background image

 

                           Tłumaczenie nieoficjalne: Tril076 

Korekta: dominque91 

  
                            ROZDZIAŁ 9 

ZABÓJCZY WOJOWNICY, KTÓRZY NAS 

CHRONIĄ 

 

Pretorianie  nie  potrzebowali  snu,  ale  Mae  czuła  się  psychicznie  wykończona,  kiedy 

jechała  pociągiem  z  powrotem  do  miasta.  Jej  krótka  wizyta  w  domu  Marcha  była  zarówno 
komiczna,  jak i  bolesna.  Nie  mogła  sobie  nawet  wyobrazić,  co  jeszcze  wyjdzie  na  jaw  tego 
wieczora.  

Ich rodzinny dramat zdusił większy problem ciążący na Mae:  samego Justina. Czuła 

ucisk  w  żołądku  za  każdym  razem,  gdy  pomyślała  o  tej  strasznej  chwili,  kiedy  weszła  do 
hotelowego  apartamentu  Corneli  i  zdała  sobie  sprawę,  że  jej  zapierający  dech  w  piersiach, 
egzotyczny kochanek, to facet, który zawodowo dostaje się do umysłów innych ludzi i uczynił 
sztukę  z  uwodzenia  kobiet.  Potrzebowała  nieco  posiadanej  samokontroli,  żeby  zachować 
spokój i skupić uwagę na odprawie.  

Prawie  miała  nadzieję,  niemal  dałaby  się  przekonać,  że  ostatnia  noc  miała  jakieś 

znaczenie, ale wszystko, co zrobił w ministerstwie potwierdzało to, co Cornelia mówiła o jego 
arogancji  i  bezdusznym  traktowaniu  kobiet.  Mae  chciała  myśleć,  iż  była  ponad  nordyckie 
wychowanie,  ale  wiedziała,  że  nie  otrząsnęła  się  całkowicie  z  poczucia  wyższości,  jakie 
zaszczepiła  w  niej  rodzina.  Była  uwielbiana  i  przez  to  uwierzyła,  że  jest  wyjątkowa.  Teraz 
zdawała sobie sprawę, że nieprawda, to tylko arogancja patrycjuszy. Jednak wystarczająco dużo 
mężczyzn wciąż się do niej przymilało, przyzwyczaiła się do tego, dlatego zaskoczyło ją, że 
została wykorzystana przez jednego z nich. Zbyt dużo osób z różnych powodów próbowało się 
nią posłużyć i sądziła, że nauczyła się to dostrzegać. Najwyraźniej nie. 

Był tak przekonujący, pomyślała ze smutkiem. Pod całym jego urokiem, była pewna, że 

widziała w nim ból, a nawet uzasadnione poczucie zrozumienia dla jej własnej melancholii. 
Ale czy uzasadnione? Czy tylko grał? Mae nie była pewna. Wszystko, co wiedziała to fakt, że 
zraniono jej dumę i czuła się dobrze, przybierając postawę wyniosłej, nordyckiej debiutantki, 
by  go  zranić.  A  jednak,  nawet  w  środku  kłótni,  jej  ciało  było  tak  bardzo  świadome  jego 
obecności. Gniew może w mgnieniu oka obrócić się w namiętność.  

To  słabość.  Najlepszym  rozwiązaniem  było  teraz  spisanie  jego  i  tej  nocy  na  straty. 

Wyznaczono jej niekonwencjonalne, dziwaczne zadanie, które trzymało ją z dala od pola walki 
i oboje musieli się teraz na nim skupić. 

Z pewnością doszło do większej ilości morderstw, niż przypuszczała po sensacyjnych 

wiadomościach.  I  nie  mogła  zignorować  uczucia,  że  było  w  tym  coś  więcej.  Coś  dużego  i 
niewypowiedzianego wisiało pomiędzy Justinem, Cornelią i Francisem. Ale co to mogło być? 
Dziwne  czy  nie,  fakty  dotyczące  misji  są  jasne.  Potencjalnie  rytualny  charakter  morderstw 
wymagał interwencji serwitorów z urzędu, którzy byli w stanie zbadać sprawę, koncentrując 
się  na  bardziej  globalnym  i  religijnym  aspekcie.  A  jeśli  stał  za  tym  gorliwy  morderca, 
zwiększenie bezpieczeństwa było absolutnie konieczne, co wyjaśniało jej obecność. 

Z  pewnością  wydawali  się  mieć  wysokie  mniemanie  o  umiejętnościach  Justina,  no 

dobra, przynajmniej Francis Kyle miał. Facet wyglądał, jakby chciał autograf Justina. Prawie 

background image

 

nie  mogła  go  za  to  potępiać.  Jego  reakcja  na  nagranie  i  analiza  statystyk  zabójstw  były 
fascynujące.  Nie  zachowywał  się  jak  nałogowy  kobieciarz.  Był  tak  skupiony,  całkowicie 
pochłonięty krótkim wprowadzeniem do sprawy, łatwo było uwierzyć, dlaczego był gwiazdą 
dla Francisa, a nawet zdobył niechętne uznanie Corneli.  

Mae przerwała rozmyślania, kiedy dotarła do swojego przystanku w dzielnicy teatralnej. 

Tutaj noc była lśniąca i żywa, zupełnie inna od tej na cichych przedmieściach. Uliczne lampy i 
jasne  ekrany  malowały  wszystko  migającymi,  kolorowymi  światłami,  odganiając  wieczorną 
ciemność.  Nawet  w  ciągu  tygodnia  wieczorami  tę  okolicę  okupowali  miłośnicy  teatru  i  ci, 
którzy poszukiwali nocnego życia w wielu restauracjach i klubach. Mae brnęła przez tłum, a 
kilka przecznic dalej, przechodząc przez ulicę, weszła na podwieszany most, który zaprowadził 
ją  do  baru,  na  którego  oknach  wisiały  ekrany  głoszące,  że  lawendowe  martini  jest  dzisiaj 
specjałem wieczoru.  

Wcześniej starała się zachowywać, jakby załatwiała ważną sprawę przez ego, ale tak 

naprawdę  organizowała  spotkanie  w  barze.  Jej  oczy  szybko  przystosowały  się  ciemności, 
panujących  w  lokalu,  w  którym  brakowało  górnych  świateł.  Całe  oświetlenie  pochodziło  z 
fioletowych neonów znajdujących się pod stołami i na krawędziach baru. Rzucały one upiorny 
blask na modnych klientów, którzy siedzieli przy wysokich szklanych stolikach, rozmawiając 
ze sobą i jednocześnie zerkając na nowoprzybyłych. To było jedno z tych miejsc: „widzieć i 
być  widzianym”.  Patrząc  na  uwijających  i  robiących  drinki  barmanów,  przypomniała  sobie 
przestarzały automat w Panamie. Dawniej były popularne w RUNA, ale teraz w modzie byli 
„prawdziwi ludzie”. 

Val i Dag już przyszli i zajęli stolik przy oknie. Ubrani w zwykłe  jeansy i koszulki, 

przyciągali pełne dezaprobaty spojrzenia kilku bardziej elegantszych bywalców. Przynajmniej 
nie  założyli  mundurów,  które  przy  każdej  okazji  powodowały  widowisko  i  zamieszanie. 
Ostatnim razem, kiedy tak zrobili, kelnerka była tak onieśmielona, że upuściła tacę z drinkami. 
Dwa razy. Mae czuła się zobowiązana zostawić spory napiwek w ramach przeprosin. 

Dag zagwizdał, kiedy ją zobaczył. 
– Spójrz na siebie – powiedział. – Wybierasz się do klubu country? 
–  Teraz  zakładają  sukienki  do  klubów  country  –  skarciła  go  Val,  jakby  była  jakimś 

ekspertem.  –  Nasza  dziewczyna  wygląda  bardziej,  jakby  wygłaszała  prezentację  w  sali 
konferencyjnej. 

– Oboje się mylicie. 
Mae  usiadła  i  natychmiast  przysunęła  dotykowe  menu  i  zamówiła  mojito,  nawet nie 

patrząc na inne pozycje.  

– Tak? – spytała Val. Oboje z Dagiem wyczekująco spoglądali na Mae. Nie widzieli jej 

od czasu pogrzebu. – Gdzie byłaś? Oczywiście nie w areszcie. Myśleliśmy, że może odesłali 
cię na policję. Albo oprowadzasz wycieczki po muzeum militarnym.  

–  To  może  być  jeszcze  przede  mną  –  powiedziała  Mae.  –  Ale  w  tym  tygodniu 

pojechałam na prowincję. 

