background image

 

 

Cartland Barbara 

Przygoda w Rosji 

background image

Od autorki  

Choć dwójka głównych bohaterów tej książki to postacie fikcyjne, 

większość  pozostałych  istniała  naprawdę.  Tło  wydarzeń  również 

zgodne jest z ówczesną rzeczywistością.  

Wdzięczna  jestem  za  udostępnienie  mi  pisma  „The  Russian 

Journal  of  Lady  Londonderry",  zawierającego  opis  podróży  do  Rosji 

odbytej  w  1836  roku  przez  lady  Londonderry  i  jej  męża,  „dumnego 

markiza."  Skorzystałam  również  ze  wspaniałej  książki  historycznej 

Virginii Cowles The Romanoves.  

Car  Mikołaj  I  był  bez  wątpienia  najbardziej  nieobliczalnym 

władcą w Europie. Jego lodowato zimne oczy budziły tak silny strach, 

że  po  śmierci  cara  jeden  z  dworzan  wyznał,  iż  portret  Mikołaja  I 

trzymał zwrócony twarzą do ściany. „Tak bardzo bałem się oryginału 

—  powiedział  —  że  nawet  podobizna  wywoływała  trudny  do 

opanowania strach."  

Tajna  policja  prześladowała  cały  kraj,  a  zwłaszcza  inteligencję. 

Nikt nie czuł się bezpieczny i nigdy nie było wiadomo, gdzie szpiedzy 

się pojawią.  

background image

ROZDZIAŁ 1 

Rok 1836  

— Panienko Zelino, milady prosi panienkę do siebie.  

Zelina  z  westchnieniem  podniosła  wzrok  znad  książki.  Wiecznie 

to  samo  —  ilekroć  czytała  coś  ciekawego,  zawsze  jej  przerywano. 

Była przekonana, że bez względu na to, czego chce od niej ciotka, nie 

będzie to nic przyjemnego.  

Od  pierwszego  dnia pobytu  w  rezydencji  przy  Grosvenor  Square 

czuła, że jej obecność w tym domu jest ciężarem.  

Kiedy  w  zeszłym  roku  umarł  ojciec i  została  sama  w  rodzinnym 

domu  w  Gloucestershire,  było  jej  bardzo  ciężko.  Mieszkała  z  nią 

jedynie  staruszka  zarządzająca  domem,  ale  była  już  niemal  zupełnie 

głucha  i  przeważnie  siedziała  przed  kominkiem  robiąc  na  drutach. 

Lecz  w  Gloucestershire  Zelina  mogła  przynajmniej  odbywać  konne 

przejażdżki,  spacerować  po  lesie  i  czytać,  co  stanowiło  jej  ulubione 

zajęcie.  Jedyną  ulgę  po  śmierci  ojca  przynosiły  jej  książki  z  bogatej 

domowej biblioteki.  

Gdy żałoba się skończyła, a Zelina osiągnęła pełnoletność, ciotka 

Kathleen  zaprosiła  ją  do  Londynu.  Szybko  jednak  dziewczyna 

przekonała  się,  że  zamiarem  ciotki  nie  było  wprowadzenie  jej  do 

towarzystwa.  

Major  Tiverton  zawsze  uważał,  że  jego  młodsza  siostra,  choć 

bardzo  piękna,  jest  lekkomyślną  i  pustą  kobietą.  „Od  urodzenia  była 

ambitna  —  mówił.  —  Najchętniej  poślubiłaby  samego  króla,  ale 

background image

musiała zadowolić się tym nudziarzem, hrabią Rothbury. Zdaje się, że 

nieźle wodzi go za nos".  

Zelina  nie  utrzymywała  kontaktów  z  ciotką;  właściwie  nie 

widziała  jej  od  dzieciństwa.  Po  śmierci  ojca  jednak  ciotka  Kathleen, 

jako  najbliższa  krewna,  została  jej  opiekunką  i  nawiązała  kontakt  z 

radcami  prawnymi  majora  czuwającymi  nad  pozostawionym  przez 

niego niewielkim majątkiem.  

Naturalnie  oprócz  pieniędzy  Zelinie  został  jeszcze  dom  i  ziemia, 

ale  radca  uważał,  że  należy  je  sprzedać,  gdyż,  jak  twierdził,  Zelinie 

przyda się jakaś gotówka na początek.  

—  Jestem  pewien,  że  nie  musi  pani  martwić  się  o  przyszłość, 

panno  Tiverton  —  powiedział  —  ale  nawet,  jeśli  kobieta  wyjdzie  za 

mąż, nie zaszkodzi jej mieć choćby niewielki posag.  

Zelina  rozumiała,  że  w  tych  słowach  kryje  się  komplement.  Nie 

była  aż  tak  naiwna,  żeby  nie  zauważyć,  że  podoba  się  mężczyznom. 

Nie łudziła się  wprawdzie', iż kiedykolwiek będzie tak piękna jak jej 

matka, ale przynajmniej była ładna i ojciec często to podkreślał.  

—  Nie  znoszę  nieatrakcyjnych  kobiet  —  zwykł  mówić.  —  Na 

szczęście mam piękną żonę i bardzo podobną do niej córkę.  

Kiedy matka umarła, Zelina w żaden sposób nie mogła pocieszyć 

ojca. Zagrzebał się zupełnie w książkach, podobnie jak ona później po 

jego śmierci.  

Jadąc do  Londynu  myślała  o  tym,  jak  niewiele  wie  o  życiu  poza 

Gloucestershire  i  miała  ogromną  nadzieję,  że  w  domu  ciotki  będzie 

background image

pokaźna  biblioteka.  Rzeczywiście  książek  było  sporo,  nawet  tych 

najnowszych, lecz Zelina nie miała czasu na czytanie.  

— Na miłość boską, dziecko, przecież ty wyglądasz jak strach na 

wróble!  —  wykrzyknęła  ciotka  na  jej  widok.  —  Gdzieżeś  ty  kupiła 

taką sukienkę?  

— Ja... sama ją uszyłam, ciociu Kathleen.  

—  Mogłam  się  tego  domyślić!  W  takim  stanie  nie  mogę  cię 

pokazać nikomu z moich znajomych.  

Zelina  zdawała  sobie  sprawę,  że  przy  ciotce  wygląda  jak  uboga 

krewna. Nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, że można być tak 

szykowną  od  samego  rana  aż  do  późnego  wieczora.  Zawsze  lubiła 

piękne  rzeczy,  ale  rodzice  nie  mogli  sobie  pozwolić  i  na  konie,  i  na 

suknie, a konie miały pierwszeństwo.  

Dlatego  też  wielkim  przeżyciem  były  dla  niej  zakupy  na  Bond 

Street.  Ciotka  zabrała  ją  tam  wkrótce  po  przyjeździe  do  Londynu  i 

wyposażyła  w  mnóstwo  sukien.  Zelina  zastanawiała  się,  czy  będzie 

miała okazję pokazania się we wszystkich.  

Szybko jednak przekonała się, że dama przebiera się trzy—cztery 

razy dziennie; inne suknie nosi się rano, a inne w czasie lunchu. Są też 

osobne  toalety  na  popołudnie,  no  i  oczywiście  wspaniałe  kreacje  na 

wieczór. Poza sukniami niezbędne były także pelisy, szale, kapelusze, 

buty, parasolki i tak wiele innych drobiazgów, że nie była w stanie ich 

zliczyć.  

Wszystkie te rzeczy nie mieściły się w jej niewielkiej szafie, a już 

na  pewno  potrzebowała  sporej  komódki,  żeby  poukładać  bieliznę, 

background image

którą  ciotka  zamawiała  na  tuziny.  Wybór  odpowiednich  ubrań  zajął 

prawie tydzień, a przymiarki trwały jeszcze dłużej. Przez cały ten czas 

Zelinie nie wolno było pokazywać się publicznie, aby nie natknęła się 

na znajomych ciotki. Nawet kolację jadała sama, chyba że hrabiostwo 

Rothbury nie mieli gości, co zdarzało się bardzo rzadko.  

Hrabia — tęgi, starzejący się człowiek, był, tak jak mówił major 

Tiverton,  nudziarzem.  Nigdy  nie  słuchał  innych,  za  to  rozprawiał 

głośno  na  pierwszy  lepszy  temat,  który  przyszedł  mu  do  głowy,  nie 

przejmując się zupełnie, czy jego słuchacze są nim zainteresowani.  

Ciotka  natomiast,  jak  Zelina  szybko  się  przekonała, nie  zwracała 

żadnej  uwagi  na  swego  męża.  Żyła  własnym  życiem  i  miała  własny 

krąg  znajomych,  wśród  których  znajdowało  się  wielu  przystojnych  i 

nadskakujących  jej  panów.  Zwłaszcza  jeden  z  nich  bardzo  często 

odwiedzał  hrabine,  gdy  hrabia  był  w  Izbie  Lordów  lub  w  Klubie. 

Później Zelina zrozumiała, że jej los został przesądzony w dniu, kiedy 

pierwszy raz tego człowieka spotkała.  

— Harry! — krzyknęła hrabina. — Nie spodziewałam się ciebie!  

— Wiem — odparł gość — ale widziałem George'a na Parliament 

Square, co znaczyło, że tu go nie ma.  

Wtedy dostrzegł Zelinę i popatrzył na nią z zainteresowaniem.  

—  To  moja  siostrzenica,  Zelina  Tiverton.  Jest  moim  gościem  — 

wykrztusiła hrabina.  

Zelina dygnęła, a ciotka natychmiast dodała:  

—  Masz  sporo  do  zrobienia  w  swoim  pokoju,  Zelino.  Ja  będę 

teraz zajęta przez jakiś czas.  

background image

— Naturalnie, ciociu Kathleen.  

Powiedziawszy  to,  Zelina  wyszła  z  pokoju  czując  spoczywający 

na  niej  wzrok  Harry'ego.  Gdy  zamykała  za  sobą  drzwi,  usłyszała 

jeszcze:  

—  Niezwykle  piękna  dziewczyna!  Jak  to  się  stało,  że  nie 

spotkałem jej wcześniej?  

Przez  następne  dwa  —  trzy  dni  ciotka  traktowała  ją  bardzo 

chłodno  i  nie  okazała  zainteresowania  nawet  wtedy,  gdy  Zelina 

oznajmiła, że już skompletowała całą garderobę.  

Od chwili przyjazdu do Londynu Zelina nie rozmawiała jeszcze z 

nikim poza  służbą i teraz  miała  nadzieję,  że  wreszcie  ciotka  zabierze 

ją  na  jakiś  bal  albo  chociażby  na  przejażdżkę  powozem  po  Hyde 

Parku.  Nic  z  tego,  ciotka  prawie  się  do  niej  nie  odzywała.  Dlatego 

Zelinę zaintrygował fakt, że nagle ją wzywa.  

Pora  była  raczej  wczesna.  Po  długich,  przeciągających  się  do 

późna w noc przyjęciach hrabina rzadko budziła się przed jedenastą i 

dopiero po śniadaniu i przejrzeniu korespondencji posyłała po Zelinę. 

Teraz  jednak,  według  zegara  w  korytarzu,  było  dopiero  wpół  do 

jedenastej.  

Sypialnia  hrabiny,  z  widokiem  na  Grosvenor  Square,  naprawdę 

robiła  wrażenie.  Była  ogromna.  Ściany  wyłożono  chińską  tapetą,  a 

wielkie  łoże  ozdobiono  jedwabiem  i  muślinem.  Zelina  wiedziała,  że 

pokój  umeblowany  jest  według  francuskiej  mody,  a  zielone 

prześcieradło  ma  podkreślać  zieleń  oczu  hrabiny.  Te  oczy  były 

czasem ciepłe i kuszące, a innym razem zimne i nieprzychylne.  

background image

Zbliżając  się  do  łóżka,  Zelina  zauważyła,  że  w  tej  chwili  wyraz 

oczu  ciotki  nie  wróży  niczego  dobrego.  Na  prześcieradle  leżało 

mnóstwo  listów.  Czytała  właśnie  jeden  z  nich  i  dopiero  po  dłuższej 

chwili odezwała się do Zeliny.  

— Mam ci coś do powiedzenia, Zelino.  

—  Dzień  dobry,  ciociu.  Wyspałaś  się?  —  zapytała  z  lekkim 

niepokojem, bo hrabina nie przywitała się z nią.  

—  Chcę  cię  poinformować,  Zelino  —  kontynuowała,  jakby  nie 

słysząc dziewczyny — że podjęłam decyzję odnośnie twej przyszłości 

i  muszę  stwierdzić,  że  ogromna  z  ciebie  szczęściara.  —  Mojej 

przyszłości, ciociu?...  

— Tak właśnie. I nie powtarzaj moich słów — ucięła hrabina. — 

Pojedziesz do Rosji.  

W  pierwszej  chwili  Zelina  pomyślała,  że  się  przesłyszała,  a  po 

chwili wyjąkała z niedowierzaniem:  

— Czy ciocia powiedziała... do Rosji?  

— Dokładnie! Zresztą jak już wspomniałam, masz duże szczęście, 

bo każda chyba dziewczyna byłaby zachwycona taką perspektywą.  

— Ale... dlaczego do Rosji? Co ja będę tam robiła?  

—  Właśnie  zamierzam  ci  to  wyjaśnić  —  oznajmiła  tonem 

sugerującym,  że  uważa  Zelinę  za  niezbyt  rozgarniętą.  —  Przecież 

twoja matka chrzestna, której imię dano ci na chrzcie, była Rosjanką. 

— Ale ona nie żyje... a w dodatku, zupełnie jej nie pamiętam.  

background image

—  To  nie  ma  znaczenia.  Najważniejsze  jest  to,  że  masz  jakieś 

powiązania  z  Rosją  i  dlatego  kraj  ten  powinien  budzić  twoje 

zainteresowanie.  

— Ale chyba... nie pojadę tam sama?  

— Cóż... ja się tam nie wybieram, jeśli o to ci chodzi — odparła 

hrabina.  —  Chcę,  żeby  sytuacja  była  zupełnie  jasna.  Nie  zamierzam 

być  twoją  przyzwoitką  i  ciągać  cię  za  sobą  przez  resztę  sezonu. 

Zupełnie nie pasujesz ani do mojego towarzystwa, ani do trybu życia, 

jaki prowadzę.  

Zelina  nie  była  głupia  i  doskonale  wiedziała,  że  ciotka  chce 

uniknąć, wprawdzie mało prawdopodobnego, lecz możliwego ryzyka, 

że siostrzenica stanie się jej rywalką. Zdawała sobie jednak sprawę  z 

tego,  że  obyci  i  dowcipni  znajomi  hrabiny  nie  są  towarzystwem,  w 

jakim dobrze by się czuła. Z drugiej strony nie spodziewała się, że po 

otrzymaniu  tylu  wspaniałych  kreacji  będzie  zmuszona  opuścić 

Londyn.  

Hrabina  wciąż  czytała  trzymany  w  ręku  list.  Po  chwili  odezwała 

się.  

—  Wspomniałam  żonie  rosyjskiego  ambasadora,  że  twoja  matka 

chrzestna była Rosjanką i że gdyby żyła, to przynajmniej mogłabyś ją 

odwiedzić. Miałam przy tym na uwadze wyłącznie twoje dobro.  

— Może wcale nie pragnęłaby zaprosić mnie do siebie...  

—  Jestem  przekonana,  że  byłaby  szczęśliwa  mogąc  gościć  swą 

chrzestną  córkę  —  zawyrokowała  hrabina.  —  Zresztą  tak  właśnie 

powiedziałam  żonie  ambasadora.  Zgodziła  się  ze  mną,  że  dobrze  by 

background image

było,  gdybyś  mogła  pojechać  do  Rosji,  i  dlatego  osobiście  się  tym 

zajęła.  

— Co ciocia przez to rozumie? — zapytała przestraszona Zelina.  

—  To,  że  zorganizowała  ci  tam  pobyt.  Zatrzymasz  się  w  domu 

książąt Wołkońskich jako ich podopieczna.  

Ostatnie słowa wypowiedziane były z lekkim wahaniem.  

—  A  jaka  będzie  moja  pozycja  w  ich  domu,  ciociu?  —  spytała 

Zelina. — Czy mam być tam gościem, czy może... należeć do służby?  

W oczach hrabiny Zelina dojrzała zakłopotanie.  

— Zawsze trzeba wnieść jakiś wkład w życie domu, w którym się 

przebywa, bez względu na to, jaki to dom. W końcu ktoś będzie łożyć 

na twoje utrzymanie.  

Zelinie zaparło dech w piersiach.  

— A jaki ma być... mój wkład, ciociu?  

— Księżna ma kilkoro dzieci... — zaczęła hrabina.  

—  A  ja  mam  być  ich  guwernantką,  czy  tak?  —  przerwała  jej 

Zelina.  

Hrabina odłożyła list.  

— Nie podoba mi się sposób, w jaki ze mną rozmawiasz, Zelino, 

ani twoje podejście do sprawy. Robię to wszystko dla twojego dobra. 

Z  pewnością  powinnaś  docenić  fakt,  że  pobyt  w  Rosji  dostarczy  ci 

nieco  wiedzy  o  świecie,  której,  jak  do  tej  pory,  nie  uwzględniono  w 

twej edukacji.  

— Ojciec uważał, że mam znacznie szerszą wiedzę niż większość 

dziewcząt w moim wieku.  

background image

—  Ja  mam  inne  zdanie  na  ten  temat  —  odparła  hrabina.  — 

Bacznie  cię  obserwuję,  odkąd  przyjechałaś  do  mego  domu,  i  muszę 

stwierdzić,  że  wykazujesz  ogromną  ignorancję  w  sprawach,  które 

młodej kobiecie powinny być dobrze znane.  

— A mimo to uważa ciocia, że mogę uczyć dzieci?  

—  Nie  powiedziałam,  że  masz  kogokolwiek  uczyć  —  ucięła 

ciotka.  —  Gdybyś  nie  była  taką  ignorantką,  wiedziałabyś,  że 

arystokratyczne rodziny rosyjskie zatrudniają sporo osób, które w taki 

czy  inny  sposób  opiekują się  nimi. —  Przerwała  na  chwilę,  po  czym 

powiedziała  powoli:  —  Ambasadorowa  mówiła,  że  car  już  od 

dziewiętnastu lat zatrudnia dla swych dzieci szkocką pielęgniarkę, nie 

licząc  oczywiście  mnóstwa  guwernantek  różnych  narodowości.  Co 

więcej  na  każdym  rosyjskim  dworze  mówi  się  po  angielsku  i 

francusku.  

— A więc mam uczyć angielskiego? — dopytywała się Zelina.  

—  Masz  mówić  po  angielsku  —  sprostowała  ciotka.  —  Przecież 

jesteś  Angielką.  A  ambasadorowa  jest  pewna,  że  spodoba  ci  się  w 

Rosji.  

— Na jak długo mam wyjechać? — wykrztusiła Zelina.  

Coraz bardziej bała się, że straci wszystko, co jest jej bliskie, i już 

nigdy nie wróci do Anglii.  

— Czy to takie istotne? — spytała hrabina wzruszając ramionami.  

Zelina milczała przez chwilę, po czym powiedziała:  

—  Wybacz,  ciociu,  ale  choć,  jak  słusznie  mówisz,  jest  to  okazja 

zobaczenia świata, wcale nie chcę opuszczać Anglii. Jeśli stanę się dla 

background image

cioci  ciężarem,  to  mogę  przenieść  się  do  kogoś  z  moich  kuzynów... 

dopóki nie wymyślę czegoś lepszego... w końcu mam trochę własnych 

pieniędzy.  

— A co niby miałabyś robić?  

Zelina uniosła głowę.  

— Jeśli już muszę pracować, to wolałabym robić to w Anglii.  

—  I  pozwolić,  żeby  ludzie  mówili,  że  nie  opiekuję  się  tobą  jak 

przystało?  —  rozzłościła  się  hrabina.  —  Wydajesz  się  zapominać, 

Zelino,  że  teraz  po  śmierci  ojca  ja  jestem  za  ciebie  odpowiedzialna. 

Już postanowiłam, że pojedziesz do Rosji, i zdania nie zmienię.  

Przez  chwilę  Zelina  rozważała  możliwość  odmowy,  lecz 

uświadomiła sobie, że dopóki nie wyjdzie za mąż, ciotka rzeczywiście 

jest  jej  prawną  opiekunką  i  może  rozporządzać  jej  losem.  Hrabina 

chyba wyczuła, że Zelina się poddała.  

— Przestań nudzić — powiedziała. — Zrobiłam co mogłam, żeby 

zapewnić  ci  mnóstwo  kosztownych  strojów,  niemalże  wyprawę,  a  ty 

powinnaś  mi  się  za  to  odwdzięczyć  jadąc  posłusznie  do  Rosji,  a  nie 

robić mi sceny.  

— Podziękowałam cioci najserdeczniej jak umiałam. Chciałabym 

tylko wiedzieć, czy ciocia kupowała mi te stroje z zamiarem wysłania 

mnie do Rosji?  

Właściwie  hrabina  nie  musiała  odpowiadać,  bo  po  wyrazie  jej 

oczu Zelina poznała, że tak właśnie było.  

— Kiedy mam wyjechać? — przerwała milczenie Zelina.  

background image

— Sprawami organizacyjnymi zajmuje się ambasada Rosji, ale z 

tego  co  wiem,  popłyniesz  najpierw  brytyjskim  statkiem  do 

Sztokholmu,  a  stamtąd  rosyjskim  okrętem  do  Sankt  Petersburga.  — 

Po chwili hrabina dodała: — Na miłość boską! Przestań wreszcie się 

dąsać!  Powinnaś  być  mi  wdzięczna  za  to,  co  dla  ciebie  zrobiłam. 

Przecież  chyba  pociąga  cię  przygoda!  Kto  wie?  Ta  podróż  może 

okazać się twoją życiową szansą!  

Zelina  nie  odpowiedziała.  Dygnęła  tylko  i  wyszła  z  pokoju.  Gdy 

dotarła  do  własnej  sypialni,  nogi  ugięły  się  pod  nią.  Usiadła  i ukryła 

twarz w dłoniach. Nie chodziło o to, że nie lubiła podróżować. Razem 

z  ojcem  często  rozmawiali  o  tym,  że  gdyby  tylko  mogli  sobie 

pozwolić, zwiedziliby Francję i Grecję, a może nawet Afrykę.  

Jednakże  samotny  wyjazd  do  Rosji  to  było  zupełnie  coś  innego. 

Będzie daleko od wszystkiego, co do tej pory stanowiło treść jej życia, 

i dlatego, mimo że  wstyd jej było z tego powodu, po prostu bała się. 

Zresztą  nigdy  specjalnie  nie  interesowała  się  Rosją,  chociaż  matka 

bardzo  lubiła  jej  matkę  chrzestną.  A  jeśli  chodzi  o  imię,  to  wolałaby 

mieć inne, bo ludzie zawsze wydziwiali, kiedy się przedstawiała.  

Być może jakieś podświadome przeczucie tego, co obecnie miało 

się  zdarzyć,  wywołało  w  niej  niechęć  do  bliższego  poznania  Rosji, 

tym  bardziej  że  to,  co  wiedziała,  nie  nastrajało  optymistycznie. 

Czytała  kiedyś  o  Katarzynie  Wielkiej  zmieniającej  kochanków  jak 

rękawiczki  i  o  niesamowitym  okrucieństwie  jej  syna,  cara  Pawła. 

Zelina  nie  chciała  nawet  słyszeć  o  ludziach,  którzy  sami  żyjąc  w 

luksusie pozwalali, by ich poddani cierpieli biedę.  

background image

Już  na  samą  myśl  o  tym,  że  musi  wyjechać  tak  daleko  od 

ukochanej  Anglii,  w  której  spędziła  całe  swe  dotychczasowe  życie, 

przechodziły ją dreszcze. Razem z ojcem mieli w hrabstwie mnóstwo 

przyjaciół,  i  to  nie  tylko  wśród  zamożniejszych  rodzin,  ale  i  pośród 

mieszkańców  wioski.  Wszyscy  wyświadczyli  im  mnóstwo  dobra.  W 

majątku  zatrudniali  wielu  pracowników,  a  matka  regularnie 

odwiedzała 

staruszków 

pobliskim 

przytułku. 

Niektórzy 

pensjonariusze  pamiętali  majora  jako  małego  chłopca,  a  nawet  znali 

dziadka Zeliny.  

Ciężko  było  Zelinie  opuścić  wszystkich  tych  ludzi,  gdy 

wyjeżdżała do Londynu, lecz miała nadzieję, że spotka wielu nowych 

ludzi,  zaprzyjaźni  się  ze  swoimi  rówieśnicami  o  podobnych  jak  ona 

zainteresowaniach.  Chętnie  poznałaby  też  mężczyzn,  którzy  poznali 

trudy  żołnierskiego  życia,  lubiących  polować  i  strzelać,  bo  mogłaby 

rozmawiać z nimi tak, jak zwykła rozmawiać z ojcem.  

Rosja!  —  słowo  to  huczało  jej  w  głowie  coraz  głośniej, 

sprawiając,  że  niemal  czuła  lodowaty  syberyjski  wiatr,  gwałtowny  i 

budzący przerażenie.  

W końcu wstała i wyprostowała się.  

— Nie pojadę tam! — powiedziała głośno. — Ucieknę stąd!  

Porzuciła  ten  zamiar,  gdy  uświadomiła  sobie,  że  nic  nie 

powstrzyma  ciotki  przed  pozbyciem  się  jej,  a  gdyby  ucieczka  się  nie 

powiodła,  to  powrót  do  jej  domu  mógłby  być  bardzo  nieprzyjemny. 

Hrabina nie była tak zupełnie bezmyślna, jak przypuszczał ojciec, a po 

background image

trzech  tygodniach  mieszkania  z  nią  pod  jednym  dachem  Zelina 

zauważyła, że ciotka zawsze stawiała na swoim.  

Hrabia  mógł  być  sobie  ważną  osobistością  w  Izbie  Lordów,  lecz 

we  własnym  domu  tańczył  tak,  jak  mu  żona  zagrała.  Z  jednej  strony 

być może nie chciał wszczynać awantur, lecz z drugiej było też jasne, 

że  jest  bardzo  dumny  z  urody  swej  żony  i  jej  wysokiej  pozycji 

towarzyskiej.  Zdaniem  Zeliny  hrabina  była  dla  niego  swego  rodzaju 

orderem  na  klapie  marynarki;  szczycił  się  jej  posiadaniem  i  tym,  że 

wzbudza zazdrość innych.  

Dlatego też Zelina nie miała wątpliwości, że gdyby zwróciła się o 

pomoc do hrabiego, ten po prostu zdałby się całkiem na decyzje żony. 

A  nikt  inny,  kogo  mogłaby  prosić  o  ratunek,  nie  przychodził  jej  do 

głowy.  

Jedyną pociechę stanowiła myśl, że ma w banku znaczną sumę ze 

sprzedaży  domu.  A  przynajmniej  zdawało  jej  się,  że  to  dużo. 

Pomyślała,  że  dzięki  nim  będzie  mogła  w  razie  czego  wrócić  do 

Anglii.  Zabierze  ze  sobą  tyle  pieniędzy,  żeby  wystarczyło  na  bilet 

powrotny.  

Dopiąwszy  swego,  hrabina  była  nawet  stosunkowo  miła  dla 

Zeliny,  choć  w  dalszym  ciągu  nie  zabierała  jej  nigdzie  ze  sobą  ani 

nawet nie pozwalała uczestniczyć w domowych przyjęciach.  

Któregoś  dnia  poszły  na  herbatkę  do  rosyjskiej  ambasadorowej. 

Zelina  zdawała  sobie  sprawę,  że  jest  to  rodzaj  rozmowy 

kwalifikacyjnej przed wyjazdem do domu księżnej Wołkońskiej. Żona 

ambasadora była inteligentna i spostrzegawcza i Zelina domyśliła się, 

background image

że nic nie ujdzie jej uwagi. Niby to plotkowała z hrabiną, ale bacznie 

obserwowała  jej  siostrzenicę  starając  się  przewidzieć,  jakie  też 

wywrze  ona  wrażenie  w  Sankt  Petersburgu.  Gdy  już  wychodziły, 

zwróciła się do Zeliny:  

—  Baw  się  dobrze.  Zobaczysz,  że  raczej  trudno  jest  zrozumieć 

naturę  Rosjan,  ale  już  sama  jej  złożoność  sprawia,  że  są  to  ludzie 

niezwykle interesujący, choć również nieobliczalni.  

Zelina  odpowiedziała  uśmiechem.  Nie  to  spodziewała  się 

usłyszeć. Po chwili ambasadorowa dodała:  

—  Radzę  ci  pisać  pamiętnik.  Będziesz  mogła  potem  czytać  go 

swoim wnukom.  

Słowa  te  na  moment  przegnały  mroczne  myśli  o  przyszłości. 

Jednakże w dniu wyjazdu Zelina czuła się tak, jakby miała jechać na 

wygnanie i nigdy więcej nie zobaczyć Anglii.  

Hrabina  raczyła  odwieźć  Zelinę  do  Tilbury,  skąd  odpływał 

angielski  statek  do  Sztokholmu.  Dziewczyna  jednak  doskonale 

wiedziała,  że  ciotka  nie  zdobyłaby  się  na  to,  gdyby  nie  fakt,  że 

ambasador  Rosji  zapowiedział,  że  wyśle  jednego  ze  swych 

urzędników, by ten dopilnował formalności związanych z podróżą.  

—  Towarzyszenie  ci  do  portu  jest  mi  bardzo  nie  na  rękę  — 

skarżyła się Zelinie.  

—  Przykro  mi,  ciociu,  ale  przecież  rozstajemy  się  na  bardzo 

długo.  

Po  tych  słowach  na  twarzy  hrabiny  odmalowało  się  jakby 

zadowolenie, lecz powiedziała tylko:  

background image

— Ambasador polecił komuś na statku, by pomógł ci się przesiąść 

w Sztokholmie na statek rosyjski.  

Hrabina  nie  lubiła  podróżować,  więc  prawie  wcale  nie 

rozmawiały  ze sobą w drodze do Tilbury, gdzie czekał już parowiec. 

Kiedyś  używano  parowców  jedynie  w  rejsach  wzdłuż  wybrzeży 

między  miejscowościami  wypoczynkowymi,  lecz  w  ostatnich  latach 

pływano  nimi  po  Morzu  Północnym,  Irlandzkim  i  przez  cieśninę 

Dover.  

Statek, którym Zelina miała dotrzeć do Sztokholmu, wyposażony 

był  w  żagle  zwiększające  jego  szybkość.  Na  pokładzie  hrabina 

poprosiła o listę pasażerów i zaczęła ją przeglądać z miną osoby, która 

nie  spodziewa  się  nikogo  znajomego  wśród  zbieraniny  prostaczków. 

Nagle  wydała  okrzyk  zdziwienia,  jakby  znalazła  wodę  na  pustyni,  i 

nie zwracając uwagi na Zelinę, skierowała się do biura intendenta.  

— Czy lord Charnock jest już na pokładzie? — spytała.  

— Jeszcze nie, milady, ale na pewno zaraz się zjawi.  

Hrabina, przybrawszy miły wyraz twarzy, wpatrywała się w trap. 

I  rzeczywiście,  jakieś  dwie  —  trzy  minuty  później  wszedł  na  pokład 

wysoki,  wytwornie  wyglądający  mężczyzna  w  czapce  obrzeżonej 

futrem.  Idący  za  nim  służący  niósł  kilka  teczek.  Opatrzone 

królewskim  godłem  stwarzały  wrażenie  niezwykle  ważnych.  Hrabina 

podeszła  do  lorda  z  uśmiechem  mówiącym,  że  ma  zamiar  prosić  o 

jakąś przysługę.  

— Witam! — powiedziała. — Cóż za miła niespodzianka!  

background image

Z  miny  lorda  Charnocka  Zelina  wywnioskowała,  że  jemu  wcale 

nie jest miło. Uznała też, że to najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego 

kiedykolwiek  widziała.  Wydał  jej  się  bardzo  powściągliwy,  może 

nawet  nieludzki,  bo  stwarzał  wrażenie  zimnego  i  odpychającego, 

jakby wykuty był z kamienia, a w jego żyłach nie płynęła krew.  

Zelina nie wiedziała, skąd wzięło się to wrażenie, ale zwykle gdy 

tylko kogoś spotykała, natychmiast formułowała opinię na jego temat. 

Ojca często bawiły te „szkice" ludzi, których dopiero co poznała czy 

choćby  przelotnie  widziała  na  polowaniu.  O  lordzie  Charnocku 

pomyślała,  że  ma  siebie  za  tak  ważną  osobistość,  że  aż  budzi 

onieśmielenie.  

— Czy podróżuje pani tym statkiem, milady? — spytał sucho.  

—  Ależ  nie  —  odparła  hrabina.  —  Odprowadzam  tylko  moją 

siostrzenicę,  która  wybiera  się  do  Sankt  Petersburga.  Niestety  płynie 

tam  sama,  więc  byłabym  panu  niezwykle  zobowiązana,  gdyby 

zechciał się pan nią zaopiekować.  

Wyraz  twarzy  lorda  Charnocka  powiedział  Zelinie,  że  nie  ma  on 

najmniejszej ochoty podjąć się tego zadania.  

—  Obawiam  się,  że...  —  zaczął,  ale  hrabina  nie  pozwoliła  mu 

dokończyć.  

— To bardzo uprzejme z pańskiej strony i jestem panu ogromnie 

wdzięczna.  

Lord  chciał  jeszcze  coś  powiedzieć,  lecz  hrabina  natychmiast 

zwróciła się do Zeliny.  

background image

—  Muszę  już  iść,  kochanie.  Uważaj  na  siebie  i  baw  się  dobrze. 

Jestem pewna, że będziesz zadowolona z wyjazdu.  

Zanim 

Zelina 

zdołała 

cokolwiek 

odpowiedzieć, 

ciotka, 

szeleszcząc  jedwabną  suknią,  pospieszyła  w  kierunku  trapu.  Nie 

zdążyła  zejść  na  nabrzeże,  gdy  Zelina  zauważyła,  że  lord  Charnock 

już  odszedł.  Nie  winiła  go  jednak  za  to  ani  trochę.  Pomyślała,  że 

ponieważ  był  jedyną  znaną  ciotce  ważną  osobistością  na  pokładzie, 

swoim  zwyczajem  wyręczyła  się  nim.  Zelina  nie  wiedziała  jednakże, 

że  hrabina  wykorzystała  okazję,  by  odegrać  się  na  człowieku,  do 

którego żywiła urazę.  

 

Zajmujący tymczasem luksusową kabinę lord Charnock uznał, że 

siostrzenica  hrabiny  Rothbury  powinna  sama  się  o  siebie  martwić. 

