background image

 

1

 
 
 

Emily 

Hendrickson 

 

KOLEKCJA 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

2

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Emma  zatrzymała  się  u  szczytu  schodów,  zerknęła  przez 

balustradę.  Upewniwszy  się,  że  nigdzie  w  pobliżu  nie  widać 
Oldhama,  zadufanego  w  sobie  lokaja  Cheneyów,  szybciutko 
zbiegła do holu. 

Poranna  poczta  leżała  już  na  stoliku.  Wśród  rachunków  i 

listów  do  ojca  Emma  znalazła  ten,  na  który  czekała.  Kiedy 
ukryła  go w saszetce,  jej  wzrok  padł  na  pismo adresowane  do 
brata.  Szybko  rozejrzała  się  wokół  i  nie  mogąc  przemóc 
ciekawości także ten  list wsunęła do torebki. W końcu George 
wyjechał  i  nieprędko  miał  powrócić,  a  niezwykły  wygląd 
koperty wskazywał, że może to być coś ważnego. 

Wróciwszy  do  swojego  pokoju,  zamknęła  drzwi  na  klucz, 

usiadła  przy  oknie  na  pamiętającym  lepsze  czasy  foteliku  i 
wyjęła obydwie koperty. Najpierw otworzyła tę adresowaną do 
niej. 

-  Dzięki  Bogu  -  zawołała  z  ulgą.  Dopiero  teraz  zdała  sobie 

sprawę, jak bardzo liczyła na to, że „Lady’s Magazine” kupi jej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

3

wzory  haftów.  Za  czepek  redakcja  proponowała  znacznie 
więcej, niż oczekiwała, i w dodatku prosiła o następne Projekty 
utalentowanej  panny  Cheney.  Ponieważ  magazyn  nie 
Publikował nazwisk, mogła śmiało podjąć współpracę. Wolała, 
by  rodzice  nie  wiedzieli,  jak  zdobywa  pieniądze  na  drobne 
wydatki.  Cheneyowie  należeli  do  starej,  teraz  podupadłej 
rodziny, której  świetność  mogły  przywrócić tylko dobre partie 
zrobione przez dzieci. 

Znając wielki  świat Emma wiedziała,  jak płonne to nadzieje. 

Drugi  list  osunął  się  na  jej  kolana;  chwyciła  go  pospiesznie, 
złamała czerwoną pieczęć i otworzyła szeroko usta. 

Sir  Peter  Dancy,  w  domu,  poniedziałek,  5  czerwca  1815..

Mumia z Teb zostanie rozwinięta o wpół do drugiej. 

Mumia!  Jakież  to  ekscytujące,  pomyślała.  Szczęściarz  z 

George’a.  Ma  takie  ciekawe  życie,  podczas  gdy  całą  jej 
rozrywką są nudne herbatki i przyjęcia. Westchnęła smętnie. 

Rozsiadła  się  wygodnie  w  fotelu  i  rozmarzyła  na  myśl  o 

egzotycznych  zbiorach,  głośnych  w  towarzystwie.  Sir  Petera 
często brano na  języki,  jako że nie  liczył się z konwenansami, 
kierował własnymi zasadami i żył, jak mu się podobało. 

Emma 

nie  znała  owego  tajemniczego  dżentelmena. 

Powiadano,  że  fechtuje  się  jak  nikt  inny  w  Anglii,  sławny  był 
też ze swojej kolekcji starożytności egipskich. Słyszała, że jest 
wysoki i szczupły; ma gęstą czuprynę jasnych włosów i zielone 
oczy. Najwyraźniej tak samo jak ona nie lubił nudnych przyjęć. 

Londyn  gorzko  ją  rozczarował,  a  tyle  nadziei  wiązała  z  tym 

miastem.  Szybko  się  przekonała,  że  bez  solidnego  posagu  nie 
ma  na  co  liczyć.  Gdyby  jej  ojciec  był  parem  Anglii, 
arystokratą,  sprawy  wyglądałyby  inaczej,  ale  ród  Cheney’ów 
ród  wywodził  się  ze  skromnej,  acz  zacnej  szlachty,  a  to  w 
wielkim świecie niewiele znaczyło. 

Zerknęła ponownie  na  list  i westchnęła z żalem,  że nie może 

bodaj  na  jeden  dzień  znaleźć  się  w  skórze  George’a.  Nie,  nie 
jest  przecież  awanturnicą,  tylko  dobrze  wychowaną  panną.  A 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

4

jednak...  wspaniale  byłoby  zobaczyć  mumię  z  Teb.  Gdyby 
tak... 

Z marzeń wyrwało ją pukanie do drzwi. Przemierzyła szybko 

pokój,  przekręciła  klucz  w  zaniku.  Na  progu  stała  jej 
pokojówka. 

- Jakieś listy, panienko? - zapytała Fanny zerkając wścibskim 

oczkiem na koperty w dłoni Emmy. 

-  Jeden  do  mnie,  jeden  do  George’a  -  odparła  jak  zawsze 

prawdomówna i schowała korespondencję do szuflady biurka. 

- Kiedy panicz George wróci do domu? - pytała dalej Fanny. - 

Grzeczny z niego dżentelmen,  nie ugania się za pokojówkami, 
jak inni mają w zwyczaju. 

Rozbawiona  tą  oceną  swojego  nietypowego  brata  Emma 

pokręciła głową. 

-  Błąka  się  w  Sussex  po  jakichś  wykopaliskach.  Bóg  wie, 

kiedy zachce mu się wracać. 

- Byłabym zapomniała. Mateczka panienki czeka na panienkę 

w  śniadaniowym  -  oznajmiła  Fanny  zabierając  się  do  słania 
łóżka. 

Emma  spojrzała  na  zegar.  Prawie  godzinę  strawiła  na 

rozmyślaniach.  Matka  wstawała  zawsze  w  południe  i  szła  do 
śniadaniowego,  gdzie  oczekiwała  jedynaczki.  Nie  chcąc 
narazić się na wymówki, zbiegła na dół, cały czas rozmyślając 
o  sir  Peterze  Dancym  i  mumii  z  Teb.  Był  to  o  wiele  bardziej 
zajmujący temat niż rozważania na jakie pójść przyjęcie. 

W pokoju śniadaniowym zastała matkę i jej dwie przyjaciółki 

gwarzące przy herbacie i biszkoptach. 

- Emmo, kochanie. Jak to miło, że zakrzątnęłaś się od samego 

rana.  -  Matylda  Cheney  wskazała  na  wazon  z  kwiatami 
ustawiony  przez  Emmę  na  stoliku  obok  ulubionego  fotela 
matki.  Kwiaty  stanowiły  jeden  z  niewielu  luksusów,  którymi 
mogła się cieszyć słabowita dama. 

- Cóż to za skarb, taka dbająca córka. Szkoda, że nie znalazła 

dotąd  kawalera,  który  doceniłby  jej  zalety  -  oznajmiła  jak 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

5

zwykle  pompatyczna  pani  Bascomb  obrzucając  Emmę 
uważnym spojrzeniem przez lorgnon. 

- Tak, Emma to dobre dziecko - zgodziła się pani Cheney. 
- Ależ, mamo - bąknęła Emma, myśląc, że gdyby damy znały 

jej myśli, nie posiadałyby się z oburzenia. 

-  Wybieracie  się  na  przyjęcie  do  Titheridge  dzisiaj 

wieczorem?  -  zagadnęła  pani  Hamley  mrugając  powiekami 
niczym zaniepokojona czymś kotka. 

-  Do  tej  kobiety?  -  W  tonie  pani  Cheney  dało  się  słyszeć 

zdumienie. 

- Wiem, jest nieco ekscentryczna, ale podobno ma tam być jej 

siostrzeniec - odparła pani Hamley, posyłając Emmie znaczące 
spojrzenie. 

- Chodzi o  sir  Petera  Dancy’ego,  jak  mniemam -  zagrzmiała 

pani Bascomb. 

Na  dźwięk  tego  nazwiska  Emma  ocknęła  się  z  marzeń  i 

nastawiła uszu. 

-  Wątpię,  czy  udałoby  się  jej  sprowadzić  sir  Petera,  nawet 

gdyby  zaprosiła  najpiękniejsze  panny  -  zastanawiała  się  pani 
Cheney  spoglądając  z  pełnym  nadziei  uśmiechem  na  swoją 
śliczną jedynaczkę. 

Emma  nie  miała  żadnych  złudzeń  co  do  swojej  urody:  szare 

oczy  i  ciemne  kręcone  włosy  na  pewno  nie zwróciłyby  uwagi 
sir Petera. 

- Ma może trochę zadarty podbródek, ale za to śliczne oczy - 

osądziła lady Hamley w najlepszej, jej zdaniem, intencji. 

-  Uroda  to  nie  wszystko.  Gdyby  George  bogato  się  ożenił, 

udałoby  się  znaleźć  dla  Emmy  godnego  jej  męża.  -  Pani 
Cheney  zacisnęła  gniewnie  usta  na  myśl  o  swym 
lekkomyślnym synu. 

Emma miała chęć parsknąć śmiechem. Godnego jej? Ciekawe 

kto, zdaniem mateczki, byłby jej godny. 

- W tym sezonie niewiele mamy bogatych panien na wydaniu 

- stwierdziła pani Bascomb. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

6

-  Za  to  mnóstwo  ograniczonych  i  brzydkich  -  dodała  pani 

Hamley i uśmiechnęła się do Emmy, która odpowiedziała tym 
samym, na znak, iż wie, że nie o niej mowa. 

Ustalono,  że  damy  będą  towarzyszyły  Emmie  tego  wieczoru 

do pani Titheridge, po czym dyskusja zaczęła się toczyć wokół 
strojów,  a  Emma  znów  się  zamyśliła.  Wiedziała  dobrze,  że 
będzie  musiała  włożyć  suknię  z  białego  muślinu,  z 
haftowanym  stanikiem,  przybraną  na  dole  dwiema  falbanami. 
Uważała, że wygląda w niej bezbarwnie, jako że miała nie dość 
bladą,  jak  na  panującą  modę,  buzię,  i  nie  dość  filigranową 
figurę.  Może  brosza  z  kamelianu  i  kolczyki  ożywią  trochę 
mdły strój? 

Dość  wysoka,  lekko  opalona  -  dużo  spacerowała  ze 

szkicownikiem 

dłoni 

Emma 

nie 

odpowiadała 

obowiązującym  kanonom  kobiecej  urody  i  nie  czyniła  sobie 
złudzeń,  że  ciemne  loki  i  rozmarzone  szare  oczy  to  dość,  by 
rzucić  na  kolana,  jakiegokolwiek  mężczyznę,  co  dopiero 
mówić o majętnym. 

Ale  sir  Peter  był  podobno  wysoki,  bardzo  wysoki,  i  choć 

ślęczał  nad  starożytnymi  wykopaliskami,  Emma  gotowa  by 
postawić  całe  swoje  kieszonkowe,  że  nie  jest  bladym  i 
omdlewającym paniczykiem. 

-  Jeśli  sir  Peter  pojawi  się  na  wieczorku Titheridge,  musi  się 

dowiedzieć,  jak  utalentowana  jest  Emma.  Trzeba  by  szepnąć 
mu  słówko  o  jej  rysunkach  i  akwarelach  -  usłużnie 
podpowiedziała lady Hamley, jak zwykle mrugając powiekami. 

- Mnóstwo młodych  panien  rysuje,  nic  w tym  niezwykłego  - 

zaprotestowała  Emma  i  poruszyła  się  na  krześle,  czując  na 
sobie baczny wzrok trzech dam. 

Lady  Hamley  westchnęła  ciężko,  po  czym upiła  łyk  herbaty. 

Pani  Bascomb  zafrasowała  się  na  moment  i  zaraz 
rozpromieniła. 

-  Ale  twoje  rysunki  są  bardzo  dokładne  i  wierne,  moja 

kochana. Mogą się spodobać sir Peterowi. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

7

Emma uśmiechnęła się pod nosem, nie bardzo rozumiejąc, co 

to zmienia. 

Kiedy  damy  się  pożegnały,  matka  postanowiła  sprawdzić,  w 

jakim  stanie  jest  suknia  przeznaczona  na  dzisiejszy  wieczór. 
Emma, wreszcie wolna, zamknęła się w swoim pokoju. Usiadła 
w  ulubionym  fotelu  przy  oknie,  oparła  łokcie  na  Parapecie,  a 
brodę na dłoniach. Co począć? Samą urodą nie zwróci przecież 
na  siebie  na  tyle  jego  uwagi,  aby  pozwolił  siostrze  George’a 
obejrzeć mumię. Nie myślała o tym, jak upolować go na męża. 
Chciała tylko zobaczyć mumię. 

Nie  musiała  nawet  wyjmować  zaproszenia.  Znała  je  na 

pamięć.  Podejrzewała,  że  żadna  dama  go  nie  dostała.  Taka 
mumia  obraża  wszak  wzrok  kobiety.  Dlaczego?  Co  można 
ujrzeć po rozwinięciu bandaży? Ciało. 

Zbladła na tę myśl i zasępiła się. Takie ciało - po tylu latach, 

zakonserwowane  jakimś  sposobem  -  nie  mogło  przecież 
przypominać  żywego  człowieka.  Kiedyś  widziała  szkielet, 
który  George  wykopał  szukając  rzymskich  starożytności. 
Wcale nie był straszny, nikomu nie mógł uczynić krzywdy. 

Jeśli sir Peter pojawi się na wieczorku i jeśli tylko uda się jej 

zamienić z nim słowo, zapyta go czy nie mogłaby skorzystać z 
zaproszenia  George’a.  Raz  podjąwszy  decyzję,  zatopiła  się  na 
powrót  w  marzeniach  o  sir  Peterze,  który  do  złudzenia 
przypominał rycerza z bajki. 

 
D
o  domu  lady  Titheridge  wchodziła  pełna  niepokoju  i 

oczekiwań.  Bardziej  niż  zwykle  strojna,  po  raz  pierwszy 
posłuszna  napomnieniom  matki,  usiłowała  wyłowić  wzrokiem 
w tłumie gości wysokiego blondyna o zielonych oczach. 

Nie było go. 
Nie  tracąc  nadziei  przeszła  za  matką  do  wielkiej  sali,  gdzie 

miał się odbyć koncert nieznanej w Londynie muzyki. 

Lady  Titheridge  wiele  jeździła  po  świecie  i  ze  swoich 

podróży  zwoziła  rozmaite  osobliwości.  Emma  bardzo  chciała 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

8

dokładniej  obejrzeć  jej  zbiory.  Może  w  czasie  przerwy  zdoła 
się wymknąć. 

Zabrzmiały  pierwsze  takty  muzyki.  Matka  miała  kwaśną 

minę,  ale  Emmę  zachwyciły  niezwykłe  dźwięki,  jakich 
wytworny  świat  dotąd  nie  słyszał.  Miała  wrażenie,  że  płyną 
wprost z mroków egzotyki, zniewalając umysł. 

W  czasie  przerwy  ponownie  rozglądała  się  za  sir  Peterem. 

Wydało się  jej,  że  dostrzegła  go  w  drugim końcu sali, ale gdy 
tam dotarła, zniknął. 

Nie  bacząc  na  dyskretne  znaki,  które  dawała  jej  matka, 

zaczęła  błądzić  po  pokojach,  podziwiając  nefrytowe  figurki, 
wazy  z  epoki  Ming,  drewniane  rzeźby  i  dziwne  ozdoby 
umieszczone w przeszklonych gablotach, ustawione na półkach 
i wiszące na ścianach. 

-  Zajmują  cię  osobliwości,  moja  duszko?  -  Obok  Emmy  jak 

spod ziemi wyrosła lady Titheridge. 

-  Są  fascynujące.  Mogłabym  je  oglądać  godzinami  -  odparła 

Emma zgodnie z prawdą. 

-  Pozwól,  że  przedstawię  ci  dżentelmena,  który  podziela 

twoje  zamiłowanie  do  tego,  co  piękne  i  niezwykłe  -  z  tymi 
słowami  odwróciła  się  do  mężczyzny,  który  stał  opodal,  i 
rzekła  stanowczym  tonem:  -  Niechże  się  pan  zbliży,  panie 
Brummell. 

Emma  poczuła,  że  serce  ucieka  jej  w  pięty.  Nie  był  to  sir 

Peter  Dancy,  jak  oczekiwała,  lecz  znany  George  Brummell, 
który  na  równi  z  księciem  regentem  nadawał  ton  w  wielkim 
świecie Londynu. Słyszała o jego ciętym języku i zamiłowaniu 
do  paradoksów.  Spojrzała  niepewnie  w  jego  oczy,  w  których 
zdawały  się  tlić  przewrotne  iskierki.  Ubrany  był  w 
ciemnoniebieski surdut o długich połach, czarne spodnie i białą 
kamizelkę.  W  tym  powściągliwym  stroju  o  elegancji  stanowił 
przyciągający oczy fular, cud doskonałości. 

Dokonawszy 

prezentacji, 

pani 

Titheridge 

odpłynęła, 

zostawiając Emmę sam na sam z nowym znajomym. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

9

- Podziwia pani osobliwości zebrane przez naszą gospodynię 

podczas  licznych  podróży?  -  zainteresował  się  uprzejmie 
Brummell. 

- W rzeczy samej. Mogłabym całymi godzinami szkicować te 

cuda  -  odparła  Emma  z  entuzjazmem,  wskazując  na  wazę 
Ming, niepomna przenikliwego spojrzenia rozmówcy. 

-  Niezwykła  musi  być  z  pani  osoba.  Większość  młodych 

panien  woli  szkicować  sielskie  sceny  rodzajowe,  kiedy  już  je 
zmusić do rysowania. 

Wietrząc prowokację Emma zadarła brodę i zmierzyła swego 

rozmówcę wzrokiem, w którym kryła się lekka przekora. 

-  Nie  rysuję  tego,  co  inni,  chyba  że  sprawia  mi  to 

przyjemność. Lubię rzeczy wyjątkowe. Bardzo chciałabym, na 
przykład,  obejrzeć  mumię  sir  Petera...  albo  coś  równie 
interesującego - dodała pospiesznie, gdy zdała sobie sprawę, że 
się zdradziła. 

W oczach Brummella zabłysło rozbawienie. 
-  Nie  poluje  pani  na  męża,  jak  większość  panien  na  tego 

rodzaju spotkaniach? 

- Cóż za  niesłychane pytanie, panie Brummell - zbeształa go 

ze śmiechem, nie rozumiejąc, dlaczego cieszy się powszechnie 
reputacją  snoba,  gdy  jej  zdał  się  uroczy.  -  Jak  sam  pan 
zauważył,  nie  jestem  taka  jak  inne,  a  obawiam  się,  że 
mężczyzna  szuka  zwykle żony  we  wszystkim  mu posłusznej  i 
nijakiej - powiedziała z westchnieniem. 

-  Pani  nie  byłaby  posłuszną  i  nijaką  -  odparł  Brummell  z 

galanterią, rozbawiony szczerością panny. 

-  Mama  powiada,  że  jestem  posłusznym  dzieckiem,  ale  nie 

ma pojęcia, co się dzieje w mojej głowie - zwierzyła się Emma 
w nagłym przypływie olśnienia. 

Brummell parsknął śmiechem. 
-  Jestem  pewien,  że  zrobi  pani  znakomitą  partię.  Niemal 

zazdroszczę jej wybrankowi. Niezwykła z pani istota. 

-  Kpisz  pan  sobie  ze  mnie,  panie  Brummell  -  stwierdziła 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

10

Emma  spoglądając  roześmianym  wzrokiem  na  człowieka, 
którego  jeszcze  przed  chwilą  tak  bała  się  poznać.  -  Muszę 
wracać do mamy, zaraz skończy się przerwa. 

- Podoba się pani? - zapytał kierując się w stronę drzwi, jakby 

miał zamiar uciec z wieczorku. 

-  Powiedziałam  panu,  że  lubię  wszystko,  co  osobliwe,  ale 

podejrzewam, że mama jest nieco skonfundowana. 

Uśmiechnął się i skłonił na pożegnanie. 
-  Przyrzekam,  że  znajdę  pani  dżentelmena  godnego  jej 

niezwykłego  uroku,  panno  Cheney.  Zbytnia to rzadkość,  by  ją 
zmarnować  -  z  tymi  słowy  odszedł,  pożegnał  jeszcze 
gospodynię wieczoru i zniknął. 

- O czym to tak z nim rozprawiałaś? - zagadnęła pani Cheney 

zza wachlarza, gdy Emma usiadła u  jej  boku. - Mam nadzieję, 
że  wywarłaś  na  nim  korzystne  wrażenie.  Wszyscy  zauważyli, 
że  zaszczycił  cię  rozmową,  a  to  u  niego  rzecz  niezwyczajna. 
Robisz konkietę. 

-  Pan  Brummell  jest  niezwykle  miły,  wcale  się  nie  wynosi 

nad  innych,  jak  powiadają.  Rozmawialiśmy  o  zbiorach  pani 
Titheridge. - O obietnicy znalezienia jej godnego kandydata na 
męża Emma nie wspomniała, biorąc ją za żart. 

-  Widzę,  że  sir  Peter  wreszcie  się  pojawił  -  szepnęła  pani 

Cheney. 

Zła,  że  przez  rozmowę  z  Brummellem  straciła  okazję 

poznania  sir  Petera,  o  czym  tak  marzyła,  Emma  zaczęła 
rozglądać się po sali. Wreszcie go wypatrzyła. 

Był rzeczywiście wysoki, a widok jasnej czupryny sprawił, że 

miała  ochotę  zanurzyć  w  niej  palce,  tylko  po  to,  by  ją 
przygładzić,  ma  się  rozumieć.  W  zielonych  oczach  malowało 
się  zniecierpliwienie.  Ogarnęła  ją  nagle  chęć,  by  wbrew 
konwenansom przejść przez salę  i  stanąć u  jego boku. Chciała 
się przekonać, dlaczego ludzie twierdzili, że jego oczy są takie 
niezwykłe,  i...  zapytać,  czy  mogłaby  obejrzeć  rozwijanie 
mumii. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

11

Gdy  popłynęły  płaczliwe  dźwięki  fletu,  uznała,  że  sir  Peter 

ma  interesującą  twarz.  Gdy  włączył  się  drugi  flet,  podziwiała 
rysującą  się  na  tej  twarzy  inteligencję,  arystokratyczny  nos, 
przenikliwe  spojrzenie.  Ach  gdybyż  mogła przyjrzeć  mu  się  z 
bliska. Sir Peter fascynował ją wręcz nieprzyzwoicie. 

- Emmo - syknęła zgorszona pani Cheney. 
Emma  posłusznie  spuściła  wzrok.  Gdy  ponownie  podniosła 

głowę,  by  raz  jeszcze  spojrzeć  na  tego,  który  tak  ją 
zaintrygował, stwierdziła, do głębi rozczarowana, że zniknął. A 
tak liczyła, że zamieni z  nim  słowo na temat mumii, przekona 
go,  by  pozwolił  jej  obejrzeć  nowy  nabytek.  Ostatnie 
kieszonkowe wydała na książkę o egipskich starożytnościach z 
ilustracjami  francuskiego  artysty  Vivant  Denona.  Egzotyczne, 
porywające,  sprawiły,  że  tym  bardziej  pragnęła  zobaczyć 
kolekcję Dancy’ego. 

Musi  ją  obejrzeć,  ale  jak?  Zagryzła  wargę  dumając  jakim 

sposobem mogłaby uczynić zadość serdecznemu pragnieniu. 

Gdyby  bodaj  na  godzinę  mogła  zamienić  się  rolami  z 

George’em.  Cóż  za  dziki  pomysł.  Nawet  gdyby  jego  ubranie 
pasowało  na  nią,  nie  śmiałaby  go  włożyć...  żeby  móc  ujrzeć 
mumię. 

A może jednak? 
Myśl  ta  była  tak  zdrożna,  że  natychmiast  ją  odegnała, 

skupiając  się  na  muzyce  i  oddając  marzeniom  o  spotkaniu  z 
fascynującym sir Peterem. 

Po  koncercie  posłusznie  poszła  za  matką,  by  pożegnać  się  z 

gospodynią. 

-  Ogromnie  żałuję,  że  mój  siostrzeniec  nie  mógł  zostać  - 

powiedziała  lady  Titheridge  do  Emmy.  -  Zależało  mi  bardzo, 
by  cię  poznał,  drogie  dziecko.  Młoda  dama,  zdolna  przykuć 
uwagę George’a Brummella, jak tobie się udało, musi być kimś 
doprawdy  godnym  zainteresowania:  nasz  Beau  Brummell 
odznacza  się  smakiem  doskonałym,  a  ja  we  wszystkim  ufam 
jego  sądom.  Zechciałabyś  odwiedzić  mnie  któregoś  dnia,  by 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

12

obejrzeć kolekcję, duszko? 

Emma rozpromieniła się na te słowa. 
-  Będę  szczęśliwa,  jeśli  wolno  mi  będzie  narysować  kilka  z 

tych pięknych rzeczy, które dzisiaj widziałam. 

-  Jest  tego  znacznie  więcej.  Może  odwiedzisz  mnie  w 

poniedziałek rano? 

Emma  zerknęła  na  matkę,  która  nie  mogła  żywić 

najmniejszych  obiekcji  wobec  takiej  propozycji,  po  czym 
skinęła głową, mrucząc uprzejme podziękowania. 

-  No  cóż,  zrobiłaś  dzisiejszego  dnia  prawdziwą  konkietę, 

moja panno - stwierdziła pani Bascomb, gdy panie znalazły się 
w powozie. 

Pani Hamley przytaknęła, mrugając powiekami. 
-  Prawda,  prawda.  Lady  Titheridge  należy  do  najlepszego 

towarzystwa,  a  i  łaskawe  zainteresowanie  Brummella...  ho, 
ho... 

-  Poczekaj,  niech  tylko  rzecz  się  rozejdzie,  Matyldo  - 

zwróciła  się  pani  Bascomb  do  lady  Cheney,  która  milczała, 
jakby jej mowę odjęło. 

-  Warto  było  wysłuchać  choćby  i  tej  strasznej  muzyki  - 

oznajmiła wreszcie, żegnając przyjaciółki. 

-  Naprawdę  myślisz,  że  muzyka  była  taka  okropna?  - 

zagadnęła Emma, kiedy znalazły się już w domu. 

-  Byłabym  ją  zniosła,  gdybyś  poznała  sir  Petera  -  mruknęła 

matka. 

Emma uśmiechnęła się z rozmarzeniem i odprowadziła matkę 

do jej pokoju, po czym poszła do swojej sypialni. 

Zapaliwszy  świecę  od  ognia  w  kominku,  zagłębiła  się  w 

ulubionym  fotelu  i  oddała  rozmyślaniom  o  niezwykłym 
wieczorze. Nie  rozumiała,  co  się  stało,  ale  czuła,  że w pewien 
sposób  przesądził  o  całym  jej  życiu.  A  może  ulega 
złudzeniom? 

Wróciła  myślami  do  sir  Petera.  Nie  widziała  w  nim 

przyszłego  męża.  Człowiekowi  takiemu  jak  on  małżeństwo 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

13

musiało  wydawać  się  czymś  niemiłym.  Ale  mumię  pomimo 
wszystko musi zobaczyć. 

Tu  przypomniała  sobie  pomysł,  który  zaświtał  jej  podczas 

koncertu. A gdyby tak pożyczyła sobie coś z garderoby brata i 
tak  przebrana  pojawiła  się  w  domu  sir  Petera,  by  podziwiać 
odwijanie  mumii?  Skryłaby  się  gdzieś  w  kącie,  z  nikim  nie 
zamieniła słowa i postarałaby się nie rzucać nikomu w oczy. 

Poniedziałek,  5  czerwca,  stało  w  zaproszeniu. Wyprostowała 

się  raptownie.  Powiedzmy,  że  zapakuje  pożyczone  ubranie  do 
„małego  sakwojażu  i  zabierze  do  lady  Titheridge.  Stamtąd 
mogłaby przesłać  liścik do matki, że zostaje na lunch i  że całe 
popołudnie będzie zajęta szkicowaniem starożytności. Powinno 
się udać. 

Mateczka  będzie  uszczęśliwiona,  że  córka  zaskarbiła  sobie 

łaski  wielkiej  damy.  Problem  w  tym,  co  pomyśli  lady 
Titheridge o jej przemianie. 

Emma  wstała  z  fotela  i  zaczęła  się  rozbierać:  Fanny  nie 

przyszła,  wiedząc,  że  panienka  nie  lubi,  gdy  jej  przeszkadzać 
wieczorem. 

Umościwszy  się  wygodnie  w  łóżku,  dalej  rozważała 

szczegóły  swojego  śmiałego  planu.  Zrobi  to,  rzecz 
postanowiona. Przesądziwszy o swoim  zamiarze, wysunęła się 
z  pościeli,  chwyciła  lichtarzyk  i  wychyliła  głowę  na  korytarz. 
Żywej  duszy.  Wziąwszy  głęboki  oddech,  przemknęła  na 
palcach do pustego, jak ostatnimi czasy często bywało, pokoju 
brata. 

Tu  wyszukała  szare  spodnie,  dwie  kamizelki  i  batystową 

koszulę. Ciemnoszary surdut zdawał się zbyt obszerny, ale jeśli 
wdzieje  pod  spód  obydwie  kamizelki,  może  się  nada.  Zaczęła 
myszkować  za  fularem.  Wiedząc,  jaką  sztuką  było  dobrać 
właściwy,  a  chcąc  uniknąć  fuszerki,  na  wszelki  wypadek 
wzięła kilka. 

Wróciła  z  łupem  do  swojej  sypialni  i  zaczęła  się  rozglądać, 

gdzie by go ukryć do poniedziałku. W końcu znalazła poręczny 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

14

sakwojaż,  tam  wszystko  schowała,  po  czym  z  ciągle  bijącym 
sercem wskoczyła do łóżka. 

Zrobi  to.  Musi  tylko  wymknąć  się  niepostrzeżenie  z  domu 

obładowana  sakwojażem,  blokiem  rysunkowym  i  przyborami 
do 

szkicowania, 

co  oznaczało 

konieczność 

zmylenia 

napuszonego Oldhama, który strzegł drzwi niczym Cerber. 

 
N
astępnego dnia zamknąwszy drzwi na klucz, przebrała się w 

zdobyty nocą strój, uważnie przejrzała w lustrze i skrzywiła na 
widok  własnego  odbicia.  Byli  podobni  z  George’em  jak  dwie 
krople wody, ale czy to dość? George trochę się garbił. Dobrze: 
niewielką  różnicę  wzrostu  da  się  zrzucić  na  karb  niedbałej 
postawy. 

Dopiero  teraz  zadała  sobie  pytanie,  jak  dobrze  sir  Peter  zna 

George’a.  Brat  nie  wspominał  nigdy  o  Dancym,  ale  to  żaden 
argument,  gdyż  nie  należał  do  szczególnie  gadatliwych, 
mówiąc  najłagodniej.  Choćby  ten  brak  listów  od  niego 
ostatnimi  czasy.  Biedna  mateczka  wzdychała  każdego  ranka, 
nie znajdując poczty od syna. 

W  każdym  razie  znalazłszy  się  już  w  domu  sir  Petera,  musi 

milczeć  jak  zaklęta.  Stanie  gdzieś  w  kątku  i  postara  się  nie 
rzucać nikomu w oczy. 

Uda się. Musi się udać. 
Następne dni dłużyły się niemiłosiernie. Chodziła rozmarzona 

bardziej  niż  zwykle,  a  w  bloku  rysunkowym  pojawiły  się 
całkiem udane szkice postaci tajemniczego sir Petera - robione 
z  pamięci,  ale  Emma,  jak  raczyła  zauważyć  pani  Bascomb, 
miała  pewną  rękę  i  oko  do  detalu.  Potrafiła  oddać  błysk 
zniecierpliwienia w zielonych oczach i jasną czuprynę, rada że 
za  ostatnie  kieszonkowe,  które  dostała  od  papy,  kupiła 
kolorowe pastele. 

 
W
 poniedziałek rano ubrała się starannie i wymknęła cicho z 

domu, gdy Oldham był akurat zajęty czymś innym. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

15

Wizyta  u  lady  Titheridge  udała  się  wyśmienicie.  Dama 

oprowadzała ją po całym domu opowiadając o zgromadzonych 
wspaniałościach,  i  zapewniając  Emmę,  że  może  przychodzić 
szkicować, kiedy zechce. 

Na widok pierwszego rysunku wydała okrzyk zachwytu: 
-  Jesteś  niezwykle  utalentowana,  moja  droga.  Och,  dlaczego 

sir  Peter  nie  został  tamtego  wieczoru,  by  cię  poznać.  Tego 
właśnie poszukuje... talentu. 

Emma nigdy nie  myślała o sobie w ten sposób, więc bąknęła 

coś zdawkowego w odpowiedzi. 

Gdy  upłynął  czas  wizyty,  odszukała  lady  Titheridge.  Z 

wahaniem 

postawiła 

sakwojaż 

na 

podłodze. 

Iskierki 

rozbawienia w oczach damy dodały jej odwagi. 

-  Jeśli  pani  taka  dobra,  madame,  chciałabym  się  przebrać 

przed  wyjściem.  -  Przerwała  na  moment  szukając  słów.  Lady 
Titheridge  zachęciła  ją  do  mówienia  serdecznym  uśmiechem. 
Ośmielona,  czując  w  milady  przyjazną  duszę,  powiedziała  w 
końcu:  -  Chcę  zrobić  komuś  figiel  i  pokazać  się  w  stroju 
mojego brata. 

-  Maskarada?  Jakież  to  urocze  -  zawołała  lady  Titheridge 

gotowa  na  spotkanie  przygody.  -  Ależ  oczywiście,  przebierz 
się, ja ci pomogę. 

 
 

 

Evelyn,  lady  Titheridge,  która  lata  spędziła  na  podróżach  po 

świecie,  nie  straciła  awanturniczego  ducha.  Że  była  to  dama 
prawdziwie niepospolita, świadczył entuzjazm, z jakim poparła 
projekt Emmy. 

-  Obróć  no  się,  duszko.  Jak  też  wyglądasz?  Hmm,  trzeba  by 

wy watować ramiona, buty też na nic. Spadną z drobnych stóp, 
kiedy będziesz wchodziła po schodach. Każę  mojej pokojowej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

16

poszukać  czegoś  odpowiedniejszego  -  oznajmiła  -  i  z 
konspiracyjnym uśmiechem zniknęła za drzwiami. 

Emma  spojrzała  na  swoje  odbicie  w  wielkim  lustrze  psyche. 

Lady Titheridge miała rację. Należało wywatować ramiona. 

Po  chwili  w  małym  pokoju  pojawiła  się  Braddon  ze  swoją 

panią, zmierzyła Emmę fachowym spojrzeniem i zabrała się do 
dzieła.  Wypchała  watą  ramiona  koszuli,  ślicznie  zawiązała 
fular, pomogła  Emmie  nałożyć  kamizelki, dobyła z woreczka, 
który  przyniosła  ze  sobą,  męskie  buty.  Uporawszy  się  z 
garderobą,  posadziła  dziewczynę  przed  toaletką,  przyciemniła 
jej  cerę  kremem  z  małego  słoiczka  ukrytego  w  kieszeni 
fartuszka,  włosy  związała  w  zgrabny  harcap  na  karku.  Gdy 
skończyła  swe  dzieło,  Emma  ujrzała  w  lustrze  obcego 
młodzieńca:  lekko  opalony,  modnie  uczesany,  w  fularze 
zawiązanym  najnowszym  sposobem,  mógł  ujść  za  jej  brata 
powracającego z archeologicznej wyprawy. 

- Teraz nikt mnie nie pozna - oznajmiła z nadzieją. 
-  Prawda,  bardzo  jesteś  odmieniona  -  przyświadczyła  lady 

Titheridge. 

-  Proszę  mi  powiedzieć,  madame,  czy  sir  Peter  jest 

człowiekiem spostrzegawczym? - zapytała Emma, sprawdzając 
jednocześnie, jak też układa się surdut na plecach. 

-  Wybierasz  się  zobaczyć  rozwijanie  mumii!  -  zawołała 

przenikliwa  dama.  -  Cóż,  przypuszczam,  że  widzi  to,  co 
spodziewa  się  zobaczyć.  Jak  większość  ludzi  -  dodała  po 
chwili. 

- Och, nie chciałam się zdradzić. Chyba nie umiem zmyślać, a 

tak  bardzo  chcę  zobaczyć  tę  mumię.  Kiedy  znalazłam 
zaproszenie adresowane do  brata, zdało  mi się, że spadło mi  z 
nieba. Bardzo pani zgorszona? 

- Ani trochę, no, w każdym razie  nie  bardzo. Przekonasz się, 

że  masz  we  mnie  oddaną  wspólniczkę.  Braddon  też  będzie 
milczeć  jak  grób.  Mam  nadzieję,  że  zabierzesz  ze  sobą  blok 
rysunkowy i zrobisz kilka szkiców? - podsunęła chytrze dama. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

17

-  Bardzom  ciekawa  mumii,  ale  ten  wstrętny  chłopak  nie 
zaprosił mnie na rozwijanie. 

-  Chętnie,  jeśli  sir  Peter  nie  wysunie  obiekcji.  Będę  trzymać 

się  z  boku.  Nie  wiem,  jak  dobrze  pani  siostrzeniec  zna 
George’a. Przypominam  brata, ale  nie powinnam rozmawiać  z 
Dancym, bo gotowam się zdradzić. - Emma nie pojmowała jak 
lady  Titheridge  może  nazywać  tak  znamienitą  osobę 
„chłopakiem”. 

-  Teraz  się  tym  nie  troszcz  -  odparła  lady  Titheridge  z 

uśmiechem  i  zerknęła  na  przypięty  do  sukni  zegarek.  - 
Pospiesz  się,  moje  dziecko,  już  czas.  Rozwijanie  zacznie  się 
pół do trzeciej, a zaraz druga. 

- Powiedzieć Lelandowi, by zawołał fiakra, panienko, czy, za 

pozwoleniem,  paniczu  Cheney?  -  zapytała  Braddon  idąc  ku 
drzwiom. 

- Paniczu, na dzisiejsze popołudnie - odparła Emma. 
-  Dzielna  z  ciebie  dziewczyna,  moja  duszko.  Rzadko  która 

panna  ośmieliłaby  się  iść  za  porywem  swego  serca  takim  oto 
sposobem.  Miej  się  na  baczności  i  nie  pozwól,  by  cię 
zdemaskowano.  To  byłaby  katastrofa  -  przestrzegała  lady 
Titheridge. 

-  Wiem,  ale  tak  bardzo  chcę  widzieć  tę  mumię.  George 

rzadko bywa w Londynie, niewielu ma tu znajomych, a i ja nie 
robię  konkiety  w  wielkim  świecie.  Nikt  mnie  nie  rozpozna  - 
powiedziała Emma z rozbrajającą szczerością. 

-  Uważaj,  nic  nie  mów  i  trzymaj  się  na  uboczu.  -  Wielka 

dama  z  błyskiem  rozbawienia  patrzyła  przez  okno,  jak  Emma 
wychodzi  z  domu  i  wsiada  do  fiakra.  Lady  Titheridge 
poprzysięgła  sobie  w  tejże  chwili,  że  jej  protegowana  zrobi 
„konkietę”  w  świecie.  Zacznie  od  wytwornych  środowych 
wieczorów w Almack. Lady Titheridge bywała na nich często i 
nigdy  nie  zauważyła  tam  Emmy.  Postanowiła  jechać  do  lady 
Safton, zawsze przychylnej debiutantkom. 

Jadąc  przez  Mayfair  Emma  nerwowo  zaciskała  dłonie, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

18

świadoma  niebezpieczeństwa  demaskacji.  Dojechawszy  na 
miejsce, opłaciła fiakra i stanęła przed drzwiami domu. Głuchy 
dźwięk  kołatki  zabrzmiał  w  jej  uszach  niczym  wezwanie  na 
Sąd  Ostateczny.  Otworzył  uśmiechnięty  lokaj  i  z  atencją 
wprowadził ją do środka, gdy okazała zaproszenie George’a. 

- Tędy proszę, panie Cheney - skłonił się. 
Szczęśliwa,  że  lady  Titheridge  pomyślała  o  stosownych 

butach,  Emma  ruszyła  za  nim  po  schodach,  lekko  stąpając  w 
wygodnych  spodniach;  dziw  prawdziwy,  że  młodym  damom 
nie wolno nosić odzienia, która daje tyle swobody. 

Z ulgą dostrzegła, że salon pełen jest gości. Sami  mężczyźni, 

stali  w  niewielkich  grupkach,  zagłębieni  w  poważnych 
rozmowach.  W  drugim  końcu  sali  na  dębowym  stole 
spoczywała  mumia  czekając  na  rozwinięcie z  bandaży. Emma 
ledwie  zwróciła  uwagę  na  egzotyczne,  zdobne  staroegipskimi 
ornamentami sprzęty i przesunęła się do kąta, z którego mogła 
wszystko widzieć, nie zwracając na siebie uwagi. Nie powinna 
była  ważyć  się  na  tę  awanturę.  Sir  Peter,  albo  kto  inny,  w 
końcu  na pewno  ją  spostrzeże, i  co wtedy? Wpadła jak śliwka 
w  kompot,  ot  co.  Poczuła  suchość  w  ustach  i  zatęskniła  za 
łykiem  wina,  które  wypatrzyła  na  stoliku  opodal,  ale  to 
oznaczałoby  pewną  katastrofę,  a  nie  śmiała  prosić  o  szklankę 
wody. Raptem poczuła, że ktoś się do niej zbliża. 

-  George,  miło  cię  widzieć.  Myślałem,  że  jesteś  w  Sussex  - 

odezwał się miły głos o nieskazitelnym akcencie. Sir Peter, ani 
chybi. 

Odwróciła  się  powoli,  z  nadzieją,  że  zmyli  jego  czujność. 

Serce waliło jej jak oszalałe. 

-  Nie  przepuściłbym  za  nic  takiej  gratki  -  odparła  głosem 

ćwiczonym  ostatnimi  dniami,  a  mającym  przypominać  głos 
George’a. Zerknęła w oczy sir Petera, ciekawa, czy zwiodło go 
przebranie. 

Nawet mrugnięciem  oka  nie  dał  po  sobie poznać,  jak  bardzo 

wstrząsnęło  nim  to,  co  ujrzał.  Młodzieniec  z  pozoru 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

19

przypominał jego przyjaciela,  ale to nie George, na Boga. Kto 
zatem?  Przyjmując  oszustwo  za  dobrą  monetę,  zamienił  kilka 
słów  z  szachrajem,  po  czym  przeprosił  i  pospieszył  odszukać 
Radleya.  Jego  lokaj  miał  równie  jak  on  przenikliwe  oko. 
Ciekawe, co też powie na tę dziwną maskaradę. 

- Ostatni z przybyłych. 
- Tak jest, jaśnie panie - odparł Radley z szacunkiem, jedynie 

uniesieniem brwi zdradzając, że dostrzegł coś niezwykłego. 

-  Nic  cię  w  nim  nie  zdziwiło?  -  Peter  odwrócił  lekko  głowę 

nie chcąc tracić z oka tajemniczego gościa, który najwyraźniej 
stronił od reszty zebranych. 

-  Miał  zaproszenie,  a  zdarza  się  nam  wszak  przyjmować 

nieco  delikatnych  dżentelmenów,  czyż  nie?  -  odparł  Radley 
obserwując  Emmę  spod  przymkniętych  powiek.  Jak  zwykle 
jego  odpowiedź  przerodziła  się  w  komentarz  i  jak  zwykle 
wygłoszony z kamiennym obliczem. 

Peter  powściągnął  uśmiech,  nie  przestając  spoglądać  na 

młodzieńca,  który,  dobywszy  blok  zza  pazuchy,  zaczął 
szkicować zawiniętą ciągle mumię. 

Raptem zamarł. Długie nogi, krągła kibić, nie mogły należeć 

do  mężczyzny.  Dłonie  też  zbyt  delikatne.  Kobieta!  Ale  kto? 
Wysoka  jak  na  niewiastę  i  zbyt  jak  na  dziewczę  postawna, 
chyba  że  tu  i  ówdzie  wywatowała  przyodziewek,  istotnie 
przypominała  jego  przyjaciela  na  tyle,  by  zwieść  tych,  którzy 
raz czy dwa zetknęli się  z wiecznie  nieuchwytnym George’em 
Cheneyem. 

Wreszcie  sobie  przypomniał.  George  miał  siostrę,  która 

właśnie  teraz  chyba  powinna  być  wprowadzana  w  świat.  Z 
łatwością  mogła  posłużyć  się  zaproszeniem  brata,  Peter  nie 
pojmował  jednak,  jakim  cudem  wyobraziła  sobie,  że 
kogokolwiek zwiedzie  swoją  maskaradą. Najwyraźniej chciała 
pozostać  nierozpoznana,  bo  speszyła  się  strasznie,  gdy  ją 
zagadnął.  Zagadkowa  osoba.  Zebrani  w  salonie  nie  zwracali 
najmniejszej  uwagi  na  młodzieńca,  skromnie  szkicującego  w 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

20

swoim  kątku,  i  okazującego  tym  samym  szacunek  należny 
starszym, którzy traktowali go z grzecznym lekceważeniem. 

Uznawszy,  że  powinien  działać,  zanim  ktokolwiek  przyjrzy 

się  bliżej  intruzowi  i  nim  wybuchnie  skandal,  Peter  przeszedł 
do stołu, gdzie leżała mumia. 

-  Panowie,  oto  obiekt,  który  sprowadza  was  tutaj,  mumia  z 

Teb.  -  Począł  snuć  opowieść  o  tym,  jak  to  mumia  przybyła  z 
Egiptu  razem  z  innymi  starożytnościami,  które  jego  ojciec 
pozyskał  tam  w  interesie  nauki.  Do  niedawna  spoczywała  w 
mrocznym  magazynie,  aż  Peter  postanowił,  że  spróbuje 
określić jej tożsamość, to zaś wymagało rozwinięcia bandaży. 

Tu  powoli,  teatralnym  gestem  chwycił  luźny  koniec  płótna. 

Emma  ze  swego  kąta  obserwowała  z  zapartym  tchem  jego 
poczynania.  Miała  już  szkic  zawiniętego  ciała,  teraz  czekała, 
kiedy  wyłoni  się  spod  zwojów,  by  zrobić  drugi  rysunek.  Nic 
nie  uchodziło  jej  uwagi:  szczególny  zapach  unoszący  się  w 
salonie,  szorstka  faktura  bandaży,  przedmioty  należące  do 
zmarłego, ukazujące  się w  miarę  rozwijania,  jak  choćby duży, 
jasnobłękitny  skarabeusz.  Przesunęła  się  bliżej,  chcąc  go 
naszkicować.  Kolejny  amulet.  Coraz  bardziej  zafascynowana, 
przysunęła się jeszcze bliżej. 

Peter  nie  przestawał  jej  obserwować;  tam,  gdzie  mógł 

oczekiwać  waporów,  dostrzegał  niekłamane  zainteresowanie. 
Zerknął  na  Radleya,  który  starannie  zwijał  płótno,  numerował 
każdy zwój i odkładał na stolik obok. I on obserwował Emmę i 
najwyraźniej był pod wrażeniem. 

Peter układał znalezione amulety i ozdoby na krawędzi stołu. 

Młoda  dama  zachłannie  rysowała  jeden  po  drugim  całkowicie 
zatopiona w pracy. Na widok biżuterii szeroko otworzyła oczy 
w  zachwycie.  Jak  każda  kobieta,  pomyślał  jak  każdy 
mężczyzna: gotowa tracić głowę dla ozdóbek, choćby należały 
do mumii. 

Musiał  jednak  przyznać,  że  były  naprawdę  piękne. 

Zastanawiał  się,  czy  amulety  zostały  ułożone  w  jakimś 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

21

porządku, czy też na los szczęścia. Pewnie nigdy się nie dowie, 
ale  rad  był,  że  młoda  artystka  rysuje  w  takiej  kolejności,  w 
jakiej je znajdował. 

Bóg  mu  ją  chyba  zesłał.  Na  próżno  dotąd  szukał  kogoś,  kto 

zgodziłby  się  rysować  jego  kolekcję.  Widać  współcześni 
artyści  uważali  szkicowanie  skarabeuszy  i  naszyjników,  nie 
wspominając o mumii, za rzecz poniżej ich godności. 

Peterowi  zabłysły  oczy,  gdy  odwinąwszy  wszystkie  niemal 

bandaże,  ujrzał  naszyjnik  wyjątkowej  urody:  skarabeusz  z 
jasnozielonego  kryształu  pośród  rzędów  lapis  lazuli  i 
krwawnika, z ornamentami w kształcie stylizowanych pączków 
lotosu.  Podniósł  klejnot  z  namaszczeniem,  by  pokazać  go 
zebranym. Cichy okrzyk  zachwytu w  innej sytuacji zdradziłby 
artystkę,  ale  panowie  zareagowali  nie  inaczej.  Po  salonie 
przeszedł szmer podziwu. 

-  Znalazłeś  prawdziwy  skarb,  sir  Peterze  -  przemówił  pan 

Reginald  Swinburne.  -  I  pomyśleć,  że  tyle  lat  przeleżał  w 
lamusie. Dobry żart. 

-  Samo złoto warte  majątek  -  dodał  Edward,  lord Worcester, 

przysuwając  się  bliżej  stołu,  by  lepiej  widzieć  klejnot  godny 
królowej. 

-  Szczęściarz,  kto  miał  takiego  ojca  -  westchnął  lord 

Petersham  z  nieskrywaną  zazdrością.  Ponieważ  wszystkim 
było  wiadome,  że  Petersham  jest  wiecznie  w  tarapatach 
finansowych,  zebrani  powitali  tę  uwagę  głośnym  śmiechem, 
który złagodził napięcie towarzyszące rozwijaniu bandaży. 

-  Radzę  ci,  mój  stary,  zatrudnić  strażników,  jeśli  chcesz  to 

wszystko trzymać w domu - odezwał się pan Swinburne. 

Peter  spojrzał  na  niego  bez  słowa  i  odłożył  naszyjnik,  by 

młody artysta mógł go narysować. 

Nikt  nie  zwracał  uwagi  na  pracowicie  szkicującego 

młodzieńca.  Wszyscy  widać  uznali,  że  to  człek  najęty  przez 
Petera, i nawet nań nie spoglądali. Na szczęście, gdyż Peter za 
nic nie chciał skandalu. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

22

Wreszcie  ukazało  się  ciemnobrązowe,  zasuszone  ciało  z 

rękoma  skrzyżowanymi  na  piersi.  Na  ostatnim  bandażu  leżał 
pięknie rzeźbiony skarabeusz. 

-  Wnosząc  po  bogatych  ozdobach,  musiała  być  księżniczką. 

Zwróćcie  uwagę  na  niewielki  rozmiar  czaszki  i  delikatną 
budowę kośćca. Żadnych śladów obrażeń. 

- Nawet zęby ma w dobrym stanie - rzucił ktoś z zebranych. 
-  Widać  nie  lubiła  słodyczy  -  zażartował  niewybrednie  ktoś 

inny. 

Emma  pragnęła,  by  sobie  poszli  i  zostawili  ją  samą  z 

księżniczką.  Była  pewna,  że  sir  Peter  nie  myli  się  w  swoich 
Przypuszczeniach.  Ciało  miało  w  sobie  coś  królewskiego, 
Mulety i klejnoty były tak piękne. 

-  Co  zamierzasz  uczynić  z  ciałem?  -  zapytał  pan  Swinburne 

okrążając stół z mumią. 

- Rzecz  wymaga  namysłu.  Może  stworzę  prywatne  muzeum. 

Będzie  mi  trzeba  pomocy,  ale  chyba  właśnie  znalazłem 
odpowiednią  osobę.  -  Spojrzał  na  młodego  artystę,  ciekaw 
efektu, jaki wywarły jego słowa. 

Emma  pobladła,  ale  nic  nie  rzekła.  Zaczęła  szkicować  ciało, 

poświęcając  wiele  uwagi  skarabeuszowi  umieszczonemu  na 
sercu.  Chciała  jak  najlepiej  oddać  piękno  księżniczki.  Nie 
zauważyła nawet, kiedy wokół ucichły głosy. A potem zostały 
same w salonie. 

Wróciwszy  na  górę,  Peter  przez  chwilę  spoglądał  na 

pracującą  artystkę.  Podszedł  do  niej  w  końcu,  nie  oczekując 
wiele,  gotów  skorzystać  z  jej  szkiców,  skoro  nie  miał  nikogo 
innego. 

-  Nie  przestajesz  rysować.  Mogę  zobaczyć  te  szkice,  mój 

stary?  -  Peter  postanowił  zachowywać  się  tak,  jakby  dał  się 
zwieść maskaradzie. 

- Oczywiście. Gdzie się wszyscy podziali? Musi być strasznie 

późno  -  stwierdziła  przerażona,  gdy  podniosła  głowę.  Peter 
pomyślał, że matka zasypie ją wymówkami, gdy córka o czasie 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

23

nie wróci do domu. 

Nie  odpowiedział  od  razu,  zaskoczony  doskonałością 

rysunków  łączących  biegłość  rzemieślnika  z  wrażliwością 
artysty. Nie mógł oczekiwać lepszych. 

-  Są  wspaniałe.  Mogę  je  zatrzymać?  Chętnie  zapłacę  każdą 

sumę,  jakiej  zażądasz.  I  tak  zamierzałem  wynająć  rysownika, 
ale nie znalazłem takiego, który zgodziłby się rysować mumię. 

-  Chciałem  popracować  jeszcze  nad  nimi  w  domu,  położyć 

kolor pastelami... - zaczęła. 

-  Możesz  to  zrobić  tutaj.  Przyjdź  jutro,  popracujemy  razem. 

Wiem,  jak  bardzo  zajmują  cię  starożytności,  a  i  trochę  grosza 
ci  wpadnie.  Wykopaliska  to  kosztowne  zajęcie...  musisz 
opłacać robotników - nalegał Peter nie chcąc wypuścić szkiców 
z ręki, w obawie, że może je stracić bezpowrotnie. 

Zesztywniała  w  pierwszej  chwili,  po  czym zaczęła rozważać 

jego  propozycję.  Peter  wstrzymując  oddech  czekał  na  wynik 
pojedynku,  który  toczyła  ze  sobą.  Trzeba  jej  pieniędzy? 
Zapewne  tak  jak  większości  młodych  panien,  a  wiedział,  że 
majątek Cheneyów nie należał do pokaźnych. 

- Byłbym ci bardzo zobowiązany, gdybyś zechciał mi pomóc. 

Mam  sekretarza,  porządny  chłopak,  ale  nie  umie  nawet 
trzymać ołówka w dłoni. 

-  Przemyślę  to.  Wezmę  jeden  szkic  naszyjnika.  Zrobiłem 

dwa. Muszę brać już nogi za pas. Przyślę ci liścik. 

Nic nie mógł zrobić, najwyżej wziąć ją w niewolę, cóż, kiedy 

czasy już nie te. 

- Zechciej rozważyć moją ofertę, proszę. Naprawdę potrzebny 

mi  ktoś  do  pomocy.  Zważywszy,  że  masz  własne  zajęcia, 
przyrzekam, że nie zabiorę ci wiele czasu. 

Za  całą  odpowiedź  skinęła  ledwie  głową  i  podążyła  ku 

drzwiom.  W  jednej  chwili  była  na  dole,  unosząc  ze  sobą 
rysunek  naszyjnika.  Czując,  że  będzie  jej  spieszno,  Radley 
zawołał wcześniej fiakra. 

Peter obserwował przez okno znikający za rogiem pojazd. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

24

-  Pojechała  i  nie  zgadniesz,  czy  kiedyś  wróci.  Niech  to 

wszyscy  diabli!  Nie  wiem  nawet,  kto  to  jest  -  zwrócił  się  do 
lokaja. 

- Może pana ciotka wie, która z młodych dam z towarzystwa 

zajmuje  się  rysowaniem.  Nie  zaszkodziłoby  pójść  na  jeden, 
drugi  bal.  A  nuż  ją  pan  znajdzie  -  rzucił  Radley  niby  od 
niechcenia. 

- Aha, chcesz mi znaleźć żonę, stary - zawołał Peter. 
- Jakżebym śmiał, sir. 
Obydwaj,  nawykli  do  żartobliwych  zwad,  parsknęli 

śmiechem. 

Peter zaczął rozważać sugestię podsuniętą przez lokaja, który, 

prawdę  rzekłszy,  bardziej  był  mu  przyjacielem  niż  sługą, 
zważywszy  wspólnie  przeżyte  lata.  Radley  miał  rację. 
Powinien  pojawić  się  w  świecie,  wprawiając  Londyn  w 
zdumienie. 

Kochana 

cioteczka 

podpowie 

mu, 

czyje 

zaproszenia Przyjąć. 

