background image

Rozdział 9 

 

 

Czułam się potwornie samotna. Znak, pył, ziemia. Pierwszy list z moim nazwiskiem. Teraz 
czułam się jakbym została zepchnięta w centrum uwagi i nie byłam pewna czy mi się to 
podoba. Tej nocy moje sny zostały ponownie zakłócone, a ja obudziłam się z przyśpieszonym 
biciem serca i pulsującym bólem głowy. Być może, mimo wszystko, lepiej nadaje się do 
bycia tą w tle. 
 

Słuchaj bębnów. Co oznaczała ta wiadomość? I kto ja wysłał? Słyszałam bębnienie w 

moich snach— Musiałam słuchać ich natarczywych rytmów. Co więcej mogę zrobić by 
spełnić rozkaz tej dziwnej instrukcji? 
 

Wstałam szybko z łóżka, próbując strząsnąć mój niepokój. Poranny dzwonek jeszcze 

nie dzwonił, a moje współlokatorki(w tekście jest dorm mates czyli coś jak room mates tylko, 
że dzieli się nie pokój w domu tylko w szkole z internatem) 
jeszcze spały. Ubrałam się bez 
przeszkadzania im i pospieszyłam w dół do stajni. Wszystko wokół mnie, życie odnawiało 
się. Kwiaty rozkwitały, drzewa zakwitły, a jagnięta rosły w długie nogi i tłuszczyk zaraz obok 
ich matki na pochyle wzgórza. Ale w moim umyśle, byłam nadal skulona w ciemności, 
wpatrując się w te rozbite drzwi i próbując zrozumieć. 
 

Podczas pierwszej godziny wczesnego poranka, zanim ktokolwiek jeszcze chodził, 

ukryłam się w kącie boksu Starlight i przeszukiwałam strony skórzanej Księgi, którą 
przyniosłyśmy z sekretnego pokoju Agnes. Był to ciekawy obiekt i pełen starożytnej tradycji i 
mądrości, choć niektóre strony były napisane w Wschodnich językach, których nie 
rozumiałam. Księga również miała swoją wolę. Czasem strony sklejały się razem, ukrywając 
ich treść przed czytelnikiem, lub napisy mogły stopnieć i wyblaknąć, lub zmienić się z 
Angielskiego na Łacinę, lub nieznane symbole. 

Przeszukiwałam ją cierpliwie, szukając wskazówek, ale nic nie znalazłam. Jedyne 

wyjście wydawało się związane ze znakiem/śladem na ramieniu Helen, mały przypis, który 
brzmiał:  

Do tych, którzy nazywają się Znalazcami Wiedźm i szukają ciała Kobiet 

dla skaz, jeśli takowe Znaki zostaną znalezione, to ta biedna Dusza jest zadeklarowana, by 

służyć Złu i jest podzielona na cząstki i zniszczona. To może być Ignorancja i Przesąd, a i 

jeszcze pozostaje Pytanie. Skąd przychodzą takie znaki? Wielu uczonych deklaruje, iż są 

Znakiem wielkiego Przeznaczenia, ze śmiercią w ich następstwie. 

 

Rozdzielona i zniszczona. Czy Helen została wyznaczona na jakiś straszny los? I czy istnieje 
jakiś związek pomiędzy jej wizją i moimi snami, a dziwaczną wiadomością oznaczoną na 
drzwiach sekretnego pokoju Agnes? Wróciłyśmy do Wyldcliffe niespełna dwadzieścia cztery 
godziny temu, a już czułam, te wielkie werble ustawione wokół nas i to, że nasi wrogowie 
czekali na nas byśmy wpadły w jakiś rodzaj pułapki. Musieliśmy trzymać się razem, aby 
przetrwać; tyle wiem.  

background image

 

Zaczęłam od nowa przeszukiwać stronice Księgi, rozpaczliwie szukając 

czegokolwiek, co miałoby sens wiadomości o bębnach, ale teraz wstawała szkoła. Słyszałam 
miauczenie kota, brzęczenie grabi ogrodnika po drugiej stronie tarasu i dwie dziewczyny 
paplające na dziedzińcu, które przyszły zobaczyć swoje kucyki przed śniadaniem. Wkrótce 
przybędzie Josh, a ja naprawdę bardzo bym nie chciała się na niego natknąć. Pośpiesznie 
zamknęłam Księgę i wdrapałam się pod słomę w rogu stajni. Dawno temu znalazłam tu luźną 
cegłę, która mogła zostać wyciągnięta by odgrzebać płytkie ukryte miejsce. Kiedy po raz 
pierwszy przybyłam do Wyldcliffe ukrywałam tu słodycze i dziecinne pamiątki. Teraz 
włożyłam Księgę wąską szczelinę i udałam się stawić czoła dniu. 
 

