dla  starszych,  a  przecież  Bernice,  może  i 

ekscentryczna, nadal pozostawała osobą w podeszłym wieku. 

Dlatego  Annie  nic  nie  mówiła.  Tłumiła  w  sobie  złość  na  Zena,  który 

odwzajemniał jej antypatię. A to wpędzało Annie w jeszcze większe poczucie 

winy. Powtarzała sobie, że jest nieczuła dla biednego zwierzaka. 

Teraz jednak miarka się przebrała. Annie nie miała pojęcia, czy w ogóle 

należy  wierzyć  Bernice.  Wiedziała,  że  coś  się  święci,  ale  nie  przyszło  jej  do 

głowy, że może chodzić o małżeństwo. 

To  absurd!  Prawdopodobnie  kolejna  próba  podjęta  przez  Bernice,  by 

zmusić Annie do wynajęcia jej oddzielnego mieszkania i pomocy w opłacaniu 

RS

background image

 

czynszu.  Aż  się  jej  zimno  zrobiło  na  tę  myśl.  I  tak  ledwie  wiązała  koniec  z 

końcem.  Już  dawno  temu  powinna  sprzedać  dom,  ale  nie  mogła  się  pozbyć 

uczucia,  że  to byłaby  zdrada  w  stosunku do  ojca.  Przecież  tak bardzo  się cie-

szył z własnego domu. 

– Och, Zen, czemu Bernie musi wiecznie robić takie głupstwa? – zapytała 

kota.  Jedyną  odpowiedzią  było  uparte  spojrzenie  pary  diabelskich,  żółtych 

oczu. 

Nie  ma  innego  wyjścia  i  będzie  musiała  za  nią  pojechać.  Miała  za  sobą 

męczący  dzień  w  szkole,  gdzie  jak  zwykle  musiała  uporać  się  z  kilkoma 

biurokratycznymi  absurdami.  Liczyła  na  to,  że  zostawi  Bernie  przed 

telewizorem  – niechby  nawet  oglądała  to  swoje  MTV  –  a  sama  zaszyje  się  w 

swoim pokoju z kubkiem gorącej herbaty, muzyką Mozarta i talerzem kraker-

sów z ciemnej mąki posmarowanych odrobiną masła sezamowego. 

Rola  głowy  rodziny  nie  jest  łatwa,  nawet  kiedy  rodzina  składa  się 

zaledwie z dwóch osób – kuzynek, które łączy tylko jedno: wspólny przodek. 

Jak  dotąd,  Annie  nie  zdobyła  się  nawet  na  odwagę,  by  przedstawić  Bernie 

swojemu narzeczonemu i jego matce. 

Annie zaręczyła się cztery i pół roku temu. Od tego momentu czekała, aż 

Eddie przestanie wędrować po świecie i wróci do domu. Marzyła, że znajdzie 

sobie pracę jako nauczyciel i będą mogli założyć prawdziwą rodzinę. 

Jeszcze  raz  przeczytała  liścik  od  Bernice.  Starała  się  nie  zwracać  uwagi 

na  to,  że  zamiast  kropek  nad  literami  umieszczono  małe  serduszka. 

Postanowiła  nie  przejmować  się  prośbami  o  opiekę  nad  Zenem,  który  lubi 

wędzonego  łososia,  a  nie  suche  kocie  jedzenie,  i  przedkłada  tłuste  mleko  nad 

chude. 

Na  dole  trzasnęła  nie  domknięta  okiennica.  Przestraszony  Zen  owinął 

swój żółty ogon wokół kostek Annie. 

RS

background image

 

10 

–  Nic  dziwnego,  że  jesteś  taki  upasiony  –  powiedziała  do  kota  z 

nienawiścią. Nadal nie wybaczyła mu zniszczenia dwunastoletniego geranium. 

Blue  Flamingo  leżało  na  północ  od  miasta  przy  autostradzie  numer  52. 

Całe  mile  na  północ  od  miasta.  W  dodatku  padało,  a  Annie  nienawidziła 

prowadzić w czasie deszczu. Bernice potrafiła utrudnić ludziom życie. 

„Jeśli mnie kochasz, to mi to udowodnij". 

Chyba  tak  się  kiedyś  wyraziła.  Jak  dziecko,  które  za  wszelką  cenę 

próbuje  zwrócić  na  siebie  uwagę.  I  sprawdzić,  czy  znajdzie  się  ktoś,  komu 

zależy na nim na tyle, żeby je obsztorcować. 

Annie  przeczytała  tony  książek,  które  o  tym  traktowały,  w  praktyce 

jednak  nigdy  nie  spotkała  się  z  podobnymi  problemami.  Do  jej  obowiązków 

jako  zastępcy  dyrektora  należała  przede  wszystkim  praca  biurowa,  konieczna 

do prowadzenia prywatnej szkoły. 

Prawie  wszystko,  co  robiła  Bernie,  nie  licowało  z  jej  wiekiem.  Umiała 

zdobyć to, na czym jej zależało. Prawdopodobnie tym razem też o to chodziło. 

Już  pierwszego  dnia  po  przeprowadzce  Bernice  nauczyła  się  wykorzystywać 

ogromne poczucie obowiązku swojej kuzynki. 

– Cudowny dzień – mruknęła do siebie Annie, ruszając na północ, prosto 

w  objęcia  zimnego  deszczu  i  przejmującego  wiatru.  –  Boję  się,  że  zrobię  coś 

wielce nieodpowiedzialnego. 

Motel był jeszcze gorszy, niż się spodziewała. Opustoszały budynek robił 

bardzo  przygnębiające  wrażenie.  Bo  czy  istnieje  coś  bardziej  ponurego  niż 

mokre, betonowe baraki otoczone przez martwe azalie? Zwłaszcza oglądane w 

siąpiącym deszczu i mrugającym świetle zepsutego neonu. 

Domków  było  tylko  sześć.  Stary  czerwony  kabriolet  zaparkowany  był 

przed numerem piątym. Annie wzięła głęboki oddech i jeszcze raz powtórzyła 

sobie w myślach, że kiedy dzieci się zachowują w ten sposób, robią to przede 

RS

background image

 

11 

wszystkim po to, by zwrócić na siebie uwagę. Nie zamierzała zaprzeczać – rze-

czywiście ostatnio nie poświęcała Bernice specjalnie dużo czasu. W tym sensie 

była winna całej sytuacji. 

Te  myśli  wpłynęły  na  nią  uspokajająco.  Zdecydowała,  że  może  stanąć 

oko  w  oko  ze  zbiegłą.  Otworzyła  drzwi  samochodu  i  wysiadła.  Dokładnie  w 

tym momencie na parking wjechał z hałasem motocykl, który minął ją ledwie o 

włos. 

– Czy mógłby pan łaskawie uważać, jak pan jeździ?  

Popatrzyła z wyrzutem na mężczyznę na siodełku, a potem wymownie na 

swój opryskany błotem płaszcz i rajstopy. 

–  Proszę  pani,  to  nie  ja  otworzyłem  drzwi  samochodu  bez  sprawdzania, 

czy nikt nie jedzie. 

– Wybaczy pan, ale zdaje mi się, że miejsca do parkowania są wyraźnie 

oznaczone. 

Annie  wyciągnęła  z  torebki  pogniecioną  chusteczkę  i  spróbowała 

oczyścić nią płaszcz. Znała ten typ mężczyzn jeżdżących na motorach. 

Nie,  to nie  było  tak.  W  rzeczywistości  znała niewielu  motocyklistów.  A 

właścicielem harleya był także jej dentysta, szanowany człowiek, ojciec trójki 

dzieci. Na ścianach jego gabinetu wisiało więcej zdjęć ukochanej maszyny niż 

fotografii rodzinnych. 

Jednak  w  tym  mężczyźnie  nie  było  nic,  co  budziłoby  jej  szacunek. 

Mógłby  pozować  do  jednego  z  plakatów,  jakie  Bernie  rozwieszała  sobie  na 

ścianach.  Jej  ulubiony  przedstawiał  czwórkę  umorusanych,  naburmuszonych 

młodych mężczyzn w wysoce nieprzystojnych, prowokacyjnych pozach. 

Odruchowo  oceniła  też  pozę  motocyklisty,  ale  zmieszana  szybko 

podniosła wzrok. Zauważyła od razu, że i on nie spuszcza z niej oczu. Mierzył 

ją  od  stóp  do  głów.  Nagle  dotkliwie  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  jak  musi 

RS

background image

 

12 

wyglądać:  przemoczone  buty,  zawilgocona  jedwabna  apaszka  na  szyi, 

zaparowane okulary. Ze starego, zmiętego płaszcza i włosów kapała woda. 

No  i  co  z  tego?  pomyślała.  Może  i  była  przemoczona  do  suchej  nitki  i 

nieco  niedbale  ubrana,  ale  przynajmniej  wyglądała  przyzwoicie.  A  on?  Jego 

dżinsy były mokre i zabłocone, i w dodatku tak obcisłe, że uwidaczniały każdy 

mięsień i nie tylko. Na jej oko, nieznajomy nie golił się co najmniej ze trzy dni. 

Wyglądał  na  typ  faceta,  przed  którym  rodzice  ostrzegają  swoje  nastoletnie 

córki. 

Smukła  osoba  odziana  w  subtelne  odcienie  beżów.  Tak  Tucker  krótko 

podsumowałby  kobietę,  która przemaszerowała  obok niego  i  zastukała  głośno 

do domku numer pięć. O ile zaspana recepcjonistka się nie pomyliła, właśnie w 

tym domku mieszkali państwo Dennisowie. 

Jeśli kobieta, z którą stanął przed chwilą twarzą w twarz, była właśnie tą, 

która  zastawiła  pułapkę  na  jego  ojca,  staruszek  musiał  chyba  kompletnie 

postradać zmysły. 

Kiedy Annie zorientowała się, że motocyklista stoi za nią, nie próbowała 

nawet ukryć swojego niezadowolenia. 

– Mój sąsiad wie, dokąd pojechałam. Jest szeryfem. 

– Co pani powie? A mój jest emerytowanym mleczarzem. 

– Bernice nie ma ani grosza. Nie wiem, co panu naopowiadała, ale... 

– Bernice? To nie pani? 

– Oczywiście, że nie! 

–  Tu  nie  ma  nic  oczywistego!  Mój  ojciec  jest  tam  w  środku  z  jakąś 

kobietą o imieniu Bernice. Jeśli to nie pani. 

– Pana ojciec? 

W odpowiedzi nieznajomy załomotał w drzwi. 

– Harold! Otwieraj natychmiast! 

RS

background image

 

13 

Okna  domu  były  szczelnie  zasłonięte,  ale  widać  było,  że  w  środku  pali 

się  światło.  Wyraźnie  też  było  słychać  dźwięki  dochodzące  z  grającego 

telewizora. Tucker i kobieta w beżach czekali w milczeniu pod drzwiami. Byli 

niemal równego  wzrostu. Tucker jednak od razu zauważył, że nieznajoma ma 

na nogach nieładne buty na grubych podeszwach, które dodają jej przynajmniej 

ze trzy lub cztery centymetry  wzrostu. Dzięki temu niegroźna jej była kałuża, 

w której stali. 

Jego  własne  buty  były  zupełnie  mokre  i  szczelnie  pokryte  błotem. 

Podobnie  zresztą  jak  dżinsy.  Jechał  jak  wariat.  Niewiele  myśląc,  wybierał 

boczne drogi, dzięki czemu zaliczył chyba trzy czwarte kałuż całego kraju. 

Drzwi  skrzypnęły.  W  szparze  ukazało  się  jedno  błękitne  oko  pod  siwą, 

krzaczastą brwią. 

– Tuck? 

– Tato, co ty, u licha! 

– Spokojnie, synu! Tylko się nie denerwuj. Wszystko jest pod kontrolą. 

– Do diabła. 

– Bernice, jesteś tam? – odezwała się zza jego ramienia smukła kobieta. 

Tuck  czuł  jej  napierające  ciało.  Wszystko  dlatego,  że  próbowała  zajrzeć 

do  środka  przez  ledwie  uchylone  drzwi.  Pachniała  wilgotną  wełną  i 

truskawkami. Truskawkami? 

–  Pani  musi  być  kuzynką  Bernice  –  powiedział  głos  należący  do 

właściciela  oka  widocznego  w  szparze.  Drzwi  zamknęły  się  na chwilę  i  zaraz 

otworzyły  szeroko.  –  Kochanie,  ogarnęłaś  się?  –  zawołał  Harold.  –  Zdaje  się, 

że mamy gości. 

Motelowe meble przedstawiały sobą obraz nędzy i rozpaczy. Były stare i 

bardzo  zniszczone.  W  telewizji  właśnie  rozpoczynał  się  jeden  z  ulubionych 

programów Bernice. Według Annie powinien się nazywać „Najgłupsze zdjęcia 

RS

background image

 

14 

świata".  Na  chybotliwym,  plastikowym  stoliku  stał  koszyk,  w  którym  tkwiła 

porcja  pieczonego  kurczaka  i  butelka  miejscowego,  bardzo  kiepskiego 

szampana. 

Przez  jakieś  pół  minuty  w  pokoju  panowała  grobowa  cisza.  A  potem  z 

łazienki  wyszła  Bernice.  W  rękach  trzymała  plastikowe  kubki.  Wszyscy 

zaczęli mówić jednocześnie, jakby się umówili. 

Harold stanął u boku swojej wybranki i opiekuńczym gestem położył jej 

dłoń na ramieniu. Annie i Tucker popatrzyli na siebie. 

Annie wykazała się lepszym refleksem. 

– Ostrzegam pana! Jeśli pański ojciec uwiódł moją kuzynkę, licząc... 

– Jak to: uwiódł?! Mój ojciec nigdy w życiu nie uwiódł żadnej kobiety. 

– Synu, spokojnie! Nie wiesz... 

– A pani niech powie swojej... swojej kuzynce, że nie zamierzam patrzeć 

spokojnie, jak jakaś ruda klępa wije sobie gniazdko na koszt mojego ojca! 

Annie ledwie łapała oddech. 

– Ty... Ty... 

–  Ależ  słucham?  Bardzo  jestem  ciekaw.  Wlepił  w  nią  świdrujące 

spojrzenie. 

–  Nie  kuś  mnie  –  syknęła.  W  jednej  sekundzie  zapomniała  o  zdrowym 

rozsądku oraz wychowaniu, jakie wyniosła z domu. – Jeśli choć przez sekundę 

myślisz,  że  pozwolę  jakiemuś  neandertalczykowi  naszpikowanemu  sterydami 

obrażać moją kuzynkę... 

– Jak mnie nazwałaś? 

–  Uspokójcie  się  –  włączył  się  Harold.  –  Tucker,  miałem  nadzieję,  że 

lepiej  cię  wychowałem.  Obraziłeś  moją  żonę.  –  Odwrócił  się  do  kobiety 

stojącej  u  jego  boku  i  dodał:  –  Kochanie,  trochę  się  wstydzę,  ale  właśnie 

pojawił  się  mój  syn.  Nie  jest  taki  zły,  tylko  trzeba  go  trochę  lepiej  poznać. 

RS

background image

 

15 

Pewnie  gniewa  się  dlatego,  że  go  zaskoczyliśmy.  Tucker,  przywitaj  się  ze 

swoją nową mamą. 

Annie niemal współczuła motocykliście o imieniu Tucker. Wyglądał tak, 

jakby właśnie połknął żabę. Kuzynki to w końcu nie to samo co ojciec i syn. I 

ona, i  Tucker  zjawili  się  tu  w  tym  samym  celu:  by  stanąć  w  obronie  swojego 

krewnego. Okazało się, że to wojna pozycyjna. 

Starszy pan miał na sobie granatowe spodnie od garnituru i białą koszulę. 

Prezentował  się  na  tyle  dystyngowanie,  na  ile  mógł  tak  wyglądać  człowiek  z 

długimi  siwymi  włosami  związanymi  w  kucyk  i  z  gęstą brodą.  Na  jego  palcu 

połyskiwała obrączka. 

Bernice  włożyła  swoją  najlepszą,  dwuczęściową  sukienkę  w 

intensywnym odcieniu fioletu, a do tego różowe, obszyte futerkiem klapki. Na 

łóżku,  obok  męskiego  płaszcza  i  kapelusza  Bernice  ozdobionego  sztucznymi 

brylancikami, leżał bukiet nieco przywiędłych róż. 

W  oczach  kuzynki  Annie  dostrzegła  łzy.  Pomyślała,  że  jeśli  popłyną, 

razem z nimi popłynie turkusowy cień i granatowy tusz do rzęs. Żadna panna 

młoda, bez względu na okoliczności, nie powinna być widziana z rozmazanym 

makijażem. Annie rozluźniła się. Zniknęła cała jej wola walki. 

– Więc naprawdę wyszłaś za mąż? – zapytała kuzynkę z westchnieniem. 

Bernie  kiwnęła  głową.  Harold  wyprostował  się  z  dumą.  Spojrzał  znowu 

na syna. 

–  Wszystko  odbyło  się  jak  Pan  Bóg  przykazał.  Pobraliśmy  się  dzisiaj 

rano.  Jesteście  pierwszymi  osobami,  które  mogą  nam  pogratulować  i  złożyć 

życzenia. 

Annie  spojrzała  na  Tuckera,  który  odwzajemnił  jej  spojrzenie.  Pozwolił 

jej mówić. 

RS

background image

 

16 

–  Bernie,  jeszcze  nie  jest  za  późno  –  powiedziała.  –  Koło  Clemmons 

budują nowe mieszkania. Mogłybyśmy tam pojechać w najbliższą sobotę. 

Broda  Bernice  wyraźnie  zadrżała.  Z  jej  ust  wydobył  się  pojedynczy 

szloch.  Annie  dobrze  znała  tę  sztuczkę;  jej  kuzynka  zachowała  się  dokładnie 

tak samo, kiedy ona przytaszczyła do domu pięciokilowe opakowanie suchego 

pożywienia dla kotów zamiast filetów z łososia. 

Zanim sprawy zdążyły zajść za daleko, do akcji wkroczył Tucker. 

–  Może  byśmy  poszli  wszyscy  razem  na  kolację  i  przedyskutowali 

możliwe rozwiązania? 

Młoda  para  spojrzała  na  kurczaka  i  butelkę  szampana.  Bernie  spuściła 

wzrok  na  plastikowe  kubki,  które  właśnie  przyniosła  z  łazienki.  Tucker 

podążył  za  nią  wzrokiem.  Zwrócił  uwagę  na  ręce  panny  młodej: 

jaskrawopomarańczowy lakier na paznokciach, plamy wątrobiane na dłoniach i 

błyszcząca, złota obrączka na serdecznym palcu lewej ręki. 

–  No,  dobrze.  Chodźmy  więc  przynajmniej  gdzieś,  gdzie  będzie  można 

na czym usiąść i spokojnie porozmawiać. 

Harold odchrząknął. 

– Synu, zdaje się, że nic nie rozumiesz. To moja noc poślubna. Mam inne 

plany na ten wieczór. 

Tucker  już  chciał  oponować,  ale  zdecydował,  że  lepiej  będzie  nic  nie 

mówić.  Cóż  to  da,  że  zrani  uczucia  własnego  ojca  i  obrzuci  obelgami  jego 

wybrankę.  Chociaż  nie  zamierzał  pozwolić  tej  starej  jędzy  położyć  łapy  na 

emeryturze i ubezpieczeniu ojca. 

–  Masz  rację.  Trzeba  się  z  tym  przespać  –  powiedział  i  jęknął,  słysząc 

własne słowa. 

– Zadzwonię do ciebie z samego rana, Bernice – powiedziała Annie. 

RS

background image

 

17 

–  Byle  nie  za  wcześnie  –  odpowiedziała  rudowłosa  dama,  spoglądając 

filuternie  na  pana  młodego.  –  Aha,  skarbie,  i  pamiętaj  o  świeżym  łososiu. 

Bardzo  cię  proszę,  W  ostateczności  może  być  z  puszki,  ale  to  naprawdę 

ostateczność.  I  nie  zapomnij  o  mleku.  On  lubi  pełnotłuste,  a  nie  to  wodniste 

świństwo. 

Tucker  nawet  nie  próbował  zastanawiać  się  nad  tym,  o  czym  te  kobiety 

mówią. Wyszedł na zewnątrz razem  z beżową damą. Miał uczucie, że nagle i 

niespodziewanie  znalazł  się  na  dwunastym  piętrze  dziesięciopiętrowego 

budynku. 

Bez windy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

18 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

–  Neandertalczyk?  –  Tucker  spojrzał  groźnie  na  Annie,  kiedy  tylko 

zamknęły się za nimi drzwi. 

– Nie bierz tego do siebie. Byłam zdenerwowana. 

–  Naszpikowany  sterydami?  Co  to  ma  znaczyć?  –  Zgadza  się,  na  studia 

dostał  się  dzięki  sporemu  poparciu  trenera  drużyny  futbolowej,  ale  sterydów 

nigdy nie brał. – Paniusiu, nic o mnie nie wiesz. A co byś powiedziała, gdybym 

ja nazwał cię wścibską starą panną o wdzięku buldożera? 

Posłała  mu  intensywne  spojrzenie  zza  grubych  szkieł.  Dostrzegł  w  nim 

coś  ciemnego  i  niebezpiecznego.  Po  chwili  jednak  opuściła  ramiona.  Była 

przemoczona  do  suchej  nitki.  Wyglądała  tak  żałośnie,  że  prawie  zapomniał  o 

złości, ale w końcu człowiek ma swoją dumę. 

–  Musisz  lepiej  nad  sobą  panować,  Annie  Summers  –  mruknął.  –  Ten 

tydzień  zaczął  się  paskudnie,  a  każdy  następny  dzień  jest  jeszcze  gorszy  od 

poprzedniego. 

– Aha! – Głośno przełknęła ślinę. – Ale to nie moja wina. 

– Wydaje ci się, że nie mam nic innego do roboty, tylko się zastanawiać, 

czyja to wina? Przypominam ci, że to mój ojciec; mój ojciec jest tam w środku 

z  tą  rudą,  obitą  fioletem  pułapką  na  mężczyzn.  Może  jej  się  wydaje,  że 

wygrała, ale ja nie zamierzam tego tak zostawić. 

–  Chodzi  ci  o  dbanie  o  wygody  i  hołubienie  tego  trzęsącego  się  starego 

idioty  przez  całe  jego  drugie  dzieciństwo?  –  Annie  zdjęła  okulary  i  posłała 

piorunujące  spojrzenie  swojemu  rozmówcy.  Tucker  poczuł  się  niemal  tak, 

jakby zobaczył ją nagą. I nagle dotarły do niego jej słowa. 

– Drugie co? – wysyczał przez zaciśnięte zęby. 

RS

background image

 

19 

– Nie przesłyszałeś się. Możesz mu przekazać, że się zawiedzie. –Bernice 

o nic i o nikogo nie lubi się troszczyć. Nawet o jej kocie ja muszę pamiętać. A 

jeśli chodzi o pieniądze, to ma tylko państwową emeryturę, i to niewielką. 

–  Myślisz,  że  dlatego  się  z  nią  ożenił?  Dla  pieniędzy?  –  Tucker 

przyglądał  się  Annie,  która  otworzyła  usta  i  po  chwili  zamknęła  je,  nic  nie 

mówiąc. Tucker atakował dalej: – A  może  ona jest z tych inteligentnych? Jak 

ty? O to chodzi? Nie, nie, już wiem, dlaczego tata się z nią ożenił. Olśniła go 

urodą. 

To było uderzenie poniżej pasa. Tucker wiedział o tym, ale musiał bronić 

swojego ojca przed zarzutami. Kto by stanął po stronie tego szaleńca, jeśli nie 

jego własny syn? 

–  Bernice  jest...  Ona  ma  wiele  zainteresowań.  Na  przykład  bardzo  lubi 

muzykę. I na swój sposób jest bardzo atrakcyjna. 

– Na swój sposób? 

– Jest... barwna. A to bywa zabawne. Miło mieć taką osobę koło siebie. 

Tucker  przyjrzał  się  uważnie  przemoczonemu  płaszczowi  Annie  w 

kolorze  piasku,  ciężkim  butom  z  brązowej  skóry  i  kilku  kosmykom 

ciemnokasztanowych włosów, które wysunęły się spod chustki zawiązanej pod 

brodą. Nie powiedział ani słowa, ale pod ciężarem jej spojrzenia poczuł się tak, 

jakby właśnie wyrzucił za drzwi na ulewę jej ulubionego szczeniaka. 

–  Najwyraźniej  twój  ojciec  znalazł  w  niej  coś,  czego  ty  nie  potrafisz 

dostrzec. 

– Na przykład co? Wymień chociaż jedną cechę. Tylko mi nie mów o tej 

koszmarnej fioletowej sukience. 

Annie wsunęła z powrotem okulary na nos. 

– Dziecinny jesteś, wiesz? – odparła. Miała ikrę, musiał to przyznać. 

RS

background image

 

20 

–  Zgadza  się.  Podkreślam  w  ten  sposób  mój  chłopięcy  wdzięk  – 

powiedział, uśmiechając się niedwuznacznie. 

Stali  tak  naprzeciw  siebie,  przemoknięci  do  suchej  nitki,  i  żadne  z  nich 

nie zamierzało ustąpić choćby o krok. 

A  kiedy  Tucker  przyglądał  się  Annie  wyraźnie  szukającej  ciętej  riposty, 

uzmysłowił sobie, że ona i Bernice sprowokowały go do zachowania, jakiego 

się po sobie nie spodziewał. Szczycił się tym, że jest powściągliwy i trudno go 

wyprowadzić  z  równowagi.  To  dotyczyło  zarówno  sfery  zawodowej,  jak  i 

osobistej. Poza kilkoma krótkimi przepychankami słownymi nawet rozstanie z 

Shelly odbyło się spokojnie. Zależało mu na tym przede wszystkim ze względu 

na  Jaya,  ale  nie  tylko  o  to  chodziło.  Od  pewnego  czasu  Shelly  zupełnie 

przestało zależeć na ich małżeństwie, więc nie było jak i o co się kłócić. Jedyną 

rzeczą, która się liczyła dla jego byłej żony, była ona sama. 

– Słuchaj – przerwała jego rozmyślania Annie. Jej głos brzmiał cicho, ale 

bardzo  stanowczo.  –  Przekaż  swojemu  ojcu  wiadomość  ode  mnie.  Mój 

prawnik...  to  znaczy  prawnik  mojej  kuzynki  skontaktuje  się  z  nim  jutro. 

Powiedz mu, że nie powinien... nie powinien opuszczać miasta. 

– Czyżby to była groźba? 

Ale  ta  wysoka  kobieta  z  dumnie  podniesioną  głową  już  zatrzasnęła  za 

sobą  drzwi  samochodu.  Po  kilku  próbach  silnik  zapalił.  Tucker,  wściekły  i 

zachwycony  jednocześnie,  stał  jak  wmurowany  i  patrzył  za  Annie 

wyjeżdżającą z piskiem opon z parkingu i ruszającą na południe. 

– A niech mnie! Prawnik! 

Wciąż powtarzał sobie te słowa, kiedy kilka chwil później zapalił motor, 

ruszył  za  nią  i  wyprzedził  ją  z  rykiem  silnika.  Niedawno  kilku  prawników 

wynajętych  przez  Shelly  wzięło  go  w  obroty  i  oskubało  do  suchej  nitki.  Nie 

zamierzał stać spokojnie i patrzeć, jak to samo dzieje się z jego ojcem. 

RS

background image

 

21 

Następnego  ranka  Annie  po  raz  nie  wiadomo  który  przetarła  piekące 

oczy.  Rozważała  możliwość  przejścia  na  emeryturę  w  wieku  trzydziestu 

sześciu,  łat  Ta  perspektywa  miała  dla  niej  same  zalety  i  tylko  jedną  wadę: 

poważny  niedobór  pieniędzy.  Poprzedniego  wieczora  ślęczała  kilka  godzin, 

próbując na  zmianę  rozwiązać  kadrowe  problemy  szkoły  i  zamartwiając  się  o 

Bernice. Położyła się dopiero o świcie. Wstała z łóżka z takim bólem głowy, że 

nie pomagała żadna aspiryna ani inny środek przeciwbólowy. 

Wczorajszy  dzień  trwał  zdecydowanie  za  długo.  Trzy  nauczycielki 

zgłosiły,  że  odchodzą  na  urlop  macierzyński,  a  na  dodatek  z  Waszyngtonu 

przyszły  najświeższe  instrukcje,  które  trzeba  było  przetłumaczyć  z  języka 

biurokratycznego  na  coś,  co  nawet  jej  szef,  z  jego  ograniczonym  zasobem 

słów, będzie w stanie zrozumieć. Kroplą przepełniającą czarę była oczywiście 

eskapada Bernice. 

Annie  obiecała  sobie,  że  spróbuje  się  skontaktować  z  Eddiem.  Może 

mogliby  się  spotkać.  Gdzieś  w  Azji  czy  Afryce.  Gdziekolwiek.  W  czasie 

długich  lat  narzeczeństwa  w  Annie  rosło  poczucie  zawodu.  Czasem  się 

zastanawiała,  po  co  to  wszystko  ciągnie  dalej.  Przecież  to  jedna  wielka  gra  i 

udawanie. 

Na  początku  nie  protestowała,  bo  w  jej  życiu  nie  było  nikogo  innego  i 

wydawało  się,  że  nie  będzie.  Ale  to  było  przed  pojawieniem  się  Bernice. 

Przedtem  pewnie  spędziłaby  kolejną  bezsenną  noc  na  rozkładaniu  Annie 

Summers  na  czynniki  pierwsze  i  zastanawianiu  się,  dlaczego  słuszne 

postępowanie zawiodło ją w ślepy życiowy zaułek. 

Zawsze  zbierała  celujące  oceny,  nigdy  nie  opuściła  żadnych  zajęć  w 

szkole  i  szkółce  niedzielnej.  Odstępstwa  od  tej  reguły  zdarzyły  się  tylko  dwa 

razy: raz, kiedy złamała nogę w dwóch miejscach, i potem, kiedy się poważnie 

RS

background image

 

22 

zatruła. Nigdy się nie zastanawiała nad tym, dlaczego tak postępuje. Po prostu 

tego od niej oczekiwano. 

A  dobre  stopnie?  Ciężko  na  nie  pracowała.  Z  tego  samego  powodu. 

Zawsze  była  prymuską,  co  nie  budziło  żadnych  wątpliwości.  Udzielała  się  w 

harcerstwie, była drużynową, bo tego też się po niej spodziewano. 

– Tylko od ciebie zależy, czy odwdzięczysz się społeczeństwu za to, kim 

jesteś – powtarzał jej ojciec od najwcześniejszego dzieciństwa. 

A  ona  była  posłuszna.  Nie  myśląc  wiele,  robiła  to,  czego  od  niej 

oczekiwano.  Nie  zastanawiała  się  nad  tym,  kim  tak  naprawdę  jest  Annie 

Summers.  Aż  zrobiło  się  za  późno  na  zmiany.  Wypaliła  się.  Oddała  to,  co 

miała najlepszego, poświęcając się, 

Być  może  to  poświęcenie  nie  było  wcale  takie  ogromne.  Nie  wolno  jej 

było wychodzić wieczorami i umawiać się na randki. Szczególnie zapamiętała 

jednego  chłopaka  ze  szkoły  średniej.  Wszystko  by  wtedy  oddała,  żeby  iść  z 

nim na umówione spotkanie. Nigdy jej nie zaprosił, ale być może zrobiłby to, 

gdyby wysłała w jego kierunku jakiś wyraźny sygnał. 

Najpierw  jednak  musiałaby  wiedzieć,  jak  wysłać  taki  sygnał.  Miała 

trzydzieści  sześć  lat  i  była  zaręczona  ze  społecznikiem,  który  poświęcił  się 

ocalaniu świata od widma głodu i gangreny kapitalizmu. Nie zamierzał jeszcze 

osiąść gdzieś i zacząć normalnie żyć. Nie odzywał się  od pół roku. Annie nie 

miała pojęcia, co się z nim dzieje. Chociaż musiała przyznać, że to nie było nic 

nowego. Eddie nigdy nie przepadał za pisaniem listów. 

Takie były jej doświadczenia miłosne. Więc kto jej dał prawo wtrącać się 

w  życie  Bernice?  I  twierdzić,  że  nie  powinna  uciekać  i  poślubiać  jakiegoś 

mężczyzny, bo mógłby ją wykorzystać? 

Może  oni  oboje  w  jakimś  sensie  siebie  wykorzystują?  A  przede 

wszystkim  korzystają  z  czasu,  jaki  im  jeszcze  pozostał.  Jeśli  ona,  Annie,  w 

RS

background image

 

23 

wieku Bernice będzie nadal czekała na Eddiego, być może sama rozejrzy się za 

jakimś samotnym wdowcem. 

– Zejdź z mojej nogi, ty stary kocurze. 

Odrzuciła  kołdrę  i  zepchnęła  kota,  który  często  zjawiał  się  nocą  w  jej 

sypialni  i  rozkładał  w  nogach  łóżka.  Mruczał  wtedy  jak  traktor  i  z  zacięciem 

oddawał się lizaniu wszystkich swoich skaleczeń. 

Nadal szumiało jej w głowie, ale ruszyła do kuchni, żeby nastawić wodę 

na herbatę. Wyjrzała przez okno. Zauważyła, że przestało padać, ale na niebie 

wciąż, wisiały niskie, ciemne, nabrzmiałe chmury. 

–  Oto  w  skrócie  historia  mojego  życia  –  mruknęła  do  kota,  który  usiadł 

koło  niej  i  owinął  ogonem  jej  kostki.  Pewnie  zastanawiał  się,  czy  uda  mu  się 

podciąć  jej  nogi  tak,  by  wpadła  głową  do  lodówki.  Annie  schyliła  się 

odruchowo i podrapała go za uszami. 

Zjadła  swoje  zwykłe  śniadanie  –  owoce,  herbatę  i  płatki  z  mlekiem. 

Zmusiła się do przejrzenia porannej gazety i prawie udało się jej nie myśleć o 

swoich aktualnych problemach, W końcu, jeśli spojrzeć na to obiektywnie, są 

ważniejsze rzeczy na świecie. 

Telefon  zadzwonił  w  chwili,  gdy  była  w  łazience  i  myła  zęby.  Jakby 

specjalnie  czekał  na  ten  moment.  Dobiegła  do  aparatu  dopiero  po  czwartych 

dzwonku. 

– Tak, szłuucham... – zabełkotała do słuchawki. 

– Annie, to ty? Mówi Bernice. Coś ci się stało? 

– Nie, nic. Tylko musiałam połknąć trochę pasty do zębów. Gdzie jesteś? 

Co się dzieje? Mam po ciebie przyjechać? 

Stary samochód Bernice lubił się psuć. 

– A niby czemu miałabyś po mnie przyjeżdżać? 

RS

background image

 

24 

– Nie wiem. Pomyślałam tylko... Bernice, jeszcze nie ma ósmej. Coś się 

musiało stać. 

–  Skoro  sama  o  tym  wspomniałaś,  rzeczywiście  chciałam  cię  prosić  o 

małą  przysługę.  Ale  to  zależy  od  tego,  czy  masz  trochę  wolnego  czasu. 

Mówiłaś, że zadzwonisz, prawda? 

Annie  przestąpiła  z  nogi  na  nogę  i  cierpliwie  czekała  na  jakieś 

wyjaśnienia. Bernice zawsze długo kluczyła, zanim doszła do sedna sprawy. 

–  Jest  sobota.  Mam  mnóstwo  czasu.  Jeśli  chcesz  wszystko  odwołać, 

przyjadę,  gdzie  będziesz  chciała,  i  obiecuję,  że  nie  będę  zadawała  zbędnych 

pytań. 

– Niczego nie chcę odwoływać. Zresztą już na to za późno. Powiem ci w 

sekrecie, że Harold nie potrzebuje żadnej viagry ani niczego w tym rodzaju. 

– Czego? 

– No, wiesz. W kółko o tym ostatnio gadają w telewizji. 

–  Bernie,  o  czym  ty,  u  licha...  Zresztą  nie,  nic  nie  mów.  Nie  chcę 

wiedzieć. 

–  Och,  do  czorta,  wiedziałam,  że  się  będziesz  tak  zachowywać.  Zawsze 

taka jesteś. 

–  Czyli  jaka?  –  wrzasnęła  Annie,  wymachując  szczoteczką  do  zębów.  – 

Nie jestem taka ani żadna. Przestań opowiadać bzdury i powiedz wreszcie, o co 

ci chodzi. 

– Tylko czekasz, żeby mi oznajmić z triumfem: „a nie mówiłam". Jesteś 

dokładnie taka sama jak twój ojciec, wiesz? 

Annie  miała  na  końcu  języka  słowa  protestu,  ale  się  powstrzymała.  To 

nie był odpowiedni moment na kłótnię. 

–  Bernie,  po  co  dzwonisz?  –  zapytała  tak  spokojnie,  jak  tylko  w  tym 

momencie  potrafiła.  Zaraz  jednak  dodała  wbrew  sobie:  –  Jak  tato,  mówisz? 

RS

background image

 

25 

Wcale  nie  jestem  do  niego  podobna.  Tato  był  najmilszym,  najłagodniejszym 

człowiekiem na ziemi. 

– Może i był. Ale czasami miało się go po dziurki w nosie. 

– O co chodzi, Bernie? 

–  O  syna  Harolda.  Spotkałaś  go  wczoraj.  Zjawił  się  tu  równocześnie  z 

tobą, nie pamiętasz? 

– Pamiętam, pamiętam – warknęła Annie. 

Pamiętała  go  aż  za  dobrze.  Właśnie  to  wspomnienie  nie  pozwoliło  jej 

zasnąć przez pół nocy. 

– Więc słuchaj! Harold próbuje się do niego dodzwonić od samego rana, 

ale bezskutecznie i... 

–  Mam  do  niego  pojechać  i  sprawdzić,  czy  nic  mu  się  nie  stało,  tak? 

Bernie, ty chyba kompletnie postradałaś zmysły. 

– Prawdopodobnie wszystko jest u niego w porządku. Czemu miałoby nie 

być?  Chodzi  tylko  o  to,  że  Harold  zapomniał  wziąć  lekarstwo  regulujące 

ciśnienie  i  nie  może  sobie  przypomnieć  numeru  telefonu  komórkowego 

Tuckera.  Nie  zapisał  go  w  swoim  notesie,  a  w  książce  telefonicznej  także  go 

nie  ma.  Więc  skoro  nie  idziesz  dzisiaj  do  szkoły,  to  może  byś  podjechała  do 

Tuckera  do  pracy  i  poprosiła,  żeby  przywiózł  ojcu  lek  do  motelu?  Harold 

mówi, że powinien leżeć w kuchni na parapecie. 

Annie westchnęła ciężko, ale postanowiła jeszcze się nie poddawać. 

– A czemu Harold sam nie pojedzie po lekarstwo? – powiedziała, czując, 

jak coraz mocniej zaciska zęby. 

– Bo nie może i już. Annie, zrób to dla mnie, błagam! Nigdy więcej cię o 

nic nie poproszę. Obiecuję. 

