background image

Z dedykacją dla AjAj. Specjalne akcje for you, 

żebyś mi już nie marudziła... 

 

Junkosiowy szał 

9. Zatracenie 

 

 

Był  coraz  bliżej...  Czułam  już  jego  słodki  oddech  na  swoich  ustach. 

Ostatkiem  sił  powstrzymywałam  się  przed  przylgnięciem  do  niego,  całym 
swoim c

iałem, do czego dodatkowo zachęcało mnie jego spojrzenie. Nie ma dla 

mnie ratunku – 

huczało  mi  w  głowie.  Boże,  Buddo,  Machomecie  czy 

jakikolwiek inny bogu

, proszę pomóż mi. Choć ten jeden, jedyny raz! 

DRRRYŃ...  DRRRYŃ...  DRRRYŃ...  –  Zaczęło  się  wydobywać  z  kieszeni 
spodni Junkiego. Jestem uratowana!!! Nie wiem, któremu z bóstw mam 

dziękować, ale przysięgam, że jak się dowiem, to wybuduje pomnik ku jego czci 

na środku mojego ogródka! 

Może  odbierzesz?  –  Bardziej  zapiszczałam  czy  powiedziałam.  Spojrzał  na 

mn

ie  gniewnie,  ale  odsunął  się  i  sięgnął  do  kieszeni  po  telefon.  Zerknął  na 

wyświetlacz, po czym zmarszczył brwi i oznajmił: 

Zaraz wracam, tylko nie uciekaj! Mamy do dokończenia rozmowę – na ostatnie 

słowo głupkowato wyszczerzył zęby. 

Czy on chce  mnie  wpędzić do  grobu?! Cała  zalana potem, łapczywie łapałam 

jak największe hausty powietrza, by dotlenić choć trochę swój organizm. Cała 

dygotałam...  Sama  nie  wiem,  czy  to  z  powodu  wysiłku,  jaki  włożyłam  w  nie 

rzucenie się na niego, czy z podniecenia. Jeżeli za chwilę sytuacja miałaby się 

powtórzyć, wiem, że nie dam rady się już opanować! A może po prostu wcale 

nie będę próbować? – Myślałam. 

Po  pięciu  minutach  wrócił  Junki,  ale  cos  nie  grało...  Brakowało  mi  na  jego 
twarzy, tego perfidnego 

uśmieszku. 

Naszą rozmowę dokończymy kiedy indziej – powiedział. Dzwonił mój menager , 

chce zrobić ze mną jakąś wieczorną sesję, będzie tu za moment. 
Eee... O.K. – Uratowana, ufff... – A co to za sesja? – 

Zapytałam już spokojna. 

Ta,  o  której  kiedyś  ci  już  opowiadałem. Mam spacerować  z  dziewczyną  o 

zmierzchu po ogrodzie. Większej ilości szczegółów nie znam, przejedzie ekipa to 

się dowiem. 

Kto będzie grał twoją dziewczynę? – Zapytałam z przerażeniem widocznym w 

oczach i długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Sekundę później usłyszałam 

z podjazdu głos Magdy! 

background image

Hej!  Cześć  Junkoś!  –  Tak  jak  wcześniej  planowałam  Poprosić  Junkiego,  by 

wezwał dla mnie taksówkę bo nie chciałam mu przeszkadzać w pracy, tak teraz 

poczułam naglą chęć dopingowania go... 

Junki  podszedł  do  barierki  tarasu z  uśmiechem  i  przywitał  się  z  koleżanką  z 

pracy.  Ja  również  uznałam,  że  należy  się  przywitać.  Podeszłam  do 

czarnowłosego chłopaka, złapałam go pod ramię, (złapałam? Ja się praktycznie 

do niego przykleiłam!) następnie wychyliłam się przez barierkę, tak by pani z 

dołu mogła mnie dojrzeć i krzyknęłam: 

Cześć  Madziu!  –  Hurra...  Udało  się!  Widziałam  zdziwienie  w  jej  oczach  na 

mój widok w tym domu! 

