background image

Lew Dawidowicz Trocki

Rewolucja hiszpańska

Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

WARSZAWA 2010

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 2 –

http://skfm.dyktatura.info/

Artykuł Lwa Dawidowicza Trockiego „Rewolucja 
hiszpańska” został napisany 24 stycznia 1931 r. w 
Prinkipo   (Turcja)   i   opublikowany   w   piśmie 
„Biuletyn Opozycji”, nr 19, marzec 1931.

Niniejsze   opracowanie   jest   pierwszym 
drukowanym wydaniem tekstu w języku polskim.

Tłumaczenie   na   język   polski:   Tadeusz   Walczak 
(Borys Hass). Korekta przekładu: Piotr Strębski.

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

1. Stara Hiszpania

Łańcuch kapitalizmu znów może zostać przerwany w najsłabszym ogniwie – przyszła kolej na 

Hiszpanię. Ruch rewolucyjny rozwija się w tym kraju z taką siłą, że z góry odbiera ona reakcji całego 
świata wiarę w szybkie przywrócenie porządku na Półwyspie Pirenejskim.

Hiszpania   bez   wątpienia   należy  do   najbardziej   zacofanych   krajów   Europy.   Zacofanie   jej   ma 

jednak   szczególny   charakter,   obciążony   historyczną   przeszłością   kraju.   Gdy   Rosja   carów   zawsze 
pozostawała daleko w tyle wobec swych zachodnich sąsiadów i wolno posuwała się naprzód pod ich 
naciskiem, Hiszpania znała okresy wielkiego rozkwitu, wyższości nad zacofaną Europą i panowania nad 
Ameryką Południową. Potężny rozwój handlu, wewnętrznego i światowego, coraz bardziej przeważał nad 
feudalnym   rozdrobnieniem   prowincji   i   partykularyzmem   narodowych   części   kraju.   Wzrost   siły   i 
znaczenia   hiszpańskiej   monarchii   był   w   owe   stulecia   nierozerwalnie   związany   z   centralną   rolą 
handlowego kapitału i stopniowym formowaniem się hiszpańskiego narodu.

Odkrycie   Ameryki,   które   najpierw   wzbogaciło   i   podniosło   Hiszpanię,   obróciło   się   następnie 

przeciwko niej. Wielkie szlaki handlowe oddaliły się od Półwyspu Pirenejskiego. Wzbogacona Holandia 
odpadła od Hiszpanii. W ślad za Holandią wyrosła nad Europą Anglia, wysoko i na długo. Począwszy od 
drugiej połowy XVI wieku, Hiszpania podupada. Od czasu rozgromienia Wielkiej Armady (1588) upadek 
ten przybiera, rzec można, charakter oficjalny. Nadciąga ów stan feudalno-burżuazyjnej Hiszpanii, który 
Marks nazwał „bezsilnym i długotrwałym gniciem”.

Stare i nowe klasy panujące – szlachta obszarnicza, katolickie duchowieństwo ze swą monarchią, 

klasy burżuazyjne z ich inteligencją – uparcie próbują zachowywać dawne pretensje, lecz, niestety, bez 
dawnych zasobów. W 1820 roku ostatecznie odłączyły się południowoamerykańskie kolonie. Wraz z 
utratą Kuby w 1898 roku, Hiszpania prawie całkowicie pozbawiona została kolonialnych posiadłości. 
Awantury w Maroku tylko rujnowały kraj, zwiększając i bez tego głębokie niezadowolenie ludu.

Zatrzymanie ekonomicznego rozwoju Hiszpanii nieuchronnie osłabiało, zawarte w kapitalizmie, 

tendencje centralistyczne. Upadek handlowego i przemysłowego życia miast i związków ekonomicznych 
między nimi nieuchronnie prowadził do zmniejszenia zależności od siebie poszczególnych prowincji. To 
właśnie  jest  główną przyczyną tego, że  burżuazyjnej  Hiszpanii  po dziś  dzień  nie udało się  pokonać 
odśrodkowych tendencji swych historycznych prowincji. Ubóstwo źródeł ogólnonarodowej gospodarki i 
poczucie   osłabienia   we   wszystkich   częściach   kraju   mogły   ożywiać   tylko   separatystyczne   tendencje. 
Partykularyzm występuje w Hiszpanii ze szczególną siłą, zwłaszcza w sąsiedztwie Francji, gdzie Wielka 
Rewolucja ostatecznie ugruntowała dominację burżuazyjnego narodu, jedynego i niepodzielnego, nad 
starymi feudalnymi prowincjami.

Nie pozwalając na uformowanie się nowego burżuazyjnego społeczeństwa, zastój ekonomiczny 

rozkładał także i stare klasy panujące. Dumna szlachta okrywała nierzadko swą wyniosłość dziurawym 
płaszczem. Kościół grabił chłopstwo, od czasu do czasu zmuszony był jednak znosić grabież ze strony 
monarchii. Ta ostatnia, jak zauważył Marks, miała więcej cech zbieżnych z azjatyckim despotyzmem, niż 
z europejskim absolutyzmem. Jak to rozumieć? Porównanie caratu z azjatyckim despotyzmem, robione 
niejednokrotnie, wydaje się o wiele bardziej naturalne, tak geograficznie, jak i historycznie. Ale i w 
stosunku do Hiszpanii porównanie to pozostaje całkowicie w mocy. Różnica polega jedynie na tym, że 
carat powstawał w oparciu o skrajnie powolny rozwój zarówno szlachty, jak i prymitywnych ośrodków 
miejskich.   Natomiast   hiszpańska   monarchia   powstała   w   warunkach   upadku   kraju   i  rozkładu  klas 
panujących. O ile europejski absolutyzm mógł w ogóle stanąć na nogi tylko dzięki walce rosnących w siłę 
miast przeciwko starym uprzywilejowanym warstwom, to hiszpańska monarchia, podobnie jak rosyjski 
carat, zaczerpnęła swej względnej siły z bezsilności zarówno starych warstw, jak i miast. Na tym polega 
jej niewątpliwe podobieństwo do azjatyckiego despotyzmu.

Przewaga tendencji odśrodkowych nad dośrodkowymi, zarówno w gospodarce jak i w polityce, 

podważała   grunt   pod   hiszpańskim   parlamentaryzmem.   Nacisk   rządu   na   wyborców   miał   decydujący 
charakter – w ciągu ostatniego stulecia wybory niezmiennie dawały większość rządowi. Jako że kortezy 
były zależne od kolejnego ministerstwa, to samo ministerstwo w sposób naturalny popadało w zależność 
od   monarchii   –   Madryt   robił   wybory,   a   władza   znajdywała   się   w   rękach   króla.   Monarchia   była   w 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 3 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

dwójnasób niezbędna izolowanym i zdecentralizowanym klasom panującym., niezdolnym władać krajem 
we własnym imieniu. I ta monarchia, będąca odzwierciedleniem słabości całego państwa, była – między 
dwoma przewrotami – wystarczająco silna, by narzucić swą wolę krajowi. Ogólnie, system państwowy 
Hiszpanii można nazwać  degeneracyjnym absolutyzmem, ograniczonym okresowymi pronunciamiento
Postać Alfonsa XIII bardzo dobrze odzwierciedla ten system – i od strony wynaturzeń i absolutystycznych 
tendencji, i strachu przed  pronunciamiento. Lawirowanie króla, jego zdrady, jego wiarołomstwo i jego 
zwycięstwa nad wrogimi mu przejściowymi kombinacjami nie leżą bynajmniej w charakterze samego 
Alfonsa XIII, lecz całego systemu rządów; w nowych warunkach Alfons XIII powtarza niesławną historię 
swego pradziada, Ferdynanda VII.

Obok   monarchii   i   w   sojuszu   z   nią   scentralizowaną   siłę   stanowiło   jedynie   duchowieństwo. 

