background image

KSIĘGA TRZECIA 

Cats of a 

Diffrent Color 

Dana Marie Bell 

 

 

 

 

 

 

 

background image

ROZDZIAŁ I 

- Boże, nienawidzę zimy. Przeprowadziłbym się na 
Florydę gdyby nie te huragany.... 

Adrian zapukał do drzwi pokoju hotelowego i 
westchnął, przewracając oczami, na widok 

pary, która wydobyła się z jego ust. Miał nadzieję, że 
nie będzie musiał długo czekać na 

dziewczynę (Cheryl? Shelly? Nie, Sheri!). Zadrżał i 
rozpaczliwie zachciało mu się wrócić do 

swojego własnego ciepłego domu, do trzeszczącego 
ognia w kominku i dobrej książki. 

Został wyznaczony przez Maxa do przywiezienia 
nowego członka Dumy. Sheri miała 

być dzisiaj wieczorem oficjalnie przydzielona do jej 
szeregów, mimo że została już 

zaakceptowana przez Alfy i Bety. Tylko Max mógł 
nakazać Adrianowi by stał na zewnątrz w 

zimnie tak jak teraz, ale w porządku - planował już 
swoją własną zemstę. Uśmiechnął się na 

myśl o tych wszystkich sposobach, dzięki którym mógł 
pobudzić przedślubny obłęd Emmy. 

background image

Partnerka Alfy całkowicie zwariowała - zbombardowała 
gabinet samoprzylepnymi 

karteczkami i listami „do zrobienia”. Albo zapomniała o 
tym, że dzielił biurko z Maxem, albo 

uwielbiała dręczyć go zdjęciami ślubnego tortu. To 
wystarczyło by umocnić w kawalerze 

cukierkowe zgorszenie. 

Adrian nie chciał mieć partnerki. Uśmiechnął się sam 
do siebie. Jego obaj najlepsi 

kumple stali się pantoflarzami, a to wszystko w ciągu 
tygodni. Emma powiedziała „skacz!” a 

duża, silna Alfa nie tylko spytała się jak wysoko, ale też 
w którym kierunku. A jeżeli chodzi o 

Simona, to wystarczyło by Becky zbyt głęboko 
westchnęła a on już panikował. To całe 

obserwowanie, jak dwóch najsilniejszych członków 
Dumy spinało się pod Brygadą Cycków, 

zdeterminowało go do pozostania singlem o zdrowych 
zmysłach. 

- Chwileczkę - zawołał ze środka miękki głos. Brzmiał 
on nieśmiało i słodko, na co 

background image

Puma Adriana uniosła dziwnie swoją głowę. Poczuł jak 
jego penis stwardniał nieznacznie na 

dźwięk jej aksamitnego głosu. 

- Co jest, do cholery?- wymamrotał, marszcząc brwi ku 
zamkniętym drzwiom. 

Wzruszając ramionami, próbował zlekceważyć reakcję 
swojego ciała. 

- Kto tam jest? 

Ten miękki głos wysłał promień czystego pożądania 
prosto do jego żył. Ściągnął ramiona 

i spróbował zlekceważyć niski, warczący odgłos swojej 
Pumy. - Adrian Giordano. Jestem 

przyjacielem Maxa, powiedział bym cię podrzucił 
dzisiaj wieczorem. – był zbyt zajęty by 

zapytać, dlaczego, do cholery, nie mogła sama się 
podrzucić. 

Usłyszał jak przekręca zamki i napiął się. Jego Puma 
wydobyła z siebie niski warkot 

jakiego nigdy wcześniej nie słyszał, musiał zatem 
zacisnąć wargi, by nie przeszedł on przez 

jego usta. Jego oczy błysnęły, kolory zachodzącego 
słońca zmieniły się z czerwonego na 

background image

złoty, gdy stracił widmo czerwień/zieleń. Zamknął 
oczy, zmuszając je tym samym do 

przywrócenia normalnego odcienia, gdy tylko drzwi się 
otworzyły. 

- Cześć, doktorze Giordano. Jestem Sheri Montgomery. 

Otworzył oczy by ujrzeć stojącą przed nim Królewnę 
Śnieżkę. Miała najjaśniejsze, 

najbardziej miękko wyglądające włosy jakie 
kiedykolwiek widział. Prawie białe loczki 

opadały na jej ramiona. Blade, krystalicznie błękitne 
oczy, otoczone równie bladymi rzęsami, 

tak błyszczały na twarzy, że doprowadziłyby do płaczu 
niejednego anioła. Była mała i 

delikatna, czubkiem głowy zaledwie sięgała mu ramion. 
Jej piersi były doskonałe w stosunku 

do jej drobnej budowy. Nabrał niewytłumaczalnego 
pragnienia, by przerzucić ją sobie przez 

ramię i zabrać ją do swojej pieczary, gdzie nikt by jej 
nie widział. Nikt by jej nie pożądał. 

Moja. 

Oczy Adriana rozszerzyły się, gdy jego Puma warknęła 
mu w piersi. - Bzdura. 

background image

Przechyliła swoją głowę na bok. Zabrała dłoń, której 
nawet nie zauważył, że miała ją 

wyciągniętą na powitanie. - Przepraszam? Czy 
wszystko w porządku? 

- Um, tak, wszystko ok. - modlił się do Boga by nie 
zauważyła jego erekcji prężącej się o 

materiał jego spodni. 

- Chciałbyś wejść na chwilkę? Założę tylko płaszcz. 

Adrian przełknął ślinę, gdy uśmiechnęła się niepewnie, 
słodko. 

Mogę wejść na rok? Albo dwa? A może po prostu 
wejdę? Dawał z siebie wszystko by 

zatłuc na śmierć ten głosik żądzy, ale on nie chciał 
umrzeć. Chciał rzucić ją na ten brzydki, 

zielony dywan i rżnąć ją, aż oboje nie wychodziliby 
przez tydzień. Może przez miesiąc. 

Spróbujemy przez lata, zamruczała jego Puma. - 
Pewnie, dzięki. 

Nie przyszło mu nawet do głowy, że będzie myślał o 
niej jak o swojej. 

Otworzyła szeroko drzwi, odsuwając się i zapraszając 
go z kolejnym nieśmiałym 

background image

uśmiechem. Szybko przestąpił przez próg, wdzięczny 
kiedy zatrzasnęła za nim drzwi. 

Rozglądał się po jej hotelowym pokoju, patrzył na 
walizki, na cokolwiek byle nie patrzeć na 

nią, bo przez moment chciał rozebrać ją do naga i 
zanurzyć się w niej. Kiedy odwróciła się by 

chwycić swój płaszcz, prawie zajęczał na widok jej 
doskonałej pupy w kształcie serca. 

Szybko wsunęła ręce w rękawy. Płaszcz wirował 
dookoła niej, wyłącznie biały kolor 

podkreślał jej blady powab. Wtedy ruszyła w stronę 
łóżka. Zmysłowe myśli goniły przez jego 

głowę, gdy schyliła się, by podnieść coś z ziemi, 
naprawdę uwydatniając swój tyłek. Nie 

widział co podnosiła ponieważ:a). Było po drugiej 
stronie łóżka, b). Obiekt jego nagłej i 

całkowitej żądzy właśnie pochylał się przy łóżku i c). 
Ten tyłek. Nawet przykryty płaszczem 

powodował, że mu stwardniał. Próbował nie wyobrażać 
sobie jej nagiej, ale tak naprawdę nie 

starał się zbyt mocno. Znowu prawie jęknął, a 
paskudny, zielony dywan zamienił się w 

background image

żółtawy brąz, dając mu do zrozumienia, że jego oczy 
znowu się zmieniły. 

- Tu jesteś - zanuciła swoim miękkim głosem. W 
odpowiedzi jego penis szarpnął; przez 

jedną, głupią myśl, że mówiła do niego. Był 
zaskoczony, gdy zobaczył do czego mówiła, 

chociaż nie powinien poprzez wszystkie te wizualne 
wskazówki. Przeszła dookoła łóżka, 

trzymając na smyczy psa-przewodnika. Przygryzła 
nerwowo wargę. - Nic się nie stanie jak 

wezmę Jerry’ego, prawda? Wiem jak niektórzy ludzie 
reagują na psy w swoich samochodach. 

- Jasne, nie ma sprawy - powiedział, gapiąc się na 
kobietę stojącą naprzeciwko 

niego.OCA, prawdopodobnie typ pierwszy.1Białe blond 
włosy, blado- niebieskie oczy, prawie 

przeźroczysta skóra… dlaczego wcześniej nie połączył 
tych faktów? Większość ludzi z 

albinizmem pierwszego typu byli prawie niewidomi i 
wymagali pomocy; jako optometrysta2 

powinien uchwycić te znaki, ale był tak zajęty w 
ignorowaniu swojego penisa (i jej tyłka), że 

background image

przegapił to, co oczywiste. 

- Masz swoje okulary przeciwsłoneczne?- 
społeczeństwo albinosów było wrażliwe na 

światło, ale niektórzy wybierali kapelusze z szerokim 
rondem zamiast okularów 

przeciwsłonecznych, które osłabiały i tak już 
ograniczone pole widzenia. 

Znowu się uśmiechnęła, tym pogodnym i ciepłym 
uśmiechem ze szczyptą ulgi. 

-Tak, leżą na kredensie. - przeszła do kredensu, 
zakładając parę czarnych okularów. - Już. 

Gotowa. 

Gdy przeszła obok niego zaciągnął się, tak cicho jak to 
było możliwe. Boże, tak ładnie 

pachnie; tak rześko i czysto, jak świeży śnieg, z 
posypką.. kokosów? Krem przeciwsłoneczny, 

no tak. Słońce nadal znajdowało się na niebie, więc 
potrzebowała dodatkowej ochrony dla 

swojej bladej skóry. Odchrząknął i uregulował swój 
oddech; jeżeli jego penis stałby się trochę 

twardszy, byłby w stanie wbijać nim gwoździe. 

background image

1 OCA – bielactwo oczne i oczno- skórne, które dzieli 
się na 3 typy: typ 1(mleczno-biała skóra, białe włosy i 

niebieskie oczy), typ 2(powszechne u afro amerykanów; 
żółte włosy, lekko brązowa skóra, szaro-brązowe oczy), 

typ 3(podobny do typu 2, powszechny u Japończyków). 
Bielactwo oczne (Mutacja genu na chromosomie X, 

zmiana koloru oka, pozostałe elementy ciała są 
normalnego koloru lub troszkę jaśniejsze). 

2 Specjalista z dziedziny korekcji wad wzroku. 

Wyszedł z nią z pokoju hotelowego i czekał aż zamknie 
drzwi. Jedną ręką mocno 

trzymała się Jerrego, gdy ją prowadził, druga była 
wolna. Bez zastanowienia wsunął ją sobie 

pod łokieć, prowadząc ją do swojego samochodu. 

- Więc pracujesz z Maxem? 

Zignorował nagłą falę zazdrości, spowodowaną 
słyszalną sympatią w jej głosie. 

- Tak, Max wrócił do miasteczka i współpracuje ze mną 
od jakiś trzech miesięcy. 

Uśmiechnęła się, znowu przechylając głowę na jedną 
stronę. 

background image

- Simon i Becky kilka dni temu zabrali mnie na kolację. 
Lubię ją. Pasuje do niego. 

Adrian zadrżał. - Tak, wiem. 

Sheri uśmiechnęła się do niego. - Dlaczego drżysz? 

- Becky jest… no więc... Simon powiedział kiedyś, że 
myślał o niej jak o osobie 

„głośnej, drażliwej i upartej”. 

- Wydaje się, że trzyma go twardą ręką. 

Adrian zignorował nić humoru zawartą w jej głosie i 
postanowił skupić się na jej 

słowach. 

- Tak, trzyma. 

Jej brwi uniosły się z zaskoczenia, gdy sięgał do 
swojego czarnego Mustanga. - Masz z 

tym jakiś problem? 

Otworzył tylne drzwi by Jerry mógł wskoczyć na tylne 
siedzenie. 

- Tu bardziej chodzi o kawalerskie podejście. - pomógł 
jej wsiąść, zamknął drzwi i 

ruszył w stronę miejsca dla kierowcy. Wlazł do środka i 
odpalił samochód. - Becky i Emma 

background image

są świetnymi kobietami, a Simon i Max kochają je, ale 
całe to :„podskocz, bo ja tak 

mówię”nie podoba mi się. 

- Więc wnioskuję, że nie szukasz partnerki? 

Niee. Właśnie ją znalazłem. Jeszcze raz ujawnił się ten 
malutki, drażniący głosik. 

- Nie za bardzo.- wykręcił się. 

- Dobrze - odpowiedziała pewnie. - To tak jak ja. 

Jego Puma zaryczała w proteście. Adrian dał z siebie 
wszystko by to zignorować, ale to 

nie było takie proste. Świat zmienił swoje kolory w ten 
subtelny sposób, który dał mu do 

zrozumienia, że jego oczy się przemieniły. Zmusił je do 
powrotu w brąz, gdy wyjechał na 

drogę i zmierzał do Maxaa i Emmy. - Pogłoski mówią, 
że Becky i Emma zaproponowały Ci 

pracę? 

Kiwnęła głową. - Na pół etatu, ale na razie wezmę to, co 
dostanę, zanim znajdę sobie 

miszkanie i otworzę własny interes. 

background image

- A czym się zajmujesz? – zapytał, gdy skręcał do domu 
Maxa. 

- Jestem technicznym komunikatorem. Piszę 
dokumentację, specjalizuję się w tworzeniu 

oprogramowania do rozpoznawania głosu dla 
niewidomych. 

Uśmiechnął się powoli. - Naprawdę? 

- Nie udawaj zaskoczonego. Technologia stworzyła tyle 
łatwiejszych rzeczy dla osób 

niepełnosprawnych. 

- Nie powiedziałem, że nie. Po prostu myślę, że jest to 
ekstra.- urwał, zastanawiając się 

czy obraziłaby się, gdyby zapytał. - Jak źle widzisz? 

Znowu przechyliła na bok swoją głowę; wiedział 
wystarczająco dużo o jej stanie by 

sądzić, że daje z siebie wszystko by wykorzystać swoje 
ograniczone pole widzenia. - 

Dwadzieścia na dwieście. 

By zobaczyć to, co inna osoba może z odległości 
dwustu stóp, ona musiałaby stanąć w 

odległości dwudziestu stóp. Była to w sumie definicja 
prawie niewidomego. To by wyjaśniało 

background image

dlaczego nie jeździ samochodem. W większości stanów 
przyznawano ograniczone 

pozwolenie tylko wtedy, jeśli zasięg wzroku osoby 
wynosiłby dwadzieścia do 

osiemdziesięciu ze skorygowaniem. 

Próbował z całych sił zignorować jej spojrzenie, gdy 
parkował na ulicy. Podjazd Maxa 

był zapełniony; oni byli przedostatnimi przybyłymi. 
Wysiadł z wozu, okrążając go, 

pomagając jej wysiąść zanim otworzył drzwi Jerry’emu. 
Gapił się na psa, który gapił się na 

niego. - Tak przy okazji, chciałem cię o coś zapytać. - 
złapał ją za rękę i zaczął iść. 

- O co? 

-Sheri i Jerry? 

- Zamknij się.- uśmiechnęła się szeroko, całkowicie 
zrelaksowana, idąc przy jego boku. 

Ten mały gest zaufania ogrzał go aż do jego palców u 
stóp, pomimo chłodu listopadowego 

powietrza.-Głupek. 

ROZDZIAŁ II 

background image

Dzięki Bogu, za jej ciemne okulary. Powiedziałaby, że 
u większości Pum oczy błyskają 

złotem, gdy się denerwują (lub pobudzają - jej 
wewnętrzny kotek zamruczał). Jej błyszczą 

czerwienią. Ci biedni ludzie, gdyby to zauważyli, 
mogliby pomyśleć, że była czymś w 

rodzaju demona. Zapłonęły czerwienią, gdy wyczuła 
zapach Adriana za drzwiami jej 

hotelowego pokoju. Kiedy usłyszała po raz pierwszy 
jego głos, jej pazury prawie się 

wysunęły. Zdołała zmusić swoją Pumę do 
posłuszeństwa, ale za każdym razem, gdy 

apetyczny doktor Giordano przemówił, mogła wyczuć 
mruczenie jej wewnętrznego kotka, 

jakby go głaskał. 

Och, pogłaszcz mnie, doktorze Adrianie! 

Warknięcie jej Pumy nie pomogło. Deklaracja o tym, że 
nie będzie szukać partnera 

brzmiała niedorzecznie nawet dla niej. 

Chociaż technicznie rzecz biorąc, to była prawda. 
Wyglądało na to, że odnalazła swojego 

partnera czy tego chciała czy nie. 

background image

Musiała wymyślić sposób by uchronić go przed Rudym 
- jakoś wątpiła w to, że będzie to 

proste. 

Drzwi wejściowe do domu Maxa uchyliły się. - Cześć 
Sheri! 

Spięła się, gdy zachwycona partnerka Simona uścisnęła 
ją jak starego, dobrego 

przyjaciela. 

- Cześć Becky.- mogła ujrzeć ultra skręcone włosy i 
bladość twarzy Betki. Rysy Becky 

były wyraźne, ponieważ stała tak blisko, jasny nefryt 
zielonych oczu Becky zamigotał 

radośnie.- Gdzie jest Emma? - Sheri pragnęła poznać 
Curanę. Rozmawiała z nią przez telefon, 

a Becky obsypywała szefową pochwałami, ale to nie 
zmieniało faktu, że musiała stanąć z 

Curaną twarzą w twarz i zdobyć jej aprobatę, zanim 
pozostali członkowie Dumy ją 

zaakceptują. 

- Tam - odpowiedział jej chrapliwy, żeński głos. Becky 
się odsunęła i Sheri znowu się 

background image

spięła. Mała kobietka szła w jej stronę i musiała 
pochylić głowę by ją dobrze widzieć. Ujrzała 

długie, ciemne włosy i także ciemne oczy na złocistej 
skórze twarzy, ale o ile nie podeszła 

bliżej, jej rysy były nadal zamazane. – Max... - 
wycedziła ochrypłym głosem. 

- Tak? - przeciągnął znajomy głos Maxa. 

- Jesteś pewien, że z nią nie spałeś? 

- Emmo...- Max zaśmiał się, ruszając w stronę małej 
kobiety. Jego znajomy zapach uniósł 

się nad nią. 

- Blondynka, cudowna.. wyjaśnij mi jak to możliwe, że 
z nią nie spałeś? Do diabła, sama 

bym się z nią przespała! 

- Emmo! 

- Nie chcieliśmy - odpowiedziała Sheri, nieco 
wystraszona jej powitaniem. 

Poczuła jak uwaga Emmy ponownie skupia się na niej. 
Cholera, jest silną Curaną. 

- Och? 

background image

-Bycie ściganą przez wściekłego chłopaka, który chciał 
zmusić mnie do godów, 

spowodowało, że mężczyźni nie znajdują się wysoko na 
mojej liście priorytetów. Albo 

kobiety.-uśmiechnęła się z ulgą kiedy Curana 
zachichotała. Poczuła jak ramię Adriana 

zesztywniało pod jej ręką. - A poza tym, Max umawiał 
się... 

- Emmo, może pozwolisz im wejść? Jest zimno. - 
przerwał jej Max. 

Mogła prawie poczuć rozbawienie Emmy kiedy ta się 
cofnęła. - Pewnie, Sheri, wejdź.- 

Curana pochyliła się i szepnęła jej do ucha -Przypomnij 
mi, że musimy później pogadać, 

dobrze? 

- Emma, daj spokój. - Max ponownie się zaśmiał. -
Naprawdę chcesz wiedzieć z kim 

spałem w college’u? 

- Nie za bardzo. - Sheri mogła usłyszeć złośliwe 
rozbawienie w głosie Emmy. - Po prostu 

lubię jak się wykręcasz. 

background image

To był dźwięk delikatnego całusa. - Sprawię, że 
będziesz się później skręcać - Max 

wymruczał miękko do ucha Emmy. Oczywiście myślał, 
że nikt tego nie mógł usłyszeć, ale jej 

słuch był bardziej wrażliwy od zwykłej Pumy. 

Poczuła jak jej policzki zaczerwieniły się od gorąca w 
jego głosie. Delikatne „O rany!” 

Emmy wyrażało podobne emocje do tych, które czuła, 
gdy Adrian przesunął rękę po jej talii i 

przyciągnął ją bliżej do siebie. Ułożył zaborczo dłoń na 
jej biodrze, gdy wchodzili do pokoju. 

- O co chodziło z tym wściekłym chłopakiem? - spytał 
Adrian. Słyszalne było napięcie w 

jego głosie. Spięty lub nie, kochała go 
słuchać.Brzmienie jego głosu było ciepłe i intensywne 

jak stopiona czekolada, płynąca seksownie po jej 
skórze, powodując gęsią skórkę na jej 

rękach. Za okularami jej oczy błysnęły czerwienią. 
Tylko nie to. 

Stopiona czekolada dokładnie pasowała do zdolnego 
doktora. Intensywnie czekoladowe, 

background image

brązowe oczy, ciemnobrązowe włosy i opalona skóra, 
opinająca gładkie mięśnie, sprawiały, 

że facet był smakowitym kąskiem, który koniecznie 
chciała spróbować, zwłaszcza od kiedy 

była oddanym czekoladoholikiem. 

Jaka szkoda, że nic z tego nie wyjdzie - Rudy jednym 
spojrzeniem zjadłby doktorka na 

lunch. Dosłownie. 

Max westchnął. - To długa historia, stary,i poruszymy ją 
przy wszystkich. Dawajcie do 

środka, zdejmijcie płaszcze i usiądźcie. Cześć Jerry. 

Dała polecenie Jerry’emu, dzięki któremu wiedział, że 
ma wolne, więc kiedy Max 

pochylił się i pogłaskał go, to tak bardzo merdał 
ogonem, że prawie wyrwał jej z ręki uprząż. 

Zaśmiała się, zadowolona z tego, że jej pies i Alfa lubią 
się nawzajem. - Lubi cię. 

- To dobrze, bo będzie mnie często widywał. - wziął od 
niej jej płaszcz i wręczył go 

Emmie. Adrian przypadkowo skierował ją w stronę 
dużej, skórzanej, bordowej kanapy. 

background image

Widziała przesuwające się osoby, ale nie mogła 
rozpoznać ich twarzy. Zapachy, z drugiej 

strony… 

Była tam grupka osób, na szczęście żadne z nich nie 
użyło perfum lub wody kolońskiej. 

Mieli zbyt wrażliwy węch. Żaden z tych zapachów nie 
był znajomy oprócz zapachu Maxa, 

Bet i Adriana. Dzieci piszczały i śmiały się na górze. 
Słyszała dźwięki gry wideo i doszła do 

wniosku, że właśnie tam są dzieci. 

Ponętny zapach pociągającego doktorka Pyszniutkiego 
unosił się blisko niej. 

- Wściekły chłopak? - Adrian szepnął jej do ucha, gdy 
usiadł obok niej. 

Westchnęła. - Chcę opowiedzieć to tylko raz, dobrze? 

Cisza. 

