background image

 

 

 

 

 

 

Św. Teresa od Jezusa 

(Teresa de Cepeda y Ahumada) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

P

P

O

O

D

D

N

N

I

I

E

E

T

T

Y

Y

 

 

M

M

I

I

Ł

Ł

O

O

Ś

Ś

C

C

I

I

 

 

B

B

O

O

Ż

Ż

E

E

J

J

 

 

 

 

 

background image

 

PROLOG  

1. Widząc wielkie miłosierdzie, jakie Pan okazuje duszom, które pociąga do tych klasztorów, 
z  łaski  Jego  powstających  według  pierwotnej  Reguły  Pani  naszej  z  Góry  Karmel,  i 
podziwiając łaski nadzwyczajne, jakich Pan użycza niektórym z tych dusz, odczuwam sama, 
jak również i one, jak bardzo im potrzeba kogoś, kto by im choć w części objaśnił te rzeczy 
głębokie, które zachodzą pomiędzy duszą a Panem. Brak bowiem jasności w tych rzeczach, 
niemałym jest dla duszy strapieniem. Kilka lat temu udzielił mi Pan łaski niewypowiedzianej 
pociechy  wewnętrznej,  jakiej  doznaję,  ile  razy  słyszę  lub  czytam  niektóre  słowa  Pieśni 
Salomonowej. Łaska ta tym dziwniejsza, że choć nie rozumiałam tych słów, z łacińskiego na 
język  rodzinny  przełożonych,  to  jednak  sprawiały  we  mnie  głębsze  skupienie  i  wzruszenie, 
niż  wszelkie  inne  najpobożniejsze  książki,  które  rozumiem.  Stan  ten  trwa  dotąd.  I  choć  mi 
objaśniono te słowa w języku ojczystym, niewiele więcej pojmowałam. Jednak, choć ich nie 
rozumiem... (taką mi sprawiają rozkosz) ... że dusza nie może się od nich oderwać.  

2.  Teraz,  drugi  już  prawie  rok  daje  mi  Pan,  jak  tego  pragnęłam,  zrozumienie  tych  słów.  I 
sądzę,  że  myśli  te  i  uczucia  mogłyby  posłużyć  na  pociechę  siostrom,  które  Pan  tą  drogą 
prowadzi, a także i na swój pożytek, bo takie nieraz bywa to zrozumienie, że chciałabym go 
nigdy nie zapomnieć. Nie ośmieliłam się jednak tego spisywać.  

3.  Obecnie  jednak,  idąc  za  zdaniem  osób,  względem  których  mam  obowiązek 
posłuszeństwa, napiszę tu nieco o tym, co się ukrywa w tych słowach, tak jak mi to Pan daje 
zrozumieć i w czym się moja dusza lubuje na tej drodze modlitwy, którą Pan, jak mówiłam, 
prowadzi również i siostry moje w tych klasztorach i inne dusze. Jeśli te słowa dojdą do rąk 
waszych,  siostry,  przyjmijcie  je  jako  ubogi  dar  od  tej, 

która  wam  tak  szczerze  jak  i  sobie 

samej  życzy  wszystkich  darów  Ducha  Świętego.  W  Jego  imię  zaczynam.  Jeśli  potrafię  tu 
powiedzieć co pożytecznego, nie będzie to moją zasługą. Niech boska łaskawość Jego raczy 
to sprawić... (bym temu podołała). 

ROZDZIAŁ 1  

Mówi o uszanowaniu, z jakim powinno się czytać Pismo święte, i trudnościach w rozumieniu przez 

kobiety jego słów, a szczególnie "Pieśni nad pieśniami".  

Niech mię pocałuje pocałunkiem ust, bo lepsze są piersi twe nad wino, itd... (Pnp 1,1).  

1. Zadziwia mn

ie tu mocno, że dusza, o ile ze słów jej wnosić można, mówi tu z jedną osobą, 

a  o  pocałunek  pokoju  prosi  drugą.  Mówi  potem:  "Niech  mię  pocałuje  pocałunkiem  ust 
swoich", i zaraz potem, jakoby zwracając się do osoby, z którą rozmawia, dodaje: "Lepsze są 
piersi twe nad wino".  

Co to znaczy, tego nie rozumiem i niewymownie cieszę się z tego, że nie rozumiem. Bo w 
istocie, córki, dusza ma nie tyle upatrywać i nie tyle ją do podziwiania pobudzają i czcią dla 
Boga  ją  przenikają  te  rzeczy,  które  tu  sami  możemy  objąć  samym  rozumem,  ile  raczej  te, 
których żadną miarą pojąć nie zdołamy. Z tego też powodu usilnie wam zalecam, byście się 
zbytnio nie wysilały w dociekaniach, gdy czytając jaką książkę albo słuchając kazania, albo 
rozmyślając  o  tajemnicach  wiary  świętej,  natraficie  na  jaki  ustęp,  którego  nie  możecie 
zrozumieć. Nie jest to rzecz niewieścia zgłębiać tajemnice Boże i mężczyzna nie każdy do 
tego jest powołany.  

2. Jeśli Bóg zechce, da nam zrozumienie bez żadnego trudu. Mówię to zarówno do niewiast 
jak i do wszys

tkich mężczyzn, którzy nie mają obowiązku nauką swoją bronić prawdy Bożej. 

Co innego bowiem, gdy kogo Pan na to wybiera i ustanawia, aby te prawdy objaśniał drugim; 
ten, rzecz oczywista że powinien je badać i zgłębiać i każdy to widzi, jaki z tej pracy jego jest 

background image

 

pożytek dla nas i dla niego samego. Lecz my z prostotą bierzemy, co Pan da; a czego nie 
da,  o to się nie troszczmy,  ale raczej  weselmy  się na  myśl,  że tak  wielkiego mamy  Boga i 
Pana, iż jedno słowo Jego zawiera w sobie tysiące tajemnic, których my i początku dojść nie 
zdołamy. Że nie rozumiemy tego, co napisano po łacinie, po hebrajsku albo po grecku, to nie 
dziw;  ale  i  w  przekładzie  na  nasz  język  rodzimy,  ileż  jest  na  przykład  w  psalmach 
chwalebnego króla Dawida fragmentów, które, choć mamy w mowie ojczystej, tak przecie dla 
nas  są  ciemne,  jak  gdyby  były  pisane  po  łacinie!  Postanówcież  sobie  raz  na  zawsze, 
wystrzegać  się  tych  próżnych  dociekań  i  daremnego  trudzenia  głowy;  niewieście  dość  jest 
tyle rozumieć, ile umysł obejmie; z tym znajdzie łaskę u Boga. Jeśli spodoba się Boskiemu 
Majestatowi  dać  nam  światło,  to  łatwo  zrozumiemy,  a  jeśli  czego  nie  rozumiemy, 
upokarzajmy się i - jak mówiłam - radujmy się, że mamy takiego Pana, którego słowa, nawet 
w naszym języku, są dla nas tajemnicą.  

3. Może wam się zdaje, że w tej Pieśni są słowa i zwroty, które mogłyby być w inny sposób 
powiedziane.  Znając  nieudolność  naszą  do  rzeczy  duchowych,  nie  zdziwiłabym  się,  gdyby 
tak było. Znam takich, którzy mi mówili, że raczej uciekają, by nie słyszeć tych słów. O, Boże, 
jakże wielka jest nędza nasza! Są takie stworzenia jadowite, w których, cokolwiek zjedzą, w 
jad się obraca; podobnie dzieje się i tu z nami. Z takich łask bowiem niezmiernych, jakie Pan 
w tych słowach nam czyni, ukazując nam, jak wielka jest szczęśliwość duszy, która Go miłuje 
i dodając jej otuchy, aby śmiało rozmawiała z  Boskim Jego Majestatem i cieszyła się Jego 
posiadaniem, my wyciągamy obawy i niewłaściwe zrozumienie, świadczące, jak mało jest w 
nas uczucia miłości Bożej.  

4. O, Panie mój, jakże zły użytek czynimy z tych niezliczonych dobrodziejstw, jakimi Ty nas 
obdarzasz!  Ty  w  niepojętej  dobroci  Twojej  coraz  nowe  wynajdujesz  sposoby  i  drogi  dla 
okazania nam tej wielkiej miłości, jaką nas miłujesz, a my, tak mało sposobni do miłowania 
Ciebie, nisko tę łaskę cenimy i myślimy o tym, w czym myśl nasza zawsze się obraca i ani 
uwagi  nie  zwrócimy  na  wielkie  tajemnice,  które się  zawierają  w  tych  słowach  przez  Ducha 
Świętego  natchnionych.  Czy  nie  dość  byłoby  tych  słów  na  wzniecenie  w  nas  ognia  Jego 
miłości? Czy sama świadomość, że są to Jego słowa, nie upewnia nas dostatecznie, że nie 
bez wielkiego powodu takich a nie innych chciał użyć?  

5.  Razu  jednego  byłam  na  kazaniu  pewnego  zakonnika,  którego  przedmiotem  było 
objaśnienie  tych  rozkoszy,  jakimi  oblubienica  cieszy  się  z  Bogiem  swoim.  Kazanie  było 
dziwnie  piękne,  a  jednak,  ku  zdumieniu  mojemu,  słuchacze  tak  je  opacznie  zrozumieli,  iż 
powstał  między  nimi  śmiech  ogólny,  że  zakonnik  mówi  o  miłości  (chociaż  rozwijając  słowa 
Pańskie  o  Przykazaniu,  o  innym  przedmiocie  nie  mógł  mówić).  Przykład  ten  stwierdza 
naocznie to, co powiedziałam wyżej, że tak mało jesteśmy świadomi miłości Bożej i tak mało 
sposobni  do  miłowania  Boga,  iż  zdaje  się  nam  rzeczą  niepodobną,  by  dusza  mogła  tak 
poufale  obcować  z  Bogiem  i  takich  z  Nim  używać  rozkoszy.  Ale  znam  także  inne  dusze, 
które choć zrazu, równie jak tamte, nie odnosiły z tych słów pożytku - bo pewno ich dobrze 
nie  rozumiały,  i  być  może,  że  brały  je  za  wymysł  ludzki  -  później  jednak  z  własnego 
doświadczenia  poznały  prawdziwe  ich  znaczenie,  i  takie  w  nich  znalazły  uszczęśliwienie, 
taką  hojność  rozkoszy,  takie  uśmierzenie  wszystkich  lęków,  że  miały  za  co  dzięki  czynić 
Bogu. On to bowiem tak zbawienną, wszelkie pojęcie przewyższającą pociechę obmyślił dla 
dusz  żarliwie  Go  miłujących,  iż  daje  im  poznać,  że  istotnie  nie  jest  rzeczą  niepodobną,  by 
On, Pan najwyższy, tak się mógł zniżać do swego stworzenia. Sama myśl o tym wydawałaby 
się  im  zuchwalstwem,  gdyby  się  z  własnego  doświadczenia  nie  przekonały,  że  tak  jest 
istotnie.  

6.  Znam  jedną  osobę,  która  przez  długie  lata  w  wielkiej  była  trwodze  i  nigdzie  sobie 
uspokojenia  znaleźć  nie  mogła.  Dopiero  gdy  usłyszała  niektóre  fragmenty  z  Pieśni  nad 
pieśniami,  przekonała  się  z  nich,  że  dusza  jej  idzie  dobrą  drogą.  Zrozumiała  z  nich,  jak 
mówiłam, rzeczywistą możliwość tego, co przedtem już, nie rozumiejąc i dlatego się trwożąc, 

background image

 

w  sobie czuła,  że  istotnie dusza rozmiłowana  w  Oblubieńcu swoim  może  doznawać  z  Nim 
wszystkich  tych  pociech:  i  omdlewania,  i  konania  z  miłości,  i  słodkich  strapień  miłości,  i 
rozkoszy,  i  słodyczy,  skoro  jeno  dla  Jego  miłości  porzuci  wszelkie  pociechy  tego  świata,  i 
cała  siebie  odda  w  Jego  ręce  i  to  nie  usty  tylko  -  jak  to  czynią  niektórzy  -  ale  w  zupełnej 
szczerości, uczynkami stwierdzonej.  

O  córki  moje,  jakże  szczodrym  dawcą  jest  Pan!  Jakże  wielki  i  wielmożny  jest  ten  Pan  i 
Oblubieniec nasz, iż niczego nie ma i nic się nie dzieje, czego by On nie znał i nie widział! 
Cokolwiek  więc dla miłości  Jego uczynić  możecie,  choćby  to  były  rzeczy  małe,  ochotnie to 
czyńcie. On wam wszystko zapłaci, nie patrzy bowiem na wielkość i wagę uczynku, jeno na 
miłość z jaką go spełniacie.  

7.  Kończę  więc  tym,  że  czego  w  Piśmie  świętym  i  w  tajemnicach  świętej  wiary  naszej  nie 
rozumiecie,  w  to  sercem  prostym  i  pokornym  wierzcie,  bez  dalszego  wysilan

ia  się  i 

dociekania;  nie  dziwcie  się  też  tym  słowom  miłosnym,  którymi  Bóg  w  Piśmie  świętym 
przemawia do duszy. Więcej zaprawdę zdumiewa mnie ta miłość, jaką On nas umiłował i gdy 
na nią wspomnę i pomyślę kim my jesteśmy, prawie odchodzę od siebie. I jasno to widzę, że 
wszystka czułość słów, jakich raczył użyć na wyrażenie tej swojej miłości, nie tak jasno nam 
ją  okazują,  jak  nam  ją  okazały  Jego  czyny.  Jeślibyście  jeszcze  miały  jaką  wątpliwość, 
zatrzymajcie się tu choćby na chwilę i rozważcie w myśli, co On  nam wyświadczył  i co dla 
nas  uczynił,  i  powiedzcie  potem,  czy  wobec  tej  miłości,  tak  potężnej  i  mocnej,  która  Go 
przywiodła do podjęcia takich za nas okrutnych mąk - mogą być na określenie jej jakie słowa 
tak tkliwe i miłosne, by nas jeszcze zadziwiać miały?  

8.  Wracam  do  tego,  od  czego  zaczęłam,  to  jest  do  wielkich  i  głębokich  tajemnic,  jakie  się 
zamykają w tych słowach. Tak trudne jest ich zrozumienie, że jak mi mówili uczeni (których 
prosiłam  o  objaśnienie,  co  przez  te  słowa  chciał  powiedzieć  Duch  Święty  i  jakie  jest 
prawdziwe  ich  znaczenie),  wielu  już  doktorów  napisało  obszerne  do  tej  księgi  świętej 
objaśnienia, ale żaden jeszcze nie zdołał trudności całkowicie rozjaśnić. Wobec tego byłby to 
z  mojej  strony  dowód  wielkiej  pychy,  gdybym  chciała  dawać  jakiekolwiek  wytłumaczenie 
rzeczy, której tylu światłych i uczonych mężów dojść nie mogło. Nie mam też tego zamiaru i 
jakkolwiek mało jest we mnie pokory, ta myśl przecie jeszcze nie powstała mi w głowie, bym 
ja  była  zdolna  dociec  tu  prawdy.  To  jedno  tylko  mam  na  myśli,  pisząc  o  tych  boskich 
słowach,  że  pociecha,  jakiej  ja  doznaję  z  tego,  co  Pan  mi  daje  poznać,  gdy  które  z  nich 
słyszę,  może  się  i  wam  udzielić,  gdy  ją  opiszę.  I  chociażby  to,  co  czuję  i  rozumiem,  nie 
przypadało do tego, co chce powiedzieć Duch Święty, wolno mi przecie brać to tak, jak mnie 
przypada  do  serca.  Bo  jeśli  jeno  nie  odstępujemy  od  tego,  czego  uczy  Kościół  święty  (i 
dlatego właśnie, abyśmy miały pewność, że tu nie ma nic z tą nauką niezgodnego, pierwej je 
ściśle przejrzą uczeni teologowie, nim ono dostanie się do waszych rąk), nie broni nam - jak 
sądzę  -  przy  rozważaniu  Jego  świętej  Męki,  domyślać  się  wielu  innych  jeszcze  mąk  i 
większych, które On tam musiał wycierpieć, niż te, które są zapisane w Ewangelii. I skoro to 
czynimy,  nie  z  próżnej  ciekawości,  ale  z  prostotą,  jak  mówiłam  na  początku,  biorąc  to,  co 
Pan sam w boskiej łaskawości swojej da nam poznać, nie będzie Mu to, pewna tego jestem, 
niemiłe,  że  czerpiemy  sobie  pociechę  ze  słów  i  dzieł  Jego.  Podobnie  jak  król,  który  by 
upodobał  sobie  i  do  łaski  swojej  przypuścił  ubogiego  pastuszka,  z  przyjemnością  i  z 
łaskawym pobłażaniem pozwoliłby mu przypatrywać się i dziwować złocistym jego szatom, i 
cieszyć się blaskiem ich, i zdumiewać się, kto i jak je mógł zrobić - tak i nam niewiastom nikt 
tego  zabronić  nie  może,  byśmy  nie  miały  cieszyć  się  bogactwami  Pana.  Co  innego 
rozprawiać o nich i nauczać, jak gdybyśmy miały jasne i pewne ich zrozumienie; tego nam 
nie wolno, chyba za uprzednią aprobatą uczonych i teologów. Ja też (Bóg widzi) bynajmniej 
nie mam tej myśli, by to, co piszę, miało być dokładnym objaśnieniem rzeczy; piszę jedynie, 
co widzę i czuję, jak on pastuszek, o którym mówiłam wyżej. Piszę dla pociechy mojej, dla 
podzielenia  się  z  wami,  jako  córkami  moimi,  tym,  co  mi  w  rozmyślaniach  moich  na  myśl 
przychodzi,  choć  pewno  wiele  w  tym  będzie rzeczy  nie do  rzeczy.  Zaczynam  więc,  ufna  w 
łaskę Boskiego Króla mego i za pozwoleniem tego, który mię spowiada. Niechaj On to raczy 

background image

 

sprawić,  abym  jako  w  innych  rzeczach,  które  poprzednio  pisałam,  potrafiłam  z  łaski  Jego 
powiedzieć, co i jak było potrzebne (a raczej On sam w boskiej dobroci swojej mówił przeze 
mnie, aby wam było na pożytek), tak bym potrafiła i teraz. A jeśli nie, niechaj mi nie poczyta 
za  stracony  czas,  którego  użyję  na  to  pisanie,  sięgając  myślą  do  tak  wysokich  boskich 
zagadnień, o których nie wartam i posłyszeć.  

9. W tym, co oblubienica mówi na początku, zwracając się do osoby trzeciej, choć to jedna i 
taż  sama  osoba,  zdaje  mi  się,  że  oznajmia  dwojaką  w  Chrystusie  naturę:  Boską  i  ludzką. 
Nad tą myślą jednak zatrzymywać się tu nie będę, bo o tym tylko zamierzam tu mówić, co 
nam w praktyce modlitwy wewnętrznej może być pożyteczne; choć właściwie duszy miłującej 
Pana wszystko posłuży do wzniecenia w sobie coraz większego zapału i uwielbienia Pana. 
Co  do  mnie,  choć  nieraz  słuchałam  wykładu  niektórych  słów  tej  Pieśni,  i  nieraz  mi  je  na 
prośbę  moją  objaśniano.  Bóg  widzi,  że  mało  z  tego  skorzystałam,  i  nic  z  tego  dziś  nie 
przypominam sobie, taką mam złą pamięć. O pierwszych tych słowach nic też nie pamiętam, 
tyle  więc  tylko  będę  mogła  powiedzieć,  ile  mię  Pan  sam  nauczyć  raczy  i  co  mi  się  w  tym 
przedmiocie nasunie na pamięć.  

"Niech mię pocałuje pocałunkiem ust swoich".  

10.  O  Panie  mój  i  Boże  mój,  cóż  to  za  słowa,  by  marny  robak  miał  je  mówić  do  Stwórcy 
swego! Bądź błogosławiony, Panie, który tylu różnymi sposobami raczyłeś nas nauczyć. Ale 
te słowa. Królu mój, kto waży się wymówić, bez szczególnego na to pozwolenia Twego? Są 
to  słowa  tak  dziwne  i  zdumiewające,  że  niejeden  będzie  się  dziwił,  że  ja  o  nich  mówię. 
Powiedzą może, żem niemądra, i sama nie wiem, co mówię, że miejsce to wcale nie tak się 
ma rozumieć, że ma ono różne inne znaczenia, i jasna rzecz, iż człowiekowi w taki sposób 
do  Boga  mówić  się  nie  godzi,  i  że  w  ogóle  lepiej  by  było,  gdyby  ludzie  prości  podobnych 
rzeczy wcale nie czytali.  

Że tych słów oblubienicy różne są wykłady, tego nie zaprzeczam; ale dusza miłością Bożą 
płonąca i w zapale miłości swojej od siebie odchodząca, nie troszczy się o żadne wykłady. 
Dość jej samego brzmienia tych słów i błaga Pana, by jej nie pozbawiał tego skarbu.  