Katolicyzm po dziś dzień pozostaje religią państwową, duchowieństwo odgrywa ogromną rolę w życiu 
kraju,   będąc   najbardziej   stabilną   osią   reakcji.   Państwo   traci   corocznie   wiele   dziesiątków   milionów 
pesetów na podtrzymanie kościoła. Religijne zakony są niezwykle liczne, posiadają duże majątki i jeszcze 
większe wpływy. Liczba zakonników i zakonnic sięga 70 tysięcy, zbliżając się do liczby uczniów szkoły 
średniej i ponad dwukrotnie przewyższając liczbę studentów. Nie może to dziwić w warunkach, gdy 45 
procent   ludności   nie   umie   ani   czytać,   ani   pisać.   Główna   masa   analfabetów   skupiona   jest,   rzecz 
zrozumiała, na wsi.

Jeśli chłopstwo w epoce Karola V (Carlosa I) mało korzystało z potęgi hiszpańskiego imperium, to 

później ponosiło najcięższe konsekwencje jego upadku. Wiodło ono w ciągu stuleci nędzny, a w wielu 
prowincjach – głodowy byt. Stanowiąc i dzisiaj ponad 70 procent ludności, chłopstwo dźwiga na swych 
barkach   główny   ciężar   państwowej   budowli.   Brak   ziemi,   brak   wody,   wysoki   czynsz   dzierżawny, 
prymitywne wyposażenie gospodarstwa, pierwotna uprawa ziemi, wysokie podatki, dziesięcina kościelna, 
wysokie ceny na towary przemysłowe, nadmiar ludności wiejskiej, duża liczba włóczęgów, żebraków, 
mnichów – oto obraz hiszpańskiej wsi.

Sytuacja chłopstwa od dawna czyniła je uczestnikiem licznych powstań. Ale te krwawe zrywy 

biegły   nie   ogólnonarodowym,   lecz   lokalnym   torem,   barwiąc   się   w   najprzeróżniejsze,   najczęściej 
reakcyjne   kolory.   Tak   jak   hiszpańskie   rewolucje   w  całości   były  rewolucjami   małymi,   tak   chłopskie 
powstania przybierały formę małej wojny. Hiszpania jest klasycznym krajem guerilli.

2. Hiszpańska armia w polityce

Od   czasów   wojny  z   Napoleonem   w   Hiszpanii   powstała   nowa   siła   –   politykujące   oficerstwo, 

młodsze   pokolenie   klas   panujących,   dziedziczące   po   ojcach   ruinę   wielkiego   niegdyś   imperium   i   w 
znacznym stopniu zdeklasowane. W kraju partykularyzmu i separatyzmu armia, z konieczności, zyskała 
największe znaczenie jako siła scentralizowana. Stała się ona nie tylko oparciem dla monarchii, lecz także 
przekaźnikiem niezadowolenia wszystkich sektorów klas panujących, a przede wszystkim własnego – tak 
jak i biurokracja, oficerstwo werbuje się z pośród tych niezwykle licznych w Hiszpanii elementów, które 
żądają od państwa przede wszystkim środków do życia. A jako że apetyty różnych grup „oświeconego” 
społeczeństwa   znacznie   przewyższają   ilość   państwowych,   parlamentarnych   i   innych   stanowisk,   to 
niezadowolenie   pozostających  bez  etatu  żywi  partię  republikańską,  równie  chwiejną, jak  i  wszystkie 
ugrupowania   w   Hiszpanii.   Lecz   jako   że   pod   tą   chwiejnością   kryje   się   nierzadko   prawdziwe   i   ostre 
wzburzenie,   to   ruch   republikański   wyodrębnia   z   siebie   od   czasu   do   czasu   zdecydowane   i   odważne 
rewolucyjne grupy, dla których republika jest mistycznym hasłem ratunku.

Ogólna liczebność hiszpańskiej armii wynosi około 170 000 ludzi, w tym 13 tysięcy oficerów; do 

tego   dodać   trzeba   piętnaście   tysięcy  marynarki   wojennej.   Będąc   narzędziem   klas   panujących   kraju, 
dowództwo wciąga do swych spisków doły armii. Stwarza to warunki do samodzielnego ruchu żołnierzy. 
Już w przeszłości podoficerowie wdzierali się do polityki bez oficerów i przeciwko oficerom. W 1836 
roku podoficerowie garnizonu madryckiego, wznieciwszy powstanie, zmusili królową do obwieszczenia 
konstytucji.   W   1866   roku   niezadowoleni   z   arystokratycznych   porządków   w   armii   sierżanci   artylerii 
wzniecili bunt. Mimo wszystko kierownicza rola przypadała w przeszłości oficerstwu, żołnierze szli za 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 4 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

swymi niezadowolonymi dowódcami, chociaż niezadowolenie żołnierzy, politycznie bezradne, brało się z 
innych, głębszych społecznych źródeł.

Sprzeczności w armii zbieżne są zwykle z rodzajem wojsk. Im większych kwalifikacji wymaga 

dany rodzaj broni, tj. im większej wymaga inteligencji od żołnierzy i oficerów, tym bardziej, ogólnie 
biorąc, jest on otwarty na idee rewolucyjne. Gdy kawalerzyści ciążą zazwyczaj do monarchii, wśród 
artylerzystów jest duży procent republikanów. Nic więc dziwnego, że i lotnicy, najnowszy rodzaj broni, 
znaleźli się po stronie rewolucji i wnieśli do niej elementy indywidualistycznego awanturnictwa swego 
zawodu. Decydujące słowo przypada piechocie.

Historia   Hiszpanii   jest   historią   nieprzerwanych   rewolucyjnych   konwulsji.  Pronunciamiento  i 

przewroty pałacowe następują jeden za drugim. W ciągu wieku XIX i jednej trzeciej wieku XX dochodzi 
do nieustannych zmian politycznych reżimów i wewnątrz każdego z nich – jak w kalejdoskopie, zmiana 
ministerstw. Nie znajdując wystarczająco stabilnego oparcia ani w jednej z klas posiadających – chociaż 
wszystkie  jej potrzebowały – hiszpańska  monarchia nie raz popadała w zależność  od własnej  armii. 
Jednakże prowincjonalne zróżnicowanie Hiszpanii kładło swą pieczęć na charakter wojskowych spisków. 
Małostkowa   rywalizacja   junt   była   tylko   zewnętrznym   wyrazem   tego,   że   hiszpańskie   rewolucje   nie 
posiadały  kierowniczej   klasy.   Właśnie   dlatego   monarchia   niezmiennie   tryumfowała   nad   każdą   nową 
rewolucją. Jednakże czas jakiś po tryumfie porządku chroniczny kryzys znów dawał o sobie znać ostrym 
wzburzeniem – żaden z tych obalających jeden drugiego reżimów nie zapuszczał pługa głęboko w grunt. 
Każdy z nich szybko się zużywał w walce z trudnościami, które wyrastały z ubóstwa ogólnonarodowego 
dochodu   przy   niewspółmiernych   apetytach   i   pretensjach   klas   panujących.   Widzimy   zwłaszcza,   jak 
haniebnie zakończyła swe dni ostatnia wojskowa dyktatura. Groźny Primo de Rivera upadł nawet bez 
nowego pronunciamiento – po prostu uszło z niego powietrze, jak z dętki, która trafiła na gwóźdź.

Wszystkie minione hiszpańskie przewroty były ruchem mniejszości przeciwko mniejszości – klasy 

panujące i na wpół panujące niecierpliwie wyrywały sobie z rąk państwowy pieróg.

Jeśli jako  permanentną rewolucję  rozumieć narastanie społecznych przewrotów, przekazujących 

władzę w ręce najbardziej zdecydowanej klasy, która następnie używa jej dla likwidacji wszystkich klas, a 
więc   i   samej   możliwości   nowych   rewolucji,   to   trzeba   stwierdzić,   że   mimo   „nieprzerywalności” 
hiszpańskich przewrotów, nie ma w nich niczego podobnego do rewolucji permanentnej – są to raczej 
chroniczne konwulsje, w których znajduje swój wyraz zadawniona choroba odrzuconego wstecz narodu.

