background image

BÓG WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE  

Johannes B. Lotz SJ 

 

SPIS TEŚCI 

 

Problem Boga we współczesnym świecie

 

 

1. Istota ateizmu

  

2. Źródła ateizmu

 

3. Możliwość ateizmu

 

4. Warunki wstępne przezwyciężenia ateizmu

 

5. Przezwyciężenie ateizmu

 

6. Zło w świecie

 

7. Chrystus odpowiedzią na pytania człowieka

  

8. Ateizm - oskarżenie i wyzwanie

 

 

MĄDROŚĆ — JEDNOŚĆ WIEDZY I MIŁOŚCI

 

 

Mądrość - jedność wiedzy i miłości - miłość wiedzy i wiedza miłości

 

O. Johannes Baptist Lotz

  

- Filozofia transcendentalna i egzystencjalizm

 

- Nowe drogi medytacji chrześcijańskiej

 

- Problematyka ateizmu

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

Problem Boga we współczesnym świecie     

powrót

     

spis treści

 

 

   Kto dzisiaj zajmuje się problemem Boga, ten musi przemyśleć zjawisko ateizmu, którego 

ogromne rozpowszechnienie przybrało rozmiary do tej pory niespotykane. To, że ateizm 

mógł opanować miliony ludzi, tłumaczy się po części przemocą, z jaką całym narodom 

narzucano bezbożną ideologię przy użyciu wszelkich środków jakimi dysponuje władza. 

Stąd też u wielu, którzy jawią się jako ateiści lub do takich są zaliczani, teizm bynajmniej 

nie wygasł zupełnie. U wielu ludzi dokonuje się ciche rozbicie świadomości Boga; Bóg już 

im nic nie mówi, nie potrzebują Boga, Bóg znikł, a oni z tego powodu nie cierpią ani nawet 

tego nie zauważają. 

 

I. Istota ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   Istota ateizmu polega więc na tym, że Bóg znika z życia człowieka, i człowiek kształtuje 

swoją egzystencję bez Boga; że pragnie się wychować nowego człowieka dla przyszłości, a 

Bóg przestał już być problemem. Takie poglądy znalazły już swoje odzwierciedlenie przy 

planowaniu niektórych miast i ich instytucji oświatowych. Od ateizmu można odróżnić anty-

teizm, który ociera się o problem Boga, o tyle, że przeciw Niemu walczy. Ateizm i anty-

teizm najczęściej wzajemnie się przenikają, wyrażając się w różnych postaciach. 

   Według ateizmu agnostycznego człowiek nie wie, czy Bóg istnieje i dlatego się o Niego 

prawie lub wcale nie troszczy. Natomiast według ateizmu negatywnego człowiek uważa, że 

wie, że Bóg nie istnieje i że posiada również naukowo uzasadnioną tego pewność. Dlatego 

taki ateista szuka wszystkiego, co odnosi się do Boga, aby zlikwidować pozostałości 

czasów, kiedy to człowiek był jeszcze „niedojrzały", a ponad które już wyrósł współczesny 

„dojrzały" człowiek. 

   Niejawny, czyli ukryty ateista przyznaje się wprawdzie do Boga, ale żyje tak, jakby Boga 

nie było; takich chrześcijan można spotkać dzisiaj niemało. Jawny ateista mówi zaś, że Bóg 

background image

nie istnieje, przy czym często neguje on Boga źle rozumianego, a z jego nieujawnioną 

świadomością Boga prawdziwego może zgodzilibyśmy się całkowicie. 

   Ateizm teoretyczny pojawił się jako wniosek filozoficznego systemu, który wynika też z 

dialektycznego materializmu Engelsa. Ateizm postulowany, o którym pierwszy mówił Max 

Scheler, walczy przeciwko istnieniu Boga, ponieważ uniemożliwia On człowiekowi 

spełnienie się. Tak np. zdaniem Nietzschego Bóg chrześcijański wyklucza człowieka z pełni 

życia; natomiast marksizm widzi w chrześcijaństwie „opium dla ludu", które 

wyzyskiwanych uspokaja i utrzymuje w biedzie. 

   Współcześnie dominują dwa nurty ateizmu: marksistowski i egzystencjalistyczny czyli 

humanistyczny. Marksizm widzi problem Boga jedynie od strony sytuacji ekonomiczno-

socjalnej. Ze swej istoty pierwotnie areligijnej, ludzkość stworzyła kapitalizm, dla którego 

charakterystyczne jest napięcie między wyzyskującymi, a wyzyskiwanymi. Według Marksa 

religię wynajdują wyzyskiwani, aby szczególnie przez perspektywę lepszego życia po 

śmierci uczynić swoje doczesne położenie znośniejszym. Gdy tylko poprzez zmianę 

stosunków uzyskają oni pocieszenie tu na ziemi, religia zniknie sama z siebie. Zdaniem 

Lenina religię wynaleźli wyzyskujący jako środek służący utrzymywaniu wyzyskiwanych w 

ich położeniu; dlatego też religia zniknie z chwilą, kiedy już nie będzie żadnych 

wyzyskiwaczy. Zarazem Lenin nawołuje do walki przeciw religii czyli do jej tłumienia 

przemocą, ponieważ najwyraźniej nie podziela on naiwnego poglądu Marksa, że wraz z 

przezwyciężeniem kapitalizmu religia sama zniknie. W każdym razie obaj nie mają pojęcia, 

jak głęboko jest religia w człowieku zakorzeniona. 

   Przedstawicielem ateizmu egzystencjalistycznego jest przede wszystkim francuski filozof 

J. P. Sartre. Jego zdaniem człowiek w swym rdzeniu jest nieokreśloną egzystencją, z którą 

ściśle łączy się wolność, dlatego człowiek nie tylko posiada wolność, ale sam jest wolnością. 

Ponieważ określenie egzystencji nie zawiera się w niej samej, więc jest ona niczym nie 

ograniczona. Egzystencja sama nadaje sobie swoją istotę i swoje wartości. Dlatego człowiek 

jest zawsze tym, kim siebie sam uczyni. Z takimi poglądami trudno zaakceptować Boga, 

ponieważ On jako Stwórca odcisnąłby na istocie człowieka swoje odwieczne idee i tak 

background image

ustaliłby pewien porządek wartości. Ale to wyklucza istotną dla wolności nieograniczoność, 

a w efekcie też samą wolność. 

   

A  poza  tym,  Boże  wszechmocne  spojrzenie  niszczyłoby  człowieka,  ponieważ  Bóg 

narzucając człowiekowi swoje plany, odebrałby mu tym samym wolność. - Sartre'owi 

można się sprzeciwić wskazując na to, że wolność to nie tylko brak określoności, lecz 

możliwość samookreślenia. Ta możliwość jest dana wraz z istotą różniącą człowieka od 

zwierzęcia i przez to Bóg nie odbiera człowiekowi wolności, ale właśnie mu jej udziela. 

 

II. Źródła ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   Gdy pytamy o źródła ateizmu, to natrafiamy najpierw na liczne, fałszywe, wypaczone 

obrazy Boga, które każdy rozsądny człowiek musi odrzucić. Do takich należy obraz Boga. 

którego autorem jest Nietzsche. Według niego Bóg jest jak pająk wysysający człowieka i 

okradający go z pełni życia. Perwersyjny jest także obraz Boga w marksiźmie, według 

którego Bóg miałby tylko pocieszać wyzyskiwanych, a nawet utrzymywać ich w biedzie. 

Nietrafne są też obrazy Boga wielu chrześcijan, które Boga upiększają i upraszczają lub 

przedstawiają Go jako szerzącego wszędzie strach tyrana. Pierwsze nie mogą rzeczywiście 

przyciągnąć ani zachwycić, drugie zaś działają tylko odstraszająco. Od takich przedstawień 

Boga często prawdziwy Bóg nie jest odróżniany, dlatego i ten fałszywy, i prawdziwy obraz 

Boga bywa odrzucany, a skutkiem tego jest ateizm. 

   Z fałszywymi obrazami Boga ściśle związane są i odgrywają ważną rolę liczne nadużycia 

Bożego imienia. Ludzie czynili straszliwe rzeczy z różnych powodów, a szukając dla siebie 

usprawiedliwienia, czynili to z imieniem Boga na ustach lub w imię Boga, tym samym 

zniesławiali imię Boga, o ile to w ogóle jest możliwe. Hańbienie Bożego imienia zdarza się i 

dzisiaj, chociażby przez uporczywe utrzymywanie niegodnych człowieka socjalno-

ekonomicznych warunków. Martin Buber był tak poruszony nadużyciami imienia Boga, że 

zaproponował, by tak długo przemilczać imię Boga, aż oczyściłoby się ono ponownie ze 

wszystkiego, co je obciąża. Inni idą jeszcze dalej, odrzucając zhańbionego Boga odchodzą 

również od Boga prawdziwego, stając się ateistami. 

background image

   Wielu skłania do ateizmu istniejące na świecie zło, bezimienne cierpienie, na które ludzie 

byli i są nadal narażeni. Taki Bóg, który nie potrafi zaradzić nieogarnionej biedzie, jaka 

doskwiera ludziom na tym świecie, nie może być wszechwiedzący, wszechmogący ani 

dobry. Jeżeli tych Bożych przymiotów nie możemy dostrzec, to oczywistym jest, że Bóg nie 

istnieje. W skrócie formułowano to tak: Po okrucieństwach Oświęcimia nie można już 

dłużej wierzyć w Boga. Ten zarzut później dokładniej rozważymy, gdy przeanalizujemy 

potrzebne do tego podstawy. 

   Znaczący wpływ na nasze życie wywarły współczesne nauki przyrodnicze. Dzięki ich 

badaniom wiele już dokonano i na pewno jeszcze się wiele dokona. Nauki przyrodnicze ze 

swoimi obserwacjami, eksperymentami i matematycznymi obliczeniami wtargnęły w świat 

natury umożliwiając nam podziwianie jego bogactwa i złożoności różnorodnych struktur. 

Zgodnie ze swoją metodologią nauki przyrodnicze poruszają się tylko w przestrzeniach 

wewnątrzświatowych i nie mogą przekroczyć granic widzialnego Wszechświata. Dlatego 

nauki przyrodnicze są niekompetentne, gdy chodzi o sprawy pozaświatowe, stąd w sposób 

uprawniony pomijają problem Boga, ponieważ nie mogą o Nim powiedzieć nic 

pozytywnego, ani nic negatywnego. Gdy jakiś naukowiec uważa więc, że jego nauka 

uzasadnia ateizm, to zamienia on uprawnione-abstrahowanie od Boga w nieuprawnione 

zaprzeczanie Bogu, co jest pod względem logicznym nieusprawiedliwionym przekraczaniem 

granic naukowości. Taki naukowiec nie zrozumiał gruntownie swojej nauki, ponieważ do 

niej przynależy też znajomość ograniczeń jej metod. Nie można zaprzeczyć temu, że wyniki 

nauk przyrodniczych mogą ułatwić komuś zbliżenie się do Boga, ale dzieje się to wtedy w 

zgodzie z metodami filozoficznymi, a nie naukowymi. Człowiek w sposób uprawniony 

może przekraczać ograniczenia naukowca zbliżając się do Boga. 

