background image

 

 

 
 
 
 

 

 
 
 
 
Harry przez dwa dni le

ż

ał nieprzytomny. Wszyscy obawiali 

si

ę

ż

e  jego  obra

ż

enia  s

ą

  ci

ęż

kie  do  tego  stopnia,  i

ż

  mo

ż

e  si

ę

 

ju

ż

  nie  obudzi

ć

.  Jednak  Hermiona  siedziała  przy  nim  dzie

ń

  i 

noc,  staraj

ą

c  si

ę

  złagodzi

ć

  jako

ś

  ból.  Obni

ż

ała  gor

ą

czk

ę

rozgrzewała,  ocierała  pot,  sprawdzała  rany  i  zmieniała 
opatrunki.  Starała  si

ę

  nie  my

ś

le

ć

,  jak  wielki  ból  odczuwał 

ukochany  przy  ka

ż

dym  jej  dotkni

ę

ciu,  tylko  robiła,  co  uwa

ż

ała 

za  słuszne.  Przez  ponad  dwie  doby  nie  pozwoliła  sobie  na 
odej

ś

cie  od  łó

ż

ka  Pottera,  jadła  i  spała  przy  nim.  Słyszała,  jak 

inni domownicy rozmawiali i krzyczeli w kuchni, jak skradali si

ę

 

po  schodach  i  korytarzu,  aby  nie  zakłóci

ć

  spokoju  choremu. 

Ka

ż

dy  z  nich  przystawał  pod  drzwiami  i  przez  chwil

ę

 

nadsłuchiwał, co dzieje si

ę

 w pokoju, ale niewielu z nich weszło 

do 

ś

rodka.  Odwa

ż

yli  si

ę

  na  to  tylko  pa

ń

stwo  Weasley,  Lupin  i 

Hagrid, który z reszt

ą

 cz

ę

sto tam z ni

ą

 przebywał.  

 
Ale  teraz  stała  przy  niej  Molly  i  łagodnie  tłumaczyła, 

ż

stan Harry’ego nie ulegnie zmianie, je

ż

eli ona pozwoli sobie na 

background image

 

 

chwil

ę

  odetchn

ąć

.  Wstała,  wi

ę

c  i  poszła  za  kobiet

ą

  w  stron

ę

 

kuchni,  sk

ą

d  jak  zawsze  dobiegały  j

ą

  o

ż

ywione  głosy  rodziny. 

Tak,  spokojnie  mogła  przyzna

ć

ż

e  zbieranina  najró

ż

niejszych 

czarodziejów: rodzina Weasley’ów, w tym Fred i George, Lupin i 
Tonks,  Shacklebolt,  Hagrid, 

ż

e  oni  wszyscy  s

ą

  jej  jedyn

ą

 

rodzin

ą

. No i jest jeszcze oczywi

ś

cie Harry, który od zawsze był 

jej  najbli

ż

sz

ą

  rodzin

ą

,  teraz  m

ęż

em  i  ojcem  jej  dziecka,  ale 

przede  wszystkim  zawsze  był  jej  najlepszym  przyjacielem. 
Nigdy nic przed sob

ą

 nie ukrywali, a je

ż

eli tak si

ę

 stało, zawsze 

prawda wychodziła na jaw i ka

ż

de drugiemu wybaczało. Bo tak 

post

ę

puj

ą

 przyjaciele. A teraz ona sama zastanawiała si

ę

, jak

ą

 

jest przyjaciółk

ą

, skoro zastanawia si

ę

 nad zabiciem tego idioty. 

 

 
- Harry nie mo

ż

e i

ść

 do szpitala – krzykn

ą

ł Hagrid.  

 

 
Hermiona  stan

ę

ła  jak  wryta  słysz

ą

c  te  słowa.  Harry? 

Szpital? Nie, to wykluczone.  
 

 
- Ale to jedyne  wyj

ś

cie – tłumaczył Kingsley. – Nie wiemy 

w  jak  ci

ęż

kim  jest  stanie,  a  co  je

ż

eli  mu  si

ę

  pogorszy?  Nie 

wiemy, co robi

ć

.  

 

 
-  On  nie  pójdzie  do  szpitala  –  powiedziała  Hermiona  z 

moc

ą

 w głosie.  

 

 
Wszyscy spojrzeli na ni

ą

, jakby zdziwił ich jej widok.  

 

 
-  Hermiono  –  powiedział  cicho  Remus.  –  Stan  Harry’ego 

nie  poprawił  si

ę

  od  dwóch  dni.  Mam  wra

ż

enie, 

ż

e  jest  jeszcze 

gorzej.  On  potrzebuje  specjalistycznej  opieki,  a  nie…  - 
powstrzymał si

ę

, unikaj

ą

c jej wzroku.  

 

 
- …mnie? – doko

ń

czyła równie cicho, jak stary profesor. – 

Zwykłej,  nic  nieumiej

ą

cej  czarownicy,  której  wydaje  si

ę

ż

zjadła wszystkie rozumy?  
 

 
- Nie powiedziałem tego – zaprzeczył m

ęż

czyzna.  

 

 

background image

 

 

- Nie musiałe

ś

 – odetchn

ę

ła gł

ę

boko. – Harry nie pojedzie 

do 

ż

adnego szpitala – dodała stanowczo.  

 

 
-  Nie  masz  prawa  decydowa

ć

  o  nim  –  powiedział  zły 

Kingsley.  –  Decyzja  nale

ż

y  do  wszystkich  nas.  A  chodzi  nam 

jedynie o jego dobro.  
 

 
-  Mam  wi

ę

ksze  prawo  ni

ż

  ty  –  krzykn

ę

ła  Hermiona.  – 

Jestem  jego 

ż

on

ą

  gdyby

ś

  zapomniał.  Mam  nadane  mi  przez 

boga  prawo  decydowanie  o  losie  mojego  m

ęż

a,  je

ż

eli  on  nie 

jest w stanie podj

ąć

 samodzielnie decyzji o sobie.  

 

 
- Ale nie my

ś

lisz jasno – próbował si

ę

 tłumaczy

ć

. – Jeste

ś

 

za

ś

lepiona i nie widzisz, 

ż

e twoja opieka nie jest wystarczaj

ą

ca. 

On  potrzebuje  odpowiednich  eliksirów  i  mikstur.  Harry 
doskonale wiedział, co robi 

ż

eni

ą

c si

ę

 ze mn

ą

 i wiedział, 

ż

e nikt 

inny  nie  b

ę

dzie  w  stanie  podj

ąć

  najlepszej  dla  niego  decyzji 

poza  mn

ą

.  Gdyby  uwa

ż

ał  inaczej,  poprosiłby  was  o  to  w 

odpowiedniej chwili. Ale na obecn

ą

 chwil

ę

 musicie si

ę

 pogodzi

ć

 

z  faktem, 

ż

e  do  tego  zadania  wybrał  mnie.  To  ja  jestem  jego 

najlepsz

ą

 przyjaciółk

ą

, nie wy.  

 

 
-  Nie  po  to  Harry  ukrywał  si

ę

  przez  ostatnie  pół  roku, 

ż

eby

ś

my  teraz  wysłali  go  do 

ś

w.  Munga,  gdzie  połowa 

magomedyków,  jest  na  usługach  Czarnego  Pana  –  krzykn

ą

ł 

Hagrid.  
 

 
-  Nikt  nie  kazał  mu  si

ę

  ukrywa

ć

  –  zauwa

ż

ył  cicho  pan 

Weasley. – Mógł by

ć

 tu z nami, a wtedy nie sko

ń

czyłoby si

ę

 tak, 

jak teraz.  
 

 
-  On  to  zrobił  dla  was  –  w

ś

ciekał  si

ę

  wielkolud.  –  Chronił 

was, bo wiedział, 

ż

e jego obecno

ść

 mo

ż

e wam zagrozi

ć

. Ruszył 

na polowanie, na te horkruksy, bo wiedział, 

ż

e samemu uda mu 

si

ę

  osi

ą

gn

ąć

  wi

ę

cej,  ni

ż

  z  wami  ci

ą

gn

ą

cymi  si

ę

  za  nim,  kiedy 

musiałby  si

ę

  martwi

ć

ż

e  stanie  wam  si

ę

  krzywda.  Uwa

ż

ał, 

ż

ju

ż

  wystarczaj

ą

co  wiele  członków  jego  rodziny  zmarło  z  jego 

powodu.  Najpierw  jego  rodzice,  pó

ź

niej  Syriusz,  Dumbledore, 

background image

 

 

Ron i Ginny. Nie chciał mie

ć

 ju

ż

 nikogo z was na sumieniu. On i 

tak ju

ż

 wystarczaj

ą

co si

ę

 tym obwiniał.  

 

 
-  Nikt  nigdy  nie  mówił, 

ż

e  to  była  jego  wina  –  rzekła  pani 

Weasley ze łzami w oczach.  
 

 
-  Ale  on  to  mówił  sam  sobie  –  rzekła  cicho  Hermiona.  – 

Doskonale wiecie, jaki był po 

ś

mierci Rona i Ginny. To mu nigdy 

nie przeszło, chocia

ż

 starał si

ę

, jak mógł. Starał si

ę

 nie my

ś

le

ć

 

o tym  wszystkim, ale jaka

ś

 cz

ęść

 poczucia winy nadal kołatała 

mu  si

ę

  po  głowie.  On  ich  kochał.  I  ja  te

ż

.  Dlatego  wiem,  co 

czuje przez cały czas.  
 

 
W kuchni zapadła cisza. Nikt nie mógł z siebie nic wydusi

ć

poniewa

ż

  wszyscy  w  gł

ę

bi  duszy  wiedzieli, 

ż

e  Hermiona  i 

Hagrid  maj

ą

  racj

ę

:  Harry  nigdy  nie  przestał  si

ę

  obwinia

ć

  o 

ś

mier

ć

  przyjaciół.  Pani  Weasley  poczuła  jak  w  jej  sercu 

ponownie  pojawia  si

ę

  ból.  Wspomnienia  o  synu  i  córce  ju

ż

  tak 

nie  bolały,  jak  na  samym  pocz

ą

tku,  ale  nie  mogła  te

ż

  znie

ść

 

słów  Hermiony.  Ona  sama  starała  si

ę

  nie  my

ś

le

ć

  o  tym,  jak 

czuli si

ę

 oboje z Harrym i pod

ś

wiadomie odsuwała od siebie te 

my

ś

li.  Ale  teraz  zrozumiała, 

ż

e  jedna  rozmowa,  któr

ą

  odbyła  z 

nimi  ponad  rok  temu  nie  wystarczyła.  Ona  miała  Artura,  który 
dzielił  z  ni

ą

  ból  straty  najmłodszych  dzieci,  no  i  starszych 

synów, którzy te

ż

 im bardzo pomogli. Ale Harry i Hermiona? Oni 

mieli  tylko  siebie  i  z  pocz

ą

tku  pewnie  niewiele  mogli  sobie 

nawzajem powiedzie

ć

. Zwłaszcza, 

ż

e zacz

ę

li odkrywa

ć

 ł

ą

cz

ą

c

ą

 

ich wi

ęź

.  

 

 
-  Wytłumacz  mi  to,  kochanie  –  kobieta  zwróciła  si

ę

 

delikatnie do Hermiony. Wszystkie oczy były utkwione w młodej 
kobiecie. – Powiedz mi, co czujesz – poprosiła.  
 

 
-  Ból  –  odpowiedziała.  –  Od  dawna  ju

ż

  tak  o  tym  nie 

my

ś

lałam. Ja i Harry… - nie doko

ń

czyła. Nie umiała powiedzie

ć

 

jej  tego  wszystkiego.  W  ko

ń

cu  była  matk

ą

  jej  najlepszego 

przyjaciela i chłopaka, który był jej pierwsz

ą

 miło

ś

ci

ą

.  

 

 

background image

 

 

- Nie bój si

ę

, Hermiono – powiedziała pani Weasley.  

 

 
-  Kiedy  Harry  wyszedł  ze  szpitala,  nie  umieli

ś

my  si

ę

 

rozstawa

ć

  –  zacz

ę

ła.  –  Został  mi  ju

ż

  tylko  on,  a  ja  jemu. 

Polegali

ś

my tylko na sobie i nie wa

ż

ne, co pani albo ktokolwiek 

z was mówili

ś

cie. Harry był przekonany, 

ż

e to z jego winy zmarł 

Ron i Ginny. Bo si

ę

 z nimi przyja

ź

nił. Kochał ich. Ani ja, ani on 

jako

ś

  si

ę

  specjalnie  nie  bronili

ś

my  przed  tym,  co  dzieje  si

ę

 

mi

ę

dzy nami, ale to, dlatego 

ż

e dzi

ę

ki sobie nawzajem czuli

ś

my 

si

ę

  bli

ż

ej  Rona  i  Ginny.  No  i  chciał  mnie  chroni

ć

.  Dlatego  sam 

udał  si

ę

  do  Albanii  i  o

ż

enił  si

ę

  ze  mn

ą

.  Dla  ochrony.  Chocia

ż

 

wiem, 

ż

e mnie kocha, to nigdy nie b

ę

dzie to takie uczucie, jakie 

ż

ywił do Ginny. A ja nie pokocham go w taki sposób jak Rona. 

