background image

Vivian Arend 

 

Dziecko sztormu 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

2 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 1 

Jego brak seksualnego zainteresowania mógłby być uznany za kłopotliwy, gdyby nie 

był tak zabawny. 

Złote promienie słoneczne oświetlające prawie nagie ciała tańczących wokół ognia 

sprawiały, że połowicznie stawały one w cieniu. Biodra skręcały się w powolnych ruchach, 
torsy błyszczały. Światła odbijające się od ciepłej skóry i twardych mięśni pobudzały coś w 
głębi duszy. Matthew Jentry leżąc na piachu podpierając się na jednym łokciu, przyjmując 
honory pożegnania odprawianego mu przez dane plemię.  

Dwa tygodnie spędzone w tej osadzie dały mu możliwość zapoznania się z wrodzoną 

zmysłowością Ludzi Morza. Martwił się brakiem medycznej opieki dla plemienia, które było 
dość oddalone od głównych miast, takich jak Vancouver czy Victoria.  

Przywódczyni osady miała jednak inny cel.  

Mężczyzna przyglądał się jej przez ogniste pierścienie, dostrzegając delikatne 

rozbawienie malujące się na kobiecej twarzy. Gdy kolejna młoda tancerka podeszła bliżej do 
Matthewa, pochyliwszy się, aby dać mu pełen wgląd na jedną z jej najobfitszych zalet, 
mężczyzna zapragnął się roześmiać.  

Tak, wiedział, że tradycją było dzielenie przyjemności z lokalną ludnością. Wiedział, że 

to dla nich zaszczyt móc wykazać się najlepszą obsługą, szczególnie dogodzenie takiej osobie 
jak on, osobie magika i nowoczesnego uzdrowiciela.  

Ale on chciał czegoś więcej. Nie ważne jak bardzo kuszące dostawał propozycje, 

zamierzał skończyć to tak jak sobie zaplanował. Samotnie. Dopóki nie odnajdzie tej jednej 
jedynej, która będzie jego dopełnieniem i sprawi, że jego prawdziwa misja zostanie spełniona, 
nie miał zamiaru wskoczyć do łóżka z żadną chętną laleczką. Po sześciu suchych miesiącach, 
wciąż nie potrzebował seksu.  

Taniec został zakończony i mężczyzna wiwatował wraz z otaczającymi go starszymi z 

plemienia, mężczyźni poklepywali go po ramionach, gdy przechodzili obok kierując się w 
stronę grilla oraz pojemników wypełnionych słodkimi jabłkami, stojących przy brzegu, 
schładzanych przez fale. Mama Tanis szybko podbiegła do niego nim zniknął w tłumie.  

Jak na tak dużą kobietę poruszała się nieprawdopodobnie szybko.  

-  Podobał ci się taniec? - Patrzyła wprost na jego twarz, jej oczy przepełniała dziwna 

mądrość. Była już dość stara, szczerze mówiąc już dawno przekroczyła wszelkie 
statystyki tamtejszych posterunków.  

-  Owszem. Dziękuję za to pożegnanie, niedługo muszę udać się do kolejnej wioski. 

Miło mi było cię poznać. - Ukłonił jej się z szacunkiem. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

3 | 

S t r o n a

 

 
 

 Kobieta poruszyła palcem przed jego twarzą. - Już to mówiłeś, chyba jednak musisz 

podążyć własną ścieżką, a nie drogą Mamy T. Dlaczego obracasz się w towarzystwie 
starszych mężczyzn, w których żyłach nie płynie już ni kropla życia? Ich można zabawiać 
ciekawymi opowiadaniami babuni. Powinieneś przebywać wśród młodych, śmiejąc się, żyjąc 
i kochając.  

-  Mamo T… 
-  Och nie, przebywając tu unikałeś wszelkiego rodzaju rozrywki. Pracowałeś od świtu 

do nocy, a nawet teraz, gdy już odjeżdżasz, zastanawiasz się, w jaki sposób 
wymigać się od zabawy. 

Mężczyzna uniósł brew. - Może jestem już za stary, brak mi witalności, aby zaszczycić 

swym towarzystwem młodsze pokolenia.  

Kobieta wybuchła śmiechem. - Brak witalności? Jedyną twą winą jest zbytnia 

przezorność, przyjacielu. Nie będę ci robić więcej wymówek. Ta noc jest dla ciebie, 
wykorzystasz ją, jak zechcesz. - Pochyliła się w przód, jej oczy zatonęły w jego. - Ale 
powiem ci jeszcze jedno. Czasami to, czego szukamy jest bliżej niż się nam wydaje i 
znajdziemy to, jeśli przestaniemy się rozglądać.  

Poczuł dreszcze na skutek jej słów. Przepowiednia? Wróżba? Nie mógł tego wiedzieć. 

Ludzie Morza posiadali wiele magicznych umiejętności. Ponownie się ukłonił, chwytając za 
kobiecą dłoń i wyciskając na jej skórze delikatny pocałunek. Jego ruch wydarł chichot z jej 
ust.  

-  Jesteś złym chłopcem, bo droczysz się z Mamą T. 

Mężczyzna mrugnął do niej, na co kobieta zareagowała kiwnięciem głowy i 

uśmiechem.  

Matt wycofał się, już był gotów, aby dołączyć do mężczyzn, gdy coś mu się 

przypomniało. Cholera, prawie bym zapomniał. - Jestem ci winien przeprosiny. Poprosiłaś, 
abym zbadał jednego z twoich ludzi. Nie stawiła się na żadne spotkanie i... Próbowałem 
skontaktować się z chorym w inny sposób, ale powiedziano mi, że wyjechał poza osadę. Jakaś 
wycieczka uczniów szkoły średniej, w celu zbadania fauny i flory, czy coś takiego. Opatrzę 
ją, gdy następnym razem się tu zjawię.  

Usta przywódczyni zacisnęły się w jedną linię. - Powinnam wiedzieć. Mówiła, że nie 

potrzebuje pomocy szamana. - Kobieta westchnęła. - Jak powiedziałeś, to poczeka. Powiem 
jej co, o tym sądzę, gdy się z nią spotkam. To ja nakazałam jej się z tobą zobaczyć.  

Matthew został tą wiadomością zaszokowany. - Rzadko się słyszy, aby młodsi 

kwestionowali wyższość rad starszych. Jakże więc mogła zignorować twoje polecenie? Z 
jakim problemem się boryka, że aż zlekceważyła swojego przywódcę i się ze mną nie 
spotkała?  

Mama Tanis położyła ręce w biodrach. - Ta dziewczyna nie może się przemienić. 

Wiemy, że w jej żyłach płynie krew zmiennokształtnych, ale nigdy nie widzieliśmy, żeby się 
zmieniała.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

4 | 

S t r o n a

 

 
 

Mężczyzna ruszył w stronę plaży, wzrok Mamy T. palił jego plecy. A z jego ust 

ponownie uciekł chichot. Świat akademicki, który wymienił na świat mistyczny, strasznie 
kontrastował z tym, czego się nauczył. Jedne rzeczy, które raz wydawały się sprzeczne, 
innym razem były rzeczywistością. Nie tylko zarazki i wirusy powodują choroby, robią to 
także złe duchy i przekleństwa. Jego zadaniem, jako szamana, było pogodzenie tych dwóch 
światów, nie ważne jak dziwne było to połączenie.  

Niebo powoli ciemniało, mroczne pasma przecinały nieboskłon na horyzoncie tuż nad 

powierzchnią wody. Matt ostrożnie stawiał stopy na pisaku, miło było nagą skórą czuć pod 
sobą ziarniste ciepło. Zagadka sprezentowana mu przez Mamę krążyła w jego umyśle, jak 
niebezpieczny nurt próbujący zwabić go na niewłaściwą ścieżkę. Zmienny, który nie może się 
zmieniać... dla Ludzi Morza to było jakby nigdy nie nauczył się chodzić. Dopóki ich domem 
nie było zarówno morze, jak i ziemia, osoba taka nie mogła czuć się dobrze w społeczeństwie.  

Kierując się impulsem, zawrócił i ruszył wprost ku zgromadzeniu młodych ludzi 

zebranych wokół ogniska. Może uda mu się wypatrzeć tę dziewczynę wśród przyjaciół, 
zrozumieć istotę jej problemu, nie niepokojąc jej. Chociaż nawet nie mógł sobie wyobrazić, 
jak bardzo bała się spotkania z szamanem. Brzdęki gitary stawały się coraz głośniejsze, 
mężczyzna dostrzegł jakąś parę grzejącą się przy ogniu.  

Spojrzał na kółeczko kilka metrów dalej, grupę matek obserwującą czujnym okiem z 

leżaków swoje pociechy. Dzieci bawiły się w zawiłą grę, która wymagała zmianę pozycji i 
ukrycie błyszczącej powłoki uchowca. Pośród gromadki klęczała kobieta, śmiejąc się 
odrzuciła głowę w tył, jej blond włosy rozsypały się na ramionach.  

Ciało Matta stężało. W tym jej swobodnym ruchu było coś, co bardziej prowokowało, 

niż jawne zaloty tancerki. Obserwował kobietę czując coraz większy ból w pachwinie, w 
chwili, gdy nieznajoma dołączyła do zewnętrznego kółka, gra dalej była prowadzona wokół 
dzieci. 

Ciemne oczy, jasna karnacja. Musi być przyjezdną. Nigdy wcześniej nie widział 

jasnowłosej dziewczyny w klanie orki, a Mama T. z pewnością powiedziałaby mu o takiej 
anomalii. Stałaby się jednym z osadników, na którym przeprowadzał doświadczenia podczas 
ostatnich dwóch tygodni. Cieszył się, że nie musiał poddać jej testom, ponieważ całe jego 
ciało rozgrzewało się na sam widok kobiety, a jego pożądanie osiągało poziom krytyczny.  

Musiał ją poznać.  

Nastąpił ponowny wybuch śmiechu, gdy mężczyzna wszedł do koła. Dzieciaki powitały 

nowego gracza. Nie ważne, gdzie się udał, śmiech dziecka sprawiał, że jego serce śpiewało 
najgłośniej, mężczyzna tęsknił za chwilą, gdy będzie miał własne pociechy. Będzie je 
wychowywał, patrzył jak dorastają, a potem zakładają własne rodziny. Przysięgał sobie, że 
kiedyś tak będzie, nie ważne, jaka tradycja panowała wśród szamanów.  

Wymienił kilka uścisków, przyjął dziecięce pocałunki i pomachał przyjacielsko do 

matek, które czujne mu się przyglądały. Kilka z nich się zaczerwieniło, jednak większość 
wyglądała na zadowolone, że ich pociechy przyciągnęły jego uwagę. Powoli okazał 
zainteresowanie także jej. Smakując tę chwilę, przedłużając ją, dopóki nie spotkały się ich 
spojrzenia.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

5 | 

S t r o n a

 

 
 

Odwróciła swoje ciemne oczy, jej kremowy policzek kontrastował z ciemną barwą rzęs. 

Jego wzrok przyciągnęły jej pełne usta, dolna warga lśniła w miejscu, gdzie sekundę 
wcześniej był jej język. Mężczyzna cal po calu oglądał jej piersi, nawet nie próbował kryć się 
z tym jak bardzo podobają mu się jej krągłe kształty.  

-  Chcesz zagrać? - Malutkie dłonie pociągnęły go na piasek. Mężczyzna wdzięcznie 

osunął się na kolana.  

Złośliwy uśmieszek wykrzywił kobiece wargi, gdy przyglądała się sylwetce mężczyzny. 

- Znasz zasady tej gry?  

Uklęknął w środku koła i pokiwał głową. Zaskoczenie odmalowało się na jej twarzy, 

nim zasłonił twarz rękoma i zaczął odliczanie. Dookoła niego, małe ciałka poruszały się w 
kółko odśpiewując pieśń, powtarzaną z pokolenia na pokolenie. Gdy się zatrzymały, 
uwidocznił się kolejny kontrast pomiędzy ludzkimi dziećmi, a dziećmi Ludzi Morza.  

Zapanowała zupełna cisza.  

Mężczyzna opuścił dłonie i zamrugał kilka razy powiekami, przyzwyczajając się do 

słabego światła ognia. Dzieci cały czas milczały stojąc bez ruchu, ich twarze były pozbawione 
wyrazu. Matt obserwował je bardzo uważnie nim ruszył ku pierwszej parze. Dzieci odwróciły 
wzrok, uśmiechając się lekko. Mężczyzna powoli przejechał palcem po ich ramionach, 
łaskocząc. Nie poruszyły się.  

Usłyszał donośny śmiech tuż za sobą i jak na komendę się obrócił. Winowajczyni zbyt 

późno się uspokoiła. Matt na kolanach podpełznął do niej, warcząc jak wściekła bestia. Reszta 
roześmiała się serdecznie, gdy przyglądali się tej scenie.  

O słodki Boże, jego tajemnicza kobieta usiadła za dziećmi.  

Mężczyzna zamarł na chwilę, gdy rzuciła mu oskarżycielskie spojrzenie. Pogłaskawszy 

małą dziewczynkę po ramieniu ruszył w kierunku swojej zdobyczy. Blondynka siedziała bez 
ruchu, światło księżyca sprawiło, że jej włosy wydawały się być świecącą latarnią. Szaman 
nie spieszył się, całymi dłońmi przesuwał po jej delikatnym ciele, a nie samymi opuszkami 
jak to robił w przypadku dzieci. Poczucie skóry przy skórze sprawiło, że zaschło mu w 
ustach, jego ciało stwardniało jeszcze bardziej z pożądania.  

To była dziecięca zabawa, a on tak nieładnie się nakręcał. Na świecie nie było 

sprawiedliwości.  

Dziecko siedzące na jej kolanach zmieniło pozycie i popukało go w ramię. Palce 

mężczyzny przesunęły się na pierś kobiety, niewiasta zassała powietrze. Szaman chciał 
zignorować fakt, że jej brodawki stwardniały, jednak nie mógł oderwać wzroku od kobiecych 
piersi jakby były one jego nowym celem.  

