background image

W obronie Świętej Inkwizycji

Roman Konik 

Tytul

W obronie Świętej Inkwizycji

Autor

Roman Konik

Miejsce wydania

Warszawa

Wydano w roku

2002

ISBN

83-87770-91-4

Wydawnictwo

Wydawnictwo Te Deum

Adres wydawnictwa

04-886 Warszawa
ul.Garncarska 32
Tel: (022) 615-28-60
Fax: (022) 615-52-09 

Adres wydawnictwa w internecie

http://www.tedeum.pl

Email

tedeum@tedeum.pl

Elektroniczna wersja ksiazki

Fragmenty książki

WSTĘP

Każda książka ma swoją historię; uważam, że Czytelnik ma prawo ją znać. Powodów do napisania 
tej książki było wiele: podstawowym była chęć zadośćuczynienia prawdzie. Każdy z nas 
niejednokrotnie słyszał o Inkwizycji. Podejrzewam także, że słysząc termin Inkwizycja nie miał 
dobrych skojarzeń. Będąc katolikiem, niejednokrotnie zadawałem sobie pytanie: czy rzeczywiście 
instytucja stworzona przez Kościół mogła dopuścić się tylu okrucieństw, o które współcześnie się 

background image

ją oskarża? Pierwszą próbą odpowiedzi na to pytanie było sięgnięcie do źródeł, czyli historii 
Kościoła i dokumentacji przedstawiającej czasy, gdy Inkwizycja w Europie starała się spełniać swe 
zadania. Im głębiej sięgałem do materiałów źródłowych, tym większy czułem dysonans 
pomiędzy tym, co na temat Świętej Inkwizycji wiedziałem do tej pory z mass-mediów, a tym, 
co odnajdywałem często w suchych faktach dokumentacji historycznej. 
Pamiętam, że jako 
młody człowiek wychowany w tradycyjnej katolickiej rodzinie spotykałem się często z 
apodyktycznymi zapędami swych adwersarzy, którzy twierdzili, że znajomość przeszłości Kościoła 
katolickiego przeszkadza im wierzyć w jedną z podstawowych prawd wiary, mówiącą, że Kościół 
katolicki jest kontynuacją zbawczej misji Chrystusa. Ilekroć powoływano się na haniebną 
przeszłość Kościoła katolickiego, tylekroć padał nieodzownie termin Inkwizycja. Większość 
katolików w tym momencie zaczyna się wstydzić historii Kościoła, wstyd ten pogłębił się 
szczególnie teraz, gdy kończące się milenium skłoniło najwyższych hierarchów Kościoła do serii 
aktów ekspiacyjnych. Wstydzenie się historii Kościoła w dużej mierze wpłynąć może na utratę 
wiary, dlatego też książka ta ma przestrzec szczególnie tych, którzy będąc członkami Kościoła 
powielają medialną kalkę o "czarnej legendzie Kościoła katolickiego", w którą wpisuje się Święta 
Inkwizycja, i biją się w piersi przy każdej nadarzającej się okazji. Musimy pamiętać, że 
współczesna tendencja dechrystianizacji Europy wykorzystuje często wahania i niepewność 
katolików. W efekcie tego jest coraz mniej katolików, którzy dumni są z tego, że należą do 
Kościoła.
 Jak słusznie zauważa Vittorio Messori, "problem dechrystianizacji nie polega na utracie 
wiary, lecz na utracie rozsądku". 
Ten brak rozsądku powoduje, że wierzymy bezkrytycznie w 
świat, jaki kreują media masowe. Jednym z zabiegów taktycznych propagatorów dechrystianizacji 
Europy jest zdecydowane przeciwstawienie dwóch struktur: wiary i rozumu, wiary i wolności 
umysłu, wiary i nauki, wiary i rozsądku. Obsesyjnie powiela się tezę, że po instytucji Inkwizycji 
utrzymywanie wiary w kontynuację misji zbawczej Chrystusa w Kościele katolickim jest 
samobójstwem rozumu. Absurdem jest zatem określać Kościół słowami św. Augustyna jako ex 
maculatis immaculata
 (wewnętrznie święty). Przed taką tezą broni nas znajomość historii Kościoła. 
Czy aby na pewno? By rzetelnie zanalizować instytucję Świętej Inkwizycji, należy uwzględnić 
wielowątkowość zagadnienia. Należy pamiętać w pracy badawczej, że nie brak w tym temacie 
zarówno "czarnych legend", jak i prób tuszowania wypaczeń, jakich rzeczywiście dopuścili się 
inkwizytorzy. By być w pełni obiektywnym należy uwzględnić zarówno obszar kulturowy i 
historyczny, w jakim działała Inkwizycja, jak również aspekty filozoficzno-teologiczne. Zanim 
zajmiemy się analizą tak złożonego problemu, jakim jest Święta Inkwizycja, musimy uwolnić się 
od nawyku stronniczości towarzyszącemu zazwyczaj tego rodzaju analizom. Bez wątpienia trzeba 
wskazać i potępić błędy, jakich dopuścili się egzekutorzy Świętego Oficjum, wskazać trzeba też na 
nadużycia władzy inkwizycyjnej. Dopiero uwzględnienie tych elementów da nam pewność, że 
zachowamy przynajmniej minimum intelektualnej prawości i zbliżymy się do prawdy. Zadanie to 
nie jest łatwe, bo musimy sobie zdać sprawę z tego, że po drugiej stronie ideologicznej barykady 
stoją media masowe z arbitralnymi sądami, deformacjami, legendami wspieranymi przez liczne 
sugestywne filmy, książki, publikacje czy świat masowej rozrywki. Nie podejmując działań 
mających na celu zmianę stanu świadomości wielu katolików zezwalamy, by bezdyskusyjnie dać 
się obarczać pomówieniami i kłamstwami. Już niebawem nie będzie pewnie w historii takiego 
miejsca, naznaczonego cierpieniem, błędem i okrucieństwem, za które nie będzie ponosił 
odpowiedzialności Kościół katolicki.
 Deklaracje hierarchów Kościoła przyczyniają się jeszcze 
bardziej do takiego stanu rzeczy; od pontyfikatu Jana XXIII po dzień dzisiejszy Kościół przeprasza 
za takie "grzechy Kościoła", jak: winy katolików w stosunku do protestantów (1963), 
prześladowanie Galileusza (1979), obojętność Kościoła wobec mafii (1983), winy Kościoła wobec 
zborów zreformowanych (1984), przyzwolenie Kościoła na handel niewolnikami (1985), za 
antysemityzm (1986), za rasizm (1989), za fanatyzm i przemoc w stosunku do Husa (1990), za 
udział katolików w kolonizacji i wprowadzaniu niewolnictwa (1992), za wygnanie Żydów z 
Hiszpanii (1992), za obojętność Kościoła wobec nierówności społecznych (1994), za zbrodnie 
Inkwizycji (1994), za wyprawy krzyżowe (1995), za udział Kościoła w dyskryminacji kobiet 
(1995), za udział katolików w doprowadzeniu do powstania drugiej wojny światowej (1995), za 

background image

krzywdy wyrządzone niekatolikom (1995), za zerwanie dialogu z Lutrem (1996) oraz za winy 
popełnione w służbie prawdy, za naruszanie jedności Ciała Chrystusowego, za grzech przeciwko 
ludowi przymierza, za grzechy przeciwko godności kultur i religii i grzechy w dziedzinie 
podstawowych praw człowieka (2000). W tym ekspiacyjnym klimacie coraz częściej przedstawia 
się nam historię Kościoła katolickiego jako istne zbiorowisko wad. Już teraz efektem tego 
swoistego oblężenia jest stanowisko wielu katolików, którzy nie próbując zmienić tego stanu 
rzeczy utwierdzają się w przekonaniu, że historia Kościoła katolickiego naznaczona jest krwią, 
kłamstwem i okrucieństwem. Trwa nieustanna propaganda usiłująca wmówić, głównie katolikom, 
że oto Kościół nie ma prawa nikogo pouczać, bowiem również na jego koncie jest krwawa plama 
Inkwizycji, za którą katolicy są odpowiedzialni i za którą powinni przepraszać i nie zapominać o 
swej haniebnej przeszłości. Najbardziej jednak smuci zachowanie się niektórych duchownych, 
którzy kokietowani przez media masowe krytykują "prawdy", o których słyszeli jedynie z plotek i 
legend wpisując się (mam nadzieję, że nieświadomie) w nurt Kościoła, który bije się w piersi za 
swą krótkowzroczność i reakcyjność. Książka ta jest dedykowana przede wszystkim dla nich. Nie 
możemy zapominać podstawowego faktu, że chrześcijaństwo w rozliczeniu XX wieków 
historii jest światłem tej historii, a Święta Inkwizycja jedną z najbardziej humanitarnych 
instytucji średniowiecza.
 Książki tej nie należy też traktować jako szczegółowego wykładu 
historycznego o Inkwizycji. Została ona napisana z zamiarem przedstawienia jej pozytywnych 
aspektów oraz obalenia jednej z tzw. czarnych legend Kościoła. Ilekroć podejmujemy problem 
Inkwizycji, musimy pamiętać o dwojakim charakterze zagadnienia: metafizycznym i historyczno-
ideologicznym. W analizach historycznych zwyczajowo poruszany jest tylko drugi aspekt. Należy 
jednak pamiętać, że podstawowym celem Inkwizycji było ratowanie zagubionych dusz ludzkich, 
była to zatem walka o najistotniejszą wartość, o życie wieczne. Najczęściej pomija się wskazanie 
na fakt, że wartość duszy ludzkiej stoi tu ponad ideologią, historią, czy ustrojem. Zatrucie dusz 
ludzkich błędem herezji powodowało i powoduje katastrofalne skutki. O tymże aspekcie nie można 
zapominać w tego rodzaju analizach. Badając działalność Trybunałów Inkwizycyjnych należy 
przede wszystkim sięgnąć w pracy badawczej do bogatych archiwów, jakie się zachowały po 
procesach inkwizycyjnych a dopiero potem po ich opracowania czy reinterpretacje. Wtedy to, jak 
pisał Józef Tyszkiewicz, "każdy historyk bezstronnie badający historię Kościoła musi powtórzyć 
słowa, którymi de Tocqueville kończy swe dzieło: Rozpocząłem badania pełen uprzedzeń 
przeciwko papieżom - skończyłem je pełen szacunku i podziwu dla Kościoła!
 (...)