Pamiętał, że dwa lata temu Kathleen Rothbury próbowała zdobyć jego 

względy,  a  może  i  serce,  by  tym  sposobem  powiększyć  swą  bogatą 

kolekcję.  

Uchodziła za najpiękniejszą kobietę w londyńskim towarzystwie i 

czuła  się  śmiertelnie  obrażona,  jeśli jakiś  mężczyzna  nie  padał  jej do 

stóp.  I  tak  właśnie  się  poczuła,  gdy  lord  Charnock  dał  jej  do 

zrozumienia, że hrabina nie tylko mu się nie podoba, ale w dodatku jej 

nie  lubi.  Kathleen  Rothbury  zupełnie  nie  mogła  tego  pojąć,  tym 

bardziej że nie udało jej się znaleźć jakiejkolwiek tego przyczyny.  

Nie wiedziała, że lord Charnock nadał jej miano kobiety okrutnej. 

Lord potępiał fakt, że uwiodła ona młodego urzędnika z Ministerstwa 

Spraw  Zagranicznych,  a  po  kilku  miesiącach  porzuciła  go  dla  kogoś 

background image

innego. Młodzieniec, któremu w ten sposób złamała serce, poprosił o 

przeniesienie  na  placówkę  zagraniczną,  choć  zdaniem  lorda 

Charnocka  bardziej  był  potrzebny  w  Londynie,  zwłaszcza  jemu 

samemu.  

Od tamtej chwili znienawidził hrabinę. Zresztą zawsze pogardzał 

pięknymi,  ale  głupimi  kobietami,  których  jedynym  zajęciem  było 

igranie  z  miłością,  przynoszące  często  katastroficzne  skutki  dla  tych, 

których uczuciem się bawiły.  

Już sam fakt, że lord Charnock nie poddał się jej urokowi, a nawet 

celowo  jej  unikał,  tylko  zachęcał  ją  do  walki.  Dopiero  gdy  musiała 

przyznać przed samą sobą, że poniosła klęskę, poprzysięgła sobie, że 

przy  najbliższej  okazji  odegra  się  na  nim.  Jej  zdaniem  ciężko  jest 

ścierpieć  towarzystwo  młodej  dziewczyny,  więc  cieszyła  się,  że 

zrzuciła coś takiego na lorda przewidując, że będzie się poczuwał do 

wypełnienia tego niemiłego obowiązku.  

Ale  lord  Charnock  zamierzał  troszczyć  się  jedynie  o  własną 

wygodę.  Miał  sporo  pracy  do  wykonania  w  czasie  podróży,  a  na 

dodatek  wyjazd  ten  wypadł  mu  bardzo  nie  w  porę.  Zgodził  się  nań 

tylko  dlatego,  że  minister  spraw  zagranicznych  błagał  go,  by  podjął 

się niezwykle trudnej misji.  

—  Tylko  tobie  mogę  powierzyć  tę  sprawę  —  mówił  lord 

Palmerston.  —  Dobrze  wiesz,  jacy  są  Rosjanie.  Wszędzie  mają 

szpiegów,  którzy  doniosą  szefowi  policji  o  wszystkim, co powiesz,  a 

nawet pomyślisz. A z tego co wiem, dominuje tam tajna policja cara, a 

i on sam działa zupełnie irracjonalnie.  

background image

—  Słyszałem  o  tym  —  odparł  lord  Charnock.  —  Trudno 

przewidzieć, do czego może dojść w tym kraju.  

—  Tak  się  składa  —  westchnął  minister  —  że  armia  nienawidzi 

cara,  bo  jest  mściwy,  surowy  i  podły  i  wpada  we  wściekłość  z  byle 

powodu.  

Lord Charnock pokiwał głową.  

—  Ja  też  o  tym  słyszałem,  ale  myślałem,  że  sporo  w  tym 

przesady.  

—  Obawiam  się,  że  nie.  Całe  swoje  imperium  zamienił  w 

koszary. Rządy, jego zdaniem, polegają na egzekwowaniu wojskowej 

dyscypliny.  

—  Podobno  napisał  w  raporcie:  „Nie  mogę  dopuścić,  by 

ktokolwiek  ośmielił  się  nie  wypełnić  mych  życzeń,  w  chwili  gdy  je 

pozna".  

— Tak, rzeczywiście — przytaknął lord Palmerston. — Tylko że 

jego  życzenia  są,  mówiąc  delikatnie,  ekscentryczne.  Na  przykład 

nałożył  na  profesorów  studentów,  inżynierów  i  urzędników 

państwowych obowiązek noszenia mundurów.  

— Aż trudno w to uwierzyć! — stwierdził lord Charnock.  

—  Z  kolei  prawo  do  noszenia  wąsów  posiada  jedynie  armia  — 

kontynuował  z  uśmiechem  lord  Palmerston  —  Muszą  one  jednakże 

koniecznie być czarne, w przeciwnym wypadku trzeba je farbować.  

Obaj  mężczyźni  roześmieli  się.  Po  chwili  lord  Charnock 

powiedział:  

background image

—  Nie  da  się  zaprzeczyć,  że  car  jest  najbardziej  szokującym 

władcą  w  Europie  i,  jak  już  wspomniałem,  wolałbym  nie  jechać  do 

Petersburga.  

— Ale tylko ty nie dasz im się oszukać ani owinąć wokół palca.  

Lord Charnock ponownie westchnął.  

— Dobrze, ale skrócę mój pobyt do minimum.  

— Jeśli tylko dowiesz się czego trzeba, możesz wracać juz jutro.  

—  Dziękuję!  —  odparł  sarkastycznie  Charnock,  myśląc  o 

powadze czekającego go zadania.  

Polecił  teraz,  by  ułożono  teczki  tak,  by  mógł  je  mieć  na  oku. 

Dokumenty, które zawierały, były zaszyfrowane. Wiedział jednak, że 

Rosjanie  są  mistrzami  w  łamaniu  szyfrów,  a  poza  tym  kontrolują 

wszystko, nawet jeśli pasażer posiada immunitet dyplomatyczny.  

Lord Charnock wiele podróżował, dlatego służba którą zabierał ze 

sobą, musiała wiedzieć, jak dbać o jego  wygodę.  Lokaj, którego lord 

zatrudniał  od  piętnastu  lat  potrafił  tak  pokierować  stewardami,  że  ci 

natychmiast  zrobili  wszystko  jak  należało,  co  niewątpliwie 

wzbudziłoby zazdrość mniej zaradnych podróżnych.  

Gdy  tylko  statek  odbił  od  brzegu,  lord  otworzył  jedną  z  teczek  i 

zaczął  studiować  jej  zawartość.  Ani  przez  chwilę  nie  pomyślał  o 

siostrzenicy hrabiny Rothbury, której opiekę mu narzuciła.  

 

ROZDZIAŁ 2 

Zelina  czuła  się  bardzo  onieśmielona  perspektywą  zejścia  do 

jadalni.  W  końcu  jednak  weszła  do  wielkiego  pomieszczenia,  a  gdy 

background image

podała  stewardowi  swe  nazwisko,  ten  zaprowadził  ją  do  małego 

stoliczka  pod  ścianą,  omijając  duży  stół  na  środku,  przy  którym 

niemal  wszystkie  miejsca  były  już  zajęte.  Zelina  domyśliła  się,  że 

załatwiła to dla niej Ambasada Rosyjska i bardzo ją to ucieszyło. Nie 

miała  ochoty  rozmawiać  z  obcymi,  tym  bardziej  że  niektórzy  wydali 

jej się nieokrzesani i zachowywali się bardzo głośno.  

Po  jakimś  czasie  wszedł  do  salonu  lord  Charnock.  Jak  osądziła 

Zelina,  czuł  najwyraźniej  pogardę  do  miejsca  i  ludzi,  wśród  których 

się  znalazł.  Steward  poprowadził  go  do  małego  stolika  w  alkowie, 

dzięki czemu był jakby odizolowany od reszty pasażerów.  

Namyślając  się  nad  wyborem  dań  złożył  zamówienie,  a  wkrótce 

znalazła  się  przed  nim  butelka  szampana!  Czekając  na  posiłek,  lord 

zaczął  czytać  przyniesioną  ze  sobą  książkę.  Zelina  pomyślała,  że  to 

świetny pomysł, i żałowała, że sama na niego nie wpadła. Nie mając z 

kim rozmawiać, trudno jej było powstrzymać się od rozglądania się po 

salonie,  dlatego  postanowiła,  że  przy  następnych  posiłkach  również 

będzie czytać.  

Poszczególne dania serwowano  w  znacznych odstępach czasu — 

najwyraźniej  nie  było  wystarczająco  dużo  stewardów,  by  obsłużyć 

szybko wszystkich pasażerów. Goście siedzący przy środkowym stole 

pili ogromne ilości wina i Zelina wdzięczna była losowi, że nie musi 

siedzieć z nimi.  

Jeden  z  nich  wszakże,  zajmujący  miejsce  dokładnie  na  wprost 

Zeliny, przyglądał jej się, jak to w myśli określiła, bardzo bezczelnie. 

Miała  ochotę  wyjść  z  jadalni,  ale  wiedziała,  że  opuszczając  ją  przed 

background image

końcem  posiłku,  tylko  zwróci  na  siebie  uwagę.  Dlatego  też  gdy 

wreszcie skończyła ostatnie danie, podziękowała stewardowi i  wstała 

od  stołu.  Starała  się  iść  z  gracją  i  czyniła  to  ostrożnie,  bo  statkiem 

kołysało. Udała się prosto do kajuty.  

Było  jej  tu  całkiem  wygodnie,  a  w  dodatku  miała  książkę. 

Zamierzała  wziąć  ich  więcej,  ale  pokojówka  nalegała,  by  kufry 

wypełnić raczej garderobą.  

—  Nie  wiadomo,  czego  panienka  będzie  tam  potrzebowała,  w 

tych obcych krajach — mówiła złowieszczo. — Z tego, co słyszałam, 

w Rosji wiecznie pada śnieg.  

— Ale chyba nie o tej porze roku — uśmiechnęła się Zelina.  

—  Nie  wiadomo,  panienko  —  odparła  pokojówka,  dla  której 

Rosja  była  najwyraźniej  zapadłą  dziurą,  a  Zelina  miała  ochotę  się  z 

nią zgodzić.  

Zaraz jednak pomyślała, że przecież musi być rozsądna, i jeśli już 

ma jechać do Rosji, to powinna dowiedzieć się czegoś o historii tego 

kraju  i  przygotować  na  obejrzenie  tych  wszystkich  wspaniałości,  o 

których pisano w książkach. I mimo że usilnie starała się wzbudzić w 

sobie zainteresowanie podróżą, wciąż się jej bała.  

W nocy wiatr się nasilił i statkiem mocno rzucało. Rano nie było 

już  tak  źle,  ale  wciąż  nieprzyjemnie  kołysało.  Na  szczęście  Zelina 

dobrze znosiła podróże morskie i postanowiła wyjść na pokład, bo w 

kajucie zrobiło się gorąco i duszno.  

Niestety niewiele osób spacerowało i lepiej było nie odchodzić za 

daleko.  Dlatego  Zelina  stanęła  w  drzwiach  wiodących  na  pokład  i 

background image

stamtąd  patrzyła  na  wielkie  fale.  Morze  wyglądało  wspaniale  i  w 

ogóle  nie  czuła  strachu.  Obawiała  się  tylko,  że  zmoknie  od 

rozpryskujących się nad pokładem fal.  

Stała  tak  dość  długo,  a  gdy  odwróciła  się,  by  pójść  do  kajuty, 

wpadła na mężczyznę, który przyglądał się jej w czasie kolacji.  

—  Dzień  dobry,  śliczna  panienko!  —  powiedział.  —  Widzę,  że 

lubi panienka morskie podróże.  

—  Dzień  dobry!  —  odpowiedziała  grzecznie,  próbując  go 

wyminąć.  

Mężczyzna nie zamierzał jednak jej przepuścić.  

— Szukałem cię wczoraj, maleńka, ale gdzieś uciekłaś.  

Zelina zastanawiała się, co ma powiedzieć, żeby nie wdawać się z 

nim  w  rozmowę.  Nie  chciała  być  pompatyczna  mówiąc,  że  nie  byli 

sobie przedstawieni. Wiedziała, że  ojciec nie uznałby tego człowieka 

za  dżentelmena  i  że  musi  być  bardzo  ostrożna.  W  dodatku  czuła  się 

ogromnie nieswojo pod jego spojrzeniem, tak jak wczoraj zresztą.  

—  Przepraszam,  chciałabym  wrócić  do  kajuty  —  powiedziała 

próbując przejść.  

— Po co ten pośpiech? — spytał. — Siądźmy gdzieś i opowiesz 

mi o sobie.  

—  Obawiam  się,  że...  że  jestem  bardzo  zajęta  —  odparła  Zelina, 

znów próbując przejść.  

Mężczyzna  pewnie  zatrzymałby  ją,  ale  przechodził  właśnie  jakiś 

pasażer,  więc  Zelina  szybko  przecisnęła  się  za  nim  i  wymknęła  się 

background image

natrętowi.  Serce  jej  waliło,  gdy  wpadła  do  kajuty,  ale  powiedziała 

sobie, że nie ma sensu przejmować się tym incydentem.  

Nie  rozumiała,  dlaczego  ciotka  nie  posłała  z  nią  pokojówki. 

Rodzice  nigdy  nie  pozwalali  jej  podróżować  samej.  Myślała  jednak, 

że  skoro,  jak  powiedziała  ciotka,  ambasada  Rosji  organizowała  jej 

wyjazd, to zapewni jej również jakieś towarzystwo. Tylko że angielski 

statek  nie  podlegał  ich  jurysdykcji.  Być  może  sytuacja  zmieni  się  w 

Sztokholmie, gdy przesiądzie się na statek rosyjski.  

Tak  czy  owak  przerażała  ją  myśl,  że  przez  całą  podróż  będzie 

musiała  unikać  tego  mężczyzny  z  wąsami.  Zastanawiała  się  przez 

chwilę,  co  ten  człowiek  mógłby  jej  zrobić, po  czym  uznała,  że  skoro 

jest już dorosła i w dodatku sama, to musi się nauczyć radzić sobie z 

ludźmi. Czuła się teraz strasznie zagubiona i tylko koncentrując się na 

lekturze, zdołała odepchnąć nieprzyjemne myśli.  

Niewielu  pasażerów  zeszło  na  lunch,  ponieważ  morze  przed 

południem bardzo się wzburzyło. Na szczęście wąsacz nie pojawił się, 

co  Zelina przyjęła  z  westchnieniem ulgi.  Tym  razem  zabrała  ze  sobą 

książkę.  Zauważyła,  że  lord  Charnock  także  czytał  przy  jedzeniu. 

Skorzystała więc z okazji, by się mu przyjrzeć. Pierwsze wrażenie, że 

jest to człowiek zimny i powściągliwy, potwierdziło się.  

Z faktu, że zabrał w podróż urzędowe teczki, wywnioskowała, że 

jest dyplomatą i dlatego chętnie porozmawiałaby z nim o jego pracy i 

może  dowiedziałaby  się  czegoś  o  Rosji.  Szkoda,  że  nie  ma  taty, 

pomyślała.  Bez  trudu  mogłaby  nawiązać  rozmowę  i  wypytać  o 

sytuację polityczną w Rosji.  

background image

Krążąc  myślami  wokół  lorda  Charnocka,  patrzyła  na  niego,  a  on 

jakby  czując  jej  wzrok  na  sobie,  spojrzał  w  jej  kierunku.  Zelina 

szybko  opuściła  głowę,  ale  ten  nagły  ruch  tylko  przyciągnął  uwagę 

lorda Charnocka, tym bardziej że wpadające przez iluminator światło 

odbiło się w jej włosach tworząc aureolę wokół głowy.  

Charnock  pomyślał,  że  Zelina  jest  bardzo  atrakcyjna  i  przez 

chwilę  zastanawiał  się,  dlaczego  taka  młoda  dziewczyna  podróżuje 

bez opieki. Szybko tę myśl porzucił i już miał wrócić do swej lektury, 

gdy  uświadomił  sobie  nagle,  że  najprawdopodobniej  nieznajoma  jest 

siostrzenicą hrabiny Rothbury.  

Zbyt był wtedy rozdrażniony prośbą hrabiny, by przyglądać się jej 

kuzynce.  Teraz  jednak  niezmiernie  dziwnym  wydał  mu  się  fakt,  że 

młoda dziewczyna jedzie sama i to w dodatku do Rosji. Ale w końcu 

uznał,  że  to  nie  jego  sprawa,  a  jeśli  siostrzenica  jest  taka  sama  jak 

ciotka, to nie warto zaprzątać sobie nią głowy.  

Po  skończonym  posiłku  Zelina  zabrała  książkę  i  wyszła. 

Przynajmniej dobrze znosi morskie podróże, pomyślał lord.  

Charnock  pracował  przez  całe  popołudnie.  Potem  poszedł 

porozmawiać  z  kapitanem.  Morze  było  zbyt  wzburzone,  by 

spacerować  po  pokładzie,  a  z  racji  tego,  że  był  ważną  osobistością, 

miał  przywilej  przebywania  na  mostku  kapitańskim.  W  dodatku 

interesował się statkami i zamierzał kupić sobie jacht.  

Pod  wieczór  morze  uspokoiło  się  nieco,  a  wiatr  pchał  statek  ku 

wybrzeżom  Danii.  Lord  Charnock  przebrał  się  do  kolacji,  co  robił 

zawsze bez względu na to, czy znajdował się u siebie w domu czy  w 

background image

pałacu  Buckingham.  Schodząc  do  salonu  zastanawiał  się,  czy  menu 

zmieni się choć odrobinę.  

Na  sali  nie  było  jeszcze  zbyt  wielu  pasażerów,  ale  Zelina  już 

siedziała przy swoim stoliku. Z niepokojem zauważyła, że mężczyzna 

z  wąsami  zajął  swe  miejsce  i  wraz  z  kolegami  zwalczał  mdłości 

winem. Starała się nie patrzeć w ich kierunku, ale słyszała, jak raz po 

raz głośno zamawiają kolejną butelkę. W pewnym momencie steward 

podszedł do Zeliny mówiąc:  

—  Panienko,  pan  Adamson  pyta,  czy  zechce  pani  wypić  z  nim 

kieliszek wina.  

— Pan Adamson? — powtórzyła Zelina, nie bardzo rozumiejąc o 

co chodzi. 

Stało się to jasne, gdy steward spojrzał w kierunku dużego stołu.  

— Proszę podziękować temu dżentelmenowi i powiedzieć, że nie 

mam ochoty — odparła stanowczo.  

— Dobrze, panienko.  

Gdy  steward  przekazał  Adamsonowi  odpowiedź  Zeliny,  ten 

chwiejąc się wstał i krzyknął:  

— Skoro nie chcesz się do mnie przyłączyć, to sam wypiję twoje 

zdrowie, laleczko!  

Statkiem  kołysało,  więc  prawie  cała  zawartość  kieliszka  rozlała 

się na stół, a rozbawieni koledzy Adamsona podtrzymywali go, by nie 

upadł. Zelina bardzo się zawstydziła, więc chwyciła książkę i pobiegła 

do kajuty. Po chwili usłyszała pukanie.  

— Kto tam? — spytała z lękiem.  

background image

— Stewardesa, panienko.  

Zelina otworzyła drzwi.  

—  Steward  powiedział  mi,  że  panienka  nie  skończyła  kolacji. 

Może mogłabym panience przynieść coś tutaj.  

—  To  bardzo  miło  z  pani  strony,  ale  niczego  mi  nie  trzeba. 

Dziękuję.  

—  Słyszałam,  że  pewien  mężczyzna  zachował  się  bardzo 

niegrzecznie  wobec  panienki,  ale  proszę  się  tym  nie  przejmować. 

Mężczyźni przeważnie za dużo piją, gdy statkiem mocno kołysze.  

Zelina  nie  wiedziała,  co  na  to  odpowiedzieć,  więc  stewardesa 

dodała:  

— Gdyby panienka czegoś potrzebowała, to proszę mnie zawołać.  

— Dziękuję, ale mam zamiar pójść do łóżka.  

Zelina  zamknęła  drzwi  za  stewardesą  i  już  w  łóżku  dokończyła 

książkę.  Uświadomiła  sobie  wtedy,  że  nie  ma  już  nic  do  czytania. 

Miała jednak nadzieję, iż na statku jest jakaś biblioteczka.  

Następnego  dnia  z  samego  rana  poszła  do  biura  intendenta, by  o 

to  zapytać.  Dowiedziała  się,  że  może  wybrać  sobie  coś  z  książek  w 

pokoju  wypoczynkowym,  ale  musi  je  zwrócić  przed  opuszczeniem 

statku; tak się jakoś składa, że po każdym rejsie zbiór ubożeje.  

— Książki kradną nawet ci ludzie, po których nikt by się tego nie 

spodziewał — objaśnił z uśmiechem intendent.  

—  Pewnie  nie  udaje  im  się przeczytać książki  przed  zejściem na 

ląd, a koniecznie chcą znać zakończenie — stwierdziła Zelina.  

background image

Intendent  przyznał  jej  rację,  a  gdy  zobaczył,  jak  się  uśmiecha, 

pomyślał,  że  jest  najładniejszą  dziewczyną,  jaką  kiedykolwiek 

widział.  

—  Czy  wszystko  w  porządku,  panienko?  —  zapytał.  — 

Słyszałem, że jeden z pasażerów bardzo niepokoi panienkę.  

W  tym  momencie  statek  przypomniał  Zelinie  małą  wioskę,  w 

której wszyscy o wszystkim wiedzą.  

— Tak, dziękuję, właśnie zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, 

gdybym zjadła kolację w swojej kajucie.  

—  Obawiam  się,  że  byłoby  panience  bardzo  niewygodnie.  W 

kajucie  nie  ma  wiele  miejsca.  Ale  proszę  się  nie  martwić. 

Porozmawiam z tym pasażerem i da panience spokój.  

— Och nie, nie chciałabym sprawiać panu kłopotu.  

—  Niech panienka  się  tym  w  ogóle  nie  przejmuje  —  powiedział 

ojcowskim tonem. — Jestem tu po to, aby dbać o wygodę pasażerów. 

Gdyby  panienka  była  moją  córką,  nie  pozwoliłbym  panience 

podróżować samej.  

— To się zdarzyło po raz pierwszy.  

—  Gdyby  miała  panienka  jakiekolwiek  kłopoty,  proszę  dać  mi 

znać. Obiecuję, że wczorajszy incydent już się więcej nie powtórzy — 

zapewnił.  

— Dziękuję.  

Zelina  skierowała  się  do  pokoju  wypoczynkowego,  czując  się 

mocno podbudowana życzliwością, jaką okazał jej intendent.  

background image

W  pokoju  stały  dwie  duże  szafy  z  książkami.  Większość  z  nich 

mało  ciekawa,  ale  znalazła  jedną  na  temat  Rosji,  więc  zabrała  ją  ze 

sobą.  Książka  była  bardzo  interesująca.  Zelina  przeczytała  w  niej  o 

rozmaitych  częściach  kraju,  o  kościołach  w  Moskwie  i  pałacach  w 

Sankt  Petersburgu.  Niestety  była  to  raczej  cienka  książka,  więc 

skończyła ją już przed piątą i uznała, że czas na spacer.  

Nie wiedziała, jak spędzają dzień ludzie pokroju pana Adamsona, 

ale  coś  jej  mówiło,  że  najprawdopodobniej  w  pokoju  dla  palaczy. 

Sprawdziła  na  planie  statku,  gdzie  on  się  znajduje,  i  poszła  w 

przeciwnym  kierunku.  Wpatrywała  się  w  morze  i  wdychała  świeże 

powietrze.  Było  chłodne,  lecz  orzeźwiało  ją,  tak  że  zeszła  z  pokładu 

tuż przed kolacją, by zdążyć się przebrać.  

 

Lord  Charnock  również  miał  ochotę  na  popołudniowy  spacer. 

Przechadzał się po pokładzie przez pół godziny. Zawsze lubił ruch na 

świeżym  powietrzu  i  na  lądzie  codziennie  jeździł  konno.  Najchętniej 

galopował po parku Charnock, gdzie miał stajnię, a w niej wspaniałe 

konie,  z  których  wiele  sam  wyhodował.  Często  wyjeżdżał  wcześnie 

rano,  gdy  w  parku  było  jeszcze  pusto,  i  wybierał  mniej  uczęszczane 

tereny, by koń mógł się wybiegać.  

Miał nadzieję, że w Rosji nadarzy się okazja, by pojeździć konno. 

W przeciwnym razie przyjdzie mu siedzieć cały czas w przegrzanych 

pałacach. Dobrze wiedział jednak, że by dotrzeć z jednego miejsca do 

drugiego,  będzie  musiał  przebyć  kilka  mil.  Pomyślał,  ile  korytarzy 

przyjdzie  mu  przemierzyć  i  ile  odbyć  nudnych  rozmów,  i  aż 

background image

westchnął.  Lord  Palmerston  mógł  być  sobie  optymistą,  lecz  on  sam 

wiedział, że ta misja prawdopodobnie skończy się porażką.  

Ale już w następnej chwili uświadomił sobie, że rzadko kiedy coś 

mu  się  nie  udawało.  Właściwie  nie  znosił  słowa  „porażka"  i  był 

przekonany, że powinien wykluczyć je ze swego słownictwa. Każdy, 

kto  teraz  spojrzałby  na  lorda  Charnocka,  dostrzegłby  obojętną, 

pozbawioną  wszelkiego  wyrazu  twarz  i  nawet  przez  myśl  by  mu  nie 

przeszło,  że  pod  tą  prezentowaną  światu  maską  kryje  się  żądna 

przygody natura człowieka.  

Uwielbiał  niebezpieczne,  dyplomatyczne  intrygi,  które  dla  niego 

były  tym,  czym  bitwa  dla  zapalonego  żołnierza  albo  polowanie  dla 

myśliwego.  Misja  w  Rosji  pozwoli  mu  zmierzyć  się  z 

najsprytniejszymi i chyba najgroźniejszymi politykami.  

Każdy  dyplomata  chciałby  poznać  zamiary  cara,  tym  bardziej  że 

był to człowiek zupełnie nieobliczalny i nie dało się przewidzieć jego 

postępowania.  A  przecież  każdy  polityk  pragnął  wiedzieć,  jakie 

podejmie  on  działania  w  stosunku  do  krajów  Europy,  skoro  już 

interweniował w Turcji.  

Kiedy  lord  Charnock  w  pełni  uświadomił  sobie  ogrom 

czekającego go zadania, niemal przeraził się spodziewanych trudności 

w  jego  wypełnieniu.  Zaraz  jednak  powiedział  sobie,  że  bez  względu 

na  to,  jak  bardzo  przebiegli  i  nieobliczalni  będą  Rosjanie,  on  ich 

przechytrzy. Czuł w sobie jakąś wewnętrzną siłę.  

Nie  mógł  oczywiście  nikomu  tego  wyjawić,  lecz  bardzo  często 

intuicja podpowiadała mu, co ukrywa jego rozmówca. Korzystał z tej 

background image

umiejętności  wtedy,  gdy  zachodziła  potrzeba,  a  fakt,  że  ją  posiada, 

pokrzepiał  go  bardziej  niż  posiłki  dowódcę  tracącego  żołnierzy  w 

bitwie z silniejszym liczebnie przeciwnikiem.  

Lord Charnock szedł właśnie do kajuty, gdy usłyszał czyjś krzyk. 

W  pierwszej  chwili  myślał,  że  mu  się  zdawało,  ale  krzyk  powtórzył 

się.  Rozejrzał  się,  by  zorientować  się,  skąd  dobiega,  i  zauważył,  że 

stoi przed pokojem wypoczynkowym. Nagle usłyszał kobiecy głos:  

— Proszę mnie puścić!  

— Nawet nie mam zamiaru, ślicznotko!  

Lord  Charnock  rozpoznał  głos  mężczyzny.  Należał  do  pijanego 

pasażera, który poprzedniego wieczoru wzniósł toast przy stole.  Lord 

zauważył  ten  incydent.  Wtedy  też  uświadomił  sobie,  że  dziewczyna, 

która  wybiegła  z  jadalni,  to  siostrzenica  hrabiny.  Nawet  pomyślał 

wówczas,  że  może  powinien  jakoś  zareagować,  lecz  gdy  dziewczyna 

zniknęła,  uznał,  że  lepiej  zignorować  całe  zajście.  Teraz  jednak 

wszedł do pokoju bez zastanowienia.  

Na pierwszy rzut oka zorientował się w sytuacji.  

Zelina  usiłowała  wyrwać  się  z  objęć  mężczyzny,  który 

najwyraźniej  próbował  ją  pocałować.  Na  dźwięk  otwieranych  drzwi 

mężczyzna  odwrócił  głowę,  a  Zelina  zdołała  się  oswobodzić  i 

podbiegła do lorda Charnocka.  

—  Proszę  go  powstrzymać!  —  błagała  przestraszona.  —  Niech 

pan nie pozwoli mu... dotknąć mnie!  

Lord  patrzył  na  mężczyznę  wzrokiem,  którego  przeraziłby  się 

każdy dżentelmen.  

background image

—  Wynoś  się  stąd!  —  rozkazał  ostro.  —  Doniosę  o  pańskim 

zachowaniu  kapitanowi  i  poradzę,  aby  nie  pozwalał  panu  opuszczać 

kajuty do końca podróży.  

Adamson  zamierzał  coś  powiedzieć,  ale  szybko  zmienił  zamiar  i 

wyszedł z pokoju. Gdy drzwi się za nim zamknęły, drżąca ze strachu 

Zelina powiedziała:  

— Bardzo panu... dziękuję... On mnie... tak przestraszył.  

— Proszę, niech pani usiądzie.  

Zelina  opadła  na  fotel,  bo  ledwie  trzymała  się  na nogach.  Wyraz 

jej  oczu  i  drżące  dłonie  powiedziały  lordowi,  że  jest  mocno 

przerażona. Usiadł obok i zapytał:  

—  Dlaczego  przyszła  tu  pani  sama?  Chyba  podróżuje  z  panią 

pokojówka?  

—  Nie...  Jestem  tu  sama.  —  Widząc  zdziwienie  w  jego  oczach, 

dodała:  —  Przygotowaniem  podróży  zajmowała  się...  ambasada 

Rosji... Może ciocia Kathleen uważała, że... wyślą kogoś ze mną... i ja 

miałam taką nadzieję.  

Charnock  pomyślał,  że  rzeczywiście  każdy  by  się  tego 

spodziewał, ale hrabina albo nie sprawdziła, czy zajęto się tą sprawą, 

albo  była  zbyt  skąpa,  by  opłacić  przejazd  pokojówki.  A  głośno 

powiedział:  

— Jest pani zbyt młoda, żeby podróżować bez opieki.  

I zbyt ładna, chciał jeszcze dodać, ale powstrzymał się w obawie, 

że bardziej przestraszy tym dziewczynę.  

background image

—  Byłam  głupia,  że  nie  zostałam  w  kajucie...  po  tym,  jak  ten 

człowiek  zachował  się  wczoraj  —  mówiła  drżącym  głosem  —  ale 

intendent zapewnił mnie, że... to się nie powtórzy.  

—  Obawiam  się,  że  tego  rodzaju  sytuacji  można  spodziewać  się 

na każdym statku, jeśli młoda kobieta podróżuje sama.  

Te słowa zabrzmiały dla Zeliny niczym nagana za jej nierozsądne 

zachowanie.  Nie  wiedziała,  co  ma  odpowiedzieć,  więc  niczym 

karcona uczennica pochyliła głowę.  

— Po co jedzie pani do Rosji? — zapytał lord po chwili.  

—  Ciocia  Kathleen  zorganizowała  mi...  pobyt  u  księżnej 

Wołkońskiej.  

— W jakim charakterze?  

—  Cóż...  nie  powiedziała  tego  wprost...  ale  chyba  mam...  uczyć 

angielskiego dzieci księżnej.  

— A czy chciałaby pani to robić?  

Zapanowała  cisza.  Zelina  czuła,  że  powinna  powiedzieć  prawdę, 

więc po chwili wyjaśniła:  

—  Nigdy...  nie  zamierzałam  tego  robić...  ale  moi  rodzice  nie 

żyją... a ciocia Kathleen jest moją opiekunką.  

To  lordowi  wystarczyło.  Doskonale  zdawał  sobie  sprawę,  że 

hrabina  nie  ma  ochoty  zajmować  się  siostrzenicą,  a  zwłaszcza  tak 

ładną. Nie interesowały go plotki, lecz trudno było nie słyszeć tego, o 

czym  wszyscy  mówili,  a  mianowicie  o  romansie  hrabiny  z  lordem 

Merrihew. Charnock bardzo go lubił, ale wiedział, że ogląda się on za 

background image

każdą  ładną  buzią.  Nic  więc  dziwnego,  że  hrabina  czym  prędzej 

chciała pozbyć się siostrzenicy.  

— Czy kiedykolwiek myślała pani o wyjeździe do Rosji?  

—  Nigdy  o  tym  nie  myśleliśmy,  ani  ja,  ani  ojciec  —  odparła 

Zelina. — Ale ciocia Kathleen uznała to za stosowne, bo moja matka 

chrzestna była Rosjanką i po niej mam imię.  

— A jakie to imię?  

— Zelina.  

Charnock  pomyślał,  że  jako  najdalszy  od  Anglii  kraj  europejski, 

w oczach hrabiny Rosja jest rzeczywiście stosownym miejscem.  

—  Jestem  pewien,  że  polubi  pani  ten  kraj,  tylko  musi 

przyzwyczaić się do tamtejszego stylu życia.  

—  Mam  nadzieję  —  powiedziała  cicho.  —  Dlatego  właśnie 

chciałam znaleźć jakieś książki o Rosji.  

Mówiąc  to  popatrzyła  w  kierunku  otwartej  szafy,  jakby  chcąc 

wyjaśnić lordowi, skąd wzięła się w pokoju wypoczynkowym.  

— Nie wydaje mi się, żeby znalazła tu pani coś interesującego — 

rzekł  z  lekką  pogardą.  —  Ale  mam  ze  sobą  kilka  książek.  Przyślę  je 

pani przez lokaja. Są bardzo pouczające, choć może nieco trudne.  

Zelina uśmiechnęła się, dzięki czemu zniknął strach z jej twarzy. I 

nie trzęsła się już tak strasznie.  

—  Nie  dla  mnie.  Dziękuję,  że  zechce  mi  je  pan  pożyczyć. 

Chciałabym przeczytać szczególnie coś o polityce.  