Co prawda, lewe skrzydło burżuazji, zwłaszcza w postaci młodej inteligencji, już dawno stawiało 

sobie   za   zadanie   przekształcenie   Hiszpanii   w   republikę.   Hiszpańscy  studenci,   którzy  z   tych   samych 
przyczyn co i oficerstwo pochodzili  przeważnie z niezadowolonej młodzieży, przywykli odgrywać w 
kraju   rolę   absolutnie   niewspółmierną   do   swej   liczebności.   Panowanie   katolickiej   reakcji   rozpalało 
opozycję uniwersytetów, przydając jej antyklerykalnego charakteru. Jednakże nie studenci tworzą reżim. 
Na   swych   kierowniczych   szczytach   hiszpańscy   republikanie   prezentują   skrajnie   konserwatywny 
społeczny program – widzą oni swój ideał w obecnej reakcyjnej Francji, uważając, że wraz z republiką 
przyjdzie do nich bogactwo i wcale nie zamierzają, a i nie są do tego zdolni, kroczyć drogą francuskich 
jakobinów; ich strach przed masami jest silniejszy, niż ich wrogość do monarchii.

Jeśli szczeliny i pory społeczeństwa burżuazyjnego zapełnione są w Hiszpanii zdeklasowanymi 

elementami klas panujących, licznymi poszukiwaczami stanowisk i dochodów, to na dole, w szczelinach 
fundamentu,   takie   samo   miejsce   zajmują   liczni   lumpenproletariusze,   zdeklasowane   elementy   klas 
pracujących.  Laccaroni  w   krawatach,   tak   jak   i  laccaroni  w   łachmanach   są   ruchomymi   piaskami 
społeczeństwa.   Tym   niebezpieczniejsi   są   dla   rewolucji,   im   mniej   ona   sama   znalazła   prawdziwie 
dynamiczne oparcie i swe polityczne kierownictwo.

Sześć   lat   dyktatury   Primo   de   Rivery   przydusiło   do   ziemi   i   sprasowało   wszystkie   rodzaje 

niezadowolenia   i   wzburzenia.   Lecz   dyktatura   niosła   w   sobie   nieuleczalną   ułomność   hiszpańskiej 
monarchii   –   silna   w   stosunku   do   każdej   z   rozdrobnionych   klas,   pozostawała   bezsilna   wobec 
historycznych   potrzeb   kraju.   Doprowadziło   to   do   tego,   że   dyktatura   rozbiła   się   o   podwodne   rafy 
finansowych i innych trudności, zanim zdążyła ją dopaść pierwsza rewolucyjna fala. Upadek Primo de 
Rivery przebudził wszystkie rodzaje niezadowolenia i wszystkie nadzieje. Tak to generał Berenger okazał 
się odźwiernym rewolucji.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 5 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

3. Hiszpański proletariat i nowa rewolucja

W tej nowej rewolucji na pierwszy rzut oka znajdujemy te same elementy, co w szeregu innych: 

wiarołomną   monarchię;   rozdrobnione   frakcje   konserwatystów   i   liberałów,   nienawidzących   króla   i 
pełzających   przed   nim   na   brzuchu;   prawicowych   republikanów,   zawsze   gotowych   do   zdrady,   i 
lewicowych republikanów, zawsze gotowych do awantury; oficerów-spiskowców, z których jedni chcą 
republiki,  a inni – awansu; niezadowolonych studentów, na których z trwogą spoglądają ojcowie; w 
końcu strajkujących robotników, rozbitych między różne organizacje, i chłopów, wyciągających ręce po 
widły, a nawet po karabin.

Byłoby   jednak   największym   błędem   mniemanie,   iż   obecny   kryzys   rozwinie   się   na   obraz   i 

podobieństwo  wszystkich  poprzednich.  Ostatnie   dziesięciolecia,  zwłaszcza   zaś  lata   wojny światowej, 
przyniosły znaczące zmiany w gospodarce kraju i w społecznej strukturze narodu. Oczywiście, i teraz 
jeszcze Hiszpania pozostaje w ogonie Europy. W kraju jednak rozwinął się własny przemysł, z jednej 
strony wydobywczy, z drugiej – lekki. W okresie wojny bardzo się rozwinął przemysł węglowy, tekstylny, 
budownictwo elektrowni wodnych itp. Wyrosły nad krajem przemysłowe ośrodki i regiony. Stwarza to 
nowy stosunek sił i otwiera nowe perspektywy.

Sukcesy   industrializacji   bynajmniej   nie   łagodzą   wewnętrznych   sprzeczności.   Przeciwnie, 

okoliczność, że przemysł Hiszpanii, jako kraju neutralnego, wyrósł pod złotodajnym deszczem wojny, 
sprawiła, że pod koniec wojny, gdy wyższe zagraniczne zapotrzebowanie znikło, zmieniła się w źródło 
nowych kłopotów. Nie tylko znikły zewnętrzne rynki – udział Hiszpanii w handlu międzynarodowym jest 
teraz nawet mniejszy niż przed wojną (1,1 proc. wobec 1,2 proc.) – lecz dyktatura musiała, przy pomocy 
najwyższego   w   Europie   muru   celnego,   bronić   rynku   wewnętrznego   przed   napływem   zagranicznych 
towarów. Wysokie cła prowadziły do wysokich cen, które podważały i bez tego niską zdolność nabywczą 
ludu. Dlatego też przemysł po wojnie nie wychodzi ze stanu niedomagania, co się wyraża w chronicznym 
bezrobociu z jednej strony i ostrymi wybuchami walki klasowej, z drugiej.

Burżuazja hiszpańska obecnie mniej jeszcze, niż w XIX stuleciu, może pretendować do owej 

historycznej roli, jaką odegrała niegdyś brytyjska czy francuska burżuazja. Pojawiwszy się zbyt późno, 
zależna od zagranicznego kapitału, wczepiona jak wampir w ciało ludu, wielka burżuazja przemysłowa 
Hiszpanii nie jest zdolna nawet na krótki czas wystąpić w charakterze przywódcy „nacji” przeciwko 
starym warstwom. Magnaci hiszpańskiego przemysłu wrogo przeciwstawiają się ludowi, stanowiąc jedną 
z najbardziej reakcyjnych grup w trawionym wewnętrzną wrogością bloku bankierów, przemysłowców, 
właścicieli   latyfundiów,   monarchii,   jej   generałów   i   urzędników.   Wystarczy   przypomnieć,   że 
najważniejszym oparciem dla dyktatury Primo de Rivery byli fabrykanci Katalonii.

Ale rozwój przemysłowy postawił na nogi i umocnił proletariat przemysłowy. Na 23 miliony 

ludności   –   byłoby  ich   znacznie   więcej,   gdyby  nie   emigracja   –   trzeba   liczyć   około   półtora   miliona 
robotników   zatrudnionych   w   przemyśle,   handlu   i   transporcie.   Do   tego   trzeba   dodać   taką   samą   w 
przybliżeniu liczbę robotników rolnych.

Życie społeczne Hiszpanii było skazane na kręcenie się w zaklętym kręgu dotąd, dokąd nie było 

klasy zdolnej do wzięcia rozwiązania rewolucyjnych problemów w swoje ręce. Wejście na historyczną 
arenę hiszpańskiego proletariatu gruntownie zmienia sytuację i otwiera nowe perspektywy. Żeby zdać 
sobie z tego sprawę, trzeba przede wszystkim zrozumieć, że ustanowienie ekonomicznego panowania 
wielkiej burżuazji i wzrost politycznego znaczenia proletariatu ostatecznie pozbawiły drobną burżuazję 
możliwości   zajmowania   kierowniczego   miejsca   w   politycznym   życiu   kraju.   Problem,   czy   obecne 
rewolucyjne wstrząsy mogą doprowadzić do prawdziwej rewolucji, zdolnej przebudować same podstawy 
narodowego bytu, sprowadza się więc do kwestii, czy hiszpański proletariat zdolny jest do wzięcia w swe 
ręce kierownictwa życiem narodu. Innego pretendenta do tej roli w składzie hiszpańskiej nacji nie ma. 
Tymczasem   historyczne   doświadczenie   Rosji   zdążyło   wystarczająco   obrazowo   wykazać   nam   ciężar 
gatunkowy   proletariatu,   zjednoczonego   przez   wielki   przemysł,   w   kraju   z   zacofanym   rolnictwem, 
spętanym siecią półfeudalnych stosunków.

