background image

Radość czystej miłości

Jan Bilewicz

SPIS TREŚCI

Rozdział

 

     1     -      ZA

      I     PRZECIW

 

 

 

   1.

      Czy

      współżycie

 

    seksualne

 

    to

      dopełnienie

 

    miłości?

 

 

 

2.

      Seks

 

    nie

      jest

      potrzebą

 

    a     popędem.

 

 

 

3.

      Czy

      podejmowanie

 

    życia

 

    płciowego

 

    pomoże

 

    w

      bardziej

 

    udanym

 

    wyborze

 

    męża?

 

 

 

4.

      Przedmałżeńskie

 

    doświadczenia

 

    seksualne

 

    są

      przeszkodą

 

    do

      udanego

 

    małżeństwa.

 

 

Rozdział

 

     2     -      KOSZTY

 

    REWOLUCJI

 

    OBYCZAJOWEJ

 

    

 

Rozdział

 

     3      -     TWOJE

 

    ŻYCIE

 

    DUCHOWE

 

 

 

 

Rozdział

 

     4      -     PROGRAM

 

    DLA

 

    MŁODYCH

 

    

 

  

1.

      Wytrwale

 

    poszukuj

 

    spotkania

 

    z     Chrystusem.

 

 

  

2.

      Umacniaj

 

    się

      Sakramentami.

 

 

  

3.

      Staraj

 

    się

      poznawać

 

    Chrystusa

 

    i     żyć

      Jego

 

    Ewangelią.

 

 

  

4.

      Zachowuj

 

    umiarkowany

 

    post

 

    i     skupienie.

 

 

  

5.

      Staraj

 

    się

      odkryć

 

    piękno

 

    i     wartość

 

    czystości.

 

 

  

6.

      Umacniaj

 

    swoją

 

    wolę.

 

 

  

7.

      Uważnie

 

    dobieraj

 

    sobie

 

    przyjaciół.

 

 

  

8.

      Ogranicz

 

    do

      minimum

 

    albo

 

    zrezygnuj

 

    z     oglądania

 

    T.V.

 

 

  

9.

      Unikaj

 

    pornografii

 

 

10.

      Zachowaj

 

    skromność

 

    w

      ubiorze.

 

 

11.

      Konsekwencje

 

    wykroczeń

 

    przeciw

 

    czystości

 

    obyczajów

 

 

12.

      Konsekwencje

 

    zachowania

 

    czystości

 

    przedmałżeńskiej

 

 

OD AUTORA 

Rozdział 1 - 

Za i Przeciw

2.00 nad ranem w jesienną noc. Moja poduszka jest wilgotna a tusz do rzęs, z taką uwagą nakładany, aby 
zrobić na Tobie wrażenie, rozmazał sie na nosie i policzkach. Piszą, że jest wodoodporny, ale okazuje się, że 
czasami nie wystarczająco na życiowe załamania.
Kiedy  godzinę  temu  odjechałeś  urażony  w  swojej  męskiej  dumie,  uświadomiłam  sobie,  że  wszystko 
skończone. Wprawdzie nie powiedziałeś tego wprost, ale wiem że więcej nie zadzwonisz. Usłyszałam tylko: 
"Okazałem  dosyć  cierpliwości,  3  miesiące  to  wystarczająco  długo".  Jasne!  Chodzić  aż  3  miesiące  z 

background image

dziewczyną,  która  do  ślubu  chce  pozostać  dziewicą!  Dziewica  i  rockowy  piosenkarz!  Taka  kombinacja  to 
nieporozumienie.  Przynajmniej  byłeś  na  tyle  miły,  że  zechciałeś  być  ze  mną  przez  te  3  miesiące.  Inni 
stawiają swoje żądania dużo wcześniej.
Nie  myśl,  że  będę  do  końca  życia  bez  chłopaka  Jest  sporo  takich,  którzy  zechcą  chodzić  z  dziewczyną  z 
zasadami, choć może nie są to takie super gwiazdy jak Ty. Nie szkodzi Przynajmniej będę wiedziała, że są ze 
mną dla mnie samej, a nie dla seksu.
Ponieważ jesteś przystojny, inteligentny, dowcipny i jeszcze na dodatek nieźle śpiewasz, oczekujesz, że każda 
zgodzi  się  na  wszystko,  co  zechcesz.  Rzeczywiście,  mam  wiele  takich  przyjaciółek.  Może  spotkasz  jeszcze 
niejedną  z  nich?  Dlaczego  nie  ja?...  Kiedy  siedzieliśmy  obok  siebie  ostatniego  wieczoru,  a  Ty  z  gniewem 
patrzyłeś  na  mnie,  wszystkie  argumenty  gdzieś  mi  uciekły.  Mam  jednak  powody.  Powiedziałbyś,  że  są 
idiotyczne i w tej chwili ja też myślę trochę podobnie. Ale być może jutro staną się one dla mnie na nowo 
ważne.
Zapytałeś, czy to dlatego, że jestem wierząca.. Gdybym się zgodziła, spowodowałoby to reakcję łańcuchową 
i teraz widzę wszystko jeszcze wyraźniej. Nie poszłabym do Komunii św. w niedzielę. Chodzę na Mszę św. z 
całą rodziną więc bardzo by to zmartwiło rodziców. Co bym im powiedziała? I tak bym zraniła dwoje ludzi, 
których  kocham  A  i  sama  czułabym  się  winna  i  być  może  w  ogóle  przestałabym  chodzić  do  kościoła.  Nie 
jestem  święta,  ale  nie  zrezygnuję  ze  swojej  wiary.  Wiele  znaczy  dla  mnie.  Wierzę  w  Boga  i  ta  wiara  daje 
mojemu  życiu  jakąś  zdrową  pespektywę.  Chcę  być  praktykująca,  ale  dla  Ciebie,  ponieważ  nie  wierzysz, 
Kościół to relikt przeszłośc
i. Po prostu nic nie rozumiesz!
Dla naszej generacji "seksualna rewolucja" nie jest już rewolucją. Możemy stanąć z boku i przyjrzeć się jej 
skutkom Szczerze mówiąc nie podoba mi się to, co dostrzegam. Gdybym patrząc na starszych znajomych czy 
krewnych,  mogła  z  przekonaniem  powiedzieć:  "Nic  im  to  nie  zaszkodziło,  są  i  tak  szczęśliwi",  może  i 
zmieniłabym zdanie. Może i teraz w tej chwili byłabym w twoich ramionach. Ale to nie jest tak. Dostrzegam 
u  tych  ludzi  wielki  brak  szczęścia,  nawet  cierpienie,  często  przeżyli  jakiś  osobisty  dramat,  ponieśli  jakąś 
klęskę.
Moja  starsza  o  rok  siostra  żyła  ze  swoim  chłopakiem  przez  12  miesięcy.  Potem  wszystko  się  rozpadło, 
głównie  z  jego  powodu.  Była  tak  zraniona  całą  tą  sprawą!  Wiele  razy  ostrzegała  mnie,  bym  nie  dała  się 
wciągnąć w podobną sytuację. Nie musiała mnie ostrzegać. Wiedziałam dobrze co przeżyła... . I nawet nie 
była  w  ciąży.  Nie  wyobrażam  sobie,  co  by  się  działo,  gdyby  zaszła  w  ciążę.  W  końcu  zostałaby  pewnie 
"matką samotnie wychowującą dziecko". Mało kusząca perspektywa! Nie wyszła jeszcze za mąż. Wydaje mi 
się,  ze  to  doświadczenie  tak  głęboko  ją  zraniło,  że  w  jakiś  sposób  nawet  wypaczyło  jej  nastawienie  do 
małżeństwa
Jakie jeszcze powody przychodzą mi do głowy? Wiele. Nasze pokolenie widzi skutki przygodnych miłostek: 
choroby, wśród nich AIDS, również komplikacje ginekologiczne, wszystkie konsekwencje przerywania ciąży.
Jest jeszcze jeden powód, mój przystojny Przyjacielu, dla którego chciałabym do ślubu pozostać dziewicą. 
To,  co  miało  się  rozpocząć  dzisiaj,  byłoby  luźnym  związkiem,  "chodzeniem  ze  sobą"  bez  zobowiązań.  Jak 
długo  by  to  trwało?  Pół  roku,  rok?  Ale  nie  zawsze,  to  pewne.  Ani  ja  ani  Ty  nie  jesteśmy  gotowi  do 
małżeństwa Dwie z moich przyjaciółek żyją w taki sposób. Jest to znowu początek łańcuchowej reakcji Kiedy 
te  związki  rozpadną  się,  przejdą  do  łóżka  kogoś  innego.  Słyszy  się  czasami,  że  dziewczyna  po  pierwszych 
doświadczeniach  żałuje  tego  i  potem  żyje  w  czystości,  ale  to  rzadkie  przypadki  Gdyby  siało  się  to  teraz, 
kiedy mam 18 lat, z ilu mężczyznami jeszcze spałabym do spotkania tego, za którego wyjdę za mąż? Nie chcę 
być dla nikogo "tymczasową partnerką". Oddam się mężczyźnie, z którym będę żyła już do końca życia. Nie 
będzie to półroczne spotkanie się głównie dla seksu, ale trwający całe życie odpowiedzialny związek. Będę 
kochać i będę kochana bez rozmieniania się na drobne.
Już 3.00. Czuję się lepiej. Powinnam ci była wszystko to powiedzieć ostatniego wieczoru. Ale teraz, kiedy 
jeszcze raz wszystko przemyślałam, lepiej poradzę sobie z tym rozstaniem.. Czy zobaczymy się na imprezie u 
Marty? Kto będzie trzymał Cię pod rękę? Czy ściśnie mi się serce na Wasz widok? Chyba tak. Straciłam Cię. 
Jutro pewnie będę miała zapuchnięte od płaczu oczy, ale zachowałam szacunek dla samej siebie... Chyba 
więc jednak nie przegrałam...

background image

   Bywa, że młodzi ludzie decydują się na podjęcie współżycia seksualnego przed zawarciem małżeństwa. 
Jaki jest sens zachowania czystości? Czy warto być dziewicą? - pytają sami siebie.
Różne argumenty "za" przedmałżeńskim seksem może podsuwać środowisko rówieśnicze, środki masowego 
przekazu, literatura.

Jakie są te najbardziej popularne "za":

1.  Miłość  uprawnia  do  rozpoczęcia  współżycia.  Jeżeli  para  młodych  ludzi  odda  się  sobie  całkowicie, 
pogłębi  i  ubogaci  to  jeszcze  ich  związek.  Jeżeli  będzie  między  nimi  mniej  barier,  lepiej  się  zrozumieją. 
Współżycie seksualne to naturalne dopełnienie każdej miłości.
2. Życie seksualne jest konieczne dla higieny psychicznej. Popęd płciowy jest normalnym, biologicznym 
impulsem i nie należy go tłumić. Z postępowania wbrew naturze wyniknąć może nerwica czy jakieś inne 
destruktywne skutki.
3.  Podjęcie  współżycia  seksualnego  jest  korzystne  dla  wyboru  przyszłego  małżonka,  ponieważ  sam 
popęd płciowy i zaciekawienie nie skłaniają wtedy do zaakceptowania pierwszego partnera, który może być 
atrakcyjny seksualnie, ale który okaże się później całkiem nieodpowiedni pod innymi względami.
4.  Potrzebne  jest  pewne  praktyczne  wychowanie  seksualne.  Jeżeli  dziewczyna  wychodzi  za  mąż,  nie 
mając  za  sobą  żadnych  doświadczeń,  nie  powinna  się  spodziewać,  że  potrafi  zadowolić  prawdziwego 
mężczyznę.  Podobnie  i  mężczyzna  powinien  zatroszczyć  się  o  swoją  edukację  seksualną,  aby  umieć 
usatysfakcjonować swoją żonę. Narzeczeni powinni też sprawdzić, czy są dopasowani seksualnie.
 Przeanalizujmy po kolei powyższe argumenty, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się 

1. Czy współżycie seksualne to dopełnienie miłości?

  

Badania ankietowe Zygmunta Jaczewskiego wykazały, że tylko 15% mężczyzn kochało swoje partnerki w 

chwili  podejmowania  współżycia.  Ponad  80%  rozpoczęło  je  -  jak  sami  przyznają  -  dążąc  jedynie  do 
osiągnięcia  przyjemności  seksualnej.  A  więc  to  nie  miłość  chce  przedmałżeńskiego  współżycia,  ale 
egoistyczne  pożądanie,  przynajmniej  jednej  ze  stron.  Co  to  oznacza?  W  takim  wypadku  nie  traktuje  się 
kobiety jako pełnowartościowej osoby, ale jak rzecz, której można używać dla własnej przyjemności. Staje 
się ona w takim układzie swego rodzaju zabawką. Ma być ładna, pociągająca i zgodzić się na wszystko, na 
co  on  ma  ochotę.  Mężczyzna  chce  się  nią  bawić,  nie  myśli  o  małżeństwie  i  nie  ma  ochoty  być  ojcem. 
Niestety  wiele  dziewcząt  zgadza  się  na  taką  rolę,  a  wzory  życia  prezentowane  przez  środki  masowego 
przekazu utwierdzają je jeszcze w przekonaniu, że jest to rzecz normalna, że "takie jest życie".
  W okresie dojrzewania dominującym mechanizmem zachowania dziewczyny jest poszukiwanie akceptacji. 
Nawiązując przyjaźń ze swoim kolegą, nie tyle szuka zmysłowej przyjemności, co akceptacji siebie. Chce 
się  komuś  podobać,  pragnie  uznania,  zrozumienia,  trochę  czułości.  Przy  braku  aprobaty  ze  strony 
środowiska  czy  rodziny,  pragnienie  znalezienia  kogoś,  kto  da  jej  poczucie  wartości,  nasila  się.  Zaczyna 
wtedy robić wszystko, żeby zainteresować chłopaka sobą. W końcu, chcąc skuteczniej zatrzymać go przy 
sobie, daje mu "dowody miłości". Godzi się na rolę zabawki seksualnej. Nie znajduje jednak miłości, której 
szukała. Jest używana, a nie kochana.

"Czułość, delikatność, których dziewczyna oczekuje ze strony chłopaka tracą dla niego znaczenie, kiedy seks 
jest łatwo dostępny. Staje się wtedy bezosobowy, a często nawet agresywny i wulgarny".
(Barbara, 1. 23)

Przedwczesne  doświadczenia  seksualne  dziewcząt  mogą  być  również  motywowane  chęcią  zwrócenia  na 
siebie uwag., poszukiwaniem wrażeń, ciekawością, wypełnieniem wymagań mody na "nowoczesność", itp. 
Ale nie do tych celów ma służyć seks. Nie takie jest jego wewnętrzne przeznaczenie. Dlatego doświadczenia 
te odczuwane są często jako rozczarowujące i odpychające, zamiast dawać szczęście pozostawiają niesmak:

background image

"Miałam takie poczucie winy! Nie jestem z bardzo wierzącej rodziny, ale wiedzieliśmy w domu co jest dobre 
a  co  złe.  Nie  kochałam  go  potem  bardziej,  ani  nie  zyskałam  szacunku  dla  siebie.  Nic  się  przez  to  nie 
polepszyło, przeciwnie wiele pogorszyło się".
(Agnieszka, 1. 22)

   Doświadczenie życiowe uczy, że przedmałżeńskie stosunki seksualne zamiast pogłębić i umocnić miłość, 
niszczą  ją.  D/leje  się  tak  dlatego,  że  "partnerzy"  nie  oddają  się  sobie  całkowicie,  bo  nie  czynią  tego  na 
zawsze.  W  takim  tymczasowym  układzie  brakuje  poczucia  emocjonalnego  bezpieczeństwa,  które  jest 
podstawą  konstruktywnego  związku.  Uczucie  wstydu  lub  poczucie  winy,  obawa  przed  wykryciem,  strach 
przed  ciążą  czy  zarażeniem  się  chorobą  przenoszoną  drogą  płciową,  wątpliwości  co  do  motywów 
postępowania partnera sprawiają, że akt seksualny me jest prawdziwym dzieleniem się sobą z drugą osobą, 
jakiego pragnie natura ludzka; nie jest całkowitym oddaniem się sobie nawzajem, ani stapianiem się obojga 
w związek, który przerasta pojedynczego człowieka. Prawdopodobnie pozostanie na poziomie koncentracji 
na  własnych  doznaniach  zmysłowych.  Dlatego  epizody  tego  rodzaju  nie  są  motorem  wzrostu 
emocjonalnego, lecz powodują raczej jego zahamowanie, bardzo trudne później do pokonania. Osobowość 
karłowacieje, jeżeli nie jest zaangażowana w głębokie i trwałe uczucie.

"Jesteśmy stworzeni do miłości, spełniamy się przez nią. Ale miłość to nie sprawa kilku minut spędzonych w 
seksualnej  gorączce,  to  sprawa  całego  życia.  Jeżeli  jest  dojrzała  seks  przestaje  być  najważniejszy. 
Najważniejszy  jest  dla  niekochających  się  ludzi  Współżycie  bez  miłości  to  zwykła  kopulacja  Może  nawet 
dawać chwilę przyjemność, choć i tak wątpliwej jakości ale nie szczęście".
(Barbara, 1. 22)

"Miłość  nigdy  nie  może  zostać  zdominowana  przez  przyjemność.  Prawdziwa  miłość  jest  zdolna  do 
rezygnacji ze współżycia, kiedy dobro ukochanej osoby tego wymaga Ludzie, którzy nie rozumieją, czym jest 
miłość, przeceniają i gloryfikują seks".
(Andrzej, 1. 25)

Podejmowanie współżycia w tak niekorzystnych warunkach, jakie daje narzeczeństwo, czy tylko "chodzenie 
ze  sobą",  świadczy  nie  tyle  o  miłości  co  o  niepanowaniu  i  niekontrolowaniu  siebie.  W  związku  takim 
dominuje najczęściej pragnienie użycia i zmysłowość. Zmysłowość zaś jest ślepa na osobę. Tak jak przez 
pryzmat uprzedzeń, niechęci czy złości nie można dostrzec wartości innego człowieka, jego zalet i talentów, 
tak poprzez pryzmat zmysłowości widzi się w drugiej osobie głównie - jeżeli nie jedynie - ciało.
  Narzeczony powinien dostrzec i przeżyć fakt, że nie samo ciało stanowi o kobiecości jego narzeczonej, ale 
przede  wszystkim  to,  że  kiedyś  będzie  matką,  że  w  jej  łonie  dokona  się  wielka  tajemnica  powołania  do 
istnienia  nowego  życia,  że  właśnie  ona  posiada  niezastąpiony  dar  zaopiekowania  się  potomstwem  i 
otoczenia  go  matczynym  ciepłem,  że  -  jak  każda  kobieta  -  otrzymała  wspaniałą  zdolność  obdarzania 
bezinteresowną  miłością,  dzięki  której  będzie  opiekunką  domowego  ogniska  i  towarzyszką  doli  i  niedoli 
całego życia.
   Jak  się  ma  do  tego  widzenia  narzeczonej  jako  "partnerki  seksownej",  "wyzwolonej  z  kompleksów", 
"interesującej"?     Zauważmy, w jaki sposób mówi się o kobietach. Rzadko słyszy się dziś takie określenia 
jak: "dobra", "uczuciowa", "miła", "mądra", "macierzyńska". Przeważnie jest "mało ciekawa", "ładna", albo 
najwyższa  ocena  -  "sexy".  Zmysłowość  uniemożliwia  dostrzeżenie  tego,  co  w  drugiej  osobie  jest 
najpiękniejsze i najwartościowsze.
Dopiero  po  przezwyciężeniu  niechęci  i  uprzedzeń  do  kogoś,  odkryjemy  jego  zalety.  Podobnie,  dopiero 
przezwyciężenie zmysłowości, pozwoli odkryć w kobiecie jej pełnię.