Pierwszego dnia semestru, ogólny nastrój w szkole był jednym z bardziej 

optymistycznych. Kiedy był czas na przerwę, uczniowie usiedli na szerokim tarasie z 
widokiem na jezioro, ciesząc się świeżym zapachem trawy i kwiatów i rozmawiając w 
podnieceniu o zmianach, jakie przedstawiła Panna Scratton. 

- Czy ona naprawdę powiedział, że będziemy mieć nowe komputery? 
- I tańce! 
- Przyjaciel mojego brata chodzi do St. Martin’s – faceci stamtąd są gorący! Nie mogę 

w to uwierzyć… 
 

Wyjątkami od ogólnej fali aprobaty były ciężkie snobki jak Celeste van Pallandt i jej 

spięta przyjaciółka India Hoxton. One miały do tego inne podejście. 

- Moja matka mówi, że standardy w Wyldcliffe ostatnio się poślizgnęły, - Ogłosiła 

Celeste do każdego, kto chciał słuchać. – Wszystko ten czepliwy rozgłos o Pani Hartle nie 
schodził z jej głowy i teraz te zmiany. 

- Z ledwością się polepszyli, czyż nie? – zgodziła się India. 
- Mam na myśli, że kto chciałby całą pakę wiejskich dzieciaków używających naszego 

kortu do tenisa i basenu? Poważanie myślę o przeniesieniu do Chalfont Manor od następnego 
semestru. 

- Teraz to naprawdę będzie ulepszenie – skomentowała Evie i kilka innych dziewcząt 

roześmiało się. Celeste była zagrożona utratą swojej władzy nad uczniami w naszej postaci. 
To Velvet była teraz wielkim podnieceniem. Każdy chciał siedzieć obok niej i zaprzyjaźnić 
się z nią i zadawać pytania na temat jej sławnej rodziny. Velvet rozkoszowała się 
pochlebstwami i opowiadała coraz to dziwniejsze historie o różnych muzykach i aktorach, 
jakich znała i partiach w L.A. , które były związane z narkotykami i alkoholem i 
nieograniczonymi kwotami pieniędzy. 
 

Pozornie wydawało się, że zwykły uczeń Wyldcliffe uruchamia tą karuzelę od nowa – 

drobne utarczki i walki o władzę nad tym, kto będzie królową pszczół, kto ma najwięcej kasy, 
najlepsze wakacje, najfajniejszych przyjaciół; i wyglądało na to jak gdyby Velvet wygrywała 
z łatwością. Celeste może mruczeć jak jakaś nieświeża, stara wdowa, że „Romska dziewucha 
naprawdę jest najbardziej okropnie pospolita, „ ale nikogo to nie obchodziło. Choć raz 
Wyldcliffe było chętne do opuszczenia ubiegłego wieku i objęcia nowoczesnego świata. 
 

Lecz ja patrząc na te chichoczące i plotkujące dziewczyny, nie mogłam oprzeć się 

wrażeniu, że są jak dzieci bawiące się na plaży, niewinnie nieświadome tego, że nadchodzi 
fala by zmyć je wszystkie. Nowy semestr powinien być pełen nadziei— nowy start dla Evie i 
wszystkich nas— a został potajemnie w cieniu znaku na ramieniu Helen i dźwięku odległych 
bębnów. 

background image

 

Gdy dzisiejsze zajęcia się skończyły, udałyśmy się do Panny Scratton do pokoju 

nauczycielskiego Najwyższej Przełożonej i opowiedziałyśmy jej o tym, co stało się zeszłej 
nocy. 
 

