background image

 

 

 

 
 
 

-  Jak  my

ś

lisz,  ile  jeszcze  to  potrwa?  –  odezwała  si

ę

 

stoj

ą

ca  w  k

ą

cie  pomieszczenia  posta

ć

  do  swego  przyjaciela. 

 

 
Obaj  m

ęż

czy

ź

ni  byli  niewidoczni  dla  innych  członków 

tajnego  spotkania,  ale  doskonale  słyszeli  ka

ż

de  słowo,  jakie 

zostało  przez  nich  wypowiedziane.  Syriusz  miał  swój  czas, 
kiedy  musiał  pilnowa

ć

  mieszka

ń

ców  swojego  starego  domu,  a 

James,  jako  wierny  przyjaciel,  czuwał  razem  z  nim.  Byli  teraz 
duchami  i  niewiele  mogli  pomóc,  ale  ich  serca  rwały  si

ę

  do 

akcji. Wci

ąż

 byli młodzi i silno, pełni zapału tak, wi

ę

c słuchanie 

tych wszystkich argumentów za i przeciw, jakie przeciwko sobie 
wysuwali bardzo ich m

ę

czyło.  

 
-  To  ich  bitwa  Syriuszu  –  odezwał  si

ę

  po  raz  kolejny 

James. Miał spokojny wyraz twarzy, opanowany i cierpliwy, ale 
w  jego  oczach  przyjaciel  dostrzegał  irytacj

ę

  tym  wszystkim,  co 

denerwowało tak

ż

e i jego.  

 
- Wiem, wiem – odpowiedział Syriusz. – Ich bitwa to te

ż

 ich 

sposoby działania, plany, metody i decyzje. Profesorek ju

ż

 mi to 

wszystko  powiedział.  Ale  jak  my

ś

lisz,  gdyby

ś

my  ich  troch

ę

 

background image

 

 

po

ś

pieszyli  –  zaproponował  z  błaganiem  w  głosie.  – 

Podszepn

ę

li kilka pomysłów, zach

ę

cili do działania.  

 
-  Nie  mo

ż

emy  –  odpowiedział  ze  znu

ż

eniem  James. 

Prowadzili  t

ę

  sam

ą

  rozmow

ę

  ju

ż

  po  raz  kolejny  w  przeci

ą

gu 

kilku ostatnich dni i stało si

ę

 to ju

ż

 niemal rytuałem. – Te

ż

 bym 

chciał, 

ż

eby Harry zacz

ą

ł działa

ć

, ale musimy czeka

ć

. Powinien 

dojrze

ć

 do przywództwa.  

 
-  Ale  on  ju

ż

  dojrzał  –  zauwa

ż

ył  jego  przyjaciel,  patrz

ą

c  z 

podziwem,  jak  jego  syn  chrzestny  zaciekle  broni  swego 
stanowiska  przed  wi

ę

kszo

ś

ci

ą

  zebranych  i  w  kilku  dobrze 

dobranych  niezbyt  ostrych  słowach,  podejmuje  tak

ą

  decyzj

ę

jak

ą

  uwa

ż

a  za  najlepsz

ą

,  a  starsi  mu  si

ę

  podporz

ą

dkowuj

ą

.  – 

Twój  syn  zostanie  wspaniałym  Ministrem  Magii  –  powiedział 
Syriusz z podziwem.  

 
- Dlaczego my

ś

lisz, 

ż

e zostanie Ministrem Magii? – zdziwił 

si

ę

 James. Osobi

ś

cie nigdy nie aspirował na takie stanowisko i 

w

ą

tpił, aby Harry mierzył tak wysoko. Podejmowanie decyzji za 

cały 

ś

wiat  czarodziejów  nie  było  dla  niego.  Owszem,  mógł 

przej

ąć

  władz

ę

  na  okres,  kiedy  trwała  wojna  przeciw 

Voldemortowi, 

ale 

na 

tym 

si

ę

 

sko

ń

czy. 

Zbyt 

du

ż

odpowiedzialno

ść

,  jak  dla  jednego  dziewi

ę

tnastoletniego 

chłopca,  który  b

ę

dzie  musiał  si

ę

  zmierzy

ć

  z  dorosłym 

ż

yciem 

ju

ż

 za kilka kroków.  

 
-  Na  pewno  czarodzieje  b

ę

d

ą

  chcieli  osadzi

ć

  go  na 

stanowisku Ministra. Po tym, co dla nich zrobi, na pewno b

ę

d

ą

 

tego chcieli – powiedział Syriusz. – To b

ę

dzie wielki zaszczyt.  

 
- I to dlatego nie ty zostałe

ś

 wytypowany do ostatecznego 

kroku,  jaki  mamy  wykona

ć

,  tylko  ja  –  rozmow

ę

  przerwał  im 

rozbawiony  głos  Lily.  James  odwrócił  si

ę

  w  jej  stron

ę

  z 

wyci

ą

gni

ę

tymi  ramionami,  a  kiedy  podeszła  do  niego 

natychmiast mocno j

ą

 do siebie przytulił, całuj

ą

c we włosy. – Od 

razu  zrobiłby

ś

  z  niego  Króla  Wielkiej  Brytanii,  a  on  si

ę

  do  tego 

nie nadaje.  

background image

 

 

- Ale

ż

 Lily –  m

ęż

czyzna starał si

ę

 przekona

ć

 j

ą

 do swego 

pomysłu. – On urodził si

ę

, aby rz

ą

dzi

ć

. Spójrz tylko na niego – 

wszyscy  troje  spojrzeli  na  siedz

ą

cego  przy  szczycie  stołu 

młodego m

ęż

czyzn

ę

. Dla ka

ż

dego, martwego czy 

ż

ywego, było 

wiadome, 

ż

e  nie  jest  on  ju

ż

  chłopcem,  a  twarde  i  ostre 

spojrzenie  jego  przepi

ę

knych  zielonych  oczu  mówiło, 

ż

e  w 

swoim  krótkim 

ż

yciu  do

ś

wiadczył  o  wiele  wi

ę

cej  ni

ż

  powinien 

człowiek w jego wieku. Siedział teraz rozparty na krze

ś

le, głow

ę

 

podpierał  na  zaci

ś

ni

ę

tej  pi

ęś

ci  i  z  rozbawieniem  przysłuchiwał 

si

ę

  Lupinowi,  który  zawzi

ę

cie  starał  si

ę

  go  do  czego

ś

 

przekona

ć

. – Jest urodzonym przywódc

ą

, jak James.  

 
-  Ale  tego  nie  chce  –  odpowiedziała.  –  Widzisz  Syriuszu? 