Gdzie, do cholery, się ona ukrywała przez te dwa tygodnie? Teraz wszystkie jego plany, 

co do pozostania w celibacie, odeszły wraz ze wczorajszym odpływem. Jeśli w magicznym 
świecie była jakakolwiek sprawiedliwość, przeznaczone było być im razem. Nawet jeśli 
miałaby to być jedna noc. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

6 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 2 

Laurin przeklinała swoje libido za tak oczywiste ukazanie się gościowi. Przecież 

zazwyczaj się tak nie zachowywała. Nie robiła takich rzeczy. Może i byłaby gotowa 
zaspokoić potrzebę ciała, ale oczywiście nie z kimś, kogo nigdy wcześniej nie widziała. 

I może gdyby powtarzała sobie to kłamstwo dostatecznie często, uwierzyłaby w nie. Nie 

było nic zwyczajnego w tym, czego chciała od klęczącego przy niej ciemnego nieznajomego. 
Jedynie dzieci z osady otaczające ich powstrzymywały ją przed pchnięciem go na piach i 
wejściu na niego, aby ujeżdżać go w zapomnieniu. 

Kiedy mężczyzna wyciągną ukrytą muszlę spod ramienia jej partnerki, okrzyki 

zachwytu rozbrzmiały wokół nich. Malutka dziewczynka na czworakach przemieściła się do 
przodu, zatrzymując się na chwilę, aby cmoknąć mężczyznę w policzek, po czym zajęła 
miejsce pośrodku koła. Na chwilę okrzyki wzmogły się i Laurin została uwięziona pomiędzy 
poczuciem strachu i fascynacji, gdy uświadomiła sobie, że nieznajomy już zajął swoje 
miejsce w parze. 

Z nią. 

Zignorowała fakt, że jej cipka nagle zwilgotniała i przesunęła się lekko, aby zrobić mu 

miejsce. Mężczyzna szybko ulokował się za nią, jego uda zacisnęły się na jej biodrach, łapiąc 
ją w pułapkę. Przełożył rękę pod jej biustem, przycisnął tors do kobiecych pleców, tak, że 
oddech uwiązł w jej piersi. 

Twarde mięśnie były wszędzie. W jego rękach, jego udach, jego ciele. Ten prosty fakt, 

że ich ciała się dotykały sprawiał, że dreszcze przebiegły w dół jej kręgosłupa, a gęsia skórka 
pojawiła się na jej ciele. 

Nieznajomy roześmiał się miękko. - Chłodno? - Szept połaskotał ją w ucho, gdy 

mężczyzna przesunął ustami po małżowinie. Poczuła odrobinę wilgoci, gdy polizał jej ucho, 
dreszcze wstrząsnęły jej ciałem od stup do głów. - Mogę cię ogrzać. Jeśli jesteś 
zainteresowana… 

Gra rozpoczęła się na nowo. Laurin była wdzięczna za tę chwilę rozproszenia. O 

cholera, o cholera, o cholera. Musiała zadecydować, i to już. Czy miała zamiar odejść z tym 
facetem, czy był tak rozkoszny jak obiecywał? Jutro rano wyruszy w podróż do kolejnej 
wioski, podczas miesiąca badań. Facet z pewnością był zmiennym, który powrócił do osady, 
po pewnym czasie niebytności. 

Nigdy nie korzystała z seksualnych ofert zmiennych. Spędziwszy ostatnie dwa lata na 

podróżach od wioski do wioski wzdłuż wybrzeża, wszyscy z plemienia wiedzieli, że naucza 
dzieci, a poza tym raczej woli pozostawać samotnia. Nawet nadpobudliwe plemię zmiennych 
wydr nie przekonało jej do nawiązania bliższych znajomości, mimo, iż ich perswazje były 
bardzo kuszące. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

7 | 

S t r o n a

 

 
 

Była nieugięta, aż do teraz. 

Mocny uścisk jego dłoni ostrzegł ją sekundę wcześniej, że mężczyzna zamierza się 

przybliżyć. Oh Boże, jego erekcja wpasowała się między jej pośladki, gorąco paliło ją przez 
materiał jego dżinsów i jej bawełnianą sukienkę. Mężczyzna lekko przesunął rękę tak, że jej 
piersi ustawiły się na jego przedramieniu, jego dłoń objęła ją w tali. Wysunął kciuk i 
delikatnie otarł go o jej ciało. 

-  Nazywam się Matt. 

Motyla delikatność w jego słowach była pieszczotą dla jej ucha. Poruszyła się, z jej ust 

wydobył się mimowolny pisk. Śmiech dzieci przywrócił jej uwagę ponownie do zabawy, 
poszukiwacz był coraz bliżej znalezienia ukrytej muszli. Co prawda oni jej nie mieli, ale 
Laurin nie chciała, aby ktokolwiek dowiedział się, co innego urosło między nimi. Zmusiła się 
do uśmiechu, gdy mała dziewczynka szybko ich przeszukała. Matt przycisnął się do niej, jego 
członek napierał na nią. W jakiś sposób wcisnął swoją dłoń pod jej rękę, tak, że udało mu się 
wsunąć palce pod rękaw jej koszulki. Skóra dotykała skóry. Wstrzymała oddech, gdy potok 
obrazów, w których ich ciała dotykały się całą powierzchnią, zalał jej umysł. Chciała z nim 
być. 

To była jej odpowiedź, nieprawdaż? 

Może to będzie najlepsze wyjście. Jeśli odejdzie wcześnie rano, nie będzie czasu na 

żadne osobiste poznawanie. Mogliby rozkoszować się tym, co wydawało sie być 
nadzwyczajnym pociągiem fizycznym bez musu sprostania odpowiedziom na pytania 
dotyczącej jej samej, tego skąd pochodzi i kim naprawdę jest. 

Sex. Łatwe i proste. Mogła to zrobić. Prawda? 

Ponownie pogłaskał ją kciukiem, a jej cipka mimowolnie zwilgotniała. Łatwe i proste? 

Powątpiewała. Gorętszy niż Hades? Och tak. 

Gra zakończyła się niespodziewanie, gdy matki dzieci klasnęły w dłonie, wołając swoje 

pociechy do domu. Grupka młodocianych powstała, dzieci obdarowały się pożegnalnymi 
uściskami, po czym poddały się ruchom migracyjnym. Na niebie ponad nimi błyszczało 
mnóstwo gwiazd, fale oceanu pieszczotliwie okalały ląd. Laurin kiwnęła głową odpowiadając 
na grzeczne ukłony posyłane w jej kierunku. Wiedziała, że rodziny doceniają jej wkład w 
nauczaniu dzieci wszystkiego poczynając od alfabetu, na trygonometrii kończąc. Ludzie 
Morza prowadzili bardzo odizolowany tryb życia, ale ich potomkowie wciąż musieli posiadać 
pewne wiadomości na temat innego świata. Klan orki utworzył jedną z największych osad, 
znajdującą się jedynie cztery godziny drogi od wyspy Vancouver. Ich populacja była na tyle 
duża, że kobiecie mogło się udać przekonać ministerstwo edukacji, że wysłanie tu 
pełnoetatowego nauczyciela byłoby korzystną inwestycją. 

Delikatna pieszczota na jej ramieniu przypomniała jej, że tym razem, kiedy dzieci 

odeszły, nie została sama. 

-  Już nie będziesz drżeć - szepnął, a ona szybko rozwiała jego wątpliwości. Teraz, 

gdy już podjęła decyzję, nie było możliwości, aby nie skorzystała z okazji. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

8 | 

S t r o n a

 

 
 

Odwróciła ku niemu głowę, patrząc prosto w zaskakująco jasne, niebieskie oczy. Przy 

jego ciemnych włosach i skórze, spodziewała się ujrzeć ciemne tęczówki, tak bardzo 
rozpowszechnione wśród ludzi z klanu orki. Fascynacja wypełniła jego spojrzenie, gdy wlepił 
oczy w jej usta. Instynktownie kobieta oblizała wargi, a wtedy nieznajomy zamruczał, 
obejmując ją ramionami. Gdy już znalazła się w jego uścisku, coś w niej zmiękło, a pożądanie 
zalało jej ciało. 

-  Ogrzej mnie - wyszeptała, unosząc dłonie, aby objąć jego twarz. Słodki pocałunek. 

A potem kolejny. Umieściła delikatną pieszczotę na jego ustach, dopóki mężczyzna 
nie przyciągnął jej bliżej i przejął kontrolę. Konsumował ją. Ucztował na niej. 
Ustami zawędrował niżej, ssąc pulsujący punkt na zejściu się szyi z ramieniem. 
Chwyciwszy jej tyłek w dłonie, docisnął ją mocno do swego ciała. Jej płeć dotknęła 
jego erekcji, mężczyzna uniósł ją, ocierając o siebie ich ciała. Jej ostatnia trzeźwa 
myśl mówiła o tym, że wciąż są na plaży, na widoku praktycznie całego klanu. 

Mężczyzna zawarczał, dźwięk wydobył się z głębi jego gardła, zakołysał nią podnosząc 

jej ciało i wchodząc w mrok, wciąż wielbiąc jej usta swoimi. Kobieta zamknęła oczy i ufnie 
powierzyła mu siebie, pozwalając mu się zanieść, gdziekolwiek zapragnie. Na ślepo 
akceptując cuda, jakie oferowały jego usta. Chodziło o coś więcej niż pocałunki. Pożądanie 
iskrzące między nimi, a jedynym łączącym punktem były ich usta. 

Nieznajomy zanurkował, dziewczyna otworzyła oczy i spostrzegła, że znajdują się w 

namiocie. Gdy tylko została ułożona na materacu rozejrzała się wokoło. Pośrodku znajdowało 
się kilka rzeczy osobistych. Obok wypróżnionego biurka stała mała walizka. Ona sama 
mieszkała w podobnych warunkach, jej wszystkie rzeczy były już spakowane, w ramach 
przygotowania przed porannym wyjazdem. 

Przygotowanie. Cholera. 

-  Masz przy sobie prezerwatywy? - Umieściła dłonie na jego piersi, aby ich 

rozdzielić, mimo tego jej place podkuliły się mimowolnie, aby pochwycić miękką 
bawełnę jego koszuli. 

Niewytłumaczalne emocje pojawiły się na twarzy Matta, nim pospieszył do walizki, aby 

poszperać w jej najgłębszych zakamarkach. Usiadła chcąc go obserwować. Fakt, że nie miał 
małego pakieciku w tylniej kieszeni spodni, jakby spodziewał się, że coś podobnego mu się 
przydarzy, uspokajał ją. Przez chwilę naszły ją wątpliwości, jednak nim zdążyła zareagować, 
mężczyzna odwrócił się ku niej z tryumfującym uśmiechem. Ich oczy się spotkały i już 
wiedziała, że jest zgubiona. 

Musiała go mieć. 

Matt zapalił małą latarnię stojącą na biurku, przytłumione światło wypełniło namiot. W 

przyćmionym świetle jego ciemna skóra wydawała się być nawet ciemniejsza, gdy ruszył on 
ku łożu i uklęknął przed nią. Przez dłuższą chwilę patrzył jej prosto w oczy. Czysty błękit 
jego tęczówek prześwietlał ją na wskroś jak promienie rentgenowskie. Każde pragnienie—a 
teraz miała ich całkiem sporo—zostało obnażone przed nim. Musiała odwrócić wzrok. 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

9 | 

S t r o n a

 

 
 

Jednak odważyła się obserwować go spod rzęs, kiedy zaczął rozpinać koszulę. Mięśnie 

wykute z obsydianu zdobiły jego tors, nie myśląc wyciągnęła rękę, aby dotknąć twardego 
sześciopaku. Hmm, delikatna skóra, solidna konstrukcja. Przesunęła się na przód, aby 
przycisnąć dłonie do ciepła, które wręcz promieniowało z jego tułowia. 

-  Jak ci na imię, mój promieniu księżycowy? - Jego głos drażnił mroczną stronę jej 

duszy, pobudzając potrzeby, których nigdy nie posiadała. Przełknęła ciężko, gdy 
zrzucił koszulę i zaczął rozpinać jej suknię. 

-  Laurin. 

Jego oczy były skupione na jej ciele, gdy rozsuwał bawełniany materiał na boki, 

chłodna bryza oceanu załopotała wejściem do namiotu, owiewając jej skórę. 

-  Piękne imię. - Przejechał knykciami po krawędziach jej stanika, jej brodawki 

stwardniały do granic bólu. - Laurin, dziękuję ci za dar dzielenia ze mną 
przyjemności tej nocy. 

Powietrze zadrżało wokół nich, gdy wzięła oddech. Zaczęło się coś magicznego, a ona 

nie miała siły tego powstrzymać. Może zawsze działo się tak przy seksualnym zbliżeniu z 
Człowiekiem Morza. Tego nie wiedziała. 

Matt przysunął się ku niej, kochankowie spotkali się w połowie drogi. Gdy ich usta się 

połączyły mężczyzna objął dłońmi jej odziane w biustonosz piersi. Jego smak, lekko słodki, 
łaskotał jej kubki smakowe, gdy zaakceptowała wsuwający się do wnętrza jej ust język. 
Przygryzając i liżąc, całowali się nieustępliwie, kiedy jego kciuki kreśliły koła wokół 
wystających sutków. Kobieta chciała, aby to trwało wiecznie, delikatny ruch jego silnych ust 
na jej. Mężczyzna dotknął drugą dłonią jej szyi, aby nadać jej głowie inny kąt, chcąc pogłębić 
pocałunek. Laurin jęknęła, chcąc mieć go bliżej siebie. Chciała czuć jego smak, być 
konsumowana przez jego ciepło. Przesunął językiem po jej zębach i po jej wardze, 
odpowiedziała mu lekkim ssaniem. 

