background image

GINA WILKINS 

 
 
 

Gwiazda prawdę Ci powie 

 
 
 
 

Star Croosed 

 
 
 
 
 

Cykl: Zapisane w gwiazdach/Written In The Stars 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
– Och, jak zimno! – 

zawołała Keely Parker i zadrżała. 

Zdjęła  kurtkę  i  rzuciła  na  stół  gazetę,  którą  z  sobą  przyniosła.  Roztarła 

dłonie i sięgnęła po kubek świeżo zaparzonej kawy. Gdy uniosła naczynie do ust, 

para buchnęła jej na policzki, które natychmiast pokryły się gęsią skórką. Gorący 

kubek przyjemnie rozgrzewał zesztywniałe z zimna palce. 

– 

Tak  właśnie  się  dzieje,  gdy  uprawiasz  biegi  w  styczniu  o  wschodzie 

słońca – pouczył ją straszy brat, Jonah Parker, który dopiero niedawno wstał i 

zasiadł  do  śniadania.  –  Gdybyś  jak  wszyscy  normalni  ludzie  została  w  łóżku 
przykryta 

po czubek nosa, nie byłabyś narażona na odmrożenie sobie niektórych 

istotnych  części  ciała.  Uwierz  mi,  że  zima  nie  została  stworzona  dla  nas, 

południowców. 

– 

Poranna  gimnastyka,  nawet  w  środku  zimy,  sprawia  mi  dużą 

przyjemność.  –  Sięgnęła  po  opiekany  chleb,  rozsmarowała  serek  na  kromce  i 

zafascynowana patrzyła, jak kremowa  masa powoli się topi.  – Poza tym lubię 

patrzeć, jak świat budzi się do życia. 

– 

Na  zdrowie.  Pozwolisz  jednak,  że  pozostanę  przy  okazjonalnych 

odwiedzinach na siłowni. 

Gdy Keely usłyszała te słowa, odwróciła się w stronę kuchennych drzwi. 

Jak zwykle na jego widok poczuła drżenie serca i uśmiechnęła się z żalem. Już 

dawno uznała, że to nieunikniona konsekwencja, skoro mieszka się pod jednym 

dachem z tak wspaniałym okazem mężczyzny. Czasem jej hormony szalały na 

sam jego widok, choć przywykła myśleć o Michaelu Gordonie jak o starszym 

bracie.  Przynajmniej  starała  się  o  nim  tak  myśleć,  bo  on  traktował  ją  niczym 

młodszą siostrę. 

Był już ubrany do pracy, choć na razie na szyi miał niezawiązany krawat, a 

niebieska  marynarka,  pasująca  do  świeżo  wyprasowanych  spodni,  jeszcze 

czekała na  wieszaku.  Uczesał  już potargane  włosy,  ale  ciemnoniebieskie  oczy 

wciąż miał opuchnięte od snu. 

– Kawy – 

poprosił żarliwie. 

Keely uśmiechnęła się. Bez kawy nie potrafiłby w ogóle zacząć dnia. 
– 

Uważaj, bo wciąż jest gorąca. – Podała mu dzbanek. 

Półprzytomnie  pokiwał  głową,  nalał  aromatycznego  płynu  do  kubka  i 

osuszył  go  jednym  potężnym  łykiem.  Dopiero  wtedy  spojrzał  na  swych 

współlokatorów. 

– 

Dzień  dobry  –  mruknął  niskim  głosem.  Jonah  oderwał  się  od  lektury 

prawniczych dokumentów, które przeglądał nad olbrzymią miską pełną mleka i 

chrupiących płatków śniadaniowych. 

– 

Pamiętacie, że dziś po południu lecę do Birmingham? Wracam dopiero 

background image

we wtorek – 

przypomniał na wszelki wypadek. 

– 

To okropne, że musisz wyjeżdżać już w piątek. – Keely załamała dłonie. 

– 

W ten sposób tracisz cały weekend. 

– 

Nic nie mogłem na to poradzić. Dziś wieczorem mamy naradę, a następne 

spotkanie zaczyna się wczesnym rankiem w poniedziałek. Zresztą i tak potrzebuję 

czasu, by zapoznać się ze wszystkimi materiałami. 

– 

Oby  zapowiadana  burza  nie  zaczęła  się  wcześniej  niż  przewidują 

meteorolodzy – 

wtrącił Michael, kiwnąwszy głową w stronę kuchennego okna, za 

którym  ciężkie  i  ciemne  chmury  zaczynały  zasnuwać  niebo szczelnym 

płaszczem.  –  Na  lotnisku  będą  się  rozgrywały  dantejskie  sceny,  jeśli 

rzeczywiście, tak jak zapowiadają, pojawi się gołoledź i marznąca mżawka. 

Od wielu dni lokalne stacje radiowe ostrzegały mieszkańców Memphis w 

Tennessee  przed  nadciągającym  zimowym frontem burzowym. Spodziewana 

pogoda była wydarzeniem na tyle nietypowym dla tej okolicy, by wywołać nie 

lada sensację. 

– 

Na wszelki wypadek zarezerwuję wcześniejszy lot – zgodził się Jonah. – 

Keely, pamiętaj, jeśli zacznie się śnieżyca, nie próbuj wychodzić z domu. Jeśli 

czegoś potrzebujesz, załatw to teraz, żebyś nie  musiała wyjeżdżać na drogi w 
czasie zamieci. 

– Dobrze, tatusiu – 

rzuciła ironicznie i otworzyła gazetę, którą codziennie 

kupowała, wracając z porannego joggingu. 

Najpierw  otworzyła  stronę  z  horoskopami.  Stało  się  już  zwyczajem,  że 

przy śniadaniu odczytywała na głos wszystkie trzy horoskopy. 

Jonah zazwyczaj dobrze się bawił, słuchając dziwacznych przepowiedni 

astrologa.  Michael  natomiast  jedynie  je  tolerował,  choć  często  narzekał,  że 
szk

oda  mu  czasu  na  takie  bzdury.  Praktyczny,  twardo  stąpający  po  ziemi  i 

wyjątkowo  ambitny  prawnik  nie  wierzył  w  żadne  przeznaczenie,  którego  sam 

sobie nie stworzył. Nie na darmo uważał, że każdy jest kowalem własnego losu. 

Oczywiście Keely za każdym razem nie mogła się powstrzymać, żeby mu nie 

wytknąć,  iż  jego  nastawienie  jest  typowe  dla  jego  znaku  zodiaku,  czyli 

Koziorożca. Michael jedynie kręcił głową z niedowierzaniem. 

– 

Co na dziś zaplanowały nam gwiazdy? 

– 

spytał Jonah, chowając dokumenty i obrzucając siostrę wyczekującym 

spojrzeniem. 

Keely,  jak  zwykle,  zaczęła  od  swojego  horoskopu,  który  zaczynał  się 

następująco: 

Byk.  Dziś  nie  opuści  cię  wrodzona  mądrość,  co  nie  jest  bez  znaczenia, 

skoro będziesz potrzebowała wszystkich swych sił, by przekonywać innych. 

– 

To mi się nawet podoba – oznajmiła radośnie. 

–  No pewnie – 

mruknął Jonah. – Ty zawsze wiesz, co jest dla każdego 

najlepsze. 

background image

Chociaż  Michael  zachował  powściągliwe  milczenie,  wyraz  jego  twarzy 

dobitnie świadczył, że w pełni zgadza się z Jonahem. 

Keely zmar

szczyła nos i wykrzywiła się do nich, ale nie podjęła tematu i 

skupiła się na pozostałej części horoskopu. 

Nadchodząca  kłótnia  może  prowadzić  do  przełomu  emocjonalnego.  To, 

czego pragniesz, jest w twoim zasięgu, ale skrywany brak pewności siebie może 
powst

rzymać cię przed osiągnięciem celu. Nie pozwól, by kierował tobą lęk. 

– 

Ty i skrywany brak pewności siebie? – Jonah prychnął ze śmiechu. – 

Dobre! 

Keely odrobinę opuściła gazetę i spojrzała na niego karcąco. 
– 

Słucham? Czyżbyś oskarżał mnie o zarozumiałość? 

– 

Nie  zarozumiałość,  ale  sama  przyznaj,  że  lubisz  się  szarogęsić  – 

sprostował pozornie ugodowym tonem. 

Keely nie odpowiedziała na kolejną zaczepkę, tylko z powrotem skupiła się 

na swoim horoskopie. 

– 

A  może  zadzwonią  do  mnie  z  galerii  z  propozycją  samodzielnej 

wystawy? – 

marzyła. – To rzeczywiście mój cel, ale muszę przyznać, że nieco 

onieśmielający. Trema mogłaby być złym doradcą. 

–  Nie przesadzaj – 

wtrącił  się  Michael.  –  Jesteś  już  gotowa,  by  zrobić 

własną wystawę. Nie masz się czego bać, gdy mowa o twoim talencie. Krygujesz 

się tylko i próbujesz sprawić, żeby twój horoskop brzmiał przekonująco. 

– 

Nie  zamierzam  niczego  udowadniać  w  taki  sposób!  –  zaprzeczyła 

gwałtownie z rumieńcem gniewu. – Po prostu czytam, co tu napisali. 

Jonah  wiedział,  że  zbliża  się  kłótnia,  co  już  tyle  razy  przerabiali.  Aby 

załagodzić nastroje, spróbował odwrócić uwagę siostry. 

– 

A co gwiazdy mówią na mój temat? Jest tam coś o podróży samolotem? 

Keely opanowała gniew i natychmiast zajęła się horoskopem brata. 

Rak.  Dziś  obowiązki  zawodowe  legną  na  twych  barkach  olbrzymim 

ciężarem.  Zrób,  co  w  twojej  mocy,  alt  pamiętaj  o  swoich  ograniczeniach. 

Wieczorem znajdź chwilę dla siebie. Poczytaj dobrą książkę, zjedz coś pysznego i 

postaraj się odzyskać siły. 

– 

Spakowałeś tę książkę, którą ci wczoraj kupiłam

?

 – 

Spojrzała na brata. 

– 

Owszem. Gdy już trafię do hotelu, spróbuję poczytać i zamówię sobie 

posiłek do pokoju. To świetny przepis na spędzenie przyjemnego wieczoru. 

– 

Wróżka  musiała  być  w  dobrym  nastroju,  kiedy  wypisywała  te 

przepowiednie  – 

cynicznie  skomentował  Michael.  –  Wygląda  na  to,  że 

wszystkich czekają dziś same dobre rzeczy. 

Keely rzuciła mu wymowne spojrzenie znad płachty gazety. 
– 

Nie słyszałeś jeszcze, co w gwiazdach tobie jest dziś pisane. 

–  Och  – 

roześmiał  się  Jonah.  –  Mike,  wygląda  na  to,  że  będziesz  miał 

kłopoty. 

background image

Michael wzruszył ramionami i zalał swoje płatki mlekiem. 
– 

Z  pewnością  tak  bym  pomyślał,  gdybym  w  to  wszystko  wierzył  – 

mruknął obojętnie, pakując sobie jedzenie do ust. 

– Czytaj, Keely – 

ponaglił ją Jonah. 

– Kozi

orożec. Grozi ci ryzyko zrobienia z siebie głupca. 

– 

No i czym to ma się różnić od jakiegokolwiek innego dnia? – zapytał 

rozbawiony Jonah. 

Michael  wymamrotał  coś  przez  zęby.  Chrupiące  płatki  stłumiły 

przekleństwa, ale uśmiechnięty od ucha do ucha Jonah i tak się domyślił, czego 

mu tak serdecznie życzył przyjaciel. 

Keely zignorowała ich obu i spokojnie czytała dalej: 
– 

Bądź  szczególnie  ostrożny  w  kontaktach  ze  zwierzętami  i 

przedstawicielami przeciwnej płci. Jeśli nie podejmiesz zdecydowanych działań, 
straci

sz dużą szansę. Ktoś w kapeluszu przyniesie ci szczęście. Pamiętaj jednak, 

że szczęście ma wiele postaci i nie zawsze łatwo je rozpoznać. 

– 

Tajemnicza  postać  w  kapeluszu?  –  spytał  Michael  z  rozbawieniem.  – 

Dajcie spokój. Co za bzdury! 

Keely złożyła gazetę i przyjrzała mu się z namysłem. 
– 

Musisz przyznać, że ostatnio niemal wszystko się sprawdzało. Pamiętasz, 

jak w zeszłym tygodniu astrolog przepowiedział, że znajdziesz coś, co dawno 

uznałeś za zaginione? Tego samego dnia znalazłeś swoją spinkę od mankietu. 

– 

Po prostu wpadła mi za szafkę. Znalazłem ją, kiedy uznałem, że nadszedł 

czas na odkurzanie i tam zajrzałem. To, że zabrałem się do sprzątania akurat tego 

dnia, było zwykłym zbiegiem okoliczności. 

– 

A w zeszły wtorek? Horoskop zapowiedział ci dobrą nowinę i dostałeś 

list, że twoja siostra spodziewa się dziecka. Z kolei w środę ostrzegano Jonaha, 

żeby  uważał,  a  on  skaleczył  się  stłuczoną  szybą.  Wczoraj  astrolog 

przepowiedział, że się niespodziewanie wzbogacę i dostałam zawiadomienie o 

zwrocie nadpłaty za ubezpieczenie! – z triumfem mnożyła przykłady. 

– 

Zbiegi okoliczności – upierał się. – Nic dodać, nic ująć. 

– 

Cóż, gdybym była na twoim miejscu, uważałabym dziś na zwierzęta – 

poradziła chłodno. 

– 

A jeśli chodzi o zrobienie z siebie głupca, to czy wciąż planujesz kolację 

z Laurel? 

Jonah tylko jęknął i głębiej zapadł się w krzesło. Przeczuwał, co będzie 

dalej. 

–  Nie zaczynaj od nowa, Keely – 

powiedział  Michael  ostrzegawczo  i 

odłożył łyżkę. 

– Nic nie zaczynam. – 

Sięgnęła po kubek z kawą. – Obiecałam, że już nic 

więcej nie powiem o tym, jak totalnie, kompletnie i absolutnie ona do ciebie nie 

pasuje. Więc nie zamierzam do tego wracać, chyba że pytasz mnie o radę. 

background image

– 

Doskonale wiem, co na ten temat myślisz – oznajmił głosem suchym jak 

pieprz. 

– Nie chodzi tylko 

o to, co ja na ten temat myślę. Horoskop ostrzega cię 

przed nią od miesiąca, czyli od chwili, kiedy zaczęliście się spotykać. Kilka razy 

wyraźnie napisano, że spotykasz się z niewłaściwą osobą. Nawet dziś mówi, że 

powinieneś być przy niej ostrożny. 

–  Skor

o  jesteś  taka  świetna  w  przewidywaniu  przyszłości,  to  może 

spróbujesz odczytać moje myśli

?

 – 

zaproponował z groźbą w głosie. 

Błysk w jego oczach powiedział Keely, że raczej nie chciałaby w tej chwili 

znać jego myśli. 

– 

Choć miło mi się z wami gawędzi i chętnie na dłużej oddałbym się tej 

uroczej rozrywce, to jednak muszę już lecieć do pracy – oznajmił Jonah, wstał i 

uważnie spojrzał na siostrę. 

– 

Keely, mówiłem poważnie o pozostaniu w domu, gdy nadciągnie burza. 

Jazda po lodzie to proszenie się o katastrofę. 

– 

Nie  ma  sprawy.  Po  prostu  posiedzę  sobie  tutaj  i  poczekam,  aż  moje 

marzenia się spełnią. 

– 

Daj  mi  znać,  kiedy  już  będziesz  upiornie  bogata  –  wtrącił  ironicznie 

Michael i pozbierał naczynia ze stołu. 

Keely znów się wykrzywiła za jego plecami. 
– Chcesz pow

iedzieć, że jestem naiwna? 

– 

Uderz w stół... – droczył się z nią, wstawiając naczynia do zmywarki. 

Po kilku minutach Keely została sama w kuchni. Westchnęła, dopiła kawę i 

otworzyła  gazetę.  Przejrzała  tytuły  artykułów  i  przeczytała  te,  które  ją 
zainteresow

ały.  Po  chwili  znów  wpatrywała  się  w  stronę  z  horoskopami.  Nie 

mogła się powstrzymać i ponownie przeczytała horoskop Michaela. Coś ją w nim 

wciąż niepokoiło. Nie zapowiadał całkowitej katastrofy, ale był bardziej mroczny 

niż wszystkie poprzednie. Zresztą, o ile znała Michaela, zrobienie z siebie głupca 

będzie dla niego bardzo bolesnym doświadczeniem. 

W  ubiegłym  tygodniu  skończył  dwadzieścia  dziewięć  lat  i  solennie 

postanowił mieć od tej chwili całkowitą kontrolę nad wydarzeniami. Przez życie 

przeszedł  ostrożnie,  kolejną  decyzję  zawsze  rozważał  pod  każdym  możliwym 

kątem. Teraz skupił się na tym, by zostać pełnoprawnym partnerem w prestiżowej 

prawniczej firmie, w której pracował razem z Jonahem. Keely miała nadzieję, że 

duża szansa, którą może stracić przez brak zdecydowanych działań, nie dotyczy 
spraw zawodowych i nadziei na awans. 

Oczywiście  wcale  nie  chodziło  o  to,  że  bezkrytycznie  wierzyła 

przepowiedniom. Nie pozwalała również, by gwiazdy prowadziły ją przez życie. 
Po prostu codzienna lektura astrologicznyc

h  zapowiedzi  sprawiała  jej 

przyjemność. 

Z drugiej strony ostatnie zbiegi okoliczności dawały wiele do myślenia, 

background image

uznała, składając gazetę. A jeśli Michael zrezygnuje z czegoś wspaniałego tylko 

dlatego, że jest zbyt uparty, by jej posłuchać? 

Może powinna jeszcze raz zwrócić jego uwagę na dzisiejszy horoskop. Z 

pewnością nie zaszkodzi mu, jeśli przypomni sobie jego treść. Jeżeli odniesie ją 
do Laurel – tym lepiej. 

Keely troszczyła się o jego dobro i tylko dlatego chciała go uchronić przed 

uczuciową  pomyłką.  Była  pewna,  że  istnieje  dla  niego  wymarzona  partnerka, 

tylko że w tej chwili żadna nie przychodziła jej na myśl. Wiedziała tylko, że nie 
jest to Laurel. 

Dziś nie opuści cię wrodzona mądrość. 

Przypomniała  sobie  słowa  własnego  horoskopu,  bębniąc  palcami  po 

złożonej gazecie. 

– 

A jednak muszę przekonać Michaela, choć to nie będzie łatwe. – Ciężko 

westchnęła. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Michael był już w biurze od godziny, gdy sekretarka położyła przed nim 

plik korespondencji. Na samym szczycie stosiku leżał faks od Keely. 

– 

Ona nigdy się nie poddaje – westchnął, widząc treść swego dzisiejszego 

horoskopu. 

–  Kto taki? – 

spytała  z  sąsiedniego  biurka  jego  piękna,  pracowita  i 

szczęśliwie  zamężna  sekretarka,  Sandra  Jones,  rzucając  mu  zaciekawione 
spojrzenie znad okularów. 

– Keely. – 

Michael nie musiał nic więcej wyjaśniać, bo Sandra doskonale 

wiedziała, że jej szef dzieli dom ze swoim przyjacielem i jego siostrą. Pochylił się 

w jej stronę, żeby mogła zobaczyć astrologiczną przepowiednię i krótki dopisek 

wykonany ręką Keely. – Dziś się uparła, żeby zwrócić moją uwagę na horoskop. 

Sandra przebiegła wzrokiem treść faksu i podkreślone zdanie. 
– 

Pamiętaj o tym, proszę – przeczytała na głos i spojrzała na Michaela. – 

Masz rację. Jest dość uparta. 

Rozdarty  między  wzburzeniem  i  rozbawieniem,  Michael  znów  położył 

przed sobą kartkę. 

– 

Problem  w  tym,  że  nigdy  nie  wiem,  czy  ona  naprawdę  wierzy  w  te 

brednie, czy tylko bawi się moim kosztem. Co rano odczytują z Jonahem nasze 

horoskopy, ale ostatnio uparła się, że się sprawdzają. Szczególnie mój. Podobno 

zapisano w gwiazdach, że mam się trzymać z dala od Laurel. 

