background image

 
 
 

Robyn Grady 

 

Prezent od milionera 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 
Opanowany,  niewzruszony  -  taki  właśnie  był  Zack 

Harrison. Nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi. 

Nietypowy  opad  śniegu  tego  popołudnia  w  Denver 

traktował  raczej  jak  malowniczy  bonus  niż  niedogodność. 
Zaistniałe  komplikacje  w  związku  z  najnowszą  transakcją 
uważał za kolejne wyzwanie, a nie za powód do wpadania w 
złość.  Według  Zacka  każda  droga  do  celu  powinna  być 
wyboista,  a  pokonanie  jej  musi  wymagać  wysiłku. 
Rozmyślając  nad  tym,  wzruszył  ramionami,  po  czym  wsunął 
ręce  w  rękawy  płaszcza,  podziękował  portierowi  i  chwycił 
teczkę. 

Mimo  wszystko  musiał  przyznać,  że  dziennikarze  robili 

wszystko  co  w  ich  mocy,  by  wystawić  na  próbę  jego 
cierpliwość.  Nie  było  mu  do  śmiechu,  gdy  przez  cały  zeszły 
miesiąc  robili  z  niego  samego  władcę  ciemności,  który 
pozbawił dachu nad głową ubogie rodziny, żeby rozbudować 
swoje  imperium  zła.  W  dodatku  brukowce  żerowały  na  jego 
ostatnim  związku  z  początkującą  aktorką.  Oboje  z  Ally 
zgodzili  się  na  relację  opartą  wyłącznie  na  zabawie  i 
przyjemnościach.  Nie  było  mowy  o  pierścionku  z  brylantem 
ani o szantażu, w razie gdyby jedna ze stron zdecydowała się 
zakończyć  znajomość.  Ale  nawet  szantaż  niczego  by  nie 
zmienił.  W  przeciwieństwie  do  swojego  ojca  i  rodzeństwa 
Zack nie dbał o zdanie innych ludzi. 

Jednak  tego  letniego  popołudnia,  gdy  wsiadł  na  tylne 

siedzenie  taksówki  czekającej  na  niego  przed  hotelem,  nie 
było mu łatwo zachować spokój. Zrobił głęboki wdech, zanim 
postukał kierowcę w ramię. 

 -  Pański  poprzedni  klient  najwyraźniej  coś  zostawił. 

Taksówkarz odwrócił się. 

 - Portfel? 
 - Nie. Dziecko. 

background image

W  tej  chwili  ktoś  otworzył  tylne  drzwi  z  drugiej  strony. 

Zimny  wiatr  wdarł  się  do  auta  wraz  z  kobietą  w  krwiście 
czerwonym płaszczu z  kapturem. Położyła na  kolanach  torbę 
w  takim  samym  kolorze  jak  jej  okrycie  wierzchnie,  po  czym 
zamknęła  drzwi  i  zaczęła  pocierać  dłonie.  W  pewnej  chwili 
znieruchomiała.  Gdy  nieznacznie  przechyliła  głowę,  Zack 
ujrzał  oczy  w  kolorze  fiołków  spoglądające  na  niego  z 
nieskrywanym zdumieniem. 

Niespodziewanie  przyjemne  ciepło  rozlało  się  po  całym 

jego  ciele.  Chociaż  nigdy  wcześniej  nie  spotkał  tej  kobiety, 
zaczął  się  zastanawiać,  czy  nie mógł  jej  skądś  znać.  A  może 
po prostu chciał, żeby tak było. 

 - Tak bardzo się spieszyłam, że nie zauważyłam, jak pan 

wsiadał  -  wyjaśniła  pospiesznie,  zaciskając  wypielęgnowane 
palce  na  uchwycie  torby.  -  Właściwie  to  nic  nie  widziałam 
przez cały ten śnieg. Nie uważa pan, że to istne szaleństwo? 

Leniwy uśmiech zamajaczył na ustach Zacka. 
 - No tak - powiedział. - Istne szaleństwo. 
 -  Nie  mogłam  się  doczekać  taksówki,  którą  wezwał  dla 

mnie  portier,  więc  poszłam  sprawdzić,  czy  uda  mi  się  jakąś 
złapać. 

Zack  przestał  się  uśmiechać.  Czyli  to  była  jej  taksówka? 

Ponownie pochylił się do przodu, żeby zamienić kilka słów z 
kierowcą. Zamierzał rozwiązać ten łatwiejszy problem, zanim 
skupi się na dziecku. 

 - Odpowiedział pan na zgłoszenie? 
 -  Właśnie  przyjechałem  z  lotniska.  -  Mężczyzna  za 

kierownicą naciągnął brązowy beret na czoło, zanim postukał 
w licznik. - Uznałem, że zaczekam tutaj i spróbuję szczęścia. 
W taką pogodę mało kto wychodzi z domu. 

 -  A  ja  właśnie  wybieram  się  na  lotnisko  -  poinformował 

Czerwony  Kapturek,  dołączając  się  do  rozmowy.  -  Muszę 
wrócić  do  Nowego  Jorku,  żeby  jutro  rano  przeprowadzić 

background image

wywiad. Pisuję dla „Story Magazine". - Jej spojrzenie mówiło, 
że powinni znać ten tytuł. 

Gdy  zsunęła  kaptur,  Zackowi  zaparło  dech.  Zaróżowione 

policzki  wyraźnie  odznaczały  się  na  tle  cery  tak  jasnej  i 
gładkiej  jak  porcelana.  Elegancko  upięte  włosy  spływały  na 
szczupłe  ramiona  niczym  beżowy  płaszcz,  a  fiołkowe  oczy 
błyszczały tak intensywnie, że musiał odwrócić wzrok. 

Wielokrotnie  umawiał  się  z  prawdziwymi  pięknościami, 

które  żadnego  mężczyzny  nie  pozostawiły  obojętnym,  ale  w 
ich obecności nigdy nie czuł się tak jak w tej chwili: powalony 
na kolana. 

Po  dzisiejszym  nieudanym  spotkaniu  z  właścicielem 

budynku,  przed  którym  się  znajdowali,  marzył  tylko  o  tym, 
żeby  jak  najszybciej  wrócić  do  domu.  Ale  uroczy  Kapturek 
najwyraźniej bardzo się spieszył, dlatego był gotów zachować 
się jak dżentelmen i zaczekać na kolejną taksówkę. 

Poza tym, jeśli zaraz wysiądzie, nie będzie musiał martwić 

się o dziecko. 

Spojrzał  na  uśpione  niemowlę,  po  czym  poczuł  na  sobie 

wzrok kobiety. 

 - Widzę, że ma pan maleństwo pod opieką. Jest śliczna. - 

Westchnęła, odsuwając się do drzwi. - Poproszę portiera, żeby 
sprawdził, co się stało z moją taksówką. 

Gdy sięgnęła do klamki, Zack mimowolnie chwycił ją za 

rękaw.  Nie  mógł  pozwolić  Kapturkowi  odejść.  Kobieta 
spojrzała na niego zdumiona, więc ją puścił, wydając przy tym 
zduszony,  zachrypnięty  dźwięk  przypominający  zakłopotany 
śmiech. 

 - To nie jest moje dziecko. Kierowca skrzywił się. 
 -  I  z  całą  pewnością  nie  moje.  Kobieta  zamrugała  kilka 

razy. 

 -  Jak  na  mój  gust  ta  dama  jest  zbyt  młoda,  żeby 

podróżować w pojedynkę. 

background image

 - Skąd pani wie, że to dziewczynka? - Nosidełko, kocyk i 

czapeczka  były  białe  jak  sypiący  się  z  nieba  śnieg,  więc  nie 
sugerowały płci dziecka. 

 -  Ma  słodziutką  twarzyczkę.  Usteczka  przypominające 

płatek róży. Jest urocza i maleńka, za ładna jak na chłopca. 

Taksówkarz zabębnił palcami o kierownicę. 
 - Licznik bije. 
 - Oczywiście. - Kapturek zaczął szykować się do wyjścia. 

- Nie będę wam przeszkadzać. 

W końcu  Zack stracił panowanie  nad  sobą. Nie tylko  nie 

lubił dzieci, ale też dzieci nie lubiły jego. 

 - Co mamy z nią zrobić? - zapytał. 
 - Nie my, chłopie. - Kierowca zmienił bieg. 
 -  Jak  już  mówiłem,  to  nie  jest  moje  dziecko  -  powtórzył 

Zack  wolno  i  wyraźnie,  ignorując  zbytnią  poufałość 
taksówkarza. 

 - To skąd się tutaj wzięło? - zaciekawiła się kobieta. 
 -  Nie  mam  pojęcia.  Kto  wysiadł  z  samochodu  jako 

ostatni? 

 -  Osiemdziesięcioletni  staruszek  z  laską.  -  Taksówkarz 

kolejny raz  poprawił  beret.  -  Leciał  do  Jersey  na  spotkanie z 
rodziną i z pewnością nie miał ze sobą nosidełka. 

Zack  jęknął,  a  kobieta  zbladła.  Gdy  odezwała  się  po 

chwili, jej głos był ledwie słyszalnym szeptem. 

 - Sądzi pan, że ktoś ją porzucił? 
 - Pewnie odpowiednie władze będą musiały to sprawdzić. 

- Spojrzał na Czerwonego Kapturka, który bardzo się spieszył, 
i  kierowcę,  który  nie  krył  irytacji,  po  czym  westchnął 
przeciągle. - Zabiorę ją na najbliższy posterunek policji. 

 -  Miną  wieki,  zanim  ktoś  właściwie  zajmie  się  tym 

maleństwem - odparła kobieta. 

background image

 - Nie wiem, co mogę jeszcze dodać. Wiem tylko tyle, że 

dzieci nie śpią wiecznie, a ja nie noszę pieluch w kieszeniach 
marynarki. 

Kapturek delikatnie przeszukał nosidełko. 
 - Widzę butelkę, jakieś mleko i kilka pieluch. 
 -  Funkcjonariusze  z  pewnością  to  docenią  -  burknął 

cynicznie. 

Jednocześnie  oboje  sięgnęli  w  kierunku  nosidełka.  Gdy 

poczuł muśnięcie jej palców, jego puls odrobinę przyspieszył. 
W jednej chwili stał się niezwykle wyczulony na jej kuszący 
zapach i fakt, że nie nosiła obrączki. 

 - Proszę wziąć taksówkę - powiedziała, chwytając rączkę 

nosidełka, czym zmusiła go, żeby cofnął rękę. - Zabiorę ją do 
środka.  Nie  mogę  znieść  myśli,  że  spędzi  długie  godziny  na 
posterunku  policji,  zanim  zajmie  się  nią  pracownik  opieki 
społecznej. Kto wie, jakie typy się tam kręcą. 

Zack  otworzył  usta,  żeby  zaprotestować,  ale  nie  znalazł 

odpowiednich  argumentów.  Ostatecznie  ściągnął  łopatki, 
uniósł wysoko głowę i spojrzał na nią stanowczo. 

 - Pomogę pani. 
 - Dam sobie radę. 
Zanim  zdążył  dodać  coś  jeszcze,  otworzyła  drzwi  i 

pomachała w kierunku wejścia do hotelu. Zack wyjrzał przez 
tylną  szybę.  Poprzez  ścianę  śniegu  brnął  w  ich  stronę  boy 
hotelowy w uniformie, z ogromnym parasolem w dłoni. 

James  Dirkins,  aktualny  właściciel  hotelu,  odrzucił 

pierwszą ofertę kupna od sieci Harrison Hotels. Mimo to Zack 
był  zdecydowany  dobić  targu.  Odnotował  w  myślach,  że  po 
zamknięciu  transakcji  pierwszą  rzeczą,  jaką  zrobi,  będzie 
zbudowanie  zadaszenia.  Skoro  nikt  nie  myślał  tutaj  o  takich 
rzeczach, nic dziwnego, że nieustannie malała liczba gości. 

background image

Tymczasem  kobieta  podała  boyowi  swój  bagaż,  po  czym 

sięgnęła po nosidełko. Rzuciła Zackowi przelotny uśmiech na 
pożegnanie i zniknęła za zasłoną bieli. 

 - Na lotnisko? - zapytał kierowca. 
 - Nie - mruknął Zack w zamyśleniu. 
 - Mam zgadywać dalej? 
Ale  Zack  go  nie  słuchał.  Nie  mógł  przypomnieć  sobie 

imienia  Kapturka.  Nagle  wydało  mu  się,  że  słyszy  płacz 
dziecka. 

 - Nie ruszaj się stąd - rzucił pospiesznie do taksówkarza. - 

Na pewno wrócę. 

Trinity  Matthews  dobrze  wiedziała,  do  czego  się 

zobowiązała:  godziny  czekania  i  niepokoju  w  mieście,  w 
którym  nikogo  nie  znała.  Jednak  gdy  szła  po  marmurowej 
posadzce  w  kierunku  recepcji,  z  nosidełkiem  w  ręku,  nie 
żałowała podjętej decyzji. 

Pracownicy  opieki  społecznej  robili  co  w  ich  mocy,  ale 

lista  oczekujących  na  pomoc  była  długa,  a  ich  zasoby 
skromne.  Trinity  smutkiem  napawała  myśl  o  porzuconych 
dzieciach. Gdyby mogła, sama przygarnęłaby je wszystkie. 

Zerknęła  w  dół  na  twarzyczkę  śpiącego  dziecka  i  żal 

ścisnął  ją  za  gardło.  Nikt  nie  zasługiwał  na  taki  los,  a  już  z 
pewnością  nie  ten  mały  aniołek.  Nagle  jej  uwagę  przykuły 
odgłosy kroków. Spojrzała przez ramię i zobaczyła mężczyznę 
z  taksówki.  Już  wcześniej  zwróciła  uwagę  na  jego 
niesamowite  ciemne  oczy  i  urzekający  uśmiech,  który 
wydawał  jej  się  dziwnie  znajomy.  Wyglądał  niezwykle 
seksownie i Trinity na moment zaparło dech. 

 -  Zapomniałem  się  przedstawić  -  powiedział,  stając  przy 

niej. - Nazywam się Zackery Harrison. 

Kobieta  szeroko  otworzyła  oczy  ze  zdumienia,  gdy 

wszystkie  kawałki  układanki  znalazły  się  na  właściwych 
miejscach.  W  ułamku  sekundy  przypomniała  sobie  każdą 

background image

informację,  którą  przeczytała  na  jego  temat  w  prasie: 
doskonale zbudowany, przystojny niczym gwiazda Hollywood 
i zabójczo seksowny, a do tego także chciwy i wyrachowany 
drań. 

 - Trinity Matthews - wydukała z trudem. 
 - Panno Matthews - zwrócił się do niej, przybierając pozę, 

którą  widywała  na  licznych  zdjęciach  w  prasie.  - 
Postanowiłem pomóc przy dziecku. 

 - Dlaczego? - zapytała bez ogródek. 
 -  Ponieważ  mam  trochę  wolnego  czasu,  a  pani  musi 

wracać do Nowego Jorku. 

Trinity  napawała  się  widokiem  szerokiego  uśmiechu, 

który  uwiódł  niejedną  piękność  w  tym  kraju  i  nakłonił 
licznych urzędników do odebrania ludziom domów w zamian 
za  korzyści  finansowe.  Zagotowała  się  ze  złości  na  myśl  o 
pozbawionych  skrupułów  biznesmenach,  takich  jak  Zack 
Harrison,  którzy  brali  więcej,  niż  mogli  unieść,  podczas  gdy 
tak wielu nie miało zupełnie nic. 

 - Polecę  później - odparła zwięźle.  - Może nie należę do 

grona  ekspertów  do  spraw  nowo  narodzonych  dzieci,  ale  z 
pewnością poradzę sobie lepiej od pana. 

Gdy Zackery Harrison skrzyżował ręce na piersi, poczuła 

pokusę,  żeby  skapitulować  i  wsiąść  w  pierwszy  samolot  do 
Nowego Jorku. Mimo to odstawiła nosidełko i przybrała taką 
samą pozę jak on. 

 -  Nie  zamierzam  stąd  wyjechać,  zanim  nie  zyskam 

pewności, że mała mą się dobrze - dodała z naciskiem. 

 - Nieopodal mam... 
 - Powiedziałam: nie. 
Dzieci  potrzebowały  troski  i  uwagi,  a  także  miłości. 

Tymczasem  Trinity  nie  była  pewna,  czy  Harrison  w  ogóle 
miał serce. 

background image

 - Mam sąsiadów, którzy zajmują się moim mieszkaniem, 

gdy  podróżuję  w  interesach.  Pani  Dale  jest  dziarską  babcią 
dziesięciorga  wnucząt.  Nie  lubi  współczesnej  muzyki  ani 
koników polnych, zwłaszcza gdy rozkwitają jej goździki. Ale 
uwielbia dzieci. Dawniej prowadziła rodzinę zastępczą. 

Trinity  stłumiła  drżenie.  Pomimo  własnych  doświadczeń 

wiedziała, że  na świecie  istniało mnóstwo cudownych  rodzin 
zastępczych.  Niestety,  bez  względu  na  to,  jak  bardzo  się 
starała,  nie  potrafiła  zapomnieć  o  przykrościach,  jakie 
spotkały  ją  ze  strony  wstrętnej  Nory  Earnshaw,  kobiety 
prowadzącej rodzinę zastępczą, do której trafiła. 

 -  Pani  Dale  niedawno  zakończyła  działalność  - 

kontynuował.  -  Nadal  ma  u  siebie  wysokie  krzesełka,  kojce  i 
zabawki.  Wiem,  że  z  radością  pomoże.  -  Jego  ciemne  oczy 
zalśniły. - Na pewno nie chce pani spóźnić się na wywiad. 

Trinity  zacisnęła  pięści.  Praca  była  dla  niej  wszystkim. 

Dzięki  niej  mogła  podróżować  i  poznawać  ciekawych  ludzi, 
którzy  zarażali  zapałem  i  dawali  natchnienie.  A  Nowy  Jork 
był  wspaniałą  odmianą  po  małym  miasteczku  w  stanie  Ohio, 
w  którym  spędziła  większość  życia.  Zawarła  tam  wiele 
przyjaźni i zdołała się urządzić. 

Niestety,  w  jej  branży  nie  można  było  pozwolić  sobie 

nawet  na  najmniejsze  potknięcie.  W  tych  ciężkich  czasach 
każdy wakat był na wagę złota. Tylko w zeszłym tygodniu w 
redakcji  zwolniono  trzech  jej  współpracowników.  Tym 
bardziej  nie  powinna  dawać  szefostwu  powodów  do 
niezadowolenia. Ale czy mogła zaufać Zackowi Harrisonowi i 
powierzyć mu dziecko? 

 -  Skąd  pewność,  że  pańska  wspaniała  sąsiadka  jest  teraz 

w domu? - zapytała. 

 -  Państwo  Dale  są  domatorami,  a  do  tego  dziś  rano 

widziałem,  jak  wracała  ze  spaceru  z  jednym  ze  swoich 

background image

wnucząt. Właśnie zaczynał padać śnieg, więc nie sądzę, żeby 
wypuściła się gdzieś później w taką pogodę. 

Przygryzając  dolną  wargę,  Trinity  rozejrzała  się  po 

zatłoczonym holu, a potem spojrzała na śpiące dziecko. 

 -  No  dobrze  -  zdecydowała  ostatecznie.  -  Pojedziemy  z 

panem. 

 - Pojedziecie? 
 -  Przed  wyjazdem  chcę  dopilnować,  że  zapewni  pan 

dziecku odpowiednie warunki. 

Trinity  wydawało  się,  że  przez  moment  z  jego  oczu 

wyzierał  szacunek,  ale  mogła  odnieść  mylne  wrażenie, 
zważywszy ma natłok emocji towarzyszący całej sytuacji. 

 - Lepiej się pospieszmy, zanim nasz taksówkarz znajdzie 

lepszą fuchę - zasugerował Zack ze spokojem. 

Jednocześnie  oboje  sięgnęli  po  nosidełko  i  ich  ręce 

ponownie  się  spotkały.  Trinity  przeszedł  dreszcz,  gdy 
spojrzała  na  przystojną  twarz  mężczyzny  uśmiechającego  się 
do  niej  szeroko.  Czym  prędzej  cofnęła  rękę  i  wyprostowała 
się. 

 - Zanim pójdziemy, powinnam powiedzieć, że wiem, kim 

pan jest. 

 - Oczywiście, przecież się przedstawiłem. 
 -  Potrafię  czytać,  panie  Harrison.  Prowadzi  pan  sieć 

hoteli. Nie  cofa się  pan  przed  niczym, żeby zdobyć to, czego 
pan  chce...  -  Zawahała  się,  zanim  dodała:  -  I  szczyci  się  pan 
uwodzeniem pięknych kobiet. 

Uśmiech zamarł na jego twarzy. 
 - Chce pani dołączyć do mojego fanklubu? 
 - Chcę tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Przystałam 

na  pańską  propozycję,  ponieważ  chcę  dla  dziecka  jak 
najlepiej.  

 - A nie dlatego, że jestem bezwzględny i pociągający? Jej 

serce zabiło niespokojnie. 

background image

 - Zdecydowanie nie. 
Spojrzał  jej  głęboko  w  oczy,  zmniejszając  dzielącą  ich 

odległość. 

 -  Skoro  wszystko  wyjaśniliśmy,  powinniśmy  już  iść. 

Chyba że... 

 - Co takiego? 
 -  Chyba  że  chce  kopnąć  mnie  pani  w  kostkę, 

spoliczkować albo dać mi prztyczka w nos. 

 - Powstrzymuję się resztkami sił. 
Przyjrzał  jej  się  uważnie,  jakby  chciał  wyczytać  z  jej 

twarzy jakiś sekret. 

 - Panno Matthews, chyba  nie sądziła pani, że  zamierzam 

zrobić  coś  niestosownego?  Na  przykład  porwać  panią  w 
ramiona i pocałować? A może nawet posunąć się dalej? 

Zaczerwieniła  się  zawstydzona.  Ten  mężczyzna  nie  znał 

granic. 

 - Oczywiście że nie! 
 - Skoro jestem takim potworem, skąd ta pewność? 
 -  Nie  jestem  w  pana  typie  -  odparła.  -  A  nawet  gdybym 

była, nie zaryzykowałby pan kolejnego skandalu po ostatnich 
tygodniach  złej  prasy.  -  Rozejrzała  się  wokół  pewna  swoich 
racji.  -  Jesteśmy  wśród  ludzi,  którzy  mają  komórki  z 
wbudowanymi aparatami. 

Oczy Harrisona przygasły. 
 - Naprawdę uważa pani, że przejmuję się plotkami? 
 -  Nie,  nie  uważam.  -  Przechyliła  głowę.  -  Ale  może 

powinien pan zacząć. 

Na jego ustach zagościł demoniczny uśmiech. 
 - Ma pani rację. Może powinienem. - Stanął niecały metr 

od  niej.  -  A  może  lepiej  sprawię,  żeby  świat  miał  o  czym 
mówić? 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 
Zack  przybliżył  twarz  do  zdumionego  oblicza  Trinity  i 

omal  nie  zapomniał,  że  to  tylko  gra.  W  końcu  chciał  tylko  z 
niej zadrwić. 

Twierdziła,  że  go  zna,  ponieważ  czyta  gazety.  Śmieszyło 

go,  że  dokonała  oceny  na  podstawie  plotek  i 
niepotwierdzonych  informacji.  Wiedział  jednak,  że  ludzie 
zwykle tak właśnie robią. 

Mimo  wszystko  dopisywał  mu  humor.  Postanowił 

darować pannie Matthews wszystkie potknięcia, tym bardziej 
że  wyglądała  naprawdę  uroczo,  gdy  czerwieniła  się  i  robiła 
wszystko  co  w  jej  mocy,  żeby  zachować  spokój.  Zaczął  się 
zastanawiać,  czy  zrobiłaby  scenę,  gdyby  naprawdę  ją 
pocałował. A może rozpłynęłaby się w jego ramionach, żeby 
zyskać  doskonały  materiał  na  pierwszą  stronę?  W  końcu 
należała do dziennikarskiego świata. 

Przysunął się do niej jeszcze bliżej, ale w ostatniej chwili 

zrobił  unik  i  chwycił  nosidełko.  Ruszył  do  wyjścia 
energicznym  krokiem,  a  kilka  sekund  później  usłyszał  stukot 
obcasów Trinity Matthews, która usiłowała go dogonić. 

Niebo  nadal  było  ciemnoszare,  a  śnieg  padał  jeszcze 

intensywniej niż kilkanaście minut temu. Szczęśliwie udało im 
się  szybko  wsiąść  do  taksówki.  Zack  zadzwonił  do  opieki 
społecznej.  Odebrała  kobieta,  która  poprosiła  go  o  numer 
telefonu  i  adres,  po  czym  uprzedziła,  że  ma  obowiązek 
poinformować policję o jego zgłoszeniu. Na koniec obiecała, 
że przyśle kogoś tak szybko, jak to tylko możliwe. 

 -  Co  powiedzieli?  -  zapytała  Trinity,  gdy  tylko  się 

rozłączył. 

 - Że kogoś do nas wyślą. 
 - Kiedy? 

background image

 -  Kiedy  tylko  będą  mogli.  -  Miał  nadzieję,  że  nie  będą 

musieli  długo  czekać.  -  A  tymczasem  kupimy  pieluchy  i 
odwiedzimy panią Dale. 

Zatrzymali  się  przed  drogerią.  Dziecko  nadal  spało,  gdy 

Zack  wrócił  z  dwiema  pełnymi  torbami.  Poza  pampersami 
kupił  mokre  chusteczki,  mleko  w  proszku,  butelki,  trzy  małe 
podkoszulki  i  zestaw  śpiochów.  Lubił  być  przygotowany  na 
każdą  ewentualność.  Poza  tym  urzekły  go  różowe  uszy  przy 
jednym  z  maleńkich  ubranek  i  po  prostu  nie  mógł  przejść 
obok nich obojętnie. 

Pół  godziny  później  zaparkowali  na  długim  podjeździe 

przed domem jego sąsiadów. Mrok zaczął już otulać spokojną 
okolicę  otoczoną  gigantycznymi  sosnami.  Latarnie  uliczne 
rzucały  blask  na  zaśnieżoną  ziemię,  ale  w  żadnym  z  okien 
Dale'ów nie paliło się światło.  

 -  Nikogo  nie  ma  -  stwierdziła  Trinity,  wyglądając  przez 

zaparowaną  szybę. - Powinniśmy byli  zostać w hotelu. Masz 
w ogóle zasięg na tym odludziu? 

Uderzając  dłonią  o  udo,  Zack  zastanawiał  się  przez 

moment, po czym zwrócił się do kierowcy: 

 - Proszę zatrzymać się sto metrów dalej po prawej stronie. 
 -  Chwila!  -  zaprotestowała.  -  Śnieg  nie  odpuszcza. 

Powinniśmy wrócić do miasta. 

 -  W  pomocy  społecznej  mają  mój  adres.  Wiedzą,  gdzie 

nas szukać. 

Potrząsnęła głową, ściągając usta. 
 - Wracamy. 
 - Nie ma mowy. 
 - Dlaczego? 
 - Naprawdę uważasz, że podróżowanie w taką pogodę to 

mądry pomysł? 

Za  oknem  zawodził  wiatr.  Kiedy  przemawiała  matka 

natura,  ludzie  musieli  słuchać.  Poza  tym  Zack  nie  zamierzał 

background image

przekroczyć  progu  hotelu,  dopóki  Dirkins  nie  rozważy  jego 
oferty  raz  jeszcze.  Gdyby  wybrał  się  tam  dziś  wieczorem, 
Dirkins  mógłby  pomyśleć,  że  zmiękł,  i  dorzuci  coś  ekstra,  a 
takie  rozwiązanie  nie  wchodziło,  w  grę.  Bez  względu  na  to, 
jak  bardzo  Zack  współczuł  mu  sytuacji  osobistej,  nie 
zamierzał podbijać ceny. 

Nagle  dziecko  poruszyło  się.  Maleńka  dłoń  chwyciła 

kocyk.  Zack  wstrzymał  oddech,  gdy  dziewczynka  ziewnęła, 
przeciągnęła się i zapiszczała, marszcząc czoło. 

 -  Mój  dom  znajduje  się  tuż  obok  -  rzucił  pospiesznie.  - 

Nie wiem jak ty, ale wolę tańczyć nago na śniegu, niż utknąć 
w taksówce z płaczącym dzieckiem. 

Bardzo wolno Trinity skinęła głową. 
 - Niech będzie. 
Chwilę  później  wyjechali  z  zaśnieżonego  podjazdu 

państwa  Dale.  Zack  pomyślał,  że  gdy  tylko  położą  dziecko 
spać,  zaproponuje  pannie  Matthews  szklaneczkę  brandy. 
Potem  usiądą  razem  przed  kominkiem,  żeby  przedyskutować 
sytuację. Być może zdoła sprawić, że zmieni o nim zdanie. 

Pomimo  wrogiej  postawy  wyczuwał,  że  pociągał  ją  w 

równym  stopniu  jak  ona  jego.  W  tej  sytuacji,  dlaczego  nie 
mieliby  poznać  się  lepiej?  On  z  pewnością  nie  miałby  nic 
przeciwko temu. 

Gdy  taksówka  odjechała  spod  domu  Zacka  Harrisona, 

księżyc  wyłonił  się  zza  gęstych  chmur.  Srebrna  poświata 
spłynęła na scenerię w dole. Trinity w ostatniej chwili stłumiła 
okrzyk zachwytu. Nie miała jednak czasu podziwiać domu ze 
spadzistym dachem sięgającym ziemi, ponieważ Zack szybko 
ruszył  w  kierunku  dużych  drewnianych  drzwi.  Naciągając 
kaptur na głowę, potruchtała za nim. 

Wkrótce rozglądała się po wnętrzu w niemym zachwycie. 

Parter tworzyła ogromna przestrzeń. Po prawej znajdowała się 
kuchnia  wykonana  głównie  z  dębu  i  lśniącego  granitu.  W 

background image

odległym krańcu stał supernowoczesny sprzęt audiowizualny. 
Skórzany komplet wypoczynkowy zapraszał, żeby się na nim 
wyciągnąć, a kamienne palenisko aż się prosiło, by rozpalić w 
nim ogień. 

Gdy ściągnęła kaptur, spojrzała na schody prowadzące na 

piętro. Zack również powiódł wzrokiem w tamtą stronę. 

 -  Główna  sypialnia  -  poinformował  bez  ogródek. 

Natychmiast  wyobraziła  sobie  ogromne  drewniane  łóżko 
pełne poduszek, na których wyciągał się właściciel tego domu. 
Oczami  wyobraźni  ujrzała  jego  szeroki  tors,  długie, 
umięśnione nogi, płaski brzuch. Zalała ją fala gorąca. 

Gwałtownie  wciągnęła  powietrze,  spychając  kuszące 

obrazy  w  najdalsze  zakamarki  umysłu.  Nie  przyszła  tutaj, 
żeby  fantazjować  o  mężczyźnie,  który  z  uwodzenia  uczynił 
sport wyczynowy. Poza tym nie była jedyną kobietą, na którą 
działał  w  ten  sposób.  Co  miesiąc  media  publikowały  jego 
zdjęcia  z  coraz  to  nową  pięknością,  a  Trinity  nie  zamierzała 
dołączyć  do ich grona. Już  i  tak zrobiła  z  siebie idiotkę, gdy 
pomyślała, że ją pocałuje w hotelowym holu. 

Gdy  Zack  delikatnie  odstawił  nosidełko  i  torby,  zdjął 

płaszcz, a Trinity poszła w jego ślady. 

 - Ma pan piękny dom - powiedziała zgodnie z prawdą. 
 - Proszę, mów mi Zack - poprosił, zdejmując koc, którym 

wcześniej zasłonili dziecko, żeby uchronić je przed śniegiem. 
-  Nie  spędzam  tutaj  wiele  czasu.  Najczęściej  mieszkam  w 
Nowym Jorku, ale ty już to pewnie wiesz. 

Puściła uszczypliwość mimo uszu. 
 - Zatem to twój azyl? 
 -  Ojciec  zawsze  dużo  pracował.  Żeby  nam  to 

wynagrodzić,  zabierał  nas  do  Kolorado  podczas  każdej 
przerwy  świątecznej.  -  Powiesił  płaszcze  na  wieszaku,  a 
potem  zdjął  marynarkę.  -  Gdy  byłem  starszy,  sam 
przyjeżdżałem  często  w  te  rejony.  Wtedy  znalazłem  to 

background image

miejsce. Są tutaj wspaniałe widoki i mili ludzie, którzy zawsze 
mają dla ciebie dobre słowo. To mi odpowiada. 

 - Rozumiem. 
 -  Może  nastawię  kawę?  Zanim  się  zaparzy,  zdążymy 

przygotować mleko dla dziecka. 

Chociaż  Trinity  wiedziała,  że  stąpa  po  cienkim  lodzie, 

posłusznie  ruszyła  za  nim  do  kuchni.  Właściwie  nie  mogła 
oderwać  oczu  od  jego  szerokich  barków.  Kusiło  ją  także,  by 
musnąć  kark  swojego  gospodarza.  Musiała  przyznać,  że  w 
tym  przytulnym  zaciszu  znacznie  łatwiej  ulegała  urokowi 
Zacka. Oczywiście nie zamierzała się do tego przyznać. 

 -  Powinniśmy  coś  wysterylizować?  -  zapytał,  wyrywając 

ją z zamyślenia. 

 - Tak, oczywiście. Butelkę. - Przykucnęła obok nosidełka 

i  przyjrzała  się  dziecku,  które  znów  smacznie  spało.  - 
Przeczytam instrukcję na opakowaniu i przygotuję mleko. 

Pogwizdując  pod  nosem,  Zack  sięgnął  po  dzbanek  do 

kawy.  Sprawiał  wrażenie  odprężonego.  Było  widać,  że  czuje 
się  tutaj  jak w domu. Mimo to  twierdził, że  większość czasu 
spędzał  w  Nowym  Jorku.  Trinity  była  ciekawa,  czy  miał 
własny  penthouse,  czy  też  może  zajmował  apartament 
prezydencki w jednym z hoteli należących do jego rodziny. 