— O polityce? — spytał lord zdziwiony.  

background image

— Ojciec opowiadał mi o zajęciu Polski przez Prusy i o zajściach 

w  Turcji  sprzed  trzech  lat.  Uważam,  że  lord  Palmerston  jest 

znakomitym politykiem.  

— Tak, to prawda — zgodził się Charnock.  

Zdziwił  się  niepomiernie,  że  kobieta,  i  to  ładna,  interesuje  się 

polityką.  Nie  miał  jednak  zamiaru  wdawać  się  w  dyskusje  z 

dziewczyną,  która  mogłaby  potem  coś  komuś  powtórzyć,  może 

jeszcze przekręcić sens jego słów, więc wstał mówiąc:  

— Skoro czuje się już pani lepiej, panno Tiverton, to odprowadzę 

panią do jej kajuty.  I może lepiej będzie, jeśli dziś zje pani kolację u 

siebie.  

—  Właśnie  taki  miałam  zamiar,  a  jeśli  będę  miała  co  czytać,  to 

mogę nie wychodzić z kajuty aż do Sztokholmu.  

— Do Sztokholmu? — zainteresował się lord Charnock.  

—  Mam  się  tam  przesiąść  na  rosyjski  statek.  —  Spojrzała  na 

niego i spytała: — Pan wysiada wcześniej?  

Zdawała  sobie  sprawę,  że  mówiąc  to  narzuca  się  lordowi,  a 

jednocześnie  aż  bała  się  myśleć,  co  ją  spotka  ze  strony  Adamsona, 

gdy  jego  nie  będzie  na  pokładzie.  Do  tej  pory  nawet  nie  przeszło  jej 

przez myśl, że może się obawiać kogoś takiego jak Adamson i że nie 

będzie  miała  kogo  poprosić  o  pomoc.  Teraz  planowała,  że  po  prostu 

zamknie się w swojej kajucie i wyjdzie z niej dopiero w Sztokholmie.  

Nagle  przemknęło  jej  przez  głowę,  że  człowiek  pokroju 

Adamsona  może  znaleźć  się  również  na  rosyjskim  statku,  a  jeśli 

będzie to Rosjanin, to tym gorzej dla niej.  

background image

Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  oczy  odzwierciedlają  jej  myśli.  A 

może zadziałała tu intuicja Charnocka, w każdym razie nie uszło jego 

uwagi, że obawy Zeliny rosną. Milczał przez chwilę, po czym rzekł:  

— Właściwie to wysiadam już w Kopenhadze.  

Zelina  uświadomiła  sobie,  że  w  takim  razie  czeka  ją  samotna 

podróż  jeszcze  przez  Bałtyk  aż  do  Sztokholmu.  A  Adamson 

prawdopodobnie wciąż będzie na pokładzie.  

—  Wiem,  że  nie  mam  prawa  pana  o  to  prosić,  ale...  czy  mógłby 

się  pan  dowiedzieć,  czy...  ten  człowiek  wysiada  w  Kopenhadze,  czy 

płynie  dalej.  —  Nie  potrafiła  dłużej  mówić  spokojnie,  więc 

przerażonym głosem dodała: — Oby tylko nie płynął do Petersburga.  

—  Dowiem  się  wszystkiego  —  zapewnił  lord  Charnock.  —  I 

postaram się, żeby trzymał się od pani z daleka. Zapewniam panią, że 

kapitan  nie  zlekceważy  faktu,  że  jeden  z  pasażerów  narzuca  się 

bezbronnej kobiecie. Obydwoje jednak dobrze wiemy, że nie powinna 

pani podróżować sama.  

Lord  powiedział  to  dość  ostrym  tonem,  ponieważ  był  bardzo 

rozgniewany  tym,  że  hrabina  naraziła  swą  siostrzenicę  na  takie 

nieprzyjemności  i  w  dodatku  próbowała  złożyć  odpowiedzialność  na 

jego barki. Gniew ten nie uszedł uwagi Zeliny.  

—  Tak  mi  przykro,  że...  stwarzam  problemy...  Proszę  mi 

wybaczyć...  Już  więcej  nie  będę  zawracać  panu  głowy  swoimi 

kłopotami.  

background image

W  jej  głosie  brzmiało  poczucie  winy,  a  w  oczach  malował  się 

strach. Sprawiło to, że lord Charnock poczuł, że zachował się okrutnie 

wobec małej, bezbronnej istoty.  

—  Nie  jest  pani  żadnym  kłopotem.  Proszę  wszystko  zostawić 

mnie  —  powiedział.  —  A  teraz  czułbym  się  zaszczycony,  gdyby 

zechciała  pani  zjeść  ze  mną  kolację.  W  ten  sposób  damy  do 

zrozumienia temu człowiekowi, że znajduje się pani pod moją opieką, 

i ręczę, że nie będzie się pani więcej narzucał.  

— Naprawdę? Mogę panu towarzyszyć?  

— Sprawi mi tym pani dużą przyjemność. A poza tym być może 

będę mógł opowiedzieć pani co nieco o Rosji.  

Zelina odetchnęła głęboko, a jej oczy rozbłysły.  

—  Jest  pan...  niezwykle  uprzejmy...  Ale  boję  się,  że  pana 

zanudzę... Może wolałby pan poczytać, zamiast rozmawiać ze mną.  

Charnock uśmiechnął się.  

—  Jeśli  zaczniemy  się  nudzić,  to  oboje  zajmiemy  się  czytaniem. 

Na  wszelki  wypadek  może  pani  przynieść  swoją  książkę,  ale  wątpię, 

czy zajrzy pani do niej.  

— Mam nadzieję.  

W głosie Zeliny było tyle entuzjazmu, że lord aż się roześmiał.  

— Proponuję, żebyśmy zaczęli kolację nieco później niż zwykle. 

Myślę, że co bardziej awanturniczy pasażerowie opuszczą jadalnię do 

tego czasu. Może spotkajmy się na dole za kwadrans ósma.  

— Dziękuję. Bardzo panu dziękuję.  

background image

Zelina  niezwykle  starannie  ułożyła  włosy.  Miała  ze  sobą  tylko 

trzy niezbyt wyszukane suknie wieczorowe, gdyż zdaniem pokojówki 

najlepsze  powinna  nosić  dopiero  w  Sankt  Petersburgu.  Ale  nawet  te, 

zakupione na Bond Street, były w oczach Zeliny tak piękne, że niemal 

bała się ich dotknąć.  

Gdy  ciotka kupowała  jej nowe  ubrania,  Zelina  nie  miała  pojęcia, 

że robi to z myślą o wyprawieniu siostrzenicy do Rosji. W rezultacie 

jednak wyposażyła ją w tyle strojów, że mogły  wystarczyć na rok. A 

co  do  powodu,  to  mniejsza  o  to.  Przynajmniej  Zelina  nie  będzie 

musiała czuć się jak uboga krewna i ta myśl przyniosła jej ulgę.  

Zelina  nie  była  jednak  pewna,  czy  będzie  uważana  jedynie  za 

guwernantkę i jak właściwie Rosjanie traktują nauczycielki. W Anglii 

los guwernantek wzbudzał współczucie jej matki.  

—  Biedaczka!  —  powiedziała  kiedyś  o  nauczycielce,  wobec 

której zarządczyni ich domu była bardzo niegrzeczna.  

— Nikt nie powinien zwracać się w ten sposób do kogoś, kto nie 

może się bronić — zauważyła wtedy Zelina.  

— Tak, a guwernantki mają szczególnie trudną sytuację, znajdują 

się między młotem a kowadłem — odparła matka.  

Zelina nie zrozumiała, więc matka wyjaśniła:  

—  Nie  są  równe  tym,  którzy  je  zatrudniają,  lecz  zajmują  nieco 

wyższą  pozycję  niż  reszta  służby.  Żyją  więc  jakby  we  własnym 

świecie i niewiele mają przywilejów. Naprawdę, często mi ich żal.  

Ilekroć  potem  Zelina  przebywała  gdzieś  w  gościnie,  zawsze 

starała  się  porozmawiać  choć  przez  chwilę  z  guwernantkami. 

background image

Wyczuwała,  że  są  jej  za  to bardzo  wdzięczne.  A  teraz  sama  znajdzie 

się w podobnej sytuacji. Myśl ta była dla niej upokarzająca i napawała 

ją  niepokojem.  Zdecydowała,  że  jeśli  nie  będzie  mogła  znieść  złego 

traktowania,  to  po  prostu  wróci  do  Anglii.  Przecież  ciotka  nie  wyśle 

jej z powrotem.  

Gdy  już  była  gotowa,  przejrzała  się  w  lustrze.  Ani  trochę  nie 

przypominała  guwernantki.  Wyglądała  raczej  na  dziewczynę,  która 

idzie  na  swój  pierwszy,  wielki  bal  —  nigdy  jeszcze  na  żadnym  nie 

była.  Żałowała,  że  mimo  iż  spędziła  trochę  czasu  w  Londynie,  nie 

miała  okazji  choćby  obejrzeć  jednego  z  tych  wspaniałych  balów,  o 

których tyle czytała w prasie.  

Wiele  razy  wyobrażała  sobie  sale  z  żyrandolami  jarzącymi  się 

tysiącami światełek i piękne kobiety tańczące z eleganckimi panami w 

rytm  romantycznych  melodii.  We  wspaniałych  sukniach  wyglądały 

pewnie jak łabędzie sunące po wypolerowanej podłodze.  

W  Rosji  też  pewnie  nikt  nie  zaprosi  mnie  na  bal  —  pomyślała 

przygnębiona. Zaraz jednak uznała, że nie warto martwić się na zapas. 

Lepiej  cieszyć  się  dzisiejszym  wieczorem;  przecież  zje  kolację  z 

człowiekiem, od którego być może niejednego się dowie.  

Nie  chciała  zjawić  się  na  dole  zbyt  wcześnie,  żeby  nie  czekać 

samotnie,  toteż  ucieszyła  się  widząc  lorda  Charnocka.  Wyglądał 

niezwykle elegancko i wzbudzał respekt. Zelina dygnęła.  

— Na pewno jest pani bardzo głodna — powiedział. — Obawiam 

się jednak, że tutejsza kuchnia nie jest najlepsza, więc rozmowa musi 

zrekompensować nam jej braki.  

background image

— Tego właśnie oczekuję. I jestem pewna, że słuchając pańskiego 

opowiadania o Rosji, nie zauważę, co mam na talerzu.  

— Mam nadzieję, że pani nie zawiodę.  

Słysząc raczej obojętny głos lorda, Zelina zaczęła się zastanawiać, 

czy  nie  okazała  zbyt  wiele  entuzjazmu.  Postanowiła,  że  będzie 

bardziej  rozważna  i  oficjalna.  W  końcu  lord  wykazał  niezwykłą 

uprzejmość,  pozwalając  jej  zjeść  kolację  w  swoim  towarzystwie, 

chociaż, czego była pewna, wolał zająć się lekturą.  

Gdy  weszli  razem  na  salę,  wszyscy  pasażerowie  zerkali  w  ich 

stronę.  Zelina  nie  spojrzała  na  Adamsona,  lecz  była  pewna,  iż 

przyjmie  do  wiadomości  fakt,  że  znajduje  się  pod  opieką  lorda 

Charnocka i nie odważy się więcej jej napastować.  

Przy stoliku lorda czekało już dwóch stewardów, a w wiaderku z 

lodem chłodziła się butelka szampana. Gdy przyniesiono przystawkę, 

a był to kawior, Zelina nie miała wątpliwości, że tylko dzięki lordowi 

Charnockowi  ma  okazję  spróbowania  go.  Wszystkie  następne  dania 

również wydały jej się przepyszne, choć lord nie poświęcił im chwili 

uwagi.  

Cały  czas  rozmawiali  i  Zelina  czuła  się  szczęśliwa,  że  nareszcie 

może się dowiedzieć czegoś o Rosji. Zdawała sobie jednak sprawę, że 

lord  Charnock  przekazuje  jej  tylko  suche  fakty,  jak  gdyby  czytał  jej 

przewodnik  turystyczny.  Mimo  to  zainteresowała  ją  opowieść  o 

budowie  Sankt  Petersburga  opatrzona  uwagą,  że  w  zasadzie  stolica 

powinna powstać w innej części kraju o łagodniejszym klimacie.  

background image

— Car Piotr to fascynująca postać — ciągnął lord. —  A chociaż 

w  każdym  zwiedzającym  Petersburg  miasto  to  budzi  respekt,  to  nie 

sposób  zapomnieć,  że,  jak  twierdzą  historycy,  przy  jego  trwającej 

dwadzieścia  lat  budowie  straciło  życie  dwieście  tysięcy  ludzi.  Na 

twarzy Zeliny odmalowało się przerażenie.  

—  Robotników  ściągano  z  całej  Europy  —  ciągnął  lord.  — 

Niestety  nie  płacono  im  za  pracę.  Wielu  uciekało.  W  warunkach 

ciągłej  niemal  powodzi,  bo  Newa  wylewała,  ludzi  nękały  choroby,  a 

śmierć ich dziesiątkowała.  

Mówiąc to Charnock zauważył, że Zelina jest pod wrażeniem jego 

obrazowej  opowieści.  Pochlebiał  mu  fakt,  że  po  raz  pierwszy  jakaś 

kobieta była tak zafascynowana tym, co mówił, iż dostrzegała w nim 

raczej gawędziarza niż mężczyznę. Opowiedział jej jeszcze o buntach 

niewolników,  o  tym,  jak  car,  mieszkający  przez  całe  lata  w 

trzypokojowej chacie, chwytał się przeróżnych zajęć — od kowalstwa 

począwszy,  na  przeprowadzeniu  zabiegu  na  kobiecie  cierpiącej  na 

puchlinę wodną skończywszy.  

— Czy on naprawdę był szalony? — spytała Zelina.  

—  Nie.  Był  po  prostu  Rosjaninem.  Zresztą  prowadził  godną 

uznania  politykę.  Zbudował  na  Uralu  przemysł  ciężki,  wprowadził 

akademie  wojskowe  i  szkoły  dla  inżynierów.  Dzięki  niemu  pojawiły 

się pierwsze gazety, powstał pierwszy dostępny dla wszystkich teatr i 

pierwszy szpital.  

— To rzeczywiście brzmi imponująco! — podziwiała Zelina.  

background image

— Jednakże zasady poddaństwa były ściśle określone i surowe — 

ciągnął  Charnock.  —  Szlachta  całkowicie  utraciła  niezależność.  W 

zasadzie nikt nie miał niczego, co mógłby nazwać swoim.  

Rozmawiali  bardzo  długo,  tak  że  w  końcu  zostali  sami  na  sali. 

Gdy Zelina uświadomiła sobie, że czas wracać do kajuty, w jej głosie 

brzmiała szczerość:  

—  Bardzo  panu  dziękuję!  Nawet  nie  potrafię  powiedzieć,  jak 

bardzo  się  cieszę,  że  mogłam  z  panem  porozmawiać.  Tak  dużo  się 

dowiedziałam. Jest pan niezwykle uprzejmy!  

— Mnie również było bardzo miło — odparł Charnock. — Mam 

nadzieję, że zechce pani zjeść ze mną kolację również jutro.  

Trudno było nie zauważyć radości w oczach Zeliny.  

— Naprawdę?... Nie chciałabym panu zajmować czasu.  

—  Wiem,  że  to  egoistyczne  z  mojej  strony,  ale  może  być  pani 

pewna, że nie zaprosiłbym pani, gdybym naprawdę tego nie chciał.  

— Dziękuję. Nie będę się mogła tego doczekać przez cały dzień, 

nawet mając do dyspozycji pańskie książki.  

Z  salonu  wyszli  razem.  Na  górnym  pokładzie  Zelina  zatrzymała 

się i dygając powiedziała:  

—  Jeszcze  raz  dziękuję  panu,  milordzie,  za  najwspanialszy 

wieczór w moim życiu.  

Nie czekając na odpowiedź, skierowała się do swej kajuty.  

Lord  Charnock  natomiast  pomyślał,  że  po  raz  pierwszy  spotkał 

kobietę,  która  nie  starała  się  przedłużyć  nieco  spotkania  i  która  tak 

uważnie go słuchała.  

background image

— Jest zdecydowanie inna niż jej ciotka — podsumował.  

Po drodze do kajuty myślał o pracy, która czeka na niego w Rosji.  

 

ROZDZIAŁ 3 

—  Słyszałem,  że  wysiada  pan  w  Kopenhadze,  milordzie  — 

powiedział kapitan.  

— Tak, rzeczywiście — potwierdził Charnock. — Jego Cesarska 

Wysokość wysyła po mnie swój jacht „Iżora".  

— To  wielki zaszczyt — zauważył kapitan. Milczał potem przez 

chwilę i lord Charnock miał wrażenie, że chce coś powiedzieć.  

Przepływali  właśnie  przez  wąską  cieśninę  między  Danią  a 

Szwecją.  Krajobraz  po  obu  stronach  był  przepiękny,  a  bezwietrzna 

pogoda sprawiała, że statek płynął gładko i stosunkowo szybko, choć 

nie korzystano z żagli.  

— Martwię się o pannę Tiverton — powiedział w końcu kapitan. 

— Z tego co wiem, płynie z nami do Sztokholmu.  

— Tak mówiła — odparł zimno lord Charnock.  

Zastanawiał  się,  dlaczego  kapitan  chce  rozmawiać  z  nim  o 

Zelinie, lecz wyjaśnienia dostarczyły następne słowa kapitana.  

—  Intendent  mówił  mi,  że  wybawił  pan,  milordzie,  pannę 

Tiverton z prawdziwej opresji.  

— Sam zamierzałem panu o tym opowiedzieć. I chciałbym, żeby 

było  jasne,  że  jeśli  ten  człowiek  dalej  będzie  niepokoił  pannę 

Tiverton, to będzie miał do czynienia nie tylko z panem, ale i ze mną.  

background image

—  Pańskie  postępowanie  w  tej  sprawie  najwyraźniej  odniosło 

zamierzony  efekt. Nie ręczę jednak za jego  zachowanie, gdy nas pan 

opuści.  

Lord  Charnock  zamyślił  się.  Nie  chciał,  żeby  narzucano  mu 

odpowiedzialność za Zelinę i uznał słowa kapitana za bezczelność.  

— Potrafię dać sobie radę z takimi jak Adamson, pod warunkiem, 

że  to  Anglicy  —  ciągnął  kapitan.  —  Ale  w  Kopenhadze  zwykle 

wsiadają  na  pokład  młodzi  oficerowie.  Zabawiają  się  jak  to  młodzi  i 

sam pan rozumie, milordzie, że ciężko będzie trzymać ich z daleka od 

pięknej, młodej kobiety nie mającej żadnej opieki.  

W  tej  chwili  Charnock  zrozumiał,  co  w  ten  pokrętny  sposób 

sugerował  kapitan.  Nie  miał  jednak  najmniejszego  zamiaru  zabrać 

Zeliny na carski jacht, choć musiał przyznać, że gdy on opuści statek, 

dziewczyna może się znaleźć w niezwykle trudnej sytuacji. Doskonale 

wiedział,  jacy  są  młodzi  oficerowie.  Bez  względu  na  to,  z  jakiego 

pochodzą  kraju,  lubią  się  zabawić,  zanim  wrócą  do  koszar  i 

podporządkują się wojskowej dyscyplinie.  

Zdawał  sobie  też  sprawę,  że  Zelina  nie  poradzi  sobie  w 

sytuacjach,  jakie  mogą  wtedy  powstać,  a  powstaną  na  pewno,  bo 

dziewczyna jest bardzo atrakcyjna. Tego  wieczoru, kiedy jedli razem 

kolację,  zorientował  się,  że  jest  wprawdzie  inteligentna  i  bardzo 

oczytana, ale zupełnie niedoświadczona.  

Coraz  bardziej  wściekły  był  na  hrabinę  Rothbury,  że  wysłała 

dziewczynę, w pewnym sensie bezradną jak dziecko, w podróż, która 

mogłaby  przysporzyć  kłopotów  nawet  starszej  i  doświadczonej 

background image

kobiecie.  A  Zelina  była  prawdziwie  niewinnym  dzieckiem.  Nawet 

wczoraj  mógł  się  o  tym  przekonać.  Sposób,  w  jaki  się  zachowała, 

byłby pewnie opacznie zrozumiany przez kogoś, kto jej nie znał.  

—  Książka,  którą  mi  pan  pożyczył  —  powiedziała  pod  koniec 

kolacji — była bardzo ciekawa i może wydam się panu zachłanna, ale 

mam nadzieję, że ma pan ich więcej.  

— Już pani ją przeczytała? — spytał z niedowierzaniem.  

— Czytam bardzo szybko.  

—  Rzeczywiście.  Dobrze  się  składa,  że  zabrałem  ze  sobą  sporo 

książek.  

Oczy jej rozbłysły, jakby dostała właśnie cenny prezent.  

—  Pan  jest  tak  niezwykle  uprzejmy!  Czy  tę,  którą  skończyłam, 

mam odnieść panu do kajuty?  

Charnock pomyślał, że te słowa mogłyby paść z ust hrabiny albo 

jakiejkolwiek  kokietującej  go  kobiety.  Jednakże  wyraz  oczu  Zeliny 

powiedział  mu,  że  jest  ona  tak  dalece  naiwna,  że  nie  ma  zielonego 

pojęcia, iż powiedziała coś niewłaściwego.  

— Po kolacji przyślę do pani mego lokaja. Przyniesie pani nową 

książkę i zabierze poprzednią — odparł Charnock.  

— Dziękuję, ale nie chciałabym robić kłopotu.  

Przez chwilę lord zastanawiał się, czy nie powinien jej ostrzec, że 

inny  mężczyzna  mógłby  wykorzystać  jej  propozycję.  Zmienił  jednak 

zdanie,  by  nie  wprawiać  w  zakłopotanie  Zeliny.  Może  zresztą  sam 

fakt,  że  jest  taka  naiwna,  będzie  dla  niej  ochroną.  W  głębi  duszy 

wątpił w to jednak, zwłaszcza że udaje się do Rosji.  

background image

W  tej  chwili  zrozumiał,  że  żaden  dżentelmen  ani  w  ogóle 

mężczyzna przejawiający ludzkie uczucia nie zostawiłby Zeliny samej 

na statku pełnym awanturniczych oficerów i z człowiekiem, który już 

jej się narzucał.  

Starając  się  mówić  raczej  oschle,  by  nie  wzbudzić  podejrzeń  co 

do swych intencji, powiedział:  

—  Dobrze,  że  wspomniał  pan  o  tym,  kapitanie.  Zastanowię  się, 

jak  należy  pomóc  pannie  Tiverton,  i  omówię  to  z  brytyjskim 

ambasadorem w Kopenhadze, Sir Henrym Watkin Williams-Winnem, 

który na pewno przybędzie mnie powitać.  

— Dziękuję, milordzie. Zdjął pan wielki ciężar z mojego serca.  

Po  południu  lord  Charnock  nie  przestawał  myśleć  o  Zelinie. 

Denerwowało go to, bo miał dużo pracy. Gdy spotkali się przy kolacji, 

stwierdził, że Zelina nie mogła się doczekać, by porozmawiać z nim o 

książce, którą jej pożyczył.  

— Jest fascynująca — mówiła — zwłaszcza rozdział o rosyjskiej 

polityce  wobec  Polski.  Wydaje  mi  się  jednak,  że  nie  piszą  tam 

rzetelnej prawdy o tym, co naprawdę wydarzyło się w Polsce.  

Lord Charnock spojrzał na nią zdziwiony.  

— Co pani przez to rozumie?  

—  To  wydarzenie  miało  miejsce  zaledwie  kilka  lat  temu  i 

pamiętam, że czytałam coś na ten temat. Chodzi mi o to, że Rosjanie 

odebrali  polskim  rodzicom  sto  tysięcy  dzieci  i  wywieźli  je  w  głąb 

Rosji. To było wyjątkowo okrutne.  

background image

Lord  sączył  szampana  i  zastanawiał  się,  co  powinien  jej 

odpowiedzieć. Prawda była taka, że pełen był potępienia dla tego aktu 

okrucieństwa i wraz z radykałami w  Parlamencie wywierał nacisk na 

lorda  Palmerstona,  by  ten  skierował  w  tej  sprawie  do  cara  ostry 

protest.  I  nie  ukrywał  swego  oburzenia,  gdy  stanął  on  po  stronie 

Rosjan, wyjaśniając, że jest im to winien za pokonanie Napoleona.  

Gdy lord Charnock wciąż milczał, Zelina powiedziała przejęta:  

—  Czytałam  przemówienie  wygłoszone  w  Izbie  Lordów  na  ten 

temat. Mówiono tam o strasznych scenach, jakie miały wtedy miejsce 

w  Warszawie,  o tym, jak Rosjanie odbierali płaczące dzieci matkom, 

które  z  rozpaczy  rzucały  się  na  tory,  chcąc  w  ten  sposób  zatrzymać 

pociągi. Lord wpatrywał się w jej pełne potępienia oczy.  

— I ja mam zaprzyjaźnić się z tego rodzaju ludźmi? — dodała.  

Po chwili milczenia lord Charnock odparł:  

—  Zanim  porozmawiamy  o  pani  wizycie  w  Rosji,  proponuję 

najpierw  coś  zjeść  i  pomówić  o  przyjemniejszych  sprawach.  Zelina 

uznała to za naganę i zawstydziła się.  

— Przepraszam.  

Lord  Charnock  opowiedział  jej  trochę  o  Danii,  o  prześlicznych 

wiejskich  domkach,  jednopiętrowych  zaledwie,  lecz  bardzo 

obszernych  i  wysokich.  Żałował,  że  Zelina  nie  będzie  mogła  ich 

zobaczyć.  Zelinę  interesowało  wszystko,  o  czym  Charnock  mówił, 

więc słuchała uważnie. Gdy podano kawę, a lordowi również brandy, 

jadalnia  niemal  zupełnie  opustoszała  i  łatwiej  było  spokojnie 

porozmawiać.  

background image

—  Chciałbym  teraz  pomówić  z  panią  o  jej  wizycie  w  Sankt 

Petersburgu — oznajmił.  

Zauważył,  że  w  miejsce  ożywienia  na  twarzy  Zeliny  pojawił  się 

niepokój.  

— Powiedziała pani, że hrabina niezbyt precyzyjnie wyraziła się o 

charakterze pani wizyty. — Nie chciała wprost odpowiedzieć na moje 

pytanie,  ale...  wywnioskowałam,  że  mam  być...  guwernantką  dzieci 

księżnej.  

— Nawet jeśli rzeczywiście miałaby pani nią zostać, to musi pani 

wiedzieć,  że  guwernantka  w  Rosji  nie  zajmuje  tak  niskiej  pozycji 

społecznej  jak  w  Anglii.  —  Zelina  spojrzała  pytająco,  więc  mówił 

dalej:  —  Dwa  lata  temu  ówczesny  ambasador  rosyjski  w  Anglii, 

książę  Krzysztof  de  Lieven,  został  odwołany  do  kraju,  by  objąć 

stanowisko guwernera małego carewicza.  

— Naprawdę? — zdziwiła się Zelina.  

—  Zapewniam  panią,  że  nie  wygłaszam  stwierdzeń,  których 

prawdziwości nie jestem absolutnie pewien.  

Zelina zarumieniła się i szybko wyjaśniła:  

—  Nie  chciałam  być  nieuprzejma,  ale...  guwernantki,  które 

spotkałam do tej pory, zachowywały się, jakby przepraszały, że żyją.  

—  Tak  właśnie  myślałem  i  dlatego  musi  pani  zrobić  wszystko, 

żeby nie znaleźć się w takiej sytuacji.  

— Ale co mam zrobić?  

Lord Charnock usiadł wygodniej, trzymając w ręku kieliszek.  

background image

— Rosyjska arystokracja to znakomity przykład snobizmu. Cenią 

tylko to, co najlepsze i najdroższe.  

Zelina patrzyła na niego nie bardzo rozumiejąc.  

—  Jeśli  będzie  pani  wobec  nich  pokorna  i uniżona,  to potraktują 

panią  ze  wzgardą  i  obojętnością.  —  Przez  chwilę  miał  wrażenie,  że 

jest  zbyt  otwarty,  więc  szybko  dodał:  —  Proponuję,  żeby  od  samego 

początku  dała  pani  księżnej  do  zrozumienia,  że  ponieważ  pochodzi 

pani  ze  znakomitej  angielskiej  rodziny,  jest  pani  równa  rosyjskiej 

arystokracji, z wyjątkiem może rodziny carskiej.  

Zelina odetchnęła głęboko.  

—  Rozumiem,  ale...  jak  mam  przekonać  ich  o  swojej  wysokiej 

pozycji społecznej, zwłaszcza gdy pojawię się tam bez przyzwoitki? A 

w dodatku, z tego, co wiem, mam uczyć dzieci księżnej.  

Lord Charnock pomyślał, że szybko zorientowała się w sytuacji, a 

głośno powiedział:  

— Już w pierwszej chwili musi pani pozbawić księżnę podobnych 

oczekiwań w stosunku do siebie.  

— Ale... jak?  

— Właśnie to chcę pani wyjaśnić. Przede wszystkim omówię pani 

sytuację z brytyjskim ambasadorem w Kopenhadze.  

— Gdy już opuści pan statek? — wyszeptała ledwie słyszalnie.  

— Myślę, że pani też powinna wysiąść w Kopenhadze.  

—  Czy  to  znaczy,  że...  mogę  pojechać  z  panem?  —  zapytała  z 

nadzieją w oczach.  

— Wiedziała pani, że nie zostaję w Kopenhadze?  

background image

— Tak. Pański lokaj powiedział mi, że car przysyła po pana swój 

jacht.  

—  To  prawda  —  potwierdził  Charnock  obiecując  sobie,  że  każe 

Hibbertowi na przyszłość trzymać język za zębami.  

Wiedział  jednak,  że  lokaj  nie  jest  plotkarzem,  a  osamotniona  i 

przerażona Zelina pewnie zasypała go pytaniami.  

— Zamierzam powiedzieć Sir Henry Watkin Williams-Winnowi, 

że przyzwoitka, która miała z panią jechać, poważnie zachorowała tuż 

przed  wyjazdem.  Najprawdopodobniej  było  to  zatrucie  pokarmowe, 

bo takie same objawy chorobowe wystąpiły również u jej pokojówki. 

—  Przerwał  na  moment,  po  czym  kontynuował  tonem  człowieka 

obmyślającego  plan.  —  Ponieważ  żadna  z  nich  nie  była  w  stanie 

wyruszyć w podróż, pani z dobrego serca zostawiła z nimi swą własną 

pokojówkę i dlatego zmuszona była wyjechać sama.  

Zelina słuchała z szeroko otwartymi oczami.  

— Ale czy... Sir Henry... uwierzy w tę opowieść?  

— Mnie uwierzy.  

—  Tak...  oczywiście.  I  pewnie  mam  trzymać  się  tej  historii 

również w Petersburgu.  

—  Naturalnie  —  potwierdził  Charnock.  —  A  ponieważ  ani  Sir 

Henry,  ani  ja  nie  możemy  pozwolić,  żeby  młoda  angielska  dama 

podróżowała sama, a już na pewno nie na rosyjskim statku, postaramy 

się, żeby mogła pani popłynąć jachtem „Iżora".  

Zelina aż klasnęła w dłonie.  

background image

—  Jest  pan  tak...  strasznie  uprzejmy...  taki  wspaniały!  Tak 

okropnie  się  bałam,  że  może  się  coś  złego  wydarzyć,  gdy  pana  nie 

będzie.  

Lord Charnock wiedział, że ma na myśli Adamsona.  

—  Niech  pani  o  nim  zapomni!  I  proszę  nie  mówić  nikomu,  w 

jakiej sytuacji pani się znalazła. Nie tylko nikt by pani nie współczuł, 

ale  każdy  byłby  zszokowany.  Zdecydowanie  ujemnie  wpłynęłoby  to 

na pani pozycję społeczną.  

Zelina  pokiwała  głową  na  znak  zrozumienia,  a  Charnock 

kontynuował:  

—  Jak  tylko  przyjedzie  pani  do  Petersburga,  musi  pani  dać 

księżnej  do  zrozumienia,  że  przybyła  pani  jako  gość,  a  jakakolwiek 

praca nawet nie przeszła pani przez myśl.  

— Ale... jak mam to zrobić?  

— Po pierwsze, podziękuje pani księżnej za zaproszenie mówiąc, 

jak  bardzo  chciała  pani  zobaczyć  Rosję  z  racji  tego,  że  pani  matka 

chrzestna była Rosjanką.  

Charnock przerwał na chwilę.  

— To po niej właśnie ma pani imię, prawda?  

Zelina potwierdziła skinieniem głowy.  

— Tak. Była nią hrabina Zelina Trubensow.  

— Znam tę rodzinę — oznajmił lord. — A kim był pani ojciec?  

— Ojciec służył  w  Gwardii Królewskiej w randze majora, a mój 

dziadek dowodził kiedyś Gwardią. — Jak się nazywał?  

— Generał Sir Edward Tiverton.  

background image

Charnock uśmiechnął się.  

—  Tym  na  pewno  zrobi  pani  wrażenie  na  carze  —  ma  bzika  na 

punkcie wszystkiego, co ma związek z wojskiem.  

—  Na...  carze?  —  Zelinie  nie  przychodziło  do  głowy,  co  też 

mogłaby mieć z nim wspólnego.  

—  Prawdopodobnie nie  wie  pani,  że  książę  Iwan  Wołkoński jest 

młodszym bratem księcia Piotra, który z kolei jest najwyższym rangą 

oficerem  na  dworze  cara.  Jako  gość  księżnej,  z  pewnością  nieraz 

spotka pani Jego Cesarską Wysokość.  

Zelina  była  zupełnie  zaskoczona.  Nie  uszło  jej  uwagi,  że  lord 

Charnock położył nacisk na słowo „gość".  

—  Po  drugie,  ponieważ  jest  pani  gościem,  wręczy  pani  księżnej 

upominek. Nikt o niższej pozycji społecznej nie zrobiłby tego.  

— A... co mam jej dać?  

— Jakiś bezpretensjonalny drobiazg. Może to być szal, jedwabna 

lub koronkowa chusteczka albo wachlarz, pewnie ma pani coś takiego 

ze sobą.  

— Naturalnie.  

Zelina pomyślała w tej chwili o mnóstwie rzeczy, które kupiła jej 

ciotka.  

—  A  więc  początek  już  mamy  —  stwierdził  Charnock.  —  Dalej 

musi  pani  pamiętać,  że  ciotka  i  wujek  pani  zajmują  wysoką  pozycję 

wśród  brytyjskiej  arystokracji  i  zachowywać  się  tak,  jak  oni 

postępowaliby w podobnych okolicznościach.  

background image

Mówiąc  to  pomyślał,  że  ostatnią  rzeczą,  jaką  chciałby,  żeby 

Zelina  zrobiła,  to  naśladowanie  ciotki.  Na  szczęście  ona  nie  miała 

pojęcia,  jak  zachowałaby  się  hrabina,  gdyby  znalazła  się  z  nim  sama 

na  statku.  Zelina  ani  razu  nie  dała  mu  poznać,  że  widzi  w  nim 

przystojnego mężczyznę, ani do głowy jej nie przyszło kokietować go.  