Harry  ró

ż

ni  si

ę

  od  swego  ojca  pod  wieloma  wzgl

ę

dami.  Nie 

podejmie  si

ę

  stanowiska  Ministra  Magii,  cho

ć

by  przykładali  mu 

ż

  do  gardła.  To  nie  dla  niego.  Nie  potrzebuje  takie 

odpowiedzialno

ś

ci  zwłaszcza, 

ż

e  zało

ż

ył  rodzin

ę

,  b

ę

dzie  miał 

dziecko.  A  przed  nim  całe 

ż

ycie.  Musi  sko

ń

czy

ć

  Hogwart, 

zdoby

ć

  uprawnienia  na  aurora,  pracowa

ć

.  A  w  mi

ę

dzy  czasie 

zaj

ąć

  si

ę

  swoj

ą

  powi

ę

kszon

ą

  rodzin

ą

.  Zadba

ć

  o  Hermion

ę

  i 

dziecko. Teraz rola przywódcy została mu naznaczona. I to nie 
teraz, ale wiele lat temu, kiedy nie miał na to jeszcze wpływu. W 
tej  chwili  musiał  j

ą

  po  prostu  przyj

ąć

,  poniewa

ż

  po  jego 

rzekomej 

ś

mierci,  czarodzieje  zapadli  si

ę

  w  sobie.  On  był  ich 

nadziej

ą

  i  zmarł,  wi

ę

c  im  nie  pozostało  nic  innego,  jak  podda

ć

 

si

ę

  woli  Czarnego  Pana.  Tutaj,  w  tej  chwili,  Harry  jest 

przywódc

ą

, bo tak został naznaczony tej nocy, gdy prze

ż

ył. Zna 

swoje  obowi

ą

zki  i  wypełnia  je,  chocia

ż

  pewnie  jeszcze  nie  raz 

popełni  jakie

ś

  bł

ę

dy.  Pami

ę

taj,  kochany  przyjacielu, 

ż

e  to  tylko 

chłopiec, który przez przeznaczenie musiał wcze

ś

niej dorosn

ąć

Ale  nadal  jest  chłopcem.  Pami

ę

tasz,  co  powiedziała  ci  kiedy

ś

 

Molly,  gdy  mówili

ś

cie  mu  o  „tajnej”  broni,  której  szuka 

Voldemorta? To jeszcze dziecko – mówiła z pasj

ą

. – I to moje, 

ale niestety przez strasznego człowiek, nie mam wpływu na to, 
co  si

ę

  z  nim  dzieje.  Nie  mog

ę

  podej

ść

  do  niego,  przytuli

ć

  i 

powiedzie

ć

ż

e  robi  dobrze.  Czy 

ź

le.  Nie  mog

ę

  mu  nawet 

pogratulowa

ć

.  Ma  wspaniał

ą

 

ż

on

ę

,  b

ę

dzie  ojcem,  a  mnie  i 

Jamesa  omin

ą

  wszystkie  przyjemno

ś

ci  z  tym  zwi

ą

zane.  Nie 

background image

 

 

b

ę

d

ę

 mogła  wzi

ąć

  wnuka na r

ę

ce i rozpieszcza

ć

 go. Pomaga

ć

 

młodym  mał

ż

onkom  w  wychowywaniu.  Gdyby  stan

ą

ł  na  czele 

ś

wiata  czarodziejów,  jako  Minister  Magii  pewnie  byłby  to 

pierwszy  krok  do  oddalenia  si

ę

  od  rodziny,  której  pragnie  i  nie 

zostawi.  Ten  chłopak  wie,  co  do  niego  nale

ż

y  i  kiedy  ma  si

ę

 

usun

ąć

. Władza nie jest dla niego, a i on jej nie chce. To dobry i 

m

ą

dry  dzieciak,  który  zna  swoje  mo

ż

liwo

ś

ci  –  zako

ń

czyła 

dumnie,  patrz

ą

c  jak  jej  syn  nachyla  si

ę

  nad  Hermion

ą

  ze 

zmartwion

ą

 min

ą

.  

  
Starał  si

ę

  nadrobi

ć

  ka

ż

d

ą

  minut

ę

,  jak

ą

  byli  zmuszeni 

sp

ę

dzi

ć

  osobno.  Zachowywał  si

ę

  jak  troskliwy  tatu

ś

Momentami  Lily  widziała  w  nim  ojca,  bo  czasami  zachowywał 
si

ę

  jak  James.  Był  nadopieku

ń

czy,  pomocny,  czasem  a

ż

  za 

bardzo,  usługiwał  Hermionie  i  przewidywał  ka

ż

dy  jej  ruch.  A 

wtedy  młoda  czarownica  zaciskała  usta  z  irytacj

ą

  i  pokornie 

znosiła  jego  zabiegi.  Czasami  wybuchała,  kiedy  robił  rzeczy 
niemo

ż

liwe,  ale  starała  si

ę

  panowa

ć

  nad  sob

ą

.  Kiedy  si

ę

 

zap

ę

dzał  głaskała  go  po  włosach  albo  całowała,  a  kiedy  było 

trzeba  co

ś

  na  nim  wymusi

ć

  znalazła  odpowiednie  sposoby. 

Wida

ć

  było, 

ż

e  s

ą

  ze  sob

ą

  szcz

ęś

liwi,  a  to  najwi

ę

ksza  rado

ść

 

dla rodziców – widzie

ć

 szcz

ęś

cie własnego dziecka.  

 
- Zawsze wiedziałem, 

ż

e tych dwoje co

ś

 do siebie ci

ą

gnie 

–  odezwał  si

ę

  niespodziewanie  Syriusz.  Parskn

ą

ł 

ś

miechem, 

kiedy  zdenerwowana  Hermiona  uderzyła  m

ęż

a  w  dło

ń

,  gdy 

próbował  pomóc  jej  wsta

ć

.  –  S

ą

  dla  siebie  stworzeni,  dlatego 

byłem  zdziwiony,  kiedy  Harry  zacz

ą

ł  spotyka

ć

  si

ę

  z  Ginny,  a 

Hermiona z Ronem.  

 
- Ginny te

ż

 byłaby 

ś

wietn

ą

 

ż

on

ą

 dla Harry’ego – sprzeciwił 

si

ę

 James. – Zawsze lubiłem Molly i Artura,  a tak

ż

e ich dzieci. 

S

ą

 dobrymi lud

ź

mi, a to najwa

ż

niejsze. Spójrz chocia

ż

 na to, jak 

potraktowali  Harry’ego.  Ka

ż

dy  na  ich  miejscu  obwiniłby 

chłopaka win

ą

 i zostawił własnemu losowi. A oni traktuj

ą

 go jak 

własne  dziecko.  Nie  zaj

ą

ł  miejsca  tego  zmarłego  syna,  ale 

wypełnił  pustk

ę

,  jaka  powstała  w  ich 

ż

yciu.  Wszystkie 

zachowania, jakie były zarezerwowane dla Rona i Ginny, Molly 

background image

 

 

przekierowała  na  tych  dwoje.  I  wie, 

ż

e  nikt  nie  zapomni  o  jej 

dzieciach, bo Harry i Hermiona zawsze b

ę

d

ą

 pami

ę

ta

ć

.  

