background image

SZUKAJĄC

MIŁOŚCI

Autorka:Priceless_Girl

background image

ROZDZIAŁ 1

Co oni sobie wszyscy wyobrażają?!”

Beta:Chochlica1 & P.Gozdzikowa 

BELLA

Po wypadku moich rodziców, Renee i Charliego, którzy 

zginęli w jego trakcie, zostałam na świecie 
sama...całkiem sama. Żebym chociaż psa miała! A tu 
co? Nic. Po tej tragedii zostałam przygarnięta przez 
niejakiego dr Cullena i jego rodzinę. Niech go szlag! Nie, 
żebym go nie szanowała. Po prostu chyba nie mógł 
znaleźć sobie kogoś bliżej... Bo między Phoenix, a Forks 
jest odległość i to wcale niemała!

Kobieta, która opiekowała się mną tymczasowo, 

dopilnowała, abym bezpiecznie dotarła do mokrego i 
zimnego Forks. Cudownie, prawda?
Wcale nie! Mieszkałam całe 17 lat w Phoenix! 
Pokochałam słońce, piasek i te nieszczęsne kaktusy! A 
teraz co?! Pomieszkam sobie na zadupiu! W krzakach! 
Tam tylko pada, pada i ... pada. Mają tam deszcz i 
śnieg. Zapomnieli o słońcu. Poniekąd jestem bardzo 
wdzięczna dla dr Cullena i jego żony, że zechcieli 
przygarnąć mnie – tę niekreatywną Bellę Swan! Tę, 
której Bóg poskąpił urody i umiejętności. Tę, która nigdy 
nie zobaczyła świata, tę która nigdy nie żyła w dostatku. 
Gdyby nie oni... już nigdy nie miałabym szansy odbić się 
od tego pieprzonego dna. Nie mogłabym poznać nowych 
ludzi, ani nie miałabym rodziny. A tak, oni są teraz moją 
rodziną. Już zawsze tak będzie. Śmiać się, czy płakać? 
Oto jest pytanie!

background image

Kiedy doleciałam do Seattle, już czekał na mnie 

Carlisle - młody, blond włosy doktor. Jestem więcej, niż 
pewna, że był najprzystojniejszym mężczyzną w całym 
tym... Forks! Posłałam mu nieśmiały uśmiech i 
podeszłam do niego.

– Witaj Bella! – zawołał uradowany.
– Dzień dobry, doktorze.
– Ach, nie mów tak! Mów mi po imieniu.
– Okej, Do... Carlisle.
Z lotniska moje rzeczy zostaną przetransportowane 

samochodem doktora. Mam kilka kartonów, no i dwie 
torby z ubraniami. Wszystkie moje inne rzeczy zostały 
przeznaczone dla fundacji w Pheonix. No, bo nie będę 
tutaj przecież ciągnęła swoich mebli, łóżka, ani starych 
przedmiotów. Przy Carlislu czułam się swobodnie, ale 
jak miało być z resztą jego rodziny?! 
Cała droga z Seattle do Forks, minęła mi na 
zastanawianiu się, co powiedzą, kiedy mnie zobaczą. 
Jak zareagują?! Czy w ogóle ktoś choć odrobinę mnie 
polubi?

Czy jest szansa na zaklimatyzowanie się tutaj? Jest 

przecież listopad! Czy wdrożę się w rok szkolny?! Jakim 
cudem tutaj przetrwam? Było mi smutno i źle. Czułam w 
sobie ból. Czułam się trochę jak piąte koło u wozu. Bo w 
końcu wkroczę do czyjegoś życia, pewnie nieproszona.

Nawet nie mam pojęcia, ile czasu jechaliśmy. Ciągle 

patrzyłam przez okno na prawą stronę drogi. Mijaliśmy i 
lasy, i pola, jakieś łąki...Tutaj jest całkiem inaczej!

Kiedy Carlisle zwolnił na leśnej drodze, zorientowałam 

się, że już dojeżdżamy do domu... Mojego nowego 
domu. Oblałam się zimnym potem, ręce zaczęły mi się 
trząść, a kolana zrobiły się miękkie. Moim oczom 
ujawniła się piękna biała budowla. Ściany były 

background image

przeszklone, a schody prowadzące do domu były 
drewniane. Cały dom był oświetlony.

Kiedy wysiadłam z wozu, zawiał mi mocny wiatr prosto 

w twarz. Do moich oczu dostały się drobinki z podjazdu. 
Szybko mrugając oczami, jakoś się ich pozbyłam i 
wytarłam narząd wzroku rękawem brązowej bluzy.

Na schodach stała młoda kobieta z orzechowymi 

włosami do ramion. Miała filigranową figurę i piękny 
medalion na szyi. Jak się domyślałam, to była Esme –
żona dr Cullena. Urody Bóg wcale jej nie poskąpił, wręcz 
przeciwnie. W oczach miała nieznany mi blask. Cieszyła 
się?! Może i tak. Sam Carlisle mówił, że jego żona jest 
wręcz podekscytowana moim przyjazdem! Polubiłam ją, 
dobrze jej z oczu patrzyło.

Idąc wolno w stronę wejścia, kobieta się do mnie 

uśmiechała. Nadszedł moment kiedy, dotarłam do 
najwyższego ze schodków. Złapała mnie w swoje 
ramiona.

– Witaj w domu, Bello – wyszeptała do mojego ucha.
– Witaj ... – zacięłam się, niczym stara płyta winylowa.
– Mów mi Esme. – Uśmiechnęła się, otwierając 

szklane drzwi.

Carlisle stanął za mną. Nadeszła ta chwila, kiedy 

musiałam spojrzeć prawdzie w oczy i przekroczyć próg 
nowych, całkiem nieznanych doświadczeń.
Wejście prowadziło wprost do salonu. Biało – beżowego 
salonu. Na obszernej kanapie siedziała dwójka 
nastolatków. Dziewczyna poderwała się z siedzenia i 
migiem pojawiła się przy moim boku. Miała czarne, 
pięknie ułożone włosy oraz chochliczą twarzyczkę. Z 
oczu biła jej radość.

– Jestem Alice – wyszczebiotała i przytuliła słabymi 

ramionami. – A tam siedzi Edward, mój brat.

background image

Przy tym zrobiła dziwną minę, może smutną.
– Edwardzie?! – krzyknął Carlisle.
– Co? – warknął.
– Jak to, co?! – oburzył się. – Wszyscy czekaliśmy na 

Isabellę. A ty co za szopki odstawiasz?! Może chociaż 
byś się przedstawił.

– Edward jestem – burknął pod nosem, nawet się nie 

odwracając.

– Ach ,te nabuzowane nastolatki! Przepraszam Bello 

za niego. Myślałem, że dobrze go wychowaliśmy! – Tu 
spojrzał się na niego wymownie.

Chłopak nagle wstał i stanął naprzeciw nas.
– Idę. Do. Swojego. Pokoju.
Był wysoki, wyższy ode mnie. Miał zielone, pełne furii 

oczy i cudowne kasztanowe włosy...Raził mnie 
wzrokiem. Chyba mnie nie polubił.

Alice oprowadziła mnie po ogromnym domu, w czasie, 

kiedy Esme przygotowywała kolację.

Kuchnia była bardzo przestronna i śliczna! Blaty były 

marmurowe, a reszta biała. Aż czuje się, że to jedno z 
ważniejszych miejsc z domu.

Później zobaczyłam dwa pokoje gościnne, urządzone 

tak samo. Były w jasnych barwach. Jedyne, co je różniło, 
to odcień ścian. Pokój Alice, to pokój prawdziwej 
nastolatki! Wszędzie masa kolorowych magazynów, 
porozrzucane ubrania i cały czas włączony laptop. 
Ominęłyśmy jedno pomieszczenie, kiedy Alice delikatnie 
zapukała do drzwi.

– Czy możemy wejść? – zapytała błagalnie.
– Nie – wysyczał głos ledwo słyszalnie. Tak, był to 

pokój Edwarda.

Alice bez słowa pociągnęła mnie do pomieszczenia, 

które wcześniej pominęła.

background image

– To twój pokój – szepnęła. 
Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Nacisnęłam klamkę, a

moim oczom ukazała się... pustka. Spojrzałam pytająco 
na dziewczynę.

– Jutro dostaniesz prawo urządzenia go po swojemu.
– Ach.
Z dołu rozległo się wołanie na kolację. Z pokoju obok 

wyszedł Edward, z miną męczennika. Przeszedł obok 
mnie, odwracając wzrok i widziałam tylko jego plecy,
kiedy schodził po schodach.

– Nie przejmuj się tym głupkiem – wysyczał chochlik.
– Yhy, nie zmierzałam.
Zeszłyśmy na dół. Wszyscy wspólnie zasiedliśmy do 

stołu, który był subtelnie udekorowany świeżymi, ciętymi 
kwiatami. Zapach czuć było w całym pomieszczeniu. 
Stół zastawiono jedzeniem, tak, ja by za chwilę miało tu 
przybyć kilkoro dodatkowych gości. Jednak nie miało się 
tak stać. 
Nie jadłam zbyt wiele. Nie lubię jeść wieczorem, przy 
wszystkich, jakby nie było domownikach. Esme
spoglądała na mnie spod swoich zalotnych rzęs, a 
Carlisle studiował jakąś ciekawą, z jego punktu widzenia 
oczywiście, książkę.

– Bello, dlaczego nic nie jesz? – W końcu zapytała 

Esme.

– Nie jestem głodna.
– Może jednak?
– Nie, nie dziękuję. – Uparłam się, jak osioł.
Miałam teraz czas, aby przyjrzeć się ,,głupkowi’’.
W sumie, to miał cudowne oczy, kiedy nie było w nich 

furii i gniewu...Takie intensywnie zielone.

background image

Zobaczyłam, że powoli odwraca głowę w moją stronę, 

więc pośpiesznie skupiłam się na bukiecie stojącym na 
środku stołu.

Nagle wstał i tak po prostu wyszedł! Zero manier? A 

może nastoletni bunt?

Zdecydowanie mnie nie lubił.
Kiedy Carlisle i Esme skończyli już jeść, Alice 

zaproponowała seans filmowy i rozmowę.

Przystałam na to ochoczo. Chochlica poszła zrobić 

popcorn i gorącą czekoladę dla każdego.

– Mam zrobić i dla Edwarda?! – krzyknęła z kuchni.
– Nie! On lubi być samotnikiem!
Alice i ja siadłyśmy na podłodze, a starsi wygodnie na 

kanapie. Włączono jakiś głupi film. Nikt się nim nie 
zajmował.

– Bello, mogę zadać ci kilka pytań? – To Esme.
– Jasne.
– Czy mogłabyś...opowiedzieć o swoim dawniejszym 

życiu? Jak było?

– Yyyy...dobrze. – Nie spodziewałam się, że o to 

zapyta tak wprost. – Od zawsze mieszkaliśmy w upalnej 
Arizonie, w Phoenix. Kocham to miejsce. Tam jest 
zawsze ciepło, deszcz pada, jak się porządnie Boga 
poprosi, bo tak z własnej woli, nie da ani kropli. – Tu 
wszyscy się zaśmiali. – Byłam tam tylko i aż 
siedemnaście lat. Nie można się dziwić, że się 
przywiązałam, ale życie tam bez moich rodziców, nie 
miało sensu. Nie żyliśmy w luksusie. Żyliśmy przeciętnie. 
Nie zawsze mogłam pozwolić sobie na każdą 
zachciankę, dlatego lubię oszczędzać pieniądze. Mama 
mnie nauczyła, ze pieniądz trzeba szanować. Moje życie 
przez siedemnaście lat wyglądało tak samo: szkoła, 
dom, szkoła, dom. Taka zależność. Na wakacje nie 

background image

wyjeżdżaliśmy. Po prostu spędzałam je z mamą w 
domu, kiedy tata był w pracy. Chciałam, by coś się 
zmieniło, ale nie tak, jak to się stało. Chciałam zmiany 
na lepsze. Ciężko było tak wytrzymać. Małe mieszkanie 
na przedmieściach Phoenix, brak rodziców w domu, bo 
ciągle pracowali... Szczerze nienawidziłam stanu rzeczy. 
A teraz tak za tym tęsknię. Wszystko zmieniło się trzy 
miesiące temu... Byłam sama w domu, jak zwykle, ale 
rodzice powinni już wrócić, a że pracowali w jednej firmie 
ubezpieczeniowej, to zawsze wracali razem. Tym razem 
już nie wrócili.

Siedziałam i czekałam choćby na telefon i wtedy 

rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam je, prosząc o 
odznakę przez wizjer. Wydawała się być prawdziwa, 
więc wpuściłam ciemnowłosego mężczyznę do 
mieszkania.

– Pani Isabella Swan? – zapytał. 
– Tak, zgadza się – mruknęłam. – Pani rodzice...oni 

zginęli w wypadku. 

Cały świat zawalił się w ciągu wypowiadania tych 

cholernych sześciu słów. Żałowałam, że nie było mnie z 
nimi w tym pieprzonym samochodzie. Jak dobrze byłoby 
odejść razem z nimi. Jak dobrze był by nie czuć bólu po 
stracie dwóch najważniejszych osób w życiu. Wtedy 
chciałam umrzeć. Teraz czasami tez tak jest. – Nikt się 
nie odzywał. 

Każdy mnie słuchał, lecz nie patrzył na mnie. Po 

policzkach zaczęły mi cieknąć łzy.

– Ale dzisiaj zrozumiałam, jak wielkie szczęście się do 

mnie uśmiechnęło. Dziękuję wam, że przyjęliście mnie 
do swojej rodziny. Dziękuję za to, że mogę tutaj być.

Poczułam, że czyjeś ręce oplatają moją szyję. Była to 

Alice.

background image

– Bello! Kochanie, witaj w rodzinie! – zawołała Esme 

rozpromieniona.

Ktoś prychnął na schodach. Okazało się, że miałam 

też czwartego słuchacza.

Carlisle odwrócił się i zmroził chłopaka wzrokiem.
– Jak ty się zachowujesz?!
– Normalnie.
Znowu sobie poszedł, tyle, że tym razem już nie wrócił 

tego wieczoru.Chyba nie chciał mnie znać? Może 
zawaliłam jego świat swoim przybyciem?

On na pewno mnie nienawidzi! Nie wiem, dlaczego, 

ale smuci mnie ten fakt.

EDWARD

Co, ona sobie myśli?! Że jak straciła rodzinę, to może 

wpieprzyć się w nasze dotychczas idealne życie?! Co 
oni sobie wszyscy wyobrażają?!

Wpieprzyła się tutaj, jak byśmy ją zapraszali. W 

każdym razie, ja tego nie zrobiłem! Nikt nie liczy się z 
moim zdaniem, nikt, kurwa, nikt! Od razu wyraziłem 
niechęć.Nie chciałem nowej w domu. Po co mi INTRUZ? 

Idiota Carlisle sobie zażyczył nowej dziewczynki! 

Jakby ta mała, Alice, mu nie wystarczała! Chce 
wychować kolejną porządną osobę. Może niech jeszcze 
wciśnie mi do domu przyjaciół moich i Alice! No co? 
Jeszcze tylko Rosalie, Jaspera i Emmetta tutaj brakuje! 
Kurwa. Uważam, że tym razem przegiął! No, bo po co 
mu prawie dorosła dziewczyna? My z Alice byliśmy mali. 
No dobra, mieliśmy po dziesięć lat, kiedy nas tutaj 
przyjął. A ona ma siedemnaście, do kurwy nędzy! 
Ciekawe, co zamierza zrobić! Za rok ją wyrzucić, kiedy 
stanie się pełnoletnia, czy nadal ją niańczyć?!

background image

Musiałem się czymś zająć. Nie mogłem bezczynnie 

siedzieć i myśleć o tej...dziewczynie. Musiałem coś 
zrobić, żeby się nie pogrążyć przez intruza.

Wziąłem paczkę papierosów z szufladki przy łóżku, 

wsadziłem ją w kieszeń spodni, zabrałem moją skórę z 
oparcia kanapy i wybiegłam z pokoju. Rzuciłem się od 
razu do drzwi. Nie patrząc na to, że Carlisle mnie woła, a 
nawet za mną biegnie. Po prostu wybiegłem... Chciałem 
znaleźć się, jak najdalej stąd. Po cholerę mi ona przed 
oczyma?!

Nie myślałem za długo. Poszedłem prosto do Jaspera, 

mojego kumpla. Czasami jest totalnym idiotą, ale... lubię 
go. Pasujemy do siebie. On mógłby być maskotką, a ja 
jestem... totalnym skurwielem.To on zawsze był tym 
dobrym, a ja tym złym. On zawsze wyluzowany, a ja? Ja 
zawsze przeginam. To ja zawsze wszystkich naokoło 
wkurzam i to ja daje im popalić. On później wszystkich 
namawia, by mi wybaczyli, a ja mam to daleko gdzieś. 
Nie obchodzi mnie to, co myślą o mnie inni. Ważne jest 
to, co ja o nich myślę. Ot, takie moje credo życiowe. W 
Boga nie wierzę, bo za dużo szczęścia w życiu mi 
zabrał. Może dlatego też jestem, jaki jestem. Nigdy już 
się nie zmienię. Jedyną rzeczą, którą kocham na tym 
świecie, jest fortepian, który niestety, ale stoi w salonie 
Carlisla. Nie mógł mi go wstawić do pokoju?! Ja wolę 
samotność! Wolę moje myśli, od wysłuchiwania kogoś. 
Nienawidzę tego, że ludzie chcą się ze mną 
zaprzyjaźnić! Nie cierpię tego, że są tak dobrze 
nastawieni do świata! Nie znoszę ludzkości! To też moje 
credo. Liczę się ja. A nie to, że ktoś jest ze mną, bądź 
przeciwko mnie. Kiedy wreszcie dotarłem do domu 
Jazzego, pieszo zajmuje to dużo więcej czasu, nie 
wiedziałem. Nie wiedziałem, czy chce mi się z nim 

background image

pogadać. W czasie pokonywanej drogi, spaliłem dwa 
papierosy. Teraz sięgałem po trzeciego! Zapukałem. 
Całe szczęście, że to on otworzył drzwi. Spojrzał tylko 
na mnie, wziął swoją kurtkę i wyszedł z domu, 
prowadząc mnie do ogrodu, na ławkę. Pewnie Rose była 
w domu i nie chciał, żebyśmy znowu skoczyli sobie do 
gardeł! Nie odzywałem się.

Siedziałem, gapiąc się na oczko wodne, podświetlone 

kilkoma halogenami od spodu.

– Stary, co jest? – W końcu Jazz zabrał głos. 
– Wprowadził się do nas Intruz.
– Ta dziewczyna, tak? 
– Nie, święty turecki! – Mój głos ociekał jadem.
– Sorry, Edward, wyluzuj. Przeliterować?
– Nie, dziękuję! – wydarłem się,
– Edward, albo gadamy normalnie, albo...wal się – i 

zaczął podnosić swój tyłek.

– Siadaj, sorry. – Tylko jego potrafiłem przeprosić. Z 

powrotem usiadł na ławkę.

– Dobra, więc, o co chodzi? – zapytał.
– Ona... Nie wiem, po cholerę, ona w naszym domu! 
– Czy coś z nią nie tak ?
– Brzydka nie jest, nawet powiedziałbym, że jest ładna, 

ale...

– Co, "ale"? 
– Ale... to niedorzeczne, żeby przebywała w naszym 

domu! Ona tutaj nie pasuje! Nie ta sfera!

– Ty durniu! Oceniasz ją po tym, jakie wiodła 

dotychczas życie?! 

– A co, nie można? Wielki pan Jazz zabrania?!
– I owszem! Jesteś powalony do potęgi entej! Jak 

można nienawidzić osoby za to, że jej starzy nie mieli 
wystarczających funduszy, żeby kupić chatę z 

background image

siedmioma sypianiami, dwoma kuchniami i trzema 
łazienkami?! Ty idioto! Zmień się lepiej! Wiem o tym, że 
nienawidzisz ludzkości, że jest ci ciężko, bo twoje 
wcześniejsze życie nie było łatwe, ale żeby się tak 
zachowywać?! Czy tu potrzebny jest porządny opierdol, 
czy tylko udajesz?! – Nie odezwałem się słowem. 

Może Jasper ma rację? Jestem totalnym idiotą i nie 

potrafię uszanować innych! Tak, zdecydowanie ma 
rację. Winię wszystkich za mojej poprzednie życie!

Bella...pieprzona...Swan....Mogę jej nienawidzić, ale 

muszę to w sobie chować...bo Carlisle mnie zabije! W 
końcu to on dawał mi przykład przez ostatnie siedem lat 
i to ja powinienem teraz się dobrze zachowywać, a nie 
nadal wkurwiać się na cały ten świat.

– Masz cholerną rację – powiedziałem cicho.
– O, wielmożny pan Cullen zrozumiał błędy! Złóżmy 

ofiarę Bogu!

– Zamknij tę jadaczkę!
– No co? Wiesz, że mam rację!
– Cholera...wiem!
– No, to cieszmy się narody!
– Dobra, Jazz zamknij się. Masz rację i nie podniecaj 

się tak, ok?

– Dobrze, ale... Nie bądź już takim wrednym sadystą –

masochistą! Bo dręczysz wszystkich obok, a i siebie od 
środka, bo tyle goryczy to w człowieku się raczej bez 
szwanku nie pomieści! Człowieku, zobacz, ile bólu 
zadajesz innym i sobie zarazem! Carlisle i Esme – oni 
Cię wychowali, oni dawali przykład, a ty pięknie się im 
odpłacasz. – Prychnął. – Dają ci co miesiąc masę kasy, 
którą przepuszczasz na fajki, czasami działkę, albo coś 
takiego. Wiem, że nie jesteś uzależniony, ale zdarza się, 
że bierzesz. Oni chcieli, abyś był mądry, wychowany itd. 

background image

A pokazujesz im to w taki sposób, że siedem lat ich nauk 
poszło się jebać! Masz w dupie to, że ta, jak jej tam, 
intruz, jak ją nazwałeś, jest teraz w bardzo podobnej 
sytuacji do twojej sprzed siedmiu lat, więc... Zachowuj 
się! 

– Okej, idę do domu. Zimno mi, a poza tym muszę 

kogoś przeprosić.

– Na razie stary i nie zapomnij, że historia lubi się 

powtarzać.