Kiedy pozostawił jej usta i dotknął wargami jej okrytego koronką biustu, wydała ciche 

westchnienie. Wygięła się pod nim w łuk, przysuwając się bliżej, póki jej uda nie uderzyły w 
jego biodra. Jej rozgrzany wzgórek spoczywał na jego brzuchu, delikatne ocieranie sprawiało, 
że jej łechtaczka pulsowała. 

Cały świat opierał się na zmyśle dotyku. Gorąco wypływające z miejsca, w którym 

spoczywały jego usta, uderzyło do jej łona. Przeniósł dłoń na jej udo, pogłaskał wnętrze jej 
nogi, po czym objął ręką wzgórek. 

-  Och cholera, jesteś mokra. - Jego palce pieściły ją przez majteczki. Mocny 

kontrolowany dotyk pobudzał ją i nęcił. Szerzej rozsunęła nogi i jęknęła w 
proteście, gdy mężczyzna się odsunął. Bez słowa nieznajomy rozebrał ją z sukienki, 
majtek i stanika, po czym umieścił ją na materacu wedle własnego upodobania. Sam 
rozebrał się bardzo szybko i stanął przed kochanką. Podziw widoczny na jego 
twarzy potwierdziło jego ciało z penisem wystającym z pachwiny. A skowyt uciekł 
z jej ust, gdy wałczyła z pokusą posmakowania perłowego paciorka wypływającego 
z główki sztywnego pala. 

-  Proszę… - Patrzyła na niego, niezdolna do zwerbalizowania jego potrzeby. Jej 

gorączka wzmagała się, pragnęła, aby przestał patrzeć i przeszedł do działania. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

10 | 

S t r o n a

 

 
 

Jasna poświata jej piękna owinęła się wokół jej serca, równie mocno jak wokół jego 

ciała. Kiedy Matt spojrzał na Laurin, rozłożoną jak jakaś egzotyczna uczta na jego łożu, 
zaczął się zastanawiać, w którym momencie utracił kontrole nad sytuacją. 

Magia wypełniająca namiot była o wiele potężniejsza od jakiejkolwiek, jaką 

doświadczył. Seksualna przyjemność była porządnym katalizatorem dla umiejętności 
szamana, ale czy powinna być aż tak intensywna? Nadmierna koncentracja namiętności 
przerażała go. Sprawiła, że się zawahał i zaczął zastanawiać, czy powinni to kontynuować. 
Usiadł przy niej i ostrożnie położył dłoń na jej piersi, rozczapierzył palce otwierając cię na 
mistyczną stronę jej natury. Nie było to drobiazgowe badanie, jedynie powierzchniowe 
poszukiwanie jej umiejętności. 

Nic. 

Nic nie dotarło do niego, poza obezwładniającym pożądaniem. Laurin jęknęła, cichy 

odgłos z głębi gardła, mężczyzna stracił zainteresowanie rozwiązaniem zagadki, dlaczego 
całe pomieszczenie pulsuje energią. Zaakceptował jej dar, teraz miał zamiar rozkoszować się 
jej towarzystwem. Później poszukają odpowiedzi. 

Okrył ją swoim nagim ciałem. Zassał powietrze na skutek słuszności tego posunięcia, 

ciepło do ciepła, twardość do miękkości. Wargi przylgnęły do warg, gdy ponownie posiadł jej 
usta. Miodowa słodycz, leżąc pod nim uległa, Laurin uniosła ręce chcąc pogłaskać go po 
plecach samymi opuszkami. Rozsunęła nogi pozwalając mu przysunąć się bliżej. Jego erekcja 
naparła na nią, mężczyzna otarł się o nią biodrami. Ruch ten sprawił, że jego członek 
przesunął się po lokach okrywających kobiece łono, wilgoć wypływająca z jej cipki zwilżyła 
jego penisa. 

Nieznajomy wycałował ścieżkę w dół jej ciała, poświęcając dużą uwagę jej piersiom, 

pieszcząc słodkie wypukłości, dopóki kobieta nie zaczęła krzyczeć. Szlak wytyczony przez 
pocałunki przesunął się nieco dalej, mężczyzna zatrzymał się dopiero przy pępku. 
Dziewczyna wydała cichy chichot, gdy zanurzył język w dołeczku, facet podniósł głowę i 
podparł się na łokciu, aby obdarzyć ją uśmiechem. 

-  Uwielbiam odgłos twojego śmiechu. 

Jej ciemne oczy spoczęły na nim. - Uwielbiam to, co ze mną robisz. 

-  Hmm. - Pocałował jej brzuch, całkiem skupiony na kobiecie. - Jakieś propozycje? 

Odpowiedziała spojrzeniem. - Nie przestawaj - wyszeptała. 

Zapach wydzielający się spomiędzy jej nóg kusił, mężczyzna nie mógł mu się dłużej 

opierać. - Wedle twego życzenia, pani. 

Spojrzał na blond loczki okrywające jej łono, cale były pozlepiane jej sokami. Wziął 

głęboki wdech, aby wypełnić płuca i głowę jej zapachem, po czym opuścił głowę, aby 
obdarzyć ją intymny pocałunkiem. 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

11 | 

S t r o n a

 

 
 

Jak mógł porównywać jej smak do miodu? Nie, ona byłą o niebo słodsza. Jej smak 

pozostawał na języku jak słodkie wino, rozkoszował się nim przy każdym łyku. Odsunął loki, 
aby ujrzeć nagie, różowe ciałko, kreślił na nim lekkie koła językiem. Laurin zadrżała pod jego 
ustami, otworzyła rozkosznie usta, gdy mężczyzna ją mył, spijając krem wypływający z jej 
ciała. Ta ciecz, nawet teraz, przygotowywała jej cało na stosunek. 

Wystający koralik jej łechtaczki napiął się, wysuwając do przodu. Mężczyzna wziął go 

w usta, delikatnie ssąc. Dziewczyna krzyknęła, rozluźniając się pod nim, zaciskając palce na 
jego włosach. Mężczyzna dmuchnął w jej kobiecość, wsuwając do wnętrza palce, chcąc 
sprawdzić jej gotowość. Zalała go fala pożądania, zacisnęła się na nim tak mocno, że musiał 
skoncentrować się na tym, aby nie dojść właśnie w tym momencie, jak niedoświadczony 
nastolatek. 

-  Och cholera, Laurin. Po prostu… cholera. 

Kobieta uniosła biodra, domagając się jego uwagi. Otrzymała ją, odpowiedział z głębi 

serca. Drugi palec dołączył do pierwszego, pogładził przednią część jej pochwy posuwistymi 
ruchami. Na zmianę lizał i ssał, dopóki jej ciało nie zareagowało jak fala dobijająca do 
brzegu, rozbijająca się o skały i schładzająca się w chłodnym nocnym powietrzu. Laurin 
wygięła się w łuk, rzucała głową z boku na bok, ciche okrzyki przyjemności wydobywały się 
z jej ust. 

Mężczyzna skoncentrował się na dotykaniu jej i pieszczeniu, tera delikatnie, co raz 

bardziej miękko, dopóki nie ustały pierwsze drgawki. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, 
zauważył łzy w jej oczach i coś w jego sercu ścisnęło się. Matt podniósł się, aby ją 
pocałować, ich ciała splotły się razem, gdy kobieta zacisnęła palce na jego włosach, 
utrzymując ich usta złączone. Matt przetoczył ich ciała, uwielbiając czucie jej wagi na sobie. 
Potem pochwycił w dłonie jej biodra, ściskając jędrne pośladki. Jego erekcja spoczęła 
pomiędzy jej udami. Kiedy dziewczyna uniosła się, aby ucałować jego skroń, gorąca główka 
jego kutasa wsunęła się do jej wnętrza. 

Obydwoje zamarli. 

Pilna potrzeba zanurzenia się w niej po same jądra zszokował go. Był facetem, który nie 

zamierzał zostawiać za sobą dzieci, tak jak fala zostawia pianę. Powinien to przerwać i 
pomyśleć o zabezpieczeniu. To nie miało sensu, ale nie miał siły się poruszyć. Zamrożony 
użył całej swojej siły, aby pozostać nieruchomo i nie zanurzyć się w kobiecie po rękojeść. 

Laurin była tą, która zdołał się opanować. Usiadła na jego brzuchu, pulsujące ciepło jej 

wnętrza nakreśliło ślad na jego członku. 

-  Kondom. Och Boże, proszę, nie chcę przestawać, ale musisz… 
-  Mam go. - Odwrócił ich ponownie, układając ją płasko na materacu, posiadając usta 

w delikatnym pocałunku, który zwiększał swoją intensywność z każdą sekundą. 
Ścisnął jej piersi i uciskał, przygryzając jej czerwone usta, dopóki kobieta nie 
odsunęła głowy. Uniósł się i przez chwilę, przerażający moment, ponownie 
usadowił się na wejściu do jej zapraszającego pasażu. Ich oczy się spotkały i 
przeklął 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

12 | 

S t r o n a

 

 
 

-  Pieprzyć to, tak bardzo cie pragnę. Tak jak teraz, skóra dotykająca skórę. - Poruszył 

biodrami i jego członek zanurzył się głębiej. Zamknął oczy i zacisnął mocno zęby. 
Och kurwa, musiał się powstrzymać, ale ta myśl go zabijała. Dlaczego wszystko 
wewnątrz niego błagało, aby stało się to niezakłócone przez nic nienaturalnego? 

-  Proszę nie bez… nie mogę, po prostu nie mogę. - Ponownie to Laurin była tą, która 

znalazła w sobie siłę, aby go powstrzymać. Wysunęła się spod niego, drżąc 
przeraźliwie. Jego magia rozbłysła—mimo, że go zostawiła, wiedział, że pragnie 
jego dotyku bez żadnych barier. Pragnęła go równie mocno, co on jej. 

Nie—potrzebowała. To było poza pragnieniem. To było poza skalą pożądania i 

przyjemności. Jakoś dzielenie tego doświadczenia z nią stało sie koniecznością, równie 
potrzebną co oddychanie i wschód słońca o poranku. Szelest foli udało mu się usłyszeć mimo 
zaburzeń słuchu. Bezmyślnie zmusił się do otwarcia pakiecik, mimo iż cała jego dusza 
protestowała przeciwko próbom założenia prezerwatywy. Laurin przyszła mu z pomocą, 
dotyk jej dłoni na jego pulsującym członku był jak pierwszy promień świtu wpadający przez 
okno po srogiej, śnieżnej, zimowej nocy. Każda komórka jego ciała błagała o nią, więc jak 
tylko kobiece dłonie nasunęły lateks na jego penisa ponownie pochwycił ją w objęcia. 

Przetoczyli się razem, na wpół siedząc, na wpół leżąc, i w tej jednej chwili połączyli się. 

Nabiła się na niego z opróżniającym duszę okrzykiem zachwytu. Ten dźwięk sprawił, że 
ścisnęło mu sie krocze i wyostrzyły zmysły, dziesięciokrotnie odczuwał to, co dzielili. Jej 
piersi ocierały się o jego tors, jej napięte brodawki drapały wrażliwą skórę, jej miękki 
brzuszek napierał na jego, owinęła ramiona wokół męskiej szyi, przyciągając faceta do siebie. 
Szybko nadziewała się na jego kutasa, wprowadzając go głęboko w jej zapraszające ciepło. 
Mężczyzna całował ją bez opamiętania, usiłując bezsłownie przeprosić kobietę za utratę 
kontroli, gdy tylko ponownie wyszedł na prowadzenie, chwytając za jej biodra i nieustannie ją 
na siebie opuszczając. Słodki krem między nimi ułatwiał mu poruszanie się w jej ciasnej 
pochwie. Ich języki plątały się i ocierały o siebie imitując ruch ich ciał. 

Nagle nie było już niczego, poza wystrzałowymi fajerwerkami i lekkimi dreszczami 

przepływającymi przez ich ciała. Pociągnął ją mocno na siebie ostatni raz, uginając biodra, 
aby zbliżyć ich do siebie, gdy opanowała go pierwsza fala orgazmu. Jego jądra wypróżniły się 
z nasienia, bycie w jej ramionach i jej ciele było tak dobre i tak właściwe, słowa go zawiodły. 

Bez tchu czekał, aż drgawki ustaną lub przeistoczą się w coś słabszego w skale 

Richtera. Wycisnął pocałunek na jej ramieniu, ciepło jej skóry sparzyło go jak rozognione 
żelazo. 

Gdy już w końcu mógł się ruszać i obydwoje zaczęli drżeć w chłodnym powietrzu, 

rozchylił prześcieradła i delikatnie ułożył ją na materacu. Oczy Laurin pozostały zamknięte, 
pozostałości łez zdobiły jej rzęsy. Pocałował ją lekko, po czym odsunął się, aby pozbyć się 
prezerwatywy. 

Gdy już uporał się z kawałkiem lateksu wrócił i owinął się wokół niej jak koc, 

niezdolny fizycznie do zaprzestania odczuwania dotyku jej skóry nim nastanie świt. 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

13 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 3 

Było to w jakiś sposób wstrętne i strasznie banalne, ale jak tylko obudziła się przed 

Mattem, jej pierwszą myślą była chęć jak najszybszego i najcichszego wymknięcia się na 
przystań.  

Wciąż, przez chwilę przyglądała się jego twarzy, przypominając sobie krągłości 

masywnych mięśni jego ciała. Cokolwiek wydarzyło się ostatniej nocy, nie żałowała swoich 
poczynań. Lub przynajmniej nie będzie, gdy uda jej się wydostać z namiotu bez zbudzenia 
jego właściciela. Nie potrzebowała porannych komplikacji. Ostrożnie obróciwszy się na 
drugą stronę, Laurin wyślizgnęła się spod jego muskularnego ramienia i wyszła z posłania. Jej 
sukienka była przewieszona przez poręcz krzesła, kobieta w mgnieniu oka naciągnęła ją na 
siebie przez głowę.  