Jej przyjaciele wyglądali na zaskoczonych. 
– Byłaś na akcji? – spytał Dag. 
Mae uznała, że bicie się z bandytami z prowincji nie liczy się, jako akcja. 
– Hmm… załatwiałam coś w Panamie. 
Kelner przyniósł jej mojito, a także kolejną kolejkę dla Val i Daga.  Pili dzisiaj tylko 

towarzysko lub  machnęli co najmniej dziesięć drinków wcześniej. Jeśli zaliczysz kilka drinków 
w  przeciągu  kilku  minut,  możesz  na  krótko  wyprzedzić  szybkie  metabolizowanie  alkoholu 
przez implant. Osiąga się bardzo, bardzo krótkie szumienie, które trwa zwykle ponad dziesięć 
minut. Pretorianie nazywają to: „zatrzaśnięciem implantu”. 

Obecności Justina i Tessy w RUNA nie dałoby się utrzymać w tajemnicy, więc Mae 

zdała im szybką i niezwykle skróconą relację z wydarzeń w Panamie i pomijając morderstwa, 

background image

 

po prostu powiedziała, że pracuje jako ochroniarz Justina. Sądząc po minach przyjaciół, nie 
tylko Mae uznała te wydarzenia z dziwaczne. 

– Co, do cholery, takiego złego zrobił, że go wygnali? – spytał Dag. 
Val wodziła palcem po brzegu kieliszka, jej ciemne oczy były zamyślone. 
– A jednak nie było na tyle złe, aby go nie przywrócić.  
– Nie powiedzieli mi tego – powiedziała Mae, starając się zachowywać tak, jakby jej to 

nie przeszkadzało. – Jestem tylko posłańcem. 

Dag ożywił się. 
– Zresztą nieważne, jest to o wiele bardziej ekscytujące, niż dyżur przy zabytkach. Choć 

nie tak zaszczytne, rzecz jasna. 

To zaskoczyło Mae. 
– Dyżur przy zabytkach? Co nadzorujesz? 
– Ogrody Narodowe – powiedziała Val. 
Odstawiła połowę drinka. Może nie oszukała implantu, ale też się nie powstrzymywała. 

Po piciu panamskich pomyj, Mae się zraziła.  

–  Oboje  zostaliście  przydzieleni  do  ogrodów?  –  spytała.  Jej  przyjaciele  pokiwali 

głowami.  

– Jest tam teraz grono Szkarłatnych. – Van zaczęła wyliczać ich na palcach. – Whitetree, 

Mason, Chow, Makarova… 

– Szczęściarze – mruknęła Mae, nie wyrażając tego, co myśleli inni. 
Jeśli  drużyna  Szkarłatnych  została  przydzielona  do  stolicy,  mogłaby  być  z  nimi. 

Oczywiście,  gdyby  nie  ostatnie  wydarzenia.  Najsławniejsze  posterunki  pretorianów 
znajdowały się w miejscach aktywnych walk, jak prowincje czy pogranicza. Toczyły się tam 
bezustanne misje, podczas których pretorianie też ginęli. Jednakże pretorianie działali również 
w stolicy, gdzie pilnowali senatorów oraz ważnych narodowych pomników i budynków. Była 
to dość stateczna praca dla żołnierzy takich jak oni, ale wartościowa. Pretorianie byli symbolem 
siły i doskonałości RUNA. Widok pretorianina w Vancouver uspokajał obywateli, nawet jeśli 
czasami się ich bano. Chociaż może to nie takie złe. Obowiązek wobec stolicy  wprowadzał 
zmiany  w  zwykłych  obowiązkach,  przez  co  pretorianie  dostawali  sporo  wolnego  czasu. 
Posiadanie  znacznej  liczby  członków  kohorty  pod  ręką  było  niezwykłym  plusem,  ponieważ 
zwykle byli podzieleni i rozproszeni po całym świecie.  

Val i Dag byli w pełni świadomi, że otrzymali przyjemne zadanie, ale Dag starał się 

dyplomatycznie sprawić, by Mae poczuła się lepiej.  

– Jestem pewny, że zobaczysz z serwitorem coś fajnego. Może odkryjecie jakiś szalony 

kult. Widziałem taki jeden w wiadomościach, w którym poświęca się zwierzęta i tańczy nago 
przy świetle księżyca. – Odwrócił się tęsknie. – Ani trochę nie miałbym nic przeciwko temu. 
To  znaczy  przeciwko  nagości.  Nie  tej  części  ze  zwierzętami.  Słyszałem,  że  próbowali 
ukamieniować serwitora.  

Mae posłała mu uśmiech ze względu na jego starania. 
– Kulty zostają zwykle pokonane papierkową robotą, zamiast brutalną siłą. W telewizji 

pokazują tylko sensacyjne przypadki. 

– Dobrze, ale pamiętaj, że mogłaś trafić o wiele gorzej. – Ton głosu Val był lekki, ale 

pojawiła  się  w  nim  ostrzegawcza  nuta.  Nikt  nie  wspomniał  pogrzebu,  ale  wszyscy  o  nim 
pomyśleli.  –  I  hej,  pomyśl,  jakie  to  szalone,  spędzisz  czas  z  tajemniczym  wygnańcem  i  z 
dziewczyną z prowincji. To właśnie dramat. Nie możesz tego spartaczyć. 

–  Nie  –  zgodziła  się  Mae,  wracając  myślami  do  tego,  co  wiedziała.  –  Naprawdę nie 

mogę. 

– Czy on jest słodki? – spytała Val tonem, który Mae znała aż za dobrze. 

background image

 

– Powściągnij fantazję. – Mae nie pisnęła ani słówkiem o tym, co się wydarzyło między 

nią, a Justinem. Val i Dag nie daliby jej wtedy żyć. – Nie potrzebuję ciebie dobijającej się do 
jego drzwi. 

Oczy Val pojaśniały. 
– Ach, czyli jest słodki. 
Dag pokręcił głową. 
– Zignoruj ją. Od tygodnia nie zaciągnęła nikogo do łóżka. To cud, że nadal żyje. 
Żartował,  chociaż  pretorianie  mieli  skłonności  do  szczególnie  aktywnego  życia 

seksualnego.  To  kolejny  efekt  uboczny  naturalnych  reakcji  fizycznych  wywołanych  przez 
implant. Justin był pierwszym partnerem Mae od prawie sześciu miesięcy. Zadziwiająco długi 
okres dla pretorianina, ale po Porfario, nie miała na to ochoty.  

Val szturchnęła Daga dla żartu, ale przynajmniej Mae miała odpowiedź na pytanie, nad 

którym się zastanawiała. Val i Dag raz ze sobą byli, raz nie, co utrudniało śledzenie bieżącego 
statusu  ich  związku.  Najwyraźniej  teraz  nie  byli.  To  zawsze  trochę  smuciło  Mae,  ale 
przynajmniej ta dwójka pozostawała w przyjaznych stosunkach. 

Spojrzała  na  godzinę  i  dokończyła  drinka.  Tak  bardzo  jak  kochała  przyjaciół,  nagle 

zatęskniła za chwilą wytchnienia. 

– Muszę lecieć. Zdam wam raport następnym razem, kiedy się zobaczymy. Chyba że 

prędzej zobaczycie nas w telewizji. 

– Gdzie idziesz? – spytała Val. – Gorąca randka? Wiesz, nie zaszkodziłoby byś dała się 

przelecieć.  –  Gdyby  tylko  Val  znała  prawdę.  –  Wracasz  do  tego  swojego  arystokratycznego 
sztywniactwa. 

– To nigdy nie nadejdzie – powiedział Dag. – Ale powinnaś się zrelaksować, Finn. 
Dag zaczął się tak do niej zwracać, kiedy najpierw została przydzielona do ich kohorty, 

a  następnie  zaczęła  trening  na  pretorianina.  Nigdy  nie  potrafił  zapamiętać  jej  nazwiska,  ale 
wiedział,  że  ma  skandynawskie  pochodzenie,  stąd  przydomek,  który  ostatecznie  podłapała 
również  Val.  Każdy  mógłby  powiedzieć,  że  była  arystokratką,  która  wojsku  przeszła  kilka 
szorstkich zmian. Val i Dag nawiązali z nią więź natychmiast i bezwarunkowo, może dlatego, 
że potrzebowali jakiegoś prostego człowieka do wszystkich swoich żartów. 

– Nie mogę się zrelaksować – powiedziała Mae, wstając i wkładając ego do czytnika, 

by zapłać za drinka. – Nie jestem na wakacjach. To znaczy, nie pełnię warty przy pomniku. 

– Ha, ha – powiedziała Val.  
Przewróciła oczami, ale oczywiście odetchnęła z ulgą po ostatnich wydarzeniach. Mae 

czuła lekkie ukłucie winy, że wcześniej nie nawiązała z nimi kontaktu. Nie mieli pojęcia, co się 
z nią stało po pogrzebie i pewnie zakładali najgorsze. Byli jej bliżsi, niż biologiczna rodzina. 

– Hej… – Mae się zawahała i oparła dłonie na oparciu krzesła. – Wiecie, co się dzieje z 

Kavi? 

