background image

 

 

 
 
 
 

 
 

7. 

Ś

wiątecznie niespodzianki 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Natasza pakowała się właśnie do babci. Za oknem zaczął padać śnieg, zapowiadały się 

białe święta. Dziewczyna uwielbiała zimę, lepienie bałwanów, rzucanie się śnieżkami. Czuła 
się wtedy z powrotem jak dzieciak. Kiedy była u swojej babci na święta otwierał się przed nią 
inny, lepszy świat. To był najpiękniejszy czas w roku, najpiękniejszy dla Nataszy. Mimo, że 
nie lubiła miasta swojej babci to nigdzie nie spędzała lepszych świąt. 

Nie wiedziała za bardzo na czym polegała różnica między świętami w Szczecinie, a 

tymi u Babci, ale wiedziała, że to coś niesamowitego, coś co można poczuć tylko tam. Coś 
czego nie da się wytłumaczyć w kilku słowach. Tylko co dokładnie? 

Usiadła na parapecie – bardzo lubiła to robić. Widziała kilku chłopaków palących 

szluga i śmiejących się z jakąś dziewczyną. Zazdrościła jej. Nigdy nie była popularna, a 
chłopacy nie ustawiali się do niej w kolejce. 

- Mamo nie mam co na siebie włożyć! – krzyknęła – Wszystko jest za duże! 
- Tak to jest kiedy się chudnie 10 kilogramów! – odkrzyknęła jej. – Jak chcesz to weź 

sobie coś ode mnie! 

Mama Nataszy była bardzo szczupłą brunetką o pięknych, błękitnych oczach. Całe 

ż

ycie była chuda, chodź lubiła jeść i jadła dużo. Miała nadzieję, że jej córka będzie miała tak 

background image

samo, wyszło inaczej. Ale tym bardziej była z niej dumna, kiedy ta obwieściła, że schudła. To 
było jak prezent. Wiedziała, że to bardzo podniesie jej samoocenę. 

Dziewczyna przeszukiwała szafę matki. Znalazła w niej parę dżinsów, które bez 

wahania zabrała i czarne leginsy. Wzięła również tunikę i jedną ze spódnic. Cieszyła się, że 
jej mama miała dobry gust. 

- Natasza gotowa jesteś?! – zapytała mama z kuchni. 
- Jasne – odpowiedziała naciągając na siebie rurki. 
- To chodź, bo zaraz jedziemy.  
- Idę. 
Chwyciła swoją walizkę i zamknęła drzwi. Wzięła lustrzankę ze stołu w pokoju i 

wyszła z mieszkania. Zaraz za nią jej matka z torbami pełnymi wypieków jej koleżanek i 
zaprzyjaźnionego kucharza. Zamknęły drzwi i ruszyła do samochodu.  

Natasza myślała tylko o tym jak dużo zdjęć będzie mogła zrobić i że do ferii został 

zaledwie miesiąc. Nie mogła się doczekać kiedy wreszcie spotka się z Thomasem, tak bardzo 
za nim tęskniła. Była ciekawa jego reakcji kiedy ją zobaczy. Od tak dawna odliczała dni do 
wyjazdu. Miała już zabukowane bilety i dostała wizę na 10 lat z której była niesamowicie 
dumna.   

Za to jej mama myślała tylko o tym czy wzięła wszystko i kiedy powiedzieć córce to 

co powinna jej powiedzieć już dawno. Nie była zbyt zadowolona z propozycji wyjazdu jej 
córki do NY, ale nie chciała wyjść na świnie. Sama pamiętała kiedy miała naście lat (to wcale 
nie było tak dawno) i wiedziała, że jeśli nie pozwoli jej jechać to Młoda sama coś wymyśli, na 
przykład ucieknie z domu. Nie chciała żeby jej córka miała chłopaka za granicą, a szczególnie 
nie jakąś gwiazdę, ale nigdy nie rozmawiały ze sobą o tym co je gnębi, nie mówiąc już o 
słuchaniu. Mogła mieć tylko nadzieję, że dziewczyny podejmie słuszna, w jej mniemaniu, 
decyzję. Nie miała pojęcia co jeszcze powie jej córka. 