- Proszę? - nie wiedziała dlaczego go błagała, ale ciężar 
jego spojrzenia zaczynał być 

uciążliwy. I uciążliwie gorący, coś czego nie 
potrzebowała w pokoju pełnego drapieżników. 

Mogła tylko zauważyć, że skinął i usłyszeć jego 
„dobrze.” Pochylił się, szepcząc jej do 

background image

ucha. - Ale porozmawiamy o tym później. 

Poczucie jego oddechu na szyi wywołało dreszcze w dół 
jej kręgosłupa, nawet jeśli jego 

władczy ton ją rozjuszył. 

Zmarszczyła brwi i zaczynała coś mówić, ale przerwał 
jej Max. 

-W porządku, ludziska, słuchać. Poznamy dzisiaj 
nowego członka Dumy. To ktoś, kogo 

znamy razem z Simonem z czasów college’u. Ktoś, 
kogo zmieniłem, kiedy był w potrzebie. 

Nazywa się Sheridan Montgomery. Jest dobrym 
człowiekiem, który przeżył ciężkie chwile. 

Przybyła do nas, potrzebując pomocy, więc proszę o 
wysłuchanie tego, co ma do 

powiedzenia. 

Sheri słuchała Maxa, czuła jak moc Alfy w jego głosie 
rozchodzi się po pokoju. 

Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły, gdy wstała i 
przeszła naprzód. Wyczuła obecność 

Maxa i jego partnerki, stojących obok kominka, z 
Simonem i Becky po jego prawej stronie. 

background image

Odwróciła się niechętnie by stanąć twarzą do 
pozostałych. Moment prawdy. Pomogą mi czy 

nie? 

- Cześć - zaczęła, zaciskając palce na smyczy Jerry’ego. 
Zareagował w pełni gotowy do 

służby, usiadłszy obok niej w czujnej postawie. - Jestem 
Sheri. 

*** 

Adrian rozsiadł się tak swobodnie, jak to było możliwe i 
próbował rozluźnić swoje 

napięte mięśnie. Życie jego partnerki było zagrożone, a 
sposób w jaki Max i Simon się 

zachowywali dawał do zrozumienia, że to się szybko 
nie zmieni. Jego Puma praktycznie 

drgała - jeśli miałby teraz ogon, to chłostałby nim 
szybko powietrze. Do diabła, nawet jako 

człowiek zapragnął wstać i ruszyć w jej stronę, ale 
zmusił się do pozostania na miejscu i 

wysłuchania tego, co Sheri miała do powiedzenia. 

- Dawniej, w college’u umawiałam się z chłopakiem, 
który nazywał się Rudy Parker. 

background image

Byłam na trzecim roku na oprogramowaniu 
komputerowym, on był absolwentem. Inżynierem 

mechaniki. Chciał pracować przy robotach. - 
uśmiechnęła się smutno, ciągnąc dalej. - Był jak 

spełnienie wszystkich marzeń. 

Adrian prawie warknął. Myśl, że zależało jej na kimś 
innym, sprawiła, że prawie wysunął 

swoje zęby - a przecież znał tę kobietę zaledwie 
godzinę. Każdy zaborczy instynkt zaczął się 

rozciagać, jak kot budzący się o świcie, cała jego uwaga 
skupiła się na smukłej blondynce 

stojącej przed nim. 

- Na ostatnim roku zaczęły dziać się dziwne rzeczy, 
które mnie zmartwiły. Kazał mi 

zakładać spódniczkę, ponieważ uwielbiał mnie w 
spódniczkach i wściekał się, gdy miałam na 

sobie jeansy. Kupował mi do picia gorącą czekoladę i 
obrażał się za to, że nie okazywałam 

właściwie swojej wdzięczności. Problemy zaczęły się 
nasilać zanim ukończyłam studia. 

Miała silny głos, ale jej ręce się trzęsły. Chciał wstać i 
objąć ją ramionami by wiedziała, 

background image

że jest z nim bezpieczna. Ten cały Parker ją skrzywdził? 
Gdyby podniósł na nią rękę, byłby 

martwy. Adrian dorwałby go i własnoręcznie 
wypatroszył. 

Poczuł na sobie czyjś wzrok i odwrócił się. To był 
Simon. Facet patrzył na niego tak, 

jakby dokładnie wiedział o czym myśli. Jego partnerka 
została zaatakowana i poważnie 

zraniona przez członka Dumy, zanim została 
przemieniona. Becky pochyliła się ku Simonowi 

i głaskała uspokajająco jego ramię, ale jej oczy były 
wlepione w Sheri. 

Adrian skupił swoją uwagę z powrotem na swojej 
Królewnie Śnieżce. 

- Rudy wiedział, że nie widzę zbyt dobrze. Jestem 
prawie niewidoma. Używałam laski 

kiedy wychodziłam z terenu college’u i z domu. Znałam 
dobrze swoją drogę, więc to nie było 

trudne, a laska przydawała się najbardziej przy 
przechodzeniu przez ulicę. Zabrał mi laskę 

wmawiając, że ukradły ją jakieś dzieciaki i wtedy 
zaoferował mi pomoc. Zaczął opuszczać 

background image

swoje zajęcia by zaprowadzać mnie na moje, co wtedy 
było bardzo słodkie. Jednak, gdy nie 

wchodziłam do budynku lub jeśli sprawdził, że mnie 
tam nie było, wariował. 

- Wtedy poznałam Maxa. - nie uśmiechała się już 
smutno, lecz psotnie. - Umawiał się z 

dziewczyną, która stawała się zbyt upierdliwa i 
próbował zakończyć ten związek, nie 

krzywdząc jej przy tym. I, nie, nie było innej kobiety - 
po prostu czuł presję i chciał odejść. 

Mieliśmy podobne problemy. Powiedział wtedy, że 
chce się spotkać z Rudym a ja się 

zgodziłam. 

Adrian wyczuł jej napięcie. Każdy, za wyjątkiem 
bawiących się na górze dzieci, siedział 

cicho. 

- Nie muszę mówić, że Rudy nie był zbyt szczęśliwy ze 
spotkania z Maxem. Tamtej nocy 

poszliśmy na randkę i on zaciągnął mnie w głąb lasu. 
Niczego nie podejrzewałam, ponieważ 

już tam chodziliśmy. To było jego ulubione miejsce, 
gdzie mogliśmy porozmawiać o swoich 

background image

marzeniach, planach na życie, takiego typu rzeczy. 

Westchnęła, przechylając głowę na bok. Adrian miał 
wrażenie, że patrzy się na niego. 

Uchwycił blask czerwieni w jej oczach, zanim uniosła 
głowę, chowając swoje oczy za 

okularami. - Tamtej nocy mnie zaatakował. Przedtem 
nie wierzyłam w wilkołaki lub w 

zmiennokształtne Pumy. 

- Wilkołaki? - zapytała Belinda. Stała blisko Becky, co 
było u niej nawykiem od czasu 

ataku na Betkę. Oczy Becky się zwęziły, Emma 
wyglądała na zamyśloną. Obaj liderzy Dumy 

wyglądali na obojętnych i nie okazując żadnych emocji, 
stawiając Adriana na baczności. 

Jeszcze raz zwrócił swoją uwagę na Sheri. 

- Tak, wilkołaki. Rudy przemienił się na moich oczach i 
zaatakował mnie. Przycisnął 

mnie do ziemi i chciał mnie dosiąść. Moje skaleczenia 
były… poważne. - wzięła głęboki 

oddech, oczywiście przybita wspomnieniami i Adrian 
nie mógł już dłużej wytrzymać;wstał i 

background image

podszedł do niej, stając obok, łapiąc ją za rękę, którą nie 
trzymała Jerry’ego. Wydawało się, 

że zrelaksowała się, czując jego dotyk - jej głos 
uspokoił się i stał się mocniejszy, a jego 

Puma zamruczała w wyrazie satysfakcji. - 
Zdecydowałam, że ucieknę od niego, ale naprawdę 

poważnie krwawiłam. Czasami myślę, że chciał bym 
uciekła by móc napawać się pogonią, 

ale myślę, że nie spodziewał się po mnie, że ucieknę na 
drogę. - uśmiechnęła się nieznacznie. 

- Wreszcie mój Anioł Stróż się ocknął, kiedy zostałam 
prawie potrącona przez Simona, 

wracąccego z imprezy.- Simon kiwnął ponuro głową, 
potwierdzając jej historię. - Błagałam 

go by zawiózł mnie do szpitala. Zamiast tego zabrał 
mnie do Maxa. Nie pamiętam zbyt wiele 

z tego, co się potem wydarzyło ale kiedy się obudziłam 
byłam całkowicie wyleczona, 

pomijając znak po ugryzieniu. - podciągnęła brzeg 
białego swetra, by ukazać bliznę. Adrian 

kątem oka zauważył jak Becky potarła podobny znak. 
Simon przytulił do siebie swoją 

background image

partnerkę i spojrzał na nią z zaciekłą opiekuńczością co, 
chociaż raz, Adrian całkowicie 

rozumiał, bo on również chciał w ten sam sposób 
spojrzeć na Sheri. 

Sheri puściła brzeg swetra i ponownie złapała Adriana 
za rękę. Nie był pewny czy była 

świadoma tego co zrobiła. - Max ugryzł mnie i tym 
samym przemienił. W przeciwnym razie 

bym umarła. Kiedy Rudy próbował znowu mnie 
skrzywdzić, byłam w stanie się obronić. 

Zmusiłam się do ucieczki przed nim i jego sforą. 

Max zabrał głos, zanim Adrian zdążył zadać pytanie 
typu : dlaczego nie jesteś wilkiem? - 

W tym momencie byłem pewien tego, że Parker 
zachował się jak łajdak. Skontaktowałem się 

z lokalną sforą ale oni nie wiedzieli nic na jego temat 
albo grupki jego przyjaciół. Obiecali, że 

zajmą się nim. Kiedy Parker próbował odpłacić mi, 
zmieniając Sheri, razem z Simonem 

byliśmy gotowi by z nimi walczyć. Cały czas ściga 
Sheri. Została zmuszona do tego by 

background image

ukrywać się i nie mieć żadnego wsparcia, nawet ze 
strony członków Dumy, ze strachu, 

żebParker mógłby wykorzystać ich przeciwko niej. 
Poprosiła by mogła dołączyć do naszej 

Dumy, co oznacza, że nie będzie już dłużej sama. - Max 
ogarnął pokój srogim spojrzeniem. - 

Poradzimy sobie teraz z tym niebezpieczeństwem. 

Alfa uśmiechnął się, kiedy członkowie jego Dumy 
mruknęli w aprobacie. Adrian poczuł 

jak ręka Sheri zadrżała w jego. 

- Teraz, do tych z kociętami, miejcie na uwadze, że 
Parker jest chorym człowiekiem, 

który zrobi wszystko by dostać Sheri. Chrońcie je, 
musicie wiedzieć gdzie przebywają przez 

cały czas. Roześlę do każdego e-maila ze zdjęciem 
Parkera, po to byście wiedzieli co robić 

jak go zobaczycie. Macie się skontaktować wtedy ze 
mną lub z Simonem... 

- ...lub ze mną. - wtrącił się Adrian, ściskając 
uspokajająco dłoń Sheri. Przestał 

natychmiast, gdy zauważył grymas na jej twarzy, ale nie 
puścił jej, rozluźniając jednak uścisk. 

background image

- Lub z Adrianem. - Max kiwnął głową. - W żadnym 
wypadku nie pozwólcie na 

zbliżenie się Parkera do waszych kociąt. Towarzyszą 
mu trzy inne wilki. Możliwe, że potrafią 

się zmieniać. Skontaktuję się ze sforą z Pocono i 
zobaczę czy nam pomogą. Z tego, co 

ostatnio słyszałem to lider sfory martwi się tylko o 
własny tyłek, więc możemy liczyć tylko 

na siebie. 

- Pomogę. -powiedziała Belinda. - Są miejsca, do 
których będzie musiała chodzić bez 

partnera. Będę tam z nią chodzić. 

-Nie jest Curaną, więc powinna być bezpieczna... - 
wymamrotała jedna z kobiet. 

- Że co? - Adrian zadrżał, słysząc srogi ton głosu 
Emmy, gdy Curana Dumy zareagowała 

na wypowiedź kobiety. Otoczyła ją cienka mgła, 
poważna oznaka jej wkurzenia. - Wątpisz w 

moje słowo, że Belinda Campbell nie miała nic 
wspólnego z atakiem na Rebeccę Yaeger? 

Oho, zaczyna się. Jeżeli kobieta była wystarczająco 
mądra, to szybko powinna się 

background image

wycofać i natychmiast przeprosić. Adrian obserwował 
jak kilka kobiet wzdrygnęło się i 

odsunęło od sprawczyni tego zamieszania. 

- Nie, Curano. - kobieta pochyliła ulegle głowę. 

- Dobrze. - Emma spojrzała na pozostałych członków 
Dumy. - Oczekuję, że ten nonsens 

się zakończy. Belinda udowodniła zarówno Rebecce jak 
i mi, że nie miała nic wspólnego z 

atakiem Livii na Rebeccę. Obarczanie jej 
odpowiedzialnością za czyny Livii jest niewłaściwe 

i oczekuję od was poprawy. Zrozumiano? 

Adrian patrzył jak Max stanął obok swojej partnerki, 
ukazując chłodne ostrzeżenie w 

swoich oczach każdemu, kto się jej sprzeciwi. 
Sprzeciwianie się Emmie, oznaczało 

sprzeciwianie się Maxowi - do czego żaden mężczyzna 
w tym pomieszczeniu nie był zdolny, 

i dobrze o tym wiedział. Dyskusja zakończyła się, kiedy 
Bety zajęły miejsca tuż obok Alf z 

podobnym rażącym spojrzeniem. 

Wymamrotane szepty akceptacji ogarnęły cały pokój, 
co zrelaksowało Alfy. 

background image

- Sheri od jutra będzie pracować na pół etatu we 
Wallflowers - dodała Emma cieplejszym 

tonem. 

- Może się wprowadzić do mieszkania Becky, znajduje 
się przecież nad sklepem - 

powiedział Simon, jeszcze raz obejmując ręką swoją 
partnerkę. 

Becky spojrzał na niego. – „Może”? A co z osobą, która 
tam obecnie mieszka? 

- Pomyślałem, że mogłaby wprowadzić się do mnie. Nie 
masz nic przeciwko, prawda? - 

Simon uśmiechnął się do swojej partnerki, Adrian zaś 
musiał ukryć uśmiech. Reszta osób 

nawet się tym nie kłopotała. Kilkoro zachichotało, gdy 
Becky chrząknęła w odpowiedzi. 

- Lubię moje mieszkanie. 

- Tak będzie Sheri łatwiej, a Ty zrobiłabyś dobry 
uczynek dla nowej przyjaciółki. 

Becky westchnęła. - To było poniżej pasa Simon. 

- A poza tym, w nocy będzie mi zimno w nogi. 

- Ach, cóż, przecież nie możemy pozwolić by zmarzły 
ci nogi, prawda Garfieldzie? 

background image

- Uznam to za zgodę. - Simon posłał jej szeroki 
uśmiech, gdy w pokoju rozległy się 

śmiechy. 

Ten moment, pełen śmiechu, pozwolił rozładować 
napięcie. Ludzie usiedli 

wygodnie,oddając się dyskusjom na temat pomocy 
Sheri i poznając najnowszego członka 

Dumy. Adrian nie odstępował jej na krok, zaskoczony 
tym, że Belinda również. Wyglądało 

na to, że przypadły sobie do gustu. Rozsiadł się i patrzył 
jak śmiały się z czegoś razem, 

następnie zaplanowały wyjście na lunch następnego 
dnia, po pracy Sheri. Poczuł jak i w nim 

rozładowuje się napięcie - jego partnerka będzie 
bezpieczna z Belindą. A jutro od Maxa 

dowie się całej historii. 

ROZDZIAŁ III 

- No dalej, pytaj. - Sheri próbowała się nie uśmiechnąć, 
gdy Belinda odłożyła swoją 

kanapkę i odchyliła się na łokciach, patrząc zarówno z 
ciekawością jak i z poczuciem winy. 

- Jak to jest być albinoską? - Belinda spytała cicho. 

background image

Sheri westchnęła, odkładając swoją kanapkę. Nie czuła 
się obrażona. Przyzwyczaiła się 

poprawiać ludzi, ale ciągle przeszkadzało jej to, że 
pytali. - Naprawdę nienawidzę tego słowa. 

-Dlaczego? 

Czekała aż ktoś zada jej to pytanie po wczorajszym 
spotkaniu Dumy, ale Belinda była 

pierwszą osobą, która się odważyła. Obydwie kobiety 
siedziały w barze „Kelly”, jedząc 

hamburgery i frytki - oczywiście olewając swoje diety. 
To było jedno z najmilszych 

popołudni jakie miała od dłuższego czasu. Fajnie było 
znowu mieć przyjaciela. Miała 

nadzieję, że tego nie zniszczą. 

- Jestem osobą z albinizmem. Mówiąc, że jestem 
albinoską to tak jak twierdząc, że 

cierpię na zaraźliwą chorobę, jakbym była trędowata. 
To stan z jakim żyję, a nie to kim 

jestem. 

- Ale nie jest to gorsze od nazywania mnie blondynką. 

- Wątpię. - zaśmiała się. - Pomyśl o stereotypie 
„albinosa”. Jesteśmy zawsze złymi, tymi, 

background image

którzy robią paskudne rzeczy kilku biednym 
niewiniątkom, którzy nie wiedzą, że albinosi to 

diabły wcielone. A poza tym nikt się na ciebie nie gapi, 
bo jesteś blondynką. 

Nastąpiła chwila ciszy. - W porządku - odpowiedziała w 
końcu Belinda. - Powiedz mi 

jakiś dowcip o blondynce. 

Sheri zatrzymała się z hamburgerem w ustach, pochyliła 
głowę, próbując wychwycić 

ekspresję drugiej kobiety. 

- Może to? Ruda wchodzi do gabinetu lekarza i mówi : 
„Doktorze, gdziekolwiek się nie 

dotknę, to mnie boli.” Doktor kazał jej dotknąć się w 
każdym miejscu, upewniając się, że za 

każdym razem krzyknęła. Spytał czy jest naturalną 
blondynką... przerwij mi, jeśli znasz 

puentę? 

Zaczerwieniła się,słyszała to już wcześniej, i śmiała się 
tak głośno jak jej przyjaciele. 

- Doktor powiedział : „Tak myślałem, masz złamany 
palec.” 

background image

Usłyszała jak Belinda bierze łyk wody. - Pewnego 
wieczoru blondynka grała w Trivial 

Pursuit ze swoimi przyjaciółmi. Kiedy nadeszła jej 
kolej, wyrzuciła kości i stanęła na Nauce i 

Naturze. Jej pytanie brzmiało : „Jeśli jesteś w próżni i 
ktoś cię woła to czy go usłyszysz?” 

Blondynka zastanawiała się przez chwilę i 
odpowiedziała: „A jest on włączony czy 

wyłączony?3” 

Sheri przygryzła wargę by się nie śmiać, ale miała 
wrażenie, że Belinda to zauważyła. 

- „Albo moje ulubione. Dlaczego blondynka uśmiecha 
się, gdy strzelają pioruny? Bo 

myśli, że robią jej zdjęcie.” 

Sheri nie dała rady dłużej powstrzymywać swojego 
rozbawienia i ulżyło jej, gdy Belinda 

również zachichotała. 

- Mam licencjat z Zarządzania i Finansów, ale ludzie 
przez całe moje życie uważają mnie 

za idiotkę bo wyglądam jak lalunia. 

Sheri mogła tylko wzruszyć ramionami. - Czasami tak 
postępuje z tobą życie, a czasami 

background image

sama jesteś sobie winna. Więc, znam trochę kawałów o 
blondynkach, śmieję się z nich i 

staram się, żeby opinie innych ludzi nie wpływały na 
mnie. To nie zawsze działa, ale staram 

się. 

- Wow. Przykro mi. 

3 Vacuum to zarówno próżnia jak i odkurzacz. 

- W porządku. Mówię tylko, żeby nie pozwolić na to, by 
stereotypy cię przytłoczyły. Jeśli 

tak robisz, to skupiasz całą swoją energię na czymś, co 
tak naprawdę na dłuższą metę nie ma 

zanczenia. Jeśli obrażałabym się za każdy usłyszany 
dowcip o blondynce, to bym musiała się 

złościć przez cały czas. 

Belinda pochyliła się w stronę Sheri, by ta mogła 
zobaczyć jej szeroki uśmiech, i 

szepnęła: 

-Albo stałabym się rudzielcem, czczącym Ms. Clairol4. 

Jadły chwilę w ciszy. 

- Masz swoją własną firmę?” 

background image

- Nie - odpowiedziała Belinda z westchnieniem. - 
Pracowałam u Noego jako kelnerka, 

planowałam zgłosić aplikację na stanowisko 
kierownika, ale... nie wypaliło. Jestem pewna, że 

mogę sobie pozwolić na otwarcie własnego interesu, ale 
chciałam ująć doświadczenie na 

stanowisku kierownika w papierach przy staraniu się o 
pożyczkę. Nie sądzę bym się bez tego 

kwalifikowała. 

Sheri usłyszała ból w głosie kobiety. - Przykro mi. 

- W porządku. Rynek i tak zasysa teraz te biznesy, które 
i ja chcę otworzyć. 

- Jaki biznes? 

- Razem z Livią… żartowałyśmy sobie, że stworzymy 
coś swojego. Ja chciałam otworzyć 

bar lub restaurację, i nazwać je „Blondynką” lub czymś 
w tym stylu, ona chciała Spa. - 

Belinda wzruszyła ramionami. - Dlatego uwielbiałam 
pracować u Noego. Kocham branżę 

restauracyjną. 

- Co się stało z twoją pracą? 

background image

- Zostałam zwolniona. 

- Dlaczego? 

- Bo ludzie uważali, że współdziałałam z Livią. 
Zaatakowała Becky, dość ciężko ją 

raniąc, podczas tegorocznej maskarady. Livia groziła 
Becky, by nakłonić Emmę do oddania 

jej pierścienia Curany. 

- Co? - Sheri nie mogła wierzyć własnym uszom. - Ktoś 
próbował wykorzystać Becky 

by dostać się do Emmy? 

- Tak. Nie wiedziałam o tym, dopóki nie zobaczyłam 
jak Simon niósł Becky by ją 

uzdrowić i przemienić. 

- I połączyć się z nią. 

- I połączyć się z nią. - Usłyszała inny rodzaj bólu w 
głosie Belindy i zastanowiała się czy 

ta kobieta czuje coś do Simona. Jeśli tak, to byłaby taka 
szkoda, Simon był przecież oddany 

swojej partnerce. 

- Ale pierścień... 

background image

- Nie zrobi z ciebie Curany, prawda? Ale jeżeli Emma 
oddałaby go... 

- ...byłaby uznana za słabą - Sheri dokończyła 
zamyślona. 

- Dokładnie. Stałaby się pokarmem dla kota. 

Sheri zaśmiała się. Zaczynało jej się tu podobać. 

Adrian czekał na zewnątrz baru i obserwował dwie 
rozmawiające i śmiejące się kobiety. 

Coś w jego sercu się uspokoiło, gdy ujrzał ją po raz 
pierwszy tak zrelaksowaną, odkąd ją 

poznał. 