Jeżeli zdawało jej się, że dzisiaj będzie miały łatwy 

dostęp do mojego przystojniaczka, to zaraz się dowie, że grubo się myliła. 

Zeszliśmy  na  dół,  starałam  się  cały  czas  trzymać  jak  najbliżej  chłopaka  obok 

prawie, że się do niego tuliłam by tylko pokazać tej wiedźmie, kto tu jest górą. 

Junki przedstawił mnie ekipie jako swoją przyjaciółkę. Tylko przyjaciółkę... No, 
ale 

zawsze lepsze to niż po prostu znajomą! 

Przeszliśmy  wszyscy  do  ogrodu  na  tyłach  domu.  Stałam  z  boku  nie  chcąc 

przeszkadzać w pracy. Kiedy tylko pozwoliłam choć troszkę oddalić się mojemu 

gwiazdorowi,  nie  minęła  nawet  sekunda,  a  już  wiernie  jak  piesek,  koło  jego 

boku  pojawiała  się  zakichana  modeleczka.  Niestety  pod  tym  względem  miała 

przewagę... W czasie zdjęć to ona była jego partnerką, a nie ja. 

Usiadłam  na  ławce  i  podziwiałam  z  daleko  swojego  księcia  z  bajki,  próbując 

omijać wzrokiem pewną osobę. Znów zachwycałam się jego wyglądem, posturą, 
ruchami przed obiektywem. 

Nie potrafiłam go sobie wyobrazić w innej roli niż 

znanej i kochanej gwiazdy. Kiedy Junki tylko znajdywał się przed obiektywem 
kamery czy aparatu 

jego  oczy  po  prostu  lśniły,  to  był  jego  świat!  Jego  życie! 

Gdy o tym wszystkim tak myślałam, zrozumiałam, że sama należę do zupełnie 

innej rzeczywistości, więc gdzie ja się pcham?! Posmutniałam, nawet nie zdając 

sobie z tego sprawy. W tym tez czasie sesja dobiegła końca. Ja natomiast byłam 
tak  zafrasow

ana swoimi myślami, że nawet tego nie zauważyłam, jak również 

faktu,  iż  Junki  stał  koło  mnie,  patrzyłam  tylko  niewidzącym  wzrokiem  przed 
siebie.  
Nagle 

poczułam cmoknięcie w policzek i prawie że podskoczyłam 

Patuś?! O czym tak myślisz? – Zaniemówiłam zaskoczona jego bliskością. 

Ach nic takiego, zamyśliłam się po prostu – odpowiedziałam z ręką przyłożoną 

do policzka, na które spadło przed chwila błogosławieństwo. 

Ale  wydajesz  jakąś  smutna?  Na  pewno  wszystko  dobrze?  –  Odruchowo  się 

uśmiechnęłam. 
To na

prawdę nic takiego. A ty już skończyłeś? – Zapytałam zdziwiona, patrząc 

na pakującą się ekipę. 

No  wiesz  co?  Czuję  się  urażony...  W  ogóle  nie  zwracałaś  na  mnie  uwagi  – 

powiedział żartem ze sztucznym grymasem na twarzy. 
Oj, przepraszam – 

położyłam mu rękę na ramieniu – obiecuję, że się poprawię! 

– 

Oboje się zaśmialiśmy, a Junkoś usiadł obok na ławce i objął mnie ramieniem. 

background image

Siedziałam  zadowolona...  Nie!  Szczęśliwa!  A  moje  szczęście  dopełniał  widok 

harpii, patrzącej na nas zazdrosnym wzrokiem. 
O której mu

sisz być w domu? – Odezwał się nagle mój towarzysz, wyrywając 

mnie z zamyślenia. 