 

 
Thomas leżał na kanapie Loli. Jego siostra brała prysznic. Nie chciało mu się nawet 

ruszyć po pilota od plazmy. 

- A co ty taki zmęczony? – zapytała Lola w samym ręczniku. 
- Nie wiem. Podasz mi pilota? – zapytał słodkim głosikiem.  
- Nie – odpowiedziała surowo wchodząc do sypialni. – Człowieku nie rób z siebie 

kaleki tylko wstań i sobie włącz telewizor. 

- Kiedy mi się nie chce – lamentował. 
Jego siostra podniosła pilota i zaniosła go aż do kuchni. 
- Co ty robisz?  
- Zmuszam Cię do wysiłku – zaśmiała się. 
- Bardzo śmieszne, weź go tu przynieś. 
- Nie - weszła do garderoby – jesteś śmierdzącym leniem. Dlatego dzisiaj to ty 

zmywasz – rzuciła zakładając leginsy podkreślające jej długie nogi. 

- Od tego masz Martynę – dziewczyna, którą Lola zatrudniła jako gosposie, 

uciekinierka z Rosji (tak zawsze o niej mówił Thomas). 

- Dałam jej wolne.   
Thomas podniósł się z kanapy i poszedł po pilota. Jego siostra usłyszała telewizor. I 

uśmiechnęła się do siebie. Kochała swojego brata jak nikogo innego, ale czasami miała 
ochotę mu nakopać. Wyszła z pokoju i stanęła przed bratem w sukience swojego projektu. 

- Lepiej się ubieraj, dzisiaj mamy bal, zapomniałeś? - W odpowiedzi chłopak tylko 

przewrócił oczami. – Na górze masz smoking. Mój projekt – dodała ze śmiechem. 

 

background image


 
- Moja wnuczka! 
- Cześć babciu! – uściskała ją. 
- Jak ty wyładniałaś – zachwycała się. 
- Dziękuję – zarumieniła się i poszła na górę do pokoju. 
Nie lubiła kiedy ktoś jej mówił takie rzeczy. Czuła się wtedy głupio. Nie lubił być w 

centrum uwagi. 

„Jej” pokuj nic się nie zmienił. Na stole nadal leżał ten sam biały obrus, biurko było 

ciągle puste, zdjęcia w ramkach zaszły już kurzem, a na kanapie leżała ta sama narzuta.  

Natasza związała włosy w wysoki kok - zaczęła się zabawa. Położyła na biurku 

laptopa i lustrzankę. Ściągnęła ze stołu obrus i rzuciła go w kont. Wzięła w zamian serwetki, 
które kupiła jej mama. Na komodzie położyła kosmetyczkę i włożyła ciuchy do szafek. Na 
koniec wzięła ściereczkę i wytarła ramki.  

Od razu inaczej – pomyślała i rzuciła się na łóżko. Słyszała jak na dole mama z babcią 

coś robią w kuchni, ale nie chciała wiedzieć co. Od kiedy zaczęła się odchudzać i tak nie 
mogła połowy z tych rzeczy jeść, co jej bardzo doskwierało. Wzięła laptopa z biurka i jeszcze 
raz przeczytała wiadomość od Thomasa.  

Nie mogła uwierzyć w to co napisał, po prostu nie mogła. Spodziewała się 

wszystkiego, że napisze, że nie jest pewien albo że słabe zdjęcie i nie jest w stanie określić, 
albo że to na pewno ona, ale nigdy nie pomyślała, że mógłby zaprzeczyć i to tak dosadnie. A 
on właśnie to zrobił. Powiedział, że to nie ona i  cała intryga na nic.  

Włączyła sobie youtube i jakąś pierwszą piosenkę, która przyszła jej do głowy.  
Po chwili zadzwonił telefon: 
- Słucham – nawet nie spojrzała na wyświetlacz. 
- Natasza, ty już wyjechałaś? – zapytała Maria. 
- Tak jestem już u babci, a co? 
- A nic, bo myślałam, że jeszcze zdążymy zrobić sobie maraton z horrorem, ale skoro 

tak, to trudno. 

