background image

DESMOND

 

MORRIS 

 

 

 

D

LACZEGO 

P

IES 

M

ERDA 

O

GONEM

 

O czym mówi nam zachowanie psa 

 

 

(P

RZEŁOŻYŁA 

K

RYSTYNA 

C

HMIEL

 

 

background image

W

STĘP

 

 

W dziejach ludzkości tylko dwa gatunki zwierząt mogły swobodnie poruszać się po naszych 

domach: koty i psy, z tym że dawniej nieraz zabierano zwierzęta gospodarskie dla bezpie-

czeństwa na noc pod dach, ale były zawsze trzymane w jakiejś zagrodzie lub na uwięzi. W 

czasach bardziej nam współczesnych trzymamy w domach inne zwierzęta, na przykład rybki 

w akwariach, ptaki w klatkach, gady w terrariach — jednak zawsze w zamknięciu, oddzielone 

od nas szkłem lub kratami. Tylko psom i kotom wolno biegać po pokojach — prawie wszę-

dzie, gdzie zechcą. Te bowiem zwierzęta cieszą się specjalnymi względami na mocy zawarte-

go dawno układu. 

Z przykrością trzeba stwierdzić, że przeważnie to my nie dotrzymujemy warunków tego ukła-

du. Nie da się ukryć, że koty i psy okazały się bardziej od nas lojalne i godne zaufania. Nawet 

te rzadkie sytuacje, kiedy atakują nas, drapiąc lub gryząc, bądź też kiedy od nas uciekają, są 

zwykle spowodowane ludzką głupotą lub okrucieństwem. Gdyż, o wstydzie, one dotrzymały 

tej wielowiekowej umowy! 

„Umowa" między człowiekiem a psem została zawarta około 10 000 lat temu. Gdyby sporzą-

dzono ją na piśmie, zawierałaby stwierdzenia, że w zamian za świadczenie nam pewnych 

usług zapewniamy psu pożywienie, wodę, dach nad głową, nasze towarzystwo i opiekę. Wa-

chlarz usług świadczonych przez psy jest natomiast dużo szerszy i bardziej różnorodny. Wy-

magamy od nich, aby pilnowały naszych domów, broniły nas w niebezpieczeństwie, pomaga-

ły w polowaniach, tępiły szkodniki i ciągnęły nasze sanki. Specjalnie wytresowane psy potra-

fią także przenosić w pyskach ptasie jaja bez uszkodzenia skorupek, wykrywają węchem tru-

fle lub narkotyki w bagażach pasażerów linii lotniczych, prowadzą niewidomych, ratują zasy-

panych w lawinach, tropią zbiegłych przestępców, uczestniczą w wyścigach, latają w kosmos 

i popisują się urodą na wystawach. 

Czasem jednak wierne psy dawały się ludziom wykorzystywać do barbarzyńskich celów. Gdy 

dzisiaj mówimy o „psach wojny", mamy na myśli najemników, którzy manifestując swoją 

męskość, specjalizują się w zabijaniu i torturowaniu. Nazwa ta jednak pochodzi od psów spe-

cjalnie tresowanych do atakowania pierwszej linii nieprzyjacielskiej armii. Mówi o nich 

Szekspir, wkładając w usta Marka Antoniusza zwrot: „Spuśćcie z łańcuchów brytany wojny". 

Już bowiem w czasach rzymskich Galowie używali do walki psów w obrożach najeżonych 

background image

ostrymi jak brzytwa nożami. Psy te, wypuszczane przeciwko rzymskiej konnicy, siały w jej 

szeregach popłoch, gdyż kaleczyły koniom nogi. 

Niestety, także obecnie mamy do czynienia z psami bojowymi. Wprawdzie walki psów są 

oficjalnie zakazane, ale dla potrzeb hazardu bądź zaspokojenia sadystycznych instynktów 

niektórych ludzi wciąż szczuje się na siebie specjalnie tresowane psy. To, że praktyki te zo-

stały „zepchnięte do podziemia", nie oznacza bynajmniej, że nie istnieją. 

Z kolei w niektórych państwach Wschodu psy są cenionym artykułem konsumpcyjnym. Nie 

była to nigdy główna forma ich użytkowania i stopniowo staje się coraz mniej popularna. 

Najbardziej upowszechniona była w Chinach. W języku chińskim wyraz „chów" oznaczał 

zarówno rasę „mięsnych psów", jak i potoczne określenie pożywienia w ogóle. Na szczęście i 

tam wiele psów nie trafiło do garnka, gdyż okazały się bardziej przydatne do innych celów. 

Niepożądanym skutkiem ubocznym dużej popularności tych zwierząt we wszystkich zbioro-

wościach ludzkich stał się wzrost liczby psów bezpańskich. W niektórych regionach wałęsa-

jące się stada tych zdziczałych, żywiących się padliną czworonogów wyrobiły złą reputację 

wszystkim przedstawicielom gatunku. Typowym tego przykładem są „psy pariasy" z Bliskie-

go Wschodu, które z przyjaciół człowieka stały się czymś wręcz przeciwnym. W niektórych 

religiach pies jest uważany za zwierzę „nieczyste". Sam wyraz „pies" wchodzi w skład wielu 

przekleństw i obelg, takich jak „psiakrew", „psiamać", „parszywy pies" czy „ścierwo soba-

cze". W niektórych grupach etnicznych, zwłaszcza w kręgu wyznawców islamu, już małym 

dzieciom wpaja się pogardę do psów, którą później trudno wykorzenić. 

W zachodnim kręgu kulturowym stało się inaczej. Dawne obowiązki psów straciły na znacze-

niu, natomiast pojawiły się nowe. Oczywiście, nadal wiele psów wykonuje niezmiernie od-

powiedzialne zadania, ale liczebną przewagę mają już psy „towarzysze człowieka". Zjawisko 

to idzie w parze z rozwojem wielkich miast i powstaniem nowego typu człowieka — „miesz-

czucha". W środowisku wielkomiejskim psy użytkowe mają niewielkie pole do popisu, ale 

człowieka i psa łączy już tak silna więź, że nikt nie bierze nawet pod uwagę możliwości wy-

eliminowania go z życia społeczności ludzkiej. Wskutek tego, od czasu rewolucji przemysło-

wej, pojawiło się wiele nowych psich ras. Ustanowiono wtedy wzorce rasowe i zaczęto urzą-

dzać wystawy. Rozwinął się cały „przemysł" towarzyszący wystawom psów rasowych. 

W tym samym czasie rodziło się coraz więcej kundli. Właściciele tych psów to ludzie, którzy 

chcą po prostu mieć wiernego przyjaciela, a w pogardzie mają szlachetne rasy. Zarzucają im, 

background image

że zostały sztucznie wytworzone, mają nienormalne proporcje, a rozmnażanie w bliskim po-

krewieństwie doprowadziło je do degeneracji. Posiadacze psów rasowych nie zgadzają się z 

tym, dowodząc, że tylko cenne, rodowodowe okazy zasługują na troskliwą opiekę odpowied-

nią do ich potrzeb. Ich zdaniem ludzie trzymający kundle przyczyniają się do mnożenia zgraj 

bezdomnych włóczęgów, zanieczyszczających miejsca publiczne i kalających dobre imię 

psiego rodu. Gdyby zaś wszystkie psy miały rodowody hodowlane, nie wzbudzałyby niechę-

ci, a z powodu swojej wartości byłyby bardzo cenione. 

W obu tych skrajnych poglądach tkwi ziarno prawdy. Praca hodowlana posunęła się tak dale-

ko, że doszło do swoistego „przerasowania" niektórych psów, a w jego efekcie — do stanów 

patologicznych. Tak wiec psy o krótkich nogach, a długim tułowiu są szczególnie podatne na 

wypadanie dysku. Spłaszczenie części twarzowej pociąga za sobą trudności w oddychaniu, a 

innym cechom typowym dla danych ras towarzyszą schorzenia oczu lub stawów biodrowych. 

Hodowcy tych ras w obawie przed utratą popularności ukrywają wady, nasilające się w kolej-

nych pokoleniach. Zjawisko jest tym bardziej niekorzystne, że postęp w pracy hodowlanej 

prowadzi do dalszego przerysowania cech uważanych za typowe. Jeszcze sto lat temu buldogi 

miały stosunkowo długie nogi, a jamniki dużo krótszy tułów. To tylko dwa przykłady ras, w 

których prowadzono selekcję na jedną cechę, aż rozwinęła się w stopniu utrudniającym życie 

jej nosicielom. Ale i te psy można by łatwo doprowadzić do pierwotnego wzorca, gdyby po-

zostały nadal psami użytkowymi. Nie straciłyby przy tym nic ze swojej urody, a zyskałyby na 

zdrowiu i wytrzymałości. Tym sposobem łatwo można by uporządkować sprawy psów raso-

wych. 

Z mieszańcami sprawa jest trudniejsza. Faktem jest, że wielu właścicieli opiekuje się nimi 

bardzo troskliwie, niemniej jednak często się zaniedbuje te zwierzęta z powodu ich znikomej 

wartości handlowej. Szczenięta sprzedaje się za grosze bądź rozdaje, a często też bywają po-

rzucane lub maltretowane. Tylko do jednego schroniska dla zwierząt Battersea w Londynie 

trafia co roku około dwudziestu tysięcy bezdomnych psów, z których siedemdziesiąt sześć 

procent to mieszańce. Wielu psom udało się znaleźć nowych właścicieli, ale jeszcze więcej 

trzeba było uśpić. Szacuje się,  że w samej tylko Wielkiej Brytanii codziennie uśmierca się 

dwa tysiące psów! Trudno znaleźć metodę bezpośredniego przeciwdziałania takim sytuacjom. 

Nadzieję można pokładać najwyżej w ogólnej zmianie stosunku do zwierząt. 

Wyjątkowo niewdzięcznym zadaniem, jakie pies musi pełnić, jest zaspokajanie ludzkiej po-

trzeby agresji i dociekliwości naukowców. Wiąże się to dla psa z cierpieniem. Ludzie uwiel-

background image

biają swoje złe humory wyładowywać zgodnie z hierarchią społeczną. Tak więc szef „usta-

wia" swoich podwładnych, ci z kolei wyżywają się na niższych rangą, tamci na jeszcze niż-

szych, od których niżej na drabinie społecznej znajdują się już tylko ich ufne psy. No, a bite-

mu czy kopanemu psu trudno zrozumieć, że odbija się na nim rykoszetem zgryźliwa uwaga 

wypowiedziana gdzieś w biurze. Czasem zaś „odreagowanie" na psach przykrości doznanych 

w miejscu pracy przybiera wręcz nieprzyzwoite rozmiary. Tylko brytyjskie Towarzystwo 

Opieki nad Zwierzętami rejestruje corocznie około czterdziestu tysięcy przypadków znęcania 

się nad psami. 

Niewiarygodnie wiele okrucieństw popełniono również w imię nauki. Usprawiedliwieniem 

zadawanych psom cierpień miał być postęp nauki. W rzeczywistości większość bolesnych 

doświadczeń przeprowadzonych na psach nie zwiększyła zbyt wydatnie ogólnej sumy ludz-

kiej wiedzy. Tego rodzaju doświadczenia miały pewne walory poznawcze w początkowym 

okresie rozwoju medycyny, fizjologii czy zoologii, ale obecnie ich przydatność jest znikoma. 

Zwierzęta o tak dużej wrażliwości nerwowej jak psy powinno się więc pozostawić w spokoju, 

tylko trudno przekonać o tym kogo trzeba. 

Właśnie wyżej wymienione przyczyny skłoniły mnie do napisania tej książki. Chciałem w 

niej udowodnić, jak dzięki prostej, bezpośredniej obserwacji lub nieszkodliwym eksperymen-

tom można zrozumieć te zwierzęta i docenić ich wyjątkowe zalety. Psy mają nam naprawdę 

wiele do zaoferowania! Towarzyszą nam zarówno w zabawie, jak i wtedy, gdy doskwiera 

nam samotność i jesteśmy pogrążeni w smutku. Dbają o nasze zdrowie, wyciągając nas na 

długie spacery. Uspokajają nas, kiedy jesteśmy rozdrażnieni czy pełni niepokoju i napięcia. I 

przy tym wszystkim nadal pełnią swoje tradycyjne obowiązki, spośród których dwa są naj-

ważniejsze: ostrzeganie nas przed wtargnięciem intruzów na nasz teren oraz obrona przed 

bezpośrednią napaścią. 

Ludzie, którzy nie lubią psów, sami nie wiedzą, co tracą. Tak samo zresztą jak ci, których psy 

po prostu nie interesują. Jasne jest, że tacy ludzie nie wezmą też do ręki tej książki, ale wsku-

tek tego nie dotrze do nich pewna ważna informacja. Stwierdzono, że posiadacze psów lub 

kotów żyją na ogół dłużej niż ci, którzy ich nie mają. I nie jest to chwyt propagandowy miło-

śników psów, lecz naukowo udowodniony fakt. Praktyka lekarska potwierdza, że towarzy-

stwo psa, kota lub innego puszystego stworzonka działa na człowieka uspokajająco i powodu-

je obniżenie ciśnienia krwi, co zmniejsza ryzyko zawału czy wylewu. Głaskanie psa, drapanie 

kota za uszami czy inne tego rodzaju pieszczoty z ulubionym zwierzątkiem koją stres i tłumią 

background image

w zarodku powszechne obecnie „choroby cywilizacyjne". Szczególnie w środowiskach miej-

skich daje się nam we znaki życie w nieustannym pośpiechu i napięciu. Napięcie to rozłado-

wać można najlepiej przez kontakt z przyjaźnie usposobionym psem lub kotem. Uświadamia 

to nam, że nawet w obłędnym kołowrocie naszej cywilizacji pozostało jeszcze trochę nieska-

żonej prostoty i bezpośredniości uczuć. 

Jednak nawet ci, którzy zdają sobie sprawę z dobrodziejstw, jakie niesie nam towarzystwo 

psa, często nie mają pojęcia o wielu właściwościach i zwyczajach tych zwierząt. Uważamy je 

za coś tak naturalnego, że szkoda nam czasu na zastanowienie się nad nimi. Nawet jeśli cza-

sem zaciekawi nas, na przykład, jak duża jest wrażliwość psiego węchu, czy pies rozróżnia 

kolory, w jaki sposób potrafi odnaleźć drogę do domu, dlaczego merda ogonem na przywita-

nie albo skąd się biorą jego dziwne zachowania płciowe — przechodzimy zwykle nad tym do 

porządku. Gdybyśmy próbowali poszukać odpowiedzi na te pytania w popularnych poradni-

kach dla hodowców psów, przekonalibyśmy się, że prześlizgują się one po najbardziej pod-

stawowych problemach, natomiast szczegółowo omawiają żywienie, pielęgnację psów, opie-

kę zdrowotną i charakteryzują liczne psie rasy. Oczywiście, są to bardzo potrzebne informa-

cje, ale chcielibyśmy także dowiedzieć się, dlaczego na przykład jedne psy wyją częściej niż 

inne, dlaczego w ogóle psy szczekają i zachowują się tak, a nie inaczej. Zdecydowałem się 

więc dostarczyć odpowiedzi na te podstawowe pytania w formie krótkich i prostych wyja-

śnień. Sądzę, że tak zredagowana książka będzie pomocą w rozwiązywaniu większości pro-

blemów pojawiających się w układzie człowiek — pies. Mam nadzieję, że jej lektura spowo-

duje wzrost naszej sympatii dla tego końcowego ogniwa ewolucji rodziny psowatych, które 

zawsze tak radośnie wita nas u progu naszego domu. 

background image

Gatunek „pies domowy 

 

Czym szczególnym charakteryzuje się pies, że właśnie jego spośród czterech tysięcy dwustu 

trzydziestu sześciu gatunków innych ssaków człowiek wybrał sobie na towarzysza? Odpo-

wiedź na to pytanie dla wielu może zabrzmieć szokująco, gdyż „najlepszy przyjaciel człowie-

ka" w istocie jest przebranym w psi kostium wilkiem. I te właśnie charakterystyczne cechy 

psychiczne wilka pozwalają zrozumieć specyficzną więź człowieka z psem. 

Na pewno niektórym z nas trudno będzie przyjąć do wiadomości, że wszystkie nasze psy, od 

zabiedzonych bezdomnych kundli do wypielęgnowanych rodowodowych czempionów, od 

miniaturowych piesków chihuahua do potężnych dogów nie są niczym innym, jak tylko udo-

mowionymi wilkami. Ciężko nam się z tym pogodzić, gdyż słowo „wilk" źle się nam kojarzy 

— wychowaliśmy się przecież na bajkach, których negatywnym bohaterem był dziki, groźny 

wilk. W pamięci utrwalił nam się wilk, który połknął Czerwonego Kapturka, przerażające 

wilkołaki czy też „wilk okropnie zły" z piosenki o trzech świnkach. Nie ma się, więc co dzi-

wić, że trudno uwierzyć nam, jakoby mały, milutki piesek, siedzący na dywanie i wpatrzony 

w nas rozkochanymi oczami, był tak bliskim krewnym owego ludożercy z kniei. Musimy 

jednak przyjąć tę nieprzyjemną prawdę do wiadomości, gdyż tylko wtedy będziemy w stanie 

zrozumieć przyczyny wielu zachowań psa, a także dlaczego właśnie pies, a nie na przykład 

małpa, niedźwiedź czy szop, został najlepszym przyjacielem człowieka. 

Tu moglibyśmy zapytać, jak to możliwe. Te wszystkie rasy psów, różniące się tak znacznie 

budową, wzrostem i umaszczeniem, nie mogą przecież należeć do jednego gatunku! A jednak 

należą. W obrębie gatunku „pies domowy" istnieje znaczne zróżnicowanie, jest ono jednak 

tylko powierzchowne. Wszystkie rasy psów mogą się ze sobą łączyć i dawać płodne potom-

stwo. Różnice genetyczne osiągnięte w pracy hodowlanej są zbyt małe, aby doprowadzić do 

biologicznej izolacji którejkolwiek rasy. Oczywiście ratlerek płci męskiej, choćby najbardziej 

pobudzony zapachem suki doga w okresie cieczki, ma niewielkie możliwości działania. Jeśli 

jednak nasieniem tego ratlerka sztucznie zapłodnimy sukę doga, urodzi ona szczenięta. Jak 

dotąd nic nie wiadomo o rasach psów tak dalece niedopasowanych do siebie genetycznie, że 

niemożliwe byłoby ich skrzyżowanie. Tak samo nie ma żadnych trudności w kojarzeniu udo-

mowionych psów z dzikimi wilkami. Takie krzyżówki również dają płodne potomstwo. 

Toteż, mimo że pozory wskazywałyby na coś przeciwnego, psy wszystkich ras należą do tego 

background image

samego gatunku. Bernardyn ważący około stu dwudziestu kilogramów jest trzystukrotnie 

cięższy od miniaturowego yorkshire teriera, a dog mierzący w kłębie około metra jest od tego 

małego pieska ponad dziesięć razy wyższy — niemniej jednak wszystkie one są bliskimi 

krewnymi. Nawet najmniejsze z nich wiedzą doskonale, że w swym małym ciałku mają wil-

czą duszę. Każdy, kto kiedykolwiek miał małego pieska, pamięta, że potrafi on tak samo jak 

duży głośno szczekać na listonosza lub nawet groźnie warczeć, jeśli uzna, że intruz wtargnął 

na jego terytorium. Inna sprawa, że czasem jest to piskliwy jazgot... 

Kiedy na spacerze w parku mały piesek spotka psa należącego do którejś z dużych ras, za-

chowuje się tak samo jak on. Oba są przecież osobnikami dorosłymi, czemu więc miałyby się 

trzymać od siebie z daleka? Duży pies jest natomiast taką sytuacją mocno zdezorientowany, a 

jeśli atakuje go równocześnie większa liczba małych piesków — może nawet z godnością się 

wycofać. Właściciel psa może być tym zgorszony, mylnie sądząc,  że jego pupil okazał się 

tchórzem. Nic podobnego! Wielki pies nie boi się małego napastnika, lecz ma zakodowane, 

że tego wzrostu są szczenięta, a każdy normalny, zdrowy pies instynktownie wyhamowuje 

agresję w stosunku do szczeniąt. Tu jednak sytuacja jest nietypowa, gdyż małe osobniki za-

chowują się wcale nie po szczenięcemu, toteż zakłopotany pies woli na wszelki wypadek za-

stosować unik. 

Jeśli więc sześć milionów psów żyjących w Wielkiej Brytanii, czterdzieści milionów psów w 

Stanach Zjednoczonych i równie wielkie ich liczby w innych częściach świata należą do tego 

samego gatunku, jak mogło dojść do wytworzenia się tak wielkich różnic między nimi? Od-

powiedź jest prosta. Pies został tak dawno udomowiony, że było dużo czasu na prowadzenie 

pracy hodowlanej w różnych kierunkach. Z hodowli eliminowano zazwyczaj osobniki trudne 

do prowadzenia, zbyt nerwowe lub agresywne. Wskutek takiej selekcji zachowanie psów na-

brało cech szczenięcych: stały się bardziej chętne do zabawy, łagodne i uległe. Dalsze zmiany 

zależały już od planowanego sposobu ich wykorzystywania. U tych, które miały być używane 

do szybkiego pościgu za zwierzyną, w drodze selekcji wykształciły się dłuższe nogi i smukła 

sylwetka. Psy przeznaczone do polowań pod ziemią musiały mieć nogi krótsze. Od piesków 

pokojowych wymagano, aby były na tyle małe i lekkie, by móc je z łatwością brać na ręce. 

Przy tym selekcja na karłowaty wzrost jest stosunkowo łatwa do przeprowadzenia. Po prostu 

z każdego miotu do dalszej hodowli przeznacza się osobniki najmniejsze, przekazujące tę 

cechę potomstwu. Po kilku pokoleniach następuje już zauważalne zmniejszenie wymiarów. 

Kilkaset „czystych" ras wyodrębniono stosunkowo niedawno na skutek współzawodnictwa na 

background image

wystawach psów. Dla każdej ż nich opracowano szczegółowe wzorce. Oficjalnie wyróżnia się 

sześć grup psów rasowych: psy myśliwskie, tropiące, pasterskie, obrończe i do stróżowania, 

teriery oraz psy ozdobne i pokojowe. 

Do grupy psów myśliwskich zalicza się m. in. pointery, setery i retrievery, pomagające my-

śliwemu w wykrywaniu, płoszeniu i aportowaniu zwierzyny. Z kolei psy tropiące towarzyszą 

myśliwym poruszającym się pieszo lub konno śladem zwierzyny. Spośród nich psy gończe 

poruszają się szybciej i mogą towarzyszyć jeźdźcom, natomiast bassety, u których w drodze 

selekcji wykształciły się krótkie nogi, są odpowiedniejsze do tropienia zwierzyny przez my-

śliwych pieszych. Posokowce posługują się w swojej pracy zmysłem węchu, charty — raczej 

wzrokiem. 

Grupa psów pasterskich, obrończych i do stróżowania obejmuje także rasy o specyficznej 

użytkowości, jak na przykład psy zaprzęgowe husky. Teriery służą do polowań na lisy i bor-

suki oraz do tępienia gryzoni; zwykle mają krótkie nogi, by móc ścigać zwierzynę w norach. 

Cechują się też niezależnym charakterem, gdyż zwykle pracują samodzielnie, bez przewodni-

ka. 

Psy ozdobne i pokojowe to rasy, które charakteryzują się znacznie mniejszymi wymiarami, 

czego dokonano w drodze selekcji. Niektóre z tych ras, jak pekińczyki i maltańczyki, mają już 

długą historię. Przez wieki pieski te były cenionymi pieszczochami ludzi bogatych i wpływo-

wych. Wyspecjalizowały się w tej funkcji i tylko w tym celu były hodowane. Pozostałe rasy 

tych psów nie mogą się natomiast pochwalić równie arystokratyczną przeszłością. Trzymane 

teraz już tylko, jako psy do towarzystwa, jeszcze nie tak dawno wykonywały konkretne zada-

nia. Tak więc dalmatyńczyk pierwotnie miał być eleganckim psem biegnącym obok powozu, 

w którym jechał jego pan. Buldog był zaprawiany do agresji w pokazach szczucia byków, a 

Ihasa apso to rasa psów specjalnie wyhodowanych w Tybecie do pilnowania pałacu dalaj-

lamy. Psy tych ras hodowane są do dziś, lecz ich dawne obowiązki przeszły już do historii. 

Dla tej wąskiej grupy psich arystokratów tło stanowią całe rzesze mieszańców, psów bezpań-

skich lub wręcz dzikich. Niektóre źródła szacują ich liczbę na około 150 milionów. Wśród 

nich są takie, które już dawno wróciły do trybu życia, jakie pędzili ich dzicy przodkowie. Są 

to na przykład australijskie psy dingo lub „śpiewające psy" z Nowej Gwinei. Inną grupę sta-

nowią psy, które zostały opuszczone lub zdziczały dopiero niedawno, lecz przystosowały się 

już do życia na swobodzie, łącząc się w stada, przeważnie bytujące w pobliżu społeczności 

ludzkich i żywiące się odpadkami. Te grupy psów zaadaptowały się do życia na swobodzie, 

background image

mimo że były wcześniej zwierzętami udomowionymi. Krzyżując się ze sobą w obrębie swo-

ich stad tworzą odrębną populację. Trzecią kategorię stanowią psy porzucone przez ludzi, 

którym trudno przeżyć bez opieki człowieka i włączyć się do niezależnej psiej społeczności. 

Ostatnią grupą, którą można tu wydzielić, są mieszańce, których właściciele kochają je i dbają 

o nie, przeciwstawiając „rasowym pieszczoszkom" niewątpliwe zalety swoich psów. Mie-

szańce, według ich miłośników, są bardziej zbliżone do swego dzikiego przodka, dzięki cze-

mu dłużej  żyją, są bardziej odporne na choroby, rzadziej występują u nich wady fizyczne i 

takie patologie charakteru jak zbytnia nerwowość czy agresywność. Właściciele mieszańców 

wskazują na ich żywotność i zdolności przystosowawcze, będące efektem heterozji. Pasja, z 

jaką ci ludzie stają w obronie swoich psów, jest godna podziwu, lecz niezbyt sprawiedliwa w 

stosunku do psów rasowych. Przecież i one, bez względu na umaszczenie, wielkość i budowę, 

są równie bliskie dzikiemu przodkowi — mają „wilka za skórą" i całe nasze szczęście, że tak 

jest. Dlaczego — o tym za chwilę. 