Wielki  Boże!  I  cóż  nas  tu  zaiste  przeraża?  Czy  nie  dziwniejsze  od  tych  słów  są  dzieła 
Pańskie? Czy nie przystępujemy wszyscy do Najświętszego Sakramentu? I właśnie w tych 
słowach,  jak  sądzę,  oblubienica  zawczasu  prosiła  o  tę  łaskę,  którą  nam  później  Chrystus 
uczynił, oddając nam siebie na pokarm. Prosiła, jak sądzę, o to wielkie zjednoczenie, które 
się spełniło, gdy Bóg stał się człowiekiem i o tę przyjaźń, jaką On zawarł z rodzajem ludzkim. 
Pocałowanie bowiem, jak wiadomo każdemu, jest znakiem pokoju i wielkiej przyjaźni między 
dwojgiem  wzajemnie  siebie  miłujących.  Jakie  zaś  są  różne  rodzaje  pokoju,  to  w  dalszym 
ciągu postaramy się za pomocą Bożą rozważyć.  

11. Pierwej jednak, nim postąpię dalej, jedną tu jeszcze zrobię uwagę, zdaniem moim, godną 
zastanowienia:  dlatego  też,  choć  może  przy  innej  sposobności  właściwsze  byłoby  dla  niej 
miejsce,  nie  chcę jej  tu  pominąć,  aby  nam  nie wyszła  z  pamięci.  Mam  to  za  rzecz  pewną, 
niestety,  że  wielu  jest  takich  (dałby  Bóg,  bym  się  myliła),  którzy  przystępują  do  Najśw. 
Sakramentu, mając na sumieniu ciężkie grzechy. A przecie, gdyby usłyszeli duszę, mówiącą 
te słowa i z miłości ku Bogu umierającą, gorszyliby się z niej, i za wielką by jej to poczytywali 
zuchwałość. I tacy, pewna tego jestem, że tych słów nie wymówią i słusznie, bo słowa te i 
inne podobne, jakie czytamy w Pieśni, mówi miłość, a oni miłości nie mają. Chociażby więc 
na każdy dzień czytali księgę Pieśni, w ducha jej wniknąć nie zdołają, ani tym bardziej słów 
jej  brać  na  usta  się  nie  ważą,  bo  w  rzeczy  samej  samo  wymówienie  ich  ma  w  sobie  coś 
przerażającego, tak wielki w nich ukrywa się majestat.  

background image

 

A  chociaż  Ty,  Panie  mój,  z  tym  samym  Majestatem  Twoim  mieszkasz  w  Najświętszym 
Sakramencie,  oni  przecie,  nie  m

ając  wiary  żywej,  jeno  martwą,  widzą  Ciebie  tylko  w 

poniżeniu Twoim pod postacią chleba, a Ty nic do nich nie mówisz, bo nie są godni usłyszeć 
słów Twoich i dlatego tak są zuchwali.  

12. Jakkolwiek te słowa według dosłownego brzmienia prawdziwie przerazić mogą tego, kto 
je  pojmuje  tylko  według  rozumu,  to  jednak  nie  przerażą  tego,  kogo  miłość  Twoja 
wyprowadziła  z  siebie  i  Ty  Panie,  wybaczysz  mu  śmiałość,  że  takimi  i  gorętszymi  jeszcze 
słowy  waży  się  przemawiać do  Ciebie.  I  jeśli  pocałowanie oznacza pokój  i  miłość,  czemuż 
by,  Panie  mój,  dusza  nie  miała  prosić  Ciebie,  byś  jej  dał  pokój  Twój,  i  raczył  być  jej 
przyjacielem? Cóż lepszego możemy prosić nad to, o co ja, Panie mój, Ciebie proszę, byś mi 
dał ten pokój "pocałunkiem ust Twoich"? Jest to, córki, prośba w rodzaju swoim najwyższa, 
jak wam to w dalszym ciągu objaśnię 

ROZDZIAŁ 2  

Mówi o dziewięciu rodzajach fałszywego pokoju, który dają świat, ciało i szatan. – Objaśnia 

doskonałość życia zakonnego, które prowadzi do prawdziwego pokoju tak upragnionego przez 

oblubienicę z "Pieśni".  

1. Niech nas Bóg uchowa od takiego pokoju, który mają ludzie światowi! Obyśmy go nigdy 
nie  zakosztowały,  bo  nie  jest  to  pokój,  jeno  wojna  nieustająca.  Gdy  ktoś  żyjący  w  ciężkich 
grzechach,  zupełnie  jednak  jest  spokojny  i  nie  troszczy  się  wcale  o  swoje  występki  i 
zdrożności, i nic mu sumienie nie wyrzuca  - tego pokój, jak nieraz czytałyście, jest jawnym 
znakiem,  że  grzesznik  i  czart  żyją  z  sobą  w  przyjaźni.  I  takim,  póki  żyją,  czart  oszczędza 
przeciwności,  by  snadź  nie  tyle  dla  miłości  Bożej,  ile  raczej  dla  uchylenia  się  od  nich,  nie 
nawrócili  się  do  Boga.  Zwykle  jednak  człowiek  idący  tą  drogą,  choćby  się  chwilowo 
upamiętał, nie wytrwa w służbie Bożej, zaraz mu diabeł podsunie ponęty rozkoszy ziemskich, 
i znów go do przyjaźni z sobą pociągnie, póki go nie doprowadzi do tego kresu, gdzie pozna 
nieszczęsny, jak fałszywy był jego pokój. O tym nie mam tu co mówić; takim pokojem niech 
cieszą się na świecie, kiedy chcą, między wami, ufam w Panu, podobne nieszczęście nigdy 
się  nie  zdarzy.  Ale  i  nas,  córki,  może  szatan  (s.102)  oszukać  innego  rodzaju  pokojem,  w 
zaniedbywaniu rzeczy małych; i tego zawsze, póki żyjemy, lękać się powinnyśmy.  

2. Gdy zakonnica z

acznie opuszczać się w pewnych rzeczach, chociażby się zdawały małe i 

w tym opuszczeniu się trwa dłuższy czas, nie mając żadnego wyrzutu w sumieniu, będzie to 
pokój zły, i łatwo może z niego diabeł wyprowadzić rzeczy najgorsze. Będzie to na przykład 
naruszenie  jakiego  punktu  konstytucji,  co  samo  z  siebie  nie  jest  grzechem,  albo  brak 
ochotnej pilności w spełnianiu rozkazów przełożonych, co choćby nie pochodziło ze złej woli, 
zawsze jest rzeczą niewłaściwą, bo przełożony bądź co bądź zastępuje nam miejsce Boga - 
a my po to tu przyszłyśmy  - abyśmy we wszystkim upatrywały, co jest wolą Jego. Może to 
być  mnóstwo  innych  tego rodzaju drobnych rzeczy,  które same  przez  się nie  zdaje się,  by 
były grzechem, lub wiele uchybień, których nie można uniknąć, bo jesteśmy słabe i nędzne. 
Nie myślę temu zaprzeczać, ale to podkreślam, byśmy uznawały nasze uchybienia i żałowały 
za  nie.  Jeśli  bowiem  nie  czynimy  tego,  diabeł  będzie  się  miał  z  czego  cieszyć  i  od  tych 
małych  rzeczy  powoli  doprowadzi  nas  do  nieczułości  i  na  większe  winy.  Pierwsze  to 
zwycięstwo choć w rzeczy drobnej, niemałą już będzie dla niego wygraną i słusznie lękać się 
należy, że korzystając z niego, pójdzie dalej. Przeto pilne, dla miłości Boga, miejcie na siebie 
baczenie.  Bojowanie  nieodzownym  jest  w  tym  życiu  naszym  udziałem.  Tylu  mając  dokoła 
nas  nieprzyjaciół,  niepodobna  nam  siedzieć  spokojnie  z  rękoma  założonymi,  ale  ciągłego 
potrzeba nam  czuwania  i  bacznej  uwagi  na  zewnętrzne  postępowanie i  wewnętrzne  nasze 
usposobienie.  

background image

 

3.  Jakkolwiek  by  was  Pan  oświecał  na  modlitwie,  i  dawał  wam  wzniosłe  łaski,  o  których 
jeszcze mówić będę, wszakże, bądźcie tego pewne, że zawsze natkniecie się, wyszedłszy z 
modlitwy, na tysiączne przeszkody i drobne okazje. Będzie to naruszenie przez niedbałość 
jakiego  punktu  przepisów,  czy  niedokładne  spełnienie  jakiego  obowiązku,  czy  wreszcie 
wewnętrzne niepokoje i pokusy. Nie mówię, by zawsze i ciągle tak być miało, ale całkiem od 
nich  być  wolnym  nikt  nie  może,  jest  to  wielka  łaska  Boża  i  silna  dla  duszy  dźwignia  do 
postępu w dobrym. Niepodobna, byśmy na tej ziemi byli aniołami; sprzeciwia się temu nasza 
natura. Toteż nie bardzo się lękam o duszę, cierpiącą choćby najsilniejsze pokusy, bo jeśli 
jeno ma miłość i bojaźń Bożą, wiem pewno, że wyjdzie z nich z wielką dla siebie korzyścią. 
Ale  gd

y  widzę  duszę  zawsze  spokojną,  nigdy  nie  doznającą  w  sobie  żadnej  walki 

wewnętrznej (co jest udziałem innych), o taką mimo woli się trwożę, i chociaż nie dostrzegam 
w niej nic, w czym by obrażała Pana, nie mogę się uspokoić; często też sama, kiedy diabeł 
t

ego  nie  czyni,  wystawiam  ją  na  próby  i  pokusy,  aby  poznała  czym  jest.  Spotykałam  takie 

dusze, choć rzadko. Stan taki może być skutkiem wysokiej kontemplacji, do której Pan duszę 
podniesie.  

4.  Może  to  być  i  z  innych  przyczyn,  dość,  że  dusza  taka  w  ciągłym  żyje  spokoju  i 
zadowoleniu  wewnętrznym;  choć  z  drugiej  strony  zdaje  mi  się,  że  dusza  ta  niezupełnie 
rozumie,  co  się  w  niej  dzieje  i  przy  bliższym  badaniu  okaże  się,  że  i  ona  miewa  niekiedy 
swoje  choć  małe  i  lekkie  utarczki  wewnętrzne.  Jakkolwiek  się  rzecz  ma,  przyznam  się,  że 
takim duszom spokoju ich nie zazdroszczę. Pilnie się nad tym zastanawiałam i przekonałam 
się,  że  daleko  większe  postępy  czynią  te,  które  odczuwają  walkę  wewnętrzną  -  i  nie  mają 
takich wysokich rozumowań - w rzeczach doskonałości, jak je tu pojąć zdołamy. Nie mówię 
tu o duszach, które po długich latach tej walki doszły już do wysokiego stopnia doskonałości i 
umartwienia, bo takim, jako już umarłym światu, Pan zwykle daje pokój. Nie jest on jednak 
taki, by jeśli kiedy popełnią jakie uchybienie, nie czuły go i żywo nad nim nie bolały.  

5.  Chociaż  więc  różnymi  drogami  Pan  dusze  prowadzi,  zawsze  jednak,  jak  mówiłam, 
byłabym w obawie o każdą z was, córki, która by, uchybiwszy w czymkolwiek, za winę swą 
nie  żałowała.  Za  grzech  bowiem  istotny,  choćby  powszedni  tylko,  żal  jak  najgłębszy  na 
wskroś powinien was przejmować, jak to - dzięki Bogu - widzę, że wszystkie rozumiecie.  

Zważcie tu jedną rzecz i dla miłości mojej zachowajcie ją w pamięci. Człowiek żywy, gdy się 
choć  lekko  ukłuje  szpilką  albo  cierniem,  czyż  nie  odczuwa  bólu  z  tego  ukłucia  lub 
zadraśnięcia, choćby ono było lekkie? Czy to więc nie będzie znakiem pewnym dla duszy, że 
nie  jest  umarła,  że  żyje  w  niej  miłość  Boża,  gdy  żywo  czuje  każde,  choćby  najmniejsze 
sprzeniewierzenie  się  temu,  cośmy  ślubowały,  i  co  jest  obowiązkiem  naszym?  Czy  takie 
odczucie  nie  jest  wielką  łaską?  O,  jakże  piękne  łoże,  usłane  różami  i  wszelkim  kwieciem 
najwonniejszym,  gotuje  Boskiemu  Majestatowi  Oblubieńca  dusza,  której  On  użyczy  łaski 
takiej  czujności  i  delikatności  sumienia!  Do  takiej  niepodobna,  aby  Pan  nie  przyszedł  z 
hojnością rozkoszy swoich, choćby przedtem dla wypróbowania jej długo się ociągał. Po cóż, 
o  Boże,  my  zakonnice  żyjemy  w  klasztorze?  Po  co  opuściłyśmy  świat?  Po  co  tu 
przyszłyśmy?  Jakie  może  być  lepsze  zatrudnienie  naszego  życia  nad  to,  byśmy 
Oblubieńcowi  naszemu  przygotowywały  mieszkanie  w  naszych  duszach,  byśmy  trzymając 
się w pogotowiu na Jego przyjście, mogły Go, gdy przyjdzie, prosić o "pocałunek ust Jego"? 
Szczęśliwa, która będzie godna wymówić taką prośbę, którą Pan, gdy przyjdzie, nie zastanie 
z lampą zagasłą i poniewczasie wołającą o przyjęcie! O córki moje, jakie to wielkie szczęście 
nasze,  że  wolno  nam  wymawiać  te  słowa  do  Boskiego  naszego Oblubieńca,  skoro  w  dniu 
profesji naszej obrałyśmy Go sobie za Oblubieńca, a On nas za swoje oblubienice!  

6. Niech jednak dusze skłonne do skrupułów zrozumieją dobrze, co mówię. Nie mówię tu o 
niedoskonałościach  i  uchybieniach,  które  się  niekiedy  trafiają,  ani  o  takich  prawie 
nieświadomych  niedoskonałościach,  które  dusza  nie  zawsze  może  spostrzec  w  sobie  i 
odczuć,  ale  mówię  tu  o  takiej,  która  świadomie  i  prawie  zawsze  dopuszcza  się  pewnych 

background image

 

uchybień i za nic je uważając, nie stara się o poprawę i żadnego z powodu tych uchybień nie 
czuje  wyrzutu  sumienia. 

Taki  pokój,  powtarzam,  jest  niebezpieczny  i  pilnie  się  go  należy 

wystrzegać.  Cóż  dopiero  powiedzieć  o  tych,  co  żyją  spokojnie  w  zupełnym  zaniedbaniu 
Reguły  swojej?  Nie  daj  Boże,  by  taka  kiedy  znalazła  się  między  wami!  Wiele  jest  innych 
sposobów,  którymi  diabeł,  gdy  Bóg  za  grzechy  nasze  na  to  pozwoli,  zasiewa  w  duszach 
ludzkich ten fałszywy pokój, ale dłużej nad tym się rozwodzić nie mam potrzeby. Tyle tylko 
chciałam tu o tym napomknąć, ile mi się zdawało potrzebne dla waszej przestrogi. Przejdźmy 
już  teraz  do  tej  przyjaźni  i  tego  pokoju,  których  Pan  zaczyna  nam  użyczać  na  modlitwie. 
Powiem o tym, co z łaski Pana sama rozumiem.  

7. Przedtem jednak, sądzę, że będzie rzeczą pożyteczną, gdy wam nadmienię jeszcze nieco 
o  pokoju,  jaki  daje  nam  świat,  albo  własna  nasza  zmysłowość.  Są  to  wprawdzie  rzeczy  w 
wielu  księgach  lepiej  opisane,  niż  ja je  powiedzieć  potrafię,  ale ksiąg  tych,  ubogimi  będąc, 
nie macie za co kupić, nikt też może wam ich nie podaruje. To zaś, co piszę, pozostanie w 
domu, i zawsze to będziecie miały pod ręką. Na różne sposoby mogą się łudzić ludzie tym 
pokojem,  który  świat  daje.  Z  niektórych  przykładów,  które  przytoczę,  łatwo  się  domyślicie 
innych, o których nie będę wspominała.  

8. O nieszczęśni ludzie, opływający w bogactwa! Choć mają przeobficie wszystko, czego im 
do  życia  potrzeba,  gromadzą  jednak  i  trzymają  wielkie  pieniądze  w  swoich  skrzyniach,  dla 
samej przyjemności ich posiadania; a że wystrzegają się grzechów ciężkich i kiedy niekiedy 
dają jałmużnę - więc sądzą, że wszystko jest dobrze. I ani pomyślą, że te dobra, nie są ich 
bezwarunkową własnością,  że Pan  dał  im je tylko  w  szafarstwo,  jako  włodarzom,  że ścisłą 
zdadzą  liczbę  z  każdego  grosza  zbywającego,  który  bez  pożytku  chowali,  odejmując  go 
ubogim, głód cierpiącym. Was to tyle tylko obchodzi, że powinnyście błagać Pana, by raczył 
oświecić tych ślepych, aby ich nie spotkał los złego bogacza, i za szczególną łaskę to sobie 
poczytywać  i  dzięki  czynić  Bogu,  iż  w  nieskończonej  (s.106)  łaskawości  swojej  dał  wam 
obrać sobie i poślubić ubóstwo.  

9. O córki moje, jakie to szczęście i jaka swoboda, nawet pod względem spokoju tego życia 
doczesnego,  być  wolnym  od  tych ciężarów!  A  jaki  spokój  w  godzinę  śmierci daje ubóstwo, 
tego i przedstawić sobie nie zdołacie. Bogaci to niewolnicy, wy zaś ubogie jesteście paniami, 
o czym łatwo się przekonać możecie. Kto bowiem ma życie spokojniejsze: czy pan, który ma 
co dzień u siebie stół nakryty i zastawiony wszelkim potrzebnym mu pożywieniem i wszelką 
odzież do okrycia, czy też rządca jego, który wyliczyć się musi z każdego grosza wydanego? 
Tamten  używa  wszystkiego bez  rachunku,  jako dobra  własnego;  za to biedny rządca musi 
się trudzić i im znaczniejszy dom i gospodarstwo, tym cięższą ma pracę. Gdy zaś przyjdzie 
do  zdania  liczby,  niejedną  noc  bezsenną  strawi  nad  rachunkami,  zwłaszcza  jeśli  się 
nagromadziły z wielu lat i nie zawsze z dokładnością były prowadzone. Gdy nadto okażą się 
znaczne zaległości, wtedy już nie wiem, jak biedny może znaleźć choćby chwilę spokoju.  

Z  głębi  duszy  więc  dziękujcie  Panu,  ile  razy  wspomnicie  na  tę  wielką  łaskę,  którą  wam 
uczynił i starajcie się coraz doskonalej zachowywać święte ubóstwo, by i nadal zawsze, jak 
dotąd,  żadna  nic  nie posiadała własnego.  Bez  troski  i  zachodu pożywamy,  co przyśle nam 
Pan,  i  jako  boska  łaskawość  Jego  pamięta  o  nas,  by  nam  niczego  nie  brakowało,  tak  też 
zwalnia nas od troski zdawania liczby z tego, co zbywa. Sam ma staranie o to, byśmy nic nie 
miały, co byśmy rozdawać mogły, i za co byśmy przed Nim odpowiadały.  

10. Tego nam więc potrzeba, córki, byśmy poprzestawały na małym, byśmy nie pragnęły tylu 
różnych  rzeczy,  jakich  pragną  ludzie  światowi,  niepomni  na  ścisłą  liczbę,  jaką  zda  każdy 
bogaty, choć jej nie zdaje nikomu w tym życiu, ale raczej żąda jej od swoich zarządców. Ale 
tam,  po  śmierci,  jakże  surowy  czeka  go  rachunek!  Gdyby  na  to  pamiętał,  odeszłaby  go 
wszelka ochota  do zbytkownego jedzenia i  nie miałby  odwagi  tracić  majętności  na marne  i 
próżne wydatki. Starajcie się więc, córki, i w jedzeniu, i w ubraniu i we wszystkim mieć dla 

background image

 

siebie  to,  co  jest  najubo

ższe  i  co  tylko  ludzka  natura  znieść  zdoła.  Inaczej  spotkałby  was 

zawód,  bo  więcej  nad  to  Bóg  wam  nie  da,  a  zatem  chęci  wasze  pozostałyby  nie 
zaspokojone.  Starajcie  się  tak  we  wszystkim  służyć  Boskiemu  Majestatowi  Pana  naszego, 
abyście nie pożywały chleba ubogich bez wysługiwania się za niego, choć szczerze mówiąc, 
ten  spokój  i  ta  swoboda  ducha,  którą  Pan  wam  daje,  że  nie  potrzebujecie  troszczyć  się  o 
zdanie liczby z bogactw, których nie posiadacie, tak wielkim jest dobrem, iż wysłużyć się za 
nie niepodobna

. Same to dobrze rozumiecie, ale dlatego też należy, byście za to w pewnych 

czasach szczególne Panu dzięki składały.  

11.  O  pokoju,  jaki  daje  świat  przez  zaszczyty,  nie  mam  potrzeby  wam  mówić,  bo  ubodzy 
nigdy nie są w  wielkiej czci u świata. Jednym tylko sposobem mógłby wam tu świat wielką 
szkodę wyrządzić, gdybyście się nie miały na baczności, to jest pochwałami, które gdy raz 
zacznie  dawać,  nie  ma  im  końca  i  miary,  a  którymi  zmierza  tylko  do  głębszego  poniżenia 
was.  Najczęściej  będzie  was  chwalił,  że  takie  jesteście  święte,  i  to  w  słowach  tak 
wymownych  i  dosadnych,  że  snadź  sam  diabeł  je  nasuwa;  nieraz  też  diabelskie  to 
pobudzanie  żadnej  nie  ulega  wątpliwości.  Gdyby  was  bowiem  chwalono  w  nieobecności 
waszej, jeszcze by to uszło, ale gdy was chwalą w oczy, jaki z tego, jeślibyście się nie miały 
na baczności, może być skutek? Czy nie triumf jego ze szkody waszej?  

