background image
background image

WYWIAD Z PHILEM NEWTONEM 

Phil   Newton   jest   “pełnoetatowym”   traderem   Forexu   i   kontraktów 

terminowych. 

Interesował   się   tradingiem   już   od   bardzo   wczesnych   lat   swojego   życia. 

Zaczął od studiowania książek na temat analizy technicznej już w wieku 16 
lat.   W   tym   samym   czasie   zajmował   się   już   wykonywaniem   prostych 

wykresów dla FSTE 100 i niektórych akcji giełdowych. 

Na  swój   pierwszy   zakup   akcji   w  wieku  18   lat  wydał  całe   oszczędności. 

Kupił 920 sztuk akcji Waterfall na giełdzie w Wielkiej Brytanii po 54 pensy 
każda. Po 8 miesiącach sprzedał je po 108 pensów za sztukę. Wtedy złapał 

bakcyla do tradingu. 

Kilka lat później miał to szczęście, że zaczął wspinać się po tradingowej 

drabinie. Zaczął pracować dla firmy informatycznej, która zajmowała się 
oprogramowaniem do sprzedaży i kupna kontraktów terminowych. Jak sam 

mówi,   nauczył   się   wtedy   bardzo   ważnych   rzeczy:   „w   tej   firmie   robiono 
właściwie wszystko, czego w tradingu robić się nie powinno”. 

Po   zdiagnozowaniu   u   niego   choroby   Leśniewskiego-   Crohna   spędził   8 
tygodni   w   szpitalach   z   czego   4   w   stanie   krytycznym.   Przez   8   miesięcy 

później odzyskiwał powoli siły w domu. Podjął wtedy najważniejsze decyzje 
w swoim życiu. Po doświadczeniu bliskim śmierci stwierdził, że chce spełnić 

wszystkie   swoje   wielkie   plany.   Jednym   z   jego   marzeń   była   kariera 
profesjonalnego tradera.  

Był   wtedy   praktycznie   na   skraju   bankructwa.   Wyciągnął   ostatnie   1000 
funtów   kredytu   z   karty   kredytowej   i   zaczął   inwestować   w   kontrakty 

terminowe z madryckiego indeksu IBEX.

Nie   tylko   odniósł   wielki   sukces   w   tradingu,   ale   także   zaczął   prowadzić 

własną stronę internetową i oferowa

 kursy tradingu. 

Phil przygotowuje regularne, dzienne analizy sytuacji na najważniejszych 
parach walutowych. Tworzy również szkolenia video. 

background image

POCZĄTKI

Kiedy   i   w  jakich   okolicznościach   zacząłeś   postrzegać   trading   jako   coś 
wartego spróbowania?

Po raz pierwszy pomyślałem o podglądaniu działania rynków, kiedy miałem 
14 lub 15 lat. Poszedłem do znajomego, Geoffa, zazwyczaj grywałem z nim 
w karty. Gdy tam dotarłem rozmawiał przez telefon o jakichś akcjach w 
Wielkiej Brytanii ze swoim brokerem. 

W   skrócie   brzmiało   to   dla   mnie   jak   zupełny   bełkot,   ale   za   to   całkiem 
fascynujący. Chciałem wiedzieć więcej, dużo więcej. 

To był chyba 1992 albo 1993. Od tego dnia na serio zacząłem interesować 
się rynkami. W telegazecie śledziłem akcje i ich indeksy. Na początku za 
wiele nie rozumiałem, patrzyłem tylko na te wszystkie wielkie liczby i na 
koniec każdego dnia na listę 10 największych wygranych i strat w ciągu 
dnia. Widziałem te pieniądze, widziałem jak ktoś je traci i ktoś zyskuje.  

Oczywiście   nie   mogłem   wtedy   jeszcze   złożyć   żadnego   prawdziwego 
zlecenia,   zrobić  żadnej  inwestycji.  Wymyślałem   sobie   własne   „projekty”, 
zastanawiałem się, co ja bym w takiej a takiej sytuacji zrobił. 

W   pewnym   momencie   zacząłem   zastanawiać   się,   jak   znaleźć   coś   nieco 
bardziej realnego, bardziej dokładne dane, na których mógłbym próbować 
grać. Wtedy pomyślałem, że tak jak Geoff, mogę przecież brać informacje 
z   publikowanych   raportów   przedsiębiorstw.   To   był   genialny   pomysł. 
Szukałem też w dostępnych źródłach wykresów cen. Przyglądałem się im i 
poszukiwałem   wzorów   –   były   to   moje   pierwsze   próby   w   analizie 
technicznej.

Chciałem wiedzieć więcej, chciałem uczyć się i grać. Niestety nie było mnie 
wtedy   stać   na   komputer.   Była   to   rzecz   raczej   dla   ludzi   zamożnych. 
Oszczędzę ci tutaj niewesołej historii na temat tego, jak nam się w domu 

background image

powodziło… 

Udało mi się gdzieś dostać książkę o analizie technicznej, dokładnie o grze 
na   opcjach,   strategii   inwestowania,   wskaźnikach,   wykresach   i   wzorach. 
Pomyślałem   wtedy:   „Wow!   To   już   wcale   nie   wygląda   na   takie   proste   i 
przyjemne.” 

