background image

Podgl

Podgl

Podgl

Podgl

ą

dddd

a

cz(e)

cz(e)

cz(e)

cz(e)

    

    
    

    

    

    

 
 
 
 
 
 

background image

Prolog 

 

 
Edward 
 
- Chłopaki! Ruszcie swoje dupska!!! Spóźnimy się! – 
krzyknąłem do Jazza i Emma. 
- Już idziemy! – odkrzyknął Jasper. Za chwilę ujrzałem 
chłopaków.  
- One już są, a zanim dobiegniemy na plaże to nam wieki miną 
– powiedziałem wkurzony. – Co jeśli już się posmarowały? 
- Spoko Eddy zdążymy. – zakomunikował Em. Zaraz mu 
przywalę. 
- Nie chcesz zobaczyć swojej blondyny smarującej się po 
jędrnym ciele?? – choć lepsza jest ta brązowowłosa
- Biegiem! – krzyknął spanikowany Emmett. Zaczęliśmy biec. 

 
 
 
 

Rozdział 1. 

 

 
Edward 
 
- A co jeśli nas zauważą? – spytał z  obawą Jasper. 
- Nie zauważą, jesteśmy mistrzami w kamuflażu, wujek 
Emmett wszystko obmyślił. – odpowiedział Misiek pukając 
się w głowę. Razem z Jazzem parsknęliśmy śmiechem. 
- Wujek Emmett nie mógłby nic wymyślić, bo nie ma mózgu, 
więc Emmett nie rób z siebie JESZCZE większego głupka, 
nieprawdaż Ed? – powiedział Jasper. Pokiwałem głową z 
uznaniem.  

background image

Emmett naprawdę jest głupi;) Chciałem mu jakoś pomóc, ale z 
Jasperem jednak uznaliśmy, że to dla niego za późno. 
Siedzimy teraz na plaży osłonięci parasolami, by dziewczyny 
nas nie zauważyły. Są one śliczne, ale jedna szczególnie 
przypadła mi do gustu – piękna brązowooka. Jest po prostu 
niebiańska, niezwykła, jedyna w swoim rodzaju. Trochę mi 
głupio, czuje się jak jakiś psychopatyczny podglądacz. Bo nim 
jesteś idioto.
 
 
Sześć dni temu idąc z chłopakami ulicami Miami, 
zauważyliśmy idące trzy dziewczyny. Właśnie w tym 
momencie staliśmy się jacyś napaleni. Od razu nam się w dole 
ciaśniej zrobiło. Patrząc na NIĄ myślałem, że od razu się 
spuszczę. Od tamtego dnia z chłopakami staramy się je 
ś

ledzić. Na początku, normalnie chcieliśmy do nich zagadać, 

umówić się, ale na całe szczęście ktoś czyt. jakieś ułomy nas 
wyprzedziły. Ci chłopacy niezłego obciachu sobie zrobili. 
Dziewczyny grzecznie im sugerowały, że nie są nimi 
zainteresowane. No ale oni byli STRASZNIE namolni i 
dziewczyny wkurzyły się bardzo mocno i wykrzyknęły takie 
rzeczy, że ludzie wokoło patrzyli na nich z obrzydzeniem lub 
rozbawieniem. Krzyczały o jakimś publicznym macaniu, 
molestowani, itp. Jakiś starszy facet nawet chciał im pomóc, 
ale dupki całe czerwone zdążyły już zwiały. Nie mieliśmy 
zamiaru się zrażać po tym, ale to nie był jedyny przypadek. 
Byli też inni nimi zainteresowani. Zresztą nie dziwię się im. 
Może też jest taki błyskotliwie jak ja i też je podgląda. 
Zostali 
oni również szybko spławieni. Niektórzy nawet wracali 
poobijani. No ale cóż, ja z chłopakami postanowiłem, że tak 
łatwo się nie poddamy. Mi na mojej piękności zbytnio zależy, 
więc żeby ją zdobyć muszę coś o niej wiedzieć, a najlepiej 
DUŻĄ większość. Na Niej zależy mi bardziej niż na moich 
byłych, one były pospolite. Nie wiem jak ja z nimi 

background image

wytrzymałem, w większości sztuczne i głupie. Czyli nie mogę 
zmarnować okazji. Tak właśnie postanowiliśmy je śledzić. 
Teraz zamierzały wejść do wody. Jęknąłem wraz Emmem i 
Jazzem. Zawsze, gdy tam idą lubią się wygłupiać i ich górna 
część faluje, a sutki twardnieją. To jest taki boooski widok. 
Tylko, że my przez to mamy problemy, bo nie to, że nie 
możemy ich dotknąć, tylko ledwo co oglądać to jeszcze staje 
nam mały problem, który w kąpielówkach, mimo wszystko 
widać. Nie wypada nam tak paradować po plaży, gdzie bawią 
się dzieci. No i oczywiście sami musimy się zaspokajać jak 
jacyś nastolatkowie. 
- Dobra idziemy, tylko lepiej nie zwracajmy na siebie uwagi. – 
powiedziałem dla przypomnienia. 
- Jejuu Edek cały czas nam to powtarzasz. Jakbyś nie wiedział 
pamiętamy! – odpowiedział Emmett. 
- Ja i Jazz wiemy, ale tobie jak zwykle trzeba przypomnieć. 
Nie pamiętasz jak ostatnio nas omal  zauważyły? Kłóciłeś się 
z dziesięcioletnim dzieckiem o kolejkę po loda. Zrobiłeś taką 
aferę, że wyrzucili cię z kawiarni. Po czym my, jako twoi 
znajomi, też zostaliśmy wyprowadzeni z lokaju. Dobrze, że 
mieliśmy kaptury, żeby zakryć głowę i twarz. 
- Oj odwal się! To nie była moja wina, tylko tego 
rozkapryszonego dzieciaka, bezczelnie się przede mnie 
wepchał!  
- Dobra, skończcie chłopaki, idziemy do wody. – powiedział 
Jasper. Już w momencie się w niej znajdowaliśmy, w pobliżu 
pięknych. To co one wyczyniały, naprawdę nas pobudzało. 
Czy one robią to specjalnie?? Będę musiał znowu sobie ręką 
robić. Udajemy, że chodzimy w wodzie, a tak naprawdę się 
masturbujemy. Gdy doszedłem, w końcu poczułem to 
uwolnienie. 
- Mamo?! Co to za maź? – usłyszałem z bliska chłopięcy głos. 
Razem z Jasperem spojrzeliśmy w tamtą stronę. Jego 

background image

mamuśka spojrzała zszokowana na … Emmetta?! Co on już 
zrobił??  
- OMG!!! – razem się skapnęliśmy. -  Nie wiem jakim cudem 
ta część Emmetta się tam znalazła, ale wiem, że musi spadać 
jeśli nie chcemy mieć przypału. – powiedziałem i pobiegłem, 
by się ubrać. Wziąłem swoje rzeczy i z Jazzem schowaliśmy 
się za budce z lodami i napojami. 
- Jak myślisz powinniśmy mu pomóc? – spytał Jazz. 
- No wypadałoby, w końcu to nasz kumpel. – odpowiedziałem 
szczerze. Gdy mieliśmy do niego iść, usłyszeliśmy: 
- Ty samcze! Jak ci nie wstyd! Tu są dzieci!... – wrzeszczała ta 
babka.  
- Ja nie idę.- powiedziałem równo z Jasperem. Taki przypał!   
- Co robimy?? 
- Musimy śledzić dziewczyny, żeby wiedzieć co dziś robią. – 
odpowiedziałem inteligentnie. – Emmett da sobie jakoś radę.  
 
 
Bella 
 
Wracałam do naszego domku z dziewczynami. Śmiałyśmy się 
z jakiegoś kolesia, na którego jakaś kobieta krzyczała 
odnośnie chyba sprośnych rzeczy. Nie widziałyśmy jego 
twarzy, ale ten mięśniak z pewnością był cały czerwony na 
twarzy.  
- To co dziś robimy?? Musimy świętować póki jeszcze mamy 
wakacje. W końcu to już ich koniec. – spytałam Rose i Alice. 
- Może pójdziemy do jakiegoś klubu?? – spytała błyskotliwie 
Al. 
- Taaaak!! – zgodziłam się z Rose. 
- Do Eclipse! Tam jest bosko! – wszystkie trzy razem 
wykrzyknęłyśmy, po czym się zaśmiałyśmy.   
 

background image

W domu zrobiłyśmy sobie dzień relaksu. Cudowna kąpiel, 
manicure, pedicure. Po tym wszystkim musiałyśmy się 
umalować i ubrać. 
 
 
 
Edward 
 
- Że gdzie idą?? – spytał Jazz. Ale z niego down. 
- Nie słyszałeś?! Wyraźnie wykrzyknęły, że do Eclipse. – 
odpowiedziałem. 
- No to się dziś zabawimy. – obydwoje się uśmiechnęliśmy. 
- Chłopaki, gdzie jesteście????!!!!! – usłyszeliśmy krzyk z 
daleka. 
- Cholera! Całkowicie o nim zapomniałem. – powiedział Jazz 
z dziwną miną. 
- Witaj w klubie. – powiedziałem ponuro. Emmett da nam 
wpierdol. 

 
 
 
 
 
 
 
 

Rozdział 2. 

 

 
 
 
Edward 
 

background image

- Gdzie byliście głupki, co?!!?!! – krzyknął Emm żądając 
odpowiedzi. 
- Ej ty się jeszcze zastanów kto tu jest głupkiem. Z nas trzech 
ja nie jestem, Edward też nie, więc wypada na ciebie. Bez 
takich pojazdów mi tu! – odparował Jasper. Albo mi się zdaje, 
albo już nie wiem co, ale Emmett poczerwieniał na twarzy. 
- Te rumieńce to ze złości czy z zawstydzenia?? – spytałem, 
bo byłem ciekawy.  
- Chyba i z tego i z tego. – powiedział ciszej  
Jazz. 
- Nie, ze złości!!! – wrzasnął nasz pomidorek.  
- Jasne, takie kity to możesz wciskać swojej babci. – 
odburknął Jasper. Emmett, o ile to było jeszcze możliwe, 
bardziej zrobił się czerwony, a może już mocno malinowy?? 
Nie wiem, nie jestem specjalistą od kolorów. 
- Wara od mojej babci, okej?!!!! – jeszcze głośniej krzyknął 
Emm, tak że kilka babci spojrzało się w naszym kierunku. 
Postanowiłem go w końcu uspokoić, bo naprawdę dojdzie do 
rękoczynów. 
- A mówiłem ci, że dziś dziewczyny wybierają się Eclipse?? 
Mówię ci, będzie jazda, tylko że będziemy musieli niektórym 
napaleńcom dać wpierdol, jak będą się do nich przystawiać 
zbytnio. – zakomunikowałem mu.  
- Serio??? Normalnie boskoooo. – powiedział od razu 
szczęśliwy. Czy on jest w ciąży, że ma taki zmienny nastrój??  
- Jakbyście nie widzieli to one zawsze same się świetnie 
bronią. – Jazz jak zwykle inteligent. 
- No może będzie im ciężej jak się upiją, wtedy my im 
pomożemy? Będziemy ich wybawicielami. – powiedziałem 
mu, sugestywnie unosząc brwi. 
- Podoba mi się. – Emm zaczął się szczerzyć jak głupi do sera.    
- Powinniśmy iść się już ogarnąć. Musimy zdobyć jeszcze 
wejściówki.   

background image

- Jasper spokojnie, mam tam znajomości, bez problemu się 
tam dostaniemy. – na moich ustach pojawił się diaboliczny 
uśmiech. 
 
