background image

 

 

                      CHARLOTTE  HUGHES 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

                                 TYGRYSICA 

 
 
 
 
 
 
 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
                             Przełożyła Katarzyna Wojsz 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

ROZDZIAŁ 1 

 
Z  pewnością  umrze.  Nie  mogła  zrobić  nic,  by  się  uratować.  Trzeba 

było zostać w samochodzie. Nawet idiota pozostałby tam! 

Natalie  Courtland  wydała  przejmujące  westchnienie  rozpaczy,  a  jej 

oddech  pokrył  zmarznięte  wargi  warstewką  szarej  pary.  Śnieg  wirował 
wokół jak ogromne białe tornado, oślepiając i kąsając, jak gdyby miał ją 
za  chwilę  wchłonąć  w  sam  wir  zamieci  i  porwać  ze  sobą.  Przy  każdym 
kroku  czuła  ból.  Od  dłuższego  czasu  przeszywały  ją  silne  dreszcze, 
bolały  kości  i mięśnie.  Przymknięte  powieki  niemal przymarzły, stopy i 
dłonie  były  sztywne  i  zdrętwiałe.  Upadała  wiele  razy,  szukając  po 
omacku  drogi  przez  las  -  przywykła  już  do  tego.  Zabłądziła  i  krążyła 
wciąż  po  bezdrożach,  nie  wiedząc  jak  długo  już  to  trwa.  Była  pewna 
jedynie własnego pragnienia, by umrzeć, by ktoś skrócił jej cierpienia. 

Przez  chwilę  Natalie  zdawało  się,  że  widzi  nikły  ruch  między 

drzewami.  Czyżby  naigrawała  się  z  niej  jej  własna  wyobraźnia? 
Dlaczego wówczas skręciła z głównej drogi, szukając stacji benzynowej? 
Dlaczego  wpadła  do  rowu?  Po  co  wreszcie  zgodziła  się  na  wyjazd  do 
Północnej  Karoliny  na  ślub  przyjaciółki?  Żeby  tylko  mogła  natknąć  się 
na  jednego  z  bernardynów,  które  patrolują  zasypane  śniegiem  okolice, 
poszukując  zabłąkanych.  Proszę,  oto  znów  przychodziły  jej  do  głowy 
bezsensowne  myśli.  To  bez  wątpienia  wyczerpanie.  Oddałaby  swoje 
futro ze srebrnych lisów, aby siedzieć teraz przed ciepłym kominkiem, z 
filiżanką parującej kawy w dłoniach. 

Nie chciała dopuścić do  głosu pragnień równie odległych, jak zamiar 

dosięgnięcia  którejś  z  gwiazd.  Każdy  krok  był  czystą  torturą.  Słyszała 
swój  szloch,  błaganie  o  pomoc,  lecz  ten  głos  brzmiał  obco.  Jej  struny 
głosowe były napięte, jak gdyby miały pęknąć wraz z kolejnym spazmem 
krzyku. 

Nick  Jordan  siedział  na  kuchennym  krześle.  Nagle  znieruchomiał 

przeczuwając,  że  dzieje  się  coś  złego.  Spojrzał  na  setera,  który  lizał 
właśnie nowo narodzonego szczeniaka. 

- Wszystko w porządku, Daisy? - zapytał. 
Suczka przerwała na chwilę macierzyńskie ablucje i nastawiła uszy. Z 

pewnością również coś usłyszała. Nick wstał i wyjrzał przez okno. Śnieg 
padał  obficie,  z  prędkością  co  najmniej  kilku  centymetrów  na  godzinę. 
Nick  nigdy  przedtem  nie  widział  zamieci,  ale  nie  to  go  niepokoiło. 
Wyczuwał  coś  niedobrego.  Był  człowiekiem,  który  zazwyczaj  słucha 

1

RS

background image

 

 

swojego  instynktu.  To  właśnie  instynkt  wiele  razy  uratował  mu  życie, 
więcej niż mógł spamiętać. 

Nick podszedł do tylnych drzwi i otworzył je, by się rozejrzeć. 
"Kto powiedział, że na Południu nigdy nie pada śnieg?" - pomyślał. 
Wtem usłyszał jakiś odgłos. Czyżby wiatr? Wewnętrzny głos nakazał 

mu to sprawdzić. Ściągnął z wieszaka długi, futrzany płaszcz i włożył go 
na  siebie.  Następnie  owinął  szalikiem  szyję,  twarz  i  wcisnął  wielkie 
dłonie  w  parę  brązowych,  skórzanych  rękawic.  Nim  wyszedł  za  próg 
tylnych  drzwi,  odwrócił  się,  by  sprawdzić,  czy  wszystko  w  porządku  z 
Daisy.  Ledwie  odszedł  parę  metrów,  uświadomił  sobie,  że  zapomniał 
latarki.  Chciał  już  po  nią  wrócić,  ale  zatrzymał  go  głos  dobiegający  od 
strony stodoły. Czyjś płacz? Gdy szedł, śnieg skrzypiał mu pod butami. 

Natalie  podniosła  się  ze  śniegu,  w  który  upadła  i  usiłowała  zetrzeć  z 

twarzy  biały  pył.  Widziała,  jak  przez  mgłę.  Łzy  zamarzały  na  jej 
policzkach.  Gdy  usłyszała  hałas,  zdrętwiała.  Jednak  coś  usłyszała 
poprzez  wycie  wiatru.  Kątem  oka  dostrzegła,  że  to  coś  się  porusza.  Do 
diabła,  gdyby  tylko  mogła  normalnie  widzieć.  Zaciśniętymi  pięściami 
tarła oczy. 

Coś  okrążyło stodołę  i  stało  tam  -  wielkie, pokryte futrem i  straszne. 

Niedźwiedź?  Poczuła  ucisk  w  gardle.  Nie  przeżyje  ataku  niedźwiedzia. 
Jak gdyby nacierając powoli, owo coś zbliżyło się i sięgnęło po nią. Fala 
strachu  ogarnęła  jej  ciało.  Krzyk  Natalie  przeszył  mroźne  powietrze,  a 
potem pochłonęła ją ciemność. 

Nick  wpatrywał  się  w  skręconą  postać,  leżącą  w  śniegu.  Widział  już 

kiedyś  ciała  rozrzucone  po  polach  bitew,  lecz  w  tej  chwili  był 
wstrząśnięty  widokiem,  który  miał  przed  sobą. Wyglądała  tak  subtelnie, 
tak wiotko na tle szalejącej burzy. Nie marnując ani chwili, porwał ją na 
ręce i podążył w kierunku domu. 

Gdy  znalazł  się  w  środku,  skierował  się  do  sypialni,  sąsiadującej  z 

kuchnią i delikatnie położył ją na łóżku. Jednym ruchem zrzucił z siebie 
ciężki  płaszcz  i  cisnął  go  na  podłogę  wraz  z  szalikiem  i  rękawiczkami. 
Dotknął  jej  czoła  i  policzka,  myśląc  o  tym,  że  mogłaby  uchodzić  za 
porcelanową  figurkę.  Jej  futro  pokrywała  lodowo-śniegowa  skorupa, 
ubranie  było  wilgotne.  Niewątpliwie  miała  znacznie  obniżoną 
temperaturę, może było to nawet odmrożenie. 

Psiakrew, cóż on wiedział o jednym i drugim? "Do diabła, pomyśl!" - 

nakazał sobie. 

Jednego był pewien - będzie musiał zdjąć z niej to ubranie. Najpierw 

ściągnął  obszerne  futro.  Każdy  włosek  zamienił  się  w  sopel  lodu  i 

background image

 

 

obciążał  płaszcz,  lecz  prawdopodobnie  to  właśnie  utrzymało  ją  przy 

życiu.  Następnie  przyszła  kolej  na  śliwkowy  żakiet  i  barwną  bluzkę. 
Przypominało to rozbieranie miękkiej, szmacianej lalki. Nick nie musiał 
oglądać  metek  jej  ubrań,  aby  mieć  pewność,  że  są  kosztowne.  Zawahał 
się przez moment, nim odpiął guziki spódnicy, potem zdjął halkę. 

Lata  doświadczeń  z  kobietami  nie  przygotowały  go  na  widok  jej 

bielizny.  Biustonosz  i  majtki  uszyte  były  z  tkaniny  koloru  szampana, 
cieniutkiej jak pajęczyna. Nigdy przedtem nie widział takiego materiału. 
Był  w  doskonałym  gatunku  i  piekielnie  seksowny.  Jej  ciało  zostało 
stworzone  dla  mężczyzny.  Nagle  zadrżała,  a  Nick  gwałtownie  podniósł 
głowę. Jego spojrzenie napotkało parę chabrowo-błękitnych oczu. 

- Kim pan jest? - Jej głos był ochrypły i niewyraźny. 
- Jestem Nick. Nick Jordan. Znalazłem panią w śniegu. Natalie była w 

jakiś  niejasny  sposób  świadoma,  że  nie  ma  na  sobie  nic.  Jednak  w  tej 
chwili nie wydawało się to szczególnie istotne. Była zbyt zmęczona. 

- Zamierza mnie pan zgwałcić? - Wiedziała, że nie będzie w stanie się 

obronić. 

To pytanie kompletnie go zaskoczyło. Ostatnia rzecz, jakiej chciał, to 

ją przestraszyć. Uśmiechnął się i okrył ją kołdrą. 

- Nie. Nie na pierwszej randce. 
Nie zareagowała. Jej powieki zatrzepotały i przymknęły się ponownie. 

Nick  odetchnął  głęboko,  niepewnie  i,  próbując  pozostać  obojętnym, 
sprawdził  jej  stopy  i  dłonie.  Były  delikatne,  z  paznokciami 
pomalowanymi  na  koralowo.  Kolor  jej  skóry  zbliżony  był  do 
normalnego. Nie mógł pojąć, jak uniknęła odmrożenia. W każdym razie 
wyglądała na zdrową. 

Nick  przysunął  krzesło  do  łóżka  i  długo  ją  obserwował;  jego  ciało 

zesztywniało  z  napięcia.  Oddychała  płytko.  A  jeśli  umrze?  Ta  myśl 
wstrząsnęła  nim.  Widział  wystarczająco  wiele  śmierci,  by  starczyło  mu 
tego  na  całe  życie.  "Sprawdź  puls  "  -  rozkazał  sobie.  Ku  własnemu 
zaskoczeniu wyczuł; go natychmiast. Westchnął z ulgą. 

- A jednak udało ci się, piękna damo. 
Poszedł  do  kuchni  i  wyjął  z  szafki  butelkę  whisky.  Trzęsły  mu  się 

ręce. Nie pomyślał nawet o kostkach lodu. Wlał do szklanki dużą porcję i 
wypił ją jednym haustem. 

Natalie powoli odzyskiwała przytomność. Kilkakrotnie słyszała jakieś 

odgłosy,  ale  była  zbyt  zmęczona,  by  otworzyć  oczy  i  sprawdzić.  Nie 
liczyło się nic poza tym, że było jej ciepło. 

3

RS

background image

 

 

Kiedy wreszcie podniosła powieki, widziała jak przez mgłę. Zmrużyła 

oczy i usiłowała skupić wzrok na otaczających ją przedmiotach. Leżała w 

łóżku. Promienie słońca padały ukośnie przez drewniane żaluzje wiszące 
w oknie, które bez firanek wyglądało nago. 

Nago? 
Zajrzała  pod  kołdrę  i  ze  zdumienia  otworzyła  usta.  Ktoś  zdjął  z  niej 

całe ubranie. Nawet biustonosz i majtki! 

Wspomnienia  poprzedniej  nocy  powracały  powoli,  zmuszając  ją  do 

ogromnej  koncentracji  -  jak  gdyby  próbowała  dojrzeć  minione 
wydarzenia przez mętną wodę. 

Padał  śnieg.  Doskonale  pamiętała  wędrówkę  pośród  zamieci,  gdy  jej 

ciało  drętwiało  z  zimna.  Potem...ten  niedźwiedź.  Wielki,  brzydki  i 
pokryty futrem stwór sięgał po nią. Był to ostami obraz, jaki podsuwała 
jej pamięć. 

Lecz  co  robiła  teraz  w  obcej  sypialni,  której  nie  widziała  nigdy 

przedtem?  Jej  spojrzenie  błądziło  po  pokoju,  przeźlizgując  się  po 
staromodnym  żelaznym  łóżku  i  prostych,  dębowych  meblach. 
Diamentowy  zegarek  marki  Lucien  Piccard  leżał  na  nocnej  szafce. 
Dostrzegła dwoje drzwi; miała nadzieję, że jedne z nich są drzwiami od 
szafy, w której zamknięte są jej ubrania. 

Ściągnęła  z  łóżka  kordonkowa  kapę  i,  siadając,  owinęła  ją  wokół 

ciała. Odetchnęła swobodniej. Nigdy jeszcze nie czuła się tak słaba. Nogi 
niema uginały się pod nią, gdy wstawała z łóżka. Ściskając dla pewności 

żelazną  poręcz,  czekała,  aż  minie  zawrót  głowy.  Pokój  kołysał  się  jak 
statek  na  wzburzonym  morzu.  Czuła  się  niepewnie;  zmuszona  była 
przystawać i zastanawiać się przed każdym krokiem, zanim go wykonała. 

Odetchnąwszy  głęboko,  Natalie  powoli,  ostrożnie  zbliżała  się  do 

drzwi.  Gdy  dotarła  do  najbliższych,  przekręciła  gałkę  i  ze  zdumieniem 
spostrzegła, że obraca się ona jednocześnie w przeciwnym kierunku. 

Coś - lub ktoś - było za nimi. 
Drzwi  pchnięto  z  drugiej  strony  i  oto  ujrzała  to  potworne  zwierzę! 

Wciąż  w  szoku,  Natalie  zakryła  oczy  dłońmi  i  wrzasnęła  tak  głośno,  że 
jej  krzyk  odbił  się  echem  od  ścian.  Narzuta  niemal  ześlizgnęła  się  z  jej 
nagiego ciała. Jednak w tej sytuacji nic ją to nie obchodziło. 

-  Do  diabła,  czy  mogłaby  pani  przestać  wrzeszczeć!  -Nick  obiema 

rękami  objął  głowę.  Miał  potwornego  kaca.  Na  widok  tak  bliskiej 
nagości zaczerpnął głęboko powietrza. 

Natalie  podniosła  wzrok.  To  wcale  nie  niedźwiedź.  To  mężczyzna 

ubrany  w  ogromny,  futrzany  płaszcz  -  najbrzydszy  płaszcz,  jaki 

4

RS

background image

 

 

kiedykolwiek  widziała.  Przypływ  ulgi  rozluźnił  jej  mięśnie.  Potem  ze 
wstydem  uświadomiła  sobie  swoją  nagość  i  otuliła  się  szczelniej  kapą, 
czując na sobie wzrok mężczyzny. 

-  Och!  dzięki  Bogu,  jest  pan  człowiekiem  -  powiedziała  w  końcu, 

rumieniąc się z zażenowania. 

-  A  kogo  się  pani  spodziewała?  Potwora?  -  zapytał.  Na  jego  twarzy 

malowała  się  kpina.  Prawdopodobnie  był  to  objaw  zmieszania  i 
dezorientacji  -  termin  ten  wyczytał  w  starym  słowniku  medycznym 
swojej matki, który studiował ostatniej nocy. 

Nick  patrzył  na  nią  uparcie.  Ponad  węzłem  narzuty  widoczny  był 

fragment  biustu.  Miejsce  to  przyciągało  jego  wzrok,  tak  jak  płomień 
przyciąga  suche  liście.  Wciąż  pamiętał  owalne  znamię  na  wewnętrznej 
stronie jej uda. 

Natalie  zaśmiała  się  nerwowo,  kurczowo  przyciskając  narzutę  do 

piersi. 

-  W  nocy  miałam  koszmarny  sen;  śniło  mi  się,  że  zaatakował  mnie 

niedźwiedź. 

Słuchał,  nie  odrywając  wzroku  od  wdzięcznego  kształtu  jej 

spadzistych ramion. 

- Wiem, że to brzmi głupio - wyszeptała. 
Nie  wiadomo,  dlaczego  mężczyzna  ten  przywracał  jej  bolesną 

świadomość,  że  pod  kordonkowa  kapą  jest  zupełnie  naga.  Podniosła 
wzrok.  Jego  oczy  były  brązowe,  podobnie  jak  włosy,  pocieniowane 
kasztanowymi  refleksami.  Nic  dziwnego,  że  poprzedniej  nocy  wyglądał 
dziko  i  przerażająco.  Miał  z  pewnością  niewiele  mniej  niż  dwa  metry 
wzrostu.  Ramionami  sięgał  framugi  drzwi,  a  futrzany  płaszcz  sprawiał, 

że wyglądał dwa razy potężniej. Kształt jego brody znamionował upór i 
swoistą  siłę.  Może  nie  był  klasycznie  piękny,  ale  na  pewno  mógłby 
zawrócić w głowie niejednej dziewczynie. Miał zmysłowe usta, a ciemny 
kilkudniowy zarost nadawał jego twarzy zawadiacki wygląd. 

-  Prawdę  mówiąc  -  rzekła  Natalie,  spuszczając  wzrok  -nie  pamiętam 

zbyt wiele. 

-  To  z  wycieńczenia  i  obniżonej  temperatury.  Piekielnie  mnie  pani 

wystraszyła. Jak długo przebywała pani na tym mrozie? 

Wzruszyła ramionami. 
- Straciłam poczucie czasu. 
- Myślałem, że już z panią koniec. 
- Przepraszam za kłopot, jaki sprawiłam - powiedziała. Wyciągnęła z 

wahaniem rękę. - Przy okazji, jestem Natalie Courtland z Atlanty. 

5

RS

background image

 

 

-  Nick  Jordan.  -  Uścisnął  jej  dłoń,  lecz  szybko  ją  uwolnił.  Jego 

ciśnienie podskoczyło gwałtownie, gdy narzuta, ześlizgnąwszy się z niej, 
częściowo  odsłoniła  idealne  ciało.  Wprawdzie  widział  je  już  przedtem, 
lecz  poprzedniej  nocy  walczył  o  jej  życie.  Przypomniał  sobie,  że  woli 
drobne  kobietki  z  długimi,  czarnymi  włosami,  lecz  przecież  ta  była 
całkiem niezła, pomimo krótkiej blond fryzury. Wysoka i szczupła, miała 

śliczną  cerę.  Jej  usta  wydawały  się  miękkie  i  wilgotne,  jak  dojrzała 
brzoskwinia o poranku. 

-  Jest  pani  wciąż  blada.  Proszę  wskoczyć  na  łóżko,  żebym  mógł 

sprawdzić pani stopy. 

-  Moje  stopy?  -  Pod  wpływem  jego  głębokiego  spojrzenia  Natalie 

poczuła  się  skrępowana.  Bez  zmrużenia  powiek  patrzyła  w  oczy 
dostatecznie  wielu  ludziom  w  sądzie,  nie  wyłączając  sędziów,  lecz 
trudno jej było utrzymać kontakt wzrokowy z tym mężczyzną. 

Wskazał  łóżko,  a  Natalie  zrobiła  to,  o  co  ją  prosił.  Nick  ściągnął 

rękawiczki,  zrzucił  płaszcz,  by  ogrzać  dłonie,  potarł  nimi  o  swoje 
muskularne uda. 

-  Chcę  się  tylko  upewnić,  że  nie  odmroziła  ich  pani,  włócząc  się 

ubiegłej nocy po lesie jak Czerwony Kapturek. 

- Próbowałam szukać pomocy. 
- Nie powinna pani nigdy wychodzić z samochodu podczas zamieci. - 

Ujął w dłoń jedną stopę i ścisnął ją delikatnie. 

- Czuje pani? - Usiłował nie patrzeć na zgrabną nogę. Przytaknęła: 
- Stopy i dłonie są w porządku, czuję w nich tylko lekkie mrowienie. - 

Była  zahipnotyzowana  wielkością  jego  dłoni,  pokrytych  brązowymi 
włosami  i  twardych  jak  wyprawiona  skóra.  Zgrubienia  u  nasady  ich 
palców  pozwoliły  jej  domyślić  się,  że  przyzwyczajony  był  do  ciężkiej 
pracy.  Mimo  to  dłonie  były  delikatne  i  wzniecały  mnóstwo  odczuć  we 
wgłębieniu jej stopy. 

- Miała pani szczęście, że dotarła pani do mojego domu. 
- Panie Jordan... - Cofnęła stopę. 
- Nick. 
-  Czy  mógłby  mi  pan  powiedzieć,  gdzie  jestem  i  dlaczego  jestem... 

hm... naga? 

-  Jesteśmy  na  plantacji  brzoskwiń  w  Cowpens,  w  Południowej 

Karolinie,  a jest  pani  naga,  ponieważ  panią  rozebrałem. - Zabrzmiało  to 
jak stwierdzenie faktu, a nie jak wyjaśnienie. 

-  Och!  -  Natalie  poczuła,  że  żołądek  jej  się  kurczy  na  myśl  o  tych 

dłoniach  dotykających  jej  ciała.  Niespokojnie  podciągnęła  narzutę.  Ten 

6

RS

background image

 

 

człowiek  miał  pewnie  w  zanadrzu  całkiem  rozsądne  wytłumaczenie. 
Albo  był  zboczeńcem.  -  Czy  mogłabym  wiedzieć  dlaczego  mnie  pan 
rozebrał? -Miała uczucie, że bawił się kosztem jej skrępowania. 

Dostrzegł  jaskrawe  rumieńce  na  jej  policzkach.  Kusiło  go,  by 

pozwolić jej domyślać się najgorszego, ale ta biedna kobieta przeszła już 
tak wiele. 

-  Kiedy  wniosłem  panią  do  domu,  ubrania  pani  były  mokre  i 

zamarznięte. - Wzruszył ramionami. - Ktoś musiał to zrobić - powiedział, 
jak  gdyby  dokonał  najwyższego  poświęcenia.  -  Ale  proszę  się  nie 
niepokoić,  nie  bawiło  mnie  to.  Była  pani  nieprzytomna  i  zimna  jak 
lodowiec. 

Natalie  udała,  że  nie  słyszy  ostatniego  komentarza.  Z  pewnością 

brakowało  mu  ogłady.  Lecz  w  końcu,  biorąc  pod  uwagę  fakt,  że  żył  w 
takich  warunkach,  prawdopodobnie  nie  potrzebował  dobrych  manier. 
Uśmiechnęła się zdawkowo. 

-  Panie  Jordan,  uratował  mi  pan  życie.  Mam  nadzieję,  że  nie  obrażę 

pana, jeśli zaproponuję zapłatę za cały ten kłopot. 

Jej słowa najwyraźniej bawiły go; kąciki jego oczu zmarszczyły się. 
- Na ile się pani szacuje? 
Wiedziała,  że  próbuje  ją  onieśmielić,  lecz  była  przyzwyczajona  do 

takiej  taktyki.  Spotykała  się  z  nią  codziennie  w  sądzie. Uśmiechnęła  się 
spokojnie. 

-  Nie  sądzę,  aby  można  było  wycenić  własne  życie  -rzekła  -  ale 

naprawdę  nie  chcę  być  niewdzięczną.  Chyba  mogłabym  podziękować 
panu w jakiś inny sposób. 

-  Och!  -  Krzaczaste  brwi  ściągnęły  się,  przecinając  pionową 

zmarszczką szerokie czoło. To zaczynało być interesujące. 

- Ma już pani jakiś pomysł? 
-  Tak  -  odrzekła,  wciąż  nerwowo  mnąc  narzutę.  Pozwoliła  mu  się 

podejść i to było irytujące. Te jego oczy i pewność siebie! 

-  Jeśli  dobrze  zrozumiałam,  uprawia  pan  brzoskwinie?  Skinął 

potakująco głową. 

- Może więc potrzebuje pan którejś z maszyn? 
Nick  był  rozczarowany.  Jeżeli  wzięła  go  za  biednego,  walczącego  o 

przetrwanie  farmera,  niech  tak  będzie.  Nigdy  nie  zadzierał  nosa  i  nie 
zamierzał  robić  tego  teraz  przed  jakąś  primadonna  z  Atlanty.  Z  zasady 
trzymał  się  zawsze  z  dala  od  tego  typu  kobiet,  ale  udzielenie  jej 
schronienia i sympatia do niej, to były dwie różne sprawy. 

7

RS

background image

 

 

-  Dziękuję,  moje  gospodarstwo  jest  nieźle  zmechanizowane  - 

odpowiedział  krótko.  -  Poza  tym  zrobiłbym  to  samo  dla  każdego.  Jeśli 
nie  może  mi  pani  zaproponować  czegoś  ciekawszego,  nie  musi  pani 
rewanżować się. 

Jej  udawaną  obojętność  zdemaskowało  spojrzenie,  jakie  mu  rzuciła. 

Oczywiste  było,  że  pochodzą  z  różnych  światów.  On  nie  był  brzydki, 
jeżeli  lubi  się  ten  szorstki,  dziki  typ,  którego  ona  nie  akceptowała. 
Niechby tylko zdjął to przeklęte futro, a jej sekretarka zakochałaby się w 
nim z pewnością. 

- Jeśli próbuje mnie pan zaszokować lub onieśmielić swoim językiem 

i tymi insynuacjami, panie Jordan, nie uda się panu. Jestem adwokatem, 
prowadzę sprawy rozwodowe. Znam to wszystko na pamięć. 

Westchnął. 
- Cóż, to mnie rzeczywiście uspokaja - rzekł z odcieniem sarkazmu i 

rozbawienia  w  głosie.  -  Przynajmniej  nie  będę  musiał  martwić  się  o 
przepisy, gdy będziemy mieszkać razem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

8

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 2 

 
Natalie  zamrugała  oczami.  Mieszkać  razem?  Czy  ten  człowiek  był 

szalony? 

-  Nie  zostanę  tutaj  -  powiedziała,  jak  gdyby  sama  myśl  o  tym  była 

czystym obłędem. - Jutro wieczorem muszę być na ślubie w Gastonii w 
Północnej  Karolinie.  Gdy  tylko  znajdę  kogoś,  kto  wyciągnie  mój 
samochód z rowu... 

-  Nigdzie  szanowna  pani  nie  pojedzie.  Podczas  gdy  pani  przespała 

większość dnia, śnieg wciąż padał. Meteorolodzy nazywają to Ekspresem 
Syberyjskim.  Na  jednej  z  autostrad  utknęło  czterystu  kierowców,  a 
gubernator  ogłosił  stan  wyjątkowy.  -  Mówił  powoli,  aby  wszystko  do 
niej  dotarło.  -Wezwano  nawet  ekipę  Straży  Obywatelskiej.  Cały 
południowy wschód jest unieruchomiony. - Nick chrząknął, widząc na jej 
twarzy wyraz niedowierzania. - Nie wiem, jak udało się pani wylądować 
na tym odludziu, ale trudno znaleźć gorsze miejsce, w którym można by 
zabłądzić. 

Natalie poczuła ucisk w dołku. 
-  Kiedy  można  spodziewać  się  oczyszczenia  dróg?  Wzruszył 

ramionami. 

-  Cóż,  biorąc  pod  uwagę  fakt,  że  jest  niedostateczna  liczba  sprzętu  i 

ludzi,  przetarcie  autostrady  może  zająć  kilka  dni.  To  miejsce  oddalone 
jest  o  kilometry  od  którejkolwiek  z  głównych  dróg.  Może  potrwać 
tydzień, nim do nas dotrą. 

-  Tydzień!  -  Natalie  niemal  krzyknęła.  Na  jej  biurku  piętrzyły  się 

prośby,  które  trzeba  wnieść  do  sądu,  a  w  przyszłym  tygodniu  miało 
przyjechać kilku nowych klientów. -O Boże! - wyszeptała. - Co ja teraz 
zrobię? 

Potrząsnął głową, widząc jej rozpacz i przerażenie. 
- Czy nigdy nie oglądała pani wiadomości? Od wielu dni mówiono o 

tej zamieci. 

- Nie mam czasu na telewizję. 
Nick  rzeczywiście  nie  mógł  sobie  jej  wyobrazić,  jak  siedzi  ze 

skrzyżowanymi  nogami  na  kanapie  i  ogląda  któryś  z  telewizyjnych 
seriali. 

Natalie  przeszła  przez  pokój  i  podniosła  żaluzje,  by  wyjrzeć  na 

zewnątrz  -  nieświadoma,  że  wycelowany  jest  w  nią  wzrok  Nicka. 
Narzuta ześlizgnęła się z jej pleców, okrywając zaledwie pośladki. Objął 
wzrokiem wgłębienie jej talii i smukłą wypukłość bioder. 

9

RS

background image

 

 

-  Szczerze  mówiąc,  sądzę,  że  powinniśmy  wykorzystać  to  najlepiej, 

jak można - powiedział. 

Natalie  gwałtownie  odwróciła  głowę.  Nie  wiedziała,  co  drażni  ją 

bardziej -  zadowolony  z  siebie  wyraz  twarzy, wskazujący,  że ani trochę 
nie  obchodzi  go  jej  położenie,  zmysłowy  ton,  który  wkradł  się  do  jego 
głosu, czy też sposób, w jaki na nią patrzył - jak gdyby wzrokiem mógł 
przeniknąć narzutę. 

- Doprawdy, co to ma znaczyć? - zapytała. Wystarczająco onieśmielał 

ją  fakt,  że  ten  mężczyzna  poprzedniej  nocy  rozebrał  ją  do  naga.  Nie 
musiał  pogarszać  jeszcze  sytuacji  flirtując  z  nią.  Lecz  w  końcu  nie 
wiadomo, kiedy po raz ostatni spoglądał na kobietę z krwi i kości, skoro 
mieszkał w tym lesie. 

Ponieważ nie odpowiadał, Natalie ciągnęła. 
- Czy ktoś jeszcze mieszka tu z panem? - spytała z wahaniem. 
- Tylko Daisy i ja. - Na jej twarzy odmalowała się ulga. - To mój seter 

irlandzki - dodał. 

- Ach, tak. - Głos Natalie był zgnębiony. 
- A teraz byłbym naprawdę wdzięczny, gdyby wróciła ,nani do łóżka. 

Jest pani zbyt słaba, by wstawać. 

-  Nie  mogę  tak  po  prostu  leżeć  tutaj,  dopóki  nie  stopnieje  śnieg  - 

odrzekła. - Niedługo zacznę chodzić po ścianach. 

Nick  przeczesał  dłonią  włosy  i  westchnął.  O  rany,  trafił  na  twardą 

sztukę! Jej zgrabny podbródek wysunął się, jak gdyby gotów do walki. 

-  Proszę  mnie  zrozumieć,  mam  swoje  własne  problemy,  OK?  Jeśli 

utrzyma  się  ta  pogoda,  prawdopodobnie  stracę  cały  zbiór  brzoskwiń. 
Jeżeli więc wydaję się nieco zajęty innymi sprawami... - przerwał w pół 
zdania.  -  Jak  tylko  skończę  zwózkę  drzewa,  rozpalę  ogień  w  kominku  i 
będzie  pani  mogła  położyć  się  na  kanapie.  Zrobię  pani  nawet  filiżankę 
kawy. 

- To miło z pana strony - rzekła. Jednak nie był takim barbarzyńcą, na 

jakiego wyglądał.  To  przecież  nie  jego  wina, że zjawiła się  tutaj  w taką 

śnieżycę - Czy ma pan może jakiś szlafrok, który mogłabym pożyczyć? 
Drażni mnie, że muszę chodzić owinięta w tę narzutę, jak Kleopatra. 

Nick przytaknął, choć wolałby widzieć ją w dotychczasowym stroju. 
-  Jeśli  pani  chce,  proszę  wziąć  mój  płaszcz  kąpielowy.  -Przyjemna 

była myśl o jej nagim ciele, spowitym w fałdy jego szlafroka. 

-  Dziękuję  -  odpowiedziała,  gdy  zniknął  za  drzwiami.  Po  chwili 

wrócił, niosąc ciemnoniebieski, aksamitny szlafrok. 

- Czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie są moje ubrania? 

10

RS

background image

 

 

- Sukienkę i futro powiesiłem. Resztę uprałem. Natalie zbladła. 
- Ma pan na myśli moje... 
-  Majtki,  biustonosz  i  halkę.  Nie  wiedziałem,  co  oznacza  ostami 

program pralki, dopóki  nie spojrzałem na pani bieliznę. Pomyślałem, że 
będzie ich pani potrzebować, gdy się pani obudzi. Wiszą w łazience nad 
wieszakiem na ręczniki. Są tak przejrzyste, że na pewno do tej pory już 
wyschły. - 

Rzucił jej szlafrok; złapała go. - Będzie pewnie trochę za duży, ale co 

tam. - Wychodząc, zamknął za sobą drzwi. 

Natalie  stała  i  patrzyła  za  nim.  Dotykał  jej  bielizny.  Zupełnie  obcy 

człowiek zdjął z niej biustonosz i majtki, a potem ośmielił się je uprać". 
'Tak,  ale  przecież  były  mokre  i  zamarznięte"  -  pomyślała.  Wciąż 
rumieniła  się,  wkładając  szlafrok.  Duży,  to  nie  było  właściwe  słowo. 
Ramiona były co najmniej kilkanaście centymetrów za szerokie, a brzeg 
szlafroka  opadał  znacznie  poniżej  jej  kolan.  Podwinęła  rękawy  do 
nadgarstków i ciasno zawiązała pasek w talii. Zapach Nicka przylgnął do 
materiału  jak  poranna  rosa  do  pączka  róży.  Mogła  dokładnie  wyobrazić 
sobie jego potężne, pokryte włosami ciało owinięte w ten strój. Jednakże 
odsunęła od siebie ten obraz. Musiała znaleźć łazienkę. 

Otworzyła drzwi sypialni i zajrzała do obszernej, staromodnej kuchni. 

Pokój  za  kuchnią  wyglądał  na  wygodny.  Usłyszała  cichy  pomruk, 
skierowała  więc  wzrok  na  pudło,  stojące  przy  kuchennej  ścianie. 
Irlandzki  seter  spoglądał  na  nią  podejrzliwie  ze  swojego  posłania,  na 
którym karmił nowo narodzone szczenięta. 

-  W  porządku,  dziewczyno  -  powiedziała  Natalie  uspokajającym 

tonem.  -  Nie  chcę  skrzywdzić  twoich  dzieci.  -  Pies  odpowiedział 
kolejnym cichym warknięciem. Natalia wycofała  się z kuchni. W końcu 
stanęła  przed  drzwiami  łazienki.  Wślizgnęła  się  do  środka  i  zatrzasnęła 
drzwi. Spróbowała zamknąć je na klucz, lecz zamek był zepsuty. Czyżby 
były  tu  również  otwory  w  ścianach?  Zobaczyła  swoją  bieliznę, 
rozwieszoną  nad  wieszakiem  na  ręczniki.  Ściągnęła  ją  jednym 
szarpnięciem. Ten człowiek naprawdę miał sporo tupetu. 

Skrzywiła się, gdy w lustrze nad zlewem ujrzała swoje odbicie. Boże, 

co  za  widok!  Większość  makijażu  starła  się,  a  włosy  były  splątane. 
Prysznic wyglądał kusząco. Może kąpiel poprawi jej samopoczucie. 

W  jednej  z  szafek  znalazła  ręcznik  i  gąbkę.  Odkręciła  kurek  nad 

wanną  i,  odczekawszy  aż  woda  osiągnie  odpowiednią  temperaturę, 
włączyła prysznic. Zdjęła szlafrok i weszła do wanny, zasuwając szklane 
drzwi, oddzielające natrysk od łazienki. Gorąca woda cudownie spływała 

11

RS

background image

 

 

po  ciele.  Dwukrotnie  umyła  włosy,  potem  namydliła  ciało  od  stóp  do 
głów. Gdy weszła pod prysznic, by się opłukać, coś zabrzęczało w rurach 
i natychmiast woda z gorącej zamieniła się w zimną. Natalie zapiszczała 
i omal nie poślizgnęła się w wannie. Chwyciła się metalowego wieszaka 
na drzwiach, uderzając w nią z całej siły łokciem. Framuga zatrzeszczała, 
jak gdyby miała się za chwilę rozpaść, jednak drzwi okazały się stabilne. 

Nick,  gdy  tylko  usłyszał  rumor,  zaczął  dobijać  się  do  łazienki.  Nie 

czekając  na  odpowiedź,  wpadł  do  środka.  Matowa  szyba  ukryła  Natalie 
przed jego wzrokiem. 

- Co tu się, do diabła, dzieje? 
-  Proszę  podać  mi  ręcznik  -  powiedziała  Natalie  nienaturalnym 

głosem, szczęśliwa, że zasłaniają ją drzwi. 

Nick  chwycił  ręcznik  i  sięgnął  uchwytu  drzwi.  Nawet  nie  drgnęły. 

Szarpnął je. 

- Drzwi się zacięły - powiedział. - Co pani z nimi zrobiła? 
- Próbowałam się ich przytrzymać, żeby nie poślizgnąć się w wannie - 

odrzekła,  szczękając  zębami.  -  Brałam  prysznic,  gdy  zupełnie  nagle 
zaczęła lecieć z niego zimna woda. 

- Gdyby pani zaczekała, ostrzegłbym panią. Teraz będzie pani musiała 

zakręcić  kurki.  -  Ponieważ  nie  zareagowała  od  razu,  krzyknął.  -  Czy 
szanowna pani mnie słyszała?! 

- Tak, do diabła, słyszałam! - Zacisnąwszy zęby, Natalie zmusiła się, 

by  wejść  ponownie  pod  strumień  zimnej  wody  i  dosięgnąć  kurków. 
Szybko  zakręciła  oba.  Próbowała  się  okryć  i  ogrzać  jednocześnie.  Całe 
jej ciało pokryła gęsia skórka. 

Nick,  klnąc  pod  nosem,  mocował  się  przez  kilka  minut  z  zepsutymi 

drzwiami,  nim  je  w  końcu  naprawił.  Gdy  je  odsunął,  z  trudem  stłumił 

śmiech. Wyglądała jak mokra mysz, a woda ściekała z jej włosów. 

- Czy szanowna pani zawsze wplątuje się w takie tarapaty, czy może 

spotkałem panią w pechowym okresie? 

Nie  odpowiedziała  i  przez  chwilę  mógł  tylko  na  nią  patrzeć.  Jedna 

pierś była częściowo odsłonięta, mimo iż próbowała ją okryć. Na widok 
połyskujących smug mydła na jej ciele poczuł suchość w ustach. 

Natalie  z  zażenowaniem  poprawiła  ręcznik, lecz  było jej  zbyt  zimno, 

by mogła martwić się o swoją nagość. 

-  Czy  mógłby  mi  pan...pomóc?  -  zapytała,  szczękając  zębami.  Za 

żadne skarby nie chciała w jego obecności poślizgnąć się i rozciągnąć jak 
długa w wannie. Wyciągnęła rękę. 

12

RS

background image

 

 

Nick  przeklinał  chwilę,  kiedy  znalazł  ją  nieprzytomną  na  śniegu. 

Mogłaby  stanowić  niezłe  widowisko,  w  ręczniku  nieporadnie 
zakrywającym to, co pod spodem. Oczy miała niespokojne, wyraz twarzy 
zakłopotany.  Trudno  byłoby  uchwycić  tę  minę  na  taśmie  filmowej.  Z 
zaciśniętymi zębami zbliżył się do niej. Zignorował wyciągniętą dłoń i z 

łatwością wyjął Natalie z wanny. 

Nagle poczuła, że wszystko w niej omdlewa. 
- Niezupełnie to miałam na myśli, gdy prosiłam pana o pomoc - rzekła 

zirytowanym głosem. 

-  Próbowałem  tylko  nie  dopuścić,  by  uderzyła  się  pani  w  głowę  - 

powiedział trzeźwo. Czul jej zgrabne ciało w swoich ramionach. Natalie 
przyciskała  ręcznik  do  piersi,  ale  Nick  już  zanotował  w  swojej  pamięci 
wspomnienie  ich  widoku.  Jej  krótkie  włosy  wiły  się  zabawnie  wokół 
twarzy, nadając jej niewinny wygląd. 

Jej serce biło głucho tuż przy jego ciele. Coraz głębiej zapadała w jego 

objęcia,  zachłannie  szukając  ciepła.  Włosy  na  jego  rękach  drapały  jej 
uda,  wypełniając  ją  ciepłem  przyjemnym  i  zarazem  niepokojącym. 
Patrzył jej w oczy z natężeniem. Ponownie zadrżała. 

Nick przycisnął ją mocniej do siebie. Pragnął jej. Pragnął dotykać jej 

całej, smakować każdy centymetr ciała, które obnażył poprzedniej nocy. 
Pragnął... och, do diabła! Jego wargi z zachłannością opadły na jej usta. 
Poczuł, że zdrętwiała zaskoczona i przeklął swój brak samokontroli. Lecz 
wystarczyło  dotknąć  jej,  by  się  zatracić  i  w  głębi  duszy  wiedział  o  tym 
doskonale.  Pragnął  jej  już  od  pierwszej  chwili,  gdy  trzymał  ją  w 
ramionach, a jej blady policzek oparty był o ciężkie futro. 

Wargi  Nicka  delikatnie  pieściły  usta  Natalie.  Był  bliski  szaleństwa, 

lecz zebrał całą siłę woli, by się opanować. Jedna dłoń podtrzymywała jej 
twarz, ułatwiając dostęp do ust. 

Natalie  poczuła,  że  jego  język  pieszczotami  rozchyla  jej  wargi  i  nie 

była  w  stanie  sprzeciwić  się  temu.  Pocałunek  smakował  wspaniale. 
Pachniał naturą,  dymem  z  kominka  i  męskim  ciałem.  Zapach ten  upajał 
bardziej, niż najdroższa woda kolońska. 

Nick przerwał pocałunek i obydwoje odetchnęli. Wodził ustami po jej 

szyi,  zdumiony  jej  gładkością.  Przestał,  gdy  dotarł  do  płatka  ucha,  by 
delikatnie kasacje, dopóki Natalie ponownie nie przeszedł dreszcz. Nagle 
oprzytomniała. Co robiła? 

Oddech Nicka był gorący, gdy szeptał do jej ucha. 
- Diabelnie dobrze pani wie, jak rozpalić mężczyznę. 

13

RS

background image

 

 

-  Panie  Jordan...  -  Jej  glos  był  opanowany,  mimo  wewnętrznego 

ognia. 

- Przestań mówić do mnie: panie Jordan. 
-  Przestanę,  jeśli  ty  przestaniesz  nazywać  mnie  szanowną  panią. 

Gdybyś teraz zechciał postawić mnie na ziemi... 

Zignorował  te  słowa  i  zaniósł  ją  do  sypialni,  bezceremonialnie 

rzucając na łóżko. 

-  Przyniosę  szlafrok.  -  Zniknął  i  po  chwili  wrócił  z  jej  bielizną  i 

aksamitnym  płaszczem  kąpielowym.  Powąchał  go.  -  Już  pachnie  tobą. 
Jakich perfum używasz? 

Wzięła szlafrok. 
- Giorgio. 
- Ładne. 
Natalie  czekała  cierpliwie,  aby  wyszedł.  Czuła,  że  robi  z  siebie 

widowisko, stojąc tak, owinięta w ręcznik. Ale  gdyby nawet włożyła na 
siebie  stertę  ubrań,  ten  mężczyzna  byłby  w  stanie  rozebrać  ją  do  naga 
jednym spojrzeniem. Te spostrzegawcze oczy nie przepuszczały niczego. 