 
- Tak, s

ą

 niezwykli – powiedział z przek

ą

sem Syriusz. – To 

Molly  podst

ę

pem  zmuszała  mnie  do  siedzenia  w  tym  domu, 

trzymania buzi na kłódk

ę

 i pilnowania si

ę

.  

 
-  Mama  jest  tyranem  –  zgodziła  si

ę

  niespodziewanie 

Ginny.  Wszyscy  spojrzeli  w  stron

ę

  sk

ą

d  dobiegł  jej  głos.  Lily  z 

u

ś

miechem wyci

ą

gn

ę

ła do niej dło

ń

 i u

ś

cisn

ę

ła. – Ale t

ę

skni

ę

 za 

ni

ą

. Za ojcem i bra

ć

mi te

ż

.  

 
-  To  normalne,  kochanie  –odezwał  si

ę

  do  niej  James, 

równie

ż

  j

ą

  przytulaj

ą

c.  –  Nie  musisz  si

ę

  martwi

ć

.  Twoi  rodzice 

zaj

ę

li  si

ę

  naszym  synem  i  my  odwdzi

ę

czymy  si

ę

,  pomagaj

ą

wam.  

 
- Dzi

ę

kuj

ę

 – odpowiedziała.  

 
Niespodziewanie  dla  wszystkich,  Lily  odsun

ę

ła  si

ę

  od 

m

ęż

a  i  podeszła  do  stołu,  przy  którym  siedzieli Weasley’owie  i 

reszta. Podeszła do siedz

ą

cej niedaleko kobiety. Pami

ę

tała j

ą

 w 

lepszych  czasach,  ale  Molly  trzymała  si

ę

  całkiem  dobrze, 

patrz

ą

c na wszystko, co si

ę

 wokół niej dzieje. Poło

ż

yła dło

ń

 na 

ramieniu kobiety i pochyliła nad jej uchem.  

 
- Zaopiekujemy si

ę

 twoimi dzie

ć

mi, Molly –wyszeptała.  

 
Na twarzy kobiety pojawił si

ę

 szok, patrzyła przed siebie, a 

w  tym  czasie  Lily  okr

ąż

yła  wielki  blat  i  znalazła  si

ę

  pomi

ę

dzy 

swoim  synem  a  jego 

ż

on

ą

.  Jedn

ą

  dło

ń

  poło

ż

yła  na  karku 

chłopaka, a drug

ą

 na wydatnym brzuchu synowej.  

 
- Kocham was oboje. I wasze dziecko tak

ż

e. Wszyscy was 

kochamy.  Nie  zapomnijcie  o  nas  –  powiedziała  i  miał  okazj

ę

 

zobaczy

ć

, jak oni równie

ż

 zastygaj

ą

 w oszołomieniu. – Jestem z 

ciebie  bardzo  dumna  synku.  Zawsze  i  wsz

ę

dzie  –  pogładziła 

dziecko  w  brzuchu  Hermiony  i  poczuła  jego  delikatny  ruch.  W 

background image

 

 

tym  momencie  dziewczyna  podniosła  dło

ń

  i  poło

ż

yła  j

ą

  w 

miejscu, gdzie Lily umie

ś

ciła swoj

ą

.   

 
 

*** 

 
Niespodziewanie 

dla 

wszystkich, 

pani 

Weasley 

znieruchomiała.  Wzrok  miała  wbity  w  szar

ą

 

ś

cian

ę

  naprzeciw  i 

nie wiadomo sk

ą

d z jej oczu zacz

ę

ły płyn

ąć

 wielkie i rzewne łzy. 

Harry  i  Hermiona  równie

ż

  znieruchomieli.  Wszyscy  przygl

ą

dali 

si

ę

  całej  trójce  ze  zdziwieniem,  nie  wiedz

ą

c,  co  si

ę

  stało.  Ale 

Hermiona  doskonale  czuła  na  sobie  czyj

ś

  dotyk.  Ogarn

ę

ło  j

ą

 

takie  ciepło,  jak  w  dzie

ń

 

ś

lubu  z  Harrym,  kiedy  byli  na 

cmentarzu. Nie wiedziała, co to mo

ż

e oznacza

ć

, ale doskonale 

słyszała  ciche  jak  podmuch  wiatru  słowa  pochodz

ą

ce  z  nik

ą

d. 

Nie wiedziała czy to mo

ż

liwe, ale była pewna, 

ż

e to Lily Potter. 

Nie znała tej kobiety, jedynie o niej słyszała, ale wiedziała, 

ż

e to 

ona.  I  po  zachowaniu  swego  m

ęż

a  wiedziała, 

ż

e  on  te

ż

  tego 

do

ś

wiadczył.  I  siedz

ą

ca  naprzeciw  płacz

ą

ca  pani  Weasley 

tak

ż

e. Wszystko ustało równie szybko, jak si

ę

 zacz

ę

ło, ale było 

to jeszcze bardziej niesamowite do

ś

wiadczenie, ni

ż

 to na wtedy 

na  cmentarzu.  Matka  Harry’ego,  mimo, 

ż

e  martwa,  dała  jej 

swoje 

błogosławie

ń

stwo. 

Akceptowała 

ich 

mał

ż

e

ń

stwo, 

dziecko…i mówiła tak

ż

e w imieniu Jamesa.  

 
-  Molly?  –z  oszołomienia  wyrwał  j

ą

  przera

ż

ony  głos  pana 

Weasley. – Molly, co si

ę

 dzieje?  

 
Kobieta  nie  odpowiedziała,  jedynie  zapłakała  jeszcze 

bardzie.  Hermiona  spojrzała  na  siedz

ą

cego  obok  Harry’ego  i 

zdała sobie spraw

ę

ż

e Lupin i Tonks próbuj

ą

 dowiedzie

ć

 si

ę

 od 

nich,  co  takiego  si

ę

  wydarzyło.  Dziewczyna  nie  potrafiła 

powiedzie

ć

  ani  słowa,  potrz

ą

sn

ę

ła  głow

ą

  i  tylko  mocniej 

przycisn

ę

ła  dło

ń

  w  miejscu,  gdzie  jeszcze  chwil

ę

  temu  czuła 

dotyk matki swego ukochanego. Dziecko w jej brzuchu poruszył 
si

ę

,  ale  nie  odczuła  bólu.  Było  spokojne,  jakby  ponownie 

background image

 

 

zapadło  w  drzemk

ę

,  przerwan

ą

  jedynie  na  chwil

ę

  tym 

incydentem.  

