background image

Tytuł: Druga twarz 
Autor: Nietoperz 
Beta: justusia7850 
Ostateczna korekta: anet21j 
Do oryginału

klik

 

Rating:   M ( NC-17) 
Romance/Humor 
Parring: Harry P. & Tom R. Jr. (Voldemort) 
Ilość rozdziałów: 6 + Epilog 
Ostrzeżenia: scena erotyczna, mpreg, brak kanonu sex; przemoc, chyba będzie coś takiego… 
 
Miłego czytania! 
 
 
 
 

DRUGA TWARZ 

 
 
 
 
Prolog 
 
 
 
Syriusz śnił mu się każdej nocy od dnia wydarzeń w Ministerstwie. Każdej nocy widział jak ten 
wpada za zasłonę. Jak umiera. Miał wtedy ochotę krzyczeć, nie tylko z bólu straty, ale i ze złości. 
Nie był głupi, zdawał sobie sprawę, że to po części była jego wina. Nawet w sporej części… 
Gdyby tylko wiedział wtedy to, co wie teraz wszystko byłoby inaczej. Stary manipulator odebrał 
mu Syriusza. Doprowadził do jego odejścia. Wszystkie nadzieje na rodzinę, na opiekuna i dom 
odeszły wraz z byłym Gryfonem. Mieli przecież tak wiele wspólnych planów z Blackiem. 
Chciał go znów zobaczyć, może przytulić. Ale on odszedł tak jak jego rodzice. I nigdy nie wróci. 
Nie mógł przecież tego drążyć! Zdawał sobie sprawę, że Syriusz, jeśli nawet go nie kochał, to na 
pewno  zależało  mu  na  nim.  Jego  ojciec  chrzestny  nie  chciałby  przecież,  żeby  ten  się  za  to 
wszystko obwiniał. 
Pozostały  mu  tylko  wspomnienia  i  dziura  w  sercu,  którą  próbuje  teraz  zasłonić.  Nie  pokaże 
nikomu, jak  bardzo go zranili. I jak bardzo to boli. Jak mantrę powtarzał, że to nic, i trzeba żyć 
dalej, przecież sobie poradzi, sam sobie poradzi, prawda? Jak zawsze…?! Bo musi. Może, jeśli 
będzie to sobie ciągle powtarzał to w końcu tak się stanie? Jedno jednak było pewne, drugi raz 
tak się już nie wystawi kłamliwemu Albusowi Dumbledore’owi. 
Oto  nadszedł  dzień,  w  którym  Złoty  Chłopiec  odszedł  na  dobre.  Oto  dzień,  od  którego  Albus 
Dumbledore zacznie płakać nad swoim losem.   
 

background image

*** 
 
I zaczął się sezon polowań na kłamstwa. 
 
*** 
 
 
 
Rozdział 1 
 
 
— Mam dość – powiedział spokojnym, choć przesiąkniętym nienawiścią głosem. 
— Czego masz dość, głupi dziwolągu?! – ryknął na niego wuj. 
Przymierzał  się  już  do  kolejnego  uderzenia.  Dziś  nic  nie  robił  poza  tym,  że  wyskakiwał 
niewiadomo skąd i bił Harry’ego za byle co, mimo, że ten pracował i robił wszystko, co    kazała 
mu ciotka. 
— Was – powiedział beznamiętnie podczas jednej z kłótni. 
Miał już pomysł na resztę wakacji. Może nawet na dłużej. Poszedł na górę do swojego pokoju, 
żeby spakować rzeczy. Różdżkę włożył do specjalnej kieszeni spodni, które kupił w Hogsmeade, 
tuż przed wyprawą do Ministerstwa. Kupił wtedy za namową Hermiony kilka ubrań pasujących 
na  niego  idealnie.  Sztylet  wcisnął  w  kieszeń  granatowej  bluzy,  którą  zarzucił  na  szary 
podkoszulek.  Wszystkie  ubrania  po  Dudleyu  zostawił  w  szafie,  natomiast  książki  i  nowo 
skompletowaną odzież spakował do kufra. 
Kufer  dostał  od  Syriusza  na  gwiazdkę.  To  był  ostatni  prezent  od  niego.  Zamknął  wieko, 
ukrywając  tym  samym  wszystkie  swoje  skarby  i  przycisnął  symbol  czarnego  psa.  Kufer 
zmniejszył  się,  dzięki  czemu  mógł  go  łatwo  włożyć  do  kieszeni.  Później  wystarczyło  mruknąć 
ponurak by kufer wrócił do swoich rozmiarów. Największy problem miał z Hedwigą. Postanowił 
wysłać  ją do Hermiony  z  małą karteczką. Czuł się trochę winny, że  nakłamie dziewczynie, ale 
musi  to  zrobić.  Skoro oni  mogli  go oszukiwać  to,  dlaczego  on  nie  mógł  tego  zrobić?  Do  tego 
donosili na niego dyrektorowi. Jeżeli oni sobie tak pogrywają z nim, to równie dobrze on może 
wykorzystać dziewczynę… 
 
Cześć Miona. 
 
U mnie wszystko dobrze, wakacje są nudne i chyba będą jeszcze gorsze. Wujostwo ignoruje mnie, 
ale  mają  problem  z  Hedwigą.  Byłbym  ci  bardzo  wdzięczny,  gdybyś  zajęła  się  nią,  dopóki  nie 
przyjdę.  Będzie  cię  słuchać,  ale  proszę:  nie  przysyłaj  jej  do  mnie  i  powiedz  Ronowi,  żeby  nie 
przysyłał Świstoświnki. Wuj powiedział, że będzie strzelał do sów. 
Już  nie  mogę  się  doczekać,  kiedy  w  końcu  zacznie  się  rok  szkolny.  Opowiecie  mi  wszystko.  Do 
zobaczenia na peronie. 
 
Harry
 
 
Napisał jej to wszystko, żeby w Kwaterze Zakonu Feniksa nie dowiedzieli się za wcześnie o jego 
zniknięciu. Musiał to zrobić, chciał  mieć po prostu spokój. Żadnego dyrektora i  innych, którzy 
zawsze wiedzą wszystko lepiej niż on sam. 
—  Gdyby  ktoś  o  mnie  pytał,  mówcie,  że  nie  chcę  wychodzić  ze  swojego  pokoju.  Dadzą  wam 

background image

spokój, a ja zapewne nie wrócę już także na następne wakacje – mówił ciotce, gdy ta patrzyła na 
niego  zdezorientowana.  Stał  przy  drzwiach  wyjściowych  w  swoich  nowych  ubraniach.  – 
Żegnajcie! – powiedział do niej jeszcze i zniknął. 
Peleryna  niewidka  okazała  się  bardzo  przydatna.  W  krzakach  nieopodal  minął  znudzonego  i 
ziewającego  przeciągle  nad  jakąś  kartką  pergaminu  Snape’a.  Uśmiechnął  się  wrednie.  Gdyby 
złapali  go  gdzieś  przez  przypadek,  wina  spadnie  głównie  na  Snape’a  Przespacerował  jeszcze 
kilka uliczek, by w jakimś ciemnym kącie zdjąć niewidkę i schować ją do kufra. Założył kaptur 
na  głowę  i  postanowił  dotrzeć  na  Pokątną,  żeby  zabrać  trochę  pieniędzy  na  mieszkanie  w 
mugolskiej części miasta. 
W  kufrze  miał  tylko  kilka  sykli,  akurat  tyle  ile  potrzebował  na  autobus.  Starał  się  być  bardzo 
ostrożnym, wiedział, że nie może ufać nikomu. Przemknął przez Pokątną do banku i wyjął trochę 
mugolskich  pieniędzy  i  galeonów.  Nigdy  nie  wiadomo,  co  i  kiedy  się  przyda  albo,  kiedy 
następnym razem będzie mógł sobie pozwolić na taki wypad. Zajrzał jeszcze do Madame Malkin 
i kupił u niej pelerynę z mnóstwem ukrytych kieszeni, oczywiście czarną. 
Harry  odetchnął  z  ulgą,  gdy  w  końcu  wyszedł  z  Dziurawego  Kotła.  Dopiero  teraz  do  niego 
dotarło,  że  był  wolny.  Naprawdę  wolny.  Nikt  go  nie  pilnował,  nikt  go  nie  ścigał  i  nikt  nie 
wmawiał  mu, że wie  lepiej, co jest dla niego dobre. Wziął kolejny głęboki wdech  i z szerokim 
uśmiechem na twarzy ruszył przed siebie, nie oglądając się wstecz. 
 
*** 
 
Wynajął  sobie  pokój  na  poddaszu,  właściciel  był  bardzo  miły  i  wydawał  się  go  lubić.  Harry 
postanowił  zmienić  także  jak  najbardziej  swój  wygląd.  Wybrał  się  do  mugolskiego  fryzjera  i 
zmienił uczesanie. Teraz grzywka zasłaniała mu połowę twarzy i nachodziła na oczy tylko po to, 
aby  zasłonić  bliznę.  Końcówki  grzywki  pofarbował  na  zielono  i  kupił  kilka  mugolskich 
specyfików, które powodowały, że jego włosy nie sterczały we wszystkie strony, a układały się 
łagodnie wokół twarzy. 
U optyka kupił kilka par soczewek, przez co swoje okulary mógł wcisnąć w ciemny kąt kufra na 
czarną  godzinę.  Miejsc,  gdzie  mógłby  spotkać  jakiegoś  czarodzieja  unikał  jak  ognia.  Jego 
urodziny zbliżały się bardzo szybko i wiedział, że to będzie pewnego rodzaju granica. Do swoich 
urodzin może mieć jednak pewność, że nikt się nim nie zainteresuje. 
W  sklepie  z  bronią  kupił  kilka  sztyletów,  a  syn  sprzedawcy  uczył  go  nimi  walczyć.  Chłopak 
zaczepił Harry’ego, gdy ten tylko wyszedł ze sklepu. Miał  na  imię  Axel  i  był w  jego wieku, a 
przynajmniej  twierdził,  że  ma  szesnaście  lat.  Za  małą  opłatę  zaproponował  mu  szkolenie  z 
podstaw  walki  wręcz  i  walki  białą  bronią,  w  tym  właśnie  posługiwaniem  się  sztyletami.  Miał 
dopiero kilka lekcji, ale już czuł się po prostu wspaniale. Ze sztyletem w dłoni i przeciwnikiem, 
który wcale nie chce go zabić poczuł, że naprawdę żyje. Axel mówił, że idzie mu wspaniale. 
 
*** 
 
— Potter siedzi cały czas w domu – oświadczył Snape, wchodząc na zebranie Zakonu. 
— Albusie – zaniepokoiła się Molly. — Jutro są jego urodziny, a my nie widzieliśmy go już od 
dwóch tygodni. Jakby nie wychodził w ogóle ze swojego pokoju. Może zabierzemy go od tych 
mugoli? 
— To nie jest dobry pomysł, moi drodzy – Dumbledore poklepał ją uspokajająco po ramieniu. — 
Harry  musi  zostać  ze  swoimi  krewnymi.  Remusie,  odwiedzisz  Harry’ego  i  sprawdzisz  jak  się 
czuje – zarządził. 

background image

Snape  zasiadł  tylko  na  swoim  miejscu  i  przyglądał  się  jak  obłudny,  stary  dziadyga  manipuluje 
nimi wszystkimi dla własnych celów. Drwił wiele razy z tych ślepych idiotów. Musiał tu jednak 
siedzieć i słuchać wszystkiego, udawać i pomagać tym durniom. Voldemort będzie zadowolony, 
że ten staruch lekceważy chłopaka i pozwala zagłębiać mu się w jego rozpaczy. To ułatwi tylko 
sprawę  Lordowi.  Zamiary  Voldemorta  względem  Pottera  zmieniły  się  diametralnie.  Gdy  tylko 
odzyskał  swoje  dawne  ciało,  ciało  dziewiętnastoletniego  młodzieńca,  wszyscy  śmierciożercy 
dostali nowe rozkazy związane z Potterem i mieli się ich trzymać. 
 
*** 
 
Harry ziewnął przeciągle i przetarł oczy. Przy jego łóżku siedziało kilka sów, wszystkie miały do 
nóg  przywiązane  paczki  albo  listy.  No  tak,  jego  urodziny,  prawie  o  nich  zapomniał.  Zebrał 
wszystkie podarunki i odesłał ptaki w drogę powrotną. Paczki były od Weasleyów i Hermiony, w 
tym roku dostał także prezent od dyrektora. Stary piernik chciał mu się podlizać i tyle, ale Harry 
miał postanowił go zignorować. Gdyby nie odesłał sów, kazałby odnieść ten konkretny upominek 
nadawcy. 
Od  Hermiony  i  Rona  dostał  jakąś  starą  księgę  z  zaklęciami  obronnymi.  Od  pani  Weasley  tort, 
bliźniacy  przysłali  mu  kilka  swoich  gadżetów,  a  od  Ginny  otrzymał  ładny  futerał  na  różdżkę. 
Wszyscy  dołączyli  także  karteczki  z  życzeniami.  W  pozostałych  przesyłkach  znalazł  wyniki 
sumów,  dwa  listy  od  wicedyrektorki,  i  ostatni,  który  przyszedł  od  Remusa.  Szybko  rozerwał 
kopertę  i  przeczytał  pobieżnie,  jakie  życzenia  składa  mu  były  nauczyciel  i  przyjaciel  jego 
rodziców. Zaniepokoiła go jedynie końcówka, Remus zapowiadał się z wizytą u Dursleyów, żeby 
sprawdzić  jak Harry  się  miewa. Oznaczało to koniec  spokojnej egzystencji,  wkrótce zaczną go 
szukać. 
Obejrzał  także  urzędowe  pisma  i  odkrył,  że  całkiem  przyzwoicie  zdał  swoje  sumy,  choć  nie 
pozwalały mu one zostać Aurorem. Nie zmartwiło go to prawie wcale, w końcu już tak naprawdę 
nie chciał nim zostać. Miał inne plany. Dyrektor jeszcze zobaczy, kim tak naprawdę jest. Koniec 
ze słuchaniem tego starego dziadygi
, pomyślał mściwie. Jeżeli dobrze to rozegra, obie strony tej 
cholernej wojny dadzą mu spokój i wybiją się nawzajem. 
Jego ciekawość była jednak bardzo niedobrą rzeczą. Niezwykle ciężko było nad nią zapanować, 
gdy dostało się coś od osoby, której za bardzo się nie lubiło a chciało się wiedzieć, co to jest. Z 
westchnieniem  rezygnacji  zgarnął  ostatnią  paczkę  na  kolana  i  zajrzał  do  środka.  Na  wszelki 
wypadek wyjął kartkę, dopiero później obejrzał przedmiot. 
 
Mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu. 
 
Tak brzmiała notatka. Harry’ego, zaczął trafiać szlag.  Cholerny facet! Uniósł czarną, aksamitną 
szmatkę,  pod  którą  znajdowało  się  jajo.  Wyczuł,  że  na  całe  pudełko  rzucony  jest  czar 
ogrzewający,  postanowił  więc  nie  wyjmować  jaja  z  pudełka.  Nawet  nie  wiedział,  co  za 
stworzenie  przysłał  mu  dyrektor.  Miał  tylko  cichą  nadzieję,  że  nie  jest to  smok.  Starzec  był  w 
końcu  tak  szalony  jak  Hagrid,  a  ten  już  kiedyś  miał  smoka.  Harry  nawet  nie  chciał  myśleć  ile 
jeszcze dziwnych i niebezpiecznych stworzeń hoduje. 
 
*** 
 
— Albusie! – krzyknął rozgorączkowany Remus, wpadając do gabinetu siwobrodego starca.  — 
Harry’ego u nich nie ma! 

background image

Dyrektor  popatrzył  na  wilkołaka  nic  nie  rozumiejąc.  Chwilę  zajęło  mu  dojście  do  tego,  co 
mężczyzna do niego mówi. 
— Jak to nie ma? – Zdziwienie pobrzmiewało w jego głosie. 
—  Miałem  sprawdzić,  co  u  niego.  Petunia  nie  chciała  mnie  w  ogóle  wpuścić,  a  gdy  w  końcu 
udało mi się wejść… – mówił chodząc nerwowo po pokoju. — Jego pokój był pusty i nigdzie nie 
wyczuwałem nawet jego zapachu, jakby już od dawna go tam nie było. Petunia powiedziała mi, 
że dwa tygodnie temu po prostu spakował się  i  wyszedł  z domu. Nakazał  jej wcześniej  mówić 
wszystkim, że nie chce z nikim rozmawiać i nie wychodzi ze swojego pokoju… 
—  Jesteś  pewien,  że  nigdzie  go  nie  zabrali?  Albo  Harry  nie  został  porwany  –  zastanawiał  się 
Dumbledore tłumiąc atak paniki. 
Gdzie mógł być ten smarkacz? Cholerny bachor uciekł i ten teraz nie wiedział gdzie go szukać, 
nie miał nad nim kontroli a to nie wróżyło dobrze. 
— Był cały czas pilnowany i właśnie od dwóch tygodni nikt go nie widział… 
— Musimy go znaleźć, powiadom wszystkich o zebraniu, Remusie. Dziś, w moim gabinecie. 
 
*** 
 
Harry  do  pokoju  wrócił  dopiero  późnym  popołudniem.  Zmierzchało  już,  gdy  wlókł  się  po 
schodach  do  swojego  sanktuarium.  Na  oparciu  krzesła  siedział  czarny  sokół,  a  tuż  obok,  na 
biurku stał mały koszyk z przywiązanym do niego listem. Podszedł do stworzenia niepewnie, ale 
widząc, że ptak tylko go obserwuje, zabrał liścik. 
 
Mam coś dla ciebie, Harry Potterze. 
 
Chciałbym  ci  także  powiedzieć,  że  moi  śmierciożercy  nie  zrobią  ci  żadnej  krzywdy.  Mam 
nadzieję, że uda nam się któregoś dnia usiąść spokojnie i porozmawiać. 
Na poczet lepszej przyszłości przysyłam ci ten mały prezent. 
 
T.M.R
 
 
Harry będąc w głębokim szoku, zdjął z koszyka nakrycie i oniemiał. W środku spał sobie mały, 
czarny  wąż.  Widać  było,  że  jest  jeszcze  młody.  Harry  zamrugał  kilka  razy,  ale  zarówno  wąż, 
koszyk jak i cholerny sokół Voldemorta wciąż tu były. Uśmiechnął się diabolicznie. Sprawy szły 
całkiem  nieźle,  teraz  tylko  musi  się  chwilę  zastanowić.  Wąż  wciąż  spał  a  sokół  czekał.  Wyjął 
dwie kartki. Za jednym zamachem może załatwić dwie sprawy. 
 
Tom, dzięki za prezent. Jest bardzo… fajny. Czy to jakiś podtekst? 
Myślę, że któregoś dnia twoja nadzieja mogłoby się naprawdę spełnić…   
Albo i nie. 
 
H.P. 
Ps. Pozdrów ode mnie Snape’a. Mam nadzieję, że narobiłem mu sporych kłopotów.
 
 
Uśmiechnął  się  sam  do  siebie.  Tak,  może  być  całkiem  zabawnie.  Odłożył  pergamin,  żeby 
atrament wysechł i zabrał się za pisanie kolejnego listu. 
 
Profesor McGonagall   

background image

 
Zapewne  dotarła  już  do  was  wiadomość,  że  nie  do  końca  znajduję  się  w  miejscu,  w  którym 
powinienem być (według was). Postanowiłem zrobić sobie małe wakacje i nie radzę mnie szukać, 
bo mogę być bardzo nieprzyjemny, gdy ktoś będzie chciał zakłócić mój spokój. 
Zamierzam  kontynuować:  transmutację,  zaklęcia,  OPCM,  ONMS,  a  także,  jeżeli  będzie  taka 
możliwość, chciałbym uczęszczać na: starożytne runy i numerologię. 
Niech pani przekaże ode mnie podziękowania dla profesora Snape’a. Gdyby nie jego znudzenie, 
raczej miałbym trudności z wydostaniem się z domu wujostwa tak spokojnie. 
 
H.P.
 
 
Harry  przywiązał  list  dla  Voldemorta  do  nóżki  ptaka,  a  ten  dla  McGonagall  wcisnął  mu  do 
dzioba. Ptak był spokojny i nie interesowało go zbytnio, co nastolatek robi. 
— Ten list  – wskazał na nogę ptaka  —  zanieś swojemu panu. A ten  – wskazał  na pergamin  w 
jego dziobie. — Zanieś do Minervy McGonagall, do Hogwartu. 
Po czym patrzył za sokołem, jak ten odlatuje. Tak, Snape na pewno rozpozna ptaka Voldemorta. 
Zaśmiał się. Będzie się działo. 
 
*** 
 
— Co teraz zrobimy? – denerwowała się Molly. 
—  Nie  wiemy,  gdzie  jest.  Przypuszczamy,  że  u  wujostwa  nie  ma  go  już  od  dwóch  tygodni  – 
wyliczał dyrektor. — Nie wiemy także, dlaczego uciekł. 
— Hermiona dwa tygodnie temu napisała do nas, że Harry przysłał jej Hedwigę. Podobno jego 
krewni nie chcieli tolerować sów w pobliżu ich domu, więc prosił także, żeby do niego nie pisać 
– mówiła Molly, szlochając cicho. 
— Czyli mały to zaplanował i to całkiem dobrze – zagrzmiał Moody. 
— Severusie, czy Voldemort wie coś na ten temat? – zapytał nagle dyrektor. 
—  Nie,  zapewniam  cię,  że  nie  –  zaprzeczył  szybko.  Musiał  zaraz  po  tym  zebraniu  pójść  i 
przekazać dobre nowiny swojemu panu, uśmiechał się diabolicznie w myślach. — Na pewno nie 
pozostawiłby tego bez rozgłosu. 
— Ale to przecież jeszcze dziecko – lamentowała pani Weasley. — Jak on sobie radził sam przez 
dwa tygodnie? – Artur obejmował ją ramieniem i podawał kolejne chusteczki. 
Ten właśnie moment wybrał sobie pewien czarny, dostojny sokół na wtargnięcie, przez uchylone 
okno  do  gabinetu  dyrektora.  Rzucił  list  przed  McGonagall  i  wyleciał,  biorąc  w  pokoju  dużym 
łukiem zwrot. Zniknął powtórnie w ciemnej nocy. Snape rozchylił delikatnie usta. Rozpoznał to 
zwierzę, należało do Czarnego Pana. Musiał zamrugać kilka razy. Wszyscy wpatrywali się w list 
leżący przed nauczycielką transmutacji. 
— Zna ktoś tego ptaka? – zapytała w końcu McGonagall. 
—  To  Aceron  –  wychrypiał  Marcus,  drugi  szpieg  w  szeregach  Voldemorta.  Ten  akurat  był 
prawdziwy, z Zewnętrznego Kręgu. — Ptak Czarnego Pana. 
Kobieta krzyknęła, podskakując  lekko na krześle. Teraz wszyscy siedzieli odchyleni  na swoich 
krzesłach, byle tylko jak najdalej od koperty. Albus wykonał kilka zaklęć sprawdzających i z nie 
małym  zaskoczeniem  stwierdził,  że  nic  im  nie  grozi.  Podał  list  pewnym  ruchem  McGonagall  i 
kazał  jej go otworzyć. Oczy kobiety zrobiły się okrągłe, gdy tylko wyjęła pergamin. Z każdym 
przeczytanym  przez  nią  słowem  jej  usta  rozchylały  się  coraz  bardziej.  Kiedy  skończyła,  podała 
go bez słowa siedzącemu obok Albusowi. Mina dyrektora była chwilę później prawie identyczna 

background image

jak ta Minervy. Dyrektor odchrząknął. 
— To list od Harry’ego  – oznajmił a  na sali podniosły się okrzyki  niedowierzania.  — Pisze  w 
nim,  żebyśmy  nawet  nie  próbowali  go  szukać  oraz,  że  uciekł  dzięki  nieuwadze  Severusa.  — 
Dyrektor  zgromił  Snape’a  wzrokiem.  —  Oprócz  tego,  napisał  tylko,  jakie  przedmioty  chce 
kontynuować. 
Wszyscy  patrzyli  na  niego  z  niedowierzaniem.  Po  głowach  każdego  z  obecnych  krążyła  jedna 
myśl: [i]Dlaczego list od Harry’ego przyniósł ptak Voldemorta?[/i] 
— Snape kłamał – warknął po chwili namysłu Moody. — Potter jest u tego potwora. 
Oczy wszystkich zwróciły się w kierunku Snape’a. 
—  Nie,  Alastorze  –  uciął  szybko  Dumbledore.  —  Ufam  Severusowi.  Poza  tym,  po  dwóch 
tygodniach Harry nie byłby w stanie napisać do nas listu… 
Snape  już  niejednokrotnie  dziękował  Merlinowi  za  naiwność  tego  starca.  Dziś  jednak  miał 
całkowitą rację. Nie wiedział nic o Potterze, nawet, jeżeli ten rzeczywiście był u Voldemorta. 
 
*** 
 
— Mój Panie. – Snape wszedł do gabinetu Riddle’a. 
— Och, Severusie! – Ucieszył się tamten. 
Siedział  w  wygodnym  fotelu  a  przy  jego  nogach  wylegiwała  się  Nagini.  Diametralnie  jednak 
różnił się od Voldemorta, którego Harry widział w czerwcu w Ministerstwie. Teraz wyglądał na 
około  dziewiętnaście  lat.  Miał  brązowe  włosy  i  piwne  oczy,  w  których  błyszczały  czerwone 
refleksy.  Wysportowane  i  umięśnione  ciało  kryło  się  pod  eleganckim  strojem.  Niejedna 
dziewczyna miałaby problem z odwróceniem wzroku od tego młodego mężczyzny. 
— Dlaczego nie powiedziałeś mi Panie, że Potter jest u ciebie?  – zapytał Snape rozsiadając się 
wygodnie w fotelu. 
— Potter? – zadziwił się Lord. — U mnie? 
— Nie ma go u ciebie? – Teraz to Snape niedowierzał. 
— Nie! – Zmarszczył brwi. — Wysłałem mu dziś prezent i odpisał… 
— Nie ma go tam, gdzie Dumbledore go zostawił na wakacje – zaczął mu wyjaśniać Severus. — 
Dzieciak zwiał dwa tygodnie temu. 
Tom uśmiechnął się, a jego oczy zabłyszczały radośnie. 
—  Chłopak  nie  ufa  już  temu  staremu  piernikowi  –  cieszył  się,  pokazując  Snape’owi  liścik  od 
chłopaka. — Nie powiedział tak, ale nie powiedział także i nie… 
— Cholerny smarkacz! – zawarczał Snape. 
—  Co  się  stało  Severusie?  –  zainteresował  się  Voldemort.  Nie  często  zdarzało  mu  się  oglądać 
zdenerwowanego Severusa. 
—  Bachor  użył  Acerona  jak  swojej  sowy  i  wysłał  przez  niego  list  do  McGonagall  –  warczał 
wściekle. — To dlatego wszyscy myślą, że ten jest u ciebie. Napisał im, żeby go nie szukali i, że 
to na mojej warcie uciekł – pieklił się. — A po tym, jakby nigdy nic dodał, czego chce się uczyć 
w przyszłym roku. 
Tom zaśmiał się. To było całkiem zabawne, nie mógł uwierzyć, że chłopak zrobił coś takiego. To 
było  tak  podstępne  i  po  prostu…  no  cóż,  wredne.  Ale  też,  jakie  pomysłowe.  Może  jego  plan 
przeciągnięcia  chłopaka  na  swoją  stronę  ma  większe  szanse  niż  początkowo  myślał?  Złapał 
czysty pergamin i zaczął pisać, śmiejąc się cicho do siebie. 
 
*** 
 

background image

Harry’ego  obudziło  jakieś  ptaszysko  skaczące  po  jego  łóżku.  Z  jękiem  przekręcił  się  na  bok, 
próbując zrzucić z siebie niechcianego gościa. Przy jego głowie Hessa zasyczała cicho, również 
niezadowolona  z  pobudki.  Ptaszysko  zaskrzeczało  i  dziobnęło  go  delikatnie  w  dłoń.  Harry  w 
końcu  uchylił  powieki.  Czarny,  zniecierpliwiony  sokół  łypał  na  niego  niezadowolony.  Harry 
ponownie przymknął powieki. To tylko sokół Voldemorta, nic się nie stało. Jego oczy rozwarły 
się w szoku. Sokół Voldemorta?! Wstał szybko i odwiązał od jego nogi list. 
 
Doszły  mnie  słuchy,  że  używasz,  Acerona,  jako  swojej  sowy.  Pewnie  sądzisz,  że  mnie  to 
zdenerwowało? Mylisz się. Dumbledore uważa, że jesteś u mnie i prawdopodobnie dołączyłeś do 
mni, jako śmierciożerca. Wyszło to całkiem korzystnie, przynajmniej dla mnie. 
Dosyć  zabawne  zagranie.  Nie  powiem,  zdobyłeś  moje  uznanie.  Nie  ciesz  się  tym  jednak  za 
bardzo. 
Chciałbym, abyś do mnie dołączył, jednak nie mógłbyś zostać śmierciożercą… 
Gdybym się czegoś dowiedział, co do ich planów dotyczących ciebie, ostrzegę cię. 
 
T.M.R
 
 
Harry  osłupiał.  Jak  to  nie  mógłby?  Nie  jest  dość dobry  na  śmierciożercę?  Co  ten  cholerny  gad 
sobie  myśli?  Voldemort  właśnie  wjechał  mu  nieumyślnie  na  ambicję.  Jak  chmura  gradowa 
dopadł biurka i zaczął pisać. 
 
Panie Wężowa Mordko! 
 
Co to miało znaczyć, że nie mógłbym zostać śmierciożercą? Uważasz, że się nie nadaję? Jeszcze 
wielu  rzeczy  o  mnie  nie  wiesz.  Całe  szczęście,  że  wcale  nie  chcę  być  twoim  pieskiem.  Mam 
wrażenie, że specjalnie mnie prowokujesz. Ty bezczelny… 
Wysyłając  Acerona  do  McGonagall  wcale  nie  myślałem,  co  sobie  na  ten  temat  pomyślisz  i  nie 
bardzo mnie to obchodzi. Skoro wysyłasz tego upierdliwego ptaka do mnie, licz się z tym, że mogę 
wysłać przez niego własne wiadomości. 
Przerażenie ich, było właśnie moim celem i niezmiernie się cieszę, że tak się stało. Teraz wiedzą, 
co  może  się  stać,  jak  znów  będą  mnie  lekceważyć.  Nie  ciesz  się  beznosy  dupku,  wcale  bym  do 
ciebie nie dołączył. Na pewno nie tak szybko i bezboleśnie… Nie dla ciebie. 
Nie potrzebuję twojej pomocy, nie potrzebuję pomocy nikogo, sam sobie świetnie radzę. 
 
H.P 
Ps. Hessa jest super, psychopato.
 