Raczej z pośpiechem  niż z wdziękiem Emma zwolniła fiakra 

przed  domem  lady  Titheridge.  Uśmiechnęła  się  z  ulgą,  gdy 
Leland  otworzył  przed  nią  drzwi.  W  pokoju  na  piętrze  bekała 
już Braddon. 

-  Uspokój  się,  moja  duszko  -  rzuciła  lady  Titheridge  od 

progu,  słysząc,  jak  Emma  ponagla  pokojową.  -  Wierzę,  że 
udobruchasz  mamę,  kiedy  dasz  jej  to.  -  W  dłoni  trzymała 
wielce  pożądane  bilety  wstępu  do  Almack,  które  powinny 
uśmierzyć ewentualne pretensje pani Cheney. 

-  Och,  mateczka  będzie  uradowana  -  powiedziała  Emma 

zdjęta nabożną zgrozą na myśl o zmianach, które ją czekały. 

-  A  teraz  opowiedz  mi  wszystko.  Jak  było?  Okropnie  jest 

patrzeć  na zasuszone  ciało?  Udało  ci  się  zrobić szkice? -  lady 
Titheridge zarzuciła ją pytaniami. 

-  Porywające  popołudnie,  milady.  Ani  trochę  się  nie  bałam. 

Sir  Peter  powiada,  że  to  księżniczka.  Zrobiłam  kilka  szkiców, 
ale przyniosłam tylko jeden, pani siostrzeniec zatrzymał resztę. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

25

- Naszyjnik. Jakie to niezwykłe... i jakie podobne do naszych 

obyczajów - zamyśliła się lady Titheridge. 

-  Och,  milady  -  przerwała  jej  Emma  myśląc  już  o  powrocie 

do  domu.  -  Chce,  żebym  przyszła  do  niego  jutro  i  dalej 
rysowała. Co robić? 

- Nie wspomniał nic o przebraniu? - zapytała lady Titheridge 

spoglądając bystro na Emmę. 

-  Ani  słówkiem,  ale  był  zajęty  mumią  i  gośćmi.  Chyba  nie 

zwracał na mnie uwagi. 

Lady  Titheridge  zrobiła  powątpiewającą  minę,  ale  nic  nie 

powiedziała, 

- Co robić? - powtórzyła Emma. 
-  Cóż,  myślę,  że  powinnaś  pójść.  Bóg  jeden  wie,  ile  czasu 

uganiał  się  za  rysownikiem.  Ma  łebskiego  sekretarza,  ale 
chłopak złamał zdaje się rękę czy coś takiego. W każdym razie 
Peter  skarżył  się,  że  nie  ma  z  niego  żadnej  pomocy  przy 
starożytnościach.  -  Lady  Titheridge  podała  Emmie  bilety  do 
Almack. 

- Nie wiem, czy wytrzymam to udawanie - westchnęła Emma 

posyłając lady Titheridge stroskane spojrzenie. 

-  Nonsens,  moje  dziecko.  Na  razie  zostaw  ubranie  tutaj. 

Braddon  się  nim  zajmie,  ulepszy  co  nieco.  Ważne,  żeby  mój 
siostrzeniec  mógł  dalej  pracować.  Zrobię wiele,  by  mu w  tym 
pomóc. Bóg cię zesłał,  moja droga. Masz śmiałość i talent. To 
nie potrwa długo. Podołasz. Spróbuj - prosiła lady Titheridge. 

- Nie wiem, milady. To wielkie ryzyko. 
-  Ale  jakie  rozkoszne.  Pomyśl.  Żadna  zwykła  panna  nie 

mogłaby nawet oglądać tych starożytności, co dopiero dotykać. 
Będziesz rysowała kosztowności należące do księżniczki, która 
żyła  tysiące  lat  temu.  To  zdarza  się  raz  w  życiu.  Rzecz  jest 
warta ryzyka. 

-  Ryzyka?  -  powtórzyła  Emma  zastanawiając  się,  co  ma  do 

stracenia.  Jeśli  zostanie  zdemaskowana,  przekreśli  całą  swoją 
przyszłość. Wybuchnie skandal. Czy waży się spędzić kilka dni 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

26

w domu sir Petera rysując amulety? Na chwilę odsunęła na bok 
myśl o samym gospodarzu. 

Dostanie  za  swoją  pracę  pieniądze,  a  to  stanowiło  nie  lada 

pokusę  przy  braku  zasobów.  Jeśli  ma  pojawić  się  w  Almack, 
białą muślinową suknię koniecznie trzeba zastąpić inną. 

Widok biletów i perswazja przeważyły o decyzji. 
- Spróbuję - powiedziała w końcu. 
-  No  widzisz  -  w  głosie  lady  Titheridge  dało  się  słyszeć 

niekłamane zadowolenie. 

Emma  schowała  bilety,  chwyciła  pelerynkę,  pożegnała  się 

pospiesznie  i  zbiegła  na  dół.  Zamiast  fiakra  czekał  na  nią 
powóz lady Titheridge. Na widok jej zaskoczonej miny Leland 
pozwolił sobie na niejaką poufałość: 

- Nasza pani jest bardzo panience przychylna. Ani chybi musi 

jej panienka przypominać,  jaką sama  była w młodych  latach. - 
Z  miną  taką,  jakby  powiedział  więcej  niż  powinien, 
odprowadził Emmę do powozu. 

Wracała  do  domu  oszołomiona  kłębiącymi  się  w  głowie 

myślami.  Jak  przebrnie  przez  awanturę,  którą  sama  zaczęła? 
Jak powiedzieć  matce, że  lady  Titheridge  prosiła  ją o pomoc? 
Mateczka nie powinna o nic pytać, rada z biletów do Almack. 
Poranne  wyprawy,  kiedy  pani  Cheney  leżała  jeszcze  w  łóżku, 
wydawały się bezpieczne. 

-  Emmo,  moja  droga,  tak  późno  wracasz.  Mamy  jechać 

wieczorem do opery z panią Bascomb. Gdzie się podziewałaś? 
- czyniła jej wyrzuty pani Cheney. 

- Lady Titheridge chyba mnie polubiła. Spójrz, co mi dała na 

pożegnanie. - Emma podała jej upragnione bilety. 

- Almack? - Pani Cheney przytknęła chusteczkę do czoła, po 

czym  sięgnęła  po  sole  trzeźwiące.  -  Będziesz  potrzebowała 
nowej  sukni.  Niech  Bóg  błogosławi  panią  Bascomb,  że 
namówiła nas  na wieczór  muzykujący u  lady Titheridge. Jakie 
ja wiążę z tobą nadzieje, kochanie. 

Były one niczym w porównaniu z nadziejami Emmy. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

27

 
 

Emma  wysłała  posłańca  z  wiadomością  dla  sir  Petera, 

powiadając sobie w duchu, że za późno na wahanie. Przyrzekła 
przecież  lady  Titheridge,  że  pomoże  jej  siostrzeńcowi.  Matka 
jak  zwykle  leżała  jeszcze  w  łóżku,  kiedy  wychodziła  z  domu. 
Powiedziała staremu Oldhamowi, że udaje się z wizytą do lady 
Titheridge,  co  o  tyle  było  zgodne  z  prawdą,  iż  tam  się  miała 
przebrać i dopiero jechać do sir Petera. 

Nie mogła się już doczekać, kiedy obejrzy jego kolekcję. To, 

co  zdołała  zobaczyć  poprzedniego  popołudnia,  podnieciło 
tylko  jej  ciekawość.  Dom  urządzony  był  w  stylu  egipskim, 
ściany  pokrywały  niezwykłe  freski,  podobne  motywy 
zdobnicze dostrzegła na meblach. Czy były wygodne? A może 
sir  Peter  był  zbyt  zajęty,  by  zwracać  uwagę  na  wygodę.  Ze 
swoim  naukowym  podejściem  do  starożytności  nie  sprawiał 
ważenia dandysa. 

Tak, na pewno był szczególnym człowiekiem. Ubrany podług 

ostatniej  mody, a  jednak z powściągliwą elegancją, całkowicie 
pochłonięty  swoją  pasją.  Z  tego,  co  mówiła  lady  Titheridge, 
należało wnosić, że nie zaprząta sobie myśli małżeństwem i nie 
szuka żony. Rzecz w najwyższym stopniu intrygująca. 

Zbliżała  się  do  domu  na  Bruton  Street  z  lekkim  drżeniem 

serca.  Po  wysłaniu  liściku  pokolorowała  z  pamięci  rysunek 
naszyjnika  i  teraz  była  ciekawa,  czy  trafnie  oddała  barwy. 
Wpuścił  ją ten  sam  wesoły  lokaj,  tak  inny od  mającego  ciągle 
muchy w  nosie  Oldhama.  Gdy  powitał  ją uśmiechem,  poczuła 
się trochę pewniej. 

- Mam pomóc sir Peterowi - oznajmiła niskim głosem. 
-  Tędy  proszę,  sir.  -  Lokaj  poprowadził  ją  do  obszernego, 

dobrze  oświetlonego  gabinetu,  gdzie  pod  ścianami  stały 
gabloty  z  egipskimi  artefaktami,  a  na  środku  wielki 
mahoniowy stół, na którym leżały rysunki Emmy. W powietrzu 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

28

unosił  się  drażniący  nozdrza  zapach  starości.  Emma 
zmarszczyła nos i postanowiła, że następnym razem przyniesie 
cynamonowe pot-pourri. 

- Wspaniale, że jesteś, George. Nie wiesz nawet, jakem rad z 

twojej  pomocy.  Rozwinąłeś  zapewne  talent  szkicując  te  twoje 
rzymskie  wykopaliska.  -  Do  pokoju  wszedł  sir  Peter.  - 
Zamierzasz wrócić do Sussex, kiedy pogoda się poprawi? 

O  ile  Emma  wiedziała,  kiepska  pogoda  nie  była  w  stanie 

oderwać brata od jego zajęć. Nawet gdyby padał deszcz i śnieg, 
George znalazłby coś do roboty. Nie podnosząc wzroku skinęła 
głową. Im mniej będzie mówić, tym lepiej. 

-  Wybacz  szczerość,  ale  coś  mizernie  mi  wyglądasz  - 

powiedział  sir  Peter  nie  czekając  na  odpowiedź  i  zerkając  na 
Emmę  spod  oka.  -  Musisz  dbać  o  zdrowie.  Znasz  to 
powiedzenie: troszcz  się  o  siebie,  bo  nikt  inny troszczyć  się  o 
ciebie nie  będzie - oznajmił, śmiejąc  się z własnego bon mot  
podszedł do rysunków. 

-  Co  ty  na  to,  żeby  pokolorować  dzisiaj  te  rysunki  i 

skatalogować amulety, które wczoraj znaleźliśmy? 

-  Masz  kłopoty  z  katalogowaniem?  -  zapytała  próbując 

mówić głosem George’a. 

- Bazgrzę jak kura pazurem - zwierzył się sir Peter z błyskiem 

rozbawienia  w  oku.  -  Zdałaby  mi  się  twoja  pomoc  w  tej 
materii.  Mój  sekretarz  złamał  w  zeszłym  tygodniu  rękę,  a 
wnosząc  z  liściku,  który  mi  przysłałeś  rano,  masz  ładny 
charakter  pisma.  Zapłacę  dodatkowo.  Będziesz  mógł 
przeznaczyć  te  pieniądze  na  wykopaliska.  Nie  chcę  cię 
wykorzystywać. Zastanów się nad moją prośbą. 

Zrobił  przesadnie  strapioną  minę  i  przeszedł  do  sąsiedniego 

pokoju,  gdzie  na  biurku  piętrzyła  się  sterta  papierów. 
Biedaczysko. 

Pozbawiony 

sekretarza, 

rzeczywiście 

potrzebował  pomocy,  ale  ona  nie  musiała  aż  tak  rozpaczliwie 
zdobyć pieniędzy, by podejmować tego rodzaju ryzyko. 

Zerknęła  na  kieszonkowy  zegarek,  który  lady  Titheridge 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

29

kazała  jej  wziąć  ze  sobą,  i  przeraziła  się,  jak  szybko  minął 
poranek.  Odłożyła  rysunki  i  podeszła  do  sir Petera  męczącego 
się nad kartami katalogowymi; niezadowolony z siebie mruczał 
pod nosem przekleństwa, których wolałaby nie słyszeć. 

-  Muszę  kończyć  na  dzisiaj,  sir  Peterze.  Przyjdę  jutro,  jeśli 

sobie  życzysz.  -  Stała  w  progu,  zastanawiając  się,  czy  nie 
powinna  namówić  mateczki,  by  czym  prędzej  wyjechały  na 
wieś umykając przed niebezpieczeństwem. A jednak korciło ją, 
by nadal rysować przedmioty z kolekcji. Nie przyszło jej wcale 
do głowy, że bardzo pociąga ją sam gospodarz. 

- Nie pamiętam, żebyśmy byli na pan, mój stary - powiedział 

sir  Peter  z  uśmiechem.  -  Dla  ciebie  jestem  po  prostu  Peter. 
Przyjdź  jutro,  jeśli  łaska.  Przy  okazji,  jak  się  miewa  twoja 
siostra?  Jest  w  Londynie?  -  Sir  Peter  pochylił  głowę  niby  to 
pochłonięty notatkami. 

-  Emma  jest  w  mieście.  Mateczka  okropnie  przejęta  jej 

debiutem. Wiesz, jak to jest. 

-  Była  już  na  tańcach  w  Almack?  -  zagadnął  od  niechcenia, 

zerkając na Emmę. 

Pomyślała,  że  ma  niezwykłe  oczy.  To  przejrzyste  niczym 

morska  woda  rozjaśniona  słonecznymi  refleksami,  to  ciemne 
niczym zieleń mrocznej puszczy. 

- Nie wiem - odparła, nie mając pojęcia, czego oczekiwać po 

środowym wieczorze. - Zdaje się, że idzie tam w tym tygodniu 
przyznała  bezmyślnie,  w  chwili  umysłowego  zaćmienia. 
Jedyna pociecha w tym, że sir Peter nigdzie nie bywał. 

-  To  miło  -  oznajmił  z  nosem  w  papierach.  -  Do  zobaczenia 

jutro. Naprawdę doceniam, co dla mnie robisz. 

Uszczęśliwiona, że pomaga w tak poważnym przedsięwzięciu 

naukowym,  przemknęła  przez  hol.  Radley  pożegnał  ją  i 
poszedł do pana. 

- Dowiedział się pan czegoś ciekawego, sir? 
- To Emma Cheney. W tę środę wybiera się do Almack. 
- Lady Titheridge może być pomocna - podsunął Radley. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

30

-  Może,  może  -  mruknął  Peter  wracając  do  pracy.  Radley 

skłonił  się  i  poszedł  do  kuchni  po  kawę  i  ulubione  bułeczki 
swego pracodawcy. Postawił tacę na biurku i cicho wycofał się 
z pokoju. 

 
U
 lady Titheridge Emma została zasypana pochwałami. 
-  Cudowna z  ciebie  dziewczyna  -  oznajmiła stara dama, gdy 

Emma wróciła do swej zwykłej postaci. 

- Dziękuję. Mateczka ucieszyłaby się, gdyby jakiś dżentelmen 

był  tego  samego  zdania.  Zamartwia  się,  że  nie  mam 
konkurentów. Ona była w młodości prawdziwą pięknością. 

-  I  ty  znajdziesz  adoratorów,  zapamiętaj  sobie  moje  słowa. 

Braddon, musimy zadbać o wygląd Emmy. 

-  Co  panienka  myśli  włożyć  na  tańce?  -  zapytała  Braddon 

oglądając Emmę ze wszystkich stron. 

Dziewczyna  spojrzała  na  nią  bezradnie.  Wnosząc  z  miny 

pokojówki, musiała wyglądać okropnie. 

-  Mateczka chciała  zamówić  nową  suknię,  ale krawcowa nie 

zdąży na czas. Tyle panien staluje nowe toalety. 

- Włożysz zatem...? - zapytała lady Titheridge. 
- Tę samą suknię, którą miałam na wieczorze muzycznym. Aż 

strach pomyśleć,  co powie pan  Brummell  widząc, że nie  mam 
nic  innego.  -  Emma  nie  próbowała  nawet  kłamać.  I  tak 
wszyscy w Londynie wiedzieli, jakie kto ma widoki i zasoby. 

Przynieś 

jutro  tę 

suknię. 

Braddon 

potrafi 

być 

cudotwórczynią,  kiedy  trzeba  przerobić  ładny  fatałaszek,  a  z 
tego,  co  pamiętam,  tamtego  wieczoru  u  mnie  wyglądałaś 
naprawdę ślicznie. 

Emma uśmiechnęła się z wdzięcznością. Gdyby jej mateczka 

rzekła  czasami  dobre  słowo,  zamiast  ciągle  ją  łajać,  że  źle 
siedzi lub stoi, byłaby pewniejsza siebie. 

Wtorkowy  wieczór  spędziła  ucząc  się  kroku  walca,  w  razie 

gdyby  ktoś  ją  poprosił  do  tego  nieco  gorszącego  tańca. 
Partnerem  był  ojciec,  który  wprawdzie  rzadko  bywał  w 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

31

świecie, ale lubił od czasu do czasu zatańczyć. 

- Uważaj, Emmo, jak to idzie - powiedział ujmując żonę wpół 

i zaczął wirować po salonie w zachwycającym rytmie. Chwilę 
patrzyła  wybijając  takt  stopą,  po  czym  sama  zaczęła  pląsać, 
szybko  podchwytując  prosty  krok,  tak  odmienny  od  kadryla 
czy kotyliona. 

- Pojętna jesteś - pochwalił ojciec. 
- Żeby tylko ktoś poprosił ją do tańca - mruknęła pani Cheney 

w  chusteczkę.  -  Chociaż  wcale  nie  jestem  pewna,  czy  młode 
panny  powinny  tańczyć  walca.  Od  tego  tylko  puste  myśli 
przychodzą do głowy. 

-  Jak  dziewczyna  płocha,  to  i  walc  wyda  się  jej  płochy  - 

powiedział pan Cheney i umknął z salonu, zanim żona zdążyła 
znaleźć mu kolejne zajęcie. 

 
W
ychodząc  z  domu  następnego  ranka,  Emma  zabrała  białą 

muślinową 

suknię 

cynamonowe 

pot-pourri. 

Fanny 

zaciekawiła  się,  dlaczego  jej  panienka  wynosi  strój, w  którym 
miała  wystąpić  tego  samego  wieczoru,  ale  nie  otrzymała 
wyjaśnień. 

Braddon  oceniła  fachowym  okiem  toaletę,  pomogła  Emmie 

przebrać się w strój brata i wyprawiła ją na Bruton Street. Gdy 
dziewczyna wyszła, lady Titheridge wezwała pokojówkę. 

- Da się coś zrobić z tą suknią? 
-  Niewiele,  jaśnie  pani.  Suknia  przyzwoita,  ale  nie  do 

poprawki.  -  Tego  się  obawiałam.  Zawieźmy  ją  do  madame 
Clotilde. 

Ubiera  mnie  od  niepamiętnych  czasów,  już  ona  powinna 

znaleźć coś stosownego dla Emmy. 

Obydwie  kobiety  niemiłosiernie  wcześnie  wybrały  się  do 

pracowni  krawieckiej.  Lady  Titheridge  nie  chciała,  by 
ktokolwiek poza madame Clotilde wiedział, co ją sprowadza. 

 
E
mma  wchodziła  do  domu  przy  Bruton  Street  jeszcze 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

32

bardziej  niespokojna  niż  poprzedniego  dnia.  Czy  nie  zostanie 
aby zdemaskowana? Ledwie zwracała uwagę na wnętrza, które 
mijała. Serce jej łomotało na myśl o kolejnym dniu i czekającej 
ją przyjemności. 

-  Sir  Peter  jest  w  tej  chwili  zajęty,  ale  pańskie  przybory  są 

tam,  gdzie  je  pan  wczoraj  zostawił.  Jakieś  życzenia?  Może 
podać  kawę  albo  herbatę?  A  może  kieliszek  wina?  - 
zaproponował pogodny jak zwykle Radley. 

-  Herbatę, jeśli  można.  Paskudna  dzisiaj  mżawka - mruknęła 

Emma  sadowiąc  się  na  swoim  miejscu  i  stawiając  przed  sobą 
mały  słoiczek  z  pot-pourri.  W  gabinecie  rozszedł  się  miły 
zapach.  Kiedy  Radley  wniósł  dzbanek  z  herbatą  i  ciasteczka 
imbirowe, nie podniosła nawet głowy. 

Nieco  później  usłyszała  hałas.  Drgnęła.  W  progu  stał 

zafrasowany sir Peter. 

- Niech to wszyscy diabli. Że też mój sekretarz musiał złamać 

rękę  akurat  teraz,  gdy  go  tak  potrzebuję.  Nie  potrafię 
przyzwoicie pisać, ciągle sadzę kleksy, a muszę wysłać dzisiaj 
list. Mógłbyś może...? - spojrzał błagalnie na Emmę. 

-  Mógłbym  spróbować,  ale  to  oznacza,  że  będę  dłużej 

pracować nad rysunkami. 

-  Nie  szkodzi  -  powiedział  sir  Peter  i  machnął  dłonią,  jakby 

chciał usunąć wszelkie ewentualne przeszkody. 

List okazał się niezwykle zajmujący. Sir Peter zwracał się do 

wysokiego urzędnika rządu w Egipcie o zgodę na prowadzenie 
poszukiwań  w  dorzeczu  Nilu.  Brzmiało  to  jak  zapowiedź 
wielkiej  przygody.  Skończyła  przepisywać  tekst  i  westchnęła 
głęboko. 

Peter  stał  niepokojąco  blisko  i  patrzył  jej  przez  ramię  z 

prawdziwą satysfakcją. 

- Znakomicie. Piszesz nawet ładniej niż mój sekretarz. Emma 

z uśmiechem skinęła głową i wróciła do swoich rysunków. Coś 
dziwnego  się  z  nią  działo,  gdy  sir  Peter  był  w  pobliżu. 
Cokolwiek  to  było,  czuła  się  pewniej  i  swobodniej,  gdy 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

33

zachowywał  dystans.  Z  wybiciem  dwunastej  wyszła  i  czym 
prędzej udała się do lady Titheridge. 

Leland  zaprowadził  ją  do  tego  samego,  co  zawsze  pokoju, 

gdzie  oczekiwały  już  dwie  konspiratorki.  Gdy  Braddon 
pomogła  jej  zdjąć  ubranie  George’a,  lady  Titheridge  dotąd 
krążąca niespokojnie, zatrzymała się przed Emma. 

- Mam nadzieję, że przyjmiesz rzecz bez urazy, ale nic się nie 

dało  zrobić z twoją  śliczną  suknią.  Nie  chciałyśmy  jej zepsuć. 
Emma skinęła głową. 

- Rozumiem, jaśnie pani. Włożę ją i niech kto spróbuje tylko 

krzywo spojrzeć, że mam na sobie znowu tę samą toaletę. 

- Otóż, moja duszko, mam pomysł. Zobacz czy nie zdałaby ci 

się moja suknia. Pokaż no ją, Braddon. 

Na  te  słowa  pokojówka  zaprezentowała  zapierające  dech  w 

piersiach  cudo  z  krepy  wyszywanej  srebrem  i  przybranej 
koronką, z pysznym haftem u dołu i przy dekolcie; strój prosty, 
a przy tym niezwykle wytworny. 

-  Nie  mogę  jej  przyjąć.  Wygląda,  jakby  nikt  jej  jeszcze  nie 

nosił - słabo zaprotestowała Emma. 

-  Prawdę  mówiąc,  jest  nowa.  Ja  jestem  za  stara  na  taką 

toaletę,  a  nie  mam  ochoty  zwracać  jej  krawcowej.  -  Lady 
Titheridge posłała Braddon znaczące spojrzenie. 

Słowa  te  zabrzmiały  prawdziwie,  niemniej  Emma  przyjrzała 

się bacznie damie. Pokusa  była tak wielka, że nie potrafiła  się 
oprzeć. 

- Będę bardzo uważała - obiecała z przejęciem. 
- Ależ jest twoja. Mnie na nic się nie zda. 
Emma  przemogła  zwykłą  nieśmiałość  i  ucałowała  swoją 

dobrodziejkę; spiekła przy tym raka. 

- Jak minął poranek? Mam nadzieję, że dobrze. Jedź teraz do 

domu  i  odpocznij  przed  wieczornymi  tańcami  -  powiedziała 
lady Titheridge, odprowadzając ją do schodów. 

Emma wyszła oszołomiona.  W tym  stanie znalazła  ją Fanny, 

gdy  przyszła  wieczorem  asystować  przy  wkładaniu  nowej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

34

toalety.  Dziewczyna  zasypała  panią  pytaniami  na  temat 
wspaniałej kreacji, ale niczego się nie dowiedziała. 

-  Skąd  ta  suknia,  moja  droga?  -  zawołała  matka, gdy  Emma 

stanęła  przed  nią.  W  ruch  poszła  buteleczka  z  solami 
trzeźwiącymi.  Pani  Cheney  osunęła  się  na  fotel  niezdolna 
odgadnąć, jakim sposobem córka zdobyła tak kosztowny strój. 

- Dała mi  ją  lady Titheridge. Nie chciała słyszeć o odmowie. 

Twierdzi,  że  zamówiła  ją  dla  siebie,  ale  jest  na  nią  za  stara. 
Mogę ją zatrzymać... jeśli się zgodzisz. 

Niezdolna  zlekceważyć  takiej  wspaniałomyślności,  pani 

Cheney  przez  całą  drogę  do  Almack  opowiadała,  jakie  to 
szczęście,  że  droga  Bascomb  zaprowadziła  je  na  wieczór 
muzyczny do lady Titheridge. Emma, przejęta jak nigdy, sama 
nie wiedziała, kiedy trajkotanie matki ustąpiło miejsca słodkim 
dźwiękom  muzyki.  Tak  czy  inaczej,  postanowiła  dobrze  się 
bawić,  nie  zwracać  uwagi  na  baczne  spojrzenia  matron,  a 
nawet wypić kieliszek  wina.  Dzisiejszym tańcom patronowały 
trzy damy: lady Sefton posłała jej słodki uśmiech na powitanie. 

-  A  więc  to  ty  jesteś  młodą  przyjaciółką  naszej  Evelyn. 

Przyrzekłam  jej,  że  zatańczysz  dzisiaj  walca  -  oznajmiła 
wspaniałomyślnie, 

po 

czym 

zajęła 

się 

następnymi 

przybywającymi. 

Emma  skinęła  tylko  głową,  zbyt  przejęta,  by  udzielić 

inteligentnej odpowiedzi. 

Pani Cheney oszołomiona  nie  mniej  niż córka skierowała się 

w  stronę  znajomych  dam.  Emma  została  przedstawiona 
paniom, innym, poznanym wcześniej, skłoniła się uprzejmie, w 
końcu  dojrzała  lady  Amelię  Littleton,  koleżankę  z  pensji,  i 
wdała się w ożywioną pogawędkę. 

Nie mogła uwierzyć, że jest wreszcie w miejscu stanowiącym 

przedmiot marzeń tylu panien. Obecność na tańcach w Almack 
oznaczała  szczyt  dobrego  tonu,  tylko  prezentacja  przed 
królową  uchodziła  za  większy  honor,  ale  tu  zdania  były 
podzielone. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

35

-  Chyba  zemdleję  -  oznajmiła  lady  Amelia  wypowiadając 

głośno obawy Emmy. 

Wieczór  jednak  upływał  bez  zakłóceń.  Gdy  pojawił  się  pan 

Brummell, 

wśród 

zebranych 

przeszedł 

głośny 

szept 

podniecenia. Wolna od lęku Emma powitała go uśmiechem. Na 
jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. 

-  No  i  wreszcie  tu  jestem.  Pan  zdziwiony?  -  szepnęła  zza 

wachlarza, gdy podszedł. 

-  Wniosłaś  tu  powiew  świeżego  powietrza,  moje  dziecko. 

Skąd  ta  zmiana?  Wyglądasz  wspaniale  -  zmierzył  bacznym 
wzrokiem suknię, nie pomijając żadnego szczegółu. 

-  Lady  Titheridge.  Więcej  nie  mogę  powiedzieć,  ale  jest  dla 

mnie  niczym dobra wróżka. - Emma  mrugnęła do Brummella, 
rozbawiona jego rezerwą. 

- Zajmujące. Widzę, że  jej  siostrzeniec zaszczycił nas dzisiaj 

swoją  obecnością.  Niebywałe.  Pójdę  się  z  nim  przywitać. 
Trzeba nadążać za najnowszymi ploteczkami. 

Gdy Dandy ruszył w stronę sir Petera, Emma osunęła się bez 

sił na krzesło. Co za pech! A  jeśli podejdzie do niej? Albo nie 
daj  Boże  poprosi  do  tańca?  Serce  trzepotało  w  piersi  niczym 
spłoszony  ptak.  Bała  się,  że  może  po  raz  pierwszy  w  życiu 
zemdleć. 

-  Jesteś  niesamowita  -  szepnęła  lady  Amelia  zdumiona 

zażyłością Emmy z Brummellem. 

-  Wreszcie  będziesz  miała  sposobność  poznać  sir  Petera. 

Zdaje się, że idzie tutaj - westchnęła z nadzieją pani Cheney. 

Zdjęta 

zgrozą 

Emma 

przyjęła 

zaproszenia 

jakiegoś 

młodzieńca,  który  pojawił  się  u  jej  boku  zaintrygowany 
rozmową Brummella z nie znaną nikomu panną. 

Peter  zatrzymał  się,  śledząc  Emmę  ze  zdumioną  miną, 

Schwycony  jej  urodą,  delikatną  skórą  proszącą  o  dotknięcie, 
buzią  otoczoną  niesfornymi  lokami,  jej  wdziękiem  w  tańcu. 
Wreszcie się ocknął. Gdy Emma wróciła do matki, podszedł do 
niej  z  lady  Sefton.  W  oczach  hrabiny  iskrzyło  się  niekłamane 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

36

rozbawienie. 

-  Droga  panno  Cheney,  pozwól  przedstawić  sobie  sir  Petera 

Dancy’ego.  Chciałby  prosić  cię  do  walca.  Powiada,  że  jako 
przyjaciółka jego ciotki, zechcesz przyjąć zaproszenie. 

Emma podała mu dłoń, bąkając coś w odpowiedzi, i podążyła 

na  parkiet,  jakby  szła  na  ścięcie...  odrętwiała,  przerażona, 
modliła się w duchu, by czym prędzej było po wszystkim. 

Czar muzyki rozproszył nieco jej lęki, odprężyła się. Sir Peter 

mówił  jakieś  banały  na  temat  walca.  Ledwie  odważyła  się 
zerknąć na niego, pobladła na dźwięk następnych słów. 

- Jesteś pani  bardzo podobna do swojego brata, tylko, ma się 

rozumieć, o wiele ładniejsza - powiedział ze śmiechem. 

Emma odpowiedziała  nikłym  uśmiechem, pragnąc, by  taniec 

czym prędzej się  skończył.  Znowu,  jak  wcześniej,  poczuła,  że 
brak jej tchu, że tkwi w ciasnej pułapce. To pewnie dlatego, że 
tańczą  tak  blisko  siebie,  z  ich  ciał  zdaje  się  promieniować 
nieznośny żar, a on wpatruje się w  nią tymi swoimi zielonymi 
oczami. 

-  Rzadko  widuję  Goerge’a.  Ciągle  nie  ma  go  w  domu.  Ma 

swoje zajęcia - powiedziała uprzedzając kolejne pytania. 

-  Bardzo  mu  jestem  wdzięczny  za  okazaną  mi  pomoc.  Nie 

wiem, co bym bez niego począł. Jego talent wart jest fortuny. - 
Sir  Peter  posłał  jej  oszałamiający  uśmiech.  Czemu  tak  się 
uśmiecha, przyprawiając ją o niespokojne drżenie serca? 

-  Ma  piękny  charakter  pisma  i  wspaniale  rysuje.  Bardzo 

jestem rad, że namówiłem go do pomocy. 

Emma zerknęła na niego, niepewna, czy się nie przesłyszała. 
-  To  bardzo  miłe  -  oznajmiła,  gdy  nic  mądrzejszego  nie 

przyszło jej do głowy. 

Taniec  dobiegł  wreszcie  końca  i  sir  Peter  odprowadził  ją  do 

oniemiałej ze szczęścia matki. 

Skłonił się pani Cheney, po czym zwrócił do Emmy: 
- Pani  karnecik  zapewne  już  wypełniony, ale  może doproszę 

się jeszcze jednego tańca? 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

37

Emma bez zastanowienia pozwoliła, by zajrzał do jej karnetu. 

Spoglądała  przerażona,  jak  wpisuje  swoje  nazwisko  przy 
kolejnym  walcu.  Miała  wrażenie,  że  w  jego  uśmiechu 
dostrzega lekką kpinę, ale  co  można rzec, gdy  matka nastawia 
uszu? Miała ochotę wyjść stąd natychmiast i umrzeć cicho. 

Do  następnego  tańca  poprosił  ją  lord  Worcester.  Emma 

rzuciła  matce  bezradne  spojrzenie,  ale  ta  nieznacznym  gestem 
nakazała  jej  przyjąć  zaproszenie,  układając  sobie  zapewne  w 
głowie opowieść o powodzeniu córki, którą jutro podzieli się z 
panią Bascomb. 

Na  szczęście  zagrano  szkockiego  chodzonego,  żywy  taniec, 

który  każe  zachować  partnerom  niejaki  dystans.  Lord 
Worcester  nie  miał  okazji  zadać  żadnego  pytania.  Amelia 
obserwowała ją uważnie, ale Emma nie miała czasu zastanowić 
się nad znaczeniem jej spojrzeń, spłoszona widokiem sunącego 
ku  niej  pana  Reginalda  Swinburne’a.  Nie  spodziewała  się 
ujrzeć  go  w  Almack.  Odziany  był  z  przesadną  elegancją: 
mocno  watowany,  niezwykle  długi  surdut,  obfity  fular,  który 
krępował  szyję  i  w  niczym  nie  przypominał  wytwornego 
halsztuka  pana  Brummella,  do  tego  wąskie  spodnie,  spod 
których ukazywały się jedwabne skarpety w czarne prążki. 

-  Mogę  prosić  o  taniec,  panno  Cheney?  -  zapytał  z 

nieznacznym  ukłonem,  jakby  strój  w  poważnym  stopniu 
krępował Jego ruchy. 

Widząc,  że  sir  Peter  zmierza  w  jej  kierunku,  Emma 

zapragnęła  zniknąć  mu  z  oczu.  Poza  tym  niegrzecznie  byłoby 
odmówić panu Swinburne’owi. 

Zgodziła  się  uprzejmie  i  pozwoliła  poprowadzić  na  parkiet. 

Chodź  jej  partner  poruszał  się  sztywno,  prowadził  z 
nieoczekiwaną gracją. 

-  Znam  dobrze  pani  brata,  panno  Cheney.  Bardzo  pani  do 

niego podobna. Miły z niego chłopak - oznajmił poważnie, gdy 
zaczęli tańczyć. 

Emma  miała  ochotę  parsknąć  śmiechem.  George  dobrym 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

38

znajomym  tego  nadętego  fircyka?  Absurd.  Pohamowała  się  w 
porę,  wiedząc,  że  na  tańcach  w  Almack  nie  może  sobie 
pozwolić na najmniejsze uchybienie formom. 

W  końcu  nikt  dotąd  nie  oskarżył  jej,  że  podszyła  się  pod 

swojego brata, za co była pokornie wdzięczna światu. Nadeszła 
pora  walca,  którego  zamówił  sir  Peter.  Poczuła  łaskotanie  w 
gardle  i  nieopanowaną  chęć  do  śmiechu.  To  z  nerwów, 
powiedziała sobie, gotując się do tańca. Gdy poczuła,  jak jego 
dłoń  w  rękawiczce  obejmuje  ją  w  talii,  zrobiło  się  jej  słabo. 
Och,  za  nic  nie  może  okazać,  co  odczuwa.  Wywierał  na  niej 
coraz potężniejsze wrażenie. Powinien trzymać się z daleka. 

Z rezygnacją spojrzała mu w oczy. 
- Dziwne mi widzieć tu pana. Ktoś wspomniał, że nie bywasz 

na podobnych spotkaniach. 

- Chciałem zrobić przyjemność ciotce - powiedział obojętnie, 

wykonał  zgrabne pas  i zerknął  na  bok. Idąc za jego wzrokiem 
Emma dojrzała lady Titheridge w towarzystwie hrabiny Sefton. 
Skinęła paniom głową i ponownie spojrzała na sir Petera. 

-  Pan  musisz  być  bardzo  przywiązany  do  ciotki.  To 

zachwycająca dama. 

- Uczyniłbym dla niej wszystko - przyznał. Emma i jej matka 

opuściły Almack zupełnie wyczerpane. Pani Cheney wprost nie 
posiadała  się  z  radości,  że  jej  ukochane  dziecko  odniosło  taki 
sukces.  Emma  była  szczęśliwa,  że  uszła  cało.  Nie  miała 
pojęcia, czy będzie w stanie wstać rano, by pójść do sir Petera. 
Musi  jednak  iść,  przekonać  się,  czy  ją  rozpozna.  Miała 
wrażenie, że kręci powróz na własną szyję. 

 
 

Kiedy  otworzyła  oczy  następnego  ranka,  zerknęła  na  zegar 

stojący  na  kominku,  a  widząc,  jak  późna  już  godzina, 
wyskoczyła  pospiesznie  z  łóżka.  Do  pokoju  weszła  Fanny  z 
filiżanką gorącej czekolady. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

39

-  Powitać,  panienko.  Wiedziałem,  że  panienka  dzisiaj  dłużej 

sobie pośpi. Późno panienka wczoraj wróciła. 

Emma z przyjemnością wypiła ciepły napój i zaczęła poranną 

toaletę. Uznawszy, że wszystko jedno, w czym pójdzie do lady 
Titheridge,  skoro  i  tak  natychmiast  się  u  niej  przebierze, 
wybrała prostą zieloną suknię. 

- Panienka chyba nie wychodzi? - zawołała zgorszona Fanny, 

widząc, że Emma sięga po kapelusz. 

- Lady Titheridge  mnie  oczekuje  -  rzuciła Emma  i zostawiła 

Fanny  narzekającą  na  młode  damy,  które  samopas  wybiegają 
rano  z  domu,  nie  bacząc  na  dobre  obyczaje.  Prawda,  że 
powinna wziąć ze sobą pokojówkę, ale ta, choć Imienna, miała 
długi język. 

Lady Titheridge jeszcze spała. Emma szepnęła więc Braddon, 

ze lepiej nie przeszkadzać pani. Przebrała się w mgnieniu oka i 
ruszyła  do  domu  sir  Petera,  gdzie  uśmiechnięty,  jak  zwykle, 
lokaj  zaprowadził  ją  do  gabinetu.  Zerknęła  na  zegarek.  Nie 
minęła godzina od chwili, gdy wstała z łóżka. Pobiła rekord. 

- Co pan powie na filiżankę herbaty i ciasteczka, sir? 
Emmie zaburczało w brzuchu. Radley podniósł lekko brwi. 
-  Obawiam  się,  że  pan  dziś  na  czczo.  Może  zechce  pan 

przejść  do  śniadaniowego  i  dotrzymać  towarzystwa  sir 
Peterowi,  nie skończył  jeszcze  jeść.  -  Lokaj czekał  cierpliwie, 
ona  tymczasem  wahała  się,  czy  powinna  zaspokoić  głód,  czy 
też trzymać się z dala od sir Petera. Wreszcie Radley podjął za 
nią decyzję. 

- Proszę za mną,  sir. Stół zastawiony, a sir Peter się ucieszy. 

Pomyślała,  że  bardzo  musi  być  spoufalony  ze  swoim  panem, 
po  czym  doszła  do  wniosku,  że  samotny  kawaler  potrzebuje 
jakiejś przyjaznej duszy. 

-  Nie  spodziewałem  się  ciebie  tak  wcześnie  dzisiejszego 

ranka  -  powiedział  sir  Peter  odkładając  widelec  i  wstając  zza 
stołu. 

Emma patrzyła  na  niego  zbita  z  tropu.  George nie opuszczał 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

40

przecież  domu  poprzedniego  wieczoru,  w  każdym  razie  sir 
Peterowi nic o tym nie było wiadomo. 

-  Twoja  siostra  narobiła  pewnie  wczoraj  zamieszania  swoim 

późnym  powrotem  do  domu.  Trudno  spać  w  takich 
okolicznościach - pospiesznie dodał sir Peter. 

- Poznałeś ją? - zapytała ostrożnie. 
Skinął głową i nałożył sobie plasterek szynki. 
- Jedz, nie certuj się. Radley, przynieś jeszcze kawę. A może 

wolisz herbatę? 

- Herbatę, jeśli można - odparła Emma. Radley zniknął. 
-  Coś  mi  się  widzi,  że  ostatniej  nocy  spałeś  równie  kiepsko 

jak ja. Wyglądasz na zmordowanego. 

Emma skinęła głową, przełykając jawny przytyk. 
- Londyn jest okropnie hałaśliwy, nawet nocą. Wolę wieś. 
-  Tak,  pośród  ruin  zażywasz  ciszy.  Powiedz  mi,  co 

spodziewasz  się  znaleźć  w  Sussex?  -  zagadnął  sir  Peter 
smarując grzankę masłem. 

Emma poczuła się pewniej, kiedy zabrała się do jedzenia. Czy 

może być coś lepszego niż angielskie śniadanie? 

- Skarb - odparła  sądząc, że  to  właśnie  powinien  powiedzieć 

George.  -  Jestem  pewien,  że  Rzymianie  musieli  zostawić  na 
naszej ziemi mnóstwo klejnotów i monet, kiedy wycofywali się 
w pośpiechu. 

- Trudniej będzie je odnaleźć niż miejsce pochówku egipskiej 

księżniczki - powiedział sir Peter. 

Emma  usiłowała  sobie  przypomnieć,  co  wie  o  rzymskich 

obrzędach  pogrzebowych,  i  chociaż  nie  była  to  pokaźna 
wiedza,  pod  koniec  śniadania  czuła  się  całkiem  swobodnie  w 
towarzystwie  człowieka,  którego  postanowiła  wyprowadzić  w 
pole. 

Gdy  weszli  do  gabinetu  i  ujrzała  ciało  egipskiej  księżniczki, 

zatrzymała  się  w  progu;  dopiero  po  chwili  postąpiła  krok  do 
przodu. 

- Rzućmy  na  nią  okiem.  Nie  wiem,  czy  ją na powrót owinąć 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

41

bandażami. Co sądzisz? - zapytał sir Peter. 

Emma  dostrzegła  kątem  oka  równo  ułożone  zwoje  płótna  i 

pokręciła głową. 

-  Nie  wyobrażam  sobie,  żebyś  potrafił  powtórzyć  to,  co 

zrobiono całe wieki temu. Zostaw ją, tak jak jest. - Podeszła do 
stołu i dotknęła palcem dłoni księżniczki. 

-  Chyba  masz  rację.  W  końcu  jesteś  bardziej  doświadczony 

niż ja - odparł sir Peter w zamyśleniu. 

Omal  nie  wybuchnęła  śmiechem.  Tak  jakby  George  miał 

ochotę  zabrać  ją  kiedyś  na  wykopaliska.  Za  nic  nie  zgodziłby 
się na coś podobnego. 

- Ułożyliśmy ją z Radleyem na czymś w rodzaju noszy. 
Chcę  umieścić  ją  w  gablocie,  pomożesz  mi?  -  Sir  Peter 

wskazał  dłonią  miejsce  w  kącie  pracowni.  Z  chęcią  ujęła 
koniec  noszy,  rada,  że  traktowana  jest  jak  mężczyzna,  a  nie 
słaba kobieta. Spodobało się jej to nowe doświadczenie. 

-  Co  z  naszyjnikiem?  Czy  jest  bezpieczny?  Ktoś  radził  ci 

nająć  strażników.  -  Spośród  wszystkich  znalezionych 
przedmów  tylko  tego  jednego  nie  miała  okazji  obejrzeć 
ponownie. 

-  To  jedyna  rzecz  godna  kradzieży,  dlatego  go  schowałem  - 

odparł sir Peter i dodał, zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek: 

-  Pokażę  ci  go,  kiedy  przyjdziesz  następnym  razem,  ale 

proszę, żebyś przedstawił  go  akwarelami  albo olejem. Umiesz 
malować? 

- Poradzę sobie z akwarelami. 
Kiedy  już  umieścili  ciało  w  gablocie,  raz  jeszcze  przyjrzała 

się twarzy kobiety. 

- Wygląda tak spokojnie. Chyba nie została zamordowana. 
-  Wkrótce  się  przekonasz,  jak  często  uciekano  się  do 

zabójstwa  dla  przejęcia  władzy.  Rzymianie  nie  byli  w  tej 
materii wyjątkiem. 

Sir  Peter  stał  blisko  niej,  ramię  w  ramię,  niczym  kolega, 

wskazywał  jej  detale,  które  pominęła,  choćby  nakłucia  w 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

42

uszach na kolczyki. 

Lekkie dotknięcie jego ręki przyprawiło ją o wstrząs. Czyżby 

zgadywał,  że  reaguje  na  niego  tak  bezrozumnie?  Tego  nigdy 
nie okaże, złajała się w duchu. 

Około  południa  skończyli  oględziny  i  Emma z przerażeniem 

spojrzała na zegarek. 

-  Musisz  już  pędzić?  Moglibyśmy  razem  coś  przekąsić. 

Potem  chciałem  odwiedzić  twoją  siostrę,  ale  nie  zdradź  jej 
moich zamiarów. 

- Moją siostrę? - zapytała ze ściśniętym gardłem. 
-  Miło  mi  się  z  nią  wczoraj  tańczyło.  Urocza  dziewczyna. 

Będziesz w domu dzisiaj po południu? 

- Ja? Nie. Idę do British Museum, muszę tam z kimś zamienić 

parę słów. - Wybełkotała szukając na gwałt wymówki. 

-  Zanim  uciekniesz...  jakie  kwiaty  lubi  Emma?  -  zapytał  sir 

Peter od niechcenia. 

-  Ja  wiem?...  Jakie  bądź  -  oznajmiła  pewna,  że  tu  niewiele 

różni  się od George’a,  który  nie  potrafił odróżnić stokrotki od 
róży. Pożegnała się pospiesznie, pobiegła do drzwi i wskoczyła 
do  czekającej  dorożki,  nie  spoglądając  nawet  na  pojazd, 
przekonana, że Radley zadbał o wszystko. Szybko przebrała się 
u  lady  Titheridge,  korzystając,  jak  zwykle,  z  pomocy  zwinnej 
Braddon. 

Pełen godności  Oldham  wpuścił  ją  do  domu.  W  holu ujrzała 

bukiety kwiatów. Gdzieś z kąta wysunęła się skora do pomocy 
Fanny. 

- Mam je zanieść do pokoju panienki? 
-  Myślę,  że  będzie  lepiej,  kiedy  ustawisz  je  w  salonie. 

Mateczka na pewno zechce pokazać je pani Bascomb - odparła 
odgadując intencje matki. 

Rozradowana  Fanny,  jakby  to  ją  obdarowano,  zgarnęła 

bukiety i pobiegła do salonu. Emma poruszała się jak we mgle, 
nie  bardzo  świadoma  swoich  poczynań.  Myślała  tylko  o 
zapowiedzianej  wizycie  sir  Petera.  Cóż  za  galimatias,  jakie 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

43

zamieszanie!  Włosy  na  powrót  ułożone  po  kobiecemu,  cera 
jasna, ale w sercu niepokój. 

-  Pomóż  mi.  Fanny,  chcę  dzisiaj  wyglądać  bardzo 

dziewczęco.  -  Emma  zaczęła  przeglądać  swoją  garderobę  w 
poszukiwaniu  czegoś  naprawdę  zwiewnego  i  strojnego,  co 
okazało się niełatwe, gdyż lubiła proste suknie. 

Fanny  wyjęła  niebieską  muślinową  kreację  z  bufiastymi 

rękawami,  dopasowanym  staniczkiem  z  dużym  dekoltem  i 
wąską,  plisowaną  spódnicą,  dołem  podbieraną  tasiemkami  w 
półkola. Emma wdziała  ją szybko, poprawiła koronki, którymi 
obszyty był dekolt. 

- Wyglądam jak prawdziwa dama. Co myślisz, Fanny? 
Dziewczyna  spojrzała  zdziwiona:  jej  panienka  rzadko 

troszczyła się o wygląd. 

- Tak, proszę panienki. Czy jakiś dżentelmen przyjdzie dzisiaj 

z wizytą? 

- Być może - przyznała Emma. 
W  salonie  pani  Cheney  prowadziła  miłą  konwersację  ze 

swoją  najdroższą  przyjaciółką.  Pani  Bascomb  z  pełnym 
satysfakcji westchnieniem spojrzała na kwiaty. 

- Ależ Emma ma powodzenie! - zawołała. 
-  Wywarła  niejakie  wrażenie  na  kilku  dżentelmenach.  Pan 

Brummell  z  nią  gawędził,  lord  Worcester  z  nią  tańczył,  a  sir 
Peter  aż  dwa  razy  zaprosił  do  walca.  Sama  lady  Sefton  go 
przyprowadziła.  Bardzo  był  uprzejmy  -  poinformowała  pani 
Cheney ze zrozumiałą dumą. 

- Zapewne i muślinowa suknia wydała się w Almack nowa za 

pierwszym razem. 

-  O,  nie,  lady  Titheridge  sprezentowała  jej  piękną  toaletę  od 

najlepszej krawcowej. Moja pokojówka powiada, że ubiera się 
u madame Clotilde. - Pani Cheney czekała jak też przyjaciółka 
przyjmie  tak  bulwersującą  wieść,  ale  zanim  ta  zdążyła 
cokolwiek powiedzieć, do salonu weszła Emma: podsłuchiwała 
pod drzwiami i uznała, że pora przerwać te zachwyty. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

44

-  Ślicznie  dzisiaj  wyglądasz,  moja  droga.  Twoja  mateczka 

powiada,  że  miałaś  wczoraj  wielkie  wzięcie.  Emma  skromnie 
pochyliła głowę. 

-  Czas  pokaże,  czy  się  mateczka  nie  myli  -  odparła 

powściągliwie. 

- Pan Reginald Swinburne, madame - zaanonsował Oldham. 
Zaraz  za  lokajem  do  salonu  wszedł  strojniś,  skłonił  się 

damom paradnie, po czym zwrócił się do Emmy: 

-  Wyglądasz  pani  jeszcze  bardziej  uroczo  niż  wczoraj,  a 

jużem  sądził,  że  to  być  nie  może  -  rzekł  z  galanterią, 
wymachując przy  tym  perfumowaną  chusteczką. W  powietrzu 
rozszedł się drażniący zapach fiołków. 

Emma dygnęła grzecznie, tłumiąc śmiech. 
Dandys  ubrany  był  jak  młodzieńcy  jego  pokroju:  jasne 

spodnie, czarne jedwabne pończochy, buty patentowe, sztywno 
krochmalony  fular,  który  sprawiał  takie  wrażenie,  jakby  za 
chwilę  miał  zadusić  eleganta,  rogi  koszuli  groziły  wykłuciem 
oczu, gdyby ważył się zbyt gwałtownie obrócić głowę. Do tego 
ciemnoniebieski  surdut.  Gołąb,  pomyślała  Emma.  Wielki, 
błękitny, napuszony garłacz. Śmieszna figura. 

Tylko  kamizelka  wzbudzała  prawdziwy  zachwyt:  atłasowa, 

haftowana  srebrem  i  złotem.  Musiała  kosztować  majątek, 
chociaż  większość  dandysów  nie  dbała  o  to,  by  płacić  swe 
rachunki - tak przynajmniej  mówiono - więc  i on zapewne nie 
troszczył się o tak przyziemne sprawy. 

Podał 

Emmie 

bukiecik 

fiołków, 

który 

przyjęła 

wdzięcznością, wdychając zapach kwiatów. 

-  Rad  jestem,  że  się  ci  podobają,  pani.  Fiołki  to  mój  znak  - 

oznajmił  przechylając  nie  wiedzieć  czemu  głowę  i  kreśląc 
dłonią gest w powietrzu. Znowu rozszedł się zapach, silniejszy 
niż ten, który bił od kwiatów. 

-  Jakież  to  fascynujące  -  powiedziała  Emma,  nie  mogąc 

powstrzymać uśmiechu. 

Pan  Swinburne  napuszył  się  jeszcze  bardziej  i  zerknął  w 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

45

lustro, chcąc się upewnić, czy godnie się prezentuje. 

-  Ma  pani  śliczne  zwierciadła,  pani  Cheney.  W  wybornym 

gatunku. Ja  mam  jedno  zabarwione  na  różowo,  które wprawia 
mnie  zawsze  w  pogodne  usposobienie,  nie  mówiąc  o  miłym 
odbiciu, jakie daje - oznajmił zwracając się do gospodyni. 

- Cóż za rozkoszny pomysł. Chyba i ja sprawię sobie takie na 

szare  dni  -  odparła  pani  Cheney,  rzucając  krótkie  spojrzenie 
pani Bascomb. 

Pan  Swinburne  przyjął  gładki  żart  śmiechem.  Po  chwili  w 

salonie ponownie pojawił się Oldham. 

- Sir Peter Dancy,  madame - zaanonsował na swój sztywny i 

nadęty sposób. 

Sir  Peter  przywitał  się  w  niewymuszony  sposób  z  paniami, 

Swinburne’owi  zaś  posłał  niechętne  spojrzenie.  Emma 
nerwowo przełknęła ślinę, wstrzymując na chwilę oddech. Czy 
rozpozna  w  niej  George’a,  z  którym  jadł  śniadanie  dziś  rano? 
Odeszła do niego. 

-  Dziękuję  za  urocze  kwiaty.  Bardzo  lubię  róże,  szczególnie 

różowe -  powiedziała  cicho,  by  nie  urazić pana Swinburne’a  i 
jego skromnych fiołków. 

- Pomyślałem, że będą pasowały do pani ślicznych różowych 

policzków - odparł z galanterią. 

Emma  pomyślała,  jak  odmienny  to  komplement  od  tych, 

które wygłaszał zajęty sobą pan Swinburne. Dał jej fiołki, bo to 
jego  znak,  jak  mówił.  Sir  Peter  przysłał  róże,  ponieważ 
przypominały mu Emmę. 

-  Kawa  czy  herbata,  panowie?  -  zapytała  pani  Cheney  jakby 

tak  znamienici  goście  byli  dla  niej  rzeczą  najzupełniej 
powszednią. - Może kieliszeczek kanaryjskiego? 

Czujny Oldham stawiał już tacę na małym stoliku. 
- Herbata, jeśli łaska - odparł sir Peter. 
Swinburne  natomiast  poprosił  o  kawę.  Emma  napełniła 

filiżanki  śledząc  spod  oka  sir  Petera.  Co  też  on  sobie  myśli? 
Czy  odkrył  maskaradę  i  teraz  czeka  na  okazję,  by  ją 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

46

zdemaskować?  Dlaczego,  ach  dlaczego  wybrała  się  do 
Almack?  Czyż  nie  była  szczęśliwa  spokojnie  rysując  sobie  w 
domu  sir  Petera?  Teraz  gotowa  wszystko  zaprzepaścić,  bo  też 
niezamężna  panna  nie  powinna  przekraczać  progu  mieszkania 
kawalera,  choćby  i  w  tak  szlachetnym  zamiarze  jak 
szkicowanie  starożytności,  a  i  wtedy  tylko  w  towarzystwie 
matki  lub  ciotki.  Ważyła  się  na  czyn  szalony,  ale  teraz  winna 
zaprzestać  niebezpiecznej  gry.  Może  lady  Titheridge  zechce 
być jej przyzwoitką przez kilka następnych dni. 

Trochę  już  uspokojona  tą  myślą,  znowu  zesztywniała,  gdy 

Oldham zaanonsował lorda Worcestera. 

-  Powinienem  był  odgadnąć,  że  mnie  uprzedzą,  madame  - 

skłonił się pani Cheney, po czym zwrócił do Emmy: - Tak miło 
wspominam  nasz  wczorajszy  taniec,  że  postanowiłem  złożyć 
wizytę.  Ci  panowie  to  prawdziwa  plaga  -  rzekł  wskazując  na 
Dancy’ego i Swinburne’a. 

- Prawda, ani słowa - zaśmiała się Emma. Lord Worcester nie 

onieśmielał  jej  już  tak  jak  zeszłego  wieczoru  w  Almack. 
Wspominając nieszczęśliwą  minę  Amelii zadała sobie pytanie, 
czy to on był przyczyną dziwnego nastroju przyjaciółki. 

Chociaż  czas  wizyty  pana  Swinburne’a  już  minął,  fircyk 

wbrew  dobrym  obyczajom  ani  myślał  wychodzić,  jakby  nie 
chciał ustąpił pola pozostałym. 