12.  Na  miłość  Boga  was  proszę,  nigdy  nie  słuchajcie  z  zadowoleniem  takich  pochlebnych 
wyrazów.  Mogłyby  one  powoli  skazić  w  was  czystość  duszy,  mogłybyście  im  w  końcu 
uwierzyć  i  wziąć  je  za  prawdę,  albo  wyobrażać  sobie,  żeście  już  stanęły  u  szczytu 
doskonałości, że już nie potrzebujecie więcej pracować i walczyć. Nigdy tego nie znoście, by 
podobne słowa mogły się obić o wasze uszy, bez stanowczego z waszej strony zaprzeczenia 
im  w  głębi  duszy,  upokorzenia  i  umartwiania  siebie:  rzecz  to  bardzo  łatwa,  trzeba  tylko 
przywyknąć. Pomnijcie, jak świat się obszedł z Panem naszym Jezusem Chrystusem, a jak 
Go  przedtem  wielbił  i  wywyższał  w  Niedzielę  Palmową  przy  wjeździe  Jego  do  Jerozolimy! 
Albo  jaką  czcią  otaczał  św.  Jana  Chrzciciela,  poczytując  go  nawet  za  Mesjasza,  a  jako 
potem życia go pozbawił.  

13.  Nigdy  świat  nie  wywyższa;  a  jeśli  to  robi,  to  tylko  po  to,  aby  poniżyć,  jeśli  ci,  których 
wywyższa,  prawdziwie  są  synami  Bożymi.  Wiem  o  tym  dobrze  z  wielokrotnego 
doświadczenia.  Dawniej  bolała  mię  bardzo  ta  wielka  ślepota,  jaka  się  objawia  w  tych 
pochwałach,  dzisiaj  śmieję  się  z  nich  i  słucham  ich,  jakbym  słuchała  mowy  szatana. 
Pamiętajcie  o  waszych  grzechach,  a  jeśliby  kiedy  w  tych  pochwałach  było  co  prawdy, 
mówcie  sobie,  że  to  nie  wasza  zasługa,  jeno  dar  łaski  Bożej,  za  który  tym  gorliwiej 
obowiązane  jesteście  służyć  Panu.  Wzbudzajcie  i  utrzymujcie  w  sobie  bojaźń  świętą,  aby 
dusza nie dała się uśpić tym pocałunkiem, jaki daje on fałszywy pokój świata. Wierzcie mi, 
jest to judaszowski pocałunek. I chociażby ten, który mówi wam takie rzeczy, nie miał w tym 
podstępnego zamiaru, zawsze go ma diabeł, na szkodę waszą czatujący i może was zgubić, 
jeślibyście się nie broniły. Potrzeba tu trzymać się zawsze  w pogotowiu, z dobytym  w ręku 
mieczem  rozwagi,  choćby  się  wam  zdawało,  że  pochwały  na  was  żadnego  wrażenia  nie 
robią,  nie  dowierzajcie  sobie.  Pomnijcie,  ilu  było  i  jest  takich,  którzy  stali  niegdyś  na 
wysokości,  a  teraz  leżą  w  przepaści.  Nie ma dla nas,  póki  żyjemy,  innego bezpieczeństwa 
jeno  w  tym,  byśmy  ciągłą  walką  z  sobą  i  wewnętrznym  upokorzeniem  się  odrzucały  te 
pochlebstwa.  Wtedy  z  każdej  takiej  pokusy  wyjdziemy  z  nowym  zyskiem  coraz  głębszej 
pokory, a czart i świat, czyhający na zgubę naszą, odejdą z niczym.  

14.  Wiele  również  miałabym  do  powiedzenia  o  pokoju,  jakim  nas  oszukuje  własne  nasze 
ciało  i  o  szkodach  stąd  nam  grożących.  Ale  i  tu  poprzestanę  na  kilku  punktach,  z  których 
same  sobie  wyprowadzicie  dalsze  zast

osowanie  i  wnioski.  Ciało  bardzo  lubi  rozkosze  i 

wygody i z tego już łatwo poznać, jak niebezpieczną jest rzeczą, mieć z nim pokój. Nieraz się 
nad tym zastanawiam i żadną miarą zrozumieć tego nie mogę, na czym ludzie, dogadzający 
we  wszystkim  ciału  i  swoim  zmysłom,  opierają  ten  spokój  i  bezpieczeństwo,  w  jakim  żyją. 

background image

10 

 

Czy może ciało Najświętsze Tego, który jest wzorem naszym i światłością naszą, mniej było 
godne  wygód,  niż  nasze ciało?  Czy  zawiniło  w  czym,  by  miało cierpieć takie wielkie męki? 
Czy może czytaliśmy kiedy o którym z tych świętych - o których wiemy z wszelką pewnością, 
że dziś są w niebie - by żyjąc na tej ziemi, wygodne i rozkoszne prowadzili  życie? Skądże 
więc ta pewność nasza przy takim życiu miękkim i rozpieszczonym? Kto nam powiedział, by 
życie takie było dobre? Jakże więc to być może, by tylu było ludzi, którzy trawią dni swoje, 
jedząc  smakowicie,  wylegując  się  wygodnie,  goniąc  za  zabawą  i  wszelkimi  możliwymi 
przyjemnościami,  a  wszystko  to  czynią  tak  spokojnie,  że  ja,  patrząc  na  to,  przyznam  się, 
wprost  głupieję?  Czy  to  może  już  nie  ma  życia  przyszłego?  Czy  może  w  osiągnięciu  jego 
żadne już tutaj nie grozi nam niebezpieczeństwo?  

15. O, gdybyście wiedziały, córki, ile złego w tym jednym złu się zamyka! Ciało się tuczy, a 
dusza obumiera i gdyby

ście mogły wzrokiem do niej przeniknąć, ujrzałybyście, że ledwie co 

dyszy.  Ze  wszech  stron ujrzałybyście,  jakby  wielkimi  zgłoskami wypisane, jakie to  straszne 
zło, żyć spokojnie w takim stanie. Gdybyż jeszcze ludzie uznawali, że jest w tym co złego, 
byłaby  nadzieja,  że  się  może  poprawią,  ale  to  im  ani  w  myśli;  i  nie  dziw,  bo  taki  już  jest 
obyczaj  świata.  Ale choć  w  tym  życiu ciało  takich ludzi  ma spokój  i  wczasy,  wszakże,  jeśli 
jest dla nich jaka nadzieja zbawienia, upewniam was, że tysiąckroć spotęgowane czekają ich 
cierpienia w przyszłości. I lepiej by im było, gdyby w porę jeszcze przejrzawszy, tutaj chcieli 
czynić  choć  częściową  pokutę,  niż  czekać  tej,  która  w  końcu  całym  ogromem  na  nich  się 
zwali. Dlatego wam to mówię, córki, abyście dziękowały Bogu, że was powołał na to miejsce, 
gdzie  wam  jest  odjęta  możność  szukania  i  znalezienia  takiego  pokoju  z  ciałem.  Może  ono 
jednak i tu wyrządzić wam szkodę podstępem, to jest pod pozorem słabości zdrowia; toteż 
wielkiej  wam  potrzeba  w  tym  ostrożności.  Są  na  przykład  chwile,  kiedy  ta  lub  owa  nie 
mogłaby brać dyscypliny bez rzeczywistej szkody dla zdrowia, a w osiem dni potem użycie 
jej żadnych za sobą złych skutków nie pociągnie. Innej się zdaje, że koniecznie potrzebuje 
dla  zdrowia  lnianej  bielizny,  a  potem  jednak 

okaże  się,  że  bezpiecznie  może  się  bez  niej 

obywać. Inna jeszcze nie znosi pokarmów rybnych, a jednak, gdy się przezwycięży, żołądek 
przywyknie, i już jej to nie szkodzi. W takich i wielu rzeczach tym podobnych, zdaje nam się, 
że słabość kompleksji naszej nie zdoła wytrzymać obchodzenia się bez jedzenia mięsa, czy 
czasem  całodniowego  postu.  Wiem  jednak  z  doświadczenia,  że  jest  to  najczęściej  tylko 
złudzenie,  któremu  dlatego  tak  łatwo  ulegamy,  że  nie  pamiętamy,  jak  wiele  może  ten,  kto 
umie odważnie przymusić siebie, chociażby go w danym razie nie nagliła żadna zewnętrzna 
potrzeba. Z tego wszystkiego, co powiedziałam, jest taki wniosek, że gdy chodzi o zwolnienie 
i  uchylanie się od  praktyk  umartwienia i  pokuty,  nie powinnyśmy  od  razu  poprzestawać na 
lada  pozor

ze  słabości  zdrowia,  ale  potrzeba  najpierw  raz  i  drugi  spróbować.  Wiem  z 

własnego doświadczenia, że ciało nasze jest wielkim kłamcą, więc powinnyśmy poznać się 
na jego podstępach. Niechaj Pan w nieskończonej dobroci swojej raczy nas w tym oświecać. 
Wiele  n

am  tu  pomoże  roztropność  i  ufne  poleganie  nie  na  samych  sobie,  ale  na  zdaniu 

przełożonych.  

16.  Już  teraz  wracam  do  właściwego  przedmiotu.  Mówiąc  te  słowa:  "Niech  mię  pocałuje 
pocałunkiem  ust  swoich",  oblubienica,  jak  widzieliśmy,  prosi  o  pokój.  Ma  więc  i  Pan  różne 
sposoby udzielania nam pokoju i swojej przyjaźni, inne niż te, których używa diabeł, świat i 
ciało.  Chcę  wam  teraz  objaśnić  niektóre  z  tych  sposobów  Bożych,  abyście  się  przekonały, 
jak  wielka  jest  ta  prośba  i  jaka  niezmierna  różnica  zachodzi  między  prawdziwym  Bożym 
pokojem a tym fałszywym.  

O  wielki  Boże  i  Panie  nasz,  jaka  jest  niezgłębiona  mądrość  Twego  słowa!  Dość  było, 
zdawałoby  się,  oblubienicy  poprzestać  na  tym  jednym  słowie:  "Niech  mię  pocałuje",  i  tak 
krócej  i  zwięźlej  wyrazić  swoją  prośbę.  Dlaczegoż  więc  mnoży  wyrazy  i  dodaje  jeszcze: 
"pocałunkiem ust swoich"? Bo zapewne żadne z tych słów nie jest powiedziane na próżno. 
Dlaczego? - 

tego nie wiem; wszakże powiem w krótkości, co mi się zdaje. Mniejsza o to, że 

to,  co  powiem,  nie  będzie  może  odpowiadało  istotnemu  znaczeniu  tych  słów,  byleby  nam 
było ku zbudowaniu. Na różne więc sposoby Boski Król nasz ofiaruje duszom pokój i swoją 

background image

11 

 

przyjaźń,  jak  o  tym  na  każdy  dzień  przekonać  się  możemy,  tak  na  modlitwie,  jak  i  poza 
modlitwą;  tylko że my  z  naszej  strony  mało sobie ważymy  te zabiegi  o nas  Jego Boskiego 
Majestatu. Jaka jest wysokość, na której potrzeba stanąć duszy, aby mogła prosić o to, o co 
prosi oblubienica, o tym, córki, wtedy dopiero dowiecie się, gdy was Pan raczy podnieść do 
siebie. Ale cho

ćby tego nigdy nie uczynił, nie traćcie jednak otuchy, bo i najniższy, jakiego by 

wam  użyczył,  stopień  Jego  przyjaźni,  nad  wszelki  wyraz  bogatymi  was  czyni,  jeśli  jeno  z 
waszej strony nie zbywa na należnym  współdziałaniu. Lecz na tym  właśnie często niestety 
nam  zbywa,  i  dlatego,  boleśnie  o  tym  i  mówić,  że  z  własnej  winy  naszej  nie  osiągamy  tej 
boskiej przyjaźni i poprzestajemy na tak małym.  

17. O Panie, czemuż nie pomnimy na to, jak wspaniały jest cel, do którego nas powołujesz, 
jak wielka nagroda, którą nam gotujesz i jako już tutaj, gdy dojdziemy do tej przyjaźni z Tobą, 
zaczynasz  nam  tej  nagrody  udzielać!  Skutkiem  tego  zapomnienia,  niejeden,  który  mógłby 
wysoko wstąpić na sam szczyt, całe życie gnuśnieje pod górą. W różnych drobiazgach, jakie 
dla was nap

isałam, zawsze was upominałam, i teraz znowu upominam i proszę, starajcie się 

we wszystkich waszych myślach i zamiarach mieć ducha mężnego. Tym zasłużycie sobie u 
Pana  na  łaskę,  aby  dzielne  były  i  wasze  uczynki.  Wiele  na  tym,  wierzcie  mi,  zależy.  Są 
dusze, 

które,  choć  odzyskały  już  przyjaźń  z  Panem,  bo  wyspowiadały  się  jak  należało  z 

swoich grzechów i żałowały za nie, jednak nim parę dni upłynie, znowu się do tych grzechów 
wracają. Nie taka bez wątpienia jest przyjaźń, o którą prosi Oblubienica. Starajcie się, córki, 
byście idąc do spowiedzi, nie miały za każdym razem tej samej zawsze winy do wyznania.  

18. Ustrzec się całkiem wszelkiej winy i  wszelkiego uchybienia nie zdołamy, ale niechże to 
przynajmniej będą uchybienia różne, nie zawsze te same, by snadź wciąż powtarzając się, 
nie zapuściły w nas korzeni, albo może i do wielu dalszych wykroczeń nie doprowadziły, bo 
wtedy o wiele trudniej byłoby je wykorzenić. Bo jak krzew albo drzewko w ziemi zasadzone i 
co  dzień  podlewane,  tak  się  z  czasem  wzmocni  i  wybuja,  że  wyrwać  go  nie  sposób  bez 
użycia rydla i motyki, tak i każde uchybienie, choćby niewielkie, jeśli się co dzień powtarza, 
bez żadnego starania o poprawienie się z niego, rozrasta się i rozplenia w duszy i z wielką 
tylko  trudnością  da  się  jeszcze  wykorzenić.  Przy  codziennym  zaś  plewieniu  wyrwanie  tych 
chwastów  z  łatwością  się  odbywa.  Ale  przede  wszystkim  Pana  na  modlitwie  o  pomoc 
proście, bo same z siebie mało co dokażemy i łatwiej jest mnożyć grzechy, niż je wyplenić. 
Pomyślcie,  jak  ciężko  w  dzień  śmierci  i  sądu  będą  nam  leżały  na  duszy  te  ciągłe,  choćby 
małe, niewierności, a zwłaszcza nam, które Sędzia obrał sobie w tym życiu za oblubienice.  

19. O jaka to wielka godność nasza, zdolna zaiste pobudzić nas do najtroskliwszej pilności i 
starania o przypodob

anie się temu Panu i Królowi naszemu! Ale jakże źle za przyjaźń Jego 

odpłacają  Mu  się  ci,  którzy  tak  łatwo  od  Niego  się  odwracają  i  zamieniają  Mu  się  w 
śmiertelnych  nieprzyjaciół!  Zaprawdę,  wielkie  jest  miłosierdzie  Boże!  Gdzie  na  tym  świecie 
znaleźć  tak  cierpliwego  jak  On  przyjaciela?  Tutaj,  choć  przyjaciel  poróżniwszy  się  z 
przyjacielem,  potem  się  z  nim  pogodzi,  nigdy  jednak  nie  wyjdzie  mu  całkiem  z  pamięci 
doznana uraza, nigdy już nie będą tak sobie ufali i tak polegali na sobie, jak przedtem. A tu, 
ileż razy my sprzeniewierzamy się przyjaźni tego Pana naszego, a On przecie, choćby i lata 
całe,  czeka  naszego  powrotu  i  przyjmuje  nas  "z  jednakowym  miłosierdziem.  Bądź 
błogosławiony. Panie mój, że z taką miłościwą dobrocią nas znosisz i jakoby zapominasz o 
bo

skiej  wielmożności  Twojej,  aby  nas  nie  karać,  jak  na  to  zasługujemy,  za  taką  niegodną 

zdradę.  Stan  taki,  nie  sądzę,  by  był  bezpieczny,  bo  jakkolwiek  miłosierdzie  Boże  nie  ma 
granic,  wszakże  niejeden  w  tym  stanie  umiera,  bez  możności  wyspowiadania  się  przed 
śmiercią.  Niechże  nas  Pan  w  nieskończonej  dobroci  swojej  uchowa  od  tego  nieszczęścia, 
byśmy miały kiedy dobrowolnie i świadomie zostawać w tym stanie tak niebezpiecznym.  

20. Są inni, którzy inny, już lepszy od poprzedniego, rodzaj przyjaźni zachowują z Bogiem, ci 
mianowicie, którzy się wystrzegają ciężkiej Jego obrazy. Kto doszedł do tego stanu, ten, gdy 
weźmiemy pod uwagę, co to jest świat i jakie jego obyczaje, przekonamy się, że niemałej już 

background image

12 

 

rzeczy  dokazał.  Sądzę  jednak,  że  tacy,  choć  w  zasadzie  wystrzegają  się  grzechów 
śmiertelnych, mimo to przecie niekiedy w nie wpadają, bo grzechy powszednie, choćby ich 
wiele na dzień popełnili, za nic sobie mają, a zatem niedaleko im do grzechu śmiertelnego. 
Po  wiele  razy  z  ust  podobnych  ludzi  słyszałam  takie  zdania:  "Na  takie  rzeczy  miałbym 
jeszcze  zważać?  Od  tego  jest  woda  święcona  i  inne  lekarstwa,  jakie  nam  podaje  Kościół, 
Matka nasza". Płakać się chce, słuchając takich rzeczy. Na miłość Boga was proszę, córki, 
pilnie na to zważajcie, byście nigdy lekkim sercem nie dopuściły się grzechu powszedniego, 
choćby najmniejszego, tłumacząc się, że są łatwe sposoby zgładzenia tych win. Brzydka to 
rzecz,  z  tego,  że Bóg  jest  dobry,  brać  podnietę do  złego.  Co innego, gdy  złe już  się stało: 
wtedy  i  owszem,  pamiętajcie,  że  są  lekarstwa  i  nie  zwlekając,  postarajcie  się  z  nich 
korzystać.  

21. Wielka to rzecz, kto umie swoje sumienie w każdym czasie tak czyste zachowywać, iżby 
mógł bez żadnej przeszkody prosić Pana o tę przyjaźń doskonałą, o którą prosi Oblubienica. 
Ta jednak przyj

aźń, o której tu mówię, nie jest taka, owszem, jest mocno podejrzana, i to z 

wielu  powodów.  Przywiązana  bowiem  do  rozkoszy  i  wczasów,  pełna  oziębłości,  żyje  w  tej 
groźnej  niepewności,  czy  to,  co  poczytujemy  sobie  za  grzech  powszedni,  nie  jest  raczej 
grzech

em śmiertelnym. Broń was Boże od takiej przyjaźni! Nie widząc w sobie tych ciężkich 

grzechów  i  czując  się  bezpiecznie,  ludzie  ci  potępiają  ich  w  duchu,  a  siebie  mają  za 
sprawiedliwych. Jednak ani to wynoszenie się nad drugich nie jest dowodem wielkiej pokory, 
ani  też  to  potępienie  bliźniego  nie  będzie  najczęściej  sądem  sprawiedliwym,  bo  może 
właśnie  on  jest  o  wiele  lepszy  od  tych,  którzy  go  potępiają  jako  wielkiego  grzesznika,  jeśli 
tylko prawdziwie za grzechy swoje żałuje, jeśli je szczerze opłakuje i ma mocne, mocniejsze 
pewno niż tamci, postanowienie, nigdy więcej, ani w wielkich rzeczach, ani w małych, Boga 
nie  obrazić.  Tamci  przeciwnie,  mieniąc  siebie  być  wolnymi  od  grzechu,  spokojnie  i 
swobodnie ulegają swoim zachceniem, i nie licząc się tak ściśle ze sprawiedliwością Bożą, 
nie  czują  swojej  nędzy  ani  potrzeby  modlitwy  i  albo  wcale  się  nie  modlą,  albo  modlą  się 
nienależycie.  

22.  Jest  inny  rodzaj  pokoju  i  przyjaźni,  którego  już  Pan  sam  poczyna  użyczać  duszom, 
naprawdę chcącym Go nigdy nie obrażać. Dusze te wprawdzie nie uchylają się z taką jakby 
należało pilnością od wszelkich okazji, ale wiernie w czasach postanowionych przestrzegają 
modlitwy, a Pan daje im za to uczucia rzewne i łzy słodkie. Przy tym jednak dusze takie nie 
chciałyby wyrzec się pociech tego życia: przyjemności ziemskie poczytują sobie jeśli nie za 
warunek  konieczny,  to  przynajmniej  za  pomoc  bardzo  pożądaną  do  życia  i  postępu 
duchowego. Takie usposobienie i taki sposób życia koniecznie pociągają za sobą niestałość 
i zmienność, i trudno się spodziewać, by dusza tego rodzaju mogła wytrwać w cnocie. Tym 
samym  bowiem,  że  nie  chce  się  oderwać  od  przyjemności  i  uciech  tego  świata,  rychło 
zejdzie z drogi Pańskiej, bo wielu jest potężnych nieprzyjaciół, którzy przy tej drodze na nas 
czatują i  utrudniają nam  wytrwanie na  niej. Więc  i  ta przyjaźń nie  jest  jeszcze  taką,  o jaką 
prosi  Oblubienica.  I  wy,  córki,  tego  rodzaju  przyjaźni  nie  pragnijcie,  starajcie  się  raczej  w 
każdym czasie trzymać się z daleka od wszelkiej okazji do złego, choćby najmniejszej, jeśli 
pragniecie, aby dusza wasza pomnażała się w cnoty i miała życie bezpieczne.  