Gdy Sandra usłyszała znajome imię, uśmiech zniknął z jej warg. Odrzuciła 

włosy  na  ramię  gestem,  który  Michael  dobrze  już  poznał.  Jej  zachowanie 

świadczyło o tym, że powstrzymuje się od komentarza. 

– O co wam obu chodzi? – 

spytał z westchnieniem. – Za każdym razem, 

kiedy wspomnę Laurel, niemal czynicie znak krzyża i sięgacie po wodę święconą. 

– 

Twoje  randki  nie  są  moją  sprawą  –  odparła  Sandra.  Unikając  jego 

wzroku,  zebrała  dokumenty,  zamierzając  wrócić  do  przerwanej  pracy.  –  Jeśli 

podoba ci się ten rodzaj kobiet, z pewnością nie potrzebujesz moich rad. Jestem 

tylko twoją sekretarką. 

– 

Daj  spokój  z  tą  pozą:  „Znam  swoje  miejsce,  szefie”!  –  wykrzyknął 

wzburzony. 

Michael już dawno nauczył się polegać na osądach swojej sekretarki. Gdy 

przed trzema laty zaczął pracę w firmie, między nim a Sandrą wykształciła się 

silna więź, podobna do przyjaźni. Oboje chcieli dostać się na czołowe pozycje w 

firmie, więc ich współpraca przebiegała bez zakłóceń. Ponadto Michael cenił jej 

kompetencje, lojalność i uczciwość. 

– 

Słuchaj, Laurel wcale nie jest taka zła – przekonywał. – Wiem, że jest... 

dość ambitna i... troszkę zbyt przywiązana do spraw materialnych. – Urwał, bo 

background image

Sandra prychnęła potakująco. 

– Jednak – kontynu

ował po chwili, podnosząc głos – w gruncie rzeczy ma 

dobre  serce.  Zajmuje  się  dobroczynnością  i  często  bywa  wolontariuszką...  – 

Znów  urwał,  gdy  dostrzegł  wyraz  twarzy  Sandry.  –  Może  i  postępuje  tak  dla 

powszechnej aprobaty i nawiązania korzystnych znajomości, ale i tak robi wiele 
dobrego. 

– 

Wcale nie mówię, że jest zła – burknęła sekretarka. – Staram się tylko dać 

ci do zrozumienia, że raczej nie jest dla ciebie właściwą partnerką. 

Ponieważ jej słowa zabrzmiały tak samo jak te, które wypowiadała Keely, 

celo

wo przerwał rozmowę, odwracając się do komputera. 

– 

Zapamiętam twoją cenną radę – mruknął. 

– 

A teraz w sprawie tych telefonów, które miałaś wykonać... 

– 

Już się do tego zabieram, szefie – oznajmiła służbowym tonem. 

Michael  jęknął,  a  ona  się  roześmiała  i  zabrała  do  roboty.  Przez  chwilę 

wpatrywał  się  w  ekran  komputera,  lecz  jego  myśli  wciąż  krążyły  wokół 

horoskopu.  W  końcu  poddał  się  i  sięgnął  po  kartkę.  Skupił  się  nie  tyle  na 

astrologicznej przepowiedni, ile na notatce od Keely. Znów zastanowił się, jak 
powa

żna była jej wiara w tego typu sprawy. Naprawdę sądziła, że przydarzy mu 

się katastrofa, jeśli zignoruje ostrzeżenia zapisane w gwiazdach

?

 

A może tylko 

kpiła  sobie  z  niego?  Jedna  i  druga  możliwość  wydawała  mu  się  równie 

prawdopodobna. Nigdy nie umiał zgadnąć, gdy chodziło o Keely. 

Michael  i  Jonah  poznali  się  na  studiach  prawniczych.  Z  trudem  wiązali 

koniec z końcem i nie było ich stać na samodzielne mieszkania. Dlatego razem z 

jeszcze jednym kolegą zdecydowali się wynająć domek z trzema sypialniami w 
starej

, lecz godnej szacunku dzielnicy na przedmieściach Memphis. Przez cały 

okres nauki dzielili wydatki na trzech. Ten układ tak im odpowiadał, że mimo 

ukończenia  szkoły  i  zdobycia  dobrze  płatnych  posad  postanowili  się  nie 

rozstawać. 

Jednak  osiem  miesięcy  temu  Rick,  który  podjął  pracę  w  kancelarii 

adwokackiej, po zawrotnie szybkich zalotach ożenił się i opuścił kolegów. Wtedy 

pojawiła  się  Keely,  zagadnęła  Jonaha  i  Michaela,  proponując,  że  zajmie  jego 

miejsce. Jej kariera artystyczna dopiero zaczynała się rozwijać, dlatego od dwóch 

lat,  to  znaczy  po  ukończeniu  szkoły,  utrzymywała  się  z  dorywczych  prac 

biurowych. Zaproponowała inny układ niż Rick. Za dach nad głową miała zostać 

ich  gosposią.  Do  niej  miały  należeć  zakupy,  gotowanie,  sprzątanie  i  pranie. 

Michael się wahał, ale Jonah przekonał go, żeby spróbować. Jeśli układ się nie 

sprawdzi, bez żalu się rozstaną. 

Tymczasem  wszystko  ułożyło  się  niespodziewanie  dobrze.  Keely 

poważnie traktowała swoje obowiązki. Dom lśnił czystością, pranie było zawsze 
wyprasowane i sc

hludnie poskładane, a posiłki nieodmiennie smaczne i na czas. 

Zgodzili się też na kilka niepisanych zasad. Każde z nich samo sprzątało swój 

background image

pokój, nigdy nie przyprowadzali niezapowiedzianych gości i dzwonili, gdy mieli 

się spóźnić lub w ogóle nie wrócić do domu na noc. 

Michael we własnym zakresie postanowił przestrzegać kilku dodatkowych 

reguł. Nie paradował po domu w niekompletnym stroju, dbał o język, a brudną 

bieliznę  sam  wrzucał  do  pralki.  Nie  przyprowadzał  też  swoich  partnerek  do 

domu. Starał się traktować Keely tak jak to robił Jonah. Czasem jednak trudno mu 

było  nie  dostrzegać,  że  ma  przed  sobą  piękną,  pełną  życia,  fascynującą  i 

seksowną kobietę. 

Młodsza siostra Jonaha, przypomniał sobie w myślach. Była od niego o 

pięć  lat  młodsza  i  traktowała  go  jak  brata.  Przynajmniej  zawsze  tak  się 

zachowywała.  Na  ironię  zakrawał  fakt,  że  nie  był  nawet  w  połowie  tak 

zainteresowany Laurel, jak sądziły Keely i Sandra. Ich związek, przynajmniej on 

tak go pojmował, był zupełnie niezobowiązujący. Nawet z sobą nie sypiali. Nie 

sprostował tego do tej pory tylko dlatego, że nie znosił, gdy ktoś wtrącał się w 

jego prywatne sprawy. I, do diabła, z pewnością nie pozwolę, by moim życiem 

kierowała  jakaś  nawiedzona  wróżka  ze  szmatławej  gazety,  pomyślał 
buntowniczo. 

– Michael? – ro

zległ się z interkomu głos jego sekretarki. – Masz rozmowę 

na drugiej linii. To Keely – 

oznajmiła słodko. 

Michael jęknął, ale zaraz zganił się w myślach za swoje zachowanie. To 

mogło  być  coś  ważnego.  Na  pewno  nie  chodziło  jej  o  horoskop.  Przesłała go 

faksem jedynie dla żartu. Niecierpliwie podniósł słuchawkę. 

– 

Cześć. Co się dzieje? 

– 

Słyszałeś najnowsze wiadomości o pogodzie? Burzowy front przemieścił 

się  już  nad  Missouri  i  północnym  Arkansas,  a  teraz  zmierza  prosto  na  nas. 

Właśnie zrobiłam zakupy na weekend i wróciłam ze sklepu. Półki opróżniają się 

w zastraszającym tempie. Wszyscy szykują się na uderzenie burzy. 

– 

Słyszałem – mruknął. – Jonah nawet zdecydował się na wcześniejszy lot. 

Właśnie wychodzi z biura. 

– 

Wiem. Dopiero co z nim rozmawiałam. A co z tobą, Michael? Postarasz 

się  wcześniej  wyjść?  Nie  chcę  nawet  myśleć  o  tym,  że  miałaby  cię  złapać 

śnieżyca na oblodzonej drodze. 

– 

Dzięki za troskę, ale mam jeszcze tysiąc rzeczy do zrobienia. Nie martw 

się, będę słuchał doniesień o pogodzie. 

– 

Może  powinieneś  zrezygnować  z  wieczornych  planów  –  podsunęła 

podstępnie. – Wiesz, pewnie nie chciałbyś... hm... utknąć gdzieś na cały weekend. 

Utknąć. Michael czuł, że użyła specjalnie tego słowa. Miał ochotę na nią 

krzyknąć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. 

– 

Wezmę to pod uwagę – odparł chłodnym tonem. 

Co dziś działo się z tymi wszystkimi kobietami? Michael zmarszczył brwi. 

Zarówno Sandra, jak i Keely z uporem wtrącały się w jego sprawy. Powinienem 

background image

coś z tym wreszcie zrobić, pomyślał. 

– Michael? – nata

rczywy głos Keely wyrwał go z rozmyślań. – Pamiętasz, 

co gwiazdy  mówiły  o zrobieniu z siebie głupca? Jazda po lodzie z pewnością 

zalicza się do głupich pomysłów. Że nie wspomnę już o utknięciu z Laurel na 

diabli wiedzą jak długo. 

– Keely? 
– 

Słucham? – spytała niepewnie po chwili ciszy. 

– 

Odczep się. 

– 

Świetnie!  –  prychnęła  jak  rozzłoszczona  kotka.  –  Zignoruj gwiazdy, 

zignoruj mnie. Ale nie mów później, że cię nie ostrzegałam! – Rzuciła słuchawką. 

Michael  poczuł,  że  dzwoni  mu  w  uchu.  Niechętnie  się  uśmiechnął. 

Dokładnie to samo, niezliczoną ilość razy, robiła jego młodsza siostra. Musiał 

przyznać,  że  nawet  ona  nie  polubiłaby  Laurel.  Mógł  się  założyć  o  każde 

pieniądze, że jej wypowiedź byłaby bardziej dosadna, niż odważyła się Sandra 
czy Keely. 

Uśmiech znikł z jego warg, gdy wyobraził sobie Keely z roziskrzonymi 

zielonymi oczami i rumieńcem gniewu na policzkach. Musiał przyznać, że coraz 

rzadziej  myślał  o  niej  jak  o  siostrze.  Może  i  jest  słodką  kusicielką,  ale  nie 

pozwolę, by układała mi życie według horoskopu! 

Po  dziesięciu  minutach  telefon  znów  zadzwonił.  Tym  razem  z  głosu 

Sandry wyparowało wszelkie ciepło, którego przecież nie brakowało, kiedy przed 

chwilą  anonsowała  Keely.  Michael  zamarzył,  by  wszystkie  kobiety  znikły  z 

planety,  póki  nie  skończy  swojej  pracy.  Przełknął  złość  i  postarał  się  mówić 
uprzejmie. 

– 

Laurel? Co mogę dla ciebie zrobić? 

– 

Słuchałam właśnie pogody – zaczęła głosem brzmiącym jak mruczenie 

zadowolonej kotki. – 

Jestem jeszcze w biurze, ale zaraz wybieram się do domu. 

Skoro  mieszkam  w  pobliżu  twojej  pracy,  może  od  razu  do  mnie  wpadniesz? 

Zamiast  wychodzić, moglibyśmy  zjeść  coś  u  mnie.  W  ten  sposób,  nawet  jeśli 

burza  uderzy,  będzie  nam  cieplutko,  miło  i  przyjemnie  –  kusiła  tonem,  który 

musiała doprowadzać do perfekcji przez lata. 

– Ja... hm... 

nie mam pojęcia, kiedy tu skończę, Laurel – oznajmił, starając 

się  nie  okazywać  zbyt  jawnie  niechęci.  –  Muszę  załatwić  jeszcze  parę  spraw, 

zanim weekend się zacznie. 

– 

Chyba nie chcesz utknąć sam w biurze? 

– 

Oczywiście,  że  nie.  A  może  burza  nas  ominie?  Sama  wiesz,  że 

meteorolodzy często przesadzają. 

– 

Cóż, sądząc po tym, co dzieje się za oknem, chyba tym razem mają rację. 

– 

W takim razie tym bardziej muszę zająć się pracą. Dam ci znać, kiedy 

wyjdę z biura, dobrze? 

Gdy się rozłączyła, pomyślał, że wcale nie jest całkiem pewien, czy miałby 

background image

ochotę utknąć u Laurel na dłuższy czas. 

Dziarsko zabrał się do pracy, jednak nie zdążył nawet przeczytać jednego 

zdania, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi. 

– Sandra, co znowu? – 

wykrzyknął z gniewem. – Jak tak dalej pójdzie, to 

nigdy tego nie skończę! 

– 

Wybacz, Mike. Chciałem tylko powiedzieć, że już ruszam na lotnisko. 

Michael  zerknął  przez  ramię  i  posłał  przyjacielowi  przepraszający 

uśmiech. 

– 

Nie  gniewaj  się,  Jonah,  nie  chciałem  być  niegrzeczny.  To  był  długi  i 

ciężki ranek. 

Jonah kiwnął głową ze zrozumieniem, ponuro spoglądając na kłębiące się 

za oknem chmury. Był przygotowany na taką pogodę. Miał na sobie ciepły, długi 

płaszcz  i  skórzany  kapelusz,  o  który  dbał  z  wielką  pieczołowitością  od 
studenckich czasów. 

– Niecie

kawie to wygląda. Mike. 

– 

Niestety. Mam jednak nadzieję, że lot przebiegnie bez zakłóceń. 

– 

Ja też. Zrób coś dla mnie, dobrze? Zaopiekuj się Keely, jeśli zacznie się 

śnieżyca. Wiesz, jaka moja siostra jest narwana. Może nagle uznać, że koniecznie 

czegoś potrzebuje ze sklepu, i ruszy w podróż po lodzie i śniegu. 

– 

Powinieneś jej bardziej ufać. Keely nie jest głupia – delikatnie upomniał 

przyjaciela. 

– 

Tak,  oczywiście.  Ale  widzisz,  dbam  o  nią  od  najmłodszych  lat,  a  to 

wchodzi w krew. Muszę nad tym zapanować, lecz popatrz na te chmury... Mike, 

wiem, że Keely jest dorosła i nie potrzebuje opieki, ale przypilnuj jej, jeśli pogoda 
kompletnie oszaleje, dobra? 

– 

Skoro dzięki temu poczujesz się lepiej. – Michael wzruszył ramionami. – 

A teraz zabieraj się stąd. Nie chcesz chyba spóźnić się na lot. 

– 

Do  zobaczenia  w  poniedziałek  –  rzucił  Jonah,  naciągając  głębiej 

kapelusz, i wyszedł z biura. 

– Na razie, Joe. 

Michael  przejechał  dłonią  po  włosach,  pokręcił  głową  i  z  zaciśniętymi 

zębami ponownie wziął się do roboty. Zanim znów mu przeszkodzono, udało mu 

się popracować przez całą godzinę. 

–  Michael?  – 

dobiegł  go  zatroskany  głos  Sandry,  która  pojawiła  się  w 

drzwiach. – 

Dzwoniła moja siostra. Mieszka w West Memphis, w Arkansas, ale 

tuż przy granicy z naszym stanem. Mają gołoledź i marznącą mżawkę, mówią, że 

się jeszcze pogorszy. Ta pogoda zaraz do nas dotrze. 

Szybkie  spojrzenie  za  okno  upewniło  go  o  powadze  sytuacji.  Burzowe 

chmury, szare i ociężałe od niesionego śniegu, wisiały tak nisko, że Michaelowi 

zdało się, iż mógłby ich dosięgnąć ze swego biurowego okna na trzecim piętrze. 

Zaraz się zacznie, pomyślał, marszcząc brwi. 

background image

– 

Sandra, jedź natychmiast do domu. 

– 

A ty? Wszyscy już wyszli. 

– 

Wyjdę, jak tylko się z tym uporam. – Wskazał na niewielki już stosik 

papierów. – 

Resztę zabiorę do domu. 

– Dobrze. – 

Sandra z ulgą odetchnęła. – Nie zwlekaj zbyt długo. Mam złe 

przeczucia, boję się, że ta burza będzie siać zniszczenie. 

– 

Wyczytałaś to w horoskopie? – spytał z uśmiechem. 

– 

Och, nie żartuj. Po prostu słyszałam prognozę pogody. Uważaj na siebie, 

Michael. 

– 

Ty też. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. 

Spędził  w  biurze  jeszcze  całą  godzinę,  zanim  udało  mu  się  dokończyć 

raport,  spakować  laptop  i  wszystkie  potrzebne  akta.  Wyjrzał  przez  okno. 

Marznący  deszcz  uderzał  o  szyby,  wybijając  szalony rytm. Firmowy parking 

niemal  całkowicie  opustoszał,  choć  była  dopiero  druga  po  południu.  Michael 

włożył  płaszcz  i  ruszył  do  drzwi.  Wybiegając  z  biura,  skinął  głową  kilku 

straceńcom, którzy jeszcze zostali w budynku. 

W windzie była tylko jedna osoba. Umundurowany policjant zasalutował, 

gdy Michael do niego dołączył. 

– 

Jak minął dzień, panie Gordon? 

– 

Nieźle, dziękuję. A co u pana, poruczniku Kendall? Służba nie drużba? 

– 

Właśnie. Najpierw sprawdzam budynki, ale potem znów muszę ruszyć na 

ulicę. To będzie długa nocna zmiana. Sam pan wie, jak kierowcy głupieją, gdy 

gwałtownie zmienia się pogoda. 

– 

Nie zazdroszczę panu – powiedział Michael. 

– 

Takie życie. Proponuję jechać prosto do domu. Drogi są śliskie jak tyłek 

ślimaka,  a  na  dodatek  mogą  nastąpić  awarie  prądu.  Jak  pogoda  się  pogorszy, 

oblodzone gałęzie zaczną się łamać i spadać na linie wysokiego napięcia. 

Wyglądało  na  to,  że  wszyscy  próbują  odesłać  go  do  domu.  Michael 

zapewnił  porucznika,  że  właśnie  tam  się  wybiera,  postawił  kołnierz  płaszcza, 

dopiął guziki i ślizgając się na zamarzniętych nierównościach, powoli brnął do 

samochodu.  Nagle  uderzyła  go  myśl,  że  może  zamiast  zgrabnego  sportowego 

autka,  które  sobie  niedawno  sprawił,  należało  kupić  większy,  może  nawet 

terenowy  wóz.  Przekręcił  kluczyk  w  stacyjce  i  słuchając  cichego  mruczenia 

silnika,  zastanawiał  się,  dokąd  jechać.  Jakoś  nie  miał  ochoty  wylądować  w 

mieszkaniu Laurel. Było zbyt wcześnie na kolację, nawet na obiad, a spędzenie z 

nią całego popołudnia, a najpewniej też nocy, wcale mu nie odpowiadało. Nie był 

gotowy  na  seks  z  Laurel,  nie  chciał,  by  ich  spokojny  i  przyjacielski  związek 

wszedł  na  kolejny  etap.  Z  drugiej  strony  nie  zamierzał  pozwolić,  by  Keely 

triumfowała,  dochodząc  do  wniosku,  że  jej  niemądre  przepowiednie  i 
astrologiczne bzdury odwio

dły go od wcześniejszych zamierzeń. Może jednak 

powinien... 

background image

Michael zaklął pod nosem. W ten sposób naprawdę zrobi z siebie głupca w 

rekordowym tempie. Przespać się z Laurel tylko po to, by dowieść, że Keely nie 

miała racji, było śmiesznym pomysłem. Nie wspominając o tym, że nie było to 

postępowanie  godne  dżentelmena.  Zresztą  Jonah  dał  mu  doskonały  pretekst, 

prosząc  o opiekę nad  Keely.  To  przeważyło  szalę.  Michael delikatnie  wcisnął 

pedał gazu i powoli wyjechał z parkingu. 