 
 
 
 
Bella 
 
Już nie mogłam się doczekać naszej szalonej zabawy. Z 
dziewczynami postanowiłyśmy założyć czarne sukienki i 
odpowiednie dodatki: ja srebrne, Alice czerwone, a Rose złote 
(zob. dodatki). Z odpowiednim makijażem i całe 
wyszykowane wyszłyśmy na dwór czekając na taksówkę. Gdy 
dojechaliśmy pod wyznaczone miejsce, uradowane 
podeszłyśmy do ochroniarzy. Jak zwykle poszło sprawnie, 
kilka seksownych spojrzeń i uśmiechów wystarczyło, by 
wejść do klubu. Muzyka oczywiście zajebista. Od razu 
chciałam iść na parkiet, ale dziewczyny zaciągnęły mnie na 
drinka. No tak, pijane, jeszcze bardziej odważne.  
 
 
 
Edward 
 
- No w końcu!! – krzyknął Emmett, gdy weszliśmy do klubu. 
– Czas na zabawę! 
- Pamiętaj, żebyś nie podrywał innych lasek, bo nie dadzą ci 
spokoju, a nas interesują inne, prawda?? – powiedział Jazz. 
- Wiem. – powiedział zbulwersowany Emm. Zaczął coś tam 
jeszcze gadać, ale muzyka była bardzo głośna i nic nie 
zrozumiałem. Najpierw wypiliśmy po jednym piwie i 

background image

zaczęliśmy sprawdzać teren, czyt. szukać dziewczyn. 
Mieliśmy się rozchodzić, gdy usłyszeliśmy piosenkę Lady 
marmalade (zob. dodatki)
Na scenę weszły… 
- OMG!!!!!!!!! – wrzasnąłem razem z chłopakami. Nasze 
piękności właśnie seksownie tańczyły w rytm. Bardzo, ale 
bardzo to było boooooskie i podniecające. Najgorsze jednak, 
ż

e nie jestem jedynym facetem w tym klubie. Jest tu tyle 

napaleńców, że każdemu skopałbym dupę, twarz, wszystko 
krótko mówiąc. Zagotowało się we mnie, gdy zauważyłem, że 
facet przede mną omal nie zaczął się masturbować, patrzy na 
NIĄ tak pożądliwym wzrokiem, normalnie ją rozbiera 
wzrokiem, dupek! Kiwnąłem na chłopaków dając znak co 
mamy zrobić. Zaczęliśmy się zbliżać do środka widowiska. 
Wbiegliśmy na scenę i przerzuciliśmy dziewczyny przez 
ramię. Nawet nie protestowały, bo wnet usnęły. Szybkie są. 
Raptem usłyszeliśmy głośne jęki rozpaczy. Omal nie dostałem 
szklanką w głowę, w ostatniej chwili ją uchyliłem. Gdybym 
nie miał Belli na sobie, znalazłbym tego gnoja i zajebał. 
Szybko wybiegliśmy klubu, bo niektóre chamy zaczęły nas 
gonić i nie wiadomo co z nami chciały zrobić. Czułem się jak 
w jakimś filmie akcji. Dawaliśmy taki sprint, że mi nogi w 
dupę wchodziły. Ale z nas debile. Biegliśmy między 
budynkami, jakimiś ciemnymi uliczkami. Ja pierdolę niedolę, 
rymować mi się zachciało. 
Gdy byliśmy już znacznie dalej od 
miejsca przestępstwa, zwolniliśmy. Zatrzymaliśmy się w 
jakimś … zaułku? Z resztą nie ważne. Ja z Jazzem ustaliśmy 
pod ścianą z dziewczynami na rękach, żeby odpocząć. 
Dyszeliśmy jak stare dziady. Nie wiem czemu, ale 
wysportowany Emmett został w tyle. Nagle wybiegł zza 
zakrętu i wpadł … do kontenera na śmieci. Usłyszeliśmy jęk i 
zrzucane przekleństwa ze strony Miśka. Podeszliśmy do nich. 
Emcio  zaczął nucić kołysankę, by blondynę uśpić. Ponieważ 

background image

Emmett to nie najlepszy śpiewak, dziewczyna zaczęła głośniej 
jęczeć. 
- Wyłączcie Paris Hilton, niech już nie wyje! …  Ej, 
dziewczyny czemu tak tu śmierdzi, która się zjebała?? Mówić 
mi tu! Zero kultury. … Aaaaa, głowa mnie boli i w ogóle spać 
mi się chcę … – gadała i gadał aż zasnęła. W końcu.  
- Dziwna. – powiedziałem razem z Jasperem. 
- Sami jesteście dziwni! – warknął Em.  
- Książe się znalazł, co swej księżniczki zawsze bronić będzie. 
– mruknął Jazz. Emmett posłał mu złowrogie spojrzenie. 
Pomogliśmy mu, sorry im, wyjść i udaliśmy się do ich 
mieszkania.  
- Która z nich ma klucze?? – spytał Em. 
- My jełopie mamy. – powiedział Jasper lekko już  
zirytowany. Otworzyliśmy drzwi i od razu poczuliśmy ich 
zapach. Wszystko było nimi przesiąknięte. Mimo iż każda 
inaczej pachniała, czułem truskawkowy zapach Belli. Każdy z 
nas udał się do sypialni dziewczyn. Łóżko mojej piękności 
było duże. Stworzone dla nas dwojga.  
Zaraz miałem przed oczami obraz mnie i jej robiące te rzeczy. 
Szybko go wyrzuciłem z głowy, bo to nie był czas i miejsce na 
marzenia. Położyłem ją i zacząłem rozbierać, żeby przebrać  w 
piżamę. Szokiem było to, że nie miała na sobie stanika i 
widziałem, co prawda nie pierwszy raz, jej idealne półkule. 
No, ale wtedy to było z daleka. Musiałem się skupić na czymś 
innym, jeszcze ją zgwałcę i będzie bardzo źle. W końcu ją 
ubrałem. Spociłem się przy tym jak cholera. Nie mogąc tu 
dłużej być, pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z pokoju. 
Ona tylko jęknęła z przyjemności i przewróciła się na drugi 
bok.   
 
 

  

background image

 
Rozdział 3. 

 

 
Bella 
 
Obudziłam  się  z  mega  wielkim  bólem  głowy.  Otwierając 
oczy,  zobaczyłam,  że  jestem  w  swoim  pokoju.  Nie  wiem 
jakim  cudem  tu się  znalazłam.  Kompletnie  nic  nie  pamiętam. 
Ciekawe  czy  dziewczyny  są.  Z  taką  myślą  wyczołgałam  się  z 
łóżka  i  poszłam  do  kuchni.  Były  w  niej  wcześniej 
wymienione. 
- Bom dia. – powiedziałam po portugalsku dzień dobry. 
- Yymy. – mruknęły niewyraźnie dziewczyny. 
- Dajcie mi coś na głowę. – wymruczałam. 
-  Załóż  czapkę.  –  cicho  zachichotała  Alice  z  wypowiedzi 
Rose. 
-  Ja  mówię  poważnie!  –  krzyknęłam,  co  spowodowało,  że 
wszystkie trzy się skrzywiłyśmy. 
 
 
Edward 
 
Właśnie  z  chłopakami  skończyliśmy  oglądać  mecz.  Mi  się 
baaaaardzo  nudziło,  najlepiej  to  oglądałbym  teraz  Bellę. 
Niestety dziś to nie wypali, ponieważ jutro zaczyna się szkoła 
i  musimy  kupić  pewne  duperele.  Zacząłem  więc  rozmyślać  o 
Pięknej, gdy Emmett brutalnie mi przerwał: 
- Idziesz z nami Ed?? 
-  Gdzie??  –  powiedziałem  z  nadzieją,  że  podglądać 
dziewczyny. 

background image

-  NA  PIZZĘ!!!!  –  krzyknął  E.  –  Musimy  przed  zakupami 
dobrze  zjeść,  żeby  się  nie  zmęczyć  szybko.  –  powiedział 
inteligentnie.  
-  Ty  zawsze  musisz  DOBRZE  zjeść.  –  mruknął  Jazz.  On  też 
raczej  pragnie  iść  gdzie  indziej. Tylko  Emmettowi  to  zbytnio 
nie  przeszkadza.  Albo  Rose,  albo  jedzenie.  Taki  ma  wybór. 
Dzisiaj jest on oczywisty. 
-  Dobra,  ja  idę.  –  powiedziałem,  bo  mimo  wszystko  trochę 
byłem głodny. 
 
 
~2 godziny później~ 
 
- Głodny jestem. – jęczy nam od pół godziny Em. 
-  Kurwa  Emmett  zamknij  się!!! Nie  tak  dawno  jedliśmy, a  ty 
już  głodny!  Jak  skończymy  zakupy  to  coś  zjemy!  – 
„powiedział  lekko”  zirytowany  Jazz.  Emmett  zaczął  udawać, 
ż

e płacze. 

- OMG. - powiedziałem razem z Jasperem. 
 
 
Bella 
 
Leżałyśmy  z  dziewczynami  na  łóżku  i  słuchałyśmy  muzykę. 
Głowa  już  mniej  mnie  boli,  na  całe  szczęście.  Każda 
rozmyślała o czymś innym. 
- Ej, jutro szkoła, a my nic nie mamy. – powiedziałam trochę 
spanikowana. 
- Spokojna twoja rozczochrana. Wszystkim się zajęłam.  
-  Alice  jesteś  boska.  –  we  trzy  się  zaśmiałyśmy.  Po  chwili 
zaburczało nam w brzuchach. Znowu zaczęłyśmy się śmiać. 
- Może pójdziemy coś zjeść?? – spytała Rose. 

background image

-No,  nie  chce  mi  się  nic  gotować.  –  odpowiedziałam.  Alice 
zgodziła  się  ze  mną.  Jak  dla  nas  to  szybko  się  ogarnęłyśmy  i 
poszłyśmy  do  naszej  ulubionej  knajpki.  Rozmawiałyśmy, 
czekając na nasze zamówienie. Zamilkłyśmy i z uwielbieniem 
wpatrywałyśmy się w zajebiście boskich chłopaków. Dopiero 
co  przeszli  przez  drzwi,  a  ja  już  oceniłam  ich  wygląd  –  nie 
ż

eby to było najważniejsze. Najbardziej mi przypadł do gustu 

Miedzianowłosy. Jego uroda przyćmiewała greckich bogów.  
- Ej dziewczyny, ten Wielki Miś jest boski, nie?? – powiedział 
Rose. – Jest tak umięśniony jak ten chłopak z plaży z wpadką. 
-  Mi  tam  bardziej  podoba  się  ten  z  brązowymi,  lekko 
kręconymi włosami. – Alice oczywiście rozmarzona.  
-  Ja  uważam,  że  ..  –  nie  zdążyła  dokończyć,  ponieważ  On 
spojrzał  się  na  mnie.  Chciałam  zobaczyć  jakiego  koloru  ma 
oczy, ale jestem trochę ślepa. Mimo wszystko, on mnie  nimi 
zahipnotyzował.  Parzyłam  się  na  niego  i  patrzyła,  aż 
dziewczyny zaczęły się chichrać. 
-  Dobra  nie  musisz  kończyć,  wiemy.  –  i  dalej  się  śmiały.  Na 
całe szczęcie przyszło nasze jedzonko. Podziękowałyśmy.  
Jedząc,  rozmawiałyśmy  o  naszych  bóstwach.  Zauważyłyśmy, 
ż

e co jakiś czas na nas spoglądali. I to tak jakoś dziwnie. 

 
 
Edward 
 
Z  zakupami  szybko  się  uporaliśmy.  Emmett  w  dużej  mierze 
się do tego przyczynił. Nie byłem z Jasperem na niego aż tak 
bardzo  wkurzony.  Jego  miny  nas  rozwalały,  gdy  mijaliśmy 
jakiekolwiek  jedzenie.  Po  męczarniach  jakie  Emmett 
przeszedł,  weszliśmy  do  knajpki.  Myślałem,  że  ze  szczęścia 
Emmett  się  spuści.  Gdy  się  w  niej  (knajpce)  znaleźliśmy,  od 
razu  poczuliśmy  spojrzenie.  Odwracając  głowę,  zamurowało 

background image

mnie. 

