background image

Cathie Linz

Zbyt samodzielna na  żonę

Too Smart for Marriage

background image

PROLOG

- Uwielbiam wesela - powiedziała Hattie Goodie. Jej delikatne jak 
pajęczyna skrzydła drżały z przejęcia.
-   No,   no,   trzeba   przyznać,   że   urządzili   niezłą   ucztę.   -   Betty, 
najstarsza   z   trojaczków   Goodie,   potoczyła   wzrokiem   po   stołach 
zastawionych  rozmaitymi  pysznościami, od zimnych  przystawek z 
owoców morza  po truskawki w czekoladowej  polewie  i fondue z 
białej czekolady. Jej krótka zawadiacka fryzura pasowała jak ulał do 
krnąbrnego charakteru.
- Całe szczęście, że jako dobre wróżki nie musimy przejmować się 
kaloriami   -   rzuciła   Muriel,   najtrzeźwiej   z   całej   trójki   patrząca   na 
życie. Siedziała na stosie prezentów ułożonym na bocznym stole pod 
ścianą sali balowej.
Betty,   niczym   generał   na   polu   bitwy,   przechadzała   się   tam   i   z 
powrotem wzdłuż brzegu stołu, a Hattie, która uwielbiała górować 
nad wszystkimi, przysiadła na największym prezencie.
- Nie pojmuję, jak mogłyście się ubrać w codzienne stroje na tak 
uroczystą   okazję   -   narzekała,   wystrojona   w   lawendową   suknię   i 
kapelusz   z   szerokim   rondem.   Specjalnie   na   ten   wieczór 
przefarbowała pantofle i torebkę, żeby pasowały do reszty kreacji. - 
Betty, bawełniany podkoszulek naprawdę nie nadaje się na weselne 
przyjęcie.
-   Nie   chciałam   przyćmić   panny   młodej   -   odparowała   Betty, 
wygładzając jeden ze swoich ulubionych T-shirtów.
- Przeczytaj to. - Wskazała palcem napis: „Dobre wróżki latają, bo 
lekki stosunek do siebie mają". - A poza tym, do stu petunii, przecież 
jesteśmy niewidzialne!
-   Trzeba   jednak   zachowywać   pozory   -   powiedziała   Hattie 
afektowanym głosem.
Betty prychnęła głośno, w sposób, jaki nie przystoi ani damom, ani 
dobrym   wróżkom.   Hattie   zaś,   przeczuwając,   że   tej   potyczki   nie 
wygra, zwróciła swój gniew przeciwko Muriel.
-   I   ty,   w   tej   swojej   kamizelce   fotograficznej.   Nigdy   nawet   nie 
trzymałaś w ręku aparatu.
- Po prostu lubię mieć dużo kieszeni. - Muriel wzruszyła ramionami.
Przypomniawszy   sobie   ich   kłótnię   sprzed   kilku   tygodni,   Hattie 

background image

postanowiła   nie   wywoływać   wilka   z   lasu   i   zostawić   w   spokoju 
beznadziejnie   niemodne   siostry,   skupiając   swoją   uwagę   na 
otoczeniu.
- Przynajmniej sala jest pięknie udekorowana, w przeciwieństwie do 
was - nie darowała sobie jednak złośliwości.
Rozświetlona   sala   bankietowa   „Karuzela",   ze   śnieżnobiałymi 
obrusami, lawendowymi serwetkami i morzem kwiatów, wyglądała 
doprawdy imponująco. W drugim jej końcu panna młoda, w sukni z 
atłasu   i   staromodnych   koronek,   karmiła   swojego   oblubieńca 
weselnym tortem.
- Tak się cieszę, że Jason i Heather w końcu się pobrali.
- Hattie otarła oczy haftowaną batystową chusteczką. - Bałam się, że 
ten dzień nigdy nie nadejdzie.
-   Ryan   i   Courtney   mądrze   zrobili,   że   wzięli   ślub   po   cichu   - 
pochwaliła Muriel swoich podopiecznych.
- Jason sądził, że Ryan  jak zwykle  żartuje – powiedziała  Betty - 
kiedy oświadczył mu, że został przeniesiony do Chicago i wraca jako 
żonaty mężczyzna.
-   Jason   wkurzył   się   po   prostu   na   Ryana,   że   go   wyprzedził   -   nie 
omieszkała wyjaśnić Muriel.
-   Już   nie   wygląda   na   wkurzonego   -   zauważyła   Betty.   -   Jest 
szczęśliwy.
- Ryan też.
- Czyli zostaje nam ich siostra, Anastazja.
Jak   na   zawołanie,   wszystkie   trzy   dobre   wróżki   spojrzały   na 
ciemnowłosą kobietę w lśniącej lawendowej sukni druhny. Zdążyła 
już zamienić wytworne szpilki na wygodne sportowe buty.
- No dobrze... - westchnęła Betty. - Tym razem zabierzemy się do 
tego   trochę   inaczej.   Z   Jasonem   i   Ryanem   działałyśmy   raczej   na 
wyczucie...
-   Jakie   tam   raczej   -   przerwała   jej   Muriel.   -   Z   całą   pewnością 
działałyśmy na wyczucie.
Betty   zmarszczyła   gniewnie   czoło.   Nie   znosiła,   kiedy   ktoś   jej 
przerywał.
- Od dnia, w którym rozpoczęłyśmy pracę w tym fachu, kiedy w 
czasie  chrztu  trojaczków Knight  przez nieuwagę  wysypałyśmy  na 

background image

dzieci   zbyt   wiele   czarodziejskiego   pyłu,   ponosimy   konsekwencje 
tamtego   błędu.   Swatałyśmy   potem   wiele   innych   trojaczków   i   nie 
miałyśmy z nimi większych kłopotów. Ale ta trójka od początku jest 
wyjątkowa.   Prawdopodobnie   dlatego,   że   obdarzyłyśmy   Jasona 
nadmiernym rozsądkiem i seksapilem, a Ryana przesadnym uporem i 
poczuciem humoru.
- Nie zapominaj o Anastazji. Za dużo inteligencji i zbyt żywiołowy 
temperament.  Chociaż  dobrze jej z tym,  prawda?  - powiedziała  z 
dumą w głosie Hattie.
- Jej ze wszystkim i we wszystkim jest dobrze - przyznała Muriel.
Siostry   zauważyły,   że   goście   zaczęli   tańczyć.   Ze   sprzętu 
nagłaśniającego   dostarczonego   przez   stację   radiową   WMAX,   w 
której pracowała Heather, popłynęła muzyka. Pierwszą piosenką była 
„The One" Eltona Johna, zajmująca szczególne miejsce w sercach 
Jasona   i   Heather.   Młoda   para   wyglądała   na   nieprzytomnie 
szczęśliwą. Tak samo jak Ryan i Courtney.
Anastazja sprawiała wrażenie znacznie mniej zadowolonej. Tańczyła 
z   krępym   mężczyzną,   który   był   już   bardziej   niż   podchmielony. 
Kiedy  facet   nieopatrznie   zsunął  rękę   na  jej   pośladek,  z   całej   siły 
nadepnęła mu na nogę.
- No właśnie... - Betty pokręciła głową. – Nadmiar zapalczywości.
- Została ordynarnie sprowokowana. - Hattie natychmiast stanęła w 
obronie swojej podopiecznej. - Ten pijany łobuz zachował się jak 
ostatni prostak!
- Będziemy miały z nią dużo kłopotów - powiedziała Muriel. - Czy 
wiemy już, kto jest jej przeznaczony?
- Oczywiście, że wiemy. Na tym polega nasza praca - oświadczyła z 
wyższością Betty.
- David Sullivan, trudny typ, taki, który nie wierzy w marzenia - 
gorliwie wyjaśniła Hattie.
- Dlatego właśnie powinnyśmy opracować dla Anastazji specjalny 
plan.
- Zawsze sobie mówimy, że mamy jakiś plan, a potem rzadko coś z 
niego wychodzi.
- Fakt, że zdarzają nam się wpadki...
- Nie da się ukryć - wtrąciła się Muriel - ale czy zauważyłaś, że nam 

background image

zdarzają się częściej niż innym?
- I dlatego musimy wezwać posiłki - oświadczyła Berty.
- Anioła stróża? - Hattie wymówiła te słowa z namaszczeniem.
- Nie, babcię.
- Babcię?
- Właśnie. Żeby wyswatać tych dwoje, musimy skorzystać z ludzkiej 
pomocy. Kogoś, kto będzie trzymał rękę na pulsie. W końcu mamy 
też innych podopiecznych.
- A co ja i ty mamy z tym wspólnego? - spytała Muriel. - Wydawało 
mi się, że to zadanie Hattie, a my jesteśmy tu tylko po to, żeby służyć 
jej radą. W każdym razie tak mi powiedziałaś, kiedy zajmowałam się 
Ryanem. Przecież to zasługa Hattie, że Anastazja wyrosła na kobietę 
w gorącej wodzie kąpaną i nieprzeciętnie inteligentną.
- Daj spokój - przerwała jej Berty. - Pamiętasz chyba naszą zasadę: 
jedna za wszystkie, wszystkie za jedną.
- To zawołanie Trzech Muszkieterów.
- No i dobrze, im się sprawdzało i sprawdza się nam. Na czym to ja 
skończyłam?
- Wspomniałaś, że masz znaleźć  wśród ludzi kogoś do pomocy - 
przypomniała Hattie. - Jakąś babcię.
- Słusznie. Zwerbowałam babcię Davida Sullivana.
- Czy to jest dozwolone? - spytała niepewnie Hattie.
- Jeśli nie będziesz o tym trąbić... - Betty wzruszyła ramionami - to ja 
też nie.
-   Dlaczego   David   i   Anastazja   nie   mogą   się   po   prostu   spotkać   i 
zakochać od pierwszego wejrzenia? - westchnęła Hattie.
- Bo to by było zbyt łatwe.
-   A   widziałabyś   w   tym   coś   złego?   -   Muriel   najwyraźniej   nie 
widziała. - To dobrze, jeśli coś idzie jak z płatka.
- Być może, ale nie taka nasza dola. A zresztą co się z wami dzieje? 
Nie   lubicie  przygód?   Każde   trio   dobrych   wróżek  poradzi   sobie  z 
łatwą   sprawą.   Ale   żeby   stawić   czoło   prawdziwym   wyzwaniom, 
potrzeba odwagi i pomysłowości takich specjalistek jak my.
- A co jest właściwie naszą specjalnością? - spytała niewinnie Hattie.
- Kłopoty - odparła bez zastanowienia Muriel.
- Stwarzamy je czy zaradzamy im?

background image

- Jedno i drugie, niestety. Ale wkrótce przełamiemy złą passę. Claire 
Sullivan   marzy   o   tym,   żeby   jej   jedyny   wnuczek   się   ustatkował. 
Wychowywała go jak matka, odkąd jego rodzice zginęli w wypadku. 
Miał wtedy dziesięć lat. David słucha rad swojej babci, więc jeśli 
będziemy mieć w niej oparcie, pójdzie nam z płatka.
Gdy tylko Betty dokończyła zdanie, wybuchła głośna utarczka przy 
stole z weselnym  tortem. Anastazję rozzłościły w końcu na dobre 
końskie zaloty przysadzistego partnera, który zachowywał się, jakby 
całkiem nie pojmował, dlaczego nadepnęła mu na nogę. Tym razem 
odepchnęła go z całej siły. Zbyt pijany, żeby utrzymać równowagę, 
zachwiał   się   i   zatoczył   do   tyłu,   następnie   wymachując   rękami, 
znieruchomiał  na chwilę, po czym  runął jak kłoda w sam środek 
tortu.
- Pójdzie nam jak z płatka - powiedziała z przekąsem Muriel. - Już to 
widzę.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

-   Denton   dalej   pchał   się   z   tymi   łapami,   więc   w   końcu   go 
odepchnęłam, wcale nie tak mocno... - opowiadała Anastazja swojej 
przyjaciółce   Claire   Sullivan,   kiedy   jechały   prowadzącą   na   północ 
Chicago trasą Lakę Shore. - Ale on był pijany, stracił równowagę i 
wylądował na torcie weselnym mojego brata.
Anastazja   siedziała   za   kierownicą   swojego   czerwonego   triumpha. 
Dach   kabrioletu   był   opuszczony,   związała   więc   włosy   w   koński 
ogon, żeby nie rozwiewał ich wiatr. Był gorący sierpniowy dzień, ale 
chłodna bryza od jeziora łagodziła upał.
Claire, z obawy o fryzurę, wcisnęła na czoło czapkę baseballową 
drużyny   Chicago   Cubs.   Zupełnie   nie   wyglądała   na   swoje 
siedemdziesiąt lat z okładem, a w szafirowym dresie do uprawiania 
joggingu było jej szczególnie do twarzy.
- Coś podobnego... - Spojrzała na Anastazję z troską w oczach. - Czy 
bardzo był zły?
-   Kto?   Denton   czy   Jason?   -   Zanim   doczekała   się   odpowiedzi, 
wyprzedziła   z   wprawą   kilka   samochodów.   Anastazja   prowadziła 
auto tak, jak żyła: pewnie i z odrobiną szaleństwa.
- Denton dostał to, na co zasłużył. Miałam na myśli Jasona.
-   Nie   wyglądał   na   rozbawionego,   ale   Heather   zachowała   się 
fantastycznie.   Najpierw   wszystkich   rozśmieszyła,   a   potem   zebrała 
nas wokół siebie, rzuciła w tłum ślubny bukiet, i było po sprawie.
- A kto go złapał?
-   No   więc,   wyobraź   sobie,   druhną   Heather   była   producentka   jej 
audycji radiowej, Nita Weiskopf. Do nieśmiałych to ona nie należy. 
Stanęła w pierwszym rzędzie, gotowa na wszystko, byle pochwycić 
ten bukiet. Ja stałam z tyłu.
-   Bo   ty   należysz   do   nieśmiałych...   -   Claire   uśmiechnęła   się 
przewrotnie.
- Jasne. - Anastazja odwzajemniła  uśmiech.  - Wszystko  można  o 
mnie   powiedzieć,   tylko   nie  to,  że  jestem  nieśmiała.   Stanęłam   jak 
najdalej, bo po prostu nie chciałam złapać tego bukietu. Zupełnie mi 
się nie marzyła rola następnej panny młodej.
- Masz coś przeciwko pannom młodym?
- Oczywiście, że nie. Dopóki nie jestem jedną z nich. Zbyt wysoko 

background image

cenię sobie wolność. W każdym razie Heather rzuciła bukiet prosto 
w Nitę. A potem zdarzyło się coś dziwnego... - Anastazja zamilkła na 
chwilę. - Mimo moich najszczerszych wysiłków, żeby trzymać się 
jak najdalej od tych przeklętych kwiatów, nagle bukiet skręcił, jakby 
zdalnie sterowany, i zaczął lądować tuż nade mną. Mogłam go albo 
chwycić, albo dostać nim po głowie.
- Miałaś szczęście!
- Nie nazwałabym tego szczęściem. To, że poznałam w bibliotece 
ciebie - o, to było prawdziwe szczęście! - Anastazja od pierwszej 
chwili poczuła sympatię do Claire, a przez cały ostatni rok stawały 
się sobie coraz bliższe.
- Dla mnie to też był wyjątkowy dzień. Tak jak dzisiejszy. Pomyśl 
tylko: ja - kobietą interesu. Wciąż jeszcze nie mogę w to uwierzyć.
- Będziesz wspaniała.
- Od dawna chciałam otworzyć własną cukierenkę z lodami, ale to 
było   tylko   marzenie   i   nigdy   nie   myślałam,   że   kiedykolwiek   się 
spełni.
- To był rzeczywiście łut szczęścia, że właściciele domu, w którym 
mieszkam,   zdecydowali   się   akurat   teraz   go   sprzedać.   A   sklep   na 
parterze   ma   tę   cudowną   marmurową   ladę,   w   sam   raz   dla   twojej 
cukierenki. To miejsce aż się prosiło o remont. Trudno uwierzyć, że 
od   zamknięcia   polskich   delikatesów   stało   puste.   -   Anastazja 
uśmiechnęła się do Claire. - Wiesz, że jestem dobrą lokatorką, więc 
kiedy wynajmiesz mi mieszkanie na drugim piętrze, będziesz miała 
następne źródło regularnych dochodów.
-   Wiem.   I   nie   mogę   się   doczekać   rozpoczęcia   remontu.   Mam 
nadzieję, że uda mi ruszyć z tym biznesem za półtora miesiąca.
Kwadrans   później   Anastazja   zaparkowała   przed   swoim   domem. 
Ledwie zgasł silnik, Claire wysiadła z samochodu i pędem ruszyła do 
drzwi wejściowych.
- Boże, jestem tak zdenerwowana, że nie potrafię poradzić sobie z 
zamkiem.  -  Starsza   kobieta   ścisnęła  dłoń   Anastazji.   -  Jeszcze  raz 
dziękuję,   że   zechciałaś   pojechać   ze   mną   na   ten   przetarg.   Twoja 
obecność naprawdę dodawała mi otuchy.
- Po to ma się przyjaciół. - Anastazja przytuliła Claire.
-   Miałam   nadzieję,   że   mój   wnuk   wróci   z   konferencji   w   Nowym 

background image

Jorku i będzie mi towarzyszył... ale widocznie coś go zatrzymało.
Anastazję korciło, żeby przemówić mu do rozumu. Nie znała tego 
faceta, a już go nie lubiła. Z tego, co o nim słyszała, musiał być 
zwariowanym pracoholikiem, któremu brakowało czasu na to, żeby 
w pełni docenić swoją babcię. A ona była tak niezwykłą kobietą.
Miała błękitne żywe oczy, a na jej kasztanowych włosach nie widać 
było śladu siwizny. Zawdzięczała to swoim rytualnym wizytom w 
salonie piękności „Paula's Powder Puff", którego, jak przyznała, była 
wierną klientką od czasów prezydentury Eisenhowera w pierwszej 
połowie   lat   pięćdziesiątych.   Poza  tym   Claire   miała  wielkie   serce. 
Zasługiwała na coś lepszego niż na wnuka, który nie potrafi znaleźć 
dla niej czasu, gdy ona naprawdę go potrzebuje.
-  Zapomnij   o  Davidzie.   Proszę...   -  Anastazja   przekręciła   klucz   w 
zamku   i   z   uroczystą   miną   otworzyła   drzwi.   -   Witamy   w... 
Wymyśliłaś już nazwę dla swojej lodziarni?
- Jeszcze nie. - Claire wpadła do opuszczonego sklepu. Stanęła na 
samym   środku   podłogi   z   kafelków   ułożonych   we   wzór   płatków 
śniegu, zakręciła się w tanecznym piruecie i krzyknęła: - Moje! To 
wszystko moje!
Anastazja roześmiała się. Podobnie jak Claire, dostrzegła otwierające 
się przed przyjaciółką perspektywy,  choć puste pomieszczenie nie 
wyglądało   teraz   najlepiej.   Poprzedni   właściciel   budynku   zmarł   w 
zeszłym roku, a jego spadkobiercy długo spierali się między sobą, aż 
w końcu zdecydowali się sprzedać nieruchomość.
Sklep wymagał gruntownego remontu, ale dwa mieszkania na górze 
były w dobrym stanie. Wybudowany w latach dwudziestych dom z 
czerwonej   cegły   znajdował   się   w   Evanston,   na   północnym 
przedmieściu   Chicago,   o   rzut   kamieniem   od   granic   miasta. 
Lokalizacja u zbiegu dwóch ulic niemal gwarantowała popularność, 
a do tego łatwo było tu zaparkować samochód. Poza tym niedaleko 
mieścił   się   campus   Uniwersytetu   Northwestern,   można   więc   było 
liczyć na studentów.
Jednym   słowem,   było   to   znakomite   miejsce   na   urzeczywistnienie 
marzeń Claire. A Anastazja gotowa była zrobić wszystko, co tylko 
możliwe, żeby jej w tym pomóc.
- Co tu, u diabła, się dzieje? - spytał wściekłym tonem stojący w 

background image

progu mężczyzna. W oczach miał dziką furię, co nie przeszkodziło 
Anastazji zauważyć, że jest wyjątkowo przystojny.
- Cofnij się! - rozkazała stanowczym, ostrym tonem, tak jak ją uczył 
instruktor samoobrony. Nie odwracając wzroku, sięgnęła do torebki 
po pojemnik z pieprzem w sprayu i wycelowała go w potencjalnego 
napastnika. Wedle zasady „przezorny ubezpieczony". - Z drogi!
- Bo co? - Intruz rzucił  jej kpiące  spojrzenie, w którym  nie było 
nawet cienia strachu. - Udusisz mnie kremem do golenia?
- David, co za niespodzianka! - krzyknęła Claire i podeszła, żeby go 
uściskać.   -   Myślałam,   że   siedzisz   jeszcze   na   tej   konferencji   w 
Buffalo.
-   Właśnie   wróciłem   i   odsłuchałem   na   sekretarce   twoją   dziwną 
wiadomość. Niewiele z tego zrozumiałem.  Coś o kupnie domu, o 
jakiejś cukierence z lodami...
- Zostawiłam ci adres, ale nie sądziłam, że będziesz jechał taki kawał 
drogi, żeby zobaczyć to miejsce na własne oczy. Kochany z ciebie 
chłopiec.
Chłopiec? Anastazja nie wierzyła własnym uszom. Nie mogła się w 
nim   dopatrzyć   niczego   chłopięcego.   Wyglądał   bardzo   męsko   i 
pociągająco:   miał   czarne   włosy   i   brwi   oraz   niewiarygodnie 
niebieskie   oczy   w   oprawie   gęstych   rzęs.   Była   dopiero   trzecia   po 
południu, a jego kanciastą brodę pokrywał już cień świeżego zarostu. 
Widać było, że wrócił z bardzo uciążliwej podróży.
Ubrany był  w znoszone dżinsy i płócienną koszulę uwydatniającą 
jego   szerokie   barki.   Podwinięte   rękawy   odsłaniały   opalone 
przedramiona. Był wysoki i dobrze zbudowany, ale szczupły. Typem 
muskulatury nie zaimponowałby nawet początkującemu kulturyście.
- Co tu się dzieje? - spytał ponownie.
- To... - Claire zamaszystym  gestem dłoni zakreśliła w powietrzu 
półkole - … jest moja przyszłość.
- Nieprawda. Twoją przyszłością jest kapitał odłożony w banku.
- Już nie. Zainwestowałam go w to.
- Co zrobiłaś?! - David pobladł.
- Nie musisz krzyczeć, kochanie - powiedziała z łagodną reprymendą 
w głosie. - Mam tę swoją siedemdziesiątkę z okładem, ale to nie 
znaczy, że jestem głucha.

background image

-   Nie   mogę   uwierzyć,   że   zrobiłaś   coś   takiego,   nie   prosząc   mnie 
nawet o radę.
- Byłeś ostatnio bardzo zajęty, więc nie chciałam zawracać ci głowy.
Anastazja zastanawiała się, czy to, co przemknęło przez jego twarz, 
było   cieniem  zażenowania,   czy  tylko  złudzeniem  optycznym.  Nie 
miała pewności, bo teraz jego mina wyrażała niczym  niezmącony 
gniew.
- Nie powinnaś była tego robić. Ale może powiesz mi wreszcie, co 
dokładnie zrobiłaś?
-   Kupiłam   tę   kamienicę.   -   Claire   czule   poklepała   ścianę.   David 
sprawiał wrażenie, jakby dostał po głowie grubą deską.
- Kupiłaś - powtórzył ostrożnie. - To znaczy zapłaciłaś za nią?
- Tak. I obciążyłam jej hipotekę.
- Co cię, na miłość boską, opętało?
- Mam zamiar otworzyć cukierenkę z lodami.
-   Lodziarnię.   Dopadł   cię   jakiś   wygadany   pośrednik   i   podstępem 
wyłudził pieniądze?
- Oczywiście, że nie. Moja lodziarnia będzie jak ze starych dobrych 
czasów,   kiedy   sprzedawano   lody   domowej   roboty   -   oświadczyła 
dumnie.
-  Nie   wydaje  ci   się,  że  to   trochę   za  późno,  żeby  ruszać  z  takim 
pomysłem? Dzisiaj prowadzenie własnego interesu przynosi więcej 
kłopotów niż korzyści. Na emeryturze powinnaś korzystać z życia, 
cieszyć   się   wolnością   od   obowiązków,   a   nie   skazywać   na   ciężką 
całodzienną harówkę. - David przemawiał do swojej babci jak do 
niesfornego dziecka, doprowadzając tym do furii Anastazję.
Ależ ma tupet ten wielki gamoń! Anastazja była zbyt wściekła, żeby 
się odezwać. Na szczęście Claire zachowała spokój, ufna, że zdoła 
przekonać Davida do swojej decyzji. Anastazja uważała to za stratę 
czasu. Ten facet miał zakuty łeb i klapki na oczach. Ba, żeby choć 
klapki! Bielmo byłoby właściwszym słowem.
- Dwa mieszkania na górze są w dobrym stanie - tłumaczyła Claire - 
ale sklep wymaga odrobiny pracy.
- Odrobiny pracy? - powtórzył z niedowierzaniem David, rozglądając 
się dokoła. - Tu przydałby się cud!
- Miałam cichą nadzieję, że pomożesz nam w remoncie... Właśnie 

background image

zaczynasz urlop, prawda?
- Tak, ale...
- Zaplanowałam uroczyste otwarcie na pierwszego października, za 
sześć tygodni.
- O ile wiem, do tego czasu skończy się sezon największego popytu 
na lody.
- Na lody zawsze jest popyt - odezwała się w końcu Anastazja. - 
Poza tym nieczęsto się zdarza okazja nabycia nieruchomości w tak 
dobrym punkcie, więc Claire nie mogła z tym czekać do następnego 
lata.
- A pani jest... - David spojrzał wściekle na Anastazję.
- Och, wybaczcie mi złe maniery... - Claire przycisnęła dłonie do 
zarumienionych   policzków,   a   potem   skierowała   je   do   wnuczka.   - 
Davidzie, to jest Anastazja Knight, moja przyjaciółka. Opowiadałam 
ci o niej, pamiętasz?
- Nie opowiadałaś. Podobnie jak nie wspomniałaś mi o tym miejscu.
- Na pewno mówiłam ci o Anastazji, nie mam przecież zbyt wielu 
przyjaciółek.
-   Jedyna   przyjaciółka,   o   której   mi   opowiadałaś,   to   jakaś   szara 
myszka z biblioteki dla dzieci.
- Szara myszka? - Claire zmarszczyła brwi.
-   Nie   pamiętam,   jak   dokładnie   ją   opisałaś   -   David   wzruszył 
arogancko ramionami - ale wszystkie bibliotekarki są takie same. W 
każdym razie to wspaniale, że znalazłaś jakąś starszą panią, z którą 
możesz sobie do woli plotkować... - Zamilkł wreszcie, gdy zdał sobie 
sprawę z wiszącego w powietrzu napięcia i wrogości. Może nie był 
najbardziej   złotoustym   facetem   w   okolicy,   a   i   poczucie   taktu   nie 
należało   do   jego   najsilniejszych   stron.   Poza   tym   miał   za   sobą 
okropną   podróż   z   Buffalo.   Spróbował   odzyskać   stracony   teren. 
-Chciałem powiedzieć,  że to wspaniale, iż poznałaś starszą panią, 
która... uff, zaprzyjaźniła się z tobą.
Jego łagodna z natury babcia kręciła głową, wyraźnie zirytowana. 
Czyżby obraziła się za to, że nazwał bibliotekarkę starszą kobietą? A 
jakie określenie byłoby tu politycznie poprawne?
- Dobrze, że znalazłaś kumpelkę w wieku przedemerytalnym - czy to 
brzmi lepiej? - spytał z nadzieją w głosie.

background image

Dwie   pary   oczu   przeszywających   go   iskrzącym   wzrokiem 
uświadomiły Davidowi, że trafił jak kulą w płot.
- Nigdy nie mówiłam, że moja przyjaciółka jest stara, starsza czy w 
wieku przedemerytalnym - oświadczyła stanowczo Claire. - Ani też 
nigdy w rozmowie nie pojawiło się słowo „szara myszka".
Davida ogarnęło złe przeczucie.
- Pozwól, że zgadnę...
- To ja jestem tą szarą myszką z biblioteki - Anastazja potwierdziła 
jego najgorsze przypuszczenia.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Z   całą   pewnością   nie   przypominała   żadnej   z   bibliotekarek,   które 
widział w swoim życiu David. Choć, prawdę mówiąc, niezbyt często 
zaglądał do bibliotek. Nigdy nie miał na to dość czasu ani chęci.
Przez kilka ostatnich lat praca inspektora analizującego przyczyny 
pożarów   pochłaniała   go   bez   reszty.   Badanie   kataklizmów,   które 
często   całe   rodziny   odzierały   z   ich   marzeń,   a   nawet   pozbawiały 
życia,   należało   do   takich   doświadczeń,   które   zmieniały   w   cynika 
każdego optymistę czy marzyciela. David zaś nigdy - a przynajmniej 
od  śmierci  rodziców  w  wypadku  samochodowym  -  optymistą  ani 
marzycielem nie był.
Marzycielami byli jego rodzice. Ojciec wycofał pieniądze z polisy 
ubezpieczeniowej na życie i zainwestował je w piramidę finansową, 
nie zostawiając po sobie niczego prócz długów. David zdawał sobie 
sprawę,   że   dziadkowie,   wychowując   go,   borykali   się   z   wieloma 
poważnymi kłopotami, a jednak nigdy nie dali mu do zrozumienia, 
że jest dla nich ciężarem.
Od dziecka był pracowity i trzeźwo myślący. Wyśmiewał górnolotne 
marzenia  innych  dzieci, które  chciały być  gwiazdami  koszykówki 
albo rocka. Kiedyś w szkole, w dniu prezentacji różnych zawodów, 
wysłuchał pogadanki dowódcy straży pożarnej i odtąd nie miał już 
wątpliwości, kim chciałby zostać. Po college'u rozpoczął pracę jako 
strażak, wspinał się po kolejnych szczeblach kariery, aż przeniesiono 
do wydziału rozpoznawania przyczyn pożarów.
Z   każdym   rokiem   pracy   potęgowała   się   doza   cynizmu   w   jego 
spojrzeniu na świat. Jaki sens mają marzenia, jeśli w każdej chwili 
mogą pójść z dymem? Jeśli potrafią człowieka zaślepić, całkowicie 
przesłaniając realny świat, tak jak zaślepiły jego ojca, który zostawił 
rodzinę   z   niczym,   poza   spopielonymi   resztkami   swoich   złudzeń. 
Zbyt wiele złych rzeczy przydarzyło się dobrym ludziom na oczach 
Davida, żeby potrafił jeszcze w coś wierzyć.
Urlop wziął  na żądanie  szefa. Miał  wykorzystać  wszystkie  wolne 
dni, które uzbierały się przez ostatnie osiem lat, żeby spojrzeć na 
sprawy z dystansu.
Problem   polegał   na   tym,   że   na   samą   myśl   o   bezczynności   miał 
ochotę gryźć ścianę. Nie należał do ludzi, którzy potrafią lenić się 

background image

całymi   dniami,   kontemplując   własny   pępek   i   zastanawiając   się, 
dlaczego Cubsi nigdy nie wygrywają.
Postanowił spędzić trochę czasu z babcią i sprawdzić, czy dobrze jej 
się wiedzie na emeryturze. Była jedyną bliską mu osobą, miał więc 
wyrzuty sumienia, że ostatnio tak rzadko się z nią widywał, ale teraz 
tu  był   i  nie  miał   zamiaru   pozwolić,  żeby ktoś  wykorzystywał  jej 
życzliwe   do   granic   naiwności   usposobienie.   Instynkt   mu 
podpowiadał,   że   Anastazja   ma   fatalny   wpływ   na   jego   babcię   - 
kobietę,   która   od   dziesięcioleci   nie   zmieniła   banku   ani   fryzjera. 
Kupienie walącego się domu i obłędny pomysł otworzenia w nim 
lodziarni absolutnie nie były w jej stylu.
Ale   coś   podobnego   na   pewno   mogło   urodzić   się   w   głowie   tej 
szalonej kobiety, która groziła mu kremem do golenia.
Miał więcej niż przeczucie, że to ona skłoniła babcię do wydania 
lekką ręką oszczędności całego życia.
Spojrzał   na   bibliotekarkę,   tym   razem   jak   mężczyzna   na   kobietę. 
Obnosiła   się   z   tą   swoją   pewnością   siebie   jak   z   pucharem 
mistrzowskim. Tylko bardzo odważna kobieta mogłaby się ubrać w 
ten   sposób.   Jej   żółta   sukienka   bez   rękawów   była   tak   długa,   że 
opierała się na pomarańczowych trampkach, ale na niej wyglądała 
seksownie. Nie wiadomo dlaczego, ta sukienka przywiodła mu na 
myśl parne letnie noce, zimną lemoniadę i ukradkowe pocałunki.
Miała długie kasztanowe włosy związane w koński ogon i robiące 
niezwykłe wrażenie złote oczy. Była zdecydowanie wysoka, musiała 
mieć ponad metr siedemdziesiąt wzrostu, bo czubkiem głowy sięgała 
jego brody. Nie, nie miał ochoty sprawdzić tego dokładnie, nic z tych 
rzeczy. Była piękna, ale zdecydowanie nie w jego typie. A poza tym 
nie ufał jej.
-   A   więc,   Anastazjo...   -   David   starał   się   mówić   jak   najmniej 
podejrzliwym tonem - ...jeśli dobrze zrozumiałem, przyjechałaś tu z 
moją   babcią,   żeby   pomóc   jej   doprowadzić   to   miejsce   do   stanu 
używalności.
-   Mieszkam   tutaj.   Oczywiście   nie   w   sklepie,   tylko   w   jednym   z 
mieszkań na górze.
- Świetnie się składa - zauważył drwiąco. - Śmiem przypuszczać, że 
to ty poradziłaś mojej babci kupno tej... - chciał powiedzieć „rudery", 