Ograniczała  się  tylko  do  uważnego  słuchania,  wypytywała  o 

zdanie, po prostu chciała wydobyć z niego jak najwięcej wiadomości. 

Równie  dobrze  mógłby  rozmawiać  w  ten  sposób  z  mężczyzną  albo 

jedną  z  tych  starszych,  inteligentnych  kobiet,  które  w  londyńskim 

towarzystwie cieszyły się nienaganną reputacją.  

Zauważył,  że  Zelina  zastanawia  się  nad  tym,  co  usłyszała.  Po 

chwili powiedziała:  

—  Nie  wiem...  jak  panu  dziękować...  za  tyle  uprzejmości  i 

zrozumienia?  Wiem  już,  jak  postępować...  i  mam  nadzieję,  że  to 

potrafię.  

—  Oczywiście,  że  pani  potrafi!  —  zapewnił  ją.  —  Ale  jest  coś 

jeszcze, o czym chciałbym pani powiedzieć, Zelino.  

Żadne z nich nie zauważyło, że zwrócił się do niej po imieniu.  

—  Rosjanie  są  nadzwyczaj  impulsywni.  I  jeśli  nie  chce  pani 

znaleźć  się  w  kłopotliwej  sytuacji,  czy  wręcz  narazić  na 

niebezpieczeństwo,  nigdy  nie  powinna  pani  zostawać  sam  na  sam  z 

rosyjskim mężczyzną.  

Zelinę  zdziwiło  to  i  przestraszyło.  Przez  chwilę  siedziała 

nieruchomo, wpatrując się w Charnocka, po czym spytała:  

background image

—  Czy  chce  pan  powiedzieć,  że...  będąc  ze  mną  sam  na  sam... 

Rosjanin  mógłby  spróbować  mnie...  pocałować...  tak,  jak  ten 

pospolity człowiek tu, na statku?  

— Zrobiłby to bez wątpienia — odparł sucho lord.  

—  To  straszne...  okropne!  W  nocy  aż  obudziłam  się  z krzykiem, 

bo śniło mi się, że pan nie zdążył mnie wyratować.  

— Od pani zależy, czy to się powtórzy.  

—  A  ja  myślałam,  że...  to  całkiem  wyjątkowa  sytuacja...  jakiś 

prostak upił się i dlatego.  

— Mężczyźni wszędzie są tacy sami — oznajmił Charnock. — A 

jak  już  wspomniałem,  Rosjanie  są  szczególnie  impulsywni  i  nie 

potrafią oprzeć się pięknej kobiecie.  

Nie  zamierzał  prawić  Zelinie  komplementów,  lecz  ona  i  tak 

patrzyła  na  niego  z  niedowierzaniem  i  trzepocząc  rzęsami 

powiedziała:  

— Zrobię... zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby... żeby to się 

nie powtórzyło.  

Wyglądała przy tym tak dziecinnie i bezradnie, że lord Charnock 

nie  dziwiłby  się  żadnemu  mężczyźnie,  z  wyjątkiem  siebie  samego, 

który  chciałby  wziąć  ją  w  ramiona  i  chronić.  Tego  nie  mógł  jej 

powiedzieć,  gdyż  nie  chciał  jej  spłoszyć,  choć  nie  miał  wątpliwości, 

że jeśli nie będzie pamiętać, by stale mieć przy sobie przyzwoitkę, to 

narazi się na awanse mężczyzn.  

Charnock  postanowił,  że  w  Sankt  Petersburgu  porozmawia  z 

ambasadorem,  hrabią  Durham,  by  sprawdził,  czy  Zelina  zajmuje  u 

background image

księżnej  Wołkońskiej  należną  jej  pozycję.  Zaraz  jednak  przyszła  mu 

do  głowy  inna  myśl,  że  za  bardzo  angażuje  się  w  opiekę  nad  tym 

kłopotliwym dzieckiem. Zdenerwowało go to tym bardziej, że na tym 

właśnie zależało hrabinie Rothbury.  

Do  diabła,  Kathleen  Rothbury,  zrobiłaś  ze  mnie  parawan  dla 

swoich szachrajstw — pomyślał. — Gdybym miał trochę rozsądku, to 

pozwoliłbym tej dziewczynie iść do diabła.  

Zelina  jakby  wyczuła  jego  myśli,  bo  przestraszonym  głosem 

rzekła:  

—  Chyba  jest  pan...  zły  na  mnie,  bo...  sprawiam  tyle  kłopotu. 

Naprawdę,  mogę  popłynąć  do  Sztokholmu...  tak  jak  to  było 

postanowione. Zamknę się w swojej kajucie... tam będę bezpieczna.  

Charnock rozpogodził się nieco.  

— Nie jestem zły na panią — zapewnił ją — lecz na hrabinę. Nie 

miała prawa stawiać pani w takiej sytuacji.  

— Myślę, że nie zrobiła tego celowo. Tata mówił, że ona jest po 

prostu  pusta  i  lekkomyślna.  Zresztą  właśnie  z  tego  powodu  nie 

utrzymywał z nią kontaktów.  

Lord  pomyślał,  że  fakt  przejęcia  opieki  nad  siostrzenicą  musiał 

być prawdziwym szokiem dla hrabiny.  

—  Delikatnie  mówiąc,  można  to  tak  określić,  lecz  niech  pani 

pamięta  o  wszystkim,  co  mówiłem.  Podobna  sytuacja,  w  jakiej 

znalazła się pani na statku, może się  powtórzyć, jeśli nie będzie pani 

uważać, by zawsze mieć towarzystwo jakiejś starszej kobiety. I niech 

pani nie traktuje poważnie komplementów.  

background image

Zelina roześmiała się beztrosko.  

—  Wątpię,  żeby  ktoś  mi  prawił  komplementy,  ale  pewnie 

byłabym z nich zadowolona.  

— Nie wolno pani zwracać na nie żadnej uwagi.  

—  Postaram  się.  Będę  sobie  powtarzać,  że  gdybym  była  jedynie 

biedną, zahukaną guwernantką, nikt nawet nie spojrzałby na mnie.  

Charnock  pomyślał,  że  w  tym  wypadku  akurat  nie  ma  racji,  ale 

nie  potrafił  jej  tego  wytłumaczyć.  Miał  nadzieję,  że  Zelina  nie 

zakocha  się  bez  pamięci  w  jakimś  młodym  Rosjaninie,  który  będzie 

chciał się po prostu zabawić.  

— Taka jestem panu wdzięczna. Dzięki panu zrozumiałam wiele 

rzeczy. Jest pan wspaniały.  

Zgodnie z oczekiwaniami lorda Charnocka brytyjski ambasador w 

Kopenhadze  był  zbulwersowany  tym,  co  przytrafiło  się  siostrzenicy 

hrabiostwa  Rothbury.  Nie  mógł  też  uwierzyć,  że  miała,  bez 

przyzwoitki, przesiąść się na statek rosyjski.  

—  Nie  możemy  do  tego  dopuścić,  milordzie  —  rzekł  do 

Charnocka.  —  Porozmawiam  z  generałem  Suchtelenem,  który 

oczekuje pana na pokładzie „Iżory".  

—  Miałem  już  okazję  poznać  generała  —  odparł  Charnock.  — 

Zdaje się, że jego ojciec był ambasadorem w Sztokholmie.  

—  Tak,  ma  pan  rację.  A  generał  jest  bardzo  inteligentnym 

człowiekiem, więc zapowiada się panu przyjemny rejs przez Bałtyk. 

— Ja też tak myślę.  

background image

Charnock wraz z Sir Henrym zszedł na ląd, a Zelina miała czekać 

w  kajucie.  Bagaż  był  już  spakowany.  Naszykowała  sobie  obrzeżoną 

futrem pelerynkę, gdyż lord Charnock ostrzegł ją, że na Bałtyku może 

wiać  zimny  wiatr  i  lepiej  nie  ryzykować.  Tak  czy  owak,  było  jej 

zimno ze strachu.  

Mogło  się  przecież  zdarzyć,  że  ludzie  oczekujący  lorda 

Charnocka  nie  zechcą  zabrać  jej  na  jacht.  Wtedy  będzie  musiała 

jechać dalej sama. Pomyślała, że gdyby teraz straciła swego opiekuna 

i  przewodnika  w  osobie  lorda  Charnocka,  to  byłoby  znacznie  gorzej, 

niż gdyby go w ogóle nie spotkała.  

Dzięki  niemu  zrozumiałam,  jaką  jestem  ignorantką;  wiem  tylko 

to,  co  wyczytałam  w  książkach  —  myślała  ze  smutkiem.  —  Nie 

zdawałam sobie sprawy, że w życiu jest zupełnie inaczej.  

Wydawało  jej  się,  że  oczekiwanie  trwa  całą  wieczność,  lecz  w 

końcu powiedziano jej, że czeka na nią powóz na brzegu. Z radością 

opuściła  statek,  ale  pamiętała,  by  podziękować  stewardesie.  Dała  jej 

wysoki napiwek i pożegnała się z intendentem.  

Ku  jej  zaskoczeniu  przy  trapie  czekał  kapitan.  Życzył  jej 

szczęśliwej podróży i wszystkiego dobrego w Rosji, a Zelina poczuła 

nagle, że zostawia za sobą ostatnią cząstkę Anglii i to nie wiadomo na 

jak  długo.  Ale  przecież  jeszcze  przez  trzy  dni  będzie  cieszyła  się 

towarzystwem lorda Charnocka, przypomniała sobie nagle.  

Szybko zeszła na ląd. Bagaże były już załadowane. Wsiadła więc 

do powozu, by pojechać do innej części portu, do której przybił jacht 

„Iżora".  

background image

Był  ogromny,  niezwykle  elegancki  i  wywarł  na  Zelinie  niemałe 

wrażenie.  Czekał  już  na  nią  Sir  Henry  i  generał  Suchtelen,  który  nie 

omieszkał  zaprezentować  żaglowiec.  Zelina  dowiedziała  się,  że 

„Iżora"  jest  bardzo  szybka,  a  jej  załoga  liczy  sześćdziesiąt  osób.  O 

wysokiej  randze  łodzi  świadczył  fakt,  że  przy  podniesieniu  kotwicy 

wystrzelono  na  brzegu  salwy  armatnie,  na  które  „Iżora"  natychmiast 

odpowiedziała.  

Zelina spotkała lorda Charnocka dopiero w czasie lunchu. Do tego 

czasu  podziwiała  swą  kajutę,  która,  jak  wszystkie  na  jachcie,  miała 

ściany z pięknego kolorowego drewna, a fotele obite satyną.  

Po rozmowie z lordem Charnockiem, który widocznie wyrażał się 

o Zelinie jako damie zajmującej bardzo wysoką pozycję społeczną, Sir 

Henry  natychmiast  przysłał  pokojówkę.  Miała  jej  towarzyszyć  do 

Sankt Petersburga.  

—  Wprawdzie  moja  żona  nie  była  zachwycona,  że  uszczupliłem 

domową  służbę,  ale  musi  pani  mieć  pokojówkę,  panno  Tiverton  — 

powiedział.  —  I  to  nie  tylko  po  to,  żeby  pani  usługiwała,  ale  też 

pełniła rolę przyzwoitki, bo przecież na statku są sami mężczyźni.  

— Proszę serdecznie podziękować ode mnie swojej żonie.  

— Lord Charnock mówił, jak ładnie zachowała się pani w Anglii 

rezygnując  ze  swej  pokojówki.  Może  jednak  być  pani  pewna,  że 

Davey zrobi wszystko, żeby zapewnić pani wygodę.  

— To bardzo uprzejme z pana strony, dziękuję.  

Na wzmiankę o pokojówce poczuła się winna.  

background image

Davey  była  siwa,  zbliżała  się  do  pięćdziesiątki  i  przypominała 

groźną angielską nianię. Była idealną towarzyszką młodej dziewczyny 

na czas zagranicznej podróży i Zelina była pewna, że zgodziłaby się z 

tą opinią zarówno jej matka, jak i lord Charnock.  

Prowadzona  w  czasie  lunchu  rozmowa  wydała  się  Zelinie 

ciekawa,  choć  zupełnie  bezosobowa.  Przy  stole  kapitańskim  zasiadł 

jeszcze należący do załogi lekarz oraz bibliotekarz cara, który wracał 

z misji do Europy, gdzie kupował książki dla Jego Wysokości. Zelina 

stwierdziła, że zna on wiele języków, a po angielsku mówi płynnie jak 

Anglik.  

Po posiłku lord Charnock zwrócił się do Zeliny:  

—  Proponuję,  żeby  poszła  pani  teraz  na  pokład  i  po  raz  ostatni 

popatrzyła na Danię. Widok stąd jest wspaniały i szkoda, że nie mogła 

pani zwiedzić tego pięknego kraju.  

Wyszli na pokład, a gdy Zelina spoglądała na oddalający się ląd, 

Charnock rzekł:  

— Jest coś, o czym zapomniałem pani powiedzieć.  

— Co takiego?  

— Proszę pamiętać, że w Rosji będzie pani wciąż obserwowana, a 

pani słowa rejestrowane.  

Na twarzy Zeliny odmalowało się zdziwienie.  

— Czy ma pan na myśli... tajną policję? Ale przecież ja nie jestem 

nikim ważnym.  

— Dla nich każdy cudzoziemiec jest kimś ważnym i nie powinna 

pani wygłaszać głośno swych opinii — ostrzegł lord.  

background image

—  Ale  chyba  nie  przypuszcza  pan,  że  mogliby  się  mną  jakoś 

szczególnie zainteresować?  

— Naturalnie zależy to od tego, z kim będzie pani rozmawiać.  

— Dla pana musi to być bardzo uciążliwe...  

— Jest uciążliwe dla każdego cudzoziemca w Rosji. I chcę, żeby 

pani o tym  wiedziała. Proszę uważać na to, co pani mówi, zwłaszcza 

na  tematy  kontrowersyjne,  a  już  na  pewno  nigdy  nie  krytykować 

władzy.  

Wiedziała, że lord ma na myśli cara.  

—  Będę  ostrożna...  —  zapewniła  szybko.  —  Dziękuję,  że  mnie 

pan ostrzegł.  

Jakby  w  obawie,  że  ktoś  ich  może  podsłuchać,  wskazał  na 

wybrzeże i powiedział:  

—  Szkoda,  że  nie  widać  stąd  zamku  Drottingholm.  To  bardzo 

stara i interesująca budowla.  

— Widzę, że zwiedził pan wiele krajów. Ciekawa jestem, czy był 

pan już wcześniej w Rosji?  

—  Tak,  ale  prywatnie.  Jako  młodzieniec  byłem  gościem 

krewnych  cara  w  Sankt  Petersburgu.  Było  to  wkrótce  po  tym,  jak 

został  carem.  A  potem  jeszcze  dwa  razy  gościłem  u  przyjaciół  w 

innych częściach kraju.  

— Chętnie bym o tym posłuchała, lecz  wiem, że jest pan bardzo 

zajęty.  

—  Jestem  pewien,  że  bibliotekarz  opowie  pani  szczegółowo  o 

każdym zabytku w Rosji!  

background image

Zelina  wiedziała,  że  to  żart,  a  jednocześnie  wyczuła,  że  lord  nie 

chce  dzielić  się  swymi  wspomnieniami  z  Rosji,  i  że  w  ten  delikatny 

sposób gani jej ciekawskość.  

Była  to  jedyna  okazja  w  czasie  rejsu,  kiedy  Zelina  mogła 

porozmawiać z Charnockiem sam na sam.  

Sporo czytała, bo bibliotekarz pożyczył jej kilka książek. Pogoda 

cały  czas  była  piękna.  Płynęli  więc  po  Bałtyku  z  dużą  szybkością, 

zostawiając  za  sobą  Zatokę  Botnicką  i  Wyspy  Alandzkie,  aż 

zakotwiczyli  przy  wejściu  do  Zatoki  Fińskiej.  Zelina  zauważyła,  że 

zarzucają  kotwicę  codziennie  o  zmierzchu,  a  rankiem  wyruszają  w 

dalszą  drogę.  Davey  pokazała  jej  mijane  z  daleka  wieże  Tallina,  co 

oznaczało,  że  do  Petersburga  zostało  jeszcze  dwadzieścia  cztery 

godziny rejsu.  

Pojawiły  się  już  światła  północy,  a  po  kolacji  pasażerowie 

oglądali  występ  Rosjan,  którzy  dla  nich  tańczyli  i  śpiewali.  Zelina 

wiedziała,  że  ten  pokaz  miał  uhonorować  znakomitych  pasażerów. 

Lord  Charnock  siedział  ze  znudzoną  miną,  ale  Zelina  była 

zachwycona. Podobał jej się pełen wdzięku, ale i gwałtowności taniec. 

Szczególnie  poruszyła  Zelinę  muzyka,  przypominająca  rytmy 

cygańskie. Zawsze chciała zobaczyć taniec Cyganów, więc chłonęła tę 

muzykę całą sobą.  

Wpatrzona  w  tancerzy  nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  lord 

Charnock przygląda się jej. Była zupełnie pochłonięta tym, co widzi i 

słyszy,  jak  zresztą  nigdy  dotąd,  a  lord  tylko  utwierdził  się  w  swym 

przekonaniu,  że  ktoś  tak  młody  i  nie  mający  żadnego  doświadczenia 

background image

życiowego  nie  powinien  przebywać  wśród  tak  nieokrzesanych  ludzi, 

za jakich uważał Rosjan. Widział, jak zafascynowana nie znanymi do 

tej pory wrażeniami szybko oddycha, a serce prawdopodobnie wali jej 

jak młot.  

To dziecko powinno czym prędzej wracać do Anglii — pomyślał, 

świadomy jednak, że nic nie może zrobić w tym względzie.  

Gdy  występ  się  skończył,  Zelina  tak  mocno  biła  brawo,  że  aż 

rozbolały ją dłonie.  

— To było cudowne! — wykrzyknęła. — Nie spodziewałam się, 

że zobaczę coś tak wspaniałego!  

—  Stopniowo  zobojętnieje  to  pani  —  zapowiedział  znudzonym 

głosem  lord  Charnock.  —  Rosjanie  śpiewają  ciągle  smutne  piosenki, 

bo niewiele mają w życiu radości, a tańczą, żeby o tym nie myśleć.  

Zelina  wiedziała,  że  Charnock  próbuje  przytłumić  jej  radość  i  z 

uśmiechem tłumaczyła mu:  

— Ale ja widziałam to po raz pierwszy i musiałam użyć całej siły 

woli, by nie przyłączyć się do nich.  

Charnock  pomyślał,  że  jej  pełen  wdzięku  taniec  na  pewno 

spodobałby się ceniącym balet Rosjanom, głośno jednak powiedział:  

— Nie ma sensu rywalizować z ludźmi, którzy tańczą i śpiewają 

niemal od kołyski.  

Wieczorem,  gdy  pokojówka  wyszła  i  Zelina  została  sama  w 

kajucie, wciąż jeszcze drżała na wspomnienie rosyjskich tańców,  

Gdyby nie inne względy, to uwielbiałabym Rosję! — myślała.  

background image

Pamiętała jednak o okrucieństwach, jakich dopuścili się Rosjanie 

w  Polsce,  i  przeszedł  ją  dreszcz  przerażenia.  A  jednocześnie  po  raz 

pierwszy od chwili opuszczenia Anglii poczuła, że mimo wszystko nie 

chce tam wracać, dopóki nie pozna Rosji.  

 

ROZDZIAŁ 4 

Rozglądając się po okazałym salonie Ambasady Brytyjskiej, lord 

Charnock z satysfakcją stwierdził, że postąpił właściwie. Zelinie udało 

się  dać  księżnej  do  zrozumienia,  że  przybyła  do  Rosji  jako  gość,  a 

zaproszenie  ambasadora  wystosowane  nie  tylko  do  księcia  i  księżnej 

Wołkońskich, ale również do Zeliny tylko to potwierdzało.  

Hibbert,  który  zawsze  potrafił  zdobyć  dla  swego  pana  cenne 

informacje, dowiedział się od służby pałacowej, że Zelina jadała wraz 

ze  swymi  gospodarzami  oraz  że  została  już  przedstawiona  rodzinie 

carskiej.  

Lord  Charnock  celowo  unikał  kontaktów  z  Zeliną.  Starał  się 

nawet  nie  pojawiać  na  niektórych  uroczystościach,  w  których  ona 

miała  brać  udział.  Chciał  za  wszelką  cenę  nie  dopuścić  do  plotek, 

które  niechybnie  by  powstały,  gdyby  okazał  zainteresowanie  Zeliną 

po  tym,  jak  odbyli  wspólną  podróż.  Wiedział,  że  ludzie  chętnie 

obgadują  kobiety,  a  zwłaszcza  tak  piękne  jak  ona.  Patrząc  teraz,  jak 

tańczy  z  rosyjskim  attache,  pomyślał,  że  jej  wygląd  przywodzi  na 

myśl angielską różę.  

Walc,  niegdyś  niemiecki  taniec  ludowy,  został  wprowadzony  do 

Anglii  w  1812  roku  przez  żonę  rosyjskiego  ambasadora,  księżnę  de 

background image

Lieven. W „Almacku", najbardziej ekskluzywnym klubie londyńskim, 

nikt nie ośmielił się go tańczyć aż do roku 1816, kiedy zrobił to po raz 

pierwszy  car  Aleksander.  Potem  stopniowo  walc  upowszechnił  się  w 

całej  Europie,  a  w  Rosji  był  ulubionym  tańcem  książąt.  Fakt,  że  w 

miejscu  publicznym  mężczyzna  mógł  objąć  swą  partnerkę  w  talii  i 

trzymać ją blisko siebie, wzbudzał wiele emocji i sprzyjał flirtom.  

Charnock z aprobatą stwierdził, że Zelina trzyma się odpowiednio 

daleko  od  swego  partnera,  mimo  iż  ten,  sądząc  po  spojrzeniu,  które 

zresztą lordowi się nie podobało, przemawia do Zeliny z czułością.  

Ta dziewczyna jest zdecydowanie za młoda na flirty — pomyślał. 

Z  drugiej  strony  wiedział,  że  znalazłaby  się  w  znacznie  gorszym 

położeniu, gdyby uznano ją za guwernantkę.  

Gdy Zelina żegnała się z nim po przybyciu do Sankt Petersburga, 

wyczuł, że dziewczyna się boi. W porcie oczekiwało Charnocka kilka 

ważnych osobistości, jednak to nie on przedstawiał im Zelinę. Celowo 

scedował  to  na  generała  Suchtelena.  A  gdy  został  sam  na  sam  z 

ambasadorem  brytyjskim,  pożalił  mu  się,  że  ta  dziewczyna  sprawiła 

mu wiele kłopotu; była na statku bez przyzwoitki, więc musiał się nią 

zaopiekować.  Nie  mógł  przecież  pozwolić,  żeby  sama  płynęła  do 

Sztokholmu.  

—  Sir  Henry  Watkin  Williams-Winn  w  ogóle  nie  dopuszczał 

takiej możliwości — dodał.  

— Rozumiem, że nie miał pan innego wyjścia i musiał pan zabrać 

ją na „Iżorę" — zgodził się hrabia Durham.  

background image

— Myślę, że byłoby dobrze donieść ambasadorowi rosyjskiemu w 

Londynie,  że  wyjazd  panny  Tiverton  nie  został  zorganizowany  jak 

należy.  

—  Nie  omieszkam  tego  zrobić.  Obaj  doskonale  wiemy,  że 

Rosjanie nie przywiązują na ogół  wagi do takich spraw — stwierdził 

autorytatywnie ambasador.  

Znający  go  ludzie  wiedzieli,  że  jest  człowiekiem  zdolnym, 

inteligentnym, szczerym i czarującym, lecz też niesłychanie próżnym i 

łasym na pochlebstwa. To była zdecydowanie jego pięta Achillesowa.  

Po  podróży  powóz  należący  do  ambasady  odwiózł  Zelinę  i  jej 

pokojówkę  do  pałacu  Wołkońskich.  Davey  miała  zostać  w 

Petersburgu  przez  kilka  dni,  a  potem  pierwszym  statkiem  wracać  do 

Kopenhagi.  Zelinę  cieszyło  jej  towarzystwo,  gdyż  dodawało  jej 

odwagi  w  roli,  którą  miała  odegrać.  Czuła,  że  to  najtrudniejsze 

zadanie,  jakie  kiedykolwiek  miała  do  wykonania.  Znalazła  jednak 

nieoczekiwanego  sprzymierzeńca  —  dumę,  która  kazała  jej  wysoko 

trzymać głowę.  

Śmiało  weszła  do  pałacu  i  podała  swe  nazwisko  strojnemu 

majordomusowi.  Wiedziała,  że  nie  uszedł  jego  uwagi  fakt,  że 

przyjechała powozem Ambasady Brytyjskiej. Majordomus spojrzał na 

Davey ze zdziwieniem i łamaną francuszczyzną powiedział:  

—  Zanim  wskażę  pani  jej  pokój,  Jej  Książęce  Wysokoście 

przywitają panią.  

Zelina  ledwie  skinęła  głową  na  znak  akceptacji,  po  czym  poszła 

za majordomusem. Trzymała się prosto i celowo szła wolno.  

background image

Przeszli wspaniały hall zdobiony kolumnami z malachitu, złotem i 

kryształami  ku  schodom  prowadzącym  do,  jak  się  potem  okazało, 

jednego z mniejszych salonów.  

Zelinie wydał się ogromny. Na ścianach wisiały wspaniałe obrazy 

wielkich  mistrzów,  a  wszędzie  stały  kwiaty  wypełniające  salon  swą 

wonią. W głębi pokoju na sofie siedział przystojny mężczyzna. U jego 

stóp leżał rosyjski chart. Zelina domyśliła się, że to gospodarz. Obok 

niego stała kobieta, która wyglądała, jakby zeszła właśnie z jednego z 

portretów.  

Księżna  Olga  miała  te  wszystkie  cechy  zewnętrzne,  które 

mężczyźni  z  Europy  Zachodniej  cenili  u  rosyjskich  kobiet.  Były  to 

między innymi wielkie, ciemne oczy i ciemne włosy sczesane do tyłu.  

— Mademoiselle Zelina Tiverton — zaanonsował majordomus.  

W oczach księcia i księżnej pojawiło się zdziwienie. Na tę okazję 

Zelina  ubrała  się  niezwykle  starannie.  Davey  musiała  zejść  do 

ładowni, by  ze skrzyni wyjąć piękną, elegancką suknię przeznaczoną 

na  popołudnie.  Początkowo  Zelina  planowała,  że  włoży  ją  na  jakieś 

przyjęcie,  na  które  zaproszona  będzie  ciotka,  jak  na  przykład  na  bal 

dla  zwolenników  wigów.  Stało  się  jednak  inaczej,  bo  ciotka  nigdzie 

jej  nie  zabrała.  A  teraz  suknia  ta  świadczyła,  że  nosząca  ją  osoba  z 

pewnością nie jest guwernantką. Do szkolnej klasy nie pasował także 

kapelusik ozdobiony różowymi piórkami i prawdziwą koronką.  

Zelina  wolnym  krokiem  szła  przez  salon,  a  gdy  podeszła 

wystarczająco blisko, dygnęła przed księżną i uśmiechając się, śmiało 

powiedziała:  

background image

—  Przyjechałam  wcześniej,  niż  się  pani  spodziewała,  Wasza 

Wysokość,  a  to  z  powodu  całej  serii  niepowodzeń.  Ale  ogromnie  się 

cieszę,  że  już  tu  jestem.  To  bardzo  miło,  że  zechciała  mnie  pani 

zaprosić do siebie, Wasza Wysokość.  

—  Rzeczywiście  nie  spodziewałam  się  pani,  panno  Tiverton  — 

odparła księżna doskonałą angielszczyzną.  

Książę tymczasem wstał, więc Zelina ponownie dygnęła.  

— Witamy w Rosji! — powiedział Wołkoński. — Przykro mi, że 

miała pani nieprzyjemną podróż.  

—  Nie  tak  bardzo  nieprzyjemną,  Wasza  Wysokość  —  odparła 

Zelina.  —  „Iżora"  to  najpiękniejszy  jacht,  jaki  kiedykolwiek 

widziałam.  

— „Iżora"! — wykrzyknęła księżna.  

Zelina roześmiała się.  

— Tak, właśnie dlatego jestem  wcześniej. Muszę też powiedzieć 

Waszej  Wysokości,  że  niestety  moja  przyzwoitka  zachorowała,  więc 

pokojówkę, którą mam ze sobą, odstąpiła mi Lady  Watkin Williams-

Winn z Kopenhagi.  

Gdy  Zelina  zdołała  zaspokoić  ciekawość  księcia  i  księżnej, 

opowiadając  o  zamieszaniu  wywołanym  chorobą  przyzwoitki, 

wiedziała,  że  obydwoje  zaakceptowali  ją  jako  gościa  i  nawet  nie 

wspomnieli o dzieciach.  

Przy lunchu okazało się, że tylko ona nie ma pary. Było po prostu 

o  jedną  kobietę  za  dużo  przy  stole  i  zdawała  sobie  sprawę,  że  gdyby 

nie posłuchała rad lorda Charnocka, jadłaby teraz z dziećmi.  

background image

Wieczorem, zanim najmłodsze dziecko poszło spać, księżna miała 

zwyczaj  spędzać  godzinę  ze  swą  gromadką.  Zelina  dowiedziała  się 

wówczas,  że  dzieci  jest  pięcioro.  Najmłodsze  miało  trzy  lata,  a 

najstarsze  czternaście.  Zajmowała  się  nimi  angielska  niania  i 

francuska  opiekunka.  Miały  też  nauczycielkę  muzyki,  a  chłopcy 

ponadto nauczycieli greki, łaciny oraz jazdy konnej.  

— Widzę, że dzieci otrzymują znakomitą edukację — zauważyła 

Zelina.  

—  Chciałabym,  żeby  były  wykształcone,  ale  martwię  się  o  ich 

angielski. Chyba nie mówią zbyt poprawnie.  

— Myślę, że angielski znają świetnie.  

— Naturalnie wiele się nauczyły od niani, lecz, choć to wspaniała 

kobieta, to nie jest osobą wykształconą.  

Zapanowała  cisza.  Zelina  wiedziała,  że  księżna  oczekuje  z  jej 

strony  propozycji  uczenia  dzieci  angielskiego.  Pamiętała  jednak,  co 

usłyszała na ten temat od lorda Charnocka, więc powiedziała:  

—  Zauważyłam,  Wasza  Wysokość,  że  pani  angielski  jest 

doskonały.  Skoro  więc  dzieci  rozmawiają  z  panią,  to niemożliwe,  by 

robiły jakieś poważniejsze błędy.  

Zelina  dostrzegła,  że  księżna  już  chciała  coś  powiedzieć  na  ten 

temat, więc szybko dodała:  

—  Szkoda,  że  mój  ojciec  nie  może  zobaczyć,  jakie  wspaniałe 

dzieła  sztuki  znajdują  się  w  tym  pałacu!  Bardzo  interesował  się 

sztuką,  zwłaszcza  kiedy  był  w  armii.  To  on  właśnie  przekazał  mi 

sporą wiedzę o malarstwie i widzę, że tutaj jeszcze ją poszerzę.  

background image

— Pani ojciec służył w armii? — spytała księżna.  

Teraz  Zelina  mogła  już  opowiadać  o  dziadku  i  obrazach 

posiadanych  przez  wuja,  hrabiego  Rothbury.  Podobnie  jak  lord 

Charnock  miała  świadomość,  że  skierowane  do  niej  zaproszenie  na 

przyjęcie  w  ambasadzie  ostatecznie  pozbawiło  Wołkońskich  złudzeń 

co do objęcia przez Zelinę funkcji guwernantki.  

Tuż przed lunchem Zelina wręczyła księżnej prezent. Był to jeden 

z  trzech  wachlarzy,  opakowanych  w  piękne  satynowe  pudełeczka  z 

firmowym znakiem sklepu z Bond Street. Wszystkie trzy były śliczne 

i chętnie by je zatrzymała. Choć w końcu wybrała ten, który podobał 

jej  się  najmniej,  to  i  tak  ciężko  jej  było  się  z  nim  rozstać.  Davey 

owinęła  wachlarzyk  w  ładny  papier  i  przewiązała  kawałkiem 

satynowej wstążki odciętej z jednej z sukni.  

Księżna zachwycona była upominkiem.  

— Jak to miło z pani strony, panno Tiverton!  

Po chwili, przyglądając się wachlarzowi, dodała:  

— Chyba nie powinnam zwracać się do pani tak oficjalnie. Proszę 

pozwolić  nazywać  siebie  Zeliną.  To  takie  ładne  imię  i  w  dodatku 

rosyjskie, choć ty w każdym calu jesteś Angielką.  

Mniej  więcej  to  samo  powiedział  jej  potem  mężczyzna  siedzący 

obok niej przy stole.  

—  Wiem,  że  przyjechała  pani  z  Anglii,  kraju  pięknych  kobiet. 

Proszę opowiedzieć mi o sobie.  

Zelina  pamiętała  zalecenia  lorda,  by  starać  się  zrobić  na 

Rosjanach wrażenie. Gdy więc po lunchu kilka osób wyraziło nadzieję 

background image

ponownego  spotkania  z  nią,  wiedziała,  że  odniosła  sukces. 

Przebierając  się  do  kolacji,  dowiedziała  się  od  Davey,  że  księżna 

posłała służącego do jakiegoś dżentelmena z zaproszeniem na kolację. 

Chodziło o to, by każdy miał parę.  

—  Wzbudziła  panienka  prawdziwą  sensację  przyjeżdżając  tu 

jachtem  cara  —  mówiła  Davey.  —  I  w  dodatku  tydzień  przed 

spodziewanym terminem.  

—  Tak  się  cieszę,  że  nie  musiałam  płynąć,  tak  jak  ustalono, 

rosyjskim  statkiem  —  oznajmiła  Zelina.  Wyobraziła  sobie,  jak 

okropne by to było, i szybko dodała: — I dzięki temu mam ciebie. Jak 

myślisz, którą suknię powinnam dziś włożyć?  

Wybór zajął im sporo czasu. Trzeba było wziąć pod uwagę zdanie 

Zeliny, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze oraz to, że w dalszym 

ciągu  musi  umacniać  swą  pozycję.  Gdy  już  była  gotowa,  zapragnęła 

powiedzieć lordowi, że jego plan okazał się skuteczny; po dzisiejszym 

wieczorze nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości co do jej miejsca 

książęcym 

pałacu. 