 
Wysłał wiadomość z mściwym uśmiechem na twarzy. Tak, to jest to, co najbardziej go bawiło: 
drażnienie tego idioty. To, co napisał  mu Voldemort, dało  mu też sporo do myślenia. Wiedział 
już od jakiegoś czasu, że świat wcale nie jest czarno-biały i, że królują w nim odcienie szarości. 
Do tego dyrektor nie był wcale taki święty, na jakiego się kreował. A on miał tego wszystkiego 
dość. Pobawi się z nimi oboma i z Voldemortem, i z Dumbledore’em, obaj będą tańczyć jak im 
zagra. 
— Harry, skup się! – zagrzmiał mu nad głową głos Axela. 
Chłopak  był  od  niego,  co  prawda  wyższy,  ale  w  tym  momencie  Harry  leżał  na  podłodze  a 
blondyn  o  błękitnych  oczach  pochylał  się  nad  nim  z  niezadowoloną  miną.  Harry  nie  mógł 
przestać myśleć, czy Voldemort w ogóle odpisze i co kombinuje Dumbledore. 

background image

—  Nie  mogę  –  zamamrotał  wstając  z  cichym  jękiem.  —  Zorientowali  się,  że  mnie  nie  ma  i 
zaczęli mnie szukać – pożalił się. 
Powiedział  Axelowi  kilka  dni  temu,  że  tak  naprawdę  uciekł  z  domu,  bo  okropnie  go  tam 
traktowali. Opowiedział o opiekunach i o despotycznych nauczycielach ze szkoły, do której musi 
uczęszczać. Opowiedział mu prawie wszystko, ale tak, żeby ten nie wiedział dokładnie, o kogo 
chodzi.  Axel  stał  się  jego  dobrym  przyjacielem.  Bardzo  go  lubił,  bo  potrafił  go  słuchać  a  nie 
tylko wmawiał mu, co powinien robić, kiedy i po co. 
— Są skuteczni? – zapytał nastolatek, siadając na podłodze naprzeciw niego. 
— Jak cholera… - wymamrotał pod nosem. 
— Pewnie boisz się policji – szturchnął go w ramię. — Po prostu nie rzucaj się w oczy. 
—  Na  pewno  nie  zawiadomią  policji  –  parsknął.  —  Mają  własne  sposoby  na  to,  by  mnie 
odnaleźć. Dyrektor nie spocznie dopóki nie wrócę do niego. 
Był  zły, cholernie zły  na tego starego dziadygę. Ciągle się  mieszał w  jego życie  i nie pozwalał 
podejmować mu własnych decyzji. 
— Nie zdziw się, jak któregoś dnia po prostu zniknę – wyszeptał ze spuszczoną głową. — Jeżeli 
tylko będę musiał uciekać przed nimi, to  za jakiś czas się odezwę. Jeśli  jednak  mnie znajdą, to 
dam znać zapewne dopiero, gdy uda mi się znów wyrwać. Wrócę… 
— Harry, daj spokój. – Poklepał go po nodze. — Chodź, stajesz się melancholijny – zażartował. 
— Gdzie ty chcesz iść? – zdziwił się. 
— Na lody – odparł szczerze z szerokim uśmiechem. 
Harry  zaśmiał  się,  ten  chłopak  po  prostu  był  niesamowity  Podniósł  się  i  zarzucając  na  siebie 
bluzę, wyszedł razem z Axelem. 
Mała  lodziarnia  znajdowała się kilka uliczek dalej, wielu  ludzi tam przychodziło, bo  mieli tam 
najlepsze  desery  w  mieście.  Podawali  tam  także  od  jakiegoś  czasu  kawę  i  ciasta,  ale  wszyscy 
wciąż  mówili  o  tym  miejscu:  lodziarnia.  Chłopcy  śmiejąc  się  głośno  dotarli  na  miejsce,  jak 
zawsze siedziało tam mnóstwo ludzi. Kolejka była ogromna, ale warto było zaczekać. 
— Zobacz, nie ma miejsc… - zajęczał Harry. 
— Jak nie? – pokręcił głową Axel, ruszając do stolika przy którym siedział o kilka lat starszy od 
nich chłopak. — Można się przysiąść? 
Chłopak podniósł na nich wzrok, przed nim leżała jakaś gazeta i na wpół wypita kawa. Brązowe 
włosy  opadały  na  piwne  oczy.  Był  bardzo  przystojny.  Gdy  Harry  zaczął  odciągać  przyjaciela  i 
miał zamiar zacząć przepraszać za niego, chłopak skinął głową. 
— Proszę. Czekam na kogoś, ale twój kolega  jest  śliczny, więc czemu nie  – uśmiechnął się do 
nich rozbrajająco a Harry’emu otworzył usta ze zdziwienia 
 
— No, śliczny – zażartował Axel. — Podnieś szczękę z podłogi i siadaj. 
Lekko zdezorientowany zielonooki, usiadł niepewnie wpatrując się w chłopaka. Wydawał mu się 
jakiś dziwny… 
— Mam na imię Tom. – Uśmiechnął się do nich. 
— Axel. – Blondyn uścisnął dłoń nowopoznanego. 
Teraz  wzrok  chłopaka  skupił  się  na  Harrym  i  ten  zarumienił  się  delikatnie.  Podał  chłopakowi 
dłoń  i  wybąkał  imię.  Brew  chłopaka  powędrowała  w  górę  i  Harry  czuł  jak  jego  rumieniec  się 
pogłębia. Widząc to Tom uśmiechnął się tylko. Wciąż nie puszczał dłoni Harry’ego a chłopak nie 
miał sił by uwolnić się z tego subtelnego i gorącego uścisku. 
— Miło mi cię poznać, Harry – powiedział ciepło i puścił jego rękę. 
Harry odpowiedział coś cicho, niezrozumiale dla pozostałych i opuścił głowę zawstydzony. Axel 
patrzył z rozbawieniem jak jego przyjaciel jest bezwstydnie podrywany. 

background image

— Czekasz na chłopaka, Tom? – zagadnął go Axel. 
— O nie – zaśmiał się tamten. — Mój znajomy jest za paskudny na mojego chłopaka, poza tym 
to straszny heteryk. 
— Mamy nadzieję, że nie przeszkadzamy? – Udawał zmieszanie. 
— Nie  – Tom  machnął  na  niego ręką.  — I tak siedziałem  sam, a zaczynało  mi się  nudzić, tak 
więc teraz chociaż na śliczną buźkę mogę sobie popatrzeć. 
Harry zamarł jak rażony piorunem. Dziękował Merlinowi, że jego grzywka opadała mu w takiej 
pozycji na pół twarzy i nie widać jego rumieńca. Musiał się opanować, nie bardzo wiedział, co 
się  z  nim  dzieje.  Nie  mógł  też  uwierzyć,  że  ten  przystojny,  starszy  od  niego  chłopak  go 
komplementuje i podrywa. Nie był w końcu idiotą, wiedział, co ten robi. 
— Nie zawstydzaj go – zrugał Toma żartobliwie Axel, po czym zwrócił się do Harry’ego: – No 
już kochanie, to fakt, że jesteś śliczny. — Harry wiedział, że ten się z niego śmieje. 
Posłał  mu  najlepsze  mordercze  spojrzenie  spod  swojej  zielonej  grzywki.  Wyglądał  w  tym 
momencie jak rozgniewany kociak. Kociak ten jednak miał ostre pazurki. 
—  Przepraszam  Harry,  nie  powinienem  tak  do  ciebie  mówić  –  tłumaczył  się  Tom.  —  Ale  w 
takich sytuacjach jestem raczej bezpośredni i nie wiedziałem, że Axel to twój chłopak. 
— Pff  – prychnął.  —  Chciałby  – posłał  blondynowi drwiące  spojrzenie.  — Nic  się  nie stało  – 
wymamrotał cicho patrząc na chłopaka kątem oka. 
— Nie jesteście razem? – Tom był wyraźnie najbardziej zainteresowany właśnie tą informacją. 
— Ja wolę dziewczynki – zaśmiał się Axel. 
— A ja nie powinienem was interesować – wtrącił hardo Harry. 
— Przez to chce powiedzieć – zaczął Axel teatralnym szeptem, pochylając się do Toma.  — Że 
jeszcze się nie określił. – Mrugnął do niego. — I moim zdaniem potrzebuje w tym pomocy. 
Harry  zarumienił  się,  a  Tom  zaśmiał  cicho  w  swoją  pięść,  gdy  Axel  rechotał  głośno.  Pomimo 
różnych komentarzy, rozmawiało im się bardzo dobrze. I chodź Harry, co krok przeklinał się za 
swoje zdradliwe rumieńce, śmiał się razem z towarzyszami. 
— Nie chcę nic mówić – wtrącił się Axel w rozmowę Harry’ego i Toma. — Ale chyba zostałeś 
wystawiony do wiatru – zwrócił się do Toma. 
— Tak, zauważyłem – pokiwał głową. — Ale to i lepiej, spędziłbym pewnie kilka nudnych albo 
denerwujących minut a tak poznałem was… 
— Będziemy tu pewnie jutro – zakomunikował cicho Harry. 
Bardzo  polubił  chłopaka  i  chciał  się  z  nim  spotkać  jeszcze  raz.  Jego  żarty  i  propozycje  były 
krępujące,  ale  też  połechtały  ego  Gryfona,  który  ze  zdziwieniem  zdał  sobie  sprawę,  że  tak 
naprawdę wcale nie  ma aż tak wiele przeciw temiemu zachowaniu. Nie znał Toma dobrze, ale 
wiedział,  że  te  wszystkie  żarty  były  właśnie  wyłącznie  tym  i  chłopak  nie  jest  dla  niego 
zagrożeniem. A już na pewno nie zrobiłby nic wbrew jego woli. 
—  Będziemy?  –  zadziwił  się  Axel,  ale  po  chwili  chyba  załapał  i  uśmiechnął  się  do  Toma 
szeroko. — Tak, prawdopodobnie o trzynastej. – Zamyślił się na chwilę. 
— To może nie mielibyście nic przeciwko, gdybym jutro to ja się do was dosiadł, gdyby nie było 
wolnego stolika? – zapytał, uśmiechając się czarująco Tom. 
— Skoro ty nie miałeś nic przeciwko naszemu towarzystwu  – pokiwał głową Harry. — To my 
tym bardziej. 
— To fajnie – ucieszył się Tom. — Więc jesteśmy… umówieni? – zapytał ich niepewnie. 
— Tak – potwierdził szybko Axel. — Ale wiesz, Harry jest tu na wakacjach i ja jestem jedyną 
osobą, którą zna… - zawiesił na chwilę głos. — Teraz jesteś jeszcze ty – uśmiechnął się do niego 
sugestywnie.  —  Jutro od około  czternastej  będę  zajęty  prawdopodobnie  do  samego  wieczora,  a 
nie chcę, żeby Harry się sam nudził… 

background image

Potter z rozchylonymi ustami patrzył jak jego przyjaciel umawia go na randkę z Tomem. Jemu 
przecież chodziło tylko o to, żeby jeszcze go spotkać, ale coś takiego? Chciał już zaprotestować, 
kiedy przerwały mu gorliwe zapewnienia Toma: 
— Oczywiście, że dotrzymam towarzystwa naszemu ślicznemu koledze. – Pokiwał głową. 
— No, to ustalone! – Zakrzyknął Axel podrywając się z miejsca i ciągnąc za sobą otumanionego 
Harry’ego. 
— To cześć – krzyknął za nimi Tom, a Harry zdołał tylko pomachać mu na pożegnanie. 
 
*** 
 
 
 
Rozdział 2 
 
 
—  To  był  Potter!  –  wymamrotał  Severus,  siadając  obok  swojego  pana  na  krześle  przed 
kawiarenką,  w  której  umówili  się  ponad  godzinę  temu.  Nie  mógł  podejść  wcześniej  i  się 
zdemaskować. 
— Wiem – uśmiechnął się do niego Riddle. 
— Ale… 
— Jestem umówiony z nim na jutro. – Uśmiechnął się do Snape’a z samozadowoleniem. 
Uśmiech zmienił się w ironiczny, gdy usta Severusa rozchyliły się lekko w zaskoczeniu. 
— Nie patrz tak na mnie – zaśmiał się cicho. — To bardzo przystojny młodzieniec. 
— Ale to Potter! – wytknął mu. 
— Jest inny niż się spodziewałem – zadumał się Tom. — I nie wie, kim jestem. 
—  Nie  rozpoznał  cię?  –  zdziwił  się  Snape.  —  Widział  przecież  wspomnienie  z  twojego 
dziennika… 
— Chyba uznał, że to niemożliwe – zaśmiał się ponownie. — Wydaje mi się, że może być mną 
zainteresowany, gdybym okazał mu swoje względy. Jutrzejsze spotkanie już jest tego efektem… 
— Moje gratulacje, Panie. – Severus skinął mu głową w uznaniu. 
—  Nie  mów  do  mnie:  Panie,  w  miejscach  publicznych  –  zrugał  go,  widząc  zaciekawione 
spojrzenie staruszki. 
— Dobrze… przepraszam. Ale, Tom? – zaczął niepewnie i kontynuował, gdy Riddle skinął mu 
głową. — Postawić przy chłopaku straże? 
— Nie! – zdenerwował się. — Absolutnie! 
Dał sobie chwilę na opanowanie się. Nie wiedział, dlaczego tak wybuchł na tę prostą propozycję 
Severusa. 
—  Chłopak  czuje  się  tu  w  pewien  sposób  bezpiecznie  –  zaczął  tłumaczyć  mu  swój  punkt 
widzenia.  —  Poczekam aż sam do mnie przyjdzie, nawet nieświadomie… To da mi także czas, 
aby go poznać… - Nie zwracał już uwagi na Snape’a, przypatrującego mu się z zaciekawionym i 
lekko niedowierzającym uśmiechem. 
— Tom, a jak on zareaguje, gdy w końcu się dowie? – wtrącił się Severus w rozmyślania i plany 
swojego pana. — Bo przecież w końcu się dowie. 
— Tak – zasępił się. — Trzeba go na to przygotować. 
*** 

background image

 
Potter, Potter, Potter… 
 
Zastanawia mnie, kto tu jest bezczelny. Z naszej dwójki to chyba ty pozwalasz sobie na rzeczy, na 
które pozwolić nie powinieneś. 
Nie mam nic przeciwko  wysyłaniu  Acerona z twoimi  listami. Używaj  go  wedle uznania. Jedyne 
listy, jakie wysyłam są do ciebie, więc trochę więcej ruchu mu nie zaszkodzi. 
Mam dla ciebie zupełnie inne miejsce niż zajmują moi śmierciożercy. Jeżeli chcesz dowiedzieć się 
jakie, musisz sam zapytać. Twarzą w twarz. 
Nie ważne czy potrzebujesz pomocy ani czy jej chcesz. Pokrzyżowałbyś mi plany swoją śmiercią, 
więc  wybacz,  ale  mam  zamiar  utrzymać  cię  przy  życiu  tak  długo  jak  zdołam,  impertynencki 
bachorze.   
Paradoks, że do niedawna to ja chciałem cię zabić, skrócić o głowę, lub po prostu ją urwać… 
 
T.M.R 
 
Harry nie wiedział, dlaczego ten list tak go bawił, ale co chwilę śmiał się cicho i czytał go po raz 
kolejny. Beznosy dupek, przemknęło mu przez myśl. Wstrętny gnojek wcale nie przejął się tym, 
że Wybraniec może wykorzystywać jego ptaszysko do własnych celów. Do tego, wręcz zachęca 
go by to robił. Nie wiedział, co ten idiota chce mu zaproponować, o co może mu chodzić. Był 
jednak  pewien,  że  te  myśli  będą  często  nawiedzać  jego  umysł.  Do  tego  jeszcze  ta  deklaracja 
ochrony… 
*** 
Następnego  dnia,  Axel  wpadł  do  niego  na  godzinę  przed  spotkaniem.  Jak  to  on  określił: 
Kochanie  ty  moje,  to  jest  twoja  pierwsza  randka  z  Tomem.  Musisz  jakoś  wyglądać!.  Po  czym 
zniknął  w  jego  szafie.  Jego  włosom  także  nie  chciał  odpuścić,  choćby  Harry  nie  wiadomo  jak 
mocno krzyczał, że to nie jest żadna randka. 
Z westchnieniem pokręcił tylko głową, nie miał szans z tym szalonym chłopakiem. Kiedy ten już 
sobie  coś  ubzdurał,  nie  było  na  niego  mocnych.  Siedział  właśnie  przy  stoliku  w  kafejce.  W 
obcisłych  jak  jasna  cholera  spodniach  i  dla  kontrastu,  luźnej  koszulce  z  jakimiś  śmiesznymi 
nadrukami.  Ramiona  wystawały  mu,  kołnierzyk  był  tak  szeroki,  że  zastanawiał  się,  czy  nie 
objąłby  jego  ramion  całkowicie.  Bluza  leżała  na  krzesełku  obok.  Włosy  choć  w  minimalnym 
stopniu były  jego sukcesem. Nieważne  jak Axel  protestował  i narzekał na  jego grzywkę, Harry 
nie pozwolił jej zaczesać i odsłonić sobie twarzy, a przy tym i blizny. 
— Cześć, wam – usłyszał radosne powitanie za sobą. 
— Cześć, Tom – Axel pomachał do niego radośnie. — Dobrze, że już jesteś, bo wiesz, wypadło 
mi coś i będę musiał was zostawić samych już teraz… 
Harry zamknął rozwarte po wypowiedzeniu powitania usta i wbił niedowierzające spojrzenie w 
przyjaciela. Podstępny  mały wrzód na dupie. Harry czuł  nadchodzący szybko ból głowy. W co 
ten dupek go wmanewrował? 
— Nic  nie szkodzi  – Tom  machnął uspokajająco dłonią, stając tuż obok ich stolika.  — Jestem 
pewien, że poradzimy sobie z Harrym. 
Potter zmęł w ustach kilka przekleństw i sztyletując przyjaciela spojrzeniem przytaknął. 
—  To  się  bardzo  cieszę  –  Axel  posłał  mu  psotny  uśmiech  i  dokończył  z  błyskiem  w  oku.  — 

background image

Tylko nie zapomnij odprowadzić Harry’ego do domu, chyba słyszałeś, jak niebezpieczna zrobiła 
się ostatnio ta okolica. – Mrugnął do starszego z chłopców. 
Tom parsknął śmiechem, ale skinął mu głową, zapewniając, że tak właśnie zrobi. Przed oczami 
Harry’ego  stanął  jeden  z  głupich  filmów  ciotki,  w  którym  to  para  po  randce  całuje  się  na 
dobranoc na schodach domu dziewczyny. W Harrym zawrzało, nie jest dziewczyną a to nie była 
randka! 
— Nie musisz się o nic martwić – zapewniał starszy z chłopców. — Odpowiednio się nim dziś 
zajmę… 
Czy to tylko dla niego brzmiało tak dwuznacznie? Tętno krwi w jego żyłach przyspieszyło trochę 
i czuł jak na twarz wkrada się rumieniec zażenowania. 
— Ja tu do cholery jestem i z całą pewnością nie mam kilku lat, że trzeba się mną zajmować  i 
opiekować. Jestem w stanie zająć się sobą sam… 
Axel parsknął, a Tom popatrzył na niego z uniesioną brwią mówiącą: No, co ty nie powiesz? 
—  Mam  nadzieję,  że  jesteś  całkiem  dużym  chłopcem  –  uśmiechnął  się  do  niego  brunet  i 
kontynuował  mrukliwym  tonem.  —  Ale  po  co  masz  się  zajmować  sobą  sam,  gdy  masz  do 
dyspozycji całkiem chętnego kolegę… 
Harry aż uchylił usta w zaskoczeniu. Nie, to nie mogło być to, o czym właśnie pomyślał. Śmiech 
Axela mówił mu jednak coś zupełnie innego. 
— Tak, widzę, że sobie z nim poradzisz – pochwalił, klepiąc go lekko po plecach. — Ja już lecę i 
miłej zabawy życzę! 
Po chwili zniknął, pozostawiając Harry’ego na pastwę Toma. 
— To co robimy?  – zapytał swobodnie, jakby przed chwilą nie zaproponował  mu, co najmniej 
małej  zabawy  sam  na  sam.  —  Zamawiamy  coś  tu  i  idziemy  gdzieś  indziej  czy  od  razu  stąd 
spadamy? 
— Możemy zamówić tu – wydusił z siebie. 
— Dobrze – ucieszył się posyłając w jego stronę szeroki uszczęśliwiony uśmiech. 
*** 
To  był  naprawdę  zwariowany  dzień,  przemknęło  Harry’emu  przez  myśl,  gdy  dość  późnym 
wieczorem Tom odprowadzał go do domu. Po pierwszych kilku minutach krępującej ciszy Tom 
w końcu wciągnął go w rozmowę. Harry zapomniał wtedy całkowicie o zakłopotaniu i rozluźnił 
się w towarzystwie starszego chłopca. 
Okazało  się,  że  Tom  miał  cholerny  motocykl  i  przez  kilka  godzin  jeździli  po  mieście  szukając 
jakichś  fajnych  miejsc,  w  których  mogli  usiąść,  odpocząć  i  porozmawiać,  albo  zwyczajnie 
pozwiedzać.  Chłopak  pokazywał  Harry’emu  wszystkie  swoje  ulubione  miejsca.  Zabrał  go  na 
kolację do jednej z miłych knajp w samym centrum Londynu. I chodź ten prawie bez przerwy z 
nim flirtował, Harry z niemałym zaskoczeniem odkrył, że to mu wcale nie przeszkadza, a wręcz 
rozlewa się ciepłem w jego brzuchu. Nie mógł też poradzić nic na to, że na motorze obejmował 
Toma ciaśniej niż to było konieczne. Tylko przez kilka pierwszych minut można to było uznać za 
strach  przed  jazdą.  A  teraz,  na  sam  koniec  nie  protestował  wcale  tak  bardzo  przed 
odprowadzeniem się przez chłopaka do domu, na co uparł się Tom, jak zasugerował mu Axel. 
—  Nie  chcę  kończyć  jeszcze  tego  cudownego  wieczoru  –  wyszeptał  Tom,  przysuwając  się  do 
nastolatka na schodach domu, w którym ten mieszkał.  — Ale naprawdę nie wiem, gdzie jeszcze 
mógłbym cię zabrać… 
— Też tego nie wiem – odmruknął Harry widząc, że starszy chłopak pochyla się nad nim. 

background image

Jasna cholera! 
  Wszystkie  zmysły  Harry’ego  krzyczały.  On  naprawdę  miał  zamiar  go  teraz  pocałować,  na 
cholernych schodach jego domu. No dobra mieszkania, ale to nie ważne! Tom, starszy od niego 
chłopak, cholernie przystojny młody mężczyzna właśnie w tym momencie pochylał się nad nim 
unosząc jego twarz ku górze i pieszcząc delikatnie jego policzek dłonią. Miał zamiar pocałować 
go tu i teraz. 
Serce  Harry’ego  uderzało  w  jego  piersi  w  zawrotnym  tempie  i  czuł  błogie  pulsowanie  całego 
ciała. Jego usta mrowiły pod intensywnością wzroku drugiego chłopca. Zadrżał lekko, czując na 
policzku  ciepło  oddechu  Toma  i  tylko  przysunął  się  do  niego  bliżej.  Chciał  więcej  tych 
przyjemnych  doznań  rozlewających  się  po  nim  dreszczami  przyjemności.  Przymknął  oczy  i 
chwilę później poczuł gorące i miękkie usta Toma na swoich lekko uchylonych wargach. Harry 
nie  mógł  uwierzyć  jak  to  różniło  się  od  jego  pierwszego  pocałunku  z  Cho.  Teraz  czuł  się  tak 
dobrze. 
Zatrząsł  się,  gdy  te  usta  przyciśnięte  do  jego,  nie  spotykając  żadnego  sprzeciwu  zaczęły  się 
poruszać  i  pieścić  jego  własne.  Harry  nie  bardzo  wiedział,  co  ma  robić.  Oparł,  więc  dłonie  na 
klatce  piersiowej  wyższego  chłopaka  i  pozwalał  mu  się  całować.  Tom  mruknął,  zachęcająco 
trącając jego dolną wargę językiem. Harry instynktownie zaczął poruszać ustami i odpowiadać na 
pocałunek.  Dłoń  z  policzka  zanurzała  się  powoli  we  włosach  a  druga,  która  niewiadomo  jak 
znalazła  się  wcześniej  na  jego  karku  teraz  obejmowała  talię,  przyciskając  go  do  wyższego, 
wyprężonego ciała. 
Harry zagarnął w pięści koszulkę Toma, przyciągając chłopaka  jak najbliżej siebie  i  mrucząc z 
zachwytu, gdy jedna z silnych dłoni zaczęła masować jego plecy i okolice bioder. Tom przestał w 
końcu  muskać ustami wargi Harry’ego  i zaczął  ssać  jego dolną wargę, drażniąc  ją od czasu do 
czasu językiem. A Harry czuł tylko jak kolana miękną mu i rozpływa się cały pod tym dotykiem. 
Z  cichym  pomrukiem  Tom  oderwał  się  od  niego  lekko  zdyszany.  Harry  wydał  z  siebie 
niezadowolony dźwięk i oparł głowę na barku wyższego chłopaka, oddychając szybko. 
Dłonie młodego mężczyzny nie przestały jednak masować pleców Harry’ego. Na twarzy Pottera 
rozlał  się  leniwy  uśmiech,  gdy  ten  pocierał  policzkiem  o  bark  swojego,  jak  przypuszczał 
przyszłego chłopaka i wtulał się w niego całym ciałem. Szukając ciepła  i bezpieczeństwa. Stali 
tak jeszcze kilka dobrych minut, żaden z nich nie chciał odchodzić, przynajmniej nie samotnie… 
Usta muskały włosy Harry’ego w czułych pocałunkach, nie pozwalając o sobie zapomnieć. 
— Może… Może chciałbyś wejść… na górę? – wydusił w końcu Harry, czując jak ten błogi stan 
bycia przytulonym sprawia, że ma ochotę zapaść w przyjemną drzemkę. 
— Jasne. – Tom skinął głową z delikatnym uśmiechem zadowolenia. 
Nastolatek wyjął szybko klucz do pokoju na poddaszu i z Tomem, wciąż obejmującym jego talię 
pomaszerował schodami w górę. 
— Może zrobię herbaty? – zaproponował, gdy tylko weszli do środka. 
Wiele razy w końcu widział, jak ciotka Petunia przyjmowała swoich gości. Zawsze proponowała 
coś do picia. 
— Może być herbata – gość zgodził się bez najmniejszych zastrzeżeń. — Gdzie masz kuchnię? 
— Tam. – Harry wskazał mu kierunek, samemu idąc przodem. 
Miał mu zaproponować zostanie w salonie, ale nie miał nic przeciwko, jeżeli chłopak pójdzie z 
nim. 
— Fajne mieszkanie – zagadnął go Tom, gdy sięgał po kubki. 

background image

— Wynajmuję je tylko, właściciel mieszka na dole – poinformował, szukając herbaty w szafce. 
— Mieszkasz sam? – zainteresował się Tom. 
— Tak. – Harry wzruszył ramionami, nie chcąc kontynuować tego tematu. — A o ciebie nie będą 
się w domu martwić, że tak długo nie wracasz? 
—  Nie.  –  Chłopak  zaśmiał  się  podchodząc  do  niego  i  obejmując  w  pasie  ramionami.  –  Jestem 
jedynakiem a rodzice już dawno nie żyją, ojca nie poznałem a matki nie pamiętam – wyznał mu. 
—  Moi  współlokatorzy  wiedzą,  że  potrafię  się  sobą  zająć  i  na  pewno  nie  będę  miał  problemu, 
nawet jakbym zniknął na kilka dni. — Musną ustami jego ucho. 
— Nie masz żadnej rodziny? – Oparł się o ciało za nim z wielką ochotą. 
— Innej nie znam, wychowałem się w sierocińcu. 
— Ciężko pewnie było…? – Pytanie zostało niedopowiedziane. 
— Tak. – Tom zakołysał się z nim na boki. — Ale to już za mną. A twoja rodzina? 
—  Rodzice  umarli,  gdy  miałem  rok  –  westchnął  przeciągle  garbiąc  się  lekko.  —  Ja, tak  jakby 
uciekłem z domu. – Zwiesił głowę zawstydzony.  – Wolałbym już chyba trafić do sierocińca po 
śmierci  rodziców.  Wujostwo  traktowało  mnie  jak  sługę  i  trędowatego  w  jednym,  po  prostu 
miałem dość… 
— Obaj wiemy, jak to jest być samemu i musieć liczyć tylko na siebie. – Harry odetchnął. Tom 
nie był zły, nie krzyczał i nie namawiał go do powrotu. 
— Chyba tak – przyznał z delikatnym uśmiechem, ponownie wtulając się w jego ramiona. 
Gotująca się woda zmusiła ich do odsunięcia się od siebie. Dobry humor obu chłopców powrócił 
w mgnieniu oka. 
— Chcesz z cytryną, czy z mlekiem? 
— Z cytryną, nie lubię herbaty z mlekiem. – Tom skrzywił się zabawnie. 
— Ja też – przyznał ze śmiechem zielonooki. 
— Kolejna cecha, która nas łączy. – Starszy chłopak wyciągnął do niego ramię, żeby Wybraniec 
usiadł tuż obok niego na kanapie. 
— Ciekawe ile ich jeszcze będzie? – Harry udawał zamyślenie. 
— Mam nadzieję, że dużo. – Objął Gryfona w pasie. — Bardzo dużo. 
Śmiejąc  się  i  żartując,  kątem  oka  oglądali  cicho  grający  w  tle  telewizor.  Koniec  końców,  po 
wypiciu drugiej porcji herbaty postanowili się położyć. W którymś momencie stanęło na tym, że 
Tom nie będzie wracał do domu w środku nocy i zostanie u Harry’ego. 
— Będę spał na kanapie – upierał się, gdy Gryfon chciał żeby zajął sypialnie. — To twoje łóżko, 
nie mogę cię z niego wygonić. 
— Ale jesteś moim gościem. – Harry był już sfrustrowany uporem starszego chłopaka. 
— Harry, będzie mi dobrze na kanapie… 
— Zaraz cię walnę – wyrwało się Harry’emu. 
Tom zaśmiał się, słysząc w jego głosie tę specyficzną nutkę groźby. 
—  Dobra!  –  Uniósł  ręce  w  geście  kapitulacji.  —  Będę  spał  na  łóżku.  –  Harry  uśmiechnął  się 
czując smak wygranej. — Ale ty nie będziesz spał na kanapie. 
Potter zmarszczył brwi w zaskoczeniu. 
— Nie na kanapie, więc gdzie? 
— Na łóżku – oświadczył mu starszy chłopak. 
— Ale przecież… - przed chwilą powiedział, że on będzie tam spał… — Och! 
— Inaczej zajmuję kanapę – zagroził mu jeszcze. 

background image

Krwisty  rumieniec  oblał  jego  twarz.  Mają  spać  razem  w  jednym  łóżku?  Harry  aż  zadrżał  na  tę 
wizję.   
*** 
Po  prostu  musiał  się  uśmiechnąć,  gdy  starszy  chłopak  wyszedł  z  łazienki.  Tom  był  wyższy  od 
niego, dużo wyższy. Luźne spodnie od piżamy opinały się na jego biodrach i udach dając jednak 
pewien komfort. Nie były za długie i sięgały zaledwie połowy łydki. W żadną jego koszulkę za to 
chłopak z pewnością by się nie zmieścił. Harry patrzył jak czarny T-shirt, w którym chłopak dziś 
chodził, ładnie opina się na jego umięśnionym torsie i ramionach. Mimowolnie spojrzał na lewe 
przedramię,  tak  na  wszelki  wypadek.    Uśmiechnął  się,  widząc  gładką  skórę.  Przemknął  obok 
Toma, gdy ten wychodził z łazienki. Teraz była jego kolej na prysznic. 
Szybko wskoczył pod gorący strumień wody samemu nie wiedząc, dlaczego tak się spieszy, żeby 
wrócić  do  swojego  gościa.  Chłopak  nie  był  małym  dzieckiem,  poradzi  sobie  sam  przez  kilka 
minut.  Umył  się  pospiesznie  a  po  jego  umyśle  wciąż  krążyła  myśl,  że  w  jego  łóżku  czeka  na 
niego  przystojny  dziewiętnastolatek.  Pewne  części  ciała  zamrowiły  przyjemnie  i  Harry 
mimowolnie uśmiechnął się trochę szerzej. 
— Jestem – zawołał wychodząc z łazienki i potykając się o własne nogi. 
Tom leżał na jego łóżku, oparty o poduszki z rękoma odrzuconymi do tyłu, by podeprzeć głowę. 
Był przykryty kołdrą do pasa i uśmiechał się do niego ciepło. Nic by takiego dziwnego nie było 
w tym widoku, gdyby chłopak miał na sobie koszulkę. Ale nie, ten leżał półnago a przynajmniej 
Harry miał nadzieję, że tylko pół… 
— Widzę – mruknął w odpowiedzi. 
Policzki Harry’ego zapłonęły z zażenowania. Złapał się na tym, że nerwowo kręci się w miejscu. 
Zmusił swoje ciało do posłuszeństwa i niepewnymi krokami zbliżył się do łóżka. Tom posłał mu 
szeroki uśmiech odchylając dla niego zapraszająco kołdrę. 
— No chodź – mruknął ponaglająco. 
Harry  czuł,  że  jego  dłonie  drąż  a  policzki  płoną.  Rejestrował  to  cząstką  umysłu,  która  jeszcze 
jako tako działała. Pozostała część zajęta była zwalczaniem zawrotów głowy, gdy za dużo krwi 
do  niej  uderzyło.  Bez  słowa  wślizgnął  się  na  miejsce  obok  starszego  chłopca,  drżąc  tylko 
odrobinę, gdy ten go okrywał, a później pochylał się nad nim, wyciągając swoje ciało by zgasić 
lampę stojącą na szafce z jego strony łóżka. 
— Dobranoc – życzył mu Harry, gdy ten już wrócił na swoją połowę łóżka. 
— Dobranoc. 
Harry ułożył się jak najdalej od ciepłego ciała. To łóżko było stanowczo za małe dla nich dwóch. 
Powiercił  się  trochę  i  znalazł  wygodną  pozycję.  Aż  do  zaśnięcia  czuł  rumieńce  na  twarzy  i 
mrowienie  na plecach spowodowane  ciepłem ciała Toma. W półśnie poczuł ramiona oplatające 
się wokół niego, zamruczał zachwycony przyjmując to ciepło. 
*** 
Śnił przyjemne sny, obrazy przelatywały mu spokojnie przed oczami. Jeszcze nigdy nie czuł się 
tak dobrze. Nie spało mu się tak wspaniale, od kiedy pamiętał, a właściwie od kiedy nie pamiętał. 
Powiercił się trochę wtulając się bardziej w poduszkę, która była jednak zbyt ciepła i wygodna. 
Rozchylił powieki, widząc tuż przed swoim nosem gładką kremową skórę. Przytulił się bardziej, 
zacieśniając  uścisk  na  ciele  leżącym  obok  niego  i  wspinając  się  jednocześnie  wyżej  na  klatkę 
piersiową  Toma.  Obejmujące  go  ramię,  na  którym  zapewne  spędził  większą  część  nocy, 
przyciągnęło  go  jeszcze  bliżej.  Harry  uniósł  nieco  głowę  patrząc  na  wciąż  pogrążoną  we  śnie 