Noc w Forks... Najlepsza pora, aczkolwiek 

najzimniejsza. Idąc, paliłem kolejne papierosy. Dawały 
mi uspokojenie. Lubię samotność, dlatego obrałem 
najdłuższą drogę z możliwych. Ciekawe, co ze mną 
zrobi Carlisle? Nie, żebym się go bał, ale nienawidzę 
słuchać tych jego durnych pogadanek o wychowaniu. W 
życiu nie powiedziałem mu całej mojej historii, która się 
kiedyś wydarzyła...Siedem lat temu, kiedy zapadła noc, 
jak zwykle poszedłem spać do swojego pokoju, a moi 
prawdziwi rodzice zostali w salonie. Oglądali jakiś denny 
film. Jak dla mnie za denny, takie flaki z olejem. 
Zasnąłem, jak każdego wieczora, patrząc w sufit, usiany 
świecącymi w ciemności gwiazdkami i księżycem. 
Uwielbiałem się na to gapić. Ale coś zaburzyło mój sen. 
Bałem się wstać z łóżka, bo w salonie był jakiś dziwny, 
głośny gwar. Wyjrzałem przez szparę i zobaczyłem 
mężczyznę, ubranego na czarno, który właśnie... zabijał 
moich rodziców. Chciałem go zniszczyć, ale byłem 
dzieckiem, więc ukryłem się za łóżkiem, czekając, aż 
sobie pójdzie. Do dzisiaj nie mam pojęcia, za co zginęli 
moi rodzice... Z domu prawie nic nie zginęło! Czyżby ten 
skurwiel zabił ich dla zabawy? Nie wiem, ale ten widok...
Nigdy go nie zakopię w mojej pamięci na tyle głęboko, 
żebym go nie widział, co jakiś czas... Ciężko żyć z tym, 

background image

ze widziało się śmierć własnych rodziców. Moje życie nie 
było kolorowe, aczkolwiek rodzice nie byli narkomanami, 
pijakami czy coś w tym stylu. Kochali mnie, a jak 
kochałem ich. Tylko ich.

Carlisle i Esme... są dla mnie jak rodzice, ale... im 

jestem wdzięczny, ich po prostu lubię. Oni dali mi dom, 
oni dali mi ciepło, ale zawsze w mojej głowie będę miał 
państwa Masen ... Moich rodziców.

Tak się zagapiłem, że wpadłem prawie pod samochód. 

Ktoś mnie totalnie otrąbił. Poszedłem dalej, gapiąc się w 
niebo, na którym były praktycznie same chmury. Noc 
stała się już późna i ciemna. Kiedy dotarłem do domu, 
nadal był cały oświetlony, ale nie widać było, by ktoś 
siedział w salonie. Od razu udałem się do gabinetu 
Carlisle’a. Pewnie mnie już nienawidzi za moje 
zachowanie, ale muszę go przeprosić i ... przyznać się 
do winy. Jestem osobą, która niczego się nie lęka, ale 
przed tym gabinetem czuję wielki respekt. Wiem, że nie 
powinienem nosić jego nazwiska! Zapukałem do drzwi. 
Przez dłuższy czas nic nie słyszałem.

– Wejdź Edwardzie. – W końcu powiedział zzedłem, 

jak skazaniec na ścięcie głowy. Nadal nie bardzo boję 
się Carlisla, a jednak czuję do niego wielki szacunek! 
Dość... ciekawe zajście. Usiadłem na jednym ze 
skórzanych foteli naprzeciwko wielkiego ciemnego 
biurka.

– Carlisle...przepraszam. – Wręcz wyszeptałem. –
Masz za co – odpowiedział. 
– Wiem i źle się z tym czuję, że zaprzepaszczam 

dobre wychowanie... w taki sposób.

Lekko się uśmiechnął. Otworzył kilka razy usta, żeby je 

zamknąć. Nie odpowiedział nic przez dłuższy czas.

W końcu przemówił, ciągle pisząc coś swoim piórem.

background image

– Edwardzie, wiem, że jesteś osobą...bardzo 

zamkniętą w sobie, ale czy nie mógłbyś być milszy dla 
Belli? Wiem, że zmagasz się ze wszystkim tylko w 
swoim umyśle, ale jej też łatwo nie jest. Twoja tragedia 
rozegrała się siedem lat temu, jej tylko trzy miesiące 
wstecz! Zastanów się, jak ona się czuje, odpychana 
przez nowe środowisko! Jest młoda! Nie ma nikogo na 
tym świecie, prócz nas! Mnie, Esme, Alice i ciebie! Tylko 
my jesteśmy jej oparciem. Tak się stało, że to my nim 
jesteśmy, bo lubię pomagać ludziom, a ona tej pomocy 
ewidentnie potrzebowała! Wiem, wiem, nie lubisz jej, ale 
liczę na to, że to się zmieni. Oby stało się to jak 
najszybciej. Liczę na to, że nie będziesz tego za bardzo 
okazywał. Bardzo byś mnie tym uszczęśliwił, a nawet, 
jak czasami odezwiesz się do Belli to i tobie lepiej to 
zrobi, bo oswoisz się z jej towarzystwem. 

– Carlisle, naprawdę się postaram, ale nie ręczę za 

swoje czyny. Nie wiem, jak dam radę, będzie mi 
potwornie ciężko...

– Ale... powiedz mi, dlaczego Isabella działa na ciebie 

tak negatywnie?

– Nie wiem, naprawdę nie wiem. To, że miała 

spieprzone życie chyba nie, bo i ja cudownego nie 
miałem. Na początku myślałem, że to właśnie dlatego, 
że pochodzi z innych sfer, niż my, ale po tym, co 
powiedział mi Jasper, zmieniłem zdanie. To nie dlatego, 
że miała inne życie, na niższej stopie finansowej.

Ale to nie to! Nie wiem, co!
– Nie denerwuj się, a najlepiej to sobie dobrze 

przemyśl. Chcę pomóc jej, ale i tobie. Do dzisiaj mi na to 
nie pozwoliłeś. Żałuję, że nie miałem szansy poznać 
twojej historii. Wiem, że widziałeś śmierć rodziców, nic 

background image

więcej, więc trudno było mi tobie pomóc. Ale to stare 
dzieje. – Uśmiechnął się do mnie.

– Dziękuję, Carlisle – powiedziałem, z szacunkiem.
– Za co, Edwardzie?
– Za to, że mogę być tutaj i za to, że nie prawisz mi

morałów odnośnie mojego jakże niegodnego
zachowania. Jestem głupcem i dobrze o tym wiem, ale 
chyba nie dam rady się zmienić. Nie teraz, nie dla 
kogoś. Będę musiał zrobić to kiedyś dla siebie, ale... 
jeszcze nie teraz.

– Dobrze, już dobrze, a teraz już idź. Jest strasznie 

późno, a z tego co wiem, jutro wybierasz się do szkoły, 
prawda? 

– Jasne, w końcu jutro poniedziałek. Przydałoby się 

zajrzeć w szkolne mury.

Zaśmialiśmy się obaj.
– A kiedy... Bella pójdzie do szkoły?
– Za tydzień – odpowiedział krótko i na powrót zajął się 

swoimi sprawami.

Poszedłem wprost do łazienki, wziąłem prysznic, który 

zmorzył mnie snem. Wchodząc do pokoju, wziąłem 
książkę z regału stojącego po prawej stronie. Tym razem 
padło na ,,Anioły i Demony’’, Dana Browna. Otworzyłem 
książkę tam, gdzie umiejscowiona była zielona zakładka 
z moim imieniem. Przeczytałem może dziesięć stron, a 
może nawet nie, kiedy rozległo się leciutkie pukanie do 
moich drzwi. 

– Wejdź Carlisle – zawołałem, lecz to nie Carlisle 

pojawił się w drzwiach, lecz drobna osóbka... Bella.

background image

ROZDZIAŁ 2

Cała prawda o Edwardzie” 

Beta: P.Gozdzikowa

BELLA

Siedziałam z Alice w jej pokoju. Opowiedziała mi co 

nieco o szkole w Forks oraz o swojej przeszłości. 
Została adoptowana przez Carlisla i Esme, kiedy miała 
dziesięć lat. Stało się to dlatego, że straciła matkę, a 
ojca nigdy nie poznała, bo zostawił ją i jej matkę, zaraz 
po narodzinach Alice. Dziewczyna nie powiedziała mi 
zbyt wiele, tylko tyle, że jej matka zginęła podczas 
napadu na bank. To wszystko. Współczułam jej. Nie 
chcąc być dłużną, zrelacjonowałam jej moje 
dotychczasowe życie: szkoła w Phoenix, znajomi oraz 
moi rodzice. Czasem myślę, iż może teraz jest im lepiej 
? Może znaleźli się w lepszym świecie? Mam nadzieję, 
że trafili tam, na górę. Usłyszałam otwieranie drzwi od 
gabinetu Carlisla. Spojrzałam na Alice, gdyż doktor 
mówił, że nie będzie stamtąd wychodził co najmniej do 
pierwszej w nocy, a była dopiero 23.48.

– Edward wrócił – stwierdziła Alice.
– Skąd wiesz?
– Słyszałam – zaśmiała się. – Tylko on tak otwiera 

gabinet Carlisle’a.

– Tak? Czyli jak? 
– Tak niepewnie, ja uważam, że on się go trochę boi, 

ale Edward twierdzi, że to tylko oznaka wielkiego 
respektu. 

background image

– Acha – mruknęłam. – Alice... czy on mnie nie lubi?
– Nie wiem Bello, przede wszystkim Edward to 

człowiek zgorzkniały i zamknięty w sobie, bardzo trudno 
mu zawierać nowe znajomości, bo ogólnie żywi urazę do 
każdego człowieka. Dlatego postrzegany jest jako dureń 
i nieodpowiedzialny skurczybyk. Cała prawda o 
Edwardzie
.

– Dzięki, chochliku. – Posłałam jej ciepły uśmiech.
– Co powiesz na jakiś film, Bello ? 
– Świetnie.
– No to co obejrzymy ? 
– Powiedz co masz, bo kinomanka ze mnie żadna –

odparłam ze smutkiem. 

– No to może … ,,Never Back Down’’? 
– Super.
,,Akurat wiem, co to’’ – Pomyślałam, nie mówiąc już 

nic. 

Zgasiłam światło w pokoju i wlepiłam oczy w laptopa. 

W sumie film mnie nie wciągnął, siedziałam, patrząc 
tylko w migające mi przed oczami obrazy. Po jakimś 
czasie usłyszałam dźwięk otwieranych tuż obok drzwi i 
nie miałam wątpliwości, że to Edward. Przez myśl 
przemknęło mi kilka wizji tego, co zamierzam. Nie każda 
byłą tak kolorowa, jak znajomość z Alice. Bałam się, ale 
postanowiłam spróbować .

– Bello, gdzie się wybierasz? – zapytała Alice 

podejrzliwym głosem.

– Idę do Edwarda.
- Zgłupiałaś? Sama rzucasz się na pożarcie rekinowi?!
– Nie, chcę z nim porozmawiać, jak człowiek z 

człowiekiem.

– Nie da się – stwierdziła Alice z pewnością w głosie.
– Zakład?

background image

– O co?
- O pięć dolców.
– Dobra. – Podała mi rękę, a ja przecięłam zakład. 
– Dobra. – Ruszyłam w kierunku drzwi.
– Tylko się nie zagalopuj i nie wyjedź z jakimś 

drażliwym tekstem – ostrzegła mnie moja nowa 
przyjaciółka. 

Tylko się zaśmiałam, zamykając drzwi od pokoju Alice.

Bałam się konfrontacji, ale musiałam to zrobić, bo jak 
żyć z kimś pod jednym dachem, nie wiedząc, co ktoś ma 
do ciebie?! Nie da się, bynajmniej dla mnie jest to 
bardzo trudne. Chciałam wiedzieć, dlaczego Edward 
żywi do mnie taką urazę. Zbliżyłam się do drzwi jego 
pokoju i lekko zapukałam. Niemal natychmiast 
odpowiedział: 

– Wejdź, Carlisle.
Jako że byłam to ja, a nie on, zawahałam się przed 

wejściem. Ale nacisnęłam na klamkę powoli, 
przechodząc przez próg jego pokoju. Chłopak bardzo się 
zdziwił, kiedy mnie ujrzał. Kolor ścian jego pokoju bił po 
oczach, był morelowy. Po prawej stronie stał wielki regał 
z książkami, a lewą część pokoju zajmowała szafa, 
komoda i małe biurko, na którym stał laptop. Edward 
półleżał na wielkim łóżku i czytał jakaś książkę. Teraz 
wydawał się być innym człowiekiem, takim, którym 
emanuje spokojem oraz spełnieniem.

– Czego...yyy, co kurwa chcesz? – zapytał 

agresywnie. 

– Chciałam... ja, chciałam porozmawiać – zająknęłam 

się. 

– Słucham. – Prawie, że wysyczał.
– Mogę wejść?

background image

Kiwnął głową, potakując i nie patrząc na mnie. 

Skierowałam się na krzesło i usiadłam na nim okrakiem, 
tak, że oparcie zasłaniało przednią część mojego 
tułowia.

– Więc? – zapytał.
– Więc... Edward, co ty do mnie dzierżysz?! 
– O co ci chodzi, mała ? 
– Mała? Okej, mów do mnie jak chcesz, lepiej tak, niż 

wcale. Chodzi mi o to, że zauważyłam, że coś do mnie 
masz i nie wiem co. Czuję się jak totalny śmieć! Carlisle i 
Esme... zawdzięczam im moje obecne szczęście, a ty 
wszystko psujesz! Masz mnie głęboko gdzieś! Nie lubisz 
mnie? Nienawidzisz? Okej, ale bądź tak łaskaw i 
wytłumacz D.L.A.C.Z.E.G.O – Ostatnie słowo 
wysyczałam przez zęby.

Lekko wyprowadzony z równowagi, popatrzył na mnie 

jak na kosmitkę! Dlaczego?!

– Bello... cholera, nie wiem dlaczego! Nie chcę nikogo 

ranić, ale taki już jestem! Jestem 
strasznym...skurwysynem, przepraszam, że klnę, ale ja 
inaczej nie potrafię się opisać. Taki jestem, taka jest 
prawda. Cała prawda o mnie, o Edwardzie.

– Edward...
– Nie przerywaj mi, tak? 
– Więc, kim on jest, Edward?! 
– Nie jestem domownikiem łatwym i nie mogę ci 

obiecać, że będzie ci ze mną pod jednym dachem 
cudownie, ja po prostu nienawidzę innych ludzi! 
Nienawidzę wszystkich za moje nieszczęsne 
wspomnienia, ot to wszystko. Ty też jesteś człowiekiem i 
nie będzie wcale kolorowo ani pięknie! Będzie trudno, 
ale ja zamierzam dać radę... chcę zrobić to dla Carlisle’a 
i Esme, a ty rób co chcesz.

background image

– Ja też zrobię to dla Carlisle’a i Esme.
– Czyli nie wchodźmy sobie w drogę – powiedział. 
– Okej – odpowiedziałam i zaczęłam wychodzić z 

pokoju.

– Przepraszam... – Dobiegło mnie jedno ciche słowo. 
Obróciłam się powoli, spojrzałam w jego oczy, nie było 

tam furii, nienawiści ani gniewu. Nie mówiąc nic, 
wyszłam z pokoju. Niech sobie myśli co chce, furiat 
jeden! Żartuje sobie ze mnie? Wróciłam do pokoju. Alice 
przysnęła, oglądając ten swój film. Szturchnęłam ją 
nieśmiało za ramię. Poderwała się z kanapy 
zdezorientowana. 

– To tylko ja – powiedziałam – dawaj swoje pięć 

dolców. – Zaśmiałam się.

A ona podeszła do szuflady i zaczęła w niej wszystko 

przewracać.

– Czego szukasz?
– Pięciu dolców.
– Alice, ja żartowałam! 
– Jak to?
– Normalnie, nie będę z ciebie zdzierać, w każdym 

bądź razie pogadałam z nim w miarę spokojnie i nie 
doszło do rękoczynów.

– To dobrze. Chodź w końcu do pokoju gościnnego, 

tam dzisiaj będziesz spać. Jutro przejrzysz sobie 
katalogi i wybierzesz meble do pokoju.

Posłałam jej wdzięczny uśmiech. 
Noc była długa i spokojna. Wyspałam się tak dobrze 

pierwszy raz, od nie wiem kiedy. Już dawno nie miałam 
tak prostego snu. Tej nocy nie śniło mi się nic, żadnych 
koszmarów ani wspomnień. Cudownie. Schodząc na dół 
do kuchni, zajrzałam do łazienki, żeby rozczesać włosy, 
które wyglądały gorzej niż stóg siana. Nałożyłam 

background image

beżowo - brązowy szlafrok. Carlisle już wyjechał na 
dyżur, a Edward i Alice do szkoły, w kuchni była tylko 
Esme.

– Cześć Esme. 
– Witaj, Bello! 
Nie zdążyłam na dobre zająć miejsca na stołku w 

kuchni, a ona już podsunęła mi czekoladowe płatki, 
zalane mlekiem i gorącą, parująca kawę. 

– Głodna? – zapytała.
– O tak, bardzo! 
– To smacznego.
– Dziękuję. Esme, czy masz jakieś plany

na dzisiaj ? 

– Tak, dzisiaj przejrzymy katalogi i urządzimy twój 

pokój

– Super. – Nie ukrywałam swojego entuzjazmu.
– Bello, czy mogę zadać ci jeszcze jedno prywatne 

pytanie? 

– Pytaj, po wczorajszym nic mnie nie zaskoczy. – Na 

co Esme uśmiechnęła się, jakby była zawstydzona 
swoją postawą. – Esme, nie o to mi chodziło! Masz 
prawo pytać, o co tylko zechcesz – sprostowałam. 

– Bello, jak trzymasz się po tej tragedii? Przecież to 

było tylko trzy miesiące temu, a ty żyjesz jakby się nic 
nie stało, bynajmniej takie mam wrażenie. I myślę, że 
tylko robisz dobrą minę do złej gry.

– Bo tak jest Esme. W środku czuję się jak... odludek, 

bardzo mi ciężko tłumić to w sobie, ale jestem pewna, że 
Renee i Charlie nie chcieliby, bym siedziała, płacząc 
całymi dniami czy chodziła wściekła jak osa na ludzkość. 
Stało się i już się nie odstanie. Życie jest nie fair i już, 
dlatego trzymam to zamknięte w głębi serca i staram się 
ułożyć sobie to felerne życie od nowa. Wczoraj 

background image

zaczęłam nowy rozdział, który co prawda nie zaczął się 
cudownie, gdyż z miejsca nie przypadłam do gustu 
Edwardowi. Ale to już jego sprawa, nie moja. Dzięki 
wam wiem, że mam oparcie i mniej powodów do 
wyrzucania swego gniewu i złości na światło dzienne.

Bardzo ciekawie rozumujesz, Bello. 

Esme 

pogłaskała mnie po głowie i zniknęła w głębi domu.

Dobra z niej kobieta. Lubię Esme, bezsprzecznie. 

Ledwo skończyłam jeść śniadanie, a ona pojawiła się już 
w kuchni z plikiem katalogów. Razem wybrałyśmy 
segment w kolorze hebanu i beżowe dodatki.Niedługo 
po telefonie Esme, przyjechała firma meblarska i 
przywiozła zamówione meble. Resztę dnia spędziłyśmy 
na porządkowaniu mojego pokoju. Po lewej stronie 
ustawiony był segment i biurko, na ścianie przeciwległej 
postawione zostało łóżko z beżową narzutą, a pod 
oknem znalazła się beżowo-brązowa kanapa. Dywan 
rozciągał się na środku pokoju, puszysty niczym rasowy 
pers.Kiedy tylko Alice wróciła do domu, od razu znalazła 
się w moim pokoju.

Bello! Jak tutaj pięknie – zawołała.

To prawda, dużo z tych cudownych rzeczy 

zawdzięczam oczom Esme, to ona je wypatrzyła.

Tak, ona ma oko do detali – zaśmiała się Alice. 

Bello mam coś dla ciebie.

Dla mnie? Bez okazji?

Jest okazja, wprowadziłaś się tutaj.

No dobra, pokazuj co masz, mam nadzieję, że to nic 

kosztownego!

Nie, no co ty, to tylko pozłacana ramka na zdjęcia.

Och, to dobrze!

background image

Pomyślałam, że na pewno będziesz chciała ustawić 

sobie jakieś zdjęcia, więc kupiłam taka... ładną ramkę. 

Wyciągnęła do mnie zawiniątko. Pośpiesznie je 
rozwinęłam, a moim oczom ukazała się prosta, lecz 
niezwykle kunsztownie wykonana ramka.

Dziękuję Alice. – Uściskałam dziewczynę. 

Nie ma za co, kochanie. 

Alice pogłaskała mnie po 

plecach. 

A teraz Bello, muszę zostawić cię samą... 

matematyka czeka, a to strasznie głupi przedmiot!

Pomóc ci?

Przecież nie miałaś jeszcze tych lekcji!

Miałam, w Phoenix jesteśmy dużo do przodu.

To ja zaraz do ciebie przyjdę z książkami.

Edward nie pojawił się w domu przez całe 

popołudnie.Po półtorej godzinie, Alice miała już 
odrobione wszystkie prace domowe oraz całe 
popołudnie dla siebie. O siedemnastej z minutami do 
domu wrócił Carlisle, wołając głośno Esme. Nie wiem, o 
czym tak dyskutowali, ale Esme była bardzo 
zadowolona, kiedy weszli do mojego pokoju.

Bello...

Pozwólcie, że najpierw ja przemówię, dobrze?

Kiwnęli oboje głowami.

Więc, chcę wam bardzo podziękować, za to, że 

sprawiliście mi tyle szczęścia! Daliście mi dach nad 
głową i ciepło rodzinne. Urządziliście mi tak wspaniały 
pokój, co na pewno tanie nie było! Dziękuję wam z 
całego serca. 

Podeszłam do nich i uściskałam oboje. –

Dziękuję – wyszeptałam.

Bello, kochanie to dla nas wielka przyjemność 

opiekować się tobą – powiedziała Esme.

background image

Moja żona ma rację. – Uśmiechnął się Carlisle.

A teraz pozwól, że dostaniesz jeszcze jeden prezent.

O nie! Wydaliście na mnie już tyle pieniędzy! 

Jeszcze jakiś? – jęknęłam.

Oj, coś mi się wydaje, że nasza nowa gwiazdka nie 

lubi podarunków! 

zapiszczała Alice.

Też mi się tak wydaje – zawtórował jej Carlisle. 

Ale 

i tak musisz to przyjąć, każdy w naszym domu ma takie 
coś! No, tylko my z Esme mamy wspólnego.

Wspólnego? 

zapytałam.

Tak, prosimy, przyjmij to i ciesz się tym.

Dobrze, dziękuję wam bardzo. – Wzięłam do ręki 

pudełko, zapakowane w torbę ozdobną. Powoli 
zaczęłam wyjmować to „coś”. Karton był biało - czarny, 
bez żadnych napisów czy obrazków. Otworzyłam go. 
Moim oczom ukazał się srebrzysty, połyskujący laptop, z 
jakimś ciekawym obrazkiem na górnej części.

DZIĘKUJĘ wam, bardzo ładny, ale co … to jest? –

zapytałam, wskazując na obrazek.

To herb rodu Cullenów, w tych czasach niemodne są 

pierścienie czy medaliony, zastosowaliśmy to na 
laptopach, oraz... na małych zawieszkach do 
łańcuszków, zawieszka jest na dnie kartonu, Bello –
wyjaśnił Carlisle. 

Ale... ja.

Doktor niemal natychmiast mi przerwał:

Bello, zachowujesz swoje nazwisko dlatego, że 

niedługo skończysz osiemnaście lat i nie chciałaś 
zmiany, ale to nie znaczy, że nie należysz w pełni do 
rodziny! 