Po pokrytych cienką na razie warstewką lodu drogach jechało  mnóstwo 

niecierpliwych  kierowców,  pragnących  dotrzeć  do  domów,  zanim  burza 

rozszaleje się na dobre. To, co zazwyczaj było przyjemną dwudziestominutową 

przejażdżką, zajęło Michaelowi ponad godzinę i przyprawiło o rozstrój nerwowy. 
Inni kierowcy, nieobeznani z trudnymi warunkami pogodowymi, nietypowymi 

dla ciepłego, południowego klimatu, popełniali głupie błędy, powodując drobne 

kolizje  i  gigantyczne  korki.  Z  prawdziwą  ulgą  opuścił  zatłoczoną  autostradę  i 

zjechał w boczną ulicę, prowadzącą do jego cichej i spokojnej dzielnicy. 

Prawie  udało  mu  się  dotrzeć  do  domu.  Pozostały  mu  zaledwie  dwa 

kilometry, gdy wjechał w zadrzewioną, pozbawioną domów okolicę, oddzielającą 

osiedla od głośnej autostrady. Nagły ruch na poboczu przyciągnął jego uwagę. W 

świetle  reflektorów  dostrzegł  dwie  olbrzymie,  ciemne  sylwetki.  Zanim  zdążył 

zareagować, spłoszone jelenie wbiegły na drogę, mijając o milimetry jego przedni 

zderzak. Instynktownie nadepnął na hamulec. 

Samochód wpadł w poślizg i kręcąc się wokół własnej osi, zaczął zjeżdżać 

na  przeciwległy  pas.  Na  szczęście  nie  pojawił  się  żaden  inny  pojazd,  więc 

Michael mógł się skupić na odzyskaniu panowania nad kierownicą. Mimo jego 

wysiłków małe autko wylądowało w głębokim rowie. Pas boleśnie werżnął się w 

klatkę  piersiową,  przytrzymując  Michaela  w  fotelu,  a  poduszka  powietrzna 

wystrzeliła mu prosto w twarz, odbierając tę resztkę oddechu, która mu jeszcze 

pozostała po uderzeniu. Nie obejdzie się bez kilku siniaków, pomyślał Michael, 

gdy  poduszka  opadła  i  wyregulował  oddech.  Przynajmniej  wciąż  jestem  w 

jednym kawałku, pocieszył się w myślach. 

Szkoda, że nie mógł tego samego powiedzieć o swoim aucie. 

Rozejrzał  się  wokół,  sięgnął  po  telefon  komórkowy  i  zaczął  się 

zastanawiać, czy może być jeszcze gorzej. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Keely właśnie zrobiła sobie przerwę, gdy nagle odezwał się dzwonek do 

drzwi. Podskoczyła zaskoczona. Nikogo się nie spodziewała, szczególnie przy tej 

pogodzie.  Michael  i  Jonah  mieli  własne  klucze,  więc  nie  używali  dzwonka. 

Gnana  ciekawością  podeszła  do  drzwi,  wyjrzała  przez  wizjer...  i  gwałtownie 

szarpnęła klamkę. 

– 

Michael! Co się stało? 

Wyglądał  strasznie.  Do  poczerwieniałej  twarzy  przykleiły  się  strąki 

mokrych i zamarzniętych włosów. Ubranie miała kompletnie przemoczone, a usta 

zsiniały  z  zimna.  Pod  płaszczem,  na  wysokości  piersi,  dostrzegła  spore 

wybrzuszenie, które Michael tulił do siebie obiema rękami, desperacko broniąc 

przed wilgocią. Keely domyśliła się, że właśnie z tego powodu nie użył klucza. 

Usłyszała, że Michael zaczął szczękać zębami. 

Nie 

odpowiedział  na  jej  pytanie,  w  ogóle  wydawał  się  niezdolny  do 

jakiegokolwiek  ruchu,  więc  nie  bawiąc  się  w  subtelności,  wciągnęła  go  do 

ciepłego domu.  Z  taką uwagą  przyglądała  mu  się,  by  ocenić jego stan,  że  nie 

zwróciła  uwagi  na  mokrą  kałużę  formującą  się  wokół  stóp  Michaela  na 

drewnianej, świeżo wywoskowanej podłodze przedpokoju. 

– 

Jesteś kompletnie przemarznięty. Mój Boże, i krwawisz! Masz ranę na 

twarzy! – 

stwierdziła przerażona. – Natychmiast muszę cię osuszyć i rozgrzać. 

– 

Ręcznik  –  powiedział  niewyraźnie,  gdy  zaczęła  ostrożnie  ściągać  mu 

przemoczony i pokryty grudkami lodu płaszcz. 

Za bardzo się trząsł, żeby jej w czymkolwiek pomóc. 
– 

Już biegnę, tylko daj mi swoją teczkę. Właśnie to zawiniątko chronił pod 

płaszczem. 

Keely wiedziała, że nosi w niej swój komputer i akta spraw. 
– 

Chyba dłoń przymarzła mi do rączki – szepnął, siląc się na uśmiech. 

Rezultat był żałosny. Na jego twarzy pojawił się jedynie grymas bólu, gdy 

próbował rozewrzeć zaciśnięte palce. Z czoła spłynął mu strumyczek lodowatej 
wody i roz

chlapując  się  po  drodze  na  mniejsze  krople,  dołączył  do  szybko 

rosnącej kałuży na podłodze. Na prawej skroni pojawiła się świeża kropla krwi. 

Był  tak  mokry  i  przemarznięty,  że  Keely  najpierw  musi  go  osuszyć  i 

ogrzać, zanim zacznie zadawać pytania. 

Kazała  mu  zostać  na  miejscu  i  pobiegła  po  ręczniki.  Zanim  wróciła, 

zajrzała do sypialni Michaela. Znalazła go w tym samym miejscu, w którym go 

zostawiła,  choć  zdążył  zdjąć  marynarkę  i  poluzować  krawat.  Koszulę  miał  w 

miarę suchą, za to spodnie od kolan w dół były mokre, a lekkie, skórzane buty 

kompletnie przemokły i straciły kształt. Keely z przerażeniem pomyślała, że mógł 

odmrozić sobie stopy. 

background image

– 

Rozbieraj  się  –  zarządziła  tonem  nieznoszącym  sprzeciwu  i  zaczęła 

osuszać mu głowę ręcznikiem. – Masz tu szlafrok i suche skarpety. Zaparzę ci 

kawę. 

– Kawa? – 

powtórzył, budząc się z letargu. – Brzmi wspaniale. 

– 

Zostaw  mokre  rzeczy  na  podłodze  i  przyjdź  do  kuchni,  jak  tylko  się 

przebierzesz. Potem posprzątam. – Pobiegła do kuchni, by mógł rozebrać się w 

samotności. 

Włączyła  ekspres  do  kawy  i  wyciągnęła  z  lodówki  puszkę  zupy.  Była 

pewna, że Michael jak zwykle pominął lunch i musi umierać z głodu, ale rosół 
postawi go na nogi. 

Po chwili wszedł do kuchni, przyciągany rozkosznym zapachem świeżo 

parzonej  kawy.  Utykał,  a  osuszone  ręcznikiem  włosy  sterczały  we  wszystkie 

strony. Miał na sobie gruby, flanelowy szlafrok, mocno ściśnięty w talii paskiem. 

Usta  Michaela  powoli  odzyskiwały  właściwą  barwę.  Potarł  twarz,  rozmazując 
krew na policzku. 

Keely  wskazała  mu  krzesło,  potem  postawiła na stole olbrzymi kubek 

kawy i parujący rosół. 

– 

Posprzątam przedpokój, a ty to wszystko wypij. 

Nie potrzebował dodatkowej zachęty. Zanim wróciła z apteczką, kawa była 

już jedynie wspomnieniem. Znikła też połowa rosołu. Keely uważnie przyjrzała 

się Michaelowi i z radością stwierdziła, że przestał drżeć. 

– Lepiej? 
– O wiele – 

odparł ze zwykłym wigorem. – Pyszna zupa. 

– Prosto z puszki – 

przyznała bez oporu, a potem uniosła głowę Michaela 

do światła, by obejrzeć skaleczenie. – Oczyszczę ranę i nakleję plaster. 

– Zostaw, nie warto. 
– 

Jest zabrudzona i będzie się źle goiła – tłumaczyła jak dziecku. 

– 

Może później. 

– 

To zajmie tylko chwilkę, jeśli zamilkniesz i przestaniesz się ruszać. – 

Ignorując mrukliwe protesty, zajęła się raną. 

Skoncentrowała  się  na  zadaniu  i  tylko  dzięki  temu  mogła  w  miarę 

spokojnie  znieść  bliskość  Michaela.  Gdy  się nad  nim  pochylała,  dezynfekując 

skaleczenie, jej twarz znajdowała się tuz nad jego twarzą. Nie przywykła, żeby 

tak swobodnie go dotykać. Ich stosunki były przyjacielskie, lecz zawsze starali 

się trzymać od siebie na bezpieczny dystans. 

Jednak kiedy pojawił się w domu ranny i przemarznięty, zagrożenie, jakie 

niosła z sobą bliskość Michaela, przestało być tak ważne. 

Bardziej szorstko, niż zamierzała, dokończyła opatrywanie rany i cofnęła 

się, aby jej pacjent w spokoju dokończył posiłek. Odstawiła apteczkę, napełniła 

jego i swój kubek kawą, i wreszcie usiadła przy stole na wprost Michaela. 

– 

Podać ci coś jeszcze? 

background image

Potrząsnął wilgotną czupryną, dokończył zupę i odsunął miseczkę. 
–  Naw

et  nie  wiesz,  jak  bardzo  było  mi  to  potrzebne  –  powiedział  z 

westchnieniem i sięgnął po kawę. – Znów czuję palce u stóp. 

– 

Możesz opowiedzieć, co ci się przytrafiło? 

– 

Rozbiłem samochód. 

Najpierw  zdumiał  ją  jego  spokój,  a  potem  z  prędkością  karabinu 

maszyn

owego wyrzuciła z siebie następujące pytania: 

– Co? Jak? Gdzie? 
– 

Ze  dwa  kilometry  stąd.  Pod  samym  lasem.  Dwa  jelenie  wybiegły  mi 

wprost pod koła i wylądowałem w rowie. 

– 

Wtedy zraniłeś się w twarz? 

Michael skrzywił się, lecz postanowił nie ukrywać prawdy. 
– 

Poza paroma siniakami w czasie wypadku nic mi się nie stało. Dopiero 

później pośliznąłem się na lodzie i upadłem. 

– 

Wróciłeś do domu na piechotę? – Odstawiła kubek z takim impetem, że 

kawa rozchlapała się po stole. – Dwa kilometry w burzy śnieżnej?! – Wyjrzała za 

okno. Nieposkromiony żywioł właśnie osiągnął swoje apogeum. 

– 

Miałem do wyboru spacer albo bezczynne siedzenie we wraku, aż ktoś 

jadący w tę stronę podrzuci mnie do domu. A to mogło potrwać. Zadzwoniłem na 
alarmowy numer, ale wszyscy policjanc

i  i  służby  drogowe  w  Memphis  mieli 

pełne ręce roboty. Podejrzewam, że nasi sąsiedzi zabarykadowali się w domach i 

nie zamierzają ich opuścić, dopóki pogoda się nie uspokoi. Siedziałem w wozie 

przez pół godziny i nie dostrzegłem żadnych oznak życia, tak więc pieszy powrót 

do domu okazał się najlepszym rozwiązaniem. 

– 

Może w pogodny dzień, no, nawet w deszczu. Ale przy takiej zamieci? – 

zawołała wzburzona, wskazując okno smagane wściekłymi podmuchami wiatru, 

niosącego na przemian śnieg i ostre jak igły krople zamarzniętego deszczu. 

– 

No dobrze. Nie była to może najtrafniejsza decyzja, ale mimo to dotarłem 

do domu i nic mi nie jest. 

– 

Miałeś szczęście, że... Och! 

– Co znowu? 
– 

Te jelenie, przez które doszło do wypadku... 

To przecież zwierzęta, przed którymi ostrzegały cię gwiazdy! 
– 

Keely, błagam, nie zaczynaj od nowa... – Nerwowym gestem przeczesał 

włosy. – To jedynie... 

– 

Tak, wiem, zbieg okoliczności – dokończyła za niego, ale wciąż dziwnie 

się czuła. – Musisz jednak przyznać, że to dość niesamowite. 

Michael 

mruknął coś, czego nie dosłyszała. 

Zerknęła na zegarek. Była piąta po południu. Michael nigdy nie wracał z 

pracy tak wcześnie i nigdy dotąd nie miała okazji spędzenia z nim tak długiego 

czasu sam na sam. Oczywiście o ile zmienił swoje plany na wieczór, pomyślała. 

background image

– 

Czy ty... hm... jeszcze gdzieś wychodzisz? – spytała po chwili milczenia. 

–  Raczej nie – 

odparł  sucho.  Doszła  do  wniosku,  że  pewnie  czuje  się 

rozczarowany przymusową zmianą planów. Musi go złościć, że stało się coś, na 

co nie ma wpływu. 

– Zadzwon

iłem do Laurel z auta i odwołałem spotkanie. 

Keely rozsądnie powstrzymała się od komentarza i zaczęła mówić o sobie. 
– 

Też  zmieniłam  plany.  Wybieraliśmy  się  ze  Steve’em  do  kina,  ale 

zdecydowaliśmy... właściwie ja zdecydowałam, że należy to przełożyć. On był 

pewien, że jego samochód z napędem na cztery koła da sobie radę. 

– 

Widziałem kilka takich zakopanych w zaspach po drodze do domu. Nikt 

nie  powinien  jeździć  oblodzoną  szosą,  jeśli  nie  jest  to  absolutnie  konieczne. 

Można mnie uznać w tej sprawie za eksperta, bo wylądowałem w rowie. 

Keely  ze  smutkiem  pomyślała  o  zgrabnym  sportowym  autku  Michaela, 

które wciąż jeszcze pachniało nowością. 

– 

Mam nadzieję, że twój samochód za bardzo nie ucierpiał. 

– 

Nie rozbił się całkiem, ale będę musiał wstawić go do warsztatu. 

– Kiedy? 
– 

Już to zgłosiłem, odholują go, jak tylko pogoda się poprawi. Będę musiał 

wypożyczyć jakiś wóz. 

Kolejny podmuch wiatru zagrzechotał lodowymi kulkami o szyby. Światło 

zamigotało i przygasło, ale ku uldze Keely zaraz pojaśniało. Zerknęła za okno, ale 

z powodu burzy na zewnątrz panowały egipskie ciemności. 

– 

Podobno temperatura ma spaść poniżej zera dopiero jutro po południu. 

Grad zamieni się w końcu w zwykły śnieg. Pewnie na trochę tu utkniemy. 

Michael zapatrzył się na nią bez słowa. Keely wytrzymała jego spojrzenie 

tak długo, aż w końcu pierwszy odwrócił wzrok. 

– 

Zabrałem z sobą sporo pracy z biura, więc nie będę ci wchodził w drogę. 

Nie miałaby nic przeciw temu, ale skinęła głową. 
– 

Też mam rozpoczęty projekt, więc wrócę do studia. 

– Zatem nie ma problemu? 
– 

Oczywiście, że nie – zgodziła się odrobinę za szybko. 

Przebywanie w domu sam na sam z Michaelem, z którym i tak mieszkała 

od ośmiu miesięcy, wcale jej nie zaniepokoiło. Zresztą już to przerabiali, kiedy 

Jonah bywał w służbowych podróżach. A jednak Keely czuła się jakoś inaczej. 

Może dlatego, że nie możemy wyjść, pomyślała. 

Żaden  problem,  uznała  jednak  po  chwili.  Michael  był  prawdziwym 

dżentelmenem, w każdym razie wobec niej zawsze tak się zachowywał. Tak samo 

mogłaby zostać z bratem. Prawda? Więc dlaczego drżą mi ręce? – zastanowiła 

się, wstawiając kubki po kawie do zlewu. Dlaczego czuję, że Michael wciąż mi 

się przygląda? I czemu, do diabła, w tym szlafroku i skarpetkach wygląda tak 

niesamowicie  pociągająco?  To  niesprawiedliwe,  jest  przecież  tylko  moim 

background image

współlokatorem! 

Weź się w garść, Keely, to tylko Michael, nakazała sobie surowo. 

Mimo że powtórzyła to w myślach kilka razy, wcale nie poczuła się lepiej. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Przy pomocy brata Keely przekształciła słoneczny pokój na tyłach domu w 

pracownię  artystyczną.  Olbrzymie  okna  wpuszczały  dużo  światła.  Oczywiście 

kiedy świeci słońce, pomyślała rozgoryczona, patrząc na skłębione, brudnoszare 

chmury, które szczelnie zakrywały niebo. Keely nie czuła się w przestronnym 

pokoju z odsłoniętymi oknami jak na publicznym deptaku, bo dom był otoczony 

wysokim,  drewnianym  płotem,  który  skutecznie  chronił  przed  spojrzeniami 

ciekawskich przechodniów. Wprawdzie sama również miała ograniczony widok, 

ale taka była cena zachowania prywatności w studio. Jedną ścianę pomieszczenia 

zajmowały  szafki  i  półki  na  niezbędne  rzeczy  do  pracy.  Znalazło  się  nawet 

miejsce na niewielką umywalkę, by mogła się umyć po pracy, i mikroskopijną 

lodówkę na najpotrzebniejsze produkty. 

Przez ostatnią godzinę Keely siedziała na wysokim stołku pośrodku pokoju 

i  wpatrywała  się  w  czyste  płótno.  Natchnienie  zupełnie  ją  opuściło.  Nawet 

intrygujące  fotografie,  rozrzucone  na  podręcznym  stoliku,  nie  pomogły  jej  w 
znalezieniu ciekawego tematu na obraz. 

Mimo  że  miała  spokój  i  ciszę,  nie  mogła  się  skupić  na  pracy.  Chciała 

wierzyć,  że  to  wszystko  z  powodu  burzy,  która  szalała  za  oknami.  Deszcz  i 

lodowy grad powoli przemieniały się w puszysty śnieg, ale podmuchy wichru 

wciąż wściekle uderzały o ściany domu. Stare, pozbawione liści drzewa pokryły 

się srebrzystą warstewką lodu i niebezpiecznie kołysały się na wietrze. Ziemia 

usłana już była gałęziami, które oderwały się pod ciężarem lodu. Keely wiedziała, 

że gdy pogoda się uspokoi, czeka ją duże sprzątanie w przydomowym ogrodzie. 

Jednak to ni

e  burza  i  jej  konsekwencje  wytrąciły  ją  z  równowagi.  Już 

wcześniej  tworzyła  piękne  obrazy  w  czasie  niepogody.  Nie  przeszkadzały  jej 

nawet przerwy w dostawie elektryczności. Była na nie przygotowana, miała zapas 

świec i kilka latarek. 

Dręczący  ją  niepokój  miał  inną  przyczynę.  Nerwowo  spojrzała  na 

zamknięte drzwi. W końcu się poddała. Z niechęcią spojrzała na sztalugi i zerwała 

się ze stołka. Nie była w nastroju do pracy. Zamiast bezczynnie siedzieć, równie 

dobrze  mogła  obejrzeć  telewizję  albo  poczytać.  Lub  coś  ugotować.  Michael 

pewnie  zdążył  już  zgłodnieć.  Rosół  z  puszki  to  ledwie  przekąska  dla  tak 

potężnego mężczyzny. 

Była przekonana, że Michael pracuje w swoim pokoju, więc zatrzymała się 

zdumiona  na  progu  kuchni,  gdy  zobaczyła  go  przy  stole,  z  nogą  sztywno 

wyciągniętą  na  sąsiednim  krześle.  Na  jego  prawym  kolanie  spoczywała  torba 

mrożonego groszku. 

–  Michael?  – 

Ze  zdumieniem  zobaczyła,  że  na  jego  twarzy  miesza  się 

zawstydzenie  i  złość,  jakby  został  przyłapany  na  czymś  kompromitującym.  – 

background image

Pokaż kolano. 

Zanim zd

ążyła zrobić krok w jego stronę, rzucił mrożony groszek na stół, 

zdjął nogę z krzesła i zakrył ją połą szlafroka. 

– To nic takiego – 

powiedział szybko, ale nie zdołał ukryć grymasu bólu, 

wywołanego nagłym ruchem. – Myślałem, że malujesz. 

– 

Zgłodniałam. Pokaż kolano – powtórzyła z uporem. 

– 

Nie ma o czym mówić. – Spróbował wstać, siląc się na beztroski ton. – 

Co masz zamiar... 