Tam 

była 

Bella 

 

dziewczynami!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Parzyłem  na  nią,  a  ona  na  mnie.  Dobrze,  że  dostały  jedzenie, 
mogłem usiąść. 
- WOW. – powiedzieliśmy we trzech.  
-  Ja  to  mam  szczęście,  mogę  jeść  i  na  Nią  patrzeć.  – Emmett 
uśmiechał  się  tak  szeroko,  że  cudem  nie  bolą  go  policzki.  Po 
zamówieniu i otrzymaniu posiłku, co jakiś czas spoglądaliśmy 
na nie. Nadal byłem trochę zszokowany, bo nie spodziewałem 
się JEJ spotkać.  
- Więc jemy i idziemy?? – spytał Jazz. 
- No raczej, bo co innego możemy zrobić?? – odpowiedziałem 
tak jakby. Zauważyłem, że Emmettowi prawie oczy wyszły z 
jego dołków. Za chwilę usłyszałem: 
- Cześć chłopaki. – Oooooooooooooooooooooooo.   
 
 

 
 
 
 
 
 

Rozdział 4. 

 

 
Bella 
 
Boże co ja robię?? To przez nie, głupie cipy. 
- Cześć chłopaki. – ja tego nie powiedziałam? Prawda, pewnie 
powiedziały to dziewczyny, a mi się w głowie echem odbiło. 
Czemu oni się tak na mnie patrzą, Jeju pewnie teraz jestem 

background image

cała czerwona na twarzy. Swan spokojnie, czego tak się 
stresujesz?? Opanuj się!!!! 
- Ymm, cześć. – wydukałam. 
- Siema dziewczyny! -  powiedział trochę głośno, wypluwając 
trochę jedzenia napakowany koleś. 
- Idiota. – powiedzieli cicho jednocześnie jego kumple i 
puknęli się w czoło. 
- Ja jestem Edward, to Jasper, a ten dziwoląg to Emmett. – 
powiedział przystojniak. 
- Ej, czy ty mnie obraziłeś?? Trochę cicho mówisz. – odezwał 
się Emmett. 
- Nie, nie obraziłem cię. 
- Aha, to spoko. – rzeczywiście idiota, ale wydaje się 
sympatyczny, tak jakby. 
- Ja jestem Alice, to Rosalie, a to Bella. Pomyślałyśmy, że 
może byśmy mogły się dosiąść do was chłopaki. – żeby nie 
było, nie zabrakło słodkich uśmiechów dziewczyn. OMG
- Oh, jasne, oczywiście. – powiedział Jasper i zaraz zrobił nam 
miejsce. 
- My nie lepsi. – znowu powiedziała dwójka chłopaków, 
ponownie waląc się w czoło. Nie wiem o co im chodzi, ale to 
jest zabawne. 
 
 
Edward 
 
Jeju, ale przypał. Najpierw Emmett, potem my. Gentelmani za 
dychę. Na początku trochę się zdziwiłem, bo Bella zaczęła do 
siebie jakieś głupoty bredzić. Coś tam echo, głowa, czerwona, 
nie wszystko zrozumiałem. Na razie zwyczajnie 
rozmawialiśmy, rzecz jasna. W końcu zapłaciliśmy za 
rachunek i wyszliśmy. Postanowiliśmy się przejść na plażę.  

background image

- Jeju kocham słońce!! – wykrzyknęły dziewczyny razem i 
wszyscy się zaśmialiśmy. Zaraz usłyszeliśmy piosenkę Justina 
Biebera Baby (zob. dodatki) z głośników będących na scenie. 
Nie wiedziałem nawet, że tak umilają czas. Emmett 
oczywiście musiał to skomentować. 
- Czy to piątek, czy sobota 
  Justin Bieber to idiota! 
  Szminka, brokat, klej 
  Każdy wie, że to gej!  
- Masz rację!! – wykrzyknęła Rosalie. Dziewczyny dziwnie na 
nią spojrzały. 
- Przecież ty go uwiel… - Alice zaczęła mówić, ale Rosalie 
przewróciła ją na piasek, zatykając rękoma jej usta. 
- Alice czasami wypadało by pomyśleć, zanim coś powiesz. – 
Rosalie w tym momencie przeszywała ją wzrokiem. Bella 
zaczęła się histerycznie śmiać jakby wszystko rozumiejąc. 
- A ty się lepiej przymknij, bo znowu się zsikasz w majtki. – 
oł, z Rosalie lepiej nie zadzierać. Bella w momencie przestała 
się śmiać i rzuciła się na blondynę. To będzie interesujące. 
 
 
Bella 
 
Jak ona mogła to powiedzieć!! Ja zawsze muszę mieć jakiś 
przypał. Ok, może kiedyś, niechcący popuściłam, no ale to nie 
jest powód do śmiechu, drwin czy zastraszania. Przecież jej 
też mogło się coś takiego zdarzyć.  
Długo się nie zastanawiałam, rzuciłam się na nią wściekła.  
- To nie było zabawne! – wysyczałam, przygniatając ją. – 
Alice, do wody z nią. – poleciłam przyjaciółce. Trochę było 
ciężko, bo ta głupia Hale się szarpała. 
- To nic ci nie da. – z trudem wyjęczała Alice. 
- Raz. – powiedziałam. 

background image

- Dwa – teraz Alice. 
- Trzy! – wykrzyknęłyśmy i wrzuciłyśmy Rose do wody. 
Szybko pobiegłyśmy do śmiejących się chłopaków.  
- To oznacza wojnę! – wykrzyknęła wściekła i cała mokra 
Blondi. Błyskawicznie znalazła się przy nas. Nie wiem jakim 
cudem, ale wepchnęła do wody całkowicie zszokowanego 
Emmetta. Chłopak przecież tego się nie spodziewał. Ja 
korzystając z okazji, złapałam za śmiejącego się Edwarda, 
który już leżał, a raczej pływał w wodzie. Alice podobnie 
postąpiła z Jasperem. Potem z dziewczynami dołączyłyśmy do 
chłopaków. Świetnie się bawiliśmy. W końcu zrobiło się 
późno i postanowiliśmy w końcu wyjść z wody.  
- Ale z nas inteligenci, nawet ubrań nie zdjęliśmy. – 
powiedział Jasper. 
- Idąc ulicą, będziemy ciekawym obiektem. – zaśmiał się 
Edward. 
- Chłopaki poczekacie na nas chwilę?? Skoczymy tylko do 
jakieś łazienki. – spytała się Alice. 
- Ok. – powiedzieli chórkiem.  
 
- Jeju, jak ja wyglądam. – jęknęła Alice przeglądając się w 
lusterku. 
- Nie lepiej niż ja. – powiedziała Rose. Dziewczyny 
oczywiście przesadzały, nie wyglądały jak jakieś straszydła.  
- Oni są super, co nie??  - spytałam z głupim uśmieszkiem. 
Postanowiłam zmienić temat, bo te ich użalanie nad swoim 
wyglądem trwało by wieczność. 
- I to jak, a w szczególności ten Jasper, ma te cudowne włosy i 
oczy i … - Alice oczywiście zaczynała się już rozkręcać. 
Rosalie postanowiła szybko to przerwać.  
- Szkoda, że to koniec wakacji i nie spotkałyśmy ich 
wcześniej. – powiedziała z nutką żalu. 

background image

- Lepiej późno, niż wcale. – i tu mrugnęłam do dziewczyn. 
Zaśmiałyśmy się i w końcu dołączyłyśmy do chłopaków. 
 
 
Edward 
 
Długo, jak nam się zdawało, nie musieliśmy czekać. 
Dziewczyny w miarę szybko się ogarnęły. Dla mnie i tak 
wyglądały normalnie, no oprócz Belli. Nawet cała mokra z 
poplątanymi włosami wyglądała pięknie. 
- Chłopaki, my już musimy iść, jutro szkoła, a my w końcu 
powinniśmy się wyspać. – zakomunikowała nam Alice. Cała 
nasza trójka jęknęła z niezadowolenia. Nie to, że jutro będzie 
beznadziejny dzień, to ten skończył się dla mnie za szybko 
- To już jutro?? – Emmett miał bardzo dziwną minę.  
- Tak idioto. – powiedział Jasper. – Może was 
odprowadzimy?? – zaoferował. 
- Z miłą chęcią. – odpowiedziały we trzy. Co za zgodność. 
Zaczęliśmy prowadzić je we właściwym kierunku, co było 
błędem. Debil ze mnie, że go popełniłem. 
- A wy skąd wiecie, w którą stronę iść?? – spytała ze 
ś

miechem Bella. 

 
 
 

 
 
 
 
 
 
Rozdział 5. 

 

background image

 
Bella 
 
Gdy zadałam te pytanie, chłopacy dziwnie pobladli na 
twarzach. Nie wiem o co im chodzi. 
- Coś się stało?? – spytała Alice. 
- Nieeeeeeeeeee. – odpowiedzieli chórkiem. 
- To dlaczego macie takie miny, jakbyście ducha zobaczyli?? 
- Bo może właśnie go zobaczyliśmy?? – powiedział z 
przestrachem Emmett. Wystarczy niecały dzień, aby 
wywnioskować, że ten osobnik jest trochę bardzo dziwny. 
- On czasami tak ma, wiec wybaczcie mu dziewczyny. – 
powiedział rozluźniając się Edward. 
- Taa, nawet z tego powodu brał leki. – dopowiedział Jasper. 
Emmett miał jeszcze dziwniejszą minę. Chciał coś 
powiedzieć, ale chłopacy go uciszyli. 
- To idziemy?? – spytałam się. 
- Jasne. – powiedziawszy to Edward, niebiańsko się 
uśmiechnął. Zawirowało mi w głowie. 
Spacer był krótki i cichy, każdy myślał o czymś innym.  
- Skoro już jesteśmy na miejscu, czas się pożegnać. – 
powiedziała Rose z błyskiem w oku. Ona jak zwykle o 
jednym. Każdego z chłopaków przytuliłam, a Edward 
dodatkowo dostał buziaka w policzek. 
- Dobranoc. – szepnął mi do ucha. Zadrżałam. Odsunęłam się i 
zaczęłam otwierać drzwi. Gucio z tego wyszło, bo Edward 
pociągnął mnie i szybko pocałował w usta. Nie zdążyłam 
odpowiedzieć na pocałunek, a jego już nie było. 
 
 
Edward 
 

background image

Musiałem to zrobić, a potem dać dyla. Trochę się 
wystraszyłem swoją szybką reakcją, ale warto było poczuć jej 
miękkie usta na swoich. Teraz wracając do siebie, nadal czuje 
przyjemne dreszcze na wargach. 
- Było bosko. – podskoczyłem, bo Jasper mnie zaskoczył. Ten 
głupek oczywiście zaczął się śmiać, za co oberwał.   
- Ej no.. – zaczął masować bolące miejsce. 
- Gdzie Emmett?? – spytałem. 
- Nie wiem, może żegna się jeszcze z Rosalie. 
- BUUU!!!! – ktoś wyskoczył zza zakrętu i zaczął biec w 
naszym kierunku. Spojrzałem na Jaspera, który miał trochę 
przerażoną minę.  
- Uciekamy. – powiedziałem. Dawaliśmy sprint, ale to coś 
miało kondycję i wrzeszczało na nas. 
- Tu skręcamy. 
- OK. 
Znaleźliśmy się w jakimś zaułku. Cisza jaka panowała, 
nadawała nastrój z horrorów. 
- Ciekawe co z Emmettem.  
- Poradzi sobie. – odpowiedziałem. 
- Co teraz robimy? – spytał się Jazz. 
- Na razie czekamy. – cisza, cisza, cisza, …. , cisza i … 
- MAM WAS!!!!! 
- Aaaaaaaaaa!!!! -  to byłem ja i Jasper.  
- Po co wy mi kurwa spierdalaliście?! – warknął… 
- EMMETT?!?! 
- Nie, kurwa. 
- Ja pierdole, ale nas wystraszyłeś. – powiedział Jasper, po 
czym walnął Emmetta w ramię. 
- Ciebie wystraszył, nie mnie. – szybko odparłem, żeby nie 
było. Blefowałem. 
- Zapomniałeś aaaaaa!!??  

background image

- Nie, tak darłeś ryja, że nie zdziwiłbym się, gdyby cię 
dziewczyny usłyszały. – odpowiedziałem Jasperowi. Już coś 
chciał coś odpowiedzieć, ale Emmett go uciszył.  
- Idziemy, bo padam. – ryknął. 
 