 - Jak to jest? - zapytała, sypiąc proszek do butelki. Stanął 

do niej tyłem, żeby wyciągnąć kubki z jednej 

z szafek. 
 - Co takiego? 
 - Być właścicielem tylu nieruchomości - wyjaśniła. 
 - Nie jestem jedynym właścicielem sieci Harrison Hotels. 

- Wprawnym ruchem rozsupłał jedwabny niebieski krawat, po 
czym wyciągnął go spod kołnierzyka. - To firma rodzinna. 

 -  Mam  rozumieć,  że  każdego  dnia  pracujesz  razem  z 

rodzicami i rodzeństwem? 

background image

Ponieważ  los  pozbawił  ją  bliskich,  zawsze  marzyła  o 

własnej rodzinie. Chciała mieć troskliwego męża, który będzie 
ją wspierał, i dwoje dzieci. Wybrała już nawet imiona. Jednak 
z biegiem lat jej plany uległy zmianie. 

 -  Czasami  się  dogadujemy  -  przyznał  Zack.  -  Na  wiele 

spraw  mamy  taki  sam  pogląd.  -  Wyjął  mleko  z  lodówki.  - 
Jednak pod wieloma względami się różnimy. A jaka jest twoja 
rodzina? 

Poczuła znajome ukłucie. 
 - Nie taka jak twoja. 
Nie  zamierzała  się  nad  tym  rozwodzić.  Nie  chciała 

współczucia,  zwłaszcza  od  człowieka,  który  miał  wszystko. 
Oddzieliła przeszłość grubą linią i nie widziała powodu, żeby 
do niej wracać. 

Jednak gdy zerknęła na dziecko, poczuła ucisk w gardle i 

dawne wspomnienia powróciły. Była skrytą osobą i nie lubiła 
dzielić  się  swoimi  sekretami.  Ale  znalazła  się  w  wyjątkowej 
sytuacji.  Bez  względu  na  to,  jak  przedstawiano  Zacka 
Harrisona  opinii  publicznej,  ten  mężczyzna  przygarnął  pod 
swój  dach  zarówno  obce  niemowlę,  jak  i  ją.  Dlatego  ten  raz 
postanowiła się zwie -  

 - Właściwie - zaczęła cicho z walącym sercem - to jestem 

wychowanką państwa. 

Zerknęła  na  niego  przez  ramię.  Zack  zamarł  z  ręką  nad 

dzbankiem. Spojrzał na nosidełko, a potem na nią. Świdrował 
ją  wzrokiem  tak  intensywnie,  że  pożałowała,  że  w  ogóle 
otworzyła usta. W końcu nie była dziwadłem, tylko jednym z 
wychowanków rodziny zastępczej. 

 - To dlatego... - zaczął, a ona skinęła głową. 
 - Po prostu nie mogłam jej zostawić. 
Zrobił  głęboki  wdech,  delektując  się  zapachem  mocnej 

kawy. Po napełnieniu obu kubków spojrzał na nią. Dostrzegła 
w jego oczach współczucie, którego nie chciała. 

background image

 - Było ci ciężko? Uśmiechnęła się niewyraźnie. 
 - Nie każdy trafia pod dach pani Dale. 
 - Ale sobie poradziłaś. Koniec końców pracujesz dla... 
 - „Story Magazine".  
 - No właśnie, „Story".  
Uniósł  kubek  do  ust,  a  Trinity  wzięła  z  niego  przykład. 

Westchnęła  z  zadowoleniem,  gdy  poczuła  wyborny  smak 
kawy. 

 -  Robiłaś  kiedyś  wywiad  z  hotelarzem,  który  ratuje 

porzucone dzieci? - zapytał. 

Przechyliła głowę, nie kryjąc zainteresowania. 
 - Muszę przyznać, że nie. 
 - Jeśli dobrze rozegrasz karty, odpowiem później na kilka 

pytań. 

 - Chcę zadać jedno już teraz. 
 - Zamieniam się w słuch. 
 -  Czy  mogę  dostać  cukier?  -  Tak  naprawdę  pragnęła  się 

dowiedzieć, czy wtedy w hotelu zamierzał ją pocałować, czy 
tylko dać jej nauczkę. 

 -  Możesz  dostać,  co  tylko  chcesz.  -  Uśmiechnął  się 

seksownie, po czym podał jej cukiernicę. 

Trinity  nabrała  czubatą  łyżkę  cukru,  po  czym 

skoncentrowała  się  na  mieszaniu.  Poczuła  muśnięcie  jego 
dłoni,  gdy  pochylił  się  nad  nią,  żeby  odstawić  naczynie. 
Chociaż  zrobiło  jej  się  słabo,  niczego  nie  dała  po  sobie 
poznać. Zamiast tego skupiła uwagę na dziecku. 

Zack podążył za jej spojrzeniem. 
 - W jakim ona może być wieku? 
 - Może mieć trzy miesiące. Wygląda na zadbaną. 
 -  To  nie  ma  sensu.  Coś  w  tej  historii  się  nie  klei.  Nagle 

zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. 

 - Może została porwana - wyszeptała. 

background image

 - Czy tak było z tobą? - zapytał niskim głosem. Pokręciła 

głową,  zdeterminowana,  by  nie  mówić  już  nic  więcej.  Taki 
człowiek jak Zack Harrison nie zrozumiałby jej historii. 

Dziewczynka zakwiliła, a potem otworzyła zaspane oczy. 

Oboje  dorośli  pochylili  się  nad  nosidełkiem.  Na  widok 
ziewającego  maleństwa  Trinity  zrobiło  się  ciepło  na  sercu. 
Poczuła emocje, z których istnienia nie zdawała sobie sprawy. 

 - Biedactwo - mruknęła, biorąc małą na ręce. - Pewnie ma 

mokrą  pieluchę.  Przewinę  ją.  Czy  możesz  w  tym  czasie 
przygotować mleko? 

 - Jasne. Będzie na was czekało, gdy wrócicie. 
Zack poradził, żeby skorzystała z sypialni znajdującej się 

na dole. Wkrótce Trinity położyła niemowlę na łóżku. Potem 
poszła do łazienki po ręcznik, ponieważ nie chciała zabrudzić 
pościeli  podczas  przewijania.  Po  powrocie  zauważyła  Zacka 
stojącego przy łóżku. 

 -  Bałem  się,  że  spadnie  -  wyjaśnił,  gdy  posłała  mu 

pytające spojrzenie. 

 - W tym wieku to mało prawdopodobne. Trinity wiedziała 

takie rzeczy, ponieważ przez 

krótki czas zajmowała się niemowlęciem, które trafiło pod 

opiekę Nory Earnshaw. Miała wtedy siedem lat i każdą wolną 
minutę poświęcała maluchowi. Gdy dziecko zabrano, ogarnęło 
ją tak wielkie przygnębienie, że przez długie tygodnie prawie 
nic  nie  jadła.  Pocieszała  ją  tylko  myśl,  że  maluch  trafił  do 
lepszej  rodziny  zastępczej  i  być  może  nawet  został 
adoptowany  przez  parę  kochających  ludzi,  którzy  dopilnują, 
żeby nigdy niczego mu nie brakowało. 

Zack przeczesał ręką czarne włosy. 
 - W takim razie lepiej już pójdę. 
Dziesięć minut później Trinity wyszła z sypialni, niosąc na 

rękach  zadowolone  dziecko.  Dziewczynka  wpatrywała  się  w 
nią tak, jakby chciała jej podziękować, ale nie wiedziała jak. 

background image

Tymczasem  w  kuchni  Zack  był  zajęty  potrząsaniem 

butelki.  Ten  seksowny  mężczyzna  wyglądał  tak  rozbrajająco 
uroczo  i  zabawnie,  że  poruszył  w  Trinity  jakąś  czułą  nutę. 
Przycisnęła  dziecko  mocniej  do  piersi,  chłonąc  ten  cudowny 
widok. 

 -  Z  radością  oświadczam,  że  mleko  jest  doskonale 

wymieszane  i  ma  odpowiednią  temperaturę  -  poinformował, 
gdy uniósł głowę. 

 -  W  takim  razie...  -  Wyciągnęła  dziecko  w  jego  stronę.  - 

Może chcesz pełnić honory? 

Jego uśmiech stopniał. 
 - Może przy następnej okazji. 
 - Ona nie gryzie. 
 - Skąd wiesz? 
Trinity  była  ciekawa,  co  by  zrobił,  gdyby  zostawiła  go 

samego z dzieckiem i poleciała do Nowego Jorku, tak jak jej 
to  sugerował.  Na  szczęście  dla  niego  nie  posłuchała  i 
postanowiła dotrzymać mu towarzystwa. 

 - Muszę usiąść - powiedziała, ruszając w kierunku salonu. 

- Najlepiej na czymś wygodnym. 

Zack wskazał jeden ze skórzanych foteli. Mebel okazał się 

tak  miękki,  na  jaki  wyglądał,  a  do  tego  miał  unoszony 
podnóżek.  Usadowiona  wygodnie  Trinity  pomyślała,  że  być 
może śni. Cały ten dzień wydawał się tak bardzo nierealny, że 
nie  byłaby zdziwiona,  gdyby nagle  obudziła  się  we  własnym 
łóżku. 

Zamrugała  powiekami,  ale  on  nadal  stał  tuż  obok. 

Właściwie  nachylał  się  nad  nią,  z  ciekawością  przyglądając 
się, jak karmi dziecko. 

Przypomniała  sobie  ostatni  artykuł  na  jego  temat. 

Wynikało  z  niego,  że  całkiem  niedawno  Zack  rozstał  się  z 
gwiazdką  Ally  Monroe.  To  mogło  oznaczać,  że  z  nikim  się 
chwilowo nie spotykał. 

background image

 - Pomóc ci w czymś jeszcze? 
Ponownie  spojrzała  na  małą  twarzyczkę  i  paluszki 

ściskające butelkę. 

 - Przydałby  się mały ręcznik, żeby ją  wytrzeć, gdyby się 

jej ulało. 

Gdy poszedł do kuchni, Trinity zachwycona obserwowała 

jego postawną sylwetkę. Chwilę później wrócił z ręcznikiem. 

 - Jak sobie radzisz? 
 - Malutka  ssie, jakby nie  jadła od tygodni. Właściwie  od 

ostatniego karmienia mogło upłynąć 

wiele  czasu.  Jak  matka  mogła  porzucić  takie  maleństwo? 

Czy  opiece  społecznej  uda  się  to  ustalić?  Oczywiście  mogło 
wydarzyć się coś złego. Może rodzice szukali swojej zguby i 
odchodzili od zmysłów? 

 - Zastanawiam się, kiedy ktoś po nią przyjedzie  -  dodała 

w zamyśleniu. 

 -  Pewnie  pogoda  utrudnia  poruszanie  się  po  drogach. 

Włączę  wiadomości,  żebyśmy  byli  na  bieżąco.  Później 
zadzwonię do nich raz jeszcze i sprawdzę, jaka jest sytuacja. - 
Spojrzał na dziecko i uśmiechnął się ukradkiem. - Wyglądasz, 
jakbyś robiła to całe życie. 

 - Malutka sama świetnie sobie radzi. 
Za oknami zawył wiatr, a śnieg uderzał o szklane ściany. 

Tymczasem dziewczynka skończyła jeść i ułożyła główkę na 
piersi Trinity. Zack poruszył się niespokojnie. 

 - Chyba powinno jej się teraz odbić, prawda? 
 - Chcesz mnie wyręczyć? 
 -  Nie  będę  ci  przeszkadzał,  skoro  tak  świetnie  sobie 

radzisz. 

 -  A  mnie  się  wydaje,  że  zwyczajnie  tchórzysz.  Trinity 

odstawiła pustą butelkę, po czym oparła 

dziecko  na  ramieniu.  Z  kolei  Zack  pospieszył,  żeby 

wsunąć  ręcznik  pod  główkę  niemowlęcia.  Gdy  tylko  została 

background image

zabezpieczona,  uniosła  się  nieco  i  zaczęła  poklepywać  plecy 
dziecka. 

Mijały  kolejne  minuty,  ale  nic  się  nie  działo.  W  końcu 

Trinity  zaczęła  się  niepokoić.  Najwyraźniej  Zack  dostrzegł 
obawę w jej oczach, ponieważ oparł dłoń na jej ramieniu. 

 -  To  musi  trochę  potrwać.  Daj  jej  czas  -  oświadczył  z 

przekonaniem.  Gdy  spojrzała  na  niego  zdumiona,  dodał:  - 
Mam mnóstwo bratanic i bratanków. 

 -  Rozumiem  -  odparła,  usatysfakcjonowana  takim 

wyjaśnieniem. - Może przestaniesz stać nade mną jak kat nad 
dobrą duszą? To mnie stresuje. Lepiej przygotuj dla nas coś do 
jedzenia. 

Zack zachichotał. 
 -  Jesteś  pewna,  że  chcesz  zjeść  to,  co  ugotuję? 

Przewróciła oczami. 

 - Rozumiem, że podasz makaron z serem. 
 - Cokolwiek by to było, nie masz wyjścia. Znajdujemy się 

na  odludziu  i  jeśli  nie  zamierzasz  głodować,  musisz  polubić 
moją kuchnię. 

Trinity nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ dziewczynka 

beknęła głośno. 

 -  Chyba  już  wszystko  w  porządku  -  powiedziała, 

opierając  się  wygodnie  na  fotelu.  Nareszcie  mogła  się 
odprężyć. Nie  przestała jednak poklepywać dziecka, któremu 
wkrótce odbiło się kolejny raz. 

Rozpromieniona  Trinity  uniosła  niemowlę,  żeby  się  mu 

przyjrzeć. 

 - Wyglądasz na zadowoloną - stwierdziła. Chwilę później 

dziecko ulało na nią większość wypitego wcześniej mleka. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 
Nie  tracąc  czasu,  Trinity  pobiegła  z  zawodzącym 

dzieckiem  do  pralni  z  dużym  zlewem  przemysłowym,  w 
którym  następnie  przygotowała  kąpiel.  Po  chwili  zamiast 
płaczu dziewczynka wydawała radosne okrzyki. Najwyraźniej 
spodobało jej się rozbryzgiwanie wody. 

Gdy już umyła małą, wytarła ją, przewinęła i przebrała w 

jedno  z  ubranek,  które  kupił  dla  niej  Zack,  poczuła,  że 
opuszczają ją siły. Opieka nad dzieckiem okazała się bardziej 
wyczerpująca,  niż  się  spodziewała.  Mimo  to  przez  kolejne 
godziny  nosiła  ją,  kołysała,  śpiewała  i  podawała  kolejne 
porcje mleka. Była przekonana, że gdyby odłożyła niemowlę 
do nosidełka, leżałoby w nim grzecznie, ale gdy spoglądała w 
jego duże, niebieskie oczy, po prostu nie mogła tego zrobić. 

Zack  przygotował  posłanie  dla  dziecka  na  jednym  z 

rozkładanych foteli. Zostawił w środku mnóstwo miejsca, a po 
bokach  skonstruował  prowizoryczne  barierki.  Trinity  ułożyła 
tam niemowlę, gdy w końcu zasnęło. 

Nareszcie mogła wziąć gorący prysznic, o którym marzyła 

od  dawna.  Zamierzała  czym  prędzej  położyć  się  do  łóżka, 
dlatego  założyła  czerwoną  bawełnianą  piżamę  i  kapcie  w 
takim samym kolorze. Nie miała siły, by martwić się tym, że 
Zack zobaczy ją w tym stroju. Jeśli był chociaż w połowie tak 
wykończony  jak  ona,  nie  zauważyłby  nawet,  gdyby 
zaprezentowała mu się w pelerynie i przepasce na oczach. 

Związała  wilgotne  włosy  w  niechlujny  kok,  po  czym 

ruszyła do salonu. Przystanęła przy schodach, spoglądając na 
pogrążony w mroku pokój. Teraz, gdy w domu panowała cisza 
i  słychać  było  jedynie  wycie  wiatru,  poczuła  się  nieswojo. 
Obejmując się rękami, wysiliła wzrok. 

Z  ciemności  wyłonił  się  imponujący  widok.  Zack  kucał 

obok  kominka,  dorzucając  do  wątłego  jeszcze  ognia  cienkie 
szczapy drewna. Słaby blask uwydatniał rysy jego przystojnej 

background image

twarzy.  Trinity  rozchyliła  usta,  a  po  całym  ciele  przeszły  jej 
ciarki. Doznanie stało się jeszcze intensywniejsze, gdy uniósł 
głowę i spojrzał na nią. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, by 
poczuła się pożądaną kobietą. 

 -  Widzę,  że  jesteś  gotowa  do  łóżka  -  mruknął  niskim, 

zachrypniętym głosem. 

Gdy poczuła jego zapach, zadrżała. Hipnotyzujące cienie, 

zmysłowy  nastrój  i  rozkoszne  ciepło  trzaskającego  ognia 
sprawiły, że wszystko wydało jej się nierealne - jakby nie była 
sobą.  Gdyby  Zack  jej  dotknął,  zapomniałaby  o  swoich 
zastrzeżeniach i zrobiłaby wszystko, czego by od niej zażądał. 

 -  Spisałaś  się  na  medal  -  powiedział,  chwytając 

pogrzebacz. - Musisz być wykończona. 

Trinity chrząknęła, potakując słabo. 
 -  Na  szczęście  mała  zasnęła  i  przypuszczam,  że  nie 

obudzi się szybko.  

 - Miejmy nadzieję - uśmiechnął się do niej. - Tymczasem 

zamierzam  rozkoszować  się  szklaneczką  brandy  przed 
kominkiem. Przyłączysz się? 

Chociaż  Trinity  musiała  przyznać,  że  po  ostatnich 

godzinach,  gdy  Zack  pomagał  jej,  jak  mógł,  jej  niechęć  do 
niego nieco osłabła, nie czuła się jednak na tyle komfortowo, 
by wyciągnąć się przy nim na kanapie. 

 -  Nie  jestem  potworem  -  dodał,  zanim  zdążyła 

odpowiedzieć. 

 - Dlaczego mam ci wierzyć na słowo? 
 - Bo nie jesteś w moim typie? 
Trinity zamarła. Oczywiście powtórzył tylko jej słowa, ale 

i tak poczuła się dziwnie. 

 - No dobrze. Ale wolę kakao. 
Jednak gdy ruszyła do kuchni, zawołał za nią: 
 - Może spotkamy się w pół drogi? Ja zrezygnuję z brandy, 

a ty z kakao i otworzymy butelkę wina. 

background image

 - Kieliszek wina nie zaszkodzi - przyznała z uśmiechem. 
Jego  oczy  zalśniły.  Niespiesznie  wstał  i  podszedł  do 

szafki,  w  której  znajdował  się  barek.  W  białej  bawełnianej 
koszulce  i  czarnych  spodniach  dresowych  przypominał 
sportowca: wysoki, umięśniony, postawny. Nie spuszczając go 
z  oczu,  Trinity  usiadła  na  kapie  rozłożonej  na  miękkich 
poduchach. Od razu poczuła, jak opuszcza ją napięcie. 

Po  chwili  przyjęła  od  Zacka  kieliszek  wina,  a  on  usiadł 

obok  niej,  zachowując  stosowną  odległość.  Powąchała 
czerwony trunek o bogatym aromacie, po czym wypiła łyk. 

 - Dobre? - Bardzo. 
Zadowolony oparł się na poduszce i zamknął oczy. Trinity 

wzięła  z  niego  przykład  i  przymknęła  powieki,  wzdychając 
cicho. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była zmęczona. 

Zack 

przyglądał 

się 

swojemu 

gościowi 

spod 

przymkniętych  powiek.  Jak  dotąd  udało  mu  się  zachować 
pozory  opanowania.  W  rzeczywistości  Trinity  Matthews  od 
samego  początku  rozbudzała  w  nim  coś  więcej  niż  zwykłą 
ciekawość.  Bardzo  go  pociągała.  Chciał  przygarnąć  ją  do 
siebie  i  pocałować.  Pokusa  była  wielka.  Wywoływała  w  nim 
niepokój.  Trinity  podobała  mu  się  nie  tylko  z  wyglądu,  ale 
także  z  powodu  bystrego  umysłu  i  pasji.  Podziwiał  ludzi, 
którzy nie bali się mówić głośno tego, co myślą - nawet jeśli 
nie  mieli  racji.  Ale  było  w  tym  coś  więcej.  Ta  kobieta 
intrygowała go jak żadna inna przed nią. Może działo się tak z 
powodu  niezwykłych  okoliczności:  znaleźli  się  sami,  odcięci 
od  świata,  w  obliczu  nowych  wyzwań,  które  zaskoczyły  ich 
oboje w równym stopniu. 

W  zamyśleniu  potrząsał  kieliszkiem,  wpatrując  się  w 

ogień.  A  gdy  napięcie  sięgnęło  zenitu,  wstał.  Musiał  oddalić 
się  od  Trinity,  która  wyglądała  niezwykle  rozkosznie  w  za 
dużej piżamie. 

background image

 - Pójdę wziąć prysznic - oświadczył, siląc się na spokojny 

ton. 

 -  Zostanę  na  posterunku  -  odparła  sennie.  Zanim  uległ 

targającym nim namiętnościom, Zack 

chwycił komórkę z kuchennego blatu, po czym wspiął się 

po  schodach  do  swojej  sypialni.  Gdyby  nie  dziecko,  mógłby 
pozwolić  sobie  na  większą  swobodę  i  zakończyć  ten  dzień 
zupełnie  inaczej.  Musiał  jednak  pamiętać  o  priorytetach. 
Obiecał  sobie,  że  gdy  tylko  przekażą  niemowlę  opiece 
społecznej,  nie  przepuści  kolejnej  okazji  i  uwiedzie  słodką 
pannę Matthews. 

Dwie  minuty  później  gorąca  woda  spływała  mu  po 

plecach. Nie spieszył się. Chciał dać sobie czas, żeby uporać 
się z nadmiarem emocji. Niestety, ktoś najwyraźniej zamierzał 
pokrzyżować mu plany, ponieważ wybrał jego numer, o czym 
świadczyło  uporczywe  brzęczenie  komórki.  Zaciskając  zęby, 
Zack sięgnął mokrą ręką po telefon. 

 -  Przepraszam,  że  nie  skontaktowałam  się  z  panem 

wcześniej  -  powiedziała  Cressida  Cassidy,  pracownica 
pomocy  społecznej,  z  którą  wcześniej  rozmawiał.  -  Mamy 
straszne  urwanie  głowy.  Pragnę  jednak  zapewnić  pana,  że 
powiadomiłam  odpowiednie  władze  i  jutro  przyjedziemy  po 
dziecko.  Pogoda  uniemożliwiła  nam  dotarcie  do  pana  dzisiaj. 
Mam  nadzieję,  że  może  się  pan  zająć  dzieckiem  przez  jedną 
noc? 

 -  Mogę  -  odparł,  wycierając  twarz  ręcznikiem.  Nie 

zamierzał wdawać się w dyskusję na temat trudów opieki nad 
niemowlęciem.  Nie  zamierzał  opowiadać,  jak  mała  płakała, 
kiedy  zwróciła  mleko,  ani  o  tym,  że  chciał  zawieźć  ją  do 
najbliższego szpitala, zanim Trinity zdołała ją uspokoić. 

Według niektórych bycie rodzicem to najtrudniejsza praca 

na  świecie;  zaczynał  przypuszczać,  że  mogą  mieć  rację.  To 
tylko dowodziło, że nie był gotowy na ojcostwo. Bez względu 

background image

na  to,  co  twierdziła  jego  rodzina,  nie  zamierzał  się  jeszcze 
ustatkować. Lubił swoje życie i nie chciał go zmieniać. 

 - Panie Harrison, powinien pan wiedzieć jeszcze jedno... - 

Po  tych  słowach  w  słuchawce  zapanowała  cisza.  Połączenie 
zostało zerwane. 

Niemal w tej samej chwili ciężka gałąź uderzyła w dach. 

Zaniepokojony  Zack  pobiegł  do  telefonu  stacjonarnego.  Na 
szczęście  nadal  był  sygnał.  Pani  Cassidy  znała  także  ten 
numer, więc pewnie wkrótce ponownie zadzwoni. 

Tymczasem na dole ucichła lodówka. Trinity zorientowała 

się  także,  że  zgasło  światło  sączące  się  wcześniej  z  barku. 
Wyglądało 

na 

to, 

że 

zostały 

zerwane 

linie 

elektroenergetyczne.  Przygryzając  dolną  wargę,  podciągnęła 
koc  pod  samą  brodę.  Od  dziecka  bała  się  ciemności  -  z  co 
najmniej kilkunastu powodów. 

Pospieszne  kroki  na  schodach  postawiły  ją  w  stan 

pogotowia.  Wychyliła  się,  żeby  sprawdzić,  czy  to  na  pewno 
Zack,  ale  ujrzała  ledwie  widoczny  zarys  sylwetki  w  pobliżu 
drzwi.  A  potem  coś  kliknęło  i  zagrzechotało,  i  zapanowała 
cisza.  Chwilę  później  coś  musnęło  jej  ramię.  Cofnęła  się 
gwałtownie, przyciskając koc do piersi. Gdy spojrzała w górę, 
z ciemności wyłoniła się znajoma twarz. Odetchnęła z ulgą. 

 - Nic ci nie jest? - zapytał Zack. 
 - Nic - odparła drżącym głosem. 
 - Sprawiasz wrażenie roztrzęsionej. 
 -  Ciekawe  czemu?  Siedzę  sobie  tutaj  bez  światła,  za 

oknem szaleje śnieżyca, a ty się do mnie skradasz... 

 -  Mogę  ci  jakoś  pomóc?  Może  potrzymam  cię  za  rękę? 

Chociaż  z  niej  drwił,  z  trudem  powstrzymała  się  przed 
wtuleniem  się  w  jego  ramiona.  Chciała  się  odgryźć,  ale  jej 
wzrok powędrował niżej i zamarła. 

 - Co ty masz na sobie? - wydukała. 
Spojrzał w dół, jakby musiał sobie przypomnieć. 

background image

 - Ręcznik. 
Spróbowała skinąć głową, jak gdyby nigdy nic, ale mogła 

tylko patrzeć na tego półnagiego Adonisa o czarnych włosach 
i  szerokim  torsie.  Jego  ciało  wyglądało  tak,  jakby  zostało 
odlane  z  brązu;  każdy  mięsień  był  wyraźnie  widoczny.  Do 
tego pachniał cudownie. Pragnęła oprzeć rękę na jego płaskim 
brzuchu, musnąć imponujący biceps. 

 -  Chcesz  trochę?  -  zapytał,  przywołując  ją  do 

rzeczywistości. 

Trinity  zamrugała,  jakby  dopiero  przebudziła  się  z 

głębokiego snu. Nie miała pojęcia, o co pytał. 

 - Trochę czego? - szepnęła. 
Uśmiechnął  się  szeroko,  a  w  jego  oczach  zapłonęły 

figlarne chochliki. - Wina. 

 -  Wolę  nie  przesadzać  -  stwierdziła,  odzyskując 

panowanie nad ciałem. 

 - Czasem trzeba przesadzić, Trinity. 
 - Wolę zachować trzeźwy umysł. 
 - Rozumiem. - Przez moment przyglądał jej się uważnie. 

Potem uniósł kieliszek do ust i zapytał: - Było aż tak źle? 

 - Co masz na myśli? 
 - Rozstanie. Domyślam się, że to świeża sprawa. 
Ten  jeden  raz  Trinity  z  ulgą  przyjęła  fakt,  że  w  domu 

panowała  ciemność.  W  jasnym  świetle  lamp  z  pewnością 
byłoby widać, jak bardzo się czerwieni. 

 - Skąd ci to przyszło do głowy? 
 -  Widzę,  jak  się  zachowujesz,  a  mam  pewne 

doświadczenie. - Z kobietami? - Właśnie. 

 - Muszę cię rozczarować, ale nie mam czasu na randki. 
 - A więc to jest problemem. 
 -  To  nie  twoja  sprawa.  -  Uniosła  się  i  wyprostowała, 

przyjmując  obronną  pozę.  -  Ze  wszystkimi  tak  postępujesz? 
Starasz się pokazać ich słabości, żeby poczuć się lepiej? 

background image

Mimowolnie  kolejny  raz  spojrzała  na  ręcznik,  który 

odrobinę zsunął mu się z bioder. 

 - Czyli było bardzo źle. 
Powinna  się  roześmiać,  poradzić  mu,  żeby  skupił  się  na 

popijaniu brandy i pilnował własnych spraw. Ale była w jego 
domu.  Musiała  zachować  chociaż  pozory  uprzejmości.  Poza 
tym  miał  rację:  rzeczywiście  spotykała  się  ostatnio  z 
nieodpowiednim  mężczyzną.  Wzdychając,  osunęła  się  na 
poduszki. 

 - Był miły, rozważny i potrafił słuchać. Do tego nie lubił 

dzieci. 

 - Zaszliście aż tak daleko? 
 -  Nie  oświadczył  się,  jeśli  to  masz  na  myśli.  Ale  moim 

zdaniem  człowiek,  który  wzdryga  się  na  widok  dzieci,  nie 
może być dobry. 

 -  Muszę  stanąć  w  jego  obronie.  Czasem  facet  po  prostu 

musi  ostrożnie  podchodzić  do  tematu  dzieci.  Jeśli  tego  nie 
robi, kobieta może uznać, że może liczyć na... 

 - Zaangażowanie z jego strony? 
 -  Tak.  -  Skinął  głową,  po  czym  wskazał  na  poduszki.  - 

Mogę się przysiąść? 

 -  Pod  warunkiem,  że  się  ubierzesz.  Uśmiechnął  się 

szeroko,  zanim  zostawił  ją  samą.  Po  chwili  Trinity  usłyszała 
odgłosy dobiegające z kuchni i ujrzała snop światła, zapewne 
wydobywający się z latarki. Odprężyła się i ułożyła wygodnie 
na  prowizorycznym  posłaniu.  Była  wdzięczna  za  ogień 
buzujący w kominku. 

Gdy Zack wrócił, był ubrany w spodnie od piżamy i luźną 

koszulkę, które prawdopodobnie znalazł w pralni. Zauważyła 
tam kosz z czystą odzieżą, kiedy wcześniej kąpała dziecko. 

 -  Wyjrzałem  na  zewnątrz  -  poinformował  ją.  -  Zaspy  są 

naprawdę wysokie. 

 - A śnieg nadal pada? 

background image

Na  szczęście  trochę  słabiej.  Miejmy  nadzieję,  że  do  rana 

wszystko się uspokoi. Na szczęście mamy piec gazowy, który 
zapewnia  ogrzewanie  i  ciepłą  wodę.  Kuchenka  też  działa  na 
gaz,  więc  nie  będzie  problemu  z  przygotowaniem  mleka.  - 
Spojrzał  w  ogień.  -  Niedawno  dzwoniła  do  mnie  kobieta  z 
pomocy społecznej. 

Zack  przekazał  wszystko,  co  powiedziała  mu  pani 

Cassidy. Trinity pomyślała, że niebawem będzie mogła wrócić 
do  Nowego  Jorku.  Powinna  czuć  ulgę.  Mimo  to  nie  mogła 
przestać  rozmyślać  o  losie  dziecka.  Wciąż  zastanawiała  się, 
gdzie podziewali się jej rodzice. 

Zack  usiadł  obok  niej  i  przykrył  nogi  kocem,  drżąc 

odrobinę. 

 - Zrobiło się zimno - powiedział. - I całkiem ciemno. Nie 

pamiętam, kiedy ostatni raz nie było tutaj prądu. 

 - To irytujące - przyznała. 
 -  Doskonały  moment  na  opowieści  o  duchach.  Spojrzała 

na niego zbolałym wzrokiem. 

 - Nie sądzę. 
 -  Pamiętam  pewne  wydarzenie  z  czasów,  gdy  miałem 

dziesięć lat - kontynuował, jakby jej nie usłyszał. - Tata wziął 
pięć  dni  wolnego  i  całą  rodziną  wybraliśmy  się  do  Denver. 
Niestety,  nasz  domek  był  zajęty,  a  jedyne  wolne  miejsca 
znajdowały się w podniszczonym budynku, w którym dawniej 
znajdowała  się  stodoła.  -  Zniżył  głos.  -  A  przynajmniej 
niektórzy tak twierdzą. 

 - Uprzedzam, że nie wierzę w duchy. 
 - Ja też nie wierzyłem, aż do tamtej nocy. Dodam jeszcze, 

że dom był zaniedbany. Minęły dekady od chwili, gdy stodołę 
przerobiono  na  kuchnię,  salon  i  sypialnie.  Nie  wszystkie 
lampy się paliły, a w kominku znaleźliśmy mnóstwo pajęczyn. 
Ściany  i  dach  trzeszczały  wystarczająco  głośno,  by  moja 

background image

siostra zaczęła nerwowo obgryzać paznokcie. Chyba wtedy to 
się zaczęło. 

 - Twoja wiara w życie pozagrobowe? 
 - Nie. Obgryzanie paznokci przez Siennę. Robi to po dziś 

dzień.  -  Odchylił  się  i  wsunął  ręce  za  głowę,  napinając 
wspaniałe  bicepsy.  -  Tak  czy  inaczej,  pewnej  nocy 
niespodziewanie zgasło światło w sypialni chłopców. 

 - Ilu masz braci? 
 -  Trzech.  Masona,  Dylana  i  Thomasa.  -  Zrobił  drwiącą 

minę. - Oczywiście w ogóle się nie baliśmy. 

Trinity stłumiła śmiech. 
 - Oczywiście. 
 -  Ale  wiatr  zawodził  tak  głośno  jak  dzisiaj,  więc  gdy 

żarówka wybuchła, każdy z nas uznał nagle, że musi iść napić 
się  wody.  Thomas,  najmłodszy  z  nas,  pobiegł  do  kuchni 
pierwszy.  Reszta  rzuciła  się  w  ślad  za  nim.  Nasi  rodzice 
siedzieli w zatęchłym salonie na wytartych kanapach. 