Pomna  jednak 

ostrzeżeń 

Charnocka 

powstrzymała  się  od  napisania  do  niego  dziękczynnego  listu;  a  nuż 

wpadnie w ręce tajnej policji.  

Domyśli się, że jestem mu wdzięczna — pomyślała, choć w głębi 

duszy  żal  jej  było,  że  nie  może  mu  sama  tego  powiedzieć.  —  Może 

nadarzy się sposobna okazja.  

Ubrana  w  jedną  ze  swych  najładniejszych  sukni  wieczorowych, 

Zelina  miała  pewność,  że  nie  będzie  wyglądać  gorzej  od  rosyjskich 

dam, które sprowadzały swe toalety z Paryża.  

background image

Następnego  wieczoru  Zelina  włożyła  najpiękniejszą  suknię,  jaką 

miała,  gdyż  spodziewała  się,  że  na  przyjęciu  w  ambasadzie  będzie 

obecny lord Charnock. Wprawdzie kiedyś myślała, że mogłaby się  w 

niej pokazać jedynie na balu w pałacu Buckingham, ale teraz bardziej 

zależało jej, by zrobić wrażenie na lordzie niż na królowej Adelajdzie. 

Bała  się  tylko,  że  on  nawet  jej  nie  zauważy.  Pamiętała  też  uwagę 

księżnej na jego temat.  

Poprzedniego dnia w czasie lunchu jedna z dam powiedziała:  

—  Chyba  wybierasz  się  jutro  na  przyjęcie  w  Ambasadzie 

Brytyjskiej?  

— Owszem — odparła księżna.  

—  Spodziewam  się,  że  będzie  też  lord  Charnock  jako  gość 

ambasadora, choć zatrzymał się w pałacu Jego Cesarskiej Wysokości.  

—  Naturalnie,  że  będzie  —  odparł  książę.  —  I  ogromnie  się 

cieszę, że będę mógł odnowić z nim znajomość. Ostatnio widzieliśmy 

się w Paryżu.  

Dama uśmiechnęła się.  

—  Jest  tam  po  prostu  rozrywany.  Słyszałam,  że  uganiały  się  za 

nim wszystkie piękne damy, ale on pozostał wierny ślicznej Sophie.  

— Sophie na pewno nie pozwoliłaby mu zainteresować się żadną 

inną — dodała księżna i wszystkie panie roześmiały się.  

— Ta sprawa należy już chyba do przeszłości — dorzuciła jedna z 

nich. — Zresztą żadna z affaires de coeur Jego Lordowskiej Mości nie 

trwa  zbyt  długo,  a  wszystkie  owiane  są  taką  tajemnicą,  że,  jak  ktoś 

kiedyś powiedział, trudno je dostrzec.  

background image

—  Ja  słyszałam  nieco  inną  wersję  —  rzekła  księżna.  — 

Mianowicie  to,  że  ci  spokojni,  cisi  i  opanowani  Anglicy  są 

płomiennymi kochankami.  

—  Ty  chyba  dobrze  o  tym  wiesz,  moja  miła  —  stwierdziła 

złośliwie jedna z dam.  

Księżna  jednak  zręcznie  zmieniła  temat.  A  Zelina  wstrząśnięta 

była tym, co usłyszała. Jakoś nie myślała o lordzie jako o mężczyźnie, 

a  w  dodatku  o  płomiennym  kochanku,  i  uznała,  że  prawdopodobnie 

wydała  mu  się  niezwykle  nudna  i naiwna.  Potem  jednak  przyszło  jej 

do  głowy,  że  księżna  musiała  się  mylić,  bo  przecież  lord  Charnock 

jest tak zapracowanym człowiekiem, że z pewnością nie starczało mu 

czasu na nic innego.  

Niemniej  jednak  widząc  go  rozmawiającego  z  piękną  kobietą, 

zaczęła  się  zastanawiać, czy  jest  w  niej  zakochany.  Nie  uwierzyłaby, 

że  ta  kobieta  pracuje  dla  carskiej  tajnej  policji  i  ma  za  zadanie 

dowiedzieć  się,  po  co  Charnock  przyjechał  do  Rosji  i  jaki  jest 

stosunek brytyjskiego ministra spraw zagranicznych do ich kraju.  

Car  miał  sporo  do  ukrycia  i  choć  było  mało  prawdopodobne,  że 

Brytyjczycy  cokolwiek  podejrzewają,  zarządził  ciągłą  obserwację 

lorda  Charnocka.  Był  tak  przekonany,  że  nie  tylko  zawsze  potrafi 

postawić na swoim, lecz jeszcze umie wykiwać innych, że nie docenił 

Charnocka. A miał w nim godnego przeciwnika.  

Od  chwili  wejścia  na  pokład  „Iżory"  lord  miał  się  na  baczności. 

Zdawał  sobie  sprawę,  że  generał  Suchtelen,  który  niby  to  beztrosko 

rozmawia  o  wszystkim  i  o  niczym,  zwraca  uwagę  na  każde  jego 

background image

słowo,  by  zrelacjonować  je  potem  carowi.  A  gdy  przedstawiono  go 

Nataszy Oboleńskiej, wiedział, że hrabina ma za zadanie go uwieść i 

skłonić do mówienia.  

Natasza  była  piękną  kobietą  o  twarzy  jakby  wykutej  przez 

średniowiecznego  rzeźbiarza  i  lekko  skośnych  oczach.  Gdy 

rozmawiała  z  mężczyzną,  każdy  jej  gest  i  ton  głosu  były  zachętą. 

Otwarcie  prowokowała  lorda  Charnocka,  a  jednocześnie  wymykała 

mu się. Przy kolacji cały czas gawędzili przekomarzając się, a gdy car 

poprosił  lorda  o  chwilę  rozmowy,  ona  czekała  na  niego  zamiast 

poszukać innego towarzystwa.  

 

Pierwsza  noc  w  pałacu  minęła  lordowi  spokojnie.  Rozbawił  go 

nawet  fakt,  że  Hibbert,  jak  zwykle  za  granicą,  dokładnie  sprawdził 

całą,  wspaniałą  zresztą,  sypialnię.  Opukał  boazerię,  aż  fragment  jej 

odskoczył.  Pod  nią  nie  było  ściany,  a  tylko  boazeria  sąsiedniego 

pokoju, tak że ktokolwiek ukryłby się między ścianami, mógł słyszeć 

wszystko, co mówili.  

Na  coś  podobnego  natknęli  się  już  wcześniej.  Hibbert  po  prostu 

zatkał  dziurę  puchową  pierzyną,  której  lord  i  tak  nie  zamierzał 

używać.  Dzięki  temu  nie  tylko  zablokował  tajne  przejście,  ale  też 

uniemożliwił podsłuchiwanie.  

Dalsze  poszukiwania  zaowocowały  wykryciem  jeszcze  jednej 

pułapki.  Hibbert  znalazł  ją  w  pokrytym  malowidłami  suficie.  I 

rzeczywiście,  spoglądając  w  górę,  Charnock  dostrzegł,  że  oko  bogini 

zaklejone  jest  papierem.  Oznaczało  to,  że  lokaj  uporał  się  już  z 

background image

dziurką do podglądania. Lord pogratulował mu uśmiechem, a gdy się 

rozbierał, starali się nie rozmawiać za dużo. Po kąpieli przebrał się w 

strój wieczorowy.  

Włożył jedwabne bryczesy, a do fraka przypiął odznaczenia. Jego 

biały  krawat  był  tak  elegancki,  że  nikt  na  carskim  dworze  nie  miał 

równie pięknego. Charnock wyglądał więc niezwykle wytwornie.  

Jedzenie na przyjęciu było doskonałe, wina najwyższej jakości, a 

ludzie ciekawi. Był to jeden z tych wieczorów, kiedy goście zabawiają 

się raczej rozmową niż tańcem, co Charnockowi bardzo odpowiadało. 

Car  i  caryca  wcześnie  wyszli  z  przyjęcia.  Ktoś  nawet  zaproponował 

mu  kontynuowanie  wieczoru  na  balu,  ale  odmówił  tłumacząc  się 

zmęczeniem po podróży i poszedł do swego pokoju.  

Tam  czekał  już  na  niego  Hibbert  i  bez  słowa  wskazał  palcem  na 

teczki. Najwyraźniej ktoś je ruszał, bo były  lekko przesunięte. Potem 

lokaj zwrócił uwagę swego pana na walizy i szuflady. Znaczyło to, że 

wszystkie  jego  rzeczy  zostały  przeszukane,  a  każdy  papier 

przeczytany. Charnock jednakże spodziewał się tego, więc nie poczuł 

się zaniepokojony. Spokojnie położył się do łóżka i spał twardo aż do 

rana.  

Obudził się pełen energii, gotów zmierzyć się z tym, co przyniesie 

dzień.  Wiedział,  że  musi  uważać  na  każde  słowo,  a  nawet,  o  ile  to 

możliwe, kontrolować wyraz oczu, żeby Rosjanie nie mogli odgadnąć 

jego myśli.  

Nie  zdziwił  go  fakt,  że  hrabina  Natasza  siedziała  obok  niego 

zarówno  przy  lunchu  jak  i  przy  kolacji.  Tym  razem  gości  było 

background image

znacznie  więcej.  Kobiety  aż  lśniły  od  zawieszonych  na  nich 

klejnotów,  a  po  kolacji  rozpoczęły  się  tańce  w  jednej  z 

przeogromnych  sal  balowych.  Zdobiły  ją  złote  kolumny,  mające 

symbolizować obfitość i rozrzutność imperium rosyjskiego.  

Lord  Charnock  nie  miał  ochoty  tańczyć,  lecz  nie  wypadało 

odmówić  Nataszy,  co  widząc  car  nie  omieszkał  obdarzyć  go  swym 

łaskawym uśmiechem.  

— Jest pan nadzwyczaj przystojny, mon cher! — drżącym głosem 

powiedziała hrabina.  

—  Dziękuję  —  odparł  Charnock.  —  Pani  natomiast  doskonale 

wie, że jest piękna, więc nie ma potrzeby, żebym o tym mówił.  

— Ale ja chciałabym to usłyszeć.  I  w dodatku mieć pewność, że 

te słowa płyną prosto z pańskiego serca.  

—  Zawsze  mi  mówiono,  że  ten  narząd  nie  wchodzi  w  skład 

mojego ciała — odciął się sucho Charnock.  

— Udowodnię, że to nieprawda. Chętnie odnajdę pańskie serce i 

sprawi  mi  to  ogromną  radość.  —  Ale  dla  mnie  nie  będzie  zbyt 

przyjemne.  

—  A  mnie  się  wydaje,  że  uszczęśliwiłoby  to  pana.  Może  razem 

poszukamy?  

Charnock  nie  bardzo  wiedział,  co  odpowiedzieć,  więc  tylko 

uśmiechnął się enigmatycznie, a Natasza przytuliła się do niego.  

Przyjęcie  skończyło  się  bardzo  późno,  ale  Charnock  nie  od  razu 

położył  się  spać.  Rzucił  tylko  okiem  na  wielkie  łoże  z  jedwabną 

pościelą  ozdobioną  koronkami  i  królewskim  monogramem  i  stanął 

background image

przy oknie. Spoglądał na oświetlone budynki po drugiej stronie Newy 

i na gwiazdy odbijające się w rzece.  

Zastanawiał  się,  czy  Hibbertowi  udało  się  wykryć  wszystkie 

tajemne  przejścia.  Właśnie  wtedy  jedno  z  nich,  najwyraźniej 

przeoczone przez  lokaja, otworzyło się i pojawiła się w nim Natasza. 

Wyglądała  prześlicznie  i  kusząco  w  przezroczystej  koszuli,  której 

kolor podkreślał barwę jej oczu.  

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Przemknęło mu przez 

myśl,  żeby  ją  odesłać,  ale  wtedy  wywołałby  prawdziwą  konsternację 

w  tajnej  policji,  a  poza  tym  zrujnowałby  reputację  Nataszy  — 

uchodziła przecież za najlepszą uwodzicielkę na rosyjskim dworze.  

Po  chwili  zwinnie  niczym  kotka  Natasza  podbiegła  do  lorda  i 

zarzuciła mu ręce na szyję.  

— Nie powiedziałeś mi „dobranoc" tak jak należy — oznajmiła i 

pocałowała go.  

Przez moment Charnock wahał się. Potem pomyślał cynicznie, że 

ta wizyta to jeden z elementów gry i lepiej nie pokazywać od razu, że 

ją przejrzał. Całując Nataszę poczuł pożądliwość jej ust i wiedział, że 

to przynajmniej z jej własnej inicjatywy, a nie z rozkazu tajnej policji.  

Choć na przyjęciu w ambasadzie jego uwagę pochłaniała Natasza, 

Charnock  świadomy  był  obecności  Zeliny.  I  nie  potrzeba  było  słów, 

by wiedział, że zajęła w domu księżnej należną jej pozycję. Świadczył 

o  tym  już  sam  fakt,  że  jest  tu  obecna  i  to  w  sukni,  której  nie 

powstydziłaby się debiutantka na dworze królewskim.  

background image

Wrodzona  intuicja  podpowiadała  lordowi,  że  Zelina  ponad 

wszystko pragnie, by z nią zatańczył. Miał wrażenie, że słyszy krzyk 

jej serca i początkowo mu się opierał. Potem jednak powiedział sobie, 

że  każdy  mężczyzna  na jego  miejscu  poświęciłby  chwilę  uwagi  swej 

rodaczce, zwłaszcza jeśli jest ona sama w obcym kraju.  

Dlatego też, kiedy Zelina już prawie straciła nadzieję, podszedł do 

niej. Siedziała właśnie z księżną.  

—  Chyba  nawet  nie  muszę  pytać,  czy  pani  się  dobrze  bawi. 

Widzę, że księżna dba o panią, a zresztą trudno byłoby się spodziewać 

czegoś  innego  po  tak  wspaniałej  i  czarującej  osobie.  Mówiąc  to 

pocałował księżnę w rękę i dodał:  

— Dziękuję, że jest pani tak uprzejma dla mojej rodaczki.  

—  Słyszałam,  jakie  przeciwności  spotkały  to  biedne  dziecko  w 

czasie podróży — odparła księżna.  

— Rzeczywiście było to pasmo nieszczęść, lecz Sir Henry Watkin 

Williams-Winn  okazał  się  czarodziejem  i  wyczarował  nie  tylko 

królewski jacht, ale i pokojówkę dla panny Tiverton.  

— Zawsze uważałam, że Sir Henry ma w sobie coś z czarodzieja. 

Zresztą pan również, milordzie. — Pochlebia mi pani!  

Ktoś właśnie podszedł do księżnej, więc Charnock zwrócił się do 

Zeliny:  

—  Czy  zechce  pani  zatańczyć  ze  mną?  —  zapytał.  —  Obawiam 

się jednak, że nie tańczę tak dobrze, jak Rosjanie na jachcie.  

— Marzę, żeby z panem zatańczyć — wyznała Zelina wstając.  

background image

Iskierka  radości  w  jej  oczach  zdradziła  lordowi,  jak  bardzo 

pragnęła tego tańca. Sunęli po parkiecie w takt romantycznej muzyki, 

a gdy księżna nie mogła ich już słyszeć, Zelina powiedziała cicho:  

— Znakomicie pan to obmyślił, milordzie. Wszystko się udało.  

— Cieszę się — odparł.  

—  Próbowałam  napisać do  pana  i powiedzieć,  jak bardzo  jestem 

wdzięczna, ale uznałam, że nie powinnam tego robić.  

— Zdecydowanie nie! — zgodził się Charnock.  

—  Ale  teraz  dziękuję  panu,  bardzo  dziękuję!  Nie  istnieją  takie 

słowa, które mogłyby oddać całą moją wdzięczność!  

—  Cieszę  się,  że  wszystko  dobrze  poszło.  A  teraz  niech  się  pani 

dobrze bawi.  

— Wszyscy są dla mnie bardzo uprzejmi i staram się nie myśleć, 

o tym... czego bałam się wcześniej.  

— To dobrze.  

Przez chwilę tańczyli w milczeniu, nagle Zelina spytała:  

— Nie wyjedzie pan z Rosji bez pożegnania się ze mną, prawda?  

— Na razie jeszcze nie myślę o wyjeździe.  

Wyraz jej oczu powiedział mu, że to właśnie chciała usłyszeć.  

—  Nawet  jeśli  nie  mogę  pana  widywać...  to  jakoś  lżej  mi,  gdy 

wiem, że... jest pan w tym samym mieście i że... gdyby coś złego się 

stało, to... mogłabym prosić pana o pomoc.  

—  Nic  „złego"  się  nie  stanie  —  odparł  stanowczo.  —  i  proszę 

przestać się bać. Niech pani pamięta, że  większość dziewcząt w pani 

background image

wieku myśli tylko o rozrywkach i właśnie tą myślą rozpoczyna każdy 

dzień.  

— Postaram się... i zapamiętam każde pańskie słowo.  

— A więc wszystko będzie dobrze.  

Tymczasem  taniec  się  skończył  i  lord  Charnock  odprowadzał 

Zelinę do księżnej.  

— Dobry wieczór, milordzie — usłyszał czyjś głos. — Miło znów 

pana widzieć.  

Był  to  książę  Aleksy  Stoganow.  Charnock  spotykał  go 

wielokrotnie w Paryżu, a nawet raz czy dwa w Londynie, ale niezbyt 

go  lubił.  Książę  był  bardzo  bogaty  i  zajmował  wysoką  pozycję  na 

dworze  carskim.  Miał  też  opinię  Don  Juana  i  Casanovy,  a  mówiąc 

wprost  podrywacza,  któremu  żadna  kobieta  nie  potrafi  się  oprzeć. 

Charnock  świadom  był  jednak  faktu,  że  jego  postępowanie  z 

kobietami nie tylko często budziło niesmak, ale było wręcz naganne.  

—  Słyszałem,  że  przyjechałeś  i  w  dodatku  przywiozłeś  ze  sobą 

tak  piękną  różę,  że  nasze  rosyjskie  orchidee  pozieleniały  z  zazdrości 

—  powiedział  książę  Aleksy  patrząc  na  Zelinę  i,  ignorując  zupełnie 

uwagę  Charnocka,  że  właściwie  to  nie  przywiózł  Zeliny,  dodał 

szybko: — Przedstaw mnie wreszcie. Nie mogę się doczekać poznania 

tak cudownego kwiatu.  

Lord Charnock nie miał wyboru.  

—  Panna  Zelina  Tiverton  —  Jego  Wysokość  Książę  Aleksy 

Stoganow.  

Zelina dygnęła, a książę ujął jej dłoń obiema rękami.  

background image

—  Pani  chyba  pojawiła  się  tu  wprost  z  moich  marzeń.  Ale  jeśli 

rzeczywiście  jest  pani  żywą  istotą,  to  nie  ma  sensu,  żebym  więcej 

marzył, bo widzę, że moja wyobraźnia nie dorasta do rzeczywistości.  

Zelina zaśmiała się, a książę zapytał:  

— Dlaczego się pani śmieje?  

—  Bo  mówi  pan  słowami  bohatera  książkowego.  Nie  myślałam, 

że jakakolwiek żywa istota może mówić w ten sposób.  

Charnock  z  satysfakcją  pomyślał,  że  odpowiedź  Zeliny  musiała 

zaskoczyć księcia, bo przyzwyczajony był do innych.  

—  Jeśli  będzie  pani  dla  mnie  okrutna,  to  spadnę  na  samo  dno 

rozpaczy i ciężko będzie mi się stamtąd wydostać — odparł książę.  

Zelina odpowiedziała śmiechem.  

—  Księżna  mówiła  mi,  że  ulubionym  pisarzem  cara  jest  Sir 

Walter  Scott,  ale  widzę,  że  Wasza  Wysokość  jest  jeszcze  bardziej 

romantyczny niż Ivanhoe!  

—  Jest  pani  czarująca!  —  zachwycał  się  książę  całując  dłoń 

Zeliny.  

—  Chyba  powinienem  odprowadzić  panią  do  Jej  Wysokości  — 

wtrącił Charnock.  

—  Proszę  mnie  nie  opuszczać!  —  krzyknął  książę.  —  Wzniosę 

się aż do siódmego nieba, jeśli pani ze mną zatańczy!  

— Może później, Wasza  Wysokość  — odparła Zelina. — Teraz, 

jak sugeruje Jego Lordowska Mość, muszę wrócić do księżnej.  

Dygnęła  i  odeszła,  zanim książę  zdążył  zaprotestować.  Czuła,  że 

lord Charnock pochwala jej zachowanie.  

background image

—  Niech  się  pani  wystrzega  tego  człowieka!  —  ostrzegł  Zelinę. 

— Niech się pani w ogóle z nim nie zadaje!  

Zelina  przytaknęła  skinieniem  głowy,  a  gdy  doszli  już  do 

księżnej, Charnock powiedział:  

—  Zwracam  pani  Zelinę.  Opowiadała  mi, jak doskonale  się  przy 

pani  bawi.  Jestem  pewien,  że  jej  wujostwo  będą  niezmiernie 

wdzięczni Waszej Wysokości.  

—  To  prawdziwa  przyjemność  gościć  kogoś  tak  młodego  i 

pełnego  radości  życia  —  odparła  księżna.  —  Mam  nadzieję,  że  w 

najbliższym czasie przyjdzie pan do nas na kolację.  

— Czuję się zaszczycony zaproszeniem! — Uprzejmie skłonił się 

przed księżną i nie patrząc na Zelinę odszedł.  

Zelina  pomyślała,  że  na  całej  sali  nie  ma  nikogo  równie 

wspaniałego  i  żałowała,  że  taniec  z  nim  już  się  skończył  —  tak  by 

chciała, żeby dopiero się zaczynał.  

Mogłabym tańczyć tylko z nim cały czas — dumała.  

Zauważyła,  że  podeszła  do  niego  ta  piękna  kobieta,  z  którą  go 

wcześniej widziała, i poufale położyła mu rękę na ramieniu. W Zelinie 

odezwało  się  jakieś  nieprzyjemne  uczucie,  ale  nie  wiedziała,  że  to 

zazdrość.  

Cóż  właściwie  od  niego  chce  ta  Rosjanka?  I  kim  ona  jest? 

Wstydziła się zapytać o to księżnę. Sposobność nadarzyła się dopiero, 

gdy  tańczyła  z  młodym  mężczyzną,  który  siedział  obok  niej  przy 

kolacji.  

background image

—  Kim  jest  ta  piękna  kobieta,  która  rozmawia  z  lordem 

Charnockiem? — spytała.  

Partner podążył za jej spojrzeniem i odparł:  

— To hrabina Natasza Oboleńska.  

— Jest bardzo ładna!  

— Wielu mężczyzn tak myśli — przyznał jej partner. — Podobno 

złamała więcej serc niż jakakolwiek inna kobieta na świecie.  

— Złamała... więcej... serc? — z trudem wykrztusiła Zelina.  

— O, tak! Dwóch mężczyzn popełniło samobójstwo z jej powodu, 

a pojedynków nikt nie potrafi zliczyć.  

— Czy ona nie jest... zamężna? — wyjąkała Zelina.  

Mężczyzna roześmiał się.  

—  Toż  to  żona  wysokiego  urzędnika  państwowego,  ale  on  jest 

teraz na południu.  

Ku  swemu  zdumieniu  na  dźwięk  tych  słów  Zelina  odetchnęła 

spokojniej,  a  światła  na  sali  zapłonęły  żywszym  blaskiem.  Kiedy 

jednak zobaczyła, że lord wychodzi w towarzystwie hrabiny Nataszy, 

poczuła się samotna i opuszczona.  

 

ROZDZIAŁ 5 

Zelina przestraszyła się, gdy służący obwieścił:  

— Jego Wysokość Książę Aleksy Sroganow!  

Była  w  domu  sama,  bo  księżna  wyszła  złożyć  prywatną  wizytę 

carycy.  

background image

— Niestety nie mogę zabrać cię ze sobą, Zelino, bo Jej Cesarska 

Wysokość chce porozmawiać ze mną na osobności.  

— Proszę się o mnie nie martwić — zapewniła Zelina. — Rzadko 

mam  okazję  poczytać,  a  w  bibliotece  jest  tyle  wspaniałych  książek. 

Szczególnie zainteresowała mnie ta o Sankt Petersburgu.  

Księżna roześmiała się.  

— Na to z pewnością będziesz potrzebowała więcej czasu, niż ja 

zabawię u carycy.  I pamiętaj, że idziemy dziś na przyjęcie do pałacu 

Michałowów. Wielka Księżna Helena bardzo chce cię zobaczyć.  

— Zapowiada się wspaniały wieczór!  

Gdy  tylko  księżna  wyszła,  Zelina  zabrała  się  do  swej  lektury. 

Usiadła wygodnie przy oknie w Złotym Salonie i zapomniała o całym 

świecie.  

Teraz  zerwała  się  na  równe  nogi.  Ostatnią  rzeczą,  jakiej  sobie 

życzyła,  to  zostać  sam  na  sam  z  księciem.  Od  tamtego  spotkania  na 

balu  książę  niemal  ją  prześladował.  Nie  podobało  jej  się  jego 

spojrzenie  i  nie  wierzyła  pochlebstwom,  którymi  sypał  jak  z  rękawa. 

Kiedy z nim tańczyła, wiedziała, że trzyma ją zbyt blisko, a poza tym 

w ogóle nie reagował na jakiekolwiek uwagi.  

Teraz  gdy  znalazł  się  tuż  przy  niej,  podała  mu  rękę,  ale  jego 

pocałunek zamiast uprzejmego gestu był wyrazem namiętności.  

—  Służący  powinien  był  powiedzieć  Waszej  Książęcej 

Wysokości, że niestety jestem sama.  

background image

— I powiedział — odparł książę. — Ale to dobrze się składa, że 

nie  ma księżnej, bo  mogę  ci  wyznać  to,  co  czuję  od  chwili,  w  której 

cię ujrzałem.  

—  Dobrze  pan  wie,  książę,  że  to...  nie  wypada.  —  Zelina  miała 

nadzieję, że głos jej zabrzmiał surowo, choć w rzeczywistości wyrażał 

niepokój.  

—  Kiedy  poznasz  mnie  lepiej,  a  bardzo  bym  sobie  tego  życzył, 

przekonasz się, że nigdy nie robię tego, co wypada, a tylko to, czego 

pragnę. A to są dwie różne rzeczy.  

—  Skoro  więc...  książę  nie  chce...  wyjść...  to  ja  wyjdę  — 

powiedziała nie patrząc na niego.  

Starała  się  mówić  spokojnie  i  wyniośle,  choć  serce  trzepotało  jej 

ze  strachu  jak  ptaszek  w  klatce.  Najchętniej  po  prostu  wybiegłaby  z 

pokoju. Wszystko, co słyszała o Aleksym, i to, jak do niej mówił i na 

nią  patrzył,  sprawiło,  że  przeraźliwie  się  go  bała.  Powiedziała  sobie 

jednak,  że  to  głupie  tak  się  bać,  bo  przecież  jako  gościowi  księżnej 

Aleksy nie może jej zrobić nic złego.  

Choć  była  w  Sankt  Petersburgu  od  niedawna,  zdążyła  się 

przekonać,  że  tutaj  każdy  uwikłany  jest  w  jakieś  romanse,  a 

zainteresowanie  księcia  jej  osobą  na  pewno  nie  pozostało  me 

zauważone.  

— Naprawdę myślisz, że pozwolę ci wyjść?  

Ton jego głosu ostrzegł Zelinę, że książę gotów jest użyć siły, by 

ją zatrzymać. Nie chciała, żeby jej dotykał, więc powiedziała:  

background image

—  Jeśli...  Wasza  Wysokość  ma  do  mnie  jakąś  sprawę...  to 

wysłucham  pana,  ale...  nie  chciałabym  przedłużać  tej  rozmowy. 

Księżna byłaby bardzo zdziwiona widząc, że przyjmuję gości pod jej 

nieobecność.  

— Na pewno się nie zdziwi — odparł książę. — Dobrze  wie, co 

znaczy kochać, a o tym właśnie chciałbym z tobą porozmawiać, moja 

piękna angielska różyczko.  

Zelina zesztywniała.  

— Nie chcę... nic na ten temat słyszeć.  

—  A  dlaczegóż  by  nie?  Przecież  każda  kobieta  może  kochać,  a 

jestem  przekonany,  że  ja  najlepiej  potrafię  nauczyć  cię  miłości,  tego 

najwspanialszego, 

pełnego 

udręki, 

lecz 

najbardziej 

obezwładniającego uczucia, do jakiego zdolne jest ludzkie ciało.  

Mówił to pełnym przejęcia głosem i coraz bardziej przysuwał się 

do niej. Zelina odsuwała się, dopóki mogła, ale była już przy poręczy 

sofy.  

—  Kocham  cię,  Zelino!  —  wyznał  książę.  —  Tak  bardzo,  że 

odkąd cię poznałem, ani przez chwilę nie zaznałem spokoju. Cóż ty ze 

mną zrobiłaś?  

Zelina spojrzała w przeciwległy kąt pokoju i z drżeniem w głosie 

odparła:  

—  Proszę...  Wasza  Książęca  Mość...  proszę  nie  mówić...  takich 

rzeczy.  

—  Dlaczego  nie?  Musisz  mnie  wysłuchać!  Pragnę  cię,  Zelino,  i 

jestem  pewien,  że  potrafię  dać  ci  szczęście!  —  Zaczerpnął  głęboki 

background image

oddech i mówił dalej: — Gdybym tylko mógł, poprosiłbym cię o rękę, 

ale jestem już żonaty i bardzo nieszczęśliwy w tym związku.  

Zelina zesztywniała na dźwięk słowa „żonaty" i niespodziewanie 

mocnym głosem zapytała:  

— Jest pan... żonaty?  

—  Naturalnie  —  odparł  książę.  —  W  Rosji  o  małżeństwie 

decydują rodzice i wybrali mi żonę, kiedy jeszcze byłem dzieckiem.  

— Przecież ma pan żonę!  

— Tak, ale nie powinniśmy się nią przejmować.  

—  Ja  się  nią  przejmuję  —  odparowała  Zelina.  —  I  uważam,  że 

postępuje książę bardzo niewłaściwie... przemawiając do mnie w taki 

sposób... skoro jest pan żonaty... i powinien pan być wierny kobiecie, 

która... nosi pańskie nazwisko.  

Książę wzruszył ramionami.  

— Ale ona w ogóle się nie liczy. Mieszkamy w różnych częściach 

kraju,  a  ja  tobie  ofiarowuję  swe  serce,  Zelino.  To  przecież  znaczy  o 

wiele więcej niż ślubna obrączka.  

Zelina wstała.  

— Nie życzę sobie słuchać tego, co książę ma mi do powiedzenia. 

Przeraża  mnie  fakt,  że  mówi  książę  o  swym  małżeństwie  tak,  jakby 

wcale  nic  nie  znaczyło,  a  to,  że  ofiarowuje  mi  pan  swe  uczucie...  to 

dla mnie nie komplement, ale... obraza.  

Myślała, że książę poczuje się zmieszany, lecz on patrzył na nią z 

uśmiechem i wciąż trzymał jej dłoń.  

background image

—  Uwielbiam  cię!  Czy  jakakolwiek  inna  kobieta  mogłaby  być 

bardziej pociągająca i urzekająca, nawet gdy mnie strofuje?  

Gorąco i namiętnie ucałował jej dłoń.  

— Moja ty słodka, cudowna różyczko! Pokażę ci, że tylko miłość 

naprawdę się liczy i że ona wszystko zwycięża!  

Zelina próbowała wyrwać dłoń z jego ręki.  

—  Proszę  mnie  puścić,  Wasza  Wysokość!  —  krzyknęła.  — 

Powiedziałam  już,  że  nie  chcę  tego  słuchać  i,  jako  dżentelmen, 

powinien pan uszanować moje uczucia.  

Książę roześmiał się.  

—  Ale  ja  nie  jestem  zimnym,  pełnym  zasad  i honoru  angielskim 

dżentelmenem. — Mówił szyderczym tonem. — Jestem Rosjaninem i 

czuję  w  sobie  ogień,  który  wznieci  płomień  również  w  tobie.  Wtedy 

zrozumiesz,  że  miłość  jest  wszechpotężna,  pochłania całą  istotę  i  nie 

da się od niej uciec.  

Książę  zaczął  całować  wewnętrzną  stronę  jej  dłoni,  a  ona  czuła, 

że zadaje gwałt jej ciału.  

— Proszę mnie puścić! Chcę odejść! — krzyczała.  

Aleksy  natomiast  wstał  z  sofy,  próbując  ją  objąć.  Zelina 

krzyknęła. W tym właśnie momencie drzwi się otworzyły i pojawił się 

w nich książę Iwan. Zelina odetchnęła z ulgą.  

— Nie spodziewałem się zastać tu ciebie, Aleksy! — powiedział.  

Zelina nareszcie mogła wyrwać się z objęć Aleksego i bez słowa 

wybiegła z salonu.  

Książę Iwan uniósł brwi i spojrzał na Aleksego.  

background image

— Nie możesz się powstrzymać, jak zwykle?  

— Ona jest śliczna! Wspaniała! — odparł książę. — I w dodatku 

jeszcze zupełnie niewinna; cudownie będzie ją rozbudzić.  

Książę Iwan milczał przez chwilę, po czym rzekł:  

—  Jego  Cesarska  Wysokość  nie  życzy  sobie  jakichkolwiek 

zatargów  z  Anglikami.  Zwłaszcza  teraz.  Dlatego  tak  bardzo 

nadskakuje lordowi Charnockowi.  

—  Ale  to  chyba  nie  dotyczy  tej  dziewczyny?  Tak  czy  owak, 

Natasza nie zostawi mu czasu na myślenie o innej kobiecie.  

—  W  tym  względzie  masz  rację  —  zgodził  się  książę  Iwan.  — 

Musisz jednak pamiętać, że Anglicy wspierają się wzajemnie i jeśli ta 

dziewczyna  zrobi  jakieś  zamieszanie,  to  Jego  Cesarska  Wysokość 

będzie bardzo niezadowolony.  

Aleksy zrobił bardzo wymowny gest.  

—  Jeszcze  nie  zdarzyło  się,  żeby  jakaś  kobieta  zrobiła 

zamieszanie z mojego powodu — chyba że ją opuszczę.  

Książę roześmiał się.  

— Twoja próżność jest godna potępienia, lecz muszę przyznać, że 

masz ku niej podstawy.  

— Zostaw wszystko mnie. Zelinę też.  