Nie wiem, a co? Chcesz się mnie już pozbyć? Może jakaś twoja ukochana już 

czeka, aż się stracę? – Zapytałam zaciekawiona 

Nie, nie, co ty mówisz? Przypuszczałem raczej, że to ty będziesz chciała już ode 

mnie uciekać.  
Ja? Niby dlaczego? – 

Zbliżył usta do mojego ucha tak, że czułam jego ciepły 

oddech na swoim karku. Momentalnie przeszedł mnie dreszcz. 

Następnym razem, żaden telefon nie zadzwoni – wyszeptał. 

Kiedy dotarł do mnie sens jego słów, zamarłam. 

Niedługo po tym, żegnaliśmy się już z ekipą. Wszystkim podawałam dłonie na 
„do widzenia”

,  zastanawia  mnie  tylko,  dlaczego  kiedy  żegnałam  się  z 

menagerem,  on  tak  dziwnie  mi  się  przyglądał.  No,  ale  może  tylko  mi  się 

zdawało, z resztą to teraz najmniej ważne. Ważniejszy był sposób żegnania się 

Junkiego  z  Magdą.  Mina,  jaką  zareagowała  na  krótkie  „cześć”  ze  strony 

Junkiego była bezcenna i będę ją widzieć przed oczyma jeszcze długo. 

Kiedy wypakowany ludźmi i sprzętem samochód ruszył z podjazdu, doszedł do 

mnie fakt, iż znów zostałam sam na sam z Junkim. Odwróciłam się by na niego 

spojrzeć, ale za mną go nie znalazłam. Rozejrzałam się dookoła, jednak nigdzie 

go nie było. Przecież jeszcze chwilkę temu stał tutaj! 
Junki! Junki, gdzi

e jesteś?! – Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Na dworze 

zdążyło zrobić się już ciemno, lampy ogrodowe nie były pozapalane, w domu 

też w żadnym z pomieszczeń nie paliło się światło... Co jest grane?! 

Junki! Skończ się wygłupiać! Ja idę do środka! – Zaczynałam się denerwować. 

Weszłam  do  budynku.  Chciałam  iść  z  powrotem  na  taras  i  tam  poczekać  na 

moją  zgubę,  ale  nie  było  to  takie  proste  jak  początkowo  przypuszczałam.  W 

domu  panowały  egipskie  ciemności,  a  ja  nie  mogłam  znaleźć  nigdzie 

włączników  światła.  Po  omacku  skierowałam  się,  a  przynajmniej  tak  mi  się 

początkowo wydawało, w stronę schodów na piętro. Szłam korytarzem prosto, a 

następnie  w  prawo...  Tak  na  pewno  to  tędy...  Chyba...  Przez  ten  mrok,  nie 

mogłam  się  dopatrzeć  niczego,  co  pomogłoby  mi  się  odnaleźć  w  tym  pałacu. 

Mrok  i  ciszę  zagłuszało  tylko  tykanie  zegara  słyszane  w  oddali.  Powoli,  bez 

pośpiechu robiłam krok za kroczkiem, stawiałam nogę za nogą, nie chcąc wpaść 

na jakieś przedmioty stojące mi na drodze. 

Wnet,  po  swojej  prawej  usłyszałam  za  drzwiami  jakiś  szmer.  Ja,  ja  to  ja, 

uznałam, że muszę sprawdzić co to. A nóż to Junki coś tam knuje... 

Uchyliłam lekko drzwi... Cisza. 
Junki to ty?! 

Skończ już! To przestało być śmieszne! 

Wchodzę.  Pokój  rozświetlała  tylko  delikatna  poświata  księżyca, wpadająca 

przez  okno.  Przekraczam  próg,  a  rękoma  próbuję  wymacać  po  obu  stronach 

drzwi przełącznika. Nie mogłam żadnego wyczuć.  

background image

Czy  w  tym  domu  są  jakieś  specjalne  skrytki  w  ścianach  na  te  banalne 

urządzonka.  Przecież  musi  się  tu  jakoś  światło  zapalać.  -  Zaczęłam  w 

ciemnościach  rozglądać  się  po  pokoju,  za  powodem  wcześniejszego  hałasu. 