- Może jeśli będziesz się gapił wystarczająco długo to 
ciuchy same z niej spadną.- 

powiedział Simon, podchodząc i patrząc na kobiety. 

Adrian przewrócił oczami. - Jest moją partnerką. 

4 Producent farb do włosów. Ponoć najlepszy ;p i 
oczywiście nie dostępny w Polsce. 

Simon uśmiechnął się szeroko. - I to ty będziesz osobą, 
która użyje wobec niej swojego 

niezwykłego, rozpruwającego szmatki, spojrzenia 
mocy? 

background image

- Dupek. 

Simon klepnął go po plecach i Adrian uśmiechnął się. 

- Wydaje się, że się zadomawia. - powiedział Simon, 
opierając się o ceglaną ścianę baru. 

- No. 

- Becky ufa Belindzie. 

- A ty nie? - Adrian zatrzymał swoje spojrzenie na 
kobietach, ale jego uwaga była 

całkowicie skupiona na Simonie. 

- W pewnym sensie tak. 

- Ufasz Becky i Emmie? 

Simon westchnął. - Tak, niech to szlag. - To brzmiało 
tak, jakby już odbył taką rozmowę, 

równie przegraną. Becky prawdopodobnie dała mu 
wykład. Zdecydował się uspokoić 

Simona. Były sprawy na temat Belindy o których 
wiedział i mogłyby zaszokować Simona. 

Adrian kiwnął głową. - Byłeś kiedykolwiek u Kelly 
kiedy i Belle tam była? 

Simon spojrzał na Adriana, podniosząc jedną brew. - 
Belle? 

background image

Adrian kiwnął głową. - Tak tam nazywają Belindę, 
Belle. 

- Nie, nie byłem tam, kiedy Belle była. A dlaczego 
pytasz? 

- Mogłaby cię zaskoczyć. 

Simon parsknął. - Umawiałem się z nią, z przerwami, 
przez cztery lata. Nic, co by zrobiła 

nie mogłoby mnie zaskoczyć, chyba że wyhodowałaby 
drugą komórkę mózgu. 

- Naprawdę? Wejdźmy. 

Adrian otworzył drzwi i wepchnął do środka Simona. 
Simon, zaskakująco, pozwolił na 

to. 

- Hej, Belle! 

Brwi Simona uniosły się do linii włosów, gdy Frank 
Kelly zawołał Belindę po imieniu. 

Adrian uśmiechnął się szeroko i czekał. Już wiedział co 
nastąpi. 

-Tak, Frank? 

- Co zrobisz gdy blondynka ciśnie w ciebie granatem? 

- Złapię, wyciągnę zawleczkę i odrzucę. 

background image

W całym barze wybuchły śmiechy. - Hej, Belle! - 
zawołał jeden ze stałych klientów. - 

Czy zaciął cię kiedyś jakimś kawałem? 

- Nie. - Belle odpowiedziała dumnie. 

- Pewnego dnia cię zaskoczę, Belle! - zaśmiał się Frank. 

- Tak samo jak mojego małego pieseczka? 

Więcej śmiechów. Adrian widział szok na twarzy 
Simona, gdy pchnął go z powrotem 

przez drzwi. - Widzisz? 

- Za każdym razem, gdy tylko ją widziałem, była ze 
swoimi elitarnymi przyjaciółmi.- 

powiedział Simon. - Nie zachowywała się tak przy nich. 

- Oczywiście, że nie, mogliby wykopać jej tyłek z ich 
klubu - odpowiedział Adrian. 

Stanął znowu przy ścianie i obserwował bar, patrząc jak 
Sheri z Belle jedzą. - A poza 

tym, każdy wie dlaczego umawiałeś się z Belindą i to 
nie była dla niej rozmowa. 

Simon wzdrygnął się. - Nie zachowywała się tak 
również przy mnie. 

background image

Adrian kiwnął głową. - Dała ci to, co myślała, że 
chciałeś. 

- Puszczalską blondynkę - powiedział Simon w 
zamyśleniu. 

- Nie chcę byś poczuł się jeszcze gorzej, ale ona nigdy 
nie umawiała się z nikim innym 

poza tobą. 

Simon znowu się wzdrygnął. - Jezu, dzięki. 

Adrian wzruszył ramionami. - Nie wiem czy uważała 
cię za swojego partnera, czy nie, 

ale jak już go znajdzie, to będzie wiedziała. Do tego 
czasu myślę, że Sheri jest bezpieczna z 

Belle. 

- No dobra - Simon zgodził się z westchnieniem. - 
Zaufam jej. 

*** 

- Gadaj.- Adrian spojrzał groźnie na swojego przyjaciela 
i wspólnika, krzyżując ramiona i 

blokując mu wyjście z gabinetu. Właśnie zamknęli 
kliknikę a z pomieszczenia było tylko 

jedno wyjście. 

background image

- Przepraszam? - niebieskie oczy Maxa zalśniły na 
chwilę złotem, wyczuwając wyzwanie 

Adriana. 

Adrian westchnął. - Max, ona jest moją partnerką. Jak ty 
byś się czuł, gdyby Emma była 

w niebezpieczeństwie? - odpowiedziało mu niskie 
warczenie. - Więc powiedz mi. Czego 

mam się spodziewać? 

Max westchnął i przeciągnął dłonią po włosach. - Rudy 
Parker jest chorym skurwielem. 

Próbował zgwałcić ją jako wilk. Kiedy to się mu nie 
udało, ugryzł ją. Gdyby mu nie uciekła 

byłaby teraz w Sforze zamiast w Dumie. 

- Takiego typu rzeczy dzieją się bardzo szybko, tak 
myślę. Jak ona zdołała mu przed tym 

uciec? 

Max wzruszył ramionami. - Nie mam pojęcia. 
Pamiętam tylko rozerwany kawałek jej 

ramienia. 

Adrianowi wymknęło się warczenie. - Oderwał jej 
kawałek ramienia? 

background image

Max kiwnął głową. - To dlatego ma tam blizny. Nawet 
magiczny napój Pumy nie mógłby 

tego uzdrowić. 

Adrian parsknął śmiechem, jego oczy wróciły do 
normalnego, brązowego odcienia. 

- Magiczny napój Pumy? 

- To stwierdzenie Becky, nie moje. 

- Się wie. - Adrian zaczął kroczyć. - No dobra, 
próbował ją zgwałcić, zdołała mu uciec 

zanim ją przemienił, a od tamtej pory ją goni. Ogólnie 
podsumowując, to tyle? 

Max kiwnął powoli głową. 

-Czego mi nie mówisz? 

-Uciekła nietknięta5, zdążyła zanim sprawy nabrały 
nieciekawego obrotu. Ona wie jak 

bardzo jest teraz niebezpieczny, a jeśli on dowie się, że 
jesteście partnerami to zrobi wszystko 

by cię dorwać. 

- Poradzę sobie z nim. 

Max potrząsł głową. - Nie będzie sam. Użyje swojej 
sfory, a Pumy przeciwko watasze 

background image

wilków... 

- Pumy przegrają. - Adrian zatrzymał się i patrzył 
beznamiętnie na ścianę, jego myśli 

pędziły. - Musimy zatem trzymać Dumę blisko nas. 

- Sheri nie będzie sama. Simon został wyznaczony by 
pilnować jej, gdy gdzieś wyjdzie. 

Belinda, Becky i Emma będą przy niej kiedykolwiek 
będzie to możliwe. 

- A ja będę z nią w nocy. 

- Jeśli ją do tego przekonasz. 

- Wątpisz we mnie? - Adrian uśmiechnął się do Maxa, 
pewny swoich uwodzicielskich 

zdolności. 

- Będzie próbowała cię odepchnąć dla twojego 
bezpieczeństwa. Jeśli mam być szczery, 

zdziwiłem się, kiedy w końcu się z nami skontaktowała 
i poprosiła o dołączenie do Dumy. 

Zaproszenie było aktualne odkąd ją ugryzłem. 

5 W seksualnym tego słowa znaczeniu;p 

- Co oznacza, że sprawy prawdopodobnie układają się 
jeszcze gorzej niż nam mówi - 

background image

wymamrotał Adrian, jego opiekuńczy instynkt zapłonął 
żywo. Ogarniało go pragnienie by 

pójść do niej, podnieść ją za ten jej boski tyłek i zanieść 
ją do domu, do jego pieczary, gdzie 

byłaby bezpieczna. 

- Tak. 

- Nie masz nic przeciwko temu, że Emma jej pilnuje? 

Uśmiech Maxa był dziki, a jego oczy zabłysły złotem. - 
Jeśli ten dupek dotknie mojej 

partnerki, psiakrew, niewłaściwie przy niej odetchnie to 
nakarmię go jego własnymi jajami. 

Adrian kiwnął głową, napinając mięśnie, gdy moc Maxa 
przetoczyła się przez pokój. 

Potrzeba bezpieczeństwa stała się jeszcze silniejsza, gdy 
zobaczył wyraz twarzy swojego 

Alfy. 

-Jeśli Emma nie zrobi tego pierwsza? 

Max uśmiechnął się rozluźniając, a Adrian odprężył się 
razem z nim. - Raz połamała 

facetowi nos. 

-Wiem. 

background image

- Wiesz? 

- Taaa, całe miasto wiedziało. 

Max zamrugał. - Więc dlaczego ja nie wiedziałem? 

Adrian wzruszył ramionami. – A dlaczego miałbyś 
wiedzieć? Nie było cię w mieście 

kiedy to się wydarzyło, a nikt nie podejrzewał, że 
zamienia się w twoją partnerkę. 

Max wypuścił powietrze. - Pokłóciłem się z tą kobietą 
by się dowiedzieć tej całej 

historii… W porządku. Nieważne. – warknął, widząc 
uśmiech Adriana. – Przekonamy się czy 

zdołasz wyciągnąć od Sheri resztę tej historii. 

- Nie ma problemu. - Adrian odwrócił się by wyjść z 
gabinetu i zauważył jedno ze zdjęć 

sukni ślubnej, które Emma przypięła do tablicy 
ogłoszeń. Zatrzymał się z szerokim 

uśmiechem. 

- Tak w ogóle, to możesz przekazać Emmie wiadomość 
ode mnie? 

- Pewnie, co takiego? 

background image

Ciekawość w głosie Maxa sprawiła, że prawie się 
roześmiał. - Możesz jej powiedzieć, że 

brakuje tutaj zdjęć ze strojem kąpielowym? Jeśli 
planujecie swoją podróż poślubną na 

Karaibach to musi wybrać jakieś bikini. 

- Próbujesz mnie wkurzyć? 

- Możesz przynieść jej zdjęcia w bikini? Byłoby super. 

-Wynocha! Dupek. 

Adrian opuścił gabinet, śmiejąc się. Nadszedł czas by 
zapewnić sobie partnerkę. 

ROZDZIAŁ IV 

Sheri bardzo ostrożnie wyjęła Sun-catcher6 z 
zapakowanego przez Simona pudła. Duży 

artysta stał nad nią, obserwując jak jastrząb jej każdy 
ruch. Upewniła się by być dodatkowo 

ostrożną z delikatną częścią. 

Pracowała we Wallflowers od dwóch dni i jeszcze nie 
została sama choć na chwilę. Jeżeli 

Becky i Emma nie były obecne, to jakiś inny członek 
Dumy „tylko zaglądał by zrobić jakieś 

background image

zakupy”. Jakby nawet kobieta taka jak Marie Howard 
mogła robić zakupy w jednym sklepie 

przez trzy godziny. Dzięki Ci Boże za Belindę. W 
końcu nie udawała dlaczego tak naprawdę 

tam przebywała i dwie kobiety szybko stały się 
przyjaciółkami. Może jeśli Rudy odszedłby z 

jej życia, mogłaby pomóc Belindzie w realizowaniu jej 
marzeń. 

„Proszę nie rozbij tego.” 

„Uważam,” odpowiedziała zaczynając się wkurzać. 

„Bez urazy, ale zajmuje ci to całą wieczność.” 

„Chciałbyś sam to zrobić?” 

„Nie-ee, wygląda na to, że dajesz radę.” Zaczął 
poruszać się niespokojnie dookoła 

delikatnych mebli jak zamknięty w klatce… no cóż, 
górski lew. „ Becky w tym tygodniu 

oficjalnie się do mnie przeprowadza.” 

„Wiem. Pomagam jej się pakować.” Włożyła delikatnie 
Sun-catcher do białego pudełka z 

wydrukowaną ze złotych liter nazwą i logo sklepu. 
„powiedziała, że będę mogła się 

background image

wprowadzić pod koniec tygodnia.” Co nastąpiłoby 
szybko rozważając fakt, że był wtorek. 

„Więc zapoznała cię już ze wszystkim?” 

„Taaa, znam układ i wszystko inne.” 

„Świetnie. Nie dlatego, że będziesz tam mieszkać 
bardzo długo jeśli Adrian będzie miał 

coś do powiedzenia w tej kwestii.” 

„Simon?” 

„Taa?” 

„Opowiedz mi o Adrianie.” Mogła ugryźć się w język 
zanim wyślizgnęły się te słowa, ale 

ciekawość zżerała ją jak oszalała. 

„Jest w tym samym wieku co ja, więc o rok młodszy od 
Max’a. Uczęszczał do lokalnej 

szkoły, jego rodzice nadal tu mieszkają i są szczęśliwą 
parą od jakiś trzydziestu lat. On się 

takim urodził, nie został stworzony. Ma siostrę i brata, 
oboje młodszych od siebie, oboje są 

nadal w colleg’u poza miastem. Ma swój własny dom i 
samochód, współpracuje z Max’em i 

nigdy nie złamał prawa.” 

background image

„Kobiety?” 

„Żadnej na poważnie.” 

„Tak zepsuty jak ty?” 

Simon warknął. „Nie byłem tym zepsutym.” 

„Nie, no oczywiście, że nie. Sypialnia każdej miała 
obrotowe drzwi.” 

„Pocałuj mnie w tyłek.” Wygmerał. 

Sheri się uśmiechnęła. „Więc jest podrywaczem?” 

„Nie za bardzo. Nie umawiał się na poważnie, ale 
Sheri? Powiedział mi, że jesteś jego 

partnerką, co oznacza, że w ogóle się nie umawia.” 

„Myli się.” Skłamała. 

„Więc kiedy się do ciebie zbliży, to potraktujesz go 
dobrze ok? Jest jednym z moich 

najlepszych przyjaciół.” 


http://www.womansday.com/var/ezflow_site/storage/im
ages/wd2/content/crafts/sun-catcher/7787-3-eng- 

US/Sun-Catcher_full_article_vertical.jpg 

„Walnę go w głowę pałką od baseball’a jeśli spróbuje,” 
odpowiedziała spokojnie. 

background image

„Jest dobrym facetem i zadba o ciebie.” 

„Potrafię sama się o siebie zadbać, dzięki bardzo.” 

„Jego mama cię pokocha.” 

„Nigdy mnie nie pozna.” 

„Jest w Dumie, już to zrobiła i daj wreszcie do cholery 
spokój.” 

„Nie wiem o czym mówisz,” pociągnęła nosem kończąc 
zawiązywać ładną, złotą 

kokardkę na pudle. 

Odsunęła dłonie od kokardki. Spojrzała w górę w 
ciemne oczy Simona. „Jesteście 

partnerami. Zaufaj mi, nie możesz temu zaprzeczyć. 
Walczyłem o uwagę Becky przez sześć 

miesięcy… psiakrew, jeśli mam być szczery to było to 
trochę dłużej i była to czysta agonia.” 

„Więc?” 

„Więc jeśli z tym walczysz, to zaczną się sny. Gorące, 
spocone sny. Takie przez które 

jesteś obolała. I to się pogarsza. Nie czujesz żadnego 
pragnienia do nikogo innego, bo jeśli 

background image

twoje ciało nie będzie mogło mieć autentyku, to 
przyjmie sny. Nie możesz odrzucić swojego 

partnera.” 

Ściągnęła swoje ciemne okulary i próbowała nie 
zmrużyć oczu w świetle. Pozwoliła im 

zamienić się w czerwone. „Rudy g zabije. Jeśli go 
odrzucę to go ochronię-” 

„Gówno prawda” 

Wzdrygnęła się; nie zwróciła uwagi na dzwoneczek 
ogłaszający otwarcie drzwi. Założyła 

z powrotem na nos swoje okulary. „Witam, doktorze 
Giordano.” 

„zadzwoń do Becky,” Adrian powiedział do Simona. 

„Po co?” zapytał Simon. 

W odpowiedzi, Adrian przeskoczył przez szklany blat i 
przerzucił sobie przez ramię 

Sheri w stylu strażaka. Zignorował jej pisk w proteście, 
złapał za smycz Jerry’ego. Jerry, 

zdrajca, natychmiast się podporządkował gdy Adrian 
wyszedł z nimi spokojnie z budynku. 

„Na razie, Simon!” 

background image

Simon wybuchnął śmiechem. „Na razie, ludziska.” 

„Postaw mnie,” warknęła Sheri. 

- Nie. 

- Natychmiast mnie postaw, jełopie! 

Wzburzył się z uśmiechem. – Nie jesteś pierwszą osobą, 
która tak do mnie mówi. 

Uspokoiła się, bezsensowna zazdrość spowodowała, że 
widziała na czerwono. – Kto? 

- Simon i Max. 

Rozluźniła się. - Oh. 

- Ugryziesz mnie to cię skarcę. Tak dla twojej 
wiadomości. 

Jego radosny ton głosu naprawdę zaczynał grać jej na 
nerwach. To i jej pozycja do góry 

nogami zaczynały powodować u niej ból głowy. – Ty i 
która armia, kolego? 

- Myślisz, że sam sobie z tobą nie poradzę, księżniczko? 

Chrząknęła gdy posadził ją w swoim samochodzie, 
dając jej głośnego całusa w czubek 

głowy. Czuła się jak trzylatka. – Wiesz, jest kilka 
naprawdę dobrych leków dla osób w twoim 

background image

stanie. Rozważałeś może zażycie kilku? 

- Nawet się nie waż wyjść z samochodu. 

- Nawet o tym nie myślałam. Masz mojego psa.- 
wymamrotała i skrzyżowała ramiona na 

swojej piersi gdy zamknął drzwi ze śmiechem. 
Przynajmniej nie spadły jej okulary. 

Oczywiście, doktor Jełop nie kwapił się by zabrać jej 
kurtkę, także siedziała tam z 

zamarzniętym tyłkiem w swojej czarnej bluzce i 
spodniach. Palant. 

Uśmiechnął się szeroko, otworzył drzwi od strony 
kierowcy i posadził Jerrego na tylnym 

siedzeniu. Zdrajca usiadł radośnie, machając swoim 
ogonem gdy Adrian go głaskał. Potem 

usiadł za kierownicą i odpalił samochód. 

- Gdzie jedziemy? 

Mogła usłyszeć uśmiech w jego głosie. – Do mnie. 

- Nie. 

- Nie co? 

- Nie, nie jadę do ciebie. 

- Oj, przepraszam. 

background image

- I dobrze. Zabierz mnie z powrotem. 

- Niee. 

- No to za co przepraszasz? 

- Za to, że cię rozczaruję. Jedziesz do mnie. 

- Doktorze Giordano, zaczęła mówić. 

Zamknął jej usta ręką. – Mam na imię Adrian. 

- Mph rr hmpf. 

- Co? Adrian zabrał rękę z jej ust. 

- Dziękuję. 

- Yy, nie ma za co. 

- A teraz zabierz mnie z powrotem do sklepu - Znowu 
skrzyżowała ręce na piersi 

spojrzała wściekle na niego, desperacko starając się nie 
zadrżeć z zimna. Zauważył to jednak i 

włączył ogrzewanie. 

- Nie. 

- Natychmiast. 

- Nie. 

- Ja nie żartuję! 

- Nie. 

background image

Warknęła. Cholernie warknęła na niego. – Adrian. 

- Przepraszam, partnerko, nic z tego, przestań prosić – 
Skręcił na podjazd. Gdy tylko z 

odległości otworzył drzwi od garażu, wyszła z 
samochodu, gotowa do powrotu do 

Wallflowers. Zdążyła jedynie postawić około dziesięciu 
kroków zanim ją złapał i przerzucił ją 

sobie przez ramię. 

Gdy warknęła na niego, poklepał ją uspokajająco w 
tyłek. 

- Oj nie, nie waż się. Mam twoje psa, pamiętasz? – 
Śmiech w jego głosie jeszcze pogłębił 

jej warknięcie. Poczuła jak jej oczy zmieniają się z 
rozdrażnienia w czerwone. 

- Dzień dobry, doktorze Giordano. 

- Dzień dobry, pani Anderson – poczuła jak zdjął z jej 
tyłka swoją rękę by komuś 

pomachać. 

- Czy to nie nowy członek Dumy? – starsza pani spytała 
tym swoim plotkarskim szeptem. 

- Owszem i jest też moją partnerką. – Adrian 
odpowiedział szeptem z grzesznym 

background image

humorem. 

Sheri znowu warknęła. 

- Oo to dobrze! Witaj w sąsiedztwie młoda damo! 

- Została porwana – odpowiedziała spokojnie. Jedno z 
nich musiało być zdrowe 

psychicznie. 

- To miło kochana. Miłego dnia. 

Poczuła jak trząsł się od śmiechu pod jej brzuchem i 
uderzyła go w pośladek tak mocno 

jak tylko dała radę. Podwójny palant. 

- Ał. - Klaps jaki poczuła na swoim tyłku zapiekł jak 
diabli. – Przestań. 

- Postaw mnie! 

- Pozwól mi tylko wypuścić psa… proszę bardzo, - 
powiedział gdy Jerry wyskoczył z 

auta i wylądował przy jego stronie. Zamknął nogą drzwi 
samochodu i zaniósł ją do garażu. 

Patrzała wściekle na swojego psa i rozważała 
przerobienie go na karmę dla kota. – Chcę 

wrócić. 

background image

- Przykro mi skarbie. Nic z tego. Witaj w domu. – 
wymruczał zamykając drzwi od 

garażu. 

- Zostawiłeś na zewnątrz swoje auto. – wskazała, jej 
zęby trochę zazgrzytały z zimna. 

- Ale moja partnerka jest w środku. – Przesunął ręką po 
jej pupie. – Hmm, stringi? 

Uwielbiam stringi. – westchnął szczęśliwie. 

- Świnia – wymamrotała rozbawiona wbrew sobie. 

- Masz z tym jakiś problem? Kwik, kwik. 

Zdusiła obrażony śmiech gdy niósł ją do domu. Nie 
postawił jej dopóki nie weszli do 

salonu. Ujrzała ciemno- brązową, drewnianą podłogę , 
ściany spalonej sjeny i beżowe meble 

z poduszkami koloru czekolady i palonej sjeny. Stolik 
był wyrzeźbiony z ciemnego drewna, 

ale nie mogła ujrzeć ostrości rzeźb. Wyglądało to tak 
bujnie, że zapragnęła przebiegnąć po 

tym palcami i zbadać to bardziej dokładnie. Byłaby w 
stanie to zobaczyć gdyby tylko była 

bliżej, ale nie chciała by myślał, że cokolwiek w jego 
domu ją interesowało. Jego meble były 

background image

nowoczesne i wygodne. Przekonała się o tym gdy 
bezceremonialnie rzucił ją na kanapę. 