 - A gdzie była wtedy twoja siostra? 
 -  Siedziała  już  na  kolanach  mamy.  Zawsze  był  z  niej 

straszny dzieciuch. 

Uśmiechając  się,  Trinity  wyobraziła  sobie  ślicznotkę  z 

warkoczykami 

poobgryzanymi 

paznokciami, 

która 

nieustająco  dokuczała  braciom  i  wychodziła  z  tego  obronną 
ręką. 

 - Czyli spędziliście noc  wszyscy razem z  jednym pokoju 

przed kominkiem - dokończyła za niego. 

 -  Masz  rację.  Ale  wtedy  wydarzyło  się  coś  jeszcze...  - 

Opuścił  ręce  i  pochylił  się  w  jej  stronę.  -  Około  północy 
zaczęły docierać do nas różne hałasy. 

 - Co konkretnie? 
 - Drapanie i skrzypienie, a także pianie koguta. - Zawiesił 

głos, zanim dodał: - Od razu obudziliśmy ojca. 

 - I co on zrobił? 

background image

 -  To,  co  przystało  głowie  rodziny:  poszedł  sprawdzić 

sytuację. Nie było go całą wieczność, a przynajmniej nam się 
tak zdawało. W końcu ponownie zapiał kogut, ale tym razem 
głośniej. A potem usłyszeliśmy trzepot skrzydeł i przeraźliwe 
gdakanie. Wtedy naciągnąłem kołdrę na głowę. 

 - Gdakanie? 
 -  Okazało  się,  że  na  strychu  grasował...  drób  spragniony 

ludzkiej krwi. 

Zack uśmiechnął się od ucha do ucha, a Trinity wypuściła 

długo  wstrzymywany  oddech.  Rozzłoszczona  uderzyła  go  w 
ramię. 

 - To wcale nie było śmieszne. 
 -  Mam  wprawę  w  wymyślaniu  historyjek.  Moi  starsi 

bracia  mają  dzieci.  Zawsze,  kiedy  ich  odwiedzam,  dzieciaki 
chcą  słuchać  opowieści.  Robię,  co  mogę,  żeby  je  zadowolić, 
ale zmienianie pieluch zostawiam ekspertom. 

 - Jak często się z nimi spotykasz? 
 -  Jeśli  nie  liczyć  Bożego  Narodzenia,  Wielkanocy, 

urodzin i innych rodzinnych wydarzeń? Ciągle. I wcale mi to 
nie  przeszkadza.  Dzieciaki  są  świetne.  Nie  znoszę  tylko...  - 
Przerwał i zrobił taką minę, jakby właśnie zorientował się, że 
powiedział za dużo. 

 - Słucham - ponagliła go. 
 - Nieważne. 
 - Skończ, skoro zacząłeś. Potarł brodę. 
 - Szczerze mówiąc, męczy mnie wysłuchiwanie kolejnych 

kazań o tym, jak to powinienem się ustatkować. Przecież nie 
żyjemy  w  zamierzchłych  czasach,  gdy  każdy  dżentelmen 
musiał znaleźć sobie odpowiednią kandydatkę na żonę. 

 - Pewnie pragną twojego szczęścia. Uniósł brwi. 
 - Czy ja wyglądam na nieszczęśliwego? 
 - Może oni widzą to inaczej. 

background image

 -  Na  szczęście  to  moje  życie,  a  nie  ich.  -  Wbił  wzrok  w 

sufit. - I lubię je takie, jakie jest. A jak to jest z tobą? 

 - Jestem wiecznie zajęta i zadowolona z pracy. 
 -  Ale  pewnego  dnia  będziesz  chciała  się  ustatkować... 

mieć dzieci i takie tam. Masz do nich dobrą rękę. 

Jej serce zabiło mocniej. 
 -  Lubię  dzieci,  ale  to  nie  takie  proste  -  zaczęła, 

spoglądając  w  ogień.  -  Nie  mam  rodziców  ani  innych 
krewnych.  Oczywiście  znam  wiele  osób,  zdobyłam  licznych 
przyjaciół. Jednak nikomu nie ufam na tyle, by powierzyć mu 
dziecko,  gdyby  coś  mi  się  stało.  -  Nabrała  powietrza.  -  W 
życiu trzeba dokonywać wyborów, a ja zdecydowałam, że nie 
mogę podjąć takiego ryzyka. 

 - Nic z tego nie rozumiem - odparł Zack, przyglądając jej 

się  uważnie.  -  Nie  chcesz  zakładać  rodziny,  a  przecież 
wcześniej powiedziałaś, że rozstałaś się z facetem, bo nie lubił 
dzieci. 

 -  Nie  chodzi  o  to,  że  nie  chciał  ich  mieć,  ale  o  to,  że  w 

ogóle  ich  nie  akceptował,  inaczej  niż  ty.  Jego  zdaniem 
wszystkie  małe  stworzenia  tylko  niepotrzebnie  zajmują 
miejsce. 

 - Rozumiem, że to dotyczy także szczeniaków. 
 - I kociaków. 
Zack uśmiechnął się łagodnie. 
 - W takim razie dobrze, że go rzuciłaś. - Zmienił pozycję i 

zmienił temat. - Jakie masz plany na przyszłość? 

 -  Mam  nadzieję,  że  pewnego  dnia  zostanę  redaktorką 

jednego  z  największych  czasopism  na  świecie.  Chcę 
zawładnąć  tą  branżą  -  oświadczyła  dobitnie.  -  I  zamierzam 
trzymać  się  z  daleka  od  facetów,  którzy  opowiadają  marne 
dowcipy. 

 - Tej nocy się ode mnie nie uwolnisz. Westchnęła. 
 - W takim razie będę cierpieć w słusznej sprawie. 

background image

Rozbawienie  widoczne  na  jego  twarzy  powoli  ustąpiło 

miejsca  jakiejś  innej  emocji  i  nagle  atmosfera  stała  się 
elektryzująca.  Trinity  obserwowała,  jak  delikatnie  rozchyla 
usta,  a  jego  oczy  ciemnieją.  Gdy  odgarnął  mokre  kosmyki  z 
jej twarzy, nie cofnął dłoni. Delikatnie pogłaskał jej policzek. 
Poczuła się tak, jakby ktoś wypompował powietrze z pokoju. 
Jej  oddech  stał  się  szybszy  i  gwałtowniejszy.  Nie  chciała 
myśleć  o  tym,  kim  naprawdę  jest  ten  wspaniały  mężczyzna. 
Wolała  zachować  poczucie  odrealnienia,  zwłaszcza  że 
ogarnęła ją wielka pokusa, by poddać się nastrojowi chwili. 

 -  Włosy  opadły  ci  na  twarz  -  szepnął  zachrypniętym 

głosem. 

 - Och - westchnęła, zanim słowa same popłynęły jej z ust. 

- Sądziłam, że chcesz mnie pocałować. 

 - Właściwie marzę o tym od kilku godzin. - Pochylił się i 

delikatnie  musnął  wargami  jej  usta.  -  Problem  w  tym  - 
mruknął - że jeśli zaraz nie przestanę, nie będzie odwrotu. 

 - A co z dzieckiem? - zapytała słabo. 
 -  No  tak,  nie  możemy  zapominać  o  obowiązkach  - 

przyznał,  ale  wcale  się  od  niej  nie  odsunął.  -  Ale  musimy 
zadbać także o to, by było nam ciepło. Może więc możemy się 
trochę poprzytulać. 

Trinity  poczuła  na  policzku  delikatne  drapanie 

jednodniowego zarostu, a  potem rozkoszny dotyk jego ust na 
uchu. Chociaż wszystko wirowało i ledwie pamiętała, jak się 
nazywa, zdołała wydukać: 

 -  Myślę,  że  odrobina  przytulania  nie  zaszkodzi.  Jęknęła, 

gdy przesunął dłoń wzdłuż jej biodra. Jego 

pocałunki  były  namiętne,  żarłoczne  i  rozkoszne.  Razem 

osunęli  się  na  poduszki.  Gdy  on  uniósł  jedną  jej  rękę  nad 
głowę, Trinity drugą oplotła jego szerokie barki. Oparła bosą 
stopę  na  jego  twardym  udzie  i  poddała  się  wspaniałym 
pieszczotom. 

background image

Zack  mruknął  przeciągle,  smakując  jej  usta.  Ale  Trinity 

znieruchomiała.  Pomimo  ekstazy  pomyślała  o  dziecku 
śpiącym  kilka  metrów  dalej.  Poza  tym  nie  była  pewna,  czy 
chciała uprawiać seks z mężczyzną, którym powinna gardzić. 

Nagle  odsunął  się  od  niej,  jakby  wyczuł  jej  wątpliwości. 

Nie  odezwał  się  jednak  słowem,  tylko  wsunął  ręce  pod  jej 
plecy  i  obrócił  się,  tak  żeby  znalazła  się  na  górze.  Nadal  go 
pragnęła.  Właściwie  nigdy  nie  pragnęła  tak  mocno  żadnego 
mężczyzny. Ale musiała odmówić. Nie znalazła się tutaj, żeby 
rzucić się w wir romansu, i nie zamierzała opuścić tego domu 
pełna wyrzutów sumienia. 

Tymczasem  Zack  przyciągnął  ją  do  siebie  i  zaczął 

delikatnie głaskać ją po plecach. Nie próbował jej pocałować. 

 - Czy to się kwalifikuje jako przytulanie? - zapytał sennie. 
 - Puść mnie, to ci odpowiem. 
Rozluźnił uścisk i pozwolił, żeby zsunęła się na posłanie. 

Potem oparł się na łokciu i spojrzał na nią uważnie. 

 - Powinniśmy się przespać. 
 - Doskonały pomysł. 
Skinął  głową,  a  gdy  wziął  ją  w  ramiona,  nie 

zaprotestowała. Chociaż  nie zamierzała się  z  nim kochać, nie 
widziała  nic  złego  w  tej  oznace  czułości  i  troski.  Opierając 
głowę na jego piersi, westchnęła cicho. Zasnęła, zanim dotarli 
do łóżka. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 
Następnego  dnia  rano  Zack  obudził  się  przed  swoimi 

gośćmi. Za oknami nadal padał śnieg. Przyszło mu do głowy, 
że  powinien  odśnieżyć  podjazd,  na  wypadek  gdyby  miał 
przyjechać ktoś z opieki społecznej. Ostatecznie uznał jednak, 
że nikt nie zdoła dotrzeć tutaj w taką pogodę. 

Na  palcach  wyszedł  z  sypialni.  Chociaż  był  owinięty 

kocem,  trząsł  się  z  zimna.  Drapiąc  się  po  plecach,  ruszył 
prosto do salonu. Ogień w kominku dawno zgasł i w palenisku 
został  jedynie  ciepły  popiół.  Powinien  dorzucić  kilka  drew  i 
zadbać,  żeby  w  domu  znów  zrobiło  się  ciepło.  Obawiał  się 
jednak, że hałas obudzi pogrążone we śnie kobiety. 

Poszedł  zajrzeć  do  dziecka.  Dziewczynka  wystawiła 

maleńkie  dłonie  ze  śpiworka.  Miała  zaróżowione  policzki. 
Nigdy nie widział równie słodkiej twarzyczki. Właściwie mała 
wyglądała  jak  lalka  z  porcelany;  przeczyła  temu  jedynie 
wolno unosząca się i opadająca pierś. 

Uśmiechając się do siebie, odsunął się od niemowlaka. 
Nagle poczuł skurcz żołądka. Powinien szybko coś zjeść, 

zwłaszcza że poprzedniego dnia nie miał na to czasu. Wszedł 
do  kuchni,  oparł  ręce  na  biodrach  i  rozejrzał  się  w 
poszukiwaniu  dzbanka.  Nie  zdążył  jednak  zabrać  się  do 
parzenia  kawy,  ponieważ  niespodziewanie  zadzwonił  jego 
telefon  komórkowy.  Najwyraźniej  odzyskał  zasięg.  Czym 
prędzej  pospieszył  na  korytarz,  a  potem  otworzył  drzwi 
gabinetu, zanim odebrał. 

 - Czy to zawierucha? 
Na  dźwięk  znajomego  głosu  Zack  się  odprężył.  To  był 

Thomas,  jego  młodszy  brat,  najmądrzejszy  i  najbliższy  mu 
członek  rodziny.  Przyciskając  komórkę  do  ucha,  cicho 
zamknął za sobą drzwi. 

 -  Właśnie  przeglądam  oferty  pługów  śnieżnych  - 

zażartował Zack. 

background image

 - Świetna zabawa. 
Zack podszedł do okna i oparł rękę o framugę. 
 - Nie jest tak źle. 
 - W dziczy, z dala od cywilizacji, bez miejskiego ruchu i 

porządnej kawiarni? 

 - Nie wspominaj o kawie. Nie wypiłem od rana ani jednej. 
 -  W  takim  razie  będę  się  streszczał.  Tata  chce  wiedzieć, 

jak poszły rozmowy z Jamesem Dirkinsem. 

Kiedy możemy spodziewać się sfinalizowania transakcji? 
Zack  potarł  czoło,  wspominając  pertraktacje  z 

poprzedniego dnia. 

 - James Dirkins jest mocno związany z tym miejscem. 
 - Nagle zrobiłeś się sentymentalny? 
 -  To  nie  to.  Po  prostu  potrzebuję  więcej  czasu.  W 

słuchawce zapanowała cisza, 

 - Dobrze się czujesz, Zack? Brzmisz jakoś inaczej. 
 -  Mam  się  świetnie.  -  Podszedł  do  drzwi  i  otworzył  je, 

ponieważ  odniósł  wrażenie,  że  słyszy  płacz  dziecka.  - 
Powiedz tacie, że podpiszę umowę w tym tygodniu. 

Ruszył do salonu, w którym rzeczywiście kwiliło dziecko. 
 - Masz towarzystwo? 
 - Mhm. 
 - Kobietę? 
 -  Nawet  dwie.  -  Zanim  Thomas  zdążył  zadać  kolejne 

pytanie, dodał pospiesznie: - To długa historia. 

 - Chętnie posłucham. 
Uśmiechając się szeroko, podszedł do fotela. 
 - Nie teraz. Muszę lecieć. 
Wyłączając  telefon,  spojrzał  na  niemowlę.  Leżało 

spokojnie  i  wpatrywało  się  w  niego  dużymi  niebieskimi 
oczami.  Przywołał  na  usta  uśmiech,  ale  dziecko  nie 
odpowiedziało mu tym samym. Nie wybuchło także płaczem. 
Czekało cierpliwie, aż ktoś się nim zajmie. 

background image

Zack  wsunął  rękę  pod  plecy  dziewczynki,  ale  szybko  się 

cofnął. Mała była mokra. Wzdrygając się, bezradnie rozejrzał 
się po pokoju. 

 -  I  co  ja  mam  z  tobą  zrobić?  -  zapytał  szeptem.  Zaczął 

krążyć, pocierając skronie. Wiedział, że 

nie może zostawić dziecka w tym stanie, ale jednocześnie 

nie mógł znieść myśli, że miałby je przebrać. 

Nagle  usłyszał  kroki  na  schodach,  a  po  chwili  ujrzał 

zaspaną  Trinity.  Przystanęła,  przeciągnęła  się  i  odgarnęła 
włosy z twarzy. Gdy napotkała jego wzrok, zrobiła zdumioną 
minę. 

 - Czyli to nie był sen. Podszedł do niej. 
 - Nie. To jest nasza rzeczywistość. A mała jest mokra. 
Trinity  zsunęła  kocyk  i  pochyliła  się  nad  niemowlęciem, 

które skrzywiło się i wydało cichy pisk. 

 - Biedactwo. Musi być głodna. 
 - I nie tylko. 
 - Trzeba ją przewinąć. 
 - Zdecydowanie. 
 - Może spróbujesz? 
 -  Mógłbym  wymyślić  tysiąc  wymówek,  ale  konkluzja 

byłaby taka sama. 

Trinity udała zdumienie. 
 - Nie? 
Rozbawiona potrząsnęła głową, po czym schyliła się, żeby 

podnieść dziecko. 

Zack  widział  jej strój  zeszłej nocy, ale dopiero w świetle 

dnia mógł ujrzeć go w pełnej okazałości. Zarówno góra, jak i 
dół  wisiały  na  jej  szczupłej  sylwetce,  ukrywając  wszelkie 
krągłości. Spodnie były tak długie, że przydeptywała nogawki, 
w  koszula  -  zapięta  pod  samą  szyję.  Gdy  tak  na  nią  patrzył, 
uznał, że nigdy nie widział tak seksownej piżamy. 

background image

Przesunął się, żeby ją przepuścić. Spojrzał na jej twarz, na 

której  nadal  widniały  ślady  poduszki.  Uśmiechała  się  do 
dziecka, a niebieskie oczy lśniły niczym najdroższe kamienie. 

 - Przygotuję mleko - powiedział, ruszając do kuchni. 
Trinity potarła swoim nosem nosek dziecka. 
 - A ja pójdę ją wykąpać. Chcesz mi pomóc? 
 -  Dołączę  do  was,  jak  tylko  przygotuję  butelkę.  Tym 

razem  oszczędziła  mu  komentarzy.  Nie  posłała  mu  nawet 
karcącego  spojrzenia.  Była  tak  pochłonięta  dzieckiem,  że 
ledwie go zauważała. Najwyraźniej wypoczęła i nabrała sił, co 
cieszyło Zacka. Jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą, nikt 
nie  odbierze  dziecka  tego  dnia,  więc  to  na  nich  spadną 
obowiązki związane z opieką nad nim. 

Po  kilku  minutach  z  pralni  zaczęły  dobiegać  odgłosy 

pluskania  i  radosne  popiskiwanie,  a  skoro  przygotował  już 
mleko,  ruszył  w  tamtą  stronę.  Gdy  stanął  w  progu,  Trinity 
wyciągała  dziecko  z  umywalki.  Potem  położyła  malucha  na 
ręczniku  rozłożonym  na  blacie.  Miała  mokry  przód  piżamy  i 
kilka  kosmyków  włosów,  ale  najwyraźniej  jej  to  nie 
przeszkadzało. Sprawiała wrażenie zadowolonej. 

Zaczął  się  zastanawiać,  co  uszczęśliwiało  ją  na  co  dzień. 

Gdzie  mieszkała  w  Nowym  Jorku?  Kim  byli  jej  przyjaciele? 
Pomyślał,  że  może  minęli  się  kiedyś  na  ulicy  albo  jechali 
razem windą. 

Lecz  najbardziej  interesowało  go,  co  przyniesie  kolejny 

dzień.  Wyraźnie  pamiętał  cudowny  smak  jej  pocałunków. 
Chociaż  nie  chciała  posunąć  się  dalej,  rozpaliła  go  do 
czerwoności.  Dziwił  się,  że  w  ogóle  zdołał  się  później 
powstrzymać.  Miał  jednak  zasady:  nigdy  nikogo  do  niczego 
nie zmuszał. 

 -  W  samą  porę  -  powiedziała  Trinity,  gdy  go  zauważyła. 

Posłała  mu  łagodny  uśmiech,  po  czym  zabrała  się  za 
wycieranie wilgotnych loków dziewczynki. 

background image

Zack  obserwował,  jak  smaruje  dziecko  kremem,  zakłada 

mu  pieluchę,  a  potem  ubiera.  Sam  próbował  kiedyś  założyć 
śpioszki  jednemu  ze  swoich  bratanków  i  to  zadanie  go 
przerosło.  Z  kolei  Trinity  zachowywała  się  tak  swobodnie  i 
sprawnie,  jakby  wciśnięcie  drobnych  kończyn  w  niewielkie 
otwory nie stanowiło wyzwania. 

 - Robiłaś to kiedyś wcześniej? - zapytał zaciekawiony. 
Zawahała się, zanim odparła: 
 -  Dwa  lata  temu  przyjaciółka  została  matką.  Pomagałam 

jej od czasu do czasu. 

 - Nie boisz się, że zrobisz jej krzywdę? 
 - Wystarczy uważać. - Wzięła dziecko na ręce i przytuliła. 

- Mleko gotowe? 

 - Oczywiście. Już niosę. 
 -  Usiądę  na  fotelu  -  powiedziała,  ruszając  na  swoje 

zwykłe miejsce. Usadowiła się wygodnie i uniosła podnóżek. 

Gdy  dziecko  piło,  Zack  przysunął  sobie  krzesło  i  z 

bezpiecznej  odległości  przyglądał  się  obu  kobietom.  Chociaż 
obserwował  je  już  wcześniej  w  podobnej  sytuacji,  nie  był 
znudzony.  W  rzeczywistości  kierowały  nim  ciekawość  i 
troska.  Gdy  tylko  niemowlę  opróżniło  butelkę,  pobiegł  po 
czysty  ręcznik,  który  następnie  podał  Trinity.  Przez  moment 
denerwował się, czy nie powtórzy się sytuacja z poprzedniego 
dnia.  Z  niepokojem  obserwował klepane  po  plecach  dziecko. 
Ostatecznie obeszło się bez przykrych niespodzianek. 

Trinity oparła się wygodnie, opierając sobie dziewczynkę 

na piersi. 

 -  Idzie  nam  coraz  lepiej  -  oświadczyła  pogodnie.  Zack 

uniósł  dumnie  głowę,  zanim  zorientował  się,  że  mówiła  do 
dziecka. Wyglądało na to, że te dwie tworzyły zgrany zespół. 
On  był  tylko  na  doczepkę.  Nie  przywykł  do  takiej  Sytuacji. 
Zwykle  to  on  grał  pierwsze  skrzypce,  a  tym  razem  został 
usunięty w cień. 

background image

 - Może nadamy jej jakieś imię na czas, gdy będziemy się 

nią zajmować? Przecież nie będziemy mówić do niej wiecznie 
„dziecko". Co ty na to? 

 - Masz coś na myśli? 
 - Może coś tradycyjnego? Emily, Molly albo Beatrice? 
 - Chyba nie jestem tradycjonalistą. 
 - To może Brook, Fallon, Mira... 
 - Podoba mi się Bonnie - wtrącił znienacka. 
 - Słucham? 
 -  Błękitnooka  Bonnie,  to  taka  piosenka.  Ojciec  ciągle  ją 

śpiewa. 

Trinity  przyjrzała  się  drobnej  buzi  i  uśmiechnęła  się 

zachwycona. 

 - Bardzo do niej pasuje. 
Zackowi  podobało  się,  jak  przygryzała  wargę,  gdy  była 

zadowolona.  Przyglądał  się  zachwycony,  jak  szczebioce  do 
dziecka.  Właściwie  lubił  nawet,  gdy  wytykała  mu  błędne 
decyzje,  o  których  przeczytała  w  gazetach, chociaż  nie  znała 
całej prawdy. 

Potrząsając  głową,  uznał,  że  to  musiał  być  efekt  zbyt 

długiego  przebywania  w  zamknięciu.  Podszedł  do  kominka, 
żeby skupić uwagę na czymś innym. 

 - Dzwonił mój brat, Thomas - rzucił od niechcenia. 
 -  Najmłodszy,  o  ile  dobrze  pamiętam.  Ten,  który  jako 

pierwszy wybiegł z pokoju, kiedy zgasło światło? 

 - Ten sam. 
 - Chciał sprawdzić, jak sobie radzisz w taką pogodę? 
 -  To  też.  Ale  przede  wszystkim  chciał  poznać  szczegóły 

transakcji biznesowej. Zamierzamy kupić hotel Dirkinsa. 

 - To dlatego byłeś tam wczoraj po południu - powiedziała 

Trinity. - Żeby podpisać umowę. 

 -  Jeszcze  niczego  nie  podpisałem.  Właściciel  próbuje 

podbić cenę. 

background image

 - Ma do tego prawo. 
 -  Tylko  że  ten  hotel  nie  jest  wart  ani  centa  więcej. 

Budynek wymaga wielu prac naprawczych. Trzeba wymienić 
kanalizację i zrobić zadaszenie na dziedzińcu. 

 - Może nie chce go sprzedać. 
 -  Chce,  ale  potrzebuje  więcej  czasu  do  namysłu. 

Chwilowo  nie  potrafi  trzeźwo  ocenić  sytuacji.  Gdy  w  latach 
siedemdziesiątych  budował  swój  hotel,  zamierzał  później 
przekazać  go  synowi.  Niestety,  niedawno  stracił  go  w 
tragicznych okolicznościach. 

Z jej ust wyrwał się stłumiony okrzyk. 
 -  Biedak.  Musi  mu  być  bardzo  ciężko.  Czemu  nie 

zostawisz  go  w  spokoju?  Możesz  wybrać  każdą  inną 
posiadłość. 

Była gotowa rzucić mu się do gardła. 
 -  To  Dirkins  skontaktował  się  z  nami,  a  nie  odwrotnie. 

Powiedział,  że  rok  po  wypadku  musi  się  otrząsnąć  i  w 
związku z tym zamierza sprzedać hotel, a ja chcę go kupić. 

Spojrzała na dziecko. 
 -  Bo  masz  sentyment  do  tej  okolicy?  Uśmiechnął  się 

rozbawiony. 

 -  To  prawda,  że  lubię  to  miasto,  ale  najważniejsze  są 

perspektywy finansowe. 

Nawet  gdyby  postanowił  zapłacić  trochę  więcej, 

kierowałby  się  wyliczeniami  przyszłych  zysków,  a  nie 
sentymentem.  Emocje  tylko  komplikowały  sprawy,  zacierały 
granice,  prowadziły  do  złych  decyzji.  Dobrze  pamiętał,  jak 
wiele  lat  temu  kupił  samochód  od  znajomego,  który 
potrzebował  gotówki.  Nie  dość,  że  przepłacił,  to  jeszcze 
tydzień później auto całkiem się rozsypało. Ogromny zawód i 
poczucie,  że  został  wykorzystany,  były  znacznie  gorsze  od 
myśli  o  straconych  pieniądzach.  Od  tamtej  pory  zawsze 
kierował się przede wszystkim rozsądkiem i tego zamierzał się 

background image

trzymać. Z, tego samego  powodu nie wiązał się z  kobietami. 
Seks niczego nie komplikował, a zaangażowanie emocjonalne 
mogło  skończyć  się  złamanym  sercem,  a  na  to  nie  miał 
ochoty. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 
Godzinę  później  Trinity  przewinęła  dziecko,  po  czym 

wróciła do salonu. Na widok Zacka przystanęła zdumiona. Od 
ostatniej  rozmowy  o  Jamesie  Dirkinsie  zaszył  się  w  swoim 
gabinecie,  ale  najwyraźniej  znudziła  mu  się  samotność, 
ponieważ  zastała  go  pochylonego  nad  dokumentami,  które 
rozłożył  na  stole  w  jadalni.  Posłał  jej  przelotne  spojrzenie, 
zanim  uniósł  do  ust  kubek  z  kawą.  Trinity  nie  rozumiała, 
dlaczego  wcześniej  tak  się  zachował  ani  dlaczego  zaczął 
traktować  ją  ozięble.  Wpatrywała  się  w  niego  tak  długo,  aż 
wreszcie zwrócił na nią uwagę. Czarny kosmyk opadał mu na 
czoło,  a  policzki  pokrywał  dwudniowy  zarost.  Wyglądał  tak 
seksownie, że w okamgnieniu rozbudził w niej pożądanie. 

 - Potrzebujesz czegoś? - zapytał. 
 - Powinnam zadzwonić do biura i poinformować szefową, 

że nie dotrę do pracy w najbliższym czasie. 

Wspomniana Kate Illis była uczciwą, ale przy tym bardzo 

surową  kobietą.  Postawiła  na  Trinity,  chociaż  mogła  wybrać 
każdego.  Nie  było  dla  niej  rzeczy  niemożliwych.  Zawsze 
powtarzała: „znajdź sposób". 

Oczywiście Kate nie będzie zadowolona, gdy dowie się o 

opóźnieniach  i  niedyspozycji  swojej  dziennikarki.  Ale  gdy 
Trinity patrzyła na małą Bonnie, nie żałowała podjętej decyzji. 
Czasem trzeba zaryzykować, żeby pomóc komuś w potrzebie, 
a to maleństwo bezsprzecznie potrzebowało opieki. 

 - Na twoim miejscu uprzedziłbym, że jutro też możesz nie 

dotrzeć do pracy - poradził jej Zack. 

Zmarszczyła czoło. 
 - Naprawdę uważasz, że nikt nie przedostanie się tutaj w 

taką pogodę? 

 - Ani się stąd nie wydostanie. 
Obrócił  się  na  krześle,  żeby  wyjrzeć  przez  okno.  Śnieg 

wciąż  padał,  zaspy  stawały  się  coraz  większe.  Wcześniej 

background image

Trinity  nie  przypuszczała  nawet,  że  spędzi  w  jego 
towarzystwie  więcej  niż  dwie  godziny,  a  obecnie  wyglądało 
na  to,  że  będą  na  siebie  skazani  jeszcze  co  najmniej  przez 
dobę.  Obawiała  się  więc,  że  chociaż  okazał  się  bardzo 
wyrozumiały  i  pomocny,  wkrótce  straci  cierpliwość.  Na 
pewno  zależało  mu,  by  jak  najszybciej  odzyskać  wolność  i 
niezależność. 

Podeszła do niego z gaworzącym dzieckiem na rękach. 
 - Przykro mi, że musisz znosić mnie tak długo. Ściągając 

brwi, wziął głęboki wdech. 

 -  Ale  ja  się  cieszę,  że  dotrzymujesz  mi  towarzystwa, 

Trinity. 

Jej twarz pojaśniała. 
 - Naprawdę? 
 -  Sam  nie  poradziłbym  sobie  z  pieluchami,  odbijaniem  i 

tym całym kołysaniem. 

Jej  uśmiech  nieco  przygasł, gdy wszystko stało się  jasne. 

Pewnie zeszłej nocy uwodził ją z przyzwyczajenia - jak każdą 
inną,  która  kiedykolwiek  znalazła  się  w  jego  zasięgu.  Tak 
naprawdę potrzebował jej wyłącznie do opieki nad dzieckiem. 
Dobrze  pamiętała  jego  przerażenie,  gdy  pochylał  się  nad 
dzieckiem w mokrych śpioszkach. Wzruszyła ramionami. 

 - Jesteś moim dłużnikiem - odparła, udając obojętność. 
 -  Mogę  zaproponować  kolorowe  drinki  z  parasolką 

dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu - 
powiedział, uśmiechając się psotnie. 

 -  Toleruję  je  wyłącznie  na  plaży  przy  akompaniamencie 

szumu fal. 

 - To może masaż? - kontynuował wyraźnie rozbawiony. 
 -  Uwielbiam  masaże  -  przyznała,  spoglądając  na  dziecko 

chwytające  ją  za  bluzkę.  Po  tylu  godzinach  noszenia  małej 
zaczęły ją boleć plecy. 

 - W ubraniu czy bez? 

background image

Zaskoczona,  poczuła, że zalewa  się  rumieńcem.  Nie  była 

przygotowana  na  tak  prowokacyjne  pytanie.  Mimo  to 
natychmiast  wyobraziła  sobie,  jak  jego  duże  dłonie 
rozsmarowują oliwkę na jej nagim ciele. 

 -  Mamy  ośrodek  wypoczynkowy  na  Bahamach.  -  Stanął 

tak blisko niej, że czuła na szyi jego oddech. - Co powiesz na 
długi weekend? 

 - Przecież ja tylko żartowałam. 
 - Daj znać, kiedy przestaniesz. 
Miała ochotę rzucić mu się na szyję, ale musiała pamiętać 

o dziecku. Westchnęła więc tylko cicho i poszła uśpić Bonnie. 

Gdy  w  domu  zapanowała  cisza,  wróciła  do  salonu. 

Chociaż  marzyła  o  pocałunkach  i  pieszczotach  Zacka, 
wiedziała,  że  nie  traktował  jej  poważnie.  Zapewniała  mu 
jedynie rozrywkę na czas, gdy nie mógł się stąd ruszyć. 

 - Powinnam zadzwonić - poinformowała go chłodno. 
 - Jeśli twój telefon nie złapie sygnału, skorzystaj z mojego 

- odparł, zbierając dokumenty ze stołu. 

 - Dzięki. Czy mógłbyś w tym czasie zerknąć na małą? 
Zack spojrzał na nią niepewnie. 
 - Co mam zrobić, jeśli zacznie płakać? 
 - Najlepiej spanikuj - rzuciła drwiąco. Ignorując odrobinę 

pobladłego  mężczyznę,  Trinity  ruszyła  do  sypialni,  w  której 
zostawiła  swoje  rzeczy.  Nie  martwiła  się  ewentualnym 
wybuchem  płaczu  Bonnie.  Wiedziała,  że  nawet  jeśli  pojawi 
się jakiś problem, Zack sobie poradzi. 

Gdy została sama, wybrała numer Kate. Szefowa odebrała 

po drugim sygnale. 

 - Coś się stało, Trin? 
 -  Mam  mały  kłopot.  Nie  dotrę  dzisiaj  do  redakcji...  jutro 

chyba też nie. 

 - Jesteś chora? 
 - Utknęłam w Kolorado. 

background image

 - Odwołali twój lot z powodu śnieżycy? 
 -  To  ja  nie  dotarłam  na  samolot.  -  W  kilku  słowach 

wyjaśniła, jak znalazła dziecko w taksówce. - Cały czas pada, 
a ja utknęłam w prywatnym domu na obrzeżach miasta. 

 - Przecież ty nie znasz nikogo w Kolorado. 
 - Zack też był w tej taksówce. 
 - Rozumiem. Chcesz mi powiedzieć, że siedzisz w środku 

lasu  z  mężczyzną,  którego  poznałaś  ledwie  wczoraj?  Mam 
nadzieję, że to dżentelmen. 

Trinity przygryzła dolną wargę. 
 - Przez większość czasu. 
 - Teraz zaczynam się martwić. 
 - Przestań. Przyjechałam tutaj z własnej woli. 
 - Przynajmniej jest przystojny? 
 - To nie ma nic wspólnego. 
 - Jest czy nie? Trinity westchnęła. 
 -  To  Zack  Harrison  z  Harrison  Hotels  -  powiedziała 

zrezygnowana. 