Keely oparła dłonie na jego ramionach i siłą przytrzymała na miejscu. 
– 

Nie wstaniesz, dopóki nie obejrzę kolana – stwierdziła stanowczo. 

Była pewna, że Michael celowo bagatelizuje sprawę i nie chce pozwolić jej 

zbadać  nogi.  Nie  zamierzała  mu  na  to  pozwolić.  Był  najbardziej  upartym 

mężczyzną,  jakiego  znała,  gdy  chodziło  o  przyznanie  się  do  jakiejkolwiek, 

choćby najdrobniejszej słabości. Pozwolił jej oczyścić skaleczenie na skroni tylko 

dlatego, że nie zostawiła mu wyboru. Tym razem zamierzała postąpić tak samo. 

Michael  westchnął  teatralnie,  uznawszy,  że  nie  warto  wszczynać  kłótni. 

Odrobinę rozchylił szlafrok. 

– Widzisz

?

 To tylko siniak. A teraz, co masz zamiar... 

Wbrew  temu,  co  mówił,  to  nie  był  jedynie  siniak.  Keely  ze  świstem 

wciągnęła powietrze, gdy dostrzegła, jak bardzo ucierpiało jego kolano. Klęknęła 

i szerzej rozsunęła poły szlafroka. Siniak miał już kilka kolorów, a kolano było 
p

otwornie  spuchnięte.  Nic  dziwnego,  że  Michael  kulał,  pomyślała  z 

przerażeniem. Czemu nie domyśliłam się, że coś jest nie w porządku? 

– 

Musi cię natychmiast obejrzeć lekarz. 

– 

Wiedziałem, że to powiesz. – Skrzywił się. – Dlatego nie chciałem, żebyś 

to  oglądała.  Keely,  po  co  mi  jakiś  konował.  Wystarczy  zimny  okład  i  leki 
przeciwbólowe. 

– 

Musi cię okropnie boleć. – Delikatnie badała kontuzjowane kolano. 

– 

Nie  jest  tak  źle.  –  Chwycił  jej  dłoń.  –  Nie  pierwszy  raz  mam  taką 

kontuzję.  Zawsze,  kiedy  upadam,  ląduję  na  tym  przeklętym  kolanie.  Gdybym 

uważał, że potrzebny mi lekarz, pojechałbym do szpitala, jednak nie mam auta, a 

wzywanie karetki byłoby grubą przesadą. Przez tę cholerną burzę musiało dojść 

do mnóstwa naprawdę groźnych wypadków i sanitariusze mają na głowie o wiele 

poważniejsze sprawy niż jakieś tam stłuczone kolano – zakończył szorstko. 

Widać było, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu. Nie dość, że bolało 

go jak diabli, to jeszcze głowę suszyła mu samarytanka Kelly. Musiała jednak 

przyznać, że miał rację. Kontuzja była bolesna, ale z uwagi na sytuację w mieście 

wzywanie karetki byłoby przesadą. Mogła jednak ulżyć Michaelowi w cierpieniu 

i zamierzała to uczynić, choćby nie wiedzieć jak protestował. 

– 

Powinieneś trzymać nogę w górze. Chodź, zaprowadzę cię do łóżka. 

– 

Nie chcę – oznajmił z uporem. 

background image

– 

To chociaż pomogę ci dojść do kanapy. Wyprostujesz nogę, oprzesz ją na 

poduszkach i wygodnie pooglądasz telewizję – łagodnie zaproponowała, ale on 

tylko prychnął zniecierpliwiony.  Wówczas zmieniła ton na bardziej surowy. – 

Michael, nie wezwałam lekarza, ale jeśli nie zaczniesz zachowywać się rozsądnie, 

zaraz to zrobię. 

–  No dobrze – 

poddał się z męczeńskim wyrazem twarzy, który mógłby 

być zabawny, gdyby nie krył się za nim prawdziwy ból. – Położę się na kanapie, 

ale nie musisz mnie tam prowadzić. 

– Durny samiec – 

fuknęła ze złością. 

–  Nie pierwszy raz tak mnie przezywasz – 

powiedział  z  krzywym 

uśmiechem. 

– I zapewne nie ostatni! 

Keely na wszelki wypadek stanęła blisko Michaela, gdy oparł ręce na stole 

i zaczął wstawać. Wiedziała, że nie lubił okazywać słabości i nienawidził, gdy 

ktoś  mu  pomagał,  więc  z  zaciśniętymi  zębami  przeczekała  jego  niezgrabne 

manewry. W końcu stanął wyprostowany, lecz wcześniej uderzył o stolik i paczka 

mrożonego  groszku  wylądowała  na  podłodze.  Kazała  mu  ją  tam  zostawić  i 

zapewniła, że sama później posprząta. 

Szła za nim aż do kanapy w salonie, obserwując, jak utyka. Michael kulał 

coraz bardziej. Albo przestał ukrywać słabość, albo noga zesztywniała i ból stał 

się jeszcze dotkliwszy, pomyślała. 

– 

Wziąłeś coś na ból? 

– 

Ibuprofen. Działa również przeciwzapalnie – odparł mentorskim tonem. 

– Dobra. – 

Ukryła uśmiech. – Jak widzę, wiesz, co robisz. 

Poczekała, aż swobodnie wyciągnął się na kanapie i ostrożnie ułożyła jego 

nogę na stercie kolorowych poduszek. Kilka następnych umieściła mu pod głową. 

Uśmiechając  się  delikatnie,  położyła  obok  niego  gruby  wełniany  koc,  który 

zrobiła jej babcia. 

Mimo  że  wciąż  dotykała  Michaela,  starała  się  to  robić  bezosobowo.  Z 

trudem  jednak  udawała  obojętną  pielęgniarkę,  gdy  czuła  pod  dłońmi  jędrne, 

męskie  ciało.  Za  długo  nie  byłaś  na  randce,  z  niesmakiem  fuknęła  w  duchu. 

Oczywiście Steve się nie liczył. Był jej przyjacielem ze szkolnej ławy i już dawno 

pogodził się z rolą kolejnego brata Keely. Może już czas przestać kolekcjonować 

braci, a zacząć zbierać kochanków, pomyślała, przyglądając się przystojnemu, 

półnagiemu mężczyźnie, którym przyszło jej się opiekować. 

– Keely? – 

Pytający ton głosu Michaela uświadomił jej, że zbyt długo w 

milczeniu wpatrywała się w niego. 

–  Za

stanawiam  się  właśnie,  co  jeszcze  możemy  zrobić  dla  twojego 

biednego kolana – 

skłamała  gładko.  –  Już  wiem,  zmienię  ci  kompres. 

Potrzebujesz czegoś jeszcze? 

– 

Nie, dziękuję. Tylko podaj mi pilota, dobrze? Zobaczę prognozę pogody. 

background image

– 

Już się robi. 

Gdy ich pal

ce zetknęły się, Keely aż podskoczyła, jakby poraził ją prąd. 

Nic dziwnego, że Michael tak badawczo mi się przygląda, skarciła się w myślach 

i ruszyła do kuchni. W jego obecności zachowuję się jak skończona idiotka. 

Czyniąc  sobie  wyrzuty,  zanurkowała  w  czeluściach  zamrażarki,  żeby 

przygotować  zimny  okład.  Mrożony  groszek  był  niezły,  ale  już  się  ogrzał  i 

rozmiękł. Keely przypomniała sobie, że powinna podnieść opakowanie z podłogi. 

Dobrze, zrobi to później. Włożyła kilkanaście kostek lodu do plastikowej torebki 

i owinęła ją papierowym ręcznikiem. Uznała, że kontroluje już swoje emocje i 

raźno poszła do Michaela. 

– 

Co ci zrobić na obiad? – spytała, układając ostrożnie chłodny kompres na 

zranionym kolanie. – Spaghetti? 

Wiedziała,  że  to  jego  ulubione  danie,  więc  nie  zdziwiło  jej  energiczne 

skinienie głową. 

– 

Brzmi wspaniale. Nie chce mi się jeszcze jeść, ale zanim je przygotujesz, 

na pewno zgłodnieję. 

– 

Chłodno tu. – Przykryła go kocem. – Może rozpalę ogień w kominku? 

– 

Świetnie. Jonah przyniósł rano drewno i ułożył w koszu. Mamy też spory 

zapas za domem na wypadek, gdyby wyłączyli prąd i wysiadło ogrzewanie. 

– 

Och,  grad  przestał  już  padać,  więc  nie  sądzę,  żeby  były  problemy  z 

elektrycznością... 

Wymówiła  to  w  złą  godzinę,  bo  zanim  skończyła  zdanie,  światło 

zamigota

ło i zgasło. Telewizor również pociemniał. W pokoju zapadła cisza. 

Keely  westchnęła.  Sytuacja  i  tak  była  mało  komfortowa,  a  teraz 

gwałtownie się pogorszyła. Wieczór z Michaelem w cichym i ciemnym domu... 

Rozdrażniło to Keely jeszcze bardziej, niż szalejąca za oknami burza. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
– 

Do diabła. 

Choć  Michael  w  pełni  zgadzał  się  z  jej  komentarzem,  nie  potrafił 

powstrzymać rozbawienia. 

– To twoja wina – 

powiedział, krztusząc się ze śmiechu. – Zapeszyłaś. 

– 

Nieprawda, próbowałam tylko być optymistką. Cóż, musisz obejść się 

smakiem, ale nie będzie spaghetti. 

– 

To wada domów na elektryczność. – Szczelniej otulił się kocem, czując, 

jak chłód opatrunku obejmuje kolano i wspina się coraz wyżej. 

W  pokoju  było  zupełnie  ciemno  i  dziwnie  cicho,  bez  zwykłego  szumu 

różnych  urządzeń.  Latarnie  przed  domem  też  zgasły,  więc  żadne  światło  nie 

rozpraszało  ciemności.  Michael  widział  tylko  zarys  sylwetki  Keely,  gdy  ta 

podchodziła do okna. 

– 

Wygląda na to, że nie tylko my jesteśmy odcięci. Nikt z sąsiadów nie ma 

światła – powiedziała. – Ciekawe, jak długo potrwa, zanim znów włączą prąd. 

– 

Raczej  nieprędko  –  ostudził  jej  nadzieje.  –  Właśnie  powiedzieli  w 

wiadomościach, że linie wysokiego napięcia pozrywały się pod ciężarem lodu lub 

spadających gałęzi. Jonah, Rick i ja przeżyliśmy podobną burzę, kiedy jeszcze 

byliśmy na studiach. Prądu nie było dwadzieścia osiem godzin. 

– 

Mam  nadzieję,  że  tym  razem  nie  potrwa  to  tak  długo  –  jęknęła 

wystraszona. – 

Na zewnątrz jest okropnie zimno. 

– 

Nie będzie źle, jeśli rozpalimy ogień. Zajmę się tym. Znajdź świece i 

latarki. – 

Wstał. 

– Ty zostajesz. – 

Pchnęła go z powrotem na kanapę. – Oszczędzaj kolano. 

Sama umiem rozpalić w kominku. 

Michael nie znosił, gdy traktowano go jak inwalidę. Dałby radę wszystko 

zrobić,  choć  noga  bolała  go  bardzo,  wiedział  jednak,  że  Keely  mu  na  to  nie 

pozwoli. Gdy troszczyła się o kogoś, strasznie się szarogęsiła. Jednak nie miał jej 

tego za złe, bo tak samo traktowała Jonaha. W jej pełnych zapału staraniach, by 

ulżyć  czyimś  cierpieniom,  było  coś  wzruszającego.  Pomyślał  o Laurel. W 

podobnej  sytuacji  natychmiast  zażądałaby  przewiezienia  do  najbliższego 

luksusowego hotelu ze światłem, ciepłem, dobrym jedzeniem, sprawną obsługą i 

służbą medyczną dla gości. 

Nienawidziła kłopotów, uwielbiała, gdy załatwiano za nią trudne sprawy. 

Keely  przyniosła  latarkę  z  szafki  w  przedpokoju.  Wiedział,  że  zaraz 

zabierze się do rozpalania ognia. Podziwiał ją za jej sprawność. Musiał przyznać, 

że doskonale prowadziła dom. Tak po prawdzie, robiła o wiele więcej, niż od niej 
oczekiwano. Michael j

ednak starał się o tym zbyt często nie myśleć. 

Po piętnastu minutach ogień wesoło trzaskał w kominku, w pokoju płonęły 

background image

świece.  Keely  znów  zabrała  latarkę  i  wyszła.  Po  chwili  wróciła  z  niewielkim 
radiem i zapasem baterii. 

– 

Warto by posłuchać wiadomości – stwierdziła. 

– 

Oczywiście. 

– 

Może zrobię kanapki na obiad? Mamy masło orzechowe, dżem i jakąś 

wędlinę. 

– 

Wspaniale. Ale może trochę później? Chyba że bardzo zgłodniałaś. 

– 

Nie, za jakąś godzinę lub dwie. 

– 

OK. A teraz wreszcie trochę sobie odpocznij. 

– 

Jasne. Tylko włożę coś cieplejszego. – Zerknęła na starą, poplamioną 

farbami koszulkę i spłowiałe dżinsy. – Przynieść ci coś? 

Właściwie powinien włożyć spodnie, ale wzdragał się na myśl, że będzie 

musiał  je  wciągać  na  spuchnięte  i  obolałe  kolano.  Ciepły  szlafrok  i  długie 

skarpetki muszą mu wystarczyć. 

– 

Nie, dziękuję. 

Keely  znikła.  Pewnie  ta  burza  wytrąciła ją  z  równowagi,  pomyślał.  Nie 

mogła wprost ustać w miejscu. 

Kiedy wróciła, miała na sobie ciepły sweter i wygodne spodnie. Przyniosła 

kilka koców. 

–  Gd

y  zrobi  się  naprawdę  zimno,  ten  jeden,  którym  się  owinąłeś,  nie 

wystarczy. Jak okład? 

– 

Już się prawie rozpuścił. 

– 

Daj, wymienię lód. – Schyliła się i wyciągnęła rękę do jego kolana. 

– Nie. – 

Odłożył kompres na stolik. – Boli mnie coraz mniej, więc nie ma 

co szaleć z okładami. Musimy natomiast oszczędzać zamrażarkę, dopóki nie ma 

prądu. Nie otwieraj jej bez potrzeby, bo się rozmrozi. 

– 

Masz  rację.  –  Wzięła  kompres.  –  Wrzucę  go  do  zlewu.  –  Szybkim 

krokiem ruszyła do kuchni. 

– 

Jesteś pewien, że nie chcesz nic do jedzenia? – zawołała przez ramię. 

– 

Dzięki. 

– A do picia? Mamy... – 

Rozległ się jakiś hałas. 

– Och... ojej... 

Michael zerwał się z kanapy. 
– 

Keely?! Odpowiedzi nie było. 

Ruszył gwałtownie do drzwi, a ból w kolanie niemal odebrał mu oddech. 

Zacisnął tylko zęby i ciemnym korytarzem, trzymając się ściany, pokuśtykał w 

zawrotnym, jak na inwalidę, tempie do kuchni. 

– Keely? 
– Nic mi... auu... nie jest – 

odparła słabo, ale i tak odczuł ulgę, słysząc jej 

głos. – Nie... nie powinieneś wstawać. 

Pierwsze, co zob

aczył  po  przekroczeniu  progu,  to  latarka  na  podłodze. 

background image

Snop światła skierowany był w jego stronę. Przez chwilę oczy, przyzwyczajone 

do ciemności, odmawiały mu posłuszeństwa, wreszcie jednak dostrzegł Keely, 

która leżała na podłodze. 

– 

Co się stało? 

Usiadła  powoli  i  ostrożnie,  jak  ktoś,  kto  mocno  się  potłukł  i  z  trudem 

dochodzi do siebie. 

– 

To głupie – jęknęła. – Po prostu potknęłam się i upadłam. 

– 

Co sobie zrobiłaś? – spytał z nieskrywanym niepokojem. 

– 

Skręciłam kostkę, ale na szczęście nic sobie nie złamałam. Potłukłam się 

tylko i na chwilę straciłam oddech. 

– 

Na pewno nie złamałaś nogi? 

– 

Skręciłam albo tylko stłukłam. 

– 

Pomogę ci wstać. – Wyciągnął dłoń. 

– 

Żebyśmy oboje wylądowali na podłodze? Sama wstanę. 

Brak wiary w jego siłę nie bardzo mu się spodobał. Michael skrzywił się i 

cofnął rękę. 

– 

Jak to się stało? 

– 

Zapomniałam  o  groszku  –  odparła  z  niesmakiem.  –  Wciąż  leżał  na 

podłodze. Gdy postawiłam na nim stopę, wywinęłam niezły piruet i upadłam. Co 

za głupota! 

Michael poczuł się winny. W końcu to on zrzucił groszek na podłogę, przez 

co Keely zrobiła sobie krzywdę. 

– 

Cholera. Tak mi przykro. Powinienem był go podnieść. 

– 

To  nie  twoja  wina.  Po  prostu  o  nim  zapomniałam.  –  Wstała  powoli, 

przytrzymując się kurczowo krzesła. 

Mimo że twarz miała ściągniętą z bólu, próbowała udawać, że nic jej nie 

jest. Kogoś mu to przypominało... 

– 

Niezła z nas para – skomentował. 

– Ja... – 

Hm, czyżby naprawdę mieli coś z sobą wspólnego? To była nowa i 

wielce zaskakująca myśl dla Keely. 

– 

Usiądź – polecił. – Podam ci ibuprofen. – Ostrożnie schylił się po latarkę. 

– 

Dobraliśmy się jak w korcu maku – prychnęła, odzyskując dobry humor. 

Jej słowa dziwnie zabrzmiały Michaelowi. Nigdy nie myślał o nich jak o 

parze,  stanowczo  unikał  takich  wyobrażeń,  lecz  teraz  zdało  mu  się  to  wielce 
in

trygujące. 

Poświecił  w  głąb  szafki  i  znalazł  leki  przeciwbólowe.  Sięgnął  też  po 

szklankę i napełnił ją wodą. Pokuśtykał do Keely i podał jej tabletki. 

– 

Powinnaś przyłożyć lód na kostkę. 

– 

I zaryzykować, że te piękne steki, które wczoraj kupił Jonah, rozmrożą 

się? Nie jestem aż tak odważna. 

– Ale... 

background image

– 

W porządku, Michael. – Położyła dłoń na jego ramieniu. – Miałam już 

taką kontuzję. 

Zauważył, że tego wieczoru Keely dotyka go częściej niż kiedykolwiek 

przedtem. Skłamałby, gdyby stwierdził, że mu się to nie podoba. Odchrząknął z 

zażenowaniem. 

– 

Jak tylko poczujesz się na siłach, powinniśmy wrócić do salonu. Tam jest 

o wiele cieplej. 

Choć nie byli głodni, Michael na wszelki wypadek wziął koszyk i napełnił 

go zapasami. Wrzucił kilka jabłek, dwa banany, herbatniki i garść czekoladowych 

batonów. Dodał jeszcze dwie puszki coli i wodę w małych butelkach. 

Podał Keely latarkę. 
– 

Dasz radę sama dojść? 

– 

Oczywiście. Tylko powoli. 

– I tak nie mamy wyboru – 

zakpił ponuro. 

Przejście  krótkiego  przedpokoju  zajęło  im  sporo  czasu.  Michael  szurał 

stopą, starając się nie zginać kolana, a Keely podskakiwała na jednej nodze, żeby 

nie  obciążać  nadwerężonej  kostki.  Michael  aż  skręcił  się  na  myśl,  że  Jonah 

mógłby  ich  zobaczyć.  Dobrze  wiedział,  że  złośliwym  żartom  przyjaciela nie 

byłoby końca. 

Gdy weszli do pokoju, Michael surowo spojrzał na Keely. 
– 

Usiądź na kanapie. Obejrzę tę kostkę. 

Ciężko  westchnęła,  ale  się  nie  opierała.  Michael  ostrożnie  usiadł  obok. 

Światło świec i blask z kominka nie pozwalały mu na dokładne oględziny, więc 

oparł  jej  stopę  na  swym  udzie  i  skierował  na  nią  światło  latarki.  Starając  się 

zachowywać równie powściągliwie jak ona, gdy opatrywała jego rany, delikatnie 

zsunął puszysty, domowy kapeć z jej stopy i przesunął palcami po kostce. Była 

spuchnięta, ale nic ponadto. Wyglądało na to, że Keely miała rację. Kostka nie 

była złamana, tylko skręcona lub dotkliwie stłuczona. 

Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, jakie drobne stopy ma Keely. Smukłe 

palce kończyły się maleńkimi paznokciami. Pomalowała je czerwonym lakierem 

i teraz intrygująco lśniły w świetle świec. Nigdy nie podejrzewał, że mogłyby go 

zachwycić kobiece stopy, teraz jednak zmienił zdanie. 

Nagle usłyszał, że wzięła głębszy oddech. Czyżby sprawił jej ból swoim 

dotykiem? 

– 

Zabolało? Przepraszam, Keely. 

– Nie – 

odparła spiętym tonem. – Zobaczyłeś już wszystko, co chciałeś? 

Uniósł wzrok. W głębi jej ciemnych oczu ujrzał odblask płomienia świecy. 

Nawet jej kasztanowe włosy zdawały się świecić, zupełnie jakby blask nie padał z 

zewnątrz,  lecz  rozświetlał  ją  od  środka.  Miała  bladą  z  bólu  twarz,  lecz  na  jej 

policzkach pojawiły się ciemne rumieńce. 

Michael,  kiedy  tylko  poznał  Keely,  uznał,  że  jest  bardzo  ładna.  Teraz 

background image

odkrył,  że  jest  piękna.  Nie,  to  za  mało.  Cudowna,  niezwykle  pociągająca, 
nadzwyczaj seksowna... 

O czym on, do diabła, myśli! 

Poczuł się nad wyraz niezręcznie, gdy dotarło do niego, że opiera jej nagą 

stopę na swoim nagim udzie. 

Poderwał  się  z  miejsca,  powodując  grymas  bólu  na  twarzy  Keely  i 

nieprzyjemne kłucie w swoim okaleczonym kolanie. Ale ze mnie pielęgniarz! 

– 

ofuknął  się  w  duchu.  Delikatnie  ułożył  jej  stopę  na  poduszkach, 

wyprostował się i mocniej zacisnął pasek szlafroka. 

– 

Miałaś rację – przyznał schrypniętym głosem. – Kostka nie jest złamana, 

tylko skręcona. Nie obciążaj jej, a szybko dojdziesz do siebie. 

– 

To samo ci przed chwilą powiedziałam. 

– 

Z  jej  głosu  dało  się  wyczytać,  że  nie  przegapiła  jego  dziwacznego 

zachowania. 

– 

Hm... racja. Dołożę do ognia. – Podreptał w stronę kominka. 

Znów  poczuł  się  jak  idiota.  W  dodatku  nie  wiedział,  po  co  dołożył  do 

ognia, skoro temperatura w pokoju i tak już podskoczyła o kilka stopni. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Michael  właśnie  usiadł  na  krześle  obok  kominka,  gdy  niezręczną  ciszę 

przerwał dźwięk telefonu. Aparat stał przy kanapie, a więc bliżej Keely, dlatego 
m

achnęła ręką, by nie wstawał i sama podniosła słuchawkę. 

– Halo? 
– 

Cześć, tu Jonah. Jak leci, siostrzyczko? 

– 

Wszystko pokryte lodem, na dodatek zaczął jeszcze padać śnieg. I nie ma 

prądu. 

– 

Do diabła, tego się właśnie obawiałem. I co, jesteś sama? – przestraszył 

się. 

– 

Nie, jest ze mną Michael. Odwołał randkę. 

– 

To masz się z czego cieszyć, przecież nie cierpisz Laurel – powiedział ze 

śmiechem. 

Keely nie była pewna, czy brat znał powód, dla którego nie przepadała za 

Laurel. Po prostu wiedziała, że ta piękna kobieta nigdy nie uszczęśliwi Michaela. 

Nie była złą osobą, z zapałem uczestniczyła w różnych akcjach charytatywnych, 

ale za bardzo lubiła błyszczeć w towarzystwie, za wiele w niej było snobizmu i 

wygodnictwa. Natomiast Michael był miły i łatwy we współżyciu. Trochę zbyt 

obsesyjnie starał się polegać na sobie, ale był pozbawiony snobizmu i choćby 

cienia próżności. Zdaniem Keely związek tak różnych osób mógł doprowadzić 

jedynie do katastrofy. Jako jego przyjaciółka postanowiła go przed tym ustrzec. 
Przyj

aciele powinni sobie przecież pomagać. 

– 

Michael rozbił mazdę – wypaliła, by zmienić temat. 

Michael spojrzał na nią z rozpaczą. Keely wzruszyła ramionami. Jonah i 

tak by się w końcu dowiedział, więc robienie z tej sprawy tajemnicy nie miało 
sensu. 

– 

Rozbił? Jak

?

 – 

zaniepokoił się brat. – Co z nim? 

– 

Nadal jest w jednym kawałku – rzuciła lekko, by rozładować atmosferę. – 

Zjechał z oblodzonej drogi, gdy przed maskę wybiegły mu jelenie. Rozciął sobie 

skroń i stłukł kolano, ale poza tym nic mu nie jest. 

Pomruk 

Michaela  powiedział  jej,  że  postąpiła  właściwie,  bagatelizując 

jego obrażenia. 

– 

Dobrze,  że  na  tym  się  skończyło  –  odetchnął  z  ulgą  Jonah.  – 

Powiedziałaś, jelenie? 

– 

Tak. Dziwaczne, prawda? Pamiętasz, że horoskop kazał mu uważać na 

kontakty ze zwierzętami? 

Michael znów jęknął. Astrologiczna mania Keely denerwowała go coraz 

bardziej. 

Jonah musiał go usłyszeć, bo roześmiał się. 

background image

– 

Dość niesamowite – przyznał. 

– 

No  właśnie,  ale  do  niego  nic  nie  dociera.  Mówi,  że  to  zwykły  zbieg 

okoliczności. 

Michael przytaknął energicznie. 
– 

Pewnie ma rację. Dajesz mu popalić, co? Dopilnujesz, by odtąd pilniej 

studiował horoskopy? 

– 

jest zbyt uparty. Zignorowałby mowę gwiazd, nawet gdyby w gazecie 

pojawiło się jego imię i nazwisko z dokładnymi przepowiedniami na cały tydzień. 

Mi

chael znów gorliwie przytaknął, więc pokazała mu język. 

– 

A  tak  poważnie,  siostrzyczko,  dacie  sobie  radę?  Prądu  może  nie  być 

przez wiele godzin. 

– 

Nic  się  nie  martw.  Rozpaliliśmy  ogień,  mamy  zapas  drewna,  świec  i 

baterii. A także mnóstwo przekąsek, których nie trzeba gotować. 

– 

Pilnujcie świec. Nie mogą stać przy niczym, co się łatwo pali – zaczął ją 

pouczać, jakby była małą dziewczynką. – I osłoń kominek ekranem. Od jednej 

skry może spłonąć cały dom! 

– 

Nie  bój  się,  nie  będzie  pożaru  –  odparła  kwaśno.  –  Mam  niejasne 

przeczucie, że Michael i ja jakoś damy sobie sami radę przez tych kilka godzin. 

– 

Wiem, wiem... ale przecież możecie pojechać do hotelu. 

– 

Wolę zostać w domu. Nie martw się, Jonah. 

– 

Jak uważasz... – Mimo że nie do końca przekonany, Jonah się rozłączył, 

zapewniwszy Keely, że zamierza posłuchać rad astrologa i spędzić wieczór na 

czytaniu dobrej książki. 

Gdy odłożyła słuchawkę, potrząsnęła głową w niemym zdumieniu. 
– 

To  niesamowite,  ale  Jonah  coraz  bardziej  przypomina  naszą  matkę. 

Ciągle się o coś martwi. Uważa, że powinien się wszystkim sam zająć, bo inaczej 

katastrofa będzie gonić katastrofę. 

– 

O  tym,  że  rozwaliłem  samochód  i  się  poobijałem  mówiłaś  całkiem 

gładko, ale jakoś nie wspomniałaś o tym, że wywinęłaś orła i skręciłaś kostkę – 

odparł oskarżycielsko. 

– 

Żartujesz?!  –  spytała  z  autentyczną  zgrozą.  –  Ściągnąłby  karetkę  z 

samego Birmingham! 

– 

To dlaczego opowiedziałaś mu o moim wypadku? 

Bo nie chciałam, żeby drążył, dlaczego staram się trzymać cię z dala od 

Laurel, pomyślała zapalczywie. 

– 

Doszłam  do  wniosku,  że  się  wścieknie,  jeśli  to  przed  nim  zataimy, 

natomiast  o  mojej  kontuzji  raczej  się  nie  dowie,  bo  kostka  przestanie  mi 

dokuczać, zanim wróci. 

–  Rozumiem...  – 

Zerknął  na  zegarek.  –  Dopiero siódma, a przez te 

ciemności wydaje się, że jest dużo później – zmienił temat. 

– Owszem – 

przytaknęła ochoczo i sięgnęła po koszyk z jedzeniem. – Mam 

background image

ochotę na jabłko, a tył – Też poproszę. 

Rzuciła mu owoc, a on zgrabnie go chwycił. Przez kilka następnych minut 

w pokoju słychać było jedynie chrupanie i trzaskanie ognia na kominku. Wokół 

jest tak cicho, jakbyśmy byli jedynymi ludźmi na ziemi, pomyślała Keely. 

Takie fantazje wytrącały ją z równowagi, więc zaczęła gorączkowo szukać 

tematu do rozmowy. 

– Jak kolano? 
– 

W porządku. 

To tyle na ten temat, pomyślała rozczarowana. 
– 

A...  rozmawiałeś  ostatnio  z  matką?  Pewnie  się  cieszy,  że  niedługo 

zostanie babcią? 

– 

Rozmawiałem z nią wczoraj. Oczywiście bardzo się cieszy. Od kilku lat 

dręczyła nas prośbami o wnuki, więc teraz Robert i ja powinniśmy podziękować 

siostrze, że wybawiła nas z kłopotów. 

Keely roześmiała się, wiedząc, że ten komentarz miał ją rozbawić. 
– 

Myślisz to samo co Robert o... o ustatkowaniu się

?

 

– 

Nie mamy nic przeciwko temu, ale najpierw zamierzamy zrobić kariery 

zawodowe – 

odparł spokojnie. 

– On jeszcz

e studiuje medycynę, ale ty już zdobyłeś pozycję zawodową. 

Mówi się, że niedługo zostaniesz partnerem w szacownej firmie i wyrobiłeś sobie 

nazwisko w odpowiednich kręgach. 

– 

Cóż,  jeszcze  nie  jestem  partnerem.  Nie  lubię  dzielić  skóry  na 

niedźwiedziu. 

– Zaws

ze jesteś taki ostrożny i sceptyczny – mruknęła z naganą w głosie. – 

Nigdy nie działasz impulsywnie? 

Przez chwilę milczał, a gdy się odezwał, jego głos był dziwnie zduszony. 
– Czasami. 
– 

Naprawdę

?

 

– 

Niezbyt często... Moje życie za bardzo się komplikuje, gdy nie uważam. 

– 

Lepiej rzeczywiście uważaj – pogroziła mu palcem – bo skończysz jak 

jeden z tych starych kawalerów, który dzień w dzień robi dokładnie to samo. O! 

Na przykład jak nasz sąsiad, pan Haley. 

– 

Nie  zamierzam  skończyć  jak  on.  –  To porównanie wyraźnie  go 

rozdrażniło. – Poza tym nie powinnaś mnie krytykować za to, że unikam trwałych 

związków, bo to twoja wina. Wszystkie kobiety, z którymi spotykałem się przez 

ostatnie pół roku, poddawałaś miażdżącej krytyce. 

– To nieprawda – 

zaprzeczyła, czując, jak zdradliwy rumieniec wypełza jej 

na policzki. 

– 

Lubiłam Cathy. 

– 

Jasne. Tak bardzo, że przedstawiłaś ją swojemu przyjacielowi i teraz są 

zaręczeni – droczył się. 

background image

– 

Śmiej się, jeśli chcesz – odparła z godnością – ale ich horoskopy idealnie 

pasowały do siebie. Sam przyznasz, że błyskawicznie zakochali się w sobie. A 

zresztą,  o  co  tyle  krzyku?  Przecież  nie  miałeś  zamiaru  jej  się  oświadczyć, 
prawda? 

– To bez znaczenia. – 

Lekceważąco machnął dłonią. – Wolałbym jednak, 

żebyś nie wybierała mi żony, kierując się horoskopem z jakiegoś szmatławca. 

– 

A czy ja mówiłam, że wybiorę ci żonę? Też mi coś! Ja tylko czytam ci 

twoje  horoskopy.  Nie  ja  je  piszę,  tylko  ci  je  czytam.  Więc  wcale  tobą  nie 

manipuluję. 

– 

Jasne, że nie. Tylko specyficznie je interpretujesz. 

– 

Czy  to  ja  wpędziłam  ci  jelenie  pod  koła,  żeby  przepowiednia  się 

sprawdziła? – jęknęła oburzona do żywego. 

– 

Tego nie powiedziałem. Ty tylko... – Zdumiony potrząsnął głową. – To 

głupie. Dlaczego się kłócimy

?

 

– 

Zawsze  tak  jest, gdy  zaczynamy  rozmawiać  o  horoskopach.  –  Wzięła 

głęboki  wdech,  by  się  uspokoić.  –  Dobrze,  przestanę  ci  je  czytać  każdego 
poranka. 

– 

Mnie to nie przeszkadza, tylko nie traktuj ich jak ostateczną wyrocznię. 

Zabrzmiało  to  tak,  jakby  chciał,  żeby  czytała  mu  astrologiczne 

przepowiednie. Kee

ly westchnęła, zastanawiając się, czy kiedykolwiek będzie w 

stanie go zrozumieć. 

– 

Nie traktuję ich ze śmiertelną powagą. Uważam, że są zabawne. Choć 

sam  musisz  przyznać,  że  czasami  są  zadziwiająco  trafne,  nawet  jeśli  to  tylko 

zbiegi okoliczności. 

– Wiem – 

przyznał niechętnie. – Dzisiejsza przepowiednia o zwierzętach 

była dość niesamowita. 

– O tak. 
– 

Przyznaję również, że Cathy i Mark tworzą idealną parę, ale uważam, że 

to z powodu idealnej zgodności charakterów, a nie z woli gwiazd. 

– 

Oczywiście. 

– 

A według twojej wiedzy o gwiazdach, z kim tak naprawdę powinienem 

się spotykać? 

Nie mogła się powstrzymać od odpowiedzi, choć podejrzewała, że Michael 

znów zamierza zabawić się jej kosztem. 

– 

Koziorożec najlepiej pasuje do Wodnika i... hm... Byka. Całkiem nieźle 

potrafi  się  też  dogadać  z  Rybami  i  Skorpionem.  Znam  miłą  dziewczynę  spod 

znaku  Skorpiona,  ale  jest  dla  ciebie  trochę  za  młoda  –  dodała  z  namysłem, 

wiedząc, że Lisa również nie byłaby dla niego odpowiednią partią. 

Keely  była  pewna,  że  istnieje  ktoś  wymarzony dla Michaela, a jednak 

wciąż nie potrafiła go sobie wyobrazić z żadną kobietą. 

– 

Byk, tak? Czy ty przypadkiem nie jesteś spod Byka? 

background image

– 

Jeśli sugerujesz... – Wojowniczo odrzuciła włosy do tyłu. 

– 

Co sugeruję, Keely? 

Ach, ten spokojny, prawniczy ton, pomyślała ze złością. Miała ochotę stłuc 

Michaela na kwaśne jabłko. 

– 

Nieważne – burknęła, biorąc się w karby. 

– 

Ależ ważne. Naprawdę jestem ciekaw, co miałaś na myśli. 

– 

Jeśli sądzisz, że wiesz, co miałam na myśli, to się kompletnie mylisz! 

Michael  zaśmiał  się  rozbawiony.  Keely  poczuła  przyjemne  ciepło  w 

okolicy serca, choć była na niego nadal zła. Z pewnością nie jest tak próżny, aby 

sądzić, że pragnę go dla siebie, pomyślała rozsądnie. 

Mieszkali razem pod jednym dachem od ośmiu miesięcy, a ona ani razu nie 

da

ła mu powodu, by mógł dojść do takiego wniosku. Była bardzo ostrożna w tej 

kwestii  i  starannie  ukrywała  każdą,  najmniejszą  nawet  oznakę  sympatii 

wykraczającą  poza  zwykłe  koleżeństwo.  Uważała  wprawdzie,  że  to  nic 

zdrożnego. Zresztą Michael był wyjątkowo przystojny, a ona tylko człowiekiem, 

ale  nie  chciała  komplikacji.  Lubiła  go,  i  to  nawet  bardzo,  ale  jedynie  jako 
przyjaciela... 

No dobrze, przyznała w myślach. Było coś więcej, ale nigdy tego po sobie 

nie  okazała.  Była  na  tyle  mądra,  że  nie  zamierzała  brać  oznak sympatii za 

cokolwiek innego. Michael odnosił się do niej identycznie jak jej starszy brat. 

Zresztą z żadną dziewczyną nie spotykał się dłużej niż kilka tygodni. Na pierwsze 

oznaki nadmiernego przywiązania reagował rozstaniem. Bał się zaangażowania 
bar

dziej niż jakikolwiek znany jej kawaler. Był także najlepszym przyjacielem jej 

brata, a także współlokatorem. Nie była aż tak głupia, żeby nie dostrzegać tych 
wszystkich przeszkód. 

Ta  rozmowa  wymknęła  się  spod  kontroli,  uznała,  wracając  do 

rzeczywistości. Pewnie przez tę koszmarną pogodę, pomyślała, wyglądając przez 
okno. 

– 

Chce mi się pić. – Znów sięgnęła do koszyka. – Wezmę wodę. Masz na 

coś ochotę? 

– 

Owszem. Tylko do tej pory nie zdawałem sobie z tego sprawy – przyznał 

tajemniczo. 

Nie miała pojęcia, co chciał przez to powiedzieć, nie zamierzała jednak 

sobie tym zaprzątać głowy. Wzruszyła ramionami i rzuciła mu butelkę wody. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Dom  był  dość  stary  i  nie  najlepiej  izolowany.  Wiatr  wył  w  szczelinach 

okien i drzwi, w pokoju robiło się coraz chłodniej. Wprawdzie ogień w kominku 

wciąż był podsycany, lecz Michael był pewien, że ciepło nie sięga do miejsca, w 

którym siedzi Keely. Kanapa stała w pewnym oddaleniu, a wiekowy kominek nie 

posiadał dobrego systemu rozprowadzania ciepła. Keely od pół godziny prawie 

się nie odzywała, tylko ciaśniej otulała się kocem. 

Michael ostrożnie wstał z fotela, co natychmiast zwróciło jej uwagę. 
– 

Dokąd idziesz? – spytała czujnie. 

– 

Dorzucić do ognia. 

– 

Sama to zrobię. – Zaczęła wstawać. 

– 

Zostań.  Dam  radę  –  zapewnił,  chociaż  wciąż  trudno  było  mu  się 

poruszać.  Nie  zamierzał  jednak  siedzieć  z  założonymi  rękami  i  pozwalać,  by 

sama wszystko robiła. Zacisnął zęby, by nie syknąć z bólu. 

– Ale kolano... 
– 

Powiedziałem, że dam radę. 

Ton  jego  głosu  musiał  być  wystarczająco  wymowny, bo Keely 

zrezygnowała z kłótni i z powrotem opadła na poduszki. Michael czuł na sobie jej 

badawcze spojrzenie, gdy szedł w stronę kominka. Mimo że jego krok nie był 

sprężysty jak zawsze, usilnie starał się nie kuleć. Miał przecież swoją dumę. 

Gdy wrzuc

ił polana do ognia, sięgnął po koce i rozłożył je na podłodze, 

potem dorzucił kilka poduszek. 

– Podejdziesz sama, czy potrzebujesz pomocy? – 

Spojrzał na Keely. 

– 

Dokąd mam iść? – spytała zdumiona. 

– 

Musisz się przenieść bliżej ognia. Zaczynasz mieć dreszcze. 

– Nic mi nie jest. 
– 

Keely, nie wygłupiaj się. Tam jest chłodno, a w nocy zrobi się całkiem 

zimno. Powinniśmy być jak najbliżej ognia. – Oparł ręce na biodrach i wpatrzył 

się w nią bez słowa. 