background image

twarz Toma. Wyglądał zachwycająco rozluźniony i taki spokojny. 
Nie  miał  ochoty  wstawać,  ale  jego  pęcherz  przypominał  o  sobie  dość  boleśnie.  Wyplątał  się 
delikatnie z obejmujących go ramion  i pościeli, tak by  nie obudzić chłopaka. Uśmiechał się do 
niego szeroko i nie mógł powstrzymać ciepłych wibracji rozchodzących się po jego ciele. Wszedł 
cicho do łazienki uważając, żeby nie narobić zbyt dużego hałasu i nie obudzić przyjaciela. Było 
jeszcze wcześnie, słońce dopiero wschodziło. 
Spuścił  wodę  w  toalecie  i  umył  ręce.  Odwrócił  się  by  wyjść,  potrącając  jednak  przypadkiem 
leżące  na  szafce  ubrania  Toma,  które  rozsypały  się  po  podłodze.  Chłopak  szybko  złapał 
rozrzucone rzeczy by je pozbierać, ale różdżka należąca do Toma miała inne plany. Potoczyła się 
po  podłodze.  Harry  patrzył  na  przedmiot  sunący  po  granatowych  kafelkach.  Jego  oczy  się 
rozszerzyły  a  usta  rozchyliły  w  zaskoczeniu  i  niedowierzaniu.  To  była  różdżka.  I  wypadła  z 
ubrań Toma. Jego nowopoznany kolega był czarodziejem. 
Wczoraj  kilka  razy  chłopak  dotykał  jego  blizny,  przesuwając  po  niej  palcami.  Harry’emu  nie 
przeszkadzało to, a nawet było przyjemne. Nikt nigdy nie dotykał jego blizny z taką czułością i 
delikatnością.  Teraz to  wszystko  nabrało  zupełnie  innego  znaczenia.  Chłopak  wiedział,  kim  on 
jest. Harry zastanawiał się jedynie, dlaczego ten nie powiedział mu, że jest czarodziejem. Czego 
od niego chciał, jakie plany miał wobec niego? Mógł być wysłannikiem Voldemorta i chcieć go 
zabrać do tego podłego Lordziny. Kolejną myślą był Dumbledore. Może to on wysłał Toma, o ile 
rzeczywiście tak miał na imię, żeby ten go pilnował? Zadrżał z gniewu i poczucia zdrady. 
Po całym cieple w jego brzuchu pozostało tylko blaknące wspomnienie. Za to wokół serca owinął 
się  zimny  pierścień,  zaciskając  się  na  nim  boleśnie.  Zadrżał  opadając  na  podłogę  i  sięgając  po 
magiczny patyk. Czuł wilgoć wzbierającą w jego oczach. Więc to była gra, to nie było nic więcej 
jak manipulacja ze strony chłopaka. Wcale mu się nie podobał, Tom wcale go nie lubił. Trząsł się 
cały. Wszystko… Wszystko,  co się do tej pory wydarzyło było tylko częścią planu. Jego życie 
nigdy nie należało do niego. Nigdy nie mógł o tym decydować. Wszystko, co go spotykało było 
zaplanowane albo przez Voldemorta albo przez Dumbledore’a. 
Miał  dość!  Cały  czas  wpieprzali  się  w  jego  życie.  Miał  ochotę  coś  rozwalić!  Najchętniej 
poturbować  Czarnego  Pana  albo  dyrektora.  W  tym  momencie  nie  miało  większego  znaczenia, 
którego z nich. Mimo to nie miał sił by wstać i wyrzucić za drzwi chłopaka śpiącego teraz w jego 
łóżku.  Przecież  powinien  tak  postąpić.  Ale  jak  oni  go  w  ogóle  znaleźli?  Nie  mogli  wiedzieć, 
gdzie jest, wszyscy dowiedzieli się dopiero dwa dni temu, że uciekł. Czy to możliwe, żeby byli 
aż tak szybcy? Zaczął wszystko analizować. Dumbledore nie pozwoliłby mu zostać, złapaliby go 
i  zaciągnęli [i]w bezpieczne  miejsce[/i]. Voldemort też zachowywał  się ostatnio dziwnie. Pisał, 
że  będzie  go  ostrzegał  przed  działaniami  Zakonu  w  związku  z  jego  osobą,  proponował  mu 
zawieszenie broni i chciał jakiegoś innego porozumienia. 
  Tom nie miał Mrocznego Znaku, prychnął na siebie w myślach. 
Voldemort  zapewne  jest  w  stanie  zamaskować  ten  paskudny  Znak,  gdy  wysyła  na  taką  misję 
jednego ze swoich ludzi. Bo to przecież niemożliwe, żeby coś tak znaczącego w jego życiu nie 
miało  związku  z  żadnym  z  cholernych  manipulatorów.  Zadrwił  ze  swoich  głupich, 
przepełnionych nadzieją myśli. Dlaczego on w ogóle chciał, żeby Tom nie był związany z żadną 
ze stron? Aż tak go polubił? Tom niedługo się obudzi. Harry westchnął, musiał to przemyśleć  i 
nie  wyciągać  zbyt  szybko  wniosków,  mógł  się  w  końcu  mylić.  Nie  chciał  rzucać  się  głową  na 
przód za każdym razem, gdy coś się działo. 
Westchnął przeciągle. Musiał sobie to wszystko poukładać. Schował różdżkę do kieszeni kurtki i 

background image

odłożył  ubrania.  Musiał  to  jakoś  przetrwać  do  wyjścia  chłopaka,  a  później  zamknie  się  w 
mieszkaniu i w końcu będzie mógł odreagować. Wymaszerował z łazienki i podszedł do łóżka. 
Tom wciąż leżał w nim w tej samej pozycji, ale Harry nie miał już ochoty się do niego przytulać. 
Zwinął  się  w  kłębek  na  samej  krawędzi  łóżka,  znów  czując  ten  nieprzyjemny  ucisk  w  piersi. 
Zamknął oczy próbując się jeszcze zdrzemnąć. 
— Harry – wychrypiał zaspany głos za nim. 
Chwilę później Potter poczuł ciepłą dłoń na swoim boku i klatce piersiowej, przyciągającą go do 
ciała za nim. Ale teraz Harry nie czuł już tego ciepła, nie czuł już nic przyjemnego. 
— Coś się stało? – zapytał go chłopak, czując pod dłonią spięte mięśnie. 
— Nie – zaprzeczył cicho młodszy. 
Nie wyrywał się jednak. Zacisnął jedynie oczy nie pozwalając sobie na zdradliwe łzy, które czuł 
pod  powiekami.  To  poczucie  zdrady  było  większe  i  bardziej  bolesne  niż  wcześniej  mógłby 
przypuszczać. Tom obejmował go przyciągając mocno do siebie, ale Harry nie zrobił nic. Ani go 
nie odepchnął ani nie pokazał, że to mu odpowiada. Przez chwilę miał ochotę zapytać towarzysza 
jak się nazywa, ale zrezygnował zdając sobie sprawę, że z całą pewnością nie uzyska prawdziwej 
odpowiedzi. 
Jak  on  nienawidził  swojego  życia.  Nienawidził  go  chyba  bardziej  niż  Voldemorta  i 
Dumbledore’a  razem  wziętych.  Kłamstwo  było  czymś  wszechobecnym  w  jego  życiu.  dlaczego 
jeszcze się do tego nie przyzwyczaił? Przecież miał na to tyle czasu. Okłamywany od chwili, gdy 
był  w  stanie  cokolwiek  zrozumieć  z  otaczającego  go  świata.  Zastanawiał  się  tylko,  dlaczego 
sądził, że to się kiedykolwiek może zmienić. Jego życie było jednym, wielkim kłamstwem. Sam 
przecież krył się za kłamstwami, no bo komu powiedział, jak traktuje go rodzina, jakie dręczą go 
koszmary i, że uczy się czarnej magii, gdy nikt nie widzi? Że potrafi rzeczy, o których nikt nie 
słyszał  i,  że  schodzi  do  Komnaty  Tajemnic,  gdy  nikt  go  nie  obserwuje,  bo tylko tam  czuje  się 
naprawdę dobrze? Komu pozwolił się poznać? Prychnął na siebie. 
Wszyscy  chcieli  Harry’ego  Pottera  —  wielkiego  bohatera,  więc  to  im  dawał.  Łatwiej  było  się 
schować  za tym  sloganem  niż  pokazać  prawdziwego  siebie.  Tom  jeszcze  kilkakrotnie  pytał  go 
czy wszystko w porządku. Harry tylko potwierdzał i zastanawiał się, czy w jego głosie naprawdę 
pobrzmiewała  troska.  Przy  pożegnaniu  był  tak  samo  chłodny  i  opanowany  jak  przez  cały 
poranek. Nie pozwolił się pocałować w usta odwracając głowę w ostatnim momencie. To chyba 
najbardziej zaniepokoiło chłopaka, bo rzucił mu zmartwione spojrzenie, gdy wychodził. Wczoraj 
całowali się kilkakrotnie  i dziś rano nie powinien mieć żadnych obiekcji  skoro wczoraj  ich nie 
miał,  ale  nie  mógł  się zmusić, po prostu nie  był  w stanie. Po wyjściu  przyjaciela zwinął się  w 
kłębek na kanapie i rozmyślał. 
— Witaj, Harry. – Usłyszał syczący głos z okolicy podłogi. 
— Witaj, Hessa – odpowiedział w mowie węży. 
— Coś się stało przyjacielu? – zapytała, wpełzając po jego opuszczonej przed chwilą dłoni.  — 
Dlaczego jesteś taki smutny? 
— Nic się nie stało – zapewnił ją szybko. 
—  Wczoraj,  gdy  był  Pan  wydawałeś  się  być  szczęśliwszy  –  odsyknęła  mu  z  wyrzutem,  że  nie 
chce jej powiedzieć. — Smucisz się, bo wyszedł? 
-— Smucę się, bo mnie okłamał. 
—  On  jest  miły,  na  pewno  nie  chciał  cię  zasmucić  –  pocieszała  go.  –  W  końcu  pozwolił  mi 
mieszkać z tobą… 

background image

— Pozwolił ci? – Harry podniósł się raptownie do siadu ściskając węża w dłoniach. 
—  Tak.  To  on  mnie  kupił  i  powiedział,  że  będę  mieszkać  z  dobrym  człowiekiem,  który  się  o 
mnie zatroszczy – syczała do niego. 
— On cię kupił? – wymamrotał do siebie. 
— Tak właśnie powiedziałam. 
Harry  zaśmiał  się  gorzko.  A  więc  to  samego  Voldemorta  gościł  wczoraj  w  swoich  progach. 
Zadrżał zastanawiając się, jak temu potworowi udało się odzyskać dawne ciało. Dopiero teraz do 
niego dotarło, że Tom którego poznał, to o kilka  lat starsza wersja wspomnienia Voldemorta z 
dziennika.  To  było  teraz takie  oczywiste.  Powiedział  mu  przecież  nawet  jak  ma  na  imię.  Znów 
zaśmiał się nie słysząc swojej małej przyjaciółki syczącej do niego. Spędził wczoraj cały dzień z 
Voldemortem.  Obściskiwał  się  z  samym  cholernym  Czarnym  Panem!  Hessa  ześlizgnęła  się  z 
kanapy  zostawiając  go  samemu  sobie.  Co  się  stało  z  Voldemortem?  Wydawał  się  do  niego 
zalecać,  uwodzić  go  i  adorować.  Znów  zachichotał  śmiechem  szaleńca.  To  przecież  nie  mogło 
dziać się naprawdę… 
— Harry, jesteś tam? – Walenie w drzwi odwróciło jego uwagę od szaleńczo biegnących myśli. 
Poczłapał do drzwi by wpuścić przyjaciela. Gdy tylko zobaczył jego minę znów się zaśmiał. Jego 
oczy  błyszczały  i  zdawał  się  patrzyć  przez  Axela  lub  obok  niego.  Blondyn  spojrzał  na  niego 
zaskoczony. Zielonooki bez słowa odwrócił się i zajął swoje poprzednie miejsce na kanapie. Nie 
obchodziło go, czy Axel wejdzie do domu czy zostawi go samego. 
— Harry? – Opadł obok niego. — Wszystko w porządku? 
— Pewnie. – Pozwolił by w jego głos wkradło się rozbawienie. 
— To przez Toma? – dociekał. 
—  Tom,  Tom  –  zaśmiał  się  cicho.  —  Ostatnio  nie  mówisz  o  niczym  innym  tylko  o  nim… 
Czyżbyś się zakochał? – zadrwił z niego. 
— Daj spokój! Mów, co się stało. — Szturchnął go ramieniem dochodząc trochę do siebie. 
—  Mówiłem  ci,  że  całe  życie  ktoś  mnie  okłamywał?  –  zapytał  i  nie  czekając  na  odpowiedź 
kontynuował.  —  Właśnie  uświadomiłem  sobie,  że  Tom  też  mnie  okłamał…  Jest  kimś  z  mojej 
przeszłości, kogo rozpoznałem dopiero teraz. Nie wiem jeszcze, jaki jest jego cel, skoro się mną 
interesuje, ale z doświadczenia wiem, że spotkania z takimi ludźmi nie kończą się zbyt dobrze. 
— Co ty mówisz? 
— To, że chcą mnie zamknąć albo po to, żeby mnie [i]chronić[/i], albo [i]dla większego dobra[/i] 
– zadrwił z całego zamieszania wokół niego. — Albo po prostu zabić. 
Axel zaśmiał się uznając to za żart, ale zamilkł widząc minę przyjaciela. 
— Jak mogą chcieć cię zabić? – dopytywał się lekko zdławionym głosem. — Kim ty jesteś i co 
zrobiłeś? 
—  I  tak  nie  będziesz  wiedział.  Moje  nazwisko  i  historia  rodziny  są  znane  tylko  w  pewnych 
kręgach… 
—  Przestań  mówić  zagadkami  i  przejdź  do  konkretów  –  zrugał  go  żartobliwie.  Właśnie  to 
podejście Harry uwielbiał w nim najbardziej. 
— Znalazłem w jego rzeczach coś, co mają tylko określeni ludzie na całej ziemi.  – Uśmiechnął 
się. — Pewien patyk o specjalnym zastosowaniu… 
Coś zabłysło w oczach Axela. 
— Nazywam się Harry Potter i wszyscy znają moje nazwisko, bo moja matka rzuciła się przede 
mnie by mnie ochronić, przed pewnym złym mężczyzną. Ona zginęła zabierając go ze sobą a ja 

background image

zostałem sam, sławny przez coś, co zrobiła ona… 
— Taki patyk? – zapytał go Axel wyjmując różdżkę z kieszeni. 
Harry poderwał się na równe nogi, patrząc na niego z przerażeniem. 
— Jesteś czarodziejem?! – Niedowierzanie i ból zagościły w jego głosie. 
- Tak – skinął mu głową z uśmiechem. — Ty także jesteś, prawda? 
Harry zamrugał ze zdziwienia. On nie wie, kim jest Harry Potter? To się nie zdarzało zbyt często. 
— Tak – odpowiedział ostrożnie. — Nie wiedziałeś o tym? 
— Nie  bardzo orientuję się w czarodziejskim świecie. Matka uczyła  mnie w domu od małego, 
nigdy nie chodziłem do szkoły a swoje testy zdawałem w Ministerstwie - wyjaśniał mu. – Matka 
umarła  i  ojciec  przeprowadził  się  do  Anglii.  On  nie  ma  praktycznie  żadnego  kontaktu  z 
magicznym światem, to mugol. Przyjęto mnie do Hogwartu. A ty, do jakiej szkoły chodzisz? 
Harry uspokoił się trochę i wrócił na swoje miejsce. 
— Do Hogwartu, jestem na szóstym roku w Gryffindorze. 
— Co to Gryffindor? – Axelowi oczy aż błyszczały z podekscytowania. 
Harry  zaśmiał  się  czując,  że  humor  mu  się  poprawia.  Wygląda  na  to,  że  jednak  będzie  mógł 
opowiedzieć przyjacielowi o swoim życiu i wszystkim, co go spotkało. Problem z Tomem zszedł 
na razie na dalszy plan. 
 
*** 
 
 
Rozdział 3 
 
 
Nienawidzę cię! Ciebie i tego cholernego Dropsa! 
 
Przez  was moje życie to  jedno  wielkie bagno! Czy  wy  wszystko musicie niszczyć? Wszystko, co 
sobie zbuduję, co jest dobre w moim życiu! Czy musicie mi to wszystko odbierać? 
Nienawidzę kłamstw. A ty jesteś takim  samym oszustem jak ten  stary piernik!  Nienawidzę  was! 
Nienawidzę! 
Zdychajcie w męczarniach! 
 
H.P.
 
 
Taki właśnie  list Harry wysłał późnym wieczorem przez sowę Axela. Fakt, postanowił  niczego 
nie  pokazać  po  sobie  przy  Tomie  i  kontynuować  ich  znajomość.  Powód  był  prosty.  Chciał  się 
dowiedzieć,  do  czego tamten  zmierza  i  gdzie  to  doprowadzi  jego  samego.  Ale  dla  Voldemorta 
wcale  nie  musiał  być  miły.  Ani  dla  Dumbledore’a,  przekonywał  sam  siebie  uśmiechając  się 
szeroko. 
Czas  zacząć  zabawę.  W  końcu  chciał  wyplątać  się  z  tego  całego  zamieszania  i  postawić 
naprzeciw siebie Czarnego Pana i przywódcę Jasnej Strony. Nie miał najmniejszego zamiaru stać 
pomiędzy nimi, niech się sami martwią. 
Podobny list wysłał do dyrektora za pośrednictwem swojego młodziutkiego feniksa. Ptak wykluł 
się kilka dni temu i radził sobie całkiem nieźle na tym świecie. Teraz pozostało mu tylko czekać 
na jakąkolwiek reakcje. 
Sokół Voldemorta wrócił pierwszy. 

background image

 
Potter! 
 
Mogę wiedzieć, o co ci chodzi? Ja nic nie zrobiłem przynajmniej od jakichś dwóch tygodni, więc 
nie wiem, o co mnie oskarżasz. 
Jeżeli coś do mnie masz, to mi to po prostu napisz. 
Jeżeli moi śmierciożercy zrobili coś, co mogło cię zasmucić lub rozgniewać, napisz kto to był i o 
co konkretnie chodzi, a z całą pewnością  wyciągnę konsekwencję. Wydałem im rozkaz i jeśli go 
zignorowali,  to  bądź  pewien,  że  dostaniesz  ich  głowy  na  tacy.  Ja  nie  łamię  danego  słowa. 
Gdybym to robił, wielu z moich zwolenników odeszłaby ode mnie już dawno, nie uważasz? 
Nie  okłamałem  cię  i  nie  zamierzam  kłamać,  tego  także  możesz  być  pewien.  Nie  jestem  jednak 
osobą  wszechwiedzącą  i  mogłem  napisać  coś,  co  nie  jest  zgodne  z  prawdą,  robiąc  to 
nieświadomie. Miej wiarę w ludzi, Potter. Podobno nigdy jej nie tracisz… 
 
T.M.R.
 
 
Harry patrzył na pergamin i mrugał z konsternacją. Tom rzeczywiście nie skłamał. W końcu nie 
zapytał o jego nazwisko, a Tom sam z siebie też go nie podał. Pytany o pracę powiedział, że ma 
zapędy polityczne i własną działalność, którą zajmują się za niego podwładni. Harry nie naciskał 
na więcej, a ten nic więcej nie mówił. Przyznał nawet, że jest sierotą i nigdy nie poznał rodziców. 
Wyznał  mu  też,  że  wychował  się  w  sierocińcu. Tylko,  czy  samo  nie  poinformowanie  go o tak 
ważnej rzeczy nie było kłamstwem? 
 
Lordzino… 
 
Jak mniemam, ty do śmierciożerców się nie zaliczasz? Jaka szkoda! A więc pomyślmy, co zrobili 
mi twoi słudzy… 
Peter  Pettigrew:  zdradził  i  doprowadził  do  śmierci  moich  rodziców,  jedynych  ludzi,  którzy 
kochali  mnie  szczerym  uczuciem,  bez  najmniejszej  skazy.  Mnie  samego  próbował  zabić 
kilkakrotnie. Narażał też na niebezpieczeństwo moich ówczesnych przyjaciół. 
Bellatrix  Lestrange:  doprowadziła  do  śmierci  mojego  chrzestnego.  Człowieka,  który  próbował 
zastąpić mi ojca i zginął, broniąc mnie przed śmiercią. 
Severus  Snape:  chyba  dobrze  wiesz,  jak  traktował  mnie  przez  lata.  Ale  jego,  jako  jedynego 
potrafię zrozumieć. Widział we mnie mojego ojca a ja pozwalałem mu widzieć to, co chciał. Tak 
było  łatwiej,  poza  tym  jest  mi  jeszcze  potrzebny,  więc  jeżeli  już  zdecydujesz  się  na  coś,  to  nie 
poturbuj go. A przynajmniej nie za bardzo. 
Lucjusz Malfoy: cholerny, arystokratyczny dupek. Mało mnie nie zabił na drugim roku, przez ten 
twój przklęty dziennik. Ale Malfoy też mi się przyda. Więc tak jak wyżej. Nie przesadź. 
Do tego chcę Dolores Umbridge, jej dni są już policzone. Jeżeli ty się nią nie zajmiesz, sam ją 
dorwę za jakiś czas. Cholerna Różowa Ropucha… 
Na razie innych życzeń nie mam. Jeżeli czegoś będę od ciebie chciał, to na pewno się odezwę. A 
teraz daj mi spokój, Gadzino. 
 
H.P.
 
 
Odesłał sokoła z odpowiedzią i uśmiechnął się do siebie. 
Zobaczymy, czy Czarny Pan rzeczywiście dotrzymuje danego słowa, jak się deklarował. 

background image

Uśmiechnął się do siebie perfidnie. Kto by pomyślał, że Voldemort da się tak wmanewrować? 
Niedługo później dostał list od dyrektora Hogwaru. 
 
Drogi Harry. 
 
Martwimy  się  o  ciebie  wszyscy.  Wróć  do  domu,  twoi  przyjaciele  czekają  na  ciebie.  Wszyscy 
tęsknią i szukają cię całymi dniami. Nie chcemy, żeby coś ci się stało. 
Bardzo mi przykro, że masz do mnie tak negatywne nastawienie, ale nie mógłbym cię okłamać. 
Traktuję cię jak wnuka, mój chłopcze. Wnuka, którego nigdy nie dane było mi posiadać. Cieszę 
się, że nic ci nie jest. Obawiam się jednak, że towarzystwo, w którym się obecnie obracasz, źle na 
ciebie wpływa. 
Wróć do nas, mój chłopcze. 
 
Albus Dumbledore
 
 
Wściekły na starca, wysłał mu tylko dwa słowa Pieprz się!. Nic więcej nie było do powiedzenia. 
 
*** 
 
Tom  wyszedł  z  mieszkania  Harry’ego  zaniepokojony.  Coś  było  nie  tak.  Potter  był  większą 
zagadką niż przypuszczał na początku. Chłopak zaskakiwał go na każdym kroku. Był inny niż się 
spodziewał, ale wiedział to już od spotkania w kawiarence. Wczorajszy dzień był jednak czymś, 
czego zupełnie się nie spodziewał. Założył, że nie będzie problemem, dowiedzieć się o dzieciaku 
jak najwięcej. Odkryć, w jaki sposób najłatwiej go do siebie przekonać. 
Tylko,  że  dzień  spędzony  z  Harrym  bardzo  mu  się  podobał.  Noc  też  nie  była  wcale  kiepska. 
Ściskał to ciepłe, cudowne ciało i aż do tej pory mruczał z zachwytu. Ale dobry nastrój prysł, gdy 
tylko się obudził. Harry wracając do łóżka  był  inny, trzymał się  z daleka od niego  i  nie chciał 
rozmawiać. 
List,  który  od  niego  dostał  sprawił,  że  prawie  spanikował.  Gdyby  nie  Severus  siedzący  w  jego 
gabinecie i wysłuchujący jego wątpliwości, zrobiłby coś głupiego. Miał wrażenie, że Snape śmiał 
się  z  niego  cicho,  gdy  mówił  o  pocałunku  i  o  tym,  że  później,  przy  pożegnaniu,  chłopak  nie 
pozwolił na tę pieszczotę. List sugerował, że Potter przynajmniej domyśla się, że coś się dzieje, 
że coś jest nie tak jak powinno. 
— Tom  — Severus mówił tak do niego od upomnienia w kawiarni. Co prawda tylko, gdy byli 
sami, ale jednak. A on nie miał nic przeciwko temu. — Chłopak jest zmienny, jak liść na wietrze. 
Podejrzewam,  że  Dumbledore  mógł  mu  coś  napisać  na  twój  temat  i  dlatego  jest  wściekły.  Nie 
wiele trzeba, żeby wyprowadzić go z równowagi. 
I wtedy Tom się nieco uspokoił, co pozwoliło mu odpisać na list. Kiedy dostał drugą wiadomość, 
aż rozchylił usta w zaskoczeniu. 
—  Co  się  stało?  —  Snape  zainteresował  się  jego  dziwną  miną,  gdy  ten  nie  wykazywał  chęci 
podzielenia się zawartością listu. 
Mężczyzna bez słowa podał mu pergamin i patrzył jak zaciekawiona mina Severusa zmienia się 
w zaskoczoną i niedowierzającą. 
— Cholerny dzieciak! — warknął pod nosem. 
— Jesteś pewien, że to Gryfon? — zapytał Riddle. 
— Złapał cię… — Snape zmarszczył brwi w zamyśleniu. — Wiesz, że to test? 
— Tak — mruknął. 

background image

Właśnie dotarło do niego, że został przechytrzony przez Gryfona. Koty nigdy nie były zbyt dobre 
w takich rzeczach, ale ten jego zawsze musi okazać się inny. 
— Co zamierzasz zrobić? 
— A jak myślisz? — sarknął. — Peter i Bella sprawiają same kłopoty, a do tego od dawna nie są 
mi potrzebni, od dawna nie są mi potrzebni. Skoro Harry chce tę dwójkę, to ją dostanie. — Tom 
wywrócił oczami widząc jego minę. — Chcę tego chłopaka i nic nie stanie mi na drodze. 
— On chce jeszcze Umbridge — przypomniał mu. 
—  Tak  i  to  mnie  najbardziej  zastanawia.  —  Tom  popatrzył  na  Snape’a  z  namysłem.  —  Masz 
jakieś  pomysły,  dlaczego?  Wydaje  się  zdecydowany,  co  do  niej.  Napisał,  że  ją  dorwie,  ale  to 
Gryfońskie Złote Dziecko, co mógłby mieć na myśli? 
—  Zapytaj.  —  Severus  posłał  mu  wszystkowiedzący  uśmiech.  —  Wydaje  mi  się,  że  mogła  go 
trochę torturować na swoich szlabanach. Chłopak nigdy nie mówił tego wprost, ale Ropucha w 
tamtym roku była  numerem  jeden  na  jego liście  do zlikwidowania. Jednak w  jakim  sensie, nie 
jestem pewien. 
— Wezwij więc Lucjusza i powiedz mu, żeby ją tu przyprowadził — polecił Marvolo. 
— Jeszcze dziś? 
—  Może  być  jutro.  Ma  czekać  w  jednym  z  lochów  na  swoją  kolej.  —  Na  ustach  Voldemorta 
zagościł drapieżny uśmiech, gdy Severus wychodził. 
 
Jakiś specjalnie życzenia, co do Ropuchy? Do czego mogę się posunąć? 
 
T.M.R.
 
 
Wysłał wiadomość  i zapadł  się w swoim  fotelu. Jutro pójdzie do Londynu, poszuka chłopaka  i 
dowie się w końcu, co się stało. Powinien też jeszcze pomyśleć, jak zorganizować oddanie Belli i 
Petera  w  łapy  Ministerstwa.  Będzie  musiał  usunąć  i  zmodyfikować  im  pamięć,  albo  jeszcze 
lepiej… Szyderczy uśmiech wkradł mu się na usta. Zmusi ich do złożenie przysięgi wieczystej. 
Obiecają,    że nigdy nie zdradzą niczego, co dotyczyłoby jego osoby i swoich współbraci. Tak, aż 
zadrżał z oczekiwania, to było tak ślizgońskie, jak tylko mógł sobie wymarzyć. 
Do czego są Potterowi potrzebni Lucjusz i Severus? Nagle do jego umysłu wdarła się właśnie ta 
myśl. Nie wiedział do czego, a bardzo mu na tej wiedzy zależało. Musiał się dowiedzieć i już. 
Wiadomość od nastolatka została dostarczona następnego ranka. Nigdy nie spodziewał się, że coś 
takiego mogło wyjść spod ręki samego Harry’ego Pottera. 
 
Zabij! 
Na plecach wyryj: Ja nigdy nie kłamię!
 
 
Nie  było  nic  ponadto,  ale  zawartość  listu  i  tak  była  czymś  więcej  niż  kiedykolwiek  mógłby 
przypuszczać. 
—  Dumbledore  wezwał  mnie  do  siebie  dziś  rano  —  oznajmił  Severus,  po  wparowaniu  do 
gabinetu.  —  Dostał  od  Pottera  list,  podobny  do  tego,  jaki  i  ty  dostałeś.  Musiał  napisać 
dzieciakowi coś, co mu się nie spodobało, bo jedyną odpowiedzią było Pieprz się! 
Tom nie mógł nic na to poradzić, że uśmiechnął się szeroko i zaczął śmiać się jak opętany. 
— To znaczy, że z tej bitwy to my wyszliśmy zwycięsko — ucieszył się. 
—  Na  to  wygląda.  —  Severus  wykrzywił  swoją  twarz  w  drwiącym  grymasie.  —  Dumbledore 
martwi się, że Harry wpadł w złe towarzystwo — mówił mu dramatycznym tonem. 
— Chyba w lepsze niż kiedykolwiek. — Tom uśmiechnął się drapieżnie pokazując podwładnemu 

background image

ostatni z listów, który dostał od Harry’ego. 
— Nie możliwe! — sapnął Snape. 
— A jednak. — Marvolo ciągle uśmiechał się wrednie. 
— Idziesz do niego? 
—  Dziś?  Jak  najbardziej.  —  Pokiwał  tylko  głową.  —  Jak  wrócę  będziesz  świadkiem  przy 
składaniu wieczystej przysięgi przez Petera i Bellę. Nie możemy pozwolić, żeby przez przypadek 
Ministerstwo dowiedziało się o nas zbyt wiele. 
—  Ministerstwo?  —  Severus  zmarszczył  brwi  w  konsternacji.  —  Obiecałeś  mu  ich  głowy  na 
tacy. Jak to się ma do Ministerstwa? 
—  On  chce  oczyścić  swojego  ojca  chrzestnego  ze  wszystkich  zarzutów.  —  Tom  wywrócił  na 
niego oczami. — Black wciąż jest oskarżany o liczne morderstwa. 
Severus skinął mu tylko głową okazując, że rozumie. Musiał przyznać, że teraz miało to trochę 
więcej sensu niż jeszcze przed chwilą. Potter chce pośmiertnie uhonorować kundla i nie zawaha 
się przed wykorzystaniem możliwych środków. Dzieciak nie był taki bezbronny i czysty jak mu 
się wcześniej wydawało, jak wydawało się im wszystkim. Dowodem na to były z pewnością dwa 
ostatnie listy, zarówno ten do Toma i jak i do Dumbledore’a. 
 
*** 
 
Stanął przed drzwiami mieszkania Harry’ego. Nie był pewien, czy go tu znajdzie, ale nigdzie w 
mieście go nie było. Zapukał i czekał cierpliwie. 
—  Tom,  Matko  Boska  —  wykrzyknął  Axel  tuż  po  otwarciu  drzwi.  —  Dobrze,  że  jesteś.  Z 
Harrym coś jest nie tak… 
— Co mu się stało?! — Przepchnął się obok blondyna, szukając zielonookiego wzrokiem. 
— Właściwie to nie jestem pewien. — Axle pociągnął Riddle’a za ramię w kierunku sypialni. — 
Przyszedłem do niego wczoraj, byliśmy umówieni, ale się nie zjawił. Od tamtej pory prawie nie 
ma z nim kontaktu. Odezwał się do mnie może dosłownie ze dwa, trzy razy od południa. Już nie 
wiem, co robić! – Weszli cicho do pomieszczenia, w którym na łóżku leżał Harry i wpatrywał się 
w  ścianę,  niewidzącym  wzrokiem.  —  Na  noc  wywalił  mnie  z  pokoju  i  nie  pozwolił  wejść 
wcześniej niż rano — przyznał, mówiąc do niego szeptem. — Już nie wiem, co robić. 
W jego wzroku było zmartwienie i rezygnacja. Chłopak naprawdę martwił się o czarnowłosego 
Gryfona.  Tom  wcale  mu  się  nie  dziwił,  nastolatek  wyzwalał  nawet  w  nim  instynkty,  których 
nigdy  wcześniej  nie  czuł.  Chciał  go  chronić  i  bronić,  bo  przecież  Potter  był  taki  delikatny  i 
kruchy. 
— Harry — zawołał do chłopaka, podchodząc bliżej. Żadnej reakcji. 
— Lepiej go nie dotykaj — poradził mu Axel, gdy ten usiadł niedaleko Wybrańca. — Mi chciał 
przyłożyć — wyszeptał. 
— Harry — spróbował znów łagodnie. 
Potter odwrócił od nich twarz. Cichy śmiech, który usłyszeli, Tom wziął na początku za wytwór 
swojej wyobraźni. Ramiona chłopaka zatrzęsły się jednak. 
— Oni znów to robią — wyszeptał. — Chociaż jestem od nich daleko, oni znów to robią. — Jego 
słowa przepełnione były bólem. — Nienawidzę ich! — Dodał. 
— Harry, kto i co robi? — Chciał wiedzieć. W końcu od wczorajszego ranka zastanawiał się, co 
się stało. 
— Oni wszyscy. — Nastolatek odwrócił się do nich, a w jego oczach lśniły łzy. — Kłamią. Znów 
mnie okłamują. — Dłonie mu drżały, gdy zaciskał je na pościeli. 
— Kto cię okłamuje? — dociekał mężczyzna. 

background image

— Wszyscy, Tom. — Dzieciak opuścił głowę. — Moje życie to jedno wielkie kłamstwo… 
— Nam możesz zaufać… — Harry znów zaśmiał się zimno. 
— Ja nie ufam nikomu. — W jego oczach zabłysła stal. — Nie ufałem nikomu do tej pory, więc 
trudno będzie to zmienić — warknął groźnie. — Nie zdołam wam zaufać — przyznał skruszony. 
— Każdy kłamie, a ja nie potrafię wybaczyć kłamstwa… Lepsze od kłamstwa jest milczenie. Ale 
oni tego nie rozumieją — zaśmiał się gorzko. — Nigdy nie rozumieli i nic tego nie zmieni… 
Tom  nie  miał  pojęcia,  co  powiedzieć.  Potter  był  wrakiem,  po  zapewne  jednym  liście 
wypełnionym kłamstwami. Westchnął mentalnie, [i]to się robi coraz bardziej skomplikowane[/i]. 
Wyciągnął rękę, oferując mu pocieszenie. Harry bez słowa i najmniejszego zastanowienia wtulił 
się w niego i schował twarz w jego ramieniu. PTom przez kilka minut miał wrażenie, że uścisk 
na żebrach zaraz mu je połamie. Axel pokazał na migi, że wychodzi, po czym Riddle został sam 
ze  swoim  małym  dramatem  w  ramionach.  Harry  zaczął  szlochać,  gdy  tylko  usłyszał  kliknięcie 
zamykanych drzwi. 
— Cii… Harry… Cii — uspokajał go, niezgrabnie poklepując po plecach i głaszcząc włosy. 
Całe  przedstawienie  od  wejścia  Toma  było  zaplanowane,  nawet  jego  łzy.  Ale  teraz  nie  mógł 
przestać płakać, nie mógł się powstrzymać. Płakał więc wtulając się w niego. Po prostu płakał. 
Tak naprawdę. Do tej pory nie  mógł uwierzyć, że to  sam Voldemort trzyma go w ramionach  i 
pociesza. Zrugał się w myślach. Przecież nie powinien czuć się tak dobrze w tych ramionach. Nie 
powinien czuć tego cholernego ciepła i zadowolenia. Nie, kiedy tuli go właśnie ten mężczyzna. 
Nic nie mógł jednak na to poradzić. W końcu    zasnął zmęczony. 
Tom patrzył jak Harry wiotczeje w jego uścisku i układa się wygodniej. Obserwował jak dzieciak 
zasypia a jego twarz przybiera spokojny wyraz. Dłoń nastolatka spoczywała luźno na jego piersi, 
palcami  dotykał  skóry  na  szyi.  Oddech  ogrzewał  koszulkę  w  okolicy  sutka  i  wywoływał 
mrowienie  w  całym  ciele.  Potter  w  półśnie  zarzucił  nogę  na  jego  biodro  i  wyglądał  jak  mały, 
zagubiony chłopiec, który tęskni za rodzicami.   
Złapał  jego dłoń  i przyciągnął do ust, całując delikatnie. Zaczerwienił się, zdając sobie sprawę, 
co właśnie zrobił. Nie to jednak było teraz najważniejsze. Nie będę opowiadać kłamstw drwiło z 
niego, odznaczając się wyraźnie na bieli delikatnej skóry Harry’ego. Ja nigdy nie kłamię nabrało 
zupełnie innego sensu. 
Co też ta wstrętna Ropucha zrobiła temu chłopakowi? 
Czuł  wzrastającą  złość,  krew  dudniła  mu  w  uszach.  Już  teraz  wiedział,  że  Dolores  Umbridge 
będzie bardzo cierpiała przed śmiercią. 
 