Na temat pochodzenia psa domowego wysunięto już trzy teorie. Pierwsza z nich zakłada ist-

nienie „brakującego ogniwa". Miał nim być jakiś gatunek psa dzikiego, przypominający 

współczesnego dingo, który dał początek psom udomowionym, lecz w stanie dzikim został 

wytępiony przez ludzi pierwotnych. Z zootechnicznego punktu widzenia jest to wersja praw-

dopodobna, gdyż bywały już przypadki, że gdy jakiś gatunek zyskiwał swoje ulepszone, 

udomowione wydanie — hodowcy podejmowali wysiłki w kierunku eliminacji jego dzikich, 

„nie ulepszonych" krewnych, aby nie dopuścić do „skażenia" nowej rasy. Powszechnie było 

też wiadomo, że uprzednio udomowione psy, w miarę jak dziczały i kojarzyły się ze sobą w 

obrębie własnych stad, pod każdą szerokością geograficzną upodabniały się do siebie. Zarów-

no australijskie dingo, jak i „śpiewające psy" z Nowej Gwinei, azjatyckie psy pariasy czy psy 

towarzyszące Indianom obu Ameryk — reprezentują zbliżony pokrój i typ budowy. Na tej 

podstawie można by wyobrazić sobie, jak mógł wyglądać ich dziki, obecnie wymarły przo-

dek. Niemniej jednak teoria „brakującego ogniwa" nie została zaakceptowana. 

Druga teoria wywodzi różne rasy psów od dwóch różnych dzikich przodków — wilka i sza-

kala. Wyznawcą i popularyzatorem tego poglądu był Konrad Lorenz, czego wyrazem stała się 

książka „Tak człowiek trafił na psa”. Późniejsze badania podważyły jednak teorię „podwój-

nego pochodzenia" psa jako niedostatecznie udokumentowaną. Szczególnie obserwacje sza-

kali dowiodły,  że różnią się one pod wielu względami zarówno od psów, jak i od wilków. 

Równoległe badania prowadzone na wilkach wykazały natomiast, że prawie pod każdym 

względem są one bardzo zbliżone do psów. 

background image

Ostatnio jednak przyjęto teorię, że wszystkie współczesne rasy w obrębie gatunku „pies do-

mowy" zostały wyprowadzone mniej więcej osiem — dwanaście tysięcy lat temu od jednego 

przodka, którym był wilk. Potwierdzają to wyniki szczegółowych badań anatomicznych i za-

chowań obu gatunków, przeprowadzonych w ostatnich dziesięcioleciach. W takim razie — 

nasuwa się pytanie — dlaczego zdziczałe psy po kilku pokoleniach nie upodabniają się po-

nownie do wilków? Aby na nie odpowiedzieć, trzeba najpierw sprecyzować, jaki rodzaj wilka 

brał udział w ewolucji psa. Wilki, które oglądamy obecnie na filmach lub w ogrodach zoolo-

gicznych, pochodzą przeważnie z północnej strefy klimatycznej — tajgi syberyjskiej, skandy-

nawskiej. Są to zwierzęta duże, o bardzo gęstym futrze. W południowej strefie ich występo-

wania wykształciła się natomiast inna forma — mniejszy, o lżejszej budowie i delikatniej-

szym owłosieniu wilk azjatycki. Jest on bardziej zbliżony wyglądem do współczesnych dzi-

kich psów i prawdopodobnie od niego pochodzi pies domowy. 

Obserwacja życia wilczych watah na swobodzie dostarczyła nam wielu wiadomości na temat 

prawdziwej natury tego rzekomego „zbója i łupieżcy". Okazało się, że jest to zwierzę żyjące 

we wzorowo zorganizowanej społeczności, w obrębie której istnieje ścisła hierarchia stadna, 

cały system naturalnych hamulców niepożądanych zachowań oraz wzajemna pomoc człon-

ków stada. Zdrową rywalizację poszczególnych osobników równoważy ich zdolność do 

współpracy w różnych dziedzinach — na przykład w trakcie polowania, obrony przed ata-

kiem bądź w sezonie godowym. Szczenięta są karmione nie tylko przez swoich rodziców, a w 

obrębie watahy rzadko dochodzi do konfliktów między jej członkami. 

Stadny tryb życia wilków jest bardzo zbliżony do organizacji pierwotnych społeczności ludz-

kich. Dlatego też już od początku powstała między tymi gatunkami silna więź. Zarówno wil-

ki, jak i ludzie pierwotni żyli w gromadach zajmujących ściśle wyznaczone terytoria. Zakła-

dali swoje siedliska w centralnych rejonach tych terytoriów, organizując stamtąd wypady w 

celu zdobycia pożywienia. Wilcze i ludzkie gromady potrafiły urządzać zbiorowe polowania 

na grubą zwierzynę, znały taktykę okrążania i zasadzek i wykorzystywały przy tym swój 

spryt. W obu społecznościach istniał podział pracy między męskich i żeńskich członków 

gromady, a także zorganizowany system opieki nad młodzieżą. Zarówno ludzie, jak i wilki 

posługiwali się kodem sygnałów mimicznych i gestów w celu uzewnętrznienia swoich nastro-

jów. 

Społeczności o tak zbliżonym trybie życia na początku konkurowały ze sobą. Bezradne, osie-

rocone szczenięta wilcze były prawdopodobnie zabierane do osad ludzkich jako potencjalna 

background image

rezerwa delikatnego mięsa, ale przejściowo służyły także za zabawkę dzieciom. Wśród ludzi 

przechodziły więc swoisty etap „socjalizacji" i wzrastały w przekonaniu, że nie są członkami 

społeczności wilczej, lecz ludzkiej. Toteż zaczynały brać udział w pilnowaniu obozu, podno-

sząc alarm, gdy ich czujne uszka złowiły jakiś podejrzany szmer. Pomagały także ludziom w 

polowaniach, bo potrafiły zwietrzyć zwierzynę, zanim dostrzegli ją ich nowi „towarzysze 

sfory". Ludzie, jako istoty inteligentne, szybko docenili ich przydatność i zamiast przeznaczać 

złapane szczeniaki do konsumpcji, pozwalali im żyć w swoich siedliskach, a z czasem tam się 

rozmnażać. Oczywiście, osobniki zbyt agresywne czy nieufne, nie nadające się do współpracy 

z człowiekiem, szybko likwidowano. Stosując taką selekcję, wyhodowano całą populację 

osobników żyjących z człowiekiem w symbiozie. 

Mijały wieki, ale pierwotny, „wilkowaty" pies początkowo nie zmieniał swojego wyglądu. Co 

najwyżej pojawiały się sporadycznie mutacje barwy, na przykład umaszczenie czarne, białe, 

nakrapiane czy łaciate, które były mile widziane, gdyż ułatwiały rozróżnianie poszczególnych 

osobników. 

W czasach przedhistorycznych nie było natomiast potrzeby różnicowania tego gatunku. 

Dopiero wraz z rozwojem rolnictwa pojawiły się możliwości specjalizacji psów. Powstało 

zapotrzebowanie na psy stróżujące, gdyż coraz większego znaczenia nabierała ochrona mie-

nia. Inne psy były potrzebne do polowania, a jeszcze inne — do pomocy przy wypasaniu stad. 

Tak powstały pierwsze „rasy", ale do setek psich ras znanych obecnie było jeszcze bardzo 

daleko. Dopiero w ciągu kilku ostatnich wieków nastąpiło znaczne przyspieszenie w doborze 

i selekcji hodowlanej, ale jeszcze w średniowieczu na terenie Europy było najwyżej około 

dwunastu typów psów użytkowych, każdy o konkretnym przeznaczeniu. 

Burzliwy rozwój ras nastąpił dopiero w epoce rewolucji przemysłowej. Liczba psów przekro-

czyła już wtedy zapotrzebowanie na nie, a używanie ich do walk i szczucia innych zwierząt 

zostało zakazane. Nadmiar psów trzeba było więc jakoś „zagospodarować". Zaczęło się od 

urządzania, początkowo w osiemnastowiecznych gospodach, konkursów na „najpiękniejszego 

psa". W dziewiętnastym wieku na tej bazie rozwinęła się organizacja wystaw i ustalono 

szczegółowe wzorce rasowe. Brała w tym udział rodzina królewska, toteż hodowla psów ra-

sowych i ich rywalizacja na wystawach stały się wielką pasją wielu ludzi. 

W miarę postępującej urbanizacji człowiek, wyrwany ze swego dawnego, wiejskiego środo-

wiska, potrzebował czegoś, co by je mu przypominało. Tym czymś stał się „pies towarzysz". 

background image

Ludziom uwikłanym w obłędny kołowrót  życia miejskiego spacer z psem po parku dawał 

namiastkę kontaktu ze środowiskiem naturalnym. W sztucznym świecie asfaltu i betonu po-

trzeba takiego kontaktu jest silna i psy przeszły długą drogę ewolucji po to, by umieć tę po-

trzebę zaspokoić. To jest właśnie obecnie ich główna rola. 

background image

Dlaczego pies szczeka 

 

Zajadle szczekający pies wydaje się nam groźny. Nic bardziej błędnego! Owszem, robi dużo 

hałasu, ale wcale nie szczeka „na nas". W języku psów szczekanie oznacza sygnał alarmowy, 

adresowany do innych członków stada, także jeśli jest to „stado" ludzkie. 

Szczekanie oznacza: „Uwaga! Coś się dzieje!" W warunkach życia na swobodzie sygnał ten 

daje szczeniętom hasło do ukrycia się, a osobnikom dorosłym — do wzmożonej czujności. U 

ludzi podobną rolę pełniło bicie w dzwony, uderzenia w gong czy trąbienie na alarm, że „ktoś 

obcy zbliża się do bram twierdzy". Taki sygnał nie precyzował, czy zbliża się przyjaciel czy 

wróg, ale pozwalał przedsięwziąć niezbędne  środki ostrożności. Tak samo pies głośnym 

szczekaniem anonsuje zarówno powrót swego pana, jak też wtargnięcie złodzieja. Dopiero po 

zidentyfikowaniu przybysza następuje albo radosne przywitanie, albo frontalny atak. 

Zdecydowany na atak pies zachowuje się cicho. Pies agresywny bez cienia strachu rzuca się z 

zębami na przeciwnika. Najwyraźniej to widać na pokazach sprawności psów policyjnych. 

Kiedy pozorant, ubrany w strój ze specjalnie wzmocnionym rękawem, udaje, że ucieka — 

pies na sygnał przewodnika bez namysłu rzuca się do ataku. Nie szczeka ani nie warczy, lecz 

skacze na pozoranta i mocno wpija się  zębami w jego chronione wzmocnionym rękawem 

ramię. 

Ucieczka też odbywa się w ciszy. Pies, który chce uciec, po prostu stara się maksymalnie od-

dalić od przeciwnika i nie wydaje przy tym żadnych dźwięków. Sygnały głosowe uzewnętrz-

niają zwykle stan frustracji bądź konfliktu. A to, że psim bójkom towarzyszy zwykle dużo 

hałasu, świadczy o tym, że nawet bardzo agresywny pies „w środku" również trochę się boi. 

Warczenie, wraz z naciągnięciem warg ukazującym kły, jest charakterystyczne dla psa, u któ-

rego instynkt agresji przeważa nad strachem. Leciutkie „podbarwienie strachem" powoduje, 

że pojawia się zamiast cichego, zdecydowanego ataku. Niemniej jednak oznacza ono, że z 

tym psem nie ma żartów! U warczącego psa chęć ataku zdecydowanie przeważa nad chęcią 

ucieczki, i to właśnie takie psy spędzają listonoszom sen z powiek. 

Jeżeli uczucie strachu jest u psa nieco silniejsze, jego warczenie staje się słabsze i cichsze i 

nie towarzyszy mu szczerzenie kłów. Mimo to taki pies jest nadal w każdej chwili gotów do 

ataku, gdyż poziom agresji jest u niego bardzo wysoki. 

background image

Im mniej pies jest pewny siebie, tym bardziej uczucie strachu zaczyna się równoważyć z 

uczuciem agresji. Poznać to można po tym, że warczenie zaczyna przeplatać się ze szczeka-

niem. Ściszone warczenie przechodzi nagle w głośne ujadanie. Pies na przemian to warczy, to 

szczeka. W przekładzie na ludzki język oznacza to: „Ach, pogryzłbym cię porządnie (warcze-

nie), ale na wszelki wypadek wolę zawołać na pomoc kolegów (szczekanie)". 

Kiedy strach zaczyna brać górę nad agresją, zanika warczenie i słychać już tylko głośne 

szczekanie. Może ono trwać dopóty, dopóki nie ustanie wywołująca je przyczyna (na przy-

kład intruz się wycofa) lub dopóki członek „ludzkiego stada" nie przyjdzie sprawdzić, co się 

dzieje. 

Szczekanie psa domowego jest charakterystycznym, głośnym dźwiękiem „hau-hau-

hau...hau...hau-hau-hau...", przypominającym serie z broni maszynowej. Cechy tej pies nie 

odziedziczył po swoich dzikich przodkach, lecz powstała ona w wyniku trwającej około dzie-

sięciu tysięcy lat selekcji hodowlanej. Wilki też potrafią szczekać, ale nie robią przy tym aż 

takiego hałasu. To „poszczekiwanie" łatwo można wyróżnić spośród innych dźwięków wy-

dawanych przez wilczą watahę, ale jest ono zwykle ciche, monosylabowe i występuje stosun-

kowo rzadko. Przypomina dźwięk „wuff", czasem bywa powtarzane, lecz nigdy w tak długich 

i głośnych seriach jak u psa domowego. 

Ciekawe zjawisko zaobserwowano u wilków przetrzymywanych w pobliżu udomowionych 

psów. Po jakimś czasie zaczynały one szczekać jak psy. Widocznie przejście między tymi 

dwoma rodzajami dźwięków jest płynne. Można przypuszczać,  że w początkowym okresie 

udomowienia psów ich pierwotni właściciele dokonywali już selekcji na tę cechę. Po prostu 

spośród „poszczekujących" po wilczemu szczeniąt wybierali do dalszej hodowli te osobniki, 

które potrafiły głośno i wytrwale „dawać głos", aby mogły dobrze pełnić rolę „alarmu antyw-

łamaniowego". Do naszych czasów prawie wszystkie rasy posiadły tę umiejętność, choć nie-

które w większym stopniu, a inne w niniejszym. Wyjątek stanowią tu psy afrykańskiej rasy 

basenji, które nie szczekają w ogóle. Wyhodowano je jako psy myśliwskie, którym szczeka-

nie nie było potrzebne. Nie używano ich natomiast nigdy do stróżowania. 

Przytoczone tu przykłady dowodzą trafności przysłowia,  że „pies, który dużo szczeka, nie 

gryzie". Szczekanie oznacza bowiem, że psu brakuje odwagi, by zaatakować. Pies, który jest 

odważny, po prostu gryzie. Nie zawraca sobie głowy szczekaniem, bo nie potrzebuje wzywać 

nikogo na pomoc. 

background image

Dlaczego psy wyją 

 

W porównaniu z wilkami psy szczekają więcej, natomiast mniej wyją. Powodują to różnice w 

trybie życia dzikich wilków i udomowionych psów. Wycie oznacza bowiem hasło do zbiórki i 

mobilizację watahy do działania. Wilki wyją zazwyczaj wczesnym wieczorem, kiedy wyru-

szają na łowy, i nad ranem, kiedy zbierają się w dalszą drogę. Psy domowe, którym właścicie-

le dostarczają pożywienia, pędzą natomiast żywot wiecznych szczeniaków i nie mają potrze-

by „zwierania szeregów". W życiu psa występuje sytuacja „oderwania od stada", gdy zostanie 

on zamknięty gdzieś w odosobnieniu. Wtedy „śpiewa pieśń samotności", którą można by od-

dać następującymi słowami: „Jestem tu... a gdzie wy jesteście?... chodźcie do mnie!" W stanie 

dzikim takie wycie automatycznie mobilizuje innych członków stada do przyłączenia się i 

chóralnego „śpiewu". Człowiek, który nie odpowiada na to „wezwanie", zdaniem psa zanie-

dbuje swoje obowiązki. 

W wyjątkowych wypadkach pies płci męskiej, który w normalnych warunkach nigdy by nie 

wył, wydaje rozpaczliwe jęki, kiedy nie może się dostać do atrakcyjnej suki w okresie cieczki. 

Nie oznacza to, że wycie u psów jest elementem gry miłosnej; jest to po prostu wezwanie: 

„chodź do mnie!" 

Ten magnetyczny wpływ wycia jednych wilków na inne wykorzystują nieraz chłopi do chwy-

tania młodych wilczków. Wystarczy schować się w krzakach i naśladować wilcze wycie, aby 

ledwo trzymające się na nogach szczeniaki zgrupowały się wokół wyjącego. Starsze wilki nie 

dają się już nabrać na ten chwyt, ponieważ potrafią odróżniać indywidualną nutę identyfiku-

jącą wyjącego. Także chłopi, którzy często słyszą wycie wilków, potrafią rozróżnić  głosy 

poszczególnych osobników. Podstawowa informacja przekazywana przez wycie brzmi: „To 

ja, chodź do mnie!" Znawcy wilków utrzymują natomiast, że każde wycie zawiera też wia-

domość o aktualnym nastroju wyjącego. 

Wilki częściej wyją na granicach terytorium należącego do danej watahy. Może to oznaczać, 

że w wyciu przejawia się także instynkt terytorialny i stanowi ono informację dla innych stad, 

że ten teren jest już zajęty. Ciekawe, że wilki samotniki, wypędzone kiedyś ze stada, nie przy-

łączają się do grupowego wycia, czasem natomiast wyją same, kiedy ich dawna wataha mil-

czy. Nie próbują nigdy powrócić do swojej watahy, ale jeśli na ich wycie odpowiedzą inne 

podobne „wyrzutki", często łączą się z nimi w nowe stado i zajmują nowe terytorium. 

background image

W świetle tych faktów jasne jest, dlaczego psy domowe są mniej skłonne do wycia niż ich 

dzicy krewni. Po prostu nie mają powodów. Tam, gdzie psy są trzymane w grupie, na przy-

kład w dużych psiarniach, mają namiastkę życia w stadzie i wtedy wycie może wystąpić. Mo-

że także wyć pies zamknięty sam w domu, kiedy nie może dostać się do suki, którą czuje, lub 

nagle opuszczony i porzucony. Dorosły pies, mający troskliwych opiekunów, nie ma nato-

miast powodów do wydawania tego najbardziej przerażającego spośród wszystkich psich od-

głosów. 

Istnieje jeden, zresztą zabawny, wyjątek od tej reguły. W czasach, kiedy nie było jeszcze te-

lewizji, bardziej muzykalne rodziny lubiły urozmaicać sobie wieczory chóralnym śpiewem. 

Ich psy brały go za sygnał mobilizacji watahy do wspólnego wysiłku. Toteż entuzjastycznie 

podejmowały ten „sygnał", odrzucając głowy w tył i wyjąc. Potem musiały się chyba czuć 

trochę dziwnie, widząc, że ich „ludzkie stado" wcale nie jest tym zachwycone. 

background image

Dlaczego pies merda ogonem 

 

Zarówno fachowcy, jak i laicy twierdzą zgodnie, że merdanie ogonem oznacza u psa przyjaz-

ne zamiary. Tymczasem jest to pogląd tak samo błędny jak ten, że analogiczne zachowanie 

kota świadczy o jego złym humorze. Prawda jest taka, że zwierzę wykonujące ten ruch jest w 

wewnętrznym konflikcie. Taka jest też przyczyna wykonywania wahadłowych ruchów u 

wszystkich zwierząt. 

Stan konfliktu wewnętrznego oznacza, że zwierzę jest targane przez dwa sprzeczne uczucia. 

Równocześnie chciałoby iść naprzód i zawrócić bądź skręcić zarazem w prawo i w lewo. Po-

nieważ są to dążenia wykluczające się nawzajem, zwierzę nie rusza się z miejsca, ale pozosta-

je w napięciu. Całe ciało lub tylko jego część zaczyna wykonywać ruch zgodnie z podjętym 

pierwotnie zamiarem, a potem zatrzymuje się i próbuje się ruszyć w przeciwnym kierunku. W 

wyniku tego powstaje u różnych zwierząt cała gama zewnętrznych sygnałów. Należą do nich: 

kręcenie lub kiwanie głową, przestępowanie z nogi na nogę, poruszanie ramionami, skłony 

tułowia, smaganie się ogonem po bokach lub — u psów i kotów — wszystkim znane macha-

nie ogonem. 

Co się dzieje w duszy psa, który merda ogonem? Zasadniczo chciałby on równocześnie uciec 

i zostać na miejscu. Chęć ucieczki, rzecz jasna, powodowana jest strachem. Powodów, dla 

których pies chce pozostać na miejscu, może być natomiast wiele. Mogą nimi być: głód, 

uczucie sympatii bądź — przeciwnie — niechęci i jeszcze wiele innych. Dlatego trudno jed-

noznacznie interpretować merdanie, gdyż w zależności od warunków za każdym razem może 

ono oznaczać co innego. Oto kilka przykładów. 

Bardzo młode szczenięta nie merdają ogonkami. Odruch ten zaobserwowano już u szczeniąt 

w wieku siedemnastu dni, lecz był to przypadek odosobniony. W wieku trzydziestu dni robi 

to około pięćdziesięciu procent szczeniąt, a reszta nabiera tej umiejętności do czterdziestego 

dziewiątego dnia życia (są to oczywiście wartości średnie, gdyż mogą tu wystąpić różnice). 

Szczeniaki zaczynają merdać ogonkami w czasie ssania matki, kiedy leżą obok siebie wzdłuż 

jej brzucha, a jej sutki zaczynają wydzielać mleko. Zwykle tłumaczy się to tym, że tak mani-

festują swoją radość, że piją mleko. Ale jeśli tak jest, to dlaczego nie zaczęły merdać wcze-

śniej, w wieku, na przykład, dwóch tygodni? Wtedy jeszcze bardziej potrzebowały mleka, a 

background image

ogonki miały równie dobrze wykształcone. Przyczyna musi więc leżeć gdzie indziej. 

W wieku około dwóch tygodni szczenięta leżą jeszcze przytulone do siebie, ogrzewając się 

nawzajem i nie rywalizując ze sobą. Natomiast wiek sześciu - siedmiu tygodni, kiedy wszyst-

kie szczeniaki opanowały już sztukę merdania, to równocześnie etap wzajemnego dokuczania 

i bójek między nimi. Aby possać matkę, szczeniaki, teraz już większe, muszą ułożyć się cia-

sno przy sobie, choć przed chwilą się podgryzały i tarmosiły. W ich psychice walczą więc ze 

sobą strach z głodem. Zwycięża, oczywiście, głód, ale każdy szczeniak przystępujący do ssa-

nia jest rozdarty między chęcią napicia się mleka a chęcią odizolowania się od rodzeństwa. 

Wyrazem tego wewnętrznego konfliktu jest charakterystyczny, wahadłowy ruch ogona. 

Następne okoliczności, w których pojawia się ten odruch, to dopominanie się szczeniąt o je-

dzenie przyniesione przez osobniki dorosłe. Zachodzi tu ten sam konflikt, bo z jednej strony 

głodne szczenię pragnęłoby podejść do pyska dorosłego psa, z drugiej zaś nie chciałoby przy 

tej okazji za bardzo zbliżyć się do swoich rówieśników. 

W późniejszym wieku, kiedy psy spotykają się po długiej rozłące, towarzyszy temu również 

merdanie ogonami. Konflikt powstaje, gdy przyjazne uczucia idą w parze z pewną obawą. 

Merdanie jest również ważną częścią psich zalotów, w trakcie których uczucie strachu ściera 

się z popędem płciowym. Tam natomiast, gdzie spotykają się osobniki nie żywiące do siebie 

przyjaznych uczuć, merda ten z nich, który oprócz niechęci odczuwa także strach, czyli prze-

żywa huśtawkę przeciwstawnych nastrojów. 

Istnieją różne rodzaje merdania. U osobnika podporządkowanego ruchy ogona są szerokie i 

miękkie, u dominanta — skrócone i usztywnione. Im niżej w hierarchii stadnej stoi merdający 

osobnik, tym niżej trzyma przy tym ogon. Pies czujący się pewnie macha ogonem podniesio-

nym prosto w górę. 

Wszystko to łatwo zauważyć, obserwując psie zachowanie w różnych okolicznościach. Mimo 

to jednak merdanie ogonem jest nadal jednoznacznie kwalifikowane jako demonstracja przy-

jaznych uczuć. Przyczyna leży najprawdopodobniej w tym, że częściej mamy okazję obser-

wować kontakty psa z człowiekiem niż między psami. Jeżeli mamy w domu kilka psów, są ze 

sobą cały dzień, z nami rozstają się natomiast i spotykają ponownie każdego dnia. Przy takiej 

okazji widać tylko, jak podporządkowany pies wita swego pana czy panią, który jest dla niego 

dominującym członkiem stada. Pies zwykle jest wtedy w nastroju radosnego podniecenia, 

podbarwionego jednak pewną obawą. Są to bodźce wystarczające do powstania wewnętrzne-

background image

go konfliktu, odreagowywanego wahadłowymi ruchami ogona. 

Interpretacja ta jest dla nas trudna do przyjęcia, bo nie możemy pogodzić się z faktem, że nasz 

pies może żywić względem nas jakiekolwiek inne uczucia oprócz miłości. A już całkiem nie 

do przełknięcia wydaje się nam sugestia, jakoby mógł też trochę się nas bać. A jednak porów-

najmy choćby nasze i jego wymiary ciała. Znacznie górujemy nad naszym psem, co już działa 

na niego deprymująco. Dodajmy do tego świadomość, że dominujemy nad nim pod tyloma 

względami, a on jest w tyluż dziedzinach od nas uzależniony... Nie ma się więc co dziwić, że 

żywi do nas nieco mieszane uczucia. 

Merdanie ogonem, oprócz sygnalizowania nastrojów, ułatwia również przekazywanie sygna-

łów zapachowych. Aby to zrozumieć, musielibyśmy spojrzeć na świat z punktu widzenia psa. 

Gruczoły okołoodbytowe u psów wydzielają zapach identyfikujący każdego osobnika podob-

nie jak odciski palców u ludzi. Energiczne ruchy ogona sprzyjają opróżnieniu się tych gruczo-

łów i rozchodzeniu się zapachu. Człowiek ma za mało selektywny węch, aby go wyczuć, ale 

dla zwierząt ma on kolosalne znaczenie. Dlatego merdanie ogonem pełni tak ważną rolę w 

życiu psiej społeczności. 

background image

Dlaczego pies zieje z wywieszonym językiem 

 

Człowiek czasem bywa zziajany, kiedy musi podbiec, aby złapać uciekający autobus, jednak 

ludziom zdarza. się to dużo rzadziej niż psom. Pies może dyszeć nawet wtedy, kiedy wcale 

się nie rusza. Po prostu, kiedy zaczyna mu być gorąco, otwiera pysk, wywiesza język i raptem 

zaczyna w charakterystyczny sposób ciężko dyszeć. W trakcie tej czynności język jest stale 

zwilżony, co wzmaga proces parowania, prowadzący do ochłodzenia organizmu. Przy wyso-

kiej temperaturze psy także więcej niż zwykle piją, co zapewnia utrzymanie stałej wilgotności 

języka. Bez tego mechanizmu regulacyjnego psy masowo padałyby wskutek udaru cieplnego. 