Od samego początku zajmowałem się wzorami, w jakie układały się ceny. 
Dostępne   wskaźniki   były   dla   mnie   zbyt   skomplikowane   i   szukałem 
łatwiejszych sposobów. Po przeczytaniu kilku kolejnych książek zabrałem 
się za wykreślanie własnych szkiców ruchu cen. 

Mógłbyś opisać  swój  pierwszy   system? Szczegółowo, jeśli  to  możliwe. 
Stworzyłeś go samodzielnie, czy też skorzystałeś z gotowego? Przynosił 
sukcesy, czy raczej nie? Opisz dlaczego. 

Mój pierwszy system wyklarował się dopiero kilka lat później. Miałem masę 
wolnego czasu, ale żadnych funduszy ani komputera. Przez długi czas nie 
miałem pojęcia, jak składa się zlecenia. Przez cały ten czas wzory cen na 
wykresach   wydawały   się  być   najłatwiejszą   rzeczą   do   przeanalizowania   i 
najbardziej   skuteczną.   Wciąż   zadawałem   sobie   pytanie:   „Dlaczego   nie 
robią tego wszyscy, skoro to tak dziecinnie proste i działa?” 

Trochę   później   wpadłem   na   to,   że   w   każdej   kolejnej   książce   o   analizie 
technicznej   znaleźć   można   tą   samą   informację.   Mianowicie,   że 
najważniejsze  jest określenie  dobrego miejsca,  dobrego punktu  wejścia. 
Przestałem   więc   wydawać   pieniądze   na   następne   książki.   Rozwiązaniem 
tego   problemu   było   dla   mnie   odkrycie   zjawiska   zwanego   pullback. 
Stwierdziłem, że trading jest banalny: znaleźć odpowiednie akcje, kupić w 
punkcie, w którym występuje pullback i zarabiać kupę kasy tak, aby do 
trzydziestki   być   milionerem.   „Proste.   Ale   jak   znaleźć   te   najwłaściwsze 
akcje?” 

Pierwszych kilka moich gier wyglądało zupełnie inaczej niż te, w których 
używałem   już   systemu   lub   jakiejś   konkretnej   strategii.   Przeczytałem   w 

background image

jakiejś publikacji bardzo pozytywną opinię o firmie Waterfall, a ponieważ 
już mogłem, wygrzebałem wszystkie moje oszczędności i kupiłem tyle akcji 
tego przedsiębiorstwa, ile tylko mogłem. Następne miesiące były dla mnie 
bardzo   napięte.   Kupiłem   akcje   po   54   pensy   za   sztukę.   Codziennie 
śledziłem,   jak   radzi   sobie   moja   firma.   Przez   pierwszy   tydzień   lub   dwa 
wartość akcji spadała. „Dlaczego?” Pytałem, “Dlaczego akurat mi musiało 
się   to   przytrafić?”   To   był   dla   mnie   ciężki   emocjonalnie   czas,   ale 
jednocześnie muszę przyznać, że to doświadczenie wiele mnie nauczyło na 
początku mojej kariery. Dostałem dobrą lekcję pokory.

Co dalej? Miałem po prostu dużo szczęścia. Sprzedawałem za 108 pensów. 
W szczycie cena była nawet wyższa, ale zanim trafiłem do banku i zleciłem 
sprzedaż   spadła   o   kilka   pensów.   Potem   wszystko   miało   być   prostsze, 
miałem być bogaty.

Natychmiast   zacząłem   szukać   czegoś   nowego   dla   siebie.   Po   jakichś   3 
dniach   miałem   już   akcje   3   kopalni.   „Świetnie.   Teraz   mam   własne 
zdywersyfikowane portfolio.” – myślałem.

Później miałem jeszcze więcej szczęścia. Mogłem stracić wszystko. Byłem 
zbyt łapczywy i miałem nadzieję, że również tym razem mi się uda sporo 
zarobić.   Dosłownie   zapomniałem   o   wszystkim   czego   się   wcześniej 
nauczyłem i kupiłem akcje jakichś losowych spółek. 

Jedną z nich sprzedałem wychodząc na zero, jedną z małą strata, a trzecią 
z niewielkim zyskiem. Na całe szczęście skończyło się bez wielkiego bólu w 
kieszeni,   a   co   ważniejsze   dostałem   kolejną   lekcję.   Trading   nie   jest   tak 
prosty, jak mi się początkowo wydawało. 

Studiowanie, dorywcze prace, pieniądze, rachunki i spędzanie czasu wśród 
ludzi – wszystko to całkiem poważnie mnie zajmowało. Zdecydowałem się 
poświęcić   resztę   wolnego   czasu   na   kształcenie   moich   umiejętności   w 
tradingu.   Analizowałem   więc   wykresy,   szukałem   rozwiązań   problemów   i 
oszczędzałem pieniądze, aby móc grać i uczyć się praktykując. Chciałem 
móc   z   czystym   sumieniem   powiedzieć,   że   zacząłem   odnosić   sukcesy. 

background image

Zajmowałem   się   wtedy   opcjami,   ponieważ   był   to   najtańszy   sposób   na 
pozostanie w biznesie. 