Tkanina pod koniuszkami jej palców była tak miękka 
jak jedwab, co oznaczało, że była 

prawdopodobnie z mikrofibry. Prawie zamruczała 
przebiegając ręką, potem znowu zanim 

przypomniała sobie, ze była wkurzona. Zdecydowała się 
na kontratak. 

- Nie jesteś moim partnerem. 

- Owszem jestem. Woda czy sok? 

Otworzyła usta by odpowiedzieć sok, jednak 
potrząsnęła głową ze wstrętem. – 

Wychodzę, teraz. 

- Zrób jeden krok przez te drzwi wejściowe a nie 
usiądziesz przez tydzień. – zawołał 

ponownie tym samym radosnym tonem głosu, którym 
pytał ją o napój. 

- Zadzwonię po policję i oskarżę cię o porwanie mnie!. 

- Proszę bardzo. Szeryf jest jednym z nas i wnukiem 
pani Anderson. 

- Ugh! 

background image

- Tak kochanie.- Podał jej sok z szerokim uśmiechem, 
zdusiła pragnienie by rzucić nim w 

jego zadowoloną twarz. 

Spróbowała czegoś innego. – Nie chcesz mieć partnerki. 
Powiedziałeś mi to. 

- Prawda, tak ci powiedziałem. 

- Ja też nie chcę, - warknęła. 

- Taka szkoda, tak mi przykro. Utknęłaś ze mną. 

Obnażyła swoje zęby gdy usiadł obok niej, kołysząc w 
dużej dłoni puszkę wody sodowej. 

– Nie jeśli najpierw cię zabiję. 

Wyciągnął rękę i zabrał jej z dłoni sok. –Wiesz – 
powiedział odkładając wodę obok jej 

soku. – Jeszcze cię nie oznaczyłem. 

Podskoczyła gdy się nad nią pochylił. – Nawet o tym 
nie myśl! 

Westchnął, rozpierając się z powrotem na poduszkach. 
– Jesteś moją partnerką. Ja jestem 

twoim partnerem. Ugryzę cię, ty prawdopodobnie 
ugryziesz mnie--” 

- Ale nie tam gdzie ty chcesz. 

background image

Spiorunował ją spojrzeniem, w końcu gubiąc część tego 
rozweselenia. – Czy to dlatego, 

że powiedziałem, że nie chcę partnerki? 

Przewróciła oczami. – Palant. 

- Bo jeśli powiesz, że to uchroni mnie przed Parkerem 
to naprawdę skopię ci tyłek. 

Pomachała przed nim palcem. – Aż nad to drażniłeś 
dotykiem mój tyłek, ej! – Rzucił się 

nad kanapą i chwycił ją, łapiąc obiema rękoma jej 
pośladki i przyciągając ją bliżej do siebie. 

Naparł swoimi ustami o jej, pozwalając by poczuła 
erekcję pod jego luźnymi spodniami. – O 

rany – wydyszała. 

Zdjął jej okulary, jego ciemne oczy zapłonęły w złocie 
gdy uchwycił jasną czerwień jej. – 

Jesteś tak kurewsko piękna, wiesz o tym? 

- Nie jestem – wymamrotała. 

Uśmiechnął się powoli i zmysłowo. Patrzył na nią jakby 
była miską pełną kremu, którą 

chciałby wylizać. – Oh tak, jesteś. – Jedną ręką trzymał 
ją przed sobą; drugą odłożył okulary 

background image

na kanapie i uniósł by popieścić jej włosy. – Wiesz o 
czym pomyślałem gdy ujrzałem cię po 

raz pierwszy? 

- O gównie? 

Zaśmiał się z oburzeniem. – Nie. Pomyślałem, że 
wyglądasz jak królewna śnieżka. 

- Królewna śnieżka. Jak oryginalnie. – wyszydziła, 
próbując nie pozwolić się rozproszyć 

jego bliskością ( i jego erekcją). Udałoby się gdyby nie 
drżał jej głos. 

- Chciałem rzucić cię na podłogę i pieprzyć dopóki 
oboje byśmy nie zemdleli. 

Jej kolana się zatrzęsły. 

- Potem chciałem cię oznaczyć i zabrać gdzieś daleko 
by nikt cię już nigdy nie zobaczył, 

nie chciał. Wiesz dlaczego? 

- Feromony? – odpowiedziała słabo. Jej sutki 
stwardniały pod biustonoszem, jej oddech 

przeszedł w płytkie sapanie. 

Zaczął znowu pieścić jej tyłek. – Bo jesteś moja. 

background image

Zmarszczyła brwi. Gdyby nie jego przeklęty zapach to 
skopałaby mu za to jaja. – Do 

nikogo nie należę. 

- Wszystko w porządku. Bo jestem twój. – szepnął 
zanim ujął jej usta w pocałunku, przez 

który prawie spadła na podłogę. To nie było żadne 
delikatne nakłanianie, ani pierwszorandkowy 

pocałunek. To był wojownik żądający roszczenia do 
swojej kobiety, najeżdżając 

gwałtownie na jej usta, bez litościwego poddania, 
zmuszając jej wargi i zęby do rozchylenia 

się dla niego z cała tą finezją wściekłości, 
hormonalnego samca. A ona to kochała. Zacisnął 

dłoń na jej pośladku w rozkosznym bólu, a drugą ścisnął 
włosy i przyciągnął dopóki jej usta 

nie znalazły się dokładnie tam gdzie chciał. 

Splądrował ją, przypisując ją sobie nawet bez 
ugryzienia, a ona bawiła się w tym. W 

przeszłości kochankowie traktowali ją jakby była ze 
szkła, z delikatną troską, jak gdyby 

obawiali się, że ją rozbiją. Lekceważyli jej siłę. Adrian 
nie tylko to uznał, rozkoszował się 

background image

tym. Praktycznie wbiła się w jego ciało, chowając obie 
dłonie w jego ciemnych, krótkich 

włosach i umieszczając jego usta tam gdzie chciała. 
Pomógł tuląc w obiema dłońmi jej tyłek, 

przyciągając ją mocniej do siebie. Okrążyła nogami 
jego talię i jęknęła gdy kontynuowali 

ustny atak na siebie. 

Kiedy się uniósł i ją ugryzł, znacząc ją, doszła tak 
bardzo, że ujrzała gwiazdy. Nie 

przejmował się nawet by odchylić kawałek jej bluzki. 
Ugryzł ją przez materiał, brutalność 

tego czynu zwiększyło jej podniecenie do osiągnięcia 
szczytu, co wydawało jej się nie 

możliwe. 

- Do łóżka, teraz. – wymruczał. 

- Mhmm. 

Zaśmiał się ochryple od jej słabej, wydyszanej 
odpowiedzi, niosąc ją po schodach. 

Wszystko było zamazane paloną sjeną i ciemnym 
drewnem gdy ruszył z maksymalną 

prędkością, praktycznie roztrzaskując ich o ścianę gdy 
skręcił do sypialni. - Nago. Nago 

background image

będzie dobrze. 

- Um. – odpowiedziała, gryząc zawzięcie jego szyję. 

Zamarł na środku pokoju i zadrżał zupełnie. Wychylił w 
tył głowę by dać jej lepszy 

dostęp, co chciwie przyjęła znacząc go w taki sam 
sposób w jaki on oznaczył ją. 

Dźwięk rozpruwanego materiału był dla niej pierwszym 
sygnałem, że być może naciskała 

zbyt mocno gryząc go. Jego pazury rozerwały jej 
spodnie, ich chłodny dotyk wysłał dreszcze 

w dół jej kręgosłupa gdy poczuła jak zaczepiły się o jej 
majteczki i zdarły je. 

Kiedy pazurami postrzępił swoje spodnie jęknęła; 
dobry, przyzwoity doktor urósł pod 

swoimi bokserkami. Zaledwie poczuła jak je kopnął gdy 
wszedł w nią na stojaka. To była 

najbardziej cudowna rzecz, jaką w życiu poczuła. 
Napełnił ją prawie do granicy bólu. 

- O ja pierdolę.- wymamrotał. 

- Proszę, śmiało – wydyszała. 

Złote oczy zabłyszczały w nią. – Nie rozśmieszaj mnie 
księżniczko. 

background image

Powoli obróciła biodrami, co sprawiło, że zamknął oczy 
w rozkosznym jęku. – 

Rozpraszacz ze mnie. 

Podszedł do łóżka, z każdym krokiem zagłębiając się 
bardziej w niej. Z delikatną siłą 

położył ją na krawędzi łóżka, jego penis ani razu nie 
opuścił jej ciała. – Gotowa na mnie? 

Zagapiła się na niego. –Niee. Myślałam, że się 
położymy i rozważymy pomalowanie 

sufitu. Głupek. 

Cofnął i naparł mocno na nią, powodując, że zasapała. – 
Coś mówiłaś? 

- Jeśli odpowiem to znowu tak zrobisz? – spytała z 
szeroko otwartymi oczami. 

Użył pazurów by podrzeć jej bluzkę i stanik, rozsuwając 
strzępy i ukazując jej piersi 

swojemu głodnemu spojrzeniu. – Chcę widzieć jak się 
ruszają. – szepnął. Ukazały się jego 

kły, jego oczy błysnęły złotem a jego dłonie zdobiły 
pazury co delikatnie ugniatało jej 

miękkie ciało. Lekki ból tylko uświadomił jej jego 
obecność. Chwycił za jej biodra i zaczął 

background image

pieprzyć, mocno, szybko i wściekle 7, napierając na jej 
ciało, jego spojrzenie było przykute do 

jej piersi. 

- C’mere – wydyszała, pociągając za jego ramiona. 
Musiała wyraźnie widzieć jego twarz 

gdy oboje dosięgnie orgazm. 

Pozwolił jej na przyciągnięcie siebie do niej. Wiedziała, 
że teraz to jego Puma była 

silniejsza od jej. Obie były zbyt blisko wydostania się 
na zewnątrz gdy ich ludzie się kochali, 

jego siła rzucała jej się w oczy gdy zgiął jej blade ciało. 
Wiedząc, że mogłaby rzucić na 

kolana tak silnego mężczyznę podnieciło ją jeszcze 
bardziej. Przestał gdy dotykali się 

czołami, patrząc się bezpośrednio w jej czerwone oczy 
gdy wbił się w nią z całą siłą. 

Wiedziała, że będzie potłuczona, obolała od jego 
maltretowania, ale do diabła nigdy nie czuła 

się tak dobrze. 

Dłońmi ślizgał się po jej ramionach aż nie sięgnął po jej 
nadgarstki, podciągając je z 

background image

delikatną siłą aż nie znalazły się nad jej głową. Była 
dosłownie nim przykryta od głowy aż po 

palce. Jego oczy pozostały otwarte, przykute do jej, 
pełne zaborczej pasji i zajęczała, 

ponownie dochodząc. 

- Moja – warknął, rozlewając się w niej, jeszcze raz 
zębami przyczepił się do swojego 

znaku. Widok i zapach jego przyjemności zmieszał się z 
jego ukąszeniem wywołując jeszcze 

raz jej szczyt. Jej dłonie zacisnęły się w jego włosach 
gdy orgazm skradł jej oddech, 

wyginając jej plecy w łuk, otworzyła usta w cichym 
krzyku. 

7 Wiedziałam, że ma coś z Vin Diesel’a :D 

ROZDZIAŁ V 

A niech to, pomyślał Adrian, patrząc się na kobietę 
śpiącą na brzuchu obok niego. 

Gdyby wiedział, że tak wyglądałby seks z partnerką to 
już cholernie dawno zacząłby jej 

szukać. Jeszcze nigdy w swoim życiu nie doszedł tak 
intensywnie. Tak kurewsko. 

background image

Intensywnie. A teraz było tyle rzeczy, które chciał 
zrobić z jej ponętnym, kremowym ciałem. 

Na przykład, jeszcze nie ssał tych brzoskwiniowych 
sutków, albo nie drasnął zębami jej 

brzucha. Nie wylizał jej kremowego ciała, co zamierzał 
uczynić zaraz po jej przebudzeniu. 

Chciał zostawić znak na jednym z tych doskonałych 
pośladków lub może na wewnętrznej 

części uda zanim posmakuje jej aż nie zacznie krzyczeć 
jego imię. Nawet nie było cholernej 

mowy by odmówiła ich partnerstwa. 

Jeśli opuściłaby go w jakiś niefortunny sposób by go 
ochronić, umarłby lub 

zwariował. Nie. Wytropiłby ją i przyniósł z powrotem 
do swojej pieczary, tam gdzie było jej 

miejsce. Wtedy związałby ją i rżnął aż nie mogłaby się 
ruszać. 

Ta myśl, apelowała do niego nawet, jeśli nie 
próbowałaby to zostawić. 

Pozostawił siniaki na tych ładnych pośladkach i 
zadrapania od pazurów na jej 

background image

biodrach. Oparł się pragnieniu by poprawić 
pocałunkiem te znaki, wiedząc przy okazji, że 

oddychała tak jakby była wyczerpana. Ten ścigający ją 
gnojek zapłaci za to, że tak bardzo ją 

straszy aż nie może spać. Zapłaci podwójnie za 
skrzywdzenie jej, za zostawienie znaku na tej 

doskonałej skórze. 

Oparł się pragnieniu by warknąć wyzwanie do świata na 
myśl o Parkerze 

naruszającym jego piękne wspomnienie. Zastanawiał się 
czy ten gnój był jeszcze w mieście i 

jak zareaguje na wieść, że Sheri ma partnera. 

Pomyślał o swoim Mustangu na podjeździe i 
zdecydował, że lepiej będzie jak nim 

wjedzie do garażu. Wstał ostrożnie, nie chcąc 
przeszkadzać Sheri. Jego księżniczka 

potrzebowała snu. Miał wobec niej plany jak tylko się 
obudzi. Idąc do szafy wyjął zniszczoną 

parę jeansów i ubrał je, potem założył swoje najstarsze 
tenisówki i najcieplejszą flanelową 

koszulę. Podniósł swoje rozerwane spodnie i zaniósł je 
na dół do pokoju gościnnego 

background image

wyjmując swoje kluczyki najciszej jak tylko mógł, 
potem otworzył kredens i wyjął stary 

rewolwer swojego ojca. Sprawdził ostrożnie ją dzień 
wcześniej strzelając do tarczy by się 

upewnić czy działa poprawnie. Działała. Włożył ją za 
sobą do spodni zakrywając koszulą. 

Wszedł do garażu i otworzył bramę. 

Kurwa. Wygląda na to, że Parker tu był, pomyślał 
gapiąc się na cztery przebite opony. 

Wyjął broń i zamknął bramę, skanując oczami obszar, 
by zobaczyć czy gnojek nadal tam był. 

Kiedy nic się nie wydarzyło opuścił broń i wrócił do 
środka by zadzwonić do Gabriela 

Andersona, Maxa i Simona. 

Spojrzał w górę, gdy właśnie skończył rozmowę z 
Simonem, by ujrzeć Sheri zawiniętą 

w jedną z jego koszul, stojącą na szczycie schodów, jej 
piękne błękitne oczy były pełne żalu. 

A to go wkurzyło. 

– Nawet o tym, kurwa, nie myśl.- Zawarczał, wchodząc 
po dwa schodki na 

raz. 

background image

– Adrian… 

– Nie. – Wziął ją w ramiona, jej głowa spoczęła w 
kołyszących ją 

ramionach. W porównaniu z nim była taka mała i 
delikatna, że czuł się jak jaskiniowiec. 

Pragnienie, by chronić swoją partnerkę, było tak silne, 
że aż zadrżał. – Nigdzie nie idziesz. 

– Nie mam żadnych ubrań – powiedziała, uśmiechając 
się delikatnie. – 

Muszę iść po jakieś. 

Odsunął się i spojrzał na nią. – Myślę, że wyglądasz 
przepięknie. 

Przewróciła oczami. – Co się stało z twoim wozem? 

– Ktoś postanowił naostrzyć sobie pazury na oponach. 

Jej szczęka się zacisnęła, oczy zabłysnęły czerwienią a 
plecy zesztywniały w gniewie. 

Poczuł jak wbija w jego plecy swoje pazury. 

– To jest kurewsko podniecające. 

Zmarszczyła brwi. – Co takiego? 

– Patrząc, jaką jesteś wojowniczką. To sprawia, że chcę 
cię ubrać w skórę i 

background image

wygiąć cię nad pniem drzewa. 

Podniosła jedną brew, żal uleciała z jej oczu, gdy 
spojrzała na niego gniewnie. – 

Świnia. 

– Czy już o tym nie rozmawialiśmy? Oink oink 
kochanie. 

Jej wargi zadrżały. 

– Idź na górę. Mam długi szlafrok, który możesz ubrać. 
Wisi na drzwiach w 

łazience. Będziesz musiała zejść na dół i porozmawiać, 
z Gabem oraz z pozostałymi, ale 

później będziemy mogli pójść spać. 

– A co z twoim autem? 

– Max i Simon pomogą mi rano zmienić opony. Belle 
może pójść z tobą do 

pracy. 

– Powtarzam: w jakich ciuchach? 

Zmarszczył brwi w zamyśleniu. – Dobra uwaga. 
Pozwól, że oddzwonię do Maxa. 

Emma może przywieść kilka twoich ubrań z pokoju 
hotelowego. 

background image

– Jeśli Rudy wie, że tu jestem to może to być 
niebezpieczne dla Emmy. 

– Kolejna dobra uwaga. – Podniósł komórkę i wybrał 
numer do Maxa. – 

Hej Max? Zabierz ze sobą Emmę. Sheri potrzebuje 
kilku swoich ubrań z hotelu. 

– Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. – 
Odpowiedział Max – Jeżeli był 

właśnie u Ciebie to prawdopodobnie wie gdzie się 
zatrzymała. Tam jest niebezpiecznie. 

– Taa, wspomniała o tym. Zamierzałem się ciebie 
spytać czy pojedziesz z 

nią. Jeśli Parker może zaatakować was dwoje to 
jesteśmy w większych kłopotach niż 

myślałem. – Spróbował zignorować dokuczliwą myśl, 
że tak samo i on powinien tam być. 

Jego miejsce było u boku jego partnerki, chroniąc ją, nie 
jego Alfa. To była robota Gabe’a. 

– Mogę pojechać po jej rzeczy. Myślę, że wiem, co 
zabrać. Koszulkę, 

spodnie, bieliznę, tak? 

background image

– I kosmetyki – powiedziała Sheri, wiedząc, że Max ją 
słyszał. 

– Kosmetyki? 

– I psią karmę dla Jerrego i jego miski – dodała. 

– Coś jeszcze potrzebuje? 

– Możliwe, dlatego powiedziałem żebyś wziął Emmę. – 
Położył dłoń na 

głośniku, wiedząc, że i tak Max go usłyszy. – W tym 
związku Emma jest tą sprytniejszą. 

– Dupek – zagderał Max. 

– Adrian usłyszał w tle Emmę. – Podaj mi telefon, 
lewku. Cześć Adrian. 

Wszystko tam w porządku? 

– Nie wliczając mojego Mustanga, nikomu nic nie jest. 

– Oj. Porysował karoserię? 

– Gdyby to zrobił, to tylko pogorszyłby swoją sytuację. 

Emma prychnęła. – Jesteśmy już w drodze. Znajdę to, 
co potrzebuje Sheri i przywiozę 

dobra? 

– Dobra. Na razie. 

background image

– Pa. 

Odłożył telefon i przyciągnął ją w swoje ramiona, 
masując łagodząco ręką jej plecy. – 

Widzisz? Wszystko załatwione. – Dał jej szybkiego 
buziaka w usta zanim się odsunął. – Idź 

założyć ten szlafrok skarbie. Gabe powinien tu być lada 
chwila i nie ma potrzeby by zobaczył 

Cię wyglądającą tak seksownie. 

Zauważył jak obawa powraca w jej oczach zanim 
odwróciła się i ruszyła do sypialni. 

Ooo tak. Parker tego pożałuje. 

– Więc jesteście z Adrianem parą?- Zapytała Belinda, 
gdy następnego ranka 

szły do Wallflowers. 

Sheri starała się by jej mina nie wyglądała na 
zachwyconą. Opuszczając go, 

przeciwstawiając się partnerstwu, nie wydawało się już 
dłużej być dobrą opcją. Postawił 

sprawę jasno, po tym, co zaszło w poprzedzającą noc, 
że jeśli go zostawi to ją znajdzie, 

mamrocząc coś o kajdankach i kolumienkach, gdy niósł 
ją do łóżka. – Ugryzł mnie przez 

background image

moją bluzkę. 

Belinda pogwizdała. – Plotka mówi, że wyniósł cię ze 
sklepu, wsadził do swojego auta 

i ruszył ku zachodzie słońca. 

– Właśnie. Dupek. 

Belinda się zaśmiała. – Co? 

– Na zewnątrz jest zimno, a on zabrał mnie bez mojego 
płaszcza i torebki. 

– Nie wziął twojej torebki?- Pokręciła głową w 
niewierze. – Faceci to 

idioci. 

– Ty to powiedziałaś. 

– Więc czyj płaszcz masz na sobie? – Śmianie się, 
wiedząc, jaki wyraz 

twarzy ma Belinda mówiło, że już zna odpowiedź. 

Sheri pogłaskała ciemną, skórzaną kurtkę, którą założył 
na nią Adrian zanim 

pocałował ją na pożegnanie. Zadowolony uśmiech, z 
którym tak walczyła, pojawił się na jej 

twarzy. – Jego. 

– To jego ulubiona. 

background image

– Wiem. Groził mi surową, cielesną karą, jeżeli nie będę 
na nią uważać. 

Belinda wsunęła jej rękę pod swój łokieć, gdy zbliżyły 
się do skrzyżowania. Gdy tylko 

kobiety zaczęły przechodzić przez ulicę czarny 
samochód wyjechał z piskiem opon z zakrętu i 

pruł w ich stronę z niesamowitą prędkością. Belinda 
zasapała, pchając Sheri z powrotem na 

chodnik, gdy tylko Jerry zaczął się cofać, wyczuwając 
zbliżający się samochód. Straciła 

równowagę i upadła, trzaskając głową o zimie, 
samochód uderzył Belindę, wyrzucając ją na 

dobre dziesięć stóp. 

Okulary Sheri spadły jej z nosa, rażące światło 
słoneczne ją oślepiło. Jerry piszczał i 

lizał jej dłoń, gdy samochód, ciemny sedan, popędził 
ulicą, ledwo mijając inny samochód 

zanim skręcił za róg i zniknął z oczu. 

– Belle? – Wybełkotała. Zaskoczyło ją to jak trudno 
było jej mówić. 

Żadnej odpowiedzi. Lub, jeśli jakaś była to i tak nie 
mogła jej usłyszeć. Ból w czaszce 

background image

narastał, gdy próbowała podnieść głowę, by znaleźć 
drugą kobietę, a świat stał się nagle 

czarny. 

*** 

Adrian patrzał na swoją partnerkę i poczuł głębię 
wściekłości jak nigdy dotąd. 

Dosłownie drżał przez to. Nie miał wątpliwości, co do 
tego, kto był odpowiedzialny za stan 

jego partnerki. 

Rudy Parker był martwy. 