-  Domyślam  się,  że  musisz  być  pani  bardzo  dumna  z  syna. 

George  jest  mi  tak  wielką  pomocą...  -  zaczął  sir  Peter 
wykorzystując  chwilową  przerwę  w  konwersacji,  lecz  Emma 
natychmiast  wpadła  mu  w  słowo,  rzecz  mało  grzeczna,  do 
której w innych okolicznościach nigdy by się nie uciekła. 

- Sir Peter ma naszego George’a za wielki autorytet w materii 

rzymskich  wykopalisk.  Wyobrażasz  sobie,  mateczko,  żeby 
George  służył  komu  radą?  -  Zaśmiała  się  fałszywie.  Matka 
posłała jej surowe spojrzenie. 

- George rzadko bywa w domu. Z uporem szuka skarbu, ale ja 

nie  bardzo  wierzę  w  powodzenie  podobnych  przedsięwzięć  - 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

47

powiedziała 

pani 

Cheney 

zdumiona 

nieobyczajnym 

zachowaniem córki. 

-  Pańska  kolekcja  zdaje  się  bardzo  cenna.  Rzadko  który 

dżentelmen  zajmuje  się  tak  ważkimi  rzeczami  -  pospieszyła  z 
niezamierzoną odsieczą pani Bascomb. 

Sir  Peter  skłonił  głowę,  dziękując  w  milczeniu  za 

komplement.  Emma  miała  wrażenie,  że  dostrzega  w  jego 
uśmiechu  lekkie  rozbawienie,  ale  mógł  je  wywołać 
pretensjonalny ton pani Bascomb. 

Konwersacja  zeszła  na  tematy  ogólne:  wymieniono  uwagi  o 

pogodzie, zbyt  chmurnej  i  deszczowej  jak  na tę  porę roku, i  o 
różnych rozrywkach londyńskiego sezonu. 

Kiedy  panowie  zaczęli  się  żegnać,  sir  Peter zatrzymał  się  na 

chwilę przed panią Cheney. 

-  Jeśli  pani  łaskawa,  chciałbym  zaprosić  ją  w  towarzystwie 

córki i męża, ma się rozumieć, do Vauxhall. Dzisiaj wieczorem 
przypada  otwarcie  sezonu.  Książę  regent  we  własnej  osobie 
zaszczyci  je  swoją  obecnością.  Właściciele  obiecują  wiele 
atrakcji. 

- Słyszałam, że mieli zamknąć ogrody. Interesy jakoby źle idą 

- mruknęła pani Bascomb. 

-  Wręcz  przeciwnie,  Vauxhall  ma  być  w  tym  roku  jeszcze 

świetniejsze niż w minionym - zapewnił sir Peter z naciskiem. 

Emma  nie  wiedziała,  co  począć.  Czytała  o  innowacjach 

wprowadzonych  w  ogrodach.  Zanosiło  się  na  wspaniały 
wieczór, korciło ją, by tam pojechać. Z drugiej strony znaczyło 
to zdać się na towarzystwo sir Petera, a to było ryzykowne. 

Zerknęła  na niego. Albo dla  jakichś ukrytych racji  nie dawał 

poznać, że ją rozszyfrował, albo rzeczywiście nie rozpoznał w 
niej  George’a.  Wahała  się  tylko  przez  moment,  jako  że  chęć 
pójścia do Vauxhall okazała się silniejsza niż obawy. 

- Och, mateczko, chodźmy. Czytałam, że ma być wspaniale - 

zawołała cicho. 

Pani Cheney, mile połechtana, skinęła głową z aprobatą. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

48

-  I  ja  czytałam  o  wprowadzonych  innowacjach.  To  bardzo 

uprzejmie  z  pana  strony,  że  nas  zapraszasz,  sir  Peterze  - 
mruknęła  niczym  kotka,  której  podsunięto  talerzyk  ze 
śmietanką. 

Sir Peter spojrzał pytająco na pozostałych panów. 
- Żałuję, alem dziś wieczór zajęty - oznajmił pan Swinburne. 
- Ja się chętnie przyłączę, jeśli można - odparł lord Worcester 

na milczące zaproszenie. 

- Wybornie, Worcester - ucieszył się sir Peter. 
- Emma może zaprosić uroczą pannę, lady Amelię Littleton - 

wtrąciła pani Cheney. 

-  A  zatem  postanowione  -  potwierdził  sir  Peter.  Lord 

Worcester  lekko  się  naburmuszył  na  dźwięk  imienia  Amelii, 
ale nie rzekł słowa. 

-  Będzie  wspaniale  -  powiedziała  Emma  postanawiając,  że 

prześle  sir  Peterowi  liścik  informujący,  iż  George  nie  będzie 
mógł  pojawić  się  u  niego  następnego  ranka.  W  ten  sposób 
uniknie  jego  bacznych  spojrzeń,  a  także  wstawania  o 
nieprzyzwoicie wczesnej godzinie. 

Kiedy  panowie  wyszli,  naglona  przez  matkę  poszła  do 

swojego  pokoju,  by  skreślić  bilecik  do  Amelii.  Rzadko  ją 
ostatnio  widywała  i  nie  była  pewna  jak  przyjaciółka  przyjmie 
zaproszenie wystosowane w ostatniej chwili. Niepotrzebnie się 
martwiła,  gdyż  odwrotną  pocztą  dostała  odpowiedź,  w  której 
lady  Amelia  zapewniała,  że  z  rozkoszą  pojedzie  na  otwarcie 
Vauxhall i z niecierpliwością wygląda wieczoru. 

-  Bardzo  niestosownie  się  zachowałaś,  przerywając  sir 

Peterowi,  moja  droga  Emmo  -  zbeształa  córkę  pani  Cheney, 
przypomniawszy sobie niemiłe zajście. 

- Przepraszam, mateczko, ale śmieszne mi się wydało, że nasz 

George może być komu pomocny - odparła Emma pokornie. 

-  Prawda  to,  że  z  niego  pędziwiatr  i  nic  dobrego.  -  Matka 

westchnęła. 

Emma  pobiegła  do  swojego  pokoju  przebrać  się  na  wieczór. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

49

Powątpiewała,  czy  pędziwiatr  to  określenie  pasujące  do 
poważnego  i  zawsze  nieobecnego  myślami  brata,  ale  nie 
chciała  dyskutować  z  matką.  Szczęśliwa,  podziwiała  nową 
toaletę z różowej tafty i srebrnej gazy, przyniesioną właśnie od 
krawcowej, tej samej, która szyła dla lady Titheridge i na której 
usługi  nalegał  papa  Cheney,  człowiek  milczący,  ale  czujny; 
potrafił docenić swoją córkę i pragnął jej powodzenia. 

Lady  Amelia  pojawiła  się  na  krótko  przed  panami, 

postanowiono  bowiem,  że  towarzystwo  spotka  się  u 
Cheneyów, by wspólnie udać się do Vauxhall. 

-  W  ogrodach  będzie  dzisiaj  prawdziwy  tłum.  Musimy 

wyruszyć  wcześnie,  później  most  będzie  nieprzejezdny,  a 
łodzią  przeprawiać  się  niebezpiecznie  -  powiedział  sir  Peter 
przed południem, ale dla Emmy prawdziwe niebezpieczeństwo 
stanowił  właśnie  Dancy,  on  to  napawał  ją  lękiem.  Teraz  z 
drżeniem oczekiwała  jego pojawienia  się, zachodząc w głowę, 
dlaczego  wystąpił  z  zaproszeniem.  Że  też  akurat  on  „musiał 
być  właścicielem  kolekcji  starożytności,  które  tak  Pragnęła 
rysować! 

Lady  Amelia  wyglądała  uroczo  w  jasnozielonej  sukni 

Pobranej  pączkami  róż.  Emma  spoglądała  na  nią  z  odrobiną 
zazdrości.  Gdy  pojawili  się  panowie,  Amelia  i  lord Worcester 
wymienili pełne wrogości spojrzenia. 

- My się chyba znamy, lady Amelio - powiedział Worcester z 

ledwie ukrywaną nienawiścią, tak u niego nieoczekiwaną. 

-  Tak,  Edwardzie  od  czasu,  kiedy  czesałam  się  w  mysie 

ogonki,  ty  zaś  biegałeś  w  krótkich  spodenkach  i  nie  miałeś 
jeszcze much w nosie - odparowała panna. 

Jego  lordowskiej  mości  nie  w  smak  poszły  te  słowa, 

jednakowoż  zmilczał  przytyk  i  zaofiarował  ramię,  które 
Amelia łaskawie przyjęła. 

Państwo  Cheney  postanowili  jechać  własnym  powozem, 

razem z panią Bascomb i lady Hamley. W drugim lady Amelia 
zajęła  miejsce  naprzeciwko  Worcestera,  zaś  sir  Peter  usiadł 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

50

naprzeciwko Emmy. 

-  Doszły  mnie  słuchy,  że  rozwijał  pan  mumię  u  siebie  w 

domu w ostatni poniedziałek - zagadnęła Amelia. 

Emma  wstrzymała  oddech.  W  poniedziałek?  Dziś  ledwie 

czwartek, a jej się zdało, że minęły całe wieki, nie kilka dni. 

- Prawda to. Rzecz się wybornie udała. 
-  Spójrzcie,  ile  powozów.  Będziemy  mieli  szczęście,  jeśli  w 

ogóle  dojedziemy  -  zawołał  lord  Worcester  wyglądając  przez 
okno. 

Emma  zerknęła  na  sir  Petera  myśląc,  że  w  innych 

okolicznościach  nie  miałaby  nic  przeciwko temu, żeby utknęli 
zamknięci  razem  w  powozie,  ale  teraz  była  ofiarą  własnego 
podstępu. Z jednej strony nic nie mogło jej powstrzymać przed 
wykonaniem rysunków  kolekcji,  z  drugiej umierała ze  strachu 
na  myśl,  że  człowiek,  który  ją  pociąga,  odkryje  skandaliczną 
maskaradę. Powinna położyć temu kres, nie narażać na szwank 
własnej  reputacji.  A  przecież  za  wszelką  cenę pragnęła  być  w 
pobliżu sir Petera. Niech się dzieje co chce! Poza tym nie może 
zawieść 

jego 

ciotki, 

powiedziała 

sobie, 

szukając 

usprawiedliwienia  dla  swego  oburzającego  postępowania.  Tak 
jakby mogło się znaleźć jakieś usprawiedliwienie. 

 
 

Pomimo  tłoku  przejechali  Westminster  Bridge  i  dotarli 

szczęśliwie do Vauxhall Gardens. By nie patrzeć na sir Petera, 
Emma  zajęła  się  podziwianiem  wnętrza  powozu  obitego 
brązową  skórą.  Pokryte  brązowym  aksamitem  siedzenia 
okazały  się nadzwyczaj wygodne  i prawdę powiedziawszy był 
to  najwytworniejszy  powóz,  jakim  zdarzyło  się  jej  dotąd 
podróżować:  gdyby  nie  budzący  lęk  współpasażer,  nic  nie 
mąciłoby radości. W końcu dotarli na miejsce, stangret opuścił 
schodki,  ale  nim  zdążył  pomóc  Emmie  wysiąść,  sir  Peter 
odesłał  go  po  bilety  i  sam  ofiarował  jej  dłoń,  ku  zaskoczeniu 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

51

panny.  Po  chwili  pojawił  się  drugi  powóz,  wiozący  państwa 
Cheney, i całe towarzystwo weszło do ogrodów, gdzie młodzi i 
starsi rozdzielili się, umówiwszy wcześniej na wspólną kolację. 

Emma  od  dawna  chciała  zobaczyć  Vauxhall,  ale  rodzice 

nieustannie  wynajdywali  różne  wymówki.  Teraz,  pełna 
wdzięczności  dla  sir  Petera,  że  znalazła  się  tutaj  za  jego 
sprawą,  rozglądała  się  wokół,  słuchając  jednym  uchem  jego 
objaśnień.  Na  prawo  mamy  Aleję  Włoską  i  Południową,  na 
lewo  aleja  Pustelnika  zakończona  postacią  eremity,  łudząco 
podobną do żywego człowieka. 

Emma spojrzała we wskazanym kierunku. 
- Ciemno tam, inaczej niż tutaj, gdzie zda się, że świecą setki 

lamp.  Są  takie  jasne,  aż  dziw,  że  nie  używa  się  podobnych  w 
mieście. 

- Niektórzy ludzie wolą mrok - powiedział z naciskiem. 
-  Ponoć  Aleja  Pustelnika  jest  tak  słynna  jak  Aleja 

Zakochanych,  którą  sir  Peter  zwie  Włoską  -  wtrąciła  lady 
Amelia,  przyjmując  ramię  swego  towarzysza  z  taką  miną, 
jakby raczej wolała natrzeć mu uszu. 

Emma  zastanawiała  się,  co  też  tych  dwoje  zdążyło 

powiedzieć  sobie  na  osobności.  Amelia  nie  należała  do  osób 
potulnych, co zjednywało jej sympatię Emmy. 

- Życzysz sobie pójść tam, pani? - szepnął cicho sir Peter. 
-  Piękne  dzięki.  Nie  jestem  aż  tak  ciekawa  i  nieobyczajna  - 

odszepnęła 

Emma 

omal 

nie 

parsknęła 

śmiechem 

przypominając sobie własne niestosowne przebranie, w którym 
pokazywała się sir Peterowi. 

- Tegom się obawiał - odparł sir Peter robiąc żałosną minę. 
- Co oznacza tamten szyld? - zapytała, by zmienić temat. 
- Nie wiem. Jestem krótkowzroczny i nie mogę stąd dojrzeć - 

powiedział natężając wzrok, co słysząc Emma odzyskała nieco 
pewność  siebie.  Być  może  owa  wada  wzroku  była przyczyną, 
dla  której  dotąd  nie  odkrył  jej  podstępu,  a  także  tego,  że  z 
takim marsem ślęczał nad papierami. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

52

Sir Peter wskazał na rząd pawilonów restauracyjnych. 
-  Tam  zjemy  później  kolację,  ale  przedtem  przejdźmy  się 

trochę i pooglądajmy - zaproponował. 

-  O,  tak,  Edward  jest  znakomitym  przewodnikiem.  Kiedyś 

zgubiłam się przez niego tak gruntownie, że straciłam wiarę, iż 
wrócę do domu - rzuciła uszczypliwie lady Amelia. 

- Sama wtedy nalegałaś na spacer - mruknął Worcester. 
- Bestia nieokrzesana - syknęła Amelia. 
-  Tych  dwoje  musi  znać  się  od  niepamiętnych  czasów. 

Sprzeczają  się  zupełnie  jak  ja  i  George  -  zwierzyła  się  Emma 
sir Peterowi. 

- Szkoda, że nie ma go dzisiaj z nami. 
Emma  udała,  że  nie  usłyszała  ostatniej  uwagi.  Z 

zainteresowaniem wpatrywała się w człowieka-orkiestrę. 

-  Oto  seńor  Rivolta  -  szepnął  sir  Peter.  Emma  czytała  w 

gazetach o niezwykłych talentach rzeczonego jegomościa. 

- Okropnie hałaśliwy, ale bardzo zabawny - orzekła po chwili 

przysłuchiwania się koncertowi. 

Ruszyli  dalej,  a  gdy  potknęła  się  na  bruku  alejki,  sir  Peter 

chwycił  ją  mocno  w  talii,  ratując  przed  upadkiem. 
Zaszokowana  takim  traktowaniem,  poczuła  się  raptem 
cudownie  bezpieczna  w  jego  towarzystwie,  cóż,  kiedy  ku  jej 
żalowi zaraz zwolnił uścisk. 

-  Cóż  to  za  budynek?  -  zapytała  wskazując  na  rotundę  przy 

Głównej Alei, która zwróciła też uwagę Amelii i Worcestera. 

- Podejdźmy bliżej. To Nowy Pawilon Muzyczny, gdzie w złą 

pogodę odbywają się koncerty. 

Ruszyli w tamtym kierunku. Po drodze natknęli się na grupkę 

rozbawionych  młodzieńców.  Jeden  z  nich  potrącił  Emmę,  tak 
że wsparła się o sir Petera - zaabsorbowany zapewnieniem jej 
bezpieczeństwa 

puścił 

płazem 

ten 

nietakt, 

posyłając 

młodzieńcowi jedynie groźne spojrzenie. 

Gdy 

weszli 

do 

pawilonu 

koncertowego, 

Emma 

znieruchomiała,  przepełniona  podziwem  dla  urody  bogato 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

53

zdobionego wnętrza. 

- Cóż za talent - westchnęła myśląc o architekcie. 
Po  lewej  stronie  siedziała  orkiestra,  w  głębi  widać  było 

organy,  ze  środka  sklepienia  zwieszał  się olbrzymi  żyrandol  z 
trzema  rzędami  lamp.  Emma  nie  widziała  dotąd  równie 
wspaniałego wnętrza. 

- Muszę z tobą o czymś porozmawiać, Emmo - powiedział sir 

Peter, gdy podziwiała właśnie dekoracje obramień okiennych. 

Natychmiast  zwróciła  ku  niemu  głowę,  mierząc  go 

niespokojnym wzrokiem, ale zanim zdążył powiedzieć, jaką to 
ma  ważną  sprawę  do  omówienia,  pojawili  się  lady  Amelia  i 
lord Worcester. 

- Ach, jesteście. Mój Boże, cóż za przepych. Widziałeś kiedyś 

równie  bogate  dekoracje,  Edwardzie?  -  zawołała  z  podziwem 
Amelia. - Choć muszę powiedzieć, że to przedstawienie Wenus 
zdaje mi się nazbyt frywolne. 

- Skoro znajduje się na plafonie, wystarczy, byś nie zadzierała 

głowy - zauważył kwaśno jego lordowska mość. 

-  Zbyt  piękny  wieczór,  byśmy  zatrzymywali  się  tu  dłużej  - 

przynagliła Emma z nadzieją, że zmiana otoczenia położy kres 
sprzeczkom  tych  dwojga.  Pociągnęła  sir  Petera  i  wyszli  z 
rotundy.  Miała  wrażenie,  że  westchnął  z  rezygnacją,  ale  nie 
dałaby  za  to  głowy.  Może  zamierzał  jej  powiedzieć,  że 
rozpoznał ją w przebraniu George’a? 

-  Chciałabym  zobaczyć  pawilon  baletowy  -  poprosiła 

przymilnie lady Amelia. 

- Jak sobie życzysz - mruknął jej towarzysz. 
- Ależ, Edwardzie, wiem z pewnego źródła, że z ciebie wielki 

miłośnik baletu... w każdym razie baletnic. Powiadają, że jesteś 
częstym  bywalcem  garderób  -  oznajmiła  posyłając  mu 
znaczące  spojrzenie  i  ruszyła  ku  wejściu  do  pawilonu 
baletowego. 

Emmie  podobała  się  śmiałość  przyjaciółki,  acz  miała  jej  za 

złe  brak  taktu.  Jeśli,  jak  podejrzewała,  Amelia  rzeczywiście 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

54

lubiła Worcestera, nie powinna dokuczać mu bezustannie. 

-  Chcesz  zobaczyć  balet?  -  zapytał  sir  Peter,  usiłując  nie 

zgubić jej w tłumie. 

Emma nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z wielu powodów nie 

powinna pozostawać  sam  na  sam  z  sir  Peterem, choć  miło  się 
czuła w jego towarzystwie. Trudny dylemat... 

-  Wolałabym  obejrzeć  raczej  teatr  marionetek.  Zawsze  go 

lubiłam, kukiełki są takie zabawne. Moglibyśmy tam pójść? 

-  Uroczy  pomysł  -  odparł  z  uśmiechem.  Poinformowawszy 

lorda  Worcestera,  gdzie  idą,  odszukali  scenę  teatrzyku 
kukiełkowego.  Przedstawienie  okazało  się  znacznie  bardziej 
zajmujące  niż  balet,  poza  tym  nie  musieli  wysłuchiwać 
sprzeczek  Amelii  i  Edwarda.  Marionetki  miały  fantazyjne 
kostiumy,  a  fabuła  była  wyjątkowo  ciekawa.  Rozbawiona 
Emma  nie zauważyła, kiedy  sir Peter  ją objął.  Kędy to do niej 
dotarło, posłała swemu towarzyszowi pytające spojrzenie. 

-  Te  ławki  nie  mają  oparć.  Myślałem,  że  tak  będzie  ci 

wygodniej - powiedział usprawiedliwiająco. 

Nic  nie  odrzekła  i  dalej  śledziła  akcję  na  scenie.  Gdyby 

mateczka  to  widziała,  wygłosiłaby  pogadankę  o  mężczyznach 
czyniących  niestosowne  awanse.  Ale  awanse  to,  czy  tylko 
troska? 

W końcu przewrotny młodzieniec został przykładnie ukarany, 

a  kukiełkowa  księżniczka  padła  w  ramiona  księcia,  który 
pojawił  się  w  przebraniu.  Emma  pomyślała,  jak  by  to  było, 
gdyby  zrzuciła  przebranie  i  padła  w  ramiona  sir  Petera. 
Zapewne  spotkałaby  się  ze  wzgardą  i  odrzuceniem.  Życie  to 
nie bajka. 

Powoli  opuścili  teatrzyk  i  wrócili  do  pawilonu  baletowego, 

gdzie  znaleźli  przechadzającego  się  w  tę  i  z  powrotem  lorda 
Worcestera.  Kiedy  ich  zauważył,  podbiegł  wznosząc  ręce  do 
góry. 

- Widzieliście ją? - zawołał rozgorączkowany. 
- Nie - odparł sir Peter, odgadując, że przyjaciel ma na myśli 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

55

lady Amelię. 

-  Znowu  coś  powiedziała,  przemówiliśmy  się  i  odeszła, 

mówiąc, że poszuka sobie lepszego towarzystwa. Myślałem, ze 
żartuje, ale ona zniknęła. Jakie to szczęście, że wróciliście. 

-  Musimy  jej poszukać,  ale  nie  róbmy  zamieszania, żeby  nie 

ucierpiała  jej  reputacja  -  zadecydował  sir  Peter  okazując 
należne względy dla porywczej damy. 

- Rozdzielmy się - zaproponowała Emma. - Ja pójdę Główną 

Aleją, wy sprawdźcie boczne dróżki. - Nie powinnaś zostawać 
sama  -  zaoponował  sir  Peter.  -  Znakomity  pomysł.  Wokół 
mnóstwo ludzi, będziesz bezpieczna - ucieszył się Worcester. 

Emma  trochę  się  bała,  ale  sądziła,  że  jej  obowiązkiem  jest 

szukać Amelii. 

Sir  Peter  zgodził  się  w  końcu  z  pewnym  ociąganiem  i  cała 

trójka  ruszyła,  każde  w  inną  stronę:  sir  Peter  Główną 
Poprzeczną, Worcester Aleją Zakochanych. 

-  Lady  Amelia  tędy  pewnie  poszła,  na  przekór  i  na  złość  - 

oznajmił kwaśno na odchodnym. 

Emma szła przed siebie niepewna i osamotniona. Nigdzie nie 

mogła  dojrzeć  Amelii  ani  swoich  rodziców.  Postanowiła 
dokładnie  sprawdzić  każdy  zakątek,  starając  się  jednocześnie 
nie  patrzeć  nikomu  w  oczy,  żeby  nie  narazić  się  na  zaczepki. 
Nigdzie  śladu  Amelii.  Przy  końcu  alei  zawróciła.  Dotąd 
szczęśliwie  ignorowała  znaczące  spojrzenia  i  rzucane  cicho 
uwagi  pod  swoim  adresem.  Wieczór  nie  osiągnął  jeszcze 
punktu,  w  którym  alkohol  zaczyna  przeważać  nad  względami 
dla dam. 

Zatrzymała się na skrzyżowaniu z Aleją Pustelnika; wysilając 

wzrok  zastanawiała  się,  czy  to  nie  suknia  Amelii  mignęła  w 
oddali?  Wcześniej  przyjaciółka  napomknęła  żartem,  że  chce 
zobaczyć  na  własne  oczy  postać  eremity,  ale  nie  okazała  się 
chyba  tak  nierozważna,  by  zapuszczać  się  samotnie  na  nie 
oświetloną ścieżkę. 

Po  chwili  Emma  dojrzała  obok  postać  mężczyzny,  który 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

56

wykonał  gwałtowny  gest.  Kobieta  odskoczyła.  Ktoś  napastuje 
Amelię! Przebóg! 

Rozejrzała  się  bezradnie  po  twarzach  spacerowiczów. 

Nikogo,  kogo  ośmieliłaby  się  prosić  o  pomoc,  a  czekać  nie 
mogła.  Ruszyła  z  odsieczą;  choć  złajała  się  w  duszy  za  brak 
rozwagi,  czuła,  że  musi  coś  zrobić,  zanim  ktoś  skrzywdzi 
przyjaciółkę. Podniosła jakiś kij i schowała za plecy. Dobiegła 
akurat w chwili, gdy mężczyzna chwycił Amelię za rękę. 

- No, śliczna panienko, co samotnie chadzasz, daj mi buziaka. 

Lubię takie dzierlatki. Już ja ci wy godzę - mówił napastnik ze 
śmiechem. 

Oburzona  do  żywego  Emma  niewiele  myśląc  podniosła  kij  i 

zdzieliła go w głowę z taką mocą, że frant z jękiem zwalił się u 
jej stóp. Lady Amelia rzuciła się ku niej z płaczem. 

-  Co  za  łajdak.  Chciałam  tylko  obejrzeć  pustelnika,  a  ten 

bydlak  zaczął  nastawać,  żebym  z  nim  poszła.  -  Łkała  w 
chusteczkę. 

-  Powinnaś  była  zaczekać  na  nas.  Też  chętnie zobaczyłabym 

eremitę. Lord Worcester zamartwia się o ciebie. 

- Naprawdę? - rozpogodziła się lady Amelia. 
- Bardzoś dla niego niedobra. 
-  Bo  też  na  nic  innego  sobie  nie  zasłużył.  Pojęcia  nie  masz, 

com od niego wycierpiała przez lata. 

-  Przycinkami  nie  usposobisz  go  przychylnie  do  siebie  - 

zauważyła  Emma  i  cofnęła  się,  widząc,  że  napastnikowi 
zaczyna wracać przytomność. 

-  Wracajmy,  choć  pewnie  Edward  mnie  zbeszta.  -  Lady 

Amelia westchnęła. 

-  Chodźmy  czym  prędzej,  ten  łotr  zaraz  się  ocknie.  -  Emma 

ruszyła szybko  ku  głównej  alei.  Po  drodze mijały chichoczące 
panny i ich prostackich adoratorów. 

- Co za gęsi z tych dziewcząt - parsknęła Amelia ze wzgardą. 
-  Ale  za  to  szczęśliwe  -  odparła  Emma  niemal  biegnąc  ku 

jarzącym się lampom. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

57

Zadyszane  dotarły  do  głównej  alei.  Lady  Amelia  zaczęła 

rozglądać się za ławką, na której mogłyby odetchnąć. 

- Obawiam  się, że zbyt  jesteś okrutna dla lorda Worcestera - 

zauważyła Emma. 

Po chwili  pojawił  się  sir  Peter;  zmierzył  nieszczęsną  Amelię 

mało przychylnym spojrzeniem. 

- Gdzie ją znalazłaś? Szukaliśmy wszędzie. 
W  ślad  za  nim  koło  ławki  wyrósł  lord  Worcester.  Stanął 

Przed Amelią i skrzywił się gniewnie. 

- Amelio! 
- Edwardzie? 
Tę dziwną scenę przerwał okrzyk lady Titheridge: 
-  Ach,  tutaj  jesteście!  -  zawołała  z  radością.  Starej  damie 

towarzyszyło kilka nie znanych Emmie osób. 

-  Widzę,  że  i  ciebie  znęciły  przyjemności  Vauxhall  - 

powiedział sir Peter witając serdecznie ciotkę. 

-  To  miło,  że  zaprosiłeś  pannę  Cheney.  Ostatnio  była  mi 

bardzo pomocna. 

Lady Titheridge spoglądała ciepło  na Emmę, która błagała w 

duszy,  by  damie  nie  wymknęło  się  jakieś  słówko.  Ledwie 
przestała  myśleć  o  kłopotach,  których  sobie  napytała,  a  tu 
kolejna  pułapka.  Po  co  zaczęła  całą  tę  maskaradę?  Lady 
Titheridge za chwilę zdradzi, że Emma rysowała  przedmioty z 
jej  kolekcji,  a  wtedy  sir  Peter  gotów  odgadnąć  prawdę.  W  tej 
samej  chwili  przypomniała  sobie,  z  jaką  przyjemnością 
wysłuchiwała  opowieści  sir  Petera  o  mumii.  Za  nic  nie 
odmówiłaby sobie owej rozkoszy. 

-  Jego  Wysokość  przyjechał  -  odezwała  się  jedna  z  dam 

towarzyszących lady Titheridge. 

Emma,  która  raz  tylko  widziała  księcia  regenta,  a  i  to  z 

oddali,  czekała  z  niecierpliwością,  kiedy  ujrzy  go  z  bliska. 
Pierwszy dżentelmen  Europy,  jak  go  nazywano,  szedł  właśnie 
aleją  w  towarzystwie  licznych  dam  i  panów,  rozdając  ukłony. 
Gdy zbliżył się do sir Petera, przystanął na chwilę. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

58

-  Jak  tam  twoje  zbiory  egipskie?  Chętnie  bym  je  obejrzał 

któregoś dnia. 

-  Będę  zaszczycony.  Wasza  Wysokość.  Właśnie  porządkuję 

kolekcję - odparł sir Peter, po czym przedstawił Emmę, która o 
mało  nie zemdlała z przejęcia. Chociaż zbyt otyły, książę  miał 
w  sobie  coś,  co  wzbudzało  prawdziwy  respekt.  Dygnęła  i 
zerknęła na niego. 

-  Do  dzieła,  chłopcze-  rzekł  Jego  Wysokość  mrugając  do 

Dancy’ego i ruszył dalej. 

- Z przyjemnością - mruknął sir Peter, w każdym razie Emma 

dałaby  głowę,  że  to  rzekł,  choć  nie  wiedziała,  co  to  miało 
oznaczać. 

-  Czas  na  kolejną  atrakcję  -  zawołała  lady  Amelia,  gdy 

rozległy się fanfary. 

-  Myślisz  o  madame  Saqui?  -  zagadnęła  Emma  rozglądając 

się, gdzie też przeciągnięto linę. Ludzie zaczęli się przepychać, 
a  sir  Peter otoczył  Emmę  ramieniem,  jakby  się  bał, że tłum  ją 
stratuje. 

-  Tędy.  Kiedyś  była  tu  kaskada,  teraz  w  tym  miejscu 

występuje  madame  Saqui.  Miejmy  nadzieję,  że  to  dobra 
zamiana. 

-  Szkoda  wodospadu.  Na  pewno  był  śliczny,  ale  i  madame 

Saqui musi być warta oglądania, wnosząc z ogłoszeń. 

Była w istocie. 
Wsparta  o  sir  Petera  Emma  obserwowała  akrobatkę  na 

platformie:  ubrana  w  krótką  spódnicę,  pantalony  i  obszyty 
dżetami stanik, przeszła lekko po linie w blasku chińskich ogni 
i fajerwerków. 

-  Zachwycające  -  zawołała,  z  entuzjazmem  klaszcząc  w 

dłonie. 

-  Niezbyt  piękna,  ale  odważna  -  powiedział  sir  Peter.  Emma 

musiała  przyznać  mu  rację,  gdyż  madame  Saqui  miała  nieco 
męską urodę i mocne, muskularne nogi. Nie dając sir Peterowi 
sposobności,  by  rzekł  coś  na  temat  nóg  George’a,  odeszła  na 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

59

bok pociągając swego towarzysza za sobą. 

Po pokazie akrobatycznym spotkali resztę towarzystwa. Panie 

Bascomb  i  Hamley  sprawiały  wrażenie  lekko  oszołomionych, 
jakby  nie doszły  jeszcze  do  siebie  po  zetknięciu  się z  bliska  z 
Jego Wysokością. 

-  Bardzo  udane  otwarcie  sezonu.  Prawdziwa  gala  -  oceniła 

entuzjastycznie pani Bascomb. 

Pani  Hamley  swoim  zwyczajem  zamrugała  powiekami, 

Potakując energicznie. 

-  Sir  Peter  przedstawił  mnie  księciu  regentowi  -  pochwaliła 

się  Emma.  W  końcu  panny  z  jej  pozycją  nieczęsto  spotyka 
Podobny zaszczyt. 

-  Chciałabym  obejrzeć  teatrzyk  kukiełkowy  i  pokaz 

Fantoccino  -  kaprysiła  lady  Amelia  ciągnąc  lorda  Worcestera 
za rękaw. 

-  Widziałabyś,  gdybyśmy  poszli  z  panną  Cheney  i  sir 

Peterem. Nie można mieć wszystkiego. 

Na  te  słowa  całe  towarzystwo  powstało  z  okrzykami 

oburzenia. 

- Lękasz się, że wróci? - zapytała Emma. 
- Może wrócić - przyznał sir Peter. 
- To prawdziwy wstrząs - oznajmił Edward. 
Pani  Cheney  utyskiwała,  do  czego to doszło,  skoro człowiek 

nie może spokojnie zostawić nic w domu. 

Pani  Bascomb  oświadczyła,  że  jeśli  o  nią  idzie,  natychmiast 

wraca do siebie, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Lady 
Hamley mrugając bąkała coś o łotrach i niegodziwcach. 

Straciwszy animusz, towarzystwo postanowiło zakończyć 
Emma  odniosła  wrażenie,  że  lord  Worcester  miał  na  myśli 

coś  więcej  niż  teatr  marionetek.  Lady  Amelia  westchnęła  bez 
słowa. 

-  Skoro  jesteśmy  już  w  komplecie,  chodźmy  do  pawilonów, 

odpocząć  przy  kolacji  -  powiedział  sir  Peter  zwracając  się  do 
wszystkich,  lecz  spoglądając  na  Emmę,  a  ta  znowu  poczuła 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

60

pragnienie, by raz na zawsze skończyć zabawę w przebieranie. 

Szynka,  w  jej  opinii,  nie  była  pokrojona  dość  cienko,  ale 

mateczka szepnęła, że kosztuje zawrotną sumę. 

- Sir Peter, wszystko było pyszne - pochwaliła, zastanawiając 

się, jak też będzie mogła nadal udawać George’a. 

-  Otrzymałem  liścik  od  twojego  brata.  Pisze  mi,  że  będzie 

zajęty  jutro  rano.  Może  mógłby  przyjść  po  południu? 
Chciałbym  bardzo,  żeby  dokończył  rysunki  -  powiedział  sir 
Peter, jakby odgadywał jej myśli. 

-  Nie  -  odparła  stanowczo  i  czym  prędzej  spuściła  z  tonu.  - 

Wspominał, że będzie zajęty cały dzień. - Łatwo wymknąć się 
z  domu  rano,  gdy  mateczka  jeszcze  śpi,  dużo  trudniej 
wytłumaczyć popołudniową nieobecność. 

- Rozumiem - zafrasował się sir Peter, choć nie było jasne, co 

mianowicie zrozumiał. 

Emma  cały  czas  miała  się  na  baczności,  jakby  każde  słowo 

miało podwójne znaczenie. A może to tylko jej poczucie winy i 
wyrzuty sumienia? Głupia jestem, mówiła sobie w duchu. 

Kończyli już posiłek, gdy dostrzegła jednego ze służących sir 

Petera. Odstawiła kieliszek i dotknęła ramienia Dancy’ego. 

- Czy to nie ktoś z twoich ludzi? Sir Peter skinął głową i wstał 

zza stołu. Po chwili wrócił z wielce zakłopotaną miną. 

- Cóż za wiadomość? - zapytała zaniepokojona Emma. 
-  Ktoś  próbował  włamać  się  do  gabinetu,  gdzie  złożona  jest 

mumia.  Wybił  okno.  Radley  go  przepłoszył,  strzelił,  lecz 
chybił. 

 
 

Skwapliwie  kryjąc  niecierpliwość  Peter  zadbał,  by  wszyscy 

wygodnie  usadowili  się  w  powozie,  po  czym  kazał  co  koń 
wyskoczy  jechać  przez  most  ku  Mayfair.  Kędy  zobaczył,  że 
Emma  go  obserwuje,  pojął,  że  bębni  palcami  w  udo:  widomy 
znak zdenerwowania. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

61

-  Wysadźcie  mnie,  jeśli  łaska,  przed  domem.  Na  pewno 

chcecie  mówić  o  napadzie,  będę  wam  tylko  przeszkadzać  - 
przerwała ciszę lady Amelia. 

- Ależ skądże - kurtuazyjnie zaprzeczył sir Peter. 
- Cóż za wrażliwość, lady Amelio. Zaczynam wierzyć, że jest 

jeszcze dla ciebie nadzieja - wycedził Worcester. 

-  Jeśli  nie  przestaniesz  doprowadzać  mnie  do  szału, 

Edwardzie,  nie  pożyjesz  dość  długo,  by  przekonać  się  o 
prawdziwości 

swoich 

przewidywań. 

Lady 

Amelia 

spiorunowała go wręcz wyczuwalnym w mroku spojrzeniem. 

Cokolwiek  zaszło  między  nimi  w  ogrodach,  znowu  podjęli 

walkę na noże. 

Peter rzucił polecenie stangretowi i opadł ponownie na ławkę, 

rad,  że  lady  Amelia  wysiądzie.  Napięcie,  jakie  wprowadzała, 
stawało się nie do wytrzymania. Worcester odprowadził pannę 
do  drzwi,  zaprzeczając  jakiemuś  jej  pomówieniu.  W  świetle 
latami widzieli, jak kręci głową. 

-  Zdaje  się,  że  twój  przyjaciel  niewiele  dba  o  moją 

przyjaciółkę - westchnęła Emma. 

-  Być  może  rychło  przejrzą  i  stwierdzą,  że  są  dla  siebie 

stworzeni  -  powiedział  sir  Peter  z  cokolwiek  płonną  nadzieją. 
Wcześniej mogli się przecież zabić. 

Gdy podjechali pod dom Cheneyów,  lord Worcester zawahał 

się przez moment. 

- Jeśli  mogę  ci  w  czym  pomóc,  powiedz tylko słowo - rzekł 

niepewnie. 

- Ależ chodź, chodź. Zagadaj  służbę,  ja tymczasem zamienię 

kilka zdań z panną Cheney. 

-  Z  przyjemnością  -  powiedział  Edward  z  pogodnym 

uśmiechem. 

W  trójkę  weszli  do  domu.  Lord  Worcester  natychmiast 

przeszedł  do  salonu.  Emma  stała  w  holu  czekając  na  to,  co 
gospodarz ma jej do oznajmienia. Sir Peter czuł się idiotycznie, 
niepewny,  czy  panna  wie,  że  przejrzał  jej  podstęp.  Starał  się 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

62

wszak z niczym nie zdradzić. Nie był krótkowidzem, ale liczył, 
że Emma da się złapać na ten fortel. Potrzebował jej pomocy. 

-  George  jest  mi  nieodzowny.  Możesz  go  przekonać,  by 

przyszedł  do  mnie  rano?  Może  odłożyłby  inne  zajęcia? 
Powiedz mu, że to diabelnie ważne. 

-  Cóż  za  język,  sir  Peter  -  łagodnie  napomniała  go  Emma. 

Nawet  jeśli  wierzyła,  że  nie  odkrył  podstępu,  iskierki  w  jego 
zielonych oczach zdawały się mówić coś innego. 

- Spróbujesz? 
- Zapytam, skoro tak nalegasz - odparła zastanawiając się, w 

czym to George może być tak pomocny. 

- Musi się zgodzić. Co dwie głowy, to nie jedna, a tylko jemu 

mogę  zawierzyć  swe  plany.  -  Przestępował  z  nogi  na  nogę, 
niepewny 

efektu 

swych 

słów, 

ale 

Emma 

słuchała 

zaciekawiona. 

- George przyjdzie na pewno, jeśli mu powiem, jak bardzo na 

niego liczysz. 

-  Uspokajasz  mnie.  Wierzę,  że  go  przekonasz.  Kiedy  się  do 

niej uśmiechnął,  poczuła  raptowną  słabość, kolana się pod nią 
ugięły,  a  serce  zatrzepotało  niczym  ptak  pochwycony  w  sieć. 
Gdy  zaś  ujął  jej  dłoń  i  przytulił  do  piersi,  pomyślała,  że  nie 
zdoła  o  własnych  siłach  wejść  po  schodach.  Unosząc  lekko 
suknię,  oparła  dłoń  o  poręcz,  spojrzała  mu  w  oczy  i 
uśmiechnęła  się  z  wahaniem,  zahipnotyzowana  przez  te 
niezwykłe zielone oczy. 

- Przyłączymy się do reszty? - zapytał cicho. 
- Och, jakże mogłam zapomnieć - Emma oderwała wzrok od 

jego  twarzy  i ostrożnie  zaczęła  wchodzić na górę. Gdy stanęli 
w progu, wszystkie oczy zwróciły się ku nim. 

-  Jakże  okropne  zakończenie  uroczego  wieczoru  -  oznajmiła 

pani Bascomb. 

- W rzeczy samej - zgodziła się Emma, szczęśliwa, że nikt nie 

zamierza czynić dwuznacznych uwag na temat jej i sir Petera. - 
Ogrody  są  rzeczywiście  zachwycające...  a  potem  ta  wieść  o 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

63

niegodziwcu, który próbował wedrzeć się do domu sir Petera... 
Co  o  tym  wszystkim  myślisz,  papo?  -  zwróciła  się  do  ojca, 
który potrafił rozwiązywać najtrudniejsze problemy. 

-  I  jam  bardzo  ciekaw  pańskiego  zdania,  sir  -  dodał  Peter  z 

kurtuazją. 

- W tym mieście z dnia na dzień prawo coraz mniej się liczy - 

użalił  się  pan  Cheney  podchodząc  do  kominka.  -  Złodzieje 
grasują  bezkarnie  po  domach,  nie  lękają  się  ani  stryczka,  ani 
zesłania  do  kolonii.  Człowiek  wieczorem  wychodzi  z  domu  i 
nie wie, czy wróci żywy. Myślałem, że pozbywszy się zbójów 
zwanych Mohikanami, zaznamy spokoju, alem się widać mylił. 

-  Co  począć,  papo?  -  zapytała  Emma  z  ufnością  kochającej 

córki. 

- Sir Peter najlepiej uczyni najmując strażnika. Powiadasz, że 

twój  lokaj  ma  broń.  Wybacz,  młody  człowieku,  ale  czy  on 
zdatny  do  walki?  Miałem  w  swoim  czasie  do  czynienia  ze 
złoczyńcami. Potrafią być prawdziwie groźni. 

-  Wezwę  agenta  policji  z  Bow  Street  i  poszukam  jakiegoś 

siłacza.  Moja  służba  nie  piśnie  nikomu  słowa,  a  i  państwo 
zapewne zachowają  dyskrecję.  Niech  rzecz  pozostanie  między 
nami. 

Lady  Hamley  i  pani  Bascomb,  mocno  poruszone  tym 

świadectwem  zaufania,  gorliwie  skinęły  głowami  na  znak,  że 
zdolne są wstrzymać się od plotek. 

-  Bardzom  zobowiązany  za  twoją  radę,  sir  -  powiedział  z 

ukłonem w  stronę  pana  Cheney’a,  po  czym ponownie  zwrócił 
się  do  dam:  -  Mam  nadzieję,  że  to  wydarzenie  nie  zepsuło 
paniom wieczoru? 

Panie  zaczęły  prześcigać  się  w  wychwalaniu  rozlicznych 

atrakcji  Vauxhall.  Lady  Hamley  zapewniła,  że  nigdy  nie 
zapomni  nieporównywalnej  z  niczym  wyprawy,  czemu  pani 
Bascomb gorąco przyświadczyła. 

Pochwyciwszy  spojrzenia,  jakie  wymienili  między  sobą  sir 

Peter  i  lord  Worcester,  Emma  raz  jeszcze  wróciła  w  myślach 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

64

do  pytania,  w  czym  to  może  pomóc,  a  czego  Edward  nie 
mógłby zrobić. 

Panowie  wkrótce  się  pożegnali.  Sir  Peterowi  wyraźnie 

spieszno było przekonać się o wyrządzonych szkodach. Emma 
odprowadziła gości do schodów. 

- Będziesz pamiętała porozmawiać z George’em zaraz z rana? 

-  chciał  się  jeszcze  upewnić  sir  Peter  wykorzystując  fakt,  że 
lord  Worcester  debatuje  z  Oldhamem  o  tym,  czy  wezwać 
fiakra. 

-  Jeśli  nie  będzie  miał  żadnych  naglących  spraw  do 

załatwienia,  przyrzekam,  że  się  stawi  -  odparła  unikając  jego 
wzroku w obawie, że może się zdradzić. 

-  Liczę  na  ciebie  -  zapewnił  ujmując  jej  dłoń,  by  złożyć 

Pocałunek. 

-  Zegnam,  sir  -  rzekła  rezolutnie,  usiłując  nie  okazać,  jak 

Potężne wywarło to na niej wrażenie. 

-  Nic  żegnam  cię,  Emmo,  życzę  ci  tylko  dobrej  nocy  - 

powiedział z nieśmiałym uśmiechem, który chwycił ją za serce. 

Chcąc  uniknąć  dyskusji  na  temat  planów  sir  Petera,  jeszcze 

oszołomiona  poszła  prosto  do  swego  pokoju,  gdzie  czekała 
wścibska Fanny. 

-  Widać  miała  panienka  wieczór  co  się  zowie  -  orzekła 

pokojówka  spoglądając  na  naderwany  kraj  nowej  toalety, 
zniszczony najpewniej w obronie czci Amelii. 

- Zreperujesz mi suknię? Bardzo ją lubię. 
-  Lepiej,  żeby  panienka  dała  ją  Hocknell  -  poradziła  Fanny, 

jak  zawsze  skora  pozbyć  się  dodatkowej  pracy.  Emma  z 
westchnieniem  pokiwała  głową,  przyznając  w  duchu,  że 
pokojówka matki jest zręczniejszą szwaczką. 

Pomógłszy  pani  wdziać  nocną  koszulę,  Fanny  wreszcie  się 

wyniosła.  Prawdziwe  błogosławieństwo,  że  dziewczyna  nie 
lubiła  wieczornych  pogaduszek,  tak  jej  było  zawsze  spieszno 
do łóżka. Umościwszy się wygodnie w pościeli, Emma zaczęła 
rozważać  swój  dylemat.  Pójść  rano  do  sir  Petera,  czy  nie? 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

65

Miała  szczery  zamiar  wysłać  George’a  precz  do  Sussex  i 
zaofiarować  własne  usługi,  zabierając  ze  sobą  Fanny  jako 
przyzwoitkę. 

-  Nie,  to  na  nic  -  zwierzyła  się  promieniom  księżyca,  które 

zaglądały przez  okno. -  On  mnie  zdemaskuje. Przepadnie  cała 
nadzieja  na  dobrą  partię,  złamię  serce  mateczce,  papa  mnie 
przeklnie.  -  Westchnęła.  -  George  musi  iść  rano.  Wypada  się 
tylko  modlić,  że  sir  Peter  nadal  będzie  widział  to,  co  chce 
ujrzeć - szepnęła zdesperowana. 

 
O
ldham  nie  mrugnął  nawet  okiem,  gdy  wymaszerowała  z 

domu  następnego  ranka  i  ruszyła  w  stronę  fiakra,  który,  choć 
nie umawiany, codziennie czekał przezornie w pobliżu. 

- Tam, gdzie zawsze, panienko? - zapytał. 
-  Tam,  gdzie  zawsze  -  odparła  i  zaczęła  rozmyślać,  co  tez 

powiedzieć  lady  Titheridge.  Pod  dom  starej  damy  dojechała  z 
gotowym planem. 

- Dziękuję, Leland - mruknęła wchodząc do sieni. 
Na spotkanie pospieszyła jej Braddon. 
-  Niech  panienka  idzie  do  tego  pokoju  co  zawsze,  zaraz 

poproszę jaśnie panią. 

Weszła  do  przytulnego  buduaru,  gdzie  czekało  ubranie 

Goerge’a, i stanęła przy oknie. Po chwili z impetem wkroczyła 
lady Titheridge. 

-  Jużeś  na  nogach,  mimo  wczorajszej  zabawy?  -  Dama 

usiadła przy kominku, oczekując wyjaśnień. 

-  Ktoś  próbował  dostać  się  do  domu  sir  Petera,  do  gabinetu, 

gdzie  trzyma  najcenniejsze  przedmioty  ze  swojej  kolekcji. 
Myśli  nająć  strażników,  spodziewa  się  też  jakiejś  pomocy  od 
George’a. Och, milady, co robić? Już czekałam, że będzie kres 
tej maskarady. - Emma wyciągnęła ręce w błagalnym geście. 

-  Hmm.  To  ci  zabił  ćwieka.  -  Stara  dama  w  zamyśleniu 

potarła podbródek, po czym odchrząknęła. - Widać bardzo ceni 
sobie  twoją  radę,  o  pomocy  nie  wspominając.  Najlepiej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

66

zrobisz,  jeśli  tam  pójdziesz  i  dowiesz  się,  czego  oczekuje  od 
George’a. 

- Przyznam, że mnie to ciekawi. Czy mam to sobie wyrzucać? 

Dziewczęta  zawsze  spychane  są  na  bok,  kiedy  dzieją  się 
ciekawe  rzeczy.  Bodaj  raz  w  życiu  mam  udział  w  czymś 
prawdziwie  ekscytującym.  Pójdę,  przez  wzgląd  na niego, ale  i 
na siebie. Ma się rozumieć, to nasz sekret. Drżę na myśl, co by 
to  było,  gdyby  rzecz  się  wydała  -  powiedziała  spoglądając  na 
obydwie kobiety. 

-  O  to  możesz  być  spokojna.  Pewna  jesteś,  że  Peter  niczego 

się nie domyśla? - zapytała lady Titheridge. 

-  Gdyby  tak  było,  czy  chciałby  dopuścić  mnie  do  swoich 

planów? - odparła Emma nie do końca przekonana o sile swego 
argumentu. 

-  Chyba  nie  -  zgodziła  się  stara  dama  i  gestem  nakazała 

Braddon,  by  pomogła  Emmie  się  przebrać.  Tym  razem 
Pokojówka  przyniosła  inne  ubranie,  by  dziewczyna  dzień  w 
dzień  nie  pokazywała  się  w  jednym  stroju.  Gdy  skończyły, 
Emma spojrzała na swe odbicie w lustrze. 

-  Wygląda  nieźle.  I  mateczka  nie  poznałaby  mnie  w  tym 

przebraniu. Opowiem wszystko, gdy wrócę. 

-  Bądź  pewna,  że  zachowamy  całą  rzecz  w  tajemnicy  - 

zapewniła lady Titheridge, pełna podziwu dla dzielnej Emmy. 

 
N
a  Bruton  Street  drzwi  otworzył  jej  mocno  nieswój  Radley, 

bez zwykłego uśmiechu na pucołowatym obliczu. 

-  Sir  Peter  mnie  oczekuje,  jak  mniemam  -  powiedziała 

zerkając niepewnie na lokaja. 

-  Och,  sir,  mój  pan  będzie  rad,  martwił  się,  czy  zajęcia  nie 

wezwały  cię  do  Sussex.  -  Emma  zachmurzyła  się  na  takie 
podejrzenie wobec  George’a. Jakżeby  mógł uciec, szczególnie 
gdy ona prosiła,  by został. Ruszyła za Radleyem do gabinetu i 
stanęła jak wryta na progu. 

- Co robisz?! - krzyknęła ledwie pomna, by zniżyć głos. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

67

- Pomyślałem, że warto założyć kraty. Bądź tak dobry i podaj 

mi  młotek.  -  Sir  Peter  stał  na  szczycie  chwiejnej  drabiny,  z 
prętem  żelaznym  w  jednej  dłoni,  drugą  przytrzymując  się 
ściany,  najwyraźniej  nie  bardzo  wiedząc,  jak  przystąpić  do 
dzieła. 

- Masz źle w głowie - burknęła, ale spełniła prośbę. 
- Wymyśl coś lepszego - powiedział odwracając się gniewnie 

i wprawiając drabinę w niebezpieczny pląs. 

- Mogą być kraty... Zamierzasz uzbroić w nie wszystkie okna 

w  domu?  -  Emma  rozbawiona  wsparła  dłonie  na  biodrach 
gestem  podpatrzonym  u  brata.  Sir  Peter  zszedł  z  drabiny  i 
przysiadł na taborecie, na którym zwykła siadywać rysując. 

-  Do  licha!  Nie  pomyślałem.  Mówiłem  wczoraj  Emmie,  że 

trzeba mi twojej  mądrej głowy. Dobrze, że przyszedłeś - rzekł 
wstając i mocno potrząsając jej dłonią. 

-  Peter,  przykro  mi  słuchać,  że  nazywasz  ją  po  imieniu  - 

napomniała go. 

-  Nie  ma  czego  się  srożyć.  Jestem  człowiekiem  honoru  - 

oznajmił  sir  Peter  z  szerokim  uśmiechem  i  odłożył  pręt  na 
podłogę. 

Emma miała szczerą ochotę kopnąć go w kostkę albo natrzeć 

mu uszu. Być może podobne uczucia targały lady Amelią, gdy 
obok niej pojawiał się lord Worcester. Ręce doprawdy opadały. 

-  Chciałbym,  żebyś  skończył  rysunek  naszyjnika.  Coś  mi 

mówi,  że  złodziej  na  ten  klejnot  poluje.  Powieszę  szkic  w 
gabinecie, a naszyjnik oddam w depozyt do British Museum. 

-  Radziłbym  ci  przechować  go  przez  czas  jakiś u Rundle’a  i 

Bridge’a,  na  pewno  mają  bezpieczne  sejfy.  -  Emma  oglądała 
uważnie  okno,  które  nosiło  wyraźne  ślady  łomu.  Na szczęście 
Radley przepłoszył rabusia. 

- Kapitalny pomysł. Oto głowa. Mam  nadzieję, że znajdziesz 

swój skarb. - Uszczęśliwiony  sir Peter zatarł dłonie i podszedł 
do sejfu ukrytego w ścianie. 

Emma  też  życzyła  George’owi,  by  znalazł  skarb,  ale  z 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

68

całkiem innych powodów. Dyskretnie odwróciła wzrok, gdy sir 
Peter  otwierał  skrytkę,  i  spojrzała  dopiero  słysząc  stuknięcie 
pudełka stawianego na stole. 

-  Chcesz  jeszcze  raz  go  zobaczyć?  -  zapytał  z  dziwnym 

błyskiem w oku. 

- Oczywiście -  odparła  niemal  bez  tchu, patrząc jak  sir Peter 

otwiera  wieko  płaskiego,  czarnego  pudełka,  w  którym  na 
aksamicie  spoczywał  naszyjnik.  Z  zachwytem  spoglądała  na 
piękną  robotę,  barwy  i  kształt.  Dotknęła  jednym  palcem 
największego kamienia. 

-  Myślisz,  że  Emma  chciałaby  go  nosić?  -  rzucił  sir  Peter 

lekko,  wskazując  na  bezcenny  klejnot.  Zamknęła  oczy.  Nie 
mówi  chyba  poważnie,  jakżeby?  -  Każda  kobieta  chętnie 
nałożyłaby tak misterne dzieło. 

-  Anim  myślał,  że  z  ciebie  znawca  kobiet,  mój  stary.  -  Sir 

Peter  klepnął  Emmę  w  plecy  z  takim  wigorem,  że  o  mało  nie 
straciła równowagi. 

Tak,  kopnięcie  w  kostkę  byłoby  ze  wszech  miar  wskazane, 

Sierdziła w duchu i uśmiechnęła się słodko. 

-  Skończ  teraz  rysunek  i  pokoloruj  go  akwarelami,  tak  by 

nabrał intensywnej barwy - poprosił sir Peter. 

-  Położę  kilka  warstw  farby  dla  uzyskania  głębi  tonu  - 

zapewniła Emma zerkając na naszyjnik z czcią i pożądaniem. 

- Tak, głębia, bezwzględnie. 
Powiedział  to  tak  znaczącym  tonem,  że  zaniepokojona 

podniosła  wzrok,  jednak  twarz  sir  Petera  nic  nie  wyrażała. 
Pomyślała, że jest zbyt podejrzliwa. 

Usiadła  na  taborecie,  otworzyła  blok  rysunkowy  i  zajęła  się 

pracą, ledwie świadoma cichnących kroków gospodarza. 

W  pewnej chwili  przerwał  jej  Radley,  który przyniósł tacę  z 

herbatą 

ciastkami 

imbirowymi. 