Zdolność do ziajania jest psu niezbędna dla utrzymania prawidłowej temperatury ciała z uwa-

gi na budowę jego skóry. Występujące u psa gruczoły potowe są bowiem umiejscowione 

między palcami. Wskutek tego pies nie może, tak jak my, oddawać nadmiaru ciepła poprzez 

pocenie się całym ciałem. Ciekawe, że spośród trzech najściślej z nami współpracujących 

gatunków zwierząt każdy wypracował sobie inną metodę termoregulacji. Konie pocą się rów-

nie obficie jak my. Koty w czasie upałów ciągle się wylizują, przy czym ślina stanowi środek 

chłodzący. Psy wywieszają natomiast języki i dyszą. 

Przypuszczalnie ta cecha rodziny psowatych ma związek z gęstą sierścią występującą u ich 

dzikich przodków. Kiedy na świecie pojawił się przodek współczesnego psa domowego, 

ważniejsza widocznie była ochrona przed chłodem w zimie niż przed upałem w lecie, a w 

skórze okrytej grubym futrem gruczoły potowe nie mogą pełnić swojej roli, toteż stały się 

zbędne. U współczesnych ras gładkowłosych mogłyby znów być przydatne, lecz genetycz-

nym zmianom uwłosienia nie towarzyszył powtórny rozwój zredukowanych gruczołów. 

Nawet nagie psy meksykańskie, u których pocenie się miałoby jakiś sens, przy największym 

upale zachowują suchą skórę. Wyrażano niegdyś pogląd,  że temperatura ich ciała wynosi 

około 40°C, podczas gdy u przeciętnego psa waha się ona między 38,3 a 38,8°C. Najnowsze 

badania dowiodły jednak, że nagie psy mają taką samą temperaturę ciała jak inne rasy, tylko 

ich sucha skóra, z powodu braku sierści, wydaje się cieplejsza. Dlatego Meksykanie chętnie 

brali te pieski do łóżka, aby ogrzewały ich w chłodne noce. W tej roli sprawdzały się świetnie. 

background image

Dlaczego pies przy siusianiu zadziera nogę 

 

O tym, że dla psa płci męskiej oddawanie moczu jest czymś więcej niż tylko usuwaniem z 

organizmu zbędnych substancji — wiedzą wszyscy. Na spacerze interesują psa głównie ślady 

zapachowe pozostawione przez inne psy w charakterystycznych punktach jego najbliższego 

otoczenia. Każdy pień czy słup latarni jest w podnieceniu obwąchiwany. Po odczytaniu 

wszystkich „komunikatów zapachowych" pies pozostawia własny, zagłuszając swoim indy-

widualnym zapachem poprzednie ślady. 

Szczenięta płci obojga do siusiania przykucają. Dopiero samce po osiągnięciu dojrzałości 

płciowej, czyli w wieku ośmiu—dziewięciu miesięcy, zaczynają przy oddawaniu moczu pod-

nosić jedną z tylnych nóg. Podniesiona noga jest sztywno odstawiona od ciała, które z kolei 

odchyla się tak, by strumień moczu był skierowany w bok, a nie na ziemię. Potrzeba pozo-

stawiania  śladów zapachowych jest u psa bardzo silna. W trakcie długiego spaceru, kiedy 

właściwie już załatwił swoje potrzeby fizjologiczne, nieraz widać, jak męczy się, aby wyci-

snąć choćby pojedyncze krople i zostawić w określonym miejscu swoją „wizytówkę". Jest to 

odruch do tego stopnia niezależny od potrzeby opróżnienia pęcherza,  że pies podnosi nogę 

nawet wtedy, kiedy pęcherz jest już całkowicie pusty. 

Odruch ten, co ciekawe, nie ma też związku z męskimi cechami płciowymi. Psy wykastrowa-

ne przed osiągnięciem dojrzałości płciowej zaczynają podnosić nogę w tym samym wieku co 

osobniki inne. Mimo że jest to czynność typowa dla osobników męskich, jej występowanie 

nie ma związku z poziomem testosteronu. Ściśle mówiąc — nie jest wywoływana obecnością 

męskich hormonów. Są one natomiast wydalane z moczem, toteż „wizytówka zapachowa" 

psa zawiera również informacje o stanie jego aktywności płciowej. Wydzielina z dodatko-

wych gruczołów krokowych dodaje do tej „wizytówki" indywidualną nutę zapachową identy-

fikującą psa. 

Psy płci męskiej siusiając wolą podnosić nogę niż przykucać z trzech powodów. Najważniej-

szym z nich jest to, że zapach moczu oddanego na pionową  płaszczyznę  dłużej utrzymuje 

świeżość, niż gdy wsiąka w ziemię. Drugą, nie mniej ważną przyczyną jest, że tak pozosta-

wiona „wizytówka" znajduje się na wysokości nosów innych psów, przez co jest dla nich ła-

twiejsza do „odczytania". Po trzecie zaś, oddawanie moczu tylko w określonych miejscach 

informuje inne psy, gdzie można takie zapachy znaleźć, zawężając liczbę możliwości tylko do 

background image

obiektów stojących pionowo. 

Specyficzny, „męski" system siusiania psów ma tę dodatkową zaletę, że pies może po sylwet-

ce poznać z daleka, czy „ten drugi" jest innym psem czy suką. W zależności od tego może 

podjąć decyzję, czy warto podchodzić. 

Wielokrotnie próbowano odgadywać, jakiej treści informacje zawiera zapach psiego moczu 

pozostawiony na wystającym przedmiocie. Z różnych wariantów odpowiedzi właściwie 

wszystkie wydają się słuszne. Jeden z nich zakłada, że informacja ta jest ważna dla samego 

zostawiającego ją psa, gdyż znakami zapachowymi zaznacza on granice swojego terytorium. 

Kiedy znów tam przyjdzie, wystarczy mu powąchać, aby poczuć się „u siebie". My w swoich 

domach czujemy się u siebie, gdyż są tam nasze ulubione przedmioty. Pies natomiast czuje 

się „u siebie" na terytorium, którego granice zaznaczył swoimi „identyfikatorami". 

Wariant drugi zakłada, że pozostawione krople moczu stanowią przede wszystkim informację 

dla innych psów, zwłaszcza na temat płci i terytorialnego stanu posiadania konkretnego zwie-

rzęcia. Może ona pomóc osobnikom drugiej płci w nawiązaniu kontaktu, a inne samce ostrzec 

przed wkroczeniem na ten teren. Przeciwnicy tej wersji przytaczają kontrargumenty, że dla 

psa zapach moczu innego psa zawsze jest interesujący, a nigdy nie wzbudza w nim strachu. 

„Zapachowe wizytówki" nie mają jednak odstraszać innych psów, lecz tylko informować je, 

że ten teren jest już „zajęty". 

Wariant trzeci stanowi właściwie modyfikację poprzedniego. Według niego zostawianie zna-

ków zapachowych przez psy służy oznaczaniu czasu przebywania określonych zwierząt na 

danym terenie. Na swobodzie różne stada psów mogą bezkonfliktowo żyć obok siebie dzięki 

śladom zapachowym sygnalizującym kto, kiedy i jak często przechodził przez dany teren. 

Ponieważ na podstawie intensywności zapachu można ocenić jego świeżość, możliwe jest 

więc też wyznaczenie „stref czasowych" korzystania z terytorium. Wtedy stada raczej się 

omijają niż wchodzą sobie w drogę. 

Obserwacje włóczących się psów wiejskich wykazały,  że dwie do trzech godzin dziennie 

zajmuje im rozpoznanie śladów zapachowych pozostawionych na ich terytorium. 

W tym celu odbywają codzienne wielokilometrowe spacery, w trakcie których obwąchują 

dokładnie wszystkie wystające obiekty, mogące służyć jako „słupy ogłoszeniowe". Wpraw-

dzie kosztuje to sporo czasu i wysiłku, jednak na tej podstawie każdy pies z określonej wsi ma 

w głowie „mapę" rozmieszczenia innych psów na swoim terytorium, razem z wiadomościami 

background image

o ich liczebności, szlakach wędrówek, ich płci oraz charakterystycznych cechach osobowości. 

Na ogół uważa się, że suczki nie podnoszą nogi przy siusianiu, nie jest to jednak stuprocen-

towa prawda. Mniej więcej co czwarta suka podnosi nogę przy oddawaniu moczu, ale robi to 

inaczej niż pies. Suki raczej przykurczają podniesioną łapę pod tułów, nie odciągając jej na 

bok. Wskutek tego mocz bardziej ścieka na ziemię niż na pionową powierzchnię. Czasem 

suki próbują radzić sobie w ten sposób, że cofają się, dopóki obiema tylnymi łapami nie oprą 

się o słupek czy ścianę. Oddają więc mocz stojąc na przednich łapach. Rzadko która suka 

próbuje natomiast podnosić jedną nogę tak jak pies. 

background image

Dlaczego pies po wypróżnieniu grzebie nogami za sobą 

 

Każdy, kto ma psa, zwłaszcza płci męskiej, z pewnością nieraz widział, jak jego pupil po od-

daniu kału „zamiata" za sobą tylnymi nogami, rozgrzebując przy tym ziemię. Towarzyszą 

temu również ruchy przednich nóg, przy czym pies odsuwa się nieco od miejsca, w którym 

oddał kał. Czasem, choć rzadziej, ruchy takie występują także po oddaniu moczu. 

Przez jakiś czas uważano tę czynność za atawistyczną pozostałość po dzikich przodkach, któ-

rzy, podobnie jak do dziś robią to koty, zakopywali swe odchody. Sądzono, że instynkt ten 

uległ wypaczeniu w trakcie udomowienia, wskutek czego pozostały po nim obecnie tylko te 

szczątkowe ruchy. Interpretacja ta nie jest jednak słuszna, gdyż zaobserwowano, że współcze-

sne wilki też tylko markują zakopywanie odchodów, a więc udomowienie niczego tu nie 

zmieniło. 

Według innej wersji psy miały próbować rozrzucać swoje odchody, aby tym sposobem roz-

rzerzyć oddziaływanie swojego indywidualnego zapachu. Rzeczywiście, niektóre gatunki 

ssaków robią coś podobnego — na przykład hipopotam ma nawet specjalnie spłaszczony 

ogon i po wypróżnieniu śmiga nim we wszystkie strony, rozrzucając łajno na dużą odległość. 

Trzeba jednak zauważyć, że psy, choć grzebią nogami w pobliżu swoich odchodów, starają 

się ich przy tym nie dotykać. 

Można to interpretować dwojako. Z jednej strony żyjące na swobodzie wilki, kiedy rozgrze-

bują ziemię za sobą, rozrzucają jej wierzchnią warstwę wraz z roztartym łajnem na dużej po-

wierzchni. Pozostawia to oprócz śladów zapachowych także znaki widoczne gołym okiem. 

Kiedy udomowione psy powtarzają te ruchy na twardym, miejskim bruku, nie z ich winy nie 

pozostawia to śladów. W środowisku naturalnym byłoby je widać. 

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jedyną częścią ciała, w której pies ma gruczoły potowe, 

są miejsca między palcami kończyn. Toteż grzebiąc nogami dodaje do zapachu odchodów 

swoją woń indywidualną. Dla nas może to zabrzmieć nieprzekonywająco, ponieważ nasz 

węch jest w stanie dobrze wyczuć zapach psich kupek, ale nie rejestruje osobistej nuty zapa-

chowej psiego potu. Psy jednak żyją głównie w świecie zapachów, toteż dla nich ta dodatko-

wa ilość wonnej substancji zawiera szczególne informacje. To dlatego psy tak lubią spacery. 

Prawdopodobnie zarówno czynnik wzrokowy, jak i węchowy mają znaczenie, jeśli pies wy-

background image

konuje tę atawistyczną czynność w naturalnym środowisku. 

background image

Czy psy potrafią okazywać skruchę 

 

Posiadacze psów często opowiadają, jak to ich pies, kiedy coś zbroił, demonstrował „poczucie 

winy", jakby chciał przeprosić swego pana. Zastanówmy się więc, czy błędne jest przypisy-

wanie psom cech ludzkich, czy rzeczywiście znają one uczucie „skruchy"? 

Zazwyczaj pies, który zrobił coś zabronionego, zachowuje się w sposób szczególnie 

„ugrzeczniony", ponieważ wyczuwa gniew swego pana. Psy potrafią bezbłędnie wyczuć 

zmiany nastroju człowieka, zanim zostaną one zamanifestowane. Kiedy pan jest zły na psa, to 

jeszcze zanim zacznie na niego krzyczeć, w postawie i ruchach jego ciała przejawia się napię-

cie, które pies wyczuwa i uprzedza to, co ma nastąpić. Ostentacyjnie uległego zachowania psa 

w takich sytuacjach nie można tłumaczyć „poczuciem winy", lecz po prostu strachem. 

Właściciele psów przytaczają jednak przypadki, kiedy pies demonstrował „skruchę", zanim 

jeszcze pan wykrył jego przewinienie. Zdarza się na przykład, że pies zostawiony na dłuższy 

czas w domu napaskudzi na dywan lub z nudów pogryzie kapeć, rękawiczkę czy cokolwiek 

innego. Ponieważ już wie, że nie wolno mu tego robić, wita powracającego pana wyjątkowo 

serdecznie, a przy tym ze zdwojonymi oznakami uległości i podporządkowania. Jeżeli właści-

ciel jeszcze nie zauważył szkody, nie może swoim zachowaniem sygnalizować gniewu, który 

pies ewentualnie mógłby wyczuć. Zachowanie psa może być wywołane  świadomością,  że 

zrobił coś niedozwolonego, a zatem znane mu jest poczucie skruchy. 

Podobne zachowania zaobserwowano także u wilków. Trzymanym w niewoli głodnym wil-

kom rzucono wielki kawał mięsa w taki sposób, że złapał go jeden ze słabszych osobników w 

stadzie. Porwał on mięso i schował się z nim w kącie, a kiedy wilki dominujące w stadzie 

próbowały mu je odebrać, bronił swojej zdobyczy, warcząc i kłapiąc zębami. W społeczności 

wilczej istnieje zasada, że „prawo własności" w stosunku do pożywienia liczy się bardziej niż 

hierarchia stadna. Innymi słowy, wilk, który trzyma w pysku zdobyty kawał mięsa, bez 

względu na swoją „pozycję społeczną" ma do niego prawo i nawet osobnik najwyżej stojący 

w hierarchii nie może mu go odebrać. Ta „strefa własności" obejmuje zasięg o promieniu 

około 30 centymetrów od pyska jedzącego osobnika i tej granicy żaden inny nie ma prawa 

przekroczyć. 

Podobne zachowania występują też u psów żyjących w grupie. Nawet najsłabszy, jeśli gryzie 

background image

właśnie kość lub kawałek mięsa, zajadle odpędza wszystkich, którzy się do niego w tym mo-

mencie zbliżą. 

Wracając do wyżej opisanych wilków, były one głodne i zdecydowane, aby słabszemu osob-

nikowi, który zdobył mięso, mimo wszystko je zabrać. Jednak wewnętrzne hamulce po-

wstrzymywały je od tego i dopiero kiedy zjadł już połowę inne wilki wykorzystały moment 

jego nieuwagi i porwały resztę. Kiedy już zjadły wszystko, słabszy wilk, który ośmielił się 

przedtem zawładnąć mięsem, zaczął podchodzić do osobników dominujących i „płaszczyć 

się" przed nimi, mimo że  żaden nie wykazywał w stosunku do niego agresji. Wyglądało to 

tak, jakby czuł, że musi przeprosić inne wilki za swoje zachowanie i zapewnić je, że nie ma 

zamiaru walczyć o wyższą pozycję w stadzie. 

Właściciele psów uważają, że takie zachowanie jest czymś normalnym; świadczy ono jednak 

o silnym podporządkowaniu się regułom życia w stadzie. Zachowania tego rodzaju nie wy-

stępują bowiem u innych gatunków i dowodzą wysokiego stopnia zorganizowania społeczne-

go dzikich przodków psa. 

background image

W jaki sposób pies zaprasza do zabawy 

 

U większości ssaków chęć do zabawy przejawiają tylko osobniki młode, a z wiekiem to zani-

ka. Wyjątkiem są psy i ludzie. Ewolucja doprowadziła nas do etapu „młodych małp", gdyż 

dziecięca ciekawość i rozrywkowe usposobienie pozostają nam także w dorosłym życiu. Te 

cechy pobudziły naszą wynalazczość i leżały u podstaw podboju świata przez gatunek ludzki. 

Nic więc dziwnego, iż oczekujemy od naszego najwierniejszego towarzysza, że będzie dzielił 

z nami te upodobania. 

Jeśli my jesteśmy „młodymi małpami", to psy — „młodymi wilkami". U wszystkich ras psów 

domowych chęć do zabawy utrzymuje się aż do późnej starości. Ale jak zamanifestować tę 

chęć innym psom, a także ludziom, by nie zostać źle zrozumianym? U psów zabawa często 

polega na symulowaniu walki i ucieczki, chodzi więc o wyraźne zaznaczenie, że nie są to 

działania na serio. Służą temu specjalne zachowania towarzyszące inicjacji zabawy. 

Typowa pozycja, jaką przybiera pies zapraszający do zabawy, to wygięcie kręgosłupa w łuk, 

przy czym przednie partie ciała trzymane są nisko przy ziemi, a tylne — wysoko uniesione. 

Przednie nogi są wyciągnięte przed siebie, tak że klatka piersiowa dotyka ziemi, podczas gdy 

tylne — pionowo wyprostowane. W tej pozycji pies wpatruje się w partnera i wykonuje krót-

kie, zachęcające ruchy w przód, jakby mówił: „No, szybciej! Zaczynajmy!" Jeśli partner zare-

aguje pozytywnie, rozpoczyna się pozorowany pościg lub ucieczka. 

Dzięki specjalnemu kodowi sygnałów inicjujących zabawę pościg czy ucieczka na niby nigdy 

nie przerodzi się w prawdziwą walkę. Obie strony często zamieniają się rolami; uciekający 

staje się ścigającym i odwrotnie. Po tych postępujących po sobie w szybkim tempie zmianach 

widać,  że uczestnicy zabawy nie przeżywają stanów prawdziwej agresji ani strachu, lecz 

przez cały czas mają świadomość, że odgrywają z góry przyjęte role. Dla tego rodzaju zaba-

wy charakterystyczne jest zataczanie przez psy szerokich kręgów. 

Próbowano interpretować zapraszającą do zabawy postawę psa jako rodzaj zwykłego przecią-

gania się. Rzeczywiście przypomina to nieco rozprostowywanie nóg przez psa, który dopiero 

co obudził się ze snu. Obie czynności mają ze sobą coś wspólnego, bo pies wykonujący gest 

rozciągania ciała informuje, że jest w tym momencie całkowicie odprężony i „na luzie", toteż 

demonstrowane przez niego atak lub ucieczka nie będą na serio. Bardziej prawdopodobna jest 

background image

jednak taka interpretacja, że inicjujące zabawę wygięcie w łuk jest czymś w rodzaju sprężenia 

się do biegu lekkoatlety w blokach startowych. 

W mimice psa istnieje jeszcze kilka sygnałów zaproszenia do zabawy. Wesoła mina psa od-

powiada ludzkiemu uśmiechowi i składa się z podobnych elementów. Wargi są w niej rozcią-

gnięte w linii poziomej, dzięki czemu szpara ustna sięga „od ucha do ucha", kąciki pyska co-

fają się w stronę uszu. Szczęki są lekko rozchylone, ale bez demonstrowania przednich zę-

bów. Jest to pełne przeciwieństwo mimiki demonstrowanej przez warczącego, agresywnego 

psa, u którego kąciki pyska wysuwają się ku przodowi, a nos i górna warga marszczą się ku 

górze, odsłaniając zęby. Psa demonstrującego „wesołą minę" można się zupełnie nie obawiać. 

Nie ma u niego ani śladu agresji. 

Gestami zapraszającymi do zabawy są także: szturchanie nosem, podawanie łapy bądź przy-

noszenie przedmiotów. Szturchanie nosem jest pozostałością ruchów, jakie wykonywały ssą-

ce matkę szczenięta. Podawanie łapy też wywodzi się z okresu ssania, kiedy szczenięta łap-

kami masują brzuch matki dla pobudzenia laktacji. Czasem pies zachęcający drugiego psa do 

zabawy siedzi, wpatrując się w niego i macha w powietrzu wyciągniętą przed siebie przednią 

łapą, jakby kiwał na niego. 

Przynoszenie przedmiotów ma na celu sprowokowanie partnera do zabawy. Pies przynosi na 

przykład piłkę lub patyk i kładzie się przed swoim towarzyszem, trzymając leżący na ziemi 

przedmiot między przednimi łapami. Kiedy drugi osobnik usiłuje go schwycić, pies porywa tę 

rzecz w zęby i ucieka. Jeśli partner pogoni za nim — o to właśnie chodziło — został wcią-

gnięty do zabawy! Jeśli zaprzestanie pościgu, nasz pies znów zacznie mu podsuwać ten 

przedmiot pod nos. 

Jeżeli pies jest bardzo rozradowany, na przykład był zamknięty przez jakiś czas, a teraz może 

się swobodnie wybiegać na otwartej przestrzeni — demonstruje swą radość tańcem, skokami, 

skrętami ciała i bieganiem z przesadną już emfazą. Przerywa taniec, robi zapraszający gest 

wyginając się w łuk, po czym znowu zaczyna obłędnie biegać w kółko. Czasem dziko żyjące 

wilki zachowują się w taki sposób w celu zwabienia zwierzyny. Potencjalne ofiary, zacieka-

wione dziwnym tańcem, podchodzą niebezpiecznie blisko i zostają schwytane. W zeszłym 

stuleciu w Ameryce Północnej ten chwyt wykorzystywano w czasie polowań na kaczki. My-

śliwi prowokowali swoje psy, przeważnie pudle, do wykonywania radosnych harców na 

otwartej przestrzeni. Zaciekawione dzikie kaczki na własną zgubę podchodziły bliżej. Ten 

sposób polowania na kaczki nazywano „na wabia". Już to, że nawet kaczki dają się nabrać na 

background image

ten psi taniec, świadczy, jak zachęcająco mogą działać pewne wypracowane w drodze ewolu-

cji zachowania. 

Czasem młode psy boją się brać udział we wspólnej zabawie ze swoimi rodzicami. Dorosłe 

osobniki są tym rozczarowane i starają się za wszelką cenę ośmielić młodych partnerów. Wy-

konują w tym celu gesty uspokajające, na przykład rozkładają się na ziemi przed wystraszo-

nymi szczeniakami i kładą się na grzbiecie w pozycji psa podporządkowanego. To, że przez 

chwilę udają osobniki niżej stojące w hierarchii, ośmiela szczeniaki, które zaczynają czuć się 

pewniej i nie boją się podejść. Wtedy zabawa może się zacząć. Podobne zachowania można 

czasem zaobserwować, kiedy dorosły bardzo duży pies chce się bawić z drugim, też dorosłym 

psem, ale bardzo małym. „Podporządkowana" postawa dużego psa dodaje małemu pewności 

siebie i zabawa może rozwinąć się bez przeszkód. 

Aby pies mógł być dobrym towarzyszem zabaw w wieku dojrzałym, ważne jest, by umiał 

dobrze się bawić z innymi szczeniakami z tego samego miotu. W pierwszych kilku miesią-

cach  życia szczeniaki muszą nauczyć się gryzienia na niby. Początkowo, podskubując się i 

tarmosząc wzajemnie, nie panują nad swymi ostrymi ząbkami, wskutek czego nieraz przy 

zabawie słychać ich piski. Szybko jednak zdają sobie sprawę, że wzajemne zadawanie sobie 

bólu oznacza koniec zabawy, toteż uczą się kontrolować siłę zwierania swoich szczęk. Nato-

miast psy, które były chowane w odosobnieniu i nie przechodziły etapu szczenięcych zabaw, 

w późniejszym okresie nieraz sprawiają kłopot. Nie umieją gryźć na niby w zabawie, zaczy-

nają więc od razu gryźć na serio i zabawa przeradza się w prawdziwą walkę. Takie psy są 

plagą parków, gdzie przychodzą się bawić inne psy. 

background image

Dlaczego pies lubi, żeby go drapać między przednimi nogami 

 

Pewna znana treserka psów, występując kiedyś w telewizji, wywołała ogólną wesołość 

oświadczając, jak ważne jest dla psa płci męskiej, aby drapać go po klatce piersiowej między 

przednimi nogami. Oczywiście chodziło jej o to, że taką pieszczotą można sprawić psu naj-

większą przyjemność. Tak naprawdę, to istnieje siedem sposobów nawiązania przyjaznego 

kontaktu dotykowego z psem i każdy z nich ma swoje głębokie uwarunkowania. 

Pieszczotliwe drapanie psa-samca w okolicach mostka rzeczywiście sprawia mu wielką przy-

jemność, gdyż kojarzy mu się z aktem krycia. Po prostu w trakcie wykonywania ruchów ko-

pulacyjnych mostek psa rytmicznie ociera się o grzbiet suki. Jeżeli to samo robi ręka pana, 

psu automatycznie przypomina się tamta przyjemność, dlatego psa płci męskiej można nagra-

dzać takimi pieszczotami. 

Drapanie lub łaskotanie za uszami sprawia przyjemność każdemu psu. Ta pieszczota budzi 

również skojarzenia natury seksualnej, bo do psiej gry miłosnej należy obwąchiwanie, obli-

zywanie i skubanie uszu. 

Lekkie odpychanie rozbawionego psa wprawia go w jeszcze większe podniecenie. Tym spo-

sobem dajemy mu się wciągnąć w walkę na niby. Pies znowu pcha się do przodu, prowokując 

nas, abyśmy go ponownie odepchnęli i tak w kółko. Zabawa rozwija się, przechodząc do eta-

pu gryzienia na niby, kiedy pies delikatnie chwyta w zęby naszą dłoń lub pozwala się chwytać 

za szczękę. Taka zabawa, jeśli nie jest zbyt gwałtowna, wydatnie wzmacnia więź między pa-

nem a psem, gdyż w ten sposób bawią się szczeniaki z jednego miotu. 