 DZIAŁANIE TRYBUNAŁÓW  INKWIZYCYJNYCH 

Niejednokrotnie w środkach masowego przekazu można usłyszeć albo przeczytać opinie, że 
procesy inkwizycyjne były zapowiedzią procesów stalinowskich czy hitlerowskich. Wielokrotnie 
powtarzane schematy utrwaliły się w masowej świadomości do tego stopnia, że niejednokrotnie 
wiele osób, zupełnie jak w znanym wierszu Majakowskiego, myśli "tępienie wolności myśli", a 
mówi - "Inkwizycja". Do takiego stanu rzeczy przyczyniły się podobno sądy inkwizycyjne, "wyraz 
hipokryzji chrześcijańskiej Europy wieków średnich". Warto się przyjrzeć bliżej dokumentom z 
procesów inkwizycyjnych, by wyrobić sobie prawdziwe zdanie na ich temat. Proces inkwizycyjny 
rozpoczynał się od przeczytania oskarżonemu zarzutów, jakie były mu stawiane. Oskarżony miał 
prawo zabrania głosu w przypadku niezrozumienia aktu oskarżenia, a wówczas przewodniczący 
Trybunału miał obowiązek wyjaśniania aktu oskarżenia aż do momentu, gdy oskarżony zrozumiał 
treść całego dokumentu. Jeżeli podejrzany uważał, że któryś z sędziów jest mu nieprzychylny i 
wrogo do niego nastawiony, miał prawo odwołania się na tej podstawie do Stolicy Apostolskiej, 
prosząc jednocześnie o zmianę członków Trybunału. Średniowieczny przywilej veta oskarżonego 
wobec członków Trybunału nie był fikcją, jest jednak niestety zazwyczaj pomijany w pracach 
dotyczących Inkwizycji, chociaż nie można zaprzeczyć, że "w razie, gdy który z sędziów był 
osobistym jego wrogiem [oskarżonego] lub gdy się pragnął podsądny użalić na jego postępowanie,  
mógł tego sędziego odrzucić i apelować do Stolicy Apostolskiej, a dowodzą przykłady, ze prawo to  
nie było czysto teoretyczne. W pierwszych latach
 Inkwizycji hiszpańskiej nic nie wywołało 

background image

większego niezadowolenia Ferdynanda i Izabeli, jak nieustanne odwoływanie się ze strony  
oskarżonych do Stolicy Apostolskiej".
 Ponadto Trybunał Inkwizycyjny nie poprzestawał tylko i 
wyłącznie na zeznaniach świadków, miał bowiem obowiązek wysłuchania i ustosunkowania się do 
zarzutów stawianych przez oskarżonego, dlatego twierdzenie, jakoby oskarżony w sądach 
inkwizycyjnych nie miał prawa głosu, jest wierutną bzdurą. Ilekroć w mediach pada słowo 
"Inkwizycja", tylekroć większość odbiorców myśli automatycznie o Stolicy Apostolskiej, 
powszechnie bowiem uważa się, że działalność sądów inkwizycyjnych inspirowana i wspierana 
była przez kolejnych papieży. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. "Papieże robili wszystko co 
mogli, by utrzymać Inkwizycję w granicach właściwych. Sam Llorente przytacza liczne wypadki, w 
których papieże kazali tajemnie absolwować heretyków i nie nakładali im żadnej kary świeckiej.  
Szczególnie Leon X, ten rozumny i uczony papież, nie wahał się rozpocząć walki z inkwizytorami  
Toledo (1519), którzy uporczywie ścigali Hiszpanów odwołujących się do papieża; ekskomuniki nie  
szczędziły także inkwizytorów. Tenże papież przedsięwziął zupełną reformę Trybunałów  
Inkwizycyjnych hiszpańskich, ale opór Karola V przeszkodził w urzeczywistnieniu tego zamiaru. 
Gdy poruszono myśl wprowadzenia Inkwizycji hiszpańskiej do Neapolu, Paweł III połączył swe 
protesty z protestami Neapolitańczyków, i zamiary cesarza spełzły na niczym. Pius IV i Karol  
Boromeusz bardzo skutecznie oparli się wprowadzeniu Inkwizycji do Mediolanu. Gdy zaś 
Inkwizycja w roku 1695 wciągnęła na Indeks czternaście tomów zbioru Bollandystów, najuczeńsi 
kardynałowie: Noris, Albani, Aguirre, Sfondrati i in. zaprotestowali przeciw temu dekretowi, a 
wobec powszechnego niezadowolenia, jakie ten dekret wzbudził między uczonymi, wielki 
inkwizytor zmuszony był go cofnąć."
 Niejednokrotnie słyszy się z ust historyków zarzut, jakoby 
instytucja Inkwizycji była najbardziej krwawą organizacją wieków średnich, co więcej - 
Inkwizycja miała rzekomo dać bodziec późniejszym sądom do bezkarnego traktowania sądzonych. 
Zarzut ten jest o tyle chybiony, że nawet po pobieżnym zapoznaniu się z duchem epoki wieków 
średnich nie sposób nie zauważyć, że ówczesne państwowe prawo karne było daleko bardziej 
surowe, aniżeli prawo inkwizycyjne. Insynuacja, jakoby stosowanie kary śmierci w stosunku do 
zatwardziałych heretyków był stosowany tylko przez Kościół katolicki, jest również nieprawdziwa. 
Kara śmierci wykonywana na odstępcach religijnych wykonywana była w większości krajów i 
wśród wszystkich wyznań (szczególnie u protestantów). W Kościele Rzymskim wprowadzenie 
kary śmierci dla heretyków należy wiązać z rokiem 1198, kiedy papież Innocenty III zaostrzył 
sankcje wobec heretyków. W ciągu kilku następnych lat nastąpiła całkowita zmiana polityki w 
stosunku do kacerzy - od napominania i walki na argumenty Stolica Apostolska przeszła do 
wytoczenia im zdecydowanej wojny, łącznie z żądaniem najwyższej kary dla heretyków. Czytając 
XIX-wieczne rzetelne analizy sądów inkwizycyjnych można się przekonać, że "łagodniejsze i 
oględniejsze było postępowanie sądowe Inkwizycji, aniżeli innych sądów ówczesnych, że więzienia  
inkwizycyjne nie były znów takie straszliwe lochy i podziemia, za jakie je podają wrogowie ale  
daleko bardziej ludzkie i milsze, aniżeli w innych krajach, że tortury w sądach inkwizycyjnych raz 
tylko mogły być prawnie stosowane, a nie powtarzane często jak to się działo w sądach  
państwowych."
   Zarzuty podważające historyczną prawdę o Świętej Inkwizycji zdarzają się 
nagminnie, szczególnie podczas omawiania historii Kościoła w wiekach średnich, jednakże należy 
zwrócić także uwagę na tendencje przeciwne, starające się wybielić postępowanie sądów 
inkwizycyjnych. Można się nawet spotkać ze stwierdzeniem, że Święte Oficjum zawsze było 
przeciwne karze śmierci i nigdy takową w stosunku do kacerzy nie szafowało, ani nawet nie 
popierało. Jest to twierdzenie tak samo mylne jak to, które utrzymuje, że Kościół katolicki 
wprowadził stosowanie stosów jako kary dla innowierców. Kościół zawsze był za utrzymaniem 
kary śmierci w prawodawstwie świeckim. Jak głosi Katechizm Soboru Trydenckiego, obowiązek 
miłości nakazuje wiernemu przebaczyć nawet zabójcy jego najbliższych krewnych, podstawowym 
zaś obowiązkiem państwa w służbie miłości jest zabezpieczać porządek publiczny, bronić dóbr 
materialnych i duchowych obywateli. Jeśli kara śmierci jest konieczna dla zapewnienia 
bezpieczeństwa publicznego, państwo może się do niej uciekać (33, § l). Katechizm Kościoła 
Katolickiego,
 zatwierdzony przez Jana Pawła II w artykule 2266 potwierdza także możliwość jej 
stosowania. Papież Grzegorz IX wydał w 1231 r. rozporządzenie, aby heretycy potępieni przez 