– Jeszcze w szpitalu – powiedział Dag, trzeźwiejąc. – Cóż, tak głoszą plotki. Indygo z 

nami nie gadają. 

Mae dostawała mdłości, ilekroć pomyślała o Kavi. 
– Przypuszczam, że to normalne. To było tak niedawno. 
Pretorianów ciężko zranić, ale większość urazów goiło się u nich tak jak u zwykłych 

ludzi. Zawsze po cichu mówiono o leczeniu komórkami macierzystymi albo innych przełomach 
biologicznych, które mogłyby przyspieszyć rekonwalescencję pretorianów, jednakże polityka 
RUNA  wciąż ostro sprzeciwiała się biologicznym i  genetycznym manipulacjom, nawet jeśli 
chodziło o cenionych żołnierzy.  Badania medyczne to jedno, ale nikt nie chciał ryzykować, 
ponieważ obawiano się, że mógłby powstać inny wirus, który doprowadziłby do Upadku. 

Val podniosła się i ją przytuliła. 
– To nie była twoja wina. 
– Złamałam jej nogę – zauważyła Mae. – Jeśli to nie moja wina, to czyja? 

background image

 

– Prosiła się o to – powiedział lojalnie Dag. 
 Także wstał i mocno ją uściskał. 
– Była po prostu zdenerwowana z powodu Porfirio. – Wypowiadając jego imię, Mae 

poczuła znajomy ból w klatce piersiowej. – Wszyscy byliśmy.  

–  Jasna  cholera  –  powiedziała  Val.  –  Słyszałeś,  Dag?  Myślę,  że  przyznała  się  do 

ludzkich uczuć. 

Mae żałowała, że nie miała odwagi zadać im dręczącego ją pytania: Dlaczego Kavi była 

taka wolna? Ale wiedziała, że nie znali odpowiedzi. Powtórzyliby to, co powiedział Gan, że 
jest po prostu lepsza od Kavi, użyliby tylko więcej wulgaryzmów. 

–  Też  spadamy  –  powiedziała  Val  do  Daga.  Jednym  haustem  skończyła  drinka.  – 

Impreza u Amber powinna się już zacząć. 

Była jedna rzecz, na którą mogłeś liczyć w tym mieście: gdzieś zawsze trwała impreza. 

Val  i  Dag  namawiali  ją,  żeby  do  nich  dołączyła,  ale  Mae  odmówiła.  Jej  niepewny  status 
pozostawiał ją w ponurym nastroju. Nie była czynna w walce, ani nawet nie brała udziału w 
ceremoniach pretorianów. Czułaby się dziwnie, idąc z nimi i nie chciała przypominać sobie, że 
straciła szansę na to, by być przypisana z innymi Szkarłatnymi. 

Impreza  Val  i  Daga  odbywała  się  niedaleko  stacji  metra,  więc  we  trójkę  ruszyli 

zatłoczoną  ulicą.  W  krótkim  czasie,  odkąd  Mae  tędy  szła,  liczba  imprezowiczów  i 
poszukiwaczy przyjemności prawie się podwoiła. Niektórzy z nich dopiero zaczynali przygodę, 
inni właśnie opuszczali teatry i restauracje, kończąc na dziś. W końcu się rozeszli, a Mae miała 
szczęście, że jej pociąg właśnie podjechał na peron. 

Kiedy dotarła do przestanku kilka przecznic od domu, wyszła i znalazła się w miejscu 

o wiele cichszym, niż dzielnica teatralna. W części mieszkalnej wciąż panowała wielkomiejska 
atmosfera,  chociaż  nie  było  tutaj  żadnych  migających  ekranów.  Żywe  dęby  posadzono 
strategicznie, by  schludnie dopełnić krajobraz z murowanych domów ciągnących się wzdłuż 
ulicy. Przeplatały się z lampami ulicznymi, które dawały przyćmione światło i tworzyły nowe 
cienie. Kiedy była przy drzwiach, wyczuła czyjąś obecność w pobliżu drzewa i obróciła się z 
bronią w ręku. 

–  Cholera,  naprawdę  jesteś  szybka.  –  Mężczyzna  wyszedł  z  cienia  z  rękoma 

uniesionymi w geście kapitulacji. – Spokojnie. 

Mae nie opuściła broni, nie dając się nabrać. Nigdy wcześniej go nie widziała. Blondyn 

z  niebieskimi  oczami,  w  podobnym  do  niej  wieku,  i  także  należał  do  jakiejś 
północnoeuropejskiej  kasty.  Równie  dobrze  mógł  mieć  nordyckie  pochodzenie,  ale  przy 
słabym oświetleniu trudno było dostrzec lokalne cechy. Pomimo pozornie niegroźnej postawy, 
było w nim coś, co ją niepokoiło. 

– Kim jesteś? – spytała. 
Włożył ręce do kieszeni i uśmiechnął się swobodnie. 
– Możesz nazywać mnie Emilem, pretorianinie. 
Mae ani nie mrugnęła, ani nie zapytała skąd wie, kim ona jest. 
– I? Czego chcesz? 
–  Ciebie  –  powiedział  bez  ogródek.  –  Powinnaś  się  domyślić,  że  w  końcu  kogoś 

wyślemy. 

– Och, tak? Jesteś jakimś łowcą nagród wysłanym przez moją matkę, by zaciągnąć mnie 

do domu? 

–  Jakoś  wątpię,  żeby  to  było  łatwe  zadanie.  –  Zaśmiał  się.  –  Ale  to  zabawne,  że 

wspomniałaś o rodzinie, ponieważ mam coś, co może cię zainteresować, coś, co jest oznaką 
naszej dobrej woli i chęci zaproszenia ciebie.  

Poczuła  przypływ  adrenaliny.  Utrzymała  pokerowy  wyraz  twarzy,  nie  zdradzając  po 

sobie,  że  nie  miała  kompletnie  pojęcia  o  powodzie  tej  wizyty.  Widziała,  że  on  wydaje  się 
myśleć, że ona wie o co chodzi. Wyjawienie swojej niewiedzy byłoby słabością. 

background image

 

Emil sięgnął do kieszeni, a palec Mae zatrzymał się na spuście. 
– Spójrz, czy to wygląda znajomo? 
Wyjął ego i swobodnie przejrzał, aż znalazł zdjęcie. Podniósł je, pokazując Mae. 
Znów trzymała emocje na wodzy, chociaż tym razem kontrolowanie się było znacznie 

trudniejsze. 

– Nigdy wcześniej jej nie widziałam. 
Dziewczynka na zdjęciu miała osiem lat, ubrana w dziwną, ręcznie tkaną sukienkę z 

szarobrązowej tkaniny. Na głowie miała białą chustę, ale kosmyki o barwie słonecznego blondu 
wymykały się spod niej. Znajdowała się na dworze, na jakimś trawiastym obszarze, którego nie 
dało  się  zidentyfikować.  Wygląda  zupełnie  jak  Claudia,  pomyślała  Mae.  Dobra,  jak  jej 
ładniejsze wersja, co ma sens

– Chcesz? – spytał, wkładając ego z powrotem do kieszeni.  – Mamy środki, które ci 

pomogą. 

I Mae od razu wiedziała.  Wstrzymała oddech. Brödern.  Od lat próbowała zdobyć od 

nich informację, ale szwedzka mafia nie była chętna do pomocy komuś z wojska. Nigdy nie 
sądziła, że w końcu przyjdą. 

– Powiedz, gdzie ona jest. 
Emil pokręcił głową, wciąż miał ten protekcjonalny wyraz twarzy. 
– Nie mogę tak łatwo tego zdradzić. 
Oczywiście, nie mógł, ale Mae była na to przygotowana. Musiała być, z tego rodzaju 

wyrachowanymi kontaktami, których musiała szukać. 

– Ile to będzie kosztować? Mam wschodnią walutę. 
–  Pieniądze,  ba.  Mamy  ich  mnóstwo.  To,  czego  nie  posiadamy  to  wpływy  i  dojścia 

energicznej młodej kobiety z jednej z najbardziej elitarnych jednostek militarnych. 

Te insynuacje były śmieszne. 
–  Nie  zamierzam  wykorzystywać  swojej  pozycji,  aby  pomóc  twojej  grupie  z  jakimś 

spiskiem, który planujecie. 

–  Powinnaś  do  nas  dołączyć  już  dawno  temu  –  powiedział  groźnie.  –  To  prawo 

przysługujące ci z racji twego urodzenia.  

Takie  podejście  jej  nie  zaskoczyło.  Organizacje  typu  Brödern  przejawiały  jeszcze 

większe  separatystyczne  skłonności,  niż  normalni  patrycjusze.  Biorąc  pod  uwagę,  że  miała 
więcej  fińskiej  krwi,  niż  szwedzkiej,  w  nordyckim  rankingu  prawdopodobnie  nie  robiło 
różnicy. 