 
Bella 
 
- Dziewczyny wstawać!!!!!!!! – krzyknęłam na całe gardło. – 
Spóźnimy się!! – po raz pierwszy zaspałam, a jak ja zaspałam 
to dziewczyny również. 
- Która godz.. aaaaaa!! Już późno! Bella czemu mnie nie 
obudziłaś wcześniej?!?! – spytała wzburzona Rose. 
Usłyszałam huk.  
- Jasna cholera!! – ups, to Alice. Wściekła jest baaaardzo nie 
przyjemna. Zaraz mi się oberwie. – Swan masz pojęcie która 
godzina?! 
- Maam. – odpowiedziałam lekko drżącym głosem. Alice 
pojawiła się w moim pokoju. 
- To dlaczego o tej porze jestem jeszcze nie ubrana?!?! 
- Nie wiem?? 
- To ja ci po…  - Rose zatkała usta Alice. 
- Spokój! Lepiej zacznij się ubierać, bo naprawdę nie zdążysz. 
– „delikatnie” powiedziała do zszokowanej Alice. Ta odeszła 
naburmuszona do swojego pokoju. Zaczęłam się szybko 
ogarniać. Założyłam jasne rurki i białą koszulkę na 
ramiączkach (zob. dodatki). Włosy rozpuściłam, oczy 
pomalowałam tuszem, a usta pomalowałam bezbarwnym 
błyszczykiem. Śniadanie sobie odpuściłam. 
- Jestem gotowa! – krzyknęłam do dziewczyn, stojąc już przy 
drzwiach wyjściowych.  
- Chwila!- obydwie odkrzyknęły. 
 

background image

 
~15 minut później~ 
 
- Już?! – krzyknęłam zniecierpliwiona, no bo ile ta chwila 
trwa. A zdążyłabym zjeść śniadanie. 
- Już. – powiedziała Rose i stanęła obok mnie.  
       
 
~15 sekund później~ 
 
- Mogłaby się pospieszyć, nogi mnie bolą od stania. – zaczęła 
marudzić Rosalie. 
- Ty to rzeczywiście się nastałaś.- odpowiedziałam jej 
rozdrażniona. 
- Chodźcie dziewczyny, a nie tak stoicie jak kołki. 
- w momencie zjawiła się Alice i zaczęła nami rządzić. Ja z 
Rose tylko prychnęłyśmy. 
W miarę szybko dostałyśmy się pod „upragniony” budynek. 
- Ooo, nie spóźniłyśmy się. – powiedziała Alice. 
- Ja też jestem zaskoczona. – mruknęłam pod nosem.  
- Teraz trzeba znaleźć sekretariat. – powiedziała Rose. 
- Nie trzeba, wcześniej odebrałam plan. – powiedziała Alice i 
wręczyła nam kartki.  
- A to można było?? – spytałam trochę zdziwiona. 
- Nie. – Alice i jej sarkazm. No ale rzeczywiście zadałam 
retoryczne pytanie. 
- No to pa. – powiedział Rosalie. – Później się jakoś 
spotkamy. 
- Ok, pa. – pożegnałam dziewczyny.  
Zaczęłam szukać sali, aż usłyszałam. 
- Bello, kochanie! – po chwili poczułam na ustach wargi 
Edwarda. 
WTF? 

background image

 
 
 
 
 
 
 
 
Rozdział 6.
 

 
 
 
 
Edward 
 
Całuję Bellę!!
  
 
 
Bella 
 
Całuję Edwarda!!  
Powinnam przestać. 
Nie! 
Tak! 
Z trudem oderwałam się od Edwarda. Sapałam jak 
lokomotywa. 
- Co … - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ usłyszałam 
piszczenie. 
- Eddi, co robisz z…… 
- Moją narzeczoną?? Całuje się. – odparł swobodnie Edward, 
a mnie zatkało. Narzeczoną?! 
Tą farbowaną dziunię też zatkało, ale nie na długo.  

background image

- A gdzie ma zaręczynowy pierścionek?? – spytała ze 
ś

miesznie wygiętymi brwiami, patrząc na moje ręce.  Edward 

przyjrzał się mojej dłoni i zmarszczył słodko brwi. Cholera 
odwala mi. Słodko?! 
- Kochanie, gdzie pierścionek? – no nie, jeszcze ja mam mu 
pomagać. Widząc moją minę uśmiechnął się czarująco. 
Później się z nim policzę. 
- Bałam się, że go zgubię. – świetna wymówka Swan, jesteś 
genialna. Lala prychnęła. 
- Jasne. Eddi ty nigdy byś się tak młodo nie zaręczył. – 
oświadczyła wyniośle. Zdaje mi się, czy oni już dawno się 
znają? 
Na całe szczęście zadzwonił dzwonek. Koniec tej 
głupiej szopki. 
 
 
Edward 
 
Jest źle. Po pierwsze spotkałem swoją byłą, która jeszcze 
(chyba) nie zrozumiała, że nie jesteśmy razem. Po drugie 
wkopałem Bellę, uznałem ją za swoją narzeczoną -  wątpię, że 
jest z tego powodu zadowolona. Po trzecie ta blondyna 
nazwała mnie Eddi’m przy Belli. Czy to tak ciężko zrozumieć, 
ż

e mam na imię Edward??! Dobra na razie koniec z tymi 

rozmyślaniami. Teraz lepiej będzie jak pójdę na zajęcia.  
- Bello, co masz teraz? – spytałem się. Odpowiedzi nie 
usłyszałem. Rozejrzałem się i zobaczyłem, że tylko ja jestem 
na korytarzu. Super. 
 
Właśnie wracałem z chłopakami do mieszkania. 
- Coś nie w humorze jesteś Eddi. Powiedz co się stało?  
- Emmett, debilu jakbyś nie wiedział. – powiedziałem 
podirytowany. 

background image

- Emmett, daj mu spokój. – teraz Jasper zwrócił się do mnie. - 
Ja zadzwonię do Alice i spytam się czy Bella jest bardzo 
wściekła na ciebie.   
- Ok.  
 
 
~20 minut później~ 
 
Biedny Jasper. Rozmawia z Alice już dobre 20 minut. W 
sumie to on za często się nie odzywa, jedynie od czasu do 
czasu przytakuje.  
- Pa. – powiedział Jazz i się rozłączył. 
- I? – spytałem. 
- Co??  Aaaaaaaa. Oooooo. Zapomniałem się zapytać. – tu 
teatralnie walnął się w czoło.  
- Super. – mruknąłem i poszedłem do swojego pokoju. 
Postanowiłem, że sam zadzwonię do Belli. 
Tak, słucham? – usłyszałem. 
- Cześć Bello.  
Cześć. – jak na razie nie słyszałem gniewu w jej głosie. 
- Bardzo jesteś na mnie wkurzona? 
- Nie bardzo.  
- Więc miałabyś czas, żeby się ze mną spotkać. 
- Jasne. Gdzie? 
- Yymm... może w tej nowej lodziarni koło ciebie. Podobno 
mają bardzo dobre lody. – usłyszałem jej śmiech. No tak – 
lody.  
- Tak mają tam bardzo dobre lody. – 
zabrzmiało to trochę 
dwuznacznie, przez co moja wyobraźnia dała o sobie znać – 
Widzę, a raczej słyszę, że dobrze znasz te tereny, w których ja 
mieszkam. Trochę to podejrzane, nie uważasz? – 
spytała. Od 
razu się otrząsnąłem.  

background image

- Nie? – zamiast odpowiedzieć zapytałem.  – Chyba nie 
myślisz, że cię śledzę. – zaśmiałem się nerwowo. 
- No nie wiem, może ty mi powiesz? – na całe szczęście się 
zaśmiała, więc raczej nie powinienem się denerwować. 
- Więc spotykamy się za pół godziny?  
Okej. To do zobaczenia. 
- Do zobaczenia. 
 
 
 
 
 
Bella 
 
Nie jestem wściekła na Edwarda. Po rozmowie z 
dziewczynami doszłam do wniosku, że jednak fajnie będzie 
być (chwilowo) jego narzeczoną.   
 
Teraz zaczęłam się zastanawiać w co się ubrać. Rano nie 
potrzebnie założyłam dżinsy, w ogóle nie wiem co mnie 
napadło, przecież jest tu tak gorąco. Postanowiłam założyć 
sukienkę i buty na lekkim obcasie (zob. dodatki). Stojąc przed 
lustrem zastanawiałam się, czy za bardzo się nie wystroiłam, 
w końcu to nie randka. A szkoda. 
- Alice! Rose! – krzyknęłam. Dziewczyny w momencie 
pojawiły się w moim pokoju. 
- Co się stało? – spytała wystraszona Rosalie. 
- Nic. – westchnęły z ulgą. - Po prostu umówiłam się z 
Edwardem, no wiecie, żeby porozmawiać o dzisiejszym 
zdarzeniu, no i czy ja nie przesadziłam? – tu pokazałam na 
siebie. – przecież to nie będzie randka. – dziewczyny zaczęły 
mi się przyglądać. 

background image

- Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Z miłą 
chęcią wybrałabym dla Ciebie strój. – tu spojrzałam na Alice 
wymownie. – No dobra, wyglądasz cudownie.  
- Zgadzam się z Alice. – powiedziała Rosalie. – Dla mnie na 
takie spotkanie wyglądasz w sam raz. W niczym nie 
przesadziłaś. O dziwo. – te ostatnie zdanie powiedziała ciszej, 
ale i tak je usłyszałam, przez co warknęłam. 
- Dobra, no to idę.  
 
Szybko znalazłam się w umówionym miejscu. Edward już tam 
był. 
- Cześć. – powiedziałam i pocałowałam go w policzek. 
Wolałabym w inne miejsce. 
- Cześć. Ślicznie wyglądasz. – no i masz, zarumieniłam się, a 
on zaśmiał się cudownie. 
- Dziękuje. 
- Więc może zaczniemy od wybrania sobie deseru lodowego? 
– spytał w taki sposób, że przeszły mnie ciarki po plecach. 
- Z miłą chęcią.   
 
 
 

 
 

 

Rozdział 7. 