- Jesteście pewne?- Spytała, siadając za biurkiem i wpatrując się w nas uważnie. – 

Jesteście pewne, że to był list S? 
 

- Całkiem pewne. – Powiedziała Helen. – S jak Sarah 

 

- Albo Sebastian – odpowiedziała Panna Scratton 

 

- Ale historia Sebastiana się skończyła, - powiedziała Evie z wysiłkiem.- To, co – to, 

co osiągnęłyśmy w zeszłym semestrze. Dlaczego miałby być wmieszany w to? 
Panna Scratton zmarszczyła brwi. – To zależy, kto wysłał wiadomość. Czy jest to ostrzeżenie 
czy pułapka? Nie możemy być pewni. Możemy pokusić się o założenie, że ta wiadomość jest 
przyjazna, być może to znak od Agnes, skoro pozwolono ci otworzyć jej drzwi Saro. I 
wyszłaś z wielką nagrodą, samą książką. 
- Tak, - odpowiedziałam. Musiałam odzyskać Księgę ze stajni i schować ją w mojej sportowej 
torbie tylko kilka minut wcześniej, a teraz wyjęłam ją i podałam Najwyższej Przełożonej. 
Położyła ją na biurku, delikatnie śledząc kontury wytłoczonych srebrnych liter na okładce: 
MISTYCZNA DROGA. Kiedy dotknęła Księgę, pozostałe litery zadrżały srebrzyście i 
niepewnie. Zabłyszczały na moich oczach i zobaczyłam słowa ŚCIEŻKA UZDRAWIANIA, 
stopiły się i zmieniła w inne zdanie: ŚCIEŻKA DO PIEKŁA. Kiedy Panna Scratton zabrała 
ręce, mleczne migotające słowa zblakły i zniknęły. 
 

Spojrzała na nas i zmrużyła oczy. – Ta Księga przyniosła zarówno piekło jak i 

uzdrowienie dla wielu dusz, które się z nią zetknęły. Zarówno szaleństwo i mądrość leżą na 
jej stronach. Być może możemy wierzyć w to, że jesteśmy daleko ponad wszelkimi pokusami 
użycia jej w celu zła, ale musimy uważać. 
 

- A co z napisem na drzwiach? – Spytałam. – Brzmiał ‘Słuchaj bębnów”. Czy wie 

Pani, co oznacza ta wiadomość Panno Scratton? – Spytałam. – Czy Księga może nam pomóc? 
 

-Jeśli ta wiadomość jest ważna, stanie się ona jasna na czas. – Odpowiedziała Panna 

Scratton. – Na wszystko jest odpowiedni moment. Nie można tego wymusić. – Spojrzała na 
mnie zmęczonym uśmiechem. – Droga Saro, zawsze pragniesz zrobić dobry uczynek. Ale 
czasami musimy poczekać, aż właściwa ścieżka się nam objawi. Cierpliwość to zaniedbała 
zaleta. 
 

- Ale co z tym? – Helen podciągnęła rękaw i pokazała Pannie Scratton siny znak na 

swoim ramieniu. – Nie mogę po prostu czekać, by się o tym dowiedzieć. Sarah powiedziała 
mi, co mówiła Księga. Ludzie noszący znak jak ten są źli. To omen śmierci. 
 

Najwyższa Przełożona wydawała się stłumić okrzyk, lecz po prostu powiedziała – 

Zakryj to i nikomu nie pokazuj. Jakaś siła próbuje do ciebie dotrzeć. 
 

- Czy to — moja matka?   

 

- Duch Celii Hartle nie opuścił tej doliny, - odpowiedziała z powagą Panna Scratton – 

Resztki sabatu zaczęły się gromadzić, a pogłoski o jej nowych, śmiercionośnych mocach są 
rozpowszechniane przez jej wiernych oddanych. 
 

Przez wiele miesięcy Panna Scratton udawała członka sabatu by śledzić ich plany. 

Mam żarliwą nadzieję, że nie podejrzewają, iż w rzeczywistości działała przeciwko nim i 
pomagała nam. 

background image

 

- Ale sabat jest skończony, prawda?- Powiedziała Evie. – Ich marzenia o 

nieśmiertelności umarły wraz z panią Hartle. 
 