– Nie opowiadaj bzdur. A twój kot? 

– Zabiorę go, jak tylko Harold i ja znajdziemy sobie jakiś dom. 

RS

background image

 

26 

Annie  wcale  nie  była  pewna,  czy  chce  się  pozbyć  swojej  kuzynki  ani 

nawet  kota  kuzynki.  Ktoś  w  rodzinie  Summersów  powinien  ponosić 

odpowiedzialność  za  resztę  członków  rodziny,  zwłaszcza  tych,  którzy  sami 

dysponowali  niewielką  ilością  zdrowego  rozsądku.  Wypadało  na  nią.  Eddie 

będzie musiał to zaakceptować. 

I  dlatego  właśnie  kilkadziesiąt  minut  później  grzęzła  w  błocie 

rozjeżdżonym  przez  ciężarówki.  Dotarła  do  drzwi  blaszanego  brązowego 

baraku,  na  których,  ku  własnemu  zaskoczeniu,  znalazła  tabliczkę  z  napisem: 

„Dennisbud".  Ciekawe,  o  którego  Dennisa  chodziło.  Ojca  czy  syna?  A  może 

obu? 

Z drugiej strony to nie miało najmniejszego znaczenia. 

Nim  zdążyła  zapukać,  drzwi  otworzył  ktoś  od  środka.  Annie  zachwiała 

się i o mało nie upadła, bo stopień był śliski od błota. 

– Co znowu? – wrzasnął na jej widok Tucker Dennis. 

– Nie wyżywaj się na mnie, z łaski swojej. Przyszłam tu tylko na prośbę 

twojego ojca. 

–  Pewnie.  A  może  na  moją  prośbę  zabrałabyś  do  siebie  tę  swoją 

kuzyneczkę. 

–  Jak  chcesz.  Powiem  żonie  twojego  ojca,  że  nie  zamierzasz  przywieźć 

mu lekarstwa na nadciśnienie. A tak na wszelki wypadek, może byś mi podał 

nazwisko jego lekarza? 

–  Jakie  znowu  lekarstwo  na  nadciśnienie?  –  Tucker  szerzej  otworzył 

drzwi i mruknął: – Równie dobrze możesz wejść do środka. 

Weszła,  ale  tylko  dlatego,  że  nie  była  pewna  reakcji  Tuckera  na  jej 

odmowę.  Może  by  ją  złapał  za  ramię  i  wciągnął  do  środka  siłą?  Wyglądał  na 

człowieka zdolnego do takiego zachowania. 

RS

background image

 

27 

Wnętrze baraku prezentowało się nie lepiej niż całe otoczenie. Jeden kąt 

zastawiony  był  pudłami.  Oprócz  nich  było  tu  jeszcze  szare,  metalowe  biurko, 

ciemnozielona  komoda  z  szufladami,  odrapana  deska  kreślarska  i  dwa 

krzesełka  pomalowane  na  brązowo.  Kolorystykę  urozmaicały  kupki 

rudoczerwonego  błota  oraz  rząd  roboczych  kasków  zawieszonych  na  małej, 

zardzewiałej  lodówce.  Dwa  z  nich  były  białe  i  po  jednym:  niebieski, 

pomarańczowy i żółty. 

– Siadaj – mruknął Tucker, wskazując jedno ze zniszczonych dębowych 

krzesełek. – Mam ci kilka rzeczy do powiedzenia. 

– Lekarstwo. 

– Zaraz. 

Wzięła  głęboki  wdech  i  powtarzała  sobie  w  myślach  wszystkie  zasady, 

które  dotąd  rządziły  jej  życiem.  Problem  polegał  na  tym,  że  swoje 

dotychczasowe  życie  spędziła  wśród  spokojnych,  cywilizowanych  ludzi.  Nie 

była  przygotowana  na  spotkanie  z  takim  nieokrzesanym,  jeżdżącym  na 

motorze  budowlańcem.  Zwłaszcza  na  spotkanie  w  takim  otoczeniu:  w 

wątpliwej  urody  blaszanym  baraku  ustawionym  gdzieś  na  błotnistym 

pustkowiu. 

Usiadła prosto, skrzyżowała nogi  w  kostkach, dłonie położyła na udach. 

Niestety,  nic  nie  mogła  poradzić  na  rumieniec,  który,  czuła  to,  zabarwił  jej 

policzki. 

Tucker  rozciągał  palce  zesztywniałe  od  godzin  pracy  przy  desce 

kreślarskiej.  Osądził,  że  to  prawdopodobnie  początki  reumatyzmu.  Wilgoć, 

niestety,  jeszcze  pogarszała  sytuację.  Przyjrzał  się  uważnie  kobiecie  siedzącej 

naprzeciwko.  Wcale  tego  nie  chciał,  ale  musiał  przyznać,  że  pomylił  się  w 

swojej  wcześniejszej  ocenie.  Była  młodsza,  niż  mu  się  wczoraj  wydawało.  I 

RS

background image

 

28 

ładniejsza. Niestety, płaszcz i buty miała tak samo brzydkie jak poprzedniego 

wieczora. Nie zmieniło się też jej usposobienie. 

– Czego ode mnie chcesz? 

– Jedź do domu, weź lekarstwo ojca i zawieź mu je do motelu. Chyba... 

– Jak to: chyba? 

–  Tyle  powiedziała  mi  Bernice.  Nie  odbierałeś  telefonu,  ojciec  nie 

pamiętał  numeru  twojej  komórki,  więc  Bernice  zadzwoniła  do  mnie  i 

poprosiła, żebym ci wszystko przekazała. 

– Harold zna numer telefonu na budowie. 

Annie wzruszyła ramionami. 

– Wiem tylko to, co ci powiedziałam. Jeśli jesteś zbyt zajęty, zadzwonię 

do Bernice i przekażę jej to. 

– Przestań tyle gadać! 

Annie  zamilkła.  Było  jej  zimno,  bolała  ją  głowa,  a  w  dodatku  w  tym 

mężczyźnie  było  coś,  co  ją  niezwykle  irytowało.  Zasadniczo  jej  kontakty  z 

ludźmi  można  było  analizować  na  płaszczyźnie  intelektualnej.  Natomiast 

reakcja  na  Tuckera  Dennisa  takiej  analizie  się  nie  poddawała.  Miała  ochotę 

chwycić go za ręce i potrząsnąć nim ze wszystkich sił! 

– Mogę podkręcić ogrzewanie, jeśli jest ci zimno. 

– Dziękuję, ale zaraz idę. Wzruszył ramionami. 

– Jak chcesz. Zdawało mi się, że zmarzłaś. 

Na  zewnątrz  znowu  lało.  Słychać  było  bębnienie  deszczu  o  metalowy 

dach  i  ściany  baraku.  Hałas  uniemożliwiał  normalną  rozmowę.  W  dodatku 

Annie czuła, że ból głowy się nasila. Skrzywiła się odruchowo. 

Tucker próbował przekrzyczeć deszcz: 

– Słuchaj, pojadę, jak tylko deszcz się trochę uspokoi. 

– Słucham? 

RS

background image

 

29 

Zdjęła okulary i przetarła oczy rękoma. Tucker po raz drugi pomyślał, że 

bez okularów Annie wygląda wyjątkowo delikatnie. 

– Mówiłem. 

Zamiast  powtórzyć  swoje  słowa,  wstał,  minął  ją  i  zwiększył  moc 

ogrzewania. Zauważył, że tego dnia Annie nie ma chustki. Stał przez chwilę i 

patrzył na opuszczoną głowę, nagą szyję widoczną w rozchylonym kołnierzu i 

wilgotny kosmyk włosów, który wysunął się z koka. Pomyślał, że ma tak białą 

skórę, jakby nigdy nie była na słońcu. 

–  Boli  cię  głowa?  –  zapytał.  Własny  głos  zabrzmiał  jego  zdaniem  dość 

szorstko. 

Wrażenie kruchości zniknęło w mgnieniu oka. Annie wyprostowała się i 

hardo  spojrzała  mu  w  oczy.  Tucker  przypomniał  sobie,  że  kiedy  jego  matka 

miała silne bóle głowy, ojciec zwykle masował jej kark i ramiona. Zastanawiał 

się, kto robi masaż tej kobiecie. Czy w ogóle ktokolwiek ją masował? 

Po czym zaczął się zastanawiać, dlaczego się nad tym zastanawia. 

Kilka  minut  później  deszcz  się  trochę  uspokoił.  Annie  odjechała. 

Powtarzała  sobie,  że  zrobiła  wszystko,  co  do  niej  należało.  Jeśli  Haroldowi 

gwałtownie  skoczy  ciśnienie,  to  nie  będzie  jej  wina,  tylko  Tuckera.  Przecież 

nie może włamać się do jego domu i sama zawieźć choremu lekarstwo. Nawet 

nie wiedziała, gdzie Tucker mieszka. 

Ulżyło  jej,  kiedy  wjeżdżając  na  autostradę,  zauważyła,  że  spod  budowy 

rusza  jedna  z  ciężarówek  z  logo  Dennisbudu  na  drzwiach.  Najwyraźniej  w 

Tuckerze tkwiły przynajmniej okruchy przyzwoitości. 

Charakterniak z niego. Tego terminu używał jej ojciec w odniesieniu do 

zatwardziałych kryminalistów i piratów drogowych. Od lat już go nie słyszała. 

–  Rany,  Annie,  zaczynasz  operować,  anachronizmami  –mruknęła  pod 

nosem. 

RS

background image

 

30 

Dwudziestodwuletnia  sekretarka  z  jej  szkoły  nieraz  już  jej  powtarzała: 

„Annie, zacznij żyć". 

Dobra rada! Annie starała się ze wszystkich sił, ale to najwyraźniej było 

jeszcze za mało. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

31 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Małżeństwo  zostało  zawarte  zgodnie  z  wszelkim  wymogami  prawa. 

Państwo młodzi byli co prawda wiekowi, ale zdrowi na umyśle. Chociaż co do 

tego ostatniego Annie miała w głębi ducha pewne wątpliwości. 

Tucker  zresztą  również.  Dał  to  jasno  do  zrozumienia,  kiedy  dzień  czy 

dwa później pojawił się u Annie po zapasowe okulary Bernice do czytania. 

Kiedy  Annie  wjechała  na  podjazd,  siedział  na  schodach  pod  drzwiami. 

Była  zmęczona,  głodna,  obarczona  stertą  książek,  toreb  z  zakupami  i 

wieszaków  z  ubraniami  odebranymi  z  pralni.  Posłała  więc  Tuckerowi 

wymowne,  pełne  wyrzutu  spojrzenie.  Tym  razem  nie  miała  bólu  głowy,  ale 

ostatni dzień przed wiosennymi feriami okazał się koszmarem, zresztą zgodnie 

z  przewidywaniami.  W  dodatku  całe  to  zamieszanie  wokół  Bernie  oznaczało, 

że niestety będzie musiała zrezygnować z kilkudniowego wyjazdu. A tak na to 

czekała! 

– Jeśli twojemu ojcu się wydaje, że u boku Bernice uwije sobie przytulne 

gniazdko, to się zawiedzie. Moja kuzynka ma trudny charakter. 

– Nie wątpię. 

Miała  wrażenie,  że  chciał  powiedzieć  więcej,  ale  w  ostatniej  chwili  się 

powstrzymał.  Bez  słowa  wziął  od  niej  ubrania  i  wszedł  za  nią  do  domu. 

Rozejrzał się uważnie dookoła, szukając miejsca, gdzie mógłby zrzucić ciężar. 

Annie  wskazała  mu  wieszak  stojący  pomiędzy  lustrzanymi  drzwiami  a 

wejściem do frontowego salonu. W  domu Annie były dwa salony: frontowy i 

słoneczny.  Pierwszy  miał  nieszczelne  okna,  natomiast  wątpliwą  ozdobę 

drugiego stanowił popękany sufit. 

Przechodząc  przez  przedpokój,  potrąciła  parę  małych  kulek  z  brązu 

połączonych  łańcuszkiem,  jedną  z  zabawek  Zena.  Kopnęła  je  na  bok,  zbyt 

RS

background image

 

32 

zmęczona, by się po nie schylić i odłożyć do koszyka Zena. Lubiła zwierzęta, 

ale  ten  kocur  znajdował  iście  diabelską  satysfakcję  w  wytrącaniu  jej  z 

równowagi. 

–  Dobrze,  o  co  chodzi tym  razem?  Twój  ojciec  zapomniał  zabrać  ciepłe 

skarpetki? – zapytała. 

Marzyła  o  tym,  by  zdjąć  z  siebie  służbowy  strój,  włożyć  szlafrok  i 

wygodne kapcie, zaparzyć sobie filiżankę truskawkowej herbaty i „wyluzować 

się",  jak  nazywały  to  dzieciaki  w  szkole.  Cokolwiek  to  znaczyło,  brzmiało 

odpowiednio. Kojarzyło się jej z nirwaną. A tego właśnie potrzebowała. 

– Twojej kuzynce potrzebne są okulary. 

–  O  ile  mnie  pamięć  nie  myli,  miała  je  na  nosie,  kiedy  się  ostatnio 

widziałyśmy – odpowiedziała Annie, zdejmując własne okulary i zamykając na 

chwilę oczy. To nie pomogło. Kiedy je otworzyła, Tucker nadal tu był. 

– Wiem tylko to, co ci powiedziałem. 

–  Czy  myślisz,  że  może  chodzić  o  okulary  do  czytania?  Krępuje  się  je 

nosić przy obcych. 

Były  dużo  silniejsze  niż  te  codzienne  w  fioletowych  oprawkach.  Bernie 

nakładała  je  tylko  i  wyłącznie  wtedy,  kiedy  zabierała  się  do  studiowania 

programu  telewizyjnego.  Brała  wtedy  żółty  marker  Annie  i  zaznaczała  nim 

interesujące ją programy. 

– Nie wiem. Zadzwoń do niej i zapytaj. Cały dzień nie mogła się z tobą 

skontaktować. 

– Dobrze wie, jak i gdzie mnie złapać. To był ostatni dzień przed feriami. 

Siedziałam w szkole do wieczora. Mogła zadzwonić i zostawić wiadomość. 

Tucker wzruszył ramionami. Dopiero teraz zauważyła, jaki jest szeroki w 

barach. 

– Jesteś nauczycielką? 

RS

background image

 

33 

– Nie do końca. Wicedyrektorką szkoły. 

Tucker dobrze o tym wiedział. Po prostu drażnił się z nią, ale ona nie dała 

się wyprowadzić z równowagi. Stała obojętnie, w jednej ręce trzymała książki, 

a  w  drugiej  torby  z  zakupami  i  pozwalała  się  lustrować  od  stóp  do  głów. 

Cokolwiek  Tucker  myślał,  szczęśliwie  zachował  to  dla  siebie.  Z  bólem  zdała 

sobie  jednak  sprawę,  że  jego  opinia  o  niej  zapewne  nie  była  specjalnie 

pochlebna. 

– Dobrze. Poczekaj tu, a ja pójdę poszukać tych okularów.  

Położyła książki na stoliku i pomaszerowała do kuchni, gdzie pozbyła się 

zakupów. Głównie były to jabłka. Nagle zorientowała się, że Tucker stoi tuż za 

nią. 

– Czy mogłabyś się pospieszyć? Dziś wieczorem ma zadzwonić mój syn. 

Stracę co najmniej godzinę na dostarczenie okularów do motelu. 

Annie  nic  na  to  nie  powiedziała,  tylko  zaczęła  szukać  okularów. 

Sprawdziła  wszystkie  miejsca,  gdzie  mogły  się  znajdować.  Niestety,  Bernie 

słynęła z bałaganiarstwa i niezorganizowania. 

– Mógłbyś zajrzeć do szuflady w stoliku pod telefonem? To było ostatnie 

miejsce, gdzie mogły się znajdować, ale 

Annie czuła, że musi odetchnąć swobodniej. Chciała się pozbyć Tuckera 

choćby na chwilę. 

Wspomniał o synu. Czyżby był żonaty? 

To  nie  miało  znaczenia.  Mimo  to  była  nieco  zaskoczona.  Nie  zrobił  na 

niej wrażenia domatora. Zwłaszcza wtedy, kiedy zajechał motorem pod motel i 

zaprezentował ten swój tygodniowy zarost. 

Od tamtej pory zdążył się już ogolić. Annie przypominała sobie teraz, że 

kiedy  pojechała  następnego  dnia  na  budowę,  jego  policzki  były  świeżo 

RS

background image

 

34 

ogolone. Może i nie był  z niego taki prawdziwy charakterniak. Chociaż wiele 

mu do tego nie brakowało. 

– To chyba nie... 

Annie drgnęła i okręciła się gwałtownie na pięcie. 

– Nie usłyszałam cię. 

– Przepraszam. W mokrych butach człowiek się bardzo cicho skrada. 

Trzymał  w  ręce  parę  okularów  w  złotej  oprawce.  Znalazł  je  tam,  gdzie 

były,  gdy  wprowadziła  się  do  tego  domu.  Nie  wiedziała  wtedy,  co  z  nimi 

zrobić, więc je po prostu zostawiła w szufladzie. Nie potrafiła się zdobyć na to, 

żeby je wyrzucić. Należały do jej ojca. 

–  Nie,  to  nie  te.  Okulary  Bernie  są  okrągłe,  w  ciemnobrązowej 

plastikowej oprawce. I mają pasteloworóżowy sznureczek. 

–  Jaki  znowu  sznureczek?  –  zapytał,  odruchowo  podtrzymując  torbę  z 

jabłkami, która o mało się nie przewróciła. 

– Wiesz, takie coś, co zakłada się na szyję, żeby nie zgubić okularów. 

– Dlaczego w takim razie się zgubiły i musimy ich szukać?  

Niesamowite!  Tucker  się  uśmiechał!  Trwało  to  tylko  ułamek  sekundy, 

niemniej było całkiem miłe. 

–  Jeśli  poczekasz  jeszcze  chwilę,  to  pobiegnę  na  górę  i  sprawdzę  w  jej 

pokoju. 

– Dobrze. A ja tymczasem rozpakuję te jabłka. Te plastikowe torby nie są 

zbyt pewne. 

–  Znalazłam  je!  –  krzyknęła  kilka  minut  później,  będąc  w  połowie 

schodów.  –  Czy  mógłbyś  też  wziąć  pocztę  Bernice,  skoro  i  tak  do  nich 

jedziesz? 

Tucker  ułożył  jabłka  w  misce,  którą  postawił  na  kuchennym  stole. 

Poczęstował  się  jednym.  Kiedy  weszła,  uważnie  studiował  zdjęcie  Eddiego 

RS

background image

 

35 

trzymającego  na  rękach  nagie,  ciemnoskóre  dziecko  i  mrużącego  oczy  w 

ostrym  słońcu.  Annie  umieściła  zdjęcie  w  ramce  z  magnesem,  dzięki  czemu 

całość doskonale trzymała się na drzwiach lodówki. Chciała mieć pod ręką coś, 

co  będzie  jej  nieustannie  przypominało  o  mężczyźnie,  o  którym  tak  łatwo 

zapominała. 

Tucker wziął od niej listy i rzucił na nie okiem. 

–  Związek  Emerytów  i  Rencistów,  Olimpiada  Specjalna  i  katalog 

„Mężczyźni Świata". Nie ma co, niezła z niej zawodniczka. 

Oczy  Annie  zalśniły  chłodnym  blaskiem.  Tucker  pomyślał,  że  zasłużył 

sobie na to. Jego maniery ostatnio szwankowały. 

– Przepraszam. Czy coś ci jeszcze przekazać? 

Włożył  listy  do  kieszeni  spodni  i  czekał.  Wiedział,  że  Annie  będzie 

chciała mieć ostatnie słowo. Znał ten typ kobiet. 

–  Tylko  jedno.  Zapytaj  swojego  ojca,  jak  długo  zamierza  trzymać  moją 

kuzynkę w tym nieszczególnym miejscu. 

– A czemu pytasz?  Kuzynka się skarżyła? Zabawne, ale kiedy ją ostatni 

raz widziałem, wyglądała na całkiem zadowoloną. 

–  Bernie  nigdy  się  nie  skarży.  –  Tucker  uniósł  brew  na  te  słowa.  –  Co 

bynajmniej nie oznacza, że twój ojciec nie zamydlił jej oczu. 

– Pewnie ją zaczarował, co? 

– Słucham? 

– No, wiesz, czarodziejska różdżka, abrakadabra. 

– Wiem, o czym mówisz! 

– Aha. Wiesz, czytałem o tym w jednym z komiksów mojego syna. 

– Jakoś nie jestem tym zdziwiona. 

– Ejże, a co ty wiesz o komiksach? Byłabyś zaskoczona, jak dużo można 

się z nich nauczyć. 

RS

background image

 

36 

Annie  wzniosła  oczy  do  góry.  Tucker  nie  mógł  nie  zachwycić  się  ich 

wielkością  i  kolorem.  Zastanawiał  się  przez  chwilę,  czy  nosi  czasem  szkła 

kontaktowe  zamiast  okularów.  Szybko  jednak  doszedł  do  wniosku,  że  to  nie 

byłoby w jej stylu. Mogła mieć wiele wad, ale próżność na pewno do nich nie 

należała.  A  szkoda,  bo  miała  na  przykład  wspaniałe  pęciny  i  szczupłe  kostki. 

Psuła cały efekt, nosząc niezgrabne buty– na grubych podeszwach. 

Podała  mu  okulary.  Zaczął  je  upychać  do  tej  samej  kieszeni,  do  której 

włożył listy. Po chwili jednak zrezygnował z tego pomysłu. 

– Pewnie nie masz żadnego etui. 

– Nie, nie mam. 

–  To  nic.  Wrzucę  je  do  skrzynki  na  narzędzia.  Tam  powinny  być 

bezpieczne – powiedział z niewzruszoną miną. 

– Poczekaj! – zawołała. – Znajdę coś. 

– Daj sobie spokój. Zawieszę je na lusterku wstecznym. Dobrze? 

Potrafiła się gniewać, co do tego nie było wątpliwości. Nic dziwnego, że 

od takiej zgorzkniałej starej panny uciekła nawet jej własna kuzynka. Musiało 

się  z  nią  piekielnie  niełatwo  żyć.  A  Harold,  cokolwiek  by  o  nim  powiedzieć, 

nie był przynajmniej kłótliwy. 

Annie  zawinęła  okulary  w  mały  ręczniczek,  po  czym  praktycznie 

wypchnęła  Tuckera  za  drzwi.  On  również  był  całkiem  zadowolony  z  tego,  że 

nie musi jej już oglądać. 

Niestety,  Annie zdążyła  wszystko popsuć. Stojąc w drzwiach, rzuciła za 

nim: 

–  Dziękuję,  że  fatygowałeś  się  po  okulary  Bernice.  Jestem ci  wdzięczna 

za  odwiezienie  ich do  motelu.  Gdybyś  się  czegoś  nowego  dowiedział,  bardzo 

cię proszę, daj mi znać. 

– Na przykład czego? 

RS

background image

 

37 

–  Na  przykład,  gdzie  zamierzają  mieszkać.  I  inne  tego  rodzaju  rzeczy. 

Nie  przypuszczam,  żeby  nawet  ktoś  taki  jak  twój  ojciec  planował  na  zawsze 

zostać w motelu. 

– Raczej nie. Tato zwykle miał niezły gust, chociaż teraz zaczynam w to 

trochę  powątpiewać.  –  Annie  wyraźnie  się  zjeżyła  i  gotowa  była  znowu 

przystąpić do kłótni. Na szczęście Tucker załagodził nieco sytuację, dodając: – 

Dobrze.  Jak  tylko  się  czegoś  dowiem,  zadzwonię  do  ciebie.  Obawiam  się 

jednak,  że  to  nie  nastąpi  szybko.  Harold  potrafi  być  bardzo  uparty.  Próba 

storpedowania  jego  nocy  poślubnej  nie  była  specjalnie  taktownym 

posunięciem. 

–  Nie  zrzucaj  winy  na  mnie.  Ja  tylko  próbowałam  uratować  swoją 

kuzynkę. 

–  A  ja  ojca.  Może  zachowałbym  się  inaczej,  gdyby  Harold  powiedział 

wcześniej,  że  coś  takiego  się  szykuje.  Kilka  razy  wspominał  kogoś  o  imieniu 

Bernie, ale myślałem, że to jakiś kolega, z którym ucina sobie partyjki pokera. 

Annie nie zamierzała przyznać się Tuckerowi, że ona już dawno w ogóle 

przestała  słuchać,  co  mówi  Bernie.  W  milczeniu  patrzyła,  jak  jej 

niespodziewany  gość  idzie  chodnikiem,  omija  dziurę  wybitą  w  betonie  przez 

korzenie wielkiego dębu, i wychodzi przez furtkę, która stanowiła jej dumę. To 

jedyna na tej ulicy bramka z kutego żelaza będąca w idealnym stanie. 

Dopiero  po  dłuższej  chwili  zorientowała  się,  że  nadal  stoi  w  progu,  nie 

odrywając  wzroku  od  Tuckera.  Podziwiała  jego  szerokie  ramiona  ponad 

szczupłymi,  muskularnymi  pośladkami  oraz  sposób,  w  jaki  się  poruszał. 

Weszła  do  środka  i  zatrzasnęła  za  sobą  ciężkie  drzwi  tak  energicznie,  że 

zadygotały wszystkie wprawione w nie szybki. 

– Kobieto, ty się lepiej weź w garść – mruknęła do siebie.  

RS

background image

 

38 

Tucker  nie  wiedział,  co  robić.  Czuł  się  częściowo  odpowiedzialny  za 

kłopoty,  w  jakie  wpakował  się  jego  ojciec.  Poświęcał  mu  ostatnio 

zdecydowanie  za  mało  uwagi.  Znał  statystyki  na tyle  dobrze,  by  wiedzieć,  że 

samotne kobiety przewyższają liczbą mężczyzn. A jego ojciec ostatnio znowu 

był wolny i do wzięcia. 

Przy  okazji  zdał  sobie  sprawę  z  tego,  że  sam  musi  stanowić  łakomy 

kąsek.  Na  szczęście  unikał  miejsc,  gdzie  mógłby  zostać  namierzony  i 

upolowany. Harold chciał go kilkakrotnie wziąć na tańce, ale za każdym razem 

był albo zbyt zajęty, albo zbyt zmęczony. 

Chociaż  kiedy  teraz  o  tym  myślał,  to  dochodził  do  wniosku,  że  ojciec  z 

ulgą  przyjmował  jego  odmowy.  Może  nie  chciał  ciągnąć  ze  sobą  syna,  bo  to 

niekorzystnie  wpływało  na  jego  kontakty  z  kobietami.  Pewnie  zapraszał  go 

tylko dlatego, że chciał być uprzejmy. Albo było mu żal syna. 

Tucker kilka razy wracał do tego myślą. Dlaczego człowiek, który sam, z 

własnej i nieprzymuszonej woli wybrał los samotnika, miałby wzbudzać litość? 

Z drugiej strony to nie on wybierał.  To Shelly chciała rozwodu. Zgodził 

się głównie ze względu na Jaya. Nie chciał, by chłopiec musiał znosić te ciche 

bitwy,  jakie  się  między  nimi  od  pewnego  czasu  regularnie  toczyły.  Pozwolił 

żonie wziąć wszystko: samochód, dom wraz ze świeżo wykończonym biurem 

nad podwójnym garażem; wszystko, z wyjątkiem jednego. 

Walczył  zacięcie  o  prawo  do  opieki  nad  Jayem,  ale  decyzją  sądu  to 

Shelly  została  główną  opiekunką  chłopca.  Tucker  nie  miał  nawet  domu 

odpowiedniego  dla  dziecka.  Shelly  znalazła  szkołę  w  Connecticut,  która 

przyjmowała dzieci z rozbitych rodzin. Przekonała Tuckera do tego pomysłu i 

zobowiązała do płacenia czesnego. Teraz jeszcze musiał uporać się z własnym 

poczuciem  winy,  że  nie  był  w  stanie  zapewnić  synowi  szczęśliwego  i 

spokojnego dzieciństwa. 

RS

background image

 

39 

Doszedł  do  wniosku,  że  na  dłuższą  metę  mężczyzna  jest  szczęśliwszy, 

żyjąc  bez  kobiety.  Pozostawał  oczywiście  problem  seksu,  ale  Shelly  i  tak 

potrafiła  mu  zatruć  życie  w  tym  zakresie.  Kiedy  skończył  się  ich  miesiąc 

miodowy, nigdy nie miała ochoty na seks. Nie będąc z nikim na stałe, zubożał 

swoje  życie  towarzyskie,  ale  dla  Shelly  życie  towarzyskie  oznaczało  jedynie 

przebieranki w eleganckie stroje i wyprawy na nudne przyjęcia. Któregoś razu 

poprosił,  by  poszła  z  nim  i  Jayem  na  mecz  koszykówki.  W  odpowiedzi 

spojrzała na niego jak na kompletnego szaleńca. 

Zrobiło się późno. Czuł rosnące znużenie. Pogoda również nie podnosiła 

go na duchu. Przyszło mu do głowy, że mógłby rozpalić ogień. Uznał jednak, 

że  szkoda  zawracać  sobie  tym  głowę.  Poza  tym  musiałby  najpierw  usunąć 

popiół  z  kominka  i  przynieść  drewno.  Siedział  więc  naprzeciw  małego, 

zimnego paleniska w smutnym, pomalowanym na biało pokoju i czytał gazetę, 

która  go  nie  interesowała.  W  końcu  upuścił  ją  na  podłogę  obok  fotela,  oparł 

wygodniej  głowę  i  zamknął  oczy.  Nie  pracował  dzisiaj  fizycznie,  więc  nie 

rozumiał,  dlaczego  jest  taki  zmęczony.  Być  może  potrzeba  mu  witamin  czy 

czegoś w tym rodzaju. Zjadł jedno z jabłek Annie. Na dobry początek. 

Musiał przysnąć, bo kiedy zadzwonił telefon, zebranie się w sobie zajęło 

mu jakąś minutę. W słuchawce usłyszał głos syna, który przypomniał mu jego 

rozmyślania  o  samotności.  W  jednej  chwili  zdał  sobie  sprawę  z  tego,  jak 

bardzo jest nieszczęśliwy. 

– Jak leci, synu? Co w szkole? A jak było na obozie wędkarskim? 

Słuchał,  komentował  relację  chłopca  w  odpowiednich  momentach  i 

próbował sobie wyobrażać każdą złapaną rybę, każde ognisko, każdy dowcip. 

Żałował, że nie jest już częścią tego wszystkiego. 

– Tato, potrzebne mi nowe kalosze. Nogi mi urosły o cały numer. 

– Jak trzeba, to trzeba. A co z butami? 

RS

background image

 

40 

– Mam. Dostałem je od kolegi za trzy kompakty. Całkiem nowe i bardzo 

mocne. 

–  Powiedz  matce,  żeby  kupiła  ci  wszystko,  co  potrzebne.  Rozliczę  się  z 

nią. 

– Mama jedzie właśnie do Neapolu. Mówiła, że zadzwoni, ale jeszcze się 

nie odezwała. 

– Do Neapolu we Włoszech czy na Florydzie? 

– A jest też Neapol we Włoszech? 

– Przynajmniej był jeszcze jakiś czas temu. 

–  Aha,  ale  mama  pojechała  z  przyjaciółmi  na  Florydę.  Jej  znajomy  ma 

tam  dom.  Mama  mówi,  że  ta  chata  jest  rewelacyjna,  z  basenem  i  całą  resztą. 

Hej, a mówiłem ci, że dostałem piątkę z klasówki z matmy? 

Jay nigdy nie miał problemów z matematyką. O inne przedmioty Tucker 

nie  pytał.  Gdyby  było  coś  nie  w  porządku,  i  tak  szybko  by  się  o  tym 

dowiedział. 

Porozmawiali  jeszcze  trochę  o  rybach,  łowieniu  na  przynętę  i  wędce, 

która wymagała reperacji. Tucker wiedział z doświadczenia, że naprawa starej 

będzie  kosztowała  niemal  tyle,  co  kupno  nowej.  Dlatego  postanowił  sprawić 

synowi  nową  wędkę,  a  starą  zostawić,  by  Jay  nauczył  się  sam  naprawiać 

sprzęt. 

Na  koniec  Jay  zapytał  o  dziadka.  Tucker  przez  chwilę  zastanawiał  się, 

czy opowiedzieć mu o ostatnich wypadkach, ale w końcu zrezygnował. Po co 

chłopca  przedwcześnie  martwić.  To  małżeństwo  prawdopodobnie  się 

rozpadnie, zanim Jay przyjedzie tu na wiosenne wakacje. 

Lepiej,  żeby  się  rozpadło  jak  najszybciej.  Jeśli  Harold  liczył  na  to,  że 

wróci do swojego dawnego pokoju i zamieszka tam razem z tą kobietą, to się 

przeliczy.  Pięć  skromnych  pokojów  wystarczało  od  biedy  dwójce  mężczyzn, 

RS

background image

 

41 

których od czasu do czasu odwiedzało dziecko. Tucker nie zamierzał pozwolić, 

by jakaś kobieta zburzyła ten spokój. 

Na  budowie  błoto  wyschło  na  tyle,  że  można  było  myśleć  o  podjęciu 

przerwanych prac. Tucker modlił się tylko, żeby znowu nie zaczęło padać. 

Wsiadł  na  motor  i  ruszył  zadowolony  przez  teren,  który  jego  wspólnik 

ochrzcił  mianem  „Jezioro  Półksiężyca",  a  to  z  powodu  małej  glinianki  o 

dziwnym kształcie. Partner Tuckera, Dean Barger, kupił te tereny na licytacji i 

zaraz potem zaczął szukać firmy budowlanej. 

Tucker  był  wtedy  świeżo  po  rozwodzie  i  potrzebował  jakiegoś  zajęcia. 

Musiał oderwać myśli od rodziny, która mu się właśnie rozpadła. Przyjął ofertę 

z  ochotą.  Dean  chciał  budować  tanie  domy  dla  młodych  małżonków  na 

możliwie jak najmniejszych działkach. 

To  Tucker  upierał  się  przy  podziale  terenu  na  sześcio–,  siedmioakrowe 

parcele.  Namówił  wspólnika  na  wybudowanie  jednego  domu  wzorcowego. 

Reszta miała powstawać stopniowo, zgodnie z indywidualnymi zamówieniami. 

Jak  dotąd  wszystko  szło  bardzo  dobrze.  Nawet  lepiej,  niż  się  spodziewali. 

Budynek  pokazowy  kupiono  już  w  pierwszym  tygodniu.  Sprzedano  też  kilka 

kolejnych  działek,  a  wiele  domów  już  rosło.  Teraz  przymierzali  się  do 

rozpoczęcia sprzedaży następnych parcel. 

Sprzedadzą  się  pewnie  równie  łatwo  jak  poprzednie,  myślał  z  niechęcią 

Tucker.  Spędził  mnóstwo  czasu,  spacerując  po  tych  lasach,  sprawdzając 

położenie oczek wodnych, planując umiejscowienie domów tak, by oszczędzić 

największe i najpiękniejsze drzewa. 

Nagle  usłyszał  dźwięk  silnika.  Jakiś samochód  skręcił  w  boczną drogę  i 

zmierzał wyraźnie w stronę jego biura. 

A  niech  to!  Znowu  ta  Annie  Summers!  Poczekał,  aż  zaparkuje  koło 

furgonetki  hydraulika  i  wysiądzie  z  samochodu.  Pierwszy  raz  widział  ją  bez 

RS

background image

 

42 

płaszcza.  Mile  go  zaskoczyła.  Naprawdę  nieźle  wyglądała  w  brązowych 

tweedowych spodniach i sweterku z golfem. 

Włosy  miała  związane  w  luźny  koński  ogon.  Żadnego  ciasnego  koka. 

Różnica była naprawdę uderzająca. 

To  tylko  dowodziło,  że  człowiek  nie  powinien  poprzestawać  na 

pierwszym wrażeniu. Ani na drugim czy trzecim. 

Musiała  biec  całą  drogę,  bo  kiedy  do  niego  dotarła,  brakowało  jej  tchu. 

Policzki  miała  ładnie  zaróżowione.  Wyglądała  całkiem  nieźle,  jeśli  ktoś  lubi 

ten  typ  kobiet.  Owalna  twarz,  długi, prosty  nos,  duże  szare  oczy  i  pełne  usta. 

Sprawiała  wrażenie  delikatniejszej  i  słabszej,  niż  była  w  rzeczywistości.  Przy 

odrobinie nieuwagi ze strony mężczyzny mogłaby go łatwo na to złapać. 

– Masz jakiś problem? – zapytał. 

– Obawiam się, że tak. Chodzi o prawo jazdy twojego ojca, ale nie tylko 

o to. Myślę, że musimy poważnie porozmawiać. 

Słońce  zaszło.  Zerwał  się  przenikliwy  zachodni  wiatr.  Zrobiło  się 

chłodniej. Tucker westchnął. Ostatnio bardzo często wzdychał. 

– Dobrze. Zapraszam do środka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

43 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Annie usiadła, nie czekając na zaproszenie. Zaczynało jej to wchodzić w 

krew. 

– Wiesz oczywiście, że wzięli kabriolet Bernie, a nie auto twojego ojca. 

–  Harold  nie  ma  samochodu.  Czasem  jeździ  jedną  ze  służbowych 

ciężarówek, ale zwykle zabiera się z którymś z kolegów. 

– Aha. Rzecz w tym, że Bernie ma artretyzm w podbiciu stopy. 

– Gdzie? Nigdy nie słyszałem, że tam można mieć artretyzm. 

Annie wzruszyła ramionami. 

–  Od  czasu do czasu  się  odzywa  i  wtedy  bardzo  jej dokucza.  A  odzywa 

się zwłaszcza wtedy, kiedy jest wilgotno albo kiedy Bernie przestaje nosić buty 

na  płaskich  obcasach  i  nakłada  szpilki.  Z  prawą  nogą  jest  gorzej.  W  każdym 

razie Bernie mówi, że teraz wolałaby nie prowadzić samochodu. W związku z 

czym potrzebne im prawo jazdy twojego ojca. Czy mógłbyś zajrzeć do górnej 

szuflady  w  komodzie  jego  pokoju?  Powinno  leżeć  po  lewej  strome.  Prosili, 

żebyś podrzucił im je do motelu. 

Tucker wymamrotał pod nosem siedmioliterowe słowo i zaraz przeprosił 

gościa za swoje zachowanie. 

– Oczywiście. Czy twoja kuzynka wspominała coś o tym, kiedy wracają 

do domu? 

– Do czyjego domu? Twojego czy mojego? 

– A kto to może wiedzieć? 

Annie pokiwała z rezygnacją głową. 

– Słuchaj, obiecałam im, że przyjedziesz dzisiaj po południu. Przykro mi, 

ale  przyrzekłam  też  Bernice,  że  kupisz  im  po  drodze  kurczaka.  To  ma  być 

rodzaj... daru pojednania. 

RS

background image

 

44 

– Od kogo? 