 
- Harry, co si

ę

, do cholery stało? – niemal krzykn

ą

ł Lupin.  

 
-  Nie  wiem  –  odpowiedział.  –  Miałem  wra

ż

enie, 

ż

e…  To 

takie dziwne… I niemo

ż

liwe…  

 
- Wysłów si

ę

 chłopcze – ponagli go Kingsley.  

 
- Lily – zaszlochała pani Weasley. – To była ona, prawda? 

Czuli

ś

cie j

ą

?  

 
Harry i Hermiona spojrzeli na ni

ą

 ze zrozumieniem i kiwn

ę

li 

głowami. 

Kobieta 

starała 

si

ę

 

uspokoi

ć

kiedy 

reszta 

domowników starała si

ę

 przyswoi

ć

 sobie to, co powiedziała.  

 
- Czułam jej obecno

ść

 – kontynuowała po chwili. – Stan

ę

ła 

i poło

ż

yła mi dło

ń

 na ramieniu. Powiedziała, 

ż

e… powiedziała… 

-  jej  ciałem  znów  wstrz

ą

sn

ą

ł  szloch  i  przerwała,  aby  ponownie 

si

ę

 uspokoi

ć

. – Powiedziała, 

ż

e zaopiekuj

ą

 si

ę

 moimi dzie

ć

mi – 

doko

ń

czyła po dłu

ż

szej chwili, ju

ż

 spokojna.  

 
Nawet nie zauwa

ż

yła, kiedy kto

ś

 postawił przed ni

ą

 kubek 

z  gor

ą

c

ą

  herbat

ą

.  Czuła  si

ę

  wypompowana,  zmarzni

ę

ta,  jakby 

przebiegła  maraton  w  deszczu.  Obj

ę

ła  dło

ń

mi  ciepły  kubek  i 

poci

ą

gn

ę

ła  z  niego  troch

ę

  uspokajaj

ą

cego  płynu.  Ciepło 

rozeszło  si

ę

  po  ciele,  ale  i  tak,  najlepszym  jego 

ź

ródłem  było 

serce.  Po  tym  do

ś

wiadczeniu  i  słowach,  które  usłyszała, 

zago

ś

ciło  w  jej  sercu,  razem  z  miło

ś

ci

ą

  i  rozpacz

ą

.  Nigdy  nie 

wierzyła w takie rzeczy, poniewa

ż

 

ś

wiat czarodziejów ma swoje 

granice.  Ale  to,  co  si

ę

  przed  chwil

ą

  stało,  wstrz

ą

sn

ę

ło  jej 

ż

yciem. Zyskała pewno

ść

ż

e dzieci, które zostały jej tak szybko 

i  brutalnie  odebrane,  s

ą

  bezpieczne  i  maj

ą

  najlepsz

ą

  opiek

ę

Wiedziała, 

ż

e  Lily  i  James  zaopiekuj

ą

  si

ę

  Ronem  i  Ginny,  tak 

jak ona zaopiekuje si

ę

 Harrym i  Hermion

ą

. Nawzajem stan

ą

 si

ę

 

zast

ę

pczymi rodzicami dla swoich dzieci.  

 

background image

 

 

Molly  popatrzyła  na  siedz

ą

cego  obok  Artura  i  pozostałych 

synów,  którzy  si

ę

  wokół  niej  zebrali.  Wszyscy  mieli  w  oczach 

rozpacz  i  niedowierzanie,  a  pan  Weasley  siedział  na  krze

ś

le  z 

twarz

ą

 ukryt

ą

 w dłoniach.  

 
-  Oni  cały  czas  czuwaj

ą

  nad  nami  wszystkimi  – 

powiedziała do Harry’ego.  

 
-  Poczułam,  jak  dotyka  dziecka  –  szepn

ę

ła  zszokowana 

Hermiona.  Wszyscy  zwrócili  na  ni

ą

  uwag

ę

.  –  Powiedziała, 

ż

kocha nas i dziecko i poczułam jak głaszcze mnie po brzuchu. 

Ż

e  wszyscy  nas  kochaj

ą

Ż

eby

ś

my  pami

ę

tali  o  nich.  Czyli, 

ż

Ron i Ginny te

ż

… – doko

ń

czyła i z jej oczu popłyn

ę

ły ciche łzy. 

Nie wiedziała, dlaczego płacze, ale nie mogła si

ę

 powstrzyma

ć

Od  samego  pocz

ą

tku  wiedziała, 

ż

e  w  zwi

ą

zku  jej  i  Harry’ego 

brakuje błogosławie

ń

stwa, jakie młodym mał

ż

onkom mog

ą

 da

ć

 

tylko  rodzice.  Przez  długi  czas  nie  przejmowała  si

ę

  tym, 

poniewa

ż

 jego rodzice zmarli, a jej mieli zmodyfikowan

ą

 pami

ęć

 

i  nawet  jej  nie  pami

ę

tali.  Jako

ś

  z  tym 

ż

ą

  i  do  tej  pory  nie 

zdawała  sobie  sprawy,  jak  bardzo  potrzebowała  takiego 
zapewnienia.  Teraz  pu

ś

ciły  jej  wszystkie  hamulce  i  nie  mogła 

powstrzyma

ć

  łez.  Siedz

ą

ca  obok  Tonks  obejmowała  swego 

miesi

ę

cznego  synka  Teddy’ego  jednym  ramieniem,  a  drugim 

starała si

ę

 uspokoi

ć

 Hermion

ę

.  

 

 

Nikt  w  kuchni  nie  odezwał  si

ę

  ani  słowem.  Lupin  podniósł 

si

ę

 z kl

ę

czek i odszedł w najdalszy k

ą

t kuchni. Nie mógł zdawa

ć

 

sobie  spraw, 

ż

e  wła

ś

nie  w  tym  miejscu  znajduj

ą

  si

ę

  obaj  jego 

najlepsi przyjaciele. Nie odczuwał jednak ich obecno

ś

ci tak, jak 

inni. Był z nimi bardziej oswojony, poniewa

ż

 w ci

ą

gu ostatniego 

roku bywał cz

ę

stym go

ś

ciem na cmentarzu w Dolinie Godryka. 

Nic  nie  mówił,  nie  oczekiwał  odpowiedzi.  Potrzebował  jedynie 
znów  poczu

ć

  przy  sobie  obecno

ść

  swoich  przyjaciół.  Kilka 

minut  przy  ich  grobie  i  miał  wra

ż

enie, 

ż

e  Lily,  James  i  Syriusz 

s

ą

  z  nim,  jakby  nigdy  nie  odeszli.  Dlatego  te

ż

  znajome 

przenikaj

ą

ce  do  szpiku  ko

ś

ci  zimno,  które  jednocze

ś

nie 

wydawało  si

ę

  by

ć

  ciepłem,  potraktował  oboj

ę

tnie.  Ale  tylko  z 

background image

 

 

pozoru.  W  duchu  wstrz

ą

sn

ę

ła  nim 

ś

wiadomo

ść

ż

e  jego 

przyjaciele s

ą

 tu z nimi.  