background image

ale   na   wszelki   wypadek   zrezygnował   z   otwartego   ataku   -   ...tego 
starego domu.
-   Kiedy   Anastazja   powiedziała,   że   znalazła   wspaniałe   miejsce   na 
moją lodziarnię, wprost nie mogłam w to uwierzyć - odpowiedziała 
za Anastazję Claire.
- Nie mam o to do ciebie pretensji - mruknął David, postanawiając 
sobie w duchu, że nie uwierzy w ani jedno słowo Anastazji, dopóki 
sam   wszystkiego   nie   sprawdzi.   Prawdopodobnie   ta   spryciara 
namówiła babcię na kupno domu, w którym sama mieszka, z bardzo 
prostego   powodu.   Wygodnie   jest   mieć   za   gospodarza   bliską 
przyjaciółkę, kogoś, kto nie będzie miał nic przeciwko temu, jeśli 
spóźnimy się z uiszczeniem opłaty za czynsz, a nawet wcale go nie 
zapłacimy. - Co jeszcze zrobiłaś dla mojej babci, Anastazjo?
- Zawiozłam ją dziś rano do notariusza.
David zaklął pod nosem. A więc umowa została podpisana zaledwie 
kilka godzin temu. Niech to szlag! Gdyby z powodu złej pogody nie 
odwołano lotu, na który miał zarezerwowany bilet, zdążyłby odwieść 
babcię od tego strasznego głupstwa.
- Posłuchaj, babciu, prowadzenie własnego interesu może wydawać 
się   zabawne,   ale   w   rzeczywistości   to   ciężka   praca,   zatrudnianie 
pracowników,   księgi   rachunkowe,   podatki   i   mnóstwo   różnych 
kłopotów. To naprawdę nie jest rozsądny pomysł.
-   Jest   bardzo   rozsądny.   Potrzeba   tylko   odrobiny   wyobraźni,   żeby 
spojrzeć na to z innej strony.
Te   gorące   słowa   wyrwały   się   oczywiście   nie   jego   babci,   lecz 
Anastazji.   Złoty   snop   światła   przedzierający   się   przez   okienne 
żaluzje   tworzył   aureolę   wokół   rozwichrzonych   kosmyków   jej 
włosów. Ale w jej wyglądzie nie było nic anielskiego. Biła z niej 
pasja i jakaś dziwna energia. Wyglądała na kobietę, której równie 
łatwo udaje się zburzyć spokój ducha mężczyzny, jak wbić do głowy 
starszej pani najgłupszy pomysł na świecie.
- Jak poznałaś moją babcię? - zapytał uprzejmie.
-   Poznałyśmy   się   w  bibliotece,   w   której   pracuję   razem   z   innymi 
szarymi jak myszy starymi bibliotekarkami - dodała jednym tchem.
David skrzywił się. Najwyraźniej  nie miała  zamiaru  mu  darować. 
Tym   lepiej   dla   niego.   Ona   też   nie   wzbudziła   w   nim   szczególnej 

background image

sympatii.
-   Twoja   babcia   wybawiła   mnie   z   opresji.   Oczywiście   doszedł   do 
wniosku, że babcia pożyczyła jej pieniądze. Może nie wiedział zbyt 
wiele o bibliotekarkach, ale słyszał przecież, że kiepsko im płacą.
-   Proszę   cię,   moja   droga,   nie   opowiadaj   mu   tej   historii   - 
zaprotestowała Claire.
Strzał w dziesiątkę, pomyślał David. Zależy im, żeby o czymś nie 
wiedział, jest więc coś, czego dowiedzieć się musi.
- Dlaczego nie, babciu? Z przyjemnością posłucham, jak wybawiłaś 
ją z opresji.
- Dobrze, ale to trochę krępujące. - Claire nerwowo zachichotała. - 
Widzisz,   bibliotekarki   cienko   przędą,   zwłaszcza   po   ostatnich 
cięciach   w   budżecie.   Anastazja   często   żartuje,   że   zostać 
bibliotekarką, to jakby złożyć śluby ubóstwa.
Chyba   że   znajdzie   się   bogatą   starą   przyjaciółkę   i   namówi   ją 
podstępnie na kupno walącego się domu, w którym wynajmuje się 
mieszkanie,   pomyślał   cynicznie   David.   Niewykluczone,   że   ta 
oszustka była w zmowie z poprzednimi właścicielami. I na pewno 
trzyma w zanadrzu kilka następnych pomysłów na wyprowadzenie w 
pole jego babci.
-   No   więc   zgłosiłam   się   jako   wolontariuszka   do   opowiadania 
dzieciom bajek - ciągnęła Claire. - Wtedy właśnie spotkałyśmy się 
po raz pierwszy.
- A w jaki sposób wybawiło cię to z opresji? - David zwrócił się do 
Anastazji.
-   Podejrzewam,   że   nigdy   nie   próbowałeś   czytać   bajek   grupie 
dwudziestu pięciu przedszkolaków.
Na samą  myśl  o tym  Davida przeszył  dreszcz.  Nie miał  żadnego 
doświadczenia w obcowaniu z małymi dziećmi. Owszem, pracował 
ze   starszymi,   dostatecznie   dużymi,   żeby   grać   w   małej   lidze 
baseballu, którą pomagał prowadzić.
- Miałam w grupie dwie pary wyjątkowo nieznośnych bliźniaków - 
opowiadała   Anastazja   z   uśmiechem,   który   zdradzał   i   wesołość,   i 
trwogę. - Zachowywali się jak małe dzikusy, a ja bez dziesięciu par 
dodatkowych rąk nie miałam szansy panować nad sytuacją. Przedtem 
miałam asystentkę do pomocy, ale kiedy odeszła, nie przyjęli nikogo 

background image

na jej miejsce. Nazywa  się to redukcją etatów - albo strategią na 
wyczerpanie   przeciwnika.   Ja   to   nazywam   krótkowzroczną, 
piramidalną   głupotą,   ale   dajmy   temu   spokój.   Lepiej,   żebym   nie 
zaczęła rozprawiać o polityce podatkowej.
- Słusznie. - David wątpił,  żeby mogli  mieć  podobne poglądy na 
temat odpowiedzialności finansowej.
- W każdym razie twoja babcia, anioł nie człowiek, powstrzymała 
tego   małego   potwora   Terry'ego,   jednego   z   bliźniaków,   przed 
obcięciem mi włosów. Do dzisiaj nie wiem, jak on znalazł te nożyce. 
Claire ma genialne podejście do dzieci. I opowiada im najpiękniejsze 
bajki.
- Nie umywają się nawet do bajek Anastazji. - Claire uśmiechnęła się 
promiennie. - Czy wiesz, że ona je sama wymyśla?
Jasne, nie tylko bajki dla dzieci, pomyślał David.
- O trójce dobrych wróżek. Niektóre nawet ilustruje. Radziłam jej, 
żeby zgłosiła się z nimi do jakiegoś wydawcy, bo według mnie są tak 
dobre, że nadają się do publikacji.
- Naprawdę chcesz zostać pisarką, Anastazjo?
- Nie. Tak naprawdę chciałabym być na tyle bogata, żeby móc sobie 
pozwolić   na   bycie   pisarką   -   odpowiedziała   z   impertynenckim 
uśmiechem.
Pewnie, że byś chciała. David już miał powiedzieć Anastazji, że ma 
szansę wzbogacić się kosztem jego babci, gdy Claire chwyciła go za 
rękę i zaciągnęła na drugą stronę sklepu.
- Davidzie, spójrz tylko na tę marmurową ladę... - przeciągnęła po 
niej dłonią - i na te kafelki na podłodze, z wzorem płatków śniegu. 
Czyż nie są piękne? To miejsce można naprawdę wspaniale urządzić. 
Najpierw usuniemy te dziwaczne ścianki działowe, żeby było więcej 
przestrzeni. Z tyłu chciałabym urządzić kuchnię.
- Kuchnię? Po co ci kuchnia?
- Żeby robić w niej lody.
- Robić? Myślałem, że chcesz je sprzedawać.
- Przecież ci mówiłam, że moje lody będą domowej roboty. Pracuję 
właśnie nad kilkoma specjalnymi przepisami. W rzeczach twojego 
dziadka   znalazłam   starą   książkę   o   prowadzeniu   sklepu   z   wodą 
sodową, lemoniadą i lodami. Jest w niej kilka klasycznych receptur.

background image

-   Najbardziej   mi   smakowały   „Nastrojone   Delicje"   -   wtrąciła   się 
Anastazja. - Lody w kształcie staromodnego radia. „Deser Trzeciego 
Stopnia" też jest ciekawy, ale bardziej wodnisty.
David   najchętniej   urządziłby   jej   przesłuchanie   trzeciego   stopnia

1

, 

żeby   dowiedzieć   się,   w   jaki   sposób   udało   jej   się   tak   skutecznie 
wkraść   w   łaski   jego   babci.   Zadała   sobie   trud,   żeby   przeczytać 
podręcznik zawodowy jego dziadka! A on nie miał nawet pojęcia, że 
taka książka jest w domu. Zdawał sobie co prawda sprawę, że babci 
bardzo brakuje męża, ale nigdy by się nie spodziewał, że samotność 
przywiedzie ją do popełnienia tak rozpaczliwych głupstw.
- Dlaczego nie porozmawiałaś ze mną o tym domu? - zapytał po raz 
kolejny. - Czy nie mogłaś trochę poczekać?
- Tłumaczyłam ci... - Claire poklepała go po dłoni. - Nie chciałam 
zawracać ci głowy, wiedziałam, że jesteś bardzo zajęty. Jak się udała 
konferencja?
- Konferencja jak konferencja, a ja nigdy nie jestem aż tak zajęty, 
żeby nie porozmawiać o czymś bardzo ważnym.
- David bada przyczyny pożarów.
-   Wiem,   już   mi   to   mówiłaś.   -   W   przeciwieństwie   do   Davida, 
Anastazja uważnie słuchała Claire, co wypomniała mu znaczącym 
spojrzeniem.
- Już samo kupno nieruchomości - David nie zamierzał odchodzić od 
tematu - wiąże się z wielkim ryzykiem, nie mówiąc o prowadzeniu 
interesu. Czy wiesz, ile firm upada w pierwszym roku działalności? 
Większość. I dlaczego akurat cukierenka z lodami?
- Dlatego, że w takiej  cukierence poznałam twojego dziadka. Nie 
masz   pojęcia...   -   rysy   Claire   złagodniały   -   z   jaką   gracją   potrafił 
wrzucić przez ramię kulkę lodów do miseczki, która stała na ladzie. 
Miał wspaniałe ruchy.
David spoglądał przez ramię na ruchy Anastazji, która szła w ich 
kierunku, łagodnie kołysząc biodrami.
- Każdy ma prawo do marzeń - powiedziała zaczepnie.
-   Czyżby?   A   co   myślisz   o   odpowiedzialności,   bezpieczeństwie 
finansowym?
-   Twoja   babcia   opracowała   szczegółowy   plan   przedsięwzięcia, 

1 third degree - wymuszenie zeznań za pomocą tortur (przyp. tłum.)

background image

obliczyła,   ile   kapitału   musi   w   nie   zainwestować   i   tak   dalej.   Jest 
inteligentną   kobietą.   Czy   nie   rozumiesz,   że   robi   coś,   co   ją 
uszczęśliwia? Coś, co ma dla niej głębokie osobiste znaczenie, bo 
przywołuje   wspomnienie   młodości,   pierwszych   dni   spędzonych   z 
dziadkiem? To jest właśnie marzenie Claire.
Davida boleśnie ukłuły słowa Anastazji, bo wynikało z nich, że zna 
jego babcię lepiej niż on.
-   Ciekawe,   jak   wyglądałby   ten   świat,   gdyby   wszyscy   gonili   za 
każdym szalonym marzeniem.
- Lepiej - odpowiedziała cierpko. - Pomyśl o tym, a ja skoczę na górę 
i przebiorę się w jakieś robocze ciuchy.

* * *

- No cóż, poszło zupełnie dobrze - stwierdziła Hattie, unosząc się w 
powietrzu. W całym pomieszczeniu nie było ani jednego czystego 
miejsca, na którym mogłaby przysiąść w swojej wytwornej sukni.
-   Dobrze?   -   Muriel,   siedząca   na   zakurzonej   marmurowej   ladzie, 
wepchnęła   z   pasją   obie   ręce   do   głębokich   kieszeni   kamizelki.   - 
Dobrze, bo nie polała się krew?
- Ty zawsze musisz się czepiać. Nudziara!
- I kto to mówi? Największa pleciuga w rodzinie.
- Dziewczyny! - Betty spojrzała na siostry wymownym wzrokiem. 
Przechadzała   się   po   ladzie   w   luźnym   podkoszulku   z   napisem 
„Wrzeszczę, bo mam powód", co oznaczało, że nie jest w nastroju do 
wysłuchiwania bzdur. - Zdaje się, że mamy problem z Davidem. On 
nie wierzy w marzenia, a poza tym jest przekonany, ze Anastazja 
czyha na pieniądze jego babci.
- Wątpię, żeby wierzył w istnienie dobrych wróżek - wtrąciła Muriel.
- To  dopiero początek.  Wpadłyśmy  tu,  by zobaczyć  ich  pierwsze 
spotkanie i upewnić się, czy Claire jest skłonna zagrać rolę swatki. 
Uważam, że nie ma powodu do obaw, wszystko ułoży się jak trzeba.
-   Jesteś   pewna,   że   zwerbowanie   Claire   do   pomocy   jest   dobrym 
pomysłem? - spytała niepewnie Hattie.
- A czym to może grozić? - Betty wzruszyła ramionami.
-   Tylko   zachwianiem   ogólnej   równowagi   w   kosmosie   - 
odpowiedziała ponuro Muriel.

* * *

background image

- Musisz być dzielna. Musisz zebrać się na odwagę - przemawiała 
Anastazja do skulonej pod fotelem  himalajskiej  kotki. - Pamiętaj, 
kim   jesteś.   To   małe   zwierzątko   jest   słabsze   od   ciebie.   Dziś   rano 
włożyłam  kawałek sera do humanitarnej  pułapki, takiej, która nie 
zrobi myszy krzywdy.  Nie bój się, jestem pewna, że zaraz złapie 
przynętę i przestanie cię dręczyć. Uspokój się, Xeno, ona tylko biega 
sobie w kółko, żeby ci dokuczyć. Naprawdę nie powinnaś pozwalać 
tak się traktować.
Anastazja   liczyła   na   to,   że   nadając   kotce   imię   wojowniczej 
księżniczki, pomoże jej przezwyciężyć słabości charakteru, ale jak 
dotychczas bez powodzenia. Właścicielką tego zwierzęcia stała się z 
konieczności. Dał go jej - a właściwie podrzucił - Trevor, jeden z jej 
byłych   chłopaków,   mówiąc,   że   nie   ma   czasu   na   zajmowanie   się 
neurotycznymi kotkami. Dwa dni później Anastazja rzuciła Trevora, 
ale zatrzymała Xenę.
- Ta mysz nie ma prawa cię gnębić - tłumaczyła cierpliwie. - Musisz 
w siebie uwierzyć, nie możesz przed nią uciekać.
To   samo   mogłaby   powiedzieć   o   Davidzie.   Ten   twardogłowy 
pracoholik nie miał prawa zastraszać Claire, pozbawiać jej marzeń. 
Sam sobie był winien, że babcia nie wciągnęła go w swoje plany. Na 
pewno   zdawała   sobie   podświadomie   sprawę,   że   starałby   się   ją 
zniechęcić.   Ta   podejrzliwość   w   oczach....   Swoją   drogą 
niewiarygodnych, w kolorze czystego intensywnego błękitu. Szkoda, 
że marnują się u tak zatwardziałego frajera.
Skąd więc u niej ta nagła iskierka zainteresowania?
-   Może   to   apetyt   seksualny,   a   nie   zainteresowanie   -   mruknęła, 
zrzucając buty w drodze do sypialni. Potem ściągnęła przez głowę 
sukienkę,   włożyła   pomarańczową   bluzkę   bez   rękawów   i   białe 
ogrodniczki. Lubiła kolorowe stroje. Lubiła też kolorowe otoczenie, 
dlatego w pokoju nie było niczego neutralnego, szarego ani białego. 
Ściany   były   żółte,   a   ręcznie   tkany   indiański   dywan   niebieski,   ze 
złotymi   gwiazdami   i   księżycami.   Równie   wyraźny   akcent 
kolorystyczny   stanowiła   witrażowa   lampa   na   komódce   oraz 
reprodukcja Van Gogha nad łóżkiem.
Kiedy   nałożyła   na   ramiona   szelki   spodni,   do   jej   myśli   powrócił 
David.  Wyraźnie   mu   się nie   spodobała   i od  pierwszej  chwili   był 

background image

podejrzliwy. Ten typ już taki jest. Po prostu nie potrafi uwierzyć w 
bezinteresowną   życzliwość.   Gdyby   na   przykład   jadący   przed   nim 
kierowca zapłacił za niego wjazd na autostradę, na wszelki wypadek 
pojechałby za nim, żeby zdemaskować ukryte motywy takiego gestu.
Co spowodowało, że jest w nim tyle nieufności? Praca polegająca na 
tropieniu podpalaczy? Czy może wczesna utrata rodziców?
Dlaczego ją to obchodzi?
Przez te jego przeklęte błękitne oczy. Gdyby choć nie szła z nimi w 
parze   ta   uroda   śniadego   Irlandczyka.   Zawsze   lgnęła   do   takich 
mężczyzn.
Ale prawie wszyscy faceci w jej życiu byli na luzie. Mieli wielkie 
marzenia   i   nie   dzielili   włosa   na   czworo,   zastanawiając   się,   czy 
kiedykolwiek się spełnią. Zgoda, byli przez to trochę niedojrzali i 
nieodpowiedzialni, ale na tym, między innymi, polegał ich urok. Na 
początku.
Dorastanie z dwoma despotycznymi braćmi skutecznie ją zniechęciło 
do władczych, trzeźwo myślących typów. Takich jak David.
Może nie będzie się tu za często kręcił. Może właśnie w tej chwili 
Claire przemawia mu do rozsądku.

* * *

-   Tak   się   cieszę,   że   pomożesz   mi   w   tym   remoncie!   -   Claire 
promieniała ze szczęścia. - Nie mam pojęcia, czym się różnią ściany 
nośne od innych, sama niewiele bym tu zdziałała. Jesteś taki mądry, 
mój drogi. No, ale w końcu przepracowałeś na budowach niejedne 
wakacje.
- Dawne czasy, babciu - przypomniał jej David.
-   Ale   z   tym   jest   na   pewno   jak   z   jazdą   na   rowerze,   tego   się   nie 
zapomina. A teraz jesteś na urlopie, prawda? Jeśli dobrze pamiętam, 
sześciotygodniowym?
David skinął głową.
- Świetnie się składa. Przez te sześć tygodni możemy wiele zdziałać.
Wystarczy,  pomyślał,  żeby się dowiedzieć, o co naprawdę chodzi 
Anastazji.
- A co z twoim mieszkaniem? Mówiłeś, że niedługo będziesz musiał 
się   przeprowadzić.   Znalazłeś   już   coś?   Jeśli   nie,   mieszkanie   na 
drugim piętrze jest puste, możesz z niego korzystać tak długo, jak 

background image

zechcesz.
- Kto wie?
- Och, byłoby wspaniale! Nie bałabym się zostawić sklepu na noc, bo 
przecież wszystkiego byś dopilnował.
- No tak, krem do golenia nie jest najskuteczniejszą bronią przeciwko 
włamywaczom.
-   Och,   przestań   dokuczać   Anastazji.   Ona   po   prostu   stara   mi   się 
pomóc.
- Dobrze wiem, co stara się zrobić.
Wiedział   też,   co   on   musi   zrobić,   żeby   pokrzyżować   jej   plany. 
Wprowadzić się tutaj i zadbać o interesy babci.

* * *

- Nie ma go? - spytała Anastazja, zastawszy Claire samą w sklepie.
- Na razie. Przepraszam cię za Davida, za tę szarą myszkę.
-   Daj   spokój,   pamiętam   gorsze   przezwiska.   A   twój   wnuczek 
przekona się wkrótce, jak bardzo się pomylił. Co do wielu rzeczy.
- Kocham go nad życie, ale czasami jest taki...
- Despotyczny, twardogłowy, niemożliwy?
- Chciałam powiedzieć: strasznie poważny.
- To też miałam na końcu języka. - Anastazja uśmiechnęła się.
-   On   potrzebuje   kogoś,   kto   by   go   trochę   rozluźnił,   pomógł 
zrozumieć, że ludzie mają prawo do marzeń. Nawet znam kobietę, 
która   świetnie   by   się   do   tego   nadawała.   -   Claire   spojrzała   na 
Anastazję pełnym nadziei wzrokiem.
- Ja? O, nie, mylisz się...
-   Na   pewno   potrafiłabyś   go   nauczyć   marzyć...   i   czerpać   z   życia 
trochę radości. Nigdy nie spotkałam nikogo, kto cieszyłby się życiem 
tak jak ty.
- A wiesz, dlaczego nie straciłam jeszcze tego daru? Bo unikam jak 
ognia takich ponurych facetów jak David, którzy odbierają życiu całą 
radość.   -   Na   widok   przygnębionej   miny   Claire   natychmiast   się 
zreflektowała.  -  Przepraszam,  wiem,   że  jest  twoim   wnukiem  i  że 
bardzo go kochasz, ale...
- Pewnie masz rację, moja droga. Zresztą wątpię, żeby komukolwiek, 
nawet tobie, udało się zmienić Davida. Jesteś zdolna, ale nie aż tak.
-   Chwileczkę.   -   Anastazji   nie   spodobały   się   te   słowa.   -   Z   całą 

background image

pewnością   jestem   wystarczająco   zdolna.   Mogłabym   go   trochę 
natchnąć i...
- Stałby się trochę znośniejszy - Claire przerwała jej w pół zdania. - 
Nie chcesz chyba, żeby przygadywał nam bez przerwy, kiedy będzie 
pomagał   urządzić   to   miejsce.   Czy   nie   byłoby   łatwiej,   gdybyś 
spróbowała go przekonać do naszego sposobu myślenia?
- Zaraz, zaraz, o co chodzi z tą jego pomocą?
-   David   zgodził   się   wykonać   kilka   prac   remontowych,   żeby 
ograniczyć moje wydatki. I wprowadza się do wolnego mieszkania 
na drugim piętrze.
- A więc będzie się tu plątał przez jakiś czas... W takim razie w 
naszym   własnym   interesie   musimy   go   nawrócić   na   nasz   sposób 
myślenia. Poza tym, to niezupełnie jest tak, że nie miałam żadnego 
doświadczenia   z   podobnymi   typami.   Mój   brat   Jason   był   butnym 
ważniakiem. Znaczną część tej buty zdążyłam mu wybić z głowy. 
Ale  twój  wnuk jest  o  wiele...  - Nie  potrafiła  znaleźć  właściwego 
określenia.   Twardszy?   Mniej   ogładzony?   Jason   jest   bardzo 
przystojny.   Dostał   nawet   tytuł   Najbardziej   Seksownego   Kawalera 
Chicago. Ale David jest więcej niż przystojny. Bije z niego surowa, 
dzika męskość, tak jak z rozpalonego pieca bije żar.
- Jest o wiele co, moja droga?
- Jest o wiele  trudniejszy - znalazła  słowo zastępcze.  - Ale mnie 
pociągają   trudne   zadania.   Powiedz   mi,   co   David   robi   dla 
przyjemności, kiedy chce się rozerwać?
- Pracuje.
- Tego się właśnie obawiałam - westchnęła Anastazja. - No więc 
dobrze, umowa stoi. Postaram się przerobić Davida po twojej myśli.

* * *

Łubudu!   Przeraźliwy   łomot   wyrwał   Anastazję   z   głębokiego   snu. 
Usiadła na łóżku i zamglonym wzrokiem spojrzała na budzik. Była 
druga nad ranem, a hałas zdawał się dochodzić tuż zza jej drzwi.
Doszła   do   wniosku,   że   z   dwojga   złego   lepiej   bać   się   hałasu 
wiadomego pochodzenia, wyśliznęła się więc z łóżka, podeszła na 
palcach do drzwi wejściowych i zerknęła przez wizjer.
Zobaczyła   tylną   część   dżinsowych   spodni   -   na   bez   wątpienia 
męskich pośladkach. Wyjątkowo zgrabnych.

background image

Po   chwili   jej   oczom   ukazała   się   reszta   mężczyzny,   kiedy 
wyprostował się i rzucił przez ramię spojrzenie na jej drzwi. To był 
David.
Od dwóch dni zastanawiała się, kiedy wreszcie zacznie znosić swoje 
graty. Podejrzewała nawet, że wycofał się z umowy z babcią, ale oto 
zjawił się: z wielkim hukiem i wiązanką pomysłowych przekleństw 
na ustach.
Nie   mogąc   zaprzepaścić   takiej   okazji,   otworzyła   drzwi,   gestem 
filmowej amantki oparła dłoń o biodro i powiedziała przeciągle:
- Witamy w sąsiedztwie, ważniaku.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

David zaklął i upuścił pudło ze sprzętem gimnastycznym, o mało nie 
przygniatając sobie nim stopy.
- Co jest, bawisz się w komitet powitalny? - warknął wściekle.
- Na to wygląda - odpowiedziała bez cienia skruchy. - A tobie co 
odbiło, żeby zakradać się do domu w środku nocy?
- Wcale się nie zakradam.
- Nie? - Uniosła z niedowierzaniem brwi. - W takim razie przyjmuję 
sprzeciw.
Anastazja stała w progu w prostej białej koszuli, która zakrywała ją 
od   szyi   po   same   kostki.   Ale   padające   z   tyłu   światło   przenikało 
kusząco   cienką   bawełnę,   odsłaniając   zarys   jej   figury.   David   nie 
należał do tych, którzy zaglądają darowanemu koniowi w zęby, stał 
więc w milczeniu i rozkoszował się widokiem.
- Chyba zdajesz sobie sprawę, która jest godzina? - zapytała sennym, 
lekko   ochrypłym   głosem.   Chwilę   później   usunęła   się   z   kręgu 
niedyskretnego światła, podeszła bliżej, żeby zerknąć do otwartego 
pudła. - Hantle... - mruknęła. - Jakżeby inaczej.
- Co ma znaczyć ta dowcipna uwaga?
- Nic. Długo jeszcze będziesz tłukł się po tym korytarzu? Pytam, bo 
muszę wstać o siódmej.
Był   podniecony   jak   diabli   i   wcale   go   ta   zdradziecka   reakcja 
własnego   ciała   nie   ucieszyła.   Sprowadził   się   tutaj,   żeby   patrzeć 
Anastazji na ręce i chronić przed nią babcię, a nie gapić się na nią jak 
nastolatek. Swoją drogą, ona też zerkała na niego ukradkiem. Te jej 
bystre złote oczy prześlizgiwały się po nim jak ciepły miód.
-   Już   prawie   skończyłem   -   odpowiedział   chropawym   głosem, 
schylając się po pudło.
- Co za ulga. Baw się więc dobrze. - Machnęła ręką na pożegnanie, 
ale na moment zatrzymała się w progu i pobłażliwie uśmiechnęła. - 
Jeśli będziesz potrzebował pomocy,  po prostu zagwiżdż. Potrafisz 
gwizdać, prawda? Trzeba ściągnąć wargi i dmuchnąć.
Kiedy   patrzył,   jak   Anastazja   kołysze   biodrami,   wycofując   się   do 
mieszkania,   wargi   miał   już   tak   spierzchnięte,   że   cholernie   trudno 
byłoby   mu   przyzwoicie   zagwizdać.   Jednak   spoglądając   na   to   z 
jaśniejszej strony, przynajmniej nie dostał ślinotoku.

background image

Następnego   dnia   w   pracy   od   rozmyślania   o   Davidzie   uchroniła 
Anastazję niezliczona ilość spraw, które musiała załatwić. Najpierw 
oprowadzała po bibliotece grupę dzieci z ośrodka opieki dziennej, 
potem miała trzygodzinny dyżur w punkcie informacji, a pod koniec 
dnia zebranie personelu.
Przerwę na lunch spędziła  w świetlicy dla pracowników. Zdążyła 
zjeść połowę sałatki, kiedy ktoś zawołał ją do telefonu. Podniosła 
słuchawkę i z radością usłyszała głos mamy.
-   Przepraszam,   że   przeszkadzam   ci   w   pracy,   kochanie,   ale   twój 
telefon w domu od rana jest bez przerwy zajęty.
- Xena musiała strącić słuchawkę w łazience. Myślałam nawet o tym, 
żeby kupić aparat do powieszenia na ścianie.
- Skoro już o tym mówimy, może postarałabyś się o lepszego kota. 
Takiego, który zarobi na swoje utrzymanie polowaniem na myszy.
-   Mamo,   ale   ja   nie   chcę,   żeby   Xena   żywiła   się   myszami.   Nie 
zamierzam mieć na sumieniu ani jednej martwej myszki.
- Przecież ojciec mógłby do ciebie wpaść i...
- Nie, dziękuję, panuję nad sytuacją - przerwała szybko, doskonale 
wiedząc, co zrobiłby jej ojciec. Zawsze miał skłonność do przesady i 
pewnie   zdemolowałby   jej   mieszkanie,   byle   tylko   złapać   tę   mysz. 
Kiedyś   uparł   się,   że   zmieni   żarówkę   w   kuchni,   i   skończyło   się 
przepaleniem korków w całym budynku.
- Dobrze więc, dzwonię, żeby zaprosić cię na kolację w tę sobotę. 
Przyjechał syn pani Sanduski i pomyślałam, że powinnaś go poznać.
- Mamo, znowu chcesz mnie w coś wpakować? Pamiętasz, co stało 
się ostatnim razem?
- Skąd mogłam wiedzieć, że Denton tak się upije na weselu Jasona? 
Sprawiał wrażenie miłego młodego człowieka. Od trzech lat zajmuje 
się naszymi podatkami.
- Nie mówmy o tym  - powiedziała stanowczym tonem Anastazja. 
Tylko   tak   mogła   sobie   poradzić   ze   swatającą   ją   mamą.   Czasami 
odnosiła wrażenie, że jest otoczona przez samych swatów i swatki. - 
Wszystkie terminy towarzyskie mam już zajęte.
- Och? Poznałaś kogoś? - Pani Knight zadała to pytanie z nie tajoną 
nadzieją w głosie.
- Przez kilka najbliższych tygodni będę bardzo zajęta, bo pomagam 

background image

Claire urządzić cukierenkę.
- Dlaczego nie wynajęła fachowca?
- Zrobiła to, poza tym pomaga jej wnuk...
- Ile ma lat?
- Trzydzieści parę.
- Naprawdę? I jest kawalerem?
- Wolałabym, żebyś zostawiła moje życie miłosne w spokoju.
- Kochanie, ja po prostu nie chcę, żebyś była sama.
- Mówisz jak Claire.
- Próbuje cię swatać z wnukiem?
- Nie.
A   może   jednak?   Przecież   to   Claire   ją   prosiła,   żeby   pomogła 
Davidowi   rozluźnić   się,   żeby   nauczyła   go   cieszyć   się   życiem. 
Zaproponowała Davidowi mieszkanie na drugim piętrze, namówiła, 
żeby zajął się remontem... Wprowadził się dopiero wczoraj, a już w 
całym domu czuje się jego obecność.
- Słuchaj, mamo, muszę wracać do pracy. Uściskaj ode mnie tatę, 
dobrze? I pamiętaj, koniec tego swatania!

* * *

- Hattie, czy ty wpłynęłaś jakoś na mamę Anastazji? Zachęcałaś ją 
do wtrącania  się w miłosne  życie  córki?  - spytała Betty,  mierząc 
siostrę pełnym nagany wzrokiem i nie zwracając najmniejszej uwagi 
na kręcące się po bibliotece dzieci.
Hattie, która siedziała obok na półce, zaczęła dłubać nerwowo przy 
swoim misternie ozdobionym słomianym kapeluszu.
-   Nie,   naprawdę   nie.   No,   może   trochę.   Ale   do   niczego   nie 
namawiałam Dentona. Nie mam nic wspólnego z jego zachowaniem 
na weselu. To był jego własny pomysł. Zresztą okropny.
- Bredzi - stwierdziła Muriel. - Najlepszy dowód, że narozrabiała.
-   Tylko   trochę   -   broniła   się   Hattie.   -   Przecież   to   ty,   Betty, 
powiedziałaś, że potrzebujemy pomocy ludzi. Pomyślałam sobie, że 
jeśli babcia się nadaje, to mama będzie jeszcze lepsza.
- Błąd - powiedziała  krótko Betty.  - Anastazja zaprze się obiema 
nogami, jeśli będzie miała na karku dwie kobiety poganiające ją do 
małżeństwa.
- Nawet nie użyłam do tego za wiele magii. Pani Knight chce, żeby 

background image

jej córka wyszła za mąż. Nie musiałam jej specjalnie przekonywać. 
A pamiętacie,  jak źle znosiła randki Anastazji w szkole średniej? 
Wypytywała ją na wszystkie sposoby, zamęczała...
-   Przy   niej   hiszpańska   inkwizycja   wydawała   się   fraszką   - 
potwierdziła Betty.
- Więc naprawdę niewiele tu mogłam narozrabiać. Może nawet moja 
magiczna różdżka nie miała na to wpływu. Wiecie przecież, że takie 
rzeczy się zdarzają.
- Już dobrze, tylko nie rób tego więcej - przykazała jej Betty. - Nie 
próbuj   działać   na   własną   rękę   i   niczego   sama   nie   wymyślaj.   Po 
prostu trzymaj się planu gry, a swoje ciągoty twórcze ogranicz do 
własnych kapeluszy.
- Ludzie wszystko komplikują - dodała Muriel.
- A my sobie poradzimy bez ich pomocy - zgodziła się Hattie.