- A Will? Przecież z nim możesz obejrzeć te wszystkie filmy – to zabrzmiał jak 

pytanie, chodź wcale nim nie było. 

- Nie on też wyjechał – powiedziała smutna, a Nataszę zamurowało. 
- Jak to wyjechał, dokąd?  
- Nie wiem, nie pytałam. Wesołych Świąt. 
- Czekaj… - ale ona się już rozłączyła. 
Nie rozumiała jakim cudem oni gdzieś wyjechali. W końcu to Weronika powiedziała, 

ż

e nie mają już żadnej rodziny, a przynajmniej takiej z którą mogliby się spotkać. Więc skąd 

ta nagła zmiana? Spojrzała przez okno.  

Właściwie, dlaczego ja się tym przejmuje – pomyślała – skoro to nie Victoria, to 

znaczy, że rozdział zamknięty, nie? Ale mimo wszystko nie potrafiła o nich nie myśleć. To 
wszystko do siebie nie pasowało, a jednocześnie układało się w jakąś całość. Czuła się jak 
detektyw, na tropie. 

- Natasza!- krzyczała jej mama – Przyjdź tutaj, już prawie skończyłyśmy.  
- Już biegnę. 
 

 
- Fuck! 
- Co? 
- Mama nie przyjedzie na święta – powiedziała opierając się o ścianę. 

background image

- A miała przyjechać? – zapytał udając zdziwienie. 
- Tak baranie, miała przyjechać. Napisała mi, że jest śnieżyca i nie uda im się 

wyjechać. 

- Czyli Bee i Anastazji też nie będzie? 
- Bee już wyjechała będzie tu za godzinę, a Anastazja została.  
- Super – udawał zadowolonego. 
- Ubieraj się! 
- Dziewczyno, jest dopiero 12 – powiedział nadal jedząc płatki. 
- JUŻ! 
- Ok., już idę. – powiedział z rezygnacją. Idąc po schodach naśladował ton swojej 

siostry.  

W głębi ducha cieszył się, że nie będzie jego matki. Nie miała ochoty się z nią 

spotykać. Nie wiedział też co powinien powiedzieć Bee. Tak dawno z nią nie rozmawiał. To 
wszystko go przytłaczało. 

Lola siedziała w swojej sypialni i zaczynała się bać. Nie chciała żeby te święta 

wyglądały w ten sposób, chciała żeby chociaż  raz. Raz od tak dawna, w zasadzie od 
wczesnego dzieciństwa, chciała mieć na święta wszystkich, dlatego zaproponowała 
tegoroczne święta u siebie, a nie u mamy, bo chciała żeby jej młodszy braciszek też 
przyjechała, chciała żeby chociaż raz Roger był z nimi wszystkimi. Ale kiedy już się prawie 
udało to rozpętała się śnieżyca. 

Była tak zła, że zaczynało jej się chcieć płakać, poczuła jak pierwsza łza płynie jej po 

policzku. W tym właśnie momencie wszedł już gotowy Thomas. 

- I jak wyglądam? – zaśmiał się. Po czym gdy Lola się do niego odwróciła zobaczył, 

ż

e coś jest nie tak. - Ty płaczesz? – zapytał siadając obok. W odpowiedzi pokiwała tylko 

głową.- Ale dlaczego? Przecież się ubrałem i zaraz jedziemy po Bee, będzie dobrze – 
zapewniał. 

- Nic nie będzie dobrze, nic, rozumiesz?! Przez te wszystkie lata nie było dobrze i 

teraz też nie będzie! Chciałam, żebyś chociaż raz był na Wigilii, żebym zapamiętała obrazek 
całej rodziny siedzącej przy stole, razem! Żebym chociaż raz nie musiała cię tłumaczyć, przed 
Bee. Wiesz, że twoja najmłodsza siostra już nawet nie pamięta, że ma brata! – wyrzuciła mu 
to w twarz. -  Myślisz, że po co robię te święta u siebie? Bo mam taki kaprys? Robię je dla 
ciebie! Dla Ciebie, Roger! Dla Ciebie, a oni nie przyjadą! 