23.  Mówię  wam  to  wszystko  w  tym  celu,  abyście  zrozumiały,  na  jakie  niebezpieczeństwa 
wystawia  siebie  dusza,  nie  mająca  odwagi  stanowczego  i  zupełnego  oderwania  się  od 
wszystkich rzeczy tego świata; i jak wiele oszczędziłaby sobie upadków i zgryzot, gdyby się 
na  tę  odwagę  zdobyć  chciała.  Tyle  jest  różnych  sposobów,  którymi  Pan  nasz  zawiązuje 
przyjaźń  z  duszami,  że snadź  nie skończyłabym  nigdy, gdybym  chciała wyliczać choćby  te 
tylko,  o  których  sama  wiem,  choć  jestem  tylko  niewiastą.  Cóż  dopiero  mówić  o 
spowiednikach i przewodnikach duchownych, którzy z urzędu swego nierównie szerszą mają 
sposobność poznania dusz? Z tych zaś, które ja znam, przyznam się, że niektóre wprost mię 
w zdumienie wprawiają, bo wszystkie dusze posiadają warunki potrzebne ku temu, aby miały 
przyjaźń  z  Bogiem,  a  jednak  jej  nie  mają.  Opowiem  wam  na  przykład  o  jednej,  której 
niedawno  temu  mogłam  się  z  bliska  przypatrzyć.  Była  to  osoba  przystępująca  do  Komunii 

background image

13 

 

świętej  często  i  z  wielkim  pożądaniem.  O  nikim  nigdy  źle  nie  mówiła,  wielkich  doznawała 
pociech na modlitwie, kochała się w samotności, nigdy prawie nie wychodziła z domu. Była 
przy tym charakteru tak łagodnego, że nigdy, choćby jej kto najdotkliwiej ubliżył, nie uniosła 
się  gniewem,  nie  powiedziała  złego  słowa,  co  niemałą  było  doskonałością.  Nie  była 
zamężną,  a  w  czasie,  kiedy  ją  poznałam,  sam  już  wiek  jej  nie  pozwalał  myśleć  o 
małżeństwie. Patrząc na to wszystko, nie mogłam nie uznawać tak widocznych, zdawało się, 
dowodów wielkiej doskonałości wewnętrznej i wysokiego postępu w modlitwie, i nie widząc w 
niej  nic,  czym  by  obrażała  Boga,  owszem,  widząc,  że  pilnie  wystrzega  się  najmniejszego 
grzechu, początkowo bardzo ją wysoko ceniłam.  

24.  Za  bliższym  jednak  poznaniem  spostrzegłam,  że  cały  ten  jej  spokój  dopóty  tylko  trwa, 
dopóki  nic  nie  zadraśnie jej  miłości  własnej.  Za  pierwszym  zaś dotknięciem  tej  rany,  zaraz 
okazywało się, że sumienie jej, na pozór tak czułe, w istocie nie tak bardzo się lęka grzechu. 
Przekonałam się, że spokój, z jakim znosiła przykrości jej wyrządzane, nie tyle pochodził  z 
prawdziwej  pokory  i  cierpliwości,  ile  raczej  z  tego,  że  miała  to  sobie  za  punkt  honoru,  nie 
okazywać  w  podobnych  wypadkach  żadnego  wzruszenia,  by  przez  to  nie  ubliżyć  w 
czymkolwiek  powadze  i  godności  swojej,  tak  była  na  wskroś  tą  nędzną  miłością  własną 
przesiąknięta. Była też chciwa wszelkich nowin, i lubiła się dowiadywać o tym i owym, na co 
patrząc,  mimo  woli  dziwiłam  się,  jakim  sposobem  może  przy  podobnym  usposobieniu, 
choćby  godzinę  sama  jedna  wytrzymać  w  domu.  Przy  tym  wygodami  i  przyjemnościami 
zmysłowymi  bynajmniej  nie  gardziła.  Wszystko  to  jednak  umiała  sobie  jakby  pozłacać 
pozorami  pobożności  i  cnoty  i  wymawiać  od  wszelkiego  grzechu.  I  rzeczywiście,  w 
niektórych  punktach  przyczyny,  jakimi  się  usprawiedliwiała,  tak  były  przekonywające,  że 
zgrzeszyłabym, gdybym ją za to potępiała, a przecież w innych punktach grzech był aż nadto 
widoczny,  choć  ona  może  i  tego  nie  widziała  przez  brak  należytego  poznania  siebie. 
Przekonałam się również, że i prześladowania, które wycierpiała i na które przede mną się 
skarżyła, snadź nie przyszły na nią bez winy z jej strony. Słowem, głupiałam patrząc na takie 
w tej duszy sprzeczności i choć wszyscy mieli ją za świętą, takiego rodzaju świętości rzecz 
pewna, że jej nie zazdrościłam. Przyznaję też, że stan jej duszy i dwu innych, podobnie jak 
ona poczytujących się za święte, które w życiu moim spotkałam, więcej mię przejął obawą o 
ich  zbawienie,  niż  największych  grzeszników,  z  jakimi  kiedy  bądź  miałam  do  czynienia. 
Błagajmy Pana, córki, by nas raczył oświecać i od podobnych złudzeń bronić.  

25. Dziękujmy Mu, że nas powołał do klasztoru, gdzie diabłu z  wszystkimi jego sztuczkami 
nie tak łatwo nas oszukać, jak te, które są niezależne i same sobie pozostawione. Bo choć 
są to nieraz dusze, którym zdawałoby się na niczym nie zbywa do tego, by trafiły prosto do 
nieb

a,  tak  we  wszystkim,  wedle  własnego  rozumienia  swego,  trzymają  się  dróg 

doskonałości, ale nikogo nie mają, kto by ich drogę zbadał i wedle potrzeby sprostował. W 
klasztorze nie widziałam nigdy, by której dano było chodzić samopas, bez badania jej ducha i 
w

skazania  jej  drogi,  bo  każda  obowiązana  czynić,  nie  co  jej  się  podoba,  jeno  co  jej  każą. 

Tamte  przeciwnie,  jakkolwiek  by  chciały  prawdziwie  poznać  wolę  Pańską,  którą  spełnić 
pragną, do poznania tego dojść nie mogą, bo ostatecznie, cokolwiek czynią, czynią to wedle 
woli  własnej,  a  choć  niekiedy  spotkają  się  z  przeciwnościami,  nie  dość  stanowczo  wobec 
nich  ćwiczą  się  w  umartwieniu.  Pomijam  rzadkie  wyjątki,  bo  są  także  dusze,  choć  rzadko, 
które Pan, choć nie żyją pod posłuszeństwem zakonnym, od wielu lat oświeca; ale te starają 
się mieć przewodnika, który by badał ich stan wewnętrzny, i którego kierunkowi się poddają. 
Chociażby też wielką posiadały naukę, większą przecie mają pokorę i nie śmieją polegać na 
sobie samych.  

26. Są znowu inni, którzy wszystko opuścili dla miłości Pana: nie mają domu ani majętności, 
ani  upodobania  w  przyjemnościach  zmysłowych,  przeciwnie,  oddają  się  umartwieniu  i 
pokucie  - 

słowem,  nie  kochają  się  w  żadnej  z  rzeczy  tego  świata,  bo  Pan  dał  im  poznać 

nędzę  i  marność  wszystkiego.  Dbają jednak  bardzo  o  swoją  sławę.  Nie  chcieliby  nigdy  nic 
uczynić, co by nie było równie przyjemne ludziom jak i Bogu. Ale mimo ich całej roztropności, 
trudno  pogodzić  z  sobą  dwie  rzeczy  tak  przeciwne.  Najgorsze  zaś  to,  że  prawie  zawsze, 

background image

14 

 

choć oni błędu swojego nie widzą, szala więcej się przeważa w stronę świata, niż w stronę 
Boga.  Dusze  takie  po  większej  części  żywo  czują  każdy  sąd  o  nich  nieprzychylny,  każde 
słowo  przykre.  Nie  chwytają  się  oburącz  krzyża,  tylko  go  wloką  za  sobą  i  dlatego  krzyż  je 
dręczy i męczy, i serce im rozdziera, bo tylko noszony z miłością, lekki jest i wdzięczny.  

27. I ta przyjaźń nie jest tą, o którą prosi Oblubienica. Przeto, córki, uważajcie dobrze, byście 
(uczyniwszy już tamto pierwsze, to jest opuściwszy świat i  wszystko, co jest ze  świata) nie 
utknęły w tym drugim. Marne to oglądanie się na zdania i sądy ludzkie, byłoby dla was tylko 
mitręgą.  Skoro  już  porzuciłyście,  co  było  większego  i  do  opuszczenia  trudniejszego:  świat, 
jego przyjemności, rozkosze i dostatki, czego miałybyście jeszcze się bać? I co wam może 
zaszkodzić jakieś słowo na was powiedziane? A przy tym, jakże byście mogły nie widzieć, że 
chcąc  umknąć  tej  przykrości  ze  strony  świata  i  w  tym  celu  starając  się  o  jego  względy  - 
uwikłałybyście  się  w  tysięczne  troski  i  obowiązki  towarzyskie?  Bo  tyle  jest  tych  rozmaitych 
wymagań, że gdybym miała je wyliczyć wszystkie, anibym potrafiła, aniby czasu i miejsca na 
to nie starczyło.  

28. Jest wreszcie inny jeszcze rodzaj dusz - 

i na tych już zakończę - którym przypatrzywszy 

się,  zobaczymy,  że  one  w  różny  sposób  zaczynają  robić  rzeczywiste  postępy,  ale  się 
zatrzymują w pół drogi. Nie dbają także o sądy ludzkie i o dobrą u świata opinię, ale mało są 
wyćwiczone w umartwianiu i w zaparciu się woli własnej, a skutkiem tego i im, choć inaczej 
niż  tamtym,  strach  o  siebie  zawsze,  że  tak  powiem,  siedzi  za  skórą.  W  zasadzie  mają 
postanowienie  i  gotowość  cierpienia  dla  miłości  Boga,  i  z  tego  względu  mogą  się  na  oko 
wydawać doskonali i święci, ale gdy się zdarzy jaka sprawa ważna, w której chodzi o chwałę 
Bożą, u nich, choć sobie tego nie przyznają, wypływa na wierzch wzgląd na własny interes. 
Zdaje  im  się,  że  nie  boją  się  świata,  tylko  Boga,  ale  nastręczającego  się  w  danym  razie 
cnotliwego  i  świętego  przedsięwzięcia  podjąć  nie  śmieją  albo  podjętemu  przez  drugich 
przeszkodzą, lękając się i  wywlekając rozmaite niebezpieczeństwa, które by  z niego mogły 
wyniknąć.  Sam  diabeł  znadż  służy  im  za  proroka,  za  którego  natchnieniem,  na  tysiąc  lat 
naprzód wróżą wszelkie możliwe złe następstwa.  

29. Nie są to dusze z rodzaju tych, które, jak Piotr święty, gotowe są na skinienie Pańskie 
rzucić  się  w  morze,  albo  za  przykładem  tylu  innych  świętych  umieją  się  zdobywać  na 
bohaterskie  czyny  zaparcia  i  poświęcenia  siebie.  Chętnie  by  pociągały  do  Boga  dusze 
ludzkie,  byle  b

y  same  nie  potrzebowały  zadawać  sobie  trudu  i  narażać  się  na 

niebezpieczeństwa,  ani  zdobywać  się  na  taką  wiarę,  by  wpływała  na  ich  postanowienia. 
Jedno tu jeszcze dodam spostrzeżenie: mało jest na świecie, poza zakonnikami, ludzi, którzy 
by co do potrzeb życia i utrzymania swego z ufnością polegali na Opatrzności Boskiej; co do 
mnie, znam tylko dwie takie dusze. Ale i w zakonie z zupełną wiarą pewne i spokojne są o to, 
za  na  niczym  istotnie  potrzebnym  nigdy  im  zbywać  nie  będzie.  Kto  naprawdę  dla  miłości 
Bog

a samego wstępuje do zakonu, ten, sądzę, o ziemskie potrzeby swoje już się nie będzie 

troszczył.  A  jednak,  ilu  znajdzie  się  takich,  którzy  by  zgodzili  się  opuścić  wszystko,  nie 
zabezpieczywszy  się  pierwej  i  nie  upewniwszy  się,  że  w  klasztorze,  do  którego  wstępują, 
niedostatku  nie  będą  cierpieć?  Niejednokrotnie  w  innych  pismach  dawałam  wam,  córki, 
odpowiednie  w  tym  względzie  przestrogi,  i  mówiłam  wam  o  tego  rodzaju  duszach 
małodusznych,  o  szkodzie,  jaką  ta  małoduszność  im  wyrządza,  i  o  wielkim  zysku,  jaki  by 
miały,  gdyby  się  chciały  zdobywać  przynajmniej  na  wspaniałe  pragnienia,  kiedy  nie  mogą 
dokonywać czynów  wspaniałych. Nie będę tu już  zatem powtarzała tego, co tam mówiłam, 
choć o tym przedmiocie chciałabym mówić bez końca. Kiedy Pan powołuje te dusze do tak 
wysokiego  stanu,  niechże  w  nim  wzniosłym  sercem  Mu  służą,  i  niechaj  same  siebie  nie 
poniżają. Bo chociaż żyjąc w ukryciu zakonnym, nie mogą, zwłaszcza zakonnice, przyczynić 
się czynem do zbawienia bliźnich; wszakże przy mężnej woli poświęcenia siebie i żarliwych 
pragnieniach  zbawienia  dusz,  modlitwa  ich  będzie  miała  skuteczność,  a  może  też  Panu 
spodoba  się  sprawić,  że  jeszcze  za  życia  albo  i  po  śmierci  dadzą  drugim  zachętę  do 
uświęcenia siebie. Tak dzieje się w tej chwili za sprawą brata Jakuba, który był braciszkiem 
tylko, i cały swój żywot zakonny strawił na pełnieniu najniższych posług klasztornych, a teraz, 

background image

15 

 

w tyle lat po jego śmierci. Pan wskrzesza jego pamięć, aby nam był przykładem, za co niech 
będzie chwała i dziękczynienie Jego Boskiemu Majestatowi!  

30. Także i wam, córki moje, skoro Pan was pociągnął do tego stanu, niewiele już brakuje do 
tego  pokoju  i  przyjaźni,  o  które  prosi  Oblubienica.  Nie  ustawajcie  błagać  o  nie  ze  łzami  i 
wciąż rosnącą gorącością pragnień. Czyńcie, co jest w waszej mocy, aby Pan raczył użyczyć 
tego  boskiego  daru  swego,  a  przede  wszystkim  chrońcie  się  tych  złudzeń,  w  których,  jak 
widziałyście wyżej, nie ma prawdziwego pokoju ani przyjaźni z Bogiem. Ale wiedzcie także, 
że  jest  to  dar  tak  przewyższający  naszą  naturę,  iż  zasłużyć  nań  sami  żadną  miarą  nie 
zdołamy. Bóg go użycza, komu chce, z nieskończonego miłosierdzia swego. Nie użyczy go 
zapewne,  jeno  temu,  kto  usilną  modlitwą,  pokutą,  pokorą  i  pełnieniem  wszelkiej  cnoty  do 
przyjęcia  się  go  przysposobił.  Niechaj  Temu  Boskiemu  Dawcy  wszelkiego  dobra,  będzie 
chwała i dziękczynienie na wieki wieków. Amen. 

ROZDZIAŁ 3  

Mówi o prawdziwym pokoju, jaki Bóg daje duszy, objaśnia zjednoczenie się duszy z Bogiem i podaje 

przykłady heroicznej miłości prawdziwych sług Bożych.  

"Niech mnie poca

łuje pocałunkiem ust swoich" (Pnp 1, 1).  

1. Mówmy już teraz, Oblubienico święta, o tym, o co ty prosisz, o tym świętym pokoju, który 
napełnia duszę odwagą do podjęcia walki z wszystkim, co jest na świecie i nie pozbawia jej 
przy  tym  ani  na  chwilę  wewnętrznego  spokoju  i  bezpieczeństwa.  O  jakież  to  szczęście 
niewypowiedziane  dostąpić  takiej  łaski!  Jest  to  takie  zjednoczenie  się  duszy  z  Bogiem,  że 
między Nim a nią żadnego już nie ma rozdziału, ale wola jej staje się jedno z wolą Jego, nie 
w słowach i w pragnieniach tylko, ale w uczynku i w prawdzie. Dusza więc wtedy, skoro uzna 
w  czymś  większą  chwałę  Oblubieńca,  z  taką  miłością  i  z  taką  gorącością  pragnie  spełnić 
Jego  boskie  upodobanie,  że  za  nic  uważa  wszelkie  trudności  i  przeszkody,  jakie  by  jej 
przedstawiał rozum. Nie ogląda się też na żadne strachy, jeno z wiarą mocną zabiera się do 
dzieła,  nie  troszcząc  się  o  własny  pożytek  i  spokój,  bo  czuje  to  dobrze  i  widzi,  że  na  tym 
właśnie zapomnieniu o sobie wszystko jej dobro i szczęście polega.  

2.  Może  taki  zapał,  córki,  wyda  się  wam  niewczesny  i  niewłaściwy,  boć  nie  zasługuje  na 
pochwałę,  kto  w  postępowaniu  swoim  nie  zachowuje  należnej  miary  i  roztropności.  Ale 
prawdziwa  miara  i  roztropność  polega  tu  na  odpowiedzi  na  to  jedno  pytanie:  czy  macie  w 
sobie  przeświadczenie  wewnętrzne  (o  ile  ono  dla  nas  jest  możliwe,  bo  pewnej  w  tym 
względzie wiadomości w tym życiu osiągnąć nie zdołamy), że Pan wysłuchał prośby waszej, 
że  "pocałował  was  pocałunkiem  ust  swoich"?  Jeśli  macie  to  przeświadczenie,  na  pewnych 
znakach  oparte, 

wtedy  nic  już  was  powstrzymać  nie  powinno,  wtedy  bezpiecznie  możecie 

zapomnieć  o  sobie,  a  myśleć  tylko  o  spełnieniu  tego,  co  się  podoba  najsłodszemu 
Oblubieńcowi.  Różne  są  znaki,  którymi  Pan  oznajmia  obecność  swego  Majestatu  w  tych, 
którzy  tą  łaską  się  cieszą.  Takimi  znakami  są:  gardzić  wszystkimi  rzeczami  tej  ziemi  i  tak 
mało je cenić, jak istotnie tego są warte, żadnego dobra doczesnego nie szukać, wiedząc, że 
wszystko  to  marność;  nie  uznawać  innego  na  tej  ziemi  wesela,  jeno  w  towarzystwie  tych, 
którzy Pana miłują; przykrzyć sobie tym życiem; bogactwa poczytywać za marność, jak na to 
zasługują, i inne tym podobne rzeczy, których Pan sam naucza każdego, kogo do tego stanu 
wyniesie.  

3.  Gdy  dusza stanie na tym  stopniu,  nie ma się już  czego lękać,  chyba  tego  tylko,  że Bóg 
może ją uznać za niegodną szczęścia poświęcenia siebie dla Niego i nie zechce jej użyć do 
swojej  służby  przez  cierpienia  i  sposobność  do  trudów  dla  Jego  chwały,  choćby  to  było 
kosztem wielkich jej ofiar. Tak więc, jak mówiłam, sama tylko wiara i miłość tu działa, i nie 
zważa  już  na  żadne  zarzuty  rozumu.  Bo  to  zjednoczenie,  które  łączy  oblubienicę  z 

background image

16 

 

Oblubieńcem,  nauczyło ją innych i  wyższych rzeczy, których rozum  nie dosięgnie i  dlatego 
jest on jakby zdeptany pod nogami.  

Abyście  to  lepiej  zrozumiały,  objaśnię  wam  następującym  porównaniem.  Przypuśćmy,  że 
ktoś dostał się w niewolę u niewiernych, a nie ma nikogo prócz ojca lub wiernego przyjaciela. 
Jeśli  ci  go  nie  wykupią,  żadna  mu  nie  pozostaje  nadzieja  wyzwolenia.  Ale  ojciec  ten  czy 
przyjaciel j

est ubogi i nie posiada żadnych środków na opłacenie ceny wykupu. Jedyny więc 

sposób oswobodzenia syna czy przyjaciela byłby ten, gdyby sam oddał siebie w niewolę na 
jego miejsce. Kocha go bardzo, więc miłość domaga się, by uczynił dla niego ofiarę z siebie, 
by  więcej  cenił  wyzwolenie  ukochanego,  niż  własną  wolność.  Ale  zaraz  występuje 
roztropność,  różne  mu  przedstawiając  uwagi:  że  większe  ma  względem  siebie  samego 
obowiązki; że może okazałby się mniej mężny niż tamten, i dałby się zmusić do zaparcia się 
wi

ary;  że  grzechem  byłoby  wystawiać  się  na  takie  niebezpieczeństwo,  i  wiele  innych  tym 

podobnych.  