Następnie była już poza namiotem, wracała do swojego mieszkanka, mając nadzieję, że 

nie natknie się na żadnego tubylca idącego na połów ryb. Nie potrzebowała drobiazgowej 
rozmówki z kimkolwiek, w celu wyjaśnienia, dlaczego ma na sobie wczorajszy strój.  

Świeża, morska bryza wypełniła jej nozdrza jak odświeżające powietrze po deszczu. 

Pożegnania z tutejszą ludnością nie należały do łatwych, ale podróże w nowe miejsca zawsze 
ją ekscytowały. Laurin zanurkowała do wnętrza własnego namiotu, aby się przebrać i 
spakować. Ktoś już wyniósł jej główny bagaż, więc teraz mogła szybko przygotować się na 
nadchodzącą wędrówkę. Przez chwilę zastanawiała się, kogo Mama T. zaangażowała w 
podrzucenie jej w kolejne miejsce. W większości podróżowała na wolnych barkach lub 
statkach zaopatrzeniowych. Okazyjnie trafiała na motorówki, jednak ekskluzywne środki 
transportu należały do rzadkości. Tym razem powiedziano jej jedynie, że o dziewiątej rano 
ma się stawić w porcie.  

Czas, który jej pozostał spędziła na skalistym wybrzeżu z widokiem na okolice i ocean, 

zastanawiając się, dlaczego smak Matta pozostał w jej ustach. Ostatnia noc pozytywnie ją 
zaskoczyła, trochę przytłoczyła.  

Przestraszyła na śmierć.  

Była tak blisko uprawiania miłości bez zabezpieczeń. Jakby nie była sobą. Coś w 

połączeniu jej samej z Mattem spowodowało, że straciła kontrolę, a namiętność wypełniająca 
daną przestrzeń przekroczyła wszelkie normy. Chciałaby móc powtórnie wtulić się w jego 
ramiona i poprosić o kolejną rundę. Magia, którą dzielili, była najniezwyklejszym 
doświadczeniem seksualnym. 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

14 | 

S t r o n a

 

 
 

Roześmiała się. Trzy lata ukrywała swoje pochodzenie, a teraz była gotowa zapomnieć 

o tym przez błahy kaprys. Jedną z przyczyn, dla której opuściła góry i wyruszyła nad ocean, 
była chęć ucieczki przed przeznaczeniem. Ludzie powietrza byli dobrzy. To ona nie chciała 
skończyć u boku partnera, który myślałby, że to, iż się spotkali było jedynie realizacją jakiejś 
mistycznej przepowiedni. Nie była gotowa na ustatkowanie się, więc zwiała przed 
wszystkimi, którzy przymuszali ją do popełnienia największego błędu.  

Jednak wciąż tęskniła za przemianą. Potrzeba ukrywania się wymuszała pozostawanie 

w ludzkiej formie. Tak dawno temu ostatni raz unosiła się w powietrzu, a tak bardzo tęskniła 
za unoszeniem się na skutek podmuchów wiatru, szybowaniem ponad chmurami. Niebo 
ponad jej głową jaśniało, zabarwione świeżą czerwienią. Zbierało się na sztorm. Wyczuwała 
to w powietrzu, elektryczne impulsy poruszały jej nozdrza. Podróż z tego miejsca nie będzie 
idylliczna. Nagle zmienił się kierunek wiatru, teraz napływał prosto znad morza. Czas na 
marzenia się skończył. Z kimkolwiek wybierała się na wycieczkę musiał się pospieszyć, aby 
uciec przed niepogodą.  

Wytarte deski doku skrzypiały pod nogami, gdy skierowała się w stronę czekających 

łodzi. Zauważyła, że jeden z tutejszych mężczyzn załadował jej walizkę na jacht i odetchnęła 
z ulgą, wiedząc już, iż nie będzie musiała męczyć się w jednej z łodzi zacumowanych przy 
końcu portu, jednej z wiekowych barek, które w ślimaczym tempie poruszały się po morzu.  

Laurin zagwizdała, gdy dokładnej przyjrzała się pobliskiemu statkowi. Jego pokład był 

czysty, lśnił się w promieniach słońca odbijanych od wody. Był istnym dziełem sztuki —
wyposażona w pojedynczy maszt, aby umożliwić doświadczonemu żeglarzowi indywidualne 
pływanie. Laurin zakładała, że stacjonarny silnik był schowany na czas tych dni, kiedy ocean 
był gładki jak tafla szkła lub podczas takich dni jak ten, aby płynięcie na przekór pogodzie 
było bezpieczne. Z przyjemnością dostrzegła  przenośny kajak doczepiony do tylniej części 
statku jej ukochanymi cedrowymi paskami, tuż za pojedynczym sterem, zabójczo czerwonym, 
połyskującym w słońcu.  

Ładna. Bardzo ładna.  

Łódź przyciągała ją jak magnez, po chwili była przy niej, gładząc dłonią górną część 

burty. Przykucnęła, aby móc odczytać litery wymalowane niżej. 

Dziecko sztormu.  

Wczołgała się na pokład, całkowicie zahipnotyzowana kunsztem sztuki. Były tam dwa 

komfortowe siedzenia na otwartej rufie, która umożliwiała pasażerom patrzenie na wodę. 
Przycisnęła nos do okna sterowni, aby obejrzeć ster. Twory przepięknej stolarki wypełniały 
przestrzeń, wiśniowe tony rozświetlały ciepłem i pięknem, aż po każdy detal.  

-  Ekhem. - Mama Tanis stała na pokładzie, jej dłonie spoczywały na kobiecych 

biodrach. Laurin wyprostowała się z zakłopotaniem. Wtargnięcie na czyjąś łódź, 
niezależnie jak atrakcyjnej, było niezwykle niegrzeczne. 

-  Przepraszam, ja… 
-  Zauważyłam, że już wiesz, czym odpłyniesz.  

Laurin uśmiechnęła się. - Och Mama T., dziękuję.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

15 | 

S t r o n a

 

 
 

Serdeczny śmiech wypłynął z gardła matrony, Laurin szybko dołączyła do niej, nagle 

czując się cudownie żywa. Wiatr rozwiewał jej włosy, zasłaniając pole widzenia, odgarnęła je 
związując gumką wydobytą z kieszeni.  

Przywódczyni przestała się śmiać. Kiwnęła głową, jakby z pochwałą. - Jesteś wcześniej. 

Laurin zeszła ze statku, wróciwszy po torbę podróżną, którą zostawiła na lądzie, 

skłoniła się ostrożnie przed starszą kobietą. – Nie ma na co czekać. Za trzydzieści minut 
nadejdzie pływ. Możemy wyjechać jak tylko właściciel będzie gotowy. - Mama Tanis uniosła 
brew, jakby na coś czekając. Laurin wzdrygnęła się niepewnie. – Coś nie tak? 

-  Próbuję zrozumieć jak taka młoda, mądra kobieta, jak ty, może być aż tak uparta i 

pozbawiona zdrowego rozsądku. 

Laurin zmarszczyła brwi. Zmieszana rozejrzała się dookoła. - Co takiego zrobiłam? 

-  Wykazałaś się kompletnym brakiem ciekawości. Nawet nie zapytałaś się, kto będzie 

pilotem na twoim okręcie. 

Podróżna torba zawisła na jej ramieniu, Laurin przesunęła się, pozwalając mężczyźnie 

wnieść jej walizkę na pokład. Kiwną grzecznie głową i ruszył na statek. - Jestem zachwycona 
z jakichkolwiek poczynań, które dla mnie zrobisz. 

Mama Tanis zacmokała donośnie. - Naprawdę? Wydawałaś się mieć pewne trudności z 

dotrzymaniem terminu, który wcześniej ustaliłam. 

Umówione spotkanie. Cholera, miała nadzieję, że odpłynie nim Mama T. odkryje, że 

wymigała się od wyznaczonego jej badania - Wszystko w porządku. Doceniam to, że się o 
mnie martwisz, ale naprawdę nic mi nie jest. 

Wpatrywały się w siebie nawzajem. Tutejsi ludzie słuchali najstarszych z plemienia. 

Laurin szybko wyprostowała plecy. Nie chciała poddać swej mistycznej naturze—
akceptowałą ją, tak, ale nie zamierzała pozwolić zwierzęcej naturze wyprzeć jej ludzką stronę. 
Nie chciała, aby ktokolwiek poznał jej moce. Niepewnie ustawiła mur między nimi, nie 
pozwalając przywódczyni klanu orki poznać choćby cień jej talentów.  

-  Odmawiasz? Jak możesz…? - Głos Mamy T był szeptem, zdenerwowanie nie 

pozwoliło jej dokończyć wypowiedzi.  

Laurin szybko odparła. - Jestem tylko gościem. Twój autorytet nie przymusi mnie do 

wykonywania twoich poleceń, tak ja w przypadku tutejszych osadników. – Odrzuciła dumnie 
głowę, przeklinając, że musiała ukazać trochę swoich własnych zdolności.  

Miękkie cmoknięcie wydostało się z ust starszej kobiety. – Więc za bardzo się boisz. 

Powiem to jeszcze raz, czasem to, czego potrzebujesz jest bliżej niż myślisz. 

Rozbrzmiał delikatny śmiech, który ciało Laurin natychmiast rozpoznało. Dramatycznie 

przeszukała oczami pokład, próbując zlokalizować mężczyznę, gdy zalała ją fala dreszczy.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

16 | 

S t r o n a

 

 
 

Jego głos dochodzi dokładnie zza niej. - Mama T., wciąż chcesz mi robić wymówki? 

Nie potrzebuję słów krytyki, tylko mojego pasażera. 

Laurin obróciła się w chwili, gdy Matt wychylił się ze sterowni, jego jasnoniebieskie 

oczy wyrażały zaskoczenie, kiedy przyglądał jej się od stóp do głów..  

*** 

Po trzech godzinach rejsu Laurin wyczuła nadchodzący sztorm nie tylko na łodzi. 

Rozmawiali trochę, oboje zajęci rozmyślaniem. Statek wdzięcznie mijał niebezpieczne ławice 
i mierzeje. Matt koncentrował swoją uwagę na sterze, kiedy studiował ekran radaru 
skanującego i mapę, rozpostarta przed nim. W miarę upływu czasu fale stały się większe, 
niebo przysłoniły ciemne i gęste chmury zwiastując burzę. Żywioł rozpryskiwał się o dziób 
łodzi, mocząc pokład.  

Laurin podeszłą do drzwi i położyła palce na szybie. Zimna woda zdobiąca kropelkami 

szybę nie była w stanie schłodzić jej rozgrzanego ciała. Coś wewnątrz niej tęskniło za 
wolnością, pragnąc dać się porwać dzikim wiatrom. Pragnęła za pomocą skrzydeł i pazurów 
wznieść się ponad sztorm i odnaleźć tam spokój. Potrzeba przemienienia się była nagląca, 
kobieta zużyła wszystkie swoje siły, aby jej nie ulec. Przemiana nie była teraz możliwa. 
Musiała z tym walczyć. 

Przestała studiować szare niebo, aby przyjrzeć się profilowi Matta. Był równie 

olśniewający teraz, w świetle dnia, co ostatniej nocy. Och Boże, ostatnia noc. Jej skóra 
napięła sie, piersi uniosły. Sterownia była zbyt mała by pomieścić ich oboje oraz jej 
wspomnienia dotyczące ich splecionych ciał.  

Matt chrząknął.  – To może zabrzmieć dziwnie, ale… możesz przestać? Nie potrafię się 

skoncentrować, kiedy ty… - Szarpnął sterem, kawałek skały otarł się o prawą burtę, co 
zabrzmiało złowrogo. Statek kołysał się niebezpiecznie na falach, wpływając w przesmyk. 

Ocierając się o skały. To ona chciał otrzeć się o niego. Tym razem bez żadnych limitów 

czasowych. Żadnego strachu o bycie nakrytym. Jedynie czas na badanie jego ciała, 
podziwianie jego prężnych muskuł i pozwalanie mu na… 

Silnik zaniechał pracy, przykuwając jej uwagę. Nagle mężczyzna złapał jej rękę I 

przemówił wprost do jej twarzy. - Laurin! Wystarczy. Proszę. Udaj się pod główny pokład, 
albo do galery, po prostu pozwól mi nawigować w tym całym bałaganie, zanim napytamy 
sobie prawdziwej biedy. Niedługo nadejdzie sztorm i muszę znaleźć bezpieczną przystań. 

Wyleciała jak przestraszony ptaszek.  

Kiedy mężczyzna znalazł się poza zasięgiem jej wzroku, jej nagła potrzeba osłabła. 

Jednak chęć dotknięcia go pozostała, ale przynajmniej znów miała swoje myśli dla siebie. 
Motor ponownie został uruchomiony, wydając znajome buczenie. Wstawiła wodę na kawę, 
unieruchomiła go mając na uwadze kołyszący ruch statku. Robienie czegoś zwyczajnego w 
samym środku chaosu było tym teczko potrzebowała. Laurin wzięła głęboki wdech.  

Co się z nią działo? Od spotkania go na łodzi, pierwotna potrzeba, aby zanurzyć się w 

nim, urosła do niebotycznych proporcji.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

17 | 

S t r o n a

 

 
 

Wchodząc na pokład nie wydała choćby pisku sprzeciwu. Nie zdradziła się nawet 

rumieńcem, że już go poznała, kiedy Mama T. jej go przedstawiła.  

Krzywy uśmiech zagościł na jej twarzy, kiedy przeglądała szafki w kuchni, aby znaleźć 

niezbędne rzeczy. Ożywczy zapach kawy uderzył w jej nozdrza, poprawiając jej lekko 
nastrój. Nie wiedziała, kim on jest i o to przede wszystkim chodziło. W jakiś sposób 
komiczne było to, że jej jednonocna przygoda zdarzyła się z jedynym mężczyzną, który nie 
zostawał w wiosce.  