*** 
 
— Mój Panie — zająknął się Rookwood. 
Voldemort wpadł do jednego z salonów z morderczą miną. Oczy ciskały błyskawice. 
— Dawać tę sukę do Sali Tronowej! — wydarł się na całe gardło i prawie wszyscy śmierciożercy 
zbledli gwałtownie. — Natychmiast! 
Czterech śmierciożerców wypadło z salonu jakby ich coś goniło. 
— Glizdogon! — Złość wcale nie minęła. 
Harry obudził się jakiś czas temu i wydawało się, że wszystko wraca do normy. Poprosił go, żeby 
przyszedł jutro to pójdą na spacer. Tom chętnie się zgodził i zostawił go pod opieką Axela. Potter 
upierał  się,  że  dla  niego  Tom  nie  może  zaniedbywać  pracy.  Obiecał,  że  już  nie  będzie  się 
załamywał  i ten  może być  spokojny. Ale on wcale  nie był  spokojny. Blizna, którą zobaczył  na 
dłoni  chłopaka,  nakręcała  go  od  tamtej  pory  i  w  tej  chwili  był  już  bliski  wybuchu.  Wezwał 
wszystkich śmierciożerców. Pomści Wybrańca. 

background image

— Panie? — To Snape jako jedyny odważny podszedł do niego, gdy wstrętny Szczur schował się 
w kącie pokoju. Tylko Wewnętrzny Krąg mógł przebywać w kwaterze bez wezwania. 
— Zabiję ją! — warknął Riddle. — Wypruję jej flaki i wy mi w tym pomożecie! — Znów zaczął 
się wydzierać. 
—  Panie  —  Severus  podszedł  do  niego  bliżej.  Szaty  wokół  nich  szarpały  się  od  niespokojnej 
magii emanującej od Toma. — Może porozmawiamy w gabinecie? — zasugerował. 
— Tak, masz rację — westchnął, uspokajając się lekko. — Potrzebuję eliksiru Severusie, inaczej 
zabiję ją zbyt szybko — wyznał jakby zawstydzony. 
—  Dobrze  —  skinął  mu  głową.  —  Walsch!  —  Nathaniel  Walsch  był  uczniem  Severusa  w 
dziedzinie  eliksirów  już  od  ponad  roku.  Chłopak  całkiem  nieźle  sobie  radził.  —  Eliksir 
uspokajający i cały zestaw torturujących — zarządził. — Weź też ten nowy, na który pomysł mi 
podrzuciłeś. — Uśmiechnął się do niego wrednie. 
Chłopak bez słowa protestu skinął im głową i pognał do pracowni swojego mentora. 
— Masz coś nowego, Severusie? — zapytał go zainteresowany. 
— O tak – potwierdził zachwycony. — Gwarantuję, że ci się spodoba. 
— Chodźmy do gabinetu — skinął mu, by ten podążył za nim. — Wszyscy mają czekać w Sali 
Tronowej. 
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi w salonie rozgorzała rozmowa. 
— Snape robi się coraz bardziej bezczelny! — piszczał Avery. 
— Tak, nie tytułuje Pana i uchodzi mu to płazem — przytakiwał mu Nott. 
— On praktycznie zażądał tej rozmowy w gabinecie! — Bella była bliska furii. 
—  Snape  i  Czarny  Pan  mają  jakieś  swoje  tajemnice  —  wtrącił  się  cicho  Glizdogon.  —  Snape 
ostatnio często u niego bywa, nawet bez wezwania. I zostaje długo. 
—  To  nie  wasza  sprawa,  co  się  dzieje!  —  warknął  na  nich  Lucjusz  ,uciszając  protesty  i 
spekulacje. 
—  Ani  trochę  cię  to  nie  interesuje  Lucjuszu?  —  dociekała  Bella  z  drapieżnym  uśmiechem  na 
ustach. 
— Dowiemy się, gdy nadejdzie czas — zbył ją. 
Fuknęła niezadowolona, ale poprowadziła wszystkich do Sali Tronowej. 
 
*** 
 
— Co się stało, Tom? 
—  Byłem  dziś  u  Harry’ego.  —  Opadł  twardo  na  miękki  fotel.  —  Był  w  fatalnym  stanie…  — 
Severus  posłał  mu  zaintrygowane  spojrzenie.  —  Nie  pytaj  —  powiedział,  kręcąc  głową.  — 
Chłopak jest dla mnie całkowitą zagadką. Załamał się i płakał pół dnia w moje ramię. Nie wiem, 
co mu napisali, ale to nie mogło być nic miłego. 
— Co zamierzasz zrobić? 
—  Już  z  nim  lepiej,  gdy  wychodziłem  nawet  się  uśmiechał.  —  Z  jego  ust  wyrwało  się 
westchnienie ulgi. — Nawet nie protestował przy pożegnaniu… — uśmiechnął się do rozmówcy 
sugestywnie. 
Harry  po  przebudzeniu,  zanim  Axel  wrócił,  pozwolił  mu  na  kilka  pocałunków.  I  wcale  się  nie 
bronił, gdy w drzwiach Tom wyściskał go za wczoraj. 
— Wszystko więc dobrze się skończyło. — Skinął mu głową zadowolony. 
—  Powiedział,  że  lepiej  nic  nie  mówić,  jeżeli  ma  się  skłamać.  —  Zgarbił  się  nieznacznie, 
masując czoło. 
— Musisz mu jakoś powiedzieć — zasugerował Severus. — Lepiej przed pierwszym września. 

background image

— Wiem, później trudniej będzie wszystko wyjaśnić i ugłaskać go… 
—  Też  tak  uważam.  —  Uśmiechnął  się  do  Riddle’a.  —  Nie  zrażaj  się  jednak.  On  zawsze  był 
impulsywny i najpierw robił później myślał. 
— Panie — ktoś zastukał w drzwi, wołając zza nich. 
— Wpuść tego idiotę, Severusie. — Riddle znów poczuł narastający gniew. 
— Wchodź, Walsch! — zawołał Snape. 
— Mój Panie. — Chłopak skłonił się przed Marvolo. — Mistrzu. 
Postawił  drewnianą  kasetkę  na  biurku  przed  swoim  Mistrzem  i  ponownie  ukłonił  się  nisko 
wyjmując  dodatkowe  fiolki  z  kieszeni.  Severus  złapał  jedną  uspokajającą  miksturę,  po  czym 
sprawdził  jej  jakość  i  konsystencję  zanim  zakorkował  ponownie  i  rzucił  nad  stołem  w  stronę 
Toma. 
— Jest dobra — powiedział wypijając swoją porcję. — Wszyscy już dotarli? 
— Nie, Mistrzu. Brakuje braci Lestrange i kilku osób z Zewnętrznego Kręgu. 
— Możesz odejść. — Tom odprawił go skinieniem dłoni. 
— Pomogło? — zapytał Snape po wyjściu ucznia. 
— Trochę. Ale wciąż czuję furię, gdy sobie przypomnę… 
— Jeszcze mi nie powiedziałeś, co cię tak zdenerwowało. 
—  Dzieciak  zasnął  dziś,  praktycznie  na  mnie  leżąc  —  przyznał  z  cichym  warknięciem.  —  Na 
jego  dłoni  zauważyłem  pewną  ciekawą  bliznę.  —  Zamknął  oczy,  czując  jak  coś  w  jego  piersi 
szarpnęło chcąc się wyrwać. — Ta suka użyła na nim przeklętego pióra! 
— Krwawego? — nie dowierzał Severus. 
—  Tak  —  skinął  mu  tamten.  —  Nie  będę  opowiadał  kłamstw.  To  zostanie  mu  na  zawsze, 
Severusie. Tej blizny nie da się usunąć żadnym sposobem. 
— Przecież to uczeń! — Snape zrobił głupią minę. — On nikomu o tym nie powiedział… 
— Nikomu nie ufa, Severusie. Powiedział mi dziś, że nikomu nie ufa… 
Obaj  pogrążyli  się  w  milczeniu  na  kilka  dobrych  minut.  Myśleli  o  pewnym  problematycznym 
chłopcu. 
—  Sugerujesz  więc,  że  Harry  Potter,  którego  wszyscy  znają  tak  naprawdę…  Nie  istnieje?  — 
Severus w końcu wypowiedział na głos to, co obaj myśleli. 
— Już od tego dnia w kawiarni wiedziałem, że coś jest nie tak. Już wtedy był zbyt różny od tego, 
co zawsze pokazywał innym. 
— Był anonimowy, więc nie musiał się martwić o zdemaskowanie i mógł być sobą. 
Jeden przez drugiego dorzucali wnioski. 
— Kazał ją zabić. Nie jest Złotym Rycerzykiem na jakiego kreuje go Dumbledore. 
— Uciekł. Jest zły na dyrektora i Zakon. 
— Nas sprawdza. — Tom uśmiechnął się drapieżnie. 
— Jeszcze wszystko może być dobrze. 
Ktoś ze śmierciożerców zastukał do drzwi. 
— Wejść! — zaprosił go Voldemort. 
Malfoy zajrzał do środka, wchodząc spokojnie. 
— Już wszyscy są, Mój Panie. 
— Lucjuszu. — Voldemort skinął mu głową. 
— Wydaje mi się, że Lucjusz może nam się  przydać później. I jutro… — Severus popatrzył na 
niego sugestywnie. 
Voldemort podparł na dłoni głowę i zapatrzył się chwilę w dal. 
— Trzeba by było go wtajemniczyć, Severusie — zauważył Riddle. — Ufam Lucjuszowi, ale nie 
wiem, komu mogę zaufać w tej kwestii… 

background image

Blondyn  z  delikatnie  rozchylonymi  ustami  patrzył  na  swojego  przyjaciela  i  ich  Pana.  Snape 
rozmawiał  z  nim  jak  z  przyjacielem.  Żaden  z  nich  tak  się  do  niego  nigdy  nie  odzywał,  a  to 
przecież oni byli najbliżej Voldemorta. 
— Ja mu ufam w tej kwestii, zrobi wszystko by pomóc  — oznajmił cicho mistrz eliksirów.  — 
Jeden z ostatnich listów sugerował, że on także będzie zamieszany… 
Lord  uśmiechnął  się  na  to  stwierdzenie  i  skinął  Snape’owi  głową.  Bez  żadnego  słowa  więcej 
wstał i skierował się do Sali Tronowej. Severus z małą skrzyneczką w dłoni szedł prawie równo z 
nim. Malfoy obserwował swojego przyjaciela, który właśnie podniósł jego pozycję w szeregach 
ich  Pana,  z  dowódcy  jego  oddziałów  na  doradcę  i  prawą  rękę  tuż  obok  niego.  Nic  nie  mógł 
poradzić na fakt, że czuł wdzięczność. 
Voldemort pchnął drzwi i wmaszerował do sali wypełnionej postaciami w czarnych płaszczach. 
Różowe  ubranie  Umbridge  kontrastowało  z  morzem  czerni  i  sprawiało,  że  była  ona  pierwszą 
osobą,  na  którą  patrzono  po  wejściu  do  pomieszczenia.  Stała  drżąca  i  niepewna  pod  wzrokiem 
tych wszystkich ludzi. Lord zasiadł na swoim miejscu, przywołując Nagini cichym sykiem. Jak 
zawsze  nosił  swoją  pelerynę  z  głębokim  kapturem.  Tylko  Wewnętrzny  Krąg  wiedział  o  jego 
nowym wyglądzie, w Zewnętrznym mieli szpiega, ale żeby nie zdemaskować własnego, musieli 
go tolerować. 
Snape  stanął  po  prawej  stronie  tronu,  zatrzymany  przez  Toma  skinieniem  dłoni.  Jego  nowa 
pozycja została pokazana wszystkim śmierciożercom. 
— Lucjuszu. — Malfoy poderwał głowę, słysząc głos przyjaciela. Zdążył już zająć swoje miejsce 
w Kręgu. 
Czarny  Pan  skinął  mu  głową  a  Severus  wskazał  miejsce  obok  siebie.  Oto  i  jego  awans  został 
zaanonsowany. Na lekko drżących nogach podszedł do przyjaciela i stanął tuż obok. Zewnętrzny 
Krąg zaszemrał a Wewnętrzny patrzył na obu zazdrośnie. Nagini owinęła się wokół stóp Lorda 
posykując  groźnie.  Voldemort  syknął  coś  do  niej  i  ta  uspokoiła  się,  wpełzając  powoli  na  jego 
kolana. 
—  Jest  kilka  rzeczy,  które  trzeba  teraz  załatwić.  —  Riddle  zwrócił  swoje  spojrzenie  na 
Zewnętrzny Krąg. 
Umbridge wciąż stała pod wpływem kilku zaklęć i nie wtrącała się. 
— Severusie, daj mi godnego następcę. — Voldemort odwrócił na niego swój wzrok. 
— To ma być Mistrz, Panie? — zapytał pokornie. 
— Tak, potrzebuję kogoś takiego w Wewnętrznym Kręgu. 
— Nathaniel! — wywołał go. 
—  Daj  mu  swoją  maskę,  Severusie  —  polecił  Voldemort,  gdy  chłopak  podszedł  chwiejnie  do 
tronu.  Wypieki  na  podekscytowanej  twarzy  ukazały  poziom  jego  szczęścia,  kiedy  zdjął 
czysto-białą  maskę  z  twarzy  by  przyjąć  lekko  srebrną,  należącą  jeszcze  przed  momentem  do 
Snape’a. — Zajmij swoje miejsce w Wewnętrznym Kręgu — polecił mu Lord. 
Wśród młokosów zapanowało podekscytowanie. Zaszemrali i kręcili się ożywieni. W końcu było 
jeszcze jedno wolne miejsce do zajęcia, jeżeli to, co działo się na ich oczach miało być prawdą. 
— Lucjuszu — zakapturzona postać odwróciła się w stronę Malfoya. 
Blondwłosy  arystokrata  był  niemal  pewien,  że  wszyscy  w  sali  słyszą  bicie  jego  serca.  Został 
właśnie wyróżniony i wyniesiony na piedestał dzięki zaufaniu swojego przyjaciela. 
— Twoja rodzina wyświadczyła mi wiele przysług, Lucjuszu. — Voldemort wyciągnął do niego 
dłoń. 
— Maska — syknął Snape. 
Lord  chwilę  patrzył  na  przedmiot  w  swoich  dłoniach.  Połyskiwała  lekko,  srebrnym  blaskiem. 
Wyciągnął ją do niego z powrotem. 

background image

— Oddaj ją swojemu synowi, jeśli uważasz, że jest gotowy do nas dołączyć — polecił. 
— Mój Panie, on jeszcze chodzi do Hogwartu… 
— Nie naznaczę go na razie Znakiem, Lucjuszu — zaprzeczył szybko. — Mam dla niego trochę 
inne  zadanie  i  nie  będzie  potrzebował  do  tego  Mrocznego  Znaku.  Chcę  go  w  Wewnętrznym 
Kręgu już teraz. Będziesz go przyprowadzał ze sobą na spotkania, kiedy będzie to możliwe. Ale 
na razie tylko na narady. 
— Dobrze, mój Panie. — Lucjusz aż promieniał z emocji. 
Voldemort  ze  swoich  przepastnych  płaszczy  wyjął  dwie  czarne  maski  i  podał  Severusowi  i 
Lucjuszowi. 
— Zaczynajmy więc. — Wskazał różdżką na zakneblowaną ropuchę. — Każdy ma jedną szansę 
— warknął rozeźlony. — Plecy mają zostać nietknięte. 
Kobieta  zaczęła  coś  wrzeszczeć,  ale  nie  dane  było  jej  skończyć.  Wewnętrzny  Krąg  rozpoczął 
swoją zabawę. Nie bez powodu w tym  Kręgu było  niewiele osób, tylko najwierniejsi  i  najlepsi 
mogli  tu  trafić.  Nikt  z  niego  nie  odchodził,  mogli  jedynie  zginąć  lub  dostać  nowe  obowiązki. 
Marvolo nie lubił szaleńców w swoich szeregach i choć sam nie był ostatnio zbyt poczytalny, to 
teraz już wszystko było z nim dobrze. 
Czas najwyższy zrobić czystki, pomyślał. By nie narażać pozostałych. 
Zewnętrzny Krąg ustawił się w oczekiwaniu, ale Lord podniósł dłoń. 
— Severusie. — Skinął na niego dłonią. 
Snape drgnął i popatrzył na mężczyznę siedzącego obok. 
— Tak, Panie? 
— Pora spełnić drugie z życzeń — oznajmił mu. 
— Ja mam to zrobić? — upewnił się, ale Voldemort zaprzeczył. 
— Też chcę pobawić się różdżką. 
—  Lucjuszu.  —  Snape  spojrzał  na  towarzysza  i  wyszedł  na  środek,  łapiąc  urzędniczkę 
Ministerstwa za jedno z ramion. Czekał aż przyjaciel złapie za drugie. 
Podeszli  z  kobietą  do  swojego  pana,  który  wstał  już  ze  swojego  miejsca.  Severus  odwrócił  ją 
plecami do Toma, dyrygując także przyjacielem. Jeden ruch różdżką i całe plecy były odsłonięte. 
Voldemort uniósł swóją i uśmiechnął się diabolicznie, ale to widzieli tylko dwaj stojący najbliżej 
czarodzieje.  Smagnął  kilka  razy  magicznym  patykiem,  wywołując  krzyk  z  krtani  kobiety. 
Głębokie, krwawe rozcięcia ułożyły się w napis:  Ja nigdy nie kłamię!. Po chwili uśmiechnął się 
drapieżnie i wykonał kolejny, spokojny ruch. Ścianki każdego z cięć zapłonęły żywym ogniem, 
wywołując jeszcze głośniejszy wrzask Różowej Wiedźmy. 
— Kto ma jej różdżkę? 
Lucjusz wyjął przedmiot z kieszeni, wyciągając go w kierunku Riddle’a. 
— Zniszcz ją — polecił mu. — Połam na kawałeczki. 
Lucjusz skinął głową i zaczął niszczyć różdżkę tuż przed twarzą Dolores Umbridge. 
— Wiesz, co masz wyryte na plecach? — zapytał Czarny Pan syczącym głosem. 
Zaprzeczyła, szlochając. 
— Lucjuszu. — Voldemort wyczarował srebrną tacę i podał ją arystokracie. — Chcę jej język — 
syknął. 
Malfoy  przywołał  jednego  z  członków  Zewnętrznego  Kręgu  i  czekał  aż  ten  poradzi  sobie  z 
wrzeszczącą  kobietą.  W  końcu  na  tacę  spadł  zakrwawiony,  mięsisty  organ.  Łzy  płynęły  jej  po 
twarzy, a krew z poranionych ust i innych rozcięć na całym ciele. 
— Ja nigdy nie kłamię — warknął do niej Marvolo z satysfakcją. — Właśnie to masz wyryte na 
plecach.  I  chyba  już  wiesz,  za  co  umrzesz,  Ropucho!  —  Zaśmiał  się  okrutnym  śmiechem.  — 
Severusie, podaj jej kilka eliksirów, chcę żeby długo cierpiała… 

background image

Snape bez słowa skinął na Walscha, nakazując mu do siebie podejść i pomóc. 
—  Ma  cierpieć  —  polecił  jeszcze  Tom.  —  Jak  najdłużej  ma  cierpieć  a  później  umrzeć  w 
męczarniach! 
Rozsiadł się ponownie na swoim miejscu i patrzył jak młodzi sprawdzają swoje możliwości, by 
mu się przypodobać. Ta kobieta nie umrze od Avady. Nie zasłużyła na spokojną śmierć. 
 
 
*** 
 
 
Rozdział 4 
 
 
 
Tom  niezwykle  zadowolony  z  siebie  aportował  się  do  Londynu.  Jutro  prześle  chłopakowi 
Proroka  z  artykułem  o  Umbridge.  Do  Ministerstwa  wysłał  kobietę  już  wczoraj,  ale 
dziennikarzom zajmie trochę czasu zwietrzenie nowości. 
Axel musiał w końcu wrócić do domu, więc kiedy zapukał zamaszyście i czekał aż drzwi zostaną 
mu  otwarte,  ku  jego  zdziwieniu  stanął  w  nich  Harry.  Wyglądał  okropnie.  Czerwone  oczy, 
podkrążone  ciemnymi  cieniami,  blade  policzki  i  sinawe  usta.  Zmarszczył  brwi,  łapiąc  go 
asekuracyjnie za łokieć. 
— Co się stało? 
— Nie mogłem spać, mam czasami koszmary… — wyznał drżąc. 
— Koszmary? — Zdziwił się, wchodząc do mieszkania. 
Podprowadził chłopaka do kanapy uznając, że wygląda na naprawdę chorego. 
— Gdzie Axel? 
— Wysłałem go jakieś pół godziny temu do domu — mruknął, opadając na jego ramię. 
— Co ci się śniło? — zapytał delikatnie chwilę później. 
Głaskał  chłopaka  po  włosach  i  plecach,  przyciągając  jednocześnie  do  siebie.  Na  tę  delikatną 
pieszczotę Harry wyraźnie się odprężył. 
— Takie tam — zbył go, przytulając się bardziej. 
Tom  postanowił  nie  naciskać.  Przecież  miał  zdobyć  jego  zaufanie.  Bez  pośpiechu    dostać 
dobrowolnie to, co Dumbledore chciał zabrać siłą. 
— Więc nici dziś z naszego spaceru… — zażartował, dmuchając ciepłym powietrzem we włosy 
chłopaka. 
— W najbliższych minutach raczej nie — przyznał. 
—  Może  przeniesiemy  się  do  sypialni?  —  zaproponował  Tom,  biorąc  chłopaka  na  ręce.  Już 
wcześniej zauważył, jak ten jest bardzo szczupły i lekki. 
— Mogę iść, jeśli pójdziesz ze mną. — Harry uśmiechnął się ze zmęczeniem. 
— O nie, mój panie! — Ścisnął nastolatka lekko, gdy ten chciał wyswobodzić się z jego ramion i 
iść samemu. — Jesteś teraz pod moją opieką. — Podrzucił go do góry i przerzucił przez ramię. 
— Hej! 
Riddle zaśmiał się z pełnego oburzenia pisku, który wydał z siebie chłopak. 
— Jesteś strasznie lekki — rzucił do niego, gdy już leżeli w łóżku. 
—  Tak.  —  Harry  wyglądał  na  zakłopotanego.  —  Wiem,  że  wyglądam  jak  anorektyk,  ale  ja 
naprawdę jem i jestem zdrowy… 
— Ja wcale nie mówię, że jesteś chory ani tym bardziej, że jesteś anorektykiem… 

background image

Zamilkł, nie chcąc tworzyć jeszcze bardziej napiętej atmosfery. 
—  To  moje  wujostwo  —  wymamrotał  Harry  w  jego  pierś.  —  Nie  dawali  mi  zbyt  dużo  do 
jedzenia, przez większość mojego życia. 
— Jak to ci nie dawali…? — Głos miał bezbarwny. 
— Mówiłem ci, kim dla nich byłem — przypomniał mu. 
— Myślałem, że żartujesz… Nie mogli się nad tobą tak po prostu znęcać. Mówiłeś komuś? 
— Nie, nikomu. Po co? — Zastanowił się. — Nie ufam nikomu. 
— Mi powiedziałeś — zauważył Tom, po chwili ciszy. 
— Bo to już przeszłość — szepnął i popatrzył mu w oczy. — Poradziłem sobie sam i nie możesz 
już nic z tym zrobić. Nigdy tam nie wrócę... 
Lord westchnął przeciągle. Zapowiadała się jazda kolejką górską. I to bez trzymanki. 
— Śpij! — polecił mu. — Podobno nie spałeś, musisz być więc bardzo zmęczony. 
— Dzięki, Tom. — Chłopak przytulił się do niego i zamknął oczy. 
— Śpij, śpij — zamruczał, samemu układając się wygodniej. 
 
*** 
 
Harry obudził  się późnym popołudniem  czując z  kuchni zapachy, od których ciekła  mu ślinka. 
Jego brzuch zaburczał głośno, domagając się jedzenia. Wczoraj przez całą noc miał koszmary z 
Voldemortem  i  tą  starą  Ropuchą.  Nie  odczuwał  co  prawda  wszystkich  klątw,  ale  i  tak  był 
wyczerpany. A gdy w końcu udało mu się pozbyć Axela, przyszedł Tom. Nie czuł się do końca 
bezpiecznie  w  jego  towarzystwie,  był    jednak  zbyt  zmęczony  i  zasnął  niemal  natychmiast.  Po 
przebudzeniu wciąż był w swoim mieszkaniu, a Cholerny Czarny Pan robił mu coś do jedzenia, 
w jego małej kuchni. 
Moje życie jest popieprzone… 
— Część — zamruczał w drzwiach do rzeczonej kuchni, przeciągając się leniwie. 
— Cześć, śpiochu  — odpowiedział Tom  i uśmiechnął się do niego.  — Dobrze, że już wstałeś, 
obiad gotowy. 
— Obiad? Poważnie? — Harry także uśmiechnął się niedowierzająco. 
—  Umiem  gotować.  —  Wywrócił  oczami,  widząc  jego  minę.  —  Nauczyłem  się  w  sierocińcu. 
Nie było, co robić a ja lubiłem, no cóż… jeść. 
Harry zaśmiał się głośno siadając przy stole, a Voldemort królujący w kuchni znów zachichotał. 
Tom podał mu talerz pełen ziemniaków, jakiejś surówki i wspaniale pachnącego kotleta. Chłopak 
aż zamruczał z przyjemności, czując te zapachy. Zaczął jeść, gdy Tom zajął miejsce naprzeciw 
niego.  Wszystko  wręcz  rozpływało  mu  się  na  języku.  Tak  nie  gotowały  nawet  skrzaty  w 
Hogwarcie. 
Popatrzył z uwielbieniem na brązowookiego. Nigdy nawet przez myśl by mu to nie przeszło! Bo 
kto  pomyślałby, że Riddle potrafi gotować i to tak dobrze? Na  jego usta wkradł się uśmieszek. 
Kiedy odstawili talerze i Tom postawił przed nimi zupę, teraz to Harry przejął rolę gospodarza i 
nalał  jej  do  ich  talerzy.  Ciepły  wywar  z  drobnym  makaronem,  pachniał  wspaniale.  Potter  był 
pewien, że Marvolo dodał do zupy jeszcze jakichś ziół. 
— Matko! — Uśmiechnął się do Riddle’a, odchylając się na krześle i głaskając po brzuchu.  — 
Jeszcze nigdy tak się nie najadłem. Tom, to było przepyszne… 
— Mam dla ciebie  jeszcze deser.  — Riddle postawił przed nim talerzyk z ciastem  i filiżankę z 
gorzkim kakao lub czekoladą, tego Harry nie był do końca pewien. 
— Chyba chcesz, żebym się w tobie zakochał — mruknął, wdychając zapach ze swojej filiżanki. 
Tom zerknął na niego niepewnie, ale Harry nie mógł tego dostrzec spod swoich przymkniętych 

background image

powiek. Na jego policzkach wykwitł jednak rumieniec zawstydzenia, gdy zdał sobie sprawę, że 
to właściwie może być prawda. Wpatrując się nieśmiało w swoje ciasto zastanowił się, co dałoby 
Voldemortowi  rozkochanie  go  w  sobie?  Westchnął  mentalnie  postanawiając,  że  nad  tym 
zastanowi się później i rzucił chłopakowi zawstydzone spojrzenie spod rzęs. Riddle wydawał się 
nerwowo kręcić na swoim miejscu. 
Och! Jednak trafiłem w sedno
— Przepraszam  — szepnął, chcąc go uspokoić.  —  To było głupie, to tylko takie powiedzenie. 
Wiesz:  przez żołądek do serca i… To po prostu nie  miało tak zabrzmieć…  — Wiedział, że się 
pląta, ale to tylko nadawało jego wypowiedzi autentyczności. 
— Czemu to miałby być taki zły pomysł? — zapytał cicho Tom. 
Wydawał się być spokojniejszy i zaczynał z nim flirtować. 
—  Tylko  wtedy,  gdybyś  i  ty  się  we  mnie  zakochał.  —  Harry  pomimo  krwistych  rumieńców 
patrzył hardo w oczy młodego mężczyzny. 
— Co powiesz na spacer po obiedzie? — Marvolo zgrabnie zmienił temat. 
— Nie mam nic przeciwko. — Skinął potwierdzająco głową. 
— To dobrze. — Tom uśmiechnął się psotnie. — Bo Axel był jakąś godzinę temu i jesteśmy z 
nim umówieni. 
— Axel? 
— Tak — skinął mu głową, uśmiechając się nieznacznie w swoją filiżankę. — Powiedziałem mu, 
że  śpisz  i,  że  spotkamy  się  z  nim…  —  spojrzał  na  zegarek.  —  Za  pół  godziny.  A  później 
wywaliłem go za drzwi, żeby nie przeszkadzał przy obiedzie. 
— Wywaliłeś go? — nie dowierzał Harry. 
— Tak, przecież spałeś a ja byłem zajęty… 
— Nigdy więcej tego nie rób! — przerwał mu chłopak ostro. 
— Eee… — Riddle wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. 
— Przepraszam. – Nastolatek niepewnie opuścił głowę. — Po prostu wydaje mi się, że nie będę 
już  mógł  udawać,  iż  nie  widzę  tych  wszystkich  kłamstw  moich  przyjaciół,  czy  raczej  ludzi, 
których  do  niedawna  za  kogoś takiego  miałem.  Zgadaliśmy  się  z  Axelem,  że  chodzimy  do  tej 
samej szkoły — rzucił mimochodem, wiedząc, że Marvolo domyśli się, o czym mówi. — Nawet, 
jeśli  nie  będę  mógł  zaufać  mu  całkowicie,  to  przynajmniej  będę  miał  kogoś  nastawionego 
przyjaźnie… 
— Nie wiedziałem, że wracacie do tej samej szkoły… — Harry widział jak delikatnie Tom stara 
się podejść do tego tematu. 
— Ja też nie, on nie jest stąd i to będzie jego pierwszy rok w mojej szkole, przeniósł się. 
— Och, naprawdę? — Tom wydawał się nieco uspokojony tą wiadomością. 
—  Tak  —  chłopak  rozbawiony,  skinął  głową.  —  Jest  jak  dziecko  we  mgle,  jeżeli  chodzi  o  tę 
szkołę, będę musiał się nim zająć. Przynajmniej na początku. 
— To miło z twojej  strony  — Riddle wydawał  się być trochę zamyślony,  jakby  nieprzytomny. 
Harry podejrzewał, że każe sprawdzić, kim jest Axel. 
— On zajął się mną tutaj… 
— Chodźmy już — kiwnął głową w kierunku zegara, pokazując mu w ten sposób, że niedługo 
się spóźnią. 
 
*** 
 
Następnego  ranka  Aceron  obudził  go,  skacząc  po  nim  z  samego  rana.  Harry  mruknął  na  niego 
zaspany. 

background image

Ptaszysko  miało  ze  sobą  Proroka,  ale  Potter  doskonale  wiedział,  co  w  nim  będzie.  Ostatecznie 
odczuł  kilka  tych  zaklęć,  którymi  potraktowano  kobietę  na  sobie.  Przypuszczał,  że  widział  i 
odczuwał wszystkie te rzeczy, bo Tom był wściekły w chwili rzucania klątw. 
Odebrał  gazetę  i  popatrzył  na  sokoła  złym  wzrokiem.  Ptaszysko  napuszyło  się  tylko, oburzone 
takim  potraktowaniem  jego  ptasiej  osoby  i  odleciało.  Chłopak  rozłożył  gazetę  na  pierwszej 
stronie, na której tytuł głosił:  Krwawe  morderstwo  na  urzędniku  Ministerstwa!  Mroczny  znak 
nad ciałem.
 Harry wywrócił tylko oczami. 
Mają kiepskich ludzi w tym Proroku, pomyślał. Jakby nie mogli wymyślić czegoś lepszego niż to 
coś…
 
U  dołu  zdjęcia  pismo  było  jednak  odręczne.  Zielony  atrament  aż  błyszczał,  gdy  się  na  niego 
patrzyło: Mówisz, masz!, napisane dłonią Czarnego Pana. 
Odrzucił gazetę, nie mając ochoty czytać artykułu  i zagrzebał się ponownie w pościeli. Dał mu 
Umbridge, ale co z resztą? Czy Tom dziś przyjdzie? Nie mówił… O której przyjdzie Axel i czy 
da mu się wyspać? — Zasnął, z takimi właśnie pytaniami. 
 