Przypatrując  się  przedmiotom  oświetlanym  blaskiem  księżyca,  zdaje  się,  że 

rozpoznałam  szafę,  fotel,  szafkę  nocną  i  wielkie  łóżko,  oznaczało  to,  iż 

znalazłam się w jednej z sypialń.  

Zrobiłam kolejne dwa kroki do przodu, po czym poczułam jakiś ruch za sobą. 

Gwałtownie się odwróciłam i w tym momencie jakąś czarna postać mnie złapała. 
Aaaaaaaa..... Puszczaj do cholery! Junkiiiiii!!! 
Ciiii... ciiii... to ja! Spokojnie... 
Ja dalej 

rzucałam się na lewo i prawo, w końcu obje z napastnikiem straciliśmy 

równowagę i runęliśmy, na całe szczęście na lóżko. Dopiero, kiedy upadłam, a 
na 

mnie czarna postać, rozpoznałam swojego napastnika. 

Junki wariacie! Odbiło ci?! Chcesz, żebym dostała zawału?! Nawet nie wiesz 

jak  się  wystraszyłam,  złaź  ze  mnie  w  tej  chwili,  chcę  wracać  do  domu!  N 

To kompletnie nie było śmieszne, a jakbym cię czymś uderzyła albo... Moje usta 

zostały  zablokowane  przed  mówieniem  czymś  ciepłym.  A  dokładnie  drugim 
ustami, osob

y leżącej na mnie. Pomimo całej mojej złości nie byłam w stanie go 

odepchnąć. Jego usta jak zwykle były takie miękkie i delikatne a jednocześnie 
tak zaborcze. 

Oddawałam  pocałunki,  nie  wiedząc  do  końca  co  się  dzieje. 

Pierwszy raz 

jakiś mężczyzna tak na mnie działał. Kiedy on był blisko, traciłam 

nad  sobą  panowanie,  moje  ciało  poddawało  się  dobrowolnie.  Zawzięcie 

próbowałam  zebrać  myśli  jakoś  powstrzymać  te  rozpędzona  maszynę  uczuć, 

jednak  w  tej  sytuacji  nie  miałam  na  to  najmniejszych  szans.  Poddałam  się 

przyjemności, całkowicie zatracając się w uścisku i pieszczotach ukochanego. 

Do AjAj: Niech ci tyle wystarczy bo więcej 

kochana mendo nie potrafię ubrać w odpowiednie 

słowa! A ty z twoimi kosmatymi myślami i 

wyobraźnią nie powinnaś mieć większego 

problemu z dopowiedzeniem sobie szczegółów. 

Gdy  mój  umysł,  był  już  w  stanie 

normalnie  funkcjonować,  niebo  zaczęło  się 

przejaśniać.  Leżałam  przytulona  do 

półprzytomnego  Junkiego,  obierając  głowę 
na jego nagim ramieniu

.  Wiedziałam,  że 

powinnam  być  już  od dawna w domu i 

wszyscy  z  pewnością  się  o  mnie  martwią, 

jednak teraz nie miałam ochoty na szukanie 
problemów 

oraz  rozmyślanie  o  nich. 

Czułam  błogość,  której  powodem  był 

człowiek  leżący  obok.  Wpatrywałam  się  w  kontur  jego  twarzy,  podziwiałam 

każdą zmarszczkę, każde zagłębienie i każda wypukłość, lewą ręką odgarniając 

niesforne, czarne kosmyki z czoła. Było mi tak dobrze, że na razie nie chciałam 

myśleć, co będzie później. A wiedziałam, że później musi nastąpić i nie będzie 

background image

ono  łatwe.  W  dalszym  ciągu,  wtulając  się  w  ramię  ukochanego, 

zapamiętywałam każdy najdrobniejszy szczególik jego twarzy. 