* * *

Wróciwszy z biblioteki, Anastazja zauważyła przez szybę wystawy 
sklepowej,   że   Claire   przegląda   katalogi   tapet   ściennych.   Zamiast 
wejść na klatkę schodową prowadzącą do jej mieszkania, zatrzymała 
się i zastukała w okno.
- Właśnie ciebie potrzebowałam! - krzyknęła na powitanie Claire i 
pociągnęła Anastazję do karcianego stolika ustawionego na środku 
pomieszczenia.
- O co chodzi?
- O tapety.
- Gdzie jest David? - Rozejrzała się wkoło. Jedynym śladem jego 
obecności był oparty na dwóch kozłach wielki arkusz sklejki, a na 
nim mnóstwo narzędzi.
- Zdziera starą tapetę na zapleczu.
- Naprawdę? Więc w czym mogę ci pomóc?
-   W   wyborze   tapety.   Nie   mogę   się   zdecydować   między   tą...   - 
pokazała jej próbkę w różowo-białe paski - ...a tą. - Wyjęła następną, 
której deseń tworzyły rożki z lodami.
-   Jeśli   chodzi   o   tapetę   w   różowe   paski,   to   nie   potrafię   być 
obiektywna, od czasu kiedy piłam czekoladę z mlekiem, pomagając 
tacie tapetować moją sypialnię. Miałam wtedy dziesięć lat.
- Nie rozumiem, jaki to ma związek....

background image

-   Mój   brat   Ryan   opowiedział   mi   fantastyczny   dowcip,   a   ja 
parsknęłam   śmiechem   i   wyplułam   napój   prosto   na   nową   tapetę. 
Widok  był  straszny.   Od tamtej  pory  nie  przepadam   za  różowymi 
ścianami ani za mlekiem z czekoladą. Poza tym  nie piję niczego, 
kiedy Ryan jest w zasięgu mojego wzroku.
- To ten, który pracuje w Urzędzie Szeryfa Federalnego?
- Tak. Po kilkuletnim pobycie w Oregonie przenieśli go z powrotem 
do Chicago. Jak to on, musiał nas czymś zaskoczyć  i wrócił jako 
żonaty mężczyzna. Swoją drogą, zawsze lubiłam Courtney.
- Czyli małżeństwo jest dobrą rzeczą dla twoich braci, ale nie dla 
ciebie?
- Moim braciom potrzebne są bystre kobiety, które potrafią utrzymać 
ich w karbach - powiedziała wyniośle. - A ja nie potrzebuję nikogo, 
kto by mnie trzymał w karbach, dziękuję bardzo.
- A ty nie chciałabyś trzymać w karbach jakiegoś mężczyzny?
- Mówiłam ci, że unikam jak zarazy sztywnych ważniaków. Faceci, z 
którymi się zadaję, są na tyle wyluzowani, że nie potrzebują nikogo, 
kto   by   ich   ustawiał.   Ale   dość   o   mnie.   Co   z   nazwą   dla   twojej 
lodziarni? Masz jakieś nowe pomysły?
- Zastanówmy się. - Claire sięgnęła po listę, którą zawsze miała pod 
ręką. - Na razie mamy „Czarodziejski Rożek" i „Ogród Smaków", 
ale to brzmi jakoś pretensjonalnie.
- Musimy jeszcze pomyśleć. Posłuchaj, idziemy dzisiaj na tę aukcję?
- Jasne.
- Jaką aukcję? - David wyłonił się z zaplecza, wycierając dłonie w 
ścierkę. Miał na sobie zakurzone dżinsy i biały podkoszulek.
Dlaczego   nawet   lśniący   pot   dobrze   na   nim   wygląda?   Anastazja 
starała się zachować zimną krew.
-   Wybieramy   się   z   twoją   babcią   na   aukcję   antyków,   żeby   kupić 
jakieś meble do cukierenki.
- Na pewno nie beze mnie - oświadczył David.
- Cieszę się - odpowiedziała z uśmiechem. I naprawdę się ucieszyła.
Niestety, poszedł z nimi jak owca na rzeź, bezwolnie wlokąc się u 
ich   boku.   Zmienił   robocze   ubranie   na   czarne   spodnie   i   niebieską 
koszulę.   Do   diabła,   nałożył   nawet   krawat,   no   i   siedział   teraz   jak 
manekin na składanym krześle obok babci i Anastazji, pośród tłumu 

background image

artystycznej gawiedzi, gapiącej się nie wiadomo na co. I pomyśleć, 
że stracił przez to mecz Cubsów.
- Jak długo to jeszcze potrwa? - szepnął Anastazji prosto do ucha, 
wdychając cytrusowy zapach jej perfum.
- Aż skończy się aukcja.
- A kiedy to będzie?
- Jeżeli ci się nudzi, to bardzo proszę, możesz  złapać taksówkę i 
wracać do domu.
- I zostawić cię samą z babcią? - Rzucił jej kpiące spojrzenie. - Ani 
mi się śni.
- Pewnie, że nie. Ty przecież nie wierzysz w sny ani w marzenia, 
prawda? Ciekawe dlaczego.
- Bo jestem praktyczny. I powiem ci, że żaden praktyczny człowiek 
nie   zapłaciłby   takich   pieniędzy   za   graty,   które   można   kupić   na 
garażowej wyprzedaży.
- To nie są graty, tylko dzieła sztuki z najlepszych kolekcji.
-   Jasne.   Te   zapleśniałe   kanapy,   stoły   i   lampy   to   dzieła   sztuki?   - 
Wskazał palcem monstrualny stół z rzeźbionymi nogami w kształcie 
smoków.
- Z całą pewnością.
- A te rupiecie za szkłem?
- To jest wystawa porcelany i biżuterii, a nie rupiecie.
- Moim zdaniem, przynajmniej co minutę musi rodzić się głupiec.
-   Najwidoczniej   -   odparowała   słodkim   głosem.   -   Właśnie   siedzę 
obok kogoś takiego.
- Moja babcia nie jest głupcem.
- Oczywiście, że nie. Ale jej wnuk owszem, przynajmniej wszystko 
na to wskazuje. Może gdybyś siedział tu z otwartą głową, to udałoby 
ci się czegoś nauczyć. Kto wie, może nawet dobrze byś się bawił.
- Bawię się zupełnie dobrze - mruknął.
Nie skłamał. Bawił go wściekły błysk w oczach Anastazji. W ogóle z 
przyjemnością na nią patrzył, i na tym koniec. Reszta tego cyrku nie 
bardzo go interesowała.
Prowadzący   aukcję   przeszedł   do   następnej   licytacji,   a   mówił   tak 
szybko, jakby był pod wpływem o wiele za dużej dawki kofeiny.
- Dwa tysiące, dwa sto, dwa dwieście po raz pierwszy. Kto da dwa 

background image

pięćset?   -   Wszystko   to   w   niecałe   pięć   sekund.   Człowiekowi 
zdrowemu na umyśle nie wytrzymałyby płuca. Rozległo się głośne 
uderzenie   młotka   i   jakieś   następne   bezwartościowe   starocie 
powędrowało na biurko licytującego. Wszystko zaczęło się od nowa.
David   skrzyżował   ręce   na   piersiach   i   odchylił   się   do   tyłu,   z 
półprzymkniętymi   oczami,   jak   zwykł   to   robić   na   zebraniach 
służbowych. Niewiele spał ostatniej nocy. Nie mógł się uwolnić od 
widoku Anastazji w podświetlonej od tyłu nocnej koszuli. Ten obraz 
wciąż tkwił w jego pamięci. Teraz też go widział. Zmarszczył brwi i 
podniósł rękę, żeby podrapać się po nosie.
Usłyszał huknięcie młotka.
- Sprzedano za osiemdziesiąt dolarów panu w krawacie.
- Gratuluję - powiedziała Anastazja z uśmiechem, który nie wzbudził 
w nim zaufania. - Przebiłeś resztę chętnych.
- O czym ty mówisz? Podrapałem się tylko po nosie.
- To niebezpieczne w czasie aukcji.
- Wiesz przynajmniej, co kupiłem?
- Erotyczną netsuke.
Zakrztusił   się.   Anastazja   uderzyła   go   w   plecy   z   przesadną 
gorliwością.
Odchylając się do tyłu, David spiorunował ją wzrokiem. Nie bardzo 
wiedział, co to takiego  netsuke,  ale z definicją erotyzmu  nie miał 
najmniejszych kłopotów.
-   To   przez   ciebie   wylicytowałem   jakiś   nieprzyzwoity   gadżet. 
Netsuke! Może mi powiesz, co to jest?
- Mała orientalna rzeźba. Bardzo poszukiwana przez kolekcjonerów. 
Masz niezłe oko jak na kogoś, kto uważa dzieła sztuki za rupiecie - 
nie powstrzymała się od złośliwości.
David   nie   wyglądał   na   rozbawionego.   Gdyby   nie   obawiał   się,   że 
Anastazja namówi babcię do kupna jakiegoś obrzydlistwa, w ogóle 
by tu nie przyszedł. Ale babcia wylicytowała tylko stolik z kutego 
żelaza z parą krzeseł, co prowadzący aukcję opisał jako oryginalne 
wyposażenie bistra. Za to on kupił coś idiotycznego.
- Czy zacząłeś się już dobrze bawić? - spytała Anastazja, trzepocząc 
niewinnie rzęsami.
- Nie.

background image

- Więc pojedź ze mną w sobotę na piknik.
- Po co? - zapytał nieufnie.
- Żebym mogła włożyć ci parę cementowych butów i wrzucić cię do 
rzeki   -   odpowiedziała   zaciągającym   akcentem   gangstera   z   lat 
dwudziestych,   a   potem   wybuchnęła   śmiechem.   -   Jezu,   co   za 
podejrzliwość.   W   mojej   propozycji   nie   ma   żadnego   ryzyka.   Ani 
żadnych warunków. Chodzi o zwykłą zabawę.
-   Fantastycznie.   A   więc   sobota.   Piknik.   -   Na   ostatnim   był   ze 
dwadzieścia lat temu, ale to przecież nic nadzwyczajnego. Bierze się 
kilka  hamburgerów  i zjada je przy składanym  stoliku. Do diabła, 
jego zwykły lunch w pracy też można by nazwać piknikiem... wtedy, 
gdy   wcina   hamburgera   na   dworze...   wśród   zgliszcz   wypalonych 
budynków.
Ale   pojedzie   na   ten   piknik.   Będzie   miał   okazję   odkryć,   o   co 
naprawdę chodzi tej nieznośnej kobiecie.
-   Fajnie.   -   Uśmiechnęła   się   pogodnie.   -   Wszystko   przygotuję. 
Spotkajmy się u mnie o szóstej.
-  Zgoda.  - Nie  śmiał   skinąć   głową z  obawy,  że  stanie   się  w  ten 
sposób właścicielem jeszcze jednego dzieła sztuki.

* * *

-   Pierwszy   krok   zrobiony   -   orzekła   Betty   ze   szczytu   witryny 
osłaniającej   kolekcję   porcelany   ze   Staffordshire.   -   Wszystko 
przebiega   według   planu.   Mówiłam   wam,   że   pomoc   Claire   ułatwi 
sprawę.
- Nie do wiary... - westchnęła Hattie, sadowiąc się na gablocie z 
biżuterią. - Widziałyście, jak sprytnie wmanewrowała Anastazję w 
oswajanie tego sztywniaka Davida?
- To wcale nie znaczy, że on tak łatwo da się oswoić. Wciąż jej nie 
ufa. - Sceptyczna jak zwykle Muriel otrzepała z kurzu kamizelkę i 
wyjęła z kieszeni swój ulubiony baton z bakaliami.
-   Nie   słuchaj   jej.  -   Betty  niecierpliwym   gestem   odsunęła   z   czoła 
grzywkę. - Tym razem wszystko potoczy się gładko.
- Może powinnaś odstukać w nie malowane - zaproponowała Hattie. 
- Tak na wszelki wypadek.
- Dobre wróżki nie powinny być przesądne - upomniała ją Muriel. - 
Popatrz, tu jest to napisane czarno na białym.

background image

- Wyjęła spod pazuchy grubą księgę, prawie tak wielką jak ona sama, 
za   pomocą   magicznej   różdżki   przekartkowała   setki   bogato 
zdobionych stronic, aż wreszcie znalazła to, czego szukała. - Zasada 
1359.
-   Już   kilka   zasad   z   tej   księgi   nagięłyśmy   dla   naszych   potrzeb   - 
zauważyła Hattie.
- Nagięłyśmy?  - zadrwiła Betty.  - Do stu petunii, niektóre z nich 
powyginałyśmy tak bardzo, że przypominają precelki.
- Czy to dobrze? - zaniepokoiła się Hattie.
- Przecież ciągle tu jesteśmy, prawda?
-   W   porządku.   -   Hattie   dotknęła   swoich   srebrnych   loków,   jakby 
upewniając się, czy siostra powiedziała prawdę.
- A skoro już tu jesteśmy, wypadałoby się przyjrzeć z bliska tym 
wiktoriańskim szpilkom do kapeluszy. Zawsze o takiej marzyłam.

* * *

W soboty Anastazja lubiła wysypiać się do dziesiątej. Była to jedna z 
jej   nielicznych   słabości   i   z   upodobaniem   sobie   na   ten   luksus 
pozwalała. Lecz tego ranka nieznośny huk obudził ją przed świtem.
Zmrużyła   oczy,   starając   się   odczytać   na   budziku   godzinę.   Piąta. 
Znowu to samo. Czy ten facet nigdy nie śpi? Co on tam może robić? 
A może nie jest sam?
Na tę myśl  opadła z powrotem na poduszkę. Chyba  nie powinna 
jednak   biec   od   razu   na   górę.   Niestety,   nie   miała   numeru   jego 
telefonu. Sięgnęła po słuchawkę i wybrała numer informacji. Nic z 
tego, nie było go w spisie, pewnie po to, żeby sąsiedzi nie suszyli mu 
głowy za te nocne hałasy.
Łup, łup, łup, łubudu. Przycisnęła do głowy poduszkę. Nie pomogło. 
Musi przecież jeszcze trochę pospać. To nieludzkie. To sadyzm. On 
to robi celowo. Łup, łup, łup, łubudu.
Wyskoczyła   z   łóżka,   nie   będąc   w   stanie   znieść   dłużej   hałasu. 
Włożyła bluzę i pierwsze z brzegu spodnie od dresów. Nic ją nie 
obchodziło, jak wygląda. Nie wybierała się na górę, żeby uwodzić 
Davida. Zamierzała go skutecznie uciszyć. Bo nie tylko obudził ją, 
ale przestraszył też Xenę.
-   Nie   martw   się,   dziecinko   -   próbowała   uspokoić   kotkę,   która 
zanurkowała pod pościel. - Zaraz się tym zajmę.

background image

Kilka minut później stała przed drzwiami Davida na drugim piętrze. 
W pierwszej chwili nikt nie zareagował  na jej pukanie. W końcu 
usłyszała   odgłos  otwieranego   zamka.   Omal   nie   padła   z  wrażenia, 
kiedy   David   stanął   w   progu   z   przepraszającym   uśmiechem,   nie 
mając   na   sobie   niczego   oprócz   granatowych   gimnastycznych 
spodenek.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

- Obudziłem cię? - spytał, mrugając swoimi olśniewająco błękitnymi 
oczami.
- Jak na to wpadłeś? - Za wszelką cenę usiłowała zachować dystans. 
- Podsunął ci tę myśl fakt, że mamy piątą rano? Bo taka jest naga 
prawda. - Słowo „naga" bardzo pasowało do sytuacji. Patrzyła  na 
jego nagi, rozbudowany tors, na którym połyskiwały kropelki potu. - 
Narobiłeś tyle hałasu, że umarłego byś obudził.
- Ćwiczyłem.
- Sam?
- Tak, sam. Dlaczego pytasz?
- Miałam wrażenie, jakby galopowało stado koni. Co robiłeś?
- Żabki.
To   pewnie   nawyk   wyniesiony   ze   służby   strażackiej,   pomyślała. 
Żabki robią tylko mężczyźni w mundurach.
- Spróbuj tai chi. Będzie dużo ciszej.
- Tai co?
-  Tai   chi.  Starożytny   chiński   sposób   ćwiczenia   ducha   i   ciała.   - 
Widząc   jego   głupią   minę,   machnęła   ręką.   -   Nieważne.   Bądź 
uprzejmy pamiętać, że śpię dokładnie pod tobą.
Poniewczasie   zdała   sobie   sprawę,   że   sformułowanie   było   nie 
najszczęśliwsze. Dostrzegła gwałtowną zmianę jego rysów twarzy, 
podejrzewając, że wyobraził sobie to samo - jak śpi pod nim, ich 
splątane nogi, jego ciało otulające ją niczym kołdra. Patrzył na nią 
wzrokiem,   który   zdawał   się   przenikać   jej   ubranie,   parzył   skórę   i 
przyprawiał ją o palpitację serca.
Zaskoczona, cofnęła się o krok, omal nie potykając się o zbyt długie 
nogawki   dresów.   Podciągnęła   je,   co   może   nie   było 
najwytworniejszym gestem, ale pomogło wrócić do rzeczywistości.
- Koniec z tym skakaniem albo poskarżę się naszej gospodyni.
- Znam dłużej swoją babcię niż ty. Sądzisz, że co mi zrobi? Wyrzuci 
z mieszkania?
- Nie, myślę, że spojrzy na ciebie tym swoim wymownym wzrokiem, 
bez jednego słowa, i to ci wystarczy.
Ku jej zdumieniu, David uśmiechnął się. I wcale nie było mu z tym 
nie do twarzy. Tak naprawdę wyglądał cholernie dobrze. O wiele za 

background image

dobrze. Ale nie zawrócił jej tym uśmiechem w głowie, bez przesady, 
była za mądra, żeby sobie na to pozwolić.
- Hej, czy naprawdę widziałam te dołeczki? - spytała zaczepnie. - 
Nie, to chyba jednak halucynacja.
W odpowiedzi wycelował w nią swoim białym ręcznikiem.
- Uważaj, chłopczyku! - Pogroziła mu palcem. - Jestem mistrzynią w 
walce   na   ręczniki.   Chyba   nie   chcesz   się   ze   mną   mierzyć. 
Wychowałam się z dwoma braćmi i tata nauczył mnie, jak należy się 
bronić.
- Kremem do golenia i strzelaniem z ręcznika?
- Między innymi.  - Ziewnęła mimowolnie,  co przypomniało  jej o 
celu   tej   niekonwencjonalnej   wizyty.   Miała   go   uciszyć,   a   nie 
podziwiać jego męski urok.
- Muszę się wyspać, więc zrób mi tę przyjemność i uprawiaj swoje 
męskie   ćwiczenia   w   stosownych   godzinach,   między   południem   a 
północą.   -   Ziewnęła   jeszcze   raz   i   warknęła   jak   Arnold 
Schwarzenegger: - Hasta la vista, baby.
Kiedy schodziła po schodach, David nie mógł oderwać od niej oczu. 
Nigdy nie spotkał podobnej kobiety. Była nieobliczalna. Zdawało mu 
się, że już ją rozgryzł i przytarł rogów, gdy ona nagle odbija piłeczkę 
i to podkręconą.
Kumpel z policji sprawdził w kartotece jej konto. Cztery lata temu 
została zatrzymana razem z dwudziestoma innymi demonstrantami, 
którzy uniemożliwiali rozbiórkę zabytkowej kamienicy. Nic więcej, 
co   wcale   nie   dowodzi,   że   potem   była   uosobieniem   niewinności. 
Może po prostu jest zbyt sprytna, żeby dać się złapać. Do czasu.
David   zerknął   na   zegarek,   żeby   upewnić   się,   czy   jest   dokładnie 
szósta. Była. Podniósł rękę, żeby zapukać do drzwi Anastazji, ale 
zanim ich dotknął, otworzyły się gwałtownie i na korytarz wybiegła 
ona sama. Z obłędem w oczach, omal go nie przewróciwszy, pognała 
schodami w dół.
- Hej! - Zaniepokojony, ruszył za nią. - Nic ci nie jest? Stało się coś?
Nie   odpowiedziała.   Dogonił   ją   dopiero   na   żwirowej   alejce   za 
domem, przy kępie krzaków. Zachowywała się więcej niż dziwnie. 
Kręciła się w kółko, chyba najszybciej, jak mogła, chwilami tracąc 
równowagę.

background image

- To właśnie tai chi, o którym mówiłaś? Próbujesz przebłagać boga 
pikniku czy co?
- Próbuję oszołomić mysz - odpowiedziała, z trudem łapiąc oddech.
No jasne, ta kobieta jest obłąkana, pomyślał.
- Obserwuje cię z tych krzaków?
- Nie, jest tutaj.
Gdy   wyciągnęła   w   jego   kierunku   pułapkę   na   myszy,   cofnął   się 
odruchowo i skrzywił. W pracy wszyscy znali jego awersję do myszy 
i szczurów. Na sam ich widok ciarki przechodziły mu po plecach.
- Masz w domu myszy?  - spytał  ochrypłym  głosem, chowając za 
plecami wilgotne od potu ręce.
-   Nie,   właśnie   próbuję   się   jej   pozbyć.   Kręcę   się   w   kółko,   żeby 
straciła orientację, bo inaczej od razu wróci do domu. - Zakręciła 
jeszcze   jeden   piruet   i   w   końcu   otworzyła   pułapkę,   pozwalając 
oszołomionej myszy wygramolić się na wolność.
- Dlaczego jej po prostu nie zabijesz?
- Mój brat Ryan trzymał w domu białą myszkę, więc nie potrafię 
zabić myszy, bo przypomina mi się Pescado.
- Pescado? Przecież to po hiszpańsku ryba, a nie mysz.
- Wiem, i Ryan też to wiedział, ale to w jego stylu. Jest przewrotny.
- Jeżeli nie potrafisz  zabić myszy,  weź sobie  kota i niech  on się 
zajmie brudną robotą.
- Mam kota. Ma na imię Xena i boi się myszy.
- Co to za kot, który boi się myszy?
- Mój kot - powiedziała urażonym tonem.
- Pasuje do ciebie.
- Co chciałeś przez to powiedzieć?
- Niczego nie robisz normalnie.
- Normalnie robię mnóstwo rzeczy.
Teraz on się naburmuszył. Nie bardzo mu się podobało, że odbija 
piłeczkę w gramatycznej grze słów.
- Wiesz, o co mi chodziło.
-   Jeżeli   to   miał   być   komplement   doceniający   moją   niezwykłość, 
dziękuję bardzo - odpowiedziała z wyniosłą miną, która już po chwili 
rozpłynęła   się   w   zaczepnym   uśmiechu.   -   A   jeśli   coś   innego,   to 
ostrzegam, że wieczór może okazać się dla ciebie niezbyt przyjemny. 

background image

Pamiętaj, że to ja mam przygotowywać posiłki, a chyba nie chcesz 
denerwować kucharza.
- Ty gotujesz?
- Tak, gotuję. Przestań się krzywić. Nie rozumiem, co cię tak dziwi. 
Jestem   zupełnie   dobrą   kucharką.   -   Zerknęła   na   zegarek.   - 
Powinniśmy się zbierać, nie chciałabym się spóźnić.
Spóźnić? Na piknik? Nic z tego nie rozumiał. Anastazja pobiegła na 
górę, a on za nią. Nie miał szansy nie zauważyć, w jaki sposób jej 
kwiecista   sukienka   na   ramiączkach   przylega   do   ciała   w 
najwłaściwszych   miejscach.   Narzuciła   na   nią   białą   koszulę   i 
zawiązała ją w talii na węzeł.
Nie   była   przesadnie   szczupła,   kojarzyła   mu   się   raczej   z   Marilyn 
Monroe,   zwłaszcza   gdy   klosz   sukienki   owijał   się   wokół   jej 
wspaniałych nóg, kiedy z imponującą szybkością pokonywała zakręt 
na schodach.
Czekała   już   na   niego,   kiedy   przekraczał   próg   jej   mieszkania. 
Rozejrzał się dookoła, ale zdążył  tylko zauważyć, że ma niewiele 
mebli. Dwa krzesła z obiciem w kwiaty zastępowały kanapę, a na 
środku   stał   bardzo   dziwny   i   bardzo   kolorowy   stół.   Jego   uwagę 
przykuł stos rzeczy na podłodze.
-   Co   to   jest?   -   spytał   podejrzliwie.   -   To   ma   być   piknik,   a   nie 
miesięczna wyprawa w dżunglę.
- Zaufaj mi, to wszystko nam się przyda. - Poklepała go po ramieniu, 
tak jak to często robiła Claire.
I   z   tym   był   kłopot.   Nie   potrafił   jej   zaufać,   a   jednocześnie   nie 
przestawał   o   niej   myśleć.   Słyszał   oczywiście,   że   najgenialniejsi 
naciągacze i oszuści roztaczają wokół siebie nieodparty urok. A co z 
seksualnym  powabem? Tego też jej nie brakowało. Do czego ona 
zmierza?
- Dokąd się wybieramy? - spytał, podnosząc dwa składane krzesła i 
ogromną turystyczną lodówkę.
- Do Ravinii. - Wepchnęła mu pod pachę długą, wąską torbę. - Byłeś 
tam kiedyś?
- Czy to nie tam grają muzykę albo coś w tym rodzaju?
- Coś w tym  rodzaju. To letnia  siedziba  Chicagowskiej  Orkiestry 
Symfonicznej.

background image

- To raczej nie ma co liczyć na koncert jakiegoś Davida Bowie?
- Odpręż się. - Jeszcze raz go poklepała, tym razem po plecach. - 
Będziemy się wspaniale bawili.
- Dlaczego tak się o mnie martwisz, kiedy wspominasz o zabawie?
- Bo uważam, że bawisz się zbyt rzadko. Możemy pojechać twoim 
blazerem? Więcej się w nim mieści niż w moim małym triumphie.
Więc to piękne sportowe auto należy do niej? Bibliotekarka jeździ 
takim   samochodem?   Zanim   ją   poznał,   sądził,   że   wszystkie 
bibliotekarki  używają  siatek  na  włosy,   noszą  buty  ortopedyczne   i 
prowadzą sedany. Patrząc na jej seksowne purpurowe sandały, zdał 
sobie   sprawę,   że   musi   się   jeszcze   wiele   dowiedzieć   o 
bibliotekarkach, a o Anastazji w szczególności. Poczuł się jak rażony 
gromem, kiedy wreszcie dotarło do jego świadomości, że naprawdę 
mu na tym zależy.
Podróż   do   pobliskiego   przedmieścia   Highland   Park,   siedziby 
Festiwalu   Muzycznego   w   Ravinii,   okazała   się   krótka.   Davida 
zdumiało, że aż tylu ludzi zaparkowało swoje samochody przed nimi. 
Niektórzy transportowali do parku swój bagaż na wózkach albo w 
dziecięcych pojazdach. Anastazja długo szukała dobrego miejsca, w 
końcu  wybrała  trawnik  pod  dębami,  wystarczająco  blisko  krytego 
pawilonu, żeby widzieć orkiestrę.
Davidowi   zdecydowanie   bardziej   zależało   na   tym,   żeby  zobaczyć 
przed sobą coś do jedzenia. Umierał z głodu. Anastazja natomiast 
zupełnie   przestała   się   spieszyć.   Pomógł   jej   rozłożyć   plastikową 
płachtę, a na niej koc. Potem ustawiła krzesła i wręczyła mu długą 
torbę.
- Co to jest?
- Stół.
-   Przykro   mi,   ale   ktoś   musiał   go   zepsuć.   Ma   przykrótkie   nogi   - 
odkrył po kilku minutach.
- Właśnie  takie  mają  być.  - Rozłożyła  na  stole kolorowy obrus i 
ustawiła na nim turkusowe świece w szklanych świecznikach.
- Trochę dziwny sposób urządzania pikniku - mruknął.
- Widzę, że jesteś też ekspertem od pikników.
- Mam o nich wystarczająco dobre pojęcie. - Otworzył lodówkę i 
zajrzał do środka. - Umieram z głodu. Gdzie jest smażony kurczak?

background image

- Kurczak? Czy wiesz, jak smażone mięso działa na układ krążenia?
-   Wiem,   jak   działa   na   moje   kubeczki   smakowe.   Lubię   smażone 
kurczaki.   A   jeśli   już   rozmawiamy   o   krążeniu,   to   lody   też   nie   są 
najzdrowsze.
- Wolę jednak lody od smażonych kurczaków.
- Co to za piknik: karłowaty stół, świeczki,  a nie ma pieczonych 
kurczaków?
- Spokojnie. Mam mnóstwo pysznych rzeczy. Proszę, na początek 
drobne zakąski.
Uporał się z nimi w kilka minut.
-   Przepraszam,   że   jem   jak   świnka.   -   Uśmiechnął   się   do   niej 
przepraszająco,   oblizując   z   palca   resztkę   topionego   sera.   -   To 
dlatego, że przez cały dzień nie miałem nic w ustach.
- Masz, tu są krakersy.  Jeszcze minutka i skończę. - Z jednego z 
plecaków wyjęła szklany wazon, nalała do niego wody z butelki i 
włożyła kilka świeżych kwiatów, które miała w oddzielnej torbie.
- Jak na piknik to chyba przesada.
- Tutaj, w Ravinii, jest taka tradycja.
David rozejrzał się wkoło i musiał przyznać jej rację.
- No więc tak, na pierwsze danie jest chłodnik z awokado, potem 
sałatka z kartofli i buraków, surówka z marchwi i... - Wyciągnęła z 
plecaka   termos.   -  Voila!  Gorące   pieczone   kurczaki.   A   na   deser 
pistacjowe lody twojej babci.
Kiedy   o   ósmej   zaczynał   się   koncert,   David   był   już   w   znacznie 
pogodniejszym nastroju. Jedzenie było wspaniałe - istna uczta dla 
mężczyzny przywykłego przegryzać w biegu byle co.
Większość   przybyłych   zapaliła   świeczki.   Muzyka   była   rzewna   i 
głośna, nie nadawała się do tańca, ale też nie grała mu na nerwach. 
Po jakimś czasie zaczął jej nawet słuchać z przyjemnością.
Zauważył, jak wygodnie poukładały się pary na sąsiednich kocach - 
kobiety oparły głowy na ramionach swoich towarzyszy. Chciał już 
zaproponować Anastazji, żeby przenieśli się na koc, kiedy stuknęła 
go w plecy i skinęła głową przez ramię.
Odwrócił   się   i   zobaczył   gasnącą   karmazynowa   poświatę 
zachodzącego słońca. I setki świeczek migoczących aż po najdalsze 
krańce parku.

background image

- Ładnie, co? - wyszeptała.
- Rzeczywiście, ładnie.
Anastazja   miała   nadzieję,   że   David   czuje   się   na   tyle   dobrze,   że 
przynajmniej   nie   będzie   żałował   spędzonego   z   nią   czasu.   Na 
początku miała wątpliwości, ale teraz wyglądał na zadowolonego.
Zwykle   o   tej   porze   wyciągała   się   na   kocu   i   owijała   nim,   gdy 
wieczorny chłód zaczynał zbytnio dokuczać. David jednak wyglądał 
na faceta, który używa na piknikach krzeseł i składanego stołu. Choć 
z drugiej strony, dżinsy i płócienna koszula świadczyły chyba o tym, 
że dba o wygodę jak większość ludzi. Może źle go oceniała, sądząc, 
że nie potrafi się relaksować.
Bez   słowa   przeniosła   się   na   koc,   mile   zdziwiona,   gdy   David 
natychmiast  zrobił to samo. Położył  się tak blisko, że wyczuwała 
ciepło jego ciała.
Nagle   poczuła   się  niezręcznie,  nie   wiedząc,   co  począć  z  rękoma. 
Musiała   się   jednak   uśmiechnąć,   gdy   mruknął   coś   w   rodzaju 
„przestań   się   wiercić"   i   przyciągnął   ją   bliżej.   Teraz   jej   ciało 
przylegało  do boku Davida, głowę oparła na jego ramieniu,  a on 
objął ręką jej plecy. Ogarnęło ją oszałamiające uczucie błogości.
I niemal w tej samej chwili spadły pierwsze krople deszczu. Chmury, 
dzięki   którym   oglądali   tak   nadzwyczajny   zachód   słońca,   płynęły 
teraz dokładnie nad ich głowami. Kilka osób spośród publiczności 
pospiesznie zebrało swoje rzeczy i uciekło, ale większość po prostu 
wyjęła parasole.
Anastazja   zrobiłaby   to   samo,   gdyby   nie   zapomniała   zabrać   go   z 
domu.
- Nie przejmuj się - pocieszała Davida, wyciągając spod niego koc z 
nieprzemakalną   płachtą.   -   Nie   jestem   tu   nowicjuszką.   Wiem,   co 
trzeba zrobić.
- Wracamy? - spytał z nadzieją w głosie.
- Nie. - Usiadła na składanym krześle i zaprosiła go na drugie. Gdy 
David usiadł, wręczyła mu jeden z rogów plastikowej płachty. - To 
stara   zasłona   z   prysznica.   -   Trzymając   nad   głową   prowizoryczny 
parasol,  drugą ręką  rozpostarła  koc na kolanach.  - Możemy  dalej 
spokojnie   słuchać   muzyki.   Dobrze,   że   nie   padało   przed   przerwą. 
Uwielbiam   następny   kawałek.   „Szeherezada"   Rimskiego-

background image

Korsakowa.   -   Zaczęła   czytać   z   programu:   -   Sułtan   Szahriar, 
przekonany o dwulicowości i niewierności wszystkich kobiet, męska 
szowinistyczna świnia...
- Tam jest tak napisane? - David rzucił okiem przez jej ramię.
- Nie, fragment ze świnią sama dodałam. W każdym razie ślubował, 
że zabije każdą ze swoich żon po spędzeniu z nią pierwszej nocy. 
Szeherezada ocaliła głowę, opowiadając sułtanowi cykl baśni - przez 
tysiąc   i   jedną   noc.   Trawiony   ciekawością   sułtan   z   dnia   na   dzień 
odraczał egzekucję, żeby usłyszeć dalszy ciąg opowieści, wreszcie 
darował   małżonce   życie.   -   David   nie   sądził,   żeby   uwielbienie 
Anastazji dla Szeherezady było tylko zbiegiem okoliczności. Dwie 
bąjarki.   Nawet   jeśli   nie   miała   jeszcze   nic   złego   na   sumieniu,   to 
zaraziła jego babcię marzycielskimi wizjami, wystawiając na ryzyko 
jej   zabezpieczenie   emerytalne.   To   przecież   jasne,   że   gdyby   nie 
wpływ   Anastazji,   babcia   nie   stałaby   się   wielbicielką   Bruce'a 
Springsteena i nie podrygiwała jak nastolatka, słuchając „Born in the 
USA".   To   ta   szalona   kobieta   natchnęła   ją   swoimi   zwariowanymi 
pomysłami.
A   jego...   czym   natchnęła?   Jak   mógłby   nazwać   to   uczucie? 
Zainteresowanie?   Fizyczny   pociąg?   Irytacja?   Wolał   się   skupić   na 
ostatnim.
Dla tego pikniku musiał zrezygnować z meczu Cubsów. I choć te 
kilka   minut,   kiedy   dotykał   bujnego   ciała   Anastazji,   było   warte 
takiego poświęcenia, wolałby jednak, żeby to doświadczenie trwało 
dłużej.
- A więc? - spytała radośnie. - Dobrze się bawisz?
- Jasne.
Czy mogło być dużo gorzej?
A jednak mogło. Zaczęło go swędzić, kiedy wracali do samochodu, 
stojącego   w   najdalszym   kącie   parkingu.   David   kilka   razy   musiał 
przystanąć, żeby podrapać się po ramionach i karku.
- Czy w tym parku rośnie trujący bluszcz? - zapytał.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Może w jedzeniu coś było?
- Nic podejrzanego.
- Jakieś krewetki?