Bąknęła 

coś 

podziękowaniu, pochłonięta szkicowaniem, nie myśląc nawet o 
tym, co też porabia sir Peter. W pamięci rozbrzmiewały jednak 
jego  słowa.  Pytał  wszak,  czy  Emma  nosiłaby  naszyjnik. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

69

Odwróciła  głowę  i  spojrzała  na  księżniczkę,  leżącą  z  dłońmi 
skrzyżowanymi  na  piersiach.  Naszyjnik  znaleziony  z 
bandażach  nie  dotykał  przecież  ciała,  a  nawet  gdyby,  nie 
napawało  jej  to  lękiem,  nie  budziło  uprzedzeń.  Założyłaby  go 
bez chwili wahania, gdyby miała jeno po temu sposobność. 

W  kilka  godzin  zrobiła  wierną  podobiznę  naszyjnika: 

uchwyciła błyski kamieni,  ich  barwę, światłocień. Spojrzała  w 
stronę  małego  pokoju,  gdzie  zwykle  pracował  sir  Peter,  i 
zobaczyła,  że  się  jej  przygląda.  Poczuła się  nieswojo  na  myśl, 
że  mógł dostrzec w  jej ruchach coś kobiecego. Och,  jakże  by 
chciała położyć kres tej maskaradzie. Wtedy jednak ominęłoby 
ją coś, do czego dostęp miał George, i to tylko dlatego, że był 
mężczyzną. 

- Skończone? - zapytał podnosząc się od biurka. 
-  Skończone  -  odparła  z  zadowoleniem  i  roztarta  kark.  Nie 

zdawała sobie sprawy, jak zesztywniała podczas pracy. 

-  Musisz  się  rozruszać  -  zaproponował  sir  Peter  z  kamienną 

twarzą.  -  Fechtujesz?  To  świetny  odpoczynek.  Uczy 
zachowania równowagi i płynności ruchów. 

- Nie - ucięła krótko. Była przerażona. 
- Szkoda. - Rozważał coś przez chwilę. - Dam ci kilka lekcji. 

Dobrze ci to zrobi. Zamęczam cię pracą, więc coś ci się należy 
ode mnie w zamian. 

Wziął  do  ręki  skończony  rysunek  i  odszedł  kilka  kroków. 

Emma siedziała zupełnie zbita z tropu. Jak wybrnąć z kłopotu? 
Okropność. Nie może przecież pokazać się nikomu w stroju do 
fechtunku.  A  w  ogóle  gdzie  się  to  robi?  Co  człowiek  wtedy 
wdziewa? 

Potarła czoło czując nadchodzący ból głowy. 
- Zatem w drogę - oznajmił sir Peter po dłuższej chwili. 
- W drogę? - powtórzyła, jakby kto zbudził ją z najgłębszego 

snu. 

-  Do  Rundle’a  i  Bridge’a.  Zapomniałeś?  Wszak  to  twój 

pomysł. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

70

-  Och,  nie  mogę  z  tobą  jechać  -  zaprotestowała,  szukając  w 

popłochu  wymówki.  -  Mam  sprawy  do  załatwienia.  Weź 
jakiegoś sługę. A może Worcester się zgodzi? - rzuciła idąc ku 
drzwiom, gotowa  salwować  się  ucieczką. Chwyciła  kapelusz  i 
już  była  w  progu.  George  musiał  jak  najrychlej  jechać  do 
Sussex. 

-  Niech  będzie  -  zgodził  się  łaskawie  sir  Peter.  -  Nalegam 

jednak  na  lekcje  fechtunku.  Nigdy  nie  wiadomo,  kiedy  taka 
umiejętność  może  się  okazać  przydatna,  mój  stary.  Jak 
zauważył  wczoraj  twój  ojciec,  niebezpiecznie  dziś  chodzić  po 
mieście. 

Emma  z  trudem  opanowała  śmiech.  Niebezpiecznie  na 

ulicach?  Nic  nie  mogło  być  bardziej  niebezpieczne  niż 
przebywać z sir Peterem w jednym pomieszczeniu. 

-  Przyrzekasz?  -  nastawał  odprowadzając  ją  do  drzwi 

frontowych. 

Gdy  Radley  otworzył,  dostrzegła  czekającego wiernie  fiakra. 

Miała ochotę czym  prędzej  wskoczyć  do  środka i zmykać. Co 
ma odpowiedzieć na ofertę sir Petera? To zaszczyt być uczoną 
przez pierwszego fechtmistrza Anglii, ale przecież może wtedy 
odkryć, że ona jest kobietą. 

Nie widząc wyjścia, skłoniła głowę. 
- Zgoda. W przyszłym tygodniu? Spodoba ci się. Przyrzekam. 

Zobaczysz. 

Wyszła  z  domu  zastanawiając  się,  co  też  chciał  przez  to 

powiedzieć. A może to głupota doszukiwać się Bóg wie czego 
w każdym słowie? 

-  Radley,  pan  George  Cheney  zgodził  się,  bym  dawał  mu 

lekcje  fechtunku  -  oznajmił  sir  Peter,  kiedy  drzwi  się  za  nią 
zamknęły. 

-  Nigdy  dotąd  nie  chciałeś  nikogo  uczyć,  sir  -  zdumiał  się 

lokaj. 

Peter zatarł ręce z uciechy. 
- A teraz mam ochotę. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

71

Wiele zależało od pojętności panny w sztuce posługiwania się 

szpadą,  bardzo  wiele.  Peter  miał  swoje  plany  wobec  Emmy 
Cheney. 

 
E
mma  wbiegła  do  pokoju,  gdzie  oczekiwała  jej  lady 

Titheridge. 

- Co się stało, moja duszko? Jesteś biała niczym płótno. 
-  Nieszczęście,  milady!  -  krzyknęła  ściągając  surdut  brata  i 

pozwalając, by Braddon pomogła jej w dalszej toalecie. 

- Zamieniam się w słuch. Obiecałaś, że wszystko opowiesz. 
-  Sir  Peter  nalega,  bym  brała  u  niego  lekcje  fechtunku!  - 

Emma wymieniła ze starą damą stroskane spojrzenia. 

-  Wielkie  nieba!  Twój  brat  nie  zna  fechtunku?  -  Lady 

Titheridge opadła na krzesło słysząc o nowej katastrofie. 

- Nie  miał czasu się uczyć. Siedział  w książkach albo szukał 

zabytkowych przedmiotów. 

-  Będziesz  zatem  musiała...  no,  fechtować.  Skoro  ci 

zaproponował, ma swój powód. 

-  Proszę  nawet  o  tym  nie  myśleć,  milady  -  jęknęła 

nieszczęsna dziewczyna. 

-  Za  daleko  zabrnęłaś, żeby  się  wycofać.  Nie  masz odwrotu. 

Chcesz  przecież  pomóc  mojemu  siostrzeńcowi  zabezpieczyć 
jego  egipską  kolekcję.  Takie  poświęcenie  to  nic,  zważywszy 
cel. 

Emma przysiadła na brzegu łóżka całkiem zbita z pantałyku. 
- A co ze strojem do fechtunku? Musi być strasznie gorszący. 
-  Nie  dla  mężczyzny,  moja  droga.  Ich  nic  nie  jest  w  stanie 

zgorszyć. 

Emma spojrzała z niedowierzaniem na lady Titheridge. 
-  Pani  chce,  żebym  się  fechtowała?  Po  to,  by  pomóc  sir 

Peterowi? - Nie bardzo potrafiła dostrzec tu jakiś związek. 

-  Jeśli  trzeba  mu  pomocy.  Może  zda  ci  się  na  co  ta 

umiejętność...  kiedy  przyjdzie  przepłoszyć  intruzów.  Nic  nie 
zaszkodzi  wiedzieć,  jak  się  bronić  -  odparła  stara  dama 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

72

zagadkowo. 

Perspektywa płoszenia złoczyńców za pomocą szpady, w Bóg 

wie  jak dziwacznym  przyodziewku,  nie  mieściła się Emmie w 
głowie. 

- Wspomnij Bodyceę, moja duszko. 
-  Przebóg  -  jęknęła  Emma  na  myśl  o  brytyjskiej  królowej-

rycerzu, która na czele swych zastępów w pień niemal wycięła 
cały rzymski legion. 

 
 

I  ja  mam  to  włożyć?  -  wstrząśnięta  widokiem  stroju  do 

fechtunku  Emma  zapomniała  że  ma  mówić  głosem  brata. 
Odsunęła spodnie drżącą dłonią. Już koszula była okropna, ale 
to...  okazało  się  nieprzyzwoite.  Pół  biedy,  kiedy  surdut 
przysłaniał nogi i pośladki. 

Na  szczęście  obszerna  koszula  kryła  różnice  anatomiczne, 

które  najbardziej  domagały  się  ukrycia,  ale  kto  pomyli  z 
męskimi  tak  odziane  nogi?  A  jednak  spodnie  były  ogromnie 
wygodne,  a  swoboda,  jaką  dawała  koszula  o  szerokich 
rękawach, wprost bajeczna. Wstrząsające. Owszem, dla młodej 
damy,  lecz  nie  dla  mężczyzny,  dopowiedziała  sobie  w  duchu. 
Pewną  pociechę  dawała  skórzana  maska  na  twarz.  Jeśli  ktoś 
wtargnie niespodzianie do sali w czasie lekcji, nie rozpozna jej. 

- Bardzo zacne przy odzienie - odparł sir Peter. 
-  A  jakże  -  mruknęła  zza  maski,  napominając  się,  by 

powściągać panieńskie nawyki i łkając w duchu w oczekiwaniu 
rychłej katastrofy. Jedno dobre, jeśli było w tym co dobrego, że 
sir Peter nikomu na czas lekcji nie dawał dostępu do sali. 

Przekonana, że  Dancy  liczy  sobie  uczniów  na  tuziny, Emma 

czuła,  że  powinna  być  wdzięczna,  iż  może  bodaj  raz 
zasmakować męskich przyjemności. Żal tylko było płacić za to 
udawaniem. 

Nigdy  nie  roiła  podobnych  marzeń;  prędzej  widziała  się 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

73

nadobną  księżniczką,  adorowaną,  wielbioną  i  serdecznie 
miłowaną.  Fechtunek  zdał  się  jej  odrobinę  za  żywy,  ale  i  sir 
Peter nie był mężczyzną z jej snów: onieśmielający, władczy... 
taki, którego bezpieczniej omijać z daleka. 

-  Możesz  zostać  w  kamizelce,  jeśli  tak  wolisz.  Wielu  tak 

czyni - rzekł mimochodem, dobywając z pudła giętkie szpady z 
ochronnymi zakończeniami. 

Emma  pospiesznie  wdziała  wzorzysty  łaszek  i  od  razu 

poczuła  się  trochę  lepiej:  każda  warstwa  okrycia  stanowiła 
wszak dodatkowe zabezpieczenie. 

-  Najpierw  pozdrowienie  -  podniósł  szpadę  w  pozycji 

pionowej do poziomu brody. - O, tak. 

Powtórzyła  posłusznie  gest,  choć  zdał  się  jej  śmieszny  w 

swojej powadze, ale snadź bywał poważny. 

-  Rzeczą  pierwszej  wagi  jest  utrzymać  należną  odległość. 

Dziwne,  pomyślała,  jak  ktoś  krótkowzroczny  może  w  ogóle 
fechtować  i  rozprawiać  o  należnych  odległościach.  Mówił 
dalej, nieświadom jej wątpliwości. 

-  Cały  czas  musisz  trzymać  przeciwka  na  dystans,  w  ataku  i 

kiedy się bronisz. Pokażę ci jak nacierać nie wystawiając się na 
szwank.  Szybko  też  nauczysz  się  ratować  z  opresji,  gdy  źle 
ocenisz 

odległość 

przyjdzie 

potrzeba 

wrócić 

na 

bezpieczniejszą pozycję - rzekł z rozbrajającym uśmiechem. 

Emma  pomyślała,  że  tak  się  uśmiecha  lis  do  kury,  zanim  ją 

pożre. 

-  Wszystko  to  brzmi  mi  bardzo  niebezpiecznie  -  mruknęła 

pod nosem. 

 Pierwsza  pozycja  to  parowanie  ataku.  Chronisz  lewą  stron? 

ciała  przed  ciosem.  -  Tu  z  groźnym  świstem  ciął  szpadą 
powietrze. 

- Lepiej zostać w domu, niż martwić się obroną - skwitowała 

cicho jego nauki. 

-  Postawa  -  napomniał  ją  sir  Peter.  słuchała  bez  dalszych 

komentarzy. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

74

Budząc się tego ranka nie przypuszczała, że znajdzie się sam 

na sam z sir Peterem w wąskiej sali odziana tylko w pantalony, 
kamizelkę i luźną koszulę. Bojąc się, że przy gwałtowniejszych 
ruchach  poluzuje  bandaże  krępujące  piersi,  zaleciła  sobie 
powściągliwość w reakcjach. 

- Tak układasz rękę. Dłoń w jednej linii z lewym ramieniem. 
Bezskutecznie usiłowała powtórzyć demonstrowaną pozycję. 
- Nie, nie - napominał łagodnie. - Pozwól. Otworzyła szeroko 

oczy, spłoszona jego dotknięciem. 

- Tak, widzisz. Przedramię zgięte pod kątem prostym  i  lekko 

wysunięte. Wtedy ostrze nachyla się lekko do przodu, odrobinę 
w dół, nigdy pionowo. To powszechny  błąd u początkujących, 
którego ty  zapewne  nie  popełnisz.  -  Ułożył  delikatnie  jej  rękę 
we właściwej pozycji. 

Czuła  ucisk  w  gardle.  Stał  blisko,  obejmował  ją  i  jeszcze 

przeklętnik miał czelność uśmiechać się obezwładniająco. 

Całkiem ją rozbroił. 
-  Opuszczasz  koniec  szpady  na  wysokość  trochę  powyżej 

kolan przeciwnika - pouczał cierpliwie. 

Uśmiechnęła  się.  Niczego  teraz  nie  pragnęła  równie  mocno, 

jak natrzeć na sir Petera. Był wrogiem, który uparł się męczyć 
ją lekcjami fechtunku. Po cóż jej ta umiejętność? Będzie kiedy 
stawać do walki? Otrząsnęła się, usiłując słuchać instrukcji, ale 
dość było, żeby spojrzał jej w oczy, a znów traciła głowę. 

- Teraz poćwiczymy. 
Próbowała naśladować ruchy jego stóp i rąk, pamiętając przy 

tym,  by  trzymać  dłoń  na  odpowiedniej  wysokości,  jak  jej 
pokazywał.  Nauka  przychodziła  z  trudem.  Powtarzała  każdy 
gest bez końca, aż chciało jej się płakać i krzyczeć. 

Wreszcie  zaczęła  pojmować  zasady  i  czynić  postępy.  Stopy 

tańczyły lekko na macie, nogi i ręce reagowały posłusznie. 

W końcu powiedział: 
- Bardzo dobrze. 
Byle  jeszcze  zniknął  ten  wyraz  zdumienia  z  jego  twarzy. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

75

Zaczynała wierzyć, że kobieta  może  być dobra w tym zajęciu, 
które  wymaga  lekkiego  kroku  i  nieomylnej  dłoni...  co 
kobietom dane jest w sposób naturalny. 

Śmiało mierzyła w kukłę, robiła wypady, składała się gracko 

do ciosu. 

-  Brawo!  -  zawołał  odsuwając  manekin  i  stając  na  macie.  - 

Powtórz. 

Powtarzała  bez  końca,  pewna  w  końcu,  że  za  chwilę  padnie 

ze  zmęczenia.  Gdy  zaatakował  w  sposób  nieprzewidziany, 
cofnęła  się,  niepewna,  co  robić.  W  jego  oczach  błyskały 
iskierki,  które  widziała  już  wcześniej  i  które  nieodmiennie  ją 
dziwiły.  Może  bawił  się  sytuacją,  może  cieszył  fechtunkiem. 
Tak czy inaczej, wzbudzał nieufność. 

-  Seconde!  -  zawołał  pokazując  raz  jeszcze  ten  sam  wypad. 

Powtórzyła dokładnie, choć może ciut topornie. 

-  Wyśmienicie!  -  krzyknął,  zmieniając  kierunek  natarcia.  I 

ona  się  okręciła  parując  jego  ataki,  jak  umiała  najlepiej. 
Wkrótce  potrafiła  niemal  przewidzieć,  skąd  czekać  ciosu, 
zaczynała być pewniejsza swego kroku, pewniej robiła szpadą, 
ciągle  pamiętając,  że  chce  go  dosięgnąć.  Może  to  zagrzewało 
ją do ćwiczeń: chęć pobicia mistrza. 

-  Dość!  -  zawołał  w  końcu,  podniósł  szpadę  i  pocałował 

rękojeść.  Emma  wstrzymała  oddech...  widok  ten  zrodził  w  jej 
głowie  obraz,  który  w  żadnym  razie  nie  kojarzył  się  z 
fechtunkiem. 

Odłożył  szpady,  odsłonił  twarz,  jej  też  zdjął  maskę. 

Wiedziała, że musi mieć rozbawioną minę, bo też tak się czuła. 

- Chwat z ciebie, George. 
Łajać  się  w  duchu,  że  znowu  ulega  panieńskim  nastrojom, 

„czuła dumę, że tak dziarsko radziła sobie w męskim sporcie... 
nawet  gdyby  nigdy  już  nie  przyszło  jej  trzymać  szpady  w 
dłoni.  Otarła  twarz  ręcznikiem,  rada,  że  mężczyznom  wolno 
Spocić do woli. 

- Musisz już iść? - zapytał widząc, że sięga po surdut. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

76

-  Muszę - odparła  drżącym  głosem.  Znowu to robi, spogląda 

jej głęboko w oczy wywołując w niej dziwne reakcje nerwowe. 
A  może  ten  dziwny  błysk  źrenicy  należy  złożyć  na  karb 
krótkowzroczności? 

Cofnęła się ku drzwiom, gotowa do odwrotu. 
-  Myślałem,  że  pokażę  ci,  jakie  środki  ostrożności 

przedsięwziąłem - powiedział smętnie, gdy szli korytarzem. 

Emma  była  pewna,  że  jeśli  zaraz  nie  znajdzie  miejsca,  w 

którym  będzie  mogła  przestać  udawać  i  wreszcie  odpocząć, 
wyląduje na podłodze. 

-  Cóżeś  zwojował  poza  zdeponowaniem  naszyjnika  u 

Rundle’a i Bridge’a? - zapytała możliwie nonszalancko. 

- Nająłem agenta z Bow Street i strażnika na noc. - Sir Peter 

zatrzymał  się  przy  drzwiach  frontowych.  Radley  stał  w  kącie, 
ale Emma nawet nie zauważyła jego obecności, zapatrzona bez 
reszty w swojego rozmówcę. 

-  Wygląda  na  to,  że  podjąłeś  właściwe  kroki  -  oznajmiła. 

Marzyła o tym, by móc oprzeć się o drzwi. 

-  Będę  prosił,  byś  znowu  dotrzymał  mi  towarzystwa. 

Odbędziemy  kolejną  lekcję.  Trochę  ruchu  dobrze  nam  obu 
zrobi.  Powiedz  szczerze:  nie  czujesz  się  lepiej?  -  Spojrzał  na 
nią  z  kpiną,  jakby  doskonale  wiedział,  że  marzy  o  tym,  by 
wreszcie paść na łóżko i zasnąć. 

Skinęła głową i zrobiła krok ku drzwiom. 
-  Wybacz,  staruszku,  ale  muszę  znikać.  Spotkania,  sam 

rozumiesz.  Bardziej  zadowolonym  z  lekcji,  niż  potrafię 
wyrazić  -  wybełkotała  i  skryła  się  w  fiakrze,  zanim  zdążył  ją 
zatrzymać. 

-  Tam,  gdzie  zawsze  -  rzuciła  krótko  i  opadła  na  poduszki 

marząc, by uciec na wieś, gdzie oczy poniosą. 

 
K
iedy drzwi  się zamknęły, Peter oparł się o ścianę i  spojrzał 

na Radleya. 

- Była naprawdę wspaniała, wiesz? Wrodzony talent i gracja. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

77

Świetne wyczucie czasu, dobry wypad i garda. Kiedy opanuje 
wszystkie  postawy,  będzie  z  niej  fechtmistrz  co  się  zowie  - 
mówił w  uniesieniu.  -  Musi  być  strasznie  skonfundowana,  ale 
niech tak zostanie czas jakiś. 

-  Nie  myśli  pan  chyba  zakpić  z  niej,  sir?  -  zaniepokoił  się 

Radley. 

-  Nie,  nie.  Wszystko  będzie  dobrze  -  odparł  i  odszedł 

pogwizdując  wesoło.  Radley  stał  przez  chwilę  w  milczeniu, 
zamyślony, po czym ruszył do swoich zajęć. 

Emma nie miała wszelako poczucia, że wszystko jest dobrze, 

kiedy  poirytowana  do  żywego  przekraczała  próg  domu  lady 
Titheridge. 

-  Nie  uprzedziła  mnie  pani,  że  mam  przywdziać  coś 

podobnego  -  natarła  na  gospodynię  bez  zbędnych  wstępów. 
Ściągnęła  płaszcz,  demonstrując  luźną  koszulę,  kamizelkę  i 
pantalony, w których odbyła lekcję, opinające długie, szczupłe 
nogi  i  krągłe  biodra.  Spoglądając  w  lustro strzepnęła ozdobny 
żabot koszuli. 

-  Dzięki  bodaj  za  to,  inaczej  byłoby  już  po  mnie.  Nigdy  tak 

jak dzisiaj  nie  cieszyłam  się, że  mam  płaski  jak  deska  brzuch. 
Mam pokazać, przez co przeszłam? 

Tu wyrzuciła ramię do przodu markując cios szpadą, tańcząc 

przy tym i czyniąc wypady jak podczas ćwiczeń z sir Peterem. 

- Boże  miłosierny!  -jęknęła  lady  Titheridge słabym głosem  i 

opadła na krzesło. 

- Właśnie - przytaknęła Emma ocierając pot z czoła i zerknęła 

na  Braddon,  która  pospieszyła  ją  rozdziewać.  Po  chwili  zlała 
się obficie wodą lawendową i włożyła swoją skromną suknię. 

-  I  co  mam  zrobić,  milady?  -  odwołała  się  do  rady  starej 

damy. Braddon tymczasem zajęła się jej włosami. 

-  Prawdziwy  ambaras  -  przyznała  lady  Titheridge.  -  Nie  ma 

odwrotu,  musisz  robić  dobrą  minę  do  złej  gry.  Wycofanie  się 
teraz  oznaczałoby  klęskę.  Nie  możesz  tego  zrobić,  poza  tym 
powinnaś to zrobić dla Petera. Bardzo cię potrzebuje. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

78

-  Dlaczego?  -  zapytała  Emma  wspominając  zielone  oczy, 

które  tak  znacząco  na  nią  spoglądały.  Nawykła  od  lat  do 
wypełniania  obowiązków,  uznała,  że  skoro  lady  Titheridge 
uważa, iż jej obowiązkiem jest robić szpadą, to go wypełni. 

-  Ponieważ  mój  siostrzeniec  nikomu  innemu  nie  ufa,  a  ty 

masz  talenty,  które  mogą  być  mu  przydatne.  Po  prostu  nie 
możesz go opuścić - powiedziała błagalnie lady Titheridge. 

Nie  mając  w  zanadrzu  żadnego  argumentu  przeciwko owym 

błaganiom, Emma  skinęła  głową  i  z  westchnieniem  przysiadła 
na łóżku, spoglądając tęsknie na poduszkę, po czym bohatersko 
wstała, gotowa się pożegnać. 

-  Powinnam  wracać  do  domu,  by  oszczędzić  sobie  pytań 

mateczki. Prześpię  się  i  wieczorem  stawię czoło  towarzystwu, 
jakbym nie miała innych trosk niż kolor sukni i dobrze ułożone 
loki. 

-  Gdzież  to  wybierasz  się  dzisiejszego  wieczoru?  -  zapytała 

lady Titheridge pozornie z czystej uprzejmości. 

-  Pani  Bascomb  przekonała  mateczkę,  że  powinnyśmy 

pokazać się na skromnym przyjęciu u lady Sefton. Skromnym! 
Już widzę te tłumy gości. 

-  Straszna  ciżba,  mówiąc  inaczej.  Cóż,  moja  duszko,  o  tym 

marzy  każda  gospodyni.  -  Lady  Titheridge  posłała  Emmie 
porozumiewawczy  uśmiech,  dzieląc  z  nią  opinię  na  temat 
wielkiego świata. 

- Wiem, ale jestem zmęczona i wolałabym odpocząć. - Emma 

westchnęła. 

Stara dama odprowadziła  ją wzrokiem, po czym  podeszła do 

sekretery, skreśliła krótki list i wezwała Lelanda. 

-  Postaraj  się,  by  mój  siostrzeniec  dostał  to  jak  najszybciej. 

Leland wymienił ze swą panią spojrzenia i skłonił się nisko. 

- Tak jest, milady. Jak najszybciej. 
 
E
mma powlokła się do swojego pokoju, szczęśliwa, że matka 

zajęta  jest rozmową z panią Bascomb. Z salonu dochodziły  jej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

79

zachwyty  nad  nowymi  pigułkami  uspokajającymi  doktora 
Vemala.  Pigułki  na  nerwy?  Ciekawe,  co  też  mogą  zawierać, 
pomyślała,  jak  zawsze  nieufna  wobec  łatwowierności,  z  jaką 
matka traktowała przeróżnych szarlatanów. Teraz jednak czuła 
wdzięczność dla  doktora  Vemala,  którego osoba  pozwoliła  jej 
uciec przed przesłuchaniami. Mateczka żywiła przekonanie, że 
młode damy nie powinny brać udziału w rozmowach tyczących 
zdrowia,  a  że  właśnie  na  nie  się  uskarżała,  Emma  uniknęła 
pytań na temat domniemanej wizyty u lady Titheridge. 

Bezpieczna  w  zaciszu  swojego  pokoju,  zrzuciła  suknię  i 

wsunęła  się  do  łóżka.  Z  chwilą  gdy  poznała  sir  Petera 
Dancy’ego, świat stanął na głowie. Co ją skusiło, żeby oglądać 
rozwijanie  mumii  z  Teb,  zamiast  siedzieć  w  domu,  jak 
porządnej  pannie  przystało?  Jeden  nierozważny  postępek 
pociągnął lawinę kłopotów. A teraz fechtunek. Obraza boska. 

Zapadając  w  sen  zdążyła  jeszcze  pomyśleć,  że  bardzo  źle 

musi  być  ze  wzrokiem  Dancy’ego,  skoro  dotąd  nie  odkrył 
podstępu. 

Obudziła się pełna zwykłego sobie optymizmu. Jak to często 

bywa,  świat  wydaje  się  mniej  straszny,  gdy  człowiek  zażyje 
odpoczynku.  Patrząc  w  lustro  dostrzegła  dawny  błysk  w  oku. 
Zmęczenie minęło, była gotowa na spotkanie wieczoru. 

-  Panienka  nic,  tylko  cięgiem  bywa,  jeno  patrzeć,  a  trza 

będzie  nową  tualetę  gotować  -  orzekła  Fanny  wpadając  do 
pokoju ze świeżo wyprasowaną suknią ze srebrnej gazy. 

-  Nie  mogę  prosić  teraz  papy  o  następną  -  odparła  Emma 

zastanawiając  się,  jak  też  hojnie  sir  Peter  zamierza 
wynagrodzić  George’a  za  jego  prace  artystyczne.  Nigdy  nie 
będzie  człowiekiem  interesu,  skoro  jedno wejrzenie  w zielone 
oczy  sprawiało,  iż  zapominała  zapytać.  Musiała  wszak 
przyznać,  że  choć  Pojęła  się  zamówienia  dla  kilku 
dodatkowych funtów, bardziej pociągała ją przygoda i bliskość 
sir Petera. 

Gdy  była  już  ubrana  i  uczesana,  rozległo  się  wieszczące 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

80

kłopoty pukanie do drzwi. Mateczka. 

- Oto co ci przyniosłam,  moja droga - powiedziała wręczając 

Emmie  bukiecik  fiołków.  -  Pan  Swinburne  prosi  cię  o  taniec 
dziś  wieczór.  Zacniejszy  chyba  z  niego  młodzieniec,  niż  nam 
zrazu się wydawało. 

Emma pokręciła głową. 
-  Nie  sądzę,  ale  zatańczę  z  nim,  oczywiście.  Jest  chętnie 

przyjmowany i lubiany mimo swego dandyzmu. 

-  Jak  wielu  młodych,  skłonny  jest  do  ekstrawagancji.  Z 

wiekiem  zrozumie,  że  to  niemądre,  i  ustatkuje  się  - oznajmiła 
pani Cheney w niezachwianym poczuciu własnej mądrości. 

Pozbawiona  doświadczenia  mateczki,  Emma  powątpiewała, 

czy  pan  Swinburne  kiedyś  się  ustatkuje;  prędzej  roztrwoni 
majątek  i  jak  wielu  jemu  podobnych  ucieknie  przed 
wierzycielami  na  kontynent.  Publikowane  w  gazetach  listy 
bankrutów  z  dnia  na  dzień  stawały  się  dłuższe.  Papa  kupował 
główne  dzienniki,  a  „The  Mirror  of  the  Times”  skrupulatnie 
donosił  o  wszystkich  przetrąconych  fortunach.  Jakież  to  musi 
być okropne pozostać całkiem bez środków do życia. 

-  Chodźmy,  moja  droga,  nie  chcę  się  spóźnić.  Olśnisz 

wszystkich panów. Cieszę się, że zaczęłaś słuchać uwag matki. 
Fanny  powiedziała  mi,  że  ucięłaś  sobie  popołudniową 
drzemkę. Bardzom z tego rada - pochwaliła córkę pani Cheney, 
gdy wychodziły z pokoju. 

Emma zmilczała pochwałę. Nie mogła przecież przyznać się, 

na  jakich  to  zajęciach  minęło  jej  przedpołudnie,  by  nie 
przyprawić mateczki o atak palpitacji. 

U pani Sefton istotnie kłębiła się ciżba gości. Już na schodach 

Emma  dostrzegła  lady  Titheridge  w  towarzystwie...  kogóżby, 
jak  nie sir Petera Dancy’ego. Aż zbladła z wrażenia. Przeklęty 
człowiek. Mówiono jej, że rzadko bywa w świecie, tymczasem 
pojawiał  się  wszędzie  tam,  gdzie  ona.  Gdyby  była  osobą 
próżną, mogłaby pomyśleć, że szuka  jej towarzystwa. Ale  nie: 
ten  ekscentryk  o  niebezpiecznym  spojrzeniu  w  niczym  wszak 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

81

nie przypominał zakochanego fircyka. 

Lady Sefton przywitała ją więcej niż uprzejmie. 
- Bardzo się cieszę, że cię widzę, moja droga. Musisz częściej 

bywać na naszych małych assemblees. 

-  Bardzo  pani  łaskawa.  Wybieramy  się  w  najbliższą  środę  - 

zapewniła Emma omal nie parskając śmiechem. Cóż za absurd 
nazywać wieczory w Almack małymi assemblees. 

-  Wybornie  -  ucieszyła  się  lady  Sefton  i  poczęła  witać 

kolejnych gości. 

-  Och,  moje  dziecko,  prawdziwie  robisz  konkietę  -  szepnęła 

pani Cheney zza wachlarza. 

-  Jeśli  tak  jest,  to  tylko  dzięki  lady  Titheridge  i  panu 

Brummellowi. Ich opinia decyduje o wszystkim. 

-  Cóż  za  roztropna  uwaga  -  zachwyciła  się  pani  Cheney.  Tę 

wymianę zdań przerwał pan Swinburne. 

- Jak się cieszę, że mój skromny hołd znalazł uznanie w pani 

oczach - rzekł zerkając na bukiecik fiołków. 

-  Daj  spokój,  Swinburne,  nie  złowisz  tu  posagu  -  wtrącił 

kąśliwie ktoś z boku. 

Nie  musiała  się  nawet  odwracać,  by  sprawdzić,  kto 

wypowiedział ową uwagę. Znała ten głos: sir Peter. 

-  Wstrętny  z  ciebie  chłopak.  Nie  powinieneś  mówić  takich 

rzeczy - napomniała siostrzeńca lady Titheridge. 

- Przecież to prawda - odparł sir Peter. 
Emma  posłała  mu  kosę  spojrzenie  i  zajęła  się  panem 

Swinburne’em,  zła  na  sir  Petera  za  tę  uszczypliwość.  Nie 
musiał  wszem  i  wobec  trąbić  o  jej  stanie  majątkowym.  Nie 
było to w dobrym tonie. 

-  Zatańczysz  ze  mną,  pani?  -  zapytał  pan  Swinburne 

spoglądając  na  sir  Petera  z  politowaniem,  pewny,  że 
przyćmiewa  go  swoim  wyglądem.  Istotnie:  żółte  pluderki, 
błękitna  kamizelka  haftowana  w  pomarańczowe  kwiaty  i 
niebieskoszary  surdut  sprawiały,  że  wyróżniał  się  pośród 
innych,  niepomny  na  nauki  Brummella,  który  mówił,  że 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

82

człowiek nie powinien bez potrzeby zwracać na siebie uwagi. 

- Z radością - odparła Emma. 
-  Ale  mnie  musi  pani  przyrzec  walca  -  wtrącił  sir  Peter  z 

galanterią. 

-  Będę  zaszczycona.  -  Cóż  innego  mogła  powiedzieć  wobec 

tak obezwładniającego uśmiechu? Gdyby ten jego uśmiech nie 
rozbrajał jej za każdym razem, wszystko wyglądałoby zupełnie 
inaczej. Znacznie lepiej. Była tego pewna. 

Pan  Swinburne  podał  jej  ramię  i  Emma  mogła  wreszcie 

uwolnić się od towarzystwa  sir Petera, co nie zmieniało faktu, 
że  i  tak  cały  czas  wiedziała,  z  kim  tańczy  lub  rozmawia. 
Szczególnie zwrócił  jej uwagę kotylion Dancy’ego z ładniutką 
blondynką,  panną  Richendą  de  Lacey,  majętną  dziedziczką  o 
wielkiej  urodzie  i  ptasim  móżdżku.  Tak  przynajmniej 
mówiono, bo Emma  nie znała  jej osobiście. Niemniej poczuła, 
że chętnie wydrapałaby jej oczy. 

-  Panna  de  Lacey  jest  podobno  uroczą  osobą?  -  zagadnęła 

pana Swinburne’a, gdy skończyli taniec. 

-  Ta  dziedziczka?  -  zapytał  potwierdzając  tym  samym,  że 

bardziej  interesuje go posag niż uroda. - W istocie. Mówią, że 
ma całą armię adoratorów. 

- Pan do nich też należysz? 
-  Niekiedy.  Przychodzi  czas,  gdy  kawaler  musi  się 

zdeklarować  albo  ustąpić  pola.  Jak  wielu  innych  i  ja  zadaję 
sobie  to  pytanie,  kiedy  zdarza  mi  się  być  w  towarzystwie 
panny de Lacey 

Emma  zrozumiała:  zastanawiał  się,  czy  mógłby  tolerować 

taką  gęś  jako  żonę.  Są  mężczyźni,  którzy  dla  posagu  potrafią 
znieść największą głupotę. 

- W końcu można stołować się w klubie. 
-  Otóż  to.  Uroda  to  nie  wszystko  -  powiedział  niejasno  i 

ruszył w kierunku majętnej panny. 

-  Jesteś,  pani,  zamyślona.  Nie  wiesz,  że  na  wieczorkach 

tańcujących  takie  zachowanie  jest  niedopuszczalne?  -  szepnął 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

83

jej  do  ucha  sir  Peter.  Zadrżała  czując  jego  oddech  na  karku  i 
zaraz zbeształa  się w  myślach, że  jest równie głupia jak panna 
de Lacey. 

-  Można?  -  zapytał  ujmując  jej  dłoń  i  zmierzając  w  stronę 

parkietu. 

-  Nie  wiedziałam,  że  to  walc  -  powiedziała  ignorując  jego 

uwagę. 

- Obiecałaś mi go. Ostatni taniec przed kolacją, zatem będę ci 

towarzyszył  również  przy  stole.  Chyba  że  masz,  pani,  inne 
plany. 

Byłoby niegrzecznie odmówić, poza tym nikt jej nie prosił o 

towarzystwo podczas kolacji. 

- Masz taką minę, jakbym robił ci krzywdę - poskarżył się. 
-  Odstraszasz  pan  ode  mnie  ludzi.  -  Raptem  zdała  sobie 

sprawę,  że  widząc  ją  w  towarzystwie  sir  Petera  inni  panowie 
trzymają  się  z  daleka.  -  Widać  wzbudzasz  w  nich  wielki 
respekt.  Boją  się,  że  wkroczą  na  twoje  terytorium?  Jeśli  tak, 
powinieneś  dać  im  pan  do  zrozumienia,  jak  bardzo  się  mylą. 
Może pomógłby flirt z panną de Lacey? 

- Emmo - powiedział ostrzegawczo. 
-  Nie  pamiętam,  bym  pozwoliła  waćpanu,  zwracać  się  do 

mnie po imieniu. Bardzoś skory do poufałości. 

- Czy brat ci mówił, że uczy się fechtunku? - zapytał sir Peter 

nie podejmując sprzeczki. 

- Tak - przyznała z ociąganiem. 
- Podoba mu się? 
-  Jest  zachwycony  -  odparła  niewiele  mijając  się  z  prawdą  i 

wbijając wzrok w bukiecik fiołków. 

-  Cieszę  się.  Ma  wrodzony  talent.  Wstyd  byłoby  go  nie 

rozwijać. 

Emmie  nie  przychodziła  do  głowy  żadna  sensowna 

odpowiedź.  Przypomniała  sobie,  jak  to  któryś  z  jej  partnerów 
wspomniał  w  tańcu,  że  prosił  sir  Petera,  by  dawał  mu  lekcje 
fechtunku, ale się okazało, iż baronet nie bierze uczniów. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

84

Dlaczego  zatem  uczył  George’a?  Chciałaby  to  wiedzieć. 

Chciałaby też nie tęsknić za tymi lekcjami. 

 
 

Gdy  walc  dobiegł  końca,  uwolniła  się  wreszcie  z 

przyprawiających  o  dziwny  niepokój  objęć sir Petera: przeszli 
do sali jadalnej. 

-  Och!  Tam  jest  lady  Amelia  i  Worcester.  Niech  się  do  nas 

przyłączą!  -  wykrzyknęła  z  entuzjazmem  tak  różnym  od 
nastroju, w  jakim  przyjęła  jego towarzystwo, po czym ruszyła 
ku  przyjaciółce  i  pociągnęła  ją  do  stolika.  Widząc,  że  panny 
wdały się w ożywioną rozmowę, sir Peter postanowił zadbać o 
jadło. 

-  Witaj,  Worcester  -  zagadnął  podchodząc  do  stołu 

zastawionego smakołykami. 

-  Widziałeś,  z  kim  jestem  -  westchnął  Edward  z  miną  pełną 

rezygnacji. - Bądź człowiekiem i przyłącz się do nas. 

-  Moja  partnerka  już  mnie  wyręczyła  -  odparł  sir  Peter 

uśmiechając  się  pod  nosem.  Do  dziewcząt  dołączyła  właśnie 
panna de Lacey pozostawiając Swinburne’owi trud zadbania o 
bufet. 

- Widzę, że dziedziczka zaszczyciła nasz stół - mruknął Peter 

do Worcestera. 

- Doprawdy?  Cóż  za  szczęście.  Być  może powinienem z  nią 

poflirtować, zamiast myśleć, jak skręcić kark Amelii? 

- Wybacz, ale już otrzymałem podobny rozkaz. 
-  Tak?  -  Edward  omal  nie  upuścił  szyjki  homara,  którą 

właśnie nakładał na talerz. 

- Emma wbiła sobie do głowy, że panowie uznali ją za  moją 

damę. Mam ich wyprowadzić z błędu. 

-  Nie  mów,  mój  stary.  Czyżby  nie  wiedziała,  jakim  jesteś 

łupem  na  małżeńskim  rynku?  -  W  głosie  Worcestera  dało  się 
słyszeć autentyczne niedowierzanie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

85

- Ani wie, ani dba - odparł smętnie sir Peter. 
-  Nie  do  wiary  -  dziwił  się  Edward  zerkając  na  niezwykłą 

pannę Cheney. 

-  W  rzeczy  samej  -  zgodził  się  sir  Peter  i  pomaszerował  w 

stronę ich stolika i swej nieufnej partnerki. 

-  Miałeś  jakieś  wieści  od  Henry’ego  Salta?  -  zapytał  cicho 

Worcester,  korzystając,  że  panie  zajęte  były  rozmową, 
Swinburne zaś poszedł ponownie napełnić swój talerz. 

-  Słyszałem  tylko,  że  znowu  pokłócił  się  z  konsulem 

Drovettim.  Za  każdym  razem,  kiedy  chce  wywieźć  z  Egiptu 
kolejne  obiekty,  Drovetti  podnosi  gwałt,  a  wszystko 
oczywiście w interesie Francji. Spierają się jak dwie przekupki. 
Wyobrażam sobie, jak śmieszni muszą być w oczach Egipcjan. 

-  Pomyśleć,  że  dyplomaci  zachowują  się  tak  niestosownie. 

Myślisz, że  jest  jakiś  związek  miedzy  ich awanturami a próbą 
kradzieży z twojej kolekcji? 

- Wątpię, ale nigdy nie wiadomo. Może powinienem baczniej 

się  przyjrzeć  osiadłym  w  Londynie  Francuzom.  Czy  George 
albo Emma mówią po francusku? 

- Chyba nie chcesz jej w to mieszać? - oburzył się nie na żarty 

Worcester. 

-  Już  jest  zamieszana.  Wiesz,  że  daję  lekcje  fechtunku? 

Znalazłem wspaniałego ucznia. 

-  Nigdy  przecież  nie  dawałeś  lekcji.  -  Worcester  zdawał  się 

kompletnie oszołomiony tą wiadomością. Peter pokiwał głową 
unikając  wzroku  Emmy.  -  To  prawdziwe  wyzwanie.  Wiele 
traciłem, nie dzieląc się swoimi umiejętnościami z innymi. 

- Zachowaj to dla siebie, inaczej nie opędzisz się od chętnych 

- ostrzegł go Worcester. 

- Ani mru-mru - przytaknął sir Peter. - Poproszę Emmę, żeby 

pomogła mi przewąchać tu i ówdzie w sprawie kradzieży. 

-  Myślisz,  że  zechce,  skoro  jej  nie  interesujesz?  -  zapytał 

rozbawiony Worcester. 

- Zobaczysz, że tak. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

86

Emma  spojrzała  zaciekawiona,  co  też  tak  rozbawiło  lorda 

Worcestera.  Sir  Peter  przeciwnie,  wydawał  się  dziwnie 
posępny. 

-  Potrzebuję  twojej  pomocy  -  oznajmił  cicho,  nachylając  się 

ku  niej.  -  Worcester  zastanawia  się,  czy  ta  próba  kradzieży  w 
moim domu nie jest przypadkiem sprawką Francuzów. Mówisz 
po francusku? 

-  Mówię  -  odparła  i  przez  chwilę  zastanawiała  się,  w  jaki 

sposób mogłaby mu pomóc. 

-  Przespaceruj  się  ze  mną  po  sali  balowej.  Może  usłyszymy 

coś ciekawego. - Wstał i podał jej dłoń. 

-  Z  chęcią,  ale  czy  możliwe,  żeby  Francuzi  maczali  w  tym 

palce? - spytała szeptem. 

- Kto wie. 
Z  ociąganiem  przyjęła  jego  ramię.  W  czasie  kolacji  co 

prawda  zostawił  ją  w  spokoju,  ale  teraz  jego  zachowanie 
wydawało  się  zbyt  zaborcze.  Nie  chciała,  by  kojarzono  z  nim 
jej  imię,  jeśli  go  nie  interesowała.  Zdziwił  ją  nieoczekiwany 
błysk  w  jego  oku,  ale  uznała,  że  wywołała  to  perspektywa 
rozwiązania zagadki nocnego włamania, bo cóż by innego? 

Lord  Worcester  zaprosił  urodziwą  pannę  de  Lacey  do 

następnego  tańca.  Lady  Amelia  schroniła  się  u  boku  swej 
mamy. Pan Swinburne zniknął w pokoju karcianym. 

- Porozmawiajmy, skoro jesteśmy sami. Wiadomą jest rzeczą, 

że  Francuzi  łakomym  okiem  patrzą  na  skarby  Egiptu.  Ich 
konsul generalny Drovetti to łupieżca, gotów wydrzeć naszemu 
konsulowi każde znalezisko. Worcester zastanawia się, czy nie 
ma on swojego człowieka w Londynie, niby to uchodźcy, który 
dla  niego  szpieguje.  Moja  kolekcja  jest  powszechnie  znana, 
nietrudno  zdobyć  o  niej  informacje,  jak  i  o  miejscu  jej 
przechowywania. 

- Teraz, kiedy Napoleon znowu szaleje, Francuzom byłyby w 

głowie  egipskie  starożytności?  -  zapytała  Emma  rozglądając 
się wokół,  jakby chciała  sprawdzić, czy dojrzy szpiega. Tutaj? 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

87

Wiedziała,  że  Francuzi  na  różne  sposoby  infiltrują  jej  kraj  i 
gorszyli ją ci rodacy, którzy wyciągali ku nim pomocną dłoń. 

- Drovetti i Salt w Egipcie.  Ani  Francja, ani  Anglia nie  mają 

ludzi,  którzy  mogliby  im  służyć.  Komunikacja  trudna,  poczta 
idzie  całe  wieki.  Znajdź  w  takiej  sytuacji  kogoś, kto  byłby  na 
rozkazy,  zwłaszcza  kiedy  kraj  jest  w  kłopotach.  Całymi 
tygodniami  można  czekać  na  wiadomości.  Tu  trzeba  dużych 
pieniędzy. 

Emma  spoglądała  na  niego  przez  chwilę,  po  czym  postąpiła 

krok do przodu. 

- Chyba zbyt poważne mamy miny. Ludzie gotowi pomyśleć, 

że  albo  się  kłócimy,  albo  właśnie  dostaliśmy  wiadomość  o 
śmierci. 

-  Prawda.  Albo  że  właśnie  doszły  nas  wieści  z  pola  bitwy  - 

odparł nie przerywając przechadzki po ogromnej sali. 

Na  samą  tę  myśl  Emmę  przeszedł  dreszcz.  Nienawidziła 

wojny,  w  której  ginęło  tak  wielu  ludzi,  ale  przecież  Anglia 
musiała  się  bronić  przed  szalonym  Korsykaninem.  To 
potworne,  że  Napoleon  zdołał  uciec  z  Elby,  gdy  książę 
Wellington  bawił  w  Wiedniu.  Ten  oczywiście  opuścił 
natychmiast  Kongres  l  teraz  w  swojej  kwaterze  głównej  w 
Brukseli  mobilizował  siły  Świętego  Przymierza  przeciwko 
Cesarzowi.  Zapewne  go  pokona.  Nawet  trudno  sobie 
wyobrazić, by mogło być inaczej. 

-  Miejmy  nadzieję,  że  Wellington  powstrzyma  brutala  - 

westchnęła udając, że podziwia jakąś kompozycję kwiatową. 

- W nim cała nadzieja - odparł sir Peter. 
Udając,  że  wsłuchuje  się  w  słowa  sir  Petera,  przechyliła 

głowę  i  próbowała  złowić  dochodzące  ją  fragmenty  cichej 
rozmowy  toczonej  po  francusku.  Angielska  szlachta  i 
arystokracja na ogół posługiwały się dobrą francuszczyzną, ale 
ta para mówiła czysto paryskim akcentem. 

Widząc pytające  spojrzenie sir Petera, pokręciła głową  i dała 

znak, że mogą kontynuować przechadzkę. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

88

- O czym rozmawiali? 
-  To  na  pewno  Francuzi.  Ciekawa  byłam,  o  czym  mogą 

rozprawiać  podczas  balu.  O  niczym  zajmującym,  chyba  że 
mówili szyfrem. Tu już nic nie pomogę. 

- Szkoda, że mojej kuzynki nie ma w Londynie. Victoria i jej 

mąż biegli są w takich rzeczach. 

-  Doprawdy?  -  Emma  zaczynała  czuć  nabożny  szacunek  dla 

kobiet  z  rodziny  Dancy’ego,  najwyraźniej  obdarzonych 
różnymi  niezwykłymi  przymiotami.  Malarki,  rzeźbiarki, 
rytowniczki - tyle twórczych i niezwykłych niewiast. 

- A twoja siostra? 
- Kiedyś regularnie zapadała na chorobę nerwową. Teraz jest 

już zamężna. Nie opiekuję się nią więcej. 

-  Biedna.  -  Emma  zatrzymała  się  udając,  że  poprawia 

jedwabny szal, prezent od lady Hamley. 

-  Znowu  jakaś  rozmowa?  -  Sir  Peter  pojął  natychmiast,  w 

czym rzecz. 

-  Nie  jestem  pewna  -  szepnęła.  -  Trudno  powiedzieć,  czy  to 

czcza gadanina, czy coś poważniejszego. 

-  Podziwiam  twoje  rozliczne  talenty.  Ciotka  powiada,  że 

umiesz rysować równie biegle jak twój brat. Bardzo przypadły 
jej do smaku szkice, które dla niej zrobiłaś. 

Emma  oblała  się  rumieńcem.  Cóż  za  fatalna  sytuacja.  Tak 

bardzo  pragnęła  wyjawić  sir  Peterowi  swą  podwójną 
tożsamość. Czy może? Na co się narazi? 

Odgoniła  ponure  myśli  i  dała  znak,  by  podjęli  przechadzkę. 

Nic  więcej  nie  doszło  ich  uszu.  Kiedy  podeszli  do  matki 
Emmy, poczciwa dama spojrzała na nich zdumiona. 

- W głowę zachodziłam, gdzieście się podzieli. Nie godzi się 

tak znikać. 

- Przeszliśmy się tylko po sali, mateczko - wyjaśniła Emma z 

niezmąconym spokojem. 

Pani  Bascomb  posłała  sir  Peterowi  znaczące  spojrzenie,  ale 

nie  powiedziała  ani  słowa.  W  tej  samej  chwili  do  Danceya 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

89

podszedł lokaj z liścikiem na srebrnej tacy. 

- A to cóż znowu? - zawołał sir Peter. - Człowiek nie dostaje 

zwykle bilecików na balu. 

- Jakieś kłopoty? - zapytała Emma. 
-  Owszem.  Kolejne  włamanie.  Ktoś  próbował  dostać  się  do 

domu  przez  okno  na  piętrze.  W  pokoju  była  akurat  służąca, 
która rozpalała ogień. Jej krzyk wypłoszył intruza. 

-  Szczęście,  że  tak  się  stało  -  powiedziała  Emma  cicho, 

usiłując nie okazywać zdenerwowania. 

-  Powiedz,  z  łaski  swojej,  bratu,  że  jutro  będę  potrzebował 

jego  niezastąpionej  pomocy  -  szepnął  sir  Peter  tak,  by  nie 
słyszała go pani Cheney. 

- Dobrze. - Emma westchnęła. 
- Co, dobrze, moja droga? - zainteresowała się pani Cheney. 
-  Mówię  właśnie,  że  chętnie  dotrzymam  jutro  towarzystwa 

lady Titheridge - skłamała Emma. - To taka urocza dama  i ma 
tyle pięknych rzeczy w swojej kolekcji. 

-  Odziedziczę  wiele  z  nich,  wiesz?  -  powiedział  sir  Peter  z 

kpiną w głosie. 

Emma  nie  bardzo  rozumiała,  dlaczego  Dancy  jej  to  mówi. 

Jako  że  pani  Cheney  żywiła  wielkie  nadzieje,  jeśli  idzie  o 
córkę,  i  za  nic  nie  życzyłaby  sobie  pogorszenia  stosunków  z 
lady  Titheridge,  z  uśmiechem  przyjęła  wiadomość.  Emma 
smętnie  spoglądała  na  oddalającego  się  sir  Petera.  Czuła 
Jeszcze  na  dłoni  złożony  przezeń  pożegnalny  pocałunek. 
Zatańczyła  po  raz  ostatni,  po  czym  mateczka  stwierdziła,  że 
czas, by wracały do domu. 

-  Ach,  te  zarywane  noce.  Znowu  będę  musiała  spać  do 

południa.  Nie  wiem,  skąd  Emma  bierze  siły,  by  wstawać  tak 
wcześnie  -  westchnęła  spoglądając  czule  na  córkę,  nadzieję 
całej rodziny  i gwarantkę  przyszłości.  -  Tylko  pigułki doktora 
Vemala  trzymają  mnie  przy  życiu  -  wyznała  zwracając  się  do 
pani Bascomb. 

-  Chodźmy  zatem,  mateczko  -  wtrąciła  pospiesznie  Emma 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

90

lękając się, że pani Cheney zacznie się rozwodzić na ulubiony 
temat.  Rozejrzała  się  po  sali  za  panem  Swinburne’em,  ale  ten 
najwidoczniej nadal grał w karty, uznawszy, że tańce to zajęcie 
zbyt  wyczerpujące  dla  fircyka.  W  drodze  do  rezydencji 
Bascombów panie rozprawiały o balu. 

-  Wyglądasz  na  zatroskaną  -  stwierdziła  matka,  gdy  pani 

Bascomb wysiadła. 

-  Nic  mi  nie  jest,  mateczko.  Te  wszystkie  przyjęcia,  rauty, 

wieczorki są trochę męczące. Trzeba mi snu. 

Uspokojona  tymi  słowami  pani  Cheney  poprawiła  się  na 

kanapce. 

-  Pan  Swinburne  mógłby  się  okazać  interesującym 

konkurentem - powiedziała z nadzieją. 

- Reginald Swinburne? 
-  Przystojny  młodzieniec,  a  pewnie  i  majętny,  sądząc  po 

modnych strojach. 

-  Mateczko,  pierwszą  dla  dandysa  rzeczą  jest  ubierać  się 

podług ostatniej mody. Idę o zakład, że najmniej  za rok zalega 
u  swojego  krawca  z  rachunkami.  Poza  tym  obiecałaś,  że  nie 
poślubię  nikogo  wbrew  własnej  woli,  a  pan  Swinburne  wcale 
mi się nie podoba. 

-  Przemyśl  to,  moja  droga  -  poradziła  pani  Cheney,  kiedy 

powóz  zatrzymał  się  przed  domem.  Emma  udała,  że  nie 
dosłyszała rady. 

 
N
astępnego  ranka  wstała  wcześnie  i  zaczęła  się  ubierać  nie 

czekając  na  Fanny.  Już  miała  wymknąć  się  z  pokoju,  gdy  w 
drzwiach  stanęła  pokojówka.  Na  widok  gotowej  do  wyjścia 
Emmy rozdziawiła usta ze zdziwienia. 

-  A gdzie to tak  z  rana panienka  się  wybiera? - zapytała  bez 

najmniejszych oznak szacunku. 

- Przyniosłaś czekoladę? Och, i rogaliki - ucieszyła się Emma 

ignorując  wścibskie  pytanie.  Odebrała  od  dziewczyny  tacę  i 
zabrała  się  do  śniadania.  Była  głodna,  bo  ostatniego  wieczoru 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

91

nie myślała o jedzeniu. 

-  Panienka  wychodzi?  -  nie  ustępowała  Fanny  zabierając  się 

do słania łóżka. 

-  Nie  będę  cię  potrzebowała  dzisiejszego  ranka  -  odparła 

Emma wymijająco. 

Fanny  zmierzyła  ją  pełnym  przygany  spojrzeniem,  ale  nie 

ośmieliła się na żadne impertynencje. 

Emma  włożyła  pospiesznie  budkę  i  szal,  chwyciła  torebkę, 

rękawiczki,  zbiegła  lekko  po  schodach  i  nie  zauważona  przez 
Oldhama wymknęła  się  z  domu.  Za  rogiem  czekał  jak zwykle 
fiakier. Rzuciła mu adres lady Titheridge i zaczęła zastanawiać 
się  nad  czekającym  ją  dniem.  Czy  znowu  przyjdzie  jej 
fechtować?  Powinna  być  przygotowana  i  na  tę  możliwość. 
Ciekawe, jakiej pomocy sir Peter oczekiwał od George’a. 

Jej bujający w obłokach brat nigdy nie dbał o innych. Czyżby 

sir Peter uznał, że Cheney zmienił swój stosunek do ludzi? 