– Wybacz. Nie jestem zainteresowana dołączeniem. 
Poklepał kieszeń, w której zniknęło jego ego.  
– Ale tym jesteś zainteresowana. 
– To może być fałszywe. To mógłby być ktokolwiek. 
–  Możliwe  –  przyznał  Emil.  Sięgnął  do  kieszeni  i  tym  razem  wyjął  małą, 

zapieczętowaną plastikową torebkę. Podał ją Mae i po chwili wahania wzięła ją do lewej dłoni. 
W środku znajdował się złoty kosmyk włosów. – Ale to może należeć tylko do jednej osoby. 

– Kłamiesz. 
Wzruszył ramionami. 
– Sprawdź to i zobacz. Może wtedy wykażesz więcej szacunku dla swoich obowiązków. 
Musiała się zmusić, żeby nie wpatrywać się we włosy. 
– Wciąż nie wyjaśniłeś, co tak naprawdę chcesz w zamian. 
– To zależy od tego, jak możemy cię wykorzystać.  
– Sądzisz, że zamierzam handlować się o jakąś otwartą przysługę? 
Z wyrazu jego twarzy wynikało, że o tym dokładnie myślał. 
–  To  drobiazg  w  porównaniu  z  tym  wszystkim,  co  dla  ciebie  zrobiliśmy  i  możemy 

zrobić. – Skinął w kierunku włosów. – Sprawdź to. Wtedy pogadamy. 

background image

 

Zaczął odchodzić, a ona bawiła się pomysłem, żeby go zastrzelić albo przynajmniej się 

na niego rzucić. Ale w zasadzie nie zrobił nic złego. I tak Mae została w miejscu, którym stała, 
obserwując Emila, dopóki nie pochłonęła go ciemność. Dopiero wtedy opuściła broń i powoli 
ruszyła w stronę domu, trzymając torebkę, którą jej dał. 

 

 

background image

 

                           Tłumaczenie nieoficjalne: Tril076 

Korekta: dominque91 

  
                            ROZDZIAŁ 10 

                          MISTRZ I UCZENNICA  
 

Pierwszy tydzień przeleciał Justinowi jak sen. Część spędził na nabieraniu prędkości w 

SCI i nadchodzącą sprawą. W  zasadzie został ponownie zatrudniony, więc miał niezliczoną 
ilość  autoryzacji  do  przeskoczenia  i  wszechobecnej  urzędowej,  papierkowej  roboty. 
Opóźnienie dało mu sporo wolnego czasu, pozwalając na to, żeby znów zanurzyć w świecie, 
którego pragnął przez ostatnie cztery lata. 

Spędził  długie  dni  w  mieście,  odnawiając  zawartość  garderoby  –  nigdy  więcej 

łatwopalnych podróbek  – i odkrywając dawne ulubione miejsca. Nie było trudno  wrócić do 
starych  nałogów.  Oczywiście  środki,  które  można  tutaj  zdobyć  nie  były  tak  zabójcze,  jak 
niekończący  się  zapas  narkotyków  w  Panamie,  ale  na  rozpustę  zawsze  można  liczyć, 
niezależnie od miejsca. Dość łatwo można znaleźć dilerów oraz lekarzy, przepisujących mu 
środki pobudzające na dzień i bardziej euforyczne rzeczy, które zażywał, żeby się rozluźnić. 

Jedyną  rzeczą,  której  się  nie  spodziewał  to  technologiczny  sposób  uczenia.  Ludzie 

często mawiali, że gdyby nie Upadek, ludzkość mogłaby już dotrzeć do gwiazd. Postęp utknął 
w martwym punkcie, a wręcz chaosie, po Upadku cofnęli się w rozwoju, zwłaszcza w innych 
częściach świata. W przeciągu dziesięciu lat lub coś koło tego, RUNA  – ustabilizowana po 
pokonaniu Mefistofelesa – szybko nadrobiła stracone chwile. W czasie, gdy był daleko, nic się 
nie  zmieniło.  Justin  wiedział,  że  postęp  poszedł  dalej,  niż  tylko  stworzenia  ega  i  czasami, 
chociaż było to nieco krępujące, musiał się uczyć czegoś, co dla Quentina było drugą naturą. 

Oczywiście  Justin  miał  mniej  do  nadrobienia,  niż  Tessa.  Poczyniła  zadziwiające 

postępy  w  pierwszym  tygodniu  i  chociaż  nie  podróżowała  do  miasta  tak  chętnie  jak  on,  to 
ogarnęła ją obsesja na punkcie mediów i mogła spędzić kilka godzin przed ekranem, oglądając 
coś, czego nie mogła dostać we własne ręce. Telewizja, wiadomości, filmy instruktażowe… 
pochłaniała  wszystko,  siedząc  bezpiecznie  w  salonie  i  starając  się  zostać  ekspertem  od 
gemmańskiej kultury. 

Jednak nie był pewny, czy to było dobre. Nie zabrał Tessy do RUNA, by ukrywała się 

w  domu.  Równie  dobrze  mogła  zostać  w  Panamie.  I  tak  wieczorem  przed  SCI  w  końcu 
powiedział sobie, że czas zabrać się za robotę i uczcić pożegnanie z rozpustną, Justin zabrał 
rodzinę  na  kolację  do  miasta.  Poprawiło  to  też  jego  relacje  z  Cynthią.  Pomimo  wspólnego 
zamieszkania, każde z nich było zajęte dostosowywaniem się do nowego życia i prawie się nie 
kontaktowali, jak to powinni robić po czteroletniej rozłące. 

Tessa rozglądała się z szeroko otwartymi oczami po wybranej przez Justina restauracji. 

Słynęła w Vancouver z najlepszego tajskiego jedzenia, ale wykorzystywała swoją popularność, 
pokrywając każdy centymetr kwadratowy ścian reklamującymi ekranami. Nawet Justin, który 
dorastał  stale  otoczony  mediami,  musiał  przyznać,  że  ciągle  zmieniające  się  obrazy  nieco 
rozpraszały.  Jednak po tym jak w Panamie nie znalazł żadnej prawdziwej azjatyckiej knajpy, 
odkrył w sobie większą tolerancje dla wszechobecnych mediów.  

–  Tutaj  jest  tyle…  wszystkiego  –  powiedziała  Tessa.  –  Piąty  raz  widziałam  reklamy 

futerałów na ego. Naprawdę potrzebujecie różnych, dopasowanych do waszych ubrań? 

– Tak – odparł Justin. 

background image

 

– Czasami – powiedziała Cynthia. 
Justin  nie  zwracał  uwagi  na  niepewne  spojrzenie  Tessy,  ponieważ  uznał,  że  w  tym 

konkretnym przypadku, prezentuje się doskonale w ubraniu, które jej wybrał. Podniósł rękę z 
własnym ego, kliknął na zdjęcie z reklamą i w kilka sekund złożył zamówienie. 

Cynthia skrzywiła się z dezaprobatą. 
– To zbyt drogie. Można to dostać taniej w sklepie na Market Street.  
– To od Bloomfield – odparł. 
Wciąż tego nie pochwalała. 
– Metkowa zdzira. 
Uśmiechnął  się  do  niej.  Życie  było  dla  niego  zbyt  dobre,  by  cokolwiek  go 

zdenerwowało.  Miał  swoje  życie,  rodzinę  i  pracę.  Jedyną  rzeczą,  która  poprawiłaby  jego 
sytuację, było posiadanie obywatelstwa w Krajowym Rejestrze.  

I zapewnienie, że cię nie odeślą, powiedział Horatio. 
I żeby Mae cię nie nienawidziła, dodał Magnus. 
Dlaczego jesteście takimi czarnowidzami? Zapytał ich Justin. 
Ale obaj trafili w ważne punkty, szczególnie pierwszy. W miarę jak cieszył się swoimi 

mini  wakacjami,  tak  biurokratyczne  opóźnienie  SCI  pochłaniało  dni,  których  nie  mógł 
pozwolić sobie utracić. Przynajmniej przywrócono mu dostęp do bazy danych, więc czas nie 
do końca został zmarnowany. Mógł sprawdzić aktualne zapisy serwitorów w stosunku do tego, 
co zapamiętał o kultach, które łączą się z księżycem oraz srebrem. Dzięki temu stworzył listę 
grup, które warto odwiedzić. Wciąż nie wiedział, czy rozgrywająca się sprawa zagwarantuje, 
czy zaszkodzi jego pobytowi, ale nie było sensu się o to dzisiaj martwić. 

Kelner  przyniósł  kilka  potraw  do  ich  stolika.  Tessa  obdarzyła  wszystkie  ostrożnym 

spojrzeniem,  przynajmniej  do  czasu,  aż  podano  ryż.  Jej  twarz  pojaśniała  na  ten  widok,  a 
następnie  znów  pojawił  się  na  niej  komiczny  wyraz,  gdy  Tessa  zauważyła  pałeczki.  Justin 
poprosił o widelec dla niej, ale ostrzegł ją, że musi wszystkiego spróbować. 