Klepanie jest najpospolitszą formą kontaktu dotykowego właściciela z psem. Jest to gest o 

większym znaczeniu dla nas, gdyż  używamy go do serdecznych przywitań z miłymi nam 

członkami naszego gatunku. Klepiąc psa po grzbiecie, bezwiednie traktujemy go jak naszego 

dobrego przyjaciela. Jak jednak to odbiera sam pies? Psy nie klepią się między sobą, cóż więc 

ten gest znaczy dla niego? Przypomina mu to raczej trącanie nosem, tak jak szczenięta trącają 

brzuch matki, a osobniki podporządkowane wyrażają swoją uległość wobec dominanta. Psu 

musi wiec ten gest sprawiać szczególną przyjemność, gdyż stanowi demonstrację naszej „niż-

szości". Ponieważ jednak pies wie, że i tak pan jest przewodnikiem stada, może ten gest od-

czytać tylko w jeden sposób: jako ośmielający, upewniający sygnał dla osobnika niższego 

background image

rangą. Psy dominujące w stadzie nieraz wykonują taki gest niby uległości, aby poprawić sa-

mopoczucie podwładnych. Przypuszczalnie w ten sposób pies odbiera nasze klepanie. 

Długie, jedwabiste futro niektórych psów aż się prosi, by je głaskać, tak jak głaszcze się kota. 

Nie robi to na psie aż tak dużego wrażenia, co najwyżej może mu przypominać pierwsze dni 

życia, kiedy jako małe szczenię był wylizywany ogromnym jęzorem matki. 

Dzieci z kolei lubią przytulać psy do siebie, a te chętnie im na to pozwalają. Przypomina im to 

również czasy szczenięce, kiedy najbezpieczniej czuły się zbite w ścisłą gromadkę, a matka 

ogrzewała je swoim ciałem. 

Wiele psów lubi też, kiedy ktoś je drapie lub pociera w okolicach szczęki. Człowiek wy-

świadcza wtedy psu taką samą przysługę, jaką często psy świadczą sobie nawzajem. Cierpią 

one nieraz na lekkie stany zapalne jamy ustnej czy po prostu na bóle zębów, a wtedy przynosi 

im ulgę ocieranie boków pyska o twarde krawędzie mebli. Kiedy człowiek je w tym zastępu-

je, sprawia to psu tylko przyjemność. 

Tym rodzajem kontaktu dotykowego, którego psy zdecydowanie nie lubią, jest natomiast ge-

neralne mycie i szczotkowanie przed wystawą. Trwające godzinami kąpiele i zabiegi pielę-

gnacyjne przewyższają zdolność pojmowania przeciętnego psa. W życiu psiej społeczności 

kontakty dotykowe nie zajmują nigdy aż tyle czasu. Ponieważ jednak w domowym stadzie 

psy zajmują pozycję podporządkowaną, nie mają wyjścia i znoszą wszystkie zabiegi z tak 

stoickim spokojem, jakby znosiły dokuczanie dominującego psa w sforze. Człowiek napraw-

dę ma szczęście, że trafił na tak wyrozumiałego i chętnego do współpracy przyjaciela. 

background image

Jak zachowuje się pies podporządkowany 

 

Najkrótsza odpowiedź brzmi: jak szczeniak! U wielu gatunków zwierząt słabsze osobniki 

dorosłe w sytuacji zagrożenia przez osobnika dominującego zachowują się „po dziecinnemu". 

Jeżeli brak im odwagi, by zdecydować się na konfrontację siłową — stosują zwierzęcy odpo-

wiednik naszego „wywieszenia białej flagi". Chodzi o to, aby zademonstrować takie zacho-

wanie, które skłoni agresora do zaniechania ataku. Jednym z takich zachowań jest przyjęcie 

postawy dokładnie przeciwnej postawie napastnika. U gatunków, gdzie agresor atakuje z po-

chyloną głową — osobnik podporządkowany swoją unosi. U zwierząt, wśród których napast-

nik podnosi głowę, aby wydać się większym — osobnik atakowany ją opuszcza. Jeśli agresor 

jeży sierść — u osobnika podporządkowanego leży ona gładko. Tam, gdzie pies dominujący 

stoi wyprostowany — podporządkowany przykuca. 

Drugi wariant unieszkodliwienia wyższego rangą przeciwnika polega na wywołaniu u niego 

nastroju, który wygasi wrogie uczucie. Dorosłe osobniki zwykle powstrzymują się od atako-

wania młodych własnego gatunku, toteż gdy widzą,  że dorosły pies raptem zaczyna zacho-

wywać się jak szczeniak, hamują odruch ataku. 

Psy stosują dwa warianty postawy podporządkowanej: bierną i czynną. Postawa bierna wy-

stępuje wtedy, kiedy słabsze zwierzę nie ma wyboru. Osobnik silniejszy zbliża się i stwarza 

konkretne zagrożenie. Toteż osobnik słabszy przypada do ziemi, aby się wydać jak najmniej-

szym. Jeżeli i to nie pomaga, przewraca się na grzbiet, wymachując łapami w powietrzu. Cza-

sem także popuszcza małą ilość moczu. Jest to wierna kopia zachowania małego szczeniaka, 

którego matka liże po brzuszku, pobudzając tym wypływ moczu (bardzo młode szczenięta nie 

umieją jeszcze siusiać same; matka musi przewracać je nosem na grzbiet i wylizywać brzusz-

ki tak długo, aż mocz zacznie wypływać). W ten sposób dorosły, lecz słabszy pies uruchamia 

u silniejszego mechanizm hamujący, który działa bez pudła. 

Można też udawać szczeniaka w sposób bardziej aktywny. Jeżeli słabszy osobnik chce zbli-

żyć się do silniejszego, położenie się na grzbiecie nie załatwia sprawy. Musi w jakiś sposób 

zasygnalizować, że nie ma żadnych złych zamiarów. Służy do tego naśladowanie innego za-

chowania szczeniąt, tym razem trochę starszych, łączące płaszczenie się z lizaniem po pysku. 

Normalnie w wieku około miesiąca szczeniaki zaczynają domagać się od rodziców stałego 

pokarmu. Otrzymują go, unosząc pyszczki do poziomu starszego psa, trącając go nosem i 

background image

liżąc tak długo, aż wypluje im z pyska zjedzony właśnie kąsek. W podobny sposób pies de-

monstruje „czynne podporządkowanie". Kłopot z tym tylko, że jest mniej więcej takiego sa-

mego wzrostu jak pies dominujący. Jeśliby więc zwyczajnie zbliżył się do niego i zaczął go 

lizać po pysku, tamten mógłby to uznać za zbytnią bezczelność. 

Aby uniknąć nieporozumienia, słabszy pies przypada do ziemi, na wpół się czołgając, przez 

co zaczyna przypominać rozmiarami szczeniaka. Z tej pozycji podnosi głowę na wysokość 

pyska silniejszego psa i demonstruje odpowiednie szczenięce zachowanie. 

Naśladując szczenięcy sposób dopominania się o jedzenie, pies nisko stojący w hierarchii 

może podejść do każdego innego psa w stadzie, nie narażając się na atak. Zachowując takie 

zasady współżycia, zwierzęta mogą bezkonfliktowo bytować obok siebie. 

background image

Czy to prawda, że pokonany pies nadstawia napastnikowi gardło 

 

Nieprawda! Jest to wersja lansowana przez znanego austriackiego biologa Konrada Lorenza, 

który wielokrotnie zaobserwował, że kiedy pies lub wilk w walce zwyciężał rywala, to zanim 

w końcu go zagryzł, pokonany odwracał  głowę, nadstawiając zwycięzcy nie chronione ni-

czym gardło. Podstawiając swoją żyłę jarzmową prosto pod kły przeciwnika, zdawał się na 

jego łaskę i niełaskę, i — o dziwo! — wygrywający pies respektował ten gest poddania się i 

po rycersku rezygnował z zadania śmiertelnego ciosu. Lorenz był tak dalece pod wrażeniem 

tego „dżentelmeńskiego" zachowania, że aż wysunął na ten temat całą teorię. 

Niestety, jest to błędna interpretacja psiego zachowania. W scence, którą widział Lorenz, jed-

no zwierzę stało sztywno z głową odwróconą w inną stronę, a drugie pociągało nosem i kła-

pało zębami na wysokości jego pyska. Lorenz wyciągnął wnioski, że osobnik kłapiący zębami 

to zwycięzca w walce, który chciałby zatopić  kły w szyi pokonanego przeciwnika, ale po-

wstrzymuje go przed tym „odsłonienie czułego miejsca" przez zwyciężonego. Tymczasem 

było akurat na odwrót. Pies, który kłapał szczęką przy pysku drugiego, był osobnikiem słab-

szym, który wcielał się w rolę „szczeniaka proszącego o smaczny kąsek". Ten z odwróconą 

głową był natomiast osobnikiem dominującym, który z pogardą udawał, że nie widzi, jak mu 

się tamten (dosłownie!) „podlizuje". 

W tych rzadkich przypadkach, kiedy walka przybiera rzeczywiście poważny obrót, nadsta-

wianie gardła nic nie da. Jedyną szansą dla pokonanego psa jest ucieczka — jak najszybciej i 

jak najdalej od miejsca walki — inaczej zginie. W taki sposób są odpędzane od stada młode 

samce wilków lub dzikich psów. Jeżeli stoczyły walkę z przewodnikiem stada i zostały poko-

nane, muszą odejść i albo żyć samotnie, albo z innymi podobnymi „wyrzutkami" utworzyć 

własne stado. 

Dla psa trzymanego w domu takie sytuacje nie mają znaczenia. Przewodnikiem stada jest tu 

pan, a z nim nie będą przecież wdawać się w walkę. Żyją sobie spokojnie na pozycji podpo-

rządkowanej i dobrze im z tym, dopóki... nie pojawi się listonosz! Jest on członkiem obcego 

stada, więc trzeba z nim natychmiast się zmierzyć. Jeżeli miał przy tym pecha i przeczytał 

którąś z książek Lorenza, to próba „nadstawiania gardła" biegnącemu w jego stronę psu może 

się źle skończyć. 

background image

Dlaczego przestraszony pies podkula ogon 

 

Na pewno każdy nieraz widział psa z ogonem podwiniętym pod siebie, ale co dokładnie 

oznacza ten gest w psim „języku ciała"? Właściwie dlaczego taka postawa ma związek z 

uczuciami strachu, niepewności, podległości, niskiej pozycji społecznej i „podlizywania się", 

podczas gdy ogon podniesiony sztywno w górę oznacza pozycję dominującą? 

Nie chodzi tu o sam ogon, ale o to, co jest pod nim. Podwijając ogon pod siebie i wciskając 

go między tylne nogi, pies o niskiej pozycji w stadzie odcina tym samym sygnały zapachowe 

emitowane przez jego gruczoły około-odbytowe. Kiedy natomiast spotykają się dwa psy wy-

sokiej rangi, oba dumnie trzymają podniesione ogony, aby móc nawzajem obwąchać ich oko-

lice. Wydzielina gruczołów okołoodbytowych zawiera bowiem osobistą nutę zapachową 

identyfikującą ich posiadacza, toteż  tłumienie tego zapachu wtulonym ogonem jest u psów 

tym samym, czym u ludzi nieśmiałych zakrywanie twarzy. 

U psów domowych chowanych pojedynczo ten gest nie ma większego znaczenia. Wśród 

psów w grupach o własnej, wewnątrzstadnej hierarchii jest to natomiast ważny sygnał, chro-

niący słabszych członków stada przed agresją silniejszych. Jeszcze większe znaczenie ma to 

wśród żyjących na wolności wilków. Można zaobserwować, jak wilk o niskiej randze, w mia-

rę zbliżania się do osobnika stojącego wyżej w hierarchii, podkula coraz bardziej ogon, wci-

skając go między tylne nogi. Im bardziej oddala się natomiast od wilka dominującego, tym 

wyżej ponownie podnosi ogon. 

U wilków „sygnalizacja ogonowa" jest nieco inna niż u psów. Każdy wilk ma na ogonie, oko-

ło siedmiu i pół centymetra od jego nasady, dodatkowy gruczoł ogonowy, przypominający z 

daleka ciemną plamkę. Jest to mały gruczołek skórny, wytworzony z przekształconego gru-

czołu łojowego, otoczony wieńcem sztywnych, czarno zakończonych włosków, wydzielający 

substancję podobną do tłuszczu. Jego rola, podobnie jak gruczołów okołoodbytowych, jest 

ściśle związana z sygnalizacją zapachową. Istotne jest też, że umiejscowiony jest na zewnątrz 

ogona, stanowi bowiem odpowiednik strefy przy odbytowej. W ten sposób jeden wilk obwą-

chujący tylne partie ciała drugiego może natrafić na jeden rodzaj zapachu, kiedy ogon jest 

uniesiony do góry (z gruczołów okołoodbytowych), a inny, kiedy ogon jest opuszczony (z 

gruczołu ogonowego). Widać więc, że sygnalizacja zapachowa u wilków jest bardziej skom-

plikowana niż u psów. 

background image

Nie wiadomo dokładnie, dlaczego u psów gruczoł ogonowy uległ zanikowi. Wszystkie inne 

zmiany, jakie zaszły w ciągu tych dziesięciu tysięcy lat, odkąd wilk stał się psem — zostały 

skrupulatnie wykorzystane przez ludzi do wyselekcjonowania ras znacznie różniących się 

cechami jakościowymi. Rolę gruczołu ogonowego u wilków dostrzeżono natomiast dopiero 

niedawno, trudno więc przypuszczać, aby mogli na nią zwrócić uwagę dawniejsi hodowcy. 

W każdym razie pies musiał utracić tę cechę bardzo wcześnie, gdyż nie występuje ona u żad-

nej psiej rasy. Jest to jedyna różnica między wilkiem a psem, która do dziś nie została wyja-

śniona. 

Trzeba jeszcze dodać, że sposób trzymania ogona zarówno u psów, jak u wilków działa nie 

tylko jako sygnał zapachowy, lecz i optyczny. Dzięki niemu można, obserwując z daleka spo-

tkanie dwóch osobników, na pierwszy rzut oka po samych ich sylwetkach poznać, który z 

nich jest dominujący, a który podporządkowany. Widać też od razu, czy w tym układzie sił 

nie szykują się jakieś zmiany, na przykład czy osobnik stojący nisko w hierarchii nie zamierza 

wywalczyć sobie wyższej pozycji. 

background image

Jak zachowuje się pies dominujący 

 

Właściciele psów przeważnie obserwują u swoich pupili zachowania przyjazne bądź uległe, 

gdyż w tej namiastce stada człowiek pełni rolę przewodnika. W grupie psów żyjących wspól-

nie można natomiast zauważyć, jak pies o cechach przywódczych traktuje swoich „podwład-

nych". Przywódca, którego pozycja jest zagrożona, najpierw będzie postawą i zachowaniem 

sygnalizował gotowość do ataku. To zazwyczaj wystarczy, aby zniechęcić rywala. 

Zachowań sygnalizujących gotowość do agresji jest dziesięć, przy czym każde sygnalizuje 

przeciwnikowi co innego: 

1.  Górna warga podciągnięta w górę, a dolna opuszczona. Obnażone siekacze i kły dają do 

zrozumienia, że pies jest gotów ich użyć. 

2.  Pysk otwarty, co sugeruje, że szczęki są gotowe do chwytu. 

3.  Kąciki pyska wysunięte do przodu, a nie jak podczas demonstracji przyjaznego nastroju, 

chęci do zabawy bądź postawy podporządkowanej, kiedy kąciki pyska są odciągnięte w tył aż 

do uszu. Taka mimika wskazuje, że ten pies nie jest ani przyjazny, ani chętny do zabawy, ani 

— tym bardziej — do podporządkowania się komukolwiek. 

4.  Uszy wyprostowane ku przodowi — nawet te z obwisłymi uszami próbują utrzymać je w 

takiej pozycji. Ma to pokazać przeciwnikowi, że pies jest czujny i nie umknie jego uwagi ża-

den podejrzany szmer. Przy okazji daje też do zrozumienia, że jest na tyle pewny swojej 

przewagi, że nie musi chronić swoich uszu. 

Wyżej wymienione sygnały gotowości do agresji wyraża mimika. Pozostałe są manifestowa-

ne całym ciałem. 

5.  Ogon wysoko w górze, inaczej niż przy postawie podporządkowanej, kiedy pies wciska go 

między nogi. Trzymanie ogona w górze umożliwia rozchodzenie się zapachów emitowanych 

przez gruczoły okołoodbytowe. Ułatwia to identyfikację psa i daje poznać psu niższej rangi, z 

kim ma do czynienia. 

Pewne zmiany w wyglądzie sygnalizującego gotowość do agresji psa mają stworzyć złudze-

nie, że jest on większy niż w rzeczywistości. 

background image

6.  Pewne partie uwłosienia na łopatkach, grzbiecie i zadzie jeżą się w szczytowej fazie po-

stawy agresywnej. 

7.  Równocześnie nogi są maksymalnie wyprostowane, przez co cała postać psa wydaje się 

bardziej masywna. 

8.  Ogólny efekt potęguje jeszcze wzrok uporczywie wbity w przeciwnika. 

9.  Z gardła dobywa się głuche, dudniące warczenie. 

10. Wszystkie mięśnie są tak napięte, że uniesiony prosto w górę ogon drży. 

Zazwyczaj to wystarczy, aby rywal wystraszył się i uciekł. Pies dominujący przybiera taką 

sygnalizującą agresję postawę, kiedy uważa,  że jego wysoka pozycja w stadzie jest realnie 

zagrożona. W mniej poważnych przypadkach pies o wysokiej pozycji w stadzie tylko spora-

dycznie demonstruje swoją  władzę. Do tego służą już inne zachowania. Jednym z nich jest 

ustawianie się naprzeciw osobnika niskiej rangi, jakby blokujące mu drogę. Odpowiednio 

długie pozostawanie w tej pozycji mówi podporządkowanemu psu: „Kontroluję wszystkie 

twoje ruchy". Innym jest imitowanie skoku kopulacyjnego, przy czym silniejszy pies opiera 

się przednimi łapami na grzbiecie lub łopatkach słabszego. Nie ma to nic wspólnego z sek-

sem, stanowi tylko demonstrację: „Moje na wierzchu!" 

Innymi sposobami pokazania podwładnym, kto tu rządzi, są sfingowany skok i sfingowana 

zasadzka. Pies dominujący markuje tu sprężenie się do skoku na wroga, lecz wcale nie wyko-

nuje go do końca. W drugim przypadku przypada do ziemi, jakby się czaił, lecz robi to bardzo 

ostentacyjnie. 

Zazwyczaj słabszy pies od razu pojmuje znaczenie tych gróźb i odpowiednio reaguje. 

Oczywiście w zgodnie żyjącym stadzie pies przewodnik nie musi ciągle przypominać pod-

władnym o dzielącej ich różnicy. Na ogół w stadzie panuje przyjaźń i dobra organizacja. W 

obrębie gatunku, dla którego warunkiem przeżycia była współpraca przy polowaniach, domi-

nujące wilki lub psy nie mogły nadmiernie demonstrować swojej władzy. 

background image

Dlaczego pies zakopuje kości 

 

Kluczem do zagadki, dlaczego domowe psy czasem zakopują otrzymane od nas kości, jest 

sposób zdobywania zwierzyny przez wilki. Małe zwierzęta, wielkości myszy, wilki tropią i 

chwytają pojedynczo. Zwykle rzucają się na ofiarę, przygniatają przednimi łapami, zagryzają 

paroma chwytami szczęk i szybko pożerają. Podobnie postępują z nieco większą zdobyczą, na 

przykład z królikiem. Jeśli tak niewielkie zwierzę stawia pewien opór, wystarczy nim porząd-

nie potrząsnąć. Zwierzętom  średniej wielkości, jak owce lub sarny, przegryzają gardła, co 

trwa kilka sekund. Zdobyczy tej wielkości nie zostawiają na później, bo nawet młodego je-

lonka kilka wilków jest w stanie zjeść na miejscu. Przyjmuje się, że dorosły wilk może „na 

jedno posiedzenie" skonsumować około 9 kilogramów mięsa, a w ciągu doby około 20 kilo-

gramów. 

Gdy wilki upolują jakieś duże zwierzę, na przykład jelenia, krowę czy konia — pojawia się 

problem, co zrobić z nadwyżką mięsa. Nawet wtedy najadają się zwykle do syta, a resztki 

zostawiają na miejscu, aby później do nich wrócić. Jeśli jednak łup zdobyło tylko kilka doro-

słych wilków, na wszelki wypadek mogą oderwać sobie po kawale mięsa i zakopać w ziemi. 

Zabezpiecza to także mięso przed rabusiami (zwłaszcza takimi jak wrony, kruki i sępy), a 

latem przed muchami i ich larwami. Zwykle wilki zakopują mięso na miejscu, chociaż cza-

sem zabierają je z sobą do nory. 

Zwykle wilk kopie jamę przednimi łapami, trzymając mięso w zębach. Kiedy jama jest już 

dostatecznie wielka, wilk po prostu rozwiera szczęki i upuszcza w nią zdobycz, po czym ją 

zakopuje, nasuwając ziemię pyskiem. W odróżnieniu od kotów, nigdy nie używa do tego 

przednich nóg. Potem ugniata ją lekko pyskiem i odchodzi. Nazajutrz powraca, przednimi 

łapami wykopuje mięso, bierze je w pysk, otrząsa z ziemi i siada, by je zjeść. 

Można więc się domyślić, kiedy nasz domowy pies nabierze ochoty na zakopanie jedzenia. 

Przede wszystkim musi go mieć w nadmiarze! Głodny pies, jak jego dzicy przodkowie, zje, 

ile tylko będzie mógł. Dopiero jeśli coś mu pozostanie, wyniesie to do ogrodu i tam zakopie. 

Jednak nawet przekarmione psy, jeśli dostają tylko gotową, miękką karmę, nie są w stanie 

nigdzie z nią pójść. Kości wyniosą natomiast na dwór i zakopią w ziemi. 

Nawet jeśli pies nie jest przekarmiony, duża kość, zwłaszcza taka, której nie można pogryźć i 

background image

zjeść od razu, świetnie się nadaje do odłożenia na potem. Dlatego psy, nawet głodne, najczę-

ściej zakopują właśnie kości. 

Psy karmione zbyt obficie i wyłącznie miękką karmą przejawiają szczątkowe pozostałości 

instynktu zakopywania resztek. Wiedzą, że to, co jest w misce, jest dobre, ale nie są już głod-

ne, próbują więc „zakopać" miskę z jedzeniem w rogu pokoju. Czasem ruchy „zakopywania" 

są tylko zamarkowane paroma ruchami nosa, które popychają miskę po podłodze, ale nic z 

tego nie wynika i pies szybko rezygnuje. To zachowanie powinno tylko uzmysłowić jego pa-

nu, że daje swemu psu za dużo jedzenia. 

background image

Jak często pies jada 

 

Większość  właścicieli daje psu dwa posiłki dziennie, nie licząc wody. Jeżeli jedzenie jest 

urozmaicone, tzn. nie składa się tylko z mięsa — to wystarczy, aby utrzymać zwierzę w do-

brej kondycji. Trzeba pamiętać, że także wilki i dzikie psy spożywają pewną ilość materiału 

roślinnego, zjadając wnętrzności swoich roślinożernych ofiar. Podobne zapotrzebowanie ma 

również nasz pies domowy. Nie należy jednak próbować „przestawiać" psa na modną obecnie 

dietę wegetariańską. Z dwojga złego lepsze jest karmienie psa tylko mięsem, gdyż jest głów-

nie zwierzęciem mięsożernym. 

Tu i ówdzie pokutuje przesąd, że psom potrzebny jest jeden dzień postu w tygodniu. Wycią-

gnięto ten wniosek z faktu, że wilki w stanie dzikim potrafią przez dłuższy czas obywać się 

całkiem bez pożywienia. W skrajnych warunkach odnotowano rekordową głodówkę trwającą 

czternaście dni! Tak, ale w przyrodzie po okresach wymuszonego postu polowanie w końcu 

się udaje i następuje wielkie obżarstwo połączone z przyspieszonym trawieniem. To zresztą 

wcale nie znaczy, że ten model żywienia należy zalecać. Kiedy bowiem wilki znajdują się na 

terenie bogatym w zwierzynę — jedzą kilka razy dziennie. 

Nie zapominajmy też, że i nasi praprzodkowie przeżywali na przemian dni obżarstwa i głodu. 

Mimo to obecnie wolimy odżywiać się regularnie. Dotyczy to również psów. 

background image

Dlaczego owczarki są tak przydatne do pasienia owiec 

 

Nieraz podziwiamy transmitowane przez telewizję konkursy sprawności psów pasterskich. 

Wydaje się wtedy, że między przewodnikiem a psem istnieje jakaś więź telepatyczna. Łatwo 

ją wytłumaczyć. Zwróćmy uwagę na zachowanie psów lub wilków w czasie zbiorowych po-

lowań. Pracujący owczarek po prostu dostosowuje odziedziczone po przodkach zwyczaje 

myśliwskie do wymagań pasterza. Spróbujmy więc wyobrazić sobie, jak zachowuje się stado 

wilków okrążające zwierzynę. 

Kto raz był okrążony przez watahę, zapamięta to do końca życia. Nawet jeśli stado jest syte i 

składa się z osobników, które znamy od szczeniaka, widok otaczających nas wachlarzowato 

drapieżników ma w sobie coś niesamowitego. W tym momencie chyba już wiemy, co czuje 

zaszczuty jeleń, a z drugiej strony — co musi robić owczarek, aby zaganiać owce. Musi sam 

zastępować całą watahę! Jest to wyjątkowo trudne zadanie, gdyż proporcje są odwrócone: 

zamiast grupy drapieżników atakujących jedną ofiarę jeden drapieżca przypada na całe stado 

ofiar. Biedny owczarek musi więc pracować za dziesięć wilków, toteż zwykle psy te żyją kró-

cej niż inne — tak wyczerpująca jest ich praca. 

Owczarki podejmują ten nadmierny wysiłek, bo w swej wilczej mentalności nie pojmują, że 

ani po lewej, ani po prawej stronie nie ma żadnego „wilka" do pomocy. Muszą więc same 

wykonać wszystkie manewry oskrzydlające; to przyczajają się, to biegają, to zataczają koła, 

bo tak każe im instynkt. 

Taktyka  łowiecka wilków opiera się na czterech zasadach, które każdy osobnik wysysa z 

mlekiem matki. Pierwsza głosi, że po odłączeniu od stada pojedynczej sztuki wszystkie wilki 

muszą być od niej w równej odległości. Druga — że każdy wilk, okrążając zdobycz, powinien 

zachowywać taką samą odległość od członków watahy po lewej i po prawej stronie. To 

wszystko powoduje, że wilki okrążają swoją ofiarę równym kołem. W miarę przybliżania się 

do niej koło się zacieśnia, ale jednakowy dystans między ofiarą a każdym z napastników zo-

staje zachowany. Kiedy tę czynność owczarek wykonuje sam, ugania się z miejsca na miej-

sce, jakby chcąc zastąpić każdego z nieobecnych „członków watahy" i ustalając swój własny, 

umowny dystans między sobą a owcami. 