Przepraszam i jeszcze raz dziękuję.

background image

Proszę – odparli z uśmiechem na twarzach Esme i 

Carlisle.

Bardzo cieszyłam się z urządzonego pokoju, laptopa i 

zawieszki, którą natychmiast zawiesiłam na łańcuszku. 
Laptop, jak się okazało ma stałe podłączenie do 
internetu, co bardzo ułatwi mi życie. Świetnie, nie żałuję, 
iż się przeprowadziłam do Cullenów. Dobroduszni z nich 
ludzie, no oprócz furiata! Bo on mnie nienawidzi, a i ja 
nie wiedzę w nim sojusznika!

Bello! 

Wpadła do mojego pokoju Alice, 

przerywając rozmyślania.

- Co?
- Ubierz się w to. – Rzuciła mi jakieś ubrania na fotel 

przy biurku. - Tylko się pośpiesz!

Ale dlaczego?

Ubierz i zejdź na dół, okej?

Okej.

Założyłam to, co nakazała mi dziewczyna, ale nie 

byłam zachwycona swoim widokiem! Na sobie miałam 
obcisłe jeansy rurki koloru czarnego, bluzkę à la 
sweterek z dekoltem, wyciętym w serek. Zeszłam 
posłusznie na dół, jęcząc, że źle się w tym czuję, na co 
Alice tylko chytrze się uśmiechała. Dodatkowo założyła 
mi niemal siłą, długie srebrne kolczyki i umalowała mnie. 
Dobrze, że przynajmniej nie użyła różu. Później zmusiła 
mnie jeszcze do założenia pantofli na wysokim obcasie i 
skórzanej, czarnej kurtki. Kiedy wychodziłyśmy z domu 
przejeżdżałam się w lustrze. No dobra! Nie wyglądałam 
wcale źle, ale nie uważałam, bym się zmieniła. 
Wsiadłyśmy do samochodu.

Alice, gdzie ty mnie wywozisz?

Nie bój się, zostajemy w Forks, ale nie chce mi się 

iść na piechotę.

background image

Ale gdzie jedziemy?

Do domu mojej przyjaciółki.

Ale ja jej nie znam!

To poznasz – ucięła, a kąciki jej ust zajął uśmiech, 

który szybko powstrzymała. Jazda nie trwała długo, ale 
gdy dotarłyśmy do celu, było już całkiem ciemno. Dom 
wydawał się być strasznie wielki – prawdopodobnie taki 
był. Ze środka dochodził szmer rozmów, chyba było tam 
więcej osób niż przypuszczałam. Szybko także 
wyłapałam znajomy baryton, Edward?!

Co ON tu do jasnej cholery robi?! Mieliśmy chyba nie 

wchodzić sobie w paradę! Weszłyśmy do domu, co nie 
bardzo mi się podobało. 

Cześć wszyscy! 

zawołała Alice.

Hej! 

odkrzyknęli chóralnie.

Bello, to moi przyjaciele.

A ja jestem Bella. – Nieśmiało się odezwałam. 

Witaj w Forks. – Wyszczerzył się chłopak, podobny 

do stojącej obok niego zniewalającej blondynki.

Ech...dzięki.

Jazz dla przyjaciół. – Uścisnął mi rękę.

Ach tak, Jazz.

Dla ciebie Rose. – Blond włosa piękność do mnie 

podeszła i uśmiechnęła się zachwycająco, podając rękę.

A ja jestem zabawny Em! 

odezwał się 

„niedźwiedź”.

Wszyscy przedstawili się i chyba mnie...

zaakceptowali? Siedzieliśmy na kanapie, rozmawiając, 
kiedy Edward i Rose nawiązali jakąś konwersację, która 
zaczęła przeradzać się w kłótnię!

EDWARD

background image

Ta idiotka, Rosalie, mnie drażni, czepia się 

wszystkiego, nawet tego, że nie mówię tego, co ona 
chciałaby usłyszeć! Niech ją piekło pochłonie!

Edward, radzę ci dobrze, zamknij się, nie kłóć się z 

nią. – Podeszła do mnie moja siostra. 

Mniej więcej to samo robił Em ze swoją „miłością” 

uspokajał potwora.

Nagle do „rozmowy” przyłączyła się Bella... jak ona 

ładnie wyglądała w tych butach! Ech, Edwardzie wracaj 
kurwa na ziemię! 

Zamknijcie się, tak?! 

wydarła się. 

Nagle wszyscy zamilkli, chcąc wiedzieć, co ona ma do 

powiedzenia. Lekko na nią warknąłem, bo nie pozwoliła 
mi wygarnąć reszty ciekawych epitetów w stronę 
blondyny.

Więc mam się bawić w mamusię i rozstawić po 

kątach, czy dobrowolnie odskoczycie od swoich gardeł?! 
Rose, bądź spokojniejsza, bo zauważyłam, że im dłużnej 
przebywasz z Edwardem, tym bardziej skacze ci 
ciśnienie, a ty. 

Pokazała palcem na mnie. – Ty sobie 

grabisz, oj grabisz, masz wszystkich w dupie, nie dajesz 
sobie nic powiedzieć, jesteś wredny, wkurwiający i 
zgorzkniały! To cała prawda o Edwardzie

wykrzyczała 

mi prosto w twarz. 

Długo nie myśląc, palnąłem:

A ty mała nie podskakuj, ktoś ma tu więcej siły –

krzyknąłem, całkowicie wkurwiony.

A co, uderzysz mnie?

Nie zamierzam, ale kurwa jak Boga kocham, zoram 

ci psychę, chcesz tego?!

Tak, poproszę jeden seans? Ile płacę zgorzknialcu?

background image

Bardzo śmieszne!

No to co, zaczynasz już? Czy musisz się 

przygotować?!

A co ty sobie myślisz, że jak oni... – Tu wskazałem 

na zebranych w pokoju. – ...cię zaakceptowali, to 
możesz wszytko? Że możesz mi ubliżać, jak jakiemuś 
dupkowi, którego znasz całe życie? Otóż ja sobie na to 
nie pozwolę!

I bardzo dobrze!

Bardzo – wysyczałem.

Alice stanęła pomiędzy mną a intruzem, odpychając ją 

ode mnie.

ZAMKNIJ SIĘ! 

wysyczała w moim kierunku.

Wiem, że jestem chujem... ale życie bez chuja 

byłoby do dupy. – Wyszczerzyłem się do wszystkich. 

teraz WYCHODZĘ. Na razie!

Przekroczyłem próg czym prędzej. Nie wiem, kiedy 

pojawił się za mną Jazz.

Ty pojebany idioto! Nie miałeś komu ubliżać, tylko 

mojej siostrze i Belli?

A co one dla mnie znaczą?

No wiesz, Rose nic, ale z Bellą to ja bym kurwa 

raczej nie zadzierał!

A co mi takie małe chuchro może zrobić?!

Zobaczysz, pożałujesz! Ona wcale nie wydaje się 

taka słaba w te klocki, da ci popalić, jestem tego więcej 
niż pewny! Więc może odpuścisz?

Sięgnąłem po działkę trawki i zacząłem się powoli 

zaciągać. Zawsze mnie to uspakaja.

Dlaczego mam jej odpuścić?

Bo... będziesz z nią mieszkał przez następne kilka 

lat, idioto!

background image

Znaczy wiesz albo tak, albo nie. 

Ja pierdolę, Edward jaki z ciebie chuj! Daj sobie 

spokój, ta dziewczyna zasługuje na trochę spokoju, a nie 
na dręczyciela zwanego „skurwiel Ed”!

Jasper, pierdol się, tak?

Coś głowa mnie dzisiaj boli... przełożę to na jutro. –

Zaśmiał mi się prosto w twarz, odwrócił i poszedł z 
powrotem do domu.

I co ja najlepszego zrobiłem? Nienawidzę jej, to fakt, 

działa mi na nerwy, to fakt, podoba mi się to... kurwa! 
Nie, to wcale nie to! Nie, ona wcale mi się nie podoba, 
ale te jej oczy kurwa mówią, że ona mi się nie podoba, 
tak?! Muszę coś ze sobą zrobić.Nie zastanawiając się, 
obrałem kurs do domu mojego dealera, dobry gościu. 
Sprzeda mi kokainę za każdym razem, o każdej porze 
dnia i nocy, za niewielką cenę i wcale nie jest to zły 
towar. Nie, nie ładuję sobie w żyłę, po prostu wciągam, 
wtedy człowiek wolniej się uzależnia. Tak skończonym 
idiotą nie jestem, żeby się uzależnić! Co jakiś czas robię 
sobie trzymiesięczną przerwę, wtedy tylko palę fajki i 
trawę. No cóż, nie chcę trafić na jakiś pojebany odwyk, 
siedzieć jak w klatce i czekać, aż mnie wypuszczą z 
pieczątką „NARKOMAN”. W sumie to... nie mam po co 
żyć, żyję na złość innym, ale nie chciałbym chodzić z 
nalepką na plecach „narkoman”. Mój nałóg to moja 
słodka tajemnica, no i Jazza, bo on też wie. Dobrze, że 
nie wypaplał tego Alice, bo Carlisle dałby mi popalić i 
jeszcze zabrałby mi kartę do bankomatu! Wtedy to by 
była kurewska jazda! Stawka za ćwierć grama wzrosła 
do czterdzieściu pięciu dolców, ale musiałem to mieć, 
żeby zatopić się w sobie i nie pamiętać o istnieniu tej 
Belli, kurwa Swan. Kupiłem sobie jeszcze paczkę fajek i 
udałem się do domu, żeby uspokoić się. Przecież nie 

background image

będę wciągał z chodnika! Od razu poszedłem do 
swojego pokoju przekręcając drzwi na klucz. Tak, żeby 
nikt mnie nie przyłapał. Przygotowałem sobie połowę 
towaru, na kartce z notatnika, wciągnąłem bez 
problemu, dla lepszego efektu zapaliłem papierosa i było 
mi... zajebiście. Świat stał się od razu kolorowy! Aż 
zachciało mi się żyć. Szkoda tylko, że na haju jest się 
tylko parę godzin... Ale zawsze lepsze to niż nic! Zawsze 
lepiej zaciągnąć się raz na jakiś czas i pobyć 
szczęśliwym, niż wcale. 

Następnego dnia rano, kiedy ledwo wstałem, czułem 

się jak skacowany po alkoholu, tylko jeszcze gorzej! 
Dlaczego po tym cholerstwie zawsze tak jest?! Dlaczego 
Bóg mnie tak obarczył? Czy każdy po koce tak ma?! Ja 
chcę tylko poczuć się wolnym, a nie chodzić, jak w 
zegarku doktora Cullena, czy to aż takie straszne? Czy 
to jest, aż tak złe i głupie, że ja chcę być wolny?! Tak, 
gdybym był wolny to... mieszkałbym sam, nie miałbym 
przy sobie Belli, o której kurwa fantazjowałem na haju, 
jak to się stało nie wiem, ale... wydawała się taka realna, 
a ja jej przecież wtedy nienawidziłem! Żeby życie było 
tak proste, jak kokaina...

ROZDZIAŁ 3

„Nowy punkt widzenia”

background image

Beta : Eileen

JASPER

Jestem Jasper.
Tego dupka, Edwarda, znam od… jakichś ładnych 

paru lat, przepraszam, ale nie potrafię tego obliczyć. 

Nie wiem jak to możliwe, ale jesteśmy przyjaciółmi. 

Dlaczego nie wiem ? 

Bo stanowimy swoje totalne przeciwieństwa! 
Ja byłem i nadal jestem tym dobrym dla ludzi, on za 

to… gra dupka i pozera gorszego, niż w rzeczywistości. 

Znacie kogoś, kto jest tak dobrym aktorem?! Nie? Oto 

on : Edward Cullen, pseudonim artystyczny wymawiany 
po łacinie  „Pozerus dupskus”. 

Akurat wymyślone na poczekaniu.
Najgorszy w  tym wszystkim jest on, Edward.
Gdybym nie miał Alice, tego mojego chochlika, to 

zakręciłbym się koło Belli! Taka dziewczyna mieszka z 
nim pod jednym dachem, a on co ? 

Wini ją za błędy swojej przeszłości ? 
Za to, że Carlisle ją przygarnął? 
Tak, to ewidentny idiota!
Kiedy trzy tygodnie temu Bells i Ed pokłócili się w 

domu moim i Rose, myślałem, że rozszarpię Edwarda! 

Najpierw rzucił się na moją siostrę z mordą, a potem 

wyskoczył do Belli!

Nawet sobie nie wyobrażacie, jak Alice to przeżywała! 

Dziewczyna w takim tempie załamie się psychicznie! 

Jej nowa przyjaciółka tudzież i siostra ciągle kłóci się z 

jej bratem, co prawda nie jest to spokrewnienie więzami 
krwi, ale nazwiskiem! Oboje wychowywali się przez te 

background image

cholerne siedem lat u Cullenów, stali się dobrym 
rodzeństwem, może nawet przyjaciółmi ? 

Tak było do przybycia wyszczekanej dziewczyny 

imieniem Bella, sorry Isabella, ale nie lubi tegoż imienia.

Al, jak to ona stanęła po stronie Belli i zadręcza się 

tym, że  kontakt z Edwardem jej się popsuł! I jak 
wytrzymać z tą trójcą? 

Przepraszam czwórką! Bo Rose ciągle łazi za mną i 

skarży się, jaki to z Edwarda dupek oraz że powinienem 
coś z nim zrobić… Tak, ciekawe co?!

W każdym razie niecały tydzień po scysji Edward i Belli 

w mojej chacie, ta dziewczyna pojawiła się w szkole….

Wyobrazicie sobie, jaką furorę zrobiła ta mała! 
Oczywiście przyjechała z Alice, bo do samochodu 

Edwarda nawet by nosa nie wsadziła! Ale nie dziwię jej 
się.

Wszyscy podniecali się „nową” w szkole. Najbardziej to 

chyba ten idiota z La Push, Jacob Black! Nie przestawał 
się gapić na biust i tyłek Belli! 

Mała nie dość, że wyszczekana, to jeszcze odważna!
Weszliśmy całą szóstką do stołówki. Edward trzymał 

się z dala od Belli, a ona od niego. Usiedliśmy wszyscy 
przy jednym stoliku, no dobra złączyliśmy dwa 
kwadratowe! Bella, Alice i Rose poszły po jakieś owoce, 
a kiedy stały w kolejce, ten śniady Indianin klepnął Bellę 
po tyłku!

Ona odwróciła się do niego lekko zarumieniona, o coś 

się kłócili, a wtedy…podniosła rękę i przyjebała Blackowi
w mordę!

Nikt wcześniej się nie odważył, a ona przy pierwszym 

spotkaniu obiła mu facjatę! Cała stołówka patrzyła na 
zajście oniemiała, kiedy mała stanęła z uśmiechem na 

background image

twarzy i zapytała „Ale o ci chodzi”. Wtedy wszyscy 
zaczęli wręcz tarzać się ze śmiechu, nawet Edward! 

Co do niego, to uprzykrza tej biednej dziewczynie 

każdy dzień…

Alice opowiadała mi, jak jednego poranka specjalnie 

zjadł wszystkie czekoladowe płatki, żeby Bella się 
wściekła. 

Zajmował łazienkę dwa razy dłużej, niż mu było 

trzeba…

Osobiście bardzo polubiłem Bellę Swan! Miła z niej 

dziewczyna, pomocna, uprzejma, wyszczekana kiedy 
trzeba, groźna! 

Jak dla mnie to plusy.
Uważam, że ona i Edward mogliby się jakoś spiknąć. 

Dlaczego?

Bo, kurwa… tylko oni nie są sparowani! Ale to chyba 

niemożliwe. On jest zbyt zgorzkniały i wredny, a ona 
zbyt wrażliwa, delikatna i urażona?

EDWARD

Ja pierdzielę, jak to możliwe, że ona… że Bella mi się 

spodobała?! 

Nie wiem, kurwa, nie wiem! 
Zaczęło się od tej pieprzonej kokainy! 
Wtedy…całą  noc  mi  się  śniła!  I  nie  był  to  zwykły  sen 

czy majak!

Ona była taka seksowna, ponętna! 
Czarne  obcisłe  spodnie,  fioletowa  obcisła  tunika  i 

szpilki. Kurwa!

Nie  wyrabiałem  psychicznie,  bo  widziałem,  ze  Bella 

to… owoc zakazany  fizycznie, a nie mogłem sobie nijak 
ulżyć!

background image

Wtedy chyba w ogóle już zaczęła działać mi na nerwy! 

Bo  od  tamtej  pamiętnej  kłótni  i  prochów,  jest  dla  mnie 
coraz  bardziej  niedostępna,  a  ja  w  jej  oczach  jestem 
większym  skurwysynem  niż  wcześniej!  I  jaki  normalny 
facet,  który  pożąda  takiej  laski  tak  się  zachowuje? 
Żaden, ja jestem, kurwa, tym pierwszym! 

Czy  to,  że  Bells  działa  mi  na  nerwy,  znaczy,  że  nie 

mogę z nią się przespać?

Kurwa,  chyba  tak.. .to  więcej  niż  oczywiste, dupku  –

zacząłem karcić się w myślach! 

Ale z drugiej strony… Ona na mnie działa jak Pamela 

Anderson  bez  stanika  na  każdego  pierwszego  faceta, 
ba!  Nawet  ze  mną  jest  gorzej,  ale  jeśli  ona  by  się 
zgodziła…

Kurwa,  koniec  pojebanego  tematu!  Podnieca  mnie, 

nienawidzę  jej,  jest  piękna,  powoduje  kłopoty…

wyliczałem  w  myślach  jak  jakiś  psychicznie  chory
człowiek!

A na marginesie to, kurwa, zazdrosny się zrobiłem! 
Wtedy,  kiedy  Black  klepnął  ją  po  tyłku… miałem 

ochotę podejść i przyjebać mu w  te śnieżnobiałe ząbki! 

Ale ona sobie poradziła, wywaliła mu w mordę niczym 

Steven  Seagal,  bawiąc  się  w  karatekę. Co  prawda 
przypieprzyła  mu  tylko  z  liścia,  ale  to  zaskoczyło  go 
chyba bardziej niż wszystkich dookoła!

No tak, bo ten złamas miał każdą, której chciał!  Ale z 

Bellą zaczął jakoś nie od tej strony…

Zawsze  taki  milutki… pewnie  podniecił  się  tak,  ze  nie 

mógł całkiem wytrzymać, to myślał, że Bella skusi się na 
„seksownego” Indianina. A tu chuj ci w dupę, idioto!

Jak  mnie  cieszy,  że  ona  go  nienawidzi,  może  nawet 

bardziej  niż  mnie  bo  ja  się  do  niej  jeszcze nie 
przystawiałem! 

background image

Wyobrażacie  sobie?  Ona  nie  odezwała  się  do  mnie 

chyba przez ostatnie trzy tygodnie! 

BELLA

Początek szkoły w Forks…koszmar! Chyba wszyscy 

mnie znają po incydencie z tym pieprzonym Jacobem! 
Ach, nie mam ochoty o nim opowiadać, dostał w mordę i 
już!

Zapierałam się rękoma i nogami, ale Alice zaciągnęła 

mnie do klubu w Seatle!

Tym razem byłyśmy same, bez żadnych znajomych. Al 

chciała koniecznie zaszaleć, a i mi przydałoby się coś, 
co ukoi moje nerwy po ostatnich zgrzytach z Edwardem. 
Przez bite trzy tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie i 
szczerze miałam to głęboko... gdzieś! 
Edward...onieśmielał mnie swoją urodą, jego włosy 
krzyczały „Dotknij nas”, oczy gapiły się na mnie w nowy, 
aczkolwiek pochlebny sposób. Usta wręcz się prosiły o 
pocałunek i pieszczotę! Nogi pode mną się uginały,
kiedy ten dureń, Ed, przechadzał się po domu w nisko 
opuszczonych jeansach bez koszulki! 

Myślałam, że go zabiję!
Nie wydawało mi się to niczym szczególnym... bo 

Edward to cholernie przystojny chłopak! A to, że wredny, 
to już inna sprawa....

Chociaż i to można byłoby w nim zmienić... 
Kurwa, Bello, przestań tak myśleć o tym palancie! 

opieprzałam samą siebie w myślach.

Z zamyślenia wyrwała mnie Alice, pytając czego się 

napiję.

– Mojito

1

– krzyknęłam.

                                                

1

Mojito - 40 ml rumu Bacardi Superior,1 limonka,2 łyżeczki syropu cukrowego,7-8 dużych listków mięty, woda sodowa do 

dopełnienia, kruszony lód.

background image

To mój ulubiony drink, dużo lodu, smak mięty i limonki, 

żyć nie umierać. 

Alice po chwili przyniosła napoje wyskokowe do 

naszego stolika stojącego na podwyższeniu. Dla mnie 
to, co zamówiłam, a sobie Long Island Ice Tea

2

Zaskoczyła mnie swoją decyzją, gdyż ten drink... 
wydawał mi się nieźle oprocentowanym, wyborem!

– Bello?
– Mhhhm?
– Skąd, do cholery znasz drinki ? Nie mówiłaś nic, że 

lubisz wypić.

– Bo nie lubię, co nie znaczy, że nie chodziłam do 

klubów, Alice! – Posłałam jej kpiarski uśmiech.

– Jeszcze mi powiedz, że brałaś prochy!
– Nie, paliłam tylko trawkę.
– Bello!
– No co! Człowiek wszystkiego spróbować musi, ale 

to, ze próbowałam nie znaczy, że się uzależniłam!

– Dobra, okej, wierzę.
– A ty dlaczego wybrałaś sobie tak mocnego drinka?
– Bo muszę odreagować. – Pokazała mi język, 

zaciągając się napojem.

–Yhy. – Zdążyłam mruknąć, a ona już opróżniła 

szklankę!

I zaczęła wstawać.

– Idziesz do baru?
– Noooo.
– To zamów mi Sex On The Beach!

3

– Ok, jasne.
Po chwili zjawiła się z podwójnym Sex On The Beach, 

jedno zostało już upite w czasie drogi bar – stolik.

                                                

2

Long Island Ice Tea - 5 ml wódki czystej,15 ml Cointreau,15 ml tequili,15 ml ginu,15 ml białego rumu,15 ml syropu 

cukrowego,25 ml soku z cytryny, 100 ml coli, cytryna, lód.

3

Sex On The Beach - 25 ml wódki czystej,50 ml soku żurawinowego, 75 ml soku ananasowego,25 ml wody gazowanej, 

ananas, pomarańcza, lód.

background image

Miała chyba mega dołka albo lubiła się zabawić. Cały 

wieczór minął na zamawianiu drinków i gapieniu się na 
tańczących ludzi! W tym czasie zamawiałam na zmianę 
Mojito i Sex on The Beach. Alice wzbogaciła repertuar o 
wódkę z colą. Pewnie uchlała się gorzej niż ja.  