Co  prawda, hiszpańscy robotnicy brali  już  bojowy udział  w rewolucjach XIX wieku; zawsze 

jednak na postronku burżuazji, zawsze na drugim planie, w charakterze siły wspomagającej. Samodzielna 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 6 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

rewolucyjna rola robotników umacnia się w ciągu pierwszej ćwierci XX wieku. Powstanie w Barcelonie 
w   1909   roku   pokazało,   jakie   siły   kryje   w   sobie   młody   proletariat   Katalonii.   Niezliczone   strajki, 
przechodzące bezpośrednio w powstania, miały miejsce także w innych częściach kraju. W roku 1912 
doszło do strajku robotników na kolei. Przemysłowe regiony stały się terenem śmiałych proletariackich 
walk.   Hiszpańscy   robotnicy   wykazali,   że   są   wolni   od   rutyny,   zdolni   do   szybkiego   reagowania   na 
wydarzenia i mobilizacji swych szeregów, odważni w natarciu.

Pierwsze lata powojenne, a dokładniej, pierwsze lata po rewolucji rosyjskiej (1917-1920) były dla 

hiszpańskiego proletariatu latami wielkich walk. Rok 1917 był świadkiem powszechnego rewolucyjnego 
strajku. Jego porażka, jak i porażka szeregu idących w ślad za nim ruchów, przygotowała warunki dla 
dyktatury Primo de Rivery. Gdy upadek tej ostatniej znów postawił w całej rozciągłości kwestię dalszego 
losu   hiszpańskiego   narodu,   gdy   tchórzliwe   intrygi   starych   klik   i   bezsilne   wytężanie   się 
drobnomieszczańskich radykałów jasno wykazały, że z tej strony nie ma co oczekiwać ratunku, robotnicy 
poprzez szereg śmiałych wystąpień strajkowych krzyknęli ludowi: tu jesteśmy!

„Lewicowi” europejscy dziennikarze burżuazyjni z pretensjami do naukowości, a w ślad za nimi i 

socjaldemokraci, filozofują na temat tego, że Hiszpania zamierza po prostu odtworzyć Wielką Rewolucję 
Francuską z prawie półtorawiekowym opóźnieniem. Wyjaśnianie tym ludziom, co to jest rewolucja – to 
rozmowa ze ślepym o kolorach. Przy całym swym zacofaniu Hiszpania daleko wyprzedziła Francję końca 
XVIII   stulecia.   Wielkie   przedsiębiorstwa   przemysłowe,   16   000   kilometrów   kolei   żelaznej,   50   000 
kilometrów telegrafu stanowią sobą znacznie ważniejszy czynnik rewolucji, niż historyczne wspomnienia.

Próbując   zrobić   krok   naprzód,   znany   angielski   tygodnik   „The   Economist”   mówi   odnośnie 

wydarzeń hiszpańskich: „Oddziałuje tu najprędzej wpływ Paryża 48-go i 71-go roku, niż wpływ Moskwy  
1917 roku”
. Ale Paryż ‘71 roku jest krokiem od ‘48 roku do 1917 roku. Dlatego też przeciwstawienie to 
pozbawione jest sensu.

Bez porównania poważniej i głębiej pisał L. Tarquin w „La Lutte de Classe” w zeszłym roku: 

„Proletariat (Hiszpanii), opierający się na masach chłopskich, jest jedyną siłą zdolną do wzięcia w swe  
ręce   władzy”
.   Perspektywa   rysuje   się   przy   tym   następująco:  „Rewolucja   powinna   doprowadzić   do 
dyktatury   proletariatu,   która   zrealizowałaby   rewolucję   burżuazyjną   i   śmiało   otworzyła   drogę  
przemianom socjalistycznym”
. Tak i tylko tak można stawiać obecnie problem!

4. Program rewolucji

Oficjalnym hasłem walki jest obecnie republika. Tymczasem rozwój rewolucji będzie popychać 

nie tylko konserwatywne i liberalne, ale i republikańskie sektory klas panujących pod sztandar monarchii. 
W czasie wydarzeń rewolucyjnych 1854 roku Cánovas Del Castillo pisał:  „Zabiegamy o zachowanie  
tronu, ale bez kamaryli, która go hańbi”
. Obecnie tę wielką myśl rozwijają panowie Romanones i inni. 
Jak gdyby monarchia była w ogóle możliwa bez kamaryli, tym bardziej w Hiszpanii! Nie wykluczony, co 
prawda, jest taki zbieg okoliczności, w którym klasy posiadające mogą się okazać zmuszone poświęcić 
monarchię,   by uratować  siebie   (przykładem  –  Niemcy!).  Jest  jednak  całkiem   możliwe,   że   madrycka 
monarchia, chociaż z podbitym okiem, przetrwa aż do dyktatury proletariatu.

Hasło republiki jest obecnie, rzecz zrozumiała, także hasłem proletariatu. Jemu jednak nie chodzi 

jedynie o zamianę króla na prezydenta, a o radykalne oczyszczenie całego społeczeństwa z feudalnych 
śmieci. Tu na pierwszym miejscu pojawia się kwestia agrarna.

Stosunki   panujące   na   hiszpańskiej   wsi   dają   obraz   półfeudalnej   eksploatacji.   Nędza   chłopów, 

zwłaszcza  w Andaluzji  i Kastylii,  ucisk obszarników, władz  i kacyków nie jeden już  raz  popychały 
robotników rolnych i chłopską biedotę do otwartego wystąpienia. Czy oznacza to jednak, że w Hiszpanii 
można, choćby drogą rewolucji, stosunki burżuazyjne oczyścić z feudalnych? Nie, znaczy to tylko, że w 
warunkach Hiszpanii kapitalizm może wyzyskiwać chłopstwo nie inaczej, jak w półfeudalnej formie. 
Skierowanie oręża rewolucji przeciwko przeżytkom hiszpańskiego średniowiecza oznacza skierowanie jej 
przeciwko samym korzeniom burżuazyjnego panowania.

Żeby wyrwać chłopstwo z zaściankowości i spod reakcyjnych wpływów, proletariatowi potrzebny 

jest jasny rewolucyjno-demokratyczny program. Brak ziemi i wody, dzierżawna niewola – stawiają na 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 7 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

ostrzu noża problem konfiskaty ziem obszarniczych na rzecz chłopskiej biedoty. Brzemię fiskusa, ponad 
siły zadłużenie państwa, biurokratyczny rabunek i afrykańskie awantury stawiają kwestię taniego rządu
który   mogą   zapewnić   nie   właściciele   latyfundiów,   nie   bankierzy   i   przemysłowcy,   nie   utytułowani 
liberałowie, a sami ludzie pracy.

Panowanie duchowieństwa i bogactwa Kościoła wysuwają zadanie demokratyczne:  oddzielenie 

Kościoła od państwa i rozbrojenie go, poprzez przekazanie jego bogactw ludowi. Nawet najbardziej 
przesądne warstwy chłopstwa poprą te zdecydowane kroki, gdy się przekonają, że wydatki budżetowe, 
kierowane   dotąd   na   Kościół,   jak   i   jego   bogactwa,   trafią   w   wyniku   sekularyzacji   nie   do   kieszeni 
wolnomyślnych liberałów, a na podniesienie wycieńczonej chłopskiej gospodarki.