– Więc tak wygląda rodzicielstwo – mruknął do Cynthi. 
Quentin ochoczo zaczął uczyć Tessę posługiwania się pałeczkami, tak samo jak zgłosił 

się na ochotnika, by zostać jej przewodnikiem po mediach. Ze swoimi prostymi wyjaśnieniami 
Quentin faktycznie wykonał dobrą robotę i wydawało się, że się w niej podkochiwał. 

Cynthia pokręciła głową. 
– Nic nie wiesz na temat rodzicielstwa. Na szczęście. To dużo trudniejsze, niż sądzisz. 

A skoro o tym mowa… Zakładam, że nie powiedziałeś mamie, że wróciłeś? 

Justin skinął głową w podzięce, kiedy przybyła szklanka bourbona. Nie był to najlepszy 

dodatek do curry, ale uznał, że zasłużył na to przed jutrzejszym powrotem do pracy. 

– Nawet nie przypuszczałem, że zauważyła mój przyjazd. Poza tym, jeśli dowie się o 

naszym domie, to też będzie chciała się wprowadzić. Chcesz ryzykować? 

Odpowiedziała mu skrzywiona mina Cynthi. Bez względu na to, jak rodzeństwo się od 

siebie różniło, w pewnych kwestach pozostawali jednomyślni. 

– Och. – Tessa westchnęła z przyjemnością, patrząc nad swoim Pad Thai. 
Justin  podążył  za  jej  spojrzeniem  do  reklamy  z  modelką  w  wyjściowej  sukience  w 

kolorze fuksji. 

– Tylko spójrz na to – powiedział. – Przecież jesteś dziewczyną. Chcesz ją? 
Pokręciła głową. 
– Nie wiem, jakby to wyglądało.  
W  wyposażenie  jej  gemmańskiej  szafy,  jak  dotąd  wchodziły  codzienne  rzeczy  w 

rozsądnych  kolorach.  Zaskoczyła  wszystkich,  kiedy  od  razu  założyła  jeansy.  Justin  się  o  to 
martwił, po tym jak w dotychczasowym życiu nosiła spódnice do kostek. Zerknął na adres w 
dole reklamy.  

– To tuż za rogiem – powiedział. – Możemy się tam zatrzymać po kolacji. 

background image

10 

 

–  Nie  ma  mowy  –  odparła  Cynthia.  –  Nie  chcę  iść  do  tego  sklepu.  Wszystkie  te 

dziewczyny  są  o  połowę  ode  mnie  młodsze.  To  sprawia,  że  czuję  się,  jakbym  desperacko 
chciała zachować młodość. 

– Cokolwiek powiesz, staruszko. Pójdę z Tessą. 
– Ta, bo to wcale nie jest odrażające. 
W końcu postanowili się rozstać. Cythia wróciła do domu z Quentinem, a Justin zabrał 

Tessę  na  zakupy.  Jego  siostra  nie  myliła  się  co  do  dziwaczności  w  byciu  trzydziestoletnim 
facetem w sklepie z ciuchami dla nastolatek, ale przecież niczego z nią nie przymierzał. Oddał 
ją w ręce zdolnej sprzedawczyni, która była bardziej niż szczęśliwa, pokazując Tessie sukienkę 
z reklamy… i wiele więcej. 

Justin  rozsiadł  się  wygodnie  na  fioletowej  ławce  niedaleko  przymierzalni.  Na 

naściennym ekranie pojawiły się wiadomości z tego dnia. 

Cyn  się  myliła.  Rodzicielstwo  nie  jest  trudne  tak  długo,  jak  masz  otwarty  portfel

powiedział krukom. 

Horatio się nie zgodził: Dzięki bogom, jeszcze nikogo nie zapłodniłeś
Mówiłem  ci,  żebyś  nie  wywoływał  żadnych  bogów  teraz,  kiedy  wróciliśmy.  Mam 

wystarczająco problemów

Nie rozmawianie o czymś, nie sprawi, że to odejdzie, ostrzegł go Horatio. 
Jego  mentalną  rozmowę  przerwał  widok  znajomej  twarzy  na  ekranie.  Opadła  mu 

szczęka. 

– To Lucian? – spytał głośno. 
Pytanie było retoryczne, ale kręcąca się sprzedawczyni go usłyszała. 
– Lucian Darling? Oczywiście, że tak. 
Głos był wyłączony, ale nagłówek głosił: Kandydaci na konsula zatrzymali kampanię

Justin musiał to dwa razy przeczytać. 

– On… kandyduje na konsula? 
Sprzedawczyni,  która  wydawała  się  oczarowana  Justinem,  kiedy  przyszedł,  teraz 

patrzyła na niego, jakby oszalał. 

– Jak mogłeś tego nie wiedzieć? 
– Nawet ja to wiem – powiedziała Tessa, wychodząc nieśmiało w różowej sukience. 
–  Siedzisz  przed  telewizorem  –  powiedział.  Spojrzał  na  rozpromienionego  senatora 

machającego do tłumu. – Co on, do cholery, zrobił z włosami? Czy to pasemka? 

– Są świetne – powiedziała sprzedawczyni. 
Justin  nie  zaszczycił  jej  odpowiedzią  i  zamiast  tego  starał  się  skupić  na  Tessie  i 

sukience. Śmiały kolor kontrastował z jej nerwowością, ale ogólnie rzecz biorąc, zmienił jej 
wygląd. Przypominała typową gemmańską dziewczynę. 

– Uroczo – powiedział czule.  
Tessa zarumieniła się zadowolona. 
– Gdzie mogłabym ją nosić? – spytała. 
– Znajdziemy miejsce – zapewnił ją. – Może Feriae, albo letnie wakacje. 
A może randka, zasugerował chytrze  Horatio.  To tylko kwestia czasu, zanim chłopcy 

zaczną ją odwiedzać. Czas, abyś wypił swoje piwo

Zamknij się, odparł Justin. 
W  końcu,  za  namową  Justina,  Tessa  kupiła  dwie  sukienki.  Kiedy  sprzedawczyni  je 

pakowała, Justin poprosił Tessę: 

– Opowiedz mi o Lucianie, medialny ekspercie. Dlaczego kandyduje na konsula? 
Wyglądała na zaskoczoną, ale okazała się pracowitą reporterką. 
– Ponieważ chce rządzić krajem? Nie wiem. Ale jest codziennie w wiadomościach. Jest 

jednym z najpopularniejszych kandydatów. Robią dużo żartów z jego imieniem i wielką rzeczą 
jest to, że twierdzi, iż nadszedł czas przejścia do kolejnego etapu. Mówi, że Wiek Upadku się 

background image

11 

 

skończył  i  teraz  powinien  nastąpić  Wiek  Odnowy,  że  nastał  czas  na  coś  większego  i 
wspanialszego. Hasło jego kampanii brzmi: „Zapoczątkujmy Nowy Wiek”. 

– Wpada w ucho. Wiedziałem, że twoja znakomita pamięć się przyda – powiedział jej. 
Tessa uśmiechnęła się do niego, kiedy odbierała paczkę od sprzedawczyni. 
– Jego przeciwnicy zarzucają mu, że jest niewystarczająco precyzyjny. Mówią o tym: 

„Nieznany Wiek Darlinga” albo „Wiek X”. Znasz go? 

– Był moim współlokatorem w college’u – powiedział Justin, wciąż nie mogąc uwierzyć 

w ten rozwój wypadków.  

Zawsze sądził, że Lucien poszedł do polityki, by pić wino i jeść kolacje z lobbystami. 

Teoria  wyznawana  przez  Luciana  mówiła  o  byciu  najbardziej  bezmózgim  dostępnym 
senatorem w komitecie. Jakim cudem od tego przeszedł do konsula? 

–  Macie  ten  sam  uśmiech  –  powiedziała  Tessa  po  chwili  namysłu.  –  Ćwiczyliście 

razem? 

Justin ruszył do drzwi. 
– Ukradł mi go. 