*** 
 
—  Mam  dla  was  specjalne  zadanie  —  ogłosił  Bellatrix  i  Peterowi  Voldemort,  gdy  już  jego 
podwładni złożyli Wieczystą Przysięgę. 
Uśmiechał  się  ironicznie,  myśląc  o  genialnym  pomyśle  Snape’a,  by  powiedzieć  tej  dwójce,  że 
chce mieć ich blisko siebie, by zajęli miejsce obok Severusa i Lucjusza. Ta deklaracja zamknęła 
im oczy  i poszli za  nimi  jak dwa baranki. Przecież skoro Lord ma  im zaufać  bezgranicznie, to 
musi mieć do tego podstawy. Tom wywrócił oczami na szaleńców, byli tacy… naiwni! 
— Jakie, nasz Panie? — Bella klęczała przed nim tak pokorna i służalcza, że aż zrobiło mu się jej 
szkoda. Ale kiedy uniosła oczy, a on zobaczył w nich szaleństwo i tę butną dumę  mówiącą, że 
jest lepsza niż wszyscy inni wokół niej, szybko przestał jej współczuć. 
— Wasza czwórka włamie się do Ministerstwa — powiedział dobitnie. — Przyniesiecie mi coś, 
co muszę mieć… 
Peter  wyglądał  na  spanikowanego.  Severus  i  Lucjusz  mieli  beznamiętne  miny  a  Bella,  lekko 
zaskoczona, otworzyła szeroko oczy. 
—  To  coś  bardzo  ważnego,  dlatego  wysyłam  was  w  parach…  —  Zawiesił  na  chwilę  głos, 
markując brak zainteresowania nimi. — Severus i Peter pójdą do Archiwum, Severus wie, czego 
szukać,  więc  powie  ci  na  miejscu,  jakich  dokumentów  potrzebujemy.  Ty,  Bello,  pójdziesz  z 
Lucjuszem. Macie zabić Ministra… Drażni  mnie  ten głupiec.  — Kobieta popatrzyła na  niego z 
głupią miną. — Zostawicie w jego biurze zaklęty przedmiot – wyjaśnił jej. — Zrobicie to dziś po 
południu,  Lucjusz  dowiedział  się,  że  Minister  ma  dziś  spotkanie  i  nie  będzie  go  w  gabinecie 
przez godzinę. O trzeciej  wychodzi, więc  musicie zacząć całą akcję  jednocześnie. Nie  będą się 
spodziewać ataku w biały dzień… 
— Genialny plan, mój Panie. — Skłoniła się przed nim z uwielbieniem w oczach. 
— Ale, Panie…? — Glizdogon wydawał się mieć jakieś wątpliwości. — Jak się tam dostaniemy? 
— Peter, jesteś animagiem! — Czarny Pan zdawał się niecierpliwić. — Severus przeniesie cię w 
kieszeni,  rzucając  wcześniej  specjalne  zaklęcie.  Sprawdziliśmy,  nawet  czarnomagiczne 
przedmioty  nie  zostały  wykryte  —  wyjawił  szczurowi,  uspokajając  go  nieznacznie.  —  Bella 
natomiast  przejdzie  w  pelerynie  niewidce,  po  południu  nie  ma  wielu  urzędników  w 
Ministerstwie.  Do  tego  będzie  w  towarzystwie  Lucjusza,  więc  nikt  nie  będzie  się  do  niego 
zbliżał, nie chcąc się narażać Malfoyom… — Machnął na nich niedbale dłonią. — Idźcie już — 
polecił. — Ustalcie wszystko pomiędzy sobą. 

background image

Miał już dość zarówno Belli, jak i Petera, nie chciał ich więcej oglądać. 
Na szczęście już nie wrócą
 
*** 
 
Peter Pettigrew i Bellatrix Lestrange złapani w Ministerstwie Magii
 
Harry uśmiechnął się szeroko, wyraźnie zadowolony. Tak, Tom Marvolo Riddle będzie tańczył, 
jak on mu zagra. Potter nigdy nie przypuszczał, że to może być takie łatwe i przyjemne. Wrócił 
do Proroka przyniesionego przez Acerona. Ze zdjęcia łypała na niego szalona Bella i przerażony 
Glizdogon. 
Syriusz! Syriusz zostanie oczyszczony z zarzutów, myślał z radością. 
 
Dwójka śmierciożerców włamała się do Ministerstwa Magii w biały dzien. Lestrange próbowała 
się dostać do gabinetu Ministra i zabić go. Nie przedostała się jednak przez straż aurorską przy 
gabinecie  Ministra  Knota.  Szalona  kobieta  zabiła  dwóch  aurorów,  zanim  kilku  innych  z  dużą 
pomocą Lucjusza Malfoya obezwładniło uciekinierkę z Azkabanu.
 
 
Harry uniósł w zdziwieniu brew.  A  więc Lucjusz  Malfoy? pomyślał. Musiał przyznać, że kiedy 
Tom już coś robi, to z polotem. Pisząc tamten list nie zdawał sobie sprawy, że to będzie miało aż 
taki rozmach. 
 
Pan Malfoy zgodził się z nami porozmawiać: 
—  Bellatrix  jest  siostrą  mojej  żony,  to  prawda,  ale  jest  wyjęta  spod  prawa.  Malfoyowie  to 
praworządna, szanowana w społeczeństwie rodzina. Państwo Lestrange przestali być jej częścią, 
gdy trafili do Azkabanu. Nie mogłem pozwolić, by Bellatrix wciąż wykraczała poza literę prawa, 
ponieważ wciąż była wiązana z moją rodziną. 
Lucjusz  Malfoy  odmówił  przyjęcia  pieniężnej  nagrody  za  swoje  czyny,  Minister  zamierza 
nagrodzić Pana Malfoya Orderem za Zasługi na kolejnym zebraniu Wizengamotu. 
 
Harry wywrócił na to oczami. Wiedział, że Malfoy dostanie wystarczającą nagrodę od Toma ale 
ten  prestiż  też  z  całą  pewnością  nie  będzie  mu  przeszkadzał.  Przerzucił  kolejną  stronę,  chcąc 
zobaczyć artykuł o Glizdogonie. 
 
Peter Pettigrew żyje! 
Były  Gryfon  przez  wiele  lat  uznawany  był  za  zamordowanego  przez  swojego  kolegę  ze  szkoły, 
Syriusza  Blacka.  Black  został  wtrącony  do  Azkabanu  za  zdradzenie  tajemnicy  Potterów  i 
morderstwo kilkunastu mugoli oraz Petera Pettigrew. Czyżby Black był jednak niewinny? 
Po zatrzymaniu, Pettigrew przesłuchiwany był przez aurorów z Ministerstwa. Okazało się, że to 
on 

został 

Strażnikiem 

Tajemnicy 

Potterów 

zdradził 

miejsce 

ich 

pobytu 

Temu-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać! Zabił także dwunastu  mugoli  i jest zamieszany  w 
kilka innych morderstw. Mężczyzna został skazany na pocałunek dementora

Syriusz Black został pośmiertnie uniewinniony. Jak niewielu wie, były więzień najlepiej strzeżonej 
do  niedawna  twierdzy  —  Azkaban,  zginął  w  czerwcu  w  Ministerstwie  Magii  podczas  ataku 
Sami-Wiecie-Kogo. 
 
Harry uśmiechnął się wniebowzięty. Syriusz został uniewinniony. Choć nadal cierpiał z powodu 

background image

jego  straty,  to  przynajmniej  teraz  wszyscy  wiedzieli,  że  był  niewinny.  W  lekkich  podskokach 
wyskoczył z łóżka i pomknął do kuchni. Dzień zapowiadał się wspaniale. Zjadł śniadanie, wpadł 
w  rozpędzie  do  łazienki  i  ubrał  się  pospiesznie.  Musiał  iść  i  opowiedzieć  wszystko  Axelowi. 
Dodatkowo, przyjaciel obiecał mu, że wznowią w końcu ich lekcje samoobrony. 
Toma co prawda wczoraj nie było, ale Harry był całkowicie pewien, że dziś się pokaże. W końcu 
miał pracowity dzień. 
Żeby tak wkopać swoich śmierciożerców…[/i] Nadal nie mógł wyjść z podziwu. 
 
*** 
 
— Severusie. — Dumbledore nie tracił czasu. — Usiądź — nakazał mu, gdy ten wszedł do jego 
gabinetu. — Powiedz mi, co się dzieje z Tomem? 
Snape  usiadł  na  wskazanym  miejscu.  Wiedział,  że  ta  rozmowa  nadejdzie,  mimo  to  przyszła 
szybciej, niżby chciał. 
— On oszalał — westchnął zrezygnowany mężczyzna. — Nie wiem, o co mu chodzi, nie potrafię 
go nawet zrozumieć ani przewidzieć kolejnego posunięcia… — wyznał mając nadzieję, że brzmi 
przekonująco. 
— Co masz na myśli mówiąc, że oszalał? — Dumbledore wyglądał na zaintrygowanego. 
— Wezwał naszą czwórkę do siebie — zaczął opowiadać Snape. — Kazał nam złożyć przysięgi 
a  później  wysłał  do  Ministerstwa…  Lucjusz  pokazał  mi  notkę,  którą  dostał  od  niego  w 
międzyczasie.  Mieliśmy  ich  tam  zostawić  —  wyznał.  —  Petera  i  Bellę  —  uściślił.  —  On  ich 
wystawił z nasza pomocą. 
— Hm… — Staruszek zapadł się w fotelu zamyślony. — To musi coś oznaczać, ale co? 
— Nie mam pojęcia — wtrącił się cicho mistrz eliksirów. — Staram się być jak najbliżej niego, 
ale  nie  mówi  mi wiele. Gram najwierniejszego sługę Czarnego Pana, ale to nic nie daje. Robię 
wszystko tak jak on chce, ale tylko dostaję nowe zadanie. Głównie szkolenie młodych. 
— A Lucjusz? — podchwycił dyrektor. 
— Ufa mi całkowicie, bo to, tak jakby ja go wciągnąłem bliżej Voldemorta i mówi mi wszystko a 
przynajmniej tak sądzę… 
— On także nic nie wie? 
— Nic więcej niż ja — zgodził się. 
— A w związku z Harrym? —    Dumbledore zmienił temat. — Wiesz już coś na ten temat? 
— Nic konkretnego — zaprzeczył ruchem głowy. — Wiem tylko, że wysłał do niego wiadomość 
lub dwie przez Acerona, ale dzieciak mu chyba nie odpisał — skłamał. — Śmierciożercy go nie 
szukają. 
— Nie szukają? — Albus aż podskoczył na swoim fotelu. – Myślałem, że tylko nieliczni dostali 
takie zadanie! 
— Kazał zostawić Pottera w spokoju, nawet jakbyśmy spotkali go na ulicy mamy się odwrócić i 
odejść, nie oglądając się za siebie. Ten rozkaz się nie zmienił… 
—  Tom  coraz  bardziej  mnie  zaskakuje,  Severusie.  —  Staruszek  zapatrzył  się  w  ścianę.  —  Ja 
także  przestaję  go  rozumieć.  Wydaje  mi  się  jednak,  że  Riddle  wysłał  trochę  więcej  listów  do 
Harry’ego niż te dwa, o których wiesz, to by wyjaśniało złość chłopaka… 
Severus siedział spokojnie na swoim miejscu, czekając na odprawę. Miał jeszcze kilka ważnych 
rzeczy do zrobienia. Musiał iść do twierdzy i sprawdzić Walscha, czy przypadkiem nie rozwalił 
jego  pracowni,  a  przy  okazji  porozmawiać  z  Marvolo,  jeśli  ten  będzie  obecny.  Ze  słów 
Dumbledore’a  można by wywnioskować, że on sam nie pisał  listów do chłopaka, skupiając się 
tylko na szukaniu go. 

background image

— Możesz odejść, Severusie. – Skinął mu głową i wstał ze swojego miejsca. 
Snape cieszył się, że rozmowę o Umbridge mają już za sobą. Czasami miał serdecznie dość tych 
gierek i bycia podwójnym agentem. 
 
*** 
 
Wszystko wróciło do normy. Jaka by ona nie była, w końcu Harry miał trochę spokoju. Ćwiczył 
z Axelem i chodził na randki z Tomem. Chłopak zostawał na noc u Harry’ego    bardzo rzadko. 
Potter tymczasem uczył się i bawił. Dużo się bawił! A Tom szalał u jego boku wraz z Axelem. 
To  był  najlepszy  miesiąc  wakacji  w  jego  życiu.  Wciąż  wymieniał  z  Voldemortem  kąśliwe  i 
trochę żartobliwe listy. Do Dumbledore’a nie odzywał się ani słowem nawet, gdy ten pisał. Raz, 
w akcie heroizmu, wysłał wiadomość do przyjaciół. Tak naprawdę był to pomysł przyjaciela, ale 
zawsze.  Znaleźli  jakąś  pocztówkę  z  Indii,  Harry  napisał  krótkie  pozdrowienia,  zapewnił,  że 
zobaczą się w pociągu i wysłał liścik przez Iskierkę. 
Zostały  im  dwa  dni  do  powrotu  do  szkoły  i  wszystko  było  już  przygotowane.  Nie  mógł  nic 
poradzić na to, że chociaż nie wiadomo, jak  bardzo by się przed tym  nie bronił, polubił Toma. 
Chłopak  z  resztą  nie  tracił  czasu  i  choć  Harry  wiedział,  że  ten  chce  go  w  sobie  po  prostu 
rozkochać, to… Przecież on mógł zrobić to samo. Bliskość Czarnego Pana wcale nie była zła, a 
Harry z delikatnym zaskoczeniem odkrył, że jego ciało także nie ma nic przeciwko niej. Ciepłe 
ciało  tuż  przy  jego  skórze,  brak  koszmarów  z  torturami,  bo  Marvolo  przecież  był  zajęty  nim. 
Widział w tym stanie rzeczy dużo korzyści. 
— Już się nie mogę doczekać tej szkoły! — Harry wiedział, że Axel nawet nie wie, co mówi, ale 
pozwolił na to przyjacielowi. 
—  Szkoła,  szkoła  —  mamrotał  Tom.  —  Wy  sobie  pojedziecie,  a  ja  zostanę  tu  sam.  —  Zrobił 
smutną minę i objął Harry’ego w pasie. — Kiedy tak właściwie wyjeżdżacie? 
— Pierwszego września mamy pociąg — wtrącił Harry. 
— Mam ważne spotkanie — Harry wiedział, że ten przecież nie będzie chciał się zdemaskować i 
musiał coś wymyślić. 
— To nic. — Harry cmoknął go delikatnie w usta. — Dziwnie byś wyglądał machając nam białą 
chusteczką na pożegnanie. 
Zaśmiali  się wszyscy. Tom był  jednak zdenerwowany. Potter nie  miał żadnych wątpliwości, że 
nie w smak mu, że traci go ze swojego zasięgu. 
—  Wiesz?  —  Axel  szturchnął  go  ramieniem.  —  Zabawnie  by  było,  gdybyś  pojechał  tam  z 
nami… — zawiesił na chwile głos. — Wcisnęlibyśmy cię w nasze mundurki. To wcale nie byłby 
taki zły pomysł. Mógłbyś udawać jakiegoś ucznia z wymiany. 
Harry  parsknął.  Już  widział,  jak  oczy  Dumbledore’a  robią  się  okrągłe  z  zaskoczenia.  Nie  było 
szans,  żeby  ten  go  nie  poznał.  Tom  mógł  być  nierozpoznawany  na  ulicy  przez  zwykłych 
czarodziei, ale dyrektor to już, co innego. 
—  Tak  wyrośnięty  szesnastolatek??  —  Wskazał  na  siebie,  pokazując  im  średniej  wielkości 
bicepsy. 
— Późno już — zauważył w końcu Axel, ziewając szeroko. — Czas na mnie. 
— Tak… — Harry pokazał mu język. — Do zobaczenia jutro. 
Marvolo skinął mu tylko głową, gdy wychodził. 
— Musisz jechać? — zapytał go po chwili, którą spędzili w ciszy. 
— Do szkoły? — upewnił się Gryfon. — Tak, niestety muszę. 
—  Harry,  muszę  powiedzieć  ci  coś  ważnego.  —  Riddle  odsunął  się  od  niego  dość 
niespodziewanie. 

background image

[i]Nie![/i]  Przemknęło  Harry’emu  przez  myśl.  Nie  wiedział  właściwie,  dlaczego  nie  chce 
usłyszeć tego, co chłopak  ma  mu do powiedzenia. Doskonale zdawał  sobie sprawę z tego, jaka 
jest prawda. Do tej pory jednak traktował Toma i Lorda Voldemorta jak dwie całkowicie różne 
osoby. Tak było mu łatwiej i chyba nie był jeszcze gotowy spojrzeć prawdzie w oczy. 
— Ja też — podjął spontanicznie, nie wiedząc do końca, co papla. — Ja tam, tak jakby, nie będę 
mógł do ciebie nawet pisać ani tym bardziej spotykać się z tobą w święta czy w weekendy… 
— Och… — Tom wydawał się stracić całą odwagę, jaką posiadał. 
— Do Londynu wrócę dopiero w czerwcu, nie będziemy się widzieć przez cały ten czas. Nie ma 
żadnych  szans,  żeby  coś  z  tym  zrobić  i  ja…  —  Wziął  głęboki  wdech,  postanawiając  pograć 
trochę na jego uczuciach. Wiedział, że ten naprawdę go polubił, więc mógł sobie pozwolić na coś 
takiego. — Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał czekać na mnie tyle czasu… 
— Harry, co ty mówisz? 
— Tom, ja wiem, że jesteś dorosłym mężczyzną i możesz kogoś spotkać. — Odwrócił od niego 
wzrok,  zdając  sobie  sprawę,  że  zaczyna  mówić  to,  co  naprawdę  myśli.  —  Kogoś,  kto  ci  się 
spodoba,  na  kogo  nie  będziesz  musiał  czekać  i  kto  będzie  na  wyciągnięcie  ręki,  blisko  i…  — 
zaciął się, czując łzy w oczach. — Nie zdradzę cię Tom, jeżeli naprawdę będziesz chciał na mnie 
zaczekać. Bądź pewien, że ja cię nie zdradzę. 
— Harry… 
— Nie zrobię tego, obiecuję. 
— Zaczekam na ciebie — szepnął i przygarnął go do siebie, całując w skroń. — Oczywiście, że 
na ciebie zaczekam, mały. 
Tom zaczął nazywać go jakiś czas temu mały i choć Harry wiedział, że jest szczupły i niski, nikt 
nie musiał mu o tym przypominać. Z drugiej strony wiedział, że to było pieszczotliwe i nawet mu 
się podobało. 
Obrócił  się  w  ramionach  Czarnego  Pana,  zaczynając  delikatnie  całować  jego  twarz.  Muskał 
powieki  i  szczękę,  obrysowując  palcami  nos  i  policzki.  Pchnął  go,  moszcząc  się  wygodniej  na 
jego  kolanach.  Dwa  silne  ramiona  objęły  jego  szczupłe  ciało.  Tę  asekurację  powitał  z 
mruknięciem aprobaty. Przycisnął się do Toma mocniej, zdając sobie sprawę, że naprawdę tego 
chce.  Chce  oddać  się  Riddle’owi  z  własnej,  nieprzymuszonej  woli.  Chłopak  był  dla  niego  taki 
cudowny, taki kochany i w tej chwili nie miało najmniejszego znaczenia, że część z tego mogła 
być  sprytnie  wyreżyserowana.  Wiedział,  że  Marvolo  będzie  dla  niego  dobry  i  zatroszczy  się  o 
niego. To dziwne, że swój pierwszy raz chce przeżyć właśnie z tym mężczyzną. 
— Harry — wyspał Tom, gdy ten zaczął odpinać guziki jego koszuli. — Co ty robisz? 
— Mamy tylko dwa dni.  — Harry odsunął  się od niego trochę, ale nie patrzył  mu w twarz.  — 
Tom,  za  dwa  dni  wyjadę  na  prawie  cały  rok  bez  możliwości  zobaczenia  cię  wcześniej,  niż  po 
zakończeniu roku szkolnego — przypominał mu. — Byłeś dla mnie tak cudowny, jak nikt inny. 
Nie  chcę  z tym  czekać,  dodam  tylko,  że  prawie  cały  rok!  —  Uśmiechnął  się  nieznacznie.  —  I 
zastanawiać się, jakby to było… 
— O mój Boże! — głos Toma był łamliwy i drżący. Harry wiedział, że wygrał. 
Rzucił się ponownie do ust chłopaka, gdy tylko dostrzegł niebezpieczeństwo rozmowy i tematu 
prawdy. To skutecznie odwiodło Toma od chęci wyjawienia swojej tożsamości i mogli wrócić do 
dotykania,  wzdychania  i  drżenia.  Czarny  Pan  z  warknięciem  zerwał  się  z  kanapy,  z  nim  w 
ramionach i przeniósł ich do sypialni. Harry aż zamruczał czując to ciepłe i silne ciało na sobie. 
Odrzucił głowę w tył, odsłaniając szyję i pozwalając się po niej całować. Wyginając plecy w łuk, 
otarł się o Toma całym ciałem. 
— Och tak… Mmm… Proszę… 
Był przyciśnięty do pościeli. Czuł się zadziwiająco bezpiecznie w ramionach kochanka. Po raz 

background image

pierwszy poczuł się naprawdę chciany. Oplótł starszego chłopaka rękami i nogami, przyciskając 
się do niego  jeszcze bardziej. Chciało  mu  się śmiać z  samego siebie, kiedy poczuł to dławiące 
ciepło w klatce piersiowej. Zakochał się! Czyżby to było to? Tak czuje się miłość? 
— Tom — zamruczał, gdy Riddle zdejmował jego koszulkę. 
Chłopak był cudowny. Gorące usta zaczęły błądzić po jego chudej piersi i wrażliwym brzuchu. 
Delikatne  palce  muskały  niespokojnie  jego  boki.  Drżał,  czując  pieszczoty  na  całym  ciele,  ale 
Tom  trzymał  go  mocno  w  swoich  ramionach,  kiedy  Harry  wił  się  pod  nim  w  potrzebie.  Krew 
zapulsowała w jego skroniach, gdy jego partner musnął językiem jego sutek. Zajęczał, czując te 
gorące  usta  zamykające  się  na  twardniejącej  szybko  brodawce  i  złapał  chłopaka  za  włosy 
przyciągając  jego  głowę  do  swojej  piersi.  Gdy  ten  przygryzł  i  possał  stwardniały  sutek,  Porter 
wygiął się w łuk, ocierając się ponownie o Toma. 
— Taki słodki. — Usłyszał szept Riddle’a przy swoim uchu. — Taki chętny… 
Przerwał mu ten jego irytujący monolog, łącząc ich usta. Nie chciał już tych delikatnych, czułych 
pocałunków. Potrzebował teraz zupełnie czegoś innego. 
Lord ponownie ułożył się wygodnie pomiędzy jego udami, ocierając o siebie wybrzuszenia w ich 
spodniach. To było tak przyjemne! Harry jęczał wprost w usta Toma i krzyknął, gdy ten ścisnął, 
tym razem delikatnie, jeden z jego sutków. 
Chwilę  później  Marvolo  zszedł  pocałunkami  na  jego  szczękę  i  szyję,  by  ostatecznie  possać 
wrażliwy punkt za uchem. Chłopak pojękiwał i mruczał z przyjemności. Nie przypuszczał nigdy, 
że jego ciało może być tak wrażliwe na pieszczoty Toma. Stawał w ogniu, gdy jego skóra była 
przygryzana i lizana. Uwielbiał być całowany przez tego mężczyznę. 
Zwinny,  śliski  język  zanurzył  się  w  jego  pępku  z  całą  swoją  wilgocią  i  ciepłem.  Nastolatek 
szarpnął  się  nerwowo,  pragnąc  by  chłopak  zszedł  jeszcze  niżej.  Chciał,  aby  w  końcu  całe  to 
napięcie  znalazło  ujście  z  jego  ciała.  To  Tom  był  źródłem  tego  pragnienia,  i  jednocześnie 
jedynym  lekarstwem.  Przyciągnął  jego  głowę  do  siebie,  całując  go  zachłannie.  Nagląco.  Przez 
kilka minut walczyli o dominację w pocałunku, przygryzali i ssali mocno swoje wargi. Dłonie we 
włosach szarpały kosmyki, przyciągając ich twarze jeszcze bliżej siebie. 
Harry  poddał  się  dopiero,  gdy  jedna  z  dłoni  Toma  zsunęła  się  na  jego  krocze  i  ścisnęła  jego 
członka przez materiał spodni. Krzyknął, pozwalając swojemu kochankowi przejąć kontrolę nad 
pocałunkiem.  Ich  języki  ocierały  się  o  siebie  w  zmysłowym  tańcu.  Ciekawski  język  badał  całe 
jego  usta,  przesuwał  się  po  zębach  i  podniebieniu,  by  po  chwili  ponownie  znaleźć  się  na 
zmaltretowanych  wargach.  Potter  zaplótł  dłonie  na  karku  partnera,  przyciągając  go  do  siebie  z 
całych sił. 
— Jesteś mój! — zawarczał mu do ucha Tom. 
Harry  zadrżał,  słysząc  ten  władczy  ton.  Nie  docierał  jeszcze  do  nie  niego  sens  słów  jego 
chłopaka,  ale  chciał  słyszeć  tego  więcej,  więc  jęknął  głośno,  przyciskając  usta  do  obojczyka 
Riddle’a. 
— Powiedz to, słyszysz!? 
— Mmm… 
— Powiedz, że jesteś mój! 
—  Twój  —  zaskomlał  nastolatek,  gdy  ten  ponownie  otarł  się  o  niego  całym  ciałem.  —  Tom, 
twój… 
Gorąca dłoń  mężczyzny szybko odszukała pasek  jego spodni,  by chwilę później wsunąć  się za 
materiał jego bielizny. Ciasnej, niewygodnej i przemoczonej. Zatrząsł się, czując te gorące palce 
owijające się wokół jego penisa. Czarne plamki pokazały mu się przed oczami, gdy usta rozwarły 
się w niemym krzyku. Spodnie i bokserki szybko zostały zsunięte z wąskich bioder Harry’ego, a 
on sam patrzył szeroko rozwartymi oczyma jak Tom pochyla się nad nim i wtula twarz w jego 

background image

pachwinę.  Nos  chłopaka  znajdował  się  bardzo  blisko  podstawy  jego  członka  i  przesuwał  się 
niespiesznie po wrażliwej skórze. 
—- Wiesz, jak ślicznie pachniesz? 
Ciepły  oddech  owiał  delikatną  żołądź  i  Harry  zajęczał  czując  gorąco  oraz  wilgoć  w  miejscu, 
gdzie jeszcze chwilę temu był nos chłopaka. Otworzył przymrużone z rozkoszy oczy, widząc jak 
jego  kochanek  otwiera  szeroko  usta  i  opuszcza  je  na  główkę  jego  penisa.  Po  chwili  krzyknął, 
czując delikatne ssanie i muśnięcia języka. 
— Och…! — sapnął. 
Zwinne  palce  otoczyły  pośladki  Harry’ego  jak  pajęczyna  i  ścisnęły  je  lekko.  Chwilę  później 
ześlizgnęły  się  pomiędzy  nie  i  przejechały  po  delikatnej  skórze  zahaczając  o  wejście,  by 
ostatecznie potrzeć wrażliwy punkt za jądrami. Nastolatek szarpnął  się reagując żywo, podczas 
gdy usta Toma przemieściły  się niżej,  biorąc go głębiej w gardło. W końcu silna dłoń otoczyła 
jego jądra ściskając je przy tym lekko i nie był w stanie wytrzymać już dłużej. Skomlał i wił się 
w żelaznym uścisku dłoni kochanka, kiedy jego usta zacisnęły się na nim mocniej powodując, że 
penis  chłopaka  został  zassany  w  gorącą  wilgoć.  Jednak  to  nie  obezwładniające  ciepło,  a 
wibrujące dźwięki,  jakie przy pomrukach Czarnego Pana otoczyły  jego męskość, doprowadziły 
go do spełnienia. Wytrysnął wprost w usta Marvolo, ale ten nie przestawał go ssać i pieścić. Jego 
mięśnie drżały a orgazm nie odchodził, gdy w spazmach jęczał i skomlał. 
Uchylił oczy rejestrując, że Toma nie ma obok niego. 
Przecież przed chwilą klęczał pomiędzy moimi nogami i… 
  Zarumienił się zawstydzony. Riddle miał jego penisa w ustach chwilę temu i nadal go ssał, gdy 
ten dochodził. Ceglasty rumieniec wykwitł  na  jego policzkach  i szyi, gdy uświadomił  sobie, że 
kochanek połknął jego spermę. 
Chłopak  jednak  po  chwili  wrócił  do  łóżka,  nie  dając  Harry’emu  pogrążyć  się  całkowicie  w 
zawstydzeniu. 
— Wróciłeś do mnie — zażartował, układając się obok. Nie miał już na sobie koszuli i Harry nie 
mógł oderwać oczu od jego piersi. 
— Eee… A gdzie byłem? — spytał mało inteligentnie. 
Tom zaśmiał się, przytulając go do siebie. 
— Odpłynąłeś troszeczkę — wyszeptał mu do ucha. — Ale spokojnie, uznam to za komplement. 
Zemdlał? Czy to właśnie sugerował Tom, że zemdlał? Był przykryty prześcieradłem, ale tego też 
nie pamiętał, więc może naprawdę tak było… 
Czyli  Tom  tak  mnie  wymęczył,  że  straciłem  kontakt  ze  światem  żywych?  Uśmiechnął  się 
rozleniwiony na samą myśl o tym. 
— Jesteś cudowny — wyznał Gryfon w swoim oszołomieniu. 
— Nie — chłopak przysunął się do niego, przyciskając swoje krocze do jego biodra. — Ty jesteś 
cudowny… 
Harry przerwał mu, ocierając się o niego zachłannie. Z błyszczącymi oczami przewrócił Riddle’a 
na plecy  siadając przy tym  na nim okrakiem. Zaczerwienił  się przytulając się do ciepłego ciała 
poniżej,  gdy  zdał  sobie  sprawę  z  tego,  co  zrobił.  Tom  jednak  nie  miał  nic  przeciwko,  chwycił 
tylko jego biodra i zostawiał mu pole do popisu. Ośmielony Harry badał skrupulatnie jego klatkę 
piersiową, szyję i brzuch, szukając czułych punktów, które mógłby ssać, lizać i całować. 
Zatracił się w tych pieszczotach nagradzany jękami zadowolonego Marvolo. Dłoń, która pojawiła 
się po jakimś czasie na jego pośladkach była zaskoczeniem, ale wcale nie nieprzyjemnym. Ciężar 
ciała  przeniósł  na  dłonie  wypinając  się  bardziej,  gdy  zwinne  palce  zaczęły  przesuwać  się  w 
kierunku  jego wejścia. Znów został przewrócony na plecy. Coś kliknęło  i  chwilę później  śliski 
palec przemknął powoli od jego kości ogonowej, po jądra. Krzyknął ze zdziwienia, czując nacisk 

background image

i elektryzujący prąd wybuchający z tego miejsca. 
— Och… Tom! 
Śliski palec muskał pierścień mięśni, by chwilę później wsunąć się do środka samym opuszkiem. 
Uczucie było dziwne, ale Harry nie  mógł powiedzieć, że bolesne. Zakręcił  biodrami, gdy palec 
wsunął się nieco głębiej i przestał się poruszać. 
— Proszę! Nie baw się ze mną — zajęczał przeciągle chłopak. 
Wygiął  się  w  łuk  a  palec  Riddle’a  zaczął  poruszać  się  w  jego  wnętrzu  powoli  i  ostrożnie, 
rozciągając  go  przy  tym  metodycznie.  Kilka  minut  później,  do  pierwszego  palca  bez 
najmniejszego problemu dołączył drugi. Harry w tym czasie tkwił już na skraju i był pewien, że 
przez  swoją  potrzebę  straci  rozum.  Tom  niestety  nie  był  skłonny  zbyt  szybko  podarować  mu 
prezentu  w  postaci  trzeciego  palca.  Ale  Gryfom  chciał  więcej!  Więcej  tego  tarcia  i  rozkoszy. 
Popatrzył  na  kochanka  morderczym  wzrokiem,  gdy  ten  uśmiechając  się  niewinnie  potarł  jego 
prostatę, nie robiąc jednocześnie nic by mu ulżyć. 
— Tom! Cholera, pospiesz się! 
Tak jak i wcześniej, jego prośby były ignorowane. To samo działo się z niezadowolonym z tego 
powodu członkiem, który stojący na baczność oczekiwał uwagi. Zestresowany Harry przyciągnął 
Riddle’a  za  głowę  do  swoich  spragnionych  ust  i  trzymając  go  mocno  przy  sobie,  zachłannie 
pocałował. Nic to jednak nie dało, ponieważ Tom wciąż go torturował, nie chcąc dać mu więcej 
przyjemności. Potter wbił  mu paznokcie w plecy  drapiąc boleśnie rozpaloną skórę. Uśmiechnął 
się diabolicznie słysząc syk zaskoczonego Marvolo. 
Ha! Nie spodziewałeś się tego, draniu. 
— Jeżeli zaraz nie włożysz we mnie kolejnego palca, to bądź pewien, że gorzko tego pożałujesz! 
— Groźba pomogła i w końcu dostał to, czego chciał. 
Riddle  śmiał  się  cicho,  gdy  nastolatek  wił  się  pod  nim  i  sam  nabijał  na  jego  dłoń,  chcąc  choć 
trochę sobie ulżyć. Spalał się od pragnienia, by Tom wziął go w końcu i nie bawił się z nim w 
kotka i myszkę. 
— Tom, proszę… Och, jeszcze! — skomlał. — Chcę więcej! Mocniej… Głębiej… 
Błagał i jęczał cicho. Tom jednak zawisł nad nim niewzruszony. Harry zerknął w dół pomiędzy 
ich ciałami patrząc na czerwoną, wyprężoną męskość Riddle’a. Sączyła się i błyszczała. Uchylił 
lekko usta. Tom był ogromny. Nie duży a ogromny! Palce potarły po raz niewiadomo który jego 
prostatę  nie  pozwalając  jednak  dojść.  Gryfom  złapał  małą  tubkę  lubrykantu,  wylewając  trochę 
oleistej cieczy na dłoń i owijając ją wokół penisa Czarnego Pana. Diaboliczny, szeroki uśmiech 
zagościł na jego ustach, gdy mężczyzna krzyknął i zajęczał w jego szyję. 
— Chcę cię poczuć w sobie, Tom! — prosił, mrucząc wprost do ucha chłopaka nad sobą. 
— Jeszcze nie. Nie jesteś gotowy… 
— Jestem! Do cholery, weź mnie! 
—  Muszę  cię…  —  Zadrżał,  gdy  Harry  ścisnął  jego  erekcję  mocniej.  —  Przygotować,  dobrze 
przygotować… 
— Jestem gotowy. Do cholery… Jestem… 
Palce  wysunęły  się  z  Gryfona  z  cichym  mlaśnięciem  a  jego  biodra  zostały  uniesione  w  górę. 
Tępa, śliska główka naparła delikatnie na jego wejście i Harry pchnął w tył, nadziewając się na 
Toma, chcąc  jak najszybciej poczuć go w sobie. Zacisnął  mięśnie wokół Riddle’a wyrywając z 
jego ust kolejny jęk przyjemności. Marvolo nie poruszył się jednak, ściskając jedynie jego biodra 
w żelaznym uścisku. Nastolatek widział pot spływający po jego skroni i zaciśnięte mocno oczy. 
Dłonie  na  jego  biodrach  nie  pozwalały  mu  się  ruszać  i  zaczynał  być  trochę  zdenerwowany. 
Wiedział, że będzie miał w tym miejscu jutro siniaki. 
— No rusz się. Słyszysz?! 