– No dobrze... – 

mruknęła po chwili z rezygnacją. – Przeniosę się na koce, 

ale nie będzie mi tak wygodnie jak na kanapie. 

– 

Będzie ci cieplej, a to najważniejsze. 

Gdy szła przez pokój, Michael zauważył, że tak bardzo nie utyka. Albo jej 

kostka  miała  się  lepiej,  albo,  tak  jak  on,  starała  się  skrywać  słabość.  Znał  ją 

dobrze,  więc  stawiał  na  drugą  opcję.  Podał  Keely  ramię,  aby  ułatwić  jej 

usadowienie się na kocach. 

– A ty? – 

spytała. – Masz na sobie tylko szlafrok. Nie może ci być ciepło. 

– 

Założyłbym spodnie, ale na samą myśl o tym boli mnie noga. 

– 

Wcale  ci  się  nie  dziwię.  –  Odchyliła  połę  koca.  –  Tu jest mnóstwo 

background image

miejsca, więc zmieścimy się oboje. 

Mimo że powiedziała to zupełnie naturalnie, wydało mu się, że dostrzegł 

rumieniec  na  jej  policzkach.  Ukrył  uśmiech.  Cóż,  prawda  była  taka,  że  i  tak 

zamierzał do niej dołączyć. Sięgnął po kilka następnych poduszek i koszyk ze 

smakołykami. 

– 

Gotowa na kolejną przekąskę? Mamy wafle z masą orzechową, batony 

czekoladowe i ciepłą colę. 

– 

Brzmi nieźle. – Otuliła się kocem i przysunęła stopy do ognia. 

– 

Weź  koszyk.  –  Wyprostował  zranioną  nogę,  a  na  zdrowej  ukucnął. 

Wyglądało to dziwnie, ale było skuteczne, bo bez ukłucia bólu znalazł się obok 
Keely. 

Zawinięci w koce i obłożeni poduszkami urządzili sobie piknik z zapasów 

z koszyka. Michael prowadził beztroską rozmowę, pełną żartów i przekomarzań, 

żeby  wprowadzić  Keely  w  swobodniejszy  nastrój,  co  wreszcie  mu  się  udało. 

Zapanowała bardzo miła atmosfera. 

Keely nie byłaby tak radosna, gdyby zdawała sobie sprawę, że Michael 

przestał  myśleć  o  niej  jak  o  siostrze.  Kiedy  to  się  mogło  stać,  spytał  się  w 

myślach. Czy to tylko światło kominka sprawiało, że jej skóra wydawała się tak 

cudowna? Czy płomień świec powodował niezwykły blask jej oczu? 

Nie. Już wcześniej zdawał sobie sprawę, że jest ładną, pociągającą kobietą, 

teraz  zaś  zaczął  rozpamiętywać  inne  jej  zalety.  Poczucie  humoru,  doskonałą 

organizację i talent artystyczny. 

Zerknął  na  ścianę,  na  której  wisiał  jeden  z  jej  obrazów,  zatytułowany 

„Dziecko w locie”. Wiedział, skąd zaczerpnęła pomysł. Kiedyś zrobiła zdjęcie 

dziewczynce  skaczącej  na  trampolinie.  Jednak  obraz  wykazywał  niewielkie 

podobieństwo do pierwowzoru. 

Keely  mawiała,  że  nie  maluje  ludzi,  lecz  tworzy  alegoryczne  wizerunki 

emocji.  Postaci  na  jej  płótnach  miały  nierozpoznawalne  rysy,  a  dobór  barw 

kojarzył się z czystą abstrakcją. Alegoryczne ludzkie wizerunki często były nawet 

pozbawione płci, chyba że temat obrazu był z nią nieodłącznie związany, tak jak 

w przypadku „Ojcowskiej dumy” i „Matczynej troski”. Wystarczyło jednak tylko 

rzucić okiem na któreś z jej dzieł, żeby bez trudu odczytać emocje, które chciała 

w nich zawrzeć. Radość. Strach. Niepewność. Zazdrość. 

Dziecko na obrazie, stworzone pastelowymi kolorami przypominającymi 

szkolne  kredki,  łamało  prawa  grawitacji.  Rozrzucone  szeroko  ręce,  wygięty 

kręgosłup  i  rozciągnięte  na  boki  nogi.  Michael,  patrząc  na  ten  obraz,  zawsze 

wracał myślami do szczęśliwego dzieciństwa, gdy bawił się w ten sam sposób na 

trampolinie z chłopcem z sąsiedztwa. Keely twierdziła, że patrząc na „Dziecko w 

locie”,  przypomina  sobie  uczucie,  którego  doznawała  w  dzieciństwie,  gdy 

ukochany wujek podrzucał ją wysoko, a jej się zdawało, że poleci ku błękitnemu 

niebu.  Jonahowi  natomiast  obraz  ten  kojarzył  się  ze  skokiem  z  wysokiej 

background image

trampoliny do głębokiego basenu, czym zabawiał się jako młody chłopak. 

Na tym właśnie polegał niesamowity talent Keely. Jej dzieła wyciągały na 

światło  dzienne  na  wpół  zatarte  wspomnienia  i  niemal  zapomniane  emocje, 

których każdy kiedyś doznawał. 

Michael, od kiedy tylko poznał Keely, szczerze podziwiał jej talent i na 

pewno nie z tej przy

czyny tak nagle odmieniły się jego uczucia. 

Jeśli  zaś  chodziło  o  maniakalną  wiarę  Keely  w  horoskopy,  to  musiał 

przyznać, że była w tym irytująca. A jednak jej niekłamany entuzjazm i starania, 

aby pomóc innym, były godne pochwały i nad wyraz ujmujące. 

Nawet 

teraz,  gdy  siedziała  obok  niego  i  pogryzała  czekoladkę,  snuła 

radosną  opowieść  o  przyjaciółce,  którą  dzięki  radom  astrologa  namówiła  do 

poświęcenia się literaturze. Niedawno zaproponowano jej duży kontrakt i Keely 

była tym tak zachwycona, jakby go sama zdobyła. 

– 

Zapewniłam  ją,  że  niedługo  jej  powieść  zostanie  wydana.  Miałam 

przeczucie. Jest mądra i zdolna, wspaniale kreuje swoich bohaterów, cudownie 

łączy skomplikowane psychologicznie wątki w przejrzystą, wartką akcję. Była 

rozczarowana i zniechęcona, gdy otrzymywała kolejne niepochlebne opinie, ale 

wiedziałam, że jeśli wytrzyma jeszcze trochę, odniesie sukces. 

– 

Pewnie  było  to  zapisane  w  gwiazdach?  –  spytał  ironicznie  Michael  i 

wsparł się na łokciu, by lepiej widzieć rozpromienioną twarz Keely. 

– 

Cóż,  w  zasadzie  ludzie  spod  jej  znaku  zostają  raczej  inżynierami  i 

księgowymi, lecz nigdy nie twierdziłam, że wszyscy idealnie pasują do swoich 
zodiakalnych domen. Ale to nieliczne przypadki. 

– Tak jak ja. 
– 

Ty jesteś klasycznym Koziorożcem. – Wzruszyła ramionami. – Chociaż 

nie sądzę, byś mi uwierzył na słowo. 

– 

Poważnie wierzysz w te sprawy? – Wreszcie zadał pytanie, które go od 

dawna nurtowało. Uznał, że muszą to sobie raz na zawsze wyjaśnić. Wierzyła w 

to, czy tylko się bawiła? 

Keely wahała się zaledwie przez chwilę. 
– 

To coś jak duchy, kosmici, wielkanocny zając i Święty Mikołaj. Nie mam 

pojęcia, czy istnieją naprawdę, ale miło jest udawać, że otaczają nas dziwne i 

magiczne zjawiska. Dzięki temu się śmieję. 

Choć ten pogląd był całkiem obcy jego pragmatycznej naturze, zapragnął 

uwierzyć w te wszystkie dziwne i magiczne zjawiska tylko po to, by zobaczyć 

uśmiech na jej twarzy. A może tak bardzo opierał się porannym horoskopowym 

sesjom, bo bał się, że przez nią... albo dzięki niej... w to wszystko uwierzy? 

Michael wc

iąż  jednak  nie  odkrył,  co  spowodowało,  że  właśnie  tego 

wieczoru  otworzył  oczy  na  sprawy,  które  dotąd  stanowczo  odrzucał.  Nie 

wiedział, co sprawia, że nagle powietrze między nimi niemal iskrzy, że pojawiają 

się dziwne pytania i kuszące możliwości. Wiedział jednak, że zakochuje się w 

background image

Keely. 

Nie był dumny z siebie, gdy odkrył, że używał Laurel jako bufora między 

sobą a Keely. Jakimś cudem przekonał sam siebie, że będą pasowali do siebie 

jeszcze mniej niż on i Laurel. Keely była za młoda. Zbyt impulsywna. Za łatwo 

było ją zranić. Co piękna, wesoła, utalentowana i pełna życia artystka mogła mieć 
wspólnego ze spokojnym, zwyczajnym, przewidywalnym i nudnym prawnikiem? 

Nawet jeśli coś by zaiskrzyło między nimi, jak szybko by nim się znudziła i jak 

długo musiałby potem leczyć złamane serce? 

A jednak... sama powiedziała, że stworzyliby dobraną parę. Podobno tak 

było zapisane w gwiazdach. 

Spróbował  sobie  przypomnieć  horoskop,  który  mu  z  takim  naciskiem 

odczytała  rankiem.  Fragment  o  tym,  że  powinien  uważać  na  zwierzęta, 

przyprawiał  go  teraz  o  gęsią  skórkę.  Co  jeszcze  tam  było?  Coś  o  kapeluszu, 

przypomniał  sobie.  O  dużej  szansie.  Coś  go  ominie,  jeśli  nie  podejmie 

zdecydowanych działań. 

Zapatrzył  się  w  ogień,  zastanawiając  się  przelotnie,  czy  nie  uderzył  się 

przypadkiem w 

głowę w czasie wypadku. Musiał stracić władze umysłowe, skoro 

nawiedzały go takie myśli. 

– 

Michael, nagle zamilkłeś. Czy coś się stało? – spytała zaniepokojona. 

Uśmiechnął się, widząc zmartwiony wyraz jej twarzy. 
– 

Nic mi nie jest. Po prostu się zamyśliłem. 

– Noga ci nie dokucza? 
– 

Nie bardziej niż przedtem. Teraz martwię się raczej o głowę. 

– 

Głowę? – powtórzyła ze strachem i wyciągnęła dłoń, by poszukać guzów 

lub rozcięć. – Uderzyłeś się w głowę? Dlaczego nic nie powiedziałeś? Podwójnie 
widzisz? 

Do diabła, pomyślał z rozczuleniem, gdy poczuł, że z minuty na minutę 

coraz bardziej się w niej zakochuje. 

Musiałem zwariować, powtórzył sobie w myślach i sięgnął po jej dłoń. A 

jednak właśnie teraz desperacko pragnął uwierzyć w dziwne i magiczne zjawiska. 
Tak jak 

w możliwość, że nie tylko on bronił się przed uczuciem, które wydawało 

się jednocześnie cudowne i przerażające. 

Nie  miał  pojęcia,  jak  o  to  zapytać,  więc  postanowił  działać  powoli. 

Ostrożność,  rozwaga  i  metodyczność  –  zawsze  postępował  w  ten  sposób.  Jak 
wyz

nał wcześniej, uleganie impulsom ściągało na niego kłopoty. Miał całą noc, 

żeby przekonać się, co Keely do niego czuje. Nie było potrzeby poganiać czasu. 

– 

Tylko żartowałem – skłamał z uśmiechem i zamknął jej dłoń w swoich. – 

Masz takie zimne palce... 

–  Na

prawdę

?

 – 

Spojrzała na swoją rękę tak, jakby nie widziała jej nigdy 

wcześniej. – Nie zauważyłam... 

Nie cofnęła dłoni, lecz poczuł, że Keely drgnęła i lekko zesztywniała. Z 

background image

niepokojem i satysfakcją odczytał to jako rodzaj przyzwolenia. Może potrzeba 

było burzy i awarii prądu, by ich uczucia mogły się ujawnić. 

Mimo iż wiedział, czym grozi impulsywne działanie, bez namysłu wziął 

Keely w ramiona i oparł jej głowę na swoim ramieniu. Okrył siebie i ją kocem, 

tworząc  przytulne  gniazdko.  Musiał  trafić  na  chwilę  jej  nieuwagi, bo nie 

zaprotestowała, dopóki nie było za późno. Dopiero gdy zapadła cisza przerywana 

jedynie  ich  oddechami  i  trzaskiem  płonącego  na  kominku  drewna,  uniosła 

niespokojnie głowę. 

– Michael? 
– 

Nie wiesz, że dzielenie się ciepłem własnych ciał to najlepsza metoda, by 

nie zamarznąć w czasie śnieżycy? 

– 

Hm, no tak, ale przecież nie zostaliśmy odcięci od świata podczas burzy, 

nie  błąkamy  się  na  jakimś  bezludziu,  mamy  dach  nad  głową  –  powiedziała 

głosem łamiącym się z emocji. 

– To prawda. – 

Oparł jej głowę z powrotem na swoim ramieniu. – Ale i tak 

będzie nam w ten sposób cieplej. Ja już czuję, że chłód ustępuje. A ty? 

– O tak – 

mruknęła. – Żebyśmy się tylko za bardzo nie rozgrzali. 

Znów się uśmiechnął i mocniej wtulił w jej miękkie krągłości. 
– Istnieje t

aka możliwość – przyznał dość bezwstydnie. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Możliwe, że Michael rzeczywiście uderzył się w głowę, bo zachowuje się 

bardzo  dziwnie,  pomyślała  Keely.  A  może  to  ona  przeżywa  jakieś  załamanie 

nerwowe, bo wcale się nie opiera. 

Flanelowy,  gruby  i  miękki  szlafrok  Michaela  przyjemnie  łaskotał  jej 

policzek.  Ukryte  pod  nim  ciało  nie  było  ani  grube,  ani  miękkie.  Zabawne, 

pomyślała. Nigdy dotąd nie zdawałam sobie sprawy, jakie jego mięśnie są prężne 

i twarde. Może dlatego, że nigdy nie obejmował mnie w ten sposób. 

Keely czuła bicie jego serca, mocne i równe, choć dość szybkie. Ciekawe, 

czy on też czuje mój szalejący puls? – zastanowiła się. Czy wie, że płonę, ale nie z 

powodu ciepła kominka czy dodatkowych koców... 

W pokoju było bardzo cicho. Jedyne dźwięki, które przerywały ciszę, to 

trzaski płonącego drewna i nieustające wycie wichru na zewnątrz. Michael leżał, 

obejmując Keely lewym ramieniem, z twarzą wtuloną w jej włosy, i gładził prawą 

dłonią jej rękę. Czuła, że powieki same jej opadają, choć wcale nie była śpiąca. 

Och, do diabła, jakie to przyjemne, pomyślała półprzytomnie. Jeśli zaraz 

coś się nie wydarzy, kompletnie się upokorzę, rzucając mu się w ramiona. 

– Hm... Co u ciebie w pracy? – 

Uznała ten banalny temat za ostatnią deskę 

ratunku. 

– 

W  porządku.  Paul  wciąż  zachowuje  się  jak  idiota,  ale  to  u  niego 

normalne. 

– 

Mówiąc prawdę, i tak traktujesz go łagodniej niż Jonah. – Uśmiechnęła 

się lekko i oparła mu rękę na piersiach. 

– 

Cóż,  twój  brat  ma  niższy  próg  tolerancji  głupoty.  Poza  tym  Paul jest 

partnerem, więc muszę z nim dobrze żyć, jeśli chcę awansować. 

– Jonah nie jest tak wytrawnym politykiem jak ty. 
– Na czym polega haczyk? – 

spytał po chwili milczenia. 

– Nie rozumiem. 
– 

Wiem, że nie cierpisz polityki, a jeszcze bardziej polityków. 

– 

Cóż, zdaję sobie sprawę, że polityka jest potrzebna. Czasami. A niektórzy 

są w tym lepsi niż inni. Tak się składa, że Koziorożce w tej dziedzinie biją Raki na 

głowę. 

Michael zamruczał leniwie. 
– Skoro tak mówisz... 

Jej palce wybrały się na samowolną wycieczkę po jego ciele. Przemierzyły 

kilkakrotnie  jego  klatkę  piersiową,  odkrywając  kontrast  między  miękkim 

materiałem szlafroka a jędrnym ciałem. Miękkie i twarde, pomyślała. Za wszelką 

cenę powinna pozbyć się takich myśli. 

– 

A... jak Sandra dogaduje się z Paulem? – wykrztusiła. 

background image

– Sandra? – 

roześmiał się, czym spowodował przyjemne wibracje nad jej 

policzkiem.  –  Traktuje go jak tych wszystkich, za którymi nie przepada. Z 

nienaganną służbową uprzejmością. 

– 

Mówiłam już, jak bardzo ją lubię? – spytała Keely, uśmiechając się pod 

nosem. 

– 

Ja też. – Poruszył się tak, że nagle jego wargi znalazły się blisko jej czoła. 

Mimo że Keely czuła na skórze ciepły oddech Michaela, nagle zadrżała. 

Nie uszło to jego uwagi. 

– Zimno ci? – 

spytał troskliwie. 

– Nie – 

odparła zduszonym głosem. – Właściwie jest mi całkiem ciepło. 

Może powinniśmy... 

Wiedziała, że twarz jej płonie, za co przeklinała się w duchu. 
– 

Co powinniśmy zrobić, Keely? – Uniósł jej brodę, jakby chciał jej zajrzeć 

w oczy. 

Ku swemu zdumieniu poczuła jego wargi na swoich ustach. Zamarła, lecz 

nie potrafiła oderwać od niego zdumionego spojrzenia. Rozchyliła usta bardziej 

ze  zdziwienia  niż  w  zaproszeniu,  ale  Michael  najwyraźniej  nie  zamierzał 

dociekać  przyczyn.  Trzaskający  ogień  i  wycie  wichru  za  oknami  zostały 

zagłuszone przez łomot serca Keely. 

Nigdy dotąd jej nie całował. Nawet po bratersku, w policzek. Teraz, kiedy 

już znała smak jego ust, czuła, że nie będzie powrotu do dawnych, przyjacielskich 
stosunków. 

Ta myśl tak gwałtownie przeraziła i otrzeźwiła Keely, że szarpnęła się i 

uniosła głowę. 

– Co... co ty robisz? 

Michael  wciąż  miał  lekko  nieprzytomne  spojrzenie,  ale  zdobył  się  na 

szeroki uśmiech. 

– 

Jeszcze się nie domyśliłaś? – spytał z udawanym oburzeniem. 

Keely zerwałaby się natychmiast, gdyby jego silne ramię nie przytrzymało 

jej na miejscu. 

– 

Ja... hm... pójdę zobaczyć, czy śnieg wciąż pada. 

– Pada. – 

Czule odgarnął jej włosy ze spłonionej twarzy. – Czy całowanie 

się ze mną jest tak okropne, że chcesz już uciec? 

Pocałunki  Michaela  były  cudowne  i  właśnie  dlatego  zamierzała  uciec. 

Przerażało ją ryzyko utraty cennej przyjaźni przez krótką chwilę zapomnienia. 

Tylko  spokojnie,  upomniała  się  w  myślach  i  zrobiła  głęboki  wdech. 

Michael pewnie chce się ze mną tylko podroczyć, ale wybrał dość dziwny sposób, 

pomyślała. Nie należy więc brać tego poważnie. 

– Okropne

?

 – 

Poklepała go przyjacielsko po ramieniu. – Nie, oczywiście że 

nie. Powiedziałabym nawet, że było dość miło. 

– 

Miło? Tylko miło? 

background image

Zachichotała z przymusem, lecz była zadowolona, że wyszło jej to prawie 

normalnie. 

– 

A na co czekałeś? Na oklaski? – spytała rozbawiona. Wreszcie udało jej 

się wstać, bo zaskoczony Michael na chwilę rozluźnił uścisk. – Gdzie położyłeś 

latarkę? 

– 

Dokąd się wybierasz? 

– 

Upewnię się, czy zamknęłam kuchenne wejście. – Ostrożnie przeniosła 

ciężar ciała na chorą nogę. – Przynieść ci coś? 