-  Powinienem  ostrzec  cię  przed  tą  wodą  -  rzekł  Nick,  szukając 

pretekstu do pozostania choć minutę dłużej. - Nie możesz marudzić pod 
prysznicem,  bo  za  każdym  razem  obleje  cię  lodowatym  strumieniem. 
Miałem  zamiar  kazać  to  naprawić.  -  Gdy  mówił,  jego  wzrok  błądził  po 
jej  udach  i  łydkach,  potem  ześlizgnął  się  do  zgrabnych  kostek  i 
delikatnych stóp. 

Podczas  kilku  ostatnich  godzin  Natalie  rumieniła  się  częściej,  niż  w 

ciągu  całego  swojego  życia.  Oczywiście  zachowywała  się  jak  wariatka. 
Osłabienie spowodowało, że niemal się nie broniła. W przyszłości będzie 
bardziej kontrolować  swoje  myśli  i  postępowanie.  To  również przez ten 
pocałunek, uświadomiła sobie. To on wytrącił ją z równowagi. Wewnątrz 
wciąż  w  niej  kipiało.  Być  może  przywiązywała  zbyt  dużą  wagę  do 
pocałunku.  Chwilowy  impuls  i  to  wszystko.  Może  najlepiej  będzie 
udawać, że nic się nie zdarzyło. 

- Sprawdzę gulasz - rzekł Nick. Wiedział, że już czas wyjść. 
-  Pomogę  ci  -  powiedziała  Natalie,  przezornie  zasłaniając  się 

szlafrokiem. Wyglądało na to, że Nick zaprotestuje, więc nalegała. - Nie 
jestem  inwalidką,  Nick,  i  nie  chcę  być  obsługiwana. Poza  tym  czuję  się 
znacznie  lepiej.  Zdziwiłbyś  się,  jak  szybko  potrafię  poradzić  sobie  z 
przeziębieniem albo grypą. 

14

RS

background image

 

 

Powiedziała:  "Nick",  nie  "panie  Jordan".  Podobał  mu  się  sposób,  w 

jaki wypowiadała jego imię. Ciekaw był, jak brzmiałoby szeptane w jego 
ucho lub wprost w usta w szale namiętności. Cholera! 

-  Dobrze,  jeśli  sądzisz,  że  dasz  radę  -  wymruczał  i  zniknął,  nim 

Natalie zdążyła odpowiedzieć. 

Nick  wszedł  do  kuchni  i  wymieszał  mięso  duszące  się  w  dużym 

garnku  na  kuchence.  Zaparzył  świeżą  kawę  w  dzbanku,  potem  zaczął 
wyjmować  ziemniaki,  marchewkę  i  cebulę,  które  miał  zamiar  dodać  do 
gulaszu. Weszła Natalie, ubrana w jego szlafrok. Daisy znów warknęła. 

- Daisy! - Nick strofował psa, który spuścił łeb. - Nie miej jej tego za 

złe, po prostu denerwuje się z powodu szczeniaków. Uspokoi się za dzień 
lub dwa. 

- Z tego co widzę, szczeniaki są śliczne. Proszę, pozwól mi to zrobić - 

rzekła Natalie,  ujrzawszy,  że  obiera  jarzyny.  Zignorowała  jego protesty. 
Umyła  i  wytarła  ręce,  potem  zaczęła  obierać  ziemniaki.  -  Zawsze 
mieszkałeś  tu  sam?  -  zapytała,  gdy  usiadł  przy  posłaniu  i  czule  głaskał 
psa. 

- Nie. 
Uniosła  brew,  czego  nie  dostrzegł.  Z  pewnością  nie  był  rozmowny. 

Gdy kawa była gotowa, nalała ją do dwóch filiżanek. 

- Nie męczy cię ta ciągła samotność? 
- Potrafię znaleźć sobie towarzystwo, gdy tego potrzebuję. Natalie nie 

wątpiła w to ani przez chwilę. 

-  Masz  rodzinę?  -  zapytał,  spodziewając  się,  że  wymieni  męża  lub 

przyjaciela jako swoich bliskich. 

- Tylko ojca. 
-  A  więc  jesteś  prawnikiem.  -  Zdawało  się,  że  wywarło  to  na  nim 

wrażenie. - Dobrym? 

Pytanie ją zaskoczyło. 
-  Dlaczego?  Czy  potrzebujesz  dobrego  prawnika?  -  zapytała  z 

nadzieją, że wciągnie go do rozmowy. Być może przywykł do ciszy, a jej 

życie pełne było gwaru. 

Nick natychmiast otrzeźwiał. 
-  W  żadnym  razie.  Jestem  zaprzysięgłym  kawalerem,  jeśli 

kiedykolwiek  taki  istniał.  Miło  jest,  gdy  są  wokół  kobiety,  ale  nie 
chciałbym z żadną mieszkać. 

-  Ach  tak,  rozumiem  -  rzekła  Natalie  głosem  pełnym  sarkazmu. 

Zirytowało  ją  obraźliwe  stwierdzenie  dotyczące  jej  płci.  Energicznie 
zabrała  się  za  marchewkę,  oskrobując  ją  do  czysta.  Zastanawiała  się, 

15

RS

background image

 

 

dlaczego  popada  w  takie  rozdrażnienie.  Za  kilka  dni  stopnieje  śnieg,  a 
ona stanie się historią w życiu Nicka. Nie będzie łatwo przebywać z nim 
w  tym  zamknięciu.  Był  przede  wszystkim  mężczyzną  i  nawet 
pociągającym,  co  przyznała  niechętnie.  Mogła  być  rzeczowym 
prawnikiem, jeśli chodziło o procedurę sądową, lecz w głębi duszy była 
kobietą. Nick Jordan sprawił, że uświadomiła to sobie już w chwili, gdy 
spojrzała na niego po raz pierwszy. 

Musi być bardzo ostrożna. 
Nick zastanawiał się, dlaczego Natalie nagle przerwała rozmowę. Być 

może  powiedział  za  dużo.  A  może  to  pocałunek?  Na  samą  myśl  o  tym 
poczuł  w  środku  ciepło,  jak  gdyby  dopiero  co  pociągnął  łyk  dobrej 
brandy.  Była  piekielnie  seksowną  kobietą.  Gdyby  choć  przez  chwilę 
sądził, że myślała to samo o nim, zaciągnąłby ją do sypialni tak szybko, 

że nie miałaby nawet czasu zdać sobie z tego sprawy. 

Natalie  wrzuciła  wszystkie  jarzyny  do  garnka  z  gulaszem  i  wytarła 

ręce w ścierkę. 

-  Nareszcie  gotowe  -  rzekła,  zadowolona  z  wykonanego  zadania.  - 

Będzie się gotować przez kilka godzin. 

-  Co  chciałabyś  robić  przez  ten  czas?  -  Pożałował  swoich  słów,  gdy 

tylko je wypowiedział. Miały być całkiem niewinne, lecz w jakiś sposób 
zabrzmiały  zupełnie  inaczej.  Pokój  wypełniła  cisza.  Ich  spojrzenia 
spotkały  się.  Próba  wyjaśnienia  nieporozumienia  prawdopodobnie 
pogorszyłaby sprawę. 

Natalie poczuła, że jej odwaga chwieje się pod wpływem wyrazu jego 

oczu.  Zastanawiała  się,  co  mężczyzna  pokroju  Nicka  Jordana  robi 
zazwyczaj  w  wolnym  czasie,  potem  odepchnęła  od  siebie  tę  myśl.  Jego 
spojrzenie znów przypomniało jej ich pocałunek i to, jak silne były jego 
ramiona i pierś, gdy niósł ją do sypialni. Czuła ciepło jego ciała, którym 
przyciągał  ją  do  siebie.  Co  takiego  miał  w  sobie  ten  mężczyzna  -  ten 
współczesny  Paul  Bunyan?  Nigdy  nie  pociągali  jej  faceci  w  dżinsach  i 
flanelowych  koszulach.  Mężczyźni,  z  którymi  się  spotykała,  nosili 
zazwyczaj  drogie  spodnie  i  jedwabne  koszule,  nawet  podczas  nie 
planowanych  wyjść.  Mogła  dokładnie  wyobrazić  sobie  Nicka  w  Klubie 
Sportowym  w  Atlancie,  ale  z  drugiej  strony  większość  plantatorów 
brzoskwiń nie miała prawdopodobnie czasu na grę w golfa. 

Wciąż obserwował ją z oczekiwaniem. 
- Chyba położę się na chwilę - powiedziała w końcu - a gulasz niech 

się  pogotuje.  Jestem  słabsza  niż  sądziłam.  -  Zmęczyła  ją  ta  odrobina 

16

RS

background image

 

 

pracy,  lecz  tak  naprawdę  potrzebowała  jedynie  tego,  by  być  z  dala  od 
Nicka Jordana. 

-  Myślę,  że  to  dobry  pomysł  -  rzekł  z  aprobatą.  -  Nim  pójdziesz, 

zastanów  się  -  czy  orientujesz  się,  gdzie  jest  twój  samochód? 
Przypuszczam, że chciałabyś mieć tu swoje ubrania. 

Pytanie  przypomniało  jej,  że  powinna  wykonać  kilka  telefonów. 

Przede  wszystkim  musiała  zadzwonić  do  przyjaciółki  w  Północnej 
Karolinie  i  powiedzieć  jej,  że  nie  będzie  na  ślubie.  Później  będzie 
musiała  zadzwonić  do  ojca.  Ciekawa  była,  czy  się  chociaż  niepokoił. 
Zlekceważył ostrzeżenie przed burzą. 

-  Nie  marudź  i  jedź  na  ten  ślub.  Biuro  nie  zawali  się  do  twojego 

powrotu.  I,  na  litość  boską,  spróbuj  tym  razem  złapać  bukiet  panny 
młodej.  Połowa  twoich  koleżanek  ze  studiów  wychodziła  za  mąż 
dwukrotnie, a ty nie wyszłaś nawet raz. 

Małżeństwo  było  ostatnią  rzeczą,  której  chciała,  powtarzała  to  sobie 

wiele, wiele razy. Podczas lat praktyki  adwokackiej widziała rozpad tak 
wielu  małżeństw,  nie  mówiąc  o  małżeństwie  jej  własnych  rodziców,  że 
nie  paliła  się  do  zrobienia  tego  samego  kroku.  Poza  tym  większość  jej 
klientów  była  zamożna,  a  ich  sprawy  rozwodowe  zapewniały  jej 
wygodny styl życia. Poza męskim towarzystwem od czasu do czasu, nie 
potrzebowała mężczyzny, który komplikowałby jej życie. 

- Wróć na ziemię, Natalie. Zamrugała oczami. -Co? 
Nick pilnie się jej przyglądał. 
-  Wyglądałaś,  jak  gdybyś  przebywała  na  innej  planecie.  Mam 

zadzwonić po lekarza? - zapytał przez uprzejmość, wiedząc, że lekarz nic 
by tu nie poradził. 

-  O  nie,  czuję  się  dobrze.  Po  prostu  przypominałam  sobie,  do  kogo 

muszę zadzwonić. 

Założyłby się o ostatniego dolara, że jeden z tych telefonów będzie do 

jakiegoś  faceta  o  imieniu  Bobby.  Wołała  go  kilkanaście  razy,  majacząc 
poprzedniej nocy. 

- Mówiliśmy o twoim samochodzie. Rozłożyła ręce. 
- Nie mam pojęcia, gdzie jest. Pewnie wiele kilometrów stąd. Brnęłam 

w śniegu przez kilka godzin. 

Potrząsnął głową. 
- Dobrze, rozejrzę się po okolicy i zobaczę, czy będę mógł go znaleźć. 
-  Byłabym  wdzięczna.  -  Zabrała  ze  sobą  tylko  torebkę  na  ramię  i  jej 

też  omal  nie  zgubiła,  gdy  upadła  po  raz  ostatni  w  śnieg.  -  Na  pewno 
chciałbyś dostać z powrotem swój szlafrok. 

17

RS

background image

 

 

Wzruszył ramionami. 
- Nie używam go. 
-  Och!  -  Prawdopodobnie  spał  nago  i  tak  chodził  po  domu,  gdy  był 

sam. Boże, pomóż jej nie myśleć o ciele tego mężczyzny! 

- Jaki to samochód? 
- Srebrny jaguar, najnowszy typ. 
- Mogłem zgadnąć. 
Natalie natychmiast zaczęła się bronić. 
- Co to ma znaczyć? 
-  Po  prostu  wyglądasz  na  osobę  tego  typu,  to  wszystko.  -  t  Założył 

futro, owinął  szyję  szalikiem  i  naciągnął  rękawiczki, czując  na  sobie jej 
surowe  spojrzenie.  Zawahał  się,  nim  wyszedł  za  drzwi.  -  Aha,  słuchaj, 
nie  krępuj  się  i  dzwoń  wszędzie,  gdzie  musisz,  ale  byłbym  wdzięczny, 
gdybyś nie  j odbierała telefonów, gdy mnie nie ma. 

- Z jakiegoś szczególnego powodu? 
-  Jest  ktoś  w  rodzaju  mojej  dziewczyny.  Ma  na  imię  Ir-ma.  Posiada 

temperament  rysia.  Jeśli  dowie  się,  że  mieszka  ze  mną  atrakcyjna 
kobieta, może wydrapać mi oczy. - Po tych słowach wyszedł. 

Natalie przez kilka minut wpatrywała się w zamknięte drzwi. Irma nie 

mogłaby wydrapać mu oczu. Prawdopodobnie pobiłaby za to tę kobietę. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

18

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 3 

 
Następnego  ranka  Natalie  nie  spała  już  i  piła  kawę,  gdy  Nick, 

potykając  się,  schodził  po  schodach,  ubrany  jedynie  w  spodnie  od 
piżamy. Przystanął, gdy zobaczył ją na kanapie. Siedziała przy niej Daisy 
i wyglądała na zupełnie zadowoloną, gdy Natalie gładziła jej jedwabiste 
uszy. 

- Nie słyszałem, jak wstajesz - rzekł Nick. Czuł się trochę niepewnie 

bez koszuli. - Dobrze spałaś? 

Natalie  właśnie  pociągnęła  łyk  kawy  i  omal  się  nie  zakrztusiła. 

Przełknięcie  sprawiło  jej  ból.  Spojrzeniem  przywarła  do  ponętnej, 
męskiej  sylwetki  Nicka.  Jego  tors  był  szeroki  i  mocny,  pokryty 
sprężystymi,  brązowymi  włosami,  które  znaczyły  linię  brzucha  i  w 
fascynujący  sposób  otaczały  pępek.  Nagle  zdała  sobie  sprawę,  że 
wytrzeszcza na niego oczy i odwróciła wzrok. 

- Dziękuję, spało mi się świetnie - odrzekła nienaturalnym głosem. 
Nick  tylko  skinął  głową.  Jej  jasne  włosy  wiły  się  w  nieładzie  wokół 

twarzy.  Satynowa  koszula  w  kolorze  brzoskwiniowym,  którą  miała  na 
sobie, wydawała się gładka jak jej skóra. 

Poprzedniego  dnia  odnalazł  lśniącego  jaguara  nie  dalej  niż  półtora 

kilometra od domu. Zdawało mu się niepojęte, w jaki sposób błądziła tak 
długo. Oczywiście, była poważnie osłabiona. Jej ciało było zimne i sine. 
Teraz,  gdy  odzyskało  normalny  kolor,  a  ona  sama  czuła  się  dobrze, 
zatęsknił,  by  znów  trzymać  ją  w  ramionach.  Pewien  był,  że  jej  piersi 
przypominają czysty alabaster. 

Odwrócił  się  nagle  i  poszedł  do  kuchni,  gdzie  nalał  sobie  filiżankę 

czarnej  kawy.  Cholera!  Nie  było  jeszcze  siódmej,  a  on  odczuwał 
pożądanie  drążące  mu  lędźwie.  Bez  zastanowienia  wypił  jednym 
haustem gorącą kawę, parząc sobie podniebienie. Zaklął cicho. Ta dama 
doprowadzała  go  do  szaleństwa.  Powinien  myśleć  o  swoich 
brzoskwiniach,  zamiast  strzelać  oczami  do  jakiejś  kobiety,  której 
prawdopodobnie  więcej  już  nie  zobaczy,  gdy  tylko  drogi  zostaną 
oczyszczone.  "Nie  ma  w  niej  nic  z  wielkomiejskiego  prawnika  - 
specjalisty  od  rozwodów"  -  pomyślał.  Skulona  na  kanapie,  z  twarzą 
wciąż  zarumienioną  od  snu,  wyglądała  jak  gdyby  należała  do  męskiej 
sypialni. Jego sypialni. 

-  Chyba  wezmę  teraz  prysznic  -  rzekła  Natalie.  Wchodząc  znienacka 

do kuchni, wystraszyła Nicka. 

19

RS

background image

 

 

Spojrzała  przelotnie  na  jego  szerokie  barki,  tłumiąc w sobie  chęć ich 

dotknięcia.  Wyglądał,  jak  gdyby  był  w  stanie  podźwignąć  górę.  Jego 
bicepsy  uwypukliły  się  od  ciężkiej  pracy.  Znała  mężczyzn,  którzy 

ćwiczyli  codziennie,  by  osiągnąć  to,  co  u  Nicka  Jordana  wydawało  się 
naturalne. Wtem dostrzegła tatuaż na jego przedramieniu. 

- Co tu jest napisane? - zapytała ciekawie. 
-  Co?  -  Nick  odwrócił  się  powoli,  jak  gdyby  wreszcie  odzyskał 

kontrolę  nad  swoim  ciałem.  Wzrokiem  podążył  za  jej  spojrzeniem  do 
błękitnego  tatuażu.  -  Me  Lin  -  odpowiedział  krótko,  uświadamiając 
sobie, jak dziwnie brzmi jej imię po tych wszystkich latach. 

- To obco brzmiące imię. 
- Nie dla kogoś, kto przyjeżdża z Południowego Wietnamu. 
Natalie podniosła wzrok na jego pozbawioną wyrazu twarz. 
-  Byłeś  na  wojnie?  -  spytała  z  wahaniem.  Gdy  jedynie  skinął  głową, 

zacisnęła wargi. - Niezła zgnilizna, co? 

- Do diabła, tak. 
Natalie przytaknęła zgodnie, potem zmusiła się do uśmiechu. 
- A ta Me Lin, czy była twoją dziewczyną? 
-  Tak.  Była.  -  Wypił  resztę  kawy  i  dolał  sobie  jeszcze.  Natalie 

wiedziała,  że  wkroczyła  na  uświęcony  teren.  By  złagodzić  napięcie, 
zaśmiała się. 

-  Jak  to  się  dzieje,  że  w  większości  żołnierze  powracają  do  domów 

cali pokryci tatuażami? 

Posłał jej rozbrajający uśmiech od ucha do ucha. 
-  Gdy  dostaniesz  przepustkę  do  miasta,  to  przede  wszystkim  upijasz 

się  jak  skunks,  a  potem  kończysz  w  najbliższym  zakładzie,  w  którym 
robią tatuaże. Wychodząc, czujesz się jak prawdziwy mężczyzna. 

Uśmiechnęli  się  obydwoje.  Trudno  było  wyobrazić  go  sobie  jako 

młodego  żołnierza,  którym  musiał  być,  nim  zmarszczki  żalu  i  gniewu 
pofałdowały jego twarz. 

-  Nie  zapomnij  o  wodzie.  -  Oczywiste  było,  że  chciał  zakończyć 

rozmowę. 

-  Racja.  Żadnego  marudzenia.  -  Zawahała  się.  -  Przy  okazji, 

nakarmiłam  już  Daisy.  Zobaczyłam,  że  siedzi  przed  szafką,  w  której 
trzymasz  dla  niej  jedzenie.  Jej  apetyt  na  pewno  wzrósł  wraz  z 
karmieniem. 

Nick  skierował  wzrok  ku  jej  bujnym  piersiom  i  wszystkie  jego 

mięśnie  stężały.  Dlaczego  sama  myśl  o  seterze,  karmiącym  swoje 
szczenięta,  wywoływała  w  nim  obraz  Natalie,  robiącej  to  samo  z  jego 

20

RS

background image

 

 

dzieckiem?  W  wyobraźni  widział  jej  piersi  ciężkie  od  mleka.  Mógł 
niemal  przedstawić  sobie  obraz  ssącego  niemowlęcia  w  jej  ramionach, 
miniaturową piąstką ściskającego i gniotącego pierś. 

Dawno  temu  próbował  pogrzebać  tego  rodzaju  myśli  obok  wielu 

swoich poległych kumpli. Dlaczego teraz je odkopywał? 

Natalie  patrzyła  bezradnie  na  mężczyznę,  który  stał  przed  nią.  Co 

takiego powiedziała, że w jego oczach pojawił się ten wyraz rozpaczy? 

- Nick... czy wszystko w porządku? - Dotknęła jego nagiego ramienia. 

Podskoczył,  jakby  rażony  prądem.  Przygładził  dłonią  włosy  i  Natalie 
dostrzegła,  jak  mięśnie  jego  klatki  piersiowej  poruszyły  się  wraz  z  tym 
gestem. 

Dojrzał niepokój w jej twarzy. 
-  W  porządku  -  powiedział  z  wymuszonym  uśmiechem.  -  Chyba 

dostaję  już  gorączki  w  tym  zamknięciu.  Nie  wiadomo,  jak  długo 
przyjdzie  nam  tu  tkwić.  -  Wystraszyła  go  ta  myśl.  Byli  ze  sobą  tylko 
jeden  dzień.  Co  zdarzy  się  za  trzy  lub  cztery?  Czy  wciąż  będzie 
zachowywał rozsądek? 

Ponury wyraz jego twarzy zirytował Natalie. A więc uważał, że tkwi 

tu  z  nią,  tak?  Cóż,  nie  był  jedynym,  który  tu  utknął.  "Może  tęsknił  za 
Irmą" - pomyślała, z rozdrażnieniem zaciskając usta. 

-  Wierz  mi  -  rzekła  oschle  -  nic  nie  sprawiłoby  mi  większej 

przyjemności, niż wyjście poza te drzwi. Nie jestem takim pustelnikiem 
jak  ty.  Wolę  cywilizację.  -  Obróciła  się  na  pięcie,  dumnym  krokiem 
poszła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi. 

Nick  wpatrywał  się  w  zamknięte  drzwi  łazienki.  "Do  licha,  co  ją  tak 

rozzłościło"  -  zastanawiał  się  ściągnąwszy  brwi.  Rozważył  sytuację.  Na 
pewno  tęskniła  za  swoim  przyjacielem,  Bobbem.  Tym,  którego  wołała 
przez  sen.  Nie  miał  najmniejszej  ochoty  na  przebywanie  z  kobietą, 
pogrążoną  w  rozpaczy  z  powodu  jakiegoś  mężczyzny.  Im  więcej  o  tym 
myślał, tym bardziej się wściekał. Miał ochotę coś kopnąć. Ale z drugiej 
strony, czy to była jego sprawa? 

Do  wczesnego  popołudnia  Natalie  dokładnie  wysprzątała  salon  i 

jadalnię  z  nagromadzonego,  prawdopodobnie  przez  lata,  kurzu  i 
pajęczyn. Następnie poszła do kuchni. 

Wszystko  było  lepsze  od  bezczynnego  siedzenia.  Nick  wkrótce  po 

śniadaniu  zniknął;  przez  okno  kuchenne  obserwowała,  jak  wchodził  do 
jednego z zabudowań  gospodarskich. Cieszyła się, że jest sama. Sposób 
w jaki na nią uporczywie patrzył, działał jej na nerwy. Nie wiedziała, czy 

21

RS

background image

 

 

ją  lubi,  czy  też  nią  gardzi.  Prawdopodobnie  to  drugie.  Ale  czym,  na 
miłość boską, zasłużyła sobie na jego niechęć? 

Był  dziwnym  człowiekiem.  Natalie  była  pewna,  że  jego  życie 

nawiedzało wiele widm, lecz mimo współczucia, nie chciała się do tego 
mieszać. Za dzień lub dwa odjedzie stąd i Nick Jordan na zawsze zniknie 
z jej życia. 

Szorowała  białe  kuchenne  szafki,  dopóki  nie  przekonała  się,  że  nie 

pozostała na nich ani odrobina kurzu lub brudu. Na szczęście znalazła w 
spiżarni stary fartuch. Może większość brudu osiądzie na nim i oszczędzi 
jedwabną  bluzkę  oraz  drogie,  wełniane  spodnie,  które  miała  na  sobie. 
Burczenie w żołądku przypomniało jej, że zapomniała o lunchu, ale zbyt 
była zajęta sprzątaniem,  by je teraz przerwać. Koło zlewu leżała paczka 
hamburgerów, z których zamierzała przyrządzić obiad. 

Otworzyły  się  tylne  drzwi  i  wszedł  Nick,  strząsając  śnieg  z  butów  i 

strzepując  go  z  gęstych  włosów.  Jego  obecność  wypełniła  pokój. 
Spostrzegłszy, że jest ubrany w to brzydkie  futro, Natalie powstrzymała 
uśmiech. 

- Chcesz kanapkę? - spytała. 
Nick  gapił  się  na  nią  zdumiony,  ruchem  ramion  zrzucając  z  siebie 

okrycie. Rozpoznał fartuch, który należał kiedyś do jego matki. 

- Co robisz? 
Natalie rozpromieniła się z dumą. 
-  Sprzątam.  Znudziła  mnie  bezczynność.  -  Zawahała  się. - Poza  tym, 

przynajmniej to mogę zrobić, by odpłacić za twoją gościnność. 

Nick przechylił głowę na bok, przyglądając się jej niepewnie. Ostatnią 

rzeczą,  jaką  spodziewał  się  zobaczyć,  była  Natalie  Courtland  brudząca 
sobie  ręce.  Bez  słowa  podszedł  do  lodówki.  Otwarłszy  drzwiczki 
wpatrywał  się  w  jej  zawartość,  nim  sięgnął  w  końcu  po  kubek  z 
musującym mlekiem. 

- Chyba minęło trochę czasu, odkąd tu sprzątałem - przyznał. 
- To było przed czy po Wietnamie? - zapytała z przekorą w głosie. 
Wymienili krótkie spojrzenia i uśmiechnęli się do siebie. 
-  Nie,  wtedy  ten  dom  należał  do  moich  rodziców.  Matka  dbała  o 

niego.  - Przerwał. - Gdy umarła, dom przestał mnie w ogóle obchodzić. 
Zajmowałem  się  wyłącznie  sadem.  -Pociągnął  długi  łyk  mleka,  potem 
przykrył go i wstawił z powrotem do lodówki. - Ale naprawdę nie musisz 
tu  sprzątać  w  ramach  jakiegoś  zobowiązania.  Możesz  zostać  tak  długo, 
jak chcesz. 

Natalie zaśmiała się. 

22

RS

background image

 

 

- Wątpię, czy spodobałoby się to tygrysicy Irmie. 
-  Rysiowi  -  poprawił  ją.  -  Między  tygrysicą  a  rysiem  jest  ogromna 

różnica. 

-Tak? 
- Jasne. Ryś jest dziki i łatwo go rozdrażnić z lada powodu. Tygrysica 

trzyma się  na  dystans,  ale  kusi  cię.  Używa  wszystkich swoich sztuczek, 
by  cię  schwytać,  a  ty  idziesz  chętnie,  pomimo  niebezpieczeństwa.  - 
Spojrzał  na  nią  z  miną  człowieka,  który  zna  się  na  rzeczy.  -  Mimo  to 
może  ją  oswoić  odpowiedni  mężczyzna.  -  Natalie  nie  miała 
najmniejszego  pojęcia,  o  czym  mówił,  lecz  słuchała  zahipnotyzowana 
matowym  tonem  jego  głosu.  Wyraz  jego  twarzy  był  wciąż 
nieprzenikniony. 

Splotła palce, czując, że są mokre od poru. Tym razem Nickowi udało 

się ją rozbroić, ale prędzej zaknebluje sobie usta ścierką do kurzu, niż mu 
to okaże. 

-  Dlaczego  nie  usiądziesz  i  nie  pozwolisz,  bym  zrobiła  ci  kanapkę? 

Właśnie  zaparzyłam  w  dzbanku  świeżą  kawę.  Mógłbyś  się  jej  napić  po 
tak długim pobycie na dworze. Nie marzniesz tam na zewnątrz? 

Potrząsnął  przecząco  głową,  siadając  przy  starym,  klonowym  stole, 

który od lat był w jego rodzinie. Spod zmrużonych powiek przyglądał się 
Natalie,  która  przygotowywała  dla  niego  lunch.  Lata  minęły  od  czasu, 
gdy ktokolwiek troszczył się o jego podstawowe potrzeby i teraz czuł się 
skrępowany.  Jasne,  od  czasu  do  czasu  dzwoniła  jego  siostra  z 
Południowej Dakoty, by dowiedzieć się, jak sobie radzi, ale ona musiała 
się zajmować własną rodziną. 

Z  pewnością  źle  osądził  Natalie  Courtland.  Z  samochodem  wartym 

pięćdziesiąt  tysięcy  dolarów  i  garderobą  księżniczki,  robiła  wrażenie 
zepsutego,  bogatego  dzieciaka.  Podejrzewał,  że  w  jej  życiu  dużą  rolę 
odgrywa  bogaty  tatuś  albo  wdzięczny  podtatusiały  lowelas.  Teraz,  gdy 
uświadomił sobie, że zarabiała na siebie sama, nie mógł jej nie podziwiać 
i szanować. 

"Ciekawe  byłoby  obserwować  ją  w  akcji,  w  sądzie"  -  pomyślał. 

Widział  ją  już  kruchą  i  bliską  śmierci,  widział  ją  i  teraz,  gdy  ubrana  w 
fartuch sprawiała wrażenie domatorki, lecz chciałby także zobaczyć ją w 
roli adwokata. 

Instynktownie  wyczuł,  że  doskonale  dawała  sobie  radę  w  zawodzie 

zdominowanym 

głównie 

przez 

mężczyzn, 

tak 

jak 

ustaliła 

równouprawnienie  między  nimi.  Niełatwo  byłoby  ją  onieśmielić  -  była 
na to zbyt odważna. A jednak nie chciał, by na niego czekała i sprzątała 

23

RS

background image

 

 

jego  dom,  choć  wiedział,  że  robiła  to  przez  jakąś  wrodzoną  potrzebę 
udowadniania  sobie,  że  potrafi.  Tak  naprawdę,  nie  chciał  być  od  niej 
zależny. Nie chciał uczyć się zależności od nikogo. 

Natalie postawiła przed Nickiem miskę parującej zupy oraz kanapkę z 

szynką  i  żółtym  serem.  Gdy  wróciła  z  filiżanką  kawy,  wymruczał 
podziękowanie. 

-  Czy to nowa moda?  - zapytał,  wskazując fartuch. Spojrzała w  dół  i 

zaśmiała się. 

- To absolutny szał w Atlancie - odpowiedziała udając, że prezentuje 

go jak modelka. 

Na widok jej ruchów, płynnych i wdzięcznych, ścierpła mu skóra. 
- Wolę cię w ręcznikach - powiedział, skupiając uwagę na lunchu. 
Natalie  poczuła  przyspieszone  tętno.  Nalała  sobie  kawy  do  filiżanki, 

nie  przestając  sprząta.  Myślami  była  daleko.  Naprawdę  pochlebiało  jej, 

że  mogła  podobać  się  Nickowi  Jordanowi  w  ręczniku  kąpielowym.  On 
też  zwrócił  na  siebie  jej  uwagę,  chodząc  rano  w  spodniach  od  piżamy. 
Jeżeli wyglądał tak dobrze od pasa w górę, mogła tylko wyobrazić sobie, 
jak  wspaniale  wyglądał  od  pasa  w  dół.  Zaczerwieniła  się  na  tę  myśl. 
Właściwie co,  na  Boga,  skłaniało  ją  do  myślenia o  tym? Być  może,  tak 
właśnie dzieje się z ludźmi nawet obcymi sobie, gdy są skazani na swoje 
towarzystwo przez dłuższy czas. Była wdzięczna Nickowi, że wychodził 
z domu na parę godzin - w przeciwnym razie oszaleliby obydwoje. 

- Mam brata w Atlancie - rzekł bez wstępów Nick. - Jest grubą rybą, 

ma  kapitał  ulokowany  w  kilku  przedsiębiorstwach.  Zarabia  dużo 
pieniędzy. Bywa wszędzie tam, gdzie bywać wypada. Jest rozwiedziony. 
Mógłbym dać ci jego telefon. 

Natalie najeżyła się, usłyszawszy tę propozycję. 
-  Dziękuję  ci,  sama  wiem,  z  kim  mam  się  spotykać.  Wzruszył 

ramionami. 

- Przepraszam, po prostu pomyślałem sobie, że wy dwoje moglibyście 

się dogadać. 

W  głębi  duszy  Natalie  poczuła  się  zraniona  tym,  że  Nick  próbował 

skojarzyć  ją  z  innym  mężczyzną.  Poza  tym  znała  wystarczająco  wielu 
egomaniaków  i  grubych  ryb.  Cóż,  nawet  kilkakrotnie  spotykała  się  z 
pewnym  mężczyzną,  który  miał  czelność  posyłać  do  jej  apartamentów 
swojego  szofera,  by  ją  przyprowadził.  Za  trzecim  razem  odesłała 
kierowcę  z  powrotem,  z  wiadomością,  że  będzie  zajęta  przez  resztę 

życia.  Nie,  nie  potrzebowała  kolejnego  ważniaka.  Niestety,  wydawało 
się, że ostatnio spotyka tylko takich. 

24

RS

background image

 

 

Natalie dostrzegła, że Nick opróżnił swoją filiżankę i uniosła dzbanek, 

by  dolać  mu  kawy.  Drżały  jej  ręce,  kiedy  brała  jego  kubek  i  napełniała 
go.  Gdy  chciała  go  odstawić,  uderzyła  kolanem  o  jego  udo,  a  gorąca 
kawa wylała się na jej  dłonie.  Krzyknęła  bezgłośnie  i  w tej  chwili  Nick 
był przy niej. 

- Oparzyłaś się - stwierdził. 
- Nic się nie stało - powiedziała, wycierając dłoń w fartuch. 
-  Pozwól  mi  na  to  spojrzeć.  -  Wziął  jej  rękę.  -  Mam  jakąś  maść. 

Cuchnie jak koński zadek, ale pomoże ci. 

-  Nie,  naprawdę  wszystko  w  porządku.  -  Cofnęła  dłoń,  oddaliła  się 

pospiesznie i postawiła dzbanek z kawą na kuchence. 

Nick poszedł za nią, niemal depcząc jej po piętach. 
- Drżysz - rzekł z zaniepokojonym wyrazem twarzy. Wielkimi dłońmi 

chwycił  ją  za  ramiona.  "Być  może  to  nawrót  osłabienia  - pomyślał. -  O 
wiele za wcześnie wstała z łóżka." 

- Powinienem zadzwonić po lekarza. Trzeba było zrobić to już wtedy, 

gdy  znalazłem  cię  na  śniegu  -  powiedział  z  miną  winowajcy  -  ale 
wiedziałem, że przy tej zamieci nie dowiózłbym cię żywej do szpitala. 

Na  jego  twarzy  malowała  się  troska.  Spojrzała  na  niego  z 

niedowierzaniem. 

- Czy miałbyś wzywać lekarza tylko z tego powodu, że wylałam sobie 

na rękę trochę kawy? 

Zapanowała  pełna  napięcia  chwila.  Nick  wyglądał,  jak  gdyby  chciał 

coś jej coś powiedzieć, ale rozmyślił się. Czuła się jak wulkan, który za 
chwilę  wybuchnie  i  bała  się  patrzeć  z  bliska  w  przenikliwe,  brązowe 
oczy. Jego obecność drażniła ją, lecz jednocześnie podniecała. 

Palce Nicka rozplątywały węzeł fartucha. W końcu rozsupłał tasiemki. 
- Dość pracy na dzisiaj. Chcę, żebyś umieściła swój ponętny tyłeczek 

na kanapie przed kominkiem. 

Natalie ogarnął zachwyt. Uznał jej pośladki za ponętne? Czy powinna 

mu wyznać, że uważała jego ciało za bardzo seksowne? Stłumiła chęć do 

śmiechu. Jej przyznanie się do tego było równie prawdopodobne jak to, 

że  za  godzinę  stopnieje  śnieg.  Omijała  jego  wzrok  spojrzeniem 
prześlizgującym się po kuchni. 

- Natalie, spójrz na mnie. - Zagiętym palcem podniósł jej podbródek. 

Spojrzała  na  niego  ostrożnie,  jak  gdyby  celowo  starała  się  zachować 
swoje uczucia dla siebie. 

Natalie próbowała się odprężyć pod jego natarczywym wzrokiem, ale 

niestety  bezskutecznie.  Ten  mężczyzna  przewrócił  jej  świat  do  góry 

25

RS

background image

 

 

nogami  w  ciągu  niecałych  dwóch  dni.  Zniknął  gdzieś  pewny  siebie 
adwokat. Pozostała słaba kobieta, napiętnowana jego spojrzeniem. Z jego 
ciała promieniowało ciepło, wypełniając ją poczuciem oczekiwania. Nick 
gładził  jej  twarz.  Skórę  miała  gładszą,  niż  sobie  wyobrażał.  Przez  cały 
ranek  nie  robił  zupełnie  nic.  Myślał  o  niej.  Kciukiem  wodził  po  pełnej 
dolnej wardze i wiedział, że ją pocałuje - i żadne z nich nie mogło zrobić 
nic,  by  temu  zapobiec.  Chwycił  jej  twarz  obiema  dłońmi  i  trzymał  ją 
przez chwilę, delektując się jej pięknem. Wyraz tej twarzy był rozważny, 
usta dumne. 

Natalie  poczuła,  że  wargi  Nicka  okrywają  jej  usta  zdumiewająco 

delikatnym pocałunkiem. Wszystko w niej zawirowało. Gdy położył dłoń 
na jej plecach i przyciągnął ją bliżej do siebie, wydawało się, że tworzą 
wspólnie  dwie  dopasowane  części  układanki.  Gdy  jego  usta  stały  się 
gwałtowne, poczuła się słaba i zagubiona, tak samo jak tego pierwszego 
ranka,  kiedy  obudziła  się  całkowicie  zdezorientowana.  Jednak  pomimo 
oszołomienia  jej  ciało  reagowało.  Ramionami  oplotła  jego  szyję,  usta 
zaczęły  odpowiadać  na  pocałunki.  Gdy  językiem  szukał  drogi,  z 
gotowością  rozchyliła  wargi.  Delikatnie  masował  jej  plecy.  Natalie 
jęknęła cicho, gdy ciepło wypełniło jej podbrzusze. 

Nick  przerwał  pocałunek  i  obydwoje  odetchnęli.  Obsypywał 

pocałunkami  podbródek  i  szyję,  dopóki  jej  oczy  nie  stały  się  senne,  a 
kolana  miękkie.  Dłońmi  pożądliwie  przykrył  jej  piersi  i  przez  bluzkę 
czuła  bijące  od  nich  ciepło.  Jego  palce  gniotły  miękki  biust, 
przeszywając ciało dreszczem pożądania. Przywarła do niego. 

Nick  podniósł  głowę  i  uważnie  spojrzał  w  jej  twarz.  Wargi  miała 

wilgotne  i  nabrzmiałe  od  pocałunków.  Oddychał  nierówno,  jego  ciało 
płonęło. 

-  Szanowna  pani,  to  wymyka  nam  się  z  rąk  -  powiedział  głosem  tak 

ochrypłym, że można by pomyśleć, że pił. - Albo skończymy z tym tu i 
teraz, albo zaniosę cię do sypialni i schrupię. 

Brzmiało  to  kusząco.  Natalie  wiedziała,  co  mogą  z  nią  zrobić  jego 

pocałunki. "Jak by to było - leżeć nago w jego ramionach i znać siłę jego 
ud" - zastanawiała się. 

- Więc co?  -  spytała.  Nick  będzie  się  z  nią kochał,  a potem  zapomni 

ojej  istnieniu,  gdy  tylko  stopnieje  śnieg,  a  ona  wróci  do  Atlanty.  Irma 
ponownie zajmie miejsce w jego życiu i sypialni. 

Nick dostrzegł niepewność w jej oczach. 
- Nie mogę ci niczego obiecać, Natalie. Niczego więcej, niż ty możesz 

mi obiecać. Nasze życie za bardzo się różni. 

26

RS

background image

 

 

Wiedziała, że mówił prawdę. Jeśli pozwoli, by Nick Jordan kochał się 

z nią, będzie chciała czegoś więcej niż zwykłej zabawy. Wiedziała o tym 
w  głębi  serca.  Będzie  pragnęła  związku  z  nim,  a  to  było  po  prostu 
niemożliwe  w  tych  okolicznościach.  W  jaki  sposób  to  wszystko 
wymknęło się spod jej kontroli w ciągu zaledwie dwóch dni? 

- Chyba lepiej będzie, jeśli z tym skończymy - rzekła tępo, uwalniając 

się od niego fizycznie, choć nie emocjonalnie. 

Nick  musiał  użyć  całej  siły  woli,  by  wypuścić  ją  z  objęć.  Kusiło  go, 

by  skłamać,  obiecać  jej  cokolwiek  tylko  po  to,  aby  trzymać  ją  nagą  w 
ramionach. Lecz nie mógł tego zrobić, bez względu na to, jak bardzo jej 
pragnął. 

-  Lepiej  wezmę  Daisy  na  spacer  -  rzekł.  Musiał  poczuć  na  twarzy 

zimne  powietrze.  Trzeba  było  pięćdziesięciostopniowego  mrozu,  by 
ochłodzić jego zmysły. 

-  Natalie?  -  Nick  potrząsnął  nią.  -  Obudź  się,  Natalie.  Nie 

zareagowała,  skuliła  się  tylko  głębiej  pod  kołdrą,  szukając  ciepła.  Nick 
potrząsnął nią ponownie i poprzez mgiełkę snu dosłyszała w jego głosie 
naleganie.  Odemknęła  powieki  i  zmrużyła  oczy,  by  zobaczyć  coś  w 
ciemności. Co Nick robił w jej sypialni? 

- Co się dzieje? - spytała, zastanawiając się, dlaczego tak zmarzły jej 

palce u nóg. 

-  Musisz  wstać  -  powiedział  pospiesznie.  -  Ogrzewanie  wysiadło. 

Teraz  nie  mogę  nic  z  tym  zrobić.  W  pokoju  pali  się  ogień.  Będziemy 
musieli spać przed kominkiem. 

Natalie  zamrugała  oczami,  usiłując  wszystko  zrozumieć.  Śnił  się  jej 

Bobby. W pamięci wciąż jeszcze żyła jego twarz. 

- Co się stało z ogrzewaniem? - zapytała głupio. 
Nick  niecierpliwie  wzruszył  ramionami.  Tym  razem  *  miał  na  sobie 

nie tylko dół, ale i górę od piżamy. 

-  Nie  wiem.  Będę  musiał  wezwać  kogoś,  by  to  obejrzał.  Nie  chcę 

niczego  dotykać.  Piec  jest  zasilany  gazem.  Gdybym  go  odkręcił, 
mógłbym zrównać ten dom z ziemią. Chodź, nim zziębniesz. 

Natalie wstała z łóżka. Wychodząc z sypialni, potknęła się. 
-  Zdaje  się,  że  ostatnio  wciąż  tylko  szukam  ciepłego  miejsca  - 

zamruczała  rozżalonym  głosem.  -  Chyba  otworzę  praktykę  na  Wyspach 
Bahama.  -  Choć  pewnie  nie  zależałoby  na  tym jej  ojcu. Planował, że to 
Bobby, nie ona, będzie pracował w jego firmie prawniczej. Ona musiała 
dosłownie  żebrać  o  pracę.  Niewiele  znaczył  fakt,  że  zdobyła  sławę 

świetnego  adwokata.  Ale  jaki  sens  miało  roztrząsanie  tego  teraz?  Nie 

27

RS

background image

 

 

miała  prawa  użalać  się  nad  sobą  tylko  dlatego,  że  była  zziębnięta  i 
zmęczona. 