background image

Kościół wydawani byli władzy świeckiej, która wymierzy im stosowną karę (animadversio 
dobita}.
 Karą tą mogła być także kara śmierci. Motywacja takiej surowości tłumaczona była przez 
dostojników kościelnych przy pomocy porównania majestatu ziemskiego z majestatem Boskim: 
jeżeli uważa się za słuszne stosowanie kary śmierci za obrazę majestatu ziemskiego, aby zachować 
proporcję prawną o wiele bardziej należy karać tych, którzy dopuszczają się obrazy i bluźnierstwa 
wobec majestatu Bożego. Taką argumentację podtrzymywał największy autorytet ówczesnych 
czasów, św. Tomasz z Akwinu. W 11 zagadnieniu swej Sumy teologicznej w paragrafie 
poświęconym heretykom Akwinata pisze tak: "Heretycy popełniają grzech, którym zasługują sobie 
nie tylko na karę klątwy, czyli wyłączenia z Kościoła, lecz także na karę śmierci. O wiele bowiem  
cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która stanowi o (nadprzyrodzonym) życiu duszy niż, np. fałszować  
pieniądze, które śluzą życiu doczesnemu (...). Ze strony zaś Kościoła jest miłosierdzie troszczące się 
o nawrócenie błądzących stosownie do nauki apostoła (2 Tym 2, 24) nie potępia się ich od razu,  
lecz dopiero po pierwszym i drugim. upomnieniu; po tym zaś skoro heretyk nadal trwa w uporze, 
straciwszy nadzieję w jego nawrócenie, mając na uwadze zbawienie innych, Kościół karą klątwy  
wyklucza go ze swojego tona i następnie zostawia go sądownictwu świeckiemu, by przezeń byt  
usunięty ze świata karą śmierci."
 Argumentacja dotycząca stosowania kary śmierci na heretykach 
użyta w Sumie teologicznej św. Tomasza z Akwinu pochodzi od papieża Innocentego III i była 
powszechnie stosowana w średniowieczu. Aby uzyskać pełny obraz należy jeszcze dodać, że w 
historii działania Trybunałów Inkwizycyjnych nigdy nie zdarzyło się, by Inkwizycja wydała 
sądzonych heretyków w ręce władzy świeckiej, jeśli ci uznali swe błędy i zapragnęli powrócić na 
łono Kościoła. Chcąc przyjrzeć się dokładnie przebiegom procesów inkwizycyjnych należy sięgnąć 
do źródeł opisujących bezpośrednio tzw. "wzorcowe" procesy. Najbardziej miarodajnymi pracami 
są tu Practica officii inquisitionis haereticae pravitatis Bernarda Gui (wydana ponownie w Paryżu 
w 1886 roku; w Polsce ukazała się w tym roku) oraz dzieło Mikołaja Eymerica z 1376 roku, 
zatytułowane Directorum inquisitorum (ponownie wydane w "Nouvelle Revue historique de droit 
francais" w r. 1883 na stronach 669-678). Prace te dają prawdziwy obraz sądów inkwizycyjnych, a 
także inkwizytorów i wymaganych cech, jakie powinni posiadać. Tymczasem poprzez oszczercze 
książki w rodzaju Imienia róży Humberta Eco utrwala się mit inkwizytora - lubieżnego sadysty, 
który nie cofnie się przed żadnym okrucieństwem, by tylko móc pastwić się nad biednymi, 
niewinnymi ludźmi... Wystarczy sięgnąć do prac wspomnianych inkwizytorów i relacji naocznych 
świadków, aby przekonać się, że prawda była zupełnie inna, niż to usiłują wmówić czytelnikom Le 
Goff i Eco, utrzymujący, że "najbardziej krwawy" inkwizytor Gui palił heretyków i podejrzanych o 
herezję przy każdej nadarzającej się okazji. Tego rodzaju antykatolicka propaganda funkcjonowała 
już niestety znacznie wcześniej - przykładowo, jak podaje Podręczna encyklopedia kościelna z 
1909 roku, "Brial, prawdziwy uczony, chyba tylko przez nieuwagę w XIX tomie Recueil des 
Historie de Gaules (s. XXIII) mówi, ze za Bernarda Gui (od 1308 do 1323) spalono na stosie 637 
heretyków, gdy wiadomo, że z grona tych osób tylko 40 na śmierć skazano."  
 Właśnie tak: na 
nieszczęście wszystkich tych "wybitnych mediewistów" działalność inkwizycyjna Bernarda Gui 
jest doskonale udokumentowana, a z dokumentów wynika jasno, że ów "najbardziej krwawy" 
inkwizytor w ciągu szesnastu lat sprawowania funkcji przewodniczącego Trybunału 
Inkwizycyjnego orzekł winę w stosunku do 913 oskarżonych, spośród których tylko 42 osoby 
zostały przekazane ramieniu świeckiemu (co - trzeba to jasno zaznaczyć - nie było jednoznaczne z 
wyrokiem śmierci!), na resztę zaś osób nałożono kary kanoniczne lub więzienie, tzw. murus 
largus,
 czyli odosobnienie w klasztorze, lub murus strictus, polegające na zamknięciu w celi 
klasztornej. Zarówno w przypadku murus largus, jak i murus strictus dopuszczalne byty 
odwiedziny współmałżonka, była to bowiem bardziej praktyka pokutna niż kara kryminalna. Z 
reguły skazani podlegali wielokrotnym amnestiom, skracającym wyroki lub zamieniającym je

 

na 

inną pokutę, np. odmawiania codziennie psalmów pokutnych czy pielgrzymkę do miejsc kultu. 
Ilekroć mówi się o fanatycznych inkwizytorach, którzy w każdym sprzeciwie władzy katolickiej 
węszyli zapach siarki, próbując wykorzenić go jedyną znaną sobie metodą - stosem, zapomina się o 
faktach, zastępując je propagandą. Omawiany przykład Bernarda Gui nie jest odosobniony - oto 
oświeceniowi komentatorzy Inkwizycji przywołują często obok niego postać Jakuba Fourniera, 

background image

działającego w Montaillou, jednego z najbardziej pracowitych inkwizytorów. Potrafił on 
przeprowadzić w ciągu roku 578 przesłuchań. Jednak komentatorzy nie dodają już, uznając to za 
informację nieistotną, że z 418 osób, uznanych przez inkwizytora za winne, tylko pięć (!) zostało 
przekazanych ramieniu świeckiemu w celu wymierzenia stosowanej kary. Na pozostałych 
oskarżonych (tzn. 413 osób) nałożono kary kanoniczne, takich jak pielgrzymka, odmawianie 
psalmów pokutnych, regularna spowiedź, czy noszenie szaty pokutnej. Potwierdzeniem tej tezy są 
liczne dowody zachowane w archiwach, skrywających skrupulatną dokumentację z przebiegu 
procesów inkwizycyjnych, jak też ich liczbę i wyroki. Należą do nich m. in. archiwa sądów 
inkwizycyjnych z Tuluzy, jasno dowodzące, że orzekanie kary śmierci w przypadku zatwardziałych 
heretyków, a raczej herezjarchów, stanowiło niecały l % wszystkich orzeczeń Trybunałów 
Inkwizycyjnych (a trzeba też pamiętać o tym, że dane te nie uwzględniają odwołań od wyroków 
śmierci do Stolicy Apostolskiej)! Kto mógł zostać inkwizytorem? Dekret Soboru w Vienne 
postanawiał, że mógł to być jedynie duchowny, który ukończył 40 lat; zabroniono mu jednocześnie 
noszenia broni. Dekretem Soboru (par. 28) inkwizytor, dobierając sobie współpracowników, musiał 
ograniczyć ich liczbę jedynie do grona niezbędnych pomocników. Pierwszym krokiem każdego bez 
wyjątku Trybunału Inkwizycyjnego było ogłoszenie tak zwanego czasu łaski, dającym szansę 
heretykom na dobrowolne stawienie się przed Trybunałem i odwołanie błędów. Jak podaje 
Tyszkiewicz: "Czas łaski byt okresem namysłu, rozwagi - trwał nie mniej jak dni trzydzieści, ale  
zazwyczaj dwa i trzy miesiące, a poświęconym byt szeregowi misji, publicznych konferencji i  
dysput 'najlepszych teologów o prawdach wiary i biedach herezji."  
 Jeżeli heretycy odwołali swe 
błędy, byli automatycznie uwalniani od jakiejkolwiek kary. Ks. Michał Nadworski w Encyklopedii 
kościelnej 
pisze, że "wiele osób lekko podejrzanych uwalniała Inkwizycja od kar nawet 
kościelnych, nakładając na nich tylko obowiązek noszenia
 sanbenito (sacco benedito dosł. "wór 
błogosławiony" ;- przyp. aut.), szaty pokutnej podobnej do habitu zakonnego, lub sutanny księżej, 
koloru żółtego, bo taki kolor od wieków używany byt w Hiszpanii na szatę pokutną, tak jak gdzie  
indziej szary lub czarny. Przekonani o herezję nosili jeszcze na tej szacie znak krzyża: kto jednak  
dobrowolnie się stawił z swoim wyznaniem, zazwyczaj był uwalniany od noszenia
 sanbenito."  
Częstym zarzutem, stawianym tego rodzaju praktykom, jest wskazanie na ogromne piętno, jakiemu 
poprzez noszenie szaty pokutnej poddawani byli nawróceni. Niektórzy autorzy twierdzą (a czyni to 
nawet Paul Johnson w Historii chrześcijaństwa), że szata pokutna wiązała się z niemożliwością 
znalezienia pracy i wyrzuceniem poza obręb społeczeństwa; miałaby być tak zwanym wilczym 
biletem lub też być traktowana jak oznaka trądu. Jednak znów zapomina się tu o duchu epoki. 
Pokuta publiczna (np. liczne procesje biczowników), publiczne wyrzeczenie się dotychczasowego 
życia czy przywdziewanie szat pokutnych były na porządku dziennym, można to nawet nazwać 
swoistą modą epoki. Dość przyjrzeć się ilustracjom strojów średniowiecznych, by dostrzec silne 
inspiracje strojami zakonnymi, dlatego noszenie sanbenito było czymś normalnym i nie wiązało się 
ze społecznym ostracyzmem. Jak pisze ks. Nadworski, "noszenie zwykłego sanbenito nie było 
zniesławiające, bo uważane było za rzecz pokuty i zbudowania; znakomitsi ludzie z pobożności  
przywdziewali dawniej takie szaty: to co dzisiaj razi, wówczas było w obyczaju życia  
chrześcijańskiego; Llorente sam przywodzi przykłady, ze osoby które odbywały pokutę, naznaczoną 
przez Inkwizycję, wchodziły w związki małżeńskie z najwyższymi rodzinami, a nawet z członkami  
rodziny królewskiej."
   