Michael milczał przez chwilę, wciąż zastanawiając się nad jej reakcją na 

pocałunek. W końcu potrząsnął głową. 

– Nie. Nic mi na razie nie potrzeba. Ale... Keely... 
– Hm? – 

spytała od drzwi. 

– 

Musimy pogadać. 

– 

Jasne. Tylko trochę później, dobrze? 

– 

Oczywiście. I tak mamy przed sobą całą noc. Całą noc, powtórzyła w 

duchu. Wprost zachłysnęła się tą myślą. 

Czym prędzej ruszyła do kuchni. 

Gdy tam dotarła, poczuła się w miarę bezpieczna, nakazała sobie spokój i 

wzi

ęła kilka głębokich wdechów. Jej kolana wydawały się słabsze niż kostka. 

Drżała. Musiała oprzeć się o kuchenny blat, żeby nie upaść. Na szczęście zanim 

kompletnie straciła rozum, udało jej się zejść Michaelowi z oczu. Co on sobie w 

ogóle  wyobrażał?  Jak  mógł  ją  całować  i  przemawiać  do  niej  tym  cudownym, 

seksownym,  schrypniętym  z  emocji  głosem?  Zachowywał  się,  jakby  nagle 

dostrzegł  w  niej  kobietę,  a  nie  tylko  młodszą  i  trochę  uprzykrzoną  siostrę 
przyjaciela. 

Och! Ależ on całuje, pomyślała w zachwycie. 

Chociaż, z drugiej strony, przerażała ją siła, z jaką pragnęła, by to wszystko 

okazało  się  prawdą,  a  nie  jedynie  wytworem  jej  nadmiernie  pobudzonej 

wyobraźni. 

Możliwe,  że  zakochała  się  w  Michaelu,  gdy  tylko  zamieszkała  w  tym 

domu. Cały czas jednak ukrywała to przed światem i nie chciała się przyznać 

nawet sobie samej. Teraz pojęła to ze zdumiewającą łatwością. A jednak czuła 

też, że łatwiej jest wierzyć w horoskopy, duchy, kosmitów, wielkanocnego zająca 

i Świętego Mikołaja, niż w to, że Michael odpowie jej tym samym uczuciem. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Otoczona mrokiem, głęboko zadumana Keely rozważała sytuację. Położyła 

latarkę na kuchennym blacie i stanęła na skraju światła, by widzieć, co dzieje się 

za  oknem,  nie  potrafiła  jednak  przebić  wzrokiem  atramentowej  zasłony, która 

oddzielała ich od świata. 

Michael  doskonale  wiedział,  czemu  znikła  na  tak  długo.  Unikała  go. 

Przecież uciekła zaraz po pocałunku. No właśnie, to było ryzykowne posunięcie, 

pomyślał, wstając z posłania przy kominku. Impulsywne działanie nie leżało w 

jego charakterze i zazwyczaj nie wychodziło mu na dobre, ale tym razem wcale 

nie  żałował  swego  postępku.  Dzięki  pocałunkowi  z  Keely  znalazł  wiele 

odpowiedzi na dręczące go pytania, choć nawet przed sobą nie chciał się do nich 

przyznawać. 

Najbardziej oc

zywistym  wnioskiem  było  odkrycie,  że  jej  pragnie.  Nie 

wiedział, kiedy dokonała się w nim ta przemiana duchowa, ale nie miał żadnych 

wątpliwości, że potrzebuje prawdziwej bliskości. Pragnął Keely tak bardzo, że aż 

czuł fizyczny ból. 

Zrozumiał  też,  dlaczego  tak  łatwo  odpierał  jednoznaczne  propozycje 

Laurel.  Wiedział  też,  dlaczego  przez  ostatnich  kilka  miesięcy  nie  potrafił 

zaangażować się w żaden związek. Chodził wprawdzie na randki, ale wszystkie 

kobiety, z którymi się spotykał, wydawały mu się po prostu nijakie. Przestał się 

również dziwić, dlaczego większość wolnych od pracy wieczorów i weekendów z 

przyjemnością spędzał w domu, choć najczęściej Keely i on siedzieli zamknięci w 

swoich  pokojach.  Odkrył,  czemu  zaczął  jadać  śniadania,  choć  tego  nie  lubił  i 
prze

z lata skutecznie unikał. Nie mógł odmówić sobie przyjemności przebywania 

w jej towarzystwie, gdy pogodna i roześmiana już z samego rana czytała mu jego 

horoskop  przy  porannej  kawie.  Ze  zmarszczonymi  brwiami  pokuśtykał  do 
kuchni. 

Michael  zdumiał  się,  że  zrozumienie  własnych  uczuć  zajęło  mu  aż  tyle 

czasu. Zwykle był dużo szybszy w tych sprawach. 

Po cichu przeszedł krótki korytarz i zatrzymał się w kuchennych drzwiach. 

Keely stała na skraju plamy światła i zamyślona wpatrywała się w ciemność za 
oknem. 

Miał nadzieję, że jej reakcja na pocałunek, zaskoczenie i brak tchu, były 

pozytywnym znakiem. Chociaż z nią nigdy nic nie wiadomo, pomyślał. 

Uspokoił  się  trochę,  gdy  przypomniał  sobie,  że  jednak  oddała  mu 

pocałunek.  Wprawdzie  trwało  to  tylko  chwilę,  ale  wiedział,  że  jej  serce  biło 

równie  mocno  jak  jego.  Dostrzegł,  że  zanim  się  od  niego  odsunęła,  miała 
nieprzytomne, rozmarzone spojrzenie. 

– 

Widzisz tam coś ciekawego? – zapytał cicho, by jej nie przestraszyć. 

background image

Keely drgnęła, złapała się za serce i obróciła w jego stronę. 
– 

Michael, wystraszyłeś mnie – powiedziała z wyrzutem. 

– 

Wybacz. Przyszedłem sprawdzić, czy nie zabłądziłaś w ciemnościach. 

Długo cię nie było. 

–  Nie, ja tylko... – 

Urwała,  nie  mając  pojęcia,  jak  powinna  dokończyć 

zdanie. – Hm... jak twoje kolano

?

 

–  L

epiej,  ale  powinienem  wziąć  następny  ibuprofen,  żeby  zmniejszyć 

obrzęk. 

–  Podam ci. – 

Chwyciła  latarkę  i  sięgnęła  do  szafki,  która  służyła  za 

apteczkę. 

Podszedł do zlewu i nalał wody do szklanki, zaś Keely wyjęła z buteleczki 

dwie  pigułki  i  wyciągnęła  dłoń,  żeby  mu  je  podać.  Włożył  je  do  ust,  popił, 

odstawił szklankę na blat i chwycił nadgarstek Keely, zanim zdążyła się cofnąć. 

– 

Dziękuję. 

– Nie ma za co – 

odparła nerwowo, próbując się od niego odsunąć. 

– Zaczekaj. – 

Dotknął jej rozpalonego policzka. – Keely... 

Trzymała latarkę przy boku, skierowaną w dół, więc nie mógł zobaczyć jej 

twarzy, skrytej w głębokim cieniu. 

– 

Słucham – spytała zduszonym głosem. 

– 

Chciałem tylko wypowiedzieć twoje imię – szepnął. – Keely. 

– 

Dziwnie się dziś zachowujesz... 

–  Wiem. Pr

zepraszam, że wytrąciłem cię z równowagi. To dlatego, że... 

sam  jestem  zaskoczony  tym,  co  się  dzieje.  Wiesz,  że  zawsze  staram  się  być 

przygotowany na każdą sytuację, ale tym razem nie byłem. 

– Co... – 

Głos się jej załamał. – Co cię tak zaskoczyło? 

Ta rozmo

wa nie szła po jego myśli. Znów robię z siebie głupka, pomyślał i 

skrzywił  się,  gdy  przypomniał  sobie  treść  horoskopu.  Co  jeszcze  było  w  tej 

przeklętej  przepowiedni?  Ostrzeżenie  przed  zwierzętami,  które  okazało  się 

zadziwiająco  trafne  i  coś  o  człowieku  w  kapeluszu,  który  miał  mu  przynieść 

szczęście. 

Nagle  przed  oczami  stanęły  mu  dwie  sceny.  Jonah  żegnający  się  z  nim 

przed podróżą w swoim ulubionym kapeluszu na głowie i spotkany w windzie 

policjant,  który,  salutując,  dotknął  swojej czapki. Obaj radzili mu, by szybko 

wracał do domu. Do Keely, pomyślał. Przypomniał sobie jeszcze napomnienie, że 

straci szansę, jeśli nie zacznie działać. 

Powinien  zacząć  od  nowa.  Uporządkować  wszystko  i  wyjaśnić  swoje 

uczucia zarówno sobie, jak i Keely. 

Dom tonął w ciemnościach, a na zewnątrz niebo wciąż zasnuwały czarne 

chmury.  Wiatr  zamarł  i  zrobiło  się  tak  cicho,  że  Michael  słyszał  bicie  swego 

serca.  A  może  serca  Keely?  Jakie  to  dziwne,  że  największy  przełom  w  moim 

życiu dokonuje się w tak dramatycznej scenerii, pomyślał. 

background image

Dziwne  i  magiczne  zjawiska,  przypomniał  sobie  słowa  Keely.  Nagle 

poczuł, że ten jeden jedyny raz w życiu zaczyna w nie wierzyć. 

– Michael? 

Musiał  milczeć  dłużej,  niż  mu  się  wydawało,  bo  głos  Keely  drżał  z 

niepokoju i zdumienia. 

Uśmiechnął się delikatnie, choć był pewien, że ona nie 

może widzieć jego twarzy. 

– 

Wybacz... Musisz myśleć, że zupełnie postradałem zmysły. 

– 

Przyszło mi to do głowy. 

– 

Ale  to  nieprawda.  Właściwie  jest  na  odwrót.  Można  powiedzieć,  że 

przejrzałem na oczy. 

W

yczuł, że Keely drgnęła i napięła mięśnie, jakby spodziewała się tego, co 

zamierzał jej wyznać. 

– 

Chodzi o to, co do ciebie czuję. Od dłuższego czasu zaprzeczałem tym 

uczuciom i starałem się nie zwracać na nie uwagi. Chciałem o tobie myśleć jak o 
siostrze 

przyjaciela,  koleżance  i  współlokatorce.  Cóż,  muszę  przyznać,  że  to 

dłużej nie działa. 

Milczała, stojąc sztywno, jakby połknęła kij. Prawie nie oddychała. 
– 

Nie chciałem cię wystraszyć – zapewnił ją szybko. – Jeśli nie chcesz tego 

słuchać, tylko powiedz, a ja zamilknę na wieki. Ale ten jeden raz muszę ci to 

powiedzieć. 

– Dlaczego... – 

Zamilkła i trwało to nieznośnie długo, aż Michael zaczął się 

obawiać, że już się do niego nie odezwie. – Dlaczego teraz? Co się zmieniło od 
rana? 

– 

Jedyne, co uległo zmianie, to fakt, że przestałem się nareszcie oszukiwać. 

Wreszcie jestem szczery zarówno wobec siebie, jak i ciebie. Stanąłem twarzą w 

twarz ze swoimi uczuciami. Po prostu... cóż, wreszcie dziś dostrzegłem prawdę. 

– 

Jaką prawdę? – zapytała cicho. 

Skoro posunął się aż tak daleko, że właściwie nie było już odwrotu, równie 

dobrze mógł całkiem odkryć karty. 

– 

Pragnę cię, Keely. 

Cisza,  która  zapadła  po  jego  oświadczeniu,  trwała  niezmiernie  długo. 

Wreszcie padło pytanie, którego Michael powinien był się spodziewać. 

– A co z Laurel? 
– 

Jesteśmy jedynie przyjaciółmi. Kilka razy zaprosiłem ją na kolację, parę 

razy byliśmy na oficjalnych przyjęciach i trochę flirtowaliśmy. 

Nic poza tym. Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy kochankami. 
– 

Bardzo  ci  zależało  na  spotkaniu  z  nią.  Nawet... hm... wiesz, kiedy – 

zauważyła sceptycznie. 

Nawet  wtedy,  gdy  Keely  starała  się  mnie  przekonać,  że  do  siebie  nie 

pasujemy, dokończył za nią w myślach. Zastanawiał się nawet, czy próbowała coś 

zyskać  dla  siebie,  gdy  tak  uparcie  zniechęcała  go  do  randek  z  Laurel,  uznał 

background image

jednak,  że  to  niemożliwe.  Przecież  tak  samo  prześladowała  Jonaha,  gdy  jego 

horoskop zawierał jakieś ostrzeżenie. Wmówił sobie, że Keely traktuje go jak 

jeszcze jednego starszego brata. Możliwe, że się mylił... 

– 

Między  mną  i  Laurel  nic  nie  ma  –  stanowczo  zapewnił.  –  Ale co ze 

Steve’em? Przecież z nim się spotykasz. 

– 

To mój przyjaciel. Nawet się nie całowaliśmy. – Wzruszyła ramionami. 

– 

O mnie tego nie możesz powiedzieć, prawda? – stwierdził z satysfakcją. 

– 

Nie mogę. 

Znów zapragnął ją pocałować, więc przyciągnął ją bliżej. 
– Keely... 

Położyła rozpostartą dłoń na jego piersi, żeby go powstrzymać. Niestety, 

właśnie  w  tej  ręce  trzymała  latarkę.  Snop  światła  oślepił  go,  co  Keely 

wykorzystała,  by  cofnąć  się  o  krok.  Przez  to  zamieszanie  Michael  stracił 

równowagę. Ratując się przed upadkiem, gwałtownie poruszył chorą nogą. Nie 

zdołał powstrzymać okrzyku bólu. 

Keely rzuciła latarkę na blat i mocno chwyciła Michaela. 
– 

Wszystko  w  porządku?  Wybacz,  nie  chciałam  ci  zrobić  krzywdy. 

Zapomniałam o twojej nodze. Pomogę ci. Naprawdę nie chciałam... 

Michael  wiedział,  że  nerwowym  przeprosinom  nie  będzie  końca,  więc 

żeby uciszyć Keely, nakrył jej usta swoimi. Kolano wciąż rwało, ale przestał na 

nie  zwracać  uwagę.  Teraz  nie  liczyło  się  nic  poza  tą  cudowną  kobietą,  którą 

trzymał w ramionach. 

Pocałunek  trwał  dłużej  niż  pierwszy,  a  Michael  nie  mógł  już  mieć 

wątpliwości co do udziału Keely. Czuł jednak, że wciąż jest spięta. Niechętnie 

przerwał pieszczotę i uniósł głowę. 

– 

Keely? Chcesz, żebym przestał? Czy działam zbyt szybko? Czy proszę o 

zbyt  wiele?  Jeśli  coś  ci  nie  odpowiada,  powiedz,  a  ja  się  wycofam.  Możemy 

udawać,  że  nic  się  nie  stało  albo  zwalić  winę  na  burzę,  brak  prądu  czy  leki 

przeciwbólowe.  Nie  zrobię  niczego,  co  mogłoby  cię  zranić  lub  skomplikować 

twoje życie, ale chcę, żebyś wiedziała, co czuję. 

– 

Też muszę być z tobą szczera, Michael. Już od dawna nie myślę o tobie 

jak  o  starszym  bracie  czy  współlokatorze,  ale...  boję  się.  Boję  się,  że  jeśli 

posuniemy  się  dalej,  coś  się  popsuje  i  zniszczy  naszą  przyjaźń,  być  może  tez 

twoją i Jonaha. Co będzie, jeśli... 

– 

Keely, uspokój się. 

Z jednej strony rozpierała go radość, że Keely odwzajemnia jego uczucia, 

jednak z drugiej – 

świetnie  rozumiał  jej  obawy.  Obawy...  Nagle  przypomniał 

sobie horoskop, który mu czytała rano. 

– 

Pamiętasz, co powiedziały ci dziś gwiazdy? 

– Chodzi o mój horoskop? – 

zdumiała się. 

– A co to ma do rzeczy? 

background image

– 

Nie wiem, czy tego właśnie pragniesz, ale przypomnij sobie, co ci radził 

astrolog.  Nie powinnaś  dopuścić,  by  rządził tobą lęk.  Wiesz, co  myślę  o tych 
sprawach, ale... 

– 

Słuchałeś. Naprawdę słuchałeś! 

– 

Słucham? Niby co miałem wysłuchać? 

– 

zdziwił się. 

– 

Słuchałeś mojego horoskopu. I go zapamiętałeś. 

– 

Oczywiście. Nie muszę w to wierzyć, ale zawsze cię słucham. W końcu, 

do diabła, po co przychodziłbym na śniadania? Nie cierpię rano jeść, ale lubię z 

tobą być. A zaczynać z tobą dzień, to coś naprawdę wspaniałego. 

– Michael? – 

Przytuliła się do niego. 

– Tak? 
– 

Już się tak bardzo nie boję. 

Nie miał pojęcia, co ją w końcu przekonało, ale nie miało to znaczenia. 

Najważniejsze, że gdy chwycił Keely w ramiona, już zupełnie się nie opierała. Co 

więcej, wykazała wielką ochotę... 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Wiedziała,  że  Michael  jest  przystojnym  i  doskonale  zbudowanym 

mężczyzną.  Oczywiście  ceniła  również  jego  charakter,  tak  naprawdę  to  było 

najważniejsze, ale fakt, że natura tak łaskawie obdarzyła go urodą, też miał swoje 

znaczenie.  Mówiąc  wprost,  Michael  od  dawna  działał  na  zmysły  Keely  i 

prowokował do różnych fantazji. Jednak gdy teraz zobaczyła jego nagą klatkę 

piersiową, aż jęknęła z zachwytu. 

Leżeli  w  przytulnym  gniazdku  z  koców,  tuż  przy  kominku.  Michael  na 

plecach, a Keely wsparta na łokciu. Czuli się tak, jakby poznawali się od nowa. I 

w  pewnym  sensie  tak  było.  Wymieniali  pierwsze  pocałunki  i  pieszczoty. 

Urywane  szepty  i  gorące  oddechy.  Jej  palce  utorowały  sobie  ścieżkę  od  jego 

twarzy,  przez  kark,  aż  do  torsu  widocznego  spod  rozchylonego  szlafroka. 

Poczuła, że jego serce zaczyna niespokojnie bić, gdy jej dłoń zabłądziła w okolice 

zawiązanego  paska.  Zanim  zdążyła  rozsupłać  węzeł,  Michael  chwycił  jej 

swawolną rękę. 

– 

Hm, ostrożnie. Wkraczasz na niebezpieczne terytorium. 

– Obiecanki cacanki. – 

Ignorując ostrzeżenie, namiętnie go pocałowała. 

Michael wplótł palce w jej włosy i przyciągnął ją bliżej. Pocałunek trwał 

kilka  minut  i  pozostawił  ich  bez  tchu.  Dłoń  Keely  uparcie  wróciła  do  paska 

szlafroka, jednak znów została schwytana i przytrzymana. 

– 

Jesteś... – Głos odmówił mu posłuszeństwa. – Jesteś pewna, że to nie za 

szybkie tempo? Może chcesz to jeszcze przemyśleć? 

– A ty chcesz

?

 – 

Skubnęła ustami jego szyję. 

– 

Pragnę cię tak bardzo, że zaraz oszaleję... Ale miałaś mało czasu, żeby 

przywyknąć do tej myśli. 

Keely  przesunęła  się  niżej  i  wilgotnymi  pocałunkami  naznaczyła  drogę 

swoich ust. 

– 

Myślę o tym od dawna, Michael. 

– 

Naprawdę? 

– 

Mhm...  Mieszkamy  razem  od  ośmiu  miesięcy  i  tak  długo  to  trwa.  – 

Zaczęła  błądzić  dłonią  po  miękkim  materiale  szlafroka  poniżej  rozluźnionego 
paska. 

– 

O czym dokładnie myślałaś? 

– 

Och, sam wiesz. Jak to by było całować się z tobą... – Skradła mu całusa, 

odsuwając się, zanim zdążył ją złapać. – Jak smakujesz... 

– 

Skubnęła jego skórę. – I takie tam jeszcze inne sprawy... – Rozwiązała 

pasek i rozsunęła szlafrok do końca. 

Michael prawie nie mógł oddychać. 
– 

Naprawdę... myślałaś o tym wszystkim? 

background image

– Mhm. 