W  jego  głosie  wyraźnie  słychać  było  irytację.  Wyglądał,  jakby 

poddawano  go  torturom.  Annie  prawie  mu  współczuła.  Bernice  była  dla  niej 

tylko daleką kuzynką, a dla Tuckera stała się macochą. Na jego miejscu też by 

się pewnie zamartwiała. 

– Ja płacę – zaproponowała. – A ty zawozisz, dobrze? 

 Dyskutowali  o  tym  dość  długo.  Annie  próbowała  dowiedzieć  się 

taktownie,  czy  starszy  pan  jest  wypłacamy.  Jeśli  młodzi  małżonkowie 

zamierzają  we  dwójkę  żyć  ze  skromnej  emerytury  Bernice,  to  łatwo  im  nie 

będzie. 

Harold położył sobie stopę żony na udzie i zaczął z wyczuciem masować 

obolałe  miejsce.  On  od  czasu  do  czasu  miewał  problemy  z  kolanami,  ale  ze 

stopami  nigdy.  Kilka  miesięcy  temu  odnowili  znajomość  właśnie  dlatego,  że 

któregoś wieczora oboje postanowili przeczekać kilka tańców. 

– A pamiętasz, jak kiedyś ty i Hoss Stoggins wdrapaliście się do połowy 

góry  Pilot  i  trzeba  było  organizować  akcję  ratunkową;  żeby  was  ściągnąć  na 

dół? 

– Nawet mi o tym nie przypominaj – jęknął Harold. –A w ogóle skąd ty o 

tym wiesz? Przecież wtedy ledwie cię znałem. 

–  Byłeś  sławny.  Szalały  za  tobą  wszystkie  dziewczyny.  Gdybyś  nie  był 

zaręczony  z  Martą,  sama  zastawiłabym  na  ciebie  sidła.  –  Bernie  odczekała 

chwilę,  rozparta  wygodnie  na  poduszkach,  z  zamkniętymi  oczami.  Wreszcie 

zapytała: – Tęsknisz za nią, prawda? 

–  Za  Martą?  Tak,  chyba  za  nią  tęsknię.  Skoro  spędziliśmy  razem  pół 

życia,  trudno  jej  nie  wspominać.  Co  nie  znaczy,  że  nie  myślę  wcale  o  tobie, 

ale... 

RS

background image

 

45 

– Wiem, wiem. Ale to co innego. W naszym wieku. Sporo mnie ominęło. 

Wprawdzie  jestem  brzydka,  ale  nigdy  nie  pozwolę,  żeby  mi  to  zniszczyło 

życie. 

–  Bernie,  przestań.  Jesteś  całkiem  przystojną  kobietą  –  powiedział 

Harold,  muskając  jej  nogę  o  delikatnej,  cienkiej  skórze,  przez  którą 

prześwitywały  błękitne  żyły.  W  pokoju  pachniało  maścią  na  reumatyzm  i 

tanimi perfumami. 

– Oboje wiemy, że nie dorastałam Marcie do pięt, ale jej już nie ma, a ja 

wciąż  żyję.  Gdybym  była  na  jej  miejscu,  zależałoby  mi  na  tym,  żebyś  miał 

kogoś, kto się będzie o ciebie troszczył. 

– Wiem. To mnie właśnie martwi, gdy myślę o moim chłopcu. 

– A ja o Annie. Próbowałam dać jej dobry przykład, ale to był daremny 

wysiłek.  Ona  twierdzi,  że  jest  zaręczona,  ale  nie  nosi  pierścionka.  Powiesiła 

zdjęcie  narzeczonego  na  lodówce.  Mnie  się  jednak  zdaje,  że  wycięła  je  z 

„National  Geographic".  Nigdy  o  nim  nie  mówi.  Uważam,  że  to  skandal,  żeby 

dziewczyna  starzała  się  sama,  nie  poznawszy  żadnych  uroków  życia. 

Pamiętasz,  o  czym  wczoraj  rozmawialiśmy?  O  niej  i  o  nim.  Myślisz,  że 

mogłoby się udać? 

Harold pokręcił głową. 

–  Trudno  powiedzieć.  Tuck  ostatnio  unika  kobiet.  Zapomniał  już,  co  to 

znaczy dobrze się bawić. 

– A Annie nigdy się tego nie nauczyła. 

Bernice  przesunęła  paznokciem  wzdłuż  szwu  nogawki  spodni  Harolda. 

Nie  miał  już  długich  włosów.  Pozwolił  je  Bernice  obciąć  poprzedniego 

wieczora,  kiedy  oglądali  razem  film  w  telewizji.  Harold  uznał,  że  nie  ma  już 

potrzeby  udowadniać,  iż  jest  jeszcze  młody  i  pełen  fantazji.  Natomiast  jego 

kolczyk bardzo się Bernie podobał. Nie zgodziłaby się, żeby go zdjął. 

RS

background image

 

46 

– Chciałbym znaleźć jakiś sposób, żeby ściągnąć tutaj tę dwójkę – myślał 

głośno  Harold.  –  W  telewizji  mówią,  że  widok  pary  nowożeńców  działa 

pobudzająco.  Chociaż  mogłoby  też  być  dokładnie  odwrotnie.  Tuck  miał 

nieudane małżeństwo. Z niektórymi mężczyznami tak już jest. 

–  A  niektóre  kobiety  nawet  nie  próbują.  Ja,  na  przykład,  nigdy  się  nie 

poddaję.  Zawsze  sobie  powtarzam,  że  życie  ma  swoje  dobre  strony.  –  Bernie 

uśmiechnęła  się  szeroko.  –  Mówiłam  Annie,  żeby  zostawiła  prawo  jazdy  w 

recepcji,  gdyby  nas  nie  było.  Biedaczka,  ona  nie  znosi  wychodzić  sama 

wieczorem, gdy jest ciemno. Jest dokładnie taka, jak jej matka. Strachliwa jak 

zając. 

– Pewnie poprosiła Tucka, żeby ją tu przywiózł. 

–  Nie  zdziwiłabym  się.  W  końcu  to kawał  drogi  –  powiedziała Bernice, 

poprawiając szpilkę wpiętą w klapę żakietu. –Masz ochotę pojechać do miasta? 

Moglibyśmy zrobić kilka rundek. Noga przestała mi dokuczać. 

– Kupimy sobie hot dogi i zjemy je, siedząc przed telewizorem. Co ty na 

to? Dzisiaj jest całkiem niezły program. 

– Szkoda, że nie mamy tu lodówki. Oglądając telewizję, lubię jeść lody. 

Och,  to  właśnie  to  bolące  miejsce.  Tutaj.  –  Bernie  zamknęła  oczy  i  z  błogą 

miną poddała się masażowi Harolda. – Panie Dennis, ma pan ręce cudotwórcy. 

–  Pani  ręce  też  nie  są  najgorsze,  pani  Dennis  –  odpowiedział  i  oboje 

wybuchnęli śmiechem. 

Tucker kupił kurczaka. Całe wiaderko porcji. Nie zgodził się, żeby Annie 

zapłaciła za jedzenie, a tym bardziej za benzynę, więc ona wtedy wymyśliła, że 

też z nim pojedzie. 

–  Czuję  się  winna,  że  zmusiłam  cię  do  tej  wyprawy.  Wiem,  że  jesteś 

zajęty.  Poza  tym  to  musi  być  dziwne  uczucie:  odwiedzać  własnego  ojca  w 

czasie jego miesiąca miodowego. 

RS

background image

 

47 

Tucker nie chciał o tym rozmawiać. Nie mógł sobie poradzić z własnym 

ciałem, które dziwnie się ożywiło, kiedy pomagał Annie wsiąść do samochodu. 

Z powodu koszmarnych butów, jakie nosiła, powinno mu przejść od razu, ale 

jakoś nie chciało. Nie mógł przestać o niej myśleć. 

Myślał  o  tym,  jak  jest  zbudowana.  Szczupła,  ale  silna  i  cudownie 

elastyczna.  Oparłaby  się  burzy.  Myślał  też  o  tym,  jak  zażarcie  broniła  swojej 

upiornej kuzynki, choć widać było jak na dłoni, że Bernice nieźle zalazła jej za 

skórę. 

Była w niej siła. I nie tylko to. Ujął ją w pasie, żeby wsadzić do szoferki 

ciężarówki. Zareagował na to jak stuprocentowy mężczyzna. 

To  tylko  dowodziło,  że  jest  w  gorszym  stanie,  niż  przypuszczał  –  skoro 

szalał z powodu dotknięcia kobiety, i to przez kilka warstw wełny, w dodatku 

kobiety, która miała tyle seksapilu, co talerz zimnej jajecznicy. 

Seks i jedzenie. Rzeczy, bez których nie da się żyć. Można się bez nich 

obejść  tylko  przez  pewien  czas.  W  przeciwnym  razie  ucierpi  albo  zdrowie, 

albo rozsądek. 

–  Jak  długo  ma  trwać  ten  miesiąc  miodowy?  –  zapytała  Annie  po  kilku 

kilometrach przejechanych w milczeniu. 

Tucker wciągnął powietrze do płuc. Pachniało kurczakiem, mokrą wełną 

i  mydłem  Nie  jakimś  delikatnym,  perfumowanym,  tylko  najzwyklejszym 

mydłem. 

– Pewnie póki im się nie skończą pieniądze. Masz może pomysł, kiedy to 

będzie? 

– Niestety, nie. Bernie nie rozmawia o pieniądzach. Ma emeryturę, ale na 

pewno  bardzo  skromną.  Przepracowała  trzydzieści  sześć  lat  jako  urzędniczka 

w domu towarowym, który kilka lat temu zbankrutował. 

RS

background image

 

48 

– Kiedy odkupiłem udziały Harolda w firmie, zainwestował pieniądze w 

fundusze  powiernicze.  Nie  wydaje  mi  się,  żeby  miał  z  tego  zyski,  chociaż, 

szczerze

 

mówiąc, nigdy o to nie pytałem. 

Annie  westchnęła.  Wciąż  powracał  temat  nieszczęsnych  nowożeńców, 

ale przynajmniej przestali skakać sobie do oczu. 

–  Kilka  tygodni  temu  w  Klubie  Seniora  było  jakieś  przyjęcie.  Bernie 

wypatrzyła sobie sukienkę i miała nadzieję, że ją przecenią. Niestety, ceny nie 

obniżono, więc nie mogła sobie na nią pozwolić. Zaproponowałam, że coś jej 

uszyję, ale nie jestem mistrzynią krawiecką, a Bernie uparła się przy gniecionej 

tafcie. 

– Przy czym? 

– To taka cienka... 

– Nieważne. 

–  Nie  cierpię,  gdy  ktoś  mówi  „nieważne".  To  brzmi,  jakby  chciał 

powiedzieć, że go w ogóle nie interesuje to, co mówię. 

Tucker  zjechał  z  autostrady  i  zaparkował  przed  motelem.  Okolica  była 

kompletnie wyludniona. Jedyny samochód stał przed recepcją. Bernie i Harold 

musieli gdzieś pojechać. 

–  Masz  rację.  Przepraszam.  Popatrz,  nie  ma  ich.  Jeśli  chcesz,  możemy 

poczekać kilka minut. A skoro mamy trochę czasu, to opowiedz mi o tej tafcie, 

czy jak to się nazywało. Czy to nazwisko sprzedawcy sukienki, na którą Bernie 

nie  mogła  sobie  pozwolić?  Co  oznacza,  że  moja  macocha  nie  opływa  w 

gotówkę. 

Annie  popatrzyła  na  niego  takim  wzrokiem,  jakby  mówił  językiem, 

którego  nie  rozumiała.  W  czasie  ich  krótkiej  znajomości  Tucker  nauczył  się 

jednego.  Panna  Summers  nosiła  brzydkie  buty  i  okulary,  ubierała  się 

nieciekawie  oraz  używała  nieperfumowanego  mydła,  ale  wysłowić  się  umiała 

RS

background image

 

49 

jak  mało  kto.  Na  pewno  lepiej  niż  on.  Na  swoją  obronę  miał  tylko  jedno:  był 

inżynierem, a nie filologiem. 

Shelly zresztą wiecznie mu o tym przypominała. W czasie każdej kłótni 

nazywała  go  niewychowanym  samcem,  który  na  studiach  zajmował  się 

głównie grą w piłkę. 

A  przecież  on  przestał  już nawet  oglądać  mecze  w  telewizji.  Brakowało 

mu na to czasu. 

Annie obserwowała Tuckera kątem oka. Czuł się tak, jakby była w stanie 

czytać  w  jego  myślach.  I  co  z  tego?  Nie  myślał  o  niczym,  co  nie  byłoby 

najświętszą  prawdą.  Czyżby  ta  kobieta  ubierała  się  brzydko,  bo  nie  chciała 

ściągać na siebie męskich spojrzeń? 

Jemu to było obojętne. Nie miałby ochoty na żaden romans, nawet gdyby 

miał na to czas. I bez tego jego życie było dość skomplikowane. Może jednak 

powinien  jej  zasugerować,  by  ukryła  te  seksowne  kostki?  Powinna  też 

przykryć  włosy  chustką.  Kto  by  pomyślał,  że  najzwyczajniejsze  w  świecie, 

proste,  ciemne  włosy  mogą  być  tak  atrakcyjne.  Jej  włosy  niewątpliwie  takie 

były. Chociaż w subtelny sposób. 

– Martwię się o nich – szepnęła Annie. 

Już  wcześniej  zwrócił  uwagę  na  jej  głos.  Cichy,  ale  melodyjny.  Shelly 

była piskliwa, ale to pewnie dlatego, że głównie wrzeszczała. A Annie, gdyby 

nawet zrobiła awanturę, to na pewno uczyniłaby to z klasą. 

– A ja niby nie? 

–  Pewnie,  że  tak.  Nadciśnienie  twojego  ojca  i  artretyzm  Bernie.  Niezły 

duet. Bernie nawet nie chce się przyznać do tego, że jest chora. 

–  Wiem,  o  czym  mówisz.  W  zimne  i  wilgotne  dni  moja  mama  bardzo 

cierpiała. Między innymi dlatego rodzice przenieśli się na Florydę. 

RS

background image

 

50 

Takie  przechodzenie  od  tematu  do  tematu  sprawiało,  że  Tucker  czuł  się 

tak,  jakby  byli  starymi  znajomymi,  a  może  nawet  przyjaciółmi.  To  było 

przyjemne  uczucie, jakiego  od bardzo  dawna  nie  doświadczał  w  kontaktach  z 

kobietą.  Kiedy  się  nad  tym  głębiej  zastanowił,  doszedł  do  wniosku,  że  może 

nawet nigdy. 

–  Trzeba  coś  wymyślić.  Wilgotne  betonowe  ściany  motelu  to  nie 

najszczęśliwsze  miejsce  dla  dwójki  starszych  ludzi,  z  których  jedno  ma 

artretyzm, a drugie jest półinwalidą. 

–  Harold  nie  jest  inwalidą.  Nie  daj  się  zwieść  jego  brzuchowi  i  siwym 

włosom.  Mój  ojciec  jest  w  doskonałej  formie.  Chodzi  na  tańce.  Regularnie 

bierze witaminy. 

–  Bernie  też.  Chociaż  tego  jej  „macaroni"  nie  nazwałabym  tańcem. 

Polega  bardziej  na  poruszaniu  całego  ciała  niż  stóp..  Doskonała  metoda  dla 

kogoś, kto ma problemy właśnie z dolnymi kończynami. 

Tucker  spojrzał  na  nią  wymownie  ponad  kubełkiem  z  kawałkami 

kurczaka.  Annie  spuściła  głowę  i  zajęła  się  odrywaniem  od  ubrania  jakiejś 

wystającej nitki. 

– Wiesz co, bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie, oni mają 

prawo  być  razem.  To  ich  życie.  Powoli  zaczynam  czuć  się  paskudnie.  Nie 

umiałam zachować się odpowiednio w takiej sytuacji. 

Tucker  westchnął.  Przednia  szyba  zaparowała  od  środka,  dzięki  czemu 

mieli pewne wrażenie intymności. 

–  Ja  też.  Powinienem  się  martwić  o  Jaya,  a  nie  o  Harolda.  Mam 

przeczucie, że wpakował się w niezłe tarapaty. 

– Rozumiem, co czujesz. 

– A co, masz nastoletniego syna z dysleksją, hiper–czymś–tam i jeszcze 

kilkoma innymi paskudnymi etykietkami? Za moich czasów to się nazywało po 

RS

background image

 

51 

prostu „dojrzewanie". Dzieciaki miały więcej energii niż stado małp i nikt nie 

oczekiwał  od  nich,  że  będą  się  zachowywać  jak  mali  dorośli.  A  dzisiaj?  Sam 

nie  wiem  –  pokręcił  głową.  –  Mam  wrażenie,  że  w  ogóle  nie  ma  już 

zwyczajnych, rozbrykanych, nienawidzących szkoły dzieci. 

– Mam kilka książek, które mogłyby cię zainteresować. 

– Przeczytałem wiele książek. We wszystkich jest to samo. Autor próbuje 

zaszufladkować  zachowanie  dziecka  jako  coś,  na  co  jest  w  stanie  przepisać 

lekarstwo. Myślisz, że to jakiś spisek? 

Tucker  pochylił  się  i  przetarł  szybę.  Widok  napinających  się  mięśni 

męskiego ramienia i uda kompletnie wytrącił Annie z równowagi. 

–  Raczej  mieszanina  winy  i  technologii.  Dzieci  urodzone  w  dzisiejszym 

stechnicyzowanym  społeczeństwie  to  niemal  zupełnie  nowy  gatunek.  Sama 

często czuję się jak dinozaur. 

–  No,  tak.  Chociaż  Jay  lubi  wędkować.  To  dość  niezwykłe  zajęcie  dla 

fanów Internetu – powiedział Tucker, przesuwając dłonią po podbródku. 

Annie  nie  mogła  oderwać  od  niej  wzroku.  Miał  ładne  dłonie. 

Kwadratowe,  z  długimi,  szczupłymi  palcami  i  zadziwiająco  zadbanymi 

paznokciami. 

– Wiesz, co mi chodzi po głowie? – ciągnął dalej. 

– Boję się zapytać. 

Uśmiechnął  się  na  to  bardzo  szeroko.  Wyglądał  zdecydowanie  zbyt 

pociągająco, stwierdziła Annie. To ją rozpraszało. 

– Jesteśmy uratowani. Przyjechali. 

Najwyższy  czas,  pomyślała  Annie,  próbując  wziąć  się  w  garść. 

Atmosfera  wewnątrz  zaparowanego  samochodu  zrobiła  się  niebezpiecznie 

intymna. 

RS

background image

 

52 

Tucker  pomógł  jej  wysiąść  z  szoferki.  Sięgnął  po  kubełek  z  kawałkami 

kurczaka,  podczas  gdy  ona  bezskutecznie  próbowała  się  uspokoić  i 

rozprostować  pognieciony  stary  płaszcz  z  wielbłądziej  wełny.  Zachowywała 

się tak, jakby nigdy w życiu nie dotykał jej mężczyzna. A ten przecież nie był 

nawet przystojny! Nie dostrzegła w nim ani krztyny delikatności i czułości. A 

w każdym razie trudno się było tego domyślać. Chociaż musiała przyznać, że 

jest  całkiem  atrakcyjny.  Trzeba  tylko  przejść  do  porządku  nad  surowością 

rysów i głęboko osadzonymi orzechowymi oczami. 

Annie Summers, zaczęła  w duchu przemowę skierowaną do siebie, twój 

problem  polega  na  tym,  że  nikt  na  ciebie  nie  zwraca  uwagi,  a  ty  przez  to 

cierpisz. Być może za często byłaś też wystawiona na działanie niewybrednych 

plakatów Bernice, MTV i oper mydlanych. Albo odwrotnie – zbyt rzadko. 

Nie zostali w motelu długo. Nie zjedli kurczaka. Harold kupił podwójną 

porcję  hot  dogów,  frytek  i  szarlotki.  On  i  Bernie  mieli  już  plany  na  wieczór. 

Zamierzali oglądać jakiś film o kowbojach i aniołach. 

–  To  okropne  –  powiedziała  Annie,  kiedy  wyszli.  –  Mam  ochotę  ich 

błagać, by zaczęli się zachowywać jak rozsądni ludzie. 

– Nie ma sensu. To i tak nic by nie dało. 

Tucker postawił kołnierz wojskowej kurtki i poprowadził Annie w stronę 

ciężarówki,  omijając  dużą  kałużę.  Pod  pachą  trzymał  kubełek  z  kawałkami 

kurczaka, teraz już zupełnie zimnymi. 

– Ten motel nie przypadł mi do gustu. 

– Jest okropny. 

–  Masz  rację.  Rzecz  w  tym,  co  możemy  na  to  poradzić?  Bernie  nie 

przywykła mieszkać w takich warunkach. 

– A Harold ostatnie siedem lat spędził na Florydzie. Miał pod dostatkiem 

słońca, gry w ringo, owoców morza i świeżego powietrza. 

RS

background image

 

53 

– Ja bym z radością przystała na jedną z tych wspaniałych rzeczy. Może z 

wyjątkiem ringo. Nigdy nie przepadałam za sportem. 

– Skarbie, powinnaś spróbować. 

Powiedział  do  niej:  „skarbie".  Kiedy  ostatni  raz  jakiś  mężczyzna  tak  ją 

nazwał? To nie miało najmniejszego znaczenia. Mimo to w dzień taki jak ten, 

ponury i smutny, robiło się od tego przyjemniej. 

– Jadłaś kolację? 

– Nie. 

– Ja też nie. Co powiesz na zimnego kurczaka? Miała ochotę. Ogromną. 

– Czeka na mnie sterta papierów do przejrzenia. 

–  Na  mnie  też.  W  takim  razie  chyba  będzie  najlepiej,  jak  cię  odwiozę, 

zostawię ci kurczaka, a sam pojadę do domu i wezmę się do roboty. 

Miała ochotę zapytać go, czy da się  zaprosić na tego kurczaka i sałatkę, 

ale  uznała,  że  to  zły  pomysł.  Bardzo,  bardzo  zły.  Potrzebowała  skupienia,  a 

Tucker Dennis rozpraszał ją coraz bardziej. 

Później  tego  samego  wieczora  Annie  siedziała  w  salonie  w  bujanym 

fotelu i wsłuchiwała się w odgłosy wydawane przez stary dom. Marzyła o tym, 

żeby  wrócił  Eddie.  Albo  chociaż  Bernice.  Niechby  sobie  nawet  oglądała  w 

kółko  telewizję,  jadła  lody  oraz  prażoną  kukurydzę  i  zostawiała  wszędzie 

puszki po coca–coli. Annie potrzebowała kogoś, z kim mogłaby dzielić życie. 

Czuła się osamotniona. Dookoła panowała pustka. 

Jej myśli biegły jednak nie w stronę Eddiego, lecz Tuckera Dennisa. 

W  innej  części  miasta  Tucker  próbował  właśnie  obejrzeć  wiadomości 

wieczorne.  Pomyślał,  że  skoro  siedzi  przed  telewizorem,  mógłby  zjeść  lody. 

Nie miał jednak na to dość energii. 

Było już za późno, żeby zadzwonić do Jaya. Albo do Harolda. 

Do Annie? 

RS

background image

 

54 

Do licha, nie! Co by to dało? 

Trzy dni później niebo było zupełnie bezchmurne. Temperatura wzrosła, 

a w ogrodzie zakwitła forsycja. I zniknął kot Bernie. 

Być może wymknął się z domu już wcześniej, ale Annie była zbyt zajęta 

sprawami młodego małżeństwa i zwykłym o tej porze zamieszaniem w szkole. 

Nie  zauważyła,  że  łosoś  pozostał  nietknięty,  a  mleko  w  miseczce  pokryło  się 

warstewką kurzu. 

W  szkole  problemy  mnożyły  się  jak  króliki.  Jeden  z  pracowników 

tymczasowych odszedł bez uprzedzenia. Annie rozpaczliwie szukała więc jego 

zastępcy. Wyglądało na to, że brakuje nauczycieli. Przyszło jej do głowy, że w 

umowie  o  pracę  powinna  być  klauzula  zakazująca  zachodzenia  w  ciążę 

podczas roku szkolnego. 

A Zen zniknął na dobre. Dopiero teraz zauważyła jego nieobecność. 

Stając  w  drzwiach,  usłyszała  brzęczenie  telefonu.  Rzuciła  teczkę  na 

krzesło  i  podniosła  słuchawkę,  myśląc  w  tym  momencie  jedynie  o  filiżance 

herbaty. 

–  Cześć,  Annie,  to  ja.  Tucker.  Czy  nowożeńcy  odzywali  się  do  ciebie 

ostatnio? 

–  Nie.  A  do  ciebie?  Byłam  taka  zajęta,  że  nie  miałam  czasu  o  tym 

pomyśleć. W dodatku zginaj mi kot. 

– Słucham? 

–  Kot  Bemie.  Bardzo  go  nie  lubię,  ale  nie  chciałabym,  żeby  mu  się  coś 

stało. 

Chyba  że  zrobię  mu  krzywdę  ja  sama,  dodała  w  myślach.  Czuła  się 

winna. 

– Aha. Byłem po prostu ciekaw, czy do ciebie dzwonili. 

– Nie, a do ciebie? 

RS

background image

 

55 

– Nie. Przez ostanie dwa czy trzy dni się nie odzywali. Chcesz pojechać i 

sprawdzić, co się u nich dzieje? 

– Muszę poszukać Zena. Miałam nadzieję, że będzie siedział na schodach 

do ogrodu. Powinnam go znaleźć, zanim spotkam się z Bernie. 

– Aha. Chciałem tylko dowiedzieć się, co u nich słychać.  

Nie  odłożył  słuchawki.  Ona  też  nie.  Przez  chwilę  panowało  milczenie, 

które, o dziwo, wcale nie było krępujące. W końcu jednak Tucker je przerwał. 

– Annie, wydajesz się zmęczona. 

– To się czasem zdarza ludziom, którzy spędzili dzień w domu wariatów. 

– Chyba masz rację. Trudno się dziwić. 

Tucker  był  chyba  nie  mniej  zmęczony  od  niej.  Miała  ochotę  zapytać  o 

jego  syna,  ale  uznała,  że  nie  wypada.  Poza  tym  nie  chciała  dowiedzieć  się 

czegokolwiek  szczególnego  o  Tuckerze.  Bała  się  zaangażować  jeszcze 

bardziej. 

– Jesteś tam? 

Mruknęła w odpowiedzi coś niezrozumiałego. Wyglądało na to, że żadne 

z  nich  nie  ma  nic  do  powiedzenia,  a  jednocześnie  żadne  nie  chce  przerwać 

połączenia. W końcu zrobiła to Annie. Potem, kiedy sączyła herbatę, i jeszcze 

później,  kiedy  włożyła  stare  buty  i  wyszła  szukać  kota,  zastanawiała  się,  czy 

Tucker miał jeszcze jakiś inny powód, by do niej zadzwonić. 

Może  coś  wiedział,  ale  nie  umiał  jej  tego  powiedzieć.  O  planach 

starszych państwa. 

Boże, jakby mało miała na głowie! 

–  Zen!  Ty  stara  paskudo,  chodź  tu!  Kici,  kici,  kici!  No,  chodź,  proszę. 

Czeka na ciebie kolacja, a na mnie wanna z gorącą wodą. – 

Następnego ranka Tucker zadzwonił, zanim jeszcze zdążyła się ubrać. 

– Znalazłaś kota? 

RS

background image

 

56 

– Nie. Dowiedziałeś się czegoś? 

–  O  kocie?  Nie,  ale  coś  mi  przyszło  do  głowy.  Czy  on  jest 

wykastrowany? 

–  Skąd  mam  wiedzieć?  Przecież  to  nie  mój  kot.  Pytałam  o  Harolda  i 

Bernie. 

–  Co  do  Harolda,  to  nie  ma  wątpliwości,  że  nie  jest  wykastrowany. 

Dobrze, dobrze, przepraszam! Miałem telefon z samego rana. 

– Tucker, teraz jest „z samego rana". 

– Owszem. Ja jednak bardzo wcześnie wstaję. 

Annie  przestąpiła  z  nogi  na  nogę,  otuliła  się  szczelniej  szlafrokiem  i 

spojrzała na zegar wiszący na ścianie. Było dwanaście po siódmej. 

– Czego się dowiedziałeś? 

– Słuchaj, spotkajmy się po pracy. To może poczekać do popołudnia. 

– Któreś z nich zachorowało? 

– Nie. 

– Weszli w konflikt z prawem? 

– Jak dotąd nie. 

– Więc masz rację. To może poczekać. 

– Świetnie. O której wracasz ze szkoły? 

Powiedziała mu, o której. Chciałaby wcześniej kończyć pracę, ale zawsze 

okazywało się, że osiem godzin nie wystarczało na załatwienie wszystkich nie 

cierpiących  zwłoki  spraw.  Po  drodze  do  domu  miała  jeszcze  zwykle  coś  do 

załatwienia. Bank, supermarket, księgarnia. 

– Wpadnę z pizzą koło siódmej. Jaką lubisz? 

– A skąd wiesz, że w ogóle lubię pizzę? 

– Każdy lubi pizzę. 

RS

background image

 

57 

–  Ciasto  z  ciemnej  mąki,  dodatkowy  ser,  brokuły,  papryka,  cebula.  Bez 

mięsa. 

– Mam iść do pizzerii i poprosić o coś takiego? 

– Chili mam w domu. 

– Czy to zaproszenie? 

Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, po czym odpowiedziała: 

– Na to wygląda. 

Odłożyła słuchawkę. Co ona, u licha, wyprawia?! 

To nie miała być randka z kolacją przy świecach, a raczej konferencja. A 

jednak  Tucker  przychodził  na kolację.  Będą  rozmawiali  o  Bernie  i  Haroldzie, 

ale może poruszą i inne tematy: jego syn, jej... 

Jej co? Ekscytująca posada wicedyrektorki szkoły? Ekscytująca praca jej 

narzeczonego,  cokolwiek  on  robi  i  co  prawdopodobnie  jest  daleko  bardziej 

ekscytujące niż jej praca. Szkoda tylko, że Annie nie wiedziała, co to jest. 

Jeśli w ogóle ma jeszcze narzeczonego. 

– Annie, powiedz to sobie głośno. Masz do zaoferowania przystojnemu, 

samotnemu mężczyźnie mniej więcej tyle, co ten wieszak na kapelusze stojący 

w przedpokoju. 

A  tak,  Tucker  jest  przystojny.  Teraz  to  dostrzegła.  A  ona,  może  i 

niechciana,  nie  była  bynajmniej  martwa.  Tucker  Dennis  był  nieprzyzwoicie 

seksowny  w  tym  swoim  roboczym  ubraniu  i  ciężkich  buciorach.  Nazywał  je 

butami inżynierskimi. Należał do mężczyzn, którzy nigdy nie noszą kowbojek, 

bo są zbyt wyszukane. To typ, który hołduje zasadzie: „nie kupuje się kota w 

worku". 

–  Nawet  o  tym  nie  myśl,  Annie  Summers.  Masz  teraz  inny  problem  na 

głowie. Nie dokładaj sobie kolejnego. 

 

RS

background image

 

58 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Tucker odsunął talerz dopiero po drugiej dokładce. 

– To było niezłe – powiedział wyraźnie zaskoczony. 

Kiedy  dowiedział  się,  że  to,  co  uznał  za  mięso, to  tak  naprawdę  nie  jest 

mięsem,  ale  siekanymi  warzywami  i  soją,  już  chciał  się  wycofać.  Został,  bo 

potrawa całkiem apetycznie pachniała. Do tego chleb z mąki kukurydzianej, a 

on  zawsze  za  nim  przepadał.  Wypiek  Annie był  o  niebo  lepszy  niż  to coś,  co 

próbował  wyprodukować  z  proszku,  kiedy  ostatnio  był  u  niego  Jay.  Annie 

podała swój chleb z melasą i czymś, co nazywała tahini. Nie miał pojęcia, co to 

jest. 

–  To  co?  Jesteś  gotowa?  Możemy  wrócić  do  naszego  żelaznego  tematu 

mieszkania dla nowożeńców? 

– Zaparzyłam kawę. Rzadko ją piję, ale pomyślałam, że będziesz ją wolał 

niż herbatę truskawkową. 

Kawa  była  słaba,  mało  aromatyczna  i  bezkofeinowa.  Tucker  z 

grzeczności  nie  wspomniał  o  tym  ani  słowem.  Mama  zdołała  wpoić  mu 

odrobinę dobrych manier. Samotny mężczyzna spotykający się tylko z innymi 

mężczyznami miał tendencję do zapominania o dobrym wychowaniu. 

– Więc... masz jakieś pomysły? 

– To ty chciałeś porozmawiać – przypomniała mu. 

–  Zgadza  się.  Patrzę  na  to  tak:  motel  jest  tani,  ale  na  pewno  nie  jest  za 

darmo.  Harold  ma  puste  konto.  Jeśli  nie  spieniężył  swoich  udziałów  w 

funduszach  powierniczych  albo  któreś  z  nich  nie  wygrało  na  loterii,  nie  będą 

mogli mieszkać tam dłużej. Co zrobimy? Ty ich weźmiesz pod swój dach, czy 

ja? 

– Nie tak szybko. 

RS

background image

 

59 

–  Jedno  ci  powiem  od  razu.  Prowadzę  kawalerskie  gospodarstwo.  Ja  i 

mój ojciec, a od czasu do czasu Jay. Mój syn bywa u mnie między zajęciami w 

szkole,  obozem  i  co  tam  jeszcze  wymyśli  moja  żona,  żeby  nie  pozwolić  nam 

się często spotykać. 

Annie odczekała kilka chwil, zastanawiając się nad jego słowami. Tucker 

obserwował ją spod oka. Ściągnęła odrobinę brwi i zdjęła okulary. 

–  Słuchaj,  w  końcu  to  twoja  macocha.  –  Tucker  miał  zamiar 

zaprotestować,  ale  nie  dopuściła  go  do  słowa.  –  A  dla  mnie  twój  ojciec  jest 

tylko  mężem  dalekiej  kuzynki.  To  zupełnie  co  innego.  Poza  tym  nie  mogę 

przyjąć pod dach nie wiadomo ilu obcych właściwie osób, bo mi ktoś zarzuci, 

że prowadzę pensjonat. Jest jeszcze coś. Matka mojego narzeczonego siedzi od 

jakiegoś  czasu  na  walizkach  i  czeka,  żeby  się  tu  wprowadzić,  jak  tylko  ja  i 

Eddie się pobierzemy. Mieszka w paskudnym miejscu. 

– Masz narzeczonego? 

– Ona ma psa. A Bernie kota. Tego się nie da pogodzić. W dodatku twój 

ojciec pali fajkę. Rosa, matka Eddiego, jest alergiczką. 

– To nie daj Boże, żeby się  znalazła w jednym pomieszczeniu z Bernie. 

Ze względu na jej perfumy. 

– Zgadzam się – powiedziała z westchnieniem. – Tucker, co powinniśmy 

zrobić? Coś trzeba wymyślić. 

Spuściła  głowę,  usiadła  głębiej  w  fotelu.  Długie  nogi  skrzyżowała  w 

kostkach. 

Tucker zaniemówił. Po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu. 

– Coś wymyślimy, jeśli razem nad tym popracujemy. Co dwie głowy, to 

nie jedna. 

Głowa Annie opadła do tyłu. Miała zamknięte oczy. Tucker skorzystał z 

okazji,  żeby  się  jej  uważnie  przyjrzeć.  Oto  kobieta,  która  zupełnie 

RS

background image

 

60 

nieoczekiwanie wkroczyła w jego życie. Przyglądał się tętnicy pulsującej na jej 

szyi. Jej skóra z czymś mu się kojarzyła. Z mozzarellą? Miękka, ale sprężysta. 

Gładka i jasna. 

Nigdy nikt nie twierdził, że Tucker jest romantyczny. 

– Annie? 

– Słucham? 

– Wszystko w porządku? 

–  Aha.  Tylko  zginął  mi  kot,  którego  muszę  znaleźć  albo  wyjaśnić  jego 

nieobecność.  I  nie  widziałam  swojego  narzeczonego  od  Wielkanocy,  a  nie 

rozmawiałam  z  nim  od  Bożego  Narodzenia.  I  przyszła  teściowa  co  trzy 

miesiące  dzwoni  z  pytaniem,  czy  ma  przedłużyć  wynajem.  I  uciekła  mi 

kuzynka. I mam dwie łyse opony, które należałoby wymienić, ale nie stać mnie 

na  to.  Na  zrealizowanie  recepty  na  okulary  też.  –  Zasłoniła  oczy  dłonią.  – 

Boże, użalam się nad sobą! Nie cierpię tego. 

Tucker  walczył  z  chęcią  wzięcia  jej  w  ramiona.  Chciałby  zmierzwić  jej 

włosy,  jak  to  zwykł  robić  Jayowi,  kiedy  wszystko  szło  naprawdę  źle.  Na 

szczęście  opanował  się  w  porę  i  dzięki  temu  nie  wpakował  się  w  jeszcze 

większe kłopoty. 

–  Twoim  problemem  jest  niewłaściwy  punkt  widzenia.  Powinnaś  wziąć 

urlop  i  spojrzeć  na  wszystko  z  szerszej  perspektywy.  Najpierw  rzeczy 

najważniejsze. Recepta. Zdrowie przede wszystkim. Nie chcę znać szczegółów 

twojego budżetu, ale jeśli potrzeba ci pożyczki, to możesz na mnie liczyć. 

–  Daj  spokój.  Po  prostu  zmniejsza  mi  się  astygmatyzm.  Czasem  się 

zastanawiam, czy plusy i minusy się  spotkają i będę mogła wyrzucić okulary. 

Zanim to jednak nastąpi... 

Co  miał  na  to  powiedzieć?  Miał  rewelacyjny  wzrok.  To  było  u  nich 

rodzinne.  Ciekawe,  co  w  rodzinie  Summersów  przechodziło  z  pokolenia  na 

RS

background image

 

61 

pokolenie? Co to za rodzina, która wydała dwie kobiety tak różne jak Annie i 

Bernice? Musieli mieć niezły bałagan w genach. 

– Skoro tak mówisz, zajmijmy się następną rzeczą. Powtarzam jednak, że 

gdybyś potrzebowała pomocy... 

Otworzyła  oczy  i  spojrzała  na  niego.  Miała  duże,  szare  oczy  pod 

delikatnymi  łukami  brwi,  okolone  gęstymi,  długimi,  jedwabistymi  rzęsami. 

Jeśli  się  w  ogóle  malowała,  wcale  nie  było  tego  widać.  Takie  klasyczne  rysy 

nie potrzebowały makijażu. 

–  Jeśli  mamy  ustalić  tutaj  jakąś  hierarchię  ważności  zadań,  to 

najważniejsze powinno być odnalezienie kota. 

– A nie narzeczony i teściowa? 

– Jeśli nie będę miała męża, to nie będę też miała teściowej. A w sprawie 

Eddiego niewiele mogę teraz zrobić. Znowu pojechał ratować świat, tam gdzie 

telefonów  jest  bardzo  mało  i  zawsze  są  daleko.  Najwyraźniej  poczty  też  tam 

jeszcze nie wynaleziono. 