Bo to nie mo

ż

liwe. Ja nie jestem ni

ą

, a on nie jest nim. Harry nie 

chce ju

ż

 narazi

ć

 nikogo z was na niebezpiecze

ń

stwo, bo je

ż

eli 

co

ś

 wam si

ę

 stanie, to cieniutka ni

ć

 ł

ą

cz

ą

ca go z nimi obojgiem, 

stanie  si

ę

  jeszcze  cie

ń

sza,  a  nawet  zniknie.  Nie  zmienia  to 

jednak  faktu, 

ż

e  si

ę

  kochamy  i  to  nie  jak  przyjaciele.  Nie  wiem 

czy byliby

ś

my ze sob

ą

, gdyby Ron i Ginny 

ż

yli, pewnie nie, bo 

ż

adne  z  nas  nie  chciałoby  ich  zrani

ć

.  I  straci

ć

  przyja

ź

ni 

trwaj

ą

cej lata. Ja kiedy

ś

 mo

ż

e odzyskam rodziców, ale w 

ż

yciu 

Harry’ego  dzieje  si

ę

  tak, 

ż

e  on  ju

ż

  nigdy  nie  odzyska  osób, 

które  kocha  –  wzi

ę

ła  gł

ę

boki  oddech  i  spojrzała  najpierw  na 

Lupina, 

ź

niej 

na 

Kingsley’a. 

– 

Nie 

pozwol

ę

 

przetransportowa

ć

  go  do 

ś

w.  Munga  –  powiedziała,  a  jej  głos 

stał  si

ę

  ostry  jak  brzytwa.  –  Obiecałam  sobie, 

ż

e  je

ż

eli  go 

odnajd

ę

,  to  nie  rozstan

ę

  si

ę

  z  nim  ju

ż

  nigdy.  A  w  szpitalu  nie 

prze

ż

yje nawet jednego dnia. Nie pozwol

ę

, aby po takim czasie 

i  wszystkim,  co  zrobili

ś

my  zmarł  otruty  przez 

ś

miercio

ż

erców. 

Pr

ę

dzej  oddam  własne 

ż

ycie  –  zagroziła  –  ni

ż

  pozwol

ę

  go 

ruszy

ć

 z tego domu.  

 

 

- Hermiono – Kingsley nadal starał si

ę

 j

ą

 przekona

ć

. – Nie 

jeste

ś

  lekarzem.  Oni  mog

ą

  mu  pomóc.  Mo

ż

na  go  jako

ś

 

zaczarowa

ć

, aby nie wygl

ą

dał jak on.  

 
 

M

ęż

czyzna  zrobił  krok  w  stron

ę

  schodów,  ale  Hermiona 

zagrodziła mu drog

ę

 i stan

ę

ła przed nim z wyci

ą

gni

ę

t

ą

 ró

ż

d

ż

k

ą

background image

 

 

On  spojrzał  na  ni

ą

  z  niedowierzaniem  i  potrz

ą

sn

ą

ł  głow

ą

Ruszył  dalej,  gdy  niespodziewanie  uniósł  si

ę

  w  powietrze  i 

przeleciał na drugi koniec kuchni ra

ż

ony sił

ą

 zakl

ę

cia Hermiony. 

Kiedy  wstał  na  nogi  i  na  ni

ą

  spojrzał,  zobaczył, 

ż

e  miała  w 

oczach  w

ś

ciekło

ść

.  Rozejrzał  si

ę

  dokoła  i  zobaczył  jak  ich 

przyjaciele przygl

ą

daj

ą

 si

ę

 dziewczynie z uwag

ą

. Ka

ż

dy czekał 

tylko  na  jej  najmniejszy  ruch.  Byli  gotowi  j

ą

  obezwładni

ć

,  je

ż

eli 

zaszłaby  taka  konieczno

ść

.  Ale  on  ju

ż

  zaczynał  w

ą

tpi

ć

,  czy 

poradziliby  sobie  z  ogarni

ę

t

ą

  w

ś

ciekło

ś

ci

ą

  zakochan

ą

  kobiet

ą

Wstał  powoli,  kiedy  jej  ró

ż

d

ż

ka  drgn

ę

ła,  podniósł  dłonie  w 

uspokajaj

ą

cym ge

ś

cie.  

 
 

- B

ę

dzie jak chcesz – powiedział do niej.  

 
 

Dziewczyna  uspokoiła  si

ę

  i  opu

ś

ciła  ró

ż

d

ż

k

ę

.  Poczuła 

niespodziewany ból w brzuchu. Odruchowo złapała si

ę

 z boku i 

wtedy  poczuła  to  jeszcze  raz.  Dziecko  si

ę

  poruszyło. 

Oczywi

ś

cie ruszało si

ę

 ono wcze

ś

niej, ale jako

ś

 jej to specjalnie 

nie  przeszkadzało.  Wiedziała, 

ż

e  tak  si

ę

  dzieje  i  cieszyła  si

ę

kiedy czuła ruchy swojego male

ń

stwa. Jednak tym razem czuła, 

ż

e  nie  było  to  zwykłe  poruszenie.  Dziecko  czuło  jej  strach, 

w

ś

ciekło

ść

  i  identyfikowało  si

ę

  z  ni

ą

.  Miała  wra

ż

enie,  jakby 

chciało  powiedzie

ć

  wszystkim  naokoło, 

ż

eby  zostawili  ich  w 

spokoju. Było niespokojne i dawało o sobie zna

ć

. Starała si

ę

 nie 

okazywa

ć

 zdenerwowania i uspokoi

ć

 wewn

ę

trznie, ale malutkie 

ż

ycie,  które  w  sobie  nosiła,  nie  dało  si

ę

  oszuka

ć

.  Ponownie 

kopn

ę

ło, tym razem jednak było to tak mocne, 

ż

e skrzywiła si

ę

 i 

lekko  zgarbiła.  Opu

ś

ciła  dło

ń

  z  ró

ż

d

ż

k

ą

  i  złapała  si

ę

  obiema 

dło

ń

mi  za  brzuch.  Poczuła  na  ramionach  czyje

ś

  dłonie  i  kiedy 

podniosła  spanikowany  wzrok  do  góry,  zobaczyła  prze  sob

ą

 

pani

ą

  Weasley.  Widziała  w  jej  oczach, 

ż

e  kobieta  jest  po  jej 

stronie i nie pozwoli zabra

ć

 Harry’ego z domu. Pozwoliła sobie 

na  chwil

ę

  słabo

ś

ci  i  poczuła  jak  po  jej  policzku  spływa  łza. 

Szybko  jednak  si

ę

  wyprostowała  i  staraj

ą

c  si

ę

  nie  okazywa

ć

 

bólu, poszła do pokoju swego m

ęż

a.  

 

background image

 

 

-  Nie  mo

ż

na  jej  denerwowa

ć

  –  powiedziała  zimno  pani 

Weasley zwracaj

ą

c si

ę

 do m

ęż

czyzn. Siedz

ą

ca na ko

ń

cu stołu 

Tonks ukryła twarz w dłoniach i odetchn

ę

ła gł

ę

boko.  

 
-  Zostawmy  ich  w  spokoju  –  powiedziała.  –  Jemu  na 

pewno  si

ę

  polepszy  pod  jej  opiek

ą

.  To  m

ą

dra  i  zdolna 

dziewczyna.  

 
-  Tonks  –  powiedział  Fred.  –  Tak  nie  mo

ż

na.  On 

potrzebuje lekarza.  

 
-  Ale  oboje  potrzebuj

ą

  spokoju  –  odpowiedziała.  – 

Widzieli

ś

cie  jak  ona  zareagowała.  Nie  wolno  jej  si

ę

 

denerwowa

ć

.  Nie  jest  pod  opiek

ą

  magomedyka,  tylko 

mugolskiego  lekarza.  Musimy  przetrzyma

ć

  jeszcze  troch

ę

Je

ż

eli mu si

ę

 pogorszy… - zaczerpn

ę

ła gł

ę

boko powietrza. – Ja 

sama  wiele  bym  zrobiła  dla  ludzi,  których  kocham,  dlatego  j

ą

 

rozumiem. Je

ż

eli sytuacja b

ę

dzie tego wymaga

ć

, sama poprosi 

nas o pomoc w przeniesieniu go do szpitala. Teraz jest pewna, 

ż

e sobie poradzi i ja jej wierz

ę

. Nie wiecie, do czego jest zdolna 

zakochana kobieta.  

 
- Miło

ść

 nie uleczy ran Harry’ego – zaprotestował Kingsley.  

 
- Nie tak

ą

 teori

ę

 głosił Dumbledore – powiedziała Fleur. – 

Zawsze mówił, 

ż

e miło

ść

 jest zdolna czyni

ć

 cuda.  

 
-  Ale  on  miał  na  my

ś

li, 

ż

e  miło

ść

  dodaje  sił  do  walki  – 

wtr

ą

cił si

ę

 pan Weasley.  

 
- A czy to, co robi Hermiona to nie jest walka? O 

ż

ycie jej 

m

ęż

a i ojca dziecka? – zapytała Francuzka.  

 
-  Wszystko  ma  swoje  granice  –  zezło

ś

cił  si

ę

  Bill.  –  Harry 

jest  nasz

ą

  rodzin

ą

.  Bratem,  synem,  przyjacielem.  Musimy 

podj

ąć

  decyzj

ę

  wspólnie.  Razem  zdecydowa

ć

,  co  dla  niego 

najlepsze.  

 

background image

 

 

-  I  jak  my

ś

lisz,  kto  wygra?  –  zdenerwowała  si

ę

  Tonks.  – 

Wy, bo m

ęż

czyzn jest wi

ę

cej w

ś

ród nas. Ale pomy

ś

l, co ty by

ś

 

zrobił,  gdyby  twoja 

ż

ona  była  poszukiwana  przez  cały 

ś

wiat 

czarodziejów. Posłałby

ś

 j

ą

 do jamy smoka? Albo ty Arturze? Co 

z  Molly,  ze  mn

ą

?  Post

ą

piliby

ś

cie  w  taki  sposób,  do  jakiego 

próbujecie zmusi

ć

 Hermion

ę

?  

 
Nikt  si

ę

  nie  odezwał  ani  słowem.  M

ęż

czy

ź

ni  tylko  patrzyli 

ka

ż

dy  po  sobie,  jednak  nie  potrafili  spojrze

ć

  swoim 

ż

onom  w 

oczy. Wiedzieli, 

ż

e gdyby sytuacja dotyczyła ich samych, gdyby 

oni  stan

ę

li  przed  takim  wyborem,  post

ą

piliby  dokładnie  tak  jak 

Hermiona.  Walczyliby  ile  sił,  aby  obroni

ć

  ukochan

ą

  osob

ę

.  Ale 

ż

aden  z  nich  nie  chciał  si

ę

  do  tego  przyzna

ć

  i  podwa

ż

y

ć

  raz 

podj

ę

tej decyzji.  

 
- Je

ż

eli stan Harry’ego nie poprawi si

ę

 w ci

ą

gu dwóch dni, 

to nie b

ę

d

ę

 si

ę

 liczył z waszym zdaniem – powiedział Lupin do 

kobiet  i  Hagrida.  –  Jest  jedynym  synem  mojego  najlepszego 
przyjaciela.  Nie  pozwol

ę

,  aby  i  on  zmarł.  Jest  ostatnim  z 

Potterów. Wiem, 

ż

e Lily, James, Syriusz i Dumbledore licz

ą

ż

si

ę

  nim  zaopiekuj

ę

.  Nie  b

ę

d

ę

  stał  bezczynnie  i  patrzył  jak  ten 

chłopak  umiera.  Oddam  własne 

ż

ycie  za  jego,  je

ż

eli  zajdzie 

taka potrzeba – powiedział ostro i wyszedł.  

 
- Dlaczego tak mu zale

ż

y? – zmartwiła si

ę

 pani Weasley.  

 
-  Nie  tylko  Harry  i  Hermiona  maj

ą

  poczucie  winy  –  Tonks 

wstała i podeszła do okna. – Remus boryka si

ę

 z nim od 

ś

mierci 

Potterów. 