"Narzeczeństwo to czas uczenia się troski o drugą osobę i chronienia drugiej osoby nawet przed własnym 
pożądaniem Małżeństwo może przetrwać tylko w oparciu o szacunek i troskę o siebie (...) Myślenie, że życie 
małżeńskie  to  seksualny  raj,  jest  czystą  fikcją  Nie  można  stawiać  osobistego  pożądania,  nad  dobro  i 

background image

pragnienia drugiej osoby. Nieopanowane pożądanie, które tak niszczy związki osobowe przed małżeństwem 
jest równie destruktywne w małżeństwie".
(Tadeusz, 1. 28)

  Co to jest miłość? Czy zakochanie i miłość to to samo? Zaobserwować można następującą prawidłowość: 
im  więcej  w  danej  społeczności  pozamałżeńskiego  seksu,  tym  mniej  szacunku  dla  kobiety,  tym  więcej 
traktowania jej w sposób przedmiotowy, niewolniczy, nawet brutalny. Tym większe jest także niedocenianie 
wartości macierzyństwa i posiadania dzieci, a więc w ogóle rodziny. Zauważamy, że zwolennicy swobody 
seksualnej  silnie  zwalczają  rodzinę.  Najlepszym  przykładem  jest  działalność  IPPF  -  Międzynarodowej 
Federacji Planowanego Rodzicielstwa.
   Co  to  jest  miłość?  Czy  zakochanie  i  miłość  to  to  samo?  Miłość  to  me  tylko  uczucie,  sympatia  czy 
zakochanie. Dopiero przerodzić się one mogą w prawdziwą miłość. Miłość jest przede wszystkim darem z 
siebie  samego  dla  drugiej  osoby.  W  naszej  mocy  leży  danie  go  lub  nie.  Zakochanie  się  w  kimś  nie  jest 
wolnym  wyborem.  Czy  można  obiecać  komuś,  że  się  w  nim  zakocha?  Nie,  ponieważ  leży  ono  w  sferze 
emocji, emocje zaś nie są wolne. Nie możemy obiecać, że zareagujemy emocjonalnie w określony sposób. 
Możemy jednak obiecać miłość. Kiedy dwoje ludzi zawiera małżeństwo, przyrzeka sobie wzajemną miłość 
do końca życia. Skoro można miłość obiecać musi być ona wolnym wyborem, nie zaś jakąś automatyczną 
emocjonalną reakcją. Gdyby miłość nie była wolnym wyborem, w czasie ślubu moglibyśmy wyrazić jedynie 
to,  co  czujemy  w  danej  chwili  i  mieć  nadzieję,  że  będzie  to  trwało.  Ślub  jednak  to  obietnica,  a  nie 
przewidywanie.
   Miłość  jest  zobowiązaniem  do  troski  o  dobro  drugiej  osoby,  a  więc  czymś  więcej  niż  uczucie,  a  nawet 
czymś  niezależnym  od  istniejących  uczuć.  Możemy  kochać,  nie  doświadczając  stale  pozytywnych  uczuć. 
Właściwie dopóki miłość nie została sprawdzona przez brak wzniosłych i gorących uczuć, nie możemy być 
pewni,  czy  rzeczywiście  kochamy.  Uczucia  przychodzą  i  odchodzą,  miłość  pozostaje  i  trwa.  To,  że  jest 
wolnym aktem człowieka, nadaje jej powagę, wartość i znaczenie dla naszego życia. Wiążemy się z kimś 
węzłem  miłości,  ponieważ  chcemy  tego.  Zobowiązanie  stanowi  o  różnicy  pomiędzy  miłością  a  zwykłą 
sympatią  dla  kogoś.  Jeżeli  kogoś  kochamy,  podejmujemy  zobowiązanie.  Wypełnienie  tego  zobowiązania 
jest miłością i dopiero to stanowi ojej istocie.
   Mąż i żona po wielu latach małżeństwa nie patrzą na siebie tak jak dwoje umawiających się na spotkanie 
narzeczonych. Jednak w ich związku jest głębia, wynikająca ze wzajemnego zobowiązania.
Ono daje poczucie bezpieczeństwa. Czujemy się bezpieczni tylko w związkach z tymi, których miłość do 
nas nie jest urokiem, pociągiem, ale zobowiązaniem. I nasze poczucie bezpieczeństwa jest tylko tak silne, 
jak silna jest nasza wiara w słowo drugiej osoby.
   Czujemy się bezpieczni z braćmi czy siostrami, których czasami nawet nie bardzo lubimy. Dzieje się tak, 
ponieważ wiemy, że cokolwiek się stanie i cokolwiek będą do nas czuli, nie odrzucą nas, przynajmniej kiedy 
znajdziemy  się  w  potrzebie.  Gdybyśmy  np.  zachorowali  i  wymagali  stałej  opieki  do  końca  życia,  rodzice 
zajęliby się nami. A kiedy oni by umarli, robiliby to bracia czy siostry. To jest właśnie miłość: związek, na 
którym można polegać, zobowiązanie tak głębokie i radykalne jak ludzka wolność. Kiedy zastanawiamy się, 
czy kochamy kogoś wystarczająco mocno, by zawrzeć z nim związek małżeński, zapytujemy samych siebie, 
czy chcemy i możemy podjąć zobowiązanie na całe życie.
  Mówi się, że seks jest wyrazem miłości. Skoro jest wyrazem miłości, której istotą jest zobowiązanie, to bez 
tego zobowiązania sam seks jest kłamstwem.

"Ci,  którzy  współżyją  przed  ślubem,  ponieważ  "czują",  że  moją  do  tego  prawo,  nastawiają  się  na 
przyjemność. Uczą się, że pożądanie i przyjemność mogą brać górę nad obowiązkiem i zobowiązaniem To 
prosta droga do zdrady. Małżonkowie muszą robić to, co dobre dla obu stron, a nie to, na co mają aktualnie 
ochotę. Dobro małżonków i rodziny, z którego wynika prawdziwe szczęście jest ważniejsze niż przyjemność. 
Trzeba je stawiać na pierwszym miejscu i podporządkować mu swoje pragnienia i pożądania".
(Robert, 1. 29)

background image

"Chodzimy ze sobą 3,5 roku, z czego rok byliśmy zaręczeni. Pewnego wieczoru nierozważnie pozwoliliśmy, 
aby  nasze  pragnienia  zbytnio  się  rozpaliły  i  o  mało  nie  stało  się  owo  przysłowiowe  "to".  Robert  szybciej 
potrafił  zapanować  nad  tą  gorącą  sytuacją.  Powiedział:  "Nie,  nie  zrobiłbym  ci  tego".  Wtedy  dopiero 
dokładnie  uświadomiłam  sobie,  że  rzeczywiście  mnie  kocha.  Wszyscy  mówią:  "Taką  sytuację  trzeba 
wykorzystać",  on  tymczasem  potrafił  pomyśleć  o  mnie.  Chodziło  mu  bardziej  o  mnie  niż  o  siebie!  Cóż  za 
fantastyczny materiał na męża.."
(Monika, 1. 24)

  Stanie się kochającą osobą należy do największych życiowych osiągnięć. Nie sposób porównać miłości ze 
wspaniałym, ale powierzchownym uczuciem zakochania. Wiele młodych małżeństw stwierdza
z  przerażeniem,  jak  szybko  zanikła  ich  "miłość".  Nie  dostrzegają,  że  nie  nauczyli  się  jeszcze  prawdziwie 
kochać. Dużo dobrej woli i pracy trzeba, aby w ogóle stać się dobrym i kochającym człowiekiem, a nie tylko 
mieć  od  czasu  do  czasu  dobre  uczucia.  Prawdziwa  miłość  jest  najbardziej  trwałym  ze  wszystkich  uczuć. 
Zakochanie  po  prostu  samo  się  zdarza,  jest  seksualną  albo  emocjonalną  reakcją.  Miłość  jest  natomiast  z 
trudem zdobywanym osiągnięciem wymagającym wiele samodyscypliny i poświęcenia.
   Zauważmy,  że  "chodzenie  ze  sobą"  jest  właściwie  tylko  dla  osób,  które  zaczynają  poważnie  myśleć  o 
małżeństwie, a zwłaszcza kiedy wiek na to pozwala (tzn. ok. 18-20 roku życia). Podejmowane zbyt wcześnie 
ma  negatywny  wpływ  na  rozwój  młodego  człowieka,  zawęża  bowiem  kontakt  z  rówieśnikami,  a  przez  to 
możliwość  wymiany  myśli  i  doświadczeń  z  nimi.  Tym  samym  ogranicza  także  możliwości  wyboru 
najbardziej odpowiedniego kandydata(ki) na męża czy żonę.

2. Seks nie jest potrzebą a popędem.

   

Czy  słyszeliśmy o  tym,  by ktoś  umarł od  abstynencji  seksualnej, tak jak można  umrzeć np.  z  głodu  lub 

pragnienia? Niektórzy wprawdzie robią takie wrażenie, ale nie trzeba się o nich specjalnie lękać. Wielu ludzi 
z konieczności czy z wyboru żyje bez seksu przez długie okresy czy nawet całe życie.

"Czy celibat jest trudniejszy niż małżeństwo? Chyba nie. Uważa sie, że trzeba zrezygnować z wielu rzeczy, 
aby  stać  sie  celibatariuszem.  Ale  trzeba  umieć  także  zrezygnować  z  wielu  rzeczy,  aby  stworzyć  kochające 
małżeństwo. Dobre, szczęśliwe, kochające się małżeństwo jest niezwykle trudne. Dobroć i miłość są trudne i 
tu i tu. Mądrość i dyscyplina potrzebne są zarówno celibatariuszowi jak i małżonkom Małżonkowie, którzy 
nie potrafią żyć bez seksu, nawet ze względu na słuszne przyczyny, nie stworzą udanego małżeństwa"
(ks. Jan, 1. 26)

  Ważne, abyśmy dostrzegali różnice między seksualnością człowieka a popędem płciowym zwierząt. Mamy 
skłonność myśleć,  że  skoro  tak  samo  jak  zwierzęta  jemy, śpimy i oddychamy,  to  na  podobnych  zasadach 
działamy  seksualnie.  W  takim  wypadku  mylimy  potrzeby  (to  te,  które  muszą  być  zaspokojone  np. 
pożywienia czy snu) z popędami (to te, które chcielibyśmy zaspokoić, np. popęd seksualny). Zwierzęta w 
czasie  rui  ślepo  idą  za  seksualnym  impulsem.  Nie  mają  innego  wyboru.  Człowiek  jest  istotą 
nieporównywalnie wyższą, duchową, zdolną decydować o sobie. Nasze popędy nie muszą być kontrolowane 
przez naturę, tak jak u zwierząt, ponieważ jesteśmy w stanie kontrolować je sami. Nie musimy iść bezwolnie 
za  każdym  pragnieniem  seksualnym  zwłaszcza  wtedy,  kiedy  -  jak  przewidujemy  -  przyniosłoby  to  jakąś 
szkodę nam samym czy drugiej osobie.
   Seksualność  człowieka  odgrywa  dużą  rolę  w  kształtowaniu  jego  życiowych  losów.  Praktykowanie 
wstrzemięźliwości płciowej spotyka się w wielu duchowych tradycjach i kulturach zarówno Wschodu jak i 
Zachodu. Dostrzega się znaczenie energii seksualnej dążąc, do jej zachowania na użytek wszechstronnego 
rozwoju człowieka: duchowego, emocjonalnego, fizycznego.
   Chińscy mistrzowie Taoizmu jako pierwsi, już 3 tys. lat temu użyli terminu "Ching" - energia seksualna. 
Oddani rozwojowi człowieka, ze swoją genialną samoobserwacją i przemyśleniami dojrzewającymi tysiące 
lat,  stwierdzają,  że  popęd  seksualny  jest  nośnikiem  wielkiej  życiowej  energii  czekającej  na  swe  żniwo. 

background image

Energia seksualna to energia życia. Jej zasób jest ograniczony. Człowiek posiada pewien jej kapitał, który im 
bardziej  wydatkuje  na  jeden  rodzaj  działania  (np.  współżycie  seksualne  czy  masturbację)  tym  mniej 
pozostaje na inne.
   Funkcja  seksualna  -  stwierdzają  -  ściśle  związana  jest  z  fizycznym  i  psychicznym  zdrowiem  człowieka. 
Wytwarzana  stale  w  organizmie  "ching"  karmi  nas  nieustannie  dniem  i  nocą,  pobudza  każdą  życiową 
funkcję.  Ktoś,  kto  ją  marnuje  przez  nadużycie  seksualne  podkopuje  swoje  zdrowie,  traci  życiowe  siły, 
starzeje się przed czasem, hamuje wewnętrzny rozwój, powoduje emocjonalne komplikacje. Zachowanie zaś 
"ching" stanowi nie tylko podstawę doskonalenia wyższych duchowych zdolności, ale jest także potężnym 
narzędziem auto-terapii.
   Yoga tantryczna nazywa energię seksualną Kundalini Sakti "twórczą siłą wszechświata", która niezbędna 
jest dla osiągnięć duchowych.
   Szkoła  Bramacharya,  znana  w  świecie  dzięki  pismom  Mahatmy  Ghandiego  i  jego  uczniów,  zaleca 
wstrzemięźliwość  seksualną  tym,  którzy  wstępują  na  drogę  osobowego  rozwoju.  Ghandi  mówi  o 
transformacji niezaspokojonego popędu seksualnego w osiągnięcia ducha.
Trzeba może jeszcze wielu dziesiątków lat, aby nauka w pełni zbadała funkcje seksualności człowieka. Jej 
rola jest wciąż słabo zrozumiana. Wiemy jedynie sporo o fizjologii życia seksualnego człowieka.

"Jeżeli ktoś rozpoczyna prowadzić czyste życie zauważa, że medytacja staje się nieporównywalnie łatwiejsza 
niż  poprzednio.  Z  wielką  jasnością  zaczyna  rozumieć  pisma  duchowych  mistrzów,  które  dotychczas 
wydawały się niejasne i enigmatyczne. Znajduje w nich nowych przyjaciół, nowych braci.
Człowiek ożywa,  jest  coraz  bardziej  świadomy, czuje w  sobie  ogień  życia  Dopiero teraz  widzi,  że dotąd z 
ledwością żył, raczej wegetował niż żył".
(Marcin, 1. 23)

   Wiemy  z  bliższej  czy  dalszej  historii,  że  w  czasie  najbardziej  intensywnej  twórczej  pracy  geniusze  na 
różnych polach: pisarze, filozofowie, naukowcy, politycy powstrzymywali się od małżeńskiego współżycia 
często przez wiele miesięcy. Żar seksualnej energii przelewali na wyższe działanie. Wielu wybitnych ludzi 
znanych było z wybujałego temperamentu, np. George Washington, William Shakespeare,
   Ralp Waldo Emerson, Enrico Caruso. Nie stali się oni jednak ofiarami własnej seksualności. Przeciwnie 
była  ona  dla  nich  dobroczyńcą.  Służyła  indywidualnym  sukcesom,  wyniosła  na  szczyty  osobistych 
osiągnięć.  Nie  znajdziemy  w  historii  cywilizacji  człowieka,  który  osiągnąłby  wybitny  i  trwały  sukces,  a 
który nie potrafił wznieść się ponad swoją zmysłową naturę.

"Większość młodych nie wie nawet, że popęd seksualny może być realizowany w sposób daleko ważniejszy 
niż fizyczne zaspokojenie. Marnuje się energię, która mogłaby tymczasem pomnożyć wartość wszystkiego co 
się  robi,  znaleźć  wyraz  w  każdym  działaniu.  Nawet  dodać  ciepła  do  uśmiechu  i  uścisku  dłoni  Zamiast 
ubogacać człowieka często poniża go, zamiast służyć mu, niszczy go.
Młody człowiek przez zachowywanie czystości kierunkuje seksualną energię na inne sfery. To tak, jak gdyby 
centralna  siłownia  zaczęła  przekazywać  energię  do  innej  linii  Poznaje  wtedy  radość  twórczego  życia  w 
porównaniu, z którą niczym jest chwila zmysłowej przyjemności, pozostawiająca go wyjałowionym i pustym 
Przestoje myśleć jak najlepiej zadowolić swoją namiętność. Zaczyna interesować się głębszym znaczeniem 
rzeczy.  Pragnie  teraz,  aby  partner  życia  dzielił  z  nim  duchowe  pokrewieństwo.  Nie  wystarcza  mu  proste 
zaspokojenie instynktów przy jego pomocy".
(Maciej, 1. 20)

  Słyszy się czasami opinię jakoby Z. Freud uważał wszelkie tłumienie popędu seksualnego za szkodliwe. W 
rzeczywistości  twierdził  on  coś  wręcz  przeciwnego:  "Uważamy,  że  cywilizacja  została  zbudowana  dzięki 
ofierze z zaspokojenia prymitywnych impulsów (...) Popęd seksualny należy do najważniejszych w tym celu 
używanych sił. Jest on sublimowany, tzn. jego energia kierowana jest z seksualnych celów na inne, już nie 
seksualne, a społecznie bardziej cenne". 