4.  O  miłości  Boża,  jakże  jesteś  mocna!  Nie  ma  takiej  rzeczy,  która  by  się  niepodobną 
zdawała  temu,  kto  miłuje!  O  szczęśliwa  ta  dusza,  która  doszła  do  osiągnięcia  tego  pokoju 
Boga  swego,  która  się  wznosi  ponad  wszelkie  utrapienia  i  niebezpieczeństwa  tego  świata, 
która  nikogo  i  niczego  się  nie  lęka,  skoro  wie,  że  służy  najlepszemu  Oblubieńcowi  i  Panu 
swemu!  Tak  kochającego,  żadne  względy  na  siebie  i  na  własne  bezpieczeństwo,  jakim 
ulegał on ojciec czy przyjaciel, o którym dopiero co mówiłam, nigdy nie zdołają odwieść od 
dobrej sprawy, podjętej dla miłości Pana.  

Takiego szczęścia widocznie i takiego pokoju dostąpił on Święty, o którym czytałyście, że dla 
przypodoba

nia  się  Boskiemu  Majestatowi  Pana  i  dla  naśladowania  choć  w  cząstce  Jego 

przykładu, nie dla syna, nie dla przyjaciela, ale dla obcego człowieka, syna biednej wdowy, 
która  się  do  niego  uciekła  w  swoim  strapieniu,  oddał  się  dobrowolnie  na  jego  miejsce  w 
niew

olę  u  niewiernych.  Czytałyście  także,  jak  szczęśliwym  skutkiem  został  uwieńczony  ten 

jego czyn i z jakim wielkim zyskiem z niewoli powrócił.  

5. "A sądzę, że i jemu rozum nie zaniechał przedstawiać podobnych i ważniejszych jeszcze 
względów,  jak  te,  o  których  wyżej  wspomniałam,  bo  przecież  był  biskupem  i  owce  pieczy 
jego powierzone opuszczał; miał więc, biorąc rzeczy po ludzku, czego się obawiać. Zważcie 
tu  jedną  rzecz,  która  mi  w  tej  chwili  na  myśl  przychodzi,  odnośnie  do  dusz  z  natury 
bojaźliwych  i  słabszych  duchem,  jakimi  przeważnie  są  niewiasty.  Dusza  taka,  choć 
prawdziwie  już  stanie  na  tym  wysokim  stopniu,  o  którym  tu  mówię,  zawsze  jednak  z 
naturalnej  słabości  podlega  mimowolnym  nagabywaniom  strachu.  Potrzeba  pilnego 
czuwania, bo naturalna ta słabość, gdy jej nie pokonamy, wielkiej nas pozbawi zasługi. Gdy 
poczujecie  w  sobie  pokusę  takiej  małoduszności,  przyzywajcie  na  pomoc  wiarę  i  pokorę  i 
wbrew wszelkim strachom, śmiało przyłóżcie rękę do dzieła, wierząc niezachwianie, że Bóg 
może wszystko. On mocen jest i nieraz już natchnął męstwem tyle dzieweczek świętych, aby 
zdołały  wytrzymać  wiele  ciężkich  mąk,  na  które  ochotnym  sercem  i  z  niezachwianym 
postanowieniem woli dla miłości Jego się wydawały.  

6. "Tej gotowości serca, tego ochotnego postanowienia woli jedynie Pan żąda, siła zaś nasza 
na  nic  Mu  nie  jest  potrzebna,  owszem,  w  tym  właśnie  boska  wielmożność  Jego  ma  swoje 
upodobanie, że wybiera sobie słabe i ułomne stworzenia, aby w nich zajaśniały wielkie Jego 
dzieła. Objawia się przez to jaśniej Jego potęga i pełniej ziszcza się Jego pragnienie, z jakim 
chce wylewać na nas swoje łaski. Wszelkie więc łaski i cnoty, jakich wam Bóg użyczył, mają 
dodawać  wam  ducha,  abyście  umiały  poczynać  sobie  z  mężnym  postanowieniem  i  nie 
zważać na względy, jakie wam podsuwa rozum i własna słabość wasza. Czuwajcie, aby ta 
słabość nie wzmogła się jeszcze bardziej, gdybyście się dały uwodzić takim myślom: 'a nuż 
się  nie  uda?',  'może  niewarta  jestem  tego  dla  moich  grzechów,  by  Pan  mi  użyczył  tej  siły, 

background image

17 

 

której użycza drugim?' Nie czas w takiej chwili myśleć o swoich grzechach, myśl tę odłóżcie 
na później. Nie w porę też, owszem, bardzo niewczesna jest taka pokora.  

7.  "Kiedy  wam  ofiarują  honory  i  zaszczyty,  albo  kiedy  diabeł  pobudza  was  do  życia 
wygodnego lub innych rzeczy podobnych, 

wtedy pamiętajcie na grzechy wasze i bójcie się, 

że skutkiem tych grzechów nie potrafiłybyście tych rzeczy przyjemnych naturze używać bez 
szkody  dla  duszy.  Ale  gdy  wam  przyjdzie  ucierpieć  co  dla  miłości  Pana  lub  dla  miłości 
bliźniego wtedy nie lękajcie się, by wam grzechy wasze stanęły na przeszkodzie. Działając w 
duchu czystej miłości, być może, że spełnicie dzieło w rodzaju tych, które wysługują zupełne 
odpuszczenie  wszystkich  grzechów.  Wie  o  tym  diabeł  i  tego  się  boi,  i  dlatego  w  takich 
chwilach usiłuje was zatrwożyć, przywodząc na pamięć wasze grzechy. Bądźcie tego pewne, 
że  nigdy  Pan  nie  opuści  tych,  co  Go  kochają,  gdy  z  miłości  ku  Niemu  wystawiają  się  na 
niebezpieczeństwo.  Kto  się  powoduje  inną  myślą  i  własny  ma  na  celu  interes,  ten  niechaj 
sam  sobie  r

adzi, ja tu bowiem mówię tylko dla tych, którzy pragną jak mogą najdoskonalej 

czynić to, co się Panu podoba".  

8. I dziś, za dni naszych, są jeszcze tacy prawdziwie miłujący Boga. Sama znam świętego 
człowieka - i wy również, boście go widziały, gdy nas odwiedzał - któremu Pan użyczył tak 
wielkiego daru miłości, iż rzewnymi łzami płakał i żalił się, że nie było mu dozwolono pójść 
między  niewiernych  i  oddać  im  siebie  w  zamian  za  nieszczęśliwego,  w  niewoli  u  nich 
zostającego. Dużo i ze mną o tym mówił, wówczas gdy był u mnie w Awili. Później po długich 
a usilnych prośbach  uzyskał  wreszcie pozwolenie od  Generała swego  - był  z  zakonu braci 
bosych świętego Piotra z Alkantary - i natychmiast wyruszył w drogę, dla spełnienia swego 
świętego pragnienia. Ale w chwili, gdy był już tylko o cztery mile od Algieru, Pan go zabrał do 
siebie. Hojną tam bez wątpienia otrzymał nagrodę. A iluż tu było tych mądrych i roztropnych, 
którzy z politowaniem patrzyli na niego i mówili, że oszalał! Każdemu bowiem, kto nie umie 
wznieść się do takiej wysokiej miłości, podobne poświęcenie siebie wydaje się szaleństwem. 
Ale  jakie,  pytam,  może  być  większe  szaleństwo  nad  to,  gdy  człowiek  na  takim  roztropnym 
uchylaniu  się  od  wszelkiej  ofiary  strawi  to  krótkie  i  marne  jak  sen  życie  doczesne?  O,  daj 
nam Boże zasłużyć sobie na niebo, ale więcej jeszcze daj nam tu na ziemi, zanim dojdziemy 
do nieba - 

znaleźć się w liczbie tych, którzy tak umieją poświęcać siebie dla miłości Twojej!  

9. Wiem dobrze i nie taję tego, że do takich wielkich spraw, wielkiej potrzeba i szczególnej 
pomocy Bożej. Przeto radzę wam, córki, byście ustawicznie z Oblubienicą prosiły o ten pokój 
tak  rozkoszny  i  błogi,  o  ten  pokój,  który  panuje  nad  tymi  wszelkimi  obawami  świata  i  z 
zupełną swobodą i bezpieczeństwem je zwycięża. Wszak to rzecz jasna, że komu Bóg raczy 
użyczyć  takiej  niewypowiedzianej  łaski,  by  złączył  się  z  duszą  jego  związką  tak  ścisłej 
przyjaźni, tego też nie zaniecha dobrami swymi wzbogacić. Rzecz bowiem jasna, że sami nie 
możemy  się  zdobyć  na  takie  rzeczy.  Możemy  prosić,  możemy  pragnąć,  aby  nam  Pan  tej 
łaski  udzielił,  ale  nad to,  cóż  więcej  zdołamy  my  nędzne  robaki,  których grzech  do  takiego 
niedołęstwa  przywiódł,  że  żadnej  cnoty  nie  umiemy  sobie  przedstawić  inaczej,  jeno  wedle 
miary przyrodzonej naszej słabości?  

Ja

kiż  więc  na  to  sposób?  Ten  jeden,  córki:  prosić  z  Oblubienicą  o  tę  łaskę  doskonałej 

miłości. Gdyby król pojął za żonę ubogą wieśniaczkę, czy synowie z tego związku zrodzeni 
nie  byliby  królewskiej  krwi?  Gdy  więc  Pan  udzieli  duszy  takiej  łaski  niesłychanej,  takiego 
ścisłego  z  nią  zjednoczenia  się,  jakie,  pytam,  pragnienia,  jakie  błogie  skutki,  jakie  dzieci 
czynów  bohaterskich  mogą  się  zrodzić  z  podobnego  zjednoczenia,  o  ile  dusza  sama  z 
własnej winy temu nie przeszkodzi?.  

10. "Dlatego powtarzam raz jeszcze: 

gdy się wam nastręczy podobna sposobność, gdy Pan 

wam  da  tę  łaskę,  abyście  mogły  podjąć  coś  większego  dla  Jego  miłości  i  chwały,  nie 
troszczcie się w takiej chwili o to, żeście kiedyś były choćby i wielkimi grzesznicami. W takiej 
chwili potrzeba, aby wiara 

górowała nad naszą nędzą. Nie trapcie się również, jeśli w chwili 

background image

18 

 

zdobywania  się  na  postanowienie,  albo  i  później  uczujecie  w  sobie  nagabywanie  strachu  i 
wątpliwości,  nie  zważajcie  na  te  mimowolne  objawy  przyrodzonej  ułomności  naszej,  chyba 
tylko dla pobu

dzenia się do tym pilniejszego czuwania nad sobą. Niech sobie ciało wzdryga 

się i stęka, bo to jego zwyczaj. Pamiętajcie, co mówi dobry Jezus w czasie swej modlitwy w 
Ogrójcu: Ciało jest słabe, i wspomnijcie na on dziwny i bolesny krwawy pot Jego. Jeśli On, 
Boski  nasz  Pan,  o  świętym  ciele  swoim,  które  nie  znało  grzechu,  mówi,  że  jest  omdlałe, 
jakże  chcemy,  by  nasze  było  tak  mocne,  iżby  go  nie  bolało  i  nie  trwożyło  grożące  mu 
prześladowanie i cierpienie? Ale w samym prześladowaniu i cierpieniu, gdy przyjdzie, ciało 
już okaże się poddane duchowi. Zjednoczywszy wolę swoją z wolą Bożą, już się nie skarży.  

11.  "Patrzcie  jako  Jezus  najsłodszy  przed  nastaniem  męki  okazuje  słabość  swego 
Człowieczeństwa,  ale  pogrążony  już  w  morzu  boleści  swoich  objawia  siłę  i  męstwo 
niezrównane,  i  nie  tylko  usty  się  nie  skarży,  ale  i  w  całej  postawie  swojej  nie  daje  znaku 
najmni

ejszej słabości. W Ogrójcu żali się i mówi: Smutna jest dusza moja aż do śmierci, ale 

zawieszony  na  krzyżu,  w  mękach  rzeczywistej  już  śmierci,  ani  jednego  słowa  skargi  nie 
wymawia.  A  przecie,  jeśli  przerywał  swoją  modlitwę  w  Ogrójcu,  wstając  do  Apostołów  i 
budząc  ich,  aby  się  poskarżyć  przed  nimi,  daleko  słuszniej  w  swoim  konaniu  mógł  się 
skarżyć swojej Matce, gdy stała pod krzyżem i nie spała jak Apostołowie, ale w duszy swojej 
miała miecz boleści i gorzką śmiercią współumierała. Tym więcej, że większą ulgę i pociechę 
nam to przynosi, gdy możemy z bólem naszym zwierzyć się sercu przychylnemu, o którym 
wiemy, że więcej nas miłuje niż inni i żywiej niż inni cierpi z nami i boleje.  

12. "Nie trwóżmy się więc, gdy nas nagabują strachy, nie traćmy ducha na widok naszego 
niedołęstwa - starajmy się tylko umacniać się pokorą i jasnym uznaniem, że same z siebie 
nic uczynić nie możemy. Będąc też niczym, bez pomocy łaski Bożej i ufności w Bogu, nic nie 
możemy  i  w  niczym  nie  powinnyśmy  liczyć  na  własne siły,  bo  właśnie  w  tym  poleganiu na 
sobie  jest  nasza  słabość.  Nie  bez  powodu  chciał  Pan  nasz  w  Ogrójcu  okazać  na  sobie 
słabość natury ludzkiej. Uczynił to nie z konieczności, bo rzecz jasna, że będąc Mocą samą, 
nie miał czego się lękać, ale okazał się słaby dla naszej pociechy, ucząc nas zarazem swoim 
przykładem jako wbrew wszelkim wstrętom i lękom natury, mamy przykładać rękę do dzieła i 
zaprawiać  się  do  spełniania  czynem  dobrych  naszych  pragnień.  Trzeba  jednak  przy  tym 
pamiętać, że pierwsze kroki na drodze umartwienia, zawsze są przykre i trudne. Oderwanie 
się od wygód i przyjemności życia sprawia jej ból, wyrzeczenie się czci światowej jest dla niej 
męką, cierpliwe zniesienie słowa uwłaczającego zdaje jej się niepodobnym do wytrzymania 
upokorzeniem  - 

i  tak  na  każdym  kroku  spotka  się  z  przykrościami,  dopóki  nie  dojdzie  do 

zupełnego  umartwienia  siebie.  Ale  gdy  już  zdobędzie  się  na  mocne  postanowienie 
zupełnego wyrzeczenia się świata i stania się umarłą dla niego, wtedy już wolna będzie od 
tych przeciwności i nie ma obawy, by się jeszcze skarżyła na jakąkolwiek gorycz i przykrość 
ziemską. Doszła już do tego pokoju, o który prosi Oblubienica".  

13.  Gdybyśmy  miały  tak  wielką  wiarę  i  taką gorącą  miłość,  z  jaką  należałoby  nam  zawsze 
przystępować  do  Najświętszego  Sakramentu,  pewna  tego  jestem,  że  dość  byłoby  jednego 
przystąpienia na  wzbogacenie nas  we wszelkie łaski  i  dobra niebieskie.  Jakże więc daleko 
bardziej  powinna by  w  nas sprawiać ten  skutek Komunia św.  tak  często  przyjmowana!  Ale 
snadź  ozięble  i  ze  zwyczaju  tylko  zbywamy  taką  wielką  sprawę,  i  dlatego  tak  mało  z  niej 
odnosimy  owocu.  O  nędzny  świecie,  który  tak  zasłaniasz  oczy  tym,  którzy  w  tobie żyją,  że 
nie widzą tych skarbów, za które mogliby nabyć sobie bogactwa nieustające!  

14. O Panie nieba i ziemi, czy to być może, że już w tym życiu śmiertelnym dana nam jest 
możność cieszenia się Tobą w tak bliskiej zażyłości? Czy to być może, byśmy nie umieli czy 
nie  chcieli  zrozumieć  tego,  co  Duch  Święty  tak  jasno  nam  w  tych  słowach  Pieśni  nad 
pieśniami  oznajmia  o  tych  rozkoszach,  jakimi  Ty  duszę  miłującą  Ciebie  napawasz?  Jakże 
wielka jest tkliwość słów Twoich! Jaka słodkość! Dość jednego takiego słowa, aby się cała w 
Tobie  rozpłynęła!  Bądź  błogosławiony,  Panie,  za  taką  Twoją  miłość  i  hojność!  Cokolwiek 

background image

19 

 

byśmy dla Ciebie opuścili, nic na tym nie stracimy. Ileż to dróg, ile wynalazków i sposobów 
używasz na okazanie nam Twojej miłości! Nie dość Ci było pracować dla nas i cierpieć; nie 
dość  śmierci okrutnej  i  męki  najsroższej;  nie dość,  że na  każdy dzień  znosisz  zniewagi  od 
ludzi,  a  zawsze 

przebaczasz,  ale  nad  to  wszystko  raczysz  jeszcze  mówić  do  duszy  Cię 

miłującej takie słowa pełne miłości, jakie są w tej Twojej Pieśni nad pieśniami i uczysz duszę 
takimiż  słowy  mówić  do  Ciebie!  A  taka  jest  w  tych  Twoich  słowach  boska  wielmożność  i 
potęga  miłości,  że  nie  wiem,  jakby  człowiek  zdołał  je  znieść,  gdybyś  Ty  sam  temu,  kto  je 
słyszy  i  czuje,  choć  tylko wedle słabej  miary  natury  ludzkiej,  nie przychodził  w  pomoc,  aby 
pod nawałą tej przewyższającej rozkoszy nie uległ.  

15.  O  nic  już  więc  w  tym  życiu  nie  proszę  Cię,  Panie,  jeno  o  to,  byś  mię  pocałował 
"pocałunkiem  ust  Twoich"  i  tak  mię  tym  pocałunkiem  Twoim  do  siebie  przywiązał,  iżbym 
nigdy już nie zdołała, choćbym chciała, odłączyć się od tego zjednoczenia z Tobą! By nigdy, 
Panie  życia  mego,  wola  moja  nie  zboczyła  od  woli  Twojej,  by  niczego  nigdy  we  mnie  nie 
było, co by mi przeszkadzało, Boże mój i chwało moja, mówić Tobie: "Lepsze i słodsze są 
piersi Twe nad wino". 

ROZDZIAŁ 4  

Mówi o modlitwie odpocznienia i zjednoczenia, oraz objaśnia smaki i pociechy, których dusza w tym 

stanie kosztuje, a w 

porównaniu, z którymi niczym są wszelkie ziemskie przyjemności.  

"Lepsze są piersi Twe nad wino, woniejące olejkami najwyborniejszymi" (Pnp 1, 1).  

1.  O  córki  moje,  jakież  to  wielkie  tajemnice  ukrywają  się  w  tych  słowach!  Daj  nam  Boże 
odczuć je sercem, bo wypowiedzieć je ustami niepodobna.  

Kiedy  spodoba  się  Panu  spełnić  tę  prośbę  oblubienicy,  wtedy  zawiązuje  z  duszą  taką 
przyjaźń, jaką pojąć zdołają tylko te spomiędzy was, które jej doznały. Wiedząc, że wam to 
będzie potrzebne, napisałam o tym szeroko i szczegółowo w dwu książkach (które, jeśli taka 
będzie wola Boża, będziecie mogły czytać po mojej śmierci). Tu więc pokrótce tylko dotknę 
tego  przedmiotu.  Nie  wiem  tylko,  czy  potrafię teraz  w  tych  samych  słowach  się  wyrazić,  w 
jakich Pan w tamtych pismach dał mi rzecz wypowiedzieć.  

2. W tym stanie, o którym mówię, dusza w głębi wnętrza swego czuje słodkość tak wielką, iż 
z  tego  samego  poznaje  bliską  obecność  swego  Pana.  Nie  jest  to  proste  tylko  uczucie 
pobożne,  jakiego  tu  nieraz  z  pociechą  w  sercu  doświadczamy,  rzewne  łzy  wylewając  na 
wspomnienie  męki  Pańskiej,  albo  grzechów  naszych.  W  tej  modlitwie,  o  której  obecnie 
mówię,  a  którą  nazywam  modlitwą  odpocznienia,  dla  wielkiego  spokoju,  jaki  sprawia  we 
wszystkich władzach  wewnętrznych  -  dusza,  rzec  można,  żyje samą  tylko wolą,  całkowicie 
pogrążona w tej słodkości, obecnego z nią Boga. Niekiedy jednak w inny sposób ta modlitwa 
się  objawia.  Zdarza  się,  że  dusza  nie  tak  zupełnie  będzie  pochłonięta  w  tej  rozkoszy 
obecności  Bożej,  ale  za  to  cały  człowiek,  wewnętrzny  i  zewnętrzny,  dziwnego  doznaje 
pokrzepienia  i  cudowne  jakieś  namaszczenie,  czy  wonność  jakaś  nieopisanie  słodka 
wnętrzności jej przenika. Podobnie, jak gdyby się ktoś znalazł niespodziewanie w komnacie, 
pełnej zapachu rozmaitych wonności i kadzidła, nie zdołałby na razie rozpoznać, z czego ten 
zapach się składa i skąd pochodzi, tylko czułby, że jest i jego też ogarnia.  