Tucker  dobrze  wiedział,  że  w  dobie  komunikacji  satelitarnej  i  Internetu 

nie ma takiego miejsca na ziemi. 

– Dobrze. Porozmawiajmy o kocie. Kiedy go ostatni raz widziałaś? 

–  Hm...  Wczoraj.  A  może  przedwczoraj.  Nie  jestem  pewna.  Ostatnio 

miałam dużo spraw na głowie. 

– Co ty powiesz? 

Zagryzła  wargi,  ale  i  tak  nie  zdołała  wszystkiego  ukryć.  Zdradziły  ją 

oczy. 

– No, dobrze. Jestem okropna. Przyznaję. Ale jeśli coś się stanie Zenowi, 

Bernie będzie zrozpaczona. Ma go chyba od trzynastu lat. 

– Pytałaś sąsiadów? 

– Jeszcze nie. 

RS

background image

 

62 

– To byłby dobry początek. 

– Wiem. 

– I? 

–  Nie  cierpię  tego  kota.  Naprawdę  szczerze  go  nienawidzę.  Z 

wzajemnością.  Pewnie  się  chowa,  bo  Bernie  go  zostawiła.  Chce  nam  obu 

dokuczyć. 

– Koty nie rozumują tak jak ludzie. 

– Kot Bernie tak. Złość jest cechą ludzką. 

–  Poczucie  winy  też.  Nie  musisz  czuć  się  winna  z  tego  powodu,  że  nie 

lubisz Zena. Ja, na przykład, nie znoszę papużek. 

Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. 

– Niemożliwe. To ptaki, w dodatku piękne. 

– A zdarzyło ci się kiedyś przeżyć niemal amputację nosa, kiedy dawałaś 

papudze orzeszka? Uwierz mi, to zostawia niezatarte ślady. 

Uśmiech  błysnął  w  jej  oczach,  a  potem  zadrżał  na  wargach.  Tucker 

odchrząknął. 

– Poszukajmy tego kota. Rzeczywiście lepiej by było, gdyby się zjawił z 

powrotem, zanim podejmiemy jakieś działania w stosunku do tamtej dwójki. 

– Naprawdę nie przepadasz za ptakami? – zapytała z uśmiechem. 

Tucker  próbował  nie  zwracać  uwagi  na  to,  jak  błyszczały  jej  wspaniałe 

oczy. Była wyraźnie rozbawiona. 

– Próbowałaś przekupstwa? 

– Przekupstwa, szantażu, podpalenia, porwania, telefonu do szeryfa. 

– W stosunku do kogo? Kota czy Bernie? 

–  Próbowałam  przekupić  kota,  ale  nie  podziałało.  Może  powinnam 

spróbować z Bernie. – Annie zamknęła oczy i znowu się uśmiechnęła. 

RS

background image

 

63 

Tucker  był  oszołomiony  tym,  jak  ten  uśmiech  diametralnie  ją  zmieniał. 

Tak się na nią zapatrzył, że ledwie dotarły do niego następne słowa. 

– Bernie czyta „Penthouse'a". 

– Żartujesz. Ta stara... Ta Bernice? 

– Twierdzi, że drukują niezłe artykuły. 

– Kiepskie wytłumaczenie. 

–  Pewnie  tak.  W  każdym  razie  nie  wydaje  mi  się,  żeby  szantaż  mógł 

przynieść  jakieś  efekty.  Skreślam  też  od  razu  porwanie  i  podpalenie.  Zresztą 

nie  wiem  nawet,  czy  beton  się  pali.  Jak  myślisz,  może  zapytać  naszych 

młodych małżonków wprost, co zamierzają robić? 

Annie odruchowo otworzyła oczy. Bolały.  Głowa też. Chciałaby zrzucić 

winę  na  Bernie  i  jej  paskudnego  kota,  ale  był  to  prawdopodobnie  skutek 

przepracowania. 

– Nie zaszkodzi spróbować. A jak już sobie poradzimy z kotem i młodą 

parą,  zajmiemy  się  twoim  narzeczonym  i  teściową.  Co  tam  jeszcze  było  na 

liście? 

– Daj spokój. To mój problem. To znaczy reszta, poza twoim ojcem: 

Podciągnęła  nogi  na  fotel,  pochyliła  się  i  oparła  łokcie  na  kolanach,  a 

głowę na dłoniach. 

Tucker  siedział  w  wielkim  fotelu,  który  kupił  ojciec  Annie.  Duży,  obity 

skórą.  Fotel  dla  mężczyzny.  Eddie  zajął  go  tylko  raz.  Nie  było  mu  na  nim 

wygodnie,  bo  był  szczupły  i  tylko  o  dwa  centymetry  wyższy  od  niej. 

Przypominał  jej  młodego  Sinatrę,  tyle  że  był  blondynem.  W  każdym  razie 

kiedyś  jej  się  z  nim  kojarzył.  Teraz  musiała  studiować  zdjęcie  na  lodówce, 

żeby sobie przypomnieć jego wygląd. Pamiętała go coraz słabiej. 

Tucker  pasował  do  tego  fotela.  Był  postawnym  mężczyzną.  Tego 

wieczora  miał  na  sobie  wyblakłe,  trochę  pogniecione  spodnie,  najwyraźniej 

RS

background image

 

64 

prosto z pralni. Włożył do nich ciemną koszulę flanelową i nieco powypychaną 

na łokciach tweedową marynarkę. Był świeżo ogolony. W którymś momencie 

poczuła  też  słaby  zapach  wody  kolońskiej.  Zupełnie  nie  przypominał  tego 

barbarzyńskiego  motocyklisty  w  dżinsach,  który  prawie  ją  rozjechał  pod 

motelem. A przecież było to zaledwie tydzień temu. 

Jedno  się  nie  zmieniło:  czysto  męska  apodyktyczność.  Chociaż  dzisiaj 

Tucker był w dobrym nastroju. 

–  Wracając  do  Zena  –  powiedziała  Annie  –  chcę  cię  zapytać,  czy  masz 

jakiś pomysł? 

– Może go zawołać? 

– Od wołania już zachrypłam. On mnie zawsze ignorował. 

–  A  może  trzeba  obdzwonić  sąsiadów  z  pytaniem,  czy  go  ktoś  nie 

widział.  A  ja  wyjdę  na  zewnątrz  i  zagwiżdżę.  Na  ogół  nieźle  mi  idzie  ze 

zwierzętami. Z wyjątkiem papug. 

Annie  dała  mu  latarkę,  której  nie  potrzebował.  Przypomniała,  że  kocie 

oczy są fosforyzujące, co w tych warunkach mogło się okazać pomocne. 

– Fosfo... Jakie? 

Popatrzył  na  nią  wymownie  i  pokręcił  głową.  Jednak  posłusznie  wziął 

latarkę i wsunął ją do kieszeni. 

Wyjrzała  przez  okno  i  obserwowała  go,  jak  schodzi  do  ogrodu.  W 

różowawej poświacie ulicznych latarni wyglądał niemal jak ratownik z jednego 

z ulubionych seriali Bernie. 

Annie  wróciła  do  kuchni  i  zadzwoniła  do  wszystkich  sąsiadów. 

Mieszkała  przy  długiej  ulicy,  ale  domy  stały  na  sporych  działkach,  więc  tych 

rozmów  nie  było  aż  tak  wiele.  Rappaportowie  wyjechali  na  wakacje.  Nikt  z 

pozostałych nie widział kocura. 

RS

background image

 

65 

Wyszła  z kuchni i podeszła do tylnych drzwi. Podsłuchiwała. Tucker na 

przemian gwizdał i miauczał. 

–  Kici, kici!  Chodź,  zawszona  paskudo.  Nie  wiesz,  że  jesteś  za  stary  na 

marcowanie? No, chodź, kotku. Chodź, Zen. 

Annie zaparzyła świeżej kawy. Żałowała, że nie ma niczego na deser. Jej 

wystarczały  owoce,  ale  wyobrażała  sobie,  że  Tucker  chętnie  zjadłby  jakieś 

ciasto. 

–  Może  powinnam  po  prostu  wyznać  Bernie,  że  jej  kot  przepadł  – 

powiedziała  do  Tuckera,  kiedy  wrócił  zrezygnowany  z  ogrodu.  –  To  by  ją 

nawet mogło sprowokować do powrotu do domu, żeby samej poszukać Zena. 

Masz ochotę na krakersy? 

– Dobry pomysł. 

– Krakersy czy poinformowanie Bernie o kocie? 

– Bernie. Będzie jej lepiej w twoim domu niż w moim. Annie podniosła 

rękę w geście samoobrony. 

– Ale ja nie planuję zaprosić ich tu obojga. 

– A co, chcesz, żeby Bernie wybierała między mężem a kotem? 

Wziął  garść  krakersów.  Annie  ukryła  w  kieszeniach  zaciśnięte  pięści. 

Miała nadzieję, że szwy wytrzymają. 

–  Słuchaj,  rozważmy  wszystkie  problemy  po  kolei,  dobrze?  Odczekam 

jeszcze jeden dzień. Może kot wróci. Jeśli nie, to powiem o wszystkim Bernie. 

Wtedy zobaczymy, co postanowi zrobić. 

– Dobrze. To możemy się już zająć następnym problemem? Stał oparty o 

blat kuchenny. Sięgnął po kolejnego krakersa. 

Już miał go umoczyć w kawie, kiedy coś go powstrzymało. 

– Nie krępuj się. 

Popatrzył na nią, na krakersa i pokręcił głową. 

RS

background image

 

66 

–  Mokre  krakersy  się  rozpadają.  Wychodzi  na  to  –  powiedział  z 

namysłem  –  że  musimy  ustalić  jakiś  plan  i  przygotować  kilka  wariantów  na 

wypadek, gdyby nowożeńcy się opierali. 

Uśmiechnęła się słodko. 

–  Opierali?  Zdawało  mi  się,  że  co  do  tego  nie  ma  najmniejszych 

wątpliwości. Czy ty też masz wrażenie, że oni coś knują? 

Uniósł brew. Zauważyła, że ma ładne, gęste, ale nie krzaczaste brwi. 

– Poza całą tą zabawą w miesiąc miodowy? 

–  Bernie  ma  siedemdziesiąt  jeden  lat.  Twój  ojciec  pewnie  jest  jeszcze 

starszy. 

– I co z tego? 

– Pomyślałam... Chodzi o to, że... 

–  To  ich  życie.  Nie  powinniśmy  się  do  niego  wtrącać  częściej,  niż 

musimy. 

Annie postawiła na stole słoik z masłem orzechowym. 

–  Myślałam,  że  jesteś  tak  samo  przeciwny  temu  związkowi  jak  ja. 

Czyżbym się pomyliła? Czy tylko mi się wydawało, że nazwałeś moją kuzynkę 

ryżą klępą? 

– Rudą. – Tucker podniósł uspokajająco dłoń. – Nie kłóćmy się już o to, 

dobrze?  Pobrali  się.  Są  dorośli,  mogą  o  sobie  decydować.  Nam  została 

logistyka Muszą gdzieś mieszkać. Nie chcesz gościć u siebie mojego ojca, bo 

od  czasu  do  czasu  zdarza  mu  się  zapalić  fajkę.  Ale  ja  mieszkam  w 

pięciopokojowej  ruderze  na  przedmieściach.  Kobieta  taka  jak  Bernie  w 

szybkim czasie by tam zwariowała. Panie lubią mieszkać w mieście, w dużych 

domach, skąd mają blisko do klubów i domów towarowych. 

background image

 

67 

Annie  nie  spuszczała  z  niego  wzroku.  Szyję  i  policzki  oblał  mu 

intensywny  rumieniec.  Oboje  wiedzieli,  że  przed  chwilą  powiedział  o  swoim 

małżeństwie więcej, niż chciał powiedzieć. I więcej, niż ona chciała usłyszeć. 

Postanowiła jak najszybciej wrócić do tematu. 

– Wiem, że to moja rodzina. W każdym razie należy do niej Bernie. Ale 

jeden z moich sąsiadów ostatnio miał spore kłopoty, dlatego że pozwolił kilku 

tak zwanym krewnym wprowadzić się do swojego domu. Urzędnicy patrolują 

tę okolicę bardzo uważnie. Pewnie ze względu na ceny wynajmu mieszkań. 

–  Rozumiem.  Jednak,  tak  jak  już  mówiłem,  u  mnie  jest  za  ciasno. 

Osobiście nie mam nic przeciwko Bernice, ale... – Annie fuknęła jak kotka. – 

Do licha, przecież ja jej nawet nie znam. 

Pewnie jest miłą starszą panią. Tylko te jej perfumy.  A  zresztą niedługo 

przyjeżdża Jay i... 

– I co z tego? 

Annie  zaatakowała  go  jego  własną  bronią.  Mierzyli  się  wzrokiem  przez 

dłuższą chwilę, po czym oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. Dla Annie był 

to rodzaj histerycznego, oczyszczającego wybuchu. Nie miała pojęcia, co czuł 

Tucker, ale jej było z tym dobrze. Nagle wszystkie problemy zmalały. 

Tucker  wyszedł  kilka  minut  później.  Obiecał,  że  zastanowi  się  nad 

wszystkim i zadzwoni do niej następnego dnia. 

–  A  wtedy  –  powiedział,  prawie  ocierając  się  o  nią  w  drzwiach  – 

zajmiemy  się  kolejnymi  punktami  na  twojej  liście.  To  znaczy  brakiem 

narzeczonego,  zagrożeniem  ze  strony  teściowej  i...  Co  tam  jeszcze  było? 

Opony? 

Okulary? 

Cokolwiek 

wymienisz, 

znajdziemy 

rozwiązanie. 

Przynajmniej tyle mogę dla ciebie zrobić, skoro jesteśmy teraz rodziną. 

– Jesteśmy czym? 

– No... kuzynami? 

RS

background image

 

68 

– Hm, to bardzo luźne więzi – powiedziała, zmuszając się do zachowania 

spokoju. – W dodatku tymczasowe. 

Był  już  na  ganku.  Odwrócił  się  w  jej  stronę  i  zasalutował  na  dobranoc. 

Annie patrzyła, jak znika za furtką, i zastanawiała się, co w nim jest takiego, że 

nie można go zignorować. 

Są rodziną? 

W żadnym razie! Tu się coś działo, ale nie miała pojęcia, co. Nie byli tak 

naprawdę rodziną. Nie byli też przyjaciółmi. A więc zostawało... 

–  Nawet  o  tym  nie  myśl  –  mruknęła  do  siebie  pod  nosem  i  zatrzasnęła 

ciężkie drzwi. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

69 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Następnego  dnia  Tucker  starał  się  nie  myśleć  o  Haroldzie  i  Bernice.  Z 

samego  rana  zadzwonił  dyrektor  szkoły  Jaya.  Sprawy  syna  nie  wyglądały  tak 

różowo,  jak  się  Tuckerowi  wydawało.  Z  wyjątkiem  matematyki  oceny  Jaya 

były bardzo kiepskie. 

Poważnie  zmartwiony  Tucker  zabrał  się  właśnie  do  przygotowywania 

najprostszego  na  świecie  lunchu,  na  który  składały  się  kanapki  z  dżemem  i 

masłem  orzechowym,  kiedy  zadzwonił  Dean  Barger.  Jego  przyjaciel,  i 

wspólnik miał kłopoty małżeńskie. 

–  Tuck,  tym  razem  naprawdę  przebrała  miarkę.  Wczoraj  wieczorem 

wywinęła taki numer, że to przechodzi ludzkie pojęcie. 

Tucker miał na to prostą odpowiedź. 

– Na następną delegację zabierz ją ze sobą. 

– Człowieku, nie mogę. Jak ja bym wyglądał z żoną u boku? 

–  Może  powinieneś  zmienić  styl.  O  ile  pamiętam,  przed  ołtarzem 

złożyliście  sobie  pewne  obietnice.  –  Tucker  był  ich  drużbą.  –  Czy  ona  cię 

zdradza? 

– Znasz Jeannine. Nie jest taka. 

–  A  ty  jesteś,  tak?  Ty  możesz  oszukiwać  żonę,  a  ona  ciebie  nie? 

Zastanów się nad tym. 

Szedł  właśnie  do  samochodu,  kiedy  telefon  znowu  zadzwonił.  Wrócił, 

otworzył drzwi i zdążył jeszcze go odebrać. To był wykonawca, który tydzień 

temu  miał  skończyć  zamówienie.  Dzwonił  z  informacją,  że  prace  przeciągną 

się  do  początku  następnego  miesiąca,  bo  jego  teściowa  miała  operację 

pęcherzyka żółciowego. 

RS

background image

 

70 

Tucker zaklął soczyście. Zanim zdążył wyjść, telefon znowu się odezwał. 

Tym razem to był Harold. Sprawdzał, czy przysłano jego czek. 

– Tato, jest dopiero dwudziesty siódmy. 

– Rzecz w tym, synu, że mnie tu męczą. Nalegają, żebym płacił za domek 

tygodniowo. Jestem w kiepskiej sytuacji. 

– Zdaje się, że to miejsce miało być bardzo tanie. Miałeś płacić za dwie 

osoby tyle, co za jedną. Czy tak tylko napisano w ulotce reklamowej? 

– Na to wygląda. Zdaje się, że ty wiesz o pieniądzach i żonach więcej ode 

mnie – stwierdził zgryźliwie Harold. 

To nie poprawiło Tuckerowi humoru. 

– Wpadnę po południu. Przywiozę ci czek, dobrze? 

– Jeśli możesz. Tylko, synu, gotówka byłaby lepsza. 

– Niech będzie – warknął. 

Za chwilę pożałował swojej szorstkości. 

– Jestem ci bardzo wdzięczny, synu – powiedział cicho Harold. – Wiem, 

że to dla ciebie kłopot. Postaram się więcej cię nie fatygować. 

Tucker  poczuł  się  idiotycznie.  Przypomniał  sobie  liczne  sytuacje,  kiedy 

ojciec wyciągał go z kłopotów. Bez mrugnięcia okiem. 

Miał  wrażenie,  że  znalazł  się  w  potrzasku,  zastawionym  przez  dwie 

generacje. Każda napierała na niego ze wszystkich sił. Dlatego podniósł znowu 

słuchawkę  i  wykręcił  numer  Annie.  Potrzebował  sporej  dawki  jej  zdrowego 

rozsądku.  Nawet  przemoczona,  zmęczona  czy  wściekła,  sprawiała  wrażenie 

osoby, która panuje nad wszystkim. 

Zabawne, że dotąd Tucker nie znosił kobiet, które nigdy się nie unosiły. 

Shelly  taka  była.  Nigdy  nie  dawała  się  sprowokować.  On  się  gorączkował,  a 

ona piłowała sobie paznokcie. Groził, że zablokuje jej karty kredytowe, a ona 

w odpowiedzi tylko ziewała. 

RS

background image

 

71 

Ale w wypadku Shelly taka reakcja miała podwójne źródło: niedojrzałość 

i obojętność. Annie była inna. 

Nie  umiał  jeszcze  powiedzieć,  na  czym  to  polegało,  ale  na  pewno  nie 

była  ani  niedojrzała,  ani  obojętna.  Po  prostu  panowała  nad  sobą.  Nigdy  nie 

pozwalała sobie na przekroczenie pewnej granicy. 

–  Cześć,  Annie.  To  ja,  Tucker  Dennis.  Postanówmy  coś  wreszcie  w 

sprawie Harolda i Bernice – powiedział szybko. 

– Masz dla mnie jakieś nowiny? 

– Aha. Jeśli nie przywiozę pieniędzy, to wyrzucą ich na bruk. 

– Boże! Mówisz poważnie? 

– Mniej więcej. Musiałem trochę odreagować. 

– Polecam Mozarta i herbatę truskawkową. Mnie pomaga. 

– Mówimy o tym samym? 

– O stresie. Wygląda na to, że jesteś bardzo zestresowany.  

Tucker  wziął  głęboki  wdech.  Walczył  z  ochotą  opowiedzenia  jej  o 

wszystkim. 

–  Musimy  porozmawiać  –  powiedział  zamiast  tego.  –  Spotkajmy  się  w 

barze  niedaleko  motelu.  Co  ty  na  to?  Zjedlibyśmy  kolację  i  zdecydowali,  co 

robimy dalej. 

– Czy to konieczne? Mam plany na wieczór. 

–  Absolutnie  konieczne.  Chyba  że  masz  randkę.  W  takim  razie  sam  się 

wszystkim zajmę. Chociaż na wszelki wypadek przygotuj pokój gościnny. 

– Czekaj! 

– Nie ma sprawy. Nie chciałbym wkraczać w twoje życie towarzyskie. 

– Niech cię diabli! Zrezygnuję ze swoich planów. Musimy porozmawiać, 

zanim zrobisz coś nieodwracalnego. 

– To samo mówiłem. U ciebie, u mnie, czy na terenie neutralnym? 

RS

background image

 

72 

– Zdecydowanie to ostatnie. 

– Dobrze. Niech będzie ten bar.  I tak muszę jechać do motelu. Załatwię 

wszystko za jednym zamachem. 

– Niech będzie. 

Nie  była  ani  trochę  zachwycona  perspektywą  takiego  wieczoru.  On 

zresztą też nie. 

– Słuchaj, oboje tkwimy w tym po uszy. Póki się z tego nie wypłaczemy, 

odwieśmy broń na kołek. Przyjadę po ciebie koło szóstej. Pasuje ci? 

– Wolę spotkać się z tobą w barze. 

– Po co mamy jechać dwoma samochodami? 

Zapadła  cisza.  Tucker  niemal  słyszał,  jak  pracują  szare  komórki  Annie, 

szukając sposobu wymigania się od tego spotkania. 

Herbata  truskawkowa  i  Mozart?  Co  to  za  kobieta?  Miał  ochotę 

powiedzieć,  że  lepsze  byłoby  piwo  i  Kenny  Loggins,  ale  się  powstrzymał.  W 

końcu w jego przypadku ten zestaw wcale nie działał lepiej. 

–  Niech  będzie.  Spotkamy  się  w  barze,  skoro  nalegasz  –  powiedziała 

Annie i zanim zdążył zareagować, odłożyła słuchawkę. 

On  nalegał?  O  ile  pamiętał,  to  proponował,  że  po  nią  przyjedzie.  To  jej 

zależało na tym, by samej jechać do baru. 

Z  drugiej  strony  to  on  upierał  się  przy  barze.  Ona  twierdziła,  że  ma 

randkę. Miała? 

Gdyby go nawet ktoś trzymał na muszce, nie byłby w stanie powiedzieć, 

które z nich zwyciężyło w tej rundzie. 

Tucker zjawił się na miejscu wcześniej. Cały dzień walczył z normalnym 

bałaganem.  Radził  sobie  całkiem  nieźle  prawdopodobnie  dlatego,  że  myślami 

krążył  gdzieś  indziej.  Za  dziesięć  piąta  zamknął  biuro  i  pobiegł  do  domu. 

RS

background image

 

73 

Wziął prysznic, ogolił się i przebrał w czyste dżinsy oraz białą koszulę. Włożył 

też krawat, który dostał od Jaya na Dzień Ojca, i swoją tweedową marynarkę. 

Spryskał się nawet wodą kolońską, a kiedy to zrobił, poczuł się jak idiota. 

Niestety,  zapachu  wody  nie  dało  się  łatwo  usunąć,  a  nie  miał  już  czasu  na 

jeszcze jeden prysznic. 

Zamiast  usiąść i poczekać, kiedy  zobaczył,  że  samochodu  Annie nie  ma 

pod  barem,  pojechał  jeszcze  kilka  kilometrów  w  dół  autostrady  i  skręcił  na 

jakieś  pastwisko  okolone  żywopłotem.  Zatrzymał  się  i  opuścił  niżej  oparcie 

fotela.  Wyobrażał sobie to miejsce zapełnione jednorodzinnymi domkami, ale 

szybko stwierdził, że lepiej jest tak, jak jest. 

Po  jakichś  dziesięciu  minutach  przeciągnął  się,  wziął  głęboki  oddech  i 

postanowił wracać. Włączył się do ruchu, łamiąc przepisy. 

Beżowy sedan Annie stał pod barem. Tucker zaparkował obok. Siedziała 

za kierownicą z odchyloną głową, zamkniętymi oczami. Znał dobrze taki stan. 

Nie  chciał  wyrwać  jej  z  niego  zbyt  gwałtownie,  więc  zapukał  delikatnie 

w szybę, po czym otworzył drzwi z jej strony i wyciągnął rękę, żeby pomóc jej 

wysiąść.  Zrobił  to  odruchowo,  po  prostu  dlatego,  że  należała  do  tego  typu 

kobiet.  Tak  samo  zachowywał  się  w  stosunku  do  matki,  której  zresztą  Annie 

wcale nie przypominała. 

Stanowią  rodzinę?  Bzdura. Miał  dwie  kuzynki.  Jedna była  stenotypistką 

w  sądzie.  Miała  twarz  anioła  i  ciało  zawodnika  sumo.  Druga  natomiast 

pracowała dla departamentu sprawiedliwości w Raleigh. Nic, absolutnie nic ich 

nie łączyło z Annie Summers. 

– Przepraszam za spóźnienie – skłamał. 

–  Nic  nie  szkodzi.  Zauważyłeś,  jak  późno  ostatnio  zapada  zmrok? 

Przyjemnie było siedzieć w samochodzie i oglądać zachód słońca. 

– Wydaje mi się, że spałaś. 

RS

background image

 

74 

– W takim razie miałam piękny sen. 

Znowu  to  samo.  Ta  jej  umiejętność  radzenia  sobie  ze  wszystkim, 

cokolwiek  by  siedziało.  To  było  niesamowite.  Raz  czy  dwa  razy  dała  się 

ponieść  emocjom,  gdy  chodziło  o  sprawy  Bernie,  Harolda  i  Zena,  ale  Tucker 

nie  wątpił,  że  trzeba  by  dużo  więcej,  żeby  ją  naprawdę  wyprowadzić  z 

równowagi. 

Zaczynało  go  to  trochę  denerwować.  Zawsze  wiedział,  jak  ona  się 

zachowa. Nigdy nie spotkał nikogo podobnego do niej, a jednak miał uczucie, 

że  znają  się  z  Annie  Summers  jak  łyse  konie.  Nie  rozmawiali  o  sprawach 

podstawowych,  takich  jak  religia,  polityka,  koszykówka,  muzyka  – 

niekoniecznie  w  tym  porządku  –  a  i  tak  wiedział  o  niej  bardzo  dużo. 

Traktowała swoje obowiązki poważnie. Tak samo jak on. 

Wiedział  też,  czy  raczej  podejrzewał,  że  jest  samotna.  Mimo  że  miała 

narzeczonego  i  pracowała  od  rana  do  wieczora  z  ludźmi,  a  dom  dzieliła  z 

krewną. 

Z nim było podobnie. 

Przeraził  się  na  myśl,  że  jeśli  kiedykolwiek  któreś  z  nich  powie  to  na 

głos, zrobią coś, czego będą potem żałowali. Bo poza wszystkim innym, poza 

sprawą  Harolda  i  Bernie,  zaginionego  kota,  nieobecnego  narzeczonego  czy 

problemów z synem było coś jeszcze. Coś fizycznego. W dodatku Tucker nie 

miał wątpliwości, że czują to obie strony. Mężczyzna to po prostu wie. 

Raz  czy  dwa  przyłapał  ją  nawet  na  spojrzeniu,  w  którym  nie  było 

bynajmniej  obojętności.  Ciekaw  był,  czy  ona  zdaje  sobie  sprawę,  jak  dużo 

widać w jej wielkich, szarych oczach. 

Może  powinien  dać  jej  do  zrozumienia,  że  nie  interesuje  go  poważny 

związek. Nie miał na to czasu. A nawet gdyby miał, to nie brałby pod uwagę 

RS

background image

 

75 

Annie  Summers.  W  końcu  istniał  gdzieś  ten  facet,  z  którym  podobno  była 

zaręczona. 

Niby  nie  musiało  go  to  obchodzić,  ale  taki  już  był.  Rozsądny  i 

odpowiedzialny.  Annie  zaś  miała  zobowiązania  wobec  kuzynki  i  przyszłej 

teściowej.  Tucker  nie  zamierzał  mieszać  jej  szyków.  Miał  dość  własnych 

kłopotów. 

Chociaż nie potrafił powstrzymać się od spekulacji. 

– Co będziesz jadła? – zapytał Annie. 

Miał  nadzieję,  że  nie  poczuła  zapachu  jego  wody  kolońskiej.  I  nie 

zauważyła długiego zamyślenia. 

– Może pieczonego ziemniaka i sałatkę. 

Wziął  od  niej  płaszcz  i  oddał  go  do  szatni.  Zapatrzył  się  na  jej  zgrabną 

pupę. Naprawdę pięknie się poruszała. 

–  Ziemniak i  sałatka.  Też  mi  jedzenie!  A  słyszałaś  kiedyś  o  anemii?  To 

jest związane z niskim poziomem żelaza w organizmie. 

–  Kobiety  biorą  tabletki  z  mikroelementami  –  odpowiedziała  z  tym 

wspaniałym błyskiem we wspaniałych, szarych oczach. 

– Aha. A mężczyźni żują gwoździe – odparował. 

 Uśmiechnęła się w odpowiedzi. Dla samego tego uśmiechu zgodziłby się 

wzbudzić  w  sobie  poczucie  winy,  kiedy  będzie  siedział  naprzeciwko  niej  nad 

krwistym stekiem, podczas gdy ona będzie skubała swoje warzywa. 

Sprawą, która ich tu sprowadziła, zajęli się dopiero podczas deseru. 

–  Żartowałem  z  tym  pokojem  gościnnym.  Poważnie  podchodząc  do 

sprawy,  to,  na  moje  oko,  jak  nasi  młodzi  małżonkowie  zsumują  swoje 

emerytury, starczy im na wynajęcie mieszkanka. Tylko co z resztą? 

–  Czyli  z  jedzeniem,  środkami  transportu,  opieką  medyczną  i 

dentystyczną. Niestety, to pochłania niemałe pieniądze. 

RS

background image

 

76 

– Wiem. Tato ma ubezpieczenie zdrowotne opłacone przez firmę. 

Oboje  się  nachmurzyli.  Annie  zapatrzyła  się  na  solniczkę,  a  Tucker  na 

Annie. Po chwili przerwał milczenie. 

–  Może  gdyby  znaleźli  jakiś  mały,  zaniedbany  domek,  to  za 

przeprowadzenie  remontu  uzyskaliby  zwolnienie  z  czynszu  na  jakiś  czas. Nie 

ma rzeczy, której ojciec nie umiałby w domu zrobić. Moi chłopcy pomogliby 

mu przy hydraulice, elektryce i innych takich rzeczach. 

– Ciekawa jestem, czy Bernie powiedziała mu, że nie cierpi gotowania i 

sprzątania. 

–  Jakoś  to  przeżyją.  Zawsze  można  kupić  coś  na  wynos.  Są  mrożone 

obiady, które trzeba tylko podgrzać. Głodować nie będą. 

–  Mogłabym  im  podrzucać  coś  do  jedzenia  dwa  albo  trzy  razy  w 

tygodniu. Na przykład zupę fasolową czy kukurydziany chleb. 

Tucker  przestał  słuchać  jej  słów,  zapatrzony  w  jasną,  owalną  twarz. 

Klasyczna  uroda.  Jak  na  starych  obrazach  przedstawiających  bose  kobiety 

owinięte  w  udrapowane  tkaniny,  z  rozpuszczonymi  włosami  odrzuconymi  na 

plecy. Tylko Annie była szczuplejsza. 

– Ludzie są tacy różni – powiedziała z westchnieniem. –Politycy zawsze 

mówią  o  tym,  czego  chcą  Amerykanie,  jakby  Amerykanie  byli  jedną  zwartą 

masą  identycznych  jednostek.  A  tak  naprawdę  każdy  z  nich  chce  czegoś 

innego.  Nie  mam  pojęcia,  czego  Bernie  spodziewa  się  po  tym  małżeństwie, 

jeszcze  mniej  wiem  o  twoim  ojcu.  I  w  jakim  stopniu  zamierzają  nad  swoim 

związkiem pracować. 

Nie myśląc nad tym, co robi, wzięła jedną frytkę z jego talerza i powoli ją 

zjadła. Musiała być mocno wytrącona z równowagi. 

A Tuckerowi przyszło do głowy dziwne pytanie. Ciekaw był, ile wysiłku 

ona włożyłaby w swoje małżeństwo. Niektóre kobiety, na przykład – jego była 

RS

background image

 

77 

żona,  umiały  tylko  brać.  Coś  mu  podpowiadało,  że  Annie  jest  inna.  Ale 

przecież zauważył  egoizm i niedojrzałość Shelly dopiero  wtedy, kiedy już nie 

mógł się wycofać. 

Niektórych rzeczy człowiek dowiaduje się w bolesny sposób. 

Z  drugiej  strony,  gdyby  nie  spotkał  Shelly,  nie  byłoby  Jaya.  A  Jay  był 

wart  całego  bólu  i  rozczarowania,  jakiego  doświadczył  Tucker.  Nie 

zrezygnowałby z syna za żadne skarby świata. 

Tucker  zapłacił  za  kolację.  Annie  nie  robiła  z  tego  problemu. 

Zaproponował,  że  mógłby  zawieźć  ją  do  motelu  swoim  samochodem,  ale 

Annie upierała się, że jedzie swoim. 

– Zosia–samosia? 

– Jeśli pytasz w ten sposób, czy wolę być niezależna, to moja odpowiedź 

brzmi:  „tak".  Podwieźć  cię?  –  zapytała  z  błyskiem  w  oczach.  –  Możesz 

zostawić tutaj swoją ciężarówkę. Wrócimy po nią w drodze powrotnej. 

Annie  nie  wierzyła  własnym  oczom.  Tucker  okrążył  jej  samochód  i 

posłusznie wskoczył na siedzenie pasażera. 

– Czemu nie? Mówiłem, że nie ma sensu jechać dwoma samochodami. 

Zapaliła  silnik,  wrzuciła  bieg.  Silnik  zgasł.  Tucker  spojrzał  w  kierunku 

dźwigni  hamulca  ręcznego.  Szybko  ją  zwolniła.  Czuła  zażenowanie  i  irytację 

naraz. 

–  Dzięki  –  mruknęła,  chociaż  tak  naprawdę  miała  ochotę  zakląć 

soczyście. 

Wyjątkowo  trudno  jej  było  zachowywać  się  normalnie.  Niby  nie  czuła 

zagrożenia, a w każdym razie tak się jej wydawało. 

Nie? To dlaczego w jej głowie świeciła czerwona lampka i wyły alarmy? 

Jakby  ktoś  krzyczał:  „Niebezpieczeństwo!  Wysokie  napięcie.  Trzymać  się  z 

daleka!". 

RS

background image

 

78 

– Nadal nie ustaliliśmy planu działania – przerwała milczenie kilka minut 

później, wjeżdżając na motelowy parking. 

–  Wydawało  mi  się,  że  zdecydowaliśmy  poszukać  czegoś  odpowiednio 

taniego, może w twojej okolicy. 

– Mojej? 

–  Przypominam  ci,  że  ja  mieszkam  na  obrzeżu  miasta.  A  właściwie  na 

Wsi.  Tam  są  tylko  kurze  fermy.  Wspominałaś  coś  o  domu,  który,  za 

odpłatnością, przyjmuje rezydentów. 

–  Już  nie  przyjmuje.  To  dzielnica  domów  jednorodzinnych,  mimo  że 

rzadko  która  dzisiejsza  rodzina  potrzebuje  dwunastopokojowego  domu. 

Wcześniej  czy  później  to  się  będzie  musiało  zmienić.  Podatki  są  wysokie, 

utrzymanie domów też kosztuje niemało. Ale na razie jest jak jest. Znaleźliśmy 

się w sytuacji patowej. 

– Już ci mówiłem, że Harold potrafi wszystko zrobić. Wygodnie jest mieć 

kogoś takiego pod ręką. Poza tym to członek rodziny. Jest mężem Bernie, więc 

nie  złamiesz  przepisu  dotyczącego  lokatorów  domów  jednorodzinnych.  Jest 

jeszcze  coś.  Znam  Harolda.  Będzie  chciał  dołożyć  się  do  wydatków  na  dom. 

Łatwiej będzie opłacić podatki. 

Patrzył  na  nią  tak  niewinnie,  że  prawie  dała  się  na  to  nabrać.  Ale 

wiedziała, do czego ten cwaniak zmierza. 

– Sprytne – powiedziała oschle. 

Mogłaby  spróbować  zastosować  tę  samą  taktykę.  Tylko  że  Harold 

rzeczywiście mógłby się okazać pomocny w jej domu, podczas gdy zachwalać 

Bernie  było  znacznie  trudniej.  Annie  miała  wyrzuty  sumienia,  że  w  ogóle 

myśli w ten sposób. Prawda była jednak okrutna. Bernie miała dwie lewe ręce i 

nie  nadawała  się  do  żadnych  domowych  prac.  W  dodatku  potrafiła  być  pie-

kielnie irytująca. 

RS

background image

 

79 

Zresztą  z  tych  powodów  małżeństwo  mogło  nie  przetrwać  miesiąca 

miodowego.  W  takim  wypadku  każde  z  nich  wzięłoby  swojego  krewniaka  z 

powrotem do siebie i byłoby po kłopocie. 

O dziwo, Annie wcale taka perspektywa nie ucieszyła. 

Ociągali  się  z  wysiadaniem  z  samochodu.  Od  kilku  minut  stali  na 

parkingu  pod  błękitnym  neonem  motelu.  Ani  jedno,  ani  drugie  nie  miało 

ochoty  przerywać  nie  ciążącego  im  milczenia.  Annie  oparła  głowę  na 

zagłówku i westchnęła. 

– Marzyłeś kiedyś o tym, żeby po prostu spakować szczoteczkę do zębów 

i odejść w siną dal? Dokądkolwiek, nieważne gdzie, byle daleko? 

–  Wiele  razy.  Problem  w  tym,  że  ucieczka  niczego  nie  rozwiązuje. 

Kłopoty czekają cierpliwie na twój powrót do domu. 

– To brzmi tak, jakbyś rzeczywiście  kiedyś uciekł. Tucker odpowiedział 

po chwili wahania. 

– Można to tak określić. Uwierz mi, że to nic nie daje. 

– Ja bym nie miała na to dość odwagi, nawet gdybym mogła pozbyć się 

w ten sposób wszystkich problemów – powiedziała i uśmiechnęła się do niego 

tak, że poczuł, jak mu miękną kolana. 

Niedobrze. Oj, niedobrze! 

Co pomyślawszy, otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. 

–  Chodźmy  sprawdzić,  czy  uda  nam  się  rozwikłać  ten  problem.  Annie 

wysiadła, zanim zdążył obejść samochód i pomóc jej. 

Stali  tak  obok  siebie  w  chłodny,  marcowy  wieczór.  Annie  odezwała  się 

bardzo niepewnym tonem. 

– Wiesz, nie mam ochoty tam iść. 

Tucker  położył  jej  rękę  na  ramieniu.  I  już  jej  nie  zdjął,  kiedy  ruszyli  w 

stronę gniazdka nowożeńców. 