– Belindzie nic nie będzie. Musieli zoperować jej 
złamane biodro, ma też 

złamaną rękę i jest w szoku. Lekarz powiedział, że 
miała szczęście, mogło być o wiele gorzej. 

Ale będzie z nią wszystko w porządku.- Powiedział 
cicho Simon, gdy wchodził do pokoju. 

Zabrzmiał zarówno zszokowany jak i wściekły. – Gabe 
przeprowadzi wywiad z 

naocznymi świadkami, i wróci by porozmawiać z Sheri 
jak tylko się ocknie. 

– Zabiję go – Śmiertelna lekkość jego głosu dziwnie 
rozbrzmiała w 

background image

zaciemnionym pokoju. 

Simon patrzył na niego osobliwie, ale kiwnął głową. – 
Razem ze mną i Maxem. 

Oznaczało to, że jeśli z jakiegoś powodu Adrian nie 
będzie mógł go wykończyć, to ci 

dwaj się nim zajmą. Doskonale wiedział, że nie będzie 
takiej potrzeby. 

Adrian czuł jak jego Puma warczała i rozchodziła się 
pod jego skórą. Nie mógł 

oderwać oczu od swojej partnerki. – Chcę dla niej 
dwudziesto-cztero godzinnej ochrony 

zanim nie zabiorę jej do domu. – Rozkaz w jego głosie 
był niewątpliwy. 

Simon zmarszczył brwi. – To już załatwione, ale 
mógłbyś zechcieć spuścić trochę z 

tonu. 

Adrian spojrzał na swojego Betę i wiedział, że jego 
oczy były złote z wściekłości. 

Czuł jak parł na niewidzialną barierę, gdy obaj z 
Simonem patrzyli na siebie nawzajem. 

Nigdy nie przekroczył granic, nigdy nie próbował się 
przekonać, która z ich Pum jest 

background image

silniejsza. Był absolutnie zadowolony ze statusu quo. 
Nigdy nie czuł potrzeby by przewodzić, 

jedynie chronić. Ale jeśli jedynym sposobem na 
zapewnienie ochrony swojej partnerce było 

przeciwstawienie się Simonowi, prawdopodobnie tracąc 
przy tym swojego najlepszego 

partnera… to był gotowy walczyć. 

– Uspokoić się. Obydwaj. – Głos Maxa był napełniony 
kompletną władzą. 

Adrian i Simon odwrócili się by zobaczyć stojącego w 
drzwiach Alfę, światło dochodzące z 

korytarza przesączało się przez tę dziwną mgłę, która 
owinęła go, kiedy musiał narzucić 

swoją wolę. 

Adrian czuł się dziwnie oderwany, gdy mgła go 
dotknęła. Simon wzdrygnął się i 

cofnął. 

- Przepraszam, stary. Wiem, że się o nią martwisz. 
Chryste, wszyscy się martwimy. 

Adrian kiwnął głową, jego oczy były wlepione w Maxa. 
Dziwny uśmiech na twarzy 

blondyna zaczął grać mu na nerwach. – Ochrona? 

background image

– Tak zdecydowałeś. Co sugerujesz? 

Ton w głosie Maxa był mdły, mgła ciągle go otaczała. 
To był wyraźny rozkaz. 

Adrian zmarszczył brwi, zaskoczony, ale mimo to 
odpowiedział. – Ochrona 

dwadzieścia cztery godziny na dobę dopóki nie wyjdzie 
ze szpitala. Dwie Pumy przy wejściu, 

dwie na korytarzu. Trzeba ją przesunąć na sam koniec 
pokoju i w końcu jedna Puma przez 

cały czas musi pilnować klatki schodowej. Tylko 
mężczyźni, nie będziemy ryzykować kobiet. 

Nikt nie wejdzie do pokoju bez twojej zgody, Simona 
bądź mojej. Jedna z kobiet zostanie tu z 

nią dopóki się nie obudzi, w nagłym wypadku. Ta, 
której ufamy. 

– Sugeruję zrobić to samo dla pani Campbell – 
powiedział Gabriel 

Anderson za plecami Alfy.– Jeśli Parker zdecyduje, że 
jej ingerencja kosztowała go chybienie 

pani Montgomery to pewnie będzie chciał się 
odwzajemnić. 

background image

Adriana ścisnęło. – Nie ma teraz nikogo w Dumie, 
komu mogę zaufać w sprawie 

Belle. 

– Zajmę się tym. 

Zdeterminowany ton głosu Gabriela przypominał mu 
jego własny; zastanowił się 

krótko, czy ten facet zdawał sobie z tego sprawę. 

Max kiwnął głową. – Dobrze. Zajmij się tym. Wyznacz 
tego, komu ufasz, obydwaj 

wyznaczcie. Współpracujcie ze sobą. Zanim opuszczą 
szpital, chcę się dowiedzieć o planach 

ich ochrony po powrocie do domu. Simon, razem z 
Becky jedźcie to Poconos i 

porozmawiajcie z nowym Alfą Sfory. Ma na imię Rysio 
Lowell. Zgodził się nam pomóc przy 

Parkerze. Dojazd zajmie wam około dwóch godzin, 
wykluczając zmiany pogodowe. Emma 

zabezpieczy sklep; Marie zgodziła się na zastępstwo 
dopóki Sheri i Belinda nie staną na nogi. 

– Wchodzę w to. – Simon poklepał Adriana po 
ramieniu, wtedy zrobił to 

background image

samo Maxowi mijając go. Odszedł nie oglądając się za 
siebie. 

– Może moglibyśmy zorganizować małe polowanko, 
znaleźć tego 

sukinsyna i zakończyć to wszystko. - Niskie warczenie 
Gabe’a było echem, jakie Adrian czuł 

wewnątrz siebie. 

– Znasz jego zapach? 

– Wyczułem powiew, ale nie wystarczający by robił za 
ślady. Mam 

częściową poszlakę i opis pojazdu. 

– Zatem czekamy. 

Gabe pokiwał głową, akceptując bez namysłu 
wypowiedź Adriana. 

Max nadal się osobliwie uśmiechał, gdy słuchał 
rozmowy pomiędzy Adrianem a 

Gabem. – Twoja partnerka zaczyna się budzić. 

Adrian się odwrócił, skupił swoją całą uwagę na Sheri. 
Pochylił się nisko nad nią żeby 

go dokładnie widziała. – Cześć księżniczko. 

background image

Otworzyła mętne błękitne oczy i spojrzała na niego – 
Przepraszam. 

– Za co? Za to, że prawie zginęłaś? – Zmusił się by ton 
jego głosu był 

delikatny, podczas gdy czuł się inaczej. 

– Za zadrapania na twojej kurtce. 

Powolny szeroki uśmiech zagościł na jego twarzy. – 
Dobrze. Za to masz później 

klapsa. 

– Belle? 

Jej smutny szept doprowadzał go do szału. To, że czuła 
niepokój było dla niego nie do 

zniesienia. – Nic jej nie będzie. Nie martw się o nią. 

– Żyje? 

– Tak, skarbie, żyje. Ma złamane biodro i ramię, 
doznała też szoku, ale 

żyje. 

– Uratowała mnie. 

– Wiem kochanie, wiem. – I tym samym zapewniła 
sobie jego dozgonną 

lojalność. 

background image

Nie mógł oprzeć się dotykając jej przez jeszcze chwilę, 
głaskając delikatnie jej 

platynowe blond włosy z twarzy, tak czule jak tylko 
było możliwe. 

– Śpij, kochanie. Jestem tu. Zapewnię, że będziesz 
bezpieczna. 

Kiedy trąciła nosem jego rękę z taką ufnością i 
natychmiast zapadła w sen, dwie 

rzeczy się wydarzyły. Jego serce pękło na pół, 
uzdrawiając się razem z nią od rdzenia. 

A także postanowił zabić Parkera zanim ponownie 
zaatakuje. Ten facet nie tylko zranił 

jego partnerkę, zranił jego Dumę. Patrząc w ciemno- 
niebieskie oczy szeryfa, Adrian 

nareszcie zrozumiał, co skłoniło jego ojca do pozostania 
gliną. Ta sama dzika potrzeba 

chronienia paliła się także w oczach Gabriela. 

ROZDZIAŁ VI 

Max wprowadził w życie każdą formę ochrony, którą 
zasugerował. Zaskakująco, 

Adrian odnalazł się i razem z Gabem stworzyli dobry 
zespół, prześcigali się pomysłami 

background image

dopóki nie postawili na taki, który obydwaj 
zaakceptowali. Gabe zdołał zdobyć pozwolenie 

szpitala na umieszczenie strażników, na zmiany w 
pokoju, na wszystko, co chcieli. 

I przez to Max ich obserwował, w ciszy, ten dziwny 
uśmiech na jego twarzy gościł bardziej 

niż zwykle. 

– Powiesz mi, do kurwy nędzy, z czego się tak 
śmiejesz? – Następnego 

ranka Adrian w końcu nie wytrzymał. To stało się tuż 
po otwarciu. Max przybył do pracy z 

tym cholernym uśmiechem na swojej twarzy, który nie 
chciał zejść. To doprowadzało 

Adriana do szału. 

Pierwszy raz Adrian poczuł siłę Maxa w całej 
okazałości. Złotowłosy facet 

wyprostował się do swojego pełnego wzrostu, jego moc 
wyskakiwała z niego, napełniając 

zmysły Adriana dopóki nie powinien upaść na ziemię, 
czołgając się. Dlaczego go nie 

zaskoczył. Powinien znaleźć się na podłodze całując 
tani dywan. Zamiast tego ciągle stał, 

background image

patrząc na Maxa, z każdym ostrzegawczym zmysłem w 
nieznanej groźbie. Nawet nie 

zorientował się, że walczył dopóki Max nie złagodniał, 
nagle siła wycofała się do niego, która 

sprawiła, że Adrian się potknął, jakby opierał się o 
ścianę, która właśnie nagle zniknęła. 

– Rozumiesz, co się z Tobą stało? 

Głos Maxa był delikatny. 

– Nie – powiedział Adrian, przerażony. Czy prawie 
rzuciłem wyzwanie 

Alfie? 

Max uśmiechnął się szeroko. – Przestań do cholery. 

Prawie rzuciłem wyzwanie Alfie, a on się z tego śmieje? 
Obnażył gardło w geście uległości, 

wbrew swojemu wcześniejszemu występkowi, który 
wydawał się doskonale naturalny. 

– Nie obnażaj przede mną swojego gardła. 

– Rozkaz w głosie Maxa, bliski gniewu, zaskoczył go. 
Pękała mu głowa. 

– Dlaczego nie? Prawie cię wyzwałem, do kurwy nędzy. 

Max zaśmiał się. – Dupek. 

background image

Jakoś, słysząc jak jego kumpel tak do niego mówi 
sprawiło, że poczuł się dobrze. – W 

porządku, lwiątku, dlaczego nie powiesz, co się ze mną 
dzieje? 

– Tylko Emma może tak do mnie mówić- zagderał Max, 
klapiąc na fotel. 

Wyciągnął przed siebie swoje długie nogi, krzyżując je i 
kładąc swoje dłonie na brzuchu. 

Obrazował spokój, ale nie zrobiło to z Adriana głupka. 
Te niebiańsko błękitne oczy były zbyt 

ostre, by wydawały się naprawdę zrelaksowane. 

– Dobrze. O wielki i wspaniały Władco, udziel mi swej 
mądrości. I 

pośpiesz się z tym, mam za godzinę pacjenta. 

Max przewrócił oczami. – Pamiętasz, jaką pozycję w 
Dumie miał Twój ojciec? 

Adrian kiwnął głową; to nie był sekret. – Taa, był 
Marshalem. 

– A jakie jest zadanie Marshala? 

Adrian zmarszczył brwi. Max był wkurwiający. – 
Marshal czuwa nad bezpieczeństwem Alf i 

background image

Dumy. – Wyrecytował jak papuga. – Dostanę teraz 
ciastko? 

– A kiedy ostatnim razem Duma była w 
niebezpieczeństwie? Max podniósł 

jedną brew i gapił się na niego wymagając odpowiedzi. 

Adrian wypuścił powietrze. – Mój ojciec zabił 
wyrzutka, który skrzywdził członka Dumy. 

Konkretnie kobietę. – Dodał z małym warknięciem. 

– Yhy. A kiedy to było? Dwadzieścia pięć lat temu? 

– Taa, no i? 

– Więc twój tata nie jest już Marshalem. 

– Adrian wzruszył ramionami. – Wiem. Zgodziłem się 
by został nim 

Gabriel. Dlatego wrócił na ten obszar. – Adrian 
przełknął ślinę otwierając 

szeroko oczy. 

– Mówisz, że jestem zastępcą Gabe’a? 

Max przewrócił oczami. – Nie idioto. To Gabe jest tym 
drugim. Ty jesteś Marshalem. 

Adrian mrugnął. – nie ma kurwa mowy. 

– Jest kurwa mowa. 

background image

– Jestem okulistą. Nie gliną. 

Max uśmiechnął się szeroko. – No i? Mówisz, że nie 
mogę skopać tyłka jednemu z 

najlepszych? 

Oczy Adriana poszerzyły się. – Nie! Jasna cholera, nie. 
Czy wyglądam na głupka? 

– Nie zamierzam na to odpowiadać. 

– Dupek. 

Max uśmiechnął się szeroko. – A co z Simonem? 
Uważasz go za mięczaka? 

– Nie – Adrian przyznał w zamyśleniu. 

– W takim razie w porządku. Nie zauważyłeś jak Gabe 
cię słuchał, podążał 

za twoimi instrukcjami, wprowadzał tylko te, które 
aprobowałeś? 

Adrian ponownie mrugnął, przestraszony. Inny 
mężczyzna tak robił, prawda? 

– Dlatego, bo instynktownie wiedział, kim ty jesteś, a 
kim jest on. Było mu 

z tym dobrze. 

background image

Jasna cholera, może Max miał rację. Wypuścił 
powietrze, gdy wszystkie te dziwne 

uczucia, jakie ostatnio odczuwał nabrały sensu. 
Wszyscy mężczyźni czuli potrzebę chronienia 

swoich partnerek, to zostało jakby wyhodowane w nich. 
Mężczyzna, który nie był gotowy 

oddać życia w obronie swojej partnerki i kociaków nie 
zasługiwali na nie. Ale jego reakcja na 

ból Belle była prawie tak silna jak reakcja na Sheri. 
Jego potrzeba, by zapewnić 

bezpieczeństwo swojego Alfy i Dumy, pożerała go 
przez ostatnie dwa dni, odkąd opony w 

jego samochodzie zostały pocięte. Adrian był zarówno 
przerażony jak i zafascynowany. – 

Marshal? 

Max westchnął. – Wiesz jak podąża hierarchia, 
Adrianie. Dlaczego jesteś zaskoczony byciem 

pierwszym na liście? Jesteś prawie tak cholernie 
potężny jak ja i równie potężny jak Simon. 

A, do diabła, wszyscy razem jesteśmy przyjaciółmi od 
lat. Musiałem się tylko upewnić, że 

zaakceptujesz to zanim zostanie to potwierdzone. 

background image

Alfa, Beta, Marshal, Omega; Tak jest ustawiona 
hierarchia. Alfa był władcą Dumy, 

Marshal był jego łapą, a Omega sercem. To były 
pozycje, z jakimi się rodziło, a nie, do 

których zostało się stworzonym. Alfa mógł ci 
powiedzieć jak ogólnie prosperuje Alfa, ale nie 

był w stanie zauważyć wszystkich szczegółów, więc 
Marshal realizował fizyczne aspekty dla 

Alfy, podczas gdy Omega realizował te emocjonalne. 
Bez tej trójki Duma słabłaby i w końcu 

umarła. 

Patrzał Maxowi w oczy i zauważył w nich zrozumienie. 
Max dźwigał podobny ciężar, 

ale jego, jako Alfa, był nawet większy. W jego 
spojrzeniu nie było żadnego współczucia. Jak i 

on, Adrian był tym kim był. 

Kiwnął głową na jego akceptację. 

Poczuł jak powłoka Marshala osadziła się na jego 
ramionach z zaskakującym 

spokojem, gdy Władza Maxa subtelnie go otoczyła. 
Czuł odprężenie, jakby zatracona część 

background image

jego nagle się odnalazła. Jego Puma zamruczała w 
zgodzie. Posiadał władzę niezbędną to 

zapewnienia bezpieczeństwa nie tylko swojej partnerce, 
ale i Alfie oraz całej Dumie. Chociaż 

wiedział, że nadal nie było kompletu; nie mieli Omegi, 
ale,chyba, że nie zauważył, Max już 

wiedział, kto nim będzie i po prostu czeka na właściwy 
moment by go włączyć. 

– Mogę cię o coś zapytać? 

Max wzruszył ramionami. – Pewnie. 

Max podniósł jedną brew i czekał. 

I wtedy go to trafiło. – Nie była jeszcze wtedy w 
Dumie. – A skoro Liwia nie zagrażała 

członkowi Dumy, jego „zmysł pająka” nie działał. 

– I skoro tylko rzuciła Emmie wyzwanie nie atakując 
jej, to również cię nie 

przywołało. 

– Ale przecież Emma była w niebezpieczeństwie, 
prawda? 

Max wzruszył ramionami. – Nie za bardzo. To było 
prowokacja o dominację. Uwierz mi, jeśli 

background image

Liwia chciałaby dorwać Emmę bez rzucania jej 
wyzwania, to zostałbyś aktywowany. 

– No dobra, teraz robisz ze mnie Wonder Twin8 - 
Adrian zadrżał. 

Max zaśmiał się oburzająco i wychylił się na przód. – 
Taa, mogę wyobrazić sobie ciebie we 

fioletowych rajtuzach. Chcesz wiedzieć jak to działa czy 
nie? 

– Przypuszczam, że będę lepszy. Nie chciałbym być 
jakąś ciotą traktowaną 

jak ściera. 

Max wyszczerzył zęby. – Ok., wyluzuj. Pomyśl o 
Dumie jak o ogóle. Kto odczuwa teraz ból i 

czy jest on naturalny czy przez coś wymierzony? 

Zmarszczył brwi. Jak do diabła miałby o tym wiedzieć? 

Tylko, że wiedział. Becky bolał ząb; musiałaby dać 
znać Simonowi. Sarah Parker 

skaleczyła się w palec, prawdopodobnie próbując 
gotować. Z kuchennymi nożami była trochę 

niezdarna, a także z obojętnie, czym w swoich dłoniach. 
Marie Howard miała potłuczone 

background image

kolano od upadku. Emma również miała skaleczony 
palec.. i była… 

Odwrócił się do Maxa, przerażony. – Emma!! 

Max wstał i wybiegł przez drzwi zanim jeszcze 
skończył. Adrian był tuż za nim. Wallflowers 

było tylko pięć bloków dalej, ale obaj biegli przez całą 
drogę. 

Max stanął przed drzwiami. – Skurwiel. 

Adrian warknął nisko gardłowo na widok tego, co 
zostało po szybie w sklepie. Emma 

trzymała kawałek szkła, które było jej widokowym 
oknem, Trochę złotego napisu było nadal 

widoczne, krew spływała z jej ręki, którą sobie rozcięła. 

Jej oczy błyszczały od łez, gdy patrzyła na to wszystko. 
– Max? 

Max ruszył przez wejście i przytulił swoją partnerkę 
zanim jeszcze kapnęła pierwsza 

kropla krwi. 

Złote oczy, które zatrzymały się na Adrianie kipiały 
dzikością. – Znajdź go. 

Nie wypowiedziane zostały słowa, zabij go. 

background image

*** 

Sheri obudziła się z najgorszym bólem głowy, jaki 
kiedykolwiek czuła w swoim 

życiu. Jej głowa pulsowała w rytm jej bicia serca, a 
nudności tańczyły tango w jej brzuchu. 

Czuła jakby coś próbowało wydobyć się z jej głowy za 
pomocą jackhammera.9 – Zabij mnie – 

szepnęła jęcząc. 

Nawet ten lekki dźwięk sprawił, że jej skóra ścierpła. 

– Hej księżniczko. Boli cię głowa? 

Otworzyła oczy. Adrian był pochylony prawie nosem w 
nos tak by mogła go wyraźnie 

zobaczyć. Jego głębokie brązowe oczy były pełne 
troski. 

– Ałć – pisnęła. 

http://1.bp.blogspot.com/_NOZ3Wv13Lxg/Sux63KW2
UbI/AAAAAAAAFiQ/n4JuNlHCv_8/s400/wonder_twi
ns1.j 

pg 

9 Opatentowana amerykańska strzelba automatyczna. 

background image

Pocałował ją w czoło, wyciągając się nad nią by 
włączyć przycisk zawiadamiania. – Dam ci 

jakąś pigułkę na ten ból dobrze? 

Mogłaby kiwnąć mu głową, ale przez to mogłaby jej 
odpaść. Więc zdecydowała, że 

tego nie zrobi. Zamknęła oczy przez nieznaczny blask 
dochodzący przez okno. Adrian musiał 

zasunąć rolety. Błogosławiony facet. 

– No dobrze, skarbie, pielęgniarka już idzie. 

Usłyszała piskliwe buty pielęgniarki stąpające po 
nadmiernie wywoskowanym korytarzu 

zanim jeszcze on usłyszał, ale nie mogła nic 
powiedzieć. Mówienie za bardzo ją bolało. 

Nawet chrząknięcie było dla niej trudne w tej chwili. 

Jeśli tylko mógłby ją zabić to przestałoby boleć. Byłaby 
mu wdzięczna na wieki. 

Zamknęła oczy, gdy zaczął głaskać jej włosy, ostrożnie 
przy dużym guzie na boku jej 

głowy. Usłyszała jak pielęgniarka wchodzi po cichu 
oraz Adriana wyjaśniającego, co było nie 

tak. Kilka minut później pielęgniarka wstrzyknęła coś 
do jej kroplówki. 

background image

– Za chwilkę poczujesz się lepiej, skarbie. 

Nie mogła nawet kiwnąć głową. Słyszała jak woda 
spływała w łazience, a chwilę później 

chłodna ścierka okryła jej czoło i oczy. Zajęczała, gdy 
zimno osłabiło ból. 

– Chcę byś się niczym nie martwiła księżniczko. Mam 
wszystko pod 

kontrolą. Zrelaksuj się i zaśnij. 

– Jerry? 

– Weterynarz się nim zajął. Nic mu nie jest, tylko 
troszkę poturbowany. 

Zatrzymali go na noc na obserwacji. Teraz jest u mnie. 

Jej usta drgnęły do góry. To nie był uśmiech, za bardzo 
ją bolało, za to była oznaka jednego. 

– Belinda się przebudziła i rozmawia. Jest obolała i 
potrzebuje terapii 

psychicznej, ale będzie z nią ok. – jego ręka 
zawędrowała z powrotem do jej włosów, 

delikatnie je głaszcząc. – Gabe dowiaduje się, kto ją 
potrącił i umieściliśmy dla was ochronę. 

Ktoś będzie z wami przez cały czas. 

background image

Poruszyła się, marszcząc brwi. Gdy tylko otworzyła 
usta, jego palec wylądował na jej 

wargach. 

– Nie. To jest mi potrzebne kochanie. Nie wiń mnie za 
to. Nie mogę być z 

tobą przez cały czas ale muszę wiedzieć, że jesteś 
bezpieczna albo stracę swoje pierdolone 

zmysły. 