background image

Potrzebował  go.  Chciał,  aby  Tom  zaczął  się  w  nim  poruszać.  Głęboko  w  jego  wnętrzu. 
Rozpychając go i rozciągając. Chciał czuć się pełny. Mieć męskość partnera w sobie. W całości. 
Biodra kochanka zakołysały się, a jego penis zaczął trzeć delikatnie o ścianki wnętrza Harry’ego. 
Chłopak zajęczał z przyjemności wychodząc mu naprzeciw. Nie czuł praktycznie żadnego bólu 
czy dyskomfortu. Kołysanie, chociaż delikatne, stało się rytmiczne i członek Toma wchodził w 
niego coraz głębiej. Na tę subtelność mógł się zgodzić, ale na brak jakichkolwiek działań z całą 
pewnością nie!. Marvolo pchnął po raz kolejny, delikatnie uderzając w jego prostatę i wyrywając 
z  jego  ust  głośny  jęk.  Nastolatek  zacisnął  się  na  nim  silnie,  w  zamian  dostając  kilka  trochę 
mocniejszych ruchów bioder i skomlące dźwięki z ust kochanka, które teraz znajdowały się tuż 
przy jego uchu. Wbił ponownie paznokcie w plecy partnera, przyciągając go bliżej siebie. 
Ich ciała przylegały do siebie ciasno. Razem byli idealni. 
—  Jesteś  taki…  —  Riddle  jęczał  wprost  w  jego  ucho.  —  Ciasny…  Gorący…  Wspaniały… 
Harry! 
Wsunął  się  w  chłopaka  z  większą  siłą,  penetrując  go  głębiej  i  mocniej.  Tak,  jak  chciał  od 
początku.  Ciasno  do  siebie  przyciśnięci,  poruszali  się  coraz  szybciej.  Marvolo  złapał  biodra 
nastolatka  oplatając  swoje,  jego  nogami.  Teraz  wchodził  w  jego  ciało  pod  innym  kątem, 
uderzając nieustannie w jego prostatę. 
Harry przyciągał biodra Toma do siebie stopami, które wbijał w pośladki kochanka. Objął jego 
szyję, niemal stapiając ich ciała w jedność, gdy czuł jak penis w jego wnętrzu porusza się coraz 
szybciej  i  mocniej.  Zadrżał,  czując  gorące  usta  na  swoim  stwardniałym  sutku  i  krzyknął 
przeciągle, gdy śliskie palce ścisnęły jego członka. 
— Mój… Mój… Mój… — mruczał Tom. 
Gryfom doszedł szarpiąc się mocno, gdy tylko główka penisa otarła się ponownie o węzeł mięśni 
w  jego  wnętrzu. Przed oczami  zobaczył  czarne  plamki  a  orgazm  wygiął  jego  ciało  w  łuk,  gdy 
wytrysnął  na  dłoń  i  klatkę  piersiową  Riddle’a.  Słyszał  krzyk  w  swoich  uszach,  ale  dopiero  po 
chwili zdał  sobie sprawę  z tego, że to on krzyczy.  Cała ta  przyjemność  jednak  nie  odchodziła, 
ponieważ penis Toma wciąż poruszał się wewnątrz niego. Mężczyzna wciąż pieprzył  jego tyłek 
szybkimi, rytmicznymi pchnięciami a Harry drżał i skomlał, kiedy jego prostata wciąż wysyłała 
do jego umysłu fale rozkoszy. 
— Aaa… Tom! 
Sapnął,  gdy  kochanek  dochodził  głęboko  w  jego  wnętrzu..  Czuł  to  gorąco,  które Tom  mu  dał. 
Czuł lepką spermę osiadającą na ściankach jego mięśni. 
Obaj opadli ledwie przytomni na pościel. Marvolo jęczał jeszcze długi czas po tym jak obaj byli 
w stanie ruszać się na tyle, by ułożyć się wygodniej. 
Harry  był  niesamowicie  senny  i  jednocześnie  niewyobrażalnie  szczęśliwy.  Przeżył  coś 
wspaniałego  i  miał  przy  sobie  chłopaka,  którego  kochał.  Ciepłe  ramiona  obejmowały  jego 
szczupłe  ciało  i  dawały  poczucie  bezpieczeństwa,  którego tak  naprawdę  nigdy  nie  zaznał.  Czy 
mógł chcieć w tym momencie czegoś więcej? Uśmiechał się szeroko z twarzą przy sercu Toma. 
Nie mógł powstrzymać uczucia szczęścia i chyba wcale nie chciał. 
— Chyba czas się wyczyścić — zaproponował Riddle, gdy Harry zaczął powoli przysypiać. 
— Mmm… Yhym… — zamruczał tylko w odpowiedzi. 
Usłyszał ciche westchnienie i ciepłe ciało obok niego zniknęło. Warknął cicho w proteście. 
Tom! Wracaj, do cholery! Nie miał jednak siły powiedzieć tego na głos. Po chwili coś ciepłego i 
mokrego przesunęło się po jego piersi i w akcie heroizmu uchylił powieki. Okazał się, że to Tom 
wycierał go wilgotnym ręcznikiem, więc zamknął oczy ponownie  i przewrócił  się na plecy. To 
było przyjemne, ta troska była przyjemna. 
Ręcznik  przesunął  się  na  jego  brzuch  i  Harry  ponownie  otworzył  oczy  podejrzewając,  że  jego 

background image

kochanek ma zamiar zaraz dotknąć jego miękkiego członka. Zarumienił się na samą myśl o tym. 
Gdy  był  podniecony  to  było  normalne,  ale  teraz?  Próbował  się  odsunąć,  ale  silne  ręce  jego 
chłopaka zatrzymały go w miejscu. Nie  mógł się też zasłonić dłońmi, więc skrępowany poddał 
się zabiegom tych delikatnych palców. 
Purpura oblała policzki nastolatka, gdy Tom uniósł jego nogi przekręcając go delikatnie na bok. 
Co się dzieje? 
Schował głowę w ramię, czując jak dłonie partnera przesuwają ostrożnie ręcznik pomiędzy jego 
pośladkami. Zadrżał, czując się onieśmielonym i zawstydzonym. 
— Co? Co ty robisz? — Jego uszy paliły, kiedy zastanawiał się co też ten chłopak wyprawiał. 
— Chcę zobaczyć, czy wszystko z tobą dobrze — wyjaśnił Riddle rozsuwając niespiesznie jego 
pośladki. Ciepłym oddechem owiał jego wejście, na chwilę zanim wsunął w niego jeden palec. 
—- Tom?! Cholera! — krzyknął cicho Harry w reakcji na jego zabiegi. Nic nie mógł poradzić na 
to, że jego członek pomimo zmęczenia drgnął w odpowiedzi. 
—  Tylko  sprawdzam.  —  Pocałował  lekko  jego  plecy  usatysfakcjonowany,  że  nie  wyczuwa 
żadnych problemów. — Chciałem tylko spojrzeć, czy nie masz żadnych zranień… 
Harry  wcisnął  twarz  głębiej  w  poduszkę.  Senność  odeszła  i  podejrzewał,  że  teraz  długo  nie 
będzie  mógł  zasnąć.  Marvolo  ułożył  się  za  nim,  obejmując  go  w  pasie  ramionami.  Gryfon 
przylgnął plecami do ciepłego torsu i odprężył, czując delikatne pocałunki na karku. Zasnął nie 
wiedząc nawet kiedy. 
 
 
Harry budził się powoli wtulony w pierś Toma i obejmowany bardzo ciasno przez jego ramiona. 
Wczorajsza  noc  była  wspaniała.  Mężczyzna  długo  się  nim  wczoraj  zajmował  zanim  dał  się 
namówić na coś więcej. Wtedy był strasznie sfrustrowany, ale dziś czuł tylko mrowienie mięśni, 
zwłaszcza  w  miejscach,  w  których  nie  dotykał  go  jeszcze  nikt,  tak  jak  wczoraj  Tom.  Potter 
westchnął cicho, mógł uznać swój pierwszy raz za niezwykle udany i satysfakcjonujący. Aż się 
zarumienił  przypominając  sobie,  jak  wczoraj  długo  krzyczał  dochodząc.  Uśmiech  wypłynął  na 
jego  usta, gdy przypomniał  sobie  jak Riddle drżał w jego ramionach  i postękiwał przy każdym, 
nawet najmniejszym ruchu. Nasłuchał się też wczoraj, jaki to jest ciasny, gorący i wspaniały. 
Otworzył  oczy  i  pierwsze,  co  zobaczył  okazało  być  się  malinką,  którą  zostawił  wczoraj  na 
obojczyku  Toma.  Tak,  był  całkiem  pewien,  że  chłopak  ma  całe  plecy  podrapane  jego 
paznokciami. Sam czuł kilka otarć na udach, ale wystarczy maść łagodząca i wszystko wróci do 
normy.  W  delikatnej  pieszczocie  docisnął  usta  do  siniaka,  którego  sam  powołał  do  życia.  Był 
pewien, że też miał kilka takich na swoim ciele. 
— Dzień dobry, Kocie — usłyszał nad głową głos kochanka, zdając sobie sprawę z tego, że ten 
już nie śpi. 
—  Dzień  dobry.  —  Potarł  jego  obojczyk  nosem,  obejmując  większego  chłopaka  ramionami  w 
pasie. — Dlaczego niby: kocie? 
— Zapewniam  cię, że czułem wczoraj twoje paznokcie  na  moich plecach  — zamruczał  mu do 
ucha, muskając je delikatnie ustami. 
Harry zaśmiał się cicho uszczęśliwiony, ale i zawstydzony tym faktem. 
— Mam nadzieję, że z twoimi plecami wszystko dobrze… — odpowiedział nastolatek wciąż się 
uśmiechając. 
—  Ja  mam  za  to  nadzieję,  że…  —  zawiesił  na  chwilę  głos,  zjeżdżając  dłonią  powoli  po  jego 
plecach na pośladki. — Tu jest z tobą wszystko w porządku. 
Harry  czuł,  jak  jego  uszy  i  policzki  pieką  niemiłosiernie.  Był  potwornie  zażenowany.  Chyba 
nawet bardziej niż wtedy, gdy Tom postanowił go sobie pooglądać. 

background image

— Tak — wyszeptał. 
— To dobrze. — Znów zaczął wtulać twarz w jego włosy. Dłoń została na tyłku, ale nie robiła 
nic więcej, poza głaskaniem wrażliwej skóry. 
— Zjadłbym coś  — zamruczał Harry, wypychając trochę biodra do tyłu, gdy dłoń Marvolo się 
zatrzymała. 
—  Nic  dziwnego  —  odpowiedział  i  uśmiechnął  się  do  niego.  —  Zważając  na  to,  że  w  nocy 
spaliłeś całkiem sporo kalorii. 
Potter wyszczerzył się do niego. Uwielbiał kuchnię Toma. 
—  Zważywszy  na  to,  że  mi  w  tym  pomogłeś,  to  mógłbyś  zadbać  teraz  o  ich  dostarczenie  do 
mojego  organizmu.  —  Zatrzepotał  na  niego  rzęsami.  —  Proszę  —  zamruczał  jeszcze  jak  kot, 
opierając  się  na  klatce  piersiowej  Czarnego  Pana.  Zrobił  dodatkowo  dziubek  z  ust  i  patrzył  na 
niego swoimi dużymi, zielonymi oczami. 
— Szantażysta — westchnął Tom, wstając niechętnie i całkiem nago z łóżka. 
Gryfon  poczuł  rumieńce  na  policzkach,  ale  nie  mógł  oderwać  oczu  od  tego  odsłoniętego, 
cudownego  ciała,  które  dane  było  mu  teraz  oglądać.  Skóra  zaczęła  jednak  znikać,  gdy  Riddle 
znalazł  spodnie,  po  czym  całując  Harry’ego  delikatnie  w  usta  opuścił  sypialnie.  Chłopak 
westchnął uszczęśliwiony, że ominął całe to zakłopotanie z wstawaniem z łóżka całkowicie nago. 
Można  by  powiedzieć,  że  podstępem  wywalił  swojego  kochanka  z  sypialni,  by  móc  się 
przemknąć do łazienki, a później spokojnie się ubrać. Odrzucił kołdrę, zamierzając wziąć czystą 
bieliznę z szafy stojącej niedaleko. 
—  Och!  I  Harry?  —  Usłyszał  od  strony  drzwi.  Odwrócił  się  gwałtownie  by  móc  spojrzeć  w 
brązowe  oczy  Riddle’a.  —  Tak  się  tylko  zastanawiałem  —  ciągnął,  dokładnie  lustrując  jego 
młode ciało. — Co byś chciał na śniadanie? — Uśmiechnął się do Pottera diabolicznie, widząc 
głębokie rumieńce na policzkach i nerwowe ręce próbujące się jakoś zasłonić. 
— Zjem, co tylko zrobisz… — wymamrotał speszony. 
—  Mówiłem  ci,  że  ładnie  ci  w  tym  wdzianku?  —  zamruczał  Tom  odwracając  się  powoli. 
Nastolatek nie wątpił, że mu się strasznie podobało to wdzianko, w końcu żadnego nie miał… — 
I zapewniam cię, że nie pozwolę się pozbawić takiego widoku, tak słabym podstępem — Gryfon 
widział jak na usta młodego mężczyzny wypływa zadowolony z siebie uśmieszek. 
Gdy tylko został sam, zakrył dłońmi twarz i jęknął. Jego chytry plan spalił na panewce. Gorzej, 
on po prostu został przejrzany i rozłożony na łopatki. 
Do kuchni wszedł już po prysznicu i przebraniu się w czyste rzeczy, z mokrych włosów kapała 
jeszcze od czasu do czasu woda. Tom stał przy kuchence w samych spodniach i smażył bekon. 
Na  drugiej,  przykrytej  patelni  coś  wspaniale  pachniało.  Porter  usiadł  na  krześle  przy  stole,  nie 
spuszczając wzroku z Marvolo zgrabnie manewrującego w jego kuchni. Chłopak zdejmował już 
bekon, gdy  Harry w końcu się opanował  i  zaczął wyjmować z  szafek talerze  i przygotowywać 
stół do śniadania. Przesunął dłonią po nagich plecach kochanka, sięgając po dwa kubki z górnej 
szafki wiszącej nad kuchenką. 
— Ktoś tu się chyba o mnie ociera. — Tom popatrzył na niego sugestywnie. 
— Nie myśl sobie, że jesteś taki wspaniały. — Harry z szerokim uśmiechem pokazał mu język. 
— Teraz o wiele atrakcyjniejsze jest dla mnie twoje śniadanie — dodał szybko. 
— Jeszcze sobie pomyślę, że chcesz mnie tu tylko dla tego śniadania — ostrzegł go. 
— Nie tylko, ale to wcale nie przeszkodziło a raczej było dużym plusem — Gryfon wiedział, że 
Marvolo żartuje i na pewno nie obrazi się za jego słowa. 
—  No, tak.  —  starszy  chłopak  wywrócił  oczami.  —  Pokonany  przez  swój  talent!  —  Wyrzucił 
ręce w geście niedowierzania. 
— I to jeszcze, jaki talent. — Potter rozpromienił się, pochylając głowę nad kuchnią i wdychając 

background image

wspaniałe zapachy. 
— A dostanę jakąś nagrodę za te moje wybitne umiejętności? — zapytał Riddle obejmując go w 
pasie i przyciągając do swojego gorącego ciała. 
— Musze sprawdzić czy zasłużyłeś! A to mogę ocenić dopiero, gdy spróbuję. 
Tom parsknął urywanym śmiechem ściskając go mocniej i wracając do kuchenki. Na patelnię po 
bekonie wlał trochę oleju i wrzucił cebulę, gdy ten się nagrzał. Zielonooki robił spokojnie herbatę 
dla nich obu, gdy Tom mieszał warzywa na patelni i wrzucał kolejno do cebuli, drobno pokrojoną 
wędlinę i pomidory. W międzyczasie wbił jajka do miseczki i podał Harry’emu do roztrzepania, 
po czym dorzucił kilka ziół i przypraw, i ponownie wymieszał. Uwielbiał gotować, zwłaszcza dla 
Gryfona. Czuł się wtedy tak normalnie, właściwie i prawdziwie. 
— Musisz dziś wracać do pracy? — zapytał go chłopak, stając obok i opierając się o szafkę. 
—  Nawet  gdybym  musiał,  nie  poszedłbym.  —  Pochylił  się  do  niego  po  krótki  pocałunek.  — 
Poradzą  sobie  równie  dobrze  beze  mnie  —  zakomunikował  mu,  gdy  w  końcu  dostał  to,  czego 
chciał. 
Przelał  jajka  na  patelnię  i  mieszał  wolno  by  nie  przypalić.  Harry  w  tym  czasie  wyjmował 
warzywa na duży talerz. Wyjął także chleb i włożył pierwszą porcję do tostera. Obaj uwielbiali 
jeszcze ciepłe pieczywo, tylko delikatnie zarumienione, więc zawsze robili sobie tosty w trakcie 
śniadania. Toster zajmował honorowe miejsce na stole, tuż obok kontaktu. 
— Co chciałbyś dziś robić? — zapytał go Tom, stawiając przed nim talerz z jajecznicą. 
— Nie wiem, trzeba zaczekać na Axela. Może on coś zaproponuje… — odpowiedział nastolatek 
z widelcem w połowie drogi do ust. 
Riddle wiedział, że teraz lepiej Gryfonowi nie przerywać, więc jadł i obserwował. Chłopak przed 
nim wydawał się być zadowolony i po prostu szczęśliwy. W jego towarzystwie był rozluźniony i 
spokojny.  Jeżeli  to  miał  być  prawdziwy  Potter  to  naprawdę  bardzo  mu  się  podobał.  Uroczy 
dzieciak,  który  wczoraj  wysłał  go  w  kosmos  i  ściągnął  z  powrotem.  Tom  poczuł  jak  pewna 
specyficzna część jego ciała drży na to wspomnienie. Wiedział jednak, że Harry nawet, jeżeli nic 
nie odczuwa, to druga runda skończyłaby się o wiele gorzej. A on nie chciał sprawiać mu bólu. 
Prawda  wisiała  jednak  nad  nim,  niczym  topór  kata.  Wczoraj  chciał  Gryfonowi  w  końcu 
powiedzieć, wyznać całą prawdę, ale odwaga szybko poszła w zapomnienie, gdy tylko pomyślał 
o  możliwych  reakcjach.  Do tego  nastolatek  szybko  i  skutecznie  odwrócił  jego  uwagę  i  jeszcze 
teraz Marvolo nie  był w stanie uwierzyć, że ten  mu się wczoraj oddał.  Wciąż  nie docierało do 
niego,  że to  wcale  nie  był  sen.  A  do tego  deklaracja  chłopaka,  że  z  nikim  go  nie  zdradzi,  gdy 
wyjedzie od swojego mugolskiego chłopaka na prawie rok bez chociażby jednego słowa w tym 
czasie.  Miał  też  całkowitą  świadomość  tego,  że  to  był  pierwszy  raz  dzieciaka.  Potter  był  do 
wczoraj stuprocentowym prawiczkiem, słodkim i niewinnym. 
Sam  nie  wiedział  jak  to  się  stało,  chciał  po  prostu  przeciągnąć  chłopaka  na  swoją  stronę.  Co 
prawda  liczył  na  bliższy,  fizyczny  kontakt  z  nim,  ale  chciał  go  przede  wszystkim  poznać  i 
przekonać  się,  jaki  naprawdę  jest.  Wybraniec  zawsze  go  intrygował,  ale  od  niedawna  zaczął 
zdawać sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie się w nim zakochał. 
Wczorajsza  noc rozwiała  jego wszystkie wątpliwości. Taki czuły  i delikatny  nie  był w  łóżku  z 
żadnym swoim kochankiem. Jednak wszystko, co dotyczy zielonookiego Gryfona musi być inne 
niż zawsze. Z jego uczuciami włącznie… 
 
 
*** 
 
 

background image

Rozdział 5 
 
Tom, w wynajmowanym przez Harry’ego mieszkaniu, został także na kolejną  noc. To były  ich 
ostatnie godziny razem  i żaden z  nich  nie  miał zamiaru spać. Choć  i to było nieuniknione. Ich 
wspólny  drugi  raz  był  dla  Gryfona  jeszcze  bardziej  frustrujący  niż  pierwszy.  Tom  chciał 
zachować całkowitą ostrożność i mieć pewność, że go nie skrzywdzi. Potter za to nie dawał za 
wygraną i doprowadził także do kolejnego zbliżenia. Po tym jednak opadł na pierś Toma ledwie 
przytomny i zasnął chwilę później. 
Marvolo z kolei długo nie mógł zasnąć. Trzymał w ramionach to drobne ciało i bał się, strasznie 
się  bał,  że  to  ostatni  raz,  gdy  może  przytulać  Harry’ego.  Nie  wiedział,  jak  się  dalej  wszystko 
potoczy  i  pierwszy  raz  naprawdę  bał  się  dnia  następnego.  W  końcu  doszedł  do  wniosku,  że 
najwyżej porwie chłopaka i będzie po wszystkim. Gryfon leżąc na nim, uśmiechał się przez sen. 
Wyglądał tak cudownie, że Riddle w końcu zasnął nie wypuszczając Złotego Dzieciaka z ramion. 
Pobudka nie była już tak przyjemna. Axel wpadł do sypialni z głośnym krzykiem i rzucił się na 
nich, przygniatając ich swoim ciężarem. 
Marvolo lubił chłopaka właśnie za to, że był taki nieobliczalny. Zapytał go nawet kiedyś, czy nie 
przeszkadza  mu  to,  że  spotyka  się  z  Harrym.  Odpowiedział  mu  wtedy,  że  gdy  jeden  śliczny 
chłopiec zdejmie z rynku drugiego ślicznego chłopca, to wtedy będzie więcej panienek dla niego. 
Nie widział żadnego problemu. A Tom po tych słowach nie miał już więcej pytań. 
—  Łał  —  uśmiechnął  się  do  nich,  wciąż  leżąc  na  ich  nogach.  —  Wyglądacie  tak,  jakbyście 
wczoraj się nieźle bawili… 
Tom parsknął śmiechem. 
O tak, ten chłopak był wspaniałym kumplem! 
Potter za to zarumienił się, niczym panna na wydaniu. 
— Wynoś  się, Axel!  — Harry pokazał  mu drzwi, próbując się  bardziej okryć kołdrą.  — Co ci 
przyszło do głowy, żeby tu tak wpadać?! — denerwował się. 
—  A,  nic  takiego,  —  Uśmiechnął  się  do  nich  niewinnie,  podnosząc  się  z  łóżka.  —  Po  prostu 
pomyślałem,  że  mogliście  zaspać.  Zwłaszcza,  że  już  za  godzinę  mamy  pociąg  a  od  was  ani 
słowa… 
—  Za  godzinę!  —  Harry  zrobił  taki  ruch,  jakby  chciał  wyskoczyć  z  łóżka,  ale  w  porę  się 
opanował, widząc uśmieszek przyjaciela. 
— Chyba zrobię kawę. — Blondyn zawiesił na chwilę głos, unosząc wzrok na sufit i głaszcząc 
się po brodzie. — Tak, kawa jest niezłym pomysłem… — powiedział, po czym wyszedł z pokoju 
nie oglądając się za siebie. 
— On jest niemożliwy. — Marvolo pokręcił na to wszystko głową. 
— Jakbym jeszcze tego nie zauważył — wymamrotał gniewnie Harry, wstając szybko z łóżka i 
zbierając swoje rzeczy w pośpiechu. 
Tom złapał go w ramiona, powstrzymując od pakowania na szybko ostatnich ubrań i książek. 
— Idź pod prysznic  — polecił.  —  W końcu wracasz do szkoły  — przypomniał  mu, delikatnie 
zaciągając się zapachem seksu na  jego ciele.  — Ja zrobię szybkie śniadanie  i przyślę tu Axela, 
żeby się wziął do roboty. 
— Dzięki. — Potter cmoknął go szybko w usta. — Jesteś kochany. 
— Wiem. — Posłał mu szelmowski uśmiech, gdy nastolatek znikał już w drzwiach łazienki. 
Bagaże Axela stały w przedpokoju a za pół godziny miała przyjechać taksówka, którą zamówił 

background image

oczywiście  blondyn.  Tom  zajrzał  do  lodówki  i  wyjął  pierwszą  rzecz,  którą  zauważył.  Potter 
umówił się z gospodarzem, że zostawi wszystko w mieszkaniu w jak najlepszym porządku, ale 
nie  będzie  miał,  co  zrobić  z  całym  jedzeniem,  które  mu  zostanie.  Właściciel  bez  przeszkód 
zgodził  się  zabrać  całą  żywność.  Riddle  przypuszczał  także,  że  Harry  po  wyjściu  z  łazienki 
wstawi  pościel  do  pralki  oraz  będzie  nalegał  na  włączenie  zmywarki  lub  pozmywanie  talerzy 
ręcznie.  Chciał  zostawić  po  sobie  jak  najlepsze  wrażenie.  Marvolo  już  teraz  widział,  że  stare 
małżeństwo uwielbia tego chłopaka. 
W międzyczasie, gdy jajka smażyły się już na patelni, Tom postanowił zrobić jeszcze chłopakom 
kanapki  do  pociągu.  Sam  doskonale  wiedział,  jak  długa  jest  podróż  do  Hogwartu.  Westchnął, 
uświadamiając  sobie,  że  od  samego  przebudzenia  czuł  ucisk  w  piersi.  Wydawało  mu  się 
momentami, że nie jest w stanie złapać oddechu. 
Porwę go! Po prostu go porwę, postanowił ponownie. Wiedział, że nie byłby w stanie wytrzymać 
bez  Pottera  dłużej  niż  do  zakończenia  jego  szóstego roku  w  szkole.  Ta  mała  wredna  istota,  co 
prawda pisała do niego, ale nawet o tym nie wiedziała. 
Czas  płynął  nieubłaganie.  Mężczyzna  zapakował  kanapki  i  dorzucił  po  dwie  butelki  coli,  po 
czym  położył  na  stole  przygotowane  torebeczki  z  prowiantem.  Zabrał  się  za  tosty,  gasząc  w 
międzyczasie gaz pod patelnią z jajkami i wrzucił chleb do tostera. Po przełożeniu jajecznicy na 
talerze uznał, że  masło  i dżem też  mogą się dziś przydać. Przy  nakryciach postawił  jeszcze po 
kubku herbaty. 
Wszystko było gotowe dziesięć  minut przed przyjazdem taksówki. Gdy nie chcesz, czas płynie 
szybko  a  gdy  chcesz,  żeby  dzień  się  skończył  jak  najszybciej,  wtedy  czas  ciągnie  się 
nieubłaganie. 
— Śniadanie! — krzyknął, wychodząc z kuchni. 
—  Już,  już.  —  Obaj  chłopcy  szli  od  strony  przedpokoju,  prawdopodobnie  zataszczywszy  tam 
uprzednio bagaż Harry’ego. 
— Za dziesięć minut podjedzie taksówka — przypomniał im, siadając do stołu. 
— Wszystko już zrobione. — Potter skinął mu głową. — Za chwilę przyjdą też państwo Holmes. 
—  Ciężko  ci  się  stąd  wyprowadzić?  —  zapytał  Gryfona  Tom.  Był  przy  tym  autentycznie 
zainteresowany. 
— Trochę tak — przyznał. — Spędziłem tu w końcu swoje najlepsze wakacje. — Uśmiechnął się 
szczęśliwy. — Drugich takich nie będzie… 
— Nie, nie będzie — zgodził się z nim Axel. 
Później  wszystko  potoczyło  się  błyskawicznie.  Taksówkarz  zatrąbił,  dzwonek  zadzwonił… 
Znosili bagaże, Harry żegnał się z gospodarzami oddając im klucze, a oni pakowali wszystko do 
taksówki. Zaraz potem Axel podał Czarnemu Panu rękę i zniknął na tylnym siedzeniu. 
Harry wpadł w ramiona Riddle’a ściskając go mocno. Tom szarpnął się do niego, gdy ten nagle 
zniknął  z  jego rąk,  podchodząc  do taksówki.  Jego  mina  musiała  mówić  więcej  niż  on  byłby  w 
stanie wyrazić kiedykolwiek słowami, bo Potter wrócił, znów przytulając się do niego mocno i 
całując w potrzebujące usta. 
Gdy  Harry  wsiadł  do  samochodu,  Czarny  Pan  poczuł  się  tak  samotny  jak  jeszcze  nigdy 
wcześniej. Samochód ruszył, a on nie był w stanie nawet drgnąć. Okno otworzyło się ukazując 
mu rozczochraną głowę Harry’ego. 
— Tom! Dwudziesty trzeci czerwca o szesnastej! King’s Cross, czekaj tam na mnie! 
Westchnął  przeciągle  odwracając  się  do  państwa  Holmes.  Mugole,  mili  i  ciepli  ludzie,  bardzo 

background image

tolerancyjni. Marvolo nawet ich polubił przez ten miesiąc. 
— Chciałbym kupić państwa dom — oznajmił niespodziewanie. 
Harry  uwielbiał  te  cztery  kąty  i  zamierzał  mu  je  dać.  Będzie  płacił  za  wszystko,  ale  pozwoli 
zostać staruszkom. Dom straciłby bez nich cały klimat. 
— Ale, chłopcze… — Wiedział, że mają tylko ten dom. Sprawdził ich, gdy sprawdzał Axela. Nie 
mieli także żadnej żyjącej rodziny. 
— Pozwolicie państwo, że wyjaśnię wcześniej wszystko, dopiero później państwo zdecydują, czy 
chcą się zgodzić na moją propozycją, czy nie. 
Skinęli mu głowami zaintrygowani i zaprosili do środka.