Lady Titheridge  leżała  jeszcze  w  łóżku, gdy  Emma  pojawiła 

się  w  jej  domu.  Leland  zaprowadził  ją  do  małego  buduaru, 
gdzie Braddon  pomogła  jej  wdziać  tabaczkowe pluderki,  białą 
koszulę  i  wzorzystą  kamizelkę,  przyciemniła  cerę  specjalnym 
kremem  i  związała  włosy  w  harcap.  Emma  poprawiła  białe 
pończochy  zastanawiając  się,  czy  czeka  ją  kolejna  lekcja 
szpady.  Ciągle  jeszcze  bolały  ją  mięśnie  po  ostatnim 
fechtowaniu. Na wszelki wypadek owinęła tors bandażami, acz 
każdy, kto miał oczy, łacno odgadłby, że żaden z niej George. 
Czyżby  sir  Peter  rzeczywiście  był  tak  roztargniony  i 
krótkowzroczny, że dotąd nie dostrzegł różnicy? Wydawało jej 
się to niezwykle dziwne. 

Przed  domem  czekał  już  powóz  lady  Titheridge.  Stangret 

Pomógł Emmie wsiąść i bez słowa powiózł ją na Bruton Street. 

Tym razem zamiast Radleya drzwi otworzył lokajczyk, który 

bez  zwłoki  zaprowadził  ją  do  gabinetu,  gdzie  zastała  mocno 
wzburzonego sir Petera. 

- Cóż tam? - zapytała czując wyraźnie, że coś się zdarzyło od 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

92

ubiegłego wieczoru. 

- Ktoś strzelał rano do Radleya. 
- Straszne! Domyślasz się, kto do niego mierzył? 
-  Sprzątał  tutaj,  w  pracowni.  Tylko  on  poza  mną  ma  klucz  - 

powiedział sir Peter wyraźnie zrozpaczony. 

-  Nie  możesz  się  obwiniać.  Ciężko  jest  ranny?  Kiedy  to  się 

stało?  -  Emma  też  była  przybita  wieścią,  gdyż  szczerze 
polubiła lokaja. 

-  Na  szczęście  to  tylko  zadraśnięcie.  Ktoś  strzelał  z  dachu 

naprzeciwko.  Doskonały  strzelec,  skoro  trafił  z  takiej 
odległości  w  ruszającego  się  człowieka.  -  Sir  Peter  wskazał 
rzeczony dach. 

- To ładnie, że tak się przejmujesz Radleyem - powiedziała z 

udaną szorstkością. 

-  Jestem  z  nim  od  lat.  Dbał  o  mnie  bardziej  niż  rodzony 

ojciec. 

Nie powiedział nic więcej na ten temat, ale często tak bywało, 

że serdeczny sługa zastępował nieobecnego ojca. 

-  W  południe  przyjdzie  człowiek  z  policji.  On  wszystko 

obejrzy. Do tego czasu niewiele zdziałamy. 

- Nie spieszno im - rzuciła Emma z przekąsem. 
-  Nikogo nie  zamordowano,  nic  nie  ukradziono. Postrzelenie 

służącego  to  dla  nich  żaden  powód  do  alarmu.  -  Sir  Peter 
niespokojnie chodził w tę i z powrotem. 

-  Ty  się  jednak  przejmujesz  -  powiedziała  współczująco, 

niemal  zapominając,  że  powinna  przemawiać  głosem 
George’a. 

-  Myślisz,  że  chodzi  o  mumię?  Medycy  bardzo  się  nimi 

interesują.  Możesz  wierzyć  lub  nie;  ale  ludzie  uważają,  że  są 
lekiem na wiele dolegliwości. 

Emma miała ochotę parsknąć śmiechem. 
- Cóż za niedorzeczność. 
- Być może policja każe mi spakować całą kolekcję. 
- Gdzie miałbyś ją przechowywać? 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

93

-  Nie  zgodzę  się.  Żaden  złoczyńca  nie  zmusi  mnie  do  tego. 

Będę walczył - oznajmił sir Peter z groźną miną. 

-  Powinieneś  mieć  kogoś  do  pomocy  -  stwierdziła  Emma 

niewiele myśląc, co to znaczy. 

-  Słusznie.  To  przypomina  mi  o  naszych  lekcjach.  Jesteś 

gotów  do  ćwiczeń?  -  Nie  czekając  na  odpowiedź  sir  Peter 
chwycił  Emmę  za  ramię  i  pociągnął  do  wyjścia,  zamykając 
drzwi do gabinetu na klucz. 

Ani  się  obejrzała,  a  już  byli  w  sali  do  fechtunku.  Zdjęła 

ostrożnie  surdut,  odwiesiła  go  i  spojrzała  na  sir  Petera. 
Niemożliwe, by dotąd nie odgadł prawdy. 

Nałożyła  skórzaną  maseczkę  i  stanęła  na  macie  czekając,  aż 

Dancy poda jej szpadę. Wykonała pozdrowienie zapamiętane z 
poprzedniej lekcji, ale przyjęła błędną postawę. 

- Nie, nie. Przesuń się trochę. O, w ten sposób. Teraz dobrze - 

pouczał cierpliwie. 

W  oczekiwaniu  długich  tortur  Emma  z  rezygnacją  uniosła 

szpadę. 

-  Dzisiaj  będziemy  ćwiczyć  różne  pozycje.  Do  dzieła.  Sir 

Peter  natarł  bez  ostrzeżenia,  z  impetem,  zmuszając  uczennicę 
do  wyuczonych  wczoraj  sposobów  parowania  ciosów.  Trudno 
jej było walczyć z twardym przeciwnikiem, który nie zamierzał 
dawać  pola.  Robiła  wypady,  uskakiwała  do  tyłu,  znowu 
nacierała.  Tak  jak  wczoraj  opanowała  ją  chęć,  by  wreszcie 
mogła  go  dostać.  Tymczasem  raz  za  razem  czuła  koniec  jego 
szpady,  gdy  tylko  się  odsłoniła.  Wreszcie  przerwał  dając  jej 
czas na otarcie potu z twarzy. 

- Teraz zajmiemy się pracą nóg. Masz wrodzony instynkt, ale 

musisz  poznać  rozmaite  kroki  i  ustawienia  stóp.  Jeśli  chcesz 
być dobrym szermierzem, musisz ćwiczyć dzień w dzień. 

Odwrócony,  nie  widział  na  szczęście  niechęci  malującej  się 

na twarzy Emmy. Czyżby sobie żartował? Nie ma wyjścia, 

George  musi  zniknąć.  Jeszcze  coś  ją  zaniepokoiło.  Jeśli  był 

tak  krótkowzroczny,  jak  dojrzał,  skąd  strzelano?  A  może  to 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

94

Radley  zdołał  zoczyć  napastnika,  zanim  ten  umknął?  Pytania 
cisnęły się do głowy, ale  nie śmiała  wypowiedzieć ich głośno, 
w obawie, że się zdradzi. Cóż za komedia pomyłek. 

- Uważaj. Znowu się zamyśliłeś. A sądziłem, że tylko ja mam 

zwyczaj bujać w obłokach. - Sir Peter zaśmiał się. 

Pokazywał  Emmie  różne  kroki,  póki  nie  opanowała  ich 

należycie. Ćwiczyli tak dwie godziny, aż zupełnie opadła z sił. 
Wreszcie schował szpady do pudła. 

- Jutro przejdziemy do taktyki obrony. 
Miała  ochotę  wykrzyczeć  mu  w  głos,  że  więcej  się  już  nie 

pojawi,  że  George  wyjeżdża  do  Rzymu  albo  gdzieś  równie 
daleko.  Tymczasem  usłyszał,  gdy  odbierał  maseczkę  z  jej 
drżącej dłoni, że jest bardzo wdzięczny za jej dobre chęci. 

-  Potrzebuję  kogoś  zaufanego  do  pomocy.  Jeśli  nie  ujmą 

złodzieja,  będę  musiał  sam  coś  przedsięwziąć.  Mogę  chyba 
liczyć na ciebie? 

Emma  odwróciła  się,  by  nie  dojrzał  jej  twarzy.  Nic  nie 

mówiąc zaczęła wkładać surdut. 

-  Zapowiadasz  się  na  wybornego  fechtmistrza. Gdyby zaszła 

potrzeba, wkrótce będziesz mógł wesprzeć mnie w walce. 

- W walce? - powtórzyła zmrożona tą perspektywą. 
-  Bywa,  że  złoczyńcy  nie  kwapią  się  wyzionąć  ducha  po 

dobroci  -  powiedział  kpiącym  tonem,  który  jednak  wcale  jej 
nie  zwiódł.  Po  raz  pierwszy  dojrzała  w  sir  Peterze  człowieka 
pełnego  obaw,  lęków,  wątpliwości.  Wstrząsnęło  nią  to,  że  się 
tak odsłonił. 

-  Oczywiście,  możesz  na  mnie  liczyć.  Przyjdę  jutro  - 

zapewniła go, nie myśląc o skutkach swych decyzji. 

Zdawało  się  jej,  że  przyjął  tę  obietnicę  z  ogromną  ulgą,  co 

tylko świadczyło,  jak  bardzo był  stroskany. To straszne, kiedy 
człowiek  czuje  się  tak  samotny.  Chociaż  zaprzyjaźniony,  jak 
się  zdawało,  z  lordem  Worcesterem,  nie  do  niego  przecież 
zwracał  się  w  kłopotach,  lecz  do  George’a,  więc  nie  wolno 
było odmówić. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

95

Wcisnęła na głowę kapelusz i ruszyła do wyjścia. 
- Zatem do jutra? 
- Do jutra - przyrzekła. 
Na stopniach domu  minęła  jakiegoś  mężczyznę. Wnosząc po 

stroju, domyśliła się w nim agenta policyjnego z Bow Street. 

Kiedy powóz ruszył, zaczęła obserwować przez okno ludzi na 

ulicy. Czy  jest  między  nimi ten, który postrzelił  Radleya? Czy 
przypadkiem  nie  mówi  z  silnym  francuskim  akcentem?  W 
głowie  kłębiły  się  obrazy  szpiegów,  złodziei,  potyczek  na 
szpady. Sezon w Londynie zaczynał różnić się coraz bardziej l 
od wcześniejszych wyobrażeń. 

 
 

Peter  z  zainteresowaniem  wpatrywał  się  w  swojego  gościa. 

Nigdy  jeszcze  nie  miał  do  czynienia  z  agentem  policji  z  Bow 
Street, chociaż wiele o nich słyszał. 

Ten  miał  pospolity  wygląd,  ubrany  był  schludnie,  acz  bez 

pretensji  do  elegancji.  To,  że  nie  zdjął  nakrycia  głowy,  raczej 
rozbawiło niż oburzyło gospodarza. 

Harry  Porter  przedstawił  się.  Proszony  o  zajęcie  miejsca, 

usiadł  powoli,  powiódł  wokół  niepewnym  wzrokiem,  jak  ktoś 
nienawykły  do  wytwornego  otoczenia,  i  przeszedł  od  razu  do 
rzeczy: 

- Pański służący został postrzelony? 
- To prawda - odparł Peter i zrelacjonował wypadki najlepiej, 

jak  potrafił.  Gdy  skończył,  zaproponował  agentowi,  by 
rozejrzał się po gabinecie. 

Agent  z  Bow  Street  zaczął  chodzić  po  pokoju  oglądając 

gabloty  z  egipskimi  zabytkami.  Przy  mumii  zatrzymał  się  na 
chwilę.  Najwyraźniej  zafascynowany  kiwał  głową,  wreszcie 
podjął  na  powrót  oględziny.  Zatknąwszy  kciuki  za  czerwoną 
kamizelkę, uważnie badał dziurę w szybie, ślad po pocisku. 

- Ten, kto postrzelił Radleya, mierzył z tamtego dachu. - Peter 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

96

wskazał  dom  naprzeciwko.  -  Tęgi  musi  być  z  niego  strzelec, 
skoro z tej odległości trafił człowieka w ruchu. 

- Zna pan kogoś, kto nastawałby na życie onego Radleya? 
-  Agent  mówił  świszczącym  głosem,  jakby  miał  uszkodzone 

struny głosowe. 

-  Nie,  ale  przechowuję  w  tym  gabinecie  wiele  cennych 

przedmiotów.  Może  to  jakiś  Francuz,  którego  wynajęto,  by 
zdobył  je  dla  ich  kolekcji  narodowej.  -  Peter  pokrótce 
opowiedział o swoich podejrzeniach. 

-  Jakieś  inne  motywy?  -  zapytał  policjant  obserwując 

rozmówcę spod oka. 

-  Ktoś  może  chcieć  zdobyć  mumię  albo  naszyjnik  dla  nie 

znanych mi powodów. 

- To pozostawia szerokie pole do domysłów. 
-  W  grę  mogą  wchodzić  po  prostu  pieniądze  -  powiedział 

Peter  bez  wielkiego  przekonania.  Istniały  łatwiejsze  sposoby 
zdobycia  gotówki,  niźli  próba  kradzieży  łatwych  do 
zidentyfikowania przedmiotów. 

Pan Porter ponownie zaczął oglądać mumię. 
- Da się coś takiego sprzedać? Wielce szczególny przedmiot. 
- Niektórzy wierzą, że mumie mają własności lecznicze. Nikt 

nigdy  nie potwierdził  prawdziwości tej tezy, ale tak już  bywa: 
jeśli  ktoś  się  uprze,  zrobi  wszystko,  by  zdobyć  pożądany 
obiekt. 

-  Hmm  -  mruknął  Porter  podejmując  na  powrót  wędrówkę 

wśród  gablot.  -  Chciałbym  zamienić  słowo  z  kamerdynerem 
waszmości,  onym  Radleyem.  Może  od  niego  wywiem  się 
czego, bo przecie to jemu się dostało. - Agent zerknął Pytająco 
na Petera. 

Poleciwszy  lokajczykowi,  by  zaprowadził  policjanta  do 

Radleya,  Dancy  zagłębił  się  w  myślach  o  Emmie.  Miał 
nadzieję,  że  pojawi  się  następnego  dnia.  Czuł,  że  pragnie 
pozbyć się przebrania George’a, że ma już dość maskarady, ale 
on przedłużał zabawę i miał ku temu powody. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

97

Po  pierwsze,  gdyby  zdradził,  że  ją  rozszyfrował,  położyłby 

kres lekcjom fechtunku, wywołując zgorszenie jej rodziców. 

Zależało  mu bardzo na Emmie, ale  nie chciał zmuszać jej do 

małżeństwa:  miał  raczej  nadzieję,  że  droga  jego  sercu  panna 
zapała  doń  szczerym  afektem.  Wyczuwał  w  niej  rzadką 
zdolność do miłości i czerpania z życia wszystkiego, co niosło 
w  darze.  Jak  wspaniale  byłoby  we  dwoje  wyprawić  się  do 
Egiptu... Wiedział, że Emma go nie zawiedzie. 

Był  przekonany,  że  jest  urodzona  do  szpady.  Miała  w  sobie 

ogień i instynkt walki. 

Cieszyła  go  wreszcie  perspektywa  zagrania  na  nosie 

ambitnym mamom i ich córkom, które zaginały na niego parol 
wyłącznie dla majątku. Tak wstrętne mu były podobne zabiegi, 
że coraz więcej czasu poświęcał swojej kolekcji. 

Był  jeszcze  inny  powód,  dość  szczególny.  Jeśli  przeciwnik 

zobaczy,  że  potencjalna  ofiara  ma  sprzymierzeńca,  być  może 
odstąpi od niecnych zamiarów. 

-  Powinienem  był  rozgłosić,  że  zdeponowałem  naszyjnik  w 

bezpiecznym miejscu - mruknął do siebie i poszedł sprawdzić, 
czy  agent  z  Bow  Street  dowiedział  się  czegoś  ciekawego  od 
Radleya, ale ten niewiele wniósł do opowiadania sir Petera. Na 
odchodnym  policjant  poinformował  gospodarza,  że  zamierza 
pokręcić się po spelunkach i melinach złodziejskich. 

-  Zdałoby  się  trochę  grosza  dla  rozwiązania  języków. 

Oszczędziłbym sporo czasu - zasugerował Porter. 

- Czekam  na wiadomości  -  rzekł  Peter wsuwając  mu w  dłoń 

sakiewkę i odprowadzając go do drzwi. 

Nie zdążył wrócić do gabinetu, gdy ponownie rozległ się głos 

kołatki i w progu stanął lord Worcester. 

- Doszły  mnie  wieści  o  strzelaninie  -  oznajmił  bez zbędnych 

wstępów. 

- Radley sprzątał w gabinecie. Wiesz, że nie wpuszczam tam 

nikogo  innego  ze  względu  na  mumię  i  inne  przedmioty.  W 
każdym razie ktoś strzelał z dachu domu naprzeciwko. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

98

-  Mam  nadzieje,  że  zawiadomiłeś  policję?  -  zapytał 

wzburzony Edward. 

-  Owszem.  A  może  zamiast  tkwić  na  miejscu  przestępstwa 

wybralibyśmy  się  do  klubu?  -  Peter  miał  na  jakiś  czas  dość 
całej sprawy. Nie sądził przy tym, by ktoś ważył się przypuścić 
kolejny atak w środku dnia, gdy czuwa służba. Nie mógłby też 
zasiąść  do  pracy,  jako  że  lada  chwila  mieli  pojawić  się 
szklarze. 

-  Niechętnie.  Kilka  dni  temu  nadziałem  się  tam  na  tego 

fircyka Swinburne’a. Ktoś musiał go zaprosić, bo pamiętam, że 
kiedy  chciał  zostać  członkiem,  głosowaliśmy  przeciwko  jego 
kandydaturze. 

-  Głosowałeś  na  nie?  A  to  dlaczego?  -  Peter  wprowadził 

przyjaciela do biblioteki, gdzie stały wygodne skórzane fotele i 
gdzie można było znaleźć na podorędziu karafkę z brandy. 

-  Złości  mnie,  że  umizga  się  do  Amelii.  Ten  przeklęty 

człowiek  obraca  fałszywą  monetą.  Opowiada  jej  banialuki, 
nabija  głowę  głupstwami,  a  to  w  gruncie  rzeczy  porządna 
dziewczyna.  To,  że  rzadko  ją  widuję,  nie  znaczy,  że  źle  jej 
życzę  -  oznajmił  Edward,  jakby  z  góry  bronił  się  przed 
zarzutami, po czym  w  milczeniu  zaczął uderzać rękawiczkami 
o udo, popijając brandy. 

Dla Petera było oczywiste, że cokolwiek by mówił, przyjaciel 

żywi dla Amelii więcej niż braterskie uczucia. Zastanawiał się, 
kiedy ta prawda dotrze wreszcie do Worcestera. 

-  Znasz  ją  od  niepamiętnych  czasów.  Dziwne,  że  nie  chce 

słuchać  twoich  rad  -  powiedział  Peter  usiłując  zachować 
powagę wobec cierpień Edwarda. 

-  Ta  okropna  dziewczyna  mówi,  że  udzielam  ich  przez 

zwykłą zazdrość. 

Obydwaj  jeszcze  chwilę  rozprawiali  o  lady  Amelii  i 

fircykowatym 

Swinburnie. 

Wreszcie 

Peter 

namówił 

Worcestera na przejażdżkę po parku. 

 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

99

Boże, co się stało? - Szare oczy wpatrywały się w odbicie w 

lustrze,  wreszcie  zatroskane  zwróciły  ku  Braddon,  dukając  u 
niej rady. 

W tej samej chwili do pokoju weszła lady Titheridge. 
-  Wielkie  nieba,  co  z  tobą,  dziewczyno?  Cała  jesteś  pokryta 

plamkami,  ale  to  chyba  nie  wysypka,  prędzej  siniaki.  Dziwna 
rzecz. - Stara dama dotknęła ostrożnie przebarwionego miejsca 
na skórze Emmy. 

-  Nie  bolą,  ale  wyglądam,  jakbym  zapadła  na  jakąś  okropną 

chorobę.  To  ślady  dotknięcia  szpadą.  Sir  Peter  atakował  bez 
żadnej litości. Co za wstrętny człowiek! 

- Skoro uważa cię za George’a, nie miał powodów zbytnio cię 

oszczędzać - przypomniała lady Titheridge. 

- Hmm. Jak się ich teraz pozbyć? - zamyśliła się Emma. 
- Masz suknię ze stójką? 
- Obawiam się, że nie. Miałam taką, ale wyrosłam z niej dwa 

lata  temu.  -  Emma  skrzywiła  się  do  swojego  odbicia.  - 
Wątpliwa ozdoba. Ciekawam, co powiedziałyby na widok tych 
siniaków panie z Almack. 

-  Braddon,  potrafisz  jakoś  zaradzić?  -  zapytała  lady 

Titheridge niemal rozkazującym tonem. 

Betsie, milady. Powinna być gdzieś na dnie kufra. 
-  Oczywiście  -  przyklasnęła  lady  Titheridge.  -  A  teraz,  moja 

droga Emmo, opowiedz mi o dzisiejszej lekcji - poprosiła, gdy 
pokojówka zniknęła. 

- Ćwiczyliśmy postawy i pracę nóg. Byłam chyba do niczego, 

chociaż  on,  nie  wiedzieć  czemu,  powiada,  że  będzie  ze  mnie 
dobry szermierz. 

-  Zapewne  dlatego,  że  poruszasz  się  lekko  i  jesteś  pojętna. 

Kobiety  są  inteligentniejsze  niż  mężczyźni  -  oznajmiła  lady 
Titheridge ku głębokiemu zaskoczeniu Emmy. 

- Może, ale nie dysponujemy swoimi pieniędzmi i nikt nas nie 

pyta,  czego  naprawdę  chcemy.  Mówią  nam,  kogo  mamy 
poślubić,  gdzie  mieszkać  i  że  naszym  obowiązkiem  jest 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

100

rodzenie dzieci. 

Zanim  lady  Titheridge  zdążyła  skomentować  tę  heretycką 

uwagę, wróciła Braddon. 

Betsie,  kryza  wzorowana  na  tych,  które  nosiła  królowa 

Elżbieta, składała się z siedmiu warstw muślinu: dwie sterczały 
sztywno, reszta opadała miękko na dekolt, wdzięcznie okalając 
twarzyczkę  Emmy.  Gdy  Braddon  dodała  jeszcze  do  zielonej 
sukni zielony spencerek, nikt nie odgadłby, że ów strój ukrywa 
pokaźną  kolekcję  siniaków.  Gdy  całość  dopełnił  zielony 
kapelusik, Braddon bez zbędnej skromności stwierdziła, że jest 
perłą wśród pokojówek. 

-  Czy  ja  nie  miałam  koronkowej  betsie?  -  zapytała  lady 

Titheridge oglądając Emmę. 

Ze  sterty  przybrań  Braddon  dobyła  wytworną  kryzę  z 

koronek brabanckich. 

- Tę możesz włożyć na wieczór. Nawet jeśli nieco już wyszły 

z mody, noś ją tak, jakby to był ostatni krzyk sezonu. Niektóre 
damy  z  towarzystwa  zachowują  się  niczym  drapieżcy:  gdy 
czują strach, atakują bez miłosierdzia. Trzymaj głowę wysoko i 
uśmiechaj się. Niech trwają w przekonaniu, że wyglądasz tak z 
wyboru, a nie z konieczności bądź przypadku. 

Emma  pomyślała  z  niejakim  zdziwieniem,  że  jej  mateczce 

nigdy nie przyszły do głowy podobne rady. 

-  Pojedziemy  teraz  na  przejażdżkę  do  parku.  Chciałabym 

odetchnąć  świeżym  powietrzem,  a  nie  lubię  wyjeżdżać  o  tej 
godzinie  co  wszyscy.  To  bywa  bardzo  męczące  -  oznajmiła 
stara  dama  z  lekką  kpiną,  która  upodabniała  ją  do  jej 
siostrzeńca. 

Rychło  przemierzały  ścieżki  Hyde  Parku  w  landzie 

powożonym  przez  stangreta  w  liberii.  Był  piękny  czerwcowy 
dzień:  obawy  związane  z  Korsykaninem  i  wojną  gotującą  się 
na kontynencie zdawały się niezwykle odległe. 

Nie  ujechały  daleko,  kiedy  Emma  poczuła,  że  stara  dama 

lekko trąca ją w ramię. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

101

- Popatrz, kogo tu mamy. 
Zbliżali się do nich sir Peter i lord Worcester w znakomitych, 

Jak się zdawało, nastrojach. Powozy zatrzymały się. 

- Dzień dobry, cioteczko, panno Cheney. Nie za  wcześnie na 

spacery?  -  zagadnął  sir  Peter  z  wesołym  błyskiem  w  zielnych 
oczach. 

-  Niedobry  chłopak  -  zbeształa  go  lady  Titheridge.  -  Już 

niemal  południe.  Chciałyśmy  zażyć  powietrza,  póki  światowe 
damy wylegują  się  jeszcze  w  pościeli.  - Przechyliwszy  głowę, 
obserwowała  siostrzeńca  spod  przymkniętych  powiek.  - 
Miałeś, słyszę, jakieś kłopoty w domu. Wiesz, że w razie czego 
zawsze masz u mnie schronienie. 

Sir Peter z uśmiechem skłonił głowę. 
- Oby do tego nie przyszło, niemniej dziękuję, cioteczko. Kto 

ci powiedział? 

-  Brat  Emmie,  a  ona  mnie.  Zaprzyjaźniłyśmy  się  bardzo  w 

ostatnich tygodniach. Prawda, duszko? - zapytała mrugając do 
swej towarzyszki. 

-  O,  tak  -  odparła  Emma,  czując,  że  rumieniec  oblewa  jej 

policzki. 

-  Wyglądasz  dzisiaj  wyjątkowo  uroczo,  panno  Cheney,  jeśli 

wolno zauważyć. - Sir Peter skłonił się lekko. 

- Bardzoś łaskaw, sir. - Emma  mimowiednie dotknęła kryzy, 

jakby chciała się upewnić, że dobrze skrywa siniaki. 

- Może wybierzesz  się  ze  mną  na  spacer  po parku  dzisiaj  po 

południu? W towarzystwie Worcestera i lady Amelii, jeżeli nie 
są pokłóceni. 

Emma mimo woli parsknęła śmiechem. 
-  Jeśli  mateczka  nie  ma  innych  planów,  z  radością  przyjmę 

zaproszenie. 

Konie zaczęły się niecierpliwić, szczególnie siwki sir Petera. 
-  Jedźcie,  a  ty  Worcester,  postaraj  się  udobruchać  lady 

Amelię. To przemiła  dziewczyna,  ale  trzeba z  nią postępować 
delikatnie.  Będziesz  traktował  ją  jak  konia,  znarowi  się  i 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

102

umknie - udzieliła prostej rady lady Titheridge. 

Lord Worcester, nieco zgorszony tymi słowami, skinął głową 

w odpowiedzi. 

-  Chyba  go  milady  zaszokowała  -  powiedziała  Emma,  gdy 

powozy ruszyły, każdy w swoją stronę. 

- To dobrze. Ktoś wreszcie musi to zrobić. Inaczej gotów stać 

się równie nadęty jak jego ojciec - odparła stara dama i poleciła 
stangretowi jechać do domu Cheneyów. - Chcę zamienić słowo 
z twoją matką. Wstąpię do was na chwilę. 

Emma przyjęła z radością ten pomysł: wizyta lady Titheridge 

oznaczała,  że  mateczka  nie  zasypie  jej  niepotrzebnymi 
pytaniami, o których zapomni do czasu wyjścia gościa. 

Na  widok  wielkiej  damy  Oldham  napuszył  się  bardziej  niż 

zwykle.  Emma  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu,  słysząc,  z 
jakim  przejęciem  anonsuje  dostojną  osobę  zwracając  się  do 
pani Cheney, która piła właśnie herbatę z panią Bascomb i lady 
Hamley. 

Damy  rozmawiały  przez  chwilę,  po  czym  lady  Titheridge 

zwróciła się do pani Cheney: 

-  Jak  się  miewa  syn?  Emma  mówiła  mi,  że  prowadzi 

wykopaliska  w  Sussex.  Bardzo  chciałabym  zobaczyć  takie 
archeologiczne  poszukiwania.  Zgodziłabyś  się,  pani,  żebym 
razem z Emma pojechała do niego? 

W  pierwszej  chwili  pani  Cheney  osłupiała  na  myśl,  że 

ktokolwiek,  szczególnie ktoś  o takiej  pozycji towarzyskiej  jak 
lady  Titheridge,  może  interesować  się  niedorzecznościami,  na 
których trawi czas jej narwany syn. 

-  Mogłabym  zawieźć  George’owi  pocztę  i  zobaczyć,  jak  się 

czuje  -  powiedziała  Emma  przymilnie,  zaskoczona  pomysłem 
lady  Titheridge.  -  Nic  nie  wiadomo,  mamo.  Pewnego  dnia 
George  może  stać  się  sławny.  Tak  przynajmniej  powiada  sir 
Peter. 

-  Muszę  najpierw  porozmawiać  z  ojcem  -  odparła  pani 

Cheney słabo,  najwyraźniej  rozdarta  między chęcią udzielenia 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

103

natychmiastowej  zgody  a  pragnieniem  zachowania  pozorów 
konsultacji  z  mężem,  gdy  wszyscy  wiedzieli,  że  pan  Cheney 
przystanie  na  ten  plan  bez  żadnych  oporów.  Nie  interesowały 
go  poczynania  syna,  ale  uważał,  że  lepsze  takie  zajęcie,  niż 
zbijanie bąków i zaciąganie długów w Londynie. 

-  Proszę,  mateczko  -  mówiła  Emma  słodko,  tak  samo  jak 

Matka zaskoczona perspektywą podróży. 

- Kiedy miałby  być wyjazd? - zapytała pani Cheney  sięgając 

po swoje sole trzeźwiące. 

Pani  Bascomb  i  lady  Hamley  wymieniły  pełne  aprobaty 

spojrzenia. 

- Powiedzmy za trzy dni - zdecydowała stara dama, której nie 

postało  nawet  w  głowie,  że  ktoś  mógłby  sprzeciwić  się  jej 
planom. - Nie chcemy przecież, żeby Emma straciła wieczór w 
Almack,  prawda?  To  da  nam  akurat  dość  czasu,  by 
przygotować  się  do  podróży.  Pojedziemy  moim  powozem. 
Emma  musi  zabrać  trochę  ubrań  i  rzeczy dla  brata.  Na pewno 
potrzebuje  czystych  koszul,  bielizny  i  temu  podobnych. 
Pamiętam,  że  mój  Peter,  sir  Peter  wziął  po  nim  imię,  zawsze 
tęsknił  za  czystymi  koszulami,  kiedyśmy  wyprawiali  się  w 
podróż.  Ale  zachowajmy  naszą  wycieczkę  w  tajemnicy.  To 
oszczędzi nam kłopotów. 

Pani Cheney zachwycona, że jej drogie przyjaciółki mogą być 

świadkami  przychylności,  jaką  darzy  ją  lady  Titheridge, 
zgodziłaby się w tej chwili na wszystko. Także świadomość, że 
Emma  dostąpiła  szczytu  marzeń  i  mogła  bywać  w  Almack, 
działała  niczym  miód  na  matczyne  serce,  które  dotąd  nie 
śmiało hołubić tak zawrotnych nadziei. 

- Bardzo pani  łaskawa - odparła w końcu, powąchawszy soli 

trzeźwiących. 

Po  chwili  lady  Titheridge  pożegnała  panie.  Emma 

odprowadziła  ją  do  drzwi.  Schodząc  po  schodach  milczała  w 
obawie, by nie być słyszaną w salonie. 

- To prawdziwa niespodzianka, milady - szepnęła wreszcie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

104

-  Pomyślałam,  kiedy  rozmawiałyśmy  z 

Peterem 

Worcesterem,  że  George  może  powziąć  zamiar  powrotu  do 
domu,  choćby  po  czyste  koszule.  Musisz  go  przekonać,  żeby 
nie pojawiał się na razie w Londynie, pod żadnym pozorem. 

- Wielkie nieba. O tym nie pomyślałam - szepnęła Emma. 
Lady Titheridge uderzyła ją leciutko wachlarzem w ramię. 
-  Musisz  się  nauczyć  dostrzegać  wszystkie  aspekty  sytuacji, 

jeśli  chcesz  być  konspiratorem  -  odszepnęła  i  z  wielce 
zadowoloną miną wsiadła do swego landa. 

Emma z bijącym sercem spoglądała z podestu schodów na sir 

Petera,  kiedy  ten  przyszedł  po  południu  zabrać  ją  do  Hyde 
Parku. 

Położywszy dłoń na piersi i wziąwszy głęboki oddech, zeszła 

powoli  na  dół.  Przed  drzwiami  małego  saloniku  stanęła, 
gotując się na spotkanie. 

Za każdym razem, kiedy  miała  stanąć oko w oko z Dancym, 

walczyła  z  lękiem.  Tak  łatwo  mogła  się  zdradzić,  a  kiedy  ten 
wstrętny  człowiek  spoglądał  na  nią  z  łagodną  kpiną  w  oku, 
całkiem traciła kontenans. 

-  Rzecz  to  niewidziana,  dama,  która  nie  spóźnia  się  na 

umówione spotkanie. 

-  Niegrzecznie  jest  kazać  czekać  na  siebie.  Tego  nie  lubię  - 

odparła Emma na próżno usiłując nie patrzeć mu w oczy. 

- Idziemy? - zapytała biorąc się w garść. 
-  Po  drodze  zabierzemy  Worcestera  i  lady  Amelię.  Ciotka 

Titheridge  łaskawie  pożyczyła  mi  swoje  lando.  Będzie  nam 
wygodnie - powiedział prowadząc ją do powozu. 

-  Bardzo  się  cieszę  -  zapewniła  go  szczerze,  rada,  że  nie 

będzie  musiała  spędzić  popołudnia  sam  na  sam  z  tym 
utrapieńcem.  Nie  potrafiła  powiedzieć,  czemu  odpowiedź  tak 
rozbawiła  Dancy’ego.  Usadowiła  się  w  kącie  powozu,  jak 
najdalej od swego towarzysza. Nie wolno jej zapominać, że to 
najniebezpieczniejszy  człowiek  w  Londynie.  Dla  niej  w 
każdym razie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

105

- Zapewniam, że nie gryzę - mruknął sir Peter kładąc jej Pled 

na kolanach. 

-  Czyżby?  -  Nie  zwiedzie  jej.  Przy  nim  lew  zdał  się 

domowym  kotkiem.  -  Piękny  dziś  mamy  dzień  -  powiedziała, 
ciekawa, czy i ta uwaga go rozbawi. 

- Zaiste. 
-  Prawda?  -  ciągnęła  dalej,  zła,  że  sobie  z  niej  żarty  stroi.  - 

Absolutnie  się  zgadzam.  Po  ostatnich  mżawkach  miło  ujrzeć 
słońce, ale czy nie za dużo uwagi poświęcasz pogodzie? 

-  Zaplótł  ręce  na  piersi.  Emma  wbiła  wzrok  w  jego 

rękawiczki, pilnując się, by nie patrzeć mu w oczy. 

- Cóż, nie łamie mnie w kościach. Przynajmniej nie od zmian 

pogody. - Odruchowo dotknęła dłonią betsie, jakby chciała się 
upewnić, że dobrze kryje siniaki. 

-  Podoba  mi  się  ta  kryza.  Wyglądasz  w  niej  jak  niewinny 

chłopiec  z  chóru  kościelnego.  A  może  cherubin?  -  Dotknął 
przelotnie muślinu. 

Emma posłała mu spłoszone spojrzenie. 
- Sir - obruszyła się. 
- Jesteś dzisiaj w cierpkim nastroju. Coś się stało? 
Na szczęście nie musiała odpowiadać na to zaczepne pytanie, 

bo  zajechali  właśnie  przed  dom  lady  Amelii.  Po  chwili  cała 
czwórka zmierzała w stronę parku. 

-  Ależ  się  dzisiaj  wystroiłaś,  drogo  Emmo  -  powiedziała 

Amelia  unosząc  brew.  W  odpowiedzi  przyjaciółka  posłała  jej 
spojrzenie  mówiące,  że  później  wyjaśni  historię  aksamitnego 
zielonego spencerka, takiegoż kapelusika i muślinowej kryzy. 

-  Piękny  mamy  dzień  -  zauważyła  skromnie  lady  Amelia. 

Emma zerknęła na sir Petera i wybuchnęła śmiechem. 

- Nie widzę w tym nic śmiesznego - nadąsała się lady Amelia 

i zadarła wysoko nosek. 

- Jesteś pewna, że wolisz przechadzkę niż spacer w powozie? 

-  zapytała  Emmę,  gdy  dojechali  do  parku,  ale  przyjaciółka 
niepewna,  czy  bardziej  niebezpiecznie  jest  jechać  obok  sir 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

106

Petera  w  landzie,  czy  spacerować  z  nim  po  ścieżkach,  nie 
potrafiła udzielić rozumnej odpowiedzi. 

Z  pozoru  wszystko  wygląda  niewinnie,  pomyślała.  Wśród 

tłumu  spacerowiczów  powinna  być  bezpieczna  niczym  w 
kościele.  Wzdłuż  Rotten  Row  toczyły  się  wolno  powozy,  w 
których paradowali galanci dumni ze swych strojów, ekwipaży, 
dam  oraz  manier.  Emma  niechętnym  okiem  patrzyła  na  to 
targowisko  próżności,  rada,  że  zdecydowali  się  na  pieszy 
spacer. 

-  Bardzoś  zamyślona  -  zagadnął  sir  Peter  widząc,  że  nie  ma 

ochoty na rozmowę. 

- Nie, po prostu nie  lubię pustej gadaniny. - Im mniej będzie 

mówiła,  tym  mniej  da  sobie  okazji  do  niebezpiecznych 
lapsusów. 

-  To  zadziwiające,  jak  bardzo  przypominasz  swojego  brata. 

Zapewne często ci to mówią? 

-  Nie.  Raczej  nie  -  odparła  ze  ściśniętym  gardłem.  -  George 

rzadko  bawi w  domu,  nigdzie  nie  bywamy razem, nie dajemy 
okazji  do  porównań,  ale  w  dzieciństwie  zdarzało  się,  że  nas 
mylono - przyznała. 

-  Mam  nadzieję,  że  George  pojawi  się  na  następnej  lekcji 

fechtunku.  Naprawdę  dobry  z  niego  szermierz.  Zamierzam 
nauczyć  go  kilku  taktycznych  zwodów.  -  Sir  Peter  podał 
Emmie ramię obojętny na spojrzenia spacerowiczów. 

-  Zwodów  taktycznych?  -  Emmie  dech  zaparło.  Słowo  to 

przywodziło  jej  na  myśl  intrygi,  knowania,  spiski,  od  których 
wolała trzymać się z dala. 

- Tak. Nauka taktyki jest niezmiernie ważna. Riposty, obrony, 

kontrataki. 

-  Kontrataki?  Mówisz  tak,  jakbym...  ee...  George  szedł  na 

bitwę,  miał  się  pojedynkować  lub  coś  podobnego.  Nie  chcę, 
żeby musiał walczyć. 

Sir Peter jakby nie zauważył jej przejęzyczenia. 
-  Zechciej powiedzieć  mu,  co  planuję  na  następną  lekcję,  bo 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

107

ja na pewno nie będę się z nim widział. 

-  Och,  George  jest  taki  nieuchwytny.  Sama  z  rzadka  go 

widuję. Lada dzień znowu wyjeżdża do Sussex. 

- Rozumiem go. 
Kiedy  Emma  rozejrzała  się  wokół,  zobaczyła,  że  dawno 

zboczyli ze ścieżki w cienistą część parku. 

-  Powinniśmy  chyba  dołączyć  do  reszty  -  powiedziała 

niepewnym głosem. 

-  Jak  sobie  życzysz.  Przyrzekniesz  mi  kotyliona  jutro 

wieczorem  w  Almack?  -  Dotknął  lekko  jej  policzka  i  spojrzał 
błagalnie, że poczuła, jak taje od tego spojrzenia. 

- Dobrze - bąknęła cicho, zdziwiona, że się roześmiał. 
 
 

10 

Uważaj  na  pana  Swinburne’a,  moja  droga  Amelio  -  rzuciła 

Emma niby od niechcenia. 

-  Ależ  to  przemiły  człowiek  -  obruszyła  się  lady  Amelia.  - 

Uroczy w obejściu. Poza tym uwielbiam zapach fiołków. 

Emma wzruszyła  ramionami  obserwując  rozbawiony tłum  w 

Almack. 

-  Dopóki  traktujesz  znajomość  z  nim  jak  niewinny  flirt, 

wszystko w porządku. - Nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. 

-  W  każdym  razie  odnosi  się  do  mnie  o  niebo  lepiej  niż 

Worcester. 

Amelia 

prychnęła, 

po 

czym 

dodała 

konfidencjonalnie: - Powiedział mi, że jego rodzina mieszka na 
Isle of Guemsey. Czy to nie romantyczne? 

-  Nie  widzę  w  tym  nic  romantycznego  -  stwierdziła  Emma 

zupełnie zbita z tropu kierunkiem, jaki przybrała rozmowa. 

- Pomyśl o tych wszystkich zakochanych, którzy uciekają na 

Guemsey.  Przeprawa  morska  specjalnym  statkiem  kosztuje 
tylko pięć szylingów. Jak w Szkocji, nikt tam nie pyta nikogo o 
licencję  na  zawarcie  ślubu  -  tłumaczyła  Amelia  sądząc,  że 
przyjaciółka nie słyszała o dogodnościach wyspy. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

108

-  To  śmieszne  -  skwitowała  te  zachwyty  Emma  obserwując 

nadchodzącego pana Swinburne’a odzianego we fraczek barwy 
burgunda i w czarne pluderki. 

Amelia zaczęła wirować w tańcu  z wykwintnym strojnisiem, 

tymczasem ktoś już domagał się uwagi Emmy. 

- Panno Cheney. - Głos sir Petera sprawił, że jej biedne serce 

odtańczyło własnego kotyliona. 

Bez  słowa  przyjęła  ramię  Dancy’ego;  pomyślała,  że 

następnego  dnia  będzie  już  w  drodze  do  Sussex. To dodawało 
jej otuchy. 

-  Jesteś  dzisiaj  taka  cicha.  Czyżby  Almack  już  ci 

spowszedniało? Błądzisz gdzieś myślami - zagadnął ruszając w 
taneczne pląsy. 

Zawstydzona,  że  daje  tak  jawny  wyraz  swych  trosk, 

uśmiechnęła się i pokręciła głową. 

-  Zamyśliłam  się  patrząc  na  Amelię  i  pana  Swinburne’a.  On 

podobno pochodzi z Guemsey. 

- Tak jej powiedział? - Sir Peter nachmurzył się. 
- Ot, bałamuci ją próżnymi słowy. 
-  Worcester  powiada,  że  to  krętacz  i  nic  dobrego  -  oznajmił 

sir Peter niespodzianie. 

-  I  ja  myślę,  że  jeno  bije  pianę  -  przytaknęła  Emma, 

poniewczasie  przypominając  sobie,  że  nie  uznaje  plotek.  A 
jednak obchodził ją mocno los Amelii. 

Podczas następnego tańca z sir Peterem prowadziła już lekką 

rozmowę, a gdy muzyka umilkła, wróciła do mateczki, rada, że 
ma  za  sobą  tę  część  wieczoru.  Sir  Peter  zdecydowanie  działał 
jej na nerwy. 

-  Widzę,  że  pan  Swinburne  adoruje  Amelię  -  szepnęła  pani 

Cheney  zza  wachlarza.  -  Tytuł  i  pokaźny  posag  działają  na 
dżentelmenów niby zaklęcie - dodała cierpko. 

-  Mateczko,  lady  Amelia  to  urocze  stworzenie.  Może  trochę 

naiwna,  ale  serce  ma  złote.  -  Emma  mogła  zazdrościć 
Przyjaciółce urody, pozycji, pieniędzy, ale kochała ją szczerze, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

109

ujęta  jej  bezpretensjonalnym  wdziękiem  i  radością  życia. 
Patrzyła  teraz,  jak  Amelia  opuszcza  assemblee  odprowadzana 
przez  sir  Petera,  i  poczuła  ukłucie  w  sercu:  uroda,  majątek, 
wdzięk  i  pozycja.  Jakież  ona  miała  szansę  przy  takiej 
konkurentce? 

-  Czuję,  że  zaczyna  mnie  głowa  boleć.  Chyba  powinnyśmy 

wracać  do  domu.  Jeśli  mam  rano  jechać  w  podróż  z  lady 
Titheridge,  chcę  być  wypoczęta.  -  Mówiąc  to  rzeczywiście 
uczuła ból głowy. 

Widząc,  że  stara  dama  nie  pojawiła  się  tego  wieczoru  w 

Almack,  pani  Cheney  zgodziła  się  chętnie.  W  chwilę  później 
obydwie pospiesznie opuszczały budynek. 

W drodze powrotnej Emma usiłowała wyrzucić z myśli obraz 

Amelii  w  towarzystwie  sir  Petera.  Może  próbował  tylko 
odciągnąć  Amelię  od  pana  Swinburne’a?  Za  dobrze  jednak 
znała  obyczaje  panujące  w  świecie.  Nie  miała  majątku,  nie 
była  pięknością,  a  już  na  pewno  nie  mogła  poszczycić  się 
pozycją  i  tytułem.  To,  co  miała  do  zaoferowania,  bladło  przy 
atutach, jakimi dysponowała Amelia. 

W  takim  to  szczęśliwym  usposobieniu  wróciła  do  swego 

pokoju. Spała niespokojnie i rano wstała z łóżka bez ociągania. 

 
E
kwipaż  podróżny  lady  Titheridge  okazał  się  wiekowy,  ale 

świetnie  utrzymany.  Spłowiała  skóra  była  miękka,  siedzenia 
nadzwyczaj wygodne. Obok Braddon kołysał się na ławce kosz 
pełen specjałów nieosiągalnych na popasach. Emma usadowiła 
się obok starej damy. 

-  Kazałam  założyć  sprężyny  -  oznajmiła  lady  Titheridge  z 

dumą,  budząc  Emmę  z  zamyślenia.  -  Trzeba  iść  z  duchem 
czasu.  Nie  należę  do  tych,  którzy  kręcą  nosem  na  nowe 
wynalazki. 

-  Zapewne  -  bąknęła  Emma  i  powróciła  do  swoich  myśli,  a 

lady Titheridge zapadła w drzemkę. 

Ekwipaż  toczył  się  gładko,  nie  trząsł  jak  stary  powóz 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

110

Cheneyów.  Widać  należało  to  zawdzięczać  sprężynom,  o 
których wspomniała odważna nowatorka. 

Emma  wyglądała  przez  okno.  Udało  się  jej  umknąć  z 

Londynu.  Ostatniego  wieczoru  nie  było  mowy  o  kolejnej 
wizycie George’a  na Bruton Street, o lekcjach fechtunku ani o 
tym,  że  George  może  być  w  czymkolwiek  pomocny  sir 
Peterowi. Była wolna... na jakiś czas. 

Poczuła dziwną lekkość na sercu; udało się jej nawet odegnać 

obraz sir Petera towarzyszącego Amelii. 

Podróż  upływała  w  sielskim  nastroju.  Lady  Titheridge, 

wszystkiego ciekawa, co i rusz sięgała do swego przewodnika, 
a  gdy  w  nim  nie  znajdowała  odpowiedzi,  zasypywała 
pytaniami oberżystów w przydrożnych zajazdach. 

Początkowo  Emmę  to  bawiło,  ale  wkrótce  i  ona  zaraziła  się 

głodem  wiadomości;  poczęła  bacznie  studiować  krajobraz, 
mijane  wsie  i  stare  budowle  pośród  łagodnych  wzgórz.  Jeśli 
wierzyć  gazetom,  rolnictwo  rozwijało  się  tutaj  lepiej  niż  na 
północy, z czym musiała się zgodzić. 

Gdy  przejeżdżały  przez  Dorking,  lady  Titheridge  nie 

odrywając oczu  od okna  kazała  Braddon czytać opisy zawarte 
w  przewodniku.  W  Billinghurst  Emma  uczuła  wzrastające 
podniecenie na myśl, że zbliża się do swego ukochanego, choć 
wiecznie  nieobecnego  brata.  W  dzieciństwie  byli  sobie bardzo 
bliscy.  Teraz,  jeśli  w  ogóle  pisał,  to  zazwyczaj  były  to 
króciutkie listy, w których o coś prosił. 

Gospody  w  kolejnych  miastach  zdawały  się  Emmie 

identyczne, a nocleg w jednej z nich jeno niepotrzebną zwłoką 
w podróży na wschód, na spotkanie brata. 

Lady  Titheridge  ordynowała  wszystko  co  najlepsze, 

wzbudzając  wszędzie  coś  na  kształt  uniżonego  respektu  dla 
swej  osoby  i  szczery  podziw  Emmy;  zawsze  łaskawa  i 
uprzejma,  nie  musiała  podnosić  głosu,  by  być  obsłużoną  z 
największym  staraniem.  Pan  Cheney  zwykł  w  takich  razach 
pokrzykiwać  i  zrzędzić  przez  co  nie  osiągał  więcej,  mniej 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

111

raczej. 

W  końcu  dotarły  do  Boxgrove,  wioski,  którą  George  obrał 

sobie za tymczasową siedzibę. Widok bielonych chat i dachów 
krytych  strzechą  wywołał  uśmiech  na  twarzy  Emmy.  Gdzieś 
między drzewami mignął malowniczy średniowieczny kościół. 

Pytany  oberżysta  bez  namysłu  polecił  im  wycieczkę  do 

klasztoru  Boxgrove,  jedynego  godnego  obejrzenia  miejsca  w 
okolicy. Idąc za wskazówką, lady Titheridge znalazła w swoim 
przewodniku 

opis 

owego 

benedyktyńskiego 

opactwa, 

założonego na początku dwunastego wieku, gospodarz zajazdu 
zaś  dodał,  że  to  najznaczniejsza  budowla  średniowieczna  w 
całym Sussex i nie wolno jej przeoczyć. 

-  Musimy  się  tam  wybrać,  choć  z  całego  założenia 

klasztornego ocalał tylko kościół. Należy zwiedzać zabytki, bo 
wiele  nas  uczą  -  powiedziała  lady  Titheridge,  gdy  szły  do 
swoich pokoi. 

Emma  mruknęła  coś  w  odpowiedzi,  zajęta  myślą  o  tym,  jak 

przekonać  George’a,  by  wstrzymał  się  czas  jakiś  z  powrotem 
do  Londynu.  Od  kilku  dni  głowiła  się  nad  tym,  jakiego 
pretekstu  użyć  na  poparcie  prośby.  W  końcu  poszukała 
pomocy u swej towarzyszki podróży. 

-  Co  mam  mu  powiedzieć,  milady?  Przecież  nie  mogę 

oznajmić  po  prostu:  George,  nie  mogę  ci  tego  w  tej  chwili 
wyjaśnić,  ale  nie  wracaj  na  razie  do  domu.  -  Zafrasowana 
chodziła  w  tę  i  z  powrotem  po  małej  bawialni  łączącej 
sypialnie obu pań. 

-  Otóż  i  problem.  Nie  mogłabyś  powiedzieć  mu  prawdy?  - 

zapytała stara dama z nadzieją w głosie. Emma zatrzymała się. 

- Rzeczywiście. George jest takim miłośnikiem starożytności, 

że  powinien  zrozumieć  moją  chęć  zobaczenia  mumii,  może 
nawet pochwalić! 

- A co z fechtunkiem? 
- Nie, tego nie pochwali.  Mimo umiłowania swobody potrafi 

być niekiedy bardzo zasadniczy - odparła Emma smętnie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

112

Tu włączyła się Braddon zachęcona przez swoją  panią, która 

wychodziła z założenia, że co kilka głów, to nie jedna. 

-  Najpierw  powinna  panienka  odszukać  brata,  zobaczyć,  w 

jakim jest usposobieniu, potem obrać sposób. 

-  Chyba  masz  rację.  Zejdę  na  dół  i  spytam  naszego 

gadatliwego  gospodarza,  czy  nie  słyszał  o  George’u  - 
zdecydowała Emma i poszła szukać pana Gutsela. 

- Słyszeliście może o niejakim George’u Cheneyu? Poszukuje 

tu  w  okolicy  rzymskich  starożytności.  Śle  listy  z  waszej 
wioski. 

-  Panienka  jest  jego  krewną?  -  zapytał pan  Gutsel  z  chytrym 

błyskiem w oku. 

-  Jego  siostrą.  Martwimy  się  o  niego.  Nie  lubi  pisać,  a 

zdrowie  mojej  matki  każe  mi  go  szukać.  Na  te  słowa  pan 
Gutsel przybrał jowialną minę. 

- Ano, najmował u mnie pokoje czas jakiś, ale potem zaprosił 

go  sir  William,  by  zamieszkał  u  niego,  bo  stamtąd  bliżej  do 
onych rzymskich wykopków - powiedział gospodarz z niejaką 
dumą,  że  jego  gość  przeniósł  się  do  arystokratycznej 
rezydencji. 

- Rozumiem. Kim jest sir William? 
-  Baronet  sir  William  Johnson  to  wielki  pan  i  zacny 

ziemianin. Wie,  jak  gospodarować  w  swoim  majątku. Osuszył 
łąki,  prowadzi  hodowlę  bydła,  swoim  zbożem  żywi 
londyńczyków.  Tak  brat  panienki  go  poznał.  Usłyszał  o 
osuszaniu  łąk,  to  pomyślał,  że  może  przy  sposobności  natrafi 
na  co  ciekawego.  Tak  powiadał.  Dziwny  młodzieniec  ten 
panienki brat. 

-  Istotnie.  Muszę  się  z  nim  koniecznie  zobaczyć.  Może 

przesłałabym mu wiadomość? Albo wybrała się z wizytą? 

-  Niechby  jaśnie  pani  pojechała  z  panienką,  mogłaby  być  i 

wizyta.  Panna  Johnson,  jak  każda  młoda  dama,  tęskni  za 
towarzystwem. 

-  Młoda  dama?  -  zapytała  Emma  czujnie.  -  Sir  William  ma 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

113

córkę? 

Pan Gutsel skinął głową. 
-  Będzie  w  wieku  panienki.  Beatrice  -  oznajmił  tak,  jakby 

sam dźwięk tego imienia sprawiał mu przyjemność. 

Zaciekawiona Emma pobiegła na górę do lady Titheridge. 
-  George  mieszka  u  baroneta  sir  Williama  Johnsona. 

Gospodarz  nie  mógł  się  go  nachwalić,  mówi,  że  to  możny  i 
gospodarny  pan.  Ma  córkę  w  moim  wieku,  Beatrice. 
Ciekawam, o co w tym wszystkim  idzie - powiedziała kucając 
pytające spojrzenie starej damie i jej pokojowej. 

-  Jutro  będziemy  wiedzieć  -  odparła  lady  Titheridge  studząc 

podniecenie Emmy. 

- Może zaraz wysłałabym liścik do George’a i poprosiła, żeby 

przyszedł tutaj? - nastawała panna. 

-  Masz  rację.  Wbrew  temu,  co  mówi  nasz  gospodarz,  nie 

mam  ochoty  zjawiać  się  w  czyimś  domu  nie  zapowiedziana, 
niczym obcy podróżny. 

Uzyskawszy  przyzwolenie,  Emma  skreśliła  kilka  słów,  po 

czym odszukała pachołka lady Titheridge. 

-  Nasz gospodarz  wskaże  ci  na  pewno,  gdzie  jest rezydencja 

sir Williama. 

Po  powrocie  na  górę  znowu  zaczęła  nerwowo  krążyć  po 

pokoju.  Banalna  podróż  niosła  z  godziny  na  godzinę  coraz  to 
nowe  niespodzianki.  Nadeszła  pora  kolacji.  Gospodarz 
zapowiedział smaczny posiłek, który przyniesiono do bawialni 
na górze. Emma bez apetytu usiadła do stołu. 

-  Żona  oberżysty  bardzo  zachwalała  pudding.  Jeśli  nie  masz 

ochoty  jeść,  niepotrzebnie  cię  wołałam  -  rzuciła  ostro  lady 
Titheridge. 

Emma  posłusznie  zabrała  się  do  jedzenia,  zła,  że  zachowała 

się  jak  rozpieszczone  dziecko.  To,  że  się  bała  rozmowy  z 
George’em, nie oznaczało, że ma psuć nastrój przy kolacji. 

Po posiłku usiadła przy kominku. Czekała. 
-  Czy  aby  się  pojawi?  -  zagadywała  od  czasu  do  czasu 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

114

Braddon,  lady  Titheridge  postanowiła  bowiem  położyć  się 
wcześnie spać. 

George zapukał do drzwi około dziewiątej. 
-  Jak  się  miewasz,  Emmo?  Co  cię  sprowadza?  -  zapytał  ze 

zwykłą sobie bezpośredniością. 

-  Mama  niepokoi  się  o  ciebie  i  chce  wiedzieć,  jak  sobie 

radzisz.  -  A  widząc  jego  niedowierzającą  minę,  dodała 
pospiesznie,  choć  bez  sensu:  -  Musisz  zostać  tutaj  czas  jakiś. 
Nie wracaj do Londynu, póki nie napiszę, że możesz. 