-  Czego  ode  mnie  oczekujesz,  James?  –  zapytał 

przestrze

ń

.  Rozejrzał  si

ę

  dokoła,  jakby  chciał  sprawdzi

ć

  jak 

zostały  przyj

ę

te  jego  słowa,  ale  wszyscy  musieli  my

ś

le

ć

ż

udzielił  mu  si

ę

  nastrój.  Nie  dał  po  sobie  pozna

ć

ż

e  odniósł 

wra

ż

enie, jakby James i Syriusz poklepali go po plecach, a Lily 

pocałowała  w  policzek,  całkiem  tak  samo,  jak  za  dawnych 
czasów, kiedy w szkole starali si

ę

 mu powiedzie

ć

ż

e wszystko, 

co robi, jest dobre.  
 
 

Doradzaj  i  wspieraj  –  zdawało  si

ę

  mówi

ć

  wibruj

ą

ce  wokół 

niego powietrze.  
 
 

Doradzaj i wspieraj, pomy

ś

lał i z tymi słowami kołataj

ą

cymi 

si

ę

  w  jego  głowie  powrócił  do  stołu,  siadaj

ą

c  obok  Harry’ego. 

Chłopak  jednak  w  tym  samym  momencie  wstał  i  delikatnie 
pomógł podnie

ść

 si

ę

 nadal płacz

ą

cej Hermionie.  

 
 

- My

ś

l

ę

ż

e na dzisiaj ju

ż

 sko

ń

czyli

ś

my – powiedział tonem 

nieznosz

ą

cym  sprzeciwu.  –  Pani  Weasley  i  Hermiona  musz

ą

 

odpocz

ąć

. A i ja mam ju

ż

 m

ę

tlik w głowie. Ka

ż

dy z nas powinien 

przemy

ś

le

ć

  to,  co  zostało  dzisiaj  powiedziane  i  sko

ń

czymy 

dyskusj

ę

  jutro  –  z  tymi  słowami  opu

ś

cił  kuchni

ę

  i  wszyscy 

słyszeli  ju

ż

  tylko  jak  mówi  uspokajaj

ą

ce  słowa  do  Hermiony,, 

kiedy pomagał jej wej

ść

 po schodach.  

 
 

-  Harry  ma  racj

ę

  –  pan  Weasley  otrz

ą

sn

ą

ł  si

ę

  z 

oszołomienia  i  równie  delikatnie,  co  Harry,  przytulił  sw

ą

 

ż

on

ę

  i 

zaprowadził do ich sypialni.  
 
 

W  pomieszczeniu  zapadła  grobowa  cisza.  Nikt  nie  był  w 

stanie  si

ę

  poruszy

ć

  albo  powiedzie

ć

,  cho

ć

  słowo.  Nic 

odpowiedniego  nie  przychodziło  im  do  głowy,  jednak  po  kilku 
minutach  zacz

ę

li  podnosi

ć

  si

ę

  z  miejsc  i  znika

ć

,  ka

ż

dy  we 

własnym pokoju.  
 

background image

 

 

 

Hermiona  poło

ż

yła  si

ę

  do  łó

ż

ka,  jak  tylko  znalazła  si

ę

  w 

sypialni.  Nie  miała  siły  na  nic  innego,  wi

ę

c  Harry  zaj

ą

ł  si

ę

 

zdejmowaniem  ubrania.  Zachowywała  si

ę

  jak  lalka,  kiedy 

ś

ci

ą

gał z niej wszystko po kolei i zakładał obszern

ą

 koszulk

ę

, w 

której  spała  ostatniej  nocy.  Poło

ż

ył  j

ą

,  okrył  kołdr

ą

,  ale  nadal 

wydawała si

ę

 zimna jak lód, wi

ę

c jednym machni

ę

ciem ró

ż

d

ż

ki 

rozpalił  ogie

ń

  w  kominku.  Kiedy  ciepło  dosi

ę

gło  i  jego,  zdał 

sobie  spraw

ę

ż

e  równie

ż

  przemarzł.  Szybko  pozbył  si

ę

 

własnego  ubrania,  nało

ż

ył  spodnie  od  pi

ż

amy  i  wsun

ą

ł  pod 

kołdr

ę

  obok  ukochanej,  otaczaj

ą

c  ramionami  jej  ciało  i 

przytulaj

ą

c mocno do siebie, aby mogli si

ę

 szybciej rozgrza

ć

.  

 
 

-  Niesamowite  uczucie  –  powiedział,  kiedy  le

ż

ał  ju

ż

 

wygodnie, 

oddech 

Hermiony 

unormował 

si

ę

Nie 

odpowiedziała, tylko kiwn

ę

ła jedynie głow

ą

 na potwierdzenie.  

 
 

Nie  odezwali  si

ę

  ju

ż

  ani  słowem.  Harry  nie  mógł  zasn

ąć

dopóki  za  oknami  nie  zrobiło  si

ę

  ciemno,  a  Hermion

ą

  przestał 

wstrz

ą

sa

ć

 płacz, który był pewnie skutkiem snów. Jednak przez 

cały  czas  nie  mógł  zrobi

ć

  nic  wi

ę

cej,  jak  tylko  trzyma

ć

  j

ą

  w 

ramionach i koi

ć

 efekty snów, ale w głowie miał wył

ą

cznie słowa 

matki:  Nie  zapomnijcie  o  nas.  Czy  Rona  i  Ginny  te

ż

  miała  na 

my

ś

li?  Albo  czy  je

ż

eli  jego  matka  tam  był

ą

,  to  czy  oni  dwoje 

tak

ż

e?  Widzieli  ich.  Przygl

ą

dali  si

ę

,  jak  Harry  i  Hermiona  s

ą

 

ż

ywi i szcz

ęś

liwi razem? S

ą

 mał

ż

e

ń

stwem, b

ę

d

ą

 mieli dziecko i 

to w zaledwie rok po ich 

ś

mierci. Czy maj

ą

 im to za złe? Mo

ż

znienawidzili  ich  dwoje,  bo  zha

ń

bili  pami

ęć

  po  swoich 

ukochanych  i  przyjaciołach.  Nie  wiedział,  jak  ma  rozumie

ć

  te 

słowa.  Czy  powinien  cieszy

ć

  si

ę

,  bo  tych  dwoje  ich 

zaakceptowało,  czy  mo

ż

e  wr

ę

cz  przeciwnie  i  Lily  dawała  im 

znak, 

ż

e zbyt szybko dzieje si

ę

 to wszystko? 