W odpowiedzi pocałowała jego palec. 

– Dziękuję – Jego usta delikatnie dotknęły jej, w 
zaledwie czułej 

pieszczocie, która nie wstrząsnęła jej głową. – Belle ma 
zapewniony ten sam stopień ochrony, 

tak na wszelki wypadek. 

Przegryzła swoją wargę i starała się nie popłakać. 
Wiedziała, że to nie była jej wina, 

ale nie mogła nic zrobić, że czuła się inaczej. Środek, 
jaki dostała od pielęgniarki zaczął 

działać, czyniąc ją senną. Poczuła jak znowu zapada w 
sen, gdy jeszcze raz musnął ustami jej 

usta. 

background image

– Śpij księżniczko. Będę nad tobą czuwał. 

Nie była pewna, ale zanim odpadła myślała, że 
usłyszała jak szepnął. – Kocham cię. 

Było dobrze, ponieważ i ona go kochała. 

– Dzień dobry, śpiochu! 

Sheri rozważała czy nie zostawić zamkniętych oczu 
przez jeszcze chwilkę. Może przez cztery 

bądź pięć godzin. Dopóki pani Anderson sobie nie 
pójdzie. 

– Wiem, że się obudziłaś, panno McFaker10! Otwórz te 
oczy! Na zewnątrz 

jest przepięknie! 

10 Faker- fałszerka, nie chce mi się kombinować 
nazwiska ;p 

Oh, święty Boże, proszę nie pozwól by odsłoniła rolety. 
Sheri otworzyła oczy i zamknęła z 

piskiem, gdy kilof lodu w postaci światła słonecznego 
dźgnął jej gałki oczne. – Proszę 

zasłonić rolety! 

– Słodziutka, potrzebujesz więcej słońca. Jesteś trochę 
zbyt blada. 

background image

Sheri szła po omacku, próbując znaleźć swoje okulary 
przeciwsłoneczne. 

– Możesz podać mi moje okulary przeciwsłoneczne, 
proszę, jeśli nie 

zasłonisz rolet? 

– Te starocie? Są zbyt ciemne. Powinnaś nosić 
niebieskie. Widziałabyś 

przez nie więcej. 

– To zmieniłoby kilofy lodu w pałasze.11 Nie, dziękuję. 
- Mam albinizm, 

Pani Anderson. Światło słoneczne jest dla mnie 
niebezpieczne. – Wytłumaczyła tak cierpliwie 

jak tylko potrafiła. 

– Oh? OH! – Sheri usłyszała grzechoczące zasuwanie 
rolet. Gdy tylko 

światło osłabło, westchnęła w uldze. Ostrożnie 
otworzyła oczy. 

Pokój znowu był komfortowo przyćmiony. Pani 
Andreson stała przy jej łóżku 

trzymając jej okulary. – Przepraszam, kochaniutka. Nie 
zdałam sobie z tego sprawy. 

Sheri gapiła się na nią, całkowicie oniemiała. 

background image

– Tak wiem. Nie jestem najbardziej spostrzegawczą 
osobą na świecie. 

– Jesteś głodna? 

– Ah… tak? 

Pani Anderson uśmiechnęła się do niej, ciemno 
niebieskie oczy zaiskrzyły. 

– Dobrze. W takim razie tylko przyniosę ci twoje danie. 
– Ruszyła do drzwi 

otwierając je. – Młoda dama się obudziła i jesteśmy 
głodne. – Zamknęła drzwi i 

przywędrowała z powrotem do łóżka. – Proszę. Twoje 
jedzenie powinno niedługo być. 

Sheri się starała zdusić chichot i zawiodła. – Transport 
na zamówienie huh? 

Pani Anderson kiwnęła decydująco głową. – 
Oczywiście. Płaci się za bycie babcią 

szeryfa i partnerką Marshala, no wiesz. – Opadła na 
krzesło obok szpitalnego łóżka, 

uśmiechając się. – Więc, co chcesz wiedzieć? 

Sheri myślała o tym przez chwilę. – Sekret 
nieśmiertelności? 

background image

Jedna biało-czarna brew uniosła się do góry. – Kiedy 
uczysz się czegoś to upewnij się, że 

podzielisz się tym z resztą klasy. 

– Co z Belle? 

Uśmiech zniknął z jej twarzy. – Musieli unieruchomić 
jej biodro. 

Sheri wzdrygnęła się – Nie będzie w stanie się zmienić 
dopóki tego nie uzdrowią. 

– Co trochę potrwa, niestety. A Ty nie czuj się winna. 
Belle powiedziała, że 

chce cię zobaczyć jak tylko dojdziesz do siebie. Martwi 
się o ciebie. 

– Dobrze. Jak tylko dostanę pozwolenie na wyjście to ją 
odwiedzę. 

– Nie bez ochroniarzy. 

Sheri uśmiechnęła się. – Oczywiście, że nie. 

– Zobaczmy, co jeszcze. – Pani Anderson stukała 
palcem o podbródek. – 

Oh! Ktoś zniszczył Wallflowers. 

– Że Co? 

background image

– Yup. Ktoś rzucił cegłą w okno. Nie wiem, dlaczego 
nie wyrządzili więcej 

szkód, ale Emma pojechała i znalazła roztrzaskane 
szkło. Na szczęście ktokolwiek to zrobił 

uciekł, także nikt nie oberwał. 

Sheri wiedziała, dlaczego nie wyrządzono więcej szkód. 
To było następne. Jeśli Emma 

i Becky nadal będą ją chronić, to sytuacja tylko się 
pogorszy. 

11 

http://www.militaria.pl/upload/wysiwyg/gfx/produkty/n
oze/ColdSteel/Palasz/Palasz_Horseman_Basket_Hilt_8 

8HBH.jpg 

Starsza pani wypaplała jej wszystkie plotki Dumy. 
Większość ludzi, o których 

wspominała, nie były znane Sheri i poczuła jak jej 
umysł zaczyna odpływać w sen. 

– Lunch! – Ogłosił męski głos od drzwi. 

– Najwyższy czas – pani Anderson wstała i zabrała 
jedzenie, dwie duże 

torby pełne hamburgerów, frytek i shake’ów. – Wiem, 
że to nie jest za bardzo zdrowe 

background image

jedzenie na ziemi, ale szczerze, moja droga, nigdy nie 
mogłam się oprzeć Big Mac’owi. – 

Podzieliła się z uśmiechem winowajcy, gdy wręczyła 
Sheri jej danie. 

Wgryzając się we własnego hamburgera, Sheri mogła 
tylko kiwnąć w zgodzie. Pyszne. 

ROZDZIAŁ VII 

Siniak na jej biodrze był wielkości pieprzonej głowy. 
Widok tego na nowo wzbudził w 

nim wściekłość, gdy delikatnie pomagał jej w wannie. 
Kupił kilka dużych świec w szklanych 

dzbanuszkach, umieścił je zapalone na kontuarach i na 
brzegach wanny by miała delikatne 

oświetlenie dla swoich wrażliwych oczu. Uśmiechnęła 
się, kiedy to zobaczyła i już 

zaplanowała sobie extra wycieczkę do sklepu. 

– Boże, tak mi dobrze – zajęczała zanurzając swoje 
kremowe ciało do 

gorącej, spienionej wody. 

Była w domu od jakieś godziny, a on nie mógł przestać 
jej dotykać. Dwa dni w 

background image

szpitalu - dwa dni bólu dla Parkera. Każdy siniak, każdy 
ślad wyrył mu się w pamięci, 

wizualne przypomnienie zapłaty, jaką chciał zażądać. – 
Chcesz żebym umył Ci plecy, 

księżniczko? 

Uśmiechnęła się do niego, miękko i słodko, tymi 
niebieskimi tęsknymi oczyma. – 

Może później. Na razie chcę tylko wymoczyć te bóle. 

Uklęknął i, ostrożnie nie narażając ją na szwank, 
delikatnie przyciągnął jej usta do 

jego. Po raz pierwszy od czasu ataku był w stanie tak 
naprawdę ją pocałować i w pełni to 

wykorzystał. Rozchylił jej wargi, smakując jej usta 
jakby były wytworną czekoladą, powoli i 

z dojmującą troską. Kochał sposób, w jaki ją smakował, 
słodka jak miód, cierpka jak jabłko. 

Mógłby tam zostać i całować ją przez długi czas. 

Kiedy niechętnie odsunął się zasapała a jej oczy się 
zeszkliły. Oblizała wargi i 

przełknęła. – Wiesz, czuję się teraz znacznie lepiej. 

– Tak? 

background image

– Mhmm – objęła jego szyję swoimi mokrymi rękoma 
próbując 

przyciągnąć go do swoich ust. 

– Więc, w takim razie, jeśli będziesz grzeczną 
dziewczynką to może po 

kąpieli zaniosę cię do łóżka – wymruczał. 

Jej oczy zabłysły czerwienią, gdy jego palce uszczypały 
spieniony sutek. 

– A co jeśli będę niegrzeczna? 

Warknął, złoto zalśniło w jego oczach. – To będę 
musiał cię ukarać – wstał nagle, 

wykrzywiając usta na jej zaskoczone sapnięcie. – A 
teraz bądź grzeczna i weź swoją kąpiel. 

– Świnia- nadęła wargi. 

Śmiał się przez całą drogę do schodów, jego serce się 
rozpromieniło tak jak wtedy, gdy 

słyszał jej zadowolone westchnięcia. 

Jak tylko jej mięśnie się rozluźnią i ocieplą od 
relaksującej kąpieli miał zamiar widzieć 

swoją księżniczkę bezpiecznie okrytą w jego łóżku. 
Wtedy będzie lizał każdą część jej ciała. 

background image

Wtuli się w nią i w końcu doczeka swojego snu za dnia. 

Usłyszał jak dzwoni telefon i zdecydował się go 
odebrać w swoim biurze. – 

– Halo? 

Cisza. 

– Halo? 

Nic. 

Znowu zadźwięczał ten jego głupi zmysł zagrożenia. – 
Czego do cholery chcesz Parker? 

– Myślę, że znasz odpowiedź Giordano. 

Adrian oparł się jednym biodrem o biurko, każdy zmysł 
w czujności. Słyszał jak Sheri 

pluskała się w wannie. Na zewnątrz domu panowała 
cisza. Słyszał przez telefon oddech 

Parkera i dźwięki ruchu w tle. – Ona jest moją 
partnerką, Parker. 

Parker się zaśmiał. – Na pewno. 

– Nosi mój znak 

– Nosi mój znak – warknął Parker12 

– Sorry, Muttley13 ale musisz się odpierdolić. Jest tylko 
moja. 

background image

Mógł prawie poczuć uśmiech drugiego faceta. – 
Sheridan jest najsłodszą kocicą, jaką w 

życiu pieprzyłem.- Puma Adriana warknęła zaborczo a 
jego oczy zabłysły w złocie. – A ona 

uwielbia robić to od tyłu. Stawiam, że nadal jestem 
jedynym facetem, który ją tak wziął. 

Wrzeszczy tak głośno i tak mocno zaciska się na twoim 
kutasie, że masz wrażenie jakby 

miała go rozgnieść. 

Adrian warknął cicho, jego myśli goniły. Może był jakiś 
sposób by Parker się skupił na 

nim zamiast na Sheri. Uśmiechnął się chłodno. – Wiem 
– mruknął. Usłyszał jak oddech 

Parkera przyspiesza. – Uwielbiam, gdy te jej cudowne 
usta owijają mojego kutasa. 

Wiedziałeś, że byłem w niej, kiedy mnie znaczyła? – 
Adrian zaśmiał się gładko na warknięcie 

Parkera. – To prawda, Parker. Noszę jej znak. 

– Zakurwię cię14 – wysapał Parker. 

– Jest na górze, naga, mokra i czeka na mnie Parker. Jak 
tylko odłożę 

background image

telefon pójdę na górę i zerżnę ją dopóki każde z nas nie 
padnie. 

– Jesteś trupem! – Krzyknął Parker. 

– Potem będę spał z nią wtuloną w moich ramionach. 
Moich ramionach, 

Parker. – Ryk Parkera nie był już nawet ludzki. Miał 
nadzieję, że facet potrafił kontrolować 

swoją przemianę, w przeciwnym razie coś okropnie 
strasznego mogło się zdarzyć bardzo 

szybko. – A wiesz, co zamierzam zrobić jutro 
wieczorem? 

– Co? 

Srogi głos na końcu linii zaalarmował Adriana by z tym 
skończyć. – Te same cholerne rzeczy, 

które mam zamiar zrobić dzisiaj. Zerżnąć moją kobietę. 

– Wiem gdzie mieszkasz. 

Jeśli Parker myślał, że to go przestraszy, no to miał coś 
jeszcze. – No to dawaj. I tak na koniec 

mój kutas wyląduje w jej cipce. 

Rozłączył się i wziął głęboki oddech. Nie kontrolował 
się, grając z Parkerem w tą 

background image

gierkę; mówiąc o swojej księżniczce jakby była jego 
pustą eks było dla niego 

niewyobrażalnie trudne. Nawet nie chciałby inny facet 
myślał o jej imieniu, a co dopiero o 

sprośnościach z jej udziałem. 

– Jesteś pewien, że to było mądre posunięcie? 

Odwrócił się, nie był zaskoczony obecnością Gabe’a. 
Facet zaproponował, że spędzi kilka 

nocy razem z nimi. Jednak miał być na zewnątrz w 
zamaskowanym samochodzie, tak myślał, 

a nie w środku domu gdzie mogła go zobaczyć Sheri. 

– Chcę żeby skupił się na mnie. Nie na Sheri czy na 
Dumie. 

Gabe kiwnął głową. – Taa. Przez to jak mówiłeś mu jak 
bardzo lubisz pieprzyć tę kobietę 

pewnie wciągnął się obsesyjnie. – Przesunął się 
niewygodnie. – Do diabła nawet mnie to 

wciągnęło. – Wymamrotał, uśmiechając się chytrze. 

Adrian przewrócił oczami – Masz lepszy pomysł? 

Gabe wzruszył ramionami. – Nawet, jeśli, to jest już za 
późno. Będzie dobrze, jak pojawi się 

background image

nad rankiem. 

– Kiedy będzie Richard? 

– Już jest. Zatrzymał się u pana Friedelinde. 

Rezydencja Friedelindów była prawdopodobnie 
najbardziej komfortowym miejscem dla 

odwiedzającego Alfy sfory i jego towarzyszów. – 
Zadzwoń do nich i powiedz im, co się stało. 

Zadzwonię do Maxa. 

Grabe skinął głową i wyciągnął swoją komórkę kierując 
się do wyjścia. 

12 Bosh jak dzieci…;p 

13 Pies z bajki „Dastardly i Muttley” 

14 Proszę Lady :P 

Adrian pokręcił głową, nadal jakoś niepewny jak mógł 
być podjarany Marshalem i Gabem 

jako zastępcą. Władza tego kolesia promieniowała z 
każdej cząstki jego ciała. Jego luźno 

stawiane kroki i odprężona postawa oszukałyby nie 
jednego. W jednej chwili te ciemno 

niebieskie oczy mogły stać się oziębłe jak arktyczny 
wiatr. Ta wielka postura, prawie tak 

background image

wielka ja Simona, poruszała się z gracją i zwinnością, 
jaką mógł naśladować jedynie 

profesjonalny atleta. 

Ale kiedy oglądnął się na niego, z zapytaniem w 
oczach, coś w Adrianie nagle 

zareagowało. – Co jest? 

– Richard w to wchodzi. 

Adrian westchnął i złapał się za nos. Miał w planach 
spotkanie z Benem, Marshalem Sfory, 

nad ranem by przy kawie pogadać o strategii. 
Najwyraźniej szlag trafił jego plan – Kurwa. 

– Taa. Powiedziałem mu, że oddzwonię. 

– Ilu ma ze sobą? 

– Czterech. Marshala, zastępcę i dwóch pozostałych. 

Adrian gapił się pustym wzrokiem na obraz na ścianie. 
Plany wirowały w jego umyśle. – 

Furgonetka? 

Gabe kiwnął i uśmiechnął się. – Zaparkuję ich na rogu. 

– Niech Simon się tym zajmie. Chcę żebyś tu był. 

– Robi się. 

background image

Pokręcił głową i złapał za telefon. Streścił wszystko 
Maxowi, szybko wdrążając go w to, 

co się działo. Max zgodził się na współpracę Simona z 
Richardem, dopóki nie mieli jeszcze 

Omegi za to odpowiedzialnej. 

Potem poszedł na górę do swojej mokrej, chętnej 
księżniczki. 

*** 

Sheri właśnie wychodziła z wanny, gdy usłyszała jak 
wchodził na górę. Słyszała całą 

jego rozmowę z Rudym i właśnie chciała zabić Adriana 
własnoręcznie. Owinęła się ciaśniej 

szlafrokiem i czekała, stukając niecierpliwie jedną 
stopą. 

Nie była głupia. Wiedziała, dlaczego powiedział to, co 
powiedział. Nie musiała 

słyszeć jak tłumaczył się Gabe’owi. Jednak fakt, że 
robił z siebie cel sprawił, że aż 

wyskoczyła z wanny. Chciała na niego wrzasnąć, 
wściekać się i wyć dopóki nie zrezygnuje z 

tego idiotycznego planu. Ale było już na to za późno. 
Rudy mógłby go teraz obserwować, a 

background image

jeśli Adrian zginie przez nią to nie przeżyje tego. Myśl 
o Rudym zatapiającym swoje kły w 

Adrianie, ciągnącym jego zakrwawione ciało, 
spowodowało, że widziała na czerwono. Zabije 

Rudy’ego własnoręcznie zanim skrzywdzi jej partnera. 

Mężczyzna wszedł do łazienki, rzucając spojrzenie na 
nią stojącą i zmarszczył brwi. – 

Dlaczego się nie kąpiesz? 

– Wyszłam, bo myślałam, że nie starczy miejsca dla 
mnie i dla ciebie 

głąbie. 

– Hę? 

Wyglądał na całkowicie zdezorientowanego – 
Słyszałam twoją rozmowę z Rudym, Adrian. 

Westchnął zmęczony. – Księżniczko… 

– Nie księżniczkuj mi tu, Adrianie Giordano! Jak 
mogłeś wplątać się w 

takie niebezpieczeństwo? 

Przewrócił oczami i wziął ją za rękę, delikatnie 
wyprowadzając ją do pokoju. – 

Poradzę sobie z Parkerem. 

background image

– No jasne. A poradzisz sobie z nim i jego pięcioma 
kumplami? 

Przyprowadził ją do sypialni i zdarł z niej szlafrok 
zanim zdążyła mrugnąć. – W łóżku z 

Tobą. – Delikatnie ją podniósł i ułożył na łóżku, 
ostrożnie by nie zrobić jej krzywdy. Poza 

tym warknął, kiedy zasapała. – Stawię czoło Parkerowi. 
Jego kumple staną przez Maxem, 

Simonem, Gabem i Richardem Lowellem, plus przed 
wilkami, które przyprowadził ze sobą 

Richard. 

– Więc dlaczego nie zostawisz Rudy’ego sforze? 

Obserwowała jak rozbierał się po cichu.- Ponieważ – 
powiedział, w końcu wspinając się na 

prześcieradło – on jest mój. 

– Adrian. 

Zakrył jej usta palcem. – Nie próbuj mi tego 
wyperswadować. Będę go osobiście rozrywać za 

to, co Ci zrobił. Oddam mu za każdy siniak na twojej 
skórze, za każdy znak po ugryzieniu, 

jaki po sobie zostawił. A kiedy skończę to sprawię, że 
będzie krzyczał w agonii. 

background image

Spokojny ton jego głosu, rzeczowy sposób, w jaki 
oświadczył, co planuje zrobić 

Rudy’emu, sprawił, że stał się jeszcze bardziej 
przerażający. – Nie tego chciałam – 

westchnęła. 

Otarł delikatnie jej policzek swoim w pocieszającym 
geście. – Wiem. Miałaś nadzieję, że 

zobaczy cię tutaj, bezpieczną wśród ludzi i zostawi cię 
w spokoju. – Patrzał głęboko w jej 

oczy, jego nos dotykał jej tak by mogła rozczytać każdy 
niuans jego ekspresji. 

– Ale tak się nie stanie. Będzie cię tropił. Dzień i noc. 
Wie gdzie mieszkasz, 

jak wygląda twój pies, kim są twoi przyjaciele- a jesteś 
tu zaledwie od tygodnia. Znając twój 

układ, nie zawaha się użyć go przeciwko tobie lub 
przeciwko twoim przyjaciołom. Zwabi cię 

tam gdzie będzie mógł cię dorwać. A jeśli tak zrobi, to i 
tak będzie trupem. Jeśli Max i Simon 

nie dorwą go pierwsi i nie przekażą go w ręce Richarda, 
który, tak przy okazji, chce go zabić. 

Ja go zabiję. 

background image

– Zatrzymanie go nie jest twoim obowiązkiem. 

– Owszem, jest. – Wsunął ostrożnie pod nią rękę – 
Kilka dni temu Max 

potwierdził, że jestem Marshalem. 

Zmarszczyła brwi. – Marshalem? 

– Ciągle zapominam, że nie byłaś wcześniej członkiem 
Dumy. Marshal jest 

tym, kto dba o bezpieczeństwo Dumy. Gabe jest moim 
zastępcą, tak jak Simon jest zastępcą 

Max’a. 

– Myślałam, że pani Anderson została skojarzona z 
Marshalem? 

– Dlaczego tak sądzisz? 

– Kiedy wysłała strażników do McDonald’s… o-oł – 
szepnęła gdy ukazał 

się jego wściekły wyraz twarzy. 

– Wysłała strażników do McDonald’s? – Warknął przez 
zaciśnięte zęby. 

– Byłyśmy głodne – Spiorunował ją wzrokiem – A poza 
tym, nie wydaje mi 

się by obaj poszli. 

background image

– Oh, w takim razie w porządku. 

Zmarszczyła brwi na jego sarkastyczny ton – Daj im 
spokój Adrian. To nie tak, że 

zajmujesz się żołnierzami albo glinami. Zajmujesz się 
ludźmi, których poproszono o 

pilnowanie kogoś, prawie całkowicie obcego człowieka, 
przed zagrożeniem, z jakim nigdy 

wcześniej nie mieli do czynienia. 

– No i? 

– No i daj im spokój, bo ja naprawdę lubię McDonald’s. 

Podniósł się i patrzył na nią gniewnie, trzymając obie 
ręce przed sobą jakby miał coś trzymać. 

– Hmm, niech pomyślę. Twoje życie, Big Mac. Twoje 
życie, Big Mac. – Machał w powietrzu 

obiema rękoma15 – Hej, bez porównania prawda? 

Przegryzła wargę by się nie śmiać. – To był naprawdę 
dobry Bic Mac. 

Warknął i postanowiła szybko zmienić temat. Wyglądał 
jakby był gotowy wyjść z 

łóżka, ubrać się i zapolować na jej „strażników” by 
potraktować ich swoimi ostrymi kłami. 

background image

15 Tzn robił tzw niewidoczną „wagę” ;p 

– No więc wyjaśnij mi na nowo dlaczego twoim 
obowiązkiem jest dorwanie 

Rudy’ego? 