Braddon pokręciła tylko głową w desperacji. 
- Zechciej mówić jaśniej. 
- Och, George, całkiem się plączę. Widzisz, to jest tak.... - tu 

zaczęła wyjaśniać sytuację zachowując dla siebie  informację o 
lekcjach fechtunku, gdyż w  jej  pojęciu wymagała tego zwykła 
obyczajność. George potrafił być niezwykle zasadniczy. 

-  Hmm -  mruknął  w  końcu.  -  Nie  powiem, żebym  cię winił. 

To musiało być piekielnie ciekawe. 

-  Bardzo!  Fascynujące!  Sir  Peter  pozwolił  mi  narysować 

naszyjnik i wszystkie inne skarby zawinięte w bandaże mumii - 
oznajmiła  z  dumą.  -  Musisz  przyznać,  że  mam  większy  talent 
niż ty. Co jest tylko z korzyścią dla sir Petera. 

-  Szkoda,  że  Rzymianie  nie  chowali  swoich  zmarłych  w  ten 

sam sposób - westchnął George w zamyśleniu. 

- Znalazłeś coś? 
- Ech, kilka monet, tyle, żeby zwróciły się wydatki, ale nie to, 

czego  szukałem.  Muszę  natrafić  na  skarb,  teraz  to  jeszcze 
bardziej konieczne  niż  przedtem.  -  Wstał  i  zaczął  przemierzać 
pokój jak poprzednio Emma. 

-  Czy  nie  wiąże  się  to  przypadkiem  z  faktem, że sir  William 

ma córkę Beatrice? 

-  Gutsel  opowiadał  ci  o  nich?  Sir  William  jest  wspaniałym 

człowiekiem, a lady Johnson uroczą damą. 

-  A  Beatrice?  -  Zachęcała  Emma  zachwycona,  że  jej  drogi 

brat zainteresował się jakąś młodą panną. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

115

- To anioł i rozumie mnie - odparł George z namaszczeniem. 
- Chciałabym ją poznać. 
-  Lady  Johnson  nalega,  byście  przyjechały  jutro.  -  Dobył  z 

kieszeni niewielką kopertę z zaproszeniem i podał Emmie. 

-  Prosi,  abyście  przeniosły  się  z  gospody  do  domu.  To 

ogromna rezydencja. Będziesz  miała sposobność lepiej poznać 
Beatrice. 

- Jutro rano przekażę  lady  Titheridge  zaproszenie.  Teraz Już 

śpi. 

- Koniecznie przyjedźcie.  -  Chyba  jeszcze  nigdy  nie słyszała 

w głosie George równie gorącej prośby. 

-  Zatem  postanowione?  Zostaniesz  w  Sussex,  dopóki  nie 

„trzymasz ode mnie wiadomości? 

-  Nie  widzę  problemu.  -  Ruszył  do  drzwi  i  zatrzymał  się  z 

dłonią  na  klamce.  -  Rzecz  w  tym,  że  nie  mogę  prosić  o  rękę 
Beatrice dysponując  sumą  przyrzeczoną  przez  papę. Jej  ojciec 
jest okropnie bogaty. Muszę znaleźć coś, co uwierzytelni mnie 
w  jego  oczach  jako  badacza  starożytności.  Ponieważ  nie  ma 
syna,  pewnie  przyjąłby  mnie  z  radością,  ale  to  nie  wystarczy. 
Muszę  się  czymś  wykazać.  Rozumiesz  mnie,  Emmo?  Wątpię, 
czy Beatrice by zrozumiała. 

-  Chyba rozumiem,  ale  nie  pojmuję  twojej  Beatrice.  Kobieta 

zdolna  zakochać  się  w  tobie  powinna  mieć  trochę  oleju  w 
głowie. - Emma podeszła do brata i pocieszająco klepnęła go w 
ramię. 

George zaczerwienił się, zrobił cierpką minę i wyszedł. 
-  Pomyślałabyś?  -  zwróciła  się  Emma  do  siedzącej  cicho  w 

kątku Braddon. 

-  A gdzieżby -  odparła  pokojówka  i  posłała  Emmę  do łóżka. 

Następnego dnia rano Braddon obudziła Emmę przynosząc do 
pokoju dzbanek gorącej wody. 

-  Jaśnie  pani  prosi  powtórzyć  panience,  że  z  chęcią  złoży 

wizytę  sir  Williamowi  i  lady  Johnson.  Proponuje  jechać  do 
pałacu  około  południa.  Wcześniej  chciałaby  zwiedzić  kościół 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

116

zachwalany przez oberżystę. 

Emma  odesłała  Braddon,  wyskoczyła  z  łóżka  i  zaczęła 

poranną toaletę.  Niewiele  wzięła  ze  sobą w podróż, ale  dzięki 
drogiej  mateczce,  która  utrzymywała,  że  człowiek  powinien 
być  przygotowany  na  wszystko,  zabrała  dodatkową  suknię  i 
teraz była wdzięczna za tę rodzicielską zapobiegliwość. 

-  Poznamy  zatem  wybrankę  serca  George’a?  -  zapytała  bez 

zbędnych wstępów lady Titheridge i uniosła brew. 

-  Czyż  nie  wspaniale  się  składa?  George’owi  teraz  ani  w 

głowie wracać do Londynu. Dał mi wolną rękę. 

- Bardzo był zgorszony? 
-  Ani  trochę.  Powiedział,  że  mnie  rozumie.  -  Emma 

uśmiechnęła  się  radośnie  do  swej  dobrodziejki  i  z  wielkim 
smakiem zaczęła zajadać śniadanie. 

Skromna  na  zewnątrz  bryła  kościoła  kryła  prawdziwe  cuda. 

Lady Titheridge w znakomitym nastroju obchodziła nawy. 

-  Spójrz,  Emmo,  jaka  piękna  kaplica.  Lubię  marmur  z 

Purbeck. Cóż za łuki, i te arkady. 

Emma przytaknęła i spojrzała na sklepienie. 
-  Ten  stary  fresk  zachwyca  kolorami  i  delikatnością  linii. 

Cudowna kaplica, najpiękniejsza w całym kościele. Szkoda, że 
król  nie pozwolił pochować w  niej  biednego  lorda de  la Warr. 
W końcu to on ją ufundował. 

Skończywszy  napawać  się  urodą  wnętrza,  Emma  ruszyła  ku 

wyjściu. Mimo żywego zainteresowania starą architekturą lady 
Titheridge  poszła  w  jej  ślady.  Żal  się  jej  zrobiło  dziewczyny, 
gdy  zobaczyła,  jak  jej  spieszno  jechać  z  wizytą.  Przed 
kościołem czekał już ekwipaż z zapakowanymi kuframi. 

-  Ach,  to  świeże  wiejskie  powietrze  -  westchnęła  lady 

Titheridge  wsiadając  do  powozu.  Emma  nie  mogła  się  już 
doczekać,  kiedy  pozna  pannę,  która  być  może  zostanie  jej 
bratową. Wreszcie ruszyły. 

Pałac,  rozłożysta  ceglana  budowla  z  kamiennym  portykiem, 

wspaniałym  podjazdem  i  pięknymi  miejscami  widokowymi, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

117

prezentował się niezwykle okazale. 

Gdy ekwipaż stanął, w drzwiach pojawił się pan domu. 
-  Witam  w  skromnych  progach.  Sir  William  Johnson,  do 

usług. - Skłonił się z galanterią przed lady Titheridge, po czym 
zwrócił  się  ku  Emmie:  -  Nie  muszę  chyba  pytać,  kim  jesteś, 
pani, boś podobna do swojego brata,  jakby kto skórę ściągnął. 
Powitać, panno Cheney. 

Weszli  w  trójkę  do  domu,  gdzie  w  salonie  czekała  już  w 

fotelu  na  kółkach  lady  Johnson,  drobna  i  krucha  niczym 
porcelanowa  figurka.  Na  jej  widok  Emma  natychmiast 
zaniepokoiła się, czy ich wizyta nie zmęczy gospodyni. 

-  Znam  ten  wyraz  twarzy.  Wyglądam,  jakby  następny 

podmuch wiatru miał mnie porwać, ale zapewniam, żem silna. 

- Ależ, mamo, panie gotowe pomyśleć, że udajesz - zbeszta ją 

córka. 

Emma  stwierdziła  z  radością,  że  opis  George’a  nie  odbiegał 

od  prawdy.  Beatrice,  z  aureolą  jasnych  włosów  okalających 
owalną  twarz,  z  której  spoglądały  roześmiane  błękitne  oczy, 
rzeczywiście wyglądała jak anioł. 

Bez  zbędnych  ceremonii  dokonano  wzajemnych  prezentacji. 

Lokaj  wniósł  tace  z  sutym  poczęstunkiem,  stosownym  dla 
osób, które spędziły kilka godzin na podziwianiu zabytków. 

- George mówił, że chciały panie zwiedzić rano nasz kościół. 

Piękny,  prawda?  -  zagadnęła  lady  Johnson  nalewając  Emmie 
herbatę. 

-  W  istocie,  madame  -  odparła  Emma  uprzejmie.  Chwilę 

gwarzyły przyjacielsko, po czym  lady  Johnson zwróciła się do 
córki: 

- Kochanie, pokaż naszym gościom ich pokoje, zapewne chcą 

się przebrać. 

Następnie zaś do Emmy: 
-  Bardzośmy  radzi,  że  mamy  tu  twojego  brata.  Bóg  nie 

pobłogosławił  nas  synem.  Mój  mąż  wreszcie  szczęśliwy,  że 
może omawiać sprawy gospodarskie z mężczyzną. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

118

Emma  na  próżno  usiłowała  wyobrazić  sobie  George’a 

rozprawiającego  o  hodowli  bydła.  Nie  przywitał  ich  w  domu, 
co  oznaczało,  że  spędza  czas  poszukując  skarbu  lub 
szczególnego  artefaktu,  który  uczyniłby  z  niego  kogoś  na 
kształt uczonego i dodał mu znaczenia. 

Beatrice pokazała paniom ich pokoje. 
-  Twój  brat  jest  niedaleko  domu.  Jeśli  chciałabyś  zobaczyć, 

co robi, możesz wybrać się do niego spacerem. 

Ciekawa,  czym  zajmuje  się  George,  Emma  przebrała  się 

szybko  i  ruszyła  we  wskazanym  przez  Beatrice  kierunku. 
Zachwycona  pięknym  dniem  miała  uczucie,  że  nic  złego  nie 
może  się  jej  przydarzyć,  że  wreszcie  jest  bezpieczna.  George 
zostanie  na  razie  w  Sussex,  jej  maskarada  wkrótce  się 
zakończy, będzie wreszcie wolna. 

Nie  umiała  jednak  powiedzieć,  co  przyniesie  jej  owa 

wolność.  Gdyby  oddała  się  marzeniom,  pomyślałaby  o  sir 
Peterze,  ale  starała  się  twardo  stąpać  po  ziemi  i  odważnie 
spoglądać  w  paskudne  oblicze  twardej  rzeczywistości.  Ze 
skromnym  majątkiem,  nie  tak  znowu  urodziwa,  narwana, 
nawet przy poparciu i aprobacie lady Titheridge nie była dla sir 
Petera żadną partią. 

W  końcu  dojrzała  George’a  -  kopał  wespół  z  robotnikami  i 

przeglądał skrupulatnie każdą łopatę ziemi. 

- Hej, George - zawołała, gdy zbliżyła się na odległość głosu. 
-  Znalazłem  monetę,  tym  razem  to  na  pewno  rzymska  - 

odkrzyknął i uśmiechnął się szeroko. 

- Bardzo cenna? - zapytała z nadzieją, stając nad wykopem. 
- Nie bardzo, ale stanowi wskazówkę, że warto kopać dalej. 
-  Czy  były  tu  bagna,  zanim  sir  William  osuszył  teren?  - 

zapytała siadając na kamieniu. 

- Owszem. 
-  W  takim  razie  może  spróbowałbyś  kopać  tam,  koło  tego 

wzniesienia  na skraju łąki. Jeśli  było tu kiedyś pole, orano je  i 
dawno natrafiono na przedmioty skryte w ziemi. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

119

George  popatrzył  na  nią  z  politowaniem,  jak  każdy  brat  na 

siostrę, która wyrywa się z niemądrym pomysłem. 

- Przepraszam. Chciałam tylko pomóc. Chyba wrócę do domu 

- powiedziała chmurnie. 

Miała właśnie odchodzić, gdy zobaczyła zbliżającą się lekkim 

krokiem Beatrice. 

- George, masz gościa. Jakiś pan chce się z tobą widzieć. 
- Któż to może być? Nikt prawie nie wie, gdzie jestem 
-  burknął  marszcząc  czoło,  wyraźnie  zły,  że  będzie  musiał 

przerwać pracę. 

- Mówi, że nazywa się sir Peter Dancy. 
Emma  z  powrotem  osunęła  się  na  kamień,  jakby  ją  ktoś 

zdzielił  w  głowę.  Czy  naprawdę  wierzyła  w  to,  że  wszystko 
zaczyna się układać? 

 
 

11 

I co teraz poczniemy? - krzyknęła Emma, zerwała się, zaczęła 

chodzić w kółko, co i rusz piorunując brata wzrokiem, jakby to 
on  był  przyczyną  wszystkich  jej  kłopotów.  -  Nie  chcę,  by 
odkrył prawdę właśnie teraz. 

Beatrice  patrzyła  zaskoczona,  że  zwykła  przecież  wieść 

wywołała  tak  dramatyczną  reakcję.  Poza  tym  trochę  było  jej 
przykro, iż nie wie, o co chodzi. 

George widać  to  zauważył,  bo  wytłumaczył  swej ukochanej, 

skąd  ten  nagły  popłoch.  Gdy  skończył,  zaczęli  w  trójkę 
rozważać problem. 

- Pewnaś, że uważa cię za twojego brata? - zapytała Beatrice 

sceptycznie.  -  Jesteście  do  siebie  bardzo  podobni,  to  prawda, 
ale nie do tego stopnia. 

-  Powiada,  że  jest  krótkowzroczny.  Naprawdę  tak  mówi. 

Kupię mu okulary, kiedy cała rzecz się skończy. 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  nie  miałabyś  powiedzieć  mu 

prawdy. - Beatrice wydawała się stropiona obrotem spraw. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

120

-  Jako  kobieta  nie  miałabym  dostępu  do  jego  kolekcji,  poza 

tym,  gdyby  rodzice  się  dowiedzieli,  zmuszaliby  go  do 
małżeństwa  ze  mną,  a  tego  bym  nie  zniosła.  -  Emma  wsparła 
brodę na dłoniach i zapatrzyła się w przestrzeń. Zepchnięty do 
podświadomości, 

powrócił 

raptem 

obraz 

sir 

Petera 

towarzyszącego lady Amelii. 

- Rozumiem - powiedziała Beatrice tonem, który zdradzał, że 

nic  nie rozumie. - Jest przystojny, wytworny w obejściu. Lady 
Titheridge  przedstawiła  go  jako  swojego  dziedzica.  Dlaczego 
nie miałabyś wyjść za niego za mąż? - podsunęła z wahaniem. 
Jak  każda  panna,  nie  była  w  stanie  pojąć,  dlaczego  inna  nie 
chce wykorzystać tak kuszącej sytuacji. 

-  A  może  on  ma  inne  zamiary?  -  Mina,  z  jaką  Emma  to 

powiedziała,  mówiła  znacznie,  znacznie  więcej,  niż  sądziła. 
Beatrice nagle olśniło. 

- Och, rozumiem, co masz na myśli. 
-  Musimy  znaleźć  jakieś  rozwiązanie  -  stwierdził  George, 

bardziej  zafrasowany  tym,  że  Beatrice  nazwała  sir  Petera 
przystojnym, niż kłopotami siostry. 

-  Nie  możecie  się  zamienić.  Moi  rodzice  byliby  bardzo 

zdziwieni,  a  kochana  mama  na  pewno  powiedziałaby  coś 
zupełnie niestosownego w najmniej odpowiednim momencie - 
martwiła się Beatrice. 

-  Gdybyś  przysłała  go  tutaj,  może  zdołałabym  go  jakoś 

zwieść  pożyczając  sobie  coś  z  rzeczy  George’a.  Dlaczego  ten 
utrapiony człowiek przyjechał aż do Sussex? 

Beatrice zastanawiała się przez chwilę. 
-  Każę  pokojówce  milady  przynieść  ubranie  dla  ciebie. 

Będzie wiedziała, czego ci trzeba. Dopóki nie da znać, że jesteś 
gotowa, postaram się bawić sir Petera rozmową. 

George z wyraźnym niezadowoleniem przyjął pomysł, ale nie 

powiedział słowa. 

-  A  jeśli  twoja  matka  zaproponuje  mu  gościnę?  -  zapytała 

Emma, nagle dojrzawszy nowe niebezpieczeństwo. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

121

- Mój Boże, już to zrobiła. Przepada za ludźmi, a nie  bardzo 

może podróżować. Wiem, że to kłopot, ale uwielbia gości. Nie 
martw się, zrobimy, co w naszej mocy. Może Później uda nam 
się przekonać wszystkich, że George musiał nagle wyjechać w 
jakiejś ważnej sprawie, i przemycić was obydwoje do waszych 
pokoi.  Przy  kolacji  Emma  znowu  stanie  się  sobą,  a  George 
będzie musiał zjeść u siebie. 

George  poderwał  się  na  te  słowa,  jakby  miał  zamiar 

zaprotestować,  na  co  Beatrice  posłała  mu  tak  słodki  uśmiech, 
że natychmiast zgodził się na wszystko. 

-  Świetnie  -  przystał  z  nie  okazywanym  wcześniej 

entuzjazmem. 

Nie zwlekając, Beatrice pobiegła do domu. 
- Podoba mi się ta dziewczyna - powiedziała Emma. 
- Mówiłem ci, że to anioł. 
Emma  wolała  zmienić  temat,  zanim  brat  wciągnie  ją  w 

rozmowę na temat nadzwyczajnego charakteru ukochanej. 

- Szczęście, że byłam z tobą, kiedy przyjechał. 
-  Naprawdę  nie  chciałabyś  wyjść  za  niego  za  mąż?  Beatrice 

uważa,  że  jest  całkiem  przystojny.  -  George  przyglądał  się 
siostrze  przenikliwym  okiem  uczonego.  Zdała  mu  się  bardziej 
zajmująca 

niż 

najcenniejsze 

rzymskie 

znalezisko. 

Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu poważnie odnosił się 
do jej spraw. 

- Jest, owszem - przyznała Emma. - Podejrzewam jednak, że 

interesuje  się  lady  Amelią  Littleton.  Mogę  się  mylić,  ale 
okazywał  jej  szczególne  względy  w  ostatnią środę  w  Almack. 
To zły znak. 

Wiadomość  ta  nie  wywarła  żadnego  wrażenia  na  George’u, 

co  Emma  wzięła  za  objaw  zadowolenia  brata,  że  Peter 
Pięknolicy gdzie indziej lokuje swe afekta. 

Wkrótce pojawiła się Braddon z naręczem ubrań. 
- Jest wszystko, co trzeba, panienko. 
Obydwie  skryły  się  w  małym  szałasie  i  Emma  z  uczuciem 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

122

rezygnacji  raz  jeszcze  zmieniła  tożsamość.  Pokojówka 
starannie  rozwiesiła  suknię,  by  uzurpatorka  bez  trudu  mogła 
przebrać się przed powrotem do domu. 

George pokręcił głową na widok swojego drugiego ja. 
- I on uwierzył, że jesteś mną? Dobre sobie! 
- Tak. Nie mam pojęcia dlaczego. 
-  Ależ  jesteście  podobni  do  siebie  -  stwierdziła  Braddon  z 

uśmiechem,  przyjrzawszy  się  obydwojgu  uważnie.  -  Niech 
tylko  panienka  pamięta,  żeby  mówić  niskim  głosem  -  rzuciła 
jeszcze na odchodnym. 

-  Co  powiedziałby  papa  -  westchnęła  Emma  poprawiając 

spodnie. 

- O mateczce już nie wspominając - dodał George. - Znikam, 

póki  czas.  Powiem  kopaczom,  żeby  też  się  zabierali. 
Oszczędzimy sobie plotek. 

Emma  przyglądała  się,  jak  podchodzi  do  wykopu.  Po  chwili 

robotnicy odłożyli łopaty  i ruszyli w stronę wsi. Wtedy Emma 
z ciężkim sercem, nie bacząc na idylliczne otoczenie, wietrzyk, 
zapachy  kwiatów,  piękno  krajobrazu,  zajęła  ich  miejsce  i 
poczęła  udawać,  że  przekopuje  ziemię.  Za  chwilę  powinien 
pojawić  się  sir  Peter.  Czy  uda  się  jej  zwieść  go  w  pełnym 
świetle dnia, pod gołym niebem? 

Nagle  jej  rydel  zazgrzytał  o  coś.  Zapominając  na  chwilę  o 

swoich  problemach,  odrzuciła  narzędzie  i zaczęła gorączkowo 
rozgarniać ziemię dłońmi. W końcu jej oczom ukazała się cała 
masa  monet.  Wzięła  jedną,  otarła  o  spodnie  i  omal  nie 
krzyknęła z radości. Na metalowym krążku widniał szlachetny 
rzymski  profil.  Gdy  zaczęła  sortować  monety,  okazało  się,  że 
niektóre są złote. 

Z  poczucia  szczęścia  podniosła  głowę,  z  jej  gardła  wyrwało 

się  głośne  „hurra”,  po  czym  odtańczyła  szaleńczy  taniec 
radości. 

Peter  zatrzymał  się  i  obserwował  wiotką  postać  nad 

wykopem.  Z włosami  w  nieładzie,  śladami ziemi  na policzku, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

123

pląsała  wniebowzięta.  Na  ten  widok  zrobiło  mu  się  ciepło  na 
sercu.  Emma  najwyraźniej  zasmakowała  w  poszukiwaniu 
skarbów. 

-  Hop,  hop!  -  krzyknął  i  ruszył  ku  niej  szybkim  krokiem. 

Natychmiast zaprzestała radosnych pląsów. 

- Witaj. A to niespodzianka. Co cię sprowadza? 
- Ty. 
Serce  jej  zamarło  z  przerażenia,  szybko  jednak  przywdziała 

maskę spokoju. 

-  Znalazłeś  co?  Widziałem,  że  coś  cię  ucieszyło  -  rzekł  z 

typowo brytyjską flegmą. 

- Tak, znalazłem. Chyba rzymskie i doskonale zachowane. Są 

nawet złote. Antykwariusze zwariują,  jak to zobaczą - mówiła 
z entuzjazmem. 

-  Myślisz,  że  może  być  tego  więcej?  -  Peter  przykucną!  nad 

wykopem, by przyjrzeć się monetom. Rzeczywiście znalezisko 
na pierwszy rzut oka przedstawiało się imponująco. 

-  Być  może.  Może  zostały  zakopane  tu  przed  bitwą,  a  ich 

właściciel  poległ?  Wątpię,  by  ktoś  mógł  zapomnieć  o  takim 
skarbie. 

Peter  patrzył  na  jej  rozradowaną  twarz,  rozświetlone 

szczęściem oczy. Nagle uświadomił sobie, jak bardzo kocha tę 
dziewczynę,  i  wyobraził  sobie,  jak  wspaniale  byłoby 
prowadzić razem z nią wykopaliska. Problem w tym, że uparła 
się  udawać  swojego  brata,  on  zaś  z  wielu  powodów  nie  mógł 
przyznać,  że  wie  o  jej  podwójnej  tożsamości.  Po  pierwsze, 
mogłaby  mieć  mu  za  złe, że  się  bawił  jej  maskaradą. Jeśli zaś 
idzie  o  jej  rodziców,  przypuszczał,  że  nastawaliby  na 
małżeństwo, nie  zważając  na  to  czy  Emma  go kocha, czy  nie. 
Chciał  jej  szczęścia,  a  to  oznaczało  dobrowolną  zgodę  na 
wspólne życie. 

Spojrzał  w  niebo:  nadciągały  chmury  zwiastujące  deszcz, 

słońce się skryło. 

- Powinniśmy wracać do domu. Za chwilę zacznie padać. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

124

- Stał i patrzył, co Emma teraz zrobi. 
Wyszła powoli z wykopu. Sir Peter miał rację, zanosiło się na 

deszcz.  Tego  tylko  brakowało,  by  mokre  ubranie  miało 
stanowić dodatkowy dowód, że nie jest George’em. 

- Idź przodem, nie czekaj na mnie. Zaniosę monety do baraku 

i trochę nad nimi popracuję. Później się zobaczymy - oznajmiła 
i  nie  oglądając  się  ruszyła  w  stronę  niewielkiej  chaty  opodal 
wykopu.  Powinna  się  przebrać  i  wrócić  do  domu,  zanim 
zacznie padać. 

- Idę. Sam się podzielisz wiadomością o swoim znalezisku. Ja 

nic nie pisnę - dobiegły ją jeszcze z oddali jego słowa. 

Obejrzała się  dopiero  od  drzwi  chaty  i  z  ulgą  stwierdziła,  że 

sir Peter idzie spiesznie w stronę domu. 

Monety wrzuciła  do  wiadra  z  wodą,  która zapewne  miała  jej 

służyć  do  obmycia  twarzy  i  rąk.  Błysnęły  złote,  radosne 
refleksy.  Po  chwili  rozległo  się  energiczne  pukanie  i  do 
wnętrza wślizgnął się George. 

- Co się stało? Obserwowałem cię z oddali i widziałem twoje 

indiańskie tańce. 

-  Sam  zobacz  -  powiedziała  z  dumą  i  wskazała  na  wiadro. 

George z niedowierzaniem patrzył na znalezisko. 

- Niewiele brakowało, a bym je odkopał - westchnął smętnie. 
- Są przecież twoje! Jeszcze kilka minut i sam byś je znalazł, 

ja  ci  przeszkodziłam.  Założę  się,  że  ta  ziemia  kryje  jeszcze 
mnóstwo  podobnych  skarbów.  Może  rozegrała  się  tu  bitwa. 
Ludzie  w  strachu  zakopują  cenne  rzeczy.  Popatrz  na  to  złoto! 
Złoto! 

Rozradowana rzuciła mu się na szyję. 
- Szkoda, że sir Peter jest taki krótkowzroczny, jeszcze gotów 

się z tobą ożenić - powiedział z kpiną. 

- Jesteś niegodziwcem. Jak śmiesz się tak do mnie odzywać - 

zbeształa go w udanym gniewie. - Bierz swoje monety i wynoś 
się. Muszę się przebrać i zmienić na powrót w tę żałosną istotę. 

George wziął wiadro z cenną zawartością i ruszył do wyjścia. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

125

- Gdzie się wybierasz? - rzuciła szybko. 
-  Niedaleko  mieszka  ktoś,  kto  się  zna  na  starożytnościach. 

Osuszę te monety i zaniosę do niego. Ciekawym, co powie. 

- Powodzenia. 
Gdy  zamknął  za  sobą  drzwi,  zrzuciła  męskie  ubranie, 

Pospiesznie nałożyła własne i wybiegła pod ołowiane niebo. 

Cud,  jeśli  zdąży  uciec  przed  ulewą.  Bez  tchu  dotarła  do 

domu.  W  tej  samej  chwili  lunął  rzęsisty  deszcz.  Krętymi 
bocznymi  schodami  przemknęła  na  drugie  piętro,  do  swojego 
pokoju,  szczęśliwa,  że  po  drodze  nie  natknęła  się  na  nikogo. 
Czujna Braddon już na nią czekała. 

- Wraca panienka sucha, ale nie bez uszczerbku - powiedziała 

z uśmiechem. 

Emma  spojrzała  w  lustro  i  rozchichotała  się  na  widok 

umorusanej ziemią twarzy. 

- Co za widok. Umyję się  i pomożesz  mi zmienić suknię. Co 

słychać na dole? 

-  Panienka  Beatrice  zabawia  panie  śpiewem  i  grą  na  harfie. 

Sir William zaciągnął sir Petera do sali bilardowej na partyjkę. 
Wszystko w porządku. 

Emma  osuszyła  twarz  i  spojrzała  na  Braddon rozradowanym 

wzrokiem. 

-  Znalazłam  mnóstwo  starych  monet,  również  złotych. 

Pomogą  George’owi  zdobyć  Beatrice.  -  Zdumiona  Braddon 
skinęła głową. 

- W rzeczy samej. 
- Milady mnie nie zdradziła? 
-  Skądże  by,  panienko.  Dla  niej  to  przyjemna  odmiana  w 

życiu. 

-  Ubranie  George’a  zostawiłam  w  chacie  -  powiedziała 

Emma, kiedy Braddon skończyła ją ubierać i czesać. 

- Niech się panienka nie martwi. Później je przyniosę. Emma 

z mieszanymi uczuciami stanęła na progu salonu. Widok, który 
zastała,  zaparł  jej  dech  w  piersiach.  Beatrice  siedziała  przy 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

126

oknie.  Wnętrze  spowijał  półmrok,  ale  włosy  dziewczyny 
połyskiwały 

złotem. 

Glos 

brzmiał 

niezwykle 

czysto. 

Popularnej  pieśni  towarzyszyły  delikatne  dźwięki  harfy.  Nic 
dziwnego,  że George  widział  w  swej  ukochanej anioła.  Kiedy 
dojrzała Emmę, przestała grać, jakby na znak powitania. 

-  Czy  twój  brat  zdążył  się  schronić  przed  deszczem?  - 

zagadnęła uprzejmie lady Johnson. 

-  Pojawił  się  na  chwilę  i  wyszedł  znowu.  Znalazł  wspaniałe 

monety, w tym kilka złotych - oznajmiła Emma, wielkodusznie 
przypisując  George’owi  całą  zasługę.  -  Wyglądają  na  bardzo 
stare i mają na awersach rzymskie profile. George chciał, żeby 
pewien znawca potwierdził ich wartość. 

-  Naprawdę  mu  się  udało?  Są  też  złote?  Na  papie  zrobi  to 

wrażenie - zawołała uradowana Beatrice i klasnęła w dłonie. W 
tej samej chwili w salonie pojawił się sir William. 

- Co zrobi wrażenie, moja droga? - zapytał wesoło. 
-  Papo, to takie  ekscytujące,  George  odkrył  skarb.  Monety... 

niektóre złote! 

-  Mam  przeczucie,  że  znajdzie  tu  jeszcze  wiele  cennych 

rzeczy - oznajmiła Emma z głębokim przekonaniem i odsunęła 
się  od  okna  w  mroczny  kąt  na  widok  podążającego  za 
gospodarzem sir Petera. 

-  Gdzie  nasz  bohater?  Chciałbym  mu  pogratulować.  Muszę 

wyznać, że nie brałem poważnie jego poszukiwań, ale teraz... - 
Sir  William  posłał  Emmie  pytające  spojrzenie,  powtórzyła 
więc raz jeszcze, że brat wybrał się z wizytą do mieszkającego 
w sąsiedztwie znawcy starożytności. 

Lady  Titheridge  zażądała,  by  gospodarz  dołączył  do  grupki 

przy  kominku  i  zażył  ciepła,  miłego  w  deszczowy  dzień. 
Emma  wolała  zostać  w  swoim  ciemnym  kącie,  udając  wbrew 
zdrowemu rozsądkowi, że podziwia jakiś obraz. 

-  George  poczynił  zatem  niezwykłe  odkrycie  -  odezwał  się 

znajomy głos. 

- W rzeczy  samej. Bardzo się cieszę. - Nie odrywała wzroku 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

127

od  malowidła  w  nadziei,  że  zniechęci  sir  Petera  do  dalszej 
konwersacji. 

- Miałaś szczęście być świadkiem tego wydarzenia? - zapytał 

sir Peter podejrzanie niewinnym tonem. 

Spłoszona pokręciła głową. 
-  Powiedział  mi,  kiedy  zajrzał  na  chwilę  do  domu,  by  się 

przebrać  -  odparła  i  dalej  wpatrywała  się  w  obraz 
przedstawiający dwa słodkie do mdłości spaniele. 

- Szczęściarz, ma siostrę, która... potrafi dzielić jego radości. 
-  Życzę  mu  jak  najlepiej.  Łacno  zgadnąć,  że  rzymskie 

starożytności  nie  są  jedynym  powodem,  który  go  tu  trzyma  - 
odparła spoglądając na Beatrice. 

-  Tak,  inne  powody.  Jest  śliczna  -  przyznał  i  obrzucił  córkę 

gospodarzy pełnym uznania spojrzeniem. 

Emmę  zastanowiło,  skąd  u  niego  to  bystre  oko  znawcy 

kobiet.  Z  tego,  co  mówiła  lady  Titheridge,  był  raczej 
odludkiem,  rzadko  bywał  w  towarzystwie  i  niewiele  uwagi 
poświęcał pannom na wydaniu. Tę jednak zauważył, pomyślała 
ponuro. 

-  Czy  George  dołączy  do  nas  wkrótce?  Wiele  by  dała,  żeby 

wiedzieć, jakie też myśli kryły się pod tą obojętną miną. 

-  Nie  potrafię  powiedzieć.  To  zależy  od  tego,  czy  zastanie 

znajomego.  Gdy  spotykają  się  ludzie,  których  łączy  wspólna 
pasja, łacno tracą poczucie czasu. 

- To prawda - odparł  i  skinął  głową. - Ja też się zapominam, 

kiedy przychodzi do mojej egipskiej kolekcji. Interesowałaś się 
kiedyś  starożytnościami?  -  zapytał  i  przysunął  się  tak,  że 
niemal odgrodził Emmę od malowanych spanieli. 

-  Och,  tak. Są  fascynujące,  ale  obawiam się,  że  młoda dama 

może o nich tylko czytać. 

- A lady Hester Stanhope? Prowadzi życie pełne przygód. 
-  Ja...  nie  chcę  wywoływać  skandali.  Gdybym  miała 

wędrować  po  świecie,  to  tylko  z  mężem,  ale  tęsknię  za 
podróżami. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

128

- Rzym? Egipt? Wschód? 
- Rzym na pewno. - Nachyliła głowę z namysłem. - Egipt też, 

ale orientalne podróże wydają się zbyt dalekie. 

- Ciekawe. 
-  Chciałabym  zobaczyć  kiedyś  twoją  egipską  kolekcję  - 

powiedziała wkraczając na niebezpieczny grunt. 

-  Musimy  ułożyć  to  z  twoją  matką,  niechby  cię 

przyprowadziła któregoś dnia. 

-  Z  mateczką?  Wykluczone.  Zemdlałaby  na  widok  mumii  - 

zaoponowała  Emma  nie  zdając  sobie  sprawy,  co  właśnie 
powiedziała. 

Sir Peter zachował kamienną twarz. 
-  Zatem  poprosimy  cioteczkę.  Zapraszam  zaraz  po  powrocie 

do Londynu. 

-  Przyjechałam  zobaczyć,  jak  się  tu  żyje  George’owi  - 

oznajmiła nie wiedzieć po co. 

- Rozumiem - odparł uprzejmie. 
- Chciałabym poznać bliżej Beatrice i jej uroczych rodziców. 

Być  może  wkrótce  połączą  nas  więzy  familijne  -  wyjaśniła 
otwarcie. 

- To bardzo możliwe - przytaknął dwornie. 
-  No  -  rzekła  głosem  osoby,  która  skończyła  załatwiać 

interesy  -  a  jak  tam  twoje  sprawy?  Co  powiada  agent  z  Bow 
Street?  Znajdzie  tego  łajdaka,  który  próbował  się  do  ciebie 
włamać? 

- Znajdzie - odparł sir Peter z błyskiem w oku, tym błyskiem, 

który tak działał jej na nerwy. Nie sądziła, by kpił sobie z niej, 
na to był zbyt dobrze wychowany. Jednak w jego głowie działo 
się coś czego nie potrafiła odgadnąć. 

- Zadowolony jesteś ze strażnika, który pilnuje domu w nocy? 

Zapewne tak, inaczej  nie opuściłbyś  Londynu - odpowiedziała 
sama na własne pytanie. 

-  Uszy  ma  jak  kalafiory,  ale  złoty  chłopak,  a  przy  tym 

wielkolud zdolny odstraszyć największego śmiałka. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

129

-  Całe  szczęście.  Nie  chciałabym,  żeby  ktoś  starł  mumię  na 

proszek przeciwko podagrze. 

Sir  Peter  zmarszczył  brwi,  a  Emmie  serce  uciekło  w  pięty. 

Nie powinna wiedzieć o leczniczych właściwościach mumii. 

-  George  mi  o  tym  mówił  -  rzuciła  pospiesznie.  Sir  Peter 

natychmiast się rozpogodził. 

- Podano do stołu, milady - oznajmił służący. 
Emma odetchnęła z ulgą. 
Sir  Peter  powiódł  do  stołu  lady  Johnson.  Sir  William  podał 

ramię lady Titheridge. Kiedy Emma zobaczyła, że wyznaczono 
jej  miejsce  obok  sir  Petera,  posłała  Beatrice  pytające 
spojrzenie. Ta wzruszyła tylko nieznacznie ramionami na znak, 
że nie ma z tym nic wspólnego. 

Emma zdjęła rękawiczki, położyła je na kolanach i pozwoliła, 

by  służący  nakładał  jej  na  talerz  obfite  porcje.  Po  porannym 
zwiedzaniu  i  popołudniu  spędzonym  przy wykopie umierała  z 
głodu. 

- Wiejskie powietrze zaostrza apetyt - stwierdził sir Peter. 
-  W  rzeczy  samej  -  odparła  i  zerknęła  na  dłonie.  Były  co 

prawda czyste, ale pod paznokciami tkwił brud, co nie przystoi 
damie.  Co  począć?  Gdyby  siedziała  po  drugiej  stronie  stołu, 
nie  miałoby  to  najmniejszego  znaczenia.  Tymczasem  tkwiła 
obok  sir  Petera.  Jeśli  dostrzeże  brud  pod  jej  paznokciami, 
zacznie  się  zastanawiać,  jak  mógł  się  tam  dostać  podczas 
zwiedzania kościoła.  Powiedziała  mu, że  nie  była dzisiaj przy 
wykopie. Po przyjeździe zażywała jakoby drzemki. 

Męczyła  się tak,  dopóki  nie  przypomniała  sobie,  że sir Peter 

jest krótkowidzem. Odetchnęła i zaczęła jeść normalnie. 

- Bardzo wypełniony miałaś ranek? - zapytał uprzejmie. 
- Och, tak - odparła myśląc o pięknym wnętrzu kościoła. 
-  Przeprowadzałaś  poszukiwania,  czy  nie  tak?  Posłała  mu 

najbardziej  niewinne  spojrzenie,  zupełnie  nie  rozumiejąc,  do 
czego zmierza. 

Z nieznacznym uśmiechem wskazał na jej dłonie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

130

- To wyjątkowo nieładnie zwracać  mi uwagę - powiedziała  z 

wymuszonym uśmiechem. 

A  więc  przyłapał  ją.  Może  jakoś  uda  się  jej  uratować. 

Gorączkowo szukała wyjścia. 

- Ścinałam geranium, stąd pewnie ten brud. Nie mam pojęcia, 

dlaczego go nie domyłam. Widocznie bardzo się spieszyłam. 

- Rozumiem. 
Zachodziła w głowę, jakim sposobem dojrzał taki drobiazg. 
Kiedy  panie  miały  przejść  po  kolacji  do salonu,  okazało  się, 

że  w  domu  baroneta  panują  inne  niż  wszędzie  zasady,  a  to 
przez  wzgląd  na  lady  Johnson.  Wszyscy  równocześnie 
podnieśli  się  od  stołu;  panowie  pili  swoje  porto  przy  ogniu 
kominka,  w  towarzystwie  uroczych  pań,  jak  to  określił  z 
wdziękiem sir William. 

Emma pospiesznie wciągnęła rękawiczki i usadowiła się przy 

oknie, skąd miała widok na rozległe pola. Zaraz przyłączył się 
do niej sir Peter z kieliszkiem porto w dłoni. 

-  Chodźcie  tu  do  ognia,  wy  dwoje.  Zagramy  w  crambo  - 

zakomenderowała lady Titheridge. 

Emma  wyślizgnęła  się  niczym  węgorz  i  czym  prędzej  zajęła 

krzesło  obok  Beatrice.  Resztę  wieczoru  spędziła  na 
bezpiecznych pozycjach,  modląc  się,  by trzymać  się do końca 
jak najdalej od tego niebezpiecznego człowieka. 

Miała  nadzieję,  że  wyjedzie,  chociaż  cząstka  jej  duszy 

radowała  się  widokiem  jego  twarzy.  Czy  kiedyś  jakaś  panna 
popadła w podobne tarapaty? 

 
 

12 

Gdy weszła następnego dnia rano do pokoju śniadaniowego  i 

ujrzała  przy  stole  sir  Petera,  jej  dłoń  powędrowała  do 
muślinowej  kryzy.  Tak  ją  polubiła,  że  chociaż  siniaki  prawie 
zniknęły,  nadal  ją  wkładała.  Teraz  nerwowo  muskała  materiał 
palcami. Co też Dancy powie po wczorajszym wieczorze? 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

131

-  Dzień  dobry,  panno  Cheney  -  zagadnął  wesoło.  Rześki 

wygląd  wskazywał,  że  sir  Peter  nie  miał  kłopotów  z 
zaśnięciem. 

-  Rzeczywiście  dobry  -  odparła  głosem  rozmyślnie wyższym 

niż zwykle. 

Spojrzał na nią bacznie. 
-  Naprawdę  jesteś  uderzająco  podobna  do  brata.  Zapewne 

wszyscy  ci  to  powtarzają.  Moglibyście  być  bliźniakami. 
Zadziwiające. 

W  ślad  za  Emmą  w  pokoju  pojawiła  się  Beatrice.  Z 

uśmiechem  podeszła  do  bufetu,  by  nałożyć  sobie  porcję 
jedzenia. 

-  To  naprawdę  niezwykłe,  jak  bardzo  są  do  siebie  podobni. 

Rzeczywiście  mogliby  być  bliźniakami.  Emma  jest  trochę 
niższa,  ale  tylko  odrobinę.  Nawet  głosy  mają  podobne.  Być 
może  dlatego  od  razu  poczułam  do  Emmy  taką  sympatię  - 
powiedziała z szelmowskim błyskiem w oku. 

Sir Peter zbity z tropu, że tak skwapliwie zgodzono się z jego 

osądem, wodził wzrokiem od jednej panny do drugiej. 

Pewniejsza  już,  gdy  poczuła  wsparcie  Beatrice,  Emma 

podeszła  za  nią  do  bufetu,  by  przygotować  sobie  skromne 
śniadanie,  po  czym  usiadła  naprzeciwko  sir  Petera  gotowa 
odpierać jego badawcze spojrzenia. 

- Czy George jest w domu? - zapytał sir Peter. 
- Chyba jeszcze śpi. Braddon mówi, że wrócił wczoraj bardzo 

późno. Przesłał mi liścik. - Emma upiła łyk herbaty. 

- Nie trzy maj że nas w niepewności - fuknął sir Peter. 
- Wybiera się do Londynu, bodaj w sprawie monet - udzieliła 

niejasnej odpowiedzi. 

-  Och,  mam  nadzieję,  że  warte  są  fortunę  -  westchnęła 

Beatrice. 

-  Ma  zamiar  je  sprzedać?  -  zapytał  sir  Peter;  zabrzmiało  to 

niestosownie, ale taką już miał naturę, że dbał o maniery, kiedy 
mu to było wygodne. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

132

- Nie potrafię powiedzieć - odparła Emma. 
-  Mogliśmy  byli  jechać  razem  do  Londynu.  Diablo 

nieuchwytny  z  niego  człowiek,  muszę  powiedzieć.  -  Sir  Peter 
dopił swoją kawę, powtórzył, że wraca do stolicy, że zamierza 
zatrzymać się po drodze u przyjaciela, po czym poszedł szukać 
sir Williama, by się z nim pożegnać i podziękować za gościnę. 

Emma odetchnęła z ulgą, słysząc cichnące w oddali kroki. 
-  W  pełni  się  z  tobą  zgadzam  -  powiedziała  Beatrice  i 

uśmiechnęła się serdecznie. 

-  Dotąd nigdy  w życiu  nikogo  nie  oszukałam. Nie  wiem,  jak 

wybrnąć z tego galimatiasu. - Emma z kwaśną  miną wstała od 
stołu zostawiając nie dokończone śniadanie. 

Obydwie panny  przeszły  do  salonu,  gdzie czekały  na odjazd 

sir  Petera.  W  końcu  usłyszały  głośne,  pospieszne  kroki  na 
schodach.  Emma  zerknęła  do  holu,  gdzie  stała  już  torba 
Dancy’ego;  on  sam  zniknął  w  gabinecie  sir  Williama.  Nim 
zdążyła się cofnąć, był z powrotem w sieni. 

-  Tu  jesteś.  Zatem  do  widzenia.  -  Ujął  jej  dłoń.  Oczywiście 

zdążyła  wyczyścić  paznokcie,  poprosiła  nawet  Braddon,  by 
dostarczyła jej na wszelki wypadek gałązkę geranium. 

- Kiedy zamierzasz wrócić do miasta? 
-  Och,  nie  wiem.  Jutro,  może  pojutrze.  Twoja  ciotka  unika 

podróżowania  w  niedzielę,  więc  wyjedziemy  zapewne  w 
poniedziałek. 

Nadal  trzymał  jej  dłoń.  Poruszona  jego  bliskością,  miała 

ochotę rzucić mu się  na szyję  i wypłakać żałosną  prawdę. Czy 
wybaczyłby  jej?  Ludzie  nie  lubią  być  zwodzeni.  Wnosząc  ze 
sposobu,  w  jaki  zareagował  na  próbę  włamania  i  postrzelenie 
Radleya,  musiał  mieć  porywczą  naturę.  Co  by  rzekł,  gdyby 
wyznała mu prawdę? 

-  Do  zobaczenia  w  Londynie.  Przekaż  George’owi  życzenia 

wszystkiego najlepszego. - Puścił jej dłoń i już miał odejść, ale 
jeszcze  raz  się  odwrócił.  -  Ach,  i  powiedz  mu,  że  raz  jeszcze 
chciałbym  go  prosić  o  pomoc.  Agent  z  Bow  Street  zamyśla 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

133

pułapkę  na  złodzieja.  George  mógłby  mi  się  przysłużyć.  Poza 
tym  czekają  nas  lekcje  fechtunku  -  dodał  z  przekornym 
błyskiem w oku. 

Zakłopotana,  że  nie  potrafi  odgadnąć  jego  myśli,  skinęła 

tylko głową. Raz jeszcze na ratunek przyszła jej Beatrice. 

-  Przypomnę  Emmie,  by  przekazała  wszystko  George’owi  - 

obiecała  solennie,  za  co  została  obdarzona  uśmiechem,  który 
zniewoliłby  każdą  kobietę.  Beatrice,  zakochana  w  George’u, 
była co prawda uodporniona, ale Emmie mimo wszystko serce 
ścisnęło  się  z  zazdrości.  Całkiem  niepotrzebnie,  gdyż  właśnie 
posyłał jej uśmiech jeszcze wspanialszy. 

- Do zobaczenia - rzekł i już go nie było. 
-  Dzięki  Bogu.  Wy  dwoje  krzeszecie  takie  iskry,  że  i  hubki 

nie trzeba - powiedziała Beatrice wachlując się chusteczką. 

-  Niedorzeczność  -  stanowczo  zaprzeczyła Emma.  - Do  lady 

Amelii  Litleton  uśmiecha  się  tak  samo.  Sama  widziałam  w 
Almack. 

- Byłaś w Almack? - wykrzyknęła zachwycona Beatrice. 
-  Opowiedz  mi.  Jakie  tam  stroje  noszą?  Widziałaś  księżnę 

Esterhazy?  Jest  taka  interesująca,  jak  powiadają?  To  prawda, 
że jedzenie jest okropne? 

Fanny  usiadły  na  kanapce  koło  okna  i  zatopiły  się  w 

przyjacielskiej  rozmowie.  Godzinę  później  tak  zastał  je 
George. 

- Idę do wykopu - oznajmił. - Mam nadzieję, że nasz gość już 

wyjechał i że jestem bezpieczny? 

- W istocie - odparła Beatrice. 
-  Powiedziałam  mu,  że  pojechałeś  do  Londynu  w  sprawie 

znaleziska.  Spodziewa  się  tam  z  tobą  spotkać  -  powiedziała 
Emma  omijając  na  wszelki  wypadek  temat  lekcji  fechtunku. 
Brat nie musi wszak wiedzieć wszystkiego. 

Beatrice posłała jej zagadkowe spojrzenie, ale nic nie rzekła. 
-  Jak  długo  zamierzasz  tu  zostać?  -  zapytał  George  raczej 

przez ciekawość, niż z troski. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

134

- Do poniedziałku. 
-  Jako  dobra  chrześcijanka  lady  Titheridge  nie  podróżuje  w 

niedzielę - dodała Beatrice. 

- Będę miała sposobność przyjrzeć się twoim wykopaliskom - 

oznajmiła Emma z prawdziwą satysfakcją. 

-  Rad  jestem,  że  tak  cię  to  zajmuje.  Emma  poklepała  go 

serdecznie po ramieniu. 

- Wiem, jak bardzo pragnąłeś tego znaleziska i przykro mi, że 

nie  ty  natrafiłeś  na  monety,  ale  muszę  wyznać,  że  miałam 
radości co niemiara. 

-  Nie  powiedziałeś  nam  jeszcze,  co  mówi  twój  znawca  - 

wtrąciła Beatrice. 

- Twierdzi, że to najprawdziwsze rzymskie monety z czasów 

cesarza Honoriusza, który żył w latach 393-423 po Chrystusie. 
Wspaniałe, prawda? 

- A te złote, czy są bardzo cenne? - zapytała Emma. 
-  Tak.  Pod  ich  zastaw  będę  mógł  opłacić  kolejne  prace 

wykopaliskowe.  -  Tu  posłał  swojej  Beatrice  rozmiłowane 
spojrzenie. 

- Czego innego się spodziewałam. - Emma nachmurzyła się. 
-  Nie  trap  się.  Niedługo  już  będę  mógł  prosić  o  rękę  mojej 

najdroższej. Wierzę w to, co mówisz, siostrzyczko. W okolicy 
musi  być  więcej  cennych  starożytności.  Dlatego  idę  w  pole, 
dłużej nie zwłócząc. - Z tymi słowy wyszedł. 

Emma patrzyła przez okno, jak kroczy przez trawnik ku łące, 

gdzie był wykop. 

- Może i my byśmy poszły - mruknęła. 
-  Poczekajmy  -  uspokoiła  ją  Beatrice,  ale  widząc 

rozczarowaną  minę  Emmy,  dodała:  -  Tyle  przynajmniej,  by 
wziąć  kapelusze,  rękawiczki  i  parasolki.  Zapowiada  się 
słoneczny dzień. 

Emma się rozpromieniła. 
- Co tu jeszcze robimy? 
Po  chwili  panny  przystrojone  jak  przystoi  w  rękawiczki, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

135

słomkowe  kapelusiki  zawiązywane  pod  szyją,  z  barwnymi 
parasolkami  chroniącymi  delikatną  cerę  przed  słońcem,  szły 
już w kierunku wykopu. 

- Cóż za ulga zapomnieć na chwilę o kłopotach, a i George’a 

nie  widziałam  wieki  całe.  Mateczka  się  ucieszy,  że  ma  się 
dobrze.  Napomknę  też,  jakie  to  powody,  oprócz  wykopalisk, 
go tu zatrzymują. 

-  Twoja  mateczka...  -  zaczęła  Beatrice  z  wahaniem  -  czy 

może być niechętna naszemu związkowi? 

-  Boże  uchowaj,  będzie  zachwycona.  Przekonasz  się.  Darzy 

George’a szczególnym uczuciem. 

Nawet  jeśli  Emma  była  zazdrosna  o  miłość  matki  do  brata, 

nigdy nie dałaby tego po sobie poznać. 

-  Pospieszmy  się,  bo  George  gotów  coś  znaleźć,  zanim 

dojdziemy! - zawołała. 

 
P
eter  zamyślony  zmierzał  w  kierunku  Londynu.  W  Dorking 

zboczył  na  północ,  by  odwiedzić  starego  przyjaciela,  sir 
Davida  Percy’ego,  lorda  Leighton,  który  niedawno  zakończył 
długi  miesiąc  miodowy.  Chciał  też  spotkać  się  z  młodą 
oblubienicą, a swoją kuzynką, Elizabeth z domu Dancy. Liczył 
na jej radę. 

Im więcej rozmyślał, tym  więcej  się troskał. Niełatwo będzie 

uśmierzyć  gniew  panny  Cheney,  kiedy  się  dowie  o  jego 
podstępie.  Szachrowała,  to  prawda,  ale  powinien  był  r  dać 
jakoś  znać,  że  dawno  przejrzał  grę.  Im  dłużej  trwała  ta 
mistyfikacja, tym bardziej rzecz się wikłała. 

W  domu  kuzynki  powitano  go  z  otwartymi  ramionami.  Nie 

uszła  jego  uwagi  ani  wzajemna  czułość  małżonków,  ani 
odmienny stan pani. Teraz rozumiał, czemu  nie przyjechali na 
sezon  do  Londynu.  Zagadnięty  -  w  sposób,  przyznajmy, 
niezwykle  subtelny  -  o  powód  nieoczekiwanej  wizyty, 
westchnął i tak zaczął: 

- Trzeba mi twej rady, Elizabeth. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

136

 
J
eśli  chcesz  mojej  rady,  zapomnij  o  całej  sprawie  -  mówiła 

Beatrice,  gdy  czekały  na  ekwipaż  lady  Titheridge.  -  Nie  do 
pomyślenia  pokazywać  się  ludziom  na  oczy  w  pluderkach! 
Fechtować!  -  Zamilkła  na  chwilę,  po  czym  zapytała:  -  Jak  to 
jest? 

- Prawdę mówiąc; pludry są nadzwyczaj wygodne. Dozwalają 

swobodę w ruchach, całkiem  inaczej  niż  suknia. A fechtunek? 
Cóż, bardzo dobra zabawa. 

- Chociaż musisz nosić kryzę? - Beatrice zerknęła na misterną 

ozdobę z muślinu. 

-  Chyba  już  przy  niej  zostanę.  Taka  mała  ekstrawagancja  - 

odparła Emma z delikatnym uśmiechem. 

-  Będę  tęskniła  za  tobą,  myślała  o  tym,  jak  zaglądasz  w 

paszczę lwu, robisz szpadą i przeżywasz rozmaite podniecające 
przygody. Pewnie będziesz się nudzić, kiedy znów staniesz się 
sobą. 

-  Nie  mogę  się  już  doczekać  -  odparła  żałośnie  Emma. 

Pożegnanie  było  krótkie,  bo  przez  tych  kilka  dni  wielka  się 
zawiązała  zażyłość  i  wszystkim  trudno  było  się  rozstawać. 
Pośród  obietnic  szybkiego  spotkania  i  życzeń  dobrej  drogi 
Panie z żalem opuściły dom sir Williama. 

- Upewniłaś się, że George zdrów i szczęśliwy - powiedziała 

stara dama, gdy wyjechały na drogę wiodącą do Londynu. 

- I że nie ma na razie zamiaru wracać do Londynu. 
-  Powinnaś  wspomnieć  rodzicom,  że  zanosi  się  na 

małżeństwo. Lepiej ich uprzedzić - poradziła lady Titheridge. 

- Tak też uczynię - zapewniła ją Emma, po czym zapytała: 
- Czy wiadomo, madame, dlaczego lady Johnson musi jeździć 

na wózku. 

-  Przed  laty  nieszczęśliwie  upadła.  Dlatego  nie  mają  więcej 

dzieci. Sir William okazuje jej wiele starania. 

Emma  pogrążyła  się  w  myślach.  Po  powrocie  do  domu 

znowu  czeka  ją  gra  z  sir  Peterem.  Powinna  wysłać  następny 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

137

projekt  do  magazynu.  Nawet  nie  zajrzała  do  ostatniego 
numeru,  nie  sprawdziła,  czy  wydrukowano  w  nim  poprzedni 
model. 

W Londynie była następnego dnia późnym popołudniem. 
-  Ach,  mój  najdroższy  George.  W  jakim  znalazłaś  go 

zdrowiu? Cóż za pędziwiatr z niego. - Pani Cheney biegała po 
salonie wymachując chusteczką i solami trzeźwiącymi. 

Emma  posadziła  matkę  i  opowiedziała  jej  odpowiednio 

zmienioną  wersję  spotkania  z  bratem.  Wspomniała  o  wizycie 
sir Petera, na wypadek, gdyby ten przeklęty człowiek zamierzał 
opowiadać pani Cheney o swoich podróżach. 

-  Wyobraź  sobie,  mamo,  że  George  znalazł  całą  masę 

rzymskich monet, w tym złote. Wierzy, że znajdzie więcej i że 
będzie mógł poślubić Beatrice. 

Pani  Cheney  nie  była  uszczęśliwiona,  gdy  dowiedziała  się  o 

afekcie syna. 