   Z nauk przyrodniczych rozwinęła się technika, która osiągnęła wspaniałe sukcesy, czego 

przykładem może być badanie przestrzeni okołoziemskiej. Wydaje się, że technika tak 

przekształciła nasz sposób życia, że bez niej nie moglibyśmy już  żyć. Poprzez technikę 

wypełnia człowiek Boże zadanie, by dzieło stworzenia na swój sposób rozwinąć i dopełnić. 

Dlatego technika nie jest wcale czymś demonicznym, ale ze swej istoty czymś dobrym. Ale 

człowiek często ją nadużywał i nadal próbuje to robić. Nierzadko dawał się człowiek 

background image

wykorzystywać dla postępu, co w efekcie doprowadziło do czegoś nieludzkiego lub 

niszczyło warunki do życia, czego przykładem może być zanieczyszczenie środowiska 

naturalnego i rabunkowe wydobywanie surowców naturalnych Ziemi. Z tym wiąże się 

jeszcze iluzja, że wraz z postępem techniki człowiek będzie mógł wszystko osiągnąć. 

Człowiek marzy o takiej wszechmocy, dzięki której dałby sobie radę ze wszystkim i nie 

potrzebowałby więcej Boga. Uważa się, że tylko tak długo, jak ludzkie działanie będzie 

niedoskonałe człowiek będzie jeszcze potrzebował Boga jako „zapchaj dziury". Wydaje się, 

że taki czas już nadszedł i ateizm odpowiada współczesnemu człowiekowi, który dzięki 

technice stał się „dojrzały" (samowystarczalny). 

   

W przeciwieństwie do tej opinii, ktoś rozsądny dostrzega, że właśnie to, co w życiu 

najważniejsze, jak miłość i wierność, nie da się wytworzyć. Widzi też wyraźnie, że 

ważniejsza od zewnętrznej siły, dzięki której człowiek rozwinął technikę, jest siła 

wewnętrzna, która nadaje technice ludzkie oblicze, by mu jak najlepiej służyła. Pomimo 

coraz lepszego zabezpieczenia nadal zdarzają się katastrofy i człowiek widzi, że mimo 

wszystko nie jest wszech-mocny, że w obliczu takich wydarzeń jest właściwie bezsilny. 

Człowiek może wciąż na nowo przekonywać się o tym, że wszystkie jego przedsięwzięcia 

zależą w pełni od tego, co już uprzednio zostało mu dane, że bez tych danych mu substancji 

i energii nie jest w stanie niczego dokonać, i że wszystkie jego dzieła, chociażby najbardziej 

twórcze, są właściwie dalszym rozwinięciem tego, co już uprzednio zostało mu dane. 

Szczególnie dokładnie musi człowiek respektować prawa natury, które są zadane materii i 

energii, ponieważ jego plany nawet przy niewielkich odstępstwach od tych praw, często 

kończą się fiaskiem. To absolutne posłuszeństwo, do którego współczesny człowiek zostaje 

wychowany, jest dalekie od wszechmocy, ponieważ potrzebuje on Boga przynajmniej jako 

gwaranta tego, co jest mu uprzednio dane, a do czego też przynależą obok substancji, energii 

i praw natury, również jego zdolności do odkrywania i tworzenia. Kto widzi Boga tylko jako 

„zapchaj dziurę", coś, co może być przez człowieka zastąpione i w dużym stopniu już 

zastąpione zostało, ten sprowadza Go do sfery wewnątrzświatowych przyczyn. Ale jest to 

podstawowe i doniosłe w konsekwencje nieporozumienie, przed którym też się nie uchronili 

chrześcijanie. Boże działanie dokonuje się na zupełnie innym poziomie niż ludzkie, 

background image

przekracza je i jednocześnie jest też bardziej wewnętrzne niż wszelkie źródła i podstawy 

ludzkiego działania. 

 

III. Możliwość ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   Wraz z podstawami ateizmu należy rozważyć, dlaczego jest on w ogóle możliwy. Dla 

ateistów, ich światopogląd jest zupełnie oczywisty. Ich zdaniem teizm powstał z niewiedzy 

niedojrzałej ludzkości, która dla wytłumaczenia sobie wydarzeń, których przyczyn nie znała, 

wynalazła sobie Boga, jako sprawcę wszystkiego. Zgodnie z inną opinią (Feuerbach) 

człowiek przeniósł na Boga wszystkie wspaniałe zdolności, których sam w pełni nie potrafił 

urzeczywistnić. Ateizm jest głoszony jako jedyna prawda, która wraz z osiągnięciem przez 

ludzkość dojrzałości, przezwyciężyła tamte oszustwa. W miarę, jak nauki przyrodnicze 

wyjaśniają coraz lepiej powstanie wszechświata, Bóg jako przyczyna wszystkiego staje się 

niepotrzebny. I w miarę, jak człowiek odkrywa swoje wspaniałe uzdolnienia jako własne, 

znika pozorny Bóg, na którego zostały one wcześniej przeniesione. - Zrozumieć ten rodzaj 

ateizmu, możliwość jego zaistnienia, jest aż nazbyt łatwo; tego dotyczą słowa wielkiego J. 

Burckhardta, gdy mówi o terribles simplificateurs (tych, co okropnie upraszczają). Wymyśla 

się proste teorie, ponieważ nie ma się pojęcia, jak głęboko zakorzeniona jest w człowieku 

religia i w związku z tym, kim jest człowiek. Zazwyczaj myśli się o człowieku zbyt prosto i 

krótkowzrocznie albo nie zgłębia się jego tajemnicy. 

   W istocie, ateizm jest możliwy, ponieważ Bóg jest tak ukryty: Deus absconditus! Bóg 

zbliża się do człowieka jednocześnie oddalając się od niego, ujawnia mu się tylko z ukrycia. 

To ma uzasadnienie w tym, że człowiek jest ucieleśnionym duchem umieszczonym w 

świecie widzialnym. Dlatego nie może on bezpośrednio oglądać Boga, ale może Go odkryć i 

zbliżyć się do Niego w pośredni sposób, ponieważ niewidzialny Bóg przenika cały 

widzialny wszechświat. Człowiek może się też w świecie widzialnym zatrzymać i zupełnie 

pogrążyć, gdy nie będzie potrafił przebić się ponad jego powierzchnię ani przeniknąć do 

głębi jego wewnętrznej Tajemnicy. Człowiek pochłonięty przez to, co widzialne, nie ma 

background image

czasu na to, co niewidzialne, nie zwraca na to uwagi, nie ma na to siły, a nawet traci 

odpowiednie zdolności bądź staje się na to ślepy i głuchy. 

   Ateizm jest możliwy dzięki wolności, którą Bóg podarował człowiekowi. Jest ona jego 

największym wyróżnieniem, ale też przez nią grożą mu największe niebezpieczeństwa. 

   Tę wolność Bóg traktuje niezwykle poważnie, ponieważ dzięki niej człowiek może nie 

tylko dokonywać wolnych wyborów w sferze widzialnej i skończonej, ale także może Bogu 

powiedzieć - tak lub nie. Skutkiem tego, człowiek jest prawdziwym samodzielnym 

partnerem Boga, a nie tylko jego marionetką. Dzięki takiej wolności, człowiek może jako 

wolna duchowa istota powiedzieć Bogu - tak, a to jest coś najcenniejszego, co człowiek 

może podarować Bogu, swemu Stwórcy. Aby taka akceptacja Boga była naprawdę wolna, 

człowiek musi mieć możliwość zupełnego odrzucenia Boga. W przeciwnym razie człowiek 

wielbiłby Boga z konieczności, jak gwiazdy, drzewa i zwierzęta. Ale człowieka coś 

przymusza do urzeczywistniania wszelkich możliwości, jakie w nim tkwią, dlatego też 

neguje Boga w różny sposób i w różnym stopniu, albo staje się ateistą. To są korzenie 

szerzącego się dzisiaj ateizmu. Bóg nie trzyma człowieka za rękę, jak małe dziecko i dlatego 

nie nawołuje go zaraz do powrotu, gdy on zamota się w zgubnych błędach. Człowiek ma 

sam odnaleźć powrotną drogę do Boga, gdy doświadczy na własnej skórze skutków swoich 

błędów. 

   

Do  ateizmu  i  nadużywania  wolności szczególnie  skłonni  są  ludzie  o  usposobieniu 

gnuśnym i pysznym. Słusznie uważa się gnuśność za grzech główny: ona powstrzymuje 

ludzi przed podejmowaniem usilnych starań, by przebić się z ciemności świata w światłość 

Boga. Człowiek gnuśny wygodnie drepcze w tym, co wewnątrzświatowe, gubiąc to, co 

pozaświatowe. Człowiek pyszny chciałby sam być swoim panem i dlatego dąży do pełnej 

autonomii. Ulegając pragnieniu niezależności, człowiek usuwa Boga ze swojego życia 

pozwalając się kusić podszeptom biblijnego węża - „będziecie jako Bogowie". 

   

Skłonność do ateizmu wzmacnia też jakaś wewnętrzna przewrotność człowieka, którą 

opisują także współcześni filozofowie. Jaspers twierdzi, że wygląda to tak, jakbyśmy 

wypadli poza prawdę. Heidegger rozróżnia autentyczny sposób bycia człowieka, otwarty na 

ostateczną głębię, od nieautentycznego, który zamyka dostęp do tej głębi. Człowiek jest 

background image

zazwyczaj i przede wszystkim nieautentyczny, a do autentyczności musi się mozolnie 

przebijać. To, co w ten sposób wyraża się w filozofii, teolodzy ujmują jako tajemnicę 

grzechu pierworodnego, źródło wybujałych złych pożądań. Ale w głębi duszy celem 

pożądliwości nie są seksualne uchybienia, ale bunt przeciwko Bogu. Własne skłonności 

człowieka są wzmacniane przez ciężar niezliczonych osobistych grzechów popełnionych w 

ciągu tysiącleci. Przez to wzrasta atmosfera ciemności i zamknięcia, co jeszcze bardziej 

utwierdza niektórych ludzi w gnuśności i pysze. Tak pojawia się homo cun/ałus (człowiek 

skrzywiony), o którym mówi św. Augustyn, człowiek zamknięty sam w sobie i wcale lub 

prawie wcale nie szukający Boga. O trudnościach, jakie ma człowiek ze znalezieniem Boga 

we współczesnym świecie silnie naznaczonym grzesznością, mówiły też dokumenty I 

Soboru Watykańskiego: a w naszej bezpośredniej teraźniejszości znaleźć Boga jest jeszcze 

trudniej. 

 

IV. Warunki wstępne przezwyciężenia ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   

Przezwyciężenie  ateizmu  wymaga  spełnienia  pewnych  warunków  wstępnych.  Przede 

wszystkim należy osłabić racjonalizm obecny w zbliżaniu się do Boga, uwzględniający tylko 

logiczne i istotne aspekty tego procesu albo traktujący Boga jako tylko zadanie 

matematyczne  zniewalające  swą  ścisłością.  Przeciwnie,  należy bardzo  poważnie 

potraktować psychologiczne i egzystencjalne aspekty zbliżenia się do Boga; domagają się 

one, by przemianie uległ cały człowiek i poświęcił swoją wolność. Człowiek naprawdę 

dopiero wtedy zbliży się do Boga, kiedy otworzy na Niego nie tylko myślenie swojego 

rozumu, ale także miłość swego serca. 