Ż

ałuje, 

ż

e  nie  wyperswadował  Jamesowi  z  głowy 

tego, 

ż

eby  to  Peter  został  ich  Stra

ż

nikiem  Tajemnicy.  Był 

najsłabszy z nich, ale to nie zmienia faktu, 

ż

e Remus i Syriusz 

oddaliby  własne 

ż

ycie,  aby  uratowa

ć

  Jamesa  i  Lily,  a  ten 

skunks tego nie zrobił. Byli przyjaciółmi przez lata – popatrzyła 
na  reszt

ę

  domowników.  –  A  przyjaciele  oddaj

ą

 

ż

ycie  za 

przyjaciół.  Tak,  jak  to  Harry  zrobił  dla  Hermiony.  Jak  cała  ich 
trójka robiła to dla siebie przez lata w Hogwarcie. Dla nich Harry 
oddał  przepowiedni

ę

  Lucjuszowi  i  dla  niej  przyj

ą

ł 

ś

miertelny 

cios.  

background image

 

 

Niespodziewanie  z  pi

ę

tra  dobiegł  ich  huk.  Pobiegli  tam  i 

ju

ż

  w  połowie  schodów  zobaczyli  smugi  dymu  wydobywaj

ą

ce 

si

ę

  z  sypialni  Harry’ego  i  Hermiony.  Kiedy  wpadli  do  pokoju 

ujrzeli  dziewczyn

ę

  kl

ę

cz

ą

c

ą

  na  podłodze,  po  twarzy  leciały  jej 

łzy, ci

ęż

ko oddychała. Pani Weasley podeszła do niej i obj

ę

ła j

ą

 

ramionami. Hermiona pokr

ę

ciła głow

ą

 i załkała gło

ś

niej.  

 
-  Chciałam  spróbowa

ć

  którego

ś

  z  tych  zakl

ęć

  na 

przywracanie przytomno

ś

ci, ale mi si

ę

 nie udało – załkała cicho.  

 
- On potrzebuje czasu na zregenerowanie sił – powiedziała 

Molly, patrz

ą

c z wyrzutem na stoj

ą

cych w progu m

ęż

czyzn. Jej 

spojrzenie ponad ramieniem dziewczyny zdawało si

ę

 mówi

ć

ż

to  jest  ich  wina.  Na  chwil

ę

  zapadła  grobowa  cisza.  Nikt  nie 

potrafił  spojrze

ć

  na  płacz

ą

c

ą

  dziewczyn

ę

,  ani  nawet  na 

ś

pi

ą

cego  w  łó

ż

ku  chłopaka.  Nikt  te

ż

  nie  usłyszał  cichego  j

ę

ku, 

nie  gło

ś

niejszego  od  tchnienia  wiatru,  który  wydobył  si

ę

  z  ust 

Harry’ego.  

 
 
Harry  czuł  si

ę

  jak  w  wielkie  czarnej  dziurze.  Nie  mógł 

otworzy

ć

  oczu,  ani  powiedzie

ć

 

ż

adnego  słowa,  a  ciało  nie 

chciało wykonywa

ć

 polece

ń

 umysłu. Le

ż

ał jak kłoda w ciepłym i 

mi

ę

kkim  łó

ż

ku.  Przewa

ż

nie  był  sam,  ale  nieraz  czuł  jak  kto

ś

 

kładzie  si

ę

  obok  niego.  Z  pocz

ą

tku  nie  wiedział,  kim  jest  ta 

osoba,  ale  gdy  tylko  poczuł  lekki  pocałunek  na  skroni,  który 
u

ś

mierzył potworny ból głowy, od razu wiedział, 

ż

e to Hermiona. 

Najpierw  był  w  stanie  czu

ć

  tylko  jej  delikatny  dotyk,  ale  z 

czasem mógł tak

ż

e poczu

ć

 jej wspaniały zapach i usłysze

ć

 jak 

mówi  do  niego  uspokajaj

ą

ce  słowa.  Opowiadała  mu  o 

wszystkim,  co  wydarzyło  si

ę

  podczas  jego  nieobecno

ś

ci,  jak 

kilka  dni  wcze

ś

nie  widziała  ich  dziecko  podczas  badania  u 

lekarza i słyszała bicie jego serduszka. Z jednej strony cieszyły 
go  jej  opowie

ś

ci,  ale  z  drugiej  bolało  serce,  kiedy  zdał  sobie 

spraw

ę

 z tego jak wiele stracił z tego pi

ę

knego okresu. Nie mógł 

słysze

ć

 ani czu

ć

 dziecka, rosn

ą

cego w ciele ukochanej. Nie był 

w stanie przygl

ą

da

ć

 si

ę

 jak jej ciało zmienia si

ę

 z dnia na dzie

ń

.  

 

background image

 

 

W pewnym momencie zacz

ę

ła mu nawet robi

ć

 wyrzuty, 

ż

przez  tyle  czasu  była  zdana  na  siebie.  No  i  na  Weasley’ów, 
oczywi

ś

cie, co uwa

ż

ała za ogromn

ą

 niesprawiedliwo

ść

. Musiała 

znosi

ć

  nadopieku

ń

czo

ść

  Molly  i  Fleur,  a  tak

ż

e  Tonks. 

M

ęż

czy

ź

ni cały czas próbowali jej dogodzi

ć

, nawet nie pytaj

ą

c o 

zdanie tak, 

ż

e w ko

ń

cu straciła rachub

ę

 gdzie zaczynały si

ę

 jej 

pragnienia,  a  zaczynały  innych.  Groziła, 

ż

e  gdy  tylko  dojdzie 

wreszcie  do  siebie,  naszczuje  cał

ą

  t

ę

  band

ę

  na  niego  i  wtedy 

zrozumie jej irytacj

ę

.  

 
Nic jednak nie wzruszało go tak, jak jej ciche błagania, aby 

wreszcie do niej wrócił. Miał wtedy ochot

ę

 spojrze

ć

 wprost w jej 

orzechowe  oczy,  powiedzie

ć

  jej  jak  bardzo  j

ą

  kocha  i  mocno 

pocałowa

ć

, bo oczywi

ś

cie o kochaniu si

ę

 z ni

ą

 nie było mowy w 

jej  stanie.  Kilkakrotnie  poło

ż

yła  jego  dło

ń

  do  swojego  brzucha 

tak,  aby  mógł  wyczu

ć

  silne  kopni

ę

cia  maluszka.  I  chocia

ż

  nie 

mógł  poruszy

ć

  nawet  palcem,  doskonale  czuł  niewyra

ź

ne 

kształty r

ą

czek i nó

ż

ek, kiedy dziecko si

ę

 ruszało.  

 
Nie miał poj

ę

cia ile czasu jest ju

ż

 nieprzytomny, ale w jego 

ciele powoli rozchodziło si

ę

 ciepło, jakby dawało zna

ć

ż

e wraca 

do niego siła i 

ż

ycie. U

ś

wiadomił sobie, 

ż

e jest w pokoju sam, a 

jakby z dołu dobiegały go niewyra

ź

ne odgłosy kłótni. Nie umiał 

rozpozna

ć

  słów,  ale  wiedział, 

ż

e  to  Hermiona  si

ę

  z  kim

ś

  kłuci. 

Denerwował  si

ę

,  bo  przy  swojej  sk

ą

pej  wiedzy  o  kobietach  w 

ci

ąż

y,  wiedział, 

ż

e  nie  wolno  im  si

ę

  denerwowa

ć

.  A  on 

doskonale  słyszał  jej  podniesiony  głos.  Jego  podejrzenia 
sprawdziły  si

ę

,  kiedy  drzwi  od  pomieszczenia  zamkn

ę

ły  si

ę

  z 

trzaskiem,  a  szybki,  nerwowy  krok  Hermiony  wcale  nie  ucichł. 
Mruczała  co

ś

  cicho  do  siebie,  kiedy  poczuł  jak  łó

ż

ko  z  jednej 

strony ugina si

ę

, gdy siadała obok niego.  

 
- Przepraszam ci

ę

 Harry – usłyszał jej cichy szept. Poznał, 

ż

e płacze. – Nie wiem, czy to ci pomo

ż

e, ale musz

ę

 spróbowa

ć

Je

ż

eli si

ę

 nie obudzisz, Remus wy

ś

le ci

ę

 do 

ś

w. Munga, a na to 

nie mog

ę

 pozwoli

ć

 

background image

 

 

Ś

w.  Munga?  Co?  Nie!!!  Nie  mógł  znale

źć

  si

ę

  w  szpitalu. 

Ukrywał si

ę

 tyle czasu przed Voldemortem, a teraz miał zosta

ć

 

przeniesiony  do 

ś

w.  Munga,  gdzie  prawie  ka

ż

dy  czarodziej  był 

na usługach jego najwi

ę

kszego wroga?  

 
Nie  zd

ąż

ył  nic  wi

ę

cej  pomy

ś

le

ć

,  bo  w  pokoju  rozległ  si

ę

 

ogłuszaj

ą

cy  huk,  jakby  kto

ś

  rzucił  zakl

ę

cie  Bombarda  Maxima, 

a  jego  my

ś

li  od  razu  pow

ę

drowały  do  ukochanej.  Bał  si

ę

,  ale 

słyszał  jej  szloch,  wiedział  wi

ę

c, 

ż

e  nie  stało  si

ę

  jej  nic 

powa

ż

nego.  Po  chwili  w  pokoju  znale

ź

li  si

ę

  tak

ż

e  inni,  a  on 

usłyszał jak Hermiona mówi do kogo

ś

 
-  Chciałam  spróbowa

ć

  którego

ś

  z  tych  zakl

ęć

  na 

przywracanie przytomno

ś

ci, ale mi si

ę

 nie udało. 

 
-  On  potrzebuje  czasu  na  zregenerowanie  sił  – 

odpowiedziała jej pani Weasley.  

 
Wiedział, 

ż

e  to  on  jest  powodem  jej  zmartwie

ń

.  A  tak

ż

pewnie i członkowie Zakonu Feniksa. Zdenerwował si

ę

 na nich, 

na  siebie.  I  nagle  poczuł  w  sobie  wielk

ą

  sił

ę

.  Westchn

ą

ł  cicho, 

ale  płacz  Hermiony  go  zagłuszył.  Powoli  odzyskiwał  czucie  w 
palcach  u  r

ą

k  i  nóg.  Ciepło  rozchodziło  si

ę

  po  całym  ciele. 

Powoli  odzyskiwał  czucie  w  nogach  i  r

ę

kach,  ale  ju

ż

  w 

nast

ę

pnej  chwili  wszystko  si

ę

  cofało,  a  jego  ogarn

ę

ła  z  tego 

powodu  panika.  Resztkami  sił  uczepił  si

ę

  tej  ostatniej  nici 

ł

ą

cz

ą

cej go ze 

ś

wiatem zewn

ę

trznym i znów wydał z siebie j

ę

k, 

tym  razem  gło

ś

niejszy,  który  zwrócił  na  niego  uwag

ę

.  Usłyszał 

jak  wiele  par  stóp  biegnie  w  stron

ę

  łó

ż

ka,  a  kto

ś

  siada  obok 

niego i splata palce z jego.  

 
Hermiona.  
 
Jej potrzebował przez te wszystkie miesi

ą

ce i teraz, kiedy 

wreszcie ma szans

ę

 na uzdrowienie, to wła

ś

nie ona b

ę

dzie przy 

nim.  

 

background image

 

 

Z wielkim wysiłkiem uniósł powieki i ku jego wielkiej uldze, 

to  wła

ś

nie  Hermiona  była  pierwsz

ą

  osob

ą

,  jak

ą

  zobaczył.  I 

jedyn

ą

, jak

ą

 pragn

ą

ł w tej chwili widzie

ć

.  

 
Hermiona  w  pierwszej  chwili  nie  usłyszała  cichego  j

ę

ku, 

jaki  wydał  le

żą

cy  za  ni

ą

  m

ęż

czyzna,  ale  kolejny  został  ju

ż

 

usłyszany przez wszystkich mieszka

ń

ców Grimmaud Place 12, 

którzy  znajdowali  si

ę

  w  sypialni  Harry’ego  i  Hermiony. 

Dziewczyna  natychmiast  podniosła  si

ę

  z  podłogi  i  szybko 

usiadła  przy  chorym.  Jej  dło

ń

  automatyczni  pow

ę

drowała  do 

dłoni  m

ęż

a  i  splotła  ich  palce.  Kiedy  Harry  otworzył  oczy, 

natychmiast  zaton

ę

ła  w  jego  zielonych  t

ę

czówkach.  Wzrok 

m

ęż

czyzny  był  troch

ę

  zamglony,  ale  i  tak  był  to  najpi

ę

kniejszy 

widok na 

ś

wiecie. Nawet nie czuła, kiedy łzy znów popłyn

ę

ły jej 

po  twarzy.  Zorientowała  si

ę

  dopiero  w  momencie,  gdy  poczuła 

palce  ukochanego  na  policzki,  które  próbowały  je  zetrze

ć

U

ś

miechn

ę

ła  si

ę

  szeroko  i  za

ś

miała,  jednocze

ś

nie  mocno  go 

przytulaj

ą

c.  