Ż

e on i Hermiona 

nie powinni by

ć

 razem, bo gdzie

ś

 tam cierpi Ron i Ginny, kiedy 

oni napawaj

ą

 si

ę

 szcz

ęś

ciem.  

 
 

Nie wiedział, kiedy zasn

ą

ł. Powieki same mu si

ę

 zamkn

ę

ły 

i  nie  zd

ąż

ył  nawet  zdj

ąć

  okularów.  Od  razu  przeniósł  si

ę

  do 

Nory.  Zdziwił  si

ę

,  bo  przecie

ż

  stary  dom  Weasley’ów  został 

zniszczony  przed 

ś

wi

ę

tami  Bo

ż

ego  Narodzenia,  a  teraz  stał 

background image

 

 

po

ś

rodku kuchni, przygl

ą

daj

ą

c si

ę

 wszystkiemu i wydawało mu 

si

ę

ż

e  jest  tu  jeszcze  pi

ę

kniej  ni

ż

  zazwyczaj.  Przez  okna 

prze

ś

wiecało  sło

ń

ce,  trawa  była  tak  zielona  jak  nigdy.  Z 

u

ś

miechem  okr

ę

cił  si

ę

  dokoła,  kiedy  jego  wzrok  spocz

ą

ł  na 

stoj

ą

cej  w  wej

ś

ciu  niskiej  rudowłosej  dziewczynie.  U

ś

miech  na 

jego  ustach  zamarł,  kiedy  Ginny  podchodziła  do  niego  wolnym 
krokiem.  Miała  na  sobie  zwiewn

ą

  zielon

ą

  sukienk

ę

,  która 

przypominała kolor jego oczu. Harry nie wiedział, co ma zrobi

ć

ani powiedzie

ć

, wi

ę

c stał w miejscu i przygl

ą

dał si

ę

 jej. Dopiero, 

kiedy  mu  si

ę

  ukazała,  zdał  sobie  spraw

ę

,  jak  bardzo  t

ę

skni 

zarówno za ni

ą

, jak i za jej bratem.  

 

 

 

-  Bardzo  si

ę

  ciesz

ę

ż

e  ci

ę

  widz

ę

,  Harry  Potterze  – 

powiedziała do niego, a on zdał sobie spraw

ę

ż

e w taki sposób 

zwracała  si

ę

  do  niego  tylko  Hermiona,  kiedy  próbowała 

przemówi

ć

 mu do rozumu lub w

ś

ciekała na niego. Natychmiast 

rozejrzał  si

ę

  po  pomieszczeniu,  sprawdzaj

ą

c  czy  nie  ma  jej 

gdzie

ś

  w  pobli

ż

u.  Poczuł  nagl

ę

ż

e  jest  mu  niezb

ę

dna. 

Potrzebował  jej,  aby  przetrwa

ć

  t

ę

  ostateczn

ą

  prób

ę

  i  pogodzi

ć

 

si

ę

  z  pora

ż

k

ą

  lub  triumfem.  Pragn

ą

ł  uj

ąć

  j

ą

  za  r

ę

k

ę

  i  mocno 

przytuli

ć

,  poczu

ć

  zapach  jej  skóry,  dotkn

ąć

  ich  dziecka. 

Potrzebował  teraz  jej  miło

ś

ci.  –  Hermiona  jest  w  salonie. 

Rozmawia  z  Ronem  –  powiedziała,  jakby  czytaj

ą

c  w  jego 

my

ś

lach,  a  wzrok  chłopaka  natychmiast  pod

ąż

ył  w  tamtym 

kierunku.  Dopiero  teraz  u

ś

wiadomił  sobie, 

ż

e  słyszy 

dochodz

ą

ce stamt

ą

d głosy i cichy płacz kobiety. Chciał pod

ąż

y

ć

 

w  jej  kierunku,  ale  Ginny  zagrodziła  mu  drog

ę

.  Spojrzał  na  jej 

rozpromienion

ą

  twarz  z  przera

ż

eniem  i  cofn

ą

ł  si

ę

.  Czy

ż

by 

jednak  Ginny  chciała  rozdzieli

ć

  jego  i  Hermion

ę

?  –  Nie  martw 

si

ę

, oni tylko rozmawiaj

ą

, zaraz do nich doł

ą

czymy. Chciałam ci 

jednak powiedzie

ć

 kilka rzeczy na osobno

ś

ci. Długo czekałam, 

a

ż

  za

ś

niesz  –  zbli

ż

yła  si

ę

  do  niego  jeszcze  bardziej  i 

pocałowała  go  w  policzek.  –  Kocham  ci

ę

.  Ale  wiem  te

ż

ż

e  ty 

kochasz  Hermion

ę

.  I  jestem  szcz

ęś

liwa, 

ż

e  ona  kocha  ciebie. 

Zasługujecie  na  szcz

ęś

cie.  Ja  i  Ron  nigdy  długo  si

ę

  nie 

łudzili

ś

my, 

ż

e  stworzymy  z  wami  rodzin

ę

.  Wiedzieli

ś

my,  co  tak 

naprawd

ę

  jest  waszym  przeznaczeniem.  Jeste

ś

cie  troch

ę

  jak 

twoi  rodzice,  a  historia  lubi  si

ę

  powtarza

ć

  a

ż

  do  szcz

ęś

liwego 

background image

 

 

zako

ń

czenia. Swoj

ą

 drog

ą

, Lily i James s

ą

 tacy, jakich ich sobie 

wyobra

ż

ałe

ś

.  I  s

ą

  szcz

ęś

liwi,  tak  samo  Syriusz  i  Dumbledore, 

Ron  i  ja.  Nie  musisz  nas  opłakiwa

ć

  czy  m

ś

ci

ć

.  nie  powiniene

ś

 

walczy

ć

 za zmarłych, a za tych, co 

ż

yj

ą

 i niedługo si

ę

 urodz

ą

. O 

swoj

ą

  i  moj

ą

  rodzin

ę

.  Zaopiekuj  si

ę

  moim  rodze

ń

stwem  i 

rodzicami,  chocia

ż

  jestem  ci  wdzi

ę

czna  za  to  wszystko,  co  ju

ż

 

dla nich zrobiłe

ś

.  

 
 

-  To  nic  w  porównaniu  z  tym  ile  twoja  rodzina  ofiarowała 

mnie  –  odezwał  si

ę

  wreszcie.  –  Byłem  wyrzutkiem,  a  dzi

ę

ki 

wam  poczułem, 

ż

e  mam  rodzin

ę

.  W  dodatku  nadal  mnie  chc

ą

 

po tym wszystkim, co wydarzyło si

ę

 od 

ś

mierci Dumbledore’a.  