Tendencje   separatystyczne   stawiają   przed   rewolucją   demokratyczne   zadanie  narodowego 

samookreślenia się. Tendencje te, zewnętrznie, zaostrzyły się w okresie dyktatury. Ale gdy „separatyzm” 
katalońskiej burżuazji jest tylko narzędziem w jej grze z madryckim rządem przeciwko katalońskiemu i 
hiszpańskiemu ludowi, separatyzm robotników i chłopów jest tylko przykrywką ich społecznego buntu. 
Te   dwa   rodzaje   separatyzmu   trzeba   bardzo   wyraźnie   rozgraniczać.   Ale   właśnie   po   to,   by  oddzielić 
narodowo uciskanych robotników i chłopów od ich burżuazji, awangarda proletariacka winna zająć w 
kwestii narodowego samookreślenia się najodważniejsze i najuczciwsze stanowisko. Robotnicy będą w 
pełni bronić  prawa  Katalończyków i Basków do samodzielnego bytu państwowego, gdyby większość 
tych narodowości opowiedziała się za całkowitym oddzieleniem. Nie oznacza to jednak oczywiście, że 
przodujący   robotnicy   będą   popychać   Katalończyków   i   Basków   do   oddzielenia   się.   Przeciwnie, 
gospodarcza   jedność   kraju   przy  szerokiej   autonomii   narodowych   okręgów,   dawałoby   robotnikom   i 
chłopom wiele plusów z punktu widzenia gospodarki i kultury.

Próba   monarchii   zapobieżenia   dalszemu   rozwojowi   rewolucji   przy  pomocy  nowej   wojskowej 

dyktatury nie jest bynajmniej wykluczona. Wykluczone jest jednak poważne i długotrwałe powodzenie 
podobnej próby. Lekcja Primo de Rivery jest jeszcze zbyt świeża. Kajdany nowej dyktatury trzeba by było 
nakładać na nie zagojone jeszcze wrzody po starej. O ile można sądzić na podstawie telegramów, król nie 
miałby   nic   przeciwko   takiej   próbie;   nerwowo   szuka   odpowiedniego   kandydata,   lecz   nie   znajduje 
chętnych. Jedno jest jasne: załamanie się nowej dyktatury wojskowej drogo by kosztowało monarchię i jej 
żywego nosiciela, a rewolucja uzyskałaby nowy potężny impuls.  „Faites vos jeux, messieurs!”

1

  mogą 

powiedzieć robotnicy pod adresem góry.

Czy   można   się   spodziewać,   że   hiszpańska   rewolucja   przeskoczy   okres   parlamentaryzmu? 

Teoretycznie nie jest to wykluczone. Można sobie wyobrazić, że ruch rewolucyjny w stosunkowo krótkim 
czasie   osiągnie   taką   potęgę,   która   nie   pozostawi   klasom   panującym   ani   czasu,   ani   miejsca   dla 
parlamentaryzmu. Ale taka perspektywa jest jednak mało prawdopodobna. Hiszpański proletariat, mimo 
jego   najwyższej   klasy   bojowości,   nie   ma   jeszcze   ani   uznanej   rewolucyjnej   partii,   ani   nawyków 
organizacji rad. Na dodatek, w nielicznych szeregach komunistycznych nie ma jedności. Nie ma jasnego i 
uznanego przez wszystkich programu działania. Tymczasem kwestia kortezów już stoi na porządku dnia. 
W tych warunkach trzeba zakładać, że rewolucja będzie musiała przejść przez stadium parlamentaryzmu.

Nie wyklucza to bynajmniej taktyki bojkotu w stosunku do fikcyjnych kortezów Berengera, tak jak 

rosyjscy robotnicy z  powodzeniem  bojkotowali   dumę  Bułganina  w  1905  roku  i   doprowadzili  do  jej 
załamania się. Szczegółowa taktyczna kwestia bojkotu musi być rozstrzygana w oparciu o stosunek sił na 
danym etapie rewolucji. Ale nawet bojkotując kortezy Berengera, przodujący robotnicy powinni byli 
przeciwstawiać im hasło rewolucyjnych kortezów ustawodawczych. Powinniśmy bezlitośnie demaskować 
szarlatański charakter hasła ustawodawczych kortezów w ustach „lewicowej” burżuazji, która w gruncie 
rzeczy chce ugodowych kortezów, z łaski króla i Berengera, dla zrobienia interesu ze starymi rządzącymi 
i uprzywilejowanymi klikami. Prawdziwe Zgromadzenie Ustawodawcze może być zwołane tylko przez 
rewolucyjny rząd,   w rezultacie   zwycięskiego  powstania   robotników,   żołnierzy  i   chłopów.  Możemy  i 
powinniśmy przeciwstawiać rewolucyjne kortezy kortezom ugodowym; byłoby jednak naszym zdaniem 
niesłuszne rezygnowanie w obecnym stadium z hasła rewolucyjnych kortezów.

Przeciwstawianie   kursu  na   dyktaturę   proletariatu   zadaniom   i   hasłom   rewolucyjnej   demokracji 

(republika,   przewrót   agrarny,   oddzielenie   Kościoła   od   państwa,   konfiskata   kościelnego   majątku, 

1

 „Obstawiamy zakłady, panowie!” – przyp. red.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 8 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

narodowe   samookreślenie   się,   rewolucyjne   zgromadzenie   narodowe)   byłoby   najnędzniejszym   i 
bezcelowym doktrynerstwem. Zanim masy ludowe będą mogły zdobyć władzę, muszą one zjednoczyć się 
wokół kierowniczej proletariackiej partii. Walka o demokratyczną reprezentację, jak i uczestnictwo w 
kortezach na tym czy innym etapie rewolucji, może się okazać niezastąpionym współdziałaniem przy 
rozwiązywaniu tego zadania.

Hasło  uzbrojenia   robotników   i   chłopów  (powołanie   robotniczej   i   chłopskiej   milicji)   powinno 

nabierać w walce coraz większego znaczenia. Ale na danym etapie i to hasło musi być ściśle związane z 
kwestią   obrony  robotniczych   i   chłopskich   organizacji,   przewrotu   agrarnego,   zabezpieczenia   wolnych 
wyborów i ochrony ludu przed reakcyjnymi pronunciamiento.

Radykalny   program  społecznego   prawodawstwa,   zwłaszcza   zabezpieczenia   bezrobotnych, 

przeniesienia ciężarów podatkowych na klasy posiadające, powszechnej bezpłatnej oświaty – wszystkie te 
i im podobne środki, które same w sobie jeszcze nie wychodzą poza ramy społeczeństwa burżuazyjnego, 
winny być wypisane na sztandarze proletariackiej partii.

Wraz   z   tym   muszą   jednak   być   już   dziś   wysuwane   żądania   o   charakterze   przejściowym: 

nacjonalizacji kolei, która w Hiszpanii jest całkowicie prywatna; nacjonalizacji kopalin; nacjonalizacji 
banków;   robotniczej   kontroli   nad   przemysłem;   w   końcu   –   państwowego   regulowania   gospodarki. 
Wszystkie   te  żądania  związane   są  z  przechodzeniem  od  systemu  burżuazyjnego  do  proletariackiego, 
przygotowują to przejście, by następnie, po nacjonalizacji banków i przemysłu, roztopić się w systemie 
przedsięwzięć gospodarki planowej, przygotowującym społeczeństwo socjalistyczne.

Tylko pedanci mogą widzieć sprzeczność w łączeniu haseł demokratycznych z przejściowymi i 

czysto   socjalistycznymi.   Tego   rodzaju   kombinowany   program,   odzwierciedlający   sprzeczną   budowę 
historycznego społeczeństwa, nieuchronnie wynika z różnorodności zadań, pozostałych w dziedzictwie po 
przeszłości. Sprowadzenie tych zadań do jednego mianownika – do dyktatury proletariatu – to operacja 
konieczna,   lecz   absolutnie   niewystarczająca.   Nawet   jeśli   wybiegniemy   naprzód   i   założymy,   że 
proletariacka awangarda już uświadomiła sobie, że tylko dyktatura proletariatu może uratować Hiszpanię 
przed dalszym rozkładem, w całej mocy pozostaje zadanie przygotowawcze – skupienie wokół awangardy 
niejednorodnych warstw klasy robotniczej i jeszcze bardziej różnorodnych wiejskich mas pracujących. 
Przeciwstawianie   gołego   hasła   dyktatury   proletariatu   historycznie   uwarunkowanym   zadaniom,   które 
popychają   teraz   masy   na   drogę   powstania,   oznaczałoby   zastępowanie   marksowskiego   rozumienia 
rewolucji społecznej bakuninizmem. Byłby to najpewniejszy sposób na zaprzepaszczenie rewolucji.