 
Słyszała  jak  stoj

ą

cy  za  ni

ą

  przyjaciele 

ś

miali  si

ę

  i 

zastanawiali,  jakim  cudem,  Harry  obudził  si

ę

  wła

ś

nie  teraz. 

Hermiony nie obchodziło, dlaczego, ale 

ż

e w ogóle si

ę

 obudził. 

Czuła w sercu ogromn

ą

 rado

ść

ż

e znów mo

ż

e go przytula

ć

, na 

plecach  czuje  jego  silne  dłonie,  a  w  uchu  ciche  zapewnienia 
miło

ś

ci.  

 
- Nigdy wi

ę

cej nie uwierz

ę

 w ani jedno twoje słowo, Harry 

Potterze  –  powiedziała  gło

ś

no  i  za

ś

miała  si

ę

.  Usiadła  prosto  i 

pogłaskała  ukochanego  po  policzku.  –  Doskonale  pami

ę

tam, 

jak  przyrzekłe

ś

  mi  kiedy

ś

ż

e  nie  zostawisz  mnie  samej  – 

wypomniała mu.  

 
-  Wiem  –  powiedział  cicho.  W  pokoju  nagle  zaległa  cisza, 

ka

ż

dy  chciał  wiedzie

ć

,  co  Harry  powie.  –  Ale  na  swoj

ą

  obron

ę

 

mam tylko tyle, 

ż

e jednak  wyszło na twoje.  Nie  dam sobie bez 

ciebie rady – dodał.  

 

background image

 

 

-  Oczywi

ś

cie, 

ż

e  nie  –  odpowiedziała  oburzona.  – 

My

ś

lałam, 

ż

to 

wyja

ś

nili

ś

my 

sobie 

przed 

drzwiami 

prowadz

ą

cymi do Puszka osiem lat temu.  

 
-  Zawsze  mo

ż

na  mie

ć

  nadziej

ę

  –  droczył  si

ę

  z  ni

ą

.  –  Ale 

tym razem nie miałem przy sobie ani grama szcz

ęś

cia – oboje 

za

ś

miali  si

ę

  na  to  wspomnienie.  –  Gdzie  moje  okulary?  – 

zapytał chłopak.  

 
Hermiona  natychmiast  nało

ż

yła  mu  okulary  na  nos  i 

u

ś

miechn

ę

ła  szeroko.  Zakres  pola  widzenia  Harry’ego 

natychmiast  si

ę

  powi

ę

kszył  i  ujrzał  nachylaj

ą

cych  si

ę

  w  jego 

stron

ę

  pa

ń

stwa  Weasley,  bli

ź

niaków,  Remusa,  Tonks, 

Kingsley’a,  Billa  i  Fleur,  a  przez  drzwi  zagl

ą

dał  Hagrid,  który 

u

ś

miechał si

ę

 głupkowato i ocierał nos star

ą

 chustk

ą

 w groszki. 

Chłopak doskonale wiedział, czego wszyscy od niego oczekuj

ą

widział  to  w  ich  oczach,  ale  nie  miał  ochoty  o  tym  rozmawia

ć

bynajmniej  jeszcze  nie  teraz.  Na  razie  chciał  si

ę

  cieszy

ć

 

obecno

ś

ci

ą

  bliskich,  dowiedzie

ć

  si

ę

,  co  wydarzyło  si

ę

  podczas 

jego  nieobecno

ś

ci  i  czy  maj

ą

  jakie

ś

  informacje  z  Hogwartu. 

Mimo i

ż

 podczas podró

ż

y starał si

ę

 

ś

ledzi

ć

 na bie

żą

co sytuacj

ę

nie  mógł  mie

ć

  pewno

ś

ci, 

ż

e  Prorok  Codzienny  podawał 

wiadomo

ś

ci  zgodnie  z  prawd

ą

.  Redakcja  była  pod  nadzorem 

samego  Voldemorta.  Niczemu,  co  jest  napisane  w  tym 
szmatławcu nie mo

ż

na było wierzy

ć

. Ju

ż

 samo to, 

ż

e opisywali 

wszystko  w  kolorowych  barwach,  jakby  nie  było 

ż

adnego 

zagorzenia 

ka

ż

dej 

mo

ż

liwej 

strony. 

Ale 

osładzali 

czarodziejskie 

ż

ycie  jak  mogli,  a  wszystkie  brudne  sprawy 

zamiatali pod dywan.  

 
Nie mógł i nie chciał o tym my

ś

le

ć

. Na samo wspomnienie 

o  tym  dostawał  bólu  głowy.  Odwrócił  głow

ę

  i  spojrzał  w  okno. 

Ś

wieciło  sło

ń

ce,  a  promienie  opadały  na  po

ś

ciel,  któr

ą

  był 

okryty.  Nie  chc

ą

c  zaprz

ą

ta

ć

  sobie  głowy  takimi  sprawami, 

popatrzył na Hermion

ę

 i lekko si

ę

 u

ś

miechn

ą

ł.  

 
- Mo

ż

emy porozmawia

ć

? – zapytał j

ą

 cicho.  

 

background image

 

 

Kiwn

ę

ła głow

ą

 i ruchem r

ę

ki kazała pozostałym wyj

ść

.  

 
Wszyscy  chcieli  wiedzie

ć

,  co  takiego  Harry  ma  do 

powiedzenia,  ale  bardzo  niech

ę

tnie  opu

ś

cili  sypialni

ę

  chorego, 

zostawiaj

ą

c  go  z  Hermion

ą

.  Gdy  tylko  drzwi  si

ę

  za  nimi 

zamkn

ę

ły, Harry westchn

ą

ł gł

ę

boko i spojrzał prosto w cudowne 

oczy  ukochanej.  Przez  pół  roku 

ś

nił  o  tych  oczach  i  były  to 

zarówno pi

ę

kne sny, jak i koszmary. Czasami, kiedy miał lepszy 

dzie

ń

,  w  nocy 

ś

niło  mu  si

ę

ż

e  wraca  do  domu  i  kocha  si

ę

  z 

Hermion

ą

, a gdy szło mu gorzej miał okropne koszmary o tym, 

ż

e Hermiona umiera, albo zostawia go samego. Tyle pragn

ą

ł jej 

powiedzie

ć

 przez te wszystkie miesi

ą

ce, ale teraz, kiedy zostali 

sami w jego głowie została tylko jedna my

ś

l. 

 
-  Kocham  ci

ę

  –  powiedział  cicho,  ale  było  to  tak 

przepełnione  uczuciem, 

ż

e  Hermiona  nie  mogła  powstrzyma

ć

 

łez. Harry otarł mokre 

ś

lady i czekał, 

ż

eby si

ę

 uspokoiła.  

 
-  Ja  te

ż

  ci

ę

  kocham  –  odpowiedziała  ju

ż

  spokojniejsza.  – 

Ale  to  nie  przeszkadza  mi  by

ć

  na  ciebie  w

ś

ciekł

ą

.  Zostawiłe

ś

 

mnie  sam

ą

  ze 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

ż

e  nie 

ż

yjesz  –  powiedziała  z 

wyrzutem. – Tak si

ę

 nie robi. Powiniene

ś

 da

ć

 jaki

ś

 znak. Wiesz, 

co my tu prze

ż

ywali

ś

my?  

 
-  Hagrid  mówił  mi, 

ż

e  nie  wierzysz  w  moj

ą

 

ś

mier

ć

  – 

szepn

ą

ł cicho.  

 
- Przez pierwszych kilka tygodni tak było – przyznała si

ę

. – 

Ale pó

ź

nie tylko wtedy, gdy był tu Hagrid. On podnosił mnie na 

duchu  i  mówił, 

ż

e  nigdy  nie  znaleziono  twojego…  ciała  – 

dziewczyna wzdrygn

ę

ła si

ę

 na to słowo.  

 
- Przepraszam, nie chciałem ci

ę

 w to miesza

ć

, zwłaszcza, 

kiedy Hagrid powiedział mi o ci

ąż

y – wzrok Harry’ego zatrzymał 

si

ę

  na  jej  wydatnym  brzuchu,  a  w  oczach  zal

ś

niły  iskierki 

podniecenia. Hermiona dojrzała ten wzrok i u

ś

miechn

ę

ła si

ę

 do 

niego.  Zapomniała  o  wszystkich  złych  rzeczach,  które 
przysi

ę

gła mu wyrz

ą

dzi

ć

, gdy tylko si

ę

 obudzi.  

background image

 

 

Harry  usiadł  tak, 

ż

e  znajdował  si

ę

  na  tym  samym 

poziomie, co dziewczyna i wyci

ą

gn

ą

ł dr

żą

c

ą

 dło

ń

 w kierunku jej 

ciała.  Na  twarzy  miał  takie  przera

ż

enie, 

ż

e  Hermiona 

u

ś

miechn

ę

ła  si

ę

  i  lekko  skin

ę

ła  głow

ą

,  kiedy  spojrzał  na  ni

ą

  z 

pytaniem  w  oczach.  W  momencie,  gdy  poczuła  jak  dotyka  ich 
dziecka, male

ń

stwo poruszyło si

ę

, jak za ka

ż

dym razem, kiedy 

w  ci

ą

gu  tych  dwóch  dni,  kładła  jego  dło

ń

  na  nim.  Uczucie  było 

niesamowite, chocia

ż

 czuła przy tym ból, ale nie zamieniłaby go 

na 

ż

adne  inne  wygodny.  Mogła  czu

ć

,  jak  w  jej  ciele  ro

ś

nie 

dziecko jej i Harry’ego. Pragn

ę

ła, 

ż

eby był przy niej i teraz miała 

go  tak  blisko.  Znów  poczuła  jak  łzy  płyn

ą

ł  jej  po  twarzy,  ale 

jednocze

ś

nie nie mogła powstrzyma

ć

 szerokiego u

ś

miechu, jaki 

zago

ś

cił  na  jej  twarzy.  Patrzyła  jak  z  zafascynowaniem  patrzy 

na  brzuch.  Niespodziewanie  dla  nich  obojga,  szybko  uniósł 
głow

ę

  i  pocałował  j

ą

,  mocno  przyci

ą

gaj

ą

c  do  siebie.  Lekki, 

niewinny całus, jaki był jego zamiarem, przerodził si

ę

 w gł

ę

boki i 

nami

ę

tny  pocałunek.  Kiedy  raz  spróbował,  po  takim  czasie 

przerwy,  gdzie  nocami  wracał  w  my

ś

lach  do  jej  niesamowitych 

ust,  nie  mógł  przerwa

ć

.  Po

żą

danie  narastało  w  nim  z  ka

ż

d

ą

 

chwil

ą

.  Przesun

ą

ł  dło

ń

  z  jej  szyi  na  pier

ś

,  a  w  reakcji  na  ten 

dotyk  usłyszał  cichy  j

ę

k  zadowolenia.  Poczuł, 

ż

e  Hermiona 

zareagowała  natychmiast,  kiedy  tylko  jej  dotkn

ą

ł,  a  gdy  lekko 

potarł twardy sutek, zarzuciła mu ramiona na szyj

ę

 i mocno do 

niego  przywarła,  jakby  starała  si

ę

  z  nim  stopi

ć

  w  jedno  ciało. 

Pragn

ą

ł  jej  dotyka

ć

,  pie

ś

ci

ć

  i  całowa

ć

  jej  całe  ciało,  ale  w  tym 

samym  momencie,  poczuł  jak  malutka  istota  w  jej  ciele 
poruszyła si

ę

 gwałtownie, a dziewczyna skrzywiła lekko usta w 

grymasie.  Odsun

ą

ł  si

ę

  szybko  od  niej  i  ci

ęż

ko  oddychaj

ą

c, 

patrzył z niepokojem.  

 
- Co jest grane? Co

ś

 ci

ę

 boli? – zapytał szybko. Jego dło

ń

 

znów  znalazła  si

ę

  na  jej  brzuchu  i  czuł  jak  dziecko  kopie. 

Zafascynowało  go  to  nowe  do

ś

wiadczenie,  ale  otrz

ą

sn

ą

ł  si

ę

gdy  zobaczył,  jak  dło

ń

  Hermiony  przyciska  si

ę

  do  boku.  Znów 

zwrócił na ni

ą

 uwag

ę

, ale wcale nie widział, aby co

ś

 było nie w 

porz

ą

dku.  