Mam coś przyklejone do nosa? – Zapytał niespodziewanie. 

Miałam nadzieję, że śpi. W tej chwili nie miałam odwagi na konfrontację. 
- Nie, nie – 

odpowiedziałam speszona. – Po prostu ci się przyglądałam... 

Junki 

spojrzał na mnie oraz uśmiechnął się do mnie promiennie. Przekręcił się 

na bok, przytulając się do moich pleców swoją gorąca klatka piersiową i objął 

mnie ramieniem. Tak wtuleni w siebie odpłynęliśmy w głęboki sen. 

Ze  snu  wyrwał  mnie  dźwięk  telefonu.  Otworzyłam  oczy,  w  które 

automatycznie  poraził  mnie  blask  promieni  słonecznych,  wbijający  się  przez 

odsłonięte, wielkie okno 

Gdzie  ja  jestem?  Co  ja  tu  robię?  –  Próbowałam  przypomnieć  zdarzenia 

wczorajszego wieczoru. – 

O Matko, wiem już... 

Pomimo faktu, iż wspomnienie tej nocy pewnie będzie do końca życia jednym z 
moich przyjemniejszych

, to przerażał mnie fakt tego jak szybko się poddałam.  

Jak  ja  mogłam  to  zrobić?  -  Pytałam  sama  siebie.  –  Przecież  my  się  ledwo 

znamy! 

Nie mogę uwierzyć w swoje zachowanie! 

Przez  moje  myśli  znów  zaczęła  przebijać  się 

melodyjka  wydobywająca  się  z  telefonu 

komórkowego leżącego na poduszce, na której 

jeszcze  parę  godzin  temu  zasypiał  mój 
uko

chany.  Zerknęłam  na  wyświetlacz:  „Mój 

Junkoś”?! Czyj to telefon skoro nie Junkiego?! 

Zdecydowałam się odebrać. 
Hallo?! 

Dzień  dobry  słoneczko!  –  Słoneczko?!  – 

Śniadanie  już  prawie  zrobione,  jak  będziesz 

gotowa zejdź na dół. 

Co to miało być? Zaczynam się coraz bardziej 

denerwować tą sytuacją. 

Rozejrzałam  się  po  pokoju,  w  końcu  pierwszy 

raz  tak  właściwie  widziałam  go  w  świetle. 

Pokój  był  przestronny,  i  wystylizowany  w 
jasnych kolorach

.  Oprócz  łóżka  stała  w  nim 

szafa, szafka nocna i i fotel, n

a którym teraz leżały dokładnie poskładane moje 

ubrania. Po tym 

widoku,  przypomniało  mi  się,  że  przecież  ja  nie  mam  nic  na 

sobie! Odruchowo podciągnęłam kołdrę pod samą brodę. 

Pati opanuj się! – Rozkazałam. – Wiadomo, sytuacja jest dość specyficzna, ale 

sama tego chciałaś! 

Nie  raz  wyobrażałam  sobie  podobne  sceny  z  Junkim  w  roli  głównej,  jednak 
nigdy nie 

myślałam, o tym co będzie później. Zdecydowałam, że co ma być to 

będzie, trzeba się ubrać i zejść na dół. Wstałam z łóżka i sięgnęłam po swoje 
rzeczy

. W tym momencie do pokoju z impetem wpadł pan domu. Zatrzymałam 

background image

się  w  pół  ruchu.  Zawsze  myślałam,  że  takie  sytuacje  to  tylko  w  filmach  się 

zdarzają, a teraz sama zareagowałam, jak jedna z zawsze krytykowanych przeze 

mnie głupich, głównych bohaterek. Zamiast szybko wrzasnąć na niego, złapać 

za kołdrę i się okryć, przycisnęłam tylko kupkę ubrań do siebie i wpatrywałam 

się rozszerzonymi oczyma w intruza. 