background image

Po 7 latach wytrwałych badań nad wieloma dawnymi i współczesnymi cywilizacjami angielski antropolog 
Joseph     Unwin  wymownie  udowodnił  freudowską  tezę  mówiącą,  że  osiągnięcia  każdej  cywilizacji  są 
wynikiem sublimacji popędu seksualnego, która opiera się na wstrzemięźliwości.
Unwin  rozpoczął  swoje  badania  nad  tezą  Freuda  z  nadzieją  obalenia  jej,  ale  wkrótce  był  zmuszony 
wyciągnąć wniosek, że prawdopodobnie zawiera ona trudną i kłopotliwą prawdę. Najpierw przebadał kilka 
dawnych kultur - Sumerów, Babilończyków, Asyryjczyków, Hetytów, Persów, Rzymian i innych. Zdumiony 
wyrazistością dowodów przystąpił do badania prymitywnych ludów. I wśród nich także
odkrył  ścisły  związek  pomiędzy  zakresem  swobody  seksualnej  i  jakością  kultury.  W  książce  pt.  "Sexual 
Regulations  and  Cultural  Beha-viour"  stwierdza,  że  jakość  kultury  jakiejkolwiek  społeczności  zależy  od 
psychicznej i społecznej energii, a to z kolei od zakresu wstrzemięźliwości seksualnej. 'Tak bliski jest ten 
związek,  że  jeśli  tylko  znamy  seksualne  zasady  przyjęte  przez  daną  społeczność,  możemy  dokładnie 
przewidzieć  formę  jej  kultury.  (...)  Można  udowodnić  na  dowolnym  przykładzie  i  na  przestrzeni  całych 
dziejów  świata,  że  większemu  lub  mniejszemu  psychicznemu  rozwojowi  towarzyszy  ograniczenie  lub 
poszerzenie  swobody  seksualnej".  Uczony  stwierdził,  że  powiększenie  czy  pomniejszenie  "wolności 
seksualnej" musi trwać 3 generacje, czyli około 60 lat, aby mieć swój kulturowy oddźwięk, (to opóźnienie 
wynika  z  tego,  że  młodsze  pokolenie  potrzebuje  czasu,  aby  nauczyć  się  nowych  reguł  postępowania). 
Pierwszym skutkiem zmniejszenia swobody seksualnej do minimum czyli do współżycia małżeńskiego jest 
ujawnienie  się  ekspansywnej  energii.  Społeczność  stawała  się  wtedy  niezadowolona  z  ograniczeń 
narzuconych  przez  środowisko.  Wewnętrzna  żarliwość  popychała  do  badania  nowych  lądów.  Ludzie 
zaczynali  patrzeć  poza  horyzont,  który  ich  ojcowie  uważali  za  granicę  świata.  Rozszerzał  się  handel, 
powstawało osadnictwo i kolonie na nowych terenach.
  Dobrze znana jest historia o tym, jak upadł Rzym. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w czasie 1200 lat, które 
upłynęły od założenia Rzymu, do upadku Zachodniego Imperium 4 różne grupy społeczne dominowały w 
społeczeństwie  rzymskim.  Każda  z  nich  posiadała  większą  energię  wtedy,  kiedy  swoboda  seksualna  była 
ograniczona i każda traciła ją po tym jak wolna miłość stawała się częścią odziedziczonej tradycji. W ogóle 
energia całej społeczności zwiększała się lub zmniejszała w zależności od przymusowej wstrzemięźliwości 
jej  dominującej  grupy.  Grupa,  która  w  danym  społeczeństwie  zachowała  największą  wstrzemięźliwość, 
posiadała  największą  energię  i  dominowała  w  nim.  Kiedy  tylko  swoboda  seksualna  zwiększała  się  i 
stosowano mniej rygorystyczne zasady życia, energia - czy to całej społeczności, czy to jakiejś grupy w niej 
- zmniejszała się, a następnie zupełnie zanikała.
   Najwyższy poziom rozwoju kulturalnego - stwierdza J. Uwin   osiągnęły te społeczności, które pozostały 
wierne  swoim  seksualnym  ograniczeniom  tzn.  czystości  przedmałżeńskiej  i  wierności  małżeńskiej  przez 
najdłuższy  czas.  W  ten  sposób  gromadziły  ogromne  zapasy  energii  społecznej,  która  znajdowała  ujście  w 
twórczym rozwoju -intelektualnym, religijnym, artystycznym.
  Czystość przedmałżeńska to nie brak seksualnych pragnień. Jest to wybór: "Odkładam wszelką aktywność 
seksualną  aż  do  dnia  ślubu".  Nie  trzeba  zbytnio  obawiać  się  słowa  "tłumienie".  Jest  ono  czasami  wręcz 
nieodzowne.  Każdy  np.  odczuwa  przynajmniej  od  czasu  do  czasu  agresywne  impulsy.  Jak  wyglądałoby 
nasze życie społeczne gdybyśmy uznali, że tłumienie ich jest niewskazane?
   Młody człowiek szybko wzrasta i dojrzewa tylko wtedy gdy potrafi utrzymać popęd seksualny w ryzach. 
Niezwykle silny w młodym  wieku  może zdominować  go i nie pozwolić  na  pełny,  wszechstronny rozwój. 
Ogień jest ciepły i przyjemny, kiedy pali się na kominku, niszczy, kiedy wymknie się spod kontroli. Popęd 
seksualny dobrze
kontrolowany jest dobroczyńcą, wspaniałym sługą, mocą najszlachetniejszych osiągnięć. Kiedy wymknie się 
spod  kontroli  staje  się  okrutnym  panem,  zniewalającym,  upokarzającym  i  niszczącym.  Czyni  człowieka 
słabszym, gorszym, bardziej egoistycznym, mniej kochającym.
   W  okresie  przedmałżeńskim  należy  zaakceptować  swoją  płciowość,  odkryć  jej  miejsce  w  życiu,  uznać 
konieczność  samodyscypliny  w  tej  sferze,  a  całą  swoją  uwagę  i  siły  skierować  na  rozwój  fizyczny, 
intelektualny  i  duchowy. Młodość  to  czas  świadomego  budowania  fundamentu pod  całe życie.  Zwłaszcza 
zaś  warto  pielęgnować  swój  szczególny  talent,  starać  się  być  twórczym,  stworzyć  coś  własnego,  nowego, 
ważnego,  prawdziwie  wielkiego  w  wybranym  przez  siebie  polu,  czy  to  będzie  nauka,  czy  sztuka,  służba 

background image

społeczna  albo  działalność  religijna.  Takie  zaangażowanie  w  twórczą  pracę  czyni  życie  piękniejszym, 
szczęśliwszym  i  zapobiega  bezsensownemu  marnowaniu  go.  W  ten  sposób  dojrzewa  się  także  do 
szczęśliwego życia małżeńskiego.

3. Czy podejmowanie życia płciowego pomoże w bardziej udanym wyborze męża?

  Wręcz przeciwnie. Analiza wielu przypadków pokazuje, że nader często prowadzi to do gorszego lub zgoła 
żadnego wyboru. Faktem jest, że przeciętny mężczyzna nadal woli poślubić dziewicę.
Załóżmy,  że  przeprowadzono  eksperyment  w  klimacie  arabskich  baśni,  w  którym  komuś  przedstawiono 
dwie śliczne dziewczyny bliźniaczki, tak do siebie podobne, że nie mógł ich rozróżnić. Powiedziano, że ma 
wybrać sobie którąś z nich za żonę. Dalej poinformowano go, że jedna jest dziewicą, a druga miała w ciągu 
kilku  ostatnich  lat  sporo  miłosnych  przygód...  Czy  na  dziesięciu  zapytanych  dziewięciu  nie  wybrałoby 
dziewicy? Kiedy natomiast priorytetem jest przyjemność, mężczyzna, oczywiście wybierze tę, która - jak się 
spodziewa - mu ją da.

"Przebywanie z czystą i skromna dziewczyną to szczególna radość. Emanuje wdziękiem To się widzi i czuje. 
Czystość  jest  atrakcyjna,  przyciąga.  Smutne  natomiast,  kiedy  z  nawet  ładnej  dziewczyny  emanuje 
rozwydrzenie. To też się widzi"
(Mateusz, 1. 22)

   Aby  nie  skrzywdzić  kiedyś  w  przyszłości  swojej  żony,  chłopak  nie  może  dzisiaj  zabawiać  się  z  tą,  czy 
tamtą. Podobnie dziewczyna. I jej przeszłość należy do ukochanej osoby, której w tej chwili może
jeszcze  nie  zna.  Miłostki,  w  które  się  teraz  angażuje,  z  pewnością  sprawią  ból  jej  przyszłemu  mężowi. 
Pragnąłby  on  być  dumny  z  przeszłości  swojej  żony,  tak  jak  ona  z  jego.  Poza  tym  -  co  zrozumiałe  -  nie 
chciałby być porównywany ze swoimi poprzednikami. Także dla kobiety takie porównanie byłoby raniące.

"Dziewczyna  na  jedna  noc?  Na  dwa  tygodnie?  Dwa  miesiące?  I  najważniejsze  w  tym  wszystkim  jest 
oczywiście łóżko. Nie, to nie dla mnie! To taki sam związek, jak między prostytutką   a jej klientem Tylko że 
tam się płaci a tu nie. Mieć ochotę na seks, to trochę za mało. Sporo razy słyszałam: "Nic ci się nie stanie", 
"Co  ci  zależy",  itp.  Trzeba  mówić  bardzo  stanowczo  "nie".  Niektórzy  mężczyźni  uważają,  że  "nie"  kobiety 
oznacza  "być  może"  albo  "spróbuj  jeszcze  raz  mnie  przekonać".  Nie  można  pozostawiać  żadnych 
wątpliwości co do granic związku. Partner musi wiedzieć, że nie będzie żadnych negocjacji
Reakcje mężczyzny są bardzo dobrym barometrem jego charakteru. Jeżeli mimo wszystko jest natarczywy, 
mam do czynienia z egoistą. Lepiej dać sobie spokój. Ten problem to tylko wierzchołek góry lodowej".
(Ola 1. 23)

  Utrata dziewictwa nie zwiększa szans na pomyślne małżeństwo!. Czasami prowadzi wręcz do rezygnacji z 
niego  z  powodu  rozczarowania  do  mężczyzn.  Czasami  nie  daje  spokoju  poczucie  winy,  lub  zdobywa  się 
reputację, która rani. Trudno bronić się przed złą reputacją. Głęboko w sercu wiemy, co jest dobre, a co złe.
  Zdarza się, że ktoś zostaje wciągnięty w małżeństwo, które w innej sytuacji odrzuciłby. Myśli: "Zaszedłem 
już  tak  daleko,  że  teraz  nie  mogę  się  cofnąć".  Prawdopodobieństwo  takiego  niechcianego  małżeństwa 
zwiększa się w przypadku niespodziewanej ciąży.
  Okres narzeczeństwa ma służyć wzajemnemu poznawaniu siebie - nie swoich ciał, ale swoich charakterów, 
zainteresowań, pragnień, dążeń, planów na przyszłość. Narzeczeni muszą się nauczyć pełnej samokontroli w 
sferze seksualnej, a w ten sposób kochania siebie, ze względu na to, jacy są, a nie ze względu na fizyczną 
atrakcyjność.
Zjednoczenie  cielesne,  które  nastąpi  później  w  małżeństwie,  nie  będzie  wtedy  uleganiem  namiętnościom, 
wobec których są bezradni, ale jeszcze jednym sposobem obdarowywania (swoim ciałem) ukochanej osoby.

background image

"Rozstanie było dla mnie strasznym doświadczeniem Nie mogłam sobie znaleźć miejsca Pracowałam po 16 
godzin na dobę... Wszystko to nauczyło mnie mówić "nie". Potrafię stanowczo powiedzieć: "Nie będzie nic z 
tych rzeczy". Teraz dopiero poznaję mężczyzn Mogą być dobrymi przyjaciółmi, dlaczego zaraz kochankami.
Jednego  z  nich  znam  od  3  lat.  Przez  pierwsze  3  miesiące  byłam  zakochana  i  wszystkim  opowiadałam,  że 
pobierzemy  się.  Ale  potem  stwierdziliśmy,  że  będziemy  lepsi  jako  przyjaciele  niż  małżonkowie.  Myślę,  że 
wyjdę jeszcze za mąż. Na pewno będzie to dobra decyzja Seks przeszkadza Przestaje się jasno widzieć, czy 
mężczyzna jest tym jedynym przeznaczonym dla ciebie."
(Ewa, 1. 28)

   Koncentracja  na  sobie  i  swoich  doznaniach  czyli  zseksualizowanie  związku  staje  na  przeszkodzie  do 
poznania  drugiej  osoby.  Młodzi  zamiast  skupić  się  na  komunikacji,  rozumieniu,  uczeniu  się  siebie,  na 
omówieniu różnych problemów, myślą (zwłaszcza mężczyźni) o osiągnięciu seksualnego zbliżenia.
   Niewątpliwie złączy ono dwie osoby. Dziewczyna może nawet zacząć czuć się prawie "żoną", a przez to 
będzie mniej krytyczna w ocenie swego "małżonka" i nie dostrzeże, czy rzeczywiście jest on właściwym dla 
niej kandydatem na męża. Wiele małżeństw, które później się rozpadły, nie doszłoby do skutku, gdyby nie 
było  żadnej  więzi  seksualnej  między  narzeczonymi.  Seks  nie  jest  podstawą,  na  której  można  budować 
związek dwojga ludzi, spłaszcza go do jednego wymiaru, zamiast ubogacać. Miłość, to coś znacznie więcej 
niż  układ  seksualny.  Czystość  otwiera  drogę  do  głębszych  związków  międzyludzkich  i  rozwoju  wyższej 
uczuciowości.
   Przedmałżeńskie  pożycie  seksualne  może  także  wprowadzić  kobietę  w  błąd  co  do  jego  roli  w  życiu 
małżeńskim, zawęzić i spłycać wizję małżeństwa. Kobieta stwierdza, że narzeczony szczególnie nalega na 
współżycie i w związku z tym zaczyna myśleć, że jest ono wszystkim, co może mu dać. Nie dostrzega faktu, 
że w małżeństwie stosunek seksualny zabiera może w sumie jedną godzinę na sto, i chociaż ta jedna godzina 
jest  ważna,  to  jednak  zdolność  bycia  towarzyszką  życia,  opiekunką  domowego  ogniska  i  matką  podczas 
pozostałych 99 godzin są również ważne, jeśli nie ważniejsze. Nie stara się rozwijać tych zdolności, sądzi 
bowiem,  że  nie  potrzebuje  być  niczym  innym  jak  tylko  czarującą  i  zawsze  chętną  do  pójścia  do  łóżka 
"partnerką".
  Mąż musi umieć wykazać trochę samokontroli i bezinteresowności! Czy zdoła te zalety osiągnąć, jeśli nie 
nauczy  się  ich  przed  ślubem?  Jak  będzie  zachowywał  się  w  okresach  przymusowej  wstrzemięźliwości: 
choroby, oddzielnych wyjazdów, ciąży żony?
  Mąż będzie bardziej ufał żonie, która zachowała dziewictwo aż do ślubu. Będzie godził się na to, by miała 
przyjaciół  przeciwnej  płci,  gdyż  wie,  że  potrafi  powiedzieć  "nie".  Podobnie  żona  bardziej  zaufa  mężowi, 
który udowodnił, że potrafi się kontrolować. Jeżeli natomiast dziewczyna przed małżeństwem stanowczo nie 
odmówiła  narzeczonemu,  skąd  pewność,  że  odmówi  komuś  innemu,  zwłaszcza  np.  w  okresach 
małżeńskiego kryzysu? I jeżeli on stale nalegał, skąd pewność, że nie uczyni tego w stosunku do innej, może 
bardziej atrakcyjnej fizycznie kobiety?
   Jeszcze  inna  tendencja  może  pojawić  się  u  małżonków,  którzy  rozpoczęli  współżycie  przed  ślubem. 
Powszechnie działa zasada "zakazanego owocu", który jak wiadomo smakuje lepiej. Jeżeli "zakazany owoc" 
staje się dozwolony, przestaje smakować. Trzeba poszukać sobie czegoś nowego, żeby zaradzić znudzeniu. 
A więc może zdrada? A może podjęcie jakiegoś seksualnego dziwactwa czy perwersji?

   Niektórym  dziewczętom  trudno  jest  powiedzieć  stanowczo  "nie".  Zawsze  jest  to  jednak  łatwiejsze  niż 
powiedzieć "tak" i ponosić później tego konsekwencje.

"Chodzę z Jackiem od 6 miesięcy. Myślę, że rzeczywiście go kocham Nasze pierwsze spotkania były fajne. 
Planowaliśmy  je,  szliśmy  gdzieś,  coś  robiliśmy.  Ale  potem  było  coraz  więcej  nie  zaplanowanego  czasu... 
Przy każdym spotkaniu posuwaliśmy się trochę dalej. Mówi, że mnie kocha, ale jego miłość do mnie nie jest 
taka  jak  moja  do  niego.  Coraz  bardziej  jestem  zła  kiedy  nalega  Zaczynam  się  już  nawet  bać  naszych 
spotkań, ponieważ wiem że znów będziemy mieli ten sam problem Lubię, kiedy jemy razem obiad w szkole. 
Wtedy możemy po prostu porozmawiać i nie trzeba martwić się o seks".

background image

(Grażyna, 1. 17)

  Prawdą jest, że chłopcy często wywierają presję na dziewczęta, depcząc ich przekonania i ideały. Zasypują 
je  argumentami,  na  które  nie  zawsze  są  w  stanie  odpowiedzieć,  oskarżają  o  oziębłość,  brak  miłości  albo 
zahamowania.  I  za  to  należy  obwiniać  chłopaka.  Nie  szanuje  on  swojej  dziewczyny,  odbiera  jej  wolność 
własnego wyboru. Ale czy nie należy obwiniać także dziewcząt za dopuszczanie do takiego traktowania? Ile 
z  nich  tłumi  swoje  przekonania  i  ideały,  aby  tylko  zadowolić  swojego  chłopaka?  Ile  dziewcząt  ulega  nie 
dając nawet do zrozumienia, że powinni szanować ich wartości i uczucia na równi ze swoimi?
   W  ten  sposób  sprawiają  wrażenie,  że  nie  posiadają  wartości  godnych  respektowania.  Skąd  chłopak  ma 
wiedzieć, że dziewczyna posiada jakieś głębokie przekonania, jeżeli ona nie domaga się, żeby je szanował? 
A jeżeli dziewczyna podporządkuje swoje uczucia, aby zadowolić narzeczonego, czy przygotuje go do tego, 
by później w małżeństwie szanował jej uczucia i wartość? Czy należy się spodziewać, że młody człowiek, 
który przyzwyczaił się do otrzymywania tego co chce, zmieni swoje nastawienie po ślubie?
   Stare  powiedzenie:  "Mężczyźni  szanują  kobiety,  które  potrafią  powiedzieć  "nie""  jest  niezmiennie 
aktualne. Dziewczyna ulegając swojemu chłopakowi przed małżeństwem, wyrządza mu taką samą krzywdę, 
jak on jej, wywierając na nią presję.
   Zachowanie czystości jest wspaniałą szkołą doskonałości. Uczy wewnętrznej walki i zwyciężania siebie. 
Jeżeli  młody  człowiek  nauczy  się  być  panem  swej  pożądliwości,  będzie  także  umiał  kontrolować  swój 
gniew, pychę, zazdrość i inne wady. Na tej umiejętności budować można dobre małżeństwo.
Zachowanie  czystości  przedmałżeńskiej  jest  najlepszą  szkołą  miłości,  której  podstawą  jest  zdolność  do 
wyrzekania  się  siebie.  Wśród  tych,  którzy  zrezygnowali  z  walki  o  czystość,  trudno  znaleźć  prawdziwie 
kochających.  Wielkie  ideały,  najszlachetniejsze  zasady  życia  wymagają  codziennej,  żmudnej  pracy  nad 
sobą,  zmagania  się  ze  sobą.  To,  czym  są  wielcy  tego  świata,  nie  jest  wynikiem  "uśmiechu  losu",  ale 
codziennego trudu, który przynosi równie wielką satysfakcję i radość.