Zapanowała cisza, po której nastąpił przeciągły gwizd. 
 - Najlepsza partia w Nowym Jorku?! Prawdziwy szatan w 

boskim ciele?! 

 - Jego reputacja nie ma nic wspólnego z tym, co się tutaj 

dzieje. 

 -  Tak  czy  inaczej  musi  być  ci  ciężko  spędzać  czas  z 

największym kobieciarzem w tym kraju, który na dodatek nie 
ma  żadnych  skrupułów.  Na  pewno  wiesz,  że  zamknął  dom 
kultury dla własnych zysków. Czy wspominał coś o interesach 
w Kolorado? 

Trinity pomyślała o hotelu, który Zack zamierzał kupić, i o 

jego właścicielu, który niedawno stracił syna. 

 - Kate, dobrze wiesz, że nie możemy wydrukować nic, co 

tutaj usłyszę podczas prywatnych rozmów. 

background image

 -  Wiesz,  że  podziwiam  twoje  przywiązanie  do  zasad 

etyki.  Po  prostu  bardzo  chciałabym  wiedzieć,  jak  można  żyć 
bez  sumienia.  Oferowanie  karygodnie  niskiej  ceny  to  jedno, 
ale  publiczne  oskarżanie  biednego  człowieka  za  śmierć  jego 
dziecka, żeby nakłonić go do sprzedaży, to już co innego. 

Trinity zaniemówiła. Nie znała tej historii i ciężko było jej 

uwierzyć,  że  ktoś  mógłby  tak  postąpić,  nawet  Zack.  Może 
jednak  była  naiwna?  W  końcu  Zack  Harrison  słynął  z 
bezwzględnych  zagrań.  Fakt,  że  pospieszył  z  pomocą 
porzuconemu 

dziecku, 

nie  zmienił  tego,  co  sobą 

reprezentował. 

Nie miała czasu dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ 

Kate miała masę spraw na głowie. Obiecała, że zajmie się jej 
rubryką, po czym zakończyła rozmowę. 

Zamiast  wrócić  do  salonu,  Trinity  usiadła  na  łóżku. 

Potrzebowała  czasu,  żeby  pozbierać  myśli.  Od  chwili,  gdy 
wskoczyła do nieszczęsnej taksówki, wydarzyło się tak wiele. 
W pamięci nadal miała słowa swojej przełożonej: „prawdziwy 
szatan  w  boskim  ciele".  Od  pierwszego  spojrzenia  Trinity 
wiedziała, że ma do czynienia z mężczyzną, któremu kobiety 
rzucają  się  do  stóp.  Gdy  do  oczu  napłynęły  jej  łzy,  rzuciła 
komórkę  na  posłanie.  Chyba  musiała  stracić  rozum,  kiedy 
zeszłej nocy poczuła się bezpiecznie w jego ramionach. 

Gdy  Trinity  prowadziła  rozmowę  telefoniczną,  Zack 

usłyszał  ciche  drapanie.  Początkowo  dźwięk  był  niewyraźny, 
ale  z  czasem  przybrał  na  sile.  Zerwał  się  z  krzesła  i  zaczął 
rozglądać  się  po  domu.  Co  to  mogło  być?  Zaciskając  pięści, 
podszedł  do  szklanej  ściany  i  wytężył  wzrok.  Próbował 
wyłowić  kształty  z  morza  bieli,  ale  nigdzie  nie  zauważył  nic 
niepokojącego.  Mimo  to  drapanie  nie  ustawało.  Już  miał 
chwycić kurtkę, gdy coś dużego wyskoczyło ze śnieżnej zaspy 
i rzuciło się na szybę, prosto na niego. Zamarł sparaliżowany 
strachem.  Na  moment  przestał  nawet  oddychać.  Zza  szyby 

background image

patrzyły na niego duże żółte ślepia. Prócz nich zauważył dwa 
rzędy ostrych kłów i kudłaty pysk. 

W  pierwszej  chwili  pomyślał,  że  to  wilk,  ale  gdy 

stworzenie  otrząsnęło  się  z  białego  puchu,  rozpoznał  w  nim 
psa  sąsiadów  -  skrzyżowanie  największych  ras,  jakie 
kiedykolwiek chodziły po świecie. Dale'owie odziedziczyli go 
w  spadku  po  jednym  z  krewnych.  Na  co  dzień  zwierzak 
mieszkał  w  gigantycznej  budzie  w  ogrodzie  swoich 
właścicieli. Wyglądało na to, że wybrał się na spacer i zgubił 
w zamieci. 

Pies  sprawiał  wrażenie  przyjaznego  i  chyba  chciał  się 

bawić.  Zackowi  zrobiło  się  go  żal,  ale  obawiał  się  wpuścić 
olbrzyma  do  domu.  Bez  trudu  mógłby  powalić  Trinity,  nie 
wspominając o dziecku. 

 - Mamy gościa? 
Zack  zerknął  przez  ramię  na  Trinity,  która  weszła  do 

salonu  nadal  ubrana  w  przydużą  czerwoną  piżamę.  Z  trudem 
oderwał  wzrok  od  jej  lśniących  oczu,  kuszących  ust  i 
jedwabistych włosów. Odniósł wrażenie, że patrzyła na niego 
jakoś inaczej, ale ostatecznie skoncentrował się na psie. 

 - Należy do Dale'ów - wyjaśnił. 
 - Jest ogromny i sprawia wrażenie przyjaznego. 
 -  Chyba  nie  mamy  tyle  miejsca,  żeby  go  ugościć  - 

skwitował Zack, ściągając brwi. 

 - Nie możemy go tam zostawić. 
 - Ale to prawdziwy olbrzym. 
 - Zmarznięty olbrzym. 
Pies  polizał  szybę  i  zamachał  ogonem.  W  tym  samym 

momencie Bonnie otworzyła oczy. Trinity pochyliła się, żeby 
wziąć ją na ręce, po czym zwróciła się do Zacka: 

 - Wpuścisz go czy usiądziesz przed kominkiem i będziesz 

patrzył, jak marznie. 

background image

Zack skrzyżował ręce na piersi, kręcąc głową. Spojrzał na 

Trinity, a potem na niemowlę, które zdążyło zauważyć kudłate 
stworzenie. Dziecko przyglądało się zwierzęciu z ciekawością 
i sympatią, a potem wydało kilka radosnych dźwięków. 

Wyrzucając ręce w górę, Zack mruknął pod nosem: 
 - No dobrze, ale będzie siedział w pralni. Chwilę później 

uchylił tylne drzwi. Pies już na niego czekał, z nieruchomym 
ogonem  i  uniesioną  jedną  łapą,  jakby  chciał  się  przywitać. 
Drżąc z zimna, Zack odsunął się, żeby zrobić mu przejście, a 
gdy do środka wsunął się  kudłaty łeb, chwycił go i wciągnął 
resztę.  Nieco  oszołomione  zwierzę  usiadło,  a  potem  wstało  i 
otrzepało  się  ze  śniegu.  Kawałki  lodu  i  sklejonego  śniegu 
poszybowały  we  wszystkich  kierunkach.  Zack  jęknął, 
zastanawiając się, czy ma wystarczająco dużo zapasów, żeby 
nakarmić jeszcze jednego gościa, po czym ruszył do salonu w 
ślad za czworonogiem zostawiającym za sobą mokre ślady. 

Pies położył się przy nogach Trinity, która wydała okrzyk 

zachwytu.  Trzymając  dziecko  jedną  ręką,  drugą  głaskała 
kudłaty  łeb.  Z  szerokim  uśmiechem  na  twarzy  i  lśniącymi 
oczami  przypominała  sześciolatkę,  która  właśnie  spotkała 
Świętego Mikołaja. 

 - Jest cudowny! - wykrzyknęła. - I mokry. 
 -  Jeśli  potrzymasz  dziecko,  wytrę  go  ręcznikiem. 

Powinien poleżeć przy kominku, żeby się ogrzać. 

 -  Pozwól,  że  ja  się  nim  zajmę  -  powiedział  zbolałym 

głosem, ruszając do pralni. 

 -  Warto  pomagać  potrzebującym  -  zawołała  za  nim. 

Wyjął ręcznik z szafki, zanim wychylił się z pralni i odparł: 

 - To tylko pies. 
 - Co za różnica? Psy. Ludzie. Partnerzy w interesach... 
Znieruchomiał,  przyglądając  jej  się  uważnie.  Nie  miał 

pojęcia,  o  co  jej  chodziło.  Z  pozoru  wyglądała  normalnie. 
Kołysała Bonnie, uśmiechając się do niej. Jednak zbyt mocno 

background image

zaciskała  zęby  i  marszczyła  czoło.  Poza  tym  unikała  jego 
wzroku. Może rozmowa z szefową nie poszła najlepiej. 

 -  Dodzwoniłaś  się  do  Nowego  Jorku?  -  zapytał,  klękając 

przy psie. Z ulgą stwierdził, że zwierzę nie roztaczało przykrej 
woni ani nie było nadmiernie brudne. 

 - Mhm. 
 - Szefowa nie była zadowolona? 
 - Okazała wiele wyrozumiałości. Zack potarł kark psa. 
 - To w czym tkwi problem? 
 - W niczym. Wszystko jest w porządku. 
 - Na pewno? 
 -  Nie,  tylko  tak  mówię  -  rzuciła  drwiąco.  Wiedział  z 

doświadczenia, że kobiety nie zawsze mówiły to, co myślały. 
Podejrzewał,  że  tak  samo  było  tym  razem.  Nie  miał  jednak 
pojęcia, jak rozumieć jej wcześniejszy komentarz. 

Tymczasem  pies  przewrócił  się  na  grzbiet  i  wyciągnął 

łapy w górę. Zack uśmiechnął się na ten widok. 

 - Tylko się nie przyzwyczajaj - zażartował. 
Pies,  dziecko,  intrygująca  kobieta  -  cała  ta  sytuacja  była 

tymczasowa. I nie wolno mu było o tym zapominać. 

 -  Wspaniały  towarzysz  rodziny  -  skomentowała  Trinity, 

siadając na poręczy jednego z foteli. 

 - Miałaś psa? 
 - Nie, ale zawsze o nim marzyłam. 
 - Ja miałem. - Podrapał psa po brzuchu. 
 - Chodziłeś z nim do szkoły tresury i na długie spacery? 
 - Byłem zbyt zajęty kopaniem piłki albo nauką. 
 - Zawsze lubiłeś rywalizację? 
 - Miałem motywację. 
 -  Nie  przyszło  ci  nigdy  do  głowy,  że  możesz  spocząć  na 

laurach zamiast ciągle przeć do przodu? 

Kolejny raz odniósł wrażenie, że Trinity mówi z pretensją 

w głosie, a gdy na nią spojrzał, dostrzegł złość wyzierającą z 

background image

jej oczu. Czy to możliwe, żeby gniewała się na niego? Ale o 
co? 

 -  Masz  na  myśli  grzanie  fotela  za  biurkiem  w  firmie 

mojego ojca? - Zack poklepał psa po boku, a ten obrócił się z 
powrotem.  -  Za  dużo  roboty  papierkowej.  Poza  tym  na 
pewnym etapie ktoś musi przejąć ster. 

 - I to musisz być ty? Pan Bezwzględny? 
Zack zacisnął zęby. Teraz to jego ogarnęła złość. 
 - Nie przywiązuję wagi do etykietek. 
 -  Zauważyłam.  A  twojemu  rodzeństwu  nie  przeszkadza, 

że to właśnie ty wszystkim dowodzisz? 

 -  Sienna  ma  własne  życie.  Podróżuje  z  plecakiem  po 

Europie. 

 -  Z  plecakiem?  Przecież  może  sypiać  w  najlepszych 

hotelach! 

 - To buntowniczka. Chce wszystko robić po swojemu, w 

swoim tempie. 

Trinity uśmiechnęła się. 
 - Już ją lubię. 
 - Chłopaki mają swoje rodziny. 
 - I psy, jak sądzę. 
Zack  nie  zamierzał  tolerować  dłużej  opryskliwości 

swojego gościa. Odłożył ręcznik, po czym wyprostował się. 

 - Czy coś przegapiłem? Jesteś poirytowana i uszczypliwa. 

Dowiedziałaś się czegoś złego podczas rozmowy z szefową? 

 - Już ci mówiłam... 
 - Przypuszczam, że nie całą prawdę. 
 -  Opowiedziałam  Kate,  co  się  wydarzyło.  Była 

zaskoczona,  ale  wykazała  zrozumienie.  Rozmawiałyśmy  o 
pogodzie i o... tobie. 

 - O mnie? A o czym konkretnie? 
 - O tym, że nie cieszysz się dobrą reputacją. 
 - To już ustaliliśmy. Coś jeszcze? Zrobiła głęboki wdech. 

background image

 - Poprosiła, żebym się jeszcze dzisiaj odezwała. 
 - Albo stracisz pracę? 
 - Coś w tym stylu. 
Przyjrzał  się  jej  dużym,  lśniącym  oczom,  zastanawiając 

się,  co  przed  nim  ukrywa.  Zrobił  krok  w  jej  stronę,  a  wtedy 
pies  zagrodził  mu  drogę.  Nie  sprawiał  już  wrażenia 
przymilnego.  Patrzył  na  niego  tak,  jakby  chciał  powiedzieć, 
żeby miał się na baczności.  

Postanowił  więc  odłożyć  rozmowę  na  później  i 

zaprowadził  psa  na  miejsce  obok  kominka.  Zwykle,  gdy 
przedstawicielki płci pięknej zaczynały działać mu na nerwy, 
dokładał  starań,  żeby  zakończyć  znajomość.  Jednak  tym 
razem  nie  było  to  takie  proste.  Odcięty  od  świata  musiał 
znosić towarzystwo Trinity i jej humory. 

Ale tak naprawdę, nie pożegnałby się z nią, nawet gdyby 

nie otaczał ich zewsząd śnieg. Intrygowała go jak żadna inna 
kobieta i wiedział, że zainteresowanie jest obopólne. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 
Zack  otrzymał  wiadomość  tekstową  pięć  minut  po  tym, 

jak  w  domu  ponownie  rozbłysły  światła.  Gdy  ją  odczytywał, 
Trinity przyglądała mu się uważnie, kołysząc na rękach senne 
dziecko. 

 -  To  Cressida  Cassidy  z  opieki  społecznej  -  wyjaśnił.  - 

Informuje,  że  drogi  wciąż  są  nieprzejezdne  i  dotrą  do  nas 
najwcześniej  jutro.  Nadal  nic  nie  wiadomo  o  rodzinie  małej. 
W mediach nie wyemitowano jeszcze materiału, który mógłby 
pomóc coś ustalić. 

Trinity  pocałowała  dziewczynkę  w  czoło.  Nie  mogła 

uwierzyć,  że  nikt  nie  szukał  tego  słodkiego  maleństwa.  Dla 
niej  zawsze  pocieszająca  była  myśl,  że  matka  dołożyła 
wszelkich starań, by ją odnaleźć. 

Na szczęście Bonnie trafiła w ich ręce, więc choć na kilka 

dni mogli zapewnić jej ciepło i bezpieczeństwo. Jeśli ceną za 
ten  dobry  uczynek  było  dzielenie  domu  z  nieznośnym 
mężczyzną, mogła to wytrzymać. 

Nie wspomniała, czego dowiedziała się o jego zagrywkach 

w stosunku do Jamesa Dirkinsa. Tylko wpadłby w złość, a nie 
chciała  denerwować  dziecka.  Na  samą  myśl  o  tym,  że  Zack 
mógł oczerniać Dirkinsa, byle tylko zbić cenę, czuła wstręt. 

 - Ciekawe, co nabazgrzą paparazzi, kiedy dokopią się do 

tej  historii  -  mruknął  Zack,  spoglądając  na  wyświetlacz 
telefonu. 

Trinity  przeszył  dreszcz.  Pewnie  ją  też  zaliczał  do  grona 

paparazzi. 

 -  Odpisz  pani  Cassidy,  że  dziecko  czuje  się  dobrze  - 

odparła,  ignorując  wcześniejszy  komentarz.  -  A  ja  się  nim 
zajmę. 

Wolno skinął głową, marszcząc czoło. Gdy odpisywał, był 

spięty. Ani razu nie wspomniał, że przeszkadza mu obecność 
nieoczekiwanych  gości  w  jego  domu.  Nie  narzekał  nawet  na 

background image

towarzystwo psa, który, jak głosiła tabliczka na obroży, wabił 
się Cruiser. 

Trinity  zauważyła  jednak,  że  Zack  ciągle  zerkał  na 

zegarek  i  wyglądał  przez  okno,  jakby  na  coś  czekał.  Może 
marzył,  żeby  w  końcu  wyszło  słońce  i  roztopiło  cały  ten 
śnieg? Był poirytowany i spięty. Musiał czuć się więźniem we 
własnym domu. 

Z  kolei  jej  dopisywał  dobry  nastrój  -  a  przynajmniej 

wtedy, gdy była z dzieckiem. Zawsze, gdy zbliżał się do niej 
Zack, atmosfera stawała się napięta. Najgorsze, że czekała ich 
kolejna wspólna noc. Nie miała pojęcia, jak się zachowa, gdy 
ten  piękny  mężczyzna  kolejny  raz  spróbuje  zaoferować  jej 
wino  i  czułe  słówka.  Oczywiście  zawsze  mogła  mu 
powiedzieć,  że  nie  jest  zainteresowana.  Musiała  jednak 
przyznać, że opieranie mu się przychodziło jej z trudem. 

Zack  stanął  obok  niej  i  pogłaskał  palcem  policzek 

niemowlęcia. 

 - Wygląda, jakby znów miała zasnąć. 
 - Chyba to jeszcze trochę potrwa. 
 - Może usiądziesz? 
 - Ona lubi być w ruchu. 
 - A nie odpadną ci ręce? 
 -  Możemy  się  zamienić  -  zadrwiła.  Uniósł  ręce  w  geście 

kapitulacji. 

 - Ty jesteś ekspertem. 
 -  Nie,  kiedy  w  grę  wchodzi  wykańczanie  ludzi.  Zerknął 

na nią z ukosa. 

 - Może wyjaśnisz, do czego zmierzasz? 
 - Nie. - Wzięła głęboki oddech. - Ale jedno musimy teraz 

ustalić. Dzisiejszej nocy śpimy w oddzielnych pokojach. 

 -  Wczoraj  odniosłem  wrażenie,  że  podobało  ci  się 

zacieśnianie więzi przy kominku?  

 - To, co się wczoraj wydarzyło, już się nie powtórzy. 

background image

 - Nie?  
 -  Nie  -  powiedziała  stanowczo,  odwracając  się  do  niego 

plecami. 

Nie  sądziła,  że  do  niej  podejdzie,  więc  gdy  poczuła  na 

karku  jego  ciepły  oddech,  zadrżała.  Szybko  jednak  zdusiła 
ogień pożądania i obróciła się, żeby na niego spojrzeć. 

 -  Już  zapomniałeś,  że  jestem  twoim  wrogiem?  -  rzuciła 

hardo.  -  Nie  boisz  się,  że  za  bardzo  się  do  ciebie  zbliżę  i 
poznam twoje sekrety? 

Zmierzył ją surowym wzrokiem. 
 - Pozostaję do twojej dyspozycji. 
Gdy  odszedł,  Trinity  poczuła,  jak  krew  odpływa  jej  z 

twarzy.  Im  szybciej  się  od  niego  uwolni,  tym  lepiej.  Miała 
nadzieję,  że  wkrótce  władze  znajdą  matkę  Bonnie,  a  ona 
będzie mogła stąd wyjechać. Po kilku minutach dziewczynka 
zasnęła, więc Trinity uznała, że może odłożyć ją na posłanie. 
Ale  w  chwili,  gdy  się  wyprostowała,  mała  otworzyła  duże 
niebieskie oczy. Cruiser przydreptał ze swojego miejsca przy 
kominku i spojrzał na nią, a wtedy zapłakała żałośnie. 

Trinity od razu przypomniała sobie ulubione powiedzenie 

matki  zastępczej:  „trzeba  dać  im  się  wyryczeć"  Przez  ten 
krótki  okres,  gdy  Nora  Earnshaw  opiekowała  się  małym 
chłopcem, 

Trinity 

przeżywała 

najgorsze 

momenty 

dzieciństwa.  Jako  mała  dziewczynka  pomagała,  jak  mogła. 
Przewijała  dziecko  albo  podawała  mu  grzechotkę,  a  także 
śpiewała  i  opowiadała  historie  o  białych  jednorożcach  ze 
złotymi  rogami  oraz  skrzydłami.  Ale  w  domu  obowiązywały 
surowe zasady; o siódmej każdy musiał znaleźć się w swoim 
pokoju.  Może  chłopiec  płakał  z  głodu,  ale  Trinity  zawsze 
sądziła,  że  chciał  jedynie,  by  ktoś  mu  pośpiewał.  Wiele  razy 
zamierzała  podjąć  ryzyko  i  złamać  zakaz  wychodzenia  z 
pokoju, ale ostatecznie nigdy się na to odważyła. Zamiast tego 

background image

leżała  w  swoim  łóżku,  a  gorące  łzy  spływały  jej  po  twarzy, 
gdy wpatrywała się w ciemność. 

Odpędzając  niechciane  wspomnienia,  pochyliła  się,  żeby 

ponownie  wziąć  Bonnie  na  ręce.  Jeśli  ją  rozpieszczała,  to 
trudno.  Wolała  dać  dziecku  za dużo  niż za  mało.  Kątem  oka 
zauważyła, że Zack ją obserwuje, ale nie przejmowała się jego 
opinią. Dwadzieścia minut później niemowlę zasnęło głęboko, 
więc  Trinity  kolejny  raz  odłożyła  je  na  fotel.  Niestety  i  tym 
razem powieki małej poszybowały w górę, a jej wargi zaczęły 
delikatnie  drżeć.  Na  ten  widok  omal  nie  pękło  jej  serce.  Nie 
miała pojęcia, co robiła źle. 

 - Czy możesz zaciągnąć żaluzje? - zwróciła się do Zacka 
 - Nie mam tutaj żaluzji - odparł wolno. 
 - Nie potrzebujesz prywatności? - zdziwiła się. 
 -  Na  takim  odludziu?  Nie  zagląda  tutaj  nikt  prócz 

niedźwiedzi. 

 -  Obawiam  się,  że  Bonnie  nie  zaśnie  przy  tym  świetle. 

Zejdę  z  nią  na  dół,  gdzie  będzie  miała  spokój  i  ciszę.  - 
Stukające  naczynia  i  człapiący  od  czasu  do  czasu  Cruiser 
mogły przeszkadzać dziecku. - Czy mógłbyś przygotować dla 
niej posłanie na łóżku? 

 - Oczywiście. 
Gdy  Trinity  zeszła  po  schodach,  Zack  właśnie  wyciągał 

dodatkowe poduszki z dużej szafy. Nie czekając na instrukcje, 
ułożył je wzdłuż posłania, żeby niemowlę nie spadło z łóżka. 
Trinity  położyła  Bonnie  i  sprawdziła  czy  nie  ma  mokro.  Po 
kilku sekundach dziewczynka już spała, więc oboje odetchnęli 
z ulgą. 

Uszczęśliwiona  Trinity  potarła  obolałe  ręce,  a  potem 

objęła się, gdy Zack stanął tuż obok. 

 - Sukces - mruknął niskim głosem. 
 - Nie zapeszaj. 
 - Ile może potrwać taka drzemka? 

background image

 - Pewnie  wkrótce się  przekonamy. Ale  liczę na  to  że nie 

krócej niż dwie godziny.  

Jeszcze  raz  spojrzała  na  dziecko,  zanim  podążyła  za 

Zackiem  do  wyjścia.  Gdy  zaczął  zamykać  drzwi,  oparła  mu 
dłoń na ramieniu. 

 -  Zostaw  uchylone.  Chcę  słyszeć,  jeśli  zacznie  płakać. 

Uśmiechnął się do niej wymownie. 

 -  Przypuszczam  -  szepnął  -  że  będziesz  zaglądać  do  niej 

co dwie minuty. 

Westchnęła. W tej sprawie miał absolutną rację. 
 -  Może  moglibyśmy  przerobić  jakieś  urządzenie  na 

elektroniczną  nianię?  Wtedy  nie  musielibyśmy  wiecznie  jej 
sprawdzać. 

 -  Przecież  mamy  takie  urządzenie.  W  dodatku  nie 

potrzebuje  zasilacza.  -  Zack  spojrzał  na  Cruisera,  który 
położył się pod drzwiami, po czym schylił się, że podrapać go 
za uchem. - Ten pies ma doświadczenie. 

Poszli na górę, gdzie Zack od razu ruszył do kuchni, żeby 

sprawdzić zawartość lodówki. 

 -  Jesteś  głodna?  -  zapytał,  zerkając  na  nią.  Wcześniej 

zjedli płatki, a potem Trinity poskubała kilka ciastek, ale poza 
tym nie miała czasu myśleć o jedzeniu. Opadła na najbliższy 
fotel. 

 - Jestem taka zmęczona, że marzę wyłącznie o tym, by się 

położyć. 

 -  Pójdź  się  odprężyć  na  górę.  Są  tam  dwie  sypialnie. 

Jedna  z  nich  należała  do  niego,  a  ona  nie  zamierzała  kusić 
losu. Chwyciła więc koc i przykryła się po samą szyję. 

 -  Dzięki,  ale  tu  mi  dobrze,  a  Cruiser  nie  będzie  musiał 

daleko mnie szukać. 

 - Dziecku nic się nie stanie, jeśli przez kilka minut poleży 

bez twojego towarzystwa. 

 - Nie zaszkodzi być blisko. 

background image

Zamknęła  oczy,  układając  się  wygodnie.  Gdy  strzępki 

ostatnich  rozmów  rozbrzmiewały  echem  w  jej  głowie, 
pogrążała  się  w  błogim  odrętwieniu.  Pewnie  wkrótce  by 
zasnęła, gdyby nie poczuła odurzającego męskiego zapachu i 
delikatnego dotyku na ramieniu. 

Gdy otworzyła  oczy, ujrzała pochylonego nad nią Zacka. 

W jednej ręce trzymał jej koc. 

 -  Zsunął  się  -  wyjaśnił.  -  Chciałem  go  poprawić,  a 

wydawało mi się, że już śpisz. 

Jęknęła cicho, wyciągając w górę jedną rękę. 
 - Próbuję - warknęła. 
Gdy  odwrócił  się  na  pięcie,  Trinity  stłumiła  chęć  przy 

wołania go z powrotem. Wiedziała, z kim miała do czynienia. 
Zdawała sobie sprawę, że ten mężczyzna wykorzystywał ludzi 
do  własnych  celów.  Ale  tym  razem  stało  się  inaczej. 
Bezinteresownie zaproponował pomoc Bonnie i musiała o tym 
pamiętać.  Nie  powinna  być  dla  niego  niemiła,  zwłaszcza  że 
także ją zaprosił pod swój dach. 

 - Dobrze mi się wypoczywa, ale... Zack spojrzał na nią. 
 - Ale co? 
 -  Czuję  się  dziwnie  -  wyznała.  -  Po  tych  dwóch  dniach 

mam  wrażenie, jakby  Bonnie  stała  się  częścią mnie  i  gdy jej 
przy mnie nie ma, czegoś mi brakuje.  

 - To instynkt macierzyński. Uśmiechnęła się szeroko.  
 - A skąd ty to możesz wiedzieć?  
 -  Moja  bratowa  powiedziała  coś  podobnego,  gdy  jej 

najstarszy  syn  po  raz  pierwszy  nocował  poza  domem. 
Stwierdziła, że czuje się niepełna.  

Trinity  skinęła  głową;  doskonale  to  rozumiała.  W  chwili 

narodzin dzieci stawały się integralną częścią swoich matek. A 
przynajmniej według niej tak powinno być. Wyciągnęła szyję, 
żeby spojrzeć w kierunku schodów. Miała nadzieję, że pies nie 
opuścił  swojego  stanowiska  i  w  razie  potrzeby  da  im  znać. 

background image

Tymczasem  Zack  usiadł  na  fotelu  obok  niej.  Przez  chwilę 
oboje  w  milczeniu  wpatrywali  się  w  ogień.  W  powietrzu 
unosił  się  rozkoszny  zapach  świeżo  zaparzonej  kawy,  a  za 
oknami wciąż padał śnieg. Trinity postanowiła odepchnąć od 
siebie  wszystkie  nieprzyjemne  myśli  i  rozkoszować  się 
chwilą. 

 -  Trinity,  co  się  stało  z  twoimi  rodzicami?  Całkiem 

zaskoczył ją tym pytaniem. Wytrącona z równowagi czuła, jak 
szpetna  przeszłość  zaciska  palce  na  jej  gardle.  Nikomu  nie 
opowiadała o swoim dzieciństwie. Dawno zasypała popiołem 
bolesne  wspomnienia.  Ale  Zack  nie  należał  do  jej  życia. 
Wkrótce każde z nich pójdzie własną drogą i nie spotkają się 
nigdy więcej. Tak więc prędzej czy później zapomni o niej i o 
rozmowach, które prowadzili przy kominku. 

Poza  tym  poczuła  dziwną  potrzebę,  żeby  podzielić  się  Z 

nim tą cząstką swojego życia, którą ukrywała przed innymi. 

 - Lubię  myśleć, że moja mama  mnie kochała  - odezwała 

się  w  końcu.  -  Chociaż  nie  byłam  owocem  miłości.  Matka 
zastępcza  oświadczyła  mi  pewnego  dnia,  gdy  byłam  jeszcze 
na to stanowczo za młoda, że urodziłam się w wyniku gwałtu. 

Zack zaklął cicho, wykrzywiając twarz z niesmakiem. 
 -  Tylko  mi  nie  mów,  że  ta  kobieta  nadal  zajmuje  się 

dziećmi. 

 - Na szczęście już nie. 
Obrócił się na bok, żeby na nią spojrzeć. 
 - Nie miałaś nikogo? 
 -  Moi  dziadkowie  chcieli,  żeby  mama  mnie  oddała,  ale 

ona  nie  zgadzała  się  z  ich  decyzją.  Walczyła,  żeby  mnie 
zatrzymać,  ale mnie  jej  odebrali.  Do  dzisiaj  nie  wiem, jak to 
wyglądało  w  kwestii  prawnej.  Pewnie  musieli  sfałszować 
dokumenty.  Później  mama  uciekła  z  domu.  Chciała  mnie 
odszukać, ale nie zdołała. Bez pieniędzy i wsparcia skończyła 
na  ulicy.  Podobno  zmarła  przed  ukończeniem  dwudziestego 

background image

roku  życia.  -  Trinity  wbiła  wzrok  w  płomienie.  - 
Dowiedziałam  się  tego  od  prywatnego  detektywa,  którego 
wynajęłam dwa lata temu. 

 - Co się stało z twoimi dziadkami? - zapytał cicho Zack. 
 - Już nie żyją, a za życia nigdy nie próbowali się ze mną 

skontaktować. Mama była jedynaczką, więc nie mam żadnych 
wujów ani ciotek. 

Zwiesił głowę, potrząsnął nią, po czym mruknął: 
 - Bardzo mi przykro. Teraz rozumiem twoją decyzję. 
 - Jaką decyzję? 
 -  O  tym,  żeby  nie  zakładać  rodziny.  Z  takim  bagażem 

doświadczeń chyba nikt by się na to nie zdecydował. 

Trinity  nie  przyznała  głośno,  że  odkąd  wzięła  Bonnie  na 

ręce,  zaczęła  mieć  wątpliwości,  czy  nie  dokonała  błędnej 
oceny  sytuacji.  Opieka  nad  dzieckiem  dawała  jej  mnóstwo 
satysfakcji  i  była  warta  zachodu.  Pierwszy  raz  zrozumiała, 
dlaczego  w  tych  niepewnych  czasach  ludzie  podejmowali 
ryzyko  i  sprowadzali  na  świat  małe,  bezbronne  istotki  - 
dlaczego stawiali wszystko na jedną kartę w imię miłości. 

Trinity  spała  od  godziny,  gdy  Cruiser  przyczłapał  do 

Zacka stojącego przy oknie z rękami w kieszeniach dżinsów i 
podziwiającego biały krajobraz. Pies trącił nosem jego nogę i 
wydał  ledwie  słyszalne  burknięcie.  Wyraźnie  dawał  znać,  że 
Bonnie  zaczęła  się  ruszać.  Oczywiście  mógł  zaprowadzić 
zwierzę  do  śpiącej  kobiety  i  nakłonić  je,  by  ją  obudziło.  Nie 
miał  jednak  serca  tego  zrobić,  zwłaszcza  po  wysłuchaniu 
przerażającej  historii  jej  życia.  Był  naprawdę  wstrząśnięty. 
Zawsze zdawał sobie sprawę, że otrzymał dar od losu - nawet 
niejeden. Miał wspaniałą rodzinę. Dorastał otoczony miłością, 
nawet jeśli ojciec często późno wracał po pracy. Ale dopiero 
opowieść  Trinity  uzmysłowiła  mu,  jaki  powinien  być 
wdzięczny. 

background image

Nie  potrafił  zrozumieć,  jak  ktokolwiek  mógł  nawet 

pomyśleć  o  porzuceniu  członka  własnej  rodziny.  Dziecko 
poczęte  w  wyniku  gwałtu  zasługiwało  na  jeszcze  większą 
troskę i opiekę. Należało je pielęgnować, a nie oddać w ręce 
obcych  ludzi.  Gdy  patrzył  na  Trinity,  nie  mógł  uwierzyć,  że 
przeszła  przez  takie  piekło.  Pomyślał  o  swoich  dziadkach, 
którzy  stanowili  trzon  klanu  Harrisonów.  Gdy  w  grę 
wchodziło  dobro  rodziny,  byli  gotowi  na  każde  poświęcenie. 
Oczywiście  nie  zawsze  było  różowo.  Jak  każda  rodzina,  oni 
także  mieli  swoje  wzloty  i  upadki,  ale  zawsze  trzymali  się 
razem. 