   Za Kierkegaardem musimy rozumieć, że przy tym nie wystarczy człowiekowi prawda 

obiektywna, ale konieczna jest prawda subiektywna (nie subiektywistyczna). Obiektywna 

prawda sama ogarnia prawdziwą treść, ale człowiek dystansuje się od niej, przyjmuje ją bez 

zaangażowania, można powiedzieć, że ją tylko rejestruje. Cały człowiek nie jest poruszony 

jej treścią, tylko jego rozum jest czynny, a serce milczy. Podstawą właściwego odniesienia 

do Boga nie może być tylko prawda obiektywna. Bóg ma nieporównywalne z niczym innym 

background image

znaczenie w naszym życiu i dlatego na pewno nie znajdzie Boga ten, kto stoi przed Nim 

obojętnie, bez zaangażowania. Kto pojął, kim jest Bóg i prawdziwie Go spotkał, ten został 

przez Niego całkowicie ogarnięty, tzn. że Bóg wkroczył w jego prawdę subiektywną. 

Prawda subiektywna angażuje całego człowieka, ponieważ jej prawdziwą treść przyjmuje on 

sercem i rozumem, jest nią uczuciowo poruszony. 

   Jednocześnie nie można mieć wglądu w samą tylko Bożą Transcendencję, dzięki której 

Bóg nieskończenie przekracza cale swoje stworzenie. Gdy zwraca się przesadną uwagę na 

Bożą Transcendencję, wtedy Bóg znika w nieskończonej dali. Ponieważ tam trudno Go 

znaleźć, niektórzy przestają Go szukać, inni Mu zaprzeczają a nawet stają się ateistami. 

Dlatego trzeba stale wiązać Bożą Transcendencję z Bożą Immanencją, z zamieszkiwaniem 

Boga pośród swego stworzenia. On jest nie tylko nieskończenie odległy, ale też 

nieskończenie godny zaufania. Bóg jest tak blisko nas, jak blisko żaden człowiek być nie 

może; za św. Augustynem można powiedzieć, że Bóg jest głębiej w mym wnętrzu niż moje 

najbardziej wewnętrzne ja i cenniejsze niż to, co mam najcenniejszego; to razem, to Bóg. 

   Gdy kierujemy się do Boga jako do przyczyny całego stworzenia, to trzeba odróżnić Boga 

jako przyczynę pozaświatową od wielu innych przyczyn wewnątrzświatowych. On nie może 

być umieszczony w takim szeregu przyczyn nawet jako pierwsza przyczyna, jak uważali 

m.in. Platon i Arystoteles. Bóg stoi ponad i poza światem przyczynowym, ale też obejmuje 

wszystkie przyczyny, we wszystkich jest obecny i bez Niego nic nie może się dokonać. 

Działanie Boga umożliwia i podtrzymuje każde działanie stworzonej istoty. Boże działanie 

jest najbardziej ukryte, ale też najpotężniejsze i nieporównywalne z żadnym innym 

działaniem. Niektórzy wątpią w Boże działanie, ponieważ niczego takiego nie dostrzegają; 

chcą Je doświadczyć w ten sam sposób, jak każdego działania wewnątrzświatowego i 

dlatego nie docierają do tej głębi, w której działa Bóg. 

 

V. Przezwyciężenie ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   

Aby  przezwyciężyć  ateizm  trzeba  zwrócić  się  do  najgłębszych  korzeni  wszelkich 

dowodów na istnienie Boga. Heidegger zwraca naszą uwagę na samo bycie jako na 

background image

podstawę wszystkich bytów, a w szczególności ludzi. Stwierdza on jednocześnie, że ludzie 

są najczęściej zagubieni pośród bytów lub tego, co wewnątrzświatowe i dlatego popadają w 

coraz większe zapomnienie bycia. Ludzie zajmują się tym, co jest już uzasadnione, co ma 

swoją rację, a nie troszczą się wcale o podstawę wszystkiego. Ale właśnie dostęp do Boga, 

jako ostatecznej podstawy otwiera się w byciu jako podstawie wszystkich bytów. Kto zatem 

zapomina bycie, ten traci dostęp do Boga; to jest najgłębszym-korzeniem ateizmu. Kto 

przeciwnie, otwiera się na bycie i jemu się poświęca, ten uzyskuje dostęp do Boga i zbliża 

się do Niego. Sam Heidegger nie poszedł tą drogą do końca, ale mimo to, podprowadził nas 

do najgłębszych korzeni teizmu. Warto jeszcze podkreślić, że w takim stopniu, w jakim 

człowiek zapomina bycie, zapomina też siebie i w jakim stopniu znajduje bycie, zdobywa 

też siebie. 

   

Z tym korespondują poglądy św. Tomasza z Akwinu. Według  niego człowiek  stale 

powraca do siebie samego od pierwotnego zwrócenia się ku światu, a powraca wtedy 

doskonale, 

gdy dociera do swojej najgłębszej podstawy. Przy czym chodzi o najwewnętrzniejsze 

wnętrze człowieka, gdzie jednocześnie dostępna jest przekraczająca człowieka podstawa 

wszystkiego lub samo bycie. Wielu ludzi nie interesuje powrót do swego wnętrza i dlatego 

pozostaje ono dla nich niewykorzystaną możliwością. Kto zaś powrotowi do swego wnętrza 

poświęci więcej troski, temu ujawnia się cała moc bycia i otwiera droga do Boga. 

   Cała moc bycia oznacza, że bycie ujawnia się jako nieograniczona i absolutna pełnia, a 

więc jako absolut. W ludzkim życiu przejawia się to przede wszystkim w tym, że człowiek 

jest osobą, której nieporównywalna drogocenność i nietykalna godność są „odblaskami" 

absolutu. To, co absolutne ujawnia się też szczególnie w tym, co stanowi człowieka jako 

osobę tj. w świadomości własnego „ja" (jaźni) i w samostanowieniu, ale pozostawiam to 

jednak bez szczegółowej analizy. Dzięki świadomości własnego „ja" i samostanowieniu 

człowiek spełnia się jako osoba, należy do siebie i nie jest tak zagubiony w świecie 

zależności, by być używanym tylko jako środek jego celów, a więc człowiek jako osoba 

okazuje się celem dla siebie samego (Kant). Dlatego nawet uzależnienie człowieka, jego 

względność, jaśnieje blaskiem absolutności bądź wskazuje na absolut. 

background image

   Słowa „odblask" i „blask" podkreślają, że absolutność, która uzależnionego (względnego) 

człowieka konstytuuje jako osobę, nie była w nim pierwotnie obecna. Ona jest częścią 

ponadludzkiej absolutności pierwotnego absolutu i dzięki temu jest podstawą umożliwiającą 

bycia osobą i jako taka ujawnia się nam. Przez absolut rozumieliśmy do tej pory bycie, o ile 

wyrażało ono nieograniczona, i właśnie absolutną pełnię. Zgodnie z tym, Bóg to Ten, który 

sam jest Pełnią, wokół której wszystko krąży, która wszystko utrzymuje w istnieniu, z której 

wszystko powstało i do której wszystko powraca. Właśnie, Bóg jako Pełnia jest 

nieskończenie godny uwielbienia i ku Niemu w odpowiedzi kierujemy nasze pochwalne 

modlitwy. To, że Bóg jest Osobą lub jest spotykany przez nas jako nieskończone „Ty", dane 

jest nam w całej pełni, ponieważ każde „to" lub rzecz z istoty swej jest ograniczona i 

otoczona nie-byciem, bo brakuje jej godności przynależnej osobie. 

   

Mimo  wszystko,  człowiek  nie znajduje  Boga kierując się  na zewnątrz,  ale  właśnie 

zwracając  się  do swego  najgłębszego wnętrza,  gdzie  spotyka  Boga,  jako 

najwewnętrzniejszą, a jednocześnie przekraczającą go Tajemnicę swojego życia i całego 

Wszechświata. Człowiek nie może uniknąć wewnętrznego skierowania ku Bogu, który go 

nieustannie o coś prosi. W najbardziej skrytym zakamarku serca człowiek zawsze słyszy 

wezwanie, jakie Bóg kieruje do niego zapraszając go do siebie, aby okazał Mu należny 

szacunek i pełne uznania oddanie. To wewnętrzne skierowanie ku Bogu, bez którego 

człowiek nie byłby człowiekiem, nie jest nikomu odmówione i dlatego nawet w 

przyznającym się do ateizmu też mieszka teista, tylko że nieujawniony, głuchy i często 

przemocą stłumiony. W takim człowieku toczy się ciągła wewnętrzna walka między tym, do 

czego się przyznaje, a tym, kim jest rzeczywiście, ale w sposób nieujawniony. Taki człowiek 

nieustannie sam sobie zaprzecza. 

 

VI. Zło w świecie     

powrót

     

spis treści

 

 

   To, co do tej pory zostało przedstawione, zapewne ułatwi nam rozważenie problemu zła, 

które na tym świecie tak bardzo ludziom doskwiera. Musimy uwzględnić pogląd, który wini 

Boga za całe zło obecne w świecie, mimo że zaistniało ono wskutek ludzkiej głupoty lub 

background image

nadużycia wolności. Ale kto usiłuje do końca zrozumieć zagadnienie zła, ten pragnie 

całkowicie zrozumieć Boga, a zatem popełnia błąd racjonalizmu. W rzeczywistości Bóg jest 

Tajemnicą nieskończenie nas przekraczającą i dlatego jest on niezrozumiały dla naszego 

skończonego poznania. Bóg, którego wszystkie działania byłyby dla nas zrozumiałe, nie 

byłby prawdziwym Bogiem, ale na ludzką miarę wynalezionym bożkiem. Niekiedy ciężkie, 

nieuniknione cierpienia konfrontują nas z tym właśnie niepojętym Bogiem, wtedy 

uwolnienie  od  wszelkich zantropologizowanych  obrazów  Boga przybliża  Boga 

prawdziwego. Przez zaufanie prawdziwemu Bogu człowiek najlepiej oddaje Mu cześć, a 

jednocześnie zbliża się do Niego i zyskuje dystans wobec siebie. 

   Trzeba podkreślić, że Bóg jako nieograniczona Pełnia Bycia jest nieskończonym Dobrem. 

A zło ze swej istoty okrada z bycia, dlatego jest nie-byciem, potwierdza to w pewien sposób 

ślepota. A ponieważ Bóg jako Pełnia Bycia wyklucza jakiekolwiek nie-bycie, dlatego w Nim 

nie ma miejsca na zło. Bogu jako nieskończonemu Dobru nie może się sprzeciwić jakieś 

nieskończone zło, które okradałoby przecież bycie z całego bycia. Takie zło byłoby nie-

byciem bez jakiegokolwiek bycia, czyli absolutną nicością. Zlo pojawia się więc tylko 

jednostkowo w tym co skończone, w rzeczach i przede wszystkim w ludziach; dlatego jest 

ono ze swej istoty czymś skończonym. Jednocześnie zło, które doświadcza człowieka, 

okrada go zawsze z jakiegoś bycia, ale nie z jego całego własnego bycia. Potwierdza to też 

ślepota, która okrada człowieka z części jego bycia, ale człowiek ślepy mimo to, jest nadał w 

swym byciu przez Dobro podtrzymywany i od Niego zależny. Również  śmierć jest dla 

człowieka tylko częściową kradzieżą, która właściwie odbiera mu całkowicie tylko tę stronę 

bycia, a jednocześnie wyzwala z niej tamtą stronę jego życia i tak je dopełnia. 