 

***** 

 
Jego  pierwszym  zadaniem  dla  SCI  nie  była  wizyta  w  miejscach,  gdzie  doszło  do 

morderstw ani nawet odwiedzenie grup, które otagował jako: potencjalni sprawcy. Myślał o 
tym,  co  powiedział  Corneli,  że  znał  kogoś,  kto  mógłby  rozgryźć  nagranie.  Jeśli  naprawdę 
zostało  sfałszowane.  Jednak  istniał  problem,  jego  człowiek  był  irytująco  niechętny  do 
współpracy.  Leo  Chan  był  najlepszym  inżynierem  biotechnologii,  jakiego  kiedykolwiek 
spotkał,  jedyny  z  którego  usług  Justin  korzystał  wyłącznie  dlatego,  że  cała  reszta  przy  nim 
wydawała się kompletnymi amatorami. Chociaż podobno cztery lata temu Leo rzucił pracę dla 
rządu dla własnego sektora i przeniósł się do Portland. Gdy Justin zadzwonił, Leo był ostrożny, 
i  odrzucił  zaproszenie  przyjazdu  do  Vancouver.  Oznaczało  to,  że  Justin  musiał  udać  się  do 
Portland,  ponieważ  nie  mógł  wysłać  niebezpiecznego  nagrania  przez  sieć.  Musiało  zostać 
dostarczone osobiście. 

W dniu podróży Justin wstał wcześnie, aby pobiegać. To swego rodzaju praktyka po 

tym, jak wrócił do Exerzolu. Exerzol był sto razy lepszy od kofeiny, kiedy chodziło o skupienie 
i czujność, chociaż nie był ani trochę tak mocny jak ten z Panamy. Jednak w przeciwieństwie 
do  zwykłych  leków,  dawał  znacznie  mniejsze  prawdopodobieństwo  dostania  zawału  serca. 
Rankiem  zawsze  stawiał  go  na  nogi,  zapewniając  mu  przypływ  energii,  którą  natychmiast 
zauważyła Cynthia. 

– Nie pałętaj się po tym wielkim domu – ostrzegła, gdy pierwszy raz zauważyła to nagłe 

tempo. Po jej spojrzeniu wiedział aż za dobrze, że tylko głupiec wszedłby jej w drogę. 

I  tak  jogging  stał  się  sposobem  na  radzenie  sobie  z  nadmiarem  energii  po  zażyciu 

Exerzolu. Godzina rundka po przedmieściach zwykle sprowadzała go do rozsądnego poziomu, 
tak  czy  owak  ćwiczenia  nie  były  złym  pomysłem.  Życie  w  świecie  ochroniarzy  i  stałych 
zagrożeń  w  Panamie  zachęciło  go  do  pozostania  w  dobrej  kondycji  i  nie  chciał  teraz  tego 
stracić.  

Kiedy tego ranka wrócił do domu, zauważył zbliżającą się Mae. Nie sądził, żeby podróż 

do  Leo  wymagała  ochroniarza,  ale  SCI  upierało  się,  żeby  była  jego  cieniem  zawsze,  kiedy 
prowadzi urzędowe sprawy.  

– Na co patrzysz? – zapytał. 
Mae skrzyżowała ramiona, a jej twarz nie zdradzała emocji. Zawsze zwracał uwagę na 

jej ubrania i dziś założyła wzorzystą bluzkę z adamaszku i jeansy, które robiły niesamowite 
rzeczy  z  jej  nogami.  Było  to  krępujące  wiedzieć,  jakie  jej  nogi  potrafią  robić  niesamowite 
rzeczy. 

background image

12 

 

– Na co patrzę? 
–  Ktoś by powiedział, że nie możesz uwierzyć, że robię coś fizycznego.  – Otworzył 

drzwi i zaprosił ją do środka. 

– Och, nie – powiedziała chłodno. – Wierzę, że robisz różne fizyczne rzeczy. Po prostu 

zakładałam,  że  skupiasz  się  na  rzucaniu kościami  i  pomaganiu  kobietom  w  pozbywaniu  się 
ubrań.  

– I biegam – dodał. Przesunął ręką po czole i skrzywił się. Wadą porannego biegania, 

oprócz konieczności patrzenia na identyczne trawniki, był pot. – Wezmę prysznic i możemy 
iść na stację. Tessa jedzie z nami. 

Mae wyglądała na zaskoczoną. 
– Na misję? 
–  Nie  będzie  dzisiaj  żadnej  misji.  Nie  dokładnie.  Jedziemy  z  wizytą  do  starego 

przyjaciela. – Skrzywił się, kiedy spojrzał w stronę salonu, gdzie Quentin wyjaśniał Tessie jak 
działają  telewizyjne  media  społecznościowe,  które  pozwalały  zobaczyć  komentarze  innych 
widzów oglądających ten sam program albo film. Tessa była zaintrygowana, ale też zaskoczona 
przez  to,  co  oglądała,  jak  i  tym,  że  ludzie  potrzebują  widzieć  siebie  nawzajem,  kiedy 
rozmawiają. – Powinna więcej wychodzić, szczególnie, że za kilka dni zaczyna szkołę. 

Złośliwy wyraz twarzy Mae zarezerwowany dla niego zniknął, gdy obserwowała Tessę. 

Podczas ich okazjonalnych spotkań w tym tygodniu widział, jak chłodna fasada Mae ociepla 
się, ukazując jej prawdziwe uczucia, ilekroć wchodziła w interakcję z Tessą. To przypomniało 
mu o kobiecie, z którą dzielił wino i łóżko w Panamie. 

– Jak sądzisz, da radę? – zapytała Mae. 
– Będzie dobrze – powiedział z większą pewnością, niż czuł. – Kiedy zostanie rzucona 

w wir, dostosuje się. 

Miałeś na myśli, że zostanie rzucona wilkom, zauważył Horatio. 
Justin zignorował kruka i ruszył pod prysznic. Wrócił godzinę później i okazało się, że 

Mae dołączyła do Tessy i Quentina, którzy dyskutowali o komentarzach na temat filmów. 

– Będziecie musieli rozwikłać tajemnicę medialnego ekshibicjonizmu następnego dnia 

– powiedział im Justin. – Czas iść. 

Tessa wyglądała na rozczarowaną. 
– Naprawdę muszę jechać? 
– Spodoba ci się – zapewnił ją. – Portland jest świetne. Pomyśl o tym, jak o swoim 

ostatnim wielkim hurra przed szkołą. 

To sprawiło, że się rozchmurzyła. Nawet kiedy robiła coś niechętnie, to zazwyczaj nie 

odmawiała, gdy pytał wprost. Jak na panamskie normy była impertynencka, ale uległa jak na 
gemmańskie  standardy.  Zastanawiał  się  ile  zajmie  wykorzenienie  z  niej  tej  potulności  i czy 
będzie dumny, czy zmartwiony, kiedy to się stanie. 

Już i tak wyglądała coraz bardziej jak gemmańska dziewczyna, szczególnie ze swoją 

miłością do jeansów. Wciąż skomplikowanie zaplątywała włosy i nosiła je upięte z tyłu głowy. 
Było  to  nieco  dziwne  i  staromodne,  ale  nie  przyciągało  takiej  uwagi,  jak  prowincjonalne 
ubrania. 

Jazda  szybkim  pociągiem  do  Portland  trwała  około  dwóch  godzin,  ale  Leo  w 

rzeczywistości mieszkał poza miastem, w wiosce słynącej z wina. Ze względu na ograniczony 
transport  publiczny  musieli  wynająć  samochód  na  resztę  podróży.  Ścieżka  była  piękna,  z 
otaczającymi ją zielonymi wzgórzami i zamaszystymi posiadłościami otulonymi winoroślami. 
Chaos i degradacja spowodowane Upadkiem dotknęły głównie centra, więc wiele osób uciekło 
w bezpieczne, sielankowe miejsca. Wiele z tych domów pochodziło z tamtych czasów. 

Malownicze  czy  nie,  Justinowi  trudno  było  wyobrazić  sobie  modnego  Leo 

mieszkającego na wsi. Jest albo był miastowym stworem, rezygnując z przestrzeni na rzecz w 

background image

13 

 

ekskluzywnych klubów i barów w zasięgu ręki. Często razem wychodzili i Justin spędził kilka 
nocy, nawalony, na podłodze w salonie Leo. 

Było około południa, gdy w końcu dotarli. Dom Leo nie należał do tych olbrzymich, 

stuletnich posiadłości. Mały, ładny i dobrze utrzymany, ale w najlepszym wypadku można go 
było opisać jako dworek wiejski. Dom stał na sporej nieruchomości z winnicą. Było to również 
najcichsze miejsce, jakie widział Justin, odkąd wrócił do RUNA. 

– Hmm – powiedział, kiedy szli w kierunku domu. 
Mae spojrzała na niego z ukosa. 
– Coś nie tak? 
– Po prostu nie tego się spodziewałem. – Dotarli do frontu domu i był jeszcze bardziej 

zaskoczony,  widząc  ładne  drewniane  drzwi  zaopatrzone  w  zamki  na  kod  i  panel 
bezpieczeństwa. Leo miał miejską wrażliwość w wiejskim otoczeniu. – Nie spodziewałem się 
także, że to miejsce będzie zabezpieczone niczym forteca. 

– Sądziłam, że RUNA jest wolna od przestępstw.  
Mógł dosłyszeć lekką nutę szyderstwa w głosie Tessy. 
– Och, dochodzi tutaj do mnóstwa przestępstw. – Zapukał do drzwi. – Po prostu tutaj 

zwykli ludzie nie chodzą po ulicach z bronią. 