Minęło w ten sposób kilka kolejnych lat zanim wziąłem się za trading tak 
zupełnie   na   poważnie   i   pomyślałem   o   systemie.   Podczas   mojej   drugiej 
próby   na   uniwersytecie   w   roku   2000/2001   (wcześniej   raz   już 
zrezygnowałem) poznałem kogoś, kto miał własny „trading room” i własny 
system. 

Dzięki niemu miałem stały dostęp do bieżących danych z rynku, ale nadal 
nie posiadałem komputera. Jak na ironię nauczyłem się wtedy bardzo wielu 
rzeczy, ale z zupełnie niewłaściwych powodów. Mówiono mi wtedy, co mam 
robić, kiedy grać, a kiedy nie. Mój nowy znajomy często stwierdzał, że 
trading jest aktualnie niebezpieczny, bo możliwe są nagłe zmiany. Czasem 
wynajdował   też   inne   powody,   aby   powstrzymać   mnie   i   innych   od   gry. 
Prawda była taka, że kierowały  nim wyłącznie  własne  korzyści. Na całe 
szczęście   przez   cały   ten   czas   prowadziłem   dziennik   tego,   co   robię. 
Zapisywałem tam moje emocje, obserwacje rynku i rozwój zasobu mojej 
wiedzy i pewności siebie w prawdziwej grze. Dzięki temu mogłem później 
dokładnie przeanalizować, co robiłem źle. 

Nadal   wtedy   poszukiwałem   miejsc   zwrotu   ceny   w   dół,   pullbacków. 
Myślałem   wtedy:   „Wow,   na   rynku   można   zarabiać   również   na   trendach 
spadkowych.   Teraz   mogę   robić   pieniądze   w   każdej   sytuacji.   Jest   coraz 
lepiej!” 

Moja pierwsza prawdziwa strategia wywodziła się z obserwacji wykresów. 
W książkach nigdy nikt nie rozwiązał podstawowego problemu: kiedy wejść 
na rynek? Komentarze zawsze  dotyczyły wykresów z przeszłości, często 
dość   odległej.   Problemem   było   przewidzenie   tego,   co   miało   się   dopiero 
wydarzyć.   To   jest   teraz   jedna   z   tych   rzeczy,   które   naprawdę   lubię   w 
czatach   na   żywo:   mogę   uczyć   ludzi   na   podstawie   bieżącej   sytuacji   i 
aktualnych   zmian.   Mogę   pokazywać   na   najaktualniejszych   wykresach 
wzory,   z   których   sam   korzystam,   jak   tylko   się   pojawią.   To   pozwala   na 
większą   precyzję   i   dokładny   opis   zasad,   które   w   danym   momencie 

background image

zadziałały.

Zawsze szukałem wzorów, różnych wzorów. To na nich najłatwiej jest grać, 
dzięki ich występowaniu najłatwiej jest cokolwiek przewidzieć.

Tak w skrócie powstał mój system. System, który nadal nie był idealny. 
Prawdę  mówiąc było mu  do tego całkiem daleko. Starałem się wejść w 
momencie,   gdy   zauważyłem   pullback,   czekałem   na   wzór   sugerujący 
kontynuację trendu i byłem na rynku do czasu, aż wydarzy się coś, co 
mogłoby   spowodować   niekorzystną   dla   mnie   zmianę.   Dzięki   temu 
zarabiałem spore pieniądze. Przynajmniej na papierze… 

Jeśli na początku traciłeś, co spowodowało, że zdecydowałeś się zostać 
w grze?  

W   nagłym   przyroście   wiary   w   moje   możliwości   postanowiłem   otworzyć 
sobie konto i wykorzystać trochę moich pieniędzy. 

Złożyłem moje pierwsze zlecenie na Ibex

1

. W ciągu pięciu minut wszedłem 

short, podwoiłem stawkę i wszedłem long i znowu podwoiłem wchodząc 
short. „Wow, to było szybkie!” W końcu wyszły z tego jakieś pieniądze. 
Udało się! Było to jak jazda kolejką górską. Pierwsza pozycja była stratna, 
tak samo jak i druga. Całe szczęście trzecia pozwoliła mi odzyskać to, co 
straciłem i jeszcze zarobić około 120 funtów. 

Wpadłem   w   pułapkę   zastawioną   na   wszystkich   początkujących.   W 
odpowiedzi na niewielkie wahania ceny podwajałem moje pozycje nadając 
każdej kolejnej przeciwny kierunek. Nie było w tym zupełnie żadnej taktyki 
i   żadnego   usprawiedliwienia.   Po   prostu   wpadłem   na   to,   że   jak   cena 
zaczyna   zmieniać   kierunek,   to   ja   powinienem   zrobić   to   samo.   Całe 
szczęście wszystko wyszło mi na dobre. 

Właśnie   wtedy   dokonałem   swoich   pierwszych   transakcji   na   realnych 

1

 Spanish Index Futures

background image

pieniądzach. Co za koszmar! Co się stało? I dlaczego tak szybko straciłem 
opanowanie? 