- Przestań dobrze? Z Anastazją widziałem się jakiś rok temu. 
- Rok temu?! Ona ma pięć lat!!! Jak może cię pamiętać, po tak długim czasie. A co do 

Bee, nie wiem jak mogłeś jej to zrobić. Ostatnia wasza rozmowa była przez telefon!! Co ty 
sobie w ogóle myślisz. Byłeś jej idolem, kochała Cię jak nikogo innego, zawsze chciała być 
taka jak ty! Ale oczywiście „wielka gwiazda Thomas Smith” nie miał nigdy dla niej czasu. 
Tylko dzięki mnie ona ciągle cię lubi, bo wymyślam te różne historie. A ty nie jesteś facetem 
tylko dzieciakiem, przerażonym dzieciakiem, który nie potrafi dać sobie rady ze swoimi 
problemami! Nic się nie zmieniłeś! Nadal masz pewnie te wszystkie rzeczy Victorii, bo tak 
bardzo ją kochałeś – zaśmiała się – to jest żałosne. Przyjeżdżasz do mnie zawsze kiedy masz 
problem, a pomyślałeś chociaż przez chwilę co ja czuję kiedy widzę to rozczarowanie na 
twarzy naszej siostry, która co roku ma nadzieję, że jej „kochany brat” stanie w drzwiach i się 
do niej uśmiechnie, powie że ją kocha?! A widzi tylko mnie z kolejną wymówką! Zastanów 
się co powinieneś jej powiedzieć dzisiaj! – spojrzała mu prosto w oczy z takim żalem, jakiego 
od dawna nie widział w jej oczach. – A teraz się wynoś, zaraz jedziemy! – to mówiąc wstała i 
udała się do łazienki poprawić rozmazany makijaż.  

Thomas czuł się strasznie. Wiedział że Lola jest do tego zdolna, ale nie spodziewał się 

ataku, nie tak szybko. Nie chciał jechać po Bee, nie mógłby spojrzeć jej w oczy, nie po tym 

background image

wszystkim co usłyszał. Najgorsze w tym wszystkim było to, że  w głębi duszy wiedział, że 
miała racje i rozumiał, że to wyłącznie jego wina i nic na tym świecie tego nie zmieni.  

 

 

- Wychodzę – krzyknęła. 
- Gdzie idziesz? – zapytała mama wypadając z salonu. 
- Porobić zdjęcia – i pomyśleć – dodała w myślach. 
- Ok. tylko wróć przed kolacją.  
- Postaram się. Cześć. 
Natasza nie miał siły na siedzenie w domu, czuła się tam jak zwierze w klatce. Poszła 

na pole sąsiada. Zrobiła trochę zdjęć wyszły naprawdę świetnie. Nudziła się, chciała ludzi, 
chciała mieć z kim porozmawiać, ale musiała też wszystko przeanalizować. Wszystko 
pomału, krok po kroku.  

 
W parku było trochę osób. Znalazła jedną wolną ławkę i usiadła nawet nie myśląc o 

parze która zajmowała ławkę obok. Nadal do niej nie trafił ten mail od Thomasa, nie mogła 
uwierzyć, że to wszystko na nic. Czuła się jakby ktoś [Thomas] zabrał jej chęć do życia. 
Nadal nie pogodziła się z tym wszystkim. 

A może on ma rację? – zastanawiała się – Może ja mam po prostu paranoje? Przydał 

by się ktoś z kim mogłabym o tym porozmawiać. Tylko, że w pobliżu nie ma takich osób. 

Patrzyła na swoje ręce i myślała o tym co ma mu odpisać. Na razie udawała 

zapracowaną i nie odpowiadała, ale wiedziała, że nie może tego robić przez cały czas. W 
końcu będzie musiała usiąść i napisać, ale nie wiedziała czy da sobie z tym radę. Czy to nie 
będzie zbyt wiele. 