Bezpieczna  już  we  własnym  pokoju,  Zelina  przypomniała  sobie 

ostrzeżenie  lorda  Charnocka  —  rzeczywiście  nie  wolno  jej  zostawać 

sam  na  sam  z  Rosjaninem.  Postanowiła,  że  gdy  następnym  razem 

księżna wyjdzie, nie zejdzie do salonu, lecz zostanie w sypialni.  

background image

Wciąż  jednak  czuła  się  wystraszona;  pragnęła  zobaczyć  lorda  i 

usłyszeć jego uspokajający głos. Ale następna myśl przygnębiła ją — 

pewnie lord Charnock nie znalazłby dla niej czasu teraz, kiedy jest tak 

zaabsorbowany  hrabiną  Nataszą.  Mimo  to  nie  tylko  nie  mogła 

przestać  o  nim  myśleć,  lecz  coraz  bardziej  tęskniła.  Żałowała,  że 

dopłynęli  do  Rosji.  Wolałaby,  żeby  wciąż  żeglowali  gdzieś  w  stronę 

horyzontu aż do baśniowej krainy.  

Zupełnie  nieoczekiwanie  następnego  dnia  Zelina  znalazła  się 

daleko  od  Sankt  Petersburga  w  przepięknym  wiejskim  pałacu. 

Niespodziankę  tę  zwiastowała  księżna  zaraz  po  powrocie  od  carycy. 

Otóż car zapraszał je do swego majątku w Carskim Siole.  

Od razu cały dom pochłonęły przygotowania do wyjazdu. Zelina 

nigdy nie widziała takiego zamieszania i bardzo jej się to podobało.  

Niestety  nie  mogła  zabrać  ze  sobą  Davey,  bo  służąca  miała 

odpłynąć do Sztokholmu już za dwa dni. Dostała jednakże od księżnej 

nową  pokojówkę,  która  wydawała  się  bardzo  kompetentna.  Wraz  z 

Davey  wybrały  suknie,  które  Zelina  powinna  zabrać  ze  sobą  do 

Carskiego Sioła. Mnóstwo rzeczy miało jednak zostać w pałacu.  

— Spakuję je, panienko, bo jeśli zostanie panienka na wsi dłużej, 

niż zamierza, to bez trudu kufry będzie można tam przesłać.  

— Dziękuję, Davey. Jesteś taka dobra.  

Na  pożegnanie  Zelina  dała  służącej  hojny  napiwek  oraz  ciepły 

szal, który Davey wcześniej podziwiała.  

—  Nie  mogę  go  przyjąć!  Nie  powinna  panienka  się  z  nim 

rozstawać! — protestowała Davey.  

background image

—  Mam  mnóstwo  innych  rzeczy,  a  ten  szal  chcę  dać  tobie. 

Pamiętaj o mnie, kiedy będziesz go nosiła.  

— Na pewno, panienko, i będę się modliła za panienkę.  

— Dziękuję. Mogę tego potrzebować.  

Mówiąc to miała na myśli Aleksego. I cieszyła się, że tam na wsi 

nie  będzie  narażona  na  jego  towarzystwo.  Niestety,  ku  swemu 

przerażeniu,  Zelina  odkryła  w  czasie  kolacji,  że  Aleksy  również  ma 

być gościem w Carskim Siole.  

Jedyną  ulgę  stanowiła  wiadomość,  że  rano  ma  przyjechać  lord 

Charnock.  To  była  prawdziwa  niespodzianka.  Naturalnie  Zelina  nie 

miała  pojęcia,  że  całe  towarzystwo  zostało  zaproszone  do  Carskiego 

Sioła tylko z jednego względu — otóż car niecierpliwił się z powodu 

braku  informacji  od  Nataszy  i  innych  agentów  na  temat  lorda 

Charnocka.  

Agenci  zdołali  nawet  włamać  się  do  dwóch  teczek  Charnocka. 

Zrobili  to  wprawdzie  dość  zręcznie,  lecz  tak  wytrawny  kurier  jak 

Charnock  od  razu  to  zauważył.  Nie  przejął  się  tym  jednak,  bo  po 

pierwsze,  wszystkie  materiały  były  zaszyfrowane  według  kodu 

niezwykle trudnego do złamania dla Rosjan, a po drugie, pisma te nie 

przedstawiały  wielkiej  wartości.  Główny  cel  wizyty  Charnocka 

zakodowany był w jego umyśle, nie na papierze.  

Bawiły  go  wysiłki  Nataszy.  Starała  się  jak  mogła  wyciągnąć  z 

niego jakieś informacje. Kochała się z nim jak szalona, a potem licząc 

na  jego  osłabioną  czujność  spowodowaną  rozluźnieniem  i 

zmęczeniem, próbowała wypełnić zlecone jej zadanie.  

background image

Niestety  to,  co  relacjonowała  później  carowi,  nie  było  tym,  co 

chciał  usłyszeć,  więc  udzieliwszy  swym  agentom  surowej  nagany, 

postanowił wziąć sprawę w swoje ręce.  

—  Chciałbym,  żebyś  zobaczył  Carskie  Sioło  —  powiedział  do 

Charnocka. — Wybieram się tam jutro wraz z carycą i cieszylibyśmy 

się, gdybyś pojechał z nami.  

—  Z  największą  przyjemnością  —  odparł  lord.  —  Jeśli  jednak 

Wasza Wysokość pozwoli, to przyjadę następnego dnia rano, bo jutro 

ambasador wydaje uroczystą kolację na moją cześć.  

Car,  niechętnie,  ale  się  zgodził.  Bardzo  starannie  ułożył  listę 

gości,  mając  nadzieję,  że  zapraszając  również  Wołkońskich  i  Zelinę, 

pozbawi  Charnocka  jakichkolwiek  podejrzeń  co  do  prawdziwego 

powodu  tego  zaproszenia.  Do  Carskiego  Sioła  miało  przyjechać  też 

kilkoro  krewnych  cara,  którzy  potrafili  znakomicie  bawić 

towarzystwo i nie mieli nic wspólnego z polityką.  

—  Sam  najlepiej  wiem,  jak  należy  postępować  w  takiej  sytuacji 

—  powiedział  do  szefa  tajnej  policji.  —  Twoi  ludzie  działają  zbyt 

stereotypowo. Do takiego szczwanego lisa jak Charnock trzeba umieć 

podejść.  

—  Jestem  pewien,  że  Waszej  Wysokości  to  się  uda  —  rzekł 

hrabia Benkendorf, powątpiewając w duchu.  

Do  Carskiego  Sioła  jechało  się  dwie  godziny.  W  mniemaniu 

Zeliny  kareta  zaprzężona  w  czwórkę  koni  pędziła  z  zawrotną 

szybkością.  Podobała  jej  się  zresztą  ta  przejażdżka,  bo  mogła 

zobaczyć okolicę.  

background image

Zauważyła,  że  mijani  po  drodze  chłopi  są  wysocy,  dobrze 

zbudowani, o nieco dzikim wyglądzie. Nosili wysokie buty i obszerne 

kapoty  z  baraniej  skóry.  Wszyscy  mieli  długie  brody  i  potargane 

włosy.  No  i  pokrywała  ich  gruba  warstwa  brudu.  Zelina  niewiele 

dostrzegła  kobiet,  lecz  te,  które  widziała,  były  brzydkie  i  wyjątkowo 

niezgrabne.  

Pałac okazał się ogromnym budynkiem. Księżna mówiła, że gości 

będzie  niewiele,  ale  Zelina naliczyła  ponad trzydzieści  osób.  Kolację 

podano  o  piątej  w  wielkiej  sali,  gdzie  stoły  ustawione  były  w 

podkowę.  Służący  wyglądali  orientalnie  —  liberie  mieli  złoto-

szkarłatne, a na głowach białe turbany.  

Pokojówka  Zeliny,  choć  była  Rosjanką,  mówiła  nieźle  po 

francusku i powiedziała, że w pałacu pracuje czterystu kucharzy, a car 

przywiózł  ze  sobą  jeszcze  czterdziestu.  Kiedy  rodzina  carska 

przyjeżdżała  tu  z  Petersburga,  potrzebowała  czterystu  powozów. 

Zelina aż nie mogła w to uwierzyć.  

Tego dnia poznała cesarskie dzieci. Dwóch małych książąt zeszło 

na  dół  po  kolacji.  Mieli  na  sobie  tradycyjne  rosyjskie  stroje.  Byli  to 

weseli chłopcy i tarzali się po podłodze ze śmiechu, gdy car się z nimi 

bawił.  Opiekowała  się  nimi  szkocka  pielęgniarka  i  francuska 

Mademoiselle,  które  musiały  odejść  na  górę,  gdy  dzieci  odesłano. 

Zelina  pomyślała  wtedy,  że  gdyby  nie  zastosowała  się  do  rad  lorda 

Charnocka, zostałaby potraktowana w podobny sposób.  

Po kolacji goście mieli czas dla siebie. Caryca prosiła, by zebrali 

się znowu o ósmej. Miało się wtedy zacząć wielkie przyjęcie.  

background image

Zelina  ponownie  się  przebrała.  Tym  razem  włożyła  elegancką 

suknię  balową.  Pozostałe  damy  ubrane  były  niezwykle  szykownie. 

Caryca  miała  na  sobie  białą  suknię,  a  na  szyi  kolię  z  ogromnych 

szafirów.  Nawet  druga  z  jej  córek,  zaledwie  czternastoletnia,  nosiła 

sznur pięknych pereł oraz bransoletkę z diamentów i rubinów.  

Car  mówił  o  sobie,  że  wiedzie  skromne  życie.  W  rzeczywistości 

trudno  byłoby  znaleźć  drugi  dwór  tak  okazale  prezentujący  swe 

bogactwo i potęgę.  

Przez  pierwsze  dwie  godziny  całe  towarzystwo  prowadziło 

wspólną rozmowę. Po chwili  Zelina dostrzegła, że  Aleksy zmierza  w 

jej  kierunku.  Szybko  rozejrzała  się  za  księżną,  lecz  ta  rozmawiała 

właśnie z jakąś starszą damą. Podeszła do nich.  

— O co chodzi? — spytała księżna.  

— Wasza Wysokość, chciałabym pójść do swego pokoju. Mam za 

sobą niezmiernie ciekawy, lecz i męczący dzień i boli mnie głowa.  

—  Tak  naprawdę  to  chyba  chodzi  o  to  —  odparła  z  uśmiechem 

księżna — że jesteś zmęczona po dwóch balach w Sankt Petersburgu. 

A  ponieważ  jutro  również  szykuje  się  bal,  więc  dziś  możesz  się 

wymknąć. Usprawiedliwię cię, jeśli Jej Cesarska Wysokość zauważy, 

że cię nie ma.  

— Dziękuję.  

Czym  prędzej  skierowała  się  w  kierunku  drzwi  i  gdy  już  je  za 

sobą  zamykała,  dojrzała  pełen  gniewu  wzrok  Aleksego.  Całe 

szczęście, że udało mi się uciec, pomyślała.  

background image

Następnego  dnia  Zelina  dowiedziała  się,  że  na  wsi  car  nie  lubi 

przestrzegać  dworskiej  etykiety.  Oznaczało  to,  że  gdy  wreszcie 

postanowił, jak chce spędzić dany dzień, reszta gości mogła dowolnie 

rozporządzać własnym czasem.  

Lord Charnock przyjechał wczesnym rankiem, więc car zabrał go 

do  ogrodu.  Chciał  pokazać  mu  unowocześnienia,  które  sam 

wprowadził,  oraz  nową  fontannę  otoczoną  inkrustowanymi  złotem 

figurkami  bożków  i  bogiń.  W  obawie  przed  Aleksym  Zelina  starała 

się  trzymać  blisko  księżnej.  Wydawało  jej  się,  że  sprytnie  to 

wymyśliła, dopóki Aleksy nie zwrócił się do księżnej:  

—  Czy  mógłbym  pokazać  naszemu  gościowi  z  Anglii  tutejszą 

ptaszarnię? Jestem pewien, że jej się spodoba.  

— Naturalnie, Aleksy! — odparła księżna. — Jeśli jednak chcesz 

mnie również zabrać, to oświadczam, że widziałam te ptaki już tysiące 

razy!  

—  Trudno,  ale  szkoda  by  było,  gdyby  panna  Tiverton  nie 

zobaczyła ptaszarni urządzonej tak pięknie przez Jej Cesarską Mość.  

—  Oczywiście  —  odparła  księżna  i  wróciła  do  przerwanej 

rozmowy.  

Zelina  chciała  się  jakoś  wykręcić,  ale  nie  przychodziła  jej  do 

głowy  żadna  wymówka.  Książę  tymczasem  ujął  ją  pod  rękę  i 

poprowadził  marmurowym  korytarzem  w  przeciwległą  część  pałacu. 

Szli  dość  długo,  lecz  wkoło  było  wielu  służących,  co  sprawiło,  że 

Zelina nie czuła się sam na sam z Aleksym.  

background image

Wreszcie  doszli  do  oranżerii,  na  końcu  której  mieściła  się 

ptaszarnia. Ogród należał do najpiękniejszych miejsc w pałacu. To tu 

właśnie  przechadzały  się  panie  zimową  porą.  Zelina  nigdy  nie 

widziała czegoś równie pięknego. Kwitły drzewka pomarańczowe, po 

ścianach  pięły  się  powoje,  a  w  skrzynkach  rosły  kwiaty  wszelkich 

gatunków, od orchidei po fiołki. Zmuszeni do tego ostrym klimatem, 

hodowali  je  Rosjanie  tylko  sobie  znanymi  sposobami.  Kwiaty  i  ich 

oszałamiający zapach tak zachwyciły Zelinę, że aż klasnęła w dłonie.  

— Ależ piękne! Prześliczne!  

— Tak jak ty! — odparł Aleksy.  

Ta  uwaga  przywróciła  Zelinie  czujność.  Rozejrzała  się  i 

stwierdziła, że wokół nie ma żywej duszy.  

— A gdzie są ptaki? — spytała nerwowo.  

Książę wskazał odległą część pomieszczenia.  

— Pokażę ci je za chwilę. Nie musimy się spieszyć.  

— Zobaczmy teraz — domagała się Zelina.  

— Teraz chcę ci coś powiedzieć.  

— Ale ja nie chcę tego słuchać.  

—  Zmienisz  zdanie  —  powiedział  zbliżając  się  do  niej.  — 

Musimy  porozmawiać,  Zelino,  gdzieś,  gdzie  nikt  nie  będzie  nas 

słyszał.  

— To zupełnie niemożliwe!  

— Nalegam, żebyś mnie wysłuchała.  

Zelina  zastanawiała  się,  jak  mu  dać  do  zrozumienia,  że  nie  chce 

być z nim sam na sam. Książę tymczasem kontynuował:  

background image

—  Moja  sypialnia  jest  blisko  twojej.  Dziś  wieczorem,  gdy  już 

wszyscy pójdą spać, przyjdę do twego pokoju.  

— Nie! W żadnym wypadku!  

Książę mocno ścisnął jej ramię.  

—  Posłuchaj  mnie,  ty  głuptasie.  Nie  zrobię  nic,  czego  byś  sobie 

nie życzyła. Przysięgam, że cię nie skrzywdzę, ale muszę koniecznie z 

tobą porozmawiać. Muszę ci powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczysz. 

Żadna kobieta dotąd nie zachwyciła mnie tak jak ty.  

— Ale Wasza Książęca Wysokość jest... żonaty.  

— Przekonam cię, że to nie ma znaczenia.  

— Książę... traci swój czas. Należysz, książę... wyłącznie do swej 

żony.  

Uśmiech  Aleksego  powiedział  Zelinie,  że  jej  słowa  po  prostu  go 

rozbawiły.  A  już  sam  fakt,  że  się  opierała,  jeszcze  bardziej  go 

podniecił. Zelina nie miała w tych sprawach żadnego doświadczenia, 

lecz wyczuwała, że książę pożąda jej w jakiś dziwny sposób, który ją 

przerażał.  Była  jak  zahipnotyzowana.  Niemal  czuła,  jak  ją  do  siebie 

przyciąga i obejmuje.  

— Zamknę drzwi na klucz! — krzyczała Zelina. — A jeśli Wasza 

Wysokość zbliży się do mnie, to zacznę krzyczeć i wyniknie skandal.  

— Mało prawdopodobne, żeby nas ktoś usłyszał, a nawet gdyby, 

to skutki skandalu odbiłyby się na tobie, nie na mnie.  

Zelina zrozumiała, że niestety ma on rację. Z tego, co dowiedziała 

się  o  Rosjanach,  mogła  wnioskować,  że  zachowanie  księcia  wszyscy 

background image

uznaliby  za  normalne.  A  gdyby  ktoś  znalazł  go  w  jej  sypialni,  to 

wyłącznie ona byłaby potępiona.  

Książę zgadywał jej myśli i patrzył na nią z miną człowieka, który 

wie, że odniesie sukces.  

—  Wasza  Wysokość...  proszę  mnie  nie  straszyć...  i  nie  robić  mi 

nic złego.  

Gdy Zelina straciła ducha walki, książę spuścił z tonu.  

— Moja kochana! Moja ty śliczna angielska różyczko! — mówił. 

—  Wcale  nie  zamierzam  cię  przestraszyć.  Chcę  tylko  trzymać  cię  w 

ramionach  i  pokryć  pocałunkami  twą  piękną  twarzyczkę.  Chcę,  żeby 

nasze serca biły tuż obok siebie. Chcę ci pokazać, że w życiu liczy się 

tylko miłość — wszystko inne nie istnieje.  

Mówiąc  to  podszedł  bardzo  blisko  do  Zeliny.  Czuła,  że  niemal 

przyciąga  ją  wzrokiem.  Czar  prysnął,  gdy  Zelina  głośno  krzyknęła. 

Zanim  zdążył  ją  zatrzymać,  rzuciła  się  do  ucieczki  w  kierunku,  z 

którego przyszli.  

Dobiegała już do salonu, gdy drzwi się otworzyły i pojawił się w 

nich  jakiś  mężczyzna.  Zelina  nie  zdążyła  się  w  porę  zatrzymać  i 

wpadła  na  niego.  Wtedy  zdała  sobie  sprawę,  że  to  lord  Charnock. 

Patrzył  na  nią  zdziwiony.  Zelina  dyszała,  policzki  miała 

zaczerwienione, a fryzurę w nieładzie.  

— Co pani robi? Dokąd pani biegła? — spytał zimnym głosem.  

— Chodzi o... o księcia! Bardzo się... go boję!  

Charnock  spojrzał  w  głąb  korytarza,  lecz  nie  dostrzegł  nikogo. 

Wziął  więc Zelinę pod rękę i wprowadził do pokoju, z którego przed 

background image

chwilą  wyszedł.  Stało  tu  mnóstwo  szaf  z  książkami  i  ogromny  stół 

zarzucony gazetami z różnych krajów — ze Szwecji, Polski, Danii, a 

nawet Anglii i Francji, choć te były nieaktualne.  

Zelina  powoli  uspokajała  się.  Nie  zastanawiała  się,  co  lord  tam 

robił.  

—  Czym  książę  tak  panią  zdenerwował?  —  spytał  tonem,  który 

Zelinie wydał się gniewny.  

—  On...  nie  daje  mi...  spokoju.  Mówiłam,  że...  nie  chcę  go 

słuchać,  bo...  jest  żonaty.  —  Charnock  milczał,  więc  kontynuowała: 

—  To  bardzo...  bardzo  źle,  że  on  chce  się...  ze  mną  kochać,  chociaż 

ma  żonę.  Ale  jest  strasznie  natarczywy...  nie  wiem,  jak  mam  się  go 

pozbyć.  

Charnock przyglądał się jej przymrużonymi oczami.  

—  Tego  właśnie  się  spodziewałem.  Ale  dlaczego  została  pani  z 

nim sam na sam?  

—  Zapytał  księżnę,  czy  może  pokazać  mi  ptaszarnię,  a  gdy  się 

zgodziła, żadna wymówka nie przychodziła mi do głowy.  

Lord  Charnock  pomyślał,  że  bardziej  przebiegła  kobieta 

zaprosiłaby  jeszcze  kogoś  do  towarzystwa  albo  wymyśliła  jakąś 

historyjkę, ale naiwnej Zelinie nie potrafił tego wytłumaczyć. Chociaż 

przypuszczał,  że  poprzedniego  wieczoru  zniknęła  tak  szybko  właśnie 

z powodu księcia.  

Zastanawiał  się,  co  ma  jej  poradzić,  bo  patrzyła  na  niego 

błagalnym wzrokiem.  

background image

— Proszę mi poradzić, jak z nim postępować — prosiła. — Czuję 

się zagrożona, choć wiem, że to głupie.  

—  Mogę  tylko  powtórzyć  to,  co  mówiłem  wcześniej.  Proszę  nie 

zostawać  z  nim  samej.  Proszę  trzymać  się  teraz  cały  czas  przy 

księżnej czy jakiejś innej damie. Są tu też pani rówieśniczki. Może się 

pani z nimi zaprzyjaźnić.  

—  Postaram  się.  Rzeczywiście  głupio  zrobiłam,  że  poszłam  z 

księciem, mimo iż księżna się zgodziła.  

—  Tak,  to  nie  było  mądre  posunięcie  —  co  powiedziawszy 

spojrzał na zegarek. — Muszę już iść. Jego Cesarska Wysokość chce 

pokazać  mi  cieplarnie,  w  których  hoduje  goździki.  Właściwie  to 

przyszedłem  tu  zabrać  plany  ich  rozbudowy.  —  Mówiąc  to  pokazał 

zwitek papieru.  

— Przepraszam, że pana zatrzymuję. Wiem, że... ciągle zawracam 

panu głowę swoimi problemami.  

—  Wcale  nie.  Po  prostu  niech  pani  postępuje  tak,  jak 

powiedziałem, i pamięta, że wszyscy wiedzą, jaki jest książę, i prawie 

nikt nie bierze go poważnie.  

Zelina nie odezwała się. Pomyślała jednak, że bez względu na to, 

co sądzą inni, ona się go po prostu boi.  

—  Muszę  już  iść  —  powtórzył  Charnock.  —  Byłoby  niedobrze, 

gdyby  ktoś  zobaczył,  że  jesteśmy  tu  sami.  Proszę  teraz  wrócić  do 

salonu. Popatrzę, czy po drodze nikt pani nie zaczepia.  

Zelina pomyślała, że się z niej naśmiewa.  

background image

—  Jeszcze  raz  dziękuję.  Postaram  się  być  rozsądniejsza  w 

przyszłości.  

Nie  czekając  na  odpowiedź,  skierowała  się  do  salonu.  Charnock 

patrzył  za  nią, dopóki tam nie  weszła.  Potem  udał  się  na  taras,  gdzie 

czekał car.  

Tak naprawdę Jego Cesarskiej Wysokości nie chodziło o goździki 

czy  przyniesione  przez  Charnocka  plany.  Cały  czas  myślał,  jak 

wybadać, co myślą  Anglicy  o ingerencji Rosji w Turcji i Persji i czy 

wiedzą cokolwiek o jego planowanych posunięciach na Wschodzie.  

Lord Charnock doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a idąc teraz 

do  cara,  nagle  zrozumiał,  że  nie  ma  sensu  dłużej  siedzieć  w  Rosji. 

Miał już pewność, iż nie zdoła wypełnić swej misji. A wszystkie inne 

sprawy dobrze trzyma w swych rękach hrabia Durham.  

Charnock  nie  od  dzisiaj  wiedział,  że  największy  problem  z 

Rosjanami polega na tym, że oni co innego mówią, a co innego robią. 

By więc przewidzieć ich kolejny ruch, trzeba by być jasnowidzem.  

—  Nawet  gdybym  został  tu  jeszcze  dwadzieścia  lat,  to  i  tak  nie 

dowiem się więcej.  

Z  drugiej  strony  należało  pamiętać,  że  czasem  jakieś 

niedomówienie może zdradzić dokładnie to, co chciał wiedzieć.  

—  Mam już  tego  dosyć  —  westchnął.  —  Są  w  życiu  ważniejsze 

sprawy 

niż 

zawracanie 

sobie 

głowy 

władcami, 

nawet 

najpotężniejszymi.  

Uświadomił  sobie,  że  wręcz  nie  cierpi  cara,  zwłaszcza 

usłyszawszy  o  jego  okrucieństwie  i  nieobliczalności.  Przykładami 

background image

sypali  wszyscy  dokoła  jak  z  rękawa.  Każdy,  kto  nie  zgadzał  się  z 

carem,  uznawany  był  przez  niego  za  szaleńca,  a  jedynym  zadaniem 

Trzeciego  Oddziału  tajnej  policji  dowodzonej  przez  przyjaciela  cara, 

hrabiego  Benkendorfa,  było  czuwanie  nad  moralnym  zdrowiem 

narodu.  

Chyba  najbardziej  jednak  zniechęcił  się  Charnock  do  cara,  gdy 

zobaczył,  w  jakiej  nędzy,  głodzie  i  chorobach  żyje  naród.  W 

Zimowym  Pałacu  odbywały  się  uczty  dla  tysiąca  gości,  car 

projektował  wciąż  nowe  mundury  dla  swych  wojsk,  a  przeciętni, 

zwyczajni ludzie umierali z głodu.  

To, co tu się dzieje, to jakaś idiotyczna farsa pomyślał Charnock. 

— Im prędzej wrócę do zdrowej, rozsądnej Anglii, tym lepiej.  

Dlatego Charnock wprost zadał carowi kilka pytań, których żaden 

dyplomata  nie  odważyłby  się  postawić  tak  otwarcie.  Z  jakiegoś 

niewytłumaczalnego  powodu  car  nie  zgromił  lorda,  lecz  zaspokoił 

jego  ciekawość.  Szczerze  przyznał,  że  zainteresowany  jest  Persją, 

choć nie zrobi nic takiego, czego nie aprobowałaby  Anglia. W sumie 

poszli  na  lunch  w  dobrej  komitywie;  car  nawet  położył  lordowi  rękę 

na ramieniu.  

Charnock  pochłonięty  był  swym  sukcesem,  lecz  kątem  oka 

zauważył,  że  Zelina  zdaje  się  być  zadowolona  i  prowadzi  ożywioną 

rozmowę z jakimś dżentelmenem.  

Po lunchu car cały czas okupował Charnocka aż do chwili, kiedy 

obaj musieli przebrać się do kolacji.  

background image

Wieczorem  caryca  ogłosiła,  że  dla  gości  przygotowano  trochę 

rozrywki. Wszyscy przeszli na wielki taras wychodzący na ogród. Był 

on osłonięty, żeby chronić siedzących od wiatru. Choć noc była ciepła 

i  spokojna,  służący  zaopatrzyli  gości  w  gronostajowe  i  sobolowe 

kocyki,  a  nawet  futrzane  peleryny,  na  wypadek  gdyby  komuś  było 

zimno.  

W  końcu  na  tarasie  pod  gwiaździstym  niebem  pojawili  się 

Cyganie i rozbrzmiała ich rzewna muzyka. Występ był  zupełnie inny 

niż  ten,  który  Zelina  oglądała  na  jachcie.  Tak  właśnie  wyobrażała 

sobie  Cyganki  —  w  spódnicach  o  jaskrawych  kolorach  i  złotej 

biżuterii.  Wyglądały  bardzo  ładnie  i  nieco  egzotycznie.  Cyganie 

skakali  i  wirowali,  a  było  w  tym  coś  nieokiełznanego  i 

spontanicznego, coś, co pobudzało zmysły i sprawiało, że serce biło w 

takt ich muzyki.  

Zelina była tak pochłonięta tym widowiskiem, że czuła się, jakby 

opuściła  swój  świat  pełen  konwenansów  i  zależności  i  wkroczyła  w 

świat wolności i wesela. Chciało jej się śpiewać, tańczyć i wzbijać w 

niebo  aż  do  gwiazd.  W  pewnej  chwili  poczuła  ukłucie  strachu,  bo 

dostrzegła,  że  obserwuje  ją  bacznie  książę  Aleksy,  jakby  chciał 

wkroczyć w sferę jej intymnych przeżyć.  

Występ trwał dwie godziny. W gości wstąpił jakby duch zabawy, 

bo  długo  jeszcze  śmiali  się  i  pili,  i  było  już  bardzo  późno,  gdy  udali 

się na spoczynek.  

—  Chyba  świetnie  się  bawiłaś,  Zelino  —  powiedziała  księżna, 

gdy wchodziły po schodach.  

background image

— To było cudowne! Zawsze tak sobie wyobrażałam Cyganów.  

—  Cieszę  się,  że  ci  się  podobało.  Prawdę  mówiąc  rosyjscy 

Cyganie  są  bardzo  utalentowani  i  nasze  największe  primabaleriny 

często mają w żyłach krew cygańską.  

— Chciałabym jeszcze kiedyś ich zobaczyć.  

— Na pewno. Obiecuję — oznajmiła księżna.  

Rozstały  się  przy  drzwiach  pokoju  Zeliny.  Apartament  księżnej 

znajdował się na końcu korytarza.  

—  Dobranoc,  moja  droga  —  rzekła  księżna  całując  Zelinę  w 

policzek. — Wszyscy cię dziś podziwiali, a zwłaszcza książę Aleksy. 

Jest zachwycony twą urodą.  

Zelina miała zamiar powiedzieć, że jest to ostatnia rzecz, jakiej by 

sobie  życzyła,  ale  księżna  już  odeszła  i  nie  pozostało  jej  nic  innego, 

jak  wejść  do  pokoju.  Ponieważ  wciąż  jeszcze  była  pod  wrażeniem 

tańców, otworzyła okno, by popatrzeć na gwiazdy.  

Pomyślała,  że  Rosja  to  dziwny  kraj,  ale  też  bardzo  ciekawy. 

Ogromne  wrażenie  zrobiły  na  niej  wielkie  pałace,  wzbudzające 

zachwyt  skarby  w  każdym  niemal  pokoju,  no  i  sam  car  i  jego  żona. 

Przyglądając się gwiazdom, uświadomiła sobie, że rozumie, dlaczego 

Cyganie  rozbudzają  w  ludziach  uczucia,  które  zwykle  towarzyszą 

miłości.  

Miłość jest przecież wszechpotężna i nie do odparcia. Była jednak 

pewna,  że  miłość,  jakiej  pragnie,  jest  zupełnie  inna  od  tej,  o  której 

mówi  Aleksy.  Miłość,  którą  chciałaby  ofiarować  mężczyźnie  swego 

background image

serca,  była  jak  gwiazdka  na  niebie,  dzika,  podniecająca,  a 

jednocześnie delikatna i wrażliwa.  

Kochając chciałabym czuć się bezpieczna — pomyślała.  

Objawienie  przyszło  z  nieba.  Zrozumiała  patrząc  na  gwiazdy,  że 

to,  co  czuje  do  lorda  Charnocka,  to  właśnie  miłość,  za  którą  tak 

tęskniła.  Głupia  była,  że  wcześniej  się  nie  zorientowała.  Przecież  tak 

cudownie było z nim rozmawiać i czuła się wówczas, jakby do niego 

należała. Nigdy się przy nim nie bała. Ogarniał ją zawsze nieopisany 

spokój.  Teraz  serce  jej  przepełniała  radość.  Chciała  być  przy  nim  i 

nigdy go nie opuścić.  

—  Kocham  go!  —  powiedziała  do  samej  siebie  z  lekkim 

zdziwieniem w głosie.  

Długo jeszcze wpatrywała się w niebo. W końcu uznała, że trzeba 

iść  do  łóżka,  gdy  jak  grom  z  jasnego  nieba  uderzyła  ją  myśl  o 

Aleksym.  Przerażona  podeszła  do  drzwi,  żeby  zamknąć  je  na  klucz. 

Niestety, klucza nie było. Zelina zamarła ze strachu.  

 

ROZDZIAŁ 6 

Zelinę  zmroził  strach.  Chciało  jej  się  krzyczeć.  Chciała  uciec  z 

pałacu, z Rosji, od wszystkiego, co jej zagrażało. Przypomniała sobie 

jednak ostrzeżenie  Aleksego,  że jeśli urządzi scenę, to sama poniesie 

wszystkie konsekwencje.  

Aleksy mówił, że jego pokój jest w pobliżu. Nie miała pojęcia, w 

którym pokoju śpi lord Charnock, bo pobiegłaby do niego po ratunek.  

— Co zrobić? O Boże, co ja mam zrobić?  

background image

Potem  przypomniała  sobie,  co  zdarzyło  się,  gdy  pokojówka 

rozpakowywała jej rzeczy. Cały pokój wyłożony był białą boazerią ze 

złotymi  zdobieniami,  znakomicie  harmonizującymi  z  gzymsem  i 

sufitem.  Ponieważ  w  sypialni  nie  było  szafy,  pokojówka 

wywnioskowała,  że  musi  być  ukryta  gdzieś  za  boazerią.  Zaczęła 

szukać i w końcu uchyliły się małe drzwiczki. Przestrzeń za nimi była 

jednak bardzo mała.  

Zelina  już  miała  powiedzieć,  że  niewiele  sukien  się  tu  zmieści, 

gdy  dostrzegła  strach  na  twarzy  pokojówki,  która  mruknęła  coś  po 

rosyjsku  i  przeżegnała  się.  Zelina  zrozumiała  wtedy,  że  dziewczyna 

odkryła po prostu tajne przejście, i nie pozwoliła służącej zamknąć go, 

dopóki  nie  przekona  się,  jak  działa.  Słyszała  o  takich  miejscach  i 

chciała sprawdzić, czy podobne są do angielskich skrytek.  

— Chcę się temu przyjrzeć z bliska — powiedziała.  

—  Non,  non,  Mademoiselle  —  protestowała  pokojówka  łamaną 

francuszczyzną. — To być niebezpieczne. Ja mieć kłopoty.  

— Nie bój się. Nikomu o tym nie powiem — obiecała Zelina.  

Przerażona pokojówka pobiegła w drugi koniec pokoju i nacisnęła 

inną  część  boazerii.  Tym  razem  rzeczywiście  była  tam  szafa. 

Zmieściły  się  nie  tylko  wszystkie  suknie,  ale  i  kufer.  Zelina  była 

jednak pewna, że jeśli tam się schowa, to książę bez trudu ją znajdzie. 

Lepiej więc ukryć się w tajnym schowku. Czym prędzej więc zaczęła 

szukać właściwego miejsca na ścianie.  

Przez moment bała się, że mechanizm nie zadziała. Ale po chwili 

drzwiczki się otworzyły i Zelina wsunęła się do niewielkiego otworu. 

background image

Już  miała  zamknąć  skrytkę,  gdy  przyszedł  jej  do  głowy  lepszy 

pomysł.  W  bladym  świetle  zauważyła,  że  w  głębi  schowka  znajdują 

się  drugie  małe  drzwiczki  prowadzące  do  sąsiedniej  sypialni.  Zelina 

była prawie pewna, że ten pokój jest pusty, lecz na wszelki wypadek 

najpierw  zerknęła  przez  małą  szparkę.  W  sypialni  nie  było  nikogo,  a 

łóżko  było  nietknięte.  Czym  prędzej  więc  przeszła  do  drugiego 

pokoju, zamykając za sobą obie pary drzwiczek.  