Trzecią zasadą zbiorowego polowania wilków jest element zasadzki. Któryś wilk odłącza się 

background image

od stada i przyczaja się na własną  rękę, znikając z pola widzenia ofiary. Leży spokojnie w 

ukryciu, czekając, aż reszta stada nagoni prawie już osaczoną zwierzynę w jego stronę. Po-

dobnie postępuje owczarek, kładąc się i obserwując uważnie owce. Ponieważ jednak nie ma 

komu napędzić ich na niego, musi znów biegać i sam je okrążać. 

W grupowym polowaniu wilków czwartą i najważniejszą regułą postępowania jest posłuszeń-

stwo wobec przewodnika stada. To on inicjuje poszczególne czynności i decyduje, którą sztu-

kę wziąć na cel i odłączyć. Inne wilki uważnie patrzą i naśladują. Bez współpracy bowiem 

polowanie by się nie udało. Dla owczarka takim „wilkiem-przewodnikiem" jest owczarz i 

jego komendy muszą być natychmiast wykonywane. 

Owczarz używa dziesięciu komend, które instruują psa, co ma robić: 

1.  Stój! (ma przerwać to, co akurat robi); 

2.  Leżeć! (ma położyć się, przyczajony jak w zasadzce, i obserwować owce); 

3.  Nawracaj z lewej! (ma zbliżyć się do owiec z lewej strony i stąd je okrążać); 

4.  Nawracaj z prawej! (to samo z przeciwnej strony); 

5.  Chodź tu! (ma wrócić do owczarza, gdziekolwiek by był); 

6.  Dalej! (ma podbiec do stada, bez względu na to, gdzie ono jest); 

7.  Wróć! (ma oddalić się od stada); 

8.  Powoli! (ma zwolnić tempo); 

9.  Szybciej! (ma przyspieszyć tempo); 

10. Dosyć! (ma zostawić owce i wrócić do owczarza). 

Używając tych komend, wykorzystując instynkty myśliwskie psa, owczarz może  świetnie 

wyszkolić owczarka. Polecenia przekazuje mu za pośrednictwem gwizdków, ustnych komend 

i gestów. 

Ciekawe, że największą trudność sprawia nauczenie psa pędzenia stada tak, by oddalało się 

od owczarza. Jest to sprzeczne z naturalnymi instynktami psa, gdyż na normalnym polowaniu 

wilk przewodnik (którego rolę pełni owczarz) nigdy nie żądałby od swoich podwładnych od-

pędzania od niego zwierzyny. Ponieważ jednak owczarek jest swemu panu posłuszny, musi 

background image

nauczyć się wykonywać ten rozkaz. 

Może się zdarzyć, że niezdyscyplinowany owczarek posunie się za daleko w symulacji ataku i 

zacznie rzeczywiście podszczypywać owce po nogach. Zdarza się to jednak rzadko, gdyż rasy 

psów owczarskich (szczególnie owczarki szkockie) poddawane są selekcji na wyeliminowa-

nie przejścia z fazy krążenia zwierzyny do fazy ataku. 

background image

Dlaczego niektóre psy myśliwskie wystawiają zwierzynę 

 

Wyspecjalizowaną rasą psów myśliwskich są pointery. Wykrywają one zwierzynę (zwykle 

ptactwo) węchem, a kiedy ją zwietrzą, zastygają w charakterystycznej stójce. Pies stoi wtedy 

z opuszczoną głową, wyciągniętą do przodu szyją i ogonem trzymanym sztywno w pozycji 

poziomej. Jedną przednią nogę trzyma w powietrzu, jakby zatrzymaną w pół kroku. Dobry 

pointer długo wytrzyma w tej pozycji, tylko lekkie drganie ogona zdradza, jak jest podnieco-

ny i napięty. 

W końcu myśliwy strzela do wystawionego ptaka, co automatycznie zwalnia psa ze stójki. 

Wtedy tropienie zaczyna się od początku. 

Czasem do polowania używa się pary pointerów. Jeden pies potrafi bowiem pokazać tylko 

kierunek ukrycia się zwierzyny, ale nie może równocześnie wskazać odległości. Gdy tę samą 

zwierzynę wystawia równocześnie inny pointer z drugiej strony, myśliwy otrzymuje już go-

towe „współrzędne", dzięki czemu może mierzyć bardzo precyzyjnie. Błędne jest przekona-

nie,  że stójka nie należy do naturalnych zachowań psa. Kiedy wilki zwietrzą  łup, najpierw 

osobniki dominujące zastygają w bezruchu, ustawiając się przodem do źródła zapachu. Inne 

wilki dołączają się do nich, próbując też złapać ten zapach w nozdrza. Następuje krótka prze-

rwa, podczas której cała wataha koncentruje się na łapaniu wiatru; dopiero potem zaczyna się 

następna faza polowania. A więc pointer zatrzymał się na etapie tej przerwy w wilczym po-

lowaniu. Jedyną różnicą między zachowaniem psa domowego a dzikiego jest nie sama „stój-

ka", lecz umiejętność jej przedłużania. Ale w tym właśnie wyspecjalizowała się ta rasa i na tę 

zdolność ją selekcjonowano. 

Pointery wystawiają, a setery siadają i w ten sposób dają znać, że zwietrzyły ptaka. Dlatego 

też nazwa „seter" pochodzi od angielskiego słowa „to sit" — siadać. 

To zachowanie ma znowu związek z opisywaną poprzednio fazą wilczych łowów, w której 

jeden wilk przypada w ukryciu, a inne napędzają na niego zwierzynę. Teraz dzięki selekcji 

stało się to specjalnością tej rasy. 

Liczne rasy aporterów, które biegną na poszukiwanie zastrzelonej zwierzyny, aby przynieść ją 

myśliwemu, naśladują inny element wilczego polowania. Wilki przynoszą część zdobyczy do 

nory dla samic po oszczenieniu lub dla szczeniąt za młodych, aby same mogły zdobywać po-

background image

żywienie. Zdolność bezinteresownego aportowania, udoskonalona u wielu współczesnych ras 

psów myśliwskich wzięła się właśnie ze zwyczaju dzielenia się zdobyczą ze słabszymi. 

Utrwaleniu tego odruchu służy popularna zabawa z psem polegająca na przynoszeniu rzuco-

nego przez człowieka patyka lub piłki. 

background image

Dlaczego psy czasem jedzą trawę 

 

Zarówno psy, jak i koty, mimo że są drapieżnikami, lubią czasem łapać zębami i jeść źdźbła 

trawy w ogrodzie. Zazwyczaj ich nie połykają, tylko wysysają sok, wypluwając stałą tkankę 

roślinną. Stwierdzono, że dla kotów trawa jest źródłem witamin, zwłaszcza kwasu foliowego, 

którymi uzupełniają swoją mięsną dietę. Być może z psami jest podobnie, choć podaje się 

jeszcze inne przyczyny takiego stanu rzeczy. 

Niektórzy posiadacze psów zauważyli, że ich pupile interesują się trawą tylko wtedy, kiedy 

cierpią na jakieś zaburzenia w trawieniu. Często też po najedzeniu się trawy zaraz wymiotują. 

Można się domyślać, że po trawę sięgają psy, które otrzymują w paszy zbyt mało balastu i to 

jego niedobór spowodował ich złe samopoczucie. Spożycie nieodpowiedniej trawy pogarsza 

ich stan — stąd wymioty. 

Istnieje też pogląd, że psy, które zjadły coś niestrawnego, celowo jedzą trawę, aby zmusić się 

do wymiotów. Nie jest to jednak hipoteza zbyt prawdopodobna, gdyż psom wymioty przy-

chodzą łatwo i nie muszą sztucznie ich wywoływać. 

 

background image

Czy pies ma dobry wzrok 

 

Zasadniczo psy widzą dobrze, lecz pod wieloma względami inaczej niż my. Przez wiele lat 

sądzono,  że psy nie odróżniają kolorów i widzą wszystko w tonacji czarno - białej. W tej 

chwili wiadomo już, że tak nie jest, niemniej kolor dla psów nie jest czymś specjalnie waż-

nym. Rzecz w stosunku pręcików do czopów na siatkówce oka psa. Psy mają więcej pręcików 

niż ludzie. Pręciki umożliwiają odróżnianie barw czarnej i białej oraz ułatwiają widzenie w 

półmroku; natomiast czopki umożliwiają widzenie kolorów. Oczy psa mają więcej pręcików, 

gdyż w naturze porą największej aktywności psowatych jest świt i zmierzch. Jest to widzenie 

zmrokowe, typowe dla większości ssaków. Człowiek, o „dziennym" rodzaju widzenia, jest 

pod tym względem nietypowym ssakiem. 

Pewna, choć nieduża liczba czopków na siatkówce oka psa świadczy o tym, że w pewnym 

stopniu pies musi dostrzegać kolory. Najtrafniej ujął to biegły okulista Gordon Walls: „Zwie-

rzę na poły nocne, bogato wyposażone w pręciki (jakim jest pies — przyp. aut.), może po-

strzegać najostrzejsze pasma widma barwnego najwyżej jako lekko pastelowe odcienie". W 

każdym razie lepiej, że pies idąc z nami na spacer widzi przynajmniej pastelowe tony otacza-

jącego pejzażu, niż miałby nie dostrzegać ich w ogóle. 

W słabym świetle pies ma natomiast nad nami przewagę. Tylna ściana jego gałki ocznej za-

wiera warstwę odbijającą światło, co wydatnie wzmacnia widoczność obrazu. Ten sam me-

chanizm funkcjonuje u kotów, dlatego ich oczy, podobnie jak oczy psów, świecą w ciemno-

ści. 

Dalsze różnice między naszymi a psimi oczami polegają na tym, że psy dokładniej widzą 

wszelkie poruszenia, gorzej zaś szczegóły obrazu. Nieruchomy obiekt znajdujący się w dużej 

odległości może nie być przez nie zauważony. To dlatego wiele gatunków zwierząt, na które 

polują psowate, ratuje życie zastygając w bezruchu, zamiast podejmować próby ucieczki. Do-

świadczalnie stwierdzono, że pies nie zauważy swojego właściciela z odległości około 300 

metrów, jeśli ten nie będzie się ruszał. Owczarek z odległości nawet mili (około 1600 me-

trów) dostrzeże natomiast owczarza, który daje mu energiczne sygnały gestami rąk. Wyczule-

nie na ruch jest szczególnie ważną cechą psiego wzroku w czasie długiego pościgu za zwie-

rzyną. Kiedy bowiem ofiara ucieka, oczy psa osiągają maksimum sprawności. 

background image

Przy polowaniu dużą rolę odgrywa u psa jego szerokie pole widzenia. Najszersze, dzięki wą-

skiej głowie, ma chart — do 270°. Pole widzenia przeciętnego psa sięga około 250°, u ras o 

spłaszczonej części twarzowej nieco mniej, zawsze jednak jest szersze niż u człowieka, u któ-

rego wynosi 180°. Oznacza to, że pies może dostrzegać nawet małe poruszenia na dużo szer-

szym horyzoncie niż my, płaci jednak za to mniejszym o połowę zasięgiem widzenia obuocz-

nego. Dlatego człowiek lepiej od psa potrafi oceniać odległość. 

 

background image

Czy pies ma dobry słuch 

 

Psy słyszą dźwięki o niskiej częstotliwości mniej więcej tak samo jak my. Dźwięki wysokie 

słyszą natomiast dużo lepiej. Górna granica częstotliwości bodźców akustycznych słyszal-

nych przez człowieka waha się od trzydziestu tysięcy herców w dzieciństwie, poprzez 20 ty-

sięcy w wieku dojrzałym, do dwunastu tysięcy na starość. Górna granica słyszalności u psa 

wynosi natomiast 35—40 tysięcy herców, a według najnowszych badań rosyjskich nawet 100 

tysięcy. 

Dzięki temu pies słyszy to, co dla nas jest ultradźwiękiem. Jeżeli nagle, bez widocznej przy-

czyny, nadstawia uszu i zaczyna nasłuchiwać — może to oznaczać, że usłyszał niesłyszalny 

dla nas pisk myszy lub nietoperza. Tak czuły słuch rozwinął się u dzikich przodków psa, gdyż 

był im potrzebny do wykrywania drobnej zwierzyny — takiej jak gryzonie. 

Dzięki temu zmysłowi naszym psom domowym można przypisywać zdolności z pogranicza 

telepatii. Zaobserwujmy zachowanie psa, gdy jego pan wraca z pracy. Zanim ktoś z domow-

ników usłyszy jakiś konkretny odgłos, pies już zrywa się ze swojego posłania i niespokojnie 

kręci przy drzwiach. Jeżeli pan wraca do domu piechotą, pies jest w stanie odróżnić jego kro-

ki od kroków setek innych ludzi na ulicy. Jeżeli zaś przyjeżdża samochodem — odróżnia od-

głos silnika od wszystkich innych przejeżdżających pod domem. 

Jeżeli komuś trudno uwierzyć w aż tak wielką czułość  słuchu psa, wystarczy uświadomić 

sobie, że w stanie dzikim wilki słyszą wycie innych wilków z odległości ponad czterech mil 

(około sześciu i pół kilometra). 

background image

Jak czuły jest psi węch 

 

W świecie zapachów człowiek zajmuje dosyć podrzędną pozycję. Skala doznań węchowych 

przeciętnego psa jest nam tak obca jak temuż psu — powiedzmy — wyższa matematyka! 

Czułość węchu człowieka i psa trudno obiektywnie porównać. Niektóre autorytety naukowe 

oceniają, że jest między nimi różnica jak l: 100, inne sądzą, że pies przewyższa nas pod tym 

względem milion, a nawet sto milionów razy! 

Tak naprawdę porównywalna może być tylko zdolność wyczuwania określonej substancji 

chemicznej. Na niektóre zapachy, takie, które nie mają dla nich żadnego praktycznego zna-

czenia —jak na przykład kwiatów — psy reagują tylko nieco silniej niż my. Jeśli chodzi na-

tomiast o wyczuwanie na przykład kwasu masłowego, który jest składnikiem potu, testy wy-

kazały, że psy są nań przynajmniej milion razy wrażliwsze niż my. 

Imponujące są wyniki prób na wykrywanie zapachu potu. Znany jest na przykład „test rzuco-

nego kamienia", polegający na tym, że spośród sześciu ludzi każdy podnosi z ziemi kamyk i 

odrzuca go tak daleko, jak tylko może. Badany pies może wtedy powąchać rękę któregoś z 

tych ludzi, po czym biegnie i bezbłędnie aportuje właściwy kamyk. Wystarczy, aby człowiek 

trzymał go w dłoni przez czas potrzebny na wykonanie rzutu, a już zostaje na nim wystarcza-

jąca ilość potu, aby pies ją rozpoznał. 

Jeszcze bardziej zaskakujący jest „test szklanych płytek". Polega na tym, że człowiek dotyka 

przez chwilę czubkiem palca tylko jednej z zestawu szklanych płytek. Potem przechowuje się 

je około sześciu tygodni, ale i tak po tym okresie pies potrafi rozpoznać płytkę. 

Zapach potu z ludzkich stóp jest dla psa jeszcze łatwiej rozpoznawalny. Psy rasy bloodhound 

potrafią wytropić człowieka, idąc po śladzie sprzed czterech dni, na dystansie do stu mil. In-

dywidualny zapach stóp ludzkich jest dla psa tak silnie wyczuwalny, że potrafi on zidentyfi-

kować konkretnego człowieka na obszarze wydeptanym przez setki obutych stóp. 

Ponieważ pies posiada około 220 milionów komórek węchowych (człowiek ma ich tylko 5 

milionów), możliwości jego nosa są często wykorzystywane. Wymienione już bloodhoundy 

wsławiły się tropieniem zbiegłych niewolników, a potem zwykłych przestępców, ale mało kto 

wie, że psy potrafią także odróżnić po zapachu bliźnięta jednojajowe od dwujajowych. Indy-

widualny zapach człowieka jest bowiem cechą dziedziczną, a więc u bliźniąt jednojajowych 

background image

jest identyczny i nawet pies go nie rozróżni, natomiast bliźnięta dwujajowe mają każde inny 

zapach, rozpoznawany przez psa z łatwością. 

Do najbardziej typowych zadań dla psiego nosa należą: wykrywanie trufli pod ziemią, narko-

tyków i materiałów wybuchowych w bagażach oraz ludzi pod lawinami. Najpopularniejsze 

narkotyki, jak marihuana, kokaina i heroina, mają charakterystyczny zapach, który psy potra-

fią wywęszyć, mimo że przemytnicy robią wszystko, aby je zamaskować. Ale nawet korzenne 

przyprawy, perfumy, tytoń, cebula czy naftalina umieszczane wokół paczuszek z narkotykami 

nie są w stanie zmylić szkolonego psa z brygady antynarkotykowej. Z kolei psy z brygad an-

tyterrorystycznych z łatwością rozpoznają zapach siarki charakterystyczny dla prochu strzel-

niczego oraz kwaśny zapach nitrogliceryny. Jeśli chodzi o rozróżnianie zapachów, psiemu 

nosowi nie dorównało dotąd żadne urządzenie zbudowane przez człowieka. 

Na kształtowanie się w trakcie ewolucji nadzwyczajnych walorów węchu psa wpłynęła po-

trzeba rozpoznawania potencjalnej zdobyczy z dużej odległości. Zaobserwowano, że wilk był 

w stanie wyczuć z wiatrem zapach jelenia z odległości około półtorej mili. Kiedy tylko wata-

ha zwietrzy tak dużą zwierzynę, wszystkie zastygają w bezruchu i ustawiają się przodem do 

ofiary. Stoją tak przez chwilę, upewniając się, czy to rzeczywiście ten zapach, potem zbijają 

się w gromadkę, nosami do siebie, z ogonami drżącymi z podniecenia. Po jakichś dziesięciu - 

piętnastu sekundach zgodnie ruszają do ataku. Dla tej grupy zwierząt, zwłaszcza gdy żyją na 

dalekiej Pomocy, ostrość powonienia decyduje o życiu lub śmierci, ale i nasze psy domowe 

odziedziczyły tę cechę. 

background image

Dlaczego pies lubi tarzać się w nieczystościach 

 

Pies może zaszokować swego pana, jeśli nagle przyjdzie mu chętka położyć się na jakimś 

cuchnącym przedmiocie i z zapałem się w nim wytarzać. W czasie długiego spaceru może się 

natknąć na padlinę w stanie rozkładu, krowi placek lub końskie  łajno. Usiłuje ponoć w ten 

sposób zagłuszyć swoim zapachem woń rywala, podobnie jak pies, który znajduje „wizytów-

kę zapachową" innego psa na słupku i musi natychmiast pokryć ją swoim zapachem, sikając 

dokładnie w tym samym miejscu. 

W tym rozumowaniu tkwi jednak błąd. Osobisty zapach zostawiony przez ocierającego się o 

coś psa jest dużo słabszy niż zapach jego moczu i kału. Cuchnące substancje, w których pies 

się tarza, mają własny silny odór, jeśli więc chodziło o zagłuszenie go, większy sens miałoby 

oddawanie na nie dużych ilości swojego moczu i kału. Tego jednak nie zaobserwowano u 

żadnego psa. Chyba więc przyczyna takiego zachowania jest inna. 

Jest bardziej prawdopodobne, że pies sam chce przesiąknąć obcym zapachem. Tarzając się na 

krowim placku bądź na równie „aromatycznych" odchodach innych zwierząt, nasyca ich za-

pachem swoją sierść, dzięki czemu, gdy później poluje na te same zwierzęta, jest dla nich 

trudny do zwietrzenia. Nawet fetor gnijącej padliny, chociaż nie nadaje psu (wilkowi) zapa-

chu jego zdobyczy, tłumi jego własną woń. 

Jeszcze inne znaczenie ma to „perfumowanie się" psa lub wilka żyjącego w stadzie. Jeżeli 

dziki pies wytarza się w odchodach zwierzęcia, na które normalnie poluje, zapach ten dla in-

nych członków stada jest cenną informacją, że taka zwierzyna znajduje się w pobliżu. Towa-

rzysze obwąchują go starannie i to może być sygnał do grupowego polowania, choć nie zaob-

serwowano, aby było ono bezpośrednim następstwem opisanego zachowania. 

Z drugiej strony w warunkach laboratoryjnych stwierdzono, że pies tarza się w bardzo róż-

nych, dziwnie pachnących substancjach, jak skórka cytrynowa, perfumy, tytoń i gnijące od-

padki. Podważa to zarówno teorię o zagłuszaniu własnego zapachu psa wonią ofiary, jak i o 

dawaniu tym sposobem sygnału dla stada do wszczęcia polowania. Może każda silnie wonie-

jąca substancja, bez względu na jej rodzaj, wprawia psa w swoiste podniecenie? Nie jest to 

jednak argument wielkiej wagi, bo trudno go zarówno udowodnić, jak i obalić. 

Trzeba też wziąć pod uwagę, że w naturalnym środowisku dzikich przodków psa najczęściej 

background image

spotykanym  źródłem silnego zapachu były odchody zwierzyny łownej.  Żadna padlina nie 

utrzymałaby się bowiem tak długo, aby zacząć się rozkładać i śmierdzieć, bo dużo wcześniej 

zostałaby zjedzona. A perfum ani tytoniu w takim otoczeniu nie było. Dlatego atawistyczne 

zachowania współczesnych, domowych psów są tylko szczątkową pozostałością tego, co kie-

dyś ułatwiało im przeżycie. 

background image

Dlaczego psy czasem saneczkują 

 

Pocieranie o ziemię zadem jest u psów normalnym zachowaniem, mającym na celu pozosta-

wienie wydzieliny gruczołów okołoodbytowych. Wiele innych gatunków zwierząt drapież-

nych ma również gruczoły wonne w tych miejscach i wyciskając na ziemię ich wydzielinę, 

zaznaczają granicę swego terytorium. Szczególnie udoskonalona jest ta cecha u wielkiej pan-

dy, u której zarówno osobniki męskie, i jak żeńskie regularnie obchodzą swój teren, zatrzy-

mując się przy każdym kamieniu lub pniu drzewa i ocierają o nie swoje zady, znacząc je wy-

dzieliną. 

Jednak u trzymanego w domu psa takie suwanie pośladkami po ziemi, nazywane przez wete-

rynarza „saneczkowaniem", nie zawsze jest zdrowym, normalnym objawem. Badanie często 

„saneczkujących" psów wykazało, że cierpią na zapalenie zatok przy odbytowych, co sprawia 

im ból. Ruchy trące mają wtedy przynieść ulgę. 

Zatoki przyodbytowe są parzystymi otworami wielkości ziaren grochu, po obu stronach odby-

tu psa, około 5 - 6 milimetrów od jego ujścia. Zatoki te opróżniane są automatycznie; ilekroć 

pies oddaje kał, dodaje do niego swojej silnie pachnącej wydzieliny. Na zapach ten nie mają 

wpływu sezonowe zmiany poziomu hormonów. „Akcent zapachowy" dodawany do kału nie 

ma nic wspólnego ze sferą zachowań płciowych. Ma natomiast związek z „zapachowym iden-

tyfikatorem psa". Wśród ludzi czynnikami identyfikującymi są ich twarze, z tym że krymina-

listów rozpoznajemy także po odciskach palców, a tych, co do nas napisali — po ich podpisie. 

Dla psów identyfikatorem jest ich niepowtarzalna nuta zapachowa. 

Kiedy spotkają się dwa psy o wysokiej pozycji w hierarchii stadnej, zaczynają obwąchiwać 

swoje podogonia. Sztywno uniesione w górze ogony lekko drżą, co podrażnia nieco zatoki 

przyodbytowe i wydostaje się z nich odrobina wonnej wydzieliny. Zapach jej działa na psy 

tak jak na nas widok twarzy dawno nie widzianych przyjaciół. W tym zapachu zawarte są 

informacje o stanie zdrowia, aktualnym nastroju ich posiadaczy i nie wiadomo, jakie jeszcze, 

ale na pewno pełniące ważną rolę w życiu społecznym psów. 

Z tego też względu zablokowanie tych zatok jest dla psa swego rodzaju kompromitacją towa-

rzyską. Pies cierpiący na tę dolegliwość rozpaczliwie trze tylną częścią ciała o ziemię, aby 

uwolnić się od kłopotliwej blokady. 

background image

Jak suka postępuje ze swymi szczeniakami 

 

Ciąża u suki trwa dziewięć tygodni. Na dzień przed porodem suka staje się niespokojna i nie 

chce jeść. Może być wtedy agresywniejsza wobec obcych, za to bardziej przyjazna dla do-

mowników. Jeżeli ma przygotowane specjalne legowisko, przed samym porodem kładzie się 

w nim na boku, grzbietem do ściany. Przyspieszone oddychanie na przemian ze zwolnionym 

sygnalizują, że zbliża się rozwiązanie. 

Porodowi pierwszego szczeniaka towarzyszy drżenie ciała matki i gwałtowne ruchy tylnych 

nóg. Szczenięta rodzą się mniej więcej co pół godziny. Po urodzeniu każdego z nich suka 

wykonuje instynktowne czynności: usuwa błony płodowe; wylizuje szczeniaka, dopóki nie 

zacznie sam oddychać; przegryza pępowinę w odległości 5—7,5 centymetra od brzuszka 

szczenięcia; zjada łożysko i podpycha szczenię w stronę swego brzucha. Potem zwija się w 

kłębek wokół już urodzonego szczeniaka i czeka na następne. Wydanie na świat miotu o 

średniej liczebności pięciu szczeniąt zajmuje kilka godzin. 

Zachowanie suki i przebieg porodu są na ogół podobne jak u kotki. Różnice dotyczą przygo-

towania legowiska do porodu. Suka nawet w przygotowanej dla niej skrzynce wykonuje roz-

paczliwe ruchy, jakby chciała wygrzebać w niej norę. Kotka niczego takiego nie robi, bo inne 

są instynktowne zachowania dzikich przodków tego gatunku. 

Koty grzebią w ziemi, aby zakopać swoje odchody, natomiast same nigdy nie kopią sobie nor 

do porodu. W stanie dzikim szukają aż do skutku gotowej, wygodnej jaskini (to dlatego do-

mowe kotki wybierają nieraz w tym celu zaciszną szafę czy kredens). Wilczyce natomiast 

same kopią nory, zwykle na zboczu pagórka, blisko źródła wody pitnej, z wejściem najchęt-

niej ukrytym pod głazem lub pniem drzewa, żeby strop się nie zawalił. Samo wejście do nory 

ma zwykle szerokość około 60 centymetrów i prowadzi do tunelu długości mniej więcej 4,2 

metra. Na końcu tunel rozszerza się we właściwą jamę, gdzie młode wilczki przyjdą na świat i 

spędzą trzy pierwsze tygodnie życia. Niektóre wilcze nory mają po kilka wlotów i wykonanie 

ich wymaga długiego kopania połączonego z usuwaniem dużej ilości ziemi. Mało tego, wil-

czyca zwykle nie zadowala się jedną norą. Na wszelki wypadek przygotowuje drugą, awaryj-

ną, żeby w razie czego przenieść tam młode. 