Cruiser  kolejny  raz  trącił  go  nosem,  by  przypomnieć,  że 

czeka  na  niego  dziecko,  którym  trzeba  się  zająć.  Przeczesał 
włosy  palcami,  po  czym  ruszył  do  sypialni  na  dole.  Zanim 
podszedł do łóżka, zakasał rękawy kaszmirowego swetra. 

Z  odległości  kilku  metrów  widział  rączki  i  nóżki 

wymachujące  bezładnie  w  powietrzu.  Dziewczynka  wodziła 
wkoło  wzrokiem,  a  gdy  napotkała  jego  spojrzenie, 
zmarszczyła czoło. Zack uznał, że musi sprostać wyzwaniu, i 
jednym  ruchem  chwycił  dziecko  na  ręce.  Z  drżącym  sercem 
sprawdził pieluchę, a gdy okazała się sucha, odetchnął z ulgą. 
Później  oparł  niemowlę  na  przedramieniu  i  przyjrzał  mu  się 
uważnie. Spodziewał się, że lada chwila wybuchnie płaczem, 
ale ono tylko zaczęło wierzgać maleńkimi nogami i wydawać 
dźwięki  przypominające  gruchanie.  Sama  słodycz,  pomyślał 
wzruszony. 

Wybudzając się powoli, Trinity niechętnie otwierała oczy. 

Zauważyła zmianę światła; bez wątpienia zbliżał się wieczór. 
Bonnie  nadal  musiała  drzemać,  ponieważ  w  domu  panowała 
kompletna  cisza.  Zadowolona  przeciągnęła  się  i  ziewnęła 
przeciągle.  Nagle  usłyszała  głos  Zacka,  a  potem  radosny 
chichot.  W  jednej  chwili  uniosła  się  i  zerknęła  przez  oparcie 
fotela.  Nie  mogła  uwierzyć  własnym  oczom.  Przyszło  jej  do 

background image

głowy,  że  może  nadal  śni.  Na  rozłożonym  na  podłodze  kocu 
leżał Zack, a przed nim na stosie poduszek - niemowlę. Zack 
potrząsał  czymś,  co  grzechotało,  a  mała  zaśmiewała  się  na 
całe gardło. Nagle oboje odwrócili głowy w kierunku Trinity. 
I wtedy coś się zmieniło. Przystojny, bezwzględny biznesmen 
zamienił  się  na  jej  oczach  w  zwykłego  faceta  w  dżinsach, 
któremu  przyjemność  sprawiało  towarzystwo  niemowlęcia. 
Chciała  się  roześmiać,  ale  do  jej  oczu  napłynęły  łzy.  Gdyby 
tak  bardzo  nim  nie  gardziła,  pewnie  poczułaby  do  niego 
sympatię. 

 -  Patrz,  kto  się  obudził  -  powiedział,  uśmiechając  się 

zniewalająco. 

 - Co tu się dzieje? - Trinity zsunęła się z fotela, próbując 

uładzić potargane włosy. Nie mogła przestać się uśmiechać. - 
Kiedy się obudziła? 

 - Już jakiś czas temu. 
 - Ma mokro? 
 - Już nie. 
 - Przewinąłeś ją? 
 -  Przewinąłem,  nakarmiłem,  a  od  piętnastu  minut  ją 

zabawiam. 

Trinity  szeroko  otworzyła  oczy.  Minęło  kilka  sekund, 

zanim odzyskała mowę. 

 -  No  to  chyba  straciłam  posadę.  Już  nie  jestem 

niezastąpiona. 

 -  Nie  przesadzaj  -  mruknął,  przewracając  się  na  bok. 

Dziecko wyrzuciło przed siebie rączki, najwyraźniej 

domagając  się  czegoś,  co  trzymał  jej  nowy  towarzysz 

zabaw. Trinity podeszła do nich zaciekawiona. Dopiero wtedy 
ujrzała stos kolorowych zabawek. 

 - Moi bratankowie i bratanice ciągle zostawiają mi jakieś 

skarby. Mam lalki z odpadającymi głowami i całą menażerię. 

background image

Trinity zauważyła kaczkę, żyrafę i konia z trzema nogami. 

Jednak  najbardziej  zadziwił  ją  brązowy  gipsowy  dysk  z 
dziwnymi symbolami. 

 - Co to takiego? 
Zack chwycił wspomniany przedmiot. 
 - Tom - tom, żółw. 
Gdy dziecko wyciągnęło ręce, Trinity ujęła je w dłonie. 
 - Nie możesz tego dostać, kochanie. 
 -  Nie  ma  ostrych  krawędzi  ani  małych  części,  które 

mogłyby odpaść. 

 - Na pewno zaraz weźmie to do buzi. 
Zack  skoczył  na  równe  nogi  i  pobiegł  do  kuchni,  gdzie 

opłukał żółwia w gorącej wodzie. 

 - Jest czysty. - Podał Tom - toma zachwyconej Bonnie. - 

Nicki na pewno nie będzie miał nic przeciwko. 

 - Kim jest Nicki? 
 - Mój drugi w kolejności najstarszy bratanek. Dał mi go w 

prezencie na urodziny w zeszłym roku. 

 - A to? - Skinęła głową na puszystą żółtą grzywę. 
 -  Lew  Loger,  podarunek  pod  choinkę  od  czteroletniej 

Avy. 

 - Loger? 
 - Ava nie wymawia jeszcze „r". 
Trinity zrobiło się ciepło na sercu, gdy wzięła pluszaka od 

Zacka. 

 - Dlaczego trzymasz to wszystko tutaj? 
 - W swoim mieszkaniu też mam tego mnóstwo. I trochę w 

biurze. Moi bracia mają w sumie ośmioro dzieci, a to oznacza 
mnóstwo obrazków, na które brakuje mi już miejsca. 

Z jego oczu wyzierały duma i miłość. Pokazał jej oblicze, 

którego  nie  znały  media.  Może  otworzył  się  przed  nią, 
ponieważ  ona  także  mu  zaufała  i  opowiedziała  o  sobie. 

background image

Ośmielona położyła się na brzuchu obok Zacka i spojrzała na 
dziecko. Bonnie patrzyła na nich wyczekująco. 

 -  Nie  mogę  oprzeć  się  wrażeniu,  że  ona  czeka  na 

przedstawienie - mruknęła do Zacka, chwytając lwa. 

Zack kiwnął głową, wybierając ze stosu pluszową żyrafę. 
 - Drogi panie Logerze - zaczął. 
 - A może to pani Loger - przerwała mu Trinity. 
 - Niech będzie - zgodził się. - Droga pani Loger, nie uszło 

mojej uwadze, jak pięknie wygląda dzisiaj pani grzywa. 

 -  Umyłam  ją  i  bardzo  starannie  wyprostowałam.  Gdy 

Zack  milczał  przez  chwilę,  spojrzała  na  niego.  Nie 
interesowały go już zabawki ani Bonnie. Widział tylko ją. 

 -  Może  zatańczymy?  -  zaproponował  niespodziewanie. 

Chociaż omal nie stanęło jej serce, zdołała wydukać: 

 -  Ale  nie  ma  muzyki.  -  Z  pomocą  przyszło  jej  dziecko, 

które zachichotało i kolejny raz zaczęło ssać Tom - Toma. Od 
razu spojrzała na nie. - To chyba nie jest dobry pomysł. 

Ale Zack się do niej przysunął. 
 -  W  takim  razie  zaśpiewam  o  twoich  oczach.  Trinity 

zadrżała. Chociaż unikała jego spojrzenia, 

wiedziała, że było intensywne - czuła na sobie jego żar. 
 - Może powinniśmy wybrać piosenkę, którą oboje znamy. 
 -  Wiesz,  o  czym  mam  ochotę  śpiewać?  -  Jego  ciepły 

oddech  muskał  jej  ucho.  -  O  tym,  jak  było  mi  dobrze,  kiedy 
zeszłej nocy trzymałem cię w ramionach. 

Powinna była się odsunąć albo powiedzieć, żeby zachował 

umiar.  Ale  tak  naprawdę  jej  także  podobał  się  miniony 
wieczór  i  gdy  leżała  tak  blisko  niego,  nie  mogła  temu 
zaprzeczyć nawet przed sobą. 

 -  Zatańcz  ze  mną,  Trin  -  mruknął.  -  Tańcz  ze  mną  tej 

nocy. 

Gdy delikatnie pogłaskał  jej policzek, świat zawirował, a 

wraz  z  nim  także  jej  zmysły.  Puściła  pluszowego  lwa  i 

background image

odsunęła się od niego. Wstała na chwiejnych nogach, po czym 
odgarnęła włosy za ucho. 

 - Powinnam przygotować mleko dla Bonnie. Nie odrywał 

od niej ciemnych oczu. 

 -  Przecież  już  ją  nakarmiłem,  Trin.  Niczego  jej  nie 

brakuje. 

 - W takim razie zaparzę kawę. 
 - Nie chcę kawy... tylko ciebie. 
Sięgnął  po  nią,  ale  ona  spanikowała  i  uciekła  do  kuchni. 

Czuła  się  tak,  jakby  płonęła.  Drżącymi  rękami  chwyciła 
dzbanek,  zastanawiając  się,  czy  za  nią  pójdzie.  W 
rzeczywistości chciała poczuć na biodrach jego dłonie, ale nie 
mogła do tego dopuścić. 

Odetchnęła  z  ulgą,  gdy  usłyszała,  że  znów  zaczął 

przemawiać  do  dziecka.  Mimo  to  pożądanie  nie  osłabło.  Z 
zamkniętymi oczami wyobrażała sobie, jak Zack pocałunkami 
pozbawia  ją  wątpliwości.  Tak  bardzo  go  pragnęła  - 
zdecydowanie za bardzo.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 
 - Zabieraj stąd swój nos, Cruiser - warknął Zack. 
 - Pewnie coś znalazł - stwierdziła Trinity. 
Pies  zaszczekał,  a  umoszczona  na  rękach  Trinity  Bonnie 

zapiszczała  i  spróbowała  klasnąć.  Po  niezręcznej  sytuacji 
atmosfera  stała  się  napięta,  więc  Zack  zaproponował  krótki 
spacer.  Pożyczył  Trinity  buty,  znacznie  na  nią  za  duże,  i 
płaszcz,  który  sięgał  jej  do  kostek,  a  sam  założył  kurtkę 
puchową.  Owinęli  dziecko  kocem  i  wyszli  na  dwór.  W 
promieniach  zachodzącego  słońca  śnieg  mienił  się  niczym 
brylanty.  Mrużąc  oczy,  Zack  przyglądał  się  swoim  gościom. 
Im bardziej  Trinity mu się  opierała, tym bardziej  jej pragnął. 
Gdy  przez  kilka  godzin  obserwował,  jak  krąży  po  domu  W 
kaszmirowym  swetrze,  który  jej  pożyczył,  odchodził  od 
zmysłów.  Ilekroć  zbliżała  się  do  niego,  tylekroć  każda 
komórka  jego  ciała  domagała  się,  by  porwał  ją  w  ramiona. 
Wkrótce  ich  zabawa  w  dom  miała  dobiec  końca.  Ale  zanim 
padną  słowa  pożegnania,  zamierzał  zdobyć  Trinity.  Musiał 
położyć  kres  tej  nieznośnej  sytuacji.  Chciał  jednak  zaczekać 
do wieczora. 

Tymczasem  rzucił  śnieżką  w  zad  Cruisera.  Pies 

podskoczył, po czym przyczaił się i rzucił pędem w ich stronę. 
W  ostatniej  chwili  skręcił  w  prawo,  rozbryzgując  śnieg 
dookoła.  Zarówno  Trinity,  jak  i  Bonnie  zaśmiały  się 
promiennie.  Zack  rzucił  kolejną  śnieżkę  i  tym  razem  trafił 
zwierzę  w  nogę.  Sytuacja  się  powtórzyła,  ale  na  koniec 
kudłacz chwycił w zęby tył jego kurtki. 

 - Puść! - krzyknął, gdy obie panie zaśmiewały się do łez. 

Cruiser szczeknął, machając ogonem, a niemowlę zapiszczało 
zachwycone, machając rączkami bez opamiętania. Zapatrzony 
w  dziecko  Zack  nie  zauważył,  gdy  potężny  czworonóg 
skoczył  na  niego  i  powalił  na  ziemię.  Unosząc  twarz 
oblepioną  białym  puchem,  śmiał  się  pod  nosem.  Podparł  się 

background image

rękami  i  wstał  wolno,  spoglądając  wymownie  w  stronę 
Trinity. 

 - Nawet o tym nie myśl! - krzyknęła. - Trzymam dziecko. 
 - Obie jesteście w tarapatach. 
Zack  porwał  Bonnie  z  jej  ramion,  po  czym  odłożył  ją 

delikatnie do nosidełka ustawionego w bezpiecznej pozycji na 
tarasie.  Wrócił  z  prędkością  błyskawicy,  chwycił  Trinity  i 
oboje  upadli  na  ziemię,  podczas  gdy  Cruiser  ujadał 
podekscytowany.  Ich  śmiech  niósł  się  echem  po  zalesionej 
okolicy. 

Potem pies pobiegł pilnować dziecka i zostali sami. Zack 

spojrzał  w  piękne  fiołkowe  oczy  swojej  towarzyszki.  Wrzała 
w nim krew, a zmysły były wyostrzone do granic możliwości. 
Uwięziona  w  jego  ramionach  Trinity  wydawała  się  jeszcze 
bardziej  kusząca.  Nie  mogła  mu  uciec.  Pocałował  ją 
zachłannie, jedną rękę opierając z tyłu jej głowy. 

Bez  zastanowienia  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i 

odwzajemniła  pocałunek.  Ich  języki  splotły  się  w  radosnym 
tańcu,  gdy  oboje  dali  się  ponieść  emocjom.  A  gdy  w  końcu 
odsunął  się  od  niej  i  spojrzał  jej  głęboko  w  oczy,  pożądanie 
stało się wręcz nieznośne. 

 -  Co  za  wspaniałe  popołudnie  -  mruknął,  pochylając 

głowę kolejny raz. 

Zanim zdążył pocałować ją kolejny raz, odwróciła głowę. 
 - Musimy wracać. Trzeba wykąpać Bonnie. 
 - Już ją kąpałaś. 
 - Robi się ciemno. Uśmiechnął się ponętnie. 
 - Wiem. 
 - Dziecko... 
 -  Będziemy  spać  razem  w  mojej  sypialni  -  oświadczył  z 

naciskiem.  -  Zanim  przypomnisz  mi  o  naszych  obowiązkach, 
przyjmij  do  wiadomości,  że  ludzie  mieszkający  pod  jednym 
dachem z dziećmi też uprawiają seks. 

background image

Gwałtownie wciągnęła powietrze. 
 - To nie jest dobry pomysł. 
 - To najlepszy pomysł, na jaki kiedykolwiek wpadłem. 
 - Ale ja cię nawet nie lubię. Zmarszczył czoło. 
 - Nie znasz mnie. 
 - To kolejny powód... 
 - Żeby się zgodzić. 
Godzinę później Trinity wyszła z sypialni i oświadczyła z 

dumą: 

 - Padła. 
Zack wyjrzał z kuchni. 
 - Łatwo poszło. Czy Cruiser został na straży? 
 - Nie odciągnęlibyśmy go stamtąd nawet wołami. 
 -  Głodna?  Przygotowałem  omlet  a  la  Zackery.  Sekretne 

składniki to pieczarki i ser. 

 - Brzmi smakowicie. 
Trinity podała mu talerze, a on podzielił potrawę na pół i 

nałożył dla każdego. Gdy usiedli przy stole, nalał obojgu białe 
wino  do  pękatych  kieliszków.  I  chociaż  wszystko  wyglądało 
wspaniale,  Trinity  nie  miała  apetytu.  W  zamyśleniu 
rozgarniała grzyby na talerzu. 

 - Nie smakuje ci? Chrząknęła. 
 - Najpierw chcę oczyścić atmosferę. 
 -  Lepiej  zjedz,  zanim  omlet  wystygnie.  Gdy  dziecko  się 

obudzi,  będziesz  potrzebowała  dużo  energii.  Obiecuję,  że 
później wysłucham cię bardzo uważnie. 

Trinity przygryzła wargę. Nie podobał jej się błysk w jego 

oczach ani to, że odwlekał ważną rozmowę. Mimo to musiała 
przyznać mu rację. Musiała zebrać siły przed następną rundą z 
Bonnie, a chwilowo burczało jej w brzuchu. 

Kilka minut później kończyła swoją porcję. 
 - To jest naprawdę bardzo smaczne. 

background image

 -  Rzadko  gotuję.  W  Nowym  Jorku  zwykle  do  późna 

przesiaduję  w  biurze.  Jeśli  nie  zamawiam  na  wynos  ani  nie 
spotykam  się  z  nikim  na  kolację,  to  wpadam  do  świetnej 
knajpki ze stekami dwie przecznice od domu. 

 -  Sądziłam,  że  zatrudniasz  gosposię,  która  dogadza  ci 

kulinarnie. 

Spojrzał na nią wymownie, zanim uniósł kieliszek do ust. 
 - To moi bracia lubią spędzać czas w domowym zaciszu. 
 - Jak mogłam o tym zapomnieć? - odparła drwiąco. Oboje 

dobrze wiedzieli, że kobiety ustawiały się do 

Zacka  w  kolejce,  by  zrobić  coś  więcej  niż  przyrządzić 

krwistą sztukę mięsa. 

 -  Ale  to  ty  opiekowałeś  się  dzisiaj  Bonnie  tak,  jakbyś 

robił to całe życie. 

Właściwie ktoś, kto go nie znał, mógłby pomyśleć, że ten 

facet marzy o żonie i gromadce dzieci. Jednak  rzeczywistość 
wyglądała  zupełnie  inaczej:  Zack  był  zagorzałym  kawalerem 
skupionym  na  pracy  i  przyjemnościach.  Jakby  dla 
podkreślenia tego faktu osuszył kieliszek, po czym mruknął z 
zadowoleniem: 

 - Wyjątkowy rocznik. 
Spróbowawszy trunku, Trinity przyznała mu rację. Mimo 

to  zamierzała  poprzestać na  jednej lampce. Skoro powiedział 
jej wprost, że zamierza się z nią kochać, tym bardziej musiała 
zachować  czujność.  Zack  pociągał  ją  tak  jak  żaden  inny 
mężczyzna,  ale  nie  mogłaby  spojrzeć  na  swoje  odbicie  w 
lustrze,  gdyby  mu  uległa.  Wciąż  miała  świeżo  w  pamięci 
rewelacje, które przekazała jej Kate na jego temat. 

Gdy  zabrzęczała  jego  komórka,  odszedł  od  stołu,  żeby 

sprawdzić wiadomość. Nie odpisał, tylko wrócił do niej i zajął 
swoje krzesło. Wypił spory łyk, zanim wyjaśnił, kto do niego 
napisał. 

 - Dirkins chce się jutro ze mną spotkać. 

background image

Trinity wyprostowała się. 
 -  Myślisz,  że  jest  gotów  przyjąć  twoją  ofertę?  Zack 

chwycił widelec. 

 - Tak. Przypuszczam, że podpiszemy umowę. 
 - Czyli w końcu go dopadłeś. 
Przyjrzał się jej twarzy, po czym wzruszył ramionami. 
 -  Przepraszam,  ale  zamyśliłem  się  na  moment.  Możesz 

powtórzyć? 

Nie  wiedziała,  czy  powinna  przyznać  się  do  tego,  co 

przekazała jej szefowa. Może powinna pogodzić się ż faktem, 
że  nie  była  w  stanie  zmienić  nastawienia  Zacka  do  świata  i 
pozwolić  mu  żyć  własnym  życiem.  Dla  niego  nie  istniały 
żadne  zasady,  nawet  gdy  w  grę  wchodziły  emocje 
pogrążonego w żałobie mężczyzny - ojca opłakującego syna. 

Trinity odsunęła talerz. Musiała poznać prawdę. 
 - Jak zmarł syn Jamesa Dirkinsa? 
 -  W  wypadku  samochodowym.  -  Zack  wytarł  usta 

serwetką.  -  Niektórzy  twierdzą,  że  to  było  samobójstwo. 
Najwyraźniej od dawna miał kłopoty. 

 - Najwyraźniej? Skąd to wiesz? Spojrzał na nią ostro. 
 - Do czego zmierzasz? 
Nie  mogła  dłużej  milczeć.  Jeśli  Zack  do  niczego  się  nie 

przyzna,  nie  będzie  zaskoczona.  Tacy  ludzie  jak  on  rzadko 
poczuwali się do odpowiedzialności; jedynie gromadzili łupy i 
chełpili się sukcesami. I właśnie tak przedstawiały go media. 
Musiała  jednak  przyznać,  że  mężczyzna,  którego  poznała, 
miał także trochę zalet i z pewnością potrafił współczuć. Może 
to,  co  spekulowano  w  sprawie  Dirkinsa,  wcale  nie  było 
prawdą. 

 - Gdy rozmawiałam dziś rano z Kate - zaczęła niepewnie 

-  dowiedziałam  się  od  niej,  że  wmówiłeś  Dirkinsowi,  że 
ponosi odpowiedzialność za śmierć syna. 

background image

Zack  ściągnął  brwi,  a  jego  oczy  pociemniały  do  tego 

stopnia, że wydawały się czarne jak atrament. 

 -  Co  takiego?  -  zapytał  niskim,  ochrypłym  głosem.  Z 

płonącymi policzkami. Trinity odsunęła się od stołu. 

 - Nie powinnam była nic mówić. 
 -  Nazywasz  się  Trinity  Matthews  czy  tak  zwana  wolna 

prasa? - Przeklął i cisnął widelec na talerz, zanim ponownie na 
nią  spojrzał.  -  Zwykle  nie  przeszkadza  mi  życie  w 
społeczeństwie,  które  łaknie  informacji  o  tym,  co  jem  i 
mówię.  Nie  interesuje  mnie  cały  ten  cyrk.  Jedna  trzecia  to 
bajki, a reszta bzdury. 

Serce  Trinity  zabiło  niespokojnie.  Nie  spodziewała  się 

takiej  reakcji.  Czy  dawał  przedstawienie,  które  miało 
przeciągnąć  ją  na  jego  stronę?  Chciał  zyskać  jej  sympatię? 
Czy też naprawdę był lepszy, niż twierdzili dziennikarze? 

 -  Twierdzisz,  że  nie  zasugerowałeś  Dirkinsowi,  że 

popchnął syna na krawędź? 

 -  Czy  to,  co  mówię,  w  ogóle  ma  znaczenie?  Wy 

drukujecie  tylko  to,  co  się  sprzedaje.  -  Wykrzywił  usta  w 
grymasie. - A ty uważasz, że powinienem się wstydzić. 

Wzruszyła bezradnie ramionami. 
 - Nie powiedziałam, że to prawda - mruknęła. Zmiażdżył 

ją wzrokiem, po czym westchnął ciężko, 

Jakby był bardzo zmęczony. Z talerzem w ręku ruszył do 

kuchni. Wtedy Trinity zrobiła to samo. 

 -  Dirkins  musi  być  rozdarty.  Pewnie  czuje  się  tak,  jakby 

kolejny raz musiał żegnać się z synem. Dlaczego nie mógłbyś 
zaproponować mu spółki? 

Talerz huknął o zlew. 
 - Nie wchodzę w spółki. Poczuła skurcz żołądka. 
 - Oczywiście. 
 -  Nie  jestem  złym  człowiekiem.  Czasem  zbaczam  ze 

swojej  drogi,  żeby  zachować  uczciwość  w  biznesie,  a  także 

background image

być dobrym synem i wujem. - Ujął jej dłoń. - I jak mogłaś się 
już  o  tym  przekonać,  jestem  także  mężczyzną,  który  ma 
zwykłe potrzeby i pragnienia. 

Trinity wytrzymała jego spojrzenie. 
 - Zauważyłam. 
 -  Jutro  ktoś  przyjedzie  po  dziecko  i  mała  zniknie  z 

naszego życia. Mam nadzieję, że władze znajdą jej rodziców. - 
Pogłaskał  jej  przedramię,  ściskając  mocniej  dłoń.  -  Tak  czy 
inaczej, my nadal możemy się spotykać. 

Nagle ziemia usunęła jej się spod stóp. 
 - Chcesz się ze mną spotykać? Przyciągnął ją do siebie. 
 - Co ty na to? 
Zamknął jej usta pocałunkiem, dając upust emocjom, które 

tłumił  cały  dzień.  Siła  tej  pieszczoty  była  tak  ogromna,  że 
Trinity  omal  nie  straciła  równowagi.  Poczuła  się  ociężała, 
rozpalona i desperacko liczyła na to, że Zack spełni obietnicę, 
którą złożył  wcześniej  na  śniegu.  Pragnęła  się  z  nim  kochać. 
Gdy  ujął  w  dłonie  jej  twarz,  poczuła,  że  nie  zdoła  udawać 
obojętności.  Nie  byłaby  wiarygodna,  gdyby  kazała  mu 
przestać.  Tak  naprawdę  nie  widziała  powodu,  dla  którego 
miałaby  to  zrobić.  Była  tylko  człowiekiem;  miała  swoje 
potrzeby.  Przed  spędzeniem  z  nim  nocy  powstrzymywała  ją 
wyłącznie  duma.  Czy  nie  mogła  po  prostu  schować  jej  do 
kieszeni?  Przecież  nawet  jeśli  popełni  błąd,  to  nie  będzie 
pierwszy. Będzie mogła dalej z nim żyć. 

Ostatecznie uległa. Przesunęła dłonie po szerokiej piersi w 

kaszmirowym  swetrze,  dając  znak,  że  jest  gotowa  do 
kapitulacji. Zrozumiał. Gdy trwali złączeni w uścisku, Trinity 
czuła  się  tak,  jakby  tworzyli  jedność.  Nie  odrywając  od  niej 
ust, wziął ją w ramiona. Gdy niósł ją na piętro, rzeczywistość 
traciła na wyrazistości. W intymnym mroku sypialni przestało 
się  liczyć  wszystko  poza  nimi.  Przypomniała  sobie  chwilę, 
gdy po raz pierwszy ujrzała Zacka Harrisona. Od razu wydał 

background image

jej się niezwykle seksowny i pociągający. Ale teraz, gdy stali 
przy  jego  ogromnym  łóżku,  pragnęła  go  tak  bardzo,  że 
pożądanie sprawiało jej niemal fizyczny ból. 

W  pewnej  chwili  przypomniała  sobie  o  dziecku  śpiącym 

samotnie w sypialni na dole. Gwałtownie usiadła na łóżku. 

 -  Co  będzie,  jeśli  Bonnie  się  obudzi,  a  my  nie  będziemy 

jej słyszeć? 

Niezrażony Zack chwycił brzeg jej swetra i podciągnął w 

górę. 

 -  Wystarczy,  że  piśnie  -  odparł  ochryple  -  a  Cruiser 

przybiegnie nas o tym powiadomić. 

Usatysfakcjonowana  taką  odpowiedzią  uniosła  ręce  1  już 

po  chwili  została  w  samej  bieliźnie.  Delikatnie  pocałował  jej 
ramię,  jednocześnie  sięgając  do  zapięcia  stanika.  Powoli 
pochylał  głowę  coraz  niżej,  aż  w  końcu  objął  wargami 
obnażony sutek. Pieszcząc na przemian jej piersi, doprowadzał 
ją do szaleństwa. 

Wiła się z rozkoszy, czekała na więcej, ale on odsunął się i 

stanął  przy  łóżku.  Szeroko  otwartymi  oczami  patrzyła,  jak 
ściąga sweter i rzuca go na podłogę. Był pięknie zbudowany. 
W  milczeniu  podziwiała  szeroki,  opalony  tors  porośnięty 
ciemnymi włosami. 

Zack niespiesznie rozsunął suwak dżinsów i już po chwili 

został w czarnych bokserkach, które nie były w stanie ukryć, 
jak  bardzo  był  podniecony.  Pochylił  się  nad  nią,  roztaczając 
odurzający piżmowy zapach. Zarzuciła mu ręce na szyję. 

 -  Marzyłem  o  tej  chwili,  odkąd  wskoczyłaś  do  mojej 

taksówki - mruknął. 

Pogłaskała potężne ramiona, szepcząc mu do ucha: 
 - Nie musisz dłużej czekać. 
Wsunął  ręce  między  nogi  kochanki,  obsypując  jej  szyję 

pocałunkami.  Dotykał  jej  najwrażliwszych  miejsc,  pieścił  i 
całował,  aż  zaczęła  drżeć.  Gdy  wypowiadała  jego  imię, 

background image

zanurzył się w jej rozpalonym ciele. Każdym ruchem sprawiał 
jej  niewysłowioną  rozkosz.  I  gdy  napięcie  sięgnęło  zenitu, 
sprawił,  że  jej  świat  rozpadł  się  na  kawałki  w  eksplozji 
spełnienia. 

Tuląc  się  do  niego,  dziękowała  w  duchu  losowi  -  i 

przeklinała go. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 
 - Cieszę się, że mnie na to namówiłeś. 
Zack  obrócił  Trinity  tak,  że  znalazła  się  na  nim,  i  oparł 

dłonie na jej plecach. 

 -  Nie  trzeba  cię  było  długo  namawiać  -  skwitował 

przewrotnie. 

 - To na pewno z powodu przebywania w zamknięciu. 
Uśmiechnął się szeroko. 
 - Masz klaustrofobię? - zażartował. 
 -  Wciąż  jeszcze  nie  doszłam  do  siebie.  Przesunął  dłonią 

po jej udzie. 

 - Chyba mogę coś na to poradzić. Kilka godzin ze mną i 

będziesz jak nowa. 

Gdy Trinity go pocałowała, wprawiła go w zachwyt. Gdy 

trzeba,  była  zmysłowa,  innym  razem  natarczywa,  a  czasem 
delikatna.  Zdumiewała  go  1  olśniewała.  Im  więcej  jej  miał, 
tym więcej pragnął. 

Posadził  ją  sobie  na  biodrach  i  już  wyciągnął  rękę  po 

kolejną prezerwatywę, gdy nagle jej pocałunki stały się mniej 
entuzjastyczne.  Gdy  się  cofnęła,  Zack  zmarszczył  czoło. 
Zauważył niepokój malujący się na twarzy tej pięknej kobiety. 

 - Jesteś zmęczona? - zapytał. 
 -  Trochę  zaniepokojona.  Uśmiechając  się,  obrócił  ją  na 

plecy. 

 - Wiem, jak temu zaradzić. 
Musnął  ustami  jej  szyję,  a  potem  przesunął  się  niżej.  I 

chociaż dołożył wszelkich starań, by sprawić jej przyjemność, 
Trinity leżała nieruchomo. 

 - Czyżbym stracił urok? 
 -  Czy  pomyślisz,  że  jestem  niemądra,  jeśli  poproszę, 

byśmy przenieśli się na dół? 

 - Chcesz być bliżej dziecka? 

background image

 - Wiem, że Cruiser czuwa przy Bonnie, ale wolałabym ją 

słyszeć, tak na wszelki wypadek. - Odgarnęła kosmyk z jego 
czoła. 

Skinął głową. 
 - Masz rację. 
 - Naprawdę? 
Jej twarz pojaśniała. 
 -  Ale  mam  jeden  warunek.  Nie  zabierzesz  czerwonej 

piżamy.  Chociaż  uważam,  że  jest  niezwykle  seksowna,  wolę 
ogrzewać cię własnym ciałem. 

Potarła nosem jego nos. 
 - Umowa stoi. 
Gdy Trinity poszła do łazienki, Zack znalazł w szafie dwa 

obszerne szlafroki, a do kieszeni jednego z nich wsunął garść 
prezerwatyw. Nieco później ubrani zeszli na dół, minęli psa i 
zajrzeli do sypialni, w której spało niemowlę. 

Bonnie  leżała  nieruchomo,  oddychając  spokojnie.  Rączki 

trzymała  nad  głową,  a  na  jej  twarzy  malował  się  błogi 
uśmiech.  Także  Cruiser  sprawiał  wrażenie  pogrążonego  we 
śnie. Zack przypuszczał jednak, że kudłacz udaje, na wypadek 
gdyby chcieli wyrzucić go na dwór. 

Nieco  później,  gdy  Trinity  leżała  wygodnie  pod  kocem, 

Zack  rozpalił  ogień.  Wkrótce  płomienie  zaczęły  strzelać  w 
górę. Wtedy zdjął szlafrok i dołączył do swojej kochanki. Nie 
protestowała, gdy objął ją w pasie. Zamiast tego przylgnęła do 
niego całym ciałem. 

Odrzucił  koc,  żeby  się  jej  przyjrzeć.  W  pomarańczowym 

blasku  prezentowała  się  wspaniale.  Wyglądała  tak  spokojnie, 
gdy  leżała  z  policzkiem  opartym  na  jego  piersi.  Mógłby 
patrzeć  na  nią  godzinami.  Zadowolony,  pocałował  ją  w 
czubek głowy, myśląc, że ten dzień nie mógłby skończyć się 
lepiej. 

background image

Po  tym,  jak  Zack  zabrał  ją  do  bram  raju,  Trinity  leżała, 

wpatrując  się  w  ogień.  Jednak  gdy  poczuła,  że  znów  jest 
podniecony,  nie  mogła  się  powstrzymać  przed  kolejną  turą. 
Najpierw  chwyciła  zębami  jego  sutek,  a  później  opuściła 
głowę,  żeby  podziękować  za  rozkosz,  którą  jej  wcześniej 
sprawił. 

 -  Sądziłem,  że  masz  ochotę  na  przerwę,  ale  z  radością 

dołączę do zabawy - mruknął ochryple. 

 - Jak chcesz, możemy porozmawiać. 
Westchnął cicho. 
 - Nie przestawaj, a zgodzę się na wszystko. Ujęła w dłoń 

jego  nabrzmiałą  męskość,  przyciskając  wargi  do  płaskiego 
brzucha. 

 -  Muszę  cię  ostrzec,  że  jest  mi  bosko.  Uśmiechając  się 

figlarnie, popchnęła go tak, że zsunął się na podłogę. 

 -  Opowiedz  mi  o  tym  domu  -  poprosiła.  Zamknął  oczy  i 

przechylił głowę na bok, wydając cichy jęk protestu. 