   Wynika z tego, że zło jest zawsze tylko skończone i zależne, a więc względne, a tylko 

Dobro jest nieskończone i niezależne czyli absolutne. Ponieważ tym absolutnym Dobrem 

jest Bóg, musi On być jednocześnie nieskończoną Mądrością, nieskończoną Miłością i 

nieskończoną Mocą, bo inaczej czegoś istotnego brakowałoby Jego Dobroci. Wszystko, co 

względne, ma swoją podstawę w tym, co absolutne, dlatego można za św. Tomaszem z 

Akwinu powiedzieć: ponieważ jest zło, więc istnieje też Bóg. To demaskuje 

powierzchowność bardzo popularnego wniosku, że obecność zła wyklucza istnienie Boga. 

background image

Tak głęboko przez człowieka doświadczane zło nie odpycha od Boga, ale do Niego zbliża i 

zamiast zwątpienia rodzi nadzieję. 

 

VII. Chrystus odpowiedzią na pytania człowieka     

powrót

     

spis treści

 

 

   Chociaż Bóg - według tego, co tu zostało wcześniej powiedziane - jest obecny we wnętrzu 

każdego człowieka w sposób nie do usunięcia, to jednak człowiek stale gubi drogę do Boga i 

popada w ateizm. Niekiedy ulega też zwątpieniu, czy Bóg w ogóle chce się dać człowiekowi 

odnaleźć. Odpowiedzią Boga na nędzę cierpiącego, wciąż jeszcze nie wybawionego 

człowieka jest Chrystus. Wieczny Bóg poprzez swego Syna, który stał się człowiekiem, 

umarł  śmiercią ofiarną i zmartwychwstał, skierował do ludzi ważne po wsze czasy wielkie 

słowo - Tak. Bóg zapowiedział się człowiekowi raz na zawsze i wciąż czeka, by on z 

własnej woli sam Go odnalazł. A Drogą prowadzącą do Boga jest Chrystus. On jest 

Pojednaniem, przez Niego i w Nim Bóg nieustannie zstępuje ku człowiekowi, a człowiek 

stale na nowo przyjmowany jest przez Boga. Chrystus otwiera Drogę Pojednania swym 

Dziełem Zbawienia. Tę Drogę ukazują nam Jego Słowa i Jego Czyny. Tu udostępnia się też 

wgląd w ważny powód współczesnego ateizmu. Człowiek współczesny często odwraca się 

od Chrystusa; szczególnie zaś nie uznaje Jego Boskości, co nieuchronnie utrudnia dostęp do 

Boga, a nawet prowadzi do Jego odrzucenia. Epoka, która ofiarowaną przez Chrystusa 

Łaskę, dawniej przyjmowaną, dzisiaj pozostawia niewykorzystaną lub nawet Ją wyraźnie 

odrzuca, popada w ciemności. 

   

Uwzględniając dzisiejsze  popularne  wzorce, niektórzy  sądzą,  że  ukrzyżowanie  Jezusa 

Chrystusa, Najniewinniejszego z niewinnych i Jego śmiertelne męki nie są do pogodzenia z 

Istnieniem Boga, z Jego Mądrością, Miłością, i Mocą. W rzeczywistości jest zupełnie 

inaczej; właśnie poprzez to pełne cierpienia wydarzenie Bóg zbawia świat. Jest to Dzieło 

Jego wielkiej Mądrości, krańcowej Miłości i największej Mocy. To nadaje też sens każdemu 

cierpieniu człowieka; kto nie zatrzyma się na powierzchni tych zjawisk, ale wraz z 

Chrystusem przeniknie ich głębię, odnajdzie to, co nie oddala od Boga lecz ku Niemu 

prowadzi. 

background image

   

Nieprzeniknioną  tajemnicą  jest  dla  człowieka  skarga  Ukrzyżowanego:  „Boże,  Boże, 

czemuś mnie opuścił?" Szczególnie wtedy, gdy cierpienie dochodzi do granic 

wytrzymałości, poprzez zło ujawnia się oddalenie od Boga i opuszczenie przez Niego. Wielu 

ludzi czuje się opuszczonych przez Boga, to zwodzi niektórych aż do negacji Boga. Jest to 

fałszywy wniosek, a prawda jest taka, że człowiek sam z własnej winy traci to, co w języku 

biblijnym nazywa się rajem. Człowiek wymawia się Bogu, oddala się od Niego i w końcu 

Go opuszcza, a to właśnie umożliwia wszelkie zło i cierpienie. Korzeniem wszelkiego zła 

jest nadużywanie wolności, a Bóg odpowiada tylko pośrednio za obecne w świecie zło, jako 

Stwórca człowieka, któremu podarował pełną wolność. 

   Ale Bóg nawet grzesznego człowieka zupełnie nie opuszcza, lecz pragnie go w Chrystusie 

przyprowadzić do siebie z powrotem. Przy tym cierpienie będące skutkiem porzucenia 

Boga, poprzez cierpienia Chrystusa, Jego Krzyż, przemienia się w to, co umożliwia powrót 

do Boga. Dlatego Chrystus przecierpiał opuszczenie przez Boga, Jego oddalenie, czy 

właśnie ateizm swych współbraci. Wypowiadając słowa: „W Twoje ręce powierzam ducha 

mego" Chrystus ofiarował całe swoje życie Przedwiecznemu Ojcu i tak do Niego powrócił, 

co jednocześnie wytyczyło drogę do Boga wszystkim ludziom i przezwyciężyło korzenie ich 

ateizmu. Zmartwychwstanie Chrystusa jeszcze bardziej uwidacznia Bożą Chwałę ukrytą w 

człowieku i ostatecznie rozwiązuje problem ateizmu. Chrystus umożliwia swoim 

współbraciom udział w przebudzeniu zmarłych i dzięki temu odnajdą oni siebie w Bogu w 

całej pełni. 

 

VIII. Ateizm - oskarżenie i wyzwanie     

powrót

     

spis treści

 

 

   Chrześcijanin, który rzeczywiście przejmuje się współczesnym ateizmem, doświadcza go 

jako oskarżenie i wyzwanie jednocześnie. Oskarża siebie jako współwinnego ateizmu, 

ponieważ nie przeżywa wcale lub tylko połowicznie swoje chrześcijaństwo, a jego ukryty 

bądź praktyczny ateizm miał współudział w rozprzestrzenianiu się jawnego i teoretycznego 

ateizmu. Temu towarzyszy nieodparte wyzwanie skierowane do każdego chrześcijanina bez 

wyjątku, wymagające od niego przeżywania swego chrześcijaństwa w całej pełni, ze 

background image

wszystkich sił i z nadzieją w Bożą  Łaskę. Sprowadza się to właściwie do świadczenia o 

Bogu, a tym samym do odrzucenia takiego sposobu życia, które toczy się tak, jakby Boga 

wcale nie było. Przede wszystkim chodzi o to, aby iść Drogą, którą jest Chrystus, aby On 

zdobył też tych, którzy nazywają się jeszcze dzisiaj ateistami. 

   Powrót do Boga od współczesnego ateizmu wymaga współdziałania wszystkich, którzy 

znaleźli Boga zarówno chrześcijan, jak i niechrześcijan. W miarę, jak ludzie przez swoje 

świadectwa, ale i swoje życie coraz bardziej promieniują Bożą Chwałą, tym łatwiej mogą 

obudzić ukrytego w ateiście teistę i tak mu dopomóc w stopniowym przebiciu się. 

 

MĄDROŚĆ — JEDNOŚĆ WIEDZY I MIŁOŚCI     

powrót

     

spis treści

 

 

Mądrość - jedność wiedzy i miłości - miłość wiedzy i wiedza miłości   

powrót

    

spis treści

 

 

Rozmowa z J. B. Lotzem 

 

Jakie spotkania w Ojca długim, bogatym i twórczym życiu były najbardziej znaczące? 

Do Zakonu Jezuitów wstąpiłem w 1921 roku. W nowicjacie byłem w Valkenburg. 

Trzy lata studiowałem filozofię w Frageburg w Holandii. Tam szczególnie ważną osobą był 

dla mnie ojciec Wilhelm Klein, który m. in. naprowadził mnie na Hegla i Marechala. Później 

trzy lata byłem w Rzymie jako repetytor w Collegium Germanicum. To było jakby 

repetytorium z filozofii. W międzyczasie uczęszczałem też na wykłady prowadzone dla 

przyszłych profesorów filozofii na Gregoria-num. W roku 1929 opuściłem Rzym i 

studiowałem dalej filozofię i teologię w Insbrucku. Następnie w latach 1934-1936 razem z 

Karlem Rahnerem byłem we Fryburgu, gdzie studiowaliśmy głównie u Heideggera. 

Obydwaj bardzo wiele nauczyliśmy się od Heideggera. Rahner wykorzystał to później w 

teologii, a ja w filozofii. 

Heidegger to był ten drugi znaczący człowiek, który decydująco wpłynął na mój 

filozoficzny rozwój, obok ojca Wilhelma Kleina. Od tego czasu moje myślenie jest w 

background image

pewien sposób określone poprzez klimat myśli Marechala, ojca Wilhelma Kleina i 

Heideggera. 

W 1936 roku zostałem docentem, a później profesorem filozofii w Pullach kolo Monachium 

na naszym Wydziale Filozofii przy jezuickim Collegium, które w międzyczasie zostało 

przeniesione do Monachium i udostępnione również osobom świeckim. 

Od 1952 r. każdy semestr zimowy spędzałem w Rzymie, gdzie prowadziłem seminaria 

przede wszystkim dla doktorantów. W tym roku minął 33 semestr zimowy spędzony w 

Rzymie. W semestrach letnich nauczałem zawsze tu, w Monachium. Od czasu, gdy 

poszedłem w 1973 roku na emeryturę, mam tylko dwugodzinne seminarium w tygodniu, w 

semestrze zimowym nadal w Rzymie i w letnim tu, w Monachium. W tym semestrze chcę 

też poprowadzić dwugodzinne seminarium z estetyki. 

Czy czegoś wyjątkowego nauczył się Ojciec od Heideggera? 

Można powiedzieć, że od Heideggera uczono się filozofować; nie filozofii, ale 

filozofować. 

Jak to można dokładniej wytłumaczyć? 

Heidegger uczył przedzierać się do podstaw, aby odkryć pierwotne, ostateczne 

fundamenty. Te ostateczne i pierwotne fundamenty nazywa Heidegger byciem. Przedzierać 

się do bycia - to znaczy przenikać wszystko bytujące, by uchwycić bycie. Św. Tomasz z 

Akwinu dociera do bycia, tej ostatecznej i pierwotnej podstawy, która u niego głębiej 

prowadzi do Boga niż bycie u Heideggera. U Heideggera pytanie o Boga pozostaje bez 

odpowiedzi. Czyni on przygotowawcze kroki,  lecz problem Boga pozostawia 

nierozstrzygniętym. Jednak Heidegger nie był ateistą. Uważał, że pytanie o Boga musi 

zostać wpierw należycie przygotowane przez to, że się gruntowniej przemyśli samo bycie. 

Przemyśleć bycie - ale w tym właśnie jest duża trudność. 