Jestem bezpieczna! — pomyślała z ulgą.  

Gdyby jednak książę znał przypadkiem system tutejszych tajnych 

przejść, mógłby się domyślić, gdzie jej szukać.  

— Nie mogę tu zostać. Muszę się lepiej ukryć.  

Przyszło jej na myśl, że ten, kto projektował schowki, rozmieścił 

je pewnie podobnie w poszczególnych pokojach. Nie od razu znalazła 

to,  czego  szukała,  lecz  w  końcu  to  samo  miejsce  w  rzeźbionym 

kwiecie  zareagowało  na  nacisk  i  oczom  jej  ukazał  się  niewielki 

schowek. Serce podskoczyło jej z radości. Czym prędzej się ukryła, a 

gdy już zamknęła za sobą drzwiczki, usłyszała jakieś głosy. Znaczyło 

to, że ktoś jest w sąsiednim pokoju.  

— Czy mogę wejść, panie hrabio? — spytał ktoś po francusku. — 

Przynoszę wieści od Jego Cesarskiej Wysokości.  

—  Naturalnie,  Filipie  —  padła  odpowiedź.  —  Po  tak  długiej 

rozmowie  cara  z  lordem  Charnockiem  spodziewałem  się  jakiejś 

wiadomości. Siadaj i opowiadaj.  

—  Jego  Wysokość  jest  ogromnie  z  siebie  zadowolony  — 

odpowiedział  Filip.  —  Jest  całkowicie  pewien,  że  Charnock  nic  nie 

background image

wie  o  naszych  zamiarach,  z  wyjątkiem  oczywiście  sprawy  Turcji  i 

Persji.  

— Naprawdę? — upewnił się hrabia.  

—  Najzupełniej!  Możemy  więc  swobodnie  planować  naszą 

interwencję w Afganistanie.  

— To dobrze. Sprawy wyglądają więc lepiej, niż myślałem.  

Zelina  domyśliła  się,  że  w  żadnym  wypadku  nie  może  zdradzić 

się  z  tym,  że  podsłuchała  tego  typu  rozmowę.  Jej  życie  byłoby  na 

pewno  w  niebezpieczeństwie.  Rozpoznała  głos  hrabiego  Karla 

Roberta  Nesselrode,  rosyjskiego  ministra  spraw  zagranicznych. 

Sądząc po tym, jak traktowali go wszyscy goście, musiał być niezykle 

ważną osobistością. Wydawało jej się, że to właśnie z nim prowadził 

negocjacje lord Palmerston.  

Zelina  była  tak  przestraszona,  że  bała  się  poruszyć.  Stała  więc 

przysłuchując  się  rozmowie  i  modląc  się,  by  jakiś  nieopatrzny  ruch 

czy  dźwięk  nie  zdradził  jej  obecności.  Choć  pomieszczenie  było 

bardzo  malutkie,  nie  było  w  nim  duszno.  Musiało  mieć  więc 

zapewniony  stały  dopływ  świeżego  powietrza,  by  ten,  kto 

podsłuchiwał,  mógł  robić  to  tak  długo,  ile  wymagałyby  tego 

okoliczności.  Toteż  Zelina  czekała,  aż  hrabia  i  Filip  powiedzą  sobie 

dobranoc, i wyszła z kryjówki dopiero, gdy usłyszała głośne chrapanie 

hrabiego.  

Nie  od  razu  wróciła  do  swej  sypialni.  Wprawdzie  książę  pewnie 

już  sobie  poszedł,  lecz  nie  chciała  ryzykować  spotkania  z  nim. 

Zamknęła  więc  na  klucz  pokój,  w  którym  obecnie  się  znajdowała,  a 

background image

ponieważ padała ze zmęczenia, położyła się na łóżku próbując zasnąć. 

Świtało już prawie, gdy jej się to udało, ale spała bardzo niespokojnie.  

 

Obudziło  ją  jasne  światło  dnia.  Wstała,  by  wrócić  do  swego 

pokoju.  Weszła  tam,  tak  samo  jak  przyszła,  przez  tajne  przejście. 

Pokój  wyglądał  dokładnie  tak,  jak  go  zostawiła,  a  mimo  to 

wyczuwała,  że  Aleksy  w  nim  był.  Może  zostawił  po  sobie  jakieś 

wrogie  fluidy  w  powietrzu.  Za  dnia  jednak  nic  nie  było  tak  straszne 

jak w nocy, więc Zelina rozebrała się i położyła do łóżka.  

Po  pokojówkę  zadzwoniła  dopiero  późnym  rankiem.  Zjadła 

przyniesione  jej  śniadanie  i  zeszła  na  dół.  Za  wszelką  cenę  musiała 

znaleźć lorda Charnocka. Chciała mu powiedzieć, po pierwsze o tym, 

co podsłuchała, a po drugie, że nie daje sobie rady z księciem.  

Pałac  wydał  jej  się  jakby  większy  niż  poprzedniego  dnia  i 

zupełnie  nie  wiedziała,  gdzie  ma  szukać  lorda  Charnocka.  I  w 

dodatku,  jak  porozmawiać  z  nim  na  osobności.  Jedno  wiedziała  na 

pewno, że nie może spotkać się z nim w  żadnym z salonów; tam też 

pewnie były tajne schowki. Pomyślała, że najlepiej będzie poprosić go 

o spacer po ogrodzie.  

Lorda nie było ani w jednym, ani w drugim salonie. Przez chwilę 

bezradnie  wpatrywała  się  w  założony  gazetami  stół.  Nagle  usłyszała, 

że  drzwi  zatrzaskują  się  z  hukiem  i  zobaczyła  za  sobą  księcia. 

Wystarczyło  jedno  spojrzenie,  by  zorientować  się,  że  miota  nim 

wściekłość. Zelina patrzyła na niego przestraszona.  

background image

—  Gdzie  byłaś?  —  zapytał  gniewnie,  podchodząc  do  niej.  — 

Gdzie byłaś w nocy?  

Chwycił ją brutalnie za ramię.  

— Jeśli spędziłaś tę noc z Charnockiem, to zabiję cię! — zagroził. 

— Myślałem, że jesteś czysta i niewinna, ale teraz nie jestem tego taki 

pewien. Mów, gdzie byłaś!  

—  Wasza  Wysokość  nie  ma  prawa...  zadawać  mi  tego  rodzaju 

pytań — wykrztusiła.  

Starała  się  mówić  stanowczym,  pewnym  siebie  głosem,  lecz 

bliskość Aleksego sprawiła, że trzęsła się ze strachu, a głos jej drżał.  

—  Żądam  odpowiedzi  —  wrzeszczał  książę.  —  Albo  odpowiesz 

dobrowolnie, albo wyduszę ją z ciebie. Gdzie byłaś?  

— W bezpiecznym miejscu... schowałam się... byłam sama.  

Za  nic  nie  chciała  wmieszać  w  tę  sprawę  lorda  Charnocka,  żeby 

Aleksy  nie  zrobił  mu  krzywdy.  I  rzeczywiście,  na  dźwięk  słowa 

„sama", twarz Aleksego złagodniała. Przyglądał się jej uważnie.  

— Nie kłamiesz?  

Wciąż trzymał ją za ramię, lecz nie tak mocno jak przedtem.  

—  Nie  mam  powodu  kłamać...  a  Wasza  Wysokość  nie  powinien 

był przychodzić do mego pokoju... to nieprzyzwoite... książę nie miał 

prawa tego robić.  

— Mam wszelkie ku temu prawa, ponieważ cię kocham — odparł 

książę.  —  Należysz  tylko  do  mnie,  Zelino,  i  przysięgam,  że  nie 

pozwolę, aby dotknął cię jakikolwiek inny mężczyzna.  

background image

Zelina krzyknęła przerażona, bo Aleksy przyciągnął ją do siebie i 

przylgnął  ustami  do  jej  szyi.  Pocałunek  był  tak  natarczywy,  że 

myślała, że nie zdoła już uciec. Chciała jakoś się wyrwać, ale trzymał 

ją mocno i całował jej szyję, a potem twarz.  

Akurat gdy krzyknęła, wszedł do pokoju carski adiutant. Miał na 

sobie  zaprojektowany  przez  cara  czerwono-złoty  mundur.  Jako 

żołnierz nawykły był do podobnych scen, więc nie okazał zdziwienia.  

— Czego chcesz do diabła? — huknął na niego książę.  

—  Proszę  o  wybaczenie,  Wasza  Wysokość,  ale  szukam  panny 

Tiverton. Mam dla niej wiadomość od lorda Charnocka.  

Aleksy  osłabił  uścisk,  więc  Zelina  zdołała  się  wyrwać  i  szybko 

podeszła do żołnierza.  

— Wiadomość... dla mnie? — spytała nieswoim głosem.  

—  Tak,  panno  Tiverton.  Lord  Charnock  prosił  powiedzieć  pani, 

że za godzinę wyrusza do Sankt Petersburga, a stamtąd do Anglii.  

To był szok dla Zeliny. Przechodząc obok żołnierza, powiedziała:  

—  Muszę...  natychmiast  zobaczyć  się  z  lordem  Charnockiem... 

Gdzie mogę go znaleźć?  

Ponieważ  starała  się  jak  najszybciej  oddalić  od  księcia,  adiutant 

nie od razu ją dogonił.  

— Gdzie jest Jego Lordowska Mość? — powtórzyła.  

— Panno Tiverton, obawiam się, że w tej chwili nie może go pani 

zobaczyć.  Lord  Charnock  jest  na  naradzie  u  Jego  Cesarskiej 

Wysokości.  

Zelina w końcu stanęła.  

background image

— Ale ja muszę z nim porozmawiać! — krzyknęła.  

—  Oczywiście,  panienko.  Jego  Lordowska  Mość  pożegna  się  z 

carycą w Zielonym Salonie. Jeśli panienka tam zaczeka, to na pewno 

spotka lorda Charnocka.  

W  tych  jednak  okolicznościach  Zelina  nie  mogłaby  dyskretnie 

porozmawiać z lordem. Chciało jej się krzyczeć, że przecież ona musi 

widzieć się z nim na osobności. Nagle przyszedł jej do głowy pewien 

pomysł.  Rozważała  go  przez  chwilę,  świadoma,  że  adiutant  czeka 

cierpliwie i z pewnym zaciekawieniem.  

— Proszę powiedzieć Jego Lordowskiej Mości, że niezmiernie mi 

przykro, ale nie mogę osobiście się z nim pożegnać. Proszę życzyć mu 

ode mnie szczęśliwej podróży do Anglii.  

—  Na  pewno  przekażę  wiadomość  od  pani,  panno  Tiverton  — 

odparł adiutant.  

—  Dziękuję  —  rzekła  Zelina  i  czym  prędzej  pobiegła  do  swej 

sypialni.  

Szybko  przebrała  się  w  strój  do  konnej  jazdy  i  poleciła 

pokojówce, by przygotowano dla niej konia.  

—  Nie  chcę,  żeby  ktoś  się  do  mnie  przyłączył,  bo  mam  ochotę 

pojeździć  sama.  Poproś  więc,  żeby  stajenny  czekał  z  mym  koniem 

gdzieś z dala od pałacu, gdzie nikt z gości mnie nie zobaczy.  

— Rozumiem, Mademoiselle — odpowiedziała pokojówka.  

Chwilę  później  wróciła,  by  poprowadzić  Zelinę  jakąś  okrężną 

drogą do bocznych drzwi, gdzie stało tylko dwóch wartowników. Na 

zewnątrz czekał stajenny na koniu. W ręku trzymał uzdę wspaniałego, 

background image

czarnego  rumaka.  Wszystkie  carskie  konie  były  przepięknymi 

zwierzętami  i  były  zdecydowanie  szybsze  niż  te,  na  których  Zelina 

jeździła w Anglii.  

Stajenny  niewiele  mówił  po  francusku,  lecz  na  tyle  dobrze,  by 

zrozumieć,  gdzie  Zelina  chce  jechać.  Zaraz  też  wyruszyli  z  kopyta 

przez pałacowy park, w kierunku drogi do Sankt Petersburga.  

 

Lord  Charnock  źle  spał,  bo  męczyła  go  myśl,  czym  uzasadnić 

nagły  wyjazd,  by  nie  urazić  gospodarzy.  Uznał,  że  dalszy  pobyt  w 

Rosji jest bezcelowy, bo nie dowie się już niczego więcej. Przeczucie 

mówiło  mu,  że  car  skrzętnie  ukrywa  przed  nim  fakty,  które  lord 

Palmerston tak bardzo chciałby poznać. Czekanie na uchylenie rąbka 

tajemnicy  nie  miało  żadnego  sensu,  bo  car  najwyraźniej  umiał 

trzymać język za zębami.  

Charnock  miał  też  wrażenie,  że  okazywana  mu  do  tej  pory 

przyjaźń  może  łatwo  przekształcić  się  w  coś  wręcz  przeciwnego. 

Wywnioskował  to  zresztą  z  wypowiedzi  wielu  osób,  z  którymi 

rozmawiał.  W  końcu  car  znany  był  jako  człowiek  nieobliczalny  i 

niezrównoważony.  Istotne  znaczenie  miała  też  gotowość  cara  do 

współpracy  z  Anglią,  i  lepiej,  żeby  nic  w  tej  kwestii  nie  uległo 

zmianie.  

Charnock  miał  również  czysto  osobisty  powód  do  wyjazdu.  Nie 

mógł  już  znieść  coraz  bardziej  natarczywego  zachowania  Nataszy. 

Zwykłe wypełnienie misji przerodziło się w coś zupełnie innego. Dość 

często  kobiety,  z  którymi  Charnock  sypiał,  zakochiwały  się  w  nim, 

background image

lecz  w  przypadku  Nataszy  to  nie  było  zwykłe  pragnienie  uprawiania 

miłości  z  dobrym  kochankiem.  Hrabina  żywiła  dla  niego  jakieś 

uczucie. Może  mężczyźni, których  na  polecenie  cara  uwodziła  do  tej 

pory,  nie  byli  zbyt  interesujący,  w  każdym  razie  dla  Charnocka 

zupełnie straciła głowę.  

—  Kocham  cię!  —  powtarzała  tysiące  razy  i  po  angielsku,  i  po 

francusku,  i  trudno  było  nie  usłyszeć  brzmienia  szczerości  w  jej 

głosie.  

Charnock  osądził  cynicznie,  że  pewnie  nie  zna  ona  w  ogóle 

znaczenia  tego  słowa,  ale  zauważał  jej  nadzwyczajne  poruszenie, 

gwałtowne  bicie  serca  i  wszechogarniającą  namiętność,  której  jak 

wszyscy Rosjanie nie potrafiła opanować.  

Trzeba  jednak  przyznać,  że  dobrze  znała  arkana  sztuki  miłosnej 

Wschodu  i  przyjemnie  było  jej  się  oddawać.  Mimo  to  Charnock 

odetchnął z ulgą, gdy stwierdził, że Nataszy nie ma w Carskim Siole.  

Niestety po występie Cyganów car oznajmił mu:  

—  Wieczorami  pewnie  czujesz  się  samotny,  ale  już  niedługo,  bo 

jutro przyjeżdża Natasza.  

Charnockowi  nie  zostało  nic  innego,  jak  podziękować  za  ten  akt 

łaski. Car  przekonany,  że  przymilił  się  gościowi,  ujął  pod  ramię  swą 

podobną  do  ptaka  żonę  i  opuścili  salon.  Jeszcze  tej  nocy  Charnock 

mógł  spać  spokojnie.  Starał  się  wymyślić  jakiś  pretekst  do  wyjazdu. 

Dlatego też, gdy w czasie śniadania przybył wysłannik od ambasadora 

brytyjskiego, lord potraktował ten fakt jako dar niebios. Przyjął go  w 

background image

jednym  z  tych  pokojów,  w  których  na  pewno  cały  czas 

podsłuchiwano.  

—  Jego  Ekscelencja  hrabia  Durham  prosił  —  rzekł  posłaniec  — 

żebym  przekazał  Waszej  Lordowskiej  Mości  ten  list  wraz  z 

informacją, że w porcie czeka statek Jego Wysokości „Dolphin".  

Lord Charnock uważnie przyjrzał się posłańcowi i nic nie mówiąc 

zabrał  się  do  czytania.  Na  pierwszy  rzut  oka  rozpoznał  pismo  lorda 

Palmerstona.  

Mój drogi,  

Z największym żalem zawiadamiam cię, że twoja matka jest chora. 

Zdaniem lekarzy powinieneś wrócić jak najprędzej. Bardzo szczerze ci 

współczuję  i  mam  nadzieję,  że  nie  krzyżuję  żadnych  twoich  planów. 

List  ten  przesyłam  przez  kapitana  H.M.S.  „Dolphin",  który  oczekuje 

na twe instrukcje.  

Z poważaniem,  

Palmerston.  

Pod spodem znajdował się zakodowany dopisek. Charnock dobrze 

znał ten szyfr, bo często go używał, więc bez trudu odczytał:  

Nie martw się niepotrzebnie o matkę.  

więc 

jego 

ukochanej 

matce 

nie 

zagrażało 

żadne 

niebezpieczeństwo.  Zawsze  jednak  była  słabowita,  więc  stan  jej 

zdrowia  już  nieraz  stanowił  dobry  pretekst  do  wycofania  się  z 

niewygodnej sytuacji. I teraz też tak było.  

— Czy masz ze sobą jakiś powóz? — spytał posłańca.  

— Dwa, milordzie.  

background image

Charnock  uśmiechnął  się.  Najwyraźniej  hrabia  Durham  był 

pewien, że wyjedzie zaraz po przeczytaniu listu.  

— Zjedz teraz śniadanie, bo za godzinę wyruszamy.  

— Tak jest, milordzie.  

Lord Charnock udał się wtedy na poszukiwanie adiutanta, aby po 

pierwsze,  zorganizować  natychmiastowe  spotkanie  z  carem,  a  po 

drugie, przekazać wiadomość Zelinie, gdyż nie  zapomniał o złożonej 

jej obietnicy. Toteż zdenerwował się, gdy powiedziano mu, że Zelina 

nie pożegna się z nim osobiście.  

Odjeżdżając  z  pałacu  żałował,  że  nie  mógł  się  z  nią  zobaczyć. 

Chociaż  cieszył  się  z  wyjazdu,  to  jednocześnie  bał  się  o  Zelinę. 

Tłumaczył  sobie,  że  przecież  księżna  będzie  się  nią  opiekować,  a 

wcześniej  czy  później  Zelina  i  tak  musi  się  usamodzielnić.  Niemniej 

jednak czuł, że byłoby lepiej, gdyby nauczyła się tego w Anglii.  

Powóz  pędził  coraz  szybciej.  Z  Carskiego  Sioła  do  Sankt 

Petersburga prowadziła tylko jedna droga, a ponieważ jeździł nią car, 

była  chyba  najlepsza  w  Rosji,  w  odróżnieniu  od  pozostałych, 

niezwykle wyboistych. Nic więc dziwnego, że podróże w Rosji trwały 

zwykle dłużej, niż wynikałoby to z odległości.  

Zalana  słońcem  okolica  wyglądała  przepięknie,  a  Charnock 

zastanawiał się cały czas, jak Zelina mogła pozwolić mu odjechać bez 

pożegnania. Przecież dostrzegł w jej oczach tę iskierkę świadczącą, że 

nie jest dla niej jedynie opiekunem, lecz i mężczyzną. Nie spodziewał 

się wprawdzie, że się w nim zakochała, ale po tym, co razem przeszli, 

zaczął chyba coś znaczyć w jej życiu.  

background image

Ona  jest  po  prostu  bardzo  młoda  i  boi  się  życia  —  pomyślał. 

Potem zaczął wspominać Nataszę, jak się z nim kochała, jak wiła się 

wokół jego ciała niczym wąż. Czasem miał wrażenie, że nie zdoła się 

uwolnić  z  jej  objęć.  Ale  teraz  już  jej  więcej  nie  zobaczy.  A 

przynajmniej  miał  taką  nadzieję,  bo  z  Rosjanami  nigdy  nic  nie 

wiadomo. Pochłonięci namiętnością zupełnie nad sobą nie panują.  

Ta  myśl  przypomniała  mu  o  księciu  Aleksym  i  znów  zaczął  się 

martwić.  Powinien  był  nalegać  na  spotkanie  z  Zeliną,  może  nawet 

zaczekać na nią. Mógłby przynajmniej powiedzieć jej, że jeśli książę 

za bardzo będzie się jej narzucał, to powinna poprosić ambasadora, by 

zorganizował jej powrót do Anglii.  

Miał  nadzieję,  że  Zelina  ma  ze  sobą  wystarczającą  sumę 

pieniędzy i postanowił, że  zaraz po przyjeździe do Sankt Petersburga 

napisze  do  niej  list.  No  i  oczywiście  powiadomi  o  całej  sprawie 

ambasadora.  Nie  chciał  wprawdzie  zbytnio  zdradzać  swego 

zainteresowania  losem  Zeliny,  lecz  nie  mógł  też  zostawić  takiego 

dzieciaka bez opieki. Wszyscy przecież wiedzieli, jak nieprzyzwoicie 

postępuje książę.  

Niech  to  diabli!  —  pomyślał.  —  Powinienem  był  sam  się  z  nim 

rozmówić.  

Coraz  bardziej  zaczął  się  obwiniać  o  brak  troski  o  Zelinę,  gdy 

poczuł,  że  konie  zwalniają.  Wydało  mu  się  to dziwne.  Wyjrzał  przez 

okno  i  zauważył  dwójkę  jeźdźców  na  drodze.  Kiedy  powóz  się 

zatrzymał,  jeden  z  jeźdźców  podjechał  bliżej  i  wtedy  rozpoznał 

Zelinę.  

background image

— Zelina! — krzyknął. Schyliła się ku niemu.  

— Musiałam porozmawiać z panem na osobności i nic innego nie 

przyszło mi do głowy.  

Twarz miała bladą, a w wielkich oczach kryło się błaganie.  

—  Dobrze  —  uśmiechnął  się  Charnock  domyślając  się,  że  nie 

chce być podsłuchana przez woźnicę.  

W  zasadzie  służba  zatrudniana  przez  ambasadę  brytyjską  nie 

znała  angielskiego,  ale  nigdy  nic  nie  wiadomo.  Być  może  woźnica 

zwerbowany był przez tajną policję i przykazano mu mieć oczy i uszy 

otwarte.  

—  Przejdźmy  się  —  zaproponował  Charnock. —  Jest  tak  piękna 

pogoda, że z przyjemnością rozprostuję nogi.  

Zelina uśmiechnęła się zadowolona, że zrozumiał, o co jej chodzi, 

i  zsiadła  z  konia.  Lord  polecił  służącemu  otworzyć  drzwi  i  wraz  z 

Zeliną  przeszedł  przez  polankę  w  cień  drzew.  Mogli  stąd  widzieć 

obydwa powozy. Dziewczyna patrzyła na lorda zdenerwowana.  

—  Co  się  stało?  Dlaczego  nie  pożegnała  się  pani  ze  mną  tak  jak 

inni?  

— Bo... musiałam... widzieć się z panem na osobności — odparła 

pełnym  napięcia  głosem  i  szybko  dodała:  —  Czy  to  prawda,  że... 

wyjeżdża pan do Anglii?  

— Tak. Dostałem wiadomość, że moja matka jest chora.  

— Przykro mi, ale nie może pan mnie tu zostawić.  

background image

Po wyrazie twarzy Charnocka Zelina poznała, że tego się właśnie 

spodziewał i że już chce powiedzieć, że nic nie może na to poradzić, 

więc szybko dodała:  

— W nocy... książę przyszedł do mojej sypialni.  

To zaskoczyło Charnocka.  

—  Wcześniej  zabrał  klucz  do  drzwi,  żebym  nie  mogła  się 

zamknąć  —  ciągnęła.  —  Byłam  bardzo  przestraszona...  odnalazłam 

tajne przejście w ścianie i weszłam do sąsiedniego pokoju.  

—  Jesteś  pewna,  że  książę  zabrał  twój  klucz?  —  dopytywał  się 

lord.  

—  Całkowicie!  Zapowiadał  się  z  wizytą,  a  potem  gdy  chciałam 

zamknąć drzwi, nie miałam czym.  

—  Ten  człowiek  zasługuje  na  potępienie!  —  wykrzyknął 

Charnock.  

—  Całe  szczęście,  że  pokojówka  przypadkiem  odkryła  to 

przejście — kontynuowała Zelina. — Chciałam jednak mieć pewność, 

że  książę  mnie  nie  znajdzie,  więc  w  tym  pustym  pokoju  zaczęłam 

szukać podobnego schowka. I znalazłam.  

— Bardzo sprytnie postąpiłaś! — pochwalił Charnock.  

— W każdym razie uniknęłam księcia. A kiedy już siedziałam w 

tym  drugim  schowku,  usłyszałam  rozmowę  z  sąsiedniej  sypialni.  W 

dodatku dotyczyła pana, milordzie!  

Charnock słuchał uważnie, więc mówiła dalej:  

—  Nie  jestem  pewna,  ale  wydaje  mi  się,  że  był  tam  hrabia 

Nesselrode i przyszedł do niego ktoś o imieniu Filip.  

background image

—  To  baron  Filip  Brunnow  —  uzupełnił  Charnock.  —  Pełni 

funkcję Premier Redacteur w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.  

— Car przysłał go do hrabiego z wiadomością.  

— Czy słyszałaś tę wiadomość?  

Wyraz  oczu  lorda  powiedział  Zelinie,  że  sprawa  jest  niezwykle 

ważna. Przytaknęła więc.  

— Co mówili?  

—  Tak  myślałam,  że  będzie  pan  tym  zainteresowany,  więc 

starałam się wszystko zapamiętać.  

— Dziękuję, Zelino.  

Zelina niemal słowo w słowo powtórzyła to, co podsłuchała.  

— Potem mówili jeszcze o Indiach.  

— Tak? — zachęcał Charnock.  

—  Hrabia  Nesselrode  powiedział,  że  Indie  dzieli  od  Rosji  dwa 

tysiące  mil  przez  terytorium  Persji,  Afganistanu  i  Pendżabu,  a  lord 

Palmerston  zrobi  wszystko,  co  w  jego  mocy,  że  nie  dopuścić  do 

zmniejszenia  tej  odległości.  Zdaniem  hrabiego  będzie  on  mocno 

zawiedziony.  

Charnock zacisnął wargi słysząc te słowa.  

— A potem obaj się śmiali — dokończyła Zelina.  

Po chwili milczenia Charnock rzekł:  

— Dziękuję, Zelino. Domyślasz się pewnie, że ta informacja jest 

dla mnie niezwykle cenna, ale zdobywając ją naraziłaś się na ogromne 

ryzyko.  

background image

— Kiedy siedziałam w schowku, przyszło mi do głowy, że gdyby 

się o tym dowiedzieli, to mogliby chcieć się mnie pozbyć.  

—  Jestem  najzupełniej  pewien,  że  spotkałby  cię  jakiś 

„nieszczęśliwy wypadek".  

—  Ale  nikt  się  nie  domyśla,  że  podsłuchałam  tę  rozmowę  — 

zauważyła Zelina. — Nie zmienia to jednak faktu, że trochę się boję, 

chociaż nie tak bardzo jak księcia. — Złożyła ręce jak do modlitwy i 

mówiła  dalej:  —  Och,  milordzie,  proszę  zabrać  mnie  ze  sobą  do 

domu!  Nie  mogę  tu  zostać,  bo  książę  chce  zrobić  ze  mnie  swą 

kochankę!  

W  końcu  głos  jej  się  załamał.  Czuła  się  poniżona  tym,  że  jakiś 

mężczyzna bierze ją za tego rodzaju kobietę. Charnock wciąż milczał.  

— Proszę... proszę — błagała ze łzami w oczach. — Gdy pana tu 

nie będzie, nie zdołam się obronić.  

— Myślę, Zelino — rzekł z uśmiechem — że oboje czym prędzej 

powinniśmy jechać do Petersburga.  

W pierwszej chwili słowa Charnocka nie dotarły do niej, ale zaraz 

uśmiechnęła się, a oczy rozbłysły radością.  

—  Naprawdę?...  Mogę  jechać  z  panem?  —  zapytała  z 

niedowierzaniem.  

— Wyślę stajennego do pałacu z wiadomością.  

Po  tych  słowach  skierował  się  w  stronę  powozów,  a  Zelina 

podążyła  za  nim.  W  chwilę  potem  siedziała  już  w  powozie,  a 

Charnock  instruował  stajennego,  by  przekazał  księżnej  Wołkońskiej, 

background image

że  Zelina  wraz  z  nim  udała  się  do  Ambasady  Brytyjskiej  w  Sankt 

Petersburgu.  

Gdy stajenny odjechał zabierając ze sobą konia Zeliny, Charnock 

wsiadł  do  powozu  i  dał  sygnał  do  odjazdu.  Konie  popędziły  tak 

szybko, że Zelina musiała przytrzymywać swój kapelusik.  

— Dziękuję... bardzo dziękuję! Tak się bałam, że odeśle mnie pan 

z  powrotem.  —  Mówiąc  to  wsunęła  rękę  pod  pled  i  dotknęła  jego 

dłoni.  

Charnock  ujął  ją  delikatnie.  Była  zimna  i  w  dodatku  drżała,  ale 

nie ze strachu, a z radości. Po wszystkim, co Zelina przeszła, nareszcie 

była szczęśliwa. Charnock już wiedział, co ma zrobić.  

W czasie szybkiej jazdy trudno było rozmawiać, więc dopiero gdy 

zwolnili  na  przedmieściach  Sankt  Petersburga,  Zelina  zapytała  z 

niepokojem w głosie.  

— Czy... zabierze mnie pan... ze sobą... do Anglii?  

— Na pewno nie chcesz pobyć jeszcze w Rosji?  

— Mam już szczerze dość tego kraju!  

Zacisnęła jego dłoń, jakby bała się, że  w ostatniej chwili zostawi 

ją samej sobie.  

Podążali teraz wzdłuż brzegu Newy. Wpatrzony w złociste kopuły 

i wieżyczki pałaców, Charnock powiedział:  

—  Tyle  tu  piękna,  a  jednocześnie  tyle  marnotrawstwa  i 

okrucieństwa.  To  kraj  ogromnych  kontrastów!  —  A  po  chwili  dodał 

nieco bardziej pragmatycznie: — Co z twoimi rzeczami?  

background image

— Kilka spakowanych kufrów czeka w pałacu — odparła Zelina. 

— To, co zostało w Carskim Siole, nie liczy się. Może zresztą odeślą 

mi te rzeczy?  

—  Wątpię  —  stwierdził  Charnock  i  wychylił  się,  żeby  podać 

kierunek woźnicy.  

Zelina  popatrzyła  pytająco  na  lorda,  gdy  zatrzymali  się  przed 

Pałacem Wołkońskich.  

—  Idź  teraz  przebrać  się  i  przygotować  do  wyjazdu.  Wrócę  po 

ciebie.  

— Kiedy?  

— Ambasada jest niedaleko stąd. Powinienem być z powrotem za 

jakieś pół godziny.  

— Będę już gotowa.  

Niechętnie i jakby z obawą cofnęła swą dłoń.  

—  Czy...  na  pewno...  przyjedzie  pan  po  mnie?  Na  pewno...  nie 

rozmyśli się pan?  

— Obiecuję, że przyjadę, tak jak powiedziałem.  

— Będę czekać.  

I zaraz wbiegła do pałacu.  

—  Nie  mogę  pozwolić,  żeby  na  mnie  czekał  —  mówiła  sobie 

wstępując po schodach.  

Najbardziej  bała  się  tego,  że  jakieś  nieprzewidziane  wydarzenia 

sprawią, że lord Charnock nie będzie mógł po nią przyjechać albo ona 

nie  będzie  mogła  opuścić  pałacu.  Myśl  ta  wydawała  się  wprawdzie 

background image

niedorzeczna  i  Zelina  nie  miała  ku  niej  racjonalnych  podstaw,  ale 

czuła, że książę Aleksy nie pozwoli jej tak łatwo opuścić Rosji.  

—  Boże,  proszę,  opiekuj  się  lordem  Charnockiem  i  pozwól  nam 

swobodnie wyjechać — modliła się w duchu.  

Gdy  tylko  znalazła  się  w  sypialni,  wezwała  pokojówki,  by 

pomogły jej się przebrać i dopilnowały, by kufry zniesiono na dół.  

— Szybciej, szybciej! — popędzała je.  

 

ROZDZIAŁ 7 

W  pośpiechu  Zelina  włożyła  pierwszą  z  brzegu  suknię.  Dopiero 

gdy była gotowa i przed lustrem nakładała kapelusz, zorientowała się, 

że  ma  na  sobie  jedną  ze  swych  najpiękniejszych  sukni 

popołudniowych.  Uszyta  była  z  różowej  satyny  i  ozdobiona  kilkoma 

rzędami koronki przy rękawach i szyi.  

Różowe wstążki i różyczki na kapeluszu upodabniały dziewczynę 

do  róży,  jak  nazwał  ją  książę  Aleksy.  Ta  myśl  przeraziła  Zelinę  na 

moment  i  rozważała  nawet  zmianę  sukni,  ale  w  końcu  uznała,  że 

wygląda bardzo dobrze.  A najważniejsze przecież,  żeby podobała się 

lordowi.  

Czas  mijał.  Zaczęła  się  bać,  że  na  wieść  o  jej  wyjeździe  z 

Carskiego  Sioła  książę  wyruszył  za  nią  w  pogoń.  Tak  się  tą 

możliwością  przestraszyła,  że  czym  prędzej  zbiegła  na  dół,  by 

zobaczyć,  czy  Charnock  już  przyjechał.  Wiedziała,  że  jeszcze  nie 

minęło pół godziny, ale każda minuta bez niego oznaczała zagrożenie.  

background image

Służący  przyglądali  jej  się  zaciekawieni,  więc  weszła  do  salonu. 

Patrzyła  na  zgromadzone  tam  dzieła  sztuki  i  po  raz  pierwszy  nie 

wzbudziły  jej  zainteresowania.  Chciała  tylko  być  już  bezpieczna  w 

Anglii.  Skromny  domowy  pokoik  wydał  jej  się  teraz  znacznie 

piękniejszy niż najwspanialsze pałace.  

Nagłe uświadomiła sobie, że do tej pory myślała jedynie o sobie. 