Szaman. Wybrała cholernego szamana na swoją pierwszą seksualną przygodę z Ludźmi 

Morza. Prychnęła kpiąco. Jeśli musisz coś spieprzyć, zrób to porządnie. Był najlepszym 
kandydatem do odkrycia jej sekretów. Chociaż pozwolenie mu na odkrywanie rzeczy, które 
ukrywała, mogło przysporzyć jej sporo frajdy. Potrzebowali przynajmniej kilka rund w łóżku, 
a może nawet…  

Poderwała się. Co się, do cholery, wyprawiało z jej hormonami?  

Laurin lubiła seks. Ale nie w stylu “potrzebujesz go, to weź”, jak to było w przypadku 

kawy czy ciemnej czekolady. Ale kiedy jej spojrzenie padło na Matthewa Jentreja, stała się 
jak gołąb naprowadzający się wprost na grzędę. Wyobraziła sobie ich złączone dłonie, 
prowadzące ich w niebezpieczne zakątki. Lepiej było wyobrazić sobie jego dłonie na jej ciele, 
gładzące jej brzuch, aby objąć piersi, jego ciemna skóra kontrastująca z jej jasną. Jego kciuki 
okalające brodawki, kiedy uciskałby pulsujące piersi w dłoniach.  

Laurin oparła się o kuchenną szafkę I zamknęła oczy. Boże, prawie to czuła, mrowiąca 

sensacja spływająca z jej twardych guziczków wprost między nogi. Objęła swe piersi, chcąc 
powstrzymać drżenie. Odczucia były tak cudowne, że zsunęła dłoń w dół, po brzuchu, 
wsuwając ją pod elastyczny pasek od szortów i dociskając do pulsującej łechtaczki. Pożądanie 
osaczyło ją, jak chmura szczyt góry. Była zbyt bezsilna, żeby to powstrzymać.  

Przekleństwa rozbrzmiały wprost z pokładu, co nagle uświadomiło jej, że dogadza sobie 

w miejscu, do którego Matt może wpaść w każdej chwili. Rumieniec objął jej policzki. 
Szybko pospieszyła, żeby wyłączyć śpiewający czajnik. Serce dudniło jej w gardle, a dłonie 
trzęsły się, kiedy zalewała sobie kawę. Oparła czoło o zimne szkło, małego okrągłego okna, 
próbując się uspokoić. W między czasie kawa się zaparzyła, a kobieta sięgnęła po nią bardziej 
zestresowana niż czysto napalona. Dodała dodatkową łyżeczkę cukru do podróżnego kubka, 
mając nadzieję, że dodatkowe kalorie pomogą jej uporać sie ze stresem.  

Patrzyła ze zgrozą na drugi kubek. Nie miała pojęcia, jaką mężczyzna lubi kawę, ale 

była zbyt zalękniona, aby wejść z powrotem na górę i go zapytać. To wymagało spojrzenia na 
jego twarz. Przemówienia do niego. 

Cholera, spieprzyła.  

Odgłos silnika ustał, kobieta w panice spojrzała na drzwi, jej dłonie prewencyjnie 

zacisnęły się na kubku, który dzierżyła przed sobą jak tarczę. Słyszała ciężkie kroki oraz 
odgłos oraz głośny plusk. Potem drzwi otworzyły się gładko, a jego obute w sandały stopy 
pojawiły się na stopniach. Zatrzymał się na chwilę, jego pierś unosiła, a nozdrza drgały, kiedy 
patrzył na nią kobaltowymi oczami.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

18 | 

S t r o n a

 

 
 

Zwolnił swój najazd. Jeden krok. Dwa. Trzeci sprawił, że stali twarzą w twarz, a ona 

była wciśnięta w szafkę. Rozluźnił jej śmiertelny uścisk i odłożył kubek gdzieś za nią. Ich 
piersi się dotknęły, uruchamiając falę gorąca. Laurin uświadomiła sobie, że wstrzymuje 
oddech, więc wypuściła powoli powietrze, wydając ciche westchnienie. Poruszył się I jego 
twarda pierś otarła się o napięte brodawki. Złapał ją w pułapkę, z jedną ręką po jej jednej 
stronie, po czym bez precedensów docisnął jej biodra do swoich. O cholera, jego erekcja 
wciskała się w jej brzuch. Zwilgotniała w najintymniejszym miejscu.  

Matt wzmocnił nacisk, teraz ich ciała się ze sobą stykały na każdym calu. Przechylił na 

bok głowę i zbliżył ich usta do siebie. Była pewna, że musiał słyszeć bicie jej serca. Dotknął 
jej złączonych warg, jego rzęsy muskały ją jak motyli pocałunek, wypuściła powietrze z 
cichym jękiem. 

Była w ogniu. Nie tego się spodziewała.  

Matt przemówił przy jej wargach, jego głos drżał, a każde słowo potwierdzone było 

miękkim pocałunkiem. - Doprowadzasz… mnie… do… szaleństwa. 

Wtedy sztorm rozgorzał między nimi, a jego delikatność zniknęła. Owinęła wokół niego 

ramiona i przycisnął jego usta do swoich. Błyskawica rozbłysła między ich duszami, jej 
ciałem rządził żywioł, jak morskimi bałwanami na oceanie. Wsunął język do jej ust, a ona 
zaakceptowała wszystko, co jej dawał, ssąc go. Ich biodra zderzyły się I kobieta otoczyła go 
nogami, otwierając swoje ciało, chcąc otrzeć się o jego imponującą erekcję. Pchnął w nią, 
unosząc lekko jej biodra, i to było to. To czego potrzebowała — właściwy kąt, właściwy 
nacisk. Jęknęła wprost w jego usta, a on przełknął ten odgłos. Powietrze między nimi 
skwierczało, iskrząc od magii, kiedy posadził ją na blacie szafki. Tuż za nią kubek od kawy 
przechylił się i wpadł z brzdękiem do zlewu. Jego ręce były zajęte rozpinaniem jej szortów i 
podwijaniem koszuli.  

-  Muszę cię dotykać. Muszę cię zobaczyć - wyjąkał i cofnął się, potrząsając głową jak 

dzika bestia. Groźne błyski pojawiły się w jego źrenicach, przyglądała mu się z 
ciekawością, gdy oparł się o ścianę naprzeciw niej. Dzieliło ich zaledwie kilka stóp, 
lecz dla nich była to aż mila. - Nie rozumiem tego. Przestanę, jeśli tego chcesz, ale 
Boże, mam nadzieję, że czujesz to samo. Muszę mieć cię ponownie. 

Nadeszła panika, a po niej przyjemność. Strach natychmiastowo zastąpiło pożądanie. 

Musiał się w niej zanurzyć, zachęcony jej własnym pożądaniem. Teraz? Tutaj? - Burza… 

-  Statek zakotwiczył w zatoce. Jesteśmy bezpieczni, dopóki się stąd nie ruszymy.  

- Zacisnął dłonie w pięści, dygotał na całym ciele. Ponownie zalała ją magiczna fala, 
przytłaczając jej zmysły. Sięgnęła najgłębiej, jak się dało, aby temu przeciwdziałać. 
Na tyle dawno korzystała z tej części swej natury, iż poczuła się tak, jakby skóra 
paliła się na niej żywcem. Nie spodziewała się kolejnego rozbłysku namiętności, 
który zalał jej ciało. Zamiast ugasić pożądliwość w stosunku szamana, jej fascynacja 
wzrosła.  

Był w stanie się powstrzymać? Och Boże, jeśli przestanie, ona umrze. 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

19 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 4 

Czekał niecierpliwie, nierówne oddechy wstrząsały jego ciałem. Jej oczy były ogromne 

— gigantyczne morskie oceany zapraszające, aby w nie wstąpić i utonąć  w rozkosznej pasji. 
Nie rozumiał przyciągania między nimi, ale było właściwe. Ostatecznie nie było niczego 
złego w ich dwojgu rozkoszujących się kolejną rundą wyjątkowego seksu. 

Kobieta na chwilę przygryzła dolną wargę. Jego puls przyspieszył na tę milczącą 

odpowiedź. Z ponętnym uśmiechem, ściągnęła koszulkę przez głowę i sięgnęła za siebie, aby 
odpiąć zapięcie od stanika. Rzuciła ubraniami w niego, ale jego ramiona okazały się zbyt 
ciężkie, aby zareagować wystarczająco szybko. Laurin roześmiała się, kiedy rzeczy uderzyły 
w jego brzuch i, odbiwszy się od niego, ułożył się w stosik u jego stóp. Przyglądał jej się nie 
mrugnąwszy powiekami, widząc ją prawie w całej okazałości. Długie, zgrabne nogi, smukła 
talia. Jej piersi były pełne, red czerwone aureole otaczały napięte szczyty.  

-  Jesteś taka piękna. – Przełknął głośno, nie mogąc oderwać od niej wzroku. 
-  Twoja kolej. Także chcę ujrzeć twoje ciało. – Zsunęła się z lady I wyciągnęła do 

niego ręce. Jednak mężczyzna ją zatrzymał. Jakikolwiek cielesny kontakt mógłby 
już teraz skutkować przedwczesnym końcem. Zdjął koszulę, a dziewczyna aż 
gwizdnęła z zadowolenia, słodki uśmiech wykrzywił kąciki jej warg. Chciał ją 
pocałować, przysunął się odrobinę bliżej. Spotkali się w połowie drogi, poczuł 
gorąco jej skóry już zanim doszło do realnego kontaktu fizycznego. 

Gorące, powolne pocałunki poprzedzały każde kolejne spotkanie ich rąk, ust i ciał. Nie 

było już odwrotu, żadnej ucieczki przed tym, co miało się zaraz między nimi wydarzyć. Mat 
zadrżał czując na języku jej smak, jej dłonie głaskały mięśnie męskiego karku. Jej pieszczoty 
były stonowane i kontrolowane, jej paznokieć drażnił jego brodawkę, przesuwając się po 
włoskach na jego piersi. Uniósł dłonie, aby objąć jej piersi, a jęk satysfakcji wypływający z 
jej ust sprawił, że podkurczył palce u stóp. 

Stali tak przez długi czas dotykając się i pieszcząc. Oplatając się sylwetkami, spotkanie 

dusz i ciał. Powoli zaczęli dawać sobie zbyt wiele by czekać, jego potrzeba czyniła go 
gorącym, twardym i pulsującym.  

Kiedy upadła przed nim na kolana, przeklął ściany, które zadrżały na skutek fali 

adrenaliny, która go zalała. Torturowała go delikatnymi pocałunkami umieszczanymi na 
skórze brzucha, jego kutas naparł mocno na materiał jego szortów w kolorze khaki. Rozpięła 
guziczek i zaczęła manewrować przy zamku, jego członek stał się tak wrażliwy, że czuł jakby 
muskała jego skórę. Kiedy wzięła jego erekcję w dłoń, myślał, że umrze od rozkoszy 
czerpanej z jej dotyku. Pewny sposób, w jaki go dotykała, wywołał cień zazdrości o każdego, 
którego kiedykolwiek wcześniej dotknęła.  

-  Chcę cię posmakować. – Sposób, w jaki jej oczy lśniły, kiedy patrzyła na niego 

czynił go słabym. Liznęła wrażliwą skórę, obmywając główkę penisa z wydzieliny, 
która już się tam zebrała, mężczyzna zadrżał.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

20 | 

S t r o n a

 

 
 

-  Tak. Och, Boże, tak. Nie czekaj… musimy pogadać. – Łódź kołysała się z boku na 

bok na pełnym oceanie, to nie był czas, ani miejsce. Gdziekolwiek zaprowadzi ich 
magia—to nie był czas ani miejsce.  

Utrzymała kontakt wzrokowy, liżąc wkoło główkę jego fiuta. – Porozmawiamy później. 

– Potem zwilżyła usta i zassała go. Wilgotna jaskinia jej ust otoczyła go, kusząc. Wsunął 
palce w jej włosy, miękka tekstura ocierała się o jego dłonie jak połacie jedwabiu. Pocierała 
go powoli, każde muśnięcie jej ust, każde pociągnięcie języka zwiększało jego potrzebę do 
stopnia, w którym nie pozostawało nic poza podnieceniem i ogniem. Wciąż poruszała się przy 
nim, zasysając go z dużą wprawą. Kiedy uniosła dłoń, aby objąć jądra, jego kontrola zawisła 
na włosku. 

-  Jestem blisko. Jeśli nie chcesz żebym doszedł w twoich ustach, musisz przestać.  

Uśmiechnęła się i mrugnąwszy jednym okiem wsunęła go sobie całego do ust. To był 

przecudny widok, jej usta rozwarte na nim, usta zwilżone śliną i nasieniem. Lekko odgięła 
głowę, zmieniając kąt, a jego twardość weszła w nią jeszcze głębiej. Potem przełknęła, a w 
jego uszach zaczęło buzować. Lekki, nieustanny nacisk wzrósł do erupcyjnych rozmiarów. A 
kiedy kobieta wplotła jego palce w jej włosy, namawiając go, aby przejął kontrolę nad 
sytuacją, był stracony.  

Kołysał jej głową delikatnie, ale pewnie, wypychając biodra w coraz to szybszym 

rytmie, kiedy kobieta jęczała, dostosowując się do niego. Objęła piersi dłońmi, szczypiąc 
brodawki, zanim zaczęła masować jego mosznę. Zamruczała, a on odnalazł spełnienie. 
Trzymał ją nieruchomo, jego krocze było mocno dociśnięte do jej ust, kiedy przełykała 
nasienie, oczyszczając jego penisa, pozwalając, aby sperma spływała w dół jej gardła.  