Na  całe  szczęście  Junki  był  bardziej  rozgarnięty. Po paru sekundach szoku 

szybko  spuścił  wzrok  i  wycofał  się  za  drzwi.  Ja  momentalnie  zaczęłam  się  w 

pośpiechu ubierać. Teraz to już w ogóle nie będę potrafiła na niego spojrzeć, nie 

rumieniąc się na twarzy. 

Po około pięciu minutach usłyszałam pukanie do drzwi. 
Pati

?! Mogę wejść? 

Tak trzeba było już za pierwszym razem! – Drzwi się lekko uchyliły, a przez 

szparę  do  pokoju  wychyliła  się  kudłata  czarna  łeb  ze  skruszonym  wyrazem 
twarzy. 

No, ale przecież nie zobaczyłem niczego, czego bym już nie widział. 

ŁUP!...  –  Największa  poduszka  jaką  miałam  pod  ręką 

odbiła  się  od  drzwi.  On ma zdecydowanie za dobry 
refleks – 

pomyślałam. 

Drzw

i znów się uchyliły... Tym razem jednak w szparze 

nie  pojawiła  się  twarz  nieproszonego  gościa,  a  ręka. 

Dokładnie  to  dłoń  trzymająca  piękną  białą  lilię. 

Słodziak... – Uśmiechnęłam się w myślach. 

Gdy  dobra  chwilę,  w  żaden  sposób  nie  reagowałam  na 
gest przepr

osin,  pomalutku  w  za  ręką  zaczęła  pojawiać 

się  reszta  ciała.  Kiedy  się  tak  kajał,  z  ledwością 

powstrzymywałam  się  od  wybuchnięcia  śmiechem. 

Musiałam  jednak  dać  radę,  nie  mogłam  mu  pokazać,  że  tak  łatwo  mnie 

udobruchać... 

Podszedł do łóżka, na którym siedziałam już teraz w pełni ubrana i wyciągnął 

rękę z kwiatem w moją stronę. Jej i jak ja mam być dla niego wredna?! 

Nawet nie wiesz jakie są moje ulubione kwiaty – odezwałam się w końcu. 

Przepraszam... Jak na razie mi nie powiedziałaś, ale jak tylko powiesz, zaraz 

takie dostaniesz – 

uśmiechnął się szeroko. Czy on wie jak to na mnie działa?! 

Nie jesteś w stanie tego załatwić, kwitną tylko na przełomie maja i czerwca, i 

nie da się ich kupić, trzeba poszukać i zerwać. 
Lubisz stokrotki? – 

Zapytał. 

Nie. Te 

o których mówię, też bywają białe, ale niekoniecznie

No to powiedz, jestem pewien, że dam radę znaleźć te kwiaty jeszcze dzisiaj!  

Naprawdę nie dasz rady... 

Spróbujmy, ale jeżeli je zdobędę to będziesz dla mnie cały dzień bardzo miła i 

będziesz szczerze odpowiadać na moje wszystkie pytania! 
-  Zgoda  
– 

byłam pewna, że w żaden sposób nie zdobędzie mojego ulubionego 

kwiatu, więc byłam gotowa zgodzić się na wszystko. 

background image

W takim razie czego mam szukać? 

-  Bzu  – 

odparłam  pewna  siebie  –  wiesz co to prawda? 

W

łaśnie  jego  kwiaty  kocham  najbardziej  na  świecie,  a 

szczególnie  te  najciemniejsze.  No  i  oczywiście  jego 
zapach... 

Junki  nagle  wydawał  się  lekko  zagubiony.  Chyba  się 

tego nie spodziewał. Jednak po dłuższym zastanowieniu 

odparł: 

Da się zrobić! A teraz choć na śniadanie, do wieczora 

będziesz miała swój bukiecik. 