Rzetelność w przedstawianiu Inkwizycji wymaga jednak dodania, że zdarzały się też nadużycia. 
Haniebnym przykładem sprzeniewierzenia się Inkwizycji i Kościołowi jest tu przykład inkwizytora 
Konrada z Marburga (1180-1233), inkwizytora niemieckiego, zabitego w końcu 20 lipca 1233 roku 
przez krewnych jednej ze swych licznych ofiar. Zasłynął on z tego, że prowadził procesy 
inkwizycyjne z pogwałceniem nałożonych na nie ograniczeń i rygorów, nie dawał oskarżonym 
prawa obrony, a na wszelkie stawiane zarzuty nakazywał odpowiadać jedynie "tak" lub "nie". 
Konrad z Marburga nie stosował się też do zasady nakazującej, by w Trybunale Inkwizycyjnym 
zasiadał miejscowy biskup. Inkwizytor wspierany przez dwu fanatycznych pomocników: Konrada 
Dorso i Jana, zwanego Jednookim, pozbawiony kontroli skazał wielu heretyków na stos. Papież 

background image

Grzegorz IX po zbadaniu sprawy odwołał krnąbrnego inkwizytora i zganił miejscowych biskupów, 
że tak długo zwlekali z denuncjacją. Odwołując krnąbrnego inkwizytora papież zrozumiał, jak 
dalece urząd ten może być wykorzystywany do celów innych niż tylko dbanie o ortodoksję. Dwie 
jego bulle z roku 1233 IIle humani generis oraz Licet ad capiendos wprowadziły istotne zmiany w 
organizacji pracy inkwizytorów (bulle te powołały specjalnych legatów papieskich, których 
zadaniem było sprawowanie pieczy nad działalnością inkwizycyjną; legaci papiescy, rekrutujący 
się przeważnie spośród dominikanów, gwarantować mieli uczciwość, rzetelność, łagodność, 
sprawiedliwość i całkowitą kontrolę nad Trybunałami do spraw wiary). Konrad z Marburga nie był, 
niestety, jedynym wiarołomnym inkwizytorem - podobnych nadużyć dopuszczał się m. in. Robert 
le Bourge, ex-katar działający w Kampanii; został w końcu zawieszony w urzędzie inkwizytora i 
skazany przez papieża na więzienie. Podobne nadużycia miały miejsce również we Florencji, gdzie 
Trybunał Inkwizycyjny aż siedem razy (sic!) poddał torturom Savonarolę. Było to wbrew 
wszelkim regułom działalności sądów inkwizycyjnych, bowiem po spełnieniu odpowiednich 
warunków można było torturować heretyka jedynie raz i to nie dłużej niż godzinę. Średniowieczna 
"opinia publiczna" z jednej strony opłakiwała męczeńską śmierć sumiennych inkwizytorów (takich 
jak wspomniany już św. Piotr z Werony), domagając się wręcz od Stolicy Apostolskiej wyniesienia 
ich na ołtarze, z drugiej gwałtownie piętnowała wszelkie nadużycia sędziów Trybunałów 
Inkwizycyjnych. W momencie doniesienia o jakichkolwiek nadużyciach inkwizytor zostawał 
zawieszony w prawach, jak to miało miejsce w przypadku wspomnianego Konrada z Marburga; 
papież Grzegorz IX w 1237 r. zawiesił nawet wszystkich inkwizytorów z terytorium Tuluzy. 
Kolejnym przykładem dbałości Kościoła o rzetelną pracę inkwizytorów jest postanowienie Soboru 
w Vienne (oznaczone numerami 26 i 27), które "pod świętym posłuszeństwem i pod groźbą 
wiecznego potępienia nakazujemy biskupom, inkwizytorom oraz ich pełnomocnikom,
 aby 
dyskretnie i z gotowością postępowali wobec wszystkich podejrzanych o herezję, ale także aby  
złośliwie nie wmawiali tak ohydnej zbrodni ludziom niewinnym, ani ich nie oskarżali. Jeśli  
powodowani nienawiścią, dobrodziejstwami, uczuciem, chęcią zdobycia pieniędzy lub ziemskiego  
znaczenia, sprzeniewierzą się w swym postępowaniu, sprawiedliwości i osądowi sumienia,  
podlegają karze (zarówno biskup, jak i inkwizytor) suspensy na okres trzech lat."  
 Nie będzie 
przesadą stwierdzeniem, że Kościół uważał niegodnych inkwizytorów za groźbę dla wiary na 
równi z heretykami. Przytoczone przykłady nadużyć w działalności Trybunałów Inkwizycyjnych 
nie uprawniają jednak do wniosku, że tego rodzaju praktyki były nagminne. Przeciwnie - zdarzały 
się marginalnie i były z całą surowością potępiane przez Stolicę Apostolską. Po wtóre należy 
zwrócić uwagę na fakt, że wszelkie nadużycia władzy przez Trybunały były sprzeniewierzeniem 
się idei sądów inkwizycyjnych i nie upoważnia to absolutnie do wysuwania tezy, jakoby winna 
tych okrucieństw była sama instytucja Inkwizycji - to raczej sprzeniewierzenie się jej zasadom 
prowadziło niewinnych na tortury czy na stosy. Pewne jest natomiast, że jeżeli inkwizytor był 
uczciwy i rzetelnie wypełniał swe posłannictwo, oskarżony miał gwarancję autentycznie 
sprawiedliwego procesu, bardziej sprawiedliwego niż w przypadku sądów świeckim tamtych 
czasów. Za przykład niech posłuży casus zakonu templariuszy, oskarżonych o herezję przez króla 
francuskiego Filipa Pięknego, dybiącego na ich pokaźny majątek. Wielki Mistrz Zakonu 
Templariuszy Jakub de Molay w 1307 roku sam zwrócił się do papieża Klemensa V, by zastąpić 
procedury sądu świeckiego sądem Trybunału Inkwizycyjnego, licząc tym samym na sprawiedliwy 
wyrok i tak też się stało: w wielu zakątkach Europy templariusze zostali uwolnieni od zarzutu 
herezji (w 1309 r. przez sądy kościelne w Anglii [Londyn i York], w 1311 r. w Irlandii i Szkocji, 
podobnie w Hiszpanii [Tarragona i Salamanka] oraz Niemczech). Wobec powyższych faktów na 
Soborze w Vienne papież Klemens V  3 kwietnia 1312 r. w obecności króla Francji, oskarżającego 
templariuszy o nieprawowierność, pod karą ekskomuniki zakazał dalszych dochodzeń, 
uniewinniając podejrzanych. Zniesławienie zakonu było jednak tak wielkie (pomimo korzystnego 
dekretu papieskiego), że rekrutacja do zakonu malała z miesiąca na miesiąc, w efekcie czego 
papież rozwiązał zakon, stwierdzając jednocześnie brak winy ze strony templariuszy. Te deklaracje 
papieskie nie powstrzymały jednak Filipa Pięknego, który 18 marca 1314 roku spalił na stosie 
Wielkiego Mistrza templariuszy i jego 53 współbraci, uzyskując poparcie ze strony Rady 

background image

Królewskiej. (...)

INKWIZYCJA HISZPAŃSKA

Ilekroć mowa jest o Inkwizycji, należy precyzyjnie określić, o którą Inkwizycję chodzi. Inkwizycja 
średniowieczna na terenie Francji, Włoch, Aragonii i w Niemczech działała sprawnie i efektywnie 
jedynie w XIII wieku. Był to zarówno okres jej formowania, stabilizacji, jak i obumierania. Po 
uporaniu się z problemami albigensów (w drugiej połowie XIII wieku), wiek XIV przyniósł 
schyłek Inkwizycji średniowiecznej. Czym innym była natomiast Inkwizycja hiszpańska, 
zorganizowana z woli Izabeli i Ferdynanda, określana często jako Inkwizycja świecka; podobnie 
zupełnie inny charakter posiadała Inkwizycja rzymska, która powstała jako odpowiedź na falę 
reformacji w wieku XVI. Wiele było powodów, dla których powstała Inkwizycja hiszpańska. W 
VIII wieku przez Półwysep Iberyjski przebiegała granica pomiędzy światem islamu i 
chrześcijaństwa. Grupą łączącą te dwa światy stanowili Żydzi, traktowani w Hiszpanii do XII 
wieku przyjaźnie. Wiek XIV przyniósł załamanie się tej względnej równowagi. Obok 
ideologiczno-religijnej konfrontacji doszło także do konfrontacji militarnej. Pierwszym krokiem, 
jaki uczyniono w tym kierunku, był dekret biskupów kastylijskich obradujących na synodzie w 
Zamorze w 1313 roku, nawołujący do zachowania pewnej równowagi przy obsadzaniu stanowisk 
państwowych i publicznych. Zdarzało się bowiem, że chrześcijanie byli dyskryminowani w świecie 
finansów, prawie całkowicie podporządkowanemu Żydom. Józef Tyszkiewicz wprost wskazuje na 
pewny aspekt: "W kraju wyczerpanym wiekowymi walkami, doszło wreszcie do tego, że w krótkim 
czasie Żydzi zawładnęli wszystkimi źródłami dochodów państwa, opanowali wszystkie wybitne  
stanowiska rządowe, i to począwszy, jak zazwyczaj, od dostojników armii, bankierów, kupców,  
lekarzy i prawników, a kończąc na ministrach, radzie koronnej, a nawet... mitrach biskupich!". 
Preferencje przy obsadzaniu stanowisk przyczyniły się do wydania dekretu zakazującego 
katolikom uczestniczenia w życiu publicznym i rozrywkowym Żydów i muzułmanów. Kolejnym 
krokiem był dekret synodu w Salamance z 1335 roku, zabraniający katolikom korzystania z usług 
lekarzy żydowskich i muzułmańskich. Synod w Walencji w roku 1338 zabraniał pod groźbą 
ekskomuniki handlu w niedzielę, co oczywiście uderzało przede wszystkim w handlowców 
pochodzenia żydowskiego. Tego rodzaju dekrety były podyktowane przede wszystkim walką z 
przywilejami, krytykowanymi przez chrześcijan; przywileje te funkcjonowały od lat w 
społeczeństwie hiszpańskim (np. wszystkie sprawy kryminalne popełniane przez Żydów wyjęte 
były spod jurysdykcji sądów powszechnych, a podlegały jedynie osądowi rabina). Często 
pomijanym faktem był udział samych Żydów w tworzeniu praw przeciw swym współwyznawcom. 
Rabin Burgos Salomon Ha-Levi, dochodząc do godności kanclerza Kastylii, a potem legata 
papieskiego w Kastylii (przyjmując chrzest i zmieniając nazwisko na Paweł de Santa Maria) stał 
się twórca traktatu Scrutinium scriptuarum, sive dialogis Sauli et Pauli contra Iudaeos z 1432 
roku, nawołującego wprost do pogromów gett żydowskich. Podobnym przykładem jest traktat 
wymierzony w religię swych przodków, napisany przez ex-rabina Jehoshua Ha-Lorqui (znanego 
jako Hieronim de Santa Fe). Atmosferę antysemityzmu podsycali także tacy ex-żydzi, jak Piotr de 
la Caballeria, Alfons de Espina (mówiący o narodzie żydowskim jako zdrajcach, bluźniercach, 
złodziejach, dzieciobójcach, homoseksualistach, morderczych lekarzach, trucicielach etc.). 
Najbardziej zdumiewać może zaś fakt, że w rodzinie Henriquezów, fundatorów późniejszej 
Inkwizycji hiszpańskiej (do których należał Ferdynand II) płynęła także żydowska krew. 
Ferdynand i Izabela, reformując zjednoczone przez siebie królestwo, pragnęli także rozwiązać 
narastający konflikt pomiędzy ścierającymi się grupami wyznaniowymi: katolikami, żydami i 
maurami. Do stworzenia Inkwizycji państwowej przyczynili się bezpośrednio Alfons de Horeja 
(którego kazań słuchała Izabela w Sewilli w 1477 roku), a także biskup Sewilli don Pedro 
Gonzałes de Mendoza oraz osobisty spowiednik monarchów - Tomasz de Torquemada (w którego 
żyłach także płynęła żydowska krew). Wszyscy oni opowiedzieli się za radykalnymi środkami w 
walce o czystość wiary na półwyspie iberyjskim. Te radykalne rozwiązania w postaci powołania 
Inkwizycji państwowej budziły sprzeciw nie tylko hierarchii kościelnej (wprowadzenie Inkwizycji 