 

 

***

 

 
—  Nie  zostawiaj  mnie  samego  nawet  na  chwilę  —  polecił  Axelowi  i  weszli  na  peron 
czarodziejskiej kolei. 
Przywitał ich ogłuszający wrzask tłumu. Do odjazdu pozostało około dziesięciu minut i wszyscy 
byli jeszcze na peronie. Płaczące matki, wrzeszczące  dzieci i krzyczące nastolatki. Potter aż się 
skrzywił. Taros za to  podskakiwał zadowolony u  jego boku. Obaj  mieli zaciągnięte kaptury od 
swoich  peleryn,  zdążyli  się  przebrać  przed  wejściem  na  peron.  Harry  miał  nadzieję  na 
jakąkolwiek prywatność w drodze do szkoły, chciał porozmawiać z przyjacielem. 
— Ron, widzisz go?! — Potter usłyszał dziewczęcy głos gdzieś z lewej strony, zanim zobaczył 
swoich starych przyjaciół. 
Stali niedaleko barierki i wyczekiwali jego przybycia. Z niesmakiem dostrzegł, że trzymają się za 
ręce. A więc jednak to się stało, pomyślał. Pociągnął Axela za sobą w kierunku pociągu. 
— Zjawił się? 
— Nie. Jeszcze nie, ale powinien niedługo być… 
Gryfon  dostrzegł,  że  członkowie  Zakonu  kręcą  się  pomiędzy  uczniami,  szukając  zapewne  jego 
skromnej  osoby.  Przecisnęli  się  jak  najszybciej  do  drzwi  ostatniego  wagonu  zajmowanego 
zazwyczaj przez Ślizgonów. Potter uznał ten plan za genialny, bo kto będzie go szukał w zielonej 
sekcji? Przedział był jeszcze wolny, co dało im wiele możliwości. Pociąg w końcu ruszył a wśród 
członków Zakonu  Feniksa zapanował armagedon. Zupełnie  nie wiedzieli,  co mają robić. Harry 
zaczął  się  zastanawiać,  jakie  dokładnie  mieli  rozkazy.  Pilnować  go  przez  całą  podróż,  czy 
zaciągnąć  od  razu  do  gabinetu  dyrektora?  Odetchnął  z  ulgą  wiedząc,  że  teraz  będą  dyskretnie 
przeszukiwać Londyn i cały pociąg. 
— Hej! To nasz przedział — zaprotestował ktoś, tuż po tym jak drzwi się otworzyły. 
—  Miejsca  jest  dość  —  odpowiedział  spokojnie  Gryfon,  nawet  nie  podnosząc  wzroku  na 
intruzów. 
— Ale to nasz przedział! 
— O ile sobie przypominam, to my go zajęliśmy — wtrącił się Axel. 
— A kim ty w ogóle jesteś? — Ślizgoni nie lubili intruzów na swoim terenie. 
—  Axel,  siadaj  —  polecił  mu  Harry,  przenosząc  swoje  szmaragdowe  tęczówki  na  Parkinson, 
stojącego za nią Malfoya, jego goryli i Zabiniego. 
W  przeciwieństwie  do  kompana,  nie  zdjął  jeszcze  kaptura.  Malfoy  przyglądał  mu  się  przez 
chwilę bardzo uważnie. Potter nie miał jednak ochoty na kłótnie. Szukali go i właśnie dobiegło 
końca coś bardzo dla niego ważnego. 

background image

— Wchodź, Pansy — polecił jej, popychając dziewczynę do środka. 
— Ale, Draco… 
— Zamknij się, Parkinson! — fuknął na nią, zajmując miejsce naprzeciwko Pottera. 
Dziewczyna  już  bez  słowa  protestu  usiadła,  wyglądając  przy  tym  na  lekko  obrażoną.  Pozostali 
zrobili  to  samo  i  w  przedziale  zapanowała  niczym  niezmącona  cisza.  Jedni  przypatrywali  się 
drugim.  Harry  jednak  nie  wyglądał  na  zaniepokojonego,  czy  zdenerwowanego  towarzystwem. 
Malfoy w końcu zaryzykował: 
— Szukają cię… 
— Pff! — prychnął Harry, patrząc przez okno. — Powiedz mi coś, czego nie wiem. Robią to od 
połowy wakacji… 
— Co?  — Malfoy rozchylił delikatnie usta w zaskoczeniu. Jego oczy  były okrągłe  i patrzył  na 
chłopaka niedowierzająco. — Uciekłeś im? 
— Miałem trochę inne plany, niż oni  by chcieli…  — Gryfon zerknął  na niego uśmiechając się 
drwiąco i pozwolił, żeby ten to zobaczył. — Nie masz najlepszych informatorów — sarknął. 
— To nie twoja sprawa! 
— Skoro tak twierdzisz… — Odwrócił się ponownie w stronę okna, nie zainteresowany dalszą 
rozmową. 
Ponownie  zapadła  krępująca  cisza,  przerywana  jedynie  odgłosem  kół  pociągu  na  torach. 
Parkinson śmigała wzrokiem od niego do Malfoya. W końcu nie wytrzymała. 
— Draco, kto to jest? 
— Pansy… — Malfoy popatrzył na nią z westchnieniem rozpaczy. — Nie bądź blondynką! 
Axel  parsknął  głośno.  Już  od  dłuższego  czasu  chciał  dziewczynie  trochę  dogadać  i  się  z  niej 
pośmiać, ale wolał nie denerwować Harry’ego. 
— Wydaje mi się, że farbowanie włosów na czarno to za mało.  — Mrugnął porozumiewawczo 
do Malfoya. — Trzeba mieć, chociaż troszkę rozumu, żeby to coś dało. 
Zabini  dusił  się  już  ze  śmiechu.  Crabbe  i  Goyle  wyglądali  tak  samo  mało  inteligentnie  jak 
zawsze, do tego nie wiedzieli, co się dzieje. Pansy miała minę, jakby chciała się rzucić na Axela, 
a Potter siedział niewzruszony. Malfoy za to wręcz siłą powstrzymywał się, żeby się nie zaśmiać. 
Jedno  obrażone  spojrzenie  dziewczyny  wystarczyło  jednak,  aby  i  on  parsknął.  Ten  właśnie 
moment wybrali sobie gryfońscy prefekci by wejść do przedziału. Śmiech uciął się w momencie, 
gdy drzwi stanęły otworem. 
— Miona, to Malfoy — marudził Ron, marszcząc nos. — Tu Harry’ego na pewno nie będzie… 
— Ale, Ron! — Dziewczyna wyglądała na naprawdę przestraszoną. — To ostatni przedział, jego 
nie ma w pociągu. 
— Wiewiór Weasley i Wszystkowiedząca Granger! — powitał ich Malfoy, stając przed Harrym i 
Axelem. Reszta poszła zaraz w jego ślady. 
  — Spadaj, Malfoy! Nic od ciebie nie chcemy. — Ron uniósł głowę wysoko i zadziornie. 
—  Ale  wpadacie  do  naszego  przedziału  jak  do  własnego  —  wtrącił  się  Blaise.  —  Spływać, 
jesteśmy zajęci — odprawił ich władczym skinieniem ręki, z kpiącym uśmiechem na ustach. 
Harry  patrzył,  jak  Ron  czerwienieje  ze  złości  i  jest  wyciągany  przez  Hermionę  za  ramię, 
złorzecząc głośno. Ślizgoni zajęli swoje miejsca, wyraźnie z siebie zadowoleni. Malfoy czekał na 
reakcję Pottera, ten skinął mu tylko głową ni to w uznaniu, ni w podziękowaniu. 
— Gryfońska sierotka. — Pansy uśmiechnęła się sardonicznie. — Czyżby się zgubiła? 
— Pansy — Blaise wywrócił na nią oczami. — Ty chyba naprawdę jesteś blondynką… 

background image

Parkinson  popatrzyła  na  niego  z  niedowierzaniem  i  już  miała  się  na  niego  zamachnąć,  gdy 
wreszcie coś do niej dotarło. 
— Nie! — szepnęła, przenosząc swoje ogromne oczy na Pottera. — To nie możliwe… 
— Merlinie! — Axel bawił się wyśmienicie. Złożył dłonie i popatrzył w górę. — Dzięki ci. Jest 
dla niej jeszcze nadzieja… 
Zabini  znów  się  zaśmiał,  a  Malfoy  uśmiechnął  ledwie  widocznie,  podczas  gdy  jego  goryle 
patrzyli na siebie niewiele rozumiejącym wzrokiem. Parkinson łypała na Wybrańca, otwierając i 
zamykając  usta.  Zupełnie  nie  wiedziała,  co  powiedzieć,  ale  Harry  i  tak  nie  zwracał  na  nią 
najmniejszej uwagi. 
— Draco Malfoy — blondyn przedstawił się, wyciągając dłoń w stronę żartownisia. 
— Axel Taros — przywitał się z blondynem, a później Zabinim, Crabbe’em i Goyle’em, którzy 
skinęli  mu  tylko  głowami.  —  Jak  myślicie?  —  zagadnął  ich.  —  Ile  im  zajmie  uświadomienie 
sobie, że ten tu to Harry? 
—  Przypuszczam,  że  niewiele  —  zaryzykował,  Malfoy.  —  Nawet,  gdy  znów  ich  wyrzucimy, 
uznają po prostu, że go porwaliśmy i przetrzymujemy. 
— No, co ty! — Axel pokręcił głową. — Dwa tygodnie zajęło im odkrycie, że go nie ma tam, 
gdzie myśleli, że jest… 
— Dwa tygodnie? — nie dowierzał Zabini. 
— Harry mówił, że patrolowali i pilnowali miejsce jego rzeczonego pobytu przez cały ten czas. 
— Axel cieszył się, że ma bardziej rozmownych kompanów niż Potter. 
— Ale dwa tygodnie? — Malfoy chciał się upewnić. 
— Tylko dlatego, że to były  moje urodziny  —  wtrącił się  niespodziewanie  Gryfon.  —  Chcieli 
mnie odwiedzić i zorientowali się, że mnie nie ma. 
— Szybcy są. — Blaise uśmiechnął się, kręcąc głową. 
— Jak woda w klozecie — odburknął. 
— Wybaczcie mu — usprawiedliwiał go Axel, ściągając na siebie ich uwagę towarzyszy. — Ma 
dziś trochę zły humor, bo… 
— Odwal się, Axel! — przerwał mu szybko, domyślając się, co ten chce powiedzieć. 
— Dobra — uśmiechnął się do niego perfidnie. — Wiem, że nie spałeś za dużo tej nocy i jesteś 
zmęczony… 
Krwisty rumieniec  na policzkach Harry’ego widoczny  był  nawet spod kaptura. Potter odwrócił 
się  do  Tarosa  z  zamiarem  walnięcia  blondyna  dosyć  mocno  w  ramię.  Ten  złapał  go  jednak  za 
rękę, powstrzymując przed agresywnym zachowaniem. 
— Harry, dobra! Już nie będę — udobruchał go, przytulając do siebie. Wiedział, że to całkowicie 
powstrzyma  Wybrańca  od  prób  nabicia  mu  siniaków.  Chłopak  był  bezbronny  po  każdym 
okazaniu mu cieplejszych uczuć, łaknął ich jak powietrza. — Chodź tu. — Poklepał swoje uda w 
zapraszającym geście. 
— Axel — ostrzegł go. 
—  Wiem,  że  to  wszystko  cię  denerwuje  i  jesteś  śpiący.  —  Też  bym  był  po  tak  długiej  nocy
pomyślał.  —  I  nie  możesz  zasnąć.  Ale  jak  położysz  głowę,  to  cię  trochę  pomiziam.  — 
Uśmiechnął  się  do  niego  zuchwale.  —  Wiem,  że  to  nie  to  samo,  ale  będziesz  musiał  się  tym 
zadowolić przez jakiś czas. 
—  Och!  Zamknij  się!  —  burknął,  ale  ułożył  się  twarzą  do  niego  obejmując,  go  w  pasie 
ramieniem. 

background image

— Jak coś to cię obudzę — zapewnił, głaszcząc go po plecach pod płaszczem. 
Harry  chwilę  pokręcił  się,  układając  wygodnie  na  jego  kolanach.  Axel  okrył  go  w  tym  czasie 
swoją peleryną i włożył dłoń pod kaptur, by głaskać głowę Pottera. 
— Draco… 
— Cii! — Axel wciął się dziewczynie z psotnym uśmiechem na ustach. 
— Ale… — zaczęła ponownie Pansy. 
— Och! Zamknij się, Parkinson. — Malfoy także uśmiechnął się nieznacznie. 
Z kolan Tarosa dobiegło ich ciche westchnienie i Harry zdawał się odpłynąć.

 

 

***

 

 
Wejście do Wielkiej Sali wcale nie było takie proste, jakby się wszystkim wydawało. W powozie 
Harry  i  Axel  mieli  obstawę  Malfoya,  Zabiniego  i  ich  goryli.  Dla  Parkinson  było  to  jednak  za 
dużo  i  postanowiła  się  ulotnić.  Teraz  stali  ramię  w  ramię,  otoczeni  Ślizgonami.  Wszyscy 
wpatrywali się w wejście i Gryfon miał wrażenie, że mają nadzieję zobaczyć jego rozczochraną, 
roześmianą i naiwną twarzyczkę. 
Niedoczekanie! 
— Możecie usiąść z nami — zaproponował, stojący obok niego Malfoy. 
— Możemy, możemy? — prosił Axel. Chłopak wyraźnie bardzo polubił dwóch Ślizgonów. 
—  Lepiej  nie  —  mruknął  Wybraniec  w  odpowiedzi.  —  Zwróciłoby  to  zbyt  dużo  uwagi  i 
wywołało podejrzenia — przypomniał im. 
— Nie cierpię, gdy masz rację. — Axel opadł na jego ramię, wyraźnie zniechęcony. — Nie mów 
mi, że będziemy musieli usiąść z tymi idiotami… 
— Możesz ich ignorować — poradził mu. 
— To na razie — mruknął do nich Malfoy, zmuszając do zwrócenia na siebie uwagi. 
Harry przez chwilę oceniał go, patrząc jak Axel ściska jego dłoń. Draco odwrócił się do niego by 
unieść dłoń, ale ten zaskoczył ich obu, wyciągając ją do chłopaka w przyjaznym geście. Uśmiech 
Ślizgona  mówił  mu  sam za siebie:  wszystko się  zmieniło. Wiedział to już wcześniej, ale teraz, 
gdy Malfoy patrzył na niego przyjaźnie… 
Usiadł, ciągnąc na miejsce obok siebie Tarosa. Większość Gryfonów patrzyła na nich dziwnie. 
— Co wy tu robicie? — zaczepił ich jakiś siódmoklasista. 
— Siedzimy. — Axel posłał mu szeroki uśmiech. 
— Nie jesteście Gryfonami — warknął na nich. 
—  Ja  nie  jestem  —  sprostował  blondyn.  —  Ale  za  chwilę  będę,  więc  się  nie  stresuj,  bo  to 
podobno szkodliwe. — Harry nie mógł już wytrzymać ze śmiechu. — Mówiłem, że powinniśmy 
usiąść  gdzie  indziej  —  mruknął  tak,  że  Potter  nie  miał  najmniejszych  wątpliwości,  gdzie  ten 
chciał siedzieć. Czy raczej, z kim. — Mówiłeś, że lwy są tolerancyjne. 
Wzruszył tylko ramionami nie mając ochoty się odzywać. 
— Kim ty jesteś? — Pytanie starszego od nich Gryfona było skierowane teraz bezpośrednio do 
niego. 
Nie  musiał  jednak  odpowiadać,  bo  do  Wielkiej  Sali  wleciała  pewna  bardzo  stęskniona,  biała 
sowa.  Z  impetem  wylądowała  na  jego  ramieniu  i  wtedy  właśnie  się  zaczęło.  Nawet  nie  zdążył 
przywitać się z Hedwigą, gdy w sali rozległy się wrzaski. 
— Harry! Harry…! — Aż skrzywił się z niechęci. 

background image

Usłyszał  jeszcze  tylko  denerwujące  chichotanie  Axela,  zanim  kilku  Gryfonów  i  jego  dawnych 
przyjaciół rzuciło się na niego. Wieczór już wcześniej zapowiadał się okropnie, ale teraz doszła 
do tego murowana migrena od tych wrzasków i pisków. 
Jego  kaptur  opadł  w  międzyczasie  i  teraz  wszyscy  patrzyli  na  jego  opanowaną  twarz.  Nie 
szpeciły  już  jej żadne okulary, a włosy wciąż były zielone przy końcach grzywki. Nowe, ładne 
ubrania  też  nie  pozostały  niezauważone.  Jak  on  nie  lubił,  gdy  wszyscy  się  na  niego  gapili! 
Skrzywił się nieznacznie. 
— Jeżeli zaraz się ode mnie nie odsuniecie wyciągnę różdżkę — zagroził zimnym głosem. 
— Dajesz, Harry — dopingował go Axel, na którego notabene nikt nie zwracał aktualnie uwagi. 
Zbiegowisko  odsunęło  się  od  niego,  widząc  jego  zimny  wzrok.  Zostali  tylko  Hermiona  i  Ron. 
Niezrażeni i niezwykle drażniący w samej swojej obecności. [i]Dwulicowe gnidy[/i], przemknęło 
mu przez myśl. 
—  Harry,  mój  chłopcze.  Jak  dobrze  cię  widzieć!  —  Dumbledore  zdołał  się  przepchnąć  przez 
tłum uczniów i teraz stał przed Potterem z szerokim uśmiechem. 
—  Już  panu  chyba  pisałem,  co  myślę  o  tym  zwrocie  —  warknął  zirytowany  całym  tym 
zamieszaniem. 
—  No  cóż,  no  cóż…  Chciałbym  z  tobą  porozmawiać…  —  zawiesił  na  chwilę  głos,  sądząc 
zapewne, że Gryfon pobiegnie za nim jak grzeczny piesek. 
—  Wydawało  mi  się,  że  powiedzieliśmy  sobie  wszystko  przed  zakończeniem  roku  i  w  tych 
nielicznych  listach,  które  wymieniliśmy  —  sarknął.  —  Ale  skoro  ma  pan  jeszcze  coś  do 
powiedzenia mojej skromnej osobie, to słucham? 
—  Wolałbym  przenieść  naszą  pogawędkę  do  mojego  gabinetu.  —  Wesołe  iskierki  w  oczach 
starca wyprowadzały go z równowagi. 
—  Ale  ja  bym  nie  wolał  —  uciął  szybko  Harry.  —  Jestem  zmęczony  po  długiej  podróży  i 
chciałbym iść spać. Poza tym nie przypominam sobie, bym zrobił w tym roku szkolnym coś, co 
wymagałoby  interwencji  dyrektora  tej  jakże  szacownej  placówki,  zważając  na  to,  że  wyżej 
wymieniony rok jeszcze się nie zaczął. A o ile mi wiadomo, nasze występki podczas wakacji nie 
powinny  interesować nikogo poza naszymi opiekunami  i  przedstawicielami  Ministerstwa. O ile 
sobie przypominam, nie jest pan ani jednym ani drugim. — Zmrużył gniewnie oczy, gdy wszyscy 
słuchali go oniemiali. 
— Ależ, panie Potter — wtrąciła się McGonagall. 
— Nie, Minervo. — Dumbledore powstrzymał ją ruchem dłoni. — Wydaje mi się, że czas zacząć 
przydział do Domów. 
Harry odetchnął z ulgą, wiedząc, że przez jakiś czas będzie miał spokój.

 

 

***

 

 
— Ależ, Albusie! — McGonagall nie dawała spokoju. 
Wszyscy siedzieli już przy stole prezydialnym, a kobieta wciąż nie mogła się uspokoić. Severus 
był  w  stanie  wywrócić  tylko  oczami.  Potter  zionął  ogniem  jak  najprawdziwszy  smok  na  samą 
wzmiankę o starcu. Tom będzie zachwycony tymi informacjami… 
— Chłopak jest na mnie zły. Trzeba mu dać czas, żeby ochłonął — zapewniał ją. — Pan Weasley 
i panna Granger się nim zajmą. — Patrzył w przyszłość optymistycznie. 
Snape uśmiechnął się tylko diabolicznie pod nosem. Przeoczyli tego nieobliczalnego blondyna, o 

background image

którym Tom opowiadał. To chyba będzie największy błąd Albusa.

 

 

***

 

 
— Hej, Harry! — Axel biegał po całej gryfońskiej wieży jak oszalały. Lwy w końcu zebrały się 
w  Pokoju  Wspólnym,  by  przesłuchać  Harry’ego.  —  Jest  wolna  dwuosobowa  sypialnia.  W 
pozostałych są już kufry, a w pokoju szóstej klasy są tylko cztery łóżka. 
— Tamten pokój jest mój i Harry’ego! — wydarł się rudzielec. 
— Pff! — Axel zszedł na dół z diabolicznym uśmiechem na ustach.  — Tak ci się tylko wydaje 
Ryży  Chłopcze  —  odpowiedział,  bezwstydnie  pakując  się  Potterowi  na  kolana.  —  Prawda 
kochanie? Będziemy mieszkać sami — zakomunikował wszystkim. 
Harry bez słowa podał mu swój zmniejszony kufer, który miał w kieszeni. Blondyn wyjął drugi 
taki pakunek i cmokając go w policzek, zszedł z jego kolan. 
— Rozpakuję nas — zawołał jeszcze, znikając na schodach. 
— Śpię przy oknie — przypomniał mu Wybraniec. 
Uśmiechnął  się  sadystycznie,  widząc  te  wszystkie  zaskoczone  miny  jego  kolegów  z  domu. 
Wiedział, że teraz lawina pytań będzie o niebo większa. 
— Harry… — usłyszał głos Hermiony, ale to Ron zadał pytanie pierwszy. 
— Jesteś pedałem? 
Nastolatek posłał mu niechętne spojrzenie, co zdziwiło wszystkich jeszcze bardziej niż pocałunek 
Axela. 
— To chyba nie twoja sprawa, prawda? — zadrwił z niego. — Chyba, że czujesz się zazdrosny? 
— dodał i zawiesił na chwilę głos. 
Chciał  ich  po  prostu  do  siebie  zniechęcić.  Chciał,  żeby  dali  mu  upragniony  spokój.  Ron 
zaczerwienił się, gdy kilka osób zachichotało. 
— Harry, ten blondyn jest twoim chłopakiem? — zapytała go niepewnie Hermiona. 
—  To  wciąż  nie  jest  wasza  sprawa,  ale  skoro  potraficie  zadać  jakieś  kulturalne  pytanie  to 
zaspokoję  waszą  ciekawość.  —  Popatrzył  na  nich  spod  powiek.  —  Nie,  Axel  nie  jest  moim 
chłopakiem i nigdy nie będzie. 
— Kochanie! — Axel wpadł ponownie do pokoju. — Mamy własną łazienkę z ogromną wanną 
— zakomunikował mu, przecinając pomieszczenie w kilku krokach i wskakując na miejsce obok 
niego. 
— To dobrze — Harry skinął spokojnie głową. 
— Chodźmy już spać, co? — Przytulił go do swojej piersi, opierając policzek na jego głowie. — 
To  był  ciężki  dzień,  a  jutro  zapewne  będzie  jeszcze  gorzej.  A  ty  musisz  odespać  jeszcze  noc, 
którą ostatnio zarwałeś. — Zamyślił się przez chwilę. — Lub dwie, jakby tak obiektywnie na to 
spojrzeć… W pociągu to była tylko drzemka. 
Potter bez słowa zabrał tego łotra na górę, pozostawiając oniemiałych Gryfonów.

 

 
*** 
 
Chłopak jest w szkole… 
 
Postawił  się  Dumbledore’owi  i  na  razie  ma  spokój,  choć  nie  umiem  stwierdzić,  jak  długo  tak 

background image

będzie.  Syn  Kwiatu  wykonuje  zadanie,  już  zdołał  się  trochę  do  nich  zbliżyć.  Niestety  obaj 
wyglądają, jakby byli w dość zażyłych stosunkach. Blondyn obejmuje i całuje Małego na każdym 
kroku. Nie wiem jednak, co to oznacza. 
 
Twoje oczy i uszy. 
 
*** 
 
Mój panie 
 
Zyskałem zaufanie jego przyjaciela, ale sam Obiekt jest bardzo nieufny. Potrzebuję jeszcze trochę 
czasu by się zbliżyć wystarczająco. Jestem już w stanie skutecznie go chronić. Axel wydaje się być 
mną  zainteresowany,  co  nie  powinno  zaszkodzić  w  naszych  planach.  Nie  bardzo  pojmuję,  na 
jakiej zasadzie działa ich relacja, ale na pewno nie są parą. 
 
Syn Kwiatu 
 
*** 
 
Cześć Gadzinko 
 
Nudno się jakoś ostatnio zrobiło i tak się zastanawiam, co ty kombinujesz, że o tobie nie słychać? 
  Nie piszesz, nie dzwonisz… 
A  tak  na  poważnie,  to  zaczynam  się  martwić.  Znów  chcesz  mnie  zabić  i  wypatroszyć,  żeby 
wypchać i ustawić w swoim salonie? 
 
H.P. 
 
*** 
 
Witaj przyjacielu 
 
Nie będę ukrywał, że czekałem na wiadomość od ciebie. Szkoła i przyjaciele mogli cię po prostu 
pochłonąć  i  nie  chciałem  ci  przeszkadzać.  Ale  skoro  znalazłeś  dla  mnie  czas,  więc  mogę  znów 
wesprzeć cię swoim poczuciem humoru i inteligencją. Czekam, więc wyżal się, co też chciał ten 
twój Stary Drops? Albo napsiocz na swojego nowego, ślicznego, blondwłosego chłopaka, jeśli to 
ci poprawi humor. 
 
T.M.R. 
 

***

 

 
Dni mijały i w końcu wszyscy zaczęli się uspokajać. Przestali także zwracać tak dużą  uwagę na 
Axela i Harry’ego. List od Toma zaniepokoił jednak Gryfona. Wszyscy byli przekonani, że Axel 

background image

jest  jego  chłopakiem.  Wynikało  to  oczywiście  z  tego,  że  blondyn  wziął  sobie  za  punkt  honoru 
ochronę  jego  osoby  i  uparł  się,  że  będą  udawać  parę.  Na  nic  zdawały  się  prośby,  kłótnie  i 
zaprzeczenia Harry’ego. Ale Potter w końcu obiecał, że nie zdradzi Toma, a miał już dowód na 
to,  że  wieści  do  niego  dotarły.  Uśmiechnął  się  nieznacznie  pod  nosem.  Gdy  teraz  o  tym 
pomyślał… 
Tom mógł być po prostu zazdrosny i dlatego o tym napisał… 
Jeszcze tego wieczora, zaciągnął Axela do starego, nieużywanego korytarz a, gdzie, jak wiedział 
dzięki  Mapie  Huncwotów,  za  chwilę  miał  pojawić  się  Snape.  Podejrzewał,  że  to  będzie 
najszybsza sowa z wiadomością, jaką kiedykolwiek wysłał. Był pewien, że Riddle za godzinę lub 
dwie, będzie znał przebieg rozmowy. 
— Axel, mam dość — zajęczał na tyle głośno, by mężczyzn go usłyszał. 
—  Ale,  o  co  ci  chodzi?  Plan  działa  idealnie!  —  Axel  miał  na  twarzy  niebotyczny  uśmiech, 
uwielbiał takie akcje. — Wszyscy myślą, że jesteśmy parą i dają nam święty spokój. 
— Te plotki mnie denerwują — fuknął na niego. 
—  Plotki?  Czy  to,  że  nie  możesz  się  zobaczyć  z  Tomem?  —  zapytał  Axel,  siląc  się  na 
współczujący ton. 
— Spieprzaj — warknął Harry według scenariusza. 
— Przestań się wściekać — burknął blondyn. — Wiem, że za nim tęsknisz… 
— Powrót był chyba złym pomysłem. — Uderzył pięścią w ścianę. — Dobrze przynajmniej, że 
do Toma te plotki nie dotrą, tego chyba bym już nie przeżył… 
— Nie  musimy wracać tu w przyszłym roku, Harry  — przypomniał  mu zauważając, że nastrój 
chłopaka się zmienił. 
— To nie rozwiąże moich problemów z Voldemortem… 
— Nawet jak będziesz miał Toma przy sobie? — Uśmiechnął się do niego diabolicznie. 
— Chyba zwłaszcza wtedy — westchnął zrezygnowany. 
—  Musimy  wracać,  wiesz?  —  Axel  szturchnął  jego  ramię.  —  Wiesz  już,  kto  założył  zaklęcia 
szpiegujące w naszym pokoju…? 
— Tak mi się wydaje. — Poczuł się lepiej wiedząc, że to już koniec przedstawienia. — I chyba 
wiem  jak  tego  kogoś  zniechęcić.  Co  byś  powiedział  na  wyemitowanie  mu  odgłosów  ostrego 
seksu…? 
Zaśmiali się szczerze, idąc szybko korytarzem. Kropka Snape’a na Mapie pognała do jego kwater 
a potem zniknęła. 
Wiadomość  wysłana,  pomyślał  Harry.  Uśmiechnął  się  do  siebie.  To  zdecydowanie  była 
najszybsza sowa, jaką kiedykolwiek wysłał. 
Musiał jeszcze napisać list do Voldemorta. Aceron wciąż czekał w ich pokoju.

 

 
*** 
 
 
Rozdział 6 
 
Harry zaczął czuć się dziwnie pod koniec października. Odnosił wrażenie, że coś się zmieniło, 
było inne niż wcześniej. Nie wiedział jeszcze jednak, co to takiego. 
Nie  zdziwił  go  brak  apetytu.  Po  kuchni  Toma  potrawy  skrzatów  smakowały  jak  z  jakiegoś 
podrzędnego baru. 

background image

Nie  zdziwiły  go  zawroty  głowy.  W  końcu  nigdy  nie  jadł  zbyt  dużo.  Obiecywał  wtedy 
narzekającemu Axelowi jeść więcej. 
Nie zdziwiły go także wymioty każdego ranka. Uznali wspólnie, że coś po prostu mu zaszkodziło 
i razem uwarzyli eliksir łagodzący. 
Nie zdziwiły go nawet wybuchy magii wokół niego i jej sporadyczna niestabilność. Zwalił to na 
rzecz stresu. 
Zdziwiło  go  jednak,  gdy  jego  brzuch  zaokrąglił  się  pod  koniec  lutego  i  zaczął  rosnąć.  Szybko 
rosnąć. Tak. To go zdziwiło i wówczas zaczął szukać przyczyny. 
Musieli  być  ostrożni.  Axel  już  wtedy  spotykał  się  z  Malfoyem  w  ciemnych  korytarzach. 
Ułatwiała  mu  to  peleryna  Harry’ego  i  jego  Mapa.  Zielonooki  wiedział,  że  są  już  od  jakiegoś 
czasu kimś w rodzaju pary, ale wciąż nie mógł sobie pozwolić na zaufanie blondynowi. Lubił go, 
ale nie ufał za grosz. 
— Axel, brzuch mi urósł. — Harry, po prysznicu, wyskoczył z łazienki w samych bokserkach. 
— Wcale nie jesteś gruby — zapewnił go przyjaciel, nawet na niego nie patrząc. 
— Nie o to chodzi — warknął. — Brzuch mi urósł! 
Blondyn położył go na łóżku, przyglądając się z psotnymi iskierkami w oczach. Potter wiedział, 
że chłopak chce z niego zażartować, ale w chwili, w której Axel położył mu dłoń na brzuchu coś 
się w nim poruszyło. 
— Łoł! — krzyknął blondyn, odskakując jak oparzony. 
— O Merlinie! O Merlinie…  —  mamrotał Harry patrząc niewidzącym wzrokiem w  baldachim 
łóżka Tarosa. 
— Co to było? — szepnął zdezorientowany Axel. 
— Nie mam pojęcia i chyba nawet boję się pomyśleć o możliwych odpowiedziach na to pytanie 
— wymamrotał Potter, kładąc dłonie na brzuchu i znów czując jak coś się w nim porusza. 
— Co robimy? 
— Biblioteka? — zapytał. 
Axel opadł na łóżko, patrząc na brzuch Harry’ego tak, jakby zaraz miał mu coś zrobić. 
— Przepraszam, że pytam, ale… Czy ty jesteś w ciąży? 
Absurd tej sytuacji zrobił swoje i Harry zaczął się śmiać. Głośno i opętańczo. Śmiał się tak, że aż 
z oczu pociekły mu łzy. 
— Tak — parsknął po kilku minutach. — Wydaje mi się, że tak… — zamilkł na chwilę, by się 
uspokoić. — Nawet nie chcę wiedzieć, jakim cudem… Normalnie zapytałbym Hermionę, ale to 
nie jest dobry pomysł w tym przypadku. 
— Draco by wiedział, on… — Axel w końcu go przytulił i pozwolił mu się w siebie wtulić. 
Wybraniec trząsł się z szoku. Axel rozumiał, że ten potrzebuje teraz bliskości i właśnie to starał 
się dać przyjacielowi. 
— Nie ufam mu… 
— Więc zaufaj mnie — poprosił, patrząc Harry’emu prosto w oczy. 
— Spróbujmy wcześniej samemu, co? — Axel skrzywił się trochę, ale ustąpił. 
— Skoro tak chcesz…

 

 

*** 
 
Ich  poszukiwania  spełzły  jednak  na  niczym.  W  bibliotece  nie  było  książek,  które  mogłyby 

background image

zakrawać  o  seksualność  i  ciążę.  Pewna  drugoroczna  Krukonka  wyjaśniła  Axelowi,  że  to  są 
nieprzyzwoite książki i że o takich rzeczach należy rozmawiać tylko z rodzicami i opiekunami. 
Ręce im opadły. Nie pozostawało nic, poza Malfoyem. 
— Draco, no chodź. — Harry usłyszał głos Tarosa zza drzwi. 
Stał  właśnie  w  łazience  Jęczącej  Marty  i  czekał  na  swojego  przyjaciela  oraz  jego  chłopaka. 
Blondyn  uważał  się  wcześniej  za  heteroseksualistę  ale,  jak  przewidział  Potter,  wylądował  z 
Malfoyem. Nastolatek śmiał się często, że miesiąc wakacji spędzony z dwoma gejami w związku 
zrobił swoje. 
— Po co mnie tam ciągniesz? To damska toaleta — marudził Ślizgon. 
— Właź, Malfoy. — Wybraniec otworzył im drzwi i wciągnął zaskoczonego blondyna. 
— Ale… Ale o co chodzi…? 
—  Wcześniej  musisz  złożyć  przysięgę  —  wciął  się  szybko,  nie  pozostawiając  żadnych 
wątpliwości, jakie są jego oczekiwania. 
— Przysięgę? 
— Wieczystą — uściślił. — Axel ci ufa, ale ja nie bardzo. — Skrzywił się lekko. 
—  Musisz  przysiąc,  że  nie  zdradzisz  sekretów  Harry’ego.  —  Axel  stanął  obok  blondyna  z 
proszącą miną. — Potrzebujemy twojej pomocy, ale on jest uparty jak osioł. 
— Dobra. — Chłopak skinął po chwili zastanowienia. — Zaczynajmy. 
Przysięga  była  krótka  i  treściwa.  Zabraniała  mu  przekazywać  dalej  faktów  nieznanych  w 
szerszych  kręgach.  To  powinno  wystarczyć.  Harry  pierwszy  raz  widział  jak  ktoś  składał 
Wieczystą Przysięgę i zachwycił go widok falującej wokół nich magii. 
— Powiecie mi teraz, co to za sprawa? 
—  Nie  tu.  —  Potter  pokręcił  głową,  odwracając  się  do  kranu  o  kształcie  węża.  —  [u]Otwórz 
się![/u] 
Umywalki przesunęły się z cichym kliknięciem i ukazało się zejście do Komnaty Tajemnic. 
— Na Merlina!  — Usłyszał  jeszcze  mamrotanie Draco, po czym wskoczył w tunel  i zniknął  w 
jego czeluściach. 
— Ale…? Co to jest? — krzyczał przestraszony Ślizgom, zjeżdżając w dół tuż przed Axelem. 
— Komnata Tajemnic — wyjaśnił mu Harry, zapalając wszystkie światła w długim tunelu. 
Szli około pięć minut, aż ich oczom ukazał się niezwykle piękny widok. To miejsce nie było już 
takie  samo  jak  podczas  jego  drugiego  roku.  Wiele  tu,  zmienił  adaptując  na  swoje  własne 
potrzeby.  Przerażające,  ciemne  i  zimne  pomieszczenie,  teraz  zamieniło  się  w  przytulny,  pełen 
koloru i ciepła rozległy salon. Miękkie dywany zagłuszały chłód a woda w basenikach cały czas 
była podgrzewana zaklęciami. Miał tu bardzo wiele rzeczy, których nie chciałby oddać nikomu i 
nigdy. 
— Komnata? 
— Tak — Axel wstał, otrzepując szatę na tyłku, na który upadł. — Fajne miejsce… 
Taros  rozwalił  się  na  kanapie,  zadowolony  ze  swojego  położenia.  Uwielbiał  przebywać  w  tym 
miejscu. 
— Siadaj, Malfoy — polecił Harry, wskazując miejsce obok Axela. 
— No chodź, kochanie. — Taros zachęcająco poklepał miejsce obok siebie. 
—  My  pytamy,  ty  odpowiadasz.  Później  ty  możesz  zadać  kilka  pytań…  —  Arystokrata  skinął 
głową. — Czy mężczyzna może zajść w ciążę? 
Harry  parsknąłby  śmiechem  w  tym  momencie,  gdyby  nie  powaga  sytuacji.  Malfoy  siedział  z 

background image

szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami. 
[i]Jaka Malfoyowska postawa[/i], przemknęło mu przez myśl. 
— Czyli? – ponaglił go ciekawski Axel. — Nic nie ma na ten temat w bibliotece… 
— Bo to tak jakby temat tabu, ciąża  i ogólnie seks…  — Na blade policzki chłopaka wypłynął 
rumieniec. — Ale tak, matka tłumaczyła mi kiedyś, że męska matka musi mieć w tym przypadku 
bardzo silny rdzeń magiczny. 
— Zatem… — Axel posłał Potterowi uśmieszek. — Moje gratulacje, kochanie…