Po cóż mówić, że demokratyczne hasła w żadnym wypadku nie mają na celu zbliżenia proletariatu 

z republikańską burżuazją. Przeciwnie, stwarzają one grunt do walki z burżuazyjną lewicą, pozwalając 
ujawniać   na   każdym   kroku   jej   antydemokratyczny   charakter.   Im   śmielej,   bardziej   zdecydowanie   i 
bezwzględnie proletariacka awangarda będzie walczyła o hasła demokratyczne, tym prędzej zapanuje nad 
masami   i   wyrwie   grunt   spod   nóg   burżuazyjnych   republikanów   i   socjalistycznych   reformistów,   tym 
pewniej najlepsze ich elementy przyłączą się do nas, tym prędzej demokratyczna republika utożsami się w 
świadomości mas z republiką robotniczą.

Żeby właściwie zrozumiane  teoretyczne  sformułowanie  przekształciło  się w żywy historyczny 

fakt, trzeba to sformułowanie przeprowadzić przez świadomość mas w oparciu o ich doświadczenie, ich 
potrzeby, ich wymogi. Do tego trzeba, nie rozpraszając się na szczegóły, nie rozpraszając uwagi mas, 
sprowadzić program rewolucji do niewielkiej liczby jasnych i prostych haseł i zmieniać je w zależności 
od dynamiki walki. Na tym właśnie polega rewolucyjna polityka.

5. Komunizm, anarchosyndykalizm, socjaldemokracja

Jak należało przypuszczać, kierownictwo Kominternu zaczęło od tego, że przegapiło hiszpańskie 

wydarzenia. Manuilski, „wódz” krajów łacińskich, jeszcze całkiem niedawno ogłaszał, że wydarzenia w 
Hiszpanii   nie  zasługują  na  uwagę.  Jeszcze  czego!  Ludzie  ci   proklamowali   w 1928  roku  we  Francji 
jutrzenkę   proletariackiego  przewrotu.  Potem,   po tak  długotrwałym  upiększaniu  swą  weselną  muzyką 
pogrzebu, nie mogli nie przywitać wesela marszem pogrzebowym. Inne postępowanie oznaczałoby zdradę 
siebie   samych.   Kiedy   tym   nie   mniej   okazało   się,   że   wydarzenia   w   Hiszpanii,   nie   przewidziane 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 9 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

kalendarzem „trzeciego okresu”, nadal się rozwijają, wodzowie Kominternu po prostu zamilkli: zawsze to 
ostrożniej.   Ale   grudniowe   wydarzenia   sprawiły,   że   dalsze   milczenie   stało   się   niemożliwe.   I   znów, 
zachowując wierność tradycji, wódz krajów łacińskich zatoczył nad własną głową łuk o promieniu 180 
stopni – mamy tu na uwadze artykuł w „Prawdzie” z 17 grudnia.

Dyktatura Berengera, jak i dyktatura Primo de Rivery, ogłoszona została w tym artykule „reżimem 

faszystowskim”. Mussolini, Mateoti, Primo de Rivera, MacDonald, Czang Kaj-Szek, Berenger, Dan – 
wszystko to rodzaje faszyzmu. Skoro jest gotowe słowo, po cóż się zastanawiać? Pozostaje jeszcze, dla 
kompletu,   włączyć   do   tego   szeregu   abisyńskiego   negusa.   O   hiszpańskim   proletariacie   „Prawda” 
informuje, że nie tylko „coraz szybciej przyswaja program i hasła hiszpańskiej partii komunistycznej”
ale że już  „uświadomił sobie swą rolę hegemona w rewolucji”. Zarazem oficjalne telegramy z Paryża 
informują o chłopskich radach w Hiszpanii. Wiadomo, że pod stalinowskim kierownictwem system rad 
przyswajają sobie i wprowadzają w życie przede wszystkim chłopi (Chiny!). Jeśli proletariat „uświadomił 
sobie swą rolę hegemona”
, a chłopi zaczęli budować rady, i wszystko to pod kierownictwem oficjalnej 
partii komunistycznej, to zwycięstwo hiszpańskiej rewolucji należy uważać za pewne – w każdym razie 
do chwili, gdy madryccy „wykonawcy” zostaną oskarżeni przez Stalina i Manuilskiego o niewłaściwe 
wprowadzanie linii generalnej, która na łamach „Prawdy” znów staje przed nami, jak generalne nieuctwo 
i generalna lekkomyślność. Po zdemoralizowaniu do szpiku kości siebie samych swą własną polityką, owi 
„wodzowie” już niczego nie są w stanie się nauczyć!

W gruncie rzeczy, mimo potężnego rozmachu walki, subiektywne czynniki rewolucji – partia, 

organizacja mas, hasła – są niezwykle spóźnione względem zadań ruchu – na tym spóźnieniu polega dziś 
główne niebezpieczeństwo.

Półżywiołowe załamywanie się strajków, prowadzących do ofiar i klęsk, bądź kończących się 

remisem, jest absolutnie nieuniknionym etapem rewolucji, okresem przebudzenia się mas, ich mobilizacji 
i przystępowania do walki. W ruchu bierze przecież udział nie śmietanka robotników, lecz cała ich masa. 
Strajkują   robotnicy   fabryczni,   lecz   także   rzemieślnicy,   kierowcy   i   piekarze,   robotnicy   budowlani, 
melioratorzy  i,   w   końcu,   robotnicy  rolni.   Weterani   rozprostowują   plecy,   nowozaciężni   uczą   się.   Za 
pośrednictwem tych strajków klasa zaczyna się czuć klasą.

Jednakże to, co stanowi na danym etapie o sile ruchu – jego żywiołowość – może w przyszłości 

stać się źródłem jego słabości. Założenie, że ruch także w przyszłości okaże się pozostawiony samemu 
sobie,   bez   jasnego   programu,   bez   własnego   kierownictwa,   oznaczałoby   założenie   perspektywy 
beznadziejności. Nie chodzi przecież o nic innego, niż o zdobycie władzy. Nawet najbardziej burzliwe 
strajki – tym bardziej rozproszone – tego zadania nie rozwiążą. Gdyby proletariat w procesie walki nie 
poczuł już w najbliższych miesiącach, że jego zadania i metody stają się jaśniejsze dla niego samego, że 
jego szeregi zwierają się i umacniają, to w jego własnym środowisku nieuchronnie zacząłby się rozpad. 
Szerokie  warstwy,  po raz  pierwszy uruchomione  przez  obecny  ruch, ogarnęłaby  znowu  bierność.  W 
awangardzie,  w miarę  tego, jak grunt usuwałby się spod nóg, zaczęłyby się odradzać skłonności do 
działań partyzanckich i w ogóle do awanturnictwa. Ani chłopstwo, ani miejska biedota nie znalazłyby w 
tym wypadku autorytatywnego kierownictwa. Przebudzone nadzieje przeszłyby wkrótce w rozczarowanie 
i zaciętość. W Hiszpanii powstałaby sytuacja, będąca do pewnego stopnia odtworzeniem sytuacji Włoch 
po jesieni 1920 roku. Gdyby dyktatura Primo de Rivery nie była faszystowską, a typowo hiszpańską 
dyktaturą   wojskowej   kliki,   opierającej   się   na   określonych   częściach   klas   posiadających,   to   przy 
wspomnianych warunkach – bierności i wyczekującej postawie rewolucyjnej partii, oraz żywiołowości 
ruchu masowego – w Hiszpanii mógłby zdobyć grunt prawdziwy faszyzm. Wielka burżuazja mogłaby 
zapanować nad wyprowadzonymi z równowagi, rozczarowanymi i zrozpaczonymi drobnomieszczańskimi 
masami i skierować ich wzburzenie przeciwko proletariatowi. Oczywiście, dziś jeszcze do tego daleko. 
Nie wolno jednak tracić czasu.