Drzwi  się  otworzyły  i  pojawił  się  Leo.  Może  kruki  miały  rację  i  nie  chciał  widzieć 

Justina, ale Leo nie dał mu tego odczuć, kiedy na jego twarzy pojawił się uśmiech. Zaprosił ich 
do środka, ściskając rękę Justina, kiedy weszli. 

– Jesteś ostatnią osobą, którą spodziewałem się usłyszeć w tym tygodniu – powiedział 

Leo. – Albo w jakimkolwiek tygodniu. 

Leo  wyglądał  tak  samo  jak  zawsze  ze  swoją  smukłą  posturą  i  delikatnymi  rysami. 

Ciemne włosy zaczesał do tyłu i ubrał się, jakby wychodził z wieżowca w Vancouver.  

– Byłem zajęty – powiedział Justin. – Leo, to Mae, mój arystokratyczny ochroniarz, a 

to Tessa. Jest córką przyjaciela, która mieszka ze mną i Cynthią.  

Było to nieporęczne zapoznanie, ale „wychowanek” brzmiałoby jakby wyjęte z jakiejś 

starożytnej powieści. I w dodatku wyczarowywało w ludzkich umysłach plugawe teorie. 

Leo miał opóźnioną reakcję, kiedy ściskał dłonie. 
– Czekaj. Mieszkasz z Cynthią? 
– To długa historia. Tak jakby zwiedzałem świat. 
– Nigdy nie pomyślałem o „zwiedzaniu świata”, kiedy próbowaliśmy się dowiedzieć, 

co  się  z  tobą  stało  –  dumał  Leo.  –  Sprawdziliśmy  basen  w  budynku  Bezpieczeństwa 
Wewnętrznego. Najpopularniejsze teorie zakładały, że poszedłeś na odwyk albo założyłeś swój 
własny kult. 

– Nie myśl, że o tym nie pomyślałem. 
Justin usiadł na kanapie w małym salonie z wiejskimi sosnowymi podłogami i ścianami, 

które kontrastowały z ekranami i eleganckim, czarnymi i stalowymi meblami, które zapamiętał 
ze starego apartamentu  Leo. Tessa zajęła miejsce obok niego, a Mae stanęła przy kominku. 
Miała swobodną postawę, ale jej oczy były czujne, jak nigdy dotąd.  

– Jak, do cholery, tutaj skończyłeś? 
Leo się uśmiechnął. 
– Nigdzie nie skończyłem. Zdecydowałem, żeby tu przyjadę. 
– Dlaczego? 
–  Z  najszlachetniejszych  powodów.  –  Leo  wskazał  głową  na  wejście  do  salonu.  – 

Wziąłem ślub. 

Tyle, jeśli chodzi o jego wspaniałe zdolności obserwacyjne. Justin nawet nie zauważył 

złotej obrączki na palcu Leo. Mężczyzna, który wszedł do salonu, nosił taką samą obrączkę i 
był przeciwieństwem Leo w każdym calu.  Leo był wysoki i szczupły, zaś ten facet niższy i 
szerszy w ramionach, a jego muskulatura świadczyła, że albo ciężko pracował, albo korzystał 

background image

14 

 

z drogich urządzeń fitness. Miał zwyczajne ciemne włosy i oczy. Krótka fryzura podkreślała 
kwadratową  szczękę,  a  blizna  na  podbródku  sugerowała,  że  był  jednym  z  tych  nielicznych 
plebejuszy, którzy mieli znak Kaina. Był bardziej niedbale ubrany niż Leo i oczywiście bardziej 
nieśmiały. 

Leo złapał go za ramię i poprowadził, żeby go przedstawić. 
– Dominiku, to ten facet, o którym ci opowiadałem. 
Justin  zerwał  się,  żeby  uścisnąć  rękę  Dominika,  zastanawiając  się,  co  dokładnie 

powiedział mu Leo. 

–  A  więc,  gratulacje.  –  Justin  silił  się  na  promienną  minę.  –  Gdybym  wiedział, 

przyniósłbym wam prezent. Wyglądacie, jakbyście potrzebowali ładną pościel. 

Leo się roześmiał, ale Dominik odpowiedział bezbarwnym tonem: 
– Już jakąś mamy. 
– Justin tego nie powie, ale przerażają go nasze warunki – wyjaśnił Leo. – Nigdy nawet 

nie śnił o życiu w tak „prymitywnym” miejscu. 

Justin usłyszał obok siebie, jak Tessa odkaszlnęła. 
– Och, powiem to – odparł Justin. 
Dominik stał po przeciwnej stronie pokoju, krzyżując ramiona w tak wyniosły sposób, 

że wyglądał jak odbicie Mae.  

– Ślub nie oznacza, że trzeba spakować walizki i przenieść się na farmę. A jeśli tak, to 

jeszcze bardziej jestem mu przeciwny.  

–  Dominik  próbuje  rozpocząć  własną  działalność  z  winami.  Widziałeś  winnicę  na 

zewnątrz? To jego dzieło.  

Leo spojrzał na męża z niepohamowaną dumą i adoracją. 
– A ty, co robisz? – spytał Justin. – Projektujesz etykiety? 
Nie mógł sobie wyobrazić wybrednego Leo grzebiącego w ziemi. 
Leo pokręcił głową. 
– Nie, dojeżdżam do miasta. Cóż, czasami. Mogę robić wiele rzeczy w domu. Pracuję 

teraz dla Estocorp w filii w Portland. 

– To długa podróż, jeśli dojeżdżasz. – „Estocorp” brzmiało znajomo, ale chwilę zajęło 

Justinowi, zanim skojarzył. – Produkujesz implanty antykoncepcyjne? 

– Płacą lepiej, niż w mojej starej pracy. Może nawet lepiej, niż w twojej. 
– Nieprawdopodobne – powiedział Justin. – Leo, prawdopodobnie potrafisz zhakować 

chip identyfikacyjny. Dlaczego marnujesz czas, kontrolując narodziny? 

Leo  nie  przejmował  się  zbytnio  tym  wszystkim,  ale  w  końcu  miał  więcej  czasu,  by 

przystosować się do zmiany swojego losu. 

–  Hej,  to  szlachetna  praca,  zajmować  się  utrzymaniem  naszej  populacji  stabilnej. 

Ponadto Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej rozważa zmianę ich obecnego dostawcy. 
Wiesz, jakie pieniądze możemy zrobić, jeśli podpiszemy kontrakt z rządem? 

–  Mogę  załatwić  ci  kontrakt  z  rządem  –  zaprotestował  Justin.  –  Wróciłem  zaledwie 

tydzień temu, a już mam dla ciebie przypadek do obejrzenia. 

– Nie macie innych ludzi w departamencie, którzy by to zobaczyli? – zapytał Dominik. 

Jego głos brzmiał szorstko i gburowato, pasował do jego powierzchowności. 

– Nikt nie jest tak dobry, jak Leo. – Justin pochylił się, chcąc dotrzeć do przyjaciela. – 

Wiem, że tęsknisz za Vancouver. Rzuć to i wracaj. Bez problemu dadzą ci stare stanowisko. 
Dostaniesz lepszą ofertę oraz więcej akcji i przygód, niż jesteś w stanie unieść. Moja urocza 
towarzyszka jest tam pretorianinem. Takie rzeczy tylko w filmie. 

Justin żartował, myśląc, że wspomnienie Mae mogłoby odwołać się do miłości Leo do 

nowości. Zamiast tego wydawało się, że przestraszył obu mężczyzn. Leo pobladł. Ich spłoszona 
reakcja sprawiła, że Mae na powrót stała się czujna. 

background image

15 

 

– Hej, przepraszam – powiedział Justin, spoglądając to na Leo, to na Dominika. – Nie 

bójcie się. Ona jest doskonale oswojona. 

Nie w łóżku, powiedział Magnus. 
–  Nikt,  kto  jest  regularnie  pompowany  neuroprzekaźnikami  nie  jest  oswojony  – 

stwierdził Dominik, a jego twarz pociemniała. – I nie wyjedziemy. 

Mae  zmarszczyła  brwi,  ale  nie  zrobiła  niczego,  poza  zmianą  pozycji.  Justin  spojrzał 

błagalnie na Leo, mając nadzieję, że będzie mówił z sensem. 

Zamiast tego Leo powiedział: 
–  To  miejsce  pracy  Dominika.  I  lubię  to,  co  robię.  Jak  mówiłem,  kiedy  dzwoniłeś, 

umowa albo nic i tylko, jeśli jest ciekawe. 

Justin  miał  problem  z  zachowaniem  swojej  charakterystycznej,  uprzejmej  postawy. 