 

background image

 

 

-  To  nic.  –  szepn

ę

ła.  –  Maluszek  czuje,  jak  jestem 

rozemocjonowana.  Po  prostu  reaguje  –  wyja

ś

niła.  –  No  i  tatu

ś

 

wreszcie zwrócił ku niemu sw

ą

 uwag

ę

, prawda? – za

ś

miała si

ę

 

widz

ą

c  zaskoczenia  na  jego  twarzy.  –  Kiedy  nie  mogłam  spa

ć

 

po  nocach,  du

ż

o  mu  o  tobie  opowiadałam.  Czuje  ka

ż

d

ą

  moj

ą

 

emocj

ę

  i  je

ż

eli  jestem  zdenerwowana,  szcz

ęś

liwa  albo 

podniecona  tak  wła

ś

nie  reaguje.  To  normalne,  co  nie  zmienia 

faktu, 

ż

e ka

ż

de kopni

ę

cie, zwłaszcza takie silne, boli. Ale to nic, 

nie zamieniłabym tego uczucia, na 

ż

adne inne.  

 
Harry patrzył jej przez chwil

ę

 w oczy, jakby szukał jakiego

ś

 

znaku, 

ż

e próbuje go tylko uspokoi

ć

, ale nic nie znalazł. Bo te

ż

 i 

nic  takiego  Hermiona  nie  robiła.  Mówiłam  szczer

ą

  prawd

ę

Kochała ka

ż

de uderzenie dziecka  w sobie,  nie  wa

ż

ne czy było 

lekkie jak piórko, czy robiło wra

ż

enie, jakby trenowało ono boks, 

z  jej  ciała  robi

ą

c  sobie  worek  treningowy.  Przez  cały  czas  si

ę

 

u

ś

miechała, a Harry pochylił si

ę

 nad ni

ą

.  

 
-  Daj  swojej  pi

ę

knej  mamusi  troszk

ę

  odpocz

ąć

  – 

powiedział  do  dziecka,  nachylaj

ą

c  si

ę

  tu

ż

  nad  nim.  –  A  mi  si

ę

 

ni

ą

 nacieszy

ć

 – dodał z błyskiem, a kiedy na ni

ą

 spojrzał miał w 

oczach ogie

ń

. Przyło

ż

ył usta do brzucha Hermiony i przytrzymał 

przez 

kilka 

sekund. 

Ju

ż

 

miał 

si

ę

 

odsun

ąć

kiedy 

niespodziewanie  znów  poczuł  ruchy  dziecka,  ale  tym  razem 
miał  wra

ż

enie, 

ż

e  cała  malutka  dło

ń

  przyciska  si

ę

  delikatnie  w 

miejscu,  gdzie  znajdowały  si

ę

  jego  wargi,  jakby  dawało  im 

obojgu znak, 

ż

e rozumie. Hermiona i Harry spojrzeli na siebie w 

zdumieniu i poczuli, jak wła

ś

nie w tym momencie poł

ą

czyła ich 

niesamowita  wi

ęź

,  jak

ą

  czuj

ą

  tylko  rodzice,  czekaj

ą

cy  na 

narodziny  dziecka.  Bezgraniczna  miło

ść

  była  widoczna  w  ich 

oczach,  ale  skierowana  ona  była  nie  tylko  do  malutkiej  istoty, 
ale  tak

ż

e  do  siebie  nawzajem.  Nagle  poczuli  si

ę

  jakby  to 

dziecko  nie  było  dziełem  przypadku,  ale  długo  oczekiwanym 
członkiem  ich  małej  rodziny.  Ju

ż

  nie  było  kim

ś

,  kto  za  trzy 

miesi

ą

cem  pojawi  si

ę

  w

ś

ród  nich,  dlatego, 

ż

e  dwoje 

zakochanych w sobie nastolatków nie uwa

ż

ało. Teraz Hermiona 

poczuła, 

ż

e  naprawd

ę

  jest  gotowa  do  roli  matki  i 

ż

ony,  a  dla 

Harry’ego  przestało  by

ć

  to  tylko  wyobra

ż

eniem,  a  stało  si

ę

 

background image

 

 

rzeczywisto

ś

ci

ą

,  której  pragn

ą

,  nawet  o  tym  nie  wiedz

ą

c. 

Patrzyli  sobie  gł

ę

boko  w  oczy,  kiedy  ich  usta  zbli

ż

ały  si

ę

  do 

siebie, ale nie był to ju

ż

 taki szalony pocałunek, a pełen ciepła, 

troski  i  miło

ś

ci.  Po

żą

danie  w  ich  ciele  nadal  buzowało  i  dało  o 

sobie zna

ć

, kiedy pocałunek stał si

ę

 nami

ę

tniejszy, ale z drugiej 

strony, nie czuli konieczno

ś

ci zaspokojenia go. Przynajmniej nie 

w tej chwili.  

 
Poło

ż

yli si

ę

 na łó

ż

ku, a Harry zacz

ą

ł delikatnie przesuwa

ć

 

dło

ń

mi po ciele ukochanej, nie odzywali si

ę

, ale nie czuli takiej 

potrzeby.  Hermiona  wiedziała, 

ż

e  niczego  nie  wyci

ą

gnie  z 

Harry’ego, je

ż

eli on sam nie zechce jej powiedzie

ć

, dlatego nie 

nalegała.  Czekała  jedynie,  a

ż

  b

ę

dzie  gotowy.  Ale  Harry  nie 

chciał  jej  opowiada

ć

  o  tym,  co  wydarzyło  si

ę

  przez  ten  czas. 

Przesun

ą

ł  palcami  po  jej  twarzy,  odgarniaj

ą

c  pasma  włosów, 

jakby  chciał  przypomnie

ć

  sobie  ka

ż

d

ą

  krzywizn

ę

  jej  ciała, 

chocia

ż

  doskonale  wiedział  jak  jest  zbudowana  i  to  wła

ś

nie 

dzi

ę

ki  tym  wspomnieniom  udało  mu  si

ę

  przetrwa

ć

.  Jednak 

marzenia  były  niczym  w  porównaniu  z  rzeczywisto

ś

ci

ą

Przyło

ż

ył czoło do jej czoła i zamkn

ą

ł oczy, chc

ą

c nacieszy

ć

 si

ę

 

t

ą

 chwil

ę

.  

 
Wci

ą

gał  przez  nozdrza  jej  zapach.  Niespodziewanie 

przyci

ą

gn

ą

ł  j

ą

  do  siebie,  przyciskaj

ą

c  klatk

ę

  piersiow

ą

  do  jej 

pleców i zaplataj

ą

c ich palce na jej brzuchu, twarz zanurzył we 

włosach ukochanej i trwał tak przez kilka minut.  

 
-  Bardzo  si

ę

  kocham  –  szepn

ą

ł  jej  do  ucha.  –  I  cholernie 

t

ę

skniłem – dodał.  

 
-  A  ja  przez  wi

ę

kszo

ść

  czasu  byłam  na  ciebie  w

ś

ciekła  – 

wyznała  Hermiona.  –  Najpierw  za  to, 

ż

e  tak  wszystko 

zaaran

ż

owałe

ś

. Wiedziałe

ś

ż

e co

ś

 ci si

ę

 mo

ż

e sta

ć

 i zacz

ą

łe

ś

 

si

ę

 przygotowywa

ć

. Zostawiłe

ś

 nam dom, pieni

ą

dze, widziałam 

dokumenty  do  skrytki  bankowej.  Czy  ciebie  naprawd

ę

  co

ś

 

porz

ą

dnie  waln

ę

ło  w  głow

ę

?  Dlaczego  zrobiłe

ś

  to  wszystko? 

Dlaczego  si

ę

  ze  mn

ą

  o

ż

eniłe

ś

?  –  Hermiona  zadała  pytania, 

które dr

ę

czyły j

ą

 od wielu miesi

ę

cy.  

background image

 

 

 
-  To  nie  tak  –  odpowiedział  jej. –  O

ż

eniłem  si

ę

  z  tob

ą

,  bo 

ci

ę

  kocham.  Nie  wiedziałem  wtedy,  jak  to  wszystko  szybko  si

ę

 

potoczy. A dom i pieni

ą

dze? To miało wła

ś

nie na celu to, co si

ę

 

stało. Mieli

ś

cie mie

ć

 łatwy dost

ę

p do tego domu, a w razie mojej 

ś

mierci,  nie  byłoby 

ż

adnego  problemu  z  testamentem,  bo 

wszystko, co było moje nale

ż

ało ju

ż

 do ciebie. Cały mój maj

ą

tek 

i  dom  nale

żą

  do  ciebie.  I  Weasley’ów.  Musieli

ś

cie  mie

ć

 

zabezpieczenie  na  ka

ż

d

ą

  okazj

ę

.  Gdybym  zmarł  naprawd

ę

zostaliby

ś

cie  bez  niczego.  Ministerstwo  Magii  zabrałoby  wam 

wszystko,  nie  patrz

ą

c  na  to  czy  spisałem  testament  czy  nie, 

nawet,  je

ż

eli  jeste

ś

  ze  mn

ą

  w  ci

ąż

y. 

Ś

wiat  czarodziejów  pod 

rz

ą

dami Voldemorta nie jest nam przyjazny.  

 
Znów  zapadła  mi

ę

dzy  nimi  cisza.  Starali  si

ę

  nacieszy

ć

 

swoim  towarzystwem,  ale  niespodziewanie  dla  nich,  kto

ś

 

zapukał  do  drzwi.  Kiedy  zaskrzypiały  zawiasy  ich  oczom 
ukazała si

ę

 u

ś

miechni

ę

ta twarz Molly.  

 
- Harry, Hermiono – powiedziała cicho. – Powinni

ś

cie co

ś

 

zje

ść

.  

 
- Nie jestem głodny – odpowiedział machinalnie Harry, ale 

jego 

ż

ona ju

ż

 podnosiła si

ę

 z łó

ż

ka i ci

ą

gn

ę

ła go za sob

ą

.  

 
-  Prosz

ę

  da

ć

  nam  kilka  minut  –  poprosiła  Hermiona.  – 

My

ś

l

ę

ż

e  po  tylu  dniach  spania  Harry’emu  trudno  b

ę

dzie  si

ę

 

znów  porusza

ć

.  Poza  tym  szybki  prysznic  i 

ś

wierze  ciuchy 

postawi

ą

 go z powrotem na nogi.  

 
Starsza  kobieta  u

ś

miechn

ę

ła  si

ę

  na  jej  słowa,  ale  Harry 

zobaczył 

jej 

oczach 

nie 

tylko 

zadowolenie. 

Była 

najzwyczajniej  na 

ś

wiecie  szcz

ęś

liwa,  a  patrz

ą

c  na  nich  czuła 

dum

ę

. Kiedy pani Weasley wycofała si

ę

 z pokoju, przeszła kilka 

kroków  i  z  westchnieniem  ulgi  oparła  si

ę

  plecami  o 

ś

cian

ę

Kiedy  Harry  otworzył  oczy  poczuła  ulg

ę

  i  rado

ść

,  a  patrz

ą

c  na 

nich teraz miała wra

ż

enie, 

ż

e nie patrzy ju

ż

 na dwójk

ę

 młodych i 

szalonych  uczniów,  ale  oni  oboje  stali  si

ę

  dorosłymi  i 

background image

 

 

odpowiedzialnymi  lud

ź

mi.  Cieszyła  si

ę

ż

e  maj

ą

  siebie 

nawzajem.  Hermiona  nie  była  ju

ż

  t

ą

  młod

ą

  czarownic

ą

,  która 

si

ę

  wym

ą

drzała,  ale  stała  si

ę

  bardziej  pow

ś

ci

ą

gliwa.  Ci

ąż

a  j

ą

 

zmieniła, ale i Harry jest ju

ż

 inny. Te miesi

ą

ce samotnego 

ż

ycia, 

kiedy był zdany tylko na siebie i drapie

ż

nego hipogryfa zmieniły 

go bezpowrotnie. Widziała to w jego oczach. Stały si

ę

 powa

ż

ne 

i  twarde,  z 

ż

elazn

ą

  nutk

ą

.  Wiedziała, 

ż

e  je

ż

eli  ten  młody 

m

ęż

czyzna znów posłu

ż

y si

ę

 

ś

miertelnym zakl

ę

ciem, nie b

ę

dzie 

to  tylko  przypadkowe  u

ż

ycie  formułki,  które  niespodziewanie 

pojawi  si

ę

  w  jego  głowie,  ale  zrobi  to  z  zimn

ą

  krwi

ą

.  Teraz  był 

gotowy  na  wszystko,  aby  chroni

ć

  rodzin

ę

  i  najbli

ż

szych.  Molly 

zawsze  to  wiedziała,  czekała  tylko  na  moment,  kiedy  to  si

ę

 

stanie.  Miała  nadziej

ę

ż

e  nie  stanie  si

ę

  to  tak  szybko  i  oboje 

b

ę

d

ą

  mieli  czas  nacieszy

ć

  si

ę

  dzieci

ń

stwem,  ale  los  chciał 

inaczej i musieli si

ę

 stawi

ć

 czoła swojemu przeznaczeniu.  