RS

background image

 

80 

– Zobaczysz, że nie będzie aż tak źle. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

81 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Nie było ani aż tak źle, ani specjalnie dobrze. 

–  Powiedziałbym,  że  pół  na  pół.  –  Tucker  podsumował  spotkanie  z 

nowożeńcami zaraz po wyjściu. 

– Nie posunęliśmy się ani o krok naprzód. Twój ojciec nie chciał nawet 

wysłuchać naszych sugestii. 

– O co mu chodzi z twoją kuzynką i telewizją? 

– Włącza telewizor zawsze, kiedy nie chce czegoś słuchać. 

– Nie da się z nią dyskutować? Nie docierają do niej żadne argumenty? 

Annie z przygnębieniem pokręciła głową. 

–  Zawsze  mi  się  wydawało,  że  nieźle  sobie  radzę  z  ludźmi,  ale  coś  ci 

powiem. To nieprawda. Najgorsze jest to, że czasami, ostatnio całkiem często, 

nawet mi się nie chce próbować. 

Dotarli  do  samochodu.  Tucker  oparł  się  o  drzwi,  a  Annie  stała 

naprzeciwko. Włożyła ręce do kieszeni. Oglądała czubek własnego buta. Tego 

wieczora, chyba na cześć nadchodzącej wiosny, włożyła brązowe mokasyny na 

cienkich zelówkach. Wychodząc z domu, wbrew  zdrowemu rozsądkowi czuła 

nieuzasadnioną nadzieję. 

Gdyby  była  wobec  siebie  uczciwa,  musiałaby  przyznać,  że  cieszyła  ją 

przede  wszystkim  perspektywa  spotkania  z  Tuckerem.  Wspólna  kolacja, 

swobodna  rozmowa  –  tak  zwykle  zachowywali  się  mężczyźni  i  kobiety  u 

progu  nawiązania  jakiegoś  rodzaju  związku.  Ona  nazywała  to  badaniem 

gruntu. 

Był  jeden  problem.  Powoli  zapominała  o  tym,  że  jedyny  możliwy 

związek jej i Tuckera Dennisa obejmuje także dwoje innych ludzi. Zazdrościła 

RS

background image

 

82 

Bernie.  Ona  przynajmniej  miała  odwagę,  żeby  otwarcie  walczyć  ze  swoim 

osamotnieniem. 

Annie  kiedyś  spróbowała  zrobić  to  samo.  Od  tego  czasu  minęły  cztery 

lata  i co  zdobyła?  Mimo  ponaglających  telefonów  od  potencjalnej  teściowej  i 

rzadkich listów od Eddiego czuła się jeszcze bardziej osamotniona. 

Tucker uniósł kciukiem jej podbródek. 

–  Halo,  proszę  pani,  nie  jest  aż  tak  źle.  Daliśmy  im  przynajmniej  do 

myślenia. 

–  Nie  mogę  uwierzyć,  że  nie  zastanowili  się  nad  tym,  gdzie  będą 

mieszkać. Nawet Bernie nie jest tak beztroska, by zakładać, że do końca życia 

będą mieszkać w motelu. 

– Może Harold oczekiwał ode mnie jakiejś podpowiedzi. 

– Podpowiedzi? 

Tucker wzruszył ramionami. 

– Sam nie wiem. W każdym razie mam nadzieję, że kiedy znajdziemy dla 

nich coś odpowiedniego, dadzą się przekonać. 

–  Każde  miejsce  odpowiednie,  według  mnie,  będzie  nie  do 

zaakceptowania dla Bernie. 

– Harold jest całkiem rozsądny. 

– I tylko on jeden. 

Tucker  spojrzał  na  nią.  W  niebieskim,  neonowym  świetle  wydawała  się 

nienaturalnie blada. Tak bardzo chciałby ją teraz pocałować. Wziąć w ramiona 

i zapewnić, że wszystko się jakoś ułoży. 

Przede wszystkim jednak marzył o pocałunku. 

Dawno  nie  miał  na  to  ochoty.  Nie  było  kobiety,  z  którą  chciałby  się 

przespać. A teraz w kółko o tym myślał. Wielokrotnie zastanawiał się nad tym, 

jaka Annie jest, kiedy straci to swoje opanowanie i kontrolę nad sobą. 

RS

background image

 

83 

Czy byłaby namiętna? 

Czy  tak  jak  on  myślała  o  tym,  żeby  zapomnieć  o  tej  parze  w  motelu,  o 

jego synu i swoim narzeczonym? Żeby skupić się na tym uczuciu, które urosło 

w nich jakoś niezauważenie? 

– Chyba powinniśmy jechać do baru, zanim odholują twoją ciężarówkę – 

powiedziała, odwracając wzrok. – Niemniej dziękuję za dobre chęci. 

–  Nie  ma  sprawy.  Zobaczysz,  wszystko  będzie  dobrze.  W  końcu  nie 

mamy do czynienia z dwójką dzieci. 

– Wiem, ale czuję się odpowiedzialna za Bernice. Ma tylko mnie. 

– A jej mąż się nie liczy? 

Zagryzła wargę. Widział wyraźnie, że jest bardzo przygnębiona. On czuł 

się podobnie. W życiu nie przyszło mu do głowy, że ojciec może sobie znaleźć 

nową żonę. W dodatku bez ostrzeżenia. 

Co się stało, to się nie odstanie. Jak powiedziałby kapłan, są połączeni na 

dobre i na złe. Jedyne, co on mógł  w tej sprawie zrobić, to postarać się, żeby 

więcej było tego dobrego niż złego. 

Tucker usadowił się na siedzeniu pasażera. Próbował rozluźnić atmosferę 

dowcipem. 

–  Wiesz  co?  Pozwoliłem  wieźć  się  kobiecie  po  raz  pierwszy  od  czasu, 

gdy  miałem  piętnaście  lat.  Chodziłem  wtedy  z  siedemnastolatką.  Ona  miała 

prawo jazdy, a ja nie. 

– Na Boga, to ci dopiero doświadczenie w tak młodym wieku! I co, jak to 

podziałało  na  twoje  samopoczucie?  Dać  się  wozić  samochodem  starszej 

kobiecie... 

Stłumił chichot. 

RS

background image

 

84 

–  O  ile  pamiętam,  prosiłem  ją,  żeby  jechała  wolno.  Chciałem,  żeby 

wszyscy  koledzy  zobaczyli,  z  kim  chodzę.  Z  czego  należy  chyba 

wywnioskować, że moje samopoczucie specjalnie nie ucierpiało. 

– Ojciec mnie zawsze przestrzegał przed takimi chłopcami. 

– I miał rację. Stosowałaś się do ostrzeżenia? 

– Zawsze – szepnęła. Stali właśnie na skrzyżowaniu, czekając, aż będzie 

można skręcić pod bar. – Ale przyznam ci się, że czasem tego żałuję. Szkoda, 

że się nie zbuntowałam. Zżera mnie ciekawość. 

Zaparkowała  samochód  koło  srebrnej  ciężarówki  z  logo  Dennisbudu  na 

drzwiczkach. Nie wyłączyła silnika. Tucker miał się przecież tylko pożegnać i 

wysiąść. 

Zamiast tego przekręcił kluczyk w stacyjce, zmusił ją, by obróciła się w 

jego  stronę,  oparł  się  o  deskę  rozdzielczą  i  pocałował  ją,  zanim  zdążyła 

zaprotestować. 

Kiedy oderwał od niej wargi, w głowie mu huczało, dżinsy wydawały się 

o dwa numery za małe i nie mógł złapać tchu. Annie wyglądała na kompletnie 

wytrąconą z równowagi. Nie podejrzewał, żeby była to kwestia jego techniki. 

Dawno zapomniał, jak się należy całować. 

Powinien ją przeprosić, ale zamiast tego wyrwało mu się co innego. 

– Rany, Annie, co ty ze mną robisz?! 

Widział już ludzi w szoku. Annie wyglądała podobnie. 

– Annie? Słyszysz mnie? 

– Ja nie... 

– Przepraszam cię. Kiepski pomysł! To miał być żart. 

 Patrzyła na niego z jeszcze większym oszołomieniem, więc pospieszył z 

wyjaśnieniami. 

RS

background image

 

85 

–  Sądzę,  że  to  nie  ma  sensu.  Po  co  komplikować  i  tak  skomplikowaną 

sytuację. Czy nie mam racji? 

–  Oczywiście.  Zresztą,  wiem...  Wiem,  że  to  był  żart.  Sytuacja  i  tak  jest 

skomplikowana.  To  znaczy...  Do  diabła!  Nie  mogę  nawet  składnie  sklecić 

zdania! Tucker, to był bardzo męczący dzień – zakończyła z wysiłkiem. 

Tucker usiadł na swoim miejscu. Dziękował Bogu za cień, który okrywał 

go od pasa w dół. Powinien być mądrzejszy. A pod całą tą przykrywką spokoju 

Annie chowała w środku gwałtowną namiętność. 

– Dla mnie też. – Odchrząknął i otworzył drzwi. – Przemyślę wszystko w 

spokoju. Porozmawiamy jutro. 

Zanim zdążyła zapytać, nad czym  zamierza myśleć, wysiadł i zatrzasnął 

za sobą drzwi. 

On  sam  wiedział  doskonale,  o  czym  będzie  myślał.  Na  pewno  nie  o 

Haroldzie i jego żonie. 

Zamierzał  odczekać  kilka  dni,  rozejrzeć  się  po  okolicy  i  dopiero  wtedy 

zadzwonić do Annie. 

Wytrzymał do późnego przedpołudnia. Zadzwonił do niej z biura. 

– To ja, Tucker. Czemu jesteś taka zdyszana? 

– Byłam na zewnątrz. Szukałam kota. Na pierwszy rzut oka jest całkiem 

ładny i puszysty. Myślisz, że ktoś mógł go porwać? 

– Czy ja wiem? Zadzwoń może do schroniska. 

–  Już  to  zrobiłam.  Obiecali,  że  mnie  zawiadomią,  gdyby  ktoś  przyniósł 

im rudego, puszystego kocura z białą skarpetką. 

Żadne  z  nich  nie  wspomniało  ani  słowem  o  tym,  co  się  zdarzyło 

poprzedniego  wieczora.  Podobno  istnieją  na  świecie  ludzie,  którzy  wierzą,  że 

na wszystko musi być odpowiednie miejsce i czas. To dość dobrze opisywało 

charakter Annie Summers. O ile się Tucker zdążył  zorientować, całe jej życie 

RS

background image

 

86 

przypominało  segregator  z  dużą  ilością  przekładek  i  czytelną  etykietką  na 

każdej. 

– Annie, co do wczorajszego wieczoru... 

– Zapomnij o tym. Ja już ten fakt wyrzuciłam z pamięci. To był incydent. 

– A moim zdaniem to był długi, gorący, namiętny pocałunek. 

– Daj spokój. Oboje byliśmy na ostatnich nogach. Czasami ludzie reagują 

na stres impulsywnym działaniem. 

–  Rzeczywiście  zimny  prysznic  nie  jest  moim  ulubionym  sposobem 

rozładowywania  napięcia.  Następnym  razem  wypróbuję  twoją  metodę.  Czy 

dobrze  pamiętam?  Herbata  truskawkowa  i  Mozart?  –  Miał  wrażenie,  że  ona 

chce  rzucić  słuchawką,  więc  szybko  dodał:  –  Daj  mi jeszcze  minutę,  dobrze? 

Słuchaj, dzisiaj przyjeżdża Jay na wiosenne wakacje. Za parę godzin odbieram 

go z lotniska. W związku z tym przez następne kilka dni będę zajęty. Myślałem 

o Haroldzie i Bernice i chyba znalazłem sensowne rozwiązanie. 

–  To  cudownie.  Przeglądałam  ogłoszenia  i  nie  widziałam  nic 

odpowiedniego. 

– Wspominałaś kiedyś o nie wykorzystanym strychu w twoim domu. Co 

byś powiedziała... 

– Nie ma mowy! Po pierwsze, tam nie ma łazienki. 

–  To  żaden  problem.  Daj  mi  tylko  trzy  dni.  Zapewniam  robotników  i 

materiały. 

–  Poza  tym  musiałabym  dostać  pewnie  jakieś  pozwolenie,  którego  i  tak 

nie  uzyskam.  Opowiadałam  ci  o  moich  sąsiadach  i  ich  problemach  z 

lokatorami? 

– Ja to załatwię. 

– Latem tam na górze jest gorąco jak w piekarniku. 

– Wstawimy kilka dodatkowych okien. 

RS

background image

 

87 

Tucker  wymyślił  to  wszystko,  zmęczony  zimnymi  prysznicami  i  snami, 

jakich  nie  miał  od  jakichś  dwudziestu  lat.  Im  szybciej  urządzą  nowożeńców, 

tym  szybciej  przestaną  się  widywać  i  wrócą  do  normalnego  życia.  Każde  do 

swojego.  Bał  się.  Przeczytał  gdzieś,  że  w  pewnym  wieku  mężczyźni  potrafią 

przewrócić  całe  swoje  życie  do  góry  nogami.  Jego  własny  ojciec  był  tego 

doskonałym przykładem. 

–  Tucker,  mówiłam  ci  już  o  ograniczeniach  obowiązujących  w  mojej 

dzielnicy. Jestem ci wdzięczna za to, że próbujesz coś wymyślić, ale to nie jest 

dobry pomysł. Może mnie przyjdzie coś lepszego do głowy. 

Oto  niewzruszona  panna  Summers!  Tucker  spodziewał  się,  że  znowu 

wspomni o fajce jego ojca. 

– Już ci mówiłem, że to nie jest problem. Jesteśmy w końcu rodziną. 

– Harold i Bernice są rodziną. My nie. 

– Toteż nie zamierzam się do ciebie wprowadzać. 

– Wiem o tym. Oczywiście. Tylko... 

Udało się! Tucker pogratulował sobie zręcznego odparcia wszystkich jej 

argumentów. 

–  Martwi  mnie  tylko  artretyzm  Bernie.  Wiesz,  te  schody.  Wspominałeś, 

że twój dom jest parterowy. 

– Zaraz, zaraz! 

–  Skoro  możesz  urządzić  łazienkę  u  mnie  na  strychu,  to  z  łatwością 

możesz też dobudować pięterko w swoim domu. 

– Do licha! 

–  Słuchaj,  Tucker,  muszę  kończyć.  Dzwonił  Eddie  i  zostawił  mi 

wiadomość  na  sekretarce.  Jest  w  Nowym  Jorku.  Przyjedzie  tu,  kiedy  tylko 

odświeży sobie garderobę i wypożyczy samochód. Muszę przygotować pokój, 

zrobić jakieś zakupy i trochę się pokręcić dookoła domu w poszukiwaniu Zena. 

RS

background image

 

88 

Dzisiaj  rano  znalazłam  pod  drzwiami  martwą  mysz.  Wiesz  przecież,  co  to 

znaczy. 

Pożegnała się z nim i skończyła rozmowę. Siedział przez chwilę, gapiąc 

się  na  słuchawkę,  która  trzymał  w  ręku.  Martwa  mysz?  O  co  jej  chodziło?  A 

jemu  się  wydawało,  że  to  on  ma  problemy.  I  że  przestał  nad  sobą  panować, 

czego dowodem były te szalone sny. 

– Tak łatwo się mnie pani nie pozbędzie, proszę pani. 

Nie  mieszkała  aż  tak  daleko.  Miał  jeszcze  jakieś  dwie  godziny  do 

przylotu Jaya. Wykręcił jeszcze raz numer Annie. Odebrała błyskawicznie. 

– Eddie? 

–  Nie,  to  znowu  ja.  Nie  odkładaj  słuchawki,  proszę!  Posłuchaj  przez 

chwilę. Będę u ciebie w ciągu dwudziestu minut. 

– Och, ale... 

– Annie, to ważne! Twój narzeczony nie przyjedzie dzisiaj, prawda? 

– Nie, ale... 

– Zaraz u ciebie będę. 

Odłożył szybko słuchawkę, żeby nie miała czasu zaprotestować. 

Annie  zastanawiała  się,  czy  trzydzieści  sześć  lat  to  nie  za  wcześnie  na 

menopauzę.  I czy menopauza wyjaśniałaby palpitacje, pobudzenie i erotyczne 

marzenia na jawie? Nie odczuwała takich sensacji od czasu, kiedy była bardzo 

młoda i skoncentrowana głównie na swojej karierze zawodowej. 

Bez względu na przyczynę – czy była to reakcja na młodą parę w czasie 

miesiąca miodowego, czy na pociągającego mężczyznę – fakty były oczywiste: 

jej hormony szalały. Doszła do wniosku, że pewnie w ten sposób matka natura 

próbuje jej przypomnieć o tym, że jeśli w ogóle ma mieć rodzinę, to najwyższy 

czas ją założyć. Eddie obiecał jej tyle dzieci, ile tylko będzie chciała. Niestety, 

RS

background image

 

89 

nigdy  nie  zabawił  na  miejscu  wystarczająco  długo,  by  zająć  się  realizacją 

obietnicy. 

–  Realizacją?  Cóż  za  romantyczne  podejście  do  sprawy,  droga  Annie 

Summers  –  mruknęła  do  siebie,  zdejmując  robocze  ubranie.  Wyjęła  z  szafy 

brązową spódnicę i beżowy sweter. 

Rozczesała  włosy.  Związała  je  ciasno  z  tyłu  głowy.  Spojrzała  w  lustro, 

wolno uniosła dłoń i dotknęła warg. 

Boże!  Ten  pocałunek!  Jeśli  wystarczył  jeden  pocałunek,  by  tak  ją 

pobudzić, to jak byłoby w łóżku z tym mężczyzną? Czy jest różnie z różnymi 

mężczyznami?  Wiedziała,  jak  było  jej  z  narzeczonym.  Za  pierwszym  razem 

trochę niewygodnie. Przyjemnie za drugim, za trzecim nieco bardziej przyjem-

nie. 

Czwartego  razu  nie  było,  bo  Eddie  zdobył  fundusze  na  swoją  –  jak 

obiecywał  –  ostatnią  podróż  przed  rozpoczęciem  spokojnej  egzystencji 

nauczyciela. 

Nim  przyjechał  Tucker,  Annie  zdołała  nad  wszystkim  zapanować. 

Zaparzyła  kawę,  wyjęła  z  szafki  biszkopty.  Tym  razem  była  lepiej 

przygotowana  i  nie  musiała  częstować  go  krakersami,  których  nie  mógł 

moczyć w kawie, bo się rozpadały. Jak na kobietę, która przeżyła praktycznie 

całe swoje życie bez mężczyzny, szybko się uczyła. 

– Co z tą martwą myszą? – zapytał ją w progu. Wyglądał bardzo bojowo. 

– Och, mysz! Myślałam, że zrozumiałeś. To był prezent. 

Z  tymi  ściągniętymi  brwiami,  cały  zwarty  i  gotowy,  przypominał  jej 

jednego  z  tych  uzbrojonych  po  zęby,  surowych  wojowników,  jakich  nieraz 

oglądała w filmach historycznych. 

–  Jeśli  ktoś  robi  ci  takie  paskudne  dowcipy,  to  chcę  o  tym  wiedzieć  i 

zrobić z tym porządek. 

RS

background image

 

90 

– Tucker, zdaje się, że nie masz chyba bladego pojęcia o kotach, co? 

– O kotach? A co mają koty do... myszy? 

–  Właśnie.  Koty  i  myszy.  Myślałam,  że  każdy  słyszał  o  kotach  i 

prezentach, jakie robią swoim... ludziom. 

– Swoim ludziom? 

–  Tak,  bo  trudno  nas  nazwać  ich  właścicielami  czy  panami.  Koty  są 

niezależne. Nie ma takiego człowieka na ziemi, którego z czystym sumieniem 

można  by  nazwać  posiadaczem  kota.  Zen  musi  być  gdzieś  w  pobliżu.  Chowa 

się, bo wie, że jestem na niego wściekła. 

Tucker  opuścił  podniesione  ramiona.  Wyglądał  jak  balon,  który  ktoś 

właśnie przekłuł szpilką i uszło z niego całe powietrze. 

–  A  jesteś  wściekła,  Annie?  Nie  widać  tego  po  tobie.  Jesteś  spokojna  i 

opanowana. Zimna jak stal. 

–  Może,  ale  muszę  ci  powiedzieć,  że  znalezienie  na  schodach  zdechłej 

myszy nie jest moim ulubionym sposobem na rozpoczęcie dnia. Nawet jeśli to 

oznacza, że Zen krąży gdzieś w pobliżu. 

Znowu się zaczyna! To reakcja na Tuckera. Brakowało jej tchu. Czuła, że 

cała płonie. 

–  Tucker,  doceniam  twoją  troskliwość,  ale  zapewniam  cię,  że  wszystko 

jest  w  najlepszym  porządku.  Ty  chyba  naprawdę  zupełnie  się  nie  znasz  na 

kotach, prawda? 

– Prawda. Psy nie zostawiają swoich kości, tylko je zakopują. 

Najwyraźniej  spieszył  na  ratunek  tej,  której  ratunek  wcale  nie  był 

potrzebny. Czuł zakłopotanie. 

Annie postanowiła nie znęcać się nad nim dłużej. 

–  Napijesz  się  kawy  przed  wyjściem?  Pewnie  pojedziesz  stąd  na 

lotnisko? 

RS

background image

 

91 

Spojrzał na zegarek. 

– Mam mnóstwo czasu. Chętnie się jej napiję. Wczoraj skończyła mi się 

kawa z zeszłego tygodnia, a w tym zapomniałem kupić. 

– W tym tygodniu? Pijesz tak dużo kawy? 

– Aha. Czuję, że to przesada. 

Poszli  razem  do  kuchni.  Annie  miała  wrażenie,  że  nagle  zabrakło  tam 

powietrza. Tucker był za blisko. Wyjęła z szafki filiżanki i spodeczki. Sięgnęła 

po rzadko używane talerzyki deserowe, które były pod stertą głębokich talerzy. 

Kiedy  je  wysunęła,  sterta  niebezpiecznie  się  zachwiała.  Oboje  równocześnie 

rzucili się na ratunek. Z powodzeniem. 

–  Muszę  zrobić  porządek  w  tych  szafkach  –  wykrztusiła  Annie.  – 

Umieściłam to nawet na liście zadań na wakacje. 

– Zdaje się, że szykuje ci się fascynujący urlop. 

Nie  odsunął  się  od  niej,  lecz  przysunął  jeszcze  bliżej  i  przyparł  ją  do 

blatu.  W  jego  tęczówkach  dostrzegła  złociste,  błękitne,  zielone  i  brązowe 

plamki. Kolor orzechowy to za mało, by opisać barwę jego oczu. 

Talerz  wysunął  się  jej  spomiędzy  palców  i  uderzył  o  brzeg  wielkiego, 

porcelanowego zlewu. Annie zamrugała powiekami i spojrzała na trzy kawałki, 

na jakie się rozpadł. Wzięła do ręki największy. 

– Pozwól mnie to zrobić. Skaleczysz się. 

– Nie bądź śmieszny. Nie pierwszy raz stłukłam talerz. 

– Annie! 

Zamknął  jej  dłoń  w  swojej.  Były  tak  różne.  Jego  stwardniała  i 

pokancerowana, a jej gładka i delikatna. 

– Annie! 

Miał  wrażenie,  że  w  pomieszczeniu  nagle  zabrakło  powietrza.  W  piersi 

czuł mocny ucisk. Oddychał ciężko. Czy tak właśnie wygląda atak serca? 

RS

background image

 

92 

– Tucker, dobrze się czujesz? 

– Nie. Zamierzam cię teraz znowu pocałować, Annie, więc nic nie mów i 

nie przeszkadzaj! Muszę sprawdzić, czy... 

Było jeszcze gorzej, niż pamiętał. Jej wargi miały smak truskawek i pasty 

do  zębów.  Była  ciepła,  delikatna,  a  zarazem  silna.  Nie  potrafił  się  od  niej 

oderwać. 

Miał  nowy  kłopot  na  głowie.  Był  pobudzony  aż  do  bólu,  a  wszystko  z 

powodu  zdechłej  myszy  i  stłuczonego  talerza.  Nie  mógł  sobie  nawet 

wyobrazić, co by zrobił, gdyby Annie kiedyś przyszła do niego. 

Pocałował ją znowu. Nie broniła się, więcej, zachowywała się tak, jakby 

od  początku  to  był  jej  pomysł.  Tuckera  przeszył  dreszcz,  kiedy  poczuł  jej 

dłonie na swoich ramionach, kiedy musnęła delikatnie skórę na jego karku. 

Wsunął  ręce  pod  jej  sweter.  Rozkoszował  się  dotykiem  jej  ciepłego, 

silnego  ciała.  To  uczucie  przeszywało  go  do  szpiku  kości.  Miała  małe, 

sprężyste  piersi,  których  sutki  stwardniały  w  jednej  chwili.  Czuł  coraz 

silniejszy ucisk w podbrzuszu. 

Nie  było  siły,  która  by  go  powstrzymała  przed  przyciśnięciem  do  niej 

swoich bioder. Annie jęknęła i to przeważyło szalę. Tucker ledwie trzymał się 

na  nogach.  Oderwał  się  od  niej.  Gdyby  tego  nie  zrobił,  musiałby  po  prostu 

położyć  się  z  nią  na  podłodze.  Stół  nie  wchodził  w  grę,  bo  był  za  krótki. 

Tucker  zastanawiał  się  właśnie,  czy  nie  wziąć  Annie  na  ręce  i  nie  zanieść  do 

najbliższego łóżka, kiedy zadzwonił telefon. 

– Nie odbieraj – szepnął, nie otwierając oczu. 

– To może być Eddie. 

Wydawałoby  się,  że  to  powinno  uspokoić  jego  rozszalałe  libido,  ale  tak 

się nie stało. Tymczasem Annie podniosła słuchawkę. 

RS

background image

 

93 

– Halo – powiedziała jednym tchem. – To Bernie – szepnęła po chwili w 

stronę  Tuckera.  Otworzył  oczy.  Zapadł  się  w  siebie.  Miał  już  dość.  Tylko 

czemu Annie musiała wyglądać tak seksownie w tym podciągniętym sweterku 

i staromodnym koku, który się rozluźnił i zsunął niżej... 

Annie przycisnęła słuchawkę do piersi. 

– Pyta o Zena. 

– Powiedz jej, że oddzwonisz później. 

–  Bernie,  oddzwonię.  Słucham?  Nie,  nie  czuję  do  niego  nienawiści.  To 

nieprawda! Bernie, posłuchaj... 

Spojrzała bezradnie na Tuckera. 

–  Rzuciła  słuchawkę.  Oskarżyła  mnie  o  to,  że  nienawidzę  jej  kota,  po 

czym rzuciła słuchawkę. 

– Nie przejmuj się – powiedział uspokajająco. 

Annie  opadła  na  masywne,  dębowe  krzesło  i  oparła  łokcie  o  stół,  a 

podbródek na dłoniach. 

Tucker  czuł  się  tak,  jakby  właśnie  skończył  bieg  maratoński.  Klęknął 

koło  gospodyni.  Nie  chciała  na  niego  spojrzeć.  Uparcie  patrzyła  na  lodówkę. 

W  końcu  odezwała  się  głosem,  który  było  nieco  zbyt  cichy  i  spokojny  jak na 

okoliczności, w jakich zadzwonił telefon. 

–  Ja naprawdę  nie  miałam  złych  zamiarów  wobec  kota  Bernie. Mogłam 

kilka razy powiedzieć, że go nienawidzę, ale nigdy tak nie myślałam. To tylko 

gadanie. Wentyl bezpieczeństwa. 

– Aha, wentyl. 

– Zen i ja darzymy się obopólną antypatią. 

– Obopólna antypatia. Czy w ten sposób chcesz grzecznie powiedzieć, że 

nienawidzicie się na śmierć i życie? 

RS

background image

 

94 

Zagryzała  wargi,  a  Tucker  parsknął  śmiechem.  Po  chwili  ona  również 

zachichotała. Oboje spojrzeli na jego dłoń na jej kolanie. 

–  Bernie  nie  rozumie  jednego.  Kiedy  kot  kogoś  nie  lubi,  potrafi  się 

zachowywać jak diabeł wcielony. Zen przynosi mi myszy, jaszczurki, węże, a 

raz nawet przyniósł małego króliczka. Nie zawsze zresztą jego ofiary są całe i 

nie zawsze zupełnie martwe. 

Tuckerowi ścierpła noga. 

– To musiało być nieco... 

– Nieprzyjemne. 

–  Właśnie.  Szukałem  tego  słowa.  Annie,  masz  coś  przeciwko  temu, 

żebym się teraz podniósł? 

Spojrzała na niego w taki sposób, jakby myślała, że postradał zmysły. 

– Noga mi ścierpła. Boli jak diabli. Muszę ją rozmasować. 

– Mogę jakoś pomóc? Czemu, na Boga, nic nie powiedziałeś? 

– Właśnie powiedziałem. 

Wstał,  przeniósł  ciężar  ciała  na  lewą  nogę.  Przez  chwilę  się  kołysał, 

rozluźnił mięśnie. Próbował nie myśleć o tym, jak idiotycznie musi wyglądać. 

Cała  ta  sytuacja  wprawiała  go  w  zakłopotanie.  Miał  ledwie  czterdzieści  dwa 

lata, a już zdrowie mu szwankowało. 

– Przepraszam – przerwał milczenie. 

–  Ja...  Słuchaj,  kawa  czeka.  Ale  pewnie  musisz  już  jechać  na  lotnisko. 

Masz jakieś pomysły? 

– Pomysły? 

– Dotyczące problemu mieszkaniowego. 

– A, to! – Jak miał o tym myśleć, skoro mu wewnątrz wrzało? W takim 

stanie w ogóle nie dało się myśleć. – Coś z tym trzeba zrobić, bo pokonywanie 

RS

background image

 

95 

codziennie  siedemdziesięcio  kilometrowego  dystansu  szybko  może  się 

znudzić. 

– De czasu potrwa budowa piętra nad twoim domem? 

–  Zapomnij  o  tym!  Na  pewno  dłużej  niż  urządzenie  łazienki  na  twoim 

strychu. 

– Zapomniałeś o artretyzmie Bernie. 

– Annie, muszę już jechać. Ty pewnie też masz sporo do zrobienia przed 

przyjazdem tego... jak mu tam. Później się będziemy sprzeczać. 

– Eddie. Nazywa się Edward Henry Robertson. 

– Tego... Edwarda. 

Tucker ruszył w stronę drzwi, a Annie za nim. Była wyraźnie zmartwiona 

i bardzo ponętna. Chciałby widzieć ją nagą, owładniętą namiętnością. Niestety, 

to musiało poczekać. 

Na pierwszym miejscu stał teraz Jay. Następnie Harold i Bernie. 

A później ten Edward. Co to w ogóle za facet? Pojechał sobie na koniec 

świata, zostawiając taką rewelacyjną kobietę samą, wolną i swobodną. 

Zasłużył na to, by sprzątnąć mu ją sprzed nosa. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

96 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Tucker rozważył kilka rozwiązań, czekając na bagaż Jaya. Albo jego syn 

został  porwany  przez  kosmitów,  a  na  jego  miejsce  podstawiono  przybysza  z 

obcej  planety,  albo  Shelly  zrobiła  z  nim  coś  dziwnego,  tylko  Tucker  nie 

wiedział dokładnie co, w jaki sposób i po co. 

Jay  –  jeśli  to  rzeczywiście  był  Jay  –  odkąd  wysiadł  z  samolotu, 

powiedział  może  z  pięć  słów.  Czubek  jego  głowy  zdobił  pomarańczowy 

irokez.  Z  chudych  pośladków  zwisały  szerokie,  powypychane  na  kolanach 

spodnie,  a  na  bosych  stopach  miał  buciory,  które,  na  oko,  ważyły  po  pięć 

kilogramów każdy. 

– Taa – powiedział chłopiec, chwytając swój zniszczony plecak. 

– Ile masz jeszcze bagażu? 

Jedyną  odpowiedzią  było  wymowne  spojrzenie.  Jakby  Tuckerowi 

pomieszało  się  w  głowie.  Może  i  mu  się  pomieszało.  Z  jego  obserwacji 

wynikało,  że  w  samolotach  zachodzi  jakiś  bardzo  dziwny  proces.  Już  po  raz 

drugi  w  ostatnim  czasie  przyjeżdżał  na  lotnisko  po  członka  swej  najbliższej 

rodziny,  a  zamiast  krewnego  z  samolotu  wysiadał  obcy  osobnik.  Gdyby  nie 

jasnozielone  oczy  odziedziczone  po  Shelly  i  silna  szczęka  Dennisów,  Tucker 

odwróciłby się na pięcie i wymaszerował z lotniska przekonany, że Jay spóźnił 

się na samolot. 

Niewiele rozmawiali w drodze na parking, ale nie dlatego, że Tucker nie 

próbował. 

– Jak w szkole? 

– Eee tam! Wiesz, jak jest. 

Tucker wcale nie wiedział. I zamierzał się dopytywać. 

RS

background image

 

97 

Nic  dziwnego,  że  chłopak  potrzebował  nowych  butów.  Na  oko  stopa 

urosła  mu  o  co  najmniej  o  dwa  numery.  Rysy  twarzy  wzmocniły  się  i 

zaostrzyły,  dzięki  czemu  czternastolatek  wyglądał  nieco  agresywnie,  a 

jednocześnie nadal nieco dziecinnie. 

– Jesteś głodny? 

Ten  manewr  nigdy  wcześniej  nie  zawiódł.  Jay  był  w  stanie  zjeść  więcej 

niż pluton marynarzy świeżo po manewrach. 

Chłopiec  wzruszył  ramionami.  Ostatnio  najbardziej  urosły  mu  stopy  i 

ramiona. Pewnie dlatego, jak stwierdził Tucker, przypominał druciany wieszak 

na ubrania. 

– Zatrzymamy się gdzieś po drodze. 

Znowu  wzruszenie  ramionami.  Tucker  poczuł  rosnącą  falę  gniewu,  ale 

udało  mu  się  ją  powstrzymać.  Coś  się  zdarzyło  w  życiu  tego  chłopca. 

Zamierzał  się  dowiedzieć,  co.  Musiał,  bo  w  środku  tego  dziwnego,  młodego 

człowieka kryło się dziecko, które kochał do bólu. 

– Rozmawiałeś ostatnio z matką? 

–  Nie.  –  Tucker  miał  ochotę  potrząsnąć  chłopakiem.  –  Prawie  nigdy  jej 

nie ma. Wychodzi z tym nowym facetem. Chyba zamierza za niego wyjść czy 

coś takiego. 

Tucker  słyszał  o  tym  po  raz  pierwszy,  ale  jakoś  nie  był  zaskoczony. 

Adwokat powiedział mu, że prawdopodobnie Shelly nalegała na ogromne, ale 

jednorazowe  odszkodowanie  zamiast  stałych  alimentów  dlatego,  że  alimenty 

ustawały z chwilą ponownego zamążpójścia. Nie chciała mieć związanych rąk. 

– Martwisz się tym? Małżeństwem matki? 

–  Skądże!  Słuchaj,  moglibyśmy  zatrzymać  się  po  drodze  w  mieście? 

Muszę coś kupić. 

– Co? 

RS

background image

 

98 

– Kilka rzeczy. Sam wiesz, jakich. Tucker nie wiedział. 

Zadzwonił do Annie dopiero przed północą. Miał nadzieję, że nie poszła 

jeszcze spać. Jay siedział do późna, opychając się zimną pizzą, ze słuchawkami 

na uszach. Słuchał Jimmy'ego Hendriksa. 

– Annie? Obudziłem cię? 

– Tucker? Coś się stało? Nic ci nie jest? 

– O ile mi wiadomo, to nie. Masz wolną chwilę? Potrzebuję twojej rady. 

Usłyszał  coś,  co  brzmiało  jak  ziewnięcie.  Zbeształ  się  za  bezmyślność. 

Powinien  przewidzieć,  że  Annie  należy  do  typu  rannych  ptaszków,  które 

chodzą wcześnie spać. 

Nagle przypomniał sobie o tajemniczym narzeczonym. 

– Czy ten twój Edward już przyjechał? 

– Dokąd? 

Chyba  była  naprawdę  zaspana.  Jej  głos  brzmiał  bardziej  miękko  niż 

zwykle. Podobał mu się. Nawet trochę za bardzo mu się podobał. 

Odchrząknął. 

– Pytałem o twojego narzeczonego. Mówiłaś, że miał przyjechać. 

– Pewnie jedzie. Jeszcze nie dotarł – odpowiedziała i znowu ziewnęła. 

–  Świetnie.  To  znaczy...  Jednak  skoro  oczekujesz  gościa,  to  na  pewno 

masz mnóstwo roboty. 

– Tucker! 

–  Musisz  przygotować  pokój  gościnny  i...  A  może  on  nie  potrzebuje 

oddzielnego pokoju? 

–  Tucker,  mów  do  rzeczy.  Masz  rację,  to  nie  twoja  sprawa,  gdzie  śpi 

Eddie. Po co dzwonisz? Znalazłeś już dom dla nowożeńców? 

RS

background image

 

99 

–  Chodzi  o  Jaya.  Za  dwa  miesiące  skończy  czternaście  lat  i 

zastanawiałem  się...  Mówiłaś,  że  masz  doświadczenie  w  kontaktach  z 

nastolatkami, więc pomyślałem... 

– Mam ci doradzić, co mu kupić na prezent urodzinowy? Tucker, czyś ty 

upadł na głowę? Nie znam tego chłopca. 

– W tym rzecz. Ja też go nie znam – mruknął. 

Wyobraził  ją  sobie  w  tym  momencie.  Leżała  pewnie  w  łóżku,  jego 

telefon musiał oderwać ją od książki. Na pewno czytała przed snem. To do niej 

pasowało.  Był  również  pewien,  że  nie  należy  do  kobiet,  które  wieczorem 

nakładają sobie jakieś dziwne mazidło na twarz i odwracają się od człowieka, 

który chce je pocałować. 

– Tucker, czy ty się upiłeś? Jeśli nie zauważyłeś, to ci przypomnę, że jest 

środek nocy. Zostało mi pół strony do końca rozdziału. 

–  Byłem  pewien,  że  czytasz  w  łóżku  –  powiedział  triumfalnie.  Miał 

ochotę zapytać, co ma na sobie, ale się powstrzymał. – Wracając do Jaya... Co 

to  znaczy,  kiedy  dziecko  odpowiada  na  pytania  monosylabami,  nie  chce 

rozmawiać,  nie  chce,  by  ojciec  wiedział,  co  ma  w  plecaku?  Nie  chciałem 

grzebać w jego rzeczach, tylko, tak jak zawsze,  wyciągałem to, co trzeba wy-

prać. 

Annie westchnęła. Tucker usiadł wygodnie na fotelu, który był jedynym 

wygodnym meblem, jaki posiadał. Poza łóżkiem. 

–  To  po  prostu  jakiś  trudny  okres  jego  rozwoju,  tak?  Farbowane  włosy, 

dziwne  ubrania?  Tatuaże?  Zresztą  jestem  pewien,  że  nie  są  prawdziwe.  Nie 

chodzi o to, że mój syn coś ukrywa, prawda? Powiedz mi, proszę, że to tylko 

moja paranoja? Możesz to dla mnie zrobić? 