Westchnął. – To robota Marshala, zlikwidować 
zagrożenie Dumy. 

– A Rudy jest zagrożeniem dla Dumy. 

– Tak. W momencie, kiedy ruszył za tobą i Bellą stał się 
zagrożeniem dla 

Dumy. 

Wiedziała, że decyzja o dołączeniu do Dumy będzie 
miała swoje konsekwencje. Cena, 

jaką zapłaciła Belle, według niej, była zbyt wysoka. 
Zamknęła oczy, ponieważ wina groziła 

jej uduszeniem. 

– Hej. 

Otworzyła oczy i zauważyła jego gniew. 

– Lepiej się za to nie wiń. 

– A co jeśli będę? – Szepnęła. 

Pokręcił głową. – Nie jesteś odpowiedzialna za akcję z 
Parkerem. 

background image

– Jeśli Belle nie poświęciłaby się by mnie chronić to nie 
byłaby teraz 

ranna.- Ulga rozświetliła jego oczy na ton jej głosu, a 
ona wiedziała, że zrozumiał to, że nie 

była zmartwiona. 

Była wkurwiona. 

– Belle nic nie będzie. Masz moje słowo. 

Sheri pokręciła głową. – Jak może być z nią lepiej? Pani 
Anderson powiedziała mi, że 

unieruchomili jej biodro! Jeśli tak zrobili to nie będzie 
w stanie się zmienić, wiesz o tym. 

Westchnął. – Ta kobieta ma za długi język- 
wymamrotał. 

– Opowiedz mi o tym. 

Wykrzywił usta, reszta złości uleciała daleko. – 
Próbujemy temu zaradzić. 

– A co ze sklepem Emmy? 

Jego oczy powiększyły się w szoku zanim ciemne rzęsy 
je zamknęły, chowając wyraz jego 

twarzy. – Co ze sklepem Emmy? 

– Wiem o oknie, doktorze oczywisty. 

background image

Zaśmiał się. – To coś nowego. 

Przewróciła oczami – no wbijaj mi dzieciaku, mam 
takich z milion. 

– Przygotuję się – wymruczał, delikatnie kołysząc jej 
ciało swoim. 

Wyciągnął rękę i delikatnie uszczypnął jeden z jej 
bladych sutków. 

– Oh.. 

– Wiem tylko, w co jeszcze chciałbym się wbić. 

Pomyślała by trzepnąć go w głowę, ale za bardzo bolało 
ją ruszanie się. – Po pierwsze, jestem 

zbyt obolała by robić to, co masz na myśli. Po drugie, 
nie odwrócisz seksem mojej uwagi. 

– Nie? – Nadął wargi, oczy migotały w psocie. 

– Nie. 

– Jesteś pewna? – Zapytał, gdy jego gorący język otarł 
się o jej twardy 

sutek. 

– Pewnie – wydyszała nie będąc już do końca pewną, na 
co przytaknęła. 

background image

– Wyjdziesz za mnie? – Szepnął tuż przed tym jak 
pocałował ją z 

niewyobrażalną gruntownością. 

– Pewnie.. Czekaj, co? 

– Za późno – uśmiechnął się triumfalnie. 

– Czekaj, czy nie walczyliśmy jakąś minutę temu? 

– Nie 

– Ale… 

– Hej, żadnych odwrotów! 

– Adrian! – Zaśmiała się, kochając widok jego oczu 
iskrzących się do niej. 

Pokręcił głową. - Nie taki krzyk chciałem dzisiaj 
usłyszeć kochanie. Domyślam się, że będę 

musiał się bardziej postarać. – Westchnął radośnie. 

– Głupek – zaśmiała się bez tchu, gdy jego usta znowu 
wylądowały na jej 

piersi. 

Delikatnie gładził ustami jej sutek, zaledwie ssąc go 
między swoimi wargami. – Hej, 

badania wskazują, że orgazmy bardzo dobrze 
uśmierzają ból. To ma związek z tymi 

background image

cudownymi endorfinami rozlewającymi się przez całe 
twoje ciało. Trzymaj się kochanie. 

– Nie… pewnie.. mogę. – Wysapała zdesperowana by 
zbliżyć się do niego. 

Ból w jej ciele wydał się ustępować, kiedy dotknął ją 
tak, co możliwe, że miało coś 

wspólnego z tymi endorfinami. 

Albo może to był tylko jego dotyk. Wszystko wydawało 
się lepsze gdy ją dotykał. 

– Jeśli nie wytrzymasz tego to będę musiał wymyślić 
inny sposób by cię 

uśpić – szepnął, uśmiechając się tym jego niegodziwym, 
szerokim uśmiechem. Pocałował ją 

w czubek nosa, kiedy pisnęła i zamarła – Dobra 
dziewczynka. 

Skubał szlak po jej szyi do swojego znaku, nie ugryzł. 
Chciała by to zrobił, oh, tak 

desperacko, ale ją tylko uciszył i ruszył. 

Motyle - pocałunki tworzyły swój szlak w dół jej ciała, 
zatrzymując się przy każdej piersi, by 

czule złożyć im hołd. Usta, zęby i język grały na jej 
ciele, gdy dawał z siebie wszystko by 

background image

zapomniała o bólu. Swoje ciało trzymał od niej na 
dystans, unosząc się nad nią, gdy ruszył w 

dół, prawie jakby obawiał się jej dotknąć. Wlókł się po 
siniaku na jej biodrze, zaledwie 

oddychając, gdy warknął. 

– Te prawie- pocałunki bardziej złagodziły ból w jej 
sercu niż ból w 

biodrze. Zamknęła oczy i zadrżała, gdy ruszył do jej 
nogi. Pocałował pełen szacunku jej obie 

stopy, gdy skierował się do drugiej nogi. Rozsunął je, 
całując miękko wnętrze jej uda. 

Czekała, aż ją tam uszczypnie, chciała czuć jego zęby, 
ale znowu odmówił. Zamiast tego, 

zaczął długie, powolne, mokre liźnięcia jej cipki, co 
uleczyło ją w ciągu sekund. Szlag trafił 

jej opory, by nie podążyć za tym gorącym językiem, 
gdy systematycznie nad nią pracował, z 

cipki do łechtaczki, nie zatrzymując się, przyspieszając 
lub spowalniając. 

Zaczynało brakować jej tchu, jej biodra pofalowały 
pomimo jej starań by utrzymać je 

background image

na miejscu. – Tak dobrze – szepnęła tuż przed tym ja 
orgazm potoczył się przez nią, gorący i 

rozkoszny jak cukierek. 

Otworzyła oczy, gdy osunął się na nią. Czuła każdy cal 
jego twardości napierającej 

nią, gdy się powstrzymywał. – Kocham cię – szepnął 
tuz przed tym jak wziął jej usta z 

dominacją, co wprawiło ją w uczucie słabości i 
dreszczy. 

Pieprzył ją powoli, ostrożnie by nie szarpnąć. Widziała 
obietnicę w jego oczach. Jak 

tylko ból minie da jej wszystko to czego oboje chcieli, 
dobry, ostry seks, który pozbawi ich 

tchu, pełen potu i bardzo, bardzo zadowalający. 

Dzisiejszego wieczora, dał im to, czego oboje 
potrzebowali. 

Wyciągnęła ręce i owinęła nimi jego szyję, prawie 
chowając grymas, jaki wywołał ten 

ruch. – Też cię kocham. 

Otworzył szeroko oczy i, jak gdyby te słowa były 
powodem, doszedł z jękiem. 

*** 

background image

Leżał tam, gdy spała w jego ramionach i próbował 
zasnąć, ale przez każdy malutki 

hałas w domu automatycznie otwierał oczy. Przez 
skrzypnięcie huśtawki na ganku prawie 

wyskoczył z łóżka. Wiedział, że Gabriel ich strzegł, 
jednak jakaś jego cząstka nie mogła się 

po prostu zrelaksować. Nie po jego rozmowie z 
Parkerem. Nie było cholernej mowy by 

dzisiaj zasnął i wiedział o tym. Byłby szczęśliwy, gdyby 
się trochę zdrzemnął. 

Sheri sapnęła we śnie i owinęła się ciaśniej wokół 
niego. Wzdychając, ułożyła się z 

powrotem, z jedną ręką na jego brzuchu i jedną nogą 
narzuconą na jego obie nogi. 

Jeśli wkrótce nie schwytają Rudy’ego to stanie się 
potężnie zmęczonym koteczkiem. 

Pocałował swoją księżniczkę w czoło i poddał się w 
czuwaniu nad jej snem. 

ROZDZIAŁ VIII 

Richard Lowell był ogromny i oszałamiający. 
Mężczyzna z łatwością sięgał dwóch 

background image

metrów. Szerokie, potężne ramiona dopełniały 
masywnie umięśnione ręce skrzyżowane na 

jego piersi. Blado- niebieskie oczy na twarzy po 
przejściach patrzały chłodno na Adriana. 

Wzdłuż lewego policzka przebiegała blizna, której 
wściekła czerwień sygnalizowała 

Adrianowi o swojej świeżości, prawdopodobnie miała 
około kilku tygodni. Odkąd był 

nowym Alfą Sfory, otrzymywał „kursy walki” od 
pozostałych podczas wyzwań o dominację. 

Długie jasno- czerwone włosy były ciasno splecione w 
warkocz, który sięgał mu do pasa. Był 

ubrany w czarne jeansy i ciemno- niebieski sweter, 
który naciągnął się od jego umięśnionej 

klaty. 

– Co masz na myśli mówiąc, że jedziesz by przywieźć 
inną kobietę? 

Belinda miała być wypisana ze szpitala. Była tam o 
dzień dłużej od Sheri. Odmówiła pójścia 

do psychiatryka, wybierając zamiast tego terapię 
psychiczną ambulatoryjnie. 

background image

– Obie kobiety są w niebezpieczeństwie, Belle również, 
bo uratowała Sheri 

od pędzącego samochodu. Myślę, że najlepiej będzie 
mieć je pod jednym dachem, zwłaszcza 

dopóki Belle nie będzie mogła sama się obronić. 
Gabriel będzie pilnował Sheri, podczas gdy 

ja przywiozę Belle. 

– Nie wydaje mi się żeby to było mądre. 

Adrian gapił się na wielkiego Alfę Sfory. – Jesteś tu. 
Chcesz mi powiedzieć, że Parker jest w 

stanie pokonać ciebie, twojego Marshala, jego zastępcę, 
mojego zastępcę i dwóch pozostałych 

wilków by dostać się do mojej partnerki? 

– Wyślę jednego z moich wilków by przywiózł kobietę. 

Adrian przewrócił oczami. – Jasne, spoko. Belle 
spojrzałaby na twojego kolesia i krzyczała w 

niebogłosy. Bez urazy, ale ona nie wie, że jesteście od 
Adama, a teraz ma powody by być 

bardziej ostrożną, jeżeli chodzi o wilki. 

– Ale tobie ufa, odkąd jesteś w Dumie. – Richard nadal 
patrzał na niego 

background image

chłodno. – Zatem jeden z moich ludzi pojedzie z tobą, 
albo wyślij swojego zastępcę. 

Gabe zarumienił się. – Ze mną też nie będzie chciała 
pójść. 

Richard spojrzał krótko na szeryfa zanim znowu 
powrócił chłodnym wzrokiem do Adriana. 

– Masz na myśli to, że kobieta nie może ufać członkowi 
Dumy? 

Zacisnął czubek swojego nosa; ból głowy, z jakim się 
rano obudził stawał się coraz gorszy. 

– Spójrz, między Belle a resztą Dumy były jakieś 
problemy, które nadal 

rozbrzmiewają i nie są jej winą. Ufa zaledwie kilku 
ludziom. Mam tylko nadzieję, że jestem 

jednym z nich. – Spojrzał naokoło pokoju na pięciu 
wilków i trzy Pumy. – Sheri nie opuści 

tego domu i jest jedną z osób, którym ufa Belle. Emma i 
Becky robią porządek z 

wandalizmem w ich sklepie. Max i Simon pójdą ze mną 
po Belle i, nie, nie wyślę ich samych; 

również im grozi niebezpieczeństwo. Gabe będzie 
pilnował mojej partnerki. Pytam czy 

background image

zostaniesz tu i mu pomożesz. Jeśli nie to poczynię inne 
starania. 

Moc płynąca od Richarda była inna niż moc, którą Max 
emanował z taką łatwością. 

Ten facet był niewiarygodnie silny, ale ta różnica 
pomiędzy niezależnym, moc silnej woli 

Alfy Dumy i dominujący młot, którym Alfa Sfory 
władał tak jakby próbował walnąć Adriana 

do kompletnie innej uległości. Richard miał gdzieś to, 
czego chciał Adrian. Swoją siłą woli 

wymagał od niego posłuszeństwa. Pewnie zawsze to 
dostawał. 

Ale nie dzisiaj. 

Adrian wiedział, ze miał rację. Postępował według 
swoich instynktów jak Marshal 

Dumy, a nie jak Puma, którego partnerka jest w 
niebezpieczeństwie. Myśl o wysłaniu Maxa i 

Simona samych do szpitala wzbudziła u niego panikę. 
Gapił się na Alfę, nie ruszając się o cal, 

podczas gdy Gabe chwycił się za głowę i zajęczał. Sheri 
zwinęła się w kulkę, piszcząc od siły 

płynącej przez pokój. 

background image

– Odpuść sobie Rick, on się nie ruszy. – Powiedział z 
uśmiechem Marshal 

Sfory gdy jego zastępca również chwycił się za głowę i 
jęknął. Pozostałe wilki zupełnie 

skuliły się na podłodze od pokazu nastroju ich Alfy. 

Władza, którą władał Richard nagle ucięła. – Uparty z 
ciebie mężczyzna. – powiedział 

miękko Richard. 

– Jestem Marshalem swojej Dumy, a każdy mój 
instynkt podpowiada mi 

jak niebezpiecznie jest wysłać Max’a po Belle beze 
mnie. 

Richard gapił się na niego przez dłuższy czas po czym 
kiwnął głową. Odwrócił się do 

swojego Marshala. – Zabezpiecz teren, Ben. Daj znać, 
kiedy przyjadą Alfa i Beta Dumy. 

Mężczyzna kiwnął głową i skinął na pozostałych 
wilków. Opuścili dom by 

przypuszczalnie „zabezpieczyć teren” dla satysfakcji 
swojego Alfy. 

– Dziękuję. 

background image

Drugi mężczyzna w końcu się uśmiechnął – Żaden 
problem. 

Adrian pokręcił głową i usiadł obok Sheri. Przyciągnął 
ją blisko, nie zdziwiony, gdy 

schowała twarz w jego ramieniu. – Gdy tylko pozostali 
tu dotrą ja wyjdę. Belle będzie tutaj 

spać, z nami, dopóki nie rozprawię się z Parkerem. 

W porządku? 

Kiwnęła głową. 

– Boli cię głowa księżniczko? 

Pokręciła głową. 

Richard uklęknął przed nimi, lodowato - niebieskimi 
oczami spojrzał miękko na 

drżącą kobietę. – Obiecuję, że Parker nie kiwnie na 
ciebie palcem dopóki jesteś pod moją 

opieką. 

Sheri spojrzała na ogromnego mężczyznę. Ugryzła się 
w wargę, z niepewnością w 

oczach gapiła się na niego. – Mogę na ciebie spojrzeć? 

Puma Adriana zawarczała. „Spojrzeć” na Richarda 
oznacza być z nim nos w nos, czyli coś, z 

background image

czym nie czuł się komfortowo. 

Richard spojrzał na Adriana, potem znów na Sheri. – 
Rozumiem twoje 

zdenerwowanie, rozważając, że to wilki cię 
zaatakowały. Jeśli przez to poczujesz się lepiej, to 

oczywiście, um – zmarszczył brwi, trochę zmieszany – 
spójrz na mnie. 

Adrian rozsiadł się i zmusił siebie samego, by pozwolić 
swojej partnerce zbliżyć się do 

wielkiego, złego wilka. 

Sheri gapiła się na dużego rudego faceta i spróbowała 
zapamiętać, że był tu by pomóc. 

Fakt, że pachniał jak wilk nie za bardzo pomógł. Jego 
chłód i potęga jedynie jeszcze bardziej 

ją przestraszyły. 

Ale kiedy klęknął przed nią i spróbował ją uspokoić, 
wiedziała, że zrozumiał. On tylko 

wydawał się zimny. Każdy jej instynkt podpowiadał jej, 
że ten facet szybciej ugryzłby się w 

łapę niż skrzywdziłby kobietę. Nie miała pojęcia skąd to 
wiedziała, po prostu wiedziała. 

background image

Może to było przez jego zapach albo przez sposób, w 
jaki natychmiast uchwycił jej 

problem i próbował go naprawić. Przez to jak otworzył 
się przed nią, pozwolił jej zębom i 

pazurom zbliżyć się niebezpiecznie do swoich 
bezbronnych oczu i szyi, nigdy by nie zrobił 

czegoś podobnego, gdy poczułby wewnątrz 
jakiekolwiek zagrożenie. Dodało jej to otuchy. 

Wychyliła się tak, blisko, że nosem prawie go dotknęła. 
Poczuła napięcie Adriana i 

wiedziała, że nie doceniłby tego gdyby doszło do 
kontaktu między nią a innym mężczyzną. 

Blado- niebieskie oczy patrzały na nią od zniszczonej 
przez bitwy twarzy. Pod warstwą 

lodu ukrywał naturę człowieka bardziej współczującego 
i opiekuńczego niż kiedykolwiek 

widziała, zmieszany z determinacją, by chronić tych, 
których miał pod opieką. Łatwo było to 

ujrzeć. Zbyt często widziała to w oczach Adriana by się 
mylić. 

Ale w tym mężczyźnie było to wyjątkowe. Podczas gdy 
specjalne zdolności Adriana 

background image

powiadamiały go o niebezpieczeństwie tylko wtedy, 
gdy ono następuje, to ten facet był 

zawsze „uświadomiony”, zawsze zorientowany co się 
dzieje z ludźmi, których traktował jako 

swoich. Jeśli groźba Parkera nie podsycałaby jej 
partnerowi mocy to jęczałby tak samo jak 

Gabe. 

– Teraz widzę, dlaczego jest twoją partnerką – 
powiedział, patrząc jej w 

oczy. Co w nich zobaczył, tego nie wiedziała, ale 
wydawało się go to uspokajać tak samo jak 

to, co zobaczyła w jego oczach – Zauważa głębię, 
bardziej niż ktokolwiek inny kogo 

spotkałem. 

– Ale Rudy jednak mnie nabrał. 

Znowu stał się zimny, chowając się za lodowatym 
spojrzeniem – Tylko, dlatego, że 

widzisz głębię nie oznacza, że widzisz to, co myślisz. 

Wstał, górując nad nimi i patrzał na ich złączone dłonie. 
– Będzie z nami bezpieczna. 

Jedź po tamtą kobietę. 

background image

Odwrócił się i poszedł do kuchni bez oglądania się za 
siebie. 

Sheri stukała nerwowo palcem o swoją nogę. Oglądała 
telewizję, próbując nie myśleć 

zanim pozostali nie wrócą. Całkowity bezruch Richarda 
nie pomagał, nie było zbytnio 

relaksująco. To był bezruch drapieżnika czekającego by 
zaatakować z odległości swoją 

zdobycz. Stał z dala od okien i drzwi, upewniając się, że 
zrobiła to samo i trzymał się między 

nią a drzwiami i oknami parę razy jak się przenosiła. 
Sprawdził każde pomieszczenie zanim 

do niego weszła. 

Zarządził swojemu Marshalowi i pozostałym odbycie 
warty. Marshal zgodził się 

czując, że ochrona ich obojga było jego robotą. W 
skrócie, zagrał doskonałego ochroniarza. 

Gabe był na zewnątrz z pozostałymi wilkami, tylko on 
był zaznajomiony z leśnym terenem za 

domem Adriana. 

Jej komórka zadzwoniła. Rozbawiony chichot doszedł 
zza jej ramienia gdy usłyszał 

background image

melodyjkę. 

– Skąd to wytrzasnęłaś? 

– Ze strony Looney Tunes – odpowiedziała wyjmując 
telefon ze swojej 

torebki. 

Zachichotał jeszcze bardziej, gdy Sylwester kocim 
głosem powiedział raz jeszcze – Masz 

rację, cwaniaczku. Widziałeś koteczka! 

– Halo? 

– Cześć Sheridan. 

Poczuła jak jej krew zamarza gdy miękki, warczący 
głos Rudy’ego wypełnił jej uszy. 

Spojrzała na Richarda, mając nadzieję, że jest w stanie 
zauważyć wyraz jej twarzy, ale stał do 

niej tyłem. 

– Cześć Rudy. 

– Słyszałem, że byłaś zajętą, bardzo zajętą 
dziewczynką, Sheridan. 

Oblizała usta, gdy Richard ruszył do jednego z 
kuchennych okien. – Tak, jestem. 

background image

– Chciałbym się spotkać i przedyskutować to, co 
wykombinowałaś. Może 

podczas lunchu. 

– Sorry, ale według mojego grafiku jestem zajęta do 
2060 roku. Może 

innym razem. 

– Naprawdę? Bo wiesz, Giordano byłby zachwycony 
gdybyś do nas 

dołączyła. 

Zamarła. – Adriana z tobą nie ma. 

– Nie? Rozmawiałaś z nim odkąd pojechał do szpitala? 

Richard odwrócił się i gapił na nią, ale był zbyt daleko 
by mogła ujrzeć wyraz jego twarzy. – 

Nie, nie rozmawiałam. 

– Powiem ci coś, Sheridan. Jestem hojnym facetem. 
Zadzwonisz do niego 

by wiedzieć jak się miewa. Zadzwonię niedługo. 
Sprawdź tylko czy dasz radę się z nim 

połączyć. 

Połączenie zostało przerwane. 

background image

Z drżącymi rękoma i głosem wybrała numer do 
Adriana. Żądnej odpowiedzi. 

Próbowała zadzwonić do Max’a, a potem do Simona. 

Bez skutku. 

J ej serce łomotało ze strachu, zaczęła wybierać numer 
do Emmy. Kiedy telefon 

ponownie zadzwonił podskoczyła – Słucham? 

– No, więc, Sheridan? Dodzwoniłaś się do kogoś? 

– Nie – wyszeptała, przerażona nie dowierzając. 

– To dziwne, bo mógłbym przysiądź, że słyszałem jego 
telefon. 

Napawający się triumf w jego głosie wysyłał cząstki 
terroru po jej kręgosłupie. 

– Czego chcesz? 

– Hmm. No, więc, moi ludzie zaczynają być głodni. 
Jesteś pewna, że nie 

chcesz dołączyć do nas na lunch? 

Pisnęła. Wiadome było, że wataha wilków na wolności 
żywiła się samotnymi pumami. 

– Powiem ci coś, skarbie. Zaplanowałem to sobie, więc 
możesz opuścić 

background image

tego Neandertalczyka, któremu wydaje się, że cię 
ochroni. Opuścisz dom, pójdziesz ze mną, a 

może nie nakarmię swoich kumpli twoim Giordano. 
Umowa stoi? 

Zanim zdołała odpowiedzieć Rudy się rozłączył. 

– Nawet o tym nie myśl. 