background image

państwowej było utajnione przed synodem biskupów w Sewilli w 1478 roku, którzy zdecydowanie 
sprzeciwiali się siłowym rozwiązaniom kwestii innowierców w Hiszpanii). W efekcie nacisku 
Izabeli i Ferdynanda papież Sykstus IV dnia l XI 1478 roku bullą Exigit sincerae devotionis 
affectus
 przyznał królom Hiszpanii prawo mianowania inkwizytorów wyposażonych w władzę 
ścigania i osądzania heretyków na terenie całej Hiszpanii. Prawo to dotyczyło jednak tylko 
ochrzczonych, czyli tych, którzy formalnie należeli do Kościoła katolickiego. Papież, chcąc 
posiadać kontrolę nad Inkwizycją hiszpańską, mianował siebie jej formalnym zwierzchnikiem, 
jednak w praktyce władza tworzenia Trybunałów Wiary w całości powierzona została Koronie 
Hiszpańskiej, co stało się źródłem bardzo poważnych rozbieżności i konfliktów w późniejszych 
latach działania Trybunałów. Jednym z pierwszych zatargów pomiędzy Koroną Hiszpańską a 
Rzymem była sprawa beatyfikacji "katolickiego męczennika La Guardia". Chłopiec o tym imieniu 
został rzekomo porwany i ukrzyżowany przez Żydów, których złapano i w trakcie procesu 
udowodniono im winę. Proces ten prowadzony przez generalnego inkwizytora Hiszpańskiego 
Tomasza Torquemadę był tak zwanym procesem pokazowym. Stolica Apostolska po zapoznaniu 
się z materiałami dowodowymi uznała, że cała sprawa została spreparowana, by wzbudzić u 
katolików hiszpańskich niechęć do Żydów i tym samym odmówiła wszczęcia procesu 
beatyfikacyjnego. Wielokrotnie Stolica Apostolska przywoływała hiszpańskie Trybunały Wiary do 
współdziałania z odpowiednimi władzami diecezji na terenie których działały sądy. Ten sam 
papież, który bullą Exigit sincerae devotionis affectus przyczynił się do powstania inkwizycji 
państwowej, zalecał oskarżanym przez sądy inkwizycyjne w Hiszpanii w sprawach wątpliwych 
zwracać się bezpośrednio do prawników Stolicy Apostolskiej (niejednokrotnie umarzali oni 
sprawę, co nie było jednoznaczne z uniewinnieniem na terenie Hiszpanii). Protesty Stolicy 
Apostolskiej skierowane pod adresem Inkwizycji hiszpańskiej nie były sporadyczne. Jak pisał 
Józef Tyszkiewicz, "Papieże wciąż ponawiali swe protesty, wciąż kasowali wyroki Trybunałów  
hiszpańskich, więc np. Innocenty VIII skasował do 200- tu wyroków w ciągu jednego roku. 
Aleksander VI 250 tylko w r. 1498, Paweł III, Pius V, Grzegorz XIII, Innocenty XII bezustannie  
zajmowali oporną, wobec roszczeń rządu hiszpańskiego, pozycję. Różnica zdań była tak wielka, iż  
doprowadziła do ostrego sporu i w Hiszpanii rząd ośmielił się zapowiedzieć cenzurę, nie ogłaszał 
brew papieskich, posunął się tak daleko, iż groził śmiercią tym wszystkim, którzy pomocy Rzymu  
wzywali". 
Sykstus IV przypominał inkwizytorom hiszpańskim o przywilejach oskarżanych 
heretyków, takich jak prawo do posiadania adwokata (często łamane w sądach inkwizycji 
państwowej). (...)  Ilekroć czyta się opracowania dotyczące Inkwizycji hiszpańskiej, trzeba mieć na 
uwadze, że najbardziej znane dzieła dotyczące jej dziejów wyszły spod piór Anglików, Niemców i 
Holendrów. Opracowania te są często bardzo tendencyjne, a nawet kłamliwie. Tego rodzaju 
pamflety determinują po dzień dzisiejszy myślenie o hiszpańskiej Inkwizycji jako katolickich 
komandach śmierci. Okres Oświecenia pogłębił jeszcze tę wizję, opisując działalność Inkwizycji 
jako hamulec myśli, terror przekonań religijnych i fanatyzm w najbardziej zbrodniczym wydaniu. 
Wiek XIX przyniósł nieco prawdy w tej kwestii, dzięki badaczom archiwów Inkwizycji takim jak 
Józef de Maistre, Amador de los Rios czy Menendez Pelayo. XIX wiek skłonił wielu historyków 
do apologii Trybunałów Wiary. Najskuteczniejszą metodą wydawało się tu odczytanie na nowo 
ogromnej i skrupulatnie prowadzonej dokumentacji z procesów jakie prowadzone były przed 
Świętym Oficjum. Jednak szczegółowe badanie (mimo oczywistości faktów) nie potrafiły po dzień 
dzisiejszy zmienić nastawienia do Inkwizycji. Trudno jest bowiem walczyć z masowo powielaną 
czarną legendą hiszpańskiej Inkwizycji za pomocą suchych faktów historycznych. Ludzie bardziej 
wierzą filmom, powieściom, sztuce niż dokumentacji historycznej. Ilekroć atakuje się "krwawe 
Trybunały Wiary" i w Hiszpanii, nie przyjmuje się do wiadomości informacji o tym, że z rozkazu 
Zwingliego w makabryczny sposób tracono anabaptystów (opiekając ich żywcem, dusząc sznurami 
przez wiele godzin i karmiąc nimi ryby), z rozkazu Kalwina w gminie genewskiej skazywano 
opornych na banicję, chłostę, pozbawienie majątku i śmierć bez wyroku jakiegokolwiek sądu 
(między innymi odkrywcę krążenia krwi, Michała Serveta), a w Anglii za Henryka VIII 
zakonnikom i księżom publicznie wyrywano wnętrzności i ćwiartowano, stosowano tam też tortury 
w stosunku do świadków. Za Elżbiety I  katolicyzm uważany był za zdradę stanu i karany z 

background image

wszystkimi tego konsekwencjami. Trudno przyjąć do wiadomości, że to właśnie w Anglii w 1553 r. 
powstał pierwszy indeks ksiąg zakazanych, na podstawie którego bezpowrotnie zniszczono wiele 
dzieł naukowych (a stało się to w stolicy nauki - w Oksfordzie). W 1572 roku protestanci 
zakopywali żywych katolickich zakonników, zostawiając na powierzchni głowy służące do gry w 
kule; księży zamykano w dzwonnicach, skazując ich na śmierć głodową, a katolickie dzieci były 
obiektem polowań protestanckich żołnierzy. Tego rodzaju fakty historyczne nie są powszechnie 
znane, gdyż całe zło w historii religii przypisywane jest tylko Kościołowi katolickiemu. Ile ofiar 
pociągnęła za sobą działalność Inkwizycji hiszpańskiej? Jak pisze Józef Tyszkiewicz, "znajdujemy 
zaledwie 216 (wyraźnie: dwustu szesnastu!) faktycznie straconych, w ciągu całych trzech wieków  
trwania Inkwizycji w Hiszpanii!.,, Mniej niż jeden na rok! Porównajmy te cyfry z innymi, - mniej  
popularnymi w naszych demokratycznych czasach; rewolucja francuska w ciągu trzech lat (a tam  
są trzy wieki!) zamordowała na mocy wyroków trybunatów rewolucyjnych trzysta tysięcy ludzi,  
rewolucja rosyjska również w ciągu lat trzech i również na "mocy wyroków sądu", zamordowała  
prawie dwa miliony ludzi! (...) O tych 216 straconych herezjarchach i burzycielach ładu 
społecznego, od przeszło stu pięćdziesięciu lat, piszą tomy za tomami, przedstawiając w 
najstraszniejszych barwach grozę wiejącą Z postaci okrutnych mnichów, ale o mordercach i 
łotrach noszących nazwisko Robespierrów, Dantonów i Maratów od lat stu trzydziestu, pieją ciż  
sami pisarze hymny pochwalne!"
  Ilekroć zarzuca się Inkwizycji hiszpańskiej makabryczną liczbę 
mordów czy pogromów, w wyniku których zginęły "setki tysięcy" niewinnych ludzi, jakoś zawsze 
zapomina się, że w tej samej Hiszpanii w latach 1936-39 zgładzono ponad 60 000 osób za takie 
zbrodnie, jak arystokratyczne pochodzenie, zbyt duży majątek, wysokie wykształcenie lub śluby 
zakonne.