 
 
 
Edward 
 
Szybko wybraliśmy desery i zaczęliśmy je jeść, rozmawiając 
na luźne tematy. 

background image

- Więc może przejdźmy do sedna sprawy. – powiedziała Bella 
z uśmiechem.  
- Nie zapomniałaś. 
- W końcu po to tu jesteśmy. – powiedziała ze śmiechem 
Bella. 
- Ja wolę myśleć, że to nasza pierwsza randka. – 
powiedziałem szczerze. Bella momentalnie się zarumieniła. – 
Słodko teraz wyglądasz. – musiałem to powiedzieć. O ile to 
możliwe, Bella jeszcze bardziej się zarumieniła. 
- Yhm. Dziękuje. – nie pozostało mi nic innego, jak tylko się 
uśmiechnąć.  
- No dobra, czas na wyjaśnienia. Ta dziewczyna ma na imię 
Tanya. Była kiedyś moją dziewczyną. – widząc jej wzrok, 
abym zagłębił się w tym szczególe, powiedziałem – Nie pytaj, 
sam nie wiem jak do tego doszło. Rada na przyszłość, nie 
przesadzaj z alkoholem, bo może to się dla ciebie skończyć 
bardzo źle. Ja to poczułem i żałuję.  
- Ten twój zły przypadek jest związany z Tatianą? 
- Tanyą. Niestety tak. Więc, ta dziewczyna jest jak rzep. Ja z 
tym rzepem męczyłem się trzy miesiące. – wspominając je, aż 
się skrzywiłem. 
- Wow. Ja raz miałam takiego rzepa, ale nie trzymał się on aż 
trzy miesiące. – powiedziała, poczym mruknęła do siebie. - 
Całe szczęście.  
- Wracając do rzepa, pech chciał, że go, a raczej ją znowu 
spotkałem. Nie wiem jakim cudem dostała się do tego collegu, 
a nie, już wiem, tatuś pewnie zapłacił, no ale to nie ważne. 
Tanya dziś myślała, że do niej wróciłem i w ogóle, mówiła, że 
też za mną tęskniła i takie tam, po prostu  koszmar. Ponieważ 
ciebie polubiłem i byłaś najbliżej mnie w tamtym momencie, 
postanowiłem, że zostaniesz moją narzeczoną. 
- A dlaczego narzeczoną, a nie dziewczyną? – spytała. 

background image

- Dziewczyna to dla niej nie problem, szybko by się ciebie 
pozbyła. Niby w narzeczoną nie wierzy, ale mam nadzieję, że 
mi pomożesz to zmienić. 
- Okej, pomogę ci. W sumie to będzie niezła zabawa. A tak w 
ogóle, dlaczego nie wierzyła, że możesz mieć narzeczoną? 
No i masz. 
 
 
Bella 
 
Edward w tym momencie się zarumienił. Najwidoczniej nie ja 
jedna od czasu do czasu walne buraka. 
- No bo ja ten, miałem trochę bujne życie towarzyskie. – 
powiedział bardzo cicho, że ledwie go usłyszałam. Myślę, że 
w tym momencie byłam zazdrosna. 
- Trochę? – spytałam. 
- Czy to ważne? Zresztą teraz trzeba załatwić sprawę z 
pierścionkiem zaręczynowym. – nie ma co, szybko zmienia 
temat. – W sumie nie jest aż tak późno, żeby go nie kupić. 
Więc w drogę. 
Złapał mnie za rękę. 
 I znowu te dreszcze. 
 
 
Edward 
 
Nawet szybko znaleźliśmy czynny sklep. Od razu do niego 
weszliśmy. Za ladą stała uśmiechnięta blondynka.  
- Witam państwa. W czym mogę pomóc? – spytała. 
- Chcielibyśmy kupić pierścionek zaręczynowy. – 
powiedziawszy to uśmiechnąłem się szeroko i pocałowałem 
Bellę w czoło. 
- Oh, to cudownie. Zapraszam tutaj. 

background image

Podeszliśmy do wskazanego miejsca i ujrzeliśmy mnóstwo 
pierścionków. 
- Wow. – wymsknęło się Belli. Nie ma co, sporo było tych 
błyskotek.  
Usłyszeliśmy dzwonek telefonu 
- Przepraszam państwa na chwilę. – tylko kiwnąłem głową. 
- Edward, na pewno tu jest drogo. Ja w domu mam 
pierścionki. Z pewnością, któryś będzie pasował na rolę 
zaręczynowego. – prychnąłem tylko.  
- Nie ma mowy, skoro masz być moją narzeczoną, będziesz 
miała pierścionek ode mnie. 
- Ehh.. Czy warto wydawać kasę na niby narzeczoną?- dalej 
ze mną dyskutowała. 
- Kochanie, mam wystarczającą pieniędzy, mogę szaleć.  
- Po co ja się zgadzałam. – mruknęła pod nosem. 
- Po to, że mnie lubisz skarbie. – zacząłem się szczerzyć, lubię 
używać słów typu: skarbie, kochanie względem Belli. 
- Więc mają państwo jakiś na oku? – nawet nie zauważyłem 
jak tu podeszła.  
- Bello? – spytałem. 
- Nie wiem, trudny wybór. – sam zacząłem się przyglądać. 
Sporo ich było i każdy inny. Ale jeden przyciągnął moją 
uwagę (zob. dodatki).  
-  A ten Bello? – spytałem, wskazując na pierścionek z 
brylantami. 
- Ohh… jest cudowny Edwardzie. 
 
 
Bella 
 
Ten pierścionek był przepiękny i … z pewnością drogi. 
- Czy moglibyśmy go zobaczyć z bliska? – zapytał Edward. 

background image

- Oczywiście. Ten elegancki pierścionek wykonany jest z 
ż

ółtego i białego złota, próba 0,585 z brylantami 0,23 kr. …- 

mówiła dalej o jakimś szlifie, ale ja nie słuchałam, bo Edward 
uklęknął i zaczął wkładać pierścionek na mój palec. Na pewno 
robił to dla pokazu, ale ja czułam się jak w bajce. Widziałam 
tylko jego.  
- Bierzemy. – powiedział Edward wstając, ale nie odrywając 
wzroku ode mnie. Ja wciąż patrzyłam na niego 
zahipnotyzowana. Szybko zapłacił i już wychodziliśmy, jak 
usłyszałam. 
- Ahh ci zakochani.  
Przyjrzałam się mojej dłoni.  
- Pasuje idealnie. – powiedział Edward, chwytając ją. Dla 
mnie trochę przesadzał, żeby kupić taki pierścionek na same 
udawanie. Najwidoczniej naprawdę jest przy kasie. – 
Odprowadzę cię.  
Pokiwałam tylko głową. Nie byłam w stanie nic mówić. 
Szliśmy w milczeniu trzymając się za ręce. Byliśmy już pod 
moim mieszkaniem. 
- Dobranoc. – powiedziałam. 
- Słodkich snów Bello -  i mnie pocałował. Ledwo ruszyłam 
ustami, a jego już nie było.  
Otworzyłam drzwi i krzyknęłam do dziewczyn: 
- Chyba się zakochałam!  
- W kim? -  usłyszałam głos … Jaspera? 
Ups. 
 
 

Rozdział 8. 
 
 

 
Bella 

background image

 
- Nie w kim, tylko w czym. W pierścionku. – odpowiedziałam 
siląc się na normalny ton. 
Jasper tylko poniósł brwi. 
- Co, to już nie można się zakochać w rzeczy? Tak w ogóle co 
ty tu robisz? – spytałam podejrzliwie. 
- Przyszedł do mnie. A  co, nie można? – ta dam, pojawiła się 
Alice w…. czy to w ogóle jest ubranie?  
- Można. – powiedziałam i uniosłam ręce w obronny geście. 
Udałam się do swojego pokoju i na wszelki wypadek 
założyłam słuchawki na uszy. Muzykę włączył najgłośniej, 
wolę nie słyszeć niepożądanych odgłosów. 
 
 
 
Edward 
 
Otwierając drzwi, usłyszałem jakieś jęczenie. Trochę się 
przeraziłem, bo wychodząc zostawiłem chłopaków samych, 
no i oni raczej razem no wiecie, nie robią tego, co nie?  
Udałem się do salonu i zobaczyłem, Emmetta obściskującego 
się z Rosalie. 
Nie wiedziałem czy im przeszkodzić. Zdecydowałem się 
jednak tak zrobić, w ten sposób istnieje szansa, ze nie będą 
tego robić, wiedząc o mojej obecności. Oszczędzę sobie 
niepotrzebnego cierpienia. 
- Yhm. – odchrząknąłem.  
Nic. 
Zdecydowałem się wrócić i jeszcze raz zamknąć drzwi. Ty 
razem znacznie głośniej. 
- Już jestem! – krzyknąłem na wszelki wypadek. Usłyszałem 
huknięcie. 
Pobiegłem do salonu. 

background image

- Co się stało? – spytałem, widząc leżącego Emmetta na 
podłodze. Oczywiście był czerwony na twarzy. 
Postanowiłem się zabawić. 
- Biedactwo, znowu spadłeś z kanapy. Teraz z pewnością 
uszkodziłeś sobie resztki mózgu. A mówiłem ci tyle razy z 
Jasperem, żebyś nie wchodził na coś, na co się nie mieścisz.  
Rosalie zachichotała, a Emmett stał się jeszcze bardziej 
czerwony. 
- Tak w ogóle to cześć Rosalie.  
- Cześć. 
- Dla własnego bezpieczeństwa usuń się stąd. – powiedział 
„groźnie” Emmett. 
Tylko się zaśmiałem i poszedłem do swojego pokoju. Nie było 
jeszcze późno, więc walnąłem się na łóżko i włączyłem 
telewizor. 
 
 
 
~ 3 godziny później ~ 
 
Przekręciłem się na bok i jęknąłem. Zasnąłem w ubraniach. 
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że jest godzina 23:57. O 
dziwo telewizor był wyłączony. Ponieważ nadal byłem śpiący, 
z wielkim trudem zdjąłem ubrania i poszedłem dalej spać. 
 
 
~Rankiem~ 
 
Od razu jak się obudziłem, podreptałem do łazienki. Zacząłem 
się ogarniać. 
Miałem lekki zarost, więc postanowiłem zobaczyć w lusterku 
czy bardzo jest odstraszający. To co zobaczyłem, nie było 
odstraszające, ale… DZIWNE!  

background image

Na twarzy miałem narysowane jakieś kwiatki i serduszka. 
Napis na czole oczywiście wszystko przebił: I love Bella, 
czyli normalnie wyznanie miłości.  
Szybko chwyciłem mydło i zacząłem szorować twarz… bez 
zamierzonego efektu.  
- EMMETT!!! – ryknąłem. To na pewno jego sprawka.  
Wytarłem twarz ręcznikiem i ruszyłem do jego pokoju.  
Nie było go tam, więc poszedłem do kuchni. Na pewno się 
obżera. No i nie myliłem się. 
- Ty dupku, myślisz, że to zabawne?!  
Dla niego to oczywiście było zabawne, bo ze śmiechu zaczął 
się dławić kanapką. 
Do kuchni wszedł Jasper i widząc co się dzieje z Emmettem, 
zaczął, że tak to ujmę, reanimować. 
- Co się tak kurwa gapisz, może byś mi pomógł? – spytał Jazz. 
- Nie. – powiedziałem i wyszedłem.  
Niech się bydlak dławi. 
Jednak po chwili przypomniało mi się, że na twarzy wciąż 
mam głupie zdobienia i zawróciłem. 
Niestety lub stety z Emmettem wszystko już było w porządku.  
Jasper, gdy mnie znowu zobaczył, musiał się odezwać. 
- Edward, ja wiedziałem, że podoba ci się Bella, ale żeby od 
razu miłość. Ona w ogóle wie czy to taka niespodzianka?  
Zacząłem ciężko oddychać, może trochę sapać.  
Postanowiłem się uspokoić i zignorować Jaspera. Później go 
wytargam za włosy, a ponieważ ma takie bujne, będzie więcej 
zabawy. 
Teraz postanowiłem skupić się na Emmecie. 
- Jak to zmyć? – spytałem, wskazując swoją twarz. – Bo to się 
da zmyć, prawda? 
- Nie jestem głupi. – na jego stwierdzenie podniosłem tylko 
brwi. – Po prostu musisz użyć rozpuszczalnika. 
Jęknąłem.  

background image

Skąd ja do cholery wezmę teraz rozpuszczalnik.  
Tak w ogóle to on nie podrażni mi skóry? 
Bo wiecie, szkoda 
by było takiej ładnej buzi. 
- Masz takowy rozpuszczalnik? – spytałem Emmetta. 
- Mam.  
- Wiec mógłbyś mi go dać?  
- Może.  
Teraz to się kurwa zirytowałem.  
Przecież się odegrał, tak? Wiec mógłby mi dać bez gadania 
ten rozpuszczalnik. 
- Proszę? – spytałem kulturalnie Emmetta, co nie jest 
codziennością. 
- Już ci daje. – powiedział. Wyszedł z kuchni i po minucie 
wrócił. 
Patrzyłem na niego wyczekująco.  
- Masz. – rzucił mi butelkę i zwiał.  
I się mu nie dziwię. 
Tego rozpuszczalnika było tyle, że nie wiem czy starczy na 
mały, jebany kwiatek.  
Jeszcze bardziej wkurzony wróciłem do łazienki. 
O dziwo na serduszka i kwiatki starczyło. Gorzej z napisem. 
Postanowiłem założyć czapkę z daszkiem, może jakoś 
pomoże. 
 