 
 

-  Ciesz

ę

  si

ę

ż

e  tak  mówisz,  ale  w  tym  wszystkim  nie  ma 

twojej winy – odpowiedziała dziewczyna. – My sami wybrali

ś

my 

swój los wiele lat temu i nie daj sobie niczego wmówi

ć

. Bardzo 

si

ę

  ciesz

ę

ż

ż

yjesz  i  jeste

ś

  szcz

ęś

liwy.  Chciałam  tego 

najbardziej na 

ś

wiecie.  

 
 

- Nigdy ci

ę

 nie zapomn

ę

 – powiedział Harry. Poło

ż

ył dłonie 

na jej policzkach i oparł czoło o jej. – Ty i Ron zawsze b

ę

dziecie 

dla mnie i Hermiony bardzo wa

ż

ni – powiedział i przytulił Ginny.  

 
 

W  tym  momencie  do  kuchni  weszli  Ron  i  Hermiona. 

Dziewczyna miała łzy na policzkach i czerwone od płaczu oczy, 
a id

ą

cy z ni

ą

 chłopak, otoczył j

ą

 ramieniem. Kiedy wzrok dwóch 

najlepszych  przyjaciół  spotkał  si

ę

  na  głowami  młodych  kobiet, 

przekazali  sobie  wszystko,  co  mieli  do  przekazania.  Nie 
potrzebowali słów, bo Ron wiedział, 

ż

e Harry nigdy nie zostawi 

Hermiony w niebezpiecze

ń

stwie tak, jak nie zrobił tego na dnie 

jeziora  podczas  drugiego  zadania  Turnieju  Trójmagicznego. 
Ginny  oswobodziła  si

ę

  z  ramion  Harry’ego  i  podeszła  do 

Hermiony,  łagodnie  przejmuj

ą

c  j

ą

  z  ramion  brata.  Obaj 

m

ęż

czy

ź

ni podeszli do siebie i mocno si

ę

 u

ś

ciskali.  

 
 

-  Wiem,  stary  –  powiedział  Ron,  klepi

ą

c  przyjaciela  po 

plecach. – Ja te

ż

 za wami t

ę

skni

ę

. Za obojgiem  – odsun

ę

li si

ę

 

od siebie, kiedy  Ginny i Hermiona podeszły do nich. Hermiona 

background image

 

 

wło

ż

yła  dło

ń

  w  jego  r

ę

k

ę

  i  mocno  u

ś

ciskała,  a  Ginny  stan

ę

ła 

u

ś

miechni

ę

ta  obok  brata.  –  I  brakuje  mi  naszych  przygód, 

troch

ę

 jestem zły, 

ż

e prze

ż

ywacie je teraz tylko we dwoje. Dziwi 

mnie, 

ż

e dali

ś

cie sobie tak długo rad

ę

 beze mnie – wszyscy si

ę

 

za

ś

miali.  –  Musicie  ju

ż

  wraca

ć

  –  powiedział  niech

ę

tnie.  – 

B

ą

d

ź

cie  ostro

ż

ni  i  nie  zapomnijcie  nas  –  powiedział,  a  Harry 

poczuł, jak Hermiona wstrzymuje oddech na te słowa.  
 
 

- Uratuj nasz 

ś

wiat, Harry Potterze – dodała Ginny. – Aby 

wasze dziecko miało lepszy 

ś

wiat ni

ż

 ten, w którym 

ż

yli

ś

my my. 

Bezpieczny 

ś

wiat dla naszych rodzin.  

 
 

Ż

egnajcie – powiedział Ron i oboje znikn

ę

li.  

 
 

Razem  z  nimi  zacz

ę

ło  znika

ć

  wszystko  inne.  Nora 

rozpłyn

ę

ła  si

ę

  w  powietrzu,  znikn

ę

ły  wzgórza  i  pola.  Pozostała 

tylko  ciemno

ść

,  a  Harry  zorientował  si

ę

ż

e  został  w  niej  sam. 

Rozejrzał  si

ę

  dokoła  szukaj

ą

c  Hermiony,  ale  nigdzie  jej  nie 

widział.  Niespodziewanie  otworzył  oczy,  całkiem  przytomny, 
jakby  w  ogóle  nie  spał.  W  tym  samym  momencie  Hermiona 
usiadła na łó

ż

ku z krzykiem.  

 
 

- RON!!! Ginny! – zawołała. – Ginny i Ron - powiedziała ju

ż

 

ciszej. Harry natychmiast usiadł przy niej i otoczył j

ą

 ramionami. 

Znów  płakała,  a  tym  razem  i  on  poczuł, 

ż

e  ma  oczy  mokre  od 

łez.  Przytulił  j

ą

  tylko  mocniej,  kiedy  odpowiedziała  na  jego 

u

ś

cisk.  –  Bo

ż

e,  Harry  –  szepn

ę

ła,  gdy  zdołała  si

ę

  uspokoi

ć

.  – 

My

ś

lisz, 

ż

e…  

 
 

-  Chyba  tak  –  powiedział  i  zdał  sobie  spraw

ę

ż

e  ma 

zachrypni

ę

ty  głos  ze  wzruszenia.  –  To  chyba  znaczy, 

ż

e  nie 

musimy  czu

ć

  wyrzutów  sumienia  –  dodał  ju

ż

  pewniejszym 

głosem.  
 
 

Siedzieli  tak  przez  chwil

ę

,  dopóki  dziewczyna  nie 

zaproponowała,  aby  zeszli  do  kuchni.  Było  jej  zimno,  czuła 
strach  i  zdezorientowanie.  Musiała  napi

ć

  si

ę

  ciepłej  herbaty  z 

miodem.  Przez  chwil

ę

  zachowa

ć

  si

ę

  jak  mugol,  aby  zaj

ąć

 

background image

 

 

czym

ś

 roztrz

ę

sione r

ę

ce. Harry zgodził si

ę

 szybko i ju

ż

 po chwili 

schodzili  razem  do  kuchni.  Za  oknami  powoli  wstawał  dzie

ń

  i 

nie  spodziewali  si

ę

  nikogo  zasta

ć

  na  dole.  Dlatego  byli  bardzo 

zdziwieni,  kiedy  zobaczyli  siedz

ą

c

ą

  przy  stole  pani

ą

  Weasley. 

Nie zapaliła ani jednaj 

ś

wiecy, siedziała po prostu w ciemno

ś

ci i 

popijała  co

ś

  z  kubka.  Kiedy  zobaczyła,  jak  wchodz

ą

  do 

pomieszczenia,  u

ś

miechn

ę

ła  si

ę

  do  nich,  ale  i  tak  mogli 

zauwa

ż

y

ć

 

ś

lady łez, pomimo panuj

ą

cej wokół ciemno

ś

ci.  