U Heideggera bycie i czas pozostają zamknięte. Jednakże pytanie o Boga domaga się 

odkrycia w czasie wieczności i wieczności jako pierwotnej podstawy czasu. I dzięki temu 

dopiero otwarta jest droga do Boga, który nie jest przecież istotą tego, co wieczne. Od 

Heideggera nauczyłem się wiele, szczególnie jeśli chodzi o specyficzność filozoficznego 

background image

myślenia, o to, co istotne jest w filozofowaniu, a dopiero wtórnie w samej filozofii. Gdy ktoś 

nauczy się filozofować, wtedy może dopiero uprawiać filozofię. 

Równocześnie z  filozofowaniem zajmował się Ojciec duchowością, różnymi 

sposobami medytacji uwzględniając też tradycje religii wschodnich., 

Zawsze zajmowałem się duchowością w pełnej łączności z filozofią. Życie duchowe, 

jeżeli je dobrze rozumieć, jest to pewien proces polegający, tak jak i filozofowanie, na 

uwewnętrznianiu. Proces uwewnętrznienia w filozofii i życiu duchowym przebiega od 

najbardziej zewnętrznej zewnętrzności do najbardziej wewnętrznej wewnętrzności. W-tym 

procesie filozofia realizuje się pod znakami prawdy, wiedzy, życie duchowe natomiast pod 

znakami dobroci lub miłowania. Ale filozofowanie i życie duchowe to właściwie ten sam 

proces przejścia z zewnętrzności do wewnętrzności. Nie ma więc żadnych trudności w tym, 

aby je połączyć. Jeżeli się dobrze rozumie ich korzenie, to obydwie dziedziny są jednym i 

tym samym, na sposób wiedzy i na sposób miłowania. 

W jaki sposób można znaleźć właściwą dla siebie drogę w uprawianiu filozofii, która 

jest jednocześnie medytacją, życiem duchowym. 

Chodzi o to, aby ćwiczyć, ćwiczyć. Tego nie można się od kogoś nauczyć, nie można 

wyczytać, nauczyć się z książek. To trzeba stale samemu próbować robić. W tym 

filozofowaniu trzeba stale się trudzić, by doświadczyć tego, co ostateczne i pierwotne. 

Filozofia nie polega przede wszystkim na pojęciowym myśleniu. Oczywiście, to pojęciowe 

myślenie jest konieczne, ale u podstaw filozofii leży doświadczenie, rozumiane też jako 

pomost do życia duchowego. A doświadczyć tej ostatecznej, pierwotnej podstawy można, 

jeżeli będzie się na nią dostatecznie uważnym i dostrzeże się znaki, poprzez które się ona 

ujawnia. A te znaki zawsze do nas przychodzą. Trzeba je tylko umieć dostrzec i potrafić za 

nimi pójść. I wtedy idzie się za nimi drogą wiedzy albo miłości lub jednocześnie wiedzy i 

miłości, ponieważ w wiedzy zawiera się miłość, a w miłości wiedza. Wiedza bez miłości to 

racjonalizm, a miłość bez wiedzy to irracjonalizm. To dwie fałszywe krańcowości. A więc 

wiedza miłości to duchowość, a miłość wiedzy to filozofia. To są bardzo podstawowe 

różnice. 

background image

Podczas ostatniego semestru zimowego w Rzymie rozważałem te problemy prowadząc 

wykład o miłości jako korzeniu i fundamencie filozofowania. 

Proszę na ten temat trochę więcej powiedzieć. 

Można powiedzieć, że wiedza i miłość są tylko dwiema stronami jednego ludzkiego 

działania. Ludzkie działanie jest już zawsze wiedzą o przedmiocie, którego dotyczy 

działanie, i miłością, w której kochający poświęca się 

temu, co ukochał lub temu, kogo ukochał. Dzisiaj zapomina się o tym, że to co kochane 

należy uczynić przedmiotem poznania, że w miłości należy się temu poświęcić. Jest to 

pewien ruch po kole, który przedstawił już  św. Tomasz z Akwinu. A więc wiedza będzie 

owocowała dzięki miłości, a miłość będzie rozjaśniona dzięki wiedzy, zaś obie są 

nierozdzielne. 

Prawdziwa mądrość jest ukryta w jedności ich obu. Właściwie powstaje ona dzięki tej 

jedności. Prawdziwa mądrość jest ostatecznie jednością wiedzy i miłości. Dlatego im dalej 

postąpi się w tych procesach uwewnętrzniania, tym głębiej wejdzie się w miłość wiedzy i 

wiedzę miłości. 

W swoich wykładach próbowałem poszczególne problemy rozjaśnić i wskazać na ludzi, 

którzy już przed nami tą drogą szli, np. św. Augustyn, przed nim Platon, a później św. 

Tomasz z Akwinu, Bonawentura, zaś w czasach współczesnych kardynał Newman, Gabriel 

Marcel i inni. Wykłady te cieszyły się u studentów dużym zainteresowaniem. 

Mówi Ojciec: trzeba dużo ćwiczyć. Ale jak uczynić pierwszy krok na drodze tak 

rozumianej jedności miłości i wiedzy? 

Są ludzie, którzy na tej drodze są wyraźnie od samego początku. Ci ludzie są już na tej 

drodze dzięki swoim skłonnościom, dzięki ludziom, z którymi dane im było się spotkać, 

dzięki różnym doświadczeniom, jakie poczynili. Większość jednak potrzebuje pomocy np. 

w obszarze poznania (wiedzy), poprowadzenia przez jakiegoś nauczyciela. Takiego ja 

miałem w osobie ojca Wilhelma Kleina albo Heideggera, czy poprzez książki, np. 

Marechala. W ten 

sposób otrzymuje się bardzo ważną pomoc od innych. Jest bardzo istotne, aby spotkać ludzi, 

którzy nie tylko przekazują wiedzę, ale którzy dają impulsy do własnego rozwoju. A w tym 

background image

procesie uwewnętrzniania przez życie duchowe potrzeba również wprowadzenia medytacji 

np. poprzez rekolekcje lub specjalne kursy. Dzięki takiemu wprowadzeniu przez kogoś 

doświadczonego w medytacji można samemu w to przeniknąć. Potrzeba do tego dużo 

cierpliwości i wytrwałości, ale daje ona dużą radość. 

Istnieje wiele różnych metod i stąd duża trudność, żeby tę właściwą znaleźć, a 

również niebezpieczeństwo pomyłki. 

Tak. Dobra, właściwa metoda to bardzo indywidualna rzecz. Tę najlepszą metodę 

trzeba samemu ustalić. Oczywiście ze wszystkich proponowanych metod trzeba coś wybrać, 

nie można wszystkiego próbować - to jest wykluczone. Są jednak ludzie, do których ma się 

zaufanie, którzy dają pewne wskazówki, które metody są korzystne, a które nie. I trzeba się 

tych ludzi poradzić, a następnie w praktyce sprawdzić, czy ta proponowana metoda jest dla 

mnie właściwa, czy też nie. To jest bardzo trudna i osobista sprawa, dlaczego tę lub inną 

metodę się wybiera. Jak medytowanie, tak i filozofowanie to bardzo osobiste sprawy. 

Jakie znaczenie mają jeszcze dzisiaj rekolekcje według Św. Ignacego Loyoli? 

My, Jezuici jesteśmy przez nie ukształtowani. Ale nie trzeba się ich trzymać  ściśle 

według litery. Oczywiście jest tam miejsce na dużą wewnętrzną wolność w interpretowaniu. 

Trzeba mieć to na uwadze, że rekolekcje 

według św. Ignacego nie mają pozostać na poziomie pojęciowym, ale mają być traktowane 

jako wprowadzenie do tego, co istotne i jak to, ma się w nas dokonywać. I o to dokonywanie 

się właśnie chodzi. I w tym jesteśmy chyba bliżsi św. Ignacemu, niż wielu naszych 

poprzedników. Dawniej zbyt dosłownie traktowano podawaną treść, nie przenikając do jej 

głębi. A to, co najistotniejsze - to przecież własna medytacja. W tym, co racjonalne, można 

się zatrzymać, zablokować, a przecież to, co istotne, musi być doświadczone. 

Doświadczenie Boga, Chrystusa, drugiego człowieka. Doświadczenie tego, kim właściwie 

jestem, dlaczego, po co tu jestem? ... itd. Jednakowoż rekolekcje ignacjańskie dobrze 

prowadzone mogą być dla każdego bardzo kształcące, budujące i przemieniające, jeżeli się 

nie zatrzyma przy tym, co tylko pojęciowe. 

Ojciec jest autorem wielu artykułów i książek. Jak Ojciec czyta i pisze książki? Jak 

przygotowuje się Ojciec do wykładów? 

background image

To zależy, w jakim celu daną książkę czytam. Jeżeli mam zrobić recenzję, to 

oczywiście robię dużo notatek, aby mieć ją w całości lepiej przed oczyma. Jeżeli jednak 

czytam książkę, z której sam chcę się czegoś nauczyć, to czytam tylko te części, które mnie 

interesują i są ważne dla mojej pracy. Nie trzeba wszystkiego czytać, ale dobrze jest robić 

notatki, aby nie pozostawać w nieokreślonym. 

Czytam zwykle książki, gdy sam chcę coś napisać. To robię dość często i czytam wtedy 

tylko takie książki, które pomagają mi pisać to, co zamierzam. Nie jestem człowiekiem 

czytającym dużo książek. Są ludzie, którzy czytają ich 

dużo i są zawsze na fali ostatnio wydanych „ważnych" pozycji. Ale to nie mój styl, nie 

czytam wszystkich nowości. Czytam tylko to, co jest dla mojej pracy ważne, istotne. Nie 

potrafię pisać bez czytania i nie potrafię czytać bez pisania. A więc czytanie i pisanie są u 

mnie z sobą bardzo związane, ale każdy musi znaleźć swój własny sposób, swoją własną 

metodę. 

Czy mogą nas czegoś nauczyć wschodnie religie, np. zen, joga? 

Szczególnie pod względem metodycznym możemy się dużo nauczyć. Religie 

wschodnie posługują się metodami, w których cały człowiek jest zaangażowany, również 

ciało, szczególnie przez oddychanie. To jest bardzo ważne w medytacji, aby zaangażowany 

był cały człowiek, a nie tylko rozum. Ale decydujące jest, żeby przez to zaangażowanie 

człowiek doświadczył tego, co wewnętrzne. Wszystkie metody wschodnie muszą 

oczywiście zostać oczyszczone z ich światopoglądowych podstaw, ale one mogą nam pomóc 

nasze chrześcijańskie dziedzictwo na nowo doświadczyć i ożywić. 

Wykorzystuję sam te metody na kursach, które prowadzę. Właśnie w przyszłym tygodniu 

będę prowadził taki kurs. Franciszkanie mają piękny dom medytacji i tam będę prowadził 

kurs dla około 30 osób. Będziemy próbowali na tę drogę wejść. 

Proszę opisać taki kurs. 

Zaczynamy rano ćwiczeniami fizycznymi, które prowadzi moja współpracownica. 