 

 

***

 

 

Brzuch rósł i rósł a Harry musiał z tym żyć. Okazało się, że to będą bliźniaki. Dwóch chłopców. 
Ubrania robiły się za małe i Axel niemal codziennie rzucał na nie zaklęcia powiększające. Magia 
Harry’ego  zawodziła  coraz  częściej,  ale  problem  sam  się  rozwiązał,  gdy  pod  wpływem  emocji 
rzucił w kierunku dzieci coś, co przypominało runiczny okrąg. Było to w połowie marca. Do tej 
pory – a był już koniec kwietnia – Harry opanował to do perfekcji. Zdołał także ukryć okrąg. 
Bez zaklęć maskujących Potter chodził swobodnie tylko w ich pokoju i Komnacie Tajemnic, w 
której  coraz  częściej  spędzał  wolny  czas.  Draco,  jako  jego  osobisty  magomedyk  (Kto  by 
pomyślał,  że  Malfoy  się  tym  interesuje?),  wyznaczył  poród  na  koniec  maja.  Tuż  przed 
egzaminami.  Wplątanie  w  to  wszystko  Ślizgona  okazało  się  dobrym  posunięciem.  Chłopak  był 
ich skarbem, dużo wiedział i dużo potrafił, a do tego był lojalny. Nawet, jeśli nie w stosunku do 
Harry’ego, to na pewno do Axela. 
Obaj  blondyni  stali  się  jego  cieniami,  co  nie  podobało  się  prawie  nikomu  w  Zakonu.  Listy  od 
Voldemorta stały się częstsze  i Tom próbował w nich wyciągnąć od chłopaka  jakieś szczegóły 
dotyczące tego, co dzieje się w szkole. Ostatecznie Malfoy, zobowiązany  Wieczystą Przysięgą, 
nie mógł mu teraz nic powiedzieć. 
— Potter, ty wielorybie — Harry opadł na sofę tuż po dotarciu do Komnaty. 
Malfoy wiele razy pytał, z kim zaszedł w ciążę,  ale zielonooki  nie chciał  mu tego powiedzieć. 
Cały czas byli też obserwowani przez Hermionę i Rona. Jakiś tydzień temu zaczął szukać sobie 
miejsca, gdzie mógłby spokojnie żyć po zakończeniu tego roku. Teraz wiedział już na pewno, że 
nie  wróci  tu  po  wakacjach.  Będzie  w  końcu  ojcem.  Lub  matką,  jak  często  śmiał  się  z  niego 
Ślizgon. 
— Nie drażnij go — polecił Taros. 
— Muszę z wami porozmawiać… 
Obaj patrzyli na niego wyczekująco. Westchnął przeciągle i odwzajemnił spojrzenie. 
— Po zakończeniu roku wyjeżdżam i podejrzewam, że nie zobaczycie mnie już nigdy więcej… 
— Jadę z tobą! — wpadł mu w słowo Axel. 
Draco patrzył tylko na nich, otwierając i zamykając usta w wyrazie niedowierzania. 
— Nie, nie jedziesz — powiedział spokojnie Harry. — Masz tu ojca i Draco. 
— Draco pojedzie z nami, jeśli będzie chciał — oznajmił z całkowitą pewnością Axel. — Jesteś 
moim przyjacielem, do tego w ciąży z bliźniakami. Będziesz potrzebował pomocy… 
—  Mam  Zgredka  i  Mróżkę  —  wyjaśnił.  —  Znalazłem  dom  dla  siebie  i  dzieci.  Ze  skrzatami 
rozmawiałem kilka dni temu i pójdą ze mną, dokąd tylko zechcę. 
— A ja z tobą… — upierał się blondyn. 
— Axel! — Pokręcił głową. 

background image

— Wiem, co mówię… 
— Ja też z wami pójdę, jeśli mi pozwolicie — odezwał się blady ze zdenerwowania Malfoy. 
Wszyscy  zdawali  sobie  sprawę,  ile  dla  niego  znaczyła  rodzina  i  opuszczenie  jej.  Harry  nie 
wiedział, że darzy Axela aż tak silnym uczuciem. 
— Jakoś się ułoży. — Taros objął blondyna ramionami, przyciągając delikatnie do siebie. 
Harry poczuł, jak jego serce szarpie się boleśnie. Też chciałby być tak przytulany, ale jemu nigdy 
nie dane były takie rzeczy na zbyt długo. 
— Zanim zdecydujesz, musisz wiedzieć, kim jest ojciec dzieci. — Potter westchnął, przeczesując 
dłońmi włosy. 
—  Chociaż  jedna  dobra  rzecz  z  tego  całego  zamieszania  z  wyjazdem.  —  Draco  swoje 
zdenerwowanie chciał pokryć zwyczajowym sarkazmem. 
— No… Nie wiem, czy będziesz się tak cieszył, gdy usłyszysz wszystko. — Harry popatrzył na 
niego z powagą i blady uśmiech Malfoya znikł całkowicie. 
— Daj spokój, Potter — wykrzywił się do niego protekcjonalnie. — Kto mógłby być ojcem tych 
twoich dzieci? 
Harry popatrzył na niego udając zamyślonego. 
— Voldemort… 
To  jedno  słowo  zawisło  pomiędzy  nimi  na  długie  minuty.  Później  było  dużo  krzyku  i  jeszcze 
więcej wyjaśnień.

   

 

***

 

 
— Tom! — Severus wpadł do dworu Riddle’a zdyszany. — Tom! 
— Severusie — zasyczał tamten, przecierając oczy. 
Było już późno w nocy. Depresja, w którą zapadł po rozstaniu się z chłopakiem, została w końcu 
wyleczona  przez  Snape’a.  Był  już  koniec  maja  i  pocieszał  się  myślą,  że  został  mu  już  tylko 
miesiąc. Po miesiącu zobaczy kochanka ponownie. 
— Potter zniknął! — Ta wiadomość wybudziła go bardzo szybko. 
— Jak to zniknął? — zdenerwował się. 
—  Od  dwóch  dni  nikt  go  nie  wiedział.  Dumbledore  był  tak  zdenerwowany,  że  w  końcu  kazał 
skrzatom  go  znaleźć…  —  wziął  głęboki  oddech  i  mówił  dalej:  —  Wraz  z  nim  zniknęli  też 
Malfoy i Taros… 
—  Nie  mogli  od  tak  zniknąć!  —  Nie  był  teraz  w  stanie  myśleć.  Jego  Harry  mógł  być  w 
niebezpieczeństwie. 
— Już od jakiegoś czasu działo się coś dziwnego. — Severus poprowadził Riddle’a do jednego z 
foteli w jego salonie. — Cała trójka często znikała, ale zawsze tylko na kilka godzin. Potter przez 
sowę  Tarosa  wysyłał  jakieś  listy  i  dostawał  w  zamian  paczki…  Nie  byłem  jednak  w  stanie 
sprawdzić, co w nich jest. Chłopak oddawał je od razu pod opiekę blondynów i najczęściej zaraz 
po tym, znikali. 
— Znajdź ich, Severusie! — nakazał Tom. — Jesteś pewien, że nie ma ich w szkole? 
— Skrzaty by ich znalazły — zaprzeczył ruchem głowy. — Musieliby znaleźć takie miejsce, do 
którego nawet one nie mogą wchodzić. 
— Znasz takie? 
— Nie, w szkole takich miejsc nie ma, choć z drugiej strony czujniki dyrektora pokazują, że ci 

background image

wciąż są w Zamku. 
— Masz ich znaleźć! — polecił. — Weź do pomocy, kogo chcesz, ale masz ich znaleźć! 
Nerwy powróciły. Bardzo podobne do tych sprzed kilku miesięcy. Nawet myśli miały podobny 
wydźwięk. Czyżby naprawdę w sierpniu widział się z chłopakiem ostatni raz?

 

 

***

 

 
W Komnacie rozbrzmiał płacz, płacz małego dziecka. 
— Dobrze, Harry — mamrotał ktoś do ucha spoconego, ciemnowłosego nastolatka. 
— Dawaj, nie możesz teraz przestać — ponaglał ktoś inny, stając obok niego chwilę później. 
Małe zawiniątko przestało płakać. Myte ciepłą wodą i otulane w miękkie koce przez dwa skrzaty, 
nie potrzebowało niczego więcej. 
— Aaa…! — Kolejny krzyk rozbrzmiał w Komnacie. 
—  Świetnie  ci  idzie.  —  Włosy  z  czoła  zostały  odgarnięte,  ukazując  bliznę  w  kształcie 
błyskawicy. 
— Jeszcze trochę — drugi blondyn pogłaskał pocieszająco jego biodro. 
Chwilę później małe dziecko zapłakało żałośnie a zielonooki opadł na łóżko wyczerpany i ledwie 
przytomny. 
—  Męski  poród  jest  bardzo  trudny  i  wyczerpujący  —  powiedział  Draco,  podając  płaczącego 
malca jednemu ze skrzatów. — Trzeba się nimi zająć. 
Pamiętał,  że  potem  był  delikatnie  i  wręcz  pieszczotliwie  dotykany.  Ciche  marudzenie 
noworodków  dobiegało  do  niego  gdzieś  z  prawej  strony.  Krzątanina  i  szepty  przebijały  się  do 
półprzytomnego chłopaka, jak przez grubą szybę. 
—  Niech  odpoczną.  —  Dłoń  powróciła  na  jego  czoło,  głaszcząc  delikatnie  głowę  i  spocone 
włosy. — Dobrze, że mamy jeszcze dwa dni wolnego. 
— I tak wszyscy już z całą pewnością zauważyli nasze zniknięcie. 
— To było konieczne. 
Drzwi zamknęły cię  niezauważenie. Słychać  było tylko cichutkie oddechy dwójki dzieci  i  jego 
własny – ciężki i przemęczony. Zasnął nie będąc w stanie poruszyć nawet palcem.

 

 

***

 

 
Ze  snu  wyrwał  Pottera  płacz.  Otworzył  oczy  w momencie,  gdy  dwa  skrzaty  aportowały  się  do 
jego  pokoju,  by  uspokoić  płaczące  dzieci.  Harry  nie  wiedział  nawet,  czy  obaj  chłopcy  zaczęli 
płakać w tym samym momencie, czy jeden obudził drugiego. 
— Och, Pan Harry już nie śpi, sir. — Zgredek podreptał do niego z jednym z dzieci w ramionach. 
—  Dzień  dobry,  Zgredku  —  zacharczał.  Podczas  porodu  zdarł  sobie  gardło  i  był  pewien,  że 
będzie potrzebował na to eliksiru. 
— Panie Harry. — Mróżka pojawiła się zaraz obok Zgredka. — Panicze są głodni — oznajmiła. 
Dobrze, że Malfoy był taką skarbnicą wiedzy, bo w innym razie nie wiedziałby, co ma zrobić w 
tym przypadku. Poprawił się, układając wygodniej na łóżku podczas gdy skrzaty podały mu jego 
synów, by mógł ich nakarmić. Jego piersi na szczęście nie urosły, ale był w stanie nimi karmić. 
To była kolejna z tajemnic magii. 
— Gdzie Axel i Draco? 

background image

— Panowie są w salonie, Zgredek zaraz ich powiadomi, że Pan Harry Potter, sir już się obudził 
— odpowiedział, po czym zniknął z trzaskiem. 
Wybraniec  westchnął,  układając  sobie  dzieci  w  ramionach  i  przykładając  je  do  brodawek,  by 
mogły ssać. Jego małe skarby miały niewielkie, czarne kępki włosów na głowach. 
Takie delikatne. 
Zadrżał, zdając sobie sprawę, że tak łatwo je skrzywdzić. 
— Cześć, Harry. — Axel od razu wpakował mu się do łóżka, chcąc przypatrzyć się uważnie jak 
ten karmi dzieci. 
Chłopak  nic  nie  mógł  poradzić  na  to,  że  oblał  się  szkarłatem.  Przypomniał  sobie  jednak,  że 
wczoraj widzieli go jeszcze bardziej roznegliżowanego. 
— Harry. — Malfoy skinął mu głową. 
— Jak długo spałem? — zapytał tym samym, zmaltretowanym głosem. 
— Za mało — odpowiedział Draco. — Zaraz przyniosę ci eliksir. 
— Jak się czujesz? — Axel troskliwie objął go ramionami. 
— Dobrze, nie musisz się o nic martwić — zbył go szybko. 
— Ale  mogę  — nastolatek uśmiechnął się do niego pocieszająco.  — Naprawdę nie chcesz  mu 
powiedzieć? 
— Nie. — Potter pokręcił przecząco głową. Obaj wiedzieli, o kogo chodzi. 
— Co w takim razie zamierzasz z tym zrobić? 
— Zniknąć — wyszeptał, podając dzieci skrzatom.

 

 

***

 

 
Jego  powrót  wywołał  niemałe  poruszenie  w  szkole.  Wszyscy  chcieli  wiedzieć,  gdzie  był. 
Gryfonom mówił, że porwał go Voldemort, a Axel i Draco ruszyli mu z odsieczą. Puchonom, że 
zrobili sobie we trójkę jedną, wielka orgię. Krukonom, że szukali w innym kraju jakiejś starej  i 
bardzo  cennej  księgi.  A  Ślizgonom,  że  robili  coś  nielegalnego.  Na  nauczycieli  niestety  nic  nie 
miał. 
— Harry, gdzie byliście? — zaatakował go Dumbledore, tuż po przekroczeniu przez niego sali w 
towarzystwie blondynów. 
— To nie pana interes. — Wyprostował się hardo pomimo zmęczenia. 
— Będę musiał nalegać, mój chłopcze… 
— Dobra, którą wersje pan sobie życzy? Dla Gryfonów o Voldemorcie, dla Puchonów o seksie, 
Krukonów o starych księgach, czy Ślizgonów i czymś nielegalnym? 
— Wolałbym tą prawdziwą — uściślił. 
—  Tą,  którą  mam  dla  przyjaciół?  —  Uśmiechnął  się  diabolicznie.  Starzec  skinął  tylko  głową 
zadowolony, że w końcu posunęli się w swojej rozmowie o krok dalej.  — To jak, chłopaki?  — 
Mrugnął do blondynów, odwracając się w ich stronę. — Wersja z samobójstwem, czy porodem? 
— Harry, poród to już za dużo! — Axel zaczął grać i odezwał się do niego teatralnym szeptem. 
— Nikt ci w to nie uwierzy, a że jesteś trochę niezrównoważony psychicznie, to już samobójstwo 
byłoby bardziej realne. Poza tym, nawet nie myśl wrabiać mnie w domniemane ojcostwo w tak 
młodym wieku. 
—  Tak,  masz  rację.  Jesteśmy  jeszcze  za  młodzi  na  dzieci.  —  Skinął  mu  głową,  szczerząc  się 
szeroko. — Czyli mówisz, że samobójstwo? 

background image

— Tak! — Kiwnął pospiesznie głową. 
—  Dyrektorze…  Chciałem  popełnić  samobójstwo,  ale  przyjaciele  mnie  znaleźli  i  odratowali. 
Później była jeszcze akcja o nazwie przekonać Harry’ego, by się nie zabijał
— Panie Potter! — Dumbledore nie lubił, gdy z niego kpiono. Bardzo nie lubił. 
—  Nic  innego  pan  od  nas  nie  usłyszy  —  wysyczał  nagle  Harry  powodując,  że  staruszek  się 
cofnął. — Nic pan ode mnie nie dostanie! 
Harry nabierał po prostu wody w usta, gdy ktoś chciał wleźć mu w życie z buciorami. Powinni 
się już do tego przyzwyczaić. Był zmęczony. Musiał zająć się jeszcze swoimi dziećmi i odpisać 
na listy Voldemorta – Toma.

 

 

***

 

 
— Napisz do niego. 
— Jutro! 
— Dlaczego? 
— Bo do jutra ma czas o wszystkim mi powiedzieć. Jutro będzie już za późno.

 

 
*** 
 
Chciałbym się z tobą spotkać. Przed bramą Hogwartu. O Dwunastej. 
 
H.P. 
 

***

 

 
Harry miał wszystko zapięte na ostatni guzik. Jutro wszyscy mieli wrócić ekspresem do Londynu 
na  wakacje.  On  wyjeżdżał  dziś.  Zabrał  wszystkie  swoje  rzeczy  i  pomniejszając  je,  ukrył  w 
kieszeni płaszcza. Szedł opustoszałymi korytarzami szkoły, wiedząc, że wszyscy znajdują się na 
obiedzie. 
— Idźcie — wydał ciche polecenie i dwa skrzaty domowe zniknęły, aby pojawić się w Wielkiej 
Sali. 
Już widział  jak dwaj  blondyni  bez zwłoki wstają ze swoich  miejsc  i  nawet najkrótszego słowa, 
opuszczają czarodziejski świat. Poprawił swoich miesięcznych synów w ramionach i szedł dalej. 
Dzieci po raz pierwszy znajdowały się poza Komnatą Tajemnic. 
Skrzaty  wróciły  chwilę  po  tym,  jak  wysłał  je  po  przyjaciół.  Miał  nadzieję,  że  chłopacy  są  już 
gotowi.  Wiatr  zawirował  jego  peleryną,  ukazując  dwa  małe  zawiniątka,  które  zaczęły  cicho 
kwilić. Jednym z zaklęć, których nauczył się podczas ciąży zasłonił dzieci peleryną, chroniąc je 
przed wiatrem. Mimo, że wiatr był ciepły, to jednak dla nich był czymś zupełnie nowym. 
— Jesteśmy. 
Podał  przyjaciołom  chłopców,  kiwając  głową  na  powitanie.  Blondyni  odebrali  dzieci  i  teraz 
każdy  z  nich  trzymał  swojego  własnego  chrześniaka.  Gdy  zasłonili  je  swoimi  pelerynami,  cała 
trójka zarzuciła kaptury na głowy i ruszyła ścieżką do bramy. 
Starszy, Serpens Tom, był chrześniakiem  Axela. Młodszy, Nathaniel  Marvolo został oddany  w 
ręce Draco. Wybraniec był pewien, że to dobry wybór. Ich pielgrzymkę niestety dostrzegł Filch i 

background image

pognał do dyrektora. Harry nie oglądał się nawet za siebie i nie był w stanie tego zauważyć. Nie 
zamierzał się tu więcej pokazywać. Bez  najmniejszego problemu, z pomocą skrzatów otworzył 
bramę.  Tom  już  na  nich  czekał.  Stał  w  płaszczu  z  głębokim  kapturem  i  kordonem 
śmierciożerców  wokół.  Szedł  powoli,  pozwalając  by  peleryna  owijała  się  wokół  jego  stóp. 
Zatrzymał się dopiero, gdy o krok dalej miał tarcze ochronne szkoły. 
— Potter — zasyczał, podchodząc do nich i zostawiając swoich popleczników z tyłu. 
— Voldemort. — Skinął mu głową. 
— Co takiego ode mnie chciałeś, że musiałem się tu zjawić? 
— Chciałem ci po prostu powiedzieć, że nie zamierzam brać udziału w tej wojnie, ona nie jest 
moja, 
— Nie musimy walczyć. — Ucieszył się Riddle. 
—  Nie  zrozumiałeś  mnie.  —  Przechylił  głowę  na  bok.  —  Odchodzę  z  magicznego  świata.  Na 
dobre. 
— Odchodzisz? I dokąd pójdziesz? — pytał zaciekawiony. Czyżby nastolatek chciał odejść i iść 
do swojego chłopaka Toma? 
— Znalazłem miejsce dla swojej rodziny — odpowiedział. — Nie będę waszą kartą przetargową. 
Ani twoją, ani Dumbledore’a. 
Grupa nauczycieli spieszyła właśnie przez błonia wraz z dawnymi przyjaciółmi Harry’ego. 
— Znikniesz ze swoim chłopakiem z powierzchni ziemi? 
—  Akurat  chłopaka  nie  zamierzam  brać  ze  sobą.  —  Harry  zdjął  kaptur  i  uśmiechnął  się 
diabolicznie, nie mógł jednak ukryć błyszczących od łez oczu. 
— Czyżbym się pomylił? — Tom przechylił głowę w bok zastanawiając się, co tu tak właściwie 
się dzieje. — Nie stoją za tobą Taros i Malfoy? 
—  Stoją.  —  Harry  przeniósł  wzrok  na  dwóch  śmierciożerców  w  czarnych  maskach.  —  Ale  ty 
chyba wiesz najlepiej, że żaden z nich nie jest moim chłopakiem — kontynuował, widząc jak ten 
drgnął z zaskoczenia. 
— A ja niby skąd mam wiedzieć coś takiego? 
—  Pamiętaj,  że  nie  lubię  kłamstw  —  ostrzegł  go.  —  Lepiej  przemyśl  to,  co  chcesz  mi 
powiedzieć. 
— Harry! — Przerwało mu wołanie Dumbledore’a. 
— Znowu on — warknął, odwracając się do starca. — Czy ktoś tu pana zapraszał? — krzyknął 
zdenerwowany. — Zgredek, Mróżka trzymajcie ich z daleka od nas. 
Skrzaty  skinęły  tylko  głowami,  tworząc  tarcze  niepozwalającą  delegacji  Hogwartu  wyjść  poza 
bramę. Odwrócił się do zaskoczonych śmierciożerców i Riddle’a. 
— Masz mi coś do powiedzenia, czy nie? — syknął do Toma. 
— Od kiedy wiesz? — zapytał w końcu, zaskakując zbiegowisko. 
— Ranek po pierwszej randce. — Tyle mógł powiedzieć. 
— Na Merlina… — wyszeptał Riddle, odrzucając kaptur. — Harry… — Postąpił krok do przodu 
i odbił się od tarcz szkoły. 
— Nie bądź śmieszny, Tom. — Wybraniec pokręcił głową, widząc te próby. — Przyszedłem się 
tylko pożegnać i dać ci szansę się wytłumaczyć, nie mógłbym tak zniknąć bez słowa 
— Przepraszam! — Mężczyzna położył dłonie na osłonach. — Harry, ja chciałem cię po prostu 
poznać i nawet nie wiem, kiedy się zakochałem. — Widział jak Potter drgnął niespokojnie. 
— Teraz mam ci uwierzyć? — Podszedł do niego i dzieliło ich już tylko kilka centymetrów. — 

background image

Nie powiedziałeś mi o tym przez tyle czasu, nie przyznałeś się! 
— Bałem się — wyszeptał przymykając na chwilę oczy. — Bałem się, że już nie będę mógł cię 
przytulić, że odejdziesz nie oglądając się za siebie. 
— I właśnie do tego doprowadziłeś.  —  Oddech Harry’ego owiał  jego usta.  — Bo nie będziesz 
miał szansy mnie przytulić. — Usta Pottera muskały jego własne i w końcu Gryfon pozwolił na 
delikatny pocałunek. 
Po policzkach Riddle’a popłynęły łzy. Zrozumiał, że Harry odejdzie, a on nie ma nic, by móc go 
powstrzymać. Zaszlochał, wciskając się głębiej w tarczę, by móc skosztować choć chwilę dłużej 
ust chłopaka. 
— Nie rób mi tego — poprosił Harry, patrząc na jego łzy. — Ja muszę odejść, nie ma teraz dla 
nas  miejsca  w  twoim  życiu.  Prowadzisz  wojnę.  Zabijasz  a  ja  nie  mógłbym  patrzyć  na  śmierć 
niewinnych.  Zabij  tych,  którzy  na  to  zasługują,  ale  nigdy  tych,  którzy  bronią  swoich  domów  i 
rodzin. 
— Harry! Proszę, zostań. 
Potter cofnął się kilka kroków, podchodząc do zakapturzonych blondynów. 
— Jeśli  naprawdę  mnie kochasz to  pokażesz to, wtedy pozwolę ci nas znaleźć.  — Z jego oczu 
spłynęły dwie, słone łzy, znacząc drogę w dół po jego bladych policzkach. 
— Nie chcę was, chcę tylko ciebie! — Uderzył pięścią w tarczę. 
— Ja jestem w pakiecie. — Harry zerknął na Axela, który skinął mu głową odpowiadając na nie 
zadane  pytanie.  —  Serpens  i  Nathaniel  to  część  mnie  —  powiedział  wiedząc,  że  blondyni 
pokazują właśnie chłopców Tomowi i śmierciożercom. 
—  To…  O  Merlinie!  —  Zamieszanie  powstałe  wśród  zamaskowanych  postaci  pokazało,  że  są 
zaskoczeni tak samo jak ich Pan. 
— Dwudziesty drugi maja — zakomunikował Harry, podając datę ich narodzin. 
Po tych słowach skrzaty skoczyły do jego stóp, łapiąc się peleryny a  blondyni podeszli, kładąc 
dłonie  na  jego  barkach.  Wiatr  zerwał  się  falując  w  małych  wirach,  co  kilka  centymetrów 
wytyczając okrąg wokół nich. Zabłysło światło łącząc liniami złota, środki owych okręgów. Cały 
zaznaczony obszar rozbłysnął, a oni zniknęli. Bez śladu i powrotu. Bez odwrotu. 
Tom  zaciągnął  kaptur,  odwracając  się  zamaszyście  i  także  znikając  bez  słowa.  Śmierciożercy 
poszli chwilę później w jego ślady.

 

 

***

 

 
— Harry? — Axel objął przyjaciela ramieniem. — Wszystko dobrze? 
Potter skinął tylko głową, zasłaniając twarz dłońmi. Nie był w stanie powstrzymać łez. 
— A jeśli on naprawdę mnie kocha? — wyszeptał jakiś czas później. 
—  Przekonamy  się,  dałeś  mu  szansę,  —  Malfoy  stał  obok  dwóch  małych  kołysek,  w  których 
leżały dzieci.

 

 
*** 
 
 
Epilog 
 

background image

Trzy lata później. 
 
—  Śpacel,  Śpacel!  —  krzyczało  dwóch  czarnowłosych  chłopców  do  swojego,  zaledwie 
dziewiętnastoletniego ojca. 
Niespełna trzy lata temu opuścili Anglię. Trzy lata temu zaczęła się tam prawdziwa wojna. Wraz 
z ich odejściem odszedł spokój. Harry nie mógł o tym jednak myśleć. Nie miał czasu. Opieka nad 
dwójką ruchliwych dzieciaków była pracą na pełen etat. Zaledwie trzy lata temu widział ostatni 
raz swoją miłość. 
— Oczywiście — zgodził się szybko. — Zawołajcie wujków — polecił. 
Zaledwie cztery lata temu jadł swój ostatni porządny posiłek. Nikt tak nie gotował, jak Tom. 
Dwaj mali chłopcy zaczęli dreptać nieporadnie na swoich krótkich nóżkach do salonu. 
— Śpacel! Śpacel! — Śpiewka się powtórzyła. 
Dwa tygodnie temu skończyła się wojna. Skończyła się wygraną Toma  i klęską Dumbledore’a. 
Dwa  tygodnie  temu,  w  przegranym  pojedynku  z  Tomem  zginął  Albus.  Riddle  wprowadzał 
właśnie  nowe  Ustawy,  między  innymi  te,  zapewniające  bezpieczeństwo  dzieciom  z 
niemagicznych rodzin. Robił wiele dobrego. Harry sam najlepiej wiedział, jak to jest wychować 
się  w  rodzinie,  która  cię  nie  chce  i  nie  akceptuje.  Niezrozumienie  było  najgorsze.  Marvolo 
oszczędzał w ten sposób wiele istnień. Chłopak wiedział, że to wszystko dla niego. Mężczyzna 
krzyczał tym w świat: Kocham Cię! Wróć do mnie. 
Zaledwie  trzy  dni  temu  Harry  zdjął  część  zaklęć  ochronnych.  Mógł  go  znaleźć  tylko  ktoś,  kto 
naprawdę szukał, komu na nim zależało. 
— Oć tata! Oć — ponaglał go jeden z jego synków. 
Nie mógł się nadziwić, jak bardzo są podobni do niego i Toma. Złapał kurtkę wiedząc, że Draco i 
Axel zajmą się wszystkimi istotnymi sprawami. 
— Twiatki! — zapiszczał jeden z chłopców, widząc jakieś polne kwiaty w parku. 
Mieszkali  tu  od  wyjazdu  z  Anglii.  Małe  miasteczko  w  Stanach.  Spokój  i  cisza,  wszyscy 
wszystkich znają. Idealne miejsce by wychować dzieci. Harry zerwał dwie stokrotki podając po 
jednej chłopcom. Mały plac zabaw w samym środku parku świecił pustkami. W okolicy nie było 
zbyt wiele małych dzieci, raczej nastolatki uzależnione od internetu i gier, całe dnie spędzające 
przed komputerem. Jak wielokrotnie wcześniej, podziękował Merlinowi za Axela i Draco.   
Jego  przyjaciele  zajmowali  się  chłopcami  dając  mu  odetchnąć.  Usiadł  na  ławce,  by  wszystko 
mieć na oku. Uśmiechał się i odprężał słysząc wesołe śmiechy swoich dzieci, swoich chłopców. 
Nie zwrócił uwagi na to, że ktoś opadł na ławkę obok niego, zareagował dopiero gdy dotarły do 
niego ciche słowa. 
— Witaj, mój śliczny. — Drgnął słysząc ten głos i powitanie. 
— Tom — wydusił, nie będąc w stanie na niego spojrzeć. 
—  Śliczni  chłopcy  —  powiedział  Riddle,  pochylając  się  nad  nim.  —  Tak  samo  śliczni  jak  ich 
matka. 
— Tom… — Wiedział, że się powtarza. 
Jego twarz  została  chwycona  w  delikatne  i  ciepłe  dłoni.  Westchnął  na  to  elektryzujące,  niemal 
zapomniane  doznanie.  Jego  skóra  stykająca  się  ze  skórą  Toma,  jego  usta  tak  blisko  warg 
kochanka. 
— Kocham cię — wyszeptał Marvolo. 
— Na Merlina! Tom! — Potter zarzucił mu ręce na szyję, całując go zachłannie. Mocno, nagląco 

background image

i z potrzebą. Tak bardzo za nim tęsknił. A teraz miał go w końcu przy sobie. 
—Tata! — Usłyszał, kiedy dotarło do niego coś, poza odgłosem ich pocałunków. 
Oderwał  się  od  zachwyconego  mężczyzny  i  popatrzył  na  swojego  syna  stojącego  przed  nimi. 
Harry zorientował się, że siedzi na kolanach Toma, ściskając go za szyję. Po policzkach spływały 
mu łzy. Czarny Pan był zarumieniony a serca ich obu biły szaleńczym tempem. 
— Co się stało? — zapytał chłopców, gdy młodszy dołączył do brata. 
— A wujek mówi, ze to nas tata! — Wskazał na Riddle’a, po czym wepchnął sobie kciuk do ust. 
— Chodźmy na kolację. — Wyciągnął do chłopców ręce i poczekał aż do niego podejdą. 
— Jus? — Zdziwili się. 
— Wasz tata będzie gotował a my mu w tym pomożemy. — Uśmiechnął się do swoich synów. 
W końcu będą  mieli drugiego tatę. Pełną rodzinę. Wiedział przecież z własnego doświadczenia 
jak trudno jest wychować się w nieprawdziwej. Nie mogła być prawdziwa, skoro nie była pełna. 
Dla swoich dzieci chciał wszystkiego, co najlepsze. A poza tym… Tom świetnie gotował! 
Riddle parsknął śmiechem i    wstał, obejmując ich ramionami i przytulając do siebie. 
— Moje dzieci — mruknął jeszcze, całując ich w główki. — Moja rodzina. 
Ruszyli w stronę domu. 
— Harry? — Marvolo przystanął na chwilę, biorąc na ręce jednego z bliźniaków. — Jest coś, co 
nie dawało mi spokoju przez cały ten czas… 
— Co takiego? — zaciekawił się chłopak, ściskając silniej dłoń Toma. 
— W jednym z listów napisałeś, że Severus i Lucjusz będą ci do czegoś potrzebni. 
Potter zaśmiał się dźwięcznie. 
—  Snape  był  moją  sową  w  szkole.  —  Posłał  mu  rozbawiony  uśmiech.  —  Żadna  wiadomość, 
wysłana przez jakiekolwiek zwierzę, nie docierała do ciebie tak szybko… — Dalszą wypowiedź 
zagłuszył śmiech Riddle’a. — Oczywiście nie mógł o tym wiedzieć z wiadomych względów. 
— A Lucjusz? — wysapał wciąż się śmiejąc. 
—  Czy  ja  kiedykolwiek  wspominałem,  że  to  o  Lucjusza  mi  chodzi?  —  Popatrzył  na  niego 
sugestywnie, przecież nie mógł skazać ojca Draco na śmierć i próbować go potem przeciągnąć na 
swoją stronę. 
— O cim wy mówicie? — Bliźniacy byli wyraźnie zainteresowani ich dyskusją. 
— O przeszłości — Harry przytulił się do Toma. — O zabawnych chwilach… 
 
Koniec.