Nick  poprowadził  ją  przez  kuchnię  do  pokoju,  gdzie  w  kominku 

trzeszczał  ogień.  Natalie  przysunęła  się  bliżej  do  paleniska.  Ujrzała,  że 
Nick wymościł łóżko ze śpiworów i koców. 

-  Wskakuj  pod  koce  -  rzekł.  -  Posłanie  jest  bardzo  wygodne. 

Rozłożyłem trzy śpiwory, żeby zasłać podłogę. 

- Będziemy spać razem? - zapytała tonem, który sugerował, że za jej 

plecami zaplanował jakąś rytualną orgię. 

- Właśnie tak zrobimy, jeśli chcesz, żeby było ci ciepło. Temperatura 

spadła  o  kolejne  dziesięć  stopni  i...  -  zmarszczył  brwi.  -  Czy  mogłabyś 
przestać patrzeć na mnie w ten sposób? Właśnie teraz piekielnie martwię 
się o moje brzoskwinie. Nie mam ochoty na głupstwa. 

Natalie  była  zbyt  zmarznięta  i  śpiąca,  by  się  sprzeczać.  Przyklękła  i 

wślizgnęła się wraz z Nickiem pod koce. Ku jej zaskoczeniu, objął ją w 
talii i przyciągnął mocno do siebie. 

- Co robisz? - spytała zupełnie zaszokowana. 
- Ciepło, szanowna pani. A teraz zamknij oczy i śpij. 
"Śpij?"  -  pomyślała.-  Jak  kobieta  z  krwi  i  kości  mogłaby  przy  boku 

mężczyzny  takiego  jak  Nick  Jordan  zwinąć  się  w  kłębek  i  odpłynąć  w 
krainę snów?" 

Nick  omal  nie  jęknął,  gdy  przycisnęła  pośladki  do  jego  ciała.  Jego 

ramię  obejmowało  ją,  dłoń  spoczywała  dokładnie  poniżej  piersi. 
Satynowa  koszula  przylegała  do  linii  jej  ciała;  perfumy  skutecznie 
działały  na  jego  system  nerwowy.  Na  razie  zapomniał  o  swoich 
brzoskwiniach.  Ogień  trzeszczący  w  kominku  tylko  podkreślał  intymną 
sytuację  i  wzmagał  jego  pożądanie.  Oddałby  cały  świat,  by zobaczyć  ją 
nagą w blasku ognia. Czuł, jak pod kocami narasta jego podniecenie. 

-  Czy  musisz  to  robić?  -  rzekła  z  irytacją  -  Wiesz,  to  bardzo 

przeszkadza.  -  "Przeszkadza  -  to  nie  jest  właściwe  słowo"  -  pomyślała, 
próbując wyregulować oddech. 

- Musisz się tak ciągle wiercić, jak gdybyś miała mrówki w majtkach? 

-  wymamrotał  w  końcu  Nick,  niezdolny  do  opanowania  swojego 
własnego, jawnego pożądania. 

- Próbowałam się tylko wygodnie ułożyć. 
-  Dobrze,  ale  poruszasz  się  tak,  że  mogłabyś  podpalić  las.  Natalie 

odwróciła  się  twarzą  do  niego  i  uniosła  się  na  łokciu.  Nick  stłumił  jęk, 
gdy jedna pierś niemal wylała się zza stanika jej koszulki. 

28

RS

background image

 

 

-  Sądzisz,  że  robię  to  celowo?  -  spytała.  Powiodła  wzrokiem  za 

spojrzeniem Nicka i zarumieniła się, ujrzawszy, że połowa jej piersi jest 
odsłonięta.  Poprawiła  koszulę.  -  Nie  pozwoliłeś  mi  nawet  założyć 
szlafroka - wymruczała. 

Nick uniósł się, by spojrzeć jej w oczy. 
-  Czekaj,  znam  dobry  sposób,  by  zakończyć  tę  frustrację.  Wyglądała 

na zdziwioną. 

- Tak? 
Jego uśmiech był ładny i jednocześnie rozpustny. 
- Moglibyśmy popchnąć to tutaj, przed kominkiem. 
Natalie  obruszyła  się,  lecz  znów  zdradziło  ją  jej  ciało.  Minęło  kilka 

sekund, nim mogła coś powiedzieć. 

-  Czy  tak  określasz  uprawianie  miłości,  Nick?  -  zapytała  w  końcu 

sarkastycznie.  -  To  znaczy,  brzmi  to  tak  ładnie,  tak  romantycznie,  że 
dziewczyna nie mogłaby nie stracić dla ciebie głowy. 

-  Nazywaj  to  jak  chcesz,  szanowna  pani,  ale  wszystko  to  sprowadza 

się  do  jednej  rzeczy,  nieprawdaż?  Palimy  się  do  siebie.  Po  co  się 
męczyć? A poza tym, co masz do stracenia? 

-  Szacunek  dla  samej  siebie,  ot  co.  Nie  zamierzam  iść  do  łóżka  z 

mężczyzną, który ma maniery kozła i nie jest nawet na tyle uprzejmy, by 
używać mojego imienia. - Natalie przerwała, żeby zaczerpnąć powietrza. 
-  Gdy  śpię  z  mężczyzną,  to  ja  dyktuję  warunki,  i  ma  to  związek  z 
uczuciem,  czymś,  co  jest  ci  prawdopodobnie  obce.  -  Odwróciła  się  do 
niego plecami i naciągnęła na siebie koce. 

- Cóż, wybacz, że jestem człowiekiem. - Nick również odwrócił się do 

niej plecami i szarpnął koc w swoją stronę. 

Długo leżał w półmroku. W końcu spytał: 
- Masz kogoś, prawda? 
- To nie twoja sprawa. 
Nie miał zamiaru zrezygnować. 
- Czy mogłabyś mi powiedzieć, kim jest Bobby? Natalie zamarła pod 

kocami. 

-  Skąd  wiesz  o  Bobbiem?  -  zapytała  tonem  tak  lodowatym  jak 

temperatura na dworze. 

Nick wiedział, że poruszył właściwą strunę. 
- Tamtej nocy, gdy cię znalazłem, wciąż go wołałaś. Domyśliłem się, 

że  to  twój  kochanek.  Pomyślałem  też,  że  jest  piekielnie  głupi,  jeśli 
pozwolił  ci  jechać  samej  w  środek  zamieci.  -  Ponieważ  Natalie  nie 
odpowiadała,  Nick  ciągnął.  -Ale,  o  ile  wiem,  nie  próbowałaś  do  niego 

29

RS

background image

 

 

dzwonić, a on na pewno nie dzwonił tutaj. Zacząłem się zastanawiać, czy 
nie spotykasz się z żonatym mężczyzną. 

Natalie usiłowała mówić opanowanym głosem. 
-  Bobby  był  moim  bratem  bliźniakiem  -  rzekła  tak  cicho,  że  Nick 

musiał  wytężyć  słuch.  -  Zginął  w  wypadku  samochodowym,  kiedy 
mieliśmy po siedemnaście lat. Wciąż mi się śni, gdy jestem przemęczona 
albo nie czuję się dobrze, więc nic dziwnego, że wołałam go, gdy byłam 
nieprzytomna. A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałabym się 
przespać. 

Nick  nienawidził  siebie  za  swoje  domysły.  Chciał  ją  przeprosić,  ale 

nie mógł znaleźć słów. Znał ból towarzyszący stracie kogoś, kogo kocha 
się  z  całego  serca.  Jego  ojciec  zmarł,  gdy  on  walczył  w  Wietnamie. 
Odmówiono mu przepustki na pogrzeb. Jakiś biurokrata ułożył przepisy 
na wypadek śmierci w rodzinie podczas wojny, ale regulamin nie mówił, 
co  robić  w  toku  walki,  a  za  taki  uznano  sytuację  w  Wietnamie.  Nick 
gniewnie  zacisnął  usta.  Zabawne,  cała  ta  lodowa  krucjata  przypominała 
mu wojnę. 

A jednak przetrzymał to jak mężczyzna. 
Inną  sprawą  była  strata  Me  Lin  i  dziecka.  Płakał.  Wciąż  pamiętał 

wyraz jej oczu, gdy wchodził na pokład samolotu, który miał zawieźć go 
do  domu.  Jego  syn  miał  ciemne  włosy  matki  i  pachniał  mydłem,  gdy 
Nick całował go na pożegnanie. 

-  Spróbuję  szybko  uporać  się  z  biurokratami,  jak  tylko  dotrę  do 

Ameryki  -  obiecał  małej  kobietce  o  ciemnych,  pełnych  łez  oczach.  - 
Będziesz w Stanach, nim zdążysz się zorientować. - Resztę wyszeptał. - 
Trzymaj  pieniądze  w  ukryciu  i  oszczędzaj  je,  żebyście  mieli  pod 
dostatkiem jedzenia. Przyślę więcej, jak tylko będę mógł. 

Wkrótce  potem  otrzymał  wiadomość,  że  wioska  Me  Lin  została 

zniszczona  podczas  upadku  Sajgonu.  Pośród  zamordowanych  była  Me 
Lin i ich syn. Jego świat legł w gruzach. 

Nick usłyszał, że Natalie mruczy przez sen. Tak długo przeżywał swój 

własny ból, że zapomniał, iż inni ludzie również cierpią. Zręczne dłonie 
Irmy koiły go w ciągu tych lat, lecz obydwoje wiedzieli, że nic nigdy nie 
wyniknie z ich związku. 

"Kto scałował ból z Natalie Courtland"? - zastanawiał się. Przerażało 

go,  że  było  to  dla  niego  tak  ważne.  Dużym  kosztem  nauczył  się,  że 
przywiązanie  do  ludzi  oznacza  ryzyko.  Zaryzykowałby  wszystko  na 

świecie z wyjątkiem własnego serca. 

 

30

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 4 

 
Gdy  rano  Natalie  otworzyła  oczy,  była  ciasno  otoczona  ciepłem 

ramion  Nicka.  Ciche  chrapanie  powiedziało  jej,  że  wciąż  jeszcze  spał. 
Skorzystała więc z okazji, by spróbować uwolnić się z jego uścisku. 

Nick  otworzył  oczy  i  puścił  ją  z  wahaniem.  Uśmiech  na  jego  twarzy 

był  równie  podniecający,  jak  brązowe  senne  oczy  i  potargane  włosy. 
Wyglądał na rozbawionego. 

- Byłaś cudowna tej nocy, kochanie. Czy tobie też było dobrze? 
Natalie posłała mu miażdżące spojrzenie. 
-  Śnij  sobie  dalej,  mój  panie  -  rzekła  sennie,  wyplątując  się  spod 

koców. Przeszył ją dreszcz. - Ale mróz! 

-  Pod  kocami  jest  ciepło  -  odpowiedział  z  zadowoloną  miną  Nick, 

patrząc  na  jej  sterczące  sutki.  Naelektryzowana  koszula  opinała  jej 
kształty, przylegając do ud i łydek w sposób, który wstrzymywał oddech. 
'Ten,  kto  zaprojektował  tę  koszulę,  musiał  być  niezłym  lubieżnikiem"  - 
pomyślał.  Do  diabła!  Znów  był  podniecony,  mimo  że  obudził  się 
niespełna pięć minut temu. 

Natalie,  bez  rezultatu,  odciągała  koszulę  od  ciała.  Będzie  musiała 

założyć szlafrok. 

-  Natychmiast  po  przebudzeniu  muszę  wypić  filiżankę  kawy  - 

wyjaśniła i ruszyła do kuchni, onieśmielona wzrokiem Nicka, który badał 
linie  jej  ciała.  Pobiegła  do  swojej  poprzedniej  sypialni  i  chwyciła 
szlafrok. Nałożywszy go, ciasno zawiązała pasek w talii i wcisnęła stopy 
w kapcie. 

-  Dobrze,  wracaj  pod  koce,  ja  zrobię  kawę  -  wymruczał  Nick,  gdy 

weszła  do  kuchni.  Już  wyplątywał  się  spod  okryć,  przeklinając 
temperaturę.  Natalie  wciąż  stała  w  miejscu.  -Słyszałaś,  co  mówię?  Nie 
możesz zmarznąć. Zmykaj szybko - wskazał prowizoryczne łóżko. 

Posłuchała bez sprzeciwu. Zrzucając z nóg kapcie, wróciła do "łóżka" 

na  miejsce  Nicka,  gdzie  wciąż  było  cudownie  ciepło.  Podciągnęła  koce 
pod brodę. Męski zapach przylgnął do prześcieradeł. Zauważyła, że Nick 
założył swój futrzany płaszcz. 

Miał gołe stopy i przemierzał na palcach kuchenną podłogę, jak gdyby 

rozrzucone  były  po  niej  pinezki.  Wyglądał  komicznie.  Linoleum  pod 
gołymi stopami przypominało lód. 

- Zaparzę kawę i rozpalę ogień - rzekł drżącym z zimna głosem. - W 

ciągu  nocy  wstawałem  dwa  razy,  żeby  dołożyć  drzewa,  ale  musiało  się 

31

RS

background image

 

 

wypalić.  -  Nie  miał  zamiaru  przyznawać  się,  że  patrzył  długo,  jak 
płomienie migotały i malowały cienie na jej twarzy. 

Z  ognia  pozostało  tylko  kilka  rozżarzonych  węgli,  dających  bardzo 

niewiele  ciepła.  "Na  szczęście  -  pomyślała  Natalie  -  poprzedniego 
wieczora  Nick  przyniósł  mnóstwo  drzewa.  Przynajmniej  nie  będzie 
musiał walczyć z przejmującym zimnem na dworze." Daisy i szczeniaki 
przesunięte  były  bliżej  paleniska.  Odgłosy  dochodzące  z  pudełka 
przypominały  Natalie,  że  musi  być  już  pora  śniadania.  Słyszała,  jak 
szczenięta  mruczą  i  wiercą  się,  jak  każde  próbuje  upomnieć  się  o 
nabrzmiały sutek. Uśmiechnęła się na tę myśl, wtuliła głębiej pod koce i 
leniwie przymknęła oczy. 

- Czy mam ją wypić również za ciebie? 
Otworzyła  oczy  i  ujrzała,  że  Nick  stoi  nad  nią  z  dwoma  parującymi 

filiżankami. Natychmiast usiadła. 

- Wielkie dzięki - rzekła, sięgając po jedno z naczyń. 
Nick  odstawił  swoją  filiżankę  i  ułożył  kilka  grubych  polan  w 

kominku. Już po paru chwilach płomienie lizały drzewo. Ruchem ramion 
zrzuciwszy  z  siebie  płaszcz,  Nick  usiadł  obok  Natalie,  okrywając  ją 
kocami. 

-  Mogłaś  je  przynajmniej  ogrzać  dla  mnie  -  wymruczał.  Kawa  była 

mocna i gorąca, Natalie piła ją ostrożnie małymi łyczkami. 

- Co zrobimy? - spytała w końcu. Nick podniósł wzrok. 
- Z czym? 
- Z ogrzewaniem, na miłość boską. 
- Ach, to. Chyba będziemy musieli się dzisiaj ciepło ubrać. 
Westchnęła  na  myśl  o  spędzeniu  dnia  w  pomieszczeniu,  które 

przypominało zamrażarkę. 

- To znaczy, że nie masz zamiaru znaleźć kogoś, kto by to naprawił? 
- Kogo? Świętego Mikołaja? O ile wiem, tylko on ma sanie. 
-  Czy  nie  znasz  nikogo,  do  kogo  mógłbyś  zadzwonić?  -  zapytała  z 

niedowierzaniem. 

-  Och,  jest  całe  mnóstwo  ludzi,  do  których  mogę  zadzwonić,  lecz 

problem w tym, jak oni się tutaj przedostaną. Nie mówiłem ci, że mamy 
właśnie 

zamieć 

stulecia? 

Słyszałem 

wczoraj 

wieczornych 

wiadomościach, że nie padało tak od 1939 roku. 

Natalie nie miała nastroju do statystyk. 
- Nie możemy leżeć tak w łóżku przez cały dzień. 
- Moglibyśmy, gdybyś chciała współpracować. 

32

RS

background image

 

 

- Przestań dowcipkować, to poważna sprawa. Możemy umrzeć. - Gdy 

spojrzał  na  nią  z  powątpiewaniem,  upierała  się.  -  A  co  będzie,  jeśli 
skończy się nam jedzenie? Albo drzewo do kominka? 

Pociągnął łyk kawy. 
- A co będzie, jeśli zamarzną wszystkie moje brzoskwinie? 
-  Czy  tylko  o  tym  możesz  teraz  myśleć?  O  swoich  przeklętych 

brzoskwiniach?  -  Bezwiednie  podniosła  głos.  -  Ja  mówię  o  życiu  i 

śmierci. 

Nick  patrzył  jak  zahipnotyzowany  na  jej  biust,  który  unosił  się  i 

opadał  i  na  maleńkie  wzgórki,  które  napinały  się  pod  tkaniną  szlafroka. 
Jego  myśli  wirowały  jak  oszalałe,  podczas  gdy  ona  popijała  kawę  i 
spoglądała  na  trzaskający  ogień,  próbując  znaleźć  wyjście  z  kłopotliwej 
sytuacji. 

- Nie pozwolę, by coś ci się stało, Natalie - rzekł łagodnie. - Bywałem 

w gorszym położeniu niż teraz. Pamiętam nawet, jak raz w Wietnamie... 

-  Nie  opowiadaj  mi  -  wycedziła  przez  zaciśnięte  zęby.  -Jestem 

kobietą, nie partyzantem. 

Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który przyspieszył jej tętno. 
-  Zauważyłem.  Ale  myślę,  że  nie  doceniasz  siebie.  Być  może  jesteś 

silniejsza,  niż  przypuszczasz.  Pożyczę  ci  kilka  swetrów...  będzie  nam 
ciepło. 

Natalie w milczeniu dopiła kawę. Dlaczego obwiniała Nicka o każdy 

nieszczęśliwy  zbieg  okoliczności?  To  nie  jego  wina,  że  zepsuło  się 
ogrzewanie.  I  nie  chciała,  by  próbował  zreperować  je  sam,  jeśli  było  to 
niebezpieczne. 

-  Nie  chciałam  być  niemiła  -  przeprosiła  go.  Głupieję  już  w  tym 

zamknięciu. 

- Powiem ci coś. Po południu pójdziemy na spacer. - Natalie patrzyła 

na  niego,  jak  gdyby  postradał  zmysły,  więc  ciągnął  dalej.  -  Tutaj  jest 
zimniej niż na dworze. Pożyczę ci buty. Tymczasem będziemy pić kawę, 
dopóki  się  trochę  nie  ociepli.  Trzeba  będzie  zamknąć  kilka  pokoi,  żeby 
utrzymać ciepło w tej części domu. Od tej pory mieszkamy w kuchni i w 
jednym  pokoju.  Oczywiście  w  łazience  jest  mały  piecyk.  Poradzimy 
sobie. Po prostu wmawiaj sobie, że to chwilowe. 

"Czy  to  oznacza,  że  w  dalszym  ciągu  będą  dzielić  ze  sobą  łóżko?"  - 

zastanawiała się Natalie. Jeżeli będą wciąż tak blisko siebie, coś musi się 
zdarzyć.  Spojrzała  na  Nicka.  Oddałaby  wszystko,  by  dowiedzieć  się,  o 
czym  myśli.  Miał  w  sobie  surowość  i  siłę,  które  pociągały  ją  jako 
kobietę,  ale  zdrowy  rozsądek  podpowiadał,  że  są  zbyt  różni,  aby  nawet 

33

RS

background image

 

 

myśleć o jakimś związku. Cholerny facet! Wiedział, jak na nią działa i to 
go  bawiło.  Nie  zdziwiłaby  się,  gdyby  celowo  odłączył  ogrzewanie,  aby 
wciągnąć ją do swojego łóżka. Ani trochę nie ufała Nickowi Jordanowi. 

Jak  gdyby  czytając  w  myślach  Natalie,  Nick  wyciągnął  rękę  i 

zmysłowo  pogładził  jej  policzek.  Zadrżała  pod  wpływem  jego  dotyku. 
Wyglądał na zatroskanego. 

- Zimno ci? 
-  N... nie.  -  Niespokojnie  przygładziła  dłońmi  krótkie  włosy,  usiłując 

nie patrzeć na jego profil. Nocny zarost nadawał mu pociągający wygląd. 
Czy  uświadamiał  sobie,  że  ją  pociągał,  mimo  iż  próbowała  tego  nie 
ujawniać?  Westchnęła  bezgłośnie.  To  nie  pora,  by  angażować  się  w 
romantyczny  związek.  W  Atlancie  czekały  na  nią  obowiązki.  Im 
wcześniej tam wróci, tym lepiej. 

Nick  obserwował  grę  emocji  na  jej  twarzy  i  ciekaw  był,  o  czym 

myślała.  Wiedział  o  tym,  że  w  jej  głowie  toczyła  się  walka.  Instynkt 
podpowiadał mu, że chodziło o niego. Bez uprzedzenia odebrał jej pustą 
filiżankę  i  odstawił  na  bok.  Spojrzała  na  niego  ze  zdziwieniem,  a  on 
wykorzystał ten ruch. Najpierw pocałował czubek nosa, ignorując szept, 
który  wydobył  się  z  jej  ust.  Gdy  zamknęła  oczy,  delikatnie  całował 
trzepoczące powieki, nim ustami dosięgną! jej warg. 

Z  początku  była  zaskoczona,  lecz  potem  poczuła,  że  odpowiada  na 

jego pieszczoty. Położył ją delikatnie na plecach, a jego usta rozpalały w 
niej  namiętność,  przeszywając  ją  dreszczem  pożądania.  Wargi  Natalie 
rozchyliły się, gotowe na przyjęcie jego języka. Jedna dłoń sięgnęła pod 
koce i przykryła jej pierś. Palce pieściły sutek, dopóki nie zaczął drżeć i 
twardnieć.  Nick  przerwał  pocałunek  i  przycisnął  usta  do  jej  szyi, 
muskając ją pocałunkami aż po dekolt nocnej koszuli. 

Jęknęła  z  rozkoszy,  gdy  poczuła,  że  całuje  jej  piersi.  Tkanina 

wilgotniała  pod  wpływem  jego  pożądliwych  ust  i  ocierała  sutki.  Ciepło 
rozchodziło  się  po  jej  ciele  w  kierunku  brzucha  i  pomiędzy  uda. 
Wydawało się, że Nick zna wszystkie jej czułe miejsca, wszystko to, co 
sprawiało jej rozkosz. Ramionami oplotła jego szyję, ich usta zwarły się 
ponownie.  Przywarła  do  niego  całym  ciałem.  Skąd  ta  szaleńcza  władza, 
jaką nad nią posiadał? 

Czuła  się  jak  człowiek,  który  tonie.  Powoli,  gdy  całował  dolinkę 

między  jej  piersiami,  jej  myśli  próbowały  się  wyswobodzić.  Co  robiła? 
Całowała  się  z  mężczyzną,  który  uratował  jej  życie.  Była  dojrzałą 
kobietą, nieobojętną na seks. Wtem zbuntował się rozsądek. Nie chciała 

34

RS

background image

 

 

zwykłego  seksu  z  Nickiem  Jordanem,  pragnęła  czegoś  więcej.  Więcej, 
niż Nick mógł jej zaofiarować. 

Poza  tym  miał  Irmę.  Żadnych  zobowiązań.  Czego  więcej  mógłby 

żądać mężczyzna? 

Nick czuł, że ciało Natalie sztywnieje. Ciepła i uległa w jednej chwili 

zamieniła  się  w  posąg.  Przerwał  pocałunek  i  spojrzał  w  błękitne  oczy. 
Przyglądał  się  jej  z  żartobliwym  wyrazem  twarzy,  aż  się  odwróciła.  Jej 
spokój  był  kruchy  jak  cieniutki  kryształ.  Po  chwili  oddychali  już 
normalnie. 

Nick  próbował  rozszyfrować  niedostępny  wyraz  jej twarzy.  Czyż  nie 

reagowała na  każdy  jego  dotyk?  Ich  ciała  były  doskonale dostrojone  do 
siebie.  Była  jak  instrument.  Wiedział,  że  mógłby  wydobyć  z  niej 
przepiękne dźwięki. 

-  Czy  zrobiłem  coś  nie  tak?  -  zapytał  wreszcie.  Czuł  się  równie 

niezręcznie jak niegdyś, w szkole średniej, gdy był jeszcze młodzikiem. 

- Nie zrobiłeś nic złego. To ja. 
Nick oparł się na łokciu i uważnie badał jej twarz. 
- Chcesz mi o tym opowiedzieć? 
Nie musiała zastanawiać się nad odpowiedzią. - Nie. 
Rozczarowanie  Nicka  zamieniło  się  szybko  w  pełen  zakłopotania 

gniew. 

-  Świetnie  -  odpowiedział  oschle,  wyplątując  się  spod  kocy. 

Oczywiste  było,  że  podniecił  się  podczas  wstępnych  faz  ich  miłości  i 
Natalie poczuła się winna, że zakończyła to tak gwałtownie. 

- Tym razem ja zrobię kawę - rzekła. 
Po  południu  świeciło  słońce  i  oślepiającym  blaskiem  odbijało  się  od 

iskrzącego  śniegu.  Natalie  z  trudem  poruszała  się  w  tych  wszystkich 
ubraniach,  które  miała  na  sobie.  Zrolował  parę  skarpetek  i  wcisnął  po 
jednej w  czubki  butów  tak,  by  na  nią  pasowały.  Buty  sięgały  jej  niemal 
do kolan. Maszerujący obok Nick ubrany był w swój płaszcz. 

-  Chodzę  jak  kaczka  -  powiedziała  poprzez  gruby  szalik,  którym 

owinęła twarz. Cały ten  pomysł, by owinąć się jak mumia i spacerować 
w śniegu po kolana, był absurdalny, ale w domu groziła im klaustrofobia. 

-  Owszem  -  przyznał  Nick.  -  Teraz  wiesz,  jak  czuje  się  kobieta 

podczas kilku ostatnich miesięcy ciąży. 

- Nie zamierzam mieć dzieci - rzekła ze zdecydowaniem. 
- Och, nie wiem. Byłabyś dobrą matką. A to połowa radości z całego 

przedsięwzięcia. - W jego oczach błysnęło rozbawienie. 

Na szczęście nie widział jaskrawego rumieńca na jej policzkach. 

35

RS

background image

 

 

- Nie ma dla ciebie nic świętego, Nicku Jordanie. Zatrzymał się nagle 

i odwrócił do niej. Nawet cielisty kolor najlepszych brzoskwiń nie mógł 
równać się z barwą jej ledwie widocznego policzka. Dotknął go jakby od 
niechcenia. 

- Są pewne rzeczy. 
Natalie była zaskoczona.  Chwila  przeciągała  się niezręcznie.  Cofnęła 

się i ręka Nicka opadła. 

-  A  co  ty  wiesz  o  ciąży?  -  zapytała,  próbując  kontynuować  lekką 

pogawędkę. 

- Być może więcej niż przypuszczasz. 
-  Czy  chcesz  dać  mi  w  ten  sposób  do  zrozumienia,  że  spłodziłeś 

połowę okolicznych mieszkańców? 

Odrzucił w tył głowę i zaśmiał się, z jego ust uciekła smużka pary. 
- Nie kochana. Jestem ostrożnym mężczyzną. Natalie zatrzymała się i 

spojrzała  na  nieskazitelny  krajobraz.  Sosny  uginały  się  pod  ciężarem 

śniegu. 

- Pięknie tu - rzekła. Poza zabudowaniami mogła dostrzec skraj sadu. 

Wydawał się ciągnąć kilometrami. - Ile masz ziemi? 

Odpowiedź była wykrętna. 
-  Wystarczająco  dużo,  żeby  mieć  z  niej  zysk,  jeśli  nie  zmarzną 

brzoskwinie. 

Wyglądała na zainteresowaną. 
- Sądzisz, że zmarzną? 
-  Nie  wiem.  Pewnie  tak,  jeśli  temperatura  będzie  wciąż  spadać.  Ale 

zasadziłem świetny gatunek. Te brzoskwinie są odporne. Żeby uprawiać 
brzoskwinie,  trzeba  dużo  o  tym  wiedzieć  -  o  szkodliwych  czynnikach, 
chorobach  i  tak  dalej.  -  Przez  chwilę  szli  w  milczeniu.  -  Poranna 
prognoza pogody brzmiała nieźle. Powinno się ocieplić. 

- Naprawdę? - Natalie jakby odzyskała nadzieję. 
Nick celowo nie powiedział jej o tym wcześniej. Wiedział, że chciała 

wrócić do swojego eleganckiego życia w Atlancie i to go irytowało. 

- Ale niewiele - dodał - więc nie biegnij od razu się pakować. Drogi są 

wciąż  nieprzejezdne.  -  Ciekaw  był,  co  opowie  o  nim  swoim 
przyjaciołom,  gdy  powróci  do  domu.  Czy  przedstawi  go  jak  bohatera 
komicznej historyjki? 

-  To  dobry  znak,  prawda?  Jest  szansa,  że  ociepli  się  na  tyle,  by 

stopniał śnieg? 

36

RS

background image

 

 

- Nie tak od razu. Nie sądzę, byś się stąd wydostała, nim dotrą do nas 

pługi. Oczyścili większość autostrad. - Wysłuchał wiadomości, gdy brała 
prysznic. 

Natalie  drżała,  więc  Nick  zadecydował,  że  czas  wrócić  do  domu. 

Wolałaby pozwiedzać jeszcze okolicę, ale zdrowy rozsądek podpowiadał 
jej, że powinna się rozgrzać. 

Po kilku godzinach zaczęła się nudzić. 
- Czy nie mogłabym czegoś zrobić? - zapytała z nadzieją. - Zeskrobać 

nawarstwiony wosk z podłogi albo umyć meble? 

Nick  miał  lepszy  pomysł.  Mogłaby  rozebrać  się  do  naga  i...  Zdrowy 

rozsądek nie pozwolił mu wypowiedzieć na głos tych myśli. Mógł sobie 
dokładnie  wyobrazić,  jak  Natalie  piętnuje  go  pogrzebaczem,  kończąc 
tym na zawsze jego życie seksualne. Westchnął ciężko. Nie przypominał 
sobie, by kiedykolwiek przedtem przeżył tyle zawodów. 

-  Nie  -  odrzekł  sennie.  -  Niczego  im  nie  brakuje.  Jak  pewnie 

zauważyłaś,  nie  potrzebuję  podłóg  i  mebli  błyszczących  jak  lustro. 
Właściwie, dlaczego nie odpoczniesz? Za parę dni będziesz z powrotem 
w  pracy,  marząc  o  odrobinie  wolnego  czasu.  -  Doszedł  do  wniosku,  że 
podoba mu się w jego swetrach, mimo że pochłaniały ją całą. 

- Mam kilka gier, które trzymam na wypadek zamieci -zaproponował. 
- Na pewno masz - parsknęła. Spojrzał przekornie. 
-  Mówię  poważnie.  Chciałabyś  w  coś  zagrać?  Wyglądała  na 

niezdecydowaną. 

- Masz "Monopol"? 
Zmarszczył brwi. 
- A co, jesteś w tym szczególnie dobra? 
- Umiem nie poddawać się. 
Nick  podniósł  się  z  kanapy  i  poszedł  do  drugiego  pokoju,  gdzie  na 

półce ułożonych było kilka gier. Wziął "Monopol" i starł kurz z pudełka. 
Nie  wiadomo,  jak  długo  tu  tkwiło.  Prawdopodobnie  nikt  go  nie  dotykał 
od śmierci rodziców. Gdy wrócił, zastał Natalie w kuchni. 

-  Wiesz  co?  -  rzekła.  -  Rozłóż  grę,  a  ja  zrobię  po  filiżance  gorącej 

czekolady. 

Nick skinął głową i rozłożył grę na podłodze. Koce i śpiwory złożone 

były  w  kącie.  W  pokoju  było  ciepło,  przytulnie  i  zapraszająco. 
Wypełniała go przytulność w jej najprostrzej formie. To Natalie wniosła 
ją ze sobą tej nocy, gdy szalała burza, tylko, że była zbyt chora, a on zbyt 
przestraszony,  by  to  zauważyć.  Przerażało  go  to  uczucie.  Nie  chciał 

37

RS

background image

 

 

przyzwyczajać  się  do  tego  rodzaju  wieczorów,  a  potem  pożegnać  się  z 
nimi. 

- Czym chcesz być? - krzyknął rozłożywszy planszę. 
- Słucham? 
-  Co  wybierasz?  Psa,  kota,  żelazo  czy  tancerkę  brzucha?  -  spytał 

uśmiechając  się  szeroko;  natychmiast  powróciły  do  niego  tamte 
nieprzyzwoite myśli. 

Zbeształa go w kuchni. 
- Nie ma takiego elementu. - Wzruszyła ramionami. - Będę psem. - Na 

wzmiankę  o  psie  Nick  automatycznie  obejrzał  się  na  Daisy,  która 
drzemała  wraz  ze  szczeniętami.  Dwukrotnie  już  wyprowadzał  ją  na 
spacer,  dając  Natalie  okazję  wzięcia  każdego  ze  szczeniaków  na  ręce. 
Gdy  wrócił,  oznajmiła,  że  zabiera  je  wszystkie  ze  sobą  do  domu.  Nick 
miał  poważne  wątpliwości,  czy  Daisy  pozwoliłaby  jej  dojść  choć  do 
kuchennych drzwi. 

Natalie  wniosła  dwie  filiżanki  parującej  czekolady.  Postawiła  je  na 

podłodze i usiadła ze skrzyżowanymi nogami naprzeciw Nicka. 

- W porządku, kto zaczyna? 
Nick popatrzył na nią w zamyśleniu. 
- Wiesz, nie mógłbym wyobrazić sobie ciebie, jak siedzisz na środku 

podłogi i grasz w "Monopol". Po namyśle dochodzę do wniosku, że nie 
wyglądasz też na kurę domową. 

Nie wiadomo dlaczego, jego zdanie znaczyło dla niej wiele. 
-  A  na  jaką  osobę  wyglądam?  -  spytała  w  końcu.  Wzruszył 

ramionami. 

-  Z  początku  myślałem,  że  jesteś  rozpieszczonym  dzieciakiem  i  że 

będziesz bez przerwy uskarżać się na nasze położenie. 

Zarumieniła się. 
- Cóż, przyznaję, że narzekałam... 
- Każdy by narzekał w takich okolicznościach. Ale ty poradziłaś sobie 

ze wszystkim z łatwością. Można z tobą kraść konie - dodał. 

- Dziękuję. A ty jesteś bardzo gościnnym gospodarzem. 
- Czy to znaczy, że będziesz ze mną spała dzisiejszej nocy? - zapytał z 

nadzieją, przekrzywiając głowę i szczerząc zęby jak duże dziecko. 

-  Nie. -  Jej  policzki  płonęły.  Wiedziała,  że  nie miał  na myśli  jedynie 

dzielenia ze sobą śpiworów. - Właściwie gramy w "Monopol" czy nie? 

-  Dlaczego  nie  mogłem  utknąć  tu  z  jakąś  rozwiązłą  kobietą?  - 

wymruczał Nick. - A nie z kopią Doris Day. 

Po dwóch godzinach opadł na podłogę. 

38

RS

background image

 

 

- Jestem spłukany. 
Natalie nie zwróciła uwagi na jego słowa. 
-  Trudno.  Wylądowałeś  na  Drewnianym  Chodniku,  a  ja  |  mam  trzy 

hotele. Spójrzmy, jesteś mi winien... 

-  Masz  wszystkie  pieniądze.  W  jaki  sposób  mam  ci  zapłacić,  na 

miłość boską? 

- Żartujesz? 
- Nie mam wielkiego wyboru, prawda? 
- Rzeczywiście, nie masz. 
- Założę się, że w sądzie jesteś diablicą - rzekł. - Prawdziwą tygrysicą. 

Dlaczego zdecydowałaś się zostać prawnikiem? 

Wzruszyła ramionami. 
-  Mój  ojciec  jest  prawnikiem.  Bobby  i  ja  od  dzieciństwa 

zamierzaliśmy zająć się prawem. Tylko, że Bobbiego interesowało prawo 
karne. Obydwoje sądziliśmy, że to będzie pasjonujące. 

Nick dostrzegł błysk bólu w jej oczach. Pojawił się tylko na sekundę i 

zniknął. Przez chwilę zastanawiał się, czy śmierć Bobbiego wpłynęła na 
jej  związki  z  innymi  ludźmi,  zwłaszcza  z  mężczyznami.  Był  niemal 
pewien,  że  tak.  Od  razu  rozpoznał  jej  postawę  "na  dystans".  Ale  co  z 
ojcem?  Z  pewnością  dawał  jej  uczuciowe  wsparcie,  którego 
potrzebowała. 

-  Wiem,  że  to  brzmi  głupio,  ale  wybrałam  prawo  rodzinne  chyba  po 

to, żeby w jakiś sposób zemścić się na matce. 

- Co takiego zrobiła? 
-  Zostawiła  nas.  -  Natalie  starała  się  nadać  swemu  głosowi  obojętne 

brzmienie.  -  Mieliśmy  wtedy  z  Bobbiem  zaledwie  po  osiem  lat.  Potem 
ojciec  sprowadził  do  nas  swoją  niezamężną  siostrę,  żeby  się  nami 
opiekowała. Za jej plecami nazywaliśmy ją Suszoną Śliwką, bo zawsze z 
dezaprobatą  zaciskała  usta.  W  każdym  razie  chyba  przez  to  wszystko 
Bobby i ja staliśmy się sobie wyjątkowo bliscy. 

- Nienawidzisz swojej matki? Natalie zastanowiła się. 
-  Kiedyś  jej  nienawidziłam.  Potem  zdałam  sobie  sprawę,  ze  również 

nie chciałabym być żoną mojego ojca. - Zaśmiała się i przykryła pudełko 
pokrywką. 

Nick  odepchnął  je  na  bok  i  bez  uprzedzenia  przyciągnął  Natalie  na 

swoje kolana. Ani trochę nie przeszkadzał mu jej pisk protestu. 

- Siedź cicho! - rozkazał. - Chcę cię tylko przytulić. Wyglądało na to, 

że słowa te ją uspokoiły, bo przestała 

39

RS

background image

 

 

się  miotać.  Po  kilku  minutach  oparła  nawet  głowę  na  jego  ramieniu. 

Przyjemny był zapach płynu po goleniu, a sweter pod jej policzkiem był 
miły  w  dotyku.  Obydwoje  długo  milczeli,  patrząc  jak  ogień  zachłannie 
ogarnia drzewo. 

- O czym myślisz, Natalie? - Pośród ciszy pokoju jego głos wystraszył 

ją. 

- Myślę o tym, jakim jesteś miłym mężczyzną. - Przekręciła się w jego 

ramionach tak, by spojrzeć mu w twarz. - To znaczy, wiem, że różnimy 
się  od  siebie  i  tak  dalej,  ale  mieszkając  z  tobą  przez  trzy  dni,  poznałam 
taką stronę życia, jakiej sobie nigdy nie wyobrażałam. 

Nick musiał to zrobić - wyciągnął dłoń i pogładził jej podbródek. 
- A jakie jest twoje życie? Wzruszyła ramionami. 
-  Przyjemne,  jak  sądzę.  Mieszkam  w  ekskluzywnym  apartamencie. 

Sam szyk, jak twierdzi mój dekorator. - Zaśmiała się. - Mimo to niewiele 
przebywam w domu. 

- Dużo spotkań? - Zdziwiony był, jak bardzo go to obchodziło. 
-  Nie,  przeważnie  siedzę  do  późna  w  pracy.  Po  godzinach 

urzędowania  telefon  nie  dzwoni  bez  przerwy,  więc  mogę  pracować,  bo 
nikt mi nie przeszkadza. Potem idę do domu, podgrzewam w piekarniku 
mrożoną  kolację  i  kładę  się  do  łóżka.  -  Uśmiechnęła  się.  -  Wyjątkowo 
pasjonujące, co? 

Nick chrząknął. 
-  Widzę,  że  wreszcie  poznałem  kogoś,  kto  żyje  w  pośpie-^  chu.  - 

Kciukiem  wodził  po  jej  dolnej  wardze.  -  Wiesz,  mam  zamiar  cię 
pocałować - oznajmił. 

- I twoje wielkie ego podpowiada ci, że nie uczynię ani jednego ruchu, 

by cię powstrzymać. 

Uśmiechał się, gdy ustami przykrywał jej wargi. Pragnął ją całować i 

kochać się  z  nią  od  tak  dawna,  że  wydawało  się  to wiecznością,  ale  nie 
wiadomo  dlaczego,  zależało  mu,  by  ją  poznać,  nim  ruszy  jak  burza  i 
weźmie to, czego chce. W ciągu trzech dni dowiedział się o niej wiele i 
to  czyniło  pocałunek  jeszcze  słodszym.  Jego  język  wślizgnął  się 
pomiędzy jej wargi. Otoczył ją ciaśniej ramionami. 

Natalie przywarła do niego, czuła siłę jego ramion i piersi. Jego wargi 

nie  odpoczywały  ani  przez  chwilę.  Językiem  wodził  po  jej  wygiętych 
ustach,  potem  wziął  między  zęby  dolną  wargę.  Natalie  zadrżała  z 
rozkoszy.  Jego  dłoń  wślizgnęła  się  pod  stos  swetrów,  które  miała  na 
sobie  i  przykryła  jedną  pierś,  potem  pieściła  sutek  przez  koronkowy 

40

RS

background image

 

 

biustonosz. Natalie czuła, że kręci się jej w głowie. Dół brzucha zaczęło 
wypełniać cudowne ciepło. 

Nick sięgnął po jej dłoń i przycisnął ją do rozporka swych dżinsów - 

tam  jego  podniecenie  dało  się  odczuć.  Natalie  wstrzymała  oddech, 
widząc  ów  intymny  gest.  Gdy  Nick  przestał  ją  całować,  obydwoje 
odetchnęli. 

-  Widzisz,  co  ze  mną  robisz?  -  zapytał  niskim  głosem.  Jego  oczy 

błyszczały od pożądania. - Pragnę cię, Natalie. 

- Nick... 
-  Nie  jesteśmy  dziecmi.  Diabelnie  dobrze  wiesz,  że  dzisiejszej  nocy 

będziemy  spać  przed  kominkiem  w  jednym  łóżku.  Myślisz,  że  jestem  z 
kamienia? 

- Jeszcze za wcześnie. 
- Kto tak powiedział? 
- Sam mówiłeś, że znamy się zaledwie od trzech dni. 
-  Wiem  o  tobie  wszystko,  czego  mi  potrzeba.  -  Gdy  zaczęła  się 

sprzeciwiać, położył palec na jej ustach. - Czego się boisz? 

Natalie  odetchnęła  głęboko.  Wyglądał,  jak  gdyby  był  gotów  czekać 

bez końca na jej zgodę. 

-  Oczekujesz  prawdy?  Chcesz,  żebym  powiedziała  ci  najszczerszą 

prawdę? 

Przytaknął, a w jego oczach pojawił się dziwny wyraz. 
-  Boję  się,  że  jeśli  prześpimy  się  ze  sobą,  zakocham  się  w  tobie  - 

wymruczała. 

Nie  wierzył  własnym  uszom.  Minęło  kilka  minut,  nim  mógł 

przemówić. 