4. Przedmałżeńskie doświadczenia seksualne są przeszkodą do udanego małżeństwa.

   

Przede  wszystkim  należy  spodziewać  się,  że  warunki,  w  jakich  przebiega  przedmałżeński  związek,  nie 

będą zadawalające. Co gorsza, te lęki (przed odkryciem, ciążą, itp.), poczucie winy, inne negatywne emocje 
mogą być na trwałe skojarzone ze współżyciem i przenoszone później na sytuację małżeńską, upośledzając 
przez to przeżywanie aktu małżeńskiego.
   Przedmałżeńska  koncepcja  seksu  jest  zawsze  fałszywa,  tzn.  partnerzy  nie  realizują  jego  właściwego 
przeznaczenia. Dzieje się tak dlatego, że istotą seksualnego aktu jest obdarowanie sobą współmałżonka. Jest 
to  ciągle  ponawiany  akt  jednoczenia  pragnień,  zamiarów,  celów,  myśli,  stapianie  się  nie  tylko  ciał,  ale 
przede wszystkim dusz.  Jest głębokim aktem  złączenia swego życia  z  życiem  małżonka.  Może być takim 
tylko  wtedy,  jeżeli  jest  darem  z  siebie  na  zawsze.  Przedmałżeńskie  współżycie  nie  spełnia  tego  warunku. 
Narzeczem nie są jeszcze małżonkami i mogą w każdej chwili, nawet na dzień przed ślubem, bez żadnych 
konsekwencji i zobowiązań rozstać się. Nikt nie broni ich związku. Powiedzielibyśmy w takim przypadku: 
"Szkoda, ale mieli przecież prawo to zrobić". Narzeczeni mniej lub bardziej uświadamiają sobie fakt, że ich 
właściwa  droga  jeszcze  się  nie  rozpoczęła.  Mają  wciąż  poczucie  tymczasowości.  Dlatego  też  oddanie  się 
sobie i zawierzenie nie mogą być pełne.
   Dopiero wzajemne ślubowanie złożone wobec świadków: rodzin, przedstawicieli państwa i Kościoła jest 
gwarancją dobrych intencji i podstawą złączenia całego swego życia z życiem współmałżonka. Małżeństwa 
brom teraz Kościół całą swą powagą i autorytetem, a także przynajmniej częściowo bronią go prawo cywilne 
i opinia społeczna. Daje to konieczne do wzajemnego oddania się sobie poczucie bezpieczeństwa i stałości.
   Dziewczyna, jak już zostało powiedziane, może czuć się w przedmałżeńskim związku dowartościowana. 
Czasami  ze  swoim  kolegą  jest  jej  lepiej  niż  we  własnym  domu,  gdzie  bywa  nie  w  pełni  akceptowana. 
Chłopak okazuje jej swoje zainteresowanie, daje wyraz temu, że jest dla niego atrakcyjna. Seksu dziewczyna 
zacznie używać po to, aby uporać się z poczuciem samotności czy nieadekwatności. W ten sposób rozwinie 
w  sobie  pewien  schemat  reagowania  -  tym  mocniejszy,  im  dłużej  trwa  tego  rodzaju  związek.  W  takim 

background image

kontekście wychodzi za mąż. Kiedy pojawi się jakiś zły nastrój, zmartwienie, niepowodzenie, tak samo jak 
kiedyś, będzie szukała we współżyciu upewnienia, że wszystko jest w porządku. Stosunek podejmowany z 
taką motywacją będzie daleki od tego, czym mógłby być i czym być powinien.
   Mężczyźnie,  który  nie  nauczył  się  kontrolować  cielesnych  pożądań,  chodzi  o  zwykłe  rozładowanie 
napięcia seksualnego, czyli po prostu o przyjemność. Kobieta ulegając, rozwija w nim egoistyczny schemat 
myślenia: "Mam ochotę na seks i chcę abyś mi służyła swoim ciałem. To jest moje prawo". Nie może być 
gorszego przygotowania do małżeństwa. Ten schemat może spowodować traktowanie stosunku jako swego 
rodzaju nawyku.
   Jeżeli  kiedyś  w  przyszłości  mężczyzna  nie  otrzyma  należnej  mu  porcji  seksu,  odczuje  psychiczny 
dyskomfort, podobnie jak np. palacz, którego pozbawiono papierosów. Ten nieprzyjemny stan będzie
się starał uśmierzyć przez domaganie się, nawet brutalnie, spełnienia przez żonę jej "powinności". Żona w 
takiej relacji staje się przedmiotem użycia, co często wyraźnie odczuwa. Jest to cena, jaką płaci za dawną 
zgodę na przedmałżeński związek.

"Mój mąż traktuje mnie jak rzecz, która nie ma dla niego specjalnej wartości Nie okazuje mi nigdy żadnego 
uczucia, nie darzy miłością, nie zwierza sie".
(Maria, 1. 28)

   Nastawienie  na  przyjemność  może  zmienić  stosunek  seksualny  w  kwestię  techniczną.  Uważa  się  coraz 
częściej, że im więcej przyjemności może dać mężczyźnie kobieta i odwrotnie, tym lepiej. Taką koncepcję 
współżycia  należy  nazwać  masturbacyjną,  skoro  pracuje  się  nad  tym,  by  dać  samą  przyjemność,  czyją 
osiągnąć. Nieprzezwyciężony nawyk masturbacji może leżeć u podstaw tej koncepcji. Kobieta daje więcej 
"satysfakcji".  Nadal  jednak  najważniejsza  pozostaje  przyjemność,  osoba  schodzi  na  dalszy  plan  i  ma  być 
tylko środkiem do celu.

"Kobieta  wie,  kiedy  mężczyzna  uprawia  masturbację  przy  pomocy  jej  ciała  Najtragiczniejsze,  że  bywa  on 
zadowolony z tego stanu rzeczy ponieważ myśli, że na tym właśnie polega współżycie. Bagaż doświadczeń 
jaki wnosi się do małżeństwa czasami czyni nas kalekami Tylko ci którzy nauczyli się od siebie wymagać, 
przygotowani są do seksualnego funkcjonowania".
(Iza, 1. 26)

   Człowiek, zwłaszcza młody, ma tendencję do myślenia, że może robić cokolwiek zechce i nie będzie to 
miało większego wpływu na jego przyszłość. To, jakie znaczenie ma współżycie dla młodych małżonków, 
zależy  od  tego,  jakiego  znaczenia  nabrało  w  ich  wcześniejszych  doświadczeniach.  Jeżeli  służyło  do 
rozładowania  napięcia  seksualnego,  zatrzymania  kogoś  przy  sobie,  uniknięcia  samotności,  udowodnienia 
swojej  atrakcyjności,  partnerzy  wyrobili  w  sobie  taki  sposób  jego  traktowania  i  przeżywania,  utrwalili  w 
sobie przekonanie, że takie jest jego przeznaczenie. Tę nieadekwatną i niedojrzałą koncepcję seksu wnoszą 
w  małżeństwo.  Złe  nastawienia,  złe  wzory  reagowania  stają  się  barierą  do  zrozumienia  i  doświadczenia, 
czym  małżeńskie  współżycie  mogłoby  być.  Im  więc  mniej  doświadczeń  ma  osoba  wstępująca  w 
małżeństwo, tym mniej trzeba uleczyć i naprawić. Jeżeli ktoś używał seksu przez wiele miesięcy czy nawet 
lat w jakimś określonym znaczeniu, czy w chwili otrzymania świadectwa zawarcia ślubu, zacznie go używać 
w zupełnie innym znaczeniu? Człowiek warunkuje się także w tej sferze.

Jesteśmy małżeństwem od 2 lat. Współżyjemy z żoną dosyć rzadko. Jest w naszym codziennym obcowaniu 
sporo  napięcia  seksualnego,  ale  potrafimy  je  łatwo  kontrolować.  Zmienia  się  ono  we  wzajemną  czułość  i 
delikatność.  Na  pewno  tak  jest.  Myślę,  że  nawet  innych  przez  to  kochamy  bardziej.  Współżycie  pozbawia 
mnie tego ciepła. Wstrzemięźliwość jest jak ładowanie akumulatorów.
Jeżeli  już  mówimy  o  fizycznej  stronie  naszego  związku:  jest  w  naszym  fizycznym  obcowaniu  sporo  - 
powiedziałbym  -  dziecinnej  niewinności  Nie  tyle  pożądam  żonę,  co  raczej  zachwycam  się  nią,  również  jej 

background image

ciałem  Jest  doskonalsze  niż  greckie  rzeźby:  choć  może  nie  tak  proporcjonalne,  ale  żywe...  kochające..., 
oddane. Tak misternie stworzone! Czuję szacunek do niego.
Kiedyś  inaczej  patrzyłem  na  kobiety.  Wyzbyłem  się  zmysłowości  Sporo  mnie  to  kosztowało:  to  prawda  że 
żyłem jak mnich, ale otworzył sie przede mną zupełnie nowy świat."
(Andrzej, 1. 27)

   Wiele  kobiet  prowadzących  przedmałżeńskie  życie  seksualne  nie  osiąga  pełnej  satysfakcji  (chociaż 
czasami  okłamują  partnerów  i  udają,  że  ją  osiągają,  aby  ich  nie  zawieść  lub  nie  być  posądzonymi  o 
oziębłość).  Kobieta  aby  normalnie  reagować  seksualnie,  potrzebuje  poczucia  bezpieczeństwa,  które  daje 
stabilne, trwałe małżeństwo, a nie tylko bodźca erotycznego. Dlatego przedmałżeńskie współżycie nie może 
być  prawdziwym  testem  "dopasowania".  Zresztą  ktoś,  kto  proponuje  współżycie  w  takim  celu  mówi,  że 
ważniejsze są dla niego seksualne przyjemności, które będzie lub nie będzie miał, niż osoba partnera.
  Jeżeli dziewczyna nie osiągnie oczekiwanej satysfakcji (w sytuacji pełnej ufności i oddania zareagowałaby 
inaczej), może zacząć myśleć, że "coś z nią nie jest tak" i wytworzy w sobie kompleks prowadzący do coraz 
bardziej desperackich prób znalezienia mężczyzny, który uwolniłby ją od mego. Zaczyna niepokoić się, co 
pogarsza  jeszcze  jej  sposób  przeżywania  współżycia.  Każde  następne  niepowodzenie  pogłębia  trudności. 
Rezultatem  tego  może  być  nerwica,  uniemożliwiająca,  bez  terapii,  udane  współżycie  małżeńskie  w 
późniejszym czasie.
  W małżeństwie zakłada się z góry, że pierwsze stosunki nie będą tak doskonałe, jak te kilka miesięcy czy 
lat później. Mąż z żoną współpracują w związku trwającym całe życie, mają czas i mogą sobie pozwolić na 
powolne doskonalenie.
   Akt  małżeński  może  być  wyrazem  miłości  małżonków,  (a  taki  jest  obok  prokreacji  jego  cel)  jeżeli  jest 
wolnym  darem  z  siebie.  Wolnym,  a  więc  nie  wymuszonym  przez  działanie  popędu.  Darem,  a  więc 
podejmowanym nie z myślą o sobie, ale tylko wtedy gdy wiadomo, że sprawi współmałżonkowi radość, jaką 
ma  się  z  czegoś  upragnionego  i  oczekiwanego.  Im  bardziej  akt  małżeński  będzie  aktem  miłości,  tym 
mniejsze  znaczenie  będzie  miała  zmysłowa  przyjemność.  Bardziej  istotną  będzie  radość:  "że  dajesz  mi 
siebie, że powierzasz mi siebie, obdarowujesz sobą i że jest to dar bezinteresowny, że nie myślisz o sobie, co 
znaczy, że mnie kochasz".
  Poczucie, że jest się kochanym daje radość, która jest ważniejsza niż zmysłowa przyjemność. Taką radość 
można  sprawić  także  powstrzymując  się  od  współżycia:  "Z  myślą  o  mnie,  o  moim  zmęczeniu,  złym 
samopoczuciu zaniechałeś współżycia. Nie nalegałeś, bo mnie kochasz".
   Opanowanie siebie staje się okazją do wielkiej szczodrobliwości, z której wypływa prawdziwe, głębokie 
szczęście dla obu stron. Szczyt rozkoszy seksualnej trwa tylko chwilę, prawdziwa radość jest w dawaniu, a 
nie w braniu. Chwila przyjemności, a trwałe szczęście i radość to dwie zupełnie różne rzeczy.
I  odwrotnie,  akt  małżeński  może  dawać  zmysłową  przyjemność,  a  przy  tym  sprawić  przykrość,  być 
wyrazem  braku  miłości,  szacunku  i  odpowiedzialności:  "Chodzi  ci  nie  o  mnie,  a  jedynie  o  moje  ciało. 
Potrzebna  ci  jestem  tylko  jako  środek  do  zaspokojenia  namiętności".  I  nawet  jeżeli  partnerzy  osiągną 
zadowolenie seksualne, całe współżycie będzie w końcu budziło niesmak.
   Seks  jest  językiem  miłości,  ma  wyrażać  jedność,  takie  jest  jego  wewnętrzne  przeznaczenie.  Kiedy  nie 
spełnia go, ram. Jest przyjemność, ale nie ma radości zjednoczenia z osobą, którą się kocha.

"Pobraliśmy się 10 lat temu Mamy troje dzieci Współżycie doje nam coraz więcej zadowolenia. Wynika to z 
tego,  że  wspólnie  wiele  przeżyliśmy,  wiele  nas  łączy,  zwiększyła  się  nasza  zażyłość,  umocniła  miłość. 
Małżonkowie wnoszą we współżycie to wszystko. Seks jest jak dobre wino, z wiekiem staje się coraz lepszy."
(Teresa, 1. 30)

   Płciowość  nie  została  dana  człowiekowi  jako  źródło  przyjemności.  Zbliżenie  cielesne  nie  może  zostać 
sprowadzone  do  zaspokojenia  instynktownych  potrzeb,  ale  musi  stać  się  wzajemnym  darem,  który 
uszczęśliwia  ukochaną  osobę,  znakiem  jedności  nie  tylko  ciała,  ale  i  dusz.  Pożądanie  zmysłowe  trzeba 
podporządkować miłości.

background image

Uważam że małżeństwo musi opierać się na wzajemnym zrozumieniu, zaufaniu i zdolności poświęcenia się 
dla drugiego człowieka Jeżeli mężczyzna poślubi kobietę ze względu na jej ciało, nigdy nie znajdzie pełnego 
zadowolenia w małżeństwie, gdyż każdy z nas potrzebuje przede wszystkim "duszy kobiety".
(Marek, 1. 25)

   Trzeba  pamiętać,  że  miłość  wyraża  się  nie  tylko  przez  seksualne  współżycie.  Będzie  jej  tyle,  ile 
odpowiedzialności i troski o drugą osobę, wzajemnej ofiarnej służby, przebaczenia, cierpliwości.
   Zwraca  uwagę  fakt,  że  pierwszy  akt  płciowy  ma  wartość,  której  nie  posiada  żaden  inny.  Nie  można 
wymazać  z  pamięci,  zwłaszcza  kobiety,  klimatu  pierwszego  współżycia.  Jest  on,  mówiąc  obrazowo, 
motywem koncertu trwającego całe życie.
  Nie zaczyna się symfonii od dysonansu. Jeżeli pierwszy akt płciowy jest zwykłym wykorzystaniem drugiej 
osoby, albo stanowi paniczną próbę uwolnienia się od kompleksów, lub jest prostym uleganiem namowom 
trudno  będzie  potem  zmienić  ten  dysonans.  Uraz  pozostanie  zmieniając  sposób  przeżywania  płciowości. 
Jeżeli  natomiast  jest  znakiem  miłości,  danym  sobie  nawzajem  przez  dwie  osoby  złączone  w  związek, 
trwający do końca życia, rozwinie się w harmonię.

  Narzeczeni, którzy w czystości dotrwają do dnia ślubu przeżywają w ten dzień radość pełną, sięgającą dna 
serca Ale to mało. Z perspektywy 16 lat małżeństwa mogę jeszcze powiedzieć, że radość ta nie pomniejsza 
się,  ale  z  roku  na  rok  stale  rośnie,  opromieniając  dobrze  odczuwalnym  ciepłem  cały  związek.  Do  tego 
dochodzi  całkiem uzasadniona duma i satysfakcja  że jednak  mimo  wielu trudności, mimo tego, że  "świat" 
żyje  inaczej,  byliśmy  zawsze  tylko  dla  siebie.  Jest  to  bardzo  pomocne  w  zachowaniu  wierności  i 
przetrzymaniu  nawet  najgłębszych  kryzysów  małżeńskich.  Daje  nadzieję  na  przyszłość,  bo  przecież  jeśli 
moja przeszłość była darem dla ciebie i jest nim moje "teraz" to wierzę, że będzie nim także przyszłość".
(Ewa, 1. 40)

   Czym będzie  akt  małżeński  dla  dziewiczych  małżonków? Zachowali dar swoich  ciał, by  teraz obdarzyć 
nim siebie. Musieli niejednokrotnie staczać wewnętrzne walki, aby pozostał nienaruszony.
  Zdobycie go kosztowało wiele trudu, ale przez to nabrał wartości. Nawet kiedy małżonkowie nie znali się 
jeszcze,  każda  pokonana  pokusa  cielesna  była  wyrazem  miłości  dla  przyszłego  współmałżonka.  Pierwszy 
akt małżeński jest więc, można powiedzieć, podniosłym, uroczystym wydarzeniem. Biorący w nim udział 
obdarowują siebie czymś, na co pracowali w trudzie przez wiele lat, a przy tym jest to najbardziej intymna 
cząstka siebie, rezerwowana i ochraniana tylko dla tej jedynej osoby.
   Taki akt małżeński jest czymś nieskończenie większym niż samą zmysłową przyjemnością i nawet jeżeli 
tej  przyjemności  zupełnie  zabraknie  (co  może  mieć  miejsce  w  wypadku  kobiety)  nie  pomniejszy  to  jego 
znaczenia.
Przez  przedmałżeńskie  współżycie  trwoni  się  ten  dar.  Nie  przynosi  się  już  drugiej  osobie  czegoś 
zachowanego wyłącznie dla niej. Bywa, że ma on (ona) do dania niewiele ponad zmysłową przyjemność, ale 
jest to w sumie niewiele. Brak zadowolenia seksualnego staje się tym większym problemem dla małżonków, 
im mniej mają sobie do dania poza przyjemnością.
   Oddanie  się  sobie  dziewiczych  małżonków,  w  kontekście  nierozerwalnego  (a  więc  dającego  poczucie 
bezpieczeństwa) związku małżeńskiego, mocno zwiąże ich ze sobą. Będzie to silny fundament dla głębokiej 
jedności  na  dobre  i  złe,  uzdalniający  do  podejmowania  najbardziej  ambitnych  życiowych  rodzinnych  i 
małżeńskich  zadań,  realizowania  najbardziej  szlachetnych  planów,  pokonywania  różnych  życiowych 
przeszkód  i  małżeńskich  konfliktów.  W  takim  związku  małżonkowie  będą  silni  zaufaniem  do  siebie  i 
oddaniem sobie.
  Dopiero silne małżeństwo otwiera się na nowe życie. Zrodzenie i wychowanie potomstwa jest wspaniałym, 
ale i trudnym zadaniem.

background image

   Dlatego w związku niestabilnym, mało ufnym, w którym małżonkowie nie bardzo liczą na siebie, pojawi 
się lęk przed dzieckiem. Stąd już krok do stosowania środków antykoncepcyjnych, a gdy zawiodą zaczyna 
się myśleć o tzw. "przerywaniu ciąży".

   To,  jak  widzimy  świat,  zależy  nie  tylko  od  informacji  jakie  o  nim  posiadamy,  własnych  doświadczeń, 
przemyśleń, tego wszystkiego, co wynosi się ze środowiska rodzinnego czy rówieśniczego itd. Są jeszcze 
inne  wewnętrzne  uwarunkowania,  często  nawet  silniejsze  od  wyżej  wymienionych.  Na  przykład  człowiek 
chciwy  patrzy  na  drugiego  jak  na  potencjalne  źródło  dochodów  i  nie  wesprze  nawet  kogoś  bardzo 
potrzebującego. Ktoś hojny i kochający ubogich, zareagowałby w tej samej sytuacji zupełnie inaczej.
   Drzemią w każdym z nas różnego rodzaju namiętności: chciwość, pycha, nienawiść, gniew, zmysłowość, 
które zawładną nami, gdy zaczniemy im ulegać. Zniewolą nas, wykrzywią widzenie i przeżywanie świata.
   Młodemu  człowiekowi  łatwo  jest  ulec  zmysłowości.  Kiedy  raz  zacznie  ją  karmić,  coraz  bardziej  będzie 
widział  i  przeżywał  świat  przez  jej  pryzmat.  Coraz  bardziej  miłość  będzie  rozumiana  jako  środek  do 
zaspokojenia  namiętności,  małżeństwo  jako  zalegalizowane  współżycie,  akt  małżeński  jako  sposób  na 
rozładowanie napięcia seksualnego, samo zaś życie jako czas poszukiwania przyjemności i wrażeń.
   Tymczasem  miłość  to  coś  nieskończenie  więcej  niż  pożądanie,  kobieta  to  coś  nieskończenie  więcej  niż 
ciało,  małżeństwo  nieskończenie  więcej  niż  układ  seksualny...  To  "nieskończenie"  będziemy  odkrywać 
proporcjonalnie do zdolności kontrolowania w sobie zmysłowości.