 
Bella 
 
- Dziewczyny idziemy, bo się spóźnimy. – krzyknęłam.   
- Już panno zakochana. – powiedziała Alice, za co miałam 
ochotę ja trzepnąć. Musiałam się powstrzymać, bo jeszcze 
zniszczyłabym jej fryzurę, wiec spóźnienie byłoby 
gwarantowane.  
A ja naprawdę chcę się uczyć. 

background image

- Dobra idziemy. – powiedziała Rose. 
 
Przed wejściem do budynku spotkaliśmy chłopaków. 
Jak na zawołanie, cała nasza szóstka krzyknęła cześć. 
Zaraz po chwili odezwała się Alice. 
- Jasper, co ty taki potargany? – spytała. 
Przyjrzałam się Jasperowi i zobaczyłam, że jego bujne włosy 
stoją jak u wiedźmy.    
On tylko posłał Edwardowi wkurwione spojrzenie i zwalił mu 
czapkę z głowy. 
- Ooooooooo. – to była moja reakcja z dziewczynami.    
 

 
 
Rozdział 9. 
 

 
 
Bella 
 
Tego się nie spodziewałam. Na czole Edward miał napisane: I 
love Bella, tylko, że love zastępowało serduszko. 
Popatrzyłam na niego zdziwiona. 
Trochę zeszło mu, zanim coś powiedział. 
- To na wypadek wątpliwości Tanyi.  
Chłopacy wybuchli śmiechem.   
-  Aha.  –  odpowiedziałam.  Skoro  taki  przekaz  miłości  ma 
pomóc, to co się będę spierać. 
 
 
 
Edward 
 

background image

Może moje wytłumaczenie nie było najlepsze, ale na taki czas 
to cud, że coś wymyśliłem.  
Zauważyłem, że przygląda nam się Tanya. Postanowiłem 
skorzystać z okazji. 
Przybliżyłem się do Belli i mrugnąłem.  
Zorientowała się o co chodzi i po chwili zaczęliśmy się 
całować.  
- Fuuj. – Emmett oczywiście musiał skomentować. 
- To my nie będziemy przeszkadzać. – powiedziała Rosalie. – 
Pa gołąbki. – usłyszałem, nadal nie przestając całować Belli. 
Mógłbym całować ją cały czas, gdybym nie potrzebował 
tlenu. Więc niestety musiałem się od niej odsunąć.  
Oboje dyszeliśmy jak lokomotywy. 
 - Chyba zadziałało. – powiedziała Bella widząc skwaszoną 
minę Tanyi.  
- Oj tak. Prawdopodobnie często będziemy musieli używać tej 
sztuczki. – powiedziałem szczerząc się. 
 
 
Bella 
 
Ogłaszam wszem i wobec, że kocham całować Edwarda. On 
ma takie cudowne usta. Oczywiście co chwila o nich 
marzyłam. 
Ale wracając do rzeczywistości. Zajęcia w końcu się 
skończyły. Strasznie mi się dłużyły. Ciekawe dlaczego. 
Czekając na dworze, na dziewczyny, zauważyłam Edwarda z 
Tanyą. 
Wyraz twarzy Edward był bliski zwariowania. 
Nie ma co, trzeba mu pomóc. 
Podeszłam do nich i od razu wpiłam się w usta Edwarda. 
Tęskniłam za tym. 
Edward przyciągnął mnie jeszcze bliżej. 

background image

Oczywiście Tanya musiała coś dodać od siebie i był to pisk.  
Nie było opcji, żebym na takie coś się nie skrzywiła, więc 
niestety pocałunek się skończył. 
 
 
 
Edward 
 
Oczywiście musiał się do mnie przyczepić jakiś 
niezidentyfikowany obiekt. W dodatku jakieś dziwne dźwięki 
wydawał, kompletnie nic nie rozumiałem. Dobrze, że na 
ś

wiecie są jeszcze anioły, które wybawiają.  

A pro po tego obiektu, chodzi rzecz jasna o Tanyę, musiał 
nam przerwać w takiej cudownej chwili.  
- Mogłabyś odejść? Przeszkadzasz nam. – lubię taką Bellę. 
- Nie mogłabym. – powiedziała czerwona na twarzy Tanya. 
- A dlaczego? – spytała Bella zirytowana. 
- Bo…., bo lubię tu stać. -  to dopiero jest wyjaśnienie. 
- Więc my odejdziemy. – powiedziała Bella i pociągnęła mnie 
za sobą kawałek dalej, żeby dalej się całować. 
Żyć nie umierać. 
Tanya tylko prychnęła. 
- Nie wierz temu śmiesznemu napisowi na czole, on kłamie. – 
postanowiła zmienić taktykę atakując Bellę. 
- Żal mi ciebie Tanya. Nie możesz przyjąć prawdy do siebie, 
ż

e Edward nie jest tobą zainteresowany. Specjalnie dla ciebie 

przyniosłam pierścionek.  – pokazała jej dłoń. – Myślisz, że 
wydawałby tyle pieniędzy ot tak sobie?  
 
 
Bella 
 
Ona jest naprawdę irytująca. Z nią nie można wytrzymać. 

background image

Na całe szczęście pojawiły się dziewczyny z Jasperem i 
Emmettem. 
- Idziemy? – spytała Rosalie podnosząc brew na Tanyę. Ona 
tylko podniosła głowę i odeszła dumnym krokiem. Szkoda, – 
no może nie do końca - że nie zauważyła wystającej płyty 
chodnikowej. Runęła prosto na twarz.  
- Mogła tak wysoko głowy nie podnosić. – powiedziałam. 
Cała nasza szóstka zaczęła się śmiać. W sumie znalazło się 
kilka innych osób, które zauważyły niefortunne zdarzenie 
Tanyi. 
- Kurwa, zaraz się zsikam ze śmiechu. – powiedział Emmett i 
pobiegł szukać prawdopodobnie jakiegoś krzaku.  
Ktoś zlitował się nad Tanyą i pomógł jej wstać. 
- Dziewczyny idziemy? – spytała po raz drugi Rose. 
- Idziemy. – powiedziałam.  
Mimo, że nigdzie nie zauważyłam Tanyi, postanowiłam 
cmoknąć Edwarda w usta. 
To było bardzo szybkie.  
Zauważyłam, że Alice z Jasper zaczęli się całować. 
To oni są razem i ja nic o tym nie wiem?!   
- Emmett!!! – krzyknęła Rosalie.  
Ałł. Mało kto potrafi się wydzierać jak ona. 
- Już idę żabko! – odkrzyknął.  
Rosalie poczerwieniała na twarzy. Emmett w tym czasie 
zdążył do nas wrócić. 
- Czy. Ja. Wyglądam. Na. ŻABĘ?! – wysyczała Rose. 
 - Nie myszko. – odpowiedział trochę zdenerwowany Emmett. 
No dobra, bardzo zdenerwowany. 
- A. Na. MYSZ?! – wywarczała. 
Emmett tylko się skulił. 
Postanowiłam zabrać stąd Rosalie zanim dojdzie do 
rękoczynów. 
Machnęłam ręką do Alice i zaczęłyśmy ciągnąć Blondynę. 

background image

- Pa chłopaki. – powiedziałam razem z Alice. 
 
 
~1,5 minuty później~ 
 
Nie jest łatwo z Rose. Nadal jej wściekłość nie minęła. 
- Rosalie, a wiesz, że Bella zakochała się w Edwardzie? – 
spytała Alice. 
Rosalie w momencie się uspokoiła i spojrzała na mnie 
zaciekawiona. 
Dlaczego ja?! 
 
 
 
 

   Rozdział 10. 
 

 
Bella 
 
Milczę, co raczej nie jest dobrym pomysłem, bo Rosalie 
znowu się wścieka. 
- Więc? – spytała Rose, trzymając dłonie na biodrach i tupiąc 
prawą nogą. Nie zabrakło również podniesionej brwi. 
Muszę jakoś odwrócić uwagę.  
- Gorąco dziś, co nie? – mówiąc to, zaczęłam machać rękami, 
robiąc wachlarz.  
- Nie pierdol mi tu o pogodzie, tylko o Edwardzie. – 
powiedziała zirytowana Rosalie. 
To by było na tyle jeśli chodzi o odwrócenie uwagi. 
- Więc Edward jest wysokim, zielonookim ….  
Rosalie krzyknęła.  
- No dobra, już mówię. - wzięłam głęboki oddech.  

background image

 
 
Edward 
 
Wracając, nabijałem się z Jasperem z Emmetta. To sobie 
nagrabił u Rosalie. 
- Więc nie będzie sesyjki na kanapie, co? – powiedziałem i 
wybuchłem śmiechem.  
- I znowu będzie tylko zimny prysznic. –powiedział Jasper i 
westchnął. – Biedactwo. 
Zauważyłem, że mu wargi drżą. On też nie mógł wytrzymać i 
zaczął się śmiać. 
- Dajcie mi spokój! – krzyknął i uderzył nogą w ziemię - jak 
naburmuszony pięciolatek. 
- Dziecko, nie krzycz. – musiałem to powiedzieć. 
- Nie jestem dzieckiem.- wywarczał. 
- To dlaczego tak się zachowujesz? – mówiąc to poniosłem 
jedną brew. 
Tak! Dobrze słyszycie! Podniosłem jedną brew! Tygodniami 
się tego uczyłem i w końcu się opłaciło.   
- Nie szpanuj już tą brwią, co? – powiedział Emmett. 
- Mówisz tak, bo sam nie umiesz, zazdrośniku. – 
odpowiedziałem. 
Emmett już się do mnie zbliżał z wypisaną na twarzy furią.  
- Spokój chłopaki! – Jasper jak zwykle próbował nas 
uspokoić. 
- Nie wtrącaj się gównianowłosy! – odezwał się Misiek i 
popchnął Jaspera w krzaki. 
No i się zaczęło. 
Jasper przestał być opanowany. Jak tylko uwolnił się od tych 
krzaków, co mu trochę zeszło, to wskoczył na plecy Emmetta. 
- Odezwał się pustogłowy. – wywarczał Jazz. 
Teraz przyszła kolej, abym ja zainterweniował.  

background image

Nawe nie zdążyłem zrobić kroku, a Emmett odezwał się do 
mnie. 
- W dwa tygodnie nauczę się tego triku z brwią. 
- Jasne. – prychnąłem. – Zakład? 
- Zakład. Ale o co?  
- O to, kto będzie musiał się przebrać za dziewczynę. No i 
oczywiście w takim stroju będzie musiał paradować na ulicy. 
- Wchodzę w to. – powiedział Emmett i uścisnęliśmy dłonie. 
Jasper próbował przeciąć nam dłonie, ale będąc wciąż na 
Emmie, miał nie łatwe zadanie.  
Trochę już zdenerwowany Misiek, ruchami ramion próbował 
go jakoś zepchnąć.  
- Co ty robisz debilu. – warknął Jazz, zwisając z Emmetta.  
- Gówno. – odpowiedział mu. 
- Fleeeee. – to była moja i Jaspera reakcja ta te słowo. 
Jazz próbował się z niego zsunąć, co nie było proste, nie 
pomijając faktu, że Emmett wciąż ściskał moją dłoń. 
Końcowy efekt jest taki, że we trójkę leżymy na ziemi i 
szarpiemy się. 
- O kurwa, nie mogę oddychać. – wysapał Jasper. – Ty 
potworze, przygniatasz mnie. 
- Do kogo ty mówisz? – spytał się Niedźwiedź. 
- Do ciebie, a do kogo?? – odburknął mu. 
- Gdzie do cholery jest moja dłoń?! – zdesperowany i 
przerażony próbowałem tych idiotów przekrzyczeć. 
- Mnie się pytasz? Sam to powinieneś wiedzieć. – bardzo 
pomocny Emmett, z resztą jak zwykle.  
- Bardzo dziękuję za pomoc, przyjacielu. – warczałem. 
- Aaaa, bo ty się martwisz, że nie będziesz mógł sobie 
walić…. – nie dokończył, bo usłyszeliśmy głos: 
- Co tu się dzieje?! 
Super, jeszcze tego brakowało. 
 

background image

 
Bella 
 
Dziewczyny przyglądały mi się uważnie. Gra na czas, nie jest 
łatwa. W końcu zaświeciła mi się lampka nad głową 
- Prawie zapomniałam. Alice co jest między tobą a Jasperem? 
– szybka jestem, już wcześniej mogłam ją tak zaatakować. 
- No ten… lubimy się. – powiedziała, trochę się jąkając. 
- Lubicie się?? Wczoraj to trochę poważniej wyglądało, jak 
was spotkałam. 
Rosalie miała zdezorientowane spojrzenie. 
- Ktoś tu się będzie grubo tłumaczył. – zaraz jej wzrok stał się 
ostrzejszy. 
Ha! Udało mi się! 
- O tobie nie zapomniałam, więc nie ciesz się tak. – 
powiedziała, na co jęknęłam. 
 