 - Co chcesz wiedzieć? - zapytał po chwili. 
 - Co przyciągnęło cię do tego miejsca? 
 -  Na  początku...  spokój.  -  Wziął  głęboki  wdech,  żeby 

ochłonąć, po czym spojrzał na nią. - W całym mieście panuje 
taka  atmosfera.  A  w  okresie  Bożego  Narodzenia  mieszkańcy 
organizują  wieczory  z  muzyką  i  zabawy  dla  dzieciaków.  W 
nocy  zapalają  światełka  na  ogromnej  choince  ustawionej  na 
Main Street. Gwiazda na czubku robi wrażenie. 

 -  To  doskonałe  miejsce,  żeby  założyć  rodzinę  - 

skwitowała. 

 - Małżeństwo, od którego kupiłem ten dom, ma bliźniaki. 

Gdy  jeszcze  tutaj  mieszkali,  w  powietrzu  unosił  się  zapach 
ciasta czekoladowego. To moje ulubione. 

 - Próbowałeś kiedyś sam je upiec? 
 -  Zwykle  zamawiam  porcję  w  pobliskiej  cukierni.  - 

Spojrzał w jej fiołkowe oczy. - A ty pieczesz? 

background image

 -  Gdy  byłam  młodsza,  dużo  gotowałam,  więc  teraz 

unikam tego jak ognia. 

Zack wsunął rękę pod głowę. Uśmiechając się, wpatrywał 

się  w  jakiś  punkt  na  suficie.  Trinity  rozkoszowała  się 
widokiem jego imponującego bicepsa. 

 -  Poza  tym  tutejsze  krajobrazy  są  wspaniałe  - 

kontynuował.  -  A  powietrze  tak  czyste  jak  w  żadnym  innym 
miejscu w tym kraju. 

 -  Odnoszę  wrażenie,  że  nie  spieszy  ci  się  do  Nowego 

Jorku. 

 - W Nowym Jorku jest mój dom. 
 -  Ale  nie  musi  tam  być.  W  końcu  mówi  się:  „Tam  dom 

twój, gdzie serce twoje". 

Zmienił  pozycję  i  odrobinę  ją  przesunął.  Cienie  tańczyły 

na jego ciele, tworząc niezwykły spektakl. 

 - A gdzie jest twoje serce? To pytanie ją zaskoczyło. 
 - Jeszcze tego nie wiem. 
 - Czyli nie w świecie kolorowych czasopism? 
 - To moja praca, Zack. Nie definiuje tego, kim jestem. 
 - Widziałbym cię w roli kogoś, kto pracuje z dziećmi. 
 -  Kiedyś  o  tym  myślałam.  Może  mi  nie  uwierzysz,  ale 

chciałam  pracować  w  opiece  społecznej.  Nie  byłam  jednak 
pewna,  czy  mam  wystarczająco  silny  charakter.  -  Skrzywiła 
się na wspomnienie dawnych czasów. - Chyba traktowałabym 
tę pracę zbyt osobiście. 

 -  Moim  zdaniem  w  taką  pracę  trzeba  się  angażować. 

Każda  instytucja  zajmująca  się  sprawami  dzieci  miałaby 
ogromne szczęście, gdybyś zasiliła jej szeregi. 

 -  Chyba  zawsze  miałabym  poczucie,  że  nie  daję  z  siebie 

wystarczająco dużo - stwierdziła po namyśle. 

Uśmiechnął się do niej łagodnie. 
 - I mówi to osoba, która ma tak dużo do dania. Gdy Zack 

ją  pocałował,  Trinity  zalała  kolejna  fala  emocji.  Czuła  się 

background image

pełna  energii  i  jednocześnie  wyjątkowo  spokojna.  Chociaż 
poznali  się  dwa  dni  temu,  odniosła  wrażenie,  że  nikt  na 
świecie nie zna jej lepiej niż ten mężczyzna. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 
Śnił  o  warczącym  tygrysie  z  półmetrowymi  kłami,  który 

próbował  dorwać  Bonnie.  Gdy  odgłosy  dżungli  przybrały  na 
sile,  usiadł  gwałtownie.  Rozbudzony  zaczął  rozglądać  się  po 
pokoju. Nagle dotarło do niego, że ktoś puka w okno na tyłach 
domu. Od razu zorientował się w sytuacji. Spojrzał w dół na 
swoje nagie ciało. Nigdy w życiu nie czuł się tak zażenowany 
i był pewien, że długo nie zapomni tej chwili. 

Pospiesznie  chwycił  szlafrok  z  fotela  i  ciasno  przewiązał 

się  w  pasie.  Wtedy  Trinity  jęknęła  cicho,  po  czym  usiadła, 
drapiąc się w głowę. Miała potargane włosy i ziewała szeroko. 
Ona także była naga. 

 - Co się dzieje? - zapytała, mrugając i mrużąc oczy. 
 - Ktoś jest na zewnątrz. 
 -  Jeszcze  jeden  biedak  szukający  schronienia  przed 

chłodem? 

 - Przypuszczam, że to ta kobieta z pomocy społecznej. 
Na  twarzy  limity  pojawiło  się  przerażenie.  Pospiesznie 

zerknęła  na  puszystą  kobietę  widoczną  za  oknem  i  patrzącą 
prosto  na  nich,  po  czym  rzuciła  się  w  kierunku  szlafroka. 
Ciasno ściągnęła poły, czerwieniąc się po uszy. 

Tymczasem  Zack  poszedł  otworzyć  tylne  drzwi.  Gdy 

tylko je uchylił, do środka wparowała kobieta w zabłoconych 
kaloszach. 

 -  Panie  Harrison,  nazywam  się  Cressida  Cassidy. 

Rozumiem, że przyszłam nie w porę. 

Wzruszył ramionami, spoglądając na swoją kochankę. 
 -  Przyznaję,  że  nie  wybrała  pani  najlepszego  momentu. 

Panna Cassiy uśmiechała się blado. 

 - Nie wspomniał pan o żonie. 
 - Nie mam żony. 
Kobieta zamrugała energicznie. 
 - Rozumiem. 

background image

 -  To  Trinity...  -  Miał  pustkę  w  głowie.  Trinity  przyszła 

mu z pomocą, wyciągając rękę. 

 -  Trinity  Matthews  -  przedstawiła  się.  Zack  przeczesał 

włosy palcami. 

 -  O  tak  wczesnych  godzinach  mój  umysł  nie  pracuje  na 

pełnych obrotach. 

 -  Już  po  dziewiątej  -  odparła  panna  Cassidy,  ściskając 

dłoń  drugiej  kobiety  w  takim  pośpiechu,  jakby  się  obawiała, 
że złapie od niej rzadkiego wirusa. - Przepraszam, że weszłam 
od  tyłu,  ale  duże  drzewo  zwaliło  się  tuż  przed  waszymi 
drzwiami.  Przypuszczam,  że  o  tym  nie  wiecie.  Tak  czy 
inaczej, zamiast próbować... 

Wywód  panny  Cassidy  przerwał  głośny  płacz.  Kobieta 

przerwała, Zack zamarł, a Trinity popędziła na dół. Pocierając 
pulsujące skronie, Zack próbował zachować spokój. 

Twarz panny Cassidy stężała, a w jej oczach pojawiła się 

podejrzliwość. 

 - Panie Harrison, gdzie jest dziecko? 
 - W bezpiecznym miejscu. Cruiser stoi na straży. 
 - Kim jest Cruiser? 
Jakby w odpowiedzi na pytanie pies przyczłapał do nich i 

stanął  na  tylnych  łapach.  Marszcząc  czoło,  Zack  przedstawił 
także i tego domownika. 

 - To jest Cruiser. 
 - Zrobiliście niańkę z psa? 
 -  Tylko  zeszłej  nocy.  Poza  tym  cały  czas  zajmowaliśmy 

się małą. 

Ściągając  usta,  kobieta  spojrzała  na  pustą  butelkę  po 

winie. 

 - Chciałabym zobaczyć dziecko. 
 - Zaraz przyjdziemy! - zawołała Trinity. 
Zack  zostawił  niezadowoloną  pannę  Cassidy,  która 

niecierpliwie  tupała  nogą,  rozbryzgując  błoto  na  drewnianej 

background image

podłodze,  i  poszedł  do  pralni  w  poszukiwaniu  dżinsów  i 
koszulki.  Wrócił  po  chwili,  przygładzając  potargane  włosy 
ręką. 

 -  Trinity  na  pewno  ją  przewija  -  zwrócił  się  do  panny 

Cassidy. - Mała zwykle budzi się z mokrą pieluchą. 

Kobieta  ściągnęła  usta.  Próbowała  przecisnąć  się  obok 

Zacka.  Na  szczęście  Trinity  pojawiła  się  z  dzieckiem  na 
rękach. Była ubrana  w ten sam  strój, który miała  na  sobie  w 
dniu,  gdy  się  poznali,  z  tą  różnicą,  że  teraz  spódnica  była 
pognieciona,  a  kilka  guzików  bluzki  niezapiętych.  Jednak 
dziewczynka wyglądała na zdrową i zadowoloną. 

 -  Dowiedzieliście  się  czegoś?  -  zapytała  Trinity,  stając 

obok Zacka. 

 - Znaleźliśmy jej matkę - odparła panna Cassidy. - Czeka 

na zewnątrz w radiowozie. 

Zackowi skoczyło ciśnienie. 
 - Czy stało się coś złego? 
 - Nie wolno mi o tym mówić. - Panna Cassidy wyciągnęła 

ręce. - Zabiorę ją teraz. 

Trinity  zrobiła  krok  w  tył.  Zack  obserwował,  jak  po  jej 

twarzy  przemyka  niepokój.  Sam  nie  czuł  się  dobrze  w  tej 
sytuacji. Oboje bardzo przywiązali się do Bonnie. 

 - Muszę ją nakarmić. 
 - Jej matka się tym zajmie. 
Gdy Trinity zabrakło słów, Zack wkroczył do akcji. Mieli 

prawo wiedzieć, co stanie się z dzieckiem. 

 - Chyba wyobraża sobie pani, jak bardzo martwiliśmy się 

o tę dziewczynkę. Jak do tego doszło, że znalazła się sama w 
taksówce? 

 -  Proszę  zrozumieć,  panie  Harrison,  że  obowiązują 

przepisy  dotyczące  poufności  danych.  -  Panna  Cassidy 
uśmiechnęła się wyrozumiale. - Zapewniam jednak, że matka 
nie może doczekać się spotkania z córką. Popełniła błąd. 

background image

 - Błąd? - powtórzył z niedowierzaniem. - Trudno mi w to 

uwierzyć. 

 -  Przekażę  jej  pana  dane  kontaktowe  -  dodała  stanowczo 

kobieta. - Jeśli ona zechce, skontaktuje się z panem. 

Zack  zacisnął  zęby.  Kusiło  go,  żeby  powiedzieć  coś 

jeszcze,  ponieważ  nie  mógł  znieść  tej  sytuacji.  Mina  Trinity 
zdradzała, że ona także czuła niepokój. Oczywiście Bonnie nie 
była  ich  dzieckiem  i  nie  mogli  decydować  o  jej  losie. 
Zasługiwali jednak na wyjaśnienie. 

Czy  matka  dziewczynki  dbała  o  nią?  Czy  miała 

wystarczające  środki?  A  jeśli  wkrótce  Bonnie  znajdzie  się  w 
jeszcze większych tarapatach? 

Panna Cassidy nadal trzymała wyciągnięte ręce. W końcu 

Trinity  podała  jej  dziecko,  chociaż  w  jej  oczach  lśniły  łzy. 
Starsza  kobieta  przyjrzała  się  uważnie  małej  twarzyczce  i  po 
raz pierwszy jej twarz rozjaśnił szczery uśmiech. 

 -  Dziękuję  państwu  za  opiekę  nad  dzieckiem.  Zack 

chwycił nosidełko, a drugą ręką objął Trinity. 

 -  Odprowadzimy  was.  -  To  nie  była  propozycja,  ale 

oświadczenie. 

Razem  ruszyli  za  panną  Cassidy,  a  w  ślad  za  nimi 

poczłapał  Cruiser.  Na  niebie  świeciło  jasne  słońce.  Śnieg 
powoli  zamieniał  się  w  szarą  breję.  Gdy  obeszli  budynek, 
zauważyli  na  podjeździe  dwa  samochody.  W  radiowozie  na 
tylnej kanapie siedziała młoda kobieta o bladej twarzy. 

Zack  niechętnie  podał  nosidełko  pannie  Cassidy.  Miał 

ściśnięty  żołądek.  Nie  zamierzał  oddać  Bonnie,  jeśli  matka 
była  chora. A może to  narkomanka, która  zapomniała zabrać 
dziecko  z  taksówki,  gdy  była  pod  wpływem  substancji 
odurzających? 

Panna Cassidy podeszła do radiowozu i podała nosidełko 

policjantowi,  a  dziecko  młodej  kobiecie  -  a  właściwie 
dziewczynie.  Zack  usłyszał  stłumiony  okrzyk  i  ujrzał,  jak 

background image

matka tuli dziecko w ramionach. Chociaż powinien czuć ulgę, 
był pełen obaw. Wiedział, że nie zmruży oka tej nocy. Trinity 
zadrżała. 

 -  Wygląda  na  szesnaście  lat  -  mruknęła.  -  Najwyżej 

siedemnaście. 

Zack przytulił ją mocniej. 
 - Sama jest jeszcze dzieckiem. 
 - Musi mieć rodziców, którzy mogą pomóc. 
 - Dlaczego więc zostawiła dziecko samo w taksówce? 
Być może nigdy nie poznają prawdy. 
Trinity  pociągnęła  nosem,  a  Zack  poczuł,  że  jemu  także 

łzy cisną się do oczu. Musiał stoczyć ze sobą walkę, żeby nie 
zanurkować  do  auta  i  nie  porwać  dziecka  w  ramiona.  Wciąż 
powtarzał w myślach: „Ona nie jest twoja". 

Gdy  radiowóz  ruszył,  Trinity  chwyciła  Zacka  za  bluzkę. 

Ale  niespodziewanie  dla  obojga  auto  się  zatrzymało  i  po 
chwili  ze  środka  wysiadła  dziewczyna  w  jasnych  dżinsach  i 
różowym  swetrze.  Była  odrobinę  wyższa  od  Trinity  i 
dwukrotnie szczuplejsza. 

 -  To  wy  zaopiekowaliście  się  Belindą?  -  powiedziała 

niepewnie. 

 - Belinda - mruknęła Trinity. - Jakie ładne imię. 
 -  Nazywaliśmy  ją  Bonnie  -  dodał  Zack.  -  To  znaczy 

szczęśliwa. 

Niebieskie oczy dziewczyny zalśniły, gdy wsunęła dłonie 

do kieszeni swetra. 

 - Pierwszy raz uśmiechnęła się do mnie, gdy miała sześć 

tygodni. Od tamtej pory nie przestaje. - Zgarbiła plecy. - Chcę, 
żebyście wiedzieli, że nigdy nie zamierzałam jej porzucić. To 
był wypadek. 

Zack nabrał powietrza. 
 - Niezły wypadek. 

background image

 -  Chociaż  nie  zamierzałam  zachodzić  w  ciążę...  - 

kontynuowała  cichym  głosem  -  ani  przez  moment  nie 
żałowałam, że urodziłam Bel. 

 - A co z jej ojcem? - zapytała Trinity. 
 -  Jechałyśmy  do  niego  tamtego  feralnego  popołudnia. 

Przed  narodzinami  Bel  Ryan  o  niczym  nie  wiedział.  On  nie 
ma  rodziców...  -  Dziewczyna  spuściła  wzrok.  -  Wiele 
przeszedł. 

 - A twoi rodzice? 
 -  Ojciec  odszedł  dawno  temu,  a  mama  nie  jest  ze  mnie 

zadowolona.  -  Wzruszyła  ramionami.  -  Ciągle  powtarzała,  że 
powinnam oddać Bel. Twierdziła, że tak będzie lepiej. 

Trinity przylgnęła do Zacka, a on ścisnął jej ramię. 
 -  Tamtego  dnia  mama  znów  na  mnie  naciskała  - 

tłumaczyła  dziewczyna. - Oświadczyła, że nie mogę  dłużej z 
nią  mieszkać.  Podobno  za  dużo  ją  kosztowałam.  Dlatego 
spakowałam rzeczy swoje i Bel, a potem złapałam autobus do 
miasta.  Zamierzałam  wprowadzić  się  do  swojego  chłopaka. 
Ale  gdy  wysiadłyśmy  na  przystanku,  zaczął  padać  śnieg. 
Zostawiłam  walizkę  w  przechowalni  i  poszłam  zapytać 
taksówkarza,  ile  będzie  kosztował  kurs  do  miasta.  Ale  on 
właśnie wchodził do sklepu. Uznałam, że poszedł kupić coś do 
picia albo do jedzenia. A ponieważ bardzo padało, wstawiłam 
fotelik z Bel do taksówki i poszłam po walizkę. 

Gdy wracałam, taksówka ruszyła. - Jej oczy zaszły łzami. 

- Pobiegłam za nią, ale się nie zatrzymała. Biegłam tak długo, 
aż zabrakło mi tchu. 

 - I nikogo nie zaalarmowałaś? - zapytała Trinity. 
 -  Zadzwoniłam  do  ojca  Bel,  ale  nie  odbierał,  więc 

wróciłam  do  matki.  Byłam  bardzo  roztrzęsiona  i  płakałam. 
Ona kazała mi się położyć i obiecała, że zadzwoni na policję. 
Gdy  następnego  dnia  wciąż  nie  miałyśmy  żadnych  wieści, 

background image

przyznała,  że  nikogo  nie  poinformowała  o  zajściu.  Wtedy 
zrobiłam to osobiście. 

Łza  spłynęła  jej  po  policzku,  a  z  gardła  wyrwał  się 

stłumiony szloch. Z kolei Trinity pochyliła głowę, wzdychając 
smutno.  Zack  wiedział,  jakie  to  musiało  być  dla  niej  trudne. 
W,  końcu  historia  młodej  matki  niewiele  różniła  się  od  tej, 
która stała się jej udziałem. 

 -  Musicie  wiedzieć,  że  kocham  Bel.  Pragnę  dla  niej 

wszystkiego, co najlepsze. Czasem po prostu nie jest mi łatwo. 

Zack przestąpił z nogi na nogę. Było mu żal dziewczyny. 
 - Gdzie się teraz zatrzymacie? 
 -  Panna  Cassidy  załatwiła  nam  miejsce  w  schronisku. 

Pomagają tam takim kobietom jak ja. 

 -  Gdybyś  czegoś  potrzebowała...  -  Zack  podał  jej  swoje 

namiary. - Dasz mi znać? 

Młoda matka skinęła głową. 
 - Cieszę się, że to wy ją znaleźliście. Wyglądacie na miłą 

parę. 

Trinity  nie  ruszyła  się,  gdy  dziewczyna  pobiegła  do 

radiowozu, który po chwili odjechał. Zack też stał bez ruchu. 

Oboje  wpatrywali  się  w  samochód  do  momentu,  aż 

zniknął im z oczu. Żadne z nich nie odezwało się słowem. 

Zack  miał  mieszane  uczucia.  Nie  był  przekonany,  czy 

oddanie  Bonnie  dziewczynie  tak  młodej  było  dobrym 
pomysłem. Poza tym wątpił, żeby zdołała poradzić sobie bez 
niczyjej  pomocy.  Jej  matka  musiała  być  bardzo  nieczułą 
kobietą, podobnie jak dziadkowie Trinity. 

Gdy kolejny samochód pojawił się na horyzoncie, żadne z 

nich nie zwróciło na niego uwagi. Zareagowali dopiero wtedy, 
gdy  pojazd  skręcił  na  podjazd  Zacka.  Po  chwili  ze  środka 
wysiadła  kobieta  o  jasnych,  siwiejących  gdzieniegdzie 
włosach, ubrana w eleganckie wełniane spodnium. Idąc w ich 

background image

stronę,  poklepała  nogę.  Wtedy  Cruiser  ruszył  ku  niej  z 
podkulonym ogonem. 

 - Tu jesteś, łobuzie. - Kobieta pogłaskała kudłaty łeb psa, 

po czym zwróciła się do Zacka: - Nie sprawiał kłopotów? 

Pomimo  nerwowej  atmosfery  Zack  przywołał  na  usta 

pogodny  uśmiech.  Chciał  miło  powitać  sąsiadkę.  Już 
poprzedniego  wieczoru  rozważał  nagranie  wiadomości  na 
sekretarce  Dale'ow,  żeby  wiedzieli,  gdzie  szukać  zguby.  Na 
szczęście pani Dale domyśliła się, dokąd pojechać po swojego 
pupila. Lada moment zabierze go do domu i zostaną już tylko 
oni dwoje. 

Początkowo  Zack  sądził,  że  poczuje  ulgę,  gdy  dziecko  i 

pies  znikną  z  jego  domu.  Ogarniały  go  jednak  zupełnie  inne 
uczucia. Wypełniała go pustka. 

 -  Pani  Dale  -  powiedział  -  to  jest  Trinity  Matthews. 

Starsza kobieta uśmiechnęła się szeroko. 

 - Miło mi panią poznać. 
 - Cruiser dotarł do nas wczoraj rano - wyjaśnił Zack. 
 -  Gdy  wyjechaliśmy  z  Jimem  wczoraj  po  południu, 

zostawiliśmy  go  na  długiej  smyczy.  Mieliśmy  wrócić 
wieczorem,  ale  śnieżyca  pokrzyżowała  nam  plany.  Po 
powrocie okazało się, że Cruiser przegryzł smycz. Szukaliśmy 
go u wszystkich sąsiadów, którzy mają dzieci. On je uwielbia. 
Nie przyszłoby mi do głowy, że dotrze właśnie tutaj. 

Trinity zerknęła na Zacka, ale on nie wspomniał słowem o 

Bonnie.  Ukląkł tylko, a  gdy  pies  podszedł  do  niego,  chwycił 
jego kudłaty pysk i uśmiechnął się pogodnie. 

 - Chyba na ciebie już pora. Cruiser zawył przeciągle. 
 -  Zack,  mój  drogi,  chyba  zyskałeś  przyjaciela  - 

skomentowała pani Dale. 

 -  On  też  zaskarbił  sobie  moją  sympatię.  Sympatyczna 

sąsiadka spojrzała na Trinity. 

background image

 -  Zamierzasz  zostać  jeszcze  kilka  dni?  -  Spojrzała  w 

niebo. - Wygląda na to, że się wypogodzi. 

 - Właściwie zamierzam wrócić do Nowego Jorku. 
 -  Jak  dla  mnie  jest  tam  zdecydowanie  za  głośno  i  zbyt 

tłoczno, ale dom to dom. 

Pani Dale kolejny raz podziękowała Zackowi. Po tym jak 

Trinity  uściskała  psa,  ten  ruszył  posłusznie  za  swoją  panią, 
która  otworzyła  dla  niego  kufer  samochodu.  Chwilę  później 
oni także odjechali. 

Trinity  znów  zaczęła  drżeć,  więc  Zack  ponownie  ją 

przytulił. 

 - Chodź, schowamy się przed tym chłodem. 
 - Nie jest mi zimno. 
 -  W  takim  razie  daj  się  zaprosić  na  kawę.  Bardzo  ci  się 

teraz przyda. 

Spoglądając  na  zwalone  drzewo  blokujące  drzwi 

wejściowe,  Trinity  ruszyła  za  nim  na  tył  budynku.  W 
rzeczywistości  wolała  zostać  jeszcze  chwilę  na  dworze, 
chociaż  nie  mogła  się  łudzić,  że  Bonnie  wróci.  Oczywiście 
wiedziała,  że  dziewczynka  nie  należała  do  niej,  ale  czuła  się 
tak, jakby wyrwano jej kawałek serca. 

W środku, gdy Zack zabrał się do parzenia kawy, usiadła 

na taborecie. 

 - Sprawia miłe wrażenie - stwierdził, wyciągając mleko z 

lodówki. 

 - A jeśli sobie nie poradzi? Spojrzał na nią łagodnie. 
 -  Podałem  jej  swoje  dane.  Zawsze  może  się  ze  mną 

skontaktować. Nie mogliśmy zrobić nic więcej. 

 - Naprawdę? - Nie była tego pewna. 
 - Do czego zmierzasz? 
 -  Nie  powinno  być  trudno  znaleźć  jej  imię,  nazwisko  i 

adres. 

background image

 -  To  nie  nasza  sprawa.  Matka  i  córka  znów  są  razem. 

Wiem,  że  nie  wygląda  to  idealnie,  ale  sądziłem,  że  będziesz 
zadowolona z takiego rozwiązania. 

 -  Jestem.  -  Garbiąc  się,  Trinity  dodała  szeptem:  -  Chcę 

mieć tylko pewność, że wszystko się ułoży. Może mogłabym 
czasem popilnować Bonnie. 

 - W Nowym Jorku? 
Wzdychając,  wyszła  z  kuchni.  Nie  chciała  słuchać 

racjonalnych  argumentów.  Pragnęła  pomóc.  Z  tą  myślą 
podeszła do okna i pomyślała, że krajobraz, który wcześniej ją 
uspokajał,  teraz  potęgował  poczucie  samotności.  Przyszło  jej 
do głowy, że już nigdy nie poczuje ciepła. 

 -  Nie  zrozumiesz  tego  -  mruknęła  bardziej  do  siebie  niż 

do Zacka. 

Usłyszała  brzęk  kubków,  które  postawił  na  blacie 

kuchennym,  a  potem  jego  kroki.  Stanął  za  nią,  wziął  ją  w 
ramiona i obrócił twarzą do siebie. 

 -  Jesteś  zdenerwowana  -  powiedział  spokojnie.  -  Musisz 

usiąść i pozbierać myśli. 

Żal ścisnął ją za gardło. 
 -  Nie  mogę  przestać  myśleć  o  tym,  że  powinniśmy  byli 

zrobić więcej. 

 - Trinity, to nie nasza sprawa. - Gdy się cofnęła, podrapał 

szorstki  policzek.  -  Za  kilka  dni  zrozumiesz,  że  postąpiliśmy 
słusznie. Musisz o niej zapomnieć. 

Nie mogła się z nim kłócić. Zrobili wszystko, co do nich 

należało.  Wywiązali  się  ze  swoich  obowiązków.  Musieli 
wrócić do dawnego życia. Ale jak miała zapomnieć o Bonnie? 
Wciąż pamiętała jej śmiech i błyszczące, niebieskie oczy. 

Pomyślała  o  problemach  młodej  matki  i  poczuła  się 

gorzej.  Jednak  gdy  Zack  przyciągnął  ją  do  siebie  i  pogłaskał 
po  plecach,  pomyślała,  że  musieli  zrobić  tak,  jak  mówił. 
Musieli żyć własnym życiem. 

background image

Ich Bonnie należała do kogoś innego. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 
Trinity  nie  chciała  zostać  na  śniadanie  i  nie  dała  się 

namówić  do  zmiany  zdania.  Po  tym,  jak  wzięła  prysznic  i 
spakowała  swoje  rzeczy,  poprosiła  Zacka,  żeby  wezwał 
taksówkę.  Chociaż  nalegał,  że  odwiezie  ją  na  lotnisko, 
poprosiła,  żeby  tego  nie  robił.  Sam  powiedział,  że  muszą 
wrócić do swoich obowiązków. Pewnie nie mógł się doczekać 
chwili, gdy zniknie z jego życia. 

Kilka  godzin  później  wylądowała  w  Nowym  Jorku. 

Chociaż była wykończona, nie zamierzała odwlekać realizacji 
decyzji,  którą  podjęła  podczas  lotu.  Wysiadła  z  taksówki  i 
przeszła  przez  automatyczne  szklane  drzwi  prowadzące  do 
budynku  na  przedmieściach.  Tak  dobrze  znała  to  miejsce. 
Ciężko pracowała, żeby skończyć studia i uciec z Ohio. Potem 
trafiła  właśnie  tutaj.  Nigdy  nie  zapomni  ekscytacji,  która 
ogarnęła ją na Wieść, że otrzymała posadę w redakcji „Story". 
Wydawało jej się wtedy, że ziściły się jej marzenia. Mimo to 
nadal czegoś brakowało w jej życiu. 

Nawet w swoim niewielkim mieszkaniu na Brooklynie nie 

czuła się jak w domu. Nie przyznała się do tego Zackowi, ale 
jego chata w środku lasu zrobiła na niej wrażenie bezpiecznej 
przystani  -  bezpieczniejszej  od  każdego  innego  adresu,  który 
znała. 

Jednak  spędzony  tam  czas  dobiegł  końca.  Chociaż  Zack 

obiecał, że się do niej odezwie, nie zamierzała się łudzić. I nie 
miała  do  niego  żalu.  Prowadził  cudowne  życie,  miał  jasne 
cele, wspaniałą rodzinę i znajomych którzy dotrzymywali mu 
towarzystwa,  gdy  miał  na  to  ochotę.  Nie  potrzebował  jej 
problemów.  A  ona  nie  potrzebowała  jego.  W  końcu  miała 
plan. 

Po  wyjściu  z  windy  przywitała  się  z  recepcjonistką;  po 

czym  ruszyła  do  biura  Kate.  Dokładnie  wiedziała,  co  musi 
zrobić.  Nigdy  nie  czuła  większej  determinacji  i  nie  była 

background image

bardziej  pewna  swoich  racji.  Ten  dzień  był  początkiem 
nowego życia 

 -  Tak,  wiem.  Powiedziałem,  że  nakłonię  Dirkinsa  do 

podpisania umowy - odezwał się Zack. - Jeszcze nie złożyłem 
broni. 

Thomas siedział po prawej stronie stołu konferencyjnego, 

obserwując  starszego  brata  krążącego  po  gabinecie  Harrison 
Plaza District. Zack wiedział, że przypomina dzikie zwierzę w 
klatce, ponieważ tak właśnie się czuł. Od powrotu z Kolorado 
dwa dni temu nie potrafił się na niczym skupić, zwłaszcza na 
zakończeniu transakcji w Denver. 

Przemyślał propozycję Trinity o nawiązaniu współpracy z 

Dirkinsem  i  chociaż  bardzo  chciał  pomóc  starszemu 
mężczyźnie,  nie  mógł  tego  zrobić  -  nie  prowadził  tak 
interesów.  Partnerstwo  oznaczało  problemy.  W  spółkach 
zawsze dochodziło do sporów. 

 -  Może  powinniśmy  odpuścić  sobie  ten  interes  - 

zasugerował  Thomas.  -  Odkąd  mama  i  tata  postanowili  od 
siebie odpocząć, taty nie interesuje już tak bardzo ten projekt. 
Oczywiście nie chodzi mi o to, że rozstali się na dobre - dodał. 

 -  Chociaż  wszyscy lubimy  udawać, że  nasza  rodzina  jest 

niezniszczalna, to wcale nie musi być prawda. 

 - Skąd ten ton? Od powrotu z Kolorado jesteś nieznośny. 

Zeszłego  wieczoru  podczas  szkolnego  przedstawienia  z 
udziałem  Nicki  tylko  się  krzywiłeś  i  burczałeś.  Co  tam  się 
wydarzyło? 

 - Nic, o czym należałoby wspominać. 
 - Za każdym razem, gdy pytam o kobiety, które przyjąłeś 

pod  swój  dach,  odprawiasz  mnie  z  kwitkiem.  Teraz  chcę 
poznać prawdę. - Thomas zaklął. - Czy ktoś cię szantażuje? 

Zack podszedł do szklanej ściany. 
 - Przestań histeryzować. 

background image

 -  Z  tego,  co  kiedyś  mówiłeś,  wynikało,  że  ta  aktorka,  z 

którą się spotykałeś, próbowała pójść tą drogą. 

 -  A  ja  wyraźnie  powiedziałem  jej,  co  może  zrobić  sobie 

ze  swoimi  groźbami.  Jeśli  chce  rozsiewać  plotki  o  kłopotach 
w  rodzinie  Harrisonów,  powinna  się  bardziej  postarać.  Nic 
mnie to nie obchodzi; Trudno zaleźć mi pod skórę. 

 -  Zawsze  tak  mi  się  wydawało,  ale  teraz  odnoszę 

wrażenie, że ktoś zdołał zburzyć twój spokój. 

Thomas  podszedł  do  brata  spoglądającego  na  panoramę 

Midtown,  która  zwykle  działała  na  niego  motywująco.  W 
Kolorado mógł się odprężyć, ale to tutaj dostawał skrzydeł. To 
w tym mieście należało szukać prawdziwych możliwości. 

 -  Jesteśmy  nie  tylko  braćmi,  ale  i  przyjaciółmi. 

Porozmawiaj że mną. - Thomas oparł dłoń na ramieniu Zacka. 
- Pozwól sobie pomóc. 

Zack próbował zignorować uczucie pustki. 
 - I tak byś mi nie uwierzył - mruknął. 
 - Przekonajmy się. 
Po  krótkiej  chwili  wahania  Zack  podszedł  do  krzesła  i 

przez  kolejne  piętnaście  minut  zdawał  relację  z 
najważniejszych  wydarzeń,  które  miały  niedawno  miejsce. 
Opowiedział,  jak  znalazł  dziecko  i  jak  zabrał  je  do  domu. 
Wspomniał  Cruisera  i  rozwodził  się  nad  niebywałą 
inteligencją psa. 

Jednak  najwięcej  mówił  o  Trinity.  Przyznał  nawet,  jacy 

stali  się  sobie  bliscy.  Przytoczył  słowa,  które  wypowiedziała 
Trinity po tym, jak oddali Bonnie - a właściwie Bel. Czuł się 
tak, jakby coś stracił. 

 -  Nigdy  w  życiu  nie  byłem  taki  wzburzony.  -  Zack 

wyrzucił  ręce  w  górę,  po  czym  wstał.  -  Najwyraźniej 
spędzenie kilku dni  w odosobnieniu nie wyszło mi  na  dobre. 
Zacząłem  solidaryzować  się  z  porywaczami.  Jak  to  się 
nazywa? - Strzelił palcami. - Syndrom sztokholmski. 

background image

Thomas zrobił rozbawioną minę. 
 - To raczej niemożliwe. Byłeś u siebie w domu. 
 - Może jestem chory. 
 -  Bez  wątpienia.  Zachorowałeś  na  serce.  Stary,  ty  się 

zakochałeś! 