Później około pół godziny medytujemy w milczeniu, korzystając ze wschodnich sposobów 

siedzenia. Po śniadaniu mam krótki wykład, po 

background image

którym następują znowu ćwiczenia fizyczne. Kolejna, ponad godzinna medytacja podzielona 

jest na dwie części: siedzimy, w przerwie chodzimy i znowu siedzimy. Po obiedzie jest tzw. 

czas własny, który uczestnicy kursu mogą wykorzystać na spacer po ogrodzie, malowanie, 

pisanie lub cokolwiek innego. Potem znowu mam krótki wykład, po którym jeszcze raz 

następują  ćwiczenia i medytacja. A później wspólnie przeżywamy Mszę  Świętą. 

Wieczorami po kolacji jest czas własny i okazja, aby podzielić się swoimi doświadczeniami 

i trudnościami oraz otrzymać rady, które mogą służyć pogłębieniu medytacji. Podczas dnia 

istnieje też możliwość osobistej rozmowy z prowadzącymi kurs. Chodzi o takie rozmowy, 

które służą medytacji. Przez cały czas obowiązuje milczenie, z wyjątkiem sytuacji, gdy 

komunikacja słowna jest niezbędna. W czasie wolnym po obiedzie i kolacji jest możliwość 

złamania milczenia, by umożliwić wymianę doświadczeń podczas spaceru w ogrodzie. 

Zwykle taki kurs trwa 5 dni. Podczas tych dni skupienia odżywiamy się jarsko, ale można 

też jeść mięso, gdy to jest uzasadnione. 

Czy prowadzi Ojciec te kursy dla osób świeckich, czy duchownych? 

Kto przyjdzie, ten przyjdzie. Najczęściej nie ma tam księży i mnichów, ale ludzie 

świeccy. Są to też ludzie z różnych kościołów. Przychodzą ludzie młodzi i starzy. Nieważne 

jest też wykształcenie, ale to, że ktoś chce w kursie aktywnie uczestniczyć. Nie potrzebuję tu 

ludzi, którzy chcą odpocząć. Te dni skupienia to nie są wczasy. Od kilku lat prowadzę też 

takie kursy w pewnym ewangelickim ośrodku, z których jestem bardzo zadowolony. 

Jak można wziąć udział w takim kursie przez Ojca prowadzonym? Gdzie trzeba się 

zgłosić? 

Co pół roku pojawia się lista różnych kursów dla obszaru południowych Niemiec, 

gdzie podane są też adresy, pod które trzeba się zgłosić. Są tam też różne propozycje, np. 

kursy prowadzone tylko według metod japońskich. Jezuita Ojciec Enonymia-Lasalle, od 

którego wiele się nauczyłem, prowadzi kursy głównie w tym stylu. Dużo nauczyłem się też 

od psychiatry Grafa Durkheima, który jest wielkim pośrednikiem japońskiego dziedzictwa 

dla chrześcijańskiego zachodu. Inni prowadzą też kursy w stylu indyjskiej jogi. 

Ale jak to jest z szukaniem własnej drogi? Często ma się poczucie, że ciągle jest się na 

bocznych drogach. 

background image

Z tych bocznych dróg poznaje się, że jeszcze nie jest się na tej właściwszej drodze. 

Trzeba wiele walczyć, ponieważ zwykle nie dostaje się z nieba tej szczególnej wiadomości 

w podarku. Trzeba samemu doświadczać i wyciągać wnioski. Jesteśmy istotami dziejowymi 

i'z tego powodu nie mamy żadnych jednoznacznych rozwiązań, ale zawsze dopiero się 

stajemy. Oczywiście z wyjątkiem, gdy Bóg obdarza kogoś szczególną  Łaską. Zawsze 

uczymy się, jak można coś lepiej zrobić. Ale nikomu nie przychodzi to samo, bez trudu. 

Każdy musi swoje błędy zrobić, bez nich życie nie jest możliwe. Kiedy się czuje i widzi, że 

coś  źle się dzieje, nie trzeba wątpić całkowicie w siebie, ale wyciągnąć z tych błędów 

wnioski i spróbować jeszcze raz inaczej. 

Co ułatwia człowiekowi znalezienie się na właściwej drodze? 

Podstawą  życia duchowego i filozoficznego jest pokora: uczucie, że Bóg jest i ja 

jestem Jego stworzeniem, że jestem tu dla Boga, a nie dla siebie samego. Oczywiście jestem 

też dla siebie, ale ostatecznie dla Boga. Gdy człowiek liczy tylko na siebie samego, gdy chce 

być jak Bóg, wtedy staje się  źródłem zła. Można powiedzieć, że każdy człowiek nosi w 

sobie ziarno pokusy bycia ateistą. Każdy jest kuszony przez superbię (gr. hybris - pycha, 

zarozumiałość). Polega ona na dumnej zarozumiałości, pysze - to pokusa najgorsza z 

możliwych. Człowiek zgubi siebie, gdy jej ulegnie i zostanie nią oślepiony. Wtedy próbuje 

się Bogu wymówić, postawić na siebie, być niezależnym. To są korzenie ateizmu. Gdy ten 

ateista we mnie przeważy, trzeba spróbować go nawrócić, skierować ku Bogu. W Ewangelii 

jest napisane „uwierzę, zaradź mojej niewierze". Muszę więc codziennie próbować tego 

niewiernego we mnie do Boga kierować. To jest zadanie dla każdego z nas. Wydaje się, że 

mamy jeden bezpieczny sposób bycia podobnym do Boga. Jest nim miłość. Powinniśmy 

wykorzystać każdą okazję, aby miłować, aby stawać się coraz dojrzałej miłującymi. 

Świadomie czy nieświadomie, często ponosimy klęski w miłości. Ale miłość to 

najpiękniejsze, co jest. Pomimo niepowodzeń, każdy jest w stanie coraz bardziej rozwijać 

swoją miłość. Każdy dzień mamy wykorzystywać, aby bardziej miłować. 

Jak z tymi problemami wiąże się tajemnica zła i ludzkiej wolności w obliczu Bożej 

Wszechmocy? 

Bóg podarował człowiekowi wolność, nie żaden pozór wolności, dlatego człowiek nie 

background image

jest lalką, marionetką, ale rzeczywistym partnerem Boga. Wolność pozwala nam jednak 

sprzeciwić się Bogu, oderwać się od Boga. Zło bierze się więc z człowieka i jego wielkości, 

to znaczy wolności. Człowiek jest tak wielki, bo w sposób wolny musi o sobie decydować. 

Wolność podarowana człowiekowi, to jego największe wyróżnienie, ale i jego największe 

niebezpieczeństwo. Dlaczego jakiś człowiek decyduje się sprzeciwić Bogu, tego w żaden 

sposób nie można wydedukować. To jest fakt, taka możliwość została dana i trzeba to uznać. 

Są fakty, których nie sposób wydedukować, zrozumieć - to tajemnica naszej wiary: dlaczego 

Bóg obdarzył człowieka wolnością? dlaczego świat istnieje? Człowiek jest wolny, dlatego 

Bóg nie może narzucić  żadnej przyczyny, która przymuszałaby człowieka do jakiejś 

określonej decyzji. W przeciwnym razie wolna decyzja nie byłaby naprawdę wolna. 

Przyczyny usprawiedliwiają wybór, ale nigdy go nie tłumaczą w całości, ponieważ zawsze 

obecny jest element wolności. 

- Serdecznie dziękuję Ojcu Profesorowi za rozmowę. 

 

Rozmowę przeprowadził  

Klemens Baranowski,  

Monachium, marzec 1985 r. 

 

O. Johannes Baptist Lotz SJ (02.08.1903 - 03.06.1992)     

powrót

     

spis treści

 

 

   Ciepłymi popołudniami można było widzieć o. Lotza, spacerującego ostrożnie po małym 

ogrodzie przy Berchmanskolleg, czy na werandzie domowej infirmerii gdzie mieszkał od 

kilku już lat - po przyjściu ze szpitala po operacji nerki. Słysząc Gruss Gott Pater Lotz 

zatrzymywał się na krótko, jego postać prostowała się, uśmiech zaczynał ożywiać dużą, 

pogodną twarz, której jak mleko białe włosy dodawały swoistego patosu. Spoza okularów 

patrzyły przymglone oczy, czasami miało się wrażenie, że szuka on kogoś, czy że wpartuje 

się w kogoś lub w coś stojącego poza pozdrawiającym. Gruss Gott, Gruss Gott, odpowiadał 

łagodnym, zabarwionym nutą rozrzewnienia głosem. Czasami pytał po raz któryś o to skąd 

się pochodzi, co się robi w Berchmanskolleg. Gdy czuł się lepiej schodził na wspólne posiłki 

background image

do refektarza, koncelebrował Msze św. w kaplicy domowej. W ostatnich miesiącach życia 

przebywał już tylko w infirmerii gdzie zmarł 03. czerwca 1992 r. 

   Każda próba ujęcia życia człowieka w słowach jest ze swej natury wybiórcza i musi się 

koncentrować na pewnych cechach jego charakteru, wydarzeniach, dorobku życiowym. O. 

Lotz był zarówno uznanym filozofem, profesorem z wielkim talentem dydaktycznym, a 

także kierownikiem duchownym, człowiekiem skupienia i modlitwy. W pamięci naszej 

wspólnoty zakonnej pozostała żywą jego prostota, umiejętność cieszenia się drobnymi 

rzeczami. 

   Ojciec Johannes B. Lotz urodził się 2 sierpnia 1903 r. w Darmstadzie jako najstarszy z 

ośmiorga rodzeństwa. Jego ojciec Jean Lotz prowadził własny zakład szewski, matka 

poświęciła się wychowaniu dzieci i prowadzeniu rodziny. W roku 1921 ukończył 

Realgymnasium w Darmstadzie i 14 września tegoż roku - zachęcony przez swego 

nauczyciela religii i zainspirowany religijno-duchowymi doświadczeniami w prowadzonym 

przez jezuitów ruchu młodzieżowym Neues Deutschland - wstąpił do Towarzystwa 

Jezusowego. Ówczesnym prowincjałem Prowincji Południowo-niemieckiej zakonu był 

znany egzegeta, późniejszy kardynał o. Augustyn Bea SJ (1881-1968). Jako jeden z 14 

nowicjuszy rozpoczął o. Lotz swoją formację zakonną. Najpierw dwuletni nowicjat w 

Feldkirch (Austria). Później we wspólnocie 330 kleryków zakonnych studiował przez trzy 

lata filozofię w Kolegium w Valkenburgu (Holandia). W czasie Kulturkampf jezuitów 

wypędzono z Niemiec, domy studiów mogły funkcjonować tylko poza granicami. Z tego 

okresu o. Lotz szczególnie wspominał o. W. Kleina SJ, profesora teorii poznania (liczącego 

dziś <1992> 103 lata). O. Klein wprowadził go w dzieła Hegla, Russelota i Marechala, jemu 

zawdzięcza! o. Lotz swoje pierwsze „filozoficzne przebudzenie". Następnym etapem 

formacji jezuickiej jest tzw. „magisterka" (roczna albo dwuletnia przerwa w studiach 

poświęcona pracy duszpasterskiej lub studiom specjalistycznym). Na magisterkę przełożeni 

posłali go do prowadzonego przez jezuitów Kolegium Niemieckiego (Germa-nicum) w 

Rzymie na repetytora z filozofii dla seminarzystów diecezjalnych. Przez jakiś czas pełnił tę 

samą funkcję w Kolegium Angielskim. Z myślą o swych dalszych studiach słuchał 

niektórych wykładów na Uniwersytecie Gregoriańskim. Pisaniem krótkich recenzji do 

background image

czasopism Scholastyka i Gregorianum rozpoczął swoją pracę publikatorską. Watykan, 

Uniwersytet Gregoriański, zabytki wiecznego Miasta wywarły na nim niezapomniane 

wrażenie. Wtedy rozpoczęła się jego wielka miłość do Rzymu, do którego było mu dane 

znowu powrócić dopiero parę lat po wojnie. 