Widział jakby przez mgłę, puls galopował. Nigdy wcześniej nie miał tak intensywnego i 

długiego orgazmu. Przejechała nosem po wrażliwym marszczeniu w zagłębienu uda, po czym 
umieściła końcowy pocałunek na jego brzuchu. Matt wyszedł ze swoich szortów i wziął ją w 
ramiona. Stali tam spleceni, ich oddechy się mieszały. Ułożyła głowę na jego ramieniu i 
zamruczała rozkosznie. Nie miał za dużego pola do manewrów w niewielkiej kuchni, ledwie 
obrócił się i biodrem otworzył maleńkie drzwiczki prowadzące do kajuty sypialnej.  

-  Twoja kolej, promyczku. 

Jego duże łóżko było schowane pod dziobem pokładu, materac przymocowany był za 

pomocą łukowatych cum. Opuścił ją na niego czule, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. 
Jego skóra mrowiła, w miejscach, w których się dotykali, użył swoich szamanich mocy, aby 
odnaleźć wyjaśnienie dla emocji i namiętności, których doświadczał. Doświadczali razem. 
Ujęła jego dłoń i uniosła ją do ust, całując i przygryzając jego kłykcie. Jej różowy język 
droczył się z nim, wsuwając się pomiędzy każdy z palców. Kontrast między tym dotykiem, a 
pożądaniem, jaki wywołał, zadziwiał go.  

Roześmiał się i położył jej dłoń na brzuchu usuwając szorty, jasnożółty kształt jej 

majtek wywołał natychmiastową reakcję. Mimo, iż dopiero co doszedł, jego fiut ponownie się 
podniósł, kiedy potarł palcem w centrum przemoczonego materiału. 

Zadrżała.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

21 | 

S t r o n a

 

 
 

Roześmiał się i powtórzył pieszczotę, wsuwając palce pod jej majteczki i zdzierając je z 

jej ciała. Zamierzał rozkoszować się tym równie mocno, co ona. 

-  Muszę cię dotknąć, Laurin. Muszę cię posmakować. – Łódź zakołysała się 

niebezpiecznie i kobieta pociągnęła go na relatywnie stabilny materac.  

Liżąc, torował sobie drogę w dół jej ciała, całując jej żebra, umieszczając motyle 

pocałunki na jej delikatnym brzuchu. Każde posmakowanie jej ciała, każdy dotyk wzmagał 
oczekiwanie, aż do momentu kiedy usadowił się między jej udami. Nie mógł się doczekać, aż 
ponownie przeprowadzi ją poza krawędź. Bez ostrzeżenia, bez nasilania napięcia, pochylił 
się, aby ustami zakryć jej wilgotne gniazdko. Laurin wygięła plecy pod wpływem dotyku, 
kiedy mężczyzna wsunął język w jej ciało.  

Przestał słyszeć odgłosy sztormu, gdy ucztował na niej, odgłosy rozkoszy wypływały z 

jej ust, przekrzykując okrzyki wiatru i pukającą w okna wodę. Czuł jedynie nawoływanie 
ognia wypełniającego, jego żyły oraz pulsowanie w uszach. I ją. Gardłowe jęki, urywany 
oddech, delikatne westchnienia—to wszystko sprawiało, że chciał wywołać w niej prawdziwy 
kataklizm. A kiedy wykrzyczała jego imię, jej palce wplotły się w jego włosy, jej biodra 
uniosły do jego, jego satysfakcja dopasowała się do jej.  

Surowa potrzeba, aby być wszystkim, co dla niej pęcznieje, zagościła w jego myślach. 

Odsunął się, aby ujrzeć ją rozłożoną na materacu, wiotką i zrelaksowaną. Uśmiech na jej 
twarzy dotarł do najgłębszych zakamarków jego duszy. 

Jak to mogło się stać, że przy upływie zaledwie dnia, jego serce bolało na samą myśl 

zostawienia jej? Czy faktycznie magia, która teraz wypełniała to maleńkie pomieszczenie 
była rezultatem czegoś głębszego niż zwykłe przyciąganie? Przesunął dłońmi po jej piersi, po 
czym objął kobiecą twarz. Obróciła się i ucałowała jego dłoń.  

-  Jesteś gotowy na więcej? - wyszeptała. Kuszący dotyk jej dłoni na jego barkach 

wywoływał dreszcze. Kiedy chwyciła jego pośladki i ścisnęła je, jego członek 
uniósł się znacznie. Jej agresywne, nieznoszące sprzeciwu zachowanie podobało mu 
się, czucie jej poruszającego się wysublimowanie ciała. Rozsunęła nagle uda i 
podciągnęła się do jego bioder, aby połączyć ich ciała. 

O, cholera. – Czekaj. Prezerwatywa. 

Otworzyła szeroko oczy, przeklinając. Zacmokał przysuwając się do niej, rozgrzana 

skóra do rozgrzanej skóry, wyciągnął dłoń w stronę małej szafki przy łóżku. Tym razem to 
ona się zapomniała. Uczucie, że on także może sprawić, iż straci panowanie nad sobą było…  

Przenikliwy hałas, który poprzedził przeraźliwie głośny trzask, dający się usłyszeć 

mimo szalejącego sztormu, a łódź zakołysała się gwałtownie, rzucając ich oboje na materac.  

Kurwa. Co teraz? – Zostań tutaj. Sprawdzę to. Nie będzie żadnego pożytku, gdy oboje 

zostaniemy przemoczeni. – Pocałował ją w policzek i zsunął się z łóżka, zmierzając w stronę 
wejścia na pokład.  

W ciemnościach niewiele widział, deszcz i wiatr konkurowali ze sobą chybocząc łódką. 

Krawędź jednego z żagli rozwiązał się i łopotał strasząc jak wściekły duch.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

22 | 

S t r o n a

 

 
 

W narożniku widział pozostałości liny. Cumy zostały rozerwane i teraz Dziecko sztormu 

poruszało się wydane na łaskę wiatru i fal. Mimo iż pospieszył w stronę steru, aby 
pokierować łodzią, szybko zbliżył się do niebezpiecznej mielizny. Utknęli tu dopóki sztorm 
nie przejdzie i nie nadejdzie przypływ. Kto mógł wiedzieć, w jakim położeniu znajdzie się 
łódź, gdy noc się skończy.  

Musieli się szybko ewakuować, zanim statek znajdzie się na bardziej niebezpiecznym 

gruncie. Pozostawiając stery żywiołowi, podpierając się o ściany łodzi ruszył w drogę 
powrotną do kajuty. Lodowata woda schładzała mu barki, a mokre włosy przylepiały się do 
twarzy. Szkoda, że musieli opuścić statek, ale przy odrobinie szczęścia rano powrócą I będą 
mogli kontynuować swoją podróż.  

Laurin stała w drzwiach, ręce drżały na jego skórze, kiedy przyciągnął ją do siebie.       

– Jesteśmy bezpieczni? 

Drżenie w jej głosie zmusiło go do zatrzymania się, pogłaskał jej policzek uspokajająco. 

Namiętność wybuchła między nimi ponownie, mimo niesprzyjających warunków, uśmiechnął 
się na tę dziwną koordynację. – Ze statkiem nic się nie stanie, ale my musimy się przemienić. 
Przeczekamy sztorm w wodzie. Albo podpłyniemy do lądu i tam się ukryjemy. Kiedy 
znalazłem te zatokę, zauważyłem, że na mapie zaznaczono małe chaty.  

Gdy mówił, napięła mięśnie.  

Czule odgarnął kosmyk włosów, który opadł na jej policzek. – Wszystko jest dobrze. 

Pomogę ci. – Jeśli mieliby więcej czasu próbowałby wykonać ten krok nieco wolniej, ale 
naglił ich sztorm. Słaby odgłos drapania rozległ się tuż przy kadłubie, jakby dno statku 
dotknęło mielizny.  

Potrząsnęła głową i odsunęła się. Stracenie kontaktu z jego skóra bolało ją mentalnie.  

-  Laurin, co jest nie tak? 

Odgłos ocierania narastał, wydała stłumiony okrzyk. Kiedy się mu przyglądała, jej 

źrenice ze strachu zamieniły się w wąski szparki. – Nie mogę się przemienić. Muszę… 
muszę… - Panika zawładnęła nią, mężczyzna przysunął się, pragnąć ja uspokoić. Niebo 
rozjaśniła błyskawica i oboje upadli na materac. Laurin nabrała garść w prześcieradło, jej 
oddech stał się tak gwałtowny, że Matt myślał, że dostała ataku paniki. 

Przygwoździł ją do materaca, więżąc jej ciało. Oboje dyszeli, on od próby oparcia się 

nagłej potrzebie wzięcia jej ponownie. Zmagał się z własnym libido, przeklinając dziwną 
dolegliwość, która zawładnęła jego umysłem i ciałem. 

To nie jest właściwy czas.  

-  Mogę ci pomóc. Jestem szamanem. Mogę się przemienić w każde morskie zwierzę. 

Niezależnie od tego, czym ty jesteś, poprowadzę cię. Nawet, jeśli nigdy wcześniej 
się nie przemieniałaś. – Drżenie jej ciała zmniejszyło się. Przesunął dłonią po jej 
żebrach, zsyłając uspokajające myśli. Musiał jej pokazać, że jego moc wystarczy, 
aby przełamać bariery, jakie stworzyła jej przeszłość. Zalał ją swoją magią, dzieląc 
się swoim pragnieniem niesienia pomocy, szukając jej zwierzęcego ducha. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

23 | 

S t r o n a

 

 
 

-  Nie! 

Magia eksplodowała między nimi, rzucając go na podłogę. W jakiś sposób odrzuciła go 

i zaczęła uciekać, przez drzwi wpadła do kuchni, a następnie na zalany wodą pokład.  

-  Laurin! – Pognał za nią, oboje nadzy, oboje nagle mokrzy, pośród zacinającego 

deszczu i błyskających piorunów. Stojąc w drzwiach, przyglądał się nagle 
zalewającej ich wodzie. Gotująca woda utworzyła między nimi kurtynę. – Powiedź 
mi, co się dzieje – krzyknął. – Mogę ci pomóc. 

Przytuliła się do poręczy. Jej ciało drżało, rzucane wiatrem i nagłymi podrygami łodzi 

unoszącej się na większych falach. Rezygnacja odmalowała się na jej twarzy, gdy spojrzała w 
niebo, woda lała się z niej strumieniami. – Cholera jasna, naprawdę nie chcę się przemienić i 
nie umiem pływać. 

-  Co? Oczywiście, że potrafisz. Pomogę ci i popłyniemy razem. – Sięgnął po nią, 

ślizgając się na mokrych deskach. Statek skrzypiał na mierzei, bujając się na boki, 
kiedy fale rozbijały się o niego. Mężczyzna potknął się i w ostatniej chwili chwycił 
się balustrady tuż obok niej. – Musimy już iść. Proszę, Laurin, skocz ze mną. 
Obiecuje, że cię nie opuszczę. 

Odrzuciła w tył głowę i, ku jego zaskoczeniu, roześmiała się. Okrzyk czystego, 

wzniosłego zachwytu opuścił jej usta. Ten wybuch radości przeciął odgłos szalejącego 
sztormu, martwiąc go. Czyżby strach pchnął ją poza krawędź szaleństwa? 

Potrzasnęła głową, jej oczy błyszczały, kiedy posłała mu krzywy uśmiech. - Nie 

zostawisz mnie? Och, Matt. Skoro i tak nie mam wyboru… Może nie jestem zdolna do 
pływania. Ale potrafię latać.  

Przeskoczyła przez balustradę, mężczyzna rzucił się, aby ją złapać, ale jego palce 

prześlizgnęły się po niej. Chwilę później z morskiej piany wyłonił się rybołów, kołując wokół 
statku, uciekając w górę, ponad burzowe chmury. 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

24 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 5

  

Laurin musnęła powierzchnię wody w miejscu, gdzie ostatni raz widziała delfina. 

Skierowała się do najbliższego brzegu, przyfrunęła kilka cali nad piasek, po czym przybrała 
ponownie swoją ludzką postać. Wiatr był tutaj słabszy dzięki naturalnej osłonie z wydmy, ale 
mimo to nocne powietrze chłodziło jej nagą skórę. Objęła się ramionami chcąc zwalczyć 
zimno.  

Wpatrując się w ocean zastanawiała się, w jaki sposób Matt zdołał na niej wymóc 

przemianę. Odgłos jego krzyku, kiedy wzbiła się w powietrze rozbrzmiewał w jej głowie — 
nie chciał jej opuścić. Potrzeba pozostania w jego ramionach zaskoczyła ją równie mocno, co 
chęć fizycznego połączenia.  

Nigdy wcześniej nie potrzebowała nikogo aż tak desperacko. Bolał ją każdy cal jej ciała 

nawołując za jego bliskością. Chciała ponownie usłyszeć delikatny śmiech I poczuć palce 
przesuwające się po jej skórze. Och cholera, co się z nią działo? Minęły zaledwie dwadzieścia 
cztery godziny, a ona już za nim tęskniła.  

Jej przemoczone włosy przykleiły się do twarzy, woda spływała kaskadami po jej 

plecach. Głębokie poczucie spokoju zalało jej serce, kiedy mężczyzna przebił się przez 
powierzchnię wody.  

Umięśnione nogi zaniosły go do niej. Jego naga skóra lśniła w świetle księżyca 

wyłaniającego się spomiędzy chmur. Wokoło nich szalał sztorm, burząc jej loki wokół głowy. 
Uniosła ręce, aby je pochwycić, a Matt wykorzystał ten moment, aby zbliżyć do siebie ich 
ciała. 

-  Człowiek powietrza, zmienny.  

Roześmiała się na widok jego lśniących oczu. - Szaman. 

Dreszcz przesunął się po jej skórze. Owinął wokół niej ramiona, ich usta się spotkały, 

języki zatańczyły znany taniec. Ich skóry, śliskie od deszczu i słonej oceanicznej wody, 
ocierały się o siebie z dziecinną łatwością, kiedy uniósł ją w swych objęciach. Owinęła nogi 
wokół jego pasa, a ręce wokół szyi, nie oddzielając od niego swych ust.  