Bałam się wracać do domu. Miałam tylko nadzieję, ze 

Carlisle i Esme … puszczą nam to płazem... 

Jasper wcale nie zdziwił się naszym stanem, kiedy po 

nas przyjechał. Było mu ciężko prowadzić nas obie na 
ugiętych kolanach do samochodu. Upierałam się, ze 
dam radę sama, aż w końcu mnie puścił. Nie dość, że 
szłam slalomem, to zaliczyłam jakiegoś przechodnia i 
dwa upadki.

W końcu kazał mi czekać na chodniku. „Zapakował” 

Alice do samochodu i wrócił po mnie. Wtedy urwał mi się 
film. Przytomność odzyskałam pod domem Cullenów. 
Jasper zmarzł pewnie jak bura suka, bo włączył klimę, 
żeby chociaż trochę nas otrzeźwić!

Kiedy wyszłam z samochodu, oczywiście z pomocą 

Jazza, przystanęłam oparta o maskę, „trzeźwiejąc”. 
Całkowite wytrzeźwienie nie było możliwe, ale chociaż 
iść sama mogłam. Gorzej z Alice. Biedna tak się upiła, 
że Jasper zaniósł ją do samego pokoju, rozbierając i 
układając w łóżku. Sama siedziałam na tarasie z tyłu 
domu. Na szczęście Carlisle i Esme spali. 

W najgorszym wypadku o wszystkim dowiedzą się za 

jakieś hmmm cztery godziny. – Myślałam.

Kiedy w końcu podniosłam swoje cztery litery i 

zrobiłam krok w stronę szklanych drzwi prowadzących 
do salonu, na mej drodze stanął on.

Pchnęłam go z całej siły do środka, ale on ani drgnął! 

Kurwa! Siła po alkoholu staje się znikoma! Dlaczego o 
tym nie wiedziałam?!

background image

Nie chciałam się do niego odezwać. Kurwa, za sztabę 

złota bym tego nie zrobiła. Usiłowałam uderzyć go z 
łokcia, ale tez mi nie wyszło.

Kiedy brałam zamach, żeby kopnąć Edwarda, 

zakręciło mi się w głowie. Wiem, że nie zdążyłam nawet 
upaść, gdy przed oczyma zrobiło mi się ciemno i niczego 
już nie czułam…

Nazajutrz obudziłam się z mroczkami przed oczami, 

potwornym bólem głowy i nudnościami .Świat wirował. 
Moje ciało wygięte było w paragraf.

Kto mnie kurwa tak urządził?! – pytałam się w 

myślach. 

Alice za pierdole cię! Nigdy więcej nigdy z tobą nigdzie 

nie jadę!

A co na to Carlisle i  Esme?! Już wiedzą? Pewnie ten 

skurwiel Edward im zakablował! Jak ja dotarłam do 
pokoju?

Nagle zemdliło mnie i jedyne co mogłam zrobić to 

pobiec do łazienki, potykając się o własne nogi. 

Zwróciłam całą zawartość żołądka, który chyba nie 

chciał przyjąć do organizmu tyle alkoholu… 

Umyłam zęby i uczesałam włosy w koński ogon.
Wyglądałam jak nieboskie stworzenie! Strasznie ale…

po takiej nocy!

Wyprostowałam się i pomimo ogromnego bólu w 

mięśniach weszłam bez pukania do pokoju Edwarda.

– Coś ty, kurwa, ze mną zrobił, kiedy urwał mi się film?
– Ja? ja nic.
– Tak, uważaj, bo uwierzę! 
– Pewnie sobie mnie obmacałeś, nie?
– Za kogo mnie masz, mała?
– Tylko – kurwa – nie – mała – Wysyczałam przez 

zaciśnięte zęby.

background image

– Nic z tobą nie robiłem! Zaniosłem cię do łóżka, bo 

nie mogłem znieść myśli, że mogłabyś, że w  ogóle ktoś 
mógłby spędzić noc na tarasie w taki ziąb!

– Yhy, okej dzięki. Teraz, kurwa, daj mi coś na kaca.
Głośne buahahaha wydobyło się z ust chłopaka, kiedy 

zrozumiał, że wcale mnie to nie śmieszy. 

– Co, suszy? – zapytała.
– I to jak!
– Masz. – Rzucił mi musujące tabletki. – Wypij, a teraz 

stąd zmiataj.

– Nie ma sprawy, nie jesteś mi do niczego potrzebny.
Już prawie byłam na dole schodów… o, kurwa, 

Cullenowie!

Czym prędzej popędziłam do pokoju. Alice, spała na 

podłodze w koszulce i majtkach. Chyba zgubiła część 
garderoby, no i nie wyglądało to na obmyśloną pozycję 
do spania.

Chyba się zjebała. – Pomyślałam ze współczuciem. 
Ona mi nie pomoże, jest jeszcze zalana. 

Panikowałam.

No nic, trzeba jeszcze raz odwiedzić pana 

gburowatego…

– Edward! Zakablowałeś Carlislowi i Esme? 
– Nie musiałem, sami wpadli na to, że się zalałyście.
– No to, kurwa, zajebiście. Jak zejdę czeka mnie 

opieprz?

– Nie wiem, nie wracałem zalany aż tak do domu.
– Dobra, spadaj Ed. 
Wolnym, jeszcze chwiejnym krokiem dotarłam do 

schodów.

Zeszłam powoli trzymając się poręczy.

,,Dzięki temu, kto ją tu postawił!’’ – krzyczałam w 

myślach.

background image

Na moje nieszczęście w kuchni siedzieli oboje z 

rodziców. Chyba nimi teraz byli nie?

– Dzień dobry, bardzo się gniewacie? - Postanowiłam 

nie owijać w bawełnę, ja tam walę prosto z mostu.

– Cześć Bello, nie pochwalamy, ale nie masz się w 

sumie czego bać. Jednak jeśli to się jeszcze raz 
powtórzy. Wiedz o tym, że poniesiesz konsekwencje. 
Tak, wtedy będziesz mogła pożegnać się z 
kieszonkowym przez dwa miesiące i jakimikolwiek 
przyjemnościami.

Boże, jaki ten Carlisle zasadniczy i jaki respekt 

wzbudza nawet nie podnosząc głosu!

– A Alice?
– To nie był jej pierwszy raz, o nie, i dobrze wiedziała 

co ją czeka, więc nawet nie próbuj jej tłumaczyć – ucięła 
Esme, zanim zdążyłam otworzyć usta. 

W tym czasie Carlisle napełnił wysoką szklankę wodą.
– Wrzuć tę tabletkę i wypij. Skąd ją masz? – zapytał.
– Od tego sku… Edwarda.
Tabletka rozpuściła się w mgnieniu oka. Wypiłam 

jednym haustem i czekałam na ulgę.

– Może coś zjesz ?
– Może lepiej nie. – Od razu żołądek zmienił w mi się 

supeł.

– Zjedz chociaż tosta! Alkohol nie wchłonie się 

odpowiednio bez jakiegoś jedzenia! – zawołał Carlisle.

– No dobra, Esme, byłabyś tak miła i zrobiła mi tosta?
– Tak, idź połóż się kochanie, przyniosę ci co trzeba.
Kiedy weszłam do pokoju bardzo się zdziwiłam. Co do 

cholery?!

A może pomyliłam pokoje?
Nie, nie to moje meble! 
– Edward, co ty tutaj do cholery jasnej robisz?!

background image

– Coś zdaje mi się… że leżę.
– No to bierz dupę w troki i wypierdalaj!
Tylko na mnie prychnął. Długo nie myśląc, poszłam do 

jego pokoju, rozłożyłam się na wielkim łóżku, krzycząc 
do Esme, że jestem o pokój dalej.

Zdziwiona bardziej niż ja przyniosła mi dwa suche 

tosty i jeszcze jedną rozpuszczoną tabletkę.

– Bello, co się dzieje?
– Nic.
– Jak to nic? Co robisz w pokoju Edwarda, a on w 

twoim?

– Jego się pytaj, to on zajął mój pokój!
– A gdzie Alice?
– Nie ma jej w pokoju?
– Nieeeee, myślałam, ze wiesz gdzie ona jest.
– Pół godziny temu jeszcze tam była.
Wstałam z łóżka Edwarda, co prawda niechętnie bo 

zapach jego perfum nawet mnie nie drażnił, wręcz koił 
moje nozdrza! 

No nic to! Trzeba znaleźć chochlika!
Wparowałam do mojego pokoju, gdzie Edward w 

najlepsze leżał sobie na moim łóżku, bawiąc się 
laptopem.

– Gdzie Alice?!
- Kurwa, nie wiem – wysyczał.
– Okay, a i odłóż mojego laptopa.
– Ale tu są takie fajne gierki, Bello pozwól. –

Zachowywał się jak dzieciak.

– Nie, nie możesz!
Trzasnęłam drzwiami i zajrzałam do dwóch pokoi 

gościnnych.

background image

Tam te jej nie było. Łazienka? Bingo! Alice w pustej 

wannie to dopiero widok. Potrząsnęłam ją. Nic. Drugi 
raz, nic, trzeci nic.

– Carlisle!!!! – wydarłam się z całej siły. 
Edward zjawił się pierwszy, a za nim Esme i  Carlisle. 
– Ona się nie rusza!
Carlisle podszedł do niej, przyłożył palec wskazujący i 

środkowy do gardła.

– Puls jest dobry, oddycha.
– Bello, czy ona coś brała?
– Nie raczej nie, cały czas z nią byłam!
– Czyli zachlała się do nieprzytomności! Ach, idiotka! –

rzucił Carlisle, biorąc ją na ręce i zanosząc ją do jej 
łóżka.

– I co się tak na mnie gapisz Edwardzie? – zapytałam 

z sarkazmem.

– Bo dawno nie widziałem takich wybraków natury jak

dzisiaj! – Zaśmiał się, kierując się już do własnego 
pokoju.

ROZDZIAŁ 4

„Jesteś kimś więcej”

Beta: Eileen

background image

BELLA

Edward to dupek! Chuj, idiota, złamas! 
Nienawidzę tego, jak zachowuje się wobec mnie! 

Gdyby tylko był troszeczkę milszy…

Wtedy i ja byłabym inna… Chyba nie zauważa, że 

jestem osobą wrażliwą i nielubiącą przemocy. Ale 
Charlie, mój tata, nauczył mnie, jak bronić się i fizycznie, 
i psychicznie! 

Gdyby tylko Edward przestał mnie denerwować i 

zaczepiać! To i ja dałabym mu wtedy święty spokój, bo 
wiem, ze i on by tego chciał! No ba, kto tego nie chce!

Ale „Pan” Edward wielmożny Książe Cullen nie raczy 

nawet zmienić tonu głosu na milszy, gdy się do mnie 
czepia!

Ostatnio nawet stwierdził, ze mam w tym domu lepiej 

niż on. Dlaczego? No ba mam lepszego, nowszego 
laptopa i ful wypas komórkę, która jest mi potrzebna jak 
rybie rower. 

Gdyby tylko zmienił do mnie nastawienie i ładnie 

poprosił to może i dostałby tego Sony Ericssona. Niech 
ma i cieszy się jak murzynek z bateryjki, no ale… on nie 
umie uszanować innego człowieka!

Te przemyślenia przerwał nikt inny jak on sam w roli 

głównej!

Wszedł do mojego pokoju… nawet kulturalnie, bo 

zapukał, lecz nie poczekał na „proszę”.

Dobra skoro już wszedł…
- Czego Edwardzie?
- Chciałem tutaj posiedzieć.

background image

- Po coś ty mi tutaj?
- Chcę tu po prostu posiedzieć. - Wyszczerzył się jak 

szczerbaty do sucharów.

- Sobie siedź, ale jeśli chodź raz mi przerwiesz…!
- Okej, a mógłbym jeszcze poczytać jedną z twoich 

książek? Dobre są.

- Skąd wiesz?
- Yyy no, ostatnio sobie czytałem - odpowiedział.

Zawstydzony? Chyba tak.

- Jak - to - sobie - czytałeś?! 
- No wiesz, wziąłem książkę, otworzyłem na stronie 

trzeciej, omijając stronę tytułową i posłowie, no i wtedy… 
nie uwierzysz! Zacząłem składać literki w wyrazy, a 
potem w całe zdania!

Roześmiałam się jak głupia. Po dobrej minucie 

wzięłam się w garść, zabierając się za wcześniej 
czytaną książkę. 

- No to co, mogę?
- A bierz, co chcesz, oprócz laptopa i komórki. 
Jego twarz wykrzywił grymas, a ja dobrze wiedziałam 

dlaczego. 

Ha, przyszedł sobie pograć! A tu czarna dupa! Bella -

sukinsynka nie pozwala, hahaha - Rozbrzmiewało 
głośno w mojej głowie, w związku z czym nie 
wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. 

Edward spojrzał na mnie zaciekawiony, ale zaraz 

powrócił do lektury, gdyż wiedział, ze zaraz mogę się 
delikatnie mówiąc wściec!

No cóż, taka się stałam…dzięki niemu.
Tym razem czytałam sobie „Hamleta” Szekspira, bo to 

jedyna książka, z którą nie zapoznałam się jeszcze w 
Forks. Wszystkie inne oprócz tej przerabiałam już kilka 
razy, bo średnio ją lubię.

background image

W pewnej chwili zachciało mi się porozmawiać!
Z Edwardem byliśmy sami w domu. Natomiast Alice z 

Esme na zakupach, oczywiście nie w Centrach 
handlowych, gdyż chochlik miał szlaban na wszelkie 
przyjemności! No i musiał pomagać w domu. Carlisle 
natomiast przebywał na dyżurze. Także, jeśli chciałam 
otworzyć gębę, to tylko do Edwarda.

No nic, to pokłócimy się trochę.
- Edwardzie? 
Podniósł głowę znad książki z zaciekawionym 

spojrzeniem.

- Tak?
- Wiesz, ze nienawidzę cię z całego serca prawda? -

zapytałam jak najmilszym tonem.

- Tak Bello, niestety to wiem - odpowiedział mi baryton.
- Niestety? Przecież to, wszystko ty zacząłeś!
- Kurwa, Bello, wiem! Spieprzyłem wszystko od 

samego początku! Tak, jestem dupkiem, pozerem i 
idiotą. 

- A teraz nadal mnie nienawidzisz?
- N - I - E - odpowiedział stanowczo z wyczuwalną nutą 

goryczy.

- Jak to nie?!
- Normalnie Bello, nawet nie wiem czy sobie 

wszystkiego nie wyobraziłem, no bo kurwa! Jak można 
nienawidzić takiej dziewczyny jak ty! Jesteś piękna, 
mądra…

- Coś ty powiedział?! Edward, przeginasz w 

nieodpowiednią stronę!

- To co słyszałaś - uciął.
- Kurde, Edward ja dobrze wiem, co słyszałam, ale 

cholera nie wiem, co myśleć! Najpierw przez bity miesiąc 
mnie dręczysz, nienawidzisz, obrzucasz obelgami, a 

background image

teraz co?! Na dobroć ci się przed bożym narodzeniem 
zebrało?! Co ty sobie myślisz?!

- Nie wiem, co myślę. Nie wiem, co mam robić. To tak 

jak wybór: kłamać czy mówić prawdę.

- Mówić prawdę, Edwardzie. 
- Bello wiem, że ty masz mnie w dupie, no bo jak 

można mieć za przyjaciela takiego skurwysyna jak ja, 
ale… ty nie jesteś mi obojętna - ostatnie słowa 
wypowiedział niemal szeptem. 

- Co? - Nie dowierzałam własnym uszom!
- Przepraszam, Bello!
- Za co?
- Za to, że pozwoliłem sobie na wypowiedzenie tych 

słów. Nie powinienem był tego mówić ani teraz, 
ani…nigdy więcej!

- Mogę o tym zapomnieć, jeśli chcesz.
- Dziękuję. A teraz mam propozycję, zagrzebmy ten 

pierdolony topór zalegający między nami! Zacznijmy 
wszystko z czystymi kontami. Co ty na to?

- Słuchaj, jeśli robisz sobie ze mnie jaja, to pożałujesz. 

Wiesz, ze ja święta nie jestem i wcale nie trudno mnie 
wyprowadzić z równowagi, której nie pozostało mi wiele.

- Bello, mówię SERIO!
Zaczęłam zastanawiać się nad sensem jego słów, 

może ma rację?! Nie wiem, ale chyba przystanę na tę 
jego propozycję. Tak powinno być od początku: ja i on w 
zgodzie. Dzięki naszym ciągłym kłótniom, Carlisle jakby 
się postarzał, a Alice gotowa była wyrywać sobie swoje 
kruczoczarne włosy!

Kurwa…
- Zgoda, Edwardzie
- Naprawdę?
- A czy wyglądam na osobę, która żartuje?

background image

-Yyy, no nie. - Uśmiechnął się łobuzersko, po raz 

pierwszy prezentując swoje śnieżnobiałe, proste zęby. 

Edward wstał z mojej kanapy podszedł do mnie 

wymagając prawą dłoń.

- Przepraszam - powiedział miłym głosem.

Ja także wyciągnęłam prawą dłoń łapiąc się jego.

- Ja także przepraszam - wyszeptałam.

- No, to Esme się ucieszy!
- Z czego?
- A z tego, ze nie rzucimy się sobie do gardeł przy 

świątecznym stole.

- No tak, to już za trzy dni! Wigilia! Omal bym nie 

zapomniała! 

Edward szeroko się roześmiał! Jaki on ma piękny 

uśmiech. 

- Pewnie nie masz także prezentów! 
- No nie mam, a ty?
- Ja też nie, wybieram się jutro rano do Seatle, masz 

ochotę się zabrać?

- No nie wiem, Edwardzie, czy to jest dobry pomysł.
- A dlaczego nie? Skoro pogodziliśmy się ja 

przyznałem się do tego i owego, a ty raczej nie chcesz 
rozpoczynać kolejnego miesiąca nienawiści więc…To 
chyba nie będzie dla nas groźne, co?!

- No nie, nie zamierzam, ale co sobie Carlisle, Esme i 

Alice pomyślą?

- Boże, Bello faktycznie masz się czym przejmować, 

zawsze mogę wcisnąć im jakiś kit i po sprawie!

- Dobra ale, muszę ci coś powiedzieć - wyznałam 

cichym głosem.

- Mów.
- Raz: nie rób sobie większych nadziei, co do mnie. 

Odnoszę się teraz do słów „jesteś kimś więcej”, nie 

background image

potrzebuję nikogo więcej znaczącego niż znajomy, 
przyjaciel, zrozumiano?

- Mhhhm - mruknął.
- Dwa: to, że kość niezgody wyparowała, nie znaczy, 

że możesz robić, co chcesz i kiedy chcesz, tak?

- Konkrety, proszę?
- Więc nie życzę sobie zjadania moich płatków 

kilogramami! Grania na moim laptopie godzinami, bo jak 
byś nie zauważył to… ja też z niego korzystam! Kolejna 
sprawa to zajmowanie łazienki! Edward, wiem że tobie 
potrzebne jest tylko dziesięć minut! Nie trzydzieści! Więc 
daruj, ale łazienkę zostaw mnie i Alice, tak? No więc 
ostatnia sprawa, błagam cię nie chodź po domu tak, jak 
masz to w zwyczaju ostatnio okej?

- Dobra, pierwsze rzeczy da się zrobić, ale co chcesz 

od ostatniej?!

- Wiesz, nie bardzo wiem jak to wytłumaczyć, 

rozumiesz? 

- Ach, chodzi ci o moją klatkę piersiową?!
- Mhhhm. - Zalałam się purpurą…
- No, dobrze.
- Dzięki!
Chłopak wybuchł strasznie głośnym śmiechem, co było 

zrozumiałe po tak długim czasie tłumienia go w sobie. 
Niedługo po nim i ja się dołączyłam. Zaczęłam śmiać się 
do łez, kiedy do pokoju wpadła Alice.

„Pogodziliście się” - wykrzyczała, promieniejąc z 

zachwytu.

- No, ten tego, na to wychodzi, Chochliku.

Alice wskoczyła zwinnie na kolana Edwarda, 

uwieszając się na jego szyi.

- Wiedziałam durniu, ze kiedyś, prędzej czy później 

polubisz Bellę! 

background image

-Yhy, Alice puść mnie z łaski swojej, bo mnie udusisz -

wysyczał. 

Do pokoju weszła także Esme. 
- Co tu tak głośno i radośnie? - Uśmiechnęła się do 

nas. 

- Esme! Nie uwierzysz?! Bella i Edward się pogodzili! 
- No to cudownie! Ciężko było z wami wytrzymać pod 

jednym dachem! Nawet to, ze nie było was słychać było 
ciężkie. Żebyście się chociaż kłócili, a tu nic. Wy po 
prostu omijaliście się szerokim łukiem!

- Przepraszamy - odezwał się chłopak.
- Okej, to była tylko wasza sprawa! - Zaśmiała się 

Esme.  

- Tak, ale dla was to na pewno była udręka.
- To prawda, Alice rusz swoje zgrabniutkie cztery literki 

i chodź ze mną, zlew czeka!

- Esme, daj mi dzień wolnego, błagam cię!
- Alice! Nie przeginaj tak? Im szybciej zaczniesz, tym 

szybciej skończysz.

Dziewczyna zwlekła się leniwie z kolan brata i 

pomaszerowała za Esme do kuchni.

Edward także bez słowa opuścił mój pokój. 
Czy źle zrobiłam? Nie kurwa, nie! Od samego 

początku chciałam się z nim zaprzyjaźnić!

Nadal na mnie działa jak goły facet na normalną 

kobietę! Podoba mi się, ale razem to my nigdy nie 
będziemy, tego jestem więcej niż pewna. 

To, ze jest piękny jak bóg ze szczerozłotego kruszcu, 

nie znaczy, że będziemy razem, o nie. A te słowa: jesteś 
dla mnie kimś więcej

Co miał dokładnie na myśli? Nie wytłumaczył mi a 

szkoda, wielka szkoda. Ale co mnie to obchodzi! 

background image

Postanowiłam dawno temu, że z nikim się nie zwiążę. A 
dokładniej było to rok temu. 

Miałam chłopaka, Jamesa. Był przystojnym blondynem 

zaledwie rok starszym ode mnie, ale całkiem innym niż 
ja! Mówił, że mnie kocha. Mnie też wydawało się, że 
czuję to samo. Jakże się wtedy myliłam! Nawet sobie 
nikt nie może tego wyobrazić.

Złamas chciał mnie tylko wykorzystać, zaliczyć, 

przelecieć… Wyliczanka mogłaby się ciągnąć w 
nieskończoność!

Ale ja się nie poddałam. 
Wtedy…
Byliśmy sami u mnie w domu, rodzice natomiast 

przebywali w pracy. 

Przyszedł mnie odwiedzić. Tak, akurat!
Kiedy wróciłam z kuchni, wydawał mi się podejrzanie… 

dziwny? Może i tak. 

W każdym razie zasiedliśmy do oglądania filmu, 

zgasiłam światło i włączyłam stare, bo stare, ale nadal 
działające DVD. 