JORDAN BRUNO, GALILEUSZ, JOANNA D'ARC

(...)  Ilekroć wspominany jest Galileusz, włoski uczony, odkrywca i astronom, tylekroć pojawia się 
kwestia osądzenia go i skazania przez Trybunał Inkwizycyjny. Przykład Galileusza jest dla 
przeciwników Kościoła katolickiego sztandarowym przykładem restrykcyjnego charakteru 
katolicyzmu, hamującego wszelki postęp nauki i wolności myśli. Jednakże w momencie, gdy 
dociera się do materiałów źródłowych można dostrzec, że Galileusza nie torturowano, nie spalono 
na stosie i, co więcej, był on w pewien sposób chroniony przez Stolicę Apostolską! Przykład 
Galileusza jest bardzo jaskrawym dowodem, w jaki sposób propaganda antykatolicka potrafiła w 
finezyjny sposób stworzyć ciąg skojarzeń: Galileusz - tortury i stos; Kościół katolicki - hamowanie 
nauki. Faktem niezaprzeczalnym jest, że ten "męczennik prawdy i nauki" został skazany 
przez Święte Oficjum, ale na... czytanie raz na tydzień siedmiu psalmów (pokutę tę i tak 
pozwolono odprawiać za Galileusza pewnej siostrze zakonnej!). 
Tak opisuje kłopoty włoskiego 
astronoma z Inkwizycją Józef Tyszkiewicz: prawdą jest zupełnie odmiennej natury fakt, oto 
Kopernik byt wierzącym katolikiem, a Galileusz humanistą-liberałem i do swej pracy o obrocie  
ziemi, wmieszał rozmaite wnioski teologiczne, typowym modernizmem zarażone komentarze Pisma  
świętego, najzupełniej mylne, fantazyjne, które dziś również są potępione! - Natomiast po  
ogłoszeniu dzieła, wezwany przez władze duchowne do wytłumaczenia się, odwołał swój błąd i 
obiecał go nadal nie rozpowszechniać. Niestety, chęć dysputy filozoficznej, w tych bujnych czasach  
odrodzenia, zbyt była nęcącą i Galileusz w drugim dzielą swego wydaniu znowu te same  
teologiczne rozważania umieścił. Dopiero wtedy wezwany został jako heretyk przed Trybunat św. 
Inkwizycji, długo dysputował i upierał się, lecz wreszcie przekonany, publicznie, te właśnie  
teologiczne błędy odwołał. Nigdy nie był ani więzionym ani, tym bardziej, katowanym, a mieszkał  
spokojnie do końca życia,
 w pałacu swego przyjaciela, kardynała Piccolominiego i tez dożywotnio  
pobierał dużą pensję od papieża.
 By zrozumieć decyzję Świętego Oficjum w przypadku 
Galileusza, należy spojrzeć na całe zagadnienie z punktu widzenia epoki, w jakiej wyrok wydano. 
Spróbujmy sobie wyobrazić współczesnego poważnego uczonego, który występuje z tezą równie 
rewolucyjną co heliocentryzm i zarazem nie podaje żadnych uzasadnień swych badań... A tak 
właśnie wyglądało wystąpienie Galileusza. Wszyscy ci, którzy nastają na Kościół katolicki, 

background image

pomijają skrzętnie fakt, że przeciwko tezie Galileusza opowiadali się uczeni tej miary, co 
Kartezjusz czy Roger Bacon, którym - analogicznie jak Kościołowi - należałoby przypiąć łatkę 
hamulcowych rozwoju nauki... Na taką konsekwencję nikt z krytyków nie chce się jednak zgodzić. 
Trudno jest bowiem pogodzić zarzut okropnych represji kościelnych, jakie rzekomo nałożono na 
Galileusza, z faktami. Galileusz przez Stolicę Apostolską traktowany był z pewną otwartością 
(papież Urban VIII spotykał się z nim, dyskutował, w końcu na jego cześć napisał wiersz; papież 
Paweł V udzielił mu na czas zamieszkiwania w Wiecznym Mieście swojej rezydencji). Jedynym 
zarzutem pod adresem Galileusza - i to zarzutem ogromnego kalibru - była niemożność 
udowodnienia postawionych przez niego tez. Galileusz nie potrafił ich dowieść, co świadczyć 
mogło (ale nie musiało!) o pewnym intuicyjnym wyczuciu prawdy, ale z nauką nie miało nic 
wspólnego (warunkiem rzetelności naukowej było wtedy - podobnie jak dzisiaj - dowodzenie 
stawianych tez). Kwestią poboczną, aczkolwiek konieczną do zrozumienia pewnego klimatu 
panującego w Rzymie, jest postawa Galileusza. W jednym ze swoich dzieł wprost sprowadza 
zarzuty papieża Urbana VIII ad absurdum, posuwa się nawet dalej, ostrze swej krytyki kierując ad 
personom
 i nazywając papieża nieukiem i prostakiem...   Jak widać, "krwawy" wyrok 
inkwizytorów, skazujący astronoma na czytanie psalmów, miał zupełnie inne podłoże niż to, które 
próbuje się dzisiaj przypisywać inkwizytorom. Skoro zaś "krwiożercza Inkwizycja" inwigilowała 
każdy przejaw wolnej myśli, to jakim trafem zarówno Galileusz, jak i Bruno mogli przez wiele lat, 
mową i pismem, głosić swoje poglądy?  Zupełnie inny kontekst historyczny posiada sprawa Joanny 
d'Arc. W 1321 roku została ona schwytana i uwięziona przez Anglików; postawiona przed 
trybunałem, któremu przewodniczył biskup Beauvais, Piotr Cauchon, została skazana na karę 
śmierci. Proces pod kierunkiem biskupa posiadał jednak tylko pozory procesu kanonicznego, 
odsunięto bowiem od udziału w nim - wbrew dekretom Stolicy Apostolskiej! - legata papieskiego 
Jana le Moine, będącego zarazem przedstawicielem Inkwizycji na północną Francję. Trudno jest 
więc utrzymać zarzut, mówiący o bezpośrednim związku Inkwizycji ze śmiercią świętej. Całkiem 
możliwe, że gdyby pozwolono na rzetelny proces inkwizycyjny, nie wplątany w sieć uzależnień 
politycznych, Joanna d'Arc uniknęłaby jakichkolwiek represji. (Prawdziwego procesu 
kanonicznego Dziewica Orleańska dostąpiła pośmiertnie po wielu latach: w roku 1456 Stolica 
Apostolska doprowadziła do jej rehabilitacji, i to właśnie ten ponowny proces przyniósł informacje 
o życiu i działalności św. Joanny d'Arc.) 

INKWIZYCJA W LICZBACH - PODSUMOWANIE

Współczesne mass-media, pisząc o Inkwizycji, niejednokrotnie podają "dokładną" liczbę ofiar, 
jakie za sobą rzekomo pociągnęła ta "zbrodnicza i okrutna instytucja kościelna". Na wstępie już 
podejrzenie budzi fakt, że te "dokładne dane historyczne"... diametralnie różnią się między sobą. 
Każdy "specjalista" czy "ekspert" podaje zupełnie różne liczby rzekomych ofiar. Podawane są 
często absurdalne liczby od setek milionów począwszy (sic!), po "zaledwie" setki tysięcy 
niewinnie spalonych na stosach przez przedstawicieli Kościoła katolickiego. Podstawowy błąd 
polega tu na tym, że mówiąc o płonących stosach nie wspomina się o protestantach czy o 
chorobliwych antysemitach luterańskich, nienawidzących i tępiących Żydów: liczba stosów 
niekatolickich znacznie przewyższa ofiary Świętego Oficjum. Błąd drugi polega na pewnym 
uproszczeniu i niedbalstwie intelektualnym historyków, którzy niejednokrotnie uznawali, że wyrok 
skazujący oznaczał niechybnie stos, a wszak w wielu przypadkach była to przecież tylko kara 
kanoniczna (np. cztery psalmy pokutne do odmówienia codziennie przez skazanego). W wieku 
XIX wielu historyków (również polskich - np. L. Rogalski) pisząc o Inkwizycji powoływało się na 
rozpowszechnioną wówczas protestancką encyklopedię kościelną Herzoga. Encyklopedia ta 
podawała liczby ofiar procesów inkwizycyjnych "po dokładnym obliczeniu" na 341 021 osób. 
Podobne liczby (prawdopodobnie wzorujące się na innych, równie "dokładnych obliczeniach" 
protestantów lub znanej wówczas książce J. A. Llorente zatytułowanej Histoire critique de 
l'inquisition d'Espagne)
 podaje Nussbaum w swej książce Historia Żydów. Nierzetelność tych 
danych jest wieloraka. Podstawowym błędem jest wyżej wspomniany błąd utożsamiania kar 