-Niestety nie ma limitu na zło. To jest jak zanieczyszczona woda, która kształtuje się 

w każdy nowy kształt, który napotka. Nienawiść zła do niewinności jest wieczna i 
niezmienna. Mroczne Siostry są słabsze niż były, jakkolwiek wahają się, spłoszone pozorną 
śmiercią Pani Hartle. Ale ona nie jest tak całkiem martwa Evie. Odrzuciła tą wielką tajemnicę 
wraz z całymi jej pokręconymi siłami. A ci z jej zwolenników, którzy pozostali — i nawet ja 
nie znam wszystkich ich tożsamości — są nieugięci w swojej lojalności. 
 

- Czy oni nadal uważają, że jesteś jedną z nich? – Spytałam. 

 

- Nie ufają mi całkowicie, a moje plany wobec szkoły przerażają członków sabatu, 

którzy tu pracują. Skrytość i surowe zasady przyświecały ich celom. Musiałam przekonać ich, 
że otwierając drzwi do Wyldcliffe odwrócimy część rozmów i podejrzeń, które zawisły nad 
szkołą jak chmury. Już niektórzy rodzice wycofali swoje córki z tego semestru i jeszcze wiele 
może odejść, jeśli szkołą się nie zmieni. – Westchnęła. – W innych okolicznościach, 
mogłabym życzyć sobie tu zostać. Być Najwyższą Przełożoną, przewodząc tak wielu młodym 
sercom i umysłom, byłoby wartościowym zadaniem. – Zamilkła jakby rozmyślała o głębokim 
nierozwiązywalnym problemie, a potem przemówiła ponownie. – W międzyczasie Mroczne 
Siostry mają jedno zadanie, służyć zdemoralizowanemu duchowi Celii Hartle.  A to z kolei 
ma jeden prosty cel — zemsta. Nienawidzi cię za pozbawienie jej sił, mocy i duszy 
Sebastiana. Niestety, obawiam się, że najbardziej nienawidzi Helen. 
 

- JA też jej nienawidzę, - powiedziała szeptem Helen. – Czy to ona powstrzymała 

mnie przed przejściem przez powietrze? To jedyna wolność, jaką miałam przez te lata — nie 
pozwolę jej tego mi zabrać. Nie pozwolę! 
 

Panna Scratton spojrzała na Helen z chłodnym współczuciem. – Pamiętaj Helen, że 

przebaczenie jest silniejsze niż nienawiść. To równie dobrze mogła być ona, ale w Wyldcliffe 
działają również inne ukryte siły. Jak już wcześniej mówiłam, głęboko w plątaninie jaskiń i 
tuneli pod wzgórzami jest pęknięcie, załamanie przesunięcia czasu pomiędzy tym światem a 
cieniami i niewidzianymi ziemiami przeszłości. Musicie sięgnąć do tajemnic, a to sprawi, że 
zostaniecie narażone na wiele czynników, zarówno dobrych jak i złych. Jednakże na chwilę 
obecną możemy założyć, że jeśli Celia Hartle wędruje na skrajach tego świata ponownie, to 
córka, która ośmieliła się przeciwstawić jej, będzie najwyżej w jej myślach. Przepraszam 
Helen. To wielki ciężar dla ciebie. Chciałabym móc zrobić więcej. 
 

- Ale musi być coś, co możemy zrobić! – Powiedziałam. – Czy jest jakiś sposób by 

chronić przed nią Helen? 
 

Panna Scratton zniżyła głos. – I tak powiedziałam wam już za dużo ujawniając to, że 

jestem Stróżem i mówiąc o tych sprawach. To pewnie, dlatego nie pozwolono mi… 
chciałabym…, ale nie zostawię was bezsilne i niechronione. Jutro w nocy— Urwała Panna 
Sratton, nasłuchując. 
 

Nastąpiła ostre pukanie do drzwi. Panna Scratton szybko wsunęła Księgę z powrotem 

do mojej torby i pchnęła ją w moje ręce.  
 