 
Pani  Weasley  ponownie  westchn

ę

ła  i  odsun

ę

ła  si

ę

  od 

zimnej 

ś

ciany.  Powoli  zeszła  po  schodach  i  skierowała  si

ę

  do 

kuchni,  gdzie  czekała  na  ni

ą

  reszta  domowników.  M

ęż

czy

ź

ni 

siedzieli  wokół  długiego  stołu,  a  Fleur  i  Tonks  przygotowywały 
kolacj

ę

.  To  znaczy,  Fleur  przygotowywała,  a  Tonks  starała  si

ę

 

wi

ę

cej pomaga

ć

 ni

ż

 przeszkadza

ć

, ale nie wychodziło jej to zbyt 

dobrze.  Cz

ęś

ciej  co

ś

  upuszczała,  przewracała  lub  psuła  ni

ż

 

kroiła,  ale  si

ę

  starała.  Patrz

ą

c  na  swoj

ą

  rodzin

ę

  czuła  wielk

ą

 

miło

ść

 i rado

ść

. Przy stole siedzieli jej m

ąż

 i trzech synów. Ból, 

który  czuła  wspominaj

ą

c  Rona  i  Ginny  nadal  był  straszny,  ale 

powoli  w  jej  sercu  zmieniał  si

ę

  w  zwyczajny 

ż

al  i  poczucie 

straty.  Ci

ęż

ko  jest  prze

ż

y

ć

  własne  dzieci,  ale  człowiek,  mugol 

czy czarodziej, musz

ą

 poradzi

ć

 sobie z tym w taki sam sposób 

–  potrzebuj

ą

  czasu,  aby  to  wszystko  przyswoi

ć

.  Poza  tym  na 

górze miała tak

ż

e dwoje przybranych dzieci, które mimo swego 

dojrzałego  i  pełnego  podziwu  zachowania,  nadal  potrzebowały 
jej  wsparcia  i  miło

ś

ci.  Kobiecie  przypomniały  si

ę

  słowa,  które 

przed kilkoma miesi

ą

cami skierowała do dziennikarza „Proroka 

Codziennego”:  „Harry  i  Hermiona  równie

ż

  kochali  Rona  i 

Ginny.” 

 
- I jak tam, Molly? – kobieta usłyszała głos Lupina.  

background image

 

 

 
-  Przyjd

ą

  do  nas  niedługo  –  odpowiedziała  i  z  wesołym 

u

ś

miechem weszła do kuchni. Przegoniła obie kobiety z dala od 

kuchni  i  sama  zabrała  si

ę

  za  szykowanie  kolacji.  Kilkoma 

zwinnie  dobranymi  zakl

ę

ciami  zmusiła  warzywa,  aby  same  si

ę

 

obrały i pokroiły, a garnki latały po całej kuchni, napełniaj

ą

c si

ę

 

wod

ą

.  

 
- Jak my

ś

licie? – odezwał si

ę

 Fred. – Co spowodowało, 

ż

Harry wreszcie si

ę

 obudził?  

 
- Mo

ż

e to zakl

ę

cie Hermiony? – poci

ą

gn

ą

ł temat George.  

 
- A mo

ż

e był gotów si

ę

 obudzi

ć

? – powiedziała Tonks na, 

co wszyscy m

ęż

czy

ź

ni spojrzeli na ni

ą

 z pobła

ż

liwo

ś

ci

ą

. – Mo

ż

uznał, 

ż

e najwy

ż

szy czas wróci

ć

 do nas i zaj

ąć

 si

ę

 wszystkim.  

 
-  Najwa

ż

niejsze  jest, 

ż

e  si

ę

  obudził,  a  nie  dlaczego  – 

uci

ę

ła rozmow

ę

 pani Weasley. –  Teraz mo

ż

emy by

ć

 spokojni i 

nikt nie b

ę

dzie musiał podejmowa

ć

 decyzji o tym, co z nim dalej 

zrobi

ć

.  

 
Kilka minut pó

ź

niej wszyscy usłyszeli głosy na schowa

ć

, a 

ju

ż

 po chwili w kuchni zjawili si

ę

 Harry i Hermiona. Oboje 

ś

miali 

si

ę

  i  dogryzali  sobie  nawzajem  jak  przyjaciele.  Zadziwili  tym 

wszystkich, poniewa

ż

 prawie nie okazywali sobie czuło

ś

ci, poza 

okazjonalnym  dotkni

ę

ciem  r

ę

ki.  W  tym  wypadku  nawet  u

ś

cisk 

czy  pocałunek  wydawał  si

ę

  by

ć

  oznak

ą

  przyja

ź

ni.  A  trzeba 

przyzna

ć

ż

e  dotykali  si

ę

  prawie  zawsze,  a  wygl

ą

dało  to  tak, 

jakby starali si

ę

 nadrobi

ć

 czas sp

ę

dzony osobno.  

 
-  Nie  wiem,  jakim  cudem  udało  mi  si

ę

  prze

ż

y

ć

  tyle  czasu 

bez pani kuchni, pani Weasley – powiedział gło

ś

no Harry.  

 
-  Widzisz?  Powiniene

ś

  był  do  nas  od  razu  wróci

ć

  – 

powiedziała  kobieta  z  wyrzutem,  a  w  pomieszczeniu 
natychmiast zapanowała ci

ęż

ka atmosfera.  

 

background image

 

 

Harry  nie  odezwał  si

ę

  ani  słowem,  jedynie  spu

ś

cił  głow

ę

  i 

patrzył  t

ę

po  w  swój  talerz.  Czuł  jak  dło

ń

  Hermiony  zaciska  si

ę

 

na  jego  palcach  w  uspokajaj

ą

cym  ge

ś

cie.  Nikt  nie  chciał 

podejmowa

ć

 tematu.  

-  Bali

ś

my  si

ę

ż

e  si

ę

  nie  obudzisz  –  zagadn

ą

ł  Hagrid.  – 

Remus nawet chciał zabra

ć

 ci

ę

 do Munga.  

 
Chłopak  natychmiast  spojrzał  na  starego  nauczyciela  i 

przeszył go ostrym wzrokiem.  

 
-  Taka  my

ś

l  nawet  nie  powinna  pojawi

ć

  si

ę

  w  waszej 

głowie  –  powiedział  nieprzyjemnym  głosem,  a  w  jego  umy

ś

le 

natychmiast  zacz

ę

ły  pojawia

ć

  si

ę

  urywki  rozmów,  które  w 

pierwszej chwili uznał za omamy senne i o nich zapomniał, ale 
teraz  wróciły  do  niego  ze  zdwojon

ą

  sił

ą

.  My

ś

lał, 

ż

e  tylko 

wyobraził sobie te wszystkie głosy, ale najwidoczniej naprawd

ę

 

słyszał  ich  rozmowy.  –  Nie  macie  prawa  podejmowa

ć

  takiej 

decyzji – warkn

ą

ł.  

 
-  Byłe

ś

  nieprzytomny  –  przypomniał  Lupin.  –  Nie 

wiedzieli

ś

my, co si

ę

 z tob

ą

 dzieje. Sk

ą

d mogli

ś

my wiedzie

ć

 czy 

nie  potrzebujesz  jaki

ś

  eliksirów  czy  zakl

ęć

.  Musieli

ś

my  podj

ąć

 

jakie

ś

 kroki.  

 
- I ty si

ę

 na to zgadzała

ś

? – zwrócił si

ę

 Harry do Hermiony.  

 
- Mówiłam, 

ż

e to nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziała 

cicho.  –  Ale  je

ż

eli  by

ś

  si

ę

  nie  obudził,  to  pewnie  w  ko

ń

cu  bym 

uległa. Martwiłam si

ę

.  

 
-  Hermiono  –  powiedział  cicho.  –  Musiała

ś

  wiedzie

ć

ż

sobie tego nie 

ż

ycz

ę

 
-  Wiedziałam  –  krzykn

ę

ła  i  gwałtownie  wstała  od  stołu.  – 

Ale  ka

ż

dy  czego

ś

  ode  mnie  oczekiwał.  Miałam  na  siebie 

uwa

ż

a

ć

,  bo  nosz

ę

  w  sobie  dziecko  Harry’ego  Pottera.  Nie 

ujawnia

ć

 si

ę

, chocia

ż

 zaczynam nienawidzi

ć

 tego domu, tak jak 

Syriusz.  Powinnam  była  zaopiekowa

ć

  si

ę

  tob

ą

,  kiedy  Hagrid 

background image

 

 

przyniósł  ci

ę

  nieprzytomnego,  ale  kiedy  wszyscy  zdali  sobie 

spraw

ę

ż

e  wyci

ą

gni

ę

cie  ci

ę

  ze 

ś

pi

ą

czki  przekracza  moje 

mo

ż

liwo

ś

ci,  postanowili  odesła

ć

  ci

ę

  do 

ś

w.  Munga.  A  twój 

organizm  potrzebował  czasu  na  zregenerowanie  si

ę

.  Cholera, 

jestem  twoj

ą

  najlepsz

ą

  przyjaciółk

ą

  i  wiem,  co  dla  ciebie 

najlepsze.  Wiem,  co  by

ś

  chciał,  a  czego  nie.  Znam  ci

ę

  od  lat. 

Ale  nikt  nie  pami

ę

ta  o  tym, 

ż

e  znam  ci

ę

  równie  dobrze  jak 

siebie. W ci

ą

gu tych dwóch dni bywały chwile, 

ż

e nienawidziłam 

tego, 

ż

e jestem z tob

ą

 w ci

ąż

y i jeste

ś

my mał

ż

e

ń

stwem, bo nikt 

mi nie wierzył, jak mówiłam, 

ż

e wiem, co robi

ę

. Czasami miałam 

wra

ż

enie, 

ż

e tutaj nie licz

ę

 si

ę

 ja, a to, 

ż

e nosz

ę

 w sobie twoje 

dziecko.  Nikt  si

ę

  ze  mn

ą

  nie  liczył,  a  moje  słowa  traktowane 

były jak zachcianki wymagaj

ą

cej ci

ęż

arnej, ale nie brali

ś

cie tego 

na  powa

ż

nie.  A  ja  byłam  powa

ż

na,  kiedy  opowiadałam  wam  o 

horkruksach.  I  o  tym, 

ż

e  wi

ę

kszo

ść

  z  nich  znale

ź

li

ś

my  i 

zniszczyli

ś

my.  

 
- I od samego pocz

ą

tku miała

ś

 racj

ę

ż

e ja jestem jednym 

z  nich  –  powiedział  Harry.  Chłopak  zbli

ż

ył  si

ę

  do  ukochanej, 

poło

ż

ył dłonie na jej policzkach i oparł swoje czoło o jej, patrz

ą

jej  w  oczy.  –  Przepraszam,  zostawiłem  ci

ę

  sam

ą

  z  wieloma 

rzeczami,  ale  ju

ż

  wróciłem.  Zajmiemy  si

ę

  tym  tylko  we  dwoje. 

Jeste

ś

  ty,  ja  i  Ron.  Jak  za  dawnych  czasów.  Nie  b

ę

dzie 

Remusa,  Kingsley’a,  bli

ź

niaków  czy  pa

ń

stwa  Weasley.  Tylko 

my dwoje i nasze wspomnienie o Ronie. Koniec. Sko

ń

czymy to, 

co zacz

ę

li

ś

my we troje. Rozumiesz? – zapytał, a kiedy pokiwała 

głow

ą

,  ci

ą

gle  płacz

ą

c,  przytulił  j

ą

  mocno  do  siebie.  Nie  mógł 

spojrze

ć

  na  innych.  Słyszał,  jak  kto

ś

  poci

ą

ga  nosem  i  zało

ż

ył, 

ż

e to pani Weasley, na wspomnienie jej syna. Nie interesowało 

go to. Dla niego Ron był zawsze obecny, przy ka

ż

dej ich próbie 

poszukiwawczej, a gdy Harry znikn

ą

ł, to wła

ś

nie jego duch stał 

na jej stra

ż

y i pilnował, aby była cała i zdrowa do jego powrotu. 

–  Teraz  nie  ma  ju

ż

  we  mnie  nic,  co  kiedykolwiek  nale

ż

ało  do 

Voldemorta.  Jestem  czysty  i  jak  nigdy  gotowy,  by  walczy

ć

  o 

wolno

ść

. Razem z tob

ą

. Gdzie jest mój plecak? – zapytał, jakby 

sobie nagle o czym

ś

 przypomniał.  