Wtedy ten skurwiel, James zaczął po prostu pchać 

łapska pod moją bluzkę, rozpinając mój rozporek, swój 
zresztą także. Długo nie myśląc, jebnęłam mu w łeb 
wazonem z pobliskiego stolika. Renee najpierw wpadła 
w szał, ale kiedy jej wytłumaczyłam, co zaszło, 
zadzwoniła na policję. W taki sposób udupiłam 
nieletniego gwałciciela, siedzi sobie teraz w więzieniu w 
Phoenix i pewnie gwałci kumpli spod celi, bo kobiet nie 
ma w tym pudle.

Tamtego pamiętnego wieczoru postanowiłam, ze nie 

zwiążę się  żadnym chłopakiem. Nie, wcale nie mam 
urazy do mężczyzn, po prostu chcę być sama. Nie chcę 
się przejechać na kolejnym mężczyźnie. Może i jestem 

background image

zimna jak lód. Może i odpycham miłość. Może kiedyś 
szłam przez życie, szukając jej, ale teraz w miłość po 
prostu nie wierzę. To nędzne uczucie, dzięki któremu 
człowiek staje się niewolnikiem innej osoby. A, chuj z 
takimi doznaniami! 

„Mówią, że bez miłości nie da się żyć, ale tlen jest 

ważniejszy!”*

Nie wierzę w miłość, nie wiem nawet czy na dobrą 

sprawę wierzę w Boga. A w inną osobę to już w ogóle. 

Czy wierzę, że Renee i Charlie patrzą na mnie z góry? 
Nie wiem, kurwa nie wiem! Kocham ich nadal, 

potwornie tęsknię, bo wszystko zdarzyło się tak 
niedawno. Przed oczyma znowu stanął mi obraz 
policjanta stojącego w drzwiach naszego mieszkania…

„Mamo, tato jeśli tam jesteście, to czekajcie na mnie!”
Łzy pociekły po moich policzkach.
Zaczęłam mimowolnie szlochać. Co poradzę na tę 

jebaną tęsknotę? Miłość do rodziców jest inną miłością 
niż miłość do partnera… Zdania nie zmienię nigdy. 
Kocham ich do dziś, kochałam i kochać będę na wieki 
wieków! Oni nigdy nie uciekną z mego serca, jak zrobili 
to, uciekając z tego świata!

„Bóg ich wezwał, chcieli żyć, lecz musieli iść”
Zaczęłam płakać, nie tłumiąc już w sobie niczego. Ja 

pierdolę, jaki ten świat pojebany!

Leżałam na łóżku w pozycji embrionalnej, ocierając 

oczy z coraz to nowych łez… 

Poczułam czyjąś dłoń na moich plecach, która lekko je 

pocierała.

To był Edward, rozpoznałam wodę kolońską. 
- Nie płacz, Bello - szepnął tuż nad moim uchem.
Podniosłam się, wspierając na łokciach.

background image

- Edwardzie, nie mogę nie płakać! Myślałam, że jestem 

twarda. Myślałam, że wytrzymam. Ale kurwa…cztery 
miesiące ani trochę nie ukoiły uczucia straty! Mam 
ochotę umrzeć, mam ochotę zejść z tego świta i 
dołączyć do moich rodziców! Chcę być przy nich… 

Łza, spojrzenie, łza, spojrzenie…
Nawet nie wiem, kiedy Edward mnie do siebie 

przyciągnął. Siedziałam wtulona w jego pierś, słone łzy 
cały czas wypływały z  mych oczu…

Chciałam go przeprosić, ale drżący głos mi nie 

pozwolił

- Ciiii, Bello, cicho…
Pociągnęłam nosem i otarłam rękawem swoje łzy. 
Edward posadził mnie wyżej tak, że teraz moja głowa 

znajdowała się na jego barku. Pachniał cudownie, a jego 
głos ciągle do mnie przemawiał.

Swoją własną twarz oparł na moim ramieniu, 

tłumacząc mi, że wie, jak się teraz czuję. 

- Widziałem twarz mordercy moich rodziców -

powiedział. 

Podniosłam głowę, patrząc prosto w jego oczy. Jego 

nos zaczął niebezpiecznie zbliżać się do mojego.

„Matko” - pomyślałam. 

Wtedy jego ciepłe i piękne usta spoczęły na moich. 

Były w dotyku niczym jedwab, w smaku słodkie jak 
maliny lub truskawki, a w całowaniu najlepsze na 
świecie. 

Nie chciałam tego przerywać, chciałam by ta chwila 

trwała wiecznie. Edward przechylił moją głowę w bok, 
pogłębiając ten słodki i gorący pocałunek. Nasze języki 
próbowały złączyć się w jeden, jednak nie dało się tego 
zrobić, kiedy  Edward oderwał się ode mnie. Poczułam 
na powrót smutek. 

background image

- Bello, przepraszam, jaki idiota ze mnie! Kurwa!
- Zapomnę o tym, to był… wypadek przy pracy, tak 

samo jak pewne słowa.

- Posłałam mały uśmiech.
- Jeszcze raz przepraszam.
- Doskonale całujesz. - Od razu zaczęłam żałować 

swoich słów! 

Edward znowu mnie pocałował, tym razem delikatniej i 

krócej. Kiedy ja chciałam to zrobić, odsunął się ode 
mnie. Wstał. Gdy był juz przy drzwiach, wymruczał cos 
w stylu: 

„To nie miało prawa się zdarzyć”. 
Tak, masz rację - potaknęłam w myślach, oblizując 

mimowolnie usta. Ach, zajebisty jest w te klocki. 

Bello, do kurwy nędzy, trzymaj się reguł, które sama 

ustanowiłaś! - karciłam się. 

Poszłam do łazienki, obmyłam sobie twarz zimną 

wodą.

Kiedy zeszłam na dół, wszyscy siedzieli już przy stole.
- Już miałam po ciebie iść - krzyknęła Alice, odsuwając 

mi nogą krzesło.

EDWARD

Wow, całowałem Bellę Swan! Ja pierdolę, nic nie 

cieszyło mnie tak od wieków! Dostałem to, czego 
chciałem, ale tylko w 1/3 zrealizowałem swoje fantazje. 
Nie, nie zamierzam jej przelecieć. Co to, to nie. Nie będę 
takim chujem, jakim mógłbym być. Ale do cholery jasnej. 

background image

Ona podoba mi się i to strasznie! Bella to uosobienie 

demona w aniele… jak to możliwe? Możliwe, możliwe! 

Jest niebiańsko piękna, seksowna ponętna, mądra, 

inteligentna… A zarazem jest wszystkim dla mnie
niedostępnym.

Poza tym, zgodziła się jechać ze mną do Seatle 

kolejnego dnia! 

No nic… Wierzyłem, że nie pokłócimy się kolejny raz i 

że wszystko będzie tak piękne jak zaledwie parę godzin 
temu w jej pokoju.

Zapadłem w sen cały, czas myśląc o niej. Nie 

zdążyłem nawet wziąć choćby szybkiego prysznica. Tej 
nocy spało mi się tak dobrze, że w niedzielny poranek 
trudno było mi się obudzić. Jednak wizja wspólnych 
zakupów z Bellą postawiła mnie na nogi! 

Doprowadziłem się do porządku, włosy pozostawiając 

w codziennym nieładzie. Nałożyłem dżinsy i bluzę 
podszywaną sztucznym futrem. Było zimno, a ona 
dawała ciepło nawet bez kurtki, co nawet mi pasowało. 
Nie lubię kierować, gdy opina mnie kilka rzeczy. A tak 
mam luz bluz.

Schodząc na dół, zajrzałem do pokoju Belli. Już jej tam 

nie było. W kuchni siedzieli już członkowie mojej rodziny. 

Przywitałem się grzecznym tonem i chwyciłem jedną z 

kanapek ze stołu. 

- To co Bells, gotowa?
- Jasne.
Uśmiechnąłem się do niej. Reszta gapiła się na nas jak 

na … durniów?!

- Bello, gdzie wybierasz się z Edwardem? - zapytał 

Carlisle.

- Do Seatle jedziemy, muszę kupić parę rzeczy -

odpowiedziała.

background image

-Yhy, okej. - Posłał jej troskliwy uśmiech.
- Uważajcie na siebie, a ty Edward nie waż mi się 

wychodzić z domu tylko w tej bluzie! - zawołała Esme 

- Dobra - rzuciłem. - No to idziemy.
Alice poderwała się z krzesła.
- Bello na górę! I to już – zawołała, biegnąc po 

schodach.

,,Zaczyna się.’’ – Pomyślałem, siadając na dolnym 

schodku. 

Po dwudziestu pięciu minutach zeszła na dół 

wymalowana jak laleczka, w siwych spodniach 
opinających jej zgrabny tyłek, czarnych kozakach 
nałożonych na wierzch spodni, zielonej wydekoltowanej 
tunice. Włosy Alice rozpuściła jej na ramionach, upinając 
tylko kilka pasemek za uchem. 

Bella wyglądała tysiące razy lepiej niż w moich 

snach…

- Pięknie - zamruczałem. - A teraz chodźmy.
Alice wsunęła futerko Belli na ramiona, klepiąc ją po 

plecach.

„Miłego wypadu” - zawołała, cicho jęcząc, że sama 

musi siedzieć w domu. 

Bella mnie onieśmiela, kiedy tak wygląda! 
Jest piękna! Jakim ja głupcem byłem jeszcze miesiąc 

temu. A teraz ona siedziała na miejscu pasażera, 
uśmiechając się szeroko, kiedy nuciła słowa piosenki 
,,Black Black Heat’’, Davida Ushera. Ta piosenka 
pasowała do mnie… Bo czarne serce, to moje serce, 
ono nigdy nie będzie czyste…

background image

ROZDZIAŁ 5

„Kto nie ryzykuje, ten nie ma”

Beta : P.Gozdzikowa

EDWARD

background image

Zakupy w Seatle to był strzał w dziesiątkę! Udało mi 

się zaprosić Bellę na lunch w świetnej restauracji. 
Zamówiliśmy spaghetti z pysznym sosem. 

Śmialiśmy się z siebie nawzajem, gdyż nie sposób 

było nie ubrudzić się tym jakże cudnym sosem. 

W pewnej chwili Bella zachciała się odłączyć i wybrać 

się sama do księgarni. No cóż musiałem się na to 
zgodzić, siłą jej nie zamierzałem zatrzymywać.

Ja wykorzystałem ten czas na kupno prezentu dla niej i 

dla tego chochlika, co siedział sam w domu i zadręczał 
się tym, że szaleństwo świątecznych zakupów ją 
ominęło.

Postawiłem na prostotę…
Z Bellą spotkaliśmy się pół godziny później przy 

księgarni, do której wkroczyła. 

– Czy panienka kupowała prezenty? – zapytałem.
– Nic kawalerowi do tego. – Roześmiała się.
– Bello czy masz może ochotę na jakieś centrum 

handlowe? Butiki? Salony piękności?

– W żadnym wypadku! – Głos podskoczył jej do góry 

ze dwie oktawy.

– Dobrze, więc może… kino?
– Jasne, to jest okej.
Już niedługo po tym siedzieliśmy w sali kinowej 

zajadając się popcornem i śmiejąc z komedii na wielkim 
ekranie.

Tak cudownie zleciał cały dzień, zmuszając nas do 

powrotu…

Ja się chyba zakochałem?! Jak to możliwe? Pozer 

Edward Cullen przydomek dupek?! 

background image

Miłość to głupie uczucie, nawet bardzo głupie! 

Przywiduje cię na chama do drugiej osoby… no ale cóż,
jak można nie zakochać się w takiej dziewczynie? 
Poznałem ją tak naprawdę dopiero w Seatle…

Wcześniej wiedziałem że wygląda jak anioł no i że jest 

wyszczekana i umie się bić, a teraz wiem, że jest 
zabawna, szczera… kochana przeze mnie.

Oczywiście tego jej nie powiem, bo mnie wyśle na 

drzewo banany pompować.

Wiem, pójdę do tego idioty Jazza, on jest romantykiem 

rzekomo wiec może mi pomoże, choć raz w życiu. 
Zawsze tylko było „ja się w to nie ładuję, kłopotów mi 
pod dostatkiem”.

No, ale czy teraz poproszę o coś złego?
Zawsze mógłbym poprosić Alice, ale ona… mogłaby 

coś palnąć niechcący Belli.

Klamka zapadła, wybieram się do Jazza!
Droga jak zwykle ta sama, zbiegłem po schodach,

chwytając skórzana czarną kurtkę z wieszaka i kluczyki 
od Volvo ze stolika i już mnie nie było.

Carlisle tylko za mną rzucił: 
„Nie pal w samochodzie!” Zaśmiałem się z jego uwagi. 
W mgnieniu oka byłem już pod domem wielmożnego 

romantyka.

Dobra, obiecuję go nie przezywać, kurwa co ja robię,

ja chcę się zmienić?!

Zapukałem, modląc się, aby nie było Rose!
I co? Otworzyła ta sucz!
– Jasper chodź, twój pan przyszedł!
– Zamknij się, idiotko – wysyczałem.
– Spierdalaj, Ed! – krzyknęła idąc do salonu.
Nie wchodziłem. Zamierzałem nie spotykać się z nią 

już więcej!

background image

– Cześć Edward! – Głos Jazza dochodził mnie już ze 

schodów.

– Siema, brachu! Chodź do samochodu…
Jasper przyszedł do mnie… zdenerwowany? 

Rozczarowany?

– Jazz, co jest?
– Nic, właśnie pokłóciłem się z Alice!
– O co?
– O to, że nie zamierzam wysłuchiwać jej skomlenia o 

tym, że nie dane jej było w tym roku zaliczyć Seattle 
przed Bożym Narodzeniem! 

– Nie przejmuj się, przejdzie jej.
– Wiem… a ty, co chciałeś?
– Yyy, no ten tego… powiedz mi, jak zdobyć Bellę!
– Stary powaliło ci się w głowie?! Przecież nie 

rozmawialiście ze sobą już od wieków! 

– I tu się mylisz. – Zaśmiałem się.
– Pogodziliście się?
Kiwnąłem głową potakując.
– Całowałem się z nią jeszcze no i byliśmy razem w 

Seattle.

– Przecież już ją masz? – powiedział, niedowierzając.
– Nie, nie mam jej, sama mi powiedziała, że… ona 

nikogo nie chce.

– No to, na razie daj sobie spokój, Ed. Idę do domu. 

Musze pomagać jędzy Rosalie w przygotowaniach 
świątecznych, cudownie! Na razie.

– Trzymaj się. 
Dzięki wielmożny Jasperze, że mi pomogłeś, 

nadaremno zużyłem paliwo! Kurwa, zero pomocy od 
wszechświata!

I chuj, albo wyznam jej miłość, albo zostaniemy na 

stopie aktualnej…

background image

No, także wracam do domu i kładę lachę na 

wszystko…

Do Wigilii tylko dwa dni… 
W Forks spadł już śnieg, aż miło!
I kto by pomyślał, że świat zacznie mi się podobać?!
No nie wiem, ale zawsze kochałem Boże Narodzenie,

to idealny czas. Nikt nie jest w stanie go zburzyć.

BELLA

Dwa dni  od powrotu z Seatle i zero rozmów z 

Edwardem… On chyba tylko udawał, że mnie lubi, a 
może i nie, to nieważne, wierzmy temu, co mówił. Nie 
wiem, co o mnie myśli, a szkoda. Miałam ochotę 
wparować do kuchni i zacząć piec, ale nie wiem, co 
Esme na to.

Alice krzątała się po domu, ozdabiając go światełkami,

a Edward z Carlislem poszli po wielki świerk! 

Uwielbiam Boże Narodzenie. Obudziły się 

wspomnienia ostatnich świat, nawet nie wiem, kiedy 
odpłynęłam…

Kiedy otworzyłam oczy, ogarniała mnie ciemność, 

mięśnie bolały, jakby tkwiły w bezruchu co najmniej ze 
trzy doby. No tak, co się dziwić! Spałam na… podłodze! I 
to żebym leżała chociaż na dywanie! A ja na gołych 
panelach obrałam miejscówkę! Spojrzałam na zegarek,
było dopiero pod dwudziestej ale i tak spałam chyba  
pięć godzin… jak to możliwe? Przespać taką część 
dnia? U mnie chyba wszystko jest możliwe…

Wstałam rozprostowując kości. Zeszłam do kuchni 

licząc na zastanie domowników, a tu skucha… tylko 
Edward.

Przeciągnęłam się stajach na palcach i ziewnęłam.

background image

– Gdzie reszta? – spytałam
– Poszli spać, umęczeni są. Ty sobie smacznie spałaś, 

a my pracowaliśmy.

– To trzeba było mnie obudzić – odpowiedziałam 

zaspanym głosem.

– Nie miałem serca tego robić, Bello! 
– Pff, zawsze bym się przydała, a tak pewnie nawet 

choinka już ubrana! 

– No, co ty! Choinkę ubieramy jutro… w Wigilię! 
– To super, uwielbiam to!
– No to się załapiesz, bo od siedmiu lat tylko ja i Alice 

to robiliśmy.

– Yhym, cieszę się, miło mi.
– Napijesz się czegoś?
– A masz może coś z aromatami Bożego Narodzenia?
– Czyli?
– Np. coś z cynamonem… I tak dalej.
– Zaraz coś znajdziemy. – Uśmiechnął się do mnie.
Edward przyrządził dwa gorące, pyszne napoje. Tego 

wieczoru nikt już nic nie powiedział…

EDWARD

Noc minęła bardzo szybko. Spałem jak zabity, nie 

słysząc  i nie czując niczego. Nawet nie śniłem… żałuję,
a zarazem cieszę się.

Cały w skowronkach zbiegłem na dół,  przygotowując 

śniadanie dla trzech osób oraz napoje takie jak wczoraj. 
Kakao, cynamon i czekolada, to jest smak.

background image

Tak, dla trzech osób: dla siebie, Alice i Belli. Carlisle i 

Esme jak w każdą wigilię udają się po zakup prezentów. 

Zrobiłem jajecznicę. Było już około dziewiątej, a one 

nadal spały. Wślizgnąłem się do pokoju Belli, zdzierając 
z niej kołdrę i w taki sposób ją budząc, to samo zrobiłem 
z Alice.

„Śniadanie” – zawołałem, siląc się na piskliwy głos.
Nie wiem, czy mi to wyszło, ale obie trzasnęły 

drzwiami swoich pokoi. Niedługo potem zajadały się 
jajecznicą, wychwalając mój talent. 

„To co dziewczynki, zabieramy się za choinkę!” –

krzyknąłem.

Obie twarzyczki pokrył szeroki uśmiech. To im sprawia 

taką radochę jak i mi!

Już po dwóch godzinach drzewko było niemalże 

cudem świata, tak je odpicowaliśmy! Cudowny widok. 

Postanowiłem zabrać Bellę na spacer. A że Alice 

musiała zająć się pracami domowymi, bo tak nakazała 
jej Esme, a nie chciała pomocy, to stwierdziłem, że 
trzeba wykorzystać czas wolny.

Bella twierdziła, że trzeba pomóc chochlikowi, ale Al 

jakoś ją odwiodła od tego pomysłu.

Znowu nałożyła te cudowne czarne kozaki z futerkiem, 

futerko i jakieś ciekawe, także opinające spodnie. Założę 
się, że garderobę uzupełniła jej Alice! 

Tak jak ostatnio, wyglądała kosmicznie! Aż mi się w 

głowie zakręciło. 

Śnieg padał nam prosto w twarz. 
Wiatr zawiewał, tworząc małe zaspy. Obraliśmy drogę 

do… lasu, tam jest pięknie tą porą roku. Co prawda w 
Forks zawsze jest zimno, ale rzadko tak pięknie! 

Może to wszystko dla Belli? Nie mam pojęcia, ale 

kocham... kocham… kocham…

background image

Z kolejnych rozmyślań o miłości wyrwał mnie 

zachwycony głos Belli!

– Edwardzie, Edwardzie – piszczała! 
– Słucham!
– Patrz, patrz tam! – Wskazała palcem na małą 

polanę. – Zobacz, młode sarny!

Piękne zwierzęta z gracją obchodziły polanę, zapewne 

szukając jakiegoś pożywienia. 

W lesie zaczęło się ściemniać, więc postanowiliśmy 

wracać.

– Bello, jak podoba ci się w Forks?
– Wiesz, od jakichś czterech dni jest okej. – Posłała mi 

znaczący uśmieszek. 

– A podoba ci się śnieg?
– Bardzo! Edwardzie bardzo. Nawet nie wiesz, jak to 

jest żyć w ciągłym słońcu!

Szedłem przodem, w sumie byliśmy już na trawniku 

posłanym białym puchem przed naszym domem. Alice 
siedziała na schodkach ubrana w zimową kurtkę i kozaki 
do kolan, nie minęła spodni. 

Nagle oberwałem czymś w plecy! Śmiech Belli i Alice 

rozbrzmiewał wszędzie, oddałem Belli śnieżką, w taki 
sposób zrobiła się mała bitwa w Forks!

Alice dołączyła do nas pełna humoru i radości. 

Kochała takie zabawy. 

Po jakimś czasie wszyscy troje padliśmy na śniegu 

wyczerpani. 

Esme zawołała nas do domu na herbatę. Ruszyliśmy 

tylnymi drzwiami, żeby nie zachlapać całego domu! 
Byliśmy cali w śniegu! 

Przemarznięci i przemoczeni.
Kiedy nastał  czas kolacji, zasiedliśmy w piątkę 

odświętnie ubrani do stołu.

background image

Bella i Alice ubrane były niemal identycznie, różniły się 

tylko kolorami sweterków. 

Bella w czarnych materiałowych spodniach 

podkreślających pas, do tego biała koszula z rękawami 
¾ ,  a na to obcisły bawełniany, siwy sweterek z krótkim 
rękawkiem. Marzenie…

Carlisle zapalił świece… Wieczór spędziliśmy bardzo 

miło przy choinkowych światełkach i aromatach prosto 
spod ręki Esme. 

Rodzice rozdali nam prezenty… Ja dostałem nowego 

laptopa, bo w moim ostatnim popsuła się matryca.

Alice dostała jak co roku trochę ciuszków, jakieś 

malowidła no i trochę gotówki.

moja Bella dostała kartę kredytową (którą ja i Alice 

dostaliśmy rok temu) i zestaw do malowania. 

Jak zwykle ucieszyła się twierdząc, że to za dużo…
Dostała moralną zjebkę i tylko się zarumieniła No cóż,

powinna przyjmować prezenty z radością a nie ze 
smutkiem! 

Ja ze swoim czekałem na późniejszą porę…
Kiedy już miałem pewność, że wszyscy już śpią,

wszedłem bezceremonialnie do pokoju Belli… Płakała.

Podszedłem do niej jak ostatnio, biorąc ją w ramiona…
Siedzieliśmy tak bite trzy godziny, opowiadała mi o 

tym, jak spędzała Boże Narodzenie z rodzicami, jak było 
cudownie.

Ja byłem z nią szczery, zrobiłem to samo…
Oboje ciężko to znieśliśmy, ale czasami trzeba 

szczerości.