Zanim  przejdziesz  do  czytania  następnego  rozdziału,  spróbuj  spokojnie  zastanowić  się  nad  poniższymi 
pytaniami i uczciwie na nie odpowiedzieć.
1. Jak rozumiem wolność? Być wolnym znaczy dla mnie móc robić to, na co mam ochotę, nawet jeżeli jest 
to destruktywne, albo też móc robić to, co służy mojemu osobistemu dobru czy dobru innych?
2.  Czy  ktoś,  kto  stale  mówi  o  seksie  i  poszukuje  go,  chodzi  co  miesiąc  z  inną  dziewczyną,  ogląda 
pornograficzne  filmy,  itp.  jest  wolny?  Jeżeli  potrafię  sobie  powiedzieć:  "Seks,  owszem,  ale  po  ślubie", 
znaczy to, że jestem wolny albo uzależniony od biologicznych funkcji ciała?
3. Czy pozytywne uczucia zawsze wskazują na to, co czym mnie lepszym, a negatywne na to co czyni mnie 
gorszym? Czy uczucia mogą zastąpić zasady moralne?
4. Czy jestem człowiekiem z zasadami? Czy potrafię żyć według tych zasad, nawet jeżeli nie akceptuje ich 
otoczenie?
5. 25-letni Mozart wyznaje w jednym z listów, że nigdy dotąd nie dotknął kobiety, choć tęsknił za miłością i 
małżeństwem. Nie stać go jednak było na małżeństwo, a związek pozamałżeński był dla niego
odpychający. Czy określiłbyś postawę Mozarta jako "staroświecką"? Czy to czasy się zmieniły albo część 
młodych zatraciła poczucie świętości związku małżeńskiego i zła związku przedmałżeńskiego? 
6.  Jeżeli  będę  stawał  się  coraz  lepszy(a),  zwiększam  czy  zmniejszam  swoje  szanse  na  znalezienie  dobrej 
żony(męża), a w konsekwencji stworzenie dobrego małżeństwa i rodziny? Czy udane małżeństwo to kwestia 
przypadku?

Rozdział II

 - Koszty „Rewolucji obyczajowej"

Mam 38 lat, jestem matką trojga dzieci: najstarsza córka ma 17 lat, syn -10, najmłodsza córeczka ma 21 
miesięcy. Jednakże to nie wszystkie dzieci, które miałam. Przed ośmiu laty usunęłam 13-tygo-dniową ciążę. 
Nie zapomnę tego do końca życia (...) Przed samym zabiegiem dostałam jakiś oszałamiający zastrzyk, kładąc 
się na stół wiedziałam, że za chwilę wyjmą ze mnie dziecko i zarazem nie zdawałam sobie z tego sprawy. (...) 
Poczułam okropny ból i słowa jakiejś pielęgniarki asystującej przy zabieg "Już nie mogę" i doktora: "Ma 
pani  dzieci?  Aha  dwoje.  A  to  byłby  chłopczyk,  nie  szkoda  pani?"  Gdy  kilka  godzin  później  leżałam  na 
szpitalnym łóżku, już po wszystkim dałabym sobie odebrać życie, aby zwrócić je dziecku.
(Kaja z Gdańska)

background image

...Tłumaczysz się tym, że skoro inni tak zrobili i potrafią żyć z tą świadomością, to pewnie i tobie się uda. Ale 
tak ci się tylko wydaje, bo nie potrafisz dotrzeć do wnętrza tych ludzi, nie potrafisz dotrzeć do ich psychiki, a 
w związku z tym nigdy nie dowiesz się, co czują i jak cierpią. Przekonasz się o tym dopiero wtedy, gdy będzie 
za  późno.  Wtedy  każde  dziecko,  każda  zabawka,  bucik  czy  ubranko  będzie  wzbierało  w  tobie  morze  łez.  I 
choćbyś miała nie wiem ile dzieci, stracisz wiarę w sens życia. I wtedy będziesz chciała pójść do lekarza i 
powiedzieć mu, że się zastanowiłaś i chcesz, żeby ci oddał to dziecko. Ale tylko to dziecko, które zabił, żadne 
inne. Tylko czy on jest w stanie to uczynić? Skoro nie, to dlaczego chce być panem życia i śmierci? Wtedy, 
gdy żadna ziemska istota nie jest w stanie ci pomóc, pozostanie ci tylko gorąca żarliwa modlitwa do Boga 
żeby jeszcze raz dał życie twemu dziecku..."
(Elżbieta S.)

   To,  co  się  dzieje  w  kraju,  niektórzy  nazywają  "rewolucją  obyczajową"  albo  "seksualną".  Rzeczywiście 
obserwuje się obecnie coraz więcej aktywności seksualnej przed małżeństwem i coraz więcej ludzi mówi, że 
nie ma w tym nic złego. Prawda jest taka, że ta "rewolucja" to
w dużym stopniu twór środków masowego przekazu. Mogą one uczynić z kogoś bohatera w ciągu jednego 
dnia.  Tworzą  mody,  a  nawet  społeczne  trendy,  propagując  jakąś  ideę.  Łatwo  pozwalamy  się  prowadzić. 
Czerpiemy poczucie bezpieczeństwa z robienia tego co inni.
   "Jeżeli  wszyscy  mówią,  że  można  tak  robić,  to  nie  jest  to  z  pewnością  takie  całkiem  złe"  -  brzmi  dość 
powszechne założenie.
   Pójdziemy  z  prądem,  czy  zajmiemy  własne  stanowisko?  Jak  powinniśmy  odpowiedzieć  na  obiegowe 
poglądy  w  sprawach  współżycia  seksualnego?  Musimy  zdać  sobie  także  jasno  sprawę  z  tego,  że  nasze 
osobiste  stanowisko w kwestiach  etyki seksualnej,  determinuje w jakimś  stopniu  stanowisko otaczającego 
nas środowiska. Możemy tworzyć swoją postawą "rewolucję obyczajową" albo też przeciwdziałać jej.
   W  pewnym  filmie  Jamesa  Deana  grupa  nastolatków  wymyśliła  zabawę,  w  której  pędząc  samochodami 
zatrzymywali  się  na  skraju  przepaści.  Kierowca,  który  zatrzymał  się  najbliżej  krawędzi  wygrywał.  James 
Dean i chłopak, z którym się ścigał pojechali zbyt daleko, aby na czas wyhamować. Dean zdążył w ostatniej 
chwili wyskoczyć, drugi samochód wraz z kierowcą spadł w dół.
   Jeżeli  jakaś  grupa  zacznie  podążać  w  pewnym  kierunku,  czy  to  np.  użycia  narkotyków,  czy  "wolności 
seksualnej",  niektórzy  z  członków  tej  grupy  być  może  będą  umieli  zatrzymać  się,  zanim  stanie  się  jakaś 
tragedia, jednak i oni ponoszą odpowiedzialność za tych, którzy spadną w przepaść.
   Lista ofiar "rewolucji seksualnej" jest długa. To ci cierpiący przez rozwody (ok. 40 tys. każdego roku, z 
których  40  proc.  spowodowanych  jest  pozamałżeńskimi  związkami  erotycznymi),  przez  konieczność 
samotnego wychowywania dzieci (ponad 1 min matek samotnie wychowuje dzieci), cierpiący na wszelkiego 
rodzaju choroby przenoszone drogą płciową, w tym AIDS.
   We wszystkich rewolucjach płaci się zwykle także ludzkim życiem. Kto umiera za seksualne wyzwolenie 
współczesnego człowieka? Jaka jest cena seksualnej wolności? Ok. 50 min. dzieci na całym świecie zabija 
się przez tzw. "przerywanie ciąży". To jest rzeczywisty owoc "seksualnej rewolucji".
  W wyniku wzrostu ilości niepożądanych ciąży przyjęto nowy stosunek do życia; dziecko w łonie matki nie 
jest już przez wielu uważane za człowieka. Można je wyciąć jak zraczałą tkankę i nawet nie pogrzebać, ale 
po prostu wyrzucić na śmietnik z chirurgicznymi odpadkami.
   Na  antyaborcyjnych  manifestacjach  w  USA  często  przemawia  16-letnia  dziewczyna.  Ma  w  sobie 
niesłychanie  dużo  entuzjazmu  i  miłości.  Mówi  swobodnie  nawet  na  wielkich  zgromadzeniach.  Jej 
bawełniana koszulka zawiera przesłanie, które głosi: z przodu - trzy pary odcisków stopek nie narodzonego 
10-,  20,  i  36-tygodniowego  dziecka.  Z  tyłu  -  napis:  "Kiedyś  byłam  embrionem  i  dlatego  jestem  przeciw 
aborcji".
  Nazywa się Gianna Jessen. Mieszka obecnie w San Clemente. Dziwnie potoczyły się losy Gianny. W 1977 
r. jej matka udała się do kliniki w Los Angeles, aby dokonać aborcji. Dziecko jednak przeżyło zastrzyk z 
roztworu  solnego,  który  miał  je  uśmiercić.  Jeden  z  pracowników  zauważył,  że  dziecko  żyje.  Wezwał 
pogotowie, które zabrało dziewczynkę do szpitala. Pielęgnowano ją do czasu, kiedy mogła być zabrana do 
sierocińca dla małych dzieci. Kiedy miała 3 lata została adoptowana. 'To, co nazywają prawem kobiety do 

background image

wyboru - mówi -jest prawem do zabijania. Gdyby lekarz nie «spartaczył» swojej roboty, nie byłoby mnie 
tutaj. Wiem, że dzieje się coś strasznego".
   W  kwietniu  1991  r.  przed  sądem  w  Morris  County  (New  Jersey)  stanął  Alexander  Loce  i  16  innych 
oskarżonych w tej samej sprawie. Loce próbował odwieść swoją narzeczoną w 8 tygodniu ciąży od zamiaru 
aborcji. Zapewniał, że zajmie się dzieckiem. Kiedy starania jego zawiodły, zwrócił się do sądu, ale sprawa 
została  odrzucona.  Po  wyczerpaniu  wszystkich  legalnych  sposobów  ocalenia  życia  dziecka,  rano  w  dniu 
planowanej aborcji Loce wraz z 16 innymi osobami wszedł do kliniki aborcyjnej i przykuł się łańcuchami do 
kaloryfera w sali, gdzie dokonywano aborcji. Wszystkich aresztowano pod zarzutem naruszenia praw innych 
osób. Aborcja została dokonana.
Obrońca Loce'a wezwał do złożenia zeznań, m.in. prof. Jerómeme Lejeune'a, światowej sławy francuskiego 
genetyka,  odkrywcę  syndromu  Downa.  Prokurator  zaprotestował.  Porównał  legalną  aborcję  do  egzekucji 
skazanego na śmierć. Chociaż skazany jest człowiekiem, nikt nie może przeszkadzać w egzekucji dokonanej 
zgodnie z prawem. Nawet gdyby zeznania ekspertów - mówił - potwierdziły, że 8-tygodniowy embrion jest 
człowiekiem,  prawo  do  dokonania  aborcji  gwarantowane  jest  przez  decyzję  Sądu  Najwyższego  Stanów 
Zjednoczonych. Sędzia uznał jednak, że sprawa nie dotyczy aborcji, ale naruszenia praw innych w obronie 
drugiej osoby i zezwolił na wyjaśnienia prof. Lejeune'a.
   Na prośbę obrońcy Loce'a profesor rozpoczął składanie zeznań od opisu procesu reprodukcji człowieka. 
Nauka  wie,  bez  wątpienia  -stwierdził  -  że  nowy  człowiek  powstaje  w  momencie  zapłodnienia.  "Życie 
każdego z nas ma swój jedyny początek. Jest to moment, w którym cała genetyczna informacja konieczna i 
wystarczająca,  aby  być  tym  szczególnym  osobnikiem  ludzkim,  którego  nazwiemy  później  Piotrem  czy 
Małgorzatą,  w  zależności  od  układu  genetycznego,  kiedy  ta  pełna,  konieczna  i  wystarczająca  informacja 
zostaje zebrana (...) Jest to dokładnie w tym momencie, kiedy główka plemnika przenika do środka żeńskiej 
komórki  jajowej.  Wtedy  informacja  przekazywana  przez  ojca  spotyka  się  w  komórce  przyjmującej  z 
informacją przekazywaną przez matkę. (...) Wiemy obecnie - i sądzę, że panuje w tej kwestii powszechna 
zgoda  wśród  biologów  -  że  po  zapłodnieniu  żadna  nowa  informacja  nie  zostaje  dodana".  Embrion  na 
każdym etapie rozwoju zachowuje swoją indywidualność i swoje człowieczeństwo, należy do gatunku homo 
sapiens.  Żaden  człowiek  nie  był  np.  małpą,  ani  małpa  człowiekiem.  W  momencie  zapłodnienia  mamy  do 
czynienia  z  człowiekiem  ponieważ  informacja  zawarta  w  chromosomach  jest  informacją  stanowiącą  o 
człowieku.
   Na  prośbę  sądu  prof.  Lejeune  opisał  8-tygodniowy  embrion.  Nazwał  go  Tomcio  Paluch,  "ponieważ 
człowiek  w  8  tygodniu  życia  jest  wielkości  mojego  kciuka".  Można  by  go  zamknąć  w  dłoni.  "Ale  kiedy 
otwarłbym dłoń, zobaczylibyście małego człowieka, z palcami u rąk, nóg, twarzą, nawet limami papilarnymi 
na dłoniach, dostrzegalnymi pod mikroskopem. Wiadomo by było, czy jest to chłopak czy dziewczynka. (...) 
Każdy z nas był kiedyś takim Tomcio Paluchem w łonie swojej matki, w tym przedziwnym schronieniu, do 
którego dochodzi jedynie ciemne, czerwone światło i w którym słychać dwa dźwięki, jeden głośny i silny, 
powolne  uderzenia  serca  matki,  a  drugi  bardzo  szybki  i  słabszy,  uderzenia  serca  dziecka  -  prawdziwa 
symfonia dwóch serc".
   Obrońca  pyta:  "Panie  profesorze,  jaki  jest  skutek  aborcji  dokonanej  na  8-tygodniowym  człowieku?" 
"Zabija ona przedstawiciela naszego gatunku" - odpowiedział profesor.
   Na  zakończenie  procesu  sędzia  przewodniczący  powiedział:  "Sąd  uznaje  świadectwo  prof.  Lejeune'a  za 
prawdziwe  i  stwierdza,  że  życie  ludzkie  rozpoczyna  się  w  chwili  poczęcia  (...)  Stwierdzam,  w  oparciu  o 
niepodważalne dane naukowe przedstawione tutaj, że 8-tygodniowy embrion (w tym wypadku) był żyjącą 
osobą, człowiekiem.
   Oskarżeni zostają jednak uznani winnymi popełnionego przestępstwa. Decyzja Sądu Najwyższego z 1973 
r. zezwalające na aborcję jest prawem i sąd jest nią związany. "Dlatego - powiedział sędzia -stwierdzam, że 
8 tygodniowy płód był żyjącym człowiekiem, na którym dokonano legalnej egzekucji...".
   Przy  innej  okazji  prof.  Lejeune  mówił  o  katastrofalnych  skutkach  aborcji.  "Dla  kobiety  katastrofa  jest 
podwójna. Po pierwsze dlatego, że okłamano ją i niektóre uwierzyły, że nie noszą w swoim łonie człowieka. 
A po drugie, rozum można zwieść, ale nie można oszukać ludzkiego serca. Kobieta oszukana przez prawo 
zabijając swoje dziecko, zadaje sobie samej ranę, którą nie sposób zmierzyć i której nie można zapomnieć. 

background image

Wiele  lat  po  aborcji  kobiety  mówią  o  dziecku  nie  urodzonym,  ale  nadal  żyjącym,  wzrastającym  w  ich 
sercach. I nie chodzi tu o aborcję dokonaną 2, 3 czy 5 lat temu. Chodzi o dziecko, którego nie ma, ale które 
w ich pamięci ma 2, 3 czy 5 lat".
  Pani Z., matka 8-tygodniowego dziecka bronionego przez Aleksandra Loce'a, nigdy nie słyszała tych słów. 
Ale po dokonanej aborcji napisała: Nigdy nie płakałam tak gorzko. Ból serca był większy niż ciała. Wołałam 
do Boga i prosiłam o przebaczenie".
   Matka  Gianny  Jessen  też  może  płacze,  kiedy  widzi  w  telewizji  swoją  córkę  na  antyaborcyjnych 
manifestacjach.  Chciała  ją  przecież  kiedyś  zabić.  A  ile  polskich  rodzin  mogłoby  mieć  takie  córki  jak 
Gianna? Jednak kiedyś skazali je na śmierć. Egzekucje były dokonane legalnie, w zgodzie ze stalinowską 
ustawą z 1956 r.
   Została  ona,  na  szczęście,  zmieniona  na  początku  1993  r.  Państwo  zaczęło  choć  jeszcze  nie  w  pełni  - 
wypełniać swoją podstawową funkcję: obrony swoich najsłabszych, najbardziej bezbronnych obywateli.
   "Rewolucja  seksualna"  zaczyna  także  "pożerać  własne  dzieci".  W  1981  r.  odnotowano  w  USA  31 
pierwszych  przypadków  nieznanej  przedtem  -  i  jak  się  później  okazało  -  zawsze  śmiertelnej  choroby. 
Dopiero w następnym roku nadano jej nazwę: AIDS. Do czerwca 1994 r. zarejestrowanych zostało 401 tys. 
chorych na AIDS Amerykanów, z czego 243 tys. zmarło. (5)
   Ok. 1 min zarażonych jest wirusem HIV, który wcześniej czy później rozwija się w AIDS. Wszystko to 
stało  się  w  ciągu  zaledwie  trochę  ponad  10  lat.  Z  różnych  grup  wiekowych  najszybciej  wzrasta  liczba 
zachorowań wśród nastolatków.
  Czystość przedmałżeńska i wierność małżeńska są - pomijając jakieś nadzwyczajne okoliczności - w 100 % 
pewnym sposobem zapobiegania AIDS. Sami ideolodzy "rewolucji obyczajowej" mają jednak inny pogląd 
na ten temat. Czystość i wierność nie mieszczą się w ich systemie wartości. Człowiek, zdają się myśleć,nie 
ma wolnej woli, aby kształtować swoje życie godnie, ale jest marionetką własnych namiętności, robotem, 
który musi reagować na każdy seksualny impuls. W konsekwencji - głosi się - że trzeba dać ludziom jakieś 
"zabezpieczenie",  aby  nie  zarazili  się  śmiertelnym  wirusem  HIV.  Trzeba  -  mówi  się  -  propagować  tzw. 
"bezpieczny seks" czyli upowszechnić stosowanie prezerwatyw.
  Jak brzmi przesłanie liberałów? "Od śmierci uratuje cię prezerwatywa". A więc chcieliby oni, żeby ludzie 
budowali swoje życie, przyszłość, szczęście, swoje "być albo nie być", żyć albo umrzeć - na prezerwatywie. 
Dla kogoś, kto ma w sobie choć odrobinę poczucia godności i szacunku dla siebie, jest to przesłanie zaiste 
żałosne.
   Jak  bezpieczny  jest  tzw.  "bezpieczny  seks"?  Różne  badania  przeprowadzone,  między  innymi  na 
Uniwersytecie  Kalifornijskim  i  Uniwersytecie  Miami  wykazały,  że  wirus  HIV  przedostaje  się  przez 
prezerwatywę  w  10-50  %  przypadków  (6).  A  więc  jeszcze  jeden  niebezpieczny  mit  liberałów.  Epidemia 
AIDS  zmieniła  całą  dyskusje  n.  t.  dziewictwa.  W  przyszłości  będzie  bardziej  cenione  niż  kiedykolwiek 
dotąd.
   "Rewolucja  obyczajowa"  wydaje  się  zataczać  coraz  szersze  kręgi.  Jeżeli  zgodzimy  się  stać  jej  częścią, 
musimy także zaakceptować nasz udział w odpowiedzialności za wszystkie jej konsekwencje.
  Zachowanie seksualnej integracji nigdy nie było łatwe. Lecz każda osoba, która myśli, mówi czy działa w 
sposób, który umacnia właściwe nastawienie do życia płciowego, ułatwia innym realizowanie szlachetnych 
ideałów  w  sferze  seksualnej.  I  odwrotnie,  każdy  kto  pomaga  tworzyć  trend  wiązania  seksu  jedynie  ze 
zmysłową  przyjemnością,  wzmacnia  sytuację, która później  negatywnie wpływa  na  życie otaczających go 
ludzi.
   Ponieważ  nikt  nie  jest  "samotną  wyspą",  wszystko  cokolwiek  ludzie  czynią,  wpływa  na  innych.  I  kiedy 
jakiś sposób zachowania staje się tak powszechny, że zmienia się w ruch społeczny, (taki jak na przykład 
"rewolucja seksualna" obecnie), wtedy oparcie się tym tendencjom staje się równie trudne jak "płynięcie pod 
falę".  Zdarza  się,  że  młodzi  ludzie  nawet  wstydzą  się  przyznać,  że  nie  mają  żadnych  doświadczeń 
seksualnych. Innymi słowy wstydzą się tego, że żyli dobrze.