background image

- Rzeczywiście, w niektórych kanapkach były siekane krewetki.
- No to wszystko jasne. Dostaję po nich pokrzywki.
-   Tak   mi   przykro!   Nie   mogłeś   mi   powiedzieć?   Czy   to   jakaś 
niebezpieczna   alergia?   Nie   powinieneś   wziąć   lekarstwa?   Może 
powinniśmy jechać do szpitala?
- Nie, muszę tylko zażyć antyhistaminę.
- Chciałam, żeby ten wieczór okazał się dla ciebie niezapomniany, 
ale nie to miałam na myśli - powiedziała skruszonym tonem.
- Mnie też nie o to chodziło.
- Więc może powinniśmy to niedługo powtórzyć, co?
- Może powinniśmy. Ale tym razem będzie to moja wersja dobrej 
zabawy.
- To znaczy?
- Baseball.
Tak   oto   już   następnego   popołudnia   Anastazja   znalazła   się   na 
stadionie Wrigley Field.
- Masz szczęście, że w ostatniej chwili udało mi się kupić dwa bilety.
-  Jasne.  Mam  szczęście.   Ludzie   stoją  przecież   w  kolejkach,  żeby 
obejrzeć zespół, który nie zwyciężył w swojej lidze od 1908 roku.
- Mówiłaś, że nic nie wiesz o baseballu. - Podał jej rękę i pomógł 
zejść po betonowych schodach do właściwego sektora.
- Jestem bibliotekarką. Zdobywanie informacji to moja specjalność.
Natomiast specjalnością Davida zaczęło być wprawianie jej serca w 
łomot. Polubiła też jego głos, jedyny w swoim rodzaju, aksamitny i 
szorstki zarazem. Szkoda, że nie spodobało jej się to, co mówił w 
czasie jazdy. Uraczył ją wykładem o przewadze odpowiedzialności 
nad lekkomyślnym marzycielstwem.
-   Co,   tak   naprawdę,   masz   przeciwko   marzeniom?   -   spytała, 
posuwając się za nim wąskim przejściem.
- Skąd to pytanie?
- To dalszy ciąg naszej rozmowy w samochodzie. No, powiedz mi 
wreszcie.
-   Marzenia   to   zwykła   strata   czasu.   A   niektóre   bywają   po   prostu 
niebezpieczne.   Potrafią   człowieka   zaślepić,   oderwać   od 
rzeczywistości i narazić na niepewną przyszłość.
- Chodzi ci o twoją babcię? Wiem, że martwisz się o jej sytuację 

background image

finansową, ale...
- Mówię o swoich rodzicach. Mój ojciec postawił wszystko na jedną 
kartę, żeby się szybko wzbogacić. To nie marzyciele płacą za swoje 
marzenia,   płaci  reszta   ich  rodziny  -  powiedział  z   ponurą  miną,   a 
potem wzruszył ramionami.
-   Powiedzmy,   że   jestem   praktycznym   facetem.   Nie   wierzę   w 
wielkanocne zajączki ani w garnek złota na końcu tęczy. I możesz 
mnie za to potępiać.
- A w co ty wierzysz?
- W ciężką pracę i w baseball. Jak to się stało, że wychowywałaś się 
z dwoma braćmi i nigdy nie byłaś na meczu baseballowym?
- Miałam szczęście. Więc to z powodu taty uważasz marzenia za 
niebezpieczne?
- I dlatego, że zbyt często widziałem, jak marzenia idą z dymem. W 
moim zawodzie nie znalazłabyś wielu marzycieli.
-   To   mogę   zrozumieć.   -   Dostrzegła   ostrzegawczy   błysk   w   jego 
oczach i wolała nie naciskać dalej. - A jeśli chodzi o twoje pytanie, 
dlaczego   nie   chodziłam   na   mecze,   to   mój   tata   jest   wprawdzie 
kibicem   Cubsów,   ale   ogląda   ich   w   telewizji,   a   moi   bracia   wolą 
koszykówkę i Bullsów.
- A ty co wolisz?
- Balet. - Zajęła miejsce i wciągnęła nosem powietrze.  Dzień był 
słoneczny,   a   rześka   bryza   od   jeziora   przypominała,   że   zbliża   się 
wrzesień.   -   A   wiesz,   myślałam,   że   mecz   baseballowy   pachnie 
inaczej.
- Co? - Spojrzał na nią jak na osobę, która postradała rozum.
- Wyobrażałam sobie mniej świeżego powietrza, a więcej zapachu 
hot dogów i musztardy.
- Ten zapach znajdziesz przy kioskach. Poza tym tutejsi sprzedawcy 
hot dogów nie zawracają sobie głowy żadną musztardą. Ich hot dogi 
są zawsze zimne, a piwo ciepłe.
- Mniam - skrzywiła się ze wstrętem.
- Mam torebkę ziemnych orzeszków. Chcesz trochę? - Nasypał jej 
orzeszków na dłoń.
Uniosła wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Podobało jej się, że nosi 
czapkę  baseballową  na   odwrót,   bo  daszek   nie   zasłaniał  mu   oczu. 

background image

Powinna przywyknąć już do ich niesamowitego koloru, ale ciągle ją 
fascynowały. Nie mogła oderwać od nich wzroku.
Dopiero   hasło   do   odśpiewania   hymnu   wyrwało   ją   z   odurzenia. 
Westchnęła z ulgą. Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo 
szybko, choć może powinna raczej powiedzieć: powoli. Straszliwie 
powoli. Nudziła się beznadziejnie.
Za to David nie okazywał żadnych objawów znudzenia.
- Ten facet rzuca podkręcane piłki. - Pochylił się ku Anastazji mniej 
więcej godzinę później.
- Który facet?
- Rzucający.
- Ten, który stoi na małej górce, tak?
- To się nazywa pole rzucającego.
Nagle przysadzisty mężczyzna siedzący obok skoczył na równe nogi, 
wytrącając z dłoni Anastazji orzeszki. Wylądowały na głowach ludzi 
siedzących   dwa   rzędy   niżej.   Obsypana   gradem   złych   spojrzeń, 
Anastazja   skuliła   się   na   ławce,   ale   wcale   nie   poczuła   się   lepiej. 
Leżenie na trawie w Ravinii było o wiele przyjemniejsze.
- Masz. - David wręczył jej całą torbę orzeszków. - Będziesz miała 
co robić podczas przerw w grze.
- Z tego, co widzę, ta gra polega głównie na przerwach.
- To dopiero czwarta rozgrywka. Jeszcze nic nie widziałaś.
- Mów tak do mnie.
Znowu   wszyscy   podskoczyli   do   góry.   Wszyscy   oprócz   Anastazji 
obarczonej   orzeszkami.   Gdy   odłożyła   je   na   bok,   kibicujący   tłum 
zdążył   usiąść   z   powrotem.   Następnym   razem   była   lepiej 
przygotowana, a przy siódmej rozgrywce wpadła już we właściwy 
rytm.
- Wiesz, co jest najlepsze w tej grze? - zapytała Davida.
- To, że przegrywamy tylko o parę.
- Jaką parę?
- Wynik jest dwa do czterech.
-   Wiem.   Ale   najbardziej   mi   się   podoba,   jak   w   siedemnastej 
rozgrywce śpiewają „Weź mnie na mecz baseballu". Och, i jeszcze 
to, że w czasie gry można sobie pokrzyczeć, co tylko ślina na język 
przyniesie.

background image

- Nie rozumiem.
- Można wstać i powiedzieć cokolwiek, a i tak nikt tego nie usłyszy. 
Zobacz... - Wstała z resztą widowni i zaczęła wrzeszczeć: - Rzepy to 
durne jarzyny!
- Przestań! - Szarpnął ją, ściągając z powrotem na ławkę.
-   Dlaczego?   Nikt   na   to   nie   zwraca   uwagi.   Następnym   razem, 
zrywając się do góry, wrzasnęła:
- Pieprzony fiskus!
- Fiskus to ich gracz między drugą a trzecią bazą, tak? - zapytał łysy 
gość z górnego rzędu, kiedy usiadła.
-   Teraz   naprawdę   dobrze   się   bawię!   -   stwierdziła   Anastazja, 
uśmiechając się do Davida.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

- Myślisz, że zdążymy na czas z uroczystym otwarciem? - spytała 
Claire, kiedy David zrobił sobie krótką przerwę. W połowie drugiego 
tygodnia   remontu   w   całym   pomieszczeniu   panował   nieopisany 
rozgardiasz. Zapach sklejki i smarów hydraulicznych mieszał się z 
aromatem kawy i świeżych pączków.
-   Sądzę,   że   tak.   Hydraulicy   i   elektrycy   pracują   według   planu. 
Powinni  skończyć   na  początku  przyszłego  tygodnia,   potem  wejdą 
ludzie od ogrzewania.
- Jest tu teraz dużo przestronniej, prawda?
David   skinął   tylko   głową,   zajęty   odkryciem,   którego   dokonał, 
usuwając   ściany   działowe.   Coś   tu   nie   grało.   Występując   o 
pozwolenie na remont, dostał plany budynku, wiedział więc, gdzie te 
ściany powinny stać. Problem polegał na tym, że między wymiarami 
piwnicy a resztą budynku istniała metrowa niezgodność.
Sprawdził też historię hipoteki nieruchomości, żeby upewnić się, czy 
transakcja została przeprowadzona uczciwie. Okazało się, że jednym 
z   poprzednich   właścicieli   był   Chester   „Chesty"   Ferguson, 
prowadzący   w   czasach   prohibicji   wiele   nielegalnych,   doskonale 
prosperujących szynków.
David od dziecka interesował się tą barwną erą w historii Chicago, z 
wypiekami   na   twarzy   śledził   przygody   Elliota   Nessa   w 
„Niedotykalnych". Gdyby nie to, może uznałby tę różnicę między 
planami a rzeczywistą powierzchnią piwnicy za błąd kreślarza. Ale 
to miejsce było kiedyś nielegalną knajpą gangstera, nie mógł więc 
powstrzymać   się   od   podejrzeń,   że   gdzieś   na   dole   znajdował   się 
ukryty magazyn.
Na   razie,   z   braku   czasu,   tylko   pobieżnie   obejrzał   piwnicę.   Było 
mnóstwo   pracy,   a   babci   bardzo   zależało,   żeby   pierwszego 
października odbyło się uroczyste otwarcie cukierenki.
- Nie żałujesz, że zgodziłeś mi się pomóc? - spytała z troską w głosie 
Claire.   - Nie  wiem,  czy do  końca  zdawałeś  sobie  sprawę,  co  cię 
czeka.
- Dobrze wiedziałem, do czego się zabieram. I niczego nie żałuję, 
choć było mi przykro, że kupiłaś ten dom w tajemnicy przede mną.
- Byłam pewna, że się nie zgodzisz, że nie spojrzysz na to miejsce 

background image

moimi oczami. Ale chyba powoli się przekonujesz, prawda?
David   wymruczał   jakąś   wymijającą   odpowiedź.   Chociaż   musiał 
przyznać, że sklep zaczynał wyglądać obiecująco. Usunął warstwa 
po   warstwie   starą   farbę   i   nagle   dębowa   boazeria   ujawniła   swoje 
naturalne piękno. Marmurowa lada była przykryta grubą narzutą, a 
babcia dwa razy dziennie sprawdzała, czy nie stało jej się nic złego. 
Spędzała w sklepie całe popołudnia, żeby nad wszystkim czuwać.
- Zdecydowałaś już, jak nazwiesz to miejsce?
- Jeszcze nie. A przy okazji... bardzo się cieszę, że dogadaliście się z 
Anastazją. Chyba nawet lubicie być razem.
- Zabrzmiało to tak, jakbyśmy byli parą dwunastolatków bawiących 
się na podwórku.
-   Nonsens,   mój   drogi.   -   Babcia   poklepała   go   po   ramieniu.   - 
Zapewniam cię, że znakomicie sobie zdaję sprawę, że oboje jesteście 
dorośli i że czas szybko płynie naprzód.
On też zdawał sobie sprawę z upływu czasu. Minęło pięć dni, odkąd 
zabrał Anastazję na mecz. Potem widywał ją tylko przelotnie, gdy 
wpadała po pracy doradzać babci - we wszystkim, od wzoru tapet po 
wybór szklanek do wody sodowej. Niechętnie, ale musiał przyznać 
się w duchu, że coraz bardziej mu jej brakowało.
Ledwie o tym pomyślał, usłyszał za plecami głos Anastazji.
- Sullivan, znowu bujasz w obłokach w czasie pracy? - zażartowała.
-   Jak   ci   się   udaje   tak   cicho   podkradać   w   ciężkich   wojskowych 
butach?
- Co, nie  podoba ci  się moje  obuwie?  - Podniosła  prawą stopę i 
obróciła nią, żeby mógł się dobrze przyjrzeć. - Nie miałam pojęcia, 
że jesteś takim niewolnikiem mody - dodała kpiąco, zerkając na jego 
znoszone dżinsy i zakurzony biały podkoszulek.
- Jasne. - Mimowolny uśmiech rozjaśnił mu twarz.
- Znowu próbujesz mnie rozpraszać tymi seksownymi dołeczkami, 
ale   nic   z   tego.   Przyszłam   powiedzieć   Claire,   że   znalazłam 
rzemieślnika,   który   robi   na   zamówienie   lady   chłodnicze   z 
pojemnikami do lodów i saturatorami. - Odwróciła się do Claire. - 
Jego dane były w książce o historii lodów, zrobiłam ci kserokopię tej 
strony.
- Historia lodów? - powtórzył David.

background image

- Owszem.  Jeżeli będziesz grzeczny,  któregoś dnia opowiem ci o 
tym.
- Nie mogę się doczekać.
Anastazja doskonale rozpoznawała tę ironiczną nutę w jego głosie. 
Równie dobrze zdawała sobie sprawę, że wciąż jej do końca nie ufa. 
Musiała mu jednak przyznać, że stara się być miły. Nie wypominał 
jej  krewetek w Ravinii  ani wygłupów na meczu  baseballowym.  I 
choć nie przestał marudzić o tym, jak nierozsądne jest porywanie się 
na tak niepewny interes jak cukierenka z lodami, jego opór zdawał 
się tracić na sile. Gdyby tylko udało jej się przekonać tego sceptyka i 
malkontenta, że życie  bez marzeń  nie ma  sensu, jej misja byłaby 
spełniona.

* * *

- Jakim cudem chcesz doprowadzić tych dwoje do ołtarza, jeżeli do 
dziś   nawet   się   nie   pocałowali?   -   Betty   maszerowała   tam   i   z 
powrotem po zakurzonej marmurowej ladzie.
- Budują nastrój - odpowiedziała jej Hattie spod sufitu, trzepocząc z 
gracją delikatnymi jak sieć pajęcza skrzydełkami.
- Zgadzam się z Betty. - Muriel potrząsnęła głową. Niesforny kogut 
na jej głowie wydawał się bardziej sterczący niż zwykle. - Na tym 
etapie Jason i Ryan już dawno byli po pierwszym pocałunku.
- Anastazja działa we własnym tempie, powinnyście o tym wiedzieć. 
- Hattie zrobiła urażoną minę.
- Myślałam, że pomoc Claire przyspieszy bieg wydarzeń.
-   Nie   przypominam   sobie,   żeby   Betty   mówiła   o   przyspieszaniu 
czegokolwiek. Twierdziła, jeśli dobrze pamiętam, że zwerbowanie 
Claire pozwoli nam poświęcić więcej czasu innym podopiecznym, a 
z tą parą pójdzie nam jak z płatka.
Oczywiście   gdy   tylko   to   powiedziała,   Anastazja   wepchnęła   tego 
nieokrzesanego dzikusa w tort weselny.
-   I   to   powinno   mnie   ostrzec,   że   nie   pójdzie   wcale   tak   łatwo...   - 
mruknęła pod nosem Betty.
- Nigdy nie idzie łatwo. Powiedziałaś, że im trudniej, tym większą 
potem mamy satysfakcję.
- Kłamałam.
-   Daj   spokój!   -   uniosła   się   Hattie.   -   Moim   zdaniem,   obie 

background image

niepotrzebnie się martwicie. Wszystko idzie jak trzeba. David jest 
coraz   mniej   podejrzliwy.   Może   czuje   się   zakłopotany   tym,   że 
Anastazja   mu   się   podoba,   ale   zachowuje   się   przyzwoicie.   A   i 
Anastazja  zaczyna   wierzyć,  że   uda  jej   się  coś  wskórać.   David  ją 
najzwyczajniej   w   świecie   pociąga.   Zauważyłyście,   jak   go 
kokietowała, proponując, że opowie mu historię lodów?
-   Jak   można   flirtować,   rozmawiając   o   historii   lodów?   -   Muriel 
wzruszyła ramionami. - Wszyscy wiedzą, że lody wymyśliły dobre 
wróżki, dawno temu.
- Ale ludzie w swoich historycznych książkach piszą, że pochodzenie 
lodów spowite jest głęboką tajemnicą.
- Właśnie w ten sposób sugerują, że stworzyły je dobre wróżki - 
wyjaśniła Muriel.
- Może to chce powiedzieć Davidowi Anastazja?
- Jasne - zadrwiła Betty. - Jeśli naprawdę w to wierzysz, mam pod 
ręką most do sprzedania.
-   Nie,   dziękuję   -   odparła   wyniośle   Hattie.   -   Nie   interesują   mnie 
mosty.
Ostatnie słowo jak zwykle należało do Muriel.
- O mostach wiem tylko tyle, że lepiej ich za sobą nie palić.

* * *

- Jesteś pewna, że chcesz to robić? - spytał David Anastazję tydzień 
później.
- Absolutnie. Daj mi w końcu ten wałek. - Wyrwała mu go z ręki. - 
Mamy do pomalowania mnóstwo ścian.
- Na pewno chcesz w ten sposób spędzić wolny dzień?
- Na pewno. - Poprawiła szelki swojego roboczego kombinezonu. - 
Boisz się, że okażę się lepszym malarzem od ciebie?
- Umieram ze strachu.
- Dobrze, panie majster. Łap swój wałek i bierz się do roboty.
Kiedy skończyła pokrywać farbą ścianę, chwyciła za pędzel, żeby 
pomalować krawędzie i zakamarki. Z magnetofonu Davida płynęła 
głośna   muzyka   -   przeboje   lat   osiemdziesiątych   Kenny   Logginsa, 
Davida Bowie, Cyndii Lauper. Podrygując przy jednym ze skoczniej 
szych   kawałków,  Anastazja,  całkiem  niechcący,  prysnęła  farbą  ze 
swojego pędzla. Prosto w kierunku Davida.

background image

- O p... - Zakryła dłonią usta.
- Op nie załatwia sprawy - warknął z udawaną złością. - To był mój 
ostatni czysty podkoszulek. Zaraz pokażę ci op. - Podszedł do niej z 
miną nie wróżącą niczego dobrego.
-   Spokojnie...   Zastanów   się,   zanim   zrobisz   coś,   czego   będziesz 
żałował.
- Nie wydaje mi się, żebym mógł czegoś żałować. Ale ty na pewno.
- Zrobiłam to niechcący,  przysięgam.  - Położyła  dłoń na piersi. - 
Gdybym   naprawdę   chciała   cię   ochlapać   farbą,   zrobiłabym   to 
znacznie lepiej.
-   Tak   czy   jeszcze   lepiej?   -   Odchylił   karczek   jej   kombinezonu   i 
chlapnął farbą na pomarańczową koszulkę.
- Hej, kolego, jak się bawić, to we dwoje! - Tym razem on rzucił się 
do ucieczki.
- Zdaje się, że jesteśmy kwita.
- To tobie się tak zdaje. - Posłużyła się pędzlem jak rapierem, a lewą 
rękę wyrzuciła w powietrze. - Broń się!
Tak go rozśmieszyła, że nie zdołał uniknąć ciosu w nagie ramię.
- Doigrałaś się.
Chwycił ją w ramiona, zanim zdążyła pomyśleć o odwrocie. Śmiech 
zamarł jej w krtani, gdy próbując się uwolnić, musnęła wargami jego 
policzek.
David pochylił się i zamknął jej usta długim, żarliwym pocałunkiem.
Namiętność,   jaką   w   niej   rozpalił,   oszołomiła   ją.   Przeraziła.   Czy 
domyślał się tego? Czy z nim działo się to samo?
Tak,   pod   dłonią   wyczuwała   łomot   jego   serca,   ale   ich   pocałunek 
skończył się równie gwałtownie, jak zaczął. Zaczęła się zastanawiać, 
dlaczego  tak niespodziewanie  odepchnął ją od siebie,  kiedy zdała 
sobie sprawę, że nie są sami.  Fachowcy od ogrzewania skończyli 
właśnie   przerwę   na   lunch   i   przez   drzwi   na   zapleczu   zeszli   do 
piwnicy.
Starając   się   zachować   choćby   pozory   opanowania,   Anastazja 
spojrzała na Davida z czarującym uśmiechem.
-   Miły   sposób   na   rozpraszanie   mnie,   ale   i   tak   jestem   lepszym 
malarzem.
- Całujesz też nieźle.

background image

- Dzięki - odpowiedziała drżącym głosem. Ten pocałunek sprawił, że 
zobaczyła   w   nim   innego   mężczyznę.   I   osłabił   jej   kontrolę   nad 
sytuacją. Zakłopotana, podniosła pędzel i wróciła do malowania, nie 
powstrzymując się jednak od nonszalanckiej riposty: - Pochlebstwa 
zaprowadzą cię donikąd.
Czuła, że ma nogi jak z waty. A to oznaczało, że David może być dla 
niej wielkim kłopotem. Wiedziała to. I obawiała się, że teraz i on 
zdaje sobie z tego sprawę.
Nie miał pojęcia, co go podkusiło, żeby wpaść do biblioteki, w której 
pracowała Anastazja. Ale przez cały dzień miał wrażenie, że nie jest 
sobą. Wczorajszy pocałunek  kompletnie  go zaskoczył.  Skąd mógł 
przypuszczać,   że   ona   potrafi   tak   całować?   I   czy   w   ten   sposób 
zamierza zawrócić mu na tyle w głowie, żeby nie dowiedział się, o 
co naprawdę jej chodzi?
A jeśli o nic nie chodzi? Jeśli nie ma żadnych złych zamiarów? Może 
ta kobieta jest po prostu naiwna, zwariowana i nierozsądna? Może 
wcale   nie   nabiera   jego   babci?   Ale   i   to   nie   oznaczałoby,   że   jest 
kobietą dla niego. Stop. Skąd takie myśli lęgną mu się w głowie? On 
i Anastazja? Zbyt wiele ich różni.
Bez kłopotów odnalazł ją w sekcji dziecięcej biblioteki publicznej. 
Siedziała   otoczona   grupą   dwudziestu   pięciu   przedszkolaków,   z 
włosami   związanymi   w   jeden   gruby   warkocz.   Czytała   dzieciom 
zabawną książkę o żabie, która pocałowana przez księcia zamieniła 
się w piękną bibliotekarkę.
Oczywiście natychmiast przypomniało mu to o ich pocałunku, więc 
przez dobre pięć minut z trudem powracał na ziemię. Tymczasem 
Anastazja   przeszła   do   następnej   opowieści.   Trzymała   w   dłoniach 
cykl   laminowanych   rysunków   ilustrujących   historyjkę   o   trzech 
dobrych wróżkach, które marzyły o większych skrzydłach.
- Henrietta, Betina i Maria uwielbiały się śmiać. A wy potraficie się 
śmiać? - spytała dzieciaki.
Roześmiały się wszystkie, choć z nierównym entuzjazmem.
-   One   przepadały   też   za   lodami.   A   wy   lubicie   lody?   Większość 
wrzasnęła,   że   tak,   z   wyjątkiem   jednej   małej   dziewczynki,   która 
powiedziała przejętym głosem, że lody tuczą.
- Dobrym wróżkom to nie grozi, Mitsy. Ale dziś dobre wróżki mają 

background image

coś ważnego do zrobienia. Muszą pomóc księżniczce Sarze odnaleźć 
jej zagubionego kotka. Znajdziecie kotka na tym obrazku?
Kilkoro dzieci pokazało go od razu.
- Kociaki drapią ludzi i kanapy - znowu odezwała się Mitsy.
-   Ponieważ   dobre   wróżki   potrafią   latać   -   ciągnęła   Anastazja   - 
przeszukały   najpierw   czubki   drzew.   Może   kociak   wspiął   się   na 
drzewo. Potraficie pokazać drzewo na tym obrazku?
- W drzewach jest dużo robaków - zabrzmiał po raz kolejny głos 
Mitsy.
Davida korciło, żeby rozweselić jakoś dziewczynkę, ale Anastazja 
zdawała się przyzwyczajona do jej ponurych komentarzy.
- Dobre wróżki zaczęły się martwić. Jak wyglądacie, kiedy jesteście 
zmartwione?
Cała   grupa   zaczęła   stroić   miny,   marszczyć   czoła   i   nosy.   Mała 
maruda   nie   musiała   niczego   udawać,   jej   zwykła   mina   była 
dostatecznie skrzywiona.
Kiedy   Anastazja   uśmiechnęła   się   do   jakiegoś   dziecka,   David 
przylgnął wzrokiem do jej warg, znowu przypominając sobie o ich 
pocałunku.   Gdzie   ona   się   nauczyła   tak   całować?   Na   pewno   nie 
wyczytała   instrukcji   w   żadnej   z   książek.   A   to   znaczy...?   Że   ma 
bardzo duże doświadczenie? A może po prostu wrodzony talent?
Starał się skoncentrować na jej słowach i zapomnieć o ustach.
- Potem użyły swych magicznych różdżek, by kilkoma podmuchami 
wiatru rozwiać liście i odsłonić konary drzew.
- Liście tylko śmiecą - prychnęła Mitsy.
- I wiecie co? Na najwyższym drzewie ukryta wśród liści siedziała 
kotka   Psotka,   która   bała   się   zejść   z   drzewa.   Domyślacie   się,   co 
zrobiły dobre wróżki?
-   Strzeliły   do   niej?   -   zapytał   z   morderczym   błyskiem   w   oku 
rudowłosy chłopczyk.
- Nie, oczywiście, że nie! - Anastazja spojrzała na niego ze zgrozą. - 
Mogłyby zranić kotkę, a przecież  nie wolno ranić kotków ani do 
niczego strzelać.
- Użyły czarów - podpowiedział chłopczyk, który przez cały czas 
trzymał kciuk w ustach.
- Racja, Bobby! Użyły czarodziejskich różdżek, żeby zdjąć kotkę z 

background image

drzewa i oddać ją księżniczce Sarze. Dobre wróżki, które tak głupio 
się   czuły   ze   swoimi   maleńkimi   skrzydełkami,   teraz   mogły   być 
dumne. A księżniczka z wdzięczności obdarowała je... wiecie czym?
- Kupą forsy?
- Dała im dzień urlopu - podpowiedział David, wyłaniając się zza 
regału.
Anastazja spojrzała na niego zdumiona, ale nie przerwała opowieści.
- Ofiarowała im dar śmiechu i pewności siebie.
- Jeżeli śmiała się tak jak ty,  to nie był  zły prezent - oświadczył 
tubalnym głosem David.
- O rany, zaraz się będą całować! - krzyknął rudzielec.
- Nie, nie będziemy - zaprzeczyła Anastazja rzeczowym tonem. - Za 
minutę będę wolna, Davidzie. - Zakończyła swoją bajkę z pomocą 
kukiełki o imieniu Panna Myszka, a gdy przedszkolaki wróciły do 
swoich rodziców, zajęła się Davidem.
- Skąd się tu wziąłeś?
-   Wpadłem   zobaczyć,   jak   zarabiasz   na   życie.   A   więc   śpiewasz   i 
opowiadasz bajki. Niezły fach.
- Fach jest dobry,  ale zajmuję się nie tylko tym.  Mam dyżury w 
punkcie   informacyjnym,   gdzie   polecam   dzieciom   lektury, 
odpowiadam na najróżniejsze pytania - na przykład jakie zwierzęta 
żyją   w   Ameryce   Południowej.   Do   tego   praca   administracyjna, 
opracowuję też nowe programy edukacyjne i konkretne projekty. W 
tej pracy trzeba naprawdę lubić dzieci - skończyła smętnym tonem - 
a tego nie można się nauczyć.
Zaczął   się   zastanawiać,   jaką   byłaby   matką.   Przestań   natychmiast, 
ostrzegł   go   wewnętrzny   głos   zatwardziałego   kawalera.   To 
niebezpieczny teren.
- Więc jakie zwierzęta żyją w Ameryce Południowej?
- Kapucynki, wyjce i inne małpy, wigonie i węże anakonda. Wiem, 
bo wczoraj dostałam siedem pytań z rzędu na ten temat. Dopadł mnie 
też czwartoklasista, który zażyczył  sobie fotografii dinozaura i był 
bardzo zły, kiedy mu wytłumaczyłam, że to niemożliwe.
- Trzeba go było skontaktować ze Spielbergiem.
- Dobry pomysł.  - Wyrównała stos rysunków w formacie plakatu 
ulicznego.

background image

- Z jakiej to książki?
- Sama robiłam te ilustracje.
- Niezłe - stwierdził zaskoczony. - Ale nie jestem ekspertem w tej 
dziedzinie.
- Wielkie dzięki.
Chwilę   później   Anastazja   musiała   pomóc   jakiejś   matce,   która 
szukała dobrej książki dla syna. Dopiero kiedy wróciła i usiadła przy 
komputerze,   zdumienie   Davida   dosięgło   zenitu.   Czasami   używał 
komputera, ale daleko mu było do jej szybkości i wprawy.
Tutaj,   w   bibliotece,   wcale   nie   sprawiała   wrażenia   szalonej   ani 
ekscentrycznej,   ani   razu   nie   wyprowadziła   go   z   równowagi   tym 
swoim   kuszącym   uśmieszkiem   albo   zaraźliwym   śmiechem. 
Wyglądała na mądrą, ambitną kobietę. A on kobiet tego typu unikał 
kiedyś jak ognia.
Skłonny był przyznać, że podejrzewając Anastazję o niecne zamiary 
wobec babci, trafił jak kulą w płot. Nie zmieniało to jednak faktu, że 
ona   była   bibliotekarką   z   klasą,   a   on   wypalonym   wewnętrznie 
analitykiem pożarów, przechodzącym ciężki kryzys tożsamości.
-   Zauważyłaś,   jak   niewiele   mamy   ze   sobą   wspólnego?   -   zapytał, 
kiedy oderwała się od pracy.
- Skąd to pytanie? - Wyglądała na zaskoczoną.
- Ty jesteś bibliotekarką z klasą, miłośniczką muzyki symfonicznej i 
baletu, a ja sztywnym  pedantem z zasadami, który lubi baseball i 
seriale komiczne w stylu „Trzech Fagasów".
- Wolisz Shempa czy Curliego?
- Curliego.
- Mowwa - powiedziała, naśladując akcent komika. - A powiedz, ilu 
tak naprawdę komików występuje w „Trzech Fagasach"?
- Sześciu. A jak ma na nazwisko Larry?
- Fine. Larry Fine.
- Zgadza się. - Spojrzał na nią z szacunkiem. - Dobra jesteś.
-   Właśnie   to,   nie   od   dzisiaj,   próbuję   ci   włożyć   do   głowy   - 
odparowała z zawadiackim uśmiechem.
- Nigdy nie spotkałem kobiety, która lubiłaby „Trzech Fagasów".
- To znaczy, że nigdy nie spotkałeś kobiety podobnej do mnie.
- Chyba masz rację.

background image

- Ja zawsze mam rację.
- Anastazjo, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, żeby 
David   poszedł   z   nami   na   pchli   targ?   -   spytała   Claire   następnego 
popołudnia.
- Oczywiście, że nie.
- Miło mi to słyszeć. Czy zauważyłaś, jak on się zmienił? Przestał 
być   taki   poważny,   zachowuje   się   całkiem   normalnie!   To   twoja 
zasługa.
Anastazja skinęła głową. Zauważyła u Davida wiele rzeczy. Choćby 
to, że wspaniale  rozumie się z babcią. I nigdy nie rzuca słów na 
wiatr. Jeżeli powie, że coś zrobi, zrobi na pewno.
Faceci,   z   którymi   się   zadawała,   byli   zabawni,   na   luzie,   ale 
nieodpowiedzialni.   Może   jednak   jest   coś,   co   przemawia   za 
mężczyzną, który zawsze dotrzymuje danego słowa, całuje, jakby nie 
istniało jutro, a oczy majak błękitne niebo.
Pchli targ odbywał się na terenach targowych Kane County. Przed 
bramami wejściowymi farmerzy z Wisconsin i Michigan sprzedawali 
świeżo zebrane jabłka i cydr. Wewnątrz można było kupić dosłownie 
wszystko,  od pochodzących  prosto z fabryki  kołder po witrażowe 
okna.
Stoiska zadaszone falistą blachą miały stare tabliczki, na przykład 
„Owce   1965"   albo   „Świnie   1960",   ponieważ   umieszczono   je   w 
dawnych boksach dla zwierząt. Teraz sprzedawano w nich porcelanę, 
bele   materiału,   bożonarodzeniową   galanterię.   Jeszcze   inni   kupcy 
oferowali starą biżuterię i bogaty asortyment mebli.
- Słyszałam, że jest tu gdzieś handlarz, u którego można dostać półki 
barowe z lustrzaną ścianą. - Anastazja pełniła rolę przewodniczki. - 
Coś takiego świetnie by pasowało do marmurowej lady.
Po drodze często się zatrzymywali. Anastazja nie potrafiła oprzeć się 
pokusie   zjedzenia   placka   prosto   z   gorącej   blachy,   posypanego 
cukrem   pudrem.   David   patrzył   na   nią   głodnym   wzrokiem, 
wyobrażając   sobie   smak   tego   cukru   na   jej   ustach.   Zadowolił   się 
jednak kupnem plakatu z „Trzema Fagasami".
- Większość kobiet kompletnie nie chwyta ich dowcipów.
- Przemawia przez ciebie męski szowinizm. Mój brat Ryan przekonał 
mnie do „Fagasów", kiedy jeszcze byliśmy dziećmi, ale Jason nic z 

background image

tego nie łapał. Dziś też nie łapie.
- Jest od ciebie starszy?
- Tylko o kilka minut, ale od dziecka udawał ważniaka i próbował 
nami rządzić. Wszyscy troje urodziliśmy się w tym samym roku i 
tego samego dnia.
- To znaczy, że...
- Jesteśmy trojaczkami.
-   Trojaczkami?   -   powtórzył,   jakby   nie   rozumiał   znaczenia   tego 
słowa.
Sprawdzając   kartotekę   Anastazji,   David   doszukał   się   oczywiście 
dwóch   braci,   nie   zwrócił   jednak   uwagi   na   daty   ich   urodzenia. 
Dowiedział się, że jeden pracuje w biurze prokuratora okręgowego w 
Chicago,   a   drugi   jest   zastępcą   szeryfa   federalnego,   co   pozwalało 
sądzić,   że   oszustwa   finansowe   nie   są   specjalnością   rodziny 
Knightów.   Przestał   też   podejrzewać   Anastazję.   Była   zbyt 
bezpośrednia   i   bezceremonialna,   żeby   kogokolwiek   oszukać.   Co 
wcale nie oznaczało, że ma dobry wpływ na jego babcię.
Była marzycielką, a on na własnej skórze przekonał się, czym może 
grozić bujanie w obłokach. I nie miał pojęcia, z jakim następnym 
szalonym pomysłem wyskoczy lada chwila.
Kiedy znaleźli budkę, której szukali, David zauważył, że Anastazja 
czeka, aż babcia sama zdecyduje się na ten bar z lustrami, czy jak mu 
tam. Był ogromny, mógł nie zmieścić się do jego samochodu, ale 
sprzedawca zaoferował dostawę na miejsce.
David przyjrzał się wiktoriańskiemu meblowi i doszedł do wniosku, 
że   istotnie   będzie   bardzo   pasował   do   ściany   za   marmurowym 
kontuarem. A robota była mistrzowska. Nikt już teraz nie robi takich 
rzeczy. Potem utargował dobrą cenę, w której mieściła się darmowa 
dostawa.
Dopiero   gdy   sprzedawca   podpisał   zamówienie,   David   zauważył 
zdziwione miny Claire i Anastazji.
- No co? Jeżeli chcecie brać się do interesów, nauczcie się liczyć 
każdy grosz. Pieniądze nie rosną na drzewach, to chyba wiecie?
-   Wiem   -   przyznała   mu   rację   Anastazja,   z   uśmiechem   i   nutą 
szacunku w głosie. - Nie przypuszczałam po prostu, że możesz się 
tak ożywić na widok antycznego wyposażenia cukierenki z lodami.