Zauważyła,  że  nosił  bokserki  z  białej  bawełny.  Bardzo  konserwatywne, 

zdążyła pomyśleć, zanim mocno ją chwycił i pociągnął na siebie. Zamknął jej 

usta gorącym pocałunkiem i postanowił odwdzięczyć się pięknym za nadobne. 

Jego dłonie wpełzły pod jej sweter i odnalazły zapięcie stanika. Michael ujął jej 

piersi  w  dłonie  i  zaczął  zataczać  niewielkie  kółka  kciukami.  Keely  już  nie 

zamierzała  droczyć  się  z  nim.  Sprawnie  wyłuskiwana  z  ubrania,  niecierpliwie 

czekała na to, co miało za chwilę nastąpić. Spełnią się jej pragnienia! 

Zabawne,  pomyślała,  wcale  się  nie  wstydzę.  Przecież  to  Michael.  O  tej 

chwili marzyła od ośmiu miesięcy. Ostrożnie, starając się nie urazić jego kolana, 

pomogła mu zdjąć szlafrok. Natychmiast przyciągnął ją z powrotem do swego 
ro

zgrzanego ciała. 

– Michael – 

jęknęła, kiedy jego dłonie rozpoczęły śmiałą wędrówkę po jej 

nagiej skórze. 

Wiła się z rozkoszy pod jego cudownym dotykiem, a to jeszcze bardziej go 

podniecało. Nagle przytrzymał jej biodra. 

– 

Keely, zaczekaj. Nie możemy... 

– U

derzyłam cię w kolano? 

– 

Nie, to nie to. Chodzi o to, że... cóż... nie jestem przygotowany... 

–  Ach to. – 

Uśmiechnęła się lekceważąco i sięgnęła do kieszeni spodni, 

które leżały obok. 

Po chwili na jego brzuch opadł deszcz kolorowych, foliowych pakiecików. 
– 

Pamiętasz moją ostatnią wizytę w kuchni? Cóż, jak widać nie wróciłam z 

pustymi  rękami...  kieszeniami  –  poprawiła  się  po  chwili  z  szelmowskim 

uśmiechem. 

– 

Zawsze perfekcyjna, zawsze świetnie przygotowana. 

– 

No właśnie. – Znów wygodnie się ułożyła i ujęła jego twarz w dłonie. – 

Kiedy się już na coś zdecyduję, konsekwentnie dążę do celu. A zdecydowałam, że 

ciebie pragnę. Co ty na to, Michaelu Gordonie

?

 

– 

Jestem przerażony. – Przytulił ją mocno. 

– 

Choć zarazem tak się składa, że też ciebie pragnę. 

– 

Chyba już wystarczająco długo czekaliśmy? 

– 

Pocałowała go w usta. 

Wprawdzie  Michael  nie  udzielił  jej  odpowiedzi,  lecz  zamiast  słów 

przemówiły czyny. Możliwe, że w pokoju było chłodno, ale Keely już tego nie 

czuła. Cała jej uwaga była skupiona na Michaelu. A on bardzo się starał, żeby nie 

było jej zimno. 

Musieli wprowadzić parę innowacji ze względu na kolano Michaela, ale 

Keely  nie  miała  powodu  do  narzekań.  Jej  skręcona  kostka  na  szczęście  nie 

przysporzyła im żadnych kłopotów. 

Kochali się z radością i poczuciem, że robią coś najbardziej naturalnego i 

background image

właściwego pod słońcem. Mieli wrażenie, że ta noc już dawno została zapisana w 

gwiazdach. Przynajmniej tak czuła Keely. Jednak kiedy szczęśliwa i zmęczona 

opadła na pierś Michaela, pomyślała, że na razie zachowa tę myśl dla siebie. 

 

Następnego ranka, gdy Michael się obudził, stwierdził, że jest sam. Wciąż 

leżał na podłodze przed kominkiem, opatulony po samą szyję kilkoma ciepłymi 

kocami. Keely musiała mnie przykryć, kiedy wstała, pomyślał z rozczuleniem. 

Ogień  wciąż  płonął,  więc  dorzuciła  też  kilka  polan.  Zdziwił  się,  że  go  nie 

obudziła. Zazwyczaj miał bardzo lekki sen. 

Przyczesał potargane włosy i powoli wstał. Szare światło przesączało się 

przez zasłony, informując, że niebo wciąż zasnuwają chmury. Gdy zerknął na 
zegar, z

orientował się, że ranek dawno już minął. Michael nigdy tak długo nie 

sypiał. 

Przypomniał sobie wydarzenia ubiegłej nocy i przestał się dziwić, że spał 

dłużej i mocniej niż zazwyczaj. Między upojnymi chwilami dwa razy wędrował 

do łazienki i kuchni po leki, jednak Keely na swój słodki sposób sprawiała, że 

zanim zaczęły naprawdę działać, przestawał odczuwać ból. 

Tak czy inaczej to cud, że w ogóle mogę chodzić, pomyślał z uśmiechem. 

Sięgnął  po  szlafrok,  szczelnie  się  opatulił  i  sztywno  wstał  z  podłogi. 

Kolano 

wciąż było posiniaczone i spuchnięte, bardzo bolało podczas zginania. 

Pewnie jednak wyląduję u lekarza, pomyślał z niechęcią. Ale to później. Kolano 

mogło  poczekać,  aż  drogi  zostaną  oczyszczone  i  znów  będzie  można  po  nich 

bezpiecznie się poruszać. 

–  Keely?  – 

zawołał, zastanawiając się, czy poszła do kuchni, czy też do 

łazienki. 

Wciąż nie było prądu, co tłumaczyło brak zapachu kawy, który go witał 

każdego ranka, ale mimo wszystko spodziewał się, że skoro Keely już wstała, 

zakrzątnie  się  wokół  śniadania.  Jednak  dom  był  tak  cichy,  jakby  Michael 

przebywał w nim sam. 

– Keely? – 

powtórzył głośniej i powoli ruszył do kuchni. 

Przez kuchenne okno dostrzegł, że na pokryte lodem drogi napadało sporo 

śniegu. Był to tak niecodzienny widok w tych stronach, że zanim Michael podjął 

swoje poszukiwania, stał przez chwilę, podziwiając nieskazitelną biel. 

Jednak  Keely  nigdzie  nie  było.  Gdy  wyjrzał  przez  drzwi  na  zewnątrz, 

dostrzegł ślady stóp prowadzące do furtki. 

Przesunął dłonią po włosach w geście bezsilności. Do diabła, o czym ona 

myślała,  wychodząc  z  domu  w  taką  pogodę?  Nie  pamiętała,  że  pod  ślicznym 

śniegiem kryje się groźna warstwa lodu

?

 

Nie miał pojęcia, jak długo jej nie było. 

A  jeśli  upadła  i  gdzieś  leży,  wzywając  na  próżno  pomocy?  –  pomyślał 

przerażony. 

Jonah miał rację, gdy kazał mu pilnować swojej impulsywnej siostry. 

background image

Michaela  oblał  zimny  pot,  gdy  uświadomił  sobie,  co  powie  i  zrobi  mu 

Jonah, kiedy dowie się, co jego siostra wyprawiała podczas burzy. 

Błyskawicznie jak na swój obolały stan przygotował się do wyjścia. Miał 

na sobie białą koszulę z długimi rękawami, czarny blezer i luźne spodnie, które 

nie krępowały ruchów. Narzucił ciepłą kurtkę i wsunął wysokie buty, myśląc, że 

będzie musiał iść długo po śladach Keely, aż ją odnajdzie. Zapewne zajmie mu to 
sporo czasu ze 

względu na niesprawne kolano, ale był pewien, że ją w końcu 

odszuka. 

Zalała go fala ulgi, kiedy usłyszał chrobot kluczy w zamku. 
– 

Michael, wróciłam! – zawołała Keely od drzwi. 

Głęboko  odetchnął  i  rozluźnił  napięte  mięśnie.  Była  w  domu.  Cała  i 

zdrowa, sądząc po radosnym brzmieniu głosu. 

Dopiero teraz zaczął się zastanawiać, czy Keely nie żałuje spędzonej z nim 

nocy. Może dlatego wybrała się rano na długi, samotny spacer? 

Znalazł  ją  w  kuchni.  Na  stole  stał  termos  Jonaha,  wypchana  papierowa 

torba i świeżutka gazeta. Keely zrzucała właśnie kolejną warstwę ubrania. Na 

krześle wisiała już kurtka z kapturem, czapka, gruby sweter i ciepłe rękawiczki. 

Została w dżinsach i cienkim sweterku. Ośnieżone buty musiała zostawić przed 

wejściem,  pomyślał,  patrząc  na  jej  zaczerwienione od mrozu policzki. Keely 

miała też czerwony czubek nosa, a jej włosy naelektryzowały się od czapki i nie 

chciały spokojnie leżeć. Kiedy dostrzegła go w drzwiach, ciepły blask rozjaśnił 

jej  oczy,  a  na  usta  wypłynął  powitalny  uśmiech.  Michael  ucieszył  się  jej 
pogodnym nastrojem. 

– 

Przyniosłam kawę i pączki. – Wskazała na torbę i termos. – Dostałam 

wszystko w tym sklepiku, który jest parę przecznic stąd – dodała z dumą. 

– 

Parę przecznic? – powtórzył zdumiony. – To ponad kilometr od domu! 

– Przyjemny spacer. – 

Wzruszyła ramionami. – Jest cudownie! Dawno nie 

mieliśmy śniegu, a teraz wszędzie biało. 

– 

Keely,  martwiłem  się  o  ciebie.  Mogłaś  upaść  na  lodzie.  Co  z  twoją 

kostką? 

– 

Wszystko w porządku. – Ucieszyła ją jego troska. – Była tylko lekko 

zwichnięta. Poza tym uważałam. Trochę się ślizgałam, ale moje buty mają dobre 

podeszwy, a ja unikałam oblodzonych miejsc. Spacer bardzo mi się przydał, a 

teraz zamierzam napić się kawy i przejrzeć gazetę. 

Michael zrezygnował z kłótni. Był wytrącony z równowagi i brakło mu 

zwykłej  pewności  siebie.  Chciał  dobrze  zrozumieć  i  poznać  myśli  i  uczucia 

Keely, lecz bał się o to zapytać. Zerknął na gazetę. 

– 

Czytałaś już swój horoskop? 

– 

Oczywiście, że nie. – Wyjęła z szafki dwie filiżanki. – Zawsze czytam 

horoskopy na głos. 

– 

Myślisz,  że  dziś  będzie  tam  coś  ciekawego?  Jakieś  ostrzeżenia  przed 

background image

zwierzętami? Rady dotyczące miłości? A może przepowiednie na przyszłość? 

Keely  doskonale  zrozumiała  jego  niepewność  i  zdenerwowanie. 

Dźwięcznie się roześmiała. 

– 

Nie muszę czytać horoskopu, żeby dowiedzieć się czegoś o moim życiu 

miłosnym czy najbliższej przyszłości. 

– 

Nie musisz? Naprawdę? 

– 

Oczywiście, że nie, głuptasie. – Wspięła się na palce i czule pocałowała 

go w usta. – 

Twoje miejsce jest i w mojej przyszłości, i w moim sercu. 

– A 

gdyby horoskop ostrzegał cię przede mną? 

– 

Nie bądź niemądry. – Pogładziła go po policzku. – Nasze znaki zodiaku 

idealnie do siebie pasują. Nie muszę czytać wypowiedzi astrologa, aby wiedzieć, 

że cię kocham. Albo że będziemy żyli długo i szczęśliwie. 

– Ni

e musisz? Naprawdę? 

– Nie. – 

Wywinęła się z jego ramion i zaczęła nakrywać stół do śniadania. – 

Ale jest coś, co chciałabym sprawdzić w dzisiejszych horoskopach. Kiedy Laurel 
ma urodziny? 

Michael wciąż był oszołomiony jej radosnym wyznaniem miłości, dlatego 

uznał, że się przesłyszał. 

– Co? 
–  Urodziny Laurel – 

cierpliwie  powtórzyła.  –  Przyszło  mi  na  myśl,  że 

mogłaby  stworzyć  idealną  parę  ze  Steve’em.  Oboje  lubią  błyszczeć  w 

towarzystwie i zajmują się dobroczynnością. On jest spod Bliźniąt. Jeśli ona jest 
Wod

nikiem albo Wagą, należałoby ich sobie przedstawić. Co ty na to? 

– Keely? 
– Mhm? – 

mruknęła, sącząc kawę i snując plany wyswatania znajomych. 

– 

Kocham cię. 

Obrzuciła go uważnym spojrzeniem. 
– 

Dopiero teraz się zorientowałeś? – spytała łagodnie. 

– Nie – 

odparł z szerokim uśmiechem. – Ale uznałem, że teraz powinienem 

to powiedzieć. 

– 

Nie  dałam  ci  zbyt  wiele  okazji  do  wypowiadania  własnego  zdania, 

prawda? – 

stwierdziła samokrytycznie. 

– 

To  prawda.  Ale  i  tak  nie  miałem  nic  do  gadania.  Przecież  zawsze 

dostajesz to, czego chcesz. – 

Czule się roześmiał. 

– 

Wybacz.  Chyba  Jonah  ma  rację,  gdy  twierdzi,  że  lubię  rozstawiać 

wszystkich po kątach, szarogęsić się i zawsze wydaje mi się, że wiem, co dla kogo 
jest najlepsze – 

wyznała ze smutkiem, któremu jednak przeczył szatański błysk w 

oku. 

– 

Ale  wiesz  co?  Pozwolę  ci  zdecydować,  kiedy  mi  się  oświadczysz  – 

zaproponowała wielkodusznie. 

– 

Wcale nie musisz się spieszyć. 

background image

– 

Jesteś pewna, że to zrobię? – spytał z coraz szerszym uśmiechem. 

–  Michael, kochanie, nie masz innego wy

jścia  –  powiedziała  słodkim 

tonem i objęła go za szyję. 

– 

Wyczytałam to w gwiazdach. 

Dziwne  i  magiczne  zjawiska,  pomyślał  z  rozbawieniem,  nie  potrafiąc 

zrozumieć, dlaczego tak długo nie chciał w nie uwierzyć. 

– W takim razie... – 

przyciągnął ją bliżej siebie – nie możemy walczyć z 

przeznaczeniem. 

Keely  wydawała  się  zachwycona  jego  odpowiedzią  i  gorącymi 

pocałunkami, które wynagrodziły jej wystygłą kawę. 

background image

EPILOG 

 

Cichy trzask ognia na kominku, przyjemne ciepło i przyćmiony blask ognia 

towarzyszyły  w  poniedziałkowy  wieczór  Michaelowi  i  Keely,  gdy  siedzieli 

przytuleni  w  wygodnym  fotelu  obok  kominka.  Elektryczność  włączono 

poprzedniego dnia po południu i w domu znów panowała właściwa temperatura, 

ale nie chciało im się zapalać światła, gdy po obiedzie przenieśli się do salonu. 

Zresztą Keely uznała, że tak będzie bardziej romantycznie, a Michaela bawiło 

spełnianie jej zachcianek. 

Oboje mieli na sobie tylko szlafroki. Keely krótki jedwabny, a Michael 

gruby  flanelowy.  Dłoń  Michaela  spoczywała  na  jej  nagim  udzie.  Gdy  się 

całowali, jego ręka wędrowała wyżej i wyżej, aż sięgnęła skraju szlafroczka. Całe 

ciało  Keely  pokryło  się  gęsią  skórką.  Z  niecierpliwością  oczekiwała  końca 

fascynującej  podróży  jego  palców.  Objęła  go  za  szyję  i  pozwoliła  pogłębić 

pocałunek, doskonale wiedząc, do czego to znów doprowadzi. 

Nie przewidziała jednak, że intymna gra zostanie przerwana, bo do pokoju 

wtargnął ukochany brat Keely. 

Była  tak  zajęta  Michaelem  i  całowaniem  się  z  nim,  że  nie  słyszała 

trzaśnięcia frontowych drzwi. Dopiero pełen zgrozy okrzyk Jonaha wyrwał ją z 
transu. 

– 

Co tu się dzieje, do diabła?! 

Gwałtownie  odsunęli  się  od  siebie,  a  oszołomiony  Michael  próbował 

wstać,  omal  nie  zrzucając  jej  na  podłogę.  Poderwała  się  w  ostatniej  chwili. 

Stanęła obok Michaela i wpatrzyła się w oniemiałego brata. 

– 

Jonah? Co tu robisz? Miałeś wracać dopiero jutro! 

– 

Ale wróciłem dzisiaj! Może mi wyjaśnisz, czemu siedziałaś na kolanach 

Michaela, a on trzymał swe brudne łapsko na twoim udzie?! 

– 

To nie jest to, na co wygląda – wtrącił Michael spiętym głosem. 

– Nie?! – 

ryknął Jonah. 

– Nie? – 

piskliwie zdumiała się Keely. 

– No dobrze, jest – 

poprawił się, posyłając Keely znaczące spojrzenie. – 

Ale... 

– 

Wyglądało  to  tak...  –  zaczął  groźnie  Jonah,  wpatrując  się  w  twarz 

przyjaciela  – 

jakbyś  podrywał  Keely,  korzystając  z  mojej  nieobecności.  Ty 

draniu, zaufałem ci! Miałeś się tylko opiekować moja siostrą! 

Keely,  przyglądająca  się  im  z  boku,  musiała  zagryźć  wargę,  żeby  nie 

wybuchnąć frywolnym śmiechem. 

– 

No,  właściwie  tak,  ale...  –  Zazwyczaj bystry Michael  plątał  się  w 

zeznaniach, najwyraźniej potrzebując pomocy. 

– 

Czy  poprawi  ci  humor  wiadomość,  że  jesteśmy  zaręczeni?  –  spytała 

background image

słodko Keely, w końcu ulitowawszy się nad nim. 

Wypakowana torba, którą trzymał Jonah, uderzyła głucho o ziemię. Jak w 

transie ściągnął z głowy ukochany kapelusz i pieczołowicie odłożył go na bok. 

– 

Zaręczeni

?

 

Żeby się pobrać? 

– 

Tak to się zazwyczaj odbywa – wesoło pouczyła go siostra. – A teraz 

przestań  się  zachowywać  tak,  jakbyś  miał  zamiar  wyzwać  Michaela  na 
pojedynek, tylko nam pogratuluj – 

zakończyła ostrzejszym tonem. 

– 

Nie możesz mnie winić za to, że potrzebowałem chwili, aby nadążyć za 

wydarzeniami  – 

oznajmił  smętnie.  –  O ile sobie przypominam, kiedy 

wyjeżdżałem, darłaś z nim koty o kobietę, z którą się spotykał. No i wracam sobie 

do domu po kilku dniach, i od progu dowiaduję się, że jesteście zaręczeni. To 

trochę... skomplikowane. 

– 

Co o tym myślisz? – zapytał zaniepokojony Michael. 

Keely domyśliła się, że boi się stracić najlepszego przyjaciela. Cóż, wyszło 

fatalnie. Nie ta

k zamierzali przekazać Jonahowi szokującą nowinę. 

Ten zaś popadł w głęboką zadumę. Keely i Michael wstrzymywali oddech, 

czekając na jego odpowiedź jak na wyrok. Po chwili na twarz Jonaha wypłynął 

szeroki uśmiech. 

– 

To  cudowna  wiadomość!  –  zawołał  entuzjastycznie.  –  Mój najlepszy 

przyjaciel stanie się wreszcie moim bratem! 

Keely odetchnęła z ulgą i rzuciła się w otwarte ramiona brata. Następnych 

kilka minut upłynęło na uściskach, okrzykach, gratulacjach, uśmiechach, a nawet, 

co zdarzało się nadzwyczaj rzadko, na kilku łezkach Keely. 

– 

Nie mogę uwierzyć, że w końcu się zeszliście – powiedział Jonah, kręcąc 

w zdumieniu głową, choć już zaakceptował nagły zwrot sytuacji. 

Keely radośnie się roześmiała i objęła Michaela w pasie. 
– 

Tak naprawdę to nie mieliśmy nic do powiedzenia – cicho oznajmiła. – 

Nasz los był zapisany w gwiazdach. 

Jonah  i  Michael  zgodnie  jęknęli,  ale  nie  przestali  się  uśmiechać.  Może 

wreszcie zaczęli wierzyć w dziwne i magiczne zjawiska? 


Document Outline