Spojrzała na wielkiego Alfę Sfory. Groźba ulatywała od 
niego falami. – Nie mam 

wyboru. 

– Więc nie oszukuj się sądząc, że wydostaniesz się stąd 
beze mnie. Dźwięk 

wystrzału zakłócił wszystko co chciała powiedzieć. 
Krzyk agonii wił się od kolejnego strzału. 

– Cholera! Czekaj tu! – Powiedział Richard. – To jest 
pewnie to, o czym 

mówił. Rusz się do frontowych drzwi, będę tuż za tobą. 

Zauważyła, że wyjął coś zza pleców i zdała sobie 
sprawę, że była to broń. Naprawdę 

miała nadzieję, że była to broń. 

Ruszyła naokoło kanapy by chwycić za smycz Jerrego, 
ale ręka Richarda ją 

background image

zatrzymała. – Zostaw go. Będzie tu bezpieczniejszy. – 
Skinęła mu na zgodę i ruszyła do 

frontowych drzwi otwierając je powoli. 

Trzeci strzał zabrzmiał zanim je otworzyła, wstrząsając 
nią. Usłyszała jęk Richarda tuż przed 

tym jak upadł, pociągając ją za sobą. 

– Wstawaj, Sheridan. Idziemy. 

Rudy chwycił ją za ramię i zaciągnął do samochodu. – 
Bądź wdzięczna, że mam mało 

czasu – powiedział, gdy pchnął ją do samochodu. – W 
przeciwnym razie upewniłbym się, że 

ten wielki skurwiel zdechł. – Wsiadł za nią, wciskając 
się blisko niej. – Jedź – warknął do 

kierowcy. 

– Puszczaj mnie – powiedziała Sheri, starając się 
odepchnąć go od siebie. 

Kolejny strzał wystrzelił i tym razem Rudy przeklął. 

– Nigdy w życiu. Znowu jesteś moja i za nic w cholerę 
nie pozwolę ci 

uciec. 

background image

Kiedy zaczął rozpruwać jej ubrania zaczęła walczyć. 
Złośliwe klepnięcie ogłuszyło ją 

na tyle, by mógł rozerwać jej sweter. Przez krótką 
chwilę pomyślała o przemianie, ale nadal 

była za bardzo ubrana. Plącząc się w jeansach jeszcze 
bardziej naraziłaby swoje życie. 

Więc walczyła z nim zębami i pazurami, gdy warknął 
nad nią, modląc się by Adrian 

przybędzie zanim Rudy skończy to, co zaczął. 

Max zatrzymał się przy domu Adriana i warknął. – 
Problemy. 

– No nie pierdol, Sherlocku, jaką masz wskazówkę? - 
Odwarknął Simon, 

wyskakując z Durango. – Co tu się do cholery stało? 

Gabe wyszedł na ganek z pistoletem w ręku. – Dwa 
strzały z tyłu, jeden od frontu. Richard 

padł, lecz żyje. Jeden trup, jeden ranny, obaj nasi. 

– Sheri? – Warknął Adrian. 

Gabe pokręcił głową – Nie jestem pewien, co się stało 
ale jak tylko strzały wystrzeliły 

wybiegła z domu. Jeden z ludzi Rick’a widział ją, ale 
nie był wystarczająco blisko by się do 

background image

niej dostać. Rick próbował ją zatrzymać, ale padł. 
Mamy numery rejestracyjne, a wilk podążał 

za samochodem tak długo jak mógł zanim nie musiał 
zawrócić. 

– Gdzie ty do diabła byłeś? 

– Próbowałem dorwać snajpera. 

– I? 

– Uciekł, gdy usłyszałem strzały od frontu. Strzelałem 
do samochodu jak tylko ruszyli, 

ale nie trafiłem w oponę. 

– KURWA!! – Krzyknął Adrian. Obiema rękoma 
trzymał się za głowę. – 

Co ona do cholery sobie myślała? – Warknięcie pełne 
bólu wydobyło się od Alfy Sfory 

siedzącego na ganku. – Rudy powiedział jej, że cię 
dopadł. Nie mogła się z tobą 

skontaktować, więc mu uwierzyła. Masz włączony 
telefon? – Ścierka przyciśnięta do jego 

ramienia przesiąkła krwią. 

– Będzie w cholernie wielkich tarapatach, gdy ją znajdę 
– warknął Adrian 

background image

sprawdzając swój telefon – Tak, włączony. 

– Wasze też? – Richard wskazał brodą na Maxa i 
Simona. 

– Taa. 

– Po tym, co wydarzyło się we Wallflowers? Włączony 
do cholery. 

– Sprawdź w samochodzie czy nie ma tam żadnej 
zagłuszającej stacji RFpowiedział 

Gabe do jednego z wilków. Facet kiwnął głową i 
poszedł sprawdzić. 

– Do diabła co to jest za zagłuszająca stacja RF ? – 
spytał Simon. 

Urządzenie zakłócające fale radiowe. Nielegalne, ale dla 
inżyniera mechaniki łatwe do 

zbudowania. – Odpowiedział Gabe. 

Wilk wrócił z małym żółtym urządzeniem wielkości 
karty. – Dlatego nikt nie mógł cię 

złapać. 

– No dobra, Adrian, myśl! Gdzie ona jest? – Rozkazał 
Max. 

– Skąd kurwa mam wiedzieć? 

background image

Max spiorunował go wzrokiem, gdy Simon poszedł 
pomóc Belindzie wysiąść z 

Durango. – Jesteś Marshalem. Ona należy do Dumy. 
Gdzie ona jest? 

Skoncentrował się na swojej partnerce, jego oczy 
zamieniły się w złote, gdy poczuł gdzie 

Rudy ją dotykał. – Zakurwię go. 

– Dobrze. Gdzie są? 

– W samochodzie, jadą. On… – Adrian warknął, 
utrzymując z trudnością 

wrzask swojej Pumy. – Myślę, że chce ją zgwałcić a ona 
się broni. – Zgubiła gdzieś swoje 

okulary i ból spowodowany światłem był nie do 
zniesienia. Czuł jakby jego oczy były dźgane 

nożem. 

– Możesz cokolwiek poczuć? 

Adrian znalazł się na przednim siedzeniu Durango. 
Wielki, rudy wilk wskoczył na tylne 

miejsce, krew z ran na jego ramieniu poplamiła całą 
skórzaną tapicerkę Max’a. Kolejny wilk, 

ten mniejszy i jasno- rudy (Marshal Ben wyszeptała 
jego Puma) dołączył do większego, 

background image

zranionego. Węszył, ale zapach krwi i wilka prawie go 
ogarnął. 

– Musisz posłużyć się jej zmysłami, nie swoimi. Co ona 
czuje? 

– Dlaczego ty tego nie spróbujesz? Warknął Adrian. 

– Zrobiłbym to gdybym tylko mógł, ale nie mogę. Nie 
jestem Marshalem. 

Wziął głęboki wdech i jeszcze raz spróbował ją 
namierzyć. Czuła zapach Parkera, 

kierowcy i swojej własnej krwi, gdy Parker pazurami 
rozpruł wszystko do jej miękkiego 

ciała… 

A także zapach „Susquehanna River”. 

– Cholera. Jest jakieś piętnaście minut dalej, gdzieś 
bliżej „Susquehanny”. 

Max wystartował z piskiem opon. – Myślisz, że kierują 
się na Harrisburg? 

– Nie jestem pewien. Jeśli zjedzie na I76 to skieruje się 
na Ohio albo dalej 

na wchód do Philly. 

– Musimy go złapać zanim wjedzie na autostradę. 

background image

Zadzwonił mu telefon. – Gabe. 

– Już jadę alternatywną trasą. Zastanów się nad eskortą 
policji. 

– Dzięki koleś. 

– Żaden problem. Czuję kurwa co on jej robi. Sukinsyn. 

– Dorwiemy go zanim wjedzie na autostradę. 

Gabe wciągnął powietrze. – Nigdy ich nie dopadniemy, 
jeśli wywiozą ją ze stanu. 

– Nie pierdol.16 

– Kieruje się na wchód i może zjechać na I95. 

– Wiem. 

– Dzwonię po posiłki. Zaufaj mi, nie pojedzie za daleko. 

Adrian gapił się na telefon w swoich dłoniach i 
zastanawiał się, co kombinuje jego Zastępca. 

*** 

– Do jasnej cholery! Trzymaj się kurwa drogi Steve! 

– Próbuję Rudy, ale tam jest jakaś blokująca kolumna 
pierdolonych Yahoo 

z ciężarówkami! 

background image

Rudy podniósł z rykiem głowę z nad jej biustu. Właśnie 
zdjął jej jeansy, zostawiając ją 

zupełnie nagą. – Jedź naokoło. 

– Myślisz, że co ja do cholery robię? 

Sheri pisnęła gdy rozbrzmiały strzały. 

– Co do kurwy? 

– Strzelają do nas! 

Rudy usiadł i wyciągnął swój pistolet. Zerknął nad 
zagłówkiem siedzenia i patrzał w 

przednią szybę, a zapach Pumy się rozprzestrzeniał. 
Tymi ‘yahoos’ byli jej kumple z Dumy. 

Sheri ledwo widziała także nie podnosiła się. 
Rozpoznała dźwięk strzelającego karabinu i 

zrobiła tylko to, co przyszło jej do głowy. Opadła na 
podłogę samochodu i ukryła głowę w 

rękach. 

Kule roztrzaskały przednią szybę, obsypując Sheri 
odłamkami. Rudy znowu przeklął i 

strzelał, gdy Steve desperacko próbował ominąć 
blokadę. 

– Kurwa! 

background image

– Co jest? – Warknął Rudy na swojego kierowcę. 

– Przedziurawili opony. 

16 W sarkastycznym tego słowa znaczeniu ;p 

Czuła jak samochód ślizgał się, gdy kierowca próbował 
nim wymanewrować. – 

Adrian! – Krzyknęła tak głośno jak tylko mogła, 
całkowicie pewna, że był za to 

odpowiedzialny i modląc się by ją usłyszał w tej 
strzelaninie. 

Bo jeśli nie wydostanie jej stąd, to jej Puma owszem. A 
wtedy naprawdę nastanie piekło. 

*** 

Dźwięk krzyku jego partnerki przełamał coś w 
Adrianie. – Tam – warknął 

rozpruwając już swoje ubranie. Wiedział, że ludzie, 
którzy zrobili blokadę byli Pumami; Gabe 

zadzwonił do niego jak tylko ich ustawił. Dawali z 
siebie wszystko by utrzymać Rudego 

dopóki nie przyjedzie i nie zabije go. 

Przekształcił się na przednim siedzeniu, nie zważając na 
to, że pazurami rozrywał 

background image

skórzany fotel Max’a. Max wyciągnął rękę by otworzyć 
mu drzwi a on wyskoczył, biegnąc 

prosto w stronę samochodu Rudego, gdzie trzymał jego 
partnerkę. 

Śnieżno- biała Puma wyskoczyła z tylnego okna z 
niewymagającym wysiłku 

wdziękiem, co tylko go pobudziło. Jej lśniące czerwone 
oczy spojrzały na niego ze strachem, 

miłością, ulgą i nadzieją. Była prawie bezpieczna. 

Usłyszeli strzały. 

Zachwiała się i upadła. 

A jego serce, tracąc najważniejsze, przestało bić. 

Spojrzał ze swojej leżącej partnerki na mężczyznę w 
samochodzie, wilka owianego jej 

zapachem, z dymiącą jeszcze bronią w ręku i zdał sobie 
sprawę, że ma coś jeszcze do 

załatwienia zanim dołączy do swojej Sheri. Ale wielki 
czerwony wilk pojawił się tuż obok 

niego, skoczył do samochodu i jednym pociągnięciem 
rozerwał gnojowi gardło. 

Adrian podczołgał się do swojej partnerki i schował 
twarz w jej ranie. Ku jego uldze 

background image

zamruczała a jego serce znowu zaczęło bić. 

Żyła. 

Skulił się dookoła niej i pozwolił wilkom zając się 
pozostałymi. Miał ważniejsze rzeczy do 

zrobienia. 

EPILOG 

– Twoje serce stanęło. 

– Myślałem, że moja partnerka nie żyje. To oczywiste, 
że stanęło. 

– A co się stało z tymi wspaniałymi zdolnościami 
Marshala? Można by 

pomyśleć, że powiedzieli ci, że jestem jedynie 
oszołomiona. 

Adrian przyciągnął ją bliżej siebie. – Taa, więc, nie 
myślałem tak w tym momencie. 

Przez godziny nie był w stanie pozwolić jej odejść. 
Siedzieli na ganku, skuleni na jego 

huśtawce, ciesząc się nocnym powietrzem. Prawie czuł 
ten chłód. Trzymał w ramionach 

swoją już bezpieczną królewnę śnieżkę, utrzymując 
swoje ciepło. Nie zaszkodziły też cztery 

background image

koce, którymi się owinęli. Wspomniała coś o kupieniu 
chiminei na ganek. Musiała mu 

wytłumaczyć, co to było. Kiedy powiedziała, że jest to 
przenośny kominek w meksykańskim 

stylu, jego Puma zamruczała zgadzając się z tym 
pomysłem. 

Pomimo wszystkiego, jego księżniczka lubiła 
wychodzić wieczorem na zewnątrz a on 

musiał utrzymać jej ciepło. Nie mógł doczekać się lata, 
kiedy pokaże mu jak fajna jest „kąpiel 

w świetle księżyca”. 

Trąciła nosem jego szyję, darując mu mały pocałunek. – 
Nic mi nie jest. Gdy tylko 

zmieniłam się ponownie w człowieka krwawienie 
ustało. Pozostała tylko rana na ciele. 

Chociaż, przyznaję, że piekło jak jasna cholera. 

Przyciągnął ją jeszcze bliżej warcząc nisko. 

– Nie mogę. Oddychać. 

Poluzował uścisk z obrażonym śmiechem. – Nie wydaje 
mi się, że będę w stanie spuścić 

cię z wzroku przez jakiś czas, kochanie. - Psiakrew, 
gdyby mógł to zaopatrzyłby się w nosidło 

background image

i nosił ją wszędzie. 

– Co się stało z pozostałymi z watahy Rudy’ego? 

Adrian warknął – nie żyją. – I bardzo dobrze. Adrian 
omal nie stał się zdziczały do 

czasu, aż nie przywieźli Sheri do domu. Jeśli 
którykolwiek z tych palantów by przeżył, 

zjadłby go. Dosłownie. 

– Nie powinnaś chodzić. – Powiedział głęboki, chłodny 
głos. Odwrócili się 

i zauważyli, że okno za nimi było lekko otwarte, 
prawdopodobnie by wywietrzyć zapach 

krwi. Spojrzeli na siebie, całkowicie pewni, na kogo 
Richard tak warczał. 

– No sorry uczęszczałeś może na jakieś nauki 
medyczne? Nie? To się 

zamknij. – Belinda wysapała, obolała i wkurwiona 
jednocześnie. 

– Cierpisz. 

Belinda zadyszała kpiąco. – Ja? Naprawdę? Nigdy bym 
się nie domyśliła. 

– Dlatego nie powinnaś chodzić. 

background image

– Mój lekarz powiedział, że mam się ruszać tak często 
jak to tylko możliwe, 

bo przyspieszy to proces leczenia. 

– Śmiercionośna zadyszka, powodująca zawał serca 
przyśpieszy proces 

leczenia? W takim wypadku wyleczysz się 
błyskawicznie. 

– Słuchaj, Dick17, teraz pewnie tłoczyliby we mnie litry 
morfiny, ale jeśli 

chcę się zmieniać to muszę pozbyć się tego 
usztywniacza. Jeśli chcę się go pozbyć to muszę 

wyzdrowieć. Aby wyzdrowieć muszę to wychodzić. 
Więc siat. Zostań. Dobry piesek. Arf. 

Adrian i Sheri patrzeli z szeroko otwartymi oczami. 
Belle była zgryźliwa dla wielkiego 

Alfy Sfory? 

– Musi ją okropnie boleć. – wyszeptała Sheri. 

17 Dick to również zdrobnienie od imienia Richard. ;p 

– Siadaj zanim się przewrócisz! – Ryknął Richard. 

– Połóż na mnie, choć jedną łapę a odgryzę ci ją! 
Zrozumiano Dick?! 

background image

– Przestań mnie tak nazywać! 

– To przestań się tak zachowywać! Nienawidzę tak na 
ciebie mówić, Dick, 

ale nie jesteś moim szefem! 

– Ooo tak? – Nastąpiła chwila ciszy a potem Richard 
zawył. – Ała! Ugryzłaś 

mnie! 

Adrian zaczął się śmiać, trząsł cicho ramionami. Sheri 
zakryła buzię ręką, jej oczy 

wypełniło przerażające rozbawienie. 

– Odwal się Fido. Tylko nie mów, że cię nie 
uprzedzałam. 

Kiedy wielki Alfa warknął, Adrian znalazł się w domu 
zanim jeszcze zdążył mrugnąć. - 

Odsuń się, Richard. 

Alfa Sfory rzucił mu wściekłe spojrzenie. – Nie grożę 
jej! W każdym razie nie za bardzo. 

– Wymamrotał piorunując spojrzeniem blondynkę 
okrążającą pokój Adriana. Używała 

obrotowego chodzika, który polecił jej szpital. Ból 
trawił piękne linie jej bujnych ust a jej 

background image

zielone oczy świeciły na wielkiego rudzielca. Była 
ubrana w najnędzniejszy niebieski 

szlafrok, jaki kiedykolwiek widział, a na nogach miała 
niebieskie kapcie – króliczki. 

Ben, Marshal Sfory, stał obok swojego Alfy, ukrywając 
buzię w dłoni i próbując 

opanować swój śmiech. 

– Czy to nie czas, byś podreptał sobie z powrotem do 
swojej nory, Dick? 

Uśmiech Richarda był zmysłowo chłodny – Nie bez 
swojej partnerki. 

Belle zmarszczyła brwi. – Chyba ktoś został 
nieszczęśliwie z Tobą skojarzony. Biedna 

suka. Przekaż jej moje kondolencje. 

Uśmiech spełzł z jego twarzy. Sheri stanęła przy 
Adrianie, wargi jej drżały. 

– Belle? – Powiedziała. Brzmiało to tak jakby dławiła 
się ze śmiechu. 

– Czego? – Warknęła Belle, jej oczy zabłysły złotem, 
gdy jej Puma się 

wynurzyła. 

– Wydaje mi się, że ma na myśli ciebie. 

background image

Oczy Belle poszerzyły się, gdy duży Alfa Sfory kiwnął 
głową. 

– Popatrz na to z drugiej strony Belle. – Adrian udławił 
się, gdy próbował 

się nie zaśmiać. Belinda wyglądała jakby połknęła żywą 
rybę. – To powinno rozwiązać twoje 

problemy z Dumą. 

– Później opowiesz mi o wszystkim. Nieprawdaż – Alfa 
skrzyżował swoje 

umięśnione ręce na klacie i spojrzał gniewnie na Belle. 

To nie była prośba, a rozkaz, przez który Belle 
zesztywniała. Adrian zdecydował, że 

najwyższy czas opuścić linię ognia. Kręcąc głową, 
chwycił Sheri za dłoń i pociągnął ją 

schodami do ich sypialni. 

– Gdzie idziemy? – Wyszeptała, gdy na dole ponownie 
wybuchła kłótnia. 

– No ej, do łóżka. – Odszepnął. 

– Myślisz, że bezpiecznie jest ich zostawić samych? 

– Nie martw się skarbie – powiedział zamykając drzwi. 
– Jestem pewien, że 

background image

Belle da sobie radę. Zaczął ją rozbierać. – A poza tym, 
mam ważniejsze zmartwienia na 

głowie. 

– Jakie? – Starała się nie uśmiechnąć, ale jej oczy 
zrobiły się czerwone. 

– Pieszcząc mojego koteczka. 

– Świnia. – Westchnęła. 

Wycałował jej policzki – Kocham cię – szepnął 
całkowicie poważnie. Prawie ją dzisiaj 

stracił, mimo, że dobrze to ukrywał, nadal był 
wstrząśnięty. 

Z lekkim westchnięciem otoczyła ramionami jego szyję 
i przytuliła się. Schowała twarz 

w jego szyi a Adrian zamknął swoje oczy, napawając 
się jej zapachem i miękkością tak blisko 

siebie. 

Zaczął głaskać jej plecy, próbując ją uspokoić, wiedząc, 
że i ona była wstrząśnięta. 

Gdy tylko jego dłoń sięgnęła jej tyłka otworzył szeroko 
oczy. Zaniepokojony śmiech 

rozbrzmiał z jego strony, gdy bardzo miękko zaczęła 
sapać w jego szyję. 

background image

– Ooo skarbie – powiedział, gdy kołysał ją chichoczącą 
w swoich 

ramionach - Jesteś w tarapatach. 

– Oh jejku – odpowiedziała, gdy padł na nią i zaczął 
trącać nosem jej szyję 

– Bo byłam bardzo niedobrym koteczkiem. 

Gdy tylko uspokoił się nad nią, jego penis pulsował 
między nimi nawet przez ich jeansy, 

westchnęła. Wygięła się w górę do niego, mruknęła – 
Bardzo złym koteczkiem. 

Patrzał na nią szerokimi, złotymi oczyma, gdy 
podrapała go pazurami po bokach. Kiedy 

wryły się w jego tyłek ponownie ją ugryzł przez jej 
koszulkę podczas gdy wyciągnął pazury i 

rozpruł jej jeansy. Szybko rozpiął swoje spodnie i jego 
penis był już w domu, oboje zajęczeli 

od uczucia gorącej stali w wilgotnym aksamicie. 
Przytrzymał ją swoimi zębami i pieprzył ją, 

napierał na nią na tyle mocno, by wstrząsnąć dębowym 
zagłówkiem. Uderzał on rytmicznie o 

ścianę, dając wszystkim do zrozumienia, co właśnie 
robili, ale nie mogła wykrzesać z siebie 

background image

energii by się o to zamartwiać. 

Warczał w jej ramię, jego zęby nadal były głęboko w 
niej zanurzone. Kombinacja bólu i 

przyjemności była zbyt duża i doszła krzycząc pod nim. 
Zesztywniał nad nią, orgazm 

przedzierał się przez jego jęk, gdy wypełnił ją sobą. 

– Vegas ci pasuje? Mam ochotę odwiedzić kaplicę 
Elvisa. – Wysapał parę 

minut później. 

Rzuciła gniewne spojrzenie na jego czarną głowę 
spoczywającą na jej piersi. 

– Nie zamierzam brać ślubu przed jakimś grubym 
kolesiem w cekinach. 

Idiota. 

Westchnął i przytulił się bardziej, szczęśliwy szeroki 
uśmiech zagościł na jego twarzy. – 

Boże, uwielbiam, gdy tak brzydko mówisz. – Otworzył 
oczy i patrzył z satysfakcją jak znowu 

zaczęła chichotać. Nawet trwająca na dole kłótnia 
Richarda i Belle nie mogłaby zepsuć mu 

nastroju. Z wyeliminowanym zagrożeniem Dumy i ze 
szczęśliwą partnerką w swoich 

background image

ramionach, Adrian mógł wreszcie pozwolić sobie na 
sen. 

KONIEC