W latach 1929-33 studiował o. Lotz teologię w Innsbrucku. Piękne krajobrazy, 

majestatyczne, leżące w zasięgu ręki góry zachęcały w wolnych dniach - jak wspomina - do 

wędrówek, wspinaczki. W Innsbrucku zetknął się po raz pierwszy z dziełami wielkiego 

egzystencjalisty Martina Heideggera (1889 - 1976). 26 lipca 1932 roku kardynał Faulhaber 

udzielił mu święceń kapłańskich w jezuickim kościele pw. św. Michała w Monachium. 

Mszę  św. prymicyjną odprawił w Darmstadzie. Po niej pewna kobieta gratulując jego ojcu 

dodała z dozą współczucia - patrząc na owe jedenaście lat, które upłynęły od jego wstąpienia 

do zakonu -„Długo potrzebował, prawda, nauka przychodzi mu trochę trudno, hm". 

   W roku 1933 brał udział w Kattolikentag w Wiedniu, na którym uroczyście obchodzono 

250-lecie Odsieczy Wiedeńskiej. W tym samym roku rozpoczął w St. AndrS (Austria) 

trzecią probację. Rok Trzeciej Probacji jest ostatnim etapem formacji jezuickiej, często 

nazywany „drugim nowicjatem". Nie wiadomo na jakiej podstawie, instruktor trzeciej 

probacji o. Hatheyer SJ wmówił sobie, że o. Lotz nie jest w stanie powiedzieć dobrego 

kazania i trwał przy swoim zdaniu pomimo faktu, że w czasie probacji o. Lotz wygłosił kilka 

cykli kazań wielkopostnych, między innymi także w katedrze w Mainzu (Moguncji). O. 

Hatheyer widział go raczej jako kierownika duchownego i zlecał mu udzielanie 

ignacjańskich Ćwiczeń Duchownych osobom indywidualnym czy grupom. Po raz pierwszy 

ze współczesnym mu szerokim światem filozofii zetknął się o. Lotz w roku 1934 na 

Międzynarodowym Kongresie Filozoficznym w Pradze. W semestrze zimowym tegoż 

samego roku razem z o. Karolem Rahnerem SJ (1904 - 1984) rozpoczął na uniwersytecie we 

Freiburgu studium doktoranckie z filozofii. Freiburg nie został przez nich wybrany 

przypadkowo, tu wykładał M. Heidegger. O. Lotz pisze, „W osobie Martina Heideggera 

spotkaliśmy prawdziwego akademika, do którego szkoły opłacało się iść. Na jego 

seminarium o Heglu uczęszczało 12 studentów, z których tylko my dwaj byliśmy nowo 

zaczynającymi. Temu mistrzowi zawdzięczam moje drugie przebudzenie filozoficzne"2. 

background image

Wykłady, seminaria, rozmowy z M. Heideggerem wycisnęły trwały rys w jego własnym 

myśleniu filozoficznym. 

   Po promocji w 1936 zostaje profesorem ontologii i antropologii filozoficznej w jezuickim 

Berchmanskolleg w Pullach k/Monachium. Założenie Berchmanskolleg przypada na rok 

1925. W tym samym roku Kolegium zostało uznane przez rząd Bawarii jako seminarium dla 

kształcenia kleryków zakonnych. W  roku 1932 otrzymało ono status  Fakultetu 

Filozoficznego z kościelnymi prawami nadawania stopni naukowych. W roku 1937 o. Lotza 

mianowano rektorem tegoż Kolegium. W tym czasie składa swoje uroczyste śluby zakonne. 

Urząd rektora Berchmanskolleg sprawował o. Lotz trzykrotnie, był też rektorem jezuickiego 

Fakultetu Filozoficznego. Jego pierwszy rektorat przypadał w bardzo niespokojnym dla 

Niemiec i całej Europy czasie i przyprawił go o pierwsze siwe włosy. Bogu dzięki, jak pisze, 

w końcowym efekcie często wszystko przebiega bardziej pomyślnie aniżeli najpierw 

wygląda. Z początkiem 1945 roku budynek Kolegium został zajęty przez Dyrekcje Kolei 

Niemieckich. Scholastyków ewakuowano do Maria Eck w Chiemgau, razem z wydalonymi 

z wojska było ich ok. 403. O. Lotz został ponownie mianowany rektorem. Z końcem 

sierpnia 1945 roku scholastycy powrócili do Pullach. Kolegium i Fakultet filozoficzny 

rozpoczęły normalną pracę. W jego wspomnieniach pozostało spotkanie z polskimi 

jezuitami, którzy przeżyli piekło pobliskiego obozu koncentracyjnego w Dachau i przez dwa 

miesiące przebywali w Kolegium. W roku 1971/72 Berchmanskolleg I Fakultet Filozoficzny 

przeniesiono z Pullach do Monachium. Od tego czasu nazwa „Berchmanskolleg" odnosi się 

już tylko do domu, w którym mieszkają profesorowie i klerycy zakonni. Z momentem 

przeniesienia rozpoczęła bowiem działalność otwarta również dla studentów spoza zakonu i 

państwowo uznana Wyższa Szkoła Filozoficzna. 

   W roku 1952 generał zakonu powołał o. Lotza do prowadzenia w semestrze zimowym 

wykładów dla kursu doktoranckiego i licencjackiego na Uniwersytecie Gregoriańskim. Do 

przejścia na emeryturę w 1973 roku, w semestrze zimowym o. Lotz wykładał w Rzymie, w 

semestrze letnim w Pullach czy później w Monachium. Do roku 1963 brał czynny udział w 

Międzynarodowych Kongresach Filozoficznych. Już po przejściu na emeryturę miał jeszcze 

dwie godziny wykładów w Rzymie i jedno seminarium w Monachium. 

background image

O. Lotz był członkiem Górres-Gesellschaft, należał do „wąskiego kręgu" Niemieckiego 

Towarzystwa Filozoficznego, do rzymskiej Academia di San Tommaso, był członkiem 

korespondentem Société Philosophique de Louvain. Żył w bliskiej przyjaźni z psychologiem 

z C. G. Jungiem (1875 - 1961) z psychoterapeutą i znawcą Buddyzmu Zen, Karl-fried 

Grafem Durckheimem (1896-1988). Owocna była jego współpraca ze znanym teologiem 

Romano Guardini (1885-1968) oraz zaangażowanie w prace Katolickiej Akademii Bawarii, 

Freiburga, Augsburga. Jego dorobek na polu filozofii i literatury duchownej to ponad 

czterdzieści pozycji książkowych, do tego dochodzą liczne artykuły w słownikach 

specjalistycznych i czasopismach. Jego najbardziej popularna książka o samotności 

człowieka, o samotności człowieka. Sytuacja duchowa w epoce techniki (1955) doczekała 

się wielu wznowień i została przetłumaczona na wiele języków. 

   

O.  Lotz  był  utalentowanym  dydaktykiem,  chętnie  pracował  ze  studentami,  dawał 

seminaria, prowadził wykłady. Gdzieś na dwa lata przed jego śmiercią siedzieliśmy razem w 

czytelni domowej czytając gazety. Niespodziewanie zapytał mnie, czy nie uważam, że on 

mógłby jeszcze wykładać. Zaskoczony tym pytaniem i nie chcąc mu sprawić przykrości, 

odpowiedziałem z pewnym wahaniem, że sądzę, że tak. Jego dobrotliwe oczy patrzyły na 

mnie przez dłuższą chwilę z dużą uwagą, następne pytanie brzmiało, czy uważam, że 

studenci przyszliby na te wykłady. Odpowiedziałem podobnie. O. Lotz uśmiechnął się i 

powiedział, że już po pierwszej odpowiedzi spostrzegł, że nie za bardzo jestem pewien tego, 

co mówię. 

 

Filozofia transcendentalna i egzystencjalizm     

powrót

     

spis treści

 

 

   Już w czasie studiów filozoficznych w Valkenburgu o. Lotz komentował dla własnego 

użytku dzieła św. Tomasza z Akwinu. Duże wrażenie zrobiła na nim egzegeza dzieł Akwi-

naty prowadzona przez oo. M. de la Taille SJ i R. Arnou SJ na Uniwersytecie 

Gregoriańskim. Konfrontacja z myślą i osoba M. Heideggera ukazała jego myśleniu 

filozoficznemu i pracy naukowej nowe horyzonty. Mistrzowska interpretacja dzieł Kanta, 

Leibniza, Hegla, Schelłin-ga i Hólderlina dokonywana przez Heideggera, swoiście 

background image

uzupełniała się z dobrze o. Lotzowi znaną scholastyczną metodą filozofowania. Owe dwa 

kierunki filozoficzne, tomizm i egzy-stencjalizm przenikają się w jego pracy doktorskiej 

Bycie i wartość (1938), obronionej we Freiburgu. 

   

O. Lotz nie lubił gdy jego filozofii przypinano etykietki neoscholastyki czy tomizmu. 

Możliwym do zaakceptowania był mu termin Scholastyka, sam najchętniej używał 

określenia „ontologia transcendentalna" chcąc się zdystansować od obiektywnej ontologii 

tomistycznej. Towarzyszami na tej drodze filozofowania byli mu: B. Welte, oo. J. de 

Finance SJ. W. Kern SJ, E. Coreth SJ, a na polu teologii o. K. Rahner SJ". Za punkt wyjścia 

dla swej metody transcendentalnej obrał kontemplację ludzkiego działania, jej punktem 

końcowym jest byt rozumiany jednak jako pierwszy w porządku ontologicznym. 

   Omawiana przez nas filozofia jest nie tylko otwarta na objawienie głoszone przez Jezusa 

Chrystusa, ale także gotowa czerpać z jego Prawd. O. Lotz uważał, że nie oznacza to ani 

zafałszowania jej przedmiotu, ani rezygnacji z rozumowych metod filozofowania. Jego 

rozumienie filozofii i jej stosunku do objawienia jest zgodne z duchem Soboru 

Watykańskiego I (1869-70) i jego konstytucji Dei Filius. 

   

Z pewnością  owa  próba  połączenia  klasycznej ontologii  z  filozofią  transcendentalną 

zawiera w sobie wiele niedopracowanych punktów. Często zarzuca się jej niezbyt jasne 

rozdzielanie argumentacji filozoficznej od teologicznej, czy też zbyt szybkie i skryte 

używanie założeń teologicznych. Na przykład twierdzenie o międzyosobowym związku 

pomiędzy absolutnym bytem, a człowiekiem pochodzi w rzeczy samej z objawienia, a cała 

argumentacja teoretyczna przychodzi dopiero później. Jego założeniom metodycznym i ich 

zastosowaniu odnośnie tego problemu brakuje wymaganej ścisłości. 