Para z ławki obok poszła już. A Natasza nawet tego nie zauważyła. Jej wzrok 

przykuwała inna para. Dziewczyna z czarnymi włosami i wysoki chłopak, wyglądali jak 
rodzeństwo. Dziewczyna, była naprawdę ładna, trochę od niego starsza. Chłopak stał do niej 
plecami, ale od razu poznała kim jest. Nie mogła uwierzyć, że przyjechali w to samo miejsce 
co ona.  

Wstała trochę zbyt gwałtownie i ruszyła w stronę domu babci. Prawie biegła, ale nie 

umiała się uspokoić. W momencie kiedy znikała już za budynkiem zobaczył ją…Will. 

 

 
- Roger! – krzyknęła biegnąc w jego stronę. 
- Bee! 
Lola uśmiechała się widząc tą radość na twarzy swojej siostry. Tak dawno się nie 

widzieli. Czuła się jak dobra wróżka, która dała Młodej, najwspanialszy prezent – brata. 
Miała nadzieję, że po tym wszystkim co powiedziała Thomasowi, on zachowa się jak trzeba, 
ż

e jej to jakoś wynagrodzi, że Bee poczuje się jak prawdziwa księżniczka. 

- Myślałam, że nie przyjedziesz. 
- Jakbym mógł nie przyjechać, jesteś w końcu moją księżniczką – zaśmiał się.  
Bee, rzeczywiście wyglądała jak księżniczka, miała piękne ciemne włosy, latynoski 

odcień skóry i ubrana była w sukienkę, która podkreślała jej idealną figurę. Kiedy była 
młodsza, Thomas nigdy nie patrzył na nią w ten sposób. Nie dostrzegał tego, że jego siostra 
jest na prawdę piękna. Że nie jest prawie w ogóle podobna do dziewczyny, którą znał dobre 
parę lat temu. 

- Lola! 
- Cześć, mała – przytuliła ją. – Roger bież bagaże. 

background image

- A co ja tragarz? – zapytał z niedowierzaniem. 
- Tak  - odpowiedziały obie i wybuchły śmiechem. 
Thomas wziął walizki Bee i pociągnął je za sobą do samochodu.  
- Po co ci aż tyle bagażu na dwa dni? – zapytał kiedy już włożył je do bagażnika. 
- Potrzebne. 
- Jak zawsze? 
- Aha.  
Wywrócił tylko oczami. Nie chciał się z nią kłócić, w każdym bądź razie nie teraz. 

Cieszył się, że siostra się na niego nie gniewa, że cieszy się na jego widok, że jest tak jakby 
tych ostatnich kilku lat w ogóle nie było, jakby nadal spotykali się często. Nie mógł uwierzyć 
tylko, że Bee nie pamięta jak było ostatnio. To nie było w jej stylu, czekał tylko na wybuch.  

Lola była świetnym kierowcą. Uwielbiała jeździć i robiła to naprawdę ostrożnie. Jak 

matki wożące swoje małe dzieci. I pomimo, że jej samochód był pomostem pomiędzy 
samochodem sportowym, a miejskim, to ona nigdy nie wypróbowywała mocy silnika. Nie 
mogli tego zrozumieć. 

W radiu leciała właśnie nowa piosenka Thomasa. 
- Zgłośnij – powiedziała Bee. 
Lola spojrzała wymownie na brata, znała go i wiedziała, że nie lubi on słuchać siebie, 

ale nie chciał zniechęcać do siebie młodszej siostry. Włączył więc głośniej. Młoda zaczęła 
ś

piewać, a Thomas ukrywał się w swoim fotelu. Ich siostra nie miała za grosz słuchu 

muzycznego, a jego aż bolały od tego uszy. Czuł jakby ktoś rozrywał jego ukochaną gitarę na 
pół. Stwierdził, że będzie teraz śpiewał krótsze piosenki, tak aby nie musiał tego więcej 
znosić.  

Lola śmiała się pod nosem widząc minę swojego brata.  
 

 
Następnego dnia rano Natasza nie miała ochoty wychodzić z domu. Bała się, że spotka 

Willa, a tego nie chciała. Wigilia – pomyślała i znowu poczuła się jak pięciolatka, czekająca 
na prezenty. Zbiegła na dół na rodzinne śniadanie. 