Emocje   zupełnie   ze   mną   wygrały.   Potrzebowałem   dobrych   rozwiązań. 
Grałem   wykorzystując   pullback   w   schemacie,   jaki   lubię.   Co   się   stało? 
Jasne,   trochę   w   końcu   zarobiłem,   ale   jakim   kosztem?   Powinienem   być 
zachwycony, ale nie byłem. Byłem psychicznie wykończony. Mogłem wtedy 
rzucić   wszystko   i   dać   sobie   spokój.   Oczywiście,   pytany,   jak   mi   poszło, 
odpowiadałem: „zarobiłem dzisiaj 120 funtów, a ty? Ile zarobiłeś siedząc w 
pracy od rana do wieczora?” Ale prawda była taka, że czułem się z tym 
wcale nie tak dobrze. 

Psychicznie czułem się jakbym wyzerował swoje konto. Wiedziałem jednak, 
że jakoś sobie z tym poradzę. Co jednak sprawiło, że moja pierwsza gra 
była tak zupełnie różna od wszystkich prowadzonych na papierze? 

Doświadczałeś okresów zwątpienia, rezygnacji, kiedy chciałeś porzucić 
tę dziedzinę tradingu? 

Po  mojej pierwszej realnej grze  nie  byłem  przekonany, czy powinienem 
brnąć w to dalej. Ale wciąż ciekawiło mnie, jak ma się gra “na papierze” do 
prawdziwego tradingu. Dlatego też wróciłem do mojego dziennika tradingu 
i porównałem, co stało się w realu z tym, co działo się wcześniej, kiedy 
próbowałem   grać   „na   sucho”.   Przeliczyłem   kilka   pozycji   na   papierze   i 
całkiem niedługo po tym z powrotem trafiłem na prawdziwy rynek.  

Stało  się coś ważnego, co skłoniło Cię do pozostania w tym biznesie? 
Proszę, podaj możliwe szczegóły. 

W skrócie, odkryłem, że kluczem był tutaj dystans emocjonalny. Właśnie to 
próbuję   przekazać   członkom   mojego   Live   Trading   Room.   Jak   do   tego 
doszedłem?   Zawsze   dążyłem   do   tego,   aby   utrzymywać   się   z   tradingu   i 
byłem blisko osiągnięcia tego stanu przez długi czas. Bardzo blisko. Jak 
mogłem zrezygnować? 

Te momenty, kiedy uświadamiałem sobie najważniejsze rzeczy, trzymały 

background image

mnie na ścieżce do osiągnięcia mojego celu.  

Zauważyłem,   że   jeśli   spiszę   sobie   dokładnie   plan   postępowania   to 
zwiększam   szansę,   że   będę   postępował   według   niego   bez   emocji,   bez 
zaskoczenia.

Zaczęło się na początku lata 2002, kiedy zdiagnozowano u mnie chorobę 
Leśniewskiego-   Crohna.   Udałem   się   do   lekarza   tylko   po   jakieś   środki 
przeciwbólowe na bóle brzucha. Szczęście towarzyszyło mi w całej karierze 
tradera   i   również   tym   razem   miałem   go   pod   dostatkiem.   Lekarz   miał 
bardzo   małe   szanse   wykrycia   mojej   choroby   bez   dokładnych   badań   i   z 
tylko takimi objawami, jakie miałem. Po bardzo krótkim badaniu stwierdził, 
że musi wykonać dodatkowe testy i będę musiał zostać w szpitalu na noc, 
ale chyba wie, co mi dolega. Miał rację. 

Pomyślałem: “Zostać na noc? Nie ma problemu. Dostanę paczkę tabletek I 
za kilka dni będę zdrowy jak koń.”

Dokładnie wtedy wszystko się zawaliło. Mój stan gwałtownie pogorszył się 
tamtej nocy i przeniesiono mnie na oddział intensywnej terapii. Nie wiem, 
co by się stało, gdybym był wtedy w domu a nie już w szpitalu. 

Następne 8 tygodni spędziłem w szpitalu, z czego połowę na intensywnej 
terapii.   Przez   sporą   część   czasu   byłem   na   różnych   środkach 
przeciwbólowych i jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci wybierać, bierz petydynę 
zamiast morfiny.

Co Cię motywowało? Mogłeś wtedy liczyć na jakieś szczególne wsparcie?

Jak   możesz   sobie   wyobrazić,   spędziłem   wiele   czasu   rozważając   takie 
sprawy jak moja kariera, całe życie i masę innych rzeczy. 

Kiedy   w   szpitalu   zaoferowano   mi   namaszczenie   przez   duchownego, 
zastanawiałem się co mam zrobić, co o tym wszystkim myśleć. Wtedy już 
wiedziałem, że gorzej być nie może. 

Z   punktu   widzenia   mojej   kariery,   był   to   właśnie   ten   moment,   kiedy 

background image

zdecydowałem się zostać profesjonalnym traderem i robić w życiu tylko to. 

Patrząc kilkukrotnie śmierci prosto w oczy w “Hotelu Intensywna Terapia” 
stwierdziłem:   “Co   najgorszego   może   się   wydarzyć?   Mogę   stracić   kilka 
funtów.” Decyzję za mnie podjęła moja następna myśl: “Lepiej spróbować i 
zrezygnować niż nie spróbować nigdy.” 

Jaki   był   Twój   kolejny   system?   Pamiętasz,   czemu   zrezygnowałeś   z 
pierwszego?