Kiedy wyobrażał sobie powody, dlaczego Leo odmówił powrotu, Justin nawet nie pomyślał, że 
to przez przywiązanie do przytulnej wsi Leo odłożył słuchawkę. Jeśli już to pomyślał, że Leo 
mógł się zezłościć za to, że Justin zniknął bez ostrzeżenia. 

Nie wszystko kręci się wokół ciebie, powiedział Horatio. 
Ale  to  absurd,  odparł  Justin.  Dlaczego  miałby  zostać?  Kiedyś  zmienił  mieszkanie, 

ponieważ do budynku wprowadziło się kilka rodzin i uznał, że miejsce stało się zbyt obiegowe

Jest  zakochany,  powiedział  Magnus.  To  jedyny  powód,  którego  potrzebuje.  Zmień 

taktykę, ponieważ jeśli dalej będziesz szydził, do niczego nie dojdziesz.  

–  Och,  to  ciekawe  –  powiedziała  niespodziewanie  Tessa.  Justin  już  prawie  o  niej 

zapomniał. – Justin pracuje na czymś, co rzuci cię na kolana. Nikt nie może tego rozgryźć. 

Justin  wiedział,  że  Tessa  w  rzeczywistości  nie  zna  żadnych  szczegółów  na  temat 

morderstw  cienistego  zabójcy  na  nagraniu,  ale  podsłuchała  wystarczająco  zdawkowych 
komentarzy Justina i Mae, by domyślić się, że dzieje się coś istotnego.  

To wydawało się rozbawić Leo bardziej, niż cokolwiek innego, co dzisiaj usłyszał. 
– Sądziłem, że pretorianka jest twoim wsparciem. 
Wtedy Justin zrozumiał, jakim był idiotą. Tessa wpadła na to, co on przegapił. Zawsze 

był dumny  z tego, że potrafi dotrzeć do  ludzkich serc. Próbował zachęcić  Leo pieniędzmi i 
prestiżem, lecz ludzie tacy jak Leo nie zostali specjalistami w swych dziedzinach z powodu 
tych rzeczy. Justin wiedział, że Leo potrafi nie kłaść się całą noc, kiedy próbuje rozwiązać coś 
nierozwiązalnego. Miał pasję do tego, co robił i pomimo idyllicznych twierdzeń, nawet Justin 
wiedział, że praca nad antykoncepcją go nudzi. 

Justin poczuł, że znów zyskuje kontrolę.  
– Ona ma rację. Nikt nie może tego rozwiązać i wszyscy w agencji to widzieli. – Błysk 

zainteresowania  pojawił  się  w  oczach  Leo.  –  Nie  musisz  nawet  wychodzić  z  miłosnego 
gniazdka, chyba że potrzebujesz jakiś środków z Ministerstwa Bezpieczeństwa Wewnętrznego. 
Hej, wtedy możecie sobie urządzić romantyczny wypad do wielkiego miasta, chłopaki. 

–  Nie  lubię  jeździć  do  miasta  –  wtrącił  Dominik.  Jego  oczy  się  zwęziły.  –  Żadnego 

miasta. 

–  Dobrze  –  powiedział  Justin,  starając  się  nie  okazywać  irytacji.  Nie  mógł  sobie 

wyobrazić,  co  ich  połączyło.  Wino  Dominika  pewnie  smakowało  jak  gówno.  –  Po  prostu 
przyjedź, Leo. Zamkniemy się w Silver Spike, jak za dawnych czasów. 

Leo nie odpowiedział, lecz Justin wiedział, że w końcu go przekonał. Na twarzy Leo 

wciąż  błąkał  się  łagodny  uśmiech,  ale  wzbudził  jego  zainteresowanie.  Nikt  nie  może  tego 
rozgryźć
. Leo nie mógł się temu oprzeć. Nie pozostało nic do zrobienia, tylko czekać. Justin 
wyłożył wszystkie karty i czas zobaczyć, czy wygrał całą pulę.  

– Ok – powiedział w końcu Leo. Dominik jęknął. A może warknął. Trudno stwierdzić. 

– Wchodzę w to. Pomogę wam. Kiedy mogę zobaczyć ten oszałamiający przypadek? 

Justin wstał i poklepał aktówkę. 
– Teraz. Mam wszystko tutaj. 

background image

16 

 

Leo rzucił Dominikowi niepewne spojrzenie, a następnie również wstał. 
– Zjedzmy najpierw lunch, przebyliście długą drogę. Potem zajmiemy się interesami. 

Nie mogę się doczekać, aż skosztujesz Pinot Noir Doma. 

Zadowolony, że ruszyli w drogę, Justin na powrót stał się pogodną, towarzyską osobą. 
– Jestem pewny, że nigdy nie próbowałem czegoś podobnego. 
Później  Justin  musiał  przyznać,  że  wino  nie  było  takie  złe,  ale  też  nie  dobre.  Nie 

zdobyłoby  żadnej  nagrody,  chyba  że  Dominik  znalazłby  sposób,  żeby  eksportować  je  do 
prowincji. 

Po lunchu Justin i Mae poszli z Leo do jego pracowni, aby obejrzeć nagranie z dala od 

Tessy i Dominika. Justin poczuł ulgę, że Leo faktycznie ma pracownię wypełnioną różnego 
rodzaju do połowy ukończonymi projektami. To oznaczało, że stary Leo całkowicie nie zniknął. 

Nie wyglądał na zachwyconego obecnością Mae, ale zapomniał o niej, kiedy włączyli 

video. Tak szybko, jak się skończyło, zareagował podobnie jak Justin. 

– To sfałszowane. 
– To samo powiedziałem. Jednak twierdzą, że nie mogą tego udowodnić. 
– Czym jeszcze, by to mogło być? – zapytał Leo. Jeśli miałby jakiekolwiek wątpliwości, 

mówiąc to, przepadliby. Był uzależniony. 

–  Odkrycie  tego  to  zadanie  dla  twojego błyskotliwego  umysłu.  Moim  zamiarem  jest 

praca nad resztą tego bałaganu. 

Pozostawił Leo wszystkie inne informacje o tej sprawie, jak i ostrzeżenie, aby chronił 

kamerę i oryginalny materiał filmowy. 

– Będzie po mnie, jeśli coś się z tym  stanie. Masz szczęście, że ci ufam i nigdy  nie 

zostawiaj tego z kimś nieuprawnionym. 

Leo się uśmiechnął. 
– To dobra rzecz na tym pustkowiu. Nikt nie przyjedzie tutaj węszyć. 
Jadąc  z  powrotem  pociągiem,  Tessa  zaskoczyła  Justina,  mówiąc  mu,  że 

prawdopodobnie zaprzyjaźniła się z Dominikiem, kiedy wszyscy siedzieli w laboratorium. 

– Nie jest taki zły, kiedy się z nim rozmawia – powiedziała. – Jest Gemmaninem, ale 

wychował się na jednej z prowincji, więc rozumie przez co przechodzę. 

Dominik był po części prowincjuszem? To wiele wyjaśnia. 
–  Jestem  rad,  wydaje  się  nigdy  nie  wychodzić  z  tego  domu  –  zauważył  Justin.  –  W 

przeciwnym razie pewnie, by mnie wytropił, a kto wie, czy moja wspaniała ochrona, by przez 
to przeszła. 

Mae, która wpatrywała się w okno, spojrzała na niego. 
– Dlaczego miałabym nie dać rady? 
– Ponieważ nic nie zrobiłaś, kiedy moja siostra próbowała mnie znokautować. 
– Żyjesz, nie? – Wróciła do gapienia się na okno. 
Tessa spróbowała lampki wina, przez co stała się senna. Otworzyła oczy i odwróciła się 

do Justina. 

– Dominik nie był nieprzyjazny, kiedy tam przyszliśmy. Po prostu był nieśmiały. Cóż, 

albo  czuje  się  niezręcznie  wśród  innych,  tak  myślę.  Nie  był  nieprzyjazny  dopóki  nie 
powiedziałeś mu, że Mae jest pretorianinem. 

Justin wrócił myślami do popołudnia. 
– Nie, Dominik miał coś do mnie od chwili, kiedy przekroczyłem próg. Słyszałaś, co 

powiedział Leo, opowiadał mu o mnie. 

Tessa pokręciła głową. 
– Mylisz się. 
Tak, Tessa zdecydowanie stawała się coraz bardziej zbuntowana. 
Ponieważ się z tobą sprzecza? zadrwił Horatio. Co za bezczelność! 
– Hej, ja jestem tu mistrzem – powiedział jej Justin. – Ty jesteś uczniem. 

background image

17 

 

– Mistrz był zbyt przerażony tym, że wywieziono go na „pustkowie”, by zauważyć  – 

odparowała Tessa. – Mówię ci, mam rację. 

– Następnym razem zostawię cię w domu – powiedział, zastanawiając się, czy naprawdę 

się mylił.