Nie zastanowiła się nad sytuacją lorda Charnocka. Przecież dla niego 

podróż  z  młodą  dziewczyną  bez  przyzwoitki  oznacza  bez  wątpienia 

skandal.  Dlatego  wystarał  się  dla  niej  o  pokojówkę,  gdy  płynęli  tu  z 

Kopenhagi. Dlatego chciał sprawiać wrażenie, że Zelina interesuje go 

jedynie  jako  rodaczka  na  obcej  ziemi  oraz  z  racji  faktu,  że  jej 

wujostwo to ludzie znani w londyńskim towarzystwie. Byłoby bardzo 

dziwne, gdyby płynął z nią teraz do Anglii, w dodatku bez opiekunki i 

bez  żadnego  ważnego  powodu.  Bo  to,  że  Zelina  chciała  po  prostu 

opuścić Rosję, nie miało istotnego znaczenia.  

— Co mam zrobić? — zastanawiała się.  

Nie chciała skrzywdzić kochanego człowieka, a wiedziała, że taki 

skandal byłby dla niego nie tylko niezwykle nieprzyjemny, ale nawet 

mógłby zrujnować jego polityczną karierę.  

— Co mam zrobić? — powtarzała i pomyślała, że gdyby kochała 

go  wystarczająco  mocno,  to  wróciłaby  teraz  do  Carskiego  Sioła, 

nawet narażając się na natarczywość księcia.  

Wejście lorda Charnocka przerwało jej rozmyślania. Aż krzyknęła 

na  jego  widok.  Już  miała  wyjawić  mu  swe  obawy,  gdy  uświadomiła 

sobie, że ściany mają uszy.  

background image

— Gotowa? — spytał Charnock.  

— Tak... ale muszę panu o czymś powiedzieć... tylko nie tutaj.  

Zrozumiał, o co jej chodzi.  

— Powóz czeka przed pałacem — powiedział.  

Wyszli z salonu. Zelina zauważyła, że jej bagaże są już ładowane. 

Przez  głowę  przemknęła  jej  myśl,  że  być  może  trzeba  będzie 

wyładować je z powrotem.  

Po chwili odjechali sprzed pałacu. Siedzieli w zakrytym powozie. 

Zelina domyśliła się, że lord nie chciał, żeby widziano ich razem.  

— Muszę panu coś powiedzieć, zanim wsiądziemy na statek.  

— Jedziemy teraz do ambasady. Tam powiesz mi, o co chodzi.  

Charnock  mówił  bardzo  spokojnie,  jakby  wyczuwając  jej 

niepokój.  Jechali  więc  w  milczeniu.  Przed  ambasadą  czekali  na  nich 

służący.  

— Zawiadom Jego Ekscelencję, że już przyjechaliśmy — zwrócił 

się do jednego z nich. — Powiedz, że zaczekamy w małym salonie.  

Służący otworzył przed nimi marmurowe drzwi.  

Salonik  urządzony  był  w  stylu  angielskim  i  już  sam  ten  fakt  był 

pociechą dla Zeliny. Zresztą dość już miała tego nadmiaru przepychu 

rosyjskich wnętrz.  

Cały  czas  jednak  myślała  tylko  o  tym,  jak  ma  swe  obiekcje 

przedstawić  lordowi.  Charnock  jakoś  nie  potrafił  zinterpretować  jej 

spojrzenia.  

— O co chodzi? Co się stało? — spytał.  

background image

— Myślałam... — zaczęła. — Jest coś... co musi pan rozważyć... 

zanim zabierze mnie na statek. — Co takiego?  

—  Pan  jest  taki  wspaniały,  taki  cudownie  dobry,  że  chce  mnie 

stąd  zabrać.  Ale  musi  pan  myśleć  o  sobie...  o  swojej  karierze... 

Przecież podróż ze mną... bez przyzwoitki... może panu zaszkodzić.  

— Pomyślałaś o mnie? — zapytał z niedowierzaniem.  

—  Naturalnie.  Pan  jest  bardzo  ważny...  i  wszyscy  pana  szanują. 

Nie chciałabym, żeby zaczęto źle o panu mówić. Plotki, choć zupełnie 

nieprawdziwe, zrujnowałyby pańską karierę.  

— Jestem bardzo wzruszony, że się o mnie troszczysz, ale nie ma 

innego wyjścia.  

— Jest... jeśli pan się zgodzi.  

— Jakie?  

—  Może  mnie  pan  wysadzić  w  pierwszym  porcie.  ...Potem  dam 

już sobie jakoś radę... a jeśli porozmawia pan z kapitanem, to nikt się 

nie dowie, że płynęliśmy razem.  

Zelina bała się spojrzeć na Charnocka, żeby nie wyczytać w jego 

oczach ulgi z możliwości pozbycia się jej.  

Przez chwilę oboje milczeli, po czym lord Charnock powiedział:  

— Czy naprawdę jesteś gotowa narazić się na niebezpieczeństwa 

samotnej podróży, żeby tylko ocalić moje dobre imię.  

—  Owszem...  boję  się,  ale  teraz  wiem...  czego  się  spodziewać. 

Mogę siedzieć cały czas w kajucie i nikt mnie nie zobaczy, zwłaszcza 

ktoś taki jak Adamson.  

— Dlaczego tak się o mnie troszczysz? — dopytywał się.  

background image

—  Ponieważ  jest  pan...  ważną  osobistością.  Nie  znam  celu 

pańskiej  wizyty  w  Rosji,  ale  i  car,  i  hrabia  Nesselrode,  i  oczywiście 

lord  Palmerston,  wszyscy  oni  bardzo  pana  cenią.  Byłoby  źle,  wręcz 

karygodne, gdyby taka mało ważna istota jak ja zniszczyła szacunek, 

którym wszyscy pana otaczają.  

— Naprawdę sądzisz, że twoje towarzystwo miałoby takie skutki?  

—  Wiem,  że  mówiąc  tak  sprawiam  wrażenie  zarozumiałej,  ale 

słyszałam,  jak  mówią  o  panu  znajome  księżnej  Wołkońskiej. 

Przyjaciółki  cioci  Kathleen  są  takie  same,  więc  plotkowałyby  bez 

końca i nic by pan nie mógł na to poradzić.  

—  A  więc,  żeby  ratować  mnie  przed  plotkarkami,  gotowa  jesteś 

narazić  się  na  taki  strach,  jaki  przeżyłaś  na  statku  albo  chociażby 

zeszłej nocy.  

— Chodzi mi o pana... tylko o pana.  

—  Czuję  się  bardzo  wzruszony,  lecz  chciałbym  znać  przyczynę 

twej troski — nalegał Charnock.  

Zelina  miała  na  to  bardzo  prostą  odpowiedź,  ale  nie  mogła  jej 

udzielić na głos. Spuściła tylko głowę i wymamrotała:  

— Bo był pan dla mnie taki dobry.  

—  Niezupełnie  to  chciałem  usłyszeć,  ale  pozwól,  że  teraz  ja 

przedstawię ci swój plan.  

Pomyślała,  że  pewnie  ma  zamiar  zostawić  ją  w  Ambasadzie 

Brytyjskiej  w  Kopenhadze  albo  w  Kijowie.  Tam  mogłaby 

przynajmniej  znaleźć  sobie  jakąś  pokojówkę  i  nie  musiałaby  jechać 

sama.  

background image

—  Otóż,  jeśli  wyruszymy  stąd  razem,  to  i  tak  wszyscy  tutaj 

wezmą nas na języki. Jak zresztą sama zauważyłaś, wszystkie kobiety 

to  lubią  i  bez  wątpienia  wytłumaczą  sobie  twój  nagły  wyjazd  z 

Carskiego Sioła w jedyny możliwy sposób.  

Zelina tak mocno zaciskała palce, że aż paznokcie wbijały jej się 

w skórę.  

— Nie powinnam była nalegać, żeby zabrał mnie pan ze sobą — 

wyjąkała. — Wrócę tam i przeproszę wszystkich.  

—  Naprawdę  sądzisz,  że  pozwoliłbym  ci  zrobić  coś  takiego?  — 

spytał  ostrzej,  aż  Zelina  spojrzała  na  niego  oszołomiona.  —  Jeszcze 

nie wyjawiłem ci swego pomysłu — przypomniał.  

— Ta-ak — wyjąkała.  

—  Jedynym  właściwym  uzasadnieniem  tego,  że  pojechałaś  za 

mną,  gdy  opuściłem  Carskie  Sioło,  oraz  tego,  że  będziemy  razem 

płynąć do Anglii, jest małżeństwo ze mną.  

Zelina miała wrażenie, że się przesłyszała.  

— Małżeństwo?  

—  Właściwie  poczyniłem  już  odpowiednie  przygotowania  i  w 

kaplicy naszej ambasady czeka na nas ksiądz.  

Zelinie  wydawało  się,  że  śni,  że  wszystko  dokoła  jest  wytworem 

jej wyobraźni.  

— Pan powiedział, że... Czy to znaczy?... — jąkała się.  

—  To  znaczy,  że  chcę  się  tobą  zaopiekować,  Zelino.  Nie  chcę, 

żebyś  kiedykolwiek  tak  się  bała,  jak  do  tej  pory.  A  mogę  to  zrobić 

jedynie wtedy, gdy zostaniesz moją żoną.  

background image

— Ale... tak naprawdę... to pan mnie nie chce.  

Uśmiechnął się, a Zelinie wydało się, że zapłonęło tysiąc świec.  

—  Przekonasz  się,  jak  bardzo  cię  pragnę,  gdy  tylko  się 

pobierzemy, a teraz konieczny jest pośpiech.  

Zelina  odetchnęła  głęboko.  Chciała  się  jakoś  upewnić,  że  to  nie 

sen,  więc  wyciągnęła  ręce  w  jego  kierunku, a  on ujął  je  i pocałował. 

Całe jej ciało przeszył dreszcz. Zaraz też drzwi się otworzyły i wszedł 

hrabia Durham.  

— Powiedziano mi, że już jesteś — zwrócił się do Charnocka. — 

Miło znów panią widzieć, panno Tiverton.  

Oszołomiona Zelina dygnęła, a hrabia ciągnął dalej:  

—  Wszystko  już  przygotowane.  Ksiądz  na  nas  czeka.  Panno 

Tiverton, pozwoli pani, że poprowadzę ją do ołtarza.  

— Dziękuję — wyjąkała.  

—  Idź  już,  Charnock;  wypada,  żebyś  przed  nami  był  w  kaplicy. 

Mój pierwszy sekretarz zapewnił mnie, że z największą przyjemnością 

będzie pełnił obowiązki drużby.  

— Doskonale pan to zorganizował, Wasza Ekscelencjo.  

Lord  Charnock  uśmiechnął  się  do  Zeliny,  a  wyraz  jego  oczu 

sprawił,  że  aż  zadrżała.  Gdy  wyszedł,  miała  ochotę  biec  za  nim  w 

obawie, że mógłby zmienić zdanie i nie poślubić jej.  

Hrabia podał jej rękę.  

—  Pani  przyszły  mąż  jest  już  w  kaplicy  —  powiedział.  — 

Przyznam, że nieco nas zaskoczył, ale w końcu jesteśmy tu sami swoi, 

background image

więc możemy pomóc sobie w każdej sytuacji, nawet jeśli chodzi o tak 

nagły ślub.  

Dobrze, że nie oczekiwał odpowiedzi, bo Zelina nie była w stanie 

wydobyć  z  siebie  głosu.  Zresztą  nic  do  niej  nie  docierało.  Miała 

wrażenie,  że  świat  przewrócił  się  do  góry  nogami  i  już  nigdy  nie 

będzie  taki  jak  dawniej.  Wciąż  nie  mogła  uwierzyć,  że  ma  poślubić 

człowieka,  któremu  oddała  swe  serce,  a  w  którego  oczach  wydawała 

się jedynie rozkapryszonym, kłopotliwym dzieckiem.  

Kocham  go!  —  myślała  idąc  do  kaplicy.  —  Tak  bardzo  go 

kocham! Spraw, Boże, żeby on też mnie pokochał!  

Kaplica  była  niewielka,  lecz  bardzo  ładna,  a  ołtarz  tonął  w 

kwiatach.  Ksiądz  już  czekał,  a  Zelina  ciągle  jeszcze  nie  wierzyła,  że 

naprawdę  wychodzi  za  mąż.  Lord  Charnock,  jakby  odgadując,  co 

czuje,  ujął  jej  dłoń  i  rozpoczęto  ceremonię.  Gdy  lord  włożył  jej 

obrączkę, Zelina rozpoznała w niej sygnet, który nosił na małym palcu 

lewej ręki. Na nią był trochę za luźny, ale symbolizował wszystko to, 

za  czym  tęskniła  w  swych  najskrytszych  marzeniach.  Mężczyzna, 

którego  poślubiła,  oznaczał  dla  niej  bezpieczeństwo  i  kochała  go 

całym sercem i duszą.  

Gdy  Charnock  wypowiadał  małżeńską  przysięgę,  w  głosie  jego 

brzmiała  szczerość.  Ksiądz  pobłogosławił  ich  i  ceremonia  dobiegła 

końca.  Odchodząc  od  ołtarza,  Zelina  modliła  się,  by  Charnock  żywił 

dla niej choć odrobinę tego uczucia co ona dla niego.  

W salonie spełnili toast szampanem.  

— Długich lat w szczęściu i zdrowiu — życzył im ambasador.  

background image

—  Dziękuję  —  odparł  Charnock.  —  Bardzo  jesteśmy  wdzięczni 

Waszej Ekscelencji za zorganizowanie naszego ślubu.  

—  Nieco  zaskoczyło  mnie  to  życzenie,  ale  chyba  stanęliśmy  na 

wysokości zadania.  

— Za moją młodą żonę! — wzniósł toast lord Charnock.  

—  Proponuję,  żebyśmy  zjedli  teraz  lekki  lunch  —  powiedział 

ambasador.  —  A  kapitanowi  prześlę  wiadomość, by  szykował  się  do 

wypłynięcia z popołudniowym przypływem.  

— Doskonale — zaaprobował lord Charnock.  

Zelina nigdy potem nie mogła sobie przypomnieć, co wtedy jadła. 

Wiedziała  tylko,  że  lunch  odbył  się  w  tym  samym  pokoju,  co 

przyjęcie wkrótce po jej przybyciu do Rosji. Teraz siedzieli przy stole 

tylko  we  czwórkę,  a  Charnock  nigdy  jeszcze  nie  był  tak  wesoły  i 

zadowolony.  Nawet  ambasador  zapomniał  o  swej  zwykłej  pom-

patyczności  i  wspominał  historyjki  Charnocka,  a  pierwszy  sekretarz 

śmiał się jak dzieciak.  

Zelina  miała  wrażenie,  że  ogląda  sztukę  teatralną.  Wszystko 

wydawało  się  takie  nierealne  i  intrygujące.  Po  lunchu poszła  na  górę 

po kapelusz i pelerynę, a gdy zeszła na dół, Charnock już był gotowy. 

Patrzył, jak schodziła po schodach, co wprawiło ją w zażenowanie.  

Była  u  progu  nowego  życia  i  choć  nie  wiedziała,  jak  będzie  ono 

wyglądać,  była  pewna,  że  to  droga  do  raju,  bo  kroczyć  nią  będzie  u 

boku Charnocka.  

Nagle  dały  się  słyszeć  jakieś  podniesione  głosy  i  w  holu  pojawił 

się  książę  Aleksy.  Miał  na  sobie  strój  do  konnej  jazdy  i  wyglądał, 

background image

jakby  jechał  bardzo  szybko.  Wściekłym  głosem  zwrócił  się  do  lorda 

Charnocka:  

— Jak śmiał pan uprowadzić cesarskiego gościa? — krzyczał. — 

Jego  Cesarska  Wysokość  polecił  mi  natychmiast  przywieźć  pannę 

Tiverton  do  hrabiny  Wołkońskiej,  której  opiece  powierzyła  ją  jej 

ciotka.  

Zelina z trwogą w sercu pomyślała, iż trudno będzie nie przyznać 

mu  racji.  Ale  już  po  chwili  wiedziała,  że  nie  ma  powodu  do  obaw. 

Charnock zgromił księcia wzrokiem.  

— Niezmiernie mi przykro, że Wasza Wysokość musiał jechać na 

próżno — stwierdził. — Powinien był pan zostać na wsi i cieszyć się 

zdobywaniem trofeów na polowaniach.  

Dwuznaczne  słowa  Charnocka  miały  być  obraźliwe  dla  księcia, 

ten jednak odparł wściekle:  

—  Możesz  się  rzucać,  Charnock,  ale  w  tym  kraju  obowiązują 

prawa rosyjskie, a car nalega na powrót panny Tiverton do Carskiego 

Sioła.  

—  Domyślam  się,  że  za  pańską  namową  —  skomentował 

Charnock.  

— Nie muszę odpowiadać na pańskie pytania — odciął się książę 

i  zwrócił  się  do  ambasadora:  —  Jako  ambasador  brytyjski,  Wasza 

Ekscelencja  zdaje  sobie  sprawę,  że  panna  Tiverton  może  wprawdzie 

ukrywać  się  na  tym  skrawku  ziemi  brytyjskiej,  ale  gdy  tylko 

przekroczy  próg  ambasady,  musi  podporządkować  się  cesarskiemu 

rozkazowi.  

background image

Ambasador, mężczyzna wyraźnie wyższy od księcia, wyprostował 

się jeszcze i swym pompatycznym głosem powiedział:  

—  Wasza  Wysokość,  doskonale  znam  przepisy  obowiązujące  w 

Rosji, a także przywileje dyplomatów. — Jego spokojne słowa robiły 

większe  wrażenie  niż  wrzaski  księcia.  —  Rozumiem,  że  Jego 

Cesarska  Wysokość  domaga  się  powrotu  do  Carskiego  Sioła  panny 

Zeliny Tiverton pod eskortą Waszej Wysokości.  

— Właśnie! — syknął książę. — Proszę powiedzieć o tym pannie 

Tiverton i poinformować, że powóz zaraz przyjedzie.  

—  Spodziewam  się,  że  ma  pan  rozkazy  na  piśmie?  —  spytał 

ambasador.  

—  Źle  się  pan  spodziewa!  —  huknął  książę.  —  Jak  śmie  pan 

kwestionować słowo dżentelmena i oficera Gwardii Carskiej?  

—  Ależ  nie  przeszło  mi  to  nawet  przez  myśl.  Chcę  się  tylko 

upewnić, że pańskie rozkazy dotyczą panny Zeliny Tiverton.  

— Na miłość boską! — wrzasnął książę. — Czy naprawdę muszę 

to powtarzać? Charnock zwabił ją podstępnie i przywiózł tutaj, ale ja 

dopilnuję,  żeby  dłużej  nie  była  narażona  na  jego  bezczelność,  co 

stanowi obrazę dla jej gospodarzy.  

—  Bardzo  to  uprzejme  z  pańskiej  strony  —  rzucił  Charnock 

sarkastycznie.  

Stojąca z boku Zelina zauważyła, że zdenerwowanie lorda rośnie i 

chciała jakoś się wtrącić, ale przemówił ambasador:  

—  Będę  zobowiązany,  jeśli  przeprosi  pan  Jego  Cesarską 

Wysokość  za  to,  że  panna  Tiverton  opuściła  Carskie  Sioło  tak 

background image

niespodziewanie. Jestem jednak przekonany, że powód, dla którego to 

zrobiła, zrozumiałby zarówno Jego Wysokość, jak i caryca...  

— Panna Tiverton może sama przeprosić cara — przerwał książę. 

— Proszę powiedzieć, że czekam tu na nią.  

— Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić — rzekł ambasador.  

— Dlaczego? Gdzie ona jest?  

—  Nie  istnieje  już  panna  Zelina  Tiverton  —  zakomunikował 

spokojnie  ambasador.  —  Jest  natomiast  lady  Charnock.  Jestem 

pewien, że zechce książę pogratulować młodej parze.  

Mówiąc to ambasador spojrzał na Zelinę trzymającą się kurczowo 

poręczy.  Wtedy  dopiero  książę  dostrzegł  ją.  Przez  chwilę  nie  był  w 

stanie  wypowiedzieć  ani  słowa.  Potem  spytał  spokojniejszym  już 

głosem:  

— Wyszłaś za mąż?  

— Tak.  

Najchętniej Zelina podbiegłaby teraz  do lorda Charnocka, ale nie 

mogła  się  ruszyć  i  wciąż  stała  na  schodach  jak  sparaliżowana.  Po 

chwili podszedł do niej Charnock.  

—  Chodźmy.  Musimy  się  pospieszyć,  bo  nie  zdążymy  na 

najbliższy odpływ.  

Bliskość  Charnocka  odsunęła  strach.  Dała  jej  niesamowite 

poczucie bezpieczeństwa. A na twarzy księcia malował się straszliwy 

zawód.  

background image

Pożegnali  się  szybko  z  ambasadorem  i  wsiedli  do  powozu.  Nie 

bała  się  już  księcia  ani  Rosji,  ani  ludzi  jak  Adamson,  ani  niczego 

więcej. Już nigdy nie będzie samotna i bezradna.  

Gdy  odjeżdżali,  Zelinie  wydawało  się,  że  książę  wciąż  stoi  tam, 

gdzie go zostawili, niezdolny ruszyć się z miejsca.  

—  Przykro  mi  z  powodu  tego  incydentu,  ale  mam  nadzieję,  że 

wyrzucisz go szybko z pamięci i nie pozwolisz, by zepsuł nam radość 

tego dnia — powiedział lord Charnock.  

— Czy... naprawdę... jestem twoją żoną? — spytała.  

—  Zapewniam  cię,  że  ślub  był  jak  najbardziej  legalny  i  zgodny 

również z prawami Kościoła. — Był bardzo piękny... taki jak zawsze 

chciałam mieć.  

— Zadziwiasz mnie! Myślałem, że każda kobieta chce mieć ślub 

z  druhnami,  mnóstwem  gości  w  kościele  i  wielkim  przyjęciem  po 

ceremonii.  

Zelina roześmiała się.  

—  Nie,  nie  cierpię  takiej  pompy.  Jedyną  osobą,  którą  chciałam 

mieć na moim ślubie... jesteś ty!  

—  Rzeczywiście,  zapomniałem  wspomnieć  o  sobie,  ale  nie 

mieliśmy  zbyt  wiele  czasu  na  rozmowy.  Możemy  jednak nadrobić  to 

na statku. — Mówiąc to zdjął jej rękawiczkę i ucałował dłoń.  

— Po tej próbce zachowania księcia, podziwiam twoją odwagę.  

— Chyba jedyną odważną rzeczą było to, że... uciekłam do ciebie.  

Znów ucałował jej dłoń. Do portu dojechali w milczeniu.  

background image

H.M.S.  „Dolphin"  z  brytyjską  flagą  na  maszcie  robił  ogromne 

wrażenie. Na pokładzie czekał już na młodą parę kapitan.  

—  Witam,  milordzie,  i  składam  najlepsze  gratulacje  w  imieniu 

własnym i załogi.  

—  Dziękuję  —  odparł  Charnock  i  przedstawił  kapitana  Zelinie. 

Ten z kolei zaprezentował jej swych oficerów.  

—  Oddałem  do  waszej  dyspozycji  własną  kajutę,  milordzie  — 

zwrócił się do Charnocka. — A teraz, proszę mi wybaczyć, ale muszę 

dopilnować wyjścia w morze, bo inaczej ugrzęźniemy na mieliźnie.  

— Nie możemy do tego dopuścić — rzekł Charnock.  

Wyznaczone  im  pomieszczenia  wydały  się  Zelinie  przepiękne, 

choć  nie  były  tak  luksusowe  jak  „Iżora".  W  salonie  znajdował  się 

ogromny stół, przy którym kapitan jadał zwykle z gośćmi. W sypialni 

stało ogromne małżeńskie łoże, którego widok wywołał rumieniec na 

twarzy Zeliny.  

Służący rozpakowywał już jej bagaże. Zdziwiła się trochę.  

—  To  Hibbert,  mój  lokaj  —  wyjaśnił  Charnock.  —  Zapewniam 

cię,  że  będzie  świetną  pokojówką,  dopóki  nie  znajdę  ci  innej.  Ale 

musimy zaczekać z tym do Anglii.  

—  Będę  służył  pani  najlepiej,  jak  potrafię,  milady  —  zapewnił 

Hibbert z uśmiechem.  

Zelina  odpowiedziała  uśmiechem.  Czuła  się  trochę  dziwnie,  gdy 

lokaj zwrócił się do niej używając nowego tytułu.  

background image

Gdy  przeszli  do  salonu,  była  onieśmielona,  ale  i  zaintrygowana. 

Wciąż jeszcze trwał ten dziwny czar, który rozpoczął się od momentu 

wejścia do Ambasady Brytyjskiej.  

—  Już  nie  masz  się  czego  bać  —  uspokoił  ją  Charnock.  — 

Jesteśmy  na  brytyjskim  statku,  a  za  chwilę  opuścimy  Rosję,  i  to  na 

bardzo długo, mam nadzieję.  

— Ja też mam taką nadzieję... Tylko... jak ja ci się odwdzięczę?  

— Możesz to  zrobić na wiele  różnych sposobów. Zacznij jednak 

od zdjęcia peleryny i kapelusza.  

Zamierzała  właśnie  to  zrobić,  gdy  Charnock  sam  rozwiązał 

wstążki  kapelusza  i  odrzucił  go  na  krzesło.  Podobnie  potraktował 

pelerynę.  

Zelina czuła go tak blisko, że krew jej pulsowała w żyłach i ledwo 

mogła oddychać.  

— Jesteś taka piękna, Zelino — powiedział po chwili.  

— Naprawdę tak myślisz? — zapytała. — Gdy widziałam cię... z 

tymi ślicznymi Rosjankami... bałam się, że... w ogóle nie zwrócisz na 

mnie uwagi.  

Domyślił się, że ma na myśli Nataszę, więc rzekł szybko:  

—  Spodobałaś  mi  się  od  pierwszej  chwili.  A  potem  twoja  twarz 

zaczęła mnie prześladować i wciąż miałem ją przed oczami.  

— Naprawdę?  

—  Walczyłem  z  tym,  starałem  się  nie  spędzać  z  tobą  zbyt  wiele 

czasu.  

— A ja... starałam się... nie zawracać ci głowy.  

background image

—  Może  więc  żadne  z  nas  nie  unikało  drugiego  wystarczająco 

usilnie albo los okazał się silniejszy od nas.  

—  Ja  wcale  nie  unikałam  cię...  tylko  tak  się  bałam,  że  mnie 

zostawisz.  

—  Tak  też  zamierzałem  zrobić,  ale  kiedy  dotknęłaś  mojej  ręki 

wtedy  w  powozie,  zrozumiałem,  że  kocham  cię,  jak  nigdy  dotąd 

żadnej kobiety nie kochałem.  

Po chwili dodał jeszcze:  

— Było to we mnie od pierwszej chwili, kiedy poprosiłaś mnie o 

pomoc. Myślałem jednak, że nie potrafię pokochać żadnej kobiety tak 

mocno,  aby  chcieć  ją  poślubić.  Myślałem,  że  nie  będziesz  wiele 

znaczyć  w  moim  życiu,  więc  nie  chciałem  zbliżać  się  do  ciebie.  — 

Ale... w końcu... chyba chciałeś ożenić się ze mną?  

—  Obiecałem,  że  ci  to  udowodnię,  ale  tego  nie  da  się  wyrazić 

słowami.  

Mówiąc  to  przytulił  ją  do  siebie  i  długo  patrzyli  sobie  w  oczy, 

zanim  zaczęli  się  całować.  Wówczas  Zelina  zrozumiała,  że  pragnęła 

tego  od  pierwszej  chwili.  To  na  jachcie  zakochała  się  w  nim  i  nie 

mogła  już  myśleć  o  niczym  więcej.  Wypełniał  jej  myśli  od  rana  do 

wieczora.  Drżenie  jej  warg  powiedziało  mu,  że  to  jej  pierwszy 

pocałunek; że bardzo jest niewinna i niedoświadczona.  

Sam  jednak  też  poczuł,  że  ten  pocałunek  jest  inny  niż  wszystkie 

poprzednie w jego życiu. A dla Zeliny było to prawdziwie niebiańskie 

szczęście,  wzbogacone  jeszcze  tym  wspaniałym  podnieceniem,  jakie 

czuła oglądając występ Cyganów.  

background image

Była w takim uniesieniu, że nie potrafiła myśleć jasno. Wiedziała 

tylko,  że  czuje  coś  cudownie  boskiego,  a  jednocześnie  bardzo 

ludzkiego.  Gdy  już  miała  wrażenie,  że  unosi  się  w  powietrzu, 

Charnock przestał ją całować.  

—  Kocham  cię!...  Tak  strasznie...  tak  bardzo  cię  kocham! 

Pokochaj mnie choć trochę! — wyszeptała.  

— Myślisz, że chcesz tylko „trochę"?  

Znów  zaczął  ją  całować,  namiętnie,  mocno  i  szaleńczo,  jakby 

chciał, żeby całkowicie uległa jego woli.  

Usiedli na sofie. Charnock przytulił Zelinę do siebie.  

— Nigdy dotąd tak się nie czułem, moja kochana. Wydawało mi 

się, że to ja będę uczył cię miłości, a teraz widzę, że sam muszę sporo 

się nauczyć.  

— Chcę... żebyś był szczęśliwy.  

— Jestem szczęśliwy. Tak ogromnie szczęśliwy, że aż nie poznaję 

samego siebie.  

Zelina roześmiała się.  

—  To  będzie  cudowne  móc  cię  dobrze  poznać,  ale  i  to,  co  teraz 

znam,  już  kocham  i  podziwiam.  —  Mój  skarbie,  teraz  wiem,  jaki  ze 

mnie szczęściarz, że cię spotkałem.  

—  Nie,  to  ja  jestem  szczęściara.  Wiele  razy  wyobrażałam  sobie 

mężczyznę,  którego  chciałabym  poślubić,  ale  rzeczywistość  przeszła 

wszelkie moje oczekiwania. — Przysunęła się bliżej. — Nie chciałam 

przyjeżdżać do Rosji. Wzdrygałam się na samą myśl o tym. A właśnie 

tam spotkałam ciebie.  

background image

— Ja też bardzo niechętnie wyjeżdżałem z Londynu. Przypomniał 

sobie,  że  od  wyjazdu  powstrzymywała  go  wtedy  pewna  piękna 

kobieta,  w  której  się  zakochał.  Teraz  nawet  nie  mógł  sobie 

przypomnieć jej twarzy. Zelina jakby odgadła jego myśli.  

— Kiedy poznasz mnie lepiej, mogę  się okazać mniej atrakcyjna 

niż kobiety, które kochałeś przede mną.  

—  Nigdy  nie  kochałem  nikogo  tak  jak  ciebie  i  na  pewno  się  nie 

rozczaruję, mój ty skarbie.  

— Jesteś pewien?  

— Bo nigdy nie kochałem kobiety tak młodej i nie znającej życia, 

którą mógłbym wiele nauczyć.  

Zelina spuściła głowę.  

—  Niestety,  ja  nic  nie  wiem  o  miłości...  Wiem  tylko,  że  to,  co 

czuję do ciebie, to najczystsze uczucie.  

— Moja piękna, mamy przed sobą wiele cudownych lekcji, które 

złączą  nas  na  resztę  życia.  Możemy  dużo  się  nauczyć  od  siebie 

nawzajem. Ty potrzebujesz mnie, a ja potrzebuję ciebie.  

— Naprawdę ?  

—  Oczywiście.  Już  mi  pomogłaś.  Czy  wiesz,  ty  moja  sprytna 

żono,  że  przyjechałem  do  Rosji  tylko  po  to,  żeby  dowiedzieć  się 

dokładnie  tego,  co  ty  podsłuchałaś?  Gdybyś  tego  nie  zrobiła  i  nie 

powiedziała mi o tym, nie wypełniłbym swej misji.  

—  Naprawdę?  —  spytała  z  niedowierzaniem.  —  Pomogłam  ci 

choć trochę?  

background image

— I to bardzo! A nawet gdybym cię nie pokochał i nie poślubił, to 

i tak musiałbym cię zabrać z Rosji, na wypadek gdyby książę domyślił 

się, w jaki sposób mu umknęłaś.  

— Ale przecież ożeniłeś się ze mną!  

— Tak, kochanie, i obiecuję, że nie będziesz tego żałować.  

— Nie mam zamiaru! — wykrzyknęła. — Każdego dnia do końca 

życia będę dziękować Bogu za to, że zechciałeś mnie pokochać.  

— Kocham cię całym moim sercem, moją duszą — jeśli ją mam 

— i całym moim ciałem.  

Mówiąc to znów zaczął ją całować, tak namiętnie jak nigdy dotąd, 

a ona czuła, jak bije jego serce, jak bardzo go podnieciła.  

 

Gdy  kapitan  szukał  jakiegoś  miejsca  do  zakotwiczenia  na  noc, 

Zelina  leżała  obok  Charnocka.  Hibbert  zasłał  łóżko  pościelą  lorda, 

którą  zawsze  zabierał  ze  sobą  w  podróż.  W  tym  wielkim  łożu  Zelina 

czuła  się  jak  na  małym  zaczarowanym  stateczku.  To  jakby  statek  na 

statku i żeglowali razem gdzieś w nieskończoność na zawsze.  

— Kochasz mnie jeszcze? — spytała Zelina  

— To chyba ja powinienem o to zapytać — powiedział Charnock 

przytulając ją do siebie. — Nie boisz się mnie?  

—  Przy  tobie  niczego  się  nie  boję.  Czuję  się  całkowicie 

bezpieczna i nic nie może mi się stać.  

Pocałował ją w czoło.  

— Tak mi było cudownie, kiedy mnie kochałeś — wyszeptała. — 

Była w tym muzyka Cyganów i coś pozaziemskiego, coś z nieba.  

background image

— Moja cudna, chciałem, żebyś tak się czuła.  

— Czy ty też tak cudownie się czułeś? — spytała z niepokojem.  

— Tak. I nie miałem pojęcia, że miłość może być tak wspaniała, 

tak  doskonała.  Właśnie  to  mi  dałaś,  Zelino,  piękno,  doskonałość. 

Nigdy wcześniej tego nie zaznałem.  

Przyciągnęła go do siebie.  

— Przysięgasz, że to prawda?  

—  Przysięgam!  I  każdego  dnia  chcę  ci  to  udowadniać,  moja 

śliczna.  

— Podziwiam cię! Uwielbiam cię! — powiedziała czule.  

Brak  mu  było  słów,  by  wyrazić  to,  co  czuł,  więc  znów  zaczął  ją 

całować,  dziko  i  namiętnie.  Gwiazdy  oblewały  swym  blaskiem  ich 

jedność i istniała już tylko miłość.