background image

kanonicznych ze śmiercią (przykład procesu z Toledo z 12 lutego 1486 roku, gdzie źródła 
protestanckie piszą o 750 osobach skazanych na stos w jednym tylko procesie inkwizycyjnym; 
owszem, byli oni skazani, ale na kary kanoniczne, które nie miały nic wspólnego z karami 
cielesnymi, a tym bardziej ze śmiercią!). Te badania historyczne rażą wręcz nieścisłością i licznymi 
uproszczeniami (podaje się np. dokładne liczby ofiar, miejsca, daty i nazwiska inkwizytorów, 
którzy wydawali wyroki śmierci, tymczasem po bliższym zbadaniu okazuje się, że w tym czasie 
owi inkwizytorzy jeszcze nie działali w trybunałach, a nawet czasem... jeszcze się nie narodzili). 
Częstym zarzutem stawianym Trybunałom Inkwizycyjnym jest zarzut natury personalnej, jakoby 
inkwizytorzy byli ludźmi o skłonnościach sadystycznych i pałających żądzą władzy. W wyobraźni 
zbiorowej wpisał się na stałe obraz inkwizytorów jako ponurych starców, grzejących się 
wieczorami przy stosach palonych heretyków i czarownic (najlepszym przykładem jest 
skarykaturowana postać Bernarda Gui, inkwizytora Toledo, którego opisał w swej powieści Imię 
róży
 znany włoski pisarz Humbert Eco). Ta współczesna tendencja pokazywania inkwizytorów 
jako sadystycznych sędziów wspaniale wpisuje się w nurt kreowania Inkwizycji jako najbardziej 
krwawej instytucji wszechczasów. To nie takie postacie jak Konrad z Magdeburga, Robert le 
Bougre, Henryk Kramer czy Józef Sprenger ukształtowały w wyobraźni zbiorowej ciemną stronę 
Inkwizycji, lecz literatura i sztuka. Jak pisze Waldemar Łysiak w Malarstwie białego człowieka, to 
właśnie Inkwizycję "zmitologizowała jako symbol bestialstwa wroga katolicyzmowi reformacja  
tudzież historiografia protestancka bądź historiografia ślepo powielająca kłamstwa protestantów.  
"Współczesne badania źródłowe dowodzą, ze Inkwizycja była dużo bardziej humanitarna od sądów  
cywilnych, (gminnych, miejskich, państwowych), ze tortury stosowała nader rzadko i w formie  
nader ograniczonej, a więźniowie cywilnych lochów z premedytacją rzucali bluźnierstwa, aby dać  
sobie szansę przenosin do jurysdykcji inkwizycyjnej. Kliniczny przykład manipulacji, to płótno w 
muzeum Narodowym Budapesztu, długo tytułowane (katalogi, przewodniki, albumy itp.):  
"Inkwizycja", mimo, że obraz ukazuje ewidentnie scenę torturowania przez sądy świeckie! Dopiero 
ostatnio zmieniono tytuł na: "Izba tortur". 
Pierwszymi zwiastunami karykaturalnej wizji 
średniowiecznej Inkwizycji w literaturze były zarzuty Diderota i Woltera, a później 
Dostojewskiego. Jego Wielki Inkwizytor z Braci Karamazow bardziej niż źródła historyczne 
ukształtował w umyśle przeciętnego człowieka upiorną wizję Inkwizycji. Właśnie pióro czy pędzel 
najbardziej przyczyniły się do tego rodzaju skojarzeń. Wszelkiego rodzaju okrucieństwa Kościoła 
katolickiego czynione oczywiście ad maiorem Dei gloriam były i są nadal jednym z ulubionych 
tematów literackich. Obok takich pozycji jak Imię róży Eco należy dodać też niechlubny wkład 
literatury polskiej. Pozycja J.Andrzejewskiego Ciemności kryją ziemię jest podobno powieścią 
wzorowaną na hiszpańskiej kronice z 1485 roku, a w rzeczywistości - przejawem chorobliwej 
nienawiści autora do Kościoła katolickiego. Drugą niechlubną pozycją jest książka pióra 
lewicowego guru, nieświętej pamięci Andrzeja Szczypiorskiego, zatytułowana Msza za miasto 
Arras.
 Powieść ta bazuje "na prawdzie historycznej" XV wiecznego miasta Arras, gdzie miało 
miejsce "na niespotykaną dotąd skalę" prześladowanie Żydów, heretyków i czarownic. Obie te 
książki łączy pewna wspólna konstrukcja: oto grupa podstarzałych zakonników o skłonnościach 
sadystycznych ciemięży i piętnuje przejaw wolnej myśli u najbardziej postępowych przedstawicieli 
społeczeństwa. Inną niechlubną kartą są tu prace polskich "historyków" w rodzaju E.Potkowskiego 
(Heretycy i inkwizytorzy), w których aż roi się cytatów w rodzaju: "z reguły jednak Trybunałami 
Inkwizycyjnymi kierowali dominikanie i franciszkanie. Jacy to byli ludzie? Zwykle fanatycy,  
niekiedy chorzy psychicznie".
 Żaden z autorów tzw. powieści historycznych nie zadał sobie trudu, 
by sprawdzić, że działanie sądów inkwizycyjnych wyróżniało się in plus na tle sądów świeckich. 
W ten nurt "literatury historyczno-moralnej" wpisali się mistrzowie pióra tacy jak Orwell czy 
Lawrance. Zjawisko to jest w porównaniu z oświeceniowym wizerunkiem Inkwizycji nie jest 
czymś zupełnie nowym. A wystarczy przyjrzeć się XIX-wiecznym opisom nawet niechętnych 
katolicyzmowi historyków by dostrzec, że było zupełnie inaczej. "Co zaś do (...) okrucieństwa 
Inkwizycji, tj. co do krwiożerczości charakteru inkwizytorów, pokrótce zauważymy ze znakomitym i  
przez akatolików Zachodu wysoko cenionym (...) historykiem Hergenrotherem, ze inkwizytorowie  
byli to przeważnie mężowie nieskazitelni i obowiązkom swym wierni. Nawet najzawziętsi  

background image

nieprzyjaciele Inkwizycji z uznaniem odzywają się o wielkiej czystości zamiarów i 
nieposzlakowanym życiu inkwizytorów (...). Buckle, w tym razie wcale nie podejrzany świadek oraz  
Llorente, historyk Inkwizycji i najzagorzalszy jej nieprzyjaciel, jako były jej sekretarz, mający  
przystęp do jej archiwów, stwierdzają niezłomną i nieposzlakowaną uczciwość inkwizytorów.  
Nawet Towsend, duchowny anglikańskiego wyznania, nie może się zdobyć na potępienie 
inkwizytorów i owszem nawet mówiąc o Inkwizycji
 w Barcelonie, wyznaje, ze wszyscy jej 
członkowie byli ludźmi czci i najwyższego poważania godnymi, a w swej większości byli mężami,  
pełnymi wyjątkowej miłości bliźniego. 
Obraz Inkwizycji, propagowany przez "literackich mistrzów 
pióra", rzekomo oparty jest na faktach historycznych, przeobraża się w pewien łatwo kojarzony 
schemat. Słowo "inkwizycja", w dużej mierze dzięki literaturze, stało się hasłem, który skupia w 
sobie wszelkie zło w Kościele, a nawet więcej jest symbolem nietolerancji i ograniczania wolności, 
nie tylko religijnej. To właśnie literatura przyczyniła się do tego, że na bazie rzekomej historii 
powstała legenda, utwierdzona i wzmocniona piórem. Mit Inkwizycji ma swoją historię, w małym 
stopniu zbieżną z prawdziwą historią Inkwizycji. Trudno nam dzisiaj w świetle medialnej wiedzy 
zaakceptować tezę, że Inkwizycja w średniowieczu stanowiła swoiście rozumiany postęp. Postęp, 
który polegał na przeszkodzeniu odruchowym, emocjonalnym mordowaniu heretyków zarówno 
przez samosądy w wielu miejscach Europy, jak i przez władze świeckie, które stosując sądy 
państwowe dalekie były od rzetelności w ocenie i osądzaniu kacerzy. Postęp ten polegał też na tym, 
że w momencie wprowadzenia Inkwizycji zmalała drastycznie liczba skazywanych na śmierć za 
herezję.

ZNIESIENIE INKWIZYCJI

Instytucja Inkwizycji po stłumieniu głównych ruchów heretyckich średniowiecza była stopniowo 
kasowana; najprędzej nastąpiło to we Francji. Warto zwrócić uwagę na liczby skazanych i czas 
działania sądów inkwizycyjnych, by zaobserwować jaskrawe kłamstwo, jakie zarzuca się 
Trybunałom. We Francji (gdzie wielu historyków twierdzi, że działania Inkwizycji były podobnie 
krwawe, co rewolucji francuskiej) ostatniego heretyka spalono na stosie w roku 1635, a działalność 
sądów inkwizycyjnych skasowano w roku 1772. Przez 137 lat francuskie Trybunały 
Inkwizycyjne nie wydały ani jednego wyroku skazującego! 
Co więcej, jak pisze Józef de 
Maistre, dłuższe utrzymanie Trybunałów Inkwizycyjnych we Francji zabezpieczyłoby ten kraj 
przed krwawą rewolucją.  (...)