- Kochanie – zaczęła mama – przyszło do ciebie jakieś pudło. 
- Tutaj? – zadziwiła się. 
- Nie do domu, przed wyjazdem, schowałam je do bagażnika i zapomniałam o nim. 

Jest z Nowego Jorku – dodała. 

Dziewczynie aż zabłysły oczy. Szybko zjadła kanapkę z serkiem i rzuciła się do 

salony, po paczkę. Była naprawdę duża. Wzięła ją na górę i otworzyła w pokoju. Serce biło 
jej tak szybko jak to tylko możliwe. Na górze leżał list. Odłożyła go, bo bała się co jest w nim 
napisane. W środku leżało zdjęcie z autografem na widok którego Natasza zaczęła się śmiać. 
Z tyłu pisało: „Dla dziewczyny z którą spędziłem najszczęśliwsze chwile w moim życiu i 
która nigdy nie miała mojego autografu. Dla Nataszy”.  Schowała je do książki którą akurat 
czytała. Dalej była torebka, ale nie byle jaka w oryginalnym pudełku Prada. Natasza zaczęła 
aż piszczeć ze szczęścia zawsze marzyła o markowej torebce. 

Jej mama tak się wystraszyła, że pobiegła do niej do pokoju. 
- Co się stało? 
Dziewczyna nie mogła się odezwać. Pokazywała mamie tylko metkę. Jej mama aż 

zamrugała ze zdziwienia. 

- Mam torebkę od Prady!!! – krzyknęła w końcu odzyskawszy mowę. 
Była taka szczęśliwa. Jak dziecko które dostaje lalkę o której marzyło cały miesiąc. 

Od razu zadzwoniła do Marii. 

- Co jest? – zapytała jeszcze zaspana. 

background image

- Mam torebkę Prady!! – krzyknęła. 
- Co? – nie rozumiała. 
- Dostałam torebkę Prady! 
- No co ty? Oryginalną? 
- Tak. 
- Od Thomasa? 
- Tak! 
- Ale z ciebie farciara. 
- Dzięki!! Idź spać. 
- Mam taki zamiar. 
- Dobranoc. 
- Dobranoc. 
Zapomniała zupełnie, że jej przyjaciółka przed 10 nie wstaje.  
 

  
Lola okazała się naprawdę dobrą kucharką, poza tym indykiem którego spaliła, 

wszystko wyszło przepyszne. Nawet Bee smakowało a to nie lada wyczyn. 

- A co tam u twojej dziewczyny? – zapytała Bee po kolacji kiedy siedzieli razem w 

salonie. 

- Nie mam dziewczyny – odpowiedział stanowczo. 
- A ta dziewczyna z Europy, z Polski, czy skądś tam? – drążyła. 
- To nie jest moja dziewczyna – podkreślił. – A tak w ogóle to myślałem, że 

powiedziałem o tym tylko jednej z moich sióstr – spojrzał ostro na Lole. 

- Wyciągnęła to ze mnie – tłumaczyła się -  ale przecież nie mówiłeś, że to tajemnica. 
- Co nie znaczy że musiałaś im mówić. 
- Mama i tak wiedziała, że gdzieś latasz, bo za każdym razem kiedy dzwoniła Ciebie 

nie było. A kiedy pytała się w studiu mówili, że poleciałeś do Europy, co miałam im 
powiedzieć? 

- Że to nie ich sprawa? – zaproponował trochę za ostro i zauważyła swój błąd – ale 

wiesz tylko ty? – zapytał tym razem Bee. 

- Noo…tak. 
- Jesteś pewna? 
- Powiedziałam Anastazji. 
- Anastazja ma pięć lat! 
- I powiedziała mamie. 
- Bosko. 
- Ale ja nie chciałam – przepraszała. 
Wziął głęboki wdech. 
- Ok. i tak w końcu musiałbym im powiedzieć. 
Nie było ok., ale nie musiały o tym wiedzieć. W końcu była Wigilia.  
- Wiem, że prezenty będę rano, ale ja chce wam dać swoje teraz – powiedziała Bee i 

pobiegła do swojego pokoju.  