Spróbuj zastanowić się znowu nad poniższymi pytaniami:

background image

1.  Czy  kieruję  się  w  życiu  prawdą?  Czy  stać  mnie  na  wysiłek  jej  poszukiwania  albo  może  bezkrytycznie 
przyjmuję różne opinie i poglądy, które podaje prasa, TV, otoczenie?
2.  Czy  legalne  znaczy  dobre?  Jeżeli  prawo  w  naszym  kraju  zezwala  na  sprzedaż  w  kioskach 
pornograficznych pism, znaczy to, że nie ma nic złego w pornografii? Albo gdyby zezwalało się na aborcję, 
znaczyłoby to, że nie ma w niej nic złego? Czy Sejm może większością głosów ustalić co jest dobre a co 
złe?
3. Świat zachodni szybko rozwija się technicznie i ekonomicznie. Czy rozwija się także moralnie? Prawo do 
aborcji  to  osiągnięcie  na  miarę  wylądowania  człowieka  na  Księżycu,  albo  cofnięcie  się  do  epoki 
barbarzyństwa  i  przemocy  wobec  najsłabszych?  Dlaczego  wciąż  jest,  także  w  naszym  kraju,  tylu 
zwolenników zabijania, jako rozwiązywania "problemu niechcianej ciąży". Czy są wolni, aby kochać?
4.  Czy  ci,  którzy  przekonują  o  dobrodziejstwach  stosowania  prezerwatyw,  albo  nawet  rozdają  je  przy 
różnych  okazjach  odwodzą  od  pozamałżeńskiego  współżycia?  Czy  raczej  zachęcają  do  niego?  Im  więcej 
pozamałżeńskiego współżycia, tym więcej czy tym mniej zachorowań na AIDS?
5.  Czy  prezerwatywa  chroni  przed  psychologicznymi  i  duchowymi  konsekwencjami  przedmałżeńskiej 
aktywności seksualnej?
6. Po której jestem stronie w "rewolucji seksualnej"? Czy zająłem jasne stanowisko?

Rozdział III

 - Twoje życie duchowe

  Znany francuski lekarz konwertyta Alexis Carrel, pisał w swoim dzienniku duchowym:
"Pragnę  wierzyć.  Gdybym  nie  wierzył,  nie  wiem,  czym  bym  się  stał.  Osamotnienie  jest  straszliwym 
doświadczeniem...  Mam  30  lat,  a  jestem  już  stary.  Czuję  się,  jak  gdybym  miał  lat  osiemdziesiąt...  Jak 
uspokoić  własny  niepokój...  To,  że  stałem  się  profesorem  wielkich  uniwersytetów  w  Stanach 
Zjednoczonych, nie zadawala mnie. Być znanym, mieć pieniądze to dla mnie rzecz obojętna. Nie wiem, czy 
może  mnie  zaspokoić  cokolwiek  poza  Bogiem.  Czy  warto  w  ogóle  żyć?  Dlaczego  pracować,  jeśli  praca 
moja  nie  służy  niczemu  innemu  jak  próżności  i  dostarczaniu  sobie  zadowolenia,  jeżeli  ma  służyć  jedynie 
fortunie,  majętności.  Wszystko  to  wywołuje  we  mnie  zmęczenie,  znużenie  i  chorobę.  Co  zresztą  ze  mną 
będzie, kiedy nawiedzi mnie starość? Dlaczego mam kochać i kogo mam kochać? Jedynie Bóg może mi dać 
wyjaśnienie mego życia. Jedynym możliwym, godnym przyjęcia jego wytłumaczeniem jest uznać istnienie 
Boga.  Bóg  i  życie  wieczne  po  śmierci  są  czymś  koniecznym.  Bez  Niego  życie  przypominałoby  smutną, 
żałobną farsę... [...]
   Boże dziękuję Ci... żeś mi dał życie. Było ono pustynią, bo nie znałem Ciebie. Spraw, żeby ta pustynia 
zakwitła na nowo..." (7)
   Młodzi  są  nadzieją  świata,  ponieważ  noszą  w  sobie  prawdziwe  duchowe  skarby:  otwartość, 
bezinteresowność, optymizm, radość, wrażliwość na dobro i piękno, krzywdę i niesprawiedliwość. Ale jak 
łatwo  doznać  duchowej  klęski.  Jak  często  ideowość  i  bezinteresowność  zmienią  się  w  egoizm  i  pogoń  za 
dobrami materialnymi, optymizm w beznadziejność, wrażliwość w brutalność, nawet wobec najbliższych.
  Popatrzmy na młodych ludzi uwikłanych w przedmałżeńskie związki czy autoerotyzm. Powinna się w nich 
iskrzyć  młodzieńcza  energia,  tymczasem  żyją  bez  radości  i  rozmachu.  Zaczyna  brakować  odwagi, 
wielkoduszności, chęci do nauki i pracy. Rezygnują z wielu przyjaźni, zainteresowań, ideałów.
  Wkraczali w życie z najpiękniejszymi nadziejami, a teraz łamią się pod jego ciężarem.
   Nieczystość to najskuteczniejsza broń ducha zła w walce z młodymi. Nie ma on skuteczniejszego środka 
by  zniszczyć  ich  związek  z  Bogiem,  który  jest  źródłem  wszelkiego  dobra,  wszystkiego  co  najpiękniejsze, 
najszlachetniejsze w naszym życiu.
  Jak obronić skarb, który nosimy w sobie, jak go pomnażać? Współczesnemu światu zdominowanemu przez 
technikę, rozdartemu przez konflikt, pogrążonemu w płytkim materializmie, przyziemności i małoduszności, 
potrzeba  pokolenia  ludzi  płonących  nowym  duchem,  którzy  staliby  się  narzędziem  w  ręku  Boga  i  swoim 
życiem  szerzyli  wokół  siebie  miłość  i  prawdę.  Może  nawet  samo  istnienie  świata  zależy  od  szlachetności 

background image

tych młodych ludzi, którzy zrezygnują dla Chrystusa z własnych materialnych ambicji, zabiegania o komfort 
życia, stanowiska czy grzeszne przyjemności, podobnie jak czynili to święci wszystkich czasów.
   Jesteśmy  powołani,  każdy  z  nas,  do  rzeczy  wielkich,  do  tego  by  uczynić  nasze  życie  niepowtarzalnym, 
jedynym w swoim rodzaju dziełem. Każdy z nas stworzony został na obraz Boga. Gdzieś głęboko w naszych 
sercach żyje Chrystus, Jego myśli, pragnienia, Jego moc i dobroć. To co w nas dobre płynie właśnie stad, od 
Niego. Ale jest w nas także ciemność; złe myśli, złe skłonności, słabość i pokusy, całe dziedzictwo grzechu 
pierworodnego. Kłębi się w naszych sercach dobro i zło. Tam, gdzie pojawia sie dobra myśl, pojawia się i 
zła. Stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów.
   Kształt  twojego  życia,  to  czy  będzie  ono  szczęśliwe,  piękne,  pełne  dobrych  owoców,  poczucia  sensu  i 
spełnienia, czy też będzie zwykłą wegetacją tak, że kiedy staniesz u jego kresu stwierdzisz z niewymownym 
bólem, że przeciekło ci ono przez palce, że przegrałeś je, straciłeś jedyną niepowtarzalną szansę, wszystko to 
zależy  od  twoich  wyborów.       Wybierasz  między  Dobrem  a  Złem,  możesz  żyć  z  Bogiem,  najwyższą 
życiodajną zasadą, albo przeciwko Niemu. 
Stanowisko  Kościoła  jest  jednoznaczne.  Św.  Paweł  pisał:  "...  wolą  Bożą  jest  wasze  uświęcenie: 
powstrzymanie  się  od  rozpusty,  aby  każdy  umiał  utrzymać  ciało  własne  w  świętości  i  we  czci,  a  nie  w 
pożądliwej  namiętności,  jak  to  czynią  nie  znający  Boga  poganie"  (1  Tes,  4,3-5).  "O  nierządzie  zaś  i 
wszelkiej nieczystości, albo chciwości, niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym...
  O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec - to jest bałwochwalca 
- nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusa i Boga." (Ef 5,3-6). "Persona humana" - oficjalny dokument 
Kościoła  poświęcony  zagadnieniom  etyki  seksualnej  mówi:  "...  obcowanie  cielesne  jest  godziwe  tylko  w 
ramach trwałej wspólnoty życia mężczyzny i kobiety. To zawsze rozumiał i tego nauczał Kościół, z którego 
nauką jak najbardziej zgodne są wskazania mądrości ludzkiej i świadectwa historii. Doświadczenie uczy, że 
miłość  należy  zabezpieczyć  przez  trwałość  małżeństwa,  by  pożycie  seksualne  rzeczywiście  odpowiadało 
wymaganiom właściwej mu celowości i godności ludzkiej. (...) Wielu rości sobie dzisiaj prawo do pożycia 
seksualnego przed zawarciem małżeństwa, przynajmniej wtedy, gdy poważny zamiar zawarcia małżeństwa i 
już poniekąd małżeńskie związanie się uczuciem, domaga się tego dopełnienia, które uważają za naturalne... 
Tego  rodzaju  pogląd  sprzeciwia  się  nauce  chrześcijańskiej,  która  głosi,  że  wszelkie  działanie  seksualne 
winno mieścić się w ramach małżeństwa." 
  Chrześcijaństwo to nie system narzuconych arbitralnie nakazów i zakazów, niewiele mających wspólnego z 
naszym  życiem.  Etyka  Kościoła  zawiera  objawione  przez  Boga  prawdy,  których  słuszność  potwierdza 
doświadczenie.  Bóg,  nasz  Stwórca  najlepiej  wie,  czego  człowiekowi  potrzeba.  "Człowiek  (...)  nie  zdoła 
osiągnąć  prawdziwego  szczęścia,  do  którego  tęskni  całą  swoją  istotą  inaczej,  jak  zachowując  prawa, 
wszczepione w jego naturę przez najwyższego Boga. Do tych praw powinien odnosić się w duchu mądrości 
i miłości" - czytamy w Encyklice "Humanae Vitae". (9)
   Nieczystość  to  nieposłuszeństwo  wobec  Bożej  woli,  czyli  grzech.  Co  jest  grzechem  przeciwko  VI 
przykazaniu?  Ogólnie  rzecz  biorąc  grzeszyć  możemy:  myślą,  mową,  pragnieniem,  czynem  a  także 
zaniedbaniem.  Grzech  ciężki  jest  świadomym  i  dobrowolnym  przekroczeniem  prawa  Bożego  w  rzeczy 
ważnej.
   Pan  Jezus  powiedział:  "Każdy,  kto  pożądliwie  patrzy  na  kobietę  już  się  w  swoim  sercu  dopuścił  z  nią 
cudzołóstwa" (Mt 5,28). Samo pożądliwe spojrzenie utożsamia Chrystus z grzesznym czynem. Szczególnie 
więc łatwo o poważne naruszenie VI przykazania.
   Nie  każda  jednak  myśl  czy  obraz,  które  pojawiają  się  w  naszej  świadomości,  nie  każde  wewnętrzne 
poruszenie jest grzechem. Nie są grzeszne, jeżeli odsuwamy je, odwracamy od nich uwagę, jednym słowem 
jeżeli  walczymy  z  pożądliwością.  Skażenie  pierworodnym  grzechem  powoduje,  że  spontanicznie,  bez 
udziału naszej woli mogą pojawiać się w nas złe myśli i pragnienia. Sama pokusa nie jest jeszcze grzechem. 
Zachowamy czystość, jeżeli pokonamy ją. Zgrzeszymy, jeżeli znajdziemy w niej upodobanie. 

  1.  Jaki  jest  sens  mojego  życia?  Po  co  żyję?  Dokąd  zmierzam?  Co  się  stanie  ze  mną  po  śmierci?  Gdzie 
szukać prawdziwe szczęście?

background image

2. Czy zdaję sobie sprawę, że jest we mnie ogromny potencjał dobra, który trzeba stale odkrywać, ochraniać, 
pielęgnować? Czy może ktoś lekceważeniem mnie, gniewem, drwiną czy w inny sposób nie wmówił mi, że 
jest inaczej? Czy może uwierzyłem tym, którzy mnie nie kochają?
3.  Dlaczego  łatwo  mi  pragnąć  dobra  a  trudno  je  realizować?  Jaką  rolę  odgrywają  w  tym  czynniki 
zewnętrzne:  naciski  środowiska  rówieśniczego,  T.V.,  filmy  video,  popularna  prasa  młodzieżowa, 
propaganda życiowego "luzu", słowa piosenek rockowych, picie alkoholu?
4. Kościół chce mojego dobra czy nie? Jego pragnienie, abym powstrzymana) się od wszelkiej aktywności 
seksualnej przed ślubem, to wyraz jego troski o mnie czy nie? Będę bezpieczniejszy (a) słuchając Kościoła 
czy proroków "rewolucji seksualnej"?

Rozdział IV

 - Program dla młodych

1 .Wytrwale poszukuj spotkania z Chrystusem.

   Zapytano  kiedyś  znanego  angielskiego  pisarza  K.Chestertona:  "Gdyby  Jezus  żył  i  był  obecny  we 
współczesnym  świecie,  co  by  zrobił,  co  by  powiedział?".  Pisarz  zastanawiał  się  przez  chwilę  i 
odpowiedział:" Ależ On żyje i jest obecny we współczesnym świecie".
   Chrystus nie egzystuje gdzieś w niedostępnych zaświatach, albo za grubym wysokim murem, jest blisko, 
żyje  wśród  nas...  .  I  nie  jest  to  jakaś  abstrakcyjna,  teologiczna  teoria,  ale  wspaniała  rzeczywistość,  której 
każdy może doświadczyć. Możemy Chrystusa spotkać, rozmawiać z Nim, iść z Nim przez życie.
Kiedy  mówimy  o  tym  związku  musimy  zadać  sobie  pytanie:  "Jaki  jest  Jezus?"  Może  wyniosły,  surowy, 
obcy? Ewangelie zostały napisane również po to, abyśmy mogli Go poznać. Czynią Go realną postacią po 
wszystkie czasy.
  Chciałbyś mieć prawdziwego przyjaciela: delikatnego, rozumiejącego, mądrego, dobrego, który cieszy się 
z każdego spotkania z Tobą i ma dla Ciebie czas, któremu możesz powierzyć nawet największe tajemnice, 
który gotów pomóc, jeśli się do Niego zwrócisz i wybaczyć, jeśli zdarzy Ci się Go zawieść. Każdy chciałby 
mieć takiego przyjaciela albo takiego ojca. Taki jest właśnie Chrystus: nieskończenie mądry i dobry. To, co 
widzisz dobrego w ludziach to tylko słaby odblask Bożej dobroci. On jest źródłem tej dobroci. Trzeba by to 
pomnożyć przez nieskończoność, aby sobie uzmysłowić, jaki On jest.
  Może jednak masz wątpliwości: "Czy jestem tego godny, mam przecież tyle wad. Czy mam dość wiedzy i 
inteligencji,  aby  rozmawiać  z  samym  Bogiem?"  To  doświadczenie,  najważniejsze  w  twoim  życiu,  to  nie 
kwestia wiedzy czy inteligencji, ale wytrwałego poszukiwania Go. Przyjmie Cię takim, jakim jesteś, z tym 
większą miłością im słabszy i bardziej zagubiony. Kocha Cię mimo Twoich wad i grzechów. Chce Cię, z 
Twoją  pomocą,  uleczyć  i  przemienić.  To  szczególny  Przyjaciel  -  jedynie  On  może  odpowiedzieć  na 
najgłębiej nurtujące Cię pytania i ugasić Twoje pragnienie absolutu, nieskończoności, wieczności, świętości.
  Jest fizycznie obecny w każdym kościele pod postacią Eucharystycznego Chleba. Tam idź do Niego i mów 
Mu  z  głębi  serca  :  żałuję  tego,  co  było  złe,  chcę  być  blisko  Ciebie  -  wzmocnij  moją  wiarę,  weź  za  rękę, 
przeżyjmy to życie razem w dobrym i złym , gdziekolwiek pójdę idź ze mną. Mów Mu szczerze o swoich 
radościach i kłopotach, powierzaj swoje problemy. On Cię umocni, pocieszy, natchnie swoją mądrością. Tu 
doznasz pokoju, spełnienia, nasycenia.
  Do młodzieży w Cardiff Jan Paweł II powiedział:
"...  w  modlitwie  zjednoczeni  z  Jezusem  -  waszym  Bratem,  waszym  Przyjacielem,  waszym  Zbawicielem  i 
Bogiem - zaczynacie oddychać nową atmosferą. Stawiacie sobie nowe cele i tworzycie nowe ideały.(...) W 
Jezusie,  którego  poznajecie  na  modlitwie,  wasze  marzenia  o  sprawiedliwości  i  pokoju  nabierają  bardziej 
konkretnych  kształtów  i  szukają  dróg  praktycznej  realizacji.(...)  Poprzez  kontakt  z  Jezusem  w  modlitwie 
zyskujecie poczucie misji, której nic nie może zmącić.(...) W jedności z Chrystusem w modlitwie będziecie 
odkrywać coraz pełniej potrzeby waszych braci i sióstr. Będziecie dostrzegać coraz ostrzej ból i cierpienia, 
które przytłaczają serca niezliczonych ludzi.(...) Poprzez modlitwę otrzymacie siłę, by oprzeć się duchowi 
świata.  Otrzymacie  moc  okazywania  miłosierdzia  każdej  ludzkiej  istocie  -  tak,  jak  Jezus  to  czynił(...)  To 

background image

modlitwa  wniesie  radość  w  wasze  życie  i  pomoże  wam  pokonywać  przeszkody,  które  utrudniają 
prowadzenie chrześcijańskiego życia". 
   Doskonała czystość jest darem Bożym. Dlatego św. Hieronim pisał: "Dany jest on tym, którzy proszą o 
niego,  którzy  pragną  go,  którzy  pracują,  aby  go  otrzymać.  Ponieważ  ci,  którzy  proszą  otrzymują,  którzy 
szukają znajdują, a kołaczącym otwiera się". (11)
Nie  ma  pomocy  bardziej  koniecznej  dla  pokonania  pokus  przeciwko  czystości  niż  modlitwa.  Zwłaszcza 
skuteczne, jak udowadnia doświadczenie wieków, jest gorące nabożeństwo do Dziewicy Matki Boga, wzoru 
i ideału czystości.