ZAKOŃCZENIE

(...)  Propaganda antykościelna, w misterny sposób wspomagana środkami masowego przekazu, 
tak ustawia interpretacje zarówno faktów historycznych, jak i legend, że z całego szeregu zbrodni 
historycznych wybiera akurat Trybunały Inkwizycyjne jako najbardziej zbrodnicze zapowiedzi 
późniejszych systemów totalitarnych, takich jak komunizm czy nazizm. Nie ma żadnych 
logicznych podstaw, by wiązać zbrodnie XX-wiecznych fanatyków z działaniem Inkwizycji, a nie 
np. ze zbrodniami rewolucji francuskiej! Jedynym wytłumaczeniem jest tu kryterium 
subiektywności, które okrywa parasolem ochronnym zbrodnie dokonywane w imię "wolności, 
równości i braterstwa". Stawianie w jednym szeregu zbrodni stalinowskich i hitlerowskich z 
wyrokami sądów inkwizycyjnych świadczy o niesprawiedliwej tendencyjności i głupocie. Po 
pierwsze: czymś zupełnie innym były motywy zbrodni hitlerowców (dbających o czystość rasy) 
czy komunistów (walczących o równość klas społecznych, czy o władzę dla mas), a motywy 
wyroków inkwizycyjnych, które oprócz dbałości o prawdę skazywały także za zwykłe rebelie, 
sodomię czy bigamię. Po drugie: rozmiar "zbrodni" Trybunałów Inkwizycyjnych i systemów 
totalitarnych jest nieporównywalny w żadnej skali. Nikt z historyków twierdzących, że Inkwizycja 
jest w historii cywilizacji jedną z najsmutniejszych i okrutnych kart, nie chce wskazać na takie 
hekatomby jak skutki aborcji XX wieku, znacznie przekraczające wszystkie ofiary zbrodniczych 
systemów totalitarnych. Trudno bowiem wskazać na coś, co robi się właśnie w dbałości o 

background image

samostanowienie czy prawa kobiet - byłoby to strzelaniem gola do własnej bramki. W takim 
selektywnym podejściu do interpretacji tkwi ogromny błąd - można bowiem się nie godzić na 
średniowieczne koncepcje wolności, ale nie należy także obstawać przy współczesnych 
tendencjach (o wiele bardziej okrutnych) jako powszechnie obowiązujących. Liczbę ofiar Świętej 
Inkwizycji podawano w setkach tysięcy, a nawet milionach (sic!). Za czasów propagandy 
socjalistycznej nie było możliwości korygowania tego rodzaju bredni. Czasy się zmieniły, lecz 
antykatolicka propaganda ze swymi "wybitnymi historykami" powiela dalej absurdalną kalkę 
oświeceniowej i protestanckiej propagandy. Ignorancja nadal święci tryumfy i dzisiaj. Nie będę tu 
wymieniał artykułów z "Gazety Wyborczej", gdyż mają one niewiele wspólnego z prawdą, jednak 
irytują publikacje w prasie, która w jakiejś mierze stara się być rzetelna.  (...) Atakowanie Kościoła 
za powołanie Świętej Inkwizycji jest często powodowane nienawiścią do katolicyzmu. Jak słusznie 
zauważył Józef Tyszkiewicz: "Albo czyż dziś cały ten świat "cywilizowany" ten "świat kultury i 
postępu"  należnem mianem piętnuje bestialskich morderców, a zarazem kierowników tak zwanej  
"wielkiej" rewolucji francuskiej? Czy w opinii publicznej ciąży na nich hańbiące piętno niewinnej  
krwi tak szczodrze przelanej? Czy my sami wspominamy jeszcze te miliony ofiar wymordowanych  
przez uczni Marksa i innych socjalistów? Któż nawołuje dzisiaj, by świat cały porozumiał się i 
wysiał ekspedycję karną (bo byłby to jedyny racjonalny środek) dla zgniecenia podlej bandy 
masońsko-liberalnej, wznawiającej męczeństwa z czasów Nerona w Meksyku?... Delikatna  
ludzkość XX wieku, którą tak oburza sam wyraz Inkwizycja, zdaje się być ślepą i głuchą, gdy  
mordowanymi i dręczonymi są katolicy! 
Podsumowując, trzeba pamiętać, że Inkwizycja była 
pierwszą instytucją, która wprowadziła dla każdego oskarżonego obrońcę z urzędu. Kary w sądach 
inkwizycyjnych były generalnie łagodniejsze od kar wydawanych przez sądy cywilne. 
Wprowadzono też wiele innowacji prawnych, przyjętych w sądownictwie dopiero w XX wieku 
(Inkwizycja stosowała np. skrócenie kary za dobre sprawowanie oraz zwolnienie za poręczeniem 
proboszcza - całkowicie nie do pomyślenia w ówczesnych sądach świeckich). Ilekroć próbuje się 
analizować i oceniać instytucje, które powstały w przeszłości, należy zachować intelektualną 
rzetelność. Podstawową zasadą tej rzetelności jest sumienne zbadanie źródeł i kontekstów 
historycznych, a przy próbie oceny -wskazanie na pozytywne i negatywne skutki analizowanego 
zjawiska. Trudno jednak dostrzec we współczesnych próbach oceny instytucji Inkwizycji pewną 
rzetelność intelektualną. Inkwizycję atakuje (często przy pomocy zwykłego fałszu i pomówienia) 
współczesna propaganda laicka, która przejęła schedę po oświeceniowych "naukowych analizach 
historycznych". Między innymi tej właśnie obłudnej propagandy efektem jest niestety 
"rewolucja ekspiacyjna" Kościoła katolickiego
. Rok Święty 2000 rozpoczął się od serii aktów 
ekspiacyjnych za winy rzekomo obciążające historię Kościoła. Oczywiście rzeczą słuszną i dobrą 
jest zadośćuczynienie i przeproszenie za winy wyrządzone w przeszłości, jednak musi to być akt 
szczery i zasadny. Ilekroć przepraszamy za cokolwiek, musimy wskazać na konkretne naganne 
przewinienia, jak i tych, którzy się ich dopuścili. Tego warunku nie spełniają jednak przeprosiny za 
"grzech przeciwko godności kobiety i jedności rodzaju ludzkiego" czy "za obojętność Kościoła 
wobec nierówności społecznych", albo za "grzechy w dziedzinie podstawowych praw człowieka" 
(jakie grzechy i przez kogo popełnione?). W podobnym tonie wskazanie na instytucję Inkwizycji 
jako tej, która nacechowana była nietolerancją prowadzić musi katolików do wniosku, że 
powołanie Świętego Oficjum było błędem, za który należy przeprosić... Jakże zatem wytłumaczyć, 
że ten sam Kościół w szeregi świętych zaliczył czterech wielkich inkwizytorów: Piotra 
Męczennika, Jana Kapistrana (który zakazał w końcu stosowania jakichkolwiek tortur w procesach 
inkwizycyjnych), Piotra d'Arbues i papieża Piusa V - inkwizytora Lombardii, Komisarza 
Rzymskiej Inkwizycji? Do tych, którzy aktywnie uczestniczyli w tworzeniu Trybunałów Wiary, 
zaliczani są dominikanie: bł. Wilhelm Arnaud z sześcioma towarzyszami (męczennik, który zginął 
z rąk heretyków), bł. Guala z Bergamo, bł. Moneta - inkwizytor Lombardii oraz św. Dominik. 
Kościół wyniósł także na ołtarze św. Rajmunda z Penafort - pierwszego twórcę kodeksu 
inkwizycyjnego, oraz ogłosił błogosławionym Paganusa z Bergamo (inkwizytora z Lombardii 
zabitego przez heretyków), Jana z Vercelli, inkwizytora z Wenecji, Piotra z Ruffi zamordowanego 
przez heretyków inkwizytora Turynu, Gui Marramoldiego inkwizytora z Neapolu, Bartłomieja z 

background image

Cervere, inkwizytora z Piemontu, który zginął śmiercią męczeńską, czy zastępcę św. Bartłomieja 
Aimona z Taparelli. Jeżeli szczerze podchodzi się do "teologii przeprosin", to należałoby 
raczej mówić o grzechach hierarchów Kościoła, takich jak popieranie teologii wyzwolenia, 
homoseksualizmu czy komunizmu, odstępstwo od dogmatów Wiary, niszczenie liturgii czy w 
końcu uznawanie sekt heretyckich za pełnoprawne "Kościoły". Ten przedmiot przeprosin 
można jasno określić, wskazując na tych, którzy będąc wewnątrz Kościoła głoszą swe 
"nowatorskie" tezy, powodując tym samym jego osłabienie. Jednak w serii aktów 
ekspiacyjnych tego rodzaju deklaracje niestety się nie znalazły...
  Największą wadą przeprosin 
jest jednak przemilczenie nieutracalnej świętości Kościoła. Na oczach całego świata najwyżsi 
dostojnicy kościelni wskazali na "grzechy" Kościoła ani razu nie wspominając, że Kościół jest 
"bez skazy i zmarszczki" (Ef 5, 27). Brak rozróżnienia na grzesznych członków Kościoła, 
dopuszczających się grzechów, i Kościoła jako instytucji wewnętrznie świętej i nieskalanej 
spotęgował jeszcze bardziej opinię o Kościele, który podobnie jak organizacje charytatywne czy 
rządowe błądzi i się myli, jest bowiem organizację czysto ludzką, a więc omylną i słabą. Te akty 
wskazujące na "grzeszność Kościoła" drastycznie zmniejszyły dumę katolików z tego, że należą do 
Kościoła Rzymskiego. Jak słusznie zauważył biskup Como, Aleksander Maggiolini: "Trzeba być 
bardzo roztropnym w przepraszaniu za grzechy w przeszłości, bo w rezultacie stworzy się wrażenie,  
ze nawracając się do katolicyzmu, przystępuje się do bandy opryszków, a nie do wspólnoty 
świętych."
   Współczesne niezrozumienie idei Świętej Inkwizycji bierze się stąd, że wizja świata, 
która legła u podstaw powołania Trybunałów Wiary, opierała się na zupełnie nieczytelnej dla wielu 
współczesnych zasadzie, przyjmującej obiektywne istnienie prawdy i fałszu, pewności wiary i 
pełni prawdy w Kościele Rzymskim oraz przekonaniu o realnej możliwości wiecznego potępienia. 
Tymczasem obecnie praktycznie nie istnieje już pojęcie herezji, a żaden heretyk nie jest już 
potępiany. Co więcej, wystąpienia współczesnych teologów wmawiających wiernym, że 
"duchowość inkwizytorska w Kościele jest na szczęście znienawidzona" czy twierdzących, że 
"inkwizytorzy byli grzesznikami, ludźmi bez miłości, pełnymi nietolerancji, głupoty i oskarżamy ich  
przede wszystkim dlatego, ze osądzali ludzi bez badania"
 nie jest niczym innym, jak 
przysłowiowym strzelaniem gola do własnej bramki. Na koniec trzeba też dodać, że cały 
posoborowy ruch ekumeniczny jest sprzeniewierzeniem się wielowiekowej pracy inkwizytorów, 
którzy w obronie czystości wiary niejednokrotnie oddawali życie