Wróciłem do domu  i miałem być do niego przywiązany na bardzo długi 
czas po chorobie. To było jak wyrok: brak środków do życia. Kilka chwil 
rzeczywiście w domu odpocząłem, po czy stwierdziłem, że czas wziąć się 
do roboty. Czas zając się tradingiem na poważnie. 

Pomyślałem   wtedy:   “Będę   się   wycofywał,   jak   tylko   zauważę   jakiś   znak 
zmiany trendu, coś nieoczekiwanego. I będę grał wyłącznie na najlepszych 
i  znanych  mi  schematach  i  wzorach.  Będę  grał  z precyzją  i  dyscypliną. 
Będę trzymał się ściśle mojego planu i nie zrobię nic wbrew niemu. Będę 
grał. Jestem traderem!” 

Czekałem dwa miesiące na pojawienie się idealnej sytuacji na rynku. Takiej 
podręcznikowej, z idealnym wzorem, który działał dziesiątki razy na demo. 
Właśnie   tego   szukałem.   To   miała   być   pierwsza   z   wielu   moich   gier   w 
karierze. 

Kilka   miesięcy   później   rozmawiałem   ze   znajomym   o   kursach   wymiany 
walut, pytał, czy grałem kiedyś na giełdzie walutowej. Stwierdziłem, że nie 
i poprosiłem o więcej szczegółów. Okazało się, że on sam wiedział o tym 
bardzo mało. Właśnie wtedy po raz pierwszy wprowadzono mnie w świat 
Forexu. 

W moim następnym systemie (lub w jego następnym poziomie rozwoju) 
starałem   się   wykorzystać   wszystko,   co   wtedy   wiedziałem   o   Forexie. 
Umieściłem   średnią   ze   100   okresów   na   15-minutowym   wykresie   i 
planowałem wejście po pullbacku. Najtrudniej było, kiedy 100MA zaczęło 

background image

się   wycofywać…   Po   jednym   lub   raczej   trzech   dniach   gapienia   się   na 
GPB/USD zdałem sobie sprawę, że był rynek 24-godzinny. Miałem niezły 
ubaw   z   siebie   samego   –   poprawiłem   czas   I   BINGO!   Tak   narodziła   się 
azjatycka metoda przełamywania sesji. Odkryłem kolejne połączenie. Jeśli 
cena   waha   się   w   pewnym   przedziale   w   „overnight”,   to   mogę   spokojnie 
zaczekać aż przełamie ten przedział i wtedy szukać pullbacku powyżej lub 
poniżej średniej.

Podczas ewolucji “metody przełamywania”, której używałem pod różnymi 
postaciami,   zawsze   grałem   podobnie.   Przez   lata   oczywiście   dodawałem 
pewne szczegóły, grałem też próbując przeróżnych kombinacji zarządzania 
kapitałem i próbowałem najróżniejszych metod związanych z Fibonaccim. 
Ale to zupełnie oddzielne ustawienia – takie próby.

Myślę,   że   tutaj   powinienem   dodać   coś   istotnego   od   siebie.   Mimo,   że 
rzeczywiście   w   ciągu   tych   wszystkich   lat   w   biznesie   przeczytałem   kilka 
książek o tradingu, to w żadnym momencie nie poczułem, że dodały one 
coś dla mnie istotnego, lub że dogłębnie wyjaśniły mi jakikolwiek system. 

Moim największym nauczycielem były zawsze wykresy. Książki być może 
były dobrym kamieniem węgielnym dla mojej przyszłej kariery, ale żadna z 
nich   nie   mogła   wyjaśnić   prawdziwej   natury   i   działania   rynku.   Cena   od 
zawsze była moją nauczycielką i jeśli kiedykolwiek wpadłbyś do mojego 
„trading   room’u”   to   zapewne   zauważyłbyś   tą   wielką   różnicę   w   moim 
podejściu w porównaniu z tak zwanymi guru tradingu. W skrócie: trenuję 
ludzi w korzystaniu z moich metod na żywym organizmie – rynku – bez 
absolutnie   żadnego   rozpamiętywania   tego,   co   było.   Pokazywanie 
schematów, z których  korzystam,  sposobów ich  identyfikacji,  miejsc  ich 
identyfikacji, pokazywanie jak gram i dlaczego właśnie tak – dokładnie tak 
wygląda moja codzienność.

Miałeś jakiś system śledzenia swoich wyników?

Po przeczytaniu wielu książek i wydaniu na nie masy pieniędzy nie wiem za 
wiele o mierzeniu rozmiaru moich wyników. Prawdę mówiąc nie wiem o 

background image

tym nic. Mój podstawowy cel to zarabiać utrzymując cały proces na jak 
najprostszym   poziomie.   Dopóki   robię   w   ten   sposób   pieniądze,   co   mnie 
obchodzą inne rzeczy?  

Ale mówiąc już serio, jestem strasznie leniwym traderem. Wykonuję kilka 
podstawowych   czynności,   nie   zagłębiam   się   w   nie.   Gram,   aby   móc   się 
utrzymać.   Mogę   śmiało   stwierdzić,   że   takie   podejście   mi   odpowiada   i 
zapewnia pewien rozwój dyscypliny. Nie skupiam się na tym, czy obecnie 
jestem w złej passie, czy też wręcz przeciwnie. Wiem jak wygląda stan 
mojego konta, wiem kiedy się zmienia i w rezultacie: zarabiam. 