Jeśli nawet przypuścić na chwilę, że ruch rewolucyjny, kierowany przez lewe skrzydło burżuazji – 

oficerów, studentów, republikanów – może doprowadzić do zwycięstwa, to bezpłodność tego zwycięstwa 
okazałaby się w ostatecznym rachunku równoznaczna klęsce. Hiszpańscy republikanie, jak już zostało 
powiedziane, całkowicie pozostają na gruncie obecnych stosunków własnościowych. Nie można od nich 
oczekiwać ani wywłaszczenia wielkiego ziemiaństwa, ani likwidacji uprzywilejowanej pozycji kościoła 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 10 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

katolickiego, ani radykalnej czystki stajni Augiasza cywilnej i wojskowej biurokracji. Monarchistyczną 
kamarylę   zastąpiłaby  po   prostu   kamaryla   republikańska   i   mielibyśmy  nowe   wydanie   krótkotrwałej   i 
bezpłodnej republiki lat 1873-1874. To, że socjalistyczni przywódcy ciągną się w ogonie republikańskich 
– jest całkiem naturalne. Wczoraj socjaldemokracja stykała się prawym ramieniem z dyktaturą Primo de 
Rivery. Dziś styka się lewym ramieniem z republikanami. Najwyższym zadaniem socjalistów, którzy nie 
mają i mieć nie mogą własnej polityki, jest udział w solidnym burżuazyjnym rządzie. Pod tym warunkiem 
w ostateczności nie odmówiliby pogodzenia się z monarchią.

Ale  prawicowe skrzydło  anarchosyndykalistów  wcale  nie  jest  zabezpieczone  od  tejże  drogi  – 

wydarzenia grudniowe są w tym względzie wielką lekcją i surowym ostrzeżeniem.

Narodowa   Konfederacja   Pracy  (CNT)   skupia   wokół   siebie   bez   wątpienia   najbardziej   bojowe 

elementy proletariatu.  Selekcja  dokonywała  się  tu   w ciągu  szeregu  lat.   Umacnianie  tej  konfederacji, 
przekształcanie   jej   w   prawdziwą   organizację   mas   jest   wręcz   obowiązkiem   każdego   przodującego 
robotnika i przede wszystkim komunisty. Przyczyniać się do tego można także poprzez pracę wewnątrz 
reformistycznych syndykatów, wytrwale demaskując zdrady ich przywódców i wzywając robotników do 
konsolidacji w ramach jednolitej syndykalistycznej konfederacji. Warunki rewolucji będą nadzwyczaj 
sprzyjać tego rodzaju pracy.

Nie   możemy   sobie   zarazem   czynić   żadnych   złudzeń   co   do   losu   anarchosyndykalizmu   jako 

doktryny   i   metody   rewolucyjnej.   Brakiem   rewolucyjnego   programu   i   niezrozumieniem   roli   partii 
anarchosyndykaliści rozbrajają proletariat. Anarchiści „odrzucają” politykę dotąd, dokąd nie chwyta ich 
ona za gardło – wtedy oczyszczają miejsce dla polityki wrogiej klasy. Tak było w grudniu!

Gdyby  socjalistyczna  partia   uzyskała  w  czasie  rewolucji  pozycję kierowniczą  w proletariacie, 

byłaby   zdolna   tylko   do   jednego   –   do   przekazania   zdobytej   rewolucyjnej   władzy   w   dziurawe   ręce 
republikańskiego   skrzydła,   z   których   władza   automatycznie   przeszłaby   następnie   do   jej   obecnych 
nosicieli. Wielki poród zakończyłby się poronieniem.

Jeśli chodzi o anarchosyndykalistów, to mogliby się oni znaleźć na czele rewolucji tylko wtedy, 

gdyby zrezygnowali ze swych anarchicznych przesądów. Naszym obowiązkiem jest im w tym pomóc. W 
rzeczywistości, należy sądzić, że część syndykalistycznych przywódców przejdzie do socjalistów albo 
zostanie przez rewolucję odrzucona na bok; prawdziwi rewolucjoniści będą z nami; masy przyłączą się do 
komunistów, tak jak i większość socjalistycznych robotników.

Wyższość sytuacji rewolucyjnej na tym też polega, że masy szybko się uczą. Ewolucja mas będzie 

nieuchronnie   wywoływała   rozwarstwienia   i   rozłamy   nie   tylko   wśród   socjalistów,   ale   i   wśród 
syndykalistów.   Praktyczne   porozumienia   z  rewolucyjnymi  syndykalistami   są   w   toku   rewolucji 
nieuniknione.   Porozumień   tych   będziemy   lojalnie   przestrzegać.   Byłoby   jednak   doprawdy   zgubne 
wnoszenie   w   te   porozumienia   elementów   dwuznaczności,   przemilczeń,   fałszu.   Nawet   w   owe   dni   i 
godziny, gdy komunistycznym robotnikom wypada walczyć ramię w ramię z robotnikami syndykalistami, 
nie   wolno   likwidować   pryncypialnej   przegródki,   przemilczać   rozbieżności   czy   osłabiać   krytykę 
zasadniczo   błędnego   stanowiska   sojusznika.   Tylko   pod   tym   warunkiem   stopniowy  rozwój   rewolucji 
będzie zapewniony.

6. Rewolucyjna junta i partia

Do jakiego stopnia sam proletariat dąży do połączenia działań, świadczy dzień 15 grudnia, kiedy 

to   robotnicy  powstali   jednocześnie   nie   tylko   w   wielkich   miastach,   ale   i   w   drugorzędnych   osadach. 
Wykorzystali oni sygnał republikanów, nie mają bowiem wystarczająco głośnego własnego sygnalisty. 
Porażka ruchu nie wywołała najwidoczniej nawet cienia upadku. Masy traktują własne wystąpienia jako 
doświadczenia,   jak   szkołę,   jak   przygotowanie.   Jest   to   w   najwyższym   stopniu   wyrazista   cecha 
rewolucyjnego wzrostu. Aby wyjść na szerokie wody, proletariatowi już teraz niezbędna jest organizacja, 
wznosząca się ponad wszystkimi obecnymi politycznymi, narodowymi, prowincjonalnymi i zawodowymi 
podziałami  w szeregach proletariatu,  i odpowiadająca rozmachowi  obecnej  rewolucyjnej  walki.  Taką 
organizacją,   demokratycznie   wybraną   przez   robotników   zakładów,   fabryk,   kopalń,   przedsiębiorstw 
handlowych, transportu kolejowego i morskiego, proletariuszy miast i wsi, może być tylko rada. Epigoni 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 11 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

wyrządzili   niewymierną   szkodę   ruchowi   rewolucyjnemu   w   całym   świecie,   utwierdzając   w   wielu 
umysłach przesąd, jakoby rady powstają jedynie na potrzeby zbrojnego powstania i nie inaczej, jak w jego 
przededniu. W rzeczywistości rady powstają wtedy, gdy rewolucyjny ruch robotniczych mas, choćby było 
jeszcze daleko do powstania zbrojnego, rodzi potrzebę szerokiej autorytatywnej organizacji, zdolnej do 
kierowania walkami ekonomicznymi i politycznymi, które ogarniają jednocześnie różne przedsiębiorstwa 
i  różne   zawody.  Tylko   pod tym  warunkiem,  jeśli  rady  w  ciągu przygotowawczego  okresu  rewolucji 
zakorzeniają się w klasie robotniczej, okażą się one zdolne do odegrania kierowniczej  roli w chwili 
bezpośredniej  walki  o  władzę.   Co  prawda,  słowo „rady” zyskało  teraz,   po trzynastu  latach  istnienia 
systemu radzieckiego, w znacznej mierze inny sens, niż miało ono w 1905 czy na początku 1917 roku, 
kiedy rady powstawały nie jako organy władzy, a tylko jako organizacje bojowe klasy robotniczej. Słowo 
junta, ściśle związane z całą hiszpańską rewolucyjną historią, jak najlepiej wyraża tę właśnie myśl. Na 
porządku dnia w Hiszpanii stoi utworzenie robotniczych junt.