Po dzikich przodkach domowej suce pozostał tylko szczątkowy odruch wygrzebywania jamy 

background image

w dnie skrzyni porodowej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, jak w oczach psa prezentuje się 

nasze mieszkanie. W normalnym mieszkaniu jest zawsze kilkoro drzwi, które prowadzą do 

różnych korytarzy i pokojów. Według psich kryteriów jest to jedna wielka nora z kilkoma 

wejściami i tunelami prowadzącymi do rozszerzających się komór. Wygląda więc na to, że 

ludzie wykonali za sukę wszystkie prace związane z wykopaniem nory. Zapomnieli tylko o 

jednym:  że właściwa komora porodowa powinna mieć na dnie przytulne zagłębienie. Suka 

usiłuje usunąć to zaniedbanie i stąd jedyny odruch, jaki jej jeszcze został — grzebanie w dnie 

skrzynki porodowej. 

Szczególną cechą towarzyszącą u domowych psów są próby robienia sobie gniazda w skrzyn-

ce porodowej. Wielu posiadaczy psów zaobserwowało,  że jeśli ich suki miały w swoich 

skrzynkach porodowych stare szmaty lub gazety, darły je na strzępy. Jest to zachowanie cha-

rakterystyczne dla psów udomowionych, gdyż nie stwierdzono, aby wilczyce przygotowywa-

ły sobie jakieś specjalne gniazda w jamach. A więc wydaje się, że pies domowy wzbogacił 

sferę swoich instynktownych zachowań odruchami nie występującymi u jego dzikich przod-

ków. 

Kiedy już wszystkie szczeniaki przyszły na świat, zostały wylizane i podsunięte do brzucha 

matki, suka odpoczywa, a małe zaczynają ssać pierwsze mleko, czyli siarę, zawierającą prze-

ciwciała uodparniające szczenięta na choroby. Na tym etapie pojawiają się następne różnice 

między psem a kotem. Szczenięta nie czują się tak przywiązane do konkretnych sutków jak 

kocięta. Każdy kociak wybiera sobie jeden sutek i przy ssaniu nigdy go nie zmienia. Szcze-

niętom jest natomiast obojętne, z którego sutka ssą mleko. Przyczyną tych różnic jest praw-

dopodobnie fakt, że kocięta mają ostre pazurki, a szczenięta — tępe. Bójki między kociętami 

sprawiałyby tylko niepotrzebny ból ich matce, lepiej więc, żeby każdy trzymał się wyznaczo-

nego sutka. Suce nie przeszkadza natomiast, że szczenięta biją się ze sobą, bo z ich tępymi 

pazurkami jest to niegroźne. 

background image

Jakie jest tempo rozwoju szczeniąt 

 

Szczenięta poszczególnych ras różnią się rozmiarami i wagą, ale wszystkie rodzą się ślepe i 

głuche. Młody wilk przy urodzeniu waży około 45 deka-gramów. 

Przeciętny miot składa się z pięciorga szczeniąt (dokładna  średnia liczebność obliczona na 

podstawie 506 miotów wynosiła 4,92 sztuki). Mioty liczące ponad dwanaście osobników zda-

rzają się sporadycznie. 

W pierwszych dniach życia szczenię przez 90 procent doby śpi, a przez pozostałe 10 procent 

ssie. Tak więc większą część „fazy noworodkowej" przesypia. 

W trzynastym dniu szczeniętom zwykle otwierają się już oczy. W zależności od rasy od tej 

normy są 1 oczywiście odchylenia. Z miotu dziesięciu foksterierów dziewięć w tym wieku 

będzie już patrzeć, natomiast spośród dziesięciu psów gończych beagle w tym samym wieku 

— tylko jeden. Do dwudziestego pierwszego dnia życia otworzą się oczy szczeniakom 

wszystkich ras. Mniej więcej w tym wieku psy zaczynają też słyszeć i pojawiają się, u nich 

pierwsze reakcje „zaniepokojenia". 

Trzytygodniowe szczeniaki zaczynają też merdać ogonkami i próbują szczekać. W tym wieku 

odchodzą już dalej od gniazda, gdy czują potrzebę oddania moczu i kału. 

Czterotygodniowe, normalnie rozwijające się szczenięta osiągają już siedmiokrotność wagi 

urodzeniowej. Zaczyna się wtedy okres ich „uspołeczniania" — większość czasu zajmuje im 

zabawa i nauka typowych dla gatunku zachowań. 

W wieku pięciu tygodni pełny rozwój osiągają mięśnie części twarzowej. Dzięki temu szcze-

niaki zyskują możność porozumiewania się za pomocą mimiki. Wśród szczeniaków w wieku 

sześciu tygodni powstają już zawiązki hierarchii stadnej, wskutek czego osobniki drobniejsze 

i słabsze są prześladowane przez silniejsze rodzeństwo. 

Po siedmiu tygodniach od porodu u suki ustaje laktacja. Jest to najlepszy moment do sprzeda-

ży lub oddania szczeniąt w obce ręce. Wtedy bowiem najszybciej zaadaptują się do życia w 

nowym domu. Oczywiście także pod tym względem bywają różnice międzyrasowe — czasem 

ten optymalny moment następuje w dziesiątym tygodniu. 

background image

Kiedy szczeniaki mają już około dwunastu tygodni, kończy się okres ich wczesnego uspo-

łeczniania, a zaczyna faza „młodzieńcza". Dzikie szczenię w tym wieku zaczyna już brać 

czynny udział w życiu stada, także w grupowych polowaniach. W wieku szesnastu tygodni 

zaczynają im się wyrzynać stałe zęby i proces ten trwa do dwudziestu czterech tygodni. 

Sześciomiesięczne psy płci męskiej zaczynają podnosić nogę przy siusianiu i osiągają dojrza-

łość płciową. Pełna dojrzałość w tym zakresie przypada u obu płci na okres od szóstego do 

dziewiątego miesiąca życia, choć i tu występują różnice rasowe. Zdarzają się osobniki w pełni 

dojrzewające dopiero w wieku dziesięciu—dwunastu miesięcy. 

background image

Jak się odłącza szczenięta od matki 

 

W pierwszych trzech tygodniach życia szczenięta żywią się wyłącznie mlekiem matki. Przy 

karmieniu suka leży, a małe ssą jej sutki, pobudzając wypływ mleka przez naciskanie przed-

nimi  łapkami jej brzucha. W tym okresie suka większość czasu spędza z dziećmi, ale gdy 

osiągną wiek trzech - czterech tygodni, zaczyna już na dłużej zostawiać je same. Mało tego, 

gdy wróci, nie kładzie się od razu w pozycji ułatwiającej ssanie. Ponieważ jednak szczeniaki 

są już bardziej ruchliwe, próbują same dosięgnąć sutków i suka karmi je stojąc. W miarę jak 

szczeniaki są coraz lepiej rozwinięte, suka staje się niecierpliwa i próbuje od nich uciec. Wte-

dy pieski uwieszają się u jej sutków i ssą „w biegu". 

Kiedy szczenięta kończą pięć tygodni, suka nawet warczy na nie lub kłapie im zębami przed 

nosem, gdy próbują sięgnąć do jej sutków. Oczywiście, nie gryzie ich, tylko straszy, ale i tak 

szczenięta są zaskoczone, że nagle zamyka się przed nimi źródło mleka. W ciągu najbliższych 

dwóch tygodni suka od czasu do czasu daje małym possać, ale po siedmiu tygodniach od po-

rodu laktacja całkowicie ustaje. Można powiedzieć, że szczenięta są już odsądzone. Oczywi-

ście mogą tu zachodzić różnice — niektóre suki mają mleko aż do dziesięciu tygodni. 

Jeżeli to wszystko dzieje się w ludzkim domu, hodowca natychmiast zaczyna dokarmiać 

szczeniaki mlekiem podawanym w miseczkach i specjalną karmą dla szczeniąt. Suka chętnie 

na to przystaje, gdyż jest to dla niej wygodne. A co się dzieje u psów i ich krewniaków żyją-

cych dziko? 

W warunkach naturalnych suki umieją łagodnie przestawić młode na pokarm stały. Dzielą się 

z nimi zwymiotowanym, częściowo przetrawionym własnym posiłkiem. Gdy bowiem dzika 

suka (czy wilczyca) zaczyna zostawiać trzy - czterotygodniowe szczenięta same — udaje się 

w tym czasie na polowanie. To, co upoluje, zjada i wraca do nory. Tam witają ją szczenięta, 

które czują od niej zapach pożywienia, co zachęca je do obwąchiwania jej pyska. Nie tylko 

wąchają, lecz i oblizują go, szczypią i trącają łapą. Te odruchy, podobnie jak odruch otwiera-

nia dziobów u piskląt w gnieździe, każą matce zwracać częściowo już strawione pożywienie. 

Tym sposobem matka dostarcza szczeniętom najlepszego w tym wieku pokarmu. Przecież 

dopiero im się zaczynają wyrzynać mleczne ząbki, nie umieją więc jeszcze dobrze żuć. Z cza-

sem samica dostarcza młodym coraz bardziej stałego pokarmu, aż w końcu przejdą już wy-

background image

łącznie na ten rodzaj diety. Dwunastotygodniowe szczenięta zaczynają już same polować, 

oczywiście, wciąż jeszcze z pomocą rodziców. 

Udomowione suki często nie mają okazji dawać szczeniętom częściowo strawionego pokar-

mu. Po prostu szczeniaki w trakcie odsądzania są tak obficie karmione przez hodowcę, że nie 

czują potrzeby pobudzania u matki odruchu zwracania. Czasem jednak ta atawistyczna reak-

cja występuje. Wtedy nieraz nieświadomy właściciel dzwoni w panice do weterynarza, infor-

mując go, że karmiąca suka pewnie zachorowała, bo zaczęła wymiotować. Nie rozumiejąc 

sytuacji, uprząta też zwykle zwrócony przez sukę pokarm w obawie, by nie zaszkodził ma-

łym. I tak bezwiednie pozbawia szczenięta najbardziej odpowiedniej w ich wieku naturalnej 

karmy. 

Na podstawie obserwacji żyjących dziko wilków widać,  że w ich życiu stadnym ten rodzaj 

karmienia odgrywa jeszcze większą rolę. Kiedy wilczyca zostaje w norze, gdyż czuje, że zbli-

ża się poród, inni członkowie stada przynoszą jej „spreparowaną" w ten sposób część własne-

go łupu. Również w pierwszych dniach życia szczeniąt, kiedy wilczyca jeszcze nie może od 

nich odejść, jest dalej karmiona. Kiedy szczeniaki są już większe i matka może zostawić je w 

norze, aby ruszyć na polowanie — przynosi im przeżute i częściowo przetrawione mięso. 

Robi to zresztą nie tylko matka — także inni członkowie stada, nawet samce dokarmiają mło-

de wilczki. Basiory są zaskakująco troskliwe dla szczeniaków. Odchodzą nierzadko ponad 90 

km od nory dla zdobycia łupu, a potem spieszą się z powrotem, aby „przechowywane" w żo-

łądku mięso nie zostało zanadto strawione. 

W zachowaniu wilków można przy tym zaobserwować zadziwiającą subtelność. Osobniki 

dorosłe są przyzwyczajone do zjadania nieświeżego czy wręcz zepsutego mięsa, lecz nigdy 

nie przyniosą czegoś takiego szczeniakom. Jakby wiedząc, że młode mają delikatne żołądki, 

starsze wilki oddają im tylko mięso ze świeżo ubitej zwierzyny. Mało tego, to mięso jest im 

precyzyjnie wydzielane. Wilki wypluwają je w małych ilościach, aby każdy szczeniak mógł 

otrzymać odpowiednią porcję. 

Kiedy małe wilczki mają już komplet ostrych ząbków, dorośli członkowie stada nie połykają 

już i nie przetrawiają przeznaczonego dla nich mięsa, lecz przynoszą im w zębach całe ochła-

py. Nieraz wymaga to dużego wysiłku fizycznego. Widziano na przykład, jak wilczyca przez 

ponad półtora kilometra dźwigała w zębach dla swoich młodych połowę nogi łosia. 

W porównaniu ze swoimi dzikimi przodkami nasze domowe psy wydają się niezbyt opiekuń-

background image

czymi rodzicami. Trzeba jednak pamiętać, że częściowo rolę „członków stada" przejęli tu ich 

właściciele. Kiedy dokarmiamy szczenięta przeznaczoną dla nich karmą, pomagamy suce w 

taki sam naturalny sposób, jak robiliby to inni członkowie watahy. Suka jest z tego bardzo 

zadowolona, bo szczeniaki się jej nie naprzykrzają. 

Naturalny sposób odłączenia szczeniąt od matki ma także swój „ludzki aspekt". Jeżeli u kogoś 

karmienie młodych zwymiotowanym pokarmem budzi niesmak, powinien zdać sobie sprawę, 

że przed wynalezieniem licznych odżywek dla dzieci także ludzkie niemowlęta były w ten 

sposób karmione. Jeszcze dziś w niektórych prymitywnych społeczeństwach matki przeżuwa-

ją pokarm na papkę i wprost „z ust do ust" podają go niemowlętom. Właśnie takie karmienie 

dało początek miłosnym pocałunkom u ludzi (Jedzenie sobie z dzióbków"). Dlatego, jeśli 

nazywamy „całowaniem" lizanie nas przez psa po twarzy, jesteśmy bliżsi prawdy, niż nam się 

to wydaje. 

background image

Dlaczego szczeniaki tak lubią obgryzać nasze kapcie 

 

Posiadacze psów wiedzą z własnego doświadczenia, że starsze szczeniaki przechodzą zwykle 

przez fazę niszczenia rzeczy. Przeważnie ich ofiarą padają nasze kapcie i rękawiczki, ale mo-

gą to też być dziecięce zabawki, gazety, a nawet listy, które listonosz wsuwa nam przez szpa-

rę w drzwiach. Kiedy szczeniak złapie w zęby taki przedmiot, to nie tylko gryzie go i przeżu-

wa, ale także zajadle nim potrząsa, jakby trenował zabijanie swojej ofiary. Jeżeli jest to gaze-

ta, bywa zwykle porwana w strzępy, jakby to był upolowany ptak obdzierany przez psa z 

przeszkadzających mu piór. Niejeden właściciel stwierdza z goryczą, że kiedy już szczeniak 

dorwał się do porannej poczty, to jego ofiarą padły ważne listy, a rachunki pozostały nietknię-

te. To wcale nie żart — po prostu rachunki i inne urzędowe pisma przychodzą zwykle w brą-

zowych kopertach, które psu mniej rzucają się w oczy niż białe. 

Takie zachowanie powodowane jest trzema istotnymi cechami wieku szczenięcego. Pierwszą 

z nich jest przyrodzona temu wiekowi chęć do zabawy. Dorastające szczeniaki mają gene-

tycznie zakodowaną ciekawość świata, przejawiającą się w „badaniu" wszystkiego w swoim 

otoczeniu. Dzikie psy, jeśli chcą przeżyć, muszą dobrze znać właściwości wszystkiego, co je 

otacza. Udomowienie zapewniło psom bardziej bezpieczne życie, ale pewne atawistyczne 

zachowania im pozostały. 

Drugą charakterystyczną cechą wieku szczenięcego jest ząbkowanie. Między czwartym a 

szóstym miesiącem życia następuje u psa zmiana zębów na stałe. W tym okresie pies czuje 

potrzebę gryzienia i żucia twardych przedmiotów, bo to ułatwia wyrzynanie się zębów. Go-

towa, miękka karma dla psów nie spełnia tych wymogów, toteż jeżeli pies nie dostanie do 

gryzienia czegoś twardego, na przykład kości, sam będzie sobie szukał odpowiednich (według 

niego) przedmiotów. 

Trzecim zjawiskiem występującym w tym wieku jest faza przygotowawcza przed uczestnic-

twem w polowaniach. Szczeniak jest wtedy na tyle wyrośnięty,  że zaczyna się interesować 

zwierzyną, ale jeszcze nie dość sprawny, by mocją samemu schwytać. Odpowiada to okreso-

wi, w którym dorośli członkowie stada przynoszą młodym do nory duże kawały mięsa. Star-

sze psy (wilki), których rolę pełni obecnie właściciel, rzucały przyniesione mięso na dno no-

ry, aby zajęły się nim młode. Dlatego nic dziwnego, że szczeniak uważa kapeć zostawiony na 

dywanie lub paczkę na wycieraczce za taki właśnie „prezent" od przewodnika stada. Młody 

background image

pies chce, gryząc taki przedmiot, przygotowywać się do roli pełnosprawnego członka stada, 

dlatego jest dlań niezrozumiałe i przykre, że się za to na niego gniewamy. 

background image

Jak wyglądają psie zaloty 

 

U psów dymorfizm płciowy przejawia się w różnych okresach aktywności. U ludzi zarówno 

mężczyźni, jak i kobiety zachowują aktywność płciową przez cały rok, u niektórych innych 

gatunków zwierząt obie płci razem wchodzą w krótki sezon godowy. U psów panuje nato-

miast w tym zakresie nierówność, bo samiec może być aktywny przez cały rok, podczas gdy 

suka — tylko przez dwa krótkie okresy w roku. Dlatego psy przez większą część roku są pod 

tym względem sfrustrowane. 

Mało tego, gdy suka dostanie wreszcie cieczki, to w jej początkowym stadium będzie „grać 

psu na nerwach" jeszcze bardziej. Na dobrą sprawę przyjmie psie zaloty tylko przez kilka dni 

wczesną wiosną i drugie tyle jesienią. Toteż pies, który miał tyle szczęścia, że właściciele go 

nie wykastrowali, nie odciągają go od każdej suki w polu widzenia ani nie zamykają, kiedy 

ma cieczkę suka sąsiadów, nie został pokonany przez inne psy w walce o sukę ani przez tę 

samą, wybredną sukę odrzucony — będzie sfrustrowany tylko przez pięćdziesiąt spośród 

pięćdziesięciu dwóch tygodni w roku. Inne psy będą sfrustrowane przez całe pięćdziesiąt dwa 

tygodnie. 

Sukom też nie jest lekko. Jeśli nawet nie zostały wysterylizowane, to na czas cieczki zamyka 

się je w domu, szprycuje środkami antykoncepcyjnymi lub zakłada psie odpowiedniki „pasa 

cnoty". Jeśli już mają takie szczęście, że doprowadzi się je do pokrycia wyznaczonym repro-

duktorem — cała ich przyjemność ogranicza się do „szybkiego numerku", jak nazywają to w 

burdelach. 

Trudno winić o to nas — ludzi. Gdybyśmy pozwolili psom rozmnażać się w sposób niekon-

trolowany — świat byłby pełen szczeniaków. I tak każdego roku usypia się w schroniskach 

tysiące psów. Oznacza to, że rzadziej trafia się okazja do zaobserwowania szczegółowego 

przebiegu psich zachowań płciowych. Kiedy i psy, i suki mają w „tych rzeczach" pełną swo-

bodę działania, akcja rozwija się następująco. 

W pierwszym etapie, zwanym wzrostowym (od wzrostu pęcherzyka jajnikowego), suka staje 

się niespokojna i przejawia chęć do wędrówek. W tym czasie pije więcej niż zazwyczaj i od-

daje też więcej moczu. Zapach moczu, pozostawianego na trasach spacerów, jest bardzo 

atrakcyjny dla psów. Wąchając go, spoglądają skupionym wzrokiem przed siebie, jak kiper 

background image

przy degustacji rzadkiego rocznika wina. Wabiący zapach wydzieliny z pochwy suki jest wy-

czuwalny na dużą odległość. Srom suki obrzęka, a wydzielina pod koniec tego pierwszego 

okresu staje się krwawa. Z tej przyczyny ludzie czasem nazywają cieczkę u suk „menstru-

acją", ale nie jest to odpowiednik miesiączki u kobiet. U kobiet miesiączka oznacza złuszcza-

nie się błony śluzowej macicy po owulacji nie zakończonej zapłodnieniem. U suk krwawienie 

ma natomiast miejsce przed owulacją i jest objawem zmian przygotowujących  ścianki po-

chwy do kopulacji. 

Podczas okresu wzrostowego, trwającego około dziewięciu dni, suka rozsiewa bardzo atrak-

cyjny dla psów zapach. 

Toteż nieustannie ciągnie się za nią sznur adoratorów, ale na razie — ponieważ nie dochodzi 

jeszcze do owulacji — suka wszystkie zaloty odrzuca. W tym okresie zachowuje się wyjąt-

kowo perfidnie, gdyż odgania psy, warczy na nie lub nawet gryzie. Czasem tylko daje podejść 

psu blisko, a kiedy chce on wykonać skok kopulacyjny — w ostatniej chwili robi obrót lub 

przysiada. Wydawałoby się,  że to tylko bezcelowe drażnienie psa, wabienie go sygnałami 

zapachowymi, aby w ostatniej chwili się wycofać. Tymczasem suka chce się tylko upewnić, 

że potencjalni partnerzy są poinformowani o jej gotowości, a zatem, gdy nadejdzie odpo-

wiedni moment, któryś z nich będzie „pod ręką". To ważne, gdyż owulacja nastąpi w drugim 

dniu zbliżającego się okresu wydzielniczego. Dzień lub dwa dni później suka będzie już go-

towa do zapłodnienia. Gdyby wtedy nie miała będącego w pogotowiu partnera, musiałaby 

czekać pół roku na następną szansę. 

Drugi okres, wydzielniczy (od intensywnego wydzielania hormonów) — też trwa około 

dziewięciu dni. Wydzielina z pochwy suki staje się przezroczysta i wodnista, co jest oznaką 

pełnej gotowości do kopulacji. Dopiero teraz zaczynają się właściwe zaloty. Zmienia się za-

chowanie suki — teraz to biegnie w kierunku psa, to się cofa; znów biegnie do niego i znów 

się cofa. Czasem zdarza się, że pies nie reaguje na te zabiegi. Wtedy suka tańczy wokół niego, 

trąca go łapami, a nawet może się na niego wspinać, imitując skok kopulacyjny. Zwykle jed-

nak pies ją dogania i para w końcu się schodzi. 

Wzajemne pieszczoty zaczynają się od obwąchiwania nosów, a czasem także od lizania uszu. 

Następnie przychodzi kolej na obwąchiwanie się w pozycji „nos do ogona". 

Inicjatywę zaczyna już przejmować pies, bo to on stwierdza węchem, na jakim etapie goto-

wości jest suka. Najpierw pies wykonuje skok bokiem i odpoczywa z głową opartą na jej 

background image

grzbiecie. Jeżeli suka nie broni się przed tym i stoi spokojnie, pies obraca się i wykonuje wła-

ściwy skok kopulacyjny. 

Suka wcale nie jest przy tym bierna. Jeśli jest akurat w szczytowym okresie cieczki, a ponadto 

partner jej odpowiada (bo nawet na tym etapie może mieć swoje sympatie i antypatie) — stara 

się ułatwić mu zadanie i stoi spokojnie, kiedy samiec „bada" stan jej gotowości, a potem suka 

odciąga ogon na bok, odsłaniając swój srom. Pies zaczyna wykonywać ruchy miednicą, aby 

metodą „prób i błędów" znaleźć szparę sromową. Suka pomaga mu w tym, korygując usta-

wienie swego zadu tak, aby naprowadzić psa na ceł. Jeżeli w czasie kopulacji pies przytrzy-

muje sukę  zębami za kark (odruch normalny u koni; u psów zdarza się rzadko) — ona nie 

broni się przed tym. 

Zachowania płciowe psa, jeśli nikt i nic mu w tym nie przeszkadza, są takie same jak u wilka. 

Udomowienie niewiele tu zmieniło. Zredukowana została tylko częstotliwość gry miłosnej w 

stosunku do liczby skutecznych kopulacji. Szczególnie zauważalny spadek uzupełniających 

zachowań seksualnych odnotowano w populacji rodowodowych reproduktorów i suk — 

czempionek wystawowych. Przykładowo w stadzie wilków 1296 prób zalotów przypadało na 

31 pełnych aktów krycia. Przy zorganizowanych kojarzeniach rasowych partnerów czasem 

zdarzają się próby nieudane, ale zwykle „randki" są tak szczegółowo zaplanowane, a zarodo-

we psy i suki mają w tych sprawach tak duże doświadczenie, że prawie wszystkie próby ich 

łączenia kończą się sukcesem. 

U wilków tylko 2,4 procent prób kopulacji dochodzi do skutku, ponieważ mają większe wy-

magania w doborze partnerów. Choć basiory i wadery nie tworzą monogamicznych par na 

całe  życie, mają bardzo konkretne upodobania seksualne, skutkiem czego zaloty pechowca, 

który nie przypadnie wilczycy do gustu, mogą zakończyć się fiaskiem. Trudno powiedzieć, 

czy w stadzie zdziczałych psów dochodziłyby do głosu takie same preferencje, ale pewnie 

tak, bo w tym zakresie udomowienie niewiele zmieniło. 

Jedyną rzeczą, która w trakcie udomowienia uległa zmianie, jest rozkład sezonów rozrod-

czych psów. Młode wilczyce pierwszą cieczkę mają w wieku dwudziestu dwóch miesięcy, a 

więc o rok później niż przeciętna suka domowa. Poza tym wilki mają tylko jeden sezon roz-

płodowy w roku, zwykle w marcu, podczas gdy psy domowe jeszcze jeden — w jesieni. Te 

dwa sezony w ciągu roku występują u psów dość nieregularnie. 

background image

Dlaczego pies i suka po kopulacji pozostają połączone 

 

„Skleszczenie" jest szczególnym rodzajem zachowania płciowego, występującym tylko u 

psowatych. Pies, po wspięciu się na sukę i wykonaniu kilku ruchów kopulacyjnych, nie może 

się już z nią rozłączyć, choćby nawet chciał. Przez pewien czas para musi pozostać sczepiona, 

choć widać,  że sytuacja psy denerwuje. Kiedy w końcu są w stanie się rozłączyć, wylizują 

swoje narządy płciowe i odpoczywają. 

Badacze psów przez wiele lat zastanawiali się nad przyczynami tego dziwnego zachowania. 