Obecnie moje spojrzenie na realny pomiar wyników trochę się zmienia – 
musi się zmieniać. Wymaga tego ode mnie fakt, iż zacząłem zajmować się 
funduszami nie swoimi, tylko moich klientów. Sprawdziłem kilka mierników 
wyników na przykład dla roku 2007 od stycznia do grudnia. To jest coś, co 
chciałbym widzieć jako moje rezultaty także w przyszłości.

A wyglądało to tak:

Wskaźnik Sharpe’a w ujęciu rocznym 

-

3.2

Średni miesięczny zwrot z inwestycji

-

+16%

Minimalny roczny zwrot

                 - 

+3.2%

Największy spadek      

                           -

10.8%

Muszę również dodać, że odkąd zacząłem prowadzić własny Live Trading 
Room   (pokój   tradingu   na   żywo)   moje   wyniki   gwałtownie   się   poprawiły. 
Wcześniej,   jeśli   stwierdziłem,   że   przyda   mi   się   dzień   lub   dziesięć   dni 
wolnego, po prostu wyłączałem komputer i robiłem sobie przerwę. To taki 
luksus bycia własnym szefem. Odkąd zajmuję się na poważnie uczeniem 
innych   i   inwestowaniem   czyichś   pieniędzy   moje   wyniki   drastycznie   się 
poprawiły, ponieważ teraz staram się pracować 5 dni w tygodniu od 6:60-7 
rano do około 16tej. 

Udaje   mi   się   również   pobijać   własne   rekordy.   W   pierwszym   miesiącu 

background image

prowadzenia   Live   Room’u   zrobiłem   4200   pipsów.   Dzisiaj,   w   połowie 
stycznia   2008,   przebiłem   już   ten   wynik,   a   do   końca   miesiąca   jeszcze 
daleko!

Odnotowałem ostatnio również mój najlepszy jednorazowy wynik w ciągu 
jednego dnia – 340 pipsów na GPB/JPY – bez żadnego wymyślania, prosta 
gra   od   wejścia   do   wyjścia   z   rynku.   Dla   mnie   to   tylko   jakieś   życiowe 
momenty, które na pewno zapamiętam, ale które nie muszą się już nigdy 
powtórzyć. Takie moje osobiste osiągnięcia. 

Prowadziłeś   dziennik   rezultatów?   Jak   go   analizowałeś?   Czy   był 
pomocny?

Czy   prowadziłem   dziennik?   Jasne!   Prowadziłem   dokładny   wykaz   I   opis 
każdej gry. Na początku przejmowałem się swoim stanem emocjonalnym i 
psychicznym podczas tradingu, więc zwracałem szczególną uwagę na to, 
jakie   emocje   towarzyszyły   mojej   grze.   Zarówno   w   fazie   decydowania   o 
wejściu, jak i w fazie zarządzania pozycją. 

To było dla mnie bezcenne. Mój główny plan to w pełni działać zgodnie ze 
szczegółowym planem gry. Tak zamierzałem działać. Plan każdej kolejnej 
gry był coraz dokładniejszy, bo byłem bogatszy o nowe doświadczenia, o 
rzeczy,   które   zauważałem   w   każdej   grze.   Tak   ukształtowała   się   moja 
strategia, po długim czasie testowania, okazało się, że mogę działać tak 
regularnie, wciąż ulepszając poprzednią wersję planu.  

Dzięki precyzji z jaką sporządzałem opis moich gier i towarzyszących im 
emocji   byłem   w   stanie   zauważyć   w   jaki   sposób   się   rozkładają.   Strach, 
nadzieja i chciwość – te trzy powtarzały się najczęściej. Dzięki temu, że 
wiedziałem   po   pewnym   czasie,   kiedy,   której   z   tych   emocji   powinienem 
doświadczyć,   mogłem   im   przeciwdziałać.   Mogłem   starać   się   patrzeć   na 
trading spoza nich. 

Często   obawiałem   się   rezultatów   wejść,   które   ustawiałem   z   dużą 
dokładnością   i   pewnością   co   do   trendu.   Zazwyczaj   były   to   bardzo 

background image

zyskowne   pozycje.   Dzięki   temu   wiem,   że   taki,   dokładny   rodzaj   strachu 
towarzyszy   dobrym   pozycjom   i   jest   w   tym   wypadku   uczuciem 
pozytywnym.  

Czy początkowo towarzyszył Ci wysoki poziom stresu?

Twój umysł dokładnie zapamiętuje wszystko, czego doświadczyłeś w całym 
swoim życiu. Najtrudniejsze jest wydobywanie tej wiedzy z głębin pamięci 
długotrwałej – z podświadomości, do pamięci, z której korzystamy na co 
dzień, krótkotrwałej – świadomej części umysłu. 

Twoja   podświadomość   wydaje   się   być   zupełnie   wyłączona   na   co   dzień, 
wydaje się nic nie robić. Ale prawda jest taka, że właśnie dzięki tej części 
naszej jaźni jesteśmy w stanie nieprzerwanie oddychać, pompować krew i 
zwracać uwagę na szczegóły, nie będąc w ogóle tego świadomym. 