Zszokowany  Zack  spojrzał  na  młodszego  brata,  siląc  się 

na śmiech. Od dawna rodzeństwo próbowało znaleźć dla niego 
tę jedyną. Najwyraźniej nadal nie dali za wygraną. 

 - Spędziłem z Trinity dwa dni. 
 -  Czasami  tyle  wystarczy.  Ja  zapragnąłem  ożenić  się  z 

Willą  po  pierwszej  randce.  Dylanowi  wystarczył  tydzień  z 
Rhian. 

 -  Ale  ja  taki  nie  jestem.  Zawsze  się  od  was  różniłem. 

Thomas  rozsiadł  się  wygodnie  na  krześle,  celując  palcem  w 
Zacka. 

 - Czego się boisz? 
Zack opadł ręce na biodrach. 
 -  Posłuchaj,  zakochiwanie  się  nie  mieści  się  w  moich 

planach. 

 - Czyli? 
 -  Muszę  skupić  się  na  przejęciu  sterów  Harrison  Hotels. 

Tata praktycznie wycofał się z interesu. Lada moment pójdzie 
na emeryturę. 

 -  A  reszta  z  nas  straciła  rozum  w  chwili,  gdy  wymówiła 

sakramentalne „tak" i spłodziła dzieci? 

Zack uniósł brwi. 
 - Bądźmy szczerzy. Wy macie inne priorytety. 
 - Nie przeczę, że rodziny są dla nas najważniejsze, ale to 

nie znaczy, że nie możemy pracować w firmie. 

 -  Gdyby  tata  spędzał  więcej  czasu  z  mamą,  nie  byliby 

teraz w separacji. Powinien był zwolnić pięć, a nawet dziesięć 
lat temu, gdy pojawił się pierwszy kryzys. 

background image

 -  Zapewniam  cię,  że  mężczyzna  może  mieć  zarówno 

rodzinę, jak i satysfakcjonujące życie zawodowe. 

 - Nie bez poświęceń. 
 -  W  życiu  czasem  trzeba  coś  poświęcić.  Dopiero  wtedy 

doceniasz  dary  losu  -  stwierdził  Thomas  z  przekonaniem.  - 
Nie  rozumiem tylko, co ty próbujesz udowodnić. Nie  musisz 
zaprzedać  duszy  i  zarobić  miliard  albo  trzy,  żeby  być 
szczęśliwym. 

Zacka ogarnęła irytacja. Dlaczego nikt go nie rozumiał? 
 -  Ale  ja  taką  widzę  dla  siebie  drogę.  Chcę  pozostać 

spokojny i skoncentrowany. 

 -  Właśnie  wymieniłeś  cechy  dobrego  męża  i  ojca.  Zack 

nie  był  o  tym  przekonany,  ale  po  rozmowie  z  bratem 
zrozumiał jedno: nie znajdzie spokoju i nie będzie mógł jasno 
myśleć, jeśli znów nie spotka się z Trinity. Jeśli przez ostatnie 
dni  cierpiała  takie  katusze  jak  on,  zamierzał  się  o  tym 
przekonać. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 
Trinity  właśnie  miała  wyjść,  gdy  dostarczono  dla  niej 

specjalną  przesyłkę:  pudełeczko  zapakowane  w  biały 
połyskujący  papier.  Na  plakietce  widniał  napis  „Trinity 
Matthews. Ostrożnie. Delikatne". Kurier oświadczył, że został 
poinstruowany, by zaczekać na odpowiedź. 

Podczas gdy mężczyzna wycofał się przed drzwi recepcji, 

do biura Trinity zajrzała Narelle Johns. 

 -  Mogę  się  tym  zająć,  Trin.  Wiem,  że  wychodziłaś. 

Trinity  otrzymywała  podarunki  od  wielu  ludzi,  z  którymi 
przeprowadzała  wywiady:  od  kosmetyków  po  niezwykłe 
dzieła  sztuki.  Jednak  ta  tajemnicza  paczka  rozbudziła  jej 
ciekawość.  Obróciła  ją  spodem  do  góry  i  głośno  przeczytała 
krótką informację: 

 - Od Pana Koguta. 
Omal  nie  osunęła  się  na  podłogę,  gdy  nogi  odmówiły  jej 

posłuszeństwa.  Zachwiała  się  nawet  odrobinę,  na  co  Narelle 
natychmiast podsunęła jej krzesło. 

 -  Nic  ci  nie  jest?  Przynieść  szklankę  wody?  A  może 

wezwać ochronę? 

 - Nie, nie trzeba. 
 - Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. 
Trinity  przypomniała  sobie  historię  Zacka  o  kogucie  i 

rozciągnęła usta w uśmiechu. 

 - Bo trochę tak jest. 
Narelle  usiadła  obok.  Trinity  wiedziała,  że  nie  wytrzyma 

ani  chwili  dłużej.  Czując  na  sobie  zaciekawione  spojrzenie 
recepcjonistki,  rozwiązała  czerwoną  wstążkę  i  rozerwała 
papier. 

 -  O  Boże!  Jakie  to  piękne  -  zachwyciła  się  Narelle  gdy 

Trinity otworzyła pudełko. 

 - Śnieżna kula - szepnęła Trinity, a do oczu napłynęły jej 

łzy wzruszenia. Przyjrzała się drewnianej chacie, dużemu psu 

background image

stojącemu  na  tylnych  nogach  i  parze  przed  frontowymi 
drzwiami. Na rękach kobiety spoczywało dziecko zawinięte w 
biały kocyk. 

Trinity  zamknęła  oczy,  gwałtownie  wciągając  powietrze. 

Targały  nią  silne  emocje,  które  próbowała  tłumić  przez 
ostatnie dni. Pragnęła zachować cenne wspomnienia do końca 
swych  dni,  chociaż  nie  zamierzała  wracać  do  przeszłości. 
Skorzystała z rady Zacka i postanowiła żyć dalej.  

 -  Kto  to  przysłał?  -  Narelle  podniosła  pudełko  i  zajrzała 

do  środka.  -  Nie  przypominam  sobie,  żebyś  przeprowadzała 
wywiad z producentem śnieżnych kul. 

 - To nie ma związku z pracą. 
 - W takim razie lepiej przeczytaj ten liścik. 
Trinity  spojrzała  na  zwiniętą  kartkę  papieru  i  szybko 

przeczytała  wiadomość.  Z  każdym  słowem  czuła  coraz 
większy ból serca. 

 - Pojedziesz? - zapytała Narelle. 
Trinity  zerknęła  na  młodszą  kobietę,  która  czytała  jej 

przez ramię. Narelle wzruszyła ramionami. 

 -  Zauważyłam  kilka  słów.  „Muszę  znów  się  z  tobą 

spotkać" i „sobotni wieczór". 

 -  Kiedy  byłam  w  Kolorado,  zatrzymałam  się  w  tym 

miejscu - wyjaśniła Trinity. 

 - W drewnianej chacie? Z psem? 
Trinity  skinęła  głową,  a  Narelle  uważniej  przyjrzała  się 

kuli. 

 - A to jest dziecko? 
 - Istotnie. 
 - O rany! Ten facet chyba kazał zrobić tę kulę specjalnie 

dla ciebie. 

 - Tak sądzę. 
 - A co z dzieckiem? 
 - To długa historia. - Opowiedziała ją tylko Kate. 

background image

 -  Zostaje  tylko  jedno  pytanie...  -  Narelle  zatrzepotała 

rzęsami.  -  Zamierzasz  przyjąć  zaproszenie?  -  Zerknęła  na 
liścik  rozłożony  na  kolanach  Trinity.  -  To  przyjęcie 
zaręczynowe.  Obowiązuje  strój  wieczorowy.  W  Oyster  Bay 
Cove. Będzie bardzo romantycznie. 

Przygryzając  dolną  wargę,  Trinity  potrząsnęła  kulą  1 

ponownie na nią spojrzała. Białe drobinki wolno posypały się 
w  dół,  tworząc  uroczą  scenerię.  Niemal  mogła  usłyszeć 
szczekanie Cruisera, śmiech Bonnie Bel i Zacka. Westchnęła. 

Zack  był  inteligentny,  męski  i  zabawny  -  zupełnie  inny, 

niż  przedstawiały  go  media.  Tęskniła  za  nim.  Nocami,  gdy 
leżała  sama  w  łóżku,  wspominała  ciepło  jego  rąk  i  cudowne 
pocałunki. 

Przed  rozstaniem  powiedział,  że  chciałby  ją  jeszcze 

zobaczyć,  ale  im  więcej  mijało  czasu,  tym  mniej  w  to 
wierzyła.  Wyglądało  jednak  na  to,  że  mówił  szczerze  a  ona 
musiała  przyjąć  jego  zaproszenie,  choćby  po  to  by  wyjaśnić, 
dlaczego nie może się z nim spotykać. 

Kiedy  Zack  otrzymał  odpowiedź,  postanowił  do  niej 

zadzwonić,  a  dwadzieścia  cztery  godziny  później,  gdy  stał 
przy  oknie  w  domu  rodziców,  cieszył  się,  że  tego  nie  zrobił. 
Jeśli  sama  chciała  tutaj  dotrzeć,  wcale  mu  to  nie 
przeszkadzało.  Zamierzał  jednak  odwieźć  ją  do  domu  nie 
wcześniej niż o świcie. 

Ktoś  postukał  go  w  ramię,  więc  spojrzał  za  siebie  i 

zobaczył swoją elegancką matkę, która najwyraźniej opuściła 
gości, żeby sprawdzić, jak się ma jej syn. 

 -  Tkwisz  tutaj  od  godziny.  Może  ta  dziewczyna  w  ogóle 

się nie pojawi. 

 - Na pewno wkrótce tu będzie. 
 -  Tyle  pań  pyta  o  ciebie.  Twoja  siostra  ma  mnóstwo 

uroczych przyjaciółek. 

background image

 -  Skoro  to  przyjęcie  zaręczynowe  Sienny,  to  jej 

pozostawiam zabawianie ich rozmową.  

Zielone  oczy  jego  matki  zalśniły  niczym  szmaragdy 

zdobiące jej uszy 

 -  Zachowujesz  się  jak  nie  ty,  Zackery.  Zack  pocałował 

matkę w policzek.  

 - Wszystko w porządku. Idź i baw się dobrze.  
Rozczarowanie  i  konsternacja  pojawiły  się  na  wciąż 

pięknej  twarzy  starszej  kobiety.  Mimo  to  oddaliła  się,  żeby 
dołączyć  do  gości.  Przez  otwarte  drzwi  Zack  zauważył  ojca 
śledzącego  każdy  ruch  żony.  Zaproponował,  że  doleje  jej 
szampana,  ale  bez  wątpienia  chciał  po  prostu  trzymać  się 
blisko niej. 

Zack  tylko  mógł  się  domyślać,  co  myślała  jego  matka. 

Pewnie  rozpamiętywała  liczne  samotne  noce,  gdy  nie  było 
przy  niej  nikogo,  z  kim  mogłaby  porozmawiać.  Na  co  dzień 
zajmowała  się  dziećmi,  podczas  gdy  pan  domu  pławił  się  w 
blasku  chwały,  zarządzając  firmą  Harrison  Hotels.  Poza  tym 
dwa razy do roku wyjeżdżali na wakacje, a ojciec najczęściej 
uczestniczył  w  ważnych  rodzinnych  wydarzeniach.  Jednak 
gdy Zack dorósł, zrozumiał, jak musiała czuć się jego matka, 
gdy  jej  mąż  najczęściej  wracał  późnym  wieczorem,  a  na 
weekendy wyjeżdżał w podróże służbowe. 

Nigdy nie kłócili się na oczach dzieci, ale Zack podsłuchał 

kilka  niemiłych  scysji.  Padały  takie  słowa  jak  „rozwód"  i 
„zdrada".  Zwykle  zakrywał  wtedy  głowę  poduszką  i  modlił 
się,  żeby  rodzice  się  nie  rozwiedli.  Mimo  wszystko  nie 
wierzył, żeby ojciec miał kochankę - chyba że za miłość jego 
życia uznać karierę. 

Snop  światła  na  podjeździe  przywołał  Zacka  do 

rzeczywistości.  Natychmiast  ruszył  do  głównego  wejście, 
gdzie  poinformował  odźwiernego,  że  sam  powita  gościa.  W 

background image

napięciu  obserwował,  jak  z  taksówki  wyłania  się  Trinity 
Matthews. 

Była  ubrana  w  czerwoną  jedwabną  suknię  ze  srebrnymi 

zdobieniami,  niezwykłe  seksowną,  a  przy  tym  elegancką. 
Połyskująca  pelerynka  zakrywała  jej  ramiona,  a  w  ręku 
ściskała srebrną kopertówkę. Prezentowała się wspaniale.  

Na  jego  widok  otworzyła  szeroko  oczy  i  gwałtownie 

wciągnęła powietrze. Gdy stanęli naprzeciwko siebie, ujął jej 
dłonie.  I  chociaż  bardzo  chciał  ją  przytulić,  uśmiechnął  się 
tylko promiennie, spoglądając w niezwykłe fiołkowe oczy, po 
czym wprowadził ją do domu. 

Trinity  wiedziała,  że  Harrisonowie  opływali  w  dostatki, 

ale  nic  nie  przygotowało  jej  na  widok  ich  rodzinnej 
posiadłości.  Podjazd  ciągnął  się  w  nieskończoność,  a 
przepiękna  rezydencja  przywodziła  na  myśli  zabytkowe 
budynki z czarno - białych filmów. 

 -  W  porównaniu  z  tym  moje  mieszkanie  przypomina 

pudełko na buty - powiedziała, gdy oparł dłoń na jej łokciu. - 
Kiedy powstał ten dom? 

 -  W  tysiąc  dziewięćset  trzydziestym  szóstym.  Dziesięć 

akrów, siedem łazienek i tyle samo sypialni wraz z biblioteką, 
salą balową i gabinetem to wspaniała przestrzeń dla dzieci, ale 
teraz moi rodzice nie potrzebują aż tyle miejsca. 

 - Myślą o sprzedaży? 
 - Nie podjęli jeszcze decyzji. 
W  środku,  w  iście  królewskim  westybulu  wisiał 

trzyramienny kryształowy żyrandol. Dzieła sztuki na ścianach 
wyglądały tak, jakby pochodziły z muzeum. Trinity domyśliła 
się,  że  ramy  zostały  wykonane  z  co  najmniej 
dwudziestoczterokaratowego złota. 

 - Chodź. Chcę, żebyś poznała moją rodzinę - oświadczył 

Zack z czarującym uśmiechem. 

background image

Na  samo  wspomnienie  słowa  „rodzina"  poczuła  skurcz 

żołądka. Oczywiście nie miała się czego obawiać. Z tego, co 
słyszała,  wynikało, że  Harrisonowie  byli  cudownymi  ludźmi, 
a  ich  bogactwo  jej  nie  onieśmielało.  Wiedziała  jednak,  że 
wzbudzi zainteresowanie i posypie się na nią grad pytań. 

 - Dzieci też tutaj są? - zapytała, gdy ruszyli korytarzem z 

drewnianym,  zdobionym  sufitem,  a  muzyka  stała  się 
głośniejsza.  

 -  Bez  szarańczy  nie  byłoby  imprezy.  Ale  za  godzinę 

wszyscy pójdą do łóżka. 

 - Każde w jednej z  siedmiu sypialni -  dodała. Zdejmując 

pelerynkę  z  jej  ramion,  Zack  pokręcił  głową,  po  czym  podał 
zbędne okrycie pokojówce. 

 - W pobliżu znajdują się dwa domy gościnne, na wypadek 

gdyby  któreś  z  nas  chciało  zatrzymać  się  na  dłużej  i  przy 
okazji cieszyć się odrobiną prywatności. 

 - Zostaniesz tu na noc? 
 -  Zdecydowanie.  -  Rozciągnął  usta  w  nikczemnym 

uśmiechu. - Podobnie jak ty. 

Trinity  omal  się  nie  zakrztusiła  i  zanim  zdążyła 

zaprotestować,  stała  wśród  gości,  a  Zack  podawał  jej 
szampana.  Chwilę  później  przedstawił  ją  wyraźnie 
zaciekawionemu mężczyźnie, który bardzo go przypominał. 

 - Thomas, to jest Trinity Matthews. Thomas ujął jej dłoń, 

pochylając głowę. 

 - Tak się cieszę, że zdołałaś dotrzeć. Nie codziennie nasza 

mała  siostrzyczka  przyjmuje  oświadczyny.  -  Spojrzał 
wymownie  na  Zacka.  -  I  został  już  tylko  jeden.  -  Następnie 
zawołał rudzielca o krągłych kształtach i szerokim uśmiechu. - 
Willo, podejdź poznać dziewczynę Zacka. 

Kobieta natychmiast zjawiła się u jego boku. 
 - Tyle o tobie słyszeliśmy. 

background image

Pięć  minut  później  Zack  przywołał  gestem  brunetkę 

ubraną w brzoskwiniową suknię wieczorową. 

 -  A  to  jest  Sienna  -  powiedział  -  moja  młodsza  siostra  i 

gwiazda wieczoru. 

 -  Gratuluję  z  okazji  zaręczyn  -  zwróciła  się  do  niej 

Trinity. - Na pewno bardzo się cieszysz. 

 -  Mogłabym  skakać  ze  szczęścia!  Ale  jestem  też  nieco 

oszołomiona.  David  oświadczył  się  w  ostatni  weekend,  a 
potem  mama  nalegała  na  urządzenie  tej  fety.  Wiesz,  jakie  są 
matki. 

 - Znają się dopiero od czterech tygodni - dodał Zack, żeby 

wyjaśnić sytuację. 

 -  Od  trzech  -  poprawiła  go  Sienna.  -  Poznaliśmy  się  na 

kursach robienia czekolady w Brukseli. Tak naprawdę więcej 
pralinek zjedliśmy, niż zrobiliśmy. Potem pojechaliśmy razem 
do  Amsterdamu,  do  Berlina,  a  w  końcu  do  domu.  David  też 
pochodzi  z  Nowego  Jorku.  -  zaśmiała  się.  -  Musieliśmy 
okrążyć  pół  kuli  ziemskiej,  żeby  się  spotkać  i  zakochać  w 
sobie. 

Trinity uniosła brwi. 
 - Musisz być w euforii. 
 - To takie dziwne - odparła Sienna. - Wiedziałam, że ten 

dzień  nadejdzie.  Wszyscy  Harrisonowie  prędzej  czy  później 
zakładają  rodziny.  Mamy  to  we  krwi.  Ale  dopiero  teraz 
rozumiem, co znaczy miłość od pierwszego wejrzenia. 

 - Wiedziałaś, że wyjdziesz za niego za mąż, gdy go tylko 

zobaczyłaś? - zapytała zaintrygowana Trinity. 

 -  To  nie  tak.  Po  prostu  gdzieś  w  głębi  serca  wiedziałam, 

że  będziemy  razem.  -  Znów  się  zaśmiała.  -  Wiem,  że  to 
naiwnie  brzmi.  Mój  opanowany,  zawsze  poukładany  brat 
pewnie  uważa,  że  to  stek  bzdur.  Chociaż,  gdy  tak  na  was 
patrzę, widzę iskry. 

background image

Sienna zamierzała rozwinąć ostatnią myśl, ale jedna z jej 

przyjaciółek  chwyciła  ją  za  rękę  i  odciągnęła.  Gdy  tylko 
siostra  Zacka  zniknęła  im  z  oczu,  podeszli  do  nich  kolejni 
członkowie rodziny: starszy brat z żoną i jednym z dzieci. 

W trakcie rozmowy o ręcznie robionych zabawkach, które 

gromadził  Zack,  Trinity  zaczęła  się  odprężać.  Pewnie 
wyobraźnia  płatała  jej  figle,  ale  poczuła  silną  więź  z  tymi 
ludźmi. Byłoby cudownie, gdyby mogła należeć do ich grona. 

Później  Zack  przedstawił  ją  rodzicom  i  mnóstwu  innych 

osób,  których  imion  nie  zdołała  spamiętać.  Kolejne  godziny 
mijały niepostrzeżenie. Gdy muzyka ucichła, a pierwsi goście 
zaczęli  zbierać  się  do  wyjścia,  Trinity  z  niedowierzaniem 
spojrzała na zegarek. 

 - Już po dwunastej. 
Zack oparł dłoń na jej nagim ramieniu. 
 -  Jeśli  nie  nazywasz  się  Kopciuszek,  nie  masz  się  czym 

martwić. 

 - Ale ten wieczór... minął w zawrotnym tempie. 
 -  W  dużych  rodzinach  tak  to  zwykle  wygląda.  Zanim 

zdążysz zamienić z każdym kilka słów, zaczynają sprzątać ze 
stołu.  -  Zack  spojrzał  nad  jej  ramieniem.  -  Ale  jest  jeszcze 
ktoś, kogo nie poznałaś. 

Obróciła  się  do  nieznajomego  mężczyzny,  który 

przypominał pozostałych braci. Musiał być najstarszy z nich. 

 -  Dylan,  to  Trinity  Matthews  -  przedstawił  ją  Zack. 

Trinity podała mu rękę, a on ku jej zaskoczeniu 

wyciągnął  lewą  dłoń.  Podczas  rozmowy  nie  mogła  nie 

zauważyć, że brakowało mu prawej ręki. Zastanawiała się, czy 
stracił ją w wypadku, czy może taki się urodził. 

W  pewnej  chwili  podeszła  do  nich  kobieta  mieniąca  się 

brylantami. Od razu zwróciła się do Trinity: 

background image

 -  Nazywam  się  Rhian  i  przybyłam  uwolnić  cię  od  tych 

dwojga.  Słyną  z  tego, że jak już  raz  zaczną  gadać,  nie  mogą 
przestać. 

 -  Ona  zawsze  mi  dokucza  -  skwitował  Dylan.  Rhian 

uśmiechnęła się figlarnie. 

 - A ty to uwielbiasz. Dylan wzruszył ramionami. 
 -  Co  mogę  rzec?  Masz  rację.  -  Spojrzał  na  Trinity.  - 

Zostaniesz na noc? Będziemy mogli zjeść wspólnie śniadanie. 
Dzieciaki uwielbiają babcine naleśniki. 

Rhian trąciła męża w bok. 
 - To tak jak ty. Ale teraz musimy się już pożegnać. Czeka 

nas  pobudka  bladym  świtem.  Nasze  najmłodsze  dziecko  to 
prawdziwy ranny ptaszek. 

Wszyscy powiedzieli sobie „dobranoc" i zanim ktoś inny 

zdążył  do  nich  podejść,  Zack  chwycił  Trinity  za  rękę  i 
pociągnął w stronę drzwi. 

 -  Dokąd  idziemy?  -  zapytała,  próbując  dotrzymać  mu 

kroku. 

 - Do domu. 
 - Co masz na myśli? 
Przystanął i spojrzał jej głęboko w oczy. Poczuła, jak jego 

urok oplata ją niczym ciasny kokon, z  którego nie mogła się 
wydostać. 

 -  Przecież  mówiłem  ci  już  wcześniej,  że  tę  noc  spędzisz 

ze mną. 

Trinity  otworzyła  usta,  żeby  zaprotestować,  ale  zanim 

zdążyła  wyartykułować  pierwsze  słowo,  objął  ją  w  pasie, 
przyciągnął do siebie i pocałował. Jej cały świat zawirował. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 
Wyszli  tylnym  wyjściem,  przy  którym  Zack  zostawił 

wcześniej samochód. Kilka minut później wyskoczyli z auta i 
czym prędzej ruszyli do prywatnej willi z widokiem na wodę. 
Gdy  tylko  zamknęły  się  za  nimi  drzwi,  Zack  wziął  ją  w 
ramiona, przesunął dłonie po jej nagich ramionach i pocałował 
tak, jakby marzył o tym przez cały wieczór. Gdy w końcu ją 
puścił, z trudem łapał oddech. Podobnie jak Trinity. 

 -  Udawanie  uprzejmego  gospodarza  tego  wieczoru  było 

prawdziwą  torturą.  Z  trudem  powstrzymałem  się,  żeby  nie 
wyciągnąć cię stamtąd wcześniej. 

 -  Byłeś  taki  pewien,  że  się  pojawię?  Rozwiązał  kokardę 

na jej karku. 

 - Potrafię być bardzo przekonujący. 
Gdy  suknia  zsunęła  się  na  podłogę,  uśmiechnęła  się 

niczym kot, który lada chwila ma dostać śmietankę. 

 - To zacznij mnie przekonywać - mruknęła seksownie. 
Krew zawrzała mu w żyłach, więc nie tracąc czasu, wziął 

ją  na  ręce  i  zaniósł  do  sypialni.  Wcześniej  polecił  służbie, 
żeby  zostawiono  zaścielone  łóżko  i  zapalone  świece.  W 
bladym  blasku widział  uwielbienie  wyzierające z  jej  oczu. A 
gdy położył ją w jedwabnej pościeli, nie czekała spokojnie, aż 
do niej dołączy, tak jak poprzednim razem. Uklękła przed nim 
i  zaczęła  rozpinać  jego  koszulę.  W  tym  czasie  on  zsunął 
marynarkę  od  smokingu.  Gdy  ściągał  buty,  ona  rozwiązała 
szeroką szarfę opinającą wcześniej jego biodra. 

Obserwował  jej  cudowne  ciało,  gdy  go  rozbierała.  Przez 

cały  wieczór  jej  zapach  doprowadzał  go  do  szaleństwa  - 
kwiatowy,  delikatny,  a  przy  tym  niezwykle  zmysłowy.  Gdy 
rozmawiała z gośćmi na przyjęciu, wyobrażał sobie tę chwilę. 

Gdy pozbawiła go ostatniej części garderoby, sprawiła mu 

rozkosz  ustami.  Seks  nie  był  mu  obcy.  Sypiał  z  wieloma 
kobietami i u boku wielu z nich czerpał przyjemność. Jednak 

background image

nigdy  wcześniej  nie  czuł  takiej  rozbrajającej  błogości. 
Zamykając  oczy,  wsunął  palce  w  długie,  jedwabiste  włosy 
kochanki. Po chwili odsunął ją jednak. 

 - Bardzo  mi  się to  podoba  -  mruknął - ale nie chciałbym 

skończyć zbyt szybko. 

Uśmiechnęła się do niego grzesznie. Wtedy zsunął  z  niej 

skąpe,  koronkowe  majtki,  po  czym  ponownie  położył  ją  na 
łóżku. Wyciągnęła do niego  ręce, rozsuwając  uda. Upajał się 
jej widokiem do momentu, aż nie potrafił dłużej wytrzymać. 

Wyjął  prezerwatywę z  szafki  stolika  nocnego i  wszedł  w 

nią wolno. Nie chciał się spieszyć. Zamierzał rozkoszować się 
bliskością  Trinity  tak  długo,  jak  to  było  możliwe,  ale  jej 
namiętne pocałunki szybko doprowadziły go do orgazmu. 

 - Boże, jak ja za tobą tęskniłem - szepnął jej do ucha. 
 - Nie sądziłam, że zadzwonisz. 
 - Czekałem tak długo jak skończony idiota. Uśmiechnęła 

się do niego. 

 -  Dostałam  twoje  zaproszenie  dwa  dni  po  powrocie  do 

Nowego Jorku. 

 - Zdecydowanie za późno. 
Przygryzł  jej  dolną  wargę,  rozkoszując  się  przyjemnym 

ciepłem  rozlewającym  się  po  ciele.  Pomyślał,  że  jeśli 
kiedykolwiek się zakocha, będzie chciał czuć się dokładnie tak 
jak teraz. 

 -  Masz  wspaniałą  rodzinę  -  powiedziała  Trinity,  kreśląc 

nieokreślone wzory na jego piersi. 

 - Nie czułaś się przytłoczona? 
 - Może odrobinę, ale to było bardzo miłe uczucie. Czy nie 

obrazisz się, jeśli zapytam, jak Dylan stracił rękę? 

 -  Gdy  miał  dwanaście  lat,  został  potrącony  przez 

samochód  podczas  jazdy  na  rowerze.  Koło  zmiażdżyło  mu 
rękę, nerwy zostały zerwane i już nic nie dało się zrobić. 

background image

 - Czyli poznał Rhian po wypadku. Uniósł głowę, żeby na 

nią spojrzeć. 

 -  Brak  ręki  w  niczym  mu  nie  przeszkadza.  Często  gra  w 

piłkę  z  dzieciakami,  gotuje  i  gania  je  po  ogrodzie.  I  jest 
mistrzem  księgowości.  -  Ponownie  opadł  na  poduszkę.  - 
Dylan  i  Rhian  będą  razem  na  wieki.  Trinity  nie  miała  co  do 
tego wątpliwości. 

 -  Twoja  mama  bardzo  miło  mnie  powitała  -  dodała  po 

chwili.  -  A  twój  tata  wydaje  się  bardzo  zabawny.  Wiem,  po 
kim odziedziczyłeś zdolności do snucia opowieści. 

 - Pasują do siebie, a przynajmniej tak uważam. 
 - A kto twierdzi inaczej? 
 - Być może się rozstaną. 
 - Naprawdę? Nie mogę w to uwierzyć. 
 -  Kryzys  rozpoczął  się  dawno  temu.  Ojciec  dużo  czasu 

spędzał  w  biurze  i  w  podróżach.  Ale  gdy  ostatnio  mama 
zarezerwowała dla nich bilety na rejs po Morzu Śródziemnym, 
a  on  za  pięć  dwunasta  poinformował,  że  nie  da  rady,  przelał 
się  kielich  goryczy.  Mama  pojechała  sama,  a  po  powrocie 
zażądała  separacji.  Tata  sądził,  że  żartuje,  dopóki  nie 
przeprowadziła się do naszego apartamentu w centrum miasta. 

 - Czyli nie da się połączyć kariery i życia osobistego? 
 -  Nie  wtedy,  gdy  w  grę  wchodzą  dzieci.  Na  szczęście  to 

nas  nie  dotyczy.  Oboje  oddajemy  się  pracy  i  nie  musimy 
przejmować się żadnymi podopiecznymi. To doskonały układ 

Trinity  nerwowo  zwilżyła  wargi.  Nabrała  powietrza  i 

wypuściła je wolno. 

 -  Zack,  nie  spotkamy  się  więcej.  -  Gdy  zamarł,  nie  dała 

mu  szansy  odpowiedzieć,  tylko  kontynuowała:  -  Nigdy  nie 
zapomnę  wspólnie  spędzonych  dni.  One  mnie  odmieniły. 
Teraz inaczej patrzę na świat. Zrozumiałam, czego pragnę od 
życia. 

Przewrócił się na bok. 

background image

 - Możesz jaśniej? Podciągnęła kołdrę pod szyję. 
 -  Nie  chcę  dłużej  uciekać  przed  tym,  kim  naprawdę 

jestem  -  wyjaśniła.  -  Miałam  trudne  dzieciństwo,  ale  nie 
pozwolę,  żeby  przeszłość  zrujnowała  mi  życie.  Podjęłam 
decyzję. Chcę założyć własną rodzinę. 

 -  Stawiasz  mi  ultimatum?  -  zapytał  niskim  głosem, 

unosząc brwi. 

 - Nie. Niczego ci nie narzucam. Możesz robić, na co tylko 

masz  ochotę.  Chociaż  po  tym,  jak  widziałam  cię  dzisiaj  na 
łonie  rodziny, odniosłam wrażenie, że ty też  ukrywasz swoją 
prawdziwą twarz. 

Zrobił nadąsaną minę. 
 -  Dlaczego  tak  trudno  zrozumieć,  że  mężczyzna  może 

poświęcić się karierze? 

 -  Posłuchaj,  pragniemy  różnych  rzeczy.  Mnie  zależy  na 

małżeństwie  i  dzieciach.  To  nic  złego.  Zapytaj  swoje 
rodzeństwo. - Westchnęła cicho. - Tak to wygląda. 

W blasku świec Zack dostrzegł determinację znaczącą jej 

twarz. Nie zgadzał się, z nią, ale wiedział, że nie wpłynie na 
jej decyzję. 

 -  Tak  czy  inaczej,  spędzisz  noc  u  mnie  -  odezwał  się  po 

chwili. 

 -  Ale  wyjdę  o  świcie.  Nie  chcę  jeść  naleśników  z  twoją 

rodziną. Mogliby odnieść mylne wrażenie. 

 - Że ze sobą spaliśmy? 
 - Że jesteśmy razem - poprawiła go. - Poza tym nie sądzę, 

żeby czerwona jedwabna suknia wieczorowa była stosownym 
strojem podczas śniadania. 

 - Mam w szafie kilka swetrów. 
Potrząsnęła  głową.  Chciała  dodać  coś  jeszcze,  by  dać  do 

zrozumienia, że nie zmieni zdania, ale powstrzymał ją sygnał 
komórki. 

 - Powinieneś odebrać. 

background image

 - Nie interesuje mnie, kto próbuje dodzwonić się do mnie 

o tej porze - warknął. 

 - Może to coś ważnego - zauważyła. 
Niechętnie Zack sięgnął po telefon. Po chwili w słuchawce 

rozległ się kobiecy głos. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś 
go usłyszy. 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 
Rozmówczyni  Zacka  była  poruszona  i  z  trudem  łapała 

powietrze.  Mimo  to  pokrótce  wyjaśniła  swoje  trudne 
położenie. Gdy skończyła, zapytał rzeczowo: 

 - Czy jest tam jakiś motel? 
Podała  mu  nazwę  widniejącą  na  neonie  widocznym  z 

budki  telefonicznej,  z  której  dzwoniła.  Zack  powiedział,  że 
zarezerwuje dla niej pokój, i zapewnił, żeby się nie martwiła o 
opłaty. 