- Czy to byłoby takie straszne? 
-  Dla  mnie  tak.  Chyba,  że  masz  zamiar  wyrwać  z  korzeniami 

wszystkie swoje drzewa brzoskwiniowe i przenieść się do Atlanty. 

- Ty mogłabyś przenieść swoją praktykę - rzekł z prostotą. 
- Do Cowpens? - Natalie podniosła się z jego kolan. - Nie chce mi się 

wierzyć, że w ogóle o tym rozmawiamy. Prawie się nie znamy. Tak mało 
o tobie wiem. 

- Jest jeden sposób, by się dowiedzieć. -Jaki? 
- Będziesz musiała się rozebrać i położyć w moich ramionach. 
Natalie poczuła piekące łzy. 
- To nie jest zabawne. 
Nick wyciągnął do niej ręce, ale mu uciekła. 

41

RS

background image

 

 

-  Płaczesz  -  powiedział  z  niedowierzaniem.  -  Ja  się  do  ciebie 

przystawiam, a ty płaczesz? Zapomnij, że cokolwiek mówiłem, dobrze? 

- Już lepiej? - Wyciągnął dłoń i złapał jedną łzę na czubek palca. Bez 

słowa przyciągnął ją do siebie i przytulił. -Nie chciałem doprowadzić cię 
do płaczu - rzekł miękko. 

-  To wszystko  przez  to,  że  jesteś  taka  śliczna  i trudno jest się  skupić 

na czymś innym. Natalie pociągnęła nosem. 

- Och, Nick, jestem taka głupia, że płaczę. Chodzi tylko o to... 
- O co? - Cofnął się i spojrzał jej w oczy. Starła łzę. 
- Chodzi tylko o to, że wszyscy, których kiedykolwiek kochałam... no, 

straciłam  ich.  Po  prostu  nie  sądzę,  abym  mogła  znieść  jeszcze  więcej 
bólu. 

Nick  przyglądał  się  jej  długo,  nim  wypuścił  ją  z  objęć.  Potem  rzekł 

chrapliwym głosem. 

- Nie masz monopolu na złamane serca, szanowna pani. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

42

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 5 

 
- Co to ma znaczyć? - Natalie, zdruzgotana myślą, że zlekceważył jej 

słowa, zażądała wyjaśnień. 

-  To  znaczy,  że  nie  musisz  spędzić  reszty  życia  na  lizaniu  ran  i 

użalaniu się nad sobą. 

Natalie  poczuła,  że  jej  twarz  płonie  gniewem.  Przez  chwilę  mogła 

tylko  wpatrywać  się  w  niego  z  niedowierzaniem.  Potem  rzekła 
opanowanym głosem. 

- Mówisz o mnie czy o sobie, Nick? 
Nick  stał,  wciskając  dłonie  w  kieszenie  dżinsów.  Stał  twarzą  do 

kominka  i  był  niemal  zahipnotyzowany  po  chwili  wpatrywania  się  w 
płomienie. To, co powiedział Natalie o niej samej, naprawdę odnosiło się 
do niego i wiedział o tym dobrze. Po tych wszystkich latach wciąż lizał 
rany, które dosłownie wyrywały z niego wnętrzności - silniej niż dziesięć 
lat temu. Owszem, użalał się nad sobą wiele razy. W duchu przeklinał się 
za  to,  że  nie  jest  silniejszy.  I  przeklinał  Natalie,  że  tak  łatwo  go 
rozszyfrowała. 

- Nick? 
- Co? - Podniósł wzrok i ujrzał, że Natalie przygląda mu się w dziwny 

sposób. 

- Przepraszam. Ciągle tylko walczymy. Wiem, że będziesz szczęśliwy, 

gdy wyjadę. 

Myśl ta wstrząsnęła nim. Natalie wyjedzie? Z początku nie mógł sobie 

tego uzmysłowić. 

-  Nie,  twoje  towarzystwo  sprawia  mi  radość.  Zwariowałbym,  tkwiąc 

tu, gdybym nie miał z kim porozmawiać. - Przez chwilę milczał. - Może 
zadzwonię  do  ciebie  kiedyś  gdy  wrócisz  do  Atlanty.  Tak,  żeby  się 
dowiedzieć,  co  u  ciebie  słychać  -  dodał  pospiesznie,  wiedząc,  że  lepiej 
byłoby tego nie robić. 

-  Byłoby  mi  miło  -  rzekła  pewna,  że  nie  zadzwoni.  Oszaleje,  nie 

widząc jej. 

- Atlanta jest niedaleko stąd. Mógłbym dojechać tam w parę godzin. 
Serce  Natalie  podskoczyło  z  radości.  Nick  chciał  ją  jeszcze  widzieć. 

Uśmiech zamarł jej na ustach. Oczywiście, starał się być uprzejmy. Była 
pewna, że  gdy  odjedzie,  nigdy  go  już  więcej  nie  zobaczy. Wróci  Irma  i 
zajmie  w  życiu  Nicka  należne  jej  miejsce,  a  Natalie  pozostanie  tylko 
iskierką w pamięci. 

43

RS

background image

 

 

Z  jakiegoś osobliwego  powodu  Natalie  nie  miała  żalu  do  Irmy.  Nick 

prawdopodobnie mógł opowiadać jej o swoim życiu w Wietnamie. Jeśli 
Irma była w stanie zatrzeć choć jedno złe wspomnienie, Natalie była jej 
wdzięczna. 

-  Chyba,  że  wolałabyś,  żebym  nie  przyjeżdżał  -  rzekł,  biorąc  jej 

milczenie za odmowę. 

-  Jasne,  że  możesz  mnie  odwiedzić.  -  Starała  się,  by  zabrzmiało  to 

entuzjastycznie,  lecz  przypomniała  sobie  wakacje  podczas  studiów  - 
bliscy  przyjaciele,  którzy  obiecywali  wpaść  lub  zadzwonić  do  niej,  gdy 
wyjadą,  nigdy  nie  dotrzymywali  słowa.  Natalie  nauczyła  się  na  to  nie 
liczyć. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Gdy wyjedzie, nigdy więcej już 
go nie zobaczy. Coś ścisnęło jej gardło, uniemożliwiając przełykanie. 

- Jesteś głodna? - Nick spojrzał na zegar. 
-  Trochę.  -  Tak  naprawdę  nie  myślała  o  jedzeniu,  ale  wiedziała,  że 

Nick  jest  spostrzegawczy.  Natychmiast  zauważy,  że  coś  jest  nie  w 
porządku  i zapytają  o  to.  Niemożliwe  było  oszukanie  tego  mężczyzny  - 
wydobyłby  z  niej  wszystko.  Bardzo  możliwe,  że  powierzano  mu 
przesłuchiwanie więźniów w Wietnamie. 

-  Myślę,  że  fajnie  byłoby  upiec  na  ruszcie  w  kominku  szaszłyki  - 

rzekł. - Robię tak przez całą zimę. 

Chciała zapytać z kim, ale nie zrobiła tego. 
-  Włożę  do  piekarnika  parę  ziemniaków  -  powiedziała,  wstając.  -  I 

zrobię sałatkę. 

W  ciągu  pół  godziny  Natalie  oczyściła  ziemniaki,  ponakłuwała  je 

widelcem i posmarowała masłem. Przed włożeniem do płytkiego garnka 
posypała  solą.  Następnie  umyła  warzywa  przeznaczone  na  sałatkę  i 
rozłożyła  je  na  papierowym  ręczniku,  by  wyschły.  Gdy  się  odwróciła, 
ujrzała, że Nick otwiera butelkę wina. 

-  Widzę,  że  dziś  wieczór  szalejemy  -  rzekła  wesoło.  Uśmiechnął  się 

szeroko. 

- Zamierzam upić cię tym i uwieść. Na filmach to zawsze działa. 
- Ale to nie Hollywood, a ja piję rzadko. A kiedy piję, znam granice. 
Nick spojrzał na nią tak, jak gdyby rzuciła mu na kolana bombę. 
-  Wiesz,  jesteś  piekielnie  zabawną  damą,  gdy  wpada  się  z  tobą  w 

tarapaty  -  rzekł.  Mimo  to  wręczył  jej  lampkę  burgunda.  Sobie  również 
nalał  i  opierając  się  o  blat,  przyglądał  się,  jak  Natalie  przygotowuje 
sałatkę. Kilkakrotnie przerywała pracę, by pociągnąć łyk wina. 

- Dobre - przyznała. 
- Co zatem robisz dla rozrywki, Natalie Courtland? 

44

RS

background image

 

 

- Och, lubię  czytać i wyszywać. Czasem chodzę  do kina z którymś z 

przyjaciół. I właśnie zaczęłam lekcje gry w golfa. 

Mam  dużo  zainteresowań,  ale  mało  czasu  -  dodała  ponuro.  Z  ust 

Nicka trysnęło wino, gdy wybuchnął śmiechem. 

- Przepraszam - powiedział. 
Natalie spojrzała na niego ze zdziwieniem. 
- Myślałem tylko, że może jest w tobie coś dzikiego, ale teraz widzę, 

że nasza mała przygoda nie będzie przypominała rozrywkowego rejsu. 

Spojrzała na niego z oburzeniem. 
-  Akurat  tak  się  składa,  że  żyję  pełnią  życia,  Nicku  Jordanie.  Jeśli 

sądzisz,  że  spędzam  czas  w  barach  dla  samotnych,  szukając  tam 

świeżego mięsa, jesteś w błędzie. Jeżeli więc cię nudzę, to trudno. 

Natalie  pociągnęła  długi  łyk  wina,  świadoma,  że  jest  obserwowana. 

Zlizała jedną lub dwie kropelki napoju, które pozostały na dolnej wardze. 

Nie mógłby się z nią nudzić. 
- Założę się, że miałaś w szkole same piątki - rzekł. -Zakład? 
Patrzyła mu prosto w oczy. 
-  Tak,  rzeczywiście  miałam.  Skończyłam  studia  z  nagrodą  i  byłam 

drugą z najlepszych na roku prawa. Zadowolony? Dokładnie wiedziałam, 
co  chcę  zrobić  ze  swoim  życiem.  -  Ręce  jej  drżały,  gdy  podnosiła 
kieliszek. Nie mogła pojąć, dlaczego czuje, że potrzebna jest jej aprobata 
Nicka. Była w znacznie lepszej sytuacji niż on, odizolowany od świata w 
zakurzonym, starym domu, oddalonym o kilometry od wszystkiego. 

Nick w milczeniu sączył wino. 
-  Nie  wierzę,  że  nie  chcesz  mieć  dzieci  -  rzekł,  zmieniając  zupełnie 

temat. - Jak już mówiłem, byłabyś wspaniałą matką. Dlaczego odmawiać 
sobie tej przyjemności? 

-  To  chyba  oczywiste  -  odpowiedziała  ze  śmiechem.  -  Po  pierwsze, 

nie  jestem  mężatką  i  nie  zamierzam  wychodzić  za  mąż,  a  po  drugie, 
byłabym  pewnie  jedną  z  tych  nadopiekuńczych  matek.  Ciągle  bałabym 
się, że coś złego przydarzy się dziecku. 

-Tak jak Bobbiemu? 
Był spostrzegawczy. Spuściła rzęsy. 
- Tak, jak Bobbiemu. Potem znów musiałabym stanąć twarzą w twarz 

z  samotnością.  -  Opróżniła  kieliszek  i  odmówiła dolewki. Jedna  lampka 
wina  obudziła  w  niej  dręczące  myśli  i  uczucia,  które  nie  dawały  jej 
spokoju. Przez to mówiła rzeczy, które lepiej byłoby przemilczeć. 

- Co z twoim ojcem? 

45

RS

background image

 

 

-  Nie  utrzymujemy  ze  sobą  stosunków.  W  każdym  razie  niezbyt 

bliskie. Zmienił się po odejściu matki. Jak gdyby odsunął się ode mnie i 
Bobbiego.  Chyba  dlatego  Bobby  i  ja  staliśmy  się  sobie  tak  bliscy.  - 
Zaśmiała się. - W szkole średniej nauczyciele dopilnowali, żebyśmy nie 
byli w tej samej klasie. To my wyczynialiśmy większość wybryków. 

- Mówiłaś, że miał siedemnaście lat, gdy zginął - rzekł łagodnie Nick, 

starając  się  wydobyć  z  niej  więcej  wiadomości.  Zdawała  się  trzymać  w 
sobie tak wiele rzeczy zamkniętych na klucz. 

W oczach Natalie pojawiła się iskierka bólu. 
-  Tak.  Bobby  i  ja  robiliśmy  wszystko  razem.  Mieliśmy  te  same 

zainteresowania,  wspólnych  przyjaciół.  Nawet  na  randki  chodziliśmy 
razem.  Stara  Suszona  Śliwka  -  przerwała  -  to  znaczy  nasza  ciotka 
Megata,  która  zamieszkała  z  nami  i  którą  później  przechrzciliśmy  na 
Attylę  -  uważała,  że  nasza  więź  jest  nienormalna.  Nie  wiem,  czy  ta 
kobieta była spaczona, czy po prostu drażniło ją, gdy widziała, że Bobby 
i  ja  jesteśmy  szczęśliwi.  -  Odetchnęła  głęboko.  -  Miałam  pojechać  z 
Bobbiem  i  naszymi  przyjaciółmi  do  kina  tego  wieczora,  gdy  zginął,  ale 
zachorowałam  na  grypę.  Tata  nie  powiedział  mi  nic,  aż  do  następnego 
ranka. - Zapanowała cisza. - Chyba wtedy ostatecznie zdecydowałam się 
studiować  prawo.  Chociaż  Bobby  i  ja  planowaliśmy  to  wspólnie,  ja  w 
duchu  czułam  się  niepewnie.  Wówczas,  na  tym  wydziale  było  mało 
kobiet.  Ale  później  zrozumiałam,  że  jeśli  mogłam przeżyć śmierć  brata, 
to mogę dać sobie radę  ze wszystkim. - Uśmiechnęła się i uniosła pusty 
kieliszek. - 

Widzisz, co robi ze mną lampka wina? Od razu się wywnętrzam. 
Nick zaśmiał się. 
- Miałem nadzieję, że zareagujesz inaczej. - Jednak w rzeczywistości 

był  szczęśliwy,  że  mu  się  zwierzyła.  Teraz  przynajmniej  poznał  choć 
część powodów, dla których była właśnie taka. 

Natalie  wiedziała,  że  drażni  się  z  nią.  Nie  wierzyła,  by  Nick  Jordan 

był  mężczyzną,  który  upija,  a  potem  wykorzystuje  kobietę.  Ale 
oczywiście mogła się mylić. Odstawiła swój kieliszek. 

Nick podszedł  do lodówki  i  wyjął  z  niej  dwa płachty  marynowanego 

mięsa. Zniknął gdzieś w sąsiedztwie garażu i po chwili wrócił, trzymając 
w  ręku  kawałek  metalu,  który  pasował  do  rusztu.  Zamocowawszy  go 
starannie w kominku, wrócił do kuchni po mięso. 

- Lubisz mocno spieczone? 
Natalie podniosła wzrok znad blatu, który właśnie wycierała. 
- Średnio. 

46

RS

background image

 

 

Gdy  zaniósł  mięso  do  pokoju,  by  nadziać  je  na  ruszt,  zaczęła 

nakrywać do stołu. 

Po powrocie do kuchni Nick ujrzał stół nakryty ze smakiem. 
- Nigdy tego nie robię. 
- Czego? - Natalie spojrzała na niego przez ramię. 
- Nigdy nie zadaję sobie trudu nakrywania do stołu. Po prostu gotuję 

coś i zjadam - zwykle przed telewizorem, z Daisy żebrzącą u moich stóp. 
- Poczuł ukłucie żalu, że po jej wyjeździe bez wątpienia wróci do swoich 
starych nawyków. 

Gdy  szaszłyki  były  gotowe,  Nick  odstawił  je  wraz  z  rusztem,  by 

pozostały ciepłe, aż skończą się piec ziemniaki. Nalał sobie jeszcze jeden 
kieliszek wina. 

-  Chcesz  jeszcze  trochę?  -  zapytał  Natalie,  patrząc  na  nią 

wyzywającym wzrokiem. 

- Nie, dziękuję. 
-  Boisz  się,  że  stracisz  hamulce  i  staniesz  się  dzika?  -zapytał  z 

zaczepną nutką w głosie. Usiadł przy stole i obserwował ją. - Założę się, 

że jesteś diabelnie namiętną kobietą, jeśli tylko naciśnie się odpowiedni 
guzik. 

- Nie sądzę, żeby to była twoja sprawa. 
-  Och,  przestań,  Natalie!  Od  trzech  dni  mieszkamy  pod  jednym 

dachem. Przez ten czas na pewno troszkę mnie polubiłaś. 

Gdyby  tylko  wiedział.  Zaczynała  czuć  do  niego  coś  więcej  niż 

sympatię i to ją przerażało. A jeśli chodzi o guziki, pewna była, że Nick 
Jordan  wie,  który  z  nich  nacisnąć.  Natalie  zajęła  się  płukaniem  naczyń. 
Nim zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje, Nick podszedł do niej z tyłu 
i objął ją w talii. Przycisnął ciepłe wargi do jej karku. 

- Pragnę cię - powiedział po prostu. 
-  Wypiłeś  za  dużo  wina.  -  Próbowała  mu  się  wyrwać,  ale 

bezskutecznie. 

-  Bo  usiłuję  obezwładnić  wszystkie  swoje  zmysły  -  rzekł,  okrywając 

jej  szyję  pocałunkami  aż  po  płatek  ucha.  Natalie  zadrżała.  Zaśmiał  się 
swoim niskim, podniecającym chichotem. 

- Co ma zrobić mężczyzna? Chodzisz ubrana tak, że skusiłabyś nawet 

faceta, który zawziął się żyć w celibacie. 

Roześmiała się. 
- Nawet nie wiesz, co oznacza to słowo. 
- A ty używasz perfum, które doprowadzają mnie do szaleństwa. 
- Nick... 

47

RS

background image

 

 

Odwrócił ją twarzą do siebie i wziął w ramiona. 
-  Pragnę  cię,  Natalie  Courtland.  Będę  cię  miał.  Potraktuj  to  jako 

ostrzeżenie,  bo  żadne  z  nas  nie  może  zrobić  nic,  by  to  powstrzymać.  - 
Ciężkie, pożądliwe usta opadły na jej wargi. Rozchylił je językiem. 

Natalie  czuła  się  ogłupiała.  Dłońmi  swobodnie  błądził  po  jej  ciele, 

przygniatając  ją  sobą.  Ucieczka  była  niemożliwa.  Biodra  przyciśnięte 
miała  do  drzwi  szafki.  Pocałunek  pogłębiał  się,  nie  pozwalając  jej 
myśleć.  Jej  ciało  znów  zareagowało  z  przyjemną,  lecz  niezręczną 
gwałtownością.  Nick  przerwał  pocałunek  i  muskał  ustami  jej  czoło, 
powieki  i  skronie,  pozostawiając  na  nich  ślad  ciepła.  Wtulił  głowę 
pomiędzy jej piersi, wdychając jej zapach. 

Natalie  brakowało  powietrza,  uginały  się  pod  nią  kolana.  Walczyła, 

walczyła  o  przetrwanie.  Nick  przełamywał  jej  wszystkie  próby  obrony, 
jedną  po  drugiej.  Czuła  się  bezbronna  w  jego  ramionach.  W  tej  chwili 
mógł  zrobić  z  nią  to,  co  chciał.  Mógłby  wziąć  ją  tu,  na  kuchennej 
podłodze,  jeśli  tylko  tego  zapragnął  i  Natalie  wiedziała,  że  nie  miałaby 
siły mu się przeciwstawić. Zastanawiała się, czy w ogóle próbowałaby go 
powstrzymać. 

Ku  jej  zaskoczeniu  Nick  cofnął  się  ze  ściągniętą  twarzą,  jak  gdyby 

przeżywał jakiś ogromny ból. 

-  Za  dużo  wypiłem  -  wyznał  bez  wstępów.  -  Chyba  nie  przywykłem 

jeszcze do całej tej bezczynności. Przepraszam, jeśli, hm... zrobiłem coś, 
co  nie  przystoi  dżentelmenowi.  -  Jego  oczy  śmiały  się.  Żartobliwie 
skłonił głowę. -Gdy będę się z tobą kochał, chcę obudzić się następnego 
ranka  i  pamiętać  każdy  szczegół.  -  Westchnął  głośno,  podczas  gdy 
Natalie patrzyła na niego zupełnie oszołomiona. 

- Ale jeśli nie stopnieje ten cholerny śnieg, nie odpowiadam za siebie - 

dodał.  -  Zwłaszcza,  jeżeli  będziesz  nosiła  tę  koszulę,  przez  którą  widać 
twoje sutki. 

-  Chyba  już  czas  coś  zjeść  -  rzekła  pospiesznie  Natalie,  otwierając 

drzwiczki  piekarnika  i  wyjmując  z  niego  garnek  z  pieczonymi 
ziemniakami.  Wręczyła  Nickowi  tacę  i  szczypce.  Podszedł do  kominka, 
by wyjąć szaszłyki. Natalie przygotowała wszystko w ciągu pięciu minut. 
Schowała butelkę wina i nalała kawy do dwóch filiżanek. Nick wrócił z 
szaszłykami i rozłożył je na talerzach. 

Jedli  w  milczeniu,  ale  Natalie  bacznie  go  obserwowała.  Gdy  wypił 

swoją  kawę,  natychmiast  wstała  od  stołu,  sięgnęła  po  dzbanek  i  nalała 
jeszcze. Wymruczał podziękowanie, nie podnosząc na nią wzroku. 

48

RS

background image

 

 

Potem  Natalie  zaproponowała,  żeby  wziął  prysznic,  a  ona  w  tym 

czasie  sprzątnie  kuchnię.  Nie  protestował;  widocznie  uznał  to  za  dobry 
pomysł. 

Do  czasu,  gdy  wyłonił  się  z  łazienki,  odświeżony,  czysty  i ubrany w 

piżamę,  Natalie  wysprzątała  już  kuchnię  i  rozłożyła  posłanie,  tak  jak 
Nick poprzedniej nocy. Dostrzegła znużony wyraz na jego twarzy. 

- Zmęczony? Przytaknął. 
- Muszę jeszcze dołożyć do ognia. 
Natalie  skinęła  głową  i  poszła  do  łazienki,  by  umyć  zęby  i  zmyć 

makijaż. Wiedziała, że Nick zużył z pewnością cały zapas gorącej wody, 
więc  wykluczona  była  ciepła  kąpiel.  Założyła  koszulę,  a  na nią szlafrok 
Nicka. 

Kiedy  wróciła  do  pokoju,  Nick  już  spał.  Uśmiechając  się,  wyłączyła 

światło i wtuliła się w posłanie obok niego. Machinalnie sięgnął po nią i 
przyciągnął do siebie. Sprawiło jej to radość. 

Hałas  nie  chciał  ucichnąć.  Niski,  jednostajny  dźwięk  wkradł  się  do 

snów  Natalie.  Otworzyła  oczy  i  rozejrzała  się  po  pokoju.  Nie  budząc 
Nicka, wyślizgnęła się spod koców, na palcach przeszła do jadalni, która 
znajdowała się we frontowej części domu i wyjrzała przez okno. 

Pługi! Dwa pługi. Natalie popędziła do pokoju i obudziła Nicka. 
- Już są! 
- Wietnamczycy? - zapytał, podnosząc się, jak gdyby gotów do walki. 

Śniło  mu  się,  że  czai  się  w  zasadzce  wraz  z  kilkoma  kumplami.  Gdy 
dotarło do niego, gdzie się znajduje, spojrzał ze zmieszaniem na Natalie. 

- Kto jest? 
-  Pługi  -  odpowiedziała  z  ożywieniem.  -  W  końcu  dotarły  do  twojej 

samotni. 

Skrzywił się. 
- Dlaczego mnie obudziłaś? - Wtulił głowę w poduszkę i z powrotem 

zasnął. 

Natalie  nie  marnowała  czasu.  Zaparzyła  kawę  i  odszukała  książkę 

telefoniczną. 

-  Czy  to  Zakład  Usług  Holowniczych?  -  zapytała  burkliwego 

mężczyznę, który podniósł słuchawkę. 

- Tak chyba napisali w książce telefonicznej, prawda? -odpowiedział. 

- Co trzeba przyholować? 

-  Mój  samochód  -  odrzekła  Natalie.  -  Jest  w  rowie,  około  półtora 

kilometra  od  posiadłości  Nicka  Jordana.  Podczas  nocnej  zamieci 
zjechałam z drogi. 

49

RS

background image

 

 

-  I  od  tego  czasu  śpi  pani  w  samochodzie?!  -  zapytał  z 

niedowierzaniem mężczyzna. 

-  No...  nie  -  odpowiedziała.  -  Pan  Jordan  był  tak  uprzejmy,  że 

pozwolił mi nocować u siebie. 

- Hmmm. 
- Naprawdę nie miałam dokąd się udać. 
- Taaa... 
-  Może  pan  wyciągnąć  mój  samochód  z  rowu  czy  nie?  -spytała 

zirytowana, że musi tłumaczyć się przed jakimś obcym mężczyzną. 

-  Mogę  to  zrobić  późnym  popołudniem,  jeśli  pługi  oczyszczą  szosę, 

ale mam jeszcze przedtem sześć samochodów. 

Natalie westchnęła. 
-  Dobrze,  proszę  do  mnie  zadzwonić,  kiedy  będzie  pan  gotowy.  - 

Podała mu numer telefonu Nicka. 

Gdy  tylko  odłożyła  słuchawkę,  wystraszyło  ją  pukanie  do  drzwi. 

Otworzyła je i ujrzała, że za progiem stoi atrakcyjna brunetka w dżinsach 
i  kurtce  narciarskiej.  Jedyną  skazą,  jakiej  mogła  się  doszukać  w  jej 
wyglądzie,  był  zbyt  mocny  makijaż.  Kobieta  była  najwyraźniej 
zaskoczona widokiem Natalie. 

-  W  czym  mogę  pani  pomóc?  -  zapytała  uprzejmie  Natalie, 

zaniepokojona, że zdarzył się jakiś wypadek. Było trochę za wcześnie na 
gości. 

- Chciałabym widzieć się z Nickiem. 
- Obawiam się, że śpi. Kobieta wzruszyła ramionami. 
- To proszę go obudzić. Nie po to przejechałam taki szmat drogi, żeby 

teraz odejść z kwitkiem. 

- Czy mogłaby mi pani podać swoje nazwisko? 
- Niby dlaczego, robi pani spis ludności? - Kobieta uśmiechnęła się i 

nie czekając na zaproszenie, przekroczyła próg. 

- Mam na imię Irma. Nick będzie wiedział, kim jestem. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

50

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 6 

 
Natalie  zamarła  na  dźwięk  jej  słów.  Nagle  uśmiechnęła  się  i  z 

zachwytem klasnęła w ręce. 

-  To  pani  jest  tą  Irmą  -  rzekła  z  ożywieniem,  pamiętając  co  Nick 

opowiadał  o  jej  temperamencie.  -  Cudownie,  że  mogę  panią  poznać  - 
ciągnęła  Natalie,  chwytając  jej  dłoń  i  potrząsając  nią  serdecznie.  - 
Oczywiście, czuję się tak, jak  gdybym panią znała. Nick tak wiele mi  o 
pani opowiadał. 

Kobieta bez skrępowania wpatrywała się w szlafrok Nicka. 
- Nie wspominał nic o pani. 
Gdy Nick usłyszał głos Irmy, wślizgnął się głębiej pod koce i wcisnął 

głowę pod poduszkę. 

-  Proszę  zdjąć  kurtkę  -  powiedziała  Natalie,  świadoma,  że  Irma 

podejrzliwie patrzy na jej strój. Dzięki Bogu zakryła satynową koszulę. - 
Proszę do kuchni, naleję pani filiżankę kawy. 

Kobieta  nie  omieszkała  zauważyć  łóżka  przed  kominkiem  i  kształtu 

śpiącego pod kocami Nicka. 

- Czy to Nick? 
Natalie postawiła na stole filiżankę kawy. 
-  Och,  nic  pani  nie  powiedział?  Ogrzewanie  wysiadło.  Zamknęliśmy 

niemal cały dom, żeby zatrzymać tu ciepło, ale i tak musimy wkładać na 
siebie  tony  ubrań,  żeby  nie  zamarznąć  na  śmierć  -  dodała,  podkreślając 
szczególnie słowo "tony". 

Nick  zdecydował,  że  czas  już  stawić  czoło  burzy,  usiadł  więc  i 

przetarł oczy. 

-  Irma!  Jak  miło  cię  widzieć.  Chyba  drogi  są  już  dostatecznie 

przetarte, skoro udało ci się tu dojechać. 

Przytaknęła. 
-  Jechałam  tuż  za  pługami.  Czy  mógłbyś  mi  powiedzieć,  kim  jest  ta 

kobieta,  która  ma  na  sobie  twój  szlafrok?  -  rzekła  bez  wstępów,  jak 
gdyby Natalie nie było w pokoju. 

Nick i Natalie wymienili spojrzenia. Pierwsza odpowiedziała Natalie. 
- Ach, przepraszam, sądziłam, że Nick powiedział pani, że tu jestem. - 

Spojrzała na Nicka. - Nie mówiłeś Irmie, że tu mieszkam? 

- Hm, nie... Nie miałem okazji. Natalie uśmiechnęła się do Irmy. 
-  Jestem  Natalie  Courtland,  siostra  Nicka  z  Południowej  Dakoty.  - 

Wstrzymała oddech. Nick niewiele opowiadał jej o swojej siostrze - tylko 

51

RS

background image

 

 

tyle, że jest mężatką, mieszka w Południowej Dakocie i ma trójkę dzieci. 
Ale nie wspominał nigdy, czy ona i Irma kiedykolwiek się spotkały. 

Gdy  Irma  rozgrzewała  się,  Nick  wpatrywał  się  w  Natalie  wzrokiem 

pełnym niedowierzania. 

- Czy mogłabyś przynieść mi filiżankę kawy, kochana siostrzyczko? - 

zapytał. 

Usiadł  przy  stole  naprzeciwko  Irmy,  nie  zwracając  uwagi  na 

pochmurne  spojrzenia,  jakie  rzuciła  mu  Natalie  i  słuchał  najświeższych 
nowinek.  Natalie  wniosła  filiżankę  i  postawiła  ją  przed  Nickiem, 
równocześnie, celowo  nadeptując  mu  na  palce  u  nóg. Nawet nie drgnął, 
zacisnąwszy jedynie szczęki. 

-  Gdzie  jest  twoja  rodzina?  -  spytała  Irma.  -  Jeśli  dobrze  pamiętam, 

Nick mówił mi, że masz dzieci. 

- Troje - powiedziała Natalie, potem spojrzała na Nicka z nadzieją, że 

się  nie  pomyliła.  Przytaknął  nieznacznie.  Natalie  odsunęła  krzesło  i 
usiadła między nimi. - Irmo, chcesz znać prawdę? 

Nick  omal  nie  zakrztusił  się  kawą.  Irma  skinęła  potakująco  głową; 

wyglądała na zainteresowaną. 

- Zostawiłam męża. Zmęczyło mnie odgrywanie roli niańki i służącej, 

podczas  gdy  on  tylko  pracuje.  Nigdzie  razem  nie  wychodzimy.  Nick 
może to potwierdzić. Prawda, Nick? - Trąciła go łokciem, pewna, że tak 
właśnie zachowywałaby się jego siostra. 

- Nigdzie razem nie wychodzą - powtórzył tępo Nick. 
-  Powiedziałam  mu  więc,  że  przez  jakiś  czas  musi  się  zająć 

wszystkim, a ja jadę na wakacje. Pierwsza rzecz jaką zrobił, to zadzwonił 
do swojej matki. Oczywiście nie miałam pojęcia, że trafię w sam środek 
zamieci. - Wstała. - Chyba wezmę prysznic. Miło było cię poznać, Irmo. 

-  Mnie  również.  -  Żadna  z  kobiet  nie  zauważyła  wyrazu  ulgi,  jaki 

pojawił się na twarzy Nicka. 

Natalie  zniknęła  za  drzwiami  łazienki  i  włączyła  mały  piecyk. 

Przemierzała  krokami  niewielkie  pomieszczenie, czekając, aż się  w nim 
ociepli i zastanawiając się, czy Irma przełknęła jej historyjkę. 

- Jeśli to jest twoja siostra, to jestem gotowa zżuć opony mojego jeepa 

- powiedziała Irma, gdy tylko zostali sami. 

Nick nie podnosił wzroku znad filiżanki. 
-  Wiedziałem,  że  się  na  to  nie  nabierzesz.  Zabłądziła  pośród  tej 

śnieżycy,  a  ja  ją  znalazłem.  Była  bardzo  zmarznięta.  Mogła  umrzeć.  - 
Nick  zaczął  się  nagle  zastanawiać,  dlaczego  tak  szczegółowo  tłumaczy 
się przed Irmą. Nie miała do niego żadnych praw tak jak on do niej. 

52

RS

background image

 

 

- Kiedy wyjeżdża? Wzruszył ramionami. 
-  Pewnie  jak  tylko  ktoś  wyciągnie  jej  samochód  z  rowu.  Nienawidzi 

tego miejsca. 

- Skąd pochodzi? 
Nick przygładził dłonią włosy. 
- A cóż to, teleturniej? 
-  Po  prostu  obchodzi  mnie  twoje  szczęście.  Powinieneś  wiedzieć  o 

tym najlepiej. - Wyciągnęła rękę i pogładziła jego dłoń. - Jest ładniutka. 
Jeśli jej charakter odpowiada wyglądowi, to masz w ręku niezłą kobietę. 

Zaskoczyło go to stwierdzenie. 
- Daj spokój, Irmo. Ona jest znanym adwokatem z Atlanty. Nie mamy 

ze  sobą  nic  wspólnego  i  nie  łączy  nas  nic,  co  można  byłoby  nazwać 
romansem. 

Uśmiechnęła się. 
-  Czasem  takie  związki  są  najlepsze.  -  Wstała.  -  No  muszę  już  iść.  - 

Pogłaskała go po policzku. 

-  Poczekaj, ostatnim  razem  zostawiłaś  tu  kilka  książek. Przeczytałem 

wszystkie.  Przyniosę  je.  -  Nick  otworzył  drzwi,  wiodące  do  frontowej 
części  domu  i  zadrżał  z  zimna.  Pognał  po  schodach  do  sypialni,  by 
poszukać książek. 

Natalie  wyszła  z  łazienki,  z  głową  okręconą  ręcznikiem.  Zarumieniła 

się ujrzawszy, że Irma jest tam jeszcze. 

- Gdzie Nick? 
- Poszedł na górę po książki, które mu pożyczyłam. Podobasz mi się, 

Natalie - stwierdziła rzeczowo. - Tylko go nie zrań. 

Natalie  nie  miała  czasu  odpowiedzieć.  Wszedł  Nick  z  naręczem 

książek. 

-  Znalazłem  jeszcze  kilka  innych,  które  zapomniałem  ci  oddać  - 

powiedział. 

-  Nick  i  ja  czytamy  horrory  -  wyjaśniła  Irma.  -  Im  straszniej,  tym 

lepiej, prawda Nick? 

Skinął potakująco głową, podchodząc do drzwi i otwierając je. 
- Uważaj na siebie, Nick. Natalie, mam nadzieję, że poradzisz sobie ze 

swoimi  małżeńskimi  problemami.  -  Na  twarzy  Irmy  pojawiło  się 
rozbawienie, gdy Nick zamykał za nią drzwi. 

Natalie  nie  wiedziała,  co  myśleć  o  Irmie,  ale  spuszczony  \  wzrok 

Nicka  pozwalał  jej  snuć  domysły,  iż  prawdopodobnie  układali  wspólne 
plany.  Na  myśl  o  tym  Natalie  zacisnęła  zęby.  Ale  dlaczego  Irma 

53

RS

background image

 

 

ostrzegła ją, by nie zraniła Nicka? Westchnęła i potrząsnęła głową. Świat 
z pewnością jest zbyt skomplikowany. 

Minęła piąta, gdy ośnieżony jaguar został wyciągnięty z rowu. Natalie 

czuła  się  o  wiele  lepiej  mając  świadomość,  że  jej  samochód  stoi  koło 
domu  Nicka.  Dzięki  zaspom  lądowanie  w  rowie  nie  spowodowało 

żadnych uszkodzeń. 

-  Jest  zbyt  późno,  by  wyjeżdżać  -  rzekł  Nick.  -  Drogi  są 

niebezpieczne.  -  Posłał  jej  rozbrajający  uśmiech.  -  Poza  tym  teraz  gdy 
działa ogrzewanie, nie będziesz musiała spać ze mną w jednym łóżku. 

Natychmiast  po  odśnieżeniu  drogi  Nick  chwycił  za  słuchawkę 

telefoniczną  i  zapłacił  zawrotną  sumę  za  zreperowanie  ogrzewania 
jeszcze tego samego dnia. 

-  Jestem  dorosła  -  chłodno  odrzekła  Natalie,  wciąż  przekonana,  że 

Nick  i  Irma  mieli  plany  na  wieczór.  To  wszystko  nie  miało  sensu. 
Dlaczego  Nick  jeszcze  nie  wrzucał  jej  walizek  do  samochodu,  jeśli 
planował  gorącą  noc?  Słowa  Ir-my,  by  nie  zraniła  Nicka,  przez  cały 
dzień  grały  w  głowie  Natalie,  jak  zacinająca  się  płyta.  Jeżeli  ci  dwoje 
próbowali  się  jej  pozbyć  wprowadzając  ją  w  błąd,  to  im  się  udało. 
Zabrała z łazienki swoje rzeczy. 

-  Czy  mogłabyś  przynajmniej  rozsądnie  pomyśleć?  -krzyknął  Nick.  - 

To będzie  jazda po  szkle.  Sam śnieg  był  mniej  niebezpieczny.  Poczekaj 
do  jutrzejszego  popołudnia.  Do  tego  czasu  powinno  się  ocieplić  i  lód 
stopnieje. 

Natalie ustąpiła, aby udaremnić Nickowi i Irmie sekretne rendezvous. 

Gdy  Nick  wszedł  do  pokoju  ubrany  w  nowe,  sztruksowe  spodnie  i 
sweter,  nabrała  pewności,  że  z  niecierpliwością  czeka  na  obiecujący 
wieczór. 

Była  zła  na  siebie,  że  przygotowała  wystawną  kolację  złożoną  z 

zapiekanych 

zrazów, 

brokułów, 

potrawki 

kurczaka 

oraz 

kukurydzianych kuleczek. Nick nie wierzył własnym oczom. 

-  Skąd  miałaś  czas,  by  uczyć  się  gotowania  i  studiować?  Natalie 

spojrzała na niego. 

-  Nauczyłam  się  gotować,  kiedy  byłam  bardzo  młoda.  Po  odejściu 

matki. Wychodzisz gdzieś? - zapytała bez ogródek. 

- Miałbym zostawić tę wspaniałą kolację? 
- Aha, więc zamierzasz najpierw zjeść, a potem wyjść. 
-  Nie  mam  najmniejszego  zamiaru  wychodzić  w  tę  pogodę.  Masz 

nadzieję, że się mnie pozbędziesz? 

Natalie usiłowała ukryć zdziwienie. 

54

RS

background image

 

 

-  Nie,  pomyślałam  tylko...  -  Zawahała  się.  -  Nieważne.  -Nakryła  do 

stołu,  zastanawiając  się,  dlaczego  odczuła  taką  ulgę  na  wiadomość,  że 
Nick zostaje w domu. 

Przy  kolacji  rozmawiali  swobodnie,  a  Nick  tak  często  chwalił 

jedzenie,  że  się  rumieniła.  Potem  nalała  kawy  do  dwóch  filiżanek  i 
usiedli na kanapie. 

Nick wyglądał na rozbawionego. 
-  Chyba  tak  właśnie  zachowują  się  małżeństwa.  Natalie  potrząsnęła 

głową. 

- Nie te, z którymi mam do czynienia w pracy. Wrzeszczą i kłócą się. 

Nie  potrafią  rozstrzygnąć  najdrobniejszego  sporu  bez  toczenia  bojów. 
Zdziwiłbyś się, jak wiele małżeństw codziennie się rozpada. 

- Czy to właśnie zraziło cię do małżeństwa? Natalie przytaknęła. 
-  Prowadzenie  spraw  rozwodowych  wpłynęło  prawdopodobnie  na 

moją opinię o tej instytucji. Nie mówiąc już o rozwodzie moich własnych 
rodziców.  To  nieciekawy  widok  -  powiedziała  ponuro.  Obydwoje 
roześmieli. 

- Nie do wiary. 
-  Cóż  nieprawdopodobnego  jest  w  tym,  że  ludzie  czasami  lubią  się 

nawzajem na tyle, żeby się od razu pobrać? 

Nick postawił swoją filiżankę na stoliku koło kanapy. 
-  Nie,  mówiłem  o  twojej  cerze.  Jest  doskonała.  Nigdzie  ani  jednej 

skazy. 

Natalie zaczerwieniła się. 
-  Tylko  raz,  kiedy  byłam  w  siódmej  klasie,  dostałam  trądziku,  który 

wkrótce minął. 

- Jesteś piękna. 
- Przestań,  Nick.  -  Natalie  odsunęła  się  od  niego. - Jutro  wyjeżdżam. 

Miło  spędziliśmy  razem  czas...  większość  czasu.  Nie  niszczmy  naszej 
przyjaźni. 

- Przyjaźni? - Roześmiał się. - Szanowna pani, nie mam najmniejszej 

ochoty być twoim przyjacielem. Myślę, że kochanek to lepsze słowo. 

-  Jutro  wyjeżdżam  -  powtórzyła  stanowczo.  -  Nie  powinieneś  mówić 

mi takich rzeczy. 

- Mam zlekceważyć to, że cię pragnę? 
Wyraz  jego  twarzy  był  szczery.  Natalie  zastanawiała  się,  przez  ile 

nocy  będzie  zasypiała,  widząc  tę  twarz  przed  oczyma.  Nigdy  nie 
zapomni jego pocałunków. 

Przysunął się do niej. 

55

RS

background image

 

 

- W końcu zawsze dostaję to, czego chcę. 
Słowa te rozgniewały ją. Rzuciła mu zimne spojrzenie. 
- Jesteś zbyt pewny siebie, Nicku Jordanie, jeśli sądzisz, że wskoczę ci 

od  razu  do  łóżka,  ponieważ  ty  sobie  tego  życzysz.  Myślę,  że  się 
rozczarujesz. - Chciała wstać z kanapy, ale Nick chwycił ją za nadgarstek 
i powstrzymał. 

- W takim razie o co chodzi? Na pewno kogoś masz. 
- Jak już powiedziałam, to nie twoja sprawa. 
- Czy kiedykolwiek kogoś miałaś? 
-  Moje  życie  osobiste  nie  powinno  cię  obchodzić.  Chwycił  ją  za 

ramiona i potrząsnął gwałtownie. 

- Powinno, jeśli kochasz tę osobę, szanowna pani. 
Natalie była oszołomiona. Nick Jordan w niej zakochany? Po czterech 

dniach? Wyrwała mu się. 

-  To  najśmieszniejsza  rzecz,  jaką  kiedykolwiek  słyszałam.  Mylisz 

pożądanie z miłością. 

Nick nie pozwolił jej odejść. 
- Nie mógłbym tak po prostu przespać się z tobą, Natalie - rzekł. Jego 

głos  zniżał  się  kusząco.  -  Jesteś  stworzona  do  miłości.  Nawet  tej  nocy, 
gdy wyciągnąłem cię ze śniegu i musiałem cię rozebrać, pomyślałem, że 
nigdy przedtem nie widziałem niczego tak doskonałego, jak twoje ciało. 