Przez większość czasu informacje z twojej podświadomości nie jawią się 
dla ciebie jak zwykłe myśli, rozważania. Dzięki temu pewna część emocji, 
których doświadczasz, nie jest dla ciebie w 100% jasna, ale zawsze się z 
czymś wiąże. Sugeruje ci coś. 

Na przykład, kiedy zadzwoni twój telefon, a ty wiesz, kto dzwoni jeszcze 
zanim   podniesiesz   słuchawkę.   Można   by   pomyśleć,   że   masz   jakieś 
nadprzyrodzone   możliwości.   Ale   co   dzieje   się   tak   naprawdę?   Być   może 
twój przyjaciel dzwoni do ciebie w każdy wtorek w okolicy godziny 20tej, 
żeby się przywitać lub umówić na piwo. Możesz nie być tego świadom, ale 
twoja podświadomość o tym wie i potrafi przekazać ci tą informację. Ile 
razy zdarzyło ci się coś podobnego? Może był to „niespodziewany gość”, 
telefon,   email,   a   może   program   w   telewizji,   na   który   wpadłeś 
„przypadkiem”? 

Jak radziłeś sobie ze stresem? Co Ci pomagało?

Od samego początku zarówno w aspekcie tradingu, jak i życia osobistego 
pokonywanie stresu było dla mnie ważnym elementem każdego dnia. 

background image

Co działa na mnie najlepiej? Medytacja. Od mniej więcej ośmiu lat staram 
się   regularnie   medytować   i   relaksować   się   przez   co   najmniej   godzinę 
dziennie. Początkowo ćwiczyłem też moje zdolności zapamiętywania. Nigdy 
nie byłem ponadprzeciętnym studentem, więc kojarzenie niektórych rzeczy 
czasem przychodziło mi z pewnymi trudnościami. 

Regularnie ćwiczę też na siłowni i w terenie. Uwielbiam chodzić na spacery 
z moją narzeczoną. Staram się spędzać w miarę luźno każdy weekend, nie 
myśląc o pracy. Czerpię radość z każdego kolejnego dnia, ponieważ zdaję 
sobie sprawę, że może być on moim ostatnim. Nigdy nic nie wiadomo. 

Staram się być jak dziecko. Ciekawy świata i otwarty na nowe możliwości 
zarówno w życiu codziennym, jak i w tradingu. „Zawsze jest jakaś inna 
możliwość, droga do osiągnięcia konkretnego celu. Być może sposób w jaki 
robię to obecnie nie jest idealny.” 

Dzięki   otwarciu   się   na   nowe   pomysły   i   ograniczaniu   wszelkich 
stresogennych   sytuacji   generalnie   radzę   sobie   całkiem   dobrze. 
Przynajmniej tak dobrze, jak obecnie jestem w stanie.

Są   też   takie   małe   drobiazgi,   które   pomagają   w   codzienności.   Wiele   lat 
temu   przestałem   nosić   zegarek.   Co   zabawne,   zawsze   wiem,   która   jest 
godzina.   Pamiętaj,   że   podświadomie   twój   umysł   wie   i   kojarzy   prawie 
wszystko. 

Czerp   przyjemność   z   radości   innych   ludzi.   Uśmiechaj   się   do   ludzi   na 
ulicach,   otwieraj   drzwi   przed   nieznajomymi,   mów   „dzień   dobry”   i   „do 
widzenia”,   przyglądaj   się   radosnym   dzieciom   bawiącym   się   na   boisku. 
Dobre   maniery   i   radość   z   życia   nic   cię   nie   kosztują,   a   chamstwo   I 
ponuractwo nigdzie cię nie doprowadzą. Ciesz się życiem, bo taka postawa 
wpływa również na twoje otoczenie. To wszystko prowadzi do ograniczania 
stresu. 

Jak   tylko   dostrzeżesz   niebezpiecznie   zmarszczone   czoło   w   lustrze,   weź 
głęboki wdech i powiedz sobie: “spokojnie, powoli…” Zrelaksuj się  

background image

Myślę, że  na temat stresu, relaksacji i pozytywnego myślenia  mógłbym 
napisać dziesiątki książek. 

Uczestniczyłeś w seminariach lub kursach tradingu? Jeśli tak, mógłbyś je 
szczegółowo opisać? Były pomocne?

Nigdy. Rynek zawsze  był moim nauczycielem i mentorem. Przeczytałem 
kilka książek, jak wspominałem już wcześniej. Dały mi one pewne pojęcie 
na temat kilku spraw, jak na przykład rodzaje kształtów na wykresach cen. 

Wyszłoby na to, że jestem zupełnym samoukiem. Wszystkiego nauczyłem 
się z obserwacji rynku. Z czasem wyrabiałem sobie własne opinie o tym, 
jak   grać   tak   zwanymi   „podręcznikowymi”   schematami,   które   moim 
zdaniem są dzisiaj przedstawiane i omawiane zupełnie niewłaściwie. 