3.  Podobnie  i  ta  najsłodsza  miłość  Boga  naszego,  gdy  wnijdzie  do  naszej  duszy,  czujemy 
niewypowi

edzianą słodycz,  lubujemy  się nią  i  cieszymy,  a nie  możemy  pojąć, jak  i  którędy 

tak wielkie dobro nam przyszło. Toteż z obawy utracenia go, nie śmiemy ani się poruszać, 
ani  słowa  wymówić,  ani  oczu  otworzyć,  by  nie  zniknęło.  I  to  jest  właśnie  to,  o  co  chodzi 
według  mego  założenia,  a  co  wyraża  oblubienica  mówiąc,  że  zostały  jej  dane  piersi 
Oblubieńca  o  zapachu  wspanialszym  niż  najlepsze  pachnidła.  Co  dusza  w  takim  stanie 

background image

20 

 

czynić powinna, aby odniosła pożytek z łaski jej użyczonej, o tym obszernie mówiłam w dwu 
księgach  wyżej  wspomnianych.  Tu  pokrótce  tylko  o  tym  napomykając  dla  lepszego 
zrozumienia  tego,  o  czym  mówię  obecnie,  nie  mam  już  potrzeby  szeroko  opisywać  tej 
przyjaźni  (którą  Pan  na  tym  stopniu  okazuje  duszy  -  którą  raczy  mieć  tak  blisko  -  iżby  w 
niczym 

już  między  Nim  a nią nie było rozdziału).  Rozmaite prawdy  pojmuje dusza w  takim 

stanie. Wielka nadziemska światłość wewnątrz ją oświeca, która choć jasnością swoją tak ją 
olśniewa,  iż  istoty  jej  rozpoznać  nie  zdoła,  jasno  jednak  stawia  jej  przed  oczy  wszystką 
marność  tego  świata.  Nie  widzi  dusza  na  oczy  tego  obranego  Mistrza,  który  ją  wewnątrz 
naucza,  ale czuje jasno i  wyraźnie bliską Jego obecność  i  takie z  tej  bliskości  i  z  tej  nauki 
Jego otrzymuje oświecenie i takie męstwo do  wszelkiej cnoty, że sama siebie nie poznaje. 
Chciałaby wtedy już przez całe życie nic innego nie czynić, jeno chwalić i wysławiać Pana. 
Tak  jest  tą  rozkoszą  przeniknięta  i  pochłonięta,  że  zdaje  się,  jakby  nieprzytomna  i  jakby 
odeszła  od  siebie,  pogrążona  w  boskim  jakimś  upojeniu,  w  którym  sama  nie  wie  czego 
chcieć, co mówić i o co prosić. Jednak nie tak zupełnie odchodzi od zmysłów, by nie czuła 
tego, co się w niej dzieje.  

4. Gdy Boskiemu Oblubieńcowi spodoba się więcej jeszcze ją wzbogacić i hojniejszą jeszcze 
napełnić  ją  rozkoszą,  wtedy  tak  ją  do  siebie  przygarnia  i  w  siebie  przemienia,  iż  dusza,  z 
wielkiej  rozkoszy  i  słodyczy  mdlejąca,  czuje  się  niejako  zawieszoną  w  tych  boskich 
objęciach. I przytulona do tego świętego boku i do tych boskich piersi, nic już nie czuje jeno 
samą rozkosz; chciwie pije to boskie mleko, którym Oblubieniec ją karmi i napawa, czyniąc ją 
coraz doskonalszą, aby coraz większej mógł jej użyczać rozkoszy, aby przez to i ona coraz 
więcej godną jej się stawała.  

Gdy  zaś  skończy  się  dla  niej  ta  uczta  nadziemska,  gdy  przebudzi  się  z  tego  snu  i  z  tego 
niebiańskiego  upojenia,  wtedy,  jak  mnie  się  zdaje,  dusza  zdumiona  i  jakby  zapamiętała,  w 
uniesieniu dziecinnej świętej prostoty może wołać z oblubienicą: "Lepsze są piersi Twe nad 
wino".  

Póki zostawała w tym stanie upojenia, zdawało jej się, że już wyżej postąpić nie może. Gdy 
jednak ujrzała się na wyższy jeszcze stopień wyniesioną, i całkiem w onej niewypowiedzianej 
wielmożności Boga zanurzoną, i takim boskim pokarmem posilaną, w prostocie serca swego 
porównywa tamtą rozkosz z tą drugą, większą, i mówi: "Lepsze są piersi Twe nad wino".  

Jest  tu  podobnie  jak  z  niemowlęciem,  które  nie  czuje  tego,  jak  nieznacznie  rośnie,  ani  nie 
wie, jak ssie piersi, owszem, nieraz bez żadnego z jego strony przyczynienia się i szukania 
piersi, matka sama pokarm mu do ust podaje. Tak i tu dusza nic siebie nie rozumie, nic sama 
nie czyni, ani wie (ani pojąć nie zdoła), jak i skąd przyszło jej ono dobro tak wielkie. To tylko 
wie,  że  jest  to  dobro  większe  nad  wszystko  zadowolenie,  jakiego  człowiek  w  tym  życiu 
doznać może, choćby miał zebrane razem wszystkie pociechy i rozkosze tego świata. Widzi 
siebie  wysokich  prawd  nauczoną,  a  Mistrza,  który  ją  naucza,  nie  widzi.  Widzi  siebie 
utwierdzoną w cnotach i rozkoszami napawaną przez Tego, który sam umie i mocen jest tak 
stworzenie  swoje  uszczęśliwić,  a  nie  wie,  z  czym  by  to  porównać  mogła,  chyba  tylko  z 
pieszczotami  matki,  z  wielkiej  miłości  tulącej  do  siebie,  karmiącej  i  pieszczącej  ukochane 
swoje dziecię.  

5.  "Porównanie  to  jest  chyba  najlepsze,  bo  jak  ono  dziecię,  nic  samo  nie  czyniąc  ani 
rozumiejąc, z lubością tylko przyjmuje pieszczoty, którymi je matka obsypuje, tak i dusza do 
tego  stanu  podniesiona,  bez  żadnego  przyczynienia  się  i  działania  rozumu,  cieszy  się  tą 
rozkoszą, którą Oblubieniec ją napawa. Żadnego zaś nie ma pojęcia, ani nie jest zdolna w tej 
chwili  się  zastanowić,  jakim  sposobem  dostępuje  tego  niewypowiedzianego  szczęścia.  W 
poprzednim  uśpieniu  i  upojeniu  nie  tak  jeszcze  była  bez  wszelkiego  własnego  działania, 
jeszcze  w  pewnej  mierze 

rozum  był  czynny,  bo  rozumiała  to,  że  blisko  jest  przy  Bogu. 

Dlatego też słusznie mówi: 'Lepsze są piersi Twe nad wino'.  

background image

21 

 

6.  "Wielka  jest,  Oblubieńcze  mój,  ta  łaska!  Rozkoszną  ucztą  mię  raczysz,  winem 
przewybornym  mię  napawasz,  którego  dość  jednej  kropli,  bym  zapomniała  o  wszystkim 
stworzeniu i wyrzekła się wszystkich rzeczy stworzonych i samej siebie, i nie szukała już tych 
przyjemności i pociech, do których przedtem tęskniła zmysłowa ma natura. Wielka to łaska i 
nie zasłużyłam na nią.  

Teraz zaś, gdy Majestat Boży wyżej ją podniósł i bliżej przygarnął do siebie, słusznie mówi 
oblubienica: 'Lepsze są piersi Twe nad wino'. Wielka była ona łaska poprzednia. Boże mój, 
ale o wiele większa jest ta druga, tym większa, im mniej jest w niej mego działania. Tak ze 
w

szech miar jest ona lepszą, że żaden język nie wypowie rozkoszy i uszczęśliwienia duszy, 

która jej dostąpi".  

7.  Oby  nam,  córki  moje,  dał  Bóg  pojąć  tę  rozkosz,  czyli  raczej  zakosztować  jej,  bo  tym 
jedynie sposobem może być pojęta! Niechże teraz przyjdą miłośnicy tego świata, ze swymi 
bogactwami,  z  uciechami,  z  dostojeństwami  i  ze  swymi  ucztami!  Chociażby  mogli  (co  jest 
rzeczą  niepodobną),  używać  tych  dóbr  bez  przymieszania  złączonych  z  nimi  różnych 
utrapień,  wszystko  to  i  po  tysiącu  lat  uważania  nie  dorównałoby  temu  zadowoleniu  i 
uszczęśliwieniu,  jakiego  w  jednej  chwili  dostępuje  dusza,  gdy  ją  Pan  do  tego  stanu 
podniesie. "Cierpień teraźniejszych, mówi św. Paweł, nie można stawiać na równi z chwałą, 
która  ma  się  w  nas  objawić.  Ani  porównać  ich  nie  można,  dodam,  do  jednej  godziny  tego 
rozradowania,  wesela  i  rozkoszy,  które  Bóg  już  na  tej  ziemi  daje  duszy  Go  miłującej.  Nie 
znosi, o ile rozumiem, żadnego porównania, ani zasłużoną nigdy być nie może ta rozkosz od 
Pana  tak  wielka,  to  zjednoczenie  tak  jednoczące,  ta  miłość  tak  żywo,  tak  słodko  czuć  się 
dająca,  tak  przewyższająca  niskość  rzeczy  tego  świata!  Co  znaczą  w  porównaniu  z  tym 
uszczęśliwieniem  nadziemskim,  wszelkie  utrapienia  tej  ziemi?  Jeśli  nie  są  znoszone  dla 
miłości  Boga,  nic  nie  znaczą;  jeśli  zaś  przyjmujemy  je  jako  pochodzące  z  woli  i  ręki  Jego 
Boskiego Majestatu, On je tak stosuje do naszych sił, że tylko nędza i małoduszność nasza 
może się ich lękać.  

8.  O  chrześcijanie! O  córki  moje! Ocknijmy  się już  z  tego snu!  Patrzmy,  jak  boska hojność 
Pana  nie  cz

eka nawet  życia przyszłego z  przygotowaną nagrodą,  ale już  w  tym  życiu daje 

zapłatę. O Jezu mój, obyśmy już zrozumieli, jaki to dla nas zysk, rzucić się w objęcia Twoje i 
takie  ścisłe  z  Boskim  Majestatem  Twoim  uczynić  przymierze:  "Ja  dla  Miłego  mego,  a  dla 
mnie Miły mój", by patrzyć na Ciebie tylko, jak Ty na mnie spoglądasz i byś Ty miał pieczę o 
moich  potrzebach,  a  ja  będę  miała  staranie  o  Twoich.  Nie  bądźmyż  takimi  miłośnikami 
samych siebie, byśmy przez zbytnią miłość, jak to mówią, sami sobie oczy wyłupili.  

Na nowo więc wołam. Boże mój, na nowo błagam Ciebie przez krew Syna Twojego, uczyń 
mi  tę  łaskę,  "pocałuj  mię  pocałunkiem  ust  Twoich".  Bez  Ciebie  bowiem  czymże  ja  jestem, 
Panie? Jeśli nie żyję zjednoczona z Tobą, cóż jestem warta? Jeśli choć na krok jeden odejdę 
od Boskiego Twego Majestatu, dokąd zajdę?  

9. O Panie mój, Miłosierdzie moje i Dobro moje, czegóż mogę w tym życiu pragnąć dla siebie 
lepszego  nad  to,  bym  tak  została  z  Tobą  złączona,  iżby  między  Tobą  a  mną  żadnego  nie 
było  rozdziału?  W  takim  towarzystwie,  cóż  mi  jeszcze  może  być  trudnego?  Na  co  się 
człowiek  nie odważy,  mając Ciebie tak  blisko przy  sobie?  I  cóż  mam  w  tym  wszystkim,  co 
bym sobie samej przypisywać mogła? Tylko winować siebie mogę i to bardzo, że nie służę 
Tobie  tak  jak  powinnam.  Z 

mocą  więc  i  stanowczą  wolą  błagam  Ciebie  z  świętym 

Augustynem: "Daj Panie, co każesz, a każ co chcesz", a przy łasce i pomocy Twojej, przed 
niczym nigdy się nie cofnę.  

10.  "Jasno  to  widzę  i  zaprzeczyć  tego  nie  mogę,  że  Ty,  Oblubieńcze  mój,  cały  'jesteś  dla 
mnie'.  Dla mnie przyszedłeś na  świat,  dla mnie  przebyłeś tak  wielkie trudy  i  cierpienia,  dla 
mnie wydałeś siebie na takie okrutne męki, dla mnie pozostałeś i mieszkasz w Najświętszym 

background image

22 

 

Sakramencie,  i  teraz  takimi  niewypowiedzianymi  rozkoszami  mię  darzysz!  Lecz  jakże  ja 
śmiałam,  Oblubienico  święta,  przyswajać  sobie  i  powtarzać  za  tobą  słowa  twoje?  Cóż  ja 
mogę uczynić dla Oblubieńca mego?  

11. "Zaiste córki, jest to trudność, z której nie widzę wyjścia. Jakże i w czymże, Boże mój, ja 
będę  Twoją?  Cóż  może  uczynić  dla  ciebie  tak  zła  i  niedbała  służebnica,  która  umie 
marnować tylko Twoje łaski! Czego masz się spodziewać po takiej jej służbie? I Chociażbym 
z Twojej łaski cokolwiek uczyniła, cóż może uczynić mizerny robak, co by mogło być godne 
Boga  wszechmogącego,  albo  być  Mu  potrzebne?  O  miłości!  -  na  cały  świat  chciałabym 
wołać to słowo! Miłość bowiem tylko godna jest i może się odważyć mówić z Oblubienicą: 'Ja 
dla Miłego mego'. Ona nam również pozwala, byśmy wyobrażały sobie, że miłość nasza jest 
potrzebna  Temu

,  który  jest  prawdziwym  Miłośnikiem,  Oblubieńcem  moim  i  Dobrem 

najwyższym.  

12. "Kiedy więc On raczy pozwalać na to, wołajmyż, córki: 'Dla mnie Miły mój, a ja dla Miłego 
mego'.  Tyś  mój,  o  Panie!  A  kiedy  Ty  przychodzisz  do  mnie,  czegóż  jeszcze  waham  się  i 
p

owątpiewam,  czy  zdołam  Tobie  w  czym  usłużyć?  Odtąd  już,  Panie,  chcę  zupełnie 

zapomnieć o samej sobie, i o to tylko się troszczyć, co mogę uczynić dla Twojej chwały! Nie 
chcę już mieć innej woli, jedno Twoją wolę. Lecz siły moje są słabe, Ty jeden mocny jesteś, 
mój  Boże,  i  wszystko  możesz!  Ja  jedno  tylko  mogę:  mieć  każdej  chwili  ochotną  wolę  do 
wszystkiego, czego Ty chcesz. Taką też wolą, od tej chwili będę Ci służyć". 

ROZDZIAŁ 5  

Mówi w dalszym ciągu o modlitwie zjednoczenia i o skarbach, jakimi się dusza wzbogaca przez 

działanie Ducha Świętego; podkreśla zdecydowanie takiej duszy na wszelkie cierpienia dla 

Umiłowanego.  

"Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam, a owoc Jego słodki gardłu memu" (Pnp 2, 3)  

1. Pytajmy teraz Oblubienicy, dowiadujmy się od tej duszy błogosławionej, dopuszczonej do 
pocałunku tych ust Bożych, karmionej mlekiem tych piersi Bożych, co mamy czynić, jak się 
mamy  zachować,  co mamy  mówić,  jeśliby  kiedy  spodobało się Panu i  nas  do  tak  wysokiej 
łaski podnieść.  

Oto  odpowiada  nam  i  mówi:  "Pod  cieniem  Jego,  którego  pragnęłam,  siedziałam,  a  owoc 
Jego  słodki  gardłu  memu.  Wprowadził  mię  Król  do  piwnicy  winnej,  rozrządził  we  mnie 
miłość". Mówi więc: "Pod cieniem Jego, którego pragnęłam, siedziałam".  

2. O Boże wielki, jakże ta dusza, w samym słońcu umieszczona, cała jest zapalona od niego! 
Pod cieniem, woła, Jego, którego pragnęłam, siedziałam, i Tego, którego nazwała słońcem, 
zowie  także  drzewem  urodzajnym  i  mówi,  że  owoc  Jego  "słodki  jest  jej  gardłu".  O  dusze, 
oddane modlitwie wewnętrznej, kosztujcie smaku ukrytego w każdym z tych słów! Patrzcie, 
jak  rozmaicie  możemy  przedstawiać  sobie  Pana  w  rozmyślaniu,  jak  rozmaity  z  Niego  brać 
pokarm! Prawdziwie jest On mann

ą, zawierającą w sobie wszelki smak, jakiego pożywający 

pragnie. Lecz cóż to za cień niebiański, o którym tu mówi Oblubienica i kto nam objaśni, co 
Pan  przez  ten  wyraz  oznajmia?  Przychodzi  mi  tu  na  myśl  co  anioł  rzekł  do  Panny 
Najświętszej, Pani naszej: "Moc Najwyższego osłoni Cię". O, jakąż musi czuć obronę dusza, 
którą Pan do takiej wielkości wyniesie! Słusznie może ona już usiąść i siedzieć bezpiecznie.  

3.  Zważcie  teraz,  że  po  większej  części  i  prawie  zawsze  (z  wyjątkiem  tylko  tych  rzadkich 
wybranych,  k

tórych  spodoba  się  Panu  w  szczególny  sposób  powołać  do  jakiej  wielkiej 

sprawy,  jak  to  uczynił  świętemu  Pawłowi,  którego  w  jednej  chwili  wyniósł  na  sam  szczyt 
kontemplacji  i  objawił  się  mu,  mówił  do  niego  i  od  razu  go  do  godności  apostolskiej 

background image

23 

 

podwyższył) Bóg tych darów tak wysokich i tych łask tak wielkich zwykł użyczać takim, którzy 
wiele  ucierpieli  dla  Jego  chwały  i  pragną  Jego  miłości.  I  tym,  którzy  całe  życie  swoje  tak 
usiłują rozrządzać, iżby wszystkie ich sprawy były przyjemne Panu i wiele już lat strawili na 
rozmyślaniu  i  szukaniu  Boskiego  Oblubieńca,  i  od  dawna  sprzykrzyli  sobie  rzeczy  tego 
świata. Tacy więc, mówię, którzy mocno usadowili się w prawdzie i nigdzie nie szukają dla 
siebie  pociechy  ani  pokoju,  ani  ochłody,  jeno  tam,  gdzie  wiedzą,  że  prawdziwie  je  znaleźć 
mogą, tacy siadają pod cieniem Pana i niczego więcej nie pragną. O, jakże mądrze oni sobie 
radzą, z zupełną ufnością zdając się na Jego boską wielmożność! Bo to, czego tak pragną 
od Niego, to z Jego hojności nieskończonej otrzymują. O, jakże szczęśliwa ta dusza, która 
zasłuży  na  to,  by  mogła  mieszkać  pod  tym  cieniem!  Szczęśliwa  nawet  co  do  tych  rzeczy, 
które tu widome są dla oka i podpadają pod zmysły. Co bowiem do tego, co dusza sama w 
sobie tu poznaje i czuje, są to, jak sama nieraz tego doznałam, rzeczy tak wzniosłe i wielkie, 
że ich żaden język nie wyrazi.  

4.  Dusza  w  tym  rozkosznym  spokoju  siedząca,  czuje  się  cała,  rzekłbyś,  ogarniona,  okryta 
cieniem, jakby obłokiem Bóstwa, z którego spływa na nią wilgoć niebieska i rosa tak słodka, 
że  nią  orzeźwiona  łatwo  zapomina  wszelkie  utrudzenia,  jakie  jej  sprawiają  rzeczy  tego 
świata. Czuje taki jakiś głęboki spokój, że sama nawet czynność i konieczność oddychania 
przykrą jej się wydaje. A  wszystkie władze swoje tak ma w tym stanie uciszone,  że i  myśli 
nawet żadnej, chociażby dobrej, wola nie chciałaby dopuścić, żadnej też sama nie szuka ani 
nie  przywołuje.  Nie  musi  tutaj  wstawać  i  rękę  wyciągać,  to  jest  działać  rozumem  i 
roztrząsaniem rzeczy, bo Pan sam podaje jej już pokrajany, przyprawiony i zżuty już nawet 
owoc tego drzewa, do którego ona przyrównywa Umiłowanego i przeto mówi, że "owoc Jego 
słodki jest jej gardłu". Samo tu już jest używanie, bez żadnego trudzenia się władz duszy i 
spokój  i  odpoczynek  zupełny  pod  tym  cieniem  Bóstwa  (które  słusznie  zwie  się  cieniem, 
widzieć Go bowiem jasno w tym życiu nie możemy, jeno pod zasłoną obłoku), choć niekiedy 
słońce  ono  wiekuiste  jasnym  promieniem  nieskończonej  miłości  swojej  przedrze  na  chwilę 
ten obłok i da duszy ujrzeć i uczuć, jak blisko jest przy Jego Boskiem Majestacie, tak blisko, 
że i wyrazić tego niepodobna i uwierzyć trudno. Komu dano było choć raz w życiu doznać na 
sobie tego, o czym mówię, ten, pewna jestem, że przyzna, jak słusznie i prawdziwie można 
w tym znaczeniu rozumieć słowo Oblubienicy.  