- A ja myślałam, że próbowałeś ratować mi życie - wyszeptała. 
-  Próbowałem  ratować  ci  życie,  ale  przecież  jestem  mężczyzną. 

Miałem ochotę przycisnąć usta do znamienia na twoim udzie. 

Natalie znieruchomiała. 
- Widziałeś to znamię? 
- Widziałem wszystko, szanowna pani - odpowiedział, rozkoszując się 

widokiem jej zarumienionych policzków. 

Natalie spróbowała wyrwać się z jego uścisku, ale bezskutecznie. 
- Nicku Jordanie, jesteś chory. 
Roześmiał się, chwycił ją za ramię i pomimo jej oporów, przyciągnął 

na swoje kolana. 

-  Nie,  jestem  tylko  zauroczony  przez  niebieskooką,  jasnowłosą 

kobietę, która kusi mnie tak, że tracę rozsądek. 

-  Nie  wierzę  w  ani  jedno  twoje  słowo.  Nie  minie  pięć  minut  od 

mojego wyjazdu, a ty z powrotem pobiegniesz do Irmy. 

- Nie wierzysz mi. 
-  Puść  mnie,  Nick.  —  Gdy  uwolnił  ją  z  objęć,  zaczęła  przemierzać 

pokój. - Mówię ci to po raz ostatni, więc słuchaj uważnie. 

56

RS

background image

 

 

Oczy Nicka śledziły ją, gdy chodziła w tę i z powrotem. \ Jej obcisłe 

dżinsy  sięgały  kilka  centymetrów  powyżej  zgrabnych  kostek.  Sweter, 
który  miała  na  sobie,  ledwie  zakrywał  talię;  za  każdym  razem,  gdy 
podnosiła ręce, mógł dojrzeć gładkie ciało. Jednak najbardziej urzekał go 
sposób, w jaki dżinsy obciskały zmysłowe linie jej ud i łydek i przylegały 
idealnie do krągłych pośladków. 

-  Przede  wszystkim  sam  wiesz,  jak  różni  się  nasze  życie.  Ciężko 

studiowałam,  żeby  zostać  prawnikiem,  a  potem  trzeba  było  siedmiu  lat 
praktyki, bym mogła sprawdzić się w sądzie. Nie, źle się wyraziłam. Nie 
tylko  sprawdziłam  się.  Zdobyłam  rozgłos.  Moi  klienci  mają  mnóstwo 
pieniędzy  i  płacą  bardzo  dobrze  za  moje  usługi.  Mieszkam  w 
luksusowym apartamencie, jadam w najlepszych restauracjach i... 

-  Powiedziałaś  już  dosyć,  Natalie  -  rzekł  stłumionym  głosem.  -  Nie 

musisz mi tego opisywać. Jesteś bardzo ambitną kobietą. 

-  Nie  znienawidź  mnie  za  to,  Nick.  To  jest  chyba  mój  sposób  na 

zbudowanie  sobie  bezpiecznego  życia.  Gdy  tracisz  ludzi,  których 
kochasz, czujesz, że musisz zastąpić to czymś innym. 

- Nie nienawidzę cię. Jest mi ciebie żal. Natalie wstała. 
- Nigdy nie spodziewałabym się litości od ciebie. To ty przecież wciąż 

przeżywasz  wojnę.  Nie  wątpię,  że  cierpiałeś,  ale  nawet  nie  próbujesz 
oderwać  się  od  przeszłości.  Dlatego  Irma  jest  taka  wygodna.  Ona  jest 
tylko naczyniem, do którego ty wlewasz swoje zawiedzione nadzieje. 

- Dość, Natalie. 
-  Tak?  -  Położyła  dłonie  na  ustach.  Ból  w  jego  oczach  rozdzierał  jej 

serce.  -  Nie  sądzisz,  że  już  czas,  byś  przestał  winić  ludzkość  za  swoje 
problemy?  Może  ja  znalazłam  inny  sposób  ucieczki  od  samotności,  ale 
jestem zadowolona ze swojego życia. - Obróciła się na pięcie i poszła w 
kierunku sypialni, trzaskając drzwiami. 

Była zbyt  zmęczona,  by  myśleć.  Jej  umysł krążył  jak oszalały wokół 

słów  Nicka.  A  więc  uważał  ją  za  ambitną  materialistkę.  Rzeczywiście 
otoczyła  się  pięknymi  meblami  i  strojami,  ale  świadomość,  jak  wiele 
sama osiągnęła,  w  jakiś  sposób  poprawiała  jej  samopoczucie.  Łagodziła 
wspomnienia. Jeżeli była dość silna, by zbudować sobie tak udane życie, 
z pewnością starczy jej siły, żeby przetrzymać ból i rozczarowania, jakie 
to życie czasem jej zsyła. 

Cholera! Pracowała ciężko, by to osiągnąć i była zadowolona, dopóki 

Nick  Jordan  nie  zaczął  kwestionować  jej  sukcesów.  Cóż  on  wiedział, 
tkwiąc  tu  na  plantacji  brzoskwiń,  z  dala  od  wszystkiego.  Możliwe,  że 
uratował jej życie, ale nie będzie jej mówił, jak je przeżyć. 

57

RS

background image

 

 

Wyjedzie z samego rana. Pięć nocy spędzonych pod jednym dachem z 

Nickiem Jordanem, to więcej niż mogła znieść. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

58

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 7 

 
-  Wysoki  Sądzie!  -  mówiła  Natalie  pewnym  głosem.  -Mojemu 

klientowi  od  sześciu  miesięcy  nie  pozwalano  widywać  się  z  dziećmi, 
choć  przez  cały  czas  płaci  swojej  byłej  żonie  wysokie  alimenty. 
Zebrałam  czeki,  by  udowodnić,  że  nigdy  nie  spóźniał  się  z  ich 
opłacaniem.  Dokumenty  sprawy  rozwodowej  jasno  stwierdzają,  że  mój 
klient  może  widywać  się  z  dziećmi  co  drugi  weekend  i  przez  jeden 
wieczór  w  tygodniu.  -  Natalie  stała  za  długim,  wąskim  stołem  obok 
swojego  klienta,  mężczyzny  dobrze  po  trzydziestce,  niezupełnie 
obojętnego na wrogie spojrzenia, jakie rzucała im obojgu jego była żona. 

Wstał Guy Pressman. 
- Wysoki Sądzie, jeśli mogę podejść do stołu sędziowskiego... 
Sędzia ziewnął. 
-  Radziłbym  podejść  tu  z  adwokatem  -  rzekł  cierpko.  Natalie  i  Guy 

wystąpili  naprzód.  Sędzia  był  najwyraźniej  w  nie  najlepszym  nastroju. 
Tak  jak  Natalie.  Nie  była  w  najlepszej  kondycji  od  kilku  ostatnich 
tygodni,  odkąd  Nick  Jordan  załadował  jej  walizki  do  samochodu  i 
patrzył, jak odjeżdża. 

Sędzia Morgan spoglądał na dwoje adwokatów. 
-  Co  tu  się  dzieje?  -  zażądał  wyjaśnienia  chrapliwym  szeptem.  - 

Miałem  tę  parę  w  sądzie  co  najmniej  sześć  razy.  -  Spojrzał  na  Guya, 
potem  na  Natalie.  -  Marnują  państwo  mój  czas  i  pieniądze  podatników. 
Czy nie mają państwo innych spraw? 

Natalie odezwała się pierwsza. 
- Wysoki Sadzie, z chwilą rozwodu mój klient stracił wszystkie prawa 

rodzicielskie. Wysoki Sąd sam przyznał im wspólną opiekę nad dziećmi 
do czasu osiągnięcia przez nie pełnoletniości, ale mój klient nie mógł w 
ogóle  z  nimi  przebywać.  Jego  żona  jawnie  odmawiała  przestrzegania 
ustaleń sądu. 

-  Uwielbiam,  gdy  się  w  coś  angażujesz,  Natalie  -  wyszeptał  Guy 

Pressman. - Oczy iskrzą ci ogniem. 

Sędzia  Morgan  wyglądał  jak  gdyby  chciał  wypróbować  swój  młotek 

na głowach młodych obrońców. Natalie spojrzała na Guya. 

-  Oszczędź  mi  tego,  Pressman  -  odpowiedziała  szeptem,  wiedząc,  że 

zachowywał się tak czasem dla zabawy, a czasem aby przekonać się, na 
jak wiele może sobie pozwolić w obecności sędziego Morgana, który był 
jego wujkiem. - To sala sądowa, nie kino - dodała. 

59

RS

background image

 

 

Sędzia  Morgan  spojrzał  na  zegar,  stojący  z  tyłu  sali  sądowej  i 

westchnął z ulgą. 

-  Dzięki  Bogu,  już  piąta.  Nie  zniosę  dziś  więcej.  -  Kilkakrotnie 

uderzał młotkiem w stół, dopóki wszyscy obecni nie popatrzyli na niego 
z  uwagą.  -  Ze  względu  na  późną  porę  odraczam  rozprawę  do 
poniedziałku, do godziny dziewiątej. Chciałbym wówczas zobaczyć choć 
cień współpracy między stronami. W przeciwnym wypadku poślę do obu 
domów  kuratora,  który  sprawdzi,  czy  są  państwo  zdolni  do 
wychowywania dzieci. - Przenosił wzrok z powoda na pozwaną. - Cała ta 
awantura z pewnością nie wpływa na dzieci dobrze. Mogę umieścić je w 
domu dziecka, dopóki państwo nie dojdą do porozumienia. 

Obydwoje  natychmiast  zbledli.  Sędzia  wstał,  godnym  krokiem 

przeszedł  do  swojego  biura  i  zatrzasnął  drzwi.  Salę  zaległa  cisza,  po 
czym  ludzie  zaczęli  się  rozchodzić.  '?'  -  Na  miłość  boską,  co  mu  się 
dzisiaj stało? - zapytał Guy. 

-  Pewnie  znów  dokucza  mu  woreczek  żółciowy  -  odpowiedziała 

Natalie.  Pospiesznie  podeszła  do  stołu,  przy  którym  siedział  jej  klient  i 
zaczęła  wpychać  dokumenty  do  teczki.  -  Cóż,  słyszał  pan  -  rzekła.  - 
Proszę być tu w poniedziałek punkt dziewiąta. 

- Ale panno Courtland... 
- Proszę mi zaufać, panie Davis. Wymyślimy coś. Ta groźba wysłania 

kuratora  do  obydwu  domów  to  tylko  gadanie.  Instynkt  mi  mówi,  że 
sędzia  Morgan  po  prostu  próbuje  przestraszyć  pańską  żonę.  Byłabym 
zdziwiona,  gdyby  nie  pozwoliła  panu  odwiedzić  dzieci  w  najbliższy 
weekend. - Mężczyzna odzyskał nadzieję. - Proszę pójść teraz do domu i 
spróbować się odprężyć. 

- Chcesz pójść ze mną na drinka? - zapytał Guy, idąc obok Natalie z 

teczką w ręku. 

Usiadła, by nie patrzeć mu w oczy. 
-  Nie  dzisiaj.  Idę  do  domu,  zjadam  kolację  i  kładę  się  spać.  A  przy 

okazji  -  powiedziała,  zaciskając  z  rozdrażnieniem  wargi  -  na  przyszłość 

żadnych dowcipów przed sędzią. Może by tak trochę profesjonalizmu w 
sądzie, Pressman? 

-  Dziewczyna  bez  serca  -  wymruczał  dobrodusznie.  -Niedługo 

przestanę cię dokądkolwiek zapraszać. 

-  Moja  strata  -  odcięła  się  żartem,  zamykając  teczkę  i  zatrzaskując 

zamki. Zdjęła okulary i włożyła je do portfela. 

-  Do  zobaczenia  w  poniedziałek  -  rzuciła  Guyowi,  gdy  wychodząc  z 

sali, przystanął na minutę, żeby porozmawiać z rudowłosą stenografisfką. 

60

RS

background image

 

 

Natalie siedziała jeszcze przez chwilę. Po męczącym dniu cisza pustej 

sali  sądowej  sprawiała  jej  ulgę.  Poruszała  głową  w  tył  i  w  przód, 
rozprostowując  obolałe  mięśnie  szyi,  próbując  pokonać  napięcie.  Przez 
cały  tydzień  chodziła  zdenerwowana,  a  konieczność  pracy  z  Davisami 
była kieratem. 

Czy  to  możliwe,  by  była  w  depresji  i  nie  wiedziała  o  tym?  Brak 

wiadomości  od  Nicka  załamywał  ją.  Westchnęła  ciężko  i  wstała,  potem 
chwyciła teczkę i prześlizgnęła się przez niskie, wahadłowe drzwi, które 
oddzielały  prawników  i  klientów  od  publiczności.  Stukot  jej  wysokich 
obcasów brzmiał głucho pośród martwej ciszy sali sądowej. 

Cóż  z  tego,  że  Guy  uważają  za  mruka.  To  prawda,  niemal  nie 

prowadziła  życia  towarzyskiego,  ale  to  prawdopodobnie  pozwalało  jej 
dobrze pracować, w przeciwieństwie do niego, bo nawet nie zadał sobie 
trudu  przejrzenia  akt  po  hucznie  spędzonym  weekendzie.  Co  wieczór 
pracowała do późna, jeśli nie w biurze, to w domu. Nie przyznałaby się 
nawet  przed  sobą,  że  próbuje  oderwać  myśli  od  Nicka  Jor-dana.  Jednak 
w  głębi  serca  wiedziała,  że  tak  jest.  Nie  była  w  stanie  wyrzucić  go  z 
pamięci bez względu na to, jak bardzo się starała. 

Natalie  szła  między  ławkami  i  nagle,  kątem  oka  dostrzegła,  że  ktoś 

poruszył się w ostatnim rzędzie. Natychmiast podniosła wzrok. 

Nick Jordan najwyraźniej czuł się jak u siebie w domu, siedząc tam i 

chrupiąc kukurydzę. 

Przystanęła i wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Kilkakrotnie 

zamykała i otwierała oczy, chcąc się upewnić, że to naprawdę on. 

-  Nick!  -  Zamilkła,  nie  wiedząc  co  powiedzieć.  Posłał  jej  szeroki 

uśmiech. - Co ty tu robisz? - spytała w końcu. 

- Potrzebuję prawnika. Zaśmiała się nerwowo. 
- Obawiam się, że trafiłeś w złe miejsce. Cowpens jest nieco oddalone 

od okręgu, w którym pracuję. 

- Chyba powinienem wyrazić się precyzyjniej - rzekł, podnosząc się z 

krzesła. - Nie chodziło mi o twoje... hm... zawodowe umiejętności. - Jego 
oczy swobodnie błądziły po jej ciele. - Chcesz kukurydzy? 

Potrząsnęła  głową.  Nie  zapomniała,  jaki  był  wysoki  i  jak  szerokie 

miał  ramiona.  Sztruksowa  marynarka  napinała  się  na  jego  twardych 
muskułach, a obcisłe dżinsy dokładnie przylegały do ud. Przełknęła ślinę. 

- Co z twoimi brzoskwiniami? - zapytała, próbując oderwać myśli od 

jego ciała. 

-  Możesz  mi  nie  wierzyć,  ale  chyba  większość  z  nich  przeżyje.  Nie 

będzie to oczywiście najlepszy rok... jeśli chodzi o brzoskwinie - dodał. 

61

RS

background image

 

 

W  jego  myślach  na  pierwszym  miejscu  była  teraz  Natalie.  Wciąż 
pamiętał dzień,  w  którym  załadował  jej  bagaże  do  samochodu  i  patrzył, 
jak odjeżdża, czując wewnętrzną pustkę. Nie zdjął prześcieradła z łóżka, 
na  którym  spała  i  miał  zwyczaj  odwiedzania  tego  pokoju,  wtulania 
twarzy w poduszkę i wdychania jej zapachu. 

Natalie usiłowała zachować zimną krew. 
- Co więc sprowadza cię do Atlanty? - Mówiła swobodnie, jak gdyby 

to  spotkanie  miało  dla  niej  niewielkie  znaczenie.  Za  nic  w  świecie  nie 
chciała,  by  domyślił  się,  jak  jest  szczęśliwa  i  jak  rozpaczliwie  za  nim 
tęskniła.  Z  pewnością  on  i  Irma  spotykali  się  nadal.  Co  noc,  leżąc  w 

łóżku,  myślała  o  nich  -  tak  wiele,  że  zaczęła  cierpieć  na  bezsenność. 
Miała nadzieję, że nie zdradzą tego ciemne sińce pod jej oczami. 

Wzruszył ramionami. 
- Mam pewną sprawę do mojego brata. 
-  Tego  inwestora?  -  Starała  się  ukryć  rozczarowanie.  Nie  przyjechał 

więc  specjalnie  po  to,  by  ją  zobaczyć.  Mimo  to  wyglądał  i  pachniał 
wspaniale. Włosy miał modnie obcięte i wymodelowane, niepodobne do 
tej długiej, potarganej czupryny, do której przywykła. 

Nick przytaknął. 
- Tak, za każdym razem, gdy zarobię kilka centów, chce, bym w coś 

zainwestował.  Ostatnio  były  to  tuńczyki.  -  Roześmieli  się  obydwoje. 
Lecz  Nick  czuł  napięcie  pomiędzy  nimi  i  zastanawiał  się,  czy  dobrze 
zrobił,  przyjeżdżając.  -  Pamiętasz,  jak  kiedyś  powiedziałem,  że 
chciałbym zobaczyć cię w akcji, w sali sądowej? 

- Tak, choć nie mam pojęcia dlaczego. 
-  Chciałem  zobaczyć,  jaka  jesteś.  Zadzwoniłem  do  twojego  biura  i 

recepcjonistka  powiedziała  mi,  że  będziesz  przez  całe  popołudnie  w 
sądzie,  więc  tu  jestem.  Piekielnie  trudno  było  chodzić  za  tobą  z  sali  do 
sali tak, byś mnie nie zauważyła. 

Natalie zaśmiała się. 
-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  marnowałeś  popołudnie  siedząc  w  salach 

sądowych i słuchając drobiazgowych małżeńskich sporów. 

- Patrzyłem na ciebie. 
Czar jego głosu i sposób, w jaki przelotnie uchwycił jej spojrzenie, a 

potem opuścił wzrok na jej usta, tamował jej oddech. 

-  Chciałem  zobaczyć,  jak  jesteś  ubrana  i  jak  się  zachowujesz.  Co  do 

jednej rzeczy miałem rację. 

- Tak? 

62

RS

background image

 

 

-  W  sądzie  jesteś  również  tygrysicą.  -  Zniżył  głos  do  szeptu.  -  Jeśli 

jesteś  w  połowie  tak  drapieżna  w  łóżku,  będziesz  piekielnie  dobrą 
kochanką. 

-  Nick...-  Rozglądała  się  wokół  nerwowo,  szczęśliwa,  że  nikogo  nie 

ma w pobliżu. 

-  Jesteś  świetnym  prawnikiem,  Natalie  Courtland.  Widziałem  już  jak 

pracujesz  i  nie  znajduję  ciebie  w  innym  zawodzie.  -  Roześmiał  się.  - 
Jakoś nie mogłem wyobrazić sobie ciebie na sali sądowej, kiedy nosiłaś 
mój  szlafrok.  Teraz,  w  tym  eleganckim  kostiumie,  wartym  pewnie  ze 
trzysta  dolarów  i  w  okularach  wyglądasz  jak  prawdziwa  prawniczka.  - 
Dziwiło  go,  że  żaden  przedsiębiorczy  klient  nie  wpłynął  na  zmianę  jej 
stylu.  To  pewnie  ta  pełna  dystansu,  bezwzględnie  profesjonalna  poza, 
którą emanowała, powstrzymywała ich od jakichkolwiek prób. 

Uśmiechnęła  się.  Z  jakiegoś  powodu  ocena  Nicka  miała  dla  niej 

ogromne znaczenie. 

- Czy mogę ci postawić filiżankę kawy albo zimne piwo? - spytała. 
Uśmiechnął się szeroko. 
- Wstrzymywałem oddech z nadzieją, że mnie gdzieś zaprosisz. 
Posłał jej kolejny uśmiech, który przyspieszył jej tętno. 
Gdy Nick był obok, zmiany w jej wnętrzu skłoniłyby większość ludzi 

do  natychmiastowej  wizyty  u  lekarza.  Zapomniała  już,  jak  jej  żołądek 
omdlewał za każdym razem, gdy się do mej uśmiechał i jak waliło serce, 
kiedy  był  blisko.  Dlaczego  więc  do  niej  nie  zadzwonił?  Wielokrotnie 
przesłuchiwała automatyczną sekretarkę z nadzieją, że usłyszy jego głos. 

- Po drugiej stronie ulicy jest mała knajpka - usłyszała własne słowa. - 

Niezbyt luksusowa. 

- To dobrze. Nie lubię luksusu. 
Nick wziął jej teczkę i wskazał ręką wyjście. 
- Prowadź, mecenasie. - Za drzwiami sali sądowej wrzucił do kosza na 

śmieci puste opakowanie po kukurydzy. 

Dziesięć  minut  później  siedzieli  przy  stoliku  w  zatłoczonym  barze, 

prowadząc  obojętną  rozmowę.  Natalie  ukradkiem  wycierała  w  spódnicę 
wilgotne  dłonie.  Jej  serce  nie  przestawało  bić  jak  oszalałe.  Nagle 
wszystko  powróciło  -pocałunki  i  ciepło  emanujące  z  jego  silnego  ciała, 
gdy trzymał ją w ramionach tej nocy, kiedy zepsuło się ogrzewanie. 

- O czym myślisz? 
Natalie, przestraszona, podniosła wzrok. 
- Właściwie o niczym. Chyba jestem zwyczajnie zaskoczona, że jesteś 

tutaj, to wszystko. 

63

RS

background image

 

 

- Czy źle zrobiłem, przyjeżdżając? 
-  Nie,  oczywiście,  że  nie.  -  Gdy  do  ich  stołu  podeszła  kelnerka, 

Natalie  zamiast  wina,  poprosiła  o  coś  mocniejszego  z  nadzieją,  że  to 
pozwoli  się  jej  odprężyć.  Czuła  się  osaczona,  jak  szop  ścigany  przez 
sforę ogarów. 

-  Czy  to  bar,  do  którego  przychodzą  wszyscy  prawnicy?  -  zapytał 

Nick  po  odejściu  kelnerki.  Spoglądał  wokół  na  mężczyzn  ubranych  w 
trzyczęściowe  garnitury, pewien, że tu właśnie wpadali jej koledzy. Bez 
wątpienia  wyglądał  jak  Amos  McCoy  w  tych  dżinsach  i  znoszonej 
sztruksowej  marynarce.  Z  pewnością  popełnił  błąd  przyjeżdżając,  ale 
chciał ją zobaczyć. Gdyby  choć przez chwilę pomyślał, że wprawiają w 
zakłopotanie... 

Skinęła potakująco głową. 
-  Tu  jest  tanio  i  blisko  do  sądu.  I  jedzenie  jest  niezłe.  -Natychmiast 

wyczuła jego skrępowanie, więc próbowała nawiązać rozmowę. - Kto się 
zajmuje Daisy i szczeniakami? 

- Przyjaciel - odpowiedział wymijająco. - Powinnaś zobaczyć, jakie są 

już duże. 

Natalie była ciekawa, czy tym przyjacielem jest Irma, ale nie zapytała. 

Podeszła  kelnerka  z  ich  drinkami.  Zamyślona  pociągnęła  długi  łyk, 
uświadamiając sobie nagle, że Nick coś do niej mówi. 

- ...I zastanawiałem się, czy nie zechciałabyś pójść z nami na kolację. 
Otrząsnęła się. 
-  Przepraszam,  nie  słyszałam  o  czym  mówiłeś.  Nick  rzucił  jej 

rozbawione spojrzenie. 

-  Dobrze  się  czujesz,  Natalie?  Wyglądasz,  jakbyś  miała  za  chwilę 

wyskoczyć  ze  skóry.  -  "Co  za  głupie  pytanie"  -pomyślał.  Pewnie 
umawiała się tu z połową tych facetów, a teraz siedziała w towarzystwie 
jakiegoś nieobytego chłopka. 

"Czy to aż tak się rzuca w oczy?" - zapytywała siebie. Stęskniła się za 

nim  tak  bardzo,  że  potrzebowała  teraz  całej  swej  wewnętrznej 
dyscypliny,  by  nie  wziąć  jego  dużej  dłoni  w  ręce  lub  pogłaskać  po 
policzku. 

- Po prostu miałam długi tydzień. Zwykle potrzebuję kilku godzin, by 

się odprężyć. 

-  Znam  na  to  doskonałe  lekarstwo  -  powiedział,  uśmiechając  się 

szatańsko. 

- Coś już o tym mówiłeś. Czy dobrze usłyszałam, że zapraszasz mnie 

na kolację? 

64

RS

background image

 

 

-  Tak.  Będzie  tam  mój  brat,  Artur.  Chyba  nie  masz  nic  przeciwko 

temu? 

- Oczywiście, że nie - rzekła, trochę rozczarowana. Miała nadzieję, że 

spędzi ten wieczór sam na sam z Nickiem. 

Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Natalie piła drinka, czując na sobie 

jego  wzrok.  Po  dwóch  tygodniach  bez  jakiejkolwiek  wiadomości  od 
niego była pewna, że na zawsze zniknął z jej życia. 

- Wróć na ziemię, Natalie. Proszę. Natalie zamrugała oczami. 
- Mówiłeś coś? - Umysł zamroczony alkoholem, nie chciał jej pomóc. 
-  Prosiłem  o  twój  adres.  To  nie  Cowpens.  Nie  mogę  tu  po  prostu 

jeździć po ulicach, dopóki nie znajdę twojego samochodu. 

Natalie  wyrecytowała  adres  i  obserwowała,  jak  Nick  zapisuje  go  na 

papierowej  serwetce.  Jego  dłonie  -  Boże,  nigdy  nie  zapomni  rozmiaru 
tych dłoni i ich dotyku na skórze. Na wspomnienie tego serce zabiło jej 
mocniej.  Nick  podniósł  wzrok  i  ujrzał,  że  Natalie  patrzy  w  przestrzeń  z 
zabawnym uśmieszkiem. 

- Coś nie tak? 
-  Och,  po  prostu  o  czymś  myślałam.  -  Ich  spojrzenia  spotkały  się  i 

teraz  już  wiedziała,  że  on  również  myślał  o  chwilach,  które  spędzili 
razem. Pomimo wszystkich niewygód te pięć dni i nocy, które dzielili ze 
sobą, były najwspanialszym okresem w jej życiu. Nagle roześmiała się. 

- Przypomniał mi się ten ranek, kiedy zamknęłam się pod lodowatym 

prysznicem. 

Nick  uśmiechnął  się  na  to  wspomnienie.  Pamiętał  chwilę,  w  której 

wyciągnął  ją  z  wanny  i  pocałował.  Była  słodsza  niż  nektar.  Jedna  jej 
pierś wyjrzała zza ręcznika, a on chciał przykryć ją dłońmi, ssać, pieścić 
koralowy  sutek,  dopóki  nie  stwardnieje.  Tak,  pamiętał.  Jak  mężczyzna 
mógłby zapomnieć o czymś takim? 

Nick zdawał się być myślami daleko. Natalie wiedziała, że wspomina 

pocałunek.  Dojrzała  to  w  jego  pociemniałych  oczach.  Dzielili  ze  sobą 
kilka  pocałunków  -  cudownych,  podniecających,  które  wypełniały 
ciepłem jej podbrzusze jak dobra brandy. 

-  Chyba...  chyba  już  pójdę  -  rzekła  z  wahaniem  bojąc  się,  że  Nick 

wyczyta uczucia z jej twarzy. Może to lepiej, że  będzie tam jego brat. - 
Mam spotkać się z tobą i twoim bratem w restauracji? 

-  I  stracić  okazję  przejażdżki  "Błękitną  Gęsią?"  Potrząsnęła  lekko 

głową i zaśmiała się. 

- Czym? 
- Moją starą, niebieską furgonetką. 

65

RS

background image

 

 

- Ach. - Roześmiała się. - Artur będzie jechał z nami? 
-  Żartujesz?  Wolałby  raczej  umrzeć.  Jeździ  tylko  mercedesem.  - 

Zaśmiał  się.  -  Uwielbiam  parkować  przed  jego  pięknym  ogrodem  i 
włączać klakson.  To  zwołuje  wszystkich  sąsiadów. Zwykle  gapią  się  na 
mnie  i  mój  samochód,  jak  gdyby  przybyli  właśnie  do  miasta  chłopi  z 
Beverly. - Obydwoje głośno się roześmiali. - Artur nawet nie chce wyjść 
przed  dom.  Stoi  w  drzwiach  i  kiwa  mi  ręką,  żebym  wszedł  do  środka. 
Oczywiście  zawsze  znajduje  dla  mnie  inne  miejsce  do  parkowania,  na 
przykład koło śmietnika. 

- Nie wierzę, że jest snobem. 
Nick wzruszył ramionami. 
- Dobrze, sama się przekonasz. 
Natalie śmiała się tak serdecznie, że miała łzy w oczach. 
- W takim razie musi być podobny do mojego ojca. Może powinniśmy 

ich sobie przedstawić? Czy gra w golfa? 

-  Gdy  tylko  ma  okazję.  Gra  w  Klubie  Sportowym  w  Atlancie.  - 

Dostrzegł  jej  potakujące  skinienie.  -  Twój  ojciec  też?  Tak  naprawdę 
Artur  nie  interesuje  się  zbytnio  grą,  ale  twierdzi,  że  to  dobry  sposób  na 
poznanie potencjalnych inwestorów. 

Natalie czuła się coraz swobodniej. 
-  W  takim  razie  jak  to  się  stało,  że  nie  wyrosłeś  na  snoba?  Gdy 

mówiła,  Nick  nie  odrywał  wzroku  od  jej  warg.  W  głębi  serca  wciąż 
pamiętał, jak były miękkie, jak łatwo stapiały się z jego ustami. Chciałby 
czuć je na całym ciele. Spróbował skupić się na rozmowie. 

- Moi rodzice byli bardzo skromnymi farmerami, nie było w nich ani 

odrobiny  snobizmu.  Moja  siostra  jest  taka  sama.  Nie  robią  na  niej 
wrażenia  pieniądze  ani  ciuchy.  Sądzę,  że  wtedy,  gdy  wiesz,  że  nie 
możesz  czegoś  mieć,  nie  spodziewasz  się  tego.  Artur  był  zawsze  inny. 
Mój ojciec zastawił farmę, żeby posłać go na studia. 

- Dlaczego twoja siostra wyprowadziła się? 
- Wyszła za mąż, a jej męża przeniesiono. Poza tym ani ona, ani Artur 

nie  interesowali  się  w  ogóle  farmą.  Artur  chciał  ją  nawet  sprzedać  i 
podzielić pieniądze. Więc ich spłaciłem. 

Natalie skinęła głową i spojrzała na zegarek. 
-  Zobacz,  która  już  godzina.  Naprawdę  muszę  iść  do  domu  i  wziąć 

prysznic. 

Uśmiechnął się szeroko. 
- Chcesz, żebym ci pomógł? Jak sobie przypominam, masz problemy 

z prysznicami. 

66

RS

background image

 

 

Rzuciła mu wyniosłe spojrzenie. 
- Cóż - mój prysznic nie wylewa mi na głowę lodowatej wody. 
- Mój też by tego nie zrobił, gdybyś się nie ociągała. 
- Nigdy w życiu... nie ociągałam się. - Czuła, że się rumieni. Jak udało 

się temu mężczyźnie zamienić najzwyklejsze słowo w coś zmysłowego? 
Mimo woli wyobraziła sobie, jak biorą razem prysznic. Tors Nicka byłby 
szeroki  i  mocny.  Jego  brzuch  byłby  płaski  i  twardy,  pępek  otoczony 
ciemnobrązowymi włosami, wijącymi się wokół jego seksu... Przestań! - 
nakazała sobie. 

Wstała tak szybko, że niemal przewróciła krzesło, ale Nick złapał je w 

porę. 

- Muszę już iść. Skinął głową. 
- Tak, widzę. Kiedy jesteś gotowa do wyjścia, nie marnujesz czasu na 

głupstwa. - Wziął serwetkę z jej adresem. 

- Myślisz, że znajdziesz ten dom? 
- Znajdę. 
Nick  zapłacił  w  kasie  i  odprowadził  ją  do  samochodu.  Poczekał,  aż 

otworzy go kluczykiem i wsiądzie. Odsunęła szybę. 

- O której mam być gotowa? 
- Pasuje ósma? - Przytaknęła. -  Zamknij drzwi na klucz i pozasłaniaj 

okna. 

Natalie zacisnęła usta. 
- Jestem dorosła, Nick. 
Uśmiechnął  się  szeroko  co  sprawiło,  że  wyglądał  młodziej;  linie 

wokół jego ust straciły swą zwykłą surowość. 

- Chyba to właśnie lubię w tobie najbardziej. 
Natalie czuta się jak w siódmym niebie, gdy przeglądała się w lustrze. 

Miała  na  sobie  sukienkę  z  czarnej  krepy,  zwężającą  się  ku  dołowi  i 
szeroki pasek, który podkreślał jej smukłą talię. Jej biżuteria składała się 
jedynie  ze  sznurka  pereł.  Rozejrzała  się  po  apartamencie.  Był  jak  sen 
dekoratora.  Zielono-śliwkowa,  wzorzysta  kanapa,  dwa  idealnie  białe 
krzesła  w  kształcie  tulipanów  i  lakierowane  stoliki  tworzyły  wytworne 
wnętrze,  które  mogłoby  być  ozdobą  okładki  magazynu.  Kolekcja 
zabytkowych  pozytywek  dopełniała  całości.  W  kubełku  chłodziła  się 
butelka  białego  wina.  Natalie  zmarszczyła  brwi.  Nick  będzie  pewnie 
wolał piwo. Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć. 

Gdy  kilka  minut  przed  ósmą  zadzwonił  dzwonek  u  drzwi,  Natalie 

drgnęła,  potem  położyła  prawą  dłoń  na  sercu,  jak  gdyby  bała  się,  że  za 

67

RS

background image

 

 

chwilę  wyskoczy  z  piersi.  Oddychając  głęboko  i  poprawiając  krótkie, 
jasne włosy, wyjrzała przez wizjer i zobaczyła przystojną twarz Nicka. 

Otworzyła  drzwi.  Nie  była  przygotowana  na  widok  mężczyzny  za 

progiem.  Zniknęły  gdzieś  dżinsy,  flanelowa  koszula  i  sztruksowa 
marynarka. Zamiast nich Nick miał na sobie brązowe spodnie, niebieską 
koszulę  w  cieniutkie  brązowe  paseczki  i  elegancki,  brązowy  płaszcz  w 
jodełkę. Wpatrywali się  w siebie przez chwilę, nim Natalie zaprosiła go 
do środka. 

- Ładnie wyglądasz - rzekła. 
- Ty wyglądasz pięknie; zresztą jak zawsze. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

68

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 8 

 
Nick, przekraczając próg, wręczył Natalie pudełko. Spojrzała na niego 

zaskoczona. 

- Cukierki? Jak to miło z twojej strony. I romantycznie. 
- Uśmiechnęła się. 
- Chcesz mnie utuczyć? 
- Wcale nie - odpowiedział, uśmiechając się niepewnie. 
-  Zjadłem  połowę  po  drodze.  To  mój  pierwszy  posiłek  dzisiaj,  poza 

kukurydzą. 

Natalie roześmiała się. 
-  W  takim  razie  nie  jestem  pewna,  czy  powinnam  zaproponować  ci 

kieliszek wina. 

- Daj spokój, jestem dorosły. 
Tym  razem  Natalie  uśmiechnęła  się  szeroko,  szczęśliwa,  że  nie 

poprosił o piwo. 

- Zauważyłam. - Podała mu korkociąg. 
Artur  Jordan  był  bez  wątpienia  jednym  z  najnudniej-szych  i 

najbardziej  zarozumiałych  mężczyzn,  jakich  kiedykolwiek  Natalie 
spotkała. Jego  podwójny  podbródek  i  miękki brzuch powiedziały jej,  że 
lubił  trunki,  ale  gdyby  musiała  spędzać  z  nim  większość  czasu,  też 
pewnie zajęłaby się alkoholem. Wyglądał na około czterdzieści pięć lat. 
Wydawało  mu  się,  że  zjadł  wszystkie  rozumy  i  jest  znawcą  każdego 
przedmiotu."  Nic  dziwnego,  że  jest  rozwiedziony"  -  pomyślała.  Nie 
potrzebował żony, potrzebował widowni. 

-  Nie  przyjechałeś  chyba  "Błękitną  Gęsią?"  -  zapytał  brata, 

przerażony. 

-  Jesteśmy  "U  Anthony'ego"  w  Atlancie,  nie  w  jakiejś  spelunce  w 

Cowpens. 

Nick i Natalie wymienili uśmiechy. 
-  Nick  powiedział  boyowi,  że  jeździ  zabytkiem,  który  będzie 

wystawiony  na  najbliższych  Targach  Światowych.  Sądzę,  że  ten  biedny 
dzieciak bał się go potem prowadzić. - 

Rozejrzała  się  wokół.  Restauracja  "U  Anthony'ego"  składała  się  z 

kilku małych salek jadalnych. 

- Dlaczego nie kupisz sobie jakiegoś przyzwoitego samochodu, Nick? 

- zapytał Artur, popijając trzecie martini. -Przecież stać cię na to. 

69

RS

background image

 

 

- Pieniądze i chęć to dwie różne sprawy - odpowiedział krótko Nick. 

Rozejrzał się. - Gdzie jest męska toaleta? - Artur wskazał kierunek i Nick 
przeprosił ich, posyłając Natalie chwytający za serce uśmiech. 

- Wybaczycie mi? Zaraz wrócę. - Uśmiechnęła się i skinęła głową. 
Artur skończył swojego drinka i zamówił kolejnego. 
- A więc, Natalie, jesteś prawnikiem. Uśmiechnęła się grzecznie. 
- Owszem. 
-  Pamiętam,  że  czytałem  o  tobie  artykuł,  o  najbardziej  niezależnych 

kobietach  w  Atlancie.  Chyba  w  sądzie  pakujesz  się  często  w  niezłe 
brudy. 

- Jeśli muszę. Ale w końcu większość spraw rozwodowych opiera się 

na brudach. 

-  Szkoda,  że  nie  było  cię  w  pobliżu,  gdy  potrzebowałem  dobrego 

prawnika. Moja żona dostała wszystko, z wyjątkiem ubrań, które miałem 
na  sobie.  Przekonała  dzieciaki,  żeby  poszły  do  Harvardu,  kiedy 
pokończyły średnie szkoły. Myślę, że zrobiła to tylko po to, żebym dostał 
wrzodów  na  żołądku.  -  Położył  rękę  na  kolanie  Natalie.  -  Niektóre 
kobiety są pijawkami. Rozumiesz, co mam na myśli? 

Posłała mu kolejny słodki uśmiech. 
- Na szczęście nie spotkałam takich wiele. Artur, czy wiesz, co to jest 

mace? 

Wzruszył ramionami, jawnie zaskoczony nagłą zmianą tematu. 
-  Jakiś  środek  chemiczny,  który  pali  jak  diabli,  jeśli  pryśnie  się  nim 

komuś w twarz - rzekł bez zainteresowania. 

Natalie skinęła głową. 
-  Właśnie.  I  jeśli  nie  zostawisz  w  spokoju  mojego  kolana,  prysnę  ci 

nim między oczy. 

Natychmiast cofnął rękę. 
- Przepraszam, Natalie. Próbowałem tylko być miły. -Przyniesiono mu 

drinka. Pociągnął łyk.  -  Widzę, że przepadasz za wiejskimi chłopakami, 
takimi jak nasz Nick. -Wzruszył ramionami. - Przyznaję, prowadzi dobrą 
grę. 

-  O  czym mówisz?  -  Natalie  zastanawiała  się,  czy  Artur  wiedział,  co 

mówi. Z pewnością za dużo wypił. 

-  Nick  jest  nadziany.  A  ja,  nie  chwaląc  się,  zrobiłem  dla  niego  kilka 

niezłych  inwestycji.  Teraz  jest  pewnie  właścicielem  połowy  ziemi  w 
Cowpens, nie mówiąc o fabryce konserw. 

- Jakiej fabryce konserw? - zapytała bezmyślnie, modląc się, by Nick 

wrócił. 

70

RS

background image

 

 

-  Największej  na  południowym  wschodzie.  Zatrudnia  połowę 

Cowpens.  Puszkuje  najlepsze  brzoskwinie  na  południu  -  mówił  Artur, 
trzymając w powietrzu kieliszek martini. Zbliżył go do ust i wypił. 

Nick wrócił do stolika i posłał Natalie uśmiech. 
- Przepraszam, była kolejka. Podszedł kelner i rozdał jadłospisy. 
-  Czy  mógłby  mi  pan  przynieść  jeszcze  jednego  drinka?  -  Artur 

wyciągnął przed siebie dłoń z pustym kieliszkiem. 

- Nie sądzisz, że wypiłeś już dosyć? - zapytał Nick, marszcząc brwi. 
Artur nie zwrócił na niego uwagi. 
-  Nick  nie  zawsze  był  taki,  Natalie  -  powiedział  bełkotliwie.  - 

Wszczynaliśmy  niezłe  awantury,  gdy  byliśmy  dziećmi.  -  Spojrzał  na 
Nicka. - Wszczynaliśmy awantury czy nie? 

Nick skinął potakująco głową, uśmiechając się do niego pojednawczo. 
- Tak, wszczynaliśmy. 
-  A  potem  naszego  Nicka  wysłali  do  Wietnamu,  kiedy  ja>  byłem  na 

studiach.  Prosto  ze  średniej  szkoły.  Nie  minęło  nawet  pół  roku,  a  on 
zakochał  się  w  jakiejś  Wietnamce...  do  diabła,  nigdy  nie  mogę 
przypomnieć sobie jej imienia. 

-  Na  pewno  nie  interesuje  to  Natalie  -  rzekł  Nick,  prostując  się  na 

krześle. 

Artur poklepał go po plecach. 
- Miałeś też syna, prawda? 
Natalie siedziała  niczym  przymarznięta  do  krzesła. Nie wiedziała,  co 

zrobić,  ani  co  powiedzieć.  Twarz  Nicka  przypominała  marmur.  Poczuła 
ulgę, kiedy przyniesiono sałatki. 

Kolacja ciągnęła się w nieskończoność. Artur, który twierdził, że jadał 

"U  Anthony'ego"  co  tydzień,  nalegał,  że  wybierze  dla  nich  potrawy. 
Natalie bolała głowa i chciała iść do domu. Nick nie spojrzał już więcej 
w jej stronę, odkąd Artur wspomniał o jego przeszłości. 

- Nie smakuje ci, Natalie? - zapytał Artur. Zmusiła się do uśmiechu. 
- Obawiam się, że nie jestem głodna. Artur spojrzał krzywo na Nicka. 
- A ja próbowałem zrobić wrażenie na twojej przyjaciółce, zapraszając 

was do najlepszej knajpy w mieście. Do diabła, gdybym wiedział, że nie 
jest  głodna,  moglibyśmy  pójść  na  hamburgery.  -  Wybuchnął  śmiechem, 
który rozległ się w całej sali, przyciągając uwagę kilku osób. 