W dobie Internetu wszyscy dostaliśmy możliwość napisania własnego “E-
Booka”   i   sprzedaży   naszego   “wyrobu”.   Boże   broń   wszystkich,   którzy 
wydają po 99 dolarów na „ofert jedyne w twoim życiu”. Jak zauważysz 
przeglądając   dostępne   w   Internecie   oferty   podręczników,   zawsze   jest 
jeden “brakujący element”, jeden “kluczowy czynnik”, do którego dostęp 
możesz uzyskać jedynie kupując horrendalnie drogiego e-booka. Zdarzyło 
mi się kiedyś kupić jedno lub dwa tego typu „dzieła” i muszę oficjalnie 
stwierdzić, że były żałosne.  

Czy   jest   trader,   nauczyciel   lub   mentor,   który   znacząco   na   Ciebie 
wpłynął?

Rynek   sam   w   sobie   jest   trudnym   nauczycielem,   a   jego   lekcje   działają 
najskuteczniej,   kiedy   przychodzą   jedna   po   drugiej.   Wszystko   czego 
potrzebujesz znajduje się na wykresach. Wybierasz skalę czasu i działasz. 
Musisz przy tym być otwarty i dociekliwy. Zadawaj sobie pytania, pytaj o 
wszystko   i   szukaj   odpowiedzi.   Dlaczego   cena   zatrzymała   się   w   tym 
miejscu?   Czy   to   już   jakiś   regularny   schemat?   Mogę   założyć,   że   będzie 
działał w przyszłości i włączyć go do mojego planu? Nie poprzestawaj na 
tego typu pytaniach. Musisz wiedzieć czego szukasz, dlatego są one tak 

background image

ważne.  

Jakie doświadczenie najlepiej pamiętasz z Twoich początków? 

Najlepiej pamiętam moją pierwszą grę po podjęciu decyzji o przejściu w 
trading   na  poważnie.  Jak  już  wspominałem,   czekałem   dwa   miesiące   na 
sytuację,   którą  mógłbym  określić  mianem  „książkowej”.  Zaczekałem,  aż 
będzie perfekcyjna i aż będę mógł wejść w najlepszym momencie. Teraz 
jest to już dla mnie bardziej naturalne. Teraz trading wiąże się też u mnie z 
mniejszymi obawami o rezultat. 

Mimo całych moich starań był jeszcze jeden taki dzień, w którym emocje 
zupełnie ze mną wygrały. Grałem wtedy jednodniowo akcjami na giełdzie 
NASDAQ. Wysiadł mi komputer i siedziałem wtedy u brata z herbatką na 
stole, korzystając z jego peceta. 

Były to ciężkie czasy dla traderów forexowych, popołudniami obserwowało 
się   niską   płynność   par,   znikome   zmiany.   Zajmowałem   się   wyłącznie 
najbardziej   ruchliwymi,   zmiennymi   i   aktywnymi   parami   i   skalami 
czasowymi   w   poszukiwaniu   szybkich   ruchów.   Korzystałem   z   jedno   lub 
pięciominutowych wykresów czekając na przełamanie dołka lub szczytu z 
poprzedniego dnia. Bez znaczenia  na  sytuację  nie  robiłem nic  innego – 
tylko szukałem nowych ciekawych okazji i wchodziłem w nie. Od czasu do 
czasu spoglądałem jeszcze na akcje na NASDAQ. Po około 40 minutach 
skończyłem   szukać   nowych   możliwości   na   ten   dzień   i   zabrałem   się   za 
szukanie   odpowiedniego   momentu   do   zamknięcia   pozycji   z   zyskiem. 
Dopiero wtedy zauważyłem ile pozycji mam aktualnie otwartych. Było ich 
tak dużo, że nie wiedziałem za co się zabrać. 

Zupełnie wyłączyłem się na wszystko dookoła. W 100% skupiłem się na 
wykresach   i   zapomniałem   o   monitowaniu   stanu   mojego   konta   i   ilości 
otwartych pozycji. 

Czego ważnego nauczyłeś się w początkowej fazie kariery?

Mimo, że wiedziałem, że potrzebuję zupełnej obojętności emocjonalnej, był 

background image

to pierwszy raz, kiedy doświadczyłem tak poważnych z tym problemów. 
Jeszcze raz, zachowując podejście małego dziecka: czym ten jeden dzień 
różnił się od wszystkich poprzednich? Okoliczności, które zmusiły mnie do 
skorzystania   z   komputera   w   domu   mojego   brata.   Nie   miałem 
dodatkowego,   osobnego   monitora,   z   którego   gapiłoby   się   na   mnie   bez 
przerwy moje konto i jego stan. 

Zupełnie inną “sztuczką”, której uczę moich uczniów jest nie przeglądanie 
stanu swojego konta w każdej wolnej chwili, a „podglądanie” go wyłącznie 
w momencie, kiedy chcemy złożyć zlecenie.  Nie warto skupiać się ciągle 
na konkretnej ilości dolarów. Myśl w kategoriach pipsów lub jeszcze lepiej 
zmian procentowych. Jeśli ustawisz SL na poziomie 70 pipsów może się to 
wydawać dość zniechęcającą pozycją. Ale jeśli spojrzysz na to z punktu 
widzenia procentów, może to być właśnie 2% twojego kapitału. Wtedy nie 
ma znaczenia, czy jest to 7, 70, czy 700 pipsów. Nadal będzie to tylko 2 % 
twojego kapitału. 


Document Outline