background image

- Nie obiecuj sobie po tym zbyt wiele - burknął pod nosem.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nie obiecuj sobie po tym zbyt wiele. Słowa Davida tłukły się echem 
w jej głowie z ogłuszającą siłą. Problem polegał na tym, że już sobie 
zaczęła   obiecywać.   Przyzwyczaiła   się   do   jego   obecności,   do 
przekomarzania   się   z  nim,   do  całowania   go.  To   wszystko   daleko 
wybiegało poza przyjacielskie lekcje, jakich miała mu udzielać na 
prośbę  Claire.  Jak  mogła  do  tego   dopuścić?   Czuła,  że   ogarnia   ją 
panika.
- Nic ci nie jest? - spytał David, gdy zatrzymała się nagle w miejscu. 
- Wyglądasz zabawnie.
- Wszystko w porządku - skłamała, wachlując się dłonią. - Strasznie 
tu gorąco. Wyjdę złapać trochę świeżego powietrza. Może napiję się 
zimnej lemoniady...
Niepotrzebnie na niego patrzyła, bo zrobiło jej się jeszcze bardziej 
gorąco. Miał na sobie tę samą płócienną koszulę, w której zjawił się 
tu po raz pierwszy. I tak jak wtedy podciągnął rękawy, odsłaniając 
opalone   przedramiona.   Fizyczna   praca   przy   remoncie   sklepu 
sprawiła, że zarys mięśni stał się nieco bardziej wyrazisty, ale tylko 
bystre oko mogło to zauważyć.
We wszystkim, co dotyczyło Davida, Anastazja miała bystre oko, i to 
ją   martwiło.   Miała   nauczyć   go   dystansu   do   życia,   pokazać,   jak 
można się bawić, przekonać do marzeń. I chociaż ich wycieczka do 
Ravinii   nie   odbyła   się   po   jej   myśli,   zdawało   się,   że   David 
rozchmurzył się trochę i zaczął coś rozumieć. Nie uskarżał się już na 
głupotę   swojej   babci,   która   kupiła   ruinę,   nie   dom,   nie   truł   o 
statystyce bankructw ani o podobnych bzdurach.
I   z   pewnością   nie   całował   jak   facet,   który   jest   nieuleczalnym 
tępakiem!
-  Jesteś  taka   rozpalona  -  zauważyła  z   niepokojem  Claire.  -  Mam 
nadzieję, że nie rozłoży cię jakieś choróbsko.
-   Też   mam   taką   nadzieję.   -   Miała   nadzieję,   że   znajdzie   w   sobie 
odporność na urok Davida, choćby dlatego, że ten facet wciąż jej do 
końca nie akceptował ani jej nie ufał.
- Słabo ci? - Objął ją w talii, jakby obawiał się, że zemdleje.
- Potrzebuję tylko zimnej lemoniady.
- A nie lodów? - spytał z żartobliwym błyskiem w oku.

background image

- Gdzie tym wszystkim lodom do lodów Claire. Ona mnie całkiem 
rozpuściła.
- To jej specjalność.
Spojrzała   mu   w   oczy.   Miało   to   być   przelotne   zerknięcie,   ale 
przerodziło  się w coś niebezpiecznego.  Jego tęczówki mieniły się 
różnymi odcieniami błękitu. Spojrzenie było również pełne znaczeń - 
najpierw iskierka humoru, potem zamyślenie i jeszcze... czyżby to 
było pożądanie?
Anastazja nie miała pojęcia, jak długo gapili się tak na siebie, jak 
dwoje chorych z miłości głupców. A kiedy głos Claire sprowadził 
ich na ziemię, modliła się, żeby to była tylko sekunda albo dwie, a 
nie dziesięć minut.
- Patrzcie, idzie ten przemiły pan Rozenkrantz. Może zechciałby się 
z nami napić lemoniady?
- Kto to jest Rozenkrantz? - spytał David, kiedy babcia popędziła 
alejką za starszym mężczyzną.
-   To   właściciel   antykwariatu   z   sąsiedniego   domu.   Na   pewno   go 
zauważyłeś. Ma szyld „Jaskinia Starożytności".
- Nie zauważyłem. Co ta babcia wyprawia?
- Rzeczywiście, trudno się domyślić - zakpiła Anastazja. - Rozmawia 
z panem Rozenkrantzem.
- To nie jest zwykła rozmowa. Zobacz, jak się wdzięczy. Ona... ona z 
nim flirtuje! - David był oburzony.
Anastazja wybuchnęła nieopanowanym śmiechem.
- I co w tym takiego śmiesznego?
- Ty...  - nie zdążyła  wyjaśnić,  bo przyłączyła  się do nich  Claire, 
ciągnąc za sobą uśmiechniętego pana Rozenkrantza.
- Ira, chciałabym ci przedstawić mojego wnuka, Davida. A to moja 
przyjaciółka, Anastazja.
- Znam Anastazję, wpada czasami do mojego antykwariatu. Jak się 
spisuje   ten   ręcznie   tkany   dywan?   -   spytał   Ira   swoim   tubalnym 
głosem. - Davidzie... - Ira wyciągnął do niego dłoń - bardzo mi miło. 
Twoja babcia zawsze wychwala cię po niebiosa.
- W jakich okolicznościach?
- Kiedy wpada do mnie do sklepu na popołudniową herbatkę.
- Od dawna? - David był coraz bardziej naburmuszony.

background image

- Patrz... - Anastazja musiała wkroczyć do akcji. - W tamtej budce 
wisi   siodło   na   wielbłąda.   Zawsze   o   takim   marzyłam.   -   Chwyciła 
Davida pod ramię. - Chodź, pomożesz mi utargować najlepszą cenę. 
-   Ciągnęła   go   za   sobą   tak   długo,   aż   znaleźli   się   poza   zasięgiem 
słuchu babci i jej przyjaciela.
- Po diabła ci siodło na wielbłąda?
-   Nie   potrzebuję   żadnego   siodła,   choć   byłby   z   niego   wygodny 
podnóżek. Nie chciałam, żebyś dalej robił z siebie głupca.
- Ja?!
- Jakbym słyszała wściekłego strażnika z powieści Jane Austen. - 
Spojrzała na niego spode łba i zaczęła przedrzeźniać. - Od dawna? W 
jakich okolicznościach? Daj spokój, twoja babcia jest dorosła. Może 
chodzić na herbatkę do przyjaciela, kiedy ma na to ochotę.
- To twoja robota, prawda?
- Jej przyjaźń z Irą? Jasne, a dlaczego by nie?
- Dlatego, że ona jest moją babcią. Właśnie dlatego.
- I z tego powodu ma nie mieć prywatnego życia?
- Ona dawno skończyła siedemdziesiąt lat.
- Ira też. I co z tego?
-  Ciekawe,  o  co  mu   chodzi.  -  David   nie  spuszczał   wzroku  z   Iry 
Rozenkrantza.
-   Dlaczego   podejrzewasz,   że   o   coś   mu   chodzi?   -   David   zaczął 
doprowadzać ją do szału.
- Wszystkim o coś chodzi.
- Więc o co chodzi tobie?
- Staram się chronić babcię.
- Przed czym albo przed kim?
- Przed każdym, kto mógłby ją zranić. I wykorzystać.
- O mnie też pomyślałeś, że chcę ją wykorzystać?
- Wątpię, czy masz na nią dobry wpływ.
- A ty masz?
-   Oczywiście,   że   tak   -   odpowiedział   dopiero   po  chwili,   wyraźnie 
zbity z tropu pytaniem Anastazji. - Chcę dla niej jak najlepiej.
- Pod warunkiem, że ty decydujesz, co jest dla niej najlepsze. - Miała 
wrażenie, że wrócili do punktu wyjścia. David był tym samym tępym 
facetem, którego poznała kilka tygodni temu. - Gdyby to zależało od 

background image

ciebie, ona musiałaby zapomnieć o swoich marzeniach.
- Nie poświęciłaby dla marzeń zabezpieczenia finansowego na resztę 
życia.
- Czy naprawdę tak słabo znasz swoją babcię? To przecież mądra 
kobieta. Dobrze wie, co robi.
- O, tak, na przykład teraz flirtuje z tym  facetem z antykwariatu. 
Spójrz tylko, wziął ją pod rękę.
- A to rozpustnik!
- To wcale nie jest śmieszne!
- Oczywiście, że jest.
- Bo masz spaczone poczucie humoru.
- To lepsze niż nie mieć go w ogóle. - Uśmiechnęła się z wyższością.
- Nie będę się z tobą kłócić - odburknął ze złością.
- Oczywiście, że nie będziesz. Ale tylko dlatego, że do kłótni trzeba 
dwojga. A to ja nie mam zamiaru ciągnąć tego rodzaju dyskusji.
- Jakiej dyskusji?
- Takiej, w której byś przegrał. - Odwróciła się na pięcie i dołączyła 
z   powrotem   do   Iry   i   Claire,   zostawiając   Davida   z   jego 
zmartwieniami.
- Ira, jak długo prowadzisz ten interes? - zapytał znienacka David, 
przyłączywszy się do nich w kolejce po lemoniadę. - O co chodzi? - 
zwrócił się do wyraźnie oburzonej babci i sztyletującej go wzrokiem 
Anastazji.
- Pozwoliłbyś chociaż człowiekowi usiąść i wypić lemoniadę, zanim 
zaczniesz   swoje   przesłuchanie   -   pouczyła   go   Anastazja   i 
pobłażliwym   tonem   wyjaśniła   Irze:   -   David   jest   inspektorem 
dochodzeniowym straży pożarnej, bada przyczyny pożarów i tropi 
podpalaczy.   Wścibstwo   i   podejrzliwość   leży   w   jego   naturze,   nie 
bierz więc tego do siebie.
- Nie biorę - zapewnił ją Ira, a w jego piwnych oczach pojawił się 
błysk   rozbawienia.   Mimo   mocno   już   przerzedzonych   siwych 
włosów, nadal był uwodzicielsko przystojny. -  Biznesem zajmuję się 
od dwóch lat, Davidzie.
- Niezbyt długo. Zawsze pracowałeś w branży antykwarycznej?
- Nie, imałem się w życiu przeróżnych zajęć.
- Tak myślałem.

background image

Claire   rzuciła   Davidowi   piorunujące   spojrzenie   i   szybko   zmieniła 
temat.
- Wyobraź sobie, Ira, kupiłam tu przepiękny bar, z lustrem na tylnej 
ścianie i witrażowymi lampami... Już widzę, jak będą wyglądać na 
półkach   moje   kielichy   w   kształcie   tulipanów...   To   prawdziwy 
klejnot.
- Tak jak ty - szepnął Ira z galanterią.
-   Byłeś   kiedyś   żonaty?   -   zapytał   David   z   delikatnością   słonia   w 
składzie porcelany.
- Parę razy.
Wspaniale. Więc ten facet to zwykły kobieciarz. David czuł przez 
skórę, że jest w nim coś podejrzanego.
- Może powinieneś zdjąć Irze odciski palców i mieć to z głowy? - 
zaproponowała Anastazja.
David spojrzał na nią okrągłymi  oczami. Czy ona jest ślepa? Nie 
widzi, że ten Ira to jakiś ciemny typ?
- Podtrzymuję tylko rozmowę, nic więcej.
- Jasne - mruknęła z zaciętą miną.
David   szybko   się   zorientował,   że   w   obecności   Claire   i   Anastazji 
niczego   więcej   od   Iry   nie   wyciągnie.   Postanowił   poczekać   na 
właściwy   moment.   Przysłuchiwał   się,   jak   babcia   gawędzi   z 
przyjacielem o modelach łyżek do lodów, o wystroju cukierenki, i o 
tysiącu   innych   spraw.   Udawał,   że   nie   zwraca   na   nich   uwagi,   ale 
kiedy chwilę później podsłuchał, że wybierają się razem na kolację, 
już wiedział, co musi zrobić.
Anastazja   spojrzała   w   lustro   po   raz   piąty   w   ciągu   pięciu   minut. 
Wyglądała   nieźle.   Zdecydowała   się   na   czarną   sukienkę   z   lat 
czterdziestych, z atłasową górą i bolerkiem z siatki. Natrafiła na nią 
w sklepie z używanymi rzeczami i wprost nie mogła uwierzyć we 
własne   szczęście.   Zawsze,   kiedy   ją   miała   na   sobie,   czuła   się   jak 
Lauren Bacall.
Jaskrawoczerwona   szminka   również   pasowała   do   stylu   lat 
czterdziestych. Podobnie jak kolczyki i bransolety z gagatów, które 
wyszperała po południu na pchlim targu.
Kiedy   David   zaprosił   ją   na   kolację,   w   pierwszej   chwili   chciała 
odmówić, bo zachował się wobec Iry jak natrętny nudziarz. Ale gdy 

background image

spojrzał na nią przepraszająco, tymi swoimi czarodziejskimi oczami, 
jej   początkowy   opór   rozmył   się   niczym   zamek   z   piasku   oblany 
morską falą.
Stanął w progu dokładnie o umówionej porze. Z obezwładniającym 
uśmiechem na twarzy wręczył jej czerwoną różę.
-   Wyglądasz   olśniewająco.   Myślałem,   że   przejdziemy   się   na 
piechotę,   jest   piękna   pogoda.   To   niedaleko...   -   Spojrzał   na   jej 
pantofle na wysokich obcasach.
-   Dobrze   wyglądają,   ale   to   nie   znaczy,   że   są   niewygodne   - 
odpowiedziała,   kiedy   wreszcie   odzyskała   oddech.   Miał   na   sobie 
czarny garnitur, niebiesko-czarną koszulę i świetnie dobrany krawat. 
- Z przyjemnością się przespaceruję.
Przeszli   trzy   przecznice   do   restauracji   „Pod   Różą",   którą   wybrał 
David. Anastazja dobrzeją znała, słynęła z najlepszej włoskiej kuchni 
w okolicy. Czy wiedział, ze to jedno z jej ulubionych miejsc? Na 
myśl   o   tym,   że   zależało   mu,   żeby   ten   wieczór   był   specjalny, 
zawirowało jej w głowie. Przyniósł różę. Wybrał restaurację, którą 
lubiła. Kiedy jednak weszli do środka, natychmiast spadła na ziemię.
Jedno   spojrzenie   na   Irę   i   Claire,   którzy   rozkoszowali   się 
romantyczną kolacją we dwoje, wystarczyło, żeby domyślić się, o co 
tu naprawdę chodzi. Wpadła w furię.
- Ty podły szpiegu! Nie zostanę tu w roli twojej wspólniczki! Było 
jednak za późno. Claire i Ira już ich zauważyli.
- Hej, siadajcie z nami - zawołał Ira.
- Nie możemy... - Anastazja potrząsnęła głową.
- To się nazywa szczęście... - przerwał jej David. - Co za przypadek.
- Co za farsa - wycedziła przez zęby Anastazja. Mogła wyjść, ale nie 
chciała denerwować Claire. Poza tym zdecydowana była bronić jej 
przyjaciela przed jej wrednym wnukiem. Usiadła więc, gotując się w 
środku ze złości.
Kelner przyniósł dwa dodatkowe krzesła i nakrycia. Podnieśli karty z 
menu.
- Co zamówisz?
- Poradę adwokata - odpowiedziała z pasją.
- Nie widzę tego w menu - David odparł jej atak z ostrzegawczym 
błyskiem w oku.

background image

- Kłócicie się? - spytała zmartwiona Claire.
- Jeszcze nie - odpowiedziała Anastazja. - Ale w każdej chwili...
- Co ty zrobiłeś? - Claire surowym wzrokiem spojrzała na Davida.
- Ja? Dlaczego podejrzewasz, że coś zrobiłem?
- Bo dobrze cię zna - odpowiedziała za nią Anastazja.
- Tak, tak, dobrze cię znam. - Claire poklepała Davida po dłoni, a 
Anastazji   zdawało   się,   że   przez   jego   twarz   przemknął   grymas 
gniewu. - A teraz, mój drogi, zachowuj się.
Anastazja uśmiechnęła się. Claire, Panie, chwała jej za to, pokazała 
Davidowi, gdzie jest jego miejsce. Wątpliwe, żeby taki tuman wziął 
sobie to na dłużej do serca, ale sprawy nie potoczyły się po jego 
myśli. Mogła z przyjemnością zabrać się do jedzenia.

* * *

- Cóż ta Claire  wyrabia?  - Osowiała  Hattie  przysiadła  na łopatce 
jednego z wentylatorów w restauracji „Pod Różą". - Miała zająć się 
swataniem Anastazji i Davida, a ona umawia się na randki. Po co ona 
to robi?
- Bo jest człowiekiem, a ty nie.
- Jasne, a ty ciągle musisz mi to przypominać.
- Przestań marudzić. - Muriel rzuciła w nią grzanką. Nie trafiła tylko 
dlatego, że Hattie w ostatniej chwili zdążyła przykucnąć. Poprawiła 
kapelusz   przyozdobiony   kwiatami   moreli   i   przejrzała   się   w 
maleńkim lusterku zatkniętym na czubku czarodziejskiej różdżki.
-   Chciałam   tylko   powiedzieć,   że   na   pchlim   targu   wszystko 
przebiegało   wspaniale,   dopóki   nie   zjawił   się   ten   Ira   i   Claire   nie 
zaczęła   z   nim   flirtować.   Teraz   David   martwi   się   o   babcię,   a 
Anastazja jest na niego wściekła.
- A więc na autostradzie życia doszło do małej stłuczki. - Muriel 
wzruszyła tylko ramionami.
-   Znowu   buszowałaś   w   Internecie,   co?   -   Betty   zmierzyła   siostrę 
karcącym   wzrokiem.   -   Ostrzegałam   cię   przed   wizytami   w   tym 
gnieździe plotkarzy.
-   Używam   go   tylko   dla   pogłębienia   swojej   wiedzy.   O   ludzkim 
zachowaniu i tym podobnych sprawach.
- Hm, hm... - Hattie głośno chrząknęła. - Może byśmy wróciły do 
Anastazji i Davida. Co teraz zrobimy?

background image

- Gdybym była tobą, zeszłabym z tego śmigła - odpowiedziała Betty.
- Niby dlaczego?
- Bo właśnie ktoś włączył wentylator.
Ułamek   sekundy   później   wirujące   śmigło   wyrzuciło   Hattie   w 
powietrze.   Wylądowała   w   drugim   końcu   sali,   na   półce   za   barem 
obok butelki Jacka Danielsa. Kapelusz zakrył jej pół twarzy, a suknia 
owinęła się wokół talii, odsłaniając kolorowe majtki. Siła uderzenia 
przewróciła   otwartą   butelkę   gazowanej   wody,   która   polała   się 
ciurkiem na zadarty nos Hattie.
- Pierwsza zasada działania dobrych wróżek - zacytowała Muriel. - 
Nigdy nie pokazuj po sobie, że się pocisz.

* * *

-   No   więc   dobrze   -   zaczął   David   pojednawczym   tonem,   kiedy 
znaleźli się przed domem. - Przyznaję, że wplątywanie cię w mój 
plan było nie fair...
Anastazja, idąc dziesięć  kroków przed nim,  odwróciła  się i przez 
chwilę milczała, patrząc na niego z pogardą i ogniem w oczach.
- Mogę ci powiedzieć, co jest nie fair. To, że ty... Uff! - Bezradnym 
gestem wyrzuciła w górę ręce. - Jestem zbyt wściekła, żeby z tobą 
rozmawiać.
- To znaczy,  że nie dostanę buzi na dobranoc? - spytał z kwaśną 
miną.
- Och, Davidzie, Davidzie... - Ku jego zdumieniu nie rozzłościła się 
jeszcze bardziej, tylko pokręciła głową. - Jak mało mnie znasz.
Sam nie był pewien, czy spodobało mu się to, co usłyszał.
- Nie tylko cię nie pocałuję, tak jak teraz... - przyciągnęła go do 
siebie i na samym środku chodnika uraczyła ognistym pocałunkiem - 
ale w dodatku sprawię, że będziesz za tym tęsknił. - Przy drugim 
pocałunku   przylgnęła   do   niego   tak   namiętnie,   że   odruchowo 
wyciągnął ręce, żeby ją objąć. Ale jej już nie było. Przebiegła kilka 
kroków do drzwi, a potem z hukiem je zatrzasnęła.
Popijał u siebie w mieszkaniu drugie piwo, kiedy usłyszał pukanie do 
drzwi. Otworzył ostrożnie, z cichą nadzieją, że to Anastazja.
- Zdaje się, że spodziewałeś się kogoś innego? - Claire właściwie 
odczytała jego minę.
-   Przepraszam,   babciu,   wejdź,   proszę.   Pewnie   przyszłaś   mnie 

background image

zbesztać. - Umościł się z powrotem na wielkiej skórzanej kanapie.
- Oczywiście, że nie. - Usiadła obok, poklepała go po dłoni, a potem 
sięgnęła po puszkę piwa i otworzyła ją z taką wprawą, że David ze 
zdumienia otworzył usta. Nigdy przedtem nie widział babci pijącej 
piwo.
- Podać ci szklankę?
-   Nie,   dziękuję.   Wiem,   że   troszczysz   się   o   mnie   i   stąd   to   twoje 
zachowanie w restauracji. Doceniam twoją troskę, ale naprawdę nie 
masz się o co martwić. Nigdy nie marzyłam, żeby powtórnie wyjść 
za mąż.
Uspokojony, wypił następny łyk piwa.
- Jeśli się ma stałą rentę, o wiele rozsądniej jest po prostu mieszkać 
we dwoje - powiedziała wesoło. - Z finansowego punktu widzenia 
formalne małżeństwo jest niekorzystne w naszej sytuacji.
David tak się zakrztusił, że Claire musiała uderzyć go w plecy.
- Och, mój drogi, widzę, że cię zaszokowałam.
- Żebyś wiedziała! - warknął wściekle.
- Trudno, po prostu będziesz musiał się z tym pogodzić - powiedziała 
bez cienia skruchy. - I przestań się o mnie martwić. Raczej zajmij się 
Anastazją. To twoja przyszłość.
Raczej mój upadek, to bardziej prawdopodobne, pomyślał ponuro.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

- To musi być gdzieś tutaj - mruknął do siebie David, wpatrując się 
w  plany   budynku.   Oświetlenie   w  piwnicy   nie   było   najlepsze,   ale 
wystarczyło,   żeby   odnaleźć   znaki   na   ścianach.   Sprawdził   już,   z 
czego są zbudowane, a najtrudniejsze zostawił na koniec. Wschodnia 
ściana była zasłonięta przez urządzenia ogrzewcze i klimatyzacyjne.
Jeżeli   rzeczywiście   na   dole   znajdowało   się   jakieś   ukryte 
pomieszczenie, to Chester dobrze je zakamuflował. A jeśli tak, to 
nielegalny szynk był równie dobrze zamaskowany i pewnie nigdy nie 
stał   się   obiektem   policyjnego   nalotu.   David   przewertował   kilka 
książek o prohibicji w Chicago i znalazł w nich trochę informacji o 
„Chesty" Fergusonie, ale były to najwyżej dwuzdaniowe wzmianki, 
pozostające   w   cieniu   opowieści   o   najsławniejszym   gangsterze 
tamtych czasów, Alu Capone.
Jeszcze   raz   pochylił   się   nad   planami,   kiedy   usłyszał   nad   sobą 
przeraźliwy   hałas,   jakby   do   cukierenki   na   parterze   wpadła   banda 
ludzi. Była niedziela i nie spodziewał się żadnych robotników.
Na   górze   zastał   kompletny   chaos.   A   w   jego   centrum   Anastazję, 
wydającą rozkazy swoim żołnierzom.
- Okay, Ryan i Jason pomalują sufit. Courtney i Heather przyłożą 
tapety do ściany.  Musimy w końcu wybrać jedną z tych  dwóch i 
zacząć je przyklejać. Mama i tata pójdą ze mną do kuchni pomóc 
Claire.
Wylewając z siebie nieprzerwany potok słów, Anastazja cofała się 
powoli, aż w końcu wpadła prosto na Davida.
-   Przepraszam...   -   Spojrzała   na   niego   przez   ramię,   wyraźnie 
zaskoczona.   -   Nie   wiedziałam,   że   dzisiaj   tu   przyjdziesz. 
Wspominałeś coś o wolnym dniu.
O co jej chodzi, co ona knuje? Ma minę, jakby czuła się winna. A 
może   to   zwykła   konsternacja?   Przez   ostatni   tydzień   celowo   go 
unikała. Tęsknił za nią. I to bardzo.
- Co tu się dzieje? - zapytał w końcu.
- Nic, czym musiałbyś się martwić. Wracaj do piwnicy i rób swoje. 
Na nas w ogóle nie zwracaj uwagi.
- Nie ma mowy - zapewnił ją skwaszonym tonem.
-   Nie   zamierzasz   nas   przedstawić?   -   zapytała   przytomnie   Shirley 

background image

Knight, matka Anastazji.
- Oczywiście. Mamo, to jest David Sullivan, wnuk Claire, ale nie 
może   teraz   z   nami   porozmawiać,   bo   ma   coś   bardzo   ważnego   do 
zrobienia na dole - wyrzuciła z siebie jednym tchem.
- Czy jest żonaty? - spytała Shirley, która nie zwykła niczego owijać 
w bawełnę.
- Mamo!
Davidowi spodobało się zakłopotanie Anastazji. Wyczytała to z jego 
uśmiechu i poczuła, że się czerwieni. Nienawidziła tego. Do diabła, 
była przecież dorosła. Już dawno powinna przywyknąć do zagrywek 
mamy. Problem w tym, że nie przywykła do Davida, i do tego, jak na 
nią działa.
- Nie jestem żonaty - odpowiedział uprzejmie.
- Jak to miło. - Shirley rozpromieniła się.
Anastazja odetchnęła z ulgą, kiedy przyłączył się do nich tata, choć 
ograniczył się do jednej kpiącej rady:
-   A   teraz   biegnij,   synu,   póki   jeszcze   masz   szansę.   Jestem   ojcem 
Anastazji. Bob Knight.
Jego   ostatnie   słowa   zagłuszyły   dźwięki   „Everybody   Loves 
Somebody" Deana Martina.
- Tato, prosiłem cię, żebyś zostawił swoje płyty w domu! - krzyknął 
Jason.
- I zostawiłem. To jest kaseta. - Bob wskazał nie bez dumy głośnik 
magnetofonu, po czym pogrążył się w dyskusji z synami, z których 
żaden nie podzielał jego miłości do Deana.
-  Kochanie  -  upomniała   go  żona  -  nie   bądź  taki  irytujący,   wiesz 
przecież, jak to wszystkich drażni.
Na szczęście oddaliła się tuż za nim.
- Chyba powinnam cię wcześniej ostrzec, że przyjdzie moja rodzina, 
żeby pomóc Claire, ale pomyślałam, że to będzie dla ciebie niełatwe 
przeżycie.
- Dlaczego tak pomyślałaś?
- Nikt zdrowy na umyśle nie zniesie łatwo spotkania z całą moją 
rodziną. Mówiąc oględnie, potrafimy być kłopotliwi.
- Sądzisz, że nie umiem sobie radzić w trudnych sytuacjach?
Zauważyła w jego oczach szatańskie błyski i trochę ją to poruszyło. 

background image

Czyżby flirtował z nią? Na oczach jej rodziny?
Kiedy  się   znienacka   pojawił,   serce   podeszło   jej   do  gardła.   Tylko 
dlatego,   że   dobrze   znała   swoją   mamę   i   wiedziała,   jak   zareaguje. 
Zawsze tak się zachowywała, kiedy widziała swoją jedyną córkę w 
towarzystwie   mężczyzny   przed   sześćdziesiatką.   No,   może   nie 
zawsze. Zaczęło się, tak naprawdę, kiedy Jason i Ryan szczęśliwie 
się pożenili. Przedtem była całkiem zrównoważona.
Owszem,   zdarzył   się   jeden   wyskok,   kiedy   miała   dość   ojca   i 
wyrzuciła   go na  kilka   dni do  Jasona.  Ale  potem  państwo  Knight 
znowu byli parą zakochanych gołąbków, może nawet bardziej niż 
kiedykolwiek.   Dramat   zaczął   się   po   ślubie   Jasona   w   zeszłym 
miesiącu. Mama zwariowała na punkcie Anastazji i jej stabilizacji.
Widząc, co się dzieje, jej bracia z miejsca zaczęli wtrącać swoje trzy 
grosze, świetnie się przy tym bawiąc. Właśnie dlatego postanowiła 
chronić Davida przed wyskokami swojej rodziny.
Znając jego przewrotność, nie powinna się jednak dziwić, że czując 
pismo nosem, tym bardziej uparł się zostać.
- Proszę bardzo, zostań tu, jeśli chcesz. Tylko mi potem nie mów, że 
cię nie ostrzegałam.
- Obiecuję.
Jakby   na   potwierdzenie   tego,   co   myślała   o   swoich   braciach, 
przyłączył się do nich Jason.
- Jeżeli wyprowadzisz z równowagi moją siostrę, natychmiast jesteś 
moim przyjacielem. Jason Knight.
- Brat ważniak - nie omieszkała dodać Anastazja.
- A ja jestem jego żoną, Heather Grayson-Knight - przedstawiła się 
kobieta, która stanęła u boku Jasona.
-   Gwiazda   radiowa,   prowadzi   „Miłość   w   opałach"   -   uzupełniła 
Anastazja.
- Nieczęsto słucham radia - przyznał ze skruchą David.
-   David   jest   absolwentem   Wydziału   Tępienia   Zabawy.   W 
przeciwieństwie do mojego brata Ryana, który ma ogromne poczucie 
humoru. Uważaj, nie pij przy nim czekolady z mlekiem.
-   Lepiej   nie   pytaj   -   poradził   Jason,   widząc   skonsternowaną   minę 
Davida.
- Hej, wszystko słyszałem. - Podszedł do nich Ryan. -Ten wypadek z 

background image

tapetą przydarzył się wieki temu.
- Pewnych  rzeczy nigdy się nie zapomina  - stwierdziła  poważnie 
Anastazja.
- I niektórych ludzi. - Ryan spojrzał czule na kobietę, która objęła go 
w pasie.
- Ryan ma na myśli swoją żonę. Był tak głupi, że pozwolił jej kiedyś 
odejść. Ale teraz, starszy i mądrzejszy, naprawił swój błąd.
- Ryan nigdy nie przyznaje się do błędów. Cześć, jestem Courtney, 
jego lepsza połowa.
- I tu masz rację - zgodził się Ryan.
- Anastazjo, moim zdaniem to genialny pomysł z tą cukierenką z 
lodami - powiedziała Heather. - Powiem coś o tym w swojej audycji.
- Już wiesz, dlaczego te dwie dziewczyny tak się lubią - oświecił 
Davida Jason.
- Ja też uważam, że to dobry pomysł - wtrąciła się Courtney.
- Słusznie, nie dwie, tylko trzy - poprawił się Jason. - Dobrały się jak 
w korcu maku.
David zauważył, jak bardzo te trzy kobiety różnią się urodą. Wysoka 
i szczupła Courtney była  jasną blondynką, niższa od niej Heather 
miała kasztanoworude włosy do ramion. Anastazja miała w sobie coś 
wyjątkowego,   jakąś   niezwykłą   energię,   jakby   była   samoistnym 
żywiołem   natury.   Jej   złote   oczy   hipnotyzowały   go,   a   bujne 
kasztanowe włosy budziły pokusę, żeby zanurzyć w nich palce.
-   Dosyć   tego   -   upomniała   braci.   -   Nie   zaprosiłam   was   tutaj   na 
pogaduszki.
-   Wcale   nas   nie   zapraszałaś   -   zaprotestował   Ryan.   -   Ty   nam 
rozkazałaś tu przyjść, o ile mnie pamięć nie myli.
- Jesteście moimi braćmi. Moją rolą jest trzymać was w karbach.
-   Myślałem,   że   po   to   mamy   żony.   Au!   -   Dostał   kuksańca   od 
Courtney. - Co ja takiego powiedziałem? Lepiej już sobie pójdę.
- Dlaczego zagoniłaś swoją rodzinę do roboty? - spytał David, kiedy 
został sam na sam z Anastazją.
-   Nie   słuchaj   Ryana,   oni   naprawdę   chcieli   pomóc.   Doszłam   do 
wniosku,   że   przydadzą   nam   się   dodatkowe   ręce   do   pracy.   Do 
otwarcia zostały tylko dwa tygodnie, a my jesteśmy w lesie. Mimo że 
urabiasz sobie ręce po łokcie.

background image

Prawda   była   taka,   że   ten   remont   sprawiał   Davidowi   ogromną 
satysfakcję. Każdego dnia rano ledwie otworzył oko, zrywał się z 
łóżka. Przypomniał sobie po wielu latach, jaką przyjemnością może 
być fizyczna praca.
- Jesteś zły, że poprosiłam ich o pomoc?
- Nie, oczywiście, że nie. Miałaś rację, przydadzą nam się dodatkowe 
ręce do pracy.
Uraczyła   go   jednym   ze   swoich   profesjonalnych   uśmiechów 
bibliotekarki i niemal w tym samym momencie jęknęła na dźwięk 
„Welcome to my World" Deana Martina.
- Tato! Nie tak głośno!
-   Może   powinnaś   namówić   moją   babcię,   żeby   włączyła   taśmę   z 
Bruce'em Springsteenem?
- Ooo? Zauważyłeś...?
- Trudno było nie zauważyć, skoro jej muzyczne gusty ograniczały 
się   dotąd   do   piosenek   z   lat   pięćdziesiątych   -   odpowiedział   z 
przekąsem.
- Puściłam kiedyś kasetę z Bruce'em w samochodzie, i to wszystko. 
Spodobała jej się.
- Powiedziała mi to. Powiedziała też, żebym pilnował swoich spraw i 
odczepił się od niej i od Iry.
- Ja też ci to mówiłam.
- Tak, ale jej posłuchałem.
- Dobra, punkt dla ciebie.
- Więc nie jesteś już na mnie wściekła?
-   Czy   ty   nie   próbujesz   przypadkiem   przeciągnąć   mnie   na   swoją 
stronę?   Po   to,   żeby   skutecznie   zaatakować   Claire?   -   Patrzyła   na 
niego podejrzliwie.
-   Klnę   się   na   życie,   że   nic   takiego   nie   przyszło   mi   do   głowy   - 
przysiągł najzupełniej poważnie.
Przypomniała   sobie,   że   kiedyś   już   tak   na   nią   patrzył   -   uwodząc 
męskim czarem i wyrzutami sumienia. Tym razem jednak przysięgał 
tak żarliwie, że postanowiła mu zaufać.
- Dajmy temu spokój, ale jeśli jeszcze raz nabruździsz, masz u mnie 
przechlapane.
- Jak na bibliotekarkę, ciekawie dobierasz słowa.