- Wejść!- Zawołała. Potem kontynuowała zimnym głośnym głosem – Helen Black, 

twoja praca w ubiegłym semestrze była haniebna. Oczekuję od ciebie więcej niż od 
dziesięciolatki. Cała wasz trójka musi się poprawić… oh, Panna Dalrymple, proszę wejść, 
prawię skończyłam. – Odwróciła się z powrotem do nas z poważnym wyrazem twarzy. 

background image

 
-Wydajecie się mieć zły wpływ jedna na drugą. Nie życzę sobie od tej pory widzieć was 
siedzące obok siebie na następnych zajęciach. I wszystkie przyniesiecie mi na jutro rano 
swoje notatki na temat Francuskiej Rewolucji. Możecie odejść. 
 

Wyszłyśmy w ciszy. Gniew Panny Scratton był przekonywujący, ale ciekawi mnie czy 

Panna Dalrymple się nabrała. Wiedziałyśmy, że była jedną z kręgu Celii Hartle, mimo to 
uśmiechnęła się do nas obłudnie, gdy mijałyśmy ją w korytarzu.  Zamknęła mocno drzwi do 
gabinetu przed naszymi twarzami i zamknęła się z Panną Scratton. Spojrzałam na pozostałe. 
Obie wyglądały na przygnębione i zajęty swoimi myślami.  

– Jak myślicie, co Panna Scratton zamierzała powiedzieć o jutrzejszej nocy? – 

Wyszeptałam. – Jak się tego dowiemy? Musimy— 

- Nie masz nic przeciwko, abyśmy nie rozmawiały o tym w tej chwili? – Spytała Evie 

ze znużeniem. – Głowa mnie boli. Jestem pewna, że Panna Scratton powie nam później to, co 
powinnyśmy wiedzieć. Do tego czasu może o tym zapomnimy? 

- Evie nie możemy ignorować— 
- Naprawdę myślisz, że Panna Scratton chce od nas te notatki o Rewolucji 

Francuskiej? – Przerwała. Jej twarz była blada i wyrażała dystans. 

- Nie wiem, może tak. – Powiedziałam niepewnie. – Panna Dalrymple słyszała to. 

Powinnyśmy udawać, że Panna Scratton nie jest dla nas niczym więcej— lub mniej— niż 
Najwyższą Przełożoną. 

- Kłopot. Chciałam… no cóż. Idę do biblioteki zacząć od razu. 
- Mogłybyśmy zrobić to razem, - zaoferowałam. 
- Nie. W porządku. – Evie odeszła w kierunku biblioteki. Helen patrzyła jak odchodzi, 

po czym wzruszyła ramionami i odeszła również udając się w dal. Co się z nami dzieje? 
Chciałam połączyć nas razem do walki z naszymi wrogami, ale to było jak próbować złapać 
dym. 

Westchnęłam i zwróciłam się do tego, co daje mi komfort— moich koni. Wolałabym 

pójść do stajni zanim zacznę notatki, o które prosiła Panna Scratton. Kiedy pięć minut później 
dotarłam na brukowane podwórze, moje serce zabiło mocniej w mojej piersi. Josh miał 
przerwę w pracy i siedział na beli siana ze swoimi długimi, wyciągniętymi przed siebie 
nogami. Podniósł wzrok i uśmiechnął się. – Cześć Sarah! 

Również się uśmiechnęłam. Przez moment pomyślałam, że rzeczywiście chciał mnie 

zobaczyć. Ale tylko przez moment, to było wszystko  

 - Widziałaś gdzieś Evie?- Josh zerwał się i podszedł do mnie z niecierpliwością. – 

Obiecała spotkać się ze mną po zajęciach. Powinna już być wolna. 

- Mój głupi uśmiech zamarzł. Jak mogłam być tak naiwna? Chore drżenie odrzucenia 

pieniło się w moim żołądku. Byłam taka głupia. Josh mnie nie chciał. I nie tylko on. Helen 
znów zamykała się w sobie, a Evie— moja najlepsza, najdroższa przyjaciółka— wyraziła się 
jasno, że chce się ode mnie odsunąć. Wyobrażałam sobie, że jestem wierną kotwicą w naszym 
małym świecie, ale wygląda na to jakbym sama siebie oszukiwała. W tym momencie czułam 
się totalnie upokorzona i bezużyteczna. 