Potrzeba, żeby w niej utonąć, brodawki łaskoczące go w miejscu, w którym były mocno 

dociśnięte do jego piersi. Złączyła palce w jego włosach i pociągnęła na tyle mocno, żeby 
rozdzielić ich wargi. Obydwoje zassali powietrze. 

-  Cholera jasna, powinienem zbić ci tyłek za nie powiedzenie mi o tym wcześniej  

– warknął.  

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

25 | 

S t r o n a

 

 
 

Serce Laurin zwiększyło obroty na widok erotycznych obrazów, które pojawiły się w jej 

umyśle. Narastające napięcie między jej nogami sprawiło, że mocniej zacisnęła uda na jego 
pasie. Matt jęknął I położył głowę na jej ramieniu. Wziął głęboki oddech I przemówił, ledwie 
słyszalnie ponad odgłosem fali rozbijających się o brzeg. – Musisz przestać. Nie wiem jak czy 
dlaczego, ale przez ostatnie pięć godzin widzę cokolwiek sobie wyobrazisz, każdy erotyczny 
obraz rysujący się w twojej głowie. 

Ciepło pulsujące w jej żyłach tylko zachęciło ją do dalszych sztuczek. – Myślę, że to 

uwielbiasz.  

Roześmiał się soczyście, kołysząc jej ciałem. Szybkie kroki zaniosły ich za linię drzew.  

-  Tak, ale to sprawia, że ciężko mi myśleć. Chodź, znajdźmy schron. – Uchylił 

pokrywę kolejnego plastikowego kosza. – Wytrzyj się, a ja spróbuję rozpalić ogień. 
– Czysty ręcznik zwisł na jej ramionach, ciepły i miękki, jego dłonie masowały ją 
delikatnie przez chwilę zanim mężczyzna się odwrócił.  

Przytulna mała chatka była otwarta, gdy ją znaleźli. Mały piec opalany drewnem 

znajdował się w jednym rogu, a stół i jedno krzesło przeciw niego. Pojedyncze łóżko 
przymocowano do ściany, materac na nim był zwinięty w kącie, co miało uchronić go przed 
atakiem myszy. Laurin energicznie pocierała swą skórę, próbując się rozgrzać. Po zdjęciu 
ręcznika z jej włosów, owinęła się kocem i dołączyła do Matta siedzącego przy otwartym 
piecu.  

-  Czas na zamianę. Ty także musisz wyschnąć. – Otarli się ramionami zmieniając 

pozycje. Laurin oparła się pokusie, aby się na nim oprzeć, ciepło jego ciała 
przyciągało ją jak magnez.  

-  Kawy?  

Na samo brzmienie słowa jej usta wypełniły się śliną. - O Boże, tak. Jesteś pewien, że 

możemy z tego skorzystać? 

Matt potaknął. – Znasz zasady. Zostawimy chatę w nienaruszonym stanie, a ja postaram 

się możliwie najszybciej uzupełnić zapasy. Jestem przekonany, że nie my pierwsi jesteśmy tu 
niespodziewanymi gośćmi. Rybak zrozumie. 

To była prawda. Już wcześniej skrywała się w małym górskim domku i jakoś nigdy nie 

czuła się z tego powodu winna. Podpałka zajęła się ogniem, więc dorzuciła jeszcze więcej 
drewna. Narastające ciepło owiewało jej ciało, westchnęła z ulgą. 

Spojrzała na Matta. Jego ciało wyschło, znalazł parę spodenek w jednym z pojemników. 

Uśmiechnął się, kiedy zauważył, że kobieta go obserwuje i wyciągnął ku niej ubranie. – Nie 
dbam o to, co masz na sobie, ale chyba przyda ci się trochę więcej ciepła. 

Krzątali się w milczeniu. Laurin naciągnęła na siebie zbyt dużą koszulę, jej krańce 

dotykały kobiecych kolan. Powoli pokój się nagrzewał. Deszcz pukał w dach, ale teraz 
brzmiał przyjemnie, jakby wpasował się w rytm tego miejsca. Bogart zapach kawy wzbił się 
w powietrze, odwróciła się więc od łóżka, które szykowała do snu.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

26 | 

S t r o n a

 

 
 

Matt wskazał na leżącą blisko filiżankę. – Dodałem więcej cukru. Będziesz tego 

potrzebować. 

Zmarszczyła nos i powoli potaknęła. – Chyba jestem ci winna jakieś wyjaśnienia. 

Wręczył jej filiżankę, po czym usiadł na łóżku, ostrożnie wciągając kobietę na swoje 

kolana. – Najpierw się napij. Jeśli nie przemieniałaś się już przez długi czas, potrzebujesz 
kalorii. 

Ciekawe co ogrzało ją bardziej? Łagodzący płyn spływający po ściankach jej gardła? 

Ciepło wypływające z jego ciała, w miejscach, w których się dotykali? Opiekuńczy ton jego 
głosu? Przesunął dłońmi wzdłuż jej pleców, delikatnie pocierając i masując. Zachciało jej się 
mruczeć.  

Emocje, jakie wywoływał w niej ten mężczyzna, były nieprawdopodobne. Namiętność i 

żądza, słodka tęsknota za domem, wszystko zmieszane razem tworzyło życiodajną miksturę. 
Zbyt wiele i wciąż niewystarczająco dużo.  

Spojrzała na niego. – Dlaczego czuję się jakbym…  

-  …chciała wtopić się w moje ciało? Spędzić całą noc spleciona ze mną? – Musnął 

palcami jej podbródek. Otarł się kciukiem o jej szczękę. – Też to czuję. Powietrzny 
zmienny. Nawet nie śniłem, że coś takiego mogłoby się wydarzyć. – Ich spojrzenia 
się spotkały. Wiedza, że zna każde jej pragnienie spowodowała napływ ciepła do 
policzków.  

-  Nigdy nie śniłeś o czymś takim? O byciu uwięzionym przez sztorm? Mam nadzieję, 

że twoja łódź ma się dobrze.  

Potrząsnął głową. – Dziecku sztormu nic nie będzie. Prawdopodobnie mogliśmy zostać 

na pokładzie, tylko spalibyśmy na głowach, wiedząc, że nie odpłyniemy nim przyjdzie 
przypływ. Ale nie o to mi chodziło. Nie mogę uwierzyć, że nie zorientowałem się, iż należysz 
do Ludzi Powietrza.  

Laurin przytuliła się mocniej do jego ciała. To było zbyt właściwe, żeby z tym walczyć. 

-  Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział. 
-  Dlaczego trzymasz to w tajemnicy? Zmienni żyją w stadach, przez większą część 

życia. Niezależnie od rodzaju. 

Laurin zastanawiała sie jak wiele może mu powiedzieć. Jej jednonocna przygoda stała 

się czymś większym. Jeśli miałaby być szczera, Matt ogromnie ją pociągał i to nie tylko przez 
fizyczne pragnienie jego ciała. Troskliwość, jaką jej okazał, otworzyła ją na tyle mocno, że 
ciała podzielić się każdym sekretem. Obróciła się na jego kolanach, aby spojrzeć mu w twarz.  

-  Opuściłam góry jakieś dwa lata temu. Było wielu potężnych zmiennych chcących 

przywiązać mnie do swego boku i szybko zaczęło mnie to męczyć. Tęskniłam za 
możliwością nauczania, ale nie chciało mnie wypuścić. Starałam się o wędrowną 
pozycję, od tego czasu jestem z Ludźmi Morza. Moja rodzina wiedziała, jak mnie 
znaleźć, ale tak długo jak się nie przemieniałam byłam niemożliwa do wyśledzenia. 
– Westchnęła i dokończyła kawę, umieszczając filiżankę na stole. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

27 | 

S t r o n a

 

 
 

- Teraz znów muszę się ich jakoś pozbyć. Mogę się założyć, że gdy tylko ustanie 
sztorm zaroi się tu od orłów i jastrzębi. – Zaszokowany wyraz twarzy Matthewa 
wywołał jej uśmiech. – Co? 

-  Dlaczego ściga cię wielu mężczyzn z różnych klanów? Zamieniłaś się w 

rybołowa…  

Cholera. - Cóż, a więc o to chodzi. Jestem czymś na kształt…  

-  Cholera jasna, jesteś szamanem, tak jak ja. – Jego spojrzenie było zbyt intensywne, 

aby mogła utrzymać kontakt wzrokowy.   

-  Nie, wstrzymaj się jeszcze. Nie jesteśmy tym samym, właściwie to jestem 

całkowitym twoim przeciwieństwem. Nie mam żadnych własnych magicznych 
umiejętności. Tak, mogę przemienić się w każdego z klanu powietrza. Ale tu jest 
haczyk. Skoro mogę przemienić się w cokolwiek, synowie po kądzieli i dalecy 
kuzyni, chcąc znaleźć się wyżej w hierarchii chcieli mnie za partnerkę. Miałam 
zwiększyć ich moc. 

Uśmiech Matthewa rozbłysł jak słońce na czystym porannym niebie. – Chyba jesteśmy 

sobie przeznaczeni. 

-  Boże, ty też. – Słowa uciekły spomiędzy jej warg, nim zdążyła zakleić usta.  

Zaskoczenie odmalowało się na jego twarzy. – O czym ty, cholera, mówisz?  

-  Posłuchaj, to, że ja… my… - Wstała, zalała ją fala rozczarowania. Myślała, że on 

będzie inny. Nie chciała, żeby ktoś wykorzystał jej zdolności, chciał jej tylko 
dlatego, że może mu się przydać. Jednak zanim mogłaby się poruszyć, mężczyzna 
złapał ją, przyciągnął do piersi, jednocześnie kładąc się plecami na łóżku. – Wypuść 
mnie - zażądała.  

Uniósł brew w odpowiedzi. - Jesteś niemożliwa. Chcę pogadać, a skoro jedynie w ten 

sposób mogę zdobyć twoje zainteresowanie… 

-  Ostatnim razem, kiedy chciałeś zdobyć moją uwagę siłą, skończyłeś na tyłku. – Jak 

śmiał kontrolować ją w ten sposób? Próbowała zignorować jakąś malutką część w 
niej, której podobało się jego przejęcie kontroli nad nią. Skarciła się w duchu za 
rozkoszowanie się jego apodyktycznym zachowaniem. 

-  Hmm, naprawdę podobał ci się pomysł zbicia ci przeze mnie tyłka, prawda? Laurin, 

posłuchaj. Nie chcę kontrolować twojego życia. Oferuję ci rozwiązanie twoich 
problemów, a przy okazji moich. – Pogłaskał jej szyję i kobieta zadrżała. 

-  Przestań. 

Zacmokał Matt. - Dlaczego?  

 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

28 | 

S t r o n a

 

 
 

-  Nie potrafię myśleć, kiedy to robisz. 
-  Nie powinnaś myśleć, kiedy to robię. – Obsypał pocałunkami jej obojczyk, 

rozpinając jej koszulę i ukazując nagą pierś jego oczom. – Kurwa, kobieto, 
sprawiasz, że tracę nad sobą kontrolę. – Odsunął się i usiadł, gładząc delikatnie jej 
ramie. – Potrzebuję cię, Laurin, ale nie po to, żeby przejąć kontrolę nad twoim 
życiem. Chcę ciebie, myślę, że to początek pięknego związku. Jeśli zechcesz 
wysłuchać moich zaręczyn. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

29 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Rozdział 6 

Prawie połknął język na ten kiepski dobór słów. Wyraz jej twarzy wyrażał tak samo 

wielką panikę, jak wtedy, gdy musieli opuścić Dziecko Sztormu. Cholera, na jego mózgu 
musiał zawiązać się supeł. Nigdy nie był tak głupi, tak niezdyscyplinowany. 

Ona była zmiennym powietrza z krwi i kości. Nawet za milion lat nie odgadłby, że 

pochodzi z gór, a nie morza. Czuł się przy niej tak dobrze. Tak… właściwie. Jakby do siebie 
należeli
. Potrząsnął lekko głową, próbując omieść mózg z pajęczyn.  

-  Rozluźnij się, Księżycu, nie proponuję ci żebyśmy się związali. Jeśli to, co mówisz 

jest prawdą, z porannym wiatrem nadleci tu mnóstwo frajerów. Jestem wygodnym 
rozwiązaniem twoich problemów.  

Laurin usiadła na łóżku, a mężczyzna usilnie próbował zignorować fakt, że jej koszula 

się rozpięła, ukazując pełne piersi.  

-  O czym ty mówisz? 

Wzruszył ramionami, pozwalając żeby jego magia wypełniła pomieszczenie. Jej oczy 

rozszerzyły się na chwilę, po czym uśmiechnęła się do niego łobuzersko. – O cholera, to 
wystraszy ich na śmierć. Jesteś niegrzecznym chłopcem. – Uniósł brwi i kobieta się 
roześmiała. Dźwięk ten zamarł w powietrzu. – Czekaj. Co ty będziesz miał z naszego układu? 
Coś oprócz niezłej frajdy z przerażonych kurczaków odlatujących w nieładzie, gubiących 
trochę piór przy okazji? 

Zaopiekuję się tobą. Nie zwerbalizował tej myśli. Jeszcze nie. Ale może trochę tych 

emocji, które posiadał, udzielało się także jej. Na ten moment mógł jedynie podzielić się z nią 
swymi problemami. 

-  Czy wiesz, jaki żywot prowadzą szamani? 
-  Szamani nie mają rodzin. Oni… - jej twarz zbladła, otwierała i zamykała usta. - O 

mój Boże, dlatego byłeś zaskoczony, kiedy powiedziałam, że chcę użyć 
prezerwatywy. Większość kobiet chce z tobą współżyć żeby… - Przeklęła miękko, 
potrząsając współczująco głową. 