- Spodobała ci się panna? 
-  George  nie  mógł  znaleźć  trafniejszego  określenia,  kiedy 

nazwał  ją  aniołem.  Poza  tym  jest  jedyną  dziedziczką  bardzo 
bogatego  ziemianina.  To  świetny  gospodarz,  powszechnie 
szanowany w okolicy. 

Pani Cheney zaczęła się uśmiechać. 
- To brzmi dość obiecująco. Ach, sir Peter zostawił liścik dla 

ciebie. Leży chyba  na stoliku w  holu - rzuciła pani Cheney od 
niechcenia, najwyraźniej zajęta myślami o ukochanym synu. 

Powstrzymując  się  od  pośpiechu,  Emma  poszła  po  list. 

Przeczytała go dwukrotnie. 

- Zaprasza mnie na przejażdżkę jutro po południu. Mogę? 
-  Słucham?  A,  tak  -  odpowiedziała  pani  Cheney  ciągle 

nieobecna duchem. 

Emma  zamknęła  się  w  swoim  pokoju  i  chociaż  nie  miała 

szpady,  poczęła  ćwiczyć  wypady,  ciosy,  gardy.  Nie  była 
pewna,  czy  wszystko  dobrze  zapamiętała,  ale  sir  Peter 
powinien się cieszyć, gdy da mu okazję do korekt. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

138

Dlaczego  chce  zabrać  ją  na  przejażdżkę?  A  może  ona 

doszukuje się ukrytych motywów tam, gdzie ich nie ma? Może 
on  chce  po  prostu  utrzymywać  dobre  stosunki  z  rodziną 
Cheneyów? 

Z rozmyślań wyrwało ją pukanie do drzwi. 
-  Przysłano  kwiaty,  panienko  -  oznajmiła  Fanny.  W 

ramionach  trzymała  bukiet  kwiatów  od  sir  Petera.  Gdy 
zniknęła,  Emma  usiadła  w  ulubionym  fotelu  przy  oknie  i 
pogrążyła się w marzeniach, w których nie musiała oszukiwać i 
w  których  sir  Peter  zachwycał  się  jej  ciemnymi  lokami  i 
szarymi oczami. 

Następnego popołudnia, ubrana w swoją najładniejszą suknię 

do przejażdżek i czarny spencerek, nerwowo krążyła po pokoju 
poprawiając stale rękawiczki. 

- A jeśli zaprosił mnie tylko po to, by powiedzieć, że przejrzał 

moją  mistyfikację?  -  zapytała  swego  odbicia  w  lustrze.  -  Nie 
wiem, czy to zniosę. 

-  Sir  Peter  przyjechał  -  zaanonsowała  Fanny.  O  tej  porze 

socjeta nie wyjeżdżała  jeszcze  na przejażdżki, ale Emma na to 
nie zważała. W jej sytuacji nie miało to żadnego znaczenia. 

-  Dzień  dobry,  sir  Peter  -  powiedziała  trochę  drewnianym 

głosem, gdy po chwili zeszła na dół. 

- Gotowa? - Jeśli  nawet czuł się urażony, że pani Cheney go 

nie  przyjęła,  nie  okazał  tego.  Z  salonu  dobiegały  głosy  trzech 
nierozłącznych  dam  omawiających  zapewne  zalety  uroczej 
Beatrice Johnson. 

Dzień był śliczny, niebo bezchmurne, a zapach świeżo ściętej 

trawy  i  kwiatów  wywoływał  uśmiech  na  twarzy  Emmy.  Była 
radosna  jak  trzpiotka.  Sir  Peter  nie  przysłałby  jej  kwiatów, 
gdyby  miał  zamiar  ją  zdemaskować.  Pełna  dobrych  myśli 
cieszyła się spacerem. 

-  Piękne  kwiaty,  sir  Peter  -  powiedziała  w  pewnym 

momencie. 

- Przypomnienie popołudnia w Sussex. Pobladła na te słowa. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

139

Czyżby wiedział? Zamyśla ją oskarżać? 

-  Pomyślałem,  że  będzie  ci  miło  wspomnieć  wizytę  u  sir 

Williama.  Miałem  wrażenie,  że  dobrze  się  czujesz  na  wsi  - 
powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie. Odetchnęła. 

-  Rzeczywiście.  Kwiaty  przypomniały  mi  wieś.  To  bardzo 

miło z twojej strony. 

-  Czy  widzisz  to  co  ja?  -  spytał  na  widok  zbliżającego  się 

powozu. 

- Wielkie nieba, lady Amelia i pan Swinburne! Nie sądziłam, 

że posuną się tak daleko. 

-  Ten  człowiek  jest  raczej  źle  widziany.  Wiem  z  pewnego 

źródła,  że  nie  chciano  przyjąć  go  do  White’a  -  szepnął  sir 
Peter. 

-  Tak?  A  mnie  mówił  George,  że  ma  mnóstwo  wierzycieli. 

Tak przynajmniej słyszał. 

- Prawda. Ja też to słyszałem. Masz jakiś wpływ na Amelię? 
Emma  nie  odpowiedziała,  gdyż  zrównali  się  właśnie  z 

wytwornym  powozikiem  pana  Swinburne’a,  wykonanym 
podług ostatniej mody. 

- Swinburne - przywitał się sir Peter. 
- Lady Amelio - przemówiła Emma, jak przystoi damie. 
-  Nie  widziałam  cię  w  ostatnich  dniach,  a  tyle  mam  ci  do 

opowiedzenia. Umówmy się na pogawędkę. 

Amelia  z  zakłopotaniem  spojrzała  na  Swinburne’a,  jakby  u 

niego szukała pomocy. 

-  Mówiłaś,  zdaje  się,  że  jutro  rano  jesteś  wolna  -  podsunął 

dandys,  strzepnął  z  rękawa  nie  istniejący  pyłek,  po  czym 
obdarzył Emmę lodowatym uśmiechem. 

- Zatem jutro rano? - powiedziała z wahaniem Amelia. Emma 

skinęła głową i powozy ruszyły każdy w swoją stronę. 

-  Albo  ja  się  mylę,  albo  tu  dzieje  się  coś  dziwnego.  Jak  ona 

może  radzić  się  tego  wstrętnego  ropucha?  -  głośno 
zastanawiała się Emma. 

- Zdaje mi się, że pojawił się kiedyś w twoim salonie - rzucił 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

140

obojętnie sir Peter. 

-  To  sprawa  mojej  mateczki.  Szybko  zorientował  się,  jak 

mamy mam posag w porównaniu z Amelią - wyjaśniła Emma z 
godnością. 

- Obchodzi cię los Amelii, prawda? 
- Bardzo. Ma tytuł, pieniądze, urodę, ale  ma też dobre serce. 

Nie chcę, żeby ktoś wystrychnął ją na dudka. 

-  Dobrze  powiedziane  -  skwitował  sir  Peter.  Emma 

zastanawiała się, co też jej towarzysz może czuć do 

Amelii.  Nie  bardzo  mogła  uwierzyć,  by  wolał  ją  niż  jej 

piękną przyjaciółkę. 

 
T
ego  wieczoru  Almack  huczało  od  domysłów.  Jedni 

powiadali,  że  Napoleon  pobił  lorda  Wellingtona  i  że  armia 
poniosła  straszliwe  straty.  Inni  mówili,  że  setki  Anglików 
uciekły  z  Brukseli.  Pojawili  się  pierwsi  uchodźcy,  którzy 
zdołali przeprawić się z kontynentu. 

Nastrój  przygnębienia  mieszał  się  z  nadziejami  na  sukces 

Wellingtona. Nikt nie miał wielkiej ochoty na tańce. 

Lady Amelia się nie pojawiła. Emma rozmawiała z mateczką 

i  lady  Titheridge,  która  była  zdania,  że  politycy  i  dowódcy  są 
do niczego. 

- Gdybym ja miała władzę  i armię, dawno  już skończyłabym 

z  Napoleonem.  Co  za  niedorzeczność  zesłać  tyrana  na Elbę,  a 
potem pozwolić  mu uciec. Głupcy! - oznajmiła kiwając głową 
spowitą w turban zdobny klejnotami. 

Emma przestała interesować się wojną, gdy tylko dojrzała sir 

Petera pogrążonego w rozmowie  z przyjaciółmi. Kiedy  i on ją 
zobaczył, przerwał konwersację i ruszył w jej stronę. 

-  Uczynisz  mi  honor,  panno  Cheney,  i  zatańczysz  ze  mną?  - 

zapytał przywitawszy się z paniami. 

-  Z  przyjemnością,  sir  Peter  -  odparła  zastanawiając  się,  czy 

jest rozczarowany nieobecnością Amelii. 

- Jak twoja kolekcja, czy bezpieczna? Ciągle masz strażnika z 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

141

uszami jak kalafiory? - zapytała w tańcu. 

- Owszem - odparł z uśmiechem. - Harry Porter zaś penetruje 

londyńskie  spelunki.  Twierdzi,  że  wpadł  na  trop,  ale  na  razie 
nie chce zdradzić nic więcej. 

Emmę przeszedł  dreszcz  na  myśl  o  złodzieju  nie  wahającym 

się strzelać do każdego, kto stanie mu na drodze. 

- Dajmy spokój. Dość  mamy strapień. Cały naród. - Powiódł 

po sali smutnym wzrokiem. 

-  Wierzysz  w  to,  że  Wellington  przegrał  bitwę?  -  zapytała 

zatroskana Emma. Jej  słabowita  mateczka ciągle lękała się, że 
Napoleon któregoś dnia zajmie Anglię. 

-  Nie  bój  się,  Anglia  musi  zwyciężyć  -  powiedział 

przywołując  częste  powiedzenie  i  zmienił  raptownie  temat:  - 
Czy  twój  brat  jest  w  Londynie?  Chciałbym,  żeby  odwiedził 
mnie jutro rano. Powiedz  mu, że pragnę porozmawiać z nim o 
kolekcji.  I  przypomnij,  że  następna  lekcja  fechtunku  będzie 
dotyczyła taktyki. 

Emma  z  trudem  przełknęła  ślinę  i  skinęła  głową,  lękając  się 

wyrzec  słowo.  Gdy  milczenie  zaczęło  się  przeciągać,  dobyła 
wreszcie głosu: 

- Porozmawiam  z nim po powrocie do domu. Mam  nadzieję, 

że  cię  odwiedzi,  chociaż  ma  umówione  spotkanie  przed 
południem - powiedziała myśląc o Amelii. 

- Rzeczywiście. 
Znowu  nie  potrafiła  odgadnąć,  co  mogło  kryć  się  za  jego 

słowami. 

 
 

13 

Jak wyglądam? - zapytała Emma niezawodną Braddon. 
-  Bardzo  dobrze.  Niech  już  panienka  idzie,  żeby  później 

zdążyć do domu na spotkanie z lady Amelią. 

Zbiegła  lekko  po  schodach,  chwaląc  w  myślach  wygodne 

pluderki.  Na  Bruton  Street  nie  wchodziła  już  tak  pewnym 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

142

krokiem.  Nie  wiedząc,  czego  się  spodziewać  po  sir  Peterze, 
poszła do gabinetu, gdzie zastała go - stał nachylony nad jedną 
z gablot. 

-  Witaj  -  powiedziała  usiłując  naśladować  głos  George’a.  - 

Nie będę mógł długo zabawić. W czym mogę ci pomóc? 

-  Twoja  siostra  wspomniała,  że  jesteś  umówiony.  Śliczna 

panna  -  mruknął  nie  odrywając  wzroku  od  gabloty  i 
przekrzywiając głowę to w lewo, to w prawo. 

Emma  modliła  się,  by  nie  spiec  raka  słysząc  ten  duser. 

Bąknęła coś pod nosem i też nachyliła się nad gablotą. 

-  Przyniosłeś  naszyjnik  do  domu!?  Przecież  miał  być  w 

depozycie! - zawołała przerażona. 

- Może przynęcę tym sposobem złodzieja. 
- Nie lepiej było zamówić kopię? 
- A  gdzie znalazłbym  uczciwego  jubilera, któremu  mógłbym 

zlecić  takie  zadanie?  Podmieniłby  kamienie  i  sprzedał  bez 
najmniejszego trudu - powiedział podnosząc w końcu głowę. 

-  Że  też  Francuzów  stać  jeszcze,  by  kupować  cokolwiek.  Z 

tego,  co  czytałam  w  gazetach,  wynika,  że  Napoleon 
doprowadził kraj do bankructwa. 

-  Zawsze  znajdzie  się  ktoś  z  pieniędzmi.  No,  powiedz,  co 

myślisz o zmianach? 

Emma rozejrzała się uważnie po gabinecie. Szklarze wprawili 

nową  szybę,  na  ścianach  wisiało  kilka  z  jej  szkiców  oraz 
objaśnienia dotyczące poszczególnych eksponatów. 

- Zupełnie jak w muzeum - powiedziała w końcu. 
-  Zaprosiłem  kilku  znajomych,  żeby  zobaczyć,  jakie  to  na 

nich  wywrze  wrażenie.  Przyjdziesz?  -  rzucił  od  niechcenia, 
kierując  się  do  drzwi  i  oczekując  najwyraźniej,  że  George 
pójdzie za nim. 

-  Kiedy?  -  Nie  miała  najmniejszej  ochoty  pokazywać  się 

ludziom w tym  przebraniu.  Dopóki  maskarada  ograniczała się 
do nich dwojga, nie było to tak ryzykowne. 

- Dzisiaj  po  południu.  Wczoraj  wysłałem zaproszenia, ale  że 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

143

spodziewałem  się  widzieć  cię  dzisiaj  rano,  więc  proszę 
osobiście. 

- Niestety, mój stary, popołudnie mam już zajęte - zełgała nie 

troszcząc się nawet o wymówkę. 

-  Szkoda.  Cóż,  zacznijmy  zatem  lekcję,  skoro  musisz 

wcześnie  wyjść.  Twoja  siostra  też  się  umówiła  na 
przedpołudnie, z lady Amelią. 

-  Uhu  -  mruknęła  uznawszy,  że  najlepszą  tarczą  będą 

możliwie niejasne odpowiedzi. 

Wybrał szpady, podał Emmie maskę i stanęli na macie zwaną 

piste. 

-  Taktyka  -  zaczął  sir  Peter  -  to  umiejętność  oceny 

przeciwnika i użycia broni zależnie od sytuacji. 

- Nie mam zamiaru stawać z nikim do walki ani brać udziału 

w pojedynku - zaoponowała Emma. 

-  Możesz  nie  mieć  zamiaru,  ale  dobrze  jest,  kiedy  człowiek 

potrafi się bronić, gdy zajdzie potrzeba. 

Zaczęli  ćwiczyć.  Emma  rozluźniła  mięśnie  gotując  się  na 

kolejną  trudną  sesję.  Co  prawda  lekcja  miała  być  krótka,  ale 
wszystko wskazywało, że za to intensywna. 

Dlaczego  po  prostu  nie  odmówiła,  kiedy  zaproponował,  że 

będzie  ją  uczył?  Być  może  chciała  poznać  to  męskie  zajęcie. 
Poza tym miłe jej było towarzystwo sir Petera. 

Podniosła  szpadę  w  pozdrowieniu  i  pomyślała,  jakże  by  to 

było  wspaniale  stać  teraz  naprzeciwko  niego  we  własnej 
osobie,  wydobyć  z  niego,  co  w  nim  najlepsze,  choć  obawiała 
się,  że  może  to  przekraczać  jej  możliwości.  Cóż,  praktyka 
czyni  mistrza  i  człowiek  nigdy  nie  powinien  tracić  nadziei  na 
osiągnięcie tego, co zdaje się nieosiągalne. 

- Za wolno, za wolno - zbeształ ją sir Peter, kiedy nie osłoniła 

się na czas przed jego atakiem. Był tak szybki, że omal się nie 
zderzyli.  Zatrzymał  się  krok  od  niej,  z  tym  swoim  dziwnym 
błyskiem w zielonych oczach. 

Co  też  sobie  mógł  myśleć?  Co  by  zrobił,  gdyby  stał  teraz 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

144

naprzeciwko  Emmy?  Dlaczego  zdaje  się  jej,  że  widzi  w  jego 
wzroku tęsknotę? Nie patrzyłby tak przecież, gdyby wierzył, że 
jest  George’em.  A  może  tylko  coś  się  jej  roi?  Odegnała  od 
siebie niepokojące myśli i skupiła się na lekcji. 

Cofnął się, zajął pozycję. 
- Powinieneś nie tylko umieć się bronić, ale i kontratakować. 
Pomyślała, że to ciągłe strofowanie najwyraźniej sprawia mu 

przyjemność.  Nic  nie  odpowiedziała:  słuchała  i  patrzyła,  jak 
pokazuje jej właściwe ruchy. 

- Ważne, żeby umieć wykorzystać każdy  błąd i każdą chwilę 

nieuwagi przeciwnika. No, jeszcze raz. 

Ćwiczyli  tak  długo,  że  Emma  lada  chwila  mogła  bez  tchu 

osunąć się na matę. Wreszcie spojrzał na zegar. 

-  Robi  się  późno,  puszczę  cię  już,  bo  spóźnisz  się  na  swoje 

spotkanie.  Następnym  razem  dasz  mi  lanie  -  powiedział  ze 
śmiechem. - Lubię te nasze lekcje. Mam nadzieję, że ty też? 

- Owszem - powiedziała  szczerze, szybko wdziała surducik  i 

ruszyła ku drzwiom. 

- Wybacz, że tak krótko dzisiaj zabawiłem. Wiesz, jak to jest. 

I mnie się podobają nasze lekcje. 

-  Coraz  lepiej  ci  idzie.  Nie  zdziwiłbym  się  wcale,  gdybyś 

powiedział, że ćwiczysz sam w domu. Mam rację? - Klepnął ją 
w plecy tak energicznie, że omal nie straciła równowagi. 

-  Rzeczywiście  ćwiczę  -  bąknęła  myśląc,  że  wyniesie  z 

dzisiejszej lekcji nie tylko siniaki, ale i sztywne ramię. 

W  drzwiach zatrzymała  się,  by  raz  jeszcze  mu podziękować, 

ale on zbył jej słowa machnięciem ręki. 

-  Twoje  rysunki  to  więcej  niż  podziękowanie.  Chciałbym  ci 

za  nie  zapłacić  -  uśmiechnął  się  tym  zniewalającym 
uśmiechem, który sprawiał, że uginały się pod nią kolana. 

- To niepotrzebne - burknęła szorstko. Jakże  miałaby przyjąć 

zapłatę za coś, co robiła z myślą o nim. 

-  Pomyślę  więc  o  innym  wynagrodzeniu.  Może  chciałbyś 

wziąć  udział  w  zasadzce  na  złodzieja?  To  powinno  być 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

145

naprawdę ekscytujące - nęcił. 

-  Och,  jestem  pewien,  ale  może  nie  być  mnie  wtedy  w 

Londynie. Zamierzam niedługo wracać do Sussex. 

Rozumiem 

powiedział 

sir 

Peter 

mrugając 

porozumiewawczo.  -  Beatrice  to  śliczna  dziewczyna.  Żeń  się, 
zanim kto inny  cię ubiegnie.  Wiesz  jak to jest: myszy tańcują, 
gdy kota nie czują. 

Emma  nie  wierzyła  własnym  uszom,  że  pozwala  sobie  na 

takie niewybredne żarty. Zakłopotana czym prędzej wróciła do 
lady Titheridge. 

Peter  oparł  się  o  drzwi  i  wybuchnął  długo  hamowanym 

śmiechem.  Droga  Emma  nie  wie,  w  którą  stronę  się  obrócić. 
Jak  powiedział  Radleyowi,  była  zbita  z  tropu,  a  on  chciał  jak 
najdłużej  utrzymać  ją  w  tym  stanie.  Dawszy  upust  niemądrej 
wesołości,  wrócił  do  gabinetu,  pogwizdując  pod  nosem. 
Właśnie  oglądał  nowe  zabezpieczenia,  gdy  pojawił  się  Harry 
Porter, by omówić szczegóły planu. 

Po  powrocie  do  domu  Emma  uprzedziła  Oldhama  o 

oczekiwanej  wizycie  i  pobiegła  do  swojego  pokoju  sprawdzić 
w lustrze, czy nic nie zdradza jej porannych zajęć. 

-  Przyszła  lady  Amelia  -  zaanonsowała  Fanny  i  przepuściła 

gościa. 

- Pomyślałam, że tutaj swobodniej będzie się nam rozmawiać 

-  wyjaśniła  Emma  zdziwionej  przyjaciółce,  pociągnęła  ją  ku 
fotelom pod oknem i tak posadziła, by światło padało na twarz 
Amelii, wydobywając każdą zmianę mimiki. 

Zaczęła  rozmowę  opowieścią  o  podróży  do  Sussex  i 

znalezisku George’a. 

-  A teraz, moja  droga,  powiedz  mi,  co  się właściwie dzieje  - 

zażądała,  gdy  siedziały  już  przy  herbacie  i  ciasteczkach 
imbirowych. 

Nie  zamierzała  być  aż  tak  obcesowa,  myślała  użyć  świeżo 

nabytej  znajomości  taktyki,  ale  widok  bladej,  strapionej 
twarzyczki  przyjaciółki  sprawił,  że  zapomniała  o  swoich 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

146

planach. 

-  Nic,  Emmo,  naprawdę  nic.  -  Amelia  bezwiednie  mięła  w 

dłoniach batystową chusteczkę. - Ja... ja... - jąkała się niezdolna 
wyrzec słowo. 

-  Rozumiem.  Może  ciasteczko?  -  zaproponowała  Emma, 

nalała  herbatę  do  filiżanek  i  czekała  cierpliwie,  aż  Amelia 
zdecyduje się przerwać milczenie. 

- Więc... Nie, nie mogę. Dałam słowo, że dochowam sekretu - 

powiedziała wreszcie znękanym głosem. 

- Ani bym śmiała namawiać cię do tego - zapewniła ją Emma 

zachodząc  w  głowę,  co  też  trapi  Amelię.  Cokolwiek  to  było, 
miało zapewne związek z panem Swinburne’em. Poprzedniego 
dnia w parku sprawiał wrażenie, jakby w jakiś sposób uzależnił 
ją od siebie. 

Zamiast drążyć temat, Emma zaczęła rozmawiać o pogodzie i 

możliwości  deszczu  w  środę  wieczorem,  tak  jakby  podobna 
drobnostka  mogła  powstrzymać  bywalców  Almack  ad 
obecności  na  tych  spotkaniach  przydających  każdemu 
splendoru. 

Potem  omówiła  najnowsze  kroje  sukien  i  problem  natury 

etycznej, 

przed 

którym 

stawały 

modnisie; 

kupując 

szmuglowane  do  kraju  francuskie  jedwabie  chcąc  nie  chcąc 
wspomagały wroga. 

-  Myślisz,  że  Anglia  naprawdę  jest  w  niebezpieczeństwie?  - 

szepnęła Amelia jakby w obawie, że ktoś może słyszeć. 

-  Sir  Peter  ciągle  mnie  zapewnia,  że  wszystko  skończy  się 

pomyślnie. 

Amelia westchnęła z ulgą. 
-  Miejmy  nadzieję.  Tak  teraz  niebezpiecznie  na  morzu, 

wszędzie francuskie okręty. Pomyśl o biedakach na Guemsey. 

Emma  nie  bardzo  rozumiała  troskę  Amelii o bezpieczeństwo 

żeglugi  morskiej, ale zostawiła rzecz  bez komentarza. Nic  nie 
było  w stanie  skłonić  dziewczyny,  by  zwierzyła się ze  swoich 
zmartwień, nie wspomniała też słowem o panu Swinburnie. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

147

Emma pożegnała ją pełna obaw i złych przeczuć. 
-  Miło  mi  widzieć  was  w  moim  gabinecie  starożytności, 

panowie - witał gości sir Peter tego popołudnia. 

Edward  trzymał  się  na  uboczu  obserwując  przybyłych  i  ich 

reakcje. 

Reginald  Swinburne  przechadzał  się  powoli  między 

gablotami, oglądał  ich  zawartość,  wreszcie  zbliżył się do tej  z 
naszyjnikiem. 

- Ładna błyskotka - oznajmił bawiąc się lorgnon. 
-  Błyskotka?  -  obruszył  się  Edward.  -  Toż  to  bezcenny 

klejnot. Nie znajdziesz drugiego takiego. 

-  Daj  pokój,  Worcester,  nie  każdy  potrafi  docenić  to,  co 

rzadkie  i  piękne.  Wybacz  człowiekowi.  -  Sir  Peter  widząc 
niekłamane  oburzenie  przyjaciela  próbował  go  zmitygować, 
zanim ten wszystko zepsuje i rozkwasi Swinburne’owi nos. 

-  Chlubię  się,  że  nie  gorszy  ze  mnie  koneser  niż  reszta  tu 

zebranych - napuszył się Swinburne. 

-  Doprawdy?  -  zdziwił  się  Edward  okazując  niebezpieczny 

spokój. 

-  Za  pozwoleniem,  twoja  kolekcja  jest  prawdziwie  do 

pozazdroszczenia,  z  wyjątkiem  naszyjnika  -  zawyrokował 
Swinburne  tonem  znawcy.  -  Wprost  niemożliwe,  by  te 
kamienie były prawdziwe, to imitacje. 

-  Naprawdę?  I  ja  się  nad  tym  zastanawiałem  -  powiedział 

Peter  z  wielkim  zainteresowaniem  i  przesunął  się  ze 
Swinburne’em  bliżej  Harry’ego  Portera.  W  ledwie  widoczny 
sposób  skinął  głową,  dając  znak  agentowi,  i  wdał  się  w 
rozmowę z dandysem. 

Popijając  sherry,  porto,  brandy  i  co  kto  zapragnął,  panowie 

zaczęli  dyskutować  nad  opinią  wypowiedzianą  przed  chwilą 
przez Swinburne’a. 

-  Ja  powiadam,  że  to  najprawdziwszy  klejnot.  Widziałem 

trochę  tego,  kiedym  stacjonował  w  Egipcie  -  huczał  major 
Jenkins potężnym  głosem,  niczym  na  placu defilad. A  mrugał 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

148

przy  tym  okiem,  jakby  powiadał,  że  on  już  wie  swoje  i  byle 
jegomość andronów mu wmawiać nie będzie, a podkręcał wąsa 
buńczucznie,  a  przechadzał  się  dziarsko,  a  rzucał  mordercze 
spojrzenia panu Swinburne’owi. 

Augustus,  lord  Finstersham,  był  tej  samej  opinii  co  major 

Jenkins. 

-  Kiedyśmy za  młodu  jeździli  po świecie, widywał  człowiek 

wokół Kairu mumie ułożone w sterty, niechybnie na podpałkę. 
Kto  by  podrabiał  klejnot,  kiedy  wokół  tyle  mogło  być 
prawdziwych. 

W  końcu  przeważyło  przekonanie,  że  naszyjnik  musi  być 

autentyczny. 

Major 

Jenkins 

wyszedł 

pełni 

usatysfakcjonowany,  wnosząc  po  uśmiechu,  którym  obdarzył 
sir  Petera  na  pożegnanie.  Rzecz  przesądziwszy,  panowie 
zaczęli  się  rozchodzić,  jedni  do  klubów,  inni  na  umówione 
spotkania i przejażdżki po parku. Na temat sytuacji we Francji 
dochodziły sprzeczne pogłoski, wieści zmieniały się z godziny 
na godzinę i sir Peter lękał się, czy jego plan w ostatniej chwili, 
tak blisko celu, nie spali na panewce. 

 
E
mmę zaniepokoiło to, że ani Amelia, ani pan Swinburne nie 

pojawili  się  w  środę  w  Almack.  Lady  Amelia  uwielbiała 
assemblees:  intrygi,  komeraże,  spekulacje,  całe  to  targowisko 
panien  na  wydaniu,  które  rozkwitało  w  czerwcu  pod  czujnym 
okiem matek. 

Jako  że  jej  karnecik  zapełnił  się  nie  wiedzieć  kiedy,  Emma 

nie  miała  czasu  zastanawiać  się  dłużej  nad  powodem 
nieobecności przyjaciółki. 

- Widzę, że podbiła pani Londyn, panno Cheney - powiedział 

Brummell, który podszedł do niej w przerwie między tańcami. 

-  Może,  na  chwilę  -  przyznała  wachlując  się  po  skocznych 

pląsach. 

-  Wszyscy  dzisiaj  bardziej  niż  zwykle  ożywieni  -  stwierdził 

rozglądając się po sali. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

149

Poszła za jego wzrokiem i skinęła głową. 
-  Jakby  czekając  wieści  o  Wellingtonie  ludzie  chcieli 

zapomnieć się w zabawie - przyznała. 

- Niezwykła przenikliwość u tak młodej osoby. 
- Do tego kobiety - uzupełniła i zaczęła się śmiać widząc jego 

rozbawienie. 

- Tego nie powiedziałem - zastrzegł się wtórując jej. Ledwie 

odszedł,  otoczył  ją  wianuszek  panów,  ciekawych,  co  też 
zatrzymało przy niej Brummella, ba, wywołało jego śmiech. 

Lady Amelii nadal nie było, chociaż wybiła już jedenasta. 
Emmie wydało się to dziwne. 
-  Znowu  w  kryzie.  Czyżbyś  chciała  przywrócić  styl  naszej 

miłościwej  królowej?  -  zagadnął  sir  Peter  biorąc  ją  za  rękę  i 
prowadząc do szkockiego chodzonego. 

-  Lubię  kryzy,  a  ten  taniec  do  kogo  innego  należy  - 

odparowała.  Nie  musiała  zaglądać  do  karneciku,  nie  było  tam 
nazwiska  sir  Petera.  Został  zapełniony,  zanim  Dancy  się 
pojawił. 

- Zatem został wystawiony do wiatru. Mów, żem gotów usiec 

każdego, kto śmie z tobą zatańczyć - oznajmił, gdy się spotkali 
w kolejnej figurze. 

Emma posłała mu zgorszone spojrzenie. 
- Raczysz żartować, sir. 
„Niech  go  diabli”,  to  mało  powiedzieć.  Co  za  przedziwne 

odczucia wywoływał w  niej ten człowiek. Niechęć, oburzenie, 
rozdrażnienie,  o  zimnych  dreszczach  nie  wspomniawszy. 
Drżenie  serca?  Nie  chciała  przyznać  się  do  tego,  o  czym  w 
głębi duszy aż zbyt dobrze wiedziała. 

Jej  uwagę  zwróciło  podniecenie  wśród  gości.  Ludzie  głośno 

rozprawiali zbierając się w grupki. 

- Coś się stało - wypowiedziała bezgłośnie, mając nadzieję, że 

sir Peter zrozumie. Akurat się rozdzielili w kolejnej figurze. 

Skinął głową w opowiedz! i kiedy tańczący zaczęli formować 

wianuszek,  sprowadził  ją  z  parkietu  i  podszedł  do  bawiącego 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

150

na sali członka rządu. 

- Major Percy przybył do  ministerium  wojny z posłaniem od 

lorda  Wellingtona.  Treści  listu  na  razie  nie  znam  - 
poinformował  ich  cicho  ów  przedstawiciel  władzy.  -  Dopiero 
co przyniesiono mi wiadomość. 

-  Zapewne  będziesz  waść  chciał  widzieć  się  zaraz  z 

Bathurstem - domyślił się sir Peter. 

-  Tak,  muszę  wiedzieć,  co  pisze  Wellington.  Najgorsza  jest 

niepewność.  Popatrz  na  tych  nieszczęsnych  ludzi,  oni  też 
spekulują,  co  zaszło.  -  Podniósł  dłoń  na  pożegnanie  i  zaczął 
przesuwać się do wyjścia. 

-  Kiedy  dowiemy  się  prawdy?  -  westchnęła  Emma,  gdy 

przeszli do bufetu z napojami. 

- Chcesz wyjść? 
- Tak. Na dodatek martwię się Amelią. Za nic nie opuściłaby 

wieczoru w Almack, a kiedy ostatnio ją widziałam, była czymś 
bardzo  strapiona.  Próbowałam  się  czegoś  od  niej  dowiedzieć, 
ale chyba ją spłoszyłam. Powiedziała tylko, że musi dotrzymać 
słowa. 

- To takie dziwne? 
- Tak, zważywszy, że wyraźnie chciała mi się zwierzyć. Pani 

Cheney z chęcią  przyjęła  propozycję  wyjścia. I  jej  udzielił  się 
powszechny niepokój. 

Sir Peter towarzyszył paniom w drodze powrotnej. 
-  Chcesz  może  zajechać  do  domu  Amelii  i  zapytać  o  nią?  - 

zaproponował. 

- Tak - odparła Emma. 
Zatrzymali  się  przed  domem  Liltletonów,  ale  nikogo  nie 

zastali. 

-  Teraz  sobie  przypominam,  że  hrabia  i  hrabina  mieli  być 

dzisiaj  na  kolacji  w  Mansion  House.  Nikt  nie  potrafił  ci  nic 
powiedzieć o lady Amelii? 

- Ani słowa. Nie ma jej w domu. 
Dalszą  rozmowę  podjęli,  kiedy  po  powrocie  do  Cheneyów 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

151

mateczka  poszła  wydać  dyspozycje  służbie,  zostawiając  ich 
samych w holu. 

- Lękasz się o nią? 
-  Bardzo.  Pamiętasz  to  spotkanie  w  parku?  Była  ze 

Swinburne’em.  Nie  sądzisz,  że  zachowywała  się  dziwnie,  tak 
jakby w  jakiś  sposób  była  od  niego  zależna?  A  może  ja sobie 
coś uroiłam? 

- Myślisz, że uciekli razem? 
Emmę  zatrwożyła  ta  prawda  ubrana  w  słowa,  których  sama 

bała się sformułować. 

-  Owszem.  Ten  fircyk  poluje  na  jej  posag.  Udaje,  gra,  ale 

rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. 

-  Może  powinienem  ich  szukać?  Gdy  Emma  skinęła 

energicznie głową, padło następne pytanie: 

-  Czy  twój  brat  pojechałby  ze  mną?  Pragnęła  odszukać 

Amelię, a mogła to uczynić tylko jako George. 

- Przekażę mu wiadomość. Gdzie mielibyście się spotkać? Sir 

Peter zastanawiał się przez chwilę. 

-  Pojadę  na  Bruton  Street,  przebiorę  się  i  wrócę  tutaj  zaraz. 

Niech  George  na  mnie  czeka,  natychmiast  wyjeżdżamy  z 
Londynu. Pewnie uciekają do Szkocji. 

- Nie sądzę. Amelia wspominała, że Swinburne ma rodzinę na 

Isle of Guemsey, a tam nie trzeba licencji ślubnej. Martwiła się 
też,  że  teraz  żegluga  jest  niebezpieczna,  co  mogło  dotyczyć 
statków kursujących na wyspę. Wiedziała nawet, że przeprawa 
z  Southampton  kosztuje  pięć  szylingów.  Może  tam  właśnie 
pojechali. 

-  Mógł  jej  wmówić,  że  zabiera  ją  do  swojej  rodziny  - 

przytaknął sir Peter. 

-  Poszukam  George’a  -  powiedziała  Emma  i  ruszyła  ku 

schodom,  zastanawiając  się  po  drodze,  jak  zdoła  zmienić 
ubranie bez pomocy Braddon. 

-  Mój  Boże, tak  szybko  wyszedł.  Myślałam, że  napijemy  się 

herbaty  albo  cherry.  -  Pani  Cheney  była  niepocieszona,  gdy 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

152

wróciła do holu i nie zastała Dancy’ego. 

-  Miał  coś  ważnego  do  załatwienia,  mateczko.  Ja  idę  do 

łóżka.  Jestem  strasznie  zmęczona.  -  Miała  wielką  ochotę 
zawierzyć  matce,  ale  bała  się,  że  wywoła  tylko  lawinę 
nieporozumień. 

Zostawiła  panią  Cheney  w  holu  i  pobiegła  na  górę,  by 

zmienić  ubranie  i  ruszać  natychmiast.  Za  nic  nie  mogła 
dopuścić,  by  Amelia  poślubiła  Swinburne’a,  pokusa  zaś,  by 
wcielić  się  w  George’a  i  przebywać  w  towarzystwie 
uwielbianego człowieka, była nie do odparcia. 

 
 

14 

Odczekała, aż na dole zapadnie cisza,  i przeniknęła w mroku 

na  dół,  do  wyjścia.  Przemyślnie  sformułowany  list,  który 
zostawiła na toaletce, powinien wyjaśnić jej zniknięcie. 

Otulona  peleryną,  w  miękkim  kapeluszu  naciągniętym  nisko 

na czoło, nasłuchiwała odgłosu ekwipażu. Gdy usłyszała cichy 
turkot, wysunęła się z cienia. Sir Peter sam  powoził niewielką 
dwukółką.  Szybko  wskoczyła  do  środka,  gdzie  ku  jej 
zaskoczeniu  siedział  już  Worcester.  Nie  przewidziała  tej 
komplikacji.  Lord  Edward  nie  był  wszak  krótkowzroczny.  Na 
szczęście nie zwracał na nią uwagi, pospieszając sir Petera. 

-  Swinburne  ma  dużą  przewagę.  Wyjedź z  miasta najkrótszą 

drogą. 

Sir  Peter  skinął  tylko  głową.  Miał  zamiar  przeprawić  się 

przez Westminster Bridge i kierować na południe, ku drodze na 
Southampton. 

-  Masz  jakie  pojęcie,  gdzie  mogli  pojechać?  Emma  coś  ci 

może powiedziała? - zapytał Worcester. 

A więc na razie nie rozpoznał w niej Emmy, zapewne z racji 

ciemności. 

-  Amelia  dziś  rano  była  u  mojej  siostry.  Emma  mówiła,  że 

zdawała  się  bardzo  zdenerwowana  i  zaniepokojona...  to 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

153

wszystko. 

- Zatrzymaliśmy  się po drodze i wypytaliśmy jej pokojówkę. 

Amelia  wyjechała  dopiero  wieczorem,  jakoby  na  bal 
kostiumowy. Zabrała sakwojaż, niby to z kostiumem. Miała się 
przebrać u was w domu, u Emmy - wyjaśnił Worcester. 

- A kochana Emma była dzisiaj w Almack. Tańczyłem z nią - 

zawołał  sir  Peter  z  kozła.  Emma  zakarbowała  sobie  w  sercu 
owo „kochana”. Powozik był z przodu otwarty, co umożliwiało 
rozmowę  z  powożącym,  tył  osłaniała  buda  chroniąca  przed 
chłodem  i  wiatrem.  Emma  owinęła  się  szczelniej  peleryną  i 
skuliła w kącie. 

-  Ani  bym  podejrzewał  Amelii  o  podobną  niedorzeczność  - 

narzekał lord Worcester. 

- To dlaczego wiecznie się z nią kłócisz? - zapytała Emma, a 

uświadomiwszy  sobie,  że  George  nie  musi  o  tym  wiedzieć, 
dodała:  -  Emma  mówi,  że  żadne  wasze  spotkanie  nie  może 
przejść bez sprzeczki. 

- Kłócimy się od zawsze. Dopiero kiedy zobaczyłem, jak ten 

perfumowany  goguś  ze  swoim  fiołkowym  pudlem  umizga  się 
do niej, zrozumiałem, że  jest  mi droga i że nie pozwolę na ich 
małżeństwo. 

- Fiołkowy pudel? - zawołała zdumiona Emma. Nie widziała 

podobnego stworzenia. 

-  Pies  ma  mu  niby  dodać  stylu  i  uwielbia  fiołki,  trefiony 

półgłówek  -  wyjaśnił  lord  Worcester  z  wściekłą  miną,  o  ile 
można  było  wnosić  w  mroku  rozpraszanym  wątłym  światłem 
lamp umieszczonych po obu stronach kozła. 

Powozik przystosowany był do nocnej jazdy, niemniej Emma 

modliła  się,  by  nic  im  się  nie  przytrafiło.  Zbyt  wiele  słyszała 
strasznych  opowieści  o  rozbojach  na  drogach.  Minęli  Pimlico 
Gate, przemknęli przez pusty o tej porze Westminster Bridge  i 
dalej  puścili  się  już  pełnym  galopem  zostawiając  z  boku 
światła Vauxhall. 

Wspomnienie  wieczoru  spędzonego  tam  z  sir  Peterem 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

154

wywołało  na  twarzy  Emmy  melancholijny  uśmiech.  Może 
kiedy skończy się wreszcie zabawa w przebieranie, spełnią się 
jej najskrytsze marzenia. 

Wyjechali  z  Londynu  i  pędzili  co  koń  wyskoczy,  robiąc 

dziesięć  mil  na  godzinę.  Zamiast  siedzieć  cicho,  Emma 
postanowiła podjąć  konwersację,  by  dowiedzieć  się  czegoś  na 
temat uczuć Worcestera do Amelii. 

-  Zależy  ci  na  niej?  -  zapytała  bez  ogródek,  naruszając 

zakazany obszar prywatności. 

- Można to tak określić - odparł z ociąganiem. 
-  Ona  chyba  o  tym  nie  wie...  jeśli  wnosić  z  tego,  co  mówi 

Emma  -  dodała  przezornie.  Trudno  pamiętać,  że  człowiek  nie 
jest sobą. 

- Jeśli o to idzie... - przerwał ważąc w myślach przeszłe słowa 

i  uczynki.  -  Powinna  była  dostrzec,  że  dbam  o  nią  i  okazuję 
staranie  -  oznajmił  tonem  pełnym  urażonej  godności.  Emma 
miała ochotę parsknąć śmiechem. 

- Dżentelmen powinien mówić wprost młodej damie o swoich 

uczuciach. W każdym razie tak uważa Emma. 

-  Doprawdy?  Musicie  być  bardzo  blisko  ze  sobą  -  padła 

cierpka uwaga. 

-  Wyjątkowo  blisko  -  zgodziła  się  Emma,  myśląc  o tym,  jak 

ubawiłby się lord Worcester, gdyby znał prawdę. 

-  Ta  dziewczyna  jest  całkiem  pomylona.  Uciekać  ze 

Swinburne’em, kiedy mogła mieć mnie. 

Emma miała ochotę zdzielić zarozumialca po pustej głowie. 
-  Wątpię,  by  Amelia  potrafiła  czytać  w  myślach,  mógłbyś 

więc pójść na niejakie ustępstwo i poinformować ją w skrócie 
o swoich uczuciach. Poza tym z tego, co mówi Emma, wnoszę, 
że  nie  pojechała  z  własnej  woli.  Lękała  się  zagrożeń  od  floty 
francuskiej,  a  wiesz,  jak  blisko  francuskich  brzegów  jest 
Guemsey.  Emma  powiada,  że  Amelia  jest  chyba  uzależniona 
od Swinburne’a. Pytała go o zgodę nawet w tak prostej sprawie 
jak spotkanie z moją siostrą. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

155

-  Na  Jowisza!  -  wykrzyknął  Edward  i  zatopił się  w  myślach. 

Wtedy  to  zaczęły  się  kłopoty.  Z  przeciwnej  strony  nadjeżdżał 
jakiś  powóz,  jego  lampy  kreśliły  dziwne  zygzaki  na  drodze, 
jakby stangret stracił panowanie nad końmi. 

- Uważać tam! - krzyknął sir Peter starając się trzymać skraja 

swojej strony traktu w nadziei, że szczęśliwie minie rozszalały 
pojazd. 

Zjechali zupełnie  na  lewo, powóz minął ich w pędzie, pijany 

stangret ryknął  bełkotliwe pozdrowienie. Już wydawało się, że 
wyszli  z  opresji,  gdy  ich  ekwipaż  uderzył  o  kamień,  zachwiał 
się  niebezpiecznie...  i  wywrócił  miękko  na  bok.  Żadnych 
szkód, ot, padł niczym naleśnik. Może ledwie zadrapana farba, 
pęknięte  szkło  latami.  Emma  nie  przypuszczała,  że  w  ten 
sposób  przyjdzie  jej  przekonać  się,  jak  bezpieczny  jest 
powozik sir Petera. 

- No to klops - mruknął Worcester. Wykaraskali się z wnętrza 

i spoglądali na dwukółkę ze zrezygnowanymi minami. 

-  Nic  ci  się  nie  stało?  -  zapytał  sir  Peter  z  troską  i  począł 

obchodzić pojazd z latarnią w dłoni. 

- Nie, nic - odparła Emma. - Mogę ci w czymś pomóc? 
- Musimy go jakoś podnieść albo będziemy tu tkwić Bóg wie 

jak długo. 

- Szczęściem jest lekki - ucieszył się inteligentnie Worcester. 
-  Lekki?  -  szepnęła  Emma  i  spojrzała  na  powozik  usiłując 

ocenić  własne  możliwości.  Jej  mięśnie  nie  równały  się 
mięśniom  mężczyzn,  szczególnie  tych,  którzy  ćwiczyli  u 
Jacksona.  W  jej  przekonaniu  pojazd  musiał  być ciężki  niczym 
ołów. 

Nawet gdyby  się  im  udało  go  podnieść,  miała przeczucie,  że 

to  zapowiedź  feralnej  wyprawy.  Nie  dogonią  zapewne 
Amelii... chyba że nie wyjechała z własnej woli i wymyśli coś, 
co opóźni ucieczkę. 

 
J
estem głodna, panie Swinburne - poskarżyła się Amelia. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

156

-  Stawaliśmy  na  herbatę  w  ostatniej  gospodzie  -  odparł 

Reginald Swinburne rozdrażniony kaprysami swej oblubienicy. 

- Nie szkodzi. Jestem głodna, a kiedy  jestem głodna, od razu 

źle  się  czuję.  Nie  chcę  przyczyniać  kłopotów,  ale  to  bardzo 
nieprzyjemne, jak w powozie ktoś zaczyna chorować - załkała 
niezwykle przekonująco, przykładając chusteczkę to do ust, to 
do nosa. 

-  Dobrze  -  syknął  Swinburne  przez  zaciśnięte  zęby. 

Zatrzymali się przed gospodą w Baskingstoke. 

-  Herbata,  plaster  rostbefu  z  ziemniakami,  odrobina 

zapiekanki  z  kury  i  kawałek  makowca  powinny  mi  na  razie 
wystarczyć.  -  Nie  była  pewna,  czy  będzie  w  stanie  zjeść  to 
wszystko, ale postanowiła spróbować. 

- Wielkie nieba, nie miałem pojęcia, że masz taki apetyt. 
- Reginaldzie, zabrałam wszystkie swoje pieniądze, jak sobie 

życzyłeś. Zapłacę za posiłek. 

-  Wystarczy  tego,  co  ja  mam  -  burknął,  a  pomyślawszy,  że 

może  to  nie  najwłaściwszy  sposób  odnoszenia  się  do  kobiety, 
którą  zamierzał  poślubić,  dodał:  -  Nie  zdążyłem  podjąć  przed 
wyjazdem pieniędzy z banku, ale na Guemsey nie będzie z tym 
żadnych problemów. 

Amelia  posłała  mu  sceptyczne  spojrzenie.  Podejrzewała,  że 

tonie  w  długach.  Nie  pojmowała  teraz,  jak  mogła  dać  się  tak 
ogłupić  temu  nicponiowi.  To  wina  Edwarda.  Gdyby  nie 
doprowadzał  jej  bez  ustanku  do  szału,  nie  traktował  jej  jak 
uprzykrzonej  niczym  mucha  smarkuli,  którą  znał  od 
dzieciństwa,  nigdy  nawet  by  nie  spojrzała  na  Reginalda 
Swinburne’a. A tak, wdała się w niebezpieczną grę. 

Najdroższa  Emma  wszak  ją  przestrzegała.  Dlaczego  nie 

posłuchała  jej  rady?  Nie  sądziła  przecież,  że  Reginald 
Swinburne  ma  dość  tupetu,  by  ją  porwać,  a  było  to porwanie, 
gdyż  nie  miała  najmniejszej  ochoty  uciekać  z  nim  do 
Southampton.  Nie  bardzo  wierzyła,  by  Emma  pojęła  umyślne 
aluzje.  Jej  przyjaciółka  zdawała  się  całkowicie  pochłonięta 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

157

myślami o sir Peterze Dancym. 

Och,  gdyby  Edward  był  chociaż  w  części  tak  wrażliwy  i 

przenikliwy  jak  sir  Peter,  przynajmniej  od  roku  byłaby  już 
mężatką. Przeklęty człowiek! 

Podano  jedzenie  i  Amelia  spojrzała  z  niechęcią  na  pełne 

talerze.  Jedyna  pociecha  w  tym,  że  pochłonięcie  takiej  ilości 
jadła zajmie jej trochę czasu, a czas działał na jej korzyść. 

George  będzie  ciągnął  z  tamtej  strony,  my  z  tej.  -  Sir  Peter 

wskazał na parciane pasy przytroczone do dachu pojazdu. 

- Wygląda, że może się nam udać - ocenił Worcester. 
-  Zatem  do  dzieła,  bo  inaczej  nigdy  nie  dotrzemy  do 

Southampton. 

Napinając z całych sił mięśnie uzyskali tyle, że powóz drgnął 

lekko. To wszystko. 

-  Szkoda,  że  nie  możemy  posłużyć  się  końmi  -  westchnęła 

Emma. 

-  Być  może  moglibyśmy,  ale  nie  znam  tych  stworzeń.  - 

Pomimo  to  wyprzęgli  rozstawne  konie  wzięte  w  ostatnim 
zajeździe  i  zaczepili  pasy  do  uprzęży.  Zwierzęta  okazały  się 
łagodne i posłuszne. Wkrótce powozik znowu stał na kołach. 

-  Jakie  to  szczęście,  że  George  jest  z  nami,  inaczej  nadal 

mocowalibyśmy  się  z  tym  przeklętym  powozem  -  powiedział 
Worcester z uznaniem. 

-  George  nie  przestaje  mnie  zadziwiać  -  dodał  sir  Peter 

zaprzęgając na powrót konie. 

Ukryta  w  mroku  Emma  obserwowała  oświetloną  blaskiem 

latami  pełną  wyrazu  twarz  Dancy’ego.  Ceniła  bardzo  tę  jego 
siłę  wewnętrzną,  ale  czy  było  coś,  czego  w  nim  nie 
podziwiała?  No,  może  uporu,  z  jakim  nastawa!  na  lekcje 
fechtunku. 

 
Z
awsze  marzyłam,  by  zwiedzić  katedrę  w  Winchester  - 

oznajmiła lady Amelia, gdy powóz wjechał do miasta. 

-  Czytałam,  że  jest  tu  urocza  rzeka.  Muszę  to  wszystko 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

158

zobaczyć i chcę się napić herbaty - dopominała się płaczliwie. 

- Znowu! - jęknął Swinburne. - Stąd ledwie dwanaście mil do 

Southampton. Nie możesz zaczekać godzinę? 

- Gdzie znajdziesz tak szybkie konie? Chcę się napić herbaty, 

robi mi się słabo - nastawała. 

Zajechali  do  najbliższej  gospody.  Tu  się  okazało,  że  mają 

pęknięte  koło,  które  wymaga  natychmiastowej  wymiany  bądź 
naprawy.  Tego  Swinburne’owi  było  już  nadto.  Wściekły  i 
zrezygnowany  zaczął  kląć,  nie  mając  żadnych  względów  dla 
delikatnych uszu Amelii. 

 
M
niej  więcej  dziesięć  godzin  po  opuszczeniu  Londynu 

dwukółka  Dancy’ego  przetoczyła  się  High  Street  i  minęła 
potężną  Southampton  Bargate.  Gdyby  nie  wypadek,  podróż 
trwałaby osiem  godzin,  jako że  często  zmieniali  konie  nigdzie 
nie popasając. 

Emma  zmęczonym  wzrokiem  wypatrywała  bacznie  śladów 

Amelii  i  Swinburne’a.  Zatrzymali  się  w  Gospodzie 
Królewskiej  na  Lower  High  Street.  Emmie  żal  było 
strudzonych  koni,  które  tak  dzielnie  sprawiły  się  na  ostatnim 
odcinku drogi. 

-  Spróbujemy  zasięgnąć  tu  języka.  -  Lord  Worcester 

wyskoczył z powoziku, ledwie się zatrzymali. 

To  on  po  drodze  wypytywał  we  wszystkich  przydrożnych 

zajazdach. Wiedział już o długich i częstych posiłkach Amelii, 
zdołał  się  dowiedzieć,  że  Swinburne  zjechał  gdzieś  do 
stelmacha, by naprawić powóz. Nabrał otuchy. 

-  Nie  mogli  chyba  przeprawić  się  na  Guemsey  porannym 

statkiem - powiedział z nadzieją w głosie i poszedł do gospody. 

Emma  i  sir  Peter  ruszyli  za  nim  zostawiając  powozik  pod 

opieką stajennego. 

-  Chyba  rzeczywiście  nie  zdążyli  na  poranny  statek, 

zważywszy popasy zarządzane przez  Amelię. Emma mówi, że 
potrafi być bardzo uparta. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

159

-  Doprawdy  niezwykłe,  jak  wiele  Emma  ci  zawierza  - 

zauważył sir Peter. 

Emma skwapliwie weszła do zajazdu, rada schronić się przed 

zdradzieckim 

światłem  dnia,  i  natychmiast  dojrzała 

Swinburne’e,  siedzącego  na  krześle  w  pobliżu kominka.  Minę 
miał więcej  niż zagniewaną, wściekły  był niczym furia, gotów 
wyładować  swoją  złość  na  pierwszej  z  brzegu  ofierze,  a  przy 
tym  jakiś  wymięty  i  zmierzwiony:  widok jak na  dandysa  iście 
niebywały. 

-  Gdzie  ona  jest,  Swinburne?  -  natarł  na  niego  Worcester  z 

takim impetem, że Emmę ciarki przeszły. 

Fircyk  zerwał  się  na  równe  nogi  przewracając  przy  tym 

krzesło, gotów uciekać, gdyby tylko miał po temu sposobność. 

- Dzięki Bogu na górze. Dobrze, że przynajmniej w łóżku nie 

je. 

Worcester spojrzał na niego nie pojmując, o czym mowa. Sir 

Peter nachylił się do ucha Emmy. 

-  Poproś  posługaczkę,  żeby  pokazała  ci  pokój  Amelii. 

Spróbujemy 

wyprowadzić 

ją 

kuchennymi 

drzwiami 

zostawiając Swinburne’a samemu sobie. 

Nie  pytając,  dlaczego  sam  nie  poszuka  uciekinierki  albo  nie 

namówi  Worcestera,  by  odszukał  przyjaciółkę  z  lat 
dziecinnych, lecz prosi o to George’a, skinęła tylko głową. 

Posługaczka  zmierzyła  ją  nieufnym  spojrzeniem  i  pokręciła 

głową. 

- Jestem w przebraniu. Przybyłam z przyjaciółmi, by ratować 

nieszczęsną  duszę  przed  wymuszonym  małżeństwem  - 
szepnęła  Emma  i  o  dziwo  to  wystarczyło,  by  dziewczyna 
poprowadziła ją bez słowa na górę. 

Na dźwięk głosu Emmy drzwi pokoju otworzyły się na oścież 

i  rzuciła  się  jej  na  szyję  Amelia.  Gdy  już  wyściskała 
wybawczynię, odstąpiła krok do tyłu i parsknęła śmiechem. 

- Cóż to za strój, Emmo Cheney? 
- Przywdziany w pogoni za tobą - odparła Emma popychając 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

160

przyjaciółkę z powrotem do pokoju. 

Zamknęła  starannie  drzwi  i  ostrożnie  wyjrzała  przez  okno 

wychodzące  na  tyły  gospody.  Powozik  sir Petera zaprzęgnięty 
w świeże konie czekał gotów do drogi. 

- Chcesz poślubić pana Swinburne’a? - zapytała wreszcie. 
-  Ani  mi  w  głowie.  Tego  głupiego  fircyka?  Chciałam  tylko, 

żeby  Edward  przejrzał  wreszcie  na  oczy,  ale  on  Jest  jak 
kamień. Wszystko wyszło na opak - westchnęła Amelia. 

-  Trzeba  mu  było  lekcji.  Musi  zrozumieć,  ile  dla  niego 

znaczysz  -  odparła  Emma  ostrożnie,  nie  chcąc  zdradzać,  co 
myśli o sobku Worcesterze. Amelia rozpromieniła się. 

- Myślisz, że naprawdę dba o mnie? Tak myślisz? 
- Tak myślę. Odchodził od zmysłów całą drogę z Londynu. 
-  Emma  tęsknie  spojrzała  na  łóżko.  Wyglądało  na  bardzo 

wygodne, a ona padała ze zmęczenia. 

-  Jak  mam  się  wydostać  z  tej  gospody?  Przyznaję,  ze  jest 

bardzo przyzwoita. Jedzenie wyśmienite. 

-  Pan  Swinburne  napomknął  coś  o  twoim  apetycie.  -  Emma 

spojrzała pytająco na przyjaciółkę. 