 

background image

 

 

Hermiona  pokr

ę

ciła  głow

ą

,  nie  mog

ą

c  powiedzie

ć

  ani 

słowa,  ale  kiedy  Harry  spojrzał  na  Remusa,  zobaczył  pakunek 
w  jego  r

ę

kach  i  nadal  przytulaj

ą

c  Hermion

ę

,  skierował  si

ę

  w 

jego  stron

ę

.  Wzi

ą

ł  plecak  i  oboje  usiedli  przy  oddalonym  od 

reszty  ko

ń

cu  stołu.  Nachylili  si

ę

  ku  sobie  i  Harry  otworzył 

zniszczony  i  brudny  plecak,  gdzie  Hermiona  zobaczyła  swoj

ą

 

star

ą

  torebk

ę

,  na  której  u

ż

yła  kiedy

ś

  zakl

ę

cia  zmniejszaj

ą

co-

powi

ę

kszaj

ą

cego, aby na czas wyprawy móc w niej zmie

ś

ci

ć

 jak 

najwi

ę

cej  rzeczy,  nie  obci

ąż

aj

ą

c  si

ę

  jednocze

ś

nie.  Kiedy  po 

opuszczeniu  Hogwartu  nie  mogła  jej  znale

źć

,  bała  si

ę

ż

została w jej pokojach i Snape ju

ż

 j

ą

 przechwycił. Kiedy jednak 

zobaczyła j

ą

  w torbie Harry’ego  poczuła wielk

ą

 ulg

ę

, poniewa

ż

 

ś

rodku  znajdowały  si

ę

  wszystkie  ksi

ąż

ki,  jakie  udało  jej  si

ę

 

zabra

ć

 z gabinetu Dumbledore’a w dzie

ń

 jego pogrzebu. Gdyby 

Voldemorta si

ę

 do nich dobrał, wiedziałby, 

ż

e oni znaj

ą

 prawd

ę

 

o nim.  

 
Dziewczyna  patrzyła  jak  Harry  wyci

ą

ga  najró

ż

niejsze 

rzeczy z wn

ę

trza jej torebki z coraz wi

ę

kszym zdziwieniem, ale 

kiedy  zakl

ę

ciem  udało  mu  si

ę

  wydosta

ć

  stamt

ą

d  star

ą

  szaf

ę

której pewnie nie dało si

ę

 ju

ż

 w 

ż

aden sposób u

ż

y

ć

, popatrzyła 

na  niego  pytaj

ą

co.  Harry  jednak  u

ś

miechn

ą

ł  si

ę

  tylko  do  niej 

zwrócił do siedz

ą

cych kilka krzeseł dalej bli

ź

niaków.  

 
-  Mam  nadziej

ę

ż

e  si

ę

  na  mnie  nie  gniewacie,  ale  kiedy 

przechadzałem  si

ę

  ukradkiem  po  Pok

ą

tnej  i  zobaczyłem, 

ż

wasz  sklep  jest  zamkni

ę

ty  postanowiłem  tam  zajrze

ć

  – 

powiedział  do  Freda  i  George’a.  –  Zd

ąż

yłem  zabra

ć

  t

ą

  szaf

ę

  i 

kilka  innych  ciekawych  rzeczy,  zanim  pojawili  si

ę

  tam 

ś

mierciorzercy.  Zostawiłem  zabawki,  ale  zabrałem  cał

ą

  wasz

ą

 

Kolekcj

ę

 

Tarczy, 

cały 

zapas 

Peruwia

ń

skiego 

Proszku 

Całkowitej  Ciemno

ś

ci,  tych  małych  bomb  i  te  skrzynki  z 

napisem  „Dla  Specjalnych  Klientów”.  Swoj

ą

  drog

ą

  macie 

całkiem spory zapas dynamitu.  

 
Obaj  bracia  u

ś

miechn

ę

li  si

ę

  do  niego,  ale  zanim  który

ś

  z 

nich  zd

ąż

ył  si

ę

  odezwa

ć

,  Lupin  zapytał,  co  to  jest  dynamit  i 

background image

 

 

widz

ą

c zaciekawienie na twarzach innych, Harry powiedział im, 

ż

e to mugolski materiał wybuchowy.  

 
-  Po,  co  wam  to  było  potrzebne,  na  brod

ę

  Merlina?  – 

zapytała ostro pani Weasley, a w jej oczach zabłysn

ę

ła gro

ź

na 

iskierka.  

- Do specjalnych fajerwerków – wyja

ś

nił Fred.  

 
-  Ministerstwo  Magii  wyraziło  zainteresowanie  Kolekcj

ą

 

Tarczy i byli ch

ę

tni na wi

ę

cej takich zabawek – dodał George. – 

Pomy

ś

leli

ś

my, 

ż

e  mo

ż

emy  u

ż

y

ć

  materiału  mugoli,  bo 

ś

mierciorzercy  nie  b

ę

d

ą

  si

ę

  go  spodziewa

ć

,  podczas  wojny 

czarodziejów.  

 
 

*** 

 
Wiele  kilometrów  od  Grimmaud  Place  12  w  Londynie, 

pewien ciemnowłosy m

ęż

czyzna stał po

ś

ród rz

ę

dów grobów na 

niewielkim cmentarzu przy ko

ś

ciele w Dolinie Godryka i czekał 

na pojawienie si

ę

 swoich sojuszników.  

 
Severus Snape dokładnie przeszukał okolic

ę

, aby upewni

ć

 

si

ę

ż

e nie jest 

ś

ledzony przez Bellatrix, a kiedy upewnił si

ę

ż

w  promieniu  kilometra  nie  ma  nikogo,  kto  mógłby  mu 
przeszkodzi

ć

,  pochylił  si

ę

  nad  grobem  Lily  i  Jamesa  Potterów, 

kład

ą

c  na  nim  p

ę

czek  białych  stokrotek.  Nadal  kl

ę

czał  z 

wzrokiem  wbitym  w  ziemi

ę

,  kiedy  poczuł  wokół  siebie  ciepły 

wiaterek,  a  jego  d

ź

wi

ę

k  przypominał  mu 

ś

miech  jego 

ukochanej.  Szybko  jednak  pozbył  si

ę

  tych  my

ś

li  i  z  kamienn

ą

 

twarz

ą

  wstał,  patrz

ą

c  na  stoj

ą

ce  przed  nim  prze

ź

roczyste 

postacie. Zdziwił si

ę

 widz

ą

c, 

ż

e oprócz ich stałego towarzystwa 

znajduj

ą

  si

ę

  tam  tak

ż

e  Ron  i  Ginny  Weasley.  Oboje  mieli 

zdziwione  miny,  kiedy  go  zobaczyli,  ale  nie  powiedzieli  ani 
słowa,  kiedy  były  dyrektor  Hogwartu  poło

ż

ył  dłonie  na  ich 

ramionach.  

background image

 

 

-  Co  ci

ę

  do  nas  sprowadza,  Severusie?  –  zapytał 

zaciekawiony dyrektor.  

 
- Co

ś

 si

ę

 dzieje – wyja

ś

nił. – Czarny Pan od kilku dni jest 

bardzo podekscytowany, ale nie chce mi zdradzi

ć

, o co chodzi. 

Martwi

ę

 si

ę

ż

e to mo

ż

e mie

ć

 co

ś

 wspólnego z Hermion

ą

.  

 
-  Czy  my

ś

lisz, 

ż

e  mógł  znale

źć

  sposób  na  pokonanie 

zakl

ęć

 jakimi otoczył j

ą

 Dumbledore? – zaniepokoiła si

ę

 Lily.  

 
Młode rodze

ń

stwo patrzyło na nich nic nie rozumiej

ą

c.  

 
-  Mo

ż

e  powinni

ś

my  najpierw  wprowadzi

ć

  Ronalda  i 

Ginewr

ę

  w  cał

ą

  sytuacj

ę

?  –  zauwa

ż

ył  ze 

ś

miechem  Albus.  – 

Otó

ż

  dla  waszej  wiadomo

ś

ci,  profesor  Snape  jest,  jak  to  si

ę

 

mówi, podwójnym agentem. Szpieguje dla nas Voldemorta, ale 
musi  gra

ć

  jego  oddanego  sług

ę

,  dlatego  przyczynia  si

ę

  do 

szkód, jakie dziej

ą

 si

ę

 w 

ś

wiecie czarodziejów. Mi

ę

dzy innymi - 

do waszej 

ś

mierci. Ale jest mu z tego powodu, bardzo przykro, 

prawda Severusie? – zwrócił si

ę

 do niego.  

 
Stoj

ą

cy  obok  nich  Syriusz  parskn

ą

ł 

ś

miechem,  ale  nie 

odezwał  si

ę

  pod  gro

ź

nym  spojrzeniem  profesora,  a  Snape 

jedynie  kiwn

ą

ł  lekcewa

żą

co  głow

ą

.  Nie  miał  ochoty  zbacza

ć

  z 

pierwotnego  powodu  jego  wizyty  w  tym  miejscu.  Pojawił  si

ę

  tu 

tylko  raz  w  ci

ą

gu  ostatnich  sze

ś

ciu  miesi

ę

cy  –  aby 

poinformowa

ć

 ich o tym, 

ż

e plan si

ę

 powiódł – Harry Potter nie 

ż

yje.  Teraz  musiał  przyby

ć

  ponownie,  chocia

ż

  w  sercu  czół 

w

ś

ciekło

ść

  na  nich  wszystkich, 

ż

e  pozwolili,  aby  tak  młody 

chłopak  musiał  odda

ć

 

ż

ycie,  za  nieznanych  mu  ludzi,  którzy 

nawet nie czuj

ą

 do niego wdzi

ę

czno

ś

ci.  

 
- Nie wiem, czy znalazł sposób, ale wydaje mi si

ę

ż

e jest 

temu  bliski  –  odpowiedział  na  pytanie  zadane  mu  przez  Lily.  – 
gdyby  Potter 

ż

ył,  mógłby  j

ą

  chroni

ć

,  a  nie  wylegiwa

ć

  si

ę

  w 

przestworzach.  Zreszt

ą

,  dlaczego  go  tutaj  nie  ma?  Chodzi  o 

ż

ycie jego 

ż

ony – powiedział ura

ż

ony.  

 

background image

 

 

-  Harry  i  Hermiona  wzi

ę

li 

ś

lub?  –  zapytała  Ginny,  a  w  jej 

oczach  zal

ś

niły  łzy.  Lily  podeszła  do  niej  i  u

ś

cisn

ę

ła  j

ą

 

pocieszaj

ą

co, ale dziewczyna jedynie pokr

ę

ciła głow

ą

. – Ciesz

ę

 

si

ę

.  Tak  musiało  by

ć

.  Szkoda  tylko, 

ż

e  tego  nie  widziałam. 

Zaopiekuj

ą

 si

ę

 sob

ą

.  

 
- Czy ty nie słyszała

ś

, co ja przed chwil

ą

 powiedziałem? – 

zwrócił si

ę

 do niej Snape. – Harry Potter nie 

ż

yje.  

 
Ginny i Ron spojrzeli na niego z niedowierzaniem.  
 
- Harry 

ż

yje – odezwał si

ę

 Ron. – Ju

ż

 by

ś

my co

ś

 wiedzieli, 

gdyby  zmarł.  Podró

ż

ujemy  po  całych  przestworzach  i  nigdzie 

nie spotkali

ś

my jego ducha, wi

ę

c on musi 

ż

y

ć

.  

 
-  Mo

ż

e  nie  byli

ś

cie  w  stanie  go  znale

źć

?  –  próbował 

przekona

ć

 ich James. – Przestworza s

ą

 ogromne.  

 
-  Nie  a

ż

  tak  –  odpowiedziała  Ginny.  –  Przecie

ż

 

odnale

ź

li

ś

cie siebie nawzajem. I znalezienie nas te

ż

 nie zabrało 

wam wiele czasu.  

 
-  My

ś

l

ę

ż

e  powinni

ś

cie  poszuka

ć

  go  w

ś

ród  ludzi  –  dodał 

Ron. – Mo

ż

e ukrywaj

ą

 si

ę

 na Grimmaud Place?  

 
-  Harry  nienawidził  domu  Syriusza  –  sprzeciwił  si

ę

 

Dumbledore.  

 
-  Ale  to  jedyny  dom,  jaki  ma  –  zauwa

ż

ył  chłopak.  – 

Voldemorta nie ma o nim poj

ę

cia, wi

ę

c s

ą

 tam bezpieczni.  

 
-  Ron  –  powiedziała  błagalnie  Lily.  –  Czy  mógłby

ś

  to 

sprawdzi

ć

? Uda

ć

 si

ę

 do domu Syriusza i zobaczy

ć

, co si

ę

 tam 

dzieje?  

 
Chłopak jedynie wzruszył ramionami i ju

ż

 po chwili znikn

ą

ł. 