Prezent Belli, płytę ,,30 seconds to Mars’’ zostawiłem 

jej na stoliku, gdy zasnęła. Rano serdecznie mi 
dziękowała.

background image

Całe święta minęły jak z płatka, nikt nie poruszał 

trudnych tematów. 

Drugiego dnia świąt, oglądając kolejną głupkowatą 

komedię romantyczną, pogłębiłem się w przekonaniu, że 
ją kocham!

Strasznie się bałem reakcji Belli na owe słowa, więc 

najpierw poradziłem się siostry, ale ona kazała mi być 
szczerym i koniec! 

No i weź się z taką porozumiej? Nawet nie będę 

przytaczał naszej rozmowy, bo to totalna nuda… 

Podjąłem decyzję… Powiem jej, powiem jej dzisiaj!
Wieczorem! Drugiego Dnia Bożego Narodzenia.
Znowu poczekałem na swobodne otoczenie… 

Zapaliłem w salonie światełka, siadając obok Belli. 
Siedziała owinięta kocem.

Wzrok utkwiony miała na bladym księżycu 

rozpościerającym się za oknem.

Przykryłem się drugim kocem, kładąc ramię za Bellą.
Wtuliła się w moją pierś, pociągając nosem, pewnie 

mnie wąchała…

– Bello, muszę ci coś powiedzieć.
Zacząłem się strasznie denerwować i ssać dolną 

wargę moich ust.

– Edwardzie, rozluźnij się – rozkazała.
Żeby to było takie proste! Nikomu, żadnej dziewczynie 

tego nie mówiłem! A skąd wiem, że to właśnie to

Widziałem to uczucie na ekranie, na deskach teatru, 

czytałem o nim, to na pewno to!

„Kto nie ryzykuje, ten nie ma!” – Pomyślałem.
– Bello… kocham cię – wymruczałem nad jej uchem.

background image

ROZDZIAŁ 6

„Uciekam”

Beta: P.Gozdzikowa

BELLA

background image

Droga do Nowego Jorku…
Koszmarnie długa, trudna, kiedy jedzie się samej. 

Samochód Cullenów,Aston Martin vanquish. Samochód 
Edwarda na specjalne okazje. To Carlisle zgodził się, by 
mi go pożyczyć, a wręcz kazał mi nim jechać…

Zalałam bak do pełna, płacąc złota kartą Cullenów, 

która teraz była moja.

W pospiechu spakowałam swoją torbę, wzięłam 

komórkę i laptopa… uciekłam.

Prawie uciekłam, Carlisle dowiedział się pierwszy, a 

reszta? Zostawiłam im kartkę. Chociaż i Edward dobrze 
wiedział, co się dzieje. Pomimo iż trzymałam się od 
niego z daleka.

Zapiekły mnie oczy i znowu pociekły łzy, słone i 

smutne łzy.

Komórka co jakiś czas dzwoniła, wyłączyłam ją.
Na laptopa przychodziły widomości… Odłączyłam 

Internet, no bo co poradzić?

A było to mniej więcej tak…
– Bello…kocham cię – wyszeptał Edward.
– Coś ty powiedział?!
– To co słyszałaś… Bello.
Zerwałam się z kanapy, biegnąc do swojego pokoju, 

od razu zamknęłam go na klucz.

W razie gdyby Edward chciał złożyć mi wizytę.
Po drodze minęłam się z Carlislem, którego 

szturchnęłam, nic nie mówiąc.

W ogromnym pospiechu spakowałam torbę i wzięłam 

najpotrzebniejsze rzeczy, musiałam odpocząć od Forks, 
od szkoły, od Edwarda…

Wyznał mi miłość, niestety, ja też go darzę głębszym 

uczuciem niżeli zwykła przyjacielska miłość! Do kurwy 
nędzy! Dlaczego? Dlaczego znowu padło na mnie?

background image

Jak by sekretarka Boga nie wiedziała, że boję zaufać 

się kolejnemu chłopakowi?

Po tym złamasie, Jamesie, mam stracha przed 

miłością!

Tylko przed tym, jakby nie było uczuciem…
Pragnę Edwarda, ale boję się miłości.
Pojebane? A jakże!
Jeszcze rok no może półtorej roku, temu szłam przez 

życie szukając miłości, teraz co? Kiedy ją kurwa 
znalazłam, to uciekam, bo się boję!

Bo to ja, jebana Bella Swan, Isabella Swan, jak sobie, 

ktokolwiek chce… Kurwa, szit! Ja pierdolę! 

Dlaczego wybrałam Nowy Jork? Bo kurwa! Port 

Angeles i Seattle było za blisko, Phoenix za daleko! 
Więc wybrałam to jakże tętniące życiem miasto! 

Droga była długa i męcząca. Cudem tam dojechałam, 

tylko raz zatrzymując się na parę godzin w motelu, 
padłam jak kawka, śpiąc trzynaście godzin. Komórkę i 
laptopa nadal nie włączałam… chciałam być sama.

Chciałam mieć spokój i czas, dla siebie.
Po cholerę mi inni? Sama jestem sobie panią.!
Jak myślicie co, a raczej kto mi się śnił? Ten 

pierdolonym, kochający Edward…

Przyszedł do mnie do pokoju w tym obskurnym 

motelu…

Pukał do drzwi. Kiedy wyjrzałam przez wizjer, ujrzałam 

płatki czerwonych róż.

– Kto tam!?
– Bello, błagam, otwórz!
– SPIERDALAJ, Edwardzie! 
Łzy stanęły mi w oczach… Pragnę go! Należę do 

niego, on do mnie.

A chuj, otworzę mu, najwyżej mnie zdradzi.

background image

Podarował mi bukiet czerwonych róż i pierścionek. On 

mi się oświadczył.

PUK!PUK!PUK!

Kurwa! Taki piękny sen! A tu jebana obsługa 

motelowa!

Pokojówka chcąca posprzątać pokój, nie ma lepszej 

pory?!

Miałam plan.
JAK NAJSZYBCIEJ ZAPOMNIEĆ O EDWARDZIE!
Carlisle zapewnił mnie, że mogę odpoczywać, ile chcę. 
Nie podoba mi się opcja, że za jego pieniądze, dlatego 

będę pracować w Nowym Jorku.

Tak będzie najlepiej dla mnie i dla Edwarda, którego 

chyba kocham, ale nie chcę nic do nikogo czuć.

Proste jak budowa cepa.
Zapomnę o nim, dam radę, dam, cholera, a jak nie 

dam?

Do centrum Nowego Jorku dotarłam około południa 

trzeciego dnia od Bożego Narodzenia. 

Mieszkanie znalazłam niemal od razu.
Kupiłam świeże wydanie New York Times i od razu 

trafiłam na przystępne ogłoszenie. 

Mieszkanie dwupokojowe z łazienką. Płatne 

tygodniowo nie miesięcznie, co dla mnie jest świetnym 
rozwiązaniem. Łącznie wychodzi tysiąc dziewięćset 
dolarów miesięcznie. Natychmiast spotkałam się z 
niejaką Victorią, która wydawała się dość miłą osobą. 
Podpisałyśmy krótką umowę. Zapłaciłam jej za dwa 
tygodnie z góry i wprowadziłam się do nowego 
mieszkania. 

background image

Mieszkanie okazało się bardzo przytulnym miejscem. 

Mieści się nad chińską knajpką, tak więc jedzenia mi nie 
zbraknie.

Mały pokój był sypialnią, a duży pełnił funkcję salonu 

jak i kuchni, gdyż znajdował się tam aneks kuchenny. 

Bardzo ładnie umeblowane i skromne miejsce.
Jest w moim guście, bo panuje tutaj ład i porządek, nic 

nie muszę kupować, ani doprowadzać do porządku. Jest 
tu jak w hotelu. 

Płacisz i masz wszystko.

EDWARD

Wyjechała, od tak wyjechała. I chuj bombki strzelił! Po 

moim jakże cudownym planie. 

Wyznałem jej, co czuję, musiałem to zrobić, no bo…

nie miałem ochoty dusić tego w sobie.

Głupio mi było traktować ją jak kobietę mego życia, 

kiedy ona była tego nieświadoma!

Jednak wystraszyła się tego uczucia, lub mnie nie 

nawiedzi, w czym bym się wcale nie zdziwił.

Która normalna, piękna, mądra dziewczyna chciałaby 

takiego skurczybyka jak ja?

Nawet już tak dużo nie przeklinałem przy niej! Od 

ostatniego numeru z prochami wcale nie brałem, nie 
paliłem i nie piłem.

To wszystko dla niej! Kurwa, dla Belli Swan!
A ona wyjechała, zostawiła mnie na powrót samego w 

Forks, żałuję, że się narodziłem.

Nie dość, że mam chory światopogląd, to jeszcze 

złamane serce przez tak piękną Bellę Swan!

Nie wyobrażam sobie życia bez niej!

background image

Przyjechała tu w listopadzie, na samym jego początku, 

młoda i zagubiona. Piękna i nieśmiała.

Ja, złamas, jej po prostu nienawidziłem, ale dlaczego? 

Nie wiem tego do dzisiaj, ale to niech zostanie między 
nami. 

Każdy zdążył się zorientować, że jestem bardzo 

nieufnym i wrogim osobnikiem, tudzież jednym z 
milionów przedstawicieli płci męskiej na ziemi.

Nie mogę uwierzyć w to, że spędziliśmy razem kilka 

cudownych dni, że nie jest lepiej, wręcz przeciwnie jest 
jeszcze gorzej!

Ona jest … gdzieś, nie powiedziała, gdzie jedzie, 

bynajmniej mnie, może Carlisle cokolwiek wie. Pojmuję, 
że ani Alice, ani Esme nic nie mówiła, wyjechała w takim 
pośpiechu. 

Wiem tyle, ze pojechała moim odświętnym wozem. No 

nic to, wolę srebrne Volvo.

Na rozmyślaniach o złamanym sercu, zlodowaciałym 

sercu Edwarda Cullena spędziłem cały boży kolejny 
dzień, marnotractwo? Wcale nie.

Na sam wieczór, kiedy nie ruszyłem swoich czterech 

liter nawet na kolację, zajrzała do mnie Alice pytając o 
zajście z Bellą. Co miałem, jej powiedzieć, tylko i 
włącznie prawdę. No co poradzę, ze jestem zachłannym 
dupkiem. Powinienem choć wobec Chochlika być 
szczery.

Dziewczynę bardzo zadziwiło to co jej powiedziałem, 

no cóż, szczery aż do bólu Edward Cullen.

- Że co proszę?!
- A co ja, zakochać się nie mogę?
- Tego nie powiedziałam Ed, wiedziałam, że się 

zakochałeś w Belli, ale myślałam, ze nic jej nie powiesz.

- Ale tak pomyślałaś?

background image

- Wcale nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Edward, nie!
- Dobra już mała.
Wystawiła mi język, rozsiadając się na mojej kanapie.
- Co robisz?
- Siadam?
- No tak, ale po co?
- Chcę poznać tę historyjkę zwaną Nienawiść B&E.
- Nie ma żadnej takiej historii.
- Jak nie ma?! Przecież Bella złamała twoje serce z 

kamienia, to było nie do pomyślenia! Co z tym zrobisz 
braciszku?

- A co powinienem zrobić? Może rzucę się z mostu? 

To dopiero myśl! Ale fajowo nie? O i to jeszcze: pojadę 
do Seattle, tam mają wyższe mosty! Ale będzie radocha! 
Nie mała? Chcesz popatrzeć?! - rzuciłem sarkastycznie.

- Edward! Nawet tak nie mów! - wydarła się tym 

piskliwym głosem.

Myślałem, że bębenki mi popękają od tego jej wrzasku!
- No to co mam zrobić, jak nie pieprzyć głupoty!?
- Edward, odzyskaj ją! Nie ma nic prostszego!
- Tak, no to co zrobie rundkę po USA, zajrzę w każdą 

uliczkę, może jakimś trafem trafię na to uciekające 
chuchro.

Co ty na to ?
- Nie Edwardzie, po prostu do niej napisz, zadzwoń, 

wyciągnij informacje, gdzie jest!

- To nie takie proste! Poczty najwidoczniej nie 

sprawdzała, bo wysłałem jej kilka maili, a komórkę…
wyłączyła.

background image

- Jak to wyłączyła?
- Normalnie, nie wiesz, jak to się robi? Podaj mi 

telefon, to zademonstruję!

- EDWARD – wysyczała.
- No, normalnie Alice, nie chce kontaktu z ludźmi, tylko 

to udało mi się wydedukować z zaszłej sytuacji.

- Szlag by ją, to bardzo fajna dziewczyna, ale żeby 

mnie, Alice Cullen, nie powiedzieć, gdzie się wybiera!

- A ty co? Najważniejsza? Primadonna?
- A żebyś wiedział CKMie.

4

- Buahahahaha. – Tylko to wydobyło się z mojego 

gardła.

Kurwa, mi tu dziewczyna nawiała, a ona się przejmuje 

tym, że nie jest wtajemniczona! 

A niech ją gęś kopnie, wrednego chochlika!
- Alice, proszę zostaw mnie samego w pokoju, chcę 

samotności…

- No tak, Bella złamała ci serduszko, cierpisz to 

zrozumiałe, ale wiedz, że ja cię kocham, gdybyś nie był 
moim bratem, a nie miałabym Jaspera, to bym się za 
tobą uganiała, bo jesteś śliczny. 

- Wiem, Alice, co o mnie sądzisz, a raczej o moim 

wyglądzie, ale nie pocieszasz mnie.

- Jak to nie?
- Bo mi zależy na takiej opinii tylko z jednych ust. Belli 

ust. Kocham ją, jak to możliwe, że ja, Edward Cullen,
pokochałem taką dziewczynę jak Bella?

Możliwość jest jak trafienie szóstki w totka!
A ja, nie! Musiałem złamać własne reguły, zbliżyłem 

się do niej, pokochałem ją a ona mnie odrzuciła… 
Dlaczego, mnie to dotyczy?

- Nie wiem bracie, idę, nie chcę ci przeszkadzać.

                                                

4

CKM – Ciężko Kapująca Mózgownica  - przysłowie

background image

- Dobranoc.
Znowu zostałem sam, sam na wieczność, do końca 

życia, ona nigdy mnie nie pokocha, a nawet jeśli to nie 
będzie chciała być z takim padalcem jak ja.

Wiem! Napiszę do niej maila. Zalogowałem się na 

swojego maila zaczynającego się od 
EdwardCullenPozerusdupkus: to nie powody do 
śmiechu! To szczera prawda. Zarazem słowa Jazza. 
Podwędziłem Alice adres mailowy Belli i zacząłem swój 
jakże monotonny i krótki wywód!

Droga Bello!
Przepraszam Cię, zachowałem się jak szczeniak! 

Wyznałem Ci miłość, chyba wolałabyś o niej nie 
wiedzieć, pomimo iż kocham Cię całym sercem, 
wolałbym, by to się wcale nie zdarzyło.

Chciałbym mieć Cię po prostu w pokoju obok, móc 

patrzeć na Ciebie i słuchać Twojego głosu… Proszę,
wróć do nas.

Edward, do ostatniego dnia na ziemi, już Twój. 

Na odpowiedź długo czekać nie musiałem, a jednak 

cholera zalogowała się na poczcie!

Z niepokojem otwierałem widomość.

Edwardzie!
Pomijając grzeczności, walę prosto z mostu.
Nie, nie wrócę przez najbliższe dwa miesiące, chcę 

zapomnieć o Tobie, nie chcę Cię znać, boję się miłości, 
boję się związków, uwielbiam nasze pocałunki, ale nie 
chcę być w zobowiązującym związku, a każdy taki jest, 
nie potrafię żyć w Forks… Nie pisz już do mnie, chcę o 
Tobie zapomnieć…

background image

Bella sukinsynka. Na zawsze zimna jak lód. 

Czyli, że boi się miłości, może ona także mnie kocha? 

A cholera ją wie…

ROZDZIAŁ 7

„A niech się męczy”

Beta: Chochlica1

BELLA

Zimny Nowy Jork… Chodziłam po mieście niczym 

idiotka nie z tego świata. Kocham spacery, ale co ja 

background image

robiłam w środku stycznia, chodząc po mieście późnym 
wieczorem? 

Rozmyślałam, kto by pomyślał, prawda? 
Jest mi niesamowicie ciężko być tutaj samej, ale cóż. 

Life is brutal, nie? 

Do Forks nie wrócę, zrobiłam z siebie kompletną 

idiotkę!

Kurwa, Edward to zajebisty facet, a ja co? Ja go 

zostawiłam, no jak zwykle popisałam się inteligencją.

Zachciało mi się samotności, życia w pojedynkę, bo 

wtedy sam sobie jesteś panem. 

A teraz niezmiernie tego żałuję. Zostawiłam faceta, 

który pomimo mojego braku inteligencji, braku 
koordynacji  ruchowej oraz urody mnie pokochał, całym 
sercem.

Jestem zimna niczym lód bieguna północnego, niczym 

otwarta nowa lodówka.

Nigdy chyba nie popełnię już większego błędu.
Będę żyć i brać to, co ludzie mi oferują. 
Nie będę sobie żałować, aż tak mnie nie powaliło. 

Chyba. 

Przykro mi do dzisiaj, że zostawiłam Edwarda. 

Zraniłam go bez wątpienia, nie ma nawet o czym gadać, 
mój błąd i tyle.

Ale z drugiej zaś strony, dlaczego miałam żyć w 

strachu, że on zechce mnie dalej kochać?

Nie, nie, to ja przegięłam, niestety w złą stronę!
Kiedyś się poprawię, przeproszę go, Alice, Cullenów i 

resztę.

Wróciłam do domu około północy. Było tak późno, ja 

taka zmęczona, szybko się wykąpałam i nie wiem kiedy i 
jak, zasnęłam.

background image

Obudziły mnie słoneczne promienie, wpadające przez 

nieszczelną roletę. Poczułam niesamowity ból w 
kościach i mięśniach, głowa mi pękała, nie byłam w 
stanie przełknąć śliny… angina?

Padłam na łóżko, męcząc się z bólem. W końcu 

zebrałam się i przyniosłam sobie szklankę wody.

Odszukałam telefon komórkowy, który jak zwykle leżał 

po lewej stronie poduszki i laptopa, który poniewierał się 
pod łóżkiem.

Włączyłam oba urządzenia. W telefonie zaświecił się 

wyświetlacz i ukazała mi się wiadomość o dwudziestu 
czterech nieodebranych połączeniach i osiemnastu SMS 
– ach, każdy był mniej więcej podobnej treści : „Gdzie 
jesteś?!” – na zmianę Edward, Alice… Martwią się. –
Pomyślałam,  logując się na pocztę. 

Alice była dostępna online, od razu zareagowała na 

moje pojawianie się.

- Belloooooooooooo! 
- Cześć, Alice - odpisałam.
- Gdzie ty się podziewasz, do cholery jasnej?!
- Nieważne Al, chcę być sama.
- Jak to sama?!
- NORMALNIE!
- Przełącz się na kamerkę, Bello.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo strasznie wyglądam.
- Pffm, od kiedy przejmujesz się wyglądem?
- Od dzisiaj.
- Dlaczego?
- Bo mam anginę. - Kurwa, po co jej mówiłam?!
- To wracaj do domu!
- Odbiło ci? Jestem w NY i co mam jechać? Nie!

background image

- Dobra, ale idź chociaż do lekarza.
- Pójdę, bo nie wyrobię bez leków, niestety.
A jak trzyma się Edward?
- Od kiedy on cię obchodzi?
- Alice, wiesz, że od zawsze… Boję się
- No, masz czego, bo się biedak załamał!
Cierpi niesamowicie, od rana do wieczora siedzi 

zamknięty w swoim pokoju. Chyba zapomniał, że ma 
rodzinę. ON CIĘ KOCHA!  Do kurwy nędzy!

- Wiem, Alice, wiem!
-To dlaczego tam siedzisz?! Przecież możesz wrócić, 

żyć z Edwardem!

- Nie, nie mogę, Alice spadam, nie czuję się za dobrze. 

Papa.

- Okej pa, wróć, proszę!
- Nie, Alice
Wylogowałam się czym prędzej, irytowała mnie ta 

dziewczyna! Po kiego narobiła mi wyrzutów sumienia?!

Kurwa! Ja chyba… kocham Edwarda, to „chyba”, to za 

mało powiedziane.

Ja go na pewno kocham! Chciałabym, aby siedział 

teraz przy mnie, podał herbatę, tulił do swego torsu. 
Chciałabym poczuć smak jego warg, poczuć jego 
zapach, zasmakować miłości, znaleźć ją, całkowitą 
czystą i stuprocentową miłość. Czy to możliwe w moim 
przypadku? Być może tak, ale tylko wtedy, kiedy wrócę 
do Forks, a boję się tego, boję się im pokazać, bo 
jeszcze mnie znienawidzą za takie głupawe zmiany!

I jeszcze ten sen sprzed kliku dni!

EDWARD

background image

Opuściła mnie tyle czasu wstecz, a ja co? Ja nadal 

leżę w pokoju całymi dniami i gapię się w biały sufit! 

Co to ma być, do cholery jasnej?!
Nigdy nie pomyślałbym, że serce, które zostało 

złamane, rozkruszone na tysiące kawałeczków może tak 
boleć, jest mi niesamowicie źle.

Smutno. Przykro. Brak mi uczucia. Brak ciepła jej ust, 

jej oddechu, zapachu szamponu do włosów!

Śni mi się każdej nocy, każdego poranka budzę się 

radosny ,ale tylko chwilowo, zaraz rzeczywistość do 
mnie dociera i na powrót mam złamane serce. Ja 
Edward Pozerus dupkusus Cullen mam złamane serce! 
Nie do wiary, prawda? Chuj z wiarą, ludzie się zmieniają! 
Ja jestem  w stanie dla niej góry przenosić, a ona 
uciekła!

Bała się, to wiem od Alice. Od Alice też wiem, że Bella 

martwi się o mnie. Kocham ją, kocham, kocham, 
kocham, kocham… i mógłbym tak całą wieczność. 

Dobrze, że Chochlik jest taki kochany i dobry, gdyby 

nie ona zdechłbym tutaj z głodu, pragnienia, moralnego 
kaca.

To ona przynosiła mi ciepłą herbatę, to ona 

rozkazywała ogrzać pokój, bo dla mnie nie było różnicy 
czy kaloryfery są odkręcone na piątkę, czy w ogóle mi 
nie grzeją! To ona robiła trzy posiłki dziennie i to ona 
dzień w dzień po obiedzie przynosiła mi coś słodkiego. 
Esme i Carlisle też coś dla mnie zawsze robili, ale oni 
bywali tu rzadziej, wydaje mi się, że to sprawka Al. 

Kocham tą dziewczynę, gdyby jej nie było byłbym 

całkiem sam. Ale nie jestem, gdybym był, raczej nie 
miałbym oporów, aby zaaplikować sobie tak zwany złoty 
strzał, pomimo iż nie ćpam nałogowo, albo wlałbym w 
siebie hektolitry wódki! Nie, czystego spirytusu, a co mi 

background image

tam! Chuj, ale bym się przekręcił na drugą stronę, 
kopnąłbym w kalendarz i nic bym  nie czuł, nie 
kochałbym, nie nienawidziłbym, nie czułbym bólu straty.