background image

- To skutek oglądania „Trzech Fagasów".
-   Anastazjo   -   zawołała   Claire   -   mam   zamiar   wykorzystać   twoich 
rodziców do pomocy w kuchni.
-   Śmiało!   -   odpowiedziała   ze   śmiechem,   a   potem   wyjaśniła 
Davidowi: - Mama  będzie  ubijała lody,  a tata ma  je degustować. 
Twoja babcia ciągle eksperymentuje, szuka oryginalnych smaków.
- Wiem, wiem - zaśmiał się rozbawiony. - Unikaj brzoskwiniowo-
miętowo-orzechowych.
- To jeszcze nic. W dawnych czasach robili lody o smaku zupy z 
ostryg albo szparagów. Delmonico z Nowego Jorku miał w swoim 
repertuarze pumpemiklowe z ryżowego ciasta!
- Moim zdaniem, ważniejsza od nowych smaków jest dobra nazwa 
dla tej cukierenki.
- Wszystko słyszałam! - Claire pojawiła się z łyżką lodów. - Masz, 
spróbuj.
- Co to jest? - David przyglądał się im nieufnie.
- Lody.
- Jaki smaa... - nie zdążył skończyć, bo babcia wepchnęła mu łyżkę 
do ust.
- Rozpływają się w ustach. Bob uważa, że są smaczne, prawda, Bob? 
- zapytała, odwracając się przez ramię do ojca Anastazji.
-   Pyszne.   Chyba   będę   musiał   popuścić   trochę   pasa,   zanim   stąd 
wyjdę.
- Rzeczywiście, ciekawe - przyznał David. - Co to za smak?
- Żurawiny.
- Nie lubię żurawin - skrzywił się jak kapryśne dziecko.
- A jak nazywa się twoja cukierenka? - Bob zwrócił się do Claire.
- Nie ma jeszcze nazwy.
-   Co   byście   powiedzieli   na   „MacRożek"?   -   Ryan   oderwał   się   na 
chwilę od malowania i rzucił swój pomysł.
- A „Cafe Ambrozja"?  - zaproponowała  Heather znad stołu, przy 
którym rozwijały z Courtney rolki tapet.
- Albo „Retro pod Sułtańskim Pucharkiem" - dorzucił swoje Jason.
- To jest to! - krzyknęła z entuzjazmem Claire, wymachując rękami. - 
To   jest   nazwa,   o   jaką   mi   chodziło.   Retro...   wspaniale,   sprawa 
załatwiona.

background image

-   Najwyższa   pora   -   zauważył   David.   -   Do   uroczystego   otwarcia 
pozostały dwa tygodnie.
-   Zaraz   zadzwonię   do   szyldziarza.   „Retro   pod   Sułtańskim 
Pucharkiem" - powtórzyła. - Tak, to brzmi dobrze.
Kiedy rodzina Anastazji wychodziła, było już prawie ciemno.
- Doprawdy nie znajduję słów, żeby podziękować wam za pomoc - 
rozpływała się w uprzejmościach Claire.
- Po to ma się rodzinę i przyjaciół.
-   Nie   mam   lepszych   przyjaciół   od   ciebie.   -   Uścisnęła   mocno 
Anastazję. - Dzięki rodzinie Knightow „Retro" ma już nazwę i tapety 
na ścianach. - A gdzie jest David?
-   Jakąś   godzinę   temu   poszedł   na   dół   -   odpowiedziała   Anastazja, 
przypominając   sobie   z   ulgą,   że   czmychnął   nie   zauważony   przed 
drugą rundą inkwizycyjnych pytań mamy.
- Ten biedny chłopak nigdy nie odpoczywa.
- Kiedy któregoś dnia zapytałam go, w co wierzy, odpowiedział, że 
w ciężką pracę i w baseball. Nie w marzenia. Mówił, że jego tata 
zaryzykował   wszystko   dla   jakiegoś   głupiego   pomysłu,   a   reszta 
rodziny musiała za to płacić.
- Coś takiego! - Wstrząśnięta Claire przyłożyła dłoń do ust. - Nie 
miałam pojęcia, że patrzy na to w ten sposób. To prawda, że mój syn 
był   marzycielem   i   niezbyt   dobrze   planował   swoje   finansowe 
poczynania, ale przecież w żaden sposób nie mógł przewidzieć, że 
zginie razem z żoną w czołowym zderzeniu. To nie on spowodował 
ten wypadek.
- Czy David wie o tym?
- Tak, wiele razy mu to powtarzałam, ale on potrafi być potwornie 
uparty, jeśli wbije sobie coś do głowy.
- To nie to... - mruknęła posępnie Anastazja. - Powiedział mi, że 
wśród analityków pożarów nie ma zbyt wielu marzycieli. Sądzę, że 
to praca tak na niego działa.
- Może masz rację. Mam nadzieję, że ten urlop dobrze mu zrobi, że 
trochę odetchnie, ale przecież nie odpoczął za bardzo, pracując tutaj 
całymi dniami. A teraz jeszcze zszedł do piwnicy.
- Jakieś poprawki?
- Nie, coś tam sobie dłubie dla zabawy.

background image

-   Nigdy   nie   widziałam,   żeby   się   bawił...   Chyba   musiał   tam   coś 
odkryć,   coś,   co   go   zainteresowało.   -   Sama   nie   pozbawiona 
wyobraźni, zaczęła się zastanawiać, co to może być. - Chodźmy tam.
Znalazły go w odległym kącie piwnicy. Obstukiwał jedną ze ścian i 
w ogóle zachowywał się podejrzanie. Miał rozpalony wzrok i nie 
zauważał   ich   obecności.   To   nie   był   człowiek   zajęty   poprawkami 
remontowymi, to był facet z misją - a misje nie tak wiele dzieli od 
marzeń.
- Czy właśnie w ten sposób się bawisz? - spytała wesoło Anastazja. - 
A jeśli tak, to czy możemy się przyłączyć?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

David aż podskoczył. Potem powoli się do nich odwrócił.
- Ho, ho - przekomarzała się Anastazja. - Spójrz tylko na ten wyraz 
winy   w   jego   oczach,   Claire.   Chyba   przyłapałyśmy   go   na 
poszukiwaniu skarbów.
- Kiedy był małym chłopcem, uwielbiał ich szukać - powiedziała z 
czułością w głosie Claire.
- Naprawdę? Nigdy bym nie pomyślała. A jakiego skarbu szukasz w 
tej piwnicy, Davidzie? - Anastazja podeszła do planów.
- Nie szukam skarbu.
-   A   powinieneś   -   stwierdziła   Claire.   -   Ten   dom   ma   pasjonującą 
historię.
- Słyszałaś o tym? - Zdziwiony spojrzał na babcię.
-   Krążą   plotki,   że   w   tej   kamienicy   mieścił   się   kiedyś   nielegalny 
szynk.
- Nie żartujcie! - wykrzyknęła Anastazja. - Dlaczego żadne z was nic 
mi nie powiedziało?
-   Babcia   nie   życzyła   sobie,   żebyś   obstukiwała   każdą   ścianę   w 
poszukiwaniu ukrytych pomieszczeń - wyjaśnił z przekąsem David.
- Dlaczego miałabym to robić?
- A więc tym się zajmujesz się w piwnicy... - Claire westchnęła z 
ulgą.
- Co miałaś na myśli? - Anastazja zerkała to na Claire, to na Davida.
- David coś odkrył - odpowiedziała Claire. – Powiedz jej.
-   Nic   specjalnego.   Odkryłem   tylko   metrową   różnicę   między 
wymiarami   na   planach   a   rzeczywistym   obrysem   piwnicy. 
Prawdopodobnie to zwykła pomyłka.
- I dlatego opukujesz ściany? - spytała Anastazja.
- Szuka tajnego magazynu. - Claire broniła Davida.
- A może sprawdzam, czy nie ma tu termitów.
-   To   dom   z   cegły,   a   kontrola   sanitarna   wykluczyła   jakiekolwiek 
robactwo.
- No więc dobrze, szukam tajnego magazynu.
-   Nie   musisz   o   tym   opowiadać,   jakbyś   popełnił   jakąś   zbrodnię   - 
powiedziała łagodnie Anastazja. - To jest w porządku. To jest bardzo 
podniecające. To...

background image

- Prawdopodobnie wielkie nic. - Postanowił sprowadzić ją na ziemię. 
-   Przypomnij   sobie,   jaka   wpadka   przydarzyła   się   Geraldo   Rerze, 
kiedy w telewizyjnym programie na żywo otworzył sejf Ala Capone. 
W środku nie znalazł niczego interesującego.
Nawet wtedy, gdy David to mówił, Anastazja widziała błysk w jego 
oczach i wiedziała - nieważne, czy chciał się do tego przyznać, czy 
nie - że porwało go coś, co nie było niczym innym niż marzeniem 
poszukiwacza skarbów.
Nie potrafiła się powstrzymać. Podeszła i uścisnęła go.
- Jestem z ciebie dumna  - szepnęła  mu do ucha. Spojrzał na nią 
zakłopotany, a potem dodał z typową dla siebie ostrożnością:
- Nie ma sensu, żebyś robiła sobie zbyt wielką nadzieję.
- Chłodny rozsądek nigdy nie był moją specjalnością.
- Uśmiechnęła się zalotnie.
Nie   miała   stuprocentowej   pewności,   ale   mogłaby   przysiąc,   że 
mruknął do siebie: „I dzięki Bogu".

* * *

- Zaczyna się łamać. - Betty dosłownie cmoknęła z zadowolenia. - 
Mówiłam wam, że pokusa tajemnego magazynu przywróci w nim 
wiarę w marzenia.
-   Ciągle   nie   mogę   dopatrzyć   się   związku...   -   wyznała   Hattie   ze 
szczytu zawile rzeźbionej kolumienki baru.
- On szuka skarbu - wyjaśniła Betty. - Dokładnie tak, jak robił to w 
dzieciństwie.
-   Przecież   nasze   zadanie   polega   na   połączeniu   Anastazji   z 
przeznaczonym   jej   mężczyzną,   a   nie   na   skłonieniu   Davida,   żeby 
uwierzył w marzenia - upierała się Hattie.
- Żeby udało się to pierwsze, musimy dokonać drugiego.
- To zaczyna być  strasznie skomplikowane. - Hattie potarła czoło 
magiczną różdżką. - Wiecie, co myślę o komplikacjach. Nie lubię 
ich.
- Nie lubisz też koloru khaki - przypomniała jej Muriel - ale to nie 
zmienia   ogólnej   postaci   rzeczy.   Prawda   jest   taka,   że   David   musi 
uwierzyć w marzenia, zanim połączy się z Anastazją w szczęśliwym 
życiu aż do grobowej deski.
- Założę się, że aniołowie stróże nie muszą wplątywać się w takie 

background image

sytuacje. Na pewno mają od nas lżejsze życie. Bez porównania... - 
westchnęła rozmarzona. - Z tymi pięknymi, eleganckimi skrzydłami. 
Nie takimi, jak nasze małe skrzydełka, krótkie i niezgrabne.
-   Mówiłam   ci,   że   nasze   skrzydła   są   równie   aerodynamiczne   jak 
skrzydła anielskie - tłumaczyła jej Muriel. – Poza tym nie masz na co 
narzekać. Nie tylko ty chorujesz na uszy i przez to masz trudności z 
lataniem. Ja też bez przerwy tracę równowagę.
- Założę się - Hattie wymachiwała różdżką, uradowana z myśli, która 
właśnie   wpadła   jej   do   głowy   -   że   dokładnie   z   tego   powodu 
wysypałam   na   Anastazję   zbyt   wiele   pyłu   odpowiedzialnego   za 
inteligencję i żywiołowy charakter. Musiałam chorować na zapalenie 
ucha!
-   Zręczna   wymówka,   ale   wysypałaś   ten   pył,   bo,   jak   zwykle, 
popisywałaś się jak na scenie. Paradowałaś z tą śmieszną aksamitną 
poduszką, która...
- Ona wcale nie jest śmieszna! - zaprotestowała Hattie. - To aksamit 
w kolorze królewskiej purpury, z falbaną z przezroczystego szyfonu, 
przetykanego   złotymi   i   purpurowymi   nitkami....   A   na   środku 
przepiękne złocone naczynie z cherubinami.
- Właśnie - zakpiła Muriel. - Dokładnie tak, jak mówiłam. Śmieszna 
ostentacja. To nie twój brak równowagi zawinił, tylko ta poduszka. 
Oczywiście  na koniec występu  rzuciłaś w naszą stronę triumfalne 
spojrzenia,   jakże   by   inaczej,   i   ta   krótka   chwila   dekoncentracji 
wystarczyła, żeby poduszka z naczyniem przechyliła się...
- Co za bzdury! - krzyknęła Hattie. - Tak, jakbyś mogła pamiętać to 
wszystko,   z   najdrobniejszymi   szczegółami,   po   trzydziestu   trzech 
latach.
- Dla dobrych wróżek to jak mgnienie oka.
-   Hej,   dość   tego!   -   warknęła   Betty.   -   Może   byśmy   wróciły   do 
Anastazji i Davida? Tak jak przypuszczałam, jego babcia okazała się 
niezwykle przydatna. Widziałyście, jak złagodniała twarz Anastazji, 
gdy Claire wspomniała, że jej wnuk szukał w dzieciństwie skarbów?
Hattie i Muriel zgodnie skinęły głowami.
- To dobrze. A więc trzymamy  się naszego planu, pamiętając, że 
zgranie w czasie jest wszystkim. Jeżeli David odkryje ten magazyn 
za   wcześnie   albo   za   późno,   nie   osiągniemy   tego,   co   chcemy. 

background image

Zrozumiano?
- Hm, a skąd będziemy wiedziały, kiedy nastąpi ta właściwa chwila? 
- spytała Hattie.
- Twoim zadaniem jest to wiedzieć.
- Czyli moje zadanie polega na robieniu rzeczy, których nie potrafię 
robić.
- Kiedy nadejdzie ta chwila, rozjarzy się twoja magiczna różdżka - 
pocieszyła ją Betty.
- Zakładasz, że ona to zauważy - zadrwiła Muriel. - Pamiętaj, że to 
ona nie włożyła okularów i dlatego poprowadziła nas przez niebo złą 
drogą.
- A ty byś potrafiła zrobić to lepiej - oburzyła się Hattie. - Myślałby 
kto!
- Potrafiłabym.
- A jednak też ci się nie udało, więc może byś się zamknęła! - Hattie 
sfrunęła do Muriel na marmurową ladę i podwinęła rękawy swojej 
złotej szyfonowej sukni. - Mam już dość wałkowania tego tematu! 
Wara ode mnie!
Ku zdumieniu Hattie, Muriel uśmiechnęła się i czule ją przytuliła.
- To mi się podoba! Wreszcie nauczyłaś się bronić swojego zdania i 
walczyć jak przystało dobrej wróżce. Moje gratulacje! Teraz wiem, 
że jesteś moją siostrą.
- I moją. - Betty przyłączyła się do wzajemnych uścisków.
-   Uważajcie   na   mój   kapelusz!   Jeśli   macie   taki   dobry   nastrój,   to 
pozwólcie mi zmienić wystrój tego wnętrza. Tylko trochę. Spójrzcie, 
wszystko jest czerwone, białe albo niebieskie. Czuję się jak na planie 
filmowym   „Przeklętych   Jankesów".   Tu   potrzeba   więcej 
lawendowego i różowego.
Jednym   machnięciem   czarodziejskiej   różdżki   Hattie   podarowała 
ścianom lawendowo-różowe pasy.
- Daj spokój - powiedziała Betty, przywracając poprzednie kolory. - 
Do   stu   petunii,   jesteś   dobrą   wróżką,   a   nie   zwariowaną   malarką. 
Oszczędzaj magię na poważniejsze sprawy.

* * *

- Wiesz przynajmniej, skąd wracam? - Anastazja siedziała na swoim 
najwygodniejszym   krześle,   z   kotem   zwiniętym   na   kolanach, 

background image

wlepiającym w nią niebieskie oczy. - Wcale nie bronię myszy, która 
cię dręczy. Po prostu mój brat miał kiedyś w domu myszkę, więc nie 
mogę   jej   tak   zwyczajnie   zabić.   -   Przerwała,   żeby   podrapać   uszy 
Xeny,  co  kotka  uznawała  za   najczulszą  pieszczotę.   -  Nie  zrozum 
mnie źle, denerwuje mnie ta mysz tak samo jak ciebie. Aż trudno 
uwierzyć, że miała czelność znowu się tu pokazać. Kiedy następnym 
razem wpadnie do pułapki, wywiozę ją gdzieś daleko. No, może nie 
za daleko, bo kiedy jest uwięziona, dostaje szału, a nie chcę, żeby 
zrobiła sobie coś złego.
Kotka zamruczała, Anastazja mówiła więc dalej.
- Nie myśl sobie, że tylko ty jesteś tu rozstrojona. Wejdź w moją 
skórę. David doprowadza mnie do obłędu. Najpierw myślałam, że 
jest   niemożliwy,   potem,   że   budzi   jakieś   nadzieje,   a   w   końcu 
dochodzę do wniosku, że jest czarujący i seksowny. Co się ze mną 
dzieje?
Anastazja rozglądała się po pokoju, jakby szukała odpowiedzi na to 
pytanie w jakimś kącie. Celowo zostawiła w salonie dużo wolnej 
przestrzeni,   żeby   te   nieliczne   meble   mówiły   same   za   siebie. 
Kolorowy marokański stół powinien gryźć się z obitymi kwiecistym 
perkalem krzesłami, ale się nie gryzł. Podobnie jak „Milczenie jest 
złotem",   drewniana   rzeźba   Balinese'a   przedstawiająca   maskę   z 
palcem przytkniętym do ust, współgrała z plakatami i reprodukcjami 
ilustracji z jej ulubionych książek dla dzieci.
Niestety nie znalazła odpowiedzi nigdzie w pokoju, podsumowała 
więc swój monolog.
-   Wiesz,   że   David   mnie   pocałował,   a   potem   pozostawił   w 
zawieszeniu. No tak, tego wieczora, kiedy zabrał mnie do restauracji, 
to ja go pocałowałam i pozostawiłam w zawieszeniu. Czyli wyszło 
na   remis.   Coś   mi   jednak   mówi,   że   to   do   mnie   należy   następne 
posunięcie.   Powinnam   coś   zrobić,   prawda?   A   nie   siedzieć   tu   i 
marudzić. No dobrze, dzwonię do niego.
- Jesteś zajęty? - spytała, ledwie dając mu szansę na powiedzenie 
„halo".
- To zależy, dlaczego pytasz? - odpowiedział ostrożnie.
- Spotkaj się ze mną za pół godziny w cukierence, to się dowiesz. - 
Jej niski głos zdawał się wiele obiecywać.

background image

Zderzyła  się z nim na schodach prowadzących  do piwnicy.  Przed 
wyjściem z domu przebrała się w wygodną sukienkę ze sztucznego 
jedwabiu w bursztynowym kolorze. Jej miękkie sandały skrzypiały 
cichutko,   gdy   balansowała   na   stopniu,   starając   się   odzyskać 
równowagę.
David objął ją ramionami, żeby nie upadła, ale zaraz potem usłyszała 
jego wyniosły głos.
- Za szybko chodzisz.
- Zauważyłeś, że masz zadatki na despotę? - Cofnęła się o krok, żeby 
otworzyć drzwi do „Retro" kluczem, który dostała od Claire. David 
też miał klucz, ale ona była przy drzwiach pierwsza.
- Ja? - zdziwił się David, wchodząc za nią do środka. - A co powiesz 
o sobie? To ty lubisz wszystkim rozkazywać.
- Nieprawda.
- Pamiętasz, jak ustawiałaś swoich braci?
- Bracia się nie liczą. - Włączyła witrażowe lampy za barem, które 
rozproszyły  mrok  ciepłym  światłem.   - W  dzieciństwie   to oni  bez 
przerwy   mi   rozkazywali.   Szczególnie   Jason.   Właśnie   dlatego 
przyrzekłam sobie, że kiedy dorosnę, nikt nie będzie mi mówił, co 
mam robić. Nie wyobrażasz sobie, co to znaczy wychowywać się z 
przemądrzałymi braćmi.
- Rzeczywiście, nie wyobrażam sobie.
- Przepraszam, twoje dzieciństwo bardzo różniło się od mojego. - 
Anastazja   uświadomiła   sobie,   że   David   dorastał   nie   tylko   bez 
żadnego rodzeństwa, ale i bez rodziców.
- Miałem szczęście, że dziadek i babcia byli tacy wspaniali. Dziadek 
zmarł na zawał parę dni po tym, jak skończyłem college. Nie miałem 
najmniejszego   pojęcia,   że   był   kiedyś   sprzedawcą   lodów   i   wody 
sodowej,   i   że   poznali   się   z   babcią   w   cukierence   z   lodami. 
Dowiedziałaś się o tym wcześniej niż ja.
Zrozumiała,   że   trafiła   na   jego   czuły   punkt,   i   postanowiła   go 
rozweselić.
- Tak, czasami bywam trochę wścibska.
- Umiesz słuchać.
-   Mogę   cię   tego   nauczyć.   Zaczniemy   dziś   wieczorem.   Potrzebne 
będą lody i wyobraźnia. Ale stawiam jeden warunek - że będziesz 

background image

trzymał ręce przy sobie. Uważasz, że ci się uda? To będzie test na 
silną wolę.
- Jestem znany z silnej woli.
-   Tak   też   myślałam.   Więc   coś   takiego...   -   uraczyła   go   serią 
delikatnych pocałunków w brodę - wcale cię nie bierze, prawda?
-   Nie.   -   Jego   głęboki   głos   wydał   jej   się   bardziej   ochrypły   niż 
zazwyczaj. I jeszcze bardziej podniecający.
Anastazja uśmiechnęła się tajemniczo. Właśnie na to czekała. Mógł 
sobie mówić na schodach, że jest za szybka, ale nie przewidywała, 
żeby dziś wieczorem uskarżał się na jej śmiałość.
-   Więc   na   czym   ma   polegać   ta   wielka   niespodzianka?   -   zapytał 
David.
- Stań za ladą, to zobaczysz. No, może nie do końca zobaczysz, bo 
muszę zasłonić ci oczy.
-   Czy   w   planie   jest   też   jedwabna   pościel   i   kajdanki?   -   spytał   z 
nadzieją w głosie.
- Nie. A liczyłeś na to?
- Może...
-   Niedobrze.   Musisz   wytężyć   wyobraźnię.   -   Nachyliła   się   i 
przewiązała mu oczy jedwabną chustką, którą zdjęła z szyi. - Nie 
podglądaj!
- Nie masz chyba zamiaru robić niczego, czego nie powinny oglądać 
niepowołane oczy? - zapytał niespokojnie, ale i z tonem nadziei w 
głosie.
- Na przykład rozbierać się, to miałeś na myśli?
- Tak, coś w tym rodzaju...
- Oczywiście, że nie.
- Szkoda.
- Dobrze, zaczniemy od krótkiej lekcji biologii - zaśmiała się.
- Brzmi obiecująco.
-   Czy   wiesz,   że   na   twoim   języku   znajduje   się   dziewięć   tysięcy 
kubeczków   smakowych,   a   każdy   z   tych   maleńkich   kubeczków 
zawiera   od   dziesięciu   do   piętnastu   receptorów,   które   mówią 
mózgowi, czy coś jest słone, kwaśne czy słodkie?
Zaprzeczył   ruchem   głowy.   Wiedział   tylko,   że   rozmowa   o   języku 
budzi w nim szczególny rodzaj głodu. Wyobraził sobie, jak zlizuje z 

background image

jej  nagiego  ciała  roztapiające   się  lody.   I  na  tym  prawdopodobnie 
polega jej plan. Chce doprowadzić go do szaleństwa. Dobrze, we 
dwoje można w to grać.
Wyciągnął   po   omacku   ręce.   Miał   szczęście,   chwycił   jej   dłoń. 
Podniósł ją do ust i polizał między palcami.
- Mmm, słodkie i słonawe. Wszystkie dziewięć tysięcy kubeczków 
smakowych mówi mi to samo.
Rozłożył jej palce i dotarł do wewnętrznej strony dłoni. Prześliznął 
się językiem po całej powierzchni, licząc na to, że Anastazji zmiękną 
kolana.
Musiała odetchnąć kilka razy, zanim zdołała cokolwiek powiedzieć.
- Jesteś gotowy, żeby spróbować tych smakołyków?
- Bardziej niż gotowy - zachrypiał.
- Otwórz usta.
Rozchylił wargi, gotów przyjąć jej usta w gorącym pocałunku. Ale 
ona wsunęła mu do ust małą plastikową łyżeczkę z czymś zimnym i 
smacznym.
- Nikt na świecie nie ma stuprocentowej pewności, gdzie i kiedy 
ukręcono pierwsze lody - opowiadała - ale istnieje wiele ciekawych 
historii o ich pochodzeniu. Mówi się, że w pierwszym wieku naszej 
ery cesarz Neron tak za nimi przepadał, że kazał sobie sprowadzać 
śnieg z Alp.
David zaczynał rozumieć, na czym polega uzależnienie. Stawał się 
coraz bardziej uzależniony od jej głosu. Ta baśniowa Szeherezada 
musiała mieć głos podobny do głosu Anastazji.
- Cały miesiąc trwał transport śniegu do Rzymu. Neron jadał go z 
sokami   owocowymi   i   z   miodem.   To,   czego   teraz   próbujesz,   to 
wiśniowy sorbet.
Smak wiśni i wyobraźnia kazały mu myśleć o jej wargach i o tym, 
jak by smakowały po zimnym sorbecie. Nim zdążył pogrążyć się w 
erotycznych fantazjach, włożyła mu do ust następną porcję.
- Legenda  głosi,  że Marco Polo powrócił  z Chin  z przepisem  na 
mrożoną śmietanę. Stała się znana jako gelati, czyli lody. To, czego 
teraz próbujesz, to aromatyczna francuska wanilia. Kiedy Katarzyna 
Medycejska przyjechała do Francji, żeby poślubić króla, przywiozła 
ze sobą własnego szefa kuchni, który potrafił przyrządzić gelati, i 

background image

odtąd Francuzi mogli raczyć się tymi pysznościami.
David   przysiągłby,   że   celowo   użyła   tych   słów.   Raczyć   się. 
Pyszności. Był cały rozpalony. Dręczyły go myśli o ciele Anastazji, a 
nie o przeklętych lodach.
-   Słuchasz   mnie?   -   spytała.   -   To   miało   być   ćwiczenie   na 
koncentrację.
- Och, jestem skoncentrowany - wychrypiał, ale nie powiedział, na 
czym.
- W XVII wieku król Anglii Karol I ściągnął na dwór francuskiego 
szefa kuchni, który przywiózł ze sobą przepis na lody. Król zalecił 
kucharzowi,   żeby   przepis   pozostał   królewską   tajemnicą,   ale   gdy 
króla ścięto, tajemnica wyrobu lodów rozprzestrzeniła się po całym 
świecie.   Zajadał   się   nimi   George   Washington,   latem   wydawał   na 
lody dwieście dolarów. W tamtych czasach to była mała fortuna. Ale 
któż potrafi oprzeć się smakowi grzesznej rozkoszy? - Wsunęła mu 
do ust kolejną porcję smakołyku.
Grzeszna, z całą pewnością. Lody były dobre, myślał udręczony, ale 
ona jeszcze lepsza. Prowadzi rozmowę w sposób, w jaki rozpala się 
ognisko.   Zawsze   pozostawia   wystarczającą   ilość   żaru,   żeby 
podtrzymać płomienie.
- Amerykanie wymyślili rożki lodowe i lody z wodą sodową, potem 
jeszcze   lody   z   bitą   śmietaną,   sokiem   owocowym   i   orzechami. 
Mniam.... Niewiarygodna kombinacja.
-   Znam   jeszcze   lepsze   kombinacje   -   warknął,   gdy   jego   siła   woli 
spopieliła się do reszty. Chwycił dłoń, która go karmiła, i przyciągnął 
Anastazję do siebie. Instynkt i pragnienie pokierowały jego ustami. 
Całował ją gwałtownie, żarliwie, czule.
Kiedy jego wargi pochłaniały jej usta, Anastazja doszła do wniosku, 
że smakują lepiej niż jakiekolwiek lody na tej planecie.
Zsunęła   Davidowi   przepaskę   z   oczu.   Ich   wyraz   przyprawił   ją   o 
dreszcze. Potem zacisnęła powieki, żeby skoncentrować się tylko na 
tym,   co   czuje.   David   drażnił   jej   wargi   językiem,   kusząc,   by   je 
rozchyliła, a potem wynagrodził ją stokrotnie.
Czuła smak czekolady i tę niewiarygodną esencję, która była samym 
Davidem.
Pocałunek   łączył   się   z   następnym   pocałunkiem,   aż   płomień 

background image

namiętności wymknął się spod ich kontroli. Jakimś cudem znaleźli 
się na wyściełanej ławce przy zapleczu cukierenki.
David  drżącymi   palcami  obrysował   dekolt  jej  sukienki.   Anastazja 
wyprężyła   się   i   z   cichym   pomrukiem   zadowolenia   położyła   jego 
dłonie na swoich piersiach. Nie chciał się spieszyć. Rozpinał jeden 
guzik,   powracał   do  jej   rozpalonych   ust,   a  potem   rozpoczął   nowy 
szlak pocałunków, żeby rozpiąć następny.
Dopiero   po   dłuższej   chwili,   odzyskawszy   na   moment   jasność 
umysłu, Anastazja odwzajemniła się, rozpinając guziki jego koszuli. 
Kiedy położyła rękę na nagim torsie Davida, zastygła nieruchomo, 
rozkoszując się możliwością dotykania go.
Chciała   więcej.   Chciała   pozbyć   się   ubrania,   być   całkiem   naga   i 
kochać się z nim. Teraz. On chciał tego samego. Mówiły to jego 
zachłanne dłonie zamknięte na jej piersiach, każdy pocałunek, każdy 
ruch jego bioder. Właśnie miał ściągnąć jej z ramion sukienkę, kiedy 
zalało ich ostre światło.
-   Co,   do   diabła?...   -   David   usiadł   raptownie,   zasłaniając   sobą 
Anastazję.
- Coś takiego! - zdołała krzyknąć Claire, nim zamieniła się w słup 
soli.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

- Nie miałam zamiaru przeszkadzać... - tłumaczyła się zakłopotana 
Claire. - Nie wiedziałam, że ktoś tu będzie tak późno. Zobaczyłam 
zapalone   światło   i   pomyślałam,   że   zapomniałam   je   zgasić...   choć 
zdawało mi się, że jednak zgasiłam. .. Więc może powinnam była 
domyślić   się,   że   to   wy,   ale   przecież   skąd   miałam   wiedzieć,   to 
znaczy... to nie mój interes... Co ja tu bełkoczę...
- Nic się nie stało - Anastazja gorliwie zapewniła Claire, kiedy już 
zapięła sukienkę. Jej serce biło jak oszalałe. - To twój lokal i masz 
prawo do niego wchodzić, kiedy tylko ci się podoba, a poza tym, 
skąd mogłaś wiedzieć... Teraz to ja bełkoczę. David, powiedz coś... - 
poprosiła zdenerwowana.
-   Dlaczego   ja?   -   spytał   rozbawionym   głosem.   -   Zbyt   dobrze   się 
bawię, słuchając, jak się obie jąkacie. Swoją drogą, ja nie umiem tak 
bełkotać.
-   Ty   mu   przyłożysz,   Claire,   czy   ja   mam   to   zrobić?   -   spytała 
Anastazja.
- Słucham? A co ja takiego powiedziałem?
- Mój drogi, zdarza ci się pleść coś bez sensu. Ale i tak cię kocham. - 
Claire poklepała go po ramieniu.
- Skąd się tu wzięłaś o tej porze? - zapytał David. - Myślałem, że 
jesteś zmęczona i położysz się wcześnie spać.
-   Próbowałam   zasnąć,   ale   obudził   mnie   przedziwny   sen   o   dobrej 
wróżce,   która   uwielbiała   szalone   kapelusze.   -   Zmieszana   Claire 
pokręciła z niedowierzaniem głową. - Potem zaczęłam się martwić o 
uroczyste   otwarcie   lodziarni   i   postanowiłam   wpaść   tutaj,   żeby 
sprawdzić   parę   rzeczy   w   kuchni.   Do   głowy   mi   nie   przyszło,   że 
wpadnę na was dwoje...
Anastazja czuła, jak pąsowieje jej twarz, po raz drugi w tym roku - i 
po raz drugi z powodu Davida. Musi się stąd wynieść, zanim zrobi z 
siebie idiotkę, a raczej kompletną idiotkę.
Bo w końcu wyszło jednak na to, że zakochała się w Davidzie, a 
przecież długo się przed tym broniła. Żarty i dobra zabawa to jedno. 
Ale zdawała sobie sprawę, że zakochanie się w kimś takim jak on, 
zupełnie  niepodobnym  do facetów, z którymi  się zadawała  do tej 
pory, może okazać się bardzo ryzykowne. Pora się opanować.

background image

- Lepiej wrócę do siebie na górę - postanowiła znienacka. - David 
niech   zostanie   i   pomoże   ci...   w   tym,   co   powinnaś   jeszcze   zrobić 
przed otwarciem. Jutro muszę iść do pracy. Na cały dzień. Muszę 
poćwiczyć   nową   palcówkę,   potem   prowadzę   zajęcia   z 
pierwszoklasistami,  a po południu mam  jakieś spotkanie...  Znowu 
zaczynam bełkotać. A przecież nigdy mi się to nie zdarza. Lecę.
- Nie ma potrzeby, moja droga - zaczęła Claire, ale Anastazja już 
uciekła.