Niektórzy potem szczerze przyznali, że nie wiedzą, o co tu chodzi. Inni zaś, nie chcąc się 

przyznać do swojej niewiedzy, zgadywali w ciemno. Zamiast więc przyjmować ich wyjaśnie-

nia, lepiej przyjrzyjmy się bliżej, co zachodzi między psem a suką w trakcie kopulacji. 

Kiedy suka sygnalizuje swoim zachowaniem, że jest gotowa do przyjęcia partnera, ten obej-

muje ją przednimi nogami i próbuje wprowadzić członek będący dopiero w stanie połowicz-

nej erekcji do jej pochwy. Pies wykonuje kilka gwałtownych ruchów miednicą i wprowadza 

członek. W tym momencie opiera na grzbiecie suki swój mostek, a czasem i podbródek. Suka 

stoi spokojnie, trzymając ogon z boku ciała, co ułatwia wprowadzenie członka. 

Kiedy pies już to zrobi, zaczyna w charakterystyczny sposób przestępować z jednej tylnej 

nogi na drugą, kiwając się na obie strony. Te ruchy miednicy wprowadzają członek jeszcze 

głębiej do pochwy. W tym momencie następuje obrzęk opuszki członka, który jest już w sta-

nie pełnej erekcji. Równocześnie pochwa suki kurczy się, co razem daje efekt „skleszczenia". 

Dopiero po kilku dalszych pchnięciach kopulacyjnych u psa występuje wytrysk nasienia. 

Potem pies zsuwa się z suki, opuszczając na ziemię przednie nogi. Ponieważ jednak wciąż 

jest sczepiony z suką narządami kopulacyjnymi, pozostaje w dziwnej, skręconej pozycji. Mo-

że sobie najwyżej ulżyć, zarzucając jedną z tylnych nóg na grzbiet suki. Odwraca się do niej 

tyłem i albo oboje stoją spokojnie, dopóki skurcz nie ustąpi, albo zaczynają się szarpać. Suka 

na przykład może chcieć już odejść, czemu sprzeciwia się pies, aż jedno i drugie piszczy z 

bólu. Jeżeli para jest niepokojona, może wykonywać rozpaczliwe ruchy w celu rozłączenia 

się, ale prawie zawsze skleszczenie jest zbyt mocne. Podczas takiej szarpaniny partnerzy mo-

gą odczuwać ból, ale nie prowadzi to do poważniejszych uszkodzeń ich narządów kopulacyj-

nych. Skurcz może trwać 15, 20, 25, 30, 35, 45, 75, a nawet 120 minut. Średnio trwa od 20 do 

background image

30 minut, bo skrajne wartości występują rzadko. Skleszczenie mija wraz z ustąpieniem erek-

cji. 

Podawano już najdziwniejsze wytłumaczenia dla tego zjawiska. Według jednego z nich 

skleszczenie jakoby wzmacnia więź uczuciową między samcem a samicą, przedłużający się 

stosunek płciowy nabiera bardziej osobistego charakteru. Na pewno, jeśli psu ani suce nikt nie 

przeszkadza, taka sytuacja zbliża je do siebie, ale stan skleszczenia jest dla nich zbyt bolesny i 

deprymujący, aby wzmacniać wzajemne uczucia partnerów. Jest to wyjaśnienie możliwe, ale 

mało prawdopodobne. 

Lansuje się też tezę, jakoby dzięki skurczowi krycie było wygodniejsze dla psa. Taka inerpre-

tacja mogła narodzić się w umyśle kogoś, kto widział tylko „aranżowane" skojarzenia rodo-

wodowych reproduktorów i suk, kiedy para robi to w izolacji od innych psów, uspokajana 

obecnością swoich właścicieli. W takich warunkach pies i suka mogą stać sobie spokojnie, 

dopóki skurcz i obrzęk nie ustąpią, sprawiając przy tym wrażenie odpoczywających. W wa-

runkach bardziej naturalnych, wśród psów zdziczałych, bezpańskich czy wilków, widać na-

tomiast, że stan ten nie jest żadnym relaksem, lecz sytuacją bardzo dla obu stron niewygodną. 

Niektórzy próbują także sugerować, że stan skleszczenia ma znaczenie obronne, jako że taka 

para ma „zęby po obu końcach". W rzeczywistości jest odwrotnie. Ktokolwiek obserwował 

sytuację po kopulacji w stadzie wilków, zauważyłby, że właśnie skleszczona para jest najbar-

dziej narażona na atak. W razie zagrożenia nie ma szans na skoordynowanie działań. 

Podaje się też wersję, jakoby skleszczenie zapobiegało wyciekaniu nasienia z pochwy suki po 

kopulacji. Nie wyjaśnia się przy tym, dlaczego właśnie suka byłaby tak źle przygotowana do 

zapłodnienia. 

Ostatnio, w związku z rozwojem badań nad sztuczną inseminacją, pojawiła się bardziej wia-

rygodna interpretacja tego zjawiska. Teraz już wiemy, co dzieje się w układach rozrodczych 

kopulującej pary. Okazuje się, że pies nie ma jednofazowego wytrysku, tak jak my, ale trójfa-

zowy. Pierwsza faza trwa od 30 do 50 sekund i wydzielający się wtedy ejakulat jest wodni-

stym płynem nie zawierającym plemników. 

Dopiero w drugiej fazie, trwającej od 50 do 90 sekund, płyn nasienny jest gęsty, biało zabar-

wiony i zawiera około l 250 milionów plemników. Ejakulat wydzielany w ostatniej fazie jest 

obfity, wodnisty i nie zawiera już plemników. Ta jego część jest produkowana przez gruczoł 

krokowy i wydziela się przez cały czas skleszczenia. Okazało się, że ta przedłużona faza sto-

background image

sunku jest potrzebna właśnie po to, aby dać gruczołowi krokowemu czas na wyprodukowanie 

tego płynu, który uaktywnia nasienie złożone w drogach rodnych suki. 

A więc już wiemy, skąd się wzięło to pozornie dziwne zachowanie psów. Sugerując się krót-

kim czasem trwania ejakulacji u człowieka, błędnie sądziliśmy, że skleszczenie następuje już 

po wytrysku — tymczasem jest to nieodłącznie towarzyszący mu proces. To, że u psa ejaku-

lacja trwa łącznie około pół godziny, może wydać się nam dziwne, podobnie jak i to, że za-

płodnienie jest tak uciążliwe i długotrwałe. Dopiero jednak na tym tle można zrozumieć, że 

skleszczenie psów ma na celu stworzenie warunków do skutecznego oddania nasienia. 

background image

Dlaczego pies czasem próbuje kopulować z... nogą pana 

 

Niejeden z nas, będąc u kogoś z wizytą, czuł przykre zażenowanie, gdy pies gospodarza nagle 

objął naszą nogę przednimi łapami i zaczął wykonywać miednicą ruchy kopulacyjne. Zasta-

nawiamy się więc, po co psy podejmują tak bezcelową czynność? 

Klucza do tej zagadki należy poszukiwać w tym, że wszystkie psy w szczenięcym wieku 

przechodzą przez fazę „uspołecznienia", w trakcie której kształtuje się ich osobowość. Przy-

pada to na okres od czwartego do dwunastego tygodnia i wszystkie zwierzęta, z którymi 

szczeniaki żyją wtedy w bliskości i przyjaźni, stają się jakby członkami ich gatunku. Psy do-

mowe mają w tym czasie do czynienia głównie z przedstawicielami dwóch gatunków — in-

nymi psami i ludźmi. Członkowie rodziny ludzkiej, w której pies się wychowuje, stają się dla 

nich „sforą zastępczą". Razem z ludźmi pies je, dzieli z nimi „norę", wspólnie dokonują ob-

chodu swojego „terytorium", bawią się, radośnie się witają i w ogóle człowiek dobrze się 

sprawdza w roli „towarzysza sfory". Ta harmonia nie obejmuje tylko sfery życia płciowego. 

Psy, jak i inne zwierzęta, są wyposażone w pewne wrodzone mechanizmy regulujące typowe 

dla gatunku zachowania płciowe. Ludzie nie wydzielają zapachu pobudzającego psy płciowo, 

toteż ich obecność nie wywołuje u nich określonych reakcji. Przypuszczalnie są przez psy 

uważani za „członków stada nigdy nie będących w stanie gotowości płciowej". 

Sytuacja się komplikuje, gdy trzymamy w domu psy płci męskiej, które prawie nigdy nie ma-

ją okazji spotkać suki w okresie cieczki. U takich psów stan wiecznego niezaspokojenia, a 

więc frustracji seksualnej, potęguje się do tego stopnia, że nawet domowy kot wydaje się im 

atrakcyjny. Pies nadmiernie pobudzony, a nie mogący wyładować swego popędu płciowego, 

próbuje „kryć" każdy obiekt, który przynajmniej przez chwilę się nie rusza. Może to być inny 

pies, kot, poduszka albo i ludzka noga. Noga człowieka jest o tyle atrakcyjnym obiektem, że 

łatwo ją objąć przednimi łapami. Pies wybiera nogę, a nie inną część ludzkiego ciała, bo jest 

najłatwiej dostępna dla zastępczego rozładowania napięcia seksualnego. 

Toteż psu próbującemu „kryć" naszą nogę powinniśmy raczej współczuć, niż okazywać mu 

gniew. Przecież w końcu to my, ludzie, zmuszamy go do życia w nienaturalnym dla niego 

„celibacie". Właściwą reakcją na te rozpaczliwe psie „zaloty" powinno być łagodne, lecz sta-

nowcze odrzucenie. Kara jest tu czymś całkiem nie na miejscu. 

background image

Przykład psa „zalecającego" się do kota wcale nie jest anegdotyczny. Zdarzają się przypadki, 

kiedy nie zaspokojone płciowo psy próbują kopulować z kotami. Może to jednak dotyczyć 

tylko takich psów, które w szczenięcym wieku wychowywały się razem z kociętami. Jeżeli 

miało to miejsce w czasie trwania fazy „uspołeczniania", czyli w okresie od czwartego do 

dwunastego tygodnia życia szczeniaka, pies, jak już uprzednio była o tym mowa, uważa od tej 

pory koty również za członków swojego gatunku. Szczeniak, który w tym okresie bawi się ze 

swoim rodzeństwem, z domowym kotkiem i ze swoim panem, będzie przez całe życie przy-

wiązany do tych trzech gatunków. 

Trzeba pamiętać, że ten mechanizm działa także w drugą stronę. Jeżeli szczeniak w tym okre-

sie nie miał do czynienia z przedstawicielami jakiegoś gatunku, będzie ich unikał do końca 

życia. Odnosi się to także do jego psich pobratymców. Jeśli ślepy szczeniak, dajmy na to — 

tygodniowy, zostanie zabrany od matki i wykarmiony smoczkiem w izolacji od innych psów, 

wyrobi się u niego silne przywiązanie do człowieka, lecz przed innymi psami będzie zawsze 

odczuwał strach. Dlatego dużym błędem jest zbyt wczesne odłączanie szczenięcia od matki. 

W sytuacji awaryjnej, kiedy na przykład matka padnie, a z całego miotu da się odratować 

tylko jedno szczenię — ważne jest zapewnienie mu w krytycznym okresie rozwoju towarzy-

stwa innych szczeniąt bądź dorosłych psów. 

Z kolei szczeniak dorastający do wieku dwunastu tygodni tylko w swojej psiej rodzinie, a nie 

mający kontaktu z człowiekiem, nigdy już nie będzie wobec ludzi uległy ani przyjazny. Prze-

prowadzono doświadczenie, w którym szczenięta na farmie do czternastego tygodnia życia 

prawie nie widziały człowieka. W wyniku tego zachowywały się później jak dzikie zwierzęta. 

Okazuje się, że ani pies nie cechuje się „wrodzoną uległością", ani wilk — „wrodzoną dziko-

ścią". Wszystko zależy od tego, w czyim towarzystwie młode zwierzę przechodzi przez 

uprzednio wspomniany „krytyczny okres". 

Wilczek wybrany z gniazda w odpowiednim wieku może stać się tak miłym towarzyszem 

człowieka,  że wyprowadzany na spacer w obroży i na smyczy brany będzie po prostu za 

większego psa. Kiedyś na statku „Queen Elizabeth" przewożono z Anglii do Stanów Zjedno-

czonych oswojonego, dorosłego wilka jako owczarka niemieckiego. Codziennie spacerował 

swobodnie po pokładzie i był ulubieńcem zarówno pasażerów, jak i załogi. Gdyby jednak ci 

ludzie wiedzieli, z kim mają do czynienia, byliby niewątpliwie przerażeni. 

background image

Dlaczego psy chciałyby spać w łóżkach swoich panów 

 

Wielu właścicieli psów uskarża się,  że wciąż próbują one dzielić z nimi posłanie. Małym, 

pokojowym pieskom zwykle udaje się dopiąć swego, ale jeśli zrobi to dog, może stać się 

przedmiotem dyskusji o podziale majątku w sprawie rozwodowej. Dobrze więc byłoby wie-

dzieć, dlaczego właśnie w nocy pies chce być szczególnie blisko pana. 

Odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Udomowiony pies nigdy nie wyszedł poza stadium 

wiecznego szczeniaka. Nawet będąc dorosłym osobnikiem, traktuje swoich właścicieli jak 

zastępczych rodziców. Nic więc dziwnego, że najlepiej się czuje, kiedy może przytulić się do 

ciała „matki". „Matka" nie musi być zresztą kobietą. Jeśli pies jest bardziej przywiązany do 

pana doniu, jego będzie uważał za „matkę" zastępczą i będzie chciał spać przytulony do nie-

go. Tak czy siak, pies pakujący się do małżeńskiego łoża może spowodować tarcia w małżeń-

stwie, a nawet doprowadzić do jego formalnego bądź faktycznego rozkładu. 

Jednak nawet ten pies, któremu surową tresurą obrzydzono wchodzenie do łóżka, chciałby 

spać jak najbliżej innych członków swego „stada". W stanie dzikim młode wilczki nawet po 

opuszczeniu gniazda też przytulają się mocno do siebie. Tylko odpędzone od stada „wyrzutki" 

muszą spać osobno. Dlatego też pies, którego na noc zamyka się z dala od właścicieli, praw-

dopodobnie czuje się takim „wyrzutkiem". Z grupą psów stróżujących lub sforą psów my-

śliwskich nie ma takich problemów, bo wystarczy im własne towarzystwo. Psu trzymanemu 

pojedynczo w domu trudno natomiast zrozumieć, dlaczego w nocy musi przebywać z dala od 

„ludzkiego stada". Zazwyczaj więc rodziny, w których jest pies, wypracowują jakieś kom-

promisowe rozwiązanie, aby mógł przebywać jak najbliżej właścicieli, nie utrudniając im 

jednak nocnego wypoczynku. 

background image

Dlaczego niektóre psy są trudne do prowadzenia 

 

Na ogół większość psów dobrze przystosowuje się do życia wśród ludzi. Czasem jednak zda-

rzają się osobniki, zwykle płci męskiej, sprawiające pewne kłopoty. Taki pies na przykład bez 

powodu atakuje gości, obsikuje ściany i meble w mieszkaniu lub demonstruje uporczywe nie-

posłuszeństwo. To on wyprowadza swego pana na spacer, a nie odwrotnie! Na spacerze za-

trzymuje się tam, gdzie chce, a kiedy zechce, rusza dalej. Kiedy chcemy pociągnąć go na 

smyczy, stawia opór. Przy karmieniu nie zwraca uwagi na zawartość swojej miski, dopóki nie 

otrzyma szczególnie smacznych kąsków. Skąd taki nieprzyjemny charakter u psa? Odpowiedź 

jest prosta, choć właścicielom takich psów trudno ją przyjąć do wiadomości. Po prostu po-

zwolili, aby pies objął przewodnictwo w swojej „sforze zastępczej". W stanie dzikim 

każdy basior chciałby osiągnąć taki status, więc niby dlaczego pies miałby być gorszy? 

W normalnych warunkach człowiek ma nad psem przewagę z powodu swojego większe-

go wzrostu, ale źle prowadzone i rozpuszczone psy mogą próbować podjąć walkę o 

przewodnictwo. A gdy choć raz uda im się postawić na swoim, mogą dojść do wniosku, 

że to one są dominującymi członkami stada. 

Nie ma tu potrzeby staczania bezpośrednich, fizycznych „walk o władzę". Pies może wygrać 

w konfrontacji, jeżeli uda mu się zrobić coś wbrew woli człowieka. Kiedy takich „zwycięstw" 

będzie więcej, pies odczuje swoją przewagę i będzie się zachowywał stosownie do swej „do-

minującej pozycji". Manifestuje to, zaznaczając moczem „swoje terytorium" wewnątrz domu, 

a na spacerze — podejmując decyzję, co robić dalej. Nie ma w tym nic nienormalnego. Tak 

zachowuje się dominujący osobnik, kiedy wyprowadzi swoje „stado" na polowanie. To do 

niego należy decyzja, kiedy i gdzie się zatrzymać, a kiedy ruszyć dalej, więc niby dlaczego 

ktoś miałby to kwestionować? Jednym z obowiązków przewodnika stada jest obrona pod-

opiecznych (za których uważa nas, ludzi) przed potencjalnymi napastnikami. Dlatego za swój 

obowiązek pies uważa atakowanie listonosza, mleczarza czy przychodzących do nas gości. 

Treserzy potrafią, używając ostrych środków przymusu, oduczyć psy takich zachowań i zmu-

sić je, aby znów stały się podporządkowanymi członkami stada. Łatwo wtedy przesadzić w 

drugą stronę. Położenie nadmiernego nacisku na posłuszeństwo może uczynić z psa „lizusa 

bez charakteru", tchórzliwego i przesadnie uległego. Należy więc znaleźć złoty środek między 

maksymalnym podporządkowaniem sobie psa a daniem mu pełnej swobody. W tym tkwi 

background image

klucz do sukcesu w postępowaniu z psami. 

background image

Skąd się wzięły „wilcze pazury u psów 

 

Wilcze pazury" są pozostałością po pierwszym palcu, zredukowanym w trakcie ewolucji 

psowatych. Kiedy przodkowie psa zaczęli specjalizować się w szybkim biegu, ich nogi się 

wydłużyły, a stopy zrobiły się węższe. Z pięciu palców zostały cztery. Zanikowi uległy kciu-

ki. Na tylnych nogach zanikły one całkowicie, a na przednich pozostały w formie szczątko-

wej, nie dotykającej ziemi. 

Dzięki takiej budowie łap wilki potrafią biec z dużą szybkością, do 56—64 kilometrów na 

godzinę, co odnotowano na dystansie około 400 metrów. Pojedynczy sus wilka może osią-

gnąć długość do 4,8 metra. Godna podziwu jest także wytrzymałość wilków w pokonywaniu 

długich dystansów. Eskimoskie psy husky, najbardziej zbliżone do swoich dzikich przodków, 

potrafiły pokonać w zaprzęgu odległość ponad 800 kilometrów w łącznym czasie 80 godzin. 

Ponieważ pies wyspecjalizował się w szybkim biegu, utracił przez to inne umiejętności. Tak 

więc w miarę udoskonalania umiejętności biegowych pogarszały się jego możliwości w za-

kresie wspinania się i skoków. Zwiększona szybkość i wytrzymałość wystarczyły jednak 

psowatym nie tylko do przeżycia, ale i do rozprzestrzenienia się na obszarze od tropików aż 

do krain polarnych. 

Wydawałoby się więc, że kiedy już psy nauczyły się szybko biegać, wilcze pazury powinny 

zaniknąć. Można by się spodziewać, że współczesne psy, bardziej różniące się od swoich dzi-

kich przodków niż wilki i psy dingo, w ślad za pierwszymi palcami tylnych nóg utracą także 

„kciuki" z nóg przednich. Tymczasem mamy do czynienia z procesem odwrotnym. Pojawia 

się coraz więcej psich ras z wilczymi pazurami na wszystkich czterech kończynach. Oczywi-

ście, te na tylnych nogach nie są ani dobrze rozwinięte, ani tak dobrze połączone z kończyną. 

Zwykle składają się tylko z jednej kości i pazura luźno połączonego z nogą płatkiem skóry. 

Nawet i to stanowi jednak krok wstecz na drodze ewolucji. Rasy psów, u których występują 

choćby szczątkowe wilcze pazury na tylnych nogach, są pod tym względem bliższe przodko-

wi, niż współcześnie żyjące wilki i psy dingo. Warto by więc poznać przyczyny tego powrotu 

do pierwotnego stanu. 

Zjawisko to tłumaczy się występowaniem procesu neotenii, jak nazywamy pozostałość cech 

wieku dziecięcego u osobników dorosłych. Proces ten trwa już około 10 tysięcy lat, tak długo 

background image

jak proces udomowienia psa przez człowieka. W jego wyniku psy przez całe życie zachowują 

się jak „młode wilki". Osiągają wprawdzie dojrzałość do rozpłodu, ale pozostają im „mło-

dzieńcze" cechy psychiczne, takie jak skłonność do zabawy i uległość względem pana, który 

zastępuje tu rodzica. Niektóre rasy zachowują też „szczenięce" cechy budowy, jak na przy-

kład obwisłe uszy. Pozostałość wilczych pazurów to część tego procesu. Można, w drodze 

pracy hodowlanej, rozwinąć u psów niektóre cechy tak, że staną się one zaczątkiem nowych 

ras, które jednak pod względem innych cech będą stały na niższym stopniu rozwoju niż ich 

przodek — wilk. Krótko mówiąc, proces przemiany wilka w psa czasem posuwa się naprzód, 

a czasem się cofa. 

Hodowcy psów z zasady uważają obecność wilczych pazurów za coś nienaturalnego i dora-

dzają, aby usuwać je szczeniętom, kiedy te mają od trzech do sześciu dni. Motywują to tym, 

że kiedy pies będzie starszy, wilcze pazury mogą nadrywać się wskutek zaczepiania o poszy-

cie leśne. Jest to powód mało przekonywający, gdyż pazury te umieszczone są po wewnętrz-

nej stronie łap i nie dotykają ziemi, a zatem prawdopodobieństwo takiego ich uszkodzenia jest 

znikome, raczej chodzi tu o nadanie kończynom bardziej szlachetnego wyglądu. Tylko u kil-

ku specyficznych ras, jak długowłosy owczarek francuski (briard) i pies pirenejski, wzorzec 

rasowy wymaga pozostawienia wilczych pazurów także na tylnych nogach. 

background image

Dlaczego pies kręci się za własnym ogonem 

 

Od czasu do czasu można zauważyć psa, który kręci się bardzo szybko w kółko, jakby usiłu-

jąc złapać własny ogon. Już-już go prawie ma, ale kłapie tylko szczękami, a ogon nadal ucie-

ka. Obroty stają się coraz szybsze, czasem pies dostaje od tego zawrotów głowy. Obserwatora 

początkowo to bawi, ale z czasem zaczyna denerwować, gdyż ta pozorna zabawa nabiera cech 

natręctwa ruchowego. Niestety, nie odbiega to zbytnio od prawdy, gdyż często „gonienie za 

własnym ogonem" jest narowem występującym u psów przetrzymywanych w nudnym i nie 

dostarczającym odpowiednich bodźców środowisku. 

Pies jest zwierzęciem stadnym, lubiącym ciągle odkrywać coś nowego. Pozbawiony towarzy-

stwa — obojętne, ludzkiego czy psiego — zmuszony do przebywania w zamknięciu lub w 

monotonnym otoczeniu, po prostu psychicznie cierpi. Największą duchową udręką, jaką 

można zadać psu, jest pozostawienie go samego w ciasnej, zamkniętej przestrzeni, gdzie nic 

się nie dzieje. Na szczęście, domowym psom rzadko się to zdarza, chyba że mają wyjątkowe-

go pecha i trafią do rąk tyleż okrutnego, co bezmyślnego właściciela. W ogrodach zoologicz-

nych dzicy przedstawiciele psowatych często są natomiast trzymani pojedynczo w małych, 

ciasnych klatkach jak więźniowie odsiadujący dożywocie w separatce. Właśnie u takich zwie-

rząt najczęściej rozwijają się „nerwowe tiki" i natręctwa ruchowe, jak ogryzanie swoich łap 

czy ogona, kręcenie głową, chodzenie w tę i z powrotem po klatce itp. Czasem te tiki przybie-

rają niebezpieczną postać, gdy psy wygryzają sobie rany w ciele. Autodestrukcja stanowi ro-

dzaj stymulacji zastępczej, kiedy jest się skazanym na przebywanie w przytłaczającej otchłani 

nudy i monotonii. „Pogoń za własnym ogonem" jest jeszcze najłagodniejszą formą natręctw 

ruchowych. 

Zachowania takie często obserwuje się u świeżo oderwanych od swego rodzeństwa szczeniąt. 

W nowym domu, pozbawiony przyjemności, jakich dostarczało baraszkowanie z innymi 

szczeniakami z tego samego miotu, psiak szuka sobie nowych rozrywek. Jeśli nowi właścicie-

le nie bawią się z nim wystarczająco długo, zastępczyni „towarzyszem zabaw" staje się wła-

sny ogon. Jeżeli taka zabawa nie występuje na tyle często, aby przerodzić się w natręctwo — 

nie wyrządzi szkody. Często szczeniaki bawią się tak, kiedy zostają same, a później z tego 

wyrastają. Jeżeli natomiast takie zachowanie utrzymuje się u dorosłego psa, oznacza to, że w 

postępowaniu z nim popełniono błąd. Najwidoczniej poświęca mu się za mało czasu. Narów 

background image

ten można usunąć, jeżeli zorganizuje się psu życie tak, by było ciekawe i urozmaicone. 

Czasem pies może zachowywać się tak z przyczyn fizycznych. Kręcenie się w kółko może 

być spowodowane jakąś uporczywą dolegliwością, na przykład zapaleniem zatok przyodby-

towych czy złym gojeniem się ogona po przycięciu. Wtedy jednak częściej obserwuje się ta-

kie reakcje jak saneczkowanie czy skubanie ogona. 

background image

Skąd się wzięły karłowate rasy psów 

 

Rasy małych psów różnego pochodzenia stają się ostatnio coraz bardziej popularne, gdyż mo-

gą swoim posiadaczom zastąpić... dziecko! Duże psy są dobrymi towarzyszami w czasie dłu-

gich spacerów i pomagają nam odreagowywać nasze kompleksy, gdy posłusznie wypełniają 

polecenia: „zostań", „siad" czy „aport". Mają stale „młodzieńczą" chęć do zabawy, ale braku-

je im rozczulających cech niemowlaka. Rasy karłowate przewyższają je pod tym względem, 

gdyż posiadają cechy rozbudzające u swych posiadaczy uczucia rodzicielskie. 