Miałbym luz blues, żyłbym gdzieś tam, nie wiem gdzie, 

a może nie byłbym gdzieś, a w piekle za to, że jestem 
takim oschłym draniem, który miał czelność się 
zakochać!

Stało się. Zakochałem się, całym sercem, pokochałem 

najcudowniejszą istotę na ziemi. Nigdy kochać nie 
przestanę! Reszta dziewczyn, które były  moim życiu, to 
były przygody na jedną noc, a ich też nie było za wiele.

Cieszę się, że nie związałem się z tymi kurwami. Tak, 

kurwami, podejrzewam, że pieprzą się z innym, co noc! 
Ale co poradzić, kiedyś aniołem nie byłem, teraz zresztą 
też nie jestem, ale jakieś zasady utrzymuję! 

Nie wyobrażam sobie mieć za dziewczynę taką, co 

zaliczyło ją 99,8 procent chłopaków w mieście! Kurwy, 
no! A ja jestem w tej części! Ale to były tylko dwa 
przypadki, ale, kurwa, niestety były!

Z drugiej strony nie mogę się sobie dziwić, lepiej iść do 

takiej niż do dziwki, czekającej na drodze krajowej! Bo 
tamtej trzeba płacić, a ta „oddaje się dla przyjemności”, 
że tak to ujmę. Nie wyobrażam sobie, że normalny 
młody chłopak wytrzymałby w celibacie. Jakim chujem?!

No, po prostu nie da się.
Dzisiaj obudziłem się radosny, co znowu minęło jak 

każdego dnia. Ale nie obudził mnie nikt z mojej rodziny, 
obudził mnie dźwięk nadchodzącego SMS-a. Zdziwiłem 
się niesamowicie, to Bella.

„Edwardzie, przepraszam, wejdź na pocztę, proszę.”
Zrobiłem, o co poprosiła, w końcu dla miłości, 

wszystko! 

background image

Odebrałem maila także od Belli. Czyżby zmieniła 

zdanie?!

Edwardzie!
To ja... Wiem, pewnie masz już mnie daleko w dupie, 

w końcu Cię zostawiłam. 

Faktycznie jestem zimna jak lód, nie mam pojęcia, 

dlaczego to zrobiłam, wydaje mi się, że to dlatego, bo 
pragnę miłości, ale i boję się jej zarazem! 

Wiem, to marna wymówka, ale boję się!
Uświadomiłam coś sobie dzisiaj rano!
Nie mogę teraz tego powiedzieć. I nie mogę też wrócić 

do Forks! Nie jestem zdrowa, mam anginę, co prawda 
już końcówkę, ale nie mam siły jechać taki kawał drogi. 
Chciałabym się z Tobą zobaczyć. Liczę, że zrobisz to 
dla mnie, że przyjedziesz do mnie. 

Edwardzie, proszę! Muszę Cię zobaczyć, muszę! 

Musimy porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko.

Jeśli się zdecydujesz, to napisz do mnie, że się 

wybierasz. Teraz jestem już w hotelu, bo wyjdzie to 
taniej niżeli wynajem mieszkania, w którym miałam 
okazję mieszkać.

Znajdziesz mnie tu: Roosevelt Hotel New York, bez 

problemu go odnajdziesz. 

Bella!

A niech się dziewczyna pomęczy! Pojadę do niej, ale 

nie musi o tym wiedzieć. Zrobię jej niespodziankę. Niech 
się zdziwi i wnerwi, niech poczuje smak przegranej. 

background image

ROZDZIAŁ 8 

„Czego chciałaś?”

Beta: Eileen

EDWARD

Kiedy poinformowałem Carlisle’ a i Esme o moim 

wyjeździe, oboje wydali z siebie jęk, łapiąc się za głowę. 

background image

Wiedziałem dobrze, że chodzi im o to, iż kolejne dziecko 
wynosi się z domu. 

Carlisle zadzwonił do banku, zwiększając limit środków 

na kartach kredytowych: mojej i Belli. Ona zapewne też
potrzebuje pieniędzy, sama w Nowym Jorku.

Siostrzyczka podrzuciła mnie na lot z Seattle do 

Nowego Jorku.

Rozsiadłem się wygodnie na fotelu pasażerskim, 

wsłuchując się w muzykę z mojego iPhona.

Tradycyjnie przy starcie było mi strasznie niedobrze, 

ale myśląc o moim najdroższym słońcu, które teraz 
robiło coś w swoim hotelu, zrobiło mi się cieplej na 
duszy!

Leciałem do mojej ukochanej! 
Już niedługo miałem się z nią zobaczyć! Uśmiech nie 

schodził mi z ust.

BELLA

Edward nadal nie odpisał, minęły już trzy dni, a on nie 

dał znaku życia. Chyba mnie znienawidził, ale nie 
zdziwiłabym się wcale. Nie powiem, że jestem na to 
przygotowana, ale bardzo chciałabym, aby tutaj 
przyjechał. Wiem, wiem, to ja tu jestem burą suką, ale 
jestem chora i nie mam jak do niego jechać. No dobra, 
angina mi przeszła, mam tylko katar. Czasami lekko 
kaszlę. Ale wątpię bym czuła się na siłach, by jechać taki 
kawał drogi. A on jest zdrowy. Wierzę w niego, wierzę, 
że przyjedzie. Wierzę, że jeszcze mnie kocha. 

background image

Ja go…kocham, jestem tego pewna.
Encyklopedie podają, że miłość to uczucie, dzięki 

któremu tęsknimy za drugą osobą. Pojawia się wtedy, 
kiedy drugi człowiek jest nam bardzo, bardzo bliski. Gdy 
go obok nas nie ma, to za nim tęsknimy. Całe nasze 
ciało czeka na spotkanie, a gdy widzimy obiekt swoich 
westchnień, to czujemy motyle w brzuchu. I ja tego 
wszystkiego doświadczam!

Niesamowicie stęskniłam się za tym boskim 

Edwardem.

Do pokoju wparowała pokojóweczka ze sztucznym 

uśmiechem. 

- Dzień dobry! Nazywam się Leah i dzisiaj posprzątam 

pani pokój!

- A przepraszam, co ja mam robić w tym czasie? –

zapytałam sarkastycznie.

- Może niech pani weźmie relaksacyjną kąpiel? 

Przygotować?

- Tak proszę. – Uśmiechnęłam się równie 

sarkastycznie, wygrzebując z toreb jakieś ubranie. 

Padło na czarny golf z krótkim rękawkiem oraz
Białe dżinsy. No nie ma to jak mega kontrast, nie?
Z łazienki dobiegł mnie szum wody i wrzucanych 

kuleczek zapachowych do wanny. 

Wanna z hydromasażem, zapalone, pachnące  świece 

w okrytej na całej powierzchni marmurem łazience, 
zapach olejku i kwiatów. Marzenie. 

- Dziękuję pani bardzo, pani … Leah?
- Tak, proszę. Czy ma pani jakieś życzenia?
- Nie żadnych, proszę tylko uważać na telefon 

komórkowy i laptopa. Wolałabym, aby nie było na nich 
żadnej rysy!

- Dobrze, proszę pani. 

background image

Nie ufałam tej dziewuszce, portfel i karty kredytowe 

wzięłam ze sobą. Inne kosztowności to laptop i komórka. 
Jak coś sobie przywłaszczy, od razu się zorientuję. Albo 
prawie od razu, także…. Niech nawet nie próbuje.

Rozłożyłam się w wannie, rozmiarem przypominającej 

mały basen. Okazało się, że ma wbudowane funkcje 
hydromasażu, co bardzo mnie ucieszyło. Mogłam 
rozmasować sobie zbolałe po anginie mięśnie. Zapach 
świec i olejku nieustannie koił moje nozdrza, a szum 
wody w wannie oddalał mnie 

od zatłoczonego miejsca. Znalazłam się w kranie 

snów, tam gdzie nic nie boli, tam gdzie miłość jest 
miedzy wszystkimi, tam gdzie każda dusza chciałaby 
trafić po śmierci. Wszystko było tak piękne, tak 
cudowne, że nikt nie mógłby tego teraz przerwać. 

Odpłynęłam w niebyt w gorącej, pachnącej wodzie.
Nie miałam pojęcia, ile czasu to tak naprawdę trwało, 

ale zbudziła mnie pokojówka, ta sama co wcześniej.

- Pani Swan, apartament jest wysprzątany, laptop i 

komórka nawet nietknięta, leżą na stoliku nocnym. 

- Która jest godzina?
- 12.40.
- A o której pani tutaj przyszła?
- Około 11, a co się stało?
- Nic takiego, zasnęłam.
- Acha, bardzo przepraszam, że panią zbudziłam, już 

idę, nie przeszkadzam pani, do widzenia.

- Dziękuję za kąpiel i porządek. Do widzenia.
Ta dziewucha widać nic nie zmajstrowała. Drzwi za nią 

zamknęły się cicho.

- Poczekaj – krzyknęłam.
Natychmiast owinęłam się białym puszystym 

ręcznikiem, z wyszytym na nim na złoto logo hotelu.

background image

Pokojówka się wróciła. Sięgnęłam do portfela. 

Wyjęłam pieniądze.

- Proszę – powiedziałam, dając dziewczynie 

pięćdziesiąt dolców.

- Ależ proszę pani, to za …
- Cicho bądź i bierz. – Puściłam do niej perskie oko.
- Dziękuję, i proszę nie mówić do mnie per pani.
- Jasne Leah, jestem Bella. – Uścisnęłyśmy sobie

dłonie.

- Jeszcze raz dziękuję, to ogromny napiwek. A teraz 

musze już iść. Miłego dnia, Bello.

- Nawzajem, Leah. 
Faktycznie wszystko było wysprzątane, a laptop i 

komórka leżały na nocnym stoliku. 

W takim razie miła z niej dziewczyna. Ale żeby taka 

młoda kobieta, pracowała jako pokojówka? Nie powinna 
studiować? No nie wiem, w każdym razie powinna się 
jeszcze uczyć, to na pewno. Tak jak i ja, ale mam to 
gdzieś, prawdę powiedziawszy. 

Powinnam teraz siedzieć w szkole, a ja co? Stoję na 

środku pokoju w NY owinięta ręcznikiem. Pięknie! 

Wróciłam do łazienki, nakładając szlafrok z takim 

samym nadrukiem, jaki miał ręcznik. Wysuszyłam włosy. 
Wsunęłam stopy w kapcie pasujące odcieniem do 
szlafroka i udałam się do mojego pokoju, dzwoniąc do 
recepcji i zamawiając kosmetyczkę do pokoju trzysta 
sześć.

Wysłano do mnie panią w wieku około trzydzieści pięć, 

góra czterdzieści lat. Przy sobie miała kuferek i zastaw 
do makijażu. 

Nie musiałam nic mówić, a już po chwili na twarzy 

miałam maseczkę błotną, a paznokcie u stóp piłowane. 

Ta kobieta wyczyniała cuda z moją skórą. 

background image

Po dwóch godzinach siedzenia nieruchomo, moje 

paznokcie lśniły emalią! Twarz miałam rozpromienioną i 
ładnie pomalowaną.

Zapłaciłam kobiecie sto pięćdziesiąt dolarów, tyle 

sobie zażyczyła i tyle też dostała.

Czuję się dziwnie, ze tak korzystam z kasy Carlisle’a, 

ale kazał mi je przecież wydać, na co tylko zechcę! No to 
co miałam poradzić? Odczuwałam straszną ochotę, aby 
poddawać się wszelkiego rodzaju zabiegom.

W każdym razie kiedyś oddam mu ten tysiąc dolców, 

który zdążyłam wydać.

Jakoś żyć przecież musiałam. Mam nadzieję, że 

niedługo będę mogła wrócić do Forks, ale nie wiem czy 
tego akurat mi trzeba.

Całkiem suche włosy rozczesałam, rozpuszczając je 

na ramiona. Golf sięgał mi do bioder, był strasznie długi,
a białe dżinsy opinały mi tyłek. 

Założyłam szpilki i jasny, kremowy płaszczyk. 
Zeszłam na dół, kierując się do najbliższego centrum 

handlowego. Pogoda w Nowym Jorku bardzo się 
poprawiła, tak jakby zima się już kończyła. Słońce 
świeciło jak na wiosnę, a niektóre dziewczyny 
paradowały już w mini.

Płaciłam kartą kredytową. Zakupiłam dwie książki i 

płytę z muzyką, bo moja powoli zaczynała mi się nudzić.

Pan w sklepie był bardzo miły, nawet usiłował mnie 

poderwać! Ale ja miałam już swego księcia z bajki, tylko 
że on mnie już chyba nie chciał...

Około czternastej byłam z powrotem w hotelu, 
Po drodze spotkałam Leah obściskującą się chyba ze 

swoim chłopakiem. Aż oczy jej się świeciły.

Zrobiło mi się ciężko i smutno na sercu.

background image

Tak mi tęskno do Edwarda, tak go kocham, tak chce 

go ujrzeć i przytulić, pocałować, przeprosić!

A jego nie ma…
Rozsiadłam się wygodnie na imitującej skórę kanapie, 

popijając kakao. Zaczęłam czytać jedną z kupionych 
wcześniej książek.

Nie mogłam skupić się na lekturze, bo moją uwagę 

rozpraszały myśli o moim Edwardzie.

Po kilku godzinach nic nierobienia rozległo się ciche, 

nieśmiałe pukanie do drzwi. Z wielką niechęcią 
podniosłam swoje cztery litery, odruchowo wygładziłam 
spodnie i golf na sobie, zmierzając w kierunku wyjścia.

Otworzyłam drzwi.
Moim oczom ukazał się … nie kto inny jak MÓJ 

EDWARD!

Motyle w brzuchu od razu zaczęły się krzątać, a serce 

podeszło aż do gardła. 

Odruchowo rzuciłam się w ramiona ukochanego, który 

nie miał ku temu większych oporów.

- Edwardzie, jak się cieszę, że przyjechałeś! –

wykrzyczałam wprost w jego ucho. – Wejdź.

Chłopak przeszedł obok mnie, rzucając mi tylko jedno 

spojrzenie. 

- Bello, czego chciałaś, pisząc do mnie?
Spojrzałam na niego, nieufnie.
On ściągnął brwi, dając znać, że oddaje mi głos.
Nie przygotowałam sobie przemowy, ale zaczęłam 

improwizować.

-Edwardzie, kochanie, słońce, mój ty najukochańszy!

Wiem, że jestem zimną kurwą, której miłość się nie 

należy, dobrze wiem, że już zapewne mnie nie chcesz. 

Zadajesz sobie pytanie: dlaczego? Nie ty sam, ja też!

background image

Sama, kurwa, nie wiem, kim jestem, że tak okrutnie cię 

potraktowałam. Zachowałam się jak zimna suka, która 
martwi się tylko o siebie. Zamiast dać szansę naszej 
miłości, wzięłam moją dupę  troki i uciekłam. – Łzy 
płynęły mi po zarumienionych policzkach. Edward stał 
natomiast nieruchomo, patrząc mi w oczy. – Edwardzie, 
kocham cię, kocham cię najbardziej na świecie! Nie 
znam nikogo, kto tak mnie uszczęśliwia jedynie swoją 
obecnością. Kocham cię! Najbardziej jak tylko się da.

Edward cisnął swoją marynarką przez pokój, aż 

znalazła się na fotelu w jego przeciwległym rogu.

Podszedł do mnie. 
Zbliżyłam się do niego, składając małe pocałunki na 

jego słodkich, czerwonych wargach.

On odwzajemnił tę pieszczotę. Miłość rozlała się po 

całym moim ciele.

Edward złapał mnie w pasie, opierając mnie o białe 

drzwi wejściowe. 

- Teraz jesteś moja. – Posłał mi zawadiacki uśmiech.
Poczułam jego wargi na swoich, naciskał na nie 

niemiłosiernie, ale ja od razu to pokochałam. 

Wsunęłam język do jego ust, nasze języki masowały 

się nawzajem, a któreś z nas co jakiś czas pogłębiało 
pocałunek. Tak, my powinniśmy być razem, dla samych 
pieszczot…Zaczęło nam brakować tchu. 

Ręce Edwarda powędrowały pod mój golf, a moje do 

jego koszuli.

- Edwardzie, chodź…tam jest wygodne łóżko. – Oboje 

parsknęliśmy śmiechem. W tym czasie rozpracowaliśmy 
górną część naszej garderoby. 

Co prawda, on miał problem z zapinką mojego stanika, 

więc musiałam mu pomóc. A jednak to jednak prawda, 
że to ogromna bariera dla mężczyzn! 

background image

Padliśmy na łóżko, nadal się całując, Edward masował 

moje piersi. 

- Bello, czy na pewno chcesz…– pocałunek – to –

pocałunek – co – pocałunek – zamierzamy?

- Taaaak!
Całował mnie po całej gołej partii ciała, a ja 

odwzajemniałam się tym samym. Edward migiem 
ściągnął swoje spodnie, zabierając się za moje. 
Wygięłam ciało w łuk, umożliwiając mu zrobienie tego 
samego z moimi.

Oboje byliśmy teraz nadzy. Widziałam po Edwardzie, 

że jest w takim samym stanie emocjonalnym, co ja. Jego 
oczy błyszczały i widać w nich było tylko miłość i 
pożądanie. 

Kolejny namiętny pocałunek zakończył się dopiero 

wtedy, kiedy zabrakło nam tchu.

Edward zaczął coraz poważniej do tego podchodzić.
- Edwardzie, ja nigdy, nie… - wyszeptałam.
- Ciiii…Bello, ze mną będzie ci dobrze.
Poczułam nacisk na mnie samej, oraz jego we mnie, 

nasze ciała splotły się w jedną całość. Przez chwilę 
odrobinę bolało, ale uczucie, jakie nas łączyło łagodziło 
przykre doznania. Nie minęło dużo czasu, a zupełnie 
zapomniałam o jakimkolwiek dyskomforcie.

- Och, Edwardzie jak ja cię kocham!– wyszeptałam.
- Bello, kocham cię – odpowiedział, całując mnie w 

szyję.

Później była już tylko miłość i seks. 

background image

ROZDZIAŁ 9

„Edwardzie, chodźmy do domu”

Beta:P.Gozdzikowa

BELLA

Ostatnia noc to było czyste szaleństwo! Edward i ja 

uprawialiśmy miłość. Czyż to nieprawdopodobne?

Jeszcze teraz czuję dreszcze.

background image

Przyjemne dreszcze. Kocham go, teraz jestem tego 

pewna w więcej niż stu procentach.

To on jest moim bogiem, moim najukochańszym 

mężczyzną na świecie. Kocham go.

Edward jeszcze spał, ale nie mogłam powstrzymać się 

od ciągłego gapienia się na jego tors. 

Po pewnym czasie znudziło mi się patrzenie w jeden 

punkt, więc zadzwoniłam do recepcji, prosząc o 
przyrządzenie full wypas śniadania i czarnej parzonej 
kawy do pokoju Belli Swan. Po cichu wymknęłam się do 
łazienki, nakładając puszysty szlafrok. Rozczesałam 
moje siano na głowie i czekałam na dostawę. Kiedy 
pokojówka zjawiła się z wózkiem, odebrałam 
zamówienie i wróciłam do łóżka. 

Delikatnie pocałowałam Edwarda w jego lekko 

rozchylone wargi. Ani drgnął. Powtórzyłam czynność 
kilka razy, aż poczułam, że sam angażuje się w 
pieszczotę. 

Pocałowałam go jeszcze raz i usiadłam obok niego.
- Witaj, Edwardzie - szepnęłam nad nim.
- Witaj, moja najukochańsza Bello - odpowiedział.
Pocałował mnie jeszcze kilka razy.
Wstał, udając się do łazienki. Kiedy wrócił w szlafroku, 

zauważył śniadanie, za co posłał mi tylko uśmiech.

- Jestem strasznie głodny! Nawet nie wyobrażasz 

sobie jak!

Oboje wybuchliśmy śmiechem. 
- Trzeba było powiedzieć wieczorem, to 

zamówilibyśmy jakąś kolację - powiedziałam.

- No coś ty! Miałem wczoraj lepsze rzeczy do roboty, 

niż jedzenie. - Puścił mi perskie oczko.

- No tak - skwitowałam, smarując kromkę chleba 

dżemem truskawkowym.

background image

Podczas śniadania prowadziliśmy luźną rozmowę o 

tym, co robiliśmy, kiedy nie byliśmy razem. To znaczy, 
gdy ja wyjechałam. 

Po śniadaniu poszłam się ubrać. Stwierdziłam, że 

skoro jesteśmy razem z Edwardem, to mogę powodzić 
go za nos! Ubrałam brązowe dżinsy rurki z bardzo 
niskim stanem i do tego fioletowy sweterek z głęboko 
wyciętym dekoltem, opinającym moje ciało. Do tego 
naszyjnik od mamy, który dostałam trzy lata temu. 

Kiedy już łaskawie opuściłam łazienkę i Edward mnie 

zobaczył, uniósł tylko pytająco brew.

- Co? - zapytałam.
- Nic Bello, jak możesz po takiej nocy doprowadzać

mnie do kolejnego obłędu?!

- No to co, worek na ziemniaki mam na siebie włożyć?
- Nie, nie, wolę obecną opcję. Bello jakieś plany na 

dzisiaj?

- Nie, żadnych, no chyba że… - Mrugnęłam 

porozumiewawczo

- A ja mam plan.
- Hę?
- Proponuję szalony dzień na świeżym powietrzu.
- Co rozumiesz przez „szalony”?
- No wiesz, bardzo dużo rzeczy i mało czasu
- Tak, ma się rozumieć. - O co mu chodzi?
- Bello, zrobimy tak, ja wyjdę stąd za dziesięć minut. 

Ty, trzydzieści minut po mnie. Nie pytaj o nic. 
Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. – Uśmiechnął
się do mnie, odwracając się w stronę drzwi. Narzucił na 
siebie czarną skórę, wziął swoją torbę i wyszedł. 
Spojrzałam na zegarek, było równo południe. 

Czyli wyjść musiałam o dwunastej trzydzieści. 
Kiedy otworzyłam drzwi apartamentu, żeby wyjść, pod 

background image

moimi stopami ujrzałam białą kartkę złożoną w pół.

Otworzyłam ją.

Bello!
Zapewne poznałaś już Nowy Jork!
Liczę na to!
Podążaj za moimi wskazówkami. 
Udaj się do najbliższej stacji metra…

Co on sobie myśli?! Że będziemy bawić się w „goniący 

poprzednika”?! Dobra! Zrobię, czego chce! Ale odpłacę 
mu się, odpłacę, jak Boga kocham!

Do metra dostałam się bez problemu. Rozglądałam się 

za kolejną białą kartką, ale tym razem na tablicy 
informacyjnej zawisła czerwona kartka.