- Artur, nie zamawiaj następnego drinka - rzekł surowo Nick. 
Reszta posiłku upłynęła w napięciu. Natalie jeszcze nigdy w życiu nie 

czuła  się  tak  niezręcznie.  Po  pierwsze  Artur,  który  ze  wszystkich  sił 
starał się zrobić z siebie głupca. Poza tym odkrycie, że Nick miał kiedyś 

71

RS

background image

 

 

dziecko  i  że  jest  bogaty.  Dlaczego  ukrywał  to  przed  nią?  Jej  umysł 
wirował wokół mnóstwa pytań. 

Gdy  zabrano  talerze,  Natalie  i  Nick  zamówili  kawę,  a  Artur  mocną 

irlandzką whisky. 

- Ma ktoś ochotę na deser? - zapytał wesoło. 
-  Nie,  dziękuję  -  odpowiedziała  Natalie.  -  Naprawdę  chciałabym  już 

pójść do domu - poprosiła Nicka. - Miałam długi dzień. 

"Nie mówiąc o wieczorze" - pomyślała. Kiedy przyniesiono Arturowi 

rachunek, Nick wyrwał mu go z ręki. 

-  Zachowaj pieniądze na taksówkę  - rzekł Nick,  wręczając kelnerowi 

kartę kredytową wraz z rachunkiem. - Czy mógłby pan wezwać taksówkę 
dla mojego brata? - Kelner skinął potakująco głową i odszedł. 

Po  chwili  wrócił  z  kartą  Nicka  i,  stojąc  przy  stoliku,  pokwitował 

rachunek. Artur siedział na pół odrętwiały. 

-  Proszę  się  nim  zająć  i  dopilnować,  żeby  wsiadł  do  taksówki.  - 

Poszukał kawałka papieru i coś na nim napisał. -Oto adres, na wypadek, 
gdyby  stracił  przytomność.  Aha,  i  jeszcze  jedno...-  Nick  sięgnął  do 
kieszeni.  -  To  pieniądze  na  taksówkę  i  wysoki  napiwek.  Proszę 
powiedzieć  kierowcy,  żeby  zaprowadził  go  do  mieszkania,  jeśli  będzie 
trzeba. 

Kelner przytaknął. 
- Jak pan sobie życzy. 
Nick  odczuł  ulgę  na  widok  taksówki,  a  następnie  pomógł  Natalie 

wsiąść do furgonetki i zatrzasnął za nią drzwiczki. Usiadł za kierownicą. 
Przez chwilę prowadził w milczeniu. 

-  Przepraszam,  że  tak  wypadł  ten  wieczór  -  rzekł  w  końcu.  -  Nie 

miałem  pojęcia,  że  Artur  tyle  pije.  To  znaczy,  zawsze  pił,  ale  nie  w 
takich ilościach. 

-  Byłam  szczęśliwa,  że  mogłam  spędzić  ten  wieczór  z  tobą,  Nick  - 

odrzekła krótko Natalie. 

Spojrzał  na  nią  ze  zdziwieniem.  Pewien  był,  że  po  tym  wieczorze 

Natalie nie zechce go już więcej widzieć. 

Gdy  przyjechali  pod  dom,  Natalie  zaprosiła  Nicka  na  kawę.  Portier 

uchylił  przed  nimi  czapki,  kiedy  przechodzili  obok.  Potem  cierpliwie 
czekali na windę. 

Gdy  weszli,  Natalie  poszła  przygotować  kawę,  a  Nick  oglądał 

mieszkanie. Odsunął szklane drzwi, prowadzące  na balkon i wyszedł na 
zewnątrz, by popatrzeć na światła miasta. Z Natalie dzielił go cały świat. 

72

RS

background image

 

 

Podejrzewał to od początku, ale poznając jej otoczenie, ostatecznie się w 
tym utwierdził. 

A jednak nie przestał jej pragnąć. 
-  O,  tu  jesteś.  -  Natalie  wyszła  na  balkon.  -  Czyż  to  nie  piękne?  - 

spytała,  wskazując  na  horyzont  ze  świateł.  -  Czasem  siedzę  tutaj,  kiedy 
nie mogę zasnąć albo oderwać myśli od jakiejś sprawy. 

Wzruszył ramionami. 
- Zależy, co kto lubi. 
- To znaczy? 
-  Niektórzy  wolą  patrzeć  w  gwiazdy,  podczas  gdy  innych  cieszy 

widok neonów. 

- A co ty wolisz? 
Jego uśmiech był łatwo dostrzegalny nawet w ciemności. 
- Chyba znasz odpowiedź. 
Natalie  poczuła  tępy  ból  w  sercu.  Przez  chwilę  patrzyli  w  milczeniu, 

potem  Natalie  wymknęła  się,  by  nalać  kawę.  Wróciwszy  wręczyła 
Nickowi filiżankę. Stali przy balustradzie popijając. 

- A jednak to miła odmiana od wiejskiego życia - rzekł Nick, usiłując 

zatrzeć  ostrość  poprzedniego  stwierdzenia.  Z  pewnością  zranił  jej 
uczucia, a tego bardzo nie chciał. 

Natalie nie uwierzyła mu. 
-  Nick,  co  zdarzyło  się  w  Wietnamie?  -  wyrzuciła  z  siebie  bez 

ostrzeżenia. Gryzła się tym pytaniem setki razy. 

Był z lekka zaskoczony. 
-  Wojna  pomiędzy  Pomocnym  a  Południowym  Wietnamem. 

Usiłowaliśmy  zapobiec  przejęciu  władzy  przez  komunistów.  - 
Powiedział  to  bez  emocji,  jak  gdyby  wiele  razy  już  próbował  to 
wyjaśniać,  być  może  sobie  samemu,  i  teraz  jego  słowa  brzmiały  jak 
odtwarzane nagranie. 

-  Wiem,  czego  dotyczyła  wojna  -  rzekła  Natalie.  -  Ale  chcę  poznać 

wojnę Nicka Jordana. Zdarzyło się tam coś w twoim życiu, prawda? 

Parsknął śmiechem. 
- Nie chodzi ci o to, że widziałem jak się zabija i okalecza? 
Nie odpowiedziała. Wiedział, że oczekuje prawdy i, poznawszy już w 

Natalie adwokata, zrozumiał, że nie zrezygnuje, dopóki jej nie usłyszy. 

Nick spojrzał na swoje duże dłonie. 
- Byłem wtedy jeszcze dzieciakiem. - Popatrzył na nią wyzywająco. - 

Czy  zastanawiałaś  się  kiedyś,  dlaczego  na  wojnę  wysyłają 
osiemnastoletnie dzieci? - Nie odpowiedziała od razu, więc ciągnął dalej. 

73

RS

background image

 

 

-  Kiedy  masz  osiemnaście  lat,  jesteś  tak  piekielnie  głupi,  że  nie 

zdajesz sobie sprawy, iż mogą odstrzelić ci głowę. - Zaśmiał się, ale nie 
brzmiało 

to 

radośnie. 

Spróbuj 

tylko 

zrekrutować 

grupę 

trzydziestolatków,  a  powiedzą  ci,  żebyś  poszła  do  diabła.  Nie  będą 
siedzieć  godzinami  w  zasadzce,  ani  torować  sobie  drogi  przez  wysoką 
trawę w poszukiwaniu wroga, kiedy nie mają najmniejszego pojęcia, kim 
jest  ten  wróg.  Nie,  do  diabła,  niech  robotę  odwali  jakiś  pryszczaty 
dzieciak. 

Nick  postawił  swoją  filiżankę  na  stoliku  i  mocno  chwycił  poręcz, 

patrząc na rozciągający się przed nim widok i nie dostrzegając go. Poczuł 
dłoń  Natalie  na  swoim  ramieniu  i  wkrótce  wrzący  w  nim  gniew  i 
rozczarowanie złagodniały. Odwrócił się i objął ją w talii. 

-  Jesteś  piękna  -  wyszeptał  zabierając  jej  filiżankę  i  stawiając  obok 

własnej. - Piękna, słodka i nietknięta goryczą. 

Zaśmiała się nerwowo. 
-  Mam  swoje  widma,  Nick.  Ale  dlaczego  jesteś  taki  zgorzkniały? 

Dlaczego świadomie oddzieliłeś się od reszty świata? 

- To było dawno, Natalie. 
- Ale ty wciąż cierpisz. Dlaczego? 
Nie  odpowiedział  od  razu.  Gdy  odwrócił  się  od  niej  i  ponownie 

chwycił poręcz, bała się, że nie odpowie. 

- Moja historia na pewno nie różni się niczym od wielu innych - rzekł. 

- Zakochałem się w dziewczynie z Południowego Wietnamu. 

- W Me Lin? - wyszeptała. Przytaknął. 
-  Mieliśmy  syna,  dużego,  silnego  chłopaka,  z  którego  dumny  byłby 

każdy  ojciec.  -  Potrząsnął  głową.  -  Jak  gdybym  wiedział  coś  o  byciu 
ojcem.  Jak  już  mówiłem,  byłem  jeszcze  dzieckiem.  Dzień,  w  którym 
wojskom  amerykańskim  pozwolono  wracać  do  domu,  był  jednym  z 
najszczęśliwszych w moim życiu. Me  Lin i ja zaczęliśmy planować, jak 
przemycić  ją  i  dziecko  do  Stanów.  Lecąc  do  domu,  miałem  w  oczach 
gwiazdy. Mieliśmy zamiar pobrać się w kościółku w Cowpens. Zamilkł. 

-  I  co  się  stało?  -  ponagliła  go  łagodnie  Natalie.  Nick  zaczął  mówić 

bezbarwnym głosem. 

-  Zaatakowali  wioskę  Me  Lin  zaraz  po  upadku  Sajgonu.  Zabili  ją  i 

dziecko. 

Pod  Natalie  ugięły  się  kolana.  Przez  chwilę  mogła  tylko  patrzeć  na 

wysoką  sylwetkę  stojącego  przed  nią  mężczyzny.  Nagle  poczuła  łzy  na 
policzkach. Płakała z powodu mężczyzny, którego ból trwał tak wiele lat, 
i z powodu niesprawiedliwości, jakie niosła ze sobą wojna. 

74

RS

background image

 

 

-  Tak  mi  przykro,  Nick  -  rzekła,  jak  gdyby  była  za  to  wszystko 

osobiście odpowiedzialna. 

-  Obiecałem  Me  Lin,  że  zabiorę  stamtąd  ją  i  dziecko.  Obiecałem  jej. 

Zaufała mi. A ja ją zawiodłem. 

- Nick, przecież nie mogłeś zaradzić temu, co się tam stało. 
- A potem ją oszukałem. 
- W jaki sposób, na miłość boską? 
Odwrócił głowę w jej stronę, choć wciąż kurczowo ściskał poręcz. 
- Zakochując się w tobie - odpowiedział przez zaciśnięte zęby. 
Natalie była oszołomiona jego wyznaniem miłości. 
- Nie wiem, co powiedzieć - odrzekła w końcu. Odwrócił się do niej. 
- Mogłabyś powiedzieć, że moje uczucie jest odwzajemnione. 
Mogła. Chciała. Ale dokąd ich to doprowadzi? 
- Nick... 
-  Nie  mów  nic,  jeśli  tego  nie  czujesz,  Natalie.  Nie  chcę  słyszeć  z 

twoich ust uroczych kłamstw. 

Zwiesiła głowę. Jej oczy znów wypełniły się łzami. 
-  Nic  nie  rozumiesz  -  rzekła,  powstrzymując  płacz.  Palcem uniósł jej 

podbródek. 

- Chyba rozumiem, mecenasie. Otoczyłaś się pięknymi przedmiotami. 

Ten  apartament,  ubrania  które  nosisz,  twój  samochód.  Czego  jeszcze 
mogłabyś potrzebować? Myślę, że jesteś trochę podobna do Artura. - Nie 
wierzył  w  to,  ale  chciał  ją  zranić,  tak  jak  ona  zraniła  go  brakiem 
wzajemności. 

Natalie miała ogromną ochotę uderzyć go w twarz. 
- W takim razie nic o mnie nie wiesz - rzekła twardo. 
-  Wiem,  że  wolę  stać,  niż  siedzieć  na  twoich  meblach.  Wyglądają, 

jakby należały do salonu wystawowego, a nie do czyjegoś domu. Wiem, 

że chcę cię pocałować, ale boję^ się potargać te idealnie ułożone włosy, 
albo  zniszczyć  ten  makijaż  porcelanowej  lalki.  -  Sięgnął  po  swoją 
filiżankę,  wypił  kawę  i  odstawił  ją.  -  Chyba  czas  już  na  mnie  - 
powiedział, przekraczając próg szklanych drzwi. 

-  To  niesprawiedliwe!  -  krzyknęła,  przyciskając  do  boków  zaciśnięte 

pięści. Jej oczy pełne były łez bólu i gniewu. 

- Posłuchaj mnie, Nick - rzekła, gdy szedł w kierunku drzwi. 
-  Może  otoczyłam  się  pięknymi  przedmiotami,  ale  ciężko  pracuję. 

Zasługuję na nie. Zasługuję na to, by nosić projektowane ubrania i jadać 
w najlepszych restauracjach. To wszystko co mam, Nick, czy ty tego nie 
rozumiesz?  -  Nie  wiedziała,  czyjej  słuchał.  -  Oczywiście,  otaczam  się 

75

RS

background image

 

 

ładnymi  przedmiotami.  -  Z  jej  gardła  wydarł  się  szloch.  -  Straciłam 
wszystkich, których kiedykolwiek kochałam. Przynajmniej te przedmioty 
mogą mi ich zastąpić. 

Gdy  płacz wstrząsnął jej smukłym ciałem, Nick  natychmiast wziął ją 

w  ramiona.  Czuła  jego  usta  na  swoich  włosach,  słyszała  kojący  głos. 
Przywarła  do  niego,  jak  gdyby  zależało  od  tego  jej  życie.  Usta  Nicka 
chwytały każdą łzę, potem odnalazły jej wargi. Pocałunek był delikatny. 

-  Nie  znienawidź  mnie  za  to,  że  taka  jestem,  Nick  -  rzekła  wprost  w 

jego usta. 

-  Nie  nienawidzę  cię.  Kocham  cię.  Jesteś  piękna.  I  zamierzam 

potargać  ci  włosy.  -  Tym  razem  jego  wargi  były  gorące  i  pożądliwe. 
Język wśliznął się między jej usta. Jęknął, gdy poczuł smak ich słodyczy. 

-  Do  diabła  z  włosami!  -  zdołała  powiedzieć.  -  Bylebyś  tylko  mnie 

przytulał  i  całował.  -  Natalie  osłabła  z  rozkoszy.  Usta  Nicka  były 
wszędzie.  Wplątał  dłonie  w  jej  włosy,  podtrzymując  głowę  tak,  że  nie 
pozostało ani jedno miejsce nietknięte przez jego wargi. Czuła płonący w 
sobie ogień, który wypełniał ciepłem jej uda. Gdy przycisnął ją do siebie, 
poczuła jego podniecenie i przeszył ją dreszcz pożądania. Sięgnął po jej 
pasek,  który  po  chwili  spadł  na  dywan.  Jej  dłonie  odpinały  guziki  jego 
koszuli,  on  zaś  zajął  się  suwakiem  sukienki.  Ściągnął  ją  z  jej  ramion, 
całując po kolei ich każdy obnażony skrawek. Ruchem ramion zrzucił z 
siebie marynarkę i cisnął ją na bok. 

Kiedy sukienka ześlizgnęła się na podłogę, Nick spojrzał na Natalie z 

nie skrywanym pożądaniem. Następnie zdjął z niej halkę i wpatrywał się 
z niedowierzaniem w czarny pas do pończoch. 

- To chyba moje narodziny. Natalie uśmiechnęła się niepewnie. 
- Podoba ci się moja bielizna? 
- Szanowna pani, zaraz ci pokażę, jak bardzo. 
Porwał  ją  w  ramiona  i  niósł  w  kierunku  drzwi,  z  ustami 

przyciśniętymi do jej warg, 

-  Szafa  -  powiedziała  wprost  w  jego  usta  i  skinęła  ręką  w  stronę 

sypialni. 

Nick  poczuł,  że  napręża  się  pod  tkaniną  spodni  i  w  duchu  nakazał 

sobie  zwolnić  tempo.  Przechodząc  przez  drzwi  sypialni,  spojrzał 
przelotnie na białą, ażurową narzutę i zasłonki. Na łóżku rozrzucone były 
poduszki,  owalne  i  w  kształcie  serc,  ozdobione  koronką  i  wstążkami. 
Gdy kładł tam Natalie, zmiótł je na podłogę. 

Jego  usta  ponownie  przykryły  jej  wargi  w  żarliwym  pocałunku. 

Niecierpliwe dłonie próbowały rozpiąć sprzączkę biustonosza. Przeklinał 

76

RS

background image

 

 

producentów damskiej bielizny. Natalie roześmiała się, sięgnęła za siebie 
i  z  łatwością  odpięła  haczyk.  Biustonosz  opadł  i  Nick  wciągnął  oddech 
na  widok  jej  idealnych,  białych  piersi.  Objął  je  dłońmi  i  lekko  naciskał 
koralowe sutki, nim wziął jeden pomiędzy wargi. 

Natalie wplątała ręce w jego włosy i przytuliła go do siebie. Jej serce 

wzbierało  miłością  do  tego  mężczyzny.  Jego  dotyk,  pocałunki,  nawet 
zapach  zdawały  się  być  stworzone  właśnie  dla  niej.  Nick  niecierpliwie 
wyszarpnął  się  z  koszuli.  Natalie  zachwycała  się  widokiem 
kędzierzawych  włosów,  pokrywających  jego  szeroką  pierś.  Wplątała  w 
nie palce; tęskniła do nich od tamtego ranka w jego domu, kiedy po raz 
pierwszy ujrzała go ubranego w spodnie od piżamy. 

Nick  pieścił  językiem  jej  sutki,  dopóki  nie  uniosły  się,  stwardniałe  i 

drżące,  potem  przesunął  wargi  na  jej  brzuch.  Sięgnął  do  jednego  z 
haczyków pasa do pończoch i odpiął go. 

-  Przypomnij  mi,  żebym  zamówił  dla  ciebie  jeszcze  tuzin  takich  - 

rzekł,  całując  każde  obnażone  miejsce.  Nigdy  przedtem  nie  dotykał 
niczego,  co  przypominało  jej  pończochy  -  z  czystego  jedwabiu  i 
piekielnie  seksowne.  Gdy  miała  na  sobie  już  tylko  parę  koronkowych, 
czarnych majteczek, westchnął ciężko. 

-  Nie  wytrzymałbym  do  końca  kolacji,  gdybym  wiedział,  że  masz  to 

na sobie. 

Natalie  uśmiechnęła  się,  zadowolona,  że  uważał  ją  za  godną 

pożądania. Zamknęła oczy, gdy jego usta pieściły wewnętrzną stronę jej 
uda.  Wargi  na  jej  majteczkach  były  gorące  i  szorstkie.  Z  jej  ust  wydarł 
się jęk rozkoszy. 

Nick niemal zdarł przejrzystą, czarną koronkę z jej ciała. Gdy Natalie 

leżała  przed  nim  zupełnie  naga,  mógłby  tylko  na  nią  patrzeć.  Trójkąt 
ciemnozłotych loków kusił go ponad wszelki rozsądek. 

Język  Nicka  rozbudzał  i  dręczył  ją,  aż  do  chwili,  w  której  Natalie 

pewna była,  że  traci  zmysły.  Jego  dłonie  gładziły  wrażliwą  wewnętrzną 
stronę  uda.  Krzyknęła,  gdy  jej  ciało  ogarnęła  rozkosz.  Mimo  to  Nick 
wciąż  czynił  swoją  magię,  nawet  wówczas,  gdy  uciszyły  się  fale 
namiętności. 

Wkrótce Natalie znów odczuła intensywną rozkosz. 
Sięgnęła po jego pasek, ale Nick wstał i zaczął odpinać go z umyślną 

powolnością,  patrząc  na  nią  głodnym,  pełnym  namiętności  wzrokiem. 
Rozebrawszy się do naga, położył się przy niej. 

77

RS

background image

 

 

Materac  ugiął  się  pod  jego  ciężarem.  Natalie  natychmiast  przysunęła 

się  do  niego.  Całowała  jego  pierś,  szerokie  ramiona,  szyję,  potem  z 
wahaniem sięgnęła po nabrzmiały seks. Jęknął głośno. 

- Kocham cię, Nick. - Słowa te same wyszły z jej ust. Pełnia uczucia 

odbijała  się  na  jego  twarzy,  gdy  rozchylił  jej  uda  i  wszedł  w  nią, 
wypełniając  ją  sobą.  Zamknął  oczy  pod  wpływem  niemal  trudnej  do 
wytrzymania  rozkoszy.  Całował  ją,  a  jego  język  przeszywał  ją  ogniem. 
Dłonie  pieściły  jej  piersi,  gdy  wbijał  się  w  nią,  przeklinając  satynową 
koszulę,  która  powstrzymywała  go  tak  długo.  Natalie  krzyknęła, 
osiągnąwszy  szczyt  rozkoszy.  Słyszała  szept  Nicka,  gdy  drżał  nad  nią, 
wypełniając ją cudownym ciepłem, 

Po kilku minutach uspokoiły się nierówno bijące serca, oddech stał się 

normalny. Nick położył się przy niej i wziął ją w ramiona. 

-  Mógłbym  się  do  tego  przyzwyczaić,  szanowna  pani.  Natalie 

uśmiechnęła się sennie. 

- Ja też. 
- Dziękuję. - Pocałował ją z czułością. Wyglądała na zdziwioną. 
- Za co? 
-  Za  nauczenie  mnie,  że  miłość  może  być  wspaniała  bez  względu  na 

wiek. 

Zmarszczyła brwi. 
- Nie jesteś taki stary, na miłość boską. 
-  Wystarczająco  stary,  żeby  wiedzieć,  kiedy  odnajduję  prawdziwe 

uczucie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

78

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 9 

 
Następnego  ranka  Natalie  spoglądała  na  Nicka  znad  filiżanki  kawy. 

Leżała na łóżku, oparta na kilku poduszkach. 

-  Mam  nadzieję,  że  jesteś  choć  trochę  tak  zmęczony  jak  ja. 

Uśmiechnął się szeroko. 

- Wcale nie, ale nie mogłem spać w nocy. 
-  Zauważyłam.  Muszę  teraz  posiedzieć  przez  godzinę  w  wannie  z 

gorącą wodą. 

Na jego twarzy odmalowała się troska. 
- Czymś cię zraniłem? 
Wyciągnęła rękę i pogłaskała go po policzku, uświadamiając sobie, że 

kocha go coraz bardziej wraz z każdą mijającą minutą. 

- Wszystko w porządku. Tylko... - Co? 
- Nieważne. Zmarszczył brwi. 
- Nie cierpię, kiedy ludzie zachowują się w ten sposób. Odwróciła od 

niego wzrok. 

-  Od  ostatniego  razu  minęło  dużo  czasu.  Męskie  ego  kazało  mu 

zapytać. 

- Ile? 
Twarz Natalie zapłonęła. 
- Nick! 
- Powiedz mi. Westchnęła ciężko. 
- To było na studiach. 
- Kochałaś go? 
- Myślałam, że kocham. Teraz sądzę, że to było zauroczenie. 
-  A  co  z  nami?  -  zapytał,  marszcząc  czoło.  -  Skąd  wiesz,  że  to  nie 

zauroczenie? 

Uśmiechnęła się niepewnie. 
-  Bo  musiałabym  być  w  kimś  naprawdę  zakochana,  żeby  robić 

wszystkie te paskudne rzeczy, których nauczyłeś mnie ostatniej nocy. 

- Na przykład co? 
- Hmm! 
Wziął jej filiżankę i odstawił na bok. 
-  Musnęliśmy  zaledwie  powierzchnię.  -  Zdarł  z  niej  prześcieradło. 

Krzyknęła. 

-  Nie  udawaj  teraz  przede  mną  skromnisi,  mecenasie.  Widziałem  już 

każdy rozkoszny centymetr twojego ciała. 

- Nie masz skrupułów, Nicku Jordanie. Przycisnął ją mocno do siebie. 

79

RS

background image

 

 

- Owszem. Ty też nie będziesz ich miała, kiedy skończę. - Jego wargi 

opadły na jej usta. Nocny zarost dotykający jej policzka był wspaniały i 
podniecający. 

Wszedł w nią powoli. Była w środku mokra. 
- Boli? 
Natalie  otoczyła  ramionami  jego  szyję.  Posłała  mu  szelmowski 

uśmiech. 

- Już nie. 
Nick kochał się z nią bardzo delikatnie. Później zwinęła się w kłębek 

w jego ramionach i zasnęła. 

Gdy Natalie otworzyła oczy, było już południe. Łóżko obok niej było 

puste. Usiadła zaniepokojona, przyciskając prześcieradło do piersi. 

- Nick! - krzyknęła. 
Wyszedł z łazienki w ręczniku, okręconym wokół bioder. 
-  W  końcu  zdecydowałaś  się  obudzić,  co?  -  Dostrzegł  wyraz  jej 

twarzy. - Co się stało? 

- Och, nic - skłamała. - Po prostu nie miałam zamiaru spać tak długo. - 

Nie chciała się przyznać, iż zlękła się, że wyszedł. 

- Umieram z głodu - rzekł. - W twojej lodówce nie ma nic jadalnego. 
- Nieprawda. Jest jogurt, chude mleko i otręby. 
- Tak jak powiedziałem - nic jadalnego. A teraz wsadź swój tyłeczek 

pod prysznic i ubierz się, zanim umrę z głodu. 

-  Mógłbyś  podać  mi  szlafrok?  Leży  na  krześle.  Uśmiechnął  się 

szeroko i skrzyżował ręce na piersi. - Nie. 

- Nick! 
-  Dobrze,  ale  tylko  tym  razem.  -  Rzucił  jej  szlafrok.  -  Masz 

dwadzieścia  minut,  żeby  się  przygotować.  I  przestań  zamykać  na  klucz 
drzwi  od  łazienki.  Kiedy  chcę  wejść,  nie  ma  na  świecie  takiego  zamka, 
który mógłby mnie powstrzymać. 

- A co z moją prywatnością? 
- Straciłaś ją ostatniej nocy. Zacisnęła usta. 
- Jesteś nieprzyzwoity. 
-  Dziękuję.  Teraz  zostało  ci  jeszcze  osiemnaście  minut.  Jeśli 

potrzebujesz mojej pomocy... 

- To nie będzie konieczne. - Już zakładała szlafrok. 
- Naprawdę polecam to miejsce - rzekła Natalie, prowadząc Nicka do 

nowoczesnej restauracji, pełnej pnących kwiatów. Poprowadzono ich do 
stolika i wręczono jadłospisy. 

Nick śledził wzrokiem listę potraw. 

80

RS

background image

 

 

- Podają tu steki? 
-  Nie,  ale  jest  za  to  guiche,  jaja  po  wiedeńsku,  marynowane  piersi 

kurczęcia... - Po jej ostatnich słowach spotkali się wzrokiem. Oczy Nicka 
skierowały się ku piersiom Natalie. Uśmiechnął się, rzucając jej znaczące 
spojrzenie: wiem jak wyglądasz nago. Poczuła, że twarz jej płonie. 

-  Nie  wiedziałem,  że  kobiety  potrafią  się  jeszcze  rumienić  -  rzekł 

Nick. 

-  Tylko  wtedy,  gdy  przebywają  w  towarzystwie  rozpustnych, 

zepsutych... 

-  Chyba  wiem,  co  masz  na  myśli  -  powiedział  Nick,  podnosząc  do 

góry obie ręce w geście poddania się. - Co proponujesz? 

- Leczenie. 
- Do jedzenia. 
- Zupę i sałatkę. 
- A jeśli jestem głodny? 
- Kanapkę. Podeszła kelnerka. 
- Czy życzą sobie państwo koktajl? Natalie potrząsnęła głową. 
-  Prosimy  o  "Krwawą  Mary"  -  rzekł  Nick. Spojrzał  na Natalie.  -  Daj 

spokój, nie rób mi zawodu. Jak często przyjeżdżam do Atlanty? 

Przez  cały  ranek  zadawała  sobie  to  samo  pytanie.  Natalie  powoli 

sączyła drinka. Kelnerka podała im sałatki. 

- Co to jest? - zapytał Nick, spoglądając na swoją sałatkę. 
- Co takiego? - Natalie zerknęła do jego salaterki. 
-  To  coś,  co  wygląda,  jakby  ktoś  właśnie  wypełł  swój  ogródek  i 

wrzucił zielsko do mojej sałatki. 

- To kiełki fasoli. Nigdy ich nie jadłeś? 
- Na pewno nie wtedy, gdy byłem trzeźwy. Inaczej bym pamiętał. Czy 

to tylko dekoracja, czy naprawdę mam to zjeść? 

-  Nie  powinnam  tu  z  tobą  przychodzić.  Trzeba  było  zabrać  cię  do 

ludowej knajpy w śródmieściu. Pójdziemy tam następnym razem. 

Uniósł brew. 
- Następnym razem? Natalie brakowało słów. 
- No, pomyślałam tylko, że kiedyś jeszcze odwiedzisz swojego brata. 
On  oczywiście  nie  miał  zamiaru  wracać  do  Cowpens  i  zapomnieć  o 

wszystkim,  co  między  nimi  zaszło.  A  jego  wyznanie  miłości?  Dłonie 
Natalie były wilgotne. Na myśl o jego wyjeździe zabolało ją serce. 

- O czym myślisz? - zapytał Nick. - Wyglądasz tak poważnie. 
Wzruszyła ramionami. 

81

RS

background image

 

 

-  Zastanawiałam  się  tylko,  kiedy  musisz  wracać,  to  wszystko.  Dziś 

wieczór  odbędzie  się  przyjęcie,  na  którym  powinnam  być...  Jeden  z 
sędziów  przechodzi  na  emeryturę.  Grupa  prawników  postanowiła 
zafundować jemu i jego żonie siedmiodniowy rejs na Karaiby. 

- Miły prezent. 
-  Naprawdę  powinnam  pokazać  się  tam  na  chwilę.  Pomagałam 

organizować  przyjęcie.  Bardzo  bym  chciała,  żebyś  ze  mną  poszedł... 
oczywiście,  jeśli  masz  ochotę.  Nie  musielibyśmy  zostawać  tam  długo. 
Mogłabym  uprać  ci  koszulę  i  uprasować  ubrania,  kiedy  do  mnie 
wrócimy.  -  Zjadła  trochę  sałatki.  Nie  czuła  się  tak  zdenerwowana,  od 
czasu, gdy w dziesiątej klasie poprosiła do tańca Donniego Banksa. 

Nick uśmiechnął się. 
- Pójdę. Chyba podoba mi się pomysł prania i prasowania przez ciebie 

moich ubrań. 

Natalie odwzajemniła uśmiech. 
- Nie bądź zarozumiały. 
Gdyby był na to czas, posłałabym twoje ubrania do pralni. 
- A ja myślałem, że przy mnie staniesz się domatorką. 
-  Nie  wygłupiaj  się  -  odrzekła.  -  Te  rzeczy  robi  kobieta,  której  za  to 

płacę. 

Popołudnie  spędzili  na  zwiedzaniu,  potem  postanowili  wpaść  do 

imponującego hotelu "Peachtree Plaża" na egzotycznego drinka. Nick, ku 
przerażeniu  Natalie,  chciał  pojechać  na  szczyt  wieżowca  zewnętrzną, 
przeszkloną  windą.  Winda  sunęła  po  powierzchni  budynku,  roztaczając 
przed nimi widok zapierający dech w piersiach. 

- Czy to nowy "Mariol"? - Nick rozejrzał się wokół i zmarszczył brwi. 

- Natalie, co ty robisz? 

-  Modlę  się  -  wymruczała,  stojąc  twarzą  do  metalowych  drzwi  i 

błagając w duchu, by się otworzyły i wypuściły ją na zewnątrz. 

- Nie chcesz obejrzeć panoramy miasta? 
Na szczęście w windzie oprócz nich była tylko jedna para. 
-  Nie.  I  jeśli  kiedykolwiek  się  stąd  wydostanę,  skręcę  ci  kark.  Nie 

mogę  uwierzyć,  że  pozwoliłam  ci  namówić  mnie  na  jazdę  tym 
urządzeniem. Zbliżamy się już do ostatniego piętra? 

- Zostało jeszcze kilkadziesiąt metrów - rzekł. Natychmiast zbladła. 
- Boże, jak my wrócimy na dół? 
-  Na  pewno  mają  tu  wewnętrzną  windę  dla  przewrażliwionych  - 

odpowiedział  chichocząc.  -  A  jeśli  nie,  upewnię  się,  że  jesteś  zupełnie 
pijana, nim wsadzę cię do tej. 

82

RS

background image

 

 

- Trzeba by mnie było uśpić, Nicku Jordanie. Nikt w inny sposób nie 

zmusi  mnie  do  wejścia  tu  jeszcze  raz.  -  Natalie  westchnęła  z  ulgą,  gdy 
winda  przystanęła  i  z  szelestem  rozsunęły  się  drzwi.  Wyszła  pierwsza. 
Chwyciła metalową poręcz. 

- Kręci mi się w głowie. 
Nick  dostrzegł  maleńkie  kropelki  potu  na  jej  górnej  wardze.  Odczuł 

ulgę, gdy zjawiła się hostessa, by wskazać im miejsce. 

-  Nie  musimy  siedzieć  przy  oknie  -  rzekł.  Kobieta  przytaknęła  i 

poprowadziła ich do stolika przy ścianie. - Pasuje? - zapytał Natalie. 

- Tak. - Jej głos drżał. 
- Czego się napijesz? 
- Czegoś mocnego. Co proponujesz? 
- Myślałem, że przyszliśmy tu na coś egzotycznego - przypomniał jej. 
- Jeśli dzięki temu przestaną mi się trząść kolana, to proszę. 
Podeszła kelnerka i Nick złożył zamówienie. 
-  Dwa  razy  "Pina  colada".  I  proszę  powiedzieć  barmanowi,  żeby 

włożył do każdej szklanki duży plaster ananasa. Udajemy, że jesteśmy na 
wyspach Bahama. 

Kelnerka uśmiechała się, notując zamówienie. 
- Więc dlaczego mają państwo na sobie płaszcze? - spytała rzeczowo. 
-  W  samolocie  zgubiono  nasz  bagaż.  -  Kobieta  posłała  mu 

współczujące spojrzenie i odeszła. 

- Masz zielonkawą twarz - rzekł do Natalie. 
-  Wcale  nie.  -  Natalie  otworzyła  torebkę  i  chwyciła  pu-derniczkę.  - 

No, może odrobinę - przyznała, spoglądając w lusterko. 

- Ta podłoga obraca się chyba po to, żeby można było zobaczyć całą 

Atlantę. Spójrz, widać stadion. 

- To dobrze. 
- Natalie, gdybyś się tylko odprężyła, mogłabyś na to z przyjemnością 

popatrzeć. 

- Następnym razem weź ze sobą orła. Nick uśmiechnął się szeroko. 
- Naprawdę podoba mi się to. Już myślałem, że Natalie Courtland nie 

boi się niczego. 

- Nie lubię głębokiego śniegu, nie pamiętasz? 
- Ani zimnych pryszniców. - Ich oczy spotkały się. Obydwoje myśleli 

o  pierwszym  pocałunku.  Rzucił  jej  jeden  ze  swych  nieznośnych 
uśmiechów. 

83

RS

background image

 

 

Natalie  wierciła  się  nerwowo,  dopóki  nie  przyniesiono  im  drinków. 

Piła szybko swoją "Pina colada", jakby to był koktajl mleczny. W końcu 
rozluźniła się trochę. 

- Cóż - rzekła po chwili - przypuszczam, że w Cowpens nie ma wielu 

drapaczy chmur. 

Nick potrząsnął głową. Zastanawiała się przez moment. 
- Dlaczego nazwali to miasto Cowpens? 
- Bo było tam wiele krów - odpowiedział z uśmiechem. - A dlaczego 

to miasto nazywa się Atlanta? 

- Bo Margaret Mitchell była zdania, że brzmi to dobrze w jej książce 

"Przeminęło  z  wiatrem"  -  rzekła,  uśmiechając  się  szeroko.  Naprawdę 
zaczynała  czuć  się  całkiem  nieźle,  dopóki  nie  patrzyła  w  stronę  okna. 
Przykleiła wzrok do twarzy Nicka. 

- Powinnaś chyba zwolnić z piciem - ostrzegł ją. - To może wygląda 

jak koktajl waniliowo-mleczny, ale na pewno jest w tym dużo alkoholu. 

-  Dlaczego  myślisz,  że  chcę  się  spić?  Staram  się  tylko  uspokoić 

nerwy, żeby zjechać tą windą z powrotem na ziemię. Sądzę, że po trzech 
lub czterech... 

- Naprzeciwko baru jest wewnętrzna winda. Odstawiła drinka. 
- Dzięki Bogu. Możemy już wyjść? 
Nick  zapłacił  rachunek  i  poszli  w  kierunku  windy.  Bez  słowa 

wprowadził  Natalie  do  środka.  Kiedy  dotarli  do  parteru,  westchnęła  z 
ogromną ulgą. 

- Następnym razem, gdy zechcesz posiedzieć wśród gwiazd, wynajmij 

samolot. 

Nick roześmiał się i przycisnął ją do siebie. 
- Za każdym razem, kiedy jestem z tobą, mam gwiazdy w oczach. 
Gdy  przyjechali  do  domu,  Natalie  uprała  koszulę  Nicka,  a  potem 

usiadła przy nim, rozciągniętym na łóżku, i odgarnęła mu z czoła kosmyk 
włosów.  Ubrania,  które  ze  sobą  przywiózł,  w  niczym  nie  przypominały 
tych,  które  nosił  na  farmie.  Spodnie  były  modne,  tak  jak  koszula, 
opinająca jego szeroką pierś. 

- Zmęczony? 
- Hmm. 
- To oznacza: tak czy nie? 
Sięgnął  po  nią  i  posadził  ją  na  sobie.  Jeden  po  drugim  odpinał  białe 

guziki jej bluzki, uśmiechając się do niej w sposób, który przyspieszył jej 
tętno.  Utkwił  wzrok  w  koronkowym  biustonoszu,  odsłaniając  go  z 
zamierzoną powolnością. 

84

RS

background image

 

 

- Nie za bardzo zmęczony - rzekł. 
Natalie  drżała  z  niecierpliwości,  gdy  Nick  ją  rozbierał,  ciesząc  się 

jednocześnie  z  tego,  jak  powoli  ją  pieścił  i  przyciskał  ciepłe  wargi  do 
każdego  obnażonego  miejsca.  Kiedy  leżała  przed  nim  naga,  wyraz  jego 
oczu odebrał jej oddech. 

- Rozbierz mnie. 
Zawahała się. Nigdy w życiu nie rozbierała mężczyzny w biały dzień. 

Nagle poczuła się pewnie. 

Jak  gdyby  czytając  w  jej  myślach,  Nick  zagiął  palec  pod  jej 

podbródkiem i uniósł go. 

-  Nie  mamy  przed  sobą  nic  do  ukrycia  -  rzekł.  -  Nie  mam  zamiaru 

pozwolić  ci  wskoczyć  pod  kołdrę,  szanowna  pani.  Uwielbiam  każdy 
skrawek twojego ciała, nawet to znamię na udzie. 

Natalie zaczerwieniła się. 
- Jest brzydkie. Myślałam o tym, żeby je usunąć. 
- Jest piekielnie seksowne. Sama myśl o nim sprawia, że cię pragnę. - 

By to udowodnić, wziął jej dłoń i przycisnął do swoich spodni. Uśmiech, 
jaki  jej  posłał,  był  bezwstydny  i  obiecujący.  -  Wiesz  już,  co  mam  na 
myśli? 

Palce Natalie drżały lekko, gdy odpinała jego koszulę, ale nagrodą był 

widok jego pięknego torsu. Wplątała palce w kędzierzawe włosy i wtuliła 
w  nie  twarz,  wdychając  zapach  jego  ciała.  Nick  pomógł  jej  -  ruchem 
ramion zrzucił z siebie koszulę. Wzrok utkwił w jej twarzy. 

Następnie  przyszła  kolej  na  klamerkę  paska  i  suwak  spodni.  Natalie 

śmiała  się  z  własnej  nieporadności.  Gdy  udało  jej  się  rozpiąć  spodnie, 
Nick  uniósł  biodra,  by  mogła  je  ściągnąć.  Złożyła  je  i  położyła  na 
krześle, potem zdjęła mu skarpetki i spojrzała na niego. 

-  Jesteś  piękny,  Nick  -  rzekła  bez  wahania.  -  Nigdy  nie  sądziłam,  że 

mężczyzna może być piękny. 

Od  szerokich  ramion  i  piersi  aż  po  płaski  brzuch  był  mężczyzną 

godnym pożądania. Uda i łydki miał mocne i lekko muskularne, pokryte 
ciemnobrązowymi włosami. Nie było w jego ciele ani jednego zbędnego 
grama  tłuszczu.  Powoli  ściągała  slipy,  odsłaniając  jego  męskość. 
Dotknęła go lekko, niepewnie i usłyszała westchnienie rozkoszy. 

Nick  gwałtownie  wciągnął  oddech,  gdy  poczuł  na  sobie  jej  wargi. 

Kiedy  jego  rozkosz  była  u  szczytu,  odsunął  ją  delikatnie  i  zaczął 
rozbudzać w ten sam sposób. Kochali się czule, z radością badając linie i 
kontury  swoich  ciał,  szukając  najwrażliwszych  punktów.  Nick  pieścił 
językiem wgłębienia kolan Natalie, potem kąsał jej uda. Gdy posadził ją 

85

RS

background image

 

 

na  sobie  i  wszedł  w  nią,  poruszając  zmysłowo  biodrami,  sycił  jej 
pożądanie. Ogarniające ją ciepło rozprysło się na tysiące iskier zachwytu, 
a  Natalie  zadrżała  w  jego  ramionach  i  wykrzyknęła  jego  imię.  Nick 
pogłaskał ją z czułością, gdy leżeli już obok siebie. 

-  Wiedziałem,  że  w  łóżku  będziesz  tygrysicą.  Na  innych  możesz 

sprawiać  wrażenie,  że  interesuje  cię  tylko  praca,  ale  ja  wiedziałem,  że 
kiedy będę miał cię w łóżku, odkryję twoją drugą twarz. 

- Mam nadzieję, że to komplement. 
- Do diabła, tak. 
Nick  zatonął  we  własnych  myślach.  Nie  mógł  uwierzyć  w  swoje 

szczęście  -  znalazł  kogoś  tak  prawdziwie  pięknego,  jak  leżąca  obok 
kobieta.  Co  zrobią  ze  swoim  uczuciem?  Natalie  nie  zgodzi  się  nigdy 
porzucić swą ciężko wypracowaną karierę i zostać żoną farmera. A on jej 
o  to  nie  poprosi.  Z  drugiej  strony  nie  widział  siebie  w  roli  inwestora, 
gdyby  chciał  prowadzić  interesy  ze  swoim  bratem.  Zbudował  swoje 

życie  wokół  plantacji  brzoskwiń  i  fabryki,  tak  jak  Natalie  zbudowała 
swoje, tocząc boje w sądzie. 

Westchnął  głęboko.  Poznał  już  rozczarowanie  w  miłości,  a  nawet 

rozpacz, ale strata Natalie to więcej niż mógłby znieść. Na myśl o innym 
mężczyźnie,  który  ją  posiądzie,  zacisnął  z  wściekłością  zęby.  Jakaś 
prymitywna  cząstka  jego  duszy  mówiła  mu,  że  to  jego  kobieta.  Chciał 
dzielić  z  nią  zimne  noce.  Chciał  być  tym,  który  wypełni  jej  brzuch 
dziećmi.  Wiedział  jednak,  że  wkrótce  znudziłoby  ją  takie  życie  i 
znienawidziłaby go. 