Podsumujmy najpierw, jakie cechy małego dziecka wywołują u jego rodziców czułość i uczu-

cia opiekuńcze. Pierwszą z nich jest niewielka waga, stanowiąca tylko ułamek masy ciała 

dorosłego człowieka. Noworodek waży około 3,5 kilograma, niemowlę pięciomiesięczne 

około 6,3 kilograma, a dziecko roczne około 9,5 kilograma. Mała waga w połączeniu z ma-

łymi wymiarami ciała ułatwia branie dziecka na ręce, noszenie go i przytulanie. Ciałko nie-

mowlęcia w porównaniu z ciałem dorosłego jest bardziej zaokrąglone i miękkie w dotyku. 

Buzia dziecka jest spłaszczona, oczy duże, a głos — cienki i piskliwy. 

Większość tych cech charakteryzuje znane nam rasy małych piesków (a pekińczyki prawie 

wszystkie). Na podstawie wagi ciała można je podzielić na trzy grupy, analogicznie do wyod-

rębnionych wyżej przedziałów wagowych dla dzieci w różnym wieku. 

1.  Psy o wadze zbliżonej do wagi ludzkiego noworodka: chihuahua —1,8 kilograma; maltań-

czyk — 2,25 kilograma; szpic miniaturowy — 2,7 kilograma; terier yorkshire — 3,15 kilo-

grama i gryfonik — 4,05 kilograma. 

2.  Psy o wadze zbliżonej do wagi pięciomiesięcznego ludzkiego niemowlęcia: pekińczyk — 

5,4 kilograma; shi-tzu — 6,3 kilograma; King Charles spaniel — 6,75 kilograma i mops — 

7,2 kilograma. 

3.  Psy o wadze zbliżonej do wagi rocznego dziecka: jamnik — 9,45 kilograma i owczarek 

walijski corgi 9,9 kilograma. 

Są to idealne psy dla ludzi o nie spełnionych uczuciach opiekuńczych, którzy łatwo mogą je 

nosić na rękach. Wiele psów spośród tych ras ma też bardzo miękkie i okrąglejsze kształty niż 

psy dużych ras, dzięki czemu są przyjemniejsze do głaskania i do przytulania. Prawie wszyst-

background image

kie dzięki selekcji na tę cechę mają część twarzową czaszki bardziej spłaszczoną niż duże 

psy, co upodabnia ich profil do widzianej z boku buzi niemowlęcia (najbardziej pasują do 

tego wzorca gryfonik, mops i pekińczyk). Niektóre mają też wielkie, wypukłe jak u niemow-

lęcia oczy. Z powodu małych rozmiarów ciała psy te szczekają też bardziej piskliwie niż psy 

ras dużych. 

Zespół cech przypominających „dzidziusia" ma to do siebie, że psy nimi obdarzone automa-

tycznie wzbudzają u ludzi przypływ troskliwości i uczuć „rodzicielskich". Nie ma w tym nic 

złego. Niektórzy moraliści oburzali się na tak hojne obdarzanie uczuciami przedstawicieli 

innego gatunku. Według nich ludzka miłość i troskliwość powinny być skierowane tylko ku 

ludzkim dzieciom. Ciekawe, że ludzie głoszący takie poglądy sami wcale nie byli dobrymi 

rodzicami. Może poczucie winy z tego powodu skłaniało ich do wygłaszania takich, a nie 

innych opinii? Natomiast te osoby, które darzyły miłością i otaczały czułą opieką małe pieski, 

nie szczędziły takich samych uczuć swoim dzieciom. Czasem były to też osoby, które z róż-

nych względów nie mogły mieć własnych dzieci, ale u jednych i drugich występowała nad-

wyżka pozytywnych uczuć. Wzajemny związek człowieka i psa w takich przypadkach miał 

wszelkie szansę dawać pełną satysfakcję obu stronom. 

Niektóre z karłowatych ras wyhodowano od razu jako psy do towarzystwa, a inne dopiero 

potem z różnorodnych względów uległy swoistej miniaturyzacji. Na przykład teriery, jak sa-

ma nazwa wskazuje (terra — ziemia), w założeniu były psami osaczającymi zwierzynę w 

norach pod ziemią. Do tego celu idealne były niewielkie rozmiary połączone z dużą zawzięto-

ścią. Potem jednak te początkowo użytkowe psy zaczęły zyskiwać na popularności jako psy 

pokojowe i wystawowe, toteż ich małe rozmiary stały się jeszcze większą zaletą. 

background image

Skąd się wzięły rasy psów o krótkich nogach 

 

Na ten kierunek pracy hodowlanej wpłynęły dwa czynniki. Jednym z nich było zapotrzebo-

wanie na psy o nogach wystarczająco krótkich, aby mogły ścigać zwierzynę w podziemnych 

tunelach. Klasycznym przykładem psa tego typu jest jamnik. Sama jego nazwa wskazuje, że 

tropił w jamach, gdzie gnieździły się borsuki. W podobnych celach uzyskano też, w drodze 

selekcji hodowlanej, wiele ras terierów o skróconych nogach. 

U ras małych piesków pokojowych, w rodzaju pekińczyka, doprowadzono natomiast do gene-

tycznie uwarunkowanego skrócenia nóg w celu uzyskania bardziej „dzidziusiowatego" wy-

glądu. Nie tylko mały wzrost, lecz także rozbrajająco dziecięca niezdarność ruchów wzbudza-

ły ciepłe uczucia, tym bardziej że takie psy miały zastąpić dzieci tym, którzy nie mogli ich 

mieć. 

Nawet te rasy krótkonożnych psów, które w założeniu miały być rasami użytkowymi prze-

znaczonymi do osaczania zwierzyny w norach, zdobyły popularność jako psy pokojowe wła-

śnie z racji wzruszająco nieporadnego chodu, przypominającego pierwsze kroki dziecka. Ta 

cecha stała się przyczyną rozpowszechnienia wielu ras terierów, a także jamników — by-

najmniej nie dla celów użytkowych. Może takie psy nie umieją bardzo szybko biegać, ale 

mają w sobie takiego samego ducha walki i taką samą radość życia jak większe psy. W ich 

małych ciałkach mieści się dużo energii i zawziętości. Do miłośników tych małych piesków 

najbardziej przemawia to połączenie duszy dużego psa z drepczącym na krótkich nóżkach 

kiełbaskowatym tułowiem. 

background image

Skąd się wzięły rasy psów o zwisających uszach 

 

Wśród dzikich psowatych zwisające uszy występują tylko u osobników bardzo młodych. Wy-

nika z tego, że u psów domowych jest to jeszcze jedna cecha „przedłużonego szczenięctwa". 

Jednocześnie wiele ras psów ma uszy stojące jak u wilka, toteż zwisające uszy nie są nieod-

łącznym atrybutem udomowienia. Dlaczego więc niektóre rasy je mają? 

Z trzech powodów. Otóż psy posiadające obwisłe uszy mają ograniczoną zdolność lokalizo-

wania dźwięków. Psy o stojących uszach ustawiają je jak anteny i potrafią zlokalizować na-

wet najlżejszy szmer. Psy kłapouche słyszą dobrze, ale mają kłopoty z ustaleniem, skąd po-

chodzi dźwięk. U psów myśliwskich nie jest to wada, lecz zaleta, gdyż w pracy muszą pole-

gać wyłącznie na swoim wzroku i węchu, nie rozpraszają ich za to nie mające związku z tro-

pieniem odgłosy. Nie bez racji najbardziej kłapciaste uszy, jakie mogą być, należą do mistrza 

w wywąchiwaniu śladu — bloodhounda. 

Po drugie obwisłe uszy nadają ich posiadaczowi bardziej potulny wygląd. Wielu ludzi jest 

przekonanych, że agresywny pies ma uszy ostro nastawione do przodu, podczas gdy łagodny i 

uległy trzyma je przyciśnięte płasko do głowy. Nikt tego wprawdzie nie analizował, ale istnie-

je przeświadczenie, że pies o obwisłych uszach jest mniej groźny od tego, który ma uszy sto-

jące. 

Trzecie wyjaśnienie ma charakter antropomorfizujący. Ludzie nie mają uszu wystających 

powyżej czubka głowy, ale często mają długie włosy zwisające po obu stronach twarzy. Taką 

fryzurę przypominają też długie, zwisające uszy. Charty afgańskie mają uszy porośnięte do-

datkowo długim, jedwabistym włosem, co nadaje im „ludzki" wygląd, szczególnie wzruszają-

cy ich właścicieli. 

background image

Dlaczego psom niektórych ras przycina się ogony 

 

Praktyka przycinania ogonów u rodowodowych psów niektórych ras spotyka się z coraz szer-

szą krytyką. Kto w ogóle pierwszy zaczął to robić i dlaczego tę szczególną formę okaleczania 

zwierząt uznawano za potrzebną czy pożądaną? 

Przede wszystkim, na czym właściwie polega to skracanie? Jest to chirurgiczna amputacja 

całego lub części ogona czterodniowego szczeniaka, przeważnie dokonywana ostrymi no-

życzkami. Skórę na ogonku przytrzymuje się zwykle nad miejscem cięcia i odciąga w stronę 

tułowia po to, aby po amputacji wytworzył się w tym miejscu nadmiar skóry, który zeszywa 

się pojedynczym szwem nad czubkiem kikuta. Hamuje to krwawienie i przyspiesza gojenie. 

Sukę wyprowadza się daleko od miejsca operacji, aby nie słyszała skomlenia swoich szcze-

niąt. Kiedy już jest po wszystkim, szczenięta powtórnie podkłada się matce, która tylko wyli-

zuje kikuty ogonków, po czym, jak gdyby nigdy nic, zaczyna karmić małe. Rzadko zdarza się, 

aby szczenięta padały wskutek pooperacyjnego szoku lub krwawienia; zwykle czują się do-

brze i spokojnie ssą mleko. 

Ocenia się, że w ostatnich latach tylko w Wielkiej Brytanii corocznie obcina się ogonki około 

50 tysiącom szczeniąt. Sprzeciwia się temu zarówno brytyjskie Towarzystwo Opieki nad 

Zwierzętami, prowadzące akcję na rzecz delegalizacji tych zabiegów, jak i Królewskie Towa-

rzystwo Weterynarzy, nazywając ten zabieg „nieuzasadnionym okaleczeniem", i Rada Euro-

py, która ostatnio występuje o wprowadzenie zakazu „nieleczniczych" operacji na psach. 

Sprawa dotyczy ponad czterdziestu ras psów, od dużego owczarka staroangielskiego do ma-

łego teriera yorkshire. 

Hodowcy kontynuujący ten „barbarzyński zwyczaj", jak nazwano przycinanie ogonków już w 

1802 roku, mają na swoje usprawiedliwienie to, że wzorce określonych ras wymagają, aby 

pies miał ogon skrócony. Szczeniak nie poddany temu zabiegowi nie miałby szansy zostać 

wystawowym czempionem. W obliczu silnej presji na zmianę tego stanu rzeczy przedstawi-

ciel brytyjskiego Związku Kynologicznego złożył oficjalne oświadczenie, że skracanie psom 

ogonów nie powinno być obowiązkowe i żaden pies na wystawie nie może być „ukarany" 

niższą oceną za posiadanie ogona w stanie naturalnym. Tak więc ani moda, ani wzorce raso-

we nie mogą już być wymówką dla zwolenników skracania ogonów. Zaczęli więc desperacko 

poszukiwać nowych argumentów. Podczas publicznej dyskusji nad tym problemem dwóch 

background image

hodowców broniło tezy, jakoby przycinanie ogonów zabezpieczało psy przed ich uszkodze-

niem w trakcie bójek staczanych w dorosłym życiu. To tak, jakby amputacja nogi zapobiegała 

stłuczeniu wielkiego palca. 

Z równą powagą dowodzono, że u psów myśliwskich pracujących w podszyciu leśnym długie 

ogony mogłyby się poobijać i poobdzierać. Mimo że pewien lekarz weterynarii nazwał ten 

argument kompletnie bzdurnym, przez długie lata traktowano go poważnie. Utrzymywano 

też, że teriery zabezpiecza się w ten sposób przed ogryzaniem ich ogonów przez szczury! Mo-

tywacja ta jest równie bzdurna jak poprzednia, ale przez długi czas nikt jej nie kwestionował. 

W pewnym okresie psy użytkowe, w przeciwieństwie do psów luksusowych, były zwolnione 

od podatku, a oznaką psa użytkowego był właśnie skrócony ogon. W tym czasie działali więc 

po wsiach „specjaliści", którzy za drobną opłatą odgryzali (!) szczeniakom ogonki. 

Trudno dociec, kto pierwszy wpadł na pomysł amputacji psom ogonów. Większość materia-

łów  źródłowych podaje, że początki tych praktyk „giną w mrokach dziejów". Nie jest to 

prawda, gdyż najstarsza książka o psach została napisana przez rzymskiego teoretyka rolnic-

twa Columellę w połowie I wieku n.e. To właśnie on zalecał, aby szczeniętom w wieku czter-

dziestu dni odgryzać ogonki i wyciągać z nich ścięgna. Motywował to rzekomym zabezpie-

czeniem przed wścieklizną, gdyż wierzono wtedy, że wściekliznę powodują... robaki żyjące w 

ogonach psów! Rzeczywiście, po przegryzieniu psiego ogona i odciągnięciu jego końca widać 

wystające  ścięgna mięśni ogonowych, które przypominają  kłąb białych robaków. Błędne 

wnioski wyciągnięte z tej obserwacji spowodowały w ciągu wieków utratę dosłownie milio-

nów psich ogonów. Z czasem pojawiły się inne argumenty usprawiedliwiające ten zabieg i 

zdążył on już utrwalić się w praktyce hodowlanej. Jak wiele innych tradycji, tak i ten zwyczaj 

miał niegdyś swój konkretny cel. 

Ujemne strony przycinania ogonów są chyba oczywiste. Przede wszystkim upośledza to 

nadawanie sygnałów, za pomocą których psy komunikują się ze sobą. Dodajmy do tego jesz-

cze zadawanie psu niepotrzebnego bólu, a przestaniemy się dziwić, dlaczego podejmuje się 

obecnie stanowcze kroki w celu likwidacji tej właściwie zabobonnej praktyki, pokutującej 

jeszcze od czasów rzymskich. 

background image

Dlaczego psy nie lubią niektórych ludzi bardziej niż innych 

 

To normalne, że psy zachowują się podejrzliwie wobec obcych ludzi wkraczających na tery-

torium ich „ludzkiego stada". Witają takich intruzów obszczekiwaniem i obwąchiwaniem. 

Niektórzy mają takie podejście do psów, że potrafią natychmiast je uspokoić, inni zaś są nara-

żeni na podskubywanie zębami albo na pogryzienie. Dlaczego psy tak różnie ich traktują? 

Przeważnie sekret tkwi w sposobie poruszania się. Niektóre osoby mają skłonność do mięk-

kich i płynnych ruchów. Inne znów z natury są sztywne i spięte, toteż ich ruchy są szybkie i 

nerwowe, co wzbudza u psów agresję, gdyż kojarzy im się z wrogimi bądź lękowymi reak-

cjami innych psów. 

Jeśli osoba o nerwowych i gwałtownych ruchach boi się psów, jej sytuacja jest jeszcze gorsza. 

Gdy zaczyna rozpaczliwie się wycofywać, zachęca psa do ataku. Ustępowanie czy, co gorsza, 

próba ucieczki przed szczekającym psem daje mu przewagę, którą on odpowiednio wykorzy-

stuje. 

Odwrotnie, osoba, która umie postępować z psami, odpowiada przywitaniem na przywitanie, 

podąża w stronę psa, zamiast przed nim uciekać, i stara się nawiązać z nim kontakt. Wtedy, 

jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, groźnie przed chwilą ujadający pies zaczyna się 

łasić i merdać ogonem, a po wzajemnym zapoznaniu się idzie na swoje miejsce i nie narzuca 

się przybyszowi. 

Oczywiście, ta metoda jest skuteczna tylko wtedy, kiedy pies obszczekuje nas lub obskakuje, 

merdając przy tym ogonem. Gdy zaś witający nas w progu pies jest napięty, warczy i mierzy 

nas przenikliwym wzrokiem, najlepiej stać spokojnie i nie wykonywać żadnych ruchów ani w 

przód, ani w tył, dopóki właściciel nie pospieszy nam na pomoc. U takiego psa przeważa bo-

wiem instynkt agresji, lepiej więc nie przekazywać mu żadnych sygnałów, aby osłabić siłę 

bodźca, którym jest dla niego nasz widok. Jeśli nikt nie przybywa nam z pomocą i nie jeste-

śmy pewni, co pies za chwilę zrobi, czasem uda się skutecznie rozładować napięcie, naśladu-

jąc żałosny pisk szczenięcia. Może to u psa zajadle broniącego domu rozbudzić instynkt opie-

kuńczy, ale nie zawsze jest skuteczne, gdyż jesteśmy dla niego członkami „obcego stada", 

którym nie można ufać. 

Na szczęście, z wyjątkiem przypadków, kiedy pies był specjalnie szkolony do atakowania 

background image

intruzów, tak zdecydowanie wroga reakcja należy do rzadkości. Większość psów reaguje na 

wchodzącego jedynie szczekaniem i obskakiwaniem go, co robi wrażenie tylko na osobach, 

które się ich zdecydowanie boją. 

background image

Czy psy mają „szósty zmysł 

 

Przypuszczalnie mają, ale trochę innego rodzaju, niż sobie to wyobrażamy. Wrażliwość psów 

na mniej lub bardziej wyczuwalne bodźce nie jest niczym nadnaturalnym. Wszystkie ich re-

akcje dadzą się wytłumaczyć za pomocą mechanizmów biologicznych, tyle tylko, że dopiero 

zaczynamy pojmować ich działanie. 

Znana jest na przykład zdolność psów do wynajdowania drogi powrotnej do domu, choćby 

wywieziono je na dużą odległość przez tereny, których nie znały. Podobna umiejętność ce-

chuje też koty i niektóre inne zwierzęta. Obecnie tłumaczy się to wyczuwaniem przez nie na-

wet bardzo nieznacznych zmian w polu magnetycznym ziemi. Przeprowadzono bowiem do-

świadczenia, w których obecność silnych magnesów osłabiała u badanych zwierząt tę zdol-

ność orientacji. Wciąż jednak dowiadujemy się o nowych osiągnięciach w tej dziedzinie. 

Psy potrafią także przewidzieć nadchodzącą burzę lub trzęsienie ziemi. Kiedy zbiera się na 

burzę, pies staje się niespokojny, podniecony, dyszy i biega po domu, czasem nawet drży i 

piszczy, jakby go coś bolało. Ten niepokój nasila się, kiedy zaczyna, grzmieć, i nie ustaje, 

choć burza już mija. Jest to reakcja na zmiany ciśnienia atmosferycznego, ewentualnie także 

na zakłócenia pola elektrycznego. Dla współczesnych psów domowych zdolność wyczuwania 

nadchodzącej burzy nie ma już praktycznego znaczenia, ale ich dzicy przodkowie mieli po-

wody do zdenerwowania. Wilki zawsze niezwykle starannie wybierały miejsce na norę. Zwy-

kle kopały ją na zboczu wzgórza, by zminimalizować niebezpieczeństwo jej zalania, ale i tak 

silna ulewa może poważnie zagrozić, bezpieczeństwu małych szczeniąt. Przypuszczalnie gdy 

nasz pies przed nadchodzącą burzą miota się w panice po domu, młode wilki zachowują się 

tak wobec groźby podtopienia nory. 

Niektórzy właściciele opowiadają,  że ich pies w pewnych okolicznościach zachowywał się, 

jakby „zobaczył ducha". Działo się to podczas spaceru w letni wieczór, kiedy pies biegający 

po polu raptem zatrzymywał się i zamierał w bezruchu. Stał spięty, wpatrywał się ze zjeżoną 

sierścią w jakiś niewidoczny punkt, warcząc, a czasem skowycząc. Kiedy właściciel próbował 

skłonić go do pójścia naprzód, nie chciał ruszyć się z miejsca. Potem to dziwne zachowanie 

ustępowało równie nagle, jak się pojawiło, i pies spokojnie kontynuował spacer. Kto kiedy-

kolwiek widział tak zachowującego się psa, był pod wrażeniem intensywności jego reakcji i 

nie dziwił się, gdy właściciel zapewniał, że jego pupil „zobaczył ducha". Tymczasem praw-

background image

dopodobnie tym, co tak zdenerwowało psa, był jakiś obcy zapach. Nie był to zapach innego 

psa, lecz jakiegoś rzadko spotykanego zwierzęcia, na przykład lisa czy tchórza. Nieznane po-

chodzenie i intensywność tego zapachu były dla wrażliwego psiego nosa bodźcami wystar-

czająco silnymi, by wywołać gwałtowną reakcję. 

Ostatnie doniesienia naukowe dostarczyły danych po części wyjaśniających działanie szóste-

go zmysłu u psa. 

Dużo wyjaśniło odkrycie w nosie psa receptorów podczerwieni. Okazało się, że to dzięki nim 

psy z przełęczy św. Bernarda były w stanie stwierdzić, tylko wąchając śnieg, czy zasypany 

lawiną człowiek jeszcze żyje. Skoro już wiemy, że było to możliwe dzięki komórkom wybit-

nie wrażliwym na ciepło, ta zdolność bernardynów nie wydaje się nam niczym nadnatural-

nym. Tezę tę uwiarygodnia odnalezienie podobnych receptorów na pyskach niektórych węży, 

które dzięki temu wykrywały obecność w swoim otoczeniu nawet najmniejszych zwierząt 

ciepłokrwistych. Jeżeli znamy już więcej takich przypadków w królestwie zwierząt, nie po-

winno to również dziwić u psów. 

background image

Skąd się wziął przesąd, że wycie psa zapowiada czyjąś śmierć 

 

Jeszcze w czasach starożytnych święcie wierzono, że wycie psa zwiastuje śmierć lub jakieś 

inne nieszczęście w rodzinie. Psu przypisywano jakąś nadnaturalną zdolność przewidywania 

wydarzeń, zwłaszcza niepomyślnych. Co ciekawe, nie obciążano psa „winą" za mające nastą-

pić wypadki ani nie posądzano go o związki z diabłem. Przeciwnie, tłumaczono to tak, że 

pies, jako najlepszy przyjaciel człowieka, stara się ostrzec go przed niebezpieczeństwem. 

Jeżeli odrzucimy metafizyczną interpretację tego zjawiska, jedyną sensowną przyczyną mo-

gło być to, że zachowujące się w ten sposób psy były po prostu wściekłe. A jednym z obja-

wów wścieklizny u psów jest właśnie częste wycie, jak też wydawanie innych niż zwykle 

odgłosów, czego trudno nie zauważyć. Ponieważ zaś kontakt człowieka z wściekłym psem 

musiał kończyć się dla niego śmiercią, ludzie kojarzyli sobie wycie psa z następującym 

wkrótce po tym zgonem jego właściciela. Były to czasy, kiedy nie znano jeszcze dróg przeno-

szenia infekcji, w wyciu psa dopatrywano się więc znaku wróżebnego przepowiadającego 

śmierć człowieka.  

background image

Skąd wzięła się nazwa ,,hot-dog" 

 

Nikt dziś nie wierzy pogłosce, jakoby nazwa „hot-dog" pochodziła od tego, że parówki te 

zawierały psie mięso. Był jednak czas, kiedy takie podejrzenie wpłynęło na znaczący spadek 

ich sprzedaży. Pomysł na takie hot-dogi, jakie znamy dziś, narodził się na przełomie XIX i 

XX wieku w głowie Amerykanina Harry'ego M. Stevensa. Prowadził on „małą gastronomię" 

przy stadionie piłkarskim i musiał czymś karmić  tłumy kibiców na meczach rozgrywanych 

przez sławną drużynę „olbrzymów z Nowego Jorku". W tym czasie wchodziły właśnie w mo-

dę frankfurckie parówki na gorąco, lecz nie nadawały się do obnośnej sprzedaży na trybu-

nach. Stevens wpadł więc na pomysł, by umieszczać je w podgrzanych, długich bułkach. Tak 

przyrządzone parówki były roznoszone w przejściach między sektorami stadionu i zrobiły 

oszałamiającą furorę. Początkowo nosiły nazwę „czerwone i pikantne", bo do parówki prosto 

z wody i podgrzanej bułki Stevens dodawał jeszcze hojnie porcję ostrej musztardy. 

W tym czasie w 1903 roku znany ówczesny rysownik, specjalizujący się w karykaturze spor-

towej T. A. Dorgan, publikujący pod pseudonimem „Tad", rozpowszechnił rysunek bułki, w 

której zamiast parówki nadzieniem był jamnik. Karykaturzysta wykorzystał fakt, że zarówno 

parówka, jak i jamnik są: długie, czerwone i pochodzenia niemieckiego. I to właśnie on puścił 

w obieg nazwę hot-dog, która się bardzo szybko przyjęła. Potem ktoś ciekawski wyraził gło-

śno wątpliwości, czy aby w parówkach nie ma psiego mięsa. Gdy ta plotka się rozeszła, 

sprzedaż hot-dogów gwałtownie zmalała. Sprawa zrobiła się do tego stopnia poważna,  że 

miejscowa Izba Handlowa musiała wydać zakaz używania nazwy hot-dog we wszystkich re-

klamach tego wyrobu. Ponieważ była ona jednak wyjątkowo trafnie dobrana, „tylnymi 

drzwiami" wróciła w końcu do powszechnego użytku. Dziś we wszystkich krajach świata 

wiedzą, co to jest hot-dog. 

background image

Co kanikuła ma wspólnego z psem 

 

Kanikułą nazywamy okres największych upałów w lecie — mniej więcej od 3 lipca do 11 

sierpnia — kiedy jest gorąco i duszno. Kto nie zna łaciny, ten zastanawia się, co ten okres ma 

wspólnego z jakimkolwiek psem. Tymczasem nazwa „kanikuła" wywodzi się z czasów rzym-

skich, kiedy powszechne było przekonanie, że w tych dniach Syriusz, inaczej „Psia gwiazda", 

dodaje swego ciepła do żaru słońca i stąd te upały. Dlatego Rzymianie nazywali ten okres 

„dies caniculares", czyli psie dni. My już wiemy, że Syriusz nie może „dogrzewać" Słońca, bo 

leży od nas 540 tysięcy razy dalej niż Słońce. Rzymianie słusznie domyślili się natomiast, że 

temperatura tej gwiazdy jest z grubsza dwa razy wyższa niż Słońca, bo dziś wiadomo już, że 

wynosi ona 10 000°C. Ci, którzy nie znali starożytnego pochodzenia nazwy „psie dni", tłuma-

czyli ją po swojemu, że są to dni, podczas których psy wściekają się od upału (był kiedyś taki 

przesąd). Na pewno niektóre psy, zwłaszcza w regionie śródziemnomorskim, źle znoszą gorą-

co, ale łączenie tego z nazwą całego okresu to dorabianie teorii do faktów.