–  Jesteś  najnormalniejszym  rodzicem  pod  słońcem,  a  Jay  jest 

prawdopodobnie  najnormalniejszym  chłopcem, który  wkracza  w  trudny  okres 

RS

background image

 

100 

dojrzewania.  Tucker,  ja  nie  jestem  pedagogiem  z  prawdziwego  zdarzenia. 

Kiedyś,  dawno  temu,  pracowałam  z  dziećmi,  ale  to  było  na  długo  przedtem, 

nim utonęłam w papierkowej robocie. Mimo to zauważyłam, że dojrzewanie to 

proces przebiegający etapami. Są one dość charakterystyczne. Przewidywalne, 

w mniejszym lub większym stopniu. Bunt przeciwko poprzedniej generacji. 

– A ty się buntowałaś? 

Nie  umiał  sobie  wyobrazić  Annie  inaczej,  tylko  jako  małą,  grzeczną 

dziewczynkę. 

Chociaż  właściwie...  Przecież  znalazł  pod  powierzchnią  jej  osobowości 

coś dzikiego, co było bardzo intrygujące, bo nieoczekiwane. 

Nie całowała jak grzeczna dziewczynka. 

– Kiedy byłam w wieku Jaya, obcięłam sobie włosy krótko. Prawie przy 

skórze. 

– Przefarbowałaś je też? 

– Jak Bernie? Tato by mnie chyba zabił. 

–  Skoro  wspomniałaś  o  Bernie  i  Haroldzie,  to  mam  pytanie.  Co  zrobić, 

gdy bunt pojawia się również w poprzednim pokoleniu i człowiek jest złapany 

w potrzask z obu stron? 

Annie  milczała bardzo  długo.  Wiedział,  że  poważnie  zastanawia  się  nad 

jego słowami. 

–  Ciekawa  jestem,  czy  Bernie  i  twojego  Jaya  coś  łączy.  To  całkiem 

prawdopodobne. 

– Poza Haroldem? 

Tucker stłumił śmiech, ale, zdaniem Annie, zabrzmiało to bardzo smutno. 

Ten człowiek potrzebował pomocy. 

– Czy na stoliku przy twoim łóżku stoi filiżanka z herbatą truskawkową? 

– Już wystygła. Skąd wiedziałeś? 

RS

background image

 

101 

– Strzelałem. A co czytasz? Wiersze? Jakiś romans? 

–Jak zarobić na niedźwiedziach". 

– Nie żartuj! 

–  Tucker,  powiedz,  co  ci  chodzi  po  głowie?  Jeśli  masz  powody,  by 

wierzyć,  że  coś  niedobrego  dzieje  się  z  Jayem,  to  może  powinieneś 

porozmawiać  z  jego  matką.  Albo  z  kimś  ze  szkoły.  Albo  nawet  z  Haroldem. 

Czasami dziadkowie... – Westchnęła. – To zły pomysł. Jemu teraz co innego w 

głowie. A skoro o tym mowa, mam na oku pewne miejsce, które może okazać 

się  odpowiednie:  bezpieczne,  relatywnie  niedrogie,  niedaleko  i,  co 

najważniejsze, nie ma listy oczekujących. Umówiłam się tam na rano. 

– Może pojedziemy razem? 

–  Jesteś  zajęty.  Rozejrzę  się  sama  i  wtedy  dam  ci  znać,  czy  jest  co 

oglądać. 

Podziękował  niewyraźnie  i  przez  dłuższą  chwilę  panowała  cisza.  Annie 

pomyślała, że będzie za nim tęsknić. Będzie jej brakowało ich kłótni, wypraw 

do motelu. I innych rzeczy. 

Właśnie  „inne  rzeczy"  nie  pozwalały  jej  zasnąć.  Czytała  jakąś  nudną 

książkę, próbując nie myśleć o Tuckerze. 

– O której jutro wrócisz? – zapytał. 

– Koło szóstej. Być może wcześniej. 

–  Przyjedziemy  z  Jayem  po  ciebie.  Pójdziemy  na  pizzę  i  opowiesz  mi  o 

tym  mieszkaniu.  I  bardzo  chciałbym,  żebyś  poznała  Jaya.  Może  rzeczywiście 

pewne sprawy wyolbrzymiam, ale jeśli coś się dzieje z moim synem, muszę to 

wiedzieć.  W  dzisiejszych  czasach  świat  przestał  być  bezpiecznym  miejscem 

dla dzieci. 

–  Już  ci  mówiłam,  że  nie  jestem  ekspertem,  zwłaszcza  zaś  znawczynią 

problemów dojrzewających chłopców. 

RS

background image

 

102 

–  Wiem,  ale  jesteś  spokojną,  opanowaną,  rozsądną  kobietą,  która  może 

ocenić  sytuację  z  daleko  większym  obiektywizmem  niż  zwariowany  i 

umęczony samotny ojciec. 

– Rzeczywiście taka jestem? Muszę być nudną jędzą. 

Na  pewno  nie  była  spokojna.  A  co  do  reszty  –  czy  rozsądna  kobieta 

zaręcza się z człowiekiem, który znika bez śladu na długie miesiące i zostawia 

narzeczonej własną matkę na głowie? 

– Hej, słyszysz, co do ciebie mówię? 

– Zastanawiam się, czy mi pochlebiłeś, czy ubliżyłeś. 

–  Potraktuj  to  jak  komplement.  Uwierz  mi!  Opanowanie  i  rozsądek  to 

bardzo  rzadkie  przypadłości.  –  Zaśmiał  się  cicho,  co  podziałało  na  Annie  w 

sposób  piorunujący.  Spokój  i  rozsądek  zniknęły  bez  śladu.  –  A  więc  do 

zobaczenia  jutro  o  wpół  do  siódmej  –  rzekł,  po  czym  dodał:  –  Do  licha, 

zapomniałem o tym całym Edwardzie. Słuchaj, nie chciałbym czegoś zepsuć. 

Annie  miała  wrażenie,  że  sama  wykonała  to  zadanie.  Zanim  to  jednak 

powie, chciała najpierw spotkać się z Eddiem. O ile go znała, mógł się zjawić 

dziś, jutro albo za rok. Na nim nie można było polegać. 

– Pozwól mi się nad tym zastanowić. Zadzwonię do ciebie po obejrzeniu 

mieszkania. 

Odłożyła słuchawkę, nim zdążyła zabrnąć jeszcze dalej. 

Annie  właśnie  wróciła  z  lunchu, kiedy  zadzwonił  telefon.  To  był  Eddie. 

Dzwonił z Woodbridge. Zatrzymał się tam, żeby odwiedzić starego znajomego. 

–  Dam  ci  znać,  jeśli  zdecyduję  się  zostać  na  noc.  Czy  mogłabyś 

zadzwonić  do  mojej  mamy  i  powiedzieć  jej,  że  wpadnę  po  nią  po  drodze  do 

ciebie? Nić chcę nabijać znajomemu rachunku. 

Annie wydała z siebie dziwny dźwięk, na co Eddie cmoknął w słuchawkę 

i przerwał połączenie. 

RS

background image

 

103 

– A co z moim rachunkiem telefonicznym? – powiedziała melancholijnie 

do małej, ceramicznej myszki, która stała na biurku. 

Matka Eddiego mieszkała w innym mieście. Nie mógł zadzwonić do niej 

na koszt abonenta? Do Annie często tak dzwonił. 

Westchnęła  i  zabrała  się  do  wypełniania  formularzy.  Wiedziała,  że 

dopiero wtedy, kiedy się z nimi upora, będzie mogła iść do domu. Dobrze, że 

taka praca nie wymagała specjalnej koncentracji, bo jej mózg zachowywał się 

dziś dość samowolnie. Miała na głowie narzeczonego i jego matkę, a myślała 

wciąż o Tuckerze Dennisie. Przynajmniej połowa jej myśli nie nadawała się do 

opowiedzenia dzieciom. 

Zanim  skończyła  pracę,  zdążyła  wbić  sobie  do  głowy,  że  musi  trzymać 

się jak najdalej od Tuckera i jego życia. To było jedyne rozsądne posunięcie. 

Wcześniej  czy  później  Harold  i  Bernie  znajdą  sobie  jakieś  mieszkanie. 

Niestety, nie będzie to lokal, który oglądała rano, bo ten był w ruinie. W końcu 

jednak coś dla nich znajdą. A wtedy jej życie wróci na zwykłe tory. 

Wcześniej  czy  później  Jay  będzie  musiał  wrócić  do  szkoły,  a  kiedy 

przyjedzie  znowu  do  ojca,  ten  będzie  miał  prawdopodobnie nowe  powody  do 

zamartwiania się. Najwyraźniej dojrzewa się stopniowo. 

A  ona,  wcześniej  czy  później,  wyjdzie  za  Eddiego,  będą  mieli  dzieci  i 

będą żyli długo i szczęśliwie. Bez romantycznych uniesień i marzeń. Po co to 

komu? 

Zresztą  to  pewnie  niebezpieczne  dla  zdrowia,  jak  dieta  oparta  na 

ciastkach  czekoladowych.  W  jej  życiu  nie  było  miejsca  dla  mężczyzny,  który 

prowokował ją do erotycznych marzeń, który pobudzał jej wyobraźnię samym 

swoim głębokim głosem i spojrzeniem orzechowych oczu. 

RS

background image

 

104 

Nie  wspominając  o  pocałunku.  I  dotyku.  I  żądzy,  jaką  widziała  w  jego 

oczach.  W  niej  samej  odzywało  się  coś  podobnego,  o  co  nigdy  siebie  nie 

podejrzewała. 

Przed  wyjściem  zadzwoniła  do  biura  Tuckera,  żeby  mu  powiedzieć,  że 

będzie  wieczorem  zajęta.  Telefon  dzwonił  i  dzwonił,  ale  nikt  nie  podnosił 

słuchawki.  Wykręciła  numer  domowy.  Linia  była  zajęta.  Próbowała 

wielokrotnie,  aż  w  końcu  straciła  cierpliwość  i  wykręciła  numer  motelu. 

Znowu nie było odpowiedzi. Uznała, że zrobiła, co do niej należało. 

Pierwszą  rzeczą,  na  jakiej  zatrzymał  się  jej  wzrok,  kiedy  wyszła  z 

budynku szkoły, była srebrna ciężarówka Tuckera. Jej właściciel stał oparty o 

nią  plecami,  z  jedną  nogą  na  stopniu  szoferki.  Bardziej  niż  kiedykolwiek 

przypominał faceta z plakatów Bernice. Byłoby jej łatwiej trzymać się swoich 

postanowień,  gdyby  wyglądał  na  odpowiedzialnego,  troskliwego  syna  i  ojca, 

jakim  w  rzeczywistości  był,  a  mniej  na  seksownego,  niebezpiecznego 

mężczyznę, przed jakimi ostrzegał ją ojciec. 

– Dzwoniłem, ale nie było cię w pracy – powiedział Tucker na powitanie. 

– Tkwiłam po uszy w stercie papierów. Wyszłam, żeby chwilę odetchnąć 

tylko koło jedenastej. 

– W takim razie musiałem źle wykręcić numer. Jest wcześnie, ale zanim 

zajedziemy na miejsce i zamówimy pizzę, akurat zrobi się odpowiednia pora. 

Robił wrażenie poważnego człowieka. Jakby nie miał pojęcia, co się z nią 

dzieje pod wpływem brzmienia jego głosu. 

– Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Muszę iść do apteki. 

Próbowała nie poddawać się tak łatwo. 

– To żaden problem. Koło pizzerii jest mała apteka. 

Tak  naprawdę  to  nie  będzie  randka,  tłumaczyła  sobie  w  duchu.  Raczej 

narada. Musiała mu opowiedzieć o mieszkaniu. 

RS

background image

 

105 

Kiedy poznała Jaya, łatwo sobie wyobraziła, jak musiał wyglądać Tucker 

w jego wieku. Mieli takie same wyraziste męskie rysy, gęste brwi i pełne usta. 

Tylko że usta Jaya były po dziewczęcemu delikatne, podczas gdy Tucker miał 

daleko bardziej zmysłowe wargi. 

Annie miała przeczucie, że niedługo nadejdzie dzień, kiedy ojcowie będą 

ostrzegali swoje córki przed młodym Dennisem. 

Próbowała  nie  przyglądać  się  zbyt  natrętnie  włosom  Jaya.  Tucker  miał 

gęstą,  ciemną,  gdzieniegdzie  przetykaną  srebrem  czuprynę,  która  powinna 

zostać  skrócona  co  najmniej  tydzień  temu.  Natomiast  Jay  miał  na  głowie 

irokeza  ufarbowanego  na  kolor  zbliżony  do  ognistopomarańczowych  włosów 

Bernice. Ciekawa  była,  czy  już  poznał  swoją  nową  babcię  i czy  porównywali 

odcienie swoich czupryn. 

Tucker  powiedział,  że  nie  ma  sensu  jechać  dwoma  samochodami  w 

piątkowe  popołudnie.  Tym  razem  była  jego  kolej.  Jay  przesiadł  się  na 

zapasowy  fotel.  Do  tej  pory  nie  odezwał  się  ani  słowem.  Natomiast  jego 

jasnozielone oczy były bardzo wymowne. 

Kiedy  została  mu  przedstawiona,  Annie  wyciągnęła  do  niego  rękę,  ale 

chłopiec ją zignorował.  Tucker  wyglądał tak, jakby był gotów przełożyć  syna 

przez kolano, ale na szczęście ugryzł się w język i nie zareagował. 

–  Kot  się  pokazał?  –  zapytał,  kiedy  stali  na  światłach  na  najbliższym 

skrzyżowaniu. 

– Nie, ale się tym nie martwię. Wnioskując z podrzucanych myszy, musi 

krążyć gdzieś po okolicy. 

Rozmawiali  o  tym  przez  kilka  minut,  nie  zwracając  uwagi  na  uparte 

milczenie z tyłu. 

– Koty są głupie – mruknął w końcu Jay. – Znam gościa, który siedzi w 

wężach. 

RS

background image

 

106 

Annie  spojrzała  we  wsteczne  lusterko.  Z  miny  chłopca  wywnioskowała, 

że oczekuje jakiejś reakcji. 

– Mam nadzieję, że nie literalnie. 

– Jak? A co to znaczy? 

–  Słowo  „literalnie"?  Oznacza  podstawowe,  dosłowne  znaczenie  słowa 

czy zdania. Zastosuj do tego to, co powiedziałeś. 

–  Gość,  który  siedzi  w  wężach?  –  Na  twarzy  Jaya  wykwitł  uśmiech.  – 

Niezłe! Jakby był w środku węża, tak? Co to było za słowo? Literalnie? 

Tucker, z niepewną miną, zaparkował przed centrum handlowym. 

– Mówiłaś, że musisz iść do apteki. Ta może być, czy jedziemy do jakiejś 

konkretnej? 

– Apteka? Och, ja... 

Miała zamiar kupić prezerwatywy, na wypadek gdyby Eddie zapomniał. 

Nie  widzieli  się  bardzo  długo,  więc  mogło  mu  to  wypaść  z  głowy.  Miał 

trzydzieści cztery lata, ale nadał był dzieciakiem żyjącym z głową w chmurach. 

Na studiach mówili na niego „Piotruś Pan z Wirginii". 

–  Może  być  –  wymamrotała  i  wysiadła,  zanim  Tucker  zdążył  obejść 

ciężarówkę dookoła. 

– Poradzisz sobie? 

–  Słucham?  Oczywiście.  To  mi  zajmie  tylko  chwilę.  Annie  Summers, 

pamiętaj,  co  robisz.  Kupujesz  prezerwatywy  dla  swojego  narzeczonego  – 

powtarzała sobie w myślach. 

– Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego  używasz sierści jelenia do zrobienia 

czegoś, co nazywasz muchą, a na co łapiesz ryby? – zapytała Annie, oblizując 

palce z sosu do pizzy. – Ja zawsze używałam patyczaków. 

Ugryzła  kawałek  swojej  wegetariańskiej  pizzy.  Tucker  siedział  w  kącie. 

Przenosił wzrok z Annie na Jaya i odwrotnie, jakby był na meczu tenisa. Annie 

RS

background image

 

107 

oddałaby  miesięczne  zarobki,  by  dowiedzieć  się,  o  czym  myśli  syn  Tuckera. 

Pracowała  w  szkole,  ale  nie  znała  żadnych  dzieci prywatnie.  Wiedziała,  że  są 

nie  mniej  zróżnicowane  niż  dorośli  i  że  próbują  zamanifestować  swoją 

indywidualność,  ubierając  się,  mówiąc  i  zachowując  w  ustalony  przez  siebie 

sposób. 

Wiedziała  też,  że  są  bardzo  wrażliwe,  bez  względu  na  to,  jak  skrzętnie 

próbowały  to  ukryć.  Skorupa  Jaya  wcale  nie  była  gruba.  Jej  diagnoza  była 

zwięzła: brak poczucia bezpieczeństwa. Skąd się ono brało, musiała się dopiero 

dowiedzieć. 

Nie wiadomo, jak i kiedy Annie i czternastolatek znaleźli wspólny język. 

Najpierw  zbiła  go  z  nóg  pytaniem,  czy  do  farbowania  włosów  też  używa 

środka o nazwie  „Skarb Tropików".  Potem opowiedziała mu o Zenie, o tym, 

jaki  był  piękny  i  jaki  paskudny  z  niego  zwierzak  oraz  o  łączącej  ich  więzi 

nienawistno–miłosnej. 

W zamian za to Jay opowiedział jej więcej, niż chciała usłyszeć. Mówił o 

rybach, obozach, muzyce i gogusiu nazwiskiem Miller, z którym spotykała się 

jego matka. 

Tucker odzywał się tylko wtedy, gdy musiał potwierdzić słowa Jaya albo 

Annie. 

W  końcu  Annie  przerwała  Jayowi,  który  właśnie  przeszedł  do  tematu 

swoich ulubionych filmów akcji, omówiwszy wcześniej gry wideo. 

–  Przepraszam.  Niezmiernie  miło  mi  się  tu  z  wami  siedzi,  ale  teraz 

naprawdę  muszę  już  wracać  do  domu.  Czekam  dzisiaj  na  gości  –  wyjaśniła 

Jayowi.  –  Mój  narzeczony  wraca  z  długiej  podróży  po  kilku  kontynentach. 

Zadzwonił rano z Wirginii. Ma przyjechać dzisiaj wieczorem albo jutro rano. 

– Odwieziemy cię do domu – powiedział Tucker. 

RS

background image

 

108 

Ale  ja  nie  chcę  jechać  do  domu,  pomyślała  Annie.  Wolałabym  zostać 

tutaj,  przyglądać  się  twojemu  synowi,  patrzeć,  jak  opada  z  niego  ta  ochronna 

skorupa,  słuchać  opowieści  o  tym,  jakim  jest  świetnym  wędkarzem  i  jaki  z 

niego  równy  gość,  że  się  nie  przejmuje  ślubem  matki  z  człowiekiem,  którego 

nawet nie poznał. 

Jay  usadowił  się  z  tyłu.  Tucker  chciał  pomóc  Annie  wsiąść.  A  ona, 

próbując uniknąć jego dotyku, upuściła i torebkę, i torbę z zakupami z apteki. 

Oboje schylili się równocześnie. Tucker wymamrotał przeprosiny. Annie 

zbierała  z  ziemi  klucze,  portmonetkę,  szminkę  i  inne  drobiazgi,  a  Tucker 

sięgnął po małą paczuszkę, która wpadła pod samochód. 

Annie  miała  ochotę  umrzeć!  Pomyślała,  że  nigdy  nie  będzie  w  stanie 

spojrzeć Tuckerowi w oczy. 

A on włożył po prostu pakiecik prezerwatyw do jej torby, zachowując się 

tak, jakby w ogóle nie zauważył, co to było. Z kamienną twarzą podał jej torbę. 

Annie  nie  była  nawet  pewna,  czy  mu  podziękowała  za  pomoc  w 

zbieraniu rzeczy. Skronie jej pulsowały, serce łomotało. 

Jak  to  dobrze,  że  nic  nie  powiedział.  Pewnie  powstrzymał  się  od 

komentarza ze względu na obecność Jaya. 

Przecież  nie  zrobiła  nic  zdrożnego!  Była  dorosłą,  zaręczoną  kobietą, 

której  narzeczony  wracał  po  długiej  nieobecności.  Przecież  są  kobiety,  które 

noszą prezerwatywy czy tabletki w torebkach, ot tak, na wszelki wypadek. 

Kiedy  zatrzymał  się  przed  jej  domem,  wyskoczyła  z  samochodu  tak 

szybko, że nie zdążył nawet zgasić silnika. 

– Było przemiło. Dziękuję wam bardzo  za ten wieczór – powiedziała ze 

sztucznym  uśmiechem  przyklejonym  do  warg.  –Nie  fatyguj  się,  Tucker, 

światło w ogrodzie zapała się na fotokomórkę. Cześć, Jay! Gdybyśmy się już 

nie spotkali przed twoim powrotem do szkoły, jeszcze raz polecam patyczaki. 

RS

background image

 

109 

Mówiąc  te  bzdury  i  próbując  wycofać  się  w  stronę  domu,  zdała  sobie 

nagle sprawę z tego, że chce zostać z nimi. A raczej chce, żeby oni weszli do 

jej domu, żeby mogła ich karmić, dbać o nich. A nade wszystko chciała zostać 

zaniesiona na górę, do sypialni, w ramionach Tuckera. 

Eddiego Robertsona nawet dobrze nie znała. A już na pewno nie chciała 

za  niego  wyjść  i  urodzić  jego  dzieci.  Był  niesłowny,  robił,  co  chciał,  bujał  w 

obłokach.  Pewnie  by  ją  któregoś  dnia  zostawił  samą  z  tymi  dziećmi  i  znowu 

ruszył w świat. 

Po jedenastej zadzwoniła matka Eddiego. Annie właśnie szła na górę. 

– Martwię się o mojego chłopca. Już dawno powinien tu być. 

–  Och,  przepraszam,  miałam  do  pani  zadzwonić,  ale  coś  mi  wypadło  i 

zapomniałam. 

Annie opowiedziała o telefonie z Woodbridge, a potem wysłuchała litanii 

Rosy na temat bezmyślności urzędników i biurokracji w służbie zdrowia. Znała 

tę listę na pamięć, bo już nieraz zmuszona była jej wysłuchać. 

Dopiero kiedy starsza pani powiedziała: 

– Za moich czasów... 

Annie stwierdziła, że ma już dość. 

–  Pani  Robertson,  proszę  do  mnie  zadzwonić,  jak  Eddie  przyjedzie. 

Chciałabym  wiedzieć,  kiedy  zamierzacie  wyjechać  z  Roanoke.  Przygotuję 

pokój. Porozmawiamy o wszystkim, kiedy będzie już tutaj. 

Odłożyła słuchawkę. 

– A potem – powiedziała do siebie – potłukę wszystkie talerze, wyrwę z 

korzeniami  filodendrony  i  zacznę  wrzeszczeć  tylko  po  to,  żeby  sprawdzić, 

jakie to uczucie. 

Wypadki  nabrały  niesłychanego  tempa.  Tylko  co  zrobić,  gdy  człowiek 

zdał sobie sprawę z tego, że pędzi w zupełnie niewłaściwym kierunku? 

RS

background image

 

110 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Następnego  dnia  przez  całą  drogę  z  pracy  do  domu  Annie  układała  w 

głowie  nową  listę.  Zawsze  tak  robiła,  kiedy  sprawy  wymykały  się  jej  spod 

kontroli.  Kłopoty  należało  nazwać,  usystematyzować,  a  potem  zmierzyć  się  z 

każdym z nich po kolei. 

Ale w jaki sposób ustalić, co jest gorsze? Dojmujący wstyd czy tęsknota 

nie do opanowania? A może poczucie całkowitej klęski? 

Na całe szczęście miała w domu tyle roboty, że listę kłopotów trzeba było 

odłożyć  na później.  Musiała  wywietrzyć  pokój  dla  pani Robertson  i  odkurzyć 

wszystkie bez  wyjątku meble, gdyż jej przyszła teściowa była alergiczką. Nie 

mówiąc  o  schłodzeniu  całego  zapasu  importowanego  piwa,  które  kupiła  dla 

Eddiego. 

Poza tym musiała odnaleźć pamiątki, które Eddie przysyłał jej z różnych 

miejsc świata, i porozmieszczać je  w pokojach tak, żeby już na pierwszy  rzut 

oka było widać, że doceniła jego starania. 

Zajmując się tym, co musiało być zrobione, nie traciła czasu na myślenie 

o tym, co naprawdę chciałaby robić. 

Bo tak naprawdę chciałaby powiedzieć swoim gościom, żeby czuli się jak 

u siebie, i wyjść, znaleźć Tuckera, a potem odesłać Jaya do matki i kochać się z 

ojcem  chłopca  szaleńczo  i  dziko  przez  całe  dnie  albo  godziny.  Albo  minuty. 

Rzecz w tym, że nie miała pojęcia, ile trwa szaleńcza i dzika miłość. To, co się 

jej  do  tej  pory  przydarzało,  trwało  kilkanaście  minut  i  ani  trochę  nie  było 

dzikie. 

I chciałaby kochać się z nim bez słów. 

RS

background image

 

111 

Musiała  jednak  myśleć  o  Eddiem,  który  pojechał  po  matkę  po  nocy  i 

całym  dniu  spędzonym  w  Woodbridge.  Wyruszyli  późno,  żeby  uniknąć  tłoku 

na drogach, i mieli zjawić się u Annie dopiero około ósmej. 

Eddie  traktował  szosę  jak  swoją  własność.  Jeździł  z  szybkością  stu 

czterdziestu  kilometrów  na  godzinę,  zawsze  opuszczał  szyby,  żeby  czuć  na 

twarzy  powiew  wiatru,  i  hamował  bez  ostrzeżenia,  kiedy  chciał  podziwiać 

polne kwiaty albo pasące się jelenie. To, co Annie kiedyś uznawała za przejaw 

fantazji, dzisiaj bezgranicznie ją irytowało. 

Okazało się, że przyjechali dopiero po dziesiątej, ponieważ Eddie musiał 

odwiedzić po drodze dwoje znajomych i zjeść kolację w chińskiej restauracji w 

Danville. 

–  Byłem  pewien,  że  zrozumiesz,  kochasiu.  Zrobiło  się  późno,  a  mama 

była głodna. 

Tak właśnie do niej mówił: „kochasiu" zamiast „kochanie". 

–  Nie  przełknęłam  nawet  kęsa  tego  świństwa,  które  podali.  Czy  masz 

krople żołądkowe, Annie? 

–  Są  w  szafce  w  łazience.  Druga  półka  po  prawej  stronie.  Kiedy  pani 

Robertson wyszła, Annie spojrzała na Eddiego. 

–  Oczywiście,  że  zrozumiałabym,  gdybyś  tylko  zadał  sobie  odrobinę 

trudu i zatelefonował do mnie. 

– No, wiem, wiem! To moja wina. Ale przestaniesz się złościć, kochasiu, 

kiedy zobaczysz, co ci przywiozłem. 

Od tej chwili sytuacja pogarszała się z minuty na minutę. Pani Robertson 

nie mogła spać na poduszce z pierza. Przecież Annie powinna o tym pamiętać! 

W pokoju było za zimno. Kołdra była zbyt ciężka – w takiej sytuacji lepiej jest 

przykryć  się  pierzynką.  A  przy  łóżku  należy  postawić  termos  napełniony 

RS

background image

 

112 

chłodną  –  ale  w  żadnym  wypadku  nie  zimną  –  wodą  do  popicia  lekarstwa 

przeciwdziałającego zatykaniu się zatok. 

– Zawsze zatykają mi się zatoki, kiedy śpię w nie wietrzonym pokoju. 

– Ależ pokój był wietrzony, proszę pani. Dlatego jest tam teraz chłodno. 

Otworzyłam okno zaraz po przyjściu z pracy. 

–  Annie!  Gdzie  masz  program  telewizyjny?  Umrę,  jeśli  nie  zobaczę 

„Klubu  Podróżników",  bo  ich  dziennikarze  sfilmowali  mnie,  Donnę  i  Steffi, 

jak  przechodzimy  z  całą  resztą  przez  rwącą  rzekę.  Fantastyczna  scena.  To 

powinno pójść w dzisiejszym wydaniu. 

Dochodziła  północ.  Annie  była  u  kresu  sił.  Przestała  nawet  dręczyć  się 

myślą  o  prezerwatywach.  Już  kiedy  je  kupowała,  wiedziała,  że  nie  chce  ich 

używać.  Na  pewno  nie  z  Eddiem,  który  oświadczył  się  jej  z  całkowicie 

niejasnych powodów. 

Ale ona przyjęła jego propozycję. Z równie niejasnych powodów. 

Czy można nie dotrzymać obietnicy danej bezmyślnie? A może uczciwiej 

jest przyznać się do własnej niestałości i prosić o wybaczenie? Bo przecież nie 

pokocha Eddiego. Owszem, będzie odpowiedzialną żoną, ale nigdy, przenigdy 

z jego powodu nie zadrży jej serce ani nie zatrzyma się oddech, jak na myśl o 

Tuckerze Dennisie. 

Weekend  minął  bez  poważniejszych  scysji,  chociaż  kilka  razy  zdarzyło 

się, że Annie wkładała gruby sweter, wychodziła na dwór i okrążała dom, żeby 

się  uspokoić.  Na  szczęście  Eddie  wyjechał  do  Reynolds  w  poszukiwaniu 

dawnych kolegów z liceum i nie widywała go zbyt często. 

– Czuję tu zapach kota – oznajmiła raz pani Robertson. –Czy ty aby nie 

trzymasz w domu jakiegoś zwierzaka, Annie? 

Annie  musiała  opowiedzieć  o  Bernie  i  Zenie,  o  małżeństwie  kuzynki  i 

ucieczce  kota.  Wtedy  właśnie  zdała  sobie  sprawę,  że  wbrew  logice  tęskni  za 

RS

background image

 

113 

Bernice i jej ryczącym magnetofonem, kanałem MTV, za chowanymi przed nią 

numerami „Penthouse'a" i „Playgirl". 

Przypomniała  sobie,  jak  pewnego  razu,  wracając  niespodziewanie  po 

zapomnianą książkę, zastała Bernie w szlafroku i lokówkach, z kubkiem kawy 

i  kolorowym  magazynem  przed  sobą.  Na  widok  Annie  kuzynka  odruchowo 

wsunęła  pismo  pod  poduszkę,  ale  zaraz  potem  je  wyciągnęła.  Tym  razem 

bowiem czytała „Panią Domu". Obie uśmiały się z tego do łez. 

Teraz  życie  było  nudne.  Pani  Robertson  była  nudna.  Annie  była  nudna. 

Bernie  bywała  uciążliwa,  ale  nigdy  nudna.  Kiedy  więc  w  niedzielę  podczas 

wieczornych  wiadomości  zadzwonił  Tucker  z  informacją,  że  znalazł 

mieszkanie  dla  nowożeńców,  które  chciałby  jej  pokazać,  aż  podskoczyła  z 

radości. 

– Muszę teraz na chwilę wyjść – oznajmiła. 

Czuła  się  tak,  jakby  ktoś  otworzył  szeroko  drzwi  i  wpuścił  do  domu 

świeże powietrze. 

– Dobrze, moja droga. Ale podkręć trochę ogrzewanie, zanim wyjdziesz, 

dobrze? W mieszkaniu jest bardzo chłodno –usłyszała od pani Robertson. 

–  Jedź  ostrożnie,  kochasiu  –  powiedział  Eddie  ze  szczerym  chłopięcym 

uśmiechem,  którym  jeszcze  niedawno  potrafił  ją  rozbroić.  –  Chyba  nigdy  nie 

przyzwyczaję się do szalonych kierowców, których pełno macie tu, w Stanach. 

Których  macie  tu,  w  Stanach?  I  pomyśleć,  że  Eddie  już  podczas  swojej 

pierwszej  podróży  robił  wszystko,  żeby  ludzie  wiedzieli,  skąd  pochodzi.  Nie 

mówiąc o tym, że sam był najbardziej nieodpowiedzialnym kierowcą. 

– Wyglądasz na wykończoną – powitał ją Tucker, zatrzymując samochód 

przed wejściem. 

– Śliczne dzięki – odpowiedziała. 

– Masz dość swojego narzeczonego? 

RS

background image

 

114 

–  Mam  dość  przyszłej  teściowej.  Za  długie  wykłady  na  tematy 

podróżnicze.  Za  ciepło  w  mieszkaniu.  Za  dużo...  –  Nagle  uświadomiła  sobie, 

co  robi,  i  parsknęła  śmiechem.  –  Zaczynam  mówić  jak  pani  Robertson. 

Wszystko jest albo za ciepłe, albo za zimne, albo za duże, albo za małe, albo za 

słone.  Czy  przyszłoby  ci  do  głowy,  że  w  tym  wieku  nie  umiem  gotować 

jarzyn?! 

Annie zaśmiała się, przygryzła  wargi i nagle zdała sobie sprawę, że, nie 

wiedzieć czemu, znalazła się w objęciach Tuckera i płacze rzewnymi łzami. 

–  Nie...  Ja  nie  płaczę  –  chlipała.  –  Naprawdę!  To  alergia.  Musiałam 

zarazić się od pani Robertson. O Boże, Tucker! Nie mogę spędzić reszty życia 

w ten sposób. 

–  W  ten  sposób?  –  Przycisnął  ją  mocniej  do  siebie.  Poczuła  znajomy 

zapach skórzanej kurtki i płynu po goleniu. 

Zachłysnęła  się  świeżym  wilgotnym  powietrzem.  Muskularne,  męskie 

ciało, które było tak blisko niej, drgnęło. 

– Lepiej już jedźmy – mruknął Tucker stłumionym głosem. 

 Pomógł  jej  wsiąść  do  samochodu.  Prowadził  w  milczeniu,  jakby  chciał 

dać jej czas na dojście do siebie. 

Annie uznała, że najlepszym sposobem na to, żeby wziąć się w garść, jest 

skupienie  się  na  zadaniu,  które  ich  czeka.  Musieli  znaleźć  mieszkanie  dla 

Bernie i Harolda, i to było teraz najważniejsze. 

Tucker  zawiózł  ją  do  zachodniej  części  miasta,  na  ulicę  zabudowaną 

niedużymi wiktoriańskimi domami, bardzo podobnymi do tego, w jakim sama 

mieszkała. Kiedy tylko wyłączył silnik, wyskoczyła z samochodu. Nie chciała, 

żeby  jej  pomagał.  Wolała,  żeby  jej  nie  dotykał.  Jej  ciało  za  bardzo  tego 

pragnęło. 

RS

background image

 

115 

–  Jest  tu  pięć  mieszkań:  dwa  na  parterze,  dwa  na  pierwszym  piętrze  i 

jedno, do wynajęcia, na poddaszu – wyjaśnił. 

Poddasze nie wchodziło w grę. 

–  Przypominam  ci,  że  Bernie  ma  artretyzm.  Poradzi  sobie  z  kilkoma 

stopniami,  ale  nie  wejdzie  na  drugie  piętro.  –  Annie  stanęła  u  podnóża 

szerokich, drewnianych schodów i odwróciła się do Tuckera. 

W tej samej chwili uderzyła stopą o stopień i zachwiała się gwałtownie. 

Rozłożyła ręce, żeby utrzymać równowagę. 

–  Uważaj!  –  mruknął  Tucker  i  zanim  Annie  zdała  sobie  sprawę,  co  się 

dzieje, znów trzymał ją w objęciach. 

To było to! Stała z twarzą wtuloną w chłodną skórę jego kurtki i czuła się 

jak  w  niebie.  Dopiero  kiedy  przechodzący  ulicą  chłopak  zagwizdał  głośno  na 

ich widok, podskoczyła zawstydzona. Tucker, nie przejmując się niczym, objął 

ją mocniej. 

–  Lepiej  wejdźmy  do  środka  –  powiedział.  –  Nie  chcę  psuć  twojej 

reputacji. Przecież jesteś wicedyrektorką szkoły! 

I poprowadził ją na górę, udając, że zapomniał zdjąć rękę z jej biodra. 

–  Piękne  drewno.  –  Dotknął  ręką  stopnia  schodów.  –  Aż  szkoda 

przykrywać  dywanem  taki  szlachetny  dąb.  Właściciele  chcą  wynająć 

mieszkanie na cały sierpień za stosunkowo niską kwotę. 

– Tucker! Nie zmieniaj tematu. Przecież nieraz mówiłam ci o artretyzmie 

Bernie. 

Annie  wiedziała,  że  nie  mówi  tego  zbyt  przekonującym  tonem.  Ale  jak 

można zdobyć się na przekonujący ton, kiedy oplata cię silne męskie ramię? 

–  A  nie  podejrzewam,  żeby  chcieli  zainstalować  tu  windę  –  dodała 

szybko. 

RS

background image

 

116 

–  Najprawdopodobniej  nie.  Nie  sprawdzałem.  Byłem  taki  zadowolony, 

znajdując  tę  ofertę,  że  nie  zwracałem  uwagi  na  szczegóły.  Ale  skoro  już  tu 

jesteśmy, możemy chyba obejrzeć mieszkanie, prawda? 

Na  klatce  schodowej  pachniało  smażonym  tłuszczem.  Z  drugiego  piętra 

dochodziły ciche dźwięki muzyki – ktoś słuchał Schuberta. Annie natychmiast 

wyobraziła sobie, jakie zamieszanie wprowadziłaby Bernice w ustabilizowane 

życie mieszkańców tego domu. 

– Uważaj na głowę! – rzucił Tucker ostrzegawczo. 

O sekundę za późno. Schody niespodziewanie zakręciły  w lewo i  Annie 

uderzyła  głową  w  jeden  z  rozlicznych  uskoków  i  występów,  które 

zaprojektowano  w  celu  podtrzymania  kapryśnie  łamanego  dachu  starej 

kamienicy. 

–  Wypchaj  się  z  takim  domem  –  syknęła  ze  złością.  Tucker  spojrzał  na 

nią tak, jakby właśnie wypluła żabę. 

Chwyciła  się  ręką  za  czoło  i  z  oczu  pociekły  jej  strumienie  łez.  Płakała 

bardziej ze wstydu niż z bólu. Uczucie pustki w głębi jej duszy rosło w takim 

tempie, że Annie nie mogła sobie z nim poradzić. 

–  Dobrze  się  czujesz?  –  zapytał  Tucker  łagodnie,  po  czym  dokładnie 

obejrzał  jej  czoło.  –  Jeszcze  nigdy  nie  słyszałem  u  ciebie  takiego  tonu  – 

dorzucił. 

– Każdemu się zdarza – poinformowała go, pokonując ostatnie stopnie. 

Z  udanym  zainteresowaniem  rozejrzała  się  po  umeblowanym  wnętrzu. 

Tucker kręcił się obok, ciekawy jej reakcji, mimo że oboje dobrze wiedzieli, że 

właśnie to mieszkanie nie wchodzi w grę. 