 

Nowe drogi medytacji chrześcijańskiej     

powrót

     

spis treści

 

 

   Metoda transcendentalna  nie kończy się na antropocentryzmie lecz ukazuje człowieka, 

jako byt ukierunkowany na kogoś. W swojej głębi człowiek jest powołanym, wezwanym 

przez byt, który go przewyższa, i w którym dopiero człowiek działa. Ów utrzymujący 

człowieka Byt staje przed nim jako absolutne i osobowe Ty. Sam związek z obiektami nie 

background image

wystarcza do ukonstytuowania podmiotu, warunkiem koniecznym jest drugi podmiot. Bycie 

wołanym, bycie w osobowym dialogu zaproszenia i odpowiedzi należy do konstytucji 

człowieka. W tym dialogu leży istota religii. Konkretny wzrost miłosnego dialogu pomiędzy 

człowiekiem, a Bogiem zależy wprawdzie od wolności człowieka, ale nie tylko. O wiele 

głębiej sięga wolność boskiego Ty, która może człowieka pozostawić jego własnym planom 

albo wyprowadzić go ponad nie. Tu wchodzi w grę możliwość boskiego Objawienia, w 

którym Bóg w swoim Słowie i w Jezusie Chrystusie zwraca się bezpośrednio do człowieka i 

dopuszcza go do poznania swoich niezgłębionych tajemnic. Bóg, jako pierwszy woła 

człowieka do otwartości na przyjęcie Objawienia, człowiek swoim działaniem odpowiada na 

to wołanie. 

   

Jednym z  najwyższych przejawów  działania  jest  modlitwa  w  jej  różnych  formach, 

modlitwa  pochwalna,  błagalna,  indywidualna,  grupowa,  medytacja,  kontemplacja. 

Podstawowe spojrzenie na modlitwę pochodziło u niego nie z teoretycznego, filozoficznego 

obrazu Boga i człowieka lecz miał on głębokie, osobiste doświadczenie modlitwy: 

Codzienna Msza św. i modlitwa, ignacjańskie Ćwiczenia Duchowne, które sam odprawiał i 

udzielał ich innym - w tym wzrastała jego przyjaźń z Jezusem Chrystusem. 

  

Co  może  wnieść  duchowość  ignacjańska  do  odbudowy  moralnej  społeczeństwa 

niemieckiego po przegranej wojnie? To pytanie było tematem jednego ze spotkań jezuitów 

niemieckich jesienią 1945 roku. Odpowiedź brzmiała: trzeba poszukiwać nowych dróg 

dojścia do głębi ludzkiego serca. Jedną z tych dróg widziano w medytacji. Należy dodać, że 

w owym czasie w Kościele pod pojęciem „medytacja" nie tylko nie rozumiano dzisiejszego 

znaczenia, ale samo słowo było nieznane. To samo odnosiło się do odprawianych przez 

jezuitów medytacji czy Ćwiczeń Duchownych. Duży wpływ na ten stan rzeczy wywarło 

wydanie Ćwiczeń Duchownych z roku 1835 opracowane przez o. J. P. Roothaana SJ. 

Medytacja 

jest tu pojmowana jako intelektualne, ograniczone do sfery myślowej ćwiczenie duchowne 

czy modlitwa wyższego stopnia bez  zaangażowania strony uczuciowo-afektywnej 

medytującego.6 Zalecane przez św. Ignacego z Loyoli (1491-1556) „Zastosowanie 

zmysłów" jako formę medytacji czy kontemplacji rozumiano jako prosty i niższy stopień 

background image

modlitwy. Medytacja koncentrowała się na intelektualnym pojęciu prawd wiary i 

wolitywnym podjęciu decyzji czy postanowień. Św. Ignacy mówi o trzech władzach duszy; 

„pamięci", „woli" i „rozumie". Komentarz o. Roothaana omawia w zasadzie tylko rolę 

rozumu i woli w czasie medytacji. 

  Duża część dyskusji wspomnianego spotkania obracała się po pierwsze wokół potrzeby 

nowego spojrzenia na oryginalny tekst Ćwiczeń Duchownych św. Ignacego. Po drugie 

próbowano poszukiwać metod porównania czy sposobu połączenia medytacji wschodnich i 

na nowo odczytanych Ćwiczeń Duchownych. Jak za pomocą metod wypracowanych przez 

mistrzów jogi czy buddyzmu przekazać treści chrześcijańskie. O. Lotz wspomina, że w 

czasie tych dyskusji coraz większego znaczenia zaczynało dla niego nabierać pytanie o rolę 

pamięci w Ćwiczeniach Duchownych. O czym myślał  św. Ignacy mówiąc, że powinienem 

sobie daną przypowieść biblijną przypomnieć, wyobrazić sobie miejsce, w którym się 

rozgrywa? Jakie znaczenie dla medytacji ma cala sfera podświadomości? W medytacje 

zaangażowane są nie tylko intelekt i wola ale i cale ciało z jego wrażeniami, postawą, 

oddechem. 

   To spotkanie otwarło nowy wymiar w pracy i w życiu wewnętrznym o. Lotza. z tych 

inspiracji powstały jego cztery artykuły dla czasopisma Geist und Leben (1950/51), a 

później książka Medytacja. Droga do wnętrza (1954). Jej wznowienie Medytacja wżyciu 

codziennym (1959) podkreśla na przykładzie hymnu z Listu do Kolosan centralne znaczenie 

Jezusa Chrystusa w medytacji chrześcijańskiej. 

   Artykuły, książki o medytacji nie przekazują tylko wiedzy książkowej lecz ukazują własne 

doświadczenie o. Lotza. We wschodnie techniki medytacji wprowadzał go Graf Dürckheim 

w jego Schule für Initiatische Theraphie w Todtmoos-Rütte. Odwiedzający Rütte należeli do 

różnych kultur i grup społecznych, japońscy mistrzowie Zen, literaci, młodzi ludzie 

szukający wewnętrznej ciszy. W artykule Auf dem Wege zum personalen Transzendentem 

(1966), który ukazał się z okazji 70-tej rocznicy urodzin Dürckheima, o. Lotz podkreśla, że 

medytatywne doświadczenie nie pozostaje ani przy absolutnym Nic, ani przy nieosobowym 

Absolucie lecz przenika w swej pełni właśnie do osobowego Absolutu, do boskiego Ty. 

Drugim mistrzem, pod którego kierownictwem duchownym o. Lotz medytował (również 

background image

regularny gość w Rütte i serdeczny przyjaciel Dürckheima) był współbrat zakonny, ceniony 

znawca Buddyzmu Zen i kultury Japonii, o. H-E. Lassalle SJ. W osobie o. Lotza znajdował 

o. Lassale wiernego ucznia i obrońcę 

przed atakami ze strony tych - w tym również współbraci zakonnych - którzy stawiali pod 

znakiem zapytania jego katolicką „ortodoksyjność". 

    

Prace  w  dziedzinie  antropologii  filozoficznej  i  tematyka  medytacji  zbliżyły  go  do 

psychologa i religioznawcy C-G. Junga, z którym pozostał w bliskim osobistym kontakcie. 

O. Lotz wspomina, że podczas jednej z rozmów Jung powiedział mu, że chętnie przebywa 

razem z teologiem czy filozofem, jeżeli tylko ten wykazuje przynajmniej trochę zdrowego 

rozsądku. 

   Z czasem,  inspirowany pragnieniem ubogacenia  tradycyjnej  medytacji chrześcijańskiej 

metodami Buddyzmu Zen, o. Lotz sam zaczął dawać kursy wprowadzające w medytacje7. 

Cieszyły się one dużą popularnością u ludzi świeckich. W zakonie tolerowano je lecz 

równocześnie wielu patrzyło na nie albo ze sceptycyzmem, albo z pewną dozą ironii. 

   Doświadczenia zgromadzone dzięki medytacji, czy w czasie medytacji ukazują nam często 

inne podstawowe doświadczenie człowieka, doświadczenie samotności, którą tylko Bóg 

może zaspokoić. Wyniszczające i ciągle na nowo zagrażające osamotnienie człowieka 

naszych czasów można przezwyciężyć nie przez gromadzenie ciągle nowych dóbr 

materialnych lecz przez uzdrawiającą samotność, w której człowiek spotyka Boga. 

 

Problematyka ateizmu     

powrót

     

spis treści

 

 

   Konfrontacja z zagadnieniami współczesnego ateizmu wyrastała dla o. Lotza z dwóch 

źródeł. Pierwszym z nich była problematyka filozofii bytu, który w końcowym etapie 

ukazuje się jako byt osobowy i wołający. Człowiek jest od swego początku w kontakcie z 

nim. Kontakt ten jest kategorialnie nieokreślony i musi ulegać ciągłemu zawężaniu, 

udoskonalaniu się, aż do swego uwieńczenia w kontakcie osoby z osobą Boga. Droga 

prowadząca do tego uwieńczenia jest pełna zmagań, radości i smutków. Owa początkowo 

nieokreślona koncepcja bytu musi zacząć się wypełniać przeżyciami, treściami historii. 

background image

Każdy sukces na tej drodze jest kupiony za cenę powolnych i żmudnych kroków do przodu. 

Często człowiek błądzi po bezdrożach „błędnych filozofii", tkwi w ślepych zaułkach 

własnych przeżyć zaprzeczających właściwościom bytu, zaciemniających Boskie Ty aż do 

jego negacji. 

   W roku 1965 Towarzystwo Jezusowe otrzymało od Papieża Pawia VI specjalną misję 

przeciwstawienia się różnym formom współczesnego ateizmu. Paweł VI nazywa ateizm 

czymś „straszliwie niebezpiecznym dla rodzaju ludzkiego". Misja ta została oficjalnie 

dwukrotnie potwierdzona (1982, 1983) przez Jana Pawła II. Ów Papieski Atheismus-Auftrag 

był dla o. Lotza drugim źródłem, z którego wyrastało jego przeciwstawienie się ateizmowi. 

   Na bazie wniosków wynikających z metody transcendentalnej, ateizm jest wewnętrznie 

sprzeczny, gdyż implicite potwierdza to czemu wyraźnie zaprzecza. Wikłając się w zamęt 

wzajemnie sobie zaprzeczających poglądów, filozofia prowadzi wielu do ateizmu. O. Lotz 

był przekonany, że filozofia koniecznie potrzebuje inspiracji z Objawienia. Oczywiście ów 

fakt nie zwalnia filozofa chrześcijańskiego od jasnego myślenia filozoficznego. Jego studia 

poświęcone ateizmowi i filozofii Boga rozwijają szeroko problematykę „doświadczenia 

Boga" z której wynika, że filozoficzny dowód na istnienie Boga .potrzebuje zakorzenienia w 

doświadczeniu Boga, bez którego staje się on tylko pustym pojęciem". O. Lotz mocno 

podkreślał właśnie znaczenie całościowej ludzkiej formy życia, zachowania się, - którego 

nauka nie potrafi w pełni opisać czy ująć w kategorie - dla spontanicznej drogi dojścia do 

poznania Boga. Współczesny ateizm jest wyzwaniem nie tylko dla jezuitów, ale dla każdego 

chrześcijanina. Najwłaściwszą odpowiedź na niego widział o. Lotz nie w teoriach 

filozoficznych lecz w prawdziwie chrześcijańskiej - inspirowanej i ucieleśniającej wiarę w 

Chrystusa - formie życia. 

 

J. Bremer SJ 

 

                                            

spis treści