5. Ja sądzę, że sam Duch Święty tu działa jako pośrednik między duszą a Bogiem. I On sam 
wznieca w duszy one tak żarliwe pragnienia i tak blisko do niej przybliża ów ogień z nieba, 
aby  cała  w  nim  rozgorzała.  O  Panie,  jakże  wielkie  jest  miłosierdzie,  z  jakim  tu  na  ziemi 
obchodzisz  się  z  duszami!  Bądź  błogosławiony  i  pochwalony  na  wieki,  iż  takim  hojnym 
okazujesz  się  miłośnikiem!  O  Boże  mój  i  Stwórco,  czy  to  być  może  by  znalazł  się  na  tym 
świecie człowiek, który by Ciebie nie miłował? Lecz biada mi, wszak to ja pierwsza tyle lat 
żyłam  nie  miłując  Ciebie!  A  nie  miłowałam  Ciebie,  bo  nie  byłam  warta  poznać  Ciebie!  O, 
jakże  nachyla  swoje  gałęzie  to  boskie  drzewo,  aby  dusza  raz  przecie  gałązkę  z  niego 
uszczknęła, rozważając Jego wielmożności i mnóstwo miłosierdzia, jakie nad nią okazał. Aby 
zobaczyła i zakosztowała tego owocu, który Pan nasz Jezus Chrystus zebrał z Męki swojej, z 
taką przedziwną miłością drzewo to święte krwią swoją zraszając.  

Przedtem dusza cieszyła się i napawała pokarmem Jego boskich piersi, bo jako poczynającą 
dopiero w używaniu tych łask, mlekiem ją karmił Oblubieniec. Teraz już większej nabrała siły 
i wzrostu, a Oblubieniec stopniowo czyni ją zdolną do otrzymania większych rzeczy, jakie jej 
dać  pragnie.  Karmi  ją  "owocem  z  drzewa",  chcąc,  aby  coraz  lepiej  rozumiała,  jak  bardzo 
obowiązana  jest  żyć  i  cierpieć  dla  Jego  chwały.  I  na  tym  jeszcze,  rzecz  prawdziwie 
zdumiewająca, Pan nie poprzestaje. Bo widząc duszę całkiem Mu już oddaną, bez żadnego 
interesu własnego ani dla żadnej innej pobudki ni względu, jeno dlatego jedynie, że On jest 
jej  Bogiem,  a  ona  Go  nad  wszystko  miłuje,  wtedy  już  zaczyna  i  nie  przestaje  udzielać  jej 
siebie takimi sposobami, jakie On tylko, Mądrość przedwieczna, wynaleźć może.  

background image

24 

 

6.  Zdawałoby  się,  że  po  tym  pierwszym  pocałunku  pokoju  nic  już  większego  nie  można 
otrzymać. Jednak te łaski, o których następnie mówiłam, choć pobieżnie tylko i niedokładnie, 
o wiele tamte przewyższają. W księdze, o której wspomniałam wyżej, jeśli spodoba się Panu, 
by ujrzała światło dzienne, znajdziecie tę naukę nierównie jaśniej i szerzej opisaną.  

Czy  po  tym  wszystkim  pozostaje co więcej,  czego byśmy  jeszcze  pragnąć  mogli? O  wielki 
Boże,  jakże  niskie  są  nasze  pragnienia,  w  porównaniu  z  nieograniczoną  hojnością  Twojej 
wielmożności!  Jakże  poziomo  słaniałyby  się  dusze  nasze,  gdybyś  Ty,  Panie,  w  udzielaniu 
łask ograniczał się do miary naszej prośby!  

Zobaczymy teraz, co dalej nadto mówi jeszcze Oblubienica. 

ROZDZIAŁ 6  

Mówi, że łaski otrzymane w tym miłosnym zjednoczeniu przewyższają wszystkie pragnienia duszy. - 

Objaśnia zawieszenie władz i wskazuje, że niektóre dusze w krótkim czasie dochodzą do tej wzniosłej 

modlitwy.  

"Wprowadził mię Król do piwnicy winnej, rozrządził we mnie miłość" (Pnp 2, 4).  

1.  Kiedy  więc  mieszka  już  i  odpoczywa  Oblubienica  pod  onym  cieniem  tak  gorąco,  i  jakże 
słusznie, upragnionym, cóż jej pozostaje, czego by jeszcze pragnąć miała, jak nie tego, by 
nigdy takiego dobra nie była pozbawioną? Ale choć jej się zdaje, że dość już tego, i że nic 
więcej nie ma nad to, co wzięła, wszakże Najświętszemu naszemu Królowi nigdy nie dosyć 
tego, co da. Bo jak nieskończone jest mnóstwo Jego darów, tak też pragnąłby bez końca je 
dawać i nic innego nigdy nie czynić, jeno dawać, gdyby tylko znalazł godnych. Nieraz wam to 
mówiłam  i  chciałabym,  byście  nigdy  o  tym  nie  zapominały,  że  Pan  nie  ogranicza  się  do 
pożądań naszych, by tyle nam tylko dać, ile my pragniemy. Naocznie przekonałam się o tym 
w różnych zdarzeniach. Bywa nieraz, że ktoś prosi Pana o przymnożenie mu sposobności do 
zasług, o zesłaniu mu cierpień dla miłości Jego, w czym intencja jego nie sięga dalej za to, 
co siły jego wytrzymać zdołają, mierżąc je miarą ludzkiego rozsądku swego, a nie pomnąc 
na to, że Bóg mocen jest większych sił mu dodać. Pan zaś, w nagrodę za tę trochę dobrej 
woli, z jaką Mu się ofiaruje, takie nań zsyła utrapienia, prześladowania i choroby, że biedny 
już nie wie, gdzie się obrócić.  

2. Mnie samej, za czasów mojej młodości, zdarzyło się nieraz pod naciskiem bardzo ciężkich 
chorób i bólów zawołać: O Panie, nie prosiłam o tyle! Ale On w swojej boskiej dobroci takiej 
mi  w  tych  cierpieniach  dodawał  siły  i  cierpliwości,  że  dziś  jeszcze  sama  się  dziwię,  jak 
mogłam  to  wszystko  wytrzymać.  I  rzecz  pewna,  że  nie  wymieniłabym  za  nic  tych  przejść 
bolesnych, choćby mi za nie ofiarowano wszystkie skarby świata.  

Mówi  więc  Oblubienica:  "Wprowadził  mię  Król".  O,  z  jakąż  świętą  dumą  wymawia  ten  tytuł 
Twój, Królu wszechmogący! Jaką radością napełnia ją ta pewność, iż nie ma wyższego nad 
Ciebie,  a  iż  królowania  Twego  nie  będzie  końca!  Tym  bardziej,  że  duszy  na  ten  stopień 
wyniesionej niewiele już pewno brak do jasnego poznania wielmożności tego Króla, chociaż 
zupełnego poznania niepodobna by człowiek w tym życiu mógł dostąpić.  

3. "Wprowa

dził mię, mówi, do piwnicy winnej, rozrządził we mnie miłość". Poznajemy z tych 

słów  niezmierzoną  wielkość  łaski  tu  wyrażonej.  Może  ktoś  dać  komu  do  picia  większą  lub 
mniejszą  ilość  wina;  może  dać  jednemu  wino  dobre,  a  drugiemu  jeszcze  lepsze;  może 
jednego 

mocniej,  a  drugiego  słabiej  upoić.  Tak  jest  z  łaskami  Bożymi.  Jednemu  daje  Pan 

pod  skąpą  miarą  wino  pobożności,  drugiemu  pod  miarą  hojniejszą;  innemu  tak  obficie  go 
nalewa, że siła tego wina poczyna go odrywać od siebie samego, od zmysłowej natury i od 
ws

zelkich rzeczy tej ziemi. Innym znowu daje wielką żarliwość w służbie Bożej, albo wysokie 

background image

25 

 

porywy  ducha,  albo  czułą  miłość  dla  bliźnich,  za  czym  już,  tym  winem  upojeni  i  jakby 
przesiąknięci, nie czują prawie tych wielkich trudów i cierpień, jakie tu znosić muszą. Ale to, 
co tu mówi Oblubienica, oznacza jeszcze coś większego nad to wszystko. Wprowadza ją do 
piwnicy,  aby  tam  pełnymi  rękoma  czerpała  i  bez  rachunku  brała  i  wzbogacała  się.  Nie 
odmawia jej tu Król niczego z darów swoich, niech tylko pije, ile sama pragnie i do syta się 
napije  i  upoi,  kosztując  wszelkich  tych  gatunków  win,  które  Bóg  ma  schowane  w  swojej 
gospodzie. Niech rozkoszuje się tymi rozkoszami, niech zdumiewa się nad mnóstwem Jego 
wielmożności. Niech nie lęka się, by obfitość tego wina tak przewyższała słabości jej natury, 
by  od  jego  nadmiaru  nie  utraciła  życia.  Owszem,  niechby  umarła  w  tym  raju  rozkoszy! 
Błogosławiona  taka  śmierć,  z  której  takie  rodzi  się  życie!  Prawdziwie  bowiem  śmierć  ta 
ożywia, gdyż takie są dziwy i cuda, które tu dusza poznaje sama nie wiedząc jak, że zupełnie 
odchodzi od siebie, i to właśnie wyraża w tych słowach: "Rozrządził we mnie miłość".  

4.  O,  jakże  wielkie  to  słowa,  które  duszy  dopuszczonej  do  rozkoszy  Pańskiej  nigdy  nie 
powinny  wyjść  z  pamięci!  O,  jakże  to  przewyższająca  łaska,  której  by  człowiek  żadną 
zasługą swoją nie zdołał  osiągnąć, gdyby  nie  zapłata  nieskończona, którą Pan  sam  za nią 
położył! Prawda, że w tym swoim upojeniu i uśpieniu dusza sama i do aktów miłości się nie 
rozbudza. Ale błogosławione takie uśpienie, szczęśliwe takie upojenie, gdyż ono to sprawia, 
że  Oblubieniec  sam  dopełnia  to,  czego  dusza  w  tym  stanie  uczynić  nie  może.  I  w  taki 
przedziwny  sposób  rozrządza  w  niej  miłość,  iż  gdy  wszystkie  władze  umorzone  są  albo 
uśpione,  miłość  sama  pozostaje  żywa.  Za  cudownym  też  rozporządzeniem  Pańskim,  tak 
przedziwnie działa, sama nie pojmując tego, iż czystym i niepokalanym zjednoczeniem staje 
się jedno  z  samymże Panem  miłości,  z  Bogiem.  Nic  jej też  nie zakłóca  tego zjednoczenia, 
ani zmysły, ani władze wewnętrzne, to jest rozum i pamięć, ani wola nawet samej siebie tu 
nie rozumie.  

5. Przychodzi mi tu na myśl pytanie: czy jest jaka różnica między wolą a miłością. Zdaje mi 
się, że jest. Może to myśl dziecinna, ale tak mi się zdaje, że miłość jest to strzała, którą wola 
wypuszcza,  a  która,  jeśli  ma  cały  rozpęd  i  siłę  do  jakich  jest  zdolna,  to  jest,  jeśli  jest 
swobodna  od  wszelkich rzeczy  ziemskich i  Bogiem  tylko napełniona,  nie może nie  trafić  w 
cel swój, którym jest serce Boga. Za czym, utkwiwszy w tym sercu Bożym, które jest miłością 
samą,  od  niego  z  wielką korzyścią,  jak  to  niżej  objaśnię,  powraca  do  tego,  który  ją  wysłał. 
Jak  to  się  dzieje,  tego,  sądzę,  że  żaden  człowiek,  choćby  sam  na  sobie  tego  doznał,  nie 
wytłumaczy. Sama znam takich, których Pan nasz do tej wysokiej łaski na modlitwie podnosi 
i  dopuszcza  na  nich  to  święte  upojenie,  zawieszenie  i  zachwycenie  takie,  że  nawet  z 
zewnętrznej ich postawy znać, że odeszli od siebie, a gdy ich zapytać, co czują, zostając w 
tym  stanie,  nie  zdołają  dać  odpowiedzi  i  sami  nie  wiedzą  i  pojąć  nie  mogą,  w  jaki  sposób 
odbywa się w nich to działanie miłości.  

6.  Widać  tylko  i  jawnie  znać  korzyści  niezmierne,  jakie  dusza  z  tego  działania  odnosi. 
Świadczą  o  tym  skutki  niewątpliwe,  które  w  niej  pozostają:  utwierdzenie  w  cnotach, 
spotęgowanie  żywej  wiary,  stanowcze  wzgardzenie  światem.  Ale  jaką  drogą przyszły  jej  te 
dobra,  i  jaka jest  istota tej  rozkoszy,  którą się cieszy,  tego dusza zupełnie nie rozumie.  To 
tylko  wie,  że  z  samego  początku,  gdy  stan  ten  się  zaczyna,  napełnia  ją  słodkość 
niewypowiedziana.  Jasno  więc  potwierdza  się  tu  słowo  Oblubienicy,  że  mądrość  Boża 
zastępuje duszę w tym stanie, za nią działa i sama w niej tak rozrządza miłość, iżby w chwili 
uśpienia swego wzbogaciła się  w  te tak  nad  wyraz  wielkie łaski.  Gdy  ona  bowiem  w  takim 
odejściu od  siebie i  pochłonięciu  w  Bogu,  niezdolna  jest  działać  swymi  władzami,  jakże by 
mogła na nie zasłużyć? A kiedy takie wielkie łaski darmo jej daje, czy to rzecz podobna, by 
On, Mądrość Przedwieczna, dawał je na to tylko, aby z marną stratą czasu przez chwilę nimi 
się cieszyła, a żadnego z nich trwałego zysku i wzrostu w miłości Jego nie odniosła? Temu 
nikt chyba nie da wiary.  

background image

26 

 

7.  O  głębokości  tajemnic  Bożych!  Tu  już  nic  innego  nie  pozostaje,  jeno  uniżyć  przed  nimi 
nasz  rozum  i  wyznać,  że  do  zrozumienia  wielmożności  Pańskich  siła  jego  nie  starczy. 
Dobrze  nam  tu  wspomnieć  na  przykład  Panny  Najświętszej,  która,  choć  posiadała  tak 
wzniosłą  mądrość,  pytała  anioła:  "Jakże  się  to  stanie?"  Na  jego  jednak  odpowiedź:  "Duch 
Święty  zstąpi  na  Ciebie,  a  moc  Najwyższego  osłoni  Cię"  dalszych  pytań  i  rozstrząsań 
zaniechała.  Mając  bowiem  żywą  wiarę  i  mądrość  prawdziwą,  zrozumiała  natychmiast,  że 
wobec  oznajmionego  Jej  działania  Ducha  Świętego  i  mocy  Najwyższego,  nie  ma  już  nad 
czym myśleć, albo wątpić. Jakże inaczej postępują pewni uczeni (których Pan nie podniósł 
na  ten  stopień  modlitwy  i  pierwszych  początków  życia  duchowego  nie  mają),  którzy  tak 
wszystko  biorą  na rozum  i tak  argumentami swymi  wszystkiego chcą  dochodzić,  jak gdyby 
chcieli  swoją  nauką  zgłębić  wszystkie  wielkości  Boże.  Oby  tacy  zechcieli  choć  w  cząstce 
wziąć sobie naukę i przykład z pokory Panny Najświętszej!  

8.  O  Pani  moja,  jakże  dokładnie  stosuje  się  do  Ciebie  to,  co  Oblubienica  w  Pieśni  nad 
pieśniami mówi o cudownym zjednoczeniu Boga z duszą wybraną! Same też możecie się o 
tym  przekonać,  gdy  czytając  Oficjum  o  Najświętszej  Pannie,  które  co  tydzień  odmawiamy, 
znajdujecie tyle lekcji i antyfon, wziętych wprost stamtąd. Z przykładu i innych dusz świętych, 
każdy, o ile Bóg zechce mu dać tę łaskę, może wyrozumieć swój stan wewnętrzny, podobny 
do tego, który opisuje Oblubienica, gdy mówi, że "rozrządził w niej miłość". Same bowiem z 
siebie takie dusze nie mogą tego poznać, bo będąc w tym stanie uśpienia czy zachwycenia, 
nie widziały same, gdzie są, czy podobały się Panu, nic z swojej strony nie czyniąc wśród tak 
wielkich darów i nie dziękując Mu za tak wielką Jego hojność.  

9.  O  duszo  od  Boga  umiłowana,  nie  udręczaj  siebie  podobnymi  myślami!  Kiedy  Pan  w 
boskiej łaskawości swojej do takiego z sobą zjednoczenia cię podnosi, kiedy z taką niepojętą 
tkliwością  mówi  do  ciebie,  jak  do  Oblubienicy  z  Pieśni  nad  pieśniami:  "Wszystka  jesteś 
piękna, przyjaciółko moja", i tyle innych słów najczulszych, nie dopuści tego, byś Go w tejże 
chwili  obrazić  mogła,  ale  raczej  wesprze  cię  łaską  swoją,  abyś,  choć  sama  z  siebie  nic 
uczynić  nie  możesz,  Jego  boską  mocą  jeszcze  milszą  Mu  się  stała.  Widzi  On  bowiem  tę 
duszę wyzutą z siebie dla Jego miłości tak, iż sama siła miłości odjęła jej rozum i wszystkie 
inne władze, aby Go więcej jeszcze miłować mogła; miałżeby więc nie oddać siebie tej, która 
Jemu całą siebie oddaje? To być nie może; nie zniosłoby tego wspaniałomyślnie Jego serce.  

10. Dusza w tym stanie jest jakby złoto, które Pan darami swymi przetopił i oczyścił, a teraz 
jakoby kładzie na nie różnobarwne ozdoby  i rozmaitymi sposobami, dobrze znanymi duszy 
wyniesionej na ten stopień, obrabia ją i doświadcza, aby się okazało, jaką próbę wytrzyma. 
Otóż i dusza przez ten czas tak pozostaje nieruchoma, jak złoto w ręku złotnika. I Mądrość 
boska podoba sobie w  niej, widząc ją taką (a iż niewiele jest dusz, które by  z taką siłą Go 
miłowały),  więc  na  to  złoto,  im  rzadziej  się  je  spotyka,  tym  droższe  nakłada  kamienie  i 
nieprzeliczone ozdoby.  

11. A dusza co czyni w tym czasie? Tego nikt nie pojmie i ona sama nie pojmuje i nic więcej 
powiedzieć  nie  potrafi  nad  to  powiedzenie  Oblubienicy:  "Rozrządził  we  mnie  miłość".  Wie 
tylko,  że  miłuje,  ale  w  jaki  sposób  miłuje  i  co  to  jest,  co  miłuje,  tego  nie  rozumie.  Snadź 
nieograniczona  ta  miłość,  jaką  umiłował  ją  Król,  wynosząc  ją  do  tak  wysokiego  stanu, 
pociągnęła do siebie i złączyła z sobą jej miłość tak, że z tych dwojga miłości uczyniła jedną. 
Jakże rozum może pojąć taką miłość, tak prawdziwie ukrytą w Bogu i z Bogiem złączoną? 
Światło jego tak wysoko nie sięga, i  wzrok jego w tej tajemnicy się gubi. Trwa to niedługo. 
Stan ten prędko przemija, ale Bóg w tej krótkiej chwili, w sposób, jak mówiłam, dla rozumu 
niepojęty, tak w tej duszy rozrządza miłość, iż nie tylko w czasie samego zachwycenia, ale i 
potem bardzo jest miła i przyjemna w oczach Jego najświętszego Majestatu. Później i rozum 
jasno  pojmuje,  nie  rz

ecz  samą,  ale  jej  skutki,  gdy  widzi  duszę  całą  jaśniejącą  blaskiem 

nadziemskich ozdób, pereł i kamieni drogich, tak, iż na widok jej zdumiony woła: "Któraż to 
jest wybrana jako słońce?" O Królu prawdziwy, jakże słusznie Oblubienica tym mianem Cię 

background image

27 

 

zowie!  Ty 

w jednej chwili mocen jesteś nagromadzić i  wylać na duszę bogactwa, z których 

rozkosz jest wieczna. A jakże przedziwnie rozrządzoną, za przyjściem Twoim, miłość w niej 
zostawiasz!  

12. Mogłabym to, co mówię, poprzeć naocznym świadectwem, bo sama znałam takie dusze 
cudownie  od  Boga  ubogacone.  Pamiętam  między  innymi  jedną,  której  Pan  w  przeciągu 
trzech  dni  użyczył  takiej  obfitości  dóbr  niebieskich,  że  gdyby  nie  zmuszał  mnie  do  wiary 
codzienny od kilku lat widok tej duszy ubłogosławionej i ciągłego jeszcze coraz wyższego jej 
postępu, wydawałoby mi się to rzeczą wprost niepodobną. Drugą znałam, która takiejże łaski 
dostąpiła w ciągu trzech miesięcy, a obie były jeszcze w bardzo młodym wieku. Znałam za to 
inne, którym Bóg po długim dopiero czasie tego daru użycza, bo, jak mówiłam wyżej, mało 
jest takich, których by Pan do tego wysokiego stanu dopuścił pierwej, nim przebędą długie 
lata  cierpień  i  utrapień.  Są  jednak  takie  wyjątki,  na  dowód  czego  właśnie  wspomniałam  o 
tamtych  dwu,  i  mogłabym  jeszcze  kilka  innych  wymienić.  Nie  nasza  to  rzecz  wyznaczać 
miarę  i  granice  Panu  tak  wielkiemu  i  do  użyczenia  łask  swoich  tak  chętnemu.  Najczęściej 
jednak  bywa  tak,  że  którą  duszę  Bóg  wyniesie  do  tego  stanu,  udziela  jej  tych  łask,  które 
pozostawiają  tak  wielkie  cnoty  i  miłość  takim  żarem  płonącą,  że  ukryć  się  nie  może,  tym 
bardziej, że zawsze, mimo wiedzy nawet, dusze innych za sobą pociąga i do naśladowania 
pobudza.  Mówię  o  łaskach  prawdziwych  od  Boga,  a  nie  o  złudzeniach  i  widziadłach  z 
melancholii  się  rodzących  i  czysto  naturalnych  porywów,  które  później  czas  najlepiej 
wykrywa.  