- Sarah? Pytałem o Evie? Wiesz gdzie ona jest? 
- Yy… Panna Scratton zadała nam dodatkową pracę. Evie poszła do biblioteki by ją 

zrobić. Nie wiem jak długo jej zejdzie. 

background image

Josh zmarszczył brwi. – A to szkoda. Muszę wracać do domu pomóc matce, a potem 

się pouczyć. Mówiłem ci, że próbuję dostać się do szkoły weterynaryjnej w przyszłym roku? 

- Och.. Nie… to wspaniale Josh. 
Uśmiechnął się ponownie. – Taak. Nadal będę trenować jazdę, ale myślę, że kariera, 

jako opiekun koni będzie lepsza niż sprzątanie stajni dla takich jak Celeste, czyż nie? 

Zaśmiałam się słabo. – Na pewno. – Chciałam tylko uciec. To było bardziej bolesne 

niż oczekiwałam. Czułam się pospolicie i nędznie i totalnie nikogo nie interesowałam. 
Pomimo moich dobrych intencji, tęsknota za uwagą i sympatią powracała jak powódź. Ale 
tylko się oszukiwałam. Moje marzenie o miłości było dokładnie takie— jak sen, totalna 
fantazja. 

- Mówiłem wczoraj o tym Evie. – Ciągnął dalej Josh. – Zachęcała mnie do złożenia 

podania na studia. Byliśmy w kontakcie przez całe wakacje, ale dobrze jest zobaczyć ją 
ponownie. 

Więc pisali i dzwonili do siebie nawzajem. Kolejna rzecz, o której Evie mi nie 

powiedziała. 

- Chciałbym, aby mogła się ze mną spotkać dziś wieczorem. Naprawdę chciałbym jej 

pokazać pewne rzeczy zanim odejdę. Myślę, że by była zachwycona. – Josh zawahał się, 
patrząc na mnie jakby zaprzątał sobie czymś myśli. – Chciałem jej to dać osobiście, ale 
ważniejsze jest by to zobaczyła. Poczekaj. – Zanurkował w stajennym pokoju i wyszedł 
chwilę później trzymając coś, co wyglądało jak mały zwitek papierów upchnięty w szczelnie 
zamknięta kopertę. 

- Możesz jej to dać? Nie pozwól nikomu innemu tego zobaczyć, oprócz Helen 

oczywiście. To niewiarygodne wieści. Pozwolę Evie, aby wam opowiedziała o tym. – 
Wręczył mi tobołek i notatkę. – I przekaż jej, że zobaczę się z nią jutro ok.? Nie zapomnisz? 
Dzięki Sarah, jesteś tak dobra. 

Stara, dobra Sarah. Zawsze niezawodna, zawsze na miejscu. Josh odszedł z 

wdziękiem. Poczekałam, aż zniknie walcząc z pokusą. Jak tylko zniknął mi z pola widzenia 
poddałam się i rozłożyłam kartkę. Droga Evie, myślałem o tobie cały dzień. Spotkaj się ze 
mną przy bramie przed jutrzejszym śniadaniem. Nie mogę się doczekać, aby usłyszeć, co o tym 
myślisz… 

Bum, Bang, bum… Moje serce waliło zranione przez zazdrość i rozpacz. Dlaczego to 

mi przeszkadza? Próbowałam być silna i dobra, ale nikt nie chciał tego, co oferowałam. 
Spojrzałam w górę, wieczorne słońce raziło mnie w oczy. Bang, Bum… Nadzieja odpłynęła. 
Wzgórza wydawały się pełne obserwatorów. Bębny nadchodzą coraz bliżej, ale nadal nie 
wiem, co to oznacza. 

Odwróciłam się od miejsca gdzie wcześniej stał Josh i oparłam głowę na karku 

Starlight. Nikt nie może mi pomóc. Nikt mnie nie chce.  

Moje serce bolało za wszystko, co mogłam mieć, jeśli Cal by się nie wyprowadził. 

Pragnęłam z całej duszy by móc wyjechać z Wyldcliffe i podążyć za Calem i jego cygańskimi 
braćmi ponad horyzont, do innego życia.