2. Umacniaj się Sakramentami.

  

Wszechwiedzący Bóg nie mógł wymyśleć dla nas większego daru niż Komunia św. I choć najpotężniejszy 

nie  może  nam  dać  czegoś  więcej  daje  nam  bowiem  w  Eucharystii  nie  coś,  ale  samego  siebie,  źródło 
wszelkiego dobra, mądrości, siły. 'To jest ciało moje..."
   (Łk  22,19)  powiedział  w  wieczerniku,  kiedy  ustanowił  Eucharystię.  Wcześniej  wypowiedziane  słowa  o 
chlebie, który zstępuje z nieba (J 6, 50) wywołały sprzeciw. "Trudna jest to mowa, któż jej może słuchać" (J 
6, 60) mówiono. Ale Jezus niczego nie odwołuje, nawet wobec faktu odejścia niektórych uczniów.
   "Zaprawdę,  zaprawdę,  powiadam  wam:  Jeżeli  nie  będziecie  spożywali  Ciała  Syna  Człowieczego  i  nie 
będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie". (J 6, 53) mówił z mocą Jezus. Zapragnął być 
pokarmem  dusz,  aby  w  nich  utrzymywać  i  pomnażać  swoje  życie,  by  je  łączyć  z  sobą  i  przemieniać  w 
siebie. W Eucharystii jest realnie obecny ten sam Jezus, którego Maryja porodziła w Betlejem, który przez 
30 lat żył w Nazarecie, a potem rozpoczął publiczną działalność: głosił dobrą nowinę, uzdrawiał chorych, 
wskrzeszał umarłych, wypędzał złe duchy, który umarł na Krzyżu, ale po 3 dniach zmartwychwstał.
  Papież Jan Paweł II powiedział: "Ten kto przystępuje do Komunii św. otrzymuje duchową siłę, potrzebną 
do  tego,  by  stawić  czoło  wszystkim  trudnościom  i  próbom,  dochowując  wierności  zobowiązaniom 
chrześcijanina. Ponadto nieustannie czerpie on  z  tego  Sakramentu, niczym  z  najobfitszego  źródła, energię 
potrzebną do rozwoju wszystkich zasobów i przymiotów..." 
   Kościół  zawsze  zalecał  wiernym  częstą  Spowiedź,  nawet  wtedy  kiedy  sumienia  nie  obciążają  grzechy 
ciężkie.  Częsta  Spowiedź  uważana  była  i  jest  za  najskuteczniejszy  środek  do  poprawy  błędów  i  złych 
skłonności.  W  niej  penitent  otrzymuje  łaskę  sakramentalną,  która  jest  w  istocie  Bożą  pomocą  do 
przezwyciężania słabości, pokus i wszelkich trudności w praktykowaniu dobra.
  Próbując realizować nasze ideały może zdarzyć się, że upadniemy. Co wtedy? Przede wszystkim nie wolno 
obniżać  sobie  poprzeczki.  Jeżeli  upadniemy  i  przyznamy  się  do  tego  w  Sakramencie  Pojednania,  wtedy 
upadek  ten  może  nawet  umocnić  w  pragnieniu  życia  zgodnie  z  ideałami.  Każde  wyznanie  grzechu  jest 
równocześnie wyznaniem wiary.
   Powiedzieć:  "Postąpiłem  w  tym  a  w  tym  źle"  znaczy  równocześnie:  "Wierzę,  że  słusznie  jest  czynić 
przeciwnie". Świadomość grzechu nie oznacza, że ktoś, kto ją posiada jest zły. Wręcz przeciwnie, oznacza, 
że patrzy z dystansu na popełniony grzech. Nie można zaś patrzeć na coś z dystansu, jeśli nie jest się ponad 
tym.  Warto  zauważyć,  że  od  poczucia  winy  uwalnia  jedynie  przebaczenie,  nie  zaś  racjonalizowanie  i 
usprawiedliwienie się przed samym sobą.
Komunia  św.  oraz  Sakrament Pokuty  i  Pojednania są  źródłem mocy, której  potrzebujesz.  Nie  są to żadne 
dodatki,  w  których  możesz  dowolnie  wybrać,  ale  są  tak  konieczne  dla  twojego  życia  wewnętrznego,  jak 
jedzenie i picie dla ciała. Jeżeli me będziesz przynajmniej na niedzielnej Mszy św. przyjmować Komunii św. 
i  regularnie,  przynajmniej  raz  w  miesiącu  chodził  do  Spowiedzi,  nie  będziesz  w  stanie  oprzeć  się 
atrakcyjności grzesznego seksu.

3. Staraj się poznawać Chrystusa i żyć Jego Ewangelią.

   

Dla  świętych  znać  Ewangelię,  znaczyło  żyć  nią.  Słowo  Boże  wypełniali  co  do  joty,  na  ile  tylko 

okoliczności  pozwalały.  Wszystkie  rady  starali  się  wykonywać  z  największą  pilnością  i  z  największym 

background image

uszanowaniem.  Słowa  Chrystusa,  z  którymi  zapoznali  się  przez  codzienne  czytanie  i  słuchanie  Ewangelii 
tworzyły  regułę, obejmującą  całe życie.  Z  prostotą  i  heroiczną  stanowczością żyli  Ewangelią.  Nie  zawsze 
było  to  łatwe.  Św.  Paweł  nie  na  darmo  domaga  się,  aby  każdy  chrześcijanin  był"...  jako  dobry  żołnierz 
Chrystusa Jezusa" (2 Tym 2,3).
   Życie  w  czystości  także  nie  będzie  łatwe.  Im  większa  wartość  tym  większego  samozaparcia  i  wysiłku 
wymaga jej osiągnięcie. Papież Jan Paweł II mówił do młodzieży na Westerplatte: "Każdy z Was, młodzi 
przyjaciele,  znajduje  też  w  życiu  jakieś  swoje  "Westerplatte".  Jakiś  wymiar  zadań,  które  trzeba  podjąć  i 
wypełnić. Jakąś słuszną sprawę,
o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można 
zdezerterować. Wreszcie - jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba "utrzymać" i "obronić" - tak jak to 
Westerplatte, utrzymać i obronić w sobie i wokół siebie. Obronić dla siebie i dla innych..." 
  Ile wewnętrznej walki wymagać będzie obrona w sobie czystości wśród propagandy seksualnej swobody i 
użycia,  wśród  dość  powszechnych  głosów:  'Taki  jest  dzisiejszy  świat",  "Przecież  wszyscy  tak  robią"  itp, 
wśród nalegań i szantaży: "Jeżeli tego nie chcesz, to znaczy, że mnie nie kochasz", wśród zalewu zmysłowej 
mody, nagości, pornografii, przy słabym proteście starszego pokolenia.
   Może  będziesz  kroczyć  w  zupełnej  ciemności,  może  będziesz  smagany  drwiną  i  wyśmiewany, 
doświadczysz  niepewności,  zniechęcenia  i  samotności.  Może  pojawią  się  wątpliwości:  "Czy  rzeczywiście 
mam rację?"
   Kiedyś  zawierzyłeś  Chrystusowi,  który  pragnie  byś  zachował  czystość.  Dostrzegłeś  piękno  i  wartość 
czystości. Teraz twoje postanowienie słabnie pod naporem środowiska, czy kogoś na kim Ci zależy. To jest 
Twoje  Westerplatte!  Jeżeli  wytrwasz  wbrew  wszystkiemu,  nawet  wbrew  sobie,  wygrałeś.  U  kresu  drogi 
krzyżowej było zmartwychwstanie. Ty także możesz doświadczyć radości duchowego zmartwychwstania.
   Św. Franciszek powiedział kiedyś do jednego z braci: "Naprawdę nikt nie powinien uważać się za sługę 
Bożego,  dopóki  nie  przejdzie  przez  pokusy  i  udręczenia.  Przezwyciężona  pokusa  staje  się  w  jakiś  sposób 
pierścieniem, za pomocą którego Pan zaślubia sobie duszę swego sługi." 

4. Zachowuj umiarkowany post i skupienie.

   Mistrzowie  życia  wewnętrznego  stwierdzają,  że  post  uśmierza  wszelkie  impulsy  namiętności.  Jest 
początkiem każdego wysiłku skierowanego przeciw grzechowi i pożądaniu, wzmacnia wiarę.
   Różnimy się w potrzebie fizycznej strawy. Ktoś potrzebuje mało, ktoś inny więcej, aby zachować swoją 
naturalną siłę. Lecz ten kto walczy z namiętnością i poszukuje Boga, nie powinien najadać się zawsze do 
syta.  Niewłaściwym  byłoby  nadmierne,  zbytnio  osłabiające  organizm  poszczenie,  ale  też  nie  trzeba 
przesadnie obawiać się o swoje zdrowie.
  Podstawowe znaczenie dla życia wewnętrznego ma także skupienie. Im więcej hałasu i wrzawy wokół, tym 
mniej słyszalny jest Głos Boga
przemawiającego w najsubtelniejszych pokładach serca. Aby usłyszeć ten Głos, nasza uwaga nie może być 
skupiona na zewnętrznych wrażeniach. Trzeba ją przenieść na to, co dzieje się w naszym wnętrzu.
   Mówił Jan Paweł II do młodych: "Nie zamykajcie waszych serc przed Jezusem. U innych nie znajdziecie 
odpowiedzi, której wciąż może szukacie. Nazbyt wiele głosów rozbrzmiewa wokół nas, zbyt wiele obietnic i 
złudnych nadziei. Zdobądźcie się na obszary ciszy, w których będziecie mogli powrócić do samych siebie i 
nasłuchiwać.  Chrystus  chce  wam  coś  powiedzieć,  słowo  osobiste,  bezpośrednie,  w  którym  zawarty  jest 
sekret  waszej  teraźniejszości i waszej przyszłości.  Jeśli  będziecie potrafili przyjąć  je,  będziecie też  mogli, 
pewni i radośni iść na spotkanie jutra."
   Życie wewnętrzne człowieka jest dzisiaj mniej intensywne, niż kiedyś. Mało znamy jego prawa i radości. 
Życie zewnętrzne zaś nabrało przedziwnego uroku; stale włączone radio, telewizor, bezustanne spotkania, 
rozmowy, natłok informacji. Dostarczamy sobie wszelkiego rodzaju zmysłowych wrażeń i nie wyobrażamy 
sobie życia bez nich. Wydaje się nam, że byłoby ono wtedy nudne, puste, szare i odwrotnie, sądzimy, że im 
więcej  tych  wrażeń,  im  mocniejsze,  tym  życie  nasze  będzie  ciekawsze.  Czulibyśmy  się  może  zubożeni 
gdybyśmy  mieli  czegoś  nie  zobaczyć,  czegoś  nie  przeżyć,  nie  wziąć  udziału  w  tym  czy  tamtym,  nie 

background image

zakosztować  jakiejś  przyjemności,  nie  spróbować  czegoś.  Poszukujemy  nawet  wrażeń.  Po  jakimś  czasie 
nudzą się nam, trzeba sięgnąć po nowe, mocniejsze.
   Czy  Edyta  Stein,  europejskiej  sławy  filozof,  uczestnicząca  w  życiu  wielkich  tego  świata,  czuła  się 
zubożona po wstąpieniu do klauzurowego klasztoru ss. karmelitanek? Czy Karol de Foucauld należący do 
jednego  z  najznakomitszych  i  najbogatszych  francuskich  rodów  żałował,  że  zrezygnował  z  wygodnego, 
przyjemnego życia po tym, kiedy udał się do swojej pustelni na Saharze.
  Życie tych dwojga ludzi i bardzo wielu innych nabrało swojej pełni i sensu, stało się do końca szczęśliwe 
kiedy umartwili swe zmysły. Ich uwaga mogła się wtedy skupić na Tym, który żył w ich wnętrzu i który jest 
największym bogactwem człowieka, jedynym Dawcą prawdziwej radości i pokoju.

5. Staraj się odkryć piękno i wartość czystości.

  W książce bł. Josemarii Escriva de Balaguera czytamy: 'Wiemy wszyscy z doświadczenia, że można żyć w 
czystości, zawsze czujni, często korzystając z Sakramentów, tłumiąc zawczasu pierwsze iskry namiętności, 
nie pozwalając im, by rozrosły się w płomień. Właśnie wśród ludzi czystych znajdują się najdoskonalsi pod 
każdym względem". (15) "Nie zapomnij, że czystość wzmacnia i odradza charakter". (16) "Wiele osób żyje 
na tym świecie na podobieństwo aniołów. A czemu nie Ty?..." (17)
   Czystość  jest  warunkiem  znajdowania  i  postępowania  w  mądrości.  "Skierowałem  ku  niej  (tj.  mądrości) 
moją dusze i znalazłem ją dzięki czystości" (Syr 51,20). Tę myśl Starego Testamentu kontynuuje św. Paweł, 
kiedy  stwierdza,  że  mądrość,  którą  głosi  nie  jest  "mądrością  tego  świata",  lecz  "mądrością  ukrytą",  Bożą, 
którą Bóg objawia przez Ducha, a której "człowiek zmysłowy (...) nie pojmuje..." (1 Kor 2, 14). Dopiero w 
tym  Duchu  można  zrozumieć,  czym  jest  w  istocie  małżeństwo,  jak  wielkim  darem  jest  potomstwo,  czym 
powinien być akt małżeński, jakie jest znaczenie Eucharystii, modlitwy, umartwiania.

6. Umacniaj swoją wolę.

   Powiedzieć "nie" czemuś przyjemnemu wymaga silnej woli. Mądrą rzeczą jest ćwiczyć ją w sobie. Gdy 
nauczysz  się  kontrolować  własne  zachcianki,  osiągniesz  także  niezależność  konieczną,  aby  oprzeć  się 
naciskowi rówieśników i stanąć w obronie ważnych wartości.
   Męskość  to  zdolność  panowania  nad  swoim  ciałem,  kontrolowania  swoich  reakcji,  nakazywanie  sobie  i 
konsekwentnego realizowania podjętej decyzji. Reakcje seksualne poddają się sterowaniu, o ile postawimy 
sobie  wymagania  opanowania  siebie.  Gorzej,  jeżeli  nie  tylko  nie  próbujemy  hamować  swoich  reakcji,  a 
robimy  wszystko,  żeby  je  wywołać.  Przeciwieństwem  opanowania  jest  zależność  od  mechanizmów 
fizjologicznych, bezradność wobec chwilowej reakcji ciała. Można czasem usłyszeć skargę: "Nie mam silnej 
woli". Silna wola nie jest dana człowiekowi, trzeba ją w sobie wypracować. Rezygnowanie z różnych, nawet 
drobnych  przyjemności  -  jest  sposobem  jej  wzmacniania.  Uleganie  natomiast  wszystkim  swoim 
zachciankom, osłabiają.

7. Uważnie dobieraj sobie przyjaciół.

  Jeżeli będziesz przebywał w złym towarzystwie, ulegniesz w końcu złym wpływom.
   Na  przestrzeni  całych  dziejów  Kościoła,  Chrystus  był  "znakiem  sprzeciwu".  To  co  dla  niego  było 
mądrością, innym wydawało się głupstwem. Urągano temu, co On nakazywał, a chwalono i pozwalano na 
to, czego zakazywał. Kiedy głosem papieża, biskupów czy kapłanów mówił: "Miłujcie Boga nade wszystko 
i szukajcie najpierw tego, co się Jemu podoba", wołano: "Miłujcie siebie nade wszystko, a szukajcie tego, co 
się  wam  samym  podoba".  On  mówił:  "Zaprzyjcie  się  siebie  i  wydajcie  walkę  namiętnościom",  "świat": 
"Żyjcie na luzie, żyć przyjemnie, to żyć szczęśliwie."
  Zawsze byli tacy, którzy nazywali poświęcenie dla Boga szaleństwem, pokutę - samobójstwem, modlitwę - 
stratą  czasu,  posłuszeństwo  Kościołowi  -  niewolnictwem,  samolubstwo  zaś  roztropnością,  pychę  - 

background image

poczuciem  własnej  godności.  Ostatnio  określają  rozwiązłość  "wolnością"  i  "postępem",  a  zabijanie  dzieci 
"przerywaniem ciąży" czy "zabiegiem".
   Dobrze  zdać  sobie  sprawę  z  istnienia  wokół  nas  zupełnie  przeciwnych  sobie  systemów  wartości  i  w 
konsekwencji  diametralnie  różnych  dróg  życia.  Stale  musimy  podejmować  decyzje  za  czy  przeciw.  Stale 
realizują  się  słowa  :"...kładę  przed  wami  życie  i  śmierć,  błogosławieństwo  i  przekleństwo"  (Pwt  30,  19), 
"ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągasz rękę" (Syr 15, 16).
   Celem  chrześcijańskiej  moralności  nie  jest  unikanie  zła,  ani  nawet  nie  jest  nim  czynienie  dobra. 
Chrześcijanin nie kocha po prostu tego, co jest słuszne, ale kocha Jezusa Chrystusa i czym dobro wyrażając 
tym  swoją  lojalność,  przyjaźń,  przynależność  do  Niego.  Początkiem  chrześcijańskiej  moralności  jest 
poczucie przynależności. Należymy do Chrystusa, a nie do siebie czy świata. Zawarliśmy z Nim Przymierze, 
na mocy którego żyjemy dla Niego i według Jego przykazań.