Wszyscy  czekali  w  napi

ę

ciu  na  jego  powrót,  a  kiedy  chłopak 

pojawił  si

ę

  znów  w

ś

ród  nich  po  kilku  minutach  miał  na  twarzy 

background image

 

 

szoki  niedowierzanie.  Przez  kilka  minut  nie  mógł  wydoby

ć

  z 

siebie głosu a

ż

 wreszcie wykrztusił: 

 
- Harry 

ż

yje. Z tego, co słyszałem, po bitwie w Hogwarcie 

Hagrid  zabrał  jego  ciało,  a  on  udawał  przed  wszystkimi 
martwego – kontynuował.  

 
- I co dale? Co z moim synem? – szepn

ę

ła błagalnie Lily.  

 
-  Mów

ż

e  wreszcie,  Ron  –  powiedział  Syriusz  w  napi

ę

ciu, 

kiedy chłopak znów zamilkł na dłu

ż

szy czas.  

 
-  Ju

ż

  jest  w  porz

ą

dku  –  zacz

ą

ł,  kiedy  si

ę

  uspokoił  –  ale 

kilka  dni  temu  Hagrid  przyniósł  go  prawie  martwego  na 
Grimmaud Place. Dzisiaj si

ę

 obudził i ju

ż

 wzi

ę

li si

ę

 z Hermion

ą

 

za robot

ę

.  

 
Wszyscy  odetchn

ę

li  z  ulg

ą

,  jednak  Dumbledore  nadal 

patrzył  na  niego  z  oczekiwaniem.  Wiedział, 

ż

e  jest  co

ś

,  czego 

młody Weasley im nie powiedział, dlatego czekał na ci

ą

g dalszy 

opowie

ś

ci.  

 
-  Oni  wcale  o  nas  nie  zapomnieli  –  wykrztusił  Ron  do 

siostry  i  spojrzał  na  ni

ą

.  –  Kiedy  przybyłem  rozmawiali  o 

dalszych krokach, a Harry powiedział do Hermiony, 

ż

e zrobi

ą

 to 

razem,  jak  za  dawnych  czasów.  Ze  mn

ą

.  Oni  i  wspomnienie  o 

mnie.  Nadal  nas  kochaj

ą

,  to  wida

ć

,  ale  kochaj

ą

  tak

ż

e  siebie. 

Bardzo – zamilkł ponownie, a Ginny czuła, 

ż

e je

ż

eli nie sko

ń

czy 

mówi

ć

, to zacznie krzycze

ć

.  

 
- Ron – powiedziała gro

ź

nie.  

 
-  Harry  i  Hermiona  b

ę

d

ą

  mieli  dziecko  –  doko

ń

czył,  a  w 

jego oczach pojawiły si

ę

 łzy szcz

ęś

cia.  

 
Wszyscy  zacz

ę

li  krzycze

ć

  z  rado

ś

ci,  jedynie  Snape  stał 

niewzruszony i patrzyła na nich, jak na idiotów.  

 

background image

 

 

- Co jest, Snape? – zaczepił go James. – Nie cieszysz si

ę

B

ę

dziemy rodzin

ą

. Przecie

ż

 chciałe

ś

 by

ć

 rodzin

ą

 dla Lily.  

 
-  Nie  w  taki  sposób  –  warkn

ą

ł,  ale  szybko  odetchn

ą

ł,  aby 

si

ę

  uspokoi

ć

.  –  To  wcale  nie  jest  najlepsza  wiadomo

ść

ż

b

ę

dziemy  dziadkami  –  powiedział  i  ze  zdziwieniem  poczuł,  jak 

w sercu rozchodzi mu si

ę

 dziwne ciepło na d

ź

wi

ę

k tych słów. – 

Je

ż

eli  Czarny  Pan  si

ę

  dowie, 

ż

e  niedługo  na 

ś

wiat  przyjdzie 

kolejny mały Potter, przetrz

ąś

nie niebo i ziemi

ę

, a ju

ż

 na pewno 

cały  Londyn,  dom  po  domu,  aby  go  znale

źć

  i  zabi

ć

  zanim  si

ę

 

urodzi.  

 
-  Wi

ę

c  twoim  kolejnym  zadaniem,  Severusie  –  zwrócił  si

ę

 

do niego Dumbledore – b

ę

dzie dopilnowa

ć

, aby Voldemorta nie 

dowiedział si

ę

 ani o Harrym, ani o jego dziecku.  

 
-  Zapomnieli

ś

cie  o  Hermionie  –  powiedziała  Lily.  –  My

ś

l

ę

ż

e teraz i my powinni

ś

my zaj

ąć

 si

ę

 ochron

ą

 ich. Pora wróci

ć

 do 

akcji,  James  –  zwróciła  si

ę

  do  m

ęż

a.  –  Nasz  syn  i  jego 

ukochana nas potrzebuj

ą

.  

 
M

ęż

czyzna  spojrzał  na  ni

ą

  z  u

ś

miechem.  Wida

ć

  było, 

ż

cieszy  go  mo

ż

liwo

ść

  patrzenia  na  to,  jak  spisuje  si

ę

  Harry, 

nawet, je

ż

eli nie mo

ż

e dzieli

ć

 z nim tej rado

ś

ci w 

ż

yciu. Uj

ą

ł Lily 

za r

ę

k

ę

 i patrzył dumnie na jej twarz.  

 
- Urodziła

ś

 wspaniałego m

ęż

czyzn

ę

 – rzekł do niej.  

 
- Bardzo mi w tym pomogłe

ś

 – odpowiedziała mu i mocno 

si

ę

  do  niego  przytuliła.  –  Jest  do  ciebie  bardzo  podobny.  Z 

wygl

ą

du i charakteru.  

 
-  O  nie,  Lily  –  niespodziewanie  odezwał  si

ę

  dyrektor.  – 

Harry  jest  całkiem  inny  ni

ż

  James.  Mo

ż

e  wpada  cz

ę

sto  w 

kłopoty  i  stara  si

ę

  by

ć

  bohaterem,  ale  jest  du

ż

o  bardziej 

odpowiedzialny  od  Jamesa.  Wie,  jakie  jest  jego  zadanie  i 
wykona je bez problemu. Z tego, co pami

ę

tam, James zawsze 

miał  problem  z  ustaleniem  tego,  co  jest  najwa

ż

niejsze  i  robił 

background image

 

 

wielu osobom na przekór. Harry ma wyznaczony cel i b

ę

dzie si

ę

 

go  trzymał  zwłaszcza, 

ż

e  ma  na  celu  chronienie  swej  rodziny. 

Ale je

ż

eli trzeba, po

ś

wi

ę

ci si

ę

 dla nich, tak jak James dla ciebie 

i jego tamtej nocy. Tylko, 

ż

e Harry to nie James. Musimy o tym 

pami

ę

ta

ć

,  bo  nie  wiemy,  co  i  kiedy  zrobi.  My

ś

l

ę

ż

e  je

ż

eli 

b

ę

dziemy  si

ę

  wokół  nich  kr

ę

ci

ć

,  to  nikomu  nie  zaszkodzimy,  a 

b

ę

dziemy mie

ć

 wgl

ą

d we wszystkie działania. Musisz pami

ę

ta

ć

Severusie – nie wolno ci zdradzi

ć

 Voldemortowi, 

ż

e Harry 

ż

yje i 

b

ę

dzie miał dziecko z Hermion

ą

.  

 
-  Nie  jestem  idiot

ą

,  Dumbledore  –  odpowiedział  mu 

w

ś

ciekle.  –  Wiem,  jakie  mam  zadanie  i  je  wypełni

ę

.  Posłałem 

ju

ż

  tego  chłopaka  na 

ś

mier

ć

  i  my

ś

l

ę

ż

e  utrzymanie  go  przy 

ż

yciu,  aby  mógł 

ż

y

ć

,  b

ę

dzie  dla  mnie  bardziej  przyjemnym 

zadaniem  –  doko

ń

czył  i  odszedł,  nawet  si

ę

  na  nich  nie 

ogl

ą

daj

ą

c.  

 
Cisza panowała do czasu, a

ż

 nowy dyrektor Hogwartu nie 

teleportował si

ę

 z cmentarza.  

 
-  My

ś

li  pan,  panie  profesorze, 

ż

e  Snape’owi  naprawd

ę

 

mo

ż

na  ufa

ć

?  W  ko

ń

cu  to  wła

ś

nie  on  pozbawił  pana 

ż

ycia  rok 

temu – zauwa

ż

ył przytomnie Ron.  

 
-  Tak,  Ronaldzie,  to  Severus  rzucił  na  mnie 

ś

miertelne 

zakl

ę

cie, ale wyrok 

ś

mierci wydałem na siebie sam, kiedy tylko 

dotkn

ą

łem  pier

ś

cienia.  On  dotrzymał  tylko  obietnicy,  któr

ą

  mi 

wcze

ś

niej zło

ż

ył – wytłumaczył profesor. – Profesor Snape jest 

dobrym  czarodziejem.  Kocha  –  powiedział  z  naciskiem.  – 
dawno temu tak bardzo kochał Lily, 

ż

e poprosił mnie o ochron

ę

 

dla  niej  i  jej  rodziny,  cho

ć

  pewnie  wolałby,  aby  James  nie 

ż

ył. 

Kochał na tyle, aby chroni

ć

 jej syna do samego ko

ń

ca. I nawet 

teraz.  Kocha  tak

ż

e  swoj

ą

  córk

ę

,  chocia

ż

  nie  chce  si

ę

  do  tego 

przyzna

ć

,  nawet  przed  sob

ą

.  Dawno  temu  poprosił  mnie  o 

u

ż

ycie pot

ęż

nych zakl

ęć

, aby Hermiona była bezpieczna.  

 
- A co ma do tego Hermiona? – zdziwił si

ę

 Ron.  

 

background image

 

 

- Zawsze ci

ęż

ko łapałe

ś

, je

ż

eli nie pokazało ci si

ę

 czego

ś

 

palcem  –  westchn

ę

ła  Ginny,  Syriusz  pokiwał  głow

ą

,  a  Lily  i 

James  zachichotali.  –  Profesor  Dumbledore  w  łagodny  sposób 
chciał powiedzie

ć

ż

e prawdziwym ojcem Hermiony jest Snape.  

 
-  CO????  –  krzykn

ą

ł.  –  Niemo

ż

liwe.  Jej  ojciec  jest 

mugolem.  

 
-  Niestety  nie  –  powiedział  Syriusz.  –  Ja  wiedziałem  od 

pocz

ą

tku, 

ż

e  to  Smarkerus  jest  ojcem  naszej  małej  Hermiony. 

Jej  matka  zaszła  z  nim  w  ci

ążę

,  a  kiedy  j

ą

  zostawił  urodziła  i 

wychowała  córk

ę

  pod  nazwiskiem  Granger.  Pan  Granger 

o

ś

wiadczył si

ę

 jej i uznał dziecko, bo bardzo kochał Jane.  

 
- Biedna Hermiona – powiedział Ron. – Dobrze, 

ż

e nie wie, 

kim  naprawd

ę

  jest  jej  ojciec.  Ma  szcz

ęś

cie, 

ż

ż

yje  w  błogiej 

nie

ś

wiadomo

ś

ci.  

 
-  Niedługo,  mój  młody  przyjacielu  –  powiedział  James, 

kład

ą

c  dło

ń

  na  ramieniu  Rona.  –  Nim  to  wszystko  dobiegnie 

ko

ń

ca, Hermiona b

ę

dzie musiała dowiedzie

ć

 si

ę

 prawdy. My

ś

l

ę

ż

e  powinni

ś

my  wraca

ć

  do  pracy.  Harry  i  jego  magnez  na 

nieszcz

ęś

cia  nie  b

ę

dzie  czekał,  a

ż

  b

ę

dziemy  mogli  przyby

ć

  – 

dodał i znikn

ą

ł.  

 
Pi

ęć

  postaci  spojrzało  po  sobie.  Lily  wzruszyła  jedynie 

ramionami  pokazuj

ą

c, 

ż

e  nie  wie,  o  co  mo

ż

e  chodzi

ć

  jej 

m

ęż

owi,  ale  pomy

ś

lała  sobie, 

ż

e  słowa  o  jego  niedojrzało

ś

ci, 

jakie wypowiedział Dumbledore musiały mocno ugodzi

ć

 w jego 

ego.  

ż

  z  tego,  pomy

ś

lała,  kiedy  Albus  powiedział  szczer

ą

 

prawd

ę

. Nie pozostało jej nic innego, jak tylko pod

ąż

y

ć

 

ś

ladem 

Jamesa  i  ruszy

ć

  na  poszukiwania  przygody,  która  czeka  na 

Harry’ego.