Natalie  wtuliła  się  w  ramiona  Nicka  i  westchnęła  z  zadowoleniem. 

Gdy wargami dotknął jej włosów, podniosła wzrok. 

-  Jesteś  zmęczony?  -  spytała.  Twarz  miała  wciąż  zarumienioną  od 

pieszczot. 

- Nie. Chcę po prostu leżeć tu i trzymać cię w ramionach. Uniosła się 

na łokciach i pocałowała go delikatnie w usta. 

-  Kocham  cię,  Nicku  Jordanie.  Nie  tylko  za uratowanie  mi życia,  ale 

też za ofiarowanie nowego. -  Uśmiechnęła się szelmowsko. -  I za to, że 
jesteś tak piekielnie dobry w łóżku. 

-  Co  rozumiesz  przez  ofiarowanie  ci  nowego  życia?  -  spytał  z 

zakłopotaniem. 

Złożyła  głowę  w  zagięciu  jego  ramienia  i  oparła  dłoń  na  szerokim 

torsie. 

- Nie sądziłam, że mogę jeszcze być z kimś tak blisko - wyznała. - Nie 

sądziłam, że mogę się zakochać. 

86

RS

background image

 

 

- Dlaczego? 
Naprawdę nie miała ochoty o tym mówić, ale musiała mu wyjaśnić, w 

jaki sposób w tak krótkim czasie zmienił jej życie. 

- Cóż, kiedy zostawiła nas matka, myślałam, że to moja wina. Potem 

kiedy  umarł  Bobby...  -  przerwała  w  pół  zdania,  nie  chcąc  zepsuć 
nastroju. 

Nick wiedział, jak wielki musiał być jej ból. 
- Przykro mi, że musiałaś przez to przejść - powiedział łagodnie. 
-  Z  początku  pożerał  mnie  gniew.  Czułam,  że  powinnam  umrzeć 

razem z Bobbiem, że nie mam prawa żyć. 

-  To  się  czasem  zdarza  -  rzekł  Nick.  -  Kiedy  byłem  w  Wietnamie, 

musiałem  zanosić  moich  martwych  kumpli  z  powrotem  do  jednostki, 

żeby  mogli  odesłać  ich  ciała  do  domu.  Po  jakimś  czasie  zacząłem  się 
zastanawiać, dlaczego wciąż żyję. Wiele razy czułem się winny. 

Natalie skinęła głową. 
- Czasem nienawidzę Bobbiego za to, co mi zrobił. On już więcej nie 

cierpiał,  ale  ja  byłam  pogrążona  w  bólu.  Zaczęłam  się  zastanawiać,  kto 
wyszedł  na  tym  gorzej.  -  Spojrzeli  na  siebie.  Jego  wzrok  był  czuły. 
Rozumiał. 

-  No,  teraz  kiedy  wyrzuciliśmy  to  z  siebie,  chyba  powinniśmy 

przygotować się na przyjęcie. 

Obydwoje roześmieli się. Natalie cieszyła się życiem, zaczęła patrzeć 

na wszystko  nowymi  oczami  i  zawdzięczała  to  Nickowi. Wiedziała,  jak 
musiał  cierpieć  po  stracie  Me  Lin,  ale  nie  chciała  o  to  pytać.  Jeśli 
nadejdzie czas, że będzie chciał mówić, wysłucha go. Było jej ciężko ze 

świadomością, że Nick kochał kiedyś inną kobietę i miał z nią dziecko, 
ale nauczy się z tym żyć. 

Natalie  i  Nick  razem  brali  prysznic,  czerpiąc  radość  z  namydlania 

sobie nawzajem ciał. Natalie wodziła dłońmi po jego szerokich plecach i 
napiętych biodrach. Zastanawiała się, czy kiedykolwiek znudzi ją widok 
jego ciała. Zamknęła oczy i usłyszała jego chichot. 

- Chyba w końcu oswoiłem moją małą tygrysicę. Wystarczy cię tylko 

pogłaskać, żebyś mruczała jak kotka. 

- A co się dzieje, kiedy ja ciebie pogłaszczę? - zapytała z łobuzerskim 

uśmiechem. 

Pocałował ją w kark. 
- To zależy, gdzie mnie pogłaszczesz. 
Na przyjęcie postanowili pojechać jaguarem Natalie. Rzuciła Nickowi 

kluczyki. 

87

RS

background image

 

 

-  Chcę,  żebyś  przejechał  się  na  próbę.  "Błękitna  Gęś"  kiedyś  się 

rozpadnie,  a  ty  będziesz  musiał  kupić  coś  skonstruowanego  w  tym 
stuleciu. 

Nick podziwiał moc unikatowego modelu samochodu. "Może czas już 

kupić  nowy  wóz?"  -  pomyślał.  Ostatnio  wydawał  więcej  na  naprawy 
"Błękitnej Gęsi" niż wynosiłaby miesięczna rata za samochód. Jednak nie 
imponowały  mu  błyszczące  jaguary  ani  mercedesy.  Może  kupi  blazera 
albo jeepa. 

Gdy  zobaczył  rezydencję  na  wzgórzu,  poczuł  ulgę,  że  nie  wzięli 

furgonetki. Za nic w świecie nie chciał zrobić Natalie wstydu. 

-  Nie  wiedziałem,  że  sędziowie  tyle  zarabiają?  Czy  ten  facet 

przyjmuje łapówki? 

Natalie wybuchnęła śmiechem. 
- Nie, jego żona pochodzi z bogatej rodziny. Starej rodziny - dodała. - 

Może  wymienić  swoich  przodków  jeszcze  z  czasów  wojny  domowej. 
Zresztą robi to zwykle na każdym spotkaniu towarzyskim. 

-  To  obiecujące  -  rzeki,  szukając  miejsca  do  parkowania.  Wyłączył 

silnik i spojrzał na Natalie. - Musimy być tu długo? 

Wyglądała na zdziwioną. 
- Nie, jeśli nie chcesz. Dlaczego? 
- Bo jesteś dzisiaj tak diabelnie piękna, że nie chcę dzielić się tobą z 

nikim.  I  nie  chcę,  żeby  mężczyźni  oglądali  cię  w  tym  czymś,  co 
nazywasz sukienką. 

-  Tak  się  składa,  że  to  coś  jest  teraz  w  modzie  -  powiedziała, 

spoglądając  na  swoją  błyszczącą,  błękitną  toaletę  -obcisłą,  krótką  i  bez 
ramion.  Kupiła  ją  na  wszelki  wypadek  i  od  tamtej  pory  wisiała  na 
wieszaku  w  szafie.  Natalie  była  pewna,  że  tylko  zmarnowała  dużo 
pieniędzy.  Nick  Jordan  spowodował,  że  ją  założyła.  Jakaś  jej  cząstka 
była zdecydowana zrobić wszystko, by jej wciąż pragnął. 

Nick  ujął  łokieć  Natalie,  gdy  wchodzili  po  schodach  do  rzęsiście 

oświetlonej  rezydencji.  Przez  cały  czas  czuł  zapach  jej  perfum,  który 
doprowadzał go do szaleństwa, tak jak ta sukienka. Gdy założyła ją przed 
wyjściem, nie mógł oderwać od niej oczu. Materiał przylegał do jej ciała 
niczym  druga  skóra,  eksponując  wszystkie  jego  kształty.  Jej  włosy 
ułożone  swobodnie  wyglądały  na  lekko  potargane,  jakby  przed  chwilą 
wyskoczyła  z  łóżka  mężczyzny.  To  mu  się  podobało.  Sprawiało,  że 
chciał  posłać  do  diabła  przyjęcie,  znaleźć  jakieś  zaciszne  miejsce  i 
zerwać z niej ubranie. Omal nie zachichotał na głos, wyobraziwszy sobie 
ją w takiej sukience na spotkaniu towarzyskim w Cowpens. 

88

RS

background image

 

 

Nagle, Natalie przystanęła u stóp schodów i przykryła usta dłonią, jak 

gdyby stało się coś strasznego. 

Nick zmarszczył brwi. 
- O co chodzi? 
- Och, Nick, nie pozwól mi się dzisiaj za bardzo schylać - wyszeptała 

z niepokojem. Oczy jej rozszerzyły się z przerażenia. 

Zamrugał oczami. 
- Dlaczego? 
-  Tak  się  spieszyłam,  że  zapomniałam  założyć  majtki!  Z  trudem 

przełknął ślinę. 

- Nie masz na sobie tych... no wiesz, rajstop? - zapytał, spoglądając na 

lekko połyskującą materię na jej kształtnych nogach. 

-  Tak,  ale  to  czysty  jedwab.  Wszystko  przez  nie  widać.  -  Zbladł,  a 

Natalie  z  trudem  stłumiła  śmiech.  Jej  sztuczka  zadziałała.  Nick  Jordan 
nie oderwie dziś od niej myśli. 

- Mamy stąd wyjść? 
Natalie potrząsnęła głową i westchnęła ciężko. 
- Już na to za późno. Po prostu muszę być ostrożna. 
Nick  zmarszczył  brwi.  Do  diabła,  ostrożna.  Przede  wszystkim 

sukienka była za krótka. Mógł dokładnie wyobrazić sobie, jak Natalie się 
schyla...  Cholera.  Nie  będzie  w  stanie  trzeźwo  myśleć.  Obserwował 
wdzięczne  kołysanie  jej  bioder,  gdy  wchodziła  przed  nim  po  schodach. 
Na czole i górnej wardze wystąpiły mu kropelki potu. 

To będzie długi wieczór. 
Przyjęcie  już  trwało,  gdy  weszli  do  holu.  Natalie  kilkakrotnie 

przystawała,  by  przedstawić  Nicka.  Ten  natomiast,  myśląc  wciąż  o 
majtkach Natalie lub raczej o ich braku, popędził wprost do bufetu. 

- Whisky - powiedział. - Podwójną. 
-  Poproszę  tylko  wodę  sodową  -  rzekła  Natalie,  dostrzegając  zbolały 

wyraz  jego  twarzy.  Czuła  się  trochę  winna  z  powodu  figla,  jakiego 
spłatała. 

Kiedy zostali obsłużeni, Natalie zaprowadziła Nicka nad basen, gdzie 

grała orkiestra. 

- O, tam stoi mój ojciec - rzekła. 
Nick omal nie zakrztusił się swoim drinkiem. 
- Twój ojciec? 
-  Tak.  Chodź,  poznasz  go.  -  Ujęła  go  pod  rękę  i  poprowadziła  do 

wysokiego  mężczyzny  o  szpakowatych  włosach,  ubranego  w  garnitur 
wart sześćset dolarów. 

89

RS

background image

 

 

- Tato. - Natalie dotknęła ramienia ojca. Odwrócił się. 
- Nat, nie widziałem, jak wchodzisz - rzekł starszy mężczyzna. 
- Przed chwilą przyjechaliśmy. Tato, chciałabym, żebyś poznał Nicka 

Jordana z Cowpens, z Południowej Karoliny. Nick to mój ojciec, Lamar 
Courtland. 

-  Czy  to  pan  wykopał  moją  córkę  ze  śniegu?  -  spytał  potrząsając 

dłonią Nicka. 

- To właśnie on - odrzekła z dumą Natalie. 
-  Cóż,  to  prawdziwa  przyjemność  poznać  pana  -  rzekł  Lamar 

Courtland.  -  Nie  wiem,  jak  mam  panu  dziękować  za  uratowanie  życia 
mojej córce. Moja firma prawnicza nie poradziłaby sobie bez niej. Chyba 
słyszał  pan,  że  jest  uważana  za  najostrzejszego  adwokata  w  Atlancie?  - 
Spojrzał na Natalie. 

-  Ładnie  dzisiaj  wyglądasz.  Cieszę  się,  że  stałaś  się  trochę  bardziej 

kobieca.  Te  klasyczne  kostiumy  i  okulary,  które  przez  cały  czas  nosisz, 
nigdy  nie  pomogą  ci  znaleźć  męża.  -  Nie  dostrzegł  rumieńca  na  jej 
policzkach.  -  Wybaczycie  mi?  Właśnie  zobaczyłem  jednego  ze  starych 
przyjaciół. - Odszedł pospiesznie. 

- Cóż, to właśnie mój ojciec - rzekła Natalie, wciąż zakłopotana jego 

uwagą o szukaniu męża. 

Nick  patrzył  za  odchodzącym  mężczyzną.  Nic  dziwnego,  że 

przylgnęła tak do swojego brata. 

-  ...A  to  Rick  i Julie  Robbins.  Rick,  Julie,  poznajcie  Nicka  Jordana  - 

powiedziała Natalie, przedstawiając go przechodzącej obok parze. 

Nick  uścisnął im  obojgu  dłonie.  Przedstawiała  go tak  wielu  ludziom; 

wiedział, że nigdy nie zapamięta ich imion. 

- Miło mi państwa poznać - rzekł. Wypowiadał dokładnie takie same 

słowa przynajmniej ze sto razy. Był znudzony i gotów do wyjścia. 

- Rick i Julie mają własną firmę prawniczą - powiedziała Natalie. 
Nick próbował udać zainteresowanie. 
- Naprawdę? 
- Praktykuje pan w Atlancie, Nick? - spytał Rick. 
- Nick nie jest adwokatem. 
- Jestem plantatorem brzoskwiń - oznajmił bezbarwnym głosem Nick. 
-  Jaki  interesujący  zawód  -  rzekła  Julie  lekceważącym  tonem.  -  Nie 

przypominam sobie, abym kiedykolwiek miała okazję poznać plantatora 
brzoskwiń. 

90

RS

background image

 

 

-  Nick  jest  zbyt  skromny  -  wtrąciła  Natalie.  -  Jest  nie  tylko 

właścicielem połowy ziemi w Cowpens, ale również zatrudnia setki ludzi 
w swojej fabryce konserw. 

Zrobiło to najwyraźniej wrażenie na Julie. 
- Ma pan własną fabrykę konserw? 
- Wybaczą państwo? - Nick wyszedł frontowymi drzwiami i zszedł po 

schodach. Usiadł na najniższym stopniu i w milczeniu sączył drinka. Po 
chwili usłyszał za sobą stukot wysokich obcasów. 

- Nick, co się dzieje? - zapytała Natalie. - Źle się bawisz? 
- Skąd wiesz tyle o mojej farmie i fabryce? - zapytał gniewnie. 
- Powiedział mi to twój brat. Dlaczego pytasz? 
-  Jestem  po  prostu  ciekawy  -  odpowiedział,  zastanawiając  się, 

dlaczego  złościło  go  to,  że  znała  jego  sytuację  finansową.  -  Kiedy 
mieszkałaś  u mnie,  drżałaś  za  każdym  razem,  gdy  cię  dotknąłem.  Teraz 
ci  to  nie  wystarcza.  -  Wstał  i  patrzył  na  nią  z  góry.  -  Czy  to  pieniądze 
wepchnęły cię do mojego łóżka? 

Natalie  była  tak  zaskoczona  pytaniem,  że  przez  chwilę  nie  mogła 

zebrać myśli. 

- Zarzucasz mi, że jestem materialistką? - spytała z wściekłością przez 

zaciśnięte  zęby.  -  Bo  jeśli  tak,  to  pozwól  mi  przypomnieć  sobie,  Nicku 
Jordanie,  że  powodzi  mi  się  bardzo  dobrze.  Nie  potrzebuję  twoich 
pieniędzy.  Naprawdę  nie  potrzebuję  od  ciebie  niczego.  Doskonale 
potrafię dawać sobie sama radę. 

-  Zauważyłem.  -  Zatknął  kciuk  za  pasek  spodni.  -  Wiesz,  jeśli 

popracujesz  nad  tym  jeszcze  trochę,  będziesz  żywym  odbiciem  swojego 
ojca. To obiecujące, prawda? 

Natalie w złości podniosła dłoń, by uderzyć  go w twarz.  Złapał ją za 

nadgarstek i ścisnął boleśnie. 

-  Nawet  o  tym  nie  myśl.  Nie  jestem  takim  dżentelmenem,  za  jakich 

podają się twoi koledzy. Mogę ci po prostu oddać. 

Zacisnęła zęby. 
- Byłbyś do tego zdolny. Ty nie masz dobrych manier. Patrzył na nią 

przez chwilę, nim ją puścił. 

- Masz rację. Podczas gdy większość tych błaznów uczyła się manier 

w  Harvardzie  -  rzekł  kpiącym  tonem  -  ja  walczyłem  na  ich  przeklętej 
wojnie.  Myślisz,  że  są  tacy  mądrzy.  Idź  tam  i  zapytaj  kilku  z  nich,  czy 
chociaż  wiedzą,  czego  dotyczyła  ta  wojna.  Założę  się,  że  balowali, 
podczas gdy reszta czołgała się przez bagna pełne komarów. - Odwrócił 
się na pięcie i poszedł ku wyjściu. 

91

RS

background image

 

 

- Dokąd idziesz?! - krzyknęła Natalie. 
- Zaczekam na ciebie w samochodzie. 
Natalie została na przyjęciu tylko do chwili, gdy ktoś wręczył prezent 

sędziemu.  Czuła  się  podle.  Co  gorsza,  flirtowało  z  nią  otwarcie  kilku 
mężczyzn.  Spali  tę  sukienkę.  Sędzia  wygłosił  krótką  mowę  i  wszyscy 
klaskali.  Natalie  wyślizgnęła  się  przez  frontowe  drzwi  i  odnalazła 
samochód. Nick czekał na nią, tak jak obiecał. 

Do  jej  mieszkania  jechali  w  milczeniu.  Twarz  Nicka  stężała  niczym 

maska,  nie  odrywał  wzroku  od  jezdni.  Gdy  wjechał  na  parking  przed 
domem Natalie, pomógł jej wysiąść i cicho wszedł do budynku. Udał się 
wprost do sypialni. Wciskał swoje ubrania do małej walizki. 

- Co robisz? - Natalie weszła za nim. Nie podniósł wzroku. 
-  To  chyba  oczywiste.  Wyjeżdżam.  Stała  niczym  przygwożdżona  do 

miejsca. 

-  Nick,  próbowałam  tylko  ująć  się  za  tobą  przed  tą  snobką,  Julie 

Robbins. 

Nick wyprostował się. Jego oczy były zimne i odległe. 
-  Dlaczego  miałabyś  mnie  przed  kimkolwiek  bronić?  Nie  muszę 

nikomu  wyjaśniać,  zwłaszcza  kobiecie,  której  nigdy  przedtem  nie 
widziałem. 

-  Dlaczego  upierasz  się,  by  odgrywać  rolę  biednego  wieśniaka?  Cóż 

złego jest w tym, że odniosłeś sukces jako farmer i biznesmen? 

-  Bo  taki  właśnie  byłem,  kiedy  wróciłem  z  Wietnamu.  Biedny  i 

obdarty.  Moi  rodzice  zastawili  wszystko.  Próbowałem  sprzedać 
gospodarstwo,  żeby  pokryć  długi,  ale  nikt  nie  chciał  bezwartościowej 
plantacji brzoskwiń. Nawet mój brat i siostra. - Przerwał, jak gdyby coś 
sobie przypominał. - Wypruwałem z siebie flaki, żeby doprowadzić ją do 
normalnego stanu, walcząc z chorobami owoców, choć nigdy przedtem o 
nich nie słyszałem. To i odrobina szczęścia pozwoliły mi na sukces. Nie 
stało się to w ciągu jednej nocy. A fabrykę wybudowałem tylko po to, by 
dać  ludziom  pracę,  której  rozpaczliwie  potrzebowali.  Nie  miałem 
pojęcia, że będzie taka dochodowa. 

- I tak naprawdę wcale cię to nie obchodzi, tak? 
-  Nie,  naprawdę  nie.  Ma  to  chyba  związek  z  tym,  co  dla  mnie 

najważniejsze. Jestem szczęśliwy, że żyję. Jestem zdrowy, mam co jeść. 
Naprawdę tylko to się liczy. Nie muszę popisywać się swoim sukcesem. 
Zdaje się, że ludzie lubią mnie takim, jakim jestem. 

92

RS

background image

 

 

-  Ja  nie  popisuję  się  swoim  sukcesem,  ale  nie  po  to  pracuję  przez 

dwanaście  godzin  dziennie,  żeby  potem  zaopatrywać  się  w  Armii 
Zbawienia. 

Nick stał przez chwilę, patrząc na nią, jak gdyby chciał utrwalić sobie 

obraz jej twarzy. 

- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. 
Zaskoczył ją nagły obrót rozmowy. 
- Wyjeżdżasz - rzekła smutno. Jej oczy zaszkliły się łzami. 
- Muszę. Zbyt wiele jest w nas rzeczy, których nie możemy zmienić, 

Natalie. Nie mogę żyć w ten sposób. 

Jedna  łza  ześlizgnęła  się  po  jej  policzku,  łamiąc  mu  serce.  Chciał 

wziąć ją w ramiona i scałować ból, który sam wywołał. 

-  To  nie  tylko  twoja  wina,  Natalie.  To  ja  sam.  -  Przygładził  dłonią 

włosy.  -  W  Wietnamie  uczono  nas  rozdzielać  się,  gdy  podchodzimy 
wroga.  W  grupie  byliśmy  łatwym  celem,  ale  każdy  z  osobna  miał 
większą szansę, że mu się uda. 

-  A  co  to  ma  wspólnego  z  nami?  -  spytała,  próbując  powstrzymać 

szloch. 

-  Po  powrocie  do  Stanów  nie  mogłem  nawet  pójść  do  sklepu  ani 

siedzieć  w  teatrze.  Piekielnie  przerażały  mnie  tłumy.  Czułem  się 
bezpiecznie  tylko  pośród  drzew  brzoskwiniowych  na  farmie  moich 
rodziców. 

- Ale przebywałeś w tłumie dzisiaj i wczoraj w restauracji. 
-  Pokonałem  już  większość  obaw,  ale  nie  mógłbym  mieszkać  w  tak 

dużym mieście. Dusiłbym się wśród tych ludzi i ruchliwych ulic. Spójrz 
na nas. Nie mam nic wspólnego z twoimi przyjaciółmi. Nie znam nawet 
podstaw prawa, a po- 

Utyka mnie  nudzi.  Nie  jeżdżę  mercedesem, ani  nie noszę garniturów 

za pięćset dolarów. 

- Ale byłoby cię na to stać. 
- O to właśnie chodzi. Nie chcę tego. Ty chyba mnie nie rozumiesz. 
-  Chowasz  głowę  w  piasek,  Nicku  Jordanie  i  wiesz  o  tym  -  rzekła 

Natalie,  opierając  dłonie  na  biodrach.  -  Nie  obchodzi  mnie nic  a  nic, że 
nie  znasz  się  na  sztuce  albo  prawie,  ponieważ  ja  nie  mam  zielonego 
pojęcia  o  brzoskwiniach  i,  szczerze  mówiąc,  mogłabym  spędzić  resztę 

życia bez znajomości tego przedmiotu. To tylko pretekst. Nie odchodzisz 
ode mnie dlatego, że się różnimy. Wyjeżdżasz, bo się boisz. 

- Czego? 

93

RS

background image

 

 

-  Ciągle  opłakujesz  Me  Lin  i  dziecko,  prawda?  Nawet  po  tych 

wszystkich  latach  winisz  siebie  za  ich  śmierć.  Naprawdę  nie  masz 
monopolu  na  ból  serca.  Ja  również  straciłam  bliskich.  Ale  tych  kilka 
ostatnich dni z tobą pokazało mi, że znów mogę być szczęśliwa. Wiem, 
jak to jest, znowu kochać. 

Nick  zamknął  walizkę  i  wyszedł  z  sypialni.  Idąc  ku  frontowym 

drzwiom  jeszcze  raz  spojrzał  na  Natalie.  Dostrzegł  w  jej  twarzy  wyraz 
pustki. Nie mógł tego znieść. 

-  Kocham  cię,  Natalie.  Spróbuj  być  szczęśliwa.  -  Otworzył  drzwi  i 

wyszedł. 

Natalie  długo  stała,  patrząc  za  nim  i  modląc  się  z  nadzieją,  że  Nick 

wróci  i  wszystko  między  nimi  będzie  dobrze.  Oczywiście,  żyli  inaczej, 
ale czy nie mogliby czegoś wymyślić? Jak wiele razy zadawała to samo 
pytanie  swoim  klientom?  A  jednak  ani  ona,  ani  Nick  nie  ustąpiliby  o 
krok. 

Zawsze  tracisz  ludzi,  których  kochasz.  Poruszała  się  jak  posąg, 

wyłączając  światła,  zamykając  na  klucz  drzwi.  W  sypialni  ściągnęła  z 
siebie sukienkę i cisnęła ją na podłogę. Rozłożyła pościel i wślizgnęła się 
pod nią. 

Nie  płakała,  dopóki  nie  poczuła  zapachu  Nicka  na  poduszce.  Płakała 

za matką, za Bobbiem i za miłością, której nigdy nie dał jej ojciec. 

Nick Jordan nie tylko rozkochał ją w sobie - sprawił, że przyjrzała się 

sobie dokładniej. Nie spodobało jej się to, co zobaczyła. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

94

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ 10 

 
Natalie  wolno  piła  kawę,  pierwszą  tego  ranka,  i  znad  małego  stolika 

na balkonie spoglądała na uliczny ruch. 

W  chwilę  później  w  pokoju  zadzwonił  telefon.  Natalie  zmarszczyła 

brwi.  Po  kolejnej  bezsennej  nocy  nie  była  jeszcze  w  stanie  z  nikim 
rozmawiać.  Będzie  zmęczona  i  zirytowana  przez  resztę  dnia.  Ostatnia 
rzecz, jaka była jej teraz potrzebna, to telefon o wpół do siódmej rano od 
jakiegoś  rozhisteryzowanego  klienta.  Westchnęła  i  sięgnęła  po 
słuchawkę. Filiżanka z kawą omal nie wyślizgnęła się z jej palców, gdy 
usłyszała głos Nicka Jordana. 

-  Chciałem  tylko  usłyszeć,  jak  się  czujesz  -  rzekł  pospiesznie,  jak 

gdyby  bał się,  że Natalie  może  odłożyć  słuchawkę.  -  I przeprosić za  to, 

że tak się wtedy zachowałem. 

Wszystkie obronne argumenty Natalie rozpłynęły się w powietrzu. 
-  Nie  musisz  mnie  przepraszać  -  powiedziała,  próbując  jednocześnie 

zachować rezerwę w głosie. - Wszystko, co powiedziałeś, było prawdą. 

Właśnie to bolało. Nick Jordan nie tylko od niej odszedł, lecz zmusił 

ją również do rozliczenia się z sobą samą.  Z taką łatwością czytał w jej 
twarzy. Najostrzejszy adwokat w Atlancie był tylko samotną, bezbronną 
kobietą,  która  skryła  się  za  drogimi  ubraniami,  błyszczącym 
samochodem i wytwornym apartamentem. 

-  Nie  miałem  prawa  ci  tego  mówić,  Natalie.  Bóg  wie,  że  mam 

wystarczająco dużo problemów z samym sobą. Nie chciałem cię zranić. - 
Wahał  się  przez  chwilę.  -  Chcę  być  twoim  przyjacielem.  Chcę,  żebyś 
wiedziała, że jestem tu, jeśli będziesz mnie potrzebowała. 

- Przyjacielem? - zapytała, smakując to słowo. Omal nie wybuchnęła 

śmiechem. Jak mogłaby po prostu pozostać w przyjaźni z mężczyzną, z 
którym  kochała  się  z  szaleńczym  oddaniem?  Poznała  smak  jego  ciała, 
własnymi  wargami  i  językiem  wyszukiwała  najczulsze  miejsca,  dopóki 
nie  została  nagrodzona  jego  westchnieniem  wdzięczności.  Wciąż 
pamiętała  jego  intensywny  zapach.  Dzieliła  z  nim  intymność,  której 
nigdy nie zaznała z innym mężczyzną. 

A teraz on oczekiwał, że zostaną przyjaciółmi? 
-  To,  co  stało  się  między  nami,  było  wspaniałe,  Natalie. 

Najwspanialsze. Wiem, że nigdy nie zaznam tego z inną kobietą. 

- Ale to nie wystarczy - powiedziała tak do niego, jak i do siebie. 
Czuła,  że  coś  ściska  ją  w  gardle.  Dlaczego  zadzwonił?  Dlaczego 

zmuszał  ją,  by  pamiętała  o  tym,  o  czym  usiłowała  zapomnieć  w  ciągu 

95

RS

background image

 

 

ostatnich  kilku  dni,  mimo  że  co  noc  wspomnienia  dźwięczały  w  jej 
umyśle niczym zdarta płyta. 

-  Będę  twoją  przyjaciółką,  Nick  -  rzekła  tępo.  -  W  końcu  uratowałeś 

mi życie. 

- Nie chcę wdzięczności - odpowiedział szorstko. 
-  Czego więc chcesz?  - Podniosła  głos,  ale nie  zwróciła na to uwagi. 

Po  drugiej  stronie  słuchawki  zapadła  cisza.  Z  jej  oczu  płynęły  łzy.  - 
Muszę już iść, Nick... 

- Zaczekaj! - Zamilkł, nie wiedząc co powiedzieć, ale chcąc zatrzymać 

ją przy telefonie tak długo, jak to tylko możliwe. Tęsknił za jej  głosem, 

śmiechem,  szeptami  zachwytu,  gdy  się  kochali.  -  Jeżeli  potrzebujesz 
czegoś... czegokolwiek... 

Łzy płynęły jej po policzkach. 
- Wiesz, jaka jestem odporna - rzekła. - Dam sobie radę. 
Gdy kilka sekund później odwiesiła słuchawkę, wtuliła twarz w dłonie 

i  rozpłakała  się.  Do  diabła  z  tym  mężczyzną!  Dlaczego  rozkochał  ją  w 
sobie?  Jej  myśli  wirowały  bezlitośnie,  jak  śnieg  tamtej  nocy,  gdy  Nick 
wyciągnął ją z zaspy. 

W  ciągu  paru  następnych  tygodni  Natalie  zrozumiała,  dlaczego 

Pinokio  tak  bardzo  chciał  być  prawdziwym,  żywym  chłopcem,  a  nie 
drewnianą marionetką. Tak właśnie się czuła - drewniana i martwa. I tak 
jak  marionetka,  wykonywała  wszystkie  ruchy.  Codziennie  przychodziła 
do  pracy,  odbierała  telefony,  spotykała  się  z  klientami  i występowała  w 
sądzie. Próbowała współczuć tym, którzy szukali jej zawodowej pomocy, 
ale jej serce najwyraźniej zamieniło się w drewno. Jeżeli ludzie uważali 
ją za chłodną i pełną dystansu, było to prawdą. Artykuł w jakiejś gazecie 
określił  ją  jako  sądową  diablicę.  Być  może  myślała  tylko  o  swojej 
zawodowej reputacji. 

Gdy  wracała  do  domu,  często  stawała  w  drzwiach  i  lustrowała  swój 

pokój,  próbując  spojrzeć  na  niego  oczami  Nicka.  Nic  dziwnego,  że  nie 
chciał  siadać na  kanapie.  Meble  dosłownie  czuć  było pieniędzmi.  Ona i 
dekorator przez wiele godzin pracowali z ołówkiem, papierem i płótnem 
w  ręku,  by  osiągnąć  właściwy  efekt.  Niestety,  pokój  bardziej 
przypominał hol hotelowy niż miejsce, w którym się mieszka. 

Światełko  automatycznej  sekretarki  mrugało,  gdy  ją  przesłuchiwała, 

ale  nie  było  żadnych  wiadomości.  Pomyślała,  że  wszyscy  klienci 
zostawiają  wiadomości.  Czyżby  znowu  dzwonił Nick?  Czego  chciał,  na 
miłość  boską?  Czyżby  czuł  się  aż  tak  winny,  że  obawiał  się,  iż  Natalie 
rzuci się przez niego z balkonu? Przestań nakazała sobie. Przestań o nim 

96

RS

background image

 

 

myśleć. Ale jej wysiłki były daremne. W nocy znów myśli o nim wdarły 
się do jej snów. 

Pewnego  ranka  Guy  Pressman  wpadł  bez  zapowiedzi  do  jej  biura  i 

usiadł na rogu biurka. 

- Dzień dobry, śliczna. Natalie nie podniosła wzroku. 
- Idź stąd - wymruczała. - Nie mam dzisiaj czasu na żarty. Guy uniósł 

brwi. 

- Ranisz mnie, Nat. Ja chcę pójść z tobą do sądu, zabawić cię swoim 

urokiem, a ty... 

Natalie rzuciła mu znudzone spojrzenie. 
- Dlaczego miałabym iść do sądu? Właściwie tam mieszkam. 
Guy wyglądał na zaskoczonego. 
-  Czy  nic  nie  mówi  ci  nazwisko  Evelyn  St.James  przeciwko 

Melvinowi StJames? 

Natalie niemal przymurowało do krzesła. 
- To dzisiaj? 
Guy spojrzał na zegarek. 
- Dokładnie za niecałe pół godziny. 
Natalie  chwyciła  wydruk  z  komputera,  w  którym  notowany  był  jej 

codzienny  plan  zajęć.  Sprawa  rozwodowa  St.Jamesów  zapowiedziana 
była na dziewiątą. 

- Och, nie! - Natychmiast podniosła się z krzesła i podbiegła do jednej 

z  trzech  szafek  zawierających  kartotekę.  Nie  zaglądałam  do  tych  akt  od 
tygodni. 

Natalie  nie  mogła  znaleźć,  potrzebnej  teczki.  Uderzyła  kolanem  o 

szufladę i zrobiła dziurę w jedwabnych pończochach. 

-  Cholera,  Carla,  chodź  tutaj!  -  Sekretarka  przybiegła,  najwyraźniej 

zaskoczona tonem głosu Natalie. 

-  O  co  chodzi?  -  zapytała,  badawczo  lustrując  pokój,  jak  gdyby 

spodziewała się zastać w nim pożar. 

-  Nie  mogę  znaleźć  dokumentów  StJamesów.  -  Głos  Natalie  brzmiał 

rozpaczliwie.  -  Muszę  być  w  sądzie  za  dwadzieścia  minut,  a  nie  wiem 
nawet, czy złożyłam wszystkie prośby w biurze sądowym. 

Sekretarka otwierała już i zamykała szuflady kartoteki. 
-  Na  pewno  złożyłaś.  Nie  pamiętam,  żebyś  kiedykolwiek 

zaniedbywała takie sprawy. 

"Dopóki się nie zakochałam" - pomyślała Natalie. 
- Są - rzekła cicho Carla, trzymając w ręku teczkę. 
- Gdzie były? - Ton głosu Natalie graniczył z histerią. 

97

RS

background image

 

 

- Poza kartoteką. To nowa sekretarka, która pracuje u nas na zlecenie, 

zawsze gubi gdzieś akta. Na szczęście rozpracowałam jej metodę. 

-  Chcę,  żeby  ją  natychmiast  zwolniono!  -  powiedziała  Natalie, 

uświadamiając  sobie,  że  drży.  -  Nie  mogę  powierzać  mojej  kartoteki 
jakiejś kretynce. Zadzwoń do agencji i znajdź kogoś z kwalifikacjami. 

Carla wyglądała na zaskoczoną. 
- Ależ, Nat... 
- Nie mam czasu na dyskusje - rzekła Natalie, machając w powietrzu 

teczką. Obeszła  biurko  i  usiadła.  -  Muszę  przejrzeć te  dokumenty.  Guy, 
wyjdź  do  holu  i  popatrz  sobie  na  złote  rybki  albo  coś  w  tym  rodzaju, 
dopóki nie będę gotowa. 

Rzucił jej przeciągłe spojrzenie. 
-  Po  namyśle  dochodzę  do  wniosku,  że  pozwolę  ci  pójść  samej  do 

sądu. - Wstał z biurka i wolnym krokiem wyszedł z pokoju. 

Przez chwilę Natalie była oszołomiona. 
- Co mu się stało? - zapytała Carlę. Carla wzruszyła ramionami. 
- Skąd mam wiedzieć? Ciągle próbuję zgadnąć, co się tobie stało. Jeśli 

będziesz mnie potrzebowała, możesz bez zastrzeżeń wrzeszczeć co sił w 
płucach. - Zamknęła za sobą drzwi. 

Natalie wpatrywała się w zamknięte drzwi. Czy rzeczywiście ostatnio 

tak  trudno  było  z  nią  pracować?  Za  nic  w  świecie  nie  chciała  zranić 
ludzi, których lubiła i szanowała. 

Znała Guya od ponad pięciu lat, a Carla była jej sekretarką od samego 

początku. 

-  Och,  do  diabła!  -  wymruczała  półszeptem.  Będzie  musiała 

przeprosić  ich  oboje.  Ale  teraz  nie  miała  ani  chwili  do  stracenia. 
Otworzyła  teczkę  StJamesów  i  zaczęła  przebiegać  wzrokiem  po 
dokumentach. 

Pięć  minut  później  Natalie  odchyliła  się  na  krześle  i  westchnęła. 

Wszystko było w porządku. Wszystko, z wyjątkiem jej życia. 

Nick  spacerował  między  rzędami  drzew  brzoskwiniowych.  Poranna 

mgła wisiała w powietrzu i osiadała na gałęziach. Obok niego szła Daisy, 
nakarmiwszy wcześniej szczeniaki, aż ich brzuszki stały się pełne, a one 
same śpiące. Nick wstał jeszcze przed świtem. W nocy, jak zwykle, jego 
myśli  koncentrowały  się  na  Natalie.  Wyobraził  ją  sobie,  jak  leży  we 
własnym łóżku w Atlancie i jego wnętrzem szarpnęło pożądanie. 

Nick  przystanął,  by  przyjrzeć  się  liściom  jednego  z  drzew.  Nie 

zakwitnie przed połową marca, ale wyglądało na to, że nie przemarzło i 
będzie jeszcze owocować. 

98

RS

background image

 

 

Jak  gdyby  cokolwiek  go  to  obchodziło.  Dla  niego  diabli  mogliby 

wziąć  cały  sad  i  fabrykę.  Wszystko  to  znaczyło  niewiele,  jeśli  nie  było 
przy  nim  Natalie,  jeśli  nie  dzielił  z  nią  swojej  pracy  i  życia.  Skręcił  w 
kierunku domu,  znudzony  sadem  i  w  ogóle  życiem. Wszedł  do  środka i 
wypił kolejną filiżankę kawy. Zastanawiał się, czy zadzwonić do Natalie, 
nim wyjdzie do biura.  Ale po co? To tylko odnowi ich rany.  Zadzwoni, 
gdy  nie  będzie  jej  w  domu,  by  usłyszeć  jej  cudowny  głos,  płynący  z 
automatycznej sekretarki. 

Potem, jak zwykle, odłoży słuchawkę. 
Nick  wiele  myślał  w  ciągu  minionych  kilku  tygodni.  Po  Wietnamie 

nie  wierzył,  że  w  jego  życiu  zagości  jeszcze  szczęście.  Właściwie 
pogodził  się  już  z  samotnym  życiem  w  dużym  domu,  najmowaniem  i 
zwalnianiem ludzi do pracy przy brzoskwiniach i pilnowaniem, by tylko 
najlepsze owoce trafiały do fabryki. Teraz zdał sobie sprawę, że żył tylko 
namiastką życia. 

Dopóki nie pojawiła się Natalie. 
Przedtem nie pracował w fabryce, ani nie wykonywał na farmie wielu 

czynności,  które,  odkąd  wyszedł  z  mieszkania  Natalie,  zajmowały  mu 
większość czasu. 

Chciał  pojechać  do  Atlanty  i  przyciągnąć  ją  tu  siłą,  lecz  wiedział,  że 

taktyka  jaskiniowca  nie  zrobi  na  niej  wrażenia.  Prawdopodobnie 
kazałaby  go  aresztować  za  porwanie.  Ale  wiedział,  że  go  kocha,  do 
diabła! A on uwielbiał ją całą. Musi być jakiś sposób. 

Pewnego  dnia,  gdy  Natalie  skończyła  pracę  i  wychodziła  z  biura, 

zauważyła  siedzącą  w  holu  kobietę  z  dwójką  małych  dzieci.  Choć 
kobieta wyglądała na wątłą, trzymała obydwoje dzieci na kolanach. 

-  Czy  ktoś  się  panią  zajmuje?  -  zapytała  Natalie,  dostrzegłszy  w 

oczach kobiety zmęczenie. 

-  Kazano  mi  czekać  -  odpowiedziała.  -  Czekam  od  lunchu,  ale  nie 

sądzę, by ktoś miał czas, żeby mnie dzisiaj przyjąć. Słyszałam, że jest tu 
dobry prawnik, który zajmuje się rozwodami, więc wsiadłam w autobus i 
jestem. 

Natalie  zauważyła,  że  kobieta  i  dzieci  miały  na  nogach  zniszczone 

buty.  Nie  przypuszczała,  by  tę  kobietę  stać  było  na  suty  posiłek,  a  tym 
bardziej na opłacenie usług firmy La-mara Courtlanda. 

- Jak się pani nazywa? - zapytała łagodnie. 
-  Naomi.  Naomi  Patterson.  To  moje  dzieci,  Barton  i  Cindy.  Natalie 

walczyła z własnym niezdecydowaniem. 

99

RS

background image

 

 

-  Pani  Patterson,  dlaczego  nie  wejdzie  pani  do  mojego  biura?  -  Gdy 

szły przez hol, sekretarka patrzyła na nich ze zdumieniem. 

- Carla, to jest pani Patterson - rzekła Natalie. - Musimy omówić kilka 

spraw w biurze. Bądź tak dobra, weź dzieci do bufetu i zobacz, co mamy 
w lodówce. 

-  Oczywiście  -  odpowiedziała  z  ożywieniem  Carla,  posyłając  Natalie 

spojrzenie oznaczające, że w lot pojęła sytuację. 

- James pije - rzekła Naomi, gdy znalazły się w zaciszu biura Natalie. 

- Pije od lat. Potem znęca się nade mną. 

- Czy może pani to udowodnić? 
Pani Patterson rozpięła do pasa sukienkę i ściągnęła ją. Natalie głośno 

zaczerpnęła powietrza, gdy zobaczyła czarne i sine ślady. 

- Mam kilka siniaków w innych miejscach. 
- Jeżeli chce mnie pani zatrudnić, to jako dowód muszę mieć zdjęcia - 

rzekła Natalie, czując litość dla tej kobiety. 

-  Mam  tylko  pięćdziesiąt  dolarów  -  odpowiedziała  Naomi,  wciskając 

ręce  w  rękawy  sukienki.  -  Co  tydzień  oszczędzałam  dolara  albo  dwa  z 
pieniędzy najedzenie. 

- Czy ma pani dokąd pójść? Kobieta przytaknęła. 
-  Zabierze  mnie  moja  rodzina,  ale  to  nic  nie  pomoże,  jeśli  nie 

rozwiodę się z Jamesem. Ściągnie mnie z powrotem do domu. 

Natalie wręczyła jej formularz. 
- Proszę tylko wypełnić górną partię, żebyśmy mogły zacząć od razu. 

Mam  przyjaciółkę,  która  prowadzi  schronisko  dla  kobiet  z  problemami 
takimi jak pani. Może pani tam mieszkać, dopóki nie przyjedzie po panią 
rodzina. - Gdy Naomi wypełniła formularz, Natalie wzięła go i podniosła 
mikrofon dyktafonu. 