Przy   obecnym   stanie   proletariatu   budowa   junt   zakłada   udział   w   nich   komunistów, 

anarchosyndykalistów,   socjaldemokratów   i   bezpartyjnych   przywódców   walki   strajkowej.   Do   jakiego 
stopnia można liczyć na udział anarchosyndykalistów i socjaldemokratów w radach? Nie sposób tego z 
góry przewidzieć. Rozmach ruchu bez wątpienia zmusi wielu syndykalistów, a może i część socjalistów, 
do   pójścia   dalej,   niż   chcą,   jeśli   komuniści   będą   potrafili   z   niezbędną   energią   postawić   kwestię 
robotniczych junt.

W obliczu naporu mas praktyczne kwestie budowy rad, zasady przedstawicielstwa, czas i sposób 

wyborów itp. mogą i powinny stać się przedmiotem porozumienia nie tylko wszystkich komunistycznych 
frakcji między sobą, ale i z tymi syndykalistami i socjalistami, którzy zdecydują się na tworzenie junt. 
Zrozumiałe, że komuniści występują na wszystkich etapach walki ze swym rozwiniętym sztandarem. 
Wbrew najnowszej teorii stalinizmu, wątpliwe jest, czy junty chłopskie, jako organizacje wyborcze, będą 
masowo powstawały, w każdym razie w znaczącej ilości i przed zdobyciem władzy przez proletariat. W 
okresie przygotowawczym na wsi będą najprędzej rozwijać się inne formy organizacji, oparte nie na 
wybieralności,  a na indywidualnej  selekcji – chłopskie  związki,  komitety biedoty wiejskiej, komórki 
komunistyczne,   związek   zawodowy  robotników   rolnych   itp.   Propagowanie   hasła  chłopskich   junt,   w 
oparciu o rewolucyjny program agrarny, może być jednak już teraz postawione na porządku dnia.

Bardzo   ważne   jest   właściwe   postawienie   kwestii  junt   żołnierskich.   Ze   względu   na   charakter 

wojskowej   organizacji,   junty   żołnierskie   mogą   powstać   jedynie   w   ostatnim   okresie   rewolucyjnego 
kryzysu, kiedy władza państwowa traci kontrolę nad wojskiem. W okresie przygotowawczym chodzi o 
organizacje o charakterze zamkniętym, o grupy rewolucyjnych żołnierzy, o komórki partyjne, w wielu 
wypadkach o osobiste kontakty robotników z poszczególnymi żołnierzami.

Republikańskie powstanie w grudniu 1930 roku będzie bez wątpienia odnotowane w historii jako 

rubież między dwoma epokami rewolucyjnej walki. Co prawda, lewe skrzydło republikanów nawiązało 
kontakt z przywódcami organizacji robotniczych, by doprowadzić do jednolitego wystąpienia. Bezbronni 
robotnicy mieli odgrywać rolę chóru przy koryfeuszach republikanach. Cel ten został osiągnięty – do tego 
stopnia, by raz na zawsze ujawnić niemożność pogodzenia oficerskiego spisku z rewolucyjnym strajkiem. 
Przeciwko   wojskowemu   spiskowi,   który   przeciwstawił   jeden   rodzaj   broni   drugiemu,   rząd   znalazł 
wystarczające   siły   wewnątrz   samej   armii.   A   strajk,   pozbawiony   samodzielnego   celu   i   własnego 
kierownictwa, musiał upaść, jak tylko wojskowe powstanie zostało stłumione.

Rewolucyjną rolę armii, nie jako narzędzia oficerskich eksperymentów, a jako zbrojnej części 

ludu,   określa   w   ostatecznym   rachunku   rola   robotniczych   i   chłopskich   mas   w   toku   walki.   Żeby 
rewolucyjny strajk mógł zwyciężyć, musi on doprowadzić do konfrontacji robotników z wojskiem. Jak 
bardzo by nie były ważne czysto wojskowe elementy takiego starcia, góruje w nim jednak polityka. 
Zdobyć żołnierską masę armii można tylko poprzez jasne postawienie społecznych zadań przewrotu. Lecz 
właśnie zadania społeczne odstraszają oficerstwo. Jest rzeczą naturalną, że proletariaccy rewolucjoniści 
centrum   uwagi   już   dzisiaj   winni   przenieść   na   żołnierzy,   tworząc   w  pułkach   komórki   świadomych   i 
odważnych rewolucjonistów. Komunistyczna praca w armii, politycznie podporządkowana pracy wśród 
proletariatu   i   chłopstwa,   może   rozwijać   się   tylko   w   oparciu   o   jasny  program.   Kiedy  zaś   nadejdzie 
decydujący moment, robotnicy muszą masowością i siłą swego natarcia pociągnąć większość armii na 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 12 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Lew Dawidowicz Trocki – Rewolucja hiszpańska (1931 rok)

stronę ludu, czy też choćby ją zneutralizować. To szerokie rewolucyjne postawienie kwestii nie wyklucza 
wojskowego „spisku” przodujących żołnierzy i sympatyzujących z rewolucją proletariacką oficerów w 
okresie bezpośrednio poprzedzającym strajk powszechny i powstanie. Jednak tego rodzaju „spisek” nie 
ma   nic   wspólnego   z  pronunciamiento  –   jego   zadania   mają   służebny   charakter   i   polegają   na 
zabezpieczeniu zwycięstwa proletariackiego powstania.

Dla rozwiązania z powodzeniem wszystkich tych zadań trzeba spełnienia trzech warunków: partii, 

znowu partii, jeszcze raz partii.

Jak ukształtują się stosunki różnych obecnych komunistycznych organizacji i grup, i jaki okaże się 

ich   los   w  przyszłości,   trudno   o   tym   sądzić   z   boku.   Wykaże   to   doświadczenie.   Wielkie   wydarzenia 
bezbłędnie sprawdzają idee, organizacje i ludzi. Jeśli kierownictwo Kominternu okaże się niezdolne do 
zaproponowania hiszpańskim robotnikom czegokolwiek, prócz błędnej polityki, komenderowania aparatu 
i rozłamu,  to prawdziwa  komunistyczna  partia  Hiszpanii  ukształtuje się i zahartuje poza oficjalnymi 
ramami   Komunistycznej   Międzynarodówki.   Tak   czy   inaczej,   partia   musi   być   stworzona.   Musi   być 
jednolita i scentralizowana.

Klasa   robotnicza   w   żadnym   razie   nie   może   budować   swej   politycznej   organizacji   na   bazie 

federacji. Partia komunistyczna – to nie pierwowzór przyszłego ustroju państwowego Hiszpanii, a stalowa 
dźwignia do obalenia istniejącego ustroju. Nie może być ona organizowana inaczej, jak na zasadach 
centralizmu demokratycznego.

Proletariacka junta stanie się ową szeroką areną, na której każda partia i każda grupa poddana 

zostanie próbie i sprawdzeniu na oczach szerokich mas. Hasło jednolitego frontu robotników będzie przez 
komunistów przeciwstawione praktyce koalicji socjalistów i części syndykalistów z burżuazją. Tylko 
jednolity rewolucyjny front uczyni proletariat zdolnym do pozyskania niezbędnego zaufania uciskanych 
mas wsi i miast. Powstanie jednolitego frontu możliwe jest tylko pod sztandarem komunizmu. Juncie 
potrzebna jest kierownicza partia. Bez twardego kierownictwa pozostałaby ona pustą organizacyjną formą 
i nieuchronnie popadłaby w zależność od burżuazji. Na hiszpańskich komunistów spadają więc ogromne 
historyczne zadania. Przodujący robotnicy wszystkich krajów będą żarliwie śledzić przebieg wielkiego 
rewolucyjnego   dramatu,   który   dziś   lub   jutro   wymagał   będzie   od   nich   nie   tylko   sympatii,   ale   i 
współdziałania. Bądźmy gotowi!

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 13 –

http://skfm.dyktatura.info/