* * *

- Po co ci pager, jeśli nigdy nie odpowiadasz na wezwania? - Betty 
skarciła Hattie, która spóźniła się dziesięć sekund na nadzwyczajne 
spotkanie w mieszkaniu Anastazji.
-  Ach, to  dlatego   moja  magiczna  różdżka   tak  migocze!   Najpierw 
pomyślałam, że nadszedł czas, żeby David odkrył tajemny magazyn 
w   piwnicy,   potem   przypomniałam   sobie,   że   mówiłaś,   iż   różdżka 
powinna jarzyć się, a nie migotać. Więc zaczęłam się zastanawiać, 
czy przypadkiem nie trzeba wymienić baterii.
- Różdżki nie potrzebują baterii,  wystarczy im energia  słoneczna, 
powinnaś o tym  wiedzieć  - wtrąciła się Muriel, ale uwagę Hattie 
przykuł   właśnie   stos   ilustracji,   nad   którymi   pracowała   ostatnio 
Anastazja.
- Pamiętacie, kiedy Anastazja była małą dziewczynką, wydawało się, 
że naprawdę nas widzi i słyszy? - spytała ciepłym, czułym głosem.
-   Właśnie   dlatego   opowiada   takie   cudowne   historie   o   dobrych 
wróżkach - dodała Betty.
- Ale ja jestem o wiele ładniejsza niż na rysunku Anastazji. Do tego 
ubrała mnie na zielono. - Hattie z żalem kręciła głową. - Nie lubię 
tego koloru, wyglądam w nim, jakbym chorowała na żółtaczkę.
-   Och,   daj   sobie   spokój!   -   krzyknęła   Muriel.   -   Mamy   o   wiele 
poważniejsze problemy niż twoja uroda.
- Jakie problemy? Gdzie jest Anastazja?
- Śpi w drugim pokoju.
- Więc w czym problem? Po co to nagłe spotkanie? Moim zdaniem 
idzie im zupełnie dobrze. A to, że Claire wkroczyła w najbardziej 
niestosownym momencie, to wina Betty.
- Skąd ci to przyszło do głowy? - spytała zaskoczona Betty.

background image

- To ty wpadłaś na pomysł, żeby zwerbować pomocników spośród 
ludzi.
- Wrzuciłam tylko do głowy Claire pomysł, że David i Anastazja 
mogliby stać się parą - broniła się Betty.
- No to powinnaś w ten sam sposób zatrzymać ją w domu - upierała 
się Hattie.
-   Każdemu   może   się   zdarzyć   drobna  wpadka.   -   Betty   była   coraz 
bardziej zirytowana. - A co z tym snem Claire o dobrej wróżce w 
szalonych kapeluszach? Maczałaś w tym palce, Hattie?
-   Oczywiście,   że   nie   -   odpowiedziała   wyniośle.   -   Nie   mam   ani 
jednego szalonego kapelusza. Z czego się śmiejecie?
Betty i Muriel jednocześnie pokazały palcem okazały egzemplarz, 
który   Hattie   miała   na   głowie,   z   płaskim   rondem   udekorowanym 
mnóstwem  pomarańczowych  i żółtych  chryzantem,  wśród których 
świergotała żółta papużka.
- Sądzicie, że ta kokarda to przesada? - spytała, miętosząc w palcach 
zawiązaną na szyi złotą wstążkę.
Jej pytanie wywołało następny wybuch śmiechu, aż w końcu siostry 
nie wytrzymały i zaczęły wykręcać zwariowane salta w powietrzu.
Hattie tupnęła nogą w obite perkalem krzesło, omal nie gubiąc przy 
okazji pozłacanego pantofelka.
- Nie mam najmniejszego zamiaru sterczeć tutaj i pozwalać, żebyście 
się   ze   mnie   wyśmiewały!   Anastazja   jest   moją   podopieczną   i 
powtarzam wam, że radzi sobie znakomicie.
- Więc ona mówi, że nie ma żadnych szalonych kapeluszy - zwróciła 
się   kwaśnym   tonem   Muriel   do   Betty,   gdy   Hattie   zniknęła   w 
purpurowym obłoczku świętego oburzenia. - I jak tu polegać na jej 
zdaniu?
- No tak, przed nami jeszcze wiele trudności - westchnęła Betty. - Ile 
dni zostało nam do przejścia w stan spoczynku?
- Zbyt wiele - ponuro odpowiedziała jej Muriel.

* * *

W poniedziałek Anastazja miała w pracy takie urwanie głowy, że nie 
znalazła ani chwili na to, żeby martwić się Davidem. Dopiero kiedy 
późnym popołudniem wsiadała do samochodu, znowu zawładnął jej 
myślami. Zamiast uciekać przed faktem, że jest w nim zakochana, 

background image

postanowiła tym razem stawić czoło rzeczywistości.
I cóż w tym złego, że go kocha? Fakt, że David jest trudny i ma 
skłonność do kontrolowania wszystkiego dookoła, nie wspominając 
o jego okropnej podejrzliwości. Właściwie łączy ich tylko miłość do 
Claire i upodobanie do humoru „Trzech Fagasów".
A teraz plusy. To, jak na nią działa. To, jak się do niej uśmiecha. I 
jak dba o nią i o Claire, nawet jeśli przesadza ze swoim poczuciem 
odpowiedzialności.   Zabrał   się   do   szukania   skarbu,   co   świadczy 
chyba   o   tym,   że   mimo   całej   tej   czczej   gadaniny   o   wyższości 
zdrowego rozsądku nad marzeniami jest wrażliwym człowiekiem. I 
prawdopodobnie, tak jak ona, nie umie sobie poradzić z rodzącym 
się między nimi uczuciem.
Kiedy przekroczyła próg swojego mieszkania, zmartwienia związane 
z Davidem musiały zejść na dalszy plan, bo na pierwszy powróciła 
uwięziona w pułapce mysz. Polowała na nią od wielu dni i wreszcie 
przynęta z masła orzechowego okazała się skuteczna.
Anastazja trzymała w jednej dłoni kluczyki do samochodu, na drugą 
włożyła grubą kuchenną rękawicę z jednym palcem, żeby chwycić 
pułapkę. Zbiegła ze schodów i rzuciła się do samochodu. Już miała 
ruszać, gdy z „Retro pod Suł-tańskim Pucharkiem" niespodziewanie 
wyłonił się David.
- Musimy porozmawiać - powiedział rzeczowym tonem.
- Wsiadaj. - Nie miała czasu na wyjaśnienia. Musiała jak najszybciej 
wywieźć mysz do parku, żeby zwierzątko nie doznało w czasie drogi 
jakiegoś   wstrząsu.   Przykryła   pułapkę   rękawicą,   sądząc,   że   będzie 
lepiej dla myszy, jeśli nie będzie widziała, co się dzieje.
-   Twoja   kuchenna   rękawica   się   porusza   -   zauważył   David,   gdy 
zjeżdżali z krawężnika.
- W środku jest mysz.
W tej samej chwili z jego ust wydobył się zduszony okrzyk.
- Spokojnie. - Zdjęła rękę z kierownicy i poklepała go po udzie. - 
Mysz jest w pułapce.
David położył jej dłoń z powrotem na kierownicy. Nie wiedział, co 
przeraziło go bardziej - mysz czy szalona jazda Anastazji.
- Z jakiej okazji zafundowałaś tej myszy przejażdżkę? - Próbował 
ukryć   zmieszanie   pod   maską   sarkazmu.   -   Znudziło   ją   nasze 

background image

sąsiedztwo czy co?
- Ciągle do mnie wraca.
- Skąd wiesz, że to ta sama mysz?
- Po prostu wiem - odpowiedziała, zatrzymując się przed czerwonym 
światłem.
- A może w twoim mieszkaniu buszują całe tabuny myszy?
- Jeśli miałabym w domu całe tabuny myszy, to Xena w ogóle by nie 
spała. I nie dała spać mnie. Nie, to na pewno ta sama mysz. Ona z 
nas się zwyczajnie naigrawa, ze mnie i z Xeny.
- Więc zabij ją w końcu.
- Nie mogę tego zrobić...
-   Z   powodu   Pescado.   Rozumiem.   Więc   dokąd   zabierasz   pana 
myszkę?
- Do parku przy uniwersytecie.
- I będzie teraz terroryzowała jakąś śliczną studentkę z akademika?
Anastazja skrzywiła się. To akurat nie przyszło jej do głowy.
- Masz jakiś lepszy pomysł? Oprócz egzekucji, oczywiście?
- Nie mam.
- W takim razie niech śliczne studentki same dbają o siebie. Zostaje 
park i już.
-   Zakładając,   że   dożyjemy...   -   Chwycił   się   klamki   u   drzwi,   gdy 
Anastazja   z   piskiem   opon   omijała   samochód   nieprzepisowo 
zaparkowany na zakręcie.
- Spokojnie, jestem dobrym kierowcą. O czym chciałeś rozmawiać?
David   nie   przewidział,   że   będzie   prowadził   tę   rozmowę   w 
towarzystwie myszy uwięzionej w pułapce.
- O tym, co zdarzyło się ubiegłej nocy.
- Tak?
- Nie planowałem tego.
- Wiem. Ja też nie. Kiedy zapraszałam cię na dół, chodziło mi o to, 
żebyśmy się trochę zbliżyli, ale nie miałam pojęcia, że... że wszystko 
potoczy się tak szybko i że wymknie nam się z rąk. Nie chciałam cię 
prowokować,   nic   w   tym   stylu...   -   Wrzuciła   niższy   bieg   przed 
następnym zakrętem i zerknęła ukradkiem na Davida.
Czy jedno spojrzenie jego błękitnych oczu mogło teraz o wszystkim 
zdecydować?   Czy   mogło   zepchnąć   ją   z   krawędzi   przepaści   i 

background image

przypieczętować   jej   miłość?   Na   szczęście   David   patrzył   na 
uwięzioną mysz. Ale i tak poczuła dziwny ucisk w sercu. Doznała 
magicznego   olśnienia,   czegoś,   co   zdarza   się   w   baśniach,   które 
opowiada się dzieciom, a nie w realnym życia.
Przyspieszyła, żeby zająć ostatnie wolne miejsce parkingowe przed 
wejściem   do   parku.   Kiedy   zgasiła   wreszcie   silnik,   usłyszała,   jak 
David oddycha z ulgą.
Za   wcześnie.   Mało   brakowało,   a   szarpiąca   się   w   pułapce   mysz 
wylądowałaby na jego kolanach. Podskoczył jak oparzony i wysiadł 
z samochodu szybciej, niż pozwalała na to męska godność.
- Chyba rzeczywiście nie lubisz myszy?
- Poza tobą nie znam wielu ludzi, którzy je lubią.
- Powtarzałam to już Xenie, że wcale nie lubię myszy, po prostu...
- Nie chcesz ich zabijać. Wiem, wiem... - David wepchnął dłonie do 
tylnych  kieszeni dżinsów, jakby chciał trzymać je jak najdalej od 
gryzonia.   -   Wypuść   ją   wreszcie.   Bo   jeszcze   okaże   się,   że   jakieś 
miejskie zarządzenie zabrania wypuszczać myszy w parku.
- Mam nadzieję, że nie. Na pewno nie.
Kiedy   wyjęła   już   pułapkę   z   samochodu,   nie   mogła   nie   dostrzec 
piękna   parku   położonego   nad   jeziorem   Michigan.   Niebo   było 
zachmurzone, jakby nie mogło się zdecydować, czy lunąć deszczem, 
czy   nie.   Na   kilku   drzewach   liście   przybrały   już   jesienne   kolory. 
Wyobraziła   sobie,   jak   cudownie   będą   wyglądały   klony   i   dęby   w 
październiku.
Teraz jednak musiała skoncentrować się na myszy, która nie bardzo 
chciała wyjść z pułapki, choć Anastazja dawno ją uwolniła.
-   Po   prostu   wytrząśnij   ją   stamtąd.   -   David   był   coraz   bardziej 
zniecierpliwiony.
Kiedy znaleźli się w samym środku parku, zrobiła to, ale może zbyt 
energicznie.   Mysz   poleciała   wysoko   w   powietrze   i   omal   nie 
wylądowała na ramieniu Davida. Uratował go szybki unik. Ale nie 
uratował Anastazji, bo przerażony David wpadł na nią i powalił na 
ziemię.   W   ostatniej   chwili   zdążył   jeszcze   wsunąć   się   pod   nią, 
chroniąc ją przed bolesnym upadkiem.
Wszystko   stało   się   tak   szybko,   że   Anastazja   nie   mogła   wprost 
uwierzyć,   że   leży   jak   kłoda   na   piersi   jęczącego   Davida. 

background image

Przypomniała   sobie,  że   przytyła   kilka   kilogramów,   odkąd  zaczęła 
degustować przysmaki Claire, i natychmiast sturlała się na ziemię.
- Nic ci nie jest? - spytała, przyciskając ucho do jego piersi. Zrobiła 
to dla czystej przyjemności, a nie z obawy o jego zdrowie.
Skinął brodą, ale ona nie mogła tego widzieć. Uniósł więc jej głowę, 
wplatając   palce   we   włosy.   Były   jak   jedwab.   A   ona   pachniała 
niewiarygodnie.
Przycisnął ją mocniej do siebie i pocałował. Jej rozchylone wargi 
smakowały jak szlachetne wino. Może nie był wielkim znawcą win, 
ale,   do   licha,   Anastazja   podniecała   go   do   szaleństwa   i   żadne 
porównanie nie oddałoby tego, co czuł.
To   była   jego   ostatnia   myśl,   a   potem   zatracił   się   w   namiętnym 
pocałunku.
- Hej, wy tam! - wrzasnął jakiś męski głos. - Nie obściskiwać się w 
parku!
David skrzywił się mimowolnie, kiedy Anastazja oderwała się od 
jego zbolałego z podniecenia ciała. Cholera, ona go wpędzi go do 
grobu!
- To policjant - szepnęła ze zgrozą w oczach.
- Słyszeliście? Róbcie to sobie gdzieś indziej. - Policjant podszedł 
bliżej. - Dorośli ludzie żeby się tak zachowywali... - Przy ostatnim 
słowie zawiesił głos. - Hej, Sullivan, to ty?
David   jęknął.   Ze   wszystkich   policjantów   pracujących   na 
przedmieściach musiał trafić akurat na Abe'a Cravera.
- Słyszałem, że wziąłeś urlop, ale w życiu bym nie przypuszczał, że 
stać cię na takie numery. - Abe walnął Davida w plecy z przesadnym 
męskim wigorem, typowym dla glin i sportowców. - Musisz mieć 
ciężkie życie.
- Pewnie - odpowiedział David z fałszywym uśmiechem na ustach. - 
Właśnie mieliśmy wracać.
- Muszę ci powiedzieć, że zanim cię poznałam, nigdy nie miałam 
powodu,   żeby   czerwienić   się   ze   wstydu   -   zwierzyła   mu   się 
Anastazja, kiedy wsiedli do samochodu.
- Ty? A co powiesz o mnie?
-   Zaczerwieniłeś   się?   -   Przyjrzała   mu   się   uważnie,   jakby  szukała 
śladu rumieńca.

background image

- Nie należę do facetów, których  przyłapuje się na obściskiwaniu 
kobiet w miejscach publicznych - odpowiedział wyniośle.
- Chcesz powiedzieć, że ja... ? Słuchaj... - Odwróciła się i dźgnęła go 
wskazującym   palcem   w   pierś.   -   Może   bywam   niezbyt 
konwencjonalna,   ale...   Lubię   twoje   pocałunki.   -  Położyła   dłoń   na 
ustach,   jakby   chciała   cofnąć   ostatnie   słowa,   ale   było   za   późno, 
dodała więc zmieszana: - Wyrwało mi się. Zapomnij o tym.
Tak,   jakby   mógł   zapomnieć   cokolwiek,   co   dotyczy   Anastazji. 
Szczerze w to wątpił.
Kilka   dni,   które   pozostało   do   uroczystego   otwarcia   cukierenki, 
spędzili   na   gorączkowych   przygotowaniach.   W   kulminacyjnym 
momencie przecięcia wstęgi Ira wręczył Claire trzy tuziny żółtych 
róż   i   pocałował   ją.   „Retro   pod   Sułtańskim   Pucharkiem"   zostało 
oficjalnie otwarte. Czterodniowe uroczystości okazały się opłacalne, 
częściowo   dzięki   Heather,   która   wspomniała   o   „Retro"   w   swojej 
audycji.   Wielu   pierwszych   klientów   było   fanami   „Miłości   w 
opałach".
Z   wdzięczności   Claire   przemianowała   lody   „Leśna   polana"   na 
„Miłość w opałach". W godzinę zostały wyprzedane.
W sobotę panował taki ruch, że David musiał stanąć za ladą. Zaczął 
od sprzątania stolików, ale Anastazja postawiła go za marmurowym 
kontuarem w miejsce Barry'ego, studenta, którego w ostatniej chwili 
wynajęła Claire.
- Dlaczego ja, a nie Barry?  - protestował David, kiedy Anastazja 
zaciągnęła go za ladę.
- Bo Claire jeszcze go nie wyszkoliła.
- Mnie też nie wyszkoliła.
- Zafundowałam ci przecież szybki kurs historii lodów.
- Zapewniam cię, że doceniam twoje niezapomniane lekcje. - David 
uśmiechnął się czarująco i przyjął zamówienie od następnego klienta.
Mimo że przepracował całą sobotę, zszedł jednak do piwnicy, żeby 
zająć   się   tym,   co   babcia   z   Anastazją   nazywały   poszukiwaniem 
skarbów. Może dałby już za wygraną, ale do przeszukania został już 
tylko kawałek jednej ściany.
- David, jesteś na dole? - krzyknęła ze schodów Anastazja.
Przerwał na chwilę poszukiwania i z radością zauważył, że przebrała 

background image

się   w   tę   samą   sukienkę,   którą   miała   na   sobie   podczas   pamiętnej 
lekcji historii lodów.
- Jakieś sukcesy?
- Poddaję się. Tutaj nic nie ma - mruknął bardziej do siebie niż do 
niej.
- Na pewno jest, czuję to. - Anastazja podeszła bliżej i pocieszającym 
gestem ścisnęła go za ramię.
- Więc pokaż mi, gdzie.
- Bardzo bym chciała, ale niestety nie jestem różdżkarką. - Zerknęła 
na   plan   i   po   chwili   coś   wyszukała.   -   Spójrz   tutaj,   ten   kąt   w 
rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej, prawda? Na szkicu jest kąt 
prosty,   a   tu   mamy   rozwarty.   Dzięki   temu   w   piwnicy   jest   więcej 
miejsca.
- I właśnie dlatego tak zbudowali te ściany.
- Ale w ten sposób można było ukryć  właśnie w tym kącie tajny 
magazyn.
- Chyba trafiłaś w sedno... - David jeszcze raz spojrzał na projekt i 
dokładnie   przebadał   podejrzany   kąt.   -   Nie,   sprawdzałem   już   to 
miejsce. Mówię ci, tam naprawdę nic nie ma. - Uderzył w betonową 
ścianę  piwnicy,  żeby dowieść swojej racji. I nagle, ku zdumieniu 
obojga, tynk ustąpił, wpadając gdzieś do środka.
Anastazja   uśmiechnęła   się   na   widok   osłupiałej   miny   Davida   i 
powiedziała tylko jedno słowo:
- Bingo!

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

- Co tam jest? - spytała drżącym z podniecenia głosem.
- Widzisz coś?
- Oczywiście, że nie, świecisz mi latarką prosto w oczy.
- Przepraszam. - Anastazja skierowała snop światła w otwór. - Tak 
lepiej?   Tam   na   pewno   jest   pełno   kurzu.   -   Ledwie   zdążyła   to 
powiedzieć, głośno kichnęła. - Kto by pomyślał, że Chesty był na 
tyle sprytny, żeby wbudować w ścianę ukryte drzwi. Wiesz, to mi 
wygląda na miniaturową piwnicę na wino.
- Nie rozumiem - mruczał David. - Sprawdzałem wcześniej każdy 
centymetr tej ściany i niczego nie znalazłem.
- Więc co tam jest? - spytała z zapartym tchem.
- Półki są puste. Mówiłem ci, że może być tak samo, jak z pustym 
sejfem Ala Capone, który odkrył Geraldo Rivera.
- Zgoda,  ale  w tamtym  przypadku  za  plecami  Geraldo stał  urząd 
podatkowy,   gotowy   skonfiskować   dosłownie   wszystko   na   poczet 
tych setek tysięcy dolarów, z jakimi zalegał Al Capone, nie płacąc 
podatków.
- Tak, a morał jest taki, że poza śmiercią i podatkami nie ma niczego 
pewnego.
- Zaraz... Chyba widzę coś na najwyższej półce, zobacz.
- Anastazja skierowała tam światło latarki.
- Rzeczywiście.  - W głosie Davida odżył  entuzjazm.  - Nie mogę 
dosięgnąć. Muszę przynieść taboret.
Zamiast taboretu posłużył się drewnianą skrzynką.
- Chyba mam... - jęknął podniecony, wspinając się na palce... i spadł 
z   chybotliwej   skrzynki   prosto   w   ramiona   Anastazji.   Oboje 
wylądowali na podłodze. - Nic ci nie jest? - Wcale nie spieszył się 
wstawać.
A ona nie wiedziała, co powiedzieć. Przytulona do niego, z dłońmi 
opartymi na jego podkoszulku, z udami wciśniętymi pomiędzy jego 
nogi, czuła, jak topnieje z pożądania.
-   Powinniśmy   unikać   takich   bliskich   spotkań.   Ostatnim   razem 
przyłapała nas policja.
- Pamiętam.
Tak łatwo byłoby nie ruszać się z miejsca i po prostu wtulić się w 

background image

niego mocniej. I przestać myśleć. Postanowiła jednak powściągnąć 
pokusę i zachować się jak dojrzała osoba.
- Sądzę, że następnym razem powinieneś posłużyć się taboretem.
- Pierwszy raz odezwałaś się do mnie tonem bibliotekarki. I wiesz 
co? Podoba mi się.
Anastazja   lubiła   jego   uśmiech   i   to,   że   ostatnio   często   mogła   go 
oglądać.   Kiedy   przypominała   sobie   tego   ponurego   mężczyznę, 
którego   spotkała   sześć  tygodni  temu,  zmiana,   jaka   w nim   zaszła, 
napawała ją i radością, i lękiem.
Urlop   Davida   dobiegał   końca   i   zastanawiała   się,   jak   wpłynie   na 
niego powrót do pracy. Nigdy o niej nie opowiadał.
-   Dlaczego   tak   się   na   mnie   gapisz?   -   zapytał.   -   O   co   chodzi? 
Pobrudziłem sobie twarz czy co?
- Czy co... - szepnęła łagodnie.
Ich oczy się spotkały i natychmiast zaczęła działać znajoma magia. 
Anastazja   rozpoznawała   kolejne   stadia   -   oczekiwanie,   czysta 
przyjemność   i   poczucie   wdzięczności.   Mogłaby   się   wpatrywać   w 
jego zamglone błękitne oczy bez końca. A on chyba nie miał nic 
przeciwko temu. Nie odwracał wzroku. Widziała, jak powoli w tych 
oczach pojawiają się wesołe iskierki, a w kącikach wynurzają się na 
powierzchnię delikatne zmarszczki.
- Zdajesz sobie sprawę, że ciągle jeszcze nie wiemy, co jest w tym 
zamaskowanym   magazynie?   -   zapytał   miękkim,   lekko   drżącym 
głosem. Z rozbawienia czy z pożądania? Czy on jej pragnie?
Przecież tylko ty tu jesteś, powtarzała sobie w myślach. W pobliżu 
nie widać żadnej innej kobiety.
- Ukryty magazyn. No właśnie - powiedziała energicznym tonem. - 
Wracamy do pracy.
David wstał bez słowa i przyniósł taboret.
-   Aha!   Coś   znalazłem.   -   Chwycił   przedmiot   stojący   na   półce   i 
wyciągnął go na zewnątrz. - To jest... zakurzona butelka wina. - Na 
jego twarzy pojawiło się rozczarowanie.
- Może być  coś warta. Czytałam gdzieś o bardzo drogich starych 
winach.
- Wątpię, żeby trzymali takie wina w nielegalnym szynku Chestera. 
Może dodawał wina do kąpieli.

background image

- Do tego używał dżinu. - Odebrała mu butelkę i ostrożnie starła z 
niej trochę kurzu. - Mało wiem o winach, ale zdaje się, że to jeden z 
najlepszych francuskich roczników. Chodź. - Chwyciła go za rękę.
- Dokąd idziemy?
-   Do   mnie   -   odpowiedziała,   ciągnąc   go   za   sobą   po   schodach   z 
zakurzoną butelką w dłoni.
- Po co?
- Żeby poszperać w Internecie, może znajdziemy coś w światowej 
sieci.
Nie na taką odpowiedź liczył David. Kiedy chwilę wcześniej trzymał 
Anastazję w ramionach, miał ochotę zerwać z niej ubranie i kochać 
się z nią, choćby przy piwnicznej ścianie.
Kiedy   wbiegała   po   schodach   dwa   kroki   przed   nim,   nie   odrywał 
wzroku od jej bursztynowej sukienki, która tak prowokująco opinała 
zgrabne   pośladki.   O   mało   nie   wyciągnął   ręki,   żeby   ich   dotknąć, 
kiedy   nagle   Anastazja   odwróciła   się   i   rzuciła   mu   przez   ramię 
impertynenckie spojrzenie.
- Wiem, o czym myślisz.
- Mam szczerą nadzieję - wychrypiał przed progiem jej mieszkania.
- Zastanawiasz się, co światowa sieć Internetu może mieć wspólnego 
z winami.
- Pudło.
- Odpowiedź brzmi: Internet jest źródłem wszelkich informacji.
- A ja myślałem, że to światowa sieć porno gawędziarzy.
- I na to można się natknąć, ale przy ponad ośmiu milionach adresów 
w sieci masz duży wybór. A teraz spróbuję znaleźć coś ciekawego o 
markowych winach..
- Znowu ten ton bibliotekarki. - David usiadł na wolnym krześle i 
postawił przed sobą podłodze butelkę wina.
-   Hm,   lista   obejmuje   dwieście   siedemnaście   tysięcy   adresów 
zawierających   słowo   „wino".   Chyba   będę   musiała   zadać   bardziej 
szczegółowe   pytanie...   -   Palce   Anastazji   biegały   po   klawiaturze 
laptopa. - Hm, tak, dobrze... - mruczała pod nosem. - Poślę list e-
mailem,   tu...   i   jeszcze   tam.   Gotowe.   -   Zamaszystym   kliknięciem 
wyłączyła zasilanie laptopa. - Rano powinnam dostać odpowiedź.
- Teraz chyba należałoby wznieść toast.

background image

- Zapomnij o tym. - Anastazja wyrwała Davidowi z dłoni butelkę i 
znalazła   dla   niej   bezpieczne   schronienie   w   kuchni.   Wracając   do 
pokoju,   włączyła   stereo,   które   automatycznie   zaczęło   odtwarzać 
płytę   z   baśniami   Szeherezady.   Potem   stanęła   przed   krzesłem,   na 
którym  wyciągnął  się  David.  - Mówię  ci,  to wino  może  być  coś 
warte.
- To ja ci powiem, co tu jest więcej warte. - Ty! Błyskawicznym 
ruchem posadził ją na kolanach. Potem zamknął swoje usta na jej 
rozchylonych   ze   zdumienia   wargach.   Przyjęła   zaproszenie, 
odpowiadając pieszczotą na pieszczotę. David przesunął kciukiem po 
jej   policzku,   i   to   wystarczyło.   Ten   jeden   dotyk   rozpalił   w   niej 
pożądanie, przed którym nie chciała się bronić.
Owinęła ręce wokół ramion Davida i przytuliła się. Mimo warstwy 
ubrań czuła bijące od niego ciepło. Ale chciała być jeszcze bliżej.
David znaczył pocałunkami szlak od jej ust do dekoltu, jego zręczne 
palce rozpinały guzik za guzikiem, tak jak poprzednim razem. Teraz 
był bardziej niecierpliwy. Sukienka w mgnieniu oka osunęła się z jej 
ramion. Kiedy Anastazja zdarła z niego podkoszulek, pochylił się i 
skubnął zębami koronkowy brzeg jej halki.
Wpiła palce w jego nagie ramiona, kiedy wsunął dłoń pod jedwabną 
tkaninę,   a   gdy   musnął   kciukiem   napięty   koniuszek   jej   piersi, 
zdrętwiała z rozkoszy.
Przywarła do niego, chciała być jak najbliżej - i nagle jej namiętność 
rozwiała się jak dym na wietrze, kiedy David chwycił się za łokieć, 
którym uderzył w sam róg stołu.
- Co my wyprawiamy? - spytała roztrzęsionym głosem, zeskakując 
jak oparzona z jego kolan.
David jęknął. Nie teraz. Chyba nie zamierza teraz zrezygnować. On 
nie przeżyje tego. Pragnie jej tak bardzo, że odchodzi od zmysłów.
Był   tak   pochłonięty   swoimi   myślami   i   rozpalony   pożądaniem,   że 
dopiero po dwóch czy trzech sekundach zaczęły docierać do niego 
jej następne słowa.
- Powinniśmy to robić w sypialni - wymruczała z uwodzicielskim 
uśmiechem na ustach.
- Amen. - Usłyszała jego ciężki, długo wstrzymywany oddech.
Sypialnia Anastazji była tak kolorowa jak ona sama, ale Davida nie 

background image

zainteresowały jej dekoratorskie umiejętności. Zanim położyli się na 
łóżku, zdjął z niej sukienkę, a ona rozpięła suwak jego dżinsów.
Musiał zwolnić tempo. Przeczesując palcami jej włosy, wpatrywał 
się   w   nią   głodnym,   stęsknionym   wzrokiem,   jak   gdyby   byli   parą 
kochanków, którzy spotkali się po latach rozstania.
- Pamiętasz, jak przyłapała nas babcia?
- Jak mogłabym zapomnieć? Zarumieniłam się wtedy po raz drugi w 
tym roku.
- Powiedziałaś, że musisz  ćwiczyć  nową palcówkę. Co miałaś na 
myśli?
- Idzie rak nieborak, takie tam wierszyki. Dlaczego pytasz?
- Bo dręczyły mnie seksualne fantazje na temat twoich palcówek.
Przesunął palcami po jej udzie, wyżej, coraz wyżej, w sam środek 
wilgotnego żaru.
- Wiesz, jak lubię szukać skarbów... Nie wyobrażam sobie większego 
skarbu niż to...
Wyprężyła   się   jak   struna   i   wyszeptała   jego   imię   jak   magiczne 
zaklęcie.   Ręce   Davida   tak   dokładnie   wszystko   wiedziały. 
Wystarczyło kilka ruchów, kilka dotknięć, i poczuła, jak przelewa się 
przez nią fala rozkoszy.
Anastazja   leżała   oszołomiona   i   bezbronna,   a   tymczasem   David 
odszedł na chwilę, bo przypomniał sobie o zabezpieczeniu. Kiedy do 
niej wrócił, muzyka w salonie potężniała w ogłuszającym crescendo. 
Anastazja   przyciągnęła   go   do   siebie   i   poprowadziła   do   celu. 
Powitanie było wspaniałe.
David   poruszał   się   miarowym,   niezachwianym   rytmem,   jak 
niewolnik żądzy, każdym pchnięciem przybliżając ją do szczytu. I 
nagle dopełniło się. Gdy Anastazja zamarła w ekstazie, on też się 
poddał, wykrzykując jej imię.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

-   Mm,   niewiarygodne!   -   mruknęła   Anastazja,   siedząc   pośród 
skotłowanej pościeli z Davidem u boku.
- Chodzi ci o nasze miłosne igraszki, czy o ten puchar orzechowych 
lodów z syropem klonowym?
- O jedno i o drugie - odpowiedziała, wylizując łyżeczkę do ostatniej 
kropli. - Twoje już się roztopiły.
- Pracuję nad nowym przepisem, potrzebuję jednak twojej pomocy.
- Chcesz, żebym spróbowała, jak skończysz?
- Nie, to ja będę próbował. Ty tylko wygodnie się połóż...
- Wyjął jej z dłoni pusty pucharek, postawił go na nocnym stoliku i 
poczekał,   aż   Anastazja   wyciągnie   się   na   łóżku.   -   Dobrze,   o   to 
właśnie chodziło. Mam już nazwę dla tego przepisu
- „Anastazja z sokiem owocowym i bitą śmietaną". - Uśmiechał się 
diabelsko,   rozpinając   jej   szlafrok.   -   Zaczynamy   od   roztopionych 
lodów,   czekoladowe   z   czekoladą   będą   zupełnie   dobre.   -   Skropił 
swoimi lodami jej nagie piersi.
- Zimne! - wrzasnęła zaskoczona.
- Nic się nie martw. Zaraz coś z tym zrobię. - Pochylił się i zaczął 
zlizywać lody z jej skóry. Zimny płyn skurczył jej sutki, ale David 
zamknął na nich gorące usta. Anastazja wyprężyła się jak kotka.
- To pieg czy okruszek czekolady? - pytał, nie odrywając warg od jej 
skóry. - Mm, pycha.
-   Nie   sądziłam,   że   jesteś   tak   pomysłowy...   -   szeptała   czule, 
przeczesując palcami jego czarne, jedwabiste włosy.
- Bierzesz ze mnie wszystko, co najlepsze. - Wylał na nią resztkę 
roztopionych lodów.
Drżała,   gdy   zimny   płyn   rozlewał   się   po   jej   skórze,   i   jęczała   z 
rozkoszy, kiedy usta i język Davida rozpalały w niej ogień.
David nie wiedział do tej pory, że lubi, jak ktoś mu liże duży palec u 
nogi. Przekonał się o tym dopiero następnego ranka. Minęło kilka 
sekund, nim zdał sobie sprawę, że to kot Anastazji.
Cofnął szybko stopę, ale kot skoczył za nią, jak za myszą. I wtedy 
przypomniał sobie, że to kotka, która boi się myszy.
W   ostatniej   chwili   usunął   stopę.   Xena   zeskoczyła   z   łóżka, 
obrzuciwszy   go   pełnym   wyrzutu   spojrzeniem   swoich   niebieskich 

background image

oczu.
-   Przepraszam   -   usłyszał   własny   szept,   kiedy   wyciągnął   rękę   na 
zgodę. Ku zdumieniu Davida, kotka wróciła i zaczęła obwąchiwać 
jego   palce.   Potem   otarła   się   o   wyciągniętą   dłoń,   zapraszając   do 
pieszczot.
Zawsze lubił zwierzęta, oczywiście z wyjątkiem myszy i szczurów. 
W   dzieciństwie   miał   i   psa,   i   kota.   Babcia   do   dziś   chowała   parę 
kotów,   potomków   Kłębuszka,   pomarańczowej   kotki,   która   była 
towarzyszką jego chłopięcych lat.
Przez całe lata nie wspominał tego kota. Od kiedy zaczął służbę w 
straży   pożarnej,   niemal   wszystkie   swoje   myśli   poświęcał 
obowiązkom zawodowym. Poza baseballem nie miał żadnych innych 
zainteresowań.   Jego   tożsamość   kształtowała   praca   i   tylko   ona 
naprawdę się liczyła.
Leżąc   w   kolorowym,   ciepłym   łóżku   Anastazji,   doszedł   nagle   do 
wniosku, że pora przyjrzeć się własnemu życiu. Zmienił się, od kiedy 
poznał tę niezwykłą kobietę i zdecydował się pomóc babci spełnić jej 
marzenia. Świadomość tej zmiany nie spadła na niego jak grom z 
jasnego nieba, już od jakiegoś czasu podświadomie przesiąkała do 
jego umysłu. A odkrycie zamaskowanego pomieszczenia w piwnicy 
przypomniało  mu o przyjemności,  jaką może  sprawiać posiadanie 
marzeń - nawet, jeśli jedynym łupem poszukiwań okazuje się butelka 
starego wina.
Wrócił  myślami  do Anastazji. Spędzona z nią noc była  czymś,  o 
czym nie ośmieliłby się nawet marzyć.
- Bardzo się zamyśliłeś - powiedziała sennym głosem.
- Zastanawiałem się, czy nie zastrzec sobie wyłączności przepisu na 
lody „Anastazja".
- Mądra decyzja. - Położyła głowę na jego torsie, wędrując palcami 
po płaskim brzuchu.
Chwycił jej dłoń i podniósł do ust.
- Pierwszy raz przyznałaś, że powiedziałem coś mądrego.
- Bo może po raz pierwszy ci się to zdarzyło. - Rzuciła mu zuchwałe 
spojrzenie i pocałowała w czubek brody.
-   A   jak   oceniasz   moją   propozycję,   żeby   na   uroczyste   otwarcie 
przygotować   lody   z   likierem   jajecznym,   zamiast   bakaliowych?   - 

background image

zapytał,   bawiąc   się   jej   palcami.   -   To   też   było   mądre   posunięcie. 
Sprzedaliśmy wszystko.
- I to mówi facet, którego ulubionym deserem były lody waniliowe. - 
Uśmiechnęła się kpiąco.
- Skąd wiesz? Nigdy ci tego nie mówiłem.
- Nie musiałeś. Po prostu należysz do typu facetów, którzy kochają 
lody waniliowe.
- Czyżby? A jacy są poza tym, że lubią smak wanilii?
- Konserwatywni, nudni, odpowiedzialni, despotyczni, rozsądni do 
szaleństwa...
- Pochlebstwa zaprowadzą cię donikąd.
-   Ty   nie   potrzebujesz   żadnych   pochlebstw.   Masz   wystarczająco 
dobre mniemanie o sobie.
- Jak na całkiem wypalonego analityka przyczyn pożarów...
- O czym ty mówisz? - Anastazja spoważniała, wyraźnie zaskoczona 
jego słowami.
- Właśnie dlatego wziąłem długi urlop. Żeby spojrzeć na sprawy z 
dystansu.
Dostrzegła   ponury   cień   w   jego   błękitnych   oczach.   Wcale   nie 
żartował. Naprawdę mówił serio.
- Jest aż tak źle...?
- A jak sądzisz, dlaczego jestem na urlopie?
-  Claire  uwierzyła,   że  chciałeś  wykorzystać   wszystkie   wolne  dni, 
które uzbierały ci się przez lata.
- To właśnie jej powiedziałem.
- I nic więcej?
-   A  o  czym   miałem   opowiadać?   Że   jestem   strażakiem,   który  ma 
dosyć swojej roboty?
- Zauważyłam, że nigdy nie wspominałeś o pracy... Co w przypadku 
takiego   pracoholika,   jak   ty,   rzeczywiście   powinno   budzić 
podejrzenia, że coś jest nie tak.
-   Jestem   byłym   pracoholikiem.   Przez   ostatnie   kilka   tygodni 
poprzestawiałem sobie trochę w głowie.
- Więc teraz na pierwszym miejscu jest baseball?
- Nie, ty jesteś na pierwszym miejscu. - To wyznanie przyszło mu 
łatwiej,   niż   się   spodziewał.   A   kiedy   już   zaczął   mówić,   nie   mógł 

background image

przestać.   W   końcu   oświadczył   ze   zwykłą   dla   siebie 
bezceremonialnością: - Kocham cię i chciałbym się z tobą ożenić.
Jej mina wyrażała raczej zdumienie niż zachwyt. Bez słowa sięgnęła 
po szlafrok i wyskoczyła z łóżka.
Nie sądził, żeby wróżyło to coś dobrego. Może nie oświadczał się 
zbyt wielu kobietom, miał jednak świadomość, że normalne w takiej 
sytuacji   byłyby   jakieś   oznaki   podniecenia   z   jej   strony   -   powinna 
ucieszyć się, wzruszyć, krzyknąć: tak, tak, tak! Coś w tym rodzaju.
No dobrze, Anastazja nigdy nie robiła niczego normalnie,  zawsze 
reagowała w nietypowy sposób. Ale wyskoczyć bez słowa z łóżka?
-   Czy   słusznie   odnoszę   wrażenie,   że   nie   jesteś   szczególnie 
poruszona?
- Po prostu... nigdy nie marzyłam, że mi się kiedyś oświadczysz.
Odpowiedź Anastazji nie zadowoliła go. Poza tym był w wyraźnie 
niekorzystnym położeniu, leżąc nago w jej łóżku, podczas gdy ona 
miotała się po pokoju w szlafroku. Chwycił dżinsy i wciągnął je na 
siebie jednym ruchem.
-   Dlaczego   nie?   Jestem   wystarczająco   dobry,   żeby   się   ze   mną 
przespać, ale nie żeby wyjść za mnie za mąż?
- To nie tak. - Patrzyła  mu prosto w oczy.  - Nie przyszło mi do 
głowy, że możesz mi się oświadczyć, bo zdawało mi się, że cenisz 
sobie niezależność, tak samo jak ja.
- Chcesz powiedzieć, że mnie nie kochasz?
-   Nie,   nic   podobnego.   Kocham   cię.   Od   chwili   gdy   tak   nerwowo 
przyglądałeś   się   myszy   w   moim   samochodzie.   No   dobrze. 
Zakochałam się w tobie wcześniej, ale dotarło to do mnie kilka dni 
temu,   wtedy   w   samochodzie.   -   Przesunęła   dłonią   po   swoich 
zmierzwionych  długich włosach. - Problem polega na tym,  że nie 
wyobrażam  sobie męża,  który mówiłby mi  bez przerwy,  co mam 
robić. W ciągu trzydziestu trzech lat zdążyłam przyzwyczaić się do 
swobody. David nie wierzył własnym uszom.
- Myślałem, że wszystkie kobiety marzą o zamążpójściu.
- Trudno o większą bzdurę! - syknęła Anastazja z błyskiem złości w 
oczach.
- To nie jest większa bzdura niż opowiadanie, że nie życzysz sobie 
męża, który będzie ci mówił, co masz robić.