-  Byłam  zupełnie  nieznośna  przez  całą  drogę.  Kazałam  mu 

stawać co i rusz, a to na herbatę, a to żeby coś zjeść. Poważnie 
nadwerężyłam  jego  cierpliwość,  nie  mówiąc  już  o  sakiewce. 
Spóźniliśmy się na statek. Był wściekły. 

-  Wymkniemy  się  stąd  i  ukryjemy  w  powoziku  sir  Petera.  - 

Emma  zatrzymała  się  przy  drzwiach.  -  Kiedy  będziemy  już w 
czwórkę, nie wspominaj nic o moim przebraniu - poprosiła nie 
tłumacząc dlaczego. Amelia o nic nie pytała. 

Kiedy siedziały już w dwukółce, Emma przesłała sir Peterowi 

wiadomość przez pachołka i umościła się kącie. Nagle dobiegł 
ją  turkot  zajeżdżającego  ekwipażu.  Spojrzała  spod  ronda 
kapelusza i wybuchnęła śmiechem. 

- Co tam? - zapytała Amelia. 
-  Tego  nam  było  trzeba.  Jeśli  się  nie  mylę,  to  ekwipaż  lady 

Titheridge. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

161

Drzwiczki się otworzyły, stangret opuścił schodki. 
-  No,  moje  panny  -  oznajmiła  stara  dama  na  widok 

przyjaciółek  -  przesiadajcie  się  do  mnie  i  zaraz  ruszamy. 
Szczęście,  ze  się  znalazłaś,  lady  Amelio.  O  włos  uniknęłaś 
skandalu,  ale  strzeżonego  Pan  Bóg  strzeże:  dzień,  dwa 
spędzimy  u  mnie  na  wsi.  To  ukróci  plotki,  gdyby  kto  chciał 
plotkować i snuć jakie domysły. 

Panny  wymieniły  spojrzenia  i  pospiesznie  przeniosły  się  do 

ekwipażu. 

-  Mam  powiedzieć  lady  Titheridge?  -  szepnęła  Amelia 

zupełnie bez sensu. 

- Przypuszczam, że wie o wszystkim, ale możesz bawić ją w 

drodze  szczegółami  swej  podróży.  Lubi  zabawne  opowieści  - 
poradziła jej Emma. 

Emma na wpół drzemała, gdy stara dama wróciła do powozu. 
-  Wszystko  załatwione.  Chłopcy  ruszą  nieco  później.  Pan 

Swinburne  wraca  na  swoją  Isle  of  Guemsey.  George 
niespodziewanie musiał jechać do Sussex. 

- Chciałabym wiedzieć, co tu się dzieje? Nikt mi o niczym nie 

mówi - poskarżyła się Amelia. 

- Im  mniej będziesz wiedziała, tym  lepiej. Skup się raczej na 

tym,  co  powiesz  Edwardowi,  kiedy  przyjedzie  do  lady 
Titheridge - powiedziała Emma. 

Ekwipaż ruszył w drogę. 
-  Spróbuję  -  obiecała  Amelia  i  zaczęła  wyjaśniać  lady 

Titheridge: - Bo widzi  milady, Edward traktował mnie zawsze 
jak  dziecko,  od  dziecka.  To  jest,  oczywiście,  kiedyś  byłam 
dzieckiem,  ale  teraz  nie  jestem  już  dzieckiem  -  oznajmiła  z 
godnością, 

niezrażona 

niejakimi 

trudnościami 

wyartykułowaniu swojego problemu. 

Lady Titheridge wymieniła spojrzenia z Emma. 
- W każdym razie - ciągnęła dalej mężnie Amelia - czyniłam 

awanse  panu  Swinburne’owi,  żeby  wzbudzić  zazdrość  w 
Edwardzie. Nie wiedziałam, że ten fircyk potrzebuje pieniędzy 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

162

i że mnie porwie. To wszystko wina Worcestera. 

- Tak? - zapytała z powagą lady Titheridge. 
-  Gdyby  poprosił  mnie  rok  temu  o  rękę,  nic  by  się  nie 

zdarzyło. Powiem mu o tym przy pierwszej sposobności. 

-  Jak  ja  się  cieszę,  że  sir  Peter  przesłał  mi  liścik,  żebym 

Jechała  za  wami.  Nie  darowałabym  sobie,  gdyby  mnie  to 
ominęło - mruknęła lady Titheridge do Emmy. 

Emma skinęła głową i już spała. 
 
 

15 

Przespałaś całą drogę - poskarżyła się Amelia. 
Ekwipaż  stał.  To  cisza  obudziła  Emmę.  Sądząc  po  słońcu, 

musiało być około południa. 

- Całą noc nie zmrużyłam oka, nie mówiąc już o tym, że nasz 

powozik  się  przewrócił,  zepchnięty  z  drogi  przez  jakiegoś 
szaleńca, i musieliśmy go podnosić. - Emma wzdrygnęła się na 
myśl o tym, co mogło ich czekać. 

-  Przewrócił  się?  Nic  o  tym  nie  mówiłaś  -  powiedziała 

Amelia  oskarżycielskim  tonem.  -  Nie  wytłumaczyłaś  mi  też, 
skąd  twoje  przebranie.  Te  pluderki  są  doprawdy  bardzo 
niestosowne. 

- Zbyt  wiele  by  mówić -  zbyła  ją  Emma  nie całkiem  jeszcze 

rozbudzona i ziewnęła potężnie. Marzyła tylko o tym, żeby się 
wyspać  za  wszystkie  czasy,  jeśli  nie  w  swoim,  to  bodaj  w 
jednako wygodnym łóżku. 

Lady  Titheridge  cierpliwie  czekała  na  obydwie  panny  na 

progu swego domu. 

- No, moje drogie, zjecie, weźmiecie kąpiel, potem  będziecie 

mogły odpocząć. 

Panny  wysiadły  przeciągając  się  umiarkowanie,  na  ile 

młodym  damom  przystoi.  Emma  omiotła  pełnym  uznania 
wzrokiem  stary  dwór  z  czerwonej  cegły,  z  wyrytym  nad 
drzwiami  napisem  „C.T.  &  J.T.  1692”.  Pierwsi  właściciele, 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

163

skryci  za  owymi  inicjałami,  musieli  być  bardzo  dumni  ze 
swojej  siedziby,  pełnej  uroku,  zacisznej,  gotowej  ugościć 
strudzonych podróżnych. 

-  Pospieszcie  się,  moje  drogie.  Musicie  się  przebrać,  zanim 

chłopcy nadjadą - ponaglała lady Titheridge. 

Emma  uśmiechnęła  się  słysząc,  że  sir  Peter  nazywany  jest 

chłopcem. 

Istotnie, najwyższa pora, by  zmieniła ubranie. „Chłopcy”  nie 

mogą  jej  tu  zastać  w  męskim  przebraniu.  Miała  nadzieję,  że 
Amelia  nie  zdradzi  się  po  powrocie  do  Londynu  jakimś 
niepotrzebnym  słowem.  Lady  Titheridge  wytłumaczyła  jej,  że 
Emma tak się przystroiła tylko po to, by  móc ruszyć w pościg 
za  nią,  i  przyjaciółka  przyjęła  owo  wyjaśnienie  za  dobrą 
monetę. 

Gdy  weszły  do  holu,  zegar  bił  właśnie  dwunastą. 

Przestrzenne,  bogate  wnętrze,  dębowe  boazerie,  wielka  i 
zdobna  klatka  schodowa,  wszystko  to  miało  w  sobie  coś 
majestatycznego. 

-  Peter odziedziczy  ten  dom  któregoś  dnia.  Spośród  naszych 

siedzib tę lubi najbardziej - powiedziała lady Titheridge, kiedy 
szły po schodach. 

- Wcale się nie dziwię - odparła Emma zastanawiając się, kto 

też zostanie tu panią, gdy sir Peter przejmie schedę. 

Po  odświeżającej  kąpieli,  ubrana  w  zdobną  delikatnymi 

koronkami suknię z lekkiej tafty, pachnąca woda lawendową, z 
lokami  ułożonymi  przez  Braddon,  poczuła  się  zupełnie 
odmieniona. 

-  Może  być  -  powiedziała  z  uznaniem  niezawodna 

pokojówka. - Wątpię, by lord Worcester rozpoznał w panience 
swego towarzysza podróży. 

Gotowa  na  przyjęcie  „chłopców”  Emma  zaprezentowała  się 

lady  Titheridge.  Z  lekkim  dygnięciem  podziękowała  starej 
damie za jej starania. 

-  Wreszcie  mogłam  zrzucić  męskie  ubranie.  Tyle  pani  dla 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

164

mnie  robi,  milady.  Będę  uważała,  by  nie  zniszczyć  tej 
wytwornej sukni. 

- Jest twoja, moja droga. I nie dziękuj  mi, bo od wieków tak 

dobrze  się  nie  bawiłam.  Ja,  stara,  powinnam  dziękować  wam, 
że dopuszczacie mnie do swoich spraw. 

-  Wcale  nie  jest  pani  stara,  milady.  Myślę,  że  serce  ma  pani 

żywsze niż większość młodych - odparła Emma ze śmiechem. 

W  tej  samej  chwili  rozległ  się  odgłos  otwieranych  i 

zamykanych  drzwi,  ciężkie  kroki  w  holu  i  na  progu  salonu 
stanęli  sir  Peter  i  lord  Worcester.  Wyglądali  na  zmęczonych, 
ale wielce z czegoś zadowolonych. 

-  Wreszcie  jesteśmy.  Wsadziliśmy  Swinburne’a  na  statek 

płynący na Guemsey - oznajmił sir Peter z uśmiechem. 

- Widzieliście, jak odpływa? - chciała się upewnić Amelia. 
- Nie - przyznał lord Worcester - ale wsiadł na pokład. Statek 

miał odbijać, kiedyśmy odjeżdżali. 

-  Za  grosz  nie  ufam  temu  łajdakowi.  -  Amelia  prychnęła  i 

zmierzyła  swego  ukochanego  wściekłym  wzrokiem.  -  A  ty, 
Edwardzie, gdybyś  miał  trochę  oleju  w  głowie,  nie  naraziłbyś 
mnie na tę okropna przygodę. - Z tymi słowami obróciła się na 
pięcie i obrażona wymaszerowała do ogrodu. 

-  Idź  za  nią,  bo  gotowa  znowu  wpaść  na  jakiś  postrzelony 

pomysł, żeby zdobyć twoje serce - poradził sir Peter. 

-  Ona  mnie  nienawidzi  -  odparł  Edward  z  ponurą  miną,  ale 

posłusznie ruszył w ślad za złośnicą. 

-  Kręte  są  ścieżki  prawdziwej  miłości  -  oznajmiła 

sentencjonalnie lady Titheridge. 

-  Cieszę  się,  cioteczko,  że  przyjechałaś  na  czas.  Co  z 

George’em?  -  Sir  Peter  zaczął  rozglądać  się  po  pokoju,  jakby 
oczekiwał, że George wyłoni się nieoczekiwanie gdzieś z kąta. 

-  Musiał  jechać  do  Sussex  -  odparła  stara  dama  z  kamienną 

twarzą.  -  Przyszła  wiadomość  i  Emma  postanowiła  mu  ją 
przywieźć.  Zdaje  się,  że  jego  robotnicy  znaleźli  coś 
interesującego,  więc  George  postanowił  wracać  do  swoich 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

165

wykopalisk. 

Sir Peter spojrzał pytająco na Emmę. 
-  To  chyba  naprawdę  coś  ważnego.  Wiem,  że  pilno  mu 

poślubić pannę Johnson. Może cierpliwie szukać starożytności, 
ale na ślub z drogą Beatrice czekać nie myśli. 

- I tak być powinno - orzekła lady Titheridge rzucając swemu 

siostrzeńcowi  przeciągłe  spojrzenie.  -  Jeśli  mężczyzna  zbyt 
długo zwleka, może spóźnić się na swój statek. 

- Myślę, że Worcester naprawi jakoś swoje błędy, cioteczko. - 

Sir Peter rozsiadł się w najwygodniejszym fotelu. Zdawało się, 
że jeszcze chwila, a zapadnie w sen. 

-  Uważasz,  że  ja  o  nim  mówię?  -  spytała  lady  Titheridge 

rozdrażnionym tonem. 

- A o kimże by innym? - Sir Peter uśmiechnął się sennie. Nie 

zważając  na  aluzje  starej  damy,  tak  subtelne,  że  nic  nie 
znaczyły,  Emma  rozglądała  się  po  salonie  w  poszukiwaniu 
wygodnego  miejsca.  Usadowiła  się  w  końcu  w  fotelu  pod 
oknem, skąd  mogła  widzieć  sir  Petera oraz to, co działo się w 
ogrodzie. 

-  Co  dalej  zamierzasz?  -  zagadnęła  lady  Titheridge  chcąc 

zmusić  do  swego  nieznośnego  siostrzeńca  do  jakiejkolwiek 
reakcji. 

-  Zdrzemnąć  się,  coś  przekąsić  i  wrócić  do  Londynu:  w  tej 

kolejności.  Pozbywszy  się  Swinburne’a,  mogę  podziękować 
agentowi z Bow Street za jego usługi. 

-  Wiesz  na  pewno,  że  to  Swinburne  nasłał  złodzieja?  - 

zapytała Emma. 

Sir Peter skinął głową. 
-  Harry  Porter  zasięgnął  na  mą  prośbę  języka.  Rodzina 

Swinburne’a  ma  powiązania  z  Francuzami,  on  sam 
rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy: ergo, o niego tu chodzi. 

-  Straszny  z  niego  łajdak,  tak  wykorzystać  Amelię.  -  Emma 

posłała lady Titheridge wymowne spojrzenie tyczące bogatych 
a naiwnych panien. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

166

-  Miała  więcej  szczęścia  niż  rozumu  -  oznajmił  sir  Peter  z 

trudem tłumiąc potężne ziewnięcie. 

-  Obyś  miał  rację,  że  wraz  ze  zniknięciem  Swinburne’a 

skończą  się  twoje  kłopoty  -  powiedziała  lady  Titheridge  z 
chytrym  uśmiechem,  najwyraźniej  nie  zgadzając  się  z  oceną 
sytuacji przedstawioną przez siostrzeńca. 

Jeszcze raz ziewnął i podniósł się z fotela. 
- Chwila, a będziecie tu miały bezwładne ciało - powiedział i 

powlókł się do swojego pokoju. 

Emma  wyobraziła  sobie  ciało  uśpionego  sir  Petera.  Cóż  za 

niestosowny obraz! 

- Mój Boże - westchnęła  lady Titheridge,  jakby czytała w  jej 

myślach. 

Tymczasem  za  oknem,  w  ogrodzie,  rozgrywała  się 

decydująca  bitwa  między  lady  Amelią  Littleton  i  Edwardem, 
lordem Worcester. 

-  Nie  będę  się  wtrącała  w  ich  sprawy  - oznajmiła  stanowczo 

lady  Titheridge.  -  Kto  wsadza  palec  między  drzwi,  powinien 
liczyć się z tym, że mu go przytrzasną. Tak powiadał mój mąż 
nieboszczyk,  który  zawsze  trzymał  się  z  dala  od  wszelkich 
zwad i niesnasek. Nie chciał zginąć w walce. 

-  Wolno  mi  zapytać,  jak  był  zszedł  jego  lordowska  mość?  - 

zagadnęła  Emma  z  nadzieją,  że  pytanie  nie  będzie  poczytane 
jej za impertynencję 

-  Okrutnie  zaziębiony  nie  chciał  się  kłaść  do  łóżka.  Umarł 

cztery dni później, co tylko dowodzi, że stać się musi, co komu 
pisane. - Z tymi słowy lady Titheridge wyszła z salonu. 

Emma  słyszała  jej  kroki  milknące  w  oddali.  Zamyślona 

obserwowała  przez  okno  sprzeczkę  toczącą  się  w  ogrodzie,  a 
zdawszy  sobie  sprawę,  że  nieładnie  podpatrywać  intymną 
scenę między kochankami, i ona opuściła pokój. 

 
Z
gadzasz  się  więc  ze  mną  czy  nie,  Edwardzie?  -  atakowała 

Amelia z prawdziwą zaciekłością. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

167

-  Zgadzam,  zgadzam.  Muszę  powiedzieć,  że  niezłego  mi 

ćwieka zabiłaś. 

-  Chciałam,  żebyś  zobaczył  we  mnie  kogoś  więcej  niż 

smarkulę,  którą  znasz  od  dziecka  -  oznajmiła  postępując  krok 
ku niemu. 

- W pełni ci się udało. Bardzo mi droga ta smarkata - przyznał 

z uśmiechem. 

- Och, chyba cię kocham, jakem nagrzeszyła. Walczyłam z tą 

miłością,  boś  największym  łotrem  w  kraju,  ale  nic  na  to 
poradzić nie zdołam.  Kocham cię  i kwita, a ty traktujesz mnie 
jak  dziecko  -  wybuchnęła,  najwyraźniej  nie  mając  już 
cierpliwości do samej siebie. 

-  Przyszedłszy  do  zastanowienia,  i  ja  muszę  powiedzieć  to 

samo, moja malutka. - Nachylił się, by ją pocałować, niepomny 
ostrzegawczego uśmiechu. 

- Nie jestem malutka - oznajmiła i zarzuciła mu ręce na szyję, 

gotowa dowieść, jak bardzo wyrosła. 

 
E
mma  zastała  lady  Titheridge  w  pokoju  śniadaniowym, 

czytającą pocztę. 

-  Mogę  być  w  czymś  pomocna,  milady?  -  zagadnęła 

uprzejmie. 

-  Zastanawiam  się  właśnie,  czy  George  mógłby  przybyć  do 

Londynu, w razie gdybyśmy go potrzebowały? 

-  Potrzebowały?  -  powtórzyła  Emma  siadając  naprzeciw 

starej damy. - Na cóż miałby się zdać? 

Lady  Titheridge  zerknęła,  czy  w  holu  nie  ma  nikogo,  i 

dopiero przemówiła: 

- Nie wierzę, że Swinburne  jest złoczyńcą. Prawda - rzekła  z 

lekceważącym  gestem  -  próbował  dla  pieniędzy  porwać naszą 
trzpiotkę, ale żeby dybał na egipskie klejnoty? Niepodobna. To 
rzecz nie dla fircyka. Na to trzeba odwagi i sprytu. Powiedz mi, 
czy ważyłby się na coś takiego? 

-  Wiele  o  tym  myślałam  i  jestem  tego  samego  zdania,  co 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

168

milady - odparła Emma z przekonaniem. 

-  Zatem  postanowione.  Będziesz  na  wezwanie,  gdyby  zaszła 

potrzeba.  Wyznam  ci,  że  bardzo  się  niepokoję  o  swojego 
siostrzeńca.  Drogi  mi  on  nad  życie,  a  ciągle  nie ma  dziedzica. 
Chciałabym widzieć go żonatym, z pół tuzinem potomstwa. 

Emma poczuła, że żar oblewa jej policzki. 
-  Wierzę,  że  niedługo  pragnieniom  milady  stanie  się  zadość, 

wszak  sir  Peter  zdaje  się  im  zawsze  powolny  -  odparła 
drewnianym głosem. 

- Liczę w tej materii na ciebie - usłyszała na to. Zanim jednak 

pojęła  znaczenie  owej  odpowiedzi,  pojawili  się  Amelia  i 
Edward,  zarazem  potulni  jacyś  i  triumfujący,  ile  podobne 
połączenie jest w ogóle możliwe. 

-  Ujrzeliśmy  światło  -  oznajmiła  Amelia  w  ewangelicznym 

zgoła uniesieniu. 

-  Ona  chce  tylko  powiedzieć,  że  koniec  kłótni  i  zamierzamy 

się pobrać - wyjaśnił lord Worcester spoglądając nieco kwaśno 
na  swoją  najdroższą.  -  Nasi  rodzice  nie  powinni  stawiać 
żadnych przeszkód. 

-  Znakomicie.  Idźcie  teraz  odpocząć,  potem  coś  zjemy  i 

ruszamy  do  Londynu.  Wiadomość  o  waszych  zaręczynach  w 
zarodku zdusi  plotki.  -  Widząc  zdumione  miny  młodych,  lady 
Titheridge  dodała:  -  Wiem,  wszyscy  jesteśmy  zmęczeni,  ale 
Peter  chce  wracać  jak  najszybciej,  a  my  powinniśmy  jechać 
razem  z  nim.  Nie  spodziewam  się  kłopotów  -  zapewniła  lady 
Titheridge  takim  tonem,  jakby  przewidywała  coś  wręcz 
przeciwnego. 

- Ja i Amelia moglibyśmy wyjechać później - powiedział lord 

Worcester  z  wahaniem  i  objął  swoją  ukochaną  opiekuńczym 
ramieniem. 

-  Och,  nie  -  zaoponowała  Amelia.  -  Jeśli  lady  Titheridge 

myśli, że coś złego może się przydarzyć, to wolę jechać. 

-  A  więc  odpocznijmy  i  ruszajmy  w  drogę,  skoro  sir  Peter 

spieszy do domu. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

169

 
A
melia  zatrzymała  się  jeszcze  przed  drzwiami  swojego 

pokoju. 

-  Taka  jestem  szczęśliwa,  najdroższa  Emmo.  Oby  i  tobie 

wszystko ułożyło się jak najpomyślniej. 

Udając, że  nie  rozumie,  co  przyjaciółka  ma  na  myśli,  Emma 

skinęła głową i zniknęła w przeznaczonej dla niej sypialni. 

 
P
o  wzmacniającej  drzemce  całe  towarzystwo  spotkało  się 

przy stole w sali jadalnej. 

- Nie miałem pojęcia, że taki jestem głodny - powiedział lord 

Worcester. 

Amelia  spoglądała  na  półmiski  z  ledwie  skrywanym 

obrzydzeniem. 

-  Ja  chyba  nic  nie  zjem.  W  drodze  do  Southampton  zjadłam 

tyle, że starczy na tydzień. 

-  Bardzo  sprytnie,  że  udawałaś  głodną.  Tym  sposobem 

uratowałaś  się  przed  nieszczęściem  -  powiedziała  Emma.  Sir 
Peter  zmienił  temat  i  wszyscy  zabrali  się  do  jedzenia.  Nie 
minęła  godzina,  a  towarzystwo  gotowe  było  ruszać  w  drogę. 
Emmie  żal  było  wyjeżdżać  z  domu,  który  miał  dla  niej  tyle 
uroku. 

-  Wiecie,  że  do  Londynu  wrócimy  bardzo późno. Czy  ktoś  z 

was  pomyślał  o  tym,  jaki  podać  przekonujący  powód,  który 
dwa  dni  zatrzymał  nas  poza  miastem?  -  zapytała  lady 
Titheridge, gdy popijali kawę. 

- W istocie. Nie możemy dopuścić, by rozeszły się pogłoski o 

Amelii i Swinburnie. - Emma spojrzała z nadzieją na sir Petera, 
oczekując, że znajdzie jakieś rozwiązanie. 

- Dlaczego wszyscy patrzycie na mnie? - obruszył się. - Przed 

nami  sześć  godzin  podróży.  Może  w  drodze  coś  wspólnie 
wymyślimy. 

Nic  nie  ustaliwszy,  wyszli  przed  dom,  gdzie  czekała  już 

dwukółka sir Petera i ekwipaż lady Titheridge. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

170

-  Panie  pojadą  ekwipażem,  a  ja  z  Worcesterem  ustanowimy 

nowy rekord w jeździe dwukółka. 

-  Miejmy  nadzieję,  że  dojadą  bez  przeszkód.  Mogłybyśmy 

spędzić  tutaj  noc,  ale  twoi  rodzice  pewnie  od  zmysłów 
odchodzą - zwróciła się Emma do Amelii, gdy już siedziały  w 
powozie. 

-  Rodzice  zawsze  martwią  się  o  wszystko.  Kiedy  się 

dowiedzą,  że  zamierzamy  z  Edwardem  się  pobrać,  o  nic  nie 
będą pytać. Powiem im, że byłam u ciebie, Emmo. 

-  O  Boże  -  jęknęła  Emma.  List,  który  zostawiła  w  domu, 

mówił dokładnie to samo, tyle że na odwrót. 

Podróż  minęła  nadspodziewanie  szybko:  Amelia  uśpiła 

towarzyszki  rozprawiając  o  planowanym  małżeństwie,  tak  że 
nawet zmiany koni przeszły im niezauważenie. 

Na  krótko  przed  północą  Emma  wślizgnęła  się  do  domu 

kuchennymi drzwiami i bez przeszkód przemknęła do swojego 
pokoju. 

Ranek okazał się znacznie trudniejszy. 
Pani  Cheney,  osoba  nie  należąca  do  podejrzliwych,  ledwie 

świt, to jest za kwadrans dwunasta, pojawiła się w pokoju córki 
wymachując jej listem. 

-  Zechcesz  się  wytłumaczyć,  moja  panno?  Umierałam  z 

niepokoju.  Wczoraj  wieczór  wszyscyśmy  świętowali,  a  panny 
ani śladu. 

- Napoleon pobity! - wykrzyknęła Emma wyskakując z łóżka 

i  ściskając  matkę.  -  Opowiedz  mi  o  wszystkim.  W  drodze  nie 
doszły  nas  żadne  wieści.  Lady  Titheridge  prosiła  mnie  i 
Amelię,  żebyśmy  jej  towarzyszyły.  Biedna  nie  ma  własnych 
dzieci  i do nas zwróciła się o pomoc. Wiesz, pojechałyśmy do 
jej  wiejskiego  domu,  aż  pod  Under  Petersbridge!  Jest  śliczny, 
mateczko. 

Zaintrygowana  pani  Cheney  usadowiła  się  w  ulubionym 

fotelu  Emmy,  by  wysłuchać  szczegółów,  którymi  mogłaby 
podzielić się z panią Bascomb i lady Hamley. Najpierw jednak 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

171

przekazała córce  wieść  o  bitwie  w  pobliżu  małego  miasteczka 
zwanego  Waterloo.  Informacje  z  kontynentu  były  skąpe,  lecz 
mimo  to  wszyscy  już  wiedzieli,  że  wielki  Wellington  pobił 
wstrętnego  Napoleona.  Podobno  świętowano  zwycięstwo  na 
ulicach  Londynu,  ale  państwo  Cheney,  jako  że  nie  lubili 
zbiegowisk, spędzili wieczór w domu. 

Dopiero  później  Emma  uświadomiła  sobie,  że  jej  najdroższa 

mateczka nawet nie zapytała, o jaką to przysługę prosiła córkę 
lady  Titheridge.  Na  szczęście  gdzieś  między  wieściami  o 
wielkim  zwycięstwie  i  opowiadaniem  o  urokach  domu  starej 
damy przeoczona została kwestia przyczyny niespodziewanego 
wyjazdu. 

Gdy  Emma  tego  popołudnia  pojawiła  się  na  herbatce  u  lady 

Titheridge, natychmiast zaczęła wypytywać o sir Petera. 

-  Chłopcy  pobili  rekord,  chociaż  muszę  wyznać,  iż  nic  nie 

wiem,  by  ktoś  ustanowił  jakiś  wcześniej.  Przyjechali  na 
godzinę przed nami. 

Niespecjalnie  przejęta  tym,  że  „chłopcy”  gnali  na  złamanie 

karku, Emma pokręciła głową. 

- Nie, mam na  myśli klejnoty z kolekcji sir Petera, z którymi 

obchodzi się tak beztrosko. 

- Są bezpieczne,  a  ja  nie  jestem  znowu taki  beztroski, panno 

Cheney  -  usłyszała  lodowaty  głos  sir  Petera  i  obróciła  się 
gwałtownie, zła, że jej słowa mogą być poczytane za przytyk. 

-  Nie  mówię,  że  o  nie  nie  dbasz,  lękam  się  jedynie,  że  po 

wyjeździe  Swinburne’a  uznałeś,  iż  czujność  nie  jest  już 
konieczna... - przerwała widząc minę Dancy’ego. 

-  Cioteczko,  nabijasz  tę  młodą  głowę  dziwnymi  myślami  - 

powiedział sir Peter z ukłonem w jej stronę. 

- Nie musi... - odparła Emma tonem urażonej godności. 
-  Sama  na  to  wpadłam,  ale  przestałam  się  trapić  twoimi 

kłopotami na wieść o zwycięstwie. Wreszcie mamy pokój. 

-  W  rzeczy  samej  -  przytaknął  sir  Peter  unosząc  do  oczu 

lorgnon. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

172

Przez  chwile  rozprawiali  o  zakończeniu  wojny  i  znaczeniu 

tego  faktu  dla  kraju,  w  końcu  Emma,  dość  niekonsekwentnie, 
trzeba  przyznać,  stwierdziła,  że  Francuzi  nie  mając  pieniędzy 
poniechają zakusów na kolekcję. 

-  Powiedzże  wreszcie,  wstrętny  człowieku,  jak  się  sprawy 

mają - zażądała, gdy nie skomentował jej opinii. 

-  Harry  Porter  jest  tego  samego  zdania  co  ja.  Uważamy,  że 

nie  ma  się  już  czym  martwić,  chyba  że  złodziej  postanowiłby 
sprzedać  naszyjnik  gdzie  indziej  niż  we  Francji.  Zapadłam 
Porterowi,  zwolniłem  strażnika  i  znowu  mogę  skupić  się  na 
pracy  nad  zbiorami.  Wierzę,  że  twój  brat  nadal  zechce  je 
rysować. - Sir Peter krążył po salonie pocierając w zamyśleniu 
brodę. 

-  Emma  ma  wielki  talent  do  rysunków. To  chyba  rodzinne  - 

podsunęła lady Titheridge. 

- Emma? Ludzie mogliby się dziwić, że odwiedza mieszkanie 

kawalera  -  odparł  sir  Peter  chmurnie  i  spojrzał  na  Emmę, 
ciekaw  jej  reakcji.  Nawet  jeśli  rozważał  wcześniej  taką 
możliwość, nie śmiałby wystawiać opinii panny na szwank. Co 
innego przyjmować ją u siebie w przebraniu George’a. 

Lady Titheridge westchnęła. 
-  Masz  oczywiście  rację.  Będziesz  musiał  sam  sobie  jakoś 

radzić, chyba że George pojawi się w Londynie. 

- Nie pisał do nas od kilku dni, ale wyślę list i zapytam, jakie 

ma zamiary - obiecała Emma. 

- Zrobisz to? - Na twarzy sir Petera odmalowała się ulga. 
-  Niechby  pojawił  się  bodaj  na  jeden  dzień.  Lubię  jego  styl. 

Chciałbym mieć wszystkie rysunki ręki jednego artysty. 

 
Z
biegając  ze  schodów  myślał  o  tym,  jak  nierozważna  była 

jego  prośba.  Nie  powinien  więcej  zmuszać  Emmy,  by 
pojawiała się w jego domu w przebraniu George’a, ale zależało 
mu  na  tych  rysunkach,  a  jakże  inaczej  mógłby  je  uzyskać? 
Miał  nadzieję,  że  jego  roztropna  ciotka  weźmie  sprawę  w 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

173

swoje ręce. Zawsze mógł na nią liczyć. 

Kiedy  pojawił  się  na  Bruton  Street,  Radley  otworzył  mu 

drzwi, nim zdążył zastukać. 

- Wszystko gotowe? - zapytał  lokaja  i partnera w rozmaitych 

spiskach. 

- Tak, sir. Kiedy pojawi się nasz artysta? 
-  Przepowiadam, że  przybędzie  najpóźniej  jutro, z wieściami 

o nadzwyczajnym znalezisku. 

Wielkie  nieba.  Co  robić?  -  westchnęła  Emma,  gdy  sir  Peter 

się pożegnał. Obserwowała przez okno jego powóz toczący się 
w kierunku Berkeley Square. 

-  To  proste.  George  wpadnie  na  dzień  do  Londynu,  by 

wycenić  jakieś  znalezisko.  Mam  nadzieję,  że  znalazł  coś 
cennego - powiedziała lady Titheridge. 

-  Wszystko  tak  bardzo  się  skomplikowało.  Trzeba  cudu, 

żebym wyszła z tego cało. 

- Kiedy George złoży wizytę na Bruton Street? 
-  Najwcześniej  jutro  rano.  Będę  musiała  wymyślić  jakąś 

historię  dla  mateczki.  Dość  mam  już  oszustw  i  zwodzeń  - 
powiedziała Emma żałośnie. 

-  Wiem.  I  mnie  ciężko  na  duszy.  -  Głos  lady  Titheridge 

przeczył jednak słowom. 

Następnego  dnia  Emma  pojawiła  się  u  lady  Titheridge  z 

samego  rana  i  z  promiennym  uśmiechem  pobiegła  do  pokoju, 
gdzie zwykle przeistaczała się w George’a. 

- Dobre nowiny, jak mniemam - powitała ją dama. 
-  W  rzeczy  samej.  Przyszedł  list  od  George’a.  Pisze,  że 

znalazł  prawdziwy  skarb!  Bransolety,  naszyjniki,  monety. 
Zamierza wkrótce przyjechać do Londynu, ale nie zatrzyma się 
w domu, tylko u przyjaciela, który jest członkiem Towarzystwa 
Starożytników.  Będzie  mu  towarzyszył  sir  William.  Nie  ma 
szans, by spotkał się z sir Peterem. 

- To dobrze. Dzisiaj po raz ostatni  będziesz  musiała udawać. 

Koniec zmartwień. Emma na wszelki wypadek odpukała. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

174

 
 

16 

Wchodziła  na  Bruton  Street  ze  złymi  przeczuciami.  To 

zdecydowanie, nieodwołalnie ostatnia jej wizyta w przebraniu. 
Zęby nie wiem co. 

Gdy  Radley  prowadził  ją  do  gabinetu,  przyglądała  mu  się  z 

niedowierzaniem.  Nic.  Nie  mrugnie  nawet  okiem.  Należy 
zapewne  do  tych  lokai,  którzy  nic  nie  widzą  i  nie  słyszą. 
Pozazdrościć takiego sługi. 

Sir  Peter  stał  w  kącie  pokoju  i  oglądał  brązową  statuetkę, 

której Emma dotąd nie widziała. 

-  Znalazłem  ją  na  dnie  skrzyni,  w  której  były  obiekty 

przywiezione z  Egiptu,  owiniętą  w  papiery  i szmaty. Omal  jej 
nie wyrzuciłem. 

Po chwili milczenia dodał: 
-  Teraz,  kiedy  mamy  wreszcie  widoki  na  pokój,  zamierzam 

jechać  do  Egiptu,  i  to  jak  najszybciej.  Chcę  na  miejscu 
dowiedzieć się  więcej  o  obiektach  zgromadzonych przez ojca. 
Rysunki  będą  mi  bardzo  pomocne.  -  Wskazał  na  szkice 
sporządzone przez Emmę. 

Serce  jej  się  ścisnęło  na  tę  wiadomość,  ale  skinęła  tylko 

głową.  Gorąco  pragnęła  podróżować  z  sir  Peterem,  ujrzeć 
egzotyczne miejsca, skąd pochodziły jego zbiory, lecz nie było 
jej to pisane. 

-  Nie  sądzę,  byś  chciał  jechać  ze  mną.  Nie,  to  niemożliwe  - 

odpowiedział  sam sobie. - Ty zapewne  myślisz już o miesiącu 
miodowym  w  Rzymie.  Szczęściarz  z  ciebie.  Ale  i  ja  mam 
podobne plany. Chcę zabrać swoją damę do Egiptu. 

Poczuła  się  tak,  jakby  zadał  jej  cios  szpadą  prosto  w  serce. 

Poza  Richendą  de  Lacey  nie  przychodziła  jej  do  głowy  żadna 
kobieta,  którą  sir  Peter  mógłby  darzyć  względami,  a  ta 
rozpieszczona  istota,  niezdolna  znosić  trudy  podróży,  wydała 
się  jej  ze  wszystkich  najmniej  odpowiednią  towarzyszką 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

175

naukowej ekspedycji. 

-  Nie  wiedziałem,  że  zamierzasz  się  żenić  -  powiedziała 

słabym głosem. - Moje gratulacje. 

-  A,  dziękuję  -  odparł  sir  Peter  nie  odrywając  wzroku  od 

statuetki. 

- I ja wkrótce się żenię. Znalazłem iście cesarski skarb, który 

powinien wywołać  nie  lada poruszenie  wśród starożytników. - 
Nie dbała już o to, czy sir Peter nie natknie się na George’a na 
jakimś spotkaniu koneserów. Chciała czym prędzej dokończyć 
stalowane rysunki i zniknąć. 

Och,  jakąż  miała  ochotę  stanąć  teraz  do  fechtunku  i 

zaatakować  Dancy’ego.  Zadrwił  z  niej,  wzbudził  w  sercu 
dziwne tęsknoty, a teraz odsuwał ją na bok. Cóż, ale Richendą 
była posażną panną. 

-  Co  za  sroga  mina  -  powiedział  sir  Peter  podnosząc  wzrok 

znad statuetki. 

-  Czyżby?  -  Nieco  ochłonąwszy  z  pierwszego  szoku,  Emma 

otworzyła  szkicownik  i  przystąpiła  do  pracy.  Jakże  pragnęła 
nadal  tu  przychodzić  i  rysować,  spędzać  godziny  w  tym 
magicznym  gabinecie,  w  towarzystwie  sir  Petera.  Starając  się 
nie  myśleć  o  jego  małżeństwie,  zaczęła  szkicować  statuetkę 
bogini. 

- Urocza, prawda? - zagadnął zaglądając jej przez ramię. 
- Richenda? Och, tak. Brylant pierwszej wody. - Rzekłszy to, 

natychmiast zrozumiała, że się zdradziła. 

- A skąd ona przyszła ci do głowy? - Autentyczne zdumienie, 

jakie  odmalowało  się  na  twarzy  sir  Petera,  napełniło  jej  serce 
wątłą otuchą. 

- George wspominał, że darzysz ją względami. 
- Nie, o kim innym mówiłem - odparł niejasno. 
- Owa dama zna twoje zamiary? 
- Dowie się o nich wkrótce. - Sir Peter położył na stole kilka 

przedmiotów, których rysunki chciał mieć, i wyszedł z pokoju. 

Powinien  dostać  kosza  za  taką  zarozumiałość.  To 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

176

niepodobna.  Planować  małżeństwo  i  trzymać  rzecz  w 
tajemnicy przed swoją wybranką! 

Gniew i zniewaga przydawały żywości jej palcom. Pracowała 

z  wściekłym  zapamiętaniem.  Około  południa  skończyła 
rysować.  Nie  widząc  nigdzie  sir  Petera,  zamierzała  wymknąć 
się  bez  słowa.  O  tak,  za  dużo  już  powiedziała.  A  jednak 
ciekawa  była,  kim  jest  kobieta,  którą  sir  Peter  zamierzał 
poślubić. 

W holu natknęła się na Radleya. 
- Sir Peter czeka  cię  w  sali  do  fechtunku, sir.  Zrezygnowana 

poszła  za  lokajem.  Sir  Peter  uznał  widać,  że  winien  jest 
podziękowania za jej pomoc. Niech i tak będzie. Pożegna się i 
skończy  mistyfikację.  Ta  maskarada  zbyt  już  zakłóciła  spokój 
jej umysłu. 

- Sir? - zagadnął Radley wchodząc do sali. 
-  Dziękuję,  Radley.  Skończyłeś  rysunki,  Cheney?  Bardzo  ci 

jestem wdzięczny za robotę. 

Ze  zgrozą  spojrzała  na  jego  przyodziewek.  Czyżby  ten 

przeklęty  człowiek  zamyślał  dać  jej  kolejną  lekcję  fechtunku? 
Najwyraźniej. 

- Nie spodziewałem się, że będziemy dziś ćwiczyć, mój stary 

-  mruknęła  niechętnie,  ale  nie  doczekawszy  się  odpowiedzi, 
zrezygnowana wzięła z jego dłoni maskę i szpadę. 

Zaczęli fechtować. 
- Masz coraz  lepszą technikę - pochwalił w końcu sir Peter  i 

ku  jej  zaskoczeniu  odłożył  broń.  Lekcja  skończyła  się  równie 
nieoczekiwanie jak zaczęła. 

Zaskoczona  tym  pośpiechem  wdziewała  surdut  już  na 

korytarzu. 

- Poradzisz sobie - rzekł niezbyt zrozumiale odprowadzając ją 

do wyjścia. 

-  Czy  wszystko  gotowe  na  wieczór,  sir?  -  zapytał  Radley, 

który pojawił się w holu. 

Spoglądała  na  obu  mężczyzn  ciekawa,  co  też  ma  się 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

177

wydarzyć wieczorem, chociaż zapewne jej to nie dotyczyło. 

- Wszystko przygotowane - odparł i zwrócił się do Emmy: 
-  Posłuchałem  twojej  siostry.  Ponieważ  jest  przekonany,  że 

złodziej  ciągle  czai  się  w  Londynie,  zastawiłem  na  niego 
pułapkę.  Wieczorem  oczekuję  Harry’ego  Portera.  Zechciałbyś 
też przyjść? - Przerwał, jakby zastanawiał się nad czymś przez 
moment.  -  Wiem,  że  jesteś  zajęty  nowym  znaleziskiem,  ale 
trzeba mi twej szpady. 

Na  chwilę  odjęło  jej  mowę.  Czyżby  prosił  o  pomoc?  Jest 

przecież  tylko  kobietą,  nawet  jeśli  on  widzi  w  niej  George’a. 
Najpierw  zapewniał  ją,  że  sobie  poradzi,  teraz  chce 
wykorzystać  jej  świeżo  nabyte  umiejętności  w  robieniu  białą 
bronią. 

- Trzeba ci mojej szpady? - powtórzyła. 
- Bardzo. 
Skinęła  wreszcie  głową.  Co  prawda  przyrzekła  sobie  nigdy 

już się nie przebierać, ale ciekawość wzięła górę. 

- O której? 
-  Około  dziewiątej  -  powiedział  sir  Peter  i  Radley  otworzył 

przed nią drzwi. 

-  O  dziewiątej  -  potwierdziła  i  ruszyła  w  kierunku  fiakra, 

który  czekał  na  nią  tam  gdzie  zwykle.  Wiedziała,  że  to  ze 
wszech  miar  niemądre,  ale  chciała  być  tego  wieczoru  z  sir 
Peterem. 

- Nie powinien pan wciągać w to młodej damy, sir - prychnął 

Radley. 

- Wszystko będzie dobrze. Po raz ostatni spotkam się dzisiaj z 

moim George’em i kwita. 

Radley zrobił niedowierzającą minę. 
- Chcesz iść wieczorem do domu mojego siostrzeńca? Czy to 

aby  bezpieczne?  Co  innego  rano,  kiedy  nikogo  nie  ma,  ale 
narażać  się  przy  ludziach,  że  cię  zdemaskują?  -  Lady 
Titheridge zatroskana krążyła po pokoju. 

- Muszę to widzieć. Wiem, że ktoś czyha na zbiory sir Petera. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

178

Być może pojawi się właśnie dzisiaj wieczorem. 

- Prawda, zapowiada się bezksiężycowa noc - przyznała stara 

dama  zerkając  na  pochmurne  niebo  za  oknem.  Jeśli  ten  zbir 
desperacko  potrzebuje  pieniędzy,  gotów  znowu  uderzyć.  Ale 
żeby Peter oczekiwał wsparcia twojej szpady? Wierzyć się nie 
chce! Tak czy inaczej, bądź ostrożna. Ja wieczorem wychodzę, 
ale Braddon, jak zwykle, pomoże ci się przebrać. Po raz ostatni 
- oznajmiła stanowczo. 

- Zapewniał, że nic mi nie grozi. 
-  Męskie  obietnice.  Nigdy  im  nie  wierz,  moja  droga. 

Wychodząc Emma zatrzymała się jeszcze przy drzwiach. 

- Mówi, że wkrótce zamierza  się żenić i że chce zabrać  żonę 

do  Egiptu.  Nie  zdradził  jej  imienia,  ale  to  nie  Richenda  de 
Lacey. Pytałam, bo tylko ona przyszła mi do głowy. Nie wiem, 
kto inny mógłby zaprzątać jego uwagę. 

-  Nikt  oprócz  ciebie  -  powiedziała  cicho  lady  Titheridge. 

Emma  rozmyślała  o  słowach  starej  damy  w  drodze  do  domu. 
Uznała,  że  to  żadna  odpowiedź:  nie  widziała  się  w  roli 
kandydatki na żonę Petera, chociaż kochała go z całego serca. 

Dzień wlókł się nieznośnie. Dolewała herbatki pani Bascomb 

i  pani  Hamley.  Przejętą  w  najwyższym  stopniu  nowym 
odkryciem 

George’a 

mateczkę 

karmiła 

pigułkami 

uspokajającymi  doktora  Vemala.  Jednym  uchem  słuchała 
toczących  się  rozmów,  zatopiona  w  myślach  i  pełna 
oczekiwań. 

- Zapewne sir William wraz z całą rodziną zjedzie wkrótce do 

Londynu - oznajmiła pani Cheney przerywając jej rozmyślania. 

-  Wątpię,  wiesz  przecież,  że  lady  Johnson  przykuta  jest  do 

wózka, ale byłaby  na pewno zachwycona, gdybyś wraz z papą 
złożyła jej wizytę. 

Rozmowa  potoczyła  się  wokół  perspektywy  wyjazdu  do 

Sussex.  W  końcu  wyczerpawszy  temat  przyjaciółki  mateczki 
zakończyły popołudniową wizytę. 

-  Włóż  wieczorem  tę  suknię  z  kremowej  tafty  - 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

179

zadysponowała  mateczka,  gdy  zostały  same.  -  Jest  taka 
kobieca,  ślicznie  ci  w  niej.  Nie  rozumiem,  dlaczego  nikt 
jeszcze nie poprosił o twoją rękę. Masz powodzenie na balach i 
wieczorkach  tańcujących,  bywasz  w  Almack,  co  nie  każdej 
pannie  jest  dane.  Prawdziwa  zagadka.  -  Westchnęła,  po  czym 
udała  się  na  popołudniowy  spoczynek,  zostawiając  Emmę 
samą ze swymi myślami. 

Rzeczywistość  istotnie  nie  przedstawiała  się  różowo.  Nie 

dość,  że  sir  Peter  zamierza  się  żenić  z  inną  kobietą,  i  ona 
będzie  musiała  wyjść  za  mąż.  Jeśli  nie  znajdzie  kogoś,  kogo 
towarzystwo  zdoła  znieść,  czeka  ją  życie  panny  rezydentki, 
biednej krewnej w domu George’a i Beatrice. 

Tak  czy  inaczej,  sir  Peter  chce  jej  pomocy  dzisiejszego 

wieczoru i w tej chwili tylko to się liczyło. 

 
S
uknia z kremowej  tafty  wszystkim  się podobała, nawet pan 

Brummell  pochwalił  toaletę.  Emma  tymczasem  co  jakiś  czas 
zerkała na zegar. 

-  Sprawiasz wrażenie,  jakby  dokądś  było  ci  spieszno, pani.  - 

Słowa Brummella wprawiły ją, zakłopotanie. 

-  Sprawdzam  tylko,  która  godzina.  Wszędzie  wyglądała  sir 

Petera,  ale  widać  zajęty  był  damą,  którą  zamierzał  poślubić. 
Raptem usłyszała znajomy głos. 

-  Tu  jesteś.  Wszędzie  cię  szukałem.  Ślicznie  wyglądasz, 

urocza suknia. Dzisiaj bez kryzy? Machinalnie dotknęła szyi. 

- Nie chcę, by się opatrzyła. 
- Zatańczysz ze mną, moja droga? 
Rozległy  się  pierwsze  takty  menueta.  Orkiestrę  Almack 

prowadził tego wieczoru Colnet, wzięty dyrygent, który często 
grywał na prywatnych balach. 

Było  coś  upojnego  w  tańcu,  coś,  czego  nigdy  dotąd  nie 

odczuwała. Może sprawiał to afekt,  jaki żywiła dla sir Petera? 
Posmutniała  na  tę  myśl.  Gdy  muzyka  umilkła  i  gdy  sir  Peter 
odprowadził ją do rodzicielki, namówiła mateczkę, by wracały 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

180

do domu. Nie chciała widzieć, z kim  będzie tańczył, poza tym 
czas  płynął,  a  musiała  jeszcze  przebrać  się  przed  wizytą  na 
Bruton Street. 

 
R
ad  jestem, że cię widzę - powitał  ją sir Peter w mrocznym, 

oświetlonym  ledwie  jedną  świecą  holu.  -  Bałem  się,  że  zajęty 
innymi sprawami zapomnisz o mojej prośbie. 

-  Dotrzymuję  danego  słowa  -  odparła  Emma  urażonym 

tonem. 

- Zapamiętam to sobie. Oto twoja szpada. Jeśli ktoś czyha na 

moją  kolekcję,  musimy  odkryć,  kto  to  jest.  Rozpowiedziałem 
wokół, że  nie  będzie  mnie  dzisiaj  w  domu, że wieczór spędzę 
w klubie, potem na balu. 

W  półmroku  spoglądała  na  ukochaną  twarz.  Nie  mógł  się 

zapewne domyślać uczuć, jakie w niej budził. Nie ważyłaby się 
ich okazać. Ani jako George, ani jako Emma. Młoda dama nie 
może wszak rzucać się na szyję swemu wybranemu. 

Czas  płynął,  a  ona  siedziała  obserwując  w  milczeniu 

ukochanego, póki nie zapadły zupełne ciemności. 

Raptem usłyszała  jakiś odgłos. Wstrzymała oddech i poczuła 

dłoń sir Petera na ramieniu. 

-  A  ja  nie  dowierzałem  Emmie.  Przeproś  ją  ode  mnie  - 

szepnął. 

A więc nie zamierza widzieć jej więcej, przemknęło jej przez 

głowę. Wyjedzie z żoną do Egiptu. Koniec. Kropka. 

Doszedł  ją  odgłos  tłuczonego  szkła  i  ciche  przekleństwa. 

Nasłuchiwała bez ruchu. Błysnęło światło, po chwili zapłonęła 
świeca.  Zerknęła  zza  gabloty,  gdzie  przycupnęli  ukryci,  w 
nadziei, że dojrzy intruza. Omal nie krzyknęła. Swinburne! Ale 
jak odmieniony w czarnym przebraniu zamiast w zwykłym dla 
siebie stroju galanta. 

Sir  Peter  zaczął  czołgać  się  w  jego  stronę.  Już  miał 

pochwycić  złoczyńcę,  gdy  zdradził  go  brzęk  szpady,  który 
zabrzmiał niczym eksplozja. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

181

Swinburne obrócił się gwałtownie. 
- Kto tu jest? - szepnął wypatrując oczy w ciemnościach. Sir 

Peter  na  powrót  się  przyczaił.  Emma  z  bronią  w dłoni  zaczęła 
skradać się ku złodziejowi od przeciwnej strony. 

- Coś słyszałem. - Swinburne trwał bez ruchu. - Kot pewnie - 

mruknął pod nosem. 

Jego  głos  nie  przypominał  w  niczym  tego,  który  przybierał 

wobec  dam  w  towarzystwie.  Jakby  na  zawołanie  pojawił  się 
kot,  otarł  o  nogi  Swinburne’a,  potrącił  jakieś  narzędzie,  które 
ten przyniósł ze sobą, i zniknął. 

Rozległ  się  odgłos  rozbijanego  szkła  gabloty,  potem  cichy 

szelest. 

-  Znowu  kot?  Uciekaj,  przebrzydłe  zwierzę.  -  Swinburne 

parsknął. 

W  tej  samej  chwili  sir  Peter  runął  na  intruza  i  obalił  go  na 

podłogę.  Emma  przyskoczyła  ze  szpadą  w  dłoni  do 
szamoczących się mężczyzn. Nagle pokój rozświetliły lampy, a 
w progu stanęli Harry Porter i Radley. 

Oczom  Emmy  ukazała  się  straszna  scena:  Swinburne  dusił 

ramieniem sir Petera. 

-  Ty  łotrze! Niegodziwcze!  Szubrawcze! - krzyknęła gotowa 

do  ciosu,  biorąc  Swinburne’a  z  zaskoczenia.  Widział  dwie 
postacie w progu. Trzeciej się nie spodziewał. 

- Miało cię  nie  być  w  domu  -  sarknął  wściekle pod adresem 

Petera. 

Sir  Peter  mocnym  szarpnięciem  uwolnił  się  od  napastnika. 

Oddychał  ciężko,  z  trudem  łapiąc  powietrze,  niezdolny  do 
ataku.  Niewiele  się  namyślając,  a  widząc,  że  Swinburne  nie 
myśli  kapitulować,  ją  zaś  ignoruje,  Emma  zrobiła  gwałtowny 
wypad i cięła napastnika w ramię. 

Swinburne  obrócił  się  gwałtownie,  krzyknął  z  bólu.  Emma 

gotowała się do ponownego zadania ciosu. 

- Dobrze! - zawołał sir Peter, podniósł się z wysiłkiem i natarł 

z drugiej strony. - Poddaj się, łajdaku! 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

182

- Za nic - warknął Swinburne. 
Ostatnie, co Emma zapamiętała, to straszny krzyk sir Petera i 

wzniesiona  do  ciosu  nad  jej  głową  brązowa  statuetka  w  dłoni 
Swinburne’a. 

 
O
dzyskawszy  przytomność,  usiłowała  usiąść.  Na  próżno. 

Głowa jej pękała, ale nie to było ważne. Ktoś trzymał ją mocno 
w ramionach. 

- Kto... co się stało? - szepnęła słabo. 
-  Dzięki  Bogu  -  usłyszała  głos  sir  Petera  i  poczuła  jak 

delikatnie,  z  czułością  całuje  jej  czoło,  szepcząc  przy  tym 
serdeczne, ciepłe słowa. 

„Moje  biedne  kochanie”  i  „skarbie  najdroższy”  brzmiały  jej 

w  uszach  niczym  najsłodsza  muzyka.  Od  dawna  tęskniła  za 
tym, by jak teraz tulił ją do piersi. Podniosła z wahaniem dłoń i 
pogładziła  go  po  twarzy.  Nawet  w  półmroku  mogła  dojrzeć 
jego pełne uwielbienia spojrzenie. 

Raptem się ocknęła. 
Mężczyźni 

nie 

obdarzają 

się 

przecież 

nawzajem 

pieszczotami.  W  każdym  razie  nie  w  książkach,  które 
czytywała. 

Próbowała  uwolnić  się  z  jego  objęć,  ale  przytulił  ją  jeszcze 

mocniej. 

-  Nie  zniósłbym  tego,  gdyby  coś  ci  się  przytrafiło  - 

powiedział zdławionym głosem i począł ją całować. 

-  Nie  powinieneś  tego  robić  -  sprzeciwiła  się,  oszołomiona 

cudownym uczuciem. 

- Nie robię nic złego. Zabiorę cię ze sobą. Będziemy razem - 

powiedział czule i musnął lekko wargami jej czoło. 

- Nie możesz - obruszyła się zgorszona jak nigdy w życiu. 
-  Mogę.  Twoi  rodzice  na  pewno  się  zgodzą,  kiedy  się  o 

wszystkim dowiedzą. 

- Przecież dla ciebie jestem George’em - jęknęła zrozpaczona. 
-  George jest  w  Sussex  -  padła  spokojna  odpowiedź  i Emma 

scandalous

Z netu poprawki - Irena

background image

 

183

poddała się kolejnemu pocałunkowi, słodszemu niż poprzedni. 

- Wiesz, że nie jestem George’em? - zapytała, gdy odzyskała 

wreszcie mowę i dar trzeźwego myślenia. 

- Moja najdroższa Emmo, wiedziałem od początku, gdy tylko 

przestąpiłaś próg mojego domu, by zobaczyć mumię. Podobnaś 
do  niego,  prawda,  ale  ja  nie  jestem  krótkowzroczny.  - 
Przechylił  głowę  zastanawiając  się  nad  czymś.  -  Do  ślubu 
musisz  włożyć  naszyjnik  księżniczki.  Będzie  ci  w  nim 
cudownie. 

Do głębi urażona, mimo uszu puszczając opowieści o ślubie i 

naszyjniku,  Emma  wreszcie  usiadła  i  z  całych  sił  zdzieliła  sir 
Petera. 

-  Wiedziałeś!  I  pomyśleć,  że  musiałam  tak  się  męczyć.  - 

Pomstowałaby  tak  długo  jeszcze,  ale  sir  Peterowi  co  innego 
było  w  głowie.  Przytulił  ją  i  na  swój  sposób  wiódł  dalej  ich 
spór. 

Emma uległa. Na jakiś czas. 
Radley,  który  właśnie  wyekspediował  Harry’ego  Portera  z 

zakutym  w  kajdanki  Swinburne’em,  stał  w  progu  i  spoglądał 
rozpromieniony na parę kochanków. 

Czuwała nad nimi egipska bogini: ustawiona na należnym jej 

miejscu  w  gablocie,  obserwowała  całą  scenę  z  czułym 
uśmiechem. 

scandalous

Z netu poprawki - Irena