– Na pewno nie da się wynająć czegoś na parterze? 

– Nie. 

RS

background image

 

117 

Annie  skrzyżowała  ręce  na piersiach.  Nie  była  jednak pewna, czy  w  ten 

sposób  broni  się  przed  magnetycznym  wpływem  Tuckera,  czy  przed  własną 

słabością. 

– W takim razie przyjazd tutaj był czystą stratą czasu. 

– Tak myślisz? A jeśli ci powiem, że od początku wiedziałem, że oni nie 

mogą tu zamieszkać i że to był tylko pretekst, żeby wyciągnąć cię z domu? 

– Wyciągnąć z domu? Ale dlaczego? 

– A jak ci się wydaje? 

Annie poczuła, że ma kłopoty z oddychaniem. Chyba dlatego, że jakimś 

dziwnym trafem serce jej podskoczyło i uwięzło w krtani. 

– Masz mi coś ważnego do powiedzenia? Coś się dzieje z Bernie albo z 

Haroldem? 

– Pudło! Spróbuj jeszcze raz. 

– Masz problemy z Jayem? 

Stał tak blisko, że czuła na szyi ciepło jego oddechu. 

–  Nie  większe  niż  zwykle.  Coś  go  gryzie,  ale  mam  nadzieję,  że  to 

przejdzie. 

– No to o co ci chodzi? 

W świetle gołej żarówki, którą zapalił, kiedy dotarli na najwyższy podest, 

jego  podbródek  rysował  się  ostrzej  niż  zwykle  a  oczy  wydawały  się  zupełnie 

czarne. 

– Obawiam się, że tego nie da się wyrazić oględnie, więc postaraj się nie 

wściekać. 

– Tucker! Nie wiem, czy zauważyłeś, że nie mam zwyczaju się wściekać, 

ale nie ręczę za siebie, jeśli zaraz nie powiesz, o co ci chodzi. 

– No, właśnie. W tym rzecz. Ja z kolei nie jestem osobą, która tak łatwo 

odkrywa swoje karty. 

RS

background image

 

118 

Czyżby był zazdrosny o to, że tak łatwo dogadała się z jego synem?  

–  Jay  i  ja  –  zaczęła  –  uznaliśmy,  że  mamy  o  czym  rozmawiać.  I  tyle. 

Dziecko  czasami  woli  zwierzyć  się  komuś  zupełnie  obcemu  niż  własnym 

rodzicom. 

– Nie chodzi o Jaya. No, może trochę. Rzecz w tym, że ciągle łapię się na 

tym, że chcę się z tobą czymś podzielić. Kiedy czytam albo coś usłyszę, albo 

oglądam telewizję. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się nic podobnego. A już na 

pewno nie z moją byłą żoną. To bardzo dziwne. 

–  Wcale  nie.  Jesteś  rozwiedziony.  Jay  przebywa  głównie  z  matką.  Twój 

ojciec właśnie się ożenił. To naturalne, że czujesz się samotny. 

Westchnął  lekceważąco,  słysząc  jej  wyjaśnienie,  wzruszył  ramionami  i 

odwrócił  się  na  pięcie.  Przez  chwilę  stał  nieruchomo,  wpatrując  się  w  swoje 

stopy. Annie podążyła za jego wzrokiem. Dopiero teraz zauważyła, że Tucker 

nie  włożył  dzisiaj  swoich  ciężkich  butów.  Ani  dżinsów.  Ani  wojskowych 

spodni.  Tak  się  ucieszyła  ze  spotkania,  że  nie  przyjrzała  się  mu  dokładnie. 

Dopiero  teraz  dostrzegła  eleganckie  sportowe  półbuty,  na  pewno  kosztowne, 

ciemne spodnie i jasnoniebieską koszulę, która świetnie pasowała do skórzanej 

kurtki. 

Był  przystojny,  bardzo  męski  i  niebezpiecznie  pociągający.  Pachniał 

wspaniale – dymem, skórą i cedrem. 

– Wszystko to głupstwa! – powiedział niskim, chrapliwym głosem. 

– Co jest głupstwem? 

– To, że jestem samotny. Nie jestem. Nie mam na to czasu. 

– Na to, żeby czuć się samotnym, nie trzeba czasu. 

Spojrzał  na  nią  takim  wzrokiem,  że  poczuła,  jak  prąd  przebiega  jej  po 

plecach. Do tej pory czytała o podobnych rzeczach, ale nigdy – do tej właśnie 

RS

background image

 

119 

chwili  –  nie  doświadczyła  niczego  podobnego.  Potem  rozłożył  ręce,  trochę 

zniechęcony, trochę bezradny. 

– Wiem, że to nie ma sensu, ale wciąż mam cię przed oczami, Annie. Od 

kiedy  cię  pocałowałem,  od  kiedy  widziałem,  jak  kupujesz  te  cholerne 

prezerwatywy,  myślę  tylko  o  tym,  żeby  się  z  tobą kochać.  Wyobrażam  sobie, 

jak by było. Chcę powiedzieć, że... 

–  Wiem,  co  chcesz  powiedzieć.  Nie  musisz  przedstawiać  dokładnego 

wykresu własnych pragnień. 

Przerwała,  żeby  wypuścić  powietrze  z  płuc.  Drżała  na  całym  ciele. 

Płonęła jej skóra. 

– To się nazywa pożądanie – ciągnęła. – Reakcja, która często zachodzi 

między  kobietą  a  mężczyzną.  Niestety,  w  naszym  przypadku  wiele  spraw 

komplikuje. 

–  Jakbym  sam  tego  nie  wiedział  –  mruknął  gorzkim  tonem.  –  Powiedz 

mi, jak to jest? Jeszcze tydzień temu z trudem udawało się nam rozmawiać jak 

cywilizowanym ludziom, a dzisiaj... 

– Raczej powiedz, że jednemu z nas z trudem udawało się rozmawiać jak 

cywilizowanemu  człowiekowi.  Nie  przypominam  sobie,  żebym  to  ja  obrażała 

ciebie. 

–  Czy  w  kręgu  twoich  znajomych  powiedzenie  komuś,  że  jest 

neandertalczykiem  naszpikowanym  sterydami,  uważane  jest  za  przejaw 

dobrego wychowania? 

– No, dobrze! Raz mi się wyrwało. Żyłam wtedy w silnym stresie. 

– Chcesz powiedzieć, że ja nie żyłem w stresie? 

–  Tucker!  Przestań.  Teraz  to  nie  ma  najmniejszego  znaczenia.  Rzecz  w 

tym... Rzecz w tym, że... 

RS

background image

 

120 

–  Rzecz  w  tym,  że  w  domu  czeka  na  ciebie  narzeczony  i  całe  pudełko 

prezerwatyw.  O  ile  oczywiście  ich  jeszcze  nie  wykorzystaliście.  A  ja  mam 

długi i byłą żonę, która bardzo skutecznie zraziła mnie do kobiet. 

Annie  z  godnością  zignorowała  uwagę  o  prezerwatywach  i  dorzuciła  do 

listy następny punkt. 

–  Nie  mówiąc  o  tym,  że  nie  jestem  typem  kobiety,  za  którą  obejrzałbyś 

się na ulicy. 

Ach! Jak bardzo chciała, żeby teraz zaprzeczył! Ale on tego nie zrobił. 

–  To  prawda  –  zgodził  się.  –  Jeżeli  kiedykolwiek  jakaś  kobieta  była  w 

moim  typie,  na  pewno  w  niczym  nie  przypominała  ciebie.  Zresztą  jestem 

pewien, że takich jak ja przeganiałaś gdzie pieprz rośnie. 

– Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam. 

–  Nie  powiedziałaś.  Nie  dosłownie.  Jesteś  na  to  zbyt  grzeczna.  To 

następna  różnica  między  nami.  Ja  mówię  wszystko  prosto  z  mostu,  a  ty 

chowasz się za okrągłymi zdankami. 

– Wcale się nie chowam. 

–  Chowasz,  chowasz.  Na  przykład  teraz.  Jest  pani  tchórzem,  panno 

Summers! 

Niczego  nie  rozumiał.  Kiedy  tak  stali  naprzeciwko  siebie  w  mieszkaniu 

jakichś  anonimowych  ludzi,  Annie  myślała  tylko  o  tym,  że  gdzieś  obok  musi 

być  sypialnia.  I  o  tym,  że  gdyby  jutro  miał  runąć  cały  świat,  nie  darowałaby 

sobie tego, że odrzuciła propozycję Tuckera. 

–  Czy  dobrze  zrozumiałam?  Chcesz  się  ze  mną  kochać?  Nie  poznała 

swojego  głosu.  Wydawało  jej  się,  że  ktoś  włączył  właśnie  stary  patefon  ze 

zdezelowaną tubą. 

– Tak bardzo, że prawie tracę przytomność, kiedy teraz o tym myślę. To 

niezbyt romantyczne, wiem.  

RS

background image

 

121 

– Nigdy nie oczekiwałam od ciebie romantycznych nastrojów. 

– Skoro tak, to czy pójdziesz ze mną do łóżka, Annie? 

– Tak – szepnęła. 

Dom  mógłby  się  teraz  rozsypać  pod  wpływem  nagłego  i  gwałtownego 

trzęsienia  ziemi,  a  i  tak  żadne  z  nich  by  tego  nie  zauważyło.  Nawet  gdyby 

wybuchła wojna, ich by to nie obeszło. Tucker oniemiał, zmrużył oczy i wbił w 

Annie spojrzenie dwóch wąskich, błyszczących szparek w kolorze orzecha. 

– Wiesz, że nie mogę ci niczego obiecać – powiedział cicho. 

– Nie oczekuję od ciebie żadnych obietnic. 

– A ten, jak mu tam, Edward? 

Annie pokazała dłoń. Nie miała pierścionka. 

–  Nie  doszliśmy  jeszcze  do  tego,  żeby  formalnie  zerwać  zaręczyny,  ale 

oboje nie mamy wątpliwości, że nasz związek nie ma sensu. 

– Może powinniśmy chwilę poczekać? – Tucker zaczerwienił się, zadając 

jej to pytanie. 

Annie  widziała,  jak  pod  skórą  drgają  mu  mięśnie  napięte  do 

ostateczności. 

– Jeśli będziemy czekać, nigdy do tego nie dojdzie. Znam siebie. Chcę się 

kochać  z  tobą  teraz.  Muszę  się  z  tobą  kochać,  tak  jak  muszę  oddychać!  Ale 

jeśli to odłożymy i będę mieć czas na zastanowienie... 

– Stchórzysz.  

Kiwnęła głową. 

–  Mam  duże  doświadczenie  w  spełnianiu  cudzych  oczekiwań.  Poczucie 

obowiązku,  odpowiedzialność.  Grzeczne  dziewczynki nie  robią  takich  rzeczy. 

Mam to we krwi. 

– Jesteś pewna, że tego chcesz? 

RS

background image

 

122 

Wydawało  się,  że  stoją  na  dwóch  różnych  kawałkach  kry,  które 

odpływają  w  przeciwnych  kierunkach.  Ktoś  musiał  skoczyć,  i  to  szybko. 

Wypadło  na  Annie.  Bez  słów  pokiwała  głową.  To  wystarczyło.  Tucker 

zamknął ją w uścisku tak silnym, że ledwo mogła złapać oddech. Poczuła jego 

usta na swoich wargach. 

Potem była sypialnia. Łóżko. Jakaś narzuta zamiast pościeli. W długo nie 

używanym pokoju pachniało kurzem. Tucker rzucił w kąt kurtkę, podszedł do 

okna i otworzył je na całą szerokość. Chłodne, wiosenne powietrze wpadło do 

środka. 

–  Nie  rozumiem,  dlaczego  podczas  naszego  pierwszego  spotkania  nie 

zauważyłem,  jaka  jesteś  piękna!  Podejrzewam,  że  całą  energię  straciłem  na 

rozbijanie uprzedzeń, które do mnie czułaś. 

Mówiąc to, rozpinał koszulę. Annie nawet nie próbowała ukrywać, że mu 

się  przygląda.  Nie  nosił  podkoszulka.  Włosy  porastały  mu  pierś  oraz  płaski 

brzuch i znikały za paskiem spodni. 

Tucker  jednym  ruchem  odpiął  klamrę  i  nie  patrząc,  rozpiął  zamek 

błyskawiczny w spodniach. Annie przełknęła ślinę na widok jego erekcji. 

Całkiem nagi stał przed nią i spokojnie czekał, aż Annie napatrzy się do 

syta. A ona nie odrywała od niego wzroku. Przemknęło jej tylko przez myśl – 

ostatnią,  nad  którą  umiała  jeszcze  zapanować  –  że  musi  być  bardzo  pewien 

swojej  męskiej  siły,  skoro  pozwala,  żeby  całkiem  ubrana  kobieta  tak 

bezwstydnie mu się przyglądała. 

Nie  miała  wątpliwości,  że  bardzo  jej  pragnie.  A  jednak  dał  jej  szansę 

wycofania  się.  Była  pewna,  że  nie  próbowałby  jej  zatrzymać,  gdyby  jednak 

stchórzyła. 

– Chyba dosyć – uśmiechnął się do niej. – Twoja kolej.  

RS

background image

 

123 

Poczuła 

się 

jak 

kompletna 

idiotka. 

Żeby 

doświadczona, 

trzydziestosześcioletnia kobieta zachowywała się jak nastoletnia panienka? Ale 

nie mogła nic na to poradzić. Tucker delikatnie zdjął z niej sweter i rzucił go na 

krzesło.  Potem  usiadł  na  brzegu  łóżka  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Z  głową 

wtuloną  w  jego  ramię  pozwoliła,  by  rozpiął  guziki  z  tyłu  jedwabnej  bluzki, 

która po chwili zsunęła się na ziemię. 

Została  w  samej  halce.  Zawsze  nosiła  halkę.  Tucker  był  chyba 

zaskoczony. A może tak się jej wydawało. 

– Kobiety noszą stanowczo za dużo chol... za dużo ciuchów – powiedział, 

a ona zaśmiała się, doceniając jego próby powstrzymania się od przekleństw. 

Zachowywał się jak dżentelmen. Tacie by się to spodobało! 

O  Boże!  Dziewczyno!  pomyślała  z  wyrzutem.  Przestań!  Żeby  myśleć  o 

ojcu w chwili, w której zdecydowałaś się popełnić cudzołóstwo. 

Tucker  nie  spieszył  się.  Przesunął  gorącymi  dłońmi  po  jej  nagich 

ramionach.  Powoli  zsunął  ramiączka  stanika  i  przez  chwilę  pieścił  jej  piersi. 

Dopiero potem delikatnie zdjął jej figi. Annie nigdy jeszcze nie doznała czegoś 

podobnego.  Leżała  na  twardym  materacu,  zagryzając  wargi  z  pożądania. 

Każdy  centymetr  ciała,  aż po  palce  stóp, miała  w  ogniu. Była  pewna,  że  wie, 

na czym polega seks. Czytała o tym w książkach i oglądała wykresy, wiszące 

w gabinecie jej ginekologa. Kilka razy eksperymentowała sama. 

Jednak nic nie przygotowało jej na dzisiejsze doświadczenie. Na Tuckera. 

Każde  dotknięcie  jego  palców  wzbudzało  w  niej  dreszcz.  Nie  dreszcz. 

Raczej  coś  na  kształt  prądu  elektrycznego.  Bała  się,  że  za  chwilę  jej  ciało 

rozpadnie  się  na  tysiące  kawałków.  Tucker  drżał  z  pragnienia,  ale  nie 

przestawał jej pieścić. Czuła na sobie jego dłonie, potem usta. 

Ale nie pozwolił jej dotknąć siebie, mimo że próbowała. 

RS

background image

 

124 

–  Annie,  nie  –  szepnął.  –  Nie  teraz.  Czekałem  za  długo.  Jeśli  mnie 

dotkniesz, to koniec. Będzie nam obojgu wstyd. 

Z  trudem  rozróżniała  słowa  przerywane  namiętnymi  westchnieniami.  Z 

trudem rozumiała, co Tucker ma na myśli, bo to, czego doświadczała, było jej 

zupełnie  nie  znane.  W  krótkich  momentach,  w  których  wracała  jej 

świadomość, zastanawiała się, czy ktoś nie przeniósł jej przypadkiem na inną 

planetę. Może Tucker jest przybyszem z innej galaktyki? 

Doprowadzał  ją  do  granic  poczytalności,  a  kiedy  była  pewną,  że  za 

chwilę  zwariuje,  jednym  pocałunkiem  sprowadzał  ją  na  ziemię,  wyłącznie  po 

to,  żeby  zacząć  wszystko  od  nowa.  Wpatrywała  się  z  uwagą  w  jego  napiętą 

twarz – twarz obcego mężczyzny z obcej planety. Tylko że Tucker nie był już 

obcy. Annie była pewna, że zna go od wieków, tak dobrze jak nikogo innego. 

To był jej mężczyzna. Wybuchowy i wrażliwy, twardy i cudownie czuły 

Tucker. Spotkali się gdzieś we wszechświecie i podczas dwóch tygodni Annie, 

nie wiadomo jakim cudem, zakochała się po uszy. 

To  był  Tucker,  który  wszedł  w  nią  łagodnie  i  delikatnie,  ale  zaraz 

zamknął ją w uścisku tak silnym, że drgała z każdym ruchem jego ciała. Potem 

głęboko  w  trzewiach  poczuła  nagłe  szarpnięcie.  Szeroko  otwartymi  oczyma 

śledziła każdy grymas jego twarzy, kiedy poruszał się w niej coraz szybciej i 

szybciej. Nie chciała uronić niczego z najcudowniejszej chwili swojego życia. 

Świat zawirował i zniknął. Zostały tylko świetliste tęcze i kolorowe fajerwerki 

przelatujące z szumem przez niebo. 

– Annie! – jęknął Tucker z wysiłkiem. – Annie! Już!  

Podniósł  się  ostatni  raz,  a  potem  oboje,  wyczerpani,  opadli  na  łóżko. 

Nawet  w  takiej  chwili  Tucker  pamiętał,  żeby  uwolnić  ją  od  swego  ciężaru. 

Leżeli bez ruchu, a zimny powiew chłodził ich mokre ciała. Dochodząc powoli 

do  siebie,  Annie  myślała  tylko  o  tym,  że  chce  doświadczyć  wszystkiego 

RS

background image

 

125 

jeszcze raz. Umiała naukowo nazwać to, co się zdarzyło, ale dziwnym trafem 

medyczny termin wydawał się nieodpowiedni i niewystarczający. 

Tylko  słowo  „rozkosz"  mogło  opisać  jej  odczucia.  Marzyła,  żeby  owa 

rozkosz wróciła w całej swej intensywności. 

– Tucker, śpisz? – mruknęła. 

Jak  uda  się  jej  przejść  przez  życie  ze  świadomością,  że  nie  ma  szansy 

doświadczenia stanu ekstazy, o której istnieniu dowiedziała się zaledwie przed 

chwilą? 

– Nie. Nie śpię. Nie żyję. 

– O! 

To  znaczy,  że  wspaniały  seks  wymagał  wysiłku  również  od  mężczyzny. 

Znaczy to, że są tacy, którzy starają się bardziej niż inni. Zmuszała się do tego, 

żeby  nie  robić  porównań.  Od  dzieciństwa  uczono  ją,  że  porównywanie  ludzi 

źle świadczy o porównującym. 

–  Tucker?  –  Wtuliła  się  mocniej  w  jego  ramiona,  żałując,  że  nie  może 

zostać tam na zawsze. 

Usłyszała  ciche  chrapnięcie.  Nie  próbowała  go  budzić.  Miała  czas  na 

uporządkowanie  świata.  Głęboko  w  duszy  czaiła  się niepokojąca  myśl,  że  już 

nigdy nie uda się jej wrócić do grzecznego życia, które sobie zbudowała. 

I  co  teraz?  pytała  siebie  w  duchu.  Co  z  zasadą  „żadnych  obietnic, 

żadnych zobowiązań"? 

Kiedy  Tucker  odwiózł  ją  do  domu,  wszystkie  światła  wewnątrz  były 

zgaszone.  Paliła  się  tylko  lampa  na  podjeździe.  Nie  zaskoczyło  jej,  że  Eddie 

zapomniał  o  tym,  żeby  ułatwić  jej  poruszanie  się  po  mieszkaniu.  Właściwie 

przyzwyczaiła się do tego, że jest bezmyślny jak małe dziecko. 

– Odprowadzę cię do drzwi, dobrze? 

RS

background image

 

126 

–  Dziękuję,  nie  trzeba.  Wszyscy  już  śpią.  Ale  –  zawołała  i  podskoczyła 

nagle – co z Jayem? Przecież on na pewno boi się być sam w domu! 

– Harold i Bernie wpadli do nas dzisiaj. Obiecali, że zostaną, dopóki nie 

wrócę. 

– Nie powiedziałeś mi, że są w mieście. 

Rozmawiali  przyciszonymi  głosami,  tak  jakby  bàli  się,  że  zostaną 

podsłuchani  przez  jej  narzeczonego  albo  przyszłą  teściową.  Tymczasem 

wewnątrz starego, wiktoriańskiego domu wszyscy spali głębokim snem. 

– Ciii. Powiem ci o tym jutro. Nie martw się. Wszystko jest pod kontrolą. 

–  Nieprawda.  I  dobrze  o  tym  wiesz.  Powinieneś.  Przerwał  jej 

najskuteczniej,  jak  umiał.  Dopiero  kiedy  oderwali  się  od  siebie,  żeby 

zaczerpnąć tchu, wyszeptał: 

–  Pogadamy  jutro,  dobrze?  W  nocy  wszystko  ciemnieje  i  wydaje  się 

straszniejsze. 

Odprowadził ją do drzwi i odszedł, nie oglądając się za siebie. 

W  salonie  panował  bałagan nie do  opisania.  Annie  wyłączyła  telewizor, 

zebrała brudne talerze, kieliszek z nie dopitym winem, filiżankę i pogniecione 

serwetki pełne okruchów. 

Rzeczywiście!  Tucker  miał  rację.  W  nocy  wszystko  wydaje  się 

straszniejsze.  Przede  wszystkim  życie.  Własne,  cudownie  uporządkowane 

życie. 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

127 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Następnego  ranka,  kiedy  Annie  przygotowywała  kawę  dla  Eddiego, 

kakao dla Rosy i herbatę dla siebie, poprzedni wieczór wydał się jej szalonym 

snem. Tylko dlaczego szalony sen powodował delikatne mrowienie w różnych 

częściach  jej  ciała?  Dlaczego  okazało  się,  że  ma  na  sobie  halkę  włożoną  na 

lewą stronę? 

Na widok Eddiego, który przeciągając się, wszedł do kuchni, poczuła coś 

w rodzaju niechęci. 

–  Annie?  –  Pocałował  ją  głośno  w  policzek.  –  Nie  pogniewasz  się,  jeśli 

jeszcze raz zadzwonię za granicę z twojego telefonu, prawda? 

Jeszcze raz? Ciekawe. 

– Nie masz telefonu komórkowego? 

–  Sama  wiesz,  kochasiu,  że  wystarczy  odrobina  techniki  i  od  razu  się 

gubię. 

–  Nie  przesadzaj.  To  wcale  nie  jest  skomplikowane.  Ani  bardzo 

kosztowne. Dzisiaj wszyscy mają komórki. 

Ona wprawdzie nie miała, ale nie dlatego, że bała się techniki. Po prostu 

zbyt sobie ceniła własną prywatność, żeby rozmawiać z ludźmi bez względu na 

miejsce, w którym się znajduje. 

– Pomyślę o tym – obiecał niedbale. 

Potem oblizał palec i wsadził go do cukiernicy. Podstarzały Piotruś Pan, 

pomyślała, patrząc, jak ssie cukier. Lubił być małym chłopczykiem. A przecież 

miał  uniwersyteckie  wykształcenie,  o  czym  Annie  dobrze  wiedziała.  I  to 

całkiem niezłe. Napisał pracę zatytułowaną „Twórcza rola tradycji w kulturze 

ludowej". Mógłby robić ciekawe rzeczy, gdyby tylko chciał dorosnąć. 

– Jeden szybki telefon. Zwrócę ci forsę, nie martw się.  

RS

background image

 

128 

Tego  Annie nie lubiła najbardziej. Eddie po mistrzowsku umiał zrobić z 

niej  zasadniczą  mieszczkę.  Sprawiał,  że  czuła  się  jak  kapral,  który  wyłącznie 

pilnuje dyscypliny. Albo jak jej własny ojciec. 

– Eddie, nie musisz zwracać mi żadnych pieniędzy! – mruknęła, z trudem 

kryjąc  irytację.  –  Dzwoń,  gdzie  chcesz.  Drugi  aparat  jest  na  górze.  Będziesz 

mieć tam spokój. 

–  Dzięki,  kochasiu.  –  Kilkoma  zręcznymi  susami  pokonał  schody  i 

zniknął na piętrze. – Będę się streszczać. Obiecuję. 

Zrezygnowana  Annie  odwróciła  się  do  stołu,  przy  którym  już  zasiadła 

Rosa  w  oczekiwaniu  na  swoją  filiżankę  kakao.  Wypiła  łyk  i  niezadowolona 

zmarszczyła nos. 

–  Gorzkie.  Jajka  też  nie  smakują  tak  jak  kiedyś.  Czy  używasz 

prawdziwego bekonu, czy tego ersatzu, który robią z indyka? 

Annie bez słów podsunęła jej cukiernicę. 

– Eddie zawiezie mnie dzisiaj do domu. Nie mogę dłużej trzymać Bootsie 

u obcych ludzi. Przestaje jeść, jeśli zbyt długo mnie nie widzi. 

Co za ulga! Kiedy Eddie przywiózł Rosę, Annie z czystej grzeczności nie 

zapytała,  jak  długo  jej  przyszła  teściowa  ma  zamiar  zostać  w  jej  domu. 

Wiadomość  o  wyjeździe  ucieszyła  ją  tak,  że  bez  wahania  wyjęła  z  szafki 

słoiczek konfitur imbirowo – pomarańczowych, które dostała na Gwiazdkę. 

– Proszę spróbować – powiedziała. – Domowe konfitury ze Szkocji. 

–  Imbir?  Nie,  dziękuję.  Mój  żołądek  jest  bardzo  delikatny  i  nie  znosi 

przypraw.  Nie  będę  trzymać  Eddiego  zbyt  długo,  bo  już  najwyższy  czas, 

żebyście zaplanowali swoją przyszłość. Nie zapominaj, że niedługo muszę się 

zdeklarować,  czy  przedłużam  wynajem  mieszkania.  A  nie  ma  sensu 

utrzymywać  dwóch  mieszkań,  skoro  twoja  kuzynka  wyprowadziła  się  stąd  na 

dobre. 

RS

background image

 

129 

Annie  przymknęła  oczy  i  zacisnęła  palce  na  patelni.  Cierpliwości! 

powtarzała  sobie  w  duchu  raz  po  raz.  Wszystko  na  nic.  Jedyne,  co 

przychodziło  jej  do  głowy,  to  brzydkie  wyrazy,  których  dzieci  pastora  nie 

powinny  znać,  ale  które  oczywiście  bardzo  dobrze  znają.  Dopiero  kiedy 

poparzyła  sobie  palce,  zaczęła  myśleć  logicznie.  Najpierw  rzuciła  na  patelnię 

boczek  z  indyka,  potem  zrobiła  grzanki  z  pełnoziarnistego  chleba,  a  jeszcze 

potem  przyszło  jej  do  głowy,  że  Eddie  także  niezbyt  chętnie  robi  plany  na 

przyszłość.  O  ile  oczywiście  życzeniowe  myślenie  nie  przesłania  jej 

rzeczywistości. 

– Zapomniałaś, że nie jadam pełnoziarnistego chleba – odezwała się pani 

Robertson tonem pełnym wymówki. – Wchodzi między zęby. 

–  Obawiam  się,  że  tym  razem  nic  na  to  nie  poradzę.  Nie  mam  w  domu 

innego. 

Rosa  zjadła  trzy  grzanki  grubo  posmarowane  masłem  i  konfiturą  z 

imbirem. Po to, żeby – jak się wyraziła – zabić smak tłuszczu, na którym były 

smażone  jajka.  Tymczasem  śniadanie  Eddiego  zdążyło  zupełnie  wystygnąć,  a 

on  jeszcze  nie  skończył  rozmawiać  przez  telefon.  Annie  już  chciała  wrzucić 

wszystko  do  kociej  miski, kiedy  przypomniała  sobie,  że  Zen  się  nie  odnalazł. 

Było jej coraz ciężej na duszy. 

–  Nigdy  się  nie  przyzwyczaję  do  wody,  którą  tutaj  macie  –  narzekała 

Rosa. – Dlatego piję kakao, a nie kawę czy herbatę. U nas w Roanoke... 

–  Przepraszam,  ale  muszę  już  wyjść  –  przerwała  jej  Annie.  –I  tak  będę 

dzisiaj w pracy godzinę później niż zwykle. 

Nie  mówiła,  że  zadzwoniła  już  do  sekretariatu  szkoły  i  dowiedziała  się, 

że może przyjść później, bo szef na pewno jej teraz nie potrzebuje. 

–  Bardzo  niedobrze  się  złożyło,  że  musiałaś  wyjść  wczoraj  wieczorem. 

Gdybyś została, zdążylibyście z Eddiem wszystko ustalić. 

RS

background image

 

130 

– Mnie też przykro z tego powodu. 

O  Boże!  pomyślała  natychmiast.  Wybacz  mi  to  niewinne  kłamstwo,  bo 

gdybym teraz nie skłamała, zrobiłabym coś znacznie gorszego. 

– Trudno. Co się stało, to się nie odstanie – obwieściła pani Robertson. – 

Zrobicie  to  dzisiaj.  Eddie  na  pewno  zdąży  wrócić,  zanim  skończysz  pracę. 

Donna pojechała do Newport odwiedzić siostrę. 

Donna? Kto to jest Donną? Gdzieś już słyszała to imię. Nieważne. Wcale 

nie  chciała  wiedzieć,  kim  jest  Donna.  Miała  nadzieję,  że  Eddie  odwiedzi  po 

drodze innego znajomego, co pozwoli jej odwlec niemiły moment zakończenia 

tej farsy, którą oboje nazywali zaręczynami. 

Z  drugiej  strony  zerwanie  nie  powinno  być  dla  niego  zaskoczeniem. 

Annie od miesięcy nie nosiła zaręczynowego pierścionka. Zdjęła go, kiedy na 

palcu  pojawiła  się  swędząca  pokrzywka,  i  nigdy  potem  już  go  nie  nałożyła. 

Eddie nie wygłosił żadnej uwagi na ten temat. Prawdopodobnie nawet tego nie 

zauważył.  Nie  był  szczególnie  romantyczny.  Uroczy,  lekkomyślny,  kapryśny 

jak dziecko – to tak. Ale nie romantyczny. Nigdy. 

Podczas  tej  wizyty  pocałował  ją  trzy  razy:  dzisiaj  rano  w  policzek, 

kiedyś,  przepraszająco,  w  czubek  nosa  oraz  w  dniu przyjazdu.  W  usta.  Annie 

musiała  się  powstrzymać,  żeby  natychmiast  nie  wytrzeć  warg.  Nawet  gdyby 

nie była pewna stanu swoich uczuć, ta reakcja powinna dać jej do myślenia. 

Tucker  spędził  cały  ranek  na  dyskusjach  z  lokalnym  inspektorem 

sanitarnym,  który  nie  chciał  podpisać  decyzji  o  zabudowie  ostatnich  wolnych 

placów.  Zgadzał  się  jedynie  na  postawienie  małych  domków,  co  było 

idiotyczne, zważywszy, że każda parcela miała tak dużą powierzchnię. 

Tucker  nie  miał  wątpliwości,  o  co  naprawdę  chodziło.  Nie  tak  dawno 

temu facet wydał zezwolenie na budowę osiedla domów jednorodzinnych, nie 

sprawdzając  przepustowości  kanalizacji.  Potem  okazało  się,  że  siedem  na 

RS

background image

 

131 

dziesięć  z  tych  budynków  ma  kłopoty  z  odprowadzaniem  ścieków.  Prasa 

szukała winnych, a urzędnik z pewnością czuł, że jego kariera wisi na włosku. 

W  końcu  Tuckerowi  udało  się  jedynie  odroczyć  ostateczną  decyzję. 

Pozostawało  liczyć  na  cud.  Może  władze  miasta  pociągną  nową  kanalizację, 

zanim  droga  będzie  skończona,  a  place  wystawione  na  sprzedaż?  Albo 

inspektor odejdzie na zasłużoną emeryturę? 

Tego  dnia  udało  się  jedno.  Wcześnie  rano  Harold  zabrał  Jaya  na  ryby. 

Siedzieli  nad  stawem  kilka  godzin,  a  potem  we  trójkę  z  Bernie  pojechali  do 

centrum handlowego. 

Dwadzieścia  minut  temu  pojawili  się  u  Tuckera  z  jedzeniem.  Starsi 

państwo wzięli swoje hot dogi nad staw, a Jay postanowił zjeść lunch z ojcem 

w biurze. 

– Rany! Wiesz, że babcia gra w gry komputerowe? 

– Babcia?! – zdziwił się Tucker.  

Jay wzruszył kościstymi ramionami. 

–  Pozwoliła  mi  mówić  do  siebie  po  imieniu,  ale  Harold  powiedział,  że 

powinienem  nazywać  ją  babcią.  Uznał,  że  to  najlepszy  sposób,  żeby  Bernie 

poczuła, że jest członkiem naszej rodziny. 

– Harold należy do rodziny, a nigdy nie nazywałeś go dziadkiem. 

– To co innego. Harold wie, że jesteśmy rodziną. Nie ma potrzeby mu o 

tym przypominać. 

Ta  argumentacja trafiła  Tuckerowi  do  przekonania.  Ale  kiedy  jakiś czas 

temu Jay zaczął mówić do niego po imieniu, nie bardzo mu się to spodobało. 

– Wszyscy chłopcy w klasie mówią po imieniu do swoich ojców. I to jest 

super, człowieku. Jakbyśmy byli kumplami. 

–  Jesteśmy  kumplami,  nawet  kiedy  mówisz  do  mnie  „tato"  –  próbował 

oponować. 

RS

background image

 

132 

W  końcu  uległ.  Nie  miał  pojęcia,  czy  „bycie  kumplem"  pomagało,  czy 

przeszkadzało  podczas  zasadniczych  rozmów  na  tematy  szkolne.  Świadectwo 

Jaya  i  opinia  wychowawcy  klasy  nie  były  najlepsze.  Jay  obiecał,  że  nad  tym 

popracuje.  Tucker  nie  naciskał  zbyt  mocno.  Pamiętał,  jak  ciężkie  jest  życie, 

kiedy ma się czternaście lat. 

Jayowi  było  jeszcze  trudniej.  Rozpadła  mu  się  rodzina.  Miejsce,  w 

którym  spędził  dzieciństwo,  przestało  nagle  być  domem,  a  ludzie,  którzy 

powinni być z nim, odeszli. 

Nie  koniec na tym.  Tucker  nie  miał  wątpliwości,  że  chłopca  coś  gryzie, 

ale nie udało mu się dojść, o co chodzi. Jeśli posiadanie babci może w czymś 

pomóc, niech sobie Jay ma nową babcię. Tylko że w tym celu należy  znaleźć 

młodej parze mieszkanie. 

W ten oto sposób Tucker dotarł do sprawy, o której od rana starał się nie 

myśleć. 

Co  go  wczoraj  podkusiło?!  Annie  nie  jest  kobietą,  którą  bierze  się  do 

łóżka na jedną noc. Kogoś takiego nie wolno wykorzystywać. A ich związek 

nie  ma  przyszłości.  Co  gorsza,  ze  względu  na  sytuację  rodzinną  nie  unikną 

dalszych spotkań, chyba że któreś z nich wyprowadzi się z miasta. 

A  gdyby  tak  spróbować?  Mógłby  zaproponować  Annie,  że  naprawi  jej 

dach. Nie chciałby wiele w zamian. Wystarczyłoby,że jest ktoś, kto śmieje się 

z jego dowcipów i przegląda z nim poranne gazety, ktoś, przed kim mógłby się 

wyżalić  albo  wykrzyczeć,  kiedy  zajdzie  taka  potrzeba.  Ktoś,  kto  dzieliłby  z 

nim łóżko – od czasu do czasu – i trzymałby się z daleka od jego prywatnego 

życia. 

Pięknie,  Dennis!  Jesteś  idiotą!  Oczywiście  wyobrażasz  sobie,  że  każda 

kobieta przyjmie z zachwytem taką propozycję! 

RS

background image

 

133 

Nic  dziwnego,  że  uciekła  od  ciebie  żona.  Nic  dziwnego,  że  nie  umiesz 

porozumieć się z własnym synem. Nic dziwnego. 

Nie zdążył skompletować listy zarzutów, bo – na szczęście – pojawili się 

Harold i Bernie. Przyszli, żeby zabrać Jaya. 

– Wiesz co? – zaczął Harold z pokerową miną. – Wymyśliliśmy z Bernie, 

że dobrze byłoby zorganizować mały rodzinny piknik z okazji wiosennych ferii 

Jaya. W drodze do domu moglibyśmy wpaść na bazar i kupić, co trzeba. Jay! – 

zwrócił się do chłopca. – Ty zrobiłbyś zakupy z nami, a ojca wysłalibyśmy po 

Annie. Zanim przyjadą, ja zdążę rozpalić grilla. 

Tucker  otworzył  usta,  żeby  zaprotestować.  To  gorsze  niż  najgorszy  sen. 

Potem  spojrzał  na  syna,  który  stukał  w  klawisze  komputera,  pozornie  nie 

zainteresowany rozmową. 

– Co o tym myślisz, Jay? 

– Może być! – Chłopiec wzruszył jak zwykle ramionami. 

–  Nie  robisz nam  łaski  – napadła na niego  Bernie. –  Dzisiaj  w  telewizji 

jest  „Powtórka  z  Woodstock",  którą  mam  zamiar  obejrzeć  od  początku  do 

końca i na pewno nie będę cię zabawiać. 

Jay odwrócił się natychmiast. 

– Będzie Jimmy Hendrix? 

–  Wysil  trochę  swój  pusty  łeb.  W  Woodstock  miałoby  nie  być 

Hendriksa? Wszyscy wielcy będą! 

– Super! 

– Wygląda na to, że się zgadzamy. My lecimy po hamburgery i bułki. Ja 

grilluję. Ty, Tuck, zabierz Annie i po drodze kupcie lody. 

– Czy Annie wie? 

RS

background image

 

134 

– Skądże – uśmiechnęła się Bernie, nie zważając na rozmazaną szminkę. 

–  Ale  myślę,  że  pójdzie  na  to.  Musi  odpocząć  po  weekendzie  spędzonym  z 

tymi pijawkami. 

Kiedy  wyszli,  Tucker  zatrzasnął  szufladę  z  taką  siłą,  że  o  mało  nie 

rozwalił  biurka.  Cholera!  Ale  go  wrobili!  Teraz  musi  dotrzymywać 

towarzystwa  kobiecie,  której  zamierzał  unikać.  Na  oczach  całej  rodziny  musi 

udawać, że wczorajszej nocy nic się nie stało. A jest bardzo marnym aktorem. 