 
 

-  Co

ś

  si

ę

  stało?  Słyszałam, 

ż

e  krzyczała

ś

,  Hermiono. 

Miała

ś

  koszmar?  –  zapytała.  Pozornie  wydawała  si

ę

  spokojna, 

ale  tak  naprawd

ę

  starała  si

ę

  ukry

ć

  przed  nimi  swoje  uczucia. 

Doskonale słyszała, 

ż

e Hermiona zawołała imi

ę

 jej syna i córki.  

 
 

-  To  nie  był  koszmar,  pani  Weasley  –  odpowiedział  jej 

Harry.  
 

–  Raczej  sen,  z  którego 

ż

adne  z  nas  nie  chciałoby  si

ę

 

obudzi

ć

  –  dodała  Hermiona.  Podeszła  do  kuchni  i  si

ę

gn

ę

ła  po 

czajnik.  Był  zimny,  co  oznaczało, 

ż

e  kobieta  nie  popijała 

herbaty.  Dziewczyna  nalała  wody  i  postawiła  na  ogniu.  Nie 
pytaj

ą

c nikogo o zdanie, uszykowała trzy kubki, wło

ż

yła do nich 

torebki z herbat

ą

 i zalała wrz

ą

tkiem. Gdy napije były ju

ż

 gotowe, 

si

ę

gn

ę

ła  do  jednej  z  szafek  i  z  samego  jej  ko

ń

ca  wyci

ą

gn

ę

ła 

butelk

ę

 Ognistej Whisky. Nalała do dwóch kubków, które podała 

siedz

ą

cym przy stole przyjaciołom i odło

ż

yła alkohol na miejsce, 

bardzo 

ż

ałuj

ą

c, 

ż

sobie 

równie

ż

 

nie 

mo

ż

doda

ć

 

rozgrzewaj

ą

cego  płynu.  Zamiast  tego  doło

ż

yła  sobie  jedynie 

dodatkow

ą

  porcj

ę

  miodu,  któr

ą

  kto

ś

  kiedy

ś

  kupił  w  Trzech 

Miotłach.  Usiadła  naprzeciw  Molly,  opieraj

ą

c  głow

ę

  na 

ramionach  ukochanego.  Ten  podsun

ą

ł  jej  swoj

ą

  szklank

ę

,  ale 

odmówiła.  

 
-  Łuczek  herbaty  z  whisky  ci  nie  zaszkodzi  –  powiedziała 

pani Weasley z u

ś

miechem.  

 

background image

 

 

Hermiona  odpowiedziała  jej  u

ś

miechem  wdzi

ę

czno

ś

ci  i 

poci

ą

gn

ę

ła mały łyk z kubka Harry’ego. Od razu poczuła ciepło 

rozchodz

ą

ce si

ę

 po jej ciele.  

 
-  Wróciły  ci  kolory  –  powiedział  chłopak  z  zadowoleniem  i 

sam napił si

ę

 troch

ę

 specjalnej herbaty.  

 
Pani Weasley patrzyła na nich z miło

ś

ci

ą

. Wiedziała, 

ż

e jej 

dzieci byłyby zadowolone z tego, jak wszystko potoczyło si

ę

 po 

ich 

ś

mierci.  I  mimo, 

ż

e  starała  si

ę

  o  tym  nie  my

ś

le

ć

,  cz

ę

sto 

zastanawiała si

ę

, jak im teraz jest.  

 
-  Czasami  zadaj

ę

  sobie  pytanie,  co  dzieje  si

ę

  z  Ronem  i 

Ginny – powiedział niespodziewanie. –Jak im si

ę

 dalej powodzi, 

czy nie s

ą

 samotni, czy nie potrzebuj

ą

 mojej pomocy – widziała 

zdziwione  i  pełne  rozpaczy  spojrzenia  młodych.  –  Pocieszam 
si

ę

  wtedy, 

ż

e  w  tym  innym 

ś

wiecie,  znalazł  si

ę

  kto

ś

,  kto  wzi

ą

ł 

ich pod swoje skrzydła i zaopiekował si

ę

 nimi, skoro ja tego nie 

mogłam  zrobi

ć

Ś

wiadomo

ść

ż

e  s

ą

  z  Lily  i  Jamesem  podnosi 

mnie  na  duchu,  bo  wiem, 

ż

e  zajm

ą

  si

ę

  oni  moimi  dzie

ć

mi  jak 

własnymi. Tak jak ja traktuj

ę

 was – musiała na chwil

ę

 przerwa

ć

aby  opanowa

ć

  kł

ę

bi

ą

ce  si

ę

  w  niej  emocje.  –  Doskonale 

pami

ę

tam  twoich  rodziców,  Harry.  Byli  wspaniałymi  lud

ź

mi. 

Najlepszymi  czarodziejami,  zaraz  po  Dumbledorze.  Po  twoich 
narodzinach  spotkałam  si

ę

  z  nimi  tylko  raz.  W  twoje  pierwsze 

urodziny. Ju

ż

 wtedy ty i Ron 

ś

wietnie si

ę

 dogadywali

ś

cie, a oni 

ś

wiata poza tob

ą

 nie widzieli. Wyobra

ż

ali

ś

my sobie, 

ż

e wy dwaj 

b

ę

dziecie  najlepszymi  przyjaciółmi  w  Hogwarcie,  ale  to  były 

tylko  marzenia,  które  w  przyszło

ś

ci  przerosły  moje  naj

ś

mielsze 

oczekiwania. Kiedy znikn

ą

łe

ś

 ze 

ś

wiata czarodziejów i znów si

ę

 

pojawiłe

ś

,  sam  wybrałe

ś

  sobie  przyjaciół.  I  byłam  bardzo 

zadowolona, 

ż

e  byli  i  s

ą

  nimi  moje  dzieci. Jeste

ś

 dla  mnie,  jak 

mój syn Harry, dlatego mam pewno

ść

ż

e Lily i James kochaj

ą

 

moje dzieci równie mocno, jak ja ciebie. I ciebie te

ż

, Hermiono, 

bo czy tego chcesz, czy nie, nale

ż

ysz do naszej rodziny.  

 

Ż

adne  z  nich  nie  było  w  stanie  jej  odpowiedzie

ć

.  Serca 

mieli 

ś

ci

ś

ni

ę

te  ze  wzruszenia.  Patrzyli  tylko  na  siedz

ą

c

ą

  przed 

background image

 

 

nimi  kobiet

ę

  z  miło

ś

ci

ą

  i  wdzi

ę

czno

ś

ci

ą

.  Nie  zauwa

ż

yli  nawet, 

kiedy na zewn

ą

trz zrobiło si

ę

 jasno, a z zamy

ś

lenia wyrwał ich 

dopiero  Fred,  który  wszedł  do  kuchni,  szukaj

ą

c  czego

ś

  na 

ś

niadanie.