„Wsiadaj w 3+4 i ruszaj do Central Parku! Tam 

znajdziesz niebieską paczkę! PS: Zerwij tę kartkę.”

Nie ma metra 3+4…. a! Chodziło mu o siódemkę!
Zerwałam kartkę, chowając ją do tylniej kieszeni 

spodni.

Wsiadłam posłusznie do metra i pojechałam do Płuc 

Nowego Jorku.

Przy stacji metra stał chłopak, na oko z trzynaście lat, 

z kartką, a na niej napisane było: „BELLA.”

Podeszłam do niego:
- Chłopcze, czy poszukujesz dziewczyny imieniem 

Bella? - zapytałam.

- Tak, a kim jesteś?
- Właśnie Bellą, czy tę kartkę masz od wysokiego 

chłopaka w czarnej skórze?

- Tak!
- To o co chodzi?
- No miałem przekazać ci to. - Tu podał mi niebieską 

background image

paczuszkę. – I iść sobie.

Odebrałam paczkę i dałam młodemu pięć dolców.
Czym prędzej rozerwałam niebieski papier i 

zobaczyłam pudełeczko w aksamitnym materiale. 
Otworzyłam je i zobaczyłam tylko białą małą karteczkę, 
na której Edward wykaligrafował:

Jeśli chcesz miłości poznać smak,
To chodź do mnie, daj buziaka, odbierz swoją 

własność, pokaż innym, że też kochasz mnie! 

Szukaj wśród traw! 

Ktoś tu próbował rymować?  Szukaj wśród traw? 

Kurwa, Edwardzie, kocham cię, ale telepatycznie cię nie 
odnajdę! Gdzie jesteś? Jak cię znaleźć? 

Dobra, zacznę od głównego wejścia i przejdę się 

alejkami. Zaczęłam opracowywać trasę, gdy ujrzałam 
jedną czerwoną różę.  Była ułożona pąkiem ku 
zachodowi. Podniosłam ją,  obok była przywiązana,
miała karteczkę:

„To twój drogowskaz.” 
Nieopodal była kolejna. Każda nakierowywała na inną.
Po chwili uzbierałam ich całe naręcze. Na końcu drogi 

czekał kosz z przepięknym bukietem czerwonych, 
rozwiniętych róż. Łzy zakręciły mi się w oczach. 
Rozpłakałam się jak jakieś dziecko.

Ze szczęścia oczywiście!
Edward podszedł od tyłu, zakrywając mi dłońmi oczy.

EDWARD

Zakryłem oczy Belli, pytając „kto tam?”
- Ten głos i dłonie rozpoznam wszędzie - wychlipała.

background image

Biedactwo moje się rozpłakało, mam nadzieję, że tylko 

i wyłącznie ze szczęścia. 

Po jej wczorajszym wywodzie, nie miałem serca 

czegokolwiek jej odmawiać!

Kocham ją ponad życie, a widać, ona mnie też kocha.
Miałem nieco inny plan, chciałem dać jej nauczkę, za 

to, że mnie tak bestialsko zostawiła, ale się nacierpiała w 
życiu.

Kochamy się i jest okej.
Nasza miłość jest jedyna, silna, bezinteresowna. 

Chciałbym spędzić z Bellą resztę życia. Liczę na nią.

Cała ta zabawa z różami miała na celu pokazać jej, jak 

ją kocham. Udowodnić, że nie popełniła błędu 
poprzedniej nocy. Chciałem, by poczuła się kochana w 
stu procentach. 

W życiu już za wiele straciła, żebym i ja ją krzywdził. 
Nigdy jej tego nie zrobię. Przysięgam.
Nie spojrzę już na żadną inną kobietę, nie będę się 

kochał z żadną inną kobietą i żadnej innej kobiecie nie 
będę dawał tyle zrozumienia oraz miłości.

No, miłość mogę okazać jeszcze Esme i Alice, ale one 

to… inna bajka.

Wtem Bella obróciła się wprost w moje ramiona, 

wyrywając mnie z moich przemyśleń.

- Edwardzie! Kocham cię miłością nieskończoną! -

wykrzyczała Bella na całe gardło.

- Ja ciebie też kochanie.
Złożyłem na ustach ukochanej namiętny pocałunek. 

Wiedziałem, że ludzie się na nas gapią, jak na jakiś 
durniów. Ale nie ma nic bardziej fantastycznego, niżeli 
pokazywanie uczuć publicznie.

Zaczęliśmy się całować do utraty tchu! Ludzie stali 

naokoło nas w ciszy.

background image

Kiedy Bella przerwała, by zaczerpnąć powietrza, ja 

wykrzyczałem 

- Słońce ty moje!
Ludzie zaczęli bić brawo i gwizdać. 
Bella zbliżyła się do mojej twarzy, trącając mnie lekko 

swoim małym noskiem i zaczęła składać szybkie 
pocałunki na moich ustach.

Edwardzie, chodźmy do domu - wyszeptała.
- Masz rację, wracajmy.
Uśmiechnąłem się do ludzi, a Bella strasznie się 

rumieniąc, pomachała do nich, zabierając naręcze róż, a 
ja niosłem jej kosz…

Drogę do apartamentu pokonaliśmy pieszo. Był taki 

ciepły wieczór, że nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. 
Chmury były różowe od zachodzącego słońca. 

Przy pokoju odwróciłem Bellę w swoją stronę.
- Bello, zamknij oczy, proszę. 
- Co znowu kombinujesz? 
- Wszystko w swoim czasie, słońce – odparłem z 

uśmiechem.

Dziewczyna przymknęła powieki.
- Ej! nie oszukuj, Bello!
Tym razem faktycznie wykonała polecenie. 
Wprowadziłem ją do pokoju, otwierając go kartą

magnetyczną Belli.

Pociągnęła nosem wyczuwając zapachy w powietrzu. 
- Co to?
- Świece.
- Mogę otworzyć oczy?
- Tak.
Widziałem, jak dziewczyna rozdziawia usta w 

zdziwieniu.

Później usta ułożyły jej się w pół - uśmiech. Następna 

background image

mina, to było coś w stylu: „najszerszy uśmiech na ziemi”. 
Pokojówka spisała się znakomicie! 

Zgadnijcie, co było później…
Odpowiedź jest bardziej prosta, niż linijka.
Podejrzewam, iż każdy już wie, że i ten wieczór 

spędziliśmy na namiętnej miłości i wyznaniach.

ROZDZIAŁ 10

„Słodkie usteczka”

Beta: Elieen

EDWARD

Bella już śpi. Rozsiadłem się w skórzanym, beżowym 

fotelu pasażerskim. Wyciągnąłem moje niekrótkie nogi 
do przodu i pogrążyłem się w myślach. 

background image

Nawet nie wiem, kiedy miałem okazję przysnąć. 

Obudził mnie komunikat: „proszę zapiąć pasy, za chwilę 
zaczniemy lądowanie”.

Ale co się dziwić. Ani ja, ani Bella nie zmrużyliśmy

prawie oka zeszłej nocy. 

Żadnemu z nas nie przyszło do głowy spakować się 

wieczorem. 

Musieliśmy wstać bardzo wcześnie, spać poszliśmy 

bardzo późno, gdyż zabawiliśmy się w jednym z 
nowojorskich klubów. Nie chciałem być obraźliwy, ale 
powiedziałem Belli, że wygląda jak kupa nieszczęść, a 
ona wcale nie pozostała mi dłużna. Odpowiedziała, że ja 
wyglądam jeszcze gorzej. Oboje mieliśmy podpuchnięte, 
sine oczy, byliśmy bladzi na twarzy niczym wampiry i 
obolali jak po dziesięciokilometrowym maratonie. 

Takie życie młodych. 

Nikt nie wiedział, że zjawimy się akurat tego 

poranka. 

Samochód, którym Bella pojechała swego czasu do 

Nowego Jorku, został tutaj przetransportowany trzy dni 
temu przez pewną firmę, czyli mieliśmy czym wracać. 
Dobrze, że chociaż ja mniej więcej kontaktowałem, bo 
Bella była jeszcze wstawiona. Ja tamtej nocy nie piłem, 
wiedziałem, że będę musiał prowadzić. Moja dziewczyna 
rozłożyła sobie fotel pasażera i zasnęła jeszcze szybciej 
niż w samochodzie. 

Nastawiłem radio na pierwszą lepszą rozgłośnię 

radiową, usłyszałem znaną mi już piosenkę Blac Black 
Heath
, no cóż zawsze myślałem, że moje serce na 
zawsze pozostanie już czarne, brudne, nieskore do 
miłości, a tu proszę, moja Bella, moja miłość spała obok 
mnie, a moje serce rozpierała, czysta radość!

background image

Ile rzeczy można dokonać dla miłości? Otóż bardzo 

wiele. Wnioski nasuwały się same. 

Żadne z nas nie było, nie jest i świętym nie będzie, 

chcieliśmy pozostać ciągle tacy sami. 

,,Nasza miłość może być wieczna.’’ – Taka myśl ciągle 

mnie nawiedzała.

W samochodzie rozbrzmiał dzwonek telefonu 

komórkowego Belli, wyjąłem go z kieszeni jej torebki i 
odebrałem. 

– Słucham?
– Edward to ty! – Zapiszczała Alice
– Ciii, to ja, nie wrzeszcz, bo mi Bellę obudzisz!
– Dobra, okej
– Co tam siostrzyczko?
– Nic, tęsknię za wami, kiedy wracacie ?– Zniżyła głos 

o kilka stopni. – Płakać mi się chce, jak siedzę sama w 
domu, kiedy Carlisle i Esme gdzieś wychodzą.

– A Jazz?
– Jazz?  On też ma swoje sprawy…
– No dobrze siostrzyczko, wrócimy jak najszybciej się 

da. Okej?

– Super, kocham cię Edward, ale ty o tym wiesz,

prawda?

– Tak, wiem. 
– Dobra, pozdrów Bellę. Papa.
– Jasne, pa.
Rozłączyłem się, rzucając komórkę na kokpit.

Droga z Seattle do Forks, tak mi znana, tak prosta, 

a tak zapomniana…

W Nowym Jorku spędziłem niespełna dwa tygodnie, a 

brakowało mi wszystkiego. 

Radio cicho grało, kiedy Bella podniosła powieki.

– Gdzie jesteśmy? – Wychrypiała.

background image

– Dojeżdżamy do Forks.
– Acha. – Głos miała straszny.
Włożyłem rękę za obity skórą fotel i wyciągnąłem 

butelkę wody mineralnej.

– Napij się, bo skrzeczysz, kotku.
Roześmiała się, odkręcając butelkę.
– Chyba przespałam cały lot i całą drogę, co?
– Tak.
– Masz mi za złe… że cię nie zmieniłam w drodze?
– Nie, no skądże, ja nie piłem, to ja jadę, chyba nie 

myślisz, ze dałbym ci prowadzić w takim stanie?!

– No raczej nie. – Uśmiechnęła się ciepło. 
Kiedy ujrzałem tablicę witającą w Forks, na mojej 

twarzy zawitał najszerszy z uśmiechów. Bella zrobiła to 
samo. 

– Jesteśmy w domu – wyszeptała.
– Tak, jesteśmy w domu, kochanie.
Drogę do białego domu pokonałem w kilka minut. 

Chciałem zobaczyć się z rodziną, chciałem ich 
zaskoczyć.

Wjechałem na podwórze krętą drogą. Zaparkowałem 

samochód przed domem i zacząłem trąbić. Chochlik 
pojawił się natychmiast!

Ta dziewczyna od zawsze była nieobliczalna, rzuciła 

mi się na szyję, oplatając mnie nogami.

– Braciszku! Jak ja się ku-kurde stęsKniłam!!!  

piszczała mi nad lewym uchem

– Alice, bo ogłuchnę!
– I co z tego!
Ucałowała mnie w policzek, zeskakując ze mnie.
Zmierzała ku Belli.
– Alice! Spokojnie, nie skacz na nią!
– Dobra, ona jest za drobna, wiem.

background image

Skierowałem się do bagażnika po nasze torby. Były 

tylko cztery, po dwie na głowę. 

– Bello! Ty zimna… pipo ! – Obie wybuchły gromkim 

śmiechem. 

– Ja też się cieszę, Al. – Dziewczyny objęły się.
Przechodząc obok nich, zaśmiałem się i powiedziałem:
– Alice! bom zazdrosny!
W domu jak zwykle było posprzątane tak, że mucha 

nie siada. Ale z kuchni coś…śmierdziało?!

– Alice, co ty robisz?! Coś ci się chyba spaliło!
Chochlik wbiegł do kuchni przez salon. 
Usłyszeliśmy z Bellą wiązkę przekleństw 

zaczynających się na wszystkie litery alfabetu. 

Dziewczyna wyszła z kuchni z ustami ułożonymi w 

podkowę.

– Co się stało? – zapytała Bella.
– Nic! Tylko przypaliłam kolejne ciasto.
– Nie przejmuj się, zaraz jakieś upiekę. Chcesz? –

zapytała z entuzjazmem Bella.

– Jasne! – zapiszczała.
Postanowiłem się zgrabnie wycofać.
– To ja pójdę nas rozpakować, Bello.
– Okej, idź, moje rzeczy możesz zostawić w łazience, 

muszę je wyprać.

– Dobra nastawię pranie, nie ma problemu. 
– Pamiętaj tylko, żeby dodać płyn zmiękczający i nie 

nastawiaj na więcej niż sześćdziesiąt stopni!

– Dobrze prze pani
– Nie wygłupiaj się, idź. 
Jak kazała, tak uczyniłem: dla niej wszystko.
Kobiety zostały w kuchni, a ja tymczasem 

rozpakowałem torby, nastawiłem pranie i zalogowałem 
się na pocztę. 

background image

O dziwo ten świrus, Jazz, był dostępny.
O tej porze, tak wcześnie, w południe, w weekend, a 

on nie spał?!

Napisał do mnie niebawem po moim zalogowaniu. 
– Hej. Kiedy wracacie?
– Wróciliśmy.
– Kiedy?
– Pół godziny temu.
– Dlaczego ja nic nie wiem?
– Bo dopiero przyjechaliśmy.
– Zaraz jestem.
Wylogował się szybciej niż to możliwe. Podejrzewam, 

że po prostu odłączył listwę od prądu. 

Zszedłem na dół do salonu. Alice i Bella z czegoś się 

ciągle śmiały, pewnie Bells uczyła ją zagniatać kruche 
ciasto. Z tym, że Bella ma krótkie, naturalne paznokcie, 
a Alice jak zwykle ozdobione akryle. 

Rozłożyłem się na jasnej kanapie, włączając telewizor. 

Skakałem po kanałach, szukając jakiegoś fajnego 
programu, a tu nic, zero, w ogóle nic ciekawego! 
Wyłączyłem sprzęt i przymknąłem powieki, kiedy 
poczułem, że odlatuję, rozległo się łomotanie do drzwi.

Ujrzałem w nich Jaspera z chytrym uśmieszkiem na 

twarzy. 

– A ty tu czego ? – Robiłem sobie z niego jaja.
– No…
– Tak, wiem, stęskniłeś się za mną, ale bardziej za 

Bellą? Tak? Naprawdę? To goń się, ona jest moja!

Chłopak zbystrzał.
– Żartowałem, Jazz!
– Stary, doprowadzisz mnie kiedyś do obłędu. –

Mówiąc to wyciągnął sześć browarów. 

– No, no widzę, że nie przychodzisz z pustymi rękoma.

background image

– Jasne, ze nie. 
Z kuchni wyłoniły się nasze dziewczyny. Bella czysta, 

uśmiechnięta, z blachą w ręku... za to Alice! Umazana 
mąką, w fartuszku w czerwoną kratę i z kawałkiem 
ciasta kruchego w ręku!

– Boże, jak ty wyglądasz! – zawołałem, kiedy ona

podeszła przywitać się z Jasperem. 

– No wiesz! Piekę ciasto! 
Wszyscy nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.
Popołudnie zleciało naszej czwórce na wygłupach i 

różnorodnych żartach. 

Jasper skoczył po jeszcze kilka piw i po chipsy.

Dziewczyny, a raczej Bella, upiekły mega pyszną 
szarlotę na kruchym cieście. 

Alice jak zwykle musiała iść i się jeszcze wymalować.
„Jak ja wyglądam?!” – Ciągle słyszeliśmy. 
Jazz wygonił ją do łazienki na równo pięćdziesiąt

minut, mierzyliśmy jej czas. Ona mogłaby tak całymi 
dniami.

Alice i Jasper poszli na spacer.
My z Bellą zostaliśmy w salonie. 
W wieży rozbrzmiewała spokojna melodyjka. 
Ukochana wtulała się we mnie. Nasze nosy prawie się 

stykały.

Bella złożyła pocałunek na moich spragnionych 

ustach. Bawiliśmy się tak przez jakiś czas. Ja chciałem 
prawdziwego pocałunku, przejąłem inicjatywę. 

Przechyliłem głowę Belli w prawo i zacząłem całować 

jej czerwone słodkie usteczka, coraz bardziej napierając 
na nią swoim ciałem.

Dziewczyna zacisnęła ręce na moich włosach, 

siadając na moich kolanach. 

background image

Przechyliła moją głowę do tyłu, przywierając do mnie, 

pogłębiając nasz niecodzienny pocałunek. 

Nasze języki spierały się o pierwszeństwo, nasze 

ruchy były całkowicie zsynchronizowane. 

Moje ręce wędrowały po plecach Belli, jej po moim 

karku, torsie i włosach. 

Czułem narastające podniecenie i pożądanie w 

naszych ciałach… Kiedy nagle drzwi wejściowe się 
otworzyły i zawiało chłodem.

BELLA

W drzwiach stał nie kto inny jak Carlisle z Esme.  

Poczułam, że płonę nie tylko na twarzy, ale i na całym 
ciele, to niedopuszczalne! 

– Witajcie – powiedział Edward, spoglądając na mnie 

zawiedzionym wzrokiem. 

– Czyli, że się pogodziliście? – zapytał Carlisle z 

uśmiechem na twarzy.

– Jak widać, tato. 
Ześlizgnęłam się na miejsce obok mego kochasia.
– Miło was widzieć…w domu! – zawołała Esme.
– No tak, nagle wróciliśmy. 
Decyzja o powrocie była spontaniczna. Poprzedniego 

wieczoru Edward rzucił hasło „wracamy” Nie 
sprzeciwiałam się, tylko postawiłam jeden warunek –
idziemy do klubu. 

I tak oto znaleźliśmy się w domu, w Forks. 
Było mi wstyd, nie tylko mnie, Edwardowi także, że oni, 

właśnie oni, zastali nas w takiej pozycji… Czy nie mogła 
być to Alice?

Kurwa!
Acha, miałam nie przeklinać! 

background image

Dla Edwarda! Biedak obiecał mi, że z tym skończy. Ja 

też obiecałam, ale jakoś nie wychodziło, przynajmniej 
nie zawsze.

Przysiągł mi to tego dnia, kiedy wróciliśmy do domu 

z Central parku z ogromną ilością róż.

Esme i Carlisle zdjęli płaszcze, odwieszając je na 

mahoniowy stojak i udali się do kuchni.

– Bello? Upiekłaś cisto?
– Tak, z Alice.
– Świetnie, miałam ochotę na coś słodkiego!
Edward szepnął mi na ucho, że idzie na górę, ja 

udałam się do kuchni.

Ukroiłam sobie kawałek ciasta, siadając na krześle 

naprzeciwko Esme. 

– Wiesz co, Esme? Mam ochotę na… coś kwaśnego i 

słodkiego zarazem, czy to nie dziwne?

Ona spojrzała na mnie dziwnym, nieobecnym 

wzrokiem.

Carlisle gdzieś już poszedł, pewnie zasiadł do 

papierkowej roboty. 

– Bello? Uprawialiście seks z Edwardem?
Poczułam, że kolejny raz oblewam się purpurą!
A jej co za interes?
– Milczenie uważam za potwierdzenie.
Kiwnęłam głową, spuszczając wzrok.
– A czy któremuś z was przyszło do głowy takie coś 

jak ANTYKONCEPCJA?! – Wyraźnie podkreśliła 
ostatnie słowo. 

Znowu się nie odzywałam, tylko pokręciłam przecząco 

głową.

– A twój cykl jest nadal regularny? 
W pamięci zaczęłam wszystko obliczać.
– SZLAG BY TO TRAFIŁ! 

background image

Epilog

9 miesięcy później

EDWARD

Kto by pomyślał, że zaliczymy wpadkę?
No bo ja na pewno nie!

background image

Na moich rękach spoczywa najdrobniejsza i 

najpiękniejsza osóbka na świecie, na imię jej Reneesme. 

Obok mnie śpi moja… żona. 
Z wielką chęcią wracam do dnia naszych zaślubin.
Ja, młody Edward Cullen, na ślubnym kobiercu. Bella 

ubrana w najpiękniejszą suknię na świecie, w kolorze 
ecru uśmiechająca się do mnie przez cały dzień, z 
zarysem brzuszka. 

Pamiętam, jakby to było dziś, a zdarzyło się w marcu. 

Tak dawno temu, a zarazem tak blisko. Jak to możliwe?

Pamiętam też, jak mi o wszystkim powiedziała. 
To był wielki szok, ale teraz to moja miłość.
Odnalazłem ją, kolejną już w swoim życiu. 
To zabawne, że moje dwie kobiety mają urodziny tego 

samego dnia. Będę miał piekło jak zapomnę!

Carlisle i Esme krzątają się po domu, żeby tylko 

kolejny raz nie wejść do nas. Wiem, ile to ich  kosztuje, 
ile kosztuje ich niewejście do nas, niewzięcie małej na 
ręce i po raz tysięczny w ciągu kilku dni niewyściskanie i 
wycałowanie.

Są szczęśliwymi dziadkami a my rodzicami. 
Alice od dnia narodzin Nessi obdarza ją 

sukieneczkami, nie powiem: piękne cudeńka, ale to 
jeszcze noworodek!

Wiem, że ostatnie dziewięć miesięcy to był ciężar dla 

Belli. Ale jak na nią przystało, zarzekała się, że wszystko 
jest okej. Przetrwaliśmy to… oboje. 

Bella chodziła do szkoły, nie opuszczała zajęć ze 

względu na ciążę, bo jak to ona mówiła: „ To przywilej, 
nie choroba.”

Nie tylko ja się nią opiekowałem, Alice i Rose 

faszerowały ją słodyczami. Esme i Carlisle w domu nie 
odstępowali jej na krok. Z tygodnia na tydzień można 

background image

było zauważyć, jak duży robi się brzuch Belli. W ciąży 
wyglądała cudownie! Promieniała! 

Składałem pocałunki na czole Belli, dopóki się nie 

obudziła aby zrobić to samo. W końcu jestem jej mężem, 
niech i mnie coś się dostanie, chociaż jeden buziak. 
Każdy kolejny całus zyskiwał na sile, im dłużej się 
kochaliśmy, tym większa była nasza miłość. Teraz 
jeszcze wzmocniona o aniołka o czekoladowych 
oczkach.

A teraz zamierzamy… żyć długo i szczęśliwie.

KONIEC