13. "Rozrządził  we mnie miłość", a rozrządza w  taki sposób przedziwny, że miłość, jaką ta 
dusza  przedtem  kochała  się  w  świecie,  całkiem  ją  opuszcza.  Miłość  zaś  jaką  przedtem 
kochała sama  siebie,  zamienia się  w  nienawiść,  miłość,  jaką przedtem kochała krewnych  i 
bliskich, choć pozostaje, ale już ich tylko kocha dla Boga, a miłość nieprzyjaciół do takiego 
dochodzi w niej bohaterstwa, że gdyby nie ciągłe i niewątpliwe tego dowody, trudno by temu 
dać  wiarę.  Nade  wszystko  zaś  miłość  Boga tak  się  w  niej  potęguje  i  tak  w  niej  rośnie  bez 
miary,  że  nieraz  staje  się  dla  niej  męczarnią,  przewyższającą  jej  siły  naturalne.  Za  czym 
ustając i jakoby umierając od zbytniego jej nawału, mówi: "Obłóżcie mię kwieciem, obsypcie 
mię jabłkami, bo mdleję z miłości". 

ROZDZIAŁ 7  

Mówi o wielkich pragnieniach, jakie odczuwa oblubienica, aby cierpieć dla Boga i dla bliźnich, i o 

owocach, jakie te dusze zjednoczone z Bogiem przynoszą dla całego Kościoła.  

"Obłóżcie mię kwieciem, obsypcie mię jabłkami, bo mdleję z miłości" (Pnp 2, 5).  

1. O jakże dobrze ta boska mowa stosuje się do mego przedmiotu! Więc słodkość cię zabija, 
oblubienico święta? Jest ona rzeczywiście, jak się o tym przekonałam, nieraz tak nadmierna, 
iż wyniszcza niejako duszę i odbiera jej możność pozostania jeszcze przy życiu. Ustajesz i ty 
od  tej  słodkości,  o  kwiecie  prosisz?  Jakież  to  kwiecie?  Kwiaty  przecież  nie  mogą  być 
lekarstwem na twoją chorobę, chyba, że dlatego o nie prosisz, abyś już naprawdę umarła? 
W istocie b

owiem nie ma nic, czego by dusza w tym stanie mocniej nad śmierć pożądała. Ale 

snadź nie to ma na myśli Oblubienica, bo mówi: "Obłóżcie mię kwieciem"; a kto prosi, aby go 
wsparto, ten chyba nie śmierci pragnie jeno raczej życia, aby mógł jeszcze w czymkolwiek 
usłużyć Temu, o którym wie, że Mu wszystko jest winien.  

2.  Nie  sądźcie,  córki,  by  była  jaka  przesada  w  tym,  co  mówię,  że  dusza  umiera.  Jest  tu 
bowiem prawdziwe konanie i umieranie; prawdziwie miłość tu z taką nieraz działa potęgą, iż 
całkowicie opanowuje i pochłania wszystkie władze przyrodzone. Znam jedną osobę, której 
w chwili, gdy zostawała na tym stopniu modlitwy, dano było słyszeć głos, cudownie piękną 
pieśń  śpiewający.  I  osoba  ta,  jak  upewnia,  takie  miała  uczucie,  jakby  dusza  jej,  gdyby  on 

background image

28 

 

śpiew nie ustał, już już miała wyjść z ciała od tej nadmiernej słodyczy i rozkoszy, których Pan 
dawał  jej  kosztować.  Jego  Boski  Majestat,  nie  chcąc  by  umarła,  kazał  zaprzestać  tego 
śpiewu, ona bowiem w tym zupełnym zawieszeniu swoich władz prosić o to sama nie mogła; 
mogła  tylko  umrzeć,  mając  odjętą  zupełnie  wszelką  możność  jakiego  bądź  zewnętrznego 
działania i poruszenia, chociażby czuła niebezpieczeństwo nad nią wiszące. Był to stan taki, 
jak  wówczas,  gdy  komu  w  głębokim  śnie  pogrążonemu  śni  się,  że  grozi  mu  jakie  wielkie 
nieszczęście i chciałby się z niego ocalić, a ust otworzyć ani o ratunek wołać nie może.  

3.  Taka  jest  tylko  różnica,  że  to,  co  we  wspomnianym  wyżej  zdarzeniu  duszy  groziło, 
bynajmniej nie przedstawiało się jej jako nieszczęście, aniby się też chciała od niego uchylić. 
Śmierć nie byłaby jej przykra, przeciwnie, byłaby największą dla niej pociechą, bo tego tylko 
pragnie. O, jakże szczęśliwa byłaby to śmierć, ponieść cios śmiertelny z ręki takiej miłości! 
Ale Pan w takich chwilach daje jej światło, aby poznała, iż chce, aby jeszcze żyła. A wtedy 
ona, czując, że tej niebieskiej rozkoszy słaba jej natura nie zniesie, prosi Go o inną łaskę dla 
wyjścia z tej największej i mówi: "Obłóżcie mię kwieciem".  

Inny jest zapach tego kwiecia, niż tych kwiatów, które tu na ziemi pachną. Przez to kwiecie, o 
które tu prosi, rozumie ona, jak ja sobie jej słowa tłumaczę, łaskę czynienia wielkich rzeczy 
na  chwałę  naszego  Pana  i  na  pożytek  bliźnich.  Dla  otrzymania  też  tej  łaski,  chętnie  się 
zgadza  na  pozbawienie  siebie 

onej rozkoszy i pociechy  wewnętrznej. Mogłoby się zdawać, 

że  straci  na  zamianie,  gdy  Pan  tej  jej  prośby  wysłucha.  Zdaje  się  bowiem,  że  im  więcej 
będzie oddana życiu czynnemu, tym mniej będzie mogła się cieszyć życiem bogomyślnym, 
ale  to  tylko  pozornie.  W  duszy  do  tego  stanu  podniesionej,  Marta  zawsze  idzie  w  parze  z 
Marią.  Bowiem  w  jej  życiu  czynnym  i  na  pozór  zewnętrznym  działa  to,  co  wewnątrz  jest  i 
sprawy życia czynnego, gdy z tego korzenia wyrastają, są prawdziwym i wonnym kwieciem, 
bo  rodzą  się  na  drzewie  miłości  Bożej.  Dla  Niego  też  samego,  bez  żadnego  względu  na 
samą siebie, wydaje je dusza, za czym i woń tego kwiecia daleko się rozchodzi, na pożytek 
wielu, nie przemija prędko, ale wielkie i długotrwałe sprawia skutki.  

4. Objaśnię to lepiej,  abyście  rzecz  należycie  zrozumiały. Weźmy  na  przykład kaznodzieję, 
wygłaszającego  kazanie.  Ma  on  intencję,  by  kazanie  jego  było  na  pożytek  tym,  którzy  go 
słuchają,  nie  jest  jednak  tak  umartwiony  i  wolny  od  względów  ludzkich,  by  nie  pragnął 
zarazem  spodobać  się  słuchaczom,  zjednać  sobie  sławę  znakomitego  mówcy  i  uróść  w 
znaczenie, albo w nagrodę za swoje zalety krasomówcze pozyskać jakie wyższe stanowisko. 
Podobnych  przykładów  mogłabym  przytoczyć  wiele.  Jest  bowiem  wielu,  którzy  w  różny 
sposób  oddają  znaczne  usługi  bliźnim,  i  to  z  dobrym  zamiarem,  ale  czynią  to  z  wielką 
oględnością, by sami coś na tym nie stracili albo się komu nie narazili. Boją się narażać na 
prześladowanie;  starają  się  o  łaski  królów  i  panów,  i  o  popularność  u  ludu;  słowem,  we 
wszystkim  postępują  z  tym  oglądaniem  się  na  opinię  i  sądy  ludzkie,  które  w  takim  są 
poważaniu u świata. Tym też pozorem pokrywają i tłumaczą wiele swych niedoskonałości, i 
zowią to roztropnością. Dałby Bóg, by to była prawdziwa roztropność.  

5. Przypuśćmy, że te ich sprawy istotnie będą Bogu na chwałę i wiele przyniosą pożytku; ale 
nie zdaje mi się, by były one tym kwieciem, o które prosi oblubienica. Kwiecie to bowiem, jak 
sądzę,  jest  to  czyste  i  wyłączne  w  każdej  sprawie  szukanie  jedynie  czci  i  chwały  Bożej. 
Dusza też, którą Pan do tego stanu wyniesie, jak się o tym sama przekonałam, tak zupełnie 
nic nie myśli o sobie, ani nie pyta o własny zysk czy stratę, jak gdyby zgoła nie istniała. Tego 
jedynie  patrzy,  aby  służyła  i  pociechę  sprawiła  Panu.  Wiedząc  zaś,  jaką  nieskończoną 
miłością  Pan  miłuje  dusze  ludzkie,  i  pragnąc  dogodzić  tej  Jego  miłości,  zrzeka  się  chętnie 
swoich  przyjemności,  by  służyć  jak  najgorliwiej  tym  duszom  ukochanym  i  wskazać  im, 
według  możności,  prawdy  do  zbawienia  potrzebne.  Nic  się  też,  jak  mówiłam,  o  to  nie 
troszczy, czy na takim poświęceniu siebie sama nie straci. Nic więcej nie ma na myśli, tylko 
pożytek  bliźnich  i  dla  większej  chwały  Bożej  cała  się  im  z  zapomnieniem  o  sobie  oddaje, 
gotowa i życie własne, na wzór męczenników, w tym boju o zbawienie dusz położyć. Mówi 

background image

29 

 

też do nich mową, jakoby osnutą i obleczoną w tę wzniosłą miłość Bożą, albo jeśli jej to kiedy 
na myśl przyjdzie, wcale nie zważa na to, czy taka jej mowa podoba się lub nie podoba się 
ludziom. Takie dusze zwykle wiele dobrego sprawiają wśród swych bliźnich.  

6.  Przychodzi  mi  tu  na  myśl  ona  Samarytanka,  bo  i  często  o  niej  myślę.  Jak  ona  snadź 
musiała być głęboko zraniona tą strzałą miłości, gdy tak dobrze zrozumiała słowa, które do 
niej mówił Zbawiciel. Zostawiła Go bowiem samego i pobiegła do  miasta, dla zaniesienia o 
Nim wiadomości innym, aby i oni przyszli i posłuchali Go, i pożytek dla dusz swych odnieśli. 
O  jakże  dobrze,  szczęśliwa  ta  niewiasta,  przykładem  swoim  objaśnia  nam  to,  co  wyżej 
powiedziałam!  I  jakże  hojną  za  tak  wielką  miłość  otrzymała  nagrodę,  gdy  dostąpiła  tego 
szczęścia, że wszyscy słowom jej uwierzyli, i że dano jej było patrzyć na te wielkie rzeczy, 
które  Pan  uczynił  wśród  tego  ludu  dla  jego  dobra!  Jest  to,  sądzę,  jedna  z  największych 
pociech,  jakich  może  człowiek  dostąpić  na  tej  ziemi,  gdy  widzi  dusze  za  sprawą  jego  z 
grzechu  powstające,  albo  w  cnotach  postępujące.  Wtedy  już,  że  tak  powiem,  kosztuje 
słodkiego owocu z kwiecia swego. Szczęśliwy, komu Pan użyczy takiej łaski; tym większy ma 
później  obowiązek  służenia  Mu  bez  podziału.  Niewiasta  ona  w  upojeniu  swoim  biegła  po 
ulicach  miasta,  wołając  wielkim  głosem.  Co  mnie  tu  najbardziej  zadziwia,  to,  że  tak  łatwo 
wszyscy  uwierzyli  na  słowo  jednej  niewiasty  i  to  snadź  nie  bardzo  znacznej,  kiedy  sama 
chodziła  po  wodę.  Pokorę  jednak  miała  wielką,  bo  gdy  jej  Pan  wyliczał  jej  grzechy,  nie 
obraziła  się  (jak  to  dziś  zwykli  czynić  ludzie  na  świecie),  ale  raczej  z  uwielbieniem  uznała 
Pana prorokiem. Uwierzyli jej też ludzie i na jedno jej świadectwo wielką gromadą wyszli  z 
miasta, pragnąc ujrzeć Pana.  

7.  Takie  to,  powtarzam,  odnosi  korzyści,  kto  po  kilkuletnim  przestawaniu  na  wewnętrznej 
rozmowie z Boskim Majestatem, ciesząc się już pociechami i rozkoszami Bożymi, których mu 
Pan w tym świętym obcowaniu użycza; nie waha się przecie służyć Jemu w pracach wielkich 
i  trudnych,  chociażby  z  pozbawieniem  siebie  onych  rozkoszy  i  słodkości.  Takie  kwiecie, 
mówię,  takie  czyny,  zawiązane  i  zrodzone  na  drzewie  takiej  żarliwej  miłości,  nierównie 
silniejszą  i  trwalszą  woń  z  siebie  wydają.  Taka  dusza  większą  przyniesie  korzyść  słowy  i 
uczynkami  swymi,  niż  wielu  innych,  którzy  podobne  rzeczy  czynią,  ale  przyćmione  pyłem 
zmysłowej natury i pewnymi względami na własny pożytek.  

8. Kwiecie to wydaje swój owoc, i to są owe jabłka, o których mówi Oblubienica: "Obsypcie 
mię jabłkami". Daj mi, Panie, woła, utrapienia, daj prześladowania! Tego prawdziwie pożąda i 
pożądanie to samo z siebie w niej się rodzi, bo nie szukając już w niczym własnego swego 
zadowolenia,  jeno  zadowolenia  i  upodobania  Boga,  chce  naśladować,  jak  tylko  może,  to 
życie najboleśniejsze, jakim żył Chrystus.  

Drzewo jabłoni, według mojego rozumienia, oznacza drzewo Krzyża, jako i na innym miejscu 
Pieśni  Pan  mówi:  "Pod  drzewem  jabłoni  wzbudziłem  cię".  Dusza  obłożona  utrapieniem  i 
krzyżami  może  się  spodziewać  wielkiej  pomocy  od  Boga.  Choć  nie  używa  już  tak 
ustawicznie rozkoszy kontemplacji, i raczej rozkosz  znajduje w cierpieniu,  cierpienie jednak 
nie  tak  ją  pochłania  i  sił  jej  nie  niszczy,  jakby  to  niechybnie  sprawiła  kontemplacja,  gdyby 
dusza  ciągle  miała  zostawać  w  tym  zawieszeniu  swoich  władz,  jakie  zwykle  towarzyszy 
kontemplacji.  A  i  niezależnie  od  tego  względu,  słusznie  dusza  prosi  o  cierpienie,  bo  nie 
przystoi  jej  wciąż  używać  rozkoszy,  a nie mieć cierpienia,  by  w  czymkolwiek  służyć  Panu i 
dzielić z Nim Jego boleści. Widzę to w niektórych duszach (dla grzechów bowiem naszych, 
takich  dusz  jest  niewiele),  że  im  wyżej  postąpią  w  tej  modlitwie  i  im  hojniejsze  otrzymują 
pociechy  od  Pana  - 

tym  gorętszą  wolą poświęcają siebie dla dobra  bliźnich,  a szczególnie 

dla  zbawienia  dusz.  Dla  wyrwania  też  choćby  jednej  z  grzechu  śmiertelnego,  tysiąc  razy 
gotowe by, jak mówiłam wyżej, oddać życie swoje.  

9.  Są  to  rzeczy  niełatwe  do  uwierzenia  tym,  którzy  dopiero  poczynają  otrzymywać  łaski  i 
pociechy od Pana. Takim racz

ej może się wyda, że dusze te wspaniałomyślnie wiodą życie 

background image

30 

 

nie bardzo doskonałe, bo według nich, życie duchowe na tym się zasadza, by każdy tak, jak 
oni, spokojnie siedział  w swoim kącie i używał pociech. Jest w tym zdaje mi się, miłościwe 
zrządzenie  Opatrzności  Pańskiej,  że  ci  początkujący  nie  rozumieją  wysokości,  na  jakiej 
stanęli tamci doskonali. W zapale bowiem pierwszych początków chcieliby od razu, jednym 
skokiem,  dostać  się  na  tę  wysokość,  a  to  nie  byłoby  dla  nich  z  pożytkiem,  bo  jeszcze  nie 
dorośli i potrzeba im jeszcze przez dłuższy czas karmić się tym mlekiem, o którym mówiłam 
na  początku.  Niech  spokojnie  zostają  przy  boskich  piersiach.  Pan  w  swoim  czasie,  gdy 
urosną w siłę, sam o nich pomyśli i podniesie ich wyżej. Teraz, zrywając się przed czasem, 
zamiast postępu, jaki sobie obiecują, wyrządziliby sobie tylko szkodę. Kiedy zaś nastaje dla 
duszy  pora  właściwa,  aby  mogła  bez  szkody  dla  siebie  rozszerzyć  i  podnieść  pragnienia 
swoje do pracy i poświęcenia się dla pożytku drugich, oraz jak niebezpieczną jest rzeczą tę 
porę  wyprzedzać,  to  znajdziecie  obszernie  wyjaśnione  w  księdze  wyżej  wspomnianej.  Nie 
będę tu powtarzała tego, co tam powiedziałam. Nie chcę się też dłużej nad tym rozszerzać, 
bo  jedynym  moim  zamiarem  przy  rozpoczęciu  tego  pisania  było  to,  byście  nauczyły  się  z 
niego sposobu wykorzystania na waszą pociechę niektórych słów Pieśni nad pieśniami, gdy 
je  czytacie  albo  ich  słuchacie,  i  byście  sobie  przypominały  te  wielkie  tajemnice,  jakie  się 
zawierają w tych słowach, choć może niezrozumiałych. Dalej się w te głębokości zapuszczać 
byłoby z mojej strony zuchwalstwem.  

10.  Daj  Boże,  by  i  to  już  nie  było  zbytnią  śmiałością,  co  w  powyższych  uwagach 
powiedziałam,  choć  uczyniłam  to  dla  spełnienia  rozkazu  tego,  któremu  winna  jestem 
posłuszeństwo.  Niech  to  wszystko  będzie  na  chwałę  Boskiego  Majestatu!  A  jeśli  w  tym 
pisaniu jest co dobrego, bądźcie pewne, że nie jest to moje, co zresztą mogą poświadczyć 
siostry,  które  są  przy  mnie,  bo  widziały,  z  jakim  pośpiechem  pisałam  dla  wielu  innych 
zatrudnień. Błagajcie za mną Boski Majestat, abym te rzeczy, o których mówiłam, własnym 
doświadczeniem poznała. A której by się zdawało, że dostąpiła w cząstce jakiej z łask wyżej 
opisanych, niechaj chwali Pana i niechaj Go prosi o to ostatnie, aby nie sama tylko dla siebie 
korzyść odniosła.  

Niechaj Pan łaskawy trzyma nas w ręku swoim i uczy nas wszędzie i we wszystkim spełniać 
Jego wolę. Amen. 

MODLITWA 

Ojcze Przedwieczny, niech się święci Imię Twoje. Znać Ciebie to Życie wieczne, Znać Ciebie 
to znać Prawdę. Ojcze wszelkiej Mądrości, uświęć mnie Swoim Świętym Duchem, aby moje 
serce ogłaszało przypowieści pełne mądrości.  

Jedyne  i  Doskonałe  Źródło  Najwyższej  Miłości,  Majestacie,  zachwyć  moje  serce,  aby 
chwaliło Ciebie we dnie i w nocy. 

Fontanno  Mirry  i  Aloesu,  otocz  moją  nędzną  duszę  Swoim  delikatnym  zapachem,  aby  mój 
Król, Twój Umiłowany Syn, nie odwrócił ode mnie Swoich Oczu w chwili, gdy Go spotkam.  

Znać  Ciebie  to  trwać  w  Twej  Światłości,  w  tej  Światłości,  która  pokazuje  mi  Drogę  i  która 
przyciąga mnie do śladów Twego Umiłowanego Syna.  

Źródło Wody Żywej, przyjdź, przyjdź mnie zanurzyć, mnie, Twoje dziecko, w Twoim Potoku, 
który obficie tryska z Twej Świątyni.  

O, Boże, kocham Cię aż do łez, jakże moja nędzna dusza wzdycha do wszystkiego, co jest 
Święte.  Jakże  moja  dusza  smakuje  w  Twojej  Czułości.  Jahwe,  Ty  jesteś  moim  Bogiem, 
uwielbiam Twoje Imię, bo spojrzałeś na moją nędzną duszę i napełniłeś ją jasnością Twojej 
Chwały. Moje serce śpiewa Tobie, Ojcze, mój duch raduje się w Twoim Duchu. O, Boże, mój 
Ojcze,  pozwól  mojej  duszy  rzucić  się  w  Twoje  kochające  Ramiona.  Wyciśnij  teraz  Swoją 
Pieczęć  na  moim  sercu,  aby  moja  miłość  do  Ciebie,  stała  się  silniejsza  niż  sama  śmierć. 
Amen.