Zerwał  się  na  równe  nogi  i  ruszył  do  garderoby.  Zanim 

skończył  rozmowę,  zdążył  założyć  dżinsy  i  koszulę.  Gdy 
drżącymi  palcami  zapinał  kolejne  guziki,  usłyszał  przejęty 
głos Trinity: 

 - Zack, przerażasz mnie. Kto to był? Co się stało? 
 -  Ta  dziewczyna.  Matka  Bonnie.  Nazywa  się  Maggie 

Lambert. - Założył wygodne buty sportowe. - Jest z dzieckiem 
na przystanku dla tirów na obrzeżach Denver. 

 - Dlaczego? - rzuciła, biegnąc w jego stronę. 
 -  Wyjaśnię  po  drodze.  Trzymaj.  -  Podał  jej  koszulę.  - 

Załóż to. Szybko! 

Po krótkim przystanku w domu Trinity Zack zorganizował 

bilety  lotnicze  do  Kolorado.  Dotarli  na  miejsce  wczesnym 
rankiem w niedzielę. Na dworze wciąż panował mrok. Trinity 
trzęsła  się  z  zimna  pomimo  płaszcza,  który  zabrała  z  domu. 
Wsiadając  do  wynajętego  czarnego  mercedesa,  trzymała 
kołnierz blisko przy szyi. 

Nieco  później  ujrzeli  podniszczony  motel  z  niebieskim 

neonem. Trinity skrzywiła się na ten widok. 

 - Jesteś pewien, że to tutaj? 
 - Lepszy pokój tutaj niż spędzenie nocy z niemowlęciem 

pod gołym niebem. 

Niestety, gdy zaspany recepcjonista zadzwonił do pokoju 

Maggie, nikt nie odebrał. Próbował jeszcze dwukrotnie,  ale z 

background image

tym samym skutkiem. Zdjęta strachem Trinity poczuła skurcz 
żołądka. 

 - Co teraz zrobimy? 
 -  Zadzwonimy  na  policję.  -  Spojrzał  na  zaczerwienione 

oczy Trinity. - Poza tym rozejrzymy się po okolicy. Na pewno 
je znajdziemy. 

Trinity  nie  mogła  wydobyć  głosu,  więc  tylko  skinęła 

głową.  Szklistymi  oczami  patrzyła,  jak  Zack  wybiera  numer. 
Nie  zdążył  jednak  skończyć,  ponieważ  jego  telefon  zaczął 
dzwonić. 

 -  Halo?  -  powiedział,  przyciskając  komórkę  do  ucha.  - 

Gdzie ty się, do diabła, podziewasz? 

Kilka sekund później rozłączył się. 
 -  To  była  Maggie.  Belinda  obudziła  się  wcześnie  rano  i 

była bardzo niespokojna, więc poszły na spacer. 

Trinity  odetchnęła  z  ulgą,  po  czym  oboje  ruszyli  we 

wskazane  miejsce.  Znaleźli  matkę  z  dzieckiem  w 
przydrożnym  barze.  Maggie  siedziała  przy  stoliku  pokrytym 
czerwoną  ceratą,  a  Bonnie  Bel  leżała  grzecznie  w  nosidełku 
spoczywającym u jej stóp. 

Na widok dziewczynki głęboko pogrążonej w śnie Trinity 

zapragnęła porwać ją w ramiona, przytulić mocno i nigdy nie 
puścić.  Opanowała  się  jednak  i  przez  moment  w  milczeniu 
przyglądała  się  ślicznej  buźce.  Niemowlę  wyglądało  tak 
spokojnie,  jakby  w  ogóle  nie zdawało  sobie  sprawy z  całego 
zamieszania. 

Gdy  Zack  oparł  jej  dłoń  na  ramieniu,  odsunęła  się  od 

nosidełka  i  zajęła  miejsce  naprzeciwko  dziewczyny.  Zack 
usiadł obok niej. 

Twarz  Maggie  przypominała  szary  papier,  a  pod  oczami 

miała  ciemne  sińce.  Musiała  dużo  płakać  w  ciągu  ostatnich 
dni. Sprawiała wrażenie wyczerpanej do granic możliwości. 

background image

 - Przepraszam - zaczęła niepewnie. - Bardzo mi przykro, 

że przeze mnie musieliście pokonać taki szmat drogi. Ale nie 
wiedziałam, co robić. 

Zack skinął głową. 
 - Opowiedz nam, co się wydarzyło. 
 - W zeszłym tygodniu rozmawiałam przez telefon z ojcem 

Bel.  Powiedział,  że  pojawiły  się  nowe  możliwości,  więc 
powinnam przyjechać do niego razem z dzieckiem. Ludzie w 
schronisku byli bardzo mili. Zaproponowali, żebym skończyła 
college.  Nawet  się  nad  tym  zastanawiałam,  ale  później 
uznałam, że Ryan chce się nami zaopiekować. 

Gdy  łzy  spłynęły  po  policzkach  Maggie,  Trinity  ścisnęła 

jej dłoń. 

 -  Zabrałam  wszystkie  pieniądze,  jakie  mi  zostały  - 

kontynuowała  dziewczyna  -  opuściłam  schronisko,  po  czym 
zadzwoniłam do Ryana. Tym razem brzmiał jakoś... inaczej. - 
Spojrzała  na  śpiące  dziecko.  -  Powinnam  się  była  domyślić. 
Chociaż miałam złe przeczucie, kupiłam bilet i ponownie się z 
nim  skontaktowałam.  Tak  bardzo  chciałam,  żeby  się  nam 
ułożyło.  -  Wzięła  głęboki  oddech.  -  Okazało  się,  że  znalazł 
sobie kogoś innego. 

Trinity pogłaskała drobną, kościstą dłoń młodej matki. 
 - Wszystko będzie dobrze - powiedziała łagodnie. 
 - To nie wszystko - dodała Maggie. - Tamtego dnia, gdy 

przyjechałam  do  was  po  Bel,  sprawialiście  wrażenie 
przygnębionych.  Poza  tym  zjawiliście  się  tutaj  w  mgnieniu 
oka, a panna Cassidy powiedziała, że jesteście uroczą parą. 

 - Naprawdę? - zdziwił się Zack. 
 -  Tak.  Zresztą  jak  też  tak  myślę.  Wiem,  że  bardzo 

troszczycie  się  o  Bel  i  zależy  wam  na  jej  szczęściu.  Dlatego 
podjęłam decyzję. Chciałabym, żebyście ją adoptowali. 

Zackowi  zaparło  dech  i  ogarnęły  go  mdłości.  Trinity  coś 

powiedziała, ale on jej nie słyszał. Dzwoniło mu w uszach. Z 

background image

przerażeniem  spojrzał  na  maleńkie  dziecko.  Już  raz  wybawił 
je z opresji. Teraz nie wiedział jednak, co zrobić. 

 - Zack? Dobrze się czujesz? Słyszałeś Maggie? 
 - Oczywiście, że słyszałem - odparł, stłumionym głosem. 

- Ale przecież my... nie jesteśmy małżeństwem. 

Dziewczyna skinęła głową. 
 -  Wiem.  Panna  Cassidy  wszystko  mi  wyjaśniła.  Ale 

wygląda  na  to,  że  jesteście  sobie  bardzo  oddani.  - 
Uśmiechnęła się z nadzieją. - W końcu przyjechaliście oboje. 

 -  Przepraszam  was  na  moment.  -  Walcząc  z  mdłościami, 

Zack wstał. - Zostawiłem komórkę w samochodzie. 

Ruszył  do  wyjścia,  omijając  kolejne  stoliki.  Chwilę 

później  z  ulgą  poczuł,  jak  chłodne  powietrze  owiewa  mu 
twarz.  Jednak  żołądek  nadal  odmawiał  mu  posłuszeństwa,  a 
nogi miał miękkie jak z waty. Oparł się o ceglaną ścianę, żeby 
nie upaść. 

Nie  mógł  adoptować  dziecka,  nawet  Bonnie.  Był 

zagorzałym  starym  kawalerem.  Poza  tym  nie  miał  czasu 
zajmować  się  kimkolwiek  na  pełen  etat.  Żeby  podjąć  tak 
śmiały  krok,  musiałby  się  ożenić,  a  przecież  nie  był 
rodzinnym  typem.  Robił  karierę,  lubił  proste  życie  i  nie 
zamierzał tego zmieniać. 

Nagle  drzwi  stanęły  otworem.  Zack  wyprostował  się  i 

wsunął ręce do kieszeni. 

 - Przeżyłeś szok? - zapytała Trinity, podchodząc do niego. 
Chrząknął. 
 - Można tak powiedzieć. 
 - Sądzę, że Maggie dobrze to przemyślała. Chce lepiej nas 

poznać i upewnić się, że jej dziecko trafi w dobre ręce. 

 - Mówisz tak, jakbyś już się zdecydowała. 
 - Jeśli mogę pomóc, chętnie to zrobię. Zaśmiał się oschle. 
 - Na mnie nie licz. 

background image

Zamrugała kilka razy, a potem gorzki uśmiech zamajaczył 

na jej ustach, które poprzedniej nocy tak namiętnie całował. 

 -  Rozumiem,  że  to  mogło  wytrącić  cię  z  równowagi, 

zwłaszcza po tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej. 

 - Że pragniemy różnych rzeczy? Skinęła głową. 
 -  Ja  po  prostu  nie  mogę  ich  tak  zostawić.  Myślałam,  że 

czujesz  podobnie.  -  Do  jej  pięknych  oczu  napłynęły  łzy.  - 
Naprawdę sądziłam, że kochasz tę małą. 

Zacisnął zęby. 
 - Nie nadaję się na ojca. 
 - Mylisz  się. Byłbyś wspaniałym ojcem.  Jesteś po prostu 

zbyt  uparty,  żeby  to  przyznać.  -  Nabrała  powietrza,  zanim 
dodała: - Z tobą czy bez ciebie, zamierzam się zaangażować. 

 - Jak poradzisz sobie finansowo? 
 - Mam oszczędności. - Uniosła wysoko głowę. - Poza tym 

pieniądze  to  nie  wszystko.  Maggie  chce  zapewnić  dziecku 
poczucie  bezpieczeństwa  i  stabilizacji.  Dlatego  szuka 
odpowiednich  ludzi.  -  Posłała  mu  lekceważące  spojrzenie.  - 
Zamierzam  wrócić  tam  i  powiedzieć  jej,  że  może  na  mnie 
liczyć. 

 -  Trinity,  nie  poradzisz  sobie  sama.  Rozczarowanie 

ustąpiło miejsca współczuciu. 

 - Wiesz co? Masz rację. Dziecku będzie lepiej bez ciebie. 

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 
 - Mogę wejść? 
Uśmiechając  się  blado,  Zack  wsunął  ręce  do  kieszeni 

spodni,  podczas  gdy  Trinity  zastanawiała  się,  czy  nie 
zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Od ich powrotu z Kolorado 
minęły dwa tygodnie. Maggie i Bel przyleciały razem z nimi, 
a Trinity przyjęła je pod swój dach i opracowała plan. 

 -  Właściwie  to  nie  możesz  -  odparła  z  nieudawaną 

satysfakcją. - Jestem zajęta. 

 - Widzę, że się pakujesz. Wyjeżdżasz z Nowego Jorku? 
 - Wracam do Kolorado. 
 - Z Maggie i Bel? 
 - Ona ma przyjaciół w Denver. Poza tym są tam świetne 

uczelnie. 

 - Czy ona w ogóle wie, co będzie studiować? 
 - Prawo. 
 - Jest teraz tutaj? - Zerknął do środka. 
 - Zabrała dziecko na spacer. 
 - Może pomogę ci się spakować? 
 - Nie potrzebuję twojej pomocy. 
Chociaż  uśmiechnął  się  do  niej  seksownie,  zmierzyła  go 

ostrym wzrokiem. Nie zamierzała ulec jego urokowi. Tamtego 
dnia  w  Denver  wyraźnie  dał  do  zrozumienia,  że  ma  własne 
życie, którego nie chce zmieniać. Chociaż nie zamierzała mieć 
z nim już nic więcej wspólnego, wiele razy wyobrażała sobie, 
jak  przychodzi  ją  przeprosić.  Ostatecznie  postanowiła 
poświęcić  kilka  minut  na  to,  żeby  przekonać  się,  czy  choć 
część jej marzeń może się urzeczywistnić. 

Pokazała  mu  gestem,  żeby  wszedł,  po  czym  zamknęła 

drzwi. 

 - Jak radzi sobie Maggie? - zapytał, gdy ponownie zajęła 

się rozkręcaniem regału na książki. 

background image

 - Lepiej. Dobrze się poznałyśmy. To inteligentna kobieta, 

która popełniła błąd. Ale gdy patrzę na Bel i słyszę jej śmiech, 
cieszę się, że tak się stało. 

Zack  podszedł  do  niej,  podniósł  śrubokręt  z  podłogi  i 

zabrał się za górną półkę. 

 - Jej chłopak się nie odzywał? 
 -  Nie  chce  mieć  z  nimi  nic  wspólnego.  -  Spojrzała  na 

niego wymownie. - Ma własne życie. 

Chociaż  Zack  zdawał  się  puścić  tę  uszczypliwość  mimo 

uszu, potarł kark, po czym oświadczył: 

 -  Źle  się  zachowałem  wtedy  w  Denver.  Nie  myślałem 

jasno. 

 -  Mimo  to  Maggie  nigdy  nie  powiedziała  o  tobie  złego 

słowa. Sama nie wiem czemu. 

 - Może rozumie, że potrzebowałem więcej czasu. 
Gdy  się  przysunął,  Trinity  uniosła  ręce  i  zrobiła  krok  w 

tył. 

 - Czasami trzeba działać. 
 - Dlatego tutaj jestem. 
Odwróciła się, żeby ściągnąć obraz ze ściany. 
 -  Będziesz  musiał  porozmawiać  z  Maggie  w  sprawie 

dofinansowania, które zamierzasz jej zaproponować. 

 -  Właściwie  chcę  zaproponować  coś  więcej  niż  wsparcie 

finansowe. - Stanął za jej plecami i pochylił się nad jej uchem. 
- To dotyczy ciebie. 

Tłumiąc emocje, Trinity minęła go z obrazem w ręku. 
 - Do czego zmierzasz? 
 -  Jeśli  Bel  nadal  potrzebuje  ojca...  może  na  mnie  liczyć. 

Te  słowa  trafiły  ją  prosto  w  serce.  Nie  wierzyła,  że  mówił 
poważnie. Na pewno z nią pogrywał. 

 - Nie drażnij się ze mną, Zack. 
 - Nigdy w życiu nie byłem bardziej poważny. Potrząsnęła 

głową. 

background image

 -  Powiedziałeś,  że  nigdy  nie  zrezygnujesz  ze  swojego 

życia. I nie wierzę, żebyś zamierzał się zaangażować. 

 - Proponuję ci małżeństwo. 
 - Słucham? 
 -  Oczywiście  tylko  na  papierze  -  dodał  pospiesznie.  - 

Oboje  chcemy  pomóc  Bel.  W  ten  sposób  zapewnimy  jej 
normalne życie z matką, ojcem i wsparciem finansowym. 

 - A ty dalej będziesz mógł poświęcać się pracy? 
 - Każdy na tym skorzysta. 
 -  Rozumiem,  że  ten  układ  uwzględnia  także  pożycie 

małżeńskie. 

 - Miałem nadzieje, że poruszysz  ten  temat. - Przyciągnął 

ją do siebie. - Rozumiem twoje pragnienie posiadania rodziny, 
a ty rozumiesz, jaką rolę odgrywam w firmie. 

Odepchnęła go zdecydowanie. 
 - Obawiam się, że nie mogę się na to zgodzić. Roześmiał 

się rozbawiony. 

 - Oczywiście, że możesz. Przecież właśnie tego chciałaś. 
Żal ścisnął ją za gardło. 
 - Nawet nie spróbuję ci tego wyjaśnić. 
 -  Spróbuj.  -  Chwycił  ją  za  rękę.  -  Chodzi  ci  o  wydatki? 

Zakwaterowanie?  Zamierzam  nadal  pracować  w  Nowym 
Jorku, więc nie będziesz musiała znosić mnie przez cały czas. 

 -  A  Bel?  Jakim  ojcem  chcesz  dla  niej  być?  Jego  oczy 

pociemniały. 

 - Takim, któremu zależy. 
 -  Oszukujesz  sam  siebie,  jeśli  sądzisz,  że  to  się  może 

udać.  Ile  minie  czasu,  zanim  zaczniesz  się  spotykać  z  jakąś 
gwiazdką  albo  modelką,  która  obsmaruje  cię  później  w 
brukowcach? Masz rację. Jesteś, jaki jesteś. Bel zasługuje  na 
więcej...  -  Gdy  poczuła  piekące  łzy,  popędziła  do  drzwi  i 
otworzyła je na oścież. - Zrób nam wszystkim przysługę i nie 
wracaj. 

background image

 - Zaskoczyła mnie wiadomość, że nie poszedłeś dzisiaj do 

biura. Czy coś się stało? 

Zack otworzył drzwi, za którymi stał jego ojciec. 
 - Nie czuję się najlepiej. 
 -  Nie  wziąłeś  ani  jednego  dnia  wolnego,  odkąd  zacząłeś 

pracować w firmie. - Starszy mężczyzna  wszedł do środka. - 
Może wezwiemy lekarza? 

 - Potrzebuję czasu, żeby... pomyśleć. 
Zack wyszedł na balkon, a ojciec ruszył w ślad za nim. 
 -  Czy  to  ma  coś  wspólnego  z  tą  młodą  damą,  za  którą 

wodziłeś  rozmarzonym  wzorkiem  podczas  przyjęcia 
zaręczynowego twojej siostry? 

Zack usiadł na fotelu. 
 - Miałem rozmarzony wzrok? 
 -  W  pewnej  chwili  zastanawiałem  się  nawet,  czy  nie 

przyjdzie  mi  ogłaszać  kolejnych  zaręczyn  w  rodzinie 
Harrisonów. 

Zackowi  wydawało  się,  że  od  ostatniego  spotkania  z 

Trinity  doskonale  maskował  frustrację,  ból,  poczucie  winy  i 
tęsknotę.  Wcześniej  miał  tyle  innych  kobiet,  że  w  końcu 
stracił  rachubę.  Rozstania  zawsze  były  nieprzyjemne,  ale 
nigdy  nie  czuł  się  po  nich  tak  paskudnie  jak  teraz.  Musiał 
przyznać  Trinity  rację.  Był  uparty  i  samolubny.  Przelotne 
znajomości  bez  zobowiązań  bardzo  mu  odpowiadały,  dopóki 
nie  poznał  te  niezwykłej  kobiety.  Tak  bardzo  różniła  się  od 
pozostałych;  w  przeciwnym  razie  nigdy  nie  poprosiłby  jej  o 
rękę. Naprawdę chciał pomóc jej i dziecku, ale ona kazała mu 
zniknąć z ich życia. 

 - Nie mogę się więcej z nią spotkać - warknął. 
 -  Chociaż  bardzo  tego  pragniesz  -  dokończył  za  niego 

ojciec, przysuwając sobie krzesło. 

Zamiast  odpowiedzieć,  Zack  spojrzał  przed  siebie, 

wyobrażając  sobie  szczęśliwe  rodziny  spędzające  czas  w 

background image

Central  Parku.  Zastanawiał  się,  gdzie  była  teraz  Trinity  i  co 
robiła.  Czy  tęskniła  za  nim  tak  mocno  jak  on  za  nią? 
Zamykając oczy, jęknął cicho. 

 - Z sercem nie wygrasz - odezwał się jego ojciec. - Tak to 

już jest na tym świecie. 

 - Chcesz powiedzieć, że nadal kochasz mamę? 
 -  Nawet  jeśli  odprawi  mnie  z  kwitkiem,  nigdy  nie  będę 

żałował, że się z nią ożeniłem i założyłem rodzinę. - Musnął 
siwiejące wąsy. - Nie jestem już młodzieniaszkiem. Gdy masz 
sześćdziesiąt  lat,  zaczynasz  patrzeć  na  życie  z  innej 
perspektywy.  Zmieniasz  podejście  do  pracy.  Dopiero  teraz 
wiem,  że  ci  z  najbardziej  wypchanymi  portfelami  to 
najbardziej  samotni  ludzie  na  świecie.  -  Skinął  głową  w 
zamyśleniu. - Często się zastanawiam, co by się ze mną stało, 
gdybym nie pokochał twojej matki. Chociaż często mnie przy 
was  nie  było,  zawsze  z  radością  wracałem  do  domu.  Te 
wszystkie  święta,  wakacje  w  Kolorado...  Pamiętasz  straszną 
noc w stodole? 

Zack uśmiechnął się. 
 - Jak mógłbym zapomnieć? 
 -  Gdy  robisz  rachunek  sumienia,  najbardziej  liczą  się 

właśnie takie chwile, a nie kolejne przejęcia, które udało ci się 
zrealizować. 

 -  Czy  bałeś  się  zostać  ojcem?  Chodzi  mi  o 

odpowiedzialność za drugiego człowieka. 

 -  Nie  znam  mężczyzny  który  by  się  nie  bał.  Ale  gdy  los 

stawia  na  twojej  drodze  bratnią  duszę,  tylko  głupiec  nie 
decyduje się na pełny pakiet. 

 - A jeśli zawalisz? 
 - Musisz dołożyć wszelkich starań, żeby tak się nie stało. 
Zack chrząknął. 
 -  Bez  względu  na  to,  co  zrobię,  Trinity  nie  zechce  się 

więcej ze mną spotkać. 

background image

Gdy ojciec  oparł  się  wygodnie  i złożył ręce na kolanach, 

Zack  ze  zdumieniem  usłyszał  sam  siebie,  jak  zaczyna 
opowiadać całą historię od początku. 

 -  Widziałem  rozczarowanie  w  jej  oczach  -  zakończył  po 

tym, jak wspomniał o propozycji małżeństwa. 

 - I nie możesz tego naprawić? 
 - Ale jak? 
 -  Być  może  oświadcz  jej  się  tak,  jak  na  to  zasługuje.  - 

Ojciec  wstał.  -  Posłuchaj  głosu  serca,  a  może  zdołasz 
zrealizować transakcję życia. 

Trinity  właśnie  wracała  do  domu,  gdy  coś  dziwnego  w 

ogrodzie  przyciągnęło  jej  uwagę  -  coś  małego,  okrągłego  i 
błyszczącego.  Podeszła,  żeby  przyjrzeć  się  z  bliska.  Po 
rozgarnięciu  suchych  liści  zauważyła  szklany  przedmiot.  Jej 
serce  zabiło  mocniej,  gdy  zrozumiała,  na  co  patrzy.  W 
śnieżnej  kuli  spoczywającej  tuż  przed  nią  zobaczyła  młodą 
parę  stojącą  przed  kościołem.  Na  złotej  tabliczce  przed  nimi 
widniał  złoty  napis:  „Wyjdź  za  mnie".  Oszołomiona  Trinity 
omal  nie  upadła  na  ziemię.  Po  chwili  usłyszała  znajomy 
głęboki głos: 

 - Znalazłaś moją niespodziankę. 
Odwróciła  się  gwałtownie  i  ujrzała  Zacka  stojącego  metr 

od  niej.  Wyglądał  bardzo  seksownie  w  jasnych  dżinsach  i 
zwykłej bawełnianej koszulce. Trinity chciała coś powiedzieć, 
ale szok odebrał jej mowę. 

 - Chyba powinienem się wytłumaczyć - powiedział. 
Drżącą ręką podniosła kulę. 
 -  Jeśli  to  jakiś  chory  sposób,  żeby  przekonać  mnie  do 

małżeństwa  z  rozsądku,  możesz  nie  robić  sobie  kłopotu.  Nie 
zdołasz nakłonić mnie do zmiany zdania. 

 - Rozumiem, że nadal jesteś bojowo nastawiona. 
 -  Przestań  odwracać  kota  ogonem,  Zack.  Poprosiłam, 

żebyś dał nam spokój. 

background image

 -  Rozmawiałem  dzisiaj  rano  z  panią  Dale  -  kontynuował 

niezrażony. - Powiedziała, że przeprowadzają się z mężem do 
domu opieki. Zapytała, czy nie znalazłbym domu dla Cruisera. 
Obiecałem pomóc. 

Trinity  uśmiechnęła  się  na  wspomnienie  wspaniałego 

kudłacza. 

 - Kto go przygarnie? 
 - Ja. 
 - Zamierzasz zabrać Cruisera do Nowego Jorku. 
 -  Nic  z  tych  rzeczy.  Musisz  wiedzieć,  że  złożyłem 

Jamesowi Dirkinsowi twoją ofertę. Mam nadzieję, że nie masz 
nic przeciwko temu. Tak czy inaczej, zgodził się zostać moim 
wspólnikiem.  Uznał,  że  to  doskonałe  rozwiązanie.  -  Jego 
twarz spochmurniała. - Chyba przypominam mu syna. 

 -  Cieszę  się.  Nie  rozumiem  tylko,  co  to  ma  wspólnego  z 

Cruiserem? 

 -  Cruiser  zostanie  ze  mną,  ponieważ  przeprowadzam  się 

tutaj  na  stałe.  -  Gdy  spojrzała  na  niego  z  niedowierzaniem, 
wyjął śnieżną kulę z jej dłoni. - Dlatego mogę zaproponować 
ci to. 

Cofnęła się o kilka metrów. 
 - Nie, Zack. Nie zgadzam się. 
 - Nawet nie wysłuchałaś mnie do końca. 
 -  Nie  muszę.  Maggie,  Bel  i  ja  radzimy  sobie  doskonale 

bez  ciebie.  Kate  zaproponowała  mi  pracę  freelancerki.  Nadal 
pisuję dla „Story". Poza tym skontaktowali się ze mną ludzi z 
dwóch innych czasopism. Mają dla mnie podobne zlecenia. 

Zack  wyglądał  tak,  jakby  wcale  jej  nie  słuchał.  Całą 

uwagę  skupiał  na  potrząsaniu  kulą.  Nagle  z  ukrytego  w  niej 
schowka  wyjął  pierścionek  z  pięknym  kamieniem  w  kolorze 
jej  oczu,  otoczonym  połyskującymi  brylancikami.  Wyciągnął 
rękę w jej stronę. 

background image

 -  Zależy  mi  na  małżeństwie  opartym  na  wzajemnym 

szacunku.  Pragnę  związku  pełnego  miłości.  -  Patrzył  jej 
głęboko w oczy. - Chcę, żebyś została moją żoną, Trinity. 

Przez  krótką chwilę ostatnie  słowa rozbrzmiewały echem 

w  jej  głowie.  Mimo  to  niczego  nie  mogła  z  tego  zrozumieć. 
Przecież  tyle  razy  upierał  się,  że  kariera  ma  dla  niego 
największe znaczenie. 

 - Sam w to nie wierzysz. Przecież chcesz poświęcić życie 

pracy.  Prędzej  czy  później  zaczniesz  nas  zaniedbywać.  Jeśli 
chcesz  tego  co  najlepsze  dla  Bel,  jeśli  naprawdę  mnie 
kochasz... 

 - Kocham. 
 -  W  takim  razie  powinieneś  odejść.  Bel  potrzebuje 

stabilizacji. 

Skinął głową. 
 -  Powiedziałem  ojcu  i  reszcie  klanu,  że  wycofuję  się  ze 

stanowiska 

głównodowodzącego. 

Złożyłem 

nawet 

wymówienie. 

Trinity myślała, że śni. 
 - Ale Harrison Hotels to ty. 
 - Tak było. Ale odtąd zamierzam być ojcem Bel i twoim 

mężem. Oczywiście pod warunkiem, że się zgodzisz. 

 - Zack, to szaleństwo. Musisz jeszcze raz wszystko sobie 

przemyśleć. 

 - Ostatnio wciąż tylko myślę. Nadszedł czas na działanie. 

-  Objął  ją  w  pasie  i  przyciągnął  do  siebie.  -  Kocham  cię  i  to 
jest  tysiąc  razy  ważniejsze  od  załatwiania  kolejnych 
kontraktów. Okazuje się, że w niczym nie różnię się od moich 
braci.  Pragnę  się  ustatkować.  Marzę  o  rodzinie.  -  Pocałował 
kącik jej ust. - Chcę ciebie. 

Łzy  napłynęły  Trinity  do  oczu.  W  ułamku  sekundy 

eksplodowało w niej szczęście. Chciała krzyczeć z radości. 

background image

 -  Zawsze  tego  dla  nas  pragnęłam.  Ale  czy  ty  naprawdę 

mnie kochasz? 

 - Tak i nigdy nie przestanę. 
 -  Nie  chciałam  ci  tego  mówić,  ale  ja  też  cię  kocham.  - 

Zrozumiała to wiele tygodni temu, ale skoro miała nie ujrzeć 
go  nigdy  więcej,  nie  przyznała  się  do  tego  głośno.  Dopiero 
teraz zdobyła się na odwagę. 

Zack wsunął pierścionek na jej palec, a potem pocałował 

dłoń. Pierwszy raz w życiu Trinity poczuła, że niczego jej nie 
brakuje. 

 - Mam tylko nadzieję, że nie będziesz tęsknił za dawnym 

życiem - szepnęła. 

 - Ani przez chwilę. 

background image

EPILOG  
Dziewięć miesięcy później 
W  tłumie  uśmiechniętych  twarzy  Trinity  czuła  się  jak 

księżniczka, gdy stała obok mężczyzny, który skradł jej serce. 
Gdy ukroili pierwszy kawałek weselnego tortu, w sali balowej 
hotelu Denver Dirkuis - Harrison rozległy się gromkie brawa. 
Chociaż  planowali  ten  dzień  od  miesięcy,  gdy  wreszcie 
nadszedł, Trinity nie mogła uwierzyć, że nie śni. 

Gdy  wiwaty  i  dźwięki  pstrykających  aparatów  wreszcie 

ucichły, Zack pocałował ją namiętnie. Potem pochylił się nad 
jej uchem i szepnął: 

 -  Nie  masz  dosyć  uśmiechania  się  do  zdjęć?  Pogłaskała 

przystojną twarz swojego męża. 

 - Chyba już nigdy nie przestanę się uśmiechać. 
Nie tylko wyszła za mąż za najcudowniejszego mężczyznę 

na świecie, ale także została ciepło powitana w jego rodzinie. 
Ponadto  wszyscy  członkowie  klanu  Harrisonów  pokochali 
Bonnie  Bel,  jak  od  niedawna  oficjalnie  nazywała  się 
dziewczynka, którą adoptowali. 

Oczywiście  nigdy  nie  zapomnieli  o  Maggie.  Nie  chcieli, 

żeby dziecko zapomniało o swojej biologicznej matce. Młoda 
matka świętowała z nimi również tego wieczoru. 

Trinity  zaczęła  się  rozglądać,  a  Zack,  jakby  czytał  w  jej 

myślach, powiedział z przekonaniem: 

 -  Kochanie,  nie  musisz  ich  ciągle  pilnować.  Jesteśmy 

wśród  przyjaciół,  a  ochrona  obstawia  wszystkie  wejścia  i 
wyjścia.  Jestem  pewien,  że  Bonnie  drepce  gdzieś  w  tych 
nowych ślicznych bucikach, które tak uwielbia. 

Trinity skinęła głową, robiąc skruszoną minę. 
 - To na pewno przez te wyrzuty sumienia, które mam na 

myśl,  że  zostawimy  ją  na  cały  tydzień,  gdy  wyjedziemy  w 
podróż poślubną do Włoch. 

background image

 -  Maggie  i  moja  mama  dobrze  się  nią  zajmą.  Na  pewno 

niczego jej nie zabraknie. - Ujął w dłonie jej twarz i pocałował 
delikatnie. - Po tych kilku dniach będzie tak rozpieszczona, że 
będziemy  musieli  oddać  ją  później  na  obóz  dla  nieznośnych 
bachorów. 

Roześmiała  się  głośno,  a  chwilę  później  usłyszała,  że 

nadeszła  pora  na  pierwszy  taniec  państwa  młodych.  Światła 
przygasły, a dwunastoosobowa orkiestra zaczęła grać melodię, 
którą wcześniej wybrała razem z Zackiem. 

 - Dziękuję mojej szczęśliwej gwieździe, że wskoczyłaś do 

mojej  taksówki  tamtego  pochmurnego  dnia  -  szepnął, 
prowadząc ją wprawnie po parkiecie. - Nie mogę znieść myśli, 
że moglibyśmy się nigdy nie spotkać. 

W pewnej chwili Trinity zauważyła Bonnie w ramionach 

dziadka.  Mała  przyglądała  mu  się  uważnie,  pociągając  go  za 
wąsy.  W  pewnej  chwili  podeszła  do  nich  matka  Zacka. 
Powiedziała coś, wskazując tańczącą parę, i wszyscy troje się 
roześmiali. 

 - Tak się cieszę, że twoi rodzice doszli do porozumienia - 

powiedziała, gdy kolejne pary zaczęły wkraczać na parkiet. 

 -  Jestem  prawdziwym  szczęściarzem  -  przyznał  Zack.  - 

Wszystko  idealnie  się  ułożyło.  I  co  najważniejsze,  od  dzisiaj 
każdego  dnia,  gdy  otworzę  oczy,  będę  widział  twoją  piękną 
twarz.  To  się  nigdy  nie  zmieni,  nawet  wtedy,  gdy  jako 
staruszkowie będziemy patrzyli, jak dorastają nasze prawnuki. 

 - Chcesz powiedzieć, że... Pocałował żonę w policzek. 
 - Chyba nie zmieniłaś zdania w sprawie dzieci? Omal nie 

rozpłakała się ze szczęścia. 

 - Och, Zack, niczego nie pragnę bardziej. Chcę, żeby Bel 

miała braci i siostry. 

 -  Jak  to  możliwe,  że  każdego  dnia  kocham  cię  coraz 

bardziej? - zapytał, patrząc na nią z uwielbieniem. 

background image

Gdy  Trinity  pomyślała  o  wspaniałej  przyszłości,  która 

czekała  ją  u  boku  cudownego  męża  i  gromady  dzieci, 
zrozumiała, że przeszłość odeszła w cień. Wiedziała, że z taką 
rodziną, nigdy więcej nie dotknie jej samotność.