-  Carla,  napisz  na  maszynie  prośbę  o  rozwód  z  powodu  fizycznego  i 

psychicznego  okrucieństwa  oraz  nałogowego  alkoholizmu.  Chciałabym 
poprosić  o  natychmiastowe  rozwiązanie  małżeństwa  z  tych  samych 
powodów. Postaraj się również o nakaz ubezwłasnowolnienia. Nie chcę, 

żeby  ten  człowiek  kiedykolwiek  jeszcze  dotknął  swojej  żony.  Poproś 
sędziego, by zabronił mężowi spotkań z dziećmi, dopóki nie zacznie się 
leczyć i nie przestanie pić. Zalecam terapię i AA. 

Gdy  Natalie  zarejestrowała  odpowiednie  informacje,  wyjęła  taśmę  i 

wstała. 

-  Pani  papiery  będą  jutro  w  biurze  sądowym.  -  Wykręciła  numer 

schroniska  swojej  przyjaciółki,  potem  poinformowała  Naomi,  że  przed 
upływem pół godziny ktoś ich tam zawiezie. 

100

RS

background image

 

 

Naomi  miała  łzy  w  oczach,  gdy  wyciągnęła  z  torebki  zwitek 

banknotów ściśniętych gumką. 

- Tylko tyle mogę teraz zapłacić, ale kiedy znajdę pracę... 
- Proszę zostawić to dla dzieci - rzekła Natalie. - Mam wystarczająco 

wielu bogatych klientów, żeby utrzymać to biuro. 

-  Niech  panią  Bóg  błogosławi,  panno  Courtland.  Natalie  zaprosiła  ją 

do bufetu na filiżankę kawy, nim 

przyjechał  po  nią  samochód.  Zobaczyła,  że  Carla  dała  dzieciom 

krakersy  i  lemoniadę.  To  je  przynajmniej  pokrzepi.  Była  gotowa  do 
wyjścia, gdy zatrzymała ją Carla. 

-  Natalie,  dzwoni  Artur  Jordan,  na  drugiej  linii.  Natalie  zmarszczyła 

brwi. 

- Kto? 
- Mówi, że jest bratem Nicka Jordana. 
- Och - rzekła ze znużeniem. 
- Twierdzi, że to ważne. 
Natalie zdrętwiała modląc się, by tylko nic nie stało się Nickowi. 
- Dobrze, odbiorę. - Wcisnęła guzik. 
-  Panie  Jordan,  w  czym  mogę  panu  pomóc?  -  zapytała  oficjalnym 

tonem. 

- Miło znów słyszeć pani głos, panno Courtland. Czy jest pani bardzo 

zajęta pracą? 

- Wyjątkowo zajęta - powiedziała na wypadek,  gdyby chciał umówić 

się z nią na kolację. - Dlaczego pan o to pyta, panie Jordan? 

- Proszę mówić do mnie Artur - nalegał. - Chciałem tylko dowiedzieć 

się, czy nie interesuje pani pewna inwestycja. 

- Nie sądzę. Nie robię zbyt wielu inwestycji, a jeśli już, to zajmuje się 

tym pośrednik mojego ojca. 

-  Proszę  poczekać,  nim  pani  odmówi  -  ostrzegł  Artur.  -Można  teraz 

dużo  zarobić  na  przetwórstwie  owoców.  Zwłaszcza  jeśli  ma  się  dobrą 
reputację. 

- Jakich owoców? - ucięła Natalie. 
- Brzoskwiń. 
-  Chyba  nie  brzoskwiń  Nicka?  -  Wiedziała,  że  nigdy  nie  sprzedałby 

fabryki. 

- Owszem. Pozbywa się całego tego kramu. Natalie wyprostowała się 

na krześle. 

- Co z sadem i domem? Czy je także sprzedaje? 

101

RS

background image

 

 

-  Cóż,  to  niezupełnie  moja  działka  -  rzekł  Artur.  -  Sądzę,  że  ma 

pośrednika,  który  z  nim  nad  tym  pracuje,  ale  zebrałem  kilku  kupców, 
zainteresowanych fabryką. Jeśli chciałaby pani się w to włączyć... 

W uszach Natalie wciąż dźwięczały najnowsze wiadomości. 
- Dokąd on wyjeżdża? 
- Nie mam pojęcia. Jest pani zainteresowana fabryką? 
- Zadzwonię do pana później, dobrze? - Natalie odłożyła słuchawkę i 

poderwała się z krzesła. Po drodze chwyciła torebkę i płaszcz. - Czy pani 
Patterson  już  pojechała?  -  Carla  uśmiechnęła  się  i  skinęła  potakująco.  - 
Jadę do biblioteki - powiedziała pospiesznie Natalie. 

- Do czego? 
- Raczej nie wrócę. 
Wyszła, a sekretarka patrzyła za nią z osłupieniem. 
Jadąc do śródmiejskiej biblioteki, Natalie przeklinała j ruch uliczny w 

Atlancie.  Slalomem  przemykała  między  pędzącymi  samochodami. 
Podróż  trwała  niezwykle  długo,  nim  dotarła  do  parkingu  biblioteki 
publicznej.  Wszedłszy  do  środka,  popędziła  do  działu  naukowo-
informacyjnego. 

- Przepraszam. 
Kobieta  o  pomarańczowych  włosach  i  w  okularach  w  rogowej 

oprawce spojrzała na nią ze znudzeniem. 

-  Mogę  w  czymś  pani  pomóc?  -  zapytała  głosem,  który  brzmiał  jak 

nagrany na taśmie. 

-  Tak  -  odrzekła  Natalie.  -  Chciałabym  poznać  kilka  danych 

demograficznych na pewien specyficzny temat. 

Kobieta wstała bez słowa i podeszła do półki z książkami. 
- Dobrze, co chce pani wiedzieć? 
Lamar  Courtland  szedł  ociężale  przez  hol,  niosąc  na  ramieniu  worek 

golfowy  i  kije  do  gry.  Minął  drzwi  biura  Natalie,  potem  zatrzymał  się  i 
wrócił. 

- Co tu się dzieje? 
-  Cześć,  tato.  Wejdź  i  usiądź.  Och,  czy  mógłbyś  jeszcze  zamknąć 

drzwi?  -  Nim  zdążył  zareagować,  mówiła  dalej.  -  Chyba  nie  grasz  przy 
tej pogodzie w golfa? Nie możesz poczekać, aż się ociepli? 

Ojciec oparł swój worek o półkę i zamknął drzwi. 
-  Miałem  właśnie  zamiar  wyczyścić  kije,  żebym  był  gotowy,  kiedy 

nadejdzie sezon. - Usiadł w jednym ze skórzanych foteli przed biurkiem 
Natalie. - Co robią tutaj wszystkie te pudła? 

102

RS

background image

 

 

- Pakuję  się  - odpowiedziała  krótko.  Lamar  Courtland  wlepił  oczy  w 

córkę. 

-  Pakuję  się?  -  powtórzył  niczym  echo.  -  Dlaczego?  Wyjeżdżasz 

dokądś?  -  Gdy  przytaknęła,  uniósł  się  w  fotelu.  -  Jakaś  inna  firma 
zaproponowała ci lepsze warunki? 

Natalie wciąż układała swoje książki prawnicze w kartonowym pudle. 

Nie mogła nie uśmiechnąć się, usłyszawszy pytanie ojca. 

-  Nie,  tato.  Myślę  o  otwarciu  własnej  firmy.  Jeśli  nie  będę  dawać 

sobie rady, znajdę wspólnika, ale... 

Lamar wstał. 
- Nie możesz tego zrobić! 
Natalie spokojnie spojrzała na niego znad swojej pracy. 
- Dlaczego? 
Jej ojciec był wyraźnie osłupiały. 
-  My...  to  znaczy  ja,  potrzebuję  cię  tutaj.  Jesteś  najlepszym 

adwokatem, jakiego mamy. 

Natalie założyła ręce na piersi. Jej wzrok był wyzywający. 
- A co myślisz o mnie jako o córce? 
Lamar wyglądał na zmieszanego; Natalie nigdy przedtem nie widziała 

takiego wyrazu twarzy ojca. 

- O córce? - Natychmiast odzyskał pewność siebie. - Byłaś wspaniałą 

córką,  nigdy  nie  sprawiałaś  mi  najmniejszych  kłopotów.  Zawsze  miałaś 
same piątki. Każdy ojciec byłby dumny. 

Natalie poczuła w oczach powstrzymywane łzy. 
- Ale czy ty mnie kochasz? 
-  Nat,  co  w  ciebie  wstąpiło,  na  miłość  boską?  Za  ciężko  pracujesz. 

Dlaczego nie polecisz na tydzień na Barbados? 

-  Chcę  wiedzieć,  czy  mnie  kochasz...?  Czy  kiedykolwiek  mnie 

kochałeś? 

-  Oczywiście,  że  cię  kocham!  -  krzyknął.  -  Jestem  twoim  ojcem, 

prawda?  Żywiłem  cię  i  ubierałem,  posyłałem  do  najlepszych  szkół, 
dałem ci pracę. Co jeszcze mogłem dla ciebie zrobić? 

Po policzku spłynęły jej łzy. 
- Mogłeś mi choć raz powiedzieć, że mnie kochasz, tato. - Sięgnęła po 

chusteczkę.  -  Przez  wszystkie  te  lata  chciałam  to  od  ciebie  usłyszeć. 
Tylko  jeden  raz.  Najpierw  odeszła  matka,  potem  zginął  Bobby.  Czy 
zdajesz sobie sprawę, że , nie miałam nikogo? 

103

RS

background image

 

 

Ojciec pocierał nasadę nosa kciukiem i palcem wskazującym. Minęło 

dużo czasu, nim zaczął mówić. Jego głos był przygnębiony, a zmarszczki 
na twarzy bardziej widoczne. 

- A kogo ja miałem, do diabła, jak myślisz? - Natalie milczała. - Kiedy 

odeszła  twoja  matka,  myślałem,  że  tego  nie  przeżyję.  Potem  Bobby...  - 
Spojrzał na nią błagalnie i potrząsnął głową. - To był dla mnie ostateczny 
cios.  Wiedziałem,  że  mnie  potrzebujesz,  ale  nie  pozostało  we  mnie  nic, 
co  mógłbym  ci  dać.  To  nie  znaczy,  że  cię  nie  kochałem...  Po  prostu 
czułem się pusty w środku. 

Natalie  dostrzegła,  że  obwódki  jego  oczu  były  zaczerwienione. 

Patrzyła,  jak  wstaje  i  podchodzi  do  niej.  Wziął  obie  jej  dłonie  w  swoje 
ręce. 

- Naprawdę cię kocham, Nat. Zawsze cię kochałem. 
Natalie wstała i uściskała go, wiedząc, że była to dla niego kłopotliwa 

sytuacja. Cofnęła się i posłała mu uśmiech przez łzy. 

- Dziękuję. Cieszę się, że to wyjaśniliśmy. Wytarł czoło. 
-  Muszę  się  czegoś  napić.  Czy  to  znaczy,  że  zostajesz?  Potrząsnęła 

głową. 

-  To  nie  jest  sprawa  osobista.  Po  prostu  sądzę,  że  chciałabym 

popracować  przez  jakiś  czas  dla  zwykłych  ludzi.  Dla  tych,  których  nie 
stać  na  przestąpienie  uświęconego  progu  firmy  Courtlandów,  za  tysiąc 
dolarów za wynajęcie adwokata. Ale nie bój się, przekazałam większość 
moich spraw innym adwokatom. 

- Gdzie otworzysz praktykę? 
-  Słyszałeś  kiedyś  o  Spartanburgu  w  Południowej  Karolinie? 

Sprawdziłam  wszystko,  to  spore  miasto.  Oddalone  o  ponad  dziewięć 
kilometrów od Cowpens. 

-  Wiec  to  ma  coś  wspólnego  z  tym...  no,  tym...  -  Pstryknął 

kilkakrotnie palcami, jak gdyby sądził, że to nasunie mu odpowiedź. 

- Plantatorem brzoskwiń - przyszła mu z pomocą Natalie. 
-  Owszem.  Tylko,  że  on  jeszcze  o  tym  nie  wie.  -  Spojrzała  na  swoje 

dłonie. - Mam nadzieję, że mnie przyjmie. 

-  Przyjmie.  Jeśli  nie  jest  głupi.  -  Zamilkł  na  chwilę.  -  Mogę  ci  jakoś 

pomóc? 

-  Skontaktuj  się  tylko  od  czasu  do  czasu  z  moim  pośrednikiem. 

Sprzedaję  mieszkanie.  I  zajmij  się  dla  mnie  tą  jedną  sprawą  -  dodała, 
wręczając  mu  akta  Naomi  Patterson.  -  Nie  zarobisz  na  tym,  ale  to  dla 
mnie bardzo ważne. Obiecujesz? 

- Ojciec przytaknął. 

104

RS

background image

 

 

-  Czy  nie  postępujesz  zbyt  pochopnie?  A  co  będzie,  jeżeli  ci  się  nie 

uda? Wrócisz i nie będziesz miała nawet gdzie mieszkać. 

- Tato, kiedy uczucie jest tak silne, wiesz, że będzie trwało. 
Jaguar  Natalie  połykał  białe  pasy  na  szosie,  gdy  pędziła  w  kierunku 

Cowpens. Czuła niepokój, kiedy w końcu wjechała na autostradę, ale raz 
jeszcze  próbowała  zapewnić  siebie,  że  wszystko  będzie  dobrze. 
Kilkakrotnie  skręcała  w  niewłaściwe  przecznice,  szukając  domu  Nicka, 
lecz  gdy  go  wreszcie  dostrzegła,  przycisnęła  hamulce  i  siedziała  przez 
jakiś czas w samochodzie. Co będzie, jeśli jej nie zechce? Rzuciła pracę, 
wystawiła  na  sprzedaż  mieszkanie,  wypchała  bagażnik  i  tylne  siedzenie 
wszystkim, co mogło się tam pomieścić, tylko po to, by zostać odrzuconą 
przez Nicka? Na tę myśl ogarnął ją strach. 

Natalie  odetchnęła  głęboko,  podjechała  pod  jego  dom  i  zaparkowała 

samochód  tuż  za  "Błękitną  Gęsią".  Nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu. 
Pewne  rzeczy  nigdy  się  nie  zmieniają.  "Nie,  to  niezupełnie  prawda  - 
pomyślała  -  zmieniają  się  uczucia."  Poprzestawiała  wszystko  w  swoim 

życiu,  w  nadziei,  że  Nick  wciąż  ją  kocha.  Nagle  poczuła  się  bardzo  , 
głupio.  Oczywiście,  żeby  dowiedzieć  się,  co  do  niej  czuł,  trzeba  go 
będzie  o  to  zapytać  -  to  jedyny  sposób.  Spędziła  większość  życia  w 
milczeniu,  tęskniąc  za  miłością.  Tym  razem  zażąda  wyjaśnień.  Nick 
Jordan był jej to winien. 

Natalie zapukała do frontowych drzwi. Nie czuła się już tak odważna. 

Po  chwili  zapukała  ponownie,  głośniej,  pamiętając,  że  Nick  spędzał 
większość  czasu  w  tylnej  części  domu.  Chciała  już  zapukać  od  strony 
kuchni, kiedy otworzyły się frontowe drzwi. 

Niemal  go  nie  poznała.  Najwyraźniej  nie  golił  się  od  tygodnia,  był 

wymizerowany.  Jej  serce  zabiło  mocniej.  Głos  jej  drżał,  gdy  zaczęła 
mówić. 

- Nick, mogę wejść? 
Uniósł nieco podbródek i przyglądał się jej bacznie. 
- Zależy, czy tym razem masz zamiar zostać. 
- Chcę zostać. Jeśli mnie przyjmiesz. - Ledwie Natalie wypowiedziała 

te  słowa,  Nick  przygarnął  ją  do  swojej  szerokiej  piersi.  Jego  wargi 
wędrowały po jej włosach, skroniach, czole i wreszcie ustach. Całował ją 

łapczywie, a jego zarost drapał jej policzki. Było to wspaniałe uczucie. 

-  Przepraszam,  kochanie,  twarz  mam  jak  papier  ścierny.  -  Pieścił  jej 

policzek.  -  Wiesz,  o  czym  myślę?  Stoisz  na  tym  zimnie.  -  Bez 
uprzedzenia  porwał  ją  w  ramiona,  kopniakiem  zamknął  drzwi  i  zaniósł 

105

RS

background image

 

 

do  pokoju.  Upajał  się  jej  widokiem,  jak  gdyby  w  obawie,  że  może  mu 
znów uciec. 

Natalie roześmiała się. 
- Umiem chodzić, Nick. 
Usiadł na kanapie, trzymając ją na kolanach. 
- Nie ruszaj się. Pozwól mi tylko na siebie popatrzeć. Jesteś piękna. 
-  Ty  też  -  wyszeptała,  wodząc  palcem  po  jego  dolnej  wardze. 

Tęskniłam za tobą, Nick. 

Jęknął. 
-  Najdroższa,  jeżeli  cierpiałaś  choć  połowę  tak,  jak  ja...  Dlatego 

codziennie  dzwoniłem  do  twojego  mieszkania...  tylko  po  to,  żeby 
usłyszeć twój głos. 

- To ty przez cały czas odkładałeś słuchawkę? 
-  Nie  chciałem  zadać  ci  już  więcej  bólu.  Co  masz  pod  płaszczem, 

dżinsy? Uwielbiam patrzeć jak opinają ci pośladki. 

-  Stwierdziłam,  że  jeśli  mam  mieszkać  na  farmie,  muszę  się  również 

odpowiednio do tego ubrać. 

Natychmiast otrzeźwiał. 
- A co z twoją pracą? 
-  Sprawdziłam  już  wstępnie  kilka  rzeczy  i  chyba  otworzę  niewielkie 

biuro  w  Spartanburgu.  Męczy  mnie  przebywanie  ciągle  z  tymi  samymi 
ludźmi.  I  zmęczyło  mnie  skupianie  się  wyłącznie  na  rozwodach. 
Pozwolisz mi tu mieszkać, czy sprzedałeś już farmę? 

Ściągnął brwi. 
- Czy sprzedałem farmę? 
-  Tak.  Dzwonił  do  mnie  twój  brat  i  powiedział,  że  razem  z 

pośrednikiem zinwentaryzowałeś dom i całą resztę. Chciał wiedzieć, czy 
chcę zainwestować w fabrykę konserw. 

- Dzwonił do ciebie Artur? 
- Powiedział mi, że wszystko sprzedajesz. Nick potrząsnął głową. 
-  Może  kilka  razy  poczułem  się  rozczarowany,  ale  nigdy  nie 

sprzedałbym farmy. 

Minęło kilka sekund, nim Natalie zrozumiała. 
-  Twój brat  celowo  naciągnął  mnie, żebym  tu  przyjechała! -  rzekła  z 

gniewem. 

-  Przypomnij  mi,  żebym  mu  podziękował  -  powiedział  Nick, 

delikatnie kąsając jej szyję. 

Artur dzwonił kilka razy i zastawał go pogrążonego w^ żalu, ale Nick 

nigdy by nie pomyślał, że jego brat zrobi coś takiego, by mu pomóc. 

106

RS

background image

 

 

- Czuję się jak idiotka. 
-  A  chciałabyś  czuć  się  jak  ciepłe  kluchy?  -  Nick  wstał,  trzymając 

Natalie  na  rękach,  i  zaniósł  ją  do  sypialni.  Gdy  leżała  naga  na  łóżku, 
rozebrał się i położył przy niej. Ustami wodził po liniach i wgłębieniach 
jej  ciała.  Kiedy  już  błagała,  by  ją  kochał,  wbił  się  w  nią  mocno, 
odbierając  jej  oddech.  Wargi  Nicka  przykryły  usta  Natalie,  gdy 
wyszeptała jego  imię  i  zadrżała  z  rozkoszy,  zaledwie chwilę przed  nim. 
Potem leżeli długo razem, ciesząc się sobą. 

- Natalie, nie możesz tak po prostu tu mieszkać - rzekł krótko. 
Jej serce zamarło. 
- Ty... mnie nie chcesz? 
-  Do  diabła,  tak,  chcę  cię  -  odpowiedział,  przyciągając  ją  bliżej  -  ale 

niejako współlokatorkę. Poza tym ludzie w tych stronach krzywią się na 
tego  rodzaju  rzeczy.  To  nie  Atlanta.  Tutejsza  ludność  jest  nieco 
staroświecka. 

- Nick, o czym ty mówisz? Że powinnam wynająć mieszkanie? 
Uniósł się na łokciu. 
-  Wiesz,  jak  na  kogoś  z  takim  wykształceniem,  nie  jesteś  zbyt 

domyślna. 

Zaczęła się irytować. 
- To znaczy? 
- Na miłość boską, Natalie, usiłuję zaproponować ci małżeństwo! 
Pisnęła z zachwytu i zaczęła gorąco całować jego twarz. 
- Nie będziesz tego żałował, Nick, obiecuję. 
-  Mówisz  tak,  jakbym  kupował  prosiaka.  -  Zachichotał.  Uderzyła  go 

żartobliwie, potem znów położyła się w jego ramionach. 

-  Będzie  nam  razem  tak  dobrze.  Co  noc  będziemy  kochać  się  przed 

kominkiem. 

-  Podoba  mi  się  to.  Czy  jako  rezultat  naszych kominkowych  spotkań 

pojawią się jakieś dzieci? 

- Chciałbyś jedno? - zapytała z nadzieją. Gdy przytaknął, uściskała go 

mocniej. 

- Oczywiście będziemy  mieć całe przedszkole. W ślubnym prezencie 

dla ciebie zupełnie przemebluję dom. 

- Masz zamiar zmienić kanapę? 
-  Nie,  razem  zmienimy  meble.  Na  coś,  na  czym  mógłbyś  siedzieć. 

Chcę, żeby było tu jak w domu, a nie jak w salonie wystawowym. 

Serce Nicka rosło z miłości ku jej rozpromienionej twarzy. 

107

RS

background image

 

 

- Pobierzmy się od razu. Chcę, żebyś była moją żoną tak szybko, jak 

to tylko możliwe. 

Skinęła głową. 
- Ja też. 
Pośród  ciszy  nocy  zadzwonił  telefon.  Nick  jęknął  i  podniósł 

słuchawkę. 

- Och, cześć, Artur. 
-  Daj  mi  słuchawkę!  -  zażądała  Natalie.  -  Mam  coś  do  powiedzenia 

temu draniowi. 

Nick uśmiechnął się szeroko i uniósł słuchawkę tak, by nie mogła jej 

dosięgnąć. 

- Tak, jest tutaj. Muszę przyznać, że wykonałeś kawał dobrej roboty. 

Jestem  twoim  dłużnikiem,  przyjacielu.  -Nick  odłożył  słuchawkę,  nim 
Natalie zdołała wyrwać mu ją z ręki. 

- Byłeś zamieszany w ten podstęp Artura? - zapytała, zakładając ręce 

na  piersi  i  spoglądając  na  Nicka.  -  Artur  nie  wymyśliłby  tego  sam. 
Powiedziałeś mu, żeby do mnie zadzwonił, prawda? 

-  Natalie,  zaskakujesz  mnie  -  rzekł  Nick;  wydawał  się  \  naprawdę 

dotknięty.  -  Sądzisz, że próbowałbym  tobą  manipulować,  żeby  osiągnąć 
to, czego chcę? 

Natalie zastanowiła się. Jego twarz miała niewinny wyraz. 
-  Nie,  chyba  nie  -  powiedziała  w  końcu,  wracając  w  jego  ramiona.  - 

Przepraszam.  Pamiętaj,  że  jestem  prawnikiem.  Jestem  po  prostu 
zawodowo podejrzliwa. 

-  Przebaczam  ci,  kochanie.  -  Nick  zamknął  oczy,  szczęśliwy,  że  jest 

już  obok  kobiety,  którą  kocha.  Jutro  zadzwoni  do  krawca  Artura  i 
zamówi kilka nowych garniturów. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

108

RS

background image

 

 

EPILOG 

 
Nick  patrzył,  jak  Natalie  wbija  zęby  w  soczystą  brzoskwinię.  Po  jej 

podbródku spłynęła odrobina soku. Uśmiechnął się; chemie zlizałbym tę 
kroplę.  Czując  na  sobie  jego  spojrzenie,  Natalie  odwróciła  się  od  okna. 
"Wygląda równie apetycznie, jak owoc w jej dłoni - pomyślał. - A nektar 
jej ciała jest dwa razy słodszy." 

- Nie jesz lunchu? - spytała czule. 
W ciągu czterech miesięcy ich małżeństwa Natalie nauczyła się czytać 

ze  spojrzeń  Nicka.  Jego  oczy  powiedziały  jej,  że  w  tym  momencie  nie 
myślał  o  szynce  i  serze.  Ukryła  uśmiech,  pochylając  się,  by  pogłaskać 
Daisy  i  szczeniaka,  który  stał  przy  niej  niczym  wartownik.  Dla 
pozostałych  szczeniaków  znaleźli  dobrych  opiekunów.  Daisy  została 
osobistym  stróżem  Natalie.  Pies  jak  gdyby  zdawał  sobie  sprawę,  że 
Natalie jest teraz najważniejszą osobą w domu. 

- Bardziej interesujesz mnie ty - odrzekł Nick, spoglądając na żonę. 
Jej gęste, jasne włosy urosły w ciągu kilku miesięcy do ramion i wiły 

się  na  końcach.  Policzki  miała  zaróżowione,  a  nagie  ramiona  lekko 
opalone  po  codziennych  wędrówkach  przez  sad  tętniący  życiem.  Była 
pora  zbioru  brzoskwiń  i  grupy  mężczyzn  pracowały  od  wschodu  do 
zachodu słońca, oczyszczając hektary drzew. Gdy Natalie nie pracowała 
w biurze, sprawiało jej wyraźną przyjemność obserwowanie robotników. 
Zebrane  brzoskwinie  były  troskliwie  pakowane  i  załadowywane  na 
ciężarówki, a potem odwożone do fabryki, gdzie je przetwarzano. 

Przez  okno  wpadł  chłodny  czerwcowy  wiatr,  odgarniając  włosy  z 

twarzy Natalie i napinając luźną bluzkę na lekko zaokrąglonym brzuchu. 
Nick  wciągnął  oddech.  Jego  dziecko.  Nosiła  jego  dziecko!  Za  każdym 
razem, gdy o tym myślał, płonął z dumy. Kiedy Natalie po raz pierwszy 
powiedziała  mu  o  tym,  zaledwie  miesiąc  po  ich  ślubie,  myślał  tylko  o 
rosnącym  w  niej  dziecku.  Chciał  opowiedzieć  o  tym  światu.  Zamiast 
tego,  opowiedział  wszystkim  w  Cowpens.  Choć  nie  rozmawiali  o  tym 
jeszcze,  zamierzał  być  z  nią  przy  porodzie.  Będzie  przez  cały  czas 
trzymał  ją  za  rękę  i  będzie  nalegał,  by  lekarz  nie  pozwolił  jej  cierpieć. 
Nie pozwoli swojej żonie zaznać bólu. 

- Spałaś już dzisiaj? - zapytał, jedząc kanapkę z szynką i serem, którą 

dla niego przygotowała. 

Natalie  roześmiała  się,  cisnęła  pestkę  brzoskwini  do  kosza  i  umyła 

ręce. Usiadła obok Nicka przy stole. 

- Nie jestem zmęczona - stwierdziła stanowczo. 

109

RS

background image

 

 

-  Ale  przecież...  -  Usiłował  przybrać  groźną  minę.  -  Musisz 

odpoczywać. W książce piszą... 

-  Chciałabym,  żebyś  przestał  czytać  wszystkie  te  książki  o  ciąży  i 

niemowlętach - przerwała mu. - Zaczynasz mówić jak mój lekarz. 

- Za ciężko pracujesz. 
-  Trzy  dni  w  tygodniu!  -  krzyknęła.  -  W  Atlancie  przywykłam  do 

sześćdziesięciu godzin tygodniowo. 

-  Nie  byłaś  wtedy  w  trzecim  miesiącu  ciąży.  -  "I  piękniejsza  niż 

kiedykolwiek"  -  pomyślał.  -  Pierwsze  trzy  miesiące  są  najbardziej 
decydujące. 

-  Wiem  o  tym,  Nick.  Mówiłeś  mi  wczoraj.  I  przedwczoraj.  Ale  chcę 

być aktywna, dopóki nie urodzi się dziecko -rzekła. - Pracując  czuję się 
potrzebna. 

Uniósł brwi. 
- Próbujesz mi wmówić, że nie czujesz się potrzebna tutaj? 
-  Jest  różnica.  Kiedy  reprezentuję  kogoś,  kogo  normalnie  nie  byłoby 

stać na adwokata, czuję się tak, jakbym pomagała społeczeństwu. Wiem, 

że  nie  zbijam  takich  pieniędzy,  jak  w  Atlancie,  ale  to  już  nie  ma 
znaczenia. Czy to brzmi głupio? 

Sięgnął przez stół i ujął jej szczupłą dłoń. 
-  Nie,  to  nie  brzmi  głupio.  Tak  samo  jak  twoje  plany  założenia 

schroniska  dla  upadłych  kobiet.  Jestem  z  ciebie  naprawdę  dumny.  Nie 
chcę tylko, żebyś się przemęczała. 

Gdy  Nick  skończył  lunch,  Natalie  okrążyła  stół  i  usiadła  mu  na 

kolanach.  Całowała  jego  szyję,  podbródek,  usta.  Jęknął,  a  jego  dłoń 
machinalnie  wśliznęła  się  pod  bluzkę  i  zaczęła  pieścić  lekko  wypukły 
brzuch. 

-  Masz  większe  piersi  -  wymruczał  w  jej  ucho.  -  Nie  mogę  się 

doczekać, żeby spróbować twojego mleka. 

Zaniosła się śmiechem. 
- Mam nadzieję, że zostawisz trochę dla dziecka. Masz całkiem niezły 

apetyt, Nicku Jordanie. 

- Jeżeli chodzi o ciebie, jestem żarłokiem. 
Przez chwilę Natalie wyglądała na zaniepokojoną. 
- Zaczęłam już te ćwiczenia z książki, Nick, ale i tak pewnie zamienię 

się  niedługo  w  największy  balon  świata.  Gdyby  mogli  mnie  zmusić, 

żebym  połknęła  wystarczająco  dużo  helu,  mogłabym  przelecieć  nad 
najbliższym jarmarkiem. 

Uśmiechnął się, widząc niepewność w jej oczach. 

110

RS

background image

 

 

- Dlatego właśnie namawiam cię, żebyś spała nago. Chciałbym czuć, 

jak rośnie nasze dziecko. - Rzuciła mu zaskoczone spojrzenie, on zaś ujął 
jej policzki w wielkie dłonie i spojrzał jej w oczy. - Natalie, będziesz dla 
mnie najpiękniejszą kobietą na świecie. Nie obchodzi mnie, czy będę cię 
musiał holować do lekarza w jednej z ciężarówek... 

Uderzyła go ze śmiechem. 
- Nie będę aż taka wielka. 
Uśmiechnął  się  szeroko,  a  jego  dłoń  wślizgiwała  się  głębiej  pod  jej 

bluzkę  i  ściągała  jedną  stronę  biustonosza.  Sycił  wzrok  widokiem 
nabrzmiałej piersi. 

- Boli? - zapytał, gładząc ją delikatnie jednym palcem. Natalie oparła 

głowę na jego ramieniu. 

-  Tylko  troszeczkę.  Ale  nie  przestawaj.  -  Czasami  przerażają  ich 

miłość. Nigdy przedtem nie znała takiego szczęścia. Nigdy nie dzieliła z 
mężczyzną  takiej  intymności,  ani  nie  poddawała  się  tak  bezgranicznie 
miłości. 

- Jesteś pewna, że tego  właśnie chcesz? - wyszeptał Nick, patrząc jej 

w oczy. - Kiedyś powiedziałaś mi, że nie zamierzasz mieć dzieci. 

-  To  było  w  innym  życiu  -  powiedziała,  podtrzymując  dłonią  jego 

głowę  -  zanim  zdałam  sobie  sprawę,  że  miłość  oznacza  ryzyko.  Teraz 
jestem  gotowa je  podjąć.  -  Milczeli  przez  chwilę.  Nick pieścił  jej drugą 
pierś. 

-  Rano  dzwonił  mój  ojciec  -  rzekła,  próbując  zebrać  myśli.  Na 

początku  kiedy  się  kochali,  bała  się,  że  straci  nad  sobą  kontrolę,  ale 
potem zdała sobie sprawę, że tego właśnie pragnął Nick. 

- Ma zamiar umeblować dla nas pokój dziecinny. - Usłyszała, że Nick 

jęknął i roześmiała się. 

-  Oczywiście,  pewnie  by  wyglądał  jak  ze  średniowiecza  i  kosztował 

fortunę, więc powiedziałam mu, że zgodzę się, jeśli sama wybiorę meble. 
I  tak  w  przyszłym  miesiącu  muszę  być  w  Atlancie,  żeby  zakończyć 
sprawę  z  mieszkaniem.  Nick,  czy  ty  w  ogóle  słuchasz,  co  do  ciebie 
mówię? - zapytała, czując, jak po plecach przebiega jej dreszcz rozkoszy. 

-  Nie.  Siedź  cicho,  chcę  jeszcze  raz  pocałować  drugą  -powiedział, 

podnosząc  biustonosz.  -  Boże,  jesteś  przepiękna.  I  nie  pojedziesz  do 
Atlanty beze mnie. Nie zaryzykuję kolejnej śnieżycy. 

-  W  czerwcu?  -  zapytała  ze  śmiechem.  Mimo  to  ujęła  ją  jego 

opiekuńczość.  Wplątała  palce  w  jego  włosy  i  przycisnęła  wargi  do 
gęstych  kosmyków.  Włosy  pachniały  mydłem  i  słońcem.  Oddychała 
głośno, gdy drażnił zębami wzniesiony pączek piersi. 

111

RS

background image

 

 

- Nick, nie powinniśmy... 
- Powinniśmy. I to często. 
- Ale co będzie, jeśli zajrzy tu któryś z robotników? 
- Dlatego właśnie zatrudniam brygadzistę. 
- No cóż, nie będziemy mogli... wiesz, kiedy przyjmiemy gospodynię 

i kogoś do pomocy przy dziecku. 

Zachichotał. 
- Jak sądzisz, dlaczego odkładam to na później? Zresztą powiemy jej, 

że  jesteśmy  nowożeńcami.  Kochać  się  z  tobą  to  tak,  jakby  spróbować 
kawałka nieba. 

- Mam nadzieję, że zawsze będziesz tak czuł. 
- Zapewniam cię, szanowna pani. To się tylko ciągle pogłębia. - Wstał 

bez uprzedzenia, porywając ją na ręce. 

- Co robisz? 
- Mam zamiar zanieść cię do sypialni i głaskać po brzuchu, dopóki nie 

zaśniesz. 

- Nicku Jordanie, wiesz, że to się nigdy nie udaje! Zawsze kończy się 

na... sam wiesz. 

Uśmiechnął się szeroko. 
- Wiem. 
Nick zaniósł ją po schodach do sypialni, która kiedyś należała do jego 

rodziców.  Zgodnie  z  obietnicą  Natalie  zaczęła  przemeblowywać  dom  i 
pokój  przeistoczył  się  w  apartament.  Błękitne  i  fiołkoworóżowe  barwy 
uspokajały. 

Nick  położył  ją  delikatnie  na  królewskim  łożu,  które  zajmowało 

większą część pokoju. Długo patrzył na nią bez słowa, rozkoszując się jej 
urodą. 

-  Mam  nadzieję,  że  dziecko  będzie  podobne  do  ciebie  -rzekł 

chrypnącym głosem. Chcę, żeby miało twoje jasne włosy. 

- Miałam nadzieję, że będzie miało twoje. Są gęściejsze. 
-  Jak  go  nazwiemy?  -  Nick  położył  się  przy  niej  i  zaczął  gładzić  jej 

brzuch. 

- Myślałam o imieniu Andrea. 
- A może Joshua albo Samuel? Albo Micah? 
-  Boże,  nigdy  nie  myślałam,  że  dożyję  dnia,  w  którym  Nick  Jordan 

będzie  studiował  Biblię  w  poszukiwaniu  imion  dla  dziecka.  -  Posłał  jej 
ponure spojrzenie. Natalie ramionami oplotła jego szyję. - Wiesz, mamy 
mnóstwo  czasu,  żeby  się  zdecydować.  -  Jedna  dłoń  powoli  odpinała 
guziki  jego  koszuli.  Odsłoniła  szeroki  tors  i  wplątała  palce  w 

112

RS

background image

 

 

kędzierzawe  włosy.  Ramiona  miał  już  opalone.  Do  końca  lata  będą 
spieczone  na  złoty  brąz.  Przycisnęła  wargi  do  jego  mostka  i  wdychała 
zapach  mydła  i  mężczyzny.  Uczyła  się  smaków  i  zapachów  jego  ciała, 
dopóki nie utkwiły w jej mózgu. 

Kiedy Natalie leżała nago, Nick spojrzał na nią z miłością. Jej brzuch 

nie  był  już  większy  -  była  na  nim  niewielka  wypukłość,  która  nie 
przestawała go zadziwiać. Pocałował go czule. 

- Kiedy poczujemy ruchy dziecka? 
- Za dwa albo trzy miesiące. - Natalie trudno było się skoncentrować, 

gdy Nick wyszukiwał najczulsze miejsca na jej ciele. Znał ją tak dobrze. 
Wiedział,  jakie  słowa,  szeptane  w  jej  ucho,  rozpalają  ją,  choć  później 
będzie czerwienić się na ich wspomnienie. 

Nick  całował  ją  długo,  potem  powiódł  wargami  po  zamkniętych 

powiekach.  Natalie  często  zastanawiała  się,  jak  taki  silny  mężczyzna 
może  być  tak  delikatny.  Widziała,  jak  jego  ręce  podnoszą  ciężkie 
maszyny,  a  teraz  czuła  te  ręce  na  swojej  skórze,  tak  lekkie  jak  skrzydła 
motyla, budzące w niej kobietę. 

Kochali  się  powoli.  Tylko  na  początku  swojej  znajomości  spieszyli 

się, by zagasić ogień, który niemal ich pożerał. Teraz w miłości używali 
wszystkich  pięciu  zmysłów.  Dopiero  wtedy,  gdy  Natalie  była 
zaspokojona,  Nick  zapominał  o  samokontroli  i  wbijał  się  ostrożnie  w 
atłasowe fałdy. 

"Jego  wyzwolenie  jest  równie  słodkie  jak  moje  własne"  -  pomyślała 

Natalie patrząc, jak po jego twarzy przebiegają oznaki rozkoszy. Miękko 
i  śpiewnie  wypowiedział  jej  imię.  Potem  leżeli w swoich ramionach,  aż 
Natalie ziewnęła. 

Nick zachichotał. 
- Mówiłem ci, że potrafię cię uśpić, piękna damo. Natalie uśmiechnęła 

się i przymknęła oczy. Głaskał ją, gdy przyciśnięta do niego, zwinęła się 
w kłębek. 

- Moja tygrysica w końcu zamieniła się w kotkę. 
-  Nie  bądź  taki  pewny  siebie,  Nicku  Jordanie.  Wciąż  potrafię  się  nie 

poddawać. 

- Spójrz prawdzie w oczy, szanowna pani. Oswoiłem cię, mówiłem, że 

tak będzie. 

Natalie otworzyła oczy i uśmiechnęła się. 
- Pozwoliłam ci. Ale to nie znaczy, że można mnie prowadzić za rękę, 

szanowny  panie.  Ciągle  jeszcze  mogę  pokonać  każdego  adwokata  w 
mieście, a ciebie owinęłam sobie wokół palca. 

113

RS

background image

 

 

Nick wyglądał na rozbawionego. Uniósł się na łokciu. 
- Och, naprawdę? Kiedy to zauważyłaś? 
Natalie wpatrywała  się  w  miejsce,  na  którym  kiedyś widniał  tatuaż  z 

imieniem Me Lin. Nie wiedziała, kiedy  Nick go usunął; nie poprosiłaby 
go  o  to.  Była  świadoma,  że  Me  Lin  zawsze  będzie  częścią  jego 
przeszłości  i  nie  miała  mu  tego  za  złe.  Może  to  właśnie  cierpienie 
ukształtowało  go  na  wrażliwego,  troskliwego  mężczyznę,  odkąd  udało 
się  jej  rozbić  jego  ochronną  skorupę.  Każdego  dnia  obserwowała,  jak 
zmarszczki wokół oczu i ust tracą swoją ostrość. Częściej się uśmiechał. 

- Wróć na ziemię, Natalie. 
- Co? - Zamrugała oczami. 
-  Zapytałem  cię,  kiedy  po  raz  pierwszy  zauważyłaś,  że  <  owinęłaś 

mnie sobie wokół małego palca, jak twierdzisz -powiedział. 

-  Kiedy  zrozumiałam,  że  nie  możesz  beze  mnie  żyć  i  że  nie  możesz 

znieść myśli, że mnie stracisz. 

Zmarszczył brwi. 
- Nigdy tego wszystkiego nie mówiłem. 
- Nie, ale miałeś to wypisane na twarzy. Jako adwokat nauczyłam się 

czytać z ludzkich twarzy. - Natalie nagle zamyśliła się. 

- O co chodzi? - Nick również nauczył się odczytywać jej nastroje. 
- Co zrobimy, kiedy będę w zaawansowanej ciąży? Kiedy urośnie mi 

brzuch? - Wyciągnęła przed siebie ręce, jak gdyby mierząc w wyobraźni, 
jak gruba może się stać. 

Nick był zbity z tropu. 
- Co chcesz powiedzieć? Jak to, co zrobimy? Zrujnuję się na jedzenie 

dla ciebie. 

Uderzyła go żartobliwie. 
-  Nie  to  miałam  na  myśli.  Co  zrobimy  z  wiesz  czym?  Przez  chwilę 

zastanowił się nad jej słowami. 

- Masz na myśli seks? 
- Miłość - poprawiła go, zaciskając usta. - Nie będziemy mogli kochać 

się do samego końca. 

Nick  posłał  jej  zarozumiały  uśmiech  i  powiódł  wskazującym  palcem 

po jej dolnej wardze. 

- Szanowna pani, mogę się z tobą kochać tak, jak ci się jeszcze nigdy 

nie śniło. 

- Nicku Jordanie, jesteś nieprzyzwoity - rzekła, czerwieniąc się. 
-  Zauważyłem,  że  sama  nauczyłaś  się  kilku  nieprzyzwoitości,  pani 

Jordan. 

114

RS

background image

 

 

- Wyłącznie na twoją prośbę - odpowiedziała z zadowoloną miną. - Z 

innym mężczyzną nawet nie przyszłoby mi to na myśl. 

- Cieszę się, że jesteśmy zgodni co do tej jednej rzeczy. 
- Nick, co robisz? 
Palce Nicka ponownie zaczęły głaskać jej piersi. 
- Cała ta rozmowa mnie... hm... 
- Chyba rozumiem. Nick posadził ją na sobie. 
-  Tym  razem  chcę  usłyszeć,  jak  krzyczysz,  Natalie.  Chcę  czuć,  jak 

paznokciami kaleczysz mi plecy. Chcę, żebyś straciła kontrolę. 

- A co z twoimi brzoskwiniami? 
-  Do  diabła  z  brzoskwiniami.  Chcę  zobaczyć,  że  znowu  budzi  się  w 

tobie tygrysica. 

 
 
 
 
                        
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

115

RS

background image

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
                                                                                                                            

116

RS


Document Outline