Spojrzeli na siebie zdziwieni. Nie mieli pojęcia na czemu jej tak zależy. Po chwili 

zobaczyli ją z dwoma pudełkami, własnej roboty. Niebieski dla Thomasa, a Różowy dla Loli. 
Podała im je i czekała na reakcje. Otworzyli je ostrożnie i oniemieli. Bee zrobiła dla nich 
lustro z ich zdjęciami. Właściwie otoczyła lustro kolażem z ich wspólnych zdjęć tak, że w 
ś

rodku zostało miejsce na ich twarz, tak aby mogli się w nich przejrzeć. 

- To jest cudowne – powiedziała Lola.  

background image

Była naprawdę zachwycona.  Szczególnie, że Bee naszukała się zdjęć jeszcze z ich 

dzieciństwa. Jedno z nich było najbardziej wyjątkowe. Thomas trzyma na rękach małą 
Anastazję, Bee chce zobaczyć co on ma w rękach, a Lola patrzy na nich z uśmiechem. 
Thomas miał wtedy piętnaście lat, to był jego ostatni rok spędzony w domu.  

- Bardzo fajne – przyznał Thomas – powieszę je salonie i podpisze „Dzieło Bee, mojej 

małej siostry” – zaśmiał się. 

To nie był dla niego łatwy prezent. Było na nim wszystko czego mu brakowało: 

rodzina. Patrząc na zdjęcie przedstawiające go w wieku dziewięciu lat z mamą, poczuł się 
samotny. To była jego rodzina, jaka by nie była, ale jego. Ludzie którym na nim zależy. Ale 
chyba jeszcze nie był gotowy by to przyznać. 

- Dobra skoro rozdajemy prezenty to ja też coś dla was mam – powiedziała Lola 
 

 
Will i Wiktoria siedzieli w domu ich rodziców. Nie mieli pojęcia, że dostał im się dom 

w tej części Europy, nie wiedzieli nawet, że ich rodzice chcieli cokolwiek tu kupować. 
Pierwszy raz postanowili podejść do Wigilii poważnie. Ubrali się odświętnie, tak jak robili to 
w domu. Wiktoria upiekła indyka, a William przyrządził do niego sałatkę.  

Złożyli sobie życzenia, życzyli sobie tego co wszyscy: zdrowia, szczęścia, 

pomyślności, ale w ich życzeniach było coś czego w innych nie ma. Aby to wszystko szybko 
si
ę rozwiązało – to właśnie mówili sobie od kiedy wyjechali.  

Później dali sobie prezenty: bransoletka dla Weroniki i krawat dla Willa. Wydawali się 

tacy idealni. Jak rodzeństwo o którym każdy marzy. A oni chcieli tacy być, tylko, że już nie 
mogli… 

 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 
 
 
 
 
Natasza 
 
To nie może być ona. Chyba za bardzo wczułaś się w to wszystko. Myślęż

powinniśmy obydwoje o niej zapomnieć. To będzie najlepsze wyjście. 

Nie mogę się doczekać kiedy do mnie przyjedziesz

 Weź ze sobą jakąś ładną kreację

bo pójdziemy na jakiś bankiet na pewno

. Podobno Grammy mają być właśnie wtedy. 

Właśnie jadę do LA więc prawdopodobnie nie będę odpowiadał do Sylwestra. Nie 

złość się więc. Ale obiecujęże przyślę ci jakąś pocztówkę.  

 

Thomas 

 

 
 
 
 
 
 
 
Nataszo, 
 
W te 
święta życzę ci wszystkiego najlepszego i żeby twoje wszystkie marzenia się 

spełniły. Mam nadziejęże niedługo się spotkamy. Mam nadziejęże torebka się podoba. 
Przyznam si
ęże w wyborze pomogła mi ekspedientka, więc nie wiem czy to najlepszy wybór, 
ale mam nadziej
ęże tak.  

A i chciałem ci powiedziećże prezenty od ciebie są naprawdę niezapomniane. Za 

wszystko bardzo dziękuję. Czekam na ciebie w NYC.  

 

Thomas