8. Ogranicz do minimum albo zrezygnuj z oglądania T.V.

   Telewizor staje się coraz bardziej intymnym towarzyszem polskich rodzin. Ekran przyciąga uwagę nawet 
wtedy, kiedy oferuje banalne, bezużyteczne czy nawet szkodliwe treści. Trywialny film wypiera z naszego 
życia rozmowę i dzielenie się. W rodzinach zaczyna brakować właściwego im uczuciowego klimatu, który 
wymaga czasu dla siebie. Coraz mniej przebywamy z sobą, cieszymy się sobą, robimy coś dla siebie. Coraz 
też  mniej  mamy  czasu  na  wartościową  lekturę  czy  pielęgnowanie  swoich  zainteresowań.  Wielu  Polaków 
stało się nałogowymi oglądaczami TV., której poświęcają coraz więcej czasu. Trudno im wręcz wyobrazić 
sobie choć jeden wieczór bez niej. Co wtedy robić?
  Nie zawsze to co oglądamy jest bezpośrednio szkodliwe. Niektóre programy mają ambicje poznawcze, inne 
mogą stanowić godziwą rozrywkę. Trzeba jednak umieć je znaleźć, a odmówić sobie innych.
Telewizja w nadmiarze uczy pasywności. Widz jest tylko biernym obserwatorem. Niczego się od niego nie 
wymaga, nic nie musi dawać, w nic angażować, nie potrzebny jest jakikolwiek wysiłek. Obrazy pojawiają 
się  i  znikają  z  taką  szybkością,  że  nie  ma  czasu  na  namysł,  czy  głębsze  przeżycie?  Widz  staje  się  coraz 
bardziej bezmyślnym i zimnym konsumentem.
   Młody  człowiek,  aby  rozwijać  się  musi  być  aktywny.  Nawet  rozrywka  powinna  wymagać  aktywnego 
uczestnictwa.  Wtedy  uczy  inicjatywy  i  podejmowania  decyzji,  krytycznej  analizy,  obcowania  z  drugim 
człowiekiem,  albo  choćby  ćwiczy  mięśnie.  Nie  chodzi  tu  o  aktywizm  zawsze  zewnętrzny,  gorączkowy, 
hałaśliwy, bez planu i ładu. Aktywność potrzebna jest także, aby zorganizować sobie dobrze czas w wieczór, 
kiedy  nikogo  nie  ma  w  domu,  a  na  dworze  pada  deszcz  i  jest  nudno.  Aktywność  wyobraźni  i  myślenia 
wymaga czytanie książki.
   Mało  masz  czasu  do  stracenia,  teraz  kiedy  jeszcze  możesz  i  powinieneś  się  szybko  rozwijać.  Słusznie 
nazywa się TV "złodziejem czasu". Okrada Cię z czasu, a więc także z tych rzeczy, które mógłbyś zrobić, 
kiedy bezproduktywnie wpatrujesz się w ekran.
   Jaka  jest  większość  filmów  najchętniej  oglądanych  w  TV?  Zwróć  uwagę,  że  np.  mniej  czy  bardziej 
normalna  rodzina  pojawia  się  tam  bardzo  rzadko,  jak  gdyby  w  rodzime  nie  przeżywało  się  niczego 
interesującego. Tematem jest najczęściej patologia: żona zdradza męża, maż zabija żonę, ślub jeżeli w ogóle 
zostaje zawarty w trakcie akcji filmu, to zwykle na jego końcu, po długim i pikantnym romansie. O czym 
może  myśleć  młody  mężczyzna  w  czasie  spotkania  ze  swoją  dziewczyną,  jeżeli  bezustannie  ogląda  takie 
filmy?
  Generalnie rzecz biorąc przemysł filmowy przedstawia nam postacie, jeżeli nie w ogóle złe to przynajmniej 
mniej  uczciwe  i  mniej  inteligentne  niż  nasi  przyjaciele  czy  sąsiedzi.  Dlaczego  tak  się  dzieje?  Skąd  to 
zaabsorbowanie i adoracja zła wśród wielu twórców.
  Ankieta przeprowadzona wśród 104 czołowych autorów i dyrektorów różnych programów TV i wytwórni 
filmowych w USA, pokazując jakimi wartościami żyje elita pop-kultury. Widać tutaj także jak różne są one 
od wartości przeciętnego Amerykanina. 45% ankietowanych nie przyznaje się do żadnej religii (wśród ogółu 
Amerykanów  4%),  połowa  uważa,  że  cudzołóstwo  nie  jest  złem  (15%  Amerykanów),  80%,  że 
homoseksualizm  nie  jest  złem  (24%  ogółu  Amerykanów).  Zasadnicze  różnice  można  by  z  pewnością 

background image

znaleźć  także  w  każdej  innej  kwestii  moralnej.  Czy  polska  elita  pop-kultury  różni  się  tak  bardzo  od 
amerykańskiej?
  Ludzie, którzy robią filmy i programy TV są (zdarzają się wyjątki) inni niż Ty. Oczywiście propagują swój 
styl życia, swoje patrzenie na świat, swoje wartości. Dawać można tylko to co się ma.
   Mamy  do  czynienia  z  dziwną  sytuacją,  niewielka  cząstka  społeczeństwa  przy  pomocy  niezwykle 
wpływowej telewizji indoktrynuje większość swoimi poglądami i usiłuje ją urabiać na swoje podobieństwo. 
Czy jest to najlepsza cząstka naszego społeczeństwa? Czy nie powinieneś obawiać się tych wpływów? Czy 
rzeczywiście jesteś, jak może myślisz, odporny na nie?

9. Unikaj pornografii

  Młody człowiek, który stara się zachować czystość nie może pozwolić sobie nawet na przelotny kontakt z 
pornografią. Z pewnością złamie jego samokontrolę, którą pragnie zdobyć.
   Dość  popularne  jest  przekonanie,  że  wiedza  stanowi  uniwersalne  dobro  i  dlatego  powinniśmy  dążyć  do 
zdobycia jej całej, nie wykluczając nawet największych perwersji i deprawacji. Ten błąd przywodzi na myśl 
fragment  Księgi  Rodzaju.  Naszym  przodkom  Bóg  zabronił  jeść  z  drzewa  poznania  dobra  i  zła.  "Co  za 
zniewaga",  powiedział  na  to  szatan.  Niestety  często  podzielamy  jego  zapatrywanie.  Czy  nie  jesteśmy 
wykształceni? Czy nie można nam zaufać, że potrafimy rozróżnić między tym co dobre, a tym co złe? Nie 
potrzebujemy autorytetów, aby nam mówiły, co możemy sami stwierdzić czy zobaczyć. Wąż przemówił do 
dumy Ewy. Popełniła katastrofalny błąd. A my na jej miejscu postąpilibyśmy być może tak samo.
   Tylko  poznanie  dobra  jest  dobrem.  Poznanie  zła  jest  do  pewnego  stopnia  nieuniknione,  ale  dążenie  do 
poznania go jest zawsze niebezpieczne, a nigdy dobroczynne. Tylko ci, którzy ze względów zawodowych 
mają  do  czynienia  ze  złem:  policjanci,  prawnicy,  patolodzy  różnych  dziedzin,  powinni  podejmować  takie 
badania,  lecz  nawet  oni  mogą  skazić  siebie  złem.  Nieznajomość  zła,  jest  często  wyśmiewana  jako 
ignorancja. Mamy tutaj do czynienia z fałszywym doborem słów, chodzi bowiem o niewiedzę, która oznacza 
"nie poznanie". Ignorancja zaś wskazuje na zawinione zaniedbanie zdobycia wiedzy.
   Św.  Paweł  pisał:"...wszystko,  co  jest  prawdziwe,  co  godne,  co  sprawiedliwe,  co  czyste,  co  miłe,  co 
zasługuje  na  uznanie;  jeżeli  jest  jakąś  cnotą  i  czynem  chwalebnym  -  to  miejcie  na  myśli."(Fil  4,8). 
Wyobraźnia ma realny wpływ na nas samych i przyszłe wydarzenia. Co siejesz, to żąć będziesz.
   Św. Grzegorz powiada: "Nie godzi się spoglądać na to, czego pożądać nie wolno. Bo jeśli będziesz na to 
spoglądał,  to  oko  cię  za  sobą  pociągnie  i  serce  twe  złupi...  Dlatego  też  Hiob  bardzo  dobrze  się  pod  tym 
względem uzbroił: "Uczyniłem przymierze z oczami moimi, abym nawet nie pomyślał o pannie" (Hi 31,1). 
Cóż to za przymierze wchodzi w układ z oczyma, aby nie pomyśleć? Zdaje się należało wejść w układy z 
rozumem i wyobraźnią,  by nie myśleć;  a  z  oczyma by  nie  patrzeć.  Lecz nie tak mówi, ale:  'Wszedłem w 
układy z oczyma moimi, abym nie pomyślał o pannie". Dlaczego? Bo Hiob bardzo dobrze wiedział, że przez 
oczy wchodzą złe myśli do serca i że strzegąc oczu, drzwi zmysłów, ustrzeże zarazem i serce i rozum." (19) 
Św.  Chryzostom  zastanawiając  się  nad  tymi  słowami  Hioba,  pyta:  "Któż  się  nie  zdziwi,  widząc,  że  ten 
wielki mąż, który się przeciwstawił szatanowi, odważnie z nim walczył i wszystkie jego podstępy i napady 
odparł,  nie  śmie  spojrzeć  na  pannę?"  I  odpowiada:  "czyni  tak,  abyśmy  poznali,  jak  potrzebna  nam  jest 
ostrożność w tych rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak doskonałymi byli". 
   Pornografia  jest  tak  jadowita,  że  jej  demoralizujący  wpływ  dosięgnie  każdego,  kto  ma  z  nią  kontakt. 
Niszczy  naturalną  wstydliwość  i  skromność,  które  chromą  przed  nadużyciami  seksualnymi.  Całkowicie 
oddziela  seks  od  miłości,  depersonalizuje  go.  Utożsamia  kobietę  z  atrybutami  seksualnymi,  zamyka 
człowieka  w  jego  własnym  egoizmie,  przyczynia  się  do  powstania  perwersji  seksualnych.  Jeżeli  ktoś  lubi 
oglądać  nieprzyzwoite  filmy,  wiadomo,  że  nawet  nie  próbuje  zachować  czystości.  Prywatne  życie  ludzi, 
którzy dali się wciągnąć pornografii jest jednym wielkim bałaganem, kroniką wielu małżeństw, rozwodów, 
zdrad i wszelkiego pokrewnego zła. Jeżeli staniesz się klientem dystrybutorów pornografii, otwierasz się na 
ich perwersyjne myśli i wystawiasz na działanie tego wszystkiego, co i Ciebie poprowadzi kiedyś do jakiejś 
osobistej katastrofy.

background image

10. Zachowaj skromność w ubiorze.

  "Wypada... przypomnieć" - pisał Karol Wojtyła - "że człowiek jest osobą, bytem, o którego naturze mówi 
"wnętrze". Prócz piękna zewnętrznego trzeba umieć odkrywać również piękno wewnętrzne człowieka i w 
nim sobie także podobać, a może nawet w nim umieć podobać sobie przede wszystkim. Prawda ta w jakiś 
szczególny sposób jest ważna dla miłości pomiędzy mężczyzną a kobietą... Upodobanie, na którym ta miłość 
się opiera nie może rodzić się tylko z widzialnego i zmysłowego piękna, ale powinno uwzględnić całkowite i 
dogłębne piękno osoby". 
  Kobieta ubrana w coś specjalnie zaprojektowanego, aby dla męskich oczu stać się przedmiotem pożądania, 
jest nieskromna, obojętnie czy zdaje sobie sprawę z tego, czy nie. Ta nieskromność będzie miała wpływ nie 
tylko na innych, ale i na nią samą. Stajemy się bowiem tym co akceptujemy. Nieświadomie skłonni jesteśmy 
grać takie role, na które wskazuje nasz ubiór.
   Naiwnością  by  było  ignorowanie  faktu,  że  pewne  bodźce  pobudzają  popęd  płciowy  normalnego 
mężczyzny. Nie zamykają oczu na ten fakt businessmani i zarabiają fortuny (za przykład niech posłuży całe 
"Imperium  Playboy'a").  Projektanci  mody  i  pracownicy  reklamy  dobrze  wiedzą,  jak  przedstawić  ciało 
kobiety,  aby  pobudzić  seksualne  apetyty  mężczyzn.  Kobiety  ogromnie  tracą  na  tym.  Waży  się  tutaj  ich 
własna tożsamość. Przez swój ubiór mogą mówić, że nie mają mężczyźnie nic innego do zaoferowania poza 
podnieceniem. Jeżeli chcemy traktować się osobowo i szanować, nie może nas nie interesować wpływ, jaki 
ma  sposób  ubierania  się  kobiet  na  mężczyzn  >  ich  wzajemne  relacje.  W  stopniu,  w  jakim  styl  ten  jest 
rozmyślnie  prowokujący,  należy  uznać  go  za  pewną  formę  gwałtu,  ponieważ  wywołuje  on  spontaniczne 
seksualne pożądanie u kogoś, kto może nie mieć na to ochoty. Jeżeli taka sytuacja ma miejsce, wywołuje 
gniew. W ten sposób wyjaśnić można pewne agresywne zachowania mężczyzn względem kobiet.
Dziewczyna powinna wiedzieć o naturalnej słabości chłopaka i pomagać mu przez wymaganie czystości w 
zachowaniu  czy  słowach.  Sama  zaś  powinna  być  tak  czystą,  by  wzbudzić  pragnienie  podobnego  życia  u 
młodego mężczyzny. Ale słyszy się raczej o zupełnie odwrotnej sytuacji. Przyciąganie uwagi innych może 
być miłe. Najłatwiej to czynić, przemawiając do namiętności, szczególnie silnych w młodym wieku, a nad 
które mamy się nieustannie wznosić...

1.  Dlaczego  moja  wiara  jest  wciąż  słaba?  Czy  robię  wszystko,  aby  ją  umocnić;  korzystam  regularnie  z 
sakramentów,  mam  zarezerwowany  czas  (np.  15-30  min.)  na  modlitwę,  skupienie,  refleksję  nad 
upływającym dniem. Czy potrafię znaleźć chwilę czasu na lekturę duchową? Ile czasu w ciągu dnia marnuję 
na rzeczy mało ważne?
2.  Jakie  są  moje  talenty,  a  jakie  są  moje  wady?  Czy  pracuję  nad  sobą,  robiąc  konkretne  postanowienia  i 
konsekwentnie je wypełniam?
3.  Co  daje  większą  radość:  uleganie  pokusie  czy  zwyciężenie  jej,  doznanie  porażki  czy  odniesienie 
zwycięstwa?
4.  Czy  filmy,  które  oglądam  w  TV  i  kinie  pomagają  mi  stawać  się  lepszym?  Inspirują  mnie  do  dobra? 
Pokazują ideały, które chciałbym realizować w życiu? Karmią ducha?
5.  Jakie  są  motywy  producentów  filmowych?  Chodzi  im  o  moje  dobro  czy  raczej  o  własną  kieszeń?  Czy 
warto pozwolić im na kształtowanie mnie?

   W  młodym  wieku  pewne  rzeczy  mogą  wydawać  się  tak  ekscytujące,  że  człowiek  gotów  jest  na  bardzo 
wiele  aby  je  osiągnąć.  Jest  to  zrozumiałe.  Ale  trzeba  także  dokładnie  zbadać  wartości  i  konsekwencje 
podejmowania pewnych wyborów.
   Działanie  seksualne  angażuje  nie  tylko  ciało,  ale  całą  osobę.  Dlatego  wszelkie  wykroczenia  przeciw 
czystości  obyczajów  godzą  oprócz  sfery  cielesnej  również  w  sferę  emocjonalną,  wolitywną  i  duchową 
człowieka. 

Oto niektóre konsekwencje tych wykroczeń:

background image

— zamknięcie sobie dostępu do bogactwa wartości duchowych, utrata wiary,
— zarażenie się chorobą przenoszoną drogą płciową, co prowadzić może nawet do śmierci,
— lęk przed ciążą, ciąża i związany z nią pośpiesznie zawarty ślub,
— ukształtowanie w sobie hedonistycznego nastawienia do życia i egoistycznych zachowań, utrata poczucia 
uczciwości w kontaktach z płcią przeciwną, utrata poczucia odpowiedzialności za drugą osobę i siebie,
— zdegradowanie całej przebogatej rzeczywistości stosunków międzyosobowych, wspólnoty małżeńskiej i 
rodzinnej do doznań tylko zmysłowych,
— osłabienie woli, zrezygnowanie z pracy nad sobą, zaniedbanie nauki, porzucenie szlachetnych ideałów i 
ambicji,
—  poczucie  bycia  oszukanym  i  wykorzystanym,  ból  porzucenia,  obniżenie  poczucia  własnej  wartości  i 
godności, depresja, nieufność albo wrogość w stosunku do płci przeciwnej,
— uzależnienie się od bodźców seksualnych podobne do uzależnienia od alkoholu czy narkotyków.

A oto niektóre konsekwencje zachowania czystości przedmałżeńskiej:

— utwierdzenie na drodze do Boga, wprowadzanie w orbitę dóbr niewypowiedzianie wielkich: dóbr łaski i 
dóbr wiecznych,
— uzyskanie wolności do cieszenia się fizycznym zdrowiem,
— uzyskanie wolności do cieszenia się spokojem sumienia,
— uzyskanie wolności do skoncentrowania się na ważnych życiowych zadaniach i siłę do realizowania tych 
zadań,
— otwarcie drogi do rozwoju głębszych związków międzyosobowych i wyższej osobowości,
—  uczy  pokonywania  własnego  egocentryzmu,  uczy  samozaparcia,  ofiarności,  poświęcenia,  a  więc 
prawdziwej miłości, która jest podstawą małżeństwa i rodziny,
—  hartuje  wolę,  stwarza  człowieka  wolnego,  zdolnego  wybierać  między  dobrem  a  złem.  Daje  wolność 
kształtowania siebie,
— uczy radzenia sobie z zewnętrznymi trudnościami, a więc jest szkołą doskonałości,
— daje głęboką satysfakcję ze "zwycięstwa nad sobą" i poczucia "jestem wolny".

   Być  może  nie  całkiem  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  jesteś  obiektem  niezwykle  intensywnej, 
psychologicznie  wyszukanej  kampanii  zmierzającej  do  uwikłania  Cię  w  działania  prowadzące  do  zawsze 
negatywnych a często katastrofalnych dla Ciebie skutków. Młodzież 20, 50 czy 100 lat temu nie podlegała 
takiej presji, aby czynić złe życiowe wybory. Sytuacja, w której żyjemy nie ma odpowiednika w całej naszej 
historii.  Tę  kampanię  (często  nieświadomie)  prowadzą  środki  masowego  (a  więc  na  masową  skalę) 
przekazu,  różne  instytucje  w  kraju  i  za  granicą  dysponujące  ogromnymi  środkami  finansowymi,  różnego 
rodzaju "autorytety" z naukowymi tytułami, niektórzy politycy.
   Bezustannie wtłacza się w Twoją świadomość i podświadomość pewne sugestie: "że trzeba żyć na luzie", 
"że wolność możemy robić to na co ma się ochotę", "że przedmałżeński seks to rzecz normalna, byle mieć 
przy  sobie  prezerwatywę",  "że  wszyscy  to  robią",  "że  trzeba  być  nowoczesnym",  "że  onanizm  to  dobry 
sposób na zrelaksowanie się", "że dorośli a szczególnie rodzice nie mają ci nic do zaoferowania, podobnie 
Kościół",  itp.  itp.  Kampania  ta  zmierza  do  zniesienia  zasad  postępowania,  których  dobro  i  mądrość 
sprawdziło doświadczenie wieków. Niszcząc te zasady niszczy sie także człowieka.
   Na  Zachodzie  niektórzy  dawni  propagatorzy  "wolnej  miłości"  zaczynają  dostrzegać  skutki  swojej 
działalności i zmieniają ton. W miesięczniku "Life" czytamy: "Dzisiaj seks może więcej niż sparaliżować 
nastolatka  niepokojem,  może  go  zabić"(21).  "Glamour"  pisze:  "niektóre  choroby  przenoszone  drogą 
płciową:  AIDS,  hepretis-B,  syfilis  mogą  cię  zabić"  (22).  "Seventeen":  "Seks  stał  się  niebezpieczny  dla 
Twojego zdrowia. Może być zagrożeniem dla twojej płodności a nawet twojego życia".
   Skąd  ten  alarm?  Przed  rokiem  1960  znano  tylko  dwie  choroby  przenoszone  wyłącznie  przez  kontakt 
płciowy. Dzisiaj tych chorób jest około 30. AIDS nie jest wśród nich jedyną śmiertelną. W latach 1981-1989 
zmarło na AIDS 54 tys. Amerykanów, podczas gdy 80 tys. na inne choroby przenoszone drogą płciową (24). 

background image

70%  mężczyzn  i  80%  zarażonych  kobiet  nie  cierpi  na  żadne  widoczne  objawy  choroby  i  może  ona  ujść 
niezauważona przez lata. Chory może więc zarażać innych, nie będąc tego zupełnie świadomy.
  Trzeba było śmierci ponad 100 tys. osób i wielu set tysięcy poważnie chorych, żeby niektórzy przynajmniej 
propagatorzy "rewolucji seksualnej" zaczęli cokolwiek rozumieć. Inni wciąż trwają przy swoim.
Ile  tysięcy  młodych  Polaków  musi  umrzeć,  ile  tysięcy  zachorować,  żeby  nasi  rodzimi  "wyzwoleni" 
dziennikarze, artyści, naukowcy, politycy zaczęli cokolwiek rozumieć?