Potaknął. – Chcą zajść w ciąże i mieć potężne potomstwo. To niełatwa rzecz, zajść w 

ciąże z szamanem, ale się zdarza. A mówiąc tak od serca? To cholernie uciążliwy sposób na 
dorastanie, bez ojca, jedynie z jakimś mistycznym gościem zjeżdżającym raz na ruski rok. 
Nie mam nic do samotnych mamusiek, ale takim, które chcą podnieść swój status przez 
posiadanie dziecka mówię, że ten pomysł jest do bani. Nie szukam takich kobiet, Laurin. 
Pragnę prawdziwej rodziny. Ale w międzyczasie, spędziłem sześć miesięcy walcząc z 
kobitami, które uważały mnie za dawcę spermy. Kiedy miałbym ciebie u mego boku, mój 
problem zostałby rozwiązany. – Laurin potaknęła, rozważając jego słowa. Zmarszczyła na 
chwile nos.  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

30 | 

S t r o n a

 

 
 

-  Będę przez miesiąc uczyła dzieci w Bella Coola. Ja długo możesz zostać? 
-  Dwa tygodnie. Mogę zaaranżować krótkoterminowe wizyty do pobliskich wiosek w 

weekendy, kiedy nie będziesz musiała mi towarzyszyć. 

-  Mogę troszeczkę zmienić swoje plany. Powinno się udać. – Jej ciemne oczy 

przyglądały mu się ostrożnie. – A co jeśli, kiedy będziemy zaręczeni, spotkasz 
kogoś, kogo chciałbyś bliżej poznać? Myślę o tym, czy nie przegapisz miłości 
swego życia, kiedy będziesz ze mną.  

Myślę, że już ją znalazłem. O cholera. Jego wnętrzności zacisnęły się. Pomyśl, Matt, ona 

nie jest gotowa żeby to usłyszeć. Zmusił się do spokoju. – Nie będę cię zdradzał, jeśli o to 
pytasz. Teraz, chcę się po prostu zrelaksować I robić swoje. Daj temu szansę, zobaczymy jak 
nam będzie ze sobą. 

Laurin przyglądała mu się przez chwilę, po czym wyciągnęła dłoń, którą uścisnął, tak 

rzeczowo. Bezosobowo. Zaatakowało go poczucie winy połączone z seksualną iskrą 
przeskakującą między ich ciałami. Może i w tej chwili zaczęły się ich zaręczyny, a co do ich 
końca – nie miał zamiaru pozwolić jej odejść. No przynajmniej w ten sposób mógł ją 
przekonać, że są sobie przeznaczeni.  

Delikatne trzepotanie powiek sprawiło coś dziwnego jego sercu. Kolejny erotyczny 

obraz przepłynął z jej myśli do jego, mężczyzna zdusił jęk pożądania, który chciał uciec 
spomiędzy zamkniętych warg. Laurin pokazała mu fantazję o ich splecionych ciałach 
oświetlanych bladym światłem zachodzącego słońca, uprawiających miłość na pokładzie 
Dziecka Sztormu

Jego puls przyspieszył, gdy zrzuciła z ramion koszulę. Upadła do jej bioder, Matt 

przełknął ciężko ślinę. Jego penis napiął się jak żagiel na porywistej bryzie. - Laurin?  

-  Stwierdziłam, że skoro mamy być parą, powinniśmy więcej poćwiczyć. Musimy 

być wystarczająco przekonujący dla nadlatujących zalotników. Nie sądzisz? 

O Boże, ona go zabije. Czy mężczyzna może umrzeć od eksplozji kutasa? – Księżycu. 

Uwielbiam sposób, w jaki działa twój umysł, ale zostawiłem portfel na statku. Żadnej 
ochrony. Chata jest dobrze przygotowana, ale oczywiście nikt nie spodziewał się syren 
dobijających się do drzwi. 

Podczołgała się do nie go, czysta żądza malowała się na jej obliczu. Namiętność w jej 

oczach, piersi kołyszące się, kiedy zbliżała się do niego sprawiły, że zaschło mu w gardle.  
– Pomyśl logicznie. Nie potrzebujemy zabezpieczenia. Powietrzny zmienny i wodny szaman? 
Znasz się na swojej nauce, uzdrowicielu. 

Jego erekcja wyprostowała się, salutując z radości. – Cholera, masz rację. – Nie mogła 

zajść w ciąże, nie bez solidnego hokus-pokus, przez które był skory przejść, kiedy już zdoła ją 
przekonać, że ich relacja jest czymś więcej niż zwykłym układem. 

Mocowała się z jego szortami, kiedy mężczyzna próbował zacałować ją do 

nieprzytomności. Przeturlali się na małym łóżku, trzaskanie ognia w komuniku zmieszało się 
z odgłosami padającego deszczu. Symfonia natury zapewniła tło ich miłości. 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

31 | 

S t r o n a

 

 
 

Ich nagie ciała ocierały się o siebie, kiedy wymieniali się pocałunkami. Matthew badał 

każdy cal jej ciała w przydymionym świetle chaty. Jej ledwie chwytane oddechy i jęki 
wydawane, gdy ssał i podszczypywał różane szczyty stawiały jego ciało w ogniu, sprawiały, 
ze jego serce wyło. 

Pocierał je delikatnie, okalając kciukiem napięty guziczek na szczycie jej waginy, 

wsuwając palce do mokrego tunelu. Całowali się długo i dokładnie. Kiedy jęknęła, objął 
ustami jej usta, kontynuując prowadzenie jej poza krawędź, aż jej ciało nie zadrżało w reakcji. 
Potem usadowił się pomiędzy jej rozsuniętymi nogami i złączył ich ciała.  

Słodkie ciepło, ogniste i otulające, powitało jego członka. Docisnął się do niej gładko, 

chcąc wsunąć się nieco głębiej. Było to wszystkim, czego mógł kiedykolwiek pragnąć, lecz 
wciąż niewystarczająco wiele. Nagląca potrzeba tej kobiety—myślał, że zmniejszy się teraz, 
gdy byli idealnie złączeni, skóra do skóry. Jednak czegoś wciąż brakowało. Jego dusza była 
obolała. 

Odsunął się, aby spojrzeć kobiecie w oczy. - Laurin. – To nie jego szalejąca krew 

sprawiała, że jego puls wypadł z rytmu, tylko coś głębszego, bardziej pierwotnego.  

Objęła dłonią jego policzek i zmrużyła oczy, zmarszczka pojawiła się na jej czole. – Co 

się dzieje? 

Potrząsnął głową. – Nic złego, ale muszę ci powiedzieć… muszę ci pokazać. – Nie 

mogąc utrzymać swej mocy w ryzach, poddał się.  

W małym pokoiku rozbrzmiały dzwony, głęboki brzdęk wydany przez jego magię. To 

ona splątała ich kończyny, pogładziła umysły. Laurin zacisnęła palce na jego plecach, owinęła 
nogi wokół bioder.  – O mój Boże, co ty robisz? – Błyski, jak miliony świetlików, pojawiły 
się nawet w najdalszych krańcach pomieszczenia. Lekka bryza pojawiła się z nikąd, omiatając 
ich nagie skóry.  

-  Nie potrafię tego powstrzymać. – Pchnął w nią ponownie, powoli i gładko, 

dotykając brzuchem jej łechtaczki, wychylając biodra pod takim kątem, jakiego 
potrzebowała. Laurin krzyknęła z przyjemności, wbijając paznokcie w jego 
ramiona. 

-  Nie chcę… żebyś przestał… litości… tak. 

Kolejne pchnięcie. I jeszcze jedno. Laurin przygryzła wargę, unosząc się pod wpływem 

jego ruchów. Magia w pokoju przybrała na sile, przeklęła.  

I straciła kontrole nad swoimi własnymi umiejętnościami.  

Nadzwyczajne esencje ich dusz—powietrza i wody— spotkały się, kiedy uprawiali 

miłość. W tej małej chacie, zaledwie dwanaście na dwanaście stóp, usiłowały złączyć się dwa 
żywioły. Była tam pulsująca potrzeba zbliżenia, ocieranie się jego kutasa głęboko o ścianki jej 
pochwy. Przyciąganie, która łączyło ich usta i ciała. Jej uzależniający smak, złączenie się 
spoconych ciał I słonej skóry. Wszystko to wydawało się takie właściwe i niezbędne. 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

32 | 

S t r o n a

 

 
 

I wtedy, gdy ponownie się dotknęli wydarzyło się coś jeszcze. Jej myśli otarły się o 

jego, ukazując poziom jej ekscytacji, równie mocno, co tęsknotę za posiadaniem go wewnątrz 
własnego ciała. Własnego życia. Wyczuwał wszystko—pragnienia i potrzeby—zamierzał, je 
wypełniać.  

Jej ciało napięło się, pierwsze skurcze jej orgazmu zacisnęły na nim swą obręcz. 

Wstrzymał na kolejne trzy pchnięcia, próbując wydłużyć jej przyjemność, po czym wszystko 
stało się nie do zniesienia. Zakopując się w jej cieple, stracił kontrolę i wytrysnął. Jego ciało 
było złączone z jej tak blisko, jak to było tylko możliwe.  

Ich umysły i dusze były złączone.  

Obrazy, emocje. Wiedza o ich ukrytych nadziejach i strachu spłynęła na niego, jakby 

nagle poznał ją dogłębnie. Jej oczy rozszerzyły się, objęła czule jego twarz, w chwili, gdy 
jego własna historia wyryła się w jej umyśle.  

Matt nie był pewien jak długo tak pozostali, zmęczeni i złączeni. Nagle jednak 

uświadomił sobie, że leży na boku, patrząc w jej twarz. Samotna łza wypłynęła z kącika jej, 
oka, więc szybko ją scałował.  

-  Co się stało? - wyszeptała Laurin, mierzwiąc palcami jego czuprynę. – Zrobiliśmy 

coś źle? 

Przesunął palcem po jej drżącej dolnej wardze. – Coś bardzo właściwego. 

-  My… to nie będzie zwyczajny związek, prawda? Jest w nas coś więcej. 

Kiwnął głową, nie mogąc przestać jej całować. – Wciąż masz czas. Nie chcę żebyś 

czułą się zobowiązana do czegoś więcej niż zwykła umowa, która ma nam obojgu pomóc. Ale 
uzupełniamy się wzajemnie. Nie tylko w łóżku, ale także w naszych umiejętnościach i 
osobowościach.  

-  Magia. Nigdy wcześniej nie utraciłam kontroli nad nią w takim stopniu. – Wtoczyła 

się na niego, zaciskając uda na jego pasie. Jej włosy zawisły jak kurtyna znad jej 
ramion, wygiął się do przodu, aby strącić je z piersi. Potrzeba żeby jej dotykać 
powoli słabła. 

-  Nie straciłaś nad tym kontroli. Mogłaś się przemienić. 

Powoli pokiwała głową. Matt wstrzymał oddech, czekając na odpowiedź. Wiedział, 

czego on sam doświadczył.  

Jego świat się zmienił.  

Cokolwiek tu się wydarzyło, potrzebował jej w swoim życiu. Jednak, jeśli ona będzie 

potrzebować więcej czasu, aby zaakceptować ich połączenie, będzie cierpliwy. Ludzie Morza 
byli bardzo staroświeccy. Spokojni i zdolni do czekania na właściwy moment. Usiadł i 
wciągnął ją w swoje ramiona. – Uwielbiam poznawać cię lepiej. Wciąż zamierzasz się tego 
podjąć? Całe magiczne przeznaczenie sobie i reszta?  

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

33 | 

S t r o n a

 

 
 

Wiatr zapędził się w rejony, po których boją się chadzać anioły. Głos Laurin był 

miękki, ale spokojny, gdy przemówiła. – Myślisz, że mogłabym zignorować to, co się właśnie 
wydarzyło? Nie planowałam ślubnych przyrzeczeń, ale dzielimy coś więcej niż zwykły seks. 

Pogłaskała go po szyi i supeł na jego wnętrznościach się poluźnił. Napięcie z kilku 

miesięcy odpłynęło. Kiedy zachichotała, odchylił ją lekko, aby móc spojrzeć jej w oczy. - Co?  

-  Wiesz jak dziwnie jest mi patrzeć na ciebie wiedząc, co lubisz jeść na śniadanie? Że 

jeździsz zbyt szybko i w sekrecie kochasz czytać…  

Matt roześmiał się głośno, kiedy docisnął dłoń do jej ust. – Hej, to oszustwo. 

Ucałowała jego palce, światło lśniło jej oczach. – Nie moja wina.  

Trzymał ją delikatnie, serce miał przepełnione miłością. – Nie wiesz wszystkiego, 

zrozum. Wciąż mamy pewne sekrety. 

Laurin uśmiechnęła się do niego. – Wciąż planujesz skopać tyłki chłopakom, kiedy 

pojawią się tu o poranku? 

Musiał się skoncentrować nad odpowiedzią, gdyż jego ciało ponownie było pobudzone. 

– O cholera, tak. Nawet na ciebie nie chuchną a my będziemy mieć trochę pierza do pościeli 
na Dziecku Sztromu.  

Odgłos jej śmiechu odurzał go, wyciągnął rękę po kolejną dawkę jego słodkiego 

Księżyca. 

A reszta? Później przyjdzie czas na detale. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Vivian Arend - Namiętność z głębin Pacyfiku 1 - Dziecko sztormu 

Tłumaczenie: sshakes

 

 

34 | 

S t r o n a

 

 
 

 

Już niedługo część druga pod tytułem 

Burzliwe uwodzenie. 

 

 

 

Zanim Laurin i Matt będą 

mogli zbadać ich mistyczną 

więź, Ludzie Powietrza zaczną 

kwestionować jej prawo do 

wyboru na partnera Człowieka 

Morza. 

Odpieranie ataków 

niedoszłych zalotników Laurin 

jest dla Matta igraszką. Ale co 

się stanie, kiedy kobieta zetknie 

się z jego skorym do zabaw, 

krzepkim klanem wydry? 

Szczególnie teraz, gdy stanął 

się główną atrakcją rytuału 

płodności.