Zaskoczona jego powrotem pewności siebie, skierowałam się za nim w stronę 
drzwi sypialni. 
-  Aaa... Zaczekaj moment  – 

wrócił  się  do  łóżka.  –  Zapomniałaś  tego!  – 

Wyciągnął w moją stronę rękę z telefonem, który wcześniej odebrałam. 

To nie moje, przecież moja komórka rozpadła się na lotnisku! 

To twój nowy telefon. Ostatnio ci go dałem jak nie miałaś humoru.- Włożył mi 

do ręki telefon i ruszył do kuchni. Gdy był już na dole schodów: 

I nie waż mi się marudzisz czy sprzeciwiać, wystarczy DZIĘKUJĘ! 

Zrobiłam  naburmuszoną  minę  i  zeszłam  na  dół  do  jadalni. Obraz jaki tam 

zobaczyłam zszokował mnie. Ogromy stół w jadalni był elegancko nakryty dla 
dwóch osób

.  W  wazonie  świeże  kwiaty  –  lilie  takie  jak  ta,  którą  w ramach 

przeprosin  przyniósł  mi  do  góry  Junki.  Na stole kanapki, jajecznica, kawa, 
herbata

,  owoce  i  jeszcze  cała  masa  pyszności.  Kiedy  on  to  zdążył  wszystko 

przygotować? 

Usiądź – odsunął mi krzesło po jednej stronie stołu.  

Usiadłam.  Sam  usiadł  na  przeciw,  cały  czas  się  do  mnie  uśmiechając.  Ja 

natomiast  byłam  trochę  speszona  i  nie  miałam  odwagi  spojrzeć  mu  w  oczy. 

Sama  nie  wiem  dlaczego?  Nigdy  się  tak  nie  zachowywałam  w  stosunku  do 
osoby

, z która spędziłam noc. 

Czemu nic nie jesz? Nie smakuje ci? – Sp

ytał zmartwiony. 

Nie skądże – odpowiedziałam i szybko nałożyłam sobie kanapki na talerz. – 

Sam to wszystko zrobiłeś? 

Skąd!  Jak  spaliśmy  z  ogrodu,  weszły  do  domu  krasnoludki  i wszystko 

przygotowały według mojej listy poleceń.  
- Ekh... 

Przestań bo się zadławię... - Zaniosłam się śmiechem. 

No! Nareszcie widzę twój uśmiech dzisiaj! – Wstał z miejsca, usiadł na krześle 

obok 

i złapał mnie za rękę leżącą na stole. 

Mam nadzieję, że nie żałujesz dzisiejszej nocy? – Co?! Żałować?! Ja?! Nigdy! 

Rano byłam trochę oszołomiona, ale nie żałowałam. 

Jestem  lekko  zaskoczona  tym  do  czego  doszło,  –  spuścił  smutny  wzrok  na 

ziemię – ale na pewno nie żałuję! – Dodałam szybko i odwróciłam się w jego 

stronę. Następnie objęłam go za szyję i przyciągnęłam jego twarz do swojej, po 

czym złożyłam na jego ustach gorący pocałunek. Kiedy wreszcie się od niego 

background image

oderwałam, spojrzałam mu w oczy, a on objął mnie swoimi silnymi ramionami i 

mocno przytulił. 

Kocham  cię – szepnął mi do ucha. – Po  raz  pierwszy  mówię  to  komuś, ale 

jestem te

go pewien. Kocham cię. 

Za nim zdążyłam coś powiedzieć czy w jakikolwiek sposób zareagować nasze 

usta złączyły cię w miłosnym pocałunku. 
 
 

 
 
 

 

 

 

 

„Kochaj mnie nieprzytomnie, jak zapalniczka płomień, jak 

sucha studnia wodę! 

Kochaj mnie namiętnie tak, jakby świat się skończyć miał.” 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

By Patikujek