background image

- To nie żadna bzdura - zaperzyła się Anastazja - ale byłam idiotką, 
wierząc, że kiedykolwiek zrozumiesz, co czuję!

* * *

- Powiem wam, co tu jest idiotyczne! - wrzeszczała Hattie. - To, że 
tak się napracowałam, żeby ich połączyć, żeby skłonić Davida do 
oświadczyn, a ona mówi: nie! Nie do wiary!
-   Fakt,   że   w   ogóle   nie   brałyśmy   pod   uwagę   takiej   możliwości   - 
przyznała Muriel.
- Nie żartuj sobie. - Hattie przeszyła ją nieufnym wzrokiem.
- Skupiłyśmy się na tym, żeby David uświadomił sobie, jak bardzo 
kocha Anastazję, i żeby Anastazja zdała sobie sprawę, jak bardzo 
kocha   jego  -  dodała  Betty.  -  Któż  by przypuszczał,   że  Anastazję 
trzeba przekonywać nie tylko do miłości, ale i do małżeństwa?
-   Jesteś   najstarsza   i   to   ty   powinnaś   znać   się   najlepiej   na   tych 
sprawach.   -   Retoryczne   pytanie   siostry   wzburzyło   Hattie   jeszcze 
bardziej.
- Hej, to jest właściwie  twoje zadanie  - warknęła Berty.  - Ja już 
poradziłam sobie z Jasonem i Heather, Anastazja to twoje dziecię.
- Gdyby była moim dzieckiem, wzięłabym ją na kolana i porządnie 
sprała.
-   Jasne   -   zakpiła   Muriel.   -   I   mówi   to   dobra   wróżka,   która   nie 
skrzywdziłaby nawet muchy.
- Ale ona go kocha! - jęczała Hattie. - Przecież to powiedziała.
-   Powinnyśmy   były   przewidzieć,   że   nerwowo   zareaguje   na 
propozycję   dzielenia   z   kimś   życia.   Jest   przeczulona   na   punkcie 
własnej   wolności.   Ona  jest   tak   samodzielna   i   żywiołowa,   że   inni 
często usiłują powściągać jej temperament i ograniczać działania - 
stwierdziła Muriel z grobową miną.
Na   Hattie   nie   zrobiło   to   wrażenia.   Coraz   bardziej   wzburzona 
wędrowała   po   krawędzi   klosza   stojącej   w   sypialni   lampy.   Jej 
lawendowy   kapelusz,   ten   sam,   który   włożyła   na   wesele   Jasona, 
przechylił się na bok, gdy z niedowierzaniem kręciła głową.
- Nie, to wprost niemożliwe...  - mruczała  pod nosem,  tak mocno 
obracając   w   dłoni   różdżkę,   że   ta   najpierw   zapłonęła   ognistą 
czerwienią, a potem buchnęła oślepiającym płomieniem.
- Pali się! - wrzasnęli jednym głosem wszyscy obecni w sypialni, 

background image

dobre wróżki i ludzie.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Sypialnię   wypełniły   kłęby   dymu.   Anastazja   zdążyła   zauważyć   w 
kącie   pokoju   mały   ognisty   punkt,   przypominający   erupcję 
miniaturowego wulkanu, potem jej oczy zaczęły obficie łzawić.
- Musimy się stąd wynosić. - David objął ją wpół i podprowadził ją 
do drzwi wyjściowych. - Gdzie trzymasz gaśnicę?
- Pod zlewozmywakiem.
Kiedy wybiegł do kuchni, serce podeszło jej do gardła, ale chwilę 
później usłyszała syk gaśnicy i wołanie Davida.
- W porządku. Nie musisz dzwonić po straż pożarną. To było pewnie 
krótkie spięcie w twojej lampie. Dużo dymu, ale nie zauważyłem 
większych szkód.
-   Dzięki   Bogu.   -   Te   kilka   sekund,   kiedy   David   był   sam   w 
wypełnionej dymem sypialni, wydało jej się wiecznością. Zatrzymała 
się   w   progu,   jakby   bojąc   się   widoku   zniszczeń,   których   mógł 
dokonać ogień. Niesamowite - nie było prawie żadnych szkód.
- To najdziwniejszy pożar, jaki widziałem w życiu. Było tyle dymu, 
a   nic   się   nadpaliło,   z   wyjątkiem   szczytu   tej   lampy.   Kiedy   się 
upewniłem, że ogień jest ugaszony, i otworzyłem okno, cały ten dym 
błyskawicznie przez nie uleciał.

* * *

- Nieźle! - powiedziała Betty, gromiąc wzrokiem okopconą Hattie, 
która uczepiła się kurczowo wezgłowia łóżka.
- Nie zrobiłam tego celowo... - Uniosła znad oczu przypalone rondo 
kapelusza. - To był przypadek. Byłam okropnie zła.
-   Myślisz,   że   my   nie   byłyśmy?   Ale   przecież   z   tego   powodu   nie 
wywołujemy pożaru!
- Skąd mogłam wiedzieć, że pocieranie różdżki może spowodować 
pożar? Powinnaś była mnie o tym uprzedzić.
-   Tylko   nie   próbuj   zwalać   winy   na   mnie.   Spójrz   tylko,   co   przez 
ciebie stało się z moim podkoszulkiem. - Pokazała palcem czarne 
plamy na napisie: „Na co się gapisz".
-   Zaraz   to   naprawię.   -   Hattie   jednym   machnięciem   różdżki 
wyczarowała nowy podkoszulek, tym razem w pastelowym kolorze 
lila.   Widząc   jednak   furię   w   oczach   Betty,   śmignęła   jeszcze   raz 

background image

różdżką i przywróciła koszulce biały kolor.
-  Jeżeli  sądzisz,  że  to  załatwia  sprawę,  grubo się  mylisz.  -  Betty 
wcale nie wyglądała na udobruchaną.
-   Dobrze,   że   przynajmniej   moja   magiczna   różdżka   nie   przestała 
działać. - Hattie z wdzięcznością przytuliła ją do siebie.
- Po tym wszystkim, co dla nas zrobiła... - Betty oparła dłonie na 
swoich rozłożystych biodrach i spojrzała z naganą na obie siostry. - 
Słuchajcie, czasami mogę być pobłażliwa, ale to już naprawdę szczyt 
wszystkiego!
Hattie podniosła rondo kapelusza i spojrzała jej odważnie w oczy.
- To ty powtarzałaś, że moje zadanie to kaszka z mleczkiem.
- Uspokójcie się wreszcie - rozkazała im Muriel. - Anastazja i David 
zaczęli rozmawiać.

* * *

- Muszę ci powiedzieć, że nie tak wyobrażałem sobie ten ranek. - 
David odłożył gaśnicę. - Słyszałem, że w sypialni sprawy przybierają 
czasami gorący obrót, ale to jest po prostu śmieszne.
-   Tym   razem   masz   rację.   -   Anastazja   krztusiła   się   nerwowym 
chichotem.   Ręce   wciąż   jej   drżały,   włożyła   je   więc   do   kieszeni 
swojego błękitnego szlafroka, natrafiając na zabawkę Xeny. - Kot! 
Widziałeś gdzieś Xenę? - Ogarnęła ją panika.
-   Widziałem,   jak   nurkowała   pod   ten   dziwaczny   stół.   Anastazja 
rzuciła się do salonu, uklękła i zajrzała pod stół.
Niebieskie oczy Xeny patrzyły na nią z wyrzutem.
-   Przepraszam   -   mruczała   Anastazja.   -   Wiem,   że   nienawidzisz 
katastrof. Ja też. O mało nie zemdlałam.
-   Prawdopodobnie   dlatego,   że   cała   krew   odpłynęła   ci   do   mózgu, 
kiedy wypięłaś pupę. Nie zrozum mnie źle, wcale nie uważam, że nie 
jest ładna. - David przykucnął obok Anastazji. - Siadaj. - Przytrzymał 
ją delikatnie, gdy zachwiała się, prostując plecy, w końcu oparła się 
na   jego   piersi.   -   Muszę   ci   się   przyznać,   że   te   oświadczyny   nie 
wypadły tak, jak chciałem. Nie mam w takich sprawach wielkiego 
doświadczenia.   Pożary   to   co   innego,   na   tym   się   znam.   Potrafię 
przebadać   pogorzelisko,   znaleźć   cenne   ślady   wśród   zwęglonych 
resztek, zanalizować informacje. Ale, zdaje się, że ciebie nie potrafię 
rozgryźć.

background image

-   Często   słyszę   zarzut,   że   jestem   skomplikowana   -   przyznała 
Anastazja cichym głosem, wtulając się w jego objęcia.
- To akurat rozumiem.
- Ty też nie jesteś jakimś prostym kretynem.
- Zakładam, że to komplement... chociaż nie jestem pewien.
- Wiesz, co mam na myśli.
- Aż boję się powiedzieć:  tak. Ale tak, wiem,  co masz na myśli. 
Może nie zawsze jestem w stanie cię zrozumieć, ale przez ostatnie 
kilka tygodni nauczyłem się pojmować, o co ci chodzi. - Oparł brodę 
na czubku jej głowy. - Powiedziałaś, że cenisz sobie niezależność i 
jesteś pewna, że ja również. No więc masz rację. Bardzo sobie cenię 
niezależność. Możesz mi wierzyć na słowo, że nie oświadczam się 
każdej kobiecie, z którą idę do łóżka.
- To pocieszające - odpowiedziała cierpko.
- Twoja ognista natura jest jedną z rzeczy, które w tobie kocham - 
powiedział z uśmiechem.
- Inni faceci też mi to mówili, ale tylko po to, żeby chwilę później 
próbować mnie przerobić na skromną, bojaźliwą panienkę.
- Wątpię, żeby nawet któraś z tych dobrych wróżek, które tak chętnie 
rysujesz, była zdolna zmienić cię w skromną, bojaźliwą panienkę. To 
się nie uda nikomu.
- Z całą pewnością.
-  Widzisz,  co  do  tego  się zgadzamy.  -  Pogładził   czule  jej   długie 
włosy. - Z przykrością muszę ci jednak uświadomić, że moja babcia 
nie   pogodzi   się   z   sytuacją,   w  której   będę   żył   z   tobą   w   grzechu. 
Mogłaby   ci   zagrozić   strzelbą   albo   jakąś   wielką   łychą   na   lody   i 
zażądać, żebyś zrobiła ze mnie uczciwego człowieka. Ostrzegam cię 
lojalnie, dla twojego własnego bezpieczeństwa.
Dopiero po kilku sekundach Anastazja uświadomiła sobie, że David 
wcale nie jest zły na nią ani nie próbuje jej niczego narzucać, po 
prostu się z nią droczy.
-   A   więc   oświadczyłeś   mi   się   ze   strachu   przed   twoją   babcią, 
uzbrojoną w wielką łychę do lodów, tak? - Anastazja podjęła grę.
-   Głównie   dlatego.   -   Uśmiech   rozpalił   wesołe   iskierki   w   jego 
zamglonych   błękitnych   oczach.   -   Gdybym   miał   wybór,   byłbym 
bardzo szczęśliwy, mogąc uprawiać z tobą dzikie miłosne harce, nie 

background image

oglądając   się   na   konwenanse.   Muszę   jednak   liczyć   się   z   babcią. 
Ale... jeśli jest prawdą to, co mi powiedziała - że nie wyjdzie za mąż, 
a po prostu będzie żyła  z tym  facetem na kocią łapę, bo tak jest 
korzystniej dla emerytów - wtedy wytrąci mi z ręki i ten argument.
Anastazja nigdy nie kochała go mocniej, niż w tej chwili. I nagle 
zdała  sobie   sprawę,  że   ślub  z  Davidem  wcale   nie  musi   oznaczać 
rezygnacji z własnej niezależności.
- Tak - powiedziała, biorąc głęboki oddech.
- Tak... Co tak?
- Chcę wyjść za ciebie.
- Uff... Dosyć  długo to trwało - wysapał jak po ciężkiej pracy,  a 
potem ją pocałował. - Zaraz... - Odsunął się po chwili. - Właśnie 
sobie przypomniałem, że przewróciłem wszystko do góry nogami.
- Mnie się to podoba.
-   Chodzi   mi   o   moje   oświadczyny.   Nie   powiedziałem   ci,   co 
zdecydowałem   w   sprawie   pracy,   to   znaczy   powrotu   do   niej. 
Wspomniałem   ci   tylko,   że   gdy   cię   spotkałem,   byłem   kompletnie 
wypalony.   Ale   to   już   nieaktualne.   Teraz   znowu   pamiętam,   co   na 
samym   początku   tak   bardzo   podobało   mi   się   w   mojej   pracy   - 
szukanie   śladów,   jak   ukrytych   skarbów.   I   to   naładowało   mnie 
energią.
- Powiedziałeś też, że byłeś pracoholikiem.
-   Tak   było,   zanim   się   pojawiłaś,   doprowadzając   mnie   do 
szaleństwa...
- Chcesz powiedzieć, że doprowadzam cię do szaleństwa?
- Nikt nie nadaje się do tego lepiej niż ty. - Wziął ją pod rękę. - 
Chodź.
- Dokąd idziemy? - Anastazja naprawdę była zmieszana. - Sypialnia 
jest z drugiej strony.
- Po to wino, które znalazłem. Powinniśmy wznieść toast za nasze 
zaręczyny. - Wszedł z nią do kuchni i sięgnął po omszałą butelkę.
- Poczekaj! Zanim ją otworzymy, pozwól mi sprawdzić, czy w mojej 
poczcie   elektronicznej   nie   ma   jakiejś   odpowiedzi   na   listy,   które 
wysłałam wczoraj wieczorem.
- Przecież to tylko stara butelka sfermentowanego soku z winogron.
Anastazja wróciła do pokoju i rzuciła się do laptopa.

background image

- Uhm... - mruczała nieprzytomnie, przeglądając pocztę. - Zdaje się, 
że   ta   stara   butelka   sfermentowanego   soku   z   winogron,   jak   ją 
nazwałeś, jest warta jakieś pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
- Jasne, nie może być inaczej, bardzo zabawne - zaśmiał się David.
-   Wcale   nie   żartuję   -   zapewniła   go   Anastazja.   -   Sam   zobacz. 
Dostałam kilka wiadomości  o tym  winie. Należy do najrzadszych 
francuskich roczników. Dwóch dealerów złożyło mi ofertę kupna za 
pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
David   o   mało   nie   wypuścił   butelki   z   dłoni.   Oboje   rzucili   się 
jednocześnie,   żeby   ją   ratować.   Potem   ustawili   cenną   zdobycz   na 
przenośnym stoliku i wpatrywali się w nią z podziwem.
- Wygląda na to, że Chesty ukrywał jednak jakieś skarby - szepnęła.
Przerwało im ten seans pukanie do drzwi. To była Claire. W luźnych 
spodniach koloru khaki i w bluzce z napisem „Retro pod Sułtańskim 
Pucharkiem" wyglądała ładnie i całkiem młodo.
-   Szukam   Davida,   nie   wiesz...   Ach,   tu   jesteś   -   powiedziała 
swobodnie, jakby widok rozebranego do pasa wnuka w mieszkaniu 
Anastazji wcale jej nie zdziwił. - Zeszłam do piwnicy i natknęłam się 
na te dziwne drzwi do ukrytego magazynu. Znalazłeś jakiś skarb?
David wzruszył ramionami i celowo zniżył głos.
- Znaleźliśmy butelkę wina.
- Och... - westchnęła rozczarowana Claire.
- Wartą pięćdziesiąt tysięcy dolarów - dodał z uśmiechem.
- Och, moi kochani! - krzyknęła z zapartym tchem, chwytając się za 
serce.
- Pieniądze są twoje - oznajmił David.
-   Nonsens.   To   ty   znalazłeś   ukryty   magazyn   i   to   wino.   Pieniądze 
należą do ciebie.
- Nie ma mowy, to twój dom. Są twoje.
- Może powinniście się nimi podzielić - zaproponowała Anastazja.
- Świetna myśl - zgodziła się Claire. - Od początku ci powtarzałam, 
Davidzie, że Anastazja to bystra dziewczyna.
- Nie wątpiłem w to ani przez chwilę.
- Ale może nie jest bystra na tyle, żeby wiedzieć, co jest dla niej 
dobre, jeśli w grę wchodzi małżeństwo.
- Zanim zaczniesz mnie gonić z wielką łychą do lodów, oświadczam, 

background image

że planuję uczynić z twojego wnuka uczciwego mężczyznę i wyjść 
za niego za mąż - zapewniła przyjaciółkę Anastazja, uśmiechając się 
przekornie.
-   On   zawsze   był   uczciwym   mężczyzną   -   odpowiedziała   z   dumą 
Claire, ocierając łzy z policzków. - Ale ty go uczynisz mężczyzną 
szczęśliwym.
- Mówiłam ci, że znajdę na niego sposób - szepnęła  Anastazja z 
czarującym uśmiechem - a ja zawsze dotrzymuję obietnic.

background image

EPILOG

Rok później
- To wielka odpowiedzialność - oznajmiła poważnym tonem Muriel, 
a jej głos niósł się echem po niebotycznie wysokich nawach kościoła.
- Zgadzam się - skinęła głową Betty, szarpiąc za rąbek bawełnianego 
podkoszulka z napisem „Nie jęczeć".
- Czy ten kapelusz pasuje do sukienki? - Hattie poprawiała swoją 
turkusową   kreację,   wygładzając   wytworne   fałdy   sukni,   a   chwilę 
potem   wychyliła   się   przez   barierkę   kościelnego   chóru.   -   Czy   nie 
powinni już zaczynać?
-   Trzymaj   nerwy   na   wodzy   -   poradziła   jej   Betty.   -   I   nie   rób   tu 
przypadkiem żadnych przedstawień. Kapelusz, który wyczarowałaś, 
jest dostatecznie teatralny.
- Tak się cieszę, że ci się podoba. - Hattie dumnie wypięła pierś, 
podobnie jak biały gołąbek na jej kapeluszu.
- Pasuje do ciebie - wycedziła Betty.
- Dziękuję, ale jestem tak zdenerwowana, że nie potrafię usiedzieć w 
miejscu. - Zatrzepotała skrzydełkami i pofrunęła w górę tak szybko, 
że uderzyła w głowę pozłacanego anioła wiszącego wysoko, tuż pod 
sklepieniem kościoła. - Och, znowu wpadłam na anioła.
- Wychodzi z ciebie wrogość do aniołów stróżów, bo zazdrościsz im 
pięknych skrzydeł - stwierdziła Muriel. Okulary do czytania na jej 
wydatnym nosie upodabniały ją do Zygmunta Freuda.
- Co to za bzdury - żachnęła się Hattie. - Jestem po prostu bardzo 
zdenerwowana - powtórzyła.
- Przyznam, że ja też - wyznała Betty. - Któż by przypuszczał, że 
Anastazja okaże się najbardziej konserwatywna z trojga Knightów i 
zażyczy sobie rocznego narzeczeństwa, a potem okazałego ślubu w 
kościele, w którym została ochrzczona?
- Wszystko zaczęło się właśnie tutaj... - Wzruszona Hattie otarła łzy 
koronkową chusteczką.
- I kto by pomyślał, że tym wrzeszczącym trojaczkom tak dobrze się 
powiedzie - ciągnęła tubalnym głosem Betty.
- Anastazja i David jeszcze się nie pobrali - ostrzegła Muriel.

* * *

background image

- Jak możesz być tak spokojna? - pytała Heather Anastazję, która 
usiadła  swobodnie  w kościelnej  poczekalni  dla nowożeńców. - Ja 
przed ślubem z Jasonem byłam kłębkiem nerwów.
- Wcale się nie dziwię - uśmiechnęła się Anastazja. - Mój brat miał 
podejrzaną   reputację.   Nie   dość,   że   zadzierał   nosa,   to   jeszcze   się 
obnosił   z   tym   wątpliwej   sławy   tytułem   Najseksowniejszego 
Kawalera Chicago. Dopóki go nie dopadłaś.
- W rzeczywistości to on mnie dopadł - wyjaśniła Heather. - Albo 
może zarzuciliśmy sieci jednocześnie...
-   Wyglądasz   cudownie   w   tej   ślubnej   sukni,   Anastazjo.   Prawie 
zaczynam   żałować,   że   wzięłam   cichy   ślub.   -   Courtney   po   raz 
pierwszy włączyła się do rozmowy.
- Od początku powtarzałam Davidowi, że wezmę ślub w czerwonych 
aksamitnych   dresach   i   jaskraworóżowym   podkoszulku,   a   na   nogi 
włożę lakierowane pomarańczowe pantofle albo wojskowe buciory. 
Nic   nie   wie   o   tej   sukni.   Naprawdę   uważacie,   że   dobrze   w   niej 
wyglądam? - Jeszcze raz spojrzała w lustro.
Biała ślubna suknia z welonem odsłaniała ramiona, a głęboki dekolt 
wieńczył   wysadzany   perłami   koronkowy   stanik.   Wcięta   talia 
przechodziła w szeroką atłasową spódnicę z romantycznym trenem.
-   Suknia   jest   wspaniała,   ty   także.   -   Claire   dołączyła   do   nich   z 
najnowszym raportem. - Wszyscy goście już są, pora zaczynać.
- Jak trzyma się Ira?
-   Ciągle   marudzi,   że   jeszcze   nigdy   nie   był   drużbą,   a   ja   mu 
powtarzam, że dla mnie na zawsze pozostanie najlepszym druhem - 
odpowiedziała Claire z czułością w głosie.
-   Kto   by   pomyślał,   że   tak   dobrze   dogadają   się   z   Davidem?   - 
Anastazję   niezmiernie   cieszyło   szczęście   Claire   i   Iry.   -   Albo   że 
David  weźmie   na drużbów  moich  braci.   Swoją  drogą,  nie  jestem 
przekonana, czy to mądre posunięcie. - Anastazja kręciła niepewnie 
głową. - Jeszcze nie zapomniałam, jak próbowali odwieść Davida od 
małżeństwa ze mną.
- Jeszcze nie jest za późno - powtarzał Jason Davidowi w innym 
kościelnym pomieszczeniu. - Ciągle możesz uciec.
- Jakoś cię wytłumaczymy - dodał Ryan. - Powiemy na przykład, że 
porwali cię kosmici.

background image

- Podobni do striptizerki, która zrzucała z siebie ten kosmiczny strój 
na   moim   wieczorze   kawalerskim?   -   spytał   David.   -   To   był 
oczywiście twój pomysł. A mówiłem ci, że nie mam ochoty na żadne 
rozbieranki. - David poprawił muszkę. Nigdy przedtem nie wkładał 
smokingu i dobrze wiedział, dlaczego. Ale Anastazja uparła się, że 
ma być smoking, a nie żaden normalny garnitur. Niech jej będzie. 
Modlił   się   tylko,   żeby   nie   pokazała   się   w   jakimś   odlotowym, 
komicznym   stroju.   Tak   naprawdę   modlił   się,   żeby   w   ogóle   się 
pokazała. Wiedział, że jest już w kościele. Jej tata wpadł na chwilę, 
żeby mu to powiedzieć, ale nie chciał zdradzić, jak się ubrała.
- Myśleliśmy, że żartujesz, kiedy powiedziałeś, że nie życzysz sobie 
striptizerki - tłumaczył się Ryan, któremu w smokingu było równie 
niewygodnie jak Davidowi. Tylko Jason i Ira czuli się w tym stroju 
jak we własnej skórze.
- Przez tę waszą striptizerkę moi przyjaciele wynajęli striptizera na 
przyjęcie Anastazji. - Uśmiechnął się, widząc, jak jego przyszłym 
szwagrom opadają szczęki. - Wyglądacie na zdziwionych.
- Nie zrobili tego! - Jason i Ryan krzyknęli jednym głosem.
- Oczywiście, że tak. Powiem wam więcej. Anastazja świetnie się 
bawiła,   opowiadając   mi   ze   szczegółami,   jak   facet   przebrany   za 
wielkiego, złego glinę pozbywa się wszystkiego. No, może prawie 
wszystkiego.
Jason i Ryan skrzywili się jak na komendę.
-   Obaj   powinniście   wiedzieć,   co   może   wkurzyć   waszą   siostrę   - 
upomniał ich ojciec. - Niech to będzie dla was dobrą lekcją.
- Tak - odburknął Ryan. - Po tej lekcji wiem, że ani na chwilę nie 
wolno zostawiać Anastazji, Heather i Courtney samych  w jednym 
pokoju.
-   Właśnie   teraz   są   razem.   -   David   spojrzał   na   nich   z   kpiącym 
błyskiem w oczach.
- Tak, ale jest z nimi twoja babcia - niepewnym głosem powiedział 
Jason.
- Jeszcze lepiej...
- Co masz na myśli? - spytał Ira, po raz pierwszy włączając się do 
rozmowy.
- Moja babcia jest właśnie tą osobą, która zamówiła męski striptiz.

background image

- Dobrze się tam prowadzicie, dziewczyny? - spytał Ira przez drzwi. - 
David ma prezent dla panny młodej.
- Nie może jej zobaczyć, póki nie zejdzie do nawy - odpowiedziała 
mu   Claire,   uchylając   tylko   odrobinę   drzwi.   -   Nie   ma   go   tutaj, 
prawda?
- Nie, prosił, żebym jej to przekazał. Wyglądasz cudownie, Claire... - 
Ukłonił   się   z   galanterią,   gdy   otworzyła   szerzej   drzwi.   -   Ty   też, 
Anastazjo.
- Tylko nie mów, w co jest ubrana. Chce mu zrobić niespodziankę - 
uprzedziła Claire.
-   Już   zapieczętowałem   usta.   Muszę   przyznać,   że   wiktoriańska 
broszka z granatem i perłowy naszyjnik, które David wybrał w moim 
sklepie, wyglądają przy tej sukni przepięknie.
Tymczasem   Anastazja   niecierpliwie   zrywała   elegancki   papier   z 
opakowania. Heather i Courtney wisiały jej na ramieniu, ciekawe, co 
podarował jej David.
- To biżuteria. Założę się, że to znowu biżuteria - rzuciła Heather.
- To książka dla dzieci. - W głosie Courtney wyraźnie było słychać 
zakłopotanie.
Na wewnętrznej stronie okładki David napisał dedykację:
Dla mojej księżniczki zamienionej w żabę. Zakochałem się w Tobie,  
kiedy pierwszy raz słyszałem, jak 
czytasz tę baśń dzieciom. Myślę,  
że   przyszedł   czas,   żebyś   miała   własny   egzemplarz,   po   to,   byśmy  
mogli   kochać  się   zawsze.  To  dzięki  tobie  uwierzyłem,   że  czasami  
marzenia stają się rzeczywistością. 
Twój przyszły mąż, David
- Płaczesz nad książką dla dzieci?! - krzyknęła zdumiona Heather.
- To nie jest byle jaka książka dla dzieci. To „Zaklęta księżniczka", 
moja ulubiona. O żabie, która zamienia się w piękną młodą kobietę, 
która...
-   Jest   księżniczką   -   jednym   głosem   dopowiedziały   i   Heather   z 
Courtney.
- Nie, bibliotekarką.  - Przytulając książkę do piersi, wytarła  łzy i 
odwróciła się do Iry z promiennym uśmiechem.
-   Powiedz   Davidowi,   że   go   kocham   i   że   chyba   powinniśmy   już 
zacząć to przedstawienie.
- Jeszcze wciąż nie jest za późno, żeby zagrać „Everybody Loves 

background image

Somebody"   -   szepnął   ojciec   Anastazji,   biorąc   ją   pod   rękę,   żeby 
poprowadzić do ołtarza.
- Nic z tego - odszepnęła mu Anastazja. - Czy nie masz dla mnie 
żadnej rady, tatusiu?
- Nie nazwałaś mnie tak, odkąd skończyłaś dwanaście lat. A jeśli 
chodzi   o   rady,   to   wcale   ich   nie   potrzebujesz.   Jesteś   bystrą 
dziewczynką, po prostu pamiętaj, że dla mnie zawsze pozostaniesz 
małą córeczką. Uff, zaczyna się.
Kiedy   Anastazja   szła   do   ołtarza   oparta   na   ramieniu   ojca,   miała 
cudowną świadomość właściwego wyboru. Bała się, że po tylu latach 
unikania małżeństwa w ostatniej chwili może ogarnąć ją panika. Ale 
trwające cały rok, na jej prośbę, narzeczeństwo przekonało ją, że to 
właśnie   David   jest   tym   jedynym   mężczyzną,   jej   drugą   połową, 
człowiekiem,   który   naprawdę   ją   rozumie.   A   w   tych   rzadkich 
przypadkach,   kiedy   nie   rozumie,   potrafi   słuchać,   kiedy   ona   mu 
tłumaczy.
Czekał   na   nią   przy   ołtarzu.   Wyglądał   seksownie,   na   tyle,   na   ile 
pozwalał ciemny smoking. Widziała, jak na widok jej prawdziwej 
ślubnej   sukni   zaokrąglają   mu   się   błękitne   oczy.   Czuła   w   tym 
spojrzeniu jego miłość. A potem stała u jego boku, z dłonią w jego 
dłoni.
Przebieg   ceremonii   zatarł   się   jej   w   pamięci,   aż   do   momentu,   w 
którym ksiądz zadał to najważniejsze pytanie:
-   Anastazjo,   czy   chcesz   wziąć   tego   mężczyznę,   Davida,   za 
prawowitego małżonka, żeby kochać go, szanować i opiekować się 
nim?
Przez   krótką   chwilę   wszyscy   w   kościele   wstrzymali   oddech. 
Wychyliwszy się za galerię chóru, trzy dobre wróżki wrzasnęły z 
całej siły:
- Chce! Chce!
Anastazja   odwróciła   głowę   i   spojrzała   w   ich   kierunku,   jakby 
naprawdę je słyszała.
A potem, z uśmiechem na ustach, odwróciła się do księdza, tego 
samego, którego tak niestosownie uderzyła w nos w czasie chrztu, i 
odpowiedziała, odwracając się do Davida:
- Chcę! Oczywiście, że chcę!


Document Outline