 
~ 5 minut później~ 
 
Więc Alice i Jasper tylko tak się po prostu całują, dużo 
wyjaśniania, co nie?? Nic więcej nie powiedziała na ten temat, 
więc przyszła kolej na mnie. 
- Czekamy Bello. – Rose jest dziś naprawdę drażliwa. 
- To sobie czekajcie, ja nic nie powiem, bo nawet nie wiem co. 
– nie ma co, będę udawać głupią. 
- Już nie udawaj, że nie wiesz. – powiedziała Rose. 
- Ja ci mogę przypomnieć. – odezwała się wszechwiedząca 
Alice. 
- No dobra. – mruknęłam. – Tak mi się tylko zdawało. 
- Ale co? – teraz to Rosalie jest głupia.  
- No, że go kocham!! – wykrzyknęłam zła, że w ogóle muszę 
o tym mówić. 

background image

- Aaaa…., ooo….  
- Serio Rose?? Na tyle cię tylko stać?  
- Oj daj spokój. – powiedziała. – Więc go kochasz czy nie?? 
- Przecież nie dawno powiedziałam, że nie jestem pewna. – 
odburknęłam. No proszę was, czy ja jestem na jakimś głupim 
przesłuchaniu?  
- Jak ty irytujesz. – powiedziała Alice.  
- Nie bardziej niż wy. – powiedziałam kończąc ten temat. 
Raptem zadzwoniła mi komórka.  
- Halo? – spytałam. 
- Wiem gdzie mieszkasz. – usłyszałam tylko i połączenie 
zostało zakończone. 
   
     
 
 

 
 
Rozdział 11. 
 
 

Edward 
 
- Ale my nic nie zrobiliśmy.- tłumaczyłem się po  raz setny 
policjantowi.   
- Jak to nic nie robiliście, przecież widziałem. W miejscu 
publicznym bawiliście się w jakieś gejowskie trójkąciki. – 
powiedział policjant, a mi mowę odjęło. 
- Gejowskie trójkąciki?! – wykrzyknął Jazz z Emmettem.  
- My nie jesteśmy gejami, my nawet mamy dziewczyny. – 
powiedział Jasper. 
- A ja, to nawet mam narzeczoną! – krzyknąłem zadowolony 
ze swojego odkrycia. 

background image

- Więc wasze dziewczyny i narzeczona - tu spojrzał na mnie 
ironicznie, za co miałem ochotę mu przypierdolić, ale 
opanowałem się, wystarczy na dziś kłopotów. – przyjadą was 
odebrać z komisariatu.  
- CO?!?! – wykrzyknęliśmy w zdumieniu. 
No litości. Komisariat?? Serio?! 
 
 
 
Bella 
 
Stałam sparaliżowana ze strachu. Dziewczyny oczywiście 
patrzyły na mnie pytająco. 
- On wie gdzie mieszkam. – ledwo wydusiłam. 
- Kto?? – spytały równocześnie. 
- Nie wiem!! – krzyknęłam.  
Za chwilę rozdzwoniły się nasze komórki. 
Dziewczyny swoje odebrały, ale ja na moją nawet nie 
spojrzałam. 
- Co?! ... Co ty tam robisz?? … I myślisz , że ci pomogę, po 
tym jak mnie nazwałeś? … To będzie pierwszy i ostatni raz. – 
powiedziała Rose i zakończyła rozmowę. – Ten dupek jest w 
komisariacie. 
- Jasper też, wiec na bank Edward też. – odezwała się Alice, a 
ja domyśliłam się,  że  tym razem dzwonił do mnie Edward. 
- A co oni zrobili? – spytałam zdziwiona. 
- Według Emmetta nic. – powiedziała ironicznie Rose.  
- Dobra dziewczyny, idziemy. – powiedziała Alice i 
ruszyłyśmy po tych głupków. 
 
 
 
 

background image

Edward 
 
Dlaczego ona nie odbiera? 
Zrozpaczony zacząłem walić głową w ścianę. 
- Co, narzeczona cię olała? 
Jak ten palant mnie wkurwia, przyczepił się do mnie jak rzep 
psiego ogona. Jakim cudem on jest policjantem?  
- Chyba ciebie. – warknąłem zirytowany do granic 
możliwości. 
Gdy to powiedziałem, to zrzedła mu mina. 
Ha! Mam cię frajerze! 
Na całe szczęście tą głupią pogawędkę przerwał nam jęczący 
do komórki Emmett. 
- No proszę cię skarbie. Błagam.  
Mogłem się tego spodziewać. Rosalie łatwo mu nie przebaczy.  
Jakieś 10 minut później pojawiły się nasze zbawienia. 
Odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że Bella również tu jest. 
Chwilę pogadały z tym debilem i zanim się obejrzałem stałem 
już na ulicy. 
- Wow, szybko poszło. – skomentował Jazz. 
- Teraz do cholery macie nam powiedzieć jak to się stało, że tu 
wylądowaliście. – szczerze, to takiej Rose ja się trochę boje. 
Jasper nie miał też za ciekawej miny, więc skoro Emmett z nią 
kręci, to on będzie się tłumaczył.  
- To była wina Emmetta. Niech on ci powie. – musiałem się 
odezwać, bo ten głąb nadal by stał i nic nie mówił. 
- Moja wina?! – wykrzyknął z oburzenie. 
- Czy ktoś chce tu wrócić?! – usłyszeliśmy „pana policjanta” 
- Ja pierdole, ale on jest pojebany. – mruknął Jasper, gdy od 
razu postanowiliście stąd odejść, ignorując tego faceta. 
- Mi to mówisz? – powiedziałem i parsknąłem. W końcu to do 
mnie się przyczepił ten debil. 
 

background image

 
 
Bella 
 
Chłopacy wyjaśnili nam powód pobytu na komisariacie. 
Oczywiście to były tylko wygłupy. Jakżeby inaczej. W 
ramach podziękowań zaprosili nas na lody. Nie obyło się bez 
jęczeń Rose i Alice, ponieważ koniecznie muszą się przebrać, 
więc teraz idziemy do nas. A propo Rose, szybko zapomniała, 
ż

e była wściekła na Emmetta. Normalnie złość  jej tak szybko 

nie mija, więc jestem trochę zaskoczona. 
Ponieważ szłam ostatnia, więc zatrzymanie się całej naszej 
bandy przed drzwiami spowodowało, że walnęłam w Jaspera, 
ten z kolei w Alice, a ona w Emmetta. Szczerze to nie 
spodziewałam się, że jest ona taka silna, ponieważ Emmett 
przewrócił się na Rose. Jedynie Edward ocalał i gapił się teraz 
na drzwi. Interesujące.  Dziewczyny oczywiście zaczęły 
jęczeć jak teraz wyglądają. Szczerze to ja ich nie ogarniam, 
przecież specjalnie przyszłyśmy się przebrać.  
- Edward, a ty co tak stoisz jak słup soli?? – zapytałam 
podnosząc się.  
Gdy już wstałam i spojrzałam na drzwi, to od razu odechciało 
mi się uśmiechać. 
Mówiłem, że wiem gdzie mieszkasz. 
- Co do.. 
Nie dokończyłam, bo przewał mi głośny krzyk. 
- Ha!! Mam cię!! 
Spojrzałam się w stronę odchodzącego głosu i na chwilę 
zamarłam. 
- Ja pierdolę. – wydusiłam i po chwili zaczęłam piszczeć. 
 
 
 

background image

 
 
Edward 
 
Czy ktoś mi może powiedzieć kim do chuja jest ten koleś, na 
którym wisi piszcząca Bella?. 
- Hmm… - ktoś odchrząknął. – A ja to co?? 
No nie, jeszcze jednego brakowało.  
- Riley?!  
Oby to byli geje. Błagam. No bo przecież nie mogą mi tu 
jakieś dwa czubki wyskoczyć i zabrać mi Bellę. No sory, ale 
ja ją pierwszy zaklepałem. 
- Nie mogę uwierzyć, że tu jesteście!! – krzyczała 
uśmiechnięta Bella, a ja z Rose, Alice, Emmem i Jazzem, 
patrzyliśmy na to wszystko zdezorientowani. 
Po chwili Belli przypomniało się o nas. Jak miło. 
- Och, wybaczcie to Riley i Demetri, moi…    
 
  
  

 
Rozdział 12. 

 
 
Edward 
 
- … - o to chwila prawdy. Zamknąłem oczy, choć sam nie 
wiem dlaczego. – … bracia. 
Zamurowało mnie. Bracia? Miałem różne opcje, które nie 
były ciekawe, jak na przykład, że to jej byli, albo, że to jacyś 
gejowscy kumple, no ale bracia - nie jest tak źle. 
Wait a minute!   
Nie byłoby źle, gdy nie to, że jestem jej „narzeczonym”. 

background image

- … a to mój narzeczony Edward. - Czy ona mnie właśnie 
przedstawiła?  
Od razu otworzyłem oczy. 
- Narzeczony? – zapytali obaj bracia uważnie mi się 
przyglądając. 
Gdy ja nie odzywałem się, bo znając życie tylko bym 
pogorszył swoją sytuację, oni zaczęli niebezpiecznie zbliżać 
się do mnie. Zrobiłem krok w tył. Nie był to duży krok, bo 
oczywiście z moim szczęściem uderzyłem w ścianę.  
Dlaczego ona tu jest?! 
- Dajcie już spokój. – powiedziała Bella przewracając oczami. 
O dziwo jej przemili braciszkowie tylko wzruszyli ramionami. 
Odetchnąłem z ulgą, chociaż i tak wiedziałem, że prędzej czy 
później „ta rozmowa” nastąpi.   
  