I już teraz, na samą myśl o niej, czuł napięcie w lędźwiach. Może uda mu 

się odciągnąć ją gdzieś na bok? Przecież muszą omówić zasady postępowania 

podczas – okazjonalnych oczywiście – rodzinnych spotkań. 

Zamknął biuro i powoli wszedł na wzgórze, skąd rozciągał się widok na 

najpiękniejsze miejsca w całej okolicy. 

I  cóż  z  tego,  że  budowa  drogi  ślimaczy  się  w  nieskończoność?  Nawet 

jeśli  z  tego  powodu  nie  uda  się  zagospodarować  nawet  kawałka  ponad 

dwudziestoakrowego  terenu,  wiatr  nie  przestanie  szumieć  w  liściach  topól  i 

czerwonych  dębów.  Dzikie  wiśnie  będą  kwitnąć  jak  co  roku,  a  ptaki  uwiją 

sobie gniazda jak zwykle. 

Dopóki  istnieją  miejsca,  w  których  można  być  sam  na  sam  ze  sobą, 

Tucker  wiedział,  że  ma  szansę  zachować  równowagę  ducha.  Annie  wie,  co 

robi,  ustawiając  kłopoty  według  ustalonej  hierarchii.  Trzeba,  tak  jak  ona, 

zaczynać  od najłatwiejszych  i  skreślać  je  z  listy,  żeby  nie  przytłaczały  ilością 

spraw nie załatwionych. 

Tucker  też  miał  taką  listę,  ale  nigdy  nie  zadał  sobie  trudu,  żeby  ją 

uporządkować.  Musiał  poszukać  nowego  domu  i  wyprowadzić  się  z  tej 

wilgotnej  nory,  którą  wynajmował.  Musiał  iść  do  okulisty.  I  znaleźć 

mieszkanie dla Harolda. 

RS

background image

 

135 

Był  jeszcze  Jay.  Tucker  podejrzewał,  że  problemy  syna  mogą  być 

związane  z  Shelly  i  jej  nowym  facetem.  Wprawdzie  po  ich  rozstaniu  Shelly 

nieraz  wiązała  się  z  różnymi  panami,  ale  Jay  był  za  mały,  żeby  coś  o  tym 

wiedzieć. 

A  na  samym  początku  jego  listy  była  Annie  Summers.  Co  miał  z  nią 

zrobić, do diabła? 

Rzecz  w  tym,  że  wiedział,  co  chce  zrobić,  ale  na  samą  myśl  o  tym 

kurczył się ze strachu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

136 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Po raz pierwszy, od kiedy sięgała pamięcią, Annie oświadczyła, że boli ją 

głowa,  i  wyszła  z  pracy  wcześniej.  Na  biurku  został  cały  stos  dokumentów, 

które powinna natychmiast przejrzeć, oraz długa lista telefonów, które powinna 

natychmiast załatwić. 

Głowa bolała ją naprawdę, ale zazwyczaj w takiej sytuacji poprzestawała 

na krótkim masażu i pracowała dalej. 

– To te cholerne okulary – mruknęła pod nosem. 

Annie  Summers  zaklęła!  Na  początku  skrzywiła  się  z  dezaprobatą,  ale 

zaraz zaklęła jeszcze raz. Dlaczego nie? Czasy grzecznego dzieciństwa dawno 

minęły. Ma trzydzieści sześć lat, a życie nie jest bajką. Przez całe  lata starała 

się zachowywać zgodnie z zasadami, które wtłoczyli jej do głowy rodzice, ale 

teraz miała tego dość. 

Za bardzo bolała ją głowa. 

– Cholera! – powiedziała raz jeszcze. 

Ale na tym koniec. Nic gorszego nie przeszło jej przez usta, nawet kiedy 

była naprawdę zła. 

Podchodząc  do  samochodu,  odruchowo  sprawdziła  wszystkie  cztery 

opony  i  zerknęła  na  tylne  siedzenie,  żeby  się  upewnić,  czy  nikt  się  tam  nie 

zaczaił.  W  tym  samym  czasie  jej  umysł  pracował  na  wysokich  obrotach, 

zestawiając i porządkując sprawy, który miała do załatwienia w domu. 

Eddie!  Od  niego  należy  zacząć.  Cztery  lata  temu,  w  chwili  słabości, 

zaręczyła  się  z  mężczyzną,  który  oświadczył,  że  fascynuje  go  jej  rozważny 

stosunek  do  życia.  Pochlebił  jej.  Przeciwieństwa  zawsze  się  przyciągają, 

twierdził, a ona postanowiła w to uwierzyć. 

RS

background image

 

137 

Teraz nadszedł czas, żeby zakończyć ten związek. Będzie to żenujące, ale 

trudno, jakoś owo rozstanie przeżyje. 

Wyjeżdżając  ze  szkolnego  parkingu,  zastanawiała  się,  kiedy  opuścił  ją 

legendarny,  summersowski  zdrowy  rozsądek.  Czy  stało  się  to  dopiero 

wczorajszej  nocy,  którą  spędziła  z  prawie  obcym  mężczyzną,  czy  już 

wcześniej?  Po  co  wdawała  się  w  jednodniowy  romans,  skoro  nie  ma  zamiaru 

go kontynuować? Chyba całkiem zwariowała! 

Stojąc  na  światłach,  próbowała  przypomnieć  sobie  scenę  z  oglądanego 

kiedyś filmu. Główny bohater, wychylony przez okno samochodu, oświadczał 

całemu  światu,  że  oszalał  i  że  nie  ma  zamiaru  dłużej  żyć  jak  wariat.  Annie 

korciło,  żeby  postąpić  tak  samo,  ale  w  przeciwieństwie  do  bohatera  filmu  nie 

miała  pojęcia,  co  robić,  żeby  skończyć  z  szaleństwem.  Może  pójdzie  spać.  I 

obudzi się dopiero, kiedy jej życie na nowo nabierze sensu? 

Czekając  na  zielone  światło,  zmieniła  zdanie.  Przed  pójściem  spać 

wysprząta i wywietrzy oba gościnne pokoje i włoży porcelanę do pudeł. Potem 

zaparzy mocną herbatę i wypije ją w salonie, rozkoszując się samotnością. 

–  A  za  kilka  lat  –  powiedziała  na  głos,  ostrożnie  włączając  się  w  sznur 

pojazdów – za kilka lat nic się nie zmieni. Będę siedziała w tym samym fotelu, 

stara  i  samotna,  mając  za  towarzystwo  geranium  w  doniczkach  i  tabun 

złośliwych kotów. A kiedy zacznie przeciekać dach, po prostu zamknę strych. 

A potem pierwsze piętro. A kiedy  zacznie kapać na parterze, będę miała zbyt 

wielką demencję starczą, żeby się tym martwić. 

–  Mogę  jeszcze  –  mruknęła,  podjeżdżając  pod  swój  dom  –  ufarbować 

włosy  na  pomarańczowo  i  poszukać  sobie  uroczego  starszego  wdowca,  który 

umie naprawić cieknący dach i wie, co zrobić z zatkanym gaźnikiem. 

Musiała przyznać, że Bernie miała dobry gust – jeśli chodzi o mężczyzn, 

oczywiście. 

RS

background image

 

138 

Wzdychając  ciężko,  wyszła  z  samochodu  i  wpadła  prosto  na  Tuckera. 

Stał oparty o wielki, stary rower, z niepewną miną, ale z wyrazem determinacji 

w oczach. 

– Annie? Telefonowałem do szkoły. Powiedzieli, że już wyszłaś. 

– Boże! Tucker! Ale mnie przestraszyłeś. 

–  Musimy  porozmawiać.  Oni  zaraz  u  mnie  będą.  Ja  mam  przywieźć 

ciebie i lody. Pomyślałem sobie,  że  dobrze będzie się spotkać i ustalić, co im 

powiemy. 

–  Jeśli  mam  zrozumieć,  o  co  chodzi,  wytłumacz  wszystko  od  początku. 

Co i komu mamy powiedzieć? 

–  Jak  to  komu?!  Naszym  bliskim.  Haroldowi,  Bernie  i  Jayowi.  O  tym! 

Cholera! Przecież wiesz, o czym! 

–  Naprawdę  myślałeś,  że  chcę  ich  poinformować,  że  się  ze  sobą 

przespaliśmy? 

– Tak to nazywasz?! 

–  Oczywiście.  A  jak  chciałbyś  to  nazwać?  Jeszcze  lepiej  byłoby  wcale 

tego  nie  nazywać.  Mam  zamiar  zapomnieć  o  całej  tej  krępującej  sprawie.  Po 

prostu – nic się nie zdarzyło. 

– Jak to: nic, do cholery?! 

– Tucker! Za pozwoleniem. Miałam naprawdę męczący dzień. W moich 

planach  na  popołudnie  nie  mieści  się  spotkanie  rodzinne.  Co  oni  właściwie 

chcą razem robić? 

–  W  tej  chwili  jadą  do  mnie,  żeby  przygotować  wszystko  do  grilla.  W 

planie jest rodzinny piknik. 

– O, nie! Mnie możecie skreślić z listy gości. 

– Czyżbyś, droga kuzynko, nie lubiła mojej rodziny? Annie miała ochotę 

powiedzieć mu, żeby poszedł do diabła. 

RS

background image

 

139 

Czuła ból w oczach, z tyłu głowy i męczące pulsowanie w skroniach. 

–  Boże!  –  jęknęła.  –  Wcale  dużo  nie  chcę.  Wystarczy  mi  godzina 

spokoju. Sześćdziesiąt minut, podczas których nie będę musiała się uśmiechać, 

być grzeczna i spełniać cudzych oczekiwań. 

– W porządku. Spadam. 

Jeszcze przed chwilą Annie chciała posłać go do diabła. Teraz walczyła z 

równie silną pokusą zaproszenia go do domu. Do łóżka. Do swojego życia. 

Co więcej – taki pomysł wcale jej nie przerażał. 

–  Annie,  nie  mam  pojęcia,  o  co  ci  chodzi,  ale  skoro  chcesz  godziny 

spokoju,  to  ją  masz.  Bez  uśmiechów  i  tych  grzecznych  bzdur.  Oni  nie 

spodziewają się nas wcześniej niż o szóstej. Mamy mnóstwo czasu. Czy mogę 

wejść do środka, czy wolisz rozmawiać tutaj? 

– Przecież miałeś zamiar już iść. 

– Annie! Ty wcale nie słuchasz, co do ciebie mówię. 

– Próbuję, ale nie wyrażasz się zbyt jasno. 

– Co cię ugryzło, do cholery? 

– Nic. 

To nie była prawda, ale dlaczego miała się zwierzać Tuckerowi? 

– Zawsze taka jestem. Wejdź, zaparzę herbatę. 

Poszedł  za  nią  ze  zrezygnowaną  miną.  Mimo  wiosennego  chłodu  nie 

zamknął drzwi. Nie chce odcinać sobie drogi ucieczki, pomyślała Annie.  

Postawiła na podłodze ciężką teczkę i dwoma ruchami zrzuciła buty. Nie 

zwracając  uwagi  na  Tuckera,  stanęła  przed  lustrem  i  wyjęła  szpilki  z  koka. 

Przez krótką chwilę przeczesywała palcami rozpuszczone włosy. 

Tucker obserwował ją coraz uważniej. 

– Annie? Co się stało? Dobrze się czujesz? Skrzyżował ręce na piersiach 

i nie spuszczał z niej wzroku. 

RS

background image

 

140 

Chyba uważa ją za wariatkę. 

– Nie. Mylisz się. Nie jestem  wariatką. Słuchaj. Idź, proszę, do kuchni i 

zagotuj wodę. Zaraz do ciebie przyjdę. Przebiorę się tylko i zrobię sobie zimny 

okład na głowę. 

Coś było nie tak. Tucker nie miał już wątpliwości. Annie, którą znał, nie 

zdjęłaby butów ani nie rozpuściłaby włosów przy obcych. Dobrze wychowany 

człowiek nie rozbiera się w publicznych miejscach. 

Ale  właśnie  wczoraj  rozebrała  się  w  publicznym  miejscu.  Może  nie 

całkiem  publicznym,  ale  w  obcym.  W  obcym  domu,  w  obcej  dzielnicy,  na 

oczach faceta, który, prawdę mówiąc, też był obcy. 

Przypomniał sobie, że ma zagotować wodę. Widok kuchni utwierdził go 

w  przekonaniu,  że  coś  jest  nie  tak.  Annie  nie  była  maniakalną  pedantką,  ale 

nigdy  nie  zostawiłaby  takiego  bałaganu.  Na  blacie  leżał  przewrócony  toster  z 

przewodem wyrwanym z kontaktu, resztki kakao na dnie rondelka zmieniły się 

w  zaschniętą  skorupę,  tu  i  tam  walały  się  nie  dojedzone  grzanki,  a  w 

zachlapanym ekspresie z resztkami kawy pływała mrówka. 

Tucker zakasał rękawy i stanął przy zlewie. Bez względu na to, co gryzie 

Annie,  bałagan  w  domu  na  pewno  nie  wpływa  dobrze  na  jej  stan  ducha. 

Doświadczył tego na własnej skórze, lądując nie tak dawno w wilgotnej norze, 

po tym jak Shel–ly postanowiła, że piękny ośmiopokojowy dom z drewna i ka-

mienia wraz z dobrze zaopatrzoną piwniczką będzie należał tylko do niej. 

Annie  pojawiła  się  na  dole  dopiero  po  dwudziestu  minutach,  blada  i  z 

podkrążonymi oczami. Miała na sobie brzydką, szarozieloną bluzkę i obszerny 

biały sweter. Tucker uśmiechnął się w duchu. Nie zwiedzie go! On wie, że pod 

warstwami  bezkształtnych  ubrań  kryje  się  ciało  tak  delikatne,  że  aż  strach  go 

dotknąć, i tak diabelnie pociągające, że aż grzech go nie dotknąć. 

RS

background image

 

141 

Wie  także,  że  pod  maską  spokoju  drzemie  żywiołowa  kobieta,  która 

zaczyna dopiero odkrywać, czym jest prawdziwa namiętność. 

Tucker  był  pewien,  że  Annie  potrzebuje  dojrzałego  i  cierpliwego 

mężczyzny,  który  pomoże  jej  rozplatać  więzy  i  pokonać  ograniczenia,  jakie 

narzuciła  sobie  od  dzieciństwa.  Żaden  infantylny  szczeniak  –  w  rodzaju  tego 

Edwarda – nie jest dla niej partnerem! 

– Gdzie twoi goście? – zapytał, odwracając się od zlewu. 

– Earl grey czy owocowa? – Annie udała, że nie słyszy pytania. 

– Wszystko jedno – odparł i machnął ręką. Każda herbata będzie lepsza 

od  jej  kawy.  –  Byłem  pewien,  że  ten,  jak  mu  tam,  i  jego  mamuśka  wciąż  u 

ciebie mieszkają. 

Skłamał  z  premedytacją.  Dzisiaj  rano  Bernie  powiedziała  mu  o  ich 

wyjeździe. 

– Eddie odwiózł matkę do domu. Prawdopodobnie wróci wieczorem. 

– Nie powiedziałaś mu? 

– Co miałam mu powiedzieć? Że przespałam się z obcym facetem? 

– Cholera! Nie nazywaj tego w ten sposób! Dobrze wiesz, że to było coś 

zupełnie innego! – Tucker z wściekłością schwycił ją za ramię. 

– Nie klnij! Za często bywasz wulgarny. To niczego nie załatwi. 

– Nie? Skoro nie, to chciałbym usłyszeć, jaki pomysł ma nieskazitelna i 

superpoprawna  pani  wicedyrektor  na  wyjście  z  chaosu,  w  którym  się 

znaleźliśmy. 

– Czy możesz zdefiniować słowo „chaos"? 

Dawna Annie wróciła. Zimna, opanowana, arogancka. A wszystko po to, 

żeby ukryć brak pewności siebie. 

– Nie uda ci się mnie zawstydzić, skarbie. Przejrzałem cię. – Popatrzył na 

nią z góry i uśmiechnął się słodko. 

RS

background image

 

142 

Niech zobaczy, że i on umie grać w tę grę. 

– Woda się zagotowała. Przepraszam, ale idę zrobić herbatę. 

–  Nigdzie  nie  pójdziesz.  Przez  całe  swoje  życie  nie  wziąłem  do  ust 

herbaty, więc teraz też nie muszę jej pić. Natomiast muszę dowiedzieć się, co 

się z tobą dzieje. I, Annie, nie zapominaj, że mam swoje sposoby, żeby zmusić 

cię do mówienia. 

– Nie udawaj Humphreya Bogarta, bo nic ci z tego nie przyjdzie. 

– Powiedziałbym, że to raczej Clint Eastwood. Annie! Przestańmy bawić 

się  w  kotka  i  myszkę.  Powiedz,  co  zamierzasz  zrobić  z  tym,  co  jest  między 

nami? 

– A między nami coś jest? 

– Bardzo jesteś dowcipna. 

– Robię, co mogę. 

–  Uważaj,  żebyś  się  nie  przeliczyła.  Nie  zapominaj,  że  mam  na  ciebie 

swoje sposoby, 

Musiał  to  udowodnić.  Nie  wypadało  rzucać  słów  na  wiatr.  Jedną  ręką 

wyłączył czajnik, a drugą przyciągnął Annie do siebie. Zdążył tylko jęknąć: 

– Jesteś niemożliwa, Annie. 

I przywarł ustami do jej warg. 

Całowali  się,  aż  zabrakło  im  tchu.  Annie,  oparta  o  stół  dla  utrzymania 

równowagi,  łapała  powietrze  szeroko  otwartymi  ustami.  Ból  głowy  zniknął. 

Tucker obejmował ją tak mocno, że nie miała najmniejszych wątpliwości co do 

stanu, w jakim są jego zmysły. 

Ona  też  była  niebezpiecznie  podniecona.  Sutki  miała  napięte  do  granic 

wytrzymałości. Czuła mrowienie w całym ciele. 

–  Gdybyśmy  zrobili  to  jeszcze  raz  –  mruknęła  –  to,  logicznie  rzecz 

biorąc, nie mogłabym już mówić, że przespałam się z obcym facetem, prawda? 

RS

background image

 

143 

– Logicznie rzecz biorąc, nie mogłabyś. 

– Nawet jeśli jest popołudnie i o spaniu nie ma mowy? 

– Annie! To nie czas na semantyczne zabawy. Gdzie jest sypialnia? 

– Na górze. 

– Czy nie ma tu łóżka gdzieś na parterze? 

–  Chyba  będzie  lepiej,  jeśli  chwilę  zaczekamy.  –  Annie  wzięła  głęboki 

oddech, żeby się uspokoić. – Musimy poważnie porozmawiać. 

–  Później  porozmawiamy  poważnie.  Masz  na  to  moje  słowo.  A  teraz 

chodźmy. Jeszcze moment, a nie zrobię nawet kroku. 

Na  schodach  Tucker  wypuścił  Annie  z  objęć,  ale  nie  zdjął  ręki  z  jej 

biodra.  Wężowym  ruchem  dłoni  przedzierał  się  przez  kolejne  warstwy 

garderoby,  aż  dotarł  do  jej  gładkiej  skóry.  Udało  im  się  wejść  na  półpiętro. 

Tam odwrócił ją do siebie. Przylgnęli do siebie ustami. Potem Tucker całował 

jej oczy, nos, całą twarz. I ciągle było mu mało. 

Annie  drżącymi  rękami  rozpięła  mu  koszulę  i  przesunęła  rękami  po 

nagim brzuchu. Jęknął i przymknął oczy, kiedy czubkami palców dotknęła jego 

sutek. 

–  Reagują  tak  jak  moje  –  zdziwiła  się  i  powtórzyła  ten  ruch.  Jeszcze 

nigdy w życiu nie robiła podobnych eksperymentów. 

Okazało  się,  że  ciało  Tuckera  oczekuje  pieszczot  z  taką  samą 

intensywnością jak jej własne. 

Tymczasem  wciąż stali na podeście, a ona jeszcze ciągle miała na sobie 

kilka  warstw  ubrań.  Wsłuchiwała  się  w  każde  uderzenie  serca,  które  odbijało 

się echem w najintymniejszym, najczulszym zakątku jej ciała. Chciała poczuć 

rękę Tuckera właśnie tam. 

Pragnęła Tuckera. 

RS

background image

 

144 

–  Pospiesz  się!  –  z  trudem  wyszeptała  schrypniętym  głosem,  kiedy 

wreszcie oderwali się od siebie. – To nie w porządku. 

– Nie myślałem, że... 

– I nie myśl. Przestańmy o tym mówić. Zróbmy to wreszcie!  

Zaśmiał się niskim, urywanym śmiechem. 

–  Wystarczy  objąć  cię  na  schodach,  a  zmieniasz  się  w  kogoś  zupełnie 

innego – powiedział. 

Jednym  susem  przebyli  ostatnie  cztery  stopnie  i  wpadli  do  sypialni, 

staroświecko  urządzonego  pokoju,  którego  Annie  nie  przemeblowała  –  nie 

dlatego, że lubiła ten styl, ale dlatego, że nie widziała powodu, żeby zmieniać 

tam cokolwiek. 

Rzucili się na podwójne łóżko. Tucker, nie rozbierając się nawet, położył 

Annie na sobie i wtulił twarz w zagłębienie jej szyi. 

– Kocham twój zapach. Uwielbiam smak twojej skóry – szepnął. 

I  co  by  na  to  powiedzieli  specjaliści  od  reklamy,  przemknęło  jej  przez 

myśl. Na nic podniecające zdjęcia perfum i innych wyszukanych kosmetyków. 

Kiedy  przychodzi  co  do  czego,  zwykłe  mydło  i  bezzapachowy  szampon 

działają równie skutecznie, jeśli nie bardziej. 

–  Ty  też  pięknie  pachniesz.  –  Wciągnęła  z  rozkoszą  zapach  piżma  i 

gorącej skóry. 

A  potem  całkowicie  poddała  się pieszczotom  jego  dłoni  i ust.  Poruszyła 

się niespokojnie, kiedy zacisnął dłonie na jej piersiach. Pod sobą poczuła jego 

twardy  członek.  Chciała  być  jeszcze  bliżej.  Pragnęła,  żeby  wszedł  w  nią  i 

uwolnił ją od napięcia pulsującego w jej brzuchu. 

– Tucker! Nie rozbiorę się, dopóki mnie nie puścisz. 

– Nie ma mowy! 

RS

background image

 

145 

Podniósł  do  góry  jej  spódnicę  i  zaczął  zsuwać  rajstopy.  Potem  oboje 

szarpali się chwilę z jego obcisłymi dżinsami i slipkami. Jeszcze nie tak dawno 

temu Annie czuła obrzydzenie na samą myśl, że można się kochać w ubraniu, a 

teraz... A teraz to nie miało znaczenia. Kochała Tuckera tak bardzo, że ubranie, 

bądź jego brak, nie miało żadnego znaczenia. 

Kochała Tuckera. 

Kiedy  Annie  otworzyła  oczy,  słońce  chowało  się  za  wierzchołkami 

drzew.  Wciąż  był  dzień.  Ziewnęła  i delikatnie  wydostała  się  z  objęć  Tuckera, 

który  nawet  tego  nie  poczuł.  Spał.  Jak  to  możliwe,  zastanawiała  się,  że 

mężczyzna śpi na plecach i nie chrapie. Tucker nie chrapał. 

–  Obudź  się!  –  Chwyciła  go  za  ramię,  żeby  nim potrząsnąć, ale  zamiast 

tego pogłaskała go delikatnie. 

Miał  gładką  skórę,  ale  mięśnie  twarde  jak  stal.  Stal  pokryta  jedwabiem, 

pomyślała  i  zaraz  skrzywiła  się  zabawnie.  Oto  jak  rodzą  się  kiczowate 

powieści! 

Zrobili  to  trzy  razy,  a  do  nocy  było  jeszcze  daleko!  Podczas  drugiego 

razu  Annie  uparła  się,  że  najpierw  zwiedzi  każdy  kawałek  jego  ciała.  Teraz 

czerwieniła się aż po uszy na samą myśl o tym, co robiła. 

– Tucker? Śpisz? 

– Jeszcze pięć minut, dobrze? Miałem taki piękny sen. Byłem w łóżku z 

Annie, a ona... – Otworzył oczy i rzucił jej szelmowskie spojrzenie. – A może 

to nie był sen? 

– A co zrobisz, jeśli powiem, że to był sen? 

–  Nie.  Znam  swoją  Annie.  Opieprza  mnie  od  czasu  do  czasu,  ale  nigdy 

nie kłamie. 

– Jesteś wulgarny, Tuckerze Dennis. 

RS

background image

 

146 

– Wiem. – Uśmiechnął się od ucha do ucha. – Ale ty to lubisz. Przyznaj 

się,  skarbie,  że  to  cię  bawi.  Przynajmniej  wtedy,  kiedy  trzymam  cię  w 

ramionach. A propos, ile razy to zrobiliśmy? Dwa? Nie! Trzy razy! 

– Nie chcę o tym rozmawiać. 

– A ja chcę. Lubię o tym rozmawiać, kiedy jestem zbyt wyczerpany, żeby 

zrobić to jeszcze raz. Ale teraz nie ma co zaczynać. Musimy się zmywać, bo za 

chwilę cała rodzina zacznie się o nas martwić i zwali się nam na kark. 

Prawie  na  kilometr  przed  wzgórzami  hrabstwa  Forsyth,  na  których  stał 

tymczasowy  domek  Tuckera,  po  całej  okolicy  rozchodził  się  zapach 

pieczonego mięsa. Harold grillował. 

Bernie  z  Jayem  oglądali  kasetę  wideo  o  łowieniu  ryb  na  muchę.  Bernie 

zawsze była otwarta na nowe propozycje i zastanawiała się, czy nie spróbować 

wędkowania. 

– Gdzie są lody? – zawołał Harold na ich widok. 

– Przepraszam. Wyleciało mi z głowy, że mam je kupić. 

– Oj, synu! Chyba się starzejesz. 

Tucker  rzucił  Annie  porozumiewawcze  spojrzenie.  Jego  pamięć  była 

selektywna. Na tym polegał cały kłopot. Gdy miał wybierać pomiędzy lodami 

a seksem, wybierał to drugie. 

Harold  z  maestrią  wytrawnego  kucharza  przewrócił  mięso  na  drugą 

stronę i przesunął je dalej od żaru. 

– Dzwoniła Shelly – oznajmił i wzruszył ramionami. 

– Czego chciała? – Tucker, cały napięty, odwrócił się do ojca. – Przecież 

mam na to jeszcze kilka dni. 

W tym momencie w drzwiach pojawiła się Bernie; w obcisłych dżinsach, 

porozciąganej  koszulce  Harolda  i  długich kolczykach,  które  nałożyła  z  okazji 

rodzinnego spotkania. 

RS

background image

 

147 

– Ja odebrałam telefon. Myślałam, że Annie nie chce przyjść i dzwoni ze 

swoimi zwykłymi wymówkami, ale to była twoja była żona. Harold był zajęty 

przy  doprawianiu  mięsa  i  nie  widziałam  sensu,  żeby  go  wołać.  Kiedy  się 

dowiedziała, że Tuckera nie ma w domu, poprosiła Jaya. No to postanowiłam 

wcześniej sama z nią porozmawiać. 

Tucker wydał z siebie głośny jęk. 

–  Jestem  za  stara,  żeby  bawić  się  w  konwenanse  –  ciągnęła  Bernie,  nie 

zwracając  na  niego  uwagi.  –  To  przecież  jej  wina.  Aha!  Nie  mówiłam  wam 

jeszcze,  że  rozmawiałam  też  z  tym  człowiekiem,  za  którego  ona  wychodzi  za 

mąż. 

Bernie  podparła  dłońmi  podbródek  i  popatrzyła  na  zebranych  z  lekkim 

politowaniem. 

– Ktoś w tej rodzinie musi się zająć interesami Jaya, prawda? A tylko ja 

umiem mówić wprost, bez owijania w bawełnę. Wypytałam faceta o wszystko. 

Ma  dwóch  dorosłych  synów,  ale  powiedział,  że  może  mieć  jeszcze  jednego. 

Zapytałam, czy jest tego pewien, bo jeśli nie, to ja biorę chłopca. Jestem jego 

babcią i mam do tego prawo. Kazałam mu powtórzyć wszystko tej kobiecie. 

–  Bernie!  Kochanie!  –  Harold  machnął  łopatką  w  kierunku  żony.  – 

Pozwól Tuckerowi usiąść, zanim zarzucisz go resztą informacji. Masz serce na 

dłoni.  –  Uśmiechnął  się.  –  Taka  ona  już  jest,  ta  moja  Bernie.  Chce  za 

wszystkich załatwiać najtrudniejsze sprawy. 

–  Wiecie  –  Bernie  rozkręcała  się  coraz  bardziej  –  pomyślałam  sobie,  że 

skoro  ta  kobieta  złapała  na  haczyk  grubą  rybę  i  właśnie  wychodzi  za  mąż,  to 

może  się  bać  konfrontacji  i  wolałaby  trzymać  swoich  mężczyzn  z  dala  od 

siebie. To znaczy Jaya i tego nowego. To trzeba wiedzieć. Zmusiłam ją, żeby 

poprosiła  swojego  lubego  do  telefonu,  i  wszystko  mu  wyłożyłam.  Sam 

RS

background image

 

148 

słyszałeś, Jay. – Odwróciła się do młodego Dennisa, który stanął w drzwiach z 

nieco głupią miną. 

– Uhm. 

– No i doprowadziłam do tego, że ci dwaj też porozmawiali ze sobą. Ten 

facet to jakiś fachman od sportu. Konkretnie od baseballu. Ma własną drużynę 

czy coś w tym rodzaju. Dobrze mówię, Jay? 

–  O  sporcie  to  się  będziesz  musiała  jeszcze  trochę  poduczyć,  babciu  – 

odpowiedział Jay z czymś w rodzaju uśmiechu na twarzy. 

– Jay? – Tucker, który wciąż trzymał Annie za rękę, podszedł do syna z 

pytającym wyrazem twarzy. 

–  Chyba  nie  będzie  to  takie  straszne,  tato.  On  jest  lepszy  niż  ci  inni 

faceci,  z  którymi  mama  się  umawiała.  Ludzie!  Umieram  z  głodu.  Czy  te 

hamburgery nigdy się nie upieką? 

Po  kolacji,  którą  wszyscy  uznali  za  całkiem  znośną,  Jay  został  u 

dziadków, a Tucker odwiózł Annie do domu. Ponieważ Eddie się nie pojawił, 

Tucker został na kawie, a Annie poszła dzwonić do pani Robertson. 

–  Czy  Eddie  jest  u  pani?  Naprawdę  muszę  pomówić  z  nim  jak 

najszybciej. 

–  Kiedy  przywiózł  mnie  do  domu,  okazało  się,  że  Donna  nagrała 

wiadomość na automatycznej sekretarce. Nie pojechała do siostry, więc Eddie 

wsiadł w samochód i ruszył do niej. 

– Rozumiem – mruknęła Annie, chociaż nic nie rozumiała.  

Chyba  w  życiu  Eddiego  działo  się  więcej  ciekawych  rzeczy,  niż  mogła 

przypuszczać. 

–  Gdyby  się  do  pani  odezwał,  niech  go  pani  poprosi,  żeby  dał  mi  znać, 

kiedy wróci. 

RS

background image

 

149 

–  Przekażę  mu,  jeśli  do  mnie  zadzwoni.  Ale  na  twoim  miejscu  nie 

spodziewałabym się go zbyt prędko. 

Annie  odłożyła  słuchawkę  i  zapatrzyła  się  w  telefon.  Dawna  panna 

Summers zleciłaby jakiejś kancelarii prawniczej napisanie oficjalnego listu, w 

którym  zrywałaby  zaręczyny.  Dopiero  potem  związałby  się  z  innym 

mężczyzną. 

Nowa  Annie  nie  chciała tracić  czasu.  Zanim  zdążyła  pomyśleć,  co  się  z 

nią dzieje, już wpadła na całego. 

– W takim razie – powiedziała pewnym głosem – nie mogę teraz niczego 

zrobić. A skoro tak, niech się dzieje, co chce. 

–  Bardzo  dobry  plan  –  powiedział  Tucker  z  zadowoleniem  i  zajął  się 

kontemplacją wszystkich po kolei zakamarków jej ciała. 

Eddie pojawił się około jedenastej wieczorem następnego dnia, dokładnie 

w  momencie,  kiedy  Tucker  wychodził.  Annie  nie  pozwoliła  mu  zostać. 

Postanowiła załatwić sprawy z dawnym narzeczonym bez świadków. 

Tucker umówił się z nią na następny dzień. Obiecał coś jej pokazać. 

Wziął  ją  na  swoją  ulubioną  parcelę.  Wspięli  się  na  wzgórze,  z  którego 

widać było staw. 

–  Popatrz,  już  prawie  lato,  chociaż  do  czerwca  zostało  jeszcze  kilka 

tygodni  –  powiedziała  Annie  niskim,  lekko  zachrypniętym  głosem,  przy 

którym głosy innych kobiet wydawały się nieznośnie piskliwe. 

Tucker odchrząknął. 

–  Jeśli  już  o  czerwcu  mowa...  –  zaczął.  –  Czy  nie  uważasz,  że  to  dobry 

miesiąc na ślub? 

– Masz na myśli Shelly i jej sportowego magnata? 

– Mam na myśli pewnego inżyniera i pewną wicedyrektorkę. 

Annie zakrztusiła się tak, że Tucker musiał mocno uderzyć ją w plecy. 

RS

background image

 

150 

– Może potrzebne ci sztuczne oddychanie metodą usta–usta? – zapytał. 

–  Nie,  proszę!  –  Annie  wytarła  załzawione  oczy  i  przez  chwilę  łapała 

ustami powietrze. – Przepraszam – wysapała w końcu. – Czy powiedziałeś... 

–  Być  może  nie  wyraziłem  się  zbyt  jasno,  ale  jak  pamiętasz,  moje 

słownictwo nigdy nie dorównywało twojemu. 

– Tucker, uspokój się! Czy to były oświadczyny, czy nie? 

–  Sama  widzisz!  Przywożę  cię  w  swoje  ulubione  miejsca.  Robię,  co 

mogę,  żeby  zachowywać  się  romantycznie.  Wyjmuję  ci  rzepy  z  włosów, 

usuwam spod nóg trujący bluszcz, a ty co? Chcesz wszystko zepsuć wielkimi 

słowami. 

Annie  rzuciła  się  na  ziemię  i  krztusząc  się  ze  śmiechu,  posypała  sobie 

głowę suchymi liśćmi. 

–  Wcale  nie.  Odwrotnie.  To  ty,  kiedy  chciałeś  mi  zaimponować  swoją 

techniczną  wiedzą,  wyrzucałeś  z  siebie  całe  litanie  sinusów,  jardów 

kwadratowych, logarytmów i sama nie wiem czego jeszcze. 

–  Nie  chcę  rozmawiać  o  sprawach  zawodowych.  Pragnę  rozmawiać  o 

naszym ślubie. 

– Tucker! – Annie odsłoniła oczy i popatrzyła na niego z uwagą. – To, że 

Shelly  wychodzi  za  mąż,  a  Harold  i  Bernie  zachowują  się  jak  dwa  gołąbki, 

wcale nie zmusza cię... 

–  Wiem,  wiem!  Ale  co  ty  na  to,  że  cię  kocham?  Zapadła  cisza.  Nigdy 

dotąd nie zdarzyło się, żeby Annie 

Summers  przez  tak  długi  czas  nie  umiała  znaleźć  żadnej  odpowiedzi. 

Wpatrywała się w Tuckera. W szczerą i uczciwą twarz szczerego i uczciwego 

człowieka. 

– Myślę, że ci wierzę – odpowiedziała po dłuższej chwili. 

RS

background image

 

151 

– Naprawdę? Dlaczego? Ale zawsze możesz potraktować to jako pytanie 

retoryczne i nie odpowiadać – dodał pospiesznie. 

– Po pierwsze dlatego, że miłość nie powinna być jednostronna. To nie w 

porządku. Zresztą sam powiedziałeś, że między nami coś jest. Myślę, że to coś 

to miłość, chociaż nie mam specjalnego doświadczenia w tej materii. 

Tucker pokiwał głową z powagą, ale w oczach zabłysły mu iskierki.

 

– Nie jesteśmy już dziećmi. 

– Właśnie – odpowiedziała równie poważnie. 

– Czy serce bije ci szybciej niż zwykle? 

– Dużo szybciej. 

– Czy często nie możesz złapać tchu? 

– Owszem. A ty? 

– Pewnie, że tak. A więc, podsumowując: co to wszystko znaczy? 

– Już się ze sobą przespaliśmy. I to więcej niż jeden raz. A zatem nie jest 

to banalna żądza. 

– Prawdopodobnie masz rację. Żądza szybko przemija. Tak przynajmniej 

się mówi. Z tego wynika, że... 

–  Z  tego  wynika,  że  to  coś  bardzo  poważnego.  –  Tucker  wyciągnął  się 

obok niej na grubym materacu z wyschniętych liści. 

Annie  odwróciła  się  do  niego  i  przeczesała  palcami  jego  zmierzwioną 

czuprynę. 

– O wiele poważniejszego. 

– Pozostaje jeszcze Jay. Jest w trudnym wieku. 

– Między mną a Jayem wszystko gra. Po prostu się dogadujemy. Obiecał 

mi nawet, że wpadnie do mnie, żeby poszukać ze mną Zena. 

– Sama widziałaś, jaki mam dom. Trudno powiedzieć, że go mam. Ja ten 

dom wynajmuję. 

RS

background image

 

152 

–  Jest  jeszcze  mój,  ale  z  nim  jest  więcej  problemów,  niż  mam  z  niego 

pożytku. 

– Harold umie naprawić dosłownie wszystko. 

–  Myślisz,  że  Harold  i  Bernie  byliby  zainteresowani...  –  Annie  nie 

dokończyła. 

–  W  takim  razie  my  moglibyśmy...  Co  powiesz  o  domu  zbudowanym 

tutaj?  O  naszym  własnym  lesie  i  stawie?  Mógłbym  sprzedać  udziały  w 

funduszu powierniczym. 

– Ja też mam trochę oszczędności. Na naprawę dachu. 

 Leżeli  tak  blisko  siebie,  że  Annie  widziała  złote  ogniki  w  źrenicach 

Tuckera. Nie mówiąc już o tym, że czuła, co dzieje się tuż poniżej paska jego 

spodni. 

–  Tucker  –  zachichotała.  –  Czy  słyszysz,  o  czym  my  rozmawiamy? 

Dopiero  co  mi  się  oświadczyłeś,  a  teraz  rozmawiamy  o  udziałach  i  naprawie 

dachu. To nie może być żądza. 

–  Nie  byłbym  tego  taki  pewien  –  odpowiedział  z  charakterystycznym 

błyskiem w oku. 

RS


Document Outline