 
 
 
Bella 
 
Weszliśmy do mieszkania. Powiem, że trochę zrobiło się 
tłoczno. 
- Bella dlaczego nigdy nie pokazałaś nam zdjęcia swoich 
braci? Przecież to takie…… 
- Przystopuj Rose. – serio nie chciałam słyszeć nic o tych 
przygłupach, którzy wystraszyli mnie na śmierć. – Po prostu 
uznałam, że skoro boisz się klaunów, to nie będę ci 
pokazywać ich zdjęć. 
- Po pierwsze: ja nie boje się klaunów, po drugie: a Emmett to 
co? Klaun oczywiście. – ten drugi argument powiedziała 
trochę głośniej, przez co wszyscy spojrzeli się na nas, a w 
szczególności Emmett. 
- Słucham?! – krzyknął oburzony.    

background image

- Misiu, daj już spokój. – powiedziała Rose podchodząc do 
Emmetta i dając mu całusa. 
Nie ma to jak odwrócenie uwagi.  
- Więc może zamiast iść na lody pójdziemy na piwo? – 
zapytałam. 
Wszyscy się zgodzili, dla chłopaków to oczywiście fajniejsza 
opcja. 
 
 
 
 
~15 minut później~ 
 
- Spadaj! – krzyknął Riley do mnie. 
- Ale chciałam tylko spróbować, przecież nie wypije 
wszystkiego. – mówiłam do niego „trochę” naburmuszona.  
- Jasne. – prychnął. – Próbowałaś już od pozostałych, to piwo 
jest takie same, więc odczep się od mojego. 
- Nie e. – powiedziałam. To nie fair, sobie kupili normalne 
piwa, a nam jakieś babskie.  
- Nie. Dam. Ci. 
- Czy oni zawsze się tak sprzeczają? – spytał Jasper. 
- Zawsze. – odpowiedział Demetrii. 
- To on/ona zawsze zaczyna. – powiedzieliśmy jednocześnie z 
Riley’m. 
- Ja?! – krzyknęłam z znowu z nim. Frajer. Bezczelnie po 
mnie powtarza.  
- Uspokójcie się. Chcecie znowu być wyrzuceni? – spytał 
Demetri.  
- Znowu? – zapytali chórkiem pozostali. 
- Jejuu, to zdarzyło się raz, a ty zamierzasz wypominać nam to 
do końca życia? – wywarczałam. 

background image

Dlatego nikomu nie mówię, że mam braci. Kto chciałby się z 
nimi zadawać z własnej woli? 
- Tak, zamierzam. Do dziś żałuje, że nie nagrałem was jak 
rzucaliście się jedzeniem. 
- Daj już spokój. – wyjęczał Riley. 
- Może w końcu mi powiecie o co poszło. 
- Nieważne. – burknęliśmy razem. Znowu. 
Oparłam się o ramię Edwarda.  
Wpadłam na genialny pomysł. W sumie tym sposobem 
mogłam sobie poprawić humor. 
Zaczęłam jeździć ręką po torsie chłopaka. Spojrzał na mnie 
zaskoczony. Przybliżyłam swoją twarz do jego i po chwili go 
całowałam. Edward chwycił mnie w tali i przybliżył do siebie. 
Nie powiem, był to bardzo namiętny pocałunek, co 
pozostałym nie bardzo się spodobało. Wyrazili swoją opinię 
jękami. 
- Dobra, masz te piwo, tylko przestań. – usłyszałam głos 
Riley’ego, na co szeroko się uśmiechnęłam i z lekką niechęcią 
odsunęłam od Edwarda. 
Zawsze dostaje to czego chce. 
 
    
 
Edward 
 
Czy ona właśnie mnie wykorzystała?! I to w dodatku dla 
jakiegoś głupiego piwa, które w dodatku próbowała ode mnie, 
Jaspera, Emmetta i jej drugiego brata.  
Więc myślę, że należą mi się wyjaśnienia.  
- Bello? – spytałem cicho.  
Ignorancja. Super. 
Ż

yć nie umierać. 

background image

Naburmuszony siedziałem i postanowiłem nikogo nie słuchać. 
Miałem oficjalnie wszystko w dupie. 
 
 
 
Bella 
 
Wiem, że postąpiłam nie ładnie, jak to się mówi, ale co 
miałam mu powiedzieć? Że jestem jębnięta i sama czasami 
siebie nie rozumiem?  
Po chwili zauważyłam, że siedzi z założonymi rękami. Trochę 
się naburmuszył.  
Czy on nie jest przypadkiem na to za stary?  
Zresztą nie ważne, wygląda słodko. 
Przysunęłam się do niego i wyszeptałam mu do ucha: 
- Później porozmawiamy. 
Na całe szczęście się uśmiechnął i przytulił mnie do swojego 
boku. 
- Yhm. – usłyszałam chrząknięcie. 
- Co znowu? – zapytałam znudzona, dopiero co przyjechali i 
już zdążyli mnie nieźle wkurzyć. 
- Z miłą chęcią… 
Oczywiście nie zdążył skończyć, bo ja jak zwykle musiałam 
się wtrącić. 
- Z miłą chęcią to ja mogę ci przypier… 
Ty razem Demetrii mi przerwał. 
- Hola, hola, kto cię takiego słownictwa nauczył? 
- Wy, a niby kto? – spytałam retorycznie. 
Idioci. 
- My?! Zresztą nie ważne. Powiedz mi jak to się stało, że 
jesteś zaręczona, a nikt z rodziny o tym nie wie?? 
No i zaczęło się. 
 

background image

 
 
 

 

 

 

Rozdział 13. 

  
 
Bella 
 
- Co tu dużo gadać, wpadłam z Edwardem i bum trzeba się 
ożenić. – powiedziałam niby od niechcenia. 
- Co?! – wykrzyknęli wszyscy przy okazji plując na mnie. 
- Dzięki, naprawdę nie przeżyłabym bez waszej śliny. – 
wymamrotałam wycierając się. 
- To wy…? Ale kiedy? I nic nam nie powiedziałaś? – 
odezwały się dziewczyny, które się pierwsze otrząsnęły. 
Jakby nie wiedziały, że to gierka. 
Czasami są naprawdę głupie. 
- Ale ja nawet nie pamiętam, że to robiliśmy – powiedział 
Edward, a ja spojrzałam na niego jak na kosmitę. 
Dobra jestem skoro nawet on się nabrał. 
 
 
Edward 
 
Jak to się stało, że ja tego nie pamiętam? Coś ze mną jest nie 
tak. 
Bella spojrzała się na mnie tak jakbym był idiotą. Szczerze, 
jakaś część mnie właśnie tak uważa. 
Moje przemyślenia przerwali troskliwi bracia Belli 
przyciskający mnie do ściany. 
Jak miło. 
- Zapłodniłeś naszą siostrę i nawet o tym nie wiesz?! – 
wykrzyczał mi do twarzy Demetrii, po czym zwrócił się do 
Belli. – A ty jesteś nieodpowiedzialna gówniaro! Jesteś w 
ciąży i pijesz piwo! Ty w ogóle myślisz?   

background image

Bella przez chwilę świdrowała go wzrokiem, a następnie 
wybuchła śmiechem. 
Szczerze, mnie w cale nie było do śmiechu, ponieważ ledwo 
mogłem oddychać. Jej troska o mnie była naprawdę godna 
pochwały. 
- Muszę państwa poprosić o wyjście z lokaju. – oznajmił jakiś 
paker. 
- Dlaczego? – spytał „trochę” oburzony Emmett. 
- Ponieważ wasze zachowanie jest nieodpowiednie. 
- Nieodpowiednie? Dobre sobie. My tylko stoimy przy 
ś

cianie. – powiedział Riley i zaraz dodał. - Nie wiedziałem, że 

to jakaś zbrodnia. 
- A ja nic nie zrobiłem! Niech oni sobie idą, ja tu zostaje. – 
Emmett powiedział z buntowniczą miną, dalej próbując  się 
kłócić. 
- Moglibyście mnie puścić. – wychrypiałem. 
Chłopaki chwilę na mnie popatrzyli i puścili.  
- Jaka ulga. – westchnąłem, po czym nabrałem głęboki wdech.  
- Dobra idziemy i nie będziemy robić żadnej szopki. – 
zarządziła Bella, która do tej pory milczała. 
- Ale… - Emmett próbował zaprotestować. 
- Bez dyskusji. – raptem odezwała się Rosalie. 
Ja cicho się zaśmiałem widząc, że Emm pokornieje. 
- Edward! Nie śmiej się. – powiedziała moja słodka 
narzeczona.  
W momencie spuściłem głowę skarcony. 
 
 
Bella 
 
Co to się porobiło. 
Pomyślałam sobie, wychodząc z lokaju. 
Zachciało mi się bawić w aktoreczkę. 

background image

- Chłopaki. – powiedziałam na głos. Każdy zwrócił głowę w 
moją stronę, nie wyłączając dziewczyn. Ciekawe. – Mam na 
myśli moich braci. – te słowa nic nie zmieniły, bo i tak każdy 
patrzył na mnie. Niech im będzie. – Ta cała ciąża jest 
zmyślona.  Chciałam was trochę podrażnić.   
- Uff, co za ulga. – powiedział Edward. W momencie 
przeszyłam go wzrokiem. – Żartuję, zajarzyłem. – dodał, 
przekręcając oczami. 
- Taa, po jakim czasie. – powiedziałam zirytowana. 
- Lepiej późno niż wcale. Co nie? – Przy drugiej części 
szturchnął łokciem Demetriego. Ten tylko spojrzał się na 
niego, powiedzmy, że nieprzyjemnie.  
- Dziewczyno, nie baw się tak z nami, okej? – powiedział 
Riley, po czym zwrócił się do Edwarda. – Sory stary za tamto. 
- Jestem pewna, że miał na myśli te małe przyduszenie przy 
ś

cianie. 

 
 
Edward 
 
- Sory stary za tamto. – mówiąc to Riley, „delikatnie” klepnął 
mnie w plecy.  
Tak na  serio mógłby mnie uprzedzać, bo jak zwykle robię nie 
wiadomo jaką minę i wyglądam jak mięczak. Mój wizerunek 
na tym cierpi. Nie zdziwię się, jeśli Bella w końcu zacznie 
uważać mnie za ciotę. A to nie jest czymś miłym. Serio. Tylko 
proszę się ze mnie nie śmiać, raczej współczuć. 
Dobra, koniec z tą gadką to samego siebie. 
 
Po chwili odprowadziliśmy dziewczyny i braci Belli do 
mieszkania, a sami zamierzaliśmy się zmyć. 
Emmett z Jasperem normalnie pocałowali się na pożegnanie z 
Rosalie i Alice. Tylko ja miałem małe opory, no bo Riley i 

background image

Demetrii zawsze mogą wyskoczyć z czymś, co zapewne nie 
będzie dla mnie miłe. W sumie powinienem zacząć się do tego 
przyzwyczajać.  
A wracając do Emma i Jaspera. Od kiedy oni są oficjalnie z 
dziewczynami? Jeśli w ogóle są. Przez Bellę trochę się 
zamuliłem. 
 
Raptem wszyscy zaczęli mi się badawczo przyglądać. To 
sprawiło, że poczułem się skrępowany.  
- Co się tak na mnie patrzycie? – zadałem pytanie, uważnie się 
im przyglądając. Zobaczą jak to fajnie jest. 
- A ty co tak mrużysz oczy? Tu nie ma światła, żeby cię raziło. 
– powiedział Demetrii z irytującym uśmieszkiem. 
Wiedziałem, że tak będzie. Teraz to ja będę pośmiewiskiem.  
Zrobiłem obrażoną minę. 
Ja chce wrócić do czasów, kiedy to śmialiśmy się z Emmetta!  
Prawie zapłakałem na tę myśl. 
 
Kiedy wszyscy się już się ze mnie pośmiali, a tak na 
marginesie to w ogóle nie wiem co było w tym takiego 
ś

miesznego, ale jeszcze nadejdzie taki moment, kiedy to ja 

będę się śmiał. Zobaczycie. No ale skończmy z tym, teraz 
wrócę do pierwszej części zdania. Postanowiłem pożegnać się 
z Bellą, no wiecie, buzi buzi, gdy nagle Demetrii wykrzyknął: 
- Bella! Mamy dla ciebie